Technologia druku 3D wciąż się rozwija. Chociaż wydawało się, że boom na tego typu urządzenia jest już za nami, to według ekspertów wciąż tkwi w nich ogromny potencjał. Spadek kosztów zakupu i eksploatacji tej technologii prowadzi do tego, że coraz częściej wykorzystywana jest nie tylko w szkołach i laboratoriach naukowych, lecz także w przemyśle. Nike jeszcze w tym roku zamierza drukować podeszwy, Dubaj chce do 2030 roku drukować w technologii 3D aż 25 proc. swoich nowych budynków, a w niedalekiej przyszłości drukowane części eksploatacyjne mogą trafić nawet na Marsa.
– W edukacji idzie wielka fala zakupów drukarek 3D do szkół, które wydają się być idealnym uzupełnieniem pracowni informatycznej, gdzie możemy włączać programowanie i projektowanie w praktycznej formie. Z drugiej strony w przemyśle druk 3D zmienia oblicze wielu dużych sektorów, powstaje najwięcej innowacji i rewolucyjnych zmian, które teraz obserwujemy – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Karol Górnowicz, prezes firmy Skriware.
Boom na drukarki 3D dopiero przed nami. Urządzenia, które do tej pory trafiały zwykle do szkół oraz małych przedsiębiorców zajmujących się projektowaniem i personalizacją, stanowią nieduży procent całego potencjału, który niesie ze sobą technologia 3D.
Edukacja to jedna z większych, ale nie jedyna dziedzina, w której druk 3D znajduje zastosowanie. W medycynie stosowany jest coraz częściej w projektowaniu implantów albo aparatów słuchowych, które są idealnie dopasowane do fizyczności danej osoby.
– Wszędzie, gdzie wchodzi w grę precyzyjne projektowanie, personalizacja, testowanie materiałów, szeroko rozumiane prototypowanie, tam druk 3D spisuje się idealnie. Ostatnio firma Carbon weszła we współpracę z Adidasem, co zaowocuje wyprodukowaniem spersonalizowanych, wydrukowanych w 3D podeszw do butów, które wejdą na masowy rynek jeszcze w tym roku – zapowiada Karol Górnowicz.
Elementy wyprodukowane w technologii druku 3D świetnie spisują się także w budownictwie, przy czym drukuje się już nie tylko narzędzia, lecz także całe budynki. Liderem tej branży chce się stać Dubaj, gdzie według założeń do 2030 roku jedna czwarta nowo powstających budynków ma być wybudowana przy wykorzystaniu druku 3D. Technologia może znaleźć zastosowanie także w misjach kosmicznych.
– Wraz z rozwojem technologii kosmicznej, druk 3D trafi również na Marsa. Może pomóc w produkowaniu części eksploatacyjnych, a także w prowadzeniu eksperymentów i w prototypowaniu narzędzi, a także konstrukcji, które potem będą umieszczane na Marsie. To są oszczędności czasowe i kosztowe, w takiej symulacji astronauci i inżynierowie testują możliwości druku 3D do granic – stwierdza Karol Górnowicz.
Jak wynika z szacunków zawartych w raporcie Markets and Markets, w 2023 roku rynek druku 3D ma osiągnąć wartość 32,78 mld dol. Na popularność tej technologii wpływa m.in. łatwość wytworzenia zindywidualizowanych elementów za pomocą drukarek 3D, co wiążę się z obniżeniem kosztów przygotowania i produkcji.
Do 2020 r. liczba chorych na raka podwoi się. Ratunkiem dla nich są radiofarmaceutyki, czyli leki zawierające pierwiastek promieniotwórczy. Wykorzystywane są w medycynie nuklearnej do celów diagnostycznych oraz do leczenia, które umożliwia niszczenie jedynie chorych tkanek. Polska już teraz jest jednym z liderów pod względem produkcji radiofarmaceutyków. Do 2020 r. ma powstać Centrum Projektowania i Syntezy Radiofarmaceutyków Ukierunkowanych Molekularnie „CERAD”. Dzięki inwestycji Polska może stać się potentatem na rynku medycyny nuklearnej na świecie.
– Projekt CERAD znalazł się na polskiej mapie drogowej dużej infrastruktury badawczej w celu prowadzenia badań nad nowymi radiofarmaceutykami. To leki, które zawierają w sobie izotop promieniotwórczy. Dzięki energii i promieniowaniu emitowanemu przez te izotopy, możemy wykorzystać ich właściwości albo do badań diagnostycznych u pacjentów, albo w celu leczniczym, czyli np. niszczenia tkanki nowotworowej – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje prof. Renata Mikołajczak z Ośrodka Radioizotopów POLATOM w Narodowym Centrum Badań Jądrowych.
Dane Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) pokazują, że do 2020 roku liczba chorych na raka podwoi się. Dla ich leczenia i ratowania życia oraz obrazowania funkcji organów niezbędne są właśnie radiofarmaceutyki, a do ich wytwarzania na potrzeby medycyny nuklearnej konieczna jest produkcja izotopów. Centrum CERAD ma za zadanie prowadzić badania, które będą wykorzystywać substancje czynne biologicznie, specyficznie lokowane w organizmie chorego po to, żeby wykrywać schorzenia, leczyć je lub żeby wykryć i pomóc lekarzom zaplanować odpowiednią procedurę terapeutyczną.
– Zakładamy, że nowe leki będą dawały efekt wczesnego wykrywania schorzeń, pozwalały zobrazować schorzenia których nie daje się zobrazować innymi metodami diagnostycznymi jak np. tomografią komputerową czy badaniem rezonansu magnetycznego – mówi Renata Mikołajczak, kierownik projektu „CERAD”.
Do otrzymywania radiofarmaceutyków niezbędna jest energia jądrowa. Reaktor MARIA, znajdujący się w Narodowym Centrum Badań Jądrowych w Świerku, zapewnia napromienianie tarcz uranowych służących do produkcji molibdenu-99, czyli izotopu do produkcji radiofarmaceutyków. Polska zapewnia blisko 20 proc. światowego zapotrzebowania na ten izotop. Dzięki produkcji molibdenu-99, rocznie wykonuje się ponad 250 mln procedur medycznych.
W CERAD zostanie zainstalowane także inne urządzenie do otrzymywania izotopów. Cyklotron będzie przyspieszał cząstki alfa, które będą wykorzystywane do otrzymywania izotopów promieniotwórczych. Tak otrzymywane cząsteczki wytwarzane są tylko w kilku ośrodkach na świecie. Pomieszczenia cyklotronu mają być wyposażone również w nowoczesne laboratoria do syntezy radiofarmaceutyków i do prowadzenia badań naukowych.
– Inne izotopy otrzymuje się w reaktorze, a inne w cyklotronie. W ten sposób uzyskamy bardzo szerokie możliwości uzyskiwania izotopów do celów medycznych o szerokim spektrum działania: izotopy do diagnostyki w technice PET (Pozytonowej Tomografii Emisyjnej – przyp.red.), do techniki SPECT (tomografia z użyciem promieniowania gamma – przyp.red.), ale również emitery promieniowania alfa, emitery promieniowania beta minus, które mogą być wykorzystywane w leczeniu – wymienia ekspertka.
Raport „Global Nuclear Medicine Market Analysis & Trends” wskazuje, że do 2025 roku rynek medycyny nuklearnej będzie wart 11,3 mld dolarów, a tempo wzrostu co roku będzie dwucyfrowe. Polska, pod względem radiofarmaceutyków już należy do światowej czołówki. Dzięki instalacji cyklotronu w Centrum Projektowania i Syntezy Radiofarmaceutyków Ukierunkowanych Molekularnie „CERAD”, nasz kraj ma szansę stać się na tym rynku potentatem.
– To zwiększy możliwości badawcze całego konsorcjum CERAD. W ten sposób zwiększymy również możliwości i dostępność radiofarmaceutyków, które będą wykorzystywane później przez naszych partnerów w konsorcjum – zapowiada prof. Renata Mikołajczak.
Przez większość 2017 roku rynki kapitałowe przyciągały uwagę kolejnymi wzrostami. Tymczasem większość paliw, metali przemysłowych i szlachetnych zyskuje w imponującym tempie. Nie brakuje głosów, że rynek surowców pobije w tym roku rynek akcyjny.
Podczas gdy na rynkach akcji od lat trwa hossa, metale przemysłowe, szlachetne i paliwa długo znajdowały się pod rządami bessy, nie mogąc podźwignąć się z dołka od 2008 r. Rynek surowców ściśle związany jest z koniunkturą w realnej gospodarce, która od kryzysu finansowego nie mogła wyjść na prostą.
W 2017 r. większość obserwatorów i inwestorów ekscytowała się kolejnymi szczytami na rynku akcji, tymczasem w cieniu Wall Street do życia powracał rynek surowców. I to tutaj padły prawdziwe rekordy. Hitem inwestycyjnym okazał się pallad, którego cena wzrosła w ciągu roku o ponad 50 proc., osiągając najwyższy poziom od 2001 r. Nieźle radził sobie zresztą cały rynek. Indeks S&P GSCI Industrial Metals Total Return zyskał w 2017 r. 24 proc., a indeks S&P GSCI Industrial Metals Total Return ponad 16 proc. Co czeka ten rynek w najbliższych miesiącach?
Decydujący głos Chin
Rynek surowców znajduje się pod wpływem dwóch czynników sprzyjających wzrostowi cen. Pierwszym z nich jest koniunktura, która w dużym stopniu zależy od Chin, konsumujących połowę globalnej produkcji surowców. Druga co do wielkości gospodarka na świecie przechodzi z fazy wspierania wysokiego wzrostu na produktywność. Oznacza to koncentrację na produkcji przynoszącej dużą wartość dodaną, która przyniesie popyt na surowce. Problemy duszącego się w pyłach smogu Pekinu oznaczają natomiast wygaszanie starych hut i mniejsze zapotrzebowanie na węgiel. Z drugiej strony rośnie popyt na lekkie metale, jak aluminium oraz stal wysokiej jakości. Drugi czynnik to małe zapasy, które są konsekwencją ograniczania produkcji w okresie dekoniunktury. Minie jeszcze kilka kwartałów zanim braki zostaną uzupełnione.
Zresztą wsparcie dla cen surowców będzie stanowić niski stan nie tylko chińskich, ale też ogólnoświatowych zapasów. To właśnie pustki w magazynach odpowiadają za wzrost cen miedzi. W tym roku mają się one ustabilizować, choć istotnym czynnikiem ryzyka dla produkcji są potencjalne strajki pracowników na tle płacowym. Tym bardziej, że w wielu firmach wygasają w tym roku umowy ze związkami zawodowymi.
Cenne metale
W grupie najmocniej drożejących surowców w 2017 r. znalazły się lit i kobalt. Ceny litu skoczyły aż o 36 proc., podczas gdy kobalt podwoił cenę. Tak duża dynamika wynika przede wszystkim z ograniczonych zapasów i dużego popytu, generowanego przez młody przemysł samochodów elektrycznych, który używa obydwu metali do produkcji baterii. Analitycy szacują, że braki w magazynach zostaną uzupełnione w 2019 r. Wpływ większej podaży na ceny jest trudny do oszacowania, gdyż może on zostać ograniczony przez rozwój rynku samochodów elektrycznych w Chinach, które od tego roku wdrażają duży pakiet zachęt do nabywania tego typu samochodów. Jeśli chodzi o tradycyjne metale, Bank Światowy spodziewa się spadku cen stali o 10 proc.
Lit i kobalt nazywane są „battery gold” ze względu na rosnący popyt i ich znaczenie w gospodarce. O takich dynamikach mogą tylko pomarzyć inwestorzy zaangażowani na rynku złota. Choć i oni nie mogą narzekać. Kruszec podrożał w 2017 r. przeszło 10 proc., pomimo niesprzyjających okoliczności, takich jak: wzrost stóp procentowych w USA, czy polityka cięcia podatków wspierająca koniunkturę, która może przełożyć się na kolejne zacieśnienie polityki monetarnej. Wierną sojuszniczką złota pozostała sytuacja geopolityczna m.in. z kryzysem na Bliskim Wschodzie, czy w Korei Północnej, która skłaniała inwestorów do szukania bezpiecznych portów, do których żółty kruszec zalicza się w pierwszej kolejności.
Liderem wzrostów jest pallad. Przez ostatnie 16 lat pozostawał w cieniu swojej siostry – platyny. Ostatni raz był od niej droższy w 2001 r. Nie miał z nią szans, ponieważ platyna znajduje znacznie szersze zastosowanie w przemyśle i na rynku jubilerskim. Pallad ma znacznie mniejsze wzięcie u jubilerów i ograniczone zastosowanie w produkcji.
Choć platyna stosowana jest do produkcji katalizatorów w silnikach diesla, po aferze z samochodami VW, diesle znalazły się na cenzurowanym i koncerny samochodowe przestawiły się na pojazdy napędzane silnikami benzynowymi. A w nich do produkcji katalizatorów stosowany jest pallad.
Mówiąc o surowcach, nie można zapomnieć o ropie. Do końca tego roku obowiązuje bowiem porozumienie krajów OPEC i Rosji o ograniczeniu wydobycia, celem odessania z rynku nadwyżki. Bank Światowy przewiduje, że cena baryłki wzrośnie w 2018 r. do 56 USD z 53 dolarów w 2017 r.
Zyski po latach
Wzrosty na rynku surowców to bardzo dobra informacja dla posiadaczy funduszy surowcowych oraz produktów opartych na indeksach związanych z ich cenami. Lata bessy skłoniły wielu posiadaczy jednostek funduszy inwestycyjnych do wyjścia z inwestycji. Natomiast ci, którzy zostali mogą teraz liczyć zyski.
– Wiele przesłanek wskazuje na dalsze wzrosty cen na rynku surowców, ponieważ popyt na metale i paliwa w rozkręcającej się globalnej gospodarce będzie rósł. Nawet jeśli Chiny nieco zwolnią, to w górę idą prognozy dla Europy, która po latach stagnacji zaczyna odżywać. Wskaźniki PMI dla przemysłu w Niemczech i innych krajach są rekordowe – mówi Dorota Seń, ekspertka BGŻOptima.
Jeffrey Gundlach, szef DoubleLine Capital, funduszu zarządzającego aktywami o wartości 119 mld USD uważa, że rynek surowców jest najlepszym miejscem do inwestycji w tym roku. Jego zdaniem na koniec 2018 r. surowce osiągną wyższe wzrosty niż rynek akcji.
Nawet 300-700 mln zł miesięcznie będzie trafiać na GPW, gdy powstaną tworzone przez rząd pracownicze plany kapitałowe. Początki będą jednak skromniejsze, choć zainteresowanie ze strony inwestorów powinno pojawić się szybko.
PPK, które mają ratować system emerytalny, mają pojawić się najwcześniej od 2019 r. Fundusze, które powstaną, działając jako emerytalny filar kapitałowy, podobnie jak to było z OFE, miałyby inwestować na warszawskiej giełdzie.
– Giełdzie w Warszawie bardzo zaszkodziło ograniczanie roli OFE – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Z moich wyliczeń wynika, że dzięki powstaniu PPK co miesiąc na GPW trafiać będzie od 300 do 700 mln zł miesięcznie.
Takie kwoty mogą pojawić się z początkiem przyszłej dekady. Początki będą skromniejsze.
– Jednak zainteresowanie inwestorów może pojawić się bardzo wcześnie, bo będą oni chcieli antycypować przyszłe wzrosty notowań, gdy na giełdę będzie trafiać coraz więcej pieniędzy.
Ustawa o ograniczeniu handlu w niedziele jest bublem legislacyjnym. Już przed jej uchwaleniem wiadomo było, że jej realizacja przysporzy wielu kłopotów. Samemu projektowi można wiele zarzucić, ponieważ ograniczy możliwość pracy tylko części branży, czyli handlu wielkopowierzchniowego. Zawiera w sobie kilkadziesiąt wyjątków. W takim przypadku wiadomo, że pojawią się ludzie, którzy błyskawicznie znajdą różne interpretacje i ustaw będzie w wielu miejscach obchodzona.
– Czy centra handlowe będą wtedy zamknięte? Zapewne nie, bo w wielu butikach za ladą stanąć będą mogli ich właściciele lub współwłaściciele, a nawet osoby, które posiadają choćby 1 proc. własności danego sklepu. Nie ma także ograniczenia dla działalności punktów gastronomicznych, więc te także będą otwarte – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej – Pojawiają się także kuriozalne propozycje. Należy do nich pomysł związany z punktami sprzedaży AGD, które w niedziele odwiedzało zwykle dużo ludzi. Teraz mieliby odwiedzać je zainteresowani klienci, oglądać towar, a następnie dokonywać zakupu przez telefon lub w Internecie. Potem mogliby odebrać zamówienie na miejscu. Takie rozwiązanie byłoby zgodne z nowymi przepisami, chociaż administracja może się z tym nie zgadzać. Ustawa ta spowoduje więc bałagan, na którym ucierpią właściciele sklepów i pracownicy, a przede wszystkim klienci. Zamiast tego można było zagwarantować każdemu z pracowników minimum dwie niedziele w miesiącu wolne od pracy. Mogłoby to objąć to wszystkie branże oraz sklepy, niezależnie od ich wielkości i właściciela. Takie rozwiązanie zadowoliłoby wszystkich – wskazał Arendarski.
Statystyki dotyczące czytelnictwa w Polsce nie są optymistyczne. Tylko mniej więcej co trzeci Polak przeczytał w 2016 roku jakąkolwiek książkę – wynika z ubiegłorocznych badań Biblioteki Narodowej. Jednak wśród czytających książki co dziesiąta osoba przeczytała więcej niż siedem pozycji. Nadal najpopularniejsze są papierowe książki, a najmniej chętnie sięgamy po audiobooki.
– Jeżeli popatrzymy na statystyki czytelnictwa, to być może nie są one bardzo optymistyczne, ale też nie przerażają. Dlatego warto skupić się na pozytywnych aspektach czytelnictwa. Z badań wynika, że jeżeli czytamy, to czytamy całkiem sporo. 10 proc. osób deklarujących, że czyta książki, przeczytało więcej niż siedem w ciągu roku – mówi agencji informacyjnej Newseria Izabela Sadowska, prezes portalu Lubimyczytać.pl.
Z serwisu korzysta ok. 3 mln użytkowników. Wśród nich najbardziej aktywną grupą (35 proc.) są osoby w wieku 14–25 lat. Jedna czwarta to internauci w wieku od 25 do 34 lat. Sporą grupę stanowią też czytelnicy powyżej 45. roku życia.
– Młodzi ludzie bardzo chętnie sięgają po popularną obecnie fantastykę młodzieżową. Z wiekiem ich gusta bardziej się specjalizują. Ze statystyk wynika też, że chętniej po książki sięgają kobiety – mówi Izabela Sadowska.
Z badania „W sieci o książkach”, przeprowadzonego we współpracy z Polską Izbą Książki wynika, że w 2017 roku wzrosło znaczenie księgarni internetowych i bibliotek, za to znacząco spadło znaczenie księgarni sieciowych.
– Prym wciąż wiedzie książka papierowa. Czytelnicy lubią kupować i posiadać je na własność. Odzywa się w nich swego rodzaju fascynacja papierem – mówi Izabela Sadowska. – Z kolei wolniej w tej chwili rozwija się rynek e-booków. Czytniki wciąż są popularne, ale elektronicznym wydaniom książek wciąż daleko jeszcze do wydań papierowych. Najmniejszą popularnością cieszy się natomiast audiobook.
Średnio w skali roku czytelnicy wydają na książki 100–500 zł. W ocenie ankietowanych zarówno książki papierowe, jak i ebooki są za drogie – cena tych pierwszych nie powinna przekraczać 35 zł, a tych drugich – 25 zł. Jak podkreśla Sadowska, 1/4 czytelników e-booków ściąga je nielegalnie z internetu.
Duży może więcej – to główna zasada grupowych inwestycji w nieruchomości. Kupowanie mieszkań, całych budynków czy działek przez dużą grupę inwestorów umożliwia im negocjowanie najlepszej ceny nieruchomości, co oznacza również większe przyszłe zyski. Tego typu inwestycja wymaga znacznie mniejszego kapitału niż samodzielny zakup nieruchomości, a ułatwieniem dla chętnych jest także zarządzanie inwestycją przez wyspecjalizowane spółki.
– Widzimy rosnące zainteresowanie inwestowaniem grupowym. Większa jest zarówno liczba inwestorów, którzy dopytują o nasze projekty, jak i średnia kwota wpłacana przez jednego inwestora. Gdy zaczynaliśmy było to około 24 tys. zł, a dzisiaj to ponad 50 tys. zł na inwestora. Widzimy też, patrząc na rynek, że inni idą w nasze ślady, dzisiaj jest już kilka firm, które taką formę inwestycji oferują. Chociaż jest to wciąż stosunkowo niewielki odsetek rynku, to będzie on rósł dość dynamicznie – prognozuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Artur Kaźmierczak, partner zarządzający Mzuri, firmy zajmującej się grupowymi inwestycjami.
Od 6 do nawet 10 proc. w skali roku – taką rentowność mają grupowe inwestycje w nieruchomości. Dla porównania banki oferują dziś oprocentowanie lokat nieprzekraczające 2 proc. Dlatego wspólne inwestowanie w nieruchomości jest coraz chętniej wybierane przez osoby dysponujące kapitałem. Próg wejścia w taką inwestycję wynosi 10 tys. zł.
– Grupowe inwestowanie w nieruchomości to składanie kwot mniejszych po to, żeby uzyskać jedną dużą, przy pomocy której można kupić nieruchomość, czy będzie to kamienica, czy działka, na której można zbudować nowy blok, czy może np. portfel mieszkań – wyjaśnia Artur Kaźmierczak. – Taka forma inwestowania ma na celu większy zwrot z inwestycji, po drugie, daje możliwość uczestniczenia ze stosunkowo niewielką kwotą w stosunkowo dużym projekcie.
Dysponowanie dużą kwotą uzbieraną przez inwestorów ułatwia negocjowanie najkorzystniejszej ceny.
– Jeśli kupuje się kamienicę, w której jest 30 mieszkań, to jednostkowa cena mieszkania jest niższa, niż gdybyśmy kupowali pojedyncze mieszkanie. To jest sens tej inwestycji, żeby taniej kupić – tłumaczy Artur Kaźmierczak.
Mzuri zarządza ponad 20 mln zł w siedmiu spółkach inwestowania grupowego. Działają one w trzech różnych strategiach: rentierskiej, rewitalizacyjnej i deweloperskiej. Ta pierwsza polega na kupowaniu nieruchomości mieszkaniowych, przeprowadzaniu remontów mieszkań, a następnie ich wynajmowaniu. W ramach tej strategii inwestorzy mogą liczyć na 7 proc. zwrotu rocznie. Dodatkowe wpłaty dotychczasowych inwestorów lub pozyskiwanie nowych pozwalają na zakup kolejnych inwestycji, dzięki czemu minimalizowane jest ryzyko.
– Po odjęciu kosztów funkcjonowania spółki czynsz z tych mieszkań jest na bieżąco wypłacany wspólnikom w proporcji do wniesionego kapitału – wyjaśnia Artur Kaźmierczak.
Z kolei strategia deweloperska polega na zakupie nieruchomości, które następnie są remontowane (lub zabudowywane) i powstałe w ten sposób mieszkania, stworzone z myślą o wynajmie, są sprzedawane zainteresowanym osobom. Inwestorzy zarabiają na tym co najmniej 10 proc. rocznie.
Najnowsza strategia inwestycyjna Mzuri – rewitalizacyjna – polega na zakupie całych kamienic, generujących już dochód z czynszów, które spółka założona przez inwestorów rewitalizuje. Gotowe lokale są sprzedawane lub zatrzymywane na wynajem. Na razie projekt będzie rozwijany w Łodzi. Subskrypcja do spółki Mzuri CFI Łódź zakończyła się w styczniu br.
– Mzuri CFI Łódź będzie inwestować tylko w aglomeracji łódzkiej, by rewitalizować to miasto. Przede wszystkim będziemy kupować kamienice, remontować je, a może na miejscu starych budować nowe budynki z nową tkanką społeczną po to, żeby Łódź stawała się coraz atrakcyjniejszym miastem dla mieszkańców. To miasto oferuje bardzo atrakcyjne zwroty dla inwestorów, więc można połączyć tę funkcję biznesową i misyjną – podkreśla Artur Kaźmierczak.
Wsparcie procesu odmetanowania niżej położonych złóż węgla i zagospodarowanie metanu – to nowy kierunek ekspansji Jastrzębskiej Spółki Węglowej w Indiach. Ten rynek jest dla górniczego giganta jednym z bardziej perspektywicznych. W przyszłości JSW razem ze spółką ZOK z grupy EXME Berger Group chce indyjskim partnerom pomóc w budowie głębinowych kopalń i rozwiązywaniu problemów, które się z tym wiążą. Spółka jest obecna w tym kraju już od dekady – dostarcza koks do indyjskich gigantów produkujących stal.
– Hindusi mają coraz więcej kłopotów związanych z dużymi ilościami metanu i odmetanowaniem. My te doświadczenia mamy, bo gromadziliśmy je przez 25–30 lat pracy w bardzo metanowych kopalniach JSW. Planujemy w najbliższym czasie złożyć ofertę z partnerami w ramach konsorcjum na odmetanowanie kopalń hinduskich. Chcemy postawić nogę w tej części usługowej – mówi agencji informacyjnej Newseria Daniel Ozon, prezes zarządu Jastrzębskiej Spółki Węglowej.
Taką inwestycje planuje spółka Coal India, która produkuje rocznie ponad 500 mln ton węgla. Chodzi o kopalnię głębinową, którą zaprojektowali i wybudowali Polacy w latach 60. XX wieku niedaleko miejscowości Ranchi. Jak podkreśla prezes JSW, Polacy mają duże doświadczenie zarówno w projektowaniu i wdrażaniu procesów odmetanowania, jak i budowie infrastruktury oraz gospodarczym wykorzystaniu metanu.
Indie mają szóste największe na świecie zasoby węgla, szacowane na ponad 300 mld ton. Tylko państwowa spółka Coal India produkuje rocznie ponad 500 mln ton.
– Do tej pory większość kopalń to były kopalnie odkrywkowe. Te złoża się wyczerpują, więc Hindusi muszą sięgać do głębszych pokładów i budować kopalnie głębinowe – mówi Daniel Ozon.
JSW rozpoczęła ekspansję na indyjskim rynku po załamaniu na rynku koksu związanym ze światowym kryzysem gospodarczym. W tym samym czasie gospodarka Indii odnotowała roczne wzrosty na poziomie 8 proc.
– To rynek bardzo perspektywiczny z punktu widzenia dostawców surowców. Dzisiaj produkcja stali na rynku indyjskim to 100 mln ton, docelowo Hindusi chcą w ciągu 10 lat zwiększyć tą produkcję do 300 mln ton. To pokazuje jak duże jest zapotrzebowanie na węgiel koksujący, koks i rudę żelaza – mówi prezes JSW.
Jastrzębska Spółka Węglowa sprzedaje na indyjskim rynku od 500 do 700 tys. ton koksu rocznie. Odbiorcą jest jeden z większych producentów stali na zachodnim wybrzeżu kraju. Aktywnie szuka też kolejnych obszarów ekspansji.
– Podpisaliśmy list intencyjny ze spółką Jindal, która posiada aktywa wydobywcze w różnych częściach świata, m.in. w Australii. Wysłaliśmy tam już w grudniu cztery osoby w ramach wymiany i technologicznej współpracy. Teraz czekamy na rewizytę – mówi Daniel Ozon.
Indyjski koncern Jindal Steel and Power Limited poza sektorem stalowym działa również w energetyce, górnictwie i infrastrukturze. Spółka jest obecna w Azji, Afryce i Australii, gdzie posiada złoża węgla, ma także aktywa wydobywcze w Mozambiku. Obie spółki w listopadzie podpisały porozumienie o współpracy, dotyczące m.in. doradztwa oraz projektów inwestycyjnych w sektorze wydobywczym.
– Patrzę na Azję szerzej, dla mnie jest to miejsce, które technologicznie w wielu aspektach prześcignęło rozwiązania oferowane przez koncerny z Europy Zachodniej czy Ameryki Północnej. Biorąc pod uwagę wolumen produkcji węgla, koksu czy stali w Chinach, ta ekspertyza jest tam połączona z odpowiednio dobranym, skrojonym na miarę, długoterminowym finansowaniem, co może dla JSW być ciekawą alternatywą w realizacji inwestycji w połączeniu z ich finansowaniem – wyjaśnia Daniel Ozon.
Grupa JSW jest największym producentem wysokiej jakości węgla koksowego i znaczącym producentem koksu w Unii Europejskiej. Spółka ZOK należąca do EXME Berger Group jest największą firmą w Polsce zajmującą się odmetanowaniem górotworu kopalń węgla kamiennego i usługami z tym związanymi.
Fintechy, czyli innowacyjne firmy z pogranicza finansów i nowych technologii, coraz ściślej współpracują z sektorem finansowym – według PwC 17 proc. banków w Polsce kupuje od nich rozwiązania i usługi. Polską branżę fintechową wyróżniają przyjazne regulacje, wysokie kompetencje IT przedsiębiorców, szybki wzrost na tle regionu i gotowość firm do podboju międzynarodowych rynków. – Widzimy duży potencjał w tutejszym sektorze fintech – ocenia Manuel Silva z Santander InnoVentures, który m.in. w Polsce szuka innowacyjnych projektów.
Fintechy, czyli startupy, które tworzą innowacyjne rozwiązania finansowe i płatnicze z wykorzystaniem nowych technologii, od kilku lat podbijają globalny rynek finansowy. Z opracowanego przez PwC badania Fintech Survey 2017, wynika, że już co trzeci bank na świecie (31 proc.) i niemal co piąty w Polsce (17 proc.) kupuje od nich rozwiązania i usługi.
– Wiele międzynarodowych banków jest zainteresowanych zaawansowanymi aplikacjami, które mogą usprawnić ich procesy. Mam tu na myśli m.in. sposób, w jaki kontaktują się z klientami, zapobiegają praniu brudnych pieniędzy czy gromadzą środki. Rozwiązania tego typu mają coraz większy wpływ na sposób funkcjonowania instytucji finansowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Manuel Silva, dyrektor zarządzający inwestycjami w Santander InnoVentures.
W ubiegłym roku firma doradcza Deloitte wyceniła wartość polskiego rynku fintech na ok. 860 mln euro. Opublikowany w tym tygodniu raport Bazylejskiego Komitetu Nadzoru Bankowego stawia Polskę w ścisłej czołówce państw, które prowadzą politykę wspierającą działalność branży fintech. W pierwszej piętnastce znalazły się również m.in. Japonia, Singapur, Hong Kong, Niemcy, Szwajcaria i Wielka Brytania.
– Widzimy duży potencjał w polskim sektorze fintech. Polskie przedsiębiorstwa dysponują utalentowanymi pracownikami o rozwiniętych kompetencjach technologicznych oraz mają dostęp do szerokiego wsparcia instytucjonalnego. Doceniamy też fakt, że lokalne startupy mają ambicje regionalne. Zamiast koncentrować się na rynku krajowym, myślą na skalę globalną – mówi Manuel Silva.
Należący do Grupy Santander fundusz CVC Santander InnoVentures dysponuje budżetem 200 mln dolarów, przeznaczonym na inwestycje w sektor fintech. Ma za zadanie znaleźć, zakwalifikować i strategicznie zainwestować w podmioty, które mogą pomóc Grupie Santander w tworzeniu innowacyjnych rozwiązań dla klientów i poprawie zdolności operacyjnej.
W ciągu pierwszych czterech lat działalności fundusz zrealizował 20 inwestycji w innowacyjne spółki, które operują w takich dziedzinach, jak sztuczna inteligencja, płatności, kredyty, banking-as-a-service i dostęp do usług finansowych. Każdego roku Santander InnoVentures spotyka się z przedstawicielami około 500 startupów z całego świata, ale inwestuje tylko w 5-7 firm rocznie.
– Inwestujemy w cały łańcuch wartości w sektorze usług finansowych. Są to zarówno projekty edukacyjne, rozwiązania z zakresu płatności, jak i inne usługi przydatne konsumentom. Jednocześnie inwestujemy w narzędzia poprawiające nasze procedury, możliwości analityczne albo bezpieczeństwo. Uważamy, że w różnych niszach w sektorze usług finansowych można zrobić duży krok naprzód za sprawą innowacyjnych firm i chcemy to wykorzystać – podkreśla Manuel Silva.
Ekspert Santander InnoVentures ocenia, że Polski rynek fintechów – z racji dynamicznego wzrostu – jest szczególnie interesujący i ma do zaoferowania wiele rozwiązań o międzynarodowym potencjale. Wyróżnia się m.in. wysokim poziomem kompetencji technologicznych oraz znajomością specyfiki sektora finansowego.
Polskie startupy specjalizujące się w rozwiązaniach z obszaru usług finansowych swoje pomysły prezentowały m.in. podczas Innovation Day, który odbył się 21 lutego w Warszawie. Fundusz Santander InnoVentures, we współpracy z Bankiem Zachodnim WBK, oceniał je pod kątem innowacyjności, potencjału wdrożenia i stopnia dopasowania proponowanych rozwiązań do potrzeb klientów. To element szerszych działań, realizowanych w kontekście współpracy banku z sektorem fintech.
Firma doradcza PwC w ubiegłorocznym raporcie „Banki i fintechy – małżeństwo z rozsądku” ocenia, że odsetek instytucji finansowych zaangażowanych we współpracę z fintechami będzie rósł, a symbioza może przynieść cały łańcuch korzyści obu stronom. Fintechy wspierają nieuchronną migrację klientów do kanałów mobilnych – co jest istotne o tyle, że za pięć lat to właśnie mobile będzie głównym kanałem kontaktu banku z klientem.
Eksperci są zgodni, że w nadchodzących latach fintechy zmienią układ sił w sektorze finansowym. Sprzyja temu unijna dyrektywa PSD2, która na nowo ureguluje rynek usług płatniczych, uwzględniając cyfryzację i rozwój nowych podmiotów. W Polsce unijna dyrektywa zacznie obowiązywać w tym roku – na początku stycznia rząd przyjął nowelizację, która implementuje PSD2 do polskiego porządku prawnego.
Do 2030 roku liczba osób dotkniętych demencją przekroczy 75,5 mln, a w 2050 może ich być ponad 135 mln – podaje WHO. Razem z szybko starzejącym się społeczeństwem statystyki te stanowią poważne wyzwanie dla służby zdrowia. W opiece nad seniorami wspomóc rodzinę może wyszkolony zespół pielęgniarek i pielęgniarzy, w Polsce jednak jest problem z ich dostępnością. Jeśli nie zasili nas grupa młodych osób, to seniorzy będą pozbawieni profesjonalnej opieki – przestrzegają przedstawiciele zawodu. Do tej profesji młodych ludzi zachęcać mają takie inicjatywy jak Nagroda Pielęgniarska szwedzkiej Królowej Sylwii.
W Centralnym Rejestrze Pielęgniarek i Położnych zarejestrowanych jest ich nieco ponad 280 tys. Średnia wieku jednak stopniowo wzrasta. Już teraz ponad połowa pielęgniarek ma ponad 50 lat, a do 2022 roku uprawnienia emerytalne uzyska już blisko 40 tys. pielęgniarek i położnych.
– Wszędzie w UE i na świecie opieka nad pacjentem geriatrycznym przenoszona jest do domu. Mamy pielęgniarki, ale większość z nich ma ponad 50 lat. Jeżeli nic się zmieni, nie zasili nas grupa młodych koleżanek pielęgniarek, to praktycznie będziemy pozbawieni profesjonalnej opieki pielęgniarskiej nad pacjentem geriatrycznym – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Zofia Małas, prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych, honorowego patrona konkursu o Nagrodę Pielęgniarską Królowej Sylwii.
Problem z dostępnością profesjonalnej opieki będzie narastać, bo polskie społeczeństwo starzeje się najszybciej w Europie. Według prognoz Głównego Urzędu Statystycznego w 2020 roku co czwarty Polak będzie miał ukończone 60 lat. W 2050 roku liczba seniorów wzrośnie z ponad 8 mln do 13,7 mln (40,4 proc. społeczeństwa). Wymusza to prace nad polityką senioralną, ta zaś w Polsce dopiero raczkuje. Osoby starsze wymagają odpowiedniej opieki medycznej dostosowanej do ich potrzeb i rodzaju schorzeń. Jak jednak wskazuje NIK, w Polsce brakuje systemu opieki medycznej nad pacjentami w podeszłym wieku. Problemem jest też brak kadr.
– Jeśli nie damy pielęgniarkom wynagrodzenia adekwatnego do ich wiedzy, profesjonalizmu, to będziemy mieli problem. Naukę powinno kończyć dwukrotnie więcej osób niż obecnie, a już dziś tylko połowa z nich podejmuje pracę w wyuczonym zawodzie, bo znajdują pracę w innych, gdzie można lepiej zarobić. Mamy często dobrą bazę, szpitale, sprzęt pomocniczy, tylko zapomniano o czynniku ludzkim – mówi Zofia Małas.
WHO szacuje, że do 2030 roku liczba osób na świecie dotkniętych demencją sięgnie 75,6 mln, do 2050 roku może zaś wzrosnąć do 135,5 mln. Opieka nad nimi najczęściej spoczywa na barkach rodziny, którą powinna jednak zastąpić profesjonalna opieka pielęgniarek.
– Jakość opieki nad osobami z demencją w Polsce zawsze można ulepszyć. Jest bardzo prawdopodobne, że coraz więcej osób będzie dotkniętych tą chorobą, dlatego musimy pogłębiać naszą wiedzę, zrozumienie i czerpać informacje z różnych źródeł. To obszar, którym będziemy musieli się zająć – przekonuje Marcin Radziwiłł, prezes Fundacji Medicover.
Zdaniem ekspertów konieczne jest docenienie roli, jaką pełnią opiekunowie i pielęgniarki. Szansą na rozwój zawodu są studenci, którzy często mają niestandardowe podejście do opieki nad chorymi i innowacyjne pomysły.
– Celem Nagrody Pielęgniarskiej Królowej Sylwii (Queen Silvia Nursing Award) jest przede wszystkim zaangażowanie i zainspirowanie młodych pielęgniarek i pielęgniarzy w Polsce do tego, żeby jak najbardziej innowacyjnie myśleli o swoim zawodzie. Chodzi o to, żeby zachęcić ich do tego, żeby proaktywnie myślały o tym, jak należy opiekować się starszymi osobami, jak należy ulepszać to, co robią – tłumaczy prezes Fundacji Medicover, będącej organizatorem polskiej edycji konkursu o Nagrodę Pielęgniarską Królowej Szwecji.
Organizowany już po raz drugi w Polsce Konkurs o Nagrodę Pielęgniarska Królowej Sylwii ma na celu zachęcenie studentów pielęgniarstwa, a także osoby będące w trakcie specjalizacji z tej dziedziny, do zgłaszania swoich pomysłów na usprawnienia opieki nad osobami starszymi. Tegoroczną drugą edycję konkursu wygrała Aldona Reczek-Chachulska z projektem Pudełka „Niezapominajka”.
– Chciałabym, żeby każdy pacjent mieszkający w domu opieki, cierpiący na demencję, posiadał swoje pudełko niezapominajkę, w którym gromadzone będą przedmioty opowiadające jego historię, np. nagranie ulubionej muzyki, filmu czy pamiątki z podróży – wyjaśnia Aldona Reczek-Chachulska.
Inspiracją do stworzenia Pudełka „Niezapominajka” były doświadczenia z opieki nad osobami cierpiącymi na demencję. Zamknięte we własnym świecie reagowały na muzykę, której słuchały w przeszłości. Przedmioty, które dla chorego mają wartość sentymentalną, pozwalają lepiej poznać pacjenta, tym samym nawiązać z nim bliższą relację, znaleźć temat do rozmowy czy uspokoić.
– Opieka nad osobami starszymi to praca niezwykle satysfakcjonująca, dająca dużo radości. Oczywiście, wymaga też ogromnej cierpliwości i empatii, ale to wszystko, co my damy tym osobom, wraca do nas ze zdwojoną siłą – mówi laureatka.
Zwyciężczyni konkursu, oprócz nagrody pieniężnej (25 tys. zł), będzie mogła odbyć staż w najnowocześniejszych organizacjach z branży medycznej.
– Pierwszy staż zamierzam odbyć w domu opieki Józefina. Zdecydowałam się na to miejsce, ponieważ jest to jedyny ośrodek w Polsce, który posiada certyfikat Swedish Care International. Jest to bardzo prestiżowe odznaczenie i świadczy o tym, że poziom opieki w tym miejscu jest bardzo wysoki. Chciałabym zdobyć doświadczenia najpierw tam, a następnie w Centrum Alzheimera, a w dalszej perspektywie myślę o Swedish Care International w Szwecji – mówi Aldona Reczek-Chachulska.
Organizatorzy konkursu o Nagrodę Pielęgniarską Królowej Sylwii tworzą przestrzeń do dyskusji między przyszłymi pielęgniarkami, a instytucjami, które posiadają szerokie doświadczenie w opiece geriatrycznej. Konkurs ma charakter międzynarodowy. Równolegle odbywają się jego edycje w Szwecji, Finlandii oraz w Niemczech. Jego celem jest pokazanie, że zawód pielęgniarki może być atrakcyjnym i satysfakcjonującym zajęciem.
Wyposażenie salonu fryzjerskiego w dużej mierze wpływa na to, czy klient będzie miał do nas zaufanie i uważał nasze usługi za profesjonalne. Oczywiście do wyposażenia salonu fryzjerskiego trzeba podejść kompleksowo, ale najważniejszym elementem wyposażenia, bez którego trudno wyobrazić sobie funkcjonowanie salonu jest fotel fryzjerski. Jak wybrać fotel, który spełni oczekiwania klienta, a jednocześnie zapewni komfortową pracę fryzjerowi? Oto kilka praktycznych porad!
Fotele fryzjerskie – pompa
Wszystkie fotele fryzjerskie powinny być wyposażone w pompę, która służy do regulacji wysokości. Wyróżniamy dwa rodzaje podnośników – pompa gazowa lub pompa hydrauliczna. Fotele z pompą gazową są zazwyczaj tańsze, jednak nie oferują takiego komfortu regulacji, jak fotele z pompą hydrauliczną. Na czym polega różnica? Pompa hydrauliczna umożliwia regulację wysokości fotela wraz z siedzącym na nim klientem. Jest to pożądane rozwiązanie w profesjonalnym salonie fryzjerskim, które istotnie wpływa na wygodę klienta, jak również fryzjera. Ponadto, pompy hydrauliczne są bardziej trwałe. Szeroki wybór foteli fryzjerskich z pompą oferuje AYALA: https://ayala.com.pl/produkty/fotele-fryzjerskie/
Fotele fryzjerskie – waga
Przy wyborze fotela fryzjerskiego warto też zwrócić uwagę na podstawę – ten element w dużym stopniu wpływa na stabilność mebla. Najbardziej stabilne są fotele, których podstawa jest duża i ma kształt dysku bądź kwadratu. Istotne jest też wykończenie podstawy. Bardziej zalecane są podstawy chromowane, gdyż po prostu na dłużej zachowują ładny wygląd.
Kolejną ważną kwestią jest waga fotela fryzjerskiego. Najlepiej wybrać model, którego waga nie przekracza 15 kg (bez podstawy, gdyż ta musi być ciężka, aby była stabilna), dzięki czemu będzie on łatwy w manewrowaniu na boki.
Na to czy klient zdecyduje się skorzystać z usług salonu fryzjerskiego może wpływać estetyka wnętrza, dlatego wybierając fotele fryzjerskie powinniśmy też kierować się ich wyglądem. Najlepiej zdecydować się na model nowoczesny, ale ponadczasowy, który będzie pasował do eleganckiego salonu, bez względu na to, jakich zmian w przyszłości dokonamy w aranżacji. Najbardziej odpowiednim rozwiązaniem będzie fotel z wysokiej jakości tapicerką w stonowanym kolorze (czarnym, brązowym lub beżowym) na błyszczącej, chromowanej podstawie, która dodaje mu ekskluzywności.
Taborety fryzjerskie
Wiele mówi się o wygodzie klientów salonów fryzjerskich, a jak można zadbać o wygodę fryzjera podczas pracy? Każdy fryzjer, który spędza wiele godzin w salonie w pozycji stojącej, ale też często się pochyla, wie jak dokuczliwe mogą być bóle nóg i pleców. Czy istnieje sposób, aby odciążyć ciało w trakcie pracy? Owszem, wystarczy wybrać taboret fryzjerski, aby móc komfortowo pracować, bez okropnego bólu kręgosłupa. W szczególności zalecane jest korzystanie z siedziska przy tworzeniu fryzur, które wymagają dużo czasu. Nie ma w tym nic niestosownego. Z foteli fryzjerskich korzystają najlepsi fryzjerzy, aby praca mogła przebiegać w przyjemnych dla nich warunkach, gdyż to też decyduje o jakości ich pracy. Zmęczenie i uciążliwe bóle pleców na pewno nie wpływają dobrze na precyzję cięcia, czy wykonywania innych zabiegów.
Ponadto, taki taborek czy hoker, może być przydatny przy strzyżeniu bardzo długich włosów, przy którym oparcie zwykłego fotela fryzjerskiego mogłoby przeszkadzać. Przeciętny taboret fryzjerski kosztuje około 300 zł. Można też znaleźć nieco droższy model z oparciem, aby dodatkowo odciążyć dolny odcinek kręgosłupa. Każdy taki produkt wyposażony jest w kółka, które ułatwiają poruszanie się i znakomicie sprawdzają się do użytkowania na twardych podłogach. Wysokość siedziska można dostosować do indywidualnych potrzeb korzystając z podnośnika. Ceny taboretów można porównać np. przy pomocy ceneo.pl.
Dzięki regulowanej wysokości nie trzeba się specjalnie wyginać, aby obsłużyć klienta. Najczęściej spotykane są hokery w stonowanej kolorystyce z czarną tapicerką, które łatwo jest dopasować do eleganckiego salonu, ale dostępne są też inne kolory, dzięki którym można wzbogacić aranżację według własnych upodobań.
Długo oczekiwane ożywienie w inwestycjach firm rozpoczęło się. Popyt jest tak duży, że wiele przedsiębiorstw ma problemy z realizowaniem zamówień, przy tak wysokim wykorzystaniu mocy produkcyjnych.
Wzrost PKB w 2017 r. wyniósł 4,6 proc., wobec 2,9 proc. rok wcześniej. Dane za 2017 r. potwierdziły także, że długo oczekiwane odbicie inwestycyjne rozpoczęło się.
– W IV kw. dynamika inwestycji była już dwucyfrowa i wynosiła 12 proc. – mówi w rozmowie z MarketNews24 Piotr Bujak, główny ekonomista PKO BP.
Ożywienie dotyczy przede wszystkim inwestycji publicznych, co jest związane z absorbcją środków finansowych z UE. Zdaniem analityków PKO BP będzie coraz bardziej dotyczyło także inwestycji przedsiębiorstw.
– Wykorzystanie mocy produkcyjnych przekracza 80 proc., to poziom wyższy niż wieloletnie średnie i wiele przedsiębiorstw ma problemy z realizacją zamówień, dlatego muszą inwestować – komentuje P.Bujak. – Konsumenci są w Polsce w euforii, ale bardzo optymistyczne nastroje są też wśród przedsiębiorców.
W 2017 r. uchwalono w Polsce 207 ustaw. Daje to średnią ponad 17 zmian na miesiąc, które odnoszą się do różnych zagadnień, takich jak obligacje czy odmiany roślin. Niestety w minionym roku ustawodawca nie poświęcił uwagi tak istotnemu problemowi jak sukcesja majątku po śmierci przedsiębiorcy.
Już w 2016 r. Ministerstwo Rozwoju zgłosiło projekt ustawy o zarządzie sukcesyjnym przedsiębiorstwem osoby fizycznej. Pomimo uchwalanych średnio kilkunastu miesięcznie zmian lub nowych regulacji, 2017 rok zakończył się tylko kolejnym projektem, wniesionym przez resort 7 grudnia 2017 r. Powołanie instytucji sukcesora zarządzającego majątkiem i sprawami firmy miało zapewnić jej właściwe funkcjonowanie w trudnym okresie od śmierci przedsiębiorcy do zakończenia działu spadku.
Ponad 90% przedsiębiorców dostrzega problem sukcesji majątku
W maju 2016 r. podstawowe założenia projektu ustawy zostały skonfrontowane w środowisku, którego on dotyczy. Przeprowadzona przez PARP ankieta wykazała, że zagadnienie przeprowadzenia sukcesji dotyczy bezpośrednio 28% przedsiębiorstw, a blisko co drugiej firmy dotyczyć może w przyszłości. Problem braku regulacji dotyczących dalszego funkcjonowania firmy po śmierci jej właściciela jest na tyle doniosły, że jego istnienie dostrzegało wg badań aż 94% przedsiębiorców.
Zmiana za kierownicą
W obecnym stanie prawnym sytuacja przedsiębiorstwa w chwili śmierci jego właściciela przypomina pędzące autostradą auto, z którego wyskoczył kierowca. Nieuchronnie zmierza do zniszczenia, i dobrze, jeśli samo tylko ulegnie destrukcji. Gorzej, gdy spowoduje karambol. Co prawda wiadomo, że można by do niego wskoczyć, poprowadzić dalej i wypadkom zapobiec, ale tak naprawdę każdy boi się, bo nie wie, jak i kiedy to zrobić.
Dziś wraz ze śmiercią przedsiębiorcy tak naprawdę umiera jego firma. A przecież nie pozostają do załatwienia tylko kwestie majątku, ale i np. rozpoczętych kontraktów. Z istnieniem firmy wiążą się także losy jej pracowników. Brak podmiotu będącego stroną umów powoduje ich wygaśnięcie. W jednej chwili powstaje problem wypłaty wynagrodzeń, realizacji zamówień, zapłaty zobowiązań, skoro dostęp do konta, z którego je dokonywano przysługiwał zmarłemu przedsiębiorcy.
Testament
Wprowadzenie instytucji zarządu sukcesyjnego przedsiębiorstwem osoby fizycznej, zgodnie z założeniami projektu, wymaga zmian 25 ustaw. Upływ ponad roku od chwili zgłoszenia pierwszego Projektu ustawy o zmianie niektórych ustaw w związku z sukcesją przedsiębiorstwa osoby fizycznej, czyli od 30 grudnia 2016 r., wskazuje, że napotyka on trudne do ominięcia przeszkody legislacyjne.
Nowego prawa brak, a problem istnieje. Jak więc sobie radzić? W aktualnym stanie prawnym trzeba posiłkować się istniejącymi regulacjami zawartymi w Kodeksie cywilnym, w przepisach dotyczących testamentu. Zgodnie z art. 986¹, „Spadkodawca może powołać wykonawcę testamentu do sprawowania zarządu spadkiem, jego zorganizowaną częścią lub oznaczonym składnikiem”. Do wykorzystania jest też instytucja zapisu windykacyjnego, która polega na tym, że wybrana przez spadkodawcę osoba może nabyć przedsiębiorstwo już z chwilą otwarcia spadku. Trzeba przy tym pamiętać, że zapis windykacyjny można wprowadzić jedynie w testamencie sporządzonym w formie aktu notarialnego (art. 981¹ k.c.).
Po śmierci trudno działać
Testament można sporządzić samemu – wystarczy odręczne pismo, a w szczególnych przypadkach nawet ustne oświadczenie woli – jednak w trudniejszych przypadkach dobrze skorzystać z pomocy specjalistów. Spadkodawca powinien mieć na względzie, że po chwili otwarcia spadku nie będzie już mógł naprawić ewentualnych szkód wyrządzonych swoim pochopnym działaniem. Pojęcia planowania sukcesji i testamentu powinny być zatem nierozłączne.
Planowanie sukcesji majątku przedsiębiorcy
By zapewnić bezpieczną sukcesję majątku, na złożony proces przekazania jego składników trzeba spojrzeć przez pryzmat prawa nie tylko spadkowego, ale także podatkowego, gospodarczego, a nawet bankowego. To niezwykle istotne dla zapewnienia ciągłości funkcjonowania przedsiębiorstwa i ochrony jego majątku. Dlatego tak ważne jest planowanie sukcesji w oparciu o indywidualną analizę sytuacji przyszłego spadkodawcy, zwłaszcza gdy jest nim przedsiębiorca. W jego przypadku staranne zidentyfikowanie celów przyniesie korzyści zarówno dla jego najbliższych, jak i całej firmy.
Succession care
Regulacje dotyczące sukcesji majątku po śmierci przedsiębiorcy można odnaleźć w rozporządzeniu Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 650/2012 z dnia 4 lipca 2012 r. To niezwykle istotny akt prawny. Od 17 sierpnia 2015 r., a więc od dnia, w którym wszedł on w życie, zmienił bowiem reguły dziedziczenia po obywatelach UE, którzy w chwili śmierci posiadali centrum swoich interesów życiowych w innym (lub tym samym) kraju wspólnoty. Zgodnie z tym rozporządzeniem dla wszelkich spraw dotyczących spadku (ang. the succession as a whole) właściwe jest prawo państwa, w którym zmarły miał miejsce zwykłego pobytu w chwili śmierci. Jednakże gdy w chwili śmierci był on bardziej związany z innym państwem, to właściwe będzie prawo tego państwa.
O jurysdykcji w sprawach spadkowych decyduje miejsce zgonu, bez względu na miejsce położenia spadku i obywatelstwo spadkodawcy. Jedynym warunkiem jest posiadanie wspomnianego centrum interesów życiowych w państwie sądu spadkowego.
Zachowując formę wymaganą przez kraj, którego jest się obywatelem lub rezydentem, np. poprzez zapis w testamencie, jeszcze za życia można jednak dokonać wyboru jurysdykcji na wypadek śmierci za granicą. Troską sukcesyjną (z ang. succession care) można więc objąć za pomocą testamentu nawet wybór sądu, państwa i prawa, według którego toczyć się będzie postępowanie spadkowe.
Fundacja, trust a sukcesja majątkowa
Planowanie sukcesji za granicą otwiera nowe, nieznane na gruncie polskiego prawa możliwości. Rejestracja fundacji, trustu, zagranicznej spółki holdingowej albo polisy inwestycyjnej – skorzystanie z tych instytucji pozwala nie tylko na przekazywanie spadków i darowizn bez obciążeń podatkowych, ale i na wprowadzenie innego niż polski porządku dziedziczenia. Dzięki nim można też zapobiec rozdrobnieniu masy spadkowej pomiędzy poszczególnych spadkobierców, a w konsekwencji zapewnić ochronę majątku firmy.
Podsumowanie
Wprowadzenie jasnych rozwiązań regulujących sukcesję jest potrzebne i długo wyczekiwane. Obawy co do ostatecznego ich kształtu mogą jednak budzić probudżetowe skłonności ustawodawcy, z którymi zresztą się on nie kryje. Jednym z jego argumentów przemawiających za uchwaleniem nowego prawa jest bowiem „zapewnienie ciągłości rozliczeń podatkowych w zakresie podatków związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej, tj. w szczególności podatku od towarów i usług, podatku dochodowego, podatku od nieruchomości, podatku od środków transportu”. Niezależnie od pobudek projektodawców, uregulowanie kwestii pozostałego w obrocie gospodarczym majątku firmy po śmierci przedsiębiorcy jest konieczne. Tymczasem najlepiej zadbać o bezpieczną sukcesję samemu.
Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców
Złoty niechlubnym liderem EM. Eurodolar powstrzymał spadki, co daje nadzieję złotówce. Dolar i euro dotarły do linii trendu. Funtem na nowo rządzi Brexit. Frank krąży wokół 3,60 zł.
Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 19.02.2018-26.02.2018
Para walutowa
EUR/PLN
CHF/PLN
USD/PLN
GBP/PLN
Minimum
4,1290
3,5710
3,3263
4,6577
Maksimum
4,1875
3,6370
3,4123
4,7517
EURPLN
Miniony tydzień dał się mocno we znaki złotemu. Po tym, jak w zeszły poniedziałek kurs EURPLN dotarł do kluczowego wsparcia przy poziomie 4,13 zł, rozpoczął marsz na północ. W piątek euro kosztowało już 5 groszy więcej i tym samym dotarło do linii trendu spadkowego, który obowiązuje od końca września. Wspólna waluta wtedy kosztowała powyżej 4,30 zł. Trend ten w lutym był już dwukrotnie testowany i za każdym razem okazał się wystarczająco silny, by zatrzymać kupujących euro. Dzisiaj wspólna waluta poruszą się wąskim jedno groszowym przedziale. Niska zmienność może utrzymać się przez cały tydzień, zwłaszcza że przez cały tydzień najważniejszymi odczytami będą te dotyczące inflacji w Niemczech i we Francji. Z naszej strony będzie to finalny odczyt wzrostu PKB, choć w ostatnim czasie, rzadko zdarzają się na tym polu większe niespodzianki. Brak silnych impulsów będzie raczej wspierać złotego, choćby ze względu na bliskość opisywanej już linii trendu.
USDPLN.
Podobnie wygląda sytuacja na dolarze. Przy czym zeszłotygodniowy ruch miał jednak większy zasięg na USDPLN. Wynikało to wprost z zachowania głównej pary walutowej świata. Zeszły tydzień zdecydowanie należał do dolara, który był najmocniejszą walutą z koszyka G10. Mocny dolar nigdy nie pomagał walutom z koszyka EM i tak też było w ubiegłym tygodniu. Większość walut z gospodarek wschodzących wyraźnie traciła, a liderem spadków okazał się nasz złoty. Od pewnego czasu można zaobserwować większe wahania na parach złotówkowych. Do tej pory nikt się tym szczególnie nie przejmował, zwłaszcza że złoty przeważnie był liderem wzrostów. Teraz widać, że jest to miecz obusieczny. Dobrą wiadomością jest fakt, że spadki na eurodolarze zostały powstrzymane, co może zwiastować umocnienie się złotego. Realizacja tego scenariusza powinna oznaczać kolejny test poziomu 3,30 zł prawdopodobnie na początku marca.
GBPPLN.
Kiedy już się wydawało, że udało się wyłamać z konsolidacji na funcie, kurs GBPPLN po raz kolejny powrócił w obszar akomodacji. Funt w ostatnim czasie jest na nowo rozgrywany pod informacje Brexitowe. A te coraz częściej są ze sobą sprzeczne. Najpierw na rynek trafiły przecieki, jakoby Bruksela była skłonna do ustępstw, co miało przybliżyć dojście do porozumienia. Chwilę później zaczęły napływać informację o rosnącej presji wobec Theresy May i wewnętrznych rozgrywkach na Wyspach. W tym tygodniu brakuje istotnych odczytów z Londynu, więc temat Brexitu znów będzie wiódł prym. A kiedy rynkiem rządzą plotki z polityki, to nic nie jest pewne.
CHFPLN
W połowie lutego kurs CHFPLN przebił krótkoterminowy trend wzrostowy. Wbrew pozorom nie oznaczało to rozpoczęcia większych spadków, jednak wzrosty zostały mocno ograniczone. Linia trendu, która do tej pory była wsparciem, zaczęła reagować jako opór. Od początku lutego kurs oscyluje wokół poziomu 3,60 zł. Wiele wskazuje na to, że w tym tygodniu trend zostanie utrzymany. Ważnym wsparciem, którego pokonanie może stanowić preludium do większych spadków, jest poziom 3,58 zł. Z kolei najbliższy opór znajduje się przy 3,635 zł.
Krzysztof Adamczak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl
14 marca Komisja Kodyfikacyjna przegłosuje ostateczny kształt projektów nowych kodeksów pracy – indywidualnego oraz zbiorowego. Wśród propozycji przepisów są jednak takie, które uderzają w zasady wolności obywatelskich lub naruszają podstawy demokratycznego państwa prawa. Niektóre grzeszą złym zredagowaniem, przez co są zwyczajnie niejasne.
Nowe kodeksy miały być odpowiedzią na potrzeby rynku pracy XXI wieku. Uwzględniać specyfikę zawodów związanych z cyfrową rewolucją, zmiany jakie nastąpiły w oczekiwaniach zarówno pracodawców, jak i pracowników. Osiągnięcie tych celów wydaje się jednak poważnie zagrożone.
Według prof. Moniki Gładoch wiceprzewodniczącej Komisji Kodyfikacyjnej wiele z nowych propozycji narusza wolnościowe zasady Konstytucji RP, dotyczące funkcjonowania państwa demokratycznego i wolnorynkowego. „Państwo nie może decydować za obywateli co jest dla nich lepsze, np. że wszystkim należy się etat, albo kiedy powinni wykorzystać urlop, bo w przeciwnym razie go stracą” – tłumaczy Gładoch. „ Problemem są nie tylko propozycje oderwane od rzeczywistości, ale niekiedy ich bardzo zła redakcja. Są one przez to niekiedy całkowicie niezrozumiałe. W tekście występują nowe enigmatyczne pojęcia, nieznane prawu pracy. Nawet tak krótki czas na stworzenie nowej ustawy, nie tłumaczy słabości propozycji ” – uważa prof. Gładoch.
Wątpliwe propozycje to:
1. Wprowadzenie przymusu pracy etatowej z jednoczesnym zakazem pracy na umowach cywilnych, chyba że w ramach samozatrudnienia. W efekcie – aby wykonywać jakąkolwiek usługę trzeba będzie zarejestrować działalność gospodarczą.
2. Samozatrudnienie dopuszczalne tylko jako praca polegająca w dominującej części na przekazywaniu wiedzy specjalistycznej lub praca polegająca na wykorzystaniu unikalnych narzędzi albo rozwiązań lub praca wykonywana w ramach organów osoby prawnej. W ten sposób samozatrudnienie zostanie w istotny sposób ograniczone tylko do pewnych typów usług.
3. Istotne wątpliwości dotyczące ustalenia czy praca jest wykonywana w formie umowy o pracę czy samozatrudnienia sąd rozstrzyga na korzyść pracy etatowej. Pracodawca zaprzeczający istnieniu stosunku pracy ma obowiązek przeprowadzenia dowodu, że praca nie jest wykonywana pod jego kierownictwem. Także praca wykonywana w strukturach jednostki organizacyjnej zatrudniającego jest uznawana za wykonywaną na umowie o pracę. W praktyce domniemanie stosunku pracy będzie niemożliwe do zakwestionowania przez pracodawców.
4. Zamiast pracodawcy pojawia się pojęcie zakładu pracy, rozumiane jako społeczność osób zatrudnionych (załoga zakładu pracy) oraz osób zatrudniających, istniejącą przy przedsiębiorstwie, części przedsiębiorstwa lub przy jednostce organizacyjnej zajmującej się wykonywaniem zadań publicznych. Oznacza to powrót do niechlubnych czasów PRL, kiedy załoga wykonywała zadania dla zakładu pracy.
5. Umowa na czas określony może być zawarta tylko w określonym celu: na zastępstwo, na czas kadencji, jeżeli uzasadnia to wyłączny interes pracownika albo niepewność zapotrzebowania na pracę, albo w celu wykonania określonej pracy, projektu lub kontraktu, jeżeli pracodawca wskaże obiektywne przyczyny leżące po jego stronie. To koniec elastycznej formy zatrudnienia, którą była umowa terminowa.
6. Wypowiedzenie przez pracodawcę umowy na czas określony lub nieokreślony wymaga uprzedniego wysłuchania pracownika, a ponadto konsultacji ze związkami zawodowymi (jeśli działają u pracodawcy). Procedura wypowiedzenia potrwa co najmniej 10 dni, a rozwiązania natychmiastowego 3 dni. Jeśli w firmie działają związki zawodowe wypowiedzenie przedłuży się o kolejne 7, a zwolnienie dyscyplinarne o 5 dni. Rozwiązanie umowy o pracę będzie wymagać eksperta, który wyjaśni, jak sprostać nowej procedurze.
7. Po dowiedzeniu się o zamiarze wypowiedzenia umowy pracownik będzie mógł skorzystać ze zwolnienia lekarskiego, które ochroni go przed zwolnieniem. To przepis zachęcający do patologii – chcesz dalej pracować, idź na zwolnienie.
8. Wypowiedzenie umowy o pracę na czas nieokreślony lub na czas określony z przyczyn niedotyczących pracownika jest dopuszczalne pod warunkiem zaoferowania mu innej pracy, do której pracownik posiada kwalifikacje lub może je z łatwością nabyć. Likwidacja stanowiska oznacza konieczność znalezienia nowej pracy dla pracownika.
9. Pracodawca podaje do wiadomości pracownika ustalony dla niego indywidualny plan urlopów z wyprzedzeniem co najmniej 60 dni przed pierwszym planowanym terminem udzielenia urlopu. W razie nieudzielenia urlopu wypoczynkowego w terminie prawo do niego wygasa, a pracownik ma prawo do zadośćuczynienia w wysokości dwukrotności wynagrodzenia urlopowego. Urlop będzie ustalany z góry, najczęściej kiedy wyznaczy go pracodawca, a pracownik musi się do niego dostosować.
10. Pracownicy zatrudnieni w zakładach pracy działających w ramach tej samej osoby prawnej lub tego samego przedsiębiorstwa lub w grupach kapitałowych, w których istnieje stosunek zależności, mają być wynagradzani według tych samych stawek.
Holistyczne podejście do zarządzania ludźmi, połączone z zaawansowanymi technologiami oraz świeżym spojrzeniem na strukturę organizacyjną, przestrzeń biurową i kulturę korporacyjną tworzą łańcuch wartości talentów. Analiza EY „Czy Twój łańcuch wartości talentów jest najsłabszym ogniwem w czasach przełomowych innowacji?”wskazuje, że aby utrzymać lub zdobyć pozycję konkurencyjną na rynku, organizacje muszą stale oceniać swoje strategie. Jest to szczególnie istotne dla biznesów, które powstały w wyniku podziałów lub połączeń oraz takich przechodzących transformację. Aby wykrzesać jak najwięcej z takiego biznesu trzeba bowiem umiejętnie połączyć i wykorzystać ogniwa łańcucha wartości.
Zmiany rynkowe wymagają także nowego podejścia do najbardziej istotnego zasobu – ludzi, ponieważ to od ich zaangażowania zależy „być albo nie być” każdyego biznesowego planu. Dzisiaj kawiarnie często stają się miejscami pracy, a boty – współpracownikami. Automatyzacja procesów stwarza nowe możliwości, a oprogramowanie oparte na danych dostarcza nowych, niedostępnych dotychczas informacji. Ponadto ważną rolę odgrywa dominująca generacja – dziś Millenialsi, którzy mają inne oczekiwania wobec kariery zawodowej, stają się dominującą na rynku siłą roboczą. Często jednak w zarządzaniu talentami firmy stosują praktyki oparte na doświadczeniach z przeszłości, a nie te biorące pod uwagę przyszłość. Odpowiedzią na wyzwania rynku pracy są wg EY trzy kluczowe ogniwa łańcucha wartości talentów: warstwa strukturalna, kultura organizacyjna oraz technologia.
Warstwa strukturalna: organizacja, zarządzanie talentami i ład wewnętrzny
Wiodące przedsiębiorstwa tworzą sprzyjające struktury i znajdują odpowiedniejsze miejsce w organizacji dla swoich talentów, co przybliża je do realizacji założonej strategii. Nie da się tego osiągnąć bez wsparcia ze strony zespołów HR. Niestety, często w procesie transformacji lub w trakcie transakcji, struktury i zakresy odpowiedzialności zanikają i przestają wspierać realizację celów.
Jak wskazuje Eliza Skotnicka, Senior Manager w zespole People Advisory Services EY – Mimo wielu wyzwań, trzeba wtedy znaleźć czas na refleksję i odpowiedź sobie na pytania: Czy moi utalentowani pracownicy na pewno pracują na rynkach, które wciąż mają potencjał wzrostowy? Czy i jak organizacja wspiera rozwój kierownictwa i talentów tak, aby byli oni wyposażeni w praktyczne narzędzia do realizacji celów biznesowych? Czy organizacja wspiera i tworzy kulturę innowacji? Czy po tej zmianie organizacyjnej już przyszedł czas by pomyśleć o nowych metodach pozyskiwania talentów? Mam tu na myśli uelastycznienie struktur zatrudnienia i otwarcie się, np. na talenty spoza organizacji i tzw. otwartą innowację.
Jan Kasprzycki- Rosikoń, Associate Partner w EY Crowdsourcing, dodaje – Nowoczesne organizacje aspirujące do miana liderów rynkowych, muszą uświadomić sobie, że bez względu na to, jak silnym jest się biznesem, większość utalentowanych i kreatywnych ludzi niestety pracuje poza naszymi strukturami, być może dla kogoś innego. Firmy i zarządzający, którzy znajdą motywację i sposób by ich zaangażować, wyprzedzą konkurencję. Z pomocą przychodzi tutaj tzw. otwarta innowacja, teraz dostępna także w Polsce na platformie Innowatorów MillionYou, rozwiązania technologicznego opracowanego przez EY Crowdsourcing. Dzięki platformie i metodologii angażowania pomagamy firmom i markom w atrakcyjny dla nich sposób pozyskiwać zmotywowane talenty i trafne „insighty”, również te konsumenckie, od grup docelowych – uzupełnia Jan Kasprzycki-Rosikoń, dodając – Światy: HR, business unitów, działów innowacji, sprzedaży i marketingu przenikają się. Platforma to pomost między firmami a społeczeństwem.
Kultura organizacyjna: zespół, efektywność i wspólny cel
Po zakończeniu transformacji czy transakcji osoby wywodzące się oryginalnie ze zmienianej organizacji mogą odczuwać niepewność co do swojej przyszłości w firmie. Dlatego tak ważne są szkolenia podwyższające lub zmieniające ich kwalifikacje. Pokazanie celu i zapewnienie nowych zadań, jak i przeszkolenie do nowych ról pozwala osiągnąć korzystne efekty – przedsiębiorstwa znajdujące się w najwyższym kwartylu zaangażowania pracowników są o 22% bardziej rentowne niż firmy z najniższego kwartylu.
Które obszary są kluczowe? Mobilność, elastyczność, wspólny cel i efektywność. Należy pamiętać, że mobilność, choć oznacza wyzwania, jest kluczowa w zglobalizowanej gospodarce, a pracownicy, którymi coraz częściej są millenialsi, cenią sobie elastyczność zatrudnienia. Organizacje nakierowane na osiągnięcie konkretnego wspólnego celu są w stanie przyciągnąć bardziej zmotywowanych pracowników. Do pomiaru efektywności zespołów zaś niezbędna jest analityka, pozyskiwana poprzez indywidualne oceny pracownicze / feedbacki, jak również za pomocą bardziej anonimowych narzędzi oceny 360 stopni.
Technologia
Zdecydowanie za dużo przedsiębiorstw, szczególnie tych powstałych po połączeniach, działa w oparciu o przestarzałe lub niedostosowane systemy komputerowe. Jeśli zmiana systemów nie jest przeprowadzana całościowo, wówczas technologia może powodować nowe, nieznane dotąd problemy. Warto wskazać, że 82% millenialsów jako powód rezygnacji z pracy podaje przestarzałe technologie.
Nowe narzędzia technologiczne obejmują śledzenie działań pracowników konieczne do codziennego funkcjonowania organizacji, platformy oparte na danych, które pozwalają prowadzić biznes oparty na konkretach, a nie przypuszczeniach. Funkcje HR mogą być pomocne w zmianie strategii biznesowych, pod warunkiem, że dysponują odpowiednimi narzędziami – w tym zaawansowaną analityką. Automatyzacja natomiast pozwala obniżyć koszty działalności.
W tym roku inflacja będzie spadać. Nie będzie podwyżek stóp procentowych. Kredyty zdrożeją dopiero w połowie przyszłego roku.
– Będą spadać ceny żywności, a wzrost cen ropy na świecie nie przełoży się na podwyżki na polskich stacjach paliw, bo złoty będzie się umacniał wobec dolara amerykańskiego – mówi w rozmowie z MarketNews24 Krystian Jaworski, starszy ekonomista w Credit Agricole Bank Polska. – W IV kw. 2018 r. inflacja wyniesie 1,3 proc.
A więc będzie znacznie niższa od celu inflacyjnego, który wynosi 2,5 proc. Rada Polityki Pieniężnej nie będzie pod presją, aby podwyższać stopy procentowe.
– Przewiduję, że stopy wzrosną dopiero w połowie 2019 r. – ocenia ekspert z Credit Agricole.
W tym tygodniu dużo uwagi uczestników rynku przyciągać mogą wybory do włoskiego parlamentu, które odbędą się w niedzielę, 4 marca. Obejmą one 630 członków Izby Deputowanych oraz 315 wybieralnych członków Senatu. Wybory zostały ogłoszone po rozwiązaniu parlamentu przez prezydenta Sergio Mattarellę 28 grudnia 2018.
Co mówią sondaże przed wyborami?
Włoska scena polityczna charakteryzuje się dużym rozdrobnieniem i małą stabilnością. Warto wspomnieć, że w powojennej historii żaden rząd nie przetrwał pełnej kadencji (najbliżej takiego sukcesu był drugi rząd Berlusconiego w latach 2001-2005).
Niepewność związaną z wyborami potęguje fakt, że po raz pierwszy zostaną one przeprowadzone wg nowej ordynacji. System wyborczy we Włoszech jest mieszany. Ok. 1/3 parlamentarzystów zostanie wybrana zwykłą większością głosów w okręgach, a reszta mandatów zostanie rozdzielona proporcjonalnie z list krajowych. Nowa ordynacja może mieć negatywny wpływ na wynik prowadzącego w sondażach „Ruchu 5 Gwiazd” w okręgach, ponieważ jej kandydaci są mniej znani wyborcom. To antysystemowe ugrupowanie, które prowadzi w sondażach, wykluczało wejście w koalicję z tradycyjnymi partiami, ale ten opór ostatnio osłabł.
Główne siły polityczne we Włoszech to obecnie: Ruch 5 Gwiazd (Movimento 5 Stelle), koalicja centro-prawicowa oraz koalicja centro-lewicowa. Według sondaży żadna z tych sił nie będzie w stanie rządzić samodzielnie, do czego wg szacunków wymagane jest zdobycie 40% głosów.
W skład koalicji centro-prawicowej wchodzi: ugrupowanie byłego premiera Silvio Berlusconiego, Forza Italia, Liga Północna (Lega Nord, eurosceptyczna partia dążąca w przeszłości do secesji północnych Włoch) oraz skrajnie prawicowa partia Bracia Włosi (Fratelli d’Italia).
Głównym ugrupowaniem koalicji centro-lewicowej jest dotychczas rządząca Partia Demokratyczna (Partito Democratico) pod przewodnictwem byłego premiera Matteo Renziego i kilka mniejszych ugrupowań (+Europa, Insieme, Civica Popolare, Südtiroler Volkspartei).
Co po wyborach?
Oczekiwanie na wybory spowodowało wzrost niepewności, co przekłada się na nieznaczny wzrost rentowności włoskich obligacji.
Poglądy partii, które są obecnie głównymi graczami, ewoluowały w czasie. W szczególności malał ich sceptycyzm względem wspólnej waluty. Obecnie żadne z liczących się ugrupowań, poza Ligą Północną mogącą liczyć na 14% poparcia, nie zapowiada wyjścia Włoch ze strefy euro. W naszej ocenie, żadna partia nie daje szans na rozwiązanie kluczowych problemów strukturalnych włoskiej gospodarki. Od 20 lat gospodarka nie odnotowało wzrostu PKB per capita, dług publiczny przekracza 130% PKB, z poważnymi problemami boryka się też włoski sektor bankowy.
Najbardziej prawdopodobny wynik wyborów to taki, w którym żadne ugrupowanie nie osiągnie samodzielnej większości. W ankiecie agencji Bloomberg ekonomiści wskazywali na 4 możliwe rozwiązania: (1) rząd pod wodzą lidera prawdopodobnego zwycięzcy wyborów: Ruchu 5 Gwiazd,(2) rząd centroprawicowy, (3) wielka koalicja oraz (4) „zawieszony” parlament (por. tabela obok). Z informacji prasowych wynika, że priorytetem prezydenta Matarelli będzie powierzenie misji utworzenia rządu osobie, która daje szansę na zdobycie szerokiego poparcia. W najmniej prawdopodobnym przypadku (1) lider Ruchu 5 Gwiazd Luigi di Maio może podjąć próbę utworzenia rządu, jednak ugrupowanie ma małą zdolność koalicyjną. Di Maio zapowiada przedstawienie kontraktu programowego pozostałym ugrupowaniom, jednak bez oferty stanowisk ministerialnych. Nie jest jasne, kto stanąłby na czele rządu centroprawicowego (2), jednak na pewno nie Silvio Berlusconi, który został skazany za przestępstwa skarbowe. Wielka koalicja sił centroprawicowych i centrolewicowych (bez Ligii Północnej) (3) jest rozwiązaniem najbardziej korzystnym dla gospodarki, jednak czasochłonnym i potencjalnie mało stabilnym. Najbardziej prawdopodobnym rozwiązaniem wg ankiety Bloomberga jest tzw. „zawieszony” parlament (bez partii ani koalicji większościowej). W nim faktyczną władzę sprawowałby (do momentu utworzenia nowego rządu) rząd tymczasowy, na którego czele stałby dotychczasowy premier Paolo Gentiloni z Partii Demokratycznej.
W zeszłym tygodniu zanikająca korelacja między kursami walut, a stopami procentowymi ostatecznie powróciła. Amerykańska waluta zyskiwała wraz ze wzrostem rentowności papierów dłużnych, osłabiając jednocześnie euro i złotego.
“Minutki” z ostatniego posiedzenia Rezerwy Federalnej zdają się potwierdzać, że w marcu dojdzie do kolejnej podwyżki stóp procentowych w USA. Publikacja podsumowania z posiedzenia FOMC wywindowała w górę rentowności amerykańskich papierów dłużnych, za którymi podążył dolar – amerykańska waluta umocniła się względem każdej z walut G10. W minionym tygodniu najsłabiej wśród wszystkich głównych walut radziła sobie korona szwedzka. Waluta wyjątkowo negatywnie zareagowała na publikację rozczarowujących danych inflacyjnych, które odraczają perspektywy podwyżek stóp procentowych w Szwecji.
Najbliższy tydzień nie będzie zbyt obfity w dane makro. Głównym czynnikiem, który powinien oddziaływać na rynki będzie polityka. Oprócz nadchodzących wyborów parlamentarnych we Włoszech, niemieccy socjaldemokraci będą głosować nad utworzeniem Wielkiej Koalicji z partiami CDU/CSU pod wodzą Angeli Merkel.
PLN
Ubiegły tydzień złoty zakończył osłabieniem w relacji do głównych walut. Polska waluta najmocniej traciła w relacji do dolara amerykańskiego i funta brytyjskiego, notując jedynie lekkie osłabienie w parze z – również słabszym – euro. Winowajcą osłabienia polskiej waluty był przede wszystkim dolar amerykański, który zyskiwał, podążając za rosnącymi rentownościami amerykańskich obligacji.
Opublikowane w ubiegłym tygodniu dane makro z Polski były dobre. Na plus zaskoczyły zarówno produkcja przemysłowa, jak i sprzedaż detaliczna. Poziom bezrobocia wprawdzie wzrósł, jednak było to oczekiwane – przyczyną były czynniki sezonowe, a nie żadne załamanie na krajowym rynku pracy, który (patrząc na dynamikę zatrudnienia i płac) nadal sprzyja pracownikom. “Minutki” z posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej nie zapewniły żadnych argumentów do kupna polskiej waluty. Wręcz przeciwnie. Członkowie RPP w najbliższym czasie spodziewają się stabilizacji stóp procentowych, co jest w pełni zgodne z naszymi oczekiwaniami. Na podwyżki stóp procentowych prawdopodobnie przyjdzie nam poczekać do 2019 r.
Kurs polskiej waluty w bieżącym tygodniu może reagować na zmiany sentymentu związane z europejskimi wyborami. Niemniej, warto obserwować również krajowe publikacje, z których najbardziej interesującą będzie środowy, finalny odczyt dynamiki PKB w IV kwartale ubiegłego roku. W tym kontekście istotna będzie szczególnie struktura dynamiki wzrostu, a przede wszystkim – dynamika (prywatnych) inwestycji. Oprócz tego w piątek poznamy nowy odczyt indeksu PMI dla przemysłu Polski w lutym.
GBP
Funt brytyjski ma za sobą raczej udany tydzień – GBP był bowiem drugą (zaraz za USD) najsilniejszą wśród walut G10 – szterling umocnił się aż o 1% względem euro. Funta wspierała jastrzębia retoryka Banku Anglii na posiedzeniu Komisji Skarbu Izby Gmin, jak i również informacje o tym, że – dotychczas wyraźnie podzieleni – członkowie brytyjskiego rządu są bardziej jednomyślni w kwestii Brexitu.
Dla funta najważniejsze w tym tygodniu będą dane dotyczące aktywności przedsiębiorstw. Warto będzie również obserwować poniedziałkowe oświadczenie wiceprezesa Banku Anglii, Jona Cunliffe’a. Oczekujemy, że jego jastrzębi ton powinien przypieczętować oczekiwaną przez nas podwyżkę stóp procentowych w maju.
EUR
Słabsze dane gospodarcze z minionego tygodnia w połączeniu z umocnieniem dolara amerykańskiego zaowocowały osłabieniem kursu EUR/USD. Dane PMI opisujące aktywność przedsiębiorstw strefy euro pozostają na wysokich poziomach, były jednak słabsze niż zakładano. “Minutki” z ostatniego posiedzenia EBC nie przyniosły żadnych nowych informacji dla rynku. W tym kontekście rosnąca różnica między wysokością stóp procentowych USA i strefy euro przełożyła się na słabość wspólnej waluty.
W tym tygodniu dla inwestorów w strefie euro najważniejsza będzie polityka. Niedzielne wybory parlamentarne we Włoszech prawdopodobnie zaowocują powstaniem chaotycznego, niezdolnego do istotnych rozstrzygnięć rządu. W tym samym dniu członkowie niemieckiego SPD zdecydują, czy partia utworzy Wielką Koalicję z partiami CDU/CSU Angeli Merkel. Co prawda wyniki sondaży konsekwentnie wykazują niewielką przewagę zwolenników koalicji, niepewność jednak pozostaje. Handel na rynkach w nocy z niedzieli na poniedziałek oraz na samym początku przyszłego tygodnia powinien być interesujący, ze względu na oczekiwaną, podwyższoną zmienność na rynku.
USD
Jastrzębie minutki ze styczniowego spotkania FOMC przełożyły się na umocnienie dolara amerykańskiego na początku tygodnia. Warto zwrócić uwagę, iż od czasu spotkania Rezerwy Federalnej dane makroekonomiczne zdają się jeszcze bardziej wspierać scenariusz zakładający silniejsze zacieśnienie stóp procentowych ze strony Rezerwy Federalnej. W ostatnim czasie pozytywnie zaskoczyły zarówno dane o dynamice płac, jak i same odczyty inflacji. Podwyżka stóp procentowych w marcu jest niemal pewna, a rynek zaczyna coraz bardziej przekonywać się do zakładanego przez nas scenariusza czterech podwyżek stóp w bieżącym roku.
W środę będziemy obserwować dane o inflacji PCE, które również mają szansę pozytywnie zaskoczyć. Jeśli tak będzie, amerykańska waluta powinna kontynuować umocnienie.
Zanosi się na zmianę w konstytucji Chin. Zniesiona zostanie kadencyjność prezydenta. Już w środę raport szefa FED przed Kongresem. Wzrost liczby wierceń spowolnił.
Zmiana konstytucji w Chinach
Do konstytucja Chińskiej Republiki Ludowej ma zostać dodana kluczowa zmiana ograniczająca kadencyjność. W obecnej sytuacji biorąc pod uwagę, że kadencja Xi Jinpinga kończy się w 2023 roku zmiana ta może wydawać się mało istotna. Analitycy wskazują jednak, że bardzo często prezydent po drugiej kadencji pozornie usuwał się w cień a jego miejsce zajmował ktoś na kogo poprzedni lider miał bardzo duży wpływ. Likwidacja kadencyjności tworzy szansę, że obecny prezydent pozostanie na stanowisku znacznie dłużej niż dwie kadencje. Biorąc pod uwagę jak fikcyjny jest limit kadencyjności w krajach umiarkowanie demokratycznych rozwiązanie to nie wzbudziło strachu na rynkach. Inwestorzy wyraźnie woleli czyste reguły gry z dużym wyprzedzeniem niż wariant rosyjski, gdzie pomimo limitu kadencji od 18 lat u władzy jest ta sama osoba. W reakcji na tą wiadomość chińska giełda wyraźnie zyskała.
Spekulacje zza oceanu
Temat podwyżek stóp procentowych jest jednym z najważniejszych z punktu widzenia notowań dolara względem innych walut. Ostatni komunikat uspokoił analityków co do obranego kierunku 3 podwyżek stóp procentowych w horyzoncie 2018 roku. Pierwsza w marcu wydaje się przesądzona. Warto jednak zwrócić uwagę, że w środę Jerome Powell, nowy prezes FED, przedstawi raport Kongresowi. Podczas tego wydarzenia może paść wiele sformułowań, które dadzą analitykom dodatkowe wskazówki co do dalszych działań FED pod nowym przewodnictwem.
Wzrost liczby wież wiertniczych
Ostatni odczyt w którym gwałtownie wzrosła ilość odwiertów negatywnie zaskoczył rynki. Był to silny cios dla cen czarnego złota. Wczoraj poznaliśmy kolejny wynik. Wzrost wyniósł słownie jeden odwiert z 798 na 799 wież wiertniczych. W rezultacie tych danych ropa przekroczyła ponownie 67 dolarów za baryłkę i od szczytów ze stycznia dzieli ją raptem 4 dolary. Duża zmienność cen wynika ze zmiennych poglądów analityków co do wielkości i istnienia nadwyżki na tym rynku. Wraz z cenami ropy podąża również wartość walut krajów wydobywających złoto. W styczniu rubel miał swój szczyt na 6,14 grosza po czym spadł wraz z ropą do 5,83 grosza by z obecnym odbiciem znów przekroczyć 6 groszy.
Dzisiaj kalendarz danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
16:00 – USA – sprzedaż nowych domów.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Podczas obrad Zespołu Trójstronnego ds. Transportu Drogowego strona rządowa przedstawiła propozycje nowelizacji Ustawy o czasie pracy kierowców, której najważniejszy punkt mówi o tym, że kierowcy zawodowi będą rozliczani jak pracownicy delegowani. Oznacza to nie tylko koniec podróży służbowych, ale także rewolucję związaną z systemem rozliczania wyjazdów międzynarodowych. Jak wpłynie to na polskie formy transportowe?
Ustawa o czasie pracy kierowców z 16 kwietnia 2004 roku definiuje podróż służbową jako każde zadanie służbowe polegające na wykonywaniu, na polecenie pracodawcy : a) przewozu drogowego poza miejscowość, o której mowa w pkt 4 lit. a, lub b) wyjazdu poza miejscowość, o której mowa w pkt 4 lit. a, w celu wykonania przewozu drogowego (Artykuł 2, punkt 7 Ustawy). Ministerstwo Infrastruktury zaproponowało jednak w ostatnim czasie zmiany, zgodnie z którymi kierowca wykonujący przewóz w transporcie międzynarodowym nie będzie już w podróży służbowej.
Podwyżki kierowców
Projekt nowelizacji Ustawy o czasie pracy kierowców wiąże się głównie z modyfikacją składników wynagrodzenia kierowców. Według nowych wytycznych rządu, z systemu rozliczania mają zniknąć takie elementy jak dieta i ryczałt, które stanowią nawet do 2/3 struktury całego wynagrodzenia. Warto dodać, że kwota ta nie jest opodatkowana – wyjaśnia Kamil Wolański, ekspert OCRK. Jeżeli zmiany do ustawy zostaną przyjęte w obecnym kształcie, to składki kierowców będą obliczane od prognozowanego przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia brutto na rok 2018, tj. od kwoty 4 443 zł. Co ważne, nowe przepisy uwzględniają ulgi związane z oskładkowaniem i opodatkowaniem, ale nie są one tak korzystne, jak w przypadku podróży służbowych, ponieważ zostały pomniejszone o tzw. „wirtualne diety zagraniczne”, czyli dodatki wynikające z zagranicznego wyjazdu. Pomimo że wirtualne diety nie będą wypłacane, to jednak ich wyliczenie będzie niezbędne do odpowiedniego skalkulowania składek i podatku. Dzięki takiej konstrukcji wynagrodzenia, podczas kontroli płacy minimalnej służby zagraniczne nie będą mogły podważyć kwestii zaliczania nowych składników wynagrodzenia w poczet stawek minimalnych. Jeżeli przedsiębiorcy będą chcieli, aby kierowca otrzymywał pensję netto na tym samym poziomie jak przed zmianami, to łączne koszty wzrosną między 1000 zł a 2500 zł na pracownika, w zależności od tego, do jakich krajów jeździ i jak obecnie wygląda struktura płacy kierowcy – tłumaczy ekspert Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców.
Sytuacja ta, pomimo że początkowo może wydawać się skomplikowana dla przedsiębiorców, pozwoli jednak znacząco uprościć system rozliczeń kierowców. Z danych OCRK wynika, że duże firmy transportowe już zaczęły wypłacać pracownikom wyższe stawki brutto, dlatego proponowane zmiany będą dla nich łatwiejsze we wdrożeniu. Należy przy tym jednak pamiętać, że około 80% wszystkich firm transportowych w Polsce, stanowią małe lub średnie przedsiębiorstwa, które mogą mieć większe trudności ze spełnieniem wymogów znowelizowanej ustawy – wyjaśnia Kamil Wolański.
Nowelizacja ustawy teoretycznie rozwiązuje również problem tzw. dumpingu socjalnego, którego zarzuty opierają się m.in. na fakcie, że tylko podstawa, czyli około 1/3 pensji kierowcy jest obciążone fiskalnie.
Dlaczego trwają rozmowy o wynagrodzeniach kierowców?
Zaproponowane zmiany do ustawy wynikają m.in. z wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który podważył prawidłowość stosowania zasad ogólnych dotyczących delegacji w sektorze transportowym, a według których obecnie wypłacane są wynagrodzenia kierowców. Kolejną kwestią są także oczekiwania samych pracowników. Jak wiadomo, branża transportowa zmaga się ze sporym deficytem kierowców, według różnych źródeł brakuje od 80 do 100 tysięcy pracowników. Oskładkowanie na poziomie 2100 – 3000 zł brutto zdecydowanie nie jest zachętą do podjęcia pracy w tym zawodzie – argumentuje Kamil Wolański, ekspert Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców. – Jeżeli proponowane zmiany wejdą w życie w obecnym brzmieniu, kierowcy w ruchu międzynarodowym będą mieli zasadniczo odprowadzane składki od kwoty nie niższej niż 4 443 zł.
Zmiany w ustawodawstwie były niezbędne także ze względu na naciski ze strony Unii Europejskiej. Zdaniem eksperta OCRK, rząd chciał w ten sposób wypracować kompromis między stroną pracowników a pracodawców, ale również między Polską a krajami UE, które często kwestionowały regulacje płacowe polskich kierowców. Należy zauważyć, że w nadchodzącym roku, z uwagi na braki kadrowe, podwyżki wynagrodzenia dla pracowników są nieuniknione dla każdej branży, również transportowej – dodaje Kamil Wolański.
W ocenie Ministerstwa Finansów zmiany w systemie emerytalnym, związane z wprowadzeniem pracowniczych planów kapitałowych, mają objąć nie więcej niż 11 mln Polaków. Wzrośnie opodatkowanie wynagrodzeń, ale też nieco wyższe będą emerytury. Jednak co trzeciego pracującego pozostawiono poza zmianami w systemie.
Obniżenie wieku emerytalnego oznaczało, że zdecydowaliśmy się na drastyczne zmniejszenie emerytur.
– Emerytura wielkości odpowiadającej 30 procentom ostatniego wynagrodzenia za pracę, dla wielu osób może być szokiem, to jednak konsekwencje tak niskiego wieku emerytalnego – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – A skłonność do myślenia o emeryturze jest wśród Polaków niska, bo przyzwyczailiśmy się, że państwo powinno nam wszystko załatwić.
Zmiany w systemie emerytalnym są więc potrzebne. Przyjęty przez rząd program wprowadzania pracowniczych planów kapitałowych (PPK) oznacza jednak wyższe opodatkowanie wynagrodzeń, co oznacza, że niższa będzie konsumpcja indywidualna. Dla pracodawców obowiązkowa składka na PPK to koszt, który może wynieść do 8 mld zł rocznie.
– Ta składka płacona przez pracodawców spowoduje, że zmaleje ze strony pracowników presja na wzrost wynagrodzeń, co jest korzystne dla i tak rozgrzanej polskiej gospodarki – mówi dr P.Kwiecień, wymieniając plusy nowego rządowego programu.
A jakie są minusy? Największy w ocenie eksperta jest taki, że zmiany w systemie emerytalnym nie obejmą niemal co trzeciego pracującego.
Siedem na dziesięć najchętniej oglądanych transmisji podczas trzech ostatnich Zimowych Igrzysk Olimpijskich to konkursy skoków narciarskich
Najbardziej rozpoznawalnym Polakiem startującym w Pjongczangu był Kamil Stoch (82,8% wskazań), z ogromną przewagą nad drugą Justyną Kowalczyk (37,5%)
3/4 respondentów chętniej oglądałaby transmisje z igrzysk, gdyby Polacy osiągali w nich większe sukcesy
Analiza Havas Sports & Entertainment (Havas Media Group) pokazuje, że oglądalność igrzysk olimpijskich jest bezpośrednio powiązana z sukcesami polskich sportowców. Ubogie pod względem liczby medali Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Pjongczangu śledziło ponad 60% widzów mniej, niż dużo lepsze dla nas sportowo zawody w Soczi cztery lata temu. Aż 75% badanych zadeklarowało, że sukcesy polskich reprezentantów skłoniłyby ich do częstszego zasiadania przed telewizorami.
Badając popularność zimowych igrzysk olimpijskich, eksperci Havas Sports & Entertainment (Havas Media Group) zanalizowali oglądalności ostatnich trzech imprez w Vancouver, Soczi i Pjongczangu, prześledzili najczęściej używane w mediach społecznościowych hashtagi oraz przeprowadzili badanie na panelu SW Research, na reprezentatywnej próbie polskich respondentów powyżej 18. roku życia. Wyniki potwierdziły, że Polacy mniej są zainteresowani sportową rywalizacją jako taką, śledząc przede wszystkim te wydarzenia, w których mamy duże szanse medalowe.
– Wśród dziesięciu najchętniej oglądanych transmisji w trakcie trzech ostatnich ZIO aż siedem to konkursy skoków narciarskich.Pozostałe to dwa medalowe biegi z udziałem Justyny Kowalczyk i transmisja otwarcia Igrzysk w Soczi. Co ciekawe, tegoroczny drugi konkurs skoków, zakończony złotym medalem Kamila Stocha, oglądało o połowę mniej widzów (4 003 000) niż drugi konkurs w Soczi (9 131 000). Na pewno duży wpływ miał na to niezbyt udany początek zawodów w wykonaniu polskich sportowców. W Soczi po tygodniu rywalizacji było już na naszym koncie kilka medali i apetyt widzów rósł z każdym kolejnym dniem – komentuje Aleksandra Marciniak, dyrektor zarządzająca Havas Sport&Entertainment w Polsce.
Średnia oglądalność Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Pjongczangu jest niemal trzykrotnie niższa niż zawodów w Soczi. Może być to częściowo spowodowane różnicą czasu i niekorzystnymi godzinami transmisji, ale respondenci sami przyznają, że decydujące znaczenie miał brak sukcesów. 75% deklaruje, że lepsze wyniki polskich reprezentantów skłoniłyby ich do oglądania większej liczby transmisji. 46% ogląda tylko te dyscypliny, w których startują Polacy – aż 88,1% przyznaje, że oglądało konkursy skoków narciarskich, 49,6% biegi narciarskie, 31,4% łyżwiarstwo szybkie, a 25,6% biathlon. To przekłada się też na rozpoznawalność sportowców biorących udział w zimowych igrzyskach olimpijskich. Bezkonkurencyjny jest Kamil Stoch, którego spontanicznie wymienia aż 82,8% badanych. Drugie miejsce zajmuje Justyna Kowalczyk wymieniona jedynie przez 37,5%. Kolejne miejsca przypadły skoczkom – Stefanowi Huli (36,8%), Dawidowi Kubackiemu (36,6%) i Piotrowi Żyle (26,9%). Pozostali sportowcy mieli poniżej 20% wskazań.
– Badania potwierdzają, że większość Polaków nie interesuje się sportem jako takim, ajedynie „kibicuje naszym”. Nie jest to zaskoczeniem, widać to wyraźnie w corocznych badaniach popularności dyscyplin sportowych czy chociażby w ilości miejsca poświęcanego różnym dyscyplinom w mediach. Często też nie docenia się u nas klasy zagranicznych sportowców, jeśli rywalizują na najwyższym poziomie z naszymi reprezentantami. Przekonał się o tym chociażby wiele lat temu Sven Hannawald, któremu polscy kibice nie mogli darować, że czasami wygrywa z Adamem Małyszem. Nawiasem mówiąc, blisko 2% respondentów wciąż wymienia Adama Małysza wśród sportowców startujących w Pjongczangu, a 6% tegoroczne igrzyska kojarzą się właśnie z naszym mistrzem sprzed lat – ocenia Aleksandra Marciniak.
Oglądalność i nastawienie do igrzysk znajdują też swoje odzwierciedlenie w mediach społecznościowych. Najczęściej używane hashtagi dotyczą samej imprezy – najpopularniejsze były #PyeongChang2018, #Pjongczang2018 i #igrzyska18. Wśród sportowców najwięcej pisano oczywiście o Kamilu Stochu i Stefanie Huli, ale na podium znalazła się też Weronika Nowakowska, głównie za sprawą swojej kontrowersyjnej wypowiedzi skierowanej do hejterów. W odróżnieniu od skoczków, posty na temat polskiej biathlonistki były w dużej mierze negatywne.
– Oglądalność igrzysk i popularność sportowców są bezpośrednio powiązane z liczbą medali na koncie polskiej reprezentacji.Cztery lata temu w Soczi Polska zdobyła sześć medali, w tym cztery złote. Było sporo pozytywnych zaskoczeń, a to napędzało zainteresowanie, również dyscyplinami, którym na co dzień trudno przebić się do głównego nurtu. Pjongczang pokazał, że polscy kibice są żywiołowi i potrafią dopingować, ale potrzebują paliwa w postaci sukcesów. W przeciwnym wypadku chętniej wybiorą inne rozrywki – podsumowuje Aleksandra Marciniak.
Od 20 lutego wieczorem bitcoin znajduje się w wyraźnym trendzie spadkowym. Od tamtej pory stracił 19,5% i w poniedziałek rano kosztuje 9,5 tys. USD. Jednak w porównaniu z dołkiem z 6 lutego, kiedy najpopularniejsza kryptowaluta warta była tylko 6,1 tys. USD, teraz bitcoin nadal kosztuje 56% więcej. Tymczasem z wyliczeń bitcoin.com wynika, że aż 46% z 902 projektów z kryptowalutami uruchomionych w 2017 r. zakończyło się niepowodzeniem. Z drugiej strony wirtualne waluty robią coraz większą karierę w krajach spoza głównego nurtu. Iran ogłosił, że wkrótce rozpocznie prace nad stworzeniem własnej kryptowaluty, by w ten sposób złagodzić międzynarodowe sankcje nałożone na ten kraj, a w Wenezueli kryptowaluty mają być akceptowane przez podmioty państwowe.
Waluty
W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar traci do głównych walut: do euro (-0,25%), brytyjskiego funta (-0,38%), dolara kanadyjskiego (-0,05%), dolara australijskiego (-0,43%) oraz japońskiego jena (-0,31%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,232, GBP/USD – 1,402, USD/CAD – 1,262, AUD/USD – 0,788 i USD/JPY – 106,5. Euro jest słabsze wobec japońskiego jena (-0,06%) i kurs EUR/JPY wynosi 131,3, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,879. W porównaniu z sytuacją sprzed weekendu złotówka pozostaje na podobnym poziomie do funta, a zyskuje do innych walut światowych. W poniedziałek rano dolar kosztuje ponad 3,38 zł, euro – 4,17 zł, funt – 4,74 zł, a frank szwajcarski – poniżej 3,63 zł.
Giełdy
Na światowych giełdach nadal przewaga koloru zielonego. W piątek w Europie londyński indeks FTSE 100 stracił 0,11%, frankfurcki indeks DAX podniósł się o 0,18%, a paryski indeks CAC 40 wzrósł o 0,15%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 zyskał 1,6%, meksykański indeks Bolsa spadł o 0,67%, a brazylijski indeks Bovespa wzrósł o 0,7%. W poniedziałek w Azji tokijski indeks Nikkei podniósł się o 1,19%, indeks Shanghai Composite – o 1,23%, a hongkoński indeks Hang Seng – o 0,65%.
Ropa i złoto
Ceny ropy naftowej kontynuują wzrosty. W niedzielę na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 67,31 USD (+1,37%), a ropy WTI – 63,55 USD (+1,23%). Roczna prognoza ceny baryłki ropy wzrosła o 1 USD do 73 USD. Także złoto kontynuuje wzrosty. W poniedziałek rano uncję metalu rynek wycenia na 1339 USD. To 13 USD więcej (+0,98%) niż przed weekendem.
Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:
14:00 – USA – Wystąpienie szefa Fed z St. Louis
15:00 – Strefa euro – Wystąpienie szefa EBC
16:00 – USA – Sprzedaż nowych domów, styczeń (prognoza 642 tys.)
16:30 – USA – Indeks Dallas Fed dla przemysłu, luty (poprzednio 33,4 pkt.)
Trwa nabór do jednego z największych w Polsce programów akceleracyjnych dla startupów technologicznych – MIT Enterprise Forum Poland. Młodzi przedsiębiorcy otrzymają m.in. wsparcie największych polskich i międzynarodowych przedsiębiorstw oraz dostęp do mentorów i ekspertów. Dodatkowo najciekawsze startupy – dzięki współpracy nawiązanej przez akcelerator z CVC Capital Partners – będą miały szansę na wygranie 100 000 złotych na rozwój działalności. W związku z konkursem nabór do 4. edycji akceleratora MIT Enterprise Forum Poland został przedłużony do 11 marca. Startupy mogą składać aplikacje do programu za pośrednictwem strony internetowej mitefpoland.org.
W ramach 4. edycji programu MIT Enterprise Forum Poland akcelerator zostanie rozszerzony o międzynarodowy konkurs CVC Young Innovator Awards. Na zwycięzcę czeka nagroda w wysokości 100 000 złotych. W rywalizacji wezmą udział przedstawiciele startupów technologicznych, które zakwalifikują się do programu MIT Enterprise Forum Poland i spełnią wymogi regulaminowe konkursu. Beneficjentem nagrody może być innowacyjne przedsięwzięcie przedstawione przez młodego przedsiębiorcę (poniżej 30 roku życia), które – poza wysokim potencjałem technologicznym – cechuje się wysoką użytecznością społeczną.
– Chcemy nie tylko inwestować w polską gospodarkę, ale również wspierać jej rozwój, dlatego zdecydowaliśmy się na kontynuację ogólnoświatowego konkursu CVC Young Innovator Awards w nowej, poszerzonej formule. W tym roku konkurs to nie tylko finansowanie dla zwycięzców ufundowane przez CVC, ale także pełna akceleracja startupu w ramach programu MIT Enterprise Forum Poland i wsparcie merytoryczne ze strony partnerów projektu. Szukamy inicjatyw biznesowych młodych ludzi, którzy chcą z jednej strony zbudować prężnie działające firmy, a z drugiej – w ich DNA wpisana jest szeroko pojęta społeczna użyteczność – mówi Krzysztof Krawczyk, szef funduszy CVC Capital Partners w Polsce.
To już druga edycja konkursu Young Innovator Awards realizowana przez CVC Capital Partners. W 2017 roku pierwsze miejsce w konkursie zajął startup ScienceBioTech tworzący nowatorskie rozwiązania wykorzystywane w leczeniu złamań kości. Drugą nagrodę otrzymali twórcy aplikacji Dr. Barbara, która tworzy diety dla osób przewlekle chorych w oparciu o szczegółowy wywiad i bieżącą analizę wyników badań krwi.
Po raz pierwszy konkurs realizowany jest w ramach akceleratora MIT Enterprise Forum Poland, który zapewnia innowacyjnym polskim mikro i małym firmom wsparcie w przyspieszeniu procesu komercjalizacji rozwijanych przez nie przedsięwzięć. Do tej pory akcelerację w ramach programu przeszło ponad 70 startupów technologicznych. Do dyspozycji młodych przedsiębiorców jest ponad stu specjalistów akceleratora, jak i delegowanych przez partnerów przemysłowych wspierających projekt.
– Nasz 3-miesięczny program akceleracji skrojony jest przede wszystkim w odpowiedzi na potrzeby, które mają startupy na wczesnym etapie rozwoju i które budują swoje firmy wokół unikalnego IP lub modelu biznesowego. Zdajemy sobie sprawę, że komercjalizacja nowych technologii nie jest prosta. Mnogość zagadnień, które muszą opanować i zweryfikować młode przedsiębiorstwa ułożyliśmy w systematyczny proces, oparty o know-how Massachusetts Institute of Technology. Dzięki implementacji do programu konkursu Young Innovator Awards młodzi przedsiębiorcy otrzymają nie tylko wsparcie merytoryczne i pomoc czołowych polskich oraz międzynarodowych przedsiębiorstw, ale również szansę na zdobycie 100 000 złotych na dalszy rozwój działalności – mówi Magdalena Jabłońska, dyrektor operacyjna Fundacji Przedsiębiorczości Technologicznej, organizatora programu MIT Enterprise Forum w Polsce.
MIT Enterprise Forum Poland przewiduje akcelerację w ścieżce ogólnej oraz w czterech wyspecjalizowanych ścieżkach branżowych. Ścieżka Let’s Fintech with PKO Bank Polski! organizowana jest we współpracy z partnerem głównym programu – PKO Bankiem Polskim. Partnerem ścieżki akceleracyjnej Energia jest Grupa PGNiG. Ścieżkę Zdrowie współtworzy Grupa Adamed, natomiast pojawiającą się po raz pierwszy w programie ścieżkę Agri-tech wspiera fundusz AgriTech Hub. Nowością w akceleratorze jest również ścieżka Industry 4.0 dedykowana startupom technologicznym zainteresowanym współpracą z partnerami z regionu Dolnego Śląska. Jej realizacja będzie wspierana zarówno przez partnerów technologicznych, jak i merytorycznych, takich jak Nokia, Balluff, FANUC Polska, fundusz ValueTech, Wrocławski Park Technologiczny, Agencja Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej, Wrocławskie Centrum Badań EIT+ oraz Stowarzyszenie Top 500 Innovators.
Startupy, które chcą wziąć udział w 4. edycji akceleracji MIT Enterprise Forum Poland i powalczyć o 100 tysięcy złotych na rozwój działalności, mogą aplikować do programu do 11 marca za pośrednictwem strony internetowej www.mitefpoland.org.
Partnerami wspierającymi program są Visa oraz Campus Warsaw. Wsparcie prawne startupom zapewnia kancelaria Wardyński i Wspólnicy. W obrębie ścieżki Industry 4.0 na terenie Dolnego Śląska prawne i podatkowe wsparcie startupom zapewni firma doradcza Olesiński i Wspólnicy. Treningi sprzedażowe dla startupów przeprowadzą eksperci z Autoryzowanego Centrum Szkoleniowego Sandler Training. Organizacjami wspierającymi program są Fundacja PKO Banku Polskiego, Weil, Gotshal & Manges LLP, Fundacja na rzecz Nauki Polskiej oraz Stowarzyszenie Organizatorów Ośrodków Innowacji i Przedsiębiorczości w Polsce (SOOIPP).
25 lutego sieć sklepów ALDI rozpoczęła świętowanie 10-lecia obecności marki na polskim rynku. Właśnie w lutym 2008 roku powstały pierwsze sklepy ALDI w Polsce. Otwarto równocześnie aż osiem sklepów; w Bielsku-Białej, Brzegu, Głogowie, Jeleniej Górze, Poznaniu, Sulechowie, Tarnowskich Górach i Żorach. Dziś sieć liczy 124 sklepy, zlokalizowane głównie w zachodniej i południowej części kraju. Firma dynamicznie wkroczyła w 2018 rok, zapowiadając przebudowy wszystkich placówek według nowego konceptu wizualnego.
„Obecny kształt sklepów ALDI oraz wyznaczony kierunek, w którym zmierzamy to efekt wieloletniej pracy nad udoskonalaniem naszej sieci i dostosowywania jej do oczekiwań konsumentów. Słowa podziękowania kieruję do wszystkich, którzy przyczynili się do sukcesu ALDI w Polsce, szczególnie klientów, pracowników i dostawców” – komentuje Oktawian Torchała, Dyrektor Generalny ALDI w Polsce.
W trakcie tych 10 lat nastąpiło wiele zmian. Asortyment został niemal potrojony. Przez te lata systematycznie rozszerzano go i doskonalono dostosowując do oczekiwań polskiego konsumenta. W ofercie znalazły się zarówno popularne wśród klientów, ze względu na stosunek jakości do ceny, marki własne ALDI, jak i produkty markowe, szeroko znane na naszym rynku. Analiza trendów rynkowych i sygnałów płynących od klientów, zaowocowała wzbogaceniem oferty m.in. w dziale produktów ekologicznych i z zakresu zdrowej żywności, produktów dla dzieci czy kosmetyków. Obecnie liczba artykułów wchodzących w skład asortymentu stałego to niemal 2.000 produktów.
Sieć ALDI w Polsce rozwijała się systematycznie, utrzymując liczbę nowo powstających sklepów na podobnym poziomie – średnio od kilkunastu do 22 rocznie. Firma planuje dalszą ekspansję terytorialną, jednak aktualnym priorytetem jest wprowadzenie nowej koncepcji wizualnej we wszystkich istniejących sklepach do połowy lipca br. Obszarem, w którym znajduje się najwięcej ALDI jest południe Polski: województwo śląskie i dolnośląskie.
Kierunek w którym zmierzamy to świeżość, lokalność i podtrzymywanie wartości, którym jesteśmy wierni od lat, czyli zorientowanie na produkt, jakość i cenę” – dodaje Oktawian Torchała.
10-lecie ALDI jest też okazją do świętowania jubileuszy pracowniczych. Wiele zatrudnionych w 2008 roku osób nadal jest częścią struktury organizacyjnej firmy. Pokazuje to zarówno stabilność zatrudnienia w firmie, jak i tendencję do długofalowego wiązania się z siecią. Oprócz możliwości rozwoju i awansu, pracownicy doceniają atrakcyjne wynagrodzenie i pracę w międzynarodowej firmie o niemal 100-letniej tradycji. Dziś sieć ALDI w Polsce zatrudnia około 2.200 osób, zapowiadając dalszy wzrost zatrudnienia w związku z rozwojem sieci.
Niedzielne posunięcie Komunistycznej Partii Chin nie powinno być traktowane jako wysoce zaskakujące, bowiem o zamiarze zniesienia czasowego limitu prezydentury Xi Jinpinga mówiło się dość głośno pod koniec zeszłego roku. Zapewnienie stabilności politycznej w Państwie Środka jest powszechnie traktowane jako remedium na sukcesywnie narastające problemy, a tych zdecydowanie nie brakuje. Spodziewamy się, że jeszcze mocniejsze ugruntowanie władzy w rękach jednego człowieka nie będzie obojętne zarówno dla sprawności mechanizmów gospodarczych oraz nastrojów panujących na rynkach finansowych.
Objęcie stanowiska Przewodniczącego Chińskiej Republiki Ludowej przez Xi odbyło się w momencie, który tylko z pozoru wymagał od nowej głowy państwa przeprowadzenia daleko idących reform. Cofając się w czasie można zauważyć, że pierwsze miesiące władzy Xi to przede wszystkim obecność relatywnie mocnych wstrząsów generowanych przez rynki finansowe. Chińska gospodarka była zaskakująco dobrze przygotowana na odczuwalne szoki, co finalnie przełożyło się na zachowanie wysokiego i stabilnego wzrostu gospodarczego oraz braku pogłębienia istniejących nierównowag. Obecnie chińskie władze mają przed sobą problemy zdecydowanie większego kalibru, których nie jest w stanie rozwiązać jeden skromny pakiet ustaw.
Najczęściej podnoszonym problemem, z którym będzie musiał się zmierzyć gabinet Xi jest narastająca sterta krajowych wierzytelności. To właśnie wysoka relacja długu do generowanego produktu stanowi najistotniejsze źródło niepewności ważące na kondycji chińskiego sektora bankowego. Najnowsze prognozy Międzynarodowego Funduszu Walutowego pozostają jednak bezlitosne – w 2018 roku wielkość łącznego zadłużenia ma sięgnąć 262,1 proc. PKB, minimalizując tym samym szansę gwałtownej redukcji w stronę poziomów zapewniających obecność bufora na wypadek drugiego uderzenia kryzysu.
Problem z wymagalnością chińskich wierzytelności potęguje szeroko przeprowadzana transformacja modelu ekonomicznego, która w efekcie ma uczynić lokalne przedsiębiorstwa usługowymi gigantami. Z punktu widzenia doświadczeń pozostałych obszarów zauważa się, że tak daleko idące zmiany wyraźnie ciążą na osiąganym tempie wzrostu. W okresach przejściowych za złoty środek uznaje się subsydiowanie działalności rozwijanych gałęzi czy zwiększenie inwestycji państwowych. W tym przypadku Chiny będą zobligowane do znalezienia innego rozwiązania z racji na konieczność utrzymania wysokiej dyscypliny fiskalnej.
W naszym odczuciu decyzja Komunistycznej Partii Chin może nieco rozleniwić gabinet Xi, który zdecydowanie łagodniej zajmie się rozwiązaniem problemów strukturalnych. Opóźniony proces decyzyjny na najwyższych szczeblach przyczyni się jedynie do pogłębienia występujących rozbieżności makroekonomicznych oraz utrzyma ryzyko nagłego pogorszenia kondycji lokalnych instytucji finansowych. Analizując wyłącznie obserwowaną próbę konsolidacji władzy zauważamy, że średnioterminowo może być ona korzystna dla siły juana – pomimo nasilonych niepewności związanych z procesem dalszego otwierania rynku. Spodziewamy się, że w najbliższych miesiącach azjatyckiej waluta będzie targana planami dotyczącymi minimalizacji ryzyka systemowego, szeroko prowadzonego delewarowania czy minimalizacji odsetka kredytów niepracujących.
K. Zubelewicz, najbardziej jastrzębi członek RPP ocenił, że większość konieczna do przegłosowania podwyżki stóp proc. może się nie uformować nawet do końca 2019. Z żalem stwierdził, że w Radzie jest relatywnie duża tolerancja dla inflacji, nawet w obliczu możliwości jej przejściowego wzrostu do 4%. Naszym zdaniem z uwagi na zmianę funkcji reakcji Rady nakreślonego przez K. Zubelewicza scenariusza nie można całkowicie wykluczyć. Póki co utrzymujemy jednak naszą prognozę dwóch podwyżek w 2019 r.
Spadek bezrobocia nie zwalnia
Stopa bezrobocia rejestrowanego wzrosła w styczniu do 6,9% z 6,6% w grudniu potwierdzając szacunki MRPiPS. Odnotowany wzrost jest typowy dla początku roku, ze względu na sezonowy charakter prac w budownictwie i usługach oraz wygasanie umów na czas określony. Po odsezonowaniu spadek bezrobocia nie ustępuje i to pomimo coraz bardziej dotkliwych (wg deklaracji przedsiębiorstw) ograniczeń podaży pracy. Konsekwencją rekordowo niskiego bezrobocia (po odsez.) jest coraz wyższa dynamika płac. Szczegółowe dane za styczeń potwierdziły, że solidny wzrost wynagrodzeń nie wynikał z wypłat premii w górnictwie, ale z przyspieszenia wynagrodzeń w wielu branżach (m.in. administrowanie i działalność wspierająca, hotelarstwo i gastronomia, budownictwo). Dynamika płac poza górnictwem wyniosła 7,4% r/r, co było trzecią najwyższą wartością od 2008. W naszej ocenie w trakcie roku wzrost płac będzie nadal przybierać na sile.
Tymczasem dane BAEL za 4q potwierdziły, że stopa bezrobocia, również po wyeliminowaniu osób nieaktywnych a zarejestrowanych w Urzędach Pracy, osiągnęła pod koniec ubiegłego roku historyczne minimum na poziomie 4,5%. Zatrudnienie wg BAEL wyhamowało do 0,5% r/r z 1,5% r/ w 3q, natomiast liczba pracujących poza rolnictwem spowolniła do 1,2% r/r z 1,7% r/r. Po raz pierwszy w historii w rolnictwie zatrudnione było mniej niż 10% siły roboczej.
Novaturas, największy operator turystyczny w krajach bałtyckich, opublikował prospekt emisyjny przygotowany w związku z rozpoczynającą się pierwszą ofertą publiczną akcji oraz zamiarem ubiegania się o dopuszczenie i wprowadzenie akcji do obrotu na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie oraz Nasdaq w Wilnie.
Oferta jest przeprowadzana w Polsce, na Litwie i w Estonii. Akcje Spółki zostaną również zaoferowane wybranym zagranicznym inwestorom instytucjonalnym poza terytorium Stanów Zjednoczonych w oparciu o odpowiednie regulacje.
Inwestorzy indywidualni mogą składać zapisy na akcje Spółki od 27 lutego do 7 marca po cenie maksymalnej ustalonej na poziomie 13,50 EUR oraz jej równowartości w polskich złotych (w przypadku inwestorów w Polsce), tj. 56.11 zł.
Inwestorzy indywidualni w Polsce mogą składać zapisy na akcje Spółki w punktach obsługi klienta Domu Maklerskiego PKO Banku Polskiego (Oferujący), a także w punktach firm wchodzących w skład Konsorcjum Detalicznego, tj. Domu Maklerskiego mBanku oraz Biura Maklerskiego Alior Bank.
Inwestorzy indywidualni na Litwie i w Estonii mogą składać zapisy na akcje Spółki w dowolnej instytucji finansowej będącej członkiem Nasdaq Vilnius, w której posiadają rachunek maklerski.
W dniach od 26 lutego do 8 marca prowadzona będzie budowa księgi popytu wśród inwestorów instytucjonalnych. Współprowadzącymi księgę popytu są: Dom Maklerski PKO Banku Polskiego, Trigon Dom Maklerski oraz Swedbank.
Oferta obejmuje 3.903.500 akcji, tj. 50% istniejących akcji Spółki sprzedawanych przez niektórych z jej obecnych akcjonariuszy, w tym przez większościowego akcjonariusza – Central European Tour Operator S.a.r.l. (CETO, podmiot należący do funduszu Polish Enterprise Fund VI, zarządzanego przez Enterprise Investors). Novaturas nie planuje podwyższenia kapitału zakładowego i pozyskania dodatkowych środków w ramach oferty.
W przypadku dużego popytu na akcje Spółki, CETO może zaoferować dodatkowo pakiet do 1.249.120 akcji, tj. do 16% istniejących akcji. Tym samym, w przypadku objęcia przez inwestorów wszystkich oferowanych akcji, po przeprowadzeniu oferty w posiadaniu nowych inwestorów może znaleźć się 50% akcji Spółki w pierwszym scenariuszu lub do 66% akcji Spółki w przypadku uruchomienia dodatkowej puli.
Łączna wartość oferty publicznej, licząc wg ceny maksymalnej dla inwestorów indywidualnych, może sięgnąć prawie 53 mln EUR (niemal 220 mln zł) w przypadku, gdy ostatecznie ofertą objętych zostanie 50% istniejących akcji, lub blisko 70 mln EUR (około 290 mln zł), w przypadku zaoferowania i sprzedaży całej dodatkowej puli. Łączna kapitalizacja Spółki, biorąc pod uwagę cenę maksymalną dla inwestorów indywidualnych, szacowana jest na ponad 105 mln EUR (prawie 440 mln zł).
Ostateczna liczba i ostateczne ceny oferowanych akcji zostaną ustalone 8 marca. W przypadku inwestorów instytucjonalnych, ostateczna cena może być wyższa niż maksymalna cena w zapisach dla inwestorów indywidualnych.
Przewiduje się, że inwestorzy indywidualni będą mogli nabyć łącznie około 10% akcji, które zostaną ostatecznie zaoferowane.
Pozostałe akcje należące do obecnych akcjonariuszy mniejszościowych będą objęte umowami zakazu sprzedaży typu lock-up przez okres 540 dni, natomiast akcje należące do CETO będą objęte lock-up’em przez okres 180 dni od daty pierwszego notowania akcji Spółki na GPW i Nasdaq. Spółka z kolei zobowiąże się do nieprzeprowadzania jakiejkolwiek nowej emisji akcji przez okres 360 dni.
– Naszym strategicznym celem jest utrzymanie pozycji lidera na atrakcyjnym rynku turystycznym Litwy, Łotwy i Estonii oraz dalsza ekspansja geograficzna na perspektywicznym rynku białoruskim. Dążymy do dalszego zwiększania skali działalności, utrzymując jednocześnie wysokie wskaźniki rentowności. Nasz model biznesowy charakteryzuje się wysokimi przepływami operacyjnymi i niskim nakładami inwestycyjnymi. Nie inwestujemy w aktywa trwałe, takie jak biura, hotele, samoloty czy autobusy, lecz skupiamy się na podstawowej działalności, a wypracowywanymi zyskami wolimy regularnie dzielić się z akcjonariuszami. Novaturas to zatem unikalne połączenie spółki wzrostowej i dywidendowej – powiedział Linas Aldonis, dyrektor generalny Novaturas.
Przewidywany harmonogram oferty publicznej akcji Novaturas
26 lutego – 8 marca 2018 r.
Roadshow oraz budowa księgi popytu wśród inwestorów instytucjonalnych
27 lutego – 7 marca 2018 r.
Przyjmowanie zapisów po cenie maksymalnej wśród inwestorów indywidualnych
8 marca 2018 r.
Publikacja informacji o ostatecznej liczbie i cenach akcji oferowanych
około 21 marca 2018 r.
Pierwszy dzień notowania akcji Spółki na GPW w Warszawie i na Nastaq w Wilnie
Powietrze w Polsce jest złe – wiedzą o tym rządzący i obywatele, którzy na co dzień nim oddychają. Odpowiedzią na to jest program Czyste Powietrze. Jednak ostatni wyrok Unii Europejskiej skazujący Polskę za niezbyt skuteczną walkę na rzecz ochrony środowiska, potwierdza, że wysiłki w tym zakresie należy przyspieszyć. Konieczne jest skonkretyzowanie rozwiązań problemu, jakim są zanieczyszczenia powietrza. Na razie znamy zapowiedzi działań w walce z ubóstwem energetycznym. Bieda w wielu polskich domach nie pozwala wymienić starych, kopcących pieców na nowe. Uniemożliwia też odejście od paliwa niskiej jakości na rzecz piecyków gazowych i innych rozwiązań, których użycie nie skutkuje produkowaniem charakterystycznego, niebieskiego dymu zawierającego szkodliwe substancje.
– Mowa o strefach niskoemisyjnych. Chodzi o wyłączenie najbardziej emisyjnego ruchu w centrach miast, wycofanie starych samochodów, które najbardziej szkodzą środowisku.Promować należy te, które emitują mniej szkodliwych substancji. To jednak tylko zachęty i wskazania dla samorządów. Na razie nie ma żadnego przymusu, dlatego ostatecznie przedsiębiorcy się na to nie decydują – powiedział serwisowi eNewsroom Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny Biznes Alert oraz ekspert Instytutu Jagiellońskiego – Ze względu na ograniczone zasoby wybierają niższe koszty zamiast wyższych, mniej emisyjnych technologii. Być może program Czyste Powietrze należy uzupełnić o element nakazu, który pozwoli walczyć z zanieczyszczeniem powietrza w Polsce szybciej i w zgodzie z wymogami unijnymi. Jest szansa na to, że rząd dojdzie do porozumienia w sprawie ostatniego wyroku, który pozwoli uniknąć kary lub ją zminimalizować. To kwestia szybkich, zdecydowanych działań, jakie należy teraz podjąć. Kwestii tej nie można już dłużej ignorować. Smog w miastach to temat z pierwszych stron gazet. Powinien on być istotny także w Polsce, dopóki problem ten nie zostanie rozwiązany – podsumował Jakóbik.
Jak co tydzień, w piątek wieczorem komisja CFTC opublikowała najnowszy raport Commitment of Traders. Raporty CFTC dają nam wiedzę na temat otwartych pozycji na giełdzie Chicago Mercantile Exchange oraz New York Board of Trade. W raporcie zawarte jest ponad 70% wszystkich otwartych pozycji na rynku kontraktów futures. Dzięki danym zawartym w raporcie możemy przewidywać główne trendy na rynkach finansowych, niemniej jednak warto podkreślić, że są publikowane z trzydniowym opóźnieniem. W przypadku analizy średnio i długoterminowych trendów takie opóźnienie jest do zaakceptowania.
Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym
Źródło: Opracowanie własne
Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców
Źródło: Opracowanie własne
– na rynku znajduje się coraz więcej pozycji długich lub krótkich. Zielona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji długich
-pozycje długie lub krótkie są zamykane. Czerwona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji krótkic
MACD – podawane jest dla USD, jako waluty kwotowanej np. JPY/USD, CAD/USD, EUR/USD
USDJPY – potwierdzenie trendu spadkowego
Ostatni raport Commitments of Traders potwierdza trend spadkowy na parze walutowej USDJPY. Jeszcze kilka tygodni temu analiza techniczna wskazywała na przeciągającą się konsolidację. Z kolei raport COT wskazywał na coraz większe prawdopodobieństwo przerwania dolnego ograniczenia konsolidacji. Bowiem od kilku tygodni fundusze lewarowane likwidowały krótkie pozycje w JPY oraz dobierały długie, linia netto z bardzo wysokich poziomów zaczęła spadać. Był to sygnał ostrzegawczy, skoro fundusze zaczynają kumulować krótkie pozycje, to dlaczego wsparcie ma wytrzymać?
W poprzednim tygodniu na USDJPY mieliśmy kilka dni wzrostowych, co pozwoli funduszom lewarowanym na dalsze upłynnianie długich pozycji. Kapitał lewarowany zamkną ponad 9 000 krótkich pozycji oraz otworzył 3 838 pozycji.
Pozycje funduszy lewarowanych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone – pozycje krótkie , linia żółta – netto
Źródło: Cmegroup
Podsumowując, zachowanie funduszy lewarowanych wspiera kontynuację trendu spadkowego na USDJPY. Z kolei spoglądając na analizę techniczną na interwale tygodniowym należy oczekiwać korekty. Aktualnie notowania znalazły się pomiędzy wsparciem i oporem. Wsparcie zostało wyznaczone przez strefę popytu 104.5-105.0 oraz dolne ograniczenie kanału spadkowego. Z kolei opór jest wyznaczony przez strefę podaży 108.13-109.08.
Oprócz tego wsparciem dla korekty może okazać się oscylator stochastyczny, który wskazuje na bardzo mocne wyprzedanie kursu.
Notowania USDJPY, interwał tygodniowy
Źródło: Admiral Markets
EURUSD – domykanie długich pozycji
W poprzednim tygodniu zwróciłem uwagę na zachowanie kursu EURUSD, który po opublikowaniu pozytywnych danych makroekonomicznych dla Stanów Zjednoczonych poszybował na nowy rekord. Ostatni raport na temat pozycji funduszy lewarowanych na rynku kapitałowym potwierdził ostatnie przepuszczenia. Wzrosty na EURUSD zostały wykorzystane przez kapitał lewarowany do zamknięcia części długich pozycji i powiększenia krótkich, zatem formacja podwójnego szczytu została potwierdzona.
Pozycje funduszy lewarowanych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone – pozycje krótkie , linia żółta – netto
Źródło: Cmegroup
W poprzednim tygodniu fundusze lewarowane zamknęły ponad 4 000 długich pozycji oraz otworzyły 1 135 krótkich. Ponadto linia netto (pozycje długie – pozycje krótkie wśród funduszy lewarowanych) w dalszym ciągu jest na bardzo wysokim poziomie, co zwiększa prawdopodobieństwo kontynuacji ostatniej wyprzedaży.
Spoglądając na analizę techniczną trend spadkowy oraz formacja podwójnego szczytu nie została jeszcze potwierdzona (według COT formacja jest już potwierdzona).
Notowania EURUSD, interwał dzienny
Źródło: Admiral Markets
Formacja techniczna dopiero zostanie potwierdzona po przerwaniu wsparcia 1.220-1.227. Po przerwaniu wsparcia strona sprzedająca otworzy sobie drogę do kolejnego mocnego wsparcia, 1.20. Wspomniane wsparcie zostało wyznaczone przez szczyt z 2017 roku. Oprócz tego jest to poziom psychologiczny. Wskaźnikiem, który potwierdza scenariusz korekty jest MACD, który wskazuje negatywną dywergencję kursu walutowego.
Nowe cząsteczki w leczeniu szpiczaka szansą dla chorych na dłuższe życie. Nowe terapie wydłużają czas wolny od progresji choroby, a także umożliwiają niemal normalne funkcjonowanie. Polscy pacjenci wciąż jednak pozostają bez dostępu do leków na nawrotową i oporną postać szpiczaka plazmocytowego. Brakuje też holistycznego podejścia do opieki nad pacjentem hematoonkologicznym uwzględniającego pomoc neurologów, ortopedów i psychologów.
Nowotwory układu krwiotwórczego należą do grupy chorób rzadkich, co roku zapada na nie ok. 10 tys. Polaków. Liczba nowych zachorowań stale jednak rośnie, według informacji Instytutu Ochrony Zdrowia w ciągu ostatniego ćwierćwiecza zwiększyła się ona w Polsce ponaddwukrotnie. Do najczęściej występujących nowotworów krwi należy przewlekła białaczka szpikowa, chłoniak Hodgkina oraz szpiczak plazmocytowy. Dzięki nowoczesnym terapiom znaczna część nowotworów hematologicznych ma obecnie status chorób przewlekłych – terapie celowane oraz wygodne dla pacjenta leczenie domowe są w stanie wydłużyć życie chorych nawet o kilka lat i zmniejszyć dokuczliwość działań niepożądanych.
– Forma produktu leczniczego jest niezwykle ważna, nie tylko dla lekarza, lecz także dla pacjenta. Jeżeli jako pacjent wiem, że mam wizytę w szpitalu, denerwuję się już parę dni wcześniej, natomiast jeśli mogę korzystać z dobrodziejstw nowoczesnej farmakoterapii w domu, łykając tabletkę, to jest niesamowita ulga – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Leszek Borkowski, farmakolog kliniczny.
Medycyna spersonalizowana w zakresie hematoonkologii przewiduje ponadto stosowanie nowoczesnych terapii celowanych molekularnie. Te metody leczenia, uważane za przyszłość całej onkologii, polegają na stosowaniu leków skierowanych bezpośrednio przeciwko zmienionej chorobowo komórce. O powodzeniu terapii celowanej decyduje jednak idealne dopasowanie leku do stanu zdrowia pacjenta, rodzaju mutacji genetycznej powodującej powstawanie nowotworu oraz ewentualnej obecności chorób współwystępujących.
– Młodej dziewczynie, która jest w ciąży, niestety danego leku nie możemy podać, tylko musimy podać inny. Inny przykład personalizacji to choroby współistniejące, np. cukrzyca, nadciśnienie – wiele doskonałych leków innowacyjnych niestety tym pacjentom nie może być podanych, bo doprowadzilibyśmy do zgonu – mówi dr Leszek Borkowski.
Pomimo dostępności do nowoczesnych metod leczenia dla polskiego systemu ochrony zdrowia skuteczna walka z nowotworami układu krwiotwórczego wciąż stanowi poważne wyzwanie. Podstawowym problemem jest nierówny dostęp do nowoczesnych leków ze względu na ograniczenia w zakresie refundacji. W przypadku szpiczaka plazmocytowego w Polsce można mówić o dobrym dostępie do leków dla pacjentów w I linii leczenia. W znacznie gorszej sytuacji znajdują się chorzy z nawrotową lub oporną na leki postacią nowotworu – w takich przypadkach standardem leczenia na świecie są trójlekowe schematy, w Polsce część tych leków nie podlega jednak refundacji.
– Często na wykładach uczę moich słuchaczy o pewnej teorii i nie mam przekonania, że ona przyjdzie do Polski. Jeśli popatrzę na leczenie w niektórych chorobach hematologicznych, stosujemy świetne leki sprzed dziesięciu lat, tymczasem postęp jest bardzo duży – mówi dr Leszek Borkowski.
Obecnie terapią pierwszej potrzeby jest leczenie pomalidomidem. W Polsce czeka na nie ok. 200 osób, dla których jest to terapia ostatniej szansy. Wiceminister zdrowia Marcin Czech jesienią ubiegłego roku nie wykluczał, że lek wkrótce znajdzie się na listach refundacyjnych. Pomimo rozmów przedstawicieli resortu zdrowia z producentem wciąż nie jest on jednak dostępny dla polskich pacjentów.
– Szacujemy, że od października umarło około 38 osób, bo doszli do ściany, nie otrzymali tego leku, bo nie było takiej możliwości. Tak się to przewleka z miesiąca na miesiąc – mówi Wiesława Adamiec, prezes Fundacji Carita – Żyć ze szpiczakiem.
Pacjenci skarżą się również na brak informacji o badaniach klinicznych – dla wielu z nich stanowią one jedyny sposób na otrzymanie niezbędnego leku. Na przeszkodzie w dostępie do skutecznego leczenia stoją również wymogi formalne np. dotyczące nakazu przeprowadzania badań w konkretnej placówce oraz długi czas oczekiwania na badania i wizyty u specjalistów. Zdaniem środowisk pacjenckich w Polsce brakuje ponadto holistycznego podejścia do opieki nad pacjentem hematoonkologicznym.
– Obejmuje ona opiekę psychiatry, psychologa, ortopedy, neurologa – to wszystko, z czym musimy się borykać, natomiast najważniejszą rzeczą w momencie diagnozy jest wsparcie psychologiczne. To jest podstawa, dlatego że pacjent jest zagubiony, zrozpaczony, przerażony, myśli, że jutro umrze, ponieważ nie ma wiedzy o chorobie – mówi Wiesława Adamiec.
Problemy pacjentów oraz nowoczesne metody walki z nowotworami układu krwiotwórczego były tematem „Kongresu dla Pacjentów ze Szpiczakiem Mnogim” organizowanego przez Fundację Carita – Żyć ze Szpiczakiem w dniach 16-18 lutego w Warszawie.
Artykuł powstał w ramach kampanii edukacyjnej „Wczesna diagnostyka szpiczaka mnogiego”, prowadzonej przez Polską Grupę Szpiczakową i Polskie Konsorcjum Szpiczakowe, której partnerem jest firma Celgene sp. z o.o. Więcej informacji na temat kampanii na stronach: www.zdiagnozuj-szpiczaka.pl oraz www.hematoonkologia.pl
Eobuwie.pl wychodzi poza internet i otwiera się na klientów stacjonarnych. Na początku lutego marka otworzyła we Wrocławiu swój pierwszy salon, w którym sprzedaż odbywa się z pomocą najnowocześniejszych technologii, a za sklepowe półki służą tablety. Marka planuje podobne otwarcia w największych miastach Polski. Salony stacjonarne eobuwie.pl pojawią się w kolejnych 6–9 miastach, w których równocześnie zostanie wprowadzona usługa ekspresowej dostawy.
– Planujemy otworzyć po jednym sklepie stacjonarnym w większych aglomeracjach. Myślimy o 6–9 sklepach w takim formacie. Wraz z otwarciem sklepu stacjonarnego w danym mieście wprowadzamy też usługę „same day delivery”, polegającą na dostarczeniu towaru na terenie aglomeracji tego samego dnia. We Wrocławiu jesteśmy w stanie towar zamówiony online dostarczyć do klienta w ciągu trzech godzin. Już testujemy dostarczanie w tym samym dniu w Poznaniu, a niebawem zamierzamy rozpocząć testy także w Warszawie, Krakowie i Łodzi – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Konrad Jezierski, dyrektor ds. retail w eobuwie.pl.
Na początku lutego internetowy sklep eobuwie.pl otworzył swój stacjonarny salon we wrocławskiej Galerii Magnolia Park. W ten sposób brand chce dotrzeć do klientów, którzy nie przepadają za zakupami w sieci.
– Jesteśmy bardzo zadowoleni, że klienci z Wrocławia i okolic pozytywnie i z dużym zainteresowaniem przyjęli nasz nowy koncept. Chcieliśmy dotrzeć do szerszego grona odbiorców, którzy nie kupują butów i torebek w internecie – mówi Konrad Jezierski.
Pełna oferta salonu obejmuje ponad 450 marek i ok. 40 tys. modeli obuwia i dodatków (dla porównania standardowy monobrand ma w ofercie nie więcej niż 250–300 modeli). Salon jest podzielony na dwie części: sklepową (300 mkw.) i magazynową (1,7 tys. mkw.), w której znajdują się dostępne od ręki akcesoria i buty w bardzo wielu rozmiarach. Wchodząc do środka, klient ich nie zobaczy. Dostanie za to jeden z 40 dostępnych na miejscu tabletów ze specjalną aplikacją – za jej pośrednictwem może przejrzeć całą ofertę i wybrać interesujące go produkty. Zamówione buty, torebki lub dodatki zostaną mu dostarczone z magazynu w mniej niż 3 minuty, a w doborze produktu i przymierzaniu pomoże fachowa kadra.
– Koncept polega na połączeniu tego, co najlepsze z tradycyjnego sklepu oraz sklepu internetowego. Klienci za pośrednictwem tabletów mają dostęp do tej samej oferty, która jest w internecie. Na miejscu mamy ponad 100 tys. par butów. Jeżeli klienci chcą skorzystać z internetowej oferty, jesteśmy w stanie w przeciągu 24 godzin dostarczyć każdy model i rozmiar do sklepu – mówi Konrad Jezierski.
Nie tylko sprzedaż, kecz także wystrój wrocławskiego butiku eobuwie.pl nawiązuje do nowych technologii. Kolorystyką można sterować dzięki wykorzystaniu systemu digital signage – interaktywnych ekranów okalających całe pomieszczenie.
Od początku lutego klienci z Wrocławia mogą też zamawiać produkty do przymierzenia online, z odbiorem w salonie stacjonarnym. Na miejscu – po obejrzeniu i przymierzeniu zamówionych butów – klient może zdecydować, czy chce któreś z nich kupić. Równolegle eobuwie.pl udoskonaliło usługę „same day delivery”. Wcześniej – przy zamówieniu złożonym do godziny 14. – klient otrzymywał je jeszcze tego samego dnia. Dzięki otwarciu nowego, wrocławskiego magazynu firma skróciła czas ekspresowej dostawy na terenie miasta do 2–3 godzin.
Dziś mija termin, w którym mikroprzedsiębiorcy muszą wysłać Jednolity Plik Kontrolny. Od stycznia 2018 obowiązek ten obejmuje już wszystkich przedsiębiorców – w tym osoby prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą. W Polsce na 1,5 mld wystawianych co roku faktur jedynie 30 proc. powstaje online, a 15 mln jest nadal wypisywanych na papierowym bloczku. Nowe obowiązki wymuszą na firmach cyfryzację w tym obszarze działalności. Będzie to o tyle prostsze, że na rynku pojawiają się nowe narzędzia, które im to ułatwią, i to bez konieczności ponoszenia kosztów.
– Do 26 lutego każdy przedsiębiorca w Polsce jest zmuszony wysłać do Ministerstwa Finansów plik JPK, w którym musi zawrzeć wszystkie informacje o transakcjach dokonanych w poprzednim miesiącu. To jest potężna liczba podmiotów – ponad 1,6 mln. To również sprawdzian, na ile oczekiwania państwa w stosunku do przedsiębiorców są w ogóle realne. Z naszej obserwacji wynika, że przedsiębiorcy nie są do końca przygotowani do tej zmiany w zakresie wprowadzenia plików JPK – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Adam Głos, prezes zarządu firmy Tax Care z grupy kapitałowej Idea Banku.
Obowiązek comiesięcznego sporządzania elektronicznego Jednolitego Pliku Kontrolnego, który zawiera ewidencję zakupu i sprzedaży VAT (JPK_VAT), od początku tego roku obejmuje już nie tylko małe, średnie i duże przedsiębiorstwa – łącznie ponad 100 tys. podmiotów, lecz także mikroprzedsiębiorców zatrudniających do 10 osób, o obrotach nieprzekraczających 2 mln euro rocznie – w tym także osoby prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą. Ponad 1,6 mln takich podmiotów jest zobowiązanych złożyć ewidencję za styczeń do 26 lutego br.
– Wprowadzenie JPK jest pewnego rodzaju namiastką rewolucji, ale trochę fasadową – w obiegu ciągle jest jeszcze potężna liczba papierowych dokumentów, które nadal królują w gospodarce. Do momentu, w którym zostaną wyeliminowane przez dokumenty elektroniczne, jest jeszcze daleka droga. Cyfrowa rewolucja w księgowości w długim okresie będzie wiązała się z całkowitym wyeliminowaniem papieru z życia gospodarczego, natomiast musimy mieć świadomość, jak długo to może trwać. To nie jest proces wyliczony na miesiące, ale na lata, i wymaga działań dostosowawczych w bardzo różnych sferach życia gospodarczego – podkreśla Adam Głos.
Jak wynika z badań przeprowadzonych przez Idea Bank, w Polsce 30 proc. faktur jest wystawianych w wersji online, a co czwarta jest przekazywana kontrahentowi drogą elektroniczną. Z drugiej strony co roku ponad 15 mln faktur nadal jest wystawianych ręcznie na bloczku. Aż 72 proc. przedsiębiorców archiwizuje faktury w wersji papierowej w biurze księgowym, a 26 proc. – w siedzibie firmy.
– Przywiązanie do papierowych faktur jest w głównej mierze związane z nawykami. Bardzo trudno jest zmienić swój sposób pracy, realizowany od miesięcy, czasem od lat. Mimo że potencjalnie można długoterminowo zaoszczędzić czas i pieniądze, to jednak ciągle przedsiębiorcy trzymają się tego starego, utartego sposobu funkcjonowania, bo tak jest po prostu wygodnie – tłumaczy Adam Głos.
Prezes Tax Care zwraca uwagę na fakt, że cyfryzacja jest wyzwaniem zwłaszcza dla mikroprzedsiębiorców, dla których główną barierą są koszty związane z wdrożeniem nowych rozwiązań i czas, który muszą na nie poświęcić. Z kolei w dużych przedsiębiorstwach i korporacjach problemem jest kwestia skomplikowania systemów informatycznych. Jednak rewolucja elektroniczna jest nieunikniona i w dłuższej perspektywie będzie oznaczać dla polskich przedsiębiorców ułatwienia w prowadzeniu biznesu.
– Zostaną wypracowane rozwiązania i ekosystemy, które umożliwią realizowanie wielu zadań w ramach jednej aplikacji. Natomiast mam świadomość, że jest to proces obliczony na lata i przejściowo może dla przedsiębiorców oznaczać nawet większy nakład pracy, konieczny do codziennego funkcjonowania. Nasza rola jest taka, aby wprowadzać kolejno małe klocki, małe rozwiązania, które faktycznie ułatwią prowadzenie biznesu, a połączone w całość umożliwią łatwiejsze funkcjonowanie firmy – mówi Adam Głos.
W tym tygodniu wystartowała uruchomiona przez Grupę Idea Bank pierwsza platforma do bezpłatnego wystawiania, przechowywania i przesyłania dokumentów księgowych. Chmura Faktur jest otwarta dla wszystkich użytkowników: biur księgowych, przedsiębiorców, konsumentów oraz administracji publicznej, a korzystanie z niej jest darmowe i nielimitowane. Platforma jest zintegrowana z takimi systemami jak REGON czy rejestr płatników VAT, przez co korzystanie z niej sprowadza proces wystawiania faktury do kilku kliknięć.
– Nasza propozycja, czyli Chmura Faktur, to ekosystem, w ramach którego przedsiębiorcy mają możliwość długoterminowego wystawiania, odbierania, przekazywania i przechowywania dokumentów. Stworzyliśmy platformę, która jest otwarta dla wszystkich uczestników życia gospodarczego – mówi Adam Głos.
Jak zapewnia, Chmura Faktur spełnia standardy informatyczne bankowego systemu transakcyjnego, dzięki czemu zapewnia najwyższy standard bezpieczeństwa. Dodatkowo dokumenty są przekazywane kontrahentom nie w formie załączników, ale linków chronionych hasłem.
– Wydaje się, że dokumenty wydrukowane i umieszczone w segregatorze w piwnicy są bezpieczne. Natomiast wiele wydruków jest nieodpornych na upływ czasu, działanie światła słonecznego i tracą czytelność nawet po roku czy dwóch. Nie można też zapominać o sytuacjach losowych jak pożary czy zalania, w których możemy utracić dane. Przechowywanie danych w jakiejkolwiek chmurze jest na pewno bezpieczniejsze od przechowywania w formie papierowej czy lokalnie na dysku twardym komputera. A Chmura Faktur, która jest zrealizowana w ramach standardu bankowego, gdzie standardy bezpieczeństwa są dostosowane do wymogów regulacyjnych rynku bankowego, to jest wzór ochrony danych – podkreśla Adam Głos.
Światowa Organizacja Zdrowia jeszcze w tym roku wpisze uzależnienie od gier komputerowych na listę chorób psychicznych. Równie groźna, choć jeszcze do końca nierozpoznana przez ekspertów, jest choroba symulatorowa. Mimo że jej objawy są podobne do tych, z którymi mamy do czynienia w przypadku choroby lokomocyjnej, to lekarze w rozwoju wirtualnej rzeczywistości dopatrują się też ryzyka związanego z uzależnieniami. Schorzenie jest obecnie zbadane w bardzo małym stopniu, dlatego trudno stwierdzić, jaki może mieć wpływ na układ nerwowy.
– Choroba symulatorowa ma bardzo podobne objawy do choroby lokomocyjnej. Te objawy to często ból głowy, gorsze samopoczucie, mdłości, wymioty. Z czego ona się bierze? Choroba symulatorowa swoje źródło znalazła w sytuacjach, kiedy podejmowane były szkolenia na symulatorach, pierwszymi ofiarami choroby symulatorowej byli piloci. Wynika to z tego, że bodźce wzroku i narządu ruchu, które płyną do mózgu, są niespójne – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjna Newseria Innowacje Anna Skobiej, specjalista terapii uzależnień z poradni psychologicznej Sensity.
ICD-10, czyli Międzynarodowa Statystyczna Klasyfikacja Chorób i Problemów Zdrowotnych, nie uwzględniła na razie choroby symulatorowej na swoich listach. Eksperci zwracają jednak uwagę na to, że na powstawanie choroby symulatorowej narażony jest potencjalnie każdy użytkownik gogli lub symulatorów do wirtualnej rzeczywistości. Największe zagrożenie dotyczy jednak dzieci. Dzieje się tak, ponieważ ich układ nerwowy jest dopiero w trakcie kształtowania się. Trudno na obecnym etapie rozeznania stwierdzić, czy stosowanie gogli VR może powodować trwałe zmiany neurologiczne.
– Gogle VR pozwalają prawdopodobnie na odczuwanie jakiejś przyjemności. Wirtualny świat zazwyczaj jest atrakcyjny dla gracza czy osoby, która korzysta z tego sprzętu. Może więc dojść do sytuacji, w której wykreowana rzeczywistość zbyt intensywnie angażuje odbiorcę – przekonuje Anna Skobiej.
Ucieczka od realnych problemów w świat wirtualny może skutkować rozwojem poważniejszych zaburzeń.
– Jeżeli będziemy przenosili się tam w bardzo trudnych sytuacjach naszego życia,zamiast je rozwiązywać, jeśli będziemy unikać przeżywania trudnych emocji i rozwiązywania konfliktów, a zamiast tego będziemy zakładać okulary i przenosić się na przykład na Bali, może to być rzeczywiście niebezpieczne – przestrzega terapeutka.
W maju 2018 roku Światowa Organizacja Zdrowia opublikuje nową wersję Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób. Kategoria chorób psychicznych ma zostać poszerzona właśnie o uzależnienie od gier komputerowych. Według firmy badawczej Newzoo w Polsce jest około 16 mln graczy, a roczne przychody z gier oscylują obecnie w granicy 500 mln dol., co plasuje Polskę na 23. miejscu wśród największych światowych rynków gier. Nawet 15 proc. wszystkich graczy może cierpieć na uzależnienie.
Zagrożenia środowiskowe, katastrofy naturalne i ekologiczne, ryzyko załamania ekosystemu czy ekstremalne zjawiska pogodowe, ataki hakerskie na dużą skalę oraz rosnące zadłużenie przedsiębiorstwa, które idzie w parze z niższą wyceną ich aktywów – to najważniejsze, globalne zagrożenia na nadchodzące lata ujęte w „Global Risks Report 2018”. Eksperci szykują się na kolejny rok zwiększonej niepewności. Blisko 60 proc. uważa, że skala zagrożeń jest większa niż przed rokiem.
Od 13 lat Marsh, wspólnie ze Światowym Forum Ekonomicznym, wydaje „Global Risk Report” – mapę globalnych ryzyk, która powstaje na podstawie szeroko zakrojonych badań z kilkudziesięcioma tysiącami przedsiębiorstw, organizacji rządowych i pozarządowych oraz instytucji naukowych. W gronie doradców opracowania są m.in. uniwersytety w Oxfordzie, Singapurze i Pensylwanii, a w badaniu bierze udział kilka tysięcy specjalistów i respondentów.
– Metodologia badania wydziela dwie podstawowe kategorie ryzyka: te o najwyższym stopniu prawdopodobieństwa oraz te o najwyższej skali strat, które mogą nastąpić po ich wystąpieniu. W pierwszej kategorii najbardziej prawdopodobne są ryzyka pogodowe/klimatyczne/katastrofy naturalne i ryzyka związane z cyberbezpieczeństwem. Natomiast w drugiej kategorii przodują ryzyka klimatyczne i katastrofy naturalne – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Artur Grześkowiak, prezes Marsh Polska.
Jak wynika z najnowszej edycji „Global Risks Report 2018”, eksperci szykują się na kolejny rok zwiększonej niepewności. Wśród respondentów badania, 59 proc. oceniło, że skala zagrożeń się zwiększy, odwrotnego zdania było zaledwie 7 proc. Podobnie jak w ubiegłym roku za najbardziej prawdopodobne i brzemienne w skutkach uznano zagrożenia środowiskowe, ekstremalne zjawiska pogodowe, katastrofy naturalne i ekologiczne czy ryzyko załamania ekosystemu.
– Według naszych szacunków w ubiegłym roku skala zniszczeń związanych z takimi zjawiskami sięgnęła 300–350 mld dol. W krótkoterminowej perspektywie te straty spowodowały zmiany stawek na rynku ubezpieczeniowym – wzrosły one na przełomie 2017 i 2018 roku. Im większa skala tych strat, tym większy będzie wpływ na stawki ubezpieczeniowe. W modelach inwestycyjnych przedsiębiorstwa muszą uwzględniać tego typu ryzyka i potencjalne straty, co bezpośrednio przekłada się na ich wyniki – zauważa Artur Grześkowiak.
Zagrożenia środowiskowe znacznie wzrosły na przestrzeni 13-letniej historii badania, a najnowsze kontynuuje ten trend. Eksperci wskazali, że już w teraz 90 proc. populacji żyje na obszarach, na których przekroczone są normy zanieczyszczeń powietrza dopuszczone przez WHO, a każdego roku do morza trafia ok. 8 mln ton plastikowych odpadów. W 2016 roku z powierzeni Ziemi zniknęło rekordowe 29,7 mln ha drzew (to mniej więcej obszar Nowej Zelandii).
76 proc. z 31,1 mln osób przesiedlonych w 2016 roku zostało zmuszonych do opuszczenia domu w związku ze zjawiskami pogodowymi. Z kolei 2017 rok był sezonem huraganów – wybrzeże USA pustoszyły Harvey, Irma i Maria, a straty z tego tytułu były najwyższe w dotychczasowej historii.
Wysoko pod względem prawdopodobieństwa i skali konsekwencji znalazły się zagrożenia cybernetyczne i ataki hakerskie na dużą skalę. Ubiegłoroczny głośny medialnie atak WannaCry był największym w dotychczasowej historii: zainfekował ponad 300 tys. komputerów w 150 krajach świata. Przedsiębiorstwa dotkliwie odczuwają finansowe skutki fali ataków ransomware (oprogramowanie, które szyfruje dane w zamian za okup).
– Raport potwierdza, że cyberryzyka to grupa o bardzo wysokim prawdopodobieństwie zajścia. Obserwujemy to zresztą w przekazach medialnych na co dzień. Natomiast na ten moment nie wszystkie przedsiębiorstwa i nie wszyscy respondenci są świadomi skali strat, jakie tego typu ryzyka mogą spowodować – podkreśla Artur Grześkowiak.
Eksperci wskazują, że liczba ataków hakerskich na firmy podwoiła się na przestrzeni ostatnich pięciu lat, a ten trend będzie się nasilał, m.in. w związku z upowszechnianiem chmury i IoT. Jednak na razie tylko 19 proc. przedsiębiorstw jest odpowiednio przygotowanych do zarządzania cyberryzykiem.
– Jeżeli chodzi o ryzyka technologiczne związane z cyberprzestrzenią, rynek ubezpieczeniowy już kilka lat temu wypracował cyberubezpieczenie pokrywające ryzyka związane z występowaniem tego typu zagrożeń w cyberprzestrzeni – mówi Artur Grześkowiak.
Prezes Marsh Polska podkreśla, że zmienność i nieprzewidywalność jest dla biznesu największym wyzwaniem. Postęp technologiczny i zmiany cywilizacyjne postępują bardzo szybko, poważne zmiany zachodzą nawet w trakcie jednego roku kalendarzowego. Razem z nimi rośnie skala potencjalnych zagrożeń.
– To powoduje poważne wyzwania dla przedsiębiorców, żeby to ryzyko wkalkulować w model biznesowy. Widzimy, że oni jeszcze w bardzo małym zakresie praktykują tego typu kalkulacje w swojej działalności. To z kolei może powodować dodatkowe, nieprzewidywalne straty. Te wszystkie elementy składają się na koszty prowadzenia działalności. Także w Polsce widzimy, jakie jest bezpośrednie przełożenie tej nieprzewidywalności na obszar inwestycji i wzrost cen –zauważa Artur Grześkowiak.
W kategorii ryzyk ekonomicznych eksperci obawiają się, że poprawa globalnych poziomów wzrostu PKB może prowadzić do zagrożeń w światowych systemach gospodarczych i finansowych. Wśród głównych zagrożeń tej kategorii wymienione są też nierówności, niekorzystne konsekwencje postępu technologicznego i wysokiego bezrobocia.
– Dwa zasadnicze zagadnienia, na które wskazuje „Global Risk Report”, to zadłużenie przedsiębiorstw i wycena aktywów. Według naszego badania firmy zadłużają się na poziomie o 100 proc. wyższym w ciągu ostatnich kilku lat. Takie obciążenie długiem jest dla firmy pewną barierą rozwojową. Drugim czynnikiem, który może wpłynąć na rozwój biznesu, jest wycena aktywów tych firm, która osiąga poziom z 2008 roku, a więc z roku poprzedzającego kryzys finansowy – zauważa Artur Grześkowiak.
Prezes Marsh Polska podkreśla, że choć na dziś obiektywne przesłanki i koniunktura na rynku nie zwiastują kryzysu, przedsiębiorstwa muszą mieć na uwadze takie ryzyko i uwzględnić fakt, że obecna wycena ich aktywów może stanowić barierę rozwojową z punktu widzenia oceny instytucji finansujących i ratingowych.
– Są trzy zasadnicze sposoby reagowania na ryzyko: ignorowanie go, paraliż i unikanie tego ryzyka oraz postawa trzecia, zalecana, czyli świadome zarządzanie tym ryzykiem i podejmowanie działań mających na celu zminimalizowanie potencjalnych strat. Te ryzyka, w stosunku do których widzimy sens ekonomiczny, można transferować na przykład na ubezpieczenia – podsumowuje Artur Grześkowiak.
Dostęp do nowych technologii, usługi w chmurze, cyberbezpieczeństwo – to jedne z kluczowych trendów w zakupach firm na 2018 rok w ocenie SAP. Szeroko rozumiana cyfryzacja gruntownie zmienia procesy zakupowe, co potwierdzają inwestycje w ten obszar takich firm, jak m.in. Shell, Circle-K, Johnson & Johnson, British Airways czy T-Mobile. Główną korzyścią są oszczędności – pełna automatyzacja procesu zakupowego pozwala firmie ciąć koszty i lepiej zarządzać czasem pracowników.
– Jednym z najważniejszych trendów rynkowych 2018 roku, wpływających na proces zakupowy w przedsiębiorstwach, jest hyperconnectivity. To możliwość łączenia się klientów, firm i uczestników rynku w łatwy sposób. Superkomputery umożliwiają działanie aplikacji, na których to wszystko pracuje w sposób płynny. Ważna dla firm w tym roku będzie także kwestia cyberbezpieczeństwa. Kolejny trend to smart work, czyli dostęp do takich technologii jak sztuczna inteligencja, drony, wszechobecne kamery, czujniki, czyli urządzenia, które były wcześniej niedostępne dla biznesu albo bardzo drogie. Teraz wszystko jest w modelu chmurowym, co obniża koszty inwestycji. Bez rozumienia tych trendów przedsiębiorstwom będzie trudno wygrać rywalizację i odnaleźć się na rynku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paweł Mamcarz, dyrektor SAP odpowiedzialny za platformę zakupową Ariba.
Jak wynika z ubiegłorocznego badania brytyjskiej firmy konsultingowej Hackett Group, 84 proc. przedstawicieli organizacji zakupowych na świecie wierzy, że w najbliższych latach szeroko rozumiana cyfryzacja gruntownie zmieni procesy zakupowe. Jednocześnie tylko 25 proc. ma zasoby, kompetencje i strategię dotyczącą cyfryzacji zakupów. Według Hackett Group firmy o dużym poziomie automatyzacji procesów zakupowych w Stanach Zjednoczonych wydają na ten cel trzykrotnie mniej w skali roku.
– Przedsiębiorcy, którzy decydują się na cyfryzację zakupów, muszą postawić sobie pięć podstawowych pytań. Jak lepiej zarządzić posiadanym kapitałem pracującym? Jak optymalnie wykorzystać czas pracowników? W jaki sposób dokonywać digitalizacji? Jak doprowadzić do poprawy warunków ekonomicznych, czyli np. uzyskania niższych cen przy użyciu automatyzacji? I w końcu: w jaki sposób konkurować na rynku poprzez eliminację manualnych czynności na rzecz zautomatyzowanych, które żyją wyłącznie w modelu chmurowym? – wymienia Paweł Mamcarz.
Z danych Deloitte wynika, że czterech na dziesięciu dyrektorów zakupów rozwija procesy zakupowe firmy zgodnie z cyfrową strategią ich biznesu, a blisko trzy czwarte (74 proc.) jako priorytet wskazuje spadek kosztów działania firmy. Ekspert SAP podkreśla, że automatyzacja całego procesu zakupowego, od momentu powstania potrzeby zakupowej aż do momentu zapłacenia faktury, pozwala zoptymalizować koszty i zwiększyć przewagę nad konkurencją.
– Trzeba wykonać kilka czynności optymalizacyjnych, które zupełnie zmienią podejście do organizacji zakupów, zaczynając od zapotrzebowania. Późniejsze etapy zamawiania, odbioru zamówienia i faktury można w całości umieścić w systemie, który w 100 proc. eliminuje takie czynności jak skanowanie faktur, rozpoznawanie błędów w fakturach, ale też opóźnienia w terminach płatności. Wiele firm brnie w robotyzację części zadań, ale to ślepa uliczka, która tylko powiela błędy popełnione przy klasycznej konstrukcji tego procesu. Dziś wszystko może się zdarzyć w sposób automatyczny, bez udziału człowieka – mówi Paweł Mamcarz.
SAP Ariba jest największą na świecie platformą zakupową dla biznesu, która umożliwia nawiązanie kontaktu z ponad 3 mln dostawców produktów i usług. Jej użytkownicy w 190 krajach w 2017 roku przeprowadzili transakcje na 1,2 bln dolarów. Korzystają z niej w swoich procesach zakupowych tacy giganci, jak m.in. Allianz, Shell, Walmart, Henkel, VISA, Microsoft, Intel, Ford czy T-Mobile. Globalny koncern Johnson & Johnson, po roku od wejścia na Aribę, realizował za jej pomocą 80 proc. swoich wydatków zakupowych, czyli ćwierć miliona zamówień. W ten sposób firma scentralizowała standardy zakupów na całym świecie. Z kolei linie lotnicze Etihad za pomocą SAP Ariba scentralizowały cały swój zespół zakupowy do jednej komórki, podczas gdy wcześniej za zakupy odpowiadało pięć różnych działów.
– Jeden z naszych klientów, British Airways 97 proc. faktur przepuszcza przez swój system bezdotykowo. To znaczy, że nikt nie traci czasu na to, żeby te faktury weryfikować, analizować od momentu zamówienia do płatności. Można sobie wyobrazić, jak wielkie są to oszczędności, jak dużo można zmienić, podążając za trendami i zmieniając zakupy tak, jak zmienia się gospodarka – podkreśla Paweł Mamcarz.
Dyrektor SAP odpowiedzialny za Aribę, ocenia że cyfryzacja procesów zakupowych będzie postępować wraz z rosnącą otwartością biznesu na chmurę. Rozwiązania chmurowe eliminują konieczność budowania własnej infrastruktury i rozwiązań, przez co koszty wdrożenia są jeszcze niższe.
– Można wykorzystać usługę, zapłacić za jej wykonanie i pójść dalej. To przekłada się w ogromnej skali na zmniejszenie kosztów i inne dźwignie optymalizacyjne w firmach – mówi Paweł Mamcarz.
ERNE VENTURES, fundusz kapitałowy notowany od dziesięciu lat na NewConnect, ogłosił kupno pakietu akcji publicznej spółki EBC Solicitors S.A. w celu zmiany jej strategii. Nabycie akcji jest podyktowane dążeniem do wykorzystania potencjału inwestycyjnego Grupy Kapitałowej EBC Solicitors dla realizacji nowej strategii funduszu.
ERNE VENTURES, który wprowadził na rynek publiczny 10 spółek, w ostatnich latach inwestował głównie w projekty z branży gier video. Tymczasem po inwestycji w EBC Solicitors fundusz będzie dążył do skupienia przyszłych inwestycji EBC Solicitors w obszarze inwestowania w projekty we wczesnej fazie rozwoju oparte o technologię blockchain ze szczególnym naciskiem na pozyskiwanie walut cyfrowych (tzw. „crypto mining”), co wpisuje się w nową strategię ERNE VENTURES S.A.
Wychodząc bowiem naprzeciw najnowszym trendom w finansowaniu startupów, fundusz szczególną uwagę zwraca obecnie na projekty planujące wdrożenie rozwiązań opartych o blockchain, również w ramach ICO (Initial Coin Offering). Na chwilę obecną ERNE VENTURES ma już zbudowaną grupę partnerów z prawie wszystkich kontynentów, którzy na zasadzie doradztwa lub bardzo bliskiej współpracy są gotowi uczestniczyć w realizowanych projektach. Zebrane kompetencje obejmują opracowanie ekonomiki tokenów i zasadności użycia technologii blockchain, doradztwo prawne, konsultacje marketingowe i PR, realizację kampanii reklamowych wraz z tworzeniem społeczności wokół produktu, programy lojalnościowe, rozwiązania KYC/AML, obsługę klienta przy emisji ICO, przygotowanie materiałów informacyjnych obejmujących whitepaper, dotarcie do inwestorów, jak również obsługę samej emisji walut cyfrowych.
Intensywną realizację nowego kierunku inwestycyjnego ERNE VENTURES dowodzi nie tylko zapowiedziana zmiana działalności EBC Solicitors, ale i dwóch innych spółek publicznych z grupy ERNE VENTURES: Revitum oraz Telehorse.
Na początku lutego ERNE VENTURES ogłosił przejęcie kontroli nad Revitum S.A. w celu zmiany jej strategii i uruchomienia giełdy kryptowalut działającej zgodnie z wszelkimi wymaganiami prawnymi oraz posiadającej wszelkie stosowne licencje i zezwolenia. Z kolei zarząd Telehorse S.A. ogłosił niedawno rozszerzenie zakresu działalności na rynku gier komputerowych poprzez uruchomienie społecznościowej platformy dystrybucyjnej o międzynarodowym zasięgu. Wykorzystując swój potencjał oraz posiadane kompetencje, Telehorse będzie finansować marketing oraz dystrybuować wybrane przez społeczność gry video i mobilne, bazując na technologii blockchain. Platforma będzie rozwijana w ramach spółki celowej, która planuje pozyskanie środków poprzez przeprowadzenie emisji ICO.
PKN ORLEN zrealizował dziś płatności na rzecz akcjonariuszy mniejszościowych, którzy odpowiedzieli na ogłoszone w grudniu ubiegłego roku dobrowolne wezwanie na wykup pakietu akcji Unipetrol a.s.. Łączna wartość transakcji wyniosła ok. 3,5 mld PLN. W ten sposób Koncern osiągnął warunkowy próg wezwania zapewniając sobie 94,03% udziałów w akcjonariacie czeskiej spółki.
PKN ORLEN oferował po 380 koron za każdą akcję Unipetrolu, tj. cenę zbliżoną do obecnego kursu giełdowego spółki. W ramach transakcji rozliczono 826 zleceń sprzedaży od osób fizycznych będących akcjonariuszami Unipetrolu oraz 126 zleceń od osób prawnych, które łącznie stanowiły ok. 31,04% udziałów. Transakcja zostanie sfinansowana ze środków własnych PKN ORLEN oraz z dostępnego kredytu konsorcjalnego. Po przeprowadzeniu wykupu dług netto Koncernu pozostanie na bezpiecznym poziomie i nie powinien mieć wpływu na zmianę jego oceny ratingowej.
Wzmocnienie pozycji PKN ORLEN w akcjonariacie największego w Czechach koncernu rafineryjno-petrochemicznego jest zgodne ze strategią Koncernu zakładającą m.in. integrację aktywów rafineryjnych, wydłużenie łańcucha wartości w petrochemii oraz rozwój sieci detalicznej. Umożliwi ono efektywniejsze wykorzystywanie synergii w ramach Grupy ORLEN i umocnienie jej pozycji konkurencyjnej.
W skład Unipetrol a.s. wchodzą rafinerie w Litvinowie i Kralupach, największa na lokalnym rynku sieć stacji paliwowych Benzina (400 stacji) oraz spółka Spolana, jedyny producent PCW i kaprolaktamu na tym rynku. Bardzo istotna jest część petrochemiczna firmy zlokalizowana w Litvinowie, gdzie obecnie realizowana jest największa w historii Czech inwestycja petrochemiczna, w instalację do produkcji polietylenu.
Prognozy przyszłych emerytur dla Polaków są porażające i praktycznie wykluczają godną jesień życia. Światełkiem w tunelu są Pracownicze Plany Kapitałowe, których projekt zawiera wiele korzyści i niewiele wad – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.
W połowie lutego poznaliśmy założenia nowego planu oszczędzania na emeryturę. W pierwszej chwili mogą one przypominać koncepcję zaprezentowanych 20 lat temu OFE. Faktycznie jednak plan jest zdecydowanie lepszy zarówno z punktu widzenia jego bezpośrednich beneficjentów, jak i całej gospodarki.
Dramat. Gorzej tylko w Meksyku
Nie ma nic odkrywczego w stwierdzeniu, że świadczenia emerytalne osób rozpoczynających obecnie karierę zawodową będą dramatyczne niskie. Idealnie potwierdzają to dane OECD o stopie zastąpienia, czyli relacji emerytury do naszego ostatniego wynagrodzenia. Polska jest niemal na szarym końcu.
Z opublikowanego w grudniu opracowania „Pensions at a Glance 2017” wynika, że obecni 20-latkowie mogą otrzymać na rękę jedynie 38,6 proc. ich finalnej pensji netto. To drugi najgorszy wynik w całym OECD. Tylko Meksyk wypada tu gorzej, natomiast przeciętna wartość wynosi 69,1 proc. Polskę dzieli olbrzymi dystans nawet do innych państwa z naszego regionu (Czechy, kraje bałtyckie, Słowenia), gdzie wynik waha się blisko granicy 60 proc.
Te 38,6 proc. to i tak bardzo optymistyczna wersja, do której nie warto się przyzwyczajać. Szacunki powstają w oparciu o założenie, że od 20. roku życia do momentu osiągnięcia ustawowego wieku emerytalnego będziemy bez przerwy zatrudnieni (w ten okres wlicza się urlop macierzyński, ale studia już nie). Wypełnienie w całości tego warunku jest bardzo trudne, co oznacza, że faktycznie dostaniemy na rękę jedynie ok. jedną trzecią naszego ostatniego wynagrodzenia netto.
Trzeba oszczędzać
Głodowe przyszłe świadczenia emerytalne wynikają bezpośrednio z trendów demograficznych (niska dzietność, rosnąca długość życia) oraz z założenia względnie wczesnego przejścia na emeryturę. Ponieważ zmiana tych kluczowych parametrów jest trudna, jedynym wyjściem w tym momencie może być zaproponowanie programu, który „zmusi” nas do oszczędzania, a jednocześnie pozwoli na faktyczne dysponowanie tymi środkami w razie nagłej konieczności.
Na te potrzeby w optymalny sposób odpowiada zaprezentowany w połowie lutego przez „Ministerstwo Finansów” program Pracowniczych Planów Kapitałowych (PPK). Poprzez szereg zachęt do oszczędzania oferuje w maksymalnym wariancie (składka od pracownika i pracodawcy po 4 proc. wynagrodzenia, start w momencie rozpoczęcia kariery) podniesienie stopy zastąpienia nawet o 45 pkt proc.
Zalety PPK
Podstawową zaletę planu jest połączenie siły naszych oszczędności, składek zatrudniających i dopłaty z państwa. Program jest dobrowolny (w przeciwieństwie do zrzutki na OFE), ale jednocześnie na tyle atrakcyjny, że rezygnacja z niego jest nieopłacalna, chociażby ze względu na utratę bonusu z budżetu czy konieczność zapłacenia podatku.
Zgromadzonymi środkami będzie można dowolnie dysponować (to odróżnia go również od OFE) i będą one dziedziczone (zaleta w porównaniu do OFE). Plusem PPK może być także konkurencja ze strony pracodawców o pracownika. Te przedsiębiorstwa, które zdecydują się sfinansować składkę maksymalną (4 proc. wynagrodzenia), mogą być postrzegane jako dbające o długotrwałą współpracę z zatrudnionym oraz o jego kondycję po zakończeniu kariery zawodowej.
W PPK środki zgromadzone przez emerytów będą finansować krajową gospodarkę, chociażby poprzez rynek kapitałowy czy możliwość zakupu przez zarządzające fundusze obligacji skarbowych. Zmniejszy to uzależnienie Polski od środków z zagranicy oraz zwiększy coroczną stopę oszczędności gospodarstw domowych, która w ostatnich lata waha się blisko granicy 0 proc. – według danych OECD.
Akceptowalne wady
Żaden program nie jest pozbawiony wad. Dotyczy to również PPK. Podstawowy minus tkwi w tym, że częściowo musimy sami sfinansować Plan, gdyż od 2 do 4 proc. naszego wynagrodzenia jest przekazywane do funduszu. Wydaje się jednak, że przy obecnej koniunkturze i wzroście płac ta wada jest do zaakceptowania przez większość uczestników, zwłaszcza że założenia jasno sugerują dowolność w dysponowaniu środkami.
Inna wadą jest także fakt, że nasza hipotetyczna stopa zastąpienia powiększa się jedynie przez 10 lat. Biorąc pod uwagę, że okres życia po przekroczeniu wieku emerytalnego dla obecnych 20-latków będzie przekraczać dwie dekady, to dość mało. Z drugiej jednak strony wada ta może zachęcać do dłuższej aktywności zawodowej, która jednocześnie będzie realnie zwiększać hipotetyczną stopę zastąpienia.
Można zaryzykować stwierdzenie, że przedstawione przez „MF” założenia programu PPK są optymalne pod względem korzyści oraz kosztów. Nigdy nie uda się jedną inicjatywą naprawić całego systemu, ale prawdopodobnie jest to droga w dobrym kierunku, czyli budowania długoterminowych oszczędności Polaków i finansowego komfortu na emeryturze.