Kradzieże w sklepach coraz większym problemem. Ich wartość to przynajmniej 5 mld zł

Maciej Ptaszyński

Handlowcy domagają się przywrócenia przepisów stwierdzających, że kradzież o wartości powyżej 250 zł jest przestępstwem. Alarmują, że już miesiąc po podniesieniu tego progu wzrosła wartość kradzionych przedmiotów. Złodzieje stają się coraz bardziej zuchwali, ponieważ teraz za kradzież do 400 zł grozi im tylko mandat, a sklepikarze są bezradni.

  Po zmianie, która weszła w życie 9 listopada, liczba kradzieży pozostała mniej więcej na tym samym poziomie, może trochę wzrosła. Natomiast wzrosła znacząco wartość kradzieży, bo niemalże podwojona została wartość przedmiotów, które można ukraść nie narażając się na oskarżenie o popełnienie przestępstwa, a jedynie wykroczenia – tłumaczy Maciej Ptaszyński, dyrektor Polskiej Izby Handlu.

Nowelizacją Kodeksu wykroczeń przesunęła granicę, od której „czyny zabronione skierowane przeciwko mieniu” stanowią przestępstwo. Co oznacza, że limitem wykroczenia jest wartość rzeczy nieprzekraczająca 1/4 minimalnego wynagrodzenia za pracę, czyli do końca tego roku będzie wynosił 400 zł. Kradzież rzeczy do tej wartości jest traktowana jak wykrocznie i karana co najwyżej mandatem.

 – Dotychczasowa skala problemu w całym kraju była szacowana nawet na 5 mld zł. W przypadku sklepów to jest powyżej 1 proc. obrotów, czyli jeżeli na przykład mamy sklep o powierzchni sprzedażowej wynoszącej 100 m kw., to można przyjąć, że towary wyłożone na jednym metrze kwadratowym tej powierzchni są przeznaczone do kradzieży – mówi Newserii Biznes Maciej Ptaszyński.

Zmiany w Kodeksie wykroczeń, zdaniem sklepikarzy, rozzuchwaliły złodziei. Mówią o zorganizowanych, wyspecjalizowanych w kradzieżach gangach wynoszących niemal bezkarnie towar ze sklepów.

 – Zorganizowane grupy wiedzą, ile kosztują poszczególne towary, kradną do wysokości tego limitu i śmieją się właścicielom sklepu w twarz, bo doskonale wiedzą, że nie ma możliwości walki z nimi. O ile jeszcze w dużych sklepach funkcjonuje ochrona, są bramki, to w mniejszych problem jest właściwie nierozwiązywalny – uważa dyrektor PIH.

Przypomina, że zarówno PIH, jak i Polska Organizacja Handlu i Dystrybucji oraz inne organizacje zrzeszające detalistów, apelowały żeby tej kwoty nie podnosić.

 – Każda kradzież jest przestępstwem i powinna być piętnowana – podkreśla Ptaszyński. – W naszej ocenie nie jest to zgodne z Konstytucją, ponieważ ta zapewnia ochronę własności każdemu obywatelowi. A dziś jest niewystarczająca.

Dlatego PIH domaga się przywrócenia poprzednich przepisów, gdzie granica wynosiła 250 zł, lub obniżenia tej kwoty. Chcą także stworzenia zintegrowanego rejestru osób popełniających wykroczenia.

 – Osoba płacąca mandat nie trafia do żadnego systemu, który by w sposób zintegrowany zarządzał bazą danych wszystkich osób popełniających wykroczenie. Policjant wystawiający mandat nie wie więc, że osoba dokonuje kolejnej kradzieży – tłumaczy dyrektor PIH.

Do Ogólnopolskiego Rejestru Wykroczeń miałyby być wpisywane czyny, których dopuścił się dany złodziej i sumowana wartość tych kradzieży. Gdy zostałaby przekroczona granica, miałaby zostać wyznaczona kara za przestępstwo.

Problem może narastać, ponieważ dziś minimalne wynagrodzenie za pracę wynosi 1 600 zł, ale w nadchodzącym roku kalendarzowym wynosić będzie 1 680 zł. Czyli jednocześnie zostanie podniesiona granica pomiędzy wykroczeniem a przestępstwem i będzie wynosić 420 zł.

Rzecznik Klienta w PKO Banku Polskim już w styczniu

Jako jeden z nielicznych w polskim sektorze bankowym, PKO Bank Polski zdecydował o powołaniu stanowiska Rzecznika Klientów. Od 1 stycznia 2014 roku będzie do dyspozycji klientów.

Polski Standard Płatności coraz bliżej – 6 banków powołało spółkę joint venture

Banki uczestniczące w projekcie budowy lokalnego standardu płatności mobilnych zawarły umowę inwestycyjną określającą szczegółowo zasady tworzonej spółki joint venture, która będzie zarządzać systemem płatności mobilnych. Pozwala to na złożenie wniosku o rejestrację spółki Polski Standard Płatności oraz wystąpienie o stosowne zgody do NBP i UOKiK.

PKO Bank Polski złożył wniosek o rejestrację spółki Polski Standard Płatności. Następnie zostanie złożony wniosek o udzielenie zgody na prowadzenie systemu płatności mobilnych do Narodowego Banku Polskiego oraz Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Po uzyskaniu zgody organów antymonopolowych do spółki dołączą udziałowcy: Alior Bank, Bank Millennium, Bank Zachodni WBK, ING Bank Śląski oraz mBank.

– Wraz z powołaniem spółki Polski Standard Płatności kontynuujemy mocno już zaawansowane prace, które pozwolą na wcielenie w życie porozumienia sześciu polskich banków. Liczymy przede wszystkim na to, że wypełnimy przestrzeń zdominowaną obecnie przez gotówkę, ale potencjał rozwoju płatności mobilnych widzimy również w takich obszarach jak płatności w sklepach internetowych czy transakcje person to person – mówi Adam Malicki, prezes spółki Polski Standard Płatności.

Zgodnie z podpisaną przez sześć banków umową inwestycyjną, spółka Polski Standard Płatności będzie działać na rzecz wspierania rozwoju oraz upowszechniania i promowania standardu płatności mobilnych. Tworzony system będzie wykorzystywał do autoryzacji transakcji mechanizm kodów jednorazowych prezentowanych za pomocą aplikacji mobilnej instalowanej na telefonie użytkownika. Umowa inwestycyjna określa także m.in. ład korporacyjny spółki, jej statut czy wysokość wnoszonych przez udziałowców dopłat. W spółce zostaną ustanowione Zarząd, Rada Nadzorcza oraz Zgromadzenie Wspólników.

Po uzyskaniu zgód organów antymonopolowych do spółki przystąpi pięć pozostałych banków – stron umowy inwestycyjnej: Alior Bank, Bank Millennium, Bank Zachodni WBK, ING Bank Śląski oraz mBank, w wyniku czego udziały każdego ze wspólników w spółce będą równe i wyniosą 16,67%. W ciągu 18 miesięcy od powołania spółki planowane jest przejęcie części działalności przez Krajową Izbę Rozliczeniową, która będzie docelowo realizowała pełną obsługę operacyjną systemu płatności mobilnych, a także zapewni infrastrukturę teleinformatyczną niezbędną do realizacji przedsięwzięcia.

Tworzony standard płatności mobilnych będzie systemem płatności w rozumieniu przepisów ustawy z 24 sierpnia 2001 roku o ostateczności rozrachunku w systemach płatności i systemach rozrachunku papierów wartościowych. Standard jest budowany wspólnie przez Alior Bank, Bank Millennium, Bank Zachodni WBK, ING Bank Śląski, mBank i PKO Bank Polski oraz Krajową Izbę Rozliczeniową. Projekt docelowo będzie otwarty na pozostałych uczestników rynku: inne banki, operatorów sieci bankomatów oraz organizacje płatnicze. Dzięki porozumieniu sześciu banków Polska znalazła się w elitarnej grupie krajów, które mają szansę na zbudowanie lokalnego standardu płatności mobilnych. Dla klientów oznacza to wygodny dostęp do płatności telefonem w szerokiej sieci akceptacji. Użytkownicy systemu będą mogli płacić telefonem zarówno w sklepach tradycyjnych, jak i internetowych, korzystać z bankomatów oraz przelewać środki na numer telefonu odbiorcy, bez względu na to, z którym bankiem są związani. Projekt jest unikalny ze względu na swoją skalę, dzięki znaczącemu udziałowi rynkowemu zaangażowanych instytucji finansowych, jak i szerokie możliwości, które to rozwiązanie oferuje użytkownikom.

Prof. Jerzy Osiatyński dołączył do Rady Polityki Pieniężnej

Rada Polityki Pieniężnej od stycznia będzie obradować w pełnym składzie. Prezydent Bronisław Komorowski powołał prof. Jerzego Osiatyńskiego do RPP w miejsce prof. Zyty Gilowskiej. – Będę starał się patrzeć na to, w jaki sposób zadania polityki fiskalnej, które nie są zadaniami banku centralnego, tylko rządu, mogą być uzgodnione z zadaniami polityki pieniężnej – zapewnia w rozmowie z agencja informacyjną Newseria Biznes prof. Jerzy Osiatyński.

 – Wchodzę do Rady Polityki Pieniężnej w sytuacji problemów polityki fiskalnej. Mamy otwartą procedurę nadmiernego deficytu. Komisja Europejska w ostatnich zaleceniach dla Polski idzie bardzo daleko w oczekiwaniu w najbliższych dwóch latach redukcji strukturalnych wydatków lub wzrostu trwałych dochodów, z naciskiem na te pierwsze. Pamiętajmy o tym, że 3/4 wydatków budżetu państwa to są wydatki sztywne, czyli wszystkie cięcia muszą być wykonywane na kwotach w przedziale 85-95 miliardów złotych. Cięcia, gdyby nie przeprowadzono zmian w OFE, byłyby w tym roku rzędu 17-18 mld zł, w następnym roku ok. 22 mld zł – podkreśla prof. Jerzy Osiatyński

 – Wobec tego, przychodząc do Rady Polityki Pieniężnej będę starał się patrzeć na to, w jaki sposób zadania polityki fiskalnej, które nie są zadaniami banku centralnego, tylko rządu, mogą być uzgodnione z zadaniami polityki pieniężnej i tym, co się dzieje po stronie inflacji. To jest bowiem naczelne zadanie Narodowego Banku Polskiego – dodaje prof. Osiatyński.

Prof. Jerzy Osiatyński jest doradcą społecznym prezydenta i przewodniczącym Rady Naukowej Instytutu Nauk Ekonomicznych Polskiej Akademii Nauk. W latach 1992-1993 był ministrem finansów. W październiku prof. Zyta Gilowska została odwołana przez prezydenta w związku ze zrzeczeniem się przez nią funkcji członka RPP. Prof. Osiatyński będzie członkiem Rady przez pełną, sześcioletnią kadencję. Pierwsze posiedzenie w nowym składzie odbędzie się w dniach 7-8 stycznia 2014.

Z komunikatu po grudniowym posiedzeniu Rada podtrzymała ocenę, że w najbliższych kwartałach koniunktura będzie się poprawiać, a presja inflacyjna pozostanie ograniczona. Potwierdziła także, że sytuacja uzasadnia utrzymanie stóp procentowych na obecnym poziomie co najmniej do końca pierwszej połowy 2014 roku. Od kilku miesięcy główna stopa procentowa NBP wynosi 2,5 proc.

W komunikacie podkreślono, że obniżki z I połowy br. i ich stabilizacja w ostatnich miesiącach sprzyjają ożywieniu gospodarki, stopniowemu powrotowi inflacji do celu oraz stabilizacji na rynkach finansowych.

Lotos wciąż inwestuje w stacje z tańszym paliwem. Do końca roku będzie 150 stacji Lotos Optima

Z polskiego rynku znikają tanie stacje Neste i część stacji Bliska, ale mimo to szef Lotosu wierzy w projekt Lotos Optima. Do końca roku liczba obiektów pod tym szyldem może zwiększyć się do 150, a docelowo do 200. Stacje oferujące tańsze paliwo i uzupełniające segment premium mają pomóc w osiągnięciu przez koncern 10-proc. udziału w rynku detalicznym.

 – Projekt Lotos Optima dobrze się wkomponował w rynek i daje nam przy niższych cenach dość istotny wolumen sprzedaży. To jest dość efektywny dla nas kanał dystrybucji – zapewnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Paweł Olechnowicz, prezes Lotosu..

Lotos Optima to nazwa ekonomicznej sieci stacji, utworzonej w 2011 roku i będącej odpowiedzią koncernu na rosnące wówczas ceny paliw. Sieć pod nowym szyldem już po kilku miesiącach funkcjonowania liczyła 50 obiektów. Na koniec 2012 r. w sieci było ich 101, a pod koniec listopada tego roku – 137.

 – W sieci detalicznej rentowność jest na maksymalnym poziomie 2 proc., nie jest więc bardzo atrakcyjna – przyznaje prezes. – Ale kanał sprzedaży jest i biznesowo, i marketingowo ciekawy i osiągamy dobry efekt ekonomiczny.

Wśród priorytetów w obszarze sprzedaży detalicznej w strategii na lata 2011-2015 Lotos zapisał uzyskanie 10-procentowego udziału w handlu paliwami na stacjach. Startując z projektem Optima koncern szacował udział w detalu na prawie 7,5 proc., a dziś na ponad 8 proc. Wejście w segment ekonomiczny miało być istotnym krokiem w realizacji założonego w strategii celu.

 – Szukamy nisz, w które takie stacje mogą się wkomponować. Znajdujemy ich coraz więcej i myślę, że ten rok zamkniemy osiągając poziom blisko 150 stacji – informuje Paweł Olechnowicz. – Docelowo stacji Optima ma być ponad 150, być może około 200, ale nie ma założonego celu, ile musi ich być. Jeżeli ekonomicznie jest to uzasadnione i są warunki do tego, żeby stacje albo przejąć i przemianować, albo wybudować nową w środowisku, które dla nas jest atrakcyjne, to będziemy je dalej rozwijać.

Lotos informuje, że budowa jednej stacji premium kosztuje 3-4 mln zł, zaś stacje Lotos Optima powstają przy nakładach od 1 mln zł. Ceny na nich mają odpowiadać warunkom danej lokalizacji i są niższe od cen na stacjach premium. Stacje pod tym szyldem są zlokalizowane na obszarach o innym potencjale rynkowym niż stacje premium.

B. Sonik: Grozi nam wzrost cen energii i ucieczka inwestorów

Wzrosną ceny energii i koszty produkcji, a przemysł może „przenieść się” za wschodnią granicę – prognozuje europoseł Bogusław Sonik, tłumacząc, jaki wpływ będą miały zmiany wprowadzane przez Unię Europejską dotyczące systemu handlu emisjami dwutlenku węgla. Ma to uderzyć głównie w polskie kopalnie i elektrownie węglowe. Jednak Sonik przypomina, że polityka energetyczno-klimatyczna w takim kształcie jest prowadzona już od dekady i Polska miała dużo czasu, by się do niej dostosować.

 – Komisja Europejska przyrzekła, że to będzie jednorazowe działanie, odsunięte nieco w czasie. Mimo to dla Polski nie jest to dobra wiadomość – uważa Bogusław Sonik.

W tym tygodniu kraje członkowskie UE, po ponadpółrocznych dyskusjach, zgodziły się na jednorazowy backloading. Oznacza to w tym wypadku wycofanie 900 mln uprawnień do emisji CO2 z rynku. Ma  to podnieść ich cenę, a tym samym zachęcić firmy do zielonych inwestycji. To wszystko dzieje się w ramach Europejskiego System Handlu Emisjami (EU ETS), który został uruchomiony w 2005 roku jako instrument krajów UE, aby przeciwdziałać zmianom klimatycznym.

Aukcja tych 900 mln pozwoleń na emisję CO2 zostanie zawieszona w latach 2013-2015, a następnie o tyle samo ma zostać zwiększona liczba pozwoleń w kolejnych latach do 2020 r. Pojawiają się jednak głosy, że uprawnienia mogłyby zostać trwale usunięte. Polska sprzeciwiała się tym zmianom, obawiając się podwyżki cen prądu.

 – Nasza energetyka oparta na węglu powoduje, że nie tylko indywidualnym odbiorcom wzrosną koszty, ale też przemysłowi energochłonnemu. Trzeba uważać, żeby nie doszło do ucieczki przemysłu za granice UE – przestrzega Sonik.

Krajowy Ośrodek Bilansowania i Zarządzania Emisjami (KOBiZE) szacuje, że w 2014 roku średnia cena uprawnienia do emisji CO2 wzrośnie do 12,07 euro za tonę z 4,41 euro w tym roku. Gdyby nie doszło do backloadingu, średnia cena uprawnienia miałyby wzrosnąć zaledwie do 5,5 euro za tonę. Według tych szacunków polskie przedsiębiorstwa, które uczestniczą w tym systemie, zaoszczędziły na opóźnieniu backloadingu od ok. 1,8 mld zł do nawet ok. 2,4 mld zł (biorąc pod uwagę okres: styczeń 2013 – czerwiec 2014).

 – Z drugiej wiedzę o tym, że taka jest polityka unijna, mamy już od dobrych 10 lat. Trzeba więc koniecznie przyspieszyć zwiększanie odnawialnych źródeł energii i usprawniać bloki energetyczne, jest też pewna nadzieja na gaz łupkowy. Należy również tworzyć energetykę prosumencką, żeby każdy mógł produkować energię własnym źródłem odnawialnym i sprzedawać do sieci. Nie możemy dziś już tylko bazować na klasycznym, tradycyjnym, jeszcze z lat 70. pomyśle energetycznym – mówi Newserii Biznes Bogusław Sonik.

W połowie listopada resort gospodarki skierował do konsultacji międzyresortowych i społecznych kolejny już projekt ustawy o odnawialnych źródłach energii (OZE). Resort planuje, że ustawa wejdzie w życie od początku 2015 roku. Ale już od wielu miesięcy banki wstrzymują kredytowanie projektów w odnawialne źródła energii z powodu niepewności co do przyszłego systemu wsparcia takich inwestycji. Ustawa powinna wejść w życie zgodnie z wymogami unijnej dyrektywy w 2010 roku i przeciwko Polsce toczy się postępowanie w związku z tym trzyletnim już opóźnieniem. Komisja Europejska wnioskowała do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości o nałożenie na Polskę kary ponad 133 tysięcy euro za każdy dzień zwłoki.

Nowy wiceminister środowiska ma przyspieszyć prace nad poszukiwaniem gazu łupkowego

CEO Magazyn Polska

Sławomir Brodziński zastąpił wczoraj na stanowisku Głównego Geologa Kraju Piotra Woźniaka. Ma to przyspieszyć prace nad poszukiwaniem i wydobyciem gazu łupkowego w Polsce. Na razie bowiem najszybciej powstawały regulacje dotyczące podziału wpływów z przyszłego wydobycia.

– Zamiast zachęcać inwestorów do poszukiwania gazu łupkowego i ułatwić im prowadzenie wierceń, polski rząd zajął się dzieleniem pieniędzy mających spłynąć do budżetu dzięki wydobywaniu surowca – uważa Tomasz Chmal, ekspert rynku energii Instytutu Sobieskiego.

Dziś natomiast potrzebne są regulacje, które zachęciłyby przedsiębiorców do wydobycia i taki powinien być priorytet dla nowego szefa resortu środowiska i nowo powołanego przez niego Głównego Geologa Kraju. 

 – Zbyt szybko przeszliśmy do przygotowania regulacji, których nikt nie oczekiwał – uważa Tomasz Chmal, ekspert rynku energii z Instytutu Sobieskiego. – Zachłysnęliśmy się prognozami amerykańskiej Agencji Informacji Energetycznej, z których wynikało, że mamy ogromne złoża.

W tegorocznym raporcie amerykańskiej rządowej Agencji Informacji Energetycznej (EIA) o gazie łupkowym zredukowano szacunkowe zasoby tego surowca w Polsce o 20 proc. w porównaniu do ostatniej oceny EIA w 2011 roku. Wówczas agencja oceniła, że w całej Polsce może być 187 bilionów stóp sześciennych gazu z łupków, ale po dotychczas przeprowadzonych wierceniach szacuje, że jest go 148 bilionów stóp sześciennych.

 – Po tych pierwszych optymistycznych danych polscy politycy szybko przystąpili do kontrataku i przygotowania regulacji zmierzających do zgromadzenia pieniędzy na Funduszu Pokoleń i do redystrybucji ich do gospodarstw domowych, podczas gdy tak naprawdę nie mamy żadnych pieniędzy, wprost przeciwnie – musimy je wydać. A tych kolei nie mamy, w związku z tym powinniśmy zachęcać inwestorów, żeby chcieli kontynuować odwierty w Polsce – mówi Tomasz Chmal.

Nowy szef resortu środowiska, Maciej H. Grabowski, zapowiedział przyspieszenie prac nad nowelizacją ustawy Prawo geologiczne i górnicze, regulującą m.in. kwestie gazu łupkowego, zapewniając przy tym, że jej głównym celem ma być przyspieszenie poszukiwań i wydobycia.

 – Chciałbym, żeby prawo było możliwie przyjazne dla inwestorów, którzy mu podlegają. To oni ryzykują swoje bardzo wysokie środki finansowe już na wstępnym etapie – mówił obejmując urząd minister Maciej H. Grabowski.

 – W pierwszej kolejności przed ministrem stoi wyzwanie przywrócenia zaufania inwestorów do branży, wybrania regulacji, które przyspieszają inwestycje. Być może trzeba by jeszcze wrócić do wzorów kanadyjskich, gdzie mają bardzo dobre know-how w tym zakresie, i przygotować takie regulacje, które spowodują nowe otwarcie i nowy impet w poszukiwaniach i rozpoznawaniu gazu łupkowego – mówi Newserii Biznes Tomasz Chmal. – A kwestie fiskalne czy opłat eksploatacyjnych zostawiłbym na później, dopiero jak ten gaz będzie i będzie wiadomo, czym dysponujemy.

Do początku grudnia wykonano w Polsce 51 odwiertów, a żeby ocenić, jakie są zasoby, musi być ich co najmniej 100.  

 – Te odwierty są bardzo kosztowne – ok. 15 mln dolarów za jeden. Jeżeli mówimy więc o kolejnych 100-200 odwiertach, to potrzebne są ogromne pieniądze do wydania, a nie do skorzystania z nich i wydania na inne cele po sprzedaży gazu – zaznacza Tomasz Chmal.

Dziś gaz łupkowy jest wydobywany na skalę komercyjną tylko w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie.

Internet przed świętami stał się największym sklepem

W tym roku wartość rynku e-handlu sięgnie 24 mld zł – wynika z analiz firmy PMR. Konsumenci coraz chętniej korzystają nie tylko z witryn internetowych, ale także z możliwości zakupów poprzez urządzenia mobilne, jak smartfony i tablety. Zakupom w sieci sprzyjają też regulacje prawne, umożliwiające zwrot produktu w ciągu 10 dni bez żadnego uzasadnienia. A okresy świąteczne i zwyczaj sprawiania bliźnim prezentów powodują, że przed Bożym Narodzeniem e-sklepy i firmy transportowe mają ręce pełne roboty.

 – Szczególnie duży ruch w sklepach wirtualnych można zobaczyć właśnie przed świętami. W tym roku 44 proc. Polaków zrobi świąteczne zakupy w sieci – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Piotr Bucki, specjalista od komunikacji i wykładowca w Wyższej Szkole Bankowej (WSB) w Gdyni. – Święta uważamy za coś bardzo istotnego i chcemy się do nich przygotować. Wszystko zgodnie ze starym przysłowiem „zastaw się, a postaw się”. Dzisiaj najłatwiej „zastawiać się” dzięki kartom kredytowym i sklepom online.

Do niedawna internauci byli przyzwyczajeni, że na dostawę trzeba poczekać kilka dni. Jednak wejście na rynek nowych graczy, wysyp sklepów online spowodował, że część sprzedawców gwarantuje transport już tego samego dnia.

 – Przyzwyczajenia zmieniły się na tyle, że nawet o 10 proc. w porównaniu z ubiegłym rokiem wzrosła liczba świeżych produktów spożywczych kupowanych w sklepach online. Zaczynamy wybierać coraz wygodniej, coraz bardziej świadomie. Oczywiście, nadal dominują wielkogabarytowe produkty – zwykle klienci chcą kupić całą zgrzewkę wody lub zrobić większe zapasy i korzystają z możliwości dostawy bezpośrednio do domu – komentuje wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej.

Wygoda to jedno, ale klienci e-sklepów biorą pod uwagę również ceny – na ogół niższe niż w tradycyjnych punktach.

 – Popularność takich porównywarek cen jak Ceneo czy Nokaut świadczą o chęci kupowania wygodnego, jak najtańszego i najbardziej korzystnego. To „najkorzystniej” może czasem oznaczać „najtaniej”, ale czasem może po prostu oznaczać „najwygodniej, najbliżej i najszybciej” – uważa specjalista od komunikacji w WSB.

Nie brakuje osób, które wciąż nieostrożnie robią zakupy w sieci i dają się nabrać na sztuczki oszustów, ale świadomość e-konsumentów jest coraz większa. Jednocześnie rośnie też zaufanie Polaków do sklepów online. Wskazuje na to coraz rzadziej wybierana opcja płatności za pobraniem.

 – Ta forma jest uważana za bezpieczną, damy pieniądze dopiero, kiedy kurier wręczy nam przesyłkę. Tu odnotowano spadki. Natomiast coraz więcej jest płatności za pomocą takich systemów jak PayPal czy transferów bankowych. To świadczy o tym, że mamy do e-handlu coraz większe zaufanie – podkreśla Bucki.

Handel internetowy nie jest jeszcze tak popularny jak w Wielkiej Brytanii, gdzie w okresie przedświątecznym rośnie o 70 proc., ale ma się bardzo dobrze na tle sąsiednich krajów. W porównaniu z państwami ościennymi Polska notuje tu najwyższe wzrosty we wszystkich kategoriach, począwszy od mody, poprzez artykuły sportowe i na AGD skończywszy. Najczęściej w sieci kupują ludzie młodzi, ale także coraz więcej osób ze starszego pokolenia przyzwyczaja się do nowych form zakupów i płatności.

Instytut Analiz Rynkowych: Konsumenci potrzebują firm pożyczkowych

Firmy pożyczkowe zwykle nie mają najlepszej prasy. Bywają oskarżane o lichwę, wpędzanie klientów w spiralę długów, wykorzystywanie nieświadomości klientów. Jednak, jak podkreśla dr Łukasz Gębski z Instytutu Analiz Rynkowych, to w większości stereotypy, a sektor często jako jedyny umożliwia im regulację pilnych płatności.

 W wielu przypadkach sektor pożyczkowy jest jedynym miejscem, który jest w stanie odpowiedzieć na pilne potrzeby pewnej grupy konsumentów – komentuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Łukasz Gębski, dyrektor Instytutu Analiz Rynkowych. – Przy wszystkich zastrzeżeniach do metod działania, to jest to sektor pełniący bardzo ważną społeczną rolę dla większości klientów. Przy czym musi być kontrolowany i transparentny – mówi.

Popyt na szybkie pożyczki jest duży, a pożyczkodawcy pożądani na rynku. Dlatego eksperci przestrzegają przed zbytnim przeregulowaniem rynku. Ministerstwo Finansów przedstawiło właśnie poprawiony projekt założeń do nowej ustawy regulującej branżę.

 – Ponad 10 procent osób deklaruje, że miały kontakt z sektorem pożyczkowym. Przede wszystkim interesują się pożyczkami krótkoterminowymi, chwilówkami zaspokajającymi pilne potrzeby. Poszukują środków na nagłe wydatki, na przeżycie kilku dni w razie opóźnienia wypłaty. Znacznie mniej jest osób pożyczających spontanicznie, pod wpływem impulsu chcących zrealizować swoje zachcianki – wyjaśnia ekspert.

Planowane regulacje w zasadzie spotkały się ze zrozumieniem branży, wątpliwości wywołuje kwestia nałożenia limitów kosztów pożyczki. Resort proponuje m.in. nałożenie na firmy limitów kosztów pozaodsetkowych w wysokości połowy wartości pożyczki.

 – Firmy działające w sektorze pożyczkowym chcą budzić większe zaufanie wśród swoich klientów. I nie ma potrzeby wymyślać nowych rozwiązań w zakresie ograniczeń limitów. Kwestie kosztu pieniądza reguluje istniejąca ustawa antylichwiarska, która określa poziom maksymalnych odsetek – uważa szef Instytut Analiz Rynkowych.

Dla całego sektora najważniejsza dzisiaj jest transparentność działania. Chodzi przede wszystkim o przejrzystość umów i edukację ekonomiczną klientów, którzy powinni zachować ostrożność i rozwagę podejmując decyzję o zaciągnięciu pożyczki. Wszystko razem spowoduje, że będą mogli bezpiecznie i komfortowo korzystać z oferty rynkowej.

Dziś nie wiadomo dokładnie, ile spółek oferuje pożyczki, szacunki mówią o kilku lub nawet kilkunastu tysiącach podmiotów.

 – W tak ogromnej masie zawsze znajdą się czarne owce psujące reputację sektora, dlatego mówi się o wielu skargach klientów. Myślę, że w kanale internetowym i wśród największych firm nie ma zjawisk patologicznych – podsumowuje Łukasz Gębski.

Polacy liderem w Europie pod względem platności bezgotówkowych

CEO Magazyn Polska

Polacy coraz chętniej korzystają z płatności bezgotówkowych i stali się liderem w Europie pod względem liczby takich transakcji. Eksperci oceniają, że ten sposób na przyspieszenie płatności będzie szczególnie popularny podczas gorączki przedświątecznych zakupów.

 – Przed Bożym Narodzeniem zakupów jest najwięcej, a my potrzebujemy zrobić je szybko – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Aleksander Naganowski, Business Leader Business Development w Mastercard Europe. – Ponadto karta zbliżeniowa pozbawia nas konieczności przewidywania, ile dokładnie gotówki potrzebuję, rozmieniania na drobne itd.

Płatności zbliżeniowe upowszechniają się w Polsce w szybkim tempie.

 – Wprawdzie nie każdy ma kartę zbliżeniową, ale pod względem liczby transakcji przeprowadzanych przy użyciu PayPass, Polska jest jednym ze światowych liderów. Więc widać, że jak już Polacy dostana kartę zbliżeniową, to z niej korzystają – mówi Naganowski.

Według ekspertów tak też będzie w przyszłym roku. Przede wszystkim dlatego, że rozwijać się będzie sieć akceptacji kart zbliżeniowych. Od następnego miesiąca wszystkie nowe terminale będą musiały być wyposażone w technologię transakcji zbliżeniowych.

Zdaniem Naganowskiego w przyszłym roku nastąpi również dalszy przyrost transakcji zbliżeniowych mobilnych. Według badań MasterCard w przybliżeniu co czwarty internauta, który planuje wymienić telefon w ciągu kolejnych sześciu miesięcy, chce mieć w nowym urządzeniu możliwość płatności zbliżeniowej.

 – Jeśli chodzi o płatności mobilne, jesteśmy na samym początku drogi – mówi Naganowski. – Minął dopiero rok od uruchomienia komercyjnych rozwiązań w tej kwestii. Cieszy nas, że kolejne banki wydają karty zbliżeniowe do telefonów. Prowadzimy też rozmowy z wszystkimi operatorami telefonicznymi i liczymy, że – zgodnie z deklaracjami – dołączą oni do projektu. Wzrost płatności mobilnych jest na razie bardzo szybki i sądzimy, że to początek stabilnego wzrostu w najbliższych latach – dodaje.

Przedstawiciel MasterCard zapowiada, że najpoważniejszym „konkurentem” dla nowej technologii płatności pozostaje wciąż gotówka.

 – Mamy tak dużą ilość gotówki na rynku do wyparcia i zamiany na transakcje bezgotówkowe, że każdy kto oferuje płatności elektroniczne, tak naprawdę idzie w tym samym kierunku, co my – mówi Aleksander Naganowski.

Polacy coraz bardziej przyzwyczajają się do płatności bezgotówkowych. Dotyczy to szczególnie osób młodych, chętnie korzystających z nowych technologii. Powrót do płatności gotówką lub kartą z PIN-em odczuwają jako uciążliwy – wynika z przeprowadzonego przez MasterCard eksperymentu, w ramach którego cztery osoby na 24 godziny pozbawiono możliwości płacenia zbliżeniowego smartfonem lub kartą z opcją zbliżeniową.

W eksperymencie wzięli udział ludzie wykształceni, pracujący, w wieku 27-35 lat, obojga płci i mieszkający w dużych aglomeracjach. Uczestnicy przeprowadzonego przez organizację kart płatniczych badania stwierdzili, że brak możliwości płacenia zbliżeniowego wiąże się z dużym dyskomfortem.

 – Eksperyment był okupiony stresem, brak PayPassa wiązał się z koniecznością myślenia o gotówce, o tym, gdzie ją wypłacić – mówi Aleksander Naganowski. – Jedna z uczestniczek zwróciła uwagę, że kiedy robi zakupy z dziećmi, to często wrzucają one do jej koszyka dodatkowe produkty. Szybkie opuszczenie sklepu jest wtedy głównym problemem, a płatności zbliżeniowe okazują się ocaleniem.

Wyjazdy świąteczne i sylwestrowe coraz popularniejsze wśród Polaków, choć nadal są luksusem

Wyjazd na narty albo do ciepłych krajów stają się alternatywą dla spędzania świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku w rodzinnych domach. Nadal można kupić wycieczki na ten okres. Rosnącą popularnością cieszą się zwłaszcza wyjazdy sylwestrowe. Łączna kwota przeznaczona w tym sezonie na wycieczki krajowe zwiększy się o 29 proc., a na zagraniczne aż o 77 proc.

Z raportu KPMG „Zimowe plany i wydatki Polaków. Święta Bożego Narodzenia, Sylwester i wyjazdy zimowe 2013/2014” wynika, że na zabawy sylwestrowe Polacy przeznaczą o 5 proc. więcej pieniędzy niż w ubiegłym roku. Łączne wydatki wyniosą ok. 9,6 mld zł, a za wzrost odpowiada przede wszystkim rosnąca popularność wyjazdów sylwestrowych wśród zamożnych konsumentów. I mimo,że klienci rezerwują wycieczki na ten okres często już latem, nadal można znaleźć w biurach podroży takie oferty.

 – Możemy zaproponować naszym klientom wyjazdy na święta i Nowy Rok. Są to wyjazdy narciarskie, ale też jest kilka miejsc na Wyspy Kanaryjskie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marzenna Myrcha, kierowniczka biura TUI w Warszawie. – Goście w okresie zimowym często wybierają właśnie ciepłe miejsca – plaże, palmy, morze, przede wszystkim poszukujemy wszyscy słońca, którego nam obecnie tutaj trochę brakuje. 

Popularne wśród klientów TUI od lat popularne są takie kierunki jak Wyspy Kanaryjskie, albo Phuket czy Bangkok w Tajlandii. A także Egipt, Wyspy Karaibskie, Dominikana, Meksyk i Kuba.

 – Coraz częściej klienci rezerwują takie wycieczki dużo wcześniej przed świętami – w sierpniu i we wrześniu, ponieważ te świąteczne wyjazdy cieszą się zawsze największym obłożeniem. I ta tendencja jest wzrostowa – tłumaczy Marzenna Myrcha.

Świąteczny wyjazd może być dobrym pomysłem zwłaszcza dla tych, którzy chcą odpocząć od gorączki przedświątecznych zakupów i przygotowań.

 – Jeżeli już mamy święta wolne, to bardzo dużo czasu spędzamy w kuchni. Kiedy wyjedziemy, zabierzemy całą rodzinę ze sobą na Wyspy Kanaryjskie, do Tajlandii czy na narty, wówczas mamy czas tylko dla rodziny i wszystkie obowiązki związane z zakupami, prezentami, gotowaniem zostają gdzieś w Polsce – podpowiada przedstawicielka biura TUI.

Przyznaje jednak, że wycieczki w okresie świąteczno-noworocznym są droższe niż na przykład w styczniu.

Jak wynika z raportu KPMG, wyjazdy zimowe nadal są luksusem, na który stać stosunkowo niewiele Polek i Polaków. W tegorocznym sezonie, poza okresem świątecznym i Sylwestrem, planuje je tylko 14 proc. dorosłych Polaków, zwykle są to młode i dobrze wykształcone osoby. Według szacunków wydadzą na te wyjazdy łącznie 4 mld zł.

Rynek reklamy w 2014 roku dalej będzie się kurczył. Wzrosty zanotuje głównie reklama w sieci

CEO Magazyn Polska

Czeka nas kolejny trudny rok na rynku reklamy – prognozuje Michał Daniluk z domu mediowego OMD. Wydatki na ten cel mają zmniejszyć się o kilka procent. W ocenie eksperta rozpoczyna się okres agresywnego wzrostu reklamy internetowej. Za kilka lat rynek reklamy będzie wyglądał zupełnie inaczej niż dziś.

To był kolejny trudny rok dla polskiego rynku reklamy. W tym roku zmniejszył się on o około 5-6 proc. i wart był niecałe 6,5 mld zł netto. Według domu mediowego OMD, 2014 rok wcale nie będzie lepszy.

 – Szacujemy, że w przyszłym roku rynek spadnie o kilka procent, jeśli chodzi o całość wydatków reklamowych – przewiduje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Michał Daniluk, członek zarządu OMD.

Jego zdaniem nie należy spodziewać się szybkiej zmiany tego trendu. Reklamodawcy zauważają, że media offlinowe (telewizja, radio, prasa) w niewielkim stopniu docierają do grupy docelowej.

 – Reklama w internecie pozwala robić to dużo precyzyjniej i w tym chaosie komunikacyjnym wydobywać tych odbiorców, którzy naprawdę nas interesują – mówi Daniluk.  Nie spodziewałbym się, że będziemy mieć do czynienia ze wzrostem rynku reklamowego. On się po prostu stanie bardziej efektywny.

Ekspert wskazuje, że przyszłością jest reklama spersonalizowana. Bardzo dynamicznie będą rosły wydatki na reklamę w internecie, szczególnie dobrze ma rozwijać się segment mobile. Dziś do sieci trafia zaledwie 20 proc. budżetów reklamodawców.

 – Można się spodziewać, że tradycyjne media dalej będą spadać i będą zastępowane przez nowe technologie i nowe sposoby dotarcia z komunikatem do konsumentów – twierdzi rozmówca Newserii Biznes.  To jest bardzo duża zmiana technologiczna, a nie tylko zmiana wydatków reklamowych. Mamy do czynienia z zupełną restrukturyzacją.

Niektóre analizy wskazują, że do końca dekady wydatki na reklamę w internecie będą kilkakrotnie wyższe od budżetów tzw. tradycyjnych mediów.

 – Z naszej obserwacji wynika, że reklama internetowa może potencjalnie prześcignąć reklamy telewizyjne w ciągu kilku lat, może nawet pięciu – prognozuje Michał Daniluk.  Oczywiście, wszystko będzie zależało od tego, w jaki sposób sama telewizja będzie się zmieniać.

Polacy nie oszczędzają na świątecznych prezentach

CEO Magazyn Polska

W tym roku Polacy sięgną głębiej do portfela i nie będą oszczędzać na świątecznych prezentach. Jak wynika z badań przeprowadzonych przez Groupon, co czwarty Polak wyda na prezenty więcej pieniędzy niż przed rokiem, a drobne upominki zastąpi wartościowymi prezentami. Z raportu wynika też, że blisko połowa, zamiast buszować w zatłoczonych sklepach, zdecyduje się na zakupy w sieci.

 – Ponad 40 proc. Polaków kupi prezenty w internecie. Jest to jeden z wyższych wskaźników w Europie i pokazuje, że Polacy dobrze adaptują ideę kupowania przez internet, są smart shopperami, potrafią znaleźć prezenty w dobrej okazyjnej cenie i nie płacą za nie więcej niż powinni – mówi, agencji informacyjnej  Newseria Lifestyle, Artur Bednarz z firmy Groupon.

Drobne upominki są wypierane przez wartościowe prezenty. Na prezenty Polacy wydadzą co prawda więcej ze swoich portfeli niż rok temu, ale obdarują prezentami mniej osób. 

 – Przeprowadzone przez nas badanie pokazało też poziom szczodrości Europejczyków. Brytyjczycy podarują prezenty trzynastu osobom w te święta, my jesteśmy trochę mniej hojni, obdarujemy 6 – 7 osób, chociaż są też osoby, które zadeklarowały, że nawet 20 osób obdarują. Widzimy też wzrost kwot, które zajmują budżety świąteczne w tym roku, coraz wyższa jest grupa klientów, które chcą wydać na prezenty ponad tysiąc złotych i więcej – wyjaśnia Artur Bednarz.

Badania pokazały też, na jakie prezenty liczą mieszkańcy poszczególnych krajów europejskich, a także jak często oddajemy rzeczy, które otrzymaliśmy w prezencie.

 – Ponad połowa Brytyjczyków lubi kupować dziwaczne prezenty, coś zupełnie niepraktycznego. Z kolei ponad połowa Włochów oddaje prezenty, które otrzymali. Przekazują je dalej. W Polsce natomiast tylko kilkanaście procent osób przyznaje się do takiego postępowania – dodaje Artur Bednarz.

Na przedświąteczną ankietę firmy Groupon odpowiedziało ponad 13 tysięcy osób z siedmiu europejskich krajów.

Asseco – umowa z ARiMR na blisko 90 mln

0

Dnia 20 grudnia 2013 roku Asseco Poland zawarło 3,5-letnią umowę z Agencją Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa w zakresie utrzymania i rozwoju Systemu Informatycznego Agencji (SIA). Kontrakt o wartości 87 mln zł brutto będzie realizowany przez 41 miesięcy, do końca maja 2017 roku.

Asseco Poland złożyło najkorzystniejszą ofertę w przetargu ogłoszonym przez ARiMR. System Informatyczny Agencji, którego dotyczy umowa, obejmuje Zintegrowany System Zarządzania i Kontroli, znany jako IACS.
W ramach kontraktu Asseco Poland zajmie się również utrzymaniem wielu innych aplikacji, które zbudowało dla Agencji. Należą do nich m.in. system obsługujący dopłaty związane z Programem Rozwoju Obszarów Wiejskich oraz platforma umożliwiająca udostępnianie danych gromadzonych przez ARiMR instytucjom zewnętrznym, a także moduł do składania przez rolników wniosków o dopłaty za pośrednictwem Internetu.

– Dotychczas współpracowaliśmy z Agencją jako podwykonawca HP. Obecnie będziemy kontynuować współpracę w podobnym zakresie, z tym że nasi specjaliści przejmą opiekę także nad hurtownią danych i środowiskiem produkcyjnym. Myślę, że zasoby informatyczne Agencji są w rękach doświadczonych specjalistów, żeby nie powiedzieć – najlepszych w Polsce znawców tego zagadnienia – mówi Witold Malina, dyrektor Pionu Rolnictwo, Asseco Poland.

Asseco Poland rozpoczęło budowę SIA w 2001 roku i od tego czasu nieprzerwanie zajmuje się utrzymaniem i rozwojem kluczowych aplikacji w ARiMR. IACS to jeden z najbardziej złożonych systemów w polskiej administracji. Korzysta z niego blisko 6,5 tys. użytkowników, którzy w ponad 300 lokalizacji Agencji obsługuje łącznie 1,3 mln dokumentów wejściowych miesięcznie. Rozmiar baz danych Agencji w połowie 2013 roku zbliżył się do 7 TB.

 

Komentarz Pawła Durjasza nt. danych o produkcji w listopadzie

Tempo wzrostu produkcji sprzedanej przemysłu okazało się listopadzie wyższe od oczekiwań, wynosząc 2,9% r/r wobec 4,4% r/r w październiku. Tegoroczny listopad liczył jednak dwa dni robocze mniej w stosunku do ubiegłorocznego. Po skorygowaniu danych o czynniki sezonowe, przy uwzględnieniu różnicy w liczbie dni roboczych, roczna dynamika produkcji sprzedanej wzrosła do 4,4% r/r wobec 3,8 % r/r w październiku. Od czerwca odsezonowana produkcja rośnie w skali roku, a uśrednione tempo jej wzrostu powoli przyspiesza. Warto przy tym zauważyć, że dynamika produkcji w przetwórstwie przemysłowym była wyższa w stosunku do dynamiki ogólnego wskaźnika produkcji. Hamująco wpływał nań natomiast spadek produkcji w dziale „wytwarzanie i zaopatrywanie w energię elektryczną, gaz, parę wodną i gorącą wodę” – prawdopodobnie ze względu na stosunkowo ciepły w tym roku listopad.

W samym listopadzie poziom odsezonowanej produkcji sprzedanej przemysłu obniżył się nieznacznie w stosunku do października (-0,3% m/m). Widoczna od początku 2013 r. tendencja wzrostu produkcji pozostaje jednak zachowana, pomimo lekkiego przyhamowania w ostatnich dwóch miesiącach.

W październiku i listopadzie przyspieszył także proces podnoszenia się produkcji budowlano-montażowej po głębokim spadku jaki miał miejsce pomiędzy lutym 2012 a majem 2013 r. W listopadzie wzrosła ona (dane odsezonowane) o 3,9% m/m, po wzroście o 2,3% m/m w październiku. Poziom tej produkcji jest jednak ciągle niższy o 17,7% w stosunku do początku 2012 r. Roczna dynamika odsezonowanej produkcji budowlano-montażowej wzrosła w listopadzie do -4,2% r/r wobec -6,1% r/r w październiku.

Dzisiejsze dane wpisują się w obraz poprawy koniunktury w polskim przemyśle przetwórczym. Badania koniunktury wskazują ostatnio na dość silny wzrost nowych zamówień, w tym krajowych. W grudniu wyraźnie wzrósł wskaźnik koniunktury PMI w niemieckim przemyśle przetwórczym. Warunki dla dalszego wzrostu produkcji przemysłowej pozostają zatem sprzyjające. Cieszy także przyspieszenie wzrostu produkcji w budownictwie, choć jest ona ciągle niższa w stosunku do analogicznego miesiąca poprzedniego roku. Wydaje się, że dynamika PKB w IV kwartale może wynieść ok. 2,4%r/r –2,5% r/r.

Paweł Durjasz,
Główny Ekonomista PZU

Ponad 2 mln listów dziennie w okresie przedświątecznym

W grudniu liczba listów opracowywanych w warszawskiej sortowni rośnie średnio o 50% w stosunku do pozostałych miesięcy w roku. Dwukrotnie wzrasta też liczba paczek, którymi przesyłane są towary zamówione w sklepach internetowych. Większy ruch w placówkach i sortowniach Poczty Polskiej rozpoczyna się już w połowie listopada.

W okresie przedświątecznym w warszawskim WER (węzeł ekspedycyjno-rodzielczy) opracowywanych jest około 2 mln listów i ok. 60 tysięcy paczek dziennie. Jeden z największych węzłów, w których sortuje się i rozdziela przesyłki obsługuje w najgorętszym okresie nawet do 3 milionów przesyłek dziennie. W zwykłym okresie opracowywanych jest około 1,5 mln listów dziennie do odbiorców w kraju i 140 tys. listów za granicę.

Poczta Polska prowadzi także statystyki ogólnopolskie. Specjalnie przygotowany wskaźnik zakupowej gorączki przedświątecznej – Barometr Świąteczny Poczty Polskiej – publikowany jest na witrynie barometrswiateczny.pl i pokazuje, jak rośnie liczba wysyłanych za pośrednictwem spółki paczek w skali kraju. Ostatni odczyt Barometru (za tydzień 9-15 grudnia) wskazywał poziom 165,51 proc., co oznacza, że Polacy wysłali o ponad 65 proc. więcej paczek, niż zwykle.

Największy ruch w 14 centrach logistycznych Poczty Polskiej jest w godzinach wieczornych i w nocy, kiedy wysłane przez klientów paczki i listy są przywożone do sortowania i rozesłania do adresatów. W tych godzinach szczytu tylko w warszawskim centrum pracuje 2 tysiące osób w systemie czterozmianowym. WER w Warszawie to największa sortownia w Europie Środkowo– Wschodniej.

Szybciej, sprawniej, bezpieczniej

Poczta Polska rozstrzygnęła przetarg na maszyny rozdzielcze do sortowania standardowych przesyłek listowych. Inwestycja związana jest z realizacją strategii Poczty Polskiej, której kluczowym elementem jest poprawa jakości usług i obsługi klientów. Nowy park maszynowy przyczyni się do poprawy terminowości i bezpieczeństwa obrotu pocztowego.

Inwestycja ta to kolejny etap umaszynowienia podstawowych węzłów w sieci pocztowej. Dotychczas maszyny rozdzielcze funkcjonowały w WER-ach w Krakowie, Łodzi, Komornikach i w Warszawie. Nowe maszyny zostaną zainstalowane we Wrocławiu, Pruszczu Gdańskim, Zabrzu (2 maszyny), Lisim Ogonie oraz w Warszawie (3 maszyny). Są one przystosowane do rozdziału maszynowego przesyłek standardowych czyli przysłowiowej przesyłki średniej wielkości. Ich instalacja spowoduje m.in.: poprawę terminowości przebiegu przesyłek, zwiększenie bezpieczeństwa obrotu pocztowego, łączenie obszarów obsługi węzłów oraz uzyskanie potencjalnych oszczędności.

Inwestycja jest związana z jednym ze strategicznych priorytetów Spółki, którym jest poprawa jakości usług i obsługi klienta, a która mierzona jest m.in. wskaźnikami terminowości. Do najważniejszych zalicza się właśnie unowocześnianie węzłów ekspedycyjno – rozdzielczych. Poprawa terminowości przebiegu przesyłek w Poczcie Polskiej możliwa jest dzięki udoskonalaniu zaplecza logistycznego. Firma dokonuje szeregu inwestycji w infrastrukturę oraz zmian na poziomie logistycznym, które już dziś przynoszą wymierne korzyści.

Nowe placówki

Aby ułatwić Klientowi dostęp do usług Poczty Polskiej, od początku roku spółka wprowadziła nowy model sieci. Profesjonalna obsługa, łatwy dostęp do usług i przyjazna atmosfera to cele jakie stawia sobie Poczta Polska, zmieniając placówki pocztowe. Oddziały mają nowoczesny wystrój i nową wizualizację. Nowe placówki mają wydzielone strefy: pocztową (listy, paczki, wpłaty i wypłaty), bankowo-ubezpieczeniową (konta, lokaty, polisy), handlową (np. kartki pocztowe czy prasa) i samoobsługową. Taki podział rozszerza i poprawia funkcjonalność dla klientów. Dzięki temu, placówka staje się czymś więcej niż tylko miejscem do wysłania i odbierania korespondencji. Klienci będą mogą w nich otworzyć konto, kupić polisę, a w strefie samoobsługowej własnoręcznie nadać przesyłkę czy odebrać list polecony.

E-poczta

Równocześnie Poczta Polska przenosi swoją działalność do Internetu. Z badań, jakie na zlecenie spółki przeprowadziła Homo Homini w lipcu br. wynika, że dziewięć na dziesięć młodych osób, w wieku 18-24 lat, chce wykorzystywać Internet w sprawach związanych z usługami masowymi. Odpowiadając na to zapotrzebowanie w listopadzie br., wprowadzono nową markę – Envelo. To narzędzie, które pozwala na korzystanie z usług pocztowych w każdym miejscu i o każdej porze. Klienci Poczty Polskiej mogą w Internecie kupić i wydrukować znaczki pocztowe, wysłać listy lub kartki, które w papierowej formie dostarczy listonosz. Za wdrożenie odpowiedzialna jest spółka Poczta Polska Usługi Cyfrowe.

Blisko co trzeci Polak nie martwi się, ile wyda na święta

Boże Narodzenie i Nowy Rok to zwyczajowo czas świętowania z bliskimi, ale i czas refleksji – takiej, która może odbić się na naszych przyszłych decyzjach finansowych. Z badania „Finansowy Barometr ING” wynika, że 29% Europejczyków nie przejmuje się wielkością wydatków świątecznych. Polacy pod tym względem odpowiadali zgodnie ze średnią europejską (wyliczoną na podstawie odpowiedzi z 12 krajów Unii Europejskiej). Najwyższy odsetek zanotowano w Rumunii (46%) a wyjątkowo niski w Holandii (16%) oraz Luksemburgu i Czechach (18%).

Takie zachowanie nie zawsze jest jednak zdrowe z punktu widzenia domowych finansów. Wśród osób przyznających, że ubiegłoroczne święta sfinansowali z pożyczki, połowa deklaruje, że w tym roku wyda na nie więcej niż poprzednio. Trudno zakładać, że chodzi o osoby, które jeszcze rok temu były bezrobotne, ale w międzyczasie znalazły pracę i dlatego mogą sobie pozwolić na więcej.

Osoby, które przed rokiem sfinansowały święta bez zadłużania się, podeszły do tegorocznych wydatków ostrożniej – jedynie co dziesiąta zadeklarowała zwiększenie wydatków w stosunku do 2012 roku. Większe wydatki planowało przeciętnie 14% Europejczyków. W Polsce ten odsetek wyniósł 16%, choć jeszcze rok temu tak odpowiedziało 22% Polaków.

Pieniądze to gorący temat postanowień noworocznych. Czterech na pięciu uczestników badania (79%) mających postanowienia noworoczne zadeklarowało, że dotyczą one pieniędzy. W Polsce odsetek ten wyniósł 71%. W Europie wśród finansowych postanowień na następny rok najczęściej wymieniana była deklaracja oszczędzania więcej (38%). W Polsce najczęściej wskazywana była natomiast chęć zmniejszenia zadłużenia (35%), podobnie w Czechach i Turcji. Z kolei mieszkańcy Rumunii i Luksemburga najczęściej deklarowali zamiar ściślejszego kontrolowania wydatków.

Wśród ankietowanych pojawiały się także sporadyczne opinie, że po okresie zaciskania pasa i kumulowania oszczędności w przyszłym roku chcieliby pozwolić sobie na więcej. Według nas 2014 będzie właśnie takim rokiem odchodzenia konsumentów od ostrożnościowego trybu zarządzania budżetem domowym do takiego, który przyzwala na chociaż część wstrzymywanych większych wydatków.

Badanie „Finansowy Barometr ING” zostało zrealizowane w październiku i listopadzie 2013 r. na grupie 12637 respondentów w 13 krajach, w tym 1008 z Polski (Polska, Austria, Francja, Włochy, Belgia, Wielka Brytania, Luksemburg, Holandia, Hiszpania, Niemcy, Turcja, Rumunia, Czechy). Badanie zostało zrealizowane na zlecenie Grupy ING przez IPSOS metodą CAWI.

MCI Management prognozuje zwiększenie wartości aktywów i inwestycji w 2014 r.

0

MCI, czołowa Grupa technologicznych funduszy typu PE/VC w Europie Środkowo-Wschodniej, przewiduje w 2014 r. zwiększenie wartości aktywów netto na akcję do poziomu 16,50 zł a wartości nowych inwestycji do co najmniej 305 mln zł.

Po bardzo udanych trzech kwartałach 2013 r. i rekordowych w historii funduszu wynikach finansowych, w dniu 18 grudnia 2013 r. Zarząd MCI Management podał do publicznej wiadomości prognozę podstawowych wskaźników na 2014 r. Projekcja finansowa zakłada wzrost wartości aktywów netto na akcję do poziomu 16,50 zł. MCI przewiduje również, że skala inwestycji realizowanych przez fundusze wchodzące w skład Grupy Kapitałowej wyniesie do końca 2014 r. nie mniej niż 305 mln zł.

– Sprzyja nam otoczenie rynkowe. Cyfrowa gospodarka jako całość, a w szczególności jej segmenty, którymi jesteśmy najbardziej zainteresowani inwestycyjnie, mają imponujący potencjał wzrostu. Mamy pomysł i możliwości finansowe, by na tych wzrostach zbudować wartość dla naszych akcjonariuszy – skomentował Tomasz Czechowicz, Partner Zarządzający MCI Management. Patrząc na prognozowane wzrosty dla spółek działających w takich segmentach jak media cyfrowe i e-commerce, nasze prognozy można ocenić jako konserwatywne – dodał.

Prognozy zostały sporządzone przy założeniu, że stopień realizacji tzw. priorytetów dla Grupy Kapitałowej na 2014 r. wyniesie nie mniej niż 50% w stosunku do przyjętego planu. Duże znaczenie dla wykonania prognozy będzie mieć planowane na I półrocze 2014 r. IPO spółki zależnej Private Equity Managers SA. Zarząd funduszu zakłada również dobrą koniunkturę na giełdzie i wzrost polskiego PKB o minimum 2% w 2014 r.

Przy okazji publikacji prognozy MCI Management przedstawił również ramy zaktualizowanej strategii inwestycyjnej. Dostrzegając dynamikę rozwoju i bardzo dobre perspektywy stojące przed branżą internetową, MCI w centrum swojego zainteresowania postawił firmy, które w różnym stopniu rozwijają swój model biznesowy w oparciu o możliwości, jak daje Internet. Zaktualizowana strategia inwestycyjna funduszu opiera się na trzech filarach wzrostu:

1) Inwestycjach w tzw. digital disruption

MCI rozważa i realizuje inwestycje w czyste modele internetowe (tzw. pure players). Największe wzrosty prognozuje dla spółek działających w segmentach: media cyfrowe, ecommerce, marketplaces, Fintech, Internet of Things, Software as a Service, cloud computing, mobilny internet oraz rozrywka cyfrowa.

2) Inwestycjach w tzw. digital ecosystem

MCI bierze pod uwagę inwestycje w spółki działające na rynku rozwoju infrastruktury internetowej, takie jak telekomy i centra gromadzenia danych.

3) Inwestycjach w tzw. digital adaptation

MCI wspiera inwestycyjnie spółki, które po osiągnięciu wiodącej pozycji w tradycyjnej gospodarce, mają ambicje aby wspiąć się na poziom europejski i globalny dzięki wykorzystaniu możliwości Internetu. Fundusz poszukuje spółek, które mają potencjał osiągnięcia sukcesu na miarę takich polskich czempionów jak Empik.com, mBank i GPW.

Po trzech kwartałach br. Grupa MCI Management zanotowała 170,5 mln zł skonsolidowanego zysku netto wobec 31,8 mln zł przed rokiem. Suma aktywów Grupy wzrosła o 16 proc. do 907 mln zł z 780 mln zł na koniec 2012 roku. W ciągu 9 miesięcy 2013 r. aktywa netto wzrosły w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego o 142 mln zł do ponad 747 mln zł, co daje wzrost o ponad 15 proc.  r/r. Aktywa pod zarządzaniem Grupy MCI zgodnie z oczekiwaniami zarządu po raz pierwszy w historii przekroczyły 1 mld zł i wynoszą obecnie  1 mld 51 mln zł.

Pozytywna ocena potencjału i perspektyw stojących przed spółkami portfelowymi MCI Management skłoniła analityków domu maklerskiego Noble Securities do wystawienia rekomendacji KUPUJ i ustalenia ceny docelowej w horyzoncie 9-miesięcznym na poziomie 13,56 zł. Ponieważ cena akcji w dniu wydania rekomendacji wynosiła 10,22 zł, potencjał wzrostowy kursu akcji MCI został określony na 33%.

Synthos S.A. łączy siły z Harwick Standard Distribution Corporation

Synthos S.A.Synthos S.A., jeden z wiodących europejskich producentów kauczuku syntetycznego łączy siły z Harwick Standard Distribution Corporation z siedzibą w Akron

Synthos S.A., (www.synthosgroup.com) jeden z największych europejskich producentów kauczuku syntetycznego ogłosił strategiczny sojusz handlowy z Harwick Standard Distribution Corporation z siedzibą w Ohio, USA na dystrybucję kauczuku butadienowo-styrenowego (SBR) i kauczuku butadienowego (BR) Synthos na obszarze Stanów Zjednoczonych i Kanady.

Wybór kluczowego partnera dla naszych kauczuków SBR w Ameryce Północnej stanowił bardzo ważną decyzję dla Synthos i przed wybraniem Harwick Standard Distribution przeprowadziliśmy szeroko zakrojone badania różnych dystrybutorów – stwierdził Sim Elman, Dyrektor Pionu Sprzedaży Kauczuków Syntetycznych Synthos. – Doskonała reputacja Harwick w branży kauczukowej oraz ich model dystrybucyjny idealnie odpowiada potrzebom Synthos.

Synthos jest największym europejskim producentem SBR, o zdolności produkcyjnej 280.000 ton na rok kauczuku butadienowo-styrenowego na bazie emulsji (E-SBR), posiadającym zakłady produkcyjne w Polsce i Republice Czeskiej.

Synthos posiada również zlokalizowaną w Czechach fabrykę kauczuku butadienowego na katalizatorze neodymowym o wydajności 80.000 ton oraz zakład produkcji kauczuku butadienowo-akrylonitrylowego (NBR) i kauczuku wysokostyrenowego (HSR) w Polsce.

Przedsiębiorstwo otworzy swój pierwszy zakład produkcji kauczuku styrenowo-butadienowego otrzymywanego metodą rozpuszczalnikową (S-SBR), o wydajności  90.000 ton rocznie. Instalacja jest aktualnie budowana w Oświęcimiu i będzie oddana do eksploatacji w 2015 r.

Przedsiębiorstwo jest znane na całym świecie z dostarczania najwyższej jakości zaawansowanych produktów technologicznych.

Harwick Standard (www.harwickstandard.com) ma za sobą ponad 80 lat realizacji usług dla sektora kauczukowego, termoplastów i innych dziedzin związanych z polimerami. Harwick Standard jest organizacją mającą siedzibę w Akron, Ohio. Przedsiębiorstwo posiada certyfikat ISO 9001, obsługuje ogólnokrajową sieć dystrybucji dostarczającą produkty pochodzące od ponad 30 renomowanych producentów. Harwick Standard szczyci się członkostwem w National Association of Chemical Distributors (NACD) [Krajowe Stowarzyszenie Dystrybutorów Chemicznych] i realizuje Proces Odpowiedzialnej Dystrybucji NACDSM.

Komentując porozumienie zawarte między obydwoma przedsiębiorstwami, Prezes Zarządu Synthos Tomasz Kalwat powiedział: Synthos przez długi czas rozpoznawał potencjał rozwoju na rynku USA i związał się z Harwick Standard w celu wprowadzania na rynek i dystrybucji pełnego portfela produktów Synthos: E-SBR, NdBR i S-SBR dla producentów nieoponiarskich i wybranych przedsiębiorstw oponiarskich. Widzimy Amerykę Północną jako niezwykle ważny rynek dla naszego rozwoju. Fakt, że jesteśmy pionowo zintegrowani z naszym zaopatrzeniem w monomery, pozwala zagwarantować nieprzerwane dostawy produktów dla naszych klientów. Synthos wykorzysta rozległą sieć magazynów Harwick Standard. Ponadto, rozmiary naszego przedsiębiorstwa pozwalają nam na budowanie zaufania i lojalności klientów oraz ugruntowanie naszej pozycji jako ogólnoświatowego strategicznego dostawcy polimerów.

Prezes Zarządu Harwick Standard, Ernie Pouttu powiedział: Harwick podchodzi z dużym entuzjazmem do partnerstwa z Synthos. Synthos jest znany na całym świecie jako lider produkcji najwyższej jakości wysokowartościowych  polimerów i w sposób naturalny odpowiada Harwick Standard. Zgodnie z naszą nazwą, wyznaczamy standard w branży poprzez nasz model dystrybucji, koncentrując się na naszych klientach w celu zapewnienia im najwyższej jakości produktów i wsparcia w możliwie jak najbardziej efektywny sposób. Nasze partnerstwo z Synthos pomoże nam w osiąganiu tego celu.

Stelmet tworzy nowe miejsca pracy – będzie zatrudniał ponad 1 100 osób

Stelmet, firma zajmująca się produkcją drewnianej architektury ogrodowej, zatrudni 60 wykwalifikowanych pracowników. Znajdą oni pracę w zakładach w Zielonej Górze, Jeleniowie i Lubięcinie. Dynamiczny rozwój firmy sprawia, że jest ona jednym z głównych pracodawców w województwie lubuskim. Stelmet wraz z nowo przyjętymi do pracy będzie zatrudniał ponad 1 100 osób.

Firma planuje zatrudnić wykwalifikowanych pracowników do obsługi obrabiarek, wielopił, formatówek oraz innych
urządzeń potrzebnych do produkcji asortymentu architektury ogrodowej.

– Największe szanse na zatrudnienie mają osoby, które pracowały w branży i mają wiedzę i umiejętności z zakresu obsługi, ustawiania parametrów nowoczesnych maszyn do obróbki drewna – komentuje Sławomir Jankowski, Dyrektor Personalny Stelmet.

Jednym z głównych powodów zwiększenia zatrudnienia jest wzrost popytu na architekturę ogrodową, której roczna produkcja sięga 100 mln euro, a 95 proc. trafia na eksport, głównie do Niemiec i Francji. Na rok 2014 prognozowany jest kolejny wzrost sprzedaży, co wiąże się między innymi z niedawno uruchomioną linią do produkcji i impregnacji elementów drewnianych w wielu kolorach. Do tej pory płoty, pergole czy altany były wykonywane jedynie w kolorach zielonym i brązowym. Do siedziby firmy trafiały sygnały, że ta paleta jest zbyt uboga, dlatego dostosują się do potrzeb klientów Stelmet poszerzył asortyment.

Stelmet to nie tylko architektura ogrodowa, ważnym filarem działalności firmy jest produkcja pelletu – ekologicznego paliwa wytwarzanego z odpadów drewnianych, spółka produkuję także energię elektryczną.
– Inwestycje w Stelmecie są niezmiernie istotne, spółka która wyrosła z rodzinnego kapitału dzięki innowacjom należy dziś do największych i najbardziej nowoczesnych w branży drzewnej w całej Europie – komentuje Przemysław Bieńkowski wiceprezes Stelmet sp. z o.o. S.K.A.

Piotr Królikowski nowym członkiem zarządu w Provident Polska

piotr krolikowskiPiotr Królikowski jest menedżerem, który posiada ponad 18. letnie doświadczenie w pracy dla liderów rynku finansowego. Ostatnio pełnił funkcje prezesa PTE Nordea, a wcześniej – wiceprezesa Banku BPH odpowiedzialnego za bankowość detaliczną. Był członkiem zarządu w Deutsche Bank PBC, gdzie od podstaw budował biznes Consumer Finance, a także – przez szereg lat – pracował w Banku Millennium. Tworzył w Polsce biznes Svenska Handelsbanken oraz odpowiadał za połączenie Banku Austria Creditanstalt z Powszechnym Bankiem Kredytowym. W bankach oraz towarzystwie emerytalnym zajmował się różnymi dziedzinami, był odpowiedzialny m.in. za wdrażanie strategii, dystrybucję, marketing, produkty, compliance, operacje i IT.

„W Providencie będę wraz z zespołem odpowiedzialny za zarządzanie i rozwój jednej z największych sieci sprzedaży bezpośredniej w Polsce, a także zapewnienie najwyższej jakość obsługi ponad 825 tysięcy klientów, którzy korzystają z usług firmy. Provident to obecnie niezwykle silna marka, która już osiągnęła bardzo wiele na rynku i jestem głęboko przekonany, że wciąż ma bardzo duży potencjał wzrostu i dotarcia do nowych grup klientów. ” – mówi Piotr Królikowski.

Piotr Królikowski ma 46 lat, jest absolwentem Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego i Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie. Studiował też na Albert Ludwigs Universität we Fryburgu (Niemcy) oraz ukończył Advanced Management Programme INSEAD w Fontainebleau (Francja). Jest żonaty i ma dwóch synów. Interesuje się kulturą śródziemnomorską, w szczególności Włoch, muzyką i sztuką baroku, a także psychologią biznesu, zwłaszcza ekonomią behawioralną.

ATM S.A. rozpoczyna budowę biurowca w ramach projektu Centrum Innowacji

W dniu 3 grudnia 2013 roku Spółka podpisała umowę na wybudowanie i wyposażenie nowego budynku biurowego. Sześciopiętrowy budynek o powierzchni całkowitej ponad 4300 m kw., z podziemnym i nadziemnym garażem, powstanie na terenie największego w Polsce kampusu telekomunikacyjnego w Warszawie, zlokalizowanego na warszawskim Grochowie blisko kluczowych ciągów komunikacyjnych miasta, z dogodnym dojazdem do obu warszawskich lotnisk. Atrakcyjny architektonicznie projekt i dobry współczynnik naświetlenia pomieszczeń biurowca pozwala na dowolną aranżację wnętrza biurowego w formie wydzielonych pokoi lub otwartej przestrzeni biurowej (tzw. open space).

Kampus CD ATMAN obejmuje jeden z największych w Polsce zespół budynków serwerowni o łącznej powierzchni 4300 m kw. (w trakcie rozbudowy do 10 000 m kw.) i dostępnej mocy zasilania 26 MW. Dzięki sąsiedztwu centrum danych i połączeniu z siecią światłowodową ATMAN budynek będzie miał zapewnione najwyższe bezpieczeństwo energetyczne, i niezawodną, szerokopasmową łączność do wielu operatorów telekomunikacyjnych. Podobnie jak w centrach danych, w budynku biurowym będzie można również wydzielić strefy kontrolowanego dostępu.

Bliskość CD ATMAN i wyjątkowa infrastruktura techniczna i telekomunikacyjna powodują, że nowy budynek powinien być szczególnie atrakcyjnym miejscem dla organizacji opierających swój biznes na nowoczesnej technologii informacyjnej — takich jak centra usług IT, dostawcy usług cloud computing, działy IT i centra rozwojowe dużych firm, start-upy technologiczne. Przestrzenie biurowe wraz z zapleczem technicznym będą mogły zostać też wykorzystane do tworzenia Zapasowych Centrów Operacyjnych (Disaster Recovery Centers/Offices) w ramach zapewnienia ciągłości działania (BCP — Business Continuity Procedures) dla dużych organizacji.

Budynek biurowy jest częścią projektu Centrum Innowacji ATM, wspartego dofinansowaniem ze środków publicznych w ramach działania 4.5 Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka 2007–2013. Oddanie obiektu do użytku planowane jest na IV kwartał 2014 r.

Podsumowanie 2013 r. w branży budowlanej

Ostatnie lata, w tym rok 2013, nie były najpomyślniejszym okresem dla rynku budowlanego w ogóle. Wciąż mocno odczuwalne są długofalowe skutki światowego kryzysu gospodarczego. Jednak są sektory branży, które z kłopotów wychodzą szybciej: jednym z nich jest nowoczesna automatyka.

Trzeba powiedzieć, że rok 2013 był dla producentów automatyki dość korzystny. Pomimo powszechnej depresji branży budowlanej w kraju i na świecie, niektórzy gracze obecni na polskim rynku zanotowali wzrost sprzedaży w stosunku do roku ubiegłego. Co spowodowało taki stan rzeczy? Z pewnością nie były to korzystne warunki atmosferyczne. Mroźna i przede wszystkim długa zima spowodowała nienajlepsze wyniki branży w pierwszym kwartale. Dzięki rosnącej świadomości inwestorów na temat rozwiązań przyszłościowych i ogólnej poprawie rynkowych nastrojów, dla wielu trend zaczął się odwracać. W końcu nie sztuką jest zarabiać w okresie prosperity, sztuką jest zarabiać wtedy, gdy inni tracą.

Przekuć minus na plus

Jakie produkty cieszyły się największym zainteresowaniem? – W naszym przypadku doskonale sprzedawały się m.in. nowatorskie systemy parkingowe. Zaobserwowaliśmy dwukrotnie wyższe wyniki sprzedaży w porównaniu do roku poprzedniego i w tym też sektorze upatrujemy świetnych perspektyw na rok następny – przyznaje Piotr Wiśniewski, dyrektor generalny FAAC Polska. Pomimo mniejszej, niż sprzed roku 2008 ilości inwestycji, polska branża budowlana zdaje się pomału wychodzić z zapaści gospodarczej. Z jednej strony spadki są coraz mniejsze, z drugiej – budujemy coraz inteligentniej i w zgodzie z zachodnimi trendami. – Nowo powstające osiedla mieszkaniowe, biura czy hotele niemal zawsze wyposaża się w system kontroli dostępu (bezpłatnego lub płatnego). Począwszy od prostego szlabanu otwieranego za pomocą pilota, przez zastosowanie bardziej estetycznych (pod względem architektonicznym) słupków hydraulicznych czy sytemów automatycznej kontroli dostępu przy użyciu kart zbliżeniowych, kończąc na płatnych systemach parkingowych. Należy zwrócić uwagę, że w miastach konsekwentnie zwiększa się ilość samochodów i ubywa bezpłatnej przestrzeni do parkowania. Powoduje to u mieszkańców i włodarzy posesji komercyjnych potrzebę tworzenia prywatnych, odgrodzonych od osób niepożądanych miejsc, w których można zaparkować samochód i chęć, gdziekolwiek jest to możliwe, sięgania do kieszeni kierowców – wyjaśnia Piotr Wiśniewski.

Automatyka na czasie

Czołowi producenci prześcigają się obecnie w propozycjach udogodnień technologicznych. Wpisuje się to niejako w trend domów inteligentnych, gdzie pewne czynności przejmują od nas mechanizmy elektroniczne. I tak, tradycyjne piloty, które przez lata stanowiły jedyne akcesorium do otwierania bram, na bieżąco doczekują się kolejnych usprawnień oraz alternatyw. Przykładem są klawiatury radiowe, które otworzą nam podwoje po wpisaniu odpowiedniego kodu, czy karty dostępu znajdujące zastosowanie w zakładach produkcyjnych i na prywatnych osiedlach. Coraz większym zainteresowaniem cieszą się nowe funkcje, gdzie dostęp do obiektu możemy uzyskać przy pomocy specjalnej centrali sterującej systemem dostępu (automat do bramy, szlaban, słupek itp.), współpracującej z aplikacją na smartfona, systemy fotokomórek reagujące np. na cofnięcie samochodu oraz napędy zapamiętujące maksymalne wychylenie skrzydeł bramy.

Branża automatyki stoi nieco w opozycji do ogólnej kondycji rynku budowlanego. Trendy mieszkaniowe, zmiany zachodzące w przestrzeniach urbanistycznych, stałe podnoszenie jakości swych produktów przez markowych producentów oraz coraz większa otwartość użytkowników na zmiany i nowinki technologiczne każą spoglądać na przyszłość tego sektora z umiarkowanym optymizmem – podsumowuje kondycję branży Piotr Wiśniewski.

Koniec z kredytami hipotecznymi bez własnego udziału finansowego

Od 2014 roku zacznie obowiązywać wymóg przynajmniej 5% wkładu własnego. Tym samym osoby bez oszczędności nie będą już mogły uzyskać kredytu hipotecznego. Rekomendacja S, która wprowadza zmiany, zabrania też udzielania kredytów hipotecznych na okres dłuższy niż 35 lat.

Marzenia o własnym domu – bez względu na to, czy chodzi o mieszkanie w bloku, czy dom z ogródkiem – od nowego roku będzie niektórym osobom trudniej ziścić. Od stycznia 2014 roku nowa Rekomendacja S wprowadza bowiem wymóg posiadania 5% wkładu własnego.

Mimo to – jak zapewnia ekspert z Grupy mBank, Jakub Królikowski – „popyt nie powinien spaść, ponieważ większość kredytobiorców, mimo braku możliwości kredytowania w 100%, posiada wkład własny. Statystyki pokazują, że średni poziom LtV kredytu to jest około 80%, co oznacza, że średnio nasi klienci mają 20% wkładu własnego. Jeżeli ktoś nie posiada wkładu własnego, a będzie spełniał kryteria programu Mieszkanie dla Młodych, będzie mógł środki na wkład własny pozyskać z tego programu.”

Jeśli jednak nie wpisujemy się w kryteria Mieszkania dla Młodych, Komisja Nadzoru Finansowego zezwala na uznanie za wkład własny wartości gruntu, na którym ma być posadowiony budynek stanowiący przedmiot kredytowania. Według nowych przepisów do lamusa przechodzą również kredyty hipoteczne z długoterminowym okresem kredytowania. W myśl Rekomendacji S, kredyt hipoteczny będzie można zaciągnąć na maksymalnie 35 lat.

Jednym z ważnych elementów wymaganych przez bank przy udzielaniu kredytu hipotecznego jest ubezpieczenie kredytowanej nieruchomości. Jak podkreśla Agata Grygorowicz, Dyrektor ds. Sprzedaży Bancassurance w Proama „Jednym z zabezpieczeń kredytu hipotecznego jest cesja z praw polisy dotyczącej ubezpieczenia nieruchomości. Co roku klienci banku muszą w odpowiednim czasie odnowić ubezpieczenie i dostarczyć cesję. […]Na rynku dostępne są rozwiązania z dłuższym okresem ubezpieczenia np. trzyletnim.”

Wymagany przez bank zakres ubezpieczenia to zazwyczaj ubezpieczenie murów od ognia i innych zdarzeń losowych. Często jednak potrzebujemy też ubezpieczenia ruchomości domowych oraz elementów stałych. W takiej sytuacji warto rozważyć zawarcie dwóch oddzielnych umów ubezpieczenia – radzi Agata Grygorowicz.

Finansowanie w ramach programu Horyzont 2020 4,5 mld dla firm w 2014 roku

Tylko w roku 2014 przewidziano 4,5 mld EUR na projekty badawcze w ramach programu Horyzont 2020, podczas gdy cały budżet programu wynosi niemal 80 mld EUR. Najwięcej bo 700 mln EUR, przeznaczono w 2014 r. na technologie informacyjne i komunikacyjne, a na inwestycje w bezpieczną i czystą energię oraz zdrowie, zmiany demograficzne i dobrostan po 600 mln EUR.

„Obecnie przedsiębiorcy mogą ubiegać się o dofinansowanie z aż 64 konkursów, z których pierwsze będą zamykane już wiosną 2014 r. Warto zwrócić uwagę, że w programie Horyzont 2020 Komisja po raz pierwszy bardzo dokładnie określiła poszczególne tematy pod kątem merytorycznym i sprecyzowała czego powinien dotyczyć projekt badawczy oraz jakie przynieść rezultaty. A to w praktyce oznacza, że wnioski aplikacyjne będą musiały dokładnie odpowiadać na przedstawione oczekiwania, bez możliwości dodawania działań wynikających z własnych potrzeb, a wykraczających poza dany temat badawczy” – wyjaśnia Beata Tylman, dyrektor w zespole ds. pomocy publicznej PwC.

Komisja Europejska jeszcze nigdy nie wyasygnowała tak dużej sumy na poczet jednego programu badawczego, jednak wraz z wysokością środków skomplikowała się także jego struktura. „ Aby ułatwić przedsiębiorcom poruszanie się po konkursach dostępnych w ramach Horyzontu 2020, przygotowaliśmy jako PwC specjalną mapę ilustrującą poszczególne programy i podprogramy oraz ich miejsce na osi czasu” – podkreśla Beata Tylman z PwC.

Horyzont 2020 opiera się na trzech tzw. Filarach, które z kolei dzielą się na Programy i Podprogramy, calle (konkursy) i tematy.

Za priorytetowe w zakresie B+R Komisja Europejska uznała:
– Doskonała baza naukowa, czyli dofinansowanie najlepszych badaczy jako FILAR 1
– Wiodąca pozycja w przemyśle, czyli ugruntowanie europejskiej pozycji w innowacyjnych branżach jako FILAR 2
– Wyzwania społeczne, czyli wsparcie projektów odpowiadających na istotne dla społeczeństwa kwestie jako FILAR 3

„Najbardziej obiecujący z perspektywy firm jest drugi i trzeci filar, który jest skierowany bezpośrednio na dofinansowanie projektów przedsiębiorców. W przypadku Horyzontu 2020 wyjątkowo istotnym czynnikiem sukcesu jest selekcja tych tematów, które najlepiej odpowiadają planowanym projektom. Przy takiej precyzji ze strony Komisji w określeniu zakresów tematycznych, może okazać się, że w momencie wyboru złego konkursu projekt nie otrzymuje dofinansowania, a konkursy do których mógł zostać pozytywnie zakwalifikowany, już są zamknięte” – wyjaśnia Beata Tylman.

W ramach Horyzontu 2020 przewidziano szereg uproszczeń w porównaniu z dotychczasowymi programami KE. „W ramach Horyzontu 2020 wszystkie czynności odbywać się będą drogą elektroniczną, łącznie z podpisaniem umowy oraz częścią sprawozdawczą projektu. Ponadto skróceniu ulegnie czas podpisywania umów do około 8 miesięcy licząc od zgłoszenia wniosku do konkursu, co w praktyce oznacza dla przedsiębiorstw szybszy dostęp do środków” – podkreśla Beata Tylman, dyrektor PwC. W ramach Horyzontu 2020 przewidziano także spójne zasady niezależnie od konkursów (np. sposób rozliczania kosztów pośrednich i bezpośrednich) oraz mniejszą liczbę kontroli i audytów finansowych w projektach.

Nowością w ramach programu Horyzont 2020 jest specjalny instrument – funkcjonujący poza regularnymi konkursami – przeznaczony dla małych i średnich firm. Zakłada on, że przedsiębiorcy mogą składać aplikacje indywidualnie tj. bez tworzenia konsorcjów z przynajmniej 3 niezależnych podmiotów z różnych krajów wymaganych w pozostałych konkursach w ramach Horyzontu 2020.

„Dla wielu firm instrument ten może okazać się bardziej atrakcyjny niż granty dotychczas dostępne w Polsce. Gwarantowany poziom dotacji na etap badań określony został na poziomie 70%, instrument zawiera także wiele ciekawych tematów, w tym dedykowany branży IT. Do pozytywów należy także zaliczyć fakt, że Horyzont 2020 uwzględnia różne fazy trwania projektu – od studium wykonalności, poprzez opracowanie pomysłu, aż do jego wdrożenia na rynek. Bardzo ciekawe jest uwzględnienie coauchingu i mentoringu, które może być szansą dla innowacyjnych i rozwijających się firm” – mówi Beata Tylman.

Ocena projektów w ramach Horyzont 20202 dokonywana będzie na bazie tylko 3 kryteriów merytorycznych, w porównaniu do innych programów badawczych dostępnych w Polsce, to wielokrotnie mniej. Dla każdego z kryteriów przewidziano po 5 punktów: doskonałość (przełomowy charakter prac, rozwiązanie problemu, podejście interdyscyplinarne), wpływ (opis przewidywanych skutków działania, zwiększenie konkurencyjności przedsiębiorstw poprzez innowacje, skuteczność proponowanych środków komunikacji, rozpowszechnianie i wykorzystanie wyników projektu), jakość i efektywność wdrożenia (spójność i skuteczność planu pracy, kompetencje wnioskodawcy/ców, struktury i procedury zarządzania).

W Horyzont 2020 zastosowano także bardzo ciekawe podejście do kwalifikowanych działań w ramach projektu (tzw. actions) i związanych z nimi poziomów gotowości technologii – Technology Readiness Levels (TRL). Rodzaje projektów podzielono na dwa główne typy (w zakresie 2 i 3 filaru, pod kątem projektów dla przedsiębiorców) tj. działania badawcze i innowacyjne – dofinansowanie 100%. Są to projekty badawcze, które tylko w uzasadnionych przypadkach zawierają fazę demonstracji lub pilotażu. Zazwyczaj utożsamia się ten typ z poziomami gotowości technologii do maksymalnie poziomu 6 (skala TRL ma 9 poziomów). Drugi typ to działania innowacyjne – 70% dofinansowania – projekty zazwyczaj zaczynające się od poziomu TRL 5, czyli po testach laboratoryjnych mające na celu demonstrację rozwiązań i doprowadzenie do rozwiązania gotowego do wprowadzenia na rynek. Niektóre tematy badawcze zawierają w swoich opisach wprost oczekiwanie jaki poziom TRL ma być na początku, a jaki na końcu projektu. „Przedsiębiorcy, nawet prowadzący projekty badawczo – rozwojowe, nie zawsze biegle orientują się w poziomach gotowości technologii. Będzie to na pewno zagadnienie, które będzie wymagało zdobycia dodatkowej wiedzy. Wiedza ta przyda się nie tylko w ramach Horyzontu 2020, ale także w polskich programach badawczych, gdzie nomenklatura TRL jest coraz częściej wykorzystywana np. w ramach kryteriów oceny merytorycznej” – mówi Beata Tylman z PwC.

Głównym źródłem informacji oraz miejscem, gdzie będzie się składało wyłącznie elektroniczną aplikację jest tzw. Participant Portal dostępny pod adresem http://ec.europa.eu/research/participants/portal.

Informacje o PwC
PwC to firma działająca w 158 krajach, zatrudniająca ponad 180 tysięcy osób. Dzięki takiej różnorodności doświadczeń i szerokiej bazie wiedzy, jesteśmy w stanie pomóc naszym klientom sprostać wszelkim wyzwaniom biznesowym. Dostarczamy wysokiej jakości rozwiązania odpowiadające na problemy naszych klientów z zakresu prawno-podatkowego, biznesowego i audytorskiego. Zapraszamy do odwiedzenia naszej strony: www.pwc.pl.

KGHM nadal w Respect Index

0

KGHM Polska Miedź S.A. potwierdziła swoje miejsce w elitarnym gronie najbardziej atrakcyjnych i odpowiedzialnych społecznie spółek Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

Ministerstwo Finansów wprowadza ułatwienia dla podatników

CEO Magazyn Polska

Pod obrady Komitetu Stałego Rady Ministrów trafi dziś projekt zmian w Ordynacji podatkowej. Ministerstwo Finansów proponuje m.in. ustalenie pełnomocnictw ogólnych oraz inne ułatwienia dla podatników. 

 Sfinalizowaliśmy prace nad zmianami w Ordynacji podatkowej. Chcemy je wprowadzić po to, żeby ułatwić życie podatnikom, ale też chcemy stworzyć sobie możliwość lepszego przeciwdziałania przestępstwom podatkowym – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Janusz Cichoń, wiceminister finansów.

Najważniejszą zmianą proponowaną przez resort jest wprowadzenie pełnomocnictw ogólnych w procedurach podatkowych. Dzięki tej modyfikacji prawa podatnicy nie będą musieli już ustalać pełnomocnictwa dla każdej sprawy w urzędzie skarbowym. Będzie możliwe elektroniczne złożenie jednego pełnomocnictwa, które na dodatek nie będzie podlegać opłacie skarbowej. Nadal możliwe będzie składanie pełnomocnictw szczególnych, zarówno w formie elektronicznej, jak i papierowej.

Pozostałe zmiany dotyczą m.in. unowocześnienia zasad doręczania korespondencji oraz nieodpłatnego dostępu do Rejestru Zastawów Skarbowych na ruchomościach.

 – Wprowadzamy także klauzulę przeciwko unikaniu opodatkowania. To jest rozwiązanie zorientowane na duże korporacje, głównie międzynarodowe, które stosują sztuczki prawne, czyli pewne konstrukcje prawne, z założenia prowadzące do obniżenia zobowiązań podatkowych – zaznacza Cichoń.

Powołana zostanie niezależna Rada ds. Unikania Opodatkowania, a ministerstwo będzie wydawać tzw. opinie zabezpieczające, w których znajdą się wyjaśnienia dotyczące tego, co jest dopuszczalne, a co stanowi unikanie opodatkowania.

By poprawić skuteczność walki z szarą strefą, urzędy skarbowe otrzymają także nowe uprawnienia dotyczące dostępu do informacji bankowych.

 – To w gruncie rzeczy zrównanie uprawnień naszych organów podatkowych z uprawnieniami, jakie posiadają dzisiaj organy podatkowe zagraniczne, które mają dość szeroki dostęp w oparciu o umowy międzynarodowe, które zawieramy po to, aby unikać podwójnego opodatkowania – podkreśla Cichoń.

Urzędy skarbowe nadal będą mogły zwrócić się do banków jedynie w toku postępowania podatkowego oraz wtedy, gdy nie uda się uzyskać potrzebnych informacji bezpośrednio od podatnika.

Cichoń przewiduje, że proces uzgodnień międzyresortowych oraz konsultacje społeczne potrwają co najmniej miesiąc. Na razie gotowy jest jedynie projekt założeń – na napisanie ustawy potrzebnych będzie kolejnych kilka miesięcy. Zmiany mogą wejść w życie od 1 stycznia 2015 r. Ministerstwo chciałoby wprowadzić część nowych przepisów wcześniej, ale to zależy od przebiegu konsultacji i prac w parlamencie.

Górnicze spółki straciły miliony przez zmowę cenową dostawców produktów chemicznych dla kopalni

Ponad 18 mln złotych kary zapłacą łącznie trzy firmy za nielegalne porozumienie dotyczące dostaw produktów chemicznych dla górnictwa. W jego wyniku kopalnie mogły stracić nawet 200 mln zł, bo ceny były dwukrotnie zawyżone. UOKiK nałożył karę na zbliżonym do maksymalnego możliwego poziomie.

 – Mamy do czynienia z trzema głównymi graczami na tym rynku, którzy przez co najmniej pięć lat wspólnie ustalali, która ze spółek którą dużą kopalnię będzie obsługiwać. Jest tutaj również formuła zmowy przetargowej, ponieważ przed dużymi przetargami przedstawiciele firm spotykali się i ustalali, kto wygra ten przetarg i za jaką cenę – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Małgorzata Krasnodębska-Tomkiel, prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

W porozumieniu brały udział firmy Minova Ekochem, A. Weber oraz Schaum-Chemie Mikołów. Najwyższą karę zapłaci pierwsza z nich – ponad 13 mln zł. Kara dotyczy ustawionych postępowań na dostawę klejów poliuretanowych oraz pianek fenolowych i mocznikowych. Dostawcy stosowali nielegalne praktyki co najmniej od 2005 r.

Spółkom przysługuje jeszcze odwołanie do sądu. Zgodnie z prawem UOKiK może nałożyć maksymalną karę za nielegalne praktyki monopolistyczne w wysokości do 10 proc. przychodu danej spółki.

 – Biorąc pod uwagę przychody tych firm, jest to raczej górna strefa. Nie możemy podać dokładnie, jaki to jest procent, w związku z tym, że przedsiębiorcy mają prawo zastrzec swoje przychody jako tajemnicę. Ale mogę zapewnić z całą pewnością, że są to kary bardzo wysokie – podkreśla Krasnodębska-Tomkiel.

Jak zaznacza Maciej Fragsztajn, dyrektor delegatury UOKiK w Katowicach, ucierpiały przede wszystkim Kompania Węglowa, Katowicki Holding Węglowy, Jastrzębska Spółka Węglowa i Lubelski Węgiel Bogdanka. W wyniku nielegalnego działania trzech dostawców kopalnie mogły stracić nawet do 200 mln zł. Ceny produktów w wyniku zmowy mogły być nawet dwukrotnie zawyżone. Jak przypomina Krasnodębska-Tomkiel, porozumienie przedsiębiorców zakończyło się w 2010 r. Niemal natychmiast doprowadziło to do spadku cen o połowę, pomimo tego, że koszty spółek rosły.

W ocenie prezes UOKiK zawyżone ceny są bezpośrednim skutkiem porozumienia dostawców. Kara nałożona przez UOKiK to jednak nie koniec problemów prawnych tych przedsiębiorców. Ich pracownikom grozi też odpowiedzialność karna. W prokuraturze toczy się już postępowanie.

 – Zmowy przetargowe są praktykami monopolistycznymi, które jako jedyne w naszym krajowym porządku prawnym są również ścigane przez prawo karne. Trzeba jednak pamiętać o tym, że w postępowaniu prowadzonym przez urząd kara nakładana jest na firmę. Natomiast w postępowaniu prokuratorskim, później ewentualny wyrok sądowy, to są kary nakładane na osoby fizyczne – mówi prezes UOKiK.

M. Gronicki: rynek pożyczek pozabankowych powinny regulować reguły ostrożnościowe

Regulacje rynku pożyczek pozabankowych nie powinny mieć charakteru konkretnych nakazów czy zakazów, a raczej reguł ostrożnościowych – uważa ekonomista Mirosław Gronicki. Chodzi o to, by firmy pożyczkowe dokładnie sprawdzały sytuację finansową i historię kredytową nowego klienta, a pożyczkobiorcy zapoznawali się ze wszystkimi dostępnymi informacjami o produkcie, z którego chcą skorzystać.

Ministerstwo Finansów po kilku tygodniach konsultacji społecznych przygotowało nowy projekt założeń w sprawie regulacji rynku pożyczkowego. Zaproponowało m.in. utworzenie rejestru firm pożyczkowych w resorcie gospodarki oraz podniesienie wymagań kapitałowych i prawnych dla podmiotów działających na tym rynku.

Według Mirosława Gronickiego, regulacje rynku powinny pójść przede wszystkim w kierunku ustalenia ładu prawnego i reguł funkcjonowania

 – Uważam, że powinniśmy odejść od szczegółowego ustalania, co dana jednostka gospodarcza powinna robić. Powinniśmy mieć na tyle ogólne reguły prawne, które funkcjonowałyby w sytuacji, kiedy dana jednostka gospodarcza postępuje niewłaściwie. W żadnym wypadku regulacje nie powinny definiować cen, czyli kosztów uzyskania danej pożyczki, wysokości udzielanej pożyczki, czy też innych zakazów i nakazów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mirosław Gronicki, ekonomista i były szef resortu finansów.

Zgodnie z najnowszą propozycją resortu, maksymalny koszt pożyczki nie będzie mógł przekroczyć 50 proc. kwoty udzielonej pożyczki.

Eksperci podkreślają, że nałożenie limitów kosztów, może spowodować likwidację części firm pożyczkowych i zmusić wielu Polaków do pożyczania pieniędzy w szarej strefie. Jednak ministerstwo argumentuje, że w ten sposób uchroni wielu kredytobiorców przed wpadnięciem w spiralę zadłużeń. Ekonomista podkreśla, że to nie jest zadanie państwa.

Jeżeli ktoś czuje się niedoinformowany, to szuka innych sposobów znalezienia informacji – wyjaśnia Mirosław Gronicki. – Jeżeli ktoś podejmuje decyzje o pożyczeniu pieniędzy bez żadnej dodatkowej informacji o produkcie, jego realnych kosztach, to sam popełnia błąd, więc trudno, żeby państwo brało w ochronę ludzi, którzy sami o siebie nie dbają.

Jego zdaniem w kwestii przepisów rynek potrzebuje tzw. reguł ostrożnościowych.

 – Przykładowo, nie można udzielać pożyczki komuś, kto nie wykazuje żadnego dochodu, czyli co do którego wiadomo, że może popaść w tzw. dziurę zadłużeniową i może mieć kłopot – tłumaczy ekonomista.

Resort finansów proponuje również, by wszyscy kredytodawcy – zarówno banki, jak i firmy z sektora pożyczkowego – miały na zasadzie wzajemności dostęp do baz danych, czyli Biura Informacji Kredytowej.

Wśród prezentów dla pracowników przeważają bony. Tradycją są też firmowe Wigilie

CEO Magazyn Polska

65 proc. pracodawców organizuje spotkania wigilijne dla pracowników. Większość wybiera do tego siedzibę firmy, rzadziej Wigilię organizują w restauracjach czy klubach. W prezencie najczęściej pracownicy otrzymują bony lub kosze podarunkowe. Przedświąteczne zwyczaje w firmach to nie tylko sposób na budowanie relacji między pracownikami, ale również wizerunku firmy jako dobrego pracodawcy.

Z badania firmy Randstad i TNS OBOP wynika, że 72 proc. ma dla swoich pracowników jakieś atrakcje świąteczne. 

 – Organizowanie spotkań wigilijnych w biurach stało się już tradycją. Nawet podczas kryzysu nie rezygnowano z tego typu przyjęć, najwyżej ograniczano budżety – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Bucki, ekspert z Wyższej Szkoły Bankowej w Gdyni. 

Jak wynika z danych UCMS Group Poland, 65 proc. pracodawców deklaruje, że zamierza w tym roku, i robi to regularnie, zorganizować przedświąteczne spotkanie z pracownikami. Formy takiego wydarzenia mogą być różne – począwszy od poczęstunku w siedzibie firmy, skończywszy na zajęciach integracyjnych, dużych imprezach w klubach czy wspólnych wyjazdach.

 – Często firmy organizują różnego typu akcje, których nikt się nie spodziewa – mówi Bucki. – Jest to szczególnie popularne w branży kreatywnej. Mogą to być np. wspólne wyjazdy, chociaż nie zawsze spotykają się z dużym zainteresowaniem, gdyż każdy jest zajęty własnymi przygotowaniami.

Według eksperta, organizowanie przez pracodawcę przedświątecznych spotkań to nie tylko tradycja, ale również budowanie dobrych relacji między pracownikami i z pracownikami, a co za tym idzie, również budowanie własnego wizerunku jako przyjaznej firmy.

 – Mamy do czynienia z tzw. employer branding, czyli budowaniem własnego wizerunku na podstawie relacji z obecnymi pracownikami po to, żeby dobrze pozycjonować się na rynku jako dobry pracodawca – wyjaśnia Piotr Bucki.

Dla części pracodawców alternatywą dla wigilijnego spotkania będą prezenty. Blisko co trzecia badana przez Randstad i TNS OBOP firma ufunduje pracownikom bony podarunkowe, co czwarta – premie okolicznościowe. 22 proc. deklaruje, że będą to mniejsze lub większe upominki dla pracownika lub jego rodziny.

Wybór prezentów dla partnerów biznesowych zależy od tego, w jakiej branży firma działa i jakie są relacje business to business.

 – Najczęściej są to prezenty eleganckie: biurowe zestawy, pióra, czasami albumy, książki. To rzeczy bardzo bezpieczne, ponieważ raczej nie mogą ani urazić, ani spowodować dyskomfortu osoby obdarowanej – podkreśla Piotr Bucki. – Absolutnie odpadają prezenty związane z modą, odzieżą, gdyż łatwo nie trafić w czyjś gust. Na pewno nie powinny to być bony, podobnie kosze podarunkowe z produktami spożywczymi – mogą być uznane za coś wyświechtanego, za pójście po linii najmniejszego oporu.

Internauci coraz częściej kupują na raty. Niektóre e-sklepy notują co miesiąc 30-proc. wzrost zainteresowania płatnościami ratalnymi

CEO Magazyn Polska

Rośnie liczba Polaków płacących w ratach za zakupy w internecie. Coraz wyższa jest też średnia wartość takich transakcji. W systemie PayU wynosi ona pomiędzy 1200 a 1500 zł, a 30 proc. transakcji przekracza 2000 zł. Przed świętami spodziewane jest wzmożone zainteresowanie płatnościami ratalnymi online. 

 – Po wakacjach systematycznie odnotowujemy wzrosty na platformach, które badamy. Przykładowo jeden ze współpracujących z PayU marketów, Agito.pl, w październiku odnotował ponad 30-proc. wzrost sprzedaży na raty względem września. Myślę, że przed świętami ta tendencja się utrzyma – mówi Monika Radaszewska, Product Manager w PayU.

Z rat online korzystają raczej młodsi klienci – przeciętny wiek biorącego raty to 35 lat, ale najstarszy internauta miał 80 lat. Monika Radaszewska podkreśla, że ponad 20 proc. użytkowników decyduje się na ponowny zakup w internecie na raty. Jej zdaniem, wpływa na to m.in. fakt, że proces zakupu jest krótki i nieskomplikowany. Trwa kilkanaście minut i nie wymaga żadnych dokumentów, ani podpisywania papierowej umowy, wszystko można załatwić online.

Dlatego też, według Moniki Radaszewskiej, popularność tej formy płatności będzie systematycznie rosła. PayU zapowiada wprowadzenie kolejnych ułatwień dla internautów.

 – Dla wybranej grupy użytkowników będzie możliwość podstawienia automatycznie wszystkich danych wymaganych we wniosku kredytowym. Dzięki temu wypełnienie wniosku będzie możliwe nawet jednym kliknięciem. Kolejną funkcjonalnością dla wybranej grupy użytkowników Allegro, z najlepszą historią, najlepszymi komentarzami, jest możliwość otrzymania limitu kredytowego ważnego 60 dni, w ramach którego bez weryfikowania dochodów użytkownik ma pewność, że zostanie mu przyznana pożyczka – zapowiada Monika Radaszewska.

Większość osób korzystających z systemu płatności ratalnych PayU to mężczyźni. Stanowią oni aż 70 proc. użytkowników. Najczęściej kupowanymi w ten sposób produktami są telefony, laptopy, części samochodowe, rowery i meble. Na szóstym miejscu znalazło się damskie obuwie.

 – Zakupy na raty pozwalają na zakup droższych i być może lepszej jakości produktów, na które internauta nie mógłby sobie pozwolić, gdyby musiał zapłacić gotówką bądź inną metodą płatności. To powoduje wzrost średniej wartości transakcji ratalnej. Najwięcej transakcji, ponad 35 proc. opiewa na kwoty powyżej 1000 zł, a 30 proc. stanowią transakcje powyżej 2000 zł – mówi agencji informacyjnej Newseria Monika Radaszewska.

Maksymalna wartość zakupów, jakie można wziąć na raty PayU to 20 tys. zł.

PayU SA jest dostawcą kompleksowych rozwiązań w zakresie płatności internetowych. Spółka prowadzi system autoryzacji i rozliczeń płatności, a jej działalność w tym zakresie jest nadzorowana przez Prezesa Narodowego banku Polskiego. W ubiegłym roku, po uzyskaniu zgody KNF-u, rozpoczęła także działalność jako instytucja płatnicza. PayU jako pierwsza firma w Polsce umożliwiła w czerwcu 2012 r. płatność za zakupy na raty przyznawane całkowicie online – bez podpisywania papierowej umowy i dostarczania zaświadczeń o dochodach z miejsca zatrudnienia. Z tej formy płatności można już korzystać w ponad 6 tysiącach e-sklepów współpracujących z PayU oraz na platformie handlowej Allegro. PayU należy do międzynarodowego koncernu Naspers, podobnie jak serwis Allegro.

Joanna Przetakiewicz: Polaków stać na luksus

CEO Magazyn Polska

Joanna Przetakiewicz, właścicielka i dyrektor kreatywna marki La Mania, uważa, że produkty luksusowe stają się coraz bardziej dostępne dla polskich klientów. Polacy częściej mogą sobie pozwolić na wydawanie pieniędzy na przyjemności i zwracają większą uwagę na jakość kupowanych produktów.

Joanna Przetakiewicz podkreśla, że luksus to nie tylko jachty i sportowe samochody, które na całym świecie dostępne są tylko dla garstki klientów. Produkty luksusowe to także dobre kosmetyki i ubrania, na które może sobie pozwolić coraz więcej osób.  

– Moim założeniem, od momentu powstania firmy, było stworzenie marki luksusowej, ale jednak dostępnej. Takiej, która będzie mogła bez żadnych kompleksów konkurować z markami z krajów zachodnich, a jednocześnie będzie spełniała oczekiwania Polek – powiedziała agencji informacyjnej Newseria Joanna Przetakiewicz.

Wspominając swoje początki w branży, Joanna Przetakiewicz sięgnęła do czasów, kiedy jej firma zatrudniała zaledwie garstkę pracowników i jej właścicielka uczyła się wyłącznie na własnych błędach. Nie istniały wówczas inne butiki o podobnym profilu, niedostępne były również dane, na podstawie których można było szybko i sprawnie stworzyć biznesplan.

 – Pamiętam jak na samym początku, nie mając jeszcze doświadczenia, wyprodukowałam pierwszą kolekcję do butiku La Manii. Otworzyliśmy butik pod koniec września, a do końca listopada prawie cała kolekcja została wyprzedana. Menadżer butiku stwierdził, że to katastrofa, sprzedaliśmy prawie wszystko i co teraz? Zostaliśmy bez towaru w najlepszym momencie sprzedażowym, czyli w okresie przedświątecznym. Byłam przerażona, bo nie wiedziałam, co zrobić dalej. W związku z tym musiałam błagać fabryki, które dla nas produkowały kolekcję, żeby wyprodukowały chociaż kilka dodatkowych modeli, co wcale nie było takie łatwe – wspomina Przetakiewicz.

Założona w 2010 roku La Mania szybko stała się rozpoznawalną i szanowaną na rynku marką. Honorowym ojcem chrzestnym firmy jest projektant Karl Lagerfeld, autorytet w świecie mody.

Przygotowania do świąt stresują co czwartego Polaka

Przygotowania do świąt <a title=stresują co czwartego Polaka" title="Przygotowania do świąt stresują co czwartego Polaka" />

stresu.png” alt=”CEO Magazyn Polska” />

Aż 25 procent Polaków stresuje się przygotowaniami do świąt i zakupem prezentów. Wybierają więc najprostsze rozwiązania. Jak pokazują badania, Polacy przy wyborze świątecznych prezentów nie wykazują się zbyt dużą wyobraźnią i kreatywnością. Co więcej, niemal każdego roku stawiają na takie same upominki.

 – 84 proc. Polaków kupi prezenty dla siebie, dla najbliższych, dla rodziny. 44 proc. z nas wybierze perfumy, a 37 proc. innego rodzaju kosmetyki – mówi agencji informacyjnej Newseria Elżbieta Plichta z perfumerii Douglas.

Najczęściej wynika to z tego, że zakupy i przedświąteczne przygotowania zostawiamy na ostatnią chwilę. Prezenty kupowane są więc w pośpiechu i bez zastanowienia.

 – Aż 25 proc. Polaków powiedziało nam, że dla nich święta to przede wszystkim stres i nerwy. To bardzo ciekawe, dlatego że cała branża handlowa robi wszystko, żeby ten czas umilić, żeby był jak najbardziej przyjemny i bezstresowy – mówi Elżbieta Plichta.

Dlatego w tym czasie ważne jest, by sklepy oprócz szerokiego asortymentu gwarantowały klientowi także komfort, by nie musiał robić zakupów w pośpiechu, tylko mógł liczyć na zrozumienie i fachową pomoc. Dobrze też przygotować sobie wcześniej listę rzeczy, które będą nam potrzebne.

 – Myślę, że dobrze wybrać się do takiego sklepu, który proponuje bezpłatne doradztwo, fachową radę konsultantów, sprzedawców. Który również, jak na przykład Douglas, oferuje bezpłatny makijaż na jakieś świąteczne wyjście, czy nawet masaż dłoni dla najbardziej zestresowanych – radzi Elżbieta Plichta.

Grudzień miesiącem żniw dla dostawców paczek. Paczkomaty przeżywają szturm

Rafał Brzoska, InPost, Integrer.pl

Okres przedświąteczny to ogromne obciążenie i wyzwanie dla firm transportowych i operatorów logistyki. Z jednej strony stosunkowo krótki okres wymaga wzmożonego wysiłku, z drugiej – pod względem finansowym to dla branży okres żniw.

 – Notujemy 250-procentowy wzrost rok do roku liczby paczek przechodzących przez paczkomaty. W porównaniu do średniej z całego roku jest to wzrost ruchu o prawie 400 proc. – mówi Rafał Brzoska, prezes firmy Integer.pl, właściciel InPostu.

Paczkomaty polskiej spółki działają już w wielu krajach na świecie, jednak wciąż najważniejszy jest polski rynek. Sieć liczy już 1100 maszyn i jest rozbudowywana o kolejne, jak również do już stojących paczkomatów dodawane są kolejne skrytki.

Jak deklaruje prezes, paczki będą dowożone nawet przed samą Wigilią.

 – Jeżeli spojrzeć na terminowość dostaw, standardowo 98,5 proc. przesyłek dostarczanych jest w ciągu 24 godzin, a w grudniu ten wskaźnik wynosi około 28-29 godzin. Wolniej przy tak wielkim obciążeniu, ale i tak lepiej w porównaniu z firmami kurierskimi, które notują gigantyczne opóźnienia – stwierdza prezes Integer.pl.

Problemy transportowe powoduje także masa przesyłek, chociaż dominują stosunkowo drobne przedmioty.

 – Najczęściej mamy do czynienia z przesyłkami do trzech kilogramów. To głównie drobne upominki, gry, filmy, książki, drobna elektronika. Ostatnio największe zainteresowanie klientów budzą produkty modowe, jak buty, ubrania oraz dodatki do ubrań i kosmetyki – komentuje Rafał Brzoska.

Przewagą paczkomatów jest ich całodobowość. Około 60 proc. paczek klienci odbierają w nocy i w weekendy, kiedy większość placówek pocztowych i firm kurierskich nie działa.

Brzoska podkreśla, że rok temu przed świętami paczkomaty były na ósmym miejscu najchętniej wybieranych sposobów dostarczenia przesyłek. W tym roku są już czwartym dostawcą w e-handlu. Prezes Grupy Integer liczy na to, że w przyszłym roku paczkomaty znajdą się na pierwszej lub drugiej pozycji.

 – Pomaga współpraca z dużymi graczami, np. z Samsungiem. Tym bardziej, że dotyczy ona nie tylko dostaw do klientów, lecz także logistyki odwróconej – nowoczesnej formy zwracania zepsutego sprzętu. To jest przyszłość – paczkomaty będą najtańszą i najwygodniejszą ofertą na rynku – przekonuje Brzoska.

Firma zamierza jednak skupić się również na ofercie dla mniejszych e-sklepów, nadających do 30 paczek miesięcznie.

InPost jest dziś drugim największym po Poczcie Polskiej dostawcą listów i paczek w kraju. Spółka działa od 2006 roku. Przesyłki firmy docierają do ponad 8 tysięcy miast w Polsce.

Rośnie sprzedaż kredytów i pożyczek świątecznych

Czas przedświąteczny sprzyja intensywnym kampaniom marketingowym banków i firm pożyczkowych. Efekty widać, bo przed świętami Polacy zaciągają więcej kredytów niż w innych okresach. Najwięcej klientów pożycza niewielkie sumy – od 1000 do 2000 zł, a okres spłaty wynosi zwykle 12 miesięcy. 

Czas okołoświąteczny jest specyficzny i wydajemy wtedy więcej niż w innych okresach roku. Reklamy produktów kredytowych w tym okresie jeszcze wzmacniają naszą chęć pożyczania pieniędzy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Karol Wilczko, wiceprezes Comperia.pl. – Polacy pożyczają pieniądze na święta zarówno z banków, jak i innych instytucji. W ostatnich latach, a zwłaszcza ostatnich 12 miesiącach, trend pożyczania z instytucji pozabankowych jeszcze się nasilił.

Najczęściej Polacy przed świętami korzystają z kredytów gotówkowych, a także pożyczek na mniejsze kwoty. Mniej popularną formą pożyczania pieniędzy są karty kredytowe.

 – Należy podkreślić, że kredyty gotówkowe, często nazywane świątecznymi, to te same kredyty, które są udzielane przez banki przez cały rok, tylko inaczej opakowane – przypomina Wilczko. – Czasami są jakieś dodatkowe promocje, jednak to nadal jest kredyt gotówkowy i nadal trzeba być ostrożnym.

Te dodatkowe promocje to np. gadżet dodawany do każdego kredytu, odsunięcie w czasie terminu spłaty pierwszej raty, obniżone oprocentowanie czy uniknięcie standardowej prowizji.

 – Najpopularniejsze pożyczki są na mniejsze kwoty 1000-2000 zł i na okres 12 miesięcy, czyli do następnych świąt – podkreśla Karol Wilczko.

Dodaje, że podobnie jak przy zwykłym kredycie, żeby znaleźć najkorzystniejszy, trzeba porównać wiele ofert dostępnych na rynku.

 – Trzeba porównać rzeczywiste stopy oprocentowania, które uwzględniają wszystkie koszty związane z udzielonym kredytem i mądrze wybrać. Pamiętajmy, że spłacamy kredyt w miesięcznych ratach i one muszą być dostosowane do naszych możliwości finansowych – radzi wiceprezes Comperia.pl. – Nie powinno być problemu, jeśli mamy stałe źródło dochodów. Gorzej, jeśli pożyczamy pieniądze, nie mając pewnego źródła przychodów. Może wtedy powstać problem ze spłatą, a koszty windykacji i restrukturyzacji takich kredytów czy pożyczek są wysokie.

Firmy budowlane wciąż nie mogą wyjść na prostą

Firmy budowlane wciąż nie mogą wyjść na prostą, rok do roku przychody 15 największych spadły o 7,1mld zł. Po 3 kwartałach 2013. W najbliższych latach w Polsce zrealizowanych zostanie wiele znaczących inwestycji budowlanych. Prognozowany wzrost gospodarczy i konieczność budowy nowej oraz modernizacji przestarzałej infrastruktury transportowej, energetycznej i z zakresu ochrony środowiska zaowocują zapewne dużym ożywieniem w branży budowlanej. Jednocześnie eksperci firmy doradczej Deloitte, autorzy raportu „Polskie spółki budowlane – kluczowi gracze, perspektywy rozwoju” zwracają uwagę, że należy zastanowić się, w jaki sposób efektywnie kształtować warunki współpracy między wykonawcami a inwestorami publicznymi, aby nowa perspektywa finansowa 2014-2020 nie okazała się ponownie okresem wyzwań dla branży budowlanej.

Rok 2012 nie należał w branży budowlanej do najbardziej udanych. Łączne przychody 15 największych spółek spadły w tym okresie o 7,1 mld zł, czyli o 16,9 proc. w porównaniu do przychodów osiągniętych w 2011 roku. Co prawda firmy z tego segmentu osiągały przychody na relatywnie wysokich poziomach w porównaniu do lat poprzednich, nie miało to jednak przełożenia na ich wyniki finansowe i wartość rynkową. W przypadku analizowanych przez Deloitte największych graczy średnia ważona marża operacyjna spadła do poziomu minus 13,14 proc. (plus 2,75 proc. rok wcześniej), marża netto do poziomu minus 14,6 proc. (plus 2,2 proc. rok wcześniej), a kapitalizacja rynkowa była niższa o 33 proc. w porównaniu do roku poprzedniego „Ta zła sytuacja wynikała w głównej mierze z wykonania nierentownych kontraktów drogowych. Pogarszająca się sytuacja finansowa, wszechobecne zatory płatnicze oraz brak elastyczności inwestorów publicznych w negocjacjach z generalnymi wykonawcami zaowocowały falą upadłości, która zagroziła nawet największym graczom notowanym na warszawskim parkiecie. Bezpośrednio przełożyło się to także na trudności z uzyskaniem kredytów na finansowanie kolejnych umów budowlanych” – wyjaśnia Maciej Krasoń, Partner w Dziale Audytu Deloitte.

Trudny rok dla branży budowlanej znalazł odzwierciedlenie także w osiągniętym przez spółki wyniku operacyjnym (EBIT – różnica pomiędzy przychodami i kosztami operacyjnymi). Dla 15 największych firm jego średnia ważona wartość spadła z poziomu zysku operacyjnego wynoszącego 77,5 mln zł w roku 2011 do poziomu straty operacyjnej w wysokości 308 mln zł w roku kolejnym. Istotny wpływ na tą sytuację miały przede wszystkim straty poniesione przez Grupę PBG oraz Grupę Polimex Mostostal. Należy także zauważyć, że w roku 2012 aż siedem spółek (w 2011 roku trzy) z rankingu osiągnęło ujemny EBIT. Pozostałym ośmiu podmiotom udało się wypracować zysk. Kolejnym wskaźnikiem odzwierciedlającym złą ubiegłoroczną kondycję największych firm budowlanych jest wynik netto. Średnia ważona jego wartość dla 15 największych spółek była ujemna i wynosiła 327 mln zł.

Przygotowany przed Deloitte ranking otwiera Grupa Budimex, kontrolowana przez hiszpańską Grupę Ferrovial z przychodami w 2012 roku przekraczającymi 6 mld zł. Jako jedyny podmiot z pierwszej piątki w porównaniu do roku 2011 Budimex zanotował wzrost przychodów o 10,2 proc., zdecydowanie wyprzedzając swoich najważniejszych konkurentów. Na drugim miejscu uplasował się austriacki Strabag z przychodami na poziomie 4,9 mld zł. „Warto jednak zaznaczyć, że Grupa Strabag zanotowała jeden z najwyższych co do wielkości spadków przychodów wśród spółek z pierwszej piętnastki, wynoszący aż 41,5 proc., co w wartościach bezwzględnych wynosi ok. 3,5 mld zł” – mówi Maciej Krokosiński, Menedżer w Dziale Audytu Deloitte. Na trzecim miejscu znalazła się Skanska. Szwedzi stracili do lidera 1,8 mld zł, odnotowując w 2012 roku prawie 8,6 proc. spadek przychodów. W ubiegłym roku zaledwie czterem z analizowanych spółek udało się podnieść przychody, a aż jedenaście podmiotów zanotowało ich spadek.

Jest co prawda za wcześnie by podsumowywać obecny rok, ale po wynikach spółek z tego sektora za III kwartały 2013 roku notowanych na warszawskim parkiecie widać, że ostatnie 12 miesięcy nie przyniosły znaczącej poprawy. Na bazie tych informacji można zauważyć, iż przychody ośmiu spółek, które znalazły się w naszym rankingu spadły rok do roku o 27,6%.

Czy jest szansa na trwałą poprawę sytuacji w branży budowlanej? „Kluczowymi czynnikami determinującymi rozwój tego sektora będą wzrost gospodarczy, konieczność modernizacji przestarzałej infrastruktury oraz dostępność środków z budżetu UE, a także dostępność finansowania ze źródeł publicznych i prywatnych” – mówi Patryk Darowski, Menadżer w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte.

W obecnej perspektywie finansowej na lata 2014-2020 Polska jest w czołówce pod względem wielkości środków przyznanych przez UE (łącznie w ramach Polityki Spójności mamy otrzymać 82,5 mld euro, w tym 27,5 mld euro do rozdysponowania centralnie na Program Operacyjny Infrastruktura i Środowisko), co będzie stanowiło istotne źródło finansowania planowanych inwestycji infrastrukturalnych. Dodatkowo powstał rządowy program Inwestycje Polskie, którego celem jest wspieranie inwestycji o długim horyzoncie czasowym ze środków z BGK i specjalnie do tego celu utworzonej spółki Polskie Inwestycje Rozwojowe.

„Największe pod względem wartości inwestycje planowane są w sektorach budownictwa drogowego, kolejowego, energetycznego oraz ochrony środowiska. Na inwestycje w budownictwie drogowym w latach 2014-2020 tylko w oparciu o załączniki 5 i 6 do Programu Budowy Dróg Krajowych zostanie przeznaczone około 40 mld zł, co stwarza dobre perspektywy dla spółek zajmujących się budową dróg.” – podkreśla Jarosław Dąbrowski, Dyrektor w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte. Z kolei duża część infrastruktury energetycznej jest przestarzała, powstaje więc konieczność jej wymiany oraz modernizacji. W latach 2013-2030 planowana jest budowa 27 GW nowych mocy wytwórczych (z czego 13 GW w latach 2013-2020). Wartość podpisanych kontraktów na budowę większych jednostek nowych mocy wytwórczych przekroczyła już 24,7 mld zł, co odpowiada około 4 GW mocy wytwórczych.

W budownictwie kolejowym w latach 2013-2015 wartość planowanych inwestycji ma wynieść około 25 mld zł. Fundusze te zostaną w głównej mierze przeznaczone na poprawę stanu technicznego linii kolejowych oraz na przystosowanie ich do obsługi szybkich połączeń. Łączna kwota finansowania, którą PKP PLK planuje pozyskać na cele inwestycyjne w latach 2014-2020 wynosi około 36 mld zł.

Pod względem planowanych i znanych publicznie kwot największe nakłady planowane są w sektorze ochrony środowiska w zakresie gospodarki wodnej (ponad 250 mld zł do 2030 roku). Należy jednak zaznaczyć, że zdecydowana większość tych wydatków ma dotyczyć dalekiej perspektywy tj. lat 2017-2030 i nie jest jeszcze znany szczegółowy katalog inwestycji ani źródła ich finansowania.

„Wszystkie te czynniki powodują, że perspektywy dla branży budowlanej w Polsce wyglądają obiecująco. Planowane są nowe, kluczowe dla rozwoju polskiej gospodarki inwestycje i zagwarantowane znaczne środki z UE. Warto jednak zastanowić się, w jaki sposób efektywnie kształtować warunki współpracy w szczególności między wykonawcami a inwestorami publicznymi, którzy odpowiadają za znaczącą część wszystkich inwestycji infrastrukturalnych w Polsce, aby nowa perspektywa finansowa 2014-2020 nie okazała się ponownie okresem wyzwań. Dodatkowym impulsem rozwoju sektora budownictwa w Polsce może stać się natomiast rozważane coraz częściej przez samorządy i władze centralne, realizowanie inwestycji w ramach formuły partnerstwa publiczno-prywatnego” – podsumowuje Jarosław Dąbrowski.

Źródło: Sprawozdania finansowe za okres 2011-2012
* dane finansowe za 2011 rok zostały uzgodnione do sprawozdania za 2012 po korektach bilansu otwarcia
** z uwagi na brak skonsolidowanych sprawozdań finansowych, przychody Grupy Strabag obejmują dla uproszczenia sumę przychodów spółek Strabag Sp. z o.o., Polski Asfalt Sp. z o.o. oraz Heilit + Woerner Sp. z o.o.
***dane finansowe za 2012 rok zostały skorygowane o korektę błędu podstawowego wprowadzoną w sprawozdaniu za III kwartały 2013 roku, w zakresie dotyczącym roku 2012.

Zupełnie nowy Mac Pro dostępny od jutra

Firma Apple poinformowała dziś, że od czwartku, 19 grudnia, można będzie zamawiać komputer Mac Pro w zupełnie nowym wcieleniu. Nowy Mac Pro został gruntownie przeprojektowany i ma najnowsze procesory Intel Xeon, dwa procesory graficzne klasy typowej dla stacji roboczych, pamięć masową flash z magistralą PCIe i ultraszybką pamięć RAM ECC.

Ten stacjonarny komputer klasy profesjonalnej o bezkompromisowej wydajności, zbudowany wokół innowacyjnego centralnego rdzenia chłodzącego, mieści się w aluminiowej obudowie o wysokości nieco ponad 25 cm i w jednej ósmej objętości poprzedniego modelu Mac Pro. Nowy Mac Pro dostępny w konfiguracjach z 4-, 6-, 8- lub 12-rdzeniowym procesorem Intel Xeon, który dzięki technologii Turbo Boost osiąga częstotliwość taktowania dochodzącą do 3,9 GHz. Ma także dwa procesory graficzne (GPU) AMD FirePro klasy typowej dla stacji roboczych, dzięki którym nowy model osiąga nawet ośmiokrotnie większą wydajność grafiki niż Mac Pro poprzedniej generacji.* Pamięć masowa flash z magistralą PCIe pod względem szybkości odczytu sekwencyjnego 10-krotnie przewyższa tradycyjne dyski twarde stosowane w komputerach stacjonarnych, natomiast pamięć RAM typu DDR3 ECC osiąga przepustowość 60 GB/s, co pozwala na płynny montaż wideo w pełnej rozdzielczości 4K i jednoczesne renderowanie efektów w tle. Nowy Mac Pro niespotykanie wysoko stawia poprzeczkę, jeśli chodzi o możliwości współpracy z urządzeniami peryferyjnymi. Ma, co aż niewiarygodne, sześć portów Thunderbolt 2, a każdy z nich może z każdym urządzeniem komunikować się z przepustowością nawet 20 Gb/s. W rezultacie komputer jest w stanie współpracować nawet z 36 szybkimi urządzeniami, w tym z najnowszymi monitorami o rozdzielczości 4K.

Ceny i dostępność
Mac Pro jest dostępny z czterordzeniowym procesorem Intel Xeon E5 taktowanym częstotliwością 3,7 GHz (z Turbo Boost do 3,9 GHz), dwoma procesorami graficznymi AMD FirePro D300 (i po 2 GB pamięci VRAM dla każdego z nich), 12 GB pamięci RAM oraz 256 GB pamięci masowej flash z magistralą PCIe; a także z 6-rdzeniowym procesorem Intel Xeon E5 taktowanym częstotliwością 3,5 GHz (z Turbo Boost do 3,9 GHz), dwoma procesorami graficznymi AMD FirePro D500 (i po 3 GB pamięci VRAM dla każdego z nich), 16 GB pamięci RAM i 256 GB pamięci masowej flash z magistralą PCIe. Opcje konfiguracji na zamówienie obejmują szybsze 8- lub 12-rdzeniowe procesory Intel Xeon E5, procesory graficzne AMD FirePro D700 z 6 GB pamięci VRAM, do 64 GB pamięci RAM i do 1 TB pamięci masowej flash z magistralą PCIe. Dodatkowe dane techniczne oraz informacje o opcjach konfiguracji na zamówienie i akcesoriach są dostępne w Internecie, na stronie www.apple.com/pl/mac-pro.

Nowego Maca Pro będzie można zamawiać od czwartku, 19 grudnia, u wybranych sprzedawców Apple Authorised Reseller.

*Testy przeprowadzone przez firmę Apple w październiku 2013 roku na przedprodukcyjnych egzemplarzach Maca Pro z 12-rdzeniowym procesorem 2,7 GHz, 1 TB pamięci masowej flash i procesorem graficznym AMD FirePro D700 oraz na oferowanych wówczas w sprzedaży komputerach Mac Pro z 12-rdzeniowym procesorem 3,06 GHz, dyskiem SSD 512 GB i procesorem graficznym ATI Radeon HD 5870.

Ministerstwo Finansów zmienia propozycje regulacji rynku pożyczkowego

Resort finansów zakończył konsultacje w sprawie regulacji rynku pożyczek. Najważniejsze zmiany w projekcie założeń to podniesienie limitu kosztów z 30 proc. do 50 proc. wartości pożyczki oraz propozycja utworzenia rejestru firm pożyczkowych w Ministerstwie Gospodarki, a nie – jak pierwotnie proponowano – w Urzędzie Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Działalność na rynku pożyczek pozabankowych będą mogły prowadzić tylko spółki akcyjne i z ograniczoną odpowiedzialnością, a minimalny wymagany kapitał będzie na poziomie 200 tys. zł, a nie jak zakładano wcześniej – 60 tys. zł.

  Po konsultacjach powstał nowy projekt, w którym proponujemy, aby rejestr firm pożyczkowych był prowadzony przez ministra gospodarki – mówi Agnieszka Wachnicka, zastępca dyrektora departamentu rozwoju rynku finansowego w Ministerstwie Finansów. – Ministerstwo Gospodarki już prowadzi Centralną Ewidencję Informacji Gospodarczej i ma w tym zakresie doświadczenia.

W pierwszym wariancie resort proponował, by to UOKiK prowadził taki rejestr. Jednak partnerzy społeczni, z którymi konsultowany był projekt, wskazali, że może budzić wątpliwości skupienie kompetencji w jednej instytucji, która z jednej strony zajmowałaby się ochroną konsumentów, a z drugiej – prowadziłaby rejestr podmiotów gospodarczych.

 – Wprowadzamy też ograniczenia form prawnych spółek – mogą to być wyłącznie spółki akcyjne lub z ograniczoną odpowiedzialnością. Chcemy także podnieść wymagania dotyczące ich kapitału. W pierwszym projekcie planowaliśmy wymóg 60 tys. zł, teraz podnieśliśmy go do 200 tys. zł – komentuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Agnieszka Wachnicka. – Jeżeli podmiot ma wykonywać działalność polegającą na udzielaniu kredytów, to powinien posiadać środki umożliwiające prowadzenie takiej działalności. Stąd wymóg 200 tys. zł jako niezbędnego minimum sankcjonującego taką działalność – podkreśla.

Kolejne zmiany, które Ministerstwo Finansów wprowadziło po konsultacjach, dotyczą maksymalnego kosztu kredytu. Już w pierwszym projekcie założeń resort zrezygnował z formuły RRSO, czyli rzeczywistej rocznej stopy oprocentowania, jako zupełnie nieadekwatnej do pożyczek krótkoterminowych. Zaproponowano więc wprowadzenie limitu kosztów na poziomie 30 proc. wartości pożyczki

 – W nowej wersji ustawy wprowadzamy limit 50 proc. kosztów pozaodsetkowych. Zmiana to skutek analiz przeprowadzonych przez partnerów społecznych, dowodzących, że niższy próg powodowałoby eliminację z rynku działalności w niektórych segmentach. I to niekończenie krótkoterminowych – zaburzenia wpłynęłyby na rynek pożyczek długoterminowych oraz pożyczek w wyższych kwotach. Stąd decyzja o podniesieniu limitu z jednoczesnym zastrzeżeniem, że te koszty powinny odzwierciedlać rzeczywiste ryzyko i rzeczywiste koszty poniesione przez przedsiębiorcę – tłumaczy przedstawicielka Ministerstwa Finansów.

Niezwykle wrażliwą kwestią jest wymiana informacji, która pozwala ocenić kredyto- lub pożyczkobiorcę i jego możliwości finansowe. Brak takich danych podnosi ryzyko działalności firm pożyczkowych i banków, umożliwia też nieuczciwym klientom na korzystanie z kilku usług jednocześnie. Dlatego w projekcie ministerstwa zmieniono zasady wymiany informacji między instytucjami działającymi w sektorze bankowym i poza nim.

 – Proponujemy, żeby kredytodawcy mogli korzystać z baz danych – czyli z BIK – na zasadzie wzajemności. Takie podmioty będą mogły dostarczać informacje i je otrzymywać, by zapewnić pełną informację na rynku, by banki miały informację o zobowiązaniach zaciąganych poza sektorem bankowym, a kredytodawcy niebankowi wiedzieli, czy klient posiada już zobowiązanie w banku – wyjaśnia Agnieszka Wachnicka.

Projekt założeń nowych regulacji został skierowany do ponownych uzgodnień międzyresortowych. Na początku przyszłego roku ustawa zostanie przekazana do zatwierdzenia przez Radę Ministrów. Do Sejmu trafi prawdopodobnie wiosną i – być może – wejdzie w życie w drugiej połowie przyszłego roku.

PKP Cargo dziś otwiera terminal kontenerowy Poznań-Franowo

Dziś PKP CARGO otwiera nowy terminal kontenerowy na poznańskim Franowie. Spółka już jest liderem w zakresie przewozów intermodalnych w Polsce, ale chce dalej rozwijać ten obszar działalności. Przestrzeń ku temu jest, bo w Polsce wskaźnik konteneryzacji jest aż sześciokrotnie niższy niż w Europie Zachodniej.

 Terminal Poznań-Franowo będzie bardzo nowoczesnym terminalem, przy którego realizacji skorzystaliśmy  ze środków z funduszy unijnych. Z takiego finansowania skorzystaliśmy również w przypadku zakupu platform kontenerowych. Wpisujemy się w szeroko rozumianą politykę Unii Europejskiej związaną z przeniesieniem jak największych mas towarów na tory. PKP CARGO ma pozycję lidera przewozów intermodalnych w Polsce i taką pozycję zdecydowanie chcemy rozwinąć – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Adam Purwin, p.o. prezesa PKP CARGO.

Terminal kontenerowy Poznań-Franowo kosztował ponad 25 mln zł. W przyszłym roku ma obsłużyć ponad 11 tys. kontenerów dwudziestopowych (TEU, standardowa jednostka w transporcie kontenerowym). Poznań leży na skrzyżowaniu ważnych szlaków kolejowych – ze stolicy Wielkopolski prowadzą linie kolejowe m.in. do Warszawy, Niemiec, Wrocławia i Trójmiasta.

Zgodnie z danymi Urzędu Transportu Kolejowego w pierwszym półroczu tego roku przewoźnicy kolejowi przetransportowali 548,5 tys. TEU – o 5,6 proc. więcej niż w tym samym okresie 2012 r. Masa towarów przekroczyła 4,1 mln ton. PKP CARGO miało niecałe 58 proc. udziału w tym segmencie pod względem przewiezionej masy. To o 7 punktów proc. mniej niż w pierwszym półroczu ubiegłego roku.

Purwin zapowiada jednak, że PKP CARGO będzie walczyć o odzyskanie udziału w rynku intermodalnym. Udział tego segmentu w Polsce jest bardzo niewielki – 3,8 proc. według masy i 6,4 proc. według pracy przewozowej. W Niemczech te wskaźniki wynoszą nawet 30 proc., a w Norwegii, gdzie słabo rozwinięty jest transport drogowy, nawet 60 proc.

 – W naszej ocenie to produkt, który będzie rozwijał się bardzo szybko, dlatego w niego inwestujemy – podkreśla Purwin. – To zdecydowanie kierunek rozwoju firmy i zaznaczenie jej silnych aspiracji do prowadzenia biznesu w wymiarze europejskim. Chcemy być obecni na innych rynkach europejskich. Na pewno intermodal jest jednym z głównych czynników wzrostu naszych nowych produktów.

PKP CARGO musi walczyć przede wszystkim z niemieckim DB Schenker, największym przewoźnikiem towarowym w Europie. W Polsce DB w pierwszym półroczu tego roku znacznie zwiększył udział w sektorze intermodalnym – z 7,2 proc. rok temu do 17,3 proc. od stycznia do czerwca 2013 r.

 – To jest podmiot, z którym konkurujemy codziennie również na rynku polskim. Na pewno tabor, który jest bardziej efektywny, bo mówimy o platformach 80-stopowych, będących optymalnym rozwiązaniem w transporcie intermodalnym, zwiększy naszą siłę konkurencyjną przy konkurowaniu o dobre kontrakty z podmiotami europejskimi – zapowiada Purwin.

Duża cześć transportu intermodalnego związanego jest z portami, dlatego ważna jest oś północ-południe. Purwin podkreśla jednak, że PKP CARGO nie zamierza ograniczać się do rozwożenia kontenerów z portów. Spółka koncentruje się obecnie na wymianie taboru. Niedawno spółka podpisała umowę z Europejskim Bankiem Inwestycyjnym na kredyt o wysokości 200 mln zł na ten cel.