Odporność w sezonie jesienno-zimowym — jak o nią zadbać?

Sezon jesienno-zimowy to czas kiedy jesteśmy szczególnie narażeni na różnego rodzaju infekcje i przeziębienia. Dlatego w tym okresie powinniśmy zadbać o naszą odporność, dostarczając naszemu organizmowi niezbędnych witamin, minerałów i makroelementów. Jak? Podpowiadamy.

Odpowiednia dieta

Dobrze zbilansowana dieta powinna zapewnić naszemu organizmowi energię i siłę do walki z ewentualną infekcją. Powinniśmy spożywać posiłki o stałych godzinach, najlepiej co 4-5 godzin. Każdy z nich powinien być skomponowany z węglowodanów, białka, tłuszczy oraz warzyw i owoców. W sezonie jesienno-zimowym szczególnie wartościowe są dla naszego organizmu węglowodany takie jak: pełnoziarniste makarony, płatki owsiane, ryż, kasza, ziemniaki oraz ciemne pieczywo.

Wystrzegajmy się łatwo przyswajalnych cukrów rafinowanych zawartych w słodyczach, które niszczą naszą florę bakteryjną i osłabiają możliwości regeneracyjne naszego organizmu. Pamiętajmy też białku. Zawarte jest w jajach kurzych, drobiu oraz mleku i przetworach mlecznych. Zwróćmy również uwagę na odpowiednią podaż kwasów tłuszczowych. Znajdziemy je w rybach morskich, oleju rzepakowym czy owocach morza. Kwasy omega-3 odgrywają ważną rolę w procesie hamowania aktywności cytokin, czyli czynników, które odpowiadają za rozwój stanu zapalnego. Niebagatelne znaczenie w budowaniu odporności ma również ruch i aktywność fizyczna, zwłaszcza na świeżym powietrzu.

Tabletki na odporność

W sezonie jesienno-zimowym możemy wspomagać się również stosując tabletki na odporność. Do wyboru mamy wiele preparatów w formie tabletek, kapsułek, syropów, kropli itp. Zawierają one naturalne składniki powszechnie uważane za działające stymulująco na nasz układ odpornościowy. Preparaty z echinaceą, czyli jeżówką purpurową wspomagają odporność, przyczyniają się do zwiększenia produkcji interferonu i powodują nasilenie procesów fagocytozy. Z kolei aloes zwiększa produkcję limfocytów i przeciwciał we krwi, a także zawiera glikozydy, które wpływają na mikrofagi, pobudzając je do walki z wirusami.

Czosnek jest powszechnie uznawany za naturalny antybiotyk, który stosowany jest w profilaktyce i leczeniu infekcji. Osoby, które nie lubią jego charakterystycznego smaku, mogą zdecydować się na bezzapachową formę kapsułek. Tran z kolei zawiera cenne kwasy omega-3 oraz witaminy z grupy A i D, wzmacnia organizm i zmniejsza ryzyko przeziębienia. Ekstrakty roślinne takie jak: czarny bez, aronia, dzika róża itp. również działają stymulująco na nasz układ odpornościowy. Możemy wybrać też zioła do zaparzenia, takie jak: kwiat lipy, pokrzywę lub czystek.

TeamViewer – połącz się ze swoim komputerem, gdziekolwiek jesteś

Tuż przed ważną konferencją okazuje się, że ważne dokumenty pozostały w biurze? Siadasz do pracy w domu, ale zauważasz, że na pendrivie znajdują się nie te pliki, co trzeba? A może jedziesz 500 km do klienta tylko po to, żeby na miejscu wprowadzić w system dwie linijki programu? Jeśli takie sytuacje zdarzają się w twojej firmie często, to znak, że czas skorzystać z innowacyjnego rozwiązania, jakim jest TeamViewer. Z TeamViewer zyskasz zdalny i całkowicie bezpieczny dostęp do komputerów biurowych z dowolnego urządzenia niezależnie od jego lokalizacji, możliwość prowadzenia spotkań online, a nawet udzielenia pomocy technicznej z wykorzystaniem technologii rozszerzonej rzeczywistości.

Czym jest TeamViewer?

Znany na całym świecie TeamViewer to narzędzie przeznaczone do pracy zdalnej. Pozwala na połączenie komputera lub urządzeń mobilnych (dla uproszczenia nazywanych dalej w tym artykule zdalnymi) z wybranym komputerem znajdującym się w innej, nawet bardzo odległej lokalizacji. Jest doskonałym rozwiązaniem w pracy zdalnej, szczególnie przydatnym w trybie mieszanym, kiedy część zadań wykonujesz w biurze, a część – w domu lub w terenie. 

TeamViewer dostępny jest w kilku wersjach. Użytkownicy z sektora edukacji oraz instytucji publicznych mogą korzystać z TeamViewer EDU/GOV. Z kolei dla firm komercyjnych zaprojektowano trzy pakiety:

  • TeamViewer Business,
  • TeamViewer Premium,
  • TeamViewer Corporate.

Warto pamiętać, że w home.pl trwa promocja pakietów TeamViewer Premium i Corporate. 

Dlaczego warto wybrać TeamViewer?

Specjaliści, którzy opracowali TeamViewer, postawili sobie za cel zrealizowanie szeregu celów. W efekcie powstało narzędzie, które:

  • jest łatwe w obsłudze,
  • umożliwia połączenia między dowolnymi urządzeniami stacjonarnymi i mobilnymi oraz w trybie mieszanym,
  • dzięki szyfrowaniu RSA z kluczem 256-bitowym zapewnia odpowiedni poziom bezpieczeństwa danych.

Łatwa instalacja i obsługa TeamViewer

Żeby skorzystać z narzędzia, wystarczy zainstalować je na komputerze w biurze oraz przypisać urządzeniu unikalną nazwę i hasło. Na sprzęcie zdalnym również należy zainstalować TeamViewer, a następnie w oknie programu wybrać z listy partnerów nazwę komputera w biurze. Po wpisaniu hasła połączenie jest nawiązane, a na komputerze zdalnym pojawi się pulpit biurowego urządzenia.

Wiele możliwości konfiguracji połączeń

TeamViewer jest elastycznym narzędziem, które można dopasować do każdych warunków pracy. Pozwala na realizację następujących połączeń:

  • komputer w biurze – komputer zdalny,
  • komputer w biurze – urządzenie mobilne zdalne,
  • urządzenie mobilne w biurze – komputer zdalny,
  • urządzenie mobilne w biurze – urządzenie mobilne zdalne.

Jedyny warunek, aby skorzystać z dostępu zdalnego to obsługa przez urządzenia jednego z systemów: Windows, macOS, Linux, Chrome OS, iOS lub Android oraz instalacja dodatku Obsługa urządzeń mobilnych.

Przydatne funkcje narzędzia

Korzystanie z TeamViewer ma na celu łatwy dostęp zdalny do zasobów urządzenia zlokalizowanego w dowolnej przestrzeni. Narzędzie umożliwia swobodną komunikację między urządzeniem stacjonarnym a zdalnym.

Niezależnie od konfiguracji, w jakiej występuje połączenie, TeamViewer zapewnia szereg przydatnych funkcji, m.in.:

  • możliwość wydruku dokumentów zlokalizowanych na komputerze w biurze z oddalonego miejsca, w którym obecnie się znajdujemy. Jeśli musisz skorzystać z drukarki, np. będąc w delegacji, bez problemu wydrukujesz pliki, które pozostawiłeś na komputerze w pracy,
  • wideokonferencje i współpraca dzięki funkcji TeamViewer Meeting,
  • wyświetlanie czarnego ekranu na urządzeniu w biurze w celu zachowania prywatności dostępu zdalnego,
  • zdalna pomoc udzielana współpracownikom i klientom za pomocą dodatku TeamViewer Pilot. Dzięki wykorzystaniu technologii rozszerzonej rzeczywistości możliwe jest np. przeprowadzenie naprawy urządzenia na odległość, pomoc w przejściu przez skomplikowaną procedurę uruchomienia maszyny czy wsparcie w konfiguracji zaawansowanego sprzętu.

TeamViewer – jaki pakiet wybrać?

Wybór pakietu przeznaczonego dla firmy zależy od wymagań użytkownika. Każda z trzech dostępnych wersji TeamViewer zapewnia:

  • zarządzanie ustawieniami dla urządzeń,
  • możliwość implementacji własnego logo w aplikacji TeamViewer,
  • korzystanie z funkcji TeamViewer Meeting,
  • instalację dodatku Obsługa urządzeń mobilnych,
  • możliwość skorzystania z dodatku TeamViewer Pilot.

Różnice pomiędzy pakietami związane są z dostępem do określonych usług oraz limitem sesji (jednoczesnego wykonywania połączeń przez różnych użytkowników w tym samym czasie) czy limitem uczestników.

TeamViewer Business

Ta wersja narzędzia pozwala na:

  • korzystanie z licencji przez 1 użytkownika,
  • utworzenie 1 sesji w ramach pakietu,
  • korzystanie z 3 urządzeń w ramach licencji,
  • uczestnictwo do 5 osób w TeamViewer Meeting.

TeamViewer Premium

Przeznaczony dla nieco większych firm TeamViewer Premium umożliwia:

  • korzystanie z licencji przez 15 użytkowników,
  • utworzenie 1 sesji w ramach pakietu (jest możliwość zainstalowania dodatku Add-on channel, umożliwiającego tworzenie dodatkowych sesji),
  • korzystanie z dowolnej liczby urządzeń w ramach licencji,
  • uczestnictwo do 15 osób w TeamViewer Meeting,
  • grupowanie urządzeń według wybranych przez użytkownika parametrów,
  • raportowanie połączeń i dostępu użytkowników.

TeamViewer Corporate

Pakiet TeamViewer Corporate to narzędzie przeznaczone dla dużych firm. Zapewnia:

  • korzystanie z licencji przez 30 użytkowników,
  • utworzenie 3 sesji w ramach pakietu (jest możliwość zainstalowania dodatku Add-on channel, umożliwiającego tworzenie dodatkowych sesji),
  • korzystanie z dowolnej liczby urządzeń w ramach licencji,
  • uczestnictwo do 25 osób w TeamViewer Meeting,
  • grupowanie urządzeń według wybranych przez użytkownika parametrów,
  • raportowanie połączeń i dostępu użytkowników,
  • możliwość masowej instalacji TeamViewer na komputerach klienta,
  • możliwość raportowania połączeń przychodzących.

TeamViewer czy VPN – co wybrać?

VPN to dobry sposób na zabezpieczenie danych, jeśli jesteś zmuszony do korzystania z sieci publicznej. TeamViewer stanowi jednak doskonałą alternatywę dla tego rozwiązania. W przeciwieństwie do VPN – zapewnia on wydajną pracę w każdym miejscu, w którym możesz połączyć się z internetem, nawet jeśli korzystasz z publicznych sieci wi-fi, mobilnych hotspotów lub powolnego połączenia.

Co więcej, szyfrowanie RSA pomiędzy użytkownikami końcowymi stosowane w TeamViewer daje wysoki stopień bezpieczeństwa, dzięki czemu korzystanie z VPN nie jest już koniecznością.

Przegląd wydarzeń tygodnia 29.11 – 3.12.2021

Nastroje na rynkach finansowych w kończącym się tygodniu zdeterminował silniejszy dolar, a w piątek gruchnęła wiadomość o nowym wariancie koronawirusa, która straszy rynki. W kontekście sytuacji epidemicznej część odczytów z przyszłego tygodnia będzie miała jedynie wartość historyczną, ale inne doskonale dopełnią obrazu gospodarki i mogą dać odpowiedź na pytanie jak zachować się mogą w najbliższych tygodniach decydenci. Na szczególną uwagę zasługują dane z rynku pracy w Stanach Zjednoczonych, ale też odczyty inflacji z Europy.

Najważniejsze wydarzenia: NFP, ADP, ISM ze Stanów Zjednoczonych, CPI z Polski, HICP ze strefy euro

Kolejny tydzień rozpocznie się od szacunków inflacji HICP w strefie euro, konkretnie w Niemczech. W największej gospodarce eurolandu oczekuje się przyspieszenia rocznej dynamiki wzrostu cen do około 5,2 proc. Podwyższona inflacja występuje w większości krajów świata, a EBC zdaje się wciąż ignorować dynamikę, w związku z czym implikacje odczytu dla wyceny euro będą raczej niewielkie. Nie zmienią tego nawet jastrzębie przebłyski wśród przedstawicieli banku. We wtorek do kompletu opublikowana zostanie wartość wskaźnika HICP dla całej strefy euro. W przypadku wskaźnika dla wszystkich krajów eurolandu tradycyjnie można się spodziewać nieco niższego odczytu.

Również we wtorek opublikowane zostaną szacunki inflacji CPI dla Polski. Oczekuje się kontynuacji wzrostu cen i odczytu powyżej 7 proc r/r. Sądzę jednak, że w obliczu rosnącej niepewności koronawirusowej presja na RPP po wysokim odczycie będzie nieco niższa. Niemniej podtrzymujemy, że bazowym scenariuszem jest podwyżka stóp na grudniowym posiedzeniu, do czego wysoka inflacja z pewnością będzie zachęcać. Dyskusyjna pozostaje natomiast skala ruchu, a epidemiczne ryzyka zapewne ograniczą apetyty jastrzębi. W pewnym sensie dla RPP epidemia może być „wyciągniętą ręką”, gdyż spadek rynkowych oczekiwań na przyspieszenie taperingu w USA może oznaczać, że kontynuacja podwyżek stóp procentowych w Polsce zostanie mocniej dostrzeżona przez rynek i umocni złotego. W połączeniu z propozycją tarczy antyinflacyjnej mogłoby to obniżyć szczyt inflacji (choć prawdopodobnie okres podwyższonej inflacji zostanie rozciągnięty).

Najważniejszym rynkiem do obserwacji w kolejnym tygodniu będą jednak Stany Zjednoczone. Począwszy od środy, kiedy opublikowany zostanie wskaźnik nastrojów Conference Board, aż do piątku, kiedy rynek pozna wartość NFP (zmiany zatrudnienia w sektorze pozarolniczym). W między czasie istotne mogą okazać się publikacje wskaźników koniunktury ISM, a także dane z rynku pracy prywatnej firmy ADP. Dotychczasowe dane z rynku pracy jawią się pozytywnie i dają przestrzeń do szybszej normalizacji polityki pieniężnej, co umacnia dolara, ale pozostaje relatywnie niegroźne dla rynku akcji. Czynnikiem, który może jednak dużo namieszać jest sytuacja epidemiczna. W sytuacji, gdy okaże się, że wariant z RPA jest mocno groźny oczekiwania na szybszy tapering mogą się drastycznie odwrócić. Na moment pisania nie znana jest szczegółowa charakterystyka nowej mutacji (jej odporność na szczepienia itd.), ale w dużej mierze od tego zależy, czy przyszłotygodniowy raport NFP będzie miał jedynie wartość historyczną, czy jednak pierwotny strach okaże się przesadzony i wirus nie wpłynie istotnie na aktywność ekonomiczną.

Maciej Madej, analityk DM TMS Brokers

Pomimo wzrostu produkcji, polski przemysł wciąż nie stanął na nogi

W tym tygodniu poznaliśmy wyniki polskiej produkcji przemysłowej za październik. Wykazała się ona bardzo solidnym wzrostem o 7,8% r/r. Problematyczny jest jednak fakt, że oprócz rosnącej produkcji, szybko rosną również ceny producentów, które podwyższyły się w skali roku o 11,8%. Co więcej, wygląda na to, że tej zimy Europa będzie przechodzić kolejną wielką falę koronawirusa. Polskie firmy muszą więc walczyć z zaburzonymi łańcuchami dostaw oraz bardzo szybko rosnącymi cenami, które powodują, że produkcja jest droższa. Z kolei wysoka inflacja może prowadzić do wzrostu oczekiwań inflacyjnych w dłuższej perspektywie, a tym samym do żądań pracowników względem szybszego wzrostu płac. A czynniki, takie jak kolejna fala pandemii i rosnące stopy procentowe (droższe kredyty) mogą utrudnić życie firmom. Sytuacja w polskim przemyśle, pomimo stosunkowo dobrych wyników, jest nadal trudna, na razie bez perspektyw na poprawę.

W ten sam sposób niepewność objawia się w niemieckiej gospodarce, która może  przechodzić kolejny lockdown tej zimy. Odzwierciedlają to również wskaźniki wyprzedzające, takie jak IFO Business Mood Index, który spadł w listopadzie do 96,5 pkt. Warto zauważyć, że każda wartość poniżej poziomu 100 wskazuje, że firmy nie postrzegają swojej sytuacji pozytywnie. Wskaźnik oceniający obecną sytuację zatrzymał się na poziomie 99 pkt., natomiast wskaźnik oceniający perspektywy na przyszłość na poziomie 94,2 pkt.

Kurs złotego w tym tygodniu przechodził duże wahania, ale ostatecznie niewiele się zmienił. Para walutowa PLN/EUR oscylowała na koniec tygodnia na poziomie 4,70. Kurs eurodolara spadł natomiast do poziomu 1,125 USD/EUR. Waluta amerykańska korzysta na dobrych danych i pozytywnych perspektywach gospodarczych w USA, a euro szkodzi nerwowość związana z pogarszającą się sytuacją koronawirusa w UE.

Roksana Cicha, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

Escola zajęła 1. miejsce spośród polskich spółek w rankingu Deloitte Technology Fast 50 Central Europe 2021 w kategorii „Growth Stars”

Escola, jedna z czołowych firm tworząca aplikacje mobilne i webowe w Polsce zajęła 1. miejsce spośród polskich spółek, a 8. miejsce w Europie Środkowo-Wschodniej w rankingu Deloitte Technology Fast 50 Central Europe 2021 w kategorii „Growth Stars”.

Nieprzerwanie od kilku lat, notujemy stały i dynamiczny wzrost. Zaczynaliśmy od 6-osobowego zespołu, a aktualnie posiadamy blisko 70 osób. W Grupie Kapitałowej mamy 5 spółek i stawiamy przede wszystkim na nasze kompetencje – edukację i jakość produktową. Wyróżnienie w kategorii „Growth Stars” w rankingu Deloitte to dowód na to, że zajmujemy silną pozycję na polskim rynku IT. W czerwcu nasza spółka zajęła wysokie 6. miejsce wśród 100 najszybciej rozwijających się firm technologicznych w ostatnich dwóch latach w rankingu Clutch – mówi Krzysztof Wojewodzic, prezes Escola.

Ranking Deloitte Technology Fast 50 Central Europe 2021 w kategorii „Growth Stars” bierze pod uwagę dynamikę przychodów – Escola zanotowała wzrost przychodów o 1081 proc. Spółka ma za sobą trzy udane finansowania crowdfoundingowe, z których pozyskała 3,25 mln zł. Spółka konsekwentnie realizuje cele i przejmuje kolejne spółki technologiczne, poszerzając portfolio swoich usług i zespół doświadczonych programistów. Tylko w tym roku Escola przejęła platformę myVOD, software house – Deal IT, czy krakowską spółkę ClickMaster, organizatora międzynarodowej konferencji rynku mobilnego – Mobile Trends.

– Akwizycje pozwalają nam na dużą dynamikę rozwoju i pozyskanie specjalistów na rynku. Z kolei mała rotacja pracowników w obrębie grupy sprzyja budowaniu zgranego i rozbudowanego zespołu. Sukces i wyróżnienie, które teraz osiągnęliśmy to nasza wspólna praca. Kolejny krok milowy, który niedługo osiągniemy to planowany na pierwszą połowę 2022 roku debiut na NewConnect – dodaje Krzysztof Wojewodzic.

Ranking Deloitte Technology Fast 50 Central Europe to zestawienie najszybciej rozwijających się firm technologicznych w regionie Europy Środkowej. Oprócz firm wyróżnionych w głównej kategorii Fast 50, Deloitte Central Europe nagrodził też młodsze firmy w kategorii „Growth Stars”, które wchodzą w skład zestawienia „Companies to watch”. Firmy samodzielnie zgłaszają chęć udziału w rankingu, a Deloitte weryfikuje podane przez nie dane finansowe.

Oprócz bazowej działalności, przejęcia i tworzenie spółek zależnych oraz akwizycja innych software house’ów są głównymi elementami strategii Escola. Pozwala to na pozyskanie doświadczonych programistów oraz zwiększenie liczby prowadzonych projektów. Escola SA w 2021 r. zajęła 6. miejsce w światowym rankingu najszybciej rosnących firm IT według Clutch. Spółka zanotowała średni wzrost przychodów o 180 % za lata 2019-2020. Ranking Clutch zestawia 100 najszybciej rozwijających się firm IT i jest oparty na bezwzględnej stopie wzrostu przychodów w latach 2019-2020.

Mocne zamknięcie tygodnia

Jeszcze wczoraj zapowiadało się, że ten tydzień zakończy się relatywnie spokojnie. W wyniku wiadomości o nowej odmianie koronawirusa mamy jednak niespodziewaną promocję na złotego. Zwykle waluty nie brały udziału w Black Friday.

Korekta na dolarze po Święcie Dziękczynienia

Amerykanie świętowali wczoraj i było to widać na parach związanych z dolarem. Żeby było jeszcze nudniej to nawet zwyczajowy punkt programu w czwartki, czyli publikację danych o wnioskach o zasiłek dla bezrobotnych, przeniesiono na środę. Swoją drogą dzięki temu jednemu dniu mniej w danych mieliśmy w środę rekordowo dobry wynik od początku pandemii. Za tydzień jednak będziemy mieć wyjątkowo słaby, bo będzie dzień więcej. Dzisiejszy dzień zaczął się od dość wyraźnej przeceny dolara. Traci na wartości około pół centa na razie. Warto jednak pamiętać, że jesteśmy przed otwarciem rynków za oceanem, więc to się może jeszcze mocno zmienić.

Funt traci mimo danych

Poznaliśmy wczoraj wartość indeksu sprzedaży detalicznej w Wielkiej Brytanii. Co interesujące, mamy spadki funta pomimo lepszych od oczekiwań danych. Indeks wyniósł 39 punktów, co jest wzrostem o 4 punkty wyższym od i tak optymistycznych oczekiwań. W przypadku takich indeksów ciężko chwycić punkt odniesienia czy to dużo, czy mało. Warto jednak zwrócić uwagę, że jest to drugi najlepszy rezultat od początku pandemii. Nie zmienia to faktu, że funt jest w lekkim odwrocie w ostatnich dniach. Z drugiej strony w poprzednim tygodniu brytyjska waluta ustanowiła kolejne rekordy wartości względem euro od wyjścia ze struktur unijnych. Korekta po takim wydarzeniu nie jest niczym nadzwyczajnym.

Kolejna panika na giełdach?

Piątkowy poranek rozpoczął się od gwałtownego tąpnięcia na rynkach. Giełdy europejskie otworzyły się 2-3% niżej. Analitycy wiążą to z informacjami o nowej mutacji koronawirusa i potencjalnymi zagrożeniami dla gospodarki. Wraz ze spadkami na giełdach w dół idą też waluty rozwijających się państw. Traci zatem nie tylko polski złoty, ale również czeska korona i forint węgierski. W rezultacie tego ruchu euro ponownie osiągnęło 4,70 zł. Jak to często ma miejsce w sytuacjach silnych emocji, inwestorzy przenoszą swoje środki na franka. Nie może zatem dziwić, że frank znów atakuje poziom 4,50 zł.

W kalendarium danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Black Friday na rynkach finansowych

Zwyczajowo Black Friday to dzień wyprzedaży w sklepach, jednak w tym roku prawdziwe przeceny pojawiły się rynkach finansowych. W dół poszły akcje, notowania ropy, a nawet kryptowaluty.

Zarówno Eurostoxx 50, jak i niemiecki DAX zdają się tracić w piątek, 26 listopada po ok. 3 proc. Wcześniej istotne przeceny odnotowały giełdy w regionie Azji i Pacyfiku.

Winny nowy koronawirus?

– Do spadków może dochodzić w związku z obawami o rozprzestrzenianie się właśnie zidentyfikowanego i prawdopodobnie odpornego na szczepionkę koronawirusa. Nowy wariant, który został już wykryty w RPA, Botswanie i Hongkongu, skłonił Wielką Brytanię do ogłoszenia tymczasowego zakazu lotów z sześciu krajów południowej Afryki – wyjaśnia Daniel Kostecki, dyrektor polskiego oddziału Conotoxia Ltd., spółki świadczącej usługę Forex dla użytkowników portalu Cinkciarz.pl.

Inwestorzy mogą się teraz obawiać, że inne kraje wprowadzą podobne zakazy. Co więcej, na nastroje negatywnie mogą wpływać wprowadzane w Europie covidowe ograniczenia oraz perspektywa szybszego zacieśnienia polityki monetarnej w USA, gdzie kontrakty terminowe zdają się dziś tracić na wartości. Futures na S&P 500 spada o 1,8 proc., zaś na Nasdaq 100 o 1,2 proc. Najwięcej, bo ponad 2,2 proc., wydaje się tracić Dow Jones.

Jak OPEC odpowie na uwolnienie strategicznych rezerw?

Do spadków na rynkach akcji dołączyły również kontrakty terminowe na ropę WTI, które zdają się tracić ponad 5 proc. Baryłka ropy jest dziś wyceniana na ok. 74, a to najniższy poziom od blisko czterech tygodni.

– Tu na przecenę mogą wpływać rosnące obawy o nadwyżkę surowca na globalną skalę w pierwszym kwartale 2022 r. Wynikają one ze skoordynowanego uwolnienia rezerw ropy przez głównych konsumentów, m.in. Stany Zjednoczone, Wielką Brytanię, Indie czy Japonię – komentuje Daniel Kostecki z Conotoxia Ltd.

Rada doradcza OPEC spodziewa się nadwyżki 400 tys. baryłek dziennie (bdp) w grudniu i przewiduje, że jeśli nastąpi uwolnienie rezerw, to nadwyżka wzrośnie do 2,3 mln bdp w styczniu oraz 3,7 mln bdp w lutym.

Sojusz OPEC+ spotka się 1-2 grudnia, aby zdecydować, czy kontynuować planowane zwiększenie poziomu wydobycia o 400 tys. bdp w styczniu.

– Niektórzy członkowie kartelu już ostrzegli, że uwolnienie rezerw strategicznych może doprowadzić do wstrzymania dostaw ropy z OPEC+. Jednocześnie czwarta fala zachorowań na koronawirusa w Europie i nowy wariant COVID z RPA, który może zmniejszyć skuteczność szczepionek, mogą pogarszać perspektywy popytu – komentuje Daniel Kostecki.

Wyprzedaż kryptowalut

Na rynku kryptowalut także możemy zaobserwować gwałtowne przeceny. Cena bitcoina spadła dziś poniżej 55 tys. USD, co zdarzyło się po raz pierwszy od półtora miesiąca. Kurs ETH/USD spadł zaś do 4 tys. USD, a litecoin zniżkował poniżej 200 USD i znalazł się na najniższym poziomie od 20 dni.

– Przed dzisiejszą wyprzedażą kryptowaluty miały za sobą wiele udanych tygodni. Wystarczy wspomnieć, że ethereum od początku roku zyskało na wartości blisko 500 proc., a cena bitcoin w USD wzrosła o ok. 100 proc. – przypomina dyrektor polskiego oddziału Conotoxia Ltd.

E-bilet bez śledzenia lokalizacji – Fintech Spark i Przelewy24 udostępniają płatności za autostrady

Brak śledzenia lokalizacji i potrzeby przedpłacania konta, błyskawiczna rejestracja i możliwość opłaty za wybrany odcinek autostrady – to tylko niektóre z cech wyróżniających aplikację Spark, za pośrednictwem której już od 1 grudnia będzie można uiścić opłatę za bilet autostradowy. Spark – rozwiązanie, opracowane dzięki współpracy Platformy Detalistów i Przelewy24, umożliwia zakup e-biletu przed rozpoczęciem jazdy oraz opłacenie przejazdu dowolnego innego samochodu czy kierowcy. Usługa będzie udostępniona w pierwszej kolejności dla użytkowników systemu iOS, a kilka dni później także dla korzystających z Android.

Infografika Spark

1 grudnia 2021 r. z państwowych, płatnych odcinków autostrad A2 i A4 znikną bramki. Od tego dnia każdy kierowca, wjeżdżający na autostradę samochodem o dopuszczalnej masie całkowitej poniżej 3,5t lub motocyklem, zobowiązany będzie posiadać ważny bilet autostradowy. W przeciwnym razie grozi mu mandat 500 zł.

Bilet autostradowy będzie można kupić w formie drukowanej, np. na stacji paliw lub w kiosku, bądź online i w aplikacjach mobilnych. Fintech Spark, dzięki współpracy z wiodącym dostawcą płatności elektronicznych Przelewy24, proponuje alternatywę dla rozwiązań „śledzących” lokalizację użytkownika (np. aplikacja e-TOLL) i od 1 grudnia umożliwi kierowcom zakup e-biletu na wybrany odcinek autostrady przed rozpoczęciem podróży.

Jacek Kinecki, CCO Przelewy24
Jacek Kinecki, CCO Przelewy24

To kolejny raz, gdy z fintechem Spark proponujemy w Polsce rozwiązanie, które o krok wyprzedza wszystkie inne dostępne na rynku. Po skutecznie wdrożonych e-paragonach, teraz stworzyliśmy funkcjonalność, dzięki której kierowcy za pomocą kilku kliknięć zarejestrują się w aplikacji Spark z jednorazowym dodaniem karty w systemie Przelewy24 i otrzymają bilet autostradowy w postaci elektronicznej. Bez śledzenia lokalizacji czy ryzyka otrzymania mandatu – mówi Jacek Kinecki, członek zarządu Przelewy24, które odpowiadają za realizowanie płatności w ramach Spark.

E-bilet jest ważny 48 godzin, można wybrać datę początku jego ważności i zapłacić bez wcześniejszego zasilania specjalnego konta. Możliwy jest również zakup biletu dla innej osoby (np. starszej, nieobsługującej smartfonów i aplikacji) oraz zakup kilku biletów z wyprzedzeniem, jeśli zajdzie taka potrzeba. Dodatkowo, w przypadku zmiany planów, istnieje możliwość zwrotu biletu przed rozpoczęciem jego terminu ważności. W sytuacji, gdy komuś zdarzy się już wjechać na autostradę bez biletu – Spark umożliwia „awaryjny” zakup biletu z datą wsteczną do 5 dni – takiej możliwości nie dają rozwiązania “śledzące”. Bilet ma postać elektroniczną i może służyć jako podstawa do ujęcia w kosztach prowadzonej działalności gospodarczej.

Cezary Pierzan Platforma Detalistów
Cezary Pierzan, współtwórca aplikacji Spark, prezes Platformy Detalistów

W przypadku rozwiązań śledzących lokalizację kierowcy obawy o prywatność (w zamian za półautomatyczne podstawienie informacji o wjeździe i zjeździe z autostrady) to tylko wierzchołek góry lodowej. Warto podkreślić, że aby system mógł w ogóle działać, niezbędne jest spełnienie wielu wymogów czy rekomendacji – m.in. telefon powinien być włączony i odblokowany, a aplikacja uruchomiona “na wierzchu” przez cały czas podróży (a nie w tle) z aktywowanym trybem śledzenia jeszcze przed wjazdem na autostradę. Do poprawnego działania systemu należy także włączyć powiadomienia push oraz transmisję danych internetowych. Ponadto kierowca musi pamiętać o zapewnieniu zasilania urządzenia na całej trasie i wyłączeniu trybu oszczędności baterii. Niespełnienie któregokolwiek z wymogów wiąże się z ryzykiem nieprawidłowego działania systemu i niewydaniem biletu, a w konsekwencji z mandatem – komentuje Cezary Pierzan, współtwórca aplikacji Spark, prezes Platformy Detalistów.

I dodaje – prawdopodobnie znajdą się zwolennicy jednego, jak i drugiego modelu wnoszenia opłat za przejazdy. Biorąc jednak pod uwagę wspomniane już wymogi i brak gwarancji poprawnego wydania biletu, bezpieczniejszym wyborem jest jego zakup przed podróżą. Spark jest rozwiązaniem, które zapewnia komfort spokojnej jazdy niezakłóconej kontrolowaniem telefonu i nie naraża kierowcy na mandaty, z żadnego powodu.

Funkcja zakupu e-biletu autostradowego w Spark będzie dostępna na smarftonach z systemem iOS od 1 grudnia, a kilka dni później także dla korzystających z Android. Samą aplikację można pobrać już dziś.

„Ból” łańcuchów dostaw zaczyna słabnąć

Widzimy oznaki, że łańcuchy dostaw ponownie dostosowują się do ogromnego popytu i przemieszczeń obserwowanych w tym roku. Nasz wskaźnik „bólu” łańcucha dostaw spadł o 20 proc. od szczytów z początku października przy niższych cenach chipów komputerowych, frachtu i energii. Spadek ten prawdopodobnie powiększy się w przyszłym roku, ponieważ łańcuchy dostaw będą się dalej dostosowywać, pomagając złagodzić obawy związane z inflacją i marżą zysku przedsiębiorstw. Powinno to pomóc sektorom handlu detalicznego (@ShoppingCart) i motoryzacyjnemu (@ChinaCar). Ale także spedytorom takim jak Maersk (MAERSKB.COM), Zim (ZIM) i innym „zwycięzcom” dyslokacji.

DOBRA WIADOMOŚĆ

Ceny tanich chipów komputerowych DRAM, przesyłek masowych i kontenerowych oraz europejskiego gazu ziemnego spadły w porównaniu do momentów szczytowych. Były to cztery najbardziej dotknięte obszary globalnych łańcuchów dostaw i te wczesne oznaki złagodzenia wąskich gardeł są bardzo mile widziane. Nasz prosty ważony wskaźnik „bólu” dziennego łańcucha dostaw osiągnął szczyt sześć tygodni temu, po wzroście o 200% w tym roku.

MNIEJ POZYTYWNIE

Wskaźnik „bólu” nadal pozostaje bardzo wysoki, a łańcuchy dostaw wciąż są napięte. Również większe i bardziej „lepkie” części inflacji zaczęły się pogarszać. Składnik „schronienia” inflacji w USA rośnie (+3,5 proc. w zeszłym miesiącu) i stanowi 30 proc. indeksu. Jednocześnie średnie stawki godzinowe, które mają wpływ na całą gospodarkę, wzrosły w zeszłym miesiącu o 4,9 proc. Rozluźnienie łańcuchów dostaw zmniejszy stopę inflacji i obawy w przyszłym roku, ale dżin może być już poza butelką.

Ból łańcuchów dostaw

Ben Laidler, strateg ds.rynków globalnych w eToro

Polski Ład – osoby liczące na bardzo duże ulgi podatkowe, mogą poczuć się rozczarowani

Polski rząd przeprowadza ofensywę reklamującą korzyści płynące z Polskiego Ładu. Kilkanaście milionów ulotek pod hasłem: „Niższe podatki i więcej pieniędzy w portfelach Polaków” wypełniło m.in. tradycyjne skrzynki pocztowe. Polski Ład przyniesie bardzo wiele zmian. Wydaje się, że skala tych pożytków, które były reklamowane, nie będzie aż tak duża, jak zakładano – zwłaszcza po odjęciu kosztów dodatkowych, o których się nie mówi – podobnie jak o tym, że składka zdrowotna nie będzie obliczana jako zaliczka na podatek dochodowy. Spowoduje to, że wszyscy, którzy byli adresatami tej zmiany oraz osoby liczące na bardzo duże ulgi podatkowe, mogą poczuć się rozczarowani. Natomiast jest pewna grupa osób, która sygnalizowała, że duża część tych zmian będzie kosztem obciążenia ich pracy. W związku z tym podniesie to koszty wytwarzania towarów, dóbr i usług. Specjaliści podatkowi wskazują, że kolejne miesiące to będzie bardzo trudny okres dla osób odpowiedzialnych w firmach za prawidłowe rozliczenie z ZUS i urzędem skarbowym.

– Zmiany wynikające z Polskiego Ładu, mogą okazać się kolejnym czynnikiem podnoszącym inflację. Wszystko za sprawą tego, że firmy będą obciążone większymi kosztami. Koszty, jakie poniosą pracodawcy, są nieporównywalne z tym, co trzeba będzie zrekompensować pracownikom kluczowym dla firm. Często mówi się, że osób zarabiających najwięcej jest niewiele i wystarczy obciąć im pensję. Trzeba jednak pamiętać, że zazwyczaj są to specjaliści ustawiający pracę tak, aby reszta pracowników mogła spokojnie pracować – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej. – Mówimy tu o specjalistach ze strony zarządczej lub merytoryczno-technicznej. Bez ich pracy cały proces jest bez sensu, bo może okazać się nierealizowalny. Jeżeli zdarzyłoby się, że część z nich stwierdzi, że takie obcinanie pensji zacznie ich irytować – to mogą chcieć zmienić miejsce pracy. Często będą to duże straty dla danej firmy. Być może trzeba będzie zatrudnić kogoś jeszcze drożej albo nakłonić do powrotu – co też okaże się droższe. To wszystko odbije się na kosztach wytwarzania, a więc także na cenach towarów i usług. Istnieje zagrożenie, że problem ten powróci. Osoby, które miały mieć dużą ulgę i miały zachować „w kieszeni” więcej pieniędzy – po pierwsze będą mieć ich znacząco mniej, a po drugie większą część tych oszczędności będą musieli wydawać. Polska gospodarka nadal dochodzi do siebie po ciężkim i długim okresie pandemii – zatem trudno wskazać konkretne kroki ze strony administracji, które miałyby przyśpieszyć proces wracania stanu sprzed kryzysu – analizuje Soroczyński.

Zaległości e-commerce przekraczają 292 mln zł, ale rosną wolniej niż przed pandemią

Dla przedsiębiorców z branży e-commerce zbliża się czas najważniejszych w roku żniw, które nierzadko decydują o kondycji firm na kolejne 12 miesięcy. Lawinę zakupów uruchamia Black Friday, atmosferę podkręca przypadający na najbliższy poniedziałek Cyber Monday, czyli promocje w sieci, a potem rusza grudniowe szaleństwo związane ze świętami i sylwestrem. Fakty są jednak takie, że dzięki pandemii handel online cały czas jest na dopingu, mimo tego jego finanse nie prezentują się najlepiej. Jak pokazują dane Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK, zaległości e-handlu wobec banków i dostawców wzrosły przez rok o ponad 21 mln zł i przekroczyły 292 mln zł.

W tym roku Black Friday nabiera szczególnego wymiaru ze względu na fakt, że przed rokiem pandemia koronawirusa ograniczyła możliwość urządzania szalonych przecen w sklepach stacjonarnych. Jesienny lockdown w handlu został zniesiony w sobotę 28 listopada 2020 r., a więc dzień po Czarnym Piątku. Z tego względu znacznie większą popularnością cieszyły się promocje w sieci. Według operatora płatności online Blue Media, liczba transakcji w ciągu Czarnego Tygodnia 2020 wzrosła o 91,5 proc. w stosunku do 2019 r. Teraz wyniki sprzedażowe mogą się rozłożyć także na sklepy handlujące stacjonarnie.

A liczba sklepów internetowych w Polsce rośnie, w ciągu ostatnich trzech lat w tempie 25 proc. rocznie – wynika z informacji zebranych przez wywiadownię gospodarczą Dun&Bradstreet. Stawia to Polskę w czołówce najszybciej rozwijających się rynków e-commerce w Europie. W połowie września 2021 r. w KRS zarejestrowanych było w sumie 51 tys. sklepów internetowych – o ponad 6,3 tys. (14 proc.) więcej niż na koniec roku 2020. Jednak, jak wynika z analizy Dun&Bradstreet, tylko 1,5 proc. polskich e-sklepów jest w bardzo dobrej sytuacji finansowej, a w dobrej 23 proc. Dominują firmy w słabej formie (67 proc.), a w bardzo złej jest ponad 8 proc. Od początku tego roku działalność zawiesiło ponad 4,4 tys. zarejestrowanych w Polsce sklepów internetowych.

Zaległości e-commerce przekraczają 292 mln
Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor i baza informacji kredytowych BIK

O poprawie, ale jednocześnie wciąż dalekiej od ideału rzetelności płatniczej e-handlu, mówią także dane zgromadzone w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie informacji kredytowych BIK. Ze statystyk tych wynika, że przez rok niespłacone zadłużenie branży e-commerce względem banków i kontrahentów wzrosło o 21,3 mln zł do ponad 292 mln zł na koniec września.

I choć liczba zadłużonych e-sklepów nie przyrasta aż tak gwałtownie (wzrost o 1 proc. w ciągu roku i o 6 proc. od początku pandemii), to znacząco pogłębiają się zaległości dotychczasowych dłużników. Średnio na jeden sklep przypada już 63 373 zł zaległych zobowiązań, podczas gdy w marcu ubiegłego roku było to 58 715 zł. Obecnie problemy finansowe ma 4614 aktywnych, zawieszonych i zamkniętych podmiotów. Od początku pandemii zaległości branży wzrosły o niespełna 38 mln zł.

Kłopoty z zaległymi zobowiązaniami wobec banków i kontrahentów dotyczą 4,3 proc. firm e-commerce. To nieznacznie mniej niż na początku pandemii i znacznie mniej niż wynosi średnia dla całej gospodarki, która kształtuje się na poziomie 5,7 proc. Co nie mniej istotne, w okresie pandemii tempo przyrostu zaległości firm zajmujących się zdalną sprzedażą znacznie spowolniło i już nie przekracza, a nawet nie dorównuje średniej, jaką notuje ogół przedsiębiorstw. W ostatnie półtora roku przeterminowane zobowiązania firm dłużników podwyższyły się o 16 proc., a w ciągu roku o 12 proc.

– Choć branża jest cały czas na fali wznoszącej, to jednak nie ma wątpliwości, że część sklepów internetowych, jak to się dzieje każdego roku, nie poradzi sobie na rynku. Wyzwaniem jest silna konkurencja również ze sklepami zagranicznymi oraz naturalny z czasem powrót części klientów do zakupów stacjonarnych. Podwyżka stóp procentowych to także zła wiadomość. Z powodu wyższego kosztu kredytów, firmy mogą mieć utrudniony dostęp do kapitału, a te, które już zaciągnęły kredyty, mają wyższe oprocentowanie i wyższe raty swoich zobowiązań – zauważa Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. – Na pewno nie pomaga też wywołana pandemią zmiana nastawienia do konsumpcji i zakupów, którą widać w deklaracjach Polaków. Ale z drugiej strony wiadomo już, że spora część nowo przekonanych do zakupów w sieci pozostanie wierna e-commerce, a dla ograniczających wydatki kuszący może okazać się model sprzedaży z odroczonym terminem płatności, kup teraz, zapłać później – dodaje.

Co dziesiąty konsument ogranicza wysokie wydatki

Trudno o jednoznaczną odpowiedź, czy na wyprzedażach wydamy więcej. Choć w zeszłym roku w dwa ostatnie miesiące Polacy zaciągnęli 15 proc. kredytów ratalnych więcej niż średnio w pozostałych miesiącach roku, to należy zauważyć, że rok wcześniej różnica ta wynosiła 25 proc. Poza tym deklarowane wydatki na organizację świąt Bożego Narodzenia i zakup prezentów w 2020 r. były o 12 proc. niższe niż przed pandemią. Bo lockdowny i obawy związane również z gospodarczymi i finansowymi konsekwencjami COVID-19 zmieniły nasze nawyki zakupowe. Wprawdzie wraz z trwaniem pandemii trend ten słabnie, ale nadal jednak wiele osób zakłada cięcia wydatków i większą oszczędność.

Jak wynika z badania wykonanego przez Quality Watch na zlecenie Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor, ograniczenie wydatków deklaruje 34 proc. Polaków, w tym 24 proc. ankietowanych mówi, że dotyczy to wszystkich wydatków, a 10 proc., że głównie tych wysokich. Na odreagowywanie pandemii zwiększonymi zakupami handlowcy nie mają co liczyć, bo jest to reakcja marginalna, na którą wskazuje jedynie 1 proc. osób. Ale planowanie to jedno, a realizacja to drugie, bo ponad połowa osób zauważa, że regularnie z powodu nieprzemyślanych, impulsywnych i nietrafionych zakupów traci co miesiąc pieniądze. W większości przypadków chodzi o stosunkowo niewielkie kwoty – do 100 zł miesięcznie (32 proc.), ale są też tacy (5 proc.), którym z tego powodu ubywa z budżetu ponad 200 zł czy nawet powyżej 500 zł (2 proc.).

– Ale w warunkach bombardujących zewsząd przecen, promocji i świątecznej atmosfery jest jeszcze trudniej wykazać się silną wolą – przestrzega Sławomir Grzelczak.

Badanie Quality Watch zrealizowane dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor w dniach 1-4 października 2021 r., metodą CAWI (komputerowo wspomagany wywiad internetowy) wśród Polaków w wieku 18+. Reprezentatywność ze względu na: wiek, płeć, wielkość miejsca zamieszkania. Próba n=1071

Ostateczny wyrok Sądu Najwyższego – 5 mln zł dla MCI za JTT

5 mln złotych – tyle razem z odsetkami wyniesie odszkodowanie dla MCI Capital ASI SA za szkody z tytułu utraty wartości akcji JTT Computer SA, której MCI było akcjonariuszem.

Sąd Najwyższy utrzymał 25.11.2021 r. w mocy wyrok Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu z dnia 18 września 2018 roku, który zasądzał na rzecz MCI odszkodowanie od Skarbu Państwa w wysokości 2,19 mln zł z ustawowymi odsetkami od 8 czerwca 2006 roku do dnia zapłaty. Oznacza to, że łączna suma odszkodowania wyniesie ok. 5 mln zł. Jednocześnie SN oddalił skargę kasacyjną Prokuratorii Generalnej odmawiającą MCI przyznania odszkodowania.

Ostateczny wyrok SN dotyczy powództwa wniesionego przez MCI przeciwko Skarbowi Państwa – Naczelnikowi Dolnośląskiego Urzędu Celno-Skarbowego we Wrocławiu. Przedmiotem tego powództwa było rozpoznanie skargi kasacyjnej spółki od wyroku Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu z dnia 18 września 2018 roku w części oddalającej powództwo spółki, tj. co do kwoty 26.631.829,00 zł wraz z odsetkami ustawowymi oraz skargi kasacyjnej pozwanego Skarbu Państwa – Naczelnika Dolnośląskiego Urzędu Celno-Skarbowego we Wrocławiu.

– Chociaż suma przyznanego odszkodowania jest znacznie niższa od naszych oczekiwań, to mamy ogromną satysfakcję i potwierdzenie, że polscy przedsiębiorcy mogą dochodzić swoich praw przez sądami za błędne i nieprawidłowe decyzje organów skarbowych w przeszłości – mówi Tomasz Czechowicz, prezes zarządu MCI Capital. – Wyrok Sądu Najwyższego kończy sprawę w Polsce i potwierdza, że kwestia przyznania odszkodowania MCI była bezsporna – dodaje. Tym samym dzięki działaniom prawnym MCI ustanowiono precedens sądowy – przyznania odszkodowania akcjonariuszowi za szkody wyrządzone spółce, w której akcje posiadał. Łączna kwota, która trafi do MCI jest jednym z najwyższych do tej pory, przyznanych przez sąd w Polsce, odszkodowań za szkody wyrządzane przez błędne decyzje organów skarbowych.

W 2006 roku MCI rozpoczęła ze Skarbem Państwa spór mający na celu doprowadzenie do naprawienia szkody powstałej w majątku spółki związanej z utratą wartości akcji JTT. Szkoda ta była skutkiem błędnych decyzji podjętych przez Skarb Państwa, które doprowadziły do upadłości JTT i naraziły MCI na stratę oszacowaną na poziomie 28,9 mln zł. Zostało to potwierdzone wyrokiem z dnia 12 kwietnia 2011 r. na podstawie którego Sąd Apelacyjny we Wrocławiu zasądził na rzecz MCI odszkodowanie w wysokości 28,9 mln zł. Razem z naliczonymi na tamten dzień odsetkami w wysokości 17,5 mln zł dawało to kwotę 46,4 mln zł. Skarb Państwa odwołał się jednak od tej decyzji, a Sąd Apelacyjny zmniejszył wysokość odszkodowania do 2,19 mln wraz z odsetkami. Teraz Sąd Najwyższy ostatecznie podtrzymał ten wyrok i nakazał wypłatę odszkodowania.

CIT od przerzuconych dochodów – czy będzie skuteczny?

Polski Ład wprowadza podatek, którego celem jest ukrócenie przerzucania kosztów bezpośrednich lub pośrednich na powiązane podmioty. Podpisana przez prezydenta ustawa ma zapobiec agresywnej optymalizacji podatkowej polegającej na unikaniu płacenia podatków w Polsce przez transfer dochodów do podmiotów zarejestrowanych w innych państwach.

CIT ratunkiem dla PKB

Zmiana w ustawie ma być odpowiedzią na odnotowywany spadek wpływu z CIT w relacji do PKB. Wpływy z podatku w 2008 roku stanowiły 2,7 % PKB, w 2014 roku spadły do 1,7%, a w 2018 wyniosły 2,1 %.

– Podatek dochodowy od osób prawnych jest ważnym źródłem finansowania budżetu państwa. Dlatego też władze starają się wpłynąć na firmy, szczególnie duże korporacje, aby nie transferowały za granicę należności do powiązanych podmiotów. Dzieje się tak pod pretekstem ponoszonych opłat za działania reklamowe, doradcze, prawa do korzystania ze znaków zastrzeżonych czy innych niematerialnych usług. Zmiany mają więc uniemożliwić firmom mającym rezydencję podatkową na terenie Polski unikania opodatkowania, poprzez zapłatę gigantycznych kwot np. za prawo do używania znaku towarowego powiązanemu podmiotowi zagranicznemu – tłumaczy Teresa Warska, ekspert ds. podatków w Systim.

Jak będzie wyglądał podatek

Nowe prawo stanowi, że podatnik będzie zobowiązany do odprowadzania CIT od przerzuconych dochodów, jeżeli faktycznie zapłacony podatek dochodowy za rok, w którym otrzymał należność w państwie rezydencji jest niższy o co najmniej 25% od kwoty podatku, który byłby należny, gdyby zastosować 19% stawkę CIT.

Warunkiem powstania obowiązku podatkowego jest to, aby wymienione w ustawie koszty stanowiły co najmniej 50% wartości uzyskanych przychodów podmiotu powiązanego, w rozumieniu przepisów o podatku dochodowym lub przepisów o rachunkowości – wyjaśnia ekspert.

Niematerialne koszty do opodatkowania

Co będzie zaliczać się do kosztów objętych opodatkowaniem? Będą to między innymi usługi doradcze, badania rynku, usługi reklamowe, zarządzania i kontroli, opłaty za korzystanie lub prawo do korzystania z praw lub wartości, przeniesienia ryzyka niewypłacalności dłużnika z tytułu pożyczek czy też koszty finansowania dłużnego związane z uzyskaniem środków finansowych i korzystaniem z tych środków.

Jeżeli wymienione koszty będą stanowić co najmniej 3% sumy wszystkich kosztów uzyskania przychodu będą one podlegać opodatkowaniu 19% CIT.

Czy zmiany będą skuteczne?

Podatek nie będzie obejmował płatności na rzecz podmiotów z terenu Europejskiego Obszaru Gospodarczego, czyli Unii Europejskiej oraz Islandii, Lichtensteinu, Norwegii i Szwajcarii. O ile więc firmy nie będą już transferowały dochodów do tzw. rajów podatkowych, o tyle wciąż będzie to możliwe na terenie EOG. A stawka podatku CIT w krajach członkowskich nie jest jednolita. Na Węgrzech wynosi 9%, a w Irlandii 12,5%, co może być zachęcające dla dużych korporacji – zauważa specjalistka Systim.pl

Ustawa z dnia 29 października 2021 r. o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych oraz niektórych innych ustaw, której dotyczą omawiane zmiany opublikowana została 23.11.2021 r. w Dzienniku Ustaw. Podatek CIT od przerzucanych dochodów zacznie obowiązywać od 2022 roku.

Serwisy z ogłoszeniami puchną od nowych ofert w branży IT. Wzrosty są na poziomie nawet ponad 80%

Zapotrzebowanie na pracowników w branży IT wciąż rośnie. Potwierdzają to dane z rynku. W III kwartale tego roku na portalu Praca.pl zamieszczono niespełna 19 tys. ofert w tym obszarze, czyli około 30% więcej niż rok wcześniej. W tym samym czasie w serwisie Jobs.pl odnotowano wzrost liczby takich propozycji o 4%. Z kolei Gratka.pl opublikowała dziennie 83% więcej nowych i aktualizowanych ogłoszeń. Natomiast w serwisie OLX Praca różnica wyniosła 30%. Ale wzrosty rok do roku były widoczne już we wcześniejszym kwartale. Wtedy na Praca.pl liczba ofert podskoczyła aż o prawie 600%. Do tego eksperci przekonują, że rynek nadal będzie się powiększał i propozycji będzie wciąż przybywać.

Prawie 18 920 ofert pracy dla informatyków zostało opublikowanych w trzecim kwartale br. na portalu Praca.pl. To o około 30% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy było ich 14 510. W tym samym czasie w serwisie Jobs.pl nastąpił wzrost o 4%, z 5 934 na 6 176 propozycji. Z kolei Gratka.pl, ukierunkowana na rekrutacje tzw. niebieskich kołnierzyków, odnotowała skok o 83%. Od lipca do września br. publikowała dziennie średnio 133 nowe i aktualizowane ogłoszenia dotyczące pracy w IT, a  rok wcześniej – 73. Z kolei serwis OLX Praca kieruje swoją ofertę głównie do sektora blue i gray collar, ale w kategorii IT/telekomunikacja odnotował wzrost liczby unikalnych ogłoszeń. Od lipca do września br. było ich 3 115, a rok wcześniej – 2 388.

– Wzrost liczby ofert pracy świadczy o tym, że branża wraca do normy po lockdownach. A wyniki na poziomie 30% i więcej pokazują jej ciągły i dynamiczny rozwój. Natomiast przytoczone dane na pewno nie uwzględniają headhuntingu, który w IT czasem jest jedyną skuteczną metodą na zatrudnienie eksperta. Na LinkedIn profesjonaliści z dużym doświadczeniem czasem otrzymują bardzo dobre propozycje. I to nawet, jeśli mają wyłączony status „poszukuję pracy”. To mówi o bardzo dużym zapotrzebowaniu na specjalistów – komentuje Sergiusz Diundyk, szkoleniowiec oraz międzynarodowy ekspert z branży IT.

Jak stwierdza Maciej Zaradkiewicz, Senior Manager w Hays Poland, ekspert rynku IT, sytuacja jest bardzo korzystna z perspektywy kandydatów. W 2021 roku wzrosło zapotrzebowanie na specjalistów w każdym obszarze. Począwszy od rozwoju oprogramowania, poprzez infrastrukturę, bezpieczeństwo, a skończywszy na przetwarzaniu danych. Często wiąże się to ze wzrostem presji płacowej, a co za tym idzie – ze stałym podnoszeniem wynagrodzeń. Z kolei Sergiusz Diundyk zaznacza, że firmy czasem chcą płacić pracownikom nawet ponad 20-30 tys. zł miesięcznie netto, ale często nie mają komu.

– Rynek wymusza przede wszystkim podawanie widełek wynagrodzenia. W obszarze IT oferty bez tego elementu w zasadzie przestają mieć rację bytu. Tym samym warunki, które proponuje się kandydatom na stanowiska IT, są zdecydowanie konkurencyjnie. Oprócz bardzo wysokiego wynagrodzenia są też dopasowane benefity, a także klarowne możliwości rozwoju i doskonalenia kompetencji – podkreśla Aleksandra Wesołowska z portalu Praca.pl.

Ekspert z Hays Poland zaznacza, że pierwsze oznaki odmrożenia rynku IT pojawiły się wczesną jesienią 2020 roku. Natomiast od stycznia br. obserwujemy wzmożoną aktywność w zakresie rekrutacji. Jak wynika z danych udostępnionych przez serwisy ogłoszeniowe, wzrosty liczby ofert w tym obszarze były widoczne w drugim kwartale br. w porównaniu z analogicznym okresem roku wcześniejszego. W Praca.pl nastąpił skok o prawie 600% (z niespełna 7 900 do 50 080 ofert), a w Jobs.pl – o ok. 6,2% (z 5 523 do 5 867). Z kolei w przypadku serwisu Gratka.pl propozycji było o prawie 38% więcej niż wcześniej (II kw. 2020 r. średnio 82 ogłoszenia dziennie nowe lub aktualizowane, a rok później – 113), a w OLX Praca – o 33% (z 2 267 do 3 007).

– W okresie od kwietnia do czerwca ub.r. pracodawcy ze względu na pandemię publikowali najmniej ogłoszeń. Część rekrutacji była też zamrożona. Natomiast drugi kwartał tego roku to z kolei powrót do normalności i bardzo duży popandemiczny wzrost zapotrzebowania na specjalistów z obszaru IT – opisuje Aleksandra Wesołowska.

Z kolei Maciej Zaradkiewicz informuje, że utrzymuje się wysoki popyt na specjalistów w obszarze rozwoju oprogramowania m.in. programistów aplikacji webowych i mobilnych. Wiele ciekawych ofert dotyczy doświadczonych programistów front-end, zwłaszcza biegłych w pracy z React.js. Na szeroką skalę poszukiwani są również inżynierowie DevOps. Szczególnie cenieni są fachowcy z doświadczeniem w pracy z technologiami chmurowymi. Pracodawcy poszukują ekspertów w dziedzinie analizy i przetwarzania danych oraz uczenia maszynowego. Na brak ofert pracy nie mogą narzekać również eksperci w dziedzinie cyberbezpieczeństwa.

– Patrząc na te dane, trzeba zauważyć, że wzrost zapotrzebowania na informatyków do 20% rok do roku jest już niemal pewną normą. Natomiast sytuacja w 2022 roku będzie zależeć od tego, czy ponownie zostaną zamknięte poszczególne branże, które korzystają ze wsparcia IT. Jeśli nie dojdzie do lockdownów, można przewidywać tylko rosnącą liczbę ofert pracy. Natomiast rola portali z ogłoszeniami będzie powoli wygasać, a do tego zwiększy się udział innych metod rekrutacji – stwierdza Sergiusz Diundyk.

Zdaniem eksperta z Hays Poland, należy oczekiwać, że trendy nadal będą wzrostowe. Ale jednocześnie ekspert zwraca uwagę na najbardziej pożądane na rynku stanowiska IT. W takich przypadkach publikacja ogłoszeń nie przynosi spodziewanych efektów, bowiem kandydaci stosunkowo rzadko na nie aplikują. Zamieszczenie oferty w sieci zazwyczaj odgrywa wyłącznie funkcję pomocniczą w pracy rekruterów. Kandydaci pozyskiwani są poprzez aktywny kontakt m.in. za pośrednictwem mediów społecznościowych czy też drogą poleceń i networkingu.

Wirtualna rzeczywistość. Terapeutyczna zmora, ale też nadzieja

Coraz więcej nastolatków cierpi na zaburzenia depresyjnie. Zadania nie ułatwiają media społecznościowe, które poprzez filtry kształtują wypaczony obraz ciała. Wolni od problemów nie są również dorośli, którzy „podrasowane” selfie przynoszą chirurgom plastycznym jako wzór do zmian. Technologia może jednak też pomóc ludziom, którzy zmagają się z problemami mentalnymi.

Zaczęło się niewinnie. Doczepianie uszy królika, powiększane oczy, diabelskie rogi czy lekkie wygładzanie cery. Jednak to, co śmieszyło i bawiło lub nieznacznie poprawiało wizerunek w sieci, w zawrotnym wręcz tempie zmieniło swoje oblicze. – Filtry i rozszerzona rzeczywistość zawładnęła szczególnie młodszymi użytkownikami. Co więcej, możemy mówić o tym, że dzisiejsze nastolatki żyją nie tylko w kulcie selfie i dzielenia się zdjęciami przy każdej okazji, ale też nie znają innego ciała niż te poprawione przez technologię. Nagle okazuje się, że stojąc przed lustrem, nie rozpoznają siebie, a nawet brzydzą się sobą. Stąd tylko jeden krok do depresji lub innych kłopotów natury mentalnej – mówi Karolina Borek, psychoterapeutka z Risify.pl – startupu umożliwiającego internautom podjęcie indywidualnej psychoterapii bez wychodzenia z domu. – Dzieci często pozostawione są z tym bagażem same ze sobą. Rodzice albo nie rozumieją mediów społecznościowych, albo bagatelizują życie w internecie. Jednak to właśnie „w sieci” rozgrywa się większość najważniejszych spraw i problemów współczesnych nastolatków – dodaje Borek.

Szacuje się, że w Polsce z depresją musi zmagać się między 20%, a nawet 40% nastolatków, którzy nie ukończyli jeszcze 18 roku życia. Szczególnie w trakcie pandemii odsetek ten zdecydowanie wzrósł, a poradnie pękały w szwach.

Facebook wie, ale nie mówi

Informacje są zastraszające. Amerykański Wall Street Journal w serii artykułów opisał jak Facebook oraz Instagram, który również jest w stajni Marka Zuckerberga, ignoruje zagrożenia płynące z używania filtrów w mediach społecznościowych. Wewnętrzne dokumenty Facebooka wskazują na szereg analiz udowadniających negatywny wpływ technologi, ale pokazują też bierność firmy z Doliny Krzemowej. Jedno z badan wskazuje choćby na to, że ponad 30% nastolatek ma zastrzeżenia do swojego ciała i ich zdaniem obecność na Instagramie pogłębia te problemy. – Nie mogą jednak odłączyć się od aplikacji, bo oznaczałoby to – ich zdaniem – uboższe życie towarzyskie czy poczucie wyobcowania. Problem uzależnienia od aplikacji społecznościowych jest jednym z najczęściej spotykanych ostatnim czasie. W szczególności łatwo w tę pułapkę wpada młodzież – zaznacza Karolina Borek z Risify.pl.

Według Media Blaze, amerykańskiej grupy mediowej, 63% nastolatków w wieku 13-17 lat korzysta codziennie z Instagrama, a 54% korzysta ze Snapchata. 62% użytkowników TikTok ma od 10 do 29 lat i jest to najczęściej pobierana aplikacja na świecie. Natomiast już 64% internautów wypróbowało filtry do twarzy lub soczewki.

Selfie z filtrami wzorem dla chirurgów

Problem nie dotyczy jednak tylko młodzieży, bo również starsze osoby mają coraz większy problem z pokazywaniem się bez filtrów. Przykład idzie poniekąd z góry. Kim Kardashian do tego stopnia dba o swój wizerunek, że nawet publikując wideo z zabiegu, który miał jej skórze przywrócić naturalność, wrzuciła na twarz filtr, bo inaczej musiałaby pokazać się bez makijażu. Według Media Blaze w 2017 roku 55% chirurgów plastycznych twierdziło, że rozmawiali z pacjentami, którzy przekonywali, że chcą wyglądać tak jak na selfie z filtrami lub jeszcze lepiej. W 2013 roku liczba ta wynosiła zaledwie 13%. Dziś zapewne ten odsetek nie jest mniejszy niż jeszcze cztery lata temu.

Technologia przy depresji również pomaga

Nie możemy jednak wylewać dziecka z kąpielą. Media społecznościowe mogą być ciekawym dodatkiem do życia zarówno u młodszych jak i starszych. Podobnie jak rozwiązania technologiczne, które mogą poprawiać jakość życia i choćby chwilo zastąpić podstawowe potrzeby. Tak było choćby w trakcie lockdownów, bo gdyby nie aplikacje nie moglibyśmy się zobaczyć czy wspólnie bawić. Również ochrona zdrowia, w tym także opieka psychiatrów czy psychoterapeutów, była możliwa przez jakiś czas niemal tylko w formie online – podkreśla Karolina Borek z Risify.pl.

Wirtualna rzeczywistość może pomóc także w inny, dość niekonwencjonalny sposób. Dzięki niej możemy choćby przymierzyć ubrania. Choć technologia, która za pomocą kamerki przeskanowałaby nasze ciało, jest jeszcze niedostępna, to już dziś możemy ubrać manekina w swoich wymiarach i sprawdzić jak będziemy wyglądali w konkretnej odzieży i jaki właściwie rozmiar mamy zamówić. Wystarczy, że wpiszemy swój wzrost, wagę czy obwód w talii i klatce piersiowej. – Ludzie z depresją bardzo często mają także zaburzone postrzeganie własnej wartości. Nierzadko do tego stopnia, że w sklepie z odzieżą boją się zapytać o inny rozmiar niż ten, który jest na wystawie. Obawa przed byciem ocenionym jest tak ogromna, że odmawiają sobie zakupów, nawet wtedy, gdy coś im się podoba, ale jest w innym rozmiarze. Technologia 3D w takich chwilach może dać im oddech i pozwoli zaspokoić własne potrzeby bez skrępowania – opisuje psychoterapeutka z Risify.

„Win – win” na rynku pracy

Autor tekstu: Grzegorz Gawroński CEO Redegate.compierwszej w Polsce ogólnodostępnej bazy rekrutującej specjalistów wszystkich obszarów i szczebli biznesowych.

Zmieniający się model świadczenia pracy mocno ugruntował na rynku formułę pracy zdalnej i wydaje się, że nie ma już od niej odwrotu. Rzeczywistość determinowana kolejnymi falami pandemii paradoksalnie umocniła pozycję pracowników. Wywołało to wzrost oczekiwań płacowych, a także preferencję zdalnej formuły pracy, co dla wielu jest nie do przyjęcia. W związku z tym zarówno firmy, jak i sami pracownicy, zostali zmuszeni do poszukiwania nowych rozwiązań, które spełnią ich oczekiwania. Z obiektywnych względów jedni i drudzy coraz bardziej skłaniają się w stronę outsourcingu. W pierwszym rzucie proces ten szczególnie dotknie stanowisk specjalistycznych.

Okres uspokojenia po kolejnej fali pandemii spowodował wśród pracodawców chęć powrotu do standardowego modelu pracy w biurach. Dobra koniunktura w niektórych branżach wywołała optymizm i zainteresowanie zatrudnianiem nowych pracowników. Jednak podejmowane procesy rekrutacyjne często kończyły się nie obsadzeniem wolnych wakatów. Jak się okazuje, z reguły było to związane ze zbyt wysokimi oczekiwaniami płacowymi oraz wymogiem umożliwienia świadczenia pracy zdalnej na stałe. Dla wielu firm tak postawione żądania są trudne do przyjęcia, a w dłuższej perspektywie wręcz uniemożliwiają ich dalszy rozwój. Napotykając na ten problem, przedsiębiorstwa zaczęły poszukiwać alternatywnych rozwiązań.

Czy na siłę zatrudniać specjalistów?

W obszarach, w których gospodarka rozwija się najprężniej, brakuje dobrych specjalistów. Nawet jeśli są oni dostępni, mają wysokie oczekiwania związane z wynagrodzeniem. Dodatkowo w dużej mierze cechują się niską lojalnością wobec pracodawców i są skłonni szybko zmienić miejsce zatrudnienia, jeśli znajdą lepszą ofertę. Takie realia uniemożliwiają budowanie stabilnej struktury firmy. Drugim aspektem tego problemu jest praca zdalna, która już na dobre zakorzeniła się w świadomości pracowników. Przeprowadzone obserwacje wskazują, że taki model pracy przypadł im do gustu i nie będą w stanie łatwo z niego zrezygnować. Często firmy zaskoczone tą sytuacją musiały zgodzić na wykonywanie zadań przez pracowników poza siedzibą, jednak w ich ocenie nie gwarantuje to wysokiej efektywności. Decydując się na wprowadzenie formuły zdalnej pracy, firmy przede wszystkim kierowały się potrzebą przetrwania i utrzymania obecnego stanu, a myślenie o dalszym rozwoju odkładały na później. Przedłużający się okres hybrydowego świadczenia pracy zmusił pracodawców do zaadoptowania tego rozwiązania do nowych warunków i przyjrzenia się jego efektywności. Tradycyjna praca biurowa sprzyjała budowaniu relacji między pracownikiem i pracodawcą. W sytuacji, gdy wszyscy przebywali w jednym miejscu, mogli wymieniać myśli i doświadczenia oraz uczestniczyć w procesie budowania wspólnej wartości firmy. Dziś wykonywanie obowiązków odbywa się zadaniowo i na odległość, co spowodowało alienację kadr i osłabienie więzi emocjonalnych. Z punktu widzenia większości pracodawców nie jest to korzystne i w dłuższej perspektywie nie sprzyja tworzeniu przewag rynkowych firmy opartych na innowacjach. Taka sytuacja utrudnia również ocenę umiejętności i zaangażowania pracowników. Ponadto z obserwacji wynika, że zatrudnieni na etatach specjaliści niższego i średniego szczebla są ukierunkowani głównie na samorozwój, a nie na budowanie wartości firmy. Często uważają oni również, że szybciej awansują zmieniając miejsce zatrudnienia, niż pnąc się po szczeblach kariery w jednej firmie. W poszukiwaniu lepiej płatnej pracy są w stanie podjąć decyzję o odejściu dosłownie z dnia na dzień. W takich sytuacjach firmy są zmuszone zmagać się z poszukiwaniem zastępstw kadrowych i nadrabianiem straconego czasu. W okresie pandemii wiele przedsiębiorstw musiało rozwinąć nową umiejętność polegającą na ocenianiu efektywności pracy na niektórych stanowiskach w oparciu o tryb zadaniowy, co wcześniej nie miało miejsca. W pierwszej kolejności zaczęto przyglądać się pracownikom na specjalistycznych stanowiskach średniego szczebla, którzy wykonują jasno określone, powtarzalne czynności z przewidywalnym rezultatem końcowym. To głównie w oparciu o te obserwacje firmy nauczyły się, jak zlecać zadania pracownikom zdalnym i wymiarować efekty ich pracy. Można zatem uznać, że przechodząc przez trudny okres na rynku pracy, firmy zyskały nowe doświadczenia i zaczęły już powoli znajdować rozwiązania, które dają im szanse rozwoju.

Praca zdalna, a może outsourcing kadr?

Dochodzimy obecnie do momentu, w którym zastanawiamy się, czym tak właściwie pod względem funkcjonalnym różni się praca zdalna od outsourcingu? A może to właśnie outsourcing jest szansą dla firm? Przedpandemiczny model pracy był oparty na bliskim kontakcie pracodawcy i pracownika. Zdalny model pracy spowodował znaczące rozluźnienie kontaktów między zarządem, managerami i pracownikami. Wielu pracowników doceniło również swobodę, jaką daje im możliwość świadczenia pracy z domu. Niektórzy z nich doszli do wniosku, że mogą w podobny sposób realizować projekty dla innych podmiotów i podjąć działalność freelancerską lub nawet założyć własną firmę. Zauważyli oni też, że równoczesna praca dla kilku organizacji, czasami z różnych branż i o innej pozycji rynkowej, pozwala im na pełne wykorzystanie własnego know-how oraz szybsze zdobywanie doświadczenia zawodowego. Z kolei przedsiębiorstwa wsłuchując się w te sygnały, coraz częściej zaczęły sobie zdawać sprawę z tego, że być może outsourcing kadr zapewni im więcej korzyści niż zatrudnianie na etat. Formuła ta umożliwia większy i szybszy przepływ wiedzy z różnych obszarów działania firm. Warto zauważyć, że jeszcze do niedawna doświadczenie specjalistów stanowiło dla firm największą wartość, która podlegała ścisłej ochronie i była objęta tajemnicą, jednak w dobie cyfryzacji to jest już praktycznie niemożliwe. Dziś dzięki Internetowi i nowoczesnej komunikacji, nawet specjalistyczna wiedza może być z powodzeniem transferowana i wykorzystywana na rzecz innego podmiotu. Oczywiście pracownicy posiadający ekspercką wiedzę i wnoszący intelektualny wkład w firmę nadal będą mogli liczyć na duże względy pracodawców i bonusy socjalne. Jednak ci, którzy wykonują pracę powielarną i łatwą do zwymiarowania zadaniowego, niestety w najbliższy przyszłości będą mogli być zastąpieni w wyniku outsourcingu. W pierwszej kolejności proces ten najprawdopodobniej dotknie pracowników z księgowości, logistyki czy usług teleinformatycznych. Z kolei w dalszym etapie może objąć obszary, które są prowadzone cyklicznie, jak np.: opracowanie nowych produktów, kampanie marketingowe, promocja online czy prezentacje biznesowe. Przedsiębiorstwa w poszukiwaniu stabilności kadrowej i finansowej będą starały się realizować te działania w oparciu o podmioty zewnętrzne, które mogą wynająć tylko na okoliczność danego projektu. Nadszedł już czas, w którym firmy doszły do wniosku, że zamiast za wszelką ceną utrzymywać kadry, przeprowadzać szkolenia i treningi wolą kupić na rynku potrzebną im wiedzę i korzystać ze wsparcia zewnętrznych ekspertów wtedy kiedy ich faktycznie potrzebują. Tu z pomocą przychodzą platformy internetowe, takie jak np.: Redegate.com, które pozwalają nawiązać współpracę między firmami a specjalistami. W takiej przestrzeni mogą spotkać się firmy poszukujące szans na rozwój z pracownikami, którzy preferują zadaniowy styl pracy. Przedsiębiorstwa korzystające z tego typu portali mogą łatwo znaleźć odpowiednich kandydatów, którzy nie tylko posiadają wiedzę z różnych dziedzin biznesu, lecz także mogą poprzeć ją doświadczeniem praktycznym zdobytym w konkretnych firmach. Dziś poprzez platformy internetowe można zlecić rekrutację pojedynczych pracowników oraz nawet całych zespołów projektowych, a wszystko to przy z góry uzgodnionym budżecie. Jasno wytyczone oczekiwania, wyznaczone cele oraz nakreślone ramy czasowe gwarantują wysoką efektywność kosztową. Pracodawcy otrzymują „czystą pracę”, co w dzisiejszych warunkach dużej rotacji pracowników w układzie etatowym jest bardzo cenne. W obecnej rzeczywistości zmieniającego się modelu świadczenia pracy platformy outsourcingowe wydają się być bardzo dobrym sposobem na czasowe uzupełnienie stanu kadr. Czy jednak pozwalają one zarządom firm na rekrutację większości lub nawet całych zespołów pracowników? Model teoretyczny zakłada taką możliwość. Na pewno do tego rozwiązania przybliżają nas kolejne udane projekty outsourcingowe, dzięki którym managerowie firm będą mogli wyliczyć wymierne korzyści i dopracować nowe modele kooperacji. Ten proces oparty na obustronnym, partnerskim współdziałaniu daje szansę na powstanie nowego rodzaju więzi biznesowych według zasady „win-win”. W układzie tym firmy korzystają z wysokiej efektywności kosztowej projektów outsourcingowych, a zewnętrzni specjaliści mogą wykonywać ciekawe zadania w elastycznym wymiarze czasu, uzyskując spełnienie zawodowe i osobiste.

Grzegorz Gawroński, pomysłodawca i CEO Redegate.com

Idea portalu Redegate.com zrodziła się w wyniku wieloletniej obserwacji rynku doradczego, który wymagał świeżego i innowacyjnego podejścia. W efekcie powstał pierwszy w Polsce, ogólnodostępny portal integrujący ekspertów w dziedzinie konsultingu i doradztwa z firmami poszukującymi wysokiej klasy specjalistów z różnych obszarów.  Ponad dwudziestoletnie doświadczenie zawodowe zdobywał pracując dla licznych firm produkcyjnych, w których z sukcesami tworzył świat „niezwykle” poukładanych procesów. Z kolei praktyczną wiedzę strategiczną i operacyjną nabywał kierując krajowym oddziałem międzynarodowej sieci dilerskiej z branży motoryzacyjnej. Przez ostatnie lata realizował się w czynnym consultingu, prowadząc projekty z zakresu transformacji operacyjnej, przywództwa czy restrukturyzacji. Aktywność tą łączył z zarządzaniem polską centralą ogólnoświatowej spółki doradczej. Jego pasją zawodową jest tworzenie i wdrażanie coraz to nowszych i bardziej złożonych przedsięwzięć. Szczególną uwagę poświęca branży motoryzacyjnej, która w jego opinii jest jedną z najbardziej wymagających gałęzi przemysłu. W swojej pracy kieruje się dewizą „Zasypiaj z marzeniami, budź się z planami”. Jest absolwentem ekonomii oraz informatyki, ukończył również studia MBA. Uwielbia poznawać świat, nieustannie uczyć się i poszerzać wszelkie horyzonty.

Redegate.com

Redegate.com to pierwszy w Polsce portal, który powstał 24 lutego 2021 umożliwiający współpracę doradców z najróżniejszych dyscyplin z firmami. Redegate.com to ogólnodostępna baza ekspertów wszystkich szczebli w podziale na sześć obszarów doradztwa biznesowego, jakimi są: zarządzanie strategiczne, zarządzanie operacyjne, transformacja cyfrowa, zasoby ludzkie, sprzedaż i marketing oraz finanse. Z zasobów konsultantów w prosty i przejrzysty sposób korzystają małe firmy i duże koncerny, które poszukują wsparcia na najwyższym poziomie merytorycznym.  Wyróżniającą zaletą platformy jest możliwość bardzo transparentnego określenia zasad i celów współpracy. Dzięki usprawnieniu procesów nawiązywania relacji biznesowych firmy oraz doradcy będą mogli funkcjonować na czytelnych zasadach, oszczędzając czas i koszty. Podobne rozwiązania funkcjonują na rynku doradczym w USA, Wielkiej Brytanii i Niemczech. Odpowiadają one nowym tendencjom w tym obszarze i wg wszelkich prognoz ten trend będzie się z roku na rok rozwijał. Do dziś w Polsce z usług doradczych mogły korzystać jedynie zamożne firmy, a sam przebieg współpracy rodził czasami sytuacje niekomfortowe dla obu stron, co między innymi wynikało z braku zrozumienia wzajemnych potrzeb. Teraz nadszedł czas, by „zdemokratyzować” ten rynek, uczynić go otwartym, transparentnym oraz nakierowanym na wymierne i zdefiniowane efekty.

Na rynku zapanował tryb risk-off. Złoty się osłabia

Na rynku zapanował tryb risk-off. Wszystko przez nowy wariant koronawirusa. Na FX zyskują najwięcej oczywiście JPY oraz CHF. Waluty EM tracą najwięcej, głównie południowoafrykański rand. Również złoty jest pod presją. EUR/PLN wraca ponownie powyżej 4,70. Silnie traci ropa oraz indeksy, w tym niemiecki DAX. Rynek ponownie boi się restrykcji i spowolnienia gospodarczego.

Obawy się nasilają. Nowy wariant koronawirusa, który został zidentyfikowany w Botswanie zdołał przedostać się do RPA oraz Hongkongu. Jego potencjał do mutacji wywołuje poważne zaniepokojenie naukowców. Tego typu informacje wystarczają, żeby popsuć nastroje na globalnym rynku finansowym. Niemiecki DAX spada do poziomów najniższych od ponad miesiąca (15428 pkt.). Jeszcze niedawna bliskość historycznych poziomów dodatkowo może skłaniać inwestorów do wychodzenia z rynku i zamykania „longów” na kontraktach oraz pozbywania się akcji. Z kolei EuroStoxx50 traci ok 2,3 proc. Spadki mogą być potęgowane przez niższą płynność w związku z wczorajszym świętem Dziękczynienia i dzisiejsza skróconą sesją na Wall Street.

Na fali obaw o ponowne zahamowanie globalnego procesu przemieszczania się ludności dużo traci ropa naftowa. Brent spada ok 4,7 proc. a WTI 5,84 proc. Notowania tej pierwszej przełamują ważne wsparcie techniczne i jest najtańsza od końca września. Kiedy napędzane jest ryzyko złoto odzyskuje swój blask. Cena ponownie przekroczyła 1800 USD, ale do całkowitej redukcji poniedziałkowych spadków jest jeszcze daleko. Dziś zmienność na większości klas aktywów będzie podwyższona. W końcu mamy Black Friday, to okazja to kupna po niższej cenie, również na rynku finansowym.

Po chwilowym umocnieniu, złoty dziś ponownie oddaje pola. EUR/PLN wraca powyżej 4,70 i jeśli sentyment do ryzyka się nie zmieni, wówczas złoty może być jeszcze słabszy. Wczoraj rząd zaprezentował pierwsze działania, które mają na celu pomoc społeczeństwu z rosnącą inflacją. Zobaczyliśmy obniżkę akcyzy na paliwo, podatku VAT na energię elektryczną oraz gaz ziemny. Premier Morawiecki nie zdecydował się na zamrożenie cen paliw, tak jak to zrobiono na Węgrzech. Przyjął strategię, że lepiej skupić się na obniżeniu komponentów, co ma kosztować budżet ponad 1 mld złotych. Naszym zdaniem czynniki te jedynie na chwilę obniżą wskaźnika CPI. Na większy popyt będą składać się dodatek osłonowy. Nie zapominajmy o podwyżce płacy minimalnej, która ma wejść od przyszłego roku oraz obniżka podatku PIT. Obniżka akcyzy i podatku na energię i gaz jedynie na chwilę zmniejszą dynamikę wzrostu cen. Szereg innych czynników będzie niestety napędzać presję płacową i popytową.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

Grupa Selena: wyniki finansowe Q3 2021 r.

Grupa Selena zamknęła trzeci kwartał 2021 roku z zyskiem netto na poziomie 31,8 mln zł. Mimo niestabilnej sytuacji surowcowej spółka osiągnęła prezentowane wyniki finansowe dzięki elastycznej strategii, szybko dostosowywanej do poszczególnych rynków. Spółka, która jest jednym z czołowych producentów i dystrybutorów chemii budowlanej oraz właściciele marki TYTAN PROFESSIONAL, zanotowała przychody ze sprzedaży na poziomie 493,1 mln zł. Stanowi to wzrost o 13,8% w stosunku do analogicznego okresu w ubiegłym roku. Zysk operacyjny (EBIT) Grupy Selena wyniósł natomiast 36,5 mln zł.

Analizy wyników rynku budowlanego w trzecim kwartale 2021 r. są złożone. Na sytuację wpływały zakłócenia w transporcie, wzrosty cen i braki kluczowych surowców. Popyt utrzymywał się na dość stabilnym poziomie. Porównując wyniki z zeszłorocznymi, trzeba też pamiętać, że trzeci kwartał 2020 r. był czasem, gdy rynek budowlany odreagował po zawirowaniach covidowych.

Sławomir Majchrowski SELENA
Sławomir Majchrowski, wiceprezes zarządu ds. handlowych Grupy Selena

Sytuacja, jaką obecnie obserwujemy na rynku surowców, jest bezprecedensowa i trudno przewidywać, jak się dalej rozwinie. Zarząd Grupy Selena poświęca dużo czasu i uwagi, monitorując aktualne fluktuacje cen i zakłócenia globalnych łańcuchów dostaw, aby aktywnie i szybko reagować na zmiany. Elastycznie dostosowujemy naszą strategię do poszczególnych rynków i do tej pory nasze działania przynoszą zamierzone rezultaty. Jednak momentami tempo wzrostu cen surowców jest tak wysokie i nieprzewidywalne, że nie jesteśmy w stanie równie szybko aktualizować cenników naszych produktów ze względu na ograniczenia w części kontraktów. W związku z niestabilną sytuacją surowcową, przeznaczamy także więcej środków na kapitał pracujący, m.in. zapasy – podkreśla prezes zarządu Grupy Selena Jacek Michalak.

Grupa obserwuje także wysoki popyt na swoje produkty, dzięki czemu przychody ze sprzedaży w trzecim kwartale 2021 r. wyniosły 493,1 mln zł (wzrost o 13,8% r/r). – W minionym kwartale kontynuowaliśmy tendencje wzrostowe i realizację założonych celów. Trzymamy także rękę na pulsie w kontekście zmiennej sytuacji surowcowej i reagujemy elastycznie. Wprowadzając ewentualne aktualizacje w cennikach produktów, bierzemy pod uwagę wiele aspektów, m.in. osiąganie akceptowalnych dla nas marż, utrzymanie dotychczasowych klientów oraz zachowanie określonych udziałów w rynku – wskazuje wiceprezes zarządu ds. handlowych Sławomir Majchrowski.

Andrzej Zygadlo SELENA
Andrzej Zygadło, Grupa Selena

Grupa Selena kontynuuje inwestycję w rozwój międzynarodowego zespołu, na wszystkich rynkach. We wrześniu do zarządu spółki po raz pierwszy dołączył ekspert ds. HR – Andrzej Zygadło, wcześniejszy globalny dyrektor HR, objął funkcję członka zarządu ds. personalnych (CHRO).

Grupa Selena buduje swoją przewagę konkurencyjną na rynku w oparciu o międzynarodowy zespół. To dzięki zaangażowaniu każdego z naszych pracowników spółce udało się zanotować dobre wyniki finansowe w kolejnym kwartale. Obecnie Selena jest pozytywnie postrzegana na rynku pracowniczym, nowe osoby chętnie do nas przychodzą i chcemy wzmacniać wizerunek Grupy jako dobrego pracodawcy. Kontynuujemy budowanie programów rozwojowych, m. in. z ICAN Institute, kreujemy sprzyjające środowisko i oferujemy realne możliwości rozwoju w globalnej spółce, aby pozyskiwać najlepsze talenty do naszego zespołu – komentuje Andrzej Zygadło.

Spółka w kolejnych kwartałach planuje także rozwój na nowych rynkach. W tym celu zarząd aktywnie poszukuje celów akwizycyjnych, głównie w Europie i Azji. Obecnie w skład Grupy wchodzi 35 spółek w 18 krajach. Zakłady produkcyjne Seleny zlokalizowane są w Polsce, Korei Południowej, Chinach, Rumunii, Turcji, Kazachstanie, Hiszpanii i we Włoszech.

Warszawa biznesowym liderem regionu

Warszawa to jeden z trzech największych ośrodków usług biznesowych w Europie Środkowo-Wschodniej. W stolicy działa obecnie 321 centrów usług, które zatrudniają 70,8 tys. osób. Tak wynika z najnowszego raportu ABSL „Sektor nowoczesnych usług biznesowych w Warszawie”.

Według analiz Związku Liderów Sektora Usług Biznesowych (ABSL), Warszawa stoi na czele najważniejszych ośrodków w Polsce, w których prężnie rozwija się ten sektor, odpowiadający za ok. 3,5 proc. PKB Polski. W latach 2016-2021 odnotowano 87,4 procentowy wzrost zatrudnienia, który był wyższy od ogólnopolskiego (67,2%). W tym czasie powstało 105 nowych centrów usług, w których utworzono 14,3 tys. nowych miejsc pracy. Główną kategorią procesów obsługiwanych w Warszawie są tzw. usługi wspólne, świadczone przez centra usług wspólnych oraz globalne centra usług biznesowych (SSC/GBS), a także obsługa procesów biznesowych (BPO). Wzrost wartości eksportu usług opartych na wiedzy (KIBS, knowledge intensive business services) przekłada się na wyniki finansowe całego sektora usług biznesowych, który stanowi jeden z filarów stabilizujących polską gospodarkę.

Od wejścia Polski do UE, liczba centrów wzrosła sześciokrotnie. Najwięcej centrów w Warszawie powstało w latach 2018-2019. Wraz z pojawieniem się pandemii COVID-19, liczba nowych podmiotów spadła, ale pomimo to sektor rośnie. W Warszawie zlokalizowana jest ponad jedna trzecia centrów IT w Polsce i około 30% centrów hybrydowych. Pandemia nie tylko nie zakończyła rynku pracownika, ale poprzez rosnące zapotrzebowanie na określone kompetencje, zaostrzyła walkę o talenty. Wyniki tego raportu potwierdzają, że sektor nowoczesnych usług biznesowych jest jednym z pięciu najbardziej perspektywicznych obszarów doskonałości gospodarczej aglomeracji warszawskiej do 2040 roku. Warszawa jest metropolią, której mieszkańcy są doskonale wykształceni, nie dziwi więc fakt, że sektor nowoczesnych usług biznesowych postawił na Warszawę – Rafał Trzaskowski, prezydent m.st. Warszawy.

Procesy oparte na wiedzy

Inwestorzy odpowiedzialni za lokalizację centrów nowoczesnych usług biznesowych podejmują decyzje biorąc pod uwagę szereg czynników, w zależności od charakteru centrum usług biznesowych. Z badań ABSL wynika, że centra wiedzochłonnych usług biznesowych lub centrale regionalne są zazwyczaj tworzone w dużych miastach o metropolitalnym charakterze, zwłaszcza miastach stołecznych.

Najnowsze dane potwierdzają, że systematycznie wzrasta stopień złożoności usług realizowanych w Polsce. Widoczny jest wyraźny trend w kierunku większej roli kompleksowych procesów.  Następuje transfer od prostych usług administracyjno-operacyjnych w stronę bardziej zaawansowanych procesów, takich jak zarządzanie ryzykiem czy prognozowanie. Centra realizujące najbardziej złożone procesy, zlokalizowane są głównie w stolicy – mówił referując raport dr hab. Stanisław Umiński, ekspert ABSL

Popyt na kompetencje przyszłości

Z analiz ABSL Strategic Foresight wynika, że łączne zatrudnienie w sektorze w Polsce może w ciągu 10 lat wzrosnąć do 650 000 osób. Może to oznaczać wzrost zatrudnienia w Warszawie do poziomu 129,5 tys. osób (CAGR w latach 2021-2031 równy 6,2%). Będzie się to wiązało z koniecznością pozyskania pracowników posiadających kompetencje przyszłości. Obecne trendy na rynku pracy, takie jak dynamiczny rozwój nowych technologii i automatyzacja, rewolucja technologiczna (IPA, RPA, AI, hyperpersonalizacja) oraz lokowanie w Warszawie inwestycji infrastrukturalnych z zakresu rozwiązań chmurowych – wzmacniają popyt na systemowe rozwiązania obejmujące poszerzanie kompetencji cyfrowych. Według ABSL firmy będą inwestować w stanowiska pracy polegające na łączeniu różnych funkcji i umiejętności, wymagające zarówno kompetencji cyfrowych jak i miękkich. Co ciekawe, według raportu, większość kandydatów do pracy w Warszawie patrzy na ten trend z optymizmem, nie obawiając się cyfryzacji i dostrzegając nowe możliwości, jakie za sobą niesie.

Warszawa w światowej czołówce

Warszawa to miasto otwarte i nowoczesne. Jej centralna lokalizacja w Europie Środkowo-Wschodniej, konkurencyjny rynek pracy, zróżnicowana oferta biurowa, a przede wszystkim wysoka jakość życia w stolicy – to tylko niektóre zalety Warszawy dostrzegane przez inwestorów. – Tworzenie i wdrażanie kompleksowej obsługi inwestora to jeden z priorytetów m.st. Warszawy, który znalazł się oczywiście w programie rozwoju miasta. W ramach wprowadzanej Strategii #Warszawa2030 jednym z celów szczegółowych jest „Inwestuj w Warszawie”, którego realizacja ma istotnie wpłynąć na wzrost zainteresowania stolicą jako miastem, gdzie warto lokować kapitał. Głównie chodzi nam o przyciąganie talentów, generowanie innowacji i wspieranie lokalnej przedsiębiorczości, ale też branży kreatywnej. Chcemy również, żeby Warszawa stała się hubem dla startupów w Europie Środkowo-Wschodniej – mówi Karolina Zdrodowska, dyrektorka koordynatorka ds. przedsiębiorczości i dialogu społecznego. W 2019 roku został utworzony Wydział Obsługi Inwestora, który działa w ramach Biura Rozwoju Gospodarczego. Zespół ten pełni rolę wprowadzającą dla inwestorów poszukujących nowych lokalizacji, jak również współpracuje na co dzień z firmami już obecnymi na stołecznym rynku.  W Warszawie zainwestowali już m.in. Goldman Sachs, Google, BNP Paribas czy JP Morgan, a obecnie już ponad 30 firm z listy Fortune Global 500 posiada w stolicy swoje centra usług dla biznesu. W rankingu fDi Intelligence „Europejskie miasta i regiony przyszłości 2020/21” stolica Polski zajmuje 2. pozycję w kategorii europejskich miast przyjaznych dla biznesu (Business Friendliness), bezpośrednio za Londynem. W głównym zestawieniu miast przyszłości pod względem przyciągania inwestycji zagranicznych, Warszawa zajęła 6. pozycję w Europie i 1. w Europie Wschodniej. Warszawa jest też liderem w Europie Środkowo-Wschodniej w obszarze oferty nowoczesnej powierzchni biurowej. W chwili obecnej ma 50,5 % udział w ogólnopolskim rynku zostawiając w tyle pozostałe kluczowe miasta (np. Kraków 13 %, Wrocław 10,5%). Oferuje w sumie ponad 6 mln m2 powierzchni biurowej, co czyni ją atrakcyjną w oczach inwestorów z całego świata. Nowo powstające warszawskie biura wyróżniają się na skalę europejską nowoczesnością – elastyczną aranżacją przestrzeni, dostosowaną do potrzeb nowej generacji pracowników, a certyfikaty BREEAM i LEED są standardem(systemy oceny budynków m.in. pod kątem energooszczędności i wykorzystania ekologicznych materiałów budowlanych).

Raport „Sektor nowoczesnych usług biznesowych w Warszawie” został przygotowany na zlecenie m.st. Warszawy. Z dokumentem można zapoznać się na stronie www.um.warszawa.pl

16 firm z Polski w rankingu Deloitte Technology Fast 50 Central Europe

Pandemia okazała się być sprawdzianem dla wielu branż, ale dla firm z sektora technologicznego stała się szansą na rozwinięcie działalności i podbicie nowych rynków. Na przestrzeni ostatnich czterech lat dynamika wzrostu przychodów wszystkich spółek technologicznych rankingu „Deloitte Technology Fast 50 Central Europe” wyniosła aż 2 278 proc. Jest to rekordowy wynik w historii zestawienia. W 22. edycji zestawienia najszybciej rozwijających się firm technologicznych w Europie Środkowej aż 30 proc. miejsc zajmują spółki z Polski. Polskim zwycięzcą rankingu jest firma Nethone, specjalizująca się w automatycznym wykrywaniu oszustw za pomocą autorskich narzędzi badawczych i sztucznej inteligencji.  

W głównej kategorii „Fast 50” uplasowało się 16 firm z Polski. Najwięcej firm pochodzi z Czech (19). Podobnie jak roku temu, polskie i czeskie spółki zajmują łącznie 70 proc. miejsc w rankingu. Trzecie miejsce przypadło Słowacji, którą reprezentuje pięć firm. W rankingu „Deloitte Technology Fast 50 Central Europe” znalazły się także spółki z Chorwacji (4), Bułgarii (2) oraz po jednej z Litwy, Estonii, Albanii i Słowenii. – Do tegorocznej edycji zgłosiło się aż 450 firm, dla porównania rok temu było to o 150 mniej. To pokazuje najlepiej, jak środkowoeuropejskie firmy technologiczne stają się silne, konkurencyjne i jak szybko rosną. Jak można było się spodziewać, katalizatorem tak dynamicznego wzrostu dla wielu z nich była pandemia, która wymusiła na niemal każdej branży inwestycję w technologię w znacznie większym stopniu niż to było wcześniej – mówi Agnieszka Zielińska, partner w dziale Doradztwa Finansowego, liderka Programu Deloitte Technology Fast 50 w Polsce.

Czołówka „Technology Fast 50”

Tegorocznym zwycięzcą „Deloitte Technology Fast 50 Central Europe” jest FF Trader – twórca finansowej platformy edukacyjnej. Czeska spółka osiągnęła gigantyczny wzrost przychodów w ciągu ostatnich czterech lat na poziomie 39 432 proc. Dla przypomnienia rok temu triumfatorowi wystarczyło do zwycięstwa 9 077 proc.

W pierwszej dziesiątce znalazły się dwie firmy z Polski: warszawska Nethone (6) – specjalizująca się w automatycznym wykrywaniu oszustw za pomocą autorskich narzędzi badawczych i sztucznej inteligencji oraz TELMEDICIN (7), zajmująca się telemedycyną.

Dominacja twórców oprogramowania

W 2020 roku w porównaniu do 2017 roku średni wzrost przychodów firm, które znalazły się w rankingu, wyniósł 2 278 proc. Rok wcześniej było to 1 460 proc. – Tegoroczny wynik jest najwyższy w ponad dwudziestoletniej historii Technology Fast50, a ci, którzy się znaleźli w zestawieniu są liderami w swoich sektorach i krajach. Spodziewaliśmy, że w tym roku firmy będą w stanie pochwalić się ogromnymi wzrostami przychodów, właśnie ze względu na dynamiczny rozwój w czasie pandemii. Ważne jest jednak to, że nasi laureaci sukcesywnie rośli przez ostatnie cztery lata, w wielu przypadkach podwajając swoje przychody rok do roku.– mówi Agnieszka Zielińska.

Podobnie jak w poprzednich latach ranking „Deloitte Technology Fast 50 Central Europe” zdominowali twórcy oprogramowania. W zestawieniu jest ich aż 33. Pięć firm to producenci sprzętu komputerowego, a cztery reprezentują sektor „media i rozrywka”. Po trzy spółki należą do fintechów oraz sektora medycznego i biotechnologicznego. Pozostałe dwie reprezentują branżę komunikacyjną.

Kolejny rok z rzędu firmy technologiczne mogły zgłaszać swój akces do nagrody „Impact Stars”. Kategoria została wprowadzona z myślą o firmach, które z powodzeniem łączą rozwój innowacyjnych produktów czy usług technologicznych z pozytywnym oddziaływaniem na co najmniej jeden z obszarów: społeczeństwo, biznes, innowacje, środowisko i różnorodność. Każdy kraj mógł w tej kategorii nagrodzić trzy firmy. W Polsce wyróżnienie otrzymały spółki: Biotts (autorskie nośniki oraz receptury leków w obszarze onkologii i diabetologii), StethoMe (domowy stetoskop medyczny – StethoMe® to pierwszy system wykrywający nieprawidłowości w układzie oddechowym, opiera się na medycznych algorytmach AI współpracujących z bezprzewodowym stetoskopem oraz specjalną aplikacją) oraz Neuro Device Group (rozwiązania z zakresu terapii, diagnostyki i badań naukowych mózgu i centralnego układu nerwowego). Wszystkie firmy reprezentują sektor life science & healthcare.

Szczegółowe wyniki rankingu

Ranking „DeloitteTechnology Fast 50 Central Europe” to zestawienie najszybciej rozwijających się firm technologicznych w regionie Europy Środkowej. Oprócz firm wyróżnionych w głównej kategorii Fast 50, Deloitte Central Europe nagrodził też młodsze firmy w kategorii „Wschodzące Gwiazdy”, które wchodzą w skład zestawienia „Companies to watch”. Firmy samodzielnie zgłaszają chęć udziału w rankingu, a Deloitte weryfikuje podane przez nie dane finansowe.

Każda spółka ubiegająca się o udział w programie musi spełniać następujące kryteria:

  • posiadać siedzibę w jednym z krajów Europy Środkowej (Albania, Bośnia i Hercegowina, Bułgaria, Chorwacja, Czechy, Estonia, Węgry, Kosowo, Łotwa, Litwa, Macedonia, Mołdawia, Czarnogóra, Polska, Rumunia, Serbia, Słowacja, Słowenia);
  • być firmą technologiczną, której działalność zawiera się w jednej z kategorii: komunikacja, ochrona środowiska, fintech, sprzęt komputerowy, ochrona zdrowia i nauki medyczne, media i rozrywka, produkcja oprogramowania;
  • być właścicielem praw własności intelektualnej lub zastrzeżonej technologii sprzedawanych klientom w produktach, generujących większość przychodów operacyjnych spółki;
  • posiadać strukturę własności, która wyklucza udziały większościowe zagranicznych inwestorów strategicznych.

Kategoria główna „Technology Fast 50”

Kryteria szczegółowe dla firm w kategorii głównej:

  • działalność na rynku co najmniej od czterech lat, czyli co najmniej od 31 grudnia 2016 r.,
  • osiąganie przychodów operacyjnych nie mniejszych niż 50 tys. euro w roku 2017, 2018, 2019 oraz przychodów w 2020 roku na poziomie nie mniejszym niż 100 tys. euro.
Miejsce Nazwa firmy Kraj Sektor Wzrost (proc.)
1 FTMO Czechy Fintech 39432
2 Kilo.Health Litwa Ochrona zdrowia i nauki medyczne 17710
3 Driveto Czechy Fintech 5829
4 DoDo Czechy Oprogramowanie 3668
5 ThreatMark Czechy Oprogramowanie 2854
6 Nethone Polska Oprogramowanie 2524
7 Telmedicin Polska Ochrona zdrowia i nauki medyczne 2468
8 DataSentics Czechy Oprogramowanie 1955
9 OfficeRnD Bułgaria Oprogramowanie 1884
10 BigHub Czechy Oprogramowanie 1795
11 Zdrowegeny.pl Polska Ochrona zdrowia i nauki medyczne 1622
12 Synerise Polska Oprogramowanie 1540
13 Kontentino Słowacja Oprogramowanie 1453
14 Apify Czechy Oprogramowanie 1429
15 Stepwise Polska Oprogramowanie 1277
16 Midero Polska Oprogramowanie 1235
17 Windy.com Czechy Oprogramowanie 1231
18 Bolt Technology Estonia Oprogramowanie 1132
19 Three of them Chorwacja Oprogramowanie 1011
20 TIP IT Solutions Czechy Oprogramowanie 954
21 Zaslat Czechy Oprogramowanie 931
22 LeanCode Polska Oprogramowanie 907
23 Sudo Labs Słowacja Oprogramowanie 839
24 Dateio Czechy Oprogramowanie 818
25 ADUS Technologies Słowacja Oprogramowanie 813
26 Gentlemen’s Słowacja Media i rozrywka 793
27 Revas Polska Oprogramowanie 787
28 Tylko (Custom) Polska Sprzęt komputerowy 749
29 Zebra BI Słowenia Oprogramowanie 738
30 Knihobot Czechy Oprogramowanie 732
31 Ovečkárna.cz Czechy Media i rozrywka 727
32 Flow and Form Chorwacja Oprogramowanie 726
33 Async Lab Chorwacja Oprogramowanie 725
34 HARDWARIO Czechy Sprzęt komputerowy 723
35 IT Lab Czechy Oprogramowanie 722
36 Sinterit Polska Sprzęt komputerowy 713
37 Reactor Studio Chorwacja Oprogramowanie 685
38 Expandeco Słowacja Komunikacja 662
39 CottonBee (Prosker) Polska Oprogramowanie 657
40 Reas.cz Czechy Oprogramowanie 634
41 Manboxeo.cz Czechy Media i rozrywka 626
42 Delante Media Polska Media i rozrywka 615
43 ROUVY Czechy Oprogramowanie 586
44 Grenton Polska Sprzęt komputerowy 582
45 Applover Polska Oprogramowanie 582
46 Lead Investments Polska Fintech 578
47 Landmark Technologies Albania Oprogramowanie 572
48 Sygnis New Technologies Polska Sprzęt komputerowy 571
49 Skladon Czechy Oprogramowanie 566
50 EnduroSat Bułgaria Komunikacja 558

 

Kategoria „ Growth Stars ”

Kryteria szczegółowe dla firm w podkategorii „Growth Stars”

  • historia działalności nie jest krótsza niż trzy lata.
Miejsce Nazwa firmy Kraj Sektor wzrost (proc.)
1 DRUID Rumunia Oprogramowanie 6753
2 Cyrkl Czechy Ochrona środowiska 2496
3 ALIS Tech Czechy Oprogramowanie 2349
4 BrightDock Chorwacja Oprogramowanie 2011
5 Identifikaciniai projektai (iDenfy) Litwa Fintech 1718
6 TvůjSprávce Czechy Oprogramowanie 1656
7 Techband.io Słowacja Oprogramowanie 1374
8 Escola Polska Oprogramowanie 1081
9 Varistar Czechy Oprogramowanie 1010
10 SEON Technologies Węgry Oprogramowanie 932
11 Sense Software Polska Oprogramowanie 921
12 HiveTech Chorwacja Oprogramowanie 787
13 Qusion Czechy Oprogramowanie 785
14 Woltair Czechy Ochrona środowiska 763
15 Simplicity Słowacja Oprogramowanie 762
16 FintechOS Rumunia Fintech 715
17 BitBag Polska Oprogramowanie 670
18 Pysense Polska Sprzęt komputerowy 639
19 Wilio Słowacja Oprogramowanie 511
20 Foros Global Litwa Ochrona środowiska 486
21 Zaloto Czechy Fintech 377
22 Ximilar Czechy Oprogramowanie 275
23 Lafluence Czechy Media i rozrywka 250
24 CircuitMess Chorwacja Sprzęt komputerowy 203
25 Balíkobot Czechy Oprogramowanie 184

Więcej informacji oraz historyczne rankingi dostępne na stronie: www.deloitte.com/cefast50

Paweł Olechnowicz: Fuzja z Lotosem osłabi pozycję rynkową Orlenu

Wchłonięcie Lotosu przez Orlen osłabi pozycję rynkową polskiego championa, tak twierdzi twórca gdańskiego koncernu.

– Połączenie Orlenu z Lotosem to nie jest ani fuzja, ani przejęcie, ponieważ prowadzi do rozdrobnienia Lotosu i jego likwidacji – mówi w rozmowie z MarketNews24 Paweł Olechnowicz wieloletni prezes Lotosu. – Jeżeli do tego dojdzie, to efektem będzie osłabienie Orlenu.

W połowie listopada Komisja Europejska przełożyła termin na realizację środków zaradczych przy fuzji PKN Orlen i Grupy Lotos do 14 stycznia 2022 r. Według spółki kompleksowość procesu, przy bardzo wymagającym otoczeniu makro, wymaga dodatkowego czasu na negocjacje z partnerami, a rozmowy prowadzone są z dwoma potencjalnymi partnerami. Wcześniej termin na realizację środków zaradczych upływał 14 listopada.

– Orlen kupi tylko część gdańskiej rafinerii, w której będzie miał 70 proc. udziałów, natomiast partner który kupi 30 proc. udziałów będzie odpowiadał za 50 proc. rynkowej sprzedaży – dodaje P.Olechnowicz. – Ponieważ inne biznesy Grupy Lotos zostaną odsprzedane wejdzie konkurencja na polski rynek i dojdzie zarazem do osłabienia pozycji rynkowej Orlenu, co opisuję w książce „Dziwne przypadki polskiego menedżera”.

Frankowicze nie mają łatwo. Kurs franka przebił historyczne rekordy

Kurs franka wobec złotego w listopadzie przebił historyczne rekordy. Dla frankowiczów byłoby fatalne, gdyby zadomowił się powyżej 4,50 zł. Co dalej, dlaczego frank drożeje na świecie?

W 2008 r. frank kosztował 2 zł. To wówczas bardzo wielu potencjalnych kredytobiorców szukało kredytu we frankach, a wszystko zmieniło się bardzo w 2015 r., w „czarny czwartek” kurs wystrzelił w górę, gdy szwajcarski bank centralny zdecydował, że nie będzie bronił kursu waluty wobec euro. 22 stycznia 2015 r. frank kosztował nawet ponad 4,30 zł.

„Czarny czwartek” to były dzikie kwotowania. Później euro i złoty wzmocniły się częściowo wobec franka i nikt nie oczekiwał, że taka sytuacja ponowi się.

– Frankowicze w Polsce nie mają łatwej sytuacji, choć trzeba pamiętać, że stopy procentowe w Szwajcarii są wciąż ujemne i tam perspektyw na ich podwyżki nie ma, natomiast w Polsce już się zaczęły i kolejne przed nami i wkrótce podstawowa stopa procentowa powróci do poziomów sprzed pandemii – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, ekspert XTB.

22 listopada frank przekroczył cenowy poziom 4,50 zł. W kolejnych dniach potaniał o 5 gr. Jakie są przyczyny tego, że szwajcarska waluta jest tak droga?

Warto zauważyć, że także para walutowa euro/frank jest najniżej od 2015 r.

– Frank umacnia się ponieważ światowi inwestorzy szukają teraz bezpiecznej przystani, gdy nasiliły się kłopoty z koronawirusem, a kolejne kraje w Europie ogłaszają lockdowny – wyjaśnia ekspert XTB. – Jednak przyszły rok powinien przynieść poprawę sytuacji, a zatem frank będzie tańszy. Spodziewana jest też już podwyżka stóp procentowych przez EBC, choć bardzo mała i dopiero na koniec 2022 r.

Jednocześnie złoty jest bardzo tani wobec euro, co pogarsza sytuację frankowiczów. Na parze frank/złoty przekroczony został poziom 4,70 zł. I to jest najwyższy szczyt na tych walutach od dwunastu lat. Złoty odczuł negatywnie skutki polityki NBP, a teraz odczuwa presję instytucji finansowych czekających na dalsze obniżki stóp procentowych.

Inwestorzy będą prawdopodobnie sprzedawać złotego, aby odkupić polską walutę taniej w momencie, gdy stopy procentowe będą w Polsce wyższe. I to wyższe niż w innych krajach Europy, a więc przede wszystkim niż w strefie euro.

Stanowisko GECX Group: dalsza blokada Onico Energia to zagrożenie dla istnienia tej firmy

Kolejne Zwykłe Zgromadzenie Akcjonariuszy Onico Energia zakończyło się bez żadnych, koniecznych dla dalszego funkcjonowania tej firmy rozstrzygnięć, a do tego – ogłoszeniem kolejnej przerwy w głosowaniach. Zagranicznemu właścicielowi akcji tej firmy, czyli mającemu siedzibę w Szwajcarii GECX Group, cały czas zależy na dalszym funkcjonowaniu i rozwoju Onico Energia, która specjalizuje się w dostawach gazu. Podejmuje zatem wysiłek, aby jak najszybciej rozwiązać zaistniały wiosną tego roku problem wstrzymania dostaw gazu klientom. Jednak po stronie zarządcy restrukturyzacyjnego Onico S.A., który w kwietniu zażądał od GECX Group zwrotu akcji Onico Energia, tłumacząc to zbyt niską – według niego – ceną ich zakupu, widać raczej brak woli rozwiązania tego problemu i osiągnięcia kompromisu, a co za tym idzie – wyprowadzenia Onico Energia z powrotem na prostą – uważa zagraniczny inwestor w tej firmie.

Po 2 tygodniowej przerwie obie strony sporu dotyczącego zablokowanej przez żądanie zarządcy restrukturyzacyjnego Onico S.A. firmy Onico Energia – czyli właściciel jej akcji GECX Group i zarządca restrukturyzacyjny Onico S.A. – wznowiły negocjacje. Ich celem jest osiągnięcie ostatecznego kompromisu, aby wyprowadzić Onico Energia na prostą i umożliwić jej ponowne funkcjonowanie na rynku.

– W dalszym ciągu spotykamy się z brakiem koniecznych rozstrzygnięć, które pozwoliłyby na uchronienie należącej do nas firmy przed upadkiem. Dalsza jej blokada to zagrożenie dla jej istnienia. W przypadku braku wypracowania uzgodnień, grozi jej m.in. odebranie koncesji.

W szczególności zwracamy uwagę na:

  • Brak naszej zgody na utratę kontroli nad Onico Energia, firmą mającą jeszcze potencjał, aby wyjść na prostą i ponownie się rozwijać
  • Brak jasnego stanowiska zarządcy restrukturyzacyjnego Onico S.A., czy zależy mu na odebraniu Onico Energia, czy na innym rozliczeniu transakcji nabycia Onico Energia przez GECX Group.
  • Brak przedstawienia realnych rozwiązań dotyczących uratowania Onico Energia przez przedstawiciela zarządcy restrukturyzacyjnego Onico S.A.
  • Brak konstruktywnej odpowiedzi zarządcy restrukturyzacyjnego Onico S.A na nasze pytania z tym związane.
  • Brak konkretnej deklaracji zarządcy restrukturyzacyjnego Onico S.A, o przekazanie jakich konkretnie informacji dotyczących Onico Energia, i w jakim celu, wnioskuje jego przedstawiciel. Tymczasem część z dokumentów ma charakter poufny, co stwarzać może konkretne zagrożenia wynikające z przekazania ich podmiotowi bez odpowiedniego umocowania i który potencjalnie może zarządzać przedsiębiorstwami konkurencyjnymi.
  • Brak jakiejkolwiek rzeczowej komunikacji ze strony zarządcy restrukturyzacyjnego Onico S.A. Czym bowiem jest ciągły brak jego stanowiska w sprawie sposobu dofinansowania Onico Energia poprzez głosowanie nad podwyższeniem jej kapitału zakładowego? Tym bardziej, że było ono przewidziane w porządku obrad Zgromadzenia oraz jest najprostszym, najszybszym i najtańszym sposobem dofinasowania.
  • Brak konsekwencji i brak podjęcia uchwał umożliwiających Onico Energia przywrócenie finansowania i działalności operacyjnej, mimo podjęcia na ostatnim Zgromadzeniu uchwały o dalszym trwaniu Onico Energia, udzieleniu absolutorium zarządowi i zatwierdzeniu sprawozdania z działalności tej firmy.

Wobec takiej postawy przedstawiciela zarządcy restrukturyzacyjnego Onico S.A., mamy uzasadnione wątpliwości co do jego faktycznej woli i gotowości osiągnięcia porozumienia w sprawie wyprowadzenia Onico Energia z obecnych kłopotów. Wyrażamy jednocześnie zdziwienie, że aparat państwowy autoryzuje i wspiera działania zarządcy restrukturyzacyjnego Onico S.A., który wykazuje brak należytego zainteresowania rozwiązaniem trudnej sytuacji Onico Energia, przyczyniając się w ten sposób do ciągłego pogarszania jej kondycji, i to – jak dotąd – bez żadnej jasności co do konsekwencji takich działań, bowiem cały czas brakuje wyjaśnień zarządcy restrukturyzacyjnego Onico S.A dotyczących odszkodowania dla zagranicznego inwestora w Onico Energia czy zwrotu poniesionych przez niego i jego partnerów nakładów inwestycyjnych. Wkrótce może skutkować to faktycznym unicestwieniem firmy, w której zakup i rozwój wraz z partnerami biznesowymi zainwestowaliśmy, odzyskując do niej zaufanie rynku i wierzycieli.

Szkoda dwóch lat ciężkiej pracy przy wyprowadzeniu Onico Energia z kryzysu, w którym spółka ta znajdowała się w 2019 roku, kiedy należała ona do Onico SA, szkoda zbudowanej od nowa bazy klientów Onico Energia w liczbie kilkuset firm, głównie z sektora publicznego, którym dzięki GECX i jej partnerom, Onico Energia zapewniała bezpieczeństwo energetyczne poprzez regularne dostawy gazu na korzystnych rynkowo warunkach, co byłoby istotne zwłaszcza podczas obecnego kryzysu cenowego na rynkach paliw.

„Ukryta dywidenda” – czy przedsiębiorcy mają się czego obawiać?

Jednym z rozwiązań w ramach Polskiego Ładu mającym wpłynąć na uszczelnienie systemu podatkowego, jest wykluczenie możliwości rozliczania kosztów uzyskania przychodu z określonych tytułów w przypadku transakcji dotyczących podmiotów powiązanych. Twórcy nowych przepisów nazwali takie świadczenia „ukrytymi dywidendami” i uwzględnili jako nową kategorię podatkową. Wprowadzone zmiany znalazły także swoje odzwierciedlenie w rozszerzonym katalogu kosztów niestanowiących kosztów podatkowych zawartym w art. 16 ustawy o PDOP.

Podmioty powiązane

Zakres kryteriów decydujących o zakwalifikowaniu podmiotu jako powiązanego jest bardzo szeroki. Powiązania mogą występować zarówno pomiędzy podmiotami krajowymi jak i krajowymi i zagranicznymi, najczęściej dotyczą kapitału bądź osób.

Podmioty powiązane zostały zdefiniowane w ustawie o podatku dochodowym od osób fizycznych i są to:

  • podmioty, z których jeden podmiot wywiera znaczący wpływ na co najmniej jeden inny podmiot,
  • podmioty, na które wywiera znaczący wpływ ten sam inny podmiot lub małżonek lub krewny do drugiego stopnia osoby fizycznej wywierającej znaczący wpływ na co najmniej jeden podmiot,
  • spółkę niemającą osobowości prawnej i jej wspólników
  • podatnika i jego zagraniczny zakład.

Współpraca gospodarcza pomiędzy podmiotami powiązanymi jest zjawiskiem bardzo powszechnym i w większości przypadków uzasadnionym zarówno organizacyjnie, jak i ekonomicznie. Wzajemne świadczenie usług jest bardzo popularne, szczególnie wśród firm rodzinnych, które wzmacniają w ten sposób swój potencjał rynkowy. Dodatkowo, znacznie ułatwia działanie, optymalizuje ryzyko oraz buduje konkurencyjność na rynku. Transakcje pomiędzy podmiotami powiązanymi podlegają przepisom o cenach transferowych – oznacza to w uproszczeniu, że nie mogą one w znaczny sposób odbiegać od cen transakcji rynkowych.

Zdarzają się jednak sytuacje, gdy podmioty powiązane przeprowadzają między sobą sztuczne transfery nakierowane z założenia na transfer zysków. Zmiany prawne dotyczące „ukrytych dywidend” mają za zadanie wyeliminować tego typu transakcje.

Czym jest „ukryta dywidenda”?

Dywidenda wypłacana na rzecz wspólników podlega opodatkowaniu oraz nie może być uznana za koszty spółki. W związku z tym zdarza się, że wspólnicy próbują uzyskiwać faktyczne wynagrodzenie od zysków spółki innymi sposobami, np. z tytułu określonych świadczeń na jej rzecz, które formalnie można potraktować jako koszty uzyskania przychodu. Zmiana w przepisach ma za zadanie likwidację tego typu transakcji pomiędzy podatnikami, co dla wielu firm oznacza konieczność zweryfikowania modelu rozliczeń ze swoimi wspólnikami i innymi podmiotami powiązanymi.

Wprowadzone zapisy dotyczące „ukrytych dywidend” zaczną obowiązywać od 2023 r., a więc wejdą w życie z rocznym opóźnieniem w stosunku do pierwotnych planów. Nowe restrykcje kosztowe pojawiają się w art. 16 ust. 1 pkt 15b, a także ust. 1d i 1e ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych.

Zgodnie z jego brzmieniem nie uważa się za koszty uzyskania przychodów wydatków poniesionych przez podatnika będącego spółką w związku ze świadczeniem wykonanym przez podmiot powiązany w rozumieniu art. 11a ust. 1 pkt 4 z tą spółką lub ze wspólnikiem (akcjonariuszem) tej spółki, jeżeli:

  • wysokość tych kosztów lub termin ich poniesienia w jakikolwiek sposób są uzależnione od osiągnięcia zysku przez podatnika lub wysokości tego zysku,

lub

  • racjonalnie działający podatnik nie poniósłby takich kosztów lub mógłby ponieść niższe koszty w przypadku wykonania porównywalnego świadczenia przez podmiot niepowiązany w rozumieniu art. 11a ust. 1 pkt 3 z podatnikiem, przy czym przy określaniu wysokości tych kosztów przepisy art. 11c i art. 11d stosuje się odpowiednio, lub,

3)    koszty te obejmują wynagrodzenie za prawo do korzystania z aktywów, które stanowiły własność lub współwłasność wspólnika (akcjonariusza) lub podmiotu powiązanego ze wspólnikiem (akcjonariuszem) przed utworzeniem podatnika (np. nabycie nieruchomości przed utworzeniem spółki z o.o. i oddanie jej w najem na cele prowadzonej przez tę spółkę działalności).

Wydatki związane z powyższymi przypadkami nie będą mogły stanowić kosztów uzyskania przychodu. Wyłączeniu z kosztów mają podlegać m.in. transakcje sztuczne, nieuzasadnione ekonomicznie, o nierynkowych cenach.

Podajmy konkretny przykład.

Ryzykownym może się okazać na przykład zawarcie w umowie ze spółką postanowienia dotyczącego wypłacania w umówionym terminie od daty zatwierdzania sprawozdania finansowego wynagrodzenia prowizyjnego tytułem realizacji na rzecz spółki usług, której wysokość będzie uzależniona od wysokości zysku wypracowanego przez spółkę.

Co więcej, organy skarbowe będą mogły zakwestionować wydatki spółki ponoszone tytułem czynszu za najem lokalu stanowiącego własność wspólnika, nabytego zanim spółka została utworzona. Paradoksalnie więc, warto najpierw utworzyć spółkę, a następnie nabyć lokal, gdyż taka sytuacja nie jest objęta dyspozycją tego przepisu.

Czy istnieją wyjątki?

Za „ukrytą dywidendę” nie uważa się przypadków, o których mowa w powyższych punktach
2 i 3, jeśli suma poniesionych w roku podatkowym przez podatnika kosztów stanowiących „ukrytą dywidendę” na podstawie tych przepisów, jest niższa niż kwota zysku brutto w rozumieniu przepisów o rachunkowości, uzyskanego w roku obrotowym, w którym koszty te zostały uwzględnione w wyniku finansowym podatnika (tzn. łączna kwota wydatków jest niższa od zysku przed opodatkowaniem CIT).

Przytoczymy konkretny przykład:

Spółka osiągnęła zysk brutto za 2022 rok w wysokości 200 tys. zł.  W związku z prowadzeniem działalności ponosiła koszty związane z najmem lokalu, którego właścicielem jest jeden ze wspólników, jak również koszty związane ze świadczeniem usług o charakterze marketingowym przez drugiego wspólnika. Łącznie za usługi świadczone przez wspólników spółka zapłaciła 220 tys. zł. W tym przypadku poniesione wydatki nie będą stanowić kosztów dla spółki. W rezultacie zysk do opodatkowania przez spółkę wyniesie 440 tys. zł.

W przypadku, gdyby te wydatki nie przekroczyły kwoty 200 tys. zł stanowiłyby koszt dla spółki.

Nasuwa się także kolejna wątpliwość, dotycząca wielu początkujących start-upów lub przedsiębiorstw przechodzących okresowe trudności. Często zdarza się, że korzystają one z usług podmiotów powiązanych i spełnione są wszystkie racjonalne przesłanki uzasadniające taki wybór, jednak osiągając niskie przychody, a co za tym idzie, nie osiągając zysku brutto albo wykazując stratę, zgodnie z zapisami, świadczenia te zostaną zakwalifikowane w ich przypadku jako „ukryta dywidenda”.

Podsumowanie

W kontekście zmian, które wejdą w życie od 2023 r., firmy już teraz powinny przyjrzeć się swoim rozliczeniom ze wspólnikami i innymi podmiotami powiązanymi. Warto je przeanalizować wspólnie z zawodowym pełnomocnikiem specjalizującym się prawie korporacyjnym oraz w prawie podatkowym, który zaproponuje optymalne rozwiązania. Warto wziąć pod uwagę rewizję warunków transakcji, zadbać o dowody wykonania i rzetelną dokumentację dotyczącą rynkowości cen w przypadku nabycia usług. Warto nie zapominać także o historycznych transakcjach, w szczególności, gdy doszło do przeniesienia własności np. nieruchomości, czy innego majątku w grupie kapitałowej spółek, które następnie są przedmiotem najmu przez spółki będące wcześniej ich właścicielami.

Zapowiadane przepisy należy ocenić negatywnie i stanowią one przykład „wylania dziecka z kąpielą”. Obecnie organy skarbowe dysponują właściwymi narzędziami pozwalającymi zweryfikować, czy dochodzi do naruszenia przepisów prawa podatkowego. Wprowadzenie regulacji ustawowej o dość ogólnikowej treści będzie rodzić niepotrzebne spory pomiędzy organami skarbowymi oraz przedsiębiorcami, co z kolei nie zachęca do podejmowania aktywności zawodowej na własny rachunek.

Autorką artykułu jest Milana Krzemień, Adwokat, Partner Zarządzający KZ Legal (Krzemień Zaliwska Adwokaci i Radcowie Prawni SP.P.), oraz autorka bloga Tozalezy.com.

6 na 10 Zetek robi sobie przerwę od social mediów. Zamieniają społecznościówki na gry mobilne

Segment gier mobilnych rozwija się w kosmicznym tempie. Raport AdColony „Social Media vs. Mobile Games” dla Mobiem Polska wykazuje, że aż 88 proc. ankietowanych gra w gry mobilne. Największy odsetek z nich (44 proc.) to osoby do 34 roku życia. Millenialsi i Generacja Z coraz częściej traktują gry, jako nowe miejsce spotkań i przedłużenie rzeczywistości, pozwalające na socjalizację w świecie wirtualnym. Raporty Newzoo[1] wskazują, że rozwój współdzielonej rzeczywistości alternatywnej (Metaverse) będzie się utrzymywać. Sukcesy in-game koncertów Travisa Scotta w Fortnite, czy Lila Nasa X w grze Roblox udowadniają, jak wielki potencjał docierania do ludzi drzemie w tym medium. Co więcej, badanie przeprowadzone przez Oxford Internet Institute[2] wykazało, że niewielka ilość czasu spędzona na grze może pozytywnie wpływać na dobre samopoczucie. Jednocześnie, Raport Hill Holliday/ORIGIN Gen Z: The Social Generation wskazuje, że ponad 60 proc. post-millenialsów robi przerwę od mediów społecznościowych, a 1/3 opuszcza socjale na dobre. Zatem, gdzie marketerzy powinni szukać swoich szans?

Gry mobilne nowe social media?

W dobie pandemii COVID-19, ludzie zaczęli szukać alternatywnych opcji spotkań ze znajomymi i rodziną. Jednym z ważniejszych trendów okazało się być współdzielenie rzeczywistości w grach. Już przed-pandemiczne eventy organizowane przez Fortnite (koncert Marshmello czy promocja Gwiezdnych Wojen: Skywalker. Odrodzenie) gromadziły przed ekranami miliony graczy. Z kolei w 2020 koncert Travisa Scotta w Fortnite zgromadził, bagatela, ponad 27 milionów graczy. Przykładów jest więcej, chociażby koncert Lila Nasa X w grze Roblox, którego 4 występy w przeciągu 2 dni zebrały 33 miliony wyświetleń!

Konieczność dzielenia się sukcesami i smutkami na odległość doprowadziła do kolejnego fenomenu. Gra Animal Crossing na Nintendo Switch pozwalała na projektowanie rzeczywistości w nieco przyjemniejszych barwach. Dzięki możliwości wspólnej gry z przyjaciółmi byliśmy świadkami ceremonii ukończenia szkoły, ślubów i pogrzebów w wirtualnym wydaniu.

Jeżeli spojrzymy na motywacje graczy, to zobaczymy ciekawy kierunek. Dane AdColony przygotowane dla Mobiem Polska wskazują, że 47 proc. osób gra, żeby wypełnić swój czas, ale już 40 proc. przyznaje, że impulsem do grania jest socjalizacja. Co więcej, 8 proc. badanych twierdzi, że gra, żeby poznać nowych graczy. Nic zatem dziwnego, że ponad połowa respondentów badania AdColony twierdzi, że gry mobilne w pewnym momencie staną się nowymi mediami społecznościowymi. – Gry stają się coraz częściej miejscem, w którym spędzamy czas ze znajomymi. Jesteśmy świadkami trendu poszerzenia metaversycznych doświadczeń, które skupiają graczy wokół gier i in-game eventów. Wiedzą o tym też największe szychy social mediów. Wystarczy spojrzeć na nowo obrany kierunek Facebooka i jego rebranding w Meta – mówi  Michał Giera, Mobiem Polska.

Post-millenialsi coraz częściej rezygnują z social mediów

Raport Hill Holliday/ORIGIN Gen Z: The Social Generation wskazuje, że ponad 60 proc. Post-millenialsów robi przerwę od mediów społecznościowych, a 1/3 opuszcza socjale na dobre. Co wpływa na taki stan rzeczy?  4 na 10 ankietowanych twierdzi, że marnuje za dużo czasu na social media (według danych ze stycznia średnio spędzaliśmy na SM 2 godziny[3]). Kolejnym powodem, dla którego młodzi ludzie myślą o ucieczce od mediów społecznościowych jest za dużo negatywnych emocji (tak myśli 35 proc. badanych). Coś może być na rzeczy, zwłaszcza biorąc pod uwagę ostatnio ujawnione fakty przez byłą pracownicę Facebooka[4]. Wynikało z nich, że platforma używa algorytmów, które optymalizują treści tak, żeby napędzić jak największą liczbę reakcji. Innymi słowy, algorytm promował najbardziej polaryzujące treści.

Ciekawe informacje otrzymujemy również z badań AdColony przygotowanego dla Mobiem Polska. Respondenci odpowiadali na pytanie o to, jak różne kanały medialne wpływają na ich odczucia. Badanie obejmowało gry mobilne oraz social media. Sprawdzano, jakie rodzaje emocji towarzyszą ludziom podczas użytkowania tych kanałów. Na tapetę wzięto następujące odczucia: dobry humor, zaangażowanie, szczęście, zrelaksowanie, skoncentrowanie, podekscytowanie, zestresowanie, zmartwienie. Okazało się, że gry mobilne wpływają znacznie pozytywniej na badanych, niż media społecznościowe. Respondenci są częściej w lepszym nastroju podczas grania (83 proc.), niż podczas używania SM (47 proc.), są również bardziej zaangażowani (71 vs. 41 proc.), szczęśliwsi (61 vs. 39 proc.), bardziej zrelaksowani (61 vs. 28 proc.), bardziej skoncentrowani (39 vs. 12 proc.) i bardziej podekscytowani (21 vs. 13 proc.). Gry mobilne wywołują w badanych mniej stresu niż social media (6 vs. 10 proc.).

Wyniki badania AdColony uwypuklają to, o czym mówi się od dłuższego czasu. Użytkownicy mediów społecznościowych w mniejszym stopniu wykazują pozytywny stosunek do tego medium, niż do gier. Social media wzbudzają mniejszy entuzjazm i zaangażowanie niż gaming. Co więcej według Websiterating w przeciągu ostatnich dwóch lat Facebook odnotował stały spadek liczby użytkowników o 2 proc[5]. Dlatego warto poszerzać komunikację marki o ten kanał, w którym spotykamy zadowolonych, bardziej podekscytowanych użytkowników. User experience może na tym sporo zyskaćkomentuje Michał Giera.

Badanie przeprowadzone przez Oxford Internet Institute[6] wykazało, że nawet niewielka ilość czasu spędzona na grze pozytywnie wpływa na dobre samopoczucie. Gry akcji wiążą się z usprawnianiem zdolności przestrzennych, czy zdolności do alokacji uwagi[7]. Mogą poprawiać nastrój, zmniejszać odczuwalny lęk, sprzyjają relaksacji, pozwalają ćwiczyć regulację emocji. Gry uczą współpracy, rozwiązywania problemów i przyczyniają się do zdobywania umiejętności prospołecznych[8]. Oczywiście, wszystko jest dobre, kiedy zachowany jest umiar.

W obliczu tych wszystkich danych, marketerzy powinni docierać do konsumentów wielokanałowo. Chociaż według raportu ,,Omni-commerce. Kupuję wygodnie 2021″ Izby Gospodarki Elektronicznej opracowanego przez Mobile Institute, zaledwie 11 proc. internautów kupiło coś w odpowiedzi na reklamę w social media. Inaczej jest w przypadku gier mobilnych.

Dlaczego marketerzy powinni zainteresować się grami mobilnymi?

  1. Reklamy w grach mobilnych są bardziej akceptowalne

Raport AdColony podaje, że 71 proc. respondentów bardziej zapamiętuje usługę lub produkt, gdy stykają się z reklamą, którą sami uruchamiają (user-initiated ads). Najbardziej akceptowalne są reklamy, po obejrzeniu których otrzymują bonusy (72 proc. badanych). Najmniej inwazyjne są reklamy wyświetlane w grach mobilnych – 67 proc. ankietowanych je akceptuje. Ponad dwukrotnie mniej badanych toleruje reklamy na Youtube i w Google. Zaledwie ¼ ankietowanych aprobuje reklamy na Facebooku i tylko 11 proc. na Instagramie. Stawkę zamyka Snapchat z 3 proc. tolerancją reklam.

 

Reklamy w mobile gamingu cieszą się największą akceptacją użytkowników. Powodują też częściej konwersję. Do dokonania zakupu po zobaczeniu reklamy w grze mobilnej przyznaje się 66 proc. respondentów badania AdColony. Natomiast po obejrzeniu reklamy na Youtubie, zakupu produktu lub usługi dokonało niecałe 20 procent badanych osóbkomentuje Michał Giera z Mobiem Polska

  1. Sieć powiązań

 

Gry mobilne jako nowe social media są szansą na pocztę pantoflową i naturalną promocję i zwiększenie zainteresowania marką.

 

Rozszerzanie naszej rzeczywistości o wirtualne aspekty gier sprzyja budowaniu społeczności. Według raportu AdColony 40 procent gamerów gra w gry mobilne, żeby utrzymywać kontakty towarzyskie. Jeżeli marketerzy dobrze zaplanują swoją strategię reklamową, są w stanie dotrzeć do szerszej liczby osób dzięki buzz marketingowi mówi Michał Pietruszka, Head of Mobile Product, Mobiem Polska

  1. Ciekawe formaty reklam

Gry mobilne dają wiele możliwości stosowania przyciągających formatów reklamowych. Zaczynając od reklam preroll, poprzez nienachalne banery z logo i nazwą firmy pojawiające się w wykupionych miejscach w grze, kończąc na najbardziej akceptowalnym przez użytkowników formacie rewarded ads.

[1] https://newzoo.com/insights/articles/newzoos-games-trends-to-watch-in-2021/

[2] https://psyarxiv.com/qrjza/ Johannes, N., Vuorre, M., & Przybylski, A. K. (2020, November 13). Video game play is positively correlated with well-being. https://doi.org/10.1098/rsos.202049

[3] https://datareportal.com/reports/digital-2021-poland

[4] Polsat News

[5] Websiterating

[6] https://psyarxiv.com/qrjza/ Johannes, N., Vuorre, M., & Przybylski, A. K. (2020, November 13). Video game play is positively correlated with well-being. https://doi.org/10.1098/rsos.202049

[7] Green, C. S., & Bavelier, D. (2012). Learning, attentional control, and action video games. Current Biology, 22, 197–206. doi:10.1016/j.cub .2012.02.012

[8] Więcej o benefitach związanych z grami w artykule The Benefits of Playing Video Games: https://www.apa.org/pubs/journals/releases/amp-a0034857.pdf

Marketing software house’ów pod lupą

Dziś wszystkie firmy poszły w kierunku transformacji cyfrowej, ale nie każda poradziła sobie z tym tak samo w obszarze marketingu. Software house’y wyraźnie zwiększyły nacisk na media społecznościowe, content marketing, webinaria, podcasty i pay-per-click. Które z narzędzi marketingu sprawdziły się najlepiej? Tę kwestię postanowiła zbadać organizacja SoDA.

Z badań ankietowych, jakie przeprowadzone zostały wśród członków Software Development Association Poland (SoDA) w marcu 2021 roku, wynika, że inwestycje w marketing przełożyły się na wzrost rentowności i rozwój firm z branży software house w czasie pandemii. Prawie wszyscy respondenci zaczęli w tym okresie eksperymentować z kanałami marketingu, których wcześniej nie wykorzystywali (79% ankietowanych). Szczególnie dużą popularnością cieszył się marketing inboundowy (na nim skupiło się 66% firm), natomiast media społecznościowe i własne treści, uznane zostały za najbardziej efektywne.[1]

Postanowiliśmy zgłębić temat i sprawdzić, jak zmiany w modelu marketingu w czasach pandemii przełożyły się na zainteresowanie branżą software house. Tym razem, zamiast ankiet i danych deklaratywnych, sięgnęliśmy po dane dotyczące ruchu na stronach poszczególnych firm i przygotowaliśmy benchmark dla branży – mówi Michał Moroz, przewodniczący komitetu Badań i Analiz SoDA.

Na potrzeby raportu „Granularity of Growth: Polish Software Development Companies” Komitet Badań i Analiz SoDA we współpracy z Valueships przestudiował dane pochodzące ze 129 domen polskich software house’ów. Pod uwagę wzięto dwa 12-miesięczne okresy: od sierpnia 2019 do lipca 2020 oraz od sierpnia 2020 do lipca 2021 roku. Przeanalizowany został ruch na stronach internetowych firm, szczegółowość jego wzrostu, źródła ruchu i efektywność samego kanału.

Na podstawie średniej miesięcznej liczby użytkowników oszacowaliśmy rozmiar każdej z badanych stron internetowych. Przyjrzeliśmy się także zmianom przyrostów unikalnych użytkowników (UV) i różnicom w udziałach źródeł ruchu między tymi, którym udało się zwiększyć tempo wzrostu, a tymi, którym się to nie udało – przybliża Maciej Wilczyński, CEO Valueships.

Wzrost ruchu na stronach

Covid-19 niewątpliwie zwiększył ogólną bazę klientów firm programistycznych. Łączna liczba unikalnych odwiedzających strony internetowe polskich software house’ów od 2019-08 do 2021-07 wzrosła o 112%, co oznacza podwojenie wielkości ruchu. Prawie 80% analizowanych firm udało się osiągnąć wzrost średniej miesięcznej liczby unikalnych użytkowników. Potrzeba jednak minimum 16 tys. UV miesięcznie, aby znaleźć się wśród najlepszych (stanowią one 10% badanych domen).

Software house’y, których strony osiągnęły wzrost UV w 2019 r., w 2020 r. otrzymały znaczną premię i odwrotnie, dostępny rynek stał się bardziej kompetytywny dla firm, które wzrostu nie osiągnęły. Najlepsze firmy urosły 5x szybciej niż rynek – podsumowuje Maciej Wilczyński – Obserwujemy tu sytuację „zwycięzca bierze wszystko”, w której najlepsze domeny zabierają większość ruchu i uwagi bazy marketingowej.

Ruch organiczny i direct rządzą

Jak wynika z badania, wyszukiwanie organiczne jest głównym źródłem ruchu dla stron przyciągających największą liczbę użytkowników. Znaczenie to rośnie dla średnich i większych graczy, którzy nie mogą już polegać na dotarciu bezpośrednim do klientów tak, jak na wcześniejszym etapie swojego rozwoju.

Drugim co do znaczenia źródłem ruchu jest ruch bezpośredni (direct). Choć widoczny jest we wszystkich segmentach, dominuje u mniejszych stron. Jednak im mocniej domena się rozwija, tym wyraźniej jego znaczenie maleje.

Na przeciwnym biegunie znajduje się e-mail. Większość domen otrzymuje poniżej 1% ruchu z kanału poczty elektronicznej. Jest to zachowanie kontrastujące do SaaSów i innych firm produktowych, które swoją bazę e-mailową budują od samego początku swojego istnienia.

Niewiele większy udział w generowaniu ruchu na stronach ma paid search. Zdaniem ekspertów kampanie pay-per-click mają sens, jeśli są ukierunkowane np. na wspieranie działań content marketingowych, jak raporty czy white papers, a nie na generowanie leadów.

Silne marki wiedzą, jak wykorzystać SEO na swoją korzyść, podczas gdy mniejsze skupiają się na społecznościach i poleceniach. Paid z kolei pozwala szybko przyciągnąć odwiedzających, ale niekoniecznie musi przekształcić się w długoterminowych odbiorców – podsumowuje Michał Moroz.

[1] Raport SoDA „Wpływ COVID-19 na Branżę Software House w Polsce”, 2021Marketing software house

Na czym skupić działania marketingowe?

Zwieńczeniem najnowszego raportu SoDA są rekomendacje obszarów, na których software house’y powinny się skupić w zależności od etapu rozwoju domeny.Marketing software house 2

Zdaniem ekspertów, budowanie ruchu na stronie warto zacząć od inwestowania w SEO oraz sieć poleceń. Wraz z przybywającą liczbą unikalnych użytkowników, firma powinna zwiększać nacisk na treści, jakie udostępnia w domenie. To również dobry moment na rozpoczęcie przygody z kampaniami paidowymi. Czas na przyciąganie odbiorców w oparciu o własne kanały, w tym bazę kontaktów czy społeczności, przy stałym wsparciu pay-per-click przypada na „połowę stawki”.

Dużym software house’om rekomendują natomiast skupienie się na większych projektach własnych, jak raporty rynkowe i inwestowanie w narzędzia oraz kanały, które przełożą się na większą świadomość marki, w tym podcasty. Liderzy mogą pokusić się o jeszcze śmielsze wyzwania, jak organizacja konferencji czy innych wydarzeń branżowych.

Raport „Granularity of Growth: Polish Software Development Companies” po raz pierwszy zaprezentowany został podczas SoDA Conference 2021 w Łodzi. Poza ogólnym obrazem ruchu w domenach i wnioskami płynącymi z badania, poszczególne firmy członkowskie otrzymały wówczas indywidualne analizy swoich domen wraz z benchmarkami.

Pełny raport dostępny jest na: https://www.sodapl.com/reports

Warszawski rynek biurowy z dobrymi widokami na przyszłość

W Warszawie w budowie jest ponad 370 tys. mkw. powierzchni biurowych, które mają być oddane w okresie 2021-2024. To mniej niż połowa biur realizowanych w ostatnich latach przed 2020 rokiem. Warszawski rynek mocno wyhamował. Poziom realizacji nowych biur jest rekordowo niski, podczas gdy na rynkach regionalnych buduje się ponad dwa razy więcej. Nie należy spodziewać się, że w ciągu najbliższych 2-3 lat się to zmieni. Deweloperzy nie zapowiadają realizacji nowych projektów – mówi Mateusz Strzelecki, Partner / Head of Regional Markets w Walter Herz. – Szacujemy, że w 2021 roku ukończonych zostanie ogółem prawie 340 tys. mkw. biur. W 2022 roku, jeśli terminy zostaną dotrzymane, zasoby biurowe w Warszawie mają szansę zwiększyć się już tylko o nieco ponad 220 tys. mkw. powierzchni. W latach 2023-2024 przewidziane jest oddanie pierwszego etapu projektu Studio firmy Skanska i inwestycji The Bridge realizowanej przez Ghelamco, które należą do tych nielicznych inwestycji, na budowę których inwestorzy zdecydowali się w tym roku – dodaje.

Tymczasem, jak wskazuje Mateusz Strzelecki, w ostatnich miesiącach mogliśmy obserwować odbudowującą się aktywność najemców, która w trzecim kwartale br. zaowocowała wolumenem najmu o jedną trzecią wyższym w porównaniu do tego samego okresu w roku ubiegłym. – To dobrze wróży warszawskiemu rynkowi, którego przyszłość wcale nie rysuje się w ponurych barwach. Przeciwnie, widoczny jest wzrost zainteresowania wynajmem ze strony firm z sektora nowoczesnych usług biznesowych i działających w segmencie nowoczesnych technologii. Dobrym prognostykiem są też decyzje większości firm o wynajmie większych powierzchni niż zajmowane wcześniej. Tylko co dziesiąty najemca zdecydował się w tym roku na redukcję powierzchni – argumentuje Mateusz Strzelecki.

Ekspert zauważa, że jeśli popyt będzie utrzymywał się w trendzie wzrostowym, a deweloperzy nadal będą wstrzymywali się z realizacją kolejnych projektów w perspektywie dwóch lat możemy spodziewać się, nie tylko spadku poziomu pustostanów biurowych w Warszawie, ale realny jest także wzrost stawek rynkowych. – Już w najbliższych kwartałach możemy mieć do czynienia ze wzrostem cen u operatorów powierzchni elastycznych ze względu na ich obecne, wysokie obłożenie – dodaje Mateusz Strzelecki.

Warszawski rynek oferuje dziś 6,16 mln mkw. nowoczesnych powierzchni biurowych. Efektem jego przedpandemicznego, szybkiego wzrostu są oddawane teraz nowoczesne budynki biurowe. W tym roku ukończonych zostało kilkanaście inwestycji, w tym m.in. Warsaw Unit firmy Ghelamco (59 tys. mkw.), Skyliner firmy Karimpol (48,9 tys. mkw.), Generation Park Y firmy Skanska (47,6 tys. mkw.), biurowce Galwan i Plater w Fabryce Norblina należącej do Grupy Capital Park  (40 tys. mkw.), czy Widok Towers firmy Commerz Real i S+B Gruppe  (28,6 tys. mkw.).

Na najemców czeka w Warszawie ponad 12 proc. biur. Współczynnik powierzchni niewynajętej wzrósł w ciągu roku o niespełna 3 proc. Na uwagę zasługuje jednak wysoki poziom komercjalizacji nowoczesnych obiektów, które weszły na rynek. Z danych Walter Herz wynika, że w oddawanych biurowcach trzy czwarte powierzchni zabezpieczonych jest umowami przednajmu, co wskazuje na duże zapotrzebowanie na przestrzeń do pracy w najwyższym standardzie.

Firmy coraz odważniej podejmują decyzje, o czym świadczy przeważający udział nowych umów w całkowitym wolumenie najmu. Ponadto, aż 60 proc. powierzchni zakontraktowanych w Warszawie w pierwszych trzech kwartałach br. wynajęte zostało w budynkach zlokalizowanych w ścisłym centrum miasta, które skupia biurowce najwyższej klasy.

Idzie to w parze ze wzrostem społecznej funkcji biur. Pomimo utrwalania się nowych modeli pracy biura zachowały status centralnego miejsca zarządzania. Po półtorarocznym doświadczeniu z pracą zdalną pracodawcy stawiają na tradycyjny, stacjonarny model pracy. Okazało się bowiem, że praca w zespołach i wymiana wiedzy między ludźmi jest daleko bardziej efektywna w bezpośrednim kontakcie niż w systemie zdalnym. Poza tym,  biuro jest niezastąpione jako miejsce budowania relacji i wspólnoty oraz poczucia przynależności do zespołu.

Aby przekonać pracowników do powrotu do biur firmy muszą jednak przemodelować powierzchnię tak, by zapewniała jak największy komfort, przyjazny klimat oraz różnorodność i była bardziej elastyczna. Z analiz wynika, że warszawskie biura zapełnione są teraz w około 40-50 proc. Kolejne miesiące przyniosą dalsze zmiany w sposobie korzystania z przestrzeni do pracy. Na pewno widać już trend do ograniczenia stałych stanowisk pracy, żeby można było dzięki temu swobodnie korzystać z całego biura i pozostawać w stałym kontakcie z innymi osobami.

Bardzo ważne będzie na pewno także wykorzystanie cyfrowych rozwiązań w celu podnoszenia efektywności i wspierania dobrostanu pracowników. Kluczowe będzie w tym m.in. wykorzystywanie odpowiednich aplikacji i tworzenie specjalnych stref dedykowanych komunikacji zdalnej, które gwarantują wysokiej jakości, stabilne połączenia.

Złoty powoli odzyskuje siły

Ostatnie umocnienia dolara nie pociągnęły za sobą osłabienia polskiej waluty. Złotówka zyskuje na fali spekulacji o działaniach RPP oraz zwykłej realizacji zysków z ostatniego ruchu.

Za oceanem bez zmian

Wczorajsze dane makroekonomiczne publikowane w USA nie były złe. Nie były jednak tak dobre, by uzasadniać pogłębianie ostatnich rekordów, a to właśnie miało miejsce. Dzień zaczął się od zgodnego z oczekiwaniami indeksu instytutu IFO w Niemczech. Następnie poznaliśmy rewizje danych o PKB w USA, która okazała się o symboliczne 0,1% niższa od oczekiwań. Zamówienia na dobra bez środków transportu pokryły się z oczekiwaniami, za to te na dobra trwałego użytku delikatnie spadły. Z drugiej strony odrobinę lepiej od oczekiwań wypadł raport na temat dochodów i wydatków Amerykanów oraz Raport Uniwersytetu Michigan. Jednym słowem odbyło się mniej więcej to, czego oczekiwali analitycy. Ciężko powiedzieć, dlaczego zatem dolar umocnił się o kolejne pół centa względem euro. Najwyraźniej inwestorzy uznali, że dane pozwalają utrzymać korzystny trend dla amerykańskiej gospodarki.

Dolar już nie osłabia złotego

Polska waluta drugi dzień z rzędu łapie oddech. Opublikowana wczoraj podaż pieniądza, która zresztą rośnie szybciej od oczekiwań, nie jest tutaj raczej odpowiedzialna za żaden istotny element tego ruchu. Najczęściej wskazywana jest realizacja zysków. Skoro euro podrożało o 2,5% w ciągu dwóch tygodni, to wielu inwestorom zaczęły puszczać nerwy i zaczęli sprzedawać chcąc zainkasować dobry zysk. Złotemu pomagają też członkowie RPP, którzy sugerują przyspieszenie wzrostu stóp procentowych.

Nowa Zelandia podnosi stopy

Wczoraj zgodnie z oczekiwaniami Nowa Zelandia podniosła stopy procentowe. Główna stawka wzrosła z 0,5% na 0,75%. Należy zwrócić uwagę, że powodem podwyżki, podobnie jak w innych krajach jest rosnąca inflacja. W tym wypadku wzrosła ona jednak zaledwie do 4,9%, co na tle innych krajów nie jest jeszcze dramatem. Rynki oczekiwały większej stanowczości, o czym najlepiej świadczy reakcja kursu dolara nowozelandzkiego, który wyraźnie traci względem swojego amerykańskiego kolegi. Co ciekawe, sam Królewski Bank Nowej Zelandii informuje o tym, że w przyszłym roku stopy procentowe powinny osiągnąć tam 2%, a docelowo sięgnąć 3%. Rynki spodziewały się jednak szybszych wzrostów, co spowodowało odwrót od dolara nowozelandzkiego.

W kalendarium danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

USA nie dały rady zbić cen ropy, czas na obniżkę akcyzy

W tym tygodniu cena ropy naftowej znowu zaczęła rosnąć po chwilowym osłabieniu związanym z zapowiedzią uwolnienia przez USA i inne kraje rezerw ropy naftowej. Cena baryłki ropy brent wynosi obecnie około 82 dolarów i może dalej rosnąć. Jedynym sposobem na obniżenie cen benzyny na stacjach wydaje się obniżka podatków.

W zeszłym tygodniu cena baryłki spadła z 86 do 79 dolarów po zapowiedzi uwolnienia strategicznych rezerw ropy (Strategic Petroleum Reserve – SPR) z USA, Chin i innych krajów. Stany Zjednoczone posiadają obecnie rezerwę wynoszącą 600 mln baryłek, co odpowiada 6 dniom globalnego zapotrzebowania na ropę. Wielkość amerykańskich rezerw systematycznie spada, w roku 2009 USA posiadały rezerwę wynoszącą 720 mln baryłek. I to przy jednoczesnym wzroście konsumpcji ropy w USA, której szczyt został osiągnięty w roku 2019. Wielkość rezerw ropy zgromadzonych przez główne gospodarki świata wynosi 1,5 mld baryłek, co odpowiada około 15 dniom globalnego popytu.

Wydaje się, że plan uwolnienia rezerw od początku był skazany na porażkę. Został on odebrany przez rynki jako działanie na krótką metę. Było wiadomo, że uwolnienie i sprzedaż takiej liczby baryłek nie jest w stanie znacząco wpłynąć na rynek. Tym bardziej, że plan pojawił się, gdy kartel OPEC nie odpowiedział na wezwanie USA do zwiększenia wydobycia. A to byłoby najłatwiejszym sposobem na stabilizację i spadek ceny w dłuższym terminie. OPEC w odpowiedzi na uwolnienie rezerw może zawsze odpowiedzieć ograniczeniem produkcji, co jest największym ryzykiem i może spowodować efekt odwrotny od założonego. Kolejne spotkanie OPEC odbędzie się 2 grudnia.

Sprzedaż rezerw miała już miejsce w przeszłości. Globalnie odbywało się to w 1991 (wojna w Zatoce Perskiej), 2005 (huragan Katrina) i 2011 (wojna w Libii). Największa z interwencji dotyczyła sprzedaży 60 mln baryłek, znacznie poniżej jednodniowego światowego popytu. Stany Zjednoczone samodzielnie działały w taki sposób 12 razy, z czego największa sprzedaż dotyczyła 10 mln baryłek. Chiny, największy światowy importer ropy, we wrześniu br. po raz pierwszy sprzedały 7 mln baryłek.

Zapowiedź wyprzedaży obniżyła cenę ropy na kilka dni, teraz ponownie wróciła w okolice 82 dolarów za baryłkę. Na rynku ścigają się obecnie dwie tendencje – jedną jest rosnący popyt, związany z odradzaniem się gospodarek po pandemii. To właśnie on odpowiada za ogólny trend wzrostu ceny ropy. Drugi to wciąż aktualne obawy o kolejne ograniczenia związane z pandemią. Widać, że kolejna jej fala postępuje w Europie i jest możliwe, że doprowadzi do obniżenia popytu. To natomiast zniechęca producentów do zwiększenia produkcji i obniżenia ceny, bo gdyby miało dojść do obniżenia popytu przez pandemię postawiłoby to ich w trudnym położeniu. Wydaje się zatem, że jest to przepis na drożejącą ropę, co będziemy obserwować w najbliższych tygodniach.

Odpowiedzią rządów na taką sytuacje są próby administracyjnego wpływu na ceny paliwa. W Polsce rząd najprawdopodobniej zaproponuje czasowe organicznie akcyzy na paliwa, co może obniżyć cenę benzyny i ropy o około 10 proc. Węgrzy natomiast wprowadzili maksymalną cenę paliwa wynoszącą 480 forintów. Efekt jest taki, że na wszystkich stacjach w kraju benzyna kosztuje tyle samo, czyli tyle ile wynosi limit ceny. Limit przede wszystkim ogranicza marże stacji benzynowych, gdyby jednak ropa dalej drożała będzie musiał zostać podniesiony. A to będzie oznaczać skokowy wzrost ceny paliw na Węgrzech. Wydaje się zatem, że obniżka akcyzy jest lepszym rozwiązaniem.

Paweł Majtkowski, analityk eToro na polskim rynku

Dlaczego tegoroczny Black Friday może być szczególnie niebezpieczny dla naszych finansów?

  • Aż 86% gospodarstw domowych w Polsce odczuwa wzrost cen bardziej niż zwykle – wynika z najnowszego badania ZPF i IRG SGH.
  • Mimo to, rośnie skłonność Polaków do ponoszenia wydatków na dobra trwałego użytku, np. sprzęt AGD/RTV[1].
  • Konsumenci nie chcą także rezygnować ze specjalnych okazji do zakupów – większość, bo aż 9/10 osób, planuje zrobić zakupy podczas tegorocznego Black Friday[2].
  • Eksperci przestrzegają przed, tylko z pozoru atrakcyjnymi, promocjami oraz zadłużaniem się na cele zakupowe ponad swoje możliwości.

W ostatnich latach Black Friday nie ma za wiele wspólnego z pierwotnym zamysłem, czyli możliwością zrobienia zakupów w okazyjnych cenach jedynie w ostatni piątek listopada. Obecnie promocje zaczynają się już 2 listopada i trwają praktycznie do Świąt, o czym konsumenci informowani są na każdym kroku – przez bilbordy, media społecznościowe oraz reklamy w prasie, radiu i telewizji. Okazuje się, że większość z nas nie oprze się pokusie zakupów, pomimo innych wydatków, które coraz bardziej obciążają budżety domowe.

Inflacja nie powstrzyma Polaków przed zakupami?

W ostatnich miesiącach inflacja w Polsce sięga rekordowych poziomów, co szczególnie widoczne jest w rosnących cenach, m.in. artykułów spożywczych. Nasze budżety obciążane są również przez wysokie koszty energii, gazu i paliw. Z najnowszego badania ZPF i IRG SGH wynika, że aż 86% gospodarstw domowych w Polsce odczuwa wzrost cen bardziej niż zwykle. Mimo to, nadal jesteśmy skłonni korzystać z zakupowych okazji.

W badaniu „Sytuacja na rynku consumer finance” zapytaliśmy Polaków o skłonność do ponoszenia wydatków na dobra trwałego użytku, jak sprzęty domowe. Choć wyniki nie osiągnęły jeszcze poziomów sprzed pandemii, to w III kwartale br. 63,5% uznało takie zakupy za prawdopodobne, a ponad połowa chce je sfinansować kredytem. Wzrost popytu to dobry sygnał dla gospodarki, jednak pamiętajmy o możliwych dalszych podwyżkach, m.in. stóp procentowych, które podniosą wysokość raty kredytu. Zawsze zostawiajmy też finansowy bufor bezpieczeństwa na kolejny miesiąc, nawet niewielki, choćby 50 zł, który pokryje ewentualne, nieprzewidziane wydatki – mówi dr Artur Trzebiński, Doradca ds. ekonomicznych Związku Przedsiębiorstw Finansowych.

Black Friday – jak robić zakupy, żeby faktycznie skorzystać?

Okazją do zrobienia dużych zakupów są listopadowe wyprzedaże typu Black Friday, Cyber Monday i inne przedświąteczne promocje. Wtedy też kupujemy sprzęty AGD i RTV, a także prezenty pod choinkę dla najbliższych. Należy jednak być czujnym. Jak wynika z danych Deloitte, podczas ubiegłorocznego Black Friday średnie obniżki cen osiągnęły zaledwie 3,4%.

Gorączka zakupów może spowodować, że: po pierwsze – nie sprawdzimy cen w innych sklepach i znacznie przepłacimy, a po drugie – sięgniemy po towary, na które tak naprawdę nas nie stać lub nawet ich nie potrzebujemy. Możemy wówczas podjąć nieprzemyślane decyzje w kwestii finansów, a konsekwencje będziemy odczuwać jeszcze przez wiele miesięcy. Jest to szczególnie niebezpieczne w obecnej rzeczywistości rosnących wciąż cen podstawowych artykułów domowych oraz rachunków.

Jeśli zdecydujemy się na kredyt, pożyczkę, czy też raty, pamiętajmy też, by dokładnie zapoznać się z zasadami finansowania i oprocentowaniem. Upewnijmy się więc, że wysokość miesięcznej raty jest dopasowana do naszych możliwości. Jeśli na etapie spłacania zdarzy się tak, że nie będziemy w stanie regulować kolejnych rat w terminie, niezwłocznie poinformujmy o tym wierzyciela i nie unikajmy odpowiedzialności, gdy zgłosi się do nas windykator.

7 najważniejszych zasad podczas zakupów w Black Friday:

  1. Zastanówmy się, jakich sprzętów czy odzieży faktycznie potrzebujemy;
  2. Porównajmy ceny artykułów w kilku miejscach;
  3. Zastanówmy się, czy faktycznie nas na nie stać;
  4. Nie wydawajmy więcej niż na to pozwala budżet domowy;
  5. Pamiętajmy, że wirtualne pieniądze wydaje się łatwiej i szybciej, co grozi nadszarpnięciem budżetu;
  6. Biorąc pożyczkę, zawsze dokładnie zapoznajmy się z warunkami finansowania;
  7. Nie unikajmy odpowiedzialności, gdy pojawią się problemy ze spłatą.

[1] Raport ZPF i IRG SGH: Sytuacja na rynku consumer finance. III kwartał 2021

[2] Ankieta Offerista: Jakie zakupy planują konsumenci na Black Friday 2021 i ile wydadzą?

Czeski fundusz Lighthouse Ventures inwestuje w epeer

Fintech epeer pozyskał kolejnego inwestora. Tym razem w spółkę Macieja Jarząba i Marcina Bieruta zainwestował czeski Lighthouse Ventures. To pierwszy polski startup w portfolio praskiego funduszu. Z jego pomocą epeer rozwinie technologię opartą o sztuczną inteligencję, wejdzie na rynek w Hiszpanii, USA i Meksyku oraz stanie się holdingiem.

Lighthouse Ventures to fundusz zorientowany mocno technologicznie, który inwestuje kapitał prywatny. Do tej pory Czesi z powodzeniem uczestniczyli w takich projektach jak m. in.: Spaceti czy Pekat Vision. Ich inwestycja w epeer opiewa na kwotę niemal 5 milionów złotych i umożliwi dalszą ekspansję katowickiego startupu.

– Dzisiaj jesteśmy obecni na dwóch rynkach: polskim i ukraińskim. Czas na kolejne. Dzięki współpracy z Lighthouse Ventures do końca 2022 roku będziemy obecni w Hiszpanii, USA i Meksyku – mówi Maciej Jarząb, CEO epeera. Rozpędzamy się znacząco i chcemy w ciągu pół roku pozyskać kolejne finansowanie na rozwój naszej innowacyjnej technologii i launche na kolejnych rynkach – dodaje.

Epeer został dostrzeżony przez Czechów w czasie Unicorn’s Battle, gdzie został uznany za jeden z najlepszych startupów technologicznych w Europie Środkowo-Wschodniej.

– Już wtedy wiedzieliśmy, że chcemy mieć taki startup w naszym portfelu. Epeer doskonale wpisuje się w nasze deeptechowe zainteresowania, a potencjał projektu jest tak duży, że szybkość globalizacji spółki jest znacznie prostsza, niż w przypadku wielu konceptów, które mieliśmy przyjemność rozważać pod kątem inwestycyjnym – mówi Michal Zalesek

– Managing Partner Lighthouse Ventures. Istotnym atutem jest także team epeera – niezwykły konglomerat młodości i doświadczenia. – podkreślił Zalesek.

Zespół, którym kieruje Maciej Jarząb dynamicznie się powiększa. Wraz z czeską inwestycją do managementu dołączył Stefan Michalik, który obejmie funkcję Chief Strategy Officer. Michalik jest absolwentem Hult International Business School oraz Szkoły Głównej Handlowej. Ma doświadczenie w consultingu strategicznym, który zdobywał między innymi w Altman Solon.

– Moim pierwszym zadaniem w epeer będzie skuteczne wprowadzenie nowych produktów do sektora gamingowego, ubezpieczeniowego oraz e-commerce. Już na tym etapie prowadzimy rozmowy z największymi graczami na tych rynkach. Nasze projekty są na tyle zaawansowane, że możemy śmiało zakładać, że pod koniec 2022 roku będziemy obecni z nowymi produktami w sektorze niefinansowym.

Entuzjazm nowego CSO epeera podziela również Maciej Jarząb:

– Z tego transferu jestem szczególnie zadowolony. Stefan Michalik jako CSO całej grupy będzie przede wszystkim odpowiedzialny za systemowy rozwój produktów epeera – również poza branżą finansową. Nasza innowacyjna technologia oparta na sztucznej inteligencji doskonale wpisuje się bowiem w potrzeby wielu rynków – nie tylko finansowego, na którym działamy do początku istnienia epeera. – dodaje

Formalnie epeer stanie się holdingiem firm z nadrzędną rolą amerykańskiej spółki, która stanie na czele grupy. Holding będą tworzyły dwie polskie, dwie ukraińskie i dwie hiszpańskie spółki, zajmujące się produktami finansowymi i rozwojem technologii oraz amerykańska spółka technologiczna.

Zasady ogólne powstania obowiązku podatkowego w podatku VAT

Zasady powstawania obowiązku podatkowego w podatku od towarów i usług determinują okres opodatkowania danego świadczenia. Przepisy ustawy o VAT przewidują zasadę ogólną, ale także szereg wyjątków zmieniających zasadniczo terminy wykazania transakcji w deklaracji VAT. Poniżej przedstawione zostały zasady ogólne oraz wybrane tematy wyjątkowego powstawania obowiązku podatkowego.

Zasady ogólne

Zgodnie z art. 19a ust. 1 ustawy o VAT obowiązek podatkowy powstaje z chwilą dokonania dostawy towarów lub wykonania usługi, chyba że transakcja dotyczy wyjątku. Na wstępie należy zaznaczyć, że w przypadku zasad ogólnych termin wystawienia faktury nie ma znaczenia dla opodatkowania dostawy towarów oraz świadczenia usług.

Przez dostawę towarów należy rozumieć przeniesienie prawa do rozporządzania towarami jak właściciel. Obowiązek podatkowy powstaje więc z datą przeniesienia prawa do rozporządzania towarem. Należy podkreślić, że dla przepisów ustawy o VAT nie jest istotne przeniesienie prawa własności. Zatem przepisy kodeksu cywilnego zasadniczo nie znajdą zastosowania do ustalenia daty dostawy. Przepisy ustawy o VAT przewidują autonomiczną definicję dostawy towaru, zgodnie z którą istotne jest przeniesienie własności w sensie ekonomicznym, czyli przeniesienie kontroli nad rzeczą z prawem do dysponowania nią. W przypadku dostaw towarów istotne jest także weryfikowanie warunków dostawy towaru (INCOTERMS), ponieważ to one często definiują, kiedy dochodzi do dostawy w rozumieniu przepisów ustawy o VAT – wyznaczają, kiedy prawo do korzystania z towaru i odpowiedzialności za towar przechodzi na nabywcę.

W przypadku świadczenia usług kwestia ustalenia daty wykonania usługi jest prostsza, ponieważ jako datę wykonania usługi rozumie się datę wykonania wszystkich czynności składających się na daną usługę. Zgodnie z aktualną linią orzeczniczą podatnicy nie mogą umownie przesuwać daty wykonania usługi, jeżeli czynności zostały wykonane. Wykonanie usług powinno w przypadku zasad ogólnych determinować moment powstawania obowiązku podatkowego. Ciekawą, a zarazem problematyczną kwestią w tym kontekście są protokoły odbioru usług oraz to, na ile obrazują one faktyczne zakończenie wszystkich czynności. W tym zakresie brak jest jednolitego podejścia organów, jednak przeważają argumenty za nieuwzględnianiem faktu podpisania protokołu odbioru prac jako elementu wykonania usługi. Z takim podejściem ciężko się zgodzić, ponieważ praktyka biznesowa pokazuje, że protokół odbioru prac jest często finalnym potwierdzeniem przez nabywcę, iż żadne dodatkowe czynności nie będą musiały zostać już wykonane.

Bony jednego przeznaczenia

Stosunkowo „świeżą” kategorią są bony jednego przeznaczenia. Zgodnie z przepisami ustawy o VAT obowiązek podatkowy powstaje z chwilą dokonania transferu bonu jednego przeznaczenia, czyli z chwilą przekazania nabywcy (lub każdemu kolejnemu podmiotowi) bonu, gdzie zarówno towary, jak i usługi są zdefiniowane, a ceny i stawki podatku są znane w chwili wydania bonu.

Usługi odbierane częściowo

Zgodnie z art. 19a ust. 2 ustawy o VAT w przypadku usług odbieranych częściowo obowiązek podatkowy powstaje w przypadku wykonania tej części usługi, dla której określono zapłatę. W tym zakresie niezmiernie ważne są precyzyjne zapisy umowy, definiujące poszczególne etapy dostaw i wykonania prac oraz odpowiadające im zapłaty wynagrodzenia.

Usługi rozliczane okresowo

Kolejna kategoria powstawania obowiązku podatkowego na zasadach wyjątku obejmuje usługi rozliczane okresowo, dla których podatnik powinien zdefiniować okresy rozliczeniowe, za jakie będą wystawiane faktury. W takim przypadku usługę, dla której w związku z jej świadczeniem ustalane są następujące po sobie terminy płatności lub rozliczeń, uznaje się za wykonaną z upływem każdego okresu, do którego odnoszą się te płatności lub rozliczenia, do momentu zakończenia świadczenia tej usługi (art. 19a ust. 3 zd. 1 ustawy o VAT).

Usługi i dostawy ciągłe

Ustawodawca nie definiuje, co oznaczają usługi świadczone w sposób ciągły. Z praktyki wynika, że chodzi o takie świadczenia usług, które są powtarzalne ze znaczną częstotliwością w pewnym okresie. Nie muszą to być więc usługi wykonywane nieprzerwanie. Analogicznie jest w przypadku dostaw towarów. W takich sytuacjach obowiązek podatkowy powstaje wraz z upływem okresu rozliczeniowego, a w przypadku, gdy usługa jest świadczona dłużej niż rok – z upływem każdego roku podatkowego.

Zaliczki i przedpłaty

W przypadku zaliczek i przedpłat, tj. wszelkich płatności otrzymywanych przed dostawą towarów i wykonaniem usługi, obowiązek podatkowy powstaje w dacie otrzymania płatności. Co istotne, w takich przypadkach kwotę płatności traktuje się jako kwotę brutto i odpowiednio kalkuluje kwotę podstawy opodatkowania oraz kwotę podatku VAT.

Wystawienie faktury

Obowiązek podatkowy powstaje z chwilą wystawienia faktury z tytułu świadczenia usług telekomunikacyjnych, najmu, dzierżawy, leasingu lub usług o podobnym charakterze, ochrony osób oraz usług ochrony, dozoru i przechowywania mienia, stałej obsługi prawnej i biurowej, dystrybucji energii elektrycznej, cieplnej lub chłodniczej oraz gazu przewodowego. Kwestia wystawienia faktury jest zatem w tych przypadkach kluczowa i powinna zostać szczegółowo uregulowana w umowie. Należy jednak wskazać na art. 19a ust. 7 ustawy o VAT, zgodnie z którym w powyższych przypadkach, jeżeli podatnik nie wystawił faktury lub wystawił ją z opóźnieniem, obowiązek podatkowy powstaje z chwilą upływu terminów wystawienia faktury, a w przypadku, gdy nie określono takiego terminu – z chwilą upływu terminu płatności. Innymi słowy, podatnik powinien szczególną wagę przykładać do terminowego wystawiania faktur, ponieważ w innym przypadku zastosowanie znajdzie wyjątek od szczególnych zasad ustalania obowiązku podatkowego i w konsekwencji może pojawić się ryzyko sporu z fiskusem co do prawidłowego okresu na wykazanie tego typu usług w deklaracji VAT.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Rosnąca adaptacja kryptowalut jest już faktem

Głównym założeniem pierwszej kryptowaluty na świcie (BTC) było umożliwienie przesyłania pieniędzy bez jakiejkolwiek centralnej kontroli i nadzoru banków lub rządów. Przez długi czas kryptowaluty były traktowane jako pewna aberracja dla rzeczywistego pieniądza, która za jakiś czas miała zostać zapomniana. Tak się jednak nie stało i po tym okresie kryptowaluty zaczęto traktować jak instrumenty finansowe zbliżone do akcji, na których można stracić lub zyskać. Bitcoin, wobec swojej ceny, został wręcz określany mianem wirtualnego złota. W ostatnim czasie cyfryzacja życia przyspieszyła, szczególnie przez pandemię COVID-19, przez co wzmożona adaptacja kryptowalut w realnym świecie stała się faktem.

Wśród najważniejszych wydarzeń związanych ze światem kryptowalut niewątpliwie jest przyjęcie przez Salwador Bitcoina jako legalnego środka płatniczego. Obywatelom tego kraju umożliwiono płatności za różnego rodzaju towaru czy też usługi właśnie za pomocą BTC. Ten fakt jest niewątpliwie jednym z przełomowych, albowiem w ślad za Salwadorem również inne kraje Ameryki Łacińskiej – np. Panama, Brazylia, Meksyk czy Argentyna, a w Europie – Ukraina, planują wprowadzić podobne regulacje.

Masowa adaptacja kryptowalut staje się rzeczywistością i co raz to kolejne podmioty zamierzają korzystać z dobrodziejstw kryptowalut. Wśród nich należy wskazać Miami – burmistrz tego miasta ogłosił, że mieszkańcom posiadającym MiamiCoin, którzy będą stosowali „staking”, czyli będą udostępniali posiadane przez siebie środki sieci danej kryptowaluty w celu wsparcia jej działania w zamian za różnego rodzaju nagrody, miasto będzie wypłacało dywidendę w BTC. Chęć otrzymania wynagrodzenia w BTC wyraził również najnowszy burmistrz elekt Nowego Jorku. W ostatnim czasie również australijska drużyna baseballowa – Peart Heat ogłosiła, że zawodnicy drużyny będą mogli wybrać możliwość otrzymywania wynagrodzenia w Bitcoinach – komentuje mec. Adam Ziębicki, adwokat w kancelarii Chałas i Wspólnicy.

Masowa adaptacja kryptowalut związana jest również z coraz to bardziej popularnym metaverse. Już teraz polski projekt (Metahero) pracuje nad stworzeniem skanera 3D, który umożliwi tworzenie meta avatarów i innych obiektów cyfrowych, których zastosowanie ma być związane z grami, social mediami czy modą online. Projekt ten ma na celu umożliwienie zeskanowanie danej osoby i oddaniu skanu tej osoby w świecie meta. Za tego typu „produkty” cyfrowe, użytkownicy sieci będą mogli płacić przy wykorzystaniu natywnego tokena platformy – HERO. Kolejnym interesującym przykładem jest Decetraland, w którym to użytkownicy sieci będą mogli nabyć własność cyfrowej nieruchomości za natywną walutę Decentraland – MANA.

W zakresie instytucji międzynarodowych należy wskazać, że również i one nie pozostają w tyle Aspekty związane z rozwojem cyfryzacji są stopniowo implementowane do prawa wspólnotowego, przykładowo w 2019 roku Unia Europejska podjęła pierwsze działania mające na celu stworzenie sieci blockchain, która obejmowałaby całą wspólnotę i która miałaby na celu umożliwienie płynnej wymiany znacznej ilości informacji – np. o dyplomach wydawanych przez uczelnie wyższe w państwach członkowskich – dodaje mec. Ziębicki

Porównuje się, że obecny rozwój rynku krypto i technologii blockchain jest analogiczny do rozwoju internetu w 1997 r. Wszyscy zdają sobie sprawę z tego jak rewolucyjnym wynalazkiem okazał się internet, jednak w latach 90 XX wieku takie przekonanie nie było popularne. Skoro zatem rozwój tych technologii jest na tak wczesnym etapie, obecny czas jest idealnym na zapoznanie się z nimi, zrozumienie ich, a także na próbę wykorzystania ich w prowadzonych przedsiębiorstwach czy też w życiu codziennym. Zrozumienie tych technologii oraz ich skuteczne zaimplementowanie do różnego rodzaju biznesów, może już nawet w najbliższym czasie okazać się świetną decyzją, która pozwoli na dotarcie do nowych odbiorców czy też po prostu na znaczne zwiększenie wyników finansowych.

Romet, polski producent rowerów, zamknie rok z 450 mln zł przychodu i prognozowanym 25% wzrostem w 2022 r.

Grupa Romet, polski producent rowerów i lider rynku, zakłada na koniec bieżącego roku  450 mln zł przychodów oraz EBITDA na poziomie 54 mln zł netto, co zawdzięcza m.in. podjętym inwestycjom. W kończącym się roku firma odnotowała aż 35% wzrost sprzedaży w stosunku do 2019 r., a ponad to o 50% zwiększyła sprzedaż w kanałach internetowych. Na koniec 2022 r. Grupa Romet planuje uzyskać 600 mln zł przychodów.

Rok 2020 okazał się znakomity dla całej branży rowerowej, wg szacunków Polskiego Stowarzyszenia Rowerowego w 2020 sprzedało się w Polsce około 1,2 mln nowych rowerów.[1]Jako najważniejsze czynniki generujące duże zapotrzebowanie na rowery wskazuje się m.in. pandemię COVID-19, która spowodowała zwiększony popyt na indywidualne środki transportu[2], jak również potrzebę utrzymania zdrowego stylu życia. Wysokie zapotrzebowanie na rowery nie dziwi również w kontekście informacji, że aż 92% Polaków deklaruje posiadanie własnego roweru, 27% zakupiło go w ciągu ostatniego roku, a kolejne 23% planuje zakup w najbliższym czasie[3].

Dla spółki Romet rok 2020 również był bardzo owocny – przychody ze sprzedaży wyniosły 322,7 mln zł netto, przy czym aż 147,6 mln wygenerował eksport. Tak znakomite wyniki pozwoliły firmie utrzymać się na pozycji lidera produkcji rowerów, którą zajmuje ona od wielu lat. Popyt na jednoślady w czasach pandemii koronawirusa okazał się na tyle duży, że dla większości producentów wyzwaniem stała się nie sprzedaż wyprodukowanych rowerów, a zaspokojenie popytu – jednym z priorytetów było zapewnienie płynności łańcucha dostaw, szczególnie osprzętu rowerowego.

W 2021 r. moglibyśmy wygenerować jeszcze większe przychody, ale podjęliśmy decyzję o utrzymaniu wysokiej jakości naszych produktów i nie zastępowaniu osprzętu tak uznanych marek jak SHIMANO lub SRAM tańszymi zamiennikami, na co niestety zdecydowała się część konkurencji. W Romet konsekwentnie stawiamy na najbardziej uznanych partnerów oraz rozwój technologii – nasze ramy produkowane są w Polsce w jednej z najbardziej zrobotyzowanych fabryk ram rowerowych w Europie. Takie podejście zdecydowanie nam się opłaca, bo w 2021 r. odnotowaliśmy ponad 35% wzrost sprzedaży, przy czym duży wpływ na ten wynik miało zwiększenie popytu w miastach powyżej 100 000 mieszkańców, gdzie zwykle sprzedają się najbardziej zaawansowane modele rowerów” – komentuje Grzegorz Grzyb, wiceprezes zarządu Romet.

Stawiając na e-commerce

W okresie pandemii na znaczeniu zyskał również kanał sprzedaży w internecie. W 2021 r. Grupa Romet odnotowała aż 50% wzrost wartości sprzedaży poprzez e-commerce. Na sukces ten wpływ miały decyzje o odpowiednim zaopatrzeniu magazynów, dzięki czemu oferowane w internecie produkty były przez cały czas dostępne dla klientów indywidualnych. Dodatkowo, rozbudowano internetowe platformy sprzedażowe oraz wprowadzono nowe sposoby obsługi klientów w tym kanale, stawiając na dostawę od drzwi do drzwi w 24h od złożenia zamówienia czy możliwość odbioru sprzętu w jednym ze współpracujących z Romet sklepów stacjonarnych na terenie całej Polski. Kolejnym wprowadzonym udogodnieniem jest możliwość zwrotu roweru zakupionego w internecie w ciągu 100 dni od zakupu (zamiast wymaganych prawem 14) czy umożliwienie zakupów ratalnych bądź leasingowych.

Kończący się rok pokazuje nam, że e-commerce będzie jednym z najważniejszych kanałów sprzedaży rowerów również w przyszłości. Zamierzamy wprowadzać dalsze usprawnienia w tym kierunku – mówi Grzegorz Grzyb. „Obecnie jesteśmy na etapie wdrażania nowego systemu sprzedaży w intrenecie i szacujemy, że ta inwestycja przyniesie nam kolejne 30% wzrostu przychodów z tego kanału w 2022 r.” – dodaje.

Elektryczny 2022

Grupa Romet przewiduje, że nadchodzący rok znów będzie rekordowy pod względem sprzedaży rowerów – firma planuje osiągnąć aż 600 mln zł netto przychodów.

„Z dużym optymizmem patrzymy na rok 2022. Jesteśmy przekonani, że będzie to dla branży rowerowej kolejny sezon z dużym zapotrzebowaniem na rowery, dlatego przygotowanie nowej kolekcji rozpoczęliśmy znacznie wcześniej niż dotychczas, tak aby odpowiednio zabezpieczyć dostępność naszych rowerów dla rynku i sklepów rowerowych. Jesteśmy w trakcie produkcji nowych modeli a obecnie nasze nowości na sezon 2022 testowane są przez zawodników ROMET FACTORY TEAM oraz media branży rowerowej” podsumowuje Grzegorz Grzyb.

Co ważne, aż za 20% wszystkich wyprodukowanych rowerów Romet mają odpowiadać rowery elektryczne. Deloitte przewiduje z kolei, że globalny rynek wartości sprzedaży rowerów elektrycznych zwiększy się z poziomu 14,8 mld dolarów w 2019 r. do 20 mld dolarów w 2023 r.[4]

Romet zamierza również podtrzymać pozycję lidera, jako największy polski eksporter rowerów do Europy. Nasz kraj jest największym eksporterem rowerów w Centralnej i Wschodniej Europie – w 2019 r. wartość eksportu tych pojazdów wyniosła 176,75 mln dolarów, wyprzedzając Bułgarię o 39,4 mln dolarów oraz Czechy o 67,17 mln dolarów.[5]

„Bycie liderem produkcji i sprzedaży rowerów nieustannie motywuje nas do działania, czujemy się odpowiedzialni za rozwój tej branży i dlatego rok 2022 to dla nas dalsze inwestycje również w kanał sprzedaży detalicznej” – podkreśla Grzegorz Grzyb.

[1] Polskie Stowarzyszenie Rowerowe.

[2] Źródło: Statista za IBRIS dla Nationalen Nederlanden, 2020

[3] „Polacy na dwóch kółkach” – II edycja – raport zrealizowany przez agencję smartscope dla Nationale Nederlanden, Warszawa, 26 kwietnia 2021.

[4] Żródło: Statista za Mordor Intelligence dla Delloite – 2019.

[5] Źródło: Statista za WTEx – 2019

„Tarcza Antyinflacyjna nie może być jak promocyjny bon na Black Friday”. Przedsiębiorcy oczekują systemowych działań, które obejmą całą gospodarkę

– Tarcza Antyinflacyjna w kształcie znanym nam z nieoficjalnych doniesień medialnych jest kolejnym programem społecznym, który można wpisać do jednego pasma z programami typu „Rodzina 500+” czy „Dobry start”. Będą tacy, którzy na tym skorzystają i będą tacy, co będą musieli za to zapłacić. Obawiamy się, że żadną tarczą nikt nie zamierza obejmować przedsiębiorców, więc to my będziemy „sponsorami” kolejnych pomysłów rządowych. Inflacja rzeczywiście dramatycznie rośnie, podobnie jak ceny, energii, surowców czy koszty pracy. Pracodawcy z przerażeniem patrzą na rok 2022 i na to, że żadne systemowe rozwiązania nie zakładają poprawy naszego funkcjonowania – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Zgodnie z danymi GUS w październiku  2021 dynamika wzrostu cen produkcji w przemyśle wyniosła 11,8% wobec 10,2% we wrześniu. Największy wzrost cen zanotowano w sekcji górnictwa  i wydobywania tj, o 23%. Podobnie wysoki wzrost cen produkcji  nastąpił m.in. na rynku metali o 40%

Tarcza Antyinflacyjna nie może być kolejnym programem socjalnym. „Inflacja jest demokratyczna”

Tarcza Antyinflacyjna ma zostać zaprezentowana jeszcze w tym tygodniu. Nieoficjalnie może ona objąć obniżkę VAT na niektóre produkty, obniżenie marży rafineryjnej, co spowoduje obniżenie cen paliwa czy wprowadzenie bonów energetycznych. Pomysł wydaje się być dobry, bo inflacja zbliża się do 7%, a w niektórych sektorach przemysłu odczuwalna jest znacznie wyżej. Przedsiębiorcy odczuwają silnie wzrost kosztów cen paliwa, prądu gazu czy surowców produkcyjnych. Wszystkie zmiany ujmowane są w przyszłorocznych budżetach operacyjnych, co może przekładać się na kolejne wzrosty cen po nowym roku.

– Czekamy z niecierpliwością na konkretny projekt Tarczy Antyinflacyjnej z nadzieją, że nie będzie to tylko projekt socjalny. Inflacja jest demokratyczna i mocno dotyka całe społeczeństwo. Oczywiście należy najbardziej chronić tych, którzy zarabiają najmniej, ale przecież to przedsiębiorcy odpowiedzialni są za wypracowanie  PKB i rozwój gospodarczy. Uważam, że projekt wsparcia gospodarki powinien być na tyle kompleksowy, by nie ograniczać go do dosypywania niektórym pieniędzy, a do zmian, które spowodują, że ceny zaczną spadać. Nie można też w ten sposób dzielić społeczeństwa , że są grupy którym się stale  socjalnie  pomaga, a  inne muszą sobie poradzić same, bo są bardziej przedsiębiorcze. Nie zgadzamy się na to, by Tarcza Antyinflacyjna była jak bon promocyjny na Black Friday, bo to nic nie zmieni w ogólnym ujęciu gospodarczym – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Epoka gospodarki ręcznie sterowanej powinna była odejść już dawno w niepamięć. Trudno oprzeć się wrażeniu, że to kolejny pomysł na kupowanie głosów publicznymi pieniędzmi. Mamy już 500+, które nic wspólnego ze swoimi założeniami nie ma. Tak skończą kolejne programy socjalne, które wypaczą bardziej rynek pracy, nie niosąc wcale pomocy najbardziej potrzebującym. Rozdawanie pieniędzy kończy się krótkookresowo zwiększoną konsumpcją a długookresowo zwiększoną inflacją. Rząd powinien skupić się na polityce makro i pilnować dyscypliny finansów publicznych, to uzdrawia gospodarkę i daje poczucie obywatelom, że spirala inflacyjna nie będzie nabierała tempa – dodaje Michał Wojtas, ekspert podatkowy i gospodarczy.

Prof. Aneta Zelek:  za „kartki na inflacje” zapłacimy wszyscy

Północna Izba Gospodarcza poprosiła o opinię prof. Anetę Zelek z Zachodniopomorskiej Szkoły Biznesu na temat propozycji Tarczy Antyinflacyjnej.

   – Starsi wiekiem z pewnością pamiętają niesławny system reglamentacji towarów takich jak cukier, mięso, alkohol, papierosy, a nawet obuwie. Jeśli chciałeś zakupić te dobra musiałeś posiadać odpowiednie bony zwane „kartkami”. Ku uciesze tęskniących za poprzednim systemem „kartki” wracają. Tym razem będą to bony chroniące przed wpływem zaskakująco wysokiej inflacji. W istocie, koszty prądu, gazu i opału to dzisiaj główne czynniki inflacjogenne. Ale to niejedyne podwyżki. Rosnące ceny energii i słabnący złoty przynoszą też wzrosty cen żywności, dóbr szybko rotujących i dóbr trwałego użytku. W katalogu GUS na próżno szukać przykładów produktów czy usług taniejących.

– Lepiej nie będzie! Nowe taryfy za energię elektryczną zostaną ujawnione dopiero w połowie grudnia, ale już dzisiaj wiemy, że energia zdrożeje przeciętnie o ok. 40% (dla gospodarstw domowych o 20%). Bon energetyczny ma złagodzić to obciążenie. To kosztowna interwencja, tak jak kosztowne jest leczenie zamiast profilaktyki – komentuje dla Północnej Izby Gospodarczej prof. Aneta Zelek.

– Na naiwne pytanie – kto za to zapłaci? My wszyscy zapłacimy. Zapłacimy za brak reakcji banku centralnego i Rady Polityki Pieniężnej na rosnącą inflację. A inflacja szaleje… i nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. W dość zgodnej opinii ekonomistów, analityków, ekspertów, szczytowe rozmiary inflacja ma osiągnąć w pierwszym kwartale przyszłego roku. Osobiście nie wykluczam możliwości, że zobaczymy wynik dwucyfrowy, choć to zależy od  kierunku aktualnej polityki monetarnej. Decyzje o dwóch podwyżkach stopy procentowej z ostatniego miesiąca (łącznie o 1,15 pkt. proc.) są spóźnione i zbyt słabe, żeby poradzić sobie z tym rozpędzonym pancernym pociągiem, jakim jest inflacja w aktualnej fazie jej wzrostu. W zamian rząd oferuje nielicznym anegdotyczny „talon na wódkę i balon” – komentuje ekspertka ekonomiczna.

FOMC nie dał dolarowym bykom dodatkowego impulsu

Protokół z ostatniego posiedzenia FOMC nie dał dolarowym bykom dodatkowego impulsu. Potwierdził on jedynie wcześniejsze wypowiedzi przedstawicieli Rezerwy Federalnej. Główna para walutowa znajduje się w okolicach poziomu 1,12. Dolar w relacji do euro jest najdroższy od kilkunastu miesięcy. Złoty wczoraj umocnił się. Za jedno euro trzeba aktualnie zapłacić ok 4,67.

Wczorajszy dokument z posiedzenia FOMC jedynie potwierdził, że ciało decyzyjne jest skłonne rozważyć szybszą normalizację polityki monetarnej w obliczu niesłabnącego wzrostu inflacji. Rynek zatem nie otrzymał nic dodatkowego, czego jeszcze nie wiedział. Dolar mimo to nie osłabił się znacznie, choć takie ryzyko istniało. Nie uległ również dalszej aprecjacji. Rynek przyjął to po prostu na chłodno, co może oznaczać, że uwaga zostanie skupiona w głównej mierze na grudniowym posiedzeniu.

Dolar w ostatnich tygodniach zyskała więcej w relacji do walut krajów rozwiniętych niż do tych pochodzących z gospodarek rozwijających się. Jest to o tyle zaskakujące, że waluty EM są zazwyczaj uważane za bardzie wrażliwe na aprecjację USD. Takim znamiennym przykładem był rok 2013, kiedy to obawiano się, że „taper tantrum” pogrąży wiele rynków wschodzących poprzez odpływ kapitału do dolara. Wówczas waluty EM straciły dość sporo na wartości.

Wydaje się, że banki centralne, których waluty znalazły się pod szczególną presją w 2013 roku wyciągnęły wnioski z tamtego okresu. Większość z nich dość wcześnie zareagowała na obecne ryzyko inflacji i już podniosła stopy procentowe. Pomijam tu Turcję, bo jest to szczególny przypadek. Oczywiście realne stopy procentowe w tych krajach są nadal bardzo niskie, ale należy to zestawiać z poziomami stóp z USA (0-0,25 proc. przy inflacji bliskiej 6 proc.). Dlatego też wcześniejszy start normalizacji polityki pieniężnej w krajach rozwijających się jest dość znaczącym wsparciem dla tych walut, stąd też tracą one w ostatnim czasie mniej do dolara niż inne waluty z gospodarek rozwiniętych.

Wczoraj na pytania Interii odpowiedział Adam Glapiński. Przyznał że „dalsze osłabienie złotego nie byłoby spójne z fundamentami gospodarki i prowadzoną przez NBP polityką pieniężną. Przewodniczący RPP w dużej mierze upatruje osłabienie PLN w silnym dolarze. W ostatnich godzinach złoty zyskuje do większości głównych walut. Notowania EUR/PLN schodzą w okolice 4,67. Widać rozpoczynającą się korektę na głównej parze walutowej. To widać pomaga złotemu.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

Izraelski fundusz Welltech Ventures inwestuje w platformę Helping Hand

Helping Hand to pierwsza w Polsce platforma online z autorskimi programami i treściami terapeutycznymi oraz nowoczesnymi rozwiązaniami technologicznymi, z których mogą korzystać zarówno osoby potrzebujące wsparcia psychologicznego, jak i udzielający tej pomocy psycholodzy oraz terapeuci. Oferta Helping Hand jest skierowana głównie do firm chcących zapewnić swoim pracownikom narzędzia do psychoedukacji i autoterapii, jak również dostęp do autorskich filmów i artykułów stworzonych przez doświadczonych psychologów i licencjonowanych terapeutów oraz umożliwić korzystanie z indywidualnych terapii online.

W zakończonej właśnie rundzie finansowania projekt wsparli inwestorzy krajowi oraz zagraniczni. Głównym inwestorem został światowy lider w obszarze inwestycji w młode firmy z sektorów Wellness oraz Medtech – izraelski fundusz Welltech Ventures. Część z pozyskanych środków zostanie przeznaczona na stworzenie anglojęzycznego autorskiego kontentu oraz na dotarcie do użytkowników na rynkach zagranicznych. Już dziś firma obsługuje międzynarodowe firmy, świadcząc usługi w języku polskim i angielskim.

Welltech Ventures wspiera firmy, które adresują problemy związane z różnymi obszarami zdrowia i dobrego samopoczucia, a zarazem tworzą nowoczesne i innowacyjne rozwiązania w tym zakresie. Tak działa właśnie Helping Hand, spełniając tym samym wszystkie nasze kryteria inwestycyjne. Ogromnie cieszymy się, że do naszego portfolio dołączyła platforma, która demokratyzuje dostęp do opieki psychologicznej, psychoedukacji  oraz wspiera zdrowie psychiczne pracowników firm i ich rodzin – mówi Amir Alroy, współzałożyciel funduszu inwestycyjnego Welltech Ventures.

Pozyskanie finansowania na rozwój platformy Helping Hand zbiegło się w czasie z niezwykle ważnym wydarzeniem nie tylko z punktu widzenia samej firmy, lecz także całej branży Wellness i WellTech. Helping Hand jest jedyną firmą z Polski, która została zaproszona do udziału w tegorocznej edycji Global Wellness Summit, jednego z najważniejszych międzynarodowych spotkań w tym sektorze. Konferencja odbędzie się w dniach 30 listopada – 3 grudnia 2021 r. w Bostonie, a jej temat wiodący to „A New Era in Health & Wellness”.

Jestem zaszczycony, że właśnie podczas tegorocznej konferencji Global Wellness Summit, w ramach sesji moderowanej przez Amira Alroya oraz Galit Horovitz, założycieli Welltech Ventures, będę miał okazję zaprezentować szerszej publiczności Helping Hand, platformę oferującą wsparcie psychologiczne online. Będzie to nie tylko szansa na rozpoczęcie ekspansji zagranicznej, ale również możliwość zabrania głosu w tak ważnej kwestii, jaką jest w obecnych czasach dbałość pracodawców o zdrowie psychiczne pracowników – mówi Bernard Gołko, Prezes Zarządu w spółce zarządzającej platformą Helping Hand.

Według raportu „Zdrowie psychiczne w środowisku pracy”, prawie 50% badanych pracowników twierdzi, że odczuwa negatywny wpływ pandemii na ich samopoczucie, a prawie 60% z nich chciałoby otrzymywać wskazówki od pracodawcy dotyczące radzenia sobie ze stresem oraz dbania o kondycję psychiczną. Uważają oni także, że to pracodawca powinien wprowadzić program dbający o zdrowie psychiczne swoich pracowników. Wagę tego problemu dostrzegli także sami pracodawcy, którzy dbałość o dobrostan swoich pracowników wpisują w strategię ESG, a innowacyjna platforma Helping Hand stała się coraz częściej wykorzystywanym narzędziem przez działy Human Resource.

Nowa akcyza, stare błędy. Instytut Staszica o projekcie podniesienia stawek akcyzy na wyroby alkoholowe

W przyszłym roku będziemy obchodzić czterdziestą rocznicę przyjęcia przez Sejm Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej ustawy o wychowaniu w trzeźwości – aktu stanu wojennego, który miał pomóc w walce z plagą pijaństwa. Ta ustawa nadal, w diametralnie innych warunkach ustrojowych i społecznych, stanowi podstawę polityki alkoholowej państwa – i jest wygodnym wyjaśnieniem dla decyzji utrzymujących preferencyjne podejście do określonych rodzajów alkoholu. Duch ustawy Wojciecha Jaruzelskiego pozostaje widoczny w modelu „kroczącej akcyzy”, zawartym w procedowanej nowelizacji ustawy o podatku akcyzowym. Dla piwa są to kroczki małe, dla polskiej wódki – bardzo duże.

Podwyżki w duchu ustawy Jaruzelskiego

Instytut Staszica w 2019 roku opublikował raport „Pomiędzy PRL-em a III RP: prawne, społeczne i kulturowe aspekty polityki alkoholowej w Polsce”. Zwrócił w nim uwagę na szkodliwe dla społeczeństwa i dla polskiej gospodarki skutki utrzymywania fikcji z ery realnego socjalizmu, a mianowicie dzielenia alkoholu na bardziej i mniej szkodliwy. Niestety, kolejne ekipy rządowe Trzeciej RP wolały utrwalać ten stan rzeczy, niż podchodzić podobnie do podobnych zagrożeń.

Autor wspomnianego raportu, dr Dawid Piekarz pisał w nim: „Specyfiką opodatkowania napojów wysokoprocentowych jest fakt, że akcyza na napoje spirytusowe (40%) jest w Polsce najwyższa nie tylko w porównaniu z krajami nienależącymi do UE, jak Białoruś czy Ukraina, ale jest wyższa nawet, niż niemiecka”. Przedstawiciele branży spirytusowej i eksperci wskazują od lat, że warto zastanowić się nad zmniejszeniem różnicy w obciążeniu akcyzowym między napojami spirytusowymi a alkoholami niskoprocentowymi.

Niestety, ustawa o zmianie ustawy o podatku akcyzowym oraz ustawy o zmianie ustawy o podatku akcyzowym oraz niektórych innych ustaw (druk sejmowy nr 1673, senacki nr 559) utrwala tylko obecny, szkodliwy stan rzeczy – bez oglądania się na zagrożenia społeczne i gospodarcze.

Zgodnie z powyższym aktem, stawki akcyzy na wyroby alkoholowe (z wyłączeniem cydru i perry o mocy do 5%) w latach 2022-2027 co roku by wzrastały, wg następujących założeń:

  • alkohol etylowy:
  1. 2022 r. podwyżka z 6275,00 zł/hl 100% vol. do kwoty 6903,00 zł/hl 100% vol.,
  2. 2023 r. podwyżka z 6903,00 zł/hl 100% vol. do kwoty 7248,00 zł/hl 100% vol.,
  3. 2024 r. podwyżka z 7248,00 zł/hl 100% vol. do kwoty 7610,00 zł/hl 100% vol.,
  4. 2025 r. podwyżka z 7610,00 zł/hl 100% vol. do kwoty 7991,00 zł/hl 100% vol.,
  5. 2026 r. podwyżka z 7991,00 zł/hl 100% vol. do kwoty 8391,00 zł/hl 100% vol.,
  6. 2027 r. podwyżka z 8391,00 zł/hl 100% vol. do kwoty 8811,00 zł/hl 100% vol.;
  • piwo:
  1. 2022 r. podwyżka z 8,57 zł/hl st. Plato do kwoty 9,43 zł/ hl st. Plato,
  2. 2023 r. podwyżka z 9,43 zł/hl st. Plato do kwoty 9,90 zł/ hl st. Plato,
  3. 2024 r. podwyżka z 9,90 zł/hl st. Plato do kwoty 10,40 zł/ hl st.Plato,
  4. 2025 r. podwyżka z 10,40 zł/hl st. Plato do kwoty 10,92 zł/ hl st. Plato,
  5. 2026 r. podwyżka z 10,92 zł/hl st. Plato do kwoty 11,47 zł/ hl st. Plato,
  6. 2027 r. podwyżka z 11,47 zł/hl st. Plato do kwoty 12,04 zł/ hl st. Plato;
  • wyroby winiarskie, w tym:
  1. wino i napoje fermentowane:
  • 2022 r. podwyżka z 174,00 zł/hl do kwoty 191,00 zł/hl,
  • 2023 r. podwyżka z 191,00 zł/hl do kwoty 201,00 zł/hl,
  • 2024 r. podwyżka z 201,00 zł/hl do kwoty 211,00 zł/hl,
  • 2025 r. podwyżka z 211,00 zł/hl do kwoty 222,00 zł/hl,
  • 2026 r. podwyżka z 222,00 zł/hl do kwoty 233,00 zł/hl,
  • 2027 r. podwyżka z 233,00 zł/hl do kwoty 245,00 zł/hl,
  1. wyroby pośrednie:
  • 2022 r. podwyżka z 350,00 zł/hl do kwoty 385,00 zł/hl,
  • 2023 r. podwyżka z 385,00 zł/hl do kwoty 404,00 zł/hl,
  • 2024 r. podwyżka z 404,00 zł/hl do kwoty 424,00 zł/hl,
  • 2025 r. podwyżka z 424,00 zł/hl do kwoty 445,00 zł/hl,
  • 2026 r. podwyżka z 445,00 zł/hl do kwoty 467,00 zł/hl,
  • 2027 r. podwyżka z 467,00 zł/hl do kwoty 490,00 zł/hl.

Pozornie stawki wzrastają dla piwa i napojów spirytusowych o tyle samo: w 2022 roku o 10%, a w każdym następnym – o 5%. Jednak, licząc szacunkowo, w ciągu tych pięciu lat cena butelki wódki wzrośnie o ponad 6 zł (łącznie z VAT), a piwa – o 26 groszy. Mamy zatem do czynienia z utrzymaniem preferencji ceny jednostkowej piwa wobec mocnych alkoholi. Jakie jest dla tego uzasadnienie społeczne? Żadne! Trudno poważnie utrzymywać, że spożycie dwóch piw jest czymś „szlachetniejszym” lub potencjalnie mniej szkodliwym od spożycia trzech kieliszków wódki. Natomiast warto przeanalizować na możliwe konsekwencje gospodarcze takiej decyzji.

Potrzebny czas na refleksję

Ustawa procedowana jest w momencie trudnym dla polskiej gospodarki. Najwyższa od lat inflacja, ogromne wzrosty kosztów energii elektrycznej i cieplnej oraz ogólnych kosztów pracy – to dodatkowe obciążenia, które zresztą dotykają i branżę spirytusową i piwowarską. Niemniej duży, coroczny wzrost akcyzy w połączeniu z utrwaleniem preferencyjnego traktowania piwa (akcyza praktycznie bez związku z zawartością alkoholu w piwie) jest dla polskich producentów spirytusowych szczególnym obciążeniem. W związku z czym proponowane podwyżki nie tyle zmniejszą spożycie alkoholu, co po prostu zwiększą udział piwa w rynku. Mówiąc krótko: żaden z problemów, związanych z nieodpowiedzialnym spożywaniem alkoholu, nie zostanie przez to rozwiązany. A mogą pojawić się problemy innej natury, mianowicie gospodarcze.

Przemysł spirytusowy to ważny partner dla rolnictwa. Rocznie polskie gorzelnie przerabiają ok. 50 tys. ton ziemniaków i ok. 750 tys. ton zboża. Z 224 mln litrów wódki, która jest produkowana w ciągu roku, na eksport trafia niemal 50 mln litrów. Trudno nie oczekiwać, że „krocząca akcyza” pozostanie bez wpływu na polskie rolnictwo. Należy podkreślić jeszcze raz: nie będzie to oznaczać mniejszego spożycia alkoholu w ogóle, tylko potencjalną zmianę struktury tego spożycia.

Im droższa wódka, tym większa „szara strefa”, zarówno w postaci przemytu ze Wschodu, jak i nielegalnej produkcji w Polsce. Trudno przypuszczać, by urzędnicy Ministerstwa Finansów, szacując wpływy z podwyżki akcyzy, potrafili dokładnie przewidzieć straty dla budżetu w tym zakresie. Nie mówiąc już o stratach dla zdrowia publicznego.

Instytut Staszica powtarza konsekwentnie: Polska powinna zmienić archaiczne podejście do polityki alkoholowej, zmniejszając sukcesywnie preferencje dla określonych rodzajów napojów alkoholowych. Powinna temu towarzyszyć odpowiednia polityka społecznej edukacji w zakresie alkoholu, tym bardziej, że obecne regulacje w części pozostają martwe (np. w zakresie dozwolonego przekazu w reklamie piwa). Narzędziem takiej zmiany powinna być między innymi polityka podatkowa. Niestety, dokonując tak głębokiej nowelizacji ustawy o podatku akcyzowym, rząd zaprzepaścił szansę na zapoczątkowanie dobrego trendu. W dodatku stworzył potencjalne zagrożenia dla sektora rolnego.

Należy dobrze wyważyć proporcje między wpływami budżetowymi a interesem społecznym i gospodarczym. Ustawy nowelizacyjnej nie należy przyjmować pod presją czasu, a jej odrzucenie może dać szansę na przygotowanie innych, lepszych i bardziej sprawiedliwych rozwiązań.

Nowe waluty w Walutomacie

Walutomat, najstarszy społecznościowy serwis wymiany walut, obchodzi w listopadzie 12. urodziny. Z tej okazji zapowiedział dla swoich klientów nowości produktowe, m.in. uruchomienie wymiany nowych walut w serwisie.

Walutomat rozszerza swoją ofertę walutową o cztery nowe waluty. Już od 1 grudnia klienci Walutomatu będą mogli wymienić, oprócz EUR, USD, GBP i CHF, także korony: norweską (NOK), duńską (DKK), szwedzką (SEK) i czeską (CZK).

Widzimy zapotrzebowanie klientów na te waluty, dlatego wychodzimy im naprzeciw. Warto jednak przy okazji wspomnieć, że partnerzy, zintegrowani z nami przez Otwarte API, już teraz mają możliwość wymiany nawet 20 walut i chętnie z tej możliwości korzystają – mówi Maciej Przygórzewski, kierownik Działu Operacyjnego Currency One, operatora serwisu Walutomat.

Z okazji 12 urodzin Walutomat zapowiada wkrótce kolejne nowości produktowe. Organizuje także konkurs dla klientów, zachęcający do korzystania z wirtualnego Portfela w serwisie. Nagrodami jest 100 x 100 koron norweskich, które zwycięzcy będą mieli do wykorzystania w Portfelu Walutomatu. Serwis uruchamia także kampanię promocyjną dla nowych klientów.

Walutomat, w ciągu 12 lat istnienia znalazł zaufanie 450 000 klientów. Udostępnia nie tylko korzystne kursy walut, ale także wygodne metody wpłat, tanie przelewy zagraniczne do 50 krajów, jak również natychmiastowe przelewy w euro SEPA i SEPA Instant oraz Open API dla biznesu.

Sektory living i magazynowy pozostaną kluczowe dla inwestorów rynku nieruchomości w 2022 roku

  • Z najnowszego badania Savills IM poświęconego globalnym perspektywom inwestycyjnym wynika, że rok 2022 może okazać się punktem zwrotnym dla sektora biurowego i nieruchomości handlowych, jednak to sektory living i magazynowy pozostaną preferencją inwestorów.
  • Niemal trzy czwarte inwestorów instytucjonalnych spodziewa się wzrostu poziomu inwestycji w nieruchomości w 2022 roku.
  • Aż 82% inwestorów, którzy wzięli udział w badaniu, uważa, że zmiany klimatyczne będą miały wpływ na ich strategie inwestycyjne.

Savills Investment Management (Savills IM), międzynarodowy menedżer inwestycyjny, opublikował raport poświęcony perspektywom inwestycyjnym na rynkach nieruchomości w 2022 roku. Nadchodzące dwanaście miesięcy, wraz z wychodzeniem światowych gospodarek z pandemii COVID-19, może okazać się punktem zwrotnym zarówno dla nieruchomości biurowych, jak i handlowych. Ponadto, źródłami atrakcyjnych możliwości inwestycyjnych będą sektory living, magazynowy oraz długu zabezpieczonego nieruchomościami.

W 2022 roku czeka nas wiele możliwości i zagrożeń na tle geopolitycznym i makroekonomicznym – wynikających m.in. z wyborów parlamentarnych w Europie, napiętych relacji pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Chinami oraz zakłóceń w globalnym łańcuchu dostaw. Jednak największym wyzwaniem, z którym będą musieli zmierzyć się inwestorzy, będzie poziom inflacji. Ponad cztery piąte (82%) respondentów, wskazało inflację jako największe zagrożenie dla inwestycji w nieruchomości w 2022 roku. Czynnik ten pozostawił w tyle takie wskaźniki, jak spowolnienie gospodarcze (68%)
i potencjalne dalsze restrykcje związane z pandemią COVID-19 (66%).

Wyniki globalnego badania przeprowadzonego wśród inwestorów wskazują, że pomimo trudnego okresu, nastąpił znaczny wzrost optymizmu i apetytu na inwestowanie w nieruchomości w 2022 roku. Prawie trzy czwarte (73%) respondentów spodziewa się zwiększenia swoich inwestycji w nieruchomości w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Dla porównania, w ubiegłym roku wskaźnik ten kształtował się na poziomie 45%.

Jednym z czynników, który przyczynił się do odzyskania zaufania, jest fakt, że 74% inwestorów uważa, że ich aktywa osiągnęły dobre wyniki mimo pandemii COVID-19 w porównaniu z „normalnym” rokiem. Co więcej, 72% ankietowanych stwierdziło, że wyniki były nawet lepsze niż oczekiwali.

Zdecydowana większość respondentów spodziewa się ponownego wzrostu aktywności inwestycyjnej w 2022 roku. Na czele listy znajdują się sektory living i magazynowy. Inwestorzy dostrzegają potencjał wzrostu w segmentach nieruchomości handlowych i biurowych, co wskazuje na nadzieję powrotu światowych gospodarek do „normalności”.

Zdaniem Savills IM, sektor retail jest niewłaściwie postrzegany i niesłusznie traktowany jako jedna całość. Rok 2022 może okazać się punktem zwrotnym dla sektora retail, ponieważ wielu inwestorów przeoczyło potencjał inwestycyjny oferowany m.in. przez parki handlowe z wiodącym udziałem najemców spożywczych, centra wyprzedażowe czy repozycjonowanie aktywów w celu wykreowania wartości poprzez ich alternatywne wykorzystanie.

W raporcie potwierdzono również, że zaufanie inwestorów wzrasta i w 2022 roku będą oni skłonni  przesuwać się w górę na krzywej ryzyka. Oczekuje się, że strategie value-add okażą się zyskowne w przyszłym roku – 63% respondentów wskazało je jako preferowane. Inwestorzy wskazali również inwestycje wspólne (co-investment) (62%) i inwestycje oportunistyczne (58%) jako atrakcyjne w nadchodzącym roku.

Tematy związane z ochroną środowiska, społeczną odpowiedzialnością i ładem korporacyjnym (ESG) nadal będą dominowały w sferze inwestycyjnej w 2022 roku. Ich znaczenie wzrasta wraz z dążeniem poszczególnych rządów i firm do osiągnięcia neutralności w zakresie emisji dwutlenku węgla. Czterech na pięciu respondentów (82%) biorących udział w badaniu jest zdania, że obecne zainteresowanie zmianami klimatycznymi przełoży się na wybór ich strategii inwestycyjnej. Zdecydowana większość inwestorów (79%) spodziewa się również, że w ciągu najbliższego roku nastąpi odczuwalny wzrost popytu na nieruchomości przyjazne środowisku, a 26% z nich spodziewa się, iż wzrost ten będzie znaczący.

Kiran Patel, Global CIO and Deputy Global CEO, Savills IM, skomentował:  

Spoglądając na przyszły rok, uważamy, że sektory living i magazynowy utrzymają trend wzrostowy. Biorąc pod uwagę niskie stopy zwrotu z nieruchomości przemysłowych i logistycznych, inwestorzy nie mają innego wyboru, jak zainwestować w obiecujące podsektory, wśród których należy wymienić logistykę miejską i ostatniej mili, obiekty lekkiej produkcji oraz chłodnie. Ponadto, spodziewamy się dalszej polaryzacji na rynku biurowym oraz koncentracji inwestorów na nieruchomościach typu prime, w najlepszych lokalizacjach.

W sektorze mieszkaniowym, skalowalne i mniej wymagające pod względem operacyjnym segmenty, takie jak budownictwo wielorodzinne, akademiki (PBSA) oraz obiekty opieki zdrowotnej, mają potencjał generowania atrakcyjnych, skorygowanych o ryzyko zwrotów z inwestycji.

Warto również pamiętać o inwestowaniu w dług zabezpieczony nieruchomościami jako źródło zwrotów, które cechuje się relatywną odpornością na dekoniunkturę. Uprzywilejowana pozycja finansowania bankowego lub mezzanine w strukturze kapitałowej może być atrakcyjnym rozwiązaniem dla inwestorów długoterminowych, w czasach globalnych niedoborów dostaw, rosnącej inflacji i wzrastającej liczby nieruchomości nie spełniających standardów środowiskowych.

* Źródło: Badanie przeprowadzone w imieniu Savills Investment Management przez PollRight wśród 155 inwestorów instytucjonalnych we wrześniu 2021 roku. Inwestorzy pochodzą z globalnej bazy danych obejmującej Amerykę Północną, Europę i Azję, przy średniej wartości zarządzanych aktywów inwestycyjnych na rynkach nieruchomości wynoszącej 22,5 miliarda euro.