Revolut wchodzi na rynek kont oszczędnościowych w Polsce

Revolut ogłosił, że wchodzi na polski rynek produktów oszczędnościowych z ofertą oprocentowanych 0,3% rocznie kont z codzienną kapitalizacją odsetek w EUR. Tym samym, Revolut chce dać klientom możliwość by nie tylko, jak dotychczas, odkładali oszczędności w sejfach Vault w EUR, ale także zarabiali na odsetkach.

Przy historycznie niskim oprocentowaniu kont oszczędnościowych w Europie i rosnącej inflacji (jej średni poziom w strefie euro wynosi już 4,1%* a w niektórych krajach w Europie jak Polska nawet 6,4%**) wartość oszczędności klientów ulega erozji. By ograniczyć wpływ inflacji klienci szukają kont, które pozwalają zarabiać na odsetkach z oszczędności. Niestety, banki w strefie euro oferują dziś oprocentowanie overnight depozytów na poziomie tylko 0,01%***. Niektóre banki w Europie oferują nawet ujemne oprocentowanie – pobierając opłatę za przechowywanie oszczędności klientów w banku. Klienci zasługują na więcej.

Środki polskich klientów Metal wpłacone do Saving Vaults w Revolut są oprocentowane 0,3% w skali roku oraz chronione przez belgijski fundusz gwarancyjny do kwoty 100.000 EUR. Prócz konkurencyjnego oprocentowania, Saving Vault w Revolut dają elastyczność: nie ma kwoty minimalnego depozytu, wypłacić środki można w każdej chwili, a odsetki wypłacane są codziennie.

By pomnażanie oszczędności w Revolut było maksymalnie wygodne, klienci mogą przekazywać środki do sejfów Vault w sposób automatyczny, na przykład w formie zaokrąglonych do najbliższej kwoty całkowitej końcówek z codziennych płatności. Mogą też ustawić cykliczne doładowanie sejfów, lub wpłacić środki jednorazowo. Klienci planów Metal w Revolut mogą kilkoma kliknięciami przekształcić swoje istniejące sejfy Vault w oszczędnościowe sejfy Vault w EUR i korzystać z konkurencyjnego oprocentowania 0,3% w skali roku.

Saving Vault to nowa odsłona popularnego w Revolut produktu, sejfów Vault uruchomionych w kwietniu 2018 r. Od tego czasu klienci założyli już ponad 3 miliony sejfów Vault i codziennie zakładają ok. 9 tysięcy nowych. Do dziś klienci Revolut ulokowali w swoich sejfach Vault w sumie ponad 700 milionów EUR.

“Lata historycznie niskich stóp procentowych znacznie ograniczyły wybór klientów, którzy pragną chronić i powiększać swoje oszczędności. Savings Vaults pozwalają nam zaoferować klientom w Polsce konkurencyjne oprocentowanie w połączeniu z elastycznością i ochroną” – powiedział Joe Heneghan, prezes Revolut Bank.

“To kolejny krok w kierunku realizacji wizji Revolut – demokratyzacji branży usług finansowych i zapewnienia klientom dostępu do bardziej wartościowych usług i produktów, niż oferują dziś tradycyjne europejskie banki. Chcemy wprowadzić na rynek w Europie nowoczesne produkty oszczędnościowe, które pomogą konsumentom oszczędzać pieniądze w sposób bardziej efektywny.”

Saving Vault są obecnie dostępne wyłącznie w walucie EUR dla klientów planów Revolut Metal. Klienci planów Premium, Plus i Standard w Polsce otrzymają dostęp do oprocentowanych niżej niż w Metal oszczędnościowych kont już niebawem. Revolut zaoferuje Saving Vault także w innych walutach i w innych krajach w Europie w ciągu najbliższych tygodni i miesięcy.

Metal to topowy plan w Revolut oferowany w ramach comiesięcznej opłaty subskrypcyjnej 49,99 zł. Poza usługami dostępnymi w darmowym planie Standard, klienci Metal korzystają z dodatkowych benefitów, takich jak nielimitowana wymiana walut, globalne ubezpieczenie medyczne w podróży, brak prowizji Revolut za wypłaty z bankomatów do kwoty 3.000 zł miesięcznie, nielimitowane wirtualne karty ze zmiennym numerem do bezpiecznych zakupów online, dostęp do saloników lotniskowych, szerszej oferty Revolut Junior, metalowych kart z opcją personalizacji, cashbacku oraz rabatów i zniżek za zakupy.

Kolejny krok milowy w inwestycji Columbus Energy

Zeszłoroczna inwestycja Columbus Energy przynosi kolejne efekty, otwierając Spółce dostęp do nowego, rosnącego ok. 25 proc. rocznie rynku. Saule Technologies wprowadziło do oferty pierwsze na świecie elektroniczne etykiety cenowo-reklamowe PESL zasilane perowskitowymi ogniwami fotowoltaicznymi. Columbus Energy to właściciel 20 proc. udziałów Saule Technologies oraz dystrybutor jej produktów i licencji na nie na świecie.

Przełom na rynku ESL

Pierwsze na świecie elektroniczne etykiety cenowo-reklamowe PESL (ang. Perovskite Electronic Shelf Label) zasilane perowskitowymi ogniwami fotowoltaicznymi to już drugi produkt Saule Technologies wykorzystujący jej autorską technologię ogniw perowskitowych.  Jednocześnie to pierwszy produkt Saule z kategorii IoT. Spółka wprowadza go na rynek wraz z kompletnym, zintegrowanym systemem informatyczno-sprzętowym, z wykorzystaniem obsługujących etykiety PESL przekaźników danych i możliwości obliczeniowo-analitycznych chmury. Nowatorskie rozwiązanie skraca czas obsługi etykietowania produktów i pozwala weryfikować ceny w czasie rzeczywistym.

– Tworzenie przełomowych produktów i budowanie nowego rynku wymaga wizji, kompetencji i kapitału. Ponad rok temu z pełnym przekonaniem zainwestowaliśmy w Saule Technologies prawie 45 mln zł. Dziś, dzięki tej inwestycji i naszym partnerskim relacjom wykorzystujemy efekt synergii i zwiększamy nasze przewagi konkurencyjne na rynku odnawialnych źródeł energii. Premiera przełomowego produktu, stawiająca naszego partnera w gronie światowych liderów rynku ESL, już obecnie wartego prawie 2 mld USD, otwiera przed nami zupełnie nowe możliwości – komentuje Dawid Zieliński, prezes Columbus Energy.

Pierwsze testy technologii PESL będą realizowane we współpracy z Google Cloud Platform. Saule Technologies zyskało także wsparcie Grupy Maspex i jednej z marek holdingu – Lubella. Etykiety PESL zostaną też przetestowane na  referencyjnej stacji benzynowej należącej do PKN Orlen.

Nowoczesne rozwiązania dla prosumentów

Wykorzystanie technologii ogniw perowskitowych ma znaczenie dla rozwoju autorskiego systemu Columbus dla prosumentów. Spółka  dostarczyła swoje usługi do 48,5 tys. prosumentów z całej Polski. Columbus Energy zakłada, że relacje z prosumentami w przyszłości przełożą się na korzystanie przez nich z ekosystemu Columbus, czyli rozproszonej społeczności prosumenckiej, zielonych elektrowni, sieci stacji ładowania samochodów elektrycznych i technologii przyszłości, takich jak perowskity. Spółka pracuje już nad wdrożeniem środowiska IT, które umożliwia zarządzanie energią w oparciu o blockchain. Znaczny wzrost firma odnotowuje też w sprzedaży pomp ciepła – w pierwszych trzech kwartałach 2021 r. sprzedaż w tym segmencie wzrosła o 2514 proc. i wygenerowała prawie 34 mln zł przychodów.

Na co zapolują Polacy w Black Friday?

Nadchodzą dwa najważniejsze dni w kalendarzach wszystkich łowców promocji – Black Friday i Cyber Monday, które w tym roku przypadają odpowiednio 26 i 29 listopada. W corocznym badaniu PAYBACK Opinion Poll sprawdziliśmy, ilu konsumentów zamierza ponieść się w tych dniach zakupowemu szaleństwu, na jakie okazje zapolują i jaki budżet planują przeznaczyć na zakupy w tym czasie.

Black Friday i Cyber Monday znają (prawie) wszyscy

Znajomość akcji Black Friday i Cyber Monday deklaruje blisko 90% respondentów PAYBACK Opinion Poll. Jeśli jednak ankietowani mieliby wskazać konkretne daty obu tych dni, potrafiłoby to zrobić 55% osób. Co ciekawe, w tej grupie zdecydowanie przeważają mężczyźni (blisko 61%).

A ilu z nas bierze w tych akcjach udział? W ubiegłym roku ze specjalnych ofert Black Friday i/lub Cyber Monday skorzystało 47% uczestników badania PAYBACK, z czego 41% konsumentów zdecydowało się na zakupy online. 35% badanych wybrało natomiast sklep stacjonarny, a niemal co czwarty ankietowany zrobił zakupy zarówno online, jak i stacjonarnie.

Jeśli natomiast chodzi o nadchodzące Black Friday i Cyber Monday, zakupy w tych dniach deklaruje co trzeci badany (33%). Ten odsetek może jednak wyższy, ponieważ 59% ankietowanych nie zdecydowało jeszcze, czy w tym czasie zapoluje na promocje zakupowe i dopiero podejmą decyzję.

„Ważnym argumentem, który może skusić niezdecydowanych, będzie oczywiście wysokość oferowanych rabatów. Jak wynika z naszego badania, 28% konsumentów oczekuje, że promocje podczas tych dwóch dni zakupowych wyniosą od 30 do 50%. Z kolei niemal połowa badanych spodziewa się produktów przecenionych o ponad 50%”, komentuje Katarzyna Grzywaczewska, Dyrektor Marketingu w PAYBACK Polska.Jakich obniżek oczekują konsumenci

A jak nasze oczekiwania mają się do rzeczywistości i czy uważamy, że oferty Black Friday i Cyber Monday są naprawdę korzystne? Aktualnie, 43% ankietowanych uznaje oferty Black Friday i Cyber Monday za raczej atrakcyjne, a tylko 12% badanych sądzi, że zdecydowanie zachęcają one do zakupów. Jednocześnie, 31% respondentów nie ma na ten temat sprecyzowanego zdania.

Łowcy (modowych) okazji

Koszyki zakupowe podczas Black Friday i Cyber Monday różnią się w zależności od płci ankietowanych. Jak wynika z badania PAYBACK Opinion Poll, najchętniej wybieraną kategorią produktów w ubiegłym roku wśród pań była odzież i buty (30% respondentek), na drugim miejscu znalazły się kosmetyki i perfumy (17%) oraz elektronika, którą zakupiła co dziesiąta konsumentka. Wśród panów, co trzeci kupował elektronikę, co czwarty – odzież i obuwie, a ok. 14% wybrało artykuły RTV/AGD.

Wygląda na to, że w tym roku zwyczaje zakupowe konsumentów będą podobne. Co czwarta ankietowana zamierza w tych dniach kupić odzież lub buty, prawie 15% – kosmetyki i perfumy, a blisko 10% zdecyduje się na elektronikę. Wśród panów największym przebojem będą zakupy odzieży/obuwia oraz elektroniki – tak zadeklarowało odpowiednio po 24% badanych. Trzecią najchętniej wybieraną kategorią produktów będą ponownie artykuły RTV/AGD, które planuje kupić 15% panów. Co więcej, ponad połowa respondentów (52%), zamierza wykorzystać tę okazję do zakupu prezentów z okazji nadchodzących Mikołajek, a także Bożego Narodzenia.Co znajdzie się w koszykach

A ile planujemy wydać, polując na cenowe okazje? Niemal tyle samo respondentów, bo po około 20%, zamierza przeznaczyć na ten cel między 101 a 300 PLN oraz 301-500 PLN. Z kolei po 15% ankietowanych szykuje w swoich portfelach od 501 do 800 PLN, a nawet ponad 800 PLN.Ile wydadzą podczas Black Friday i Cyber Monday

Sposoby na mądre zakupy

Czy polscy konsumenci uznają siebie za łowców okazji? 38% nie potrafi jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, 33% badanych nie zaliczyłoby siebie do tego grona, w przeciwieństwie do kolejnych 29% ankietowanych, którzy faktycznie na okazje cenowe polują.

W jaki sposób? Szukając promocji, najwięcej ankietowanych (21%) korzysta z portali lub aplikacji oferujących rabaty. Po 17% respondentów korzysta z programów lojalnościowych albo robi zakupowy podczas takich akcji, jak nadchodzące Black Friday i Cyber Monday. Z kolei 14% konsumentów sięga o gazetki promocyjne, a 12% najchętniej zagląda do porównywarek cenowych.

PAYBACK Opinion Poll

To badanie zostało przeprowadzone na uczestnikach Programu PAYBACK w dniach 29 października – 2 listopada 2021 r. metodą ankiety online na grupie 879 osób. Grupa badawcza w wieku 18-65 lat dobrana została tak, aby odpowiadać strukturze demograficznej kraju.

Zakupy pod wpływem impulsu

Czarny Piątek – dla jednych możliwość wyszukania prawdziwych cenowych okazji, dla innych wysyp zakupowych pokus, a dla jeszcze innych chwyt marketingowy, tracący na atrakcyjności w zestawieniu z rzeczywistymi, codziennie oferowanymi cenami. Ale opierać się nawet pozornym okazjom nie jest łatwo. Z badania wykonanego dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor wynika, że połowa ankietowanych nie jest wolna od skłonności do impulsywnych zakupów i to na spore sumy. Jednej piątej Polaków zdarza się co najmniej raz na kilka miesięcy wydać pod wpływem chwili aż  500 zł.

Black Friday, czyli Czarny Piątek, to tradycyjny początek przedświątecznego sezonu zakupowego w Stanach Zjednoczonych. Od wielu lat zwyczaj oferowania tego dnia promocyjnych cen rozwija się także w innych krajach i często staje się dla handlowców najbardziej dochodowym dniem w roku. Badania wykonywane co roku dla firmy konsultingowej Deloitte pokazują jednak, że rzeczywista obniżka cen w porównaniu z wcześniejszym piątkiem wynosi niewiele ponad 3 proc., choć sporo zależy od konkretnego rynku i branży, którą weźmie się pod uwagę.

Jednak dla osób, które lubią kupować i są podatne na zabiegi socjotechniczne, których celem jest zwiększenie sprzedaży, nie jest to łatwy czas. Szczególnie, że – jak coraz częściej można zaobserwować – jeden Czarny Piątek potrafi wydłużyć się już do tygodni, a aby szaleć na zakupach nie trzeba nawet wychodzić z domu.

wykres kategorie impulsywnych zakupow
Źródło: Badanie Quality Watch dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor

Z badania Quality Watch zrealizowanego dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor widać, że co drugi Polak jest podatny na zakupy pod wpływem humoru, nastroju czy chwili i mowa tu o całkiem sporych wydatkach. Na pytanie, czy zdarzają ci się zakupy o wartości co najmniej 500 zł pod wpływem impulsu, twierdząco odpowiada ponad połowa ankietowanych (53 proc.). Jedna trzecia szaleje tak najwyżej raz do roku, ale co piąty badany już częściej. Choć warto jednocześnie zauważyć, że osób pozwalających sobie na taką ekstrawagancję co najmniej raz na kilka miesięcy jest dziś mniej niż przed pandemią. Jesienią 2019 r. było to bowiem 24 proc. ankietowanych, dziś jest 20 proc.

Najmniej odporni na impulsywne zakupy są dobrze zarabiający mężczyźni z niższym wykształceniem w wieku około 40 lat

Drogie zakupy bez planu częściej zdarza się robić mężczyznom (57 proc.) niż kobietom (49 proc.). Prawdopodobieństwo takich zachowań szczególnie wzrasta, gdy ktoś ma między 35 a 44 lata, bo w tej grupie wiekowej 60 proc. badanych przyznaje, że impulsywne kupowanie nie jest im obce. Najmniej takich wskazań jest wśród osób 65 plus, 45 proc.

Zakupowe szaleństwa zależą też od dochodów i wykształcenia. Według badania im wyższe zarobki i niższe wykształcenie, tym łatwiej pozwolić sobie na spore wydatki bez wcześniejszych założeń: za co i po co. Gdy zarobki ankietowanego przekraczają na rękę 5000 zł, ot tak co najmniej 500 zł potrafi wydać nawet 82 proc. osób. Wygląda na to, że do portretu skłonnych do impulsywnych zakupów najbardziej pasuje mężczyzna około czterdziestki, zarabiający netto co najmniej 5 tys. zł, z niższym wykształceniem, mieszkający w woj. zachodniopomorskim, bo właśnie w północno-zachodniej Polsce, do takiej słabości przyznało się niemal dwie trzecie ankietowanych. Jeśli chodzi o pozostałe części kraju, najmniej osób, ok. 40 proc. deklaruje drogie, nieplanowane zakupy w woj. opolskim, wielkopolskim i podlaskim.

Nawet podróże i pralki można kupować pod wpływem chwili

Na liście odpowiedzi, co zdarza ci się kupować impulsywnie lub bez większego zastanowienia, bez względu na wyjmowaną na to sumę z portfela, najczęściej wskazywane jest jedzenie na mieście. Mówi o tym aż 54 proc. badanych, którzy potwierdzają, że w ogóle zdarza im się korzystać z tego rodzaju usług. Najwyraźniej, gdy do głosu dochodzi głód trudno z nim dyskutować – podobnie jest też, gdy do wyjścia na miasto przekonują znajomi. Wówczas znów połowa (48 proc.) badanych zaczyna działać i wydawać spontanicznie. Gdy więc często zdarza się jeść na mieście i prowadzi się bujne życie towarzyskie, warto przewidzieć na te cele konkretną część budżetu i to z górką, ze względy na spory margines błędu.

Na kolejnym miejscu mało planowanych zakupów jest żywność. Z pozoru niewielkie kwoty w skali miesiąca składają się jednak już na znaczące wydatki. Co gorsza, jeśli zakupy żywności nie są przemyślane pod kątem zapasów w lodówce, mogą skończyć na śmietniku. Z różnych względów ważne jest więc, by nie robić ich automatycznie i lepiej z pełnym żołądkiem, by nie dać się zmanipulować głodowi.

Dalej, przeważnie dla około jednej trzeciej ankietowanych, na liście nieplanowanych zakupów znajdują się: odzież i obuwie, hobby, prezenty dla bliskich, kosmetyki i wyposażenie mieszkania. Kilkanaście procent osób potrafi też kupować pod wpływem chwili i nastroju: podróże, elektronikę czy sprzęt AGD i RTV, a to już na pewno nie są drobne wydatki. I m.in. na tych klientów czekają teraz sprzedający pod hasłem zniżek i promocji z okazji Black Friday.

– Z jednej strony przy okazji fali promocji nasuwa się pytanie: Czy rzeczywiście uda się trafić na prawdziwe cenowe okazje? Ale z drugiej trzeba sobie przede wszystkim uczciwie odpowiedzieć na inne pytania: Czy faktycznie potrzebujemy rzeczy, które chcemy kupić? I czy wydatki te nie odbiorą nam finansowego spokoju? – mówi Halina Kochalska, ekspert BIG InfoMonitor.

Zakupy pod wływem impulsu
Źródło: Badanie Quality Watch dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor

Badanie Quality Watch zrealizowane w dniach 1-4 października, metodą CAWI (komputerowo wspomagany wywiad internetowy) wśród Polaków w wieku 18+. Reprezentatywność ze względu na: wiek, płeć, wielkość miejsca zamieszkania. Próba n=1071.

Wzrost wyników finansowych Grupy PHN po III kwartałach 2021 r.

W pierwszych trzech kwartałach 2021 r. Grupa Kapitałowa PHN poprawiła wyniki finansowe dzięki dalszej dywersyfikacji działalności deweloperskiej i kontroli kosztów. Zysk netto wyniósł 43,7 mln PLN wobec 0,1 mln PLN w analogicznym okresie ubiegłego roku.

Wynik z najmu wzrósł do 79,4 mln PLN, a wynik z  działalności deweloperskiej do 34,2 mln PLN. Poprawa wyników miała miejsce dzięki wzrostowi wyników z najmu, działalności deweloperskiej oraz utrzymywaniu w ryzach kosztów. Celem strategicznym Grupy PHN pozostaje zwiększanie wartości spółki i dalsza poprawa efektywności.

Wyniki finansowe po trzech kwartałach potwierdzają, że Grupa PHN znajduje się w stabilnej sytuacji finansowej. Mamy silne fundamenty, dzięki którym jesteśmy gotowi do realizacji ambitnych zadań powiedział Marcin Mazurek, Prezes Zarządu Polskiego Holdingu Nieruchomości.

Prowadzimy zdywersyfikowaną działalność, która pozwala nam na wzmacnianie naszej pozycji w różnych segmentach i korzystania z nadarzających się okazji rynkowych. Ważny wpływ na nasz wynik ma działalność deweloperska. W przyszłym roku spodziewamy się zakończenia kolejnych inwestycji mieszkaniowych – dodał Marcin Mazurek.

Spółka uważnie obserwuje zmiany na rynku nieruchomości, w tym w obszarze najmu, elastycznie dostosowując swoją ofertę do zmieniających się potrzeb klientów wynikających z funkcjonowania przedsiębiorstw w trakcie pandemii. Portfel Grupy PHN obejmuje ponad 150 aktywów nieruchomościowych o wartości rynkowej ok. 3,4 mld PLN, co plasuje spółkę w czołówce największych firm deweloperskich w Polsce.

PHN z powodzeniem realizuje inwestycje w segmencie nieruchomości komercyjnych, w tym kluczowych projektów biurowych SKYSAWA i INTRACO Prime w Warszawie. Prace na tych budowach prowadzone są zgodnie z harmonogramami. Planowany termin ukończenia wieży SKYSAWA to trzeci kwartał 2022 r. Niższa 9-piętrowa część kompleksu zostanie oddana do użytkowania w bieżącym roku. W przypadku INTRACO Prime, którego oddanie do użytku planowane jest na początek przyszłego roku, podpisano już pierwszą umowę najmu, a z kolejnymi klientami toczą się zaawansowane rozmowy.

W ramach strategii dywersyfikacji działalności, Grupa PHN szybko umacnia swoją pozycję w segmencie budownictwa mieszkaniowego. Oprócz inwestycji mieszkaniowej INSTA 21 PHN kontynuuje budowę Osiedla Olimpijczyk w Łodzi oraz osiedla Młoda Białołęka w Warszawie. Spółka rozpoczęła także postępowania na wybór generalnych wykonawców dla kolejnych inwestycji mieszkaniowych – osiedla Kolejowa 19 w Warszawie, Zielony Miłostów we Wrocławiu oraz drugiego etapu osiedla Młoda Białołęka. W najbliższych planach spółki jest także rozpoczęcie prac przy budowie nowego osiedla w Bydgoszczy przy ulicy Nakielskiej.

Strategia rozwoju PHN zakłada także dalsze inwestycje w segmencie magazynowym i hotelowym. Wraz z rozwojem usług e-commerce spółka dostrzega rosnące zainteresowanie klientów najmem wysokiej klasy nieruchomości magazynowych zlokalizowanych w atrakcyjnych miejscach w Polsce. W tym roku spółka podpisała z firmą MAZOP aneks dotyczący najmu powierzchni w parku magazynowym w Pruszkowie, w wyniku którego powierzchnia tego centrum logistycznego została wynajęta w całości.

Ważnym wydarzeniem dla Grupy PHN była nominacja dla gdyńskiego projektu Yacht Park & Marina Yacht Park, który znalazł się wśród się wśród czterech finalistów nominowanych do prestiżowej nagrody międzynarodowego konkursu Le Marché International des Professionnels de L’immobilier (MIPIM) Awards 2021 w kategorii „Best Cultural and Sports Infrastructure”.

Spółka promuje także najwyższe zielone standardy na rynku nieruchomości. Prowadzone projekty są przyjazne ludziom i środowisku, planowane i budowane według zasad zrównoważonego rozwoju. Nawet mniej kosztowne działania, jak powstawanie łąk kwietnych w miejscu przyszłych inwestycji, ograniczają występowanie wysp ciepła w mieście oraz wzmacniają ekosystem. Przykładem jest powstająca łąka na warszawskiej Woli, która została zasiana przez PHN w miejscu przyszłej inwestycji biurowej.

W co inwestować? Akcje, złoto, nieruchomości?

Poszukiwanie okazji inwestycyjnych jest obecnie trudniejsze niż nawet w wymagającym 2020 roku – wtedy łatwiej było znaleźć spółki, które będą zyskiwały. Z kolei teraz – przy wysokich cenach surowców i nawet perspektywie dalszego wzrostu ich cen – nie jest pewne, że to właśnie spółki działające w tym segmencie będą generować dalsze wzrosty. Jedną z bezpieczniejszych inwestycji na kolejne kwartały o zwiększonej inflacji pozostaje złoto. Powinno być ono relatywnie bezpiecznym aktywem w nadchodzących miesiącach. Na wartości nie tracą również nieruchomości – w niektórych krajach, w tym w Polsce, ich rynek zaczyna przypominać nawet bańkę. Jeżeli stopy procentowe nie zostaną podniesione mocno – to zdolność kredytowa gospodarstw domowych prawdopodobnie istotnie nie zmaleje i popyt na nieruchomości się utrzyma.

– W przypadku nieruchomości obawy może nastręczać dalsza przyszłość – powiedział serwisowi eNewsroom Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista COFACE. – W Polsce mamy negatywne czynniki demograficzne: niski wskaźnik urodzeń oraz zwiększoną liczbę zgonów wskutek pandemii koronawirusa. Aby popyt na nieruchomości się utrzymał, powinna powiększać się liczba migrantów. Jeżeli skala imigracji nie będzie tak duża, jak skala skutków ujemnego przyrostu naturalnego – to za kilka lat może się okazać, że inwestycje w nieruchomości nie były tak atrakcyjną i dobrą lokatą – ocenia Sielewicz.

Kredyt dla firmy – przegląd najpopularniejszych sposobów finansowania

Rozpoczęcie działalności, przetrwanie trudnego okresu czy podjęcie inwestycji – wszystko to ma związek z kapitałem finansowym. Jednym z najpopularniejszych sposobów na realizację jakichkolwiek planów jest kredyt dla firm. Jakie opcje są dostępne dla przedsiębiorców? Sprawdź!

Kredyt bankowy jako forma finansowania działalności

Potrzeby przedsiębiorców są różne, dlatego też instrumenty finansowe również mają odmienne formy. Do najpopularniejszych zaliczają się kredyty:

  • obrotowe,
  • inwestycyjne,
  • hipoteczne,
  • pomostowe,
  • na start.

Istnieją również inne formy finansowania zewnętrznego, które zostały omówione dokładniej w tym miejscu: https://plmfund.pl/zrodla-finansowania-przesiebiorstw/

Kredyt dla firmy czy walka o dofinansowanie – co wybrać?

Przechodzenie przez uciążliwe procedury bankowe może być dla przedsiębiorcy odstraszające. Z drugiej strony niewielkie możliwości kapitałowe dostępnych dofinansowań nie zawsze wystarczają na pokrycie wydatków. 

Zdarza się też, że widoczne na rynku sposoby wsparcia biznesu mają bardzo wąskie zastosowanie i nie wpisują się w charakter prowadzonej działalności. Dlatego warto poszukać innych sposobów pozyskiwania kapitału na rozwój swojej firmy. 

Interesuje cię poznanie cech najpopularniejszych rozwiązań kapitałowych dla biznesu? Koniecznie zajrzyj tutaj: https://plmfund.pl/dofinansowanie-dla-firm/. Dowiesz się więcej i sam sprawdzisz, jaka forma dofinansowania będzie dla ciebie najlepsza.

Charakterystyka głównych form kredytowania w bankach

Dla lepszego zapoznania się ze wszystkimi opcjami bankowymi poniżej przedstawiamy ich najważniejsze cechy.

Kredyt obrotowy dla przedsiębiorców

To forma wsparcia finansowego, która jest bardzo często wykorzystywana przez firmy. Kredyt obrotowy jest skierowany na spłatę aktualnych zobowiązań lub zakup niezbędnych artykułów, koniecznych do działania biznesu. Może być wypłacany na dwa sposoby:

  • ratalnie,
  • jednorazowo.

Przedsiębiorca może również zdecydować, czy taki sposób finansowania będzie odnawialny, czy wręcz przeciwnie.

Kredyt inwestycyjny dla firm

Zaciągnięcie kredytu inwestycyjnego ma związek z realizacją celów firmy. Zwykle mają one związek z jej rozwojem i celują w przeprowadzanie opłacalnych zmian. Przedsiębiorca przy wsparciu banku może w ten sposób zrealizować:

  • zakup nieruchomości;
  • budowę obiektu firmowego;
  • zakup pojazdu lub floty pojazdów.

Kluczem do otrzymania takiego rodzaju wsparcia jest ocena opłacalności inwestycji. Oprócz tego do uzyskania wsparcia konieczne jest posiadanie kapitału własnego.

Kredyt hipoteczny dla przedsiębiorców

To wąska forma finansowania inwestycji biznesowych, która ma związek z nieruchomościami. Kluczem do zabezpieczenia kredytu jest nałożenie hipoteki na nieruchomość objętą inwestycją. W ten sposób firma może sfinansować zakup lub modernizację obiektów, nabycie działki pod działalność biznesową albo kupno lokalu inwestycyjnego. 

Banki chętnie udzielają kredytów hipotecznych dla firm. To zasługa niskiego ryzyka utraty kapitału. Zabezpieczenie hipoteczne jest dla instytucji bankowej wyjątkowo atrakcyjną formą zabezpieczenia.

Kredyt pomostowy przed otrzymaniem dofinansowania

To sposób na szybsze rozpoczęcie inwestycji w firmie, jeszcze przed planowanym otrzymaniem dofinansowania z innych źródeł. Jest połączeniem możliwości kredytu inwestycyjnego i obrotowego. 

Przedsiębiorca może wykorzystać taki kredyt na wcześniejsze zainicjowanie realizacji zmian w firmie lub zapewnienie sobie płynności finansowej. Kredyt pomostowy zawsze musi być poparty biznesplanem i potwierdzeniem przyjętego oraz zaakceptowanego wniosku o dofinansowanie. 

Kredyt dla firm na start

Spora łatwość w założeniu i prowadzeniu działalności gospodarczej wpłynęła na powstanie produktów bankowych dla nowych przedsiębiorców. W zależności od wybranej opcji kredyt zostaje udzielony firmie działającej na rynku nie krócej niż 6 lub 12 miesięcy. Wybrane banki oferują również wsparcie dla biznesów, które mają dopiero powstać. Pomagają w założeniu działalności gospodarczej oraz sfinansowaniu początkowych inwestycji. 

Aby otrzymać dofinansowanie lub kredyt dla nowych i już istniejących firm, nie musisz sięgać po produkty bankowe. Alternatywą są instytucje pożyczkowe. Jedną z nich znajdziesz tutaj: https://plmfund.pl/.

Grupa Pracuj ogłasza ustalenie ceny akcji w ofercie publicznej na 74 zł za jedną akcję

Grupa Pracuj – lider na rynku cyfrowej rekrutacji, działający od ponad 20 lat w Polsce i od 15 lat na Ukrainie, oferujący usługi wspierające rekrutację, utrzymanie i rozwój pracowników – informuje, że ostateczna cena akcji dla inwestorów indywidualnych oraz inwestorów instytucjonalnych w pierwszej ofercie publicznej akcji została ustalona na 74 zł za jedną akcję. Ostateczna liczba akcji oferowanych wynosi 15.134.278, co stanowi 22,2% kapitału zakładowego Spółki.

– Podczas rozmów z wieloma potencjalnymi inwestorami, krajowymi i zagranicznymi, spotkaliśmy się z ich dużym zainteresowaniem naszym biznesem oraz pozycją, którą zbudowaliśmy na przestrzeni ponad 20 lat w obszarze serwisów rekrutacyjnych, jak i rozwiązań HR Tech w modelu SaaS. Dzięki ciągłym innowacjom i dogłębnemu zrozumieniu rynku, serwisy Pracuj.pl oraz Robota.ua są dzisiaj najbardziej rozpoznawalnymi markami rekrutacyjnymi w Polsce i na Ukrainie, a ze wspierającego procesy rekrutacyjne systemu eRecruiter korzysta regularnie ponad 1500 firm. Źródłem naszego sukcesu jest także zaangażowany zespół pracowników, liczący już ponad 800 osób. Jestem przekonany, że mamy dobre perspektywy dalszego rozwoju i wzrostu wartości Grupy Pracuj, wkrótce już jako spółki notowanej na giełdzie – powiedział Przemysław Gacek, współtwórca i prezes Grupy Pracuj.

Podsumowanie oferty

  • Ostateczna cena akcji dla inwestorów indywidualnych oraz ostateczna cena akcji dla inwestorów instytucjonalnych została ustalona na 74 zł za jedną akcję.
  • Wynikająca z ostatecznej ceny akcji kapitalizacja Spółki wynosi 5,04 mld zł.
  • Ostateczna liczba akcji oferowanych w Ofercie wynosi 15.134.278. W związku ze zgłoszonym popytem, fundusz TCV zwiększył liczbę sprzedawanych akcji z 9.396.084 akcji (stanowiących 13,8% kapitału zakładowego) do 10.909.512 akcji (16%). Pozostali akcjonariusze sprzedający oferują łącznie 4.224.766 akcji (6,2%).
  • Inwestorom indywidualnym zaoferowanych zostanie 408.623 akcje (tj. 2,7% ostatecznej liczby akcji oferowanych), a do inwestorów instytucjonalnych trafi łącznie 14.725.655 akcji.
  • Po zakończeniu Oferty Przemysław Gacek, bezpośrednio i pośrednio poprzez Frascati Investments sp. z o.o., pozostanie większościowym akcjonariuszem Spółki, z udziałem w kapitale zakładowym wynoszącym 53%.
  • Spółka zamierza ubiegać się o dopuszczenie i wprowadzenie wszystkich swoich akcji do obrotu na rynku głównym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.
  • Przydział akcji oferowanych nastąpi do 30 listopada 2021 r., a przewidywany pierwszy dzień notowania akcji Spółki na GPW to około 9 grudnia 2021 r.
  • Citigroup Global Markets Europe AG, Dom Maklerski Banku Handlowego S.A., Goldman Sachs Bank Europe SE oraz Trigon Dom Maklerski S.A. działają jako Globalni Współkoordynatorzy oraz Współprowadzący Księgę Popytu, Numis Securities Limited jako Współprowadzący Księgę Popytu, a mBank S.A. jako Współmenedżer Oferty.
  • Trigon Dom Maklerski S.A. pełni również rolę firmy inwestycyjnej pośredniczącej w ofercie publicznej akcji.
  • TCV oraz pozostali Akcjonariusze Sprzedający zobowiązali się, że nie będą oferować, sprzedawać ani obciążać akcji Spółki przez okres 180 dni od daty pierwszego notowania akcji Spółki na GPW w Warszawie, przy czym w przypadku Przemysława Gacka, Frascati Investments sp. z o.o., oraz pozostałych obecnych członków zarządu Grupy Pracuj ten okres wynosi 360 dni. Spółka nie będzie także emitować, oferować, sprzedawać ani obciążać swoich akcji przez okres 360 dni od daty pierwszego notowania akcji Spółki na GPW w Warszawie.

Docplanner przejmuje firmę jameda – lidera usług medycznych online w Niemczech

DocPlanner, właściciel serwisu ZnanyLekarz.pl, kupił firmę jameda. To największa platforma cyfrowych usług medycznych z siedzibą w Monachium, należąca wcześniej do Hubert Burda Media. Jameda współpracuje z 20.000 lekarzy, a serwis odwiedza 8 milionów pacjentów. Dla Docplanner oznacza to znaczący wzrost bazy klientów (obecnie 110.000) oraz pacjentów – platformę odwiedza 70 milionów pacjentów każdego miesiąca.

W ramach przejęcia Docplanner zainwestuje znaczny kapitał i specjalistyczną wiedzę w firmę jameda i skupi się na szybkim rozwoju zespołów sprzedaży, obsługi klienta i marketingu. Docplanner ma duże ambicje wobec rynku niemieckiego, dlatego zamierza zwiększyć zatrudnienie o 200 osób oraz zainwestować ponad ćwierć miliarda euro w ciągu najbliższych 2-3 lat. Docplanner planuje również optymalizację dostarczanych rozwiązań poprzez połączenie najlepszych elementów każdej z platform.

Obecne przejęcie jest pierwszym, od dłuższego czasu, znaczącym wejściem Docplannera na nowy rynek. Ostatnie miało miejsce w 2017 roku, wówczas spółka rozpoczęła działalność w Brazylii i Meksyku, pod marką Doctoralia. Właściciel ZnanyLekarz, poza statusem lidera na rodzimym rynku, posiada również mocną pozycję rynkową we Włoszech, Hiszpanii oraz w Turcji. To daje Docplannerowi największy zasięg geograficzny w przestrzeni cyfrowej opieki zdrowotnej na świecie. Po przejęciu jamedy Docplanner będzie działał na rynkach, które generują ponad 50% wszystkich wydatków na opiekę zdrowotną w Europie i 84% wydatków w Ameryce Łacińskiej.

Piotr Radecki, dyrektor zarządzający ZnanyLekarz, powiedział:

“Docplanner dziś jest platformą, na której zarówno nasze produkty, nasi pracownicy i jej użytkownicy – a są nimi nie tylko lekarze i pacjenci, ale także placówki medyczne oraz kadra wspomagająca ich funkcjonowanie – udowadniają, że nasze doświadczenia około medyczne mogą być jeszcze bardziej zorientowane na człowieka i jego potrzeby, a ekosystem opieki zdrowotnej może być oparty na trwałych i wartościowych relacjach. Relacja, jaką budujemy z lekarzami i pacjentami bazuje na uważnej analizie ich wspólnych doświadczeń i odpowiadaniu na ich dynamicznie zmieniające się potrzeby.

Jesteśmy dumni, że do naszych działań włącza się zespół jameda, który otwiera nam swoje drzwi do lekarzy i pacjentów na rynku niemieckim. Wierzymy, że doświadczenie i pasja zespołu niemieckiego w połączeniu z globalną wiedzą wpłyną znacząco na to, w jakim świecie i w jakiej rzeczywistości wszyscy będziemy podejmować decyzje dotyczące najważniejszego aspektu naszego życia – zdrowia”.

Dr Florian Weiss, dyrektor generalny jameda, powiedział:

“Docplanner i jameda pasują do siebie zarówno pod względem historycznym, zaczynaliśmy jako serwisy do opiniowania lekarzy, jak i rozwoju w tym samym kierunku, oferując lekarzom rozwiązania SaaS. Jameda mocno wierzy w znaczenie relacji, opartych na zaufaniu, pomiędzy lekarzami a pacjentami, dlatego wykorzystujemy innowacyjne rozwiązania cyfrowe, których zadaniem jest ich wspieranie.

Chcemy, żeby opieka zdrowotna była bardziej ludzka i zawsze było to w centrum naszych działań, a partnerstwo z Docplanner pomoże urzeczywistnić tę wizję szybciej i z większą mocą”.

Pełne przejęcie jamedy, które nastąpi 1 stycznia 2022 roku, jest kolejnym krokiem w strategii rozwoju Docplanner w skali globalnej W ramach globalnej ekspansji firma może się pochwalić zarówno solidnym wzrostem organicznym, jak i udanymi akwizycjami, TuoTempo we Włoszech (2019), Doctoralia w Hiszpanii (2016) i Eniyihekim (obecnie Doktortakvimi) w Turcji (2014).

SaaS podbije rynek?

Czy oprogramowanie sprzedawane w modelu usługowym dalej będzie napędzało rozwój chmury? Windows as a Service jest jak najbardziej realny, zwłaszcza w biznesie. Wśród prywatnych klientów nadal panuje przeświadczenie o potrzebie zachowania anonimowości i prywatności korzystania z komputera – jako czegoś po prostu osobistego. Komputer domowy będzie zatem trudno przenieść w 100% do chmury – mimo, że każdy z nas w większym, bądź mniejszym stopniu, korzysta z rozwiązań zdalnych np. Netflix, iCloud czy usługi Google.

Coraz częściej w firmach łączymy się do środowiska pracy za pomocą przeglądarki internetowej lub połączenia dedykowanego jak do usługi terminalowej. Zatem w pewnym stopniu biznes już korzysta z takich rozwiązań. Dalsze upowszechnianie się tego typu rozwiązań to coś w rodzaju trendu i kwestia czasu. Jedynym problemem, jest niechęć mentalna w udostępnieniu wszystkich danych w chmurze. Wciąż istnieje bowiem przeświadczenie o konieczności zachowania pełnej prywatności w korzystaniu z rozwiązań typu on-premise. Jeśli to się zmieni wówczas droga do upowszechnienia najpopularniejszego systemu operacyjnego na świecie w modelu SaaS będzie otwarta.

Microsoft liderem pakietów dla firm

Zainteresowanie sprzedażą pakietów biurowych jest wciąż duże, choć po stronie klientów widzimy rosnącą samodzielność w kupnie licencji i oprogramowania w chmurze. Co innego, jeśli rozmawiamy o wdrożeniu rozwiązań zakupionych, szkoleniach z ich korzystania oraz połączeniu ich z istniejącym oprogramowaniem. Tutaj rola integratorów i wsparcia posprzedażowego jest dalej na bardzo wysokim poziomie. Docelowo klient będzie kupował sobie licencję samodzielnie, a dodatkowo zamawiał usługi informatyczne, których będzie naprawdę potrzebował. Dostawcom oprogramowania coraz mniej potrzebni będą partnerzy w sprzedaży i pośrednicy. Wchodząc na rynek z rozwiązaniami chmurowymi oczywiście vendorzy potrzebują wsparcia sieci partnerów i resellerów. Natomiast z czasem, kiedy duży procent klientów oswoi się z usługami i swoim panelem usług, będzie chciał kontynuować zakupy samodzielnie. To zupełnie naturalny proces. Klienci w przeważającej większości wybierają pakiety biurowe oferowane przez Microsoft. Status quo podziału rynku w zostanie zachowane. Są korporacje, które korzystają z Google, ale to zjawisko marginalne. Zdobycie rynku w odpowiednim momencie i czasie przez Microsoft ma swoje odzwierciedlenie w tendencjach rynkowych na przyszłość. Nie spodziewałbym się tutaj wielkich zmian, choć samo istnienie konkurencji jest dla rynku i klientów bardzo zdrowe. Na pewno wyścig w udoskonalaniu oraz poprawie dostępności rozwiązań jest mile widziany.

Jakie są zalety tradycyjnego pakietu biurowego instalowanego?

Tradycyjne oprogramowanie biurowe ma zaletę braku konieczności podłączenia do internetu. Tam, gdzie pracownicy mają z tym kłopot, zupełnie oczywiste jest dalsze korzystanie z tych rozwiązań w modelu on-premise. Wszędzie, gdzie biznes ma dostęp do szerokopasmowego Internetu i jest on powszechny, firmy korzystają z rozwiązań chmurowych chętniej. Dają one możliwość większej niezależności i elastyczności. Natomiast w usłudze instalowanej na komputerze możemy śmiało mówić o pełnej niezależności od zasięgu GSM i transferu danych w bieżącej pracy, choć raz na jakiś czas i tak będziemy musieli przesłać nasze efekty pracy łącząc się z internetem.

Gdzie chmura rozwija się najlepiej?

Dynamicznie rozwijają się rozwiązanie chmurowe CRM, BI, a także finansowo-księgowe. Dodatkowo warto wspomnieć o rosnących potrzebach w obszarze HR i marketingu. Te dwa ostatnie działy biznesów w Polsce w ostatnich kilku latach zamawiają nawet o kilkaset procent więcej usług IT, niż miało to miejsce jeszcze dekadę wstecz. Jeśli chodzi o rozwiązania ERP i ich alternatywy chmurowe tutaj wzrostów znaczących nie widać. W tego rodzaju systemach znajdują się najcenniejsze dane, stąd firmy chcą najczęściej pozostawić je w swoich czterech ścianach.

Realnie rosną wszystkie dziedziny biznesu, które w pandemii mogły przejść w tryb pracy zdalnej. To dzięki ostatnim 18 miesiącom możemy mówić o prawdziwej rewolucji w obszarze chmury. Dzięki niej biznes zrozumiał, że cloud jest zapewnieniem ciągłości dla mnóstwa procesów zachodzących w firmach.

Autorem komentarza jest Grzegorz Przebieracz, IT Solutions Architect & Development Team Director w ITBoom Sp. z o.o.

Każdy dzień jest teraz Czarnym Piątkiem – sprzedawcy kontra cyberprzestępcy

Branża e-commerce musi zabezpieczyć się przed oszustami internetowymi — zaczynając od Black Friday zbliża się najbardziej ruchliwy okres zakupów online w roku.

Do naruszeń dochodzi w tempie niespotykanym wcześniej. Według TransUnion, w 2020 ponad 25% wszystkich transakcji w Cyber Monday stanowiły oszustwa. Czarny Piątek – 12% transakcji podejrzanych o oszustwo. To już poważna działalność przestępcza.

Pandemia COVID spowodowała gwałtowny wzrost kupujących w sieci. Oznacza to, że sprzedawcy dysponują dziś znacznie większą ilością danych niż kiedykolwiek. Trend ma się nasilić w nadchodzącym sezonie świątecznym – według Publicis Sapient, 69% amerykańskich konsumentów planuje odwiedzić od 2 do 5 stron internetowych z zakupami tylko pomiędzy Czarnym Piątkiem, a Cyber Poniedziałkiem. Zwiększony ruch i liczba transakcji na stronach sprawia, że sektor e-commerce staje się bardziej atrakcyjny dla hakerów.

– Sześciotygodniowy okres świąteczny pod koniec roku to dla wielu sklepów detalicznych czas, w którym osiągają największe zyski. Niestety jest to również okres wzmożonej aktywności cyberprzestępców, czego skutkiem jest większe prawdopodobieństwo naruszenia kont i danych użytkowników, w porównaniu z jakimkolwiek innym okresem w roku – mówi Grzegorz Paszka, członek zarządu, CTO Grupy 3S, dostawcy usług cyberbezpieczeństwa.

Dane klientów są w cenie

W skali globalnej rok temu 44% sklepów zostało dotkniętych przez ransomware, gdzie hakerzy żądali pieniędzy w zamian za zwrot danych lub przywrócenie systemów — donosi raport Sophos Group PLC. Informacje o klientach stają się walutą, którą można sprzedać w sieci. Firmy są również pod presją ze strony konsumentów i regulacji rządowych, aby dbać o bezpieczeństwo danych klientów przetwarzanych w swoich bazach.

Cyberprzestępcy liczą, że organizacje będą płacić za odzyskanie danych, szczególnie jeśli jest to opatrzone groźbą ich sprzedaży. Co więcej, jeśli atak miałby doprowadzić do niedostępności stron internetowych lub spowodować unieruchomienie zakładów produkcyjnych w okresie świątecznym, kiedy firmy liczą na największe zyski, prawdopodobieństwo zapłaty okupu znacząco wzrasta. W rzeczywistości, około 32% firm detalicznych zapłaciło okup, według raportu Sophos, wydając średnio 147.810 dolarów.

Sam wzrost liczby zakupów online

Jak podaje Deloitte, około 91% wszystkich ataków rozpoczyna się od phishingu. Popularność zakupów online sprawia, że jest on coraz częstszym sposobem przeprowadzania takich ataków; na przykład, gdy kupujący są żądni okazji. W okresie świątecznym popularne jest tworzenie fałszywych stron internetowych oferujących rzekome zniżki lub niewinnie wyglądające aukcje zakupowe.  Przykładem takiego działania okazała się aplikacja, którą hakerzy uruchomili w zeszłym roku, podszywając się pod firmę Adidas i kradnąc dane osobowe oraz informacje o płatnościach tych, którzy wykorzystali ją do zakupu trampek.

Kupujący to również pracownicy różnych organizacji, dlatego, kiedy takie działania mają miejsce na biurowych lub firmowych komputerach oraz służbowych kontach e-mail, dają hakerom furtkę do dużych sieci korporacyjnych, w których mogą przeprowadzać zakrojone na szeroką skalę ataki. Ataki związane z handlem detalicznym, w wyniku których wykradane są dane dotyczące płatności klientów, również zdarzają się coraz częściej, ponieważ coraz więcej konsumentów dokonuje zakupów za pomocą telefonów i urządzeń mobilnych. Według badania PriceWaterhouseCoopers 39% konsumentów twierdzi, że regularnie robi zakupy za pomocą telefonów, co stanowi wzrost o blisko 10% w porównaniu z ubiegłym rokiem, gdzie takie działanie deklarowało ok 30% konsumentów.

Przezorny zawsze ubezpieczony

W centrum wszystkich cyberataków znajdują się źle zabezpieczone systemy bezpieczeństwa wraz z czynnikiem ludzkim. Wiele z nich opiera się również na socjotechnice, która jest zbiorem technik manipulacyjnych mających na celu wywarcie wpływu na osobę, aby nieświadomie popełniła czyn przestępczy.

Organizacje muszą również nadal podkreślać potrzebę stosowania silnych haseł, a pracownicy powinni faktycznie korzystać z istniejących środków bezpieczeństwa, takich jak uwierzytelnianie wieloskładnikowe. Edukacja w zakresie zachowań ludzkich, której siła jest często niedoceniana, jest równie ważna, jak rozwiązania technologiczne w zakresie cyberbezpieczeństwa.

– Ważne jest posiadanie planu reagowania na incydenty, w tym dobrze zdefiniowanej umowy SLA z dostawcą cyberbezpieczeństwa, aby obie strony rozumiały oczekiwania w przypadku ataku lub incydentu. Cyberprzestępcy nieustannie rozwijają sposoby ataku, a stosowanie takich technik jak chociażby DDoS, phishing, malware, ransomaware i e-skimming stało się już w takich sytuacjach normą. Coraz bardziej wartościowe staje się prewencyjne inwestowanie w takie rozwiązania jak np. Security Operations Center, które monitorują i analizują aktywność w całej infrastrukturze, wyszukując anomalii, które mogłyby wskazywać na incydenty lub próby naruszenia bezpieczeństwa. Wdrożenie SOC pozwala np. odbierać sygnały, czy stacja robocza połączyła się z podejrzanym serwerem służącym cyberprzestępcom. Operator  informuje wtedy klienta i wspólnie z firmą podejmują środki zaradcze – podsumowuje Grzegorz Paszka z Grupy 3S.

Przedsiębiorcy, spodziewając się wzmożonych zakupów w najbliższych tygodniach, powinni  zachować szczególną ostrożność. Warto upewnić się, że firma, nie tylko jest zabezpieczona przed ewentualnymi cyberatakami, ale w razie zaistnienia takiego incydentu ma plan wykrywania, reagowania oraz  szybkiego udaremniania ataku.

E-commerce napędza rynek powierzchni magazynowej

Eksperci prognozują wzrost sprzedaży internetowej średnio o kilkanaście procent rocznie. Wiadomo też, że rozwój e-commerce nadal będzie miał ogromny wpływ na rynek powierzchni magazynowej, przed którym rysuje się wiele szans – mówi Natalia Mika, doradca w Dziale Powierzchni Przemysłowych i Magazynowych w Cresa Polska.

Coraz więcej firm handlowych korzysta z internetowych kanałów sprzedaży. Konkurują nie tylko z tradycyjnymi sklepami, ale również między sobą. A nie jest to walka łatwa, bo, jak wynika z raportu PwC, aż 42 proc. Polaków daje sprzedawcom tylko jedną szansę. W e-sklepie zwracają uwagę na: cenę, oceny wystawione przez innych kupujących, asortyment, deklarowaną szybkość dostawy oraz możliwość odbioru zakupów w wygodnej lokalizacji.

Więcej zakupów w Internecie

Według PwC, na przełomie lat 2019 oraz 2020 sprzedaż on-line wzrosła aż o 35 proc., w kolejnych latach eksperci prognozują wzrosty na nadal wysokim średnio 12-procentowym poziomie. Polacy w Internecie najchętniej kupują: artykuły spożywcze, odzież i obuwie, wyposażenie domu i ogrodu, zabawki, artykuły z kategorii zdrowie i uroda oraz elektronikę. 85 proc. rodaków deklaruje, że nawet po zakończeniu pandemii nie zrezygnuje z zakupów internetowych. Będą robili je tak samo często, a nawet planują wydawać więcej pieniędzy w sieci.

Covid przyspieszył rozwój e-commerce

Chcąc nadal dynamicznie się rozwijać, handel internetowy potrzebuje coraz więcej nowoczesnych magazynów. Obiekty powstające w odpowiedzi na rozwój branży e-commerce to między innymi duże, wielopoziomowe centra logistyczne, regionalne centra dystrybucyjne na przedmieściach oraz mniejsze jednostki miejskie obsługujące dostawy w ramach ostatniej mili. Budynki te jednak ewoluują pod względem konstrukcji i funkcjonalności, ponieważ najemcy poszukują najlepszych obiektów, dostosowanych do wolumenu realizowanych operacji i wewnętrznych potrzeb w zakresie wyposażenia. Wyraźnie widać to na liczbach opisujących rynki nowoczesnej powierzchni logistyczno-magazynowej w całym kraju. W pierwszych trzech kwartałach bieżącego roku firmy działające wyłącznie w branży e-commerce wynajęły, w ramach dziesięciu największych transakcji, więcej metrów kwadratowych powierzchni, niż wynosi cały ubiegłoroczny wolumen odnotowany dla tego sektora.

– W rzeczywistości wolumen tych transakcji jest większy, operatorzy 3PL w ramach swoich powierzchni magazynowych realizują projekty z różnych sektorów. Podobnie sytuacja wygląda z firmami kurierskimi, które dobierają powierzchnię magazynową, w związku z rozwojem swoich klientów z sektora handlu internetowego – mówi Natalia Mika i dodaje, że przykładem takiej transakcji jest wynajęcie przez DHL Supply Chain 105 tys. mkw. w Żernikach pod Poznaniem, w celu prowadzenia operacji logistycznych dla Zalando. Magazyn Panattoni wyposażony jest w zaawansowane technologie automatyzacyjne i rozwiązania intralogistyczne, w tym dwie wielopoziomowe wieże wysokiego składowania, które pomieszczą kilkanaście milionów sztuk asortymentu.

Odpowiedni magazyn to szybsza dostawa

Nawiązując do wypowiedzi ekspertki, najemcami hal magazynowych wykorzystywanych pod obsługę e-commerce są nie tylko same sieci handlowe, ale również operatorzy 3PL i firmy kurierskie. Jak czytamy w raporcie pt. Logistyka w Polsce (oprac.: Manpower Group oraz Instytut Logistyki i Magazynowania), tylko 14 proc. sklepów internetowych organizuje procesy logistyczne we własnym zakresie, a pozostałe 86 proc. współpracuje ze specjalizującymi się w logistyce firmami. – Rozwiązania dla e-handlu opierają się o 3 podstawowe modele logistyczne – własny magazyn, dropshipping (przeniesieniu procesu składowania towaru na producenta/hurtownię, a wysyłki na firmę kurierską) oraz fullfilment, czyli pełny outsourcing procesu obsługi zamówienia, jak transport, magazynowanie, kompletacja i wysyłka – wyjaśnia Natalia Mika. Ekspertka dodaje, że rozwój powierzchni magazynowej dedykowanej pod potrzeby e-commerce wiąże się z rozwojem technicznym oraz automatyzacją. Ta ostatnia ma znaczenie przede wszystkim w dużych hubach. Dzięki rozwiązaniom zaawansowanym technologicznie, kompletacja przebiega dwa razy szybciej, w znacznym stopniu przyspieszając dostawę, co jest priorytetem na konkurencyjnym rynku sklepów internetowych. Rośnie również zainteresowanie magazynami ostatniej mili, zlokalizowanymi blisko centrów miast, ponieważ, będąc bliżej klienta, internetowi sprzedawcy są w stanie o wiele sprawniej i szybciej dostarczyć towar.

Lubuskie i Poznań zyskują najwięcej

Branża e-commerce wynajmuje magazyny w całym kraju, jednak w ostatnim czasie największym beneficjentem rozwoju handlu w sieci stało się województwo lubuskie dzięki dwóm inwestycjom dla gigantów e-handlu. To tam w ostatnich miesiącach budowało się najwięcej metrów magazynowych przeznaczonych pod działalność e-commerce. Niedawno zakończone zostały dwie inwestycje – Hillwood Rokitno (ponad 110 tys. mkw.) oraz BTS w Świebodzinie, wybudowany dla Amazona. Ten ostatni to prawie 200 tys. mkw. powierzchni, na których działać będzie 3 tys. robotów podnoszących pojemniki z produktami, zainstalowano tam zautomatyzowane stacje sortujące oraz zdalnie sterowane zaawansowane rozwiązania robotyczne. Hala w Świebodzinie to już dziesiąty obiekt Amazona w Polsce.

– Magazyny w Lubuskiem, ze względu na położenie, są również doskonałym wyborem dla firm zza zachodniej granicy oraz lokalnych przedsiębiorców, obsługujących rynki zachodnioeuropejskie. Niezaprzeczalne atuty tego regionu to rozbudowana infrastruktura drogowa, dostępność kadry pracowniczej oraz dostępność gruntów – mówi Natalia Mika. – Bardzo duży wzrost w popycie, zgłaszanym przez handel internetowy, odnotowaliśmy również w Poznaniu. Do największych transakcji w mieście i okolicach należą: wynajęcie 50 400 mkw. w Segro Logistics Park Poznań (HSF e-commerce), 48 300 mkw. w Prologis Poznań przez Arvato Supply Chains Solutions, a także ponad 82 tys. mkw. przez Westwing w P3 Poznań II oraz wspominana już umowa najmu 105 tys. mkw. przez DHL Supply Chain w Żernikach pod Poznaniem.

Tyle samo wyzwań, co szans

– Pandemia COVID-19 spowodowała spektakularne przyspieszenie przeniesienia się handlu tradycyjnego do sieci. Wielu klientów, którzy do tej pory nie mieli styczności z handlem internetowym, nagle stało się e-konsumentami. Rozwój e-commerce jest nierozerwalnie związany z rynkiem magazynowym, który odnotowuje coraz szybsze tempo wzrostu. Mimo że rok 2020 był rekordowy pod kątem liczby transakcji i łącznego popytu netto na powierzchnie magazynowe w Polsce, to kończący się rok 2021 będzie jeszcze lepszy. Plany przedsiębiorstw logistycznych i handlowych wyraźnie pokazują, że handel internetowy będzie się nadal dynamicznie rozwijał. Pomimo wciąż wielu szans stojących przed rynkiem nowoczesnej powierzchni magazynowej, konieczne jest także zminimalizowanie skutków wyzwań, takich jak zakłócenia w łańcuchach dostaw, braki materiałów budowlanych i rosnące koszty budowy – podsumowuje Natalia Mika.

Saule Technologies wprowadza na rynek perowskitowe etykiety cenowe

Saule Technologies wprowadza do oferty pierwsze na świecie elektroniczne etykiety cenowo-reklamowe PESL, zasilane perowskitowymi ogniwami fotowoltaicznymi.fot. Saule_3 fot. Saule_2

Etykiety PESL (ang. Perovskite Electronic Shelf Label) to już drugi produkt Saule Technologies wykorzystujący ogniwa perowskitowe. Po wielkowymiarowych ogniwach, przeznaczonych na fasady budynków, przyszedł czas na kolejne pionierskie rozwiązanie. Tym razem jest to produkt z kategorii IoT – inteligentny system obsługi etykiet elektronicznych, zasilanych nie baterią – jak w przypadku tradycyjnych etykiet ESL – ale ogniwem perowskitowym, co ma decydujące znaczenie.

Etykiety elektroniczne z własnym, praktycznie niewyczerpywalnym źródłem zasilania, niewymagające kosztownej i czasochłonnej wymiany baterii, są nie tylko tańsze i wygodniejsze w eksploatacji od etykiet ESL. Energooszczędność i rezygnacja z używania wysoce szkodliwych dla środowiska naturalnego baterii to ważne etapy realizacji strategii zrównoważonego rozwoju.

Wykorzystujące perowskitowe ogniwa fotowoltaiczne etykiety PESL są rozwiązaniem przełomowym także dzięki zapewnianym unikalnym możliwościom komunikowania się z klientami punktów handlowych. Znacznie skracają czas obsługi etykietowania produktów – i co najważniejsze – pozwalają weryfikować ceny w czasie rzeczywistym.

Ogniwa perowskitowe Saule Technologies, znacznie bardziej wydajne niż wykorzystywane np. w kalkulatorach ogniwa z amorficznego krzemu, zachowują wysoką sprawność w sztucznym świetle. Działają wydajnie nawet wtedy, gdy promienie światła – np. z lamp sufitowych – padają na nie pod dużym kątem, mogą zatem zasilać także etykiety produktów na dolnych półkach. Są ponadto, w odróżnieniu od ogniw krzemowych, bardzo cienkie, lekkie i elastyczne. Dzięki tym unikalnym atutom ogniwa perowskitowe nie zabierają dużo miejsca na etykiecie PESL, a mimo to są tak wydajne, że mogą zasilić obsługujące ją urządzenia elektroniczne, w tym wyświetlacz i moduł komunikacji bezprzewodowej. Pozwoli to obsłudze zdalnie zmieniać wyświetlany na etykiecie komunikat nawet kilkanaście razy na dobę, co umożliwi m.in. skuteczniejszą sprzedaż produktów o kończącym się terminie ważności.

– Dzięki etykietom PESL sieci handlowe zyskają możliwość błyskawicznego obniżania cen produktów spożywczych, których okres przydatności do spożycia się kończy. Zapobiegnie to marnowaniu ogromnych ilości żywności, na które świat, gdzie wciąż wiele osób głoduje, nie może dziś sobie pozwolić. W skali roku nowe narzędzia handlowe, jakie zapewnią etykiety PESL, pozwolą zaoszczędzić miliony ton jedzeniamówi Olga Malinkiewicz, CTO Saule Technologies.

Nowa technologia umożliwi stosowanie najróżniejszych niedostępnych dotąd narzędzi marketingowych i reklamowych. Przykładowo, sklepy będą mogły organizować krótkotrwałe, np. godzinne, niezapowiedziane promocje cenowe na wybrane produkty, by zwiększyć zadowolenie i lojalność klientów.

Jednym kliknięciem

Saule Technologies oferuje nie tylko etykiety PESL, ale także kompletne, zintegrowane systemy informatyczno-sprzętowe, z wykorzystaniem obsługujących etykiety PESL przekaźników danych i możliwości obliczeniowo-analitycznych chmury. Obsługa jest prosta, zmiany cen mogą być przeprowadzane centralnie i synchronicznie we wszystkich placówkach handlowych danej sieci.

– Możliwości tego rozwiązania są oszałamiające. Jednym kliknięciem można będzie zmieniać ceny w tysiącach sklepów, na milionach półek. Na rynku elektronicznych etykiet cenowych nie ma dziś równie atrakcyjnej oferty. To pozwala nam wierzyć, że Saule Technologies odegra kluczową rolę we wzroście rynku elektronicznych etykiet cenowych w najbliższych latach. Według raportu Reportlinker, rynek ten ma urosnąć z 1,8 mld dolarów w 2020 r. do 7,1 mld dolarów w 2026 r., utrzymując średnioroczny wzrost na poziomie 25%. To bardzo dużo, ale my liczymy na jeszcze więcej. Raport ten był przygotowany przed debiutem rynkowym naszej technologii, a przecież etykiety PESL to pod każdym względem przełom mówi Artur Kupczunas, CEO Saule Technologies.

Pierwszy produkt Saule Technologies z kategorii IoT

Etykiety PESL, opracowane i produkowane przez polską firmę Saule Technologies, światowego lidera technologii perowskitowej, wyposażone są w wyświetlacz e-ink (dwu- lub trójkolorowy), moduł komunikacji bezprzewodowej oraz perowskitowe ogniwo fotowoltaiczne jako źródło zasilania. Saule Technologies oferuje etykiety PESL w różnych kształtach, barwach i rozmiarach (od 1,54’’ do 12,5’’). Poza ceną, mogą wyświetlać dodatkowy tekst i grafikę, wyświetlacz może zatem służyć jako skuteczna platforma dodatkowych komunikatów: reklam, anonsów o specjalnych promocjach, akcjach lojalnościowych itd. Przy zdalnym (bezprzewodowym) zmienianiu zawartości wyświetlacza do 15 razy na dobę, żywotność etykiety PESL oceniania jest na ok. 10 lat.

Odważna wizja, unikalne kompetencje i konsekwencja w rozwoju oferty Saule przynoszą kolejne doskonałe efekty. Nowy produkt to przełom w branży, stawiający Saule Technologies w gronie światowych liderów rynku ESL. Strategiczna współpraca Saule Technologies z Columbus Energy nabierze nowej dynamiki, wzmacniającej synergie i przewagi konkurencyjne obu spółekkomentuje Dawid Zieliński, prezes Columbus Energy, członek Rady Nadzorczej Saule SA.

Partnerzy Saule Technologies

Pierwsze testy technologii PESL będą realizowane we współpracy z Google Cloud Platform. Wrocławska firma zyskała także wsparcie Grupy Maspex i jednej z jej marek – Lubella. Saule Technologies i Grupa Maspex wprowadzą do wybranych sklepów etykiety PESL, by móc zmierzyć wpływ tego typu rozwiązań nie tylko na efektywność sprzedaży, ale także opłacalność biznesową. Możliwe jest również w przyszłości rozwijanie współpracy w celu wprowadzenia tych etykiet do nowych sklepów sieci handlowych, w których działa Grupa Maspex.

PKN ORLEN i firma Saule Technologies podpisały list intencyjny o współpracy. W efekcie już wkrótce w sklepie na wybranej stacji paliw ORLEN, przy produktach ustawionych na regałach pojawią się etykiety PESL. Dzięki temu będzie można centralnie oraz zdalnie zarządzać wyświetlanymi na nich komunikatami.

W ramach Programu ORLEN Skylight Accelerator możemy wspólnie ze startupami z całego świata wdrażać innowacyjne rozwiązania. Dzięki współpracy ze spółkami technologicznymi, takimi jak Saule Technologies, możemy jeszcze skuteczniej realizować nasze cele strategiczne oraz budować trwałe przewagi konkurencyjne, oparte o nowoczesne i niskoemisyjne technologiemówi Patrycja Panasiuk, Zastępca Dyrektora Wykonawczego ds. Strategii i Innowacji oraz Relacji Inwestorskich PKN ORLEN.

Kupujemy mniej – jak inflacja wpłynęła na listy zakupowe Polaków

Temat inflacji w Polsce spędza sen z powiek nie tylko ekspertów, ale przede wszystkim zwykłych konsumentów, którzy najmocniej odczuwają różnicę w cenach podczas codziennych zakupów. Według najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego, inflacja w październiku wyniosła 6,8% r/r, a ekonomiści są zgodni w kwestii jej dalszego wzrostu. Jak wszechobecne podwyżki wpłynęły na zwyczaje zakupowe Polaków? Z danych Listonic, jednej z najpopularniejszych w Polsce aplikacji do tworzenia list zakupów, wynika, że Polacy zaczęli rozważniej tworzyć listy zakupowe. W II i III kwartale 2021 r. analitycy firmy odnotowali spadki w prawie wszystkich kategoriach związanych z produktami pierwszej potrzeby.

Eksperci analizujący dane publikowane przez GUS są zdania, że wyhamowanie wzrostu inflacji nastąpi dopiero na początku przyszłego roku. Konsumenci muszą więc brać pod uwagę kolejne podwyżki cen. Obecna sytuacja już znacząco wpływa na decyzje zakupowe. Dane Listonic wyraźnie wskazują tendencję spadkową w liczbie dodań do list zakupowych praktycznie wszystkich produktów, począwszy od kwietnia 2021 r.

Kupujemy mniej niż na początku 2021 r.

Eksperci Listonic przeanalizowali dane z uwzględnieniem zmian kwartał po kwartale i wyniki nie pozostawiają złudzeń. Spadki powyżej 30%, porównując III kw. z II kw. 2021 r., zanotowały przede wszystkim warzywa konserwowe, mrożone ryby, mrożonki warzywne i owocowe oraz twarogi sernikowe. Średnio o 25% spadły wyniki owoców, płatków owsianych, miodów, ciastek zbożowych, mrożonych frytek i ziemniaków. Ponadto na listach zakupowych pojawiło się średnio o 20% mniej takich produktów jak kasze, dżemy, konfitury, marmolady, jogurty naturalne i greckie, sery białe i twarogi, a także serki topione, kanapkowe i sałatkowe. Mięso i ryby (surowe lub na wagę), a także warzywa odnotowały spadek rzędu 15%, jaja – 13%, mleko – 11%, wędliny – 10%, sery żółte – niecałe 10%, a masła – 8%.

Podobnie sytuacja wygląda w przypadku napojów. Porównując III i II kw. br., około 20-procentowe spadki zanotowały napoje gazowane, a także soki i nektary owocowe. Średnio o 15% zmniejszyła się liczba dodanych do list zakupowych opakowań kawy zbożowej oraz kakao w proszku i rozpuszczalnego, a także butelek wina, natomiast wody źródlanej i mineralnej – o 11%.

Analizując listy zakupowe Polaków w II i III kwartale br., widzimy tendencję do rozważniejszego planowania zawartości koszyka. Dotyczy to nie tylko produktów spożywczych, ale także innych artykułów, z których korzystamy na co dzień, takich jak tabletki do zmywarki, płyny do mycia naczyń, okien i podłóg, odświeżacze powietrza, artykuły biurowe czy papier toaletowy. W IV kw. możemy obserwować zwiększoną aktywność zakupową ze względu na Mikołajki, święta Bożego Narodzenia i Sylwestra, ale wydatki mogą okazać się mniejsze, gdy porównamy dane rok do roku – mówi Małgorzata Olczak, Head of Sales w Listonic.

Znalazło się jednak kilka produktów, które wyłamały się ze schematu spadkowego. Największy wzrost na listach zakupowych Listonic zanotowała prasa, książki i płyty – o 45% w III kw. br. względem II kw. 2021 r. O około 20% zwiększyła się liczba batonów, o 14% – butelek octu oraz puszek napojów izotonicznych, a o 13% – kapsułek do prania.

Jak zabezpieczyć na przyszłość niemiecki cud gospodarczy? – analiza Euler Hermes

„Habemus Coalition” – można by powiedzieć po długich negocjacjach zakończonych umową koalicyjną. Odnośnie umowy, efektu tych negocjacji – zajmie to trochę czasu, aby przejrzeć setki stron, żeby przekonać się, jak polityka będzie kształtować przyszłość Niemiec. Proponujemy więc odkrycie na nowo przygotowanej przez Euler Hermes i Allianz Research Koalitionsvertrag – „Umowy Koalicyjnej” dla Niemiec, która w pełnej wersji ma tylko 22 strony, a jej skrót jedynie dwie.

Wniosek z badania Euler Hermes i Allianz Research jest następujący: Niemcy potrzebują gospodarczego „Neustart” – Nowego Startu. Niestety dotychczasowa polityka „biznes jak zwykle” z co najwyżej małymi, fragmentarycznymi reformami już nie wystarczy. Niemcy pilnie potrzebują poważnej aktualizacji, albo nawet gruntownej modernizacji swojej polityki gospodarczej, aby z powodzeniem poradzić sobie z transformacją cyfrową, ekologiczną i demograficzną, a tym samym zachować swój dobrobyt.

Niemcy czeka zmiana polityczna, ale nie zanosi się na gruntowną przebudowę polityki. Po wyborach 26 września 2021 roku kończą się 16 letnie rządy kanclerz Anhelli Merkel. Zmiana ta odbywa się w sytuacji politycznego rozdrobnienia. Znaczne rozmycie agendy, niezbędne do osiągnięcia porozumienia między potencjalnie niełatwymi partnerami politycznymi, sugeruje, że w ciągu najbliższych czterech lat w niemieckiej polityce będzie więcej ewolucji niż rewolucji.

  • Dostosowanie gospodarki do XXI wieku. Większość partii zdaje się nie mieć kompleksowych i konkretnych planów, choć najwyższy czas, by wreszcie zająć się dobrze znanymi „dużymi” reformami. Należą do nich wzmocnienie na przyszłość instytucjonalnej struktury, szkieletu Niemiec (reforma i modernizacja struktury federalnej i administracji publicznej), ograniczenie biurokracji, zapewnienie krytycznie niezbędnej infrastruktury (cyfrowej), reforma systemu edukacji i pobudzenie ducha przedsiębiorczości. W sumie są to warunki niezbędne dla szybszego tempa cyfryzacji, co z kolei jest kluczowe nie tylko dla skutecznej walki z Covid-19, ale także dla osiągnięcia celów klimatycznych i utrzymania konkurencyjności gospodarki na arenie międzynarodowej.
  • Osiągnięcie magicznej liczby w celu ograniczenia zmian klimatu. Cele polityczne zawarte w prawie wszystkich manifestach wyborczych są niewystarczające, aby ograniczyć globalne ocieplenie do 1,5°C. Wydaje się, iż konieczny jest wzrost cen emisji dwutlenku węgla a także dodatkowe działania polityczne w celu stworzenia nowych technologii i nowych rynków oraz dostosowania się i zniwelowania wpływu już zaistniałych szkód materialnych wynikających ze zmian klimatu. Będzie to miało wpływ na ceny ogrzewania, transportu i żywności, a tym samym szczególnie obciąży gospodarstwa domowe i przedsiębiorstwa znajdujące się w trudnej sytuacji finansowej, co wymaga wykorzystania dochodów z polityki cenowej w zakresie emisji dwutlenku węgla do zapewnienia odpowiedniego wsparcia w formie transferów i stabilnych cen energii elektrycznej.
  • Dostosowanie do zmian demograficznych. Większość partii wzbrania się przed wskazywaniem na potrzebę zreformowania niemieckiego systemu emerytalnego, obiecując w zamian dalsze podwyżki świadczeń i zamrożenie wieku emerytalnego na poziomie 67 lat. Obietnice te będą się jednak wiązały z wyraźnie wyższym dofinansowaniem systemu emerytalnego przez państwo z podatków lub w dłuższej perspektywie 30% stawką składki emerytalnej, co oznaczałoby albo ograniczenie możliwości finansowych inwestycji w infrastrukturę, edukację i nowe technologie, albo osłabienie konkurencyjności Niemiec, m.in. w (globalnej) wojnie o talenty.

Dostosowanie gospodarki do XXI wieku

Już od końca 2019 roku Euler Hermes stawiał pytanie, czy Niemcy są „unieruchomioną” gospodarką, biorąc pod uwagę ich zmagania o dotrzymanie kroku rewolucji technologicznej XXI wieku. W tym czasie największa gospodarka Europy nie pojawiła się już w pierwszej trójce rankingu globalnej konkurencyjności Światowego Forum Ekonomicznego 2019, spadając o cztery miejsca z roku poprzedniego na siódme miejsce. Obecnie, gdy decydenci polityczni w dużej mierze utknęli w trybie kryzysowym Covid-19 w ciągu ostatnich 18 miesięcy, tematy strukturalne wydają się całkowicie wypadać z agendy rządowej, pomimo pandemii uwypuklającej braki Niemiec w zakresie adaptacji do rozwiązań cyfrowych, a także słabości administracji publicznej. Wskaźnik Digital Riser Index Europejskiego Centrum Konkurencyjności Cyfrowej sugeruje obecnie, że niemiecka gospodarka od 2018 r. jeszcze bardziej straciła na znaczeniu (wykres poniżej). Jest to niepokojący rozwój sytuacji, ponieważ aktualizacja niemieckiego Wirtschaftswunder – Cudu gospodarczego polega na przyspieszeniu cyfryzacji, która z kolei jest kluczem do sprostania wyzwaniom naszych czasów. Dotyczy to w takim samym stopniu realizacji celów klimatycznych, jak i skutecznej walki z Covid-19. Patrząc na programy wyborcze poszczególnych partii, w Euler Hermes widzimy, że żadna z nich nie przedstawia potrzebnego kompleksowego podejścia, obejmującego wszystkie elementy reformy niezbędne dla Neustart – i to jeszcze przed ewentualnym rozwodnieniem obietnic wyborczych w celu zawarcia umowy koalicyjnej.

Dostosowanie do zmian demograficznych

Nadzieja, że imigracja będzie lekarstwem na problemy demograficzne Niemiec, może okazać się daremna. Główne kraje, z których pochodzą imigranci zarobkowi w Niemczech (Rumunia, Bułgaria i Polska), podobnie jak większość innych krajów UE i wiele dużych gospodarek na całym świecie (takich jak Japonia czy Korea Południowa), stoją przed tym samym wyzwaniem: ich siły robocze kurczą się i starzeją, podczas gdy liczba emerytów rośnie. Podczas gdy w Niemczech spodziewany jest 10-procentowy spadek liczby ludności w wieku produkcyjnym, ta grupa wiekowa zmniejszy się o 31% w Bułgarii, 27% w Hiszpanii i o 25% w Polsce i Rumunii. W związku z tym w przyszłości będzie istniała konkurencja o wysoko wykwalifikowanych specjalistów oraz potrzeba stworzenia atrakcyjnego środowiska na rynku pracy.

Grupa Kapitałowa TIM po trzech kwartałach 2021 r.

Skonsolidowane przychody (950,6 mln zł) wyższe o 1/4, a jednostkowe (904,9 mln zł) – o ponad 1/3 w porównaniu z analogicznym okresem 2020 r. Zysk netto Grupy (69,6 mln zł) wzrósł o 250% r/r. Grupa Kapitałowa TIM po trzech kwartałach 2021 r. nie zwalnia tempa. Najbliższe miesiące upłyną pod znakiem inwestycji w nową platformę e-commerce oraz logistykę, a także przygotowania debiutu 3LP SA na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych.

Praktycznie wszystkie najważniejsze wskaźniki finansowe po 9 miesiącach 2021 r. osiągnęły najwyższe poziomy w 34-letniej historii TIM-u.

Tak dobre wyniki pozwoliły nam zdecydować o wypłacie jeszcze przed Bożym Narodzeniem zaliczki na poczet dywidendy za rok 2021 – mówi Krzysztof Folta, prezes Zarządu TIM SA. – Naszym sukcesem dzielimy się z akcjonariuszami, jednak równie chętnie „reinwestujemy” go w dalszy rozwój. W tak konkurencyjnej branży jak e-commerce to jedyny sposób na utrzymanie przewagi konkurencyjnej, a także dotrzymanie kroku oczekiwaniom klientów. Dlatego też intensywnie pracujemy nad projektem TIM 2.0, wiążącym się między innymi z przebudową naszych zasobów informatycznych oraz migracją platformy TIM.pl na Magento 2, a także nad strategią spółki na najbliższe lata – podkreśla Krzysztof Folta.

Dostępność i szerokość oferty rynkowym wyróżnikiem

Oferta platformy TIM.pl cieszy się coraz większym zainteresowaniem. Powodów, dla których tak się dzieje, jest kilka.

Lepiej i precyzyjniej planujemy nasze zapasy magazynowe, które – z uwagi na dynamicznie zmieniającą się dostępność produktów – są większe niż dwa-trzy lata temu. To czyni TIM.pl jeszcze atrakcyjniejszym miejscem do kupowania online. Podejmujemy działania wyprzedzające, dywersyfikujemy źródła dostaw, także za sprawą alternatywnego modelu sprzedaży, jakim jest hybrydowy marketplace. Chcemy, aby TIM.pl był pierwszym miejscem wyboru – takim, w którym klienci będą mogli zrealizować wszystkie swoje potrzeby zakupowe – wyjaśnia Piotr Nosal, członek Zarządu i dyrektor handlowy TIM SA. – Dostępność to nasza przewaga, która przekłada się na nowe rejestracje klientów na TIM.pl. W trzecim kwartale 2021 roku było ich 5950 wobec 4135 w analogicznym okresie 2020 roku i niespełna 3400 przed dwoma laty – wylicza Piotr Nosal.

Już od jakiegoś czasu najczęściej rejestrującą grupą klientów są instalatorzy – stanowią ponad 50% wszystkich rejestracji. Po dziewięciu miesiącach 2021 r. w strukturze sprzedaży o 2 punkty procentowe wzrósł udział sprzedaży do tego segmentu. To konsekwencja działań prosprzedażowych ukierunkowanych na zwiększanie udziału firm instalatorskich w całości przychodów generowanych przez TIM.

Wysoka rentowność

Skonsolidowany zysk netto na poziomie 69,6 mln zł oraz EBITDA Grupy TIM, sięgająca po dziewięciu miesiącach 2021 r. 109,8 mln zł (+117,5% r/r), to w dużej mierze efekt wzrostu przychodów ze sprzedaży oraz dobrego zarządzania rentownością. Dzięki temu marża EBITDA Grupy TIM wyniosła po trzech kwartałach 2021 r. 11,5% (vs 6,6% po 3 kw. 2020 r.), zaś marża zysku netto – 7,3% (vs 2,6% w analogicznym okresie 2020 r.).

Do poprawy rentowności działalności Grupy TIM przyczyniło się także to, że – niezależnie od rozwoju biznesu i dbania o marżę – w sposób ciągły pracujemy nad optymalizacjami procesów. Pozwala nam to ograniczać wzrost kosztów działalności podstawowej – podkreśla Piotr Tokarczuk, członek Zarządu i dyrektor finansowy TIM SA. – W pierwszych trzech kwartałach bieżącego roku mieliśmy do czynienia z 18-procentowym wzrostem kosztów operacyjnych rok do roku, podczas gdy skonsolidowane przychody wzrosły o 36%. Efekt działania dźwigni operacyjnej przełożył się na skokową poprawę rentowności Grupy TIM – zauważa Piotr Tokarczuk.

IPO i koncentracja na automatyce

Chęć dalszego dynamicznego rozwoju napędza nie tylko TIM, ale i spółkę 3LP, specjalizującą się w usługach logistycznych dla sektora e-commerce. Planowany na I kwartał 2022 r. debiut na GPW poprzedzi oferta publiczna, która pozwoli sfinansować m.in. automatyzację procesów w nowej hali w Siechnicach k. Wrocławia, rozwój zarządzanej powierzchni magazynowej oraz inwestycje w zrównoważony rozwój firmy zgodnie z przyjętą strategią ESG, w tym w energetykę odnawialną.

Działamy w modelu „asset light”. Nie ponosimy wydatków na budowę magazynów, a możemy skoncentrować się na ich wyposażeniu w najnowocześniejszą automatykę zwiększającą wydajność i bezbłędność procesów logistycznych, umożliwiających dynamiczne skalowanie operacyjne, dostosowywanie działalności do panujących warunków rynkowych i zwiększanie efektywności. Cały czas dynamicznie się rozwijamy, o czym świadczą osiągane rezultaty – mówi Maciej Posadzy, prezes Zarządu 3LP SA.

Przychody spółki po trzech kwartałach 2021 r. osiągnęły poziom 102,5 mln zł (+28% r/r). Przez 9 miesięcy 2021 r. 3LP SA zrealizowało już 3,73 mln wysyłek (+32,7% r/r). – Pracujemy też nad poszerzeniem zakresu i okresu współpracy z aktualnymi kluczowymi klientami. Będziemy informować w najbliższym czasie o szczegółach – zapowiada Maciej Posadzy.

Grupa INPRO podsumowała wyniki finansowe za trzy kwartały 2021 roku

Grupa INPRO w dziewięć miesięcy br. uzyskała skonsolidowane przychody netto ze sprzedaży na poziomie 194,1 mln zł oraz wypracowała 28,2 mln zł zysku netto. Grupa poprawiła jednocześnie rentowność netto do 15%. W całym 2021 roku Grupa przekaże do użytkowania około 700 gotowych lokali oraz wprowadzi do sprzedaży łącznie około 750 mieszkań.

Za pierwsze trzy kwartały 2021 roku Grupa INPRO zanotowała przychody ze sprzedaży na poziomie 194,1 mln zł, czyli o 5% więcej w porównaniu do analogicznego okresu roku poprzedniego. Jednocześnie wypracowała 60,4 mln zł zysku brutto ze sprzedaży (+33% r./r.) oraz 28,2 mln zł zysku netto (+55% r./r.). Tym samym znacznie poprawiła się efektywność działalności. Rentowność sprzedaży brutto wzrosła do poziomu 31%, względem 25% w analogicznym okresie poprzedniego roku, a rentowność netto osiągnęła poziom 15% w porównaniu do 10% roku wcześniejszego.

Narastająco przez pierwszych dziewięć miesięcy br. Grupa Kapitałowa INPRO sprzedała łącznie 576 lokali (w rozumieniu umów przedwstępnych netto), to jest o 22% więcej niż w tym samym okresie 2020 roku. W samym trzecim kwartale br. zawarto 166 umów netto, czyli o 14% mniej niż rok wcześniej. Z tego INPRO podpisało 122 umowy przedwstępne netto, a spółka zależna DOMESTA zawarła w trzecim kwartale br. 44 umowy.

Od stycznia do września br. Grupa INPRO przekazała łącznie 408 lokali w porównaniu z 417 lokalami w roku ubiegłym (nieznaczny spadek o 2%). W tym okresie INPRO oddało do użytkowania 4 budynki wielorodzinne na osiedlu Start etap I (161 lokali). Natomiast DOMESTA zakończyła prace przy budynku A i C na osiedlu Traffic (łącznie 95 lokali), przy budynku nr 3 na Osiedlu Nowa Niepołomicka II (24 lokale) oraz przy budynku nr 10 na osiedlu Havlove (46 lokali).

W ostatnim kwartale br. INPRO i DOMESTA zakończyły prace przy projektach: Osiedle Brawo w Pruszczu Gdańskim (127 lokali), Osiedle Optima etap III (88 lokali), Osiedle Traffic – budynek B (15 lokali), Osiedle Ostoja etap I (115 lokali; do oddania na przełomie XI/XII 2021 r. pozostaje jedynie budynek F – 23 lokale). Łącznie w całym roku 2021 Grupa odda do użytkowania około 700 lokali. Dla porównania w 2020 roku Grupa w całym roku oddała do użytkowania łącznie 954 lokale.

„Pierwsze trzy kwartały br. były dla nas udane. Dzięki lekkiemu zmniejszeniu ponoszonych kosztów własnych sprzedaży (niższy koszt gruntu) osiągnęliśmy znaczną poprawę rentowności. Sytuacja na rynku pierwotnym pozostaje bardzo dobra. Cały czas deweloperzy sprzedają  więcej mieszkań niż wprowadzają do oferty. Ze swojej strony na bieżąco uzupełniamy naszą ofertę nowymi projektami oraz kolejnymi etapami popularnych inwestycji, odpowiadając w ten sposób na potrzeby klientów” – powiedział Krzysztof Maraszek, Prezes Zarządu INPRO S.A.

W bieżącym roku Grupa wprowadziła do oferty około 750 nowych mieszkań i domów. W pierwszym kwartale 2021 r. INPRO wprowadziło do sprzedaży przedsięwzięcie Brawo 2 (91 lokali), a w maju etap V osiedla Optima (24 lokale) oraz osiedle Koncept etap I (87 lokali). Następnie w czerwcu do oferty wszedł II etap osiedla Ostoja w Rumi (108 lokali), w lipcu osiedle Rytm (107 lokali), a w sierpniu kolejny (szósty) etap osiedla Optima (64 lokale i 40 domów jednorodzinnych). Natomiast DOMESTA wprowadziła budynki 1, 2, 3 na osiedlu Leszczynowy Park (łącznie 152 lokale) oraz budynek przy ul. Ptasiej w Gdańsku – osiedle „Na swoim” (72 lokale). DOMESTA. w październiku br. przystąpiła do budowy II etapu inwestycji biurowej Matarnia Office Park przy ul. Budowalnych (PU drugiego etapu to 2.095 m2).

Orlen przedłuża współpracę z Alfa Romeo Racing

PKN ORLEN w sezonie 2022 kontynuuje współpracę jako sponsor tytularny z zespołem Alfa Romeo Racing ORLEN, występującym w najbardziej prestiżowej serii wyścigowej na świecie – Formule 1. W zespole pozostaje Robert Kubica, jedyny polski kierowca w historii F1. W Alfa Romeo Racing ORLEN w sezonie 2022 wystąpią: Fin Valtteri Bottas oraz debiutujący w Formule 1 Chińczyk Guanyu Zhou. Pozyskanie chińskiego kierowcy to szansa na umocnienie rozpoznawalności marki ORLEN i wsparcie działań biznesowych spółki ORLEN China. Ta współpraca przełoży się na wymierne korzyści biznesowe oraz umocni globalną rozpoznawalność marki ORLEN. Robert Kubica pozostanie również ambasadorem marki ORLEN w ramach współpracy dwustronnej, która przewiduje m.in. udział zawodnika ORLEN Team w wyścigach długodystansowych.

Już dzisiaj blisko 60 proc. przychodów Grupy ORLEN pochodzi z rynków zagranicznych. Zgodnie ze strategią Grupy ORLEN planowany jest m.in. dalszy rozwój obszaru sprzedaży detalicznej, którego wyniki aktywnie wspiera globalna polityka sponsoringu. Od momentu zaangażowania PKN ORLEN w F1 i współpracę z Robertem Kubicą zysk operacyjny EBITDA LIFO detalu w całej Grupie ORLEN systematycznie wzrasta, w 2019 r. wyniósł on 3 mld zł, a w 2020 r. 3,2 mld zł.

– Działamy globalnie i tak musimy prowadzić aktywność we wszystkich obszarach, również planując inicjatywy marketingowe i sponsoringowe. Rywalizację na torze F1 transmituje 99 telewizji, a łączna widownia według badań przeprowadzonych przez pracownię Nielsen sięga aż 400 mln widzów. Ekwiwalent mediowy dla marki ORLEN z transmisji telewizyjnej tylko do listopada 2021 roku wyniósł ponad 550 mln zł. Dlatego zaangażowanie we współpracę z Robertem Kubicą i zespołem Alfa Romeo Racing ORLEN to dla nas strategiczna inwestycja. Jako firma o międzynarodowym zasięgu z sukcesem zbudowaliśmy wspólną platformę do prowadzenia działań marketingowych na wielu rynkach, na których prowadzimy swój biznes. To zaprocentowało, Grupa ORLEN w trzecim kwartale 2021 roku odnotowała 2,9 mld zł zysku netto i zwiększyła udziały rynkowe na Słowacji oraz w Czechach – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Dzięki sponsoringowi motorsportu PKN ORLEN zapewnia dotarcie do milionów kibiców na całym świecie. W kolejnym sezonie wyścigów F1 marka ORLEN nadal będzie eksponowana na sekcjach bocznych bolidów, tylnym i przednim skrzydle, obręczy halo i lusterkach. Będzie także widoczna na kombinezonach – na klatce piersiowej i plecach oraz w trzech miejscach na kaskach kierowców. Logo znajdzie się również na odzieży mechaników i personelu zespołu, a także na transporterach, we wnętrzu garażu i motorhome. W sezonie 2022 Robert Kubica weźmie udział w czterech sesjach treningowych poprzedzających zmagania najlepszych kierowców na świecie oraz w testach przedsezonowych.

– Cieszę się, że ORLEN pozostaje partnerem zespołu Alfa Romeo Racing ORLEN na kolejny sezon. Dzięki temu Polska jest obecna w królowej motorsportu. Nadchodzący rok będzie dużym wyzwaniem dla zespołu i mam nadzieję, że dostarczy wielu emocji kibicom Formuły 1  – mówi Robert Kubica, zawodnik ORLEN Team.

Współpraca PKN ORLEN z Robertem Kubicą ma charakter wielopłaszczyznowy. W ostatnich miesiącach sportowiec angażował się między innymi w akcję #DobryKierowca zachęcającą do odpowiedzialnej i bezpiecznej jazdy oraz kampanię promującą ORLEN Paczkę, czyli sieć 6 tysięcy punktów nadań i odbioru paczek. Bardzo wysoki wskaźnik wynoszący 70 proc. spontanicznych skojarzeń  Roberta Kubicy z marką ORLEN wpływa na efektywność kampanii w nowym dla Koncernu segmencie. Jednocześnie  co szósty Polak przyznaje, że fakt, iż PKN ORLEN sponsoruje Roberta Kubicę sprawia, że częściej korzysta z usług stacji Koncernu.

Robert Kubica ma za sobą udany sezon. ORLEN Team WRT, w którego barwach Polak zadebiutował w kwietniu w wyścigach długodystansowych, zdobył mistrzostwo European Le Mans Series. Zawodnik pokazał się też z bardzo dobrej strony w Formule 1 podczas występów w Grand Prix Holandii i Włoch

InPost we współpracy z GreenWay Polska rozpoczął budowę sieci stacji ładowania dla samochodów elektrycznych

Stacje ładowania dla samochodów elektrycznych znajdą się w centrach dystrybucyjnych InPost oraz przy Paczkomatach.

InPost jest najnowocześniejszą firmą logistyczną w Europie pod względem innowacyjnych, ekologicznych rozwiązań i nie spoczywamy na laurach. Mamy największą w Europie sieć punktów odbioru przesyłek poza domem – dzięki czemu codziennie ograniczamy emisję CO2 o 75% w porównaniu do dostaw kurierskich. Mamy jedną z największych w Polsce flot samochodów elektrycznych i bardzo mocno inwestujemy w jej rozbudowę. Instalujemy panele fotowoltaiczne, aby Paczkomaty® InPost były autonomiczne i ekologiczne, dodatkowo otoczone są antysmogową kostką. Teraz robimy kolejny krok – stacje ładowania samochodów elektrycznych. W przyszłości Paczkomat® InPost będzie nie tylko wielousługowym punktem pozwalającym odbierać i nadawać przesyłki oraz realizować różnego rodzaju usługi – ale także autonomiczna stacja ładowania, gdzie będzie można naładować telefon, hulajnogę czy samochód – podkreśla Rafał Brzoska, prezes InPost.

Przygotowując się do elektryfikacji floty, InPost jeszcze latem tego roku przeprowadził przetarg na budowę infrastruktury, dostawę i montaż stacji ładowania oraz zarządzanie i serwis we wszystkich swoich centrach logistycznych. Był to jak dotąd największy przetarg branży elektromobilnej w Polsce.

W ramach projektu GreenWay Polska dostarczy i zainstaluje w centrach logistycznych InPost stacje ładowania AC oraz DC. Firma będzie się także zajmować zarządzaniem ładowarkami i ich serwisem.

Elektryfikacja floty samochodowej to nie tylko kupno samochodów. Wymaga ona także przygotowań na poziomie infrastruktury ładowania. Współpraca z InPost to największy jak do tej pory projekt elektromobilny dla biznesu w Polsce. Cieszymy się, że możemy pomóc naszym partnerom realizować ambitne cele minimalizowania śladu węglowego – mówi Rafał Czyżewski, prezes GreenWay Polska.

Ponadto InPost powiększa flotę o kolejne kilkaset pojazdów elektrycznych, w tym ponad 250 Nissanów e-NV200 oraz 10 eSprinterów w Mercedes Benz, które dołączyły do obecnej floty samochodów elektrycznych InPost. Samochody będą wykorzystywane przez kurierów oraz na potrzeby dostaw do Paczkomatów® w miastach partnerskich programu Green City. To dla InPost kolejny krok rozwoju konceptu „Green City” – czyli pakietu nowoczesnych usług dla miast, który realizowany jest już w Sopocie, Rzeszowie, Łodzi, Krakowie, Kielcach, Wałbrzychu, Częstochowie, Rybniku, Białymstoku, Chełmie, Wrocławiu, Bytomiu, Gorzowie Wielkopolskim i Zielonej Górze.

Korekta na walutach

W silnych ruchach prędzej czy później pojawia się korekta. Nie inaczej było wczoraj wieczorem i dzisiaj rano. Nie do końca wiadomo, z czym ją łączyć, aczkolwiek dla osób zmuszonych kupić walutę jest to z pewnością dobra wiadomość.

Lepsze dane z Polski

Poznaliśmy wczoraj lepsze od oczekiwań dane na temat zarówno sprzedaży detalicznej, jak i produkcji budowlano-montażowej. Biorąc pod uwagę, co dzieje się na rynku nieruchomości, to i tak 4,2% wzrostu produkcji wydaje się nie być tak wysokim wynikiem. Sprzedaż detaliczna rośnie o 14,4%, co z kolei biorąc pod uwagę ilość transferów pieniężnych do gospodarki, nie powinno aż tak dziwić. Dane te pozwoliły wczoraj co najwyżej chwilowo ustabilizować złotego.

Indeksy koniunktury jednak lepsze w Europie

Wczorajsze odczyty indeksów koniunktury nie zszokowały rynków. W Europie mieliśmy zarówno subindeks przemysłowy, jak i usługowy powyżej oczekiwań. Oba znajdują się w przedziale 55-60 pkt, czyli wskazują na wyraźną przewagę optymistów nad pesymistami. W USA oba wyniki również są w tym przedziale, jednak odczyty nie są lepsze od oczekiwań. Przemysłowy wypadł realnie równie, za to usługi prezentują się gorzej. Dane te spowodowały wczoraj drobną korektę na EURUSD, jednakże dzisiaj dolar znów zyskuje.

Chwila oddechu na walutach

Polski złoty po fatalnych dwóch tygodniach w końcu dzisiaj od rana odzyskuje trochę wartości. Problem w tym, że powodem odbicia jest raczej realizacja zysków z dotychczasowego ruchu niż realna poprawa sytuacji. Pandemicznie dalej wyglądamy fatalnie, a patrząc w kalendarz, to jeżeli szybko nie uchwalimy restrykcji, to nie uchwalimy ich wcale. Mało prawdopodobny jest lockdown na najważniejsze święto w kraju. Z drugiej strony euro spadło już z wczorajszych szczytów powyżej 4,72 zł poniżej poziomu 4,68 zł. Dolar potaniał relatywnie niewiele, aczkolwiek poziom 4,17 zł to i tak dużo lepiej niż wczorajsze otarcia o 4,20 zł. Dobrą wiadomość otrzymali kredytobiorcy frankowi, gdzie zamiast 4,50 zł oglądają okolice 4,45 zł. Zmiany wyglądają na duże, ale żebyśmy mogli mówić o stabilizacji, potrzebne by było jeszcze kilka takich dni.

W kalendarium danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – wzrost PKB,
14:30 – USA – zamówienia na dobra,
16:00 – USA – Raport Uniwersytetu Michigan.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Co zrobić, aby cyberprzestępczość była traktowana jak każdy inny rodzaj przestępczości, a hakerom nie opłacało się atakować?

Od kilku lat społeczna świadomość zagrożeń cybernetycznych rośnie. Wciąż jednak można usłyszeć, oczywiście poza branżą informatyczną, że cyberataki to po prostu „coś, co zdarza się w Internecie”. Nie każdy potrafi określić i porównać skutki ataków cybernetycznych. Jest to trudne zarówno w odniesieniu do osób, które padły ofiarą oszustw internetowych, jak i przedsiębiorstw zmuszonych do zapłacenia okupu w celu odzyskania dostępu do swoich systemów. Dlatego można odnieść wrażenie, że cyberprzestępczość nie zawsze jest postrzegana i traktowana jako „prawdziwa” przestępczość.

Choć wiemy, że cyberprzestępstwo jest przestępstwem jak każde inne, niektórzy sobie tego nie uświadamiają. Trudno oczekiwać, aby ktoś poczuł się wstrząśnięty tym, iż jakiś haker przejął system międzynarodowej korporacji. Wynika to prawdopodobnie ze stereotypów, przedstawiających cyberprzestępców jako młodych, zbuntowanych geniuszy informatyki, którzy „walczą z systemem”, bo nie mają nic lepszego do roboty. Tymczasem za większością cyberataków stoją wielkie, zorganizowane i bogate organizacje przestępcze. Stosują one zaawansowane metody w celu okradania firm i instytucji publicznych, a to przecież okradane firmy i instytucje płacą nam wynagrodzenia czy świadczą nam codzienne, niezbędne usługi. Czy ktoś ma wątpliwości, że jest to przestępstwo?

Dlaczego obwiniane są ofiary?

Cyberprzestępstwo jest prawdziwym przestępstwem, a zaatakowane przez cyberprzestępców firmy są ofiarami. Ofiarami, które ponoszą straty na skutek popełnianych przeciwko nim czynów. Mimo to nasze współczucie wobec przedsiębiorstwa, które padło ofiarą ataku, jest nieporównanie mniejsze od tego, jakim gotowi jesteśmy obdarzyć pojedynczą, konkretną osobę. Gdy ktoś nam mówi, że hakerzy włamali mu się do systemu, przejęli dane osobowe i ukradli pieniądze, nigdy nie przyszłoby nam do głowy, aby go o to obwiniać. Jeśli jednak chodzi o firmy, to w następstwie cyberataków ponoszą one długotrwałe szkody na reputacji. W przypadku firm często zakładamy, że atak był spowodowany błędem lub brakiem ostrożności ofiary. Jako człowiek, który ma za sobą ponad 32 lata pracy w branży ochrony danych, nie mogę temu zaprzeczyć. Zdecydowanej większości incydentów cybernetycznych da się uniknąć. Mają one miejsce dlatego, że firmy nie przestrzegają sprawdzonych procedur, nie dbają o higienę cyfrową, używają przestarzałego oprogramowania lub nie instalują poprawek zabezpieczających.

Nie ma chyba jednak drugiego takiego typu przestępczości, w przypadku którego wszyscy skupiają się niemal wyłącznie na obwinianiu ofiar zamiast na ściganiu sprawców. Zaatakowane firmy traktowane są raczej jak winowajcy, natomiast akceptuje się fakt, że przestępcy unikają kary na skutek braku globalnie uzgodnionych ram prawnych i odpowiedniego systemu sprawiedliwości. Przykładowo, jeśli przestępca z innego kraju przebywający w Stanach Zjednoczonych popełni przestępstwo przeciwko firmie mającej siedzibę w tym kraju, to istnieją procedury dyplomatyczne, które umożliwiają postawienie tego przestępcy przed sądem i zapewnienie ofierze odszkodowania. W przypadku ataku ransomware nie ma takich możliwości.

Jak stworzyć środowisko, w którym ryzyko dla cyberprzestępców jest większe niż zysk? Niezbędna jest w tym celu współpraca międzynarodowa i międzykontynentalna. Podczas pandemii plaga ataków ransomware nasiliła się, co zachęciło liderów sektora publicznego i biznesu do podjęcia działań w celu przełamania geopolitycznego impasu, który zapewniał cyberprzestępcom bezkarność. Nie będzie to jednak łatwe, a stworzenie całościowego, sprawnie działającego rozwiązania wymaga lat.

Nauczmy bronić się sami

Podczas gdy prawo nie zapewnia nam pełnej ochrony przed cyberprzestępczością, pierwotny ludzki instynkt przetrwania podpowiada, że powinniśmy bronić się sami. Wymaga to podjęcia kilku podstawowych kroków. Po pierwsze, każde przedsiębiorstwo powinno zatrudniać dedykowanego menedżera ds. bezpieczeństwa informatycznego, pracującego na miejscu, mającego zarówno stały kontakt z kierownictwem firmy, jak i uprawnienia do podejmowania inicjatyw w zakresie bezpieczeństwa. Również w mniejszych firmach niezbędna jest osoba odpowiedzialna za cyberbezpieczeństwo i wyspecjalizowana w ochronie danych. Po drugie, przedsiębiorstwa muszą bezwzględnie przestrzegać higieny cyfrowej. Dotyczy to w szczególności obowiązkowego szkolenia wszystkich pracowników w taki sposób, aby potrafili wykrywać potencjalne ataki, wiedzieli, komu je zgłaszać i rozumieli, dlaczego jest to tak ważne. Im bardziej pracownicy będą się angażować we wdrażanie zasad higieny cyfrowej, tym większą będą mieć świadomość zagrożeń i skuteczniej im zapobiegać.

Na zakończenie jeszcze jedna rada: nigdy nie należy płacić okupu. Firmy, które płacą, dają cyberprzestępcom sygnał, że ataki ransomware to sposób na łatwe pieniądze, i zachęcają ich do kolejnych przestępczych działań. Gdy ofiary przestaną płacić, ataki ransomware staną się rzadsze, ponieważ stracą swoją skuteczność. Niezależnie od tego, że przedsiębiorstwa dotknięte cyberprzestępczością są ofiarami, mają one obowiązek ochrony wszelkich danych przez siebie używanych, przetwarzanych i przechowywanych. Płacenie cyberprzestępcom za przywrócenie dostępu do systemów nie może być traktowane jako strategia obrony, bo na dłuższą metę ona nie działa. Organy i instytucje rządowe podejmują coraz więcej działań, aby zapobiegać rozprzestrzenianiu się ataków ransomware. Firmy, które płacą okupy, mogą być ścigane i upominane przez niezależnych regulatorów.

Trzeba pamiętać, że mamy do czynienia z bezlitosnymi cyberprzestępcami, którzy działają na masową skalę, uderzając zarówno w firmy, jak i osoby prywatne. Walka z nimi wymaga podjęcia działań o zasięgu międzynarodowym, obejmujących sektor publiczny i prywatny. Nie ulega wątpliwości, że cyberprzestępczość powinna być traktowana jak każdy inny rodzaj przestępczości, a sprawcy ataków ― ścigani i karani. Firmy muszą jednak pamiętać, że to one ponoszą odpowiedzialność wobec swoich klientów i pracowników za ochronę ich danych. Wszystkie te cele można osiągnąć tylko w jeden sposób ― poprzez wdrożenie strategii nowoczesnej ochrony danych, która łączy efektywne zabezpieczenia cybernetyczne w obszarze interakcji z klientami z całościowym podejściem do tworzenia kopii zapasowych danych i przywracania systemu po awarii.

Autor: Dave Russell, wiceprezes ds. strategii korporacyjnej w firmie Veeam

Smartfony z chipami MediaTek są podatne na podsłuchy

Luki bezpieczeństwa w chipach MediaTek, instalowanych w popularnych smartfonach, pozwalają na podsłuchiwanie użytkowników oraz ukrywanie złośliwego kodu. Problem dotyczy nawet 37 proc. wszystkich smartfonów na świecie – wynika z badań przeprowadzonych przez Check Point Research. Podatność występuje głównie w coraz powszechniejszych w Polsce smartfonach marek Xiaomi, Oppo, Realme czy Vivo.

Specjaliści bezpieczeństwa z Check Point Research dokonali inżynierii wstecznej chipów wyprodukowanych przez tajwańską firmę MediaTek, której układy wykorzystywane są w około 37 proc. wszystkich smartfonów na świecie, w tym urządzeniach popularnych marek pokroju Xiaomi, Oppo, Realme czy Vivo. Badanie pozwoliło wykryć krytyczne luki bezpieczeństwa w procesorze audio, które w przypadku wykorzystania umożliwiały hakerom podsłuchiwanie użytkownika lub ukrycie złośliwego kodu.

Układy scalone MediaTek zawierają specjalną jednostkę przetwarzania AI (APU) i cyfrowy procesor sygnału audio (DSP), aby poprawić wydajność multimediów i zmniejszyć zużycie procesora. Zarówno APU, jak i audio DSP mają niestandardowe architektury mikroprocesorowe, przez co MediaTek DSP okazuje się wyjątkowo wymagającym przedmiotem badań. Ekspertów Check Point Research zaciekawiło jednak w jakim stopniu MediaTek DSP może być wykorzystywany jako wektor ataku dla cyberprzestępców.

– MediaTek jest znany jest jako producent jednego z najpopularniejszych układów dla urządzeń mobilnych. Biorąc pod uwagę jego wszechobecność, zaczęliśmy podejrzewać, że może zostać wykorzystany jako wektor ataku przez potencjalnych hakerów. Rozpoczęliśmy badania nad technologią, które doprowadziły do ​​odkrycia łańcucha luk w zabezpieczeniach, które potencjalnie mogą zostać wykorzystane do dotarcia do procesora audio chipa i zaatakowania go z aplikacji na Androida. Bez bieżących poprawek haker mógł potencjalnie wykorzystać luki w zabezpieczeniach do podsłuchiwania rozmów użytkowników Androida. Co więcej, luki w zabezpieczeniach mogły zostać wykorzystane przez samych producentów urządzeń do stworzenia masowej kampanii podsłuchowej. Chociaż nie zauważyliśmy konkretnych dowodów takiego nadużycia, szybko zdecydowaliśmy o ujawnieniu naszych ustaleń MediaTekowi i Xiaomi – wyjaśnia Slava Makkaveev, badacz bezpieczeństwa w firmie Check Point Software.

Zdaniem specjalistów badających procesor, aby zaatakować urządzenie z chipem MediaTek, napastnik-haker musiałby stworzyć złośliwą aplikację używającą interfejsu API Mediatek, która zostałaby uruchomiona przez użytkownika. Program, otrzymując uprawnienia systemowe, wysyłałby spreparowane komunikaty do sterownika audio w celu wykonania kodu w oprogramowaniu układowym procesora dźwięku. Następnie aplikacja kradłaby przepływ dźwięku i wysyłała wprost do hakera odpowiedzialnego za całą operację.

 

– Bezpieczeństwo urządzeń jest kluczowe i priorytetem dla wszystkich platform MediaTek. Jeśli chodzi o usterkę Audio DSP ujawnioną przez Check Point, pracowaliśmy sumiennie, aby zweryfikować problem i udostępnić odpowiednie środki zaradcze wszystkim producentom OEM. Nie mamy dowodów na to, że jest obecnie eksploatowana. Zachęcamy użytkowników końcowych do aktualizowania swoich urządzeń w miarę udostępniania poprawek i instalowania aplikacji tylko z zaufanych lokalizacji, takich jak Sklep Google Play – Tiger Hsu, Product Security Officer w MediaTek.

Zespół Check Point Research ujawnił swoje ustalenia MediaTek, tworząc następujące identyfikatory podatności: CVE-2021-0661, CVE-2021-0662, CVE-2021-0663. Te trzy luki zostały następnie naprawione i opublikowane w Biuletynie Bezpieczeństwa MediaTek w październiku 2021 r. Problem bezpieczeństwa w audio HAL MediaTek (CVE-2021-0673) został naprawiony w październiku i zostanie opublikowany w biuletynie bezpieczeństwa MediaTek w grudniu 2021 roku. Check Point o swoich ustaleniach poinformował również Xiaomi.

Chipy MediaTek wykorzystywane są m.in. w popularnych w Polsce urządzeniach mobilnych. Wg danych IDC najwięcej urządzeń mobilnych w 2020 roku sprzedało na polskim rynku Xiaomi, natomiast na szóstym miejscu ulokowało się, cieszące coraz większą popularnością, Oppo. W zeszłym roku na Polskim rynku zadebiutowało również Vivo. Wszystkie z wymienionych firm wykorzystują układy scalone autorstwa MediaTek.

Piotr Kowynia nowym Prezesem Nest Banku

19 listopada 2021 r. Komisja Nadzoru Finansowego wyraziła zgodę na powołanie Piotra Kowyni na stanowisko Prezesa Zarządu Nest Banku. Piotr Kowynia pełnił dotychczas funkcję pierwszego wiceprezesa Zarządu Nest Banku. Jest związany z bankiem od 2019 roku.

Piotr Kowynia ma ponad 20-letnie doświadczenie zawodowe w sektorze finansowym. Ukończył studia matematyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz Management TM ICAN Institute. W latach 2001 – 2009 zarządzał obszarem ryzyka w Fortis Banku – najpierw jako Dyrektor Departamentu Ryzyka, potem jako Dyrektor Pionu Ryzyka. Następnie przez ponad 9 lat związany był z Raiffeisen Bank Polska, gdzie pełnił funkcję Dyrektora Departamentu Zarządzania Ryzykiem. Odpowiadał m.in. za stworzenie i wdrożenie Polityki Zarządzania Ryzykiem na poziomie całego Raiffeisen Bank Polska.

Piotr zawodowo związany jest z Nest Bankiem od ponad 2 lat. W 2019 roku został powołany na Członka Zarządu Nest Banku, a od 2020 roku pełnił funkcję pierwszego wiceprezesa Zarządu. Jednocześnie, od końca 2019 r. w ramach Zarządu odpowiedzialny był za zarządzanie ryzykiem w działalności banku. Przez ten czas nie tylko wypracował nowe podejście banku do ryzyka, ale przede wszystkim brał udział w budowaniu jego nowej strategii – Jesteśmy bankiem wyspecjalizowanym w obsłudze mikro oraz małych firm i dostarczamy im usługi najwyżej jakości. Inspiruje nas siła polskich przedsiębiorców – jest to sektor premium polskiej gospodarki. Tworzy go ponad dwa miliony mikro i małych firm, które realizują ponad 50% polskiego produktu krajowego. W przyszłym roku i następnych latach z pewnością będziemy realizować obecną strategię i w dalszym ciągu wspierać rozwój przedsiębiorców za pomocą nowoczesnych i pomysłowych rozwiązań. – mówi Piotr Kowynia

Poprzedni prezes Nest Banku Marek Kulczycki złożył rezygnację 23 listopada 2021r. Marek Kulczycki był prezesem Nest Banku od 2016 roku – Miałem przyjemność kierować Nest Bankiem od początku jego działalności. Przez ten czas stworzyliśmy praktycznie od podstaw naprawdę silną markę bankową, która obecnie jest w stanie konkurować ze znacznie większymi instytucjami. Co więcej, w ostatnich dwóch latach pokonaliśmy większość przeciwności, pogłębiliśmy naszą specjalizację i staliśmy się nowoczesnym bankiem dla mikro i małych firm. Bardzo dziękuję całemu Zarządowi, kadrze menedżerskiej oraz wszystkim pracownikom za wspólne lata intensywnej pracy. Jestem przekonany, że zostawiam Nest Bank w najlepszych rękach. Miałem przyjemność pracować z Piotrem przez ostatnie 2 lata i wiem, że jest on doskonałym liderem i ma wizję, która pozwoli Nest Bankowi i jego klientom osiągnąć sukces – mówi Marek Kulczycki

Spójność i aktualność danych ESG istotnym wyzwaniem dla instytucji finansowych

Wysokiej jakości dane z zakresu ESG (czynniki związane ze środowiskiem, społeczną odpowiedzialnością oraz ładem korporacyjnym) mają kluczowe znaczenie dla instytucji finansowych na całym świecie. Jednak w wyniku braku standaryzacji danych oraz braku spójności w definicjach ESG, wiele organizacji z sektora usług finansowych stoi obecnie przed szerokim spektrum wyzwań, wśród których można wymienić przede wszystkim: zachowanie spójności, wiarygodności i aktualności ujawnianych danych ESG oraz trudności z ich porównaniem z uwagi na wiele sposobów ich prezentacji. Kwestie związane z ESG dają jednocześnie instytucjom finansowym nowe możliwości – w zakresie budowania wartości, tworzenia nowych produktów oraz utrzymywania przewagi konkurencyjnej.

Potrzeba dostępu do wysokiej jakości danych z zakresu ESG ma kluczowe znaczenie dla pomocy przedsiębiorstwom w osiągnięciu ich celów i ambicji w zakresie zrównoważonego biznesu. Czynniki ESG w coraz większym stopniu wpływają na decyzje podejmowane przez liderów branży finansowej – od codziennych wyborów operacyjnych po długoterminowe planowanie strategiczne. Firmy są obecnie oceniane nie tylko pod względem generowanych zysków, ale również na podstawie szerokiego zakresu kryteriów ESG. Organizacje muszą rozliczać się ze swoich postępów w tym zakresie przed szerokim gronem interesariuszy.

Wiele czynników sprawia, że kwestie związane z ESG znajdują się w centrum działań instytucji finansowych – przede wszystkim należy wymienić zainteresowanie klientów produktami ESG, rosnącą potrzebę włączenia agendy ESG do strategii HR w celu przyciągnięcia talentów do firm oraz zapotrzebowanie ze strony inwestorów i udziałowców. Popularność produktów ESG rośnie na całym świecie. W Stanach Zjednoczonych na koniec 2020 roku aktywa z tytułu zrównoważonego inwestowania osiągnęły 17,1 bilionów dolarów, co stanowi wzrost o 42% w porównaniu z 2018 rokiem. Jednocześnie europejskie fundusze stosujące strategie ESG w zeszłym roku pobiły rekord osiągając wartość 1,4 biliona dolarów zarządzanych aktywów – mówi Iwona Galbierz-Sztrauch, Partner w Dziale Usług Doradczych dla Sektora Finansowego, Lider ESG w KPMG w Polsce.

Obecnie wyzwaniem dla wielu organizacji jest brak możliwości wykorzystania w pełni agendy ESG ze względu na trudności z gromadzeniem i przechowywaniem danych ESG. Wiele instytucji finansowych zwraca również uwagę na brak dostępu do istotnych biznesowo danych.

Brak jednolitej definicji ESG i standardów raportowania istotnym wyzwaniem dla instytucji finansowych

Zanim instytucje finansowe zaczną myśleć o definiowaniu i zaspokajaniu swoich potrzeb w zakresie danych, muszą zmierzyć się z problemem, który wynika z braku globalnie uzgodnionej definicji terminu ESG oraz braku ustandaryzowanych definicji i zakresu raportowania ESG. Termin ESG jest często używany w dość ogólnym znaczeniu i zamiennie z takimi określeniami jak np. zrównoważony rozwój. Dodatkowo nawet w samym ustawodawstwie brakuje standardowej terminologii.

Obecnie najważniejszym pierwotnym źródłem danych ESG są przedsiębiorstwa i inne organizacje, które ujawniają samodzielnie zebrane informacje związane ze zrównoważonym rozwojem. Wobec braku globalnego porozumienia w sprawie zharmonizowanego ujawniania informacji, opracowano szeroki zakres standardów i ram, które są stosowane przez przedsiębiorstwa oraz instytucje finansowe na zasadzie dobrowolności (tylko w niektórych jurysdykcjach dany standard raportowania może być narzucony przepisami prawa). Należą do nich: The Global Reporting Initiative, standardy Rady Standardów Rachunkowości Zrównoważonego Rozwoju oraz The Task Force on Climate-related Financial Disclosures – mówi Andrzej Gałkowski, Partner w Dziale Usług Doradczych dla Sektora Finansowego, Lider doradztwa dla sektora bankowego w KPMG w Polsce.

W wyniku braku standaryzacji danych oraz braku spójności w definicjach ESG, wiele organizacji z sektora usług finansowych staje przed szerokim spektrum wyzwań, wśród których należy wymienić m.in.:

  1. Niespójność i trudność porównywania danych ESG ujawnianych na zasadzie dobrowolności wobec braku międzynarodowych i ustandaryzowanych obowiązków w zakresie ujawniania informacji ESG, firmy często mają swobodę w podejmowaniu decyzji o tym, czy raportować informacje niefinansowe. W przypadku ujawniania informacji, dobrowolnie lub nie, mają one do wyboru wiele standardów, co utrudnia porównywanie ich z innymi organizacjami.
  2. Zagrożenie wynikające ze współzależności danych ESG – słabości danych są potęgowane w trakcie tego procesu przekazywania ich od pierwotnego źródła finalnego odbiorcy. Podmioty zbierające i dostawcy danych polegają na ujawnionych przez siebie informacjach i interpretują te dane zgodnie z własnymi różnymi praktykami.
  3. Nieweryfikowalność i niespójność danych ESG gromadzonych przez dostawców – agregatorzy danych ESG spełniają użyteczną funkcję, jednak często nie są w stanie niezależnie weryfikować danych, a ich silniki analityczne mają różną strukturę. W rezultacie otrzymane wyniki mogą być ze sobą sprzeczne. Ze względu na brak standaryzacji firmom mogą zostać przypisane bardzo różne oceny ESG, a instytucje finansowe nie zawsze są w stanie ocenić dokładność tych ocen.
  4. Niekompletność danych ESG – jakość i liczba raportów ESG jest bardzo zróżnicowana w zależności od jurysdykcji, klasy aktywów i wielkości firmy. Na wielu rynkach jest bardzo mało dostępnych danych ESG, z którymi mogą pracować instytucje finansowe. Danych ESG brakuje m.in. w przypadku mniejszych przedsiębiorstw publicznych. Brakuje również szczegółowej informacji na temat wpływu czynników ESG na poziomie lokalnym.
  5. Nieaktualność danych ESG – praktycznie wszystkie dane ESG są retrospektywne, często znacznie, biorąc pod uwagę wydłużone ramy czasowe sprawozdawczości korporacyjnej. Każda ocena wyników ESG korporacji ocenia organizację na podstawie tego, gdzie była w danym momencie, a nie tego, gdzie znajduje się obecnie.

Sektor usług finansowych musi zacząć stawiać czoła licznym wyzwaniom związanym z danymi ESG. Właściwe rozwiązanie musi zapewniać zbiór danych obejmujący wszystkie podmioty, w które dana instytucja inwestuje lub z którymi prowadzi interesy, dostarczać informacji na temat każdego elementu środowiska, społeczeństwa i ładu korporacyjnego, a także środki umożliwiające porównanie wyników w zakresie kluczowych kwestii w każdym z tych obszarów w ramach całego portfela. Rozwiązanie musi również umożliwiać firmom gromadzenie dużej liczby informacji w odpowiednim czasie. Warto podkreślić, że nie istnieje jedna uniwersalna odpowiedź na wyzwania związane z danymi ESG, ponieważ potrzeby i przypadki ich użycia przez poszczególne instytucje finansowe są diametralnie różne – mówi Iwona Galbierz-Sztrauch, Partner w Dziale Usług Doradczych dla Sektora Finansowego, Lider ESG w KPMG w Polsce.

Zlikwidowanie luk w danych ESG będzie prawdopodobnie wymagało znacznych inwestycji w nowe umiejętności i zasoby. Konieczne będzie pozyskanie nowych źródeł danych, nowych narzędzi i metodologii umożliwiających dostęp do tych zasobów i uzyskanie z nich użytecznych informacji, a także technologii umożliwiających przetwarzanie informacji na dużą skalę.

Sprostanie wyzwaniom, jakie stawiają dane ESG będzie wymagało nakładu pracy, ale wraz z tymi wyzwaniami pojawiają się również nowe szanse – m.in. w zakresie opracowywania nowych produktów i rozwiązań dla klientów, które nie tylko zapewniają wartość dodaną, ale umożliwiają utrzymanie przewagi konkurencyjnej i napędzanie zrównoważonego rozwoju.

O Raporcie:

Publikacja KPMG International pt. „Closing the disconnect in ESG data” bada wyzwania i możliwości związane z danymi ESG, przed którymi stoi branża usług finansowych. Publikacja odpowiada, w jaki sposób dzięki dostępowi do bardziej szczegółowych danych ESG instytucje finansowe mają szansę zapewnić sobie przewagę konkurencyjną, jednocześnie zwiększając swoje szanse na osiągnięcie pozytywnych wyników społecznych. Jest to pierwszy raport z trzyczęściowej serii poświęconej likwidacji luki w danych ESG w usługach finansowych.

Luka na rynku pracy w Polsce

Polska znalazła się na pierwszym miejscu w UE i drugim na świecie w prognozach Międzynarodowej Organizacji Pracy (MOP) pod względem skali odbudowy rynku pracy w okresie kryzysu COVID-19. W 2020 roku spadek liczby przepracowanych godzin wyniósł w naszym kraju 2,1 proc. – był najniższy w całej UE i trzeci najniższy w skali globu. Mimo tego, w okresie po lockdownach na europejskich rynkach pracy nastąpiło niespodziewane zjawisko. Powstała luka na rynku pracy – pomiędzy rosnącym popytem na rynku oraz odroczonym po okresie lockdownów a niewystarczającą podażą. Widzimy to bardzo wyraźnie na rynkach energii, surowców, półproduktów i komponentów – ale obserwujemy też to na rynku pracy. Ta podaż nie odbudowała się po kryzysie wynikającym z COVID-19 – co powoduje, że dzisiaj w Unii Europejskiej pracuje o 3 mln osób mniej niż przed okresem pandemicznym. Według najnowszej prognozy MOP na koniec tego roku w Polsce liczba przepracowanych godzin ma zwiększyć się o 2,4 proc. Poza Polską jedynie dwa kraje UE mają odnotować pozytywny bilans przepracowanych godzin pracy względem okresu sprzed pandemii COVID-19.

– Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to, że w tym samym czasie lawinowo rośnie pula nieobsadzonych miejsc pracy w gospodarkach. W Polsce pula wakatów wzrosła w II kwartale 2021 roku o 75% wobec I kwartału. Warto zwrócić uwagę na lukę, która powstała na rynku pracy – co wynika z masowej dezaktywizacji, szczególnie osób młodych – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Kubisiak, zastępca dyrektora Polskiego Instytutu Ekonomicznego. – Osoby te wpadały często w bierność zawodową, która jest pod pewnym względem gorsza od bezrobocia. Młodzi tracili pracę, po czym nie chcieli znajdować nowej i bardzo często dzisiaj znajdują się poza rynkiem pracy. Jest to zjawisko powszechne, występujące w większości krajów rozwiniętych. Skutkuje to tym, że obecnie firmy – przy wysokich potrzebach realizacji popytu oraz niewystarczającej mocy produkcyjnej – chcą zwiększać zatrudnienie, po czym odbijają się od braków podażowych na rynku pracy. Dla większości światowych gospodarek głównym wyzywaniem jest to, aby aktywizować młodych ludzi do pracy. Z drugiej strony na naszych oczach będzie się rozwijać batalia o pracowników transgranicznych. Z polskiej perspektywy ważne informacje płyną z niedawnych danych GUS – które pokazały, że mamy pierwszy tak wyraźny spadek polskiej emigracji o prawie 180 tys. osób. Jest to największy spadek emigracji od czasu wejścia Polski do Unii Europejskiej. Z perspektywy krajowego rynku pracy informacja ta jest bardzo istotna, ponieważ powrót emigrantów do kraju może poprawić sytuację na rynku – wyjaśnia Kubisiak.

Zakupy na raty znikną ze sklepów internetowych?

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) wskazuje, że przepychany przez Ministerstwo Sprawiedliwości projekt ustawy nazwany „w celu przeciwdziałania lichwie” został „wzbogacony” o przepis, który praktycznie likwiduje możliwość kupowania towarów na raty w internecie. Taką usługę wprowadziły u siebie już popularne platformy zakupowe i wiele e-sklepów. O tym, że resort sprawiedliwości wprowadził nowe regulacje przedsiębiorcy dowiedzieli się tuż przed zaplanowanym na 30 listopada przyjęciem ich przez rząd! To oznacza, że firmy pożyczkowe czy Kuriozalny jest również zapis wyłączający spod reżimu tego przepisu banki i kasy spółdzielczo-oszczędnościowe. rozwijające się firmy świadczące usługi BNPL będą miały bardziej restrykcyjne zasady weryfikacji zdolności kredytowej niż podmioty ściśle kontrolowane przez KNF w celu ochrony depozytów ich klientów.

Proponowany całkiem nowy art. 10a ustawy o kredycie nakazuje, by każdy udzielający kredytu konsumenckiego (a więc również sprzedaży ratalnej czy BNPL, „buy now, pay later”) musiał odebrać od konsumenta oświadczenie o jego dochodach i wydatkach w celu dokonania oceny zdolności kredytowej konsumenta i analizy ryzyka kredytowego. Oświadczenie to ma być potem integralną częścią umowy kredytowej. Od wyniku takiej oceny i analizy jest uzależnione udzielenie kredytu konsumenckiego – niezależnie czy mówimy o kwocie 100 zł czy 5000 zł. To jednak nie wszystko. Kredytodawca miałby również obowiązek zweryfikować to oświadczenie w oparciu o przedstawione przez konsumenta dokumenty sporządzone przez pracodawcę, organy administracji publicznej (np. ZUS) lub w bazach danych takich jak BIK czy BIG. Problem w tym, że takich danych nikt nie gromadzi, a żadna instytucja państwowa ich nie udostępni firmie pożyczkowej czy sklepowi internetowemu. Nie ma do tego żadnej podstawy prawnej, a dane te chronią regulacje RODO. Przepis jest więc niewykonalny. A jeśli oświadczenie nie zostanie zweryfikowane, kredytodawca nie będzie mógł skutecznie zbyć wierzytelności powstałej z tytułu takiej umowy, jeśli konsument jej nie spłaci.

„Resort sprawiedliwości w uzasadnieniu ustawy mówi o konieczności ochrony starszych konsumentów przed skutkami lichwy, czyli w ich rozumieniu wysokich kosztów pożyczek. Pomija dane mówiące o tym, że osoby 65+ to zaledwie 6,2 proc. klientów online. Wrzutka resortu sprawiedliwości jest nie tylko niesprawiedliwa, ale też w ogóle nie odzwierciedla obecnych możliwości technicznych w zakresie metod ustalania dochodów osób fizycznych. Prawdopodobnie wynika to z tego, że tworzący te przepisy nie dokonali analizy zmieniającego się w ostatnich latach rynku. Dane zaprezentowane w uzasadnieniu pochodzą najczęściej z lat… 2014-2016. Laik nawet przyzna, że w tym czasie wiele się na rynku musiało zmienić. Szczególnie, gdy mówimy o sprzedaży online” – podkreśla Arkadiusz Pączka, wiceprzewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP).

Polskie MŚP w cyfrowym ogonie Europy. Czego potrzebujemy, by nadgonić już nie tyle Zachód, co naszych sąsiadów w regionie?

Dla blisko 80 proc. firm z sektora MŚP podczas wdrażania oprogramowania do zarządzania biznesem kluczowe jest profesjonalne doradztwo oraz kompleksowe wsparcie ze strony dostawcy. Kwestie finansowe mają drugorzędne znaczenie. Takie wnioski płyną z raportu Symfonii, producenta oprogramowania dla sektora MŚP, w którym zapytano małe i średnie firmy o rozwiązania, które usprawniłyby proces cyfryzacji.

75 proc. małych i średnich firm cyfryzuje swój biznes, większość postrzega ten proces jako źródło korzyści. Niemniej wchodzenie na ścieżkę digitalizacji jest różne w zależności od specjalizacji. Cyfryzację księgowości i sprzedaży deklaruje odpowiednio 67,5 proc. oraz 59,2 proc. firm, ale pozostałe specjalizacje wypadają już znacznie słabiej. Cyfrowe wsparcie marketingu ma 28 proc. badanych przedsiębiorstw, cyfrowe zarządzanie zasobami ludzkimi 26,5 proc., cyfrową logistykę 23,5 proc., a produkcję zaledwie 12,2 proc. Potencjał do rozwoju cyfryzacji w MŚP jest zatem ogromny.

Cyfryzacja przedsiębiorstw w Polsce przyspieszyła i to znacznie, ale to nadal za mało, by nadgonić dystans jaki dzieli nas od reszty Europy. Komisja Europejska w listopadzie 2021 roku opublikowała najnowszy ranking indeksu gospodarki cyfrowej i społeczeństwa cyfrowego (DESI). I niestety spadliśmy w nim w stosunku do roku ubiegłego o jedną lokatę, zajmując dopiero 24 miejsce na 27 klasyfikowanych państw Unii Europejskiej. Za nami są już tylko Grecja, Bułgaria i Rumunia, a więc wyprzedają nas wszystkie kraje bałtyckie, Czechy, Słowacja. W kategorii „integracji cyfrowych technologii w działalności przedsiębiorstw” szacuje się, że około 52 proc. polskich firm osiągnęło co najmniej podstawowy poziom cyfryzacji. Unijna średnia to 60 proc.. Z kolei z rozwiązań chmurowych korzysta 15 proc. przedsiębiorstw, przy średniej 26 proc. w całej Wspólnocie. To ogromne dysproporcje – komentuje Piotr Ciski, prezes zarządu Symfonii, producenta oprogramowania dla firm z sektora MŚP.

MŚP potrzebuje większego wsparcia w cyfryzacji

Raport Symfonii ukazuje, że potrzeby sektora MŚP w zakresie cyfryzacji nie sprowadzają się wyłącznie do kwestii finansowych. Odpowiadając na pytanie „Które rozwiązania usprawniające cyfryzowanie biznesu byłyby pomocne dla firm?” aż 79 proc. badanych wskazało na profesjonalne doradztwo. Sektor MŚP jest mocno zróżnicowany, podobnie jak oferta rynkowa oprogramowania i szerzej technologii dla biznesu. Dlatego wchodząc na nowe dla wielu firm tory – cyfrowego zarządzania biznesem, zarządzający oczekują pomocy w ocenie i wyborze najlepiej dopasowanych do ich potrzeb rozwiązań. W tym takich, które wraz ze zmieniającymi się potrzebami firmy w przypadku np. wzrostu czy spadku zamówień nadal będą spełniały swoją rolę.

Idąc dalej w procesie transformacji cyfrowej, kolejne 78,2 proc. przedsiębiorstw oczekuje kompleksowego wsparcia samej instalacji oprogramowania. Dobre wdrożenie rozwiązań IT, uwzględniające zarówno pomoc czysto technologiczną, jak i szkoleniową, jest kluczowe, by całe cyfryzacyjne przedsięwzięcie się powiodło. Sami przedsiębiorcy wskazują w badaniu na takie bariery wdrożeniowe, jak: czas, jaki trzeba poświęcić na wprowadzenie nowych rozwiązań; trudności w integracji nowej technologii z już stosowanymi w firmie; niechęć pracowników do zmian. Te trzy bariery były wymieniane jako największe wyzwania w procesie cyfryzacji biznesu.

Rozwiązania związane z finansowaniem cyfryzacji

Co ciekawe, zaledwie 2,2 proc. firm z sektora MŚP wskazuje brak środków finansowych jako wyłączną barierę powstrzymującą przed inwestycjami w cyfryzację. Dla pozostałych kwestie kosztów i wsparcia w tym obszarze są tylko jednym z problemów, którym muszą stawić czoła. W odpowiedzi na pytanie o finanse 70,5 proc. badanych przedsiębiorców wskazało, że pomocna w cyfryzacji byłaby możliwość bezzwrotnego finansowania inwestycji, 68 proc. jako pomocne widzi rabaty na wdrożenie technologii informatycznej, 54 proc. liczyłoby na długie odroczenie płatności. Pozostałe propozycje – ułatwienie w otrzymaniu leasingu lub kredytu oraz abonament na technologię informatyczną zamiast zakupu na własność jako pomocne wskazało odpowiednio 41,8 proc. oraz 40,2 proc. badanych firm.Rozwiązania związane z finansowaniem cyfryzacji

Rynek oferuje obecnie coraz więcej możliwości finansowania cyfryzacji. Poza kredytami, leasingami i funduszami europejskimi pojawiły się także rozwiązania abonamentowe, które obniżają barierę finansową korzystania z cyfrowych rozwiązań, zwłaszcza wśród małych i średnich przedsiębiorstw. Ten sektor potrzebuje obecnie wsparcia merytorycznego i zrozumienia specyfiki ich działalności oraz sytuacji rynkowej, stąd tak duże zainteresowanie profesjonalnym doradztwem oraz kompleksowym wsparciem – mówi Piotr Ciski, prezes zarządu Symfonii.

Badanie „Inwestycje w technologie w dobie pandemii. Nowe wyzwania MŚP: cyfryzować czy oszczędzać?” zostało zrealizowane przez Keralla Research Instytut Badań i Rozwiązań B2B, w dniach 21.06-06.08.2021 r., na ogólnopolskiej próbie losowo-kwotowa 400 małych (10-49) i średnich firm (50-249) o typ działalności: usługi, handel, produkcja; techniką CATI.

Do chmury najszybciej przekonują się „najmniejsi”

Jak informuje ostatnia edycja raportu GUS – Społeczeństwo Informacyjne w Polsce, liczba małych przedsiębiorstw, które korzystają z płatnych usług w chmurze wzrosła względem poprzedniego analizowanego roku o niemal 50%.

W przypadku średnich firm, odsetek ten wyniósł 35%, zaś dla dużych przedsiębiorstw był równy 14%. Oznacza to, że dynamika implementacji cloud computingu w Polsce jest zdecydowanie najwyższa wśród mikro oraz małych przedsiębiorstw. Wynika to najczęściej z faktu, iż decydują się one na zakup rozwiązań chmurowych po raz pierwszy, cyfryzując procesy, które w dużych organizacjach zostały zdigitalizowane już dużo wcześniej. I nadal potrzebują pogłębiania swojej wiedzy z tego zakresu.

Trudniejszy start

Możliwości rozwiązań chmurowych, ich całkowity koszt użytkowania (TCO), rodzaje usług i wiele podobnych zagadnień to kwestie dość oczywiste dla dużych firm i korporacji. Najczęściej, mają one wydzielone w swojej strukturze departamenty czy działy IT, na bieżąco obserwujące rynek technologii i podpowiadające zarządom którą drogą cyfrowej transformacji podążyć, by jak najszybciej zobaczyć efekty. W przypadku małych oraz średnich przedsiębiorstw, sytuacja prezentuje się już zgoła odmiennie. – W niewielkich firmach nie ma zwykle nie tyle działów, co nawet osób zajmujących się wyłącznie obszarem IT, którzy dysponują wiedzą z zakresu technologii chmurowych i mają świadomość tego, co może im zaoferować. W tym sektorze przedsiębiorstw panuje często także przekonanie, że są to rozwiązania bardzo drogie, zarezerwowane wyłącznie dla dużych graczy. Cieszy fakt, że to właśnie małe firmy przekonują się do chmury najszybciej, niemniej ze swoich doświadczeń obserwuje tu także niesłabnąca potrzebę budowania świadomości na jej temat i obalania związanych z nią mitów – tłumaczy Marcin Zmaczyński z Aruba Cloud.

Wiedza otwiera drogę

Na drodze do powszechnego zwrotu w stronę cloud computingu małych czy średnich firm wciąż stoją pewne bariery, dostrzegane nie tylko przez polskie przedsiębiorstwa, ale również europejskie czy te działające za oceanem. Opublikowane właśnie przez NETdepot badanie dowodzi, że ponad jedna trzecia niewielkich firm wciąż czuje się niekomfortowo lokując swoje prywatne dane w środowiskach chmurowych. Co piąta uważa, że przed migracją powstrzymuje ją brak wiedzy i zrozumienia mechanizmów działania clooud computingu – tyle samo obawia się utraty swoich danych po ich przeniesieniu na zewnętrz swojej organizacji. Niemal wszyscy jednak (95%) dostrzegają jeden z kluczowych benefitów operowania w chmurze – zdalny dostęp do firmowych plików z dowolnej lokalizacji i dowolnego urządzenia. – To już pewien sygnał na stopniowe rozpoznawanie funkcjonalności chmury, który tutaj akurat w ogromnej mierze jest efektem pandemii i przejścia na pracę zdalną. Konkretnie i zrozumiale przedstawiający jedną z możliwości cloud computingu. By zaznajomić sektor MŚP, w tym osoby zupełnie niezaznajomione z zagadnieniami technicznymi czy informatycznymi, z całym obrazem tej technologii, potrzebujemy prosto i przejrzyście tłumaczących ją materiałów. Jeden z nich, zatytułowany „Chmurowy przewodnik dla małych i średnich firm, czyli wszystko, co musisz wiedzieć o chmurze” przygotowaliśmy właśnie w takim toniejest on dostępny do pobrania za darmo na naszej stronie internetowej – dodaje Marcin Zmaczyński z Aruba Cloud.

MŚP napędem gospodarki

Jak informuje najnowsza analiza firmy McKinsey Cloud 2030: Capturing Poland’s potetntial for accelerated digital growth, powszechna implementacja usług chmurowych przez polskie firmy oraz instytucje administracji publicznej wniesie do krajowej ekonomii wartość odpowiadająca 4% polskiego PKB, czyli ok. 27 miliardów euro, do 2030 roku. Biorąc pod uwagę dynamikę wdrażania cloud computingu wśród małych i średnich przedsiębiorstw, oraz fakt, iż są oni najliczniej reprezentowanym sektorem polskiej gospodarki, niewątpliwie w ogromnym stopniu przyczynią się oni do wygenerowania tej kwoty.

Rekordowe pół biliona złotych zadłużenia w kredytach hipotecznych

Łączna kwota zadłużenia polskich gospodarstw domowych wynosiła ponad 712 miliardów zł pod koniec III kwartału 2021. W czasie pandemii Polacy nie tylko biorą kredyty hipoteczne na najwyższe kwoty w historii, ale też zaciągają ich bardzo dużo i wnoszą najwyższe jak do tej pory wkłady własne. W IV kwartale 2021 łączne zadłużenie z tytułu kredytów hipotecznych przekroczyło 500 miliardów zł.Kredyty hipoteczne w latach 19-21

Mimo podniesienia stóp procentowych, które zaowocowało znacznym wzrostem kosztów kredytowania, liczba wniosków o kredyty hipoteczne w dalszym ciągu pozostaje wysoka. Dlatego eksperci rankomat.pl przeanalizowali, jak Polacy zadłużali się w czasie pandemii.

Zadłużenie z tytułu kredytów hipotecznych

Pomiędzy IV kwartałem 2019, a II kwartałem 2021 zadłużenie Polaków z tytułu kredytów hipotecznych wzrosło z 443 miliardów do 486 miliardów zł. Dziś wynosi już ponad 500 miliardów. Oczywiście na wzrost samej kwoty miały wpływ takie czynniki jak spadek wartości pieniądza (inflacja) czy wzrost ceny mieszkań. 10% wzrost wartości zadłużenia w ciągu 1,5 roku jest istotny, ale znacznie ciekawszy obraz polskiego rynku kredytów hipotecznych dają dane z poszczególnych kwartałów.

Porównanie pensji i cen mieszkań w stolicy

Mniej kredytów z 10%, a więcej z 20% wkładem własnym

Dane AMRON-SARFiN wskazują, że wkłady własne urosły także ze względu na zwiększony udział kredytów o wkładzie własnym wynoszącym 20-50% wartości nieruchomości. Kredytobiorcy uzbierali więc większe wkłady własne nie tylko kwotowo, ale i procentowo.

Co ciekawe, znacznie wzrósł odsetek kredytów zaciąganych przy co najmniej 20% wkładzie własnym, a zmalał odsetek kredytów z 10% wkładem własnym. W IV kwartale 2019 roku 42% kredytów hipotecznych zostało udzielonych z wkładem własnym wynoszącym poniżej 20%. Rok później było to już tylko 34,6%, a w II kwartale 2021 jedynie 29,8%.

W tym samym czasie udział kredytów mieszczących się w zakresie 20-50% wkładu własnego wzrósł z 36% do ponad 50%. Odsetek kredytów zaciąganych z wkładem własnym powyżej 50% (często kredyty na remont, a nie zakup nieruchomości) pozostał na podobnym poziomie.

Rekordy na rynku kredytów mieszkaniowych zostały pobite tuż przed znacznym wzrostem ich kosztów. Kredytobiorcy byli jednak na tę sytuację dość dobrze przygotowani. Zbierając wyższe, 20% i większe, wkłady własne, otrzymywali kredyty na lepszych warunkach. Dzięki temu nie powinni mieć trudności z ich spłatą nawet przy podwyższonych stopach procentowych – komentuje Michał Mucha ekspert rankomat.pl.

Zadłużenie z tytułu pożyczek i kredytów gotówkowych

Na rynek pożyczek pozabankowych, które stanowiły sporą część zadłużenia Polaków, silnie wpłynęła tak zwana Ustawa Antylichwiarska. Ograniczyła ona maksymalne roczne oprocentowanie pożyczek do poziomu, w którym udzielanie ich stało się w praktyce nieopłacalne. Większość firm pożyczkowych zdecydowała się w 2020 roku zamknąć działalność lub znacznie ją ograniczyć.

Bardzo ograniczyło to możliwości zaciągania pożyczek i prawdopodobnie wpłynęło na fakt, że w ciągu jednego roku pandemii ubyło w Polsce 90 000 niesolidnych dłużników, jednocześnie ponad 10% polskich rodzin zbudowało, choć minimalne oszczędności w tym czasie. Dlatego 2020 rok był raczej rokiem oszczędzania i ograniczania zadłużenia. Według raportu BIK w zeszłym roku pożyczyliśmy od banków w ramach kredytów gotówkowych o 30% mniej niż w 2019.

Zgodnie z przewidywaniami, pierwsze miesiące 2021 przyniosły odwrócenie tego trendu. W czerwcu 2021 udzielono pożyczek na kwotę o 119% (ponad dwukrotnie) wyższą niż w tym samym miesiącu rok temu. Oznacza to powrót do wartości sprzed pandemii.  

Zadłużenie Polaków – kto zadłuża się najbardziej?

Jak wynika z danych portalu Infor.pl, oraz raportów KRD najbardziej zadłużone są osoby w wieku 35-44 lata. To wiek, w którym mamy bardzo wysoką zdolność kredytową w zakresie kredytów hipotecznych. Zarobki w tej grupie wiekowej są znacznie wyższe niż wśród osób młodszych oraz mają one dostatecznie dużo czasu na spłatę, by warto było im powierzać duże kwoty. Jednocześnie widoczny jest trend spłacania długów wśród osób starszych. Pomiędzy II kwartałem 2020 i II kwartałem 2021 zadłużenie osób poniżej 35 roku życia nieznacznie wzrosło, natomiast spadło zadłużenie u osób starszych. Wśród nich jest jednak prawdziwy rekordzista, który przekroczył 76 milionów długu.

Na podstawie raportów AMRON-SARFiN możemy porównać wartość nowych umów kredytowych zawartych przez Polaków w czasie pandemii. Na wyniki z IV kwartału 2019 COVID-19 nie wpłynął. 15,7 miliarda w nowo zaciągniętych kredytach hipotecznych wynikało więc jak najbardziej z potrzeb rynkowych. W I połowie 2020 początki pandemii spowodowały krótkotrwałą panikę na rynku finansowym. Banki przyznawały kredyty mniej chętnie, a kredytobiorcy podchodzili z dystansem do zadłużania. Wartość nowych umów w II kwartale 2020 spadła wówczas do 13,4 miliarda.
Pod koniec 2020 mimo lockdownów, zamknięcia wielu sektorów gospodarki i światowej pandemii, wartość kredytów nie tylko wzrosła, ale nawet przekroczyła wartości z 2019. Prawdziwy boom nadszedł jednak w 2021. W II kwartale 2021 Polacy pożyczyli od banków ponad 22 miliardy w kredytach hipotecznych, zawierając rekordowe 67 tysięcy umów.

Wygląda na to, że podczas pandemii Polacy przekonali się do zaciągania kredytów hipotecznych i to masowo. W tym samym czasie wzrosła też wysokość przeciętnego kredytu hipotecznego z 277 tysięcy zł do 329 tysięcy. Różnica ta wynika przede wszystkim ze wzrostu cen mieszkań i domów.Dłużnicy w Polsce

Najbardziej zadłużeni są mieszkańcy Mazowsza, choć według raportów GUS najwięcej w 2021 roku zarabiają mieszkańcy województw Pomorskiego, Śląskiego, Dolnośląskiego i Małopolskiego.

Skutki ekonomiczno-gospodarcze „czwartej fali” wirusa

Trwa globalna „czwarta fala” zakażeń (patrz wykres), podczas gdy zbliżamy się do zimy na półkuli północnej. Spowoduje to spowolnienie, ale nie wykolei trwającego ponownego przyspieszenia gospodarczego, i zredukuje „ponowne otwieranie” tematów giełdowych, od podróży po turystykę. Gospodarki i konsumenci są coraz bardziej odporni na każdą nową falę. Oczekiwania są już niskie w przypadku wielu ponownie otwieranych segmentów. Obszary „zero tolerancji”, takie jak Chiny, mogą ucierpieć najbardziej.

WZROST LICZBY PRZYPADKÓW

Globalne przypadki nowych zakażeń wynoszą ponad 500 000 dziennie, czyli o jedną trzecią więcej niż w najlepszym momencie listopada. Wynika to z gwałtownego wzrostu w Europie, co prowadzi do nowych restrykcji, a sytuacja może się jeszcze pogorszyć wraz z postępem zimy. Oksfordzki „Indeks rygorystyczności”, który mierzy stopień ograniczeń gospodarczych, różni się znacznie w zależności od kraju. W Chinach wynosi ponad 70, w Niemczech 55, a USA jest stosunkowo niski – 45, co odzwierciedla bardzo różne podejścia do polityki. Jednak wszystkie pozostają znacznie powyżej zerowego poziomu sprzed pandemii, co wskazuje na wciąż znaczący wpływ wirusa na gospodarki.

SKUTKI

Każda kolejna fala ma coraz mniejsze skutki ekonomiczne. Zachowania konsumentów uległy zmianie. 53 proc. światowej populacji otrzymało co najmniej jedną dawkę szczepionki. Liczba zatwierdzonych szczepionek i terapii stale rośnie. Śmiertelność spadła do 1,3 proc. przypadków – to ułamek poziomu przed szczepieniem przy wcześniejszych falach. Najnowszy europejski perspektywiczny wskaźnik PMI odbił się od najniższego poziomu od sześciu miesięcy do ekspansywnego poziomu 56, pokazując tę odporność w praktyce.ekonomiczno-gospodarcze

Ben Laidler, strateg ds.rynków globalnych w eToro

Polskie firmy o barierach w prowadzeniu społecznie odpowiedzialnego biznesu

„Chcemy prowadzić działania społecznie odpowiedzialne, jednak brakuje jasnych przepisów, stabilności i transparentności”, tak mówią przedstawiciele największych polskich firm i organizacji. To na bazie ich opinii powstały rekomendacje, które mają pomóc w uregulowaniu najbardziej problematycznych kwestii w dziedzinie społecznej odpowiedzialności biznesu.

Eksperci są zgodni – biznes ma narzędzia i środki finansowe, aby realnie wspomagać rozwiązywanie problemów społecznych. Potrzebuje jednak jasnych przepisów, stabilności gwarantującej powodzenie przedsięwzięcia i transparentności. Tak wynika z konsultacji przeprowadzonych przez Social Impact Alliance for Central & Eastern Europe, UN Global Compact Network Poland, Kantar Polska oraz kancelarię Dentons pomiędzy 26 maja a 23 sierpnia 2021 roku. W badaniu wzięli udział przedstawiciele przedsiębiorstw, organizacji zrzeszających firmy rodzinne, fundacji korporacyjnych, świata akademickiego oraz krajowych i międzynarodowych organizacji wspierających zaangażowanie społeczne w kraju i regionie, które łącznie animują działalność tysięcy podmiotów prywatnych i społecznych. Celem wspólnych działań była identyfikacja barier oraz potencjalnych zachęt dla biznesu chcącego angażować się społecznie. Na bazie zgłoszonych postulatów zostały opracowane rekomendacje dotyczące skutecznego uregulowania najbardziej problematycznych kwestii w dziedzinie filantropii korporacyjnej.

Coraz bardziej świadomi konsumenci, pracownicy i inwestorzy mają realny wpływ na działalność społeczną podejmowaną przez firmy. Potwierdzeniem mogą być dane, zgodnie z którymi aż 47% Polaków jest skłonnych zapłacić trochę więcej za produkty i usługi marek odpowiedzialnych społecznie. Niestety, choć firmy chcą prowadzić tego typu działania, napotykają one bariery, które skutecznie utrudniają im dostosowywanie strategii do wymagań współczesnego rynku – tłumaczy Anna Korzeniewska, założycielka Social Impact Alliance for Central & Eastern Europe.

Jakie postulaty prawno-podatkowe zgłaszają firmy?

Bariery regulacyjne i biurokratyczne uniemożliwiające efektywną realizację celów społecznych to obecnie jedna z największych bolączek polskiego biznesu. Jak wskazuje Konrad Siwiński z Kantar Polska: – Nasz ekosystem jest oceniany jako przestarzały i wymagający dostosowania do dynamicznie rozwijającej się rzeczywistości społeczno-gospodarczej. Firmy jasno mówią, że potrzebne jest usprawnienie mechanizmów finansowania usług społecznych na stabilnych i elastycznych zasadach. Z kolei organizacje społeczne wskazują na konieczność zwiększenia swobody prowadzenia działalności gospodarczej, co umożliwiłoby efektywniejsze finansowanie ich celów.

Tymi obszarami, które zgodnie z opinią polskich firm wymagają poprawy, są przede wszystkim kwestie związane z VATem na usługi pro-bono oraz instytucją wolontariatu pracowniczego, która nie jest uregulowana w przepisach prawa. Część przedsiębiorców nie wie, czy angażowanie pracowników do działalności społecznej jest dozwolone czy nie. Brakuje informacji odnośnie dopuszczalnego sposobu udzielania czasu wolnego od pracy w celu podejmowania wolontariatu, zasad i obowiązku rekompensaty za poświęcony czas, możliwości odliczania przez pracodawców kosztów ponoszonych na organizację wolontariatu, oraz zakresu odpowiedzialności pracodawcy za pracownika świadczącego wolontariat.

Praktyczne wątpliwości wzbudza także kwestia opodatkowania VAT usług pro bono świadczonych przez przedsiębiorstwa na rzecz organizacji społecznych. Część firm nie świadczy tego typu usług lub świadczy je bez podpisywania umów współpracy ze względu na brak jasnych wytycznych w zakresie ich opodatkowania VAT. Wpływa to niekorzystnie na ilość i stabilność realizowania tego typu świadczeń.

Co rekomendują eksperci?

Eksperci tłumaczą, że istnieją pomocne rozwiązania prawne, jednak mało kto o nich wie. Dlatego konieczna jest ich promocja, szerzenie wiedzy o ich istnieniu oraz możliwościach ich prawidłowego i skutecznego zastosowania. Dodatkowo część regulacji wymaga dostosowania do obecnych, nowoczesnych realiów. Jak mówi Cezary Przygodzki, partner kierujący Zespołem Podatkowym w Kancelarii Dentons: – Część wątpliwości zgłoszonych przez biznes w trybie konsultacji jest już uregulowana w prawie. Niestety kwestie te nie są jednoznacznie interpretowane w praktyce i stąd niektóre z nich wymagają objaśnień czy interpretacji podatkowych w celu ujednolicenia praktyki ich stosowania. Część zaś wymaga zmian systemowych i wypracowania nowych, spójnych regulacji, bo obecne przepisy, często obowiązujące od wielu lat w niezmienionym kształcie, nie przystają już do obecnych realiów gospodarczych.

Postulaty w zakresie działań „miękkich”

Polscy przedsiębiorcy jasno wskazują, że na polskim rynku brakuje wyspecjalizowanej kadry oraz ekspertów z dziedziny społecznej odpowiedzialności biznesu. Nie ma dedykowanej przestrzeni, w której firmy mogłyby łatwo znaleźć aktualne i rzetelne informacje, kompleksowo przedstawiające najistotniejsze aspekty prowadzenia działalności społecznej biznesu. Brakuje też dobrej oferty NGOs dla biznesu. Co więcej, choć zaangażowanie społeczne polskich firm rośnie, brakuje stosowania miar jakościowych, oceniających realny wpływ prowadzonych działań na otoczenie. – To wszystko jest szczególnie dotkliwe dla tych przedsiębiorców, którzy dopiero rozpoczynają działalność społeczną lub którzy nie mają zaplecza prawno-podatkowego – dodaje prof. Maciej Stradomski z Instytutu Biznesu Rodzinnego.

Co rekomendują eksperci?

Konieczne jest stworzenie ogólnodostępnego, wirtualnego centrum wiedzy, zawierającego informacje prawno-podatkowe, standardy umów, mechanizmy i narzędzia oraz międzynarodowe inspiracje. Co więcej, musi powstać poradnik dla podmiotów rozpoczynających działalność społeczną, który będzie wyjaśniał wszystkie zagadnienia prawno-podatkowe.

Analiza opinii polskich przedsiębiorstw wykazała także, że potrzebne jest stworzenie standardów współpracy oraz platformy do dialogu i wymiany doświadczeń pomiędzy sektorem prywatnym i społecznym. Dotyczy to zarówno oferty, jak i mierzenia wpływu na otoczenie działań podejmowanych przez firmy. Tu istotną rolę mogą odegrać organizacje parasolowe, które rozumieją i potrafią pogodzić oczekiwania obu stron. Jak podsumowuje Kamil Wyszkowski, dyrektor wykonawczy UN Global Compact Network Poland: – Filantropia korporacyjna jest ważnym elementem realizacji wyznaczonych przez ONZ Celów Zrównoważonego Rozwoju, w tym celu 17. Firmy mogą realnie wspomóc wdrażanie Agendy 2030.

Pełen raport dostępny jest na stronie: https://ceeimpact.org/poland-corporate-philanthropy-in-cee-pl.

Mindspace pozyskał 72 mln dolarów od inwestorów instytucjonalnych

  • Dan Zakai, współzałożyciel i prezes Mindspace: „Dynamika wzrostu Mindspace jest imponująca, odnotowujemy wysoki popyt we wszystkich lokalizacjach”;
  • Oddziały Mindspace są niemal całkowicie zajęte;
  • Celem inwestycji prowadzonej przez Harel Insurance Investments i More Provident Funds jest ekspansja firmy w Europie, Stanach Zjednoczonych i Izraelu

Mindspace, globalny dostawca elastycznych przestrzeni biurowych, pozyskał finansowanie w wysokości 72 milionów dolarów. Celem rundy inwestycyjnej jest wsparcie dalszego rozwoju spółki i jej ekspansji na rynkach w Europie, Stanach Zjednoczonych i Izraelu. Runda została przeprowadzona przez Harel Insurance Investments and Financial Services Ltd., More Provident Funds, Arkin Holdings oraz dotychczasowych inwestorów. Wśród nich są: Yoav Harlap, Kobi Rogovin oraz Globalworth (GWI: LSE).

Mindspace, spółka założona w 2014 roku przez Dana Zakai i Yotama Alroy, posiada obecnie 32 oddziały w 17 miastach w 7 krajach, rozmieszczone na powierzchni 100 000 metrów kwadratowych (ponad 1 mln stóp kwadratowych). Tylko w ciągu ostatniego roku Mindspace otworzył nowe oddziały w Londynie, Tel Awiwie, Filadelfii oraz nową lokalizację w modelu Hub and Spoke poza Tel Awiwem, w Yakum. Mindspace obsługuje firmy o zróżnicowanym profilu działalności; około 41% to duże przedsiębiorstwa i korporacje, a 38% to małe i średnie firmy. Klienci Mindspace to głównie firmy z sektora technologicznego, finansowego i usługowego. Wśród byłych i obecnych klientów Mindspace znajdują się m.in. takie firmy jak Microsoft, Samsung, Playtika, Taboola, Yahoo!, Expedia czy GoPro.

W sytuacji kryzysowej, jaka dotknęła większość branż związanych z nieruchomościami komercyjnymi w wyniku pandemii COVID-19, rynek powierzchni biurowych typu flex nadal się rozwijał. Wszystkie prognozy przewidują przyspieszony rozwój tej branży – do 2030 r. jej udział w rynku nieruchomości komercyjnych przekroczy 30%, przy czym obecnie wynosi 5%. Jak wynika z ostatnich badań przeprowadzonych przez CBRE, w ciągu dwóch lat 43% najemców przeznaczy od 10 do 50% swojego portfela na powierzchnie elastyczne, a17% najemców – ponad 50%.

”Mindspace odnotowuje imponującą dynamikę wzrostu i wysoki popyt we wszystkich lokalizacjach” – potwierdza Dan Zakai, współzałożyciel i prezes Mindspace. „Z powodzeniem stawiliśmy czoła wielu wyzwaniom związanym z pandemią COVID-19. Aktualnie nasze lokalizacje są niemal całkowicie wynajęte, a obecnie realizowana inwestycja przez Harel Insurance i More Provident Funds ma na celu zaspokojenie rosnącego popytu na rynku oraz otwarcie nowych lokalizacji w oparciu o umowy o zarządzanie z właścicielami nieruchomości na całym świecie” – dodaje Zakai. „Mindspace nie jest kolejną firmą z branży nieruchomości, która wynajmuje wyłącznie biura. Stawiamy na silne relacje z klientami i strategiczne partnerstwo z właścicielami nieruchomości. Zauważyliśmy, że przy wyborze przestrzeni biurowych nasi klienci zwracają dużą uwagę na takie zalety jak: centralna lokalizacja, unikalny design i obsługa na najwyższym poziomie. Oczekujemy dalszego przyspieszonego wzrostu w 2022 roku, a jednocześnie będziemy kontynuowali tworzenie znaczącej wartości dodanej dla naszych licznych klientów” – podkreśla Zakai.

Mindspace oferuje biura zaprojektowane w bardzo przemyślany sposób – są to pomieszczenia luksusowe, pięknie zaaranżowane, z w pełni wyposażonymi kuchniami i salami konferencyjnymi, a także unikalną społecznością wiodących przedsiębiorców, ludzi biznesu
i firm o ugruntowanej pozycji. Mindspace pozwala na większą elastyczność, oferuje umowy krótkoterminowe, a co za tym idzie – niższe ryzyko finansowe, czyli optymalne rozwiązanie w czasach spowolnienia gospodarczego. Te właśnie korzyści tłumaczą globalny wzrost popytu na powierzchnie typu flex i wynikające z niego optymistyczne prognozy analityków branżowych.

W 2021 roku Mindspace zanotował znaczące ożywienie – poziom obłożenia sprzed pandemii COVID-19, tj. z początku 2020 roku, a nawet go przekroczył, osiągając ponad 95% obłożenia w Izraelu i Niemczech. Tak wysoki poziom obłożenia nie jest jednak wynikiem obniżenia cen, które pozostały na poziomie sprzed pandemii.

W ciągu ostatnich dwóch lat Mindspace podpisał sześć umów o zarządzanie z właścicielami nieruchomości w Europie, Izraelu i Stanach Zjednoczonych, w tym w związku z niedawnymi otwarciami przestrzeni w Izraelu i Filadelfii. Umowa o zarządzanie, inspirowana branżą hotelarską, jest modelem, który na całym świecie zyskuje coraz większą popularność i uznanie. Ta innowacyjna koncepcja zakłada partnerstwo pomiędzy wynajmującym a operatorem powierzchni typu flex, co pozwala na zwiększenie rentowności i elastyczności dla wynajmującego, a jednocześnie stanowi właściwą odpowiedź na obecną sytuację na rynku.

Wcześniej, w marcu 2021 roku, Mindspace wprowadził na rynek model „Hybrid”, nową ofertę rozwiązań biurowych na żądanie dla firm i osób pracujących w modelu hybrydowym, łączącym pracę w domu i w biurze. Od kilku lat obserwuje się wzrost zainteresowania rozwiązaniami hybrydowymi, a wybuch pandemii tylko przyspieszył ten proces. W Mindspace zauważalny jest wzrost trendu hybrydowego. Liczba tymczasowych umów na żądanie wzrosła prawie trzykrotnie w ciągu ostatnich sześciu miesięcy w porównaniu do analogicznego okresu w roku ubiegłym, przed pandemią COVID-19.

W ramach innowacyjnego modelu rozwoju Mindspace oraz aktualnego trendu na powierzchnie typu flex centralne miejsce zajmuje doświadczenie najemcy. Doświadczenie to obejmuje wrażenia klienta od jego pierwszego spotkania z przestrzenią biurową, poprzez korzystanie z niej i różnych usług, które oferuje, aż do zakończenia dnia pracy w biurze. Doświadczeniu najemcy towarzyszą innowacje technologiczne, takie jak aplikacje, spostrzeżenia oparte na danych i spersonalizowane działania, które umożliwiają rozszerzenie usług i korzyści na kolejnych najemców w budynkach.

Sami Babkov, zastępca prezesa i dyrektor ds. technologii informacyjnych w Harel Insurance Investments and Financial Services, Ltd. komentuje: „Jesteśmy dumni, że możemy przewodzić obecnej rundzie inwestycyjnej z łącznym finansowaniem w wysokości 30 milionów dolarów. Inwestycja ta jest wyrazem zaufania do modelu elastycznych przestrzeni do pracy w kontekście wpływu pandemii COVID-19 na rynek biurowy, a także dowodem zaufania do doświadczonego i profesjonalnego zespołu zarządzającego Mindspace. Dzięki temu jesteśmy w stanie zdywersyfikować i udoskonalić nasze inwestycje w nieruchomości oraz spełniać oczekiwania klientów korzystających z usług działu inwestycyjnego Harel”.

„Naszym zdaniem Mindspace wprowadza na rynek ciekawy model – zarówno pod względem ekonomicznym, jak i wartości, którą wnosi dla swoich klientów” – mówi Ori Keren, dyrektor ds. technologii informacyjnych w More Provident Funds. „W krótkim czasie firma zdołała stworzyć nowe standardy na rynku, zbudować wysoki poziom lojalności wśród swoich klientów i odnotowuje stały wzrost”.

Podczas transakcji rolę bankiera inwestycyjnego pełnił Barak Capital Underwriting, Ltd.

Przerwane łańcuchy dostaw zachęcają konsumentów do wcześniejszych zakupów świątecznych

Nowe badanie Oracle pokazuje, że 43% Europejczyków chce skorzystać z promocyjnych ofert z okazji Black Friday, a wielu z nich zaopatrzy się w karty podarunkowe, aby uniknąć kłopotów z ewentualnym świątecznym brakiem towarów.

Pandemia to nie jedyne zjawisko, które może nas martwić podczas przygotowań do świąt. Nowe badanie konsumenckie przeprowadzone w Europie przez Oracle Retail wykazało, że respondenci obawiają się problemów związanych z łańcuchem dostaw oraz z opóźnieniami w dostarczaniu produktów. Z tego względu aż 39% Europejczyków już rozpoczęło świąteczne zakupy lub planuje je zrobić wcześniej niż zwykle. Spośród respondentów, 14% z nich jest gotowych zapłacić więcej, aby zapewnić sobie szybszą lub gwarantowaną dostawę. Co więcej, 16% planuje zamówić więcej prezentów na wypadek, gdyby wystąpiły opóźnienia lub anulacje zamówień. Liczby te rosną odpowiednio do 19% i 24% dla badanej grupy milenialsów (grupa wiekowa 25-39 lat).

Pozostali pytani planują skorzystać także z kart podarunkowych – 29% uczestników badania uważa, że w tym roku kupi więcej voucherów. Wynik w tej kategorii jest wyższy wśród milenialsów – wynosi aż 37%. Co więcej, konsumenci szukają promocyjnych okazji – 43% osób w badaniu Oracle Reatil planuje skorzystać z wyprzedaży podczas Black Friday.

Widzimy napływające informacje ze świata – wyzwania związane z łańcuchem dostaw są globalnym problemem. Niezależnie od tego, konsumenci w tym sezonie świątecznym będą oceniać marki pod kątem ich zdolności do dostarczania produktów zgodnie z zapotrzebowaniem – powiedział Bartosz Kubicki, Dyrektor w dziale Oracle Retail Global Business Unit. Ten proces będzie kluczowy dla firm. Sprzedawcy muszą mieć jasny wgląd w swoje zasoby, aktualny harmonogram realizacji oraz plan jasnej komunikacji w trakcie procesu składania zamówienia i dostawy. Dzięki przejrzystości i realizacji, marki mogą zdobyć zaufanie swoich klientów i zbudować nieoceniony potencjał – przyszłą lojalność – dodaje.

W ankiecie przeprowadzonej we wrześniu 2021 r. wzięło udział 5728 konsumentów z całego świata, w tym 2090 osób w Europie.

Wybrane wyniki badania

Nieprzewidywalne łańcuchy dostaw

Konsumenci w Europie obawiają się, że zostaną z pustymi rękami podczas świąt, ponieważ produkty mogą być niedostępne lub ich dostawa zajmie zbyt dużo czasu i nie zdążą zostać dostarczone pod choinkę:

  • 19% respondentów obawia się, że produkty, którymi są zainteresowani, będą droższe ze względu na ich niedobór,
  • 16% badanych obawia się, że pożądane produkty będą niedostępne,
  • 13% pytanych martwi się, że przyjaciele i rodzina będą rozczarowani, ponieważ nie dostaną wymarzonego upominku.

Spóźniony Święty Mikołaj

Prezenty aż 64% europejskich respondentów zostaną dostarczone do domów, ale badani obawiają się, że czas dostawy nie spełni ich oczekiwań i prezent się spóźni – jeśli w ogóle dotrze. Aby zachować spokój, 62% ankietowanych twierdzi, że bardzo ważne jest szczegółowe śledzenie statusu dostawy:

  • 36% respondentów uważa, że szybki proces dostawy determinuje to, od jakiej marki zamawiają produkty,
  • 33% pytanych niepokoi się o to, że prezenty dotrą później niż oczekiwano,
  • 26% obawia się, że prezenty w ogóle nie dotrą.

Sytuacji nie poprawia fakt, że nawet jeśli przesyłka w końcu dotrze na miejsce, 19% ludzi obawia się, że złodziej może ją ukraść!

Braki w magazynie lub brak szczęścia

Pomimo wielu wyzwań, w tym sezonie możliwość zdobycia pożądanych produktów będzie kluczowym czynnikiem w ocenie firm przez kupujących:

  • 31% respondentów zgadza się, że brak produktów w magazynie to złe doświadczenie zakupowe,
  • 37% pytanych twierdzi, że przyciągają ich marki na podstawie dostępności produktów,
  • 27% badanych nie będzie czekać, aż sprzedawca uzupełni zapasy – skorzysta z usług konkurencji.

Podaruj rodzicom kartę podarunkową

Ankietowani zapytani o to, jakich prezentów planują kupić więcej w tym roku, wskazali w dużej mierze na karty podarunkowe:

  • 29% uczestników badania planuje kupić więcej kart podarunkowych (34% osób w wieku 55 lat i więcej oraz 30% kobiet stwierdziło, że jest to prezent, który również najbardziej chcieliby dostać),
  • 27% respondentów planuje nabyć więcej produktów kosmetycznych,
  • 23% ankietowanych chciałoby kupić więcej odzieży,
  • 22% pytanych kupi więcej produktów obuwniczych.

Zwroty prezentów

Pokolenie Z (18-24 lat) i milenialsi uwielbiają zwroty – już teraz planują oddać do sklepów otrzymane prezenty:

  • 40% badanych osób planuje dokonać zwrotu prezentów,
  • 18% wszystkich ankietowanych uważa, że zwróci połowę lub wszystkie otrzymane podarunki, przy czym wynik rośnie do 30% w przypadku pokolenia Z i milenialsów.

*Pokolenie Z (18-24); milenialsi (25-39); Pokolenie X (40-54); Boomersi (55+).

Przychodzi pracownik do fałszerza

Tylko w 2020 r. w całej Polsce stwierdzono 17 546 przestępstw polegających na podrabianiu dokumentów i udowodniono 1 002 przypadki łamania prawa poprzez używanie dokumentu poświadczającego nieprawdę. Za sfałszowanie dokumentu i posługiwanie się nim, czyli przestępstwo z art. 270 kodeksu karnego, grozi do 5 lat pozbawienia wolności. Taka kara może dotknąć również każdego pracownika, który by uniknąć szczepienia przeciwko COVID-19 kupił zaświadczenie o jego wykonaniu.

Różnego rodzaju przestępstwa dot. fałszowania dokumentów zdarzają się dosyć często. Szczególnym przypadkiem w tej grupie są nieprawne działania wykonywane przez pracowników i mające na celu zafałszowanie rzeczywistości dot. stanu zdrowia lub statusu szczepienia na koronawirusa. W internecie wciąż pojawiają się nowe oferty sprzedaży podrabianych certyfikatów czy zwolnień lekarskich. Ogłoszenia można znaleźć nawet na popularnych serwisach społecznościowych. Według badań firmy Check Point Research (CPR) – analizującej zagrożenia cybernetyczne na całym świecie – Polska znajduje się na niechlubnej liście 29 krajów, w których został stwierdzony proceder handlu fałszywymi dokumentami medycznymi poświadczającymi odbycie szczepienia. Ich cena stopniowo rośnie i waha się od 80 do 200 dolarów. Polski „paszport covidowy” wyceniono na 150 euro. Eksperci CPR podają, że – po ogłoszeniu przez Joe Bidena obowiązku szczepienia pracowników dużych firm oraz służby zdrowia, a także zapowiedziach kolejnych obostrzeń w Europie – liczba nielegalnych sprzedawców certyfikatów na całym świecie wzrosła aż dziesięciokrotnie. Drastycznie rośnie również popyt – liczba subskrybentów kanałów oferujących fałszywe dokumenty urosła co najmniej o 1200 proc. Rosnące zainteresowanie zmusiło fałszerzy do wykorzystania nowoczesnych technik sprzedaży takich jak boty, będące w stanie w ciągu kilku chwil automatycznie wygenerować certyfikaty, również na zamówienie mieszkańców naszego kraju – wynika z analiz.

NIEZDROWE NAWYKI FAŁSZOWANIA DOKUMENTÓW

Ponad 20,2 mln Polaków jest w pełni zaczepionych przeciwko COVID-19, a jedynie 30 proc. z puli osób niezaszczepionych deklaruje chęć wykonania szczepienia. Znikome zainteresowanie szczepieniem wśród ludzi w wieku produkcyjnym powinno wzbudzić czujność przełożonych. Najmniejszą chęć zaszczepienia się deklarują przede wszystkim osoby wchodzące na rynek pracy – czyli w przedziale wiekowym od 18 do 24 r.ż. (jedynie jedna piąta tej grupy deklaruje udział w szczepieniu w przyszłości). Nie lepiej wygląda sytuacja wśród osób między 25 a 44 r.ż. (co trzeci niezaszczepiony dopuszcza możliwość przyjęcia szczepienia).* Spora grupa sceptyków to aktywni zawodowo potencjalni „klienci” handlarzy paszportami covidowymi i podrobionymi zaświadczeniami o odbytym szczepieniu.

W mojej ocenie pracownik – posługujący się fałszywym zaświadczeniem o zaszczepieniu przeciwko COVID-19 – naraża pracodawcę na większe ryzyko rozprzestrzeniania wirusa i w konsekwencji – narusza umowę o pracę. Uzasadnioną przyczyną rozwiązania z pracownikiem umowy o pracę w trybie art. 52 § 1 pkt 1 KP może być również – występujące w tym przypadku – jego zawinione działanie, które powoduje zagrożenie interesów pracodawcy. Może ono polegać na ew. ryzyku wprowadzenia kwarantanny i destabilizacji funkcjonowania przedsiębiorstwa mówi Jacek Grzywa, Radca Prawny, Kierownik Działu Prawnego Grupy Progres. ­– Obecnie nie ma możliwości weryfikacji dokumentacji medycznej dot. szczepień pracownika przeciwko COVID-19. Sejm pracuje nad przepisami dającymi pracodawcom taką możliwość, jednak nie ma pewności czy wejdą one w życie informuje ekspert.

Co więcej, przełożeni wyczuleni na nadużycia pracownicze mogą w przyszłości uznać, że zalicza się do nich również proceder posługiwania się fałszywymi paszportami covidowymi czy certyfikatami szczepień. W konsekwencji pracownik kupujący takie podrobione dokumenty może słono zapłacić za swoje przewinienie. Według Raportu Do Narodów (Stowarzyszenie Biegłych ds. Przestępstw i Nadużyć) 80 proc. sprawców nadużyć pracowniczych podlegało wewnętrznej karze. Najczęstszą było rozwiązanie stosunku pracy, które dotknęło 76 proc. pracowników, 66 proc. managerów i 45 proc. członków kadry zarządzającej. Ponad 59 proc. wykrytych przypadków nadużyć pracowniczych skierowano na drogę postępowania karnego (56 proc. takich spraw zakończyło się przyznaniem się do winy, 23 proc. skazaniem w wyniku procesu karnego, 12 proc. odmową wszczęcia postępowania, 2 proc. uniewinnieniem).

Polscy pracodawcy nie decydują się jeszcze na drastyczne kroki zawiadamiania organów ścigania, gdy wykryją, że ich pracownik posługuje się np. fałszywym zaświadczeniem o odbyciu szczepienia. Jednak trzeba pamiętać, że krajowe przepisy karne obejmują swym zasięgiem całe terytorium RP. Za sfałszowanie dokumentu i posługiwanie się nim, czyli przestępstwo z art. 270 kodeksu karnego, grozi do 5 lat pozbawienia wolności. Może je popełnić każdy – w tym wypadku nie ma znaczenia narodowość ani wykonywany zawód – zaznacza Kierownik Działu Prawnego Grupy Progres.

PRAWNE KONSEKWENCJE DLA NIEUCZCIWYCH MEDYKÓW

Osoby ostrożniej podchodzące do transakcji internetowych decydują się na skorzystanie z podobnej usługi w placówkach stacjonarnych. Oczywiście przy odrobinie szczęścia, w postaci „wyrozumiałego” pracownika służby zdrowia do szczepienia nie dochodzi, za to pacjent wychodzi z certyfikatem i nieco szczuplejszym portfelem. Lekarz poświadczający nieprawdę naraża się na surowe konsekwencje prawne w przypadku ujawnienia fałszerstwa, które dotyczy fałszowania dokumentu lub poświadczania nieprawdy np. gdy lekarz fikcyjnie podaje, iż przyjęliśmy dawkę. Wówczas niejednokrotnie niszczone są dawki preparatu.

Lekarz podejmujący się takich działań, w sposób rażący narusza zasady etyki lekarskiej oraz przepisy związane z wykonywaniem zawodumówi Jacek Grzywa. Ponadto powyższe postępowanie może stanowić przestępstwo i prowadzić do przykrych konsekwencji. Osoba, która wystawia zaświadczenie o szczepieniu, które się nie odbyło, ryzykuje zarzut z art. 271 kodeksu karnego, dotyczącego tzw. fałszerstwa intelektualnego, czyli poświadczenia nieprawdy w zaświadczeniu o szczepieniu, za które grozi do 5 lat więzienia – podsumowuje.

* dane sondażu Agencji Badawczej Inquiry

Jula otwiera się w niedziele niehandlowe

Od dnia 28 listopada 2021 roku 16 sklepów Jula w całej Polsce będzie otwartych we wszystkie niedziele. 

Jula nawiązała współpracę z firmą GLS w zakresie świadczenia usługi pocztowej i uzyskała status placówki pocztowej. Wdrożenie tych usług pozwoli sieci na prowadzenie działalności również w niedziele niehandlowe.

Liczba placówek otwieranych przez konkurencję rośnie. Decyzja o pracy multimarketów Jula
7 dni w tygodniu została podjęta w odpowiedzi na zapotrzebowanie i wymogi stawiane przez rynek. Klienci sieci będą mieli możliwość zakupów w dowolnie wybranym dniu,
co w przypadku tak szerokiej oferty sprzedażowej jaką posiadają sklepy Jula jest dla kupujących istotne. Jula posiada w sprzedaży nie tylko produkty DIY, czy te związane z domem i ogrodem, ale również szereg dodatkowych kategorii, jak chociażby artykuły gospodarstwa domowego, zabawki, auto-moto, odzież casual i roboczą.

W niedziele niehandlowe pracować będą tylko Ci, którzy zadeklarują taką chęć. Za wszystkie pracujące niedziele w tym okresie pracownik otrzyma dodatkowe wynagrodzenie, również
za te, które w myśl przepisów są handlowe.

Jak kształtują się ceny w dzielnicach dotkniętych gentryfikacją?

W ostatnich latach w wielu dzielnicach polskich miast obserwujemy zjawisko gentryfikacji. W okolicach, które niegdyś były mniej prestiżowe, dziś pojawia się coraz więcej inwestycji i nowej infrastruktury. To oczywiście oznacza większe zainteresowanie nieruchomościami w tych miejscach, a co za tym idzie, również o wiele wyższe ceny. Przykładem jest warszawska Praga-Południe, która budzi spore zainteresowanie potencjalnych nabywców: użytkownicy Otodom szukali w niej mieszkań na sprzedaż lub wynajem ponad 550 tys. razy w 2020 i prawie 500 tys. razy w 2021 roku.

„Gentryfikacja” wywodzi się od angielskiego słowa gentry (pol. „szlachta”), można ją więc przetłumaczyć jako szlachetnienie. Jest to proces zmiany charakteru części miasta w bardziej skomercjalizowany, zdominowany przez osoby o wyższym statusie materialnym1. To oznacza, że poza zmianami w przestrzeni danej dzielnicy, możemy w niej także zaobserwować zmiany na poziomie ekonomicznym.

Gentryfikacja pociąga za sobą nie tylko pozytywne skutki takie jak zwiększenie prestiżu danych dzielnic czy też przywrócenie wartości symbolicznej konkretnego obszaru. Eksperci wskazują, że skutkami ubocznymi są nieuchronne wzrosty cen mieszkań czy lokali usługowych, ale także zatracenie dawnej tożsamości danego miejsca.

Wśród najbardziej znanych przykładów restrukturyzacji polskich dzielnic znajdziemy między innymi Pragę w Warszawie, Kazimierz w Krakowie, poznańskie Jeżyce i projekt Nowego Centrum Łodzi.

Łódź – miasto studentów

Łódź, niegdyś kojarzona głównie z robotniczego profilu miasta, dziś przekształciła się w miasto akademickie, w którym znajduje się aż 28 uczelni wyższych. Nocne życie miasta skupia się w największym stopniu wokół ulicy Piotrkowskiej w Śródmieściu, uznawanej za jedną z najdłuższych ulic handlowych w Europie i wchodzącej do nowo powstającego projektu Nowego Centrum Łodzi.

Zainteresowanie nieruchomościami mieszkalnymi w tej dzielnicy pozostaje na stabilnym poziomie już od roku – zarówno we wrześniu 2020, jak i w porównywalnym okresie w 2021 serwis Otodom odnotował 26 tys. wyszukiwań. Analitycy Otodom zauważają, że zainteresowani wynajmem w Śródmieściu musieli zapłacić średnio 1 944 zł w III kwartale 2021 roku, co było najwyższą stawką w porównaniu do pozostałych dzielnic miasta (średnia cena wynajmu łódzkiego mieszkania to 1 778 zł). Z kolei za mieszkanie na sprzedaż we wrześniu 2021 trzeba było zapłacić 6 858 zł/mkw., więcej niż w roku poprzednim – 6 395 zł/mkw. Metr kwadratowy mieszkania w Łodzi mogliśmy kupić za 6 145 zł w III kwartale minionego roku oraz 6 658 zł w roku bieżącym.

Praga – zmiana wizerunku

Doskonale skomunikowaną dzielnicą jest warszawska Praga, która w Rankingu Dzielnic Otodom 20202 zajęła 3. miejsce zaraz po Ursynowie i Bielanach. W plebiscycie pod uwagę były brane takie aspekty jak sprawna komunikacja miejska, dostępność alternatywnych środków transportu, korki, ilość miejsc parkingowych oraz łatwy dojazd w niemalże każde miejsce Warszawy.

Co doceniają mieszkańcy Pragi? Szeroki wybór sklepów i możliwość zrobienia bieżących zakupów w pobliżu oznacza, że mieszkańcy nie muszą tracić czasu w korkach na dojazdy do marketów w centrum. Wpływ na ten stan rzeczy ma chociażby powstanie na Pradze dużych centrów handlowych takich jak Praska Promenada.

Średnia cena za mieszkanie na sprzedaż na Pradze-Południe w III kwartale tego roku wynosiła 11 536 zł/mkw., w poprzednim roku metr kwadratowy mieszkania w tej dzielnicy kosztował przeciętnie 10 734 zł. Przeciętna cena za mieszkanie w całej Warszawie zwiększyła się o 10% r/r – z kwoty 12 820 zł/mkw. w III kwartale 2021 r. do 11 649 zł w ub.r.

Chętni, by wynająć mieszkanie na Pradze-Południe musieli zapłacić średnio 2 823 zł w III kwartale tego roku i 2 868 zł w tym samym okresie roku 2020. W ubiegłym roku wynajem nieruchomości w stolicy Polski w III kwartale wyniósł 4 181 zł i nieco więcej w 2020 roku – 4 236 zł. Możemy wnioskować, że sytuacja na rynku najmu w dzielnicy Praga-Południe w stosunku do całej Warszawy wygląda bardzo imponująco, a zatem zachęca coraz więcej mieszkańców do przeprowadzki na jej tereny.

Kulturalna stolica Polski

Tak jak niemal wszystkie centralne dzielnice miast, krakowskie Stare Miasto jest najczęściej odwiedzane przez turystów. Nic dziwnego, że zajmuje czołowe miejsce pod względem oferty kulturalno-rozrywkowej. Natomiast Kazimierz jest niczym kulturalna kolebka Krakowa. To tutaj mieszkali i mieszkają artyści tworzący klimat miasta. Cały obszar Starego Miasta obfituje w różnorodne i liczne wydarzenia kulturalne wabiące tysiące osób, a okolica i zabytki sprzyjają twórczemu duchowi, „chłonięciu” dóbr kultury. Poza tym obszar Kazimierza ze Stradomiem jest wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO i wchodzi w skład historycznej części miasta.

W ciągu ostatnich kilku lat powstało tu ponad sto nowych lokali – głównie w podziemiach Starego Miasta. A jego oferta imprezowa pozostawia inne dzielnice daleko w tyle.

Wynajmując nieruchomość w Krakowie w poprzednim roku, mielibyśmy zapłacić 2 310 zł oraz 2 296 zł w III kwartale br. Na Starym Mieście w III kwartale 2021 r. najem mieszkania kosztował krakowiaków 2 849 zł/mkw., w 2020 r. było to jeszcze 2 699 zł/mkw. Jeżeli byśmy chcieli kupić mieszkanie w tej dzielnicy, to musielibyśmy zapłacić 14 158 zł/mkw. w tym roku – w 2020 cena wyniosła 13 355 zł/mkw. Na tle reszty miasta wartość metra kwadratowego w tej dzielnicy jest sporo wyższa. Średnia dla całego Krakowa uplasowała się rok temu na poziomie 10 419 zł i urosła do poziomu 11 349 zł/mkw.

Liczba wyszukiwań w tej dzielnicy, którą odnotowali analitycy Otodom we wrześniu poprzedniego roku, plasowała się na poziomie 79 tys. wyszukiwań, rok później wzrosła do 81 tys. Najczęściej wyszukiwane dzielnice Krakowa – Dębniki i Podgórze – były wyszukiwane 104 tys. i 83 tys. razy we wrześniu 2020 r. oraz 110 tys. i 91 tys. w 2021 r.

Zaskakujące zmiany na Jeżycach

Jeszcze do niedawna, Jeżyce były kojarzone z niszczejącymi budynkami i szemranym towarzystwem. Obecnie są jedną z tętniących życiem części Poznania, przyciągających zwłaszcza wielbicieli dobrych smaków.

Jak czytamy w Rankingu Dzielnic Otodom 2020, Jeżyce są w trójce najlepszych dzielnic aż w trzech kategoriach, pod kątem dostępu do służby zdrowia, miejsc turystycznych, ale również organizacji imprez.

Jeżyce są jedną z najbardziej wyszukiwanych części miast w skali całego Poznania – liczba wyszukiwań wzrosła z 10 tys. we wrześniu ubiegłego roku do ponad 13 tys. w analogicznym okresie 2021 roku.

Cena za metr kwadratowy mieszkania do kupienia na Jeżycach rosła nieprzerwanie od III kwartału ub. r. – z 8 185 zł/mkw. do 8 726 zł/mkw. w III kwartale roku bieżącego. Średnia cena w całym Poznaniu w 2021 r. wzrosła o niecałe 6% w stosunku do roku poprzedniego – 8 312 zł/mkw. w Q3 2021 r. i 7 847 zł/mkw. w Q3 2020 r.

W III kwartale 2021 roku, by wynająć mieszkanie na Jeżycach, musieliśmy liczyć się z kosztem 1 828 zł (wzrost z 1 750 zł w zeszłym roku). Co ciekawe średni koszt wynajmu na Jeżycach jest w tym roku wyższy niż średnia dla całego Poznania – 1 792 zł (wzrost z 1 771 zł w zeszłym roku).

1 https://sjp.pl/gentryfikacja
2 https://www.otodom.pl/wiadomosci/ranking-dzielnic/w-ktorych-dzielnicach-zyje-sie-najlepiej-ktore-miasta

Jest szansa na umocnienie złotego. Lira Turecka krwawi

Problemy z podażą nadal ciążą na europejskiej gospodarce. Pomimo dobrych wstępnych odczytów PMI, czas realizacji zamówienia poszczególne komponenty pokazuje, że nadal występują duże zatory. Lira Turecka krwawi, a przed bankiem centralnym Turcji i rządem stoi masa problemów nie do pozazdroszczenia. W USA coraz mocniej spekuluje się o szybszym tempie skupu aktywów.

Załamanie liry tureckiej postępuje. To oczywiście efekt ostatnich obniżek stóp procentowych oraz działań samego prezydenta Erdogana. W tym momencie o polityce monetarnej w Turcji decyduje głowa państwa, a sprzeciw ze strony prezesa banku centralnego może po prostu skończyć się kolejnym odwołaniem. Do dynamicznych zmian personalnych w TCMB Erdogan zdążył wszystkich już przyzwyczaić. Wpływ tego dramatycznego osłabienia liry na bilanse sektora prywatnego (gwałtowny wzrost zobowiązań walutowych) będzie prawdopodobnie na tyle silny, że rządzący nie pozwolą na kontynuację tego tempa deprecjacji dzień po dniu. Pozostawienie tego bez kontroli mogłoby skończyć się upadkiem banku.

Prezydenta wczoraj spotkał się z prezesem Sahapem Kavcioglu, a następnie instytucja wydała oświadczenie, w którym wybrzmiało ostrzeżenie przez możliwą interwencją walutową. Możliwy jest scenariusz nagłych podwyżek stóp (choć to wbrew wcześniejszym słowom Erdogana), podobnie jak to miało miejsce w 2018 roku. Bank będzie mógł również zastosować miękkie kontrole kapitałowe, aby próbować oczyścić krótkie pozycje na lirze.

Ciężko sobie wyobrazić nagły wzrost kosztu pieniądza, kiedy to przed chwilą usłyszeliśmy od prezydenta, że będzie on kontynuował walkę w imię wolności gospodarczej Turcji. Powtórzył, że nie ma drogi powrotnej do wyższych stóp procentowych. Sytuacja jest arcyciekawa. Podejrzewam, że wpływ nagłych podwyżek będzie jednak krótkotrwały, a rynek może uznać to jedynie jako chwilowe odwrócenie trendu.
Wczoraj poznaliśmy wstępne dane PMI m.in. dla strefy euro. Wskaźnik dla usług urósł do 56,6 pkt. a dla przemysłu do 58,6. Liczba nowych infekcji na Starym Kontynencie ponowie dynamicznie rośnie. Zaostrzenie restrykcji w niektórych krajach nie zostało jeszcze uwzględnione w badaniach. Produkcja nadal cierpi z powodu tzw. „wąskich gardeł”. Czas realizacji zamówień jest wciąż długi, co jest argumentem za postawioną wcześniej tezą. Presja inflacyjna ze strony surowców pozostaje wysoka. Blisko 90 proc. firm jest zdania, że będzie musiało płacić więcej za półprodukty. Z kolei trzy czwarte przedsiębiorstw żąda więcej za swoje towary.

Aktualne założenia polityki monetarnej Rezerwy Federalnej, czyli powolne ograniczenie zakupów obligacji oraz pozostawienie stóp na bardzo niskim poziomie, coraz mniej pokrywają się z danymi gospodarczymi. Widzi to coraz więcej decydentów z Fed-u. Należy zwrócić szczególną uwagę na ostatnie wypowiedzi Claridy – wiceprzewodniczącego Rezerwy Federalnej – oraz gubernatora Wallera. Rynek powinien wziąć pod uwagę to, że gubernatorzy z reguły rzadziej wypowiadają się na temat prowadzonej polityki. Częściej robią to prezesi regionalni. Zatem ich wypowiedzi, jeśli już się pojawiają, nie powinny być ignorowane przez rynek. Mają one po prostu większą wagę.

Przeanalizujmy ostatnie słowa Richarda Claridy. Odniósł się on do gospodarki, mówiąc, że znajduje się ona w dobrej kondycji. Wspomniał o ryzyku inflacji. Podkreślił, że będzie bacznie przyglądał się napływającym danym i być może potrzebna będzie dyskusja na temat przyspieszenia procesu „taperingu”. Tu nie padła żadna deklaracja. Jednak tego typu sygnalizacja powinna spowodować większą czujność obserwatorów rynku. Wypowiedzi Christhopera Wallera były bardziej jednoznaczne. Jego szacunki pokazują, że gospodarka USA wykaże silny wzrost w czwartym kwartale tego roku oraz pierwszym przyszłego. W przypadku inflacji, tutaj Waller stwierdził, że obraz jej zaciemnia się. Przedstawiciel Fed sprzeciwia się jednak ignorowaniu takich przejściowych problemów. Za szybszym tempem skupu Waller opowiedział się jednoznacznie.

Fed ma dwa cele: pełne zatrudnienie i stabilność cen. W praktyce skupia się na tym, którego osiągnięcie jest zagrożone w perspektywie horyzontu prognozy. Przez wiele lat bank centralny był skupiony na tym pierwszym przez co dane CPI były niekiedy pomijane. Pandemia zachwiała poglądem, że ekspansywna polityka monetarna nie powoduje żadnych kosztów w postaci drożejących cen. Odnotowany w październiku CPI na poziomie 6,2 proc. prawdopodobnie nie jest jeszcze szczytem i zanim ujrzymy punkt przegięcia, inflacja jeszcze wzrośnie.

Na złotym obserwujemy ruch umacniający. EUR/PLN wraca do technicznego wsparcia w okolicach 4,68 – 4,6770. Tendencja aprecjacyjna trwa pomimo, że główna para walutowa znajduje się na kilkunastomiesięcznych minimach i nie widać dziś rano korekty technicznej. Jeśli jednak przed świętem dziękczynienia cześć inwestorów zrealizuje zyski na dolarze i zobaczymy korektę na amerykańskiej walucie, wówczas złoty może dodatkowo zyskać.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

Październikowe dane GUS budownictwa mieszkaniowego bez niespodzianek

Najnowsze dane GUS, prezentujące statystyki budownictwa mieszkaniowego od stycznia do października  bieżącego roku, tym razem nie zaowocowały większymi zmianami w stosunku do poprzedniego miesiąca. Oznacza to, że wykreowane w bieżącym roku optymistyczne akcenty, potwierdzające przyśpieszenie koniunkturalnej prosperity w statystykach inwestycyjnych pierwotnego rynku mieszkaniowego, wciąż pozostają aktualne.

Pozwolenia wciąż bliskie rekordom

Od końca ub. roku fundamentalna dla bieżącej koniunktury inwestycyjnej pozycja gusowskich statystyk budownictwa mieszkaniowego, czyli liczba mieszkań, na realizację których wydano pozwolenia lub dokonano zgłoszenia z projektem budowlanym, przeszła na wyższy, nienotowany nigdy wcześniej poziom notowań w okolicach 30 tys. jednostek miesięcznie.

Jak zauważa portal RynekPierwotny.pl w tym kontekście październikowy rezultat ogółem na poziomie blisko 29 tys. nowych pozwoleń wpisuje się w obowiązujący trend, efektem którego jest rekordowy wolumen tych decyzji administracyjnych od początku br. na poziomie ponad 283 tys., czyli 29,2 proc. więcej rdr.Tabela – wyniki deweloperów mieszkaniowych

Z kolei październikowy wynik deweloperów rzędu prawie 17 tys. nowych pozwoleń, jest wprawdzie gorszy rdr o dokładnie 4 proc., mimo to jednak pozostaje w strefie najlepszych miesięcznych osiągnięć przedsiębiorców budujących na sprzedaż lub wynajem. W efekcie rekordowe niespełna 175 tys. pozwoleń zgromadzonych przez deweloperów od początku roku, czyli 31,5 proc. więcej rdr, to świadectwo wciąż niesłabnącego optymizmu przedsiębiorców budujących mieszkania na sprzedaż lub wynajem.

Zatrzymanie tendencji spadkowej nowych inwestycji

Od marca, w którym padł miesięczny rekord mieszkań rozpoczętych, notowania tej pozycji gusowskich statystyk systematycznie malały. W październiku nastąpiło lekkie odreagowanie tendencji spadkowej. Wynik ogółem na poziomie 22,5 tys. okazał się lepszy o 15 proc. rdr, natomiast 239 tys. nowych budów od początku roku oznacza progres o blisko 27 proc.

Zdaniem ekspertów portalu RynekPierwotny.pl październikowe odbicie zawdzięczamy głównie deweloperom, których wynik na poziomie niespełna 13 tys. jest lepszy rok do roku o 11,7 proc. W sumie od początku roku ruszyli oni z budową imponujących 141 tys. lokali, czyli o ponad jedną trzecia więcej niż w analogicznym okresie ub. roku.

Tym samym widać wyraźnie, że koniunktura inwestycyjna na pierwotnym rynku mieszkaniowym ma się wciąż doskonale, niezależnie od coraz bardziej skomplikowanej sytuacji na rynku materiałów budowlanych. Co ciekawe, mimo rekordowej produkcji na rynku coraz bardziej odczuwalny jest niedobór nowych mieszkań, a zapas lokali w ofercie deweloperskiej obliczany jest na zaledwie 5 miesięcy sprzedaży.

Statystyki mieszkań oddanych w trendzie horyzontalnym

Tradycyjnie najbardziej przewidywalnym ogniwem bieżących danych GUS pozostaje sytuacja dotycząca mieszkań oddanych do użytkowania. W tym przypadku tendencja horyzontalna na relatywnie wysokim poziomie wciąż ma się bardzo dobrze. Wynik ogółem mieszkań oddanych od początku roku na poziomie ponad 184 tys. jest o 4 proc. wyższy licząc rok do roku, z czego sami deweloperzy oddali od początku roku ponad 109 tys. lokali, czyli 4 proc. mniej niż w tym samym okresie ub. roku.

W sumie gusowskie statystyki komunikujące osiągniecia budownictwa mieszkaniowego wciąż utrzymują się na wysokich, korespondujących z rekordowymi poziomach, a październik okazał się kolejnym miesiącem potwierdzającym imponującą odporność inwestycyjnego segmentu mieszkaniówki na pojawiające się kolejne utrudnienia, jak choćby coraz gorszą sytuację na rynku materiałów budowlanych.

Utrzymująca się nieubłaganie nierównowaga popytowo-podażowa na pierwotnym rynku mieszkaniowym, najprawdopodobniej jeszcze dość długo będzie wymuszała na deweloperach dążenie do maksymalizacji wolumenów nowych inwestycji. Trudno jednak nie dostrzec pojawiających się na horyzoncie symptomów pogorszenia środowiska gospodarczego, wynikającego przede wszystkim z odwrócenia tendencji spadkowej stóp procentowych NBP. Szczególnie spektakularna wydaje się reakcja rodzimej giełdy, na której  od kilku tygodni trwa intensywna wyprzedaż akcji spółek deweloperskich, wskutek czego branżowy indeks WIG-Nieruchomości stracił już 15 procent. Czy oznacza to zbliżające się przesilenie i spowolnienie koniunktury w krajowej mieszkaniówce z jej segmentem inwestycyjnym na  czele, przekonamy się zapewne w perspektywie najbliższych miesięcy.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Branża windykacyjna winduje rynek pocztowy

Dane Związku Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce mówią, że w II kwartale 2021 roku wartość nominalna wierzytelności obsługiwanych przez jego członków wyniosła 137,6 mld zł[1]. Swój udział mają w niej wierzytelności sektora finansowego, przedsiębiorstw oraz konsumentów. Ich liczba sięga setek tysięcy sztuk, co dla firm windykacyjnych oznacza bardzo wysoką liczbę spraw do monitowania. Kontakt z dłużnikami często prowadzony jest w formie korespondencji listowej, co sprawia, że branża windykacyjna jest dziś jednym z największych nadawców, wpływając na kształt całego rynku pocztowego.

„Raport o stanie rynku pocztowego” publikowany Urząd Komunikacji Elektronicznej podaje, że w roku 2020 operatorzy pocztowi zrealizowali ponad 1 mld przesyłek listowych i była to najliczniej realizowana usługa pocztowa. Tradycyjna korespondencja papierowa, choć coraz częściej wypierana przez komunikację elektroniczną, wciąż ma kluczowe znaczenie dla wielu obszarów gospodarki. Jednym z nich jest branża windykacyjna, dla której pocztowa forma monitowania należy do podstawowych narzędzi postępowania polubownego i sądowego.

Drukowana korespondencja listowa regularnie stosowana jest przez organy administracji publicznej, nadawców reklamowych czy operatorów sieci komórkowych i telewizji kablowych, ale nade wszystko sektor finansowy. W strukturze sprzedaży Speedmail branża finansowa obejmująca banki, firmy ubezpieczeniowe oraz windykacyjne zajmuje pierwsze miejsce i odpowiada za blisko 29 proc. liczby naszych zleceń, z czego jedna trzecia to nadania branży windykacyjnej – mówi Janusz Konopka, Prezes Zarządu Speedmail, największego w Polsce niezależnego operatora pocztowego.

Skala wierzytelności to setki tysięcy sztuk i miliardy złotych

Z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor wynika, że po I kwartale 2021 roku liczba niesolidnych dłużników w Polsce wynosiła 2,74 mln osób[2]. Jak zauważa ZPF, w strukturze polskiego rynku dominującą rolę odgrywają wierzytelności konsumenckie. Pod koniec 2019 stanowiły one 81,5 proc. wierzytelności czynnych, podczas gdy korporacyjne 18,5 proc[3]. Branża zarządzania wierzytelnościami ma dziś ręce pełne pracy. Skalę działań firm windykacyjnych można pojąć, przyglądając się choćby dwóm grupom ich klientów: bankom oraz instytucjom pożyczkowym. W połowie 2020 roku w imieniu banków podmioty windykacyjne obsługiwały 180 tys. sztuk wierzytelności o wartości 2,2 mld zł. W imieniu instytucji pożyczkowych było to 300 tys. sztuk o wartości 1,2 mld zł[4].

Ciężko dokładnie określić jaka jest skala wierzytelności na rynku komunikacji miejskiej i kolejowej, gdyż nikt nie prowadzi takich badań. Jeżeli chodzi o naszą spółkę to przez cały czas utrzymujemy poziom ok. 500 tys. czynnych spraw kupionych i ok. 250 tys. na zlecenie, ale ogólna skala na pewno jest większa – mówi Krzysztof Laba, wiceprezes spółki Statima, która obsługuje ponad 75 proc. wierzytelności komunikacyjnych. – Rynek windykacyjny stale się rozwija, a do obsługi coraz większej liczby spraw wykorzystywane są nowoczesne technologie, takie jak voice boty czy algorytmy ustalające ilość monitów i terminy ich wysyłania. Największą skuteczność przy ściąganiu długów ma oczywiście osobista rozmowa, ale zaraz za nią znajduje się komunikacja drogą pocztową – dodaje.

Papier wzbudza zaufanie i poprawia skuteczność

Postępowanie windykacyjne można podzielić na dwie podstawowe fazy. Pierwsza z nich zakłada procedurę polubownego rozwiązania sprawy. Jej celem jest nawiązanie dialogu z dłużnikiem i jego monitowanie, które ma doprowadzić do spłaty należności. Służy temu, zarówno kontakt zdalny za pośrednictwem telefonu lub korespondencji listowej, jak i osobiste spotkania. Jeżeli działania te nie przyniosą skutku, rozpoczyna się etap windykacji prawnej, który obejmuje postępowanie sądowe, mogące zakończyć się komorniczą egzekucją długu. W obu przypadkach między wierzycielem a dłużnikiem prowadzona jest regularna korespondencja, która nadaje sprawie formalnego wymiaru i stanowi dokumentację procesową.

W przypadku postępowania windykacyjnego, papierowa korespondencja zdecydowanie potwierdza swoją wartość. Listowne monity podnoszą wiarygodność wysyłającego i nadają sprawie większą wagę. Co więcej, drukowana forma sprawia, że wysłany list nabiera mocy dokumentu, który może być wykorzystany w dalszym postępowaniu. Wiarygodność i skuteczność tej formy doręczeń doceniają nie tylko firmy zajmujące się zarządzaniem należnościami. Z korespondencji tego typu równie chętnie korzystają firmy pożyczkowe, ubezpieczeniowe czy banki, dla których dodatkowym atutem jest bezpieczeństwo i poufność – dodaje Janusz Konopka, Prezes Zarządu Speedmail.

W lutym 2020 roku Sejm znowelizował Kodeks postępowania cywilnego, a wraz z nim przepis mówiący o tym, że list polecony zawierający pismo procesowe, po dwukrotnym awizowaniu zostaje uznany za doręczony. Teraz, po nieudanej dwukrotnie próbie doręczenia, nadawca będzie miał obowiązek ustalenia nowego adresu pozwanego i doręczenia odpisu pisma za pośrednictwem komornika sądowego. To w teorii może oznaczać jeszcze więcej przesyłek związanym z procesem windykacji.

[1] https://zpf.pl/badania-i-publikacje/raporty-cykliczne/wielkosc-polskiego-rynku-wierzytelnosci/

[2] BIG InfoMonitor, InfoDług, „Indeks Zaległych Płatności Polaków” – czerwiec 2021

[3] ZPF, „Znaczenie rynku zarządzania wierzytelnościami dla zrównoważonego wzrostu gospodarczego”, wersja skrócona raportu, Gdańsk 2020

[4] tamże

Hybrydowe zakupy spożywcze błyskawicznie zdobywają popularność

Nie musimy szukać dalej niż na własnym podwórku, by dostrzec gwałtowny rozkwit popularności zakupów spożywczych online: dziś już 85% Polaków zamawia produkty spożywcze w sieci, a 41% planuje w ten sposób kupić żywność na Święta.[1] Nie oznacza to jednak, że tradycyjne zakupy przechodzą kryzys – prognozy wskazują raczej na upowszechnienie się w przyszłości modelu hybrydowego, w którym kanał online płynnie łączy się ze stacjonarnym i go uzupełnia.

PayPal infografika

Aby zrozumieć, jak zmieniły się zwyczaje związane z zakupami spożywczymi, PayPal zlecił zbadanie tego zjawiska w 12 państwach Europy, w tym również w Polsce. Wyniki badania przeprowadzonego w połowie września dla PayPal przez Maru/Matchbox, pokazują, że zakupy żywności online wyraźnie zyskały na znaczeniu. Już ponad 8 na 10 polskich konsumentów twierdzi, że kupowało takie artykuły w internecie, a 27% korzystało przy tym z usług płatności internetowych, m.in. dostarczanych przez PayPal. Mimo to, jeśli chodzi o świeże produkty, konsumenci nadal przejawiają spory apetyt na zakupy w tradycyjnych sieciach stacjonarnych, chętnie widzą też opcję odbioru osobistego w sklepie.

Wygoda i oszczędność czasu – główne zalety zakupów online

Gdy mowa o zakupach spożywczych, wygoda i łatwość obsługi okazują się dla Polaków kluczowe. Potwierdza to 72% konsumentów, którzy przyznają, że główną motywacją do ich dokonywania w sieci jest oszczędność czasu. Dzisiejsze rosnące tempo życia powoduje, że miejsca na obowiązki domowe pozostaje coraz mniej. Opcja dostawy produktów pod drzwi jest w tej sytuacji bardzo wygodnym i efektywnym czasowo rozwiązaniem.

Oszczędność czasu to jeden z kluczowych powodów, dla których aż 4 na 10 polskich respondentów przynajmniej część artykułów żywnościowych na zbliżające się Święta Bożego Narodzenia kupi w sieci. Przedświąteczne zakupy zawsze były jednym z najlepszych okresów sprzedażowych w sklepach stacjonarnych, a obecnie widzimy, że znaczna część tego ruchu przenosi się do świata wirtualnego, również w przypadku zakupów spożywczych. Coraz więcej konsumentów przyzwyczaja się do zakupów online i można przyjąć, że ten trend w nadchodzących latach będzie nadal się rozwijał – mówi Efi Dahan, dyrektor generalny PayPal na Europę Środkowo-Wschodnią, Rosję i Izrael.

Szanse i wyzwania

Kanały online i offline w świecie handlu wzajemnie się uzupełniają. Z ostatniego badania PayPal wynika, że takie hybrydowe podejście jest szczególnie widoczne w przypadku kupowania produktów świeżych i nietrwałych. Potwierdzają to dane: choć liczba Polaków korzystających z zakupów spożywczych w sieci jest imponująca, tylko 7% z nich decydowało się nabyć tam świeże produkty. Co ciekawe, w Wielkiej Brytanii ponad cztery razy więcej respondentów (31%) kupowało owoce i warzywa online, co sugeruje, że obawy przed zamawianiem świeżej żywności są tam mniejsze.

Z drugiej strony, wielu polskich konsumentów dostrzega zalety zakupów w internecie, jeśli chodzi o szerszy dostęp do różnorodnych produktów z kategorii zdrowej żywności. 73% respondentów uważa, że kupowanie produktów spożywczych w sieci pozwala im wybierać ,,produkty zrównoważone i przyjazne dla środowiska’’, a 55% twierdzi, że daje im to możliwość szerszego wyboru żywności ekologicznej.

Nowa jakość bezpieczeństwa

Na zmiany zachowań konsumentów w kwestii wyboru między sklepami stacjonarnymi a online wpłynęła m.in. pandemia COVID-19. Wiązało się to z kwestią osobistego bezpieczeństwa kupujących, której postrzeganie bardzo się zmieniło od ubiegłego, „pandemicznego” roku. Zeszłoroczne badanie KPMG ,,Nowa rzeczywistość. Konsument w dobie COVID-19’’[2] pokazało, że troska o bezpieczeństwo podczas zakupów nabrała w ostatnim czasie istotnego znaczenia – w Polsce wskazało ją o 58% konsumentów więcej, niż przed pandemią. Takie podejście widać również w wynikach badania PayPal. Dziś już 46% respondentów uważa, że także w przyszłości nie będzie się czuło komfortowo, robiąc zakupy w tłumie ludzi.

Przyszłość zakupów hybrydowych

Zmiana naszych zwyczajów zakupowych wydaje się trwała. Obecnie klienci płynnie przechodzą między opcjami zakupów w Internecie, w sklepie tradycyjnym czy usłudze ,,click-and-collect”. Trend hybrydowych zakupów spożywczych, napędzany przez potrzebę bezpieczeństwa, wygodę i wyznawane przez konsumentów wartości, dzięki pandemii zyskał szansę na dynamiczny rozwój. Według prognoz, prędko się to nie zmieni. W parze z nim idzie upowszechnienie nowoczesnych metod płatności. W Polsce po pandemii aż 59% badanych częściej korzystało z płatności online, takich jak PayPal, a 40% stwierdziło, że nie czuje się teraz komfortowo używając gotówki lub dotykając klawiatury w celu wpisania kodu PIN. To, co na początku wynikało z konieczności, dziś jest już pełnoprawną częścią codziennych nawyków zakupowych Polaków.

Hybrydowa przyszłość zakupów jest fascynującym zjawiskiem. Ten model oznacza, że kupujący mogą płacić za produkty i odbierać je w dowolny sposób, gdziekolwiek chcą – mówi Efi Dahan. I dodaje: Nasze ogólnoeuropejskie badanie pokazuje, jak zmieniło się nastawienie w ciągu ostatnich dwóch lat: konsumenci chcą robić zakupy w wielu formatach online, jak również w realu, a naszym celem jest zapewnienie im wygodnej, bezpiecznej i szybkiej metody płatności.

[1] Wszystkie dane cytowane w niniejszej informacji, o ile nie zaznaczono inaczej, pochodzą z badania „Trendy w branży zakupów spożywczych online i dostaw żywności w Wielkiej Brytanii i UE”, przeprowadzonego na zlecenie PayPal przez Maru/Matchbox w dniach 6-13 września 2021 r. wśród 1000 uczestników w Polsce, będących osobami podejmującymi decyzje w gospodarstwach domowych.

[2] KPMG “Nowa rzeczywistość: konsument w dobie COVID-19. Jak zmieniły się zwyczaje zakupowe Polaków w czasie koronawirusa”, wrzesień 2020