Nowe Prawo Pogrzebowe – już niedługo. Polska Izba Branży Pogrzebowej informuje, jakie będą zmiany

Uregulowanie funkcjonowania domów pogrzebowych i krematoriów, wprowadzenie elektronicznej karty zgonu, powołanie instytucji koronera czy zniesienie tzw. odprawy konsularnej w przypadku zmarłych za granicą – takie m.in. rozwiązania znajdą się w nowelizacji ustawy Prawo Pogrzebowe. Polska Izba Branży Pogrzebowej od dłuższego czasu zabiegała o ich uwzględnienie w  projekcie ustawy. Dziś uważa, że im szybciej wejdą w życie, tym sprawniej pójdzie uporządkowanie i sprofesjonalizowanie usług pogrzebowych, a jest ono konieczne, gdyż trwająca od półtora roku pandemia Covid 19 obnażyła wiele mankamentów braków branży pogrzebowej. Prace nad projektem ustawy kończą właśnie fazę rządową.

Znaczny wzrost zgonów, do jakiego doszło w ciągu ostatniego półtora roku, skutkuje zwiększonym zapotrzebowaniem na usługi pogrzebowe, i to w każdym ich segmencie – od przechowywania i przygotowania zwłok, przez ich transport, aż po ceremonię pogrzebową i następujące po niej prace kamieniarskie.

– Po nadejściu epidemii Covid-u, do przeprowadzenia wszelkich czynności z przygotowaniem pogrzebu oraz samym pogrzebem dopuszczane były, i nadal są, osoby nie będące formalnie pracownikami firm pogrzebowych, a jedynie przygodnie wynajętymi na czas wykonania tych czynności, które nie posiadały nawet wystarczającego zabezpieczenia przed zarażeniem się Covid, osoby, które po wykonaniu czynności w firmie pogrzebowej, otrzymywały wynagrodzenie pod tzw. stołem i bez jakiejkolwiek dezynfekcji wracały do normalnego życia społecznego – w ten sposób Robert Czyżak, prezes Polskiej Izby Branży Pogrzebowej odnosi się do uwypuklonych ostatnio głównych mankamentów reprezentowanego przez niego sektora usług.

Dodaje, że oprócz ignorowania podstawowych norm – przede wszystkim higienicznych – można mówić o swoistym „żerowaniu takich firm na zgonach” i podnoszeniu cen za usługi pogrzebowe. Przyznaje też, że w ostatnim czasie do Izby wielokrotnie zwracały się m.in. organy administracji samorządowej z zapytaniem, czy np. dysponuje odpowiednim zapleczem, bo często zdarzało się, że na terenie powiatu, spośród 4 działających firm, tylko jedna miała chłodnię na zwłoki, a reszta korzystała albo z prosektoriów szpitalnych, i to najczęściej bez zgody dyrekcji szpitala, albo też przetrzymywała zwłoki w karawanach, stodołach czy garażach.

– Teraz firmy często przechowują je gdziekolwiek. Mamy do czynienia z totalnym brakiem kontroli nad tym, co tak naprawdę stanowi zagrożenie, i to teraz, gdy możliwość zarażenia się Covidem staje się coraz bardziej realna – uważa Robert Czyżak.

Już same te dwie sprawy stanowią powód do niepokoju. Ale jest ich więcej. Branża pogrzebowa włączyła się więc w prace nad nowelizacją ustawy i przekonała jej twórców do proponowanych rozwiązań, tym bardziej, że krytyczną diagnozą sytuacji w tym sektorze dysponowała wcześniej, na długo przed wybuchem pandemii.

– Obnażyła ona nieprawidłowości i przyśpieszyła konieczność wprowadzenia zmian, które idą w kierunku znacznie większej i kompleksowej profesjonalizacji branży pogrzebowej – twierdzi Robert Czyżak, uzasadniając: – Przede wszystkim na jaw wyszła sprawa zatrudnienia, i tym samym dopuszczenia do wykonywania stosownych czynności w firmach pogrzebowych tylko tych osób, które będą posiadały niezbędną wiedzę i kwalifikacje – zauważa prezes Izby.

Jego zdaniem, to, a także częsty brak kompetencji, co uwidacznia się realizacją zleceń „na łapu capu” w różnych obszarach, spowodowało konieczność stworzenia precyzyjnych regulacji prawnych w każdym obszarze usług pogrzebowych.

– Chodzi o sprawy podstawowe, które sprowadzać mogą nawet niebezpieczeństwo na najbliższych zmarłej osoby, a z których w tak smutnych i podniosłych dla nich chwilach trudno czasem nawet zdać sobie sprawę – wskazuje Robert Czyżak.

Zmiany, które wpłyną na znaczną poprawę usług pogrzebowych to m.in.:

uregulowanie funkcjonowania domów pogrzebowych oraz określenie niezbędnego minimum dla ich funkcjonowania i lokalizacji (bywa, że znajdują się one po środku osiedli mieszkaniowych), a przede wszystkim posiadania przez przedsiębiorstwo pogrzebowe odpowiedniego zaplecza pozwalającego na przygotowanie osoby zmarłej do pochówku, zapewnienie odpowiednich urządzeń chłodniczych do przechowywania zwłok, posiadanie specjalistycznych samochodów – w tym karawanów.

Jak zauważają przedstawiciele branży pogrzebowej, „przewóz ma np. miejsce samochodem, który następnego dnia rano jedzie na giełdę warzywną, bo akurat tak się składa, że właściciel firmy pogrzebowej ma też sklep z warzywami, a tak dzieje się naprawdę. Bywa też tak, że firma bez żadnego zaplecza, korzysta z chłodni np. szpitala, często bez wiedzy dyrekcji, za drobną opłata dla laboranta, i tak w szpitalu bez covidowym mamy np. zwłoki covidowe” (cytat przedstawiciela branży pogrzebowej).

wprowadzenie e karty zgonu. Rodziny osób zmarłych np. w szpitalach, ośrodkach opieki czy hospicjach zwolnione zostaną z obowiązku osobistego odbioru dokumentu stwierdzającego zgon, e karta zgonu wysyłana będzie drogą elektroniczną, bezpośrednio do urzędu stanu cywilnego.

zniesienie obowiązku tzw. odprawy konsularnej w polskich placówkach dyplomatycznych, w przypadku przewozu osób zmarłych z zagranicy. Niejednokrotnie trzeba obecnie pokonywać dystans nawet kilkuset kilometrów od miejsca zgonu do placówki konsularnej, co stanowi niepotrzebny, dodatkowy koszt, którym, według obowiązującego jeszcze prawa, obciążane pozostają rodziny zmarłych.

uregulowanie kwestii związanej z lokalizacją i funkcjonowaniem krematoriów. Stworzenie jednolitego druku certyfikatu kremacji, wprowadzenie obowiązku raportowania do Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska danych dotyczących emisji spalin (dzisiaj dokonuje tego niespełna 10% wszystkich funkcjonujących krematoriów), wprowadzenia wymogu kremacji zwłok w trumnach z materiałów łatwopalnych tj. trumnach drewnianych nielakierowanych, odejście od dokonywania kremacji w tak zwanych trumnach ekologicznych kartonowych, które z ekologią nie mają nic wspólnego. Wg przeprowadzonych na nasze zlecenie badań, w trumnach takich znajduje się wiele związków chemicznych szkodliwych dla zdrowia i życia ludzi, w tym min. arsen.

Poza tym – obowiązek dodatkowego zabezpieczenia trumny ze zwłokami niepalnym znamiennikiem, posiadającym nazwę krematorium oraz numer porządkowy kremacji, co będzie bardzo ważnym aspektem w kontekście pojawiających się niekiedy pytań o autentyczność przekazywanych rodzinom prochów osób zmarłych.

wprowadzenie instytucji koronera, co poruszane jest przez środowisko związane z branżą pogrzebową od bardzo dawna, istnieje bowiem bardzo duży problem ze stwierdzaniem zgonów osób zmarłych poza szpitalami i ośrodkami opieki społecznej. Obecnie trzeba jeszcze czekać na stwierdzenie zgonu od kilku do kilkunastu godzin.

konieczne dla funkcjonowania firmy pogrzebowej zatrudnienie. Jako Polska Izba Branży Pogrzebowej zaproponowaliśmy minimalne zatrudnienie 4 osób. Zapis taki pozwoli na niezbędną kontrolę i bezpieczne (np. w oparciu o przepisy BHP) wykonywanie przez firmy pogrzebowe wszelkich czynności związanych z pochówkiem. Dzisiaj mamy niestety z tym ogromny problem, bowiem znaczna część firm pogrzebowych zatrudnia bez umów o pracę, tworząc tym samym tzw. szarą strefę, poprzez którą skarb państwa – wg naszego raportu sprzed kilku lat – traci rocznie ponad 960 mln złotych.

Korzenie starej ustawy pogrzebowej sięgają lat 30 poprzedniego stulecia. Od tamtej pory, oprócz kilku drobnych poprawek, obowiązująca ustawa pozostawała w ówczesnym kształcie, a przecież świat, usługi i zwyczaje uległy w wielu przypadkach gruntownym przeobrażeniom – tłumaczy Robert Czyżak i dodaje, że prawo to przyzwalało na rozprzestrzenianie się wielu negatywnych, a nawet patologicznych, zjawisk, o których głośno było choćby 20 lat temu.

– Zmierzamy do tego, aby zawód przedsiębiorcy pogrzebowego był zawodem zaufania publicznego – tak, aby wykonywane przez nas czynności związane z pochówkiem wolne były od zbędnych emocji, a rodziny miały poczucie spokoju, bezpieczeństwa i profesjonalnej realizacji usługi ze strony przedsiębiorcy pogrzebowego, którego opiece powierzają ciało bliskiej osoby – zaznacza prezes Polskiej Izby Branży Pogrzebowej.

Rządowe prace nad nowelizacją ustawy potrwać mają do końca roku. Następnie projekt trafi do sejmu.

Ile kosztuje SEO?

Obecnie bardzo duża ilość działalności typu E-commerce decyduje się na usługi związane z pozycjonowaniem stron internetowych w wyszukiwarkach. Jest to bardzo rozważana inwestycja, która może przynieść duże zyski w przyszłości. Jednak bardzo dużo młodych przedsiębiorców tak naprawdę nie jest w stanie określić, ile kosztuje SEO? W tym artykule postaramy się odpowiedzieć na to nurtujące pytanie!semcore-pozycjonowanie-stron-22

Krótkie omówienie terminu SEO

Zanim przedstawimy ceny pozycjonowania stron w wyszukiwarkach, warto podkreślić, czym jest SEO, dla osób, które nie posiadają dostatecznej wiedzy na ten temat. Mowa tutaj o optymalizacji dla wyszukiwarek internetowych (search engine optimization). Chcąc omówić, czym charakteryzuje się ten proces, musimy przez krótszą chwilę wcielić się w potencjalnego klienta, który planuje wykonać zakupy przez Internet.

Jeżeli chcemy nabyć dany towar, pierwszą rzeczą, która przychodzi nam do głowy, będzie wpisanie nazwy produktu w wyszukiwarce. W głównej mierze mówimy tutaj o Google, ponieważ witryna ta cieszy się największą popularnością. Po stosunkowo krótkiej chwili zobaczymy listę witryn, które możemy odwiedzić. Najbardziej trafne wyniki będą znajdować się na stronie pierwszej lub też drugiej.

Jak zwiększyć popularność naszej działalności?

Aby nasz sklep cieszył się jak największą popularnością, musimy zadbać o to, aby znalazł się on w samej czołówce. Chcąc to osiągnąć musimy zainwestować w usługi pozycjonowania, które dla wielu początkujących przedsiębiorców mogą okazać się zbyt drogie. To nieprawda! Wystarczy jedynie wiedzieć, gdzie należy szukać dobrych, ale i również zadowalających pod względem finansowym agencji.

Na samym początku musimy powiedzieć, że SEO to najczęściej opłata miesięczna. Tak długo jak będziemy uiszczać opłatę, to nasza witryna będzie znajdować się pod opieką wyspecjalizowanych osób, które posiadają doskonałą wręcz wiedzę na temat najnowszych trendów, które sprawią, że strona trafi do jak najszerszego grona osób. Jeżeli chcemy zwrócić bezpośrednią uwagę na ceny, to spotkamy się z naprawdę szerokim wachlarzem.

Koszty pozycjonowania

Kwoty oscylują od 1000 zł do 5000 zł za miesiąc. Oczywiście mogą wystąpić pewne wyjątki, jednak podajemy najbardziej uniwersalne wartości, które odnajdziemy w sieci. Decydując się na daną agencję SEO, należy jednak zwrócić uwagę na kilka czynników, które powinny być wręcz kluczowe!

Warto postawić na współpracę z firmą, która jest w stanie zaoferować bezpłatny audyt SEO, który wykaże wszelkie niedoskonałości w naszej stronie. Wówczas możliwe będzie stworzenie spersonalizowanej oferty, która zrealizuje wszystkie nasze cele. Prawdopodobnie będzie nam zależeć w głównej mierze na polepszeniu wyników sprzedaży.

Zadbaj o swoją satysfakcję!

Pamiętaj również, że na składową kwotę miesięczną przypada pula, która zostaje przeznaczona na cele marketingowe. Zadbaj o to, aby procent ten był jak najwyższy. Jesteśmy niemalże pewni, że każdy przedsiębiorca będzie w stanie odnaleźć firmę SEO, która spełni wszystkie oczekiwania. Wystarczy jedynie chwila poszukiwań oraz kilka rozmów, aby zdecydować się na agencję, która sprawi, że sprzedaż będzie w stanie wzrosnąć nawet kilkukrotnie.

Czyja oferta będzie najlepsza?

Jak już wspomnieliśmy wcześniej – bardzo trudno jednoznacznie określić stawki za pozycjonowanie naszej witryny w wyszukiwarkach. Znalezienie dobrej agencji wiąże się z dużą ilością czasu, którą poświęcimy na porównanie ofert. Załóżmy jednak, że nie możesz sobie pozwolić na zwłokę, więc na pewno chciałbyś wiedzieć jaka firma spełni wszystkie Twoje oczekiwania, a jednocześnie gwarantuje uczciwe stawki.

Świetną propozycją dla Ciebie, która cieszy się niepodważalną wręcz wieloletnią renomą, będzie Semcore, bez większego problemu możemy określić tę firmę za specjalistów w swojej dziedzinie. Ich oferta będzie atrakcyjna dla każdego przedsiębiorcy niezależnie od doświadczenia. Współpraca z Semcore będzie bezproblemowa, ale i również przyniesie oczekiwane efekty!

Liczba serwerowni do 2025 roku może wzrosnąć o ponad 200%

W efekcie pandemii COVID-19 i przyspieszonej cyfrowej transformacji rośnie rola narzędzi, które umożliwiają zdalny dostęp do infrastruktury IT. Dotyczy to także centrów danych. Jak pokazują wyniki badania zleconego przez Vertiv agencji ARC Rynek i Opinia, 77% przedsiębiorstw w Polsce zdalnie monitoruje i kontroluje swoje serwery. Częściej po takie rozwiązania sięgają firmy, które korzystają z kolokacji serwerów.

Zgodnie z prognozami firmy Vertiv pochodzącymi z badania „Data Center 2025: Coraz bliżej brzegu”, liczba serwerowni do 2025 roku ma wzrosnąć o 226% w porównaniu do roku 2019. Wpłynie to na dalszy wzrost znaczenia rozwiązań do zdalnego monitorowania i dostępu do infrastruktury, które umożliwiają wgląd w zasoby IT w czasie rzeczywistym i proaktywne identyfikowanie problemów zagrażających urządzeniom. W konsekwencji zwiększy się także wydajność firm.

Z kolei według najnowszego badania Vertiv o przechowywaniu danych przez firmy w Polsce,  większość z nich planuje inwestycje w narzędzia do monitoringu infrastruktury oraz umożliwiające zdalny dostęp do niej. W pierwsze z nich zamierza zainwestować 79% badanych, w drugie – 56%. Częściej taki zamiar deklarowali pracownicy przedsiębiorstw korzystających z kolokacji serwerów.

Cyfrowa transformacja znacznie przyspieszyła w czasie pandemii. Placówki ochrony zdrowia musiały podołać zwiększonemu popytowi na usługi, zakłady produkcyjne wprowadzały nowe, cyfrowe narzędzia BHP, bazujące na analizie wideo. Firmy finansowe mierzyły się ze zwiększoną liczbą transakcji, a placówki oświatowe wdrożyły zdalne nauczanie. Ten głód przetwarzania danych był napędzany nieprzerwaną pracą rozwiązań IT w centrach danych – podkreśla Krzysztof Krawczyk, Menedżer Sprzedaży ds. Rozwiązań IT w Europie Środkowej-Wschodniej w Vertiv.

Obecnie jedynie 17% badanych firm nie korzysta z narzędzi do zdalnego dostępu. Ankietowani przez Vertiv różnorodnie oceniali ich rolę w swojej codziennej pracy. Jako dużą lub bardzo dużą określiło ją 38% przedsiębiorstw. Wyniki badania pokazują również, że większą wagę do zdalnego dostępu przykładają pracownicy firm, które nie korzystają z kolokacji. W ich przypadku odsetek ten wyniósł 42%, a wśród firm korzystających z usług kolokacyjnych – 24%. Warto też zauważyć, że firmy korzystające z kolokacji nie odnotowały w ciągu ostatniego roku związanych z tym modelem naruszeń bezpieczeństwa danych.

Czwarta fala koronawirusa ponownie najgroźniejsza dla HoReCa. Obawia się jej aż 85 proc. hotelarzy i restauratorów

Po pozytywnym odbiciu nastrojów w HoReCa z III kwartału br. nie ma już śladu. Subindeks Barometru EFL na IV kwartał br. był najniższy wśród 6 branż i wyniósł tylko 47,2 pkt. To spadek o 12,7 pkt. w porównaniu do poprzedniego kwartału, w którym wskaźnik osiągnął najlepszy wynik od ponad 2 lat (59,9 pkt.). Na taki wynik największy wpływ miały prognozy dotyczące sprzedaży – 40% hotelarzy i restauratorów spodziewa się mniejszej liczby zamówień w ostatnim kwartale tego roku. HoReCa jest również jedyną branżą, w której zdecydowana większość ankietowanych twierdzi, że czwarta fala koronawirusa ponownie pogorszy sytuację biznesów hotelarskich i gastronomicznych (85 proc.).

– Ponownie światełko w tunelu zgasło. W poprzednim pomiarze na III kwartał mieliśmy do czynienia z najwyższą wartością branżowego subindeksu dla HoReCa nie tylko od początku pandemii, ale od ponad dwóch lat. To oczywiście było spowodowane okresem wakacyjnym i „uśpieniem” koronawirusa. Jak widzimy gorący sezon trwał bardzo krótko. Zakończenie okresu urlopowego i już nie groźba, ale kolejna fala epidemii COVID-19, odwróciły pozytywny trend. Z rozmów z naszymi klientami z tej branży wynika, że większość przedsiębiorców nie spodziewa się ponownego zamknięcia restauracji i hoteli. Jednak nie mają oni złudzeń – więcej zachorowań to większy strach w społeczeństwie i mniejsza chęć do odwiedzania lokali. Stąd przedstawiciele sektora oceniają swoją najbliższą przyszłość najgorzej ze wszystkich sześciu badanych przez nas branż – mówi Radosław Woźniak, prezes EFL.

Czwarty raz oko w oko z koronawirusem

Na niższą w porównaniu do poprzedniego pomiaru wartość subindeksu Barometru EFL dla HoReCa na IV kwartał br. (47,2 pkt., -12,7pkt. kwartał do kwartału) największy wpływ miały prognozy w obszarze sprzedaży. 40 proc. hoteli, restauracji i firm cateringowych prognozuje spadek zamówień w swoich lokalach w ciągu ostatnich trzech miesięcy tego roku. Tylko 4 proc. ankietowanych liczy na większą sprzedaż. Jest to wynik odwrotny od tego z poprzedniego kwartału, kiedy 77,5 proc. spodziewało się zwiększenia obrotów. Wówczas HoReCa najoptymistyczniej wśród 5 branż wyobrażała sobie swoją przyszłość, głównie z uwagi na trwający sezon wakacyjno-urlopowy. Pesymistyczne prognozy sprzedażowe nie pozostają bez wpływu na płynność finansową. Jej pogorszenia spodziewa się 32,5 proc. przedsiębiorców, również najwięcej wśród 6 badanych sektorów.

Leczenie potrwa kilka lat

O pogorszeniu nastrojów w HoReCa może świadczyć także fakt, że zdecydowanie więcej przedstawicieli tego sektora twierdzi, że kondycja sektora w kontekście czwartej fali pandemii w ciągu kolejnych 6 miesięcy pogorszy się, niż poprawi (85 proc. vs. 1 proc.). Tutaj również grupa pesymistów jest najliczniejsza wśród wszystkich badanych sektorów. Na przełomie czerwca i lipca br. mieliśmy do czynienia z odwrotnym trendem.

Podobnie jak w wielu innych gałęziach polskiej gospodarki, największa grupa zapytanych nie jest w stanie ocenić czasu powrotu do koniunktury. Tak odpowiedziało 38 proc. przedstawicieli HoReCa. 22 proc. daje czas na uporanie się ze skutkami kryzysu do końca przyszłego roku, a 21 proc. uważa że stanie się to dopiero za 2-3 lata. Liczne jest jednak grono restauratorów i hotelarzy, którzy nie maja złudzeń i twierdzą, że jeszcze długo lepiej nie będzie (19% wskazań).

Zastój w inwestycjach gastronomicznych

Ostatnie wyniki Związku Polskiego Leasingu potwierdzają, że segmenty, które są mocno uzależnione od bieżącej sytuacji gospodarczej, takie jak gastronomia, odnotowują słabsze wyniki. Z danych ZPL wynika, że biznes gastronomiczny w ciągu pierwszych trzech kwartałów tego roku mniej inwestował. Wartość leasingu sprzętu gastronomicznego od początku stycznia br. do końca września br. wyniosła 151 mln zł ( w tym 144,5 mln to wartość leasingu i 6,6 mln zł wartość udzielonych pożyczek ), o 12,4 proc. mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. W ostatnim kwartale 2021 roku również nie możemy liczyć na odbicie w inwestycjach gastronomicznych. Z Barometru EFL wynika, że zdecydowana większość zapytanych (92,5 proc.) uważa, że pozostaną one na niezmienionym poziomie.

Wartość głównego indeksu Barometru EFL na IV kwartał 2021 roku wyniosła 50,3 pkt. Osiągnięty poziom jest o 3,2 pkt. niższy niż w III kwartale tego roku.

Barometr EFL jest syntetycznym wskaźnikiem informującym o skłonności firm z sektora MŚP do wzrostu (tj. rozwoju rozumianego, jako stawianie sobie przez przedsiębiorstwa celów związanych ze wzrostem sprzedaży i produkcji, ekspansją na nowe rynki i maksymalizacją zysków, co jest związane z inwestycjami w środki trwałe). Prognozowana na dany kwartał kondycja finansowa firm MŚP daje punkt odniesienia do wnioskowania o zakładanym kierunku zmian, które sprzyjają wzrostowi lub działają hamująco na rozwój firm. Badanie przygotowywane jest przez Ecorys na zlecenie Europejskiego Funduszu Leasingowego SA., a jego wyniki są publikowane co kwartał. Jego uczestnicy to mikro, małe i średnie firmy terenu całej Polski. W badaniu wzięła udział reprezentatywna grupa 600 mikro, małych i średnich firm. Aktualna edycja badania odbyła się od 20 września do 5 października 2021 roku.

OR, czyli próg ograniczonego rozwoju, to algorytm stworzony na podstawie danych zgromadzonych w trakcie badania przedsiębiorców. Przyjmuje on wartości od 0 do 100, przy czym zagregowany wynik powyżej 50 pkt. oznacza, że występują sprzyjające warunki do rozwoju sektora MŚP, natomiast wynik niższy oznacza, że warunki te są niekorzystne. Zatem poziom 50 pkt. stanowi próg OR, czyli poziom ograniczonego rozwoju.

Ostatni moment na wprowadzenie polskiego systemu kaucyjnego powiązanego z ROP

Polski rynek gospodarowania odpadami opakowaniowymi może już niedługo przejść prawdziwą rewolucję. Szanse na nią dają rozpoczęte właśnie prace nad zmianą Ustawy o opakowaniach i odpadach opakowaniowych. W jakim kierunku powinny iść? – Doświadczenia innych krajów pokazują, że najlepsze efekty w gospodarowaniu odpadami opakowaniowymi daje mocne ich oparcie o koncepcję Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenta, połączone ze skutecznym systemem kaucyjnym – podkreśla Anna Larsson, Dyrektor ds. ekonomii cyrkularnej Reloop Platform.

Obowiązujący obecnie w Polsce system Rozszerzonej Odpowiedzialności Producentów (ROP) znacząco odbiega od standardów europejskich. Opiera się na dokumentach potwierdzających recykling (tzw. DPR) oraz działalności konkurencyjnych względem siebie organizacji odzysku. Dopłaty od producentów i wprowadzających są z kolei najniższe w Europie, co skutkuje tym, że cały ciężar gospodarowania odpadami opakowaniowymi spoczywa na barkach lokalnych samorządów. Te z kolei obciążają kosztami mieszkańców i gminne budżety. Jak powinien wyglądać system po nowelizacji ustawy?

4 elementy istotne dla gospodarki odpadami  opakowaniowymi

Doświadczenia europejskie wskazują, że dla dobrze funkcjonującej gospodarki odpadami opakowaniowymi, opartej o finansowanie wprowadzających (zgodnie z koncepcją Rozszerzonej Odpowiedzialność Producentów), kluczowe jest wystąpienie i optymalne zestrojenie czterech elementów.

Pierwszy to sposób prowadzenia zbiórki, drugi – sposób organizacji systemu ROP. Trzecim są czytelne przepływy środków finansowych odbieranych od producentów i przekazywanych na pokrycie kosztów zbiórki. Ostatni element to kontrola i nadzór organów państwowych oraz nieuznaniowość stosowanych przez nie kar finansowych.

Jeśli chodzi o sposób prowadzenia zbiórki, istnieją jego dwa modele: gminny – w którym jeden operator samorządowy odbiera z gospodarstw wszystkie frakcje odpadów – i równoległy, z tak zwanymi „gniazdami recyklingu” organizowanymi przez producentów. – Nowelizacja ustawy przewiduje kontynuację w Polsce modelu gminnego i jest do dobre rozwiązanie, bo po pierwsze funkcjonuje w kraju od lat, a dodatkowo model ten jest efektywniejszy i najlepiej sprawdzi się w przyszłości. Potwierdzają to również dane porównawcze z Europy. Na przykład w Norwegii gminne sortownie centralne wydzielają od 60 do 90 proc. tworzyw sztucznych w podziale na homogeniczne frakcje materiałów, zaś w sąsiadującej Szwecji przy zbiórce prowadzonej w producenckich „gniazdach” wskaźnik ilości plastikowych opakowań – z gospodarstw domowych – przekazanych do recyklingu wynosi zaledwie 15 proc. – wyjaśnia Anna Larsson.

Centralizacja i precyzyjne regulacje dają najlepsze efekty

W kwestii organizacji systemu ROP, w Europie można wyróżnić dwa modele funkcjonowania: pierwszy – oparty o jeden, scentralizowany podmiot – oraz drugi, gdzie podmioty organizacji ROP działają w konkurencji. Projekt polskiej nowelizacji wprowadza jeszcze inne rozwiązanie, rozdziela bowiem funkcję podmiotu gromadzącego środki finansowe oraz odpowiedzialność za uzyskanie poziomów recyklingu na dwa podmioty: Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej oraz organizacje odpowiedzialności producentów. – Takie rozwiązanie nie wydaje się prawidłowe i nie występuje w innych krajach europejskich – zwraca uwagę Anna Larsson. –  Doświadczenie pokazuje, że najlepsze efekty osiąga się wtedy, gdy centralna jednostka dysponuje środkami finansowymi, zebranymi od producentów, a na koniec jest rozliczana z osiągniętych poziomów recyklingu. Przykładami są tu francuski CITEO, będący prywatnym podmiotem non-profit, a także Chorwacki Fundusz Ochrony Środowiska, będący z kolei podmiotem państwowym. W tych przypadkach poziomy recyklingu są raportowane na podstawie realnych ilości odpadów opakowaniowych, zebranych i przekazanych do recyklingu, nie zaś – jak aktualnie w Polsce – w oparciu o dokumenty jedynie potwierdzające recykling.

Ekspertka Reloop zwraca też uwagę, że w przygotowywanej nowelizacji brak jest rozwiązań istotnych dla trzeciego z wspomnianych czterech elementów dobrze funkcjonującej gospodarki odpadami opakowaniowymi, w tym czytelnych przepływów środków finansowych. – W aktualnych brzmieniu, projekt ustawy nie określa zasad rozdzielania środków finansowych przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska. Istotne jest wdrożenie zasady pokrycia kosztów netto, w myśl której opłaty przemysłu pomniejszane będą o wpływy ze sprzedaży surowców oraz zasady kosztów niezbędnych, która zagwarantuje efektywność kosztową. Dlatego koniecznym uzupełnieniem zmian w ustawie powinno być sprecyzowanie wytycznych dla algorytmu, według którego dokonywany będzie rozdział zgromadzonych wkładów finansowych na poszczególne gminy, uwzgledniające gęstość populacji i uwarunkowania lokalne. Gminy powinny również otrzymać dodatkowa motywację pieniężną za maksymalizacje poziomów zbiorki oraz czystość materiałów – tłumaczy.

System kaucyjny: sprawdzone rozwiązanie

Szczególnym elementem systemu gospodarki opakowaniami i odpadami opakowaniowymi jest zbiórka odpadów opakowaniowych po napojach. Większość państw Wspólnoty Europejskiej wdrożyło lub aktualnie wprowadza systemy kaucyjne, obejmujące przede wszystkim jednorazowe opakowania po napojach ze szkła, metalu i tworzyw sztucznych. W tym jednym przypadku skuteczniejszy i bardziej przyjazny środowisku od zbiórki gminnej okazuje się model zbiórki w punktach zlokalizowanych w jednostkach handlowych. – Obowiązkowy system kaucyjny to niezbędny krok dla wdrożenia gospodarki o obiegu zamkniętym oraz rozwoju polskiego przemysłu recyklingu – zwraca uwagę Anna Larsson. System gwarantuje wysokie poziomy zbiorki, bardzo dobrej jakości surowce wtórne oraz redukcje śladu węglowego.

Według kalkulacji ekspertów Reloop, bazujących na wynikach systemów kaucyjnych krajów europejskich, wprowadzenie w Polsce systemu kaucyjnego na opakowania jednorazowe przyczyniłoby się do uzyskania 590 tys. ton czystych frakcji szkła, aluminium oraz tworzyw sztucznych rocznie, a także zagwarantowałoby oszczędności z tytułu konieczności uiszczenia tzw. podatku od plastiku – a ten jest niemały, bo poziom marnotrawstwa wyniósł w Polsce w 2017 r. ponad 90 sztuk plastikowych opakowań po napojach na mieszkańca.

Doświadczenia z wielu europejskich krajów jasno pokazują, że efektywny system kaucyjny jest dobrym kierunkiem w budowie przyjaznej środowisku gospodarki. Dzięki gratyfikacji finansowej skutecznie angażuje konsumentów, a producentom zapewnia dostęp do wysokiej jakości recyklatów. Reforma systemu Rozszerzonej Odpowiedzialności Producentów nie będzie pełna bez wprowadzenia systemu kaucyjnego, bo jedno nie może działać skutecznie bez drugiego. Stworzenie i właściwe uregulowanie tego niezwykle ważnego obszaru gospodarki odpadami opakowaniowymi będzie z pewnością dobrym krokiem w strukturalnym rozwoju gospodarczym Polski w oparciu o zasady gospodarki o obiegu zamkniętym – podsumowuje Anna Larsson.Optymalny system ROM

Analiza rynku mieszkaniowego w Polsce – 3 kw. 2021

W ostatnich kwartałach popyt znacząco wyprzedził podaż mieszkań, co sprawia, że oferta lokali deweloperskich zarówno w Warszawie jak i czterech pozostałych największych regionach kraju maleje. W III kwartale 2021 roku w stolicy odnotowaliśmy drugą najniższą ofertę mieszkaniową od 2015 roku na poziomie 11 499 lokali. Oferta mieszkań deweloperskich w ostatnim roku nie zmalała jedynie w Łodzi, gdzie na koniec III kwartału 2021 roku osiągnęła najwyższy poziom w historii – 4 819 lokali mieszkalnych. Rekordy wciąż biją ceny, które rosły w ujęciu kwartalnym na każdym z sześciu analizowanych przez nas rynków. Największe wzrosty cen za mkw. nowego mieszkania odnotowaliśmy w Łodzi blisko 6%, najwolniej stawki rosły w Warszawie – 1,16%. Stolica pozostaje bezapelacyjnie najdroższym miastem – średnio zapłacimy w niej 12 325 zł za mkw. Na drugiej pozycji jest Trójmiasto ze średnią ceną ofertową na poziomie 11 387 zł, zaś najtaniej mieszkanie kupimy we wspomnianej Łodzi – 7 854 zł za mkw. W mojej opinii wiele wskazuje na to, że na rynku nieruchomości taniej w najbliższym okresie nie będzie. Czynnikami sprzyjającymi inwestowaniu w mieszkania są m.in. wciąż stosunkowo niskie stopy procentowe oraz minimalne ryzyko całkowitej utraty kapitału. W najbliższych miesiącach może jednak dojść do delikatnego spowolnienia wzrostu cen. To między innymi za sprawą zaostrzenia polityki pieniężnej. Podniesienie stóp może spowodować, iż popyt na całym rynku nieruchomości osłabnie, jednak największy wpływ będzie to miało na segment mieszkań w standardzie popularnym, o niższych cenach, gdzie zakup jest częściej finansowany kredytem.

Poniższa tabela przedstawia ofertę mieszkaniową, sprzedaż, mieszkania wprowadzone do sprzedaży i średnią cenę ofertową mieszkań pozostających w ofercie Warszawy w III kwartale 2021 roku wraz z zestawieniem danych z analogicznym kwartałem ubiegłego roku oraz poprzednim kwartałem.

  1. III kwartał 2021 r. WARSZAWA
III kwartał 2021 zmiana k/k zmiana r/r
Oferta mieszkaniowa 11 499 1,70% -27,40%
Sprzedaż 4 016 -33,60% -12,80%
Mieszkania wprowadzone do sprzedaży 4 215 -24,12% -5,37%
Średnia cena ofertowa mieszkań pozostających w ofercie [PLN/mkw.] 12 325 1,16% 10,88%

źródło: REDNET Consulting

  • Na koniec III kwartału 2021 roku w ofercie mieszkaniowej w Warszawie pozostawało 11 499 lokali (co jest drugim najniższym wynikiem od 2015 roku), z czego 1 432 stanowiły mieszkania gotowe (12,5%).
  • Względem II kwartału 2021 roku odnotowano wzrost oferty mieszkań o 197 sztuk (+1,70%), natomiast względem III kwartału 2020 roku odnotowano spadek oferty o 27,40% (mniej o 4 350 mieszkań).
  • W minionym kwartale sprzedano 4 016 mieszkań, o 2 035 lokali mniej niż kwartał wcześniej (-33,60%).
  • Udział dzielnic lewobrzeżnych w sprzedaży mieszkań w Warszawie, w porównaniu do poprzedniego kwartału wzrósł i osiągnął poziom 67,3%.
  • Zmalał udział dzielnic prawobrzeżnych w sprzedaży warszawskiej, który osiągnął poziom 32,7%.
  • Spośród dzielnic, w których sprzedaż przekroczyła 100 mieszkań największy kwartalny wzrost popytu odczuła jedynie dzielnica Ursus (+21 szt.).
  • Największy spadek odnotowano w dzielnicy Mokotów (-462 szt.) i na Białołęce (-438 szt.).
  • W III kwartale 2021 roku w Warszawie do sprzedaży wprowadzono 48 nowych inwestycji/etapów z łączną liczbą 4 215 lokali mieszkalnych.
  • Nowa podaż zasiliła ofertę 12 dzielnic, z czego najwięcej mieszkań wprowadzono do sprzedaży w dzielnicach: Ursus (1 427 nowych mieszkań w ramach 8 projektów mieszkaniowych), Białołęka (844 nowych mieszkań w ramach 8 projektów mieszkaniowych) i Włochy (426 nowych mieszkań w ramach 7 projektów mieszkaniowych).
  • Średnia cena oferty na koniec września 2021 roku wyniosła 12 325 PLN/mkw.
  • W ujęciu rok do roku średnia cena mieszkań pozostających w ofercie w Warszawie wzrosła o 10,88%.
  • Największe roczne wzrosty średniej ceny ofertowej mieszkań pozostających w ofercie odnotowano w dzielnicach: Wesoła, Ursynów, Żoliborz i Rembertów. Spadku średniej ceny mieszkań pozostających w ofercie nie odnotowano w żadnej dzielnicy.

Poniższa tabela przedstawia ofertę mieszkaniową, sprzedaż, mieszkania wprowadzone do sprzedaży i średnią cenę ofertową mieszkań pozostających w ofercie Trójmiasta w III kwartale 2021 roku wraz z zestawienie danych z analogicznym kwartałem ubiegłego roku i poprzednim kwartałem.

  1. III kwartał 2021 r. TRÓJMIASTO
III kwartał 2021 zmiana k/k zmiana r/r
Oferta mieszkaniowa 5 811 -8,68% -8,13%
Sprzedaż 2 519 3,79% 20,24%
Mieszkania wprowadzone do sprzedaży 1 967 -16,90% -30,69%
Średnia cena ofertowa mieszkań pozostających w ofercie [PLN/mkw.] 11 387 2,40% 7,42%

źródło: REDNET Consulting

  • Na koniec września 2021 roku w ofercie mieszkaniowej Trójmiasta pozostawało 5 811 mieszkań, z czego 410 stanowiły mieszkania gotowe (7,1%).
  • Względem II kwartału 2021 roku odnotowano spadek oferty o 8,68% (o 552 szt.), natomiast względem III kwartału 2020 roku odnotowano spadek oferty o 8,13% (o 514 lokali mniej).
  • W minionym kwartale sprzedano 2 519 mieszkań, o 92 lokale więcej niż kwartał wcześniej (+3,79%). W III kwartale 2021 roku odnotowano drugą najwyższą kwartalną sprzedaż mieszkań od 2018 roku.
  • W opinii analityków REDNET Consulting biorąc pod uwagę malejącą ofertę mieszkaniową w ostatnich kwartałach (stały spadek oferty od IV kwartału 2020 roku), trudno będzie deweloperom utrzymać sprzedaż na tak wysokim poziomie przez kolejne kwartały.
  • W minionym kwartale najwięcej mieszkań sprzedano w gdańskiej grupie dzielnic: Chełm, Jasień, Ujeścisko–Łostowice (730 szt.).
  • Najniższą sprzedaż zaobserwowano natomiast w gdyńskiej grupie dzielnic: Witomino Leśniczówka, Witomino Radiostacja, gdzie odnotowano sprzedaż 32 lokali.
  • W stosunku do II kwartału 2021 roku na terenie Sopotu i Gdyni odnotowano wzrost liczby mieszkań sprzedanych, z czego największy w Gdyni (o 90 szt.). Natomiast w Gdańsku sprzedaż spadła o 34 lokale. W ujęciu r/r w III kwartale 2021 roku w Trójmieście sprzedano o 20,24% więcej mieszkań (+424 szt.).
  • W III kwartale 2021 roku w Trójmieście do sprzedaży wprowadzono 26 nowych inwestycji/etapów z łączną liczbą 1 967 lokali mieszkalnych.
  • Najwięcej mieszkań wprowadzono do sprzedaży w gdańskiej grupie dzielnic: Chełm, Jasień, Ujeścisko–Łostowice, gdzie rozpoczęto sprzedaż 693 nowych mieszkań w ramach 10 projektów mieszkaniowych.
  • W pozostałych dzielnicach liczba nowych mieszkań wprowadzonych do sprzedaży znajdowała się w przedziale od 38 lokali (Gdańsk, Osowa, Matarnia, Kokoszki) do 371 mieszkań (Gdańsk, Śródmieście, Aniołki i Młyniska).
  • W ujęciu r/r w III kwartale 2021 roku w Trójmieście do sprzedaży wprowadzono o 30,69% mniej mieszkań (-871 szt.).
  • Średnia cena oferty na koniec września 2021 roku wyniosła 11 387 PLN/mkw. W ujęciu r/r średnia cena mieszkań pozostających w ofercie Trójmiasta wzrosła o 7,42%.
  • Największe roczne wzrosty średniej ceny ofertowej mieszkań pozostających w ofercie odnotowano w gdańskiej grupie dzielnic – Osowa, Matarnia, Kokoszki (+38,43%), gdańskiej grupie dzielnic – Brętowo, Piecki – Migowo, Siedlce, Suchanino, Wzgórze Mickiewicza (+34,54%), gdyńskiej grupie dzielnic – Chylonia, Cisowa, Grabówek, Leszczynki, Pustki Cisowskie – Demptowo (+31,04%) oraz gdańskiej grupie dzielnic – Żabianka – Wejhera – Jelitkowo – Tysiąclecia, Przymorze Małe, Przymorze Wielkie, Oliwa (+25,03%).
  • Spadku średniej ceny mieszkań pozostających w ofercie nie odnotowano w żadnej dzielnicy.
  • W ujęciu r/r średnia cena mieszkań pozostających w ofercie Gdańska, Gdyni i Sopotu wzrosła odpowiednio o 5,66%, 18,79% i 2,42%.
  • Tak duży wzrost cen w Gdyni wynika z faktu wprowadzenia w ciągu roku do oferty tego miasta wielu nowych inwestycji w podwyższonym standardzie. Inwestycje te cechują się wyższymi cenami ofertowymi. W Gdyni pod koniec III kwartale 2021 r. ponad 53% dostępnej oferty mieszkaniowej reprezentowało standard podwyższony.

Poniższa tabela przedstawia ofertę mieszkaniową, sprzedaż, mieszkania wprowadzone do sprzedaży i średnią cenę ofertową mieszkań pozostających w ofercie Krakowa w III kwartale 2021 roku wraz z zestawieniem danych z analogicznym kwartałem ubiegłego roku i poprzednim kwartałem.

  1. III kwartał 2021 r. KRAKÓW
  III kwartał 2021 zmiana k/k zmiana r/r
Oferta mieszkaniowa 8 384 – 4,8%  -18,7%
Sprzedaż 2 448  -25,1% 9,1%
Mieszkania wprowadzone do sprzedaży 2 011  – 29,8% – 30,4%
Średnia cena ofertowa mieszkań pozostających w ofercie [PLN/mkw.] 11 267  4,3% 13,4%

źródło: REDNET Consulting

  • III kwartał 2021 roku na krakowskim rynku pierwotnym charakteryzował się zarówno osłabieniem aktywności deweloperskiej jak i kwartalnym spadkiem sprzedaży.
  • Na koniec III kwartału 2021 roku deweloperzy oferowali 8 384 mieszkania.
  • Względem poprzedniego kwartału liczba dostępnych lokali zmniejszyła się o 4,8% (spadek o 425 jednostki), a względem III kwartału 2020 roku aż
    o 18,7% (1 928 jednostek).
  • Na koniec III kwartału 2021 roku w zakończonych inwestycjach dostępnych było 721 lokali, co stanowiło 8,6% całkowitej oferty krakowskiego rynku.
  • W III kwartale 2021 roku na krakowskim rynku sprzedano 2 448 mieszkań, o 25,1% mniej w stosunku do poprzedniego kwartału. Jest to największy kwartalny spadek wyniku sprzedażowego od II kwartału 2020 roku, kiedy sprzedaż była niższa kwartalnie o około 60,0% (spadek wówczas był wynikiem wprowadzenia pierwszego lockdownu).
  • Względem III kwartału 2020 roku wynik sprzedażowy był wyższy o 9,1%.
  • W III kwartale 2021 roku na pierwszej pozycji znalazła się dzielnica Podgórze z wynikiem 461 sprzedanych lokali, co stanowiło 18,8% wszystkich mieszkań sprzedanych na krakowskim rynku w III kwartale 2021. Dzielnica Prądnik Biały spadła na drugą pozycję. W II kwartale w dzielnicy sprzedano 365 mieszkań, co stanowiło 14,9% całkowitej krakowskiej sprzedaży. Podium zamyka dzielnica Czyżyny z wynikiem 225 sprzedanych mieszkań (9,2% wszystkich sprzedanych mieszkań).
  • W minionym kwartale deweloperzy uruchomili sprzedaż 2 011 lokali w ramach 26 nowych inwestycji / etapów. Nowe inwestycje pojawiły się na terenie jedenastu dzielnic.
  • Najwięcej nowych mieszkań pojawiło się w ofercie dzielnicy Podgórze – 483 nowe mieszkania w ramach pięciu inwestycji. Oferta dzielnicy Prądnik Biały wzbogaciła się o dwie nowe inwestycje obejmujące 291 mieszkań. W dzielnicy Bronowice rozpoczęto sprzedaż dwóch projektów, w ramach których wybudowanych zostanie 290 lokali. W dzielnicy Bieżanów-Prokocim debiutowały 3 inwestycje oferujące 219 mieszkań.
  • Na koniec III kwartału 2021 roku średnia cena mieszkań oferowanych na krakowskim rynku przekroczyła próg 11,0 tys. PLN/mkw. i osiągnęła poziom 11 267 PLN/mkw.
  • Względem poprzedniego kwartału średnia cena oferowanych mieszkań wzrosła o 4,3%, a w stosunku do III kwartału 2020 roku o 13,4%.

Poniższa tabela przedstawia ofertę mieszkaniową, sprzedaż, mieszkania wprowadzone do sprzedaży i średnią cenę ofertową mieszkań pozostających w ofercie Wrocławia w III kwartale 2021 roku wraz z zestawieniem danych z analogicznym kwartałem ubiegłego roku i poprzednim kwartałem.

  1. III kwartał 2021 r. WROCŁAW
III kwartał 2021 zmiana k/k zmiana r/r
Oferta mieszkaniowa 6 339 -24,40% -40,97%
Sprzedaż 2 304 -20,50% 4,40%
Mieszkania wprowadzone do sprzedaży 1 054 -53,47% -52,11%
Średnia cena ofertowa mieszkań pozostających w ofercie [PLN/mkw.] 10 426 3,42% 14,09%

źródło: REDNET Consulting

  • Na koniec III kwartału 2021 roku w ofercie mieszkaniowej we Wrocławiu pozostawało 6 339 lokali, z czego 920 stanowiły mieszkania gotowe (14,51%).
  • Względem II kwartału 2021 roku odnotowano spadek oferty mieszkań
    o 2 046 sztuk (-24,40%), natomiast względem III kwartału 2020 roku odnotowano spadek oferty o 40,97% (mniej o 4 399 mieszkań). W ostatnich kwartałach popyt znacząco wyprzedził podaż mieszkań, co sprawia, że oferta mieszkań deweloperskich stale maleje.
  • W minionym kwartale sprzedano 2 304 mieszkania, o 594 lokale mniej niż kwartał wcześniej (-20,50%). Jest to najniższa wartość w ostatnich czterech kwartałach.
  • Największy udział w sprzedaży Wrocławia w III kwartale 2021 roku odnotowano w dzielnicy Krzyki – 40,0%, następnie w dzielnicy Fabryczna – 29,4%.
  • Najmniejszy udział posiada dzielnica Stare Miasto – 2,6%. Największy spadek sprzedaży względem II kwartału 2021 roku odnotowany został w dzielnicach Fabryczna (-198 szt.) oraz Psie Pole (-163 szt.).
  • W III kwartale 2021 roku we Wrocławiu do sprzedaży wprowadzono 12 nowych inwestycji/etapów z łączną liczbą 1 054 lokali mieszkalnych. Nowa podaż zasiliła ofertę wszystkich 5 dzielnic, z czego najwięcej mieszkań wprowadzono do sprzedaży w dzielnicach: Fabryczna (473 nowych mieszkań w ramach 5 projektów mieszkaniowych), Psie Pole (266 nowych mieszkań w ramach 2 projektów mieszkaniowych) i Krzyki (234 nowe mieszkania w ramach 3 projektów mieszkaniowych).
  • Średnia cena oferty na koniec września 2021 roku wyniosła 10 426 PLN/mkw.
  • W ujęciu r/r średnia cena mieszkań pozostających w ofercie w Poznaniu wzrosła o 14,09%.
  • Największe roczne wzrosty średniej ceny ofertowej mieszkań pozostających w ofercie odnotowano w dzielnicach: Fabryczna, Psie Pole i Stare Miasto. Spadku średniej ceny mieszkań pozostających w ofercie nie odnotowano w żadnej dzielnicy.

Poniższa tabela przedstawia ofertę mieszkaniową, sprzedaż, mieszkania wprowadzone do sprzedaży i średnią cenę ofertową mieszkań pozostających w ofercie Poznania w III kwartale 2021 roku wraz z zestawieniem danych z analogicznym kwartałem ubiegłego roku i poprzednim kwartałem.

  1. III kwartał 2021 r. POZNAŃ
III kwartał 2021 zmiana k/k zmiana r/r
Oferta mieszkaniowa 5 781 3,84% -13,21%
Sprzedaż 1 523 -11,30% 20,87%
Mieszkania wprowadzone do sprzedaży 1 741 32,09% 16,38%
Średnia cena ofertowa mieszkań pozostających w ofercie [PLN/mkw.] 8 641 3,14% 9,94%

źródło: REDNET Consulting

  • Na koniec III kwartału 2021 roku w ofercie mieszkaniowej w Poznaniu pozostawało 5 781 lokali, z czego 560 stanowiły mieszkania gotowe (9,7%).
  • Względem II kwartału 2021 roku odnotowano wzrost oferty mieszkań o 214 sztuk (+3,8%), natomiast względem III kwartału 2020 roku odnotowano spadek oferty o 13,2% (mniej o 880 mieszkań).
  • Oferta mieszkań deweloperskich w ostatnich kwartałach utrzymuje się na stosunkowo wysokim poziomie.
  • W minionym kwartale sprzedano 1 523 mieszkania, o 194 lokale mniej niż kwartał wcześniej (-12,30%). Jest to najniższa wartość w ostatnich czterech kwartałach. Warto jednak zaznaczyć, iż w poprzednich okresach odnotowano bardzo wysoką sprzedaż, a w rekordowym IV kwartale 2020 roku sprzedano 1 853 mieszkania.
  • Największy udział w sprzedaży Poznania w III kwartale 2021 roku odnotowano w dzielnicy Grunwald – 33,6%, następnie w dzielnicy Nowe Miasto – 29,0%. Najmniejszy udział posiada dzielnica Wilda – 3,5%. Największy spadek sprzedaży względem II kwartału 2021 roku odnotowany został w dzielnicach Nowe Miasto (-201 szt.) oraz Jeżyce (-136 szt.).
  • W III kwartale 2021 roku w Poznaniu do sprzedaży wprowadzono 11 nowych inwestycji/etapów z łączną liczbą 1 741 lokali mieszkalnych.
  • Nowa podaż zasiliła ofertę wszystkich 5 dzielnic, z czego najwięcej mieszkań wprowadzono do sprzedaży w dzielnicach: Grunwald (870 nowych mieszkań w ramach 4 projektów mieszkaniowych), Jeżyce (389 nowych mieszkań w ramach 3 projektów mieszkaniowych) i Wilda (203 nowe mieszkania w ramach 2 projektów mieszkaniowych).
  • Średnia cena oferty na koniec września 2021 roku wyniosła 8 641 PLN/mkw.
  • W ujęciu r/r średnia cena mieszkań pozostających w ofercie w Poznaniu wzrosła o 9,94%.
  • Największe roczne wzrosty średniej ceny ofertowej mieszkań pozostających w ofercie odnotowano w dzielnicach: Wilda, Jeżyce i Grunwald. Spadku średniej ceny mieszkań pozostających w ofercie nie odnotowano w żadnej dzielnicy.

Poniższa tabela przedstawia ofertę mieszkaniową, sprzedaż, mieszkania wprowadzone do sprzedaży i średnią cenę ofertową mieszkań pozostających w ofercie Łodzi w III kwartale 2021 roku wraz z zestawieniem danych z analogicznym kwartałem ubiegłego roku i poprzednim kwartałem.

  1. III kwartał 2021 r. ŁÓDŹ
III kwartał 2021 zmiana k/k zmiana r/r
Oferta mieszkaniowa 4 819 19,8% 5,1%
Sprzedaż 1 111 -15,8% 2,0%
Mieszkania wprowadzone do sprzedaży 1 898 38,4% 55,2%
Średnia cena ofertowa mieszkań pozostających w ofercie [PLN/mkw.] 7 854 5,8% 19,0%

źródło: REDNET Consulting

  • Na koniec III kwartału 2021 roku w ofercie mieszkaniowej w Łodzi pozostawało 4 819 lokali, z czego 329 stanowiły mieszkania gotowe (6,8%).
  • Względem II kwartału 2021 roku odnotowano wzrost oferty mieszkań o 797 sztuk (+19,8%), natomiast względem III kwartału 2020 roku odnotowano wzrost oferty o 5,1% (o 236 mieszkań).
  • Oferta mieszkań deweloperskich osiągnęła na koniec III kwartału 2021 roku najwyższy poziom w historii.
  • W minionym kwartale sprzedano 1 111 mieszkań, o 208 lokali mniej niż kwartał wcześniej (-15,8%). Jest to najniższa wartość w ostatnich czterech kwartałach. Warto jednak zaznaczyć, iż w poprzednich okresach odnotowano bardzo wysoką sprzedaż, a w rekordowym I kwartale 2021 roku sprzedano 1 568 mieszkań.
  • Największy udział w sprzedaży Łodzi w III kwartale 2021 roku odnotowano w dzielnicy Polesie – 27,7%, następnie w dzielnicy Śródmieście – 27,2%. Najmniejszy udział posiada dzielnica Bałuty – 10,2%. Największy spadek sprzedaży względem II kwartału 2021 roku odnotowany został w dzielnicach Polesie (-192 szt.) oraz Bałuty (-67 szt.).
  • W III kwartale 2021 roku w Łodzi do sprzedaży wprowadzono 19 nowych inwestycji/etapów z łączną liczbą 1 898 lokali mieszkalnych.
  • Nowa podaż zasiliła ofertę wszystkich 5 dzielnic, z czego najwięcej mieszkań wprowadzono do sprzedaży w dzielnicach: Widzew (714 nowych mieszkań w ramach 7 projektów mieszkaniowych), Śródmieście (597 nowych mieszkań w ramach 5 projektów mieszkaniowych) i Polesie (427 nowych mieszkań w ramach 4 projektów mieszkaniowych).
  • Średnia cena oferty na koniec września 2021 roku wyniosła 7 854 PLN/mkw.
  • W ujęciu r/r średnia cena mieszkań pozostających w ofercie w Łodzi wzrosła o 19,0%.
  • Największe roczne wzrosty średniej ceny ofertowej mieszkań pozostających w ofercie odnotowano w dzielnicach: Widzew i Polesie (odpowiednio 25,7% i 21,9%). Spadku średniej ceny mieszkań pozostających w ofercie nie odnotowano w żadnej dzielnicy.

Ewa Palus – kierownik działu REDNET Consulting

Czterodniowy tydzień pracy w Polsce? Tak, ale za te same pieniądze

W ostatnim czasie dyskusję wokół nowoczesnych strategii HR zdominowała kwestia produktywności oraz dobrostanu pracowników. Jedną z konsekwencji jest wzrost zainteresowania różnymi formami skracania czasu pracy. Jak wynika z raportu Hays Poland „Czterodniowy tydzień pracy”, 96 proc. specjalistów i menedżerów mogłoby pracować 4 dni w tygodniu po 8 godzin dziennie, a 52 proc. 4 dni w tygodniu po 10 godzin dziennie. Warunkiem jest zachowanie dotychczasowego wynagrodzenia, a potencjalnym ryzykiem – praca w nadgodzinach i większy stres.

Wyzwania z ostatnich kilkunastu miesięcy zmieniły kierunek rozwoju strategii zatrudnienia, a w szczególności metod dbania o satysfakcję i zaangażowanie pracowników. W zdalnym modelu pracy nierzadko trudniej jest bowiem zadbać o swoje zdrowie i dobrostan psychiczny.

W ostatnim czasie pracownicy częściej narzekali na przemęczenie i brak motywacji. Niejednokrotnie odbijało się to na ich ogólnej satysfakcji z życia, a także na wynikach w pracy. Firmy zaczęły zatem coraz więcej uwagi przywiązywać do kwestii dbania o dobrostan psychiczny zatrudnionych. Wdrożone zostały programy well-beingowe, a także wewnętrzne procedury mające na celu ograniczenie nadgodzin i umożliwienie pracownikom całkowite odcięcie się od pracy.

Pojawiają się propozycje idące o krok dalej, a konkretnie projekty skracania tygodnia pracy. Więcej czasu wolnego w założeniu ma ułatwiać pracownikom osiągnięcie pełnej równowagi pomiędzy życiem prywatnym i zawodowym, a także podnosić ich zaangażowanie.

Perspektywa pracowników

Badanie Hays Poland „Czterodniowy tydzień pracy” zostało przeprowadzone w grupie ponad 2200 specjalistów i menedżerów, w okresie od lipca do września br. Celem ankiety było poznanie opinii pracowników na temat czterodniowego tygodnia pracy, a także ich gotowości do świadczenia obowiązków zawodowych w trzech wariantach: pracy 4 dni w tygodniu po 8 godzin dziennie (z pełnym wynagrodzeniem); pracy 4 dni w tygodniu po 10 godzin dziennie (z pełnym wynagrodzeniem) oraz pracy 4 dni w tygodniu po 8 godzin dziennie (z 80 proc. wynagrodzenia).

Jak wynika z badania, chociaż skrócony tydzień pracy nie jest powszechnym rozwiązaniem, to niemal co dziesiąty polski specjalista (9 proc.) ma na swoim koncie doświadczenie pracy w takim modelu. Najczęściej stosowanym wariantem jest praca 4 dni w tygodniu po 8 godzin dziennie, z pełnym wynagrodzeniem (37 proc. wskazań). Na polskim rynku drugim pod względem popularności (30 proc. wskazań) jest model tzw. skompresowanych godzin. Pracownik pracuje wtedy 40 godzin tygodniowo – a więc pełny wymiar etatu – lecz w 4 dni robocze. Oznacza to, iż standardowy dzień pracy jest dłuższy, natomiast zatrudnieni cieszą się dodatkowym dniem wolnym.

Krótsza praca, ale za te same pieniądze

Respondenci badania bardzo entuzjastycznie podchodzą do perspektywy pracy 4 dni w tygodniu przez 8 godzin dziennie, jeśli idzie to w parze z zachowaniem pełnego wynagrodzenia. Aż 96 proc. zadeklarowało, iż chciałoby pracować w takim modelu. Respondenci zostali również zapytani, czy oferta pracy zwierająca powyższy wariant byłaby dla nich bardziej atrakcyjna. Odpowiedzi twierdzącej udzieliło aż 87 proc. specjalistów. To informacja istotna z punktu widzenia pracodawców, rozważających wdrożenie takiego modelu pracy.

Niżej oceniona została atrakcyjność modelu skompresowanego tygodnia pracy, w którym pełny, 40-godzinny tydzień należy zmieścić w 4 dni robocze. Pracować w tym modelu chciałoby 52 proc. respondentów. W perspektywie pracowników najmniej atrakcyjnym rozwiązaniem jest wariant przewidujący obniżenie wynagrodzenia. Jednak nawet w tym przypadku, będącym de facto zatrudnieniem w wymiarze 4/5 etatu, gotowość do pracy w takim modelu zadeklarował niemal co piąty respondent badania.

Jak zauważa Łukasz Grzeszczyk, Dyrektor Wykonawczy w Hays Poland, zastosowanie modelu czterodniowego tygodnia pracy może stać się skutecznym sposobem na wyróżnienie się na rynku w walce o cennych kandydatów. Również wtedy, gdy pracodawca w rzeczywistości oferuje pracę na 4/5 etatu.

Chociaż poziom wynagrodzenia jest kluczowym motywatorem do zmiany pracy, to nie dla wszystkich kandydatów pieniądze są najważniejsze. Dla części ekspertów posiadających bogate doświadczenie i zajmujących dobrze opłacane stanowiska, kluczowe jest zachowanie zdrowej równowagi pomiędzy życiem prywatnym i zawodowym. Możliwość skrócenia tygodnia pracy o jeden dzień będzie dla nich szczególnie atrakcyjnym rozwiązaniem – zauważa Łukasz Grzeszczyk.

Czy skracanie czasu pracy ma sens?

Inicjatorzy projektów skracania czasu pracy podają różnorodne uzasadnienie takiej decyzji. Korzyścią dla organizacji ma być zwiększenie produktywności, w myśl założenia, że mając mniej czasu na wykonanie określonych zadań, działamy szybciej i skuteczniej, lepiej priorytetyzujemy zadania i podejmujemy uzasadnione biznesowo decyzje. W państwach, w których krajowe gospodarki silnie ucierpiały w wyniku pandemii, skrócenie tygodnia pracy bywa postrzegane jako sposób na pobudzenie konsumpcji, a tym samym wzrostu gospodarczego.

Zdaniem Aleksandry Tyszkiewicz, Dyrektor Wykonawczej w Hays Poland, pracownik, który ma więcej czasu dla siebie, jest wypoczęty i zmotywowany. Jeśli dodatkowo ma możliwość funkcjonowania w zoptymalizowanym i zaawansowanym technologicznie środowisku pracy, to jest w stanie dać z siebie więcej. Myśli kreatywnie, koncentruje się na tym, co naprawdę ważne i nie traci czasu na czasochłonne, administracyjne działania.

Wciąż jednak trudno wyobrazić sobie sytuację, w której wszystkie firmy w Polsce skracają tydzień pracy. Jest to bowiem rozwiązanie, które nie będzie możliwe w każdej organizacji i na każdym stanowisku. Mowa tutaj głównie o zadaniach, które wymagają ciągłości, np. w placówkach medycznych czy na stanowiskach związanych z bezpieczeństwem. Aby możliwe było skrócenie wymiaru czasu pracy, organizacja musi już na starcie wykazywać się wysokim poziomem produktywności i zaangażowania pracowników. W przeciwnym razie projekty skracania tygodnia pracy nie przyniosą oczekiwanych rezultatów – dodaje Aleksandra Tyszkiewicz.

Co hamuje polskie firmy przed odejściem od węgla?

  • Odejście od węgla to milowy krok ku zeroemisyjności założonej przez Unię Europejską na 2050 r.;
  • Duon & Keralla przeprowadziły badanie “Transformacja energetyczna w polskich firmach produkcyjnych”, które ujawniło czynniki hamujące postęp;
  • Najistotniejsze to: finanse (72%), brak dostępu do alternatywnego źródła (26%) oraz biurokracja (18%).

Zeroemisyjność 2050 – czas na działanie

Porozumienie Paryskie z 2015 roku zobligowało państwa członkowskie Unii Europejskiej do przedstawienia planów ograniczenia gazów cieplarnianych i rozpoczęcie drogi do zeroemisyjności 2050. Tymczasem emisja gazów w Polsce według danych zawartych w raporcie McKinsey “Neutralna emisyjnie Polska 2050” w 2017 r. wynosiła 380 MtCO2e (wskaźnik ekwiwalentu CO2), czyli przeszło 800 g CO2e na każde euro PKB, co jest trzecim najwyższym wynikiem wśród państw UE. Za nadmierną produkcję gazów odpowiedzialne są następujące sektory gospodarki: przemysł, transport, użytkowanie budynków, rolnictwo i energetyka. Do osiągnięcia neutralności emisyjnej konieczne są działania we wszystkich wskazanych obszarach.

– Zeroemisyjność to poważne wyzwanie, do którego musimy przygotowywać się tu i teraz, szczególnie w obszarze przemysłu. Dlaczego? Jednym z kluczowych przepisów mobilizujących przedsiębiorców do zmian jest dyrektywa MCP, której założenia nakazują mieszczenie się w rygorystycznych normach emisji. Dyrektywa definiuje terminy, w których średnie obiekty spalania paliw, istniejące przed 19 grudnia 2018 r., muszą dostosować się do wymogów. Termin zależy od nominalnej mocy cieplnej obiektu i został określony jako: 1 stycznia 2025 r. – dla instalacji o mocy większej niż 5 MW, oraz 1 stycznia 2030 r. – dla instalacji o mocy 1-5 MW. Co więcej, wszystkie nowo powstające zakłady muszą od początku działalności spełniać nowe wymogi – precyzuje Krzysztof Kowalski, Prezes Zarządu DUON Dystrybucja.

Odejście od węgla – stan na dziś

Dostosowanie zakładów przemysłowych do nowych wymogów to proces długotrwały z uwagi na wiele czynników. Jak zatem wygląda to w praktyce w polskich firmach? Duon & Keralla sprawdziły poziom zaawansowania odejścia od węgla w firmach. Co prawda według ankietowanych aż 85 proc. znajduje się przed zmianami, ale istotne jest to, że aż 2/3 ma już plan działania, w tym:

  • 38,5% ma firmy, które będą wdrażać zmiany;
  • 28,2% dopiero jest na początku ścieżki i zapoznaje się z zapisami;
  • 15,4% jest na etapie zbierania danych (planowania).

– To z kolei pokazuje, że polscy przedsiębiorcy są świadomi zmian, jakie ich czekają w najbliższym czasie i już zrobili pewne kroki ku dekarbonizacji. Jest to tym ważniejsze, że w zależności od drogi, jaką wybiorą, mogą mierzyć się z różnymi barierami. Pamiętajmy też, że rewolucyjne zmiany, za jakie uważamy odejście od węgla lub dostosowanie obecnych instalacji do nowych przepisów to proces czasochłonny – komentuje Krzysztof Kowalski.

Co hamuje postęp?

Według wyników badania zestawionych w raporcie “Transformacja energetyczna w polskich firmach produkcyjnych” odejście od węgla stanowi wyzwanie w ponad 90 proc. przedsiębiorstw zasilanych tym paliwem. Wśród najważniejszych czynników blokujących postęp wymieniano kwestie finansowe, które wskazało 72 proc. osób decyzyjnych, kłopot z dostępnością alternatywnego źródła (26 proc.), kwestie prawne (18 proc.) oraz procesowe i ludzkie (po 13 proc.). Co więcej, niemal 1/3 ankietowanych uważa, że czynniki te mogą zablokować zmiany.

Odejście od węgla możliwe jest dzięki różnym ścieżkom w tym: wdrożeniu nowych instalacji wraz z nowym typem paliw (tę drogę deklaruje 54 proc. firm), modernizacji z wykorzystaniem filtrów, odsiarczania (31 proc.), połączeniu nowych i starych instalacji (13 proc.) oraz outsourcing (2 proc.).

– Zwróciłbym uwagę, że spośród osób, które decydują się na rozwiązania przejściowe aż połowa wskazuje jako powód kwestie finansowe, z kolei 40% uważa, że nie ma innej / opłacalnej możliwości wprowadzenia paliw, a kolejne 15%, że odsiarczanie odroczy pełną zmianę, czyli stosuje taktykę gry na czas – dodaje Krzysztof Kowalski.

Niepokojące jest, że grupa osób decyzyjnych, której brakuje wsparcia w nowych wyzwaniach stanowi aż 74 proc., a z kolei formą wsparcia najczęściej oczekiwaną jest dofinansowanie planowanych zmian (51,3 proc.).

Sunday Energy zwiększa przychody i zyski

Sunday Energy S.A., dostawca rozwiązań z rynku OZE, osiągnął po III kwartałach 2021 roku 12,7 mln zł przychodów ze sprzedaży (vs 2,9 mln zł r/r) i 0,9 mln zł zysku netto (vs 0,4 mln zł r/r). Spółka w okresie lipiec-wrzesień br. sprzedała 100 pomp ciepła (wobec 23 w II kw. br), uruchomiła Outlet OZE typu marketplace: SundayMarket.pl oraz rozpoczęła sprzedaż paneli marki ZNShine pokrytych grafenem, które wykazują właściwości samooczyszczające i małopalne.

Działalność Sunday Energy opiera się na imporcie i sprzedaży klientom profesjonalnym paneli fotowoltaicznych oraz innych komponentów OZE (m.in. inwertery, pompy ciepła, magazyny energii). Spółka kieruje swoją ofertę również do klientów indywidualnych poprzez sklep e-commerce sundayenergy.pl i rozwija projekty deweloperskie własnych farm fotowoltaicznych. Dodatkowo Sunday Energy oferuje usługi wsparcia dla instytucji finansujących rynek OZE (w zakresie demontażu, testowania, serwisu, magazynowania i dalszej odsprzedaży komponentów OZE).

– III kwartał był dla Sunday Energy kolejnym pozytywnym okresem wynikowym, owocującym operacyjnymi wzrostami w segmentach PV i pomp ciepła zarówno w porównaniu do okresu sprzed roku, jak i wobec poprzednich kwartałów 2021 roku. IV kwartał przebiega pomyślnie i obserwując rynek spodziewamy utrzymania się obecnych trendów w 2022 roku, w którym poza rozwojem core biznesu, chcemy generować z obszar new business pierwsze przychody. Z drugiej strony liczymy na rozpoczęcie sprzedaży urządzeń OZE w Europie Zachodniej poprzez współpracę z regionalnymi partnerami – mówi Michał Sochacki, Prezes Zarządu Sunday Energy S.A.

Wyniki sprzedażowe i finansowe zostały wypracowane w pełni z działalności handlowej. Zarząd Sunday Energy spodziewa się odnotowania pierwszej sprzedaży z obszaru new business związanym z innowacyjnymi usługami dla rynku OZE w 2022 roku.

– Jednym z głównych rozwijanych innowacyjnych obszarów w ostatnich miesiącach jest platforma Sunday Market, tj. outletu OZE dedykowanego klientom indywidualnym i biznesowym. Dzięki projektowi szybciej zbudujemy nowe linie biznesowe, związane m.in. z oferowaniem klientom paneli i urządzeń OZE z rynku wtórnego.  W III kwartale nasza spółka ponadto rozszerzyła ofertę handlową o panele światowej klasy marki ZNShine Solar. Partner dostarcza moduły PV pokryte grafenem wykazującym właściwości samooczyszczające, charakteryzujące się większą trwałością, efektywnością oraz bezpieczeństwem przeciwpożarowym. Intencją Sunday Energy jest promowanie na rynku polskim produktów dedykowanych klientom premium, wymagającym szczególnych cech użytkowych – dodaje Michał Sochacki.

ZNShine Solar to chiński producent paneli PV o ponad 30-letnim doświadczeniu, dysponujący najwyższym ratingiem Bloomberga TIER1 New Energy Finance. Koncern ma zdolności produkcyjne rzędu 6 GW i jest największym dostawcą ogniw fotowoltaicznych w Indiach. Pod kątem technologicznym, firma nakłada grafen zintegrowany z przednią szybą modułu PV (zamiast powłoki powierzchniowej). Główne cechy paneli ZNShine to: a) samorozkładanie zanieczyszczeń organicznych poprzez fotokatalizę dzięki powłoce hydrofilnej i antystatycznej wpływającej na ich swobodne usuwanie wraz z deszczem i wiatrem, b) poprawa zdolności wytwarzania energii dzięki nanoporowatej powłoce c) większa trwałość i żywotność – szkło jest bardziej odporne na zarysowania i uszkodzenia dzięki twardości grafenu oraz d) certyfikat TUV najwyższy standard bezpieczeństwa ppoż. klasa A.

Według Polskich Sieci Energetycznych, na koniec września br. moc zainstalowana w fotowoltaice wyniosła 6,1 GW, tj. o 56 proc. więcej niż na koniec 2020 roku. Dane Agencji Rozwoju Energii wskazują na 11,8 proc. udział łącznej mocy wszystkich źródeł energii (energia konwencjonalna i OZE). Energia PV stanowi 41,1 proc. mocy OZE (15,3 GW).

W 2021 roku firma zintensyfikowała sprzedaż na rynku węgierskim oraz kończy przygotowania do wejścia na rynki bałtyckie pod marką Sunday Energy Baltic. W obszarze handlowym, firma rozpoczęła sprzedaż zestawów: instalacja fotowoltaiczna (panele LEAPTON Solar) i pompa ciepła (pompa marki SPRSUN ze sprężarką koncernu Panasonic). Zamiarem spółki jest oferowanie klientom końcowym kompleksowych rozwiązań wspierających uzyskanie neutralności energetycznej w budownictwie indywidualnym.

Ceny surowców w Europie będą rosły w dwucyfrowym tempie

  • Od jesieni 2020 r. ceny surowców wzrosły średnio o 30 proc., a od początku 2021 r. o kolejne 20 proc. – pokazuje badanie przeprowadzone przez firmę doradczą Horváth & Partners we współpracy z Movens Advisory.
  • Przedstawiciele kadry kierowniczej firm produkcyjnych z Europy, pytani przez Horváth & Partners we współpracy z Movens Advisory, prognozują, że do końca 2021 r. drewno może być droższe o ponad 30 proc., stal o co najmniej 25 proc., a tworzywa sztuczne o ponad 20 proc.
  • Według ekspertów takie wskaźniki i prognozy oznaczają dalszy wyraźny wzrost cen produktów i półproduktów także w Polsce.
  • Zdaniem badanych, nagłe wzrosty cen pozostaną standardem nawet po pandemii Covid-19, dlatego koniecznością są inteligentne strategie cenowe.

Jak pokazuje badanie Horváth & Partners i Movens Advisory, przeprowadzone wśród ponad 1000 członków kadry kierowniczej firm produkcyjnych z 12 krajów europejskich, producenci nie spodziewają się zakończenia spirali cenowej również w perspektywie średnioterminowej. Wręcz przeciwnie – niezależnie od tego, czy chodzi o drewno, stal, tworzywa sztuczne, gaz czy metanol – w przypadku prawie wszystkich grup surowców, branże dotknięte tym problemem zakładają dalszy, dwucyfrowy wzrost cen. Od jesieni 2020 r. ceny surowców wzrosły średnio o 30 proc., a od początku 2021 r. o 20 proc., przy czym np. w przypadku wybranych materiałów metalowych wzrost ten wyniósł 65 proc. Najsilniejszy odnotowano w przypadku drewna, którego cena w Niemczech podwoiła się od września 2020 r. „Co dwa, trzy dni ceny towarów są korygowane w górę. Trend wyznaczają Ameryka Północna i Chiny, gdzie ceny są już o jedną trzecią wyższe niż w Europie” – mówi ekspert ds. cen Wojciech Gorzeń z Movens Advisory. „Dochodzi nawet do tego, że coraz więcej zakładów rzemieślniczych musi przerwać działalność i ubiegać się o pracę w niepełnym wymiarze godzin, ponieważ pomimo dużej liczby zamówień, na rynku jest po prostu zbyt mało surowców, które można nabyć, nawet po zawyżonych cenach” – podkreśla Danilo Zatta z firmy doradczej Horváth & Partners.

Taka sytuacja bezpośrednio wpływa na sytuację finansową producentów i ich klientów, także tych w Polsce. To nie tylko dodatkowe paliwo do presji inflacyjnej, ale również zagrożenie dla zasobów gotówkowych firm m.in. z sektora MŚP.

Jednym z największych wyzwań dla firm, zwłaszcza z segmentu MŚP, jest obecnie utrzymanie płynności finansowej. Opóźnione płatności, utrata kontrahentów czy nowe koszty związane z reżimem sanitarnym negatywnie wpłynęły na ich kondycję finansową” – mówi Anna Kozłowska, country manager Finiaty w Polsce, i dodaje: „Dalszy wzrost cen w połączeniu ze zmianami podatkowymi oraz ograniczonymi możliwościami pozyskania kapitału na sfinansowanie bieżących wydatków niebezpiecznie szybko przybliża firmy z segmentu MŚP do skraju finansowej wytrzymałości. Trafiają w błędne koło – tracą płynność, kontrakty i zaufanie instytucji finansowych, które zwłaszcza teraz bardzo rygorystycznie podchodzą do udzielania wsparcia finansowego. W dłuższej perspektywie każda firma w większym lub mniejszym stopniu będzie dotknięta tą sytuacją. W związku z tym przedsiębiorcy muszą być jeszcze bardziej elastyczni i otwarci na nowe rozwiązania, które pozwolą im na dalsze funkcjonowanie w tak niepewnym i dynamicznie zmieniającym się środowisku”.

Spirala cenowa będzie się utrzymywała

W przypadku drewna ankietowani przez Horváth & Partners we współpracy z Movens Advisory  producenci spodziewają się do końca br. roku wzrostu cen nawet o 33 proc. W Wielkiej Brytanii, gdzie Brexit szczególnie utrudnia dostawy tego surowca, respondenci wskazują na możliwość wzrostu cen niektórych rodzajów drewna nawet o 180 proc. Jako najsilniejszy czynnik podawany jest utrzymujący się wysoki popyt na produkty drewniane. Wydaje się, że kryzys gospodarczy został ostatecznie przezwyciężony, a chęć społeczeństwa do inwestowania ponownie wzrasta. Główny popyt dotyczy mebli do wnętrz i ogrodowych, jak również tarasów, balkonów, ogrodzeń, wiat samochodowych, a nawet kompletnych drewnianych domów prefabrykowanych. „Ludzie spędzają więcej czasu w domu ze względu na „home office” i wymagany dystans społeczny, dlatego chcą go upiększyć. Do tego dochodzi trend zrównoważonego rozwoju, który sprawia, że drewno jest szczególnie atrakcyjnym materiałem” – mówi Wojciech Gorzeń z Movens Advisory. Jednocześnie 42 proc. uczestników mówi o spadku podaży tego surowca. „Niektóre obszary geograficzne, takie jak: Szwecja, Niemcy, Irlandia, Stany Zjednoczone i Kanada, musiały tymczasowo ograniczyć lub przerwać swoją standardową działalność produkcyjną. Ponadto, zamknięcie granic w celu zmniejszenia liczby zakażeń Covid-19 ograniczyło transporty handlowe, opóźniając tym samym dostawy” – dodaje Wojciech Gorzeń. Jako przykład ekspert Movens Advisory podaje modrzew syberyjski, który jest towarem bardzo poszukiwanym w Niemczech, ale obecnie deficytowym. Przy wykładniczo rosnącej liczbie zakażeń przy wariancie Delta, respondenci obawiają się teraz również dalszych blokad w Europie, a tym samym kontynuacji silnego popytu, co doprowadzi do nowego rekordowego poziomu cen drewna do grudnia 2021 r. W przypadku stali walcowanej na gorąco ceny za tonę wzrosły od początku 2021 r. już o 60 proc. Branża spodziewa się dalszego wzrostu o 18 proc. do końca roku. „Ze względu na masowe anulowanie zamówień w szczytowym momencie kryzysu związanego z koronawirusem, niektórzy producenci stali zamykali całe zakłady produkcyjne, a przymusową przerwę wykorzystywali na długotrwałe prace konserwacyjne” – twierdzi Danillo Zatta. „Następnie gospodarka odżyła szybciej niż można było ponownie zwiększyć produkcję. Ograniczona podaż jest kompensowana przez klientów, którzy niemal całkowicie wyczerpali swoje zapasy, aby zachować jak największą płynność finansową w czasie kryzysu, a teraz chcą je odnowić” – dodaje ekspert.

Ceny tworzyw sztucznych rekordowo wysokie, tendencja będzie utrzymana

Niespodziewanie szybkie ożywienie gospodarcze spowodowało również gwałtowny wzrost cen tworzyw sztucznych, ponieważ surowiec ten jest potrzebny do produkcji niemal wszystkich trwałych dóbr konsumpcyjnych, na które odnotowano gwałtowny wzrost popytu, m.in.: nieruchomości, samochody, meble czy sprzęt gospodarstwa domowego. Pomimo trendu zrównoważonego rozwoju, duże ilości tworzyw sztucznych są również potrzebne do produkcji dóbr konsumpcyjnych o krótkim okresie przydatności, ponieważ plastikowe opakowania do żywności i produktów na wynos są coraz częściej stosowane ze względów sanitarnych. Ponadto, wąskie gardła w dostawach zostały spowodowane przez ekstremalne warunki pogodowe w USA, gdzie dostawy energii zostały zakłócone przez mroźną aurę. W rezultacie tworzywa sztuczne, takie jak polietylen (PE) czy polipropylen (PP) są droższe niż kiedykolwiek po 2015 roku. Inne towary dotknięte gwałtownym wzrostem cen to: miedź, ruda żelaza, ropa naftowa, pallad i rod. Producenci muszą przyzwyczaić się do nagłych skoków cen i wiedzieć jak na nie reagować.

Według Macieja Krausa, partnera w Movens Capital, nagły wzrost cen towarów będzie nadal na porządku dziennym po pandemii, ponieważ ekstremalne zjawiska pogodowe, zakłócenia infrastruktury, zmiany na rynkach finansowych, konflikty handlowe i problemy logistyczne narastają na coraz bardziej obciążonych szlakach transportowych, a konsekwencje są natychmiastowe i poważne ze względu na wysoki stopień globalizacji.

Pułapka podwyżek i ryzyko upadłości

Producenci znajdą się w pułapce między dostawcami żądającymi wyższych cen a klientami, na których podwyżki nie mogą być natychmiast przerzucone” – twierdzi Maciej Kraus. „Pogorszenie się kondycji finansowej przedsiębiorstw w wyniku kryzysu pandemicznego znacząco utrudnia elastyczne reagowanie na zmieniające się warunki rynkowe – w tym na wzrost cen materiałów i surowców, których zakup jest niezbędny do kontynuowania działalności. Natychmiastowe przerzucenie podwyżek na MŚP może w znaczący sposób zahamować ich intencje zakupowe – firmy nie będą mogły pozwolić sobie na zakup towarów, których cena przewyższa ich możliwości finansowe, co w konsekwencji może prowadzić nawet do upadłości” – wskazuje Anna Kozłowska z Finiaty. Zdaniem przedstawiciela Movens Capital krótkoterminowe kierunki działania obejmują dostosowanie cen w oparciu o przyszłościowe indeksy cenowe, segmentację podaży w celu zróżnicowania cen oraz stosowanie dopłat. Ekspert radzi, by przy dostosowywaniu cen przestrzegać trzech zasad: po pierwsze, powinny być one planowane w sposób celowy i systematyczny. Po drugie, podwyżki powinny być zróżnicowane i selektywnie przenoszone na klientów, np. według segmentu rynku, kanału dystrybucji czy grupy produktów. Po trzecie, konieczna jest wczesna i przejrzysta komunikacja z klientami. Przynajmniej najważniejsi klienci powinni być wyraźnie poinformowani o podwyżkach cen i ich przyczynach. Bezpośrednie efekty i skutki należy następnie sprawdzić przy pomocy dobrze opracowanego controllingu cenowego, aby w razie negatywnych reakcji klientów móc szybko podjąć środki zaradcze. Z kolei według Anny Kozłowskiej wsparciem dla firm mogą okazać się sami producenci, oferując finansowanie zakupów (np. w formie odroczonych płatności) swoim partnerom biznesowym. Kluczowe w tym procesie jest sprawne wskazanie podmiotów, mogących spłacić otrzymane finansowanie tak, aby zminimalizować ryzyko po stronie producenta. Pomocne w procesie kalkulowania zdolności kontrahentów może być wdrożenie autorskiego algorytmu opracowanego przez Finiatę – Copernicus. Jak podkreśla ekspertka – na sprawnej ocenie ryzyka zyskuje zarówno klient, który dzięki wsparciu producenta może pozwolić sobie na zakup towarów, jak i sam producent – sprzedając swoje artykuły.

O badaniu

W ramach „Międzynarodowego badania rynku dotyczącego wzrostu cen surowców” przeprowadzonego przez firmę doradczą Horváth & Partners we współpracy z Movens Advisory – działem doradczym funduszu VC Movens Capital działającym w Polsce, a świadczącym usługi doradztwa pricingowego dla firm zarówno polskich, jaki międzynarodowych z całej Europy. Badanie przeprowadzone zostało w okresie od marca do lipca 2021 r. Przeprowadzono wywiady z 1 041 przedstawicielami kadry kierowniczej firm produkcyjnych w Europie, tj. z respondentami z Niemiec, Włoch, Wielkiej Brytanii, Francji, Hiszpanii, Szwajcarii, Austrii, Holandii, Szwecji, Norwegii, Polski i Danii. Trzy czwarte respondentów to dyrektorzy generalni (CEO), dyrektorzy finansowi (CFO), dyrektorzy ds. sprzedaży (CSO) i dyrektorzy ds. zaopatrzenia (CPO). Branże przede wszystkim objęte badaniem to sektor motoryzacyjny, meble i wyposażenie wnętrz, AGD i inne urządzenia elektroniczne oraz opakowania.

4 wskazówki dotyczące strategii obsługi klienta w okresie gorączki zakupowej

Około 30% Polaków wybiera sklepy internetowe jako główne miejsce dokonywania zakupów, przeznaczając na nie blisko ⅓ świątecznego budżetu. Kanały sprzedaży online najczęściej wybierane są w przypadku zakupu gadżetów technologicznych czy zabawek, natomiast punkty stacjonarne przodują w sprzedaży żywności, przedmiotów użytku domowego, dóbr luksusowych oraz kosmetyków. Może się to wiązać z potrzebą poznania produktu przed dokonaniem zakupu lub chęcią nabycia przedmiotów w konkretnym momencie. W ubiegłym roku, w okresie przedświątecznego szaleństwa zakupowego Polacy deklarowali przeznaczyć o 29% mniej budżetu na prezenty, żywność, podróże oraz spotkania niż rok wcześniej – wynika z badania Deloitte[1]. Obniżenie nastrojów konsumentów, według 62% ankietowanych, wynika ze skutków pandemii, niestabilnej sytuacji gospodarczej (60%) oraz rosnących kosztów życia (53%). Nie znaczy to jednak, że całkowicie rezygnujemy z nabywania produktów i ulegamy wielu świątecznym okazjom, jednak okres wzmożonych zakupów wiąże się także z potrzebą skupienia jeszcze większej uwagi na konsumencie.

Korzystanie z promocji podczas Black Friday jest już tradycją w kraju za oceanem, z którego się wywodzi, trend zyskuje na popularności również na polskim rynku. Z badania PMR przeprowadzonego w 2019 r. wynika, że prawie jedna trzecia Polaków (28%) korzysta z promocji z okazji Black Friday czy Cyber Monday. Poniżej znajduje się kilka wskazówek, jak zapewnić najlepszą jakość obsługi klienta podczas przedświątecznego „szaleństwa zakupowego” na podstawie bilansu Amazon Prime Day 2020, opartego na analizie danych z systemu Medallia – Sense360, w skład której wchodzą transakcje kredytowe i debetowe 5 milionów konsumentów oraz z ankiety przeprowadzonej na grupie prawie 1000 kupujących w październiku 2020 r.

  1. Klucz do sukcesu – dwukierunkowa komunikacja w czasie rzeczywistym

Szczególnie w tym czasie, ważne jest, aby skupić się na dwukierunkowej komunikacji z klientem. Dobrym narzędziem mogą być wiadomości sms oraz połączenia głosowe, dzięki którym konsumenci zostaną poinformowani o ważnych zmianach organizacyjnych w sklepie oraz interesujących promocjach. Dodatkowo warto dać klientom szansę na wyrażenie opinii na temat swoich doświadczeń zakupowych, dzięki temu sprzedawca zyskuję szanse szybkiego reagowania i zmniejszenia prawdopodobieństwa ponownego wystąpienia utrudnień. Możliwość optymalizacji doświadczenia klientów w czasie rzeczywistym pozwala sprzedawcom nie tylko sprostać zmieniającym się potrzebom kupujących, ale również budować z nimi relację.

  1. Lojalność klientów nie jest już oczywistą sprawą

Rynek jest w znacznym stopniu przesycony podobnymi produktami czy usługami, dlatego firmy powinny każdorazowo wyciągać wnioski z doświadczeń klientów i szczegółowo analizować informacje zwrotne, którymi się dzielą. Warto skupić uwagę na nowych klientach i od samego początku relacji pracować nad ich lojalnością. Należy zauważyć, że pozyskanie nowych klientów jest kosztowne – szacuje się, że kosztuje 5 razy więcej niż utrzymanie dotychczasowych.

  1. Zaangażowanie pracowników metodą na lepsze wrażenia zakupowe konsumentów

Okres okołoświąteczny to niezwykle pracowity czas w roku – nic więc dziwnego, że zatrudnieni będą narażeni na szereg emocji, w tym stres. Dlatego tak istotne jest wsłuchiwanie się w ich głos (za pomocą ankiety) oraz korzystanie z ich pomysłów na innowacje, które mogą podnieść komfort i usprawnić pracę. Monitorowanie poziomu satysfakcji oraz wsłuchanie się w potrzeby zatrudnionych pozytywnie wpływa na zaangażowanie i zadowolenie pracowników w tym intensywnym okresie, co oddziałuje na stopień satysfakcji klientów. Warto również pamiętać, że wdrażanie pomysłów personelu zwiększa ich motywację do pracy.

  1. Konsument staje się coraz bardziej świadomy

Bardzo częstą spotkaną opinią na temat „polskiego Black Friday” jest narzekanie na symboliczne, bardzo niskie lub wręcz nieistniejące rabaty i promocje zachęcające do zakupów w tym okresie. Prawie 9% konsumentów ogranicza się do promocji tylko w sklepach stacjonarnych, zaś 27% korzysta wyłącznie z internetowych okazji. Oznacza to, że sklepy powinny skupiać się na atrakcyjnych ofertach we wszystkich kanałach sprzedaży, zapewniając sobie jak największe zainteresowanie klientów, a przez to wzrost przychodów.

Zadaniem przedsiębiorców jest nie tylko słuchanie opinii kupujących, ale również wyciąganie wniosków oraz wprowadzanie działań w życie w czasie bieżącym, a nie po świętach. Wielu klientów może po raz pierwszy robić zakupy w naszym sklepie i w związku z tym mieć inne oczekiwania niż dotychczasowi zamawiający. Raportowanie wyników badań w styczniu to zbyt późno – ważne jest, aby słuchać, uczyć się, działać i optymalizować na bieżąco, dzięki czemu można wprowadzić zmiany, tak aby realnie wpłynąć na umocnienie pozycji sklepu na rynku.

Ryszard Regucki, Senior Alliance Manager CEE, Medallia

[1] https://www2.deloitte.com/pl/pl/pages/consumer-business/articles/zakupy-swiateczne-2020.html

PGE z dobrymi wynikami za III kwartał 2021

Grupa Kapitałowa PGE opublikowała wyniki finansowe i operacyjne za III kwartał 2021 r. W porównaniu z analogicznym okresem 2020 roku powtarzalny wynik EBITDA był wyższy o 23 proc. i wyniósł 1,9 mld złotych.

Zysk netto w III kwartale wyniósł 545 mln zł, podczas gdy w roku ubiegłym wyniósł 260 mln zł. Na poprawę wyników wpływ miała sytuacja rynkowa: wzrost krajowego zapotrzebowania na energię elektryczną jako rezultat wzrostu gospodarczego oraz zmiana salda wymiany międzynarodowej – będąca następstwem gwałtownego wzrostu cen paliw na rynkach światowych. W efekcie Grupa PGE odnotowała wzrost produkcji energii elektrycznej o 3,3 TWh, produkując łącznie 17,6 TWh.

Dzięki poprawie efektywności działania i korzystnym warunkom rynkowym Grupa PGE w kolejnym kwartale osiąga wyniki lepsze niż w roku 2020. Podstawą dla budowy trwałej wartości spółki jest wykorzystanie lepszych okresów, by odpowiednio przygotować firmę finansowo i organizacyjnie na trudniejsze czasy. To konsekwentnie robimy, wiedząc że rok 2022 będzie wyzwaniem dla energetyki konwencjonalnej oraz ciepłownictwa, przede wszystkim w związku z silną presją rosnących cen uprawnień do emisji CO2 – mówi Wojciech Dąbrowski, prezes zarządu PGE Polskiej Grup Energetycznej.

Wyniki operacyjne

Wolumen produkcji energii elektrycznej netto w jednostkach wytwórczych Grupy PGE był w III kwartale 2021 wyższy o 23 proc. rok do roku, wynosząc 17,6 TWh. W okresie 9 miesięcy 2021 roku, Grupa PGE przekroczyła poziom 50 TWh wyprodukowanej energii elektrycznej. Wyższy poziom produkcji energii elektrycznej był efektem silnego wzrostu zapotrzebowania Krajowego Systemu Elektroenergetycznego, niższego importu energii netto oraz słabszej generacji źródeł wiatrowych. W III kwartale 2021 roku szczególnie wyraźnie zwiększyła się produkcja w elektrowniach na węglu kamiennym, osiągając wartość 6,6 TWh (zmiana o 38 proc. rok do roku). Generacja z węgla brunatnego wzrosła o 26 proc. rok do roku i wyniosła 9,7 TWh. Odnawialne źródła energii wyprodukowały łącznie 0,5 TWh (wzrost o 22 proc. rok do roku), na co wpływ miała wyższa produkcja z biomasy, dzięki wzrostowi produkcji w Elektrociepłowni Szczecin. Znacząco niższa była natomiast produkcja energii elektrycznej w elektrociepłowniach gazowych – 0,63 TWh (spadek o 49 procent rok do roku).

Wolumen dystrybuowanej energii elektrycznej osiągnął w III kwartale 2021 roku wartość 9,30 TWh (wzrost o 4 proc. rok do roku, ze względu na wyższe zapotrzebowanie na energię elektryczną w KSE). Sprzedaż energii elektrycznej do odbiorców finalnych wyniosła 9,17 TWh (spadek o 11 proc. rok do roku). Wyższy wolumen sprzedaży ciepła 4,1 PJ (wzrost o 7 proc. rok do roku) ze względu na niższe temperatury we wrześniu 2021 r.

Wyniki finansowe

Raportowana EBITDA Grupy PGE w III kwartale osiągnęła wartość 2,1 mld zł, zwiększając się o blisko 0,6 mld zł w relacji do III kwartału 2020 r. głównie ze względu na czynniki operacyjne, takie jak wyższa produkcja energii elektrycznej i ciepła, wzrost cen ciepła, przychody z rynku mocy oraz wyższe wolumeny dystrybuowanej energii i poprawę marży w segmencie sprzedaży. Na wyższy poziom EBITDA raportowanej wpływ również miał pozytywny bilans zdarzeń jednorazowych i przejściowych:

  • Energetyka Konwencjonalna (zysk EBITDA na poziomie 754 mln zł, wzrost o 56 proc. rok do roku). Spadek marży na produkcji energii elektrycznej został skompensowany wyższą produkcją oraz przychodami z rynku mocy.
  • Ciepłownictwo (zysk EBITDA na poziomie 152 mln zł, wzrost o 32 proc. rok do roku). Poprawa wynika głównie ze zdarzeń o charakterze jednorazowym i przejściowym.
  • Energetyka Odnawialna (zysk EBITDA na poziomie 214 mln zł, wzrost o 95 proc. rok do roku). Znaczny wzrost wynika przede wszystkim z wyższych cen energii elektrycznej.
  • Dystrybucja (zysk EBITDA na poziomie 665 mln zł, wzrost o 9 proc. rok do roku). Wzrost wyników głównie ze względu na większy wolumen przesyłanej energii.
  • Obrót (zysk EBITDA na poziomie 316 mln zł, wzrost o 6 proc. rok do roku). Nastąpił wzrost marży handlowej w efekcie bardziej korzystnego zabezpieczenia zakupów energii elektrycznej.

Zysk netto w III kwartale wyniósł 545 mln zł i był o 110 proc. wyższy niż w III kwartale 2020 roku, gdy osiągnął 260 mln złotych. Jest to pochodna poprawy wyników operacyjnych wszystkich segmentów działalności, przy uwzględnieniu pozytywnego salda zdarzeń jednorazowych.

Nakłady inwestycyjne Grupy PGE w III kwartale 2021 r. osiągnęły wartość 0,8 mld zł i były o 0,4 mld zł niższe rok do roku. Największe ograniczenie inwestycji nastąpiło w segmencie Energetyka Konwencjonalna, gdzie nakłady zmniejszyły się przeszło o połowę względem III kwartału 2020 roku. W przypadku segmentu Energetyki Odnawialnej nakłady były porównywalne rok do roku.

Zadłużenie netto na koniec kwartału wyniosło 2,6 mld zł, co oznacza spadek o 3,4 mld zł w stosunku do końca I półrocza 2021 roku, przy czym ten poziom zadłużenia nie uwzględnia przyszłych płatności za uprawnienia do emisji CO2, a które związane są z emisjami tego roku. Wskaźnik zadłużenia netto w relacji do EBITDA (dług netto/ LTM EBITDA) wyniósł 0,29x, zmniejszając się z 0,71x osiągniętego na półrocze 2021 roku.

Okazjonalny najem nie ochroni przed podwyżką czynszu?

Okazjonalny najem jest korzystny dla właściciela lokalu. Chodzi również o to, że wynajmujący ma swobodę przy ustalaniu podwyżek czynszowych.

Eksperci NieruchomosciSzybko.pl niedawno zwrócili uwagę, że na rynku najmu odwrócił się trend cenowy. Widać, że czynsze za wynajem zaczęły dodatnio reagować na wysoki poziom inflacji oraz wzrost cen mieszkań. Można przypuszczać, że w dłuższej perspektywie relacja średniej ceny 1 mkw. lokalu oraz stawki wynajmu za 1 mkw. typowego mieszkania powróci do poziomu sprzed pandemii koronawirusa. Będzie to oznaczało systematyczne podwyżki czynszów. Warto sprawdzić, czy najemcy są dobrze chronieni przed takimi wzrostami stawek czynszowych. Problemem na pewno może być sytuacja osób, które wybrały okazjonalny najem lub najem instytucjonalny. W przypadku tych form wynajmu, nie ma bowiem ustawowych ograniczeń dotyczących skali i częstości podwyżek czynszu. Nieco lepiej prezentuje się położenie osób, które podpisały tradycyjną umowę najmu.

Nasz artykuł w dużym skrócie:

  • Okazjonalny najem będzie się cechował czynszową swobodą jeśli właściciel mieszkania zgłosi zawarcie umowy do urzędu skarbowego.
  • Strony w ramach najmu okazjonalnego oraz instytucjonalnego, mogą swobodnie ustalać umowne zasady podwyższania czynszu.
  • W wyjątkowych przypadkach, właściciel mieszkania może zostać oskarżony o czynszowy wyzysk w myśl art. 388 kodeksu cywilnego.

Nasz artykuł zawiera więcej ważnych informacji o podwyżkach czynszów w ramach różnych rodzajów najmu.

Okazjonalny najem: dużo zależy od zgłoszenia do fiskusa

Przykład dotyczący podwyżek czynszu udowadnia, że osoby wybierające okazjonalny najem lub najem instytucjonalny, powinny najpierw zapoznać się z obowiązującymi regulacjami prawnymi. Obydwa wspomniane warianty najmu cechują się bowiem nie tylko uproszczoną procedurą eksmisyjną oraz brakiem prawa najemcy do mieszkania socjalnego i pomieszczenia tymczasowego. „Warto również pamiętać, że w przypadku okazjonalnej oraz instytucjonalnej formy najmu, nie obowiązują ograniczenia podwyżek czynszowych wyznaczone przez art. 8a oraz art. 9 ustawy z dnia 21 czerwca 2001 r. o ochronie praw lokatorów, mieszkaniowym zasobie gminy i o zmianie Kodeksu cywilnego” – zaznacza Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Jeżeli chodzi o okazjonalny najem, to wyłączenie stosowania przepisów dotyczących podwyżek czynszów oraz innych przepisów typowych dla tradycyjnego najmu zależy od tego, czy właściciel mieszkania w ciągu dwóch tygodni od rozpoczęcia wynajmu powiadomił o zawartej umowie urząd skarbowy (właściwy dla swojego miejsca zamieszkania). Ustawodawca nie przewidział podobnego ograniczenia w przypadku najmu instytucjonalnego. „Warto przypomnieć, że taki najem w przeciwieństwie do najmu okazjonalnego może prowadzić przedsiębiorca” – dodaje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Wyłączenie ochronnych przepisów z ustawy o ochronie praw lokatorów oznacza, że okazjonalny najem oraz najem instytucjonalny cechuje się swobodą w zakresie ustalania zasad podwyższania czynszu. Oczywiście, właściciel mieszkania powinien w kontekście podwyżek respektować odpowiednie klauzule, które wcześniej zostały wpisane do umowy zawartej z najemcą. „Okazjonalny” wynajmujący ma również obowiązek na żądanie lokatora przedstawić potwierdzenie zgłoszenia najmu w urzędzie skarbowym. „Od takiego zgłoszenia zależy bowiem sytuacja prawna najemcy” – tłumaczy Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Oskarżenia o ewentualny wyzysk trzeba dobrze uzasadnić

Swoboda, z jaką wiąże się okazjonalny najem oraz najem instytucjonalny w temacie podwyżek nie oznacza, że wynajmujący może zupełnie swobodnie zmieniać czynsz. Poza ograniczeniami wynikającymi z zawartej umowy, pewne znaczenie ma możliwość oskarżenia właściciela mieszkania o wyzysk. Konkretniej rzecz ujmując, chodzi o zastosowanie artykułu 388 kodeksu cywilnego. „Pozwala on na formułowanie roszczeń związanych z obniżką czynszu w sytuacji, gdy poziom takiego świadczenia pieniężnego jest zupełnie nieadekwatny do oferowanej usługi najmu” – mówi Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Warto jednak pamiętać, że wspomniane roszczenie zwykle wymaga przeniesienia sporu na wokandę, gdzie ciężar dowodu spoczywa po stronie najemcy (według art. 6 kodeksu cywilnego). Przykładem sporu sądowego, w przypadku którego najemca lokalu powoływał się na artykuł 388 kodeksu cywilnego jest ciekawa sprawa zakończona Wyrokiem Sądu Najwyższego z dnia 16 stycznia 2009 r. (sygn. akt III CNP 42/08). W analizowanej sprawie, sąd stanął po stronie starszej lokatorki oraz jej opiekunki prawnej. „Warto wspomnieć, że główną podstawą powództwa był art. 8a ustawy o ochronie praw lokatorów, a art. 388 KC pełnił rolę uzupełniającą” – informuje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Tradycyjny najem zapewnia najemcy dużo lepszą ochronę

Swoboda dotycząca podwyżek czynszowych, jaką zapewnia okazjonalny najem oraz najem instytucjonalny nie zasługuje na krytykę, ponieważ najemcy w dalszym ciągu mają do wyboru tradycyjny wariant najmu. Co więcej, wciąż jest on dominujący na rynku wynajmu lokali. „Ewentualny wybór najmu okazjonalnego może np. skutkować możliwością wynajęcia w ramach tej samej stawki czynszowej mieszkania, które jest lepiej zlokalizowane lub świeżo wykończone/wyremontowane” – zauważa Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Trzeba przypomnieć, że z punktu widzenia najemcy zalety dotyczące tradycyjnego najmu mieszkania (innego niż okazjonalny najem i najem instytucjonalny) wiążą się z przepisami ograniczającymi częstotliwość oraz wysokość podwyżek czynszowych. Przepisy ustawy o ochronie praw lokatorów wskazują, że podwyżka czynszu i opłat zależnych od właściciela nie może następować częściej niż co pół roku i musi być poprzedzona co najmniej trzymiesięcznym okresem wypowiedzenia. Lokator może domagać się uzasadnienia dużych podwyżek i kwestionować je w sądzie. Co ważne, co czasu rozstrzygnięcia sprawy sądowej obowiązuje dotychczasowa stawka czynszu. „Takie rozwiązanie chroni najemcę przed skutkami przewlekłości postępowań sądowych” – podsumowuje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Autor/Źródło: Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Możliwości rozwoju sektora fintech w Polsce

Fintech, czyli nowe technologie i innowacje w obszarze usług finansowych, odgrywają bezprecedensową rolę w transformacji sektora finansowego oraz rozwoju gospodarki cyfrowej na całym świecie. Rozwiązania z tego zakresu obejmują różnorodne usługi, takie jak bramki płatności, płatności odroczone, faktoring, crowdfunding, czy kantory internetowe, które tworzą nowe możliwości dla przedsiębiorców i konsumentów na całym świecie. Pandemia, oraz towarzyszący jej lock down, sprzyja rozwojowi branży – w 2021 r. w fintech zainwestowano rekordową sumę 91,5 miliarda USD, czyli prawie dwa razy więcej niż w roku 2020.

Rozwój sektora fintech oznacza jednocześnie, że dotychczasowe światowe centra finansowe stają się centrami innowacji finansowej. Okres transformacji generuje możliwości również dla nowych ośrodków, w tym dla Polski, która w ostatnich latach stała się wiodącym centrum innowacji finansowych w regionie Europy Środkowej i Wschodniej.

Polska ma pewne zalety, które pozwalają jej włączyć się w rywalizację o miano jednego z centrów fintechowych w Europie. Bez wątpienia należy tu wymienić innowacyjny oraz konkurencyjny sektor finansowy jak również wysokiej klasy zasoby ludzkie, w tym ponadprzeciętną liczbę studentów informatyki. Co istotne, raport GE Global Innovation Barometr pokazuje, że głównym motorem innowacji w Polsce są MŚP, a ponad 80 proc. polskich przedsiębiorców jest zainteresowanych nowymi technologiami.

Niemniej, polskie firmy z sektora fintech muszą mierzyć się z pewnymi poważnymi trudnościami. Mowa tutaj przede wszystkim o ograniczonym dostępie do finansowania. Mimo iż Polska jest jednym z najważniejszych ośrodków fintech w regionie, to wartość inwestycji venture capital w stosunku do PKB nie przekracza 0,005 proc. To niestety znacząco ogranicza możliwości rozwoju polskich startupów względem ich zagranicznych konkurentów, ponieważ ok. 70 proc. inwestycji w fintech-y na świecie pochodzi właśnie z funduszy venture capital. W efekcie, zdecydowania większość polskich przedsiębiorstw polega na własnych środkach jako głównym źródle finansowania. Również jeśli chodzi o pozyskiwanie środków publicznych na R&D, Polska nie wypada dobrze na tle innych państw. W 2019 r. unijna średnia wydatków państwowych w tym obszarze wyniosła 2,19 proc. w stosunku do PKB, a w Polsce ten odsetek uplasował się na poziomie zaledwie 1,32 proc.

Biorąc pod uwagę problemy związane z dostępem do finansowania, absolutnym priorytetem dla rozwoju polskiego sektora fintech jest stworzenie i utrzymanie dobrego otoczenia regulacyjnego. Od 2018 r. UKNF dąży do stworzenia tzw. piaskownicy regulacyjnej, czyli narzędzia prawnego do testowania nowych rozwiązań fintech zgodnie z przepisami prawa. Studium wykonalności realizowane od 2019 r. zostało zakończone w trzecim kwartale 2021 r., a jego wnioski posłużą do wdrożenia w krajowym porządku prawnym modelu piaskownicy regulacyjnej.

Niestety wysiłek regulatora, jak również znaczące osiągnięcia sektora, bywają regularnie zagrażane przez inicjatywy legislacyjne, świadomie lub nie, ograniczające możliwości rozwoju branży fintech. Przykładem może być przedłożony niedawno projekt ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu przeciwdziałania lichwie (dalej: projekt). ZPP krytycznie odnosi się do samego trybu procedowania projektu, który całkowicie pominął etap konsultacji społecznych. Jest to niedopuszczalne, zwłaszcza że dokument zawiera przepisy bardzo głęboko ingerujące w zasady działania podmiotów z sektora pożyczkowego. Co więcej, pewne postanowienia projektu mogą przyczynić się do znacznego ograniczenia funkcjonowania i rozwoju podmiotów z sektora fintech.

Projekt wprowadza bowiem przedkontraktowy obowiązek pozyskiwania i weryfikacji informacji o dochodach i wydatkach konsumentów dla podmiotów udzielających kredytów konsumenckich. Pomijając praktyczne trudności związane z pozyskaniem takich informacji, możliwości ich rzetelnej weryfikacji oraz ich oczywistą wrażliwość, taki przepis może powodować zagrożenie dla całego polskiego sektora płatności odroczonych, czy tzw. buy now, pay later. Dla przykładu, jeśli taki przepis wszedłby w życie, konsument, zawierający umowę o kredyt konsumencki w celu sfinansowania zakupu w sklepie internetowym na kwotę 200 zł, musiałby ujawnić kredytodawcy informacje o swoich dochodach i wydatkach. Z jednej strony, można spodziewać się, że konsument odstąpi od zawarcia umowy ze względu na niechęć do udzielenia pośrednikowi tak wrażliwych informacji. Z drugiej zaś strony, konieczność weryfikacji tych informacji przez kredytobiorcę znacząco opóźni proces i stanowi zaprzeczenie innowacji finansowych. Przepis budzi również wątpliwości z punktu widzenia jego zgodności z dyrektywą 2008/48 w sprawie umów o kredyt konsumencki.

Polski sektor fintech dysponuje potencjałem rozwoju, który może uplasować Polskę na pozycji lidera w kategorii innowacji finansowych w Europie. Niemniej, dalszy rozwój branży zależy w dużej mierze od przyjazności otoczenia regulacyjnego. Wprowadzanie do niego tak daleko idących zmian w trybie pozbawionym żadnych konsultacji budzi oczywisty sprzeciw.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców

Izraelsko-polski alians chce zrewolucjonizować polski rynek OZE

Wiodący izraelski deweloper w dziedzinie energii odnawialnej Nofar Energy utworzy spółkę joint venture z Electrum, polską spółką technologiczną, wyspecjalizowaną w zakresie energetyki. Współpraca ma na celu opracowanie projektów wiatrowych i słonecznych w Polsce o wysokiej mocy – aż do 1,25 GW. Porozumienie oznacza wejście Nofar Energy na polski rynek energii odnawialnej, co daje dużą szansę na dynamiczny rozwój tej gałęzi gospodarki.

Zgodnie ze swoim planem strategicznym, po rozpoczęciu działalności w Stanach Zjednoczonych, Hiszpanii, Rumunii i Włoszech w ciągu ostatnich kilku miesięcy, Nofar Energy zdecydował się wejść na rynek energii odnawialnej również w Polsce. W wyniku tej decyzji izraelski gigant zawarł umowę z Electrum, wiodącą na polskim rynku firmą doradczą, technologiczno-inżynieryjną, zajmującą się przygotowaniem, kompleksową realizacją i serwisowaniem projektów inwestycyjnych i obiektów z obszarów energetyki, przemysłu i budownictwa.

Współpraca ma służyć wspólnemu przedsięwzięciu, prowadzącemu do identyfikacji, rozwoju oraz budowy systemów fotowoltaicznych i wiatrowych, a także magazynowania energii o łącznej mocy aż do 1,25 GW, które będą w 80% własnością Nofar Europe i w 20% Electrum.

Nofar Energy (O.Y. Nofar Energy LTD.) jest spółką notowaną na giełdzie w Tel Awiwie (TASE – NOFR.TA), prowadzącą globalną działalność w zakresie produkcji energii odnawialnej. Założona w 2011 roku firma rozwija się w dynamicznym tempie dzięki dopracowanej wizji i innowacyjnemu podejściu do biznesu. Do jej kompetencji należą rozwój, projektowanie, wydawanie pozwoleń, planowanie, finansowanie, budowa, eksploatacja i obsługa oraz długoterminowe utrzymywanie swoich projektów (IPP). Integracja szerokich możliwości umożliwia firmie Nofar promowanie projektów w całym łańcuchu wartości przy zachowaniu surowych standardów.

Wspólne przedsięwzięcie z Nofar Energy doskonale wpisuje się w realizację naszej długoterminowej strategii opartej na formule biznesu energetyczno-informacyjnego IPP, skoncentrowanej na współtworzeniu alternatywnego systemu energetycznego – mówi Mirosław Popławski, prezes zarządu spółki Electrum. – Nasza współpraca pozytywnie ukształtuje rynek OZE w Polsce i przyniesie atrakcyjne wyniki dla obu firm.

Electrum to polska firma doradcza, inżynieryjno-technologiczna o profilu działalności IPP. Specjalizuje się w przygotowaniu, realizacji, uruchomieniu oraz obsłudze i utrzymaniu projektów inwestycyjnych w sektorach energetyki alternatywnej (OZE), sektorze informacyjnym i przemysłowym, a także w rozwoju oraz kompleksowym zarządzaniu aktywami energetycznymi (m.in. farmy wiatrowe, fotowoltaiczne, systemy kogeneracji, magazyny energii, instalacje wodorowe, WTE, SMR) – wszystko w oparciu o koncepcję indywidualnego miksu energetycznego.

W ramach realizacji strategicznego planu poszerzenia naszej globalnej działalności, poświęciliśmy kilka ostatnich miesięcy na dogłębne badanie polskiego rynku, aby podjąć rozsądne decyzje biznesowe mające doprowadzić do rozpoczęcia działalności na terenie Polski. Finalnie zdecydowaliśmy się na utworzenie spółki joint venture z Electrum ze względu na jej bogate doświadczenie w zakresie energii odnawialnej i sprawdzone kompetencje. Wysoki poziom kadry kierowniczej i pracowników, wiedza oraz obsługa nawet najbardziej złożonych i zaawansowanych technologicznie projektów w alternatywnym systemie energetycznym – to właśnie te cechy zachęciły nas do nawiązania współpracy z Electrum – twierdzi Nadav Tenny, dyrektor generalny Nofar Energy.

Efekt synergii między partnerami z dużym prawdopodobieństwem przyniesie satysfakcjonujące wyniki środowiskowe i biznesowe. Co za tym idzie, nowe, wspólne przedsięwzięcie Electrum i Nofar przyczyni się do wzrostu polskiego rynku odnawialnych źródeł energii dzięki dużym inwestycjom, jakie przyniesie ze sobą współpraca.

Na koniec III kw. 2021 roku całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej na największych rynkach w Polsce osiągnęły wielkość 12,1 milionów mkw.

Obecnie na największych rynkach biurowych w Polsce w budowie jest 1,08 mln mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej planowanej do oddania w latach 2021-2024. Według szacunków Cushman & Wakefield do końca 2021 roku ukończonych zostanie dodatkowe 315 tys. mkw., natomiast w 2022 roku – ok. 540 tys. Mkw. To niektóre wnioski wynikające z podsumowania III kw. 2021 r. na polskim rynku biurowym.

Największe realizacje

W miastach regionalnych oddano do użytku 14 projektów biurowych o sumarycznej powierzchni 143,800 mkw. Największe ukończone projekty znajdują się w Poznaniu – Nowy Rynek D (35 800 mkw. – Skanska) oraz Gdańsku – Palio Office Park A (16 500 mkw. – Cavatina). Obecnie na największych rynkach biurowych w Polsce w budowie jest 1,08 mln mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej planowanej do oddania w latach 2021-2024. Według szacunków Cushman & Wakefield do końca 2021 roku ukończonych zostanie dodatkowe 315 tys. mkw., natomiast w 2022 roku – ok. 540 tys. mkw. Biorąc pod uwagę obecną sytuację pandemiczną i mniejszą aktywność najemców spodziewamy się ograniczenia liczby nowych projektów wprowadzonych na rynek z terminem oddania do użytku w latach 2023-2024.

Podaż i popyt

Wysoki poziom nowej podaży oraz niższy popyt notowany od początku pandemii poskutkowały wzrostem poziomu pustostanów. Na koniec trzeciego kwartału 2021 stopa powierzchni niewynajętej osiągnęła 13,0%, co oznacza wzrost o 2,3 pp. w ujęciu rocznym, lecz nieznaczącą zmianę w porównaniu do zeszłego kwartału (+0,1 pp.)

Struktura popytu od początku roku charakteryzowała się dużym udziałem renegocjacji (41%) oraz niższym niż w okresie przedpandemicznym współczynnikiem nowych umów najmu powierzchni/relokacji (53%) oraz ekspansji (6%).

Gartner: Ponad bilion dolarów na IT w naszym regionie

Dostawcy oprogramowania dla biznesu zacierają ręce, rok 2022 będzie dla nich bardzo dobry, zapowiada Gartner. To właśnie budżety na firmowy software będą rosły najszybciej. Zarówno na świecie, jak i w naszym regionie.

Gartner zapowiada kolejny dobry rok dla branży IT. Zdaniem analityków tegoroczne tempo wzrostu będzie niemal dwucyfrowe (9,5%). W nadchodzącym 2022 nieco zwolni, ale 6,5% to wciąż dobry wynik. Eksperci oczekują, że skumulowana wartość budżetów przedsiębiorstw na IT będzie równa kwocie 4,474 mld dolarów. Niemal jedna trzecia tej kwoty – 1,3 mld dolarów – pochodzić będzie z “naszego” regionu EMEA.

– W 2020 biznes zafundował sobie pauzę i przyczajony obserwował, co będzie dalej. Jak się później okazało, ekspansję pandemii udało się ograniczyć, a w wielu wypadkach całkowicie zniwelować jej wpływ, więc firmy uwolniły budżety. Stracone miesiące nadrabiamy w 2021, stąd analitycy rynkowi spodziewają się sporego odbicia. – Robert Banisz, Dyrektor Pionu Sprzedaży w BPSC. Ekspert zapytany, skąd takie różnice w tempie wzrostu dla całego świata i dla naszej części globu, wyjaśnia: – Motorem napędowym regionu EMEA jest Europa, która już dziś może pochwalić się wysokim poziomem ucyfrowienia. Nie ważne o jakiej gałęzi mówimy, Europejczycy są w czołówce. Dlatego na naszym kontynencie potrzeba digitalizacji nie była tak paląca, jak w regionach zacofanych cyfrowo. – tłumaczy ekspert, reprezentujący katowickiego dostawcę oprogramowania dla biznesu. To właśnie ten segment rynku IT rośnie najszybciej na świecie, również u nas.

Biznes zainwestuje w usługi

Gartner szacuje, że w 2021 roku w regionie EMEA wydatki na oprogramowanie dla przedsiębiorstw będą miały najwyższe tempo wzrostu wynoszące 9,5%, a rok później będzie to już 10%. Jeżeli pierwsze szacunki analityków się potwierdzą, to wówczas skumulowana wartość budżetów, które biznes w naszym regionie przeznaczy na oprogramowanie, osiągnie 161,5 mld dolarów. W przyszłym będzie to jeszcze więcej, bo aż 178,3 mld dolarów.

– Koncepcja, w której strategia technologiczna dopasowywana jest do biznesowej, straciła na aktualności. Obecnie coraz powszechniejsza jest filozofia, w której obie strategie: biznesowa i technologiczna powinny być rozwijane w partnerstwie. A integratorem obu jest oprogramowanie, stąd firmy będą inwestować systemy: wymieniać lub rozwijać już posiadane. – opisuje ekspert BPSC.

Najszybciej rozwijającym się rynkiem oprogramowania dla biznesu są usługi IT. Według predykcji, w ciągu 12 miesięcy przyszłego roku, segment ten urośnie o 8,2%, z 357,4 mld dolarów do 388,5 mld. Pozostałe trzy segmenty: data center, usługi komunikacyjne i urządzenia będą rosły dużo wolniej niż lider. Najgorzej wyglądają prognozy dla dostawców urządzeń IT. Wydatki na tę gałąź rynku będą aż o 13 punków procentowych niższe niż w tym roku. To jedyny taki przypadek, gdzie szacowane tempo rozwoju w 2022 będzie niższe niż w 2021. Gartner ocenia, że wspomniany sektor urośnie o zaledwie 0,7% i na koniec przyszłego roku wart będzie 208 mld dolarów.

Dostawcy rozwiązań dla centrów danych i usług komunikacyjnych może nie mają powodów do huraoptymizmu, ale też nie mogą narzekać. U pierwszego z wymienionych spodziewany jest wzrost wydatków z 2,2% do 3,6%, a w przypadku drugiego oczekuje się zmiany z 1,5% do 2%. Jednak warto zauważyć, że w kwotach bezwzględnych te same procenty mają zupełnie inny ciężar gatunkowy. Ponieważ segment określany przez Gartnera jako communications services jest 11 razy większy od data center. W przyszłym roku pierwszy wart będzie niemal 465 mld dolarów, zaś drugi: 40,5 mld dolarów.

Miliardy Niemców i Brytyjczyków

Jak podaje Gartner, w Wielkiej Brytanii wydatki na rozwiązania i usługi technologiczne w 2022 r. osiągną wartość 223,3 mld USD. To wzrost o 6% w porównaniu z rokiem 2021. To więcej niż wynosi prognozowany wzrost dla całego EMEA (4,7%).

– Organizacje w Wielkiej Brytanii zwiększą swoje wydatki na IT o 14,4 miliarda dolarów w 2022 roku, czyli więcej niż Francja, Niemcy, Włochy i Turcja razem wzięte. – mówi John-David Lovelock wiceprezes ds. badań w Gartnerze i wymienia obszary, w które inwestować będą Brytyjczycy: – Rosnące nakłady na zdalną pracę i edukację oraz telezdrowie, to trzy główne filary, które wpływają na zwiększające się wydatki na IT na wyspach brytyjskich.

W Unii Europejskiej na IT najwięcej wydawać będą Niemcy. W 2022 roku ma to być aż 167,3 mld dolarów, co oznacza wzrost o 4,4% w porównaniu z 2021 r. Nasi zachodni sąsiedzi inwestować będą przede wszystkim w oprogramowanie dla przedsiębiorstw. Ten segment będzie odznaczał się najwyższą stopą wzrostu nie tylko w 2022 roku, ale też w kolejnych latach. Zdaniem eksperta z BPSC, na te wyniki trzeba spojrzeć w nieco szerszym kontekście, bo sytuacja w Niemczech będzie miała wpływ na to, co będzie działo się w naszym kraju.

– Technologie czwartej rewolucji przemysłowej okazały się kluczową siłą napędową odpornych łańcuchów dostaw. Przedsiębiorstwa, które zaczęły je stosować, były w stanie z powodzeniem przetrwać zawirowania i dysponowały solidnymi podstawami do przyjęcia zarówno krótko- jak i średnioterminowych środków mających na celu budowanie odporności. – mówi Robert Banisz i dodaje: – W perspektywie krótkoterminowej kluczowe było zapewnienie ciągłości działalności, ochrona pracowników i minimalizacja zakłóceń. To już mamy za sobą, teraz wchodzimy w perspektywę średnioterminową. A w niej wiele firm zaczyna dążyć do tworzenia nowych sieci lokalnych ekosystemów dostaw i dywersyfikacji bazy dostawców, która bazuje na IT. To ważna informacja dla Polski i naszych firm. Jesteśmy produkcyjnym zapleczem Europy, jeżeli chcemy nadal nim być, musimy zadbać o swoją kompatybilność i gotowość na przyjęcie kolejnych rozwiązań, jakimi na co dzień posługuje się zachód. Jak to osiągnąć? Nieustannie się digitalizować. – kończy Banisz.

Wynajem długoterminowy i Rent a Car w III kw. 2021

Rynek motoryzacyjny i flotowy w Polsce powoli odrabia straty po spowolnieniu wywołanym pandemią COVID19, ale do wyników osiąganych przed koronakryzysem jest wciąż daleko. Dane po trzecim kwartale 2021 r. wyraźnie pokazują, że branża motoryzacyjna musi się obecnie zmagać z nowym wyzwaniem. Koronakryzys przestaje być już głównym problemem, wywierając coraz mniej zauważalny wpływ na rynek. Głównym zmartwieniem jest aktualnie bardzo ograniczona dostępność nowych aut w salonach oraz znacznie wydłużony czas oczekiwania na fabrycznie nowe pojazdy. Popyt znacząco przerasta podaż i gdyby nie problemy z produkcją nowych samochodów, rynek mógłby rosnąć szybciej. Wolumen sprzedaży nowych aut w trzecim kwartale, w każdym rodzaju finansowania oraz we wszystkich grupach klientów, był nie tylko mniejszy niż w porównywalnym czasie przed pandemią, czyli w 2019 r., ale również mniejszy niż w trzecim kwartale 2020 r. Zgodnie z danymi opublikowanymi przez PZWLP, relatywnie najlepsze wyniki w tym zakresie odnotowała branża wynajmu długoterminowego samochodów, gdzie spadki w liczbie rejestrowanych nowych aut były najmniejsze. Pozwoliło to na utrzymanie trendu wzrostowego wynajmu długoterminowego w Polsce. Na koniec trzeciego kwartału branża odnotowała wzrost łącznej floty na poziomie 6,9% r/r, co oznacza, że pomimo problemów z dostępnością nowych aut, nadal przyśpiesza po spowolnieniu wywołanym pandemią. Eksperci PZWLP podkreślają, że wzrost ten mógłby być jeszcze większy, gdyby nie kłopoty z podażą nowych samochodów na rynku. Po ponad roku spadków w czasie koronakryzysu, wzrost drugi kwartał z rzędu utrzymuje również branża Rent a Car, która po trzecim kwartale odnotowała dynamikę rozwoju na poziomie 7,1% r/r.

Optymizm na rynku motoryzacyjnym w Polsce z pierwszej połowy 2021 roku osłabł w trzecim kwartale roku. W pierwszych miesiącach roku rynek bardzo szybko odrabiał straty po spowolnieniu spowodowanym koronakryzysem i notował kilkudziesięcioprocentowe wzrosty sprzedaży nowych aut w porównaniu z rokiem 2020 r., powoli zbliżając się do poziomów sprzed pandemii w 2019 r. Co prawda, od początku bieżącego roku do końca września z polskich salonów wyjechało łącznie ponad 347 tys. nowych samochodów osobowych (sprzedaż całkowita – do firm i osób prywatnych), o 17,7%  (o ponad 52 tys.) więcej, aniżeli rok wcześniej, ale do sytuacji jaka miała miejsce przed COVID19 jest nadal bardzo daleko. Wówczas w porównywalnym czasie sprzedaż całkowita nowych aut wyniosła w Polsce prawie 411 tys.

W trzecim kwartale bieżącego roku jednak, na rynku motoryzacyjnym w Polsce (a także na większości rynków europejskich) pojawił się nowy problem – chętnych do kupienia nowego samochodu nie brakowało, natomiast coraz bardziej widoczne stały się kłopoty z dostępnością nowych pojazdów i zbyt małą wielkością ich produkcji w stosunku do popytu. W efekcie, czas oczekiwania na nowe auto wynosi aktualnie w ekstremalnych przypadkach nawet 12 miesięcy i dłużej.

Wynajem długoterminowy relatywnie odporny na zawirowania na rynku związane z ograniczoną dostępnością nowych aut

Taka rzadko spotykana sytuacja odbiła się na wynikach sprzedaży w autosalonach. W trzecim kwartale – po bardzo dobrych pod tym względem pierwszych miesiącach roku – zanotowane zostały spadki w każdej formie finansowania samochodów oraz w każdej grupie klientów, nie tylko względem roku 2019, ale nawet 2020, czyli czasu spowolnienia.

Sprzedaż całkowita nowych samochodów osobowych, a więc zarówno do firm, jak i osób prywatnych, była w trzecim kwartale bieżącego roku niższa o 9,6% niż w porównywalnym czasie rok temu. Klienci indywidualni nabyli o 11,8% mniej nowych aut r/r. Ciekawostką pozostaje natomiast mniejszy niż rok temu (w trzecim kw. 2020) import aut używanych zza granicy, w przypadku którego spadek wyniósł 4,6% r/r. Całkowita sprzedaż aut w Polsce vs klienci indywidualni vs import

Łączna sprzedaż nowych samochodów osobowych do firm była w trzecim kwartale 2021 mniejsza o 8,9% r/r oraz o 18,8% w porównaniu z analogicznym okresem w roku 2019, przed pandemią. Spośród dostępnych dla firm i przedsiębiorców rodzajów finansowania aut, najniższe spadki sprzedaży wystąpiły w przypadku wynajmu długoterminowego – odpowiednio -1,5% r/r oraz -10,7% względem trzeciego kwartału 2019 r. Dla porównania, w klasycznym leasingu finansowym, kredycie oraz zakupie ze środków własnych liczonych razem, w trzecim kwartale bieżącego roku sprzedanych zostało o 11% mniej nowych samochodów osobowych niż w analogicznym okresie rok temu oraz o 21% mniej niż w trzecim kwartale 2019.Dynamika sprzedaży nowych aut do firm w III kw. 2021 – różne rodzaje finansowania

W efekcie lepszych od konkurencyjnych rodzajów finansowania wyników sprzedaży, udział wynajmu długoterminowego w sprzedaży nowych samochodów osobowych do firm zwiększył się w trzecim kwartale 2021 r. o 1,8 punktu procentowego r/r i wyniósł 24,2%. Oznacza to, że co czwarte nowe auto nabywane w trzecim kwartale w Polsce przez firmy i przedsiębiorców znajdowało się w wynajmie długoterminowym. Branża wynajmu długoterminowego nabyła w trzecim kwartale roku na potrzeby oferowanych usług łącznie 19,1 tys. nowych samochodów osobowych.Udział wynajmu długoterminowego w sprzedaży aut do firm w Polsce

Krzemowy kryzys głównym hamulcem dla wzrostu rynku

Zdaniem ekspertów, za problemy z ograniczoną dostępnością nowych aut, spowodowane zbyt małą w stosunku do popytu produkcją, odpowiada kilka czynników. Wśród najważniejszych wymieniana jest niewystarczająca wielkość produkcji półprzewodników, a także problemy z dostępnością stali. Przynajmniej w przypadku półprzewodników pojawia się już jednak przysłowiowe światło w tunelu. Według Stowarzyszenia Producentów Półprzewodników (Semiconductor Industry Association), światowa sprzedaż półprzewodników w trzecim kwartale 2021 roku osiągnęła wartość 144,8 miliarda dolarów, co stanowi wzrost o 27,6% w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego i o 7,4% więcej w zestawieniu z drugim kwartałem 2021 roku. Dostawy półprzewodników w okresie od lipca do września 2021 roku były większe niż w jakimkolwiek innym kwartale w historii. W związku z tym istnieje szansa, że w najbliższym czasie sytuacja w tym zakresie będzie się stopniowo poprawiać.

Branża wynajmu długoterminowego kontynuuje odbudowę po pandemii

Pomimo problemów z dostępnością nowych samochodów na rynku, branża wynajmu długoterminowego aut utrzymuje trend wzrostowy po odbiciu po spowolnieniu spowodowanym pandemią i podobnie jak w drugim kwartale roku, tak i w trzecim, nadal zwiększa tempo swojego wzrostu. Pod względem najważniejszego w przypadku wynajmu długoterminowego wskaźnika dynamiki rozwoju, a więc łącznej liczby aut na rynku, znajdujących się w usłudze Full Serwis Leasing, branża odnotowała na koniec trzeciego kwartału wzrost 6,9% r/r. Tempo rozwoju wynajmu długoterminowego w Polsce cały czas rośnie – dla porównania, w drugim kwartale b.r. wyniosło ono 4,6% r/r, a na koniec pierwszego kwartału 2,1% r/r.Tempo wzrostu wynajmu długoterminowego w Polsce 2020 – 2021

Pandemia i spowodowane nią spowolnienie, to obecnie tylko jeden z czynników odczuwanych przez branżę wynajmu długoterminowego w Polsce – mówi Robert Antczak, Prezes Zarządu PZWLP, Dyrektor Generalny Arval Polska. – Wynajem długoterminowy już od pół roku znajduje się na ścieżce wzrostu i branża stara się to tempo utrzymywać. Niemniej, tempo rozwoju branży nie osiągnęło jeszcze poziomu sprzed pandemii, kiedy wynosiło średnio 10-12%, ale mamy nadzieję, że dzieli nas od takich wyników coraz mniejszy dystans. Jesteśmy przekonani, że branża mogłaby odbudowywać się po koronakryzysie jeszcze szybciej. Choć relatywnie w mniejszym stopniu, niż reszta rynku, to wynajem długoterminowy również odczuwa skutki ograniczonej dostępności nowych samochodów. W naszej ocenie problemy te będą się utrzymywały jeszcze w przyszłym roku i niestety ograniczona podaż nowych aut oraz znacznie wydłużony czas oczekiwania na nowe pojazdy, będą wpływały na hamowanie tempa wzrostu branży. Co nie oznacza, że wynajem długoterminowy nie będzie się rozwijał, ale proces ten będzie wolniejszy, niż mógłby być.   

Diesle to już mniej niż połowa aut w wynajmie długoterminowym. Po uruchomieniu Programu „Mój elektryk” w wynajmie, bardzo prawdopodobna ofensywa samochodów elektrycznych

Dane PZWLP po trzecim kwartale roku pokazują przełamanie kolejnej psychologicznej bariery jeśli chodzi o samochody napędzane silnikami dieslowskimi. W liczącej prawie 188,5 tys. aut flocie firm PZWLP w wynajmie długoterminowym, Diesle na koniec września, po raz pierwszy w historii organizacji, stanowiły mniej niż połowę ogółu – dokładnie 49,1% i ich udział w łącznej flocie zmniejszył się w ciągu roku o 5,4 punktu procentowego. Tym samym, jednoznacznie zakończyła się pewna era tj. dominacja samochodów z silnikami wysokoprężnymi we flotach. Kontynuowany był natomiast trend wzrostu udziału aut benzynowych, które na koniec trzeciego kwartału stanowiły już 43,6% ogółu, a udział samochodów z takimi napędami zwiększył się 3,2 punktu procentowego w ciągu roku. Podobnie, wzrastał odsetek aut ekologicznych tj. wszelkiego typu hybryd i elektrycznych, które na koniec września reprezentowały 7,3% całości (wzrost o 2,2 punktu procentowego r/r). Przytłaczającą większość samochodów ekologicznych stanowią hybrydy, elektryki to 0,4% łącznej floty. Eksperci PZWLP są jednak zdania, że istnieje wysokie prawdopodobieństwo, iż w niedługim czasie będziemy świadkami prawdziwej ofensywy aut elektrycznych w wynajmie długoterminowym.Napędy w wynajmie długoterminowym

Wiążemy duże nadzieje z uruchomionym w ostatnich dniach Programem „Mój elektryk” w wynajmie długoterminowym, który pozwala na publiczne dopłaty do wynajmu aut elektrycznych – mówi Jacek Studziński, Członek Zarządu PZWLP, Dyrektor Finansowy i Członek Zarządu LeasePlan Polska. – Nasza organizacja była jednym z głównych inicjatorów uruchomienia tego programu w odniesieniu do wynajmu, a następnie jednym z najbardziej zaangażowanych podmiotów branżowych współpracujących z NFOŚiGW i Bankiem Ochrony Środowiska przy jego opracowywaniu. Obecnie pierwsze firmy wynajmu długoterminowego w Polsce podpisały już z operatorem Programu „Mój Elektryk”, Bankiem Ochrony Środowiska, stosowne umowy i zaczynają wprowadzać do swojej oferty wynajem długoterminowy aut elektrycznych z publicznym dofinansowaniem. W praktyce oznacza to, że koszt wynajmu samochodu elektrycznego już niewiele odbiega od wynajmu jego spalinowego odpowiednika. Według naszej wstępnej oceny, taki czynnik ekonomiczny, w połączeniu z innymi zaletami aut elektrycznych, może z dużym prawdopodobieństwem przyczynić się do szybkiego wzrostu liczby samochodów zeroemisyjnych w wynajmie długoterminowym. W dłuższej perspektywie, a więc kilku następnych lat, kluczowe znaczenie dla rozwoju elektromobilności w Polsce będzie miała infrastruktura ładowania aut elektrycznych. Wprawdzie w ostatnim czasie rozbudowa punktów ładowania mocno przyśpieszyła, ale nadal jest ich stanowczo zbyt mało.  

Średnia emisja dwutlenku węgla nowych samochodów osobowych zakupionych przez branżę wynajmu długoterminowego w trzecim kwartale 2021 roku była o 1,7% i 2,2 g/km niższa niż rok wcześniej i wyniosła 128,5 g/km. Jeśli zaś chodzi o auta dostawcze, to średnia emisja w ich przypadku wyniosła 158,8 g/km i była niższa o 0,8% i 1,3 g/km w stosunku do stanu w porównywalnym czasie roku 2020.

Wśród najpopularniejszych aut w wynajmie długoterminowym na koniec trzeciego kwartału znalazły się: Skoda Octavia, VW Golf, Skoda Fabia, Opel Astra i VW Passat.Emisja CO2 nowych aut w wynajmie długoterminowym – III kw. 2021

Rent a Car drugi kwartał z rzędu ze wzrostem

Po ponad roku spadków spowodowanych pandemią, również branży Rent a Car (wypożyczalnie samochodów) udało się drugi kwartał z rzędu utrzymać wzrost, który w trzecim kwartale wyniósł 7,1% r/r. Co prawda, dynamika rozwoju Rent a Car była w drugim kwartale wyższa, ale podobnie jak w przypadku reszty rynku, wypożyczalnie samochodów także odczuwają problemy wynikające z ograniczonej dostępności nowych samochodów.Dynamika rozwoju Rent a Car w Polsce – 2020 – 2021

Utrzymanie drugi kwartał z rzędu dodatniej dynamiki rozwoju oznacza, że branża Rent a Car najgorszy w swojej historii okres spadków w wyniku pandemii ma już za sobą i powoli się odbudowuje – mówi Maciej Tórz, Członek Zarządu PZWLP, Prezes Rentis SA. – Wzrost, jaki odnotowaliśmy, z pewnością mógłby być większy, gdyby nie występujące obecnie trudności z nabywaniem nowych samochodów. Mimo wszystko, nasze prognozy na najbliższe miesiące są umiarkowanie optymistyczne, wiele wskazuje na to, że tendencja wzrostowa będzie kontynuowana. Czynniki hamujące rozwój branży spowodowane pandemią COVID19 już niemalże nie występują, a to one były dla wypożyczalni samochodów największym obciążeniem.

Branża Rent a Car jest obecnie reprezentowana w PZWLP przez 6 dużych, sieciowych, polskich i międzynarodowych wypożyczalni samochodów, których łączna flota* w usługach wynajmu krótkoterminowego (1-30 dni) oraz średnioterminowego (1 miesiąc – 2 lata) wynosiła na koniec września 2021 roku 14 tys. aut.

 * – bez floty firmy Avis Budget / Jupol – Car

Rośnie popyt na budowle z drewna

Jak grzyby po deszczu, na całym świecie wyrastają kolejne drewniane osiedla, wieżowce, szkoły, mosty czy hale sportowe. Wiele z nich to swoiste dzieła sztuki architektonicznej. Cywilizacja wraca do naturalnego materiału łączącego tradycję z nowoczesną technologią. Nie jest to żadną fanaberią wąskiej grupy naukowców lub wizjonerów, ale dynamicznie rosnący sektor rynku, wspierany przez najważniejszych światowych decydentów i pozytywnie postrzegany społecznie.

Jeśli nasz poziom życia ma nadal rosnąć, to ludzie będą potrzebować coraz więcej przestrzeni. Budynki stawiane do tej pory z betonu i stali, osiągną w tym czasie rekordową emisję dwutlenku węgla do atmosfery. Natomiast budowa drewnianych obiektów dla nowych mieszkańców miast mogłaby przechowywać CO2. Rachunek jest więc prosty. Niemcy chcą być neutralne klimatycznie do 2045 r. W budownictwie już dzisiaj wymagana jest od inwestorów o 30 proc większa efektywność energetyczna budowli – jedni to osiągają instalując fotowoltaikę, inni budując z drewna.

Nadchodzi era drewna

W ostatnich latach badania inżynieryjne w zakresie ochrony przeciwpożarowej, izolacji akustycznej, rozwoju materiałów oraz oprogramowania technicznego i nowych metod produkcji otworzyły zupełnie nowe możliwości w projektowaniu drewnianych budynków. W hamburskim HafenCity kończy się obecnie budowa najwyższego w Niemczech budynku o wysokości 65 metrów, w którym znajdzie się 128 apartamentów. A w berlińskiej dzielnicy Tegel powstanie osiedle z około 5 tys. mieszkań dla ponad 10 tys. osób. Ma być ono zbudowane głównie z drewna i neutralna dla klimatu. W norweskim Brumunddal w 2019 r. swoje podwoje otworzył Mjøstårnet, drewniany budynek o wysokości ponad 85 metrów, a w Eindhoven w Holandii powstaje wieżowiec, który połączy dwie części miasta.

Znany brytyjski architekt, orędownik urbanistyki drewnianej i pedagog stwierdził, że “19. wiek był erą stali, 20. wiek przebiegał w imię betonu, ale w 21. wieku na pierwszy plan wysuwa się nowoczesne drewno”. Kończą się złoża surowców, w tym ropy i węgla, który wydobywamy coraz głębiej, a nawet betonu, ponieważ do jego produkcji potrzebujemy piasku, bowiem wydobywany z dna morza zaburza gospodarkę wodną. Choć wydawałoby się, że mamy jego nadmiar, np. na Saharze, to piasek pustynny nie wiąże się z wodą i nie da się z niego budować. Nawet najwyższy budynek na świecie, Burj Khalifa, został zbudowany de facto z piasku sprowadzonego z Australii. Tymczasem drewno „hodowlane” będzie zawsze i można je wykorzystywać właśnie do potrzeb przemysłowych, chroniąc dające nam tlen lasy równikowe.

Teraz Polska

Nowoczesne konstrukcje w technologii CLT zawitały też do Polski. Dwa lata temu Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (99% akcji) oraz Bank Ochrony Środowiska (1% akcji) powołał firmę deweloperską Polskie Domy Drewniane (PDD) budującą energooszczędne budynki mieszkalne i usługowe wykonywane w technologiach drewnianych z wykorzystaniem krajowego potencjału przemysłu drzewnego i budowlanego. Jej celem jest budowa trwałych, zdrowych, ekologicznych i energooszczędnych, a tym samych tanich w utrzymaniu mieszkań.

Jeszcze kilka lat temu materiał był nieznany nawet wśród architektów. Obecnie zyskuje coraz szersze grono miłośników. Po pionierskich inwestycjach w budownictwie jednorodzinnym zaczęły pojawiać się pierwsze inwestycje w sektorze publicznym. Doskonałym przykładem jest projekt realizowany przez Lasy Państwowe w Ogrodzie Botanicznym w Gdyni. Dostawcą całej konstrukcji jest firma OMFO – wyłączny przedstawiciel firmy KLH w Polsce. Obiekt z drewna klejonego krzyżowo ma być oddany do użytku w przyszłym roku. Inwestycja pozwoli poszerzyć ofertę Leśnego Ogrodu Botanicznego „Marszewo”. Bryła powstaje w myśl projektu, który zwyciężył w przeprowadzonym kilka lat temu konkursie. Jego celem było wprowadzenie w istniejący obszar ogrodu zabudowy szanującej leśny krajobraz. Będzie mieć dwie kondygnacje, a powierzchnia użytkowa wyniesie łącznie 321 m. kw. Na tej przestrzeni znajdą się m.in.: ogólnodostępna sala wystawowa, punkt informacyjny, sala integracyjna dla odwiedzających oraz pomieszczenia administracyjne. Obiekty podzielono na dwa skrzydła połączone łącznikiem. Całość pokryje odważna czerń opalonego drewna.

W centrum Łodzi powstaje natomiast drewniany Hotelu Breath-In, którego twórcami są architekci z pracowni Makaa. Ma być ekologiczny i nowoczesny. Koncepcja architektów opiera się na stworzeniu drewnianej kamienicy, dopasowującej się do istniejącego już w okolicy stylu, a jednocześnie stosującej nowoczesne rozwiązania wizualne przyszłości.
Na niedawnym poświęconym ekologicznym kierunkom w całej branży budowlanej sympozjum zorganizowanym przez Polskie Stowarzyszenie Budownictwa Ekologicznego, które skupia architektów, producentów oraz firmy z branży budowlanej, trudno było znaleźć prelekcję czy panel dyskusyjny, w którym nie było wzmianki o budownictwie drewnianym, a zwłaszcza CLT. Drewno laminowane krzyżowo coraz częściej staje się również głównym bohaterem innych podobnych wydarzeń. Jednak wciąż na przeszkodzie rozwoju tego typu budownictwa w naszym kraju stoi niska świadomość przyszłych inwestorów z korzyści jakie niesie za sobą np. akumulacji ciepła. W ostatnimi czasie wraz z rosnącym popytem powstaje również spora ilości nie doświadczonych firm „garażowych”, co z biegiem czasu może przełożyć się na niską jakość ich realizacji i popsuć wizerunek budynków w technologii drewnianej. Pierwszą styczność inwestora z budową ma architekt, uznając, że doradzi inwestorowi w pełnym zakresie od projektu po wybór właściwej technologii. Bardzo istotna jest więc dobra i wszechstronna edukacja przyszłych architektów na etapie studiów z zakresu dostępnych rozwiązań.

Nadchodzi era drewna

Architekci podkreślają, że każdy materiał budowlany ma swoje słabe punkty. Dla przykładu drewno jest odporniejsze od stali, gdy ta już dawno się stopi, ono będzie stało. Stal jest podatna na ogień, więc owijamy ją płytą gipsową lub innymi niepalnymi materiałami. Beton jest nadprzewodzący termicznie, więc musimy go izolować, aby zapobiec przewodzeniu zimna i ciepła. CLT pali się bardzo powoli, a każdy segment zabezpiecza warstwa, która dodatkowo jeszcze opóźnia ten proces. Budowlańcy twierdzą, że praca z naturalnym drewnem ma dobroczynny wpływ na samopoczucie pracowników.

Jeśli nasz poziom życia ma nadal rosnąć, to ludzie będą potrzebować coraz więcej przestrzeni. Budynki stawiane do tej pory z betonu i stali, osiągną w tym czasie rekordową emisję dwutlenku węgla do atmosfery. Natomiast budowa drewnianych obiektów dla nowych mieszkańców miast mogłaby przechowywać CO2. Rachunek jest więc prosty. Niemcy chcą być neutralne klimatycznie do 2045 r. W budownictwie już dzisiaj wymagana jest od inwestorów o 30 proc większa efektywność energetyczna budowli – jedni to osiągają instalując fotowoltaikę, inni budując z drewna.

W ostatnich latach badania inżynieryjne w zakresie ochrony przeciwpożarowej, izolacji akustycznej, rozwoju materiałów oraz oprogramowania technicznego i nowych metod produkcji otworzyły zupełnie nowe możliwości w projektowaniu drewnianych budynków. W hamburskim HafenCity kończy się obecnie budowa najwyższego w Niemczech budynku o wysokości 65 metrów, w którym znajdzie się 128 apartamentów. A w berlińskiej dzielnicy Tegel powstanie osiedle z około 5 tys. mieszkań dla ponad 10 tys. osób. Ma być ono zbudowane głównie z drewna i neutralna dla klimatu. W norweskim Brumunddal w 2019 r. swoje podwoje otworzył Mjøstårnet, drewniany budynek o wysokości ponad 85 metrów, a w Eindhoven w Holandii powstaje wieżowiec, który połączy dwie części miasta.

Znany brytyjski architekt, orędownik urbanistyki drewnianej i pedagog stwierdził, że “19. wiek był erą stali, 20. wiek przebiegał w imię betonu, ale w 21. wieku na pierwszy plan wysuwa się nowoczesne drewno”. Kończą się złoża surowców, w tym ropy i węgla, który wydobywamy coraz głębiej, a nawet betonu, ponieważ do jego produkcji potrzebujemy piasku, bowiem wydobywany z dna morza zaburza gospodarkę wodną. Choć wydawałoby się, że mamy jego nadmiar, np. na Saharze, to piasek pustynny nie wiąże się z wodą i nie da się z niego budować. Nawet najwyższy budynek na świecie, Burj Khalifa, został zbudowany de facto z piasku sprowadzonego z Australii. Tymczasem drewno „hodowlane” będzie zawsze i można je wykorzystywać właśnie do potrzeb przemysłowych, chroniąc dające nam tlen lasy równikowe.

Zalesianie to przetrwanie

Surowiec dla masowych drewnianych budowli powinien pochodzić z zalesienia. CO2 byłby najpierw wiązany w rosnących drzewach, a następnie magazynowany w zbudowanych z nich ekologicznych obiektach. Ta transformacja jest jednak możliwa pod dwoma istotnymi warunkami: ścinane lasy są zarządzane w sposób zrównoważony oraz, że dwutlenek węgla, który jest magazynowany w wykorzystujących surowiec konstrukcjach, będzie też w jakiejś formie zachowywany, po wyburzeniu tych budynków. Nie możemy po prostu wycinać lasów i spalić zbudowanych z nich obiektów po ich wyeksploatowaniu – bo to spowodowałoby, że CO2 z powrotem trafi do atmosfery. Zamiast tego drewno musi zostać poddane recyklingowi, na przykład jako deski podłogowe w kolejnych nowych domach.

Tony Rinaudo jest australijskim agronomem, powszechnie znanym jako „twórca lasu”. Od wielu lat mieszkając i pracując w krajach afrykańskich, odkrył i zastosował w praktyce rozwiązanie problemu skrajnego wylesiania pustynnego regionu Sahelu, tj. wzdłuż południowych obrzeży Sahary. Dzięki prostym metodom zarządzania farmerzy mogą zregenerować oraz chronić istniejącą tam roślinność, co znacznie wpłynęło na poprawę warunków życia milionów ludzi. Jego naturalna metoda regeneracji wprowadzona przez lokalnych rolników przywróciła planecie 50 tys. km kw. ziemi z ponad 200 mln. drzew w samym Nigrze, położonym w Afryce Zachodniej na Saharze. Metoda Tony Rinaudo ma potencjał do odtworzenia obecnie zdegradowanych suchych tropikalnych terenów o powierzchni wielkości Indii. To, co stworzył, to znacznie więcej niż technika rolnicza, ponieważ jednocześnie zainspirował ruch kierowany przez tamtejszych rolników. Naukowiec w 2018 r. otrzymał tzw. alternatywną Nagrodę Nobla tj. Right Livelihood Award za zademonstrowanie na dużą skalę, jak suche tereny można zazieleniać przy minimalnych kosztach, poprawiając warunki życia milionów ludzi.

Kluczem jest technologia

Nowoczesne drewno budowlane ma niewiele wspólnego z wiekowymi konstrukcjami, np. znanymi z podlasia. W ciągu ostatnich kilku dekad produkcja innowacyjnych drewnianych kompozytów przekształciła ten starożytny surowiec budowlany w najnowocześniejszy budulec konstrukcyjny. Technologia drewna klejonego warstwowo i poprzecznie, zwana fachowo CLT (Cross Laminated Timber) ma liczne zalety jako odporny i trwały materiał o szerokim zastosowaniu. CLT jest monolitem – to znaczy, że jest to w rzeczywistości jeden kawałek drewna, z małą zawartością zaledwie 0,6 proc. ekologicznego kleju. Gotowy element jest w stanie wytrzymywać duże obciążenia i napięcia w wielu kierunkach, jest ognioodporny, posiada doskonałe właściwości termoizolacyjne i akustyczne. Reguluje wilgotność powietrza wewnątrz budynku, tworząc komfortowy i zrównoważony klimat – zarówno latem, jak i zimą.

Dla przykładu nowoczesne drewniane wieżowce wykorzystują drewno klejone krzyżowo. To jakby sklejka o dużej skali, wykonana ze sklejonych ze sobą od dwóch do czterech arkuszy, a następnie odwróconych o 90 stopni i przyklejonych takich samych na górze. W rezultacie tego procesu otrzymujemy kawałek drewna, który pod względem rozmiaru i sposobu może być używany podczas projektowania bardzo podobnie do płyty betonowej tylko waży 20 proc jej ciężaru.

CLT jest stosunkowo lekkim materiałem budowlanym, a więc nie wymaga tak mocnych fundamentów, a dzwigi wymagane na miejscu pracy mogą być mniejsze niż te potrzebne do podnoszenia cięższych konstrukcji żelbetonowych. Cechy te zapewniają również możliwość wznoszenia budynków CLT na terenach, które w innym przypadku są niedostępne dla cięższych projektów.

Drewniany punkt zwrotny

Obecnie wiodącymi europejskimi rynkami produktów Cross Laminated Timber są Austria, Niemcy, Szwajcaria, Szwecja i Norwegia. Produkcja drewna w technologii CLT rozpoczęła się w Lozannie w Szwajcarii na początku lat 90. XX w., ale przez wymogi patentowe i prawne rozwój tego produktu przez dekadę pozostawał w stagnacji.

Dynamicznego tempa nabrał dopiero w 2000 r., gdy jego wykorzystanie wzrosło. Częściowo dzięki rosnącemu znaczeniu zrównoważonego rozwoju i zmianom w wymaganiach konstrukcyjnych. Jednocześnie wielki biznes zauważył, że drewno CLT nie jest tylko eksperymentalnym i innowacyjnym systemem dla garstki szaleńców. W tym samym czasie pierwsi europejscy producenci spełnili wymogi norm masowego stosowania dla Europejskiego Obszaru Gospodarczego.

Wielki przełom nastąpił pod koniec 2019 r., kiedy po raz pierwszy u filozofki i członkini rady nadzorczej Siemensa Nathalie von Siemens zebrała się grupa założycielska w nadmorskim kurorcie Caputh pod Berlinem, gdzie Albert Einstein miał swój zbudowany z drewna ponad sto lat temu wakacyjny domek. To właśnie ta grupa stała się wielkim ambasadorem ekologicznego projektu. Do jej orędowników należą, prócz von Siemens, znani naukowcy i architekci, a także minister kultury Monika Grütters (CDU). W 2020 r. wystartowała organizacja non-profit rodzinny Brenninkmeijer, której imperium bazuje na tradycji sześciu pokoleń przedsiębiorców i filantropów. Natomiast główny pomysłodawca, jest nazywany w Niemczech “papieżem klimatu” prof. Hans Schellnhuber. urodził się ponad siedemdziesiąt lat temu w drewnianym domu w Dolnej Bawarii. Od dawna najbardziej prominentną propagatorką jego idei jest posłanka do Bundestagu i współprzewodnicząca Zielonych, Annalena Baerbock. Swoje koncepcje przedstawił również Ursuli von der Leyen, a Przewodnicząca Komisji Europejskiej zaprezentowała mu własną inicjatywę, która ma na celu wdrożenie w lokalnych projektach Europejskiego Zielonego Ładu.

Nie straszny ogień, woda czy korniki…

Obecny powrót w zastosowaniu drewna wcale nie oznacza cofnięcia się do epoki przedindustrialnej, a wręcz przeciwnie. Pamiętne pożary, które zniszczyły m.in.: w 1666 r. ponad połowę powierzchni Londynu, w 1812 r. aż 75 proc. w większości drewnianej zabudowy Moskwy, a w 1850 r. olbrzymi obszar Krakowa czy miasta, takie jak San Francisco (1906 r.) oraz Chicago (1871 r.) Te wielkie katastrofy były silną motywacją do zmiany budulców. Nowoczesne miasta przemysłowe zostały dosłownie zbudowane ze stali i betonu. Te łatwo dostępne materiały dawały budynkom nowe możliwości, które pozwalały wznosić drapacze chmur i w przeciwieństwie do ówczesnego drewna nie zapalały się od upuszczonej lampy naftowej.

Mogłoby się wydawać, że niczym w historycznych czasach w przypadku pożaru wystarczy niewiele czasu, aby z drewnianego miasta nic nie zostało. Nic bardziej mylnego. W przypadku wybuchu pożaru drewniane narożniki i słupy pozostają stabilne nawet dłużej niż konstrukcje betonowe. Przepisy prawne i normy wymagają w wielu miejscach tych obiektów stosowania np. betonowych klatek schodowych, bo uznawane są za bezpieczniejsze i zazwyczaj wskazywana jest tu kwestia odporności przed ogniem. Nie ma również potrzeby stosowania niebezpiecznych środków chemicznych do ochrony drewna, np. przed termitami. CLT to rodzaj produktu z drewna konstrukcyjnego składającego się z warstw klejonej tarcicy wymiarowej, które również zwiększają integralność strukturalną paneli i odporność na wilgoć.

Rosną eco konstrukcje jutra

Jak w kalejdoskopie zmienia się zestawienie powstających na całym globie nowych, coraz wyższych drewnianych drapaczy chmur. Cały czas rośnie też długa lista planowanych do realizacji imponujących projektów. Podczas, gdy betonowe konstrukcje od dziesięcioleci zdominowały panoramę miast, przyszłość zrównoważonego projektowania wydaje się leżeć w najstarszym na świecie materiale budowlanym, czyli drewnie. Do jego wyraźnych zalet konstrukcyjnych należą również zmniejszona waga oraz wysoka wydajność termiczna i akustyczna.

Szweckie miasto Skelleftea liczy 35 tys. mieszkańców i zostało zbudowane z drewna, od domów i bloków mieszkalnych, po szkoły oraz inne budynki użyteczności publicznej. Jest również w całości zasilane energią odnawialną. Drewniana jest nawet infrastruktura drogowa, między innymi mosty i parkingi. Znajduje się tam też jeden z najwyższych budynków na świecie. Entuzjaści pomysłu na budowę drewnianego miasta twierdzą, że przyszłość należy do właśnie takich projektów.

Oddany do użytku w 2019 r. wieżowiec HoHo pod Wiedniem w Austrii jest obecnie drugim co do wysokości drewnianym wieżowcem na świecie o wysokości 84 m i 24 kondygnacjach. Elewacja budynku wykonana jest w 75 proc. z drewna i posiada betonowy rdzeń. Na wewnętrzne ściany i sufity zastosowano naturalny świerk, który jest pokryty cienką warstwą betonu. Budowa budynku trwała trzy lata. Szacuje się, że dzięki wykorzystaniu drewna architekci zapobiegli emisji 2,8 tys ton CO2.

Innym przykładem może być najwyższy funkcjonujący drewniany wieżowiec w USA. Konstrukcja w Portland była pierwszą w tym kraju w całości drewnianą, a także pierwszą w Ameryce Północnej z odsłoniętym drewnem i została oddana w 2019 r. Budynek zużywa 60 proc. mniej energii niż jego tradycyjny odpowiednik o podobnej wielkości i funkcji oraz oszczędza ponad 30 proc. wody. Natomiast jego budowa zaoszczędziła nam ponad 1,8 tys. ton emisji dwutlenku węgla, co odpowiada zniknięciu z dróg ok. 350 samochodów osobowych.

Z kolei Brock Commons Tallwood House jest 18-to kondygnacyjnym akademikiem Uniwersytetu British Columbia w Kanadzie. W momencie jego otwarcia w 2016 r. była to najwyższa konstrukcja z masywnego drewna na świecie. Zbudowany został w ramach inicjatywy Tall Wood Building Demonstration Initiative – Natural Resources Canada, która w październiku 2017 r. doprowadziła do ustanowienia programu Green Construction Through Wood. Na 53 m. wysokości obiekt może pojemność mieszkania dla 404 studentów, każdy o pow. ok 15 m kw. Jego ostatnie piętro jest przeznaczone na salon widokowy. Konstrukcja drewniana jest wyłożona płytami kartonowo-gipsowymi dobranymi tak, aby spełniały przepisy przeciwpożarowe.

Wielkie drewniane ambicje ma też Berlin, który wkrótce wybuduje w dzielnicy Kreuzberg najwyższy 98 m. drewniany wieżowiec w Europie. Ma on być również testem dla modelu niedrogiego budownictwa mieszkaniowego w tym mieście. Kosztujący 90 milionów euro, 29 piętrowy budynek, zostanie wykonany z drewna klejonego krzyżowo. Nazwany został WoHo, a w jego konstrukcji wyłącznie rdzeń i piwnica ma być ze zbrojonego betonu. Inwestor projekty firma UTB, koncentruje się nad zrównoważonym rozwojem obszarów miejskich. Jej prezes Thomas Bestgen nazwał budynek „Anti-Amazon Tower”, odnosząc się do kontrowersyjnego komercyjnego biurowca, który gigant handlu internetowego Amazon wznosi we wschodnim Berlinie.

Ascent w Milwaukee to kolejny rosnący wieżowiec, który po ukończeniu budowy w przyszłym roku w USA będzie najwyższą konstrukcją z masywnego drewna na świecie. Mierzący 25 pięter obiekt pomieści 259 luksusowych apartamentów, specjalny poziom wellness z basenem na szóstym piętrze oraz poziom socjalny na najwyższej kondygnacji. Do budowy drewnianego drapacza chmur w technologii CLT konstrukcję dostarczyła austryjacka firma KLH.

Jak drewniane budownictwo może ocalić planetę…

Ponieważ przemysł budowlany odpowiada aż za 40 proc. zużycia energii i 1/3 emisji dwutlenku węgla, bez zmian tego stanu, nie powstrzymamy globalnego ocieplenia. Wapno spalane jest w ekstremalnych temperaturach w celu wytworzenia cementu, uwalniając związany w nim dwutlenek węgla. W efekcie coraz większej liczby procesów przemysłowych produkowany jest również żelbet, potem często transportowany statkami lub ciężarówkami z silnikami diesla na duże odległości, a na koniec instalowany na budowach przy pomocy innych zanieczyszczających klimat maszyn. Powrót do drewna jako głównego materiału budowlanego może okazać się najważniejszym wkładem w walkę ze skutkami globalnego ocieplenia. Im więcej zbudujemy drewnianych konstrukcji, tym więcej zatrzymujemy CO2. Dla przykładu metr sześcienny drewna wiąże 88 kg dwutlenku węgla, jest to ujemny ślad węglowy wypracowany przez lata, gdy drzewo rosło. Dla porównania 1 m betonu emituje aż 82 kg CO2 do atmosfery.

Autor: Adam Białas – ekspert rynku nieruchomości i komunikacji, dyr. BIALAS Consulting & Solutions, dziennikarz

Fiskus przez 4 lata 6-krotnie przedłużał spółce termin zwrotu VAT – bezprawnie

Naczelnik urzędu skarbowego w ciągu 4 lat aż 6-krotnie przedłużał termin zwrotu VAT spółce. Finalnie przegrał z przedsiębiorcą przed sądem, który orzekł, że „…pierwsze z postanowień Naczelnika w przedmiocie przedłużenia skarżącej terminu zwrotu nadwyżki podatku naliczonego nad należnym (…) nie zawierało daty, do której nastąpiło przedłużenie terminu zwrotu. Jest to wada, której nie da się usunąć poprzez wydanie dalszych postanowień” (wyrok WSA w Poznaniu z 29 września 2021 r., sygn. akt I SA/Po 864/20).

Karuzela VAT

Naczelnik urzędu skarbowego przeprowadził kontrolę przedsiębiorcy, w wyniku której stwierdził, że spółka brała udział w oszustwie karuzeli VAT. Dlatego też pomimo złożonej przez nią deklaracji VAT za lipiec 2016 r., w której wykazała nadwyżkę podatku VAT naliczonego nad należnym, zwrotu VAT nie otrzymała. Już bowiem w sierpniu 2016 r. organ podatkowy przedłużył termin tego zwrotu do czasu zakończenia kontroli podatkowej. Spółka odwołała się od tego postanowienia.

Przedsiębiorca się odwoływał, jednak organy skarbowe wzajemnie się broniły

W marcu 2017 r. postanowienie organu I instancji utrzymał w mocy dyrektor izby administracji skarbowej. Spółka je zaskarżyła i wygrała. W listopadzie 2017 r. wojewódzki sąd administracyjny uchylił zaskarżone postanowienie dyrektora, jednak w grudniu 2018 r. naczelnik urzędu skarbowego po raz kolejny przedłużył termin zwrotu VAT, tym razem do dnia 30 kwietnia 2019 r. Postanowienie to ponownie utrzymał w mocy dyrektor izby administracji skarbowej właśnie w kwietniu 2019 r. Przedsiębiorca zaskarżył także to postanowienie. W tym samym miesiącu naczelnik urzędu skarbowego znów przedłużył spółce termin zwrotu VAT – do 28 czerwca 2019 r. Firma po raz kolejny się odwołała, a postanowienie naczelnika znów w mocy utrzymał organ II instancji.

Postanowieniem z czerwca 2019 r. naczelnik urzędu skarbowego po raz czwarty przedłużył przedsiębiorcy termin zwrotu VAT, tym razem do 30 września 2019 r. Przedsiębiorca znów się odwołał, a dyrektor izby skarbowej w październiku 2019 r. kolejny raz postanowienie naczelnika obronił. Dzięki temu naczelnik urzędu skarbowego we wrześniu, zamiast zwrócić pieniądze spółce lub przedstawić argumenty uzasadniające odmowę zwrotu, po raz piąty przedłużył termin zwrotu – tym razem do 31 stycznia 2020 r. Firma po raz kolejny się odwołała, a dyrektor izby skarbowej znów nie przychylił się do odwołania. W grudniu 2019 r. przedsiębiorca zaskarżył działania dyrektora do sądu.

6-krotne przedłużanie terminu zwrotu VAT spółce, bo organ „planuje” działać

Wreszcie, nic sobie nie robiąc ze skargi, w styczniu 2020 r. naczelnik urzędu skarbowego przedłużył termin zwrotu nadwyżki podatku VAT naliczonego nad należnym spółce po raz szósty – do 30 kwietnia 2020 r. Jak uzasadniał organ, szóste przedłużenie postępowania w sprawie zwrotu VAT spółce, dokonane mimo wydanych przez sądy wyroków i licznych odwołań przedsiębiorcy, nadal znajduje się w fazie gromadzenia i analizy dowodów w zakresie spornych dostaw, które obejmuje zakwestionowane rozliczenie VAT firmy. Obecnie analizowane są materiały otrzymane od innych urzędów skarbowych, właściwych dla poszczególnych firm uczestniczących w określonym przez naczelnika karuzelą VAT łańcuchu dostaw. Jak wskazał naczelnik urzędu skarbowego, „planowane jest” wystąpienie do kilku prokuratur o udostępnienie materiałów dowodowych dotyczących niektórych przedsiębiorców, zgromadzonych przez śledczych w toku postępowań karnych.

Zasadność zwrotu nadal badana

27 stycznia 2020 r. spółka wniosła zażalenie na ww. postanowienie. Dyrektor izby administracji skarbowej rozpatrzył je dopiero w październiku 2020 r. i – jak to było do przewidzenia w oparciu o dotychczasowe rozstrzygnięcia wnoszonych przez spółkę odwołań – utrzymał w mocy postanowienie naczelnika o szóstym z kolei przedłużeniu zwrotu VAT, wyjaśniając, że naczelnik urzędu skarbowego dąży do pełnego wyjaśnienia wszystkich okoliczności sprawy. Przedsiębiorca miał dostęp do informacji z prowadzonej przez organ kontroli, mógł składać wyjaśnienia na poparcie swoich zastrzeżeń. Organ wszelkie te zastrzeżenia rozpoznał, niemniej nie wpłynęły one na jego ocenę i nie doprowadziły do rezygnacji z dalszego prowadzenia weryfikacji zasadności dokonania spornego zwrotu VAT spółce. Zasadność ta jest więc nadal badana.

Rozpoznający wniesioną przez przedsiębiorcę skargę Wojewódzki Sąd Administracyjny w Poznaniu na wniosek spółki zawiesił postępowanie do czasu zakończenia postępowania prowadzonego przez Naczelny Sąd Administracyjny w przedmiocie skarg kasacyjnych wniesionych przez dyrektora izby administracji skarbowej od korzystnych dla spółki, wymienionych wyżej wyroków w jej sprawie. NSA skargi te oddalił, stąd w sierpniu 2021 r. WSA podjął zawieszone postępowanie.

W oparciu o ww. rozstrzygnięcie NSA sąd przypomniał, że co prawda termin zwrotu VAT podatnikowi może być przedłużany poprzez wydawanie kolejnych postawień w tym przedmiocie, jednakże w sytuacji, gdy którekolwiek z postanowień zostanie wyeliminowane z obrotu prawnego, zostaje przerwany ciąg kolejnych przedłużeń. Postanowienie wydane po takim wyeliminowanym z obrotu postanowieniu nie może więc odnieść zamierzonego skutku. A ponieważ w przedmiotowej sprawie spółki już pierwsze z sześciu postanowień naczelnika urzędu skarbowego o przedłużeniu terminu zwrotu VAT spółce nie zawierało daty, do której termin zwrotu został przedłużony, to jest to wada, której nie da się usunąć wydawaniem kolejnych postanowień.

„… tylko przedłużenia terminu zwrotu podatku według daty daje możliwość zachowania i respektowania reguły, że przedłużyć można tylko taki termin, który jeszcze nie upłynął. (…) Brak daty przedłużenia zwrotu VAT w sentencji postanowienia powoduje, że postanowienie takie wymyka się w zasadzie sądowej kontroli. Jedynie bowiem w przypadku wskazania przedłużenia terminu według dat, sąd może ocenić, czy weryfikacja rozliczenia podatnika została prawidłowo zaplanowana w aspekcie czasowym. (…) W realiach niniejszej sprawy (…) pierwsze z postanowień Naczelnika (…) nie zawierało daty, do której nastąpiło przedłużenie terminu zwrotu. Jest to wada, której nie da się usunąć poprzez wydanie dalszych postanowień” (wyrok WSA w Poznaniu z 29 września 2021 r., sygn. akt I SA/Po 864/20).

Podsumowanie

W związku z powyższym kolejnych 5 postanowień naczelnika urzędu skarbowego w przedmiocie przedłużania terminu zwrotu VAT spółce nie miało racji bytu. Oznacza to, że dyrektor izby administracji skarbowej powinien był przychylić się do odwołania spółki najpóźniej w marcu 2017 r. W tym samym terminie naczelnik urzędu skarbowego powinien był zwrócić należne przedsiębiorcy pieniądze. Powyższa sprawa dobitnie pokazuje, jak w praktyce wyglądają działania fiskusa, który latami wstrzymuje należenie przedsiębiorcom środki, wielokrotnie przedłużając termin zwrotu należnego im podatku.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Co bank wie o Twojej firmie i na jakiej podstawie decyduje o kredycie?

Ubiegając się o kredyt firmowy, musimy być przygotowani na to, że bank bardzo dobrze prześwietli naszą działalność. W końcu to od stabilności i wiarygodności potencjalnego kredytobiorcy zależy, czy bank odzyska swoje należności z zyskiem. Dowiedz się, o jakie czynniki należy zadbać przed rozmową o udzielenie kredytu.

Zdolność kredytowa prawdę Ci powie

Zdolność kredytowa to informacja o tym, czy potencjalny kredytobiorca będzie w stanie w całości spłacić podjęte zadłużenie w określonym terminie. Szczegółowe sposoby oceniania zdolności kredytowej banki formułują według własnych algorytmów, jednak jest parę uniwersalnych elementów, które będą sprawdzane przy każdym wniosku kredytowym. Należą do nich przychody, koszty utrzymania i inne zobowiązania oraz historia kredytowa.

Jeśli prowadzisz indywidualną działalność gospodarczą, na Twoją zdolność kredytową będą wpływały jedynie Twoje prywatne i firmowe zobowiązania. Znaczenie więc będą miały wszystkie obciążenia dla firmowego budżetu, na przykład kredyty ratalne, karty kredytowe czy posiadanie leasingi. Z kolei jeśli działasz w spółce, to również jej kredyty firmowe będą brane pod uwagę podczas oceny Twojej wiarygodności.

Dochody i czas prowadzenia firmy

Często słyszymy, że im wyższy przychód, tym większe szanse na udzielenie kredytu, ale to nie jest cała prawda. Liczy się kwota, jaka co miesiąc zostaje do dyspozycji po odjęciu od przychodów wszystkich aktualnych zobowiązań. Coraz częściej banki widzą także zobowiązania pozabankowe – na przykład chwilówki – które z ich perspektywy w całości stanowią obciążenie miesięcznego budżetu. Pewnym zabezpieczeniem dla banku może być majątek prywatny i firmowy. Nieruchomości, sprzęty czy samochody podnoszą wartość wnioskodawcy i czynią go bardziej wiarygodnym, a jednocześnie świadczą, że w przypadku braku spłaty bank będzie mógł łatwiej odzyskać swoje należności. Ponieważ na ocenę wiarygodności potencjalnego kredytobiorcy wpływa także czas prowadzenia działalności, zazwyczaj należy wykazać dochody z minimum 12 miesięcy funkcjonowania firmy na rynku.

Podczas oceny scoringowej przedsiębiorcy dochody analizowane są z perspektywy stabilności i ciągłości. Finansowanie będzie trudniej uzyskać firmie opierającej swoje przychody na działalności sezonowej, na przykład w branży budowlanej. W tym wypadku konieczne będzie wykazanie kilkuletniego stabilnego funkcjonowania działalności mimo zawieszania płynności finansowej. Z wykazaniem regularności zarobków mogą mieć także problem branże mniej odporne na zmiany rynkowe, takie jak branża gastronomiczna, motoryzacyjna, transportowa czy ubezpieczeniowa. Czynnikiem praktycznie uniemożliwiającym zaciągnięcie kredytu jest sytuacja, w której przedsiębiorca odnotowuje straty, gdyż w oczach instytucji jest niewypłacalny.

Historia kredytowa

Historia kredytowa to ostatni z głównych, ale najczęściej dyskutowany czynnik istotny dla oceny zdolności kredytowej. Są to dane poświadczające wiarygodność potencjalnego kredytobiorcy, ponieważ wskazują, czy jego poprzednie i obecne zobowiązania były regulowane terminowo. W kontekście kredytów dla firm szczególnie istotne jest systematyczne regulowanie opłat w ZUS-ie i Urzędzie Skarbowym. Informacje na temat historii kredytowej wnioskujących banki czerpią z Biura Informacji Kredytowej (BIK). Odnotowanie w bazie BIK-u może wpłynąć na decyzję kredytową pozytywnie – jeśli mamy udokumentowane regularnie spłacane zobowiązania – lub negatywnie, gdy pożyczki były oddawane z opóźnieniem.

Jak zadbać o swoją zdolność kredytową?

Wymienione wyżej czynniki to najpopularniejsze z elementów bankowej oceny zdolności kredytowej. Mimo wszystko często samodzielnie trudno nam stwierdzić, czy osiągnięte przez nas poziomy będą wystarczające do uzyskania potrzebnego nam kredytu. W dzisiejszych czasach możemy jednak poprosić o pomoc algorytmy. Simple.pl to platforma, która na podstawie analizy danych o Twojej firmie (dostępnych też dla banków) generuje raport o firmowej zdolności kredytowej.

Dzięki algorytmom sztucznej inteligencji wszystkie dostępne dane sprawnie przekształcane są w spersonalizowany raport. Firma nie tylko dowiaduje się, jak wygląda jej obecny scoring kredytowy, ale dostaje również zestaw rekomendacji, które pomogą ten wynik poprawić – mówi Aleksander Majchrzak, CEO Wealthon.

Platforma ta powstała z myślą o przedsiębiorcach, którzy nie rozumiejąc skomplikowanych procedur bankowych, nie wiedzą, co powinni robić po odmowie udzielenia kredytu. Korzystając z Simple.pl, mogą poznać realne wskaźniki w swojej firmie i poprawić swój scoring, zanim jeszcze złożą wniosek kredytowy.

Jeśli więc zastanawiasz się nad złożeniem wniosku o kredyt, najpierw przyjrzyj się kluczowym czynnikom oceny zdolności kredytowej w Twojej firmie, a później zrób wszystko, by firmowe wyniki jak najbardziej poprawić.

Polacy nie palą się do zgłaszania źródeł ciepła w swoich domach. Jak zwykle na ostatnią chwilę?

Od przeszło czterech miesięcy na właścicielach i zarządcach budynków spoczywa obowiązek zgłoszenia źródła ich ogrzewania do Centralnej Ewidencji Emisyjności Budynków (CEEB). Portal GetHome.pl sprawdził jak przebiega ta akcja.

–  Wprawdzie jest jeszcze sporo czasu na dopełnienie tego obowiązku. Jednak może niepokoić bardzo wolne tempo rejestracji źródeł ogrzewania. Tym bardziej, że można to zrobić także drogą elektroniczną – mówi ekspert GetHome.pl Marek Wielgo.

Z uzyskanych przez ten portal danych z Geoportal.gov.pl wynika, że samych budynków mieszkalnych jest w naszym kraju ponad 6,2 mln. Tymczasem – jak podaje Główny Urząd Nadzoru Budowlanego (GUNB) – do Centralnej Ewidencji Emisyjności Budynków trafiło do tej pory zaledwie ok. 440 tys. z nich.CEEB1

– To zaledwie 7% wszystkich budynków mieszkalnych – zauważa Marek Wielgo.

Przyznaje, że złożonych deklaracji mogło być więcej, ale nie zostały one jeszcze wpisane do CEEB. W GUNB wyjaśniają, że w przypadku deklaracji w wersji papierowej urzędnicy gminni mają na to aż sześć miesięcy. Znacznie krótszy termin obowiązuje zaś tych, którzy po 1 lipca zaczęli ogrzewać nowo wybudowane domy albo zmienili sposób ogrzewania. Wówczas muszą być one zgłoszone do CEEB w ciągu 14 dni, a na wprowadzenie danych urzędnicy mają 30 dni.

Utworzenie Centralnej Ewidencji Emisyjności Budynków jest dobrym pomysłem. Dzięki niej rząd i samorządy będą wiedziały, jaki jest stan techniczny budynków oraz czym są one ogrzewane. Łatwiej więc będzie przygotować odpowiednie programy wsparcia termomodernizacji – uważa ekspert GetHome.pl.

I dodaje, że w zarejestrowanych do tej pory w CEEB budynkach przeważają kotły, piece i kuchnie na paliwa stałe, czyli m.in. węgiel. Stanowią one przeszło połowę wszystkich źródeł ciepła!CEEB2

Co gorsza, ponad trzy czwarte kotłów na paliwa stałe to kotły poniżej 5 klasy, które nie spełniają współczesnych norm emisji dwutlenku węgla (od trzech lat nie może ich być w sprzedaży).CEEB3

Marek Wielgo przypomina, że ten, kto do połowy przyszłego roku nie poinformuje, czym ogrzewa swój dom lub mieszkania, zapłaci grzywnę w wysokości nawet 500 zł. Ekspert GetHome.pl przyznaje, że sankcje za niedopełnienie obowiązku rejestracji źródeł ogrzewania wydają się być konieczne. W przeciwnym razie najprawdopodobniej nie wszyscy właściciele domów na sprzedaż ogrzewanych tzw. kopciuchami, zechcieliby to ujawnić.

Niestety, palenie śmieci, w tym różnego rodzaju tworzyw sztucznych, jest w naszym kraju popularnym sposobem „domowej utylizacji” – komentuje Marek Wielgo.

I przytacza dane Europejskiej Agencji Środowiska, która dowodzi, że z powodu zanieczyszczenia powietrza w naszym kraju umiera rocznie przedwcześnie ok. 46 tys. osób.

Finaliści konkursu EY Przedsiębiorca Roku

W finale 19. edycji konkursu EY Przedsiębiorca Roku znaleźli się:

Kategoria „Produkcja i Usługi”

  • Beata Drzazga – BetaMed
  • Rafał Brzoska – Grupa Kapitałowa Integer
  • Piotr Czachorowski – Krynica Vitamin
  • Bogdan Łukasik – Modern Expo
  • Tomasz Łysoń – Przedsiębiorstwo Pszczelarskie Tomasz Łysoń

Kategoria „Nowe Technologie/Innowacyjność”

  • Grzegorz Miechowski, Przemysław Marszał, Michał Drozdowski – 11 bit studios
  • Przemysław Kimla – KIMLA
  • Adam Piotrowski – Vigo System

Kategoria „Nowy Biznes”

  • Dawid Nidzworski – Geneme
  • Dawid Leśniakiewicz, Radosław Kulesza, Piotr Pełka, Sebastian Langa – Giganci Programowania
  • Eliza Trzmiel – Inter Group
  • Rafał Lachowski, Jakub Lachowski – Plantalux

– Mamy przyjemność już po raz 19. prowadzić polską edycję międzynarodowego konkursu EY Przedsiębiorca Roku. Cieszymy się, że polscy przedsiębiorcy po raz kolejny będą reprezentować nasz kraj podczas rywalizacji o tytuł EY World Entrepreneur Of The Year. W przygotowanie i prowadzenie programu EY Przedsiębiorca Roku co roku angażuje się ponad setka pracowników EY, którzy spotykają się z przedsiębiorcami, aby móc przygotować analizy kandydatów dla niezależnego jury  – mówi Jacek Kędzior, Partner Zarządzający EY Polska.

– Nasi pracownicy przygotowali setki dokumentów i liczne analizy, które pomagają w pracy jury. Jako audytor konkursu mogę potwierdzić, że proces wyboru finalistów został przeprowadzony rzetelnie i obiektywnie. Zadanie wyłonienia laureatów przez jury konkursu EY Przedsiębiorca Roku jest w tym roku niełatwe, ze względu na dużą liczbę silnych kandydatów – dodaje Marek Jarocki, audytor konkursu EY Przedsiębiorca Roku.

PKN ORLEN zwiększa zaangażowanie w rozwój odnawialnych źródeł energii

PKN ORLEN konsekwentnie angażuje się w rozwój odnawialnych źródeł energii. Koncern podpisał, wspólnie z innymi podmiotami, w tym z ORLEN Południe, spółką z Grupy ORLEN, porozumienie zakładające zintensyfikowanie prac w obszarze biogazu i biometanu. Rozwój tego sektora OZE wpłynie na wzrost bezpieczeństwa energetycznego Polski oraz zmniejszenie importu surowców energetycznych. To już kolejna inicjatywa PKN ORLEN, która wpisuje się w strategię ORLEN2030 zakładającą osiągnięcie neutralności emisyjnej do 2050 roku.

– Zgodnie z naszą strategią, rozwijamy biznes w sposób zrównoważony. Angażujemy się w ważne inicjatywy, które przyspieszą rozwój odnawialnych źródeł energii. To perspektywiczna branża, która ma coraz większe znaczenie w polskiej gospodarce i pozytywny wpływ na środowisko naturalne. Połączenie wiedzy, doświadczenia i potencjału PKN ORLEN oraz pozostałych sygnatariuszy porozumienia będzie istotnym i bardzo potrzebnym impulsem dla wzrostu rynku biogazu i biometanu w Polsce – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Biometan to biogaz produkowany z odnawialnych źródeł energii, o parametrach gazu ziemnego. Powstaje poprzez oczyszczanie biogazu głównie ze związków siarki i dwutlenku węgla. Może służyć jako paliwo do produkcji biowodoru i być wykorzystywany w transporcie.

– Poprzez spółkę ORLEN Południe konsekwentnie inwestujemy w biogazownie, które będziemy przekształcać w nowoczesne biometanownie. Wytwarzany przez nas biometan będzie miał kluczowe znaczenie dla dekarbonizacji transportu. Biometan może zostać sprężony do BioCNG, skroplony do BioLNG lub służyć do produkcji biowodoru, stanowiącego komponent paliw ciekłych – mówi Józef Węgrecki, Członek Zarządu PKN ORLEN ds. Operacyjnych.

PKN ORLEN do porozumienia o współpracy na rzecz rozwoju sektora biogazu i biometanu przystąpił wspólnie z Ministerstwem Klimatu i Środowiska, Pełnomocnikiem Rządu ds. Odnawialnych Źródeł Energii, Ministerstwem Rolnictwa i Rozwoju Wsi, Ministerstwem Aktywów Państwowych, Ministerstwem Edukacji i Nauki, Ministerstwem Rozwoju i Technologii, a także przedstawicielami m.in. inwestorów, organizacji branżowych i jednostek naukowych.

Podpisane porozumienie zakłada intensyfikację działań w kluczowych dla branży obszarach. To przede wszystkim wypracowanie propozycji rozwiązań legislacyjnych, skutecznych mechanizmów wsparcia i promocji, a także rozwój lokalnych sieci dystrybucyjnych dla biogazu i biometanu, budowa krajowego łańcucha dostaw, edukacja i wykorzystanie potencjału intelektualnego, uwzględniającego współpracę międzynarodową.

Podjęte działania mają przyczynić się do wzrostu wykorzystania biogazu i biometanu, a co za tym idzie zwiększenia bezpieczeństwa energetycznego kraju oraz zmniejszenia uzależnienia od importu surowców energetycznych. Będzie to możliwe poprzez zagospodarowanie lokalnie dostępnej biomasy rolniczej w biogazowniach i biometanowniach.

Kompetencje w tym obszarze odnawialnych źródeł energii konsekwentnie rozwija ORLEN Południe. Spółka z Grupy ORLEN nabyła już trzy biogazownie rolnicze, w których z substratów rolniczych, odpadowych i pozostałości z przetwórstwa będzie produkowany przyjazny środowisku biometan, wykorzystywany w przemyśle lub energetyce. Jednocześnie ORLEN Południe wspólnie z PGNiG złożył wniosek do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów o utworzenie spółki celowej, która zainwestuje w rozwój sieci nowoczesnych biometanowni.

Grupa BOWIM – po 3 kw. br. skonsolidowany zysk netto na poziomie 146 mln zł

Grupa BOWIM S.A., jeden z głównych dystrybutorów stali na polskim rynku, odnotował rekordowe wyniki finansowe za trzy kwartały. Zgodnie z opublikowanymi raportem okresowym Grupa Kapitałowa osiągnęła we wskazanym okresie 146,1 mln zł skonsolidowanego zysku netto, co stanowi wzrost o 2 750 procent w porównaniu z analogicznym okresem rok wcześniej. Grupa osiągnęła również przychody z działalności operacyjnej na poziomie 1 650,7 mln zł i zysk operacyjny na poziomie 216,9 mln zł. Rekordowa rentowność jest wynikiem efektywnego wykorzystania wzrostu cen wyrobów stalowych, który miał miejsce  w I półroczu br.

Pozytywne wyniki finansowe Spółki są efektem maksymalnego wykorzystania przez Grupę wzrostowego trendu cen wyrobów stalowych. Był on zapoczątkowany od połowy IV kwartału ubiegłego roku i trwał aż do połowy tego roku. Połączenie konsekwentnie realizowanej ekspansji produktowej oraz zwiększanie udziału w rynku pozytywnie wpłynęło na osiągnięte wyniki.

– Minione kwartały były dla nas okresem rekordowym. Mimo korekty cen stali, która miała miejsce na przestrzeni III kwartału utrzymaliśmy zadowalającą marże osiągając bardzo dobre wyniki finansowe. Podkreślić również należy wzrost wolumenów sprzedawanych wyrobów o 10,3% dla Spółki i 9,2% dla Grupy Kapitałowej. Zamierzamy kontynuować nasza politykę zakupową, aby efektywnie wykorzystać trwającą stabilizację cen wyrobów stalowych – komentuje Jacek Rożek, Wiceprezes Zarządu BOWIM S.A.

Skonsolidowane przychody ze sprzedaży po trzech kwartałach 2021 roku wyniosły 1 648,9 mln PLN w porównaniu do 872,9 mln PLN osiągniętych w analogicznym okresie roku poprzedniego. Oznacza to, że skonsolidowane przychody netto ze sprzedaży były w okresie trzech kwartałów 2021 roku wyższe o 88,9% w porównaniu do analogicznego okresu 2020 roku.

Black Friday a koszty firmowe – na co zwrócić szczególną uwagę?

Jak rozliczyć zakupy dokonane w czasie Black Friday oraz Cyber Monday i maksymalnie dużo z nich odzyskać? Jak zaliczyć majątek prywatny do kosztów firmowych? Na te i inne pytania związane z nadchodzącymi wyprzedażami odpowiadają eksperci z firmy inFakt.

Obowiązek wykazania związku pomiędzy poniesieniem kosztu a uzyskaniem przychodu ciąży na podatniku. Musi on pamiętać, aby wszelkie zakupy dokumentować i opisywać, zbierać faktury, rachunki, umowy i rachunki do umów.

Czy warto wprowadzać w koszty niewielkie kwoty?

Zakup aplikacji, oprogramowania czy subskrypcji zwykle wiąże się z niewielkimi kosztami. Trudno więc jednoznacznie wskazać czy warto je wprowadzać w koszty firmowe. Trzeba jednak pamiętać, że jeśli przedsiębiorca dokonuje wielu takich zakupów, to nie odzyskuje części środków od 100 zł, a np. od 1000 zł. Zatem, nawet jeżeli zakupy opiewają na małe kwoty, ale jest ich dużo (np. kiedy każdy pracownik ma płatne konta w jednym z serwisów za 10 zł miesięcznie i takich osób jest 30), to wówczas już się to opłaca.

Jak rozliczyć zakupy zrobione w UE?

Przedsiębiorca, który dokonał zakupu w krajach Unii Europejskiej ma prawo wystąpić o zwrot zagranicznego podatku VAT. O zwrot ten występuje się w Polsce według szczególnej procedury VAT-REFUND.

Poprawnie wystawiona faktura zakupowa, umożliwiająca taki zwrot, musi jednak zawierać szereg informacji:

  • dane zleceniobiorcy i zleceniodawcy (nazwy, nazwy skrócone) oraz adresy obu podmiotów;
  • numery identyfikacji podatkowej– czyli  europejskie NIP-y, które różnią się przedrostkiem dla poszczególnych krajów UE;
  • numer faktury;
  • datę wystawienia dokumentu;
  • nazwę usługi lub towaru, który jest przedmiotem sprzedaży;
  • liczbę towarów;
  • walutę faktury – najczęściej będzie to euro;
  • cenę jednostkową netto;
  • sumaryczną wartość towarów lub usług, bez kwoty podatku;
  • jeśli płatność realizowana jest przelewem, również kody IBAN i SWIFT (można znaleźć je na stronach pomocy swojego banku);
  • informację czy kontrahent jest czynnym podatnikiem podatku VAT w bazie VIES.

Czy zakup sprzętu z wyprzedaży Black Friday można wrzucić w koszty?

Nic nie stoi na przeszkodzie, by w działalności gospodarczej wykorzystywać prywatny sprzęt. Chcąc zaliczyć majątek prywatny do kosztów firmowych, trzeba uznać go za środek trwały. Musi do tego spełniać następujące kryteria:

  • stanowić własność lub współwłasność przedsiębiorcy;
  • być kompletnym i zdatnym do użytku w dniu przejęcia;
  • być wykorzystywanym przez przedsiębiorcę na potrzeby działalności gospodarczej dłużej niż rok.

Wydatki na sprzęt warto wrzucać w koszty, bo dzięki wyższym kosztom firmowym przedsiębiorca może obniżyć podatek dochodowy. Trzeba jednak pamiętać, że urząd skarbowy ma prawo sprawdzić celowość takich zakupów i stosunkowo często z niego korzysta.

Jeśli przedsiębiorca jest w stanie dowieść, że dany zakup faktycznie został dokonany w celu:

  • pozyskania lub utrzymania kontrahenta;
  • świadczenia usługi dla kontrahentów;
  • dbania o socjalny dobrostan swoich pracowników oraz ich rozwój;

to US nie ma podstaw, by zakwestionować zakup. Bez względu na to czy prowadzi salon kosmetyczny czy firmę kurierską, przedsiębiorca może wliczyć w koszty sprzęt elektroniczny i oprogramowanie, które wykorzystuje w swojej codziennej pracy.

Zakupy a podatek VAT

W przypadku czynnych podatników VAT dokonywanie zakupów „na firmę” oznacza nie tylko obniżenie podstawy opodatkowania, ale także  należnej do zapłaty kwoty VAT. Prawo do obniżenia podatku od sprzedaży przysługuje, gdy dany zakup jest związany z prowadzoną działalnością gospodarczą. Istnieje jednak od tego sporo wyjątków, dlatego zawsze warto upewnić się u swojego księgowego.

Beata Poprawa, inFakt

GUS o e-handlu w październiku – eksperci komentują

Według najnowszych danych GUS w październiku 2021 r. w porównaniu z wrześniem br. odnotowano wzrost wartości sprzedaży detalicznej przez Internet w cenach bieżących (o 5,4%). Udział sprzedaży przez internet w sprzedaży detalicznej wyniósł 8,4%, czyli tyle samo ile na koniec września.

Poniżej najnowsze dane komentują eksperci z Unity Group, Opontia i Insightland:
Sebastian Błaszkiewicz – dyrektor sprzedaży w Unity Group:

Piki sprzedażowe wciąż przed nami. Większość Polaków deklaruje zakupy online
Październikowe wyniki dot. stanu handlu są zgodne z naszymi przewidywaniami, bo kupujący w ubiegłym miesiącu zaparkowali zakupy online i czekali na listopadowe promocje. Październik nie pobił ostatniego wyniku dot. udziału e-handlu, utrzymał wynik na poziomie 8,4%. Na stabilność sprzedaży online oraz pozycję e-commerce’u wpływ ma przede wszystkim coraz większa konkurencja marketplace’ów (Allegro, Amazon, Shopee, Ali Express). Giganci prześcigają się nawzajem coraz to nowymi promocjami. Te działania pobudzają rozwój rynku i korzystnie wpływają na oferty kierowane bezpośrednio do sprzedawców.

Klienci oczekują coraz szybszych dostaw, a na rynku wygrywają ci sprzedający, zapewniający wysoką dostępność towarów i atrakcyjne koszty dostawy.
Obserwuję, że sukces w e-sprzedaży odnotowują sprzedający, którzy na wielu płaszczyznach przygotowali swoje sklepy do zakupowego szturmu. Jednak optymalizacja procesów wokół sprzedaży wiąże się już nie tylko z przeniesieniem biznesu do online, jak to było na początku pandemii, ale przede wszystkim z umiejętnością integracji kolejno wprowadzanych systemów. Połączenie ich w taki sposób, aby ze sobą „rozmawiały”, sprawia, że sprzedający są w stanie zapanować nad wieloma wątkami dot. sprzedaży równocześnie. To ogromne ułatwienie przy prowadzeniu biznesu, zwłaszcza w kontekście silnego trendu budowania wartości w obszarze omnichannel w miejsce multichannel.
Co więcej, aktualnie bardzo duże wzrosty odnotowuje e-commerce B2B. W 2021 wartość tego rynku prognozuje się na ponad 447 mld zł (w 2020 wynosił 343 mld), co oznacza wzrost o ponad 100 mld, czyli tyle ile warty jest cały segment e-commerce B2C! Warto zwrócić na to uwagę – przywykliśmy koncentrować naszą uwagę na segmencie B2C, a tymczasem segment B2B jest wart ponad 3 razy więcej. I to tam coraz częściej zobaczymy innowacje, wykorzystywane wcześniej w B2C. Firmy produkcyjne i dystrybucyjne już teraz widzą, jak B2B jest potężnym kanałem sprzedaży i decydują się na jego intensywny rozwój.
Piki e-commercowej sprzedaży ciągle przed nami i to one mogą sporo namieszać w rocznych statystykach. Chiński Dzień Singla z licznymi promocjami już co prawda obchodziliśmy, ale przed nami ciągle Black Friday oraz Cyber Monday, czyli czas największych wyprzedaży sezonowych. Wyniki e sprzedaży w listopadzie będą budzić duże emocje, bo to miesiąc, na który fani zakupów online czekają cały rok, a sprzedający spodziewają się tym samym kolejnych rekordów. Przed nami także święta i większość Polaków deklaruje, że prezenty kupi właśnie online. Jednak z rozmów z naszymi klientami wynika, że końcówkę roku ominie zakupowy szał… z powodu braku towaru na półkach.

Kacper Rozenbaum – General Manager Opontia na Polskę:

W najważniejszym dla e-commerce IV kwartale, październik jest tylko wstępem do boomu sprzedażowego, który zwykle rozgrywa się w listopadzie i grudniu. To te dwa miesiące będą kluczowe dla e-sklepów i w dużym stopniu zadecydują o tym, czy dany sezon zaliczą do udanych, czy raczej warto będzie o nim szybko zapomnieć i zacząć przygotowania do kolejnego roku. Co wpłynie na podbicie sprzedaży w ostatnich dwóch miesiącach roku? Po pierwsze, kolejna wzbierająca fala COVID prawdopodobnie spowoduje mniejsze zainteresowanie zakupami w kanałach offline, co naturalnie przeniesie uwagę klientów na ofertę e-sklepów. Po drugie, nowi, międzynarodowi gracze na polskim rynku e-commerce, jak Amazon i Shopee, będą próbowali wykorzystać Black Week i przedświąteczne zakupy do przyciągnięcia kupujących poprzez atrakcyjne promocje, natomiast w tym samym czasie dotychczasowi liderzy lokalnego rynku nie zamierzają oddawać pola i już mocno inwestują w bardzo widoczne akcje marketingowe.

Dynamicznemu wzrostowi e-handlu w tegorocznym sezonie przedświątecznym sprzyja dodatkowo stan infrastruktury e-commerce, która wygląda teraz diametralnie inaczej niż rok temu – samych automatów paczkowych jest w Polsce o 40% więcej niż rok temu (licząc tylko InPost, Allegro i Orlen). To automatycznie zwiększa chłonność rynku i przełoży się na większe zakupy.

Katarzyna Iwanich – prezes zarządu Insightland z grupy Hexe Capital:

Jak pokazują dane GUS, udział e-commerce w polskim handlu ma już stabilny poziom, co potwierdza wzrost znaczenia tego kanału. Październik, jak co roku, był otwarciem IV kwartału a zatem okresu wzmożonego popytu na dobra konsumenckie, oraz peaku sprzedaży w kanale online. Ostatnie miesiące roku to czas, który odpowiada nawet za 30-35% rocznych obrotów u sprzedawców detalicznych.

Po sezonie urlopowym, który w rozciąga się w Polsce coraz częściej także na wrzesień, z małymi peakami związanymi z back to school, weszliśmy w październiku w okres wzrostów. I te utrzymają się do końca roku. To m.in miesiąc większych zakupów w segmecie meble, rtv, agd – jesień to zwykle czas małych remontów czy wymian sprzętów domowych na nowe.

Część z nas rozpoczęłą też kupowanie prezentów świątecznych z wyprzedzeniem, chcąc uniknąć kolejek, braku towaru, czy problemów logistycznych. Dla właścicieli e-sklepów październik to miesiąc jeszcze intensywniejszego przygotowywania się do kluczowych w e-handlu listopada i grudnia. Największe sklepy online już teraz wprowadzają oferty promocyjne i uruchamiają największe w roku budżety reklamowe, wchodząc powoli w sezon wyprzedażowy. U niektórych już w październiku ruszyły intensywne kampanie promujące Black Friday i Cyber Monday, choć w Polsce można je już zaliczać do całego Black Week. To święto handlu rozpoczyna przedświąteczny okres bardzo intensywnej walki o konsumenta, który na dobrą sprawę zatrzyma się dopiero w Wigilię, a po Świętach ruszy od nowa wraz z wyprzedażami. Oczywistym jest, że przygotowania do końcówki roku rozpoczęły się w e-commerce już kilka miesięcy temu – dotyczy to tak działań marketingowych, jaki i choćby zatowarowywania e-sklepów czy ustalnia grafików w centrach dystrybucyjnych i logistycznych. Niemniej, październik to czas na sprawdzenie i przegląd, czy wszystkie elementy tej “układanki” działają oraz ewentualne wprowadzenie ostatnich korekt i usprawnień, by móc obsłużyć wzmożony ruch.

Monitoring pracowników – obniża zaufanie i zwiększa rotację

VMware podzielił się wynikami badania, które wykazało, że wzrost wydajności pracowników i zaufania przy hybrydowych modelach pracy może być zagrożony przez coraz powszechniejsze narzędzia zdalnego monitorowania.

Wzrost znaczenia pracy zdalnej wymaga nowych sposobów monitorowania wydajności i wyników, ale nie poprzez liczenie uderzeń w klawiaturę i czasu spędzonego przy biurku. Badanie przeprowadzone na zlecenie VMware, wykazało, że 84% badanych firm w Polsce już wdrożyło lub planuje wdrożyć środki nadzoru nad pracownikami w celu monitorowania ich wydajności od momentu przejścia na tryb hybrydowy.

Wiele metod nadzoru

Podejmowane działania obejmują monitorowanie poczty elektronicznej (35%), przeglądanych stron internetowych (42%) i narzędzi do współpracy (43%), a także nadzór wideo (25%), śledzenie uwagi za pomocą kamer internetowych (27%) i oprogramowanie typu keylogger (24%). Jednak 33% firm, które już wdrożyły monitorowanie urządzeń i 40% firm, które są w trakcie tego procesu, obserwuje „zwiększoną”, czasami drastycznie, rotację pracowników.

Wyniki sugerują, że należy poszukiwać konsensusu — firmy potrzebują nowych możliwości oceny wydajności pracowników, wykraczających poza prezenteizm, czyli zjawisko nieefektywnej obecności w pracy. Z perspektywy personelu, 76% zgadza się, że przejście na rozproszone środowisko pracy oznacza, że ich wydajność — a nie tradycyjne wskaźniki, takie jak czas spędzony w biurze — jest bardziej doceniana przez kierownictwo. Ponadto 79% kadry zgadza się, że technologie pracy zdalnej pozwoliły im pracować wydajniej niż dotychczas. 73% organizacji musiało opracować nowe sposoby mierzenia produktywności.

Firmy te mają nowe podejście do monitoringu poprzez wykorzystanie rozwiązań skoncentrowanych na wydajności, w tym regularne spotkania z menedżerami w celu omówienia obłożenia pracą (49%), ocenę produktywności i uzgodnionych wyników (50%) oraz wykorzystanie nowego oprogramowania do zarządzania projektami (49%).

Gdy pracownika nie ma w biurze

Obecnie, kiedy bezpośredni podwładni nie siedzą kilka biurek dalej, pracodawcy opracowują nowe sposoby określania aktywności swoich zespołów. Podczas gdy prawie sześciu na dziesięciu (57%) pracowników przyznaje, że ich organizacja musiała opracować nowe sposoby monitorowania wydajności po przejściu na pracę hybrydową, transparentność ma nadal kluczowe znaczenie. Niestety aż 12% pracowników w Polsce nie wie, czy ich organizacja wdrożyła systemy monitorowania na ich urządzeniach.

– Na całym świecie organizacje zaczynają działać hybrydowo, co nie wymaga od pracowników umysłowych ciągłego przebywania w biurze. W związku z tą zmianą powinniśmy zachować ostrożność przy zastępowaniu tak zwanego prezentyzmu, narzędziami kontroli. Monitorowanie i wydajność to dwie różne rzeczy — mówi Arkadiusz Sikora, Country Manager w VMware Polska. Cyfrowe narzędzia umożliwiają nam pracę praktycznie z dowolnego miejsca na Ziemi. Co więcej, nasze badania pokazują, że dzięki temu pracownicy czują się bardziej doceniani i mają większe zaufanie do pracodawcy. Brak przejrzystości, mierzenie „ukradkiem” za pomocą statystyk może szybko podkopać zaufanie i doprowadzić do tego, że talenty płynnie znajdą zatrudnienie u konkurencji, która nie stosuje nieczystych zagrywek.

Jest więcej wniosków

Nadzór nad pracownikami to jeden z wielu tematów poruszonych w badaniu The Virtual Floorplan. Kluczowe wnioski obejmują:

  • Dzięki cyfrowym narzędziom pojawiły się nowe „społeczności pracownicze”. Stabilizacja pracy hybrydowej doprowadziła do powstania nowego rodzaju planu — wirtualnego — który opiera się na powiązaniach, wspólnych celach i wartościach aniżeli na fizycznej obecności. Wiąże się to ze zmianą zasad, jak również z wyznaczników sukcesu dla pracowników, liderów i zespołów.
  • Wraz z mniejszą ilością centralnej kontroli i interakcji osobistych, przejrzystość i zaufanie stają się fundamentalnymi cechami, które liderzy muszą uwzględniać, aby rozwijać i jednoczyć swoje organizacje w świecie domyślnie hybrydowej. Zobacz infografikę.
  • Wirtualna przestrzeń biurowa daje pracownikom niezliczone możliwości — i tyle samo zagrożeń bezpieczeństwa. Mając mniejszą bezpośrednią kontrolę nad aplikacjami, urządzeniami i sieciami, dział IT musi radzić sobie z nowym modelem, w którym bezpieczeństwo jest grą zespołową.

Metodologia

VMware zleciło przeprowadzenie badania niezależnej organizacji badawczej Vanson Bourne w lipcu i sierpniu 2021 roku. W badaniu wzięło udział 7 600 respondentów z całego świata, wśród których znaleźli się decydenci z działów HR, IT i biznesu oraz pracownicy działów IT, produkcji, inżynierii i produkcji, usług finansowych, usług dla biznesu i usług profesjonalnych, handlu detalicznego i hurtowego, energii, ropy/gazu i usług komunalnych, dystrybucji i transportu, publicznej opieki zdrowotnej, budownictwa i nieruchomości, edukacji publicznej, telekomunikacji, usług konsumenckich, samorządu lokalnego, rządu centralnego, mediów, rekreacji i rozrywki, prywatnej edukacji, prywatnej opieki zdrowotnej, hotelarstwa i innych. Wszystkie badane organizacje zatrudniają 500 lub więcej pracowników na całym świecie. Badane kraje to: Wielka Brytania, Niemcy, Francja, Włochy, Holandia, Rosja, Polska, Norwegia, Szwecja, Hiszpania, ZEA, Arabia Saudyjska, USA, Kanada, Japonia, Australia, Indie, Chiny, Singapur i Korea Południowa.

Przed nami najdroższy Black Friday w historii

Rekordowo słaby złoty oraz inflacja powodują, że najbliższy Black Friday będzie jednym z najdroższych w historii Polski. Euro jest dziś o 8,75 proc. droższe niż w ten sam dzień w ciągu ostatnich 5 lat. Dolar kosztuje o 9,5 proc., a funt 13 proc. więcej. O tyle droższe mogą być również produkty z importu lub te kupowane indywidualnie za granicą.

Przed nami Black Friday (26.11) oraz Cyber Monday (29.11), czyli dni największych promocji. Jednak w tym roku przyjdzie nam zapłacić za zakupy więcej niż w poprzednich latach. Przy okazji tych dni zwykle kupujemy elektronikę, sprzęt AGD, ubrania i perfumy. To produkty, które są w zdecydowanej większości importowane, a słaby złoty powoduje, że w tym roku będą droższe niż w latach poprzednich. Także produkty krajowe drożeją z powodu inflacji, która obecnie wynosi 6,8 proc. r/r. To oznacza, że czekają nas najdroższe Black Friday i Cyber Monday w historii Polski.

Obecnykurs O   ile   jest   drożej   niż w Średni  kurs  z  ostatnich  5.
22.11.2021 poprzednich 5 latach? Black Fridays
EUR 4,71 zł 8,75% 4,33 zł
USD 4,18 zł 9,47% 3,82 zł
GBP 5,59 zł 13,33% 4,94 zł

Źródło: eToro, obliczenia własne

Analitycy eToro sprawdzili, jak kształtowały się kursy euro, dolara amerykańskiego i funta brytyjskiego, w Black Friday w ciągu ostatnich 5 lat. Dzisiejszy kurs euro wynoszący 4,7050 zł jest o 8,75 proc. wyższy niż przeciętny kurs z tego okresu (4,33 zł). Dolar, kosztujący 4,18 zł jest dziś droższy o prawie 9,5 proc., a funt z obecnym kursem 5,59 zł, aż o ponad 13 proc. droższy. To oznacza, że o tyle są droższe towary kupowane przez Polaków za granicą, o tyle też mogą być droższe towary importowane, o ile ich cena już uwzględnia zmianę kursu waluty, bowiem zwykle zmiana cen następuje z pewnym opóźnieniem.

Zdecydowanie największy wpływ na ceny towarów w Black Friday mają zmiany kursu euro, ponieważ to kraje Unii Europejskiej są najważniejszymi partnerami handlowymi Polski. Jednak także zmiany kursu dolara i funta wpływają na ceny towarów z tych krajów lub wycenianych w tych walutach. Dodatkowo Black Friday zawsze był okazją do zakupów za granicą, wielu Polaków właśnie w ten dzień kupowało produkty w zagranicznych sklepach, ich ceny są bezpośrednio związane z bieżącym kursem wymiany waluty.

Słabość polskiej waluty wynika zarówno z czynników globalnych, jak i lokalnych. Globalnie jest to efekt umocnienia się dolara, osłabienie euro powoduje jednoczesne osłabienie innych walut, w tym złotego. Dolara wzmacniają zapowiedziane przez FED ograniczenia programu skupu aktywów, które poprzedza podwyżkę stóp procentowych w USA. Najważniejszym czynnikiem lokalnym jest brak zaufania do NBP, który prowadzi nieprzejrzystą politykę związaną z podwyżkami stóp procentowych. Wydaje się, że w najbliższym czasie nie ma co liczyć na znaczące umocnienie złotego. Zatem prawdopodobnie także importowane prezenty świąteczne będą w tym roku najdroższe w historii.

Paweł Majtkowski, analityk eToro

Jak słaby może być złoty?

Ostatnie dni pokazują, że rynek zmienił wyraźnie zdanie na temat wyceny złotego. Z dnia na dzień polska waluta traci po 1-2 grosze, co jasno wskazuje, że takie tempo nie powinno być długo utrzymane.

Szaleństwo trwa

Poniedziałek był kolejnym dniem odwrotu inwestorów od walut naszego regionu. Z danych makroekonomicznych opublikowano wczoraj tylko sprzedaż domów na rynku wtórnym w USA. Lepsze dane po raz kolejny doprowadziły do kolejnego umacniania się dolara. To z kolei powoduje odsysanie kapitału z naszej części świata. Rezultatem tego jest słabość nie tylko złotego, ale również innych walut naszego regionu. W rezultacie wczoraj złamano kilka psychologicznych barier na rynku. Euro kosztuje powyżej 4,70 zł. Frank przekroczył granicę 4,50 zł. Funt przebił z kolei 5,60 zł, a dolar wyceniany był niemal po 4,20 zł.

Produkcja przemysłowa w Polsce

Analitycy spodziewali się wyraźnego spowolnienia wzrostu produkcji przemysłowej w Polsce. Jeszcze miesiąc temu był to wzrost o 8,8%, na październik oczekiwania analityków wyniosły zaledwie 5,4%. Faktyczny odczyt wyniósł jednak 7,8%. Jest to zatem jednocześnie wynik wyraźnie lepszy od oczekiwań, ale równocześnie jest to spadek o 1%. Dlaczego analitycy oczekiwali tak dużego spadku? Powodem jest przerywanie łańcuchów dostaw oraz problemy na produkcji wynikające z brakiem towarów. Te jednak nie były aż tak uciążliwe, jak sądzono. Biorąc pod uwagę obecną sytuację na rynku, dane te nie miały jednak większego wpływu na złotego.

Korekta cen surowców

Wraz ze wzrostem zachorowań na COVID w dół idzie nie tylko ropa naftowa. Strach przed lockdownem powoduje, że wyceny innych surowców również spadły od październikowych szczytów. Mowa tutaj zarówno o innych surowcach energetycznych, jak chociażby węgiel czy metale przemysłowe. W dół poszła zarówno stal, jak i miedź. Nie są to jeszcze spadki, które negują wzrosty cen w pandemii. W dłuższym okresie urealnienie cen surowców powinno być bodźcem stabilizującym ceny w gospodarkach. Nie oznacza to oczywiście od razu końca inflacji, po prostu jeden z bodźców słabnie.

W kalendarium danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
15:45 – USA – indeks PMI dla przemysłu,
16:00 – USA – indeks FED z Richmont.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Faktoring a forfaiting – poznaj podstawowe różnice między zagadnieniami finansowymi

Jak zachować płynność finansową firmy? Podobne pytanie zadaje sobie wielu przedsiębiorców, którzy chcą uniknąć zaciągania kredytów, bądź pożyczek. Szybkie odzyskanie zamrożonego w wystawionych fakturach kapitału jest jednak możliwe bez zadłużania się w bankach czy innych instytucjach finansowych. Mowa o usługach faktoringu i forfaitingu. Choć oba zagadnienia są do siebie bardzo zbliżone, to w rzeczywistości stanowią dwa różne narzędzia opierające się na nieco innych zasadach. Na czym polega różnica między faktoringiem i forfaitingiem oraz kiedy znajdują swoje zastosowanie? Podpowiadamy.

Co to jest i na czym polega faktoring?

Faktoring dla firm to usługa finansowa, która polega na wykupieniu wierzytelności przedsiębiorcy (faktoranta) przez usługodawcę faktoringu – najczęściej bank lub inną instytucję finansową nazywaną faktorem. Faktorant otrzymuje płatność widniejącą na fakturze tuż po jej wystawieniu, jednak jej wysokość najczęściej jest pomniejszona o prowizję przysługującą faktorowi za wykonanie usługi.

Wyróżniamy faktoring pełny i niepełny. Pierwszy wariant zakłada, że odpowiedzialność za wyegzekwowanie płatności od dłużnika spoczywa na faktorze, a przedsiębiorca nie musi zwracać środków faktorowi w przypadku, gdy kontrahent spóźnia się z opłaceniem faktury. Drugi wariant polega na tym, że dopilnowanie uregulowania należności przez kontrahenta leży po stronie firmy wystawiającej fakturę. Jeśli dłużnik nie zapłaci w wyznaczonym terminie, faktorant musi zwrócić faktorowi wcześniej pobrane od niego środki.

Faktoring okazuje się dobrym rozwiązaniem, gdy kontrahenci nagminnie spóźniają się z opłacaniem faktur lub wyznaczyliśmy im długi termin spłaty, a chcemy błyskawicznie otrzymać kapitał i przeznaczyć go np. na dalszy rozwój firmy. Tego rodzaju narzędzie jest przydatne również w momencie, gdy nie chcemy ustabilizować płynności finansowej kosztem zadłużenia, np. poprzez kredyt dla firm.

Co to jest i na czym polega forfaiting?

Forfaiting polega na skupie nieprzeterminowanych wierzytelności dotyczących transakcji zagranicznych. Co ważne, należności przyjmują formę weksli, a proces przeprowadzenia transakcji pozbawiony jest możliwości zastosowania prawa regresu w stosunku do odstępującego weksel. Stronami umowy forfaitingowej są: forfaiter – najczęściej wyspecjalizowana w świadczeniu tego typu usług instytucja finansowa, która wykupuje należności od forfaitysty (eksportera).

Na konto tego drugiego trafia kwota pomniejszona o odsetki, które stanowią wynagrodzenie dla wypłacającego pieniądze. Ich wysokość w dużej mierze zależy od wartości zakupionej wierzytelności oraz oceny ryzyka niewypłacalności dłużnika – im większe, tym wyższą prowizję pobiera forfaiter. Co ważne, po cesji wierzytelności forfaitysta nie ponosi żadnych konsekwencji w przypadku braku terminowej spłaty zobowiązania przez importera – egzekwowaniem długu zajmuje się instytucja finansowa, której zleciliśmy usługę.

Skorzystanie z usług forfaitingu okazuje się skutecznym sposobem na poprawę płynności finansowej eksportera dzięki błyskawicznej zapłacie za sprzedany towar lub wykonaną usługę i w niektórych przypadkach stanowi korzystną alternatywę dla innych sposobów finansowania biznesu, takich jak m.in. pożyczki dla firm. Jest to także sposób na uchronienie się przed ryzykiem niewypłacalności importera, które przenoszone jest na forfaitera. Tego rodzaju narzędzie eliminuje również ryzyko niekorzystnych wahań walutowych i poniesionych w ich wyniku strat finansowych.

Jakie są najważniejsze różnice między faktoringiem i forfaitingiem?

Pierwszą zasadniczą różnicą między faktoringiem a forfaitingiem jest okres trwania usługi. W pierwszym przypadku możemy zawrzeć umowę terminową lub bezterminową, która może dotyczyć kilku wierzytelności jednocześnie. Umowa forfaitingowa ma charakter jednorazowy – jej przedmiotem może być tylko jedna wierzytelność. W sytuacji, gdy eksporter chce dokonać kilku transakcji międzynarodowych, dla każdej z nich musi zostać sporządzony osobny kontrakt.

Bardzo ważną kwestią okazuje się obszar działań obu omawianych zagadnień. Forfaiting dotyczy tylko i wyłącznie transakcji zagranicznych, natomiast z faktoringu możemy skorzystać zarówno w obrocie krajowym, jak i międzynarodowym.

Nie bez znaczenia okazują się także różnice w kosztach obu usług finansowych na niekorzyść forfaitingu. Wynika to z dwóch czynników. Po pierwsze, forfaiting nie przewiduje możliwości regresu. Po drugie, tego typu umowy zawierane są na znacznie dłuższy okres niż w przypadku faktoringu – mogą obowiązywać nawet do 10 lat.

Rozbieżności między oboma narzędziami finansowymi występują również w obszarze wysokości kwoty wypłacanej usługobiorcy. Faktor już na samym początku wypłaca faktorantowi od 70% do 90% należności – resztę po uregulowaniu długu przez kontrahenta, podczas gdy forfaiter przelewa forfaityście na konto 100% wartości wierzytelności pomniejszonej o stopę forfaitingową.

Podsumowanie

Faktoring i forfaiting na pierwszy rzut oka działają na podobnych zasadach, ale w rzeczywistości są to usługi finansowe skierowane do różnych grup przedsiębiorców o zróżnicowanych potrzebach i możliwościach. Przed podjęciem ostatecznej decyzji warto przeanalizować zarówno korzyści, jak i wady obu rozwiązań i wybrać to, które w długofalowej perspektywie będzie dla nas najbardziej korzystne.

Artykuł został przygotowany przez markę Finiata specjalizującą się w dostarczaniu zintegrowanych rozwiązań pożyczkowych dla firm.

Dwie trzecie Polaków płaci abonament za dostęp do serwisów filmowych

Rośnie popularność usług abonamentowego dostępu do streamingu materiałów wideo. Jak wynika z raportu Digital Consumer Trends 2021, w porównaniu z rokiem 2020 o jedną piątą Polaków więcej deklaruje posiadanie takich subskrypcji. Dla większości badanych podstawowym źródłem informacji o świecie jest telewizja i media społecznościowe, a według trzech czwartych problemem są coraz powszechniejsze fake newsy. Nie prowadzi to jednak do pogłębionej weryfikacji ich wiarygodności.

Rośnie popularność usług abonamentowego dostępu do streamingu materiałów wideo. Jak wynika z raportu Digital Consumer Trends 2021, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, w porównaniu z rokiem 2020 o jedną piątą Polaków więcej deklaruje posiadanie takich subskrypcji. Dla większości badanych podstawowym źródłem informacji o świecie jest telewizja i media społecznościowe, a według trzech czwartych problemem są coraz
powszechniejsze fake newsy. Nie prowadzi to jednak do pogłębionej weryfikacji ich wiarygodności.

Przeprowadzone wśród polskich konsumentów badanie pokazuje, że aż 66 proc. ankietowanych płaci abonament za dostęp do serwisów przesyłających treści wideo. Choć jest to wzrost aż o 20 proc., branża może spodziewać się w Polsce dalszego rozwoju – w przyszłym roku debiut na polskim rynku zapowiedziały trzy duże platformy streamingowe należące do światowych potentatów tego typu usług. Dla porównania w Wielkiej Brytanii subskrypcje posiada już 76 proc. respondentów.

Raport Deloitte pokazuje, że w ciągu roku najwięcej nowych użytkowników płatnego streamingu przybyło w grupie wiekowej 55-65 lat – 39 proc. Drugi wynik zanotowali użytkownicy z przedziału 25-34 lata, gdzie ten odsetek wzrósł o 26 proc.

Biorąc pod uwagę stopień dojrzałości polskiego rynku dostępu do płatnych treści wideo oraz wciąż ograniczoną liczbę istotnych, globalnych graczy, w nadchodzących latach należy spodziewać się wielu istotnych zmian w sektorze tych usług. Wśród najpoważniejszych wyzwań, z którymi będą się musieli zmierzyć usługodawcy, priorytetem będzie dbałość o Customer Experience oraz wykorzystanie w tym kontekście innowacyjnych rozwiązań technologicznych – mówi Sławomir Lubak, partner, lider branży telekomunikacji, mediów i technologii, Deloitte.

Co dziesiąty użytkownik rezygnuje z abonamentu

Badania Deloitte dotyczące wysoce konkurencyjnego rynku amerykańskiego pokazują, jak istotne jest utrzymanie klienta oraz śledzenie trendów dotyczących anulowania abonamentów. W USA zanotowano w ostatnich dwóch latach ponad trzykrotnie większy stopień rezygnacji klientów z subskrybowanych usług (churn) niż w Polsce (37 proc. vs 11 proc.).

Polakom odejście od korzystania z płatnego abonamentu zajmuje też znacznie więcej czasu. 45 proc. anulowało subskrypcję dopiero po dwóch czy nawet trzech miesiącach od momentu, gdy zaczęli uwzględniać taką możliwość. W USA aż 43 proc., a w Wlk. Brytanii 23 proc. użytkowników rezygnuje tego samego dnia.

Zdaniem ekspertów Deloitte jednym z czynników przyspieszających decyzję o skasowaniu subskrypcji jest łatwość, z jaką można to dziś zrobić. Jedno kliknięcie w aplikacji pozbawia call center możliwości nakłaniania niezdecydowanych do pozostania. Obserwowany w Polsce długi proces dochodzenia do decyzji o rezygnacji pozwala zbudować w użytkownikach świadomość wartości tego, co subskrybują poprzez właściwe komunikowanie całej oferty, a nie bazowanie tylko na kilku flagowych produkcjach.

Warto także zwrócić uwagę, że wg badania Deloitte osoby, które zrezygnowały z subskrypcji usług wideo w większości deklarują zamiar ponownego powrotu do tego serwisu. Wydaje się więc konieczne zapewnienie możliwości prawnych i technicznych umożliwiających utrzymania komunikacji także z byłymi subskrybentami serwisów VOD.

Należy podkreślić, iż zgoda klienta na przetwarzanie danych osobowych będzie wymagana w celu przesyłania komunikatów marketingowych także po rozwiązaniu, wygaśnięciu lub odstąpieniu od umowy. Oznacza to, iż dane osobowe byłego klienta dla celów marketingowych należy przetwarzać jedynie po uzyskaniu na to jego zgody – mówi Karolina Smolarek, Senior Associate, Deloitte Legal, Deloitte.

Fake newsy w natarciu

Jak wynika z badania Deloitte, głównym źródłem informacji dla 56 proc. odbiorców w Polsce jest telewizja oraz media społecznościowe (po 28 proc.). Zmiana popularności między tymi kanałami następuje sukcesywnie wraz z wiekiem ankietowanych – młodzi preferują social media (52 proc. vs 13 proc.), starsi pozostają wierni telewizji (odpowiednio 17 proc. vs 39 proc.). Zdaniem ekspertów Deloitte nie oznacza to jednak, że dzisiejsi młodzi będą z wiekiem korzystać znacząco częściej z telewizji, porzucając social media. Bardziej prawdopodobne jest, że trend wzmacniania się roli mediów społecznościowych będzie w kolejnych latach coraz wyraźniejszy, wraz z dorastaniem kolejnych roczników.

Ponieważ ponad jedna czwarta odbiorców czerpie informacje ze źródeł, w których dużym wyzwaniem jest weryfikacja wiarygodności, prawdziwym problemem pozostaje kwestia fake newsów. Tak wskazuje 77 proc. ankietowanych, przy czym 51 proc. deklaruje, że ma problem z oceną, co jest, a co nie jest informacją prawdziwą.

Tym bardziej zastanawiająca jest duża popularność social mediów jako źródła wiedzy o świecie, bo według ekspertów Deloitte są one idealnym środowiskiem do szerokiego i błyskawicznego rozprzestrzeniania się niesprawdzonych informacji. Co więcej, znacząco mniej ich użytkowników zgadza się z opinią, że są wiarygodne w porównaniu do telewizji (21 proc. vs 34 proc.).

Trzy czwarte badanych twierdzi, że zdaje sobie sprawę z tego zagrożenia i sprawdza pochodzenie informacji, które do nich trafiają.

Niezwykle skuteczne rozprzestrzenianie się rozmaitych teorii, nie popartych faktami, oznacza jednak, że ta weryfikacja najprawdopodobniej ogranicza się do innych social mediów, gdzie można znaleźć te same treści. Jednym z największych wyzwań dla świata mediów oraz regulatorów tego rynku powinno więc być zapewnienie efektywnych mechanizmów potwierdzania prawdziwości trafiających do nas wiadomości – mówi Rafał Wojciechowski, senior manager, dział konsultingu Deloitte.

Social media mniej popularne

Natłok fałszywych informacji jest jednak powodem do rezygnacji z korzystania z mediów społecznościowych tylko dla niewiele więcej niż jednej piątej ankietowanych przez Deloitte. Najczęstszą deklarowaną przyczyną jest znudzenie tym medium, o czym wspomina jedna trzecia pytanych – najczęściej, 39 proc., w najstarszej grupie wiekowej (55-65 lat). Co czwarty rezygnujący wymienia zbyt dużą ilość czasu spędzanego na korzystaniu z tej formy rozrywki i kontaktu ze znajomymi.

Co ciekawe, najczęściej (tymczasowo lub na stałe) z co najmniej jednej platformy społecznościowej w ciągu ostatnich 12 miesięcy rezygnowali najmłodsi. Tak zadeklarowało 43 proc. Polaków w wieku 18-24 lata, przy zaledwie co piątym w grupie wiekowej 55-65.

Do odchodzenia od social media skłania respondentów także chęć spędzania czasu w bardziej wartościowy sposób, zdystansowania się od polaryzujących dyskusji i treści, a w konsekwencji poprawy samopoczucia. Marketerzy powinni wziąć to pod uwagę przy planowaniu własnych działań. Z jednej strony wymusza to na nich zbudowanie zdolności do równoległej komunikacji w większej liczbie kanałów tak, aby docierać do różnych grup docelowych. Z drugiej, oznacza to także konieczność tworzenia wartościowych treści, które będą pozytywnie oddziaływały na odbiorców – mówi Maciej Dakowicz, senior manager, Deloitte Digital.

Powell zostaje na kolejną kadencję. Premier Morawiecki werbalnie zainterweniował na rynku FX

Biden zdecydował się nominować obecnego prezesa Fed na drugą kadencję. Na skutek tego dolar umocnił się, ponieważ Powell opowiada się za nieco bardziej restrykcyjną polityką monetarną niż Laela Brainard. Wall Street na otwarciu zabarwił się na zielono. W ostatecznym rozrachunku giełdy w USA zanotowały korektę. Morawiecki werbalnie na chwilę umocnił złotego.

Prezydent Biden podjął wczoraj prawdopodobnie najważniejszą decyzję personalną. Nominacja Jerome’a Powella na drugą kadencję była prawdopodobna, choć dużo spekulowano na temat kandydatki Laely Brainard, która ostatecznie będzie wiceszefową. Brainard od dawna była brana pod uwagę jako główna alternatywa dla Powella, głównie ze względu na jej wpływ na zarząd Fed w kwestiach od polityki monetarnej, przez kwestie klimatyczne, po regulacje bankowe. Teraz, jeśli zostanie potwierdzona przez Senat, będą razem kierować Fed.

Nominacja Powella sygnalizuje intencje Bidena, by zachować ciągłość w banku centralnym, który zmaga się z inflacją na poziomie 30-letnich maksimów, szeroko zakrojonymi zmianami na rynku pracy i pojawiającymi się pytaniami o to, jak Fed powinien i będzie reagować. To, czy polityka Fed okaże się słuszna, będzie miało duże znaczenie dla gospodarki amerykańskiej i globalnej.

Biden planuje ogłosić swoich kandydatów na pozostałe trzy wolne miejsca w zarządzie Fed, w szczególności na kluczowe stanowisko wiceprzewodniczącego ds. regulacyjnych (do niedawna zajmowane przez Randala Quarlesa), na początku grudnia. W tym przypadku kwestia różnorodności w Zarządzie Rezerwy Federalnej ma odegrać ważną rolę.
Jeśli chodzi o politykę monetarną , różnice pomiędzy dwoma kandydatami na najwyższe stanowisko są bardzo niewielkie. Wybór Powella oznacza tak naprawdę to, że nic nie powinno się zmienić. Listopadowa decyzja o zmniejszeniu skali zakupów obligacji już wyznaczyła kierunek wyjścia z obecnie skrajnie ekspansywnej polityki.
Wczorajsza decyzja jest również pewnym wkładem w odpolitycznienie Fed-u, ponieważ demokratyczny prezydent nominuje republikanina na szefa banku centralnego. Przed Powellem jednak stoi trudne zadanie. Fed musi przywrócić kontrolę nad wysoką inflacją a to może wiązać się z bolesnymi decyzjami.

Wczoraj doszło do sytuacji bez precedensu. Premier Polski werbalnie zainterweniował na rynku FX podczas konferencji w Gdańsku. Morawiecki powiedział, że rząd zrobi wszystko co w jego mocy w polityce komunikacyjnej i w realnych działaniach, aby wzmocnić nieco złotego. Przyznał również, że jest zaniepokojony ostatnim osłabieniem. Wg premiera, słabszy złoty może pomóc eksporterom ale również zaszkodzi całej gospodarce, bo będzie miał negatywne skutki bilansowe dla kredytów hipotecznych i dla budżetu. Przed świętami ma być ogłoszony plan obejmujący m.in. zmianę akcyzy na energię w celu stłumienia inflacji. Złoty w pierwszej reakcji na chwilę umocnił się. EUR/PLN zszedł poniżej 4,69. Jednak późniejsza aprecjacja dolara ponownie postawiła złotego pod presją. Po wczorajszych słowach Morawieckiego można być pewnym podwyżek stóp w grudniu.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

UZP odpowiada na postulaty branży związane z przerwanymi łańcuchami dostaw

Urząd Zamówień Publicznych opublikował komunikat skierowany do zamawiających, w którym przedstawił rekomendacje mechanizmów mających za zadanie usprawnić realizację umów przewidzianych w ustawie PZP. To odpowiedź m.in. na postulaty wysuwane przez branżę elektroniczną w sprawie podjęcia odpowiednich działań w sferze zamówień publicznych na elektronikę w związku z trudnościami w dostawach sprzętu elektronicznego, które spowodowane są poważnymi zakłóceniami w łańcuchach dostaw.

O problemach w dostawach elektroniki alarmował Prezesa UZP w październiku Związek Cyfrowa Polska. Jak przypomina prezes organizacji Michał Kanownik tzw. kryzys kontenerowy silnie dotknął sektor elektroniki także w naszym kraju. A to wprost przełożyło się to na dostępność urządzeń nie tylko dla konsumentów, ale również na możliwość realizacji zamówień składanych w ramach przetargów przez polską administrację publiczną i samorządową. – Cieszę się, że Prezes UZP również dostrzegł problem, na który wskazaliśmy i podjął działania w tej sprawie. Wydane rekomendacje to dobry krok, by usprawnić realizację podpisanych już zamówień. Mam nadzieję, że zamawiający będą je stosować i tym samym unikniemy kryzysu braku sprzętu potrzebnego do prawidłowego funkcjonowania administracji – komentuje prezes Związku Cyfrowa Polska Michał Kanownik.

UZP rekomenduje zamawiającym szczegółowe analizy rynkowe

W opublikowanym komunikacie UZP zwraca uwagę na dostępne już rozwiązania ustawowe, które powinny być w obecnej sytuacji wykorzystanie i rekomenduje ich stosowanie w procesie udzielania zamówień publicznych. „Zastosowanie przedmiotowych mechanizmów przez zamawiających przy aktywnym uczestnictwie wykonawców może ułatwić i usprawnić realizację umów w sprawie zamówienia publicznego, a także przyczynić się do zniwelowania ewentualnych problemów zawiązanych z realizacją umów” – napisano w dokumencie.

UZP podkreśla m.in., że zamawiający powinni w obecnej sytuacji rynkowej szczegółowo zanalizować potrzeby rynku w zakresie możliwych wariantów realizacji zamówienia, a także ryzyk, które mogą wystąpić w związku z postępowaniem o udzielenie zamówienie i jego realizacji. Urząd przypomina również, że zamawiający przed wszczęciem postępowania, mogą przeprowadzać konsultacje rynkowe, dzięki czemu mogą być zweryfikowane np. odpowiednie terminy dostaw. Istnieje również możliwość reagowania na zmieniające się okoliczności rynkowe już na etapie postępowania o udzielenie zamówienia w ramach trybu negocjacyjnego.

Komunikat UZP dostępny jest tutaj: https://www.uzp.gov.pl/__data/assets/pdf_file/0016/52513/Mechanizmy-usprawniajace-realizacje-zamowienia.pdf

Grupa VAT – nowe rozwiązanie podatkowe w Polsce

Na mocy przepisów Polskiego Ładu ustawodawca postanowił wprowadzić pojęcie grupy VAT. Dzięki temu rozwiązaniu możliwa stanie się konsolidacja wyniku podatkowego grupy kapitałowej.  Czy jest to krok w dobrym kierunku?

Już wkrótce zmiany w ustawie o VAT wprowadzą nieznaną do tej pory polskiemu systemowi podatkowemu pojęcie grupy VAT. Stanowi ona grupę powiązanych – zarówno organizacyjnie, jak i finansowo oraz ekonomicznie – podmiotów, zarejestrowanych wspólnie jako podatnik VAT. Ustawa dość jasno precyzuje, iż przedstawicielem VAT jest ten podmiot, który reprezentuje daną grupę VAT zarówno w zakresie jej rozliczenia  z Ministerstwem Finansów i Urzędem Skarbowym, jak i jej prawnych obowiązków.

Uprawnione do utworzenia grupy VAT będą te podmioty, które posiadają siedzibę w Polsce, a także te, które nie posiadają siedziby na terytorium naszego kraju, jednak prowadzą działalność w Polsce w ramach oddziału – mówi Teresa Warska, specjalista ds. prawa podatkowego w Systim.pl. – Co ważne, podmiot będzie mógł być członkiem tylko jednej grupy VAT, zaś grupa VAT nie może być członkiem innej grupy VAT – uzupełnia swoją wypowiedź ekspert.

Dodatkowo należy pamiętać, że w trakcie trwania grupy VAT jej skład musi pozostać niezmienny, co oznacza, że nie będzie możliwym zarówno zwiększenie, jak i zmniejszenie liczby członków grupy VAT.

Warunki utworzenia grupy VAT

Warunkiem koniecznym do utworzenia grupy VAT jest istnienie pomiędzy podmiotami tworzącymi grupę VAT powiązań organizacyjnych, finansowych, jak i ekonomicznych. Co istotne, wyżej wymienione powiązania będą musiały zachodzić w grupie VAT przez cały okres jej istnienia.

W ramach powiązań organizacyjnych członkowie grupy muszą znajdować się formalnie, prawnie lub faktycznie pod jednym kierownictwem bądź też organizować swoje działania całkowicie lub częściowo w porozumieniu. Z kolei w przypadku powiązań finansowych obligatoryjne jest posiadanie przez jeden z podmiotów tworzących grupę VAT bezpośredniego udziału w wysokości przynajmniej 50 proc. w kapitale zakładowym pozostałych podmiotów grupy. Z powiązań ekonomicznych wynika zaś, że działalność członków grupy VAT musi odnosić się do tego samego rodzaju działalności, choć wyjątkiem od tej zasady jest przypadek, w którym jeden z podmiotów bezpośrednio dostarcza towar innemu członkowi grupy – mówi Teresa Warska z Systim.pl.

Podkreślić tu należy, iż w sytuacji, gdy grupa VAT przestanie spełniać którykolwiek z wyżej wymienionych warunków uzależniających możliwość jej utworzenia i funkcjonowania lub upłynie termin ważności zawartej umowy, grupa VAT straci status podatnika VAT.

Czy konsolidacja wyniku podatkowego grupy kapitałowej to krok w dobrym kierunku? Niewątpliwie zaletą tegoż rozwiązania jest fakt, iż – z uwagi na to, że podatnikiem VAT będzie jedynie grupa – wewnętrzne  transakcje nie podlegają opodatkowaniu, a także mechanizmowi podzielonej płatności i fakturowaniu. Co więcej, grupa VAT będzie zobligowana do złożenia tylko jednej deklaracji VAT. Istotnym elementem projektu wprowadzającego grupy VAT jest także solidarna odpowiedzialność wszystkich podmiotów wchodzących w jej skład za wszelkie zobowiązania bądź niedopatrzenia w rozliczeniach z Urzędem Skarbowym bądź Ministerstwem Finansów.

Efekt drugiej rundy. Co dalej z inflacją?

Dynamika cen nie przestaje zaskakiwać. Inflacja osiąga już poziom prawie 6-procentowy i wszystko wskazuje na to, że na początku 2022 roku doświadczymy inflacji na poziomie 6,5 % – a może nawet 7%. Warto dodać, że pomimo licznych zapewnień o „przejściowym” charakterze inflacji roczna dynamika od ponad 2 lat utrzymuje się powyżej celu polskiego banku centralnego. Natomiast dopiero w październiku bardzo wysoka inflacja spotkała się z reakcją polskich władz monetarnych. W dniu 6 października Rada Polityki Pieniężnej dokonała pierwszej od 9 lat podwyżki stóp procentowych – podnosząc stawkę referencyjną z 0,1% do 0,5%. Teraz rynek oczekuje kolejnych podwyżek. Obecne dane są niewątpliwie argumentem za kontynuowaniem zacieśniania polityki monetarnej – choć oczywiście trzeba mieć świadomość, że jej efekty widoczne będą dopiero za kilka kwartałów.

– Wynika to z bardzo wielu czynników. Rosną ceny energii, ceny paliw zwiększyły się o prawie 25% w ostatnich miesiącach – powiedział serwisowi eNewsroom Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – Widzimy także zakłócenia w łańcuchach logistycznych. Dodatkowo współczynnik inflacji producenckiej przekroczył już poziom 10% i zaczyna przekładać się to na oczekiwania inflacyjne konsumentów i przedsiębiorców. Powoduje to, że w niedalekiej perspektywie możemy spodziewać się „efektów drugiej rundy”. Z drugiej strony wzrosną także oczekiwania płacowe – aby wyższe wynagrodzenia rekompensowały wzrost cen. Wszystko to ma miejsce w czasie eksplozji popytowej – po długim czasie zamrożenia gospodarki, gdy większość restrykcji pandemicznych została zniesiona. Zatrzymywały one decyzje zakupowe konsumentów. Wszystkie te czynniki tworzą przyjazne środowisko dla wzrostu cen – co sprawia, że władze monetarne powinny stosownie reagować na zagrożenie wyższą inflacją. Dobrze, że Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała się na pierwszą podwyżkę stóp procentowych i mamy przypuszczenia, że nie będzie ona ostatnią. Spowoduje to obniżenie ścieżki inflacyjnej w roku 2022. Nie ulega wątpliwości, że inflacja będzie jednym z największych wyzwań gospodarczych w następnych latach – prognozuje Kozłowski.

Polacy w nowym środowisku pracy: oszczędzanie z zarobków i świadomość finansowa

Ponad połowa pracujących Polaków regularnie oszczędza środki z otrzymywanej pensji – wynika z najnowszego badania serwisu Pracuj.pl. Jednocześnie jednak blisko 2/3 respondentów przyznaje, że odkładanie pieniędzy na przyszłość oznacza dla nich mocne cięcie bieżących wydatków. Badanie „Polacy w nowym środowisku pracy” przedstawia ponadto postawy, jakie pracownicy w Polsce przyjmują wobec procesów gospodarczych wpływających na ich wynagrodzenia.

Z materiału dowiesz się, że:

  • 54% badanych Polaków regularnie oszczędza środki z otrzymywanej pensji.
  • 2/3 respondentów musi ciąć bieżące wydatki, by odkładać pieniądze.
  • Również 2/3 uważa, że dobrze kontroluje bieżące wydatki z pensji.
  • Co drugi badany deklaruje, że śledzi główne wskaźniki gospodarki.
  • Wśród benefitów związanych z finansami najmilej widziane są szkolenia z finansów osobistych.

Oszczędzanie w obliczu zmian

Doświadczenia pandemii odbijają się na wielu wskaźnikach gospodarczych takich jak stopa bezrobocia, inflacja, stopy procentowe czy popyt na kadry – zarówno pozytywnie, jak i negatywnie. Jak wskazują eksperci, nowe okoliczności powinny skłaniać pracujących Polaków do bardziej przemyślanego planowania przyszłości zawodowej, a także zarządzania wynagrodzeniami.

Jakie postawy przyjmujemy wobec oszczędzania pieniędzy zarabianych w pracy? Czy Polacy starają się odkładać środki z myślą o przyszłości? Czy nadążają za zmianami obserwowanymi w gospodarce? Zapytaliśmy o to respondentów badania „Polacy w nowym środowisku pracy”, przeprowadzonego we wrześniu i październiku 2021 roku. To kolejne wyniki sondażu Pracuj.pl, w którym wzięła udział reprezentatywna grupa 2097 Polaków.

Ponad połowa z nas oszczędza z pensji

Badania Pracuj.pl wskazują, że spora część pracujących Polaków stara się odkładać środki na przyszłość. Ponad połowa respondentów regularnie gromadzi oszczędności z otrzymywanego wynagrodzenia. Warto zauważyć, że skłonność do odkładania środków z pensji rośnie wraz z wykształceniem – deklaruje ją aż 70% osób z wykształceniem wyższym. Wśród grup wiekowych najczęściej oszczędzają osoby w wieku 35-44 lat, a najrzadziej – w wieku 45-65.Oszczędzanie i finanse

O ile jednak badani stosunkowo często deklarują, że odkładają pieniądze na przyszłość, o tyle już wyraźnie mniej robią to z myślą o przyszłej emeryturze. Taką motywacją kieruje się przy oszczędzaniu 38% Polaków. Warto zauważyć wyraźne różnice u przedstawicieli obu płci. Na odkładanie środków na emeryturę decyduje się 41% mężczyzn i 34% kobiet. Co bardziej oczywiste, skłonność do samodzielnego oszczędzania na ten cel rośnie wraz z wiekiem badanych.

Analizy Pracuj.pl od wielu lat wskazują, że wynagrodzenia stanowią podstawę piramidy priorytetów zawodowych pracowników. Rzadziej jednak dyskutuje się o tym, jak rozporządzamy otrzymywanymi pieniędzmi. Tymczasem kwestia ta w obecnej sytuacji gospodarczej jest coraz bardziej istotna. Większość Polaków w deklaracjach dostrzega, jak bardzo istotne dla ich przyszłości jest odkładanie środków lub ich inwestowanie. Jednocześnie wciąż zbyt rzadko mają oni świadomość, że z wyprzedzeniem powinni myśleć o zarabianiu z myślą o przyszłej emeryturze. Świadomość ta wydaje się jednak rosnąć, a wsparcie pracodawców w tym obszarze będzie dla kandydatów z roku na rok coraz bardziej istotne – mówi Agnieszka Bieniak, Dyrektor HR w Grupie Pracuj.

Więcej w kieszeni – więcej odłożone

Im wyższa pensja – tym więcej odłożonych pieniędzy. Z takiego założenia wydaje się wychodzić zdecydowana większość badanych. Ponad 7 na 10 respondentów Pracuj.pl uważa, że odkładaliby więcej oszczędności, jeśli ich pensja by wzrosła. Ponad połowa uważa, że ich wydatki utrzymałyby się wówczas na obecnym poziomie.Oszczędzanie i finanse 2

Dane wskazują, że badani za największą przeszkodę do odkładania większych środków uważali właśnie wysokość obecnego wynagrodzenia. Dwie trzecie Polaków przyznaje, że oszczędzanie pieniędzy wymaga w ich wypadku mocnego cięcia wydatków – częściej wskazywały na to kobiety (69%) niż mężczyźni (63%). Z kolei blisko co trzeci respondent nie oszczędza żadnych środków argumentując, że nie pozwala na to zbyt niska pensja.

Optymistycznie o własnej wiedzy

Odpowiedzi w badaniu wskazują, że Polacy mają stosunkowo pozytywne zdanie na temat swoich postaw finansowych. Dwóch na trzech respondentów twierdzi, że dobrze kontrolują swoje wydatki środków z pensji, a ponad połowa, że mają dużą wiedzę o skutecznym oszczędzaniu zarobionych pieniędzy. Co ciekawe, 66% badanych Polaków uważa, że nawet najmniejsze oszczędności procentują. Świadomość znaczenia oszczędzania jest więc wyższa, niż udział respondentów regularnie odkładających środki z zarobków.Oszczędzanie i finanse 3

Warto podkreślić, że na wszystkie trzy wskazane aspekty wpływa wykształcenie badanych – im jest wyższe, tym bardziej badani byli skłonni do wysokiej oceny swoich umiejętności z zakresu oszczędzania. Z kolei najstarsi badani (45-65 lat) wyraźnie najczęściej uznawali, że dobrze kontrolują swoje wydatki – deklarowało tak 68% z nich. Dla porównania, respondenci z Generacji Z (18-24) wyrażali taką opinię w 54% przypadków.

Wiedza o gospodarce i jej wpływie na pracę

Badacze zapytali pracujących Polaków o ich zainteresowanie gospodarką i jej podstawowymi wskaźnikami, a także o ogólną świadomość zmian dotyczących podatków. To aspekty związane z zarabianiem i oszczędzaniem, które szczególnie w ostatnim czasie, w kontekście nowych regulacji i okoliczności, wyraźnie zyskują na znaczeniu.Oszczędzanie i finanse 4

Również w tym wypadku znacząca część respondentów określa siebie jako posiadających bieżącą wiedzę o sytuacji. 54% badanych twierdzi, że śledzą informacje na temat gospodarki, a 50% – że są na bieżąco ze zmianami dotyczącymi podatków bezpośrednio dotykających ich kieszeni. Na zainteresowanie oboma aspektami ma wpływ wiek i wykształcenie badanych – im są wyższe, tym większy jest odsetek respondentów orientujących się w sytuacji.

Wyniki badań Pracuj.pl wskazują, że duży odsetek pracujących Polaków ocenia wysoko swoją świadomość finansową i znajomość procesów wpływających na wysokość ich wynagrodzeń. Wskazane dane powinny cieszyć, jednak przynajmniej częściowo nie pokrywają się z opiniami analityków rynkowych. Może to wskazywać na rozdźwięk między samooceną pracowników, a ich realną wiedzą o sytuacji gospodarczej. Duża dynamika zmian podatkowych na pewno nie ułatwia orientowania się w tym, jak wszystkie te procesy wpływają na naszą codzienność i możliwość oszczędzania z zarobków. Tym bardziej będą doceniani pracodawcy, którzy w tym procesie zachowają możliwie dużą transparentność wobec swojej kadry -komentuje Łukasz Marciniak, Dyrektor Sprzedaży w eRecruiter.

Doświadczenia pandemii pokazały jeszcze dobitniej, w jak dużym stopniu powiązane są ze sobą gospodarki różnych krajów świata – zarówno w okresach hossy, jak i trudności gospodarczych. Wiele procesów związanych z produkcją, wzrostem gospodarczym, wartością pieniądza czy zatrudnieniem w obliczu COVID-19 miało charakter międzynarodowy. Czy dostrzegają to respondenci? Blisko 2/3 pracujących Polaków zgadza się z opinią, że nie pozostają one bez znaczenia dla sytuacji zawodowej Polaków. Jednak wyraźnie mniejsza grupa badanych doszukuje się w wydarzeniach z zagranicy czynników decydujących o ich osobistej sytuacji zawodowej.Oszczędzanie i finanse 5

Polacy i benefity wspierające finanse

Eksperci Pracuj.pl zapytali także pracujących Polaków o to, z jakich benefitów z zakresu finansów i oszczędzania chętnie by skorzystali, gdyby otrzymali taką możliwość od pracodawcy. Ich zdania były wyraźnie podzielone. Mimo, że respondenci mogli wybrać wszystkie pasujące im pozycje, żaden z benefitów nie uzyskał zainteresowania ponad połowy badanych, co może wskazywać na umiarkowane znaczenie, jakie tego typu ofercie przypisują pracujący Polacy.

Wśród czterech przedstawionych możliwości największą popularnością cieszyły się szkolenia z zarządzania finansami osobistymi – wybrało je 39% badanych. Wyraźnie częściej zainteresowane takim benefitem były kobiety (43%) niż mężczyźni (34%) oraz osoby młodsze – chęć skorzystania z niego malała wraz z wiekiem.Oszczędzanie i finanse 6

Na drugiej pozycji znalazła się możliwość zakupu akcji firmy po preferencyjnej cenie – taką możliwością byłoby zainteresowanych 38% respondentów. W tym wypadku to mężczyźni (44%) częściej od kobiet (32%) deklarowali chęć skorzystania z tej opcji. Zainteresowanie było wyraźnie wyższe w przypadku osób z wykształceniem średnim i wyższym. Na trzecim miejscu znalazły się prywatne Pracownicze Plany Emerytalne – chętnie skorzystałoby z nich 36% badanych. Może to wskazywać na chęć otrzymania wsparcia od firmy w zakresie odkładania środków na przyszłość po zakończeniu życia zawodowego. Najmniej respondentów (29%) wybrało natomiast możliwość otrzymania bezpłatnych porad doradcy finansowego – szczególną uwagę temu benefitowi poświęcały osoby do 34. roku życia.Oszczędzanie i finanse 7

W drodze do pełnej kieszeni

Badania Pracuj.pl z ostatnich lat dotyczą bardzo wielu dziedzin życia zawodowego – także… przysłów. Według sondażu z grudnia 2020 większość z Polaków zgadza się, że „grosz własną pracą zarobiony więcej wart niż darowane miliony”. Opinie o oszczędnościach zdają się wskazywać, że równie mocno Polacy cenią odkładanie pieniędzy z otrzymywanej pensji.

Większość z nas stara się oszczędzać i śledzić informacje, które mówią o otoczeniu wpływającym na nasze pensje. Jednocześnie jednak zarówno badanie Pracuj.pl, jak i zewnętrzne analizy ekspertów pokazują, że część Polaków ma problemy z pogodzeniem niskiej pensji i oszczędności. W tym miejscu tworzy się dodatkowa przestrzeń dla pracodawców, którzy mogą wyróżnić się benefitami związanymi z finansami pracowników. Takie wsparcie może być z jednej strony magnesem na kandydatów, a z drugiej – dodatkową tarczą dla obecnej kadry firm w obliczu zmieniającej się sytuacji gospodarczej.

Ponad 20% Polaków pracuje więcej niż 8 godzin dziennie. Blisko 10% przeznacza na pracę ponad 5 dni w tygodniu

5 dni w tygodniu przepracowuje prawie 54% aktywnych zawodowo Polaków. Więcej czasu poświęca na pracę niecałe 10% rodaków. Obowiązki służbowe pochłaniają przeważnie 7-8 godz. dziennie. Jednak ponad 20% społeczeństwa wykonuje je dłużej. Blisko 26% mężczyzn i ponad 16% kobiet pracuje co najmniej 9 godz. w ciągu dnia. Eksperci komentujący wyniki badania stwierdzają, że Polacy są wyjątkowo zapracowanym narodem w Europie, wyznającym etos ciężkiej pracy. I dodają, że niektórzy pracodawcy widzą już większe korzyści dla firm w mniejszej, ale za to efektywniejszej aktywności pracowników za te same pieniądze. 

Na przełomie października i listopada br. zostało przeprowadzone badanie przez UCE RESEARCH i SYNO Poland dla platformy ePsycholodzy.pl. Biorący w nim udział pełnoletni i aktywni zawodowo Polacy (ponad 800 osób) zostali zapytani o to, ile średnio dni w tygodniu obecnie pracują. 53,8% z nich podało 5 dni.

– Jak wynika z naszych danych, wśród kadry specjalistycznej i menedżerskiej wciąż obowiązującym standardem jest zatrudnienie na pełny etat, co najczęściej oznacza pracę przez 5 dni w tygodniu. Od kilku lat na popularności zyskują pozaetatowe formy współpracy, oferujące pracownikowi większą elastyczność w wyborze godzin pracy. W zależności od sytuacji, dla jednych oznacza to skrócenie czasu przeznaczanego na aktywność zawodową, a dla innych – jego wydłużenie – komentuje Łukasz Grzeszczyk z Hays Poland.

Wyniki badania również pokazują, że 6,2% pracujących rodaków udziela się zawodowo 6 dni w tygodniu. W przypadku 5,2% respondentów ilość ta jest ruchoma i zależy od miesiąca, sytuacji bądź grafiku. Natomiast 3,6% ankietowanych pracuje codziennie. To oznacza, że łącznie blisko 10% Polaków jest aktywnych zawodowo więcej niż 5 dni w tygodniu.

– Krótkotrwały okres wzmożonej aktywności zawodowej nie jest jeszcze niepokojącym zjawiskiem. Może wynikać z przejściowej sytuacji, związanej np. z potrzebą zebrania dodatkowych środków na określony cel. Jeśli jednak człowiek stale pracuje przez 7 dni w tygodniu, to przestaje oddzielać czas zawodowy od prywatnego, potrzebnego na odpoczynek, dbanie o zdrowie czy tworzenie relacji. W wielu przypadkach może to być oznaką pracoholizmu – mówi Michał Murgrabia z platformy ePsycholodzy.pl.

Pracę średnio 5 dni w tygodniu deklaruje 13,6% Polaków z wykształceniem podstawowym lub gimnazjalnym, 39,5% – z zasadniczym, 47,1% – ze średnim i 64,2% – z wyższym. Jak stwierdza Michał Pajdak, ekspert Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu, wyższy poziom edukacji daje więcej możliwości w zakresie zatrudnienia na etacie. Dlatego 5 dni w tygodniu pracują przeważnie absolwenci studiów.

– Osoby z niższym wykształceniem rzadziej podejmują pracę w pełnym wymiarze godzin. Powodem tego są przeważnie trudności z dostosowaniem ich umiejętności do potrzeb rynku pracy – zwraca uwagę Michał Murgrabia.

Badani wskazali również, ile czasu w ciągu dnia poświęcają na swoją pracę zawodową. 63,3% z nich podało 7-8 godzin dziennie. Michał Pajdak przypomina, że większość pracowników w Polsce jest zatrudnionych na podstawie umowy o pracę. Ich zaangażowanie w wykonywanie obowiązków zawodowych nie może więc przekraczać 8 godzin na dobę i przeciętnie 40 godzin w 5-dniowym tygodniu, w przyjętym okresie rozliczeniowym, nieprzekraczającym 4 miesięcy, z kilkoma wyjątkami.

– Ostatnio coraz więcej mówi się o projektach zmniejszania czasu pracy, przy jednoczesnym utrzymaniu dotychczasowych wynagrodzeń. Niektóre firmy sprawdzają różne warianty, skracając dzień pracy do 6-7 godzin lub tydzień do 4 dni. Pracodawcy jako powód takich decyzji wskazują chęć podwyższenia wydajności, ale też zadbania o dobrostan pracowników. Jednak na polskim rynku takich przypadków jest jeszcze niewiele. Natomiast sam fakt testowania takich rozwiązań pozwala stwierdzić, że tradycyjnie rozumiany etat wkrótce może przestać być postrzegany jako warunek niezbędny do sprawnego funkcjonowania przedsiębiorstw – uważa Łukasz Grzeszczyk.

Według badania, obecnie 13,4% Polaków pracuje zawodowo aż 9-10 godzin dziennie. 10,5% rodaków wykonuje pracę przez 4-6 godzin w ciągu dnia. 7,6% respondentów deklaruje więcej niż 10 godz. Z tego wynika, że 21% badanych pracuje zawodowo ponad 8 godzin dziennie. Zdaniem eksperta z platformy ePsycholodzy.pl, takie działanie wynika głównie w wysokich aspiracji zawodowych i zarobkowych. Do innych przyczyn należy m.in. perfekcjonizm w wykonywaniu obowiązków. Poświęcanie się pracy może być też swego rodzaju ucieczką od kłopotów w innych sferach życia.

– Wytłumaczenie, dlaczego tak wiele osób pracuje w godzinach nadliczbowych, nie jest jednoznaczne. Mówi się o niższej produktywności pracy w Polsce w porównaniu do krajów Europy Zachodniej. Wynika ona ze specyfiki polskiej gospodarki i mniejszego dostępu do technologii oraz innowacji. Kolejnym aspektem jest to, że Polacy często łączą wiele różnych funkcji i obowiązków, podczas gdy w Skandynawii pracownicy na analogicznych stanowiskach w tych samych koncernach skupiają się wyłącznie na jednym obszarze. Ponadto u nas wciąż jest obecny etos ciężkiej pracy – wyjaśnia ekspert z Hays Poland.

Do tego Michał Pajdak z WSB w Poznaniu dodaje, że Polacy są zapracowanym narodem na tle Europy. Często przenoszą obowiązki zawodowe do swoich domów, a w wielu przypadkach dorabiają w weekendy. Pracują najciężej na Starym Kontynencie obok Greków, Rosjan i Czechów. Zmagają się z kredytami, wysokimi opłatami i wzrastającymi kosztami życia. Jednocześnie chcą zapewnić swoim potomkom lepsze warunki życia. Dlatego wyniki badania są tak szokujące.

– Należy dodać, że do pracy trwającej minimum 9 godzin w ciągu dnia przyznaje się aż 25,9% mężczyzn i 16,2% kobiet. Zazwyczaj mężczyźni pracują tak długo, ponieważ oczekuje się od nich, żeby przede wszystkim zajmowali się obowiązkami zawodowymi i byli głównymi żywicielami rodzin. Ma to cały czas związek z tradycyjnym podziałem obowiązków rodzinnych – podsumowuje Michał Murgrabia.

Prognozy branżowych ekspertów na Black Friday 2021

W minionych latach ostatni piątek listopada, czyli Black Friday, okazywał się zwykle dla polskich sklepów jednym z najlepszych sprzedażowo dni w roku. W internecie konsumenci za każdym razem wydawali więcej niż poprzednio ustanawiając kolejne rekordy. W tym roku obserwujemy gospodarcze turbulencje wywołane przez pandemię – wysoką inflację, przerwane łańcuchy dostaw, braki kluczowych komponentów i produktów. Czy z powodu tych kłopotów Black Friday 2021 nie zamknie się rekordowym wynikiem? Oto opinie ekspertów branży e-commerce i nowych technologii:

Maja Wiśniewska, Marketing Manager SMSAPI:

-Zarówno w ubiegłym roku jak i ostatnio w październiku robiliśmy badania konsumenckie i w obu przypadkach zapytaliśmy respondentów o plany zakupowe związane ze zbliżającym się Black Friday. W zeszłym roku przypadał on na czas drugiej fali pandemii i zamkniętych centrów handlowych. Konsumenci byli ostrożni: 1/3 zapowiadała, że weźmie udział w Black Friday, połowa uzależniała to od atrakcyjności ofert, a 17 proc. nie było zainteresowanych. W tym roku sceptyczna jest tylko co piętnasta osoba, wahających się jest 30 proc, a prawie 2/3 respondentów w ciemno deklaruje, że robi zakupy w czasie Black Friday.

Doniesienia o inflacji oraz problemach z zakupem elektroniki nie powinny zniechęcić do szukania promocji, wręcz przeciwnie – lepiej upolować coś z atrakcyjnym rabatem teraz, bo potem może być sporo droższe. Według naszego badania, 67 proc. Polaków odkłada większe zakupy, by zrobić je okazyjnie w czasie Black Friday, spora część subskrybuje profile sklepów w mediach społecznościowych i zapisuje się na specjalne powiadomienia o promocjach. Dowiedzą się o nich pierwsi, bo niemal połowa naszych klientów działających w branżach retail i e-commerce planuje tuż przed Black Friday przeprowadzić kampanię SMS-ową.

Krystian Huptys, członek Zarządu merce.com, firmy tworzącej rozwiązania e-commerce:

– Wydaje się, że takie dni jak Black Friday na stałe wpisały się w kalendarz zakupowy zarówno dla sprzedających jak i kupujących. Na korzyści listopadowych wyprzedaży na pewno przemawia też ich termin. Kilka tygodni przed świętami to czas, w którym klienci już powoli myślą o zakupach świątecznych i jest to dobra dla nich okazja do zrobienia zakupów z kategorii np. elektronicznej. Dużo „ciekawiej” może być w przyszłym roku, ponieważ od 28 maja 2022 roku obowiązywać będzie europejska Dyrektywa Omnibus. Dyrektywa Omnibus została stworzona z myślą o nieprawidłowościach, które występują podczas różnorodnych wyprzedaży. Według nadchodzących przepisów sprzedawcy, nie tylko stacjonarni, ale także internetowi będą mieli obowiązek podawania informacji o najniższej cenie produktu lub usługi w ciągu 30 dni przed wprowadzeniem obniżki. Zapewni to większą wiedzę dla kupujących. Dyrektywa ta już teraz pojawia się na radarze sprzedawców nie tylko internetowych.

Janne Korpela, country manager Swappie, platformy odnawiania i sprzedaży smartfonów:

– To właśnie szeroko pojęta elektronika jest zazwyczaj najbardziej przeceniona podczas wyprzedaży na Black Friday. Głównym powodem zainteresowania nią podczas wyprzedaży na Black Friday są ruchome ceny takich produktów. Niewielu konsumentów wie, ile tak naprawdę powinny kosztować gadżety elektroniczne – urządzenia często wchodzą na rynek jako bardzo drogie, ale w niedługim czasie ich cena diametralnie spada. Dzieje się tak przede wszystkim dlatego, że na tym rynku panuje tendencja szybkiej wymiany sprzętu na nowszy model, która podkręcana jest zabiegami marketingowymi.

W minionych latach najczęściej szukanymi w sieci produktami w związku z Black Friday były konsole do gier i urządzenia mobilne. W tym roku na sytuację w branży elektroniki użytkowej wpłynie inflacja, niedobory mikroczipów na rynku oraz rosnąca świadomość ekologiczna kupujących. Kumulacja tych trendów niekoniecznie musi stłumić zjawisko Black Friday. Klienci coraz częściej chcą być sprytniejsi od producentów i polują na przecenione modele poprzednich generacji lub kupują jeszcze tańszy używany sprzęt

Krystian Wesołowski, Head of Sales w Blue Media, operatora płatności online:

– Rynek e-commerce w Unii Europejskiej rozwija się o kilka procent rok do roku, natomiast polski rośnie znacznie szybciej – nawet o około 20 proc. rok do roku. W Blue Media spodziewamy się rekordowych wolumenów obsłużonych transakcji w Black Friday. Sądzimy, że obrót w sklepach internetowych może być nawet o 70-100 proc. wyższy niż w roku ubiegłym w analogicznym okresie.

W przedświątecznym okresie sprzedaży bardzo ważną funkcję odgrywają dostawcy usług powiązanych, nie tylko logistyka i spedycja (celowo wymieniam obie gałęzie ponieważ ważne są zarówno zasoby i kwestie planistyczne jak i sam transport), ale również agencje utrzymujące i obsługujący od strony technologicznej serwisy sprzedażowe i e-sklepy oraz operatorzy płatności online. Wszystko po to, aby zapewnić maksymalną konwersję i nie utracić żadnego złożonego zamówienia.

Black Friday to nie jest dzień zwykłego ruchu. To dzień, w którym systemy muszą zwielokrotnić swoją wydajność. To tak, jakby co minutę ruszyła sprzedaż biletów na mecze reprezentacji w PZPN. Każdy dostawca usług e-commerce musi być tego świadomy, mieć dobrze skalkulowane poziomy dostępności i być w tym czasie w bieżącym kontakcie ze swoim partnerem biznesowym.

Warto też pamiętać, że e-commerce nie kończy się tylko na sprzedaży i wysyłce produktu. To również cała obsługa posprzedażowa, zwroty produktów, środków, wymiany, reklamacje. Większa sprzedaż zawsze zwiększa również nakład pracy posprzedażowej.

Paweł Szukalski, członek zarządu Comperia.pl SA odpowiedzialny m.in. za wtyczkę płatniczą dla e-commerce Comfino:

Black Friday (choć coraz częściej mowa o całotygodniowym Black Week) i Cyber Monday nigdy nie odejdą do lamusa. Tak samo jak ani teraz, ani w przyszłości nie znikną przeceny pomiędzy sezonami (wiosna/lato, lato/jesień itd.). Takich świąt – nawet “sztucznie napompowanych” – będzie co najwyżej przybywać, czego dowodem jest choćby ostatnio promowany, wciąż stosunkowo nowy w naszych szerokościach geograficznych Dzień Singla, pochodzący z Chin.

Święta zakupów nie znikną, bo dają świetny pretekst do sprzedaży, umożliwiają tworzenie nowych sloganów i całej machiny reklamowo-marketingowej. Czekają na to zarówno sprzedawcy, jak i konsumenci, którzy niekiedy wstrzymują się z planowanymi zakupami właśnie na najbliższe spodziewane promocje. W zeszłym roku z Black Friday zamierzało skorzystać 74 proc. Polaków (raport PMR Market Experts). Ten, który nie odpowie na to zapotrzebowanie, po prostu straci. Promocje są raz mniejsze, raz większe, ale działa tu mechanizm kuli śniegowej: “jeżeli wszystkie sklepy wprowadzają jakąś obniżkę (albo przynajmniej ją komunikują), to ja też muszę to zrobić”.

Dodatkowo Black Friday świetnie wpasowało się czasowo w potrzeby Polaków. W 2020 roku 41 proc. ankietowanych przez SW Research planowało wykorzystać okres związany z Black Friday jako okazję do kupienia świątecznych prezentów dla swoich bliskich. Na tę potrzebę odpowiadają przede wszystkim sklepy internetowe. Wg badania Tpay ponad połowa przedsiębiorców zamierza oferować promocje w dniach 26-29 listopada, a nie wyłącznie w piątek. W naszej platformie płatności ecommerce Comfino widzimy znaczne zwiększenie wolumenu zakupowego w całym ostatnim tygodniu listopada.

A w tym roku, ze względu na rosnącą inflację, a co za tym idzie zwiększające się ceny, obniżki i promocje mogą mieć duże znaczenie dla klientów. Ci, w trosce o swoje portfele, mogą jeszcze bardziej szukać okazji cenowych.

Osłabienie złotego skupia na sobie uwagę władz

Umocnienie amerykańskiej waluty i rosnące obawy dotyczące sytuacji covidowej w Europie odcisnęły piętno na złotym. Skala słabości jest na tyle duża, że w sprawie wypowiedzieli się prezes NBP i premier.

Gwałtowny wzrost dolara nabrał w zeszłym tygodniu tempa po tym, jak rynek przybliżył swoje oczekiwania podwyżek stóp przez Fed, zaś zdecydowanie gołębia komunikacja Europejskiego Banku Centralnego uderzyła w euro. Polityka banków centralnych stała się głównym czynnikiem wpływającym na rynek walutowy i inne wieści są z reguły ignorowane przez inwestorów, chyba że wpływają na oczekiwania dotyczące przyszłych podwyżek stóp. Na specjalną uwagę zasługują funt brytyjski, który radził sobie lepiej niż większość walut, i lira turecka, która radziła sobie zdecydowanie najgorzej. Erdoğan zmusza turecki bank centralny do obniżenia stóp, podczas gdy obywatele są bliscy panicznej wyprzedaży lokalnej waluty.

Mimo że w tygodniu, w którym wypada Święto Dziękczynienia w USA, handel zwykle jest mniej aktywny, w tym roku może być inaczej. Tydzień zaczęliśmy od stosunkowo wysokiej zmienności m.in. w związku z informacją, że prezes Fed, Jerome Powell, zostaje na drugą kadencję.

Patrząc dalej, Departament Skarbu USA sprzeda podczas aukcji w tym tygodniu niezwykle dużą ilość obligacji i nie wiadomo, czy nerwowy rynek długu przyjmie tę ogromną podaż z łatwością po niedawnej wyprzedaży obligacji i jastrzębich głosach członków Fedu.

We wtorek 23.11 zostaną opublikowane wskaźniki aktywności biznesowej dla strefy euro w listopadzie, które będą pierwszym odczytem pokazującym wpływ ostatnich wieści covidowych na nastroje przedsiębiorców. Z kolei w środę 24.11 opublikowany zostanie raport o inflacji PCE i minutki z posiedzenia FOMC. Tydzień pełen odczytów i informacji w połączeniu z niską płynnością, związaną z dniami wolnymi w USA, może charakteryzować się istotną zmiennością.

PLN

Polski złoty zakończył ubiegły tydzień wyraźnym osłabieniem. Para EUR/PLN w jego drugiej części zbliżyła się do poziomu 4,70, przebijając marcowe maksima (4,68). Dziś przed południem kurs dobił do poziomu 4,72, najwyższego od 2009 r. Słabość złotego nie jest odosobniona, w ostatnim czasie pod dużą presją znalazły się również inne waluty uznawane za ryzykowne, szczególnie te europejskie. Gros słabości wiążemy z sytuacją zewnętrzną, przede wszystkim silniejszym dolarem amerykańskim, wysokimi oczekiwaniami dotyczącymi zacieśniania polityki monetarnej w USA i obawami o powrót lockdownów w Europie. W dalszej kolejności niepokoi też duża skala osłabienia liry tureckiej oraz wzrost napięcia na linii Rosja-Ukraina.

O ile za zapalnik słabości złotego można uznać w znacznej mierze czynniki zewnętrzne, o tyle uwarunkowania krajowe (szczególnie pogorszenie bilansu płatniczego i mocno ujemne realne stopy) katalizują tę słabość. Złoty z waluty mocnej i stosunkowo odpornej na zmiany sytuacji zewnętrznej stał się chorągiewką. Jeśli sytuacja zewnętrzna i nastroje nie będą się pogarszać, waluta powinna odzyskać przynajmniej część siły. Stoi to jednak pod znakiem zapytania – trudno obecnie określić, czy zobaczymy wyraźniejsze zyski złotego przed końcem roku.

Pewne nadzieje budzą jednak komentarze decydentów, które można uznać za próbę interwencji słownych. W piątek w sprawie złotego wypowiedział się prezes NBP, z kolei dziś premier Mateusz Morawiecki, który stwierdził: „będziemy robili wszystko w komunikacji i w naszych działaniach realnych, aby złotówka była nieco silniejsza”. Na jego słowa złoty zareagował umocnieniem, odrabiając wszystkie dzisiejsze straty.

EUR

Euro nadal gwałtownie spada zarówno ze względu na brak zainteresowania EBC podwyżkami stóp procentowych, jak i gorsze nastroje w związku z kolejną rundą pandemicznych restrykcji. Część krajów strefy euro ogłosiła nowe obostrzenia, z kolei Austria wprowadziła pełny krajowy lockdown, który ma potrwać maksymalnie 20 dni.

W tym tygodniu poznamy świeże odczyty wskaźników PMI, które uchwycą część wpływu nowych restrykcji na nastroje firm i będą uważnie obserwowane przez rynki. Napływające wieści nie były łaskawe dla wspólnej waluty, ale wygląda na to, że po ostatnich tygodniach jest ona nieco nadmiernie wyprzedana. Może znaleźć oparcie, jeśli w przemówieniach członków EBC w tym tygodniu nie będą widoczne zbytnie obawy w związku z sytuacją pandemiczną.

USD

Przedstawiciele Fedu wypowiadający się w piątek byli jastrzębi – sugerowali, że tempo taperingu może przyspieszyć, i sygnalizowali, że FOMC jest coraz bardziej zaniepokojony danymi o inflacji. Wzmocniło to dolara, który dziś otrzymał kolejny impuls do aprecjacji po informacji, że prezydent Biden wybrał Jerome’a Powella na drugą kadencję na stanowisku prezesa Fedu. Rynek zakłada, że będzie on mniej gołębi niż kontrkandydatka na to stanowisko, Lael Brainard, która została wiceprezesem.

Poza środowym odczytem inflacji PCE i minutkami z posiedzenia FOMC, tuż przed Świętem Dziękczynienia, to aukcje obligacji skarbowych w poniedziałek i wtorek (22–23.11) będą kluczowe dla oceny rynkowego apetytu na dług USA w kontekście dużej podaży, mniejszego wsparcia banku centralnego i mocno ujemnych realnych stóp procentowych.

GBP

Funtowi udało się w zeszłym tygodniu utrzymać w trendzie bocznym względem dolara amerykańskiego, co oznacza, że umocnił się względem pozostałych walut G10 i niemal wszystkich głównych walut świata. Pozytywne wieści dotyczące sprzedaży detalicznej i rynku pracy kotwiczą oczekiwania podwyżki stóp procentowych przed końcem 2021 r., co stoi w opozycji do ultragołębiego tonu EBC. Zatrudnienie na Wyspach w październiku wzrosło, a był to pierwszy miesiąc po zakończeniu programu dofinansowania przymusowych urlopów (furlough scheme). Wspiera to nasz pogląd, że skutki zakończenia programu będą ograniczone.

Raporty PMI i przemówienia ze strony członków komitetu decyzyjnego Banku Anglii w tym tygodniu powinny wspierać oczekiwania dotyczące wzrostu stóp. Coraz bardziej pozytywnie oceniamy perspektywy funta do końca roku.

CHF

Frank szwajcarski zakończył tydzień umocnieniem względem euro, a kurs EUR/CHF spadł poniżej poziomu 1,05 po raz pierwszy od 2015 r. Dla złotego oznaczało to zbliżenie się do psychologicznego poziomu 4,50, który para CHF/PLN przekroczyła dziś. Umocnienie złotego po wspomnianej wyżej wypowiedzi premiera Morawieckiego zatrzymało jednak rajd na parze CHF/PLN.

Większość zysków franka przypadła na piątek i była spowodowana obawą przed lockdownami w Europie. Ostatnio frank radził sobie jednak gorzej niż inne waluty safe haven, co może być związane z różnicami w sytuacji pandemicznej: liczba zakażeń w Szwajcarii gwałtownie wzrasta i przyrost nowych przypadków jest najwyższy mniej więcej od roku.

Poza typowymi danymi ze Szwajcarii, takimi jak te dotyczące pozycjonowania i depozytów na żądanie w banku centralnym, istotny będzie odczyt PKB w III kwartale, który zostanie opublikowany w piątek. Raczej nie zmieni on istotnie sytuacji, ale może dać bankowi centralnemu dodatkowe informacje potrzebne do oceny, jak mocno powinien zareagować na rosnącą siłę waluty.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury