Wpływ rosnących cen energii na rynek dostawców i odbiorców

  • Na gwałtowny wzrost cen surowców i energii wpływ ma zwiększony popyt na rynkach światowych, rosnące koszty emisji CO2 oraz – szczególnie w Europie – polityka Gazpromu.
  • Gwałtowne wzrosty cen w Europie i w Polsce mogą powstrzymać rozwiązanie kryzysu energetycznego w Chinach, zmiana polityki Gazpromu i realizacji obietnic prezydenta Rosji, a także łagodna zima
  • Wpływ wzrostu cen na dostawców energii – mniej stabilnych finansowo dostawców kryzys cenowy doprowadza do upadłości, kiedy nie są w stanie dostarczać drożejącej energii po ustalonych wcześniej cenach – już obserwujemy to w Europie, ale też w Polsce
  • Wpływ wzrostu cen na odbiorców indywidualnych – wyższe wydatki na energię gospodarstw domowych, (w Polsce ograniczane jednak taryfami URE), inflacja (droższe usługi i towary)
  • Wpływ wzrostu cen na odbiorców biznesowych – najbardziej odczują podwyżki mali i średni przedsiębiorcy. Nie chronią ich bowiem taryfy URE (które ograniczają możliwość podniesienia cen dla gospodarstw domowych), ani duże kontrakty zawierane przez wielkie przedsiębiorstwa na bardzo konkurencyjnym obecnie segmencie rynku.

Skąd obecny gwałtowny wzrost cen energii?

Wzrost cen energii elektrycznej i gazu ziemnego ma przede wszystkim przyczyny globalne, nie związane bezpośrednio z krajowym bilansem popytu i podaży.

Jeszcze w roku 2020, zarówno w Polsce jak i całej unii europejskiej, ceny energii dramatycznie spadły na skutek pandemicznego lockdownu. Wiele zakładów produkcyjnych stanęło, radykalnie zmniejszył się popyt na energię elektryczną.

Odbicie jakie obserwowaliśmy na początku tego roku związane było głównie ze wzrostem cen uprawnień do emisji CO2, wynikającym wprost z zacieśniania ram polityki klimatycznej UE. Efekt ten dotknął szczególnie polskich odbiorców, korzystających w dużej mierze z energii pochodzącej z węgla.

Na ten wzrost dodatkowo nałożyła się mniejsza podaż energii ze źródeł odnawialnych spowodowana warunkami pogodowymi – mieliśmy wyjątkowo długą i mało wietrzną zimę.

W drugiej połowie roku przyczyną wysokich cen energii elektrycznej był przede wszystkim skokowy wzrost cen surowców energetycznych (węgla, ropy i gazu ziemnego).

Jakie są przyczyny wzrostu cen surowców?

Dla każdego z tych surowców (węgla, ropy i gazu ziemnego) na wzrost cen wpłynęły nieco inne czynniki. W ujęciu globalnym można podsumować je najprościej jako niedostosowanie podaży do rosnącego popytu.

W przypadku gazu ziemnego możemy mówić zarówno o czynnikach lokalnych – ograniczeniu dostaw gazu do Europy przez Gazprom, jak i globalnych – zmniejszeniu dostępności LNG dla Europy spowodowanego wyjątkowo wysokim popytem ze strony krajów azjatyckich, ale też np. Brazylii nękanej ekstremalną suszą.

W efekcie powyższych zjawisk w okresie letnim Europie nie udało się zmagazynować wystarczającej ilości gazu.  Przełożyło się to na wzrost ryzyka braku wystarczającej ilości gazu ziemnego zimą i dodatkowo wzmogło presje cenową.

Jak wygląda obecnie sytuacja na rynkach energii?

Obecną sytuację na rynkach energii można określić jako „nerwową”. Powrót do stabilności sprzed ostatnich kilku miesięcy nie będzie ani szybki, ani prosty.

W Europie Zachodniej doszło już do fali bankructw wielu dostawców energii na rynku detalicznym. Sprzedawcy, szczególnie ci o mniej stabilnym finansowaniu, nie są w stanie dotrzymać zobowiązań dostarczania energii po „starych” cenach. Także na rynku hurtowym wiele spółek ograniczyło bądź zaprzestało działalności.

Równocześnie ekstremalnie wysokie ceny gazu ziemnego zmusiły szereg odbiorców do ograniczenia bądź wstrzymania produkcji energii – wszystkie te czynniki wpływają na ograniczenie płynności rynkowej, a niska płynność i wysoka zmienność to czynniki które nie sprzyjają stabilizacji i uspokojeniu rynków.

Co może uspokoić sytuację na rynkach energii?

Jednym z kluczowych czynników dla stabilizacji europejskiego rynku gazu będzie zachowanie Gazpromu – czy zgodnie z zapowiedziami Prezydenta Putina zacznie dostarczać w listopadzie on większe ilości gazu do Europy.

Patrząc bardziej globalnie to kluczowe jest rozwiązanie kryzysu energetycznego w Chinach (czy i kiedy chińskim władzom uda się zbilansować krajowy rynek węgla i szerzej energii).

Przy tak napiętym bilansie popytu i podaży, zdecydowanie ważnym czynnikiem staje się także pogoda – ciepła i wietrzna zima byłaby zdecydowanie milej widziana niż długotrwałe silne mrozy.

Jakie są prognozy dla Polski?

Jeśli chodzi o krajowy rynek energii elektrycznej, to sytuacja jest nieco bardziej złożona, a ceny kształtują trzy czynniki.

Po pierwsze – wysokość cen uprawnień do emisji, na które szczególnie wrażliwa jest energetyka oparta na węglu.

Po drugie – wysokość cen na rynkach zewnętrznych, decydująca o kierunkach jej przepływu. Obecnie ceny w Polsce są niższe niż w krajach ościennych, a Polska z importera stałą się eksporterem. Kierunek przepływów wpływa na kształtowanie się podaży na lokalnym rynku. Ze względu na powiązanie głównych krajowych wytwórców energii z kopalniami długoterminowymi umowami o ograniczonej zmienności cenowej, efekt ten jest jednak ograniczony.

Jeśli ceny uprawnień ustabilizują się i dodatkowo powrócimy do importu energii powinno to w pewnym stopniu stabilizować ceny na rynku krajowym.

Niestety, jest jeszcze jeden czynnik – presja inflacyjna, obecnie bardzo silna. Prędzej czy później będzie musiała mieć odbicie w kosztach kopalni i wytwórców energii. Siłą rzeczy przełoży się to na ceny energii.

Jak obecna sytuacja na rynku energii wpłynie na odbiorców?

Biorąc pod uwagę, że cześć rynku zarówno energii elektrycznej jak i gazu podlega taryfikowaniu, dostawcy nie będą w stanie przenieść całości wzrostu kosztów pozyskania zarówno paliwa gazowego czy też energii elektrycznej na grupę odbiorców.

Aby skompensować ten efekt będą musieli silniej podnieść ceny energii dla pozostałych grup odbiorców – czyli przedsiębiorstw. Biorąc pod uwagę poziom konkurencji na rynku największych odbiorców, w najgorszej sytuacji znajdzie się mały i średni biznes – to on w dużej mierze będzie musiał udźwignąć ciężar rosnących cen.

Podwyżki cen dla tych grup odbiorców mogą być niezwykle wysokie, sięgające nawet kilkuset procent. Ta niekorzystna sytuacja wymagać będzie od tej grupy odbiorców szukania niestandardowych rozwiązań: być może wejścia w dłuższe umowy, które w jakimś stopniu będą rozkładać podwyżki w czasie, lub o ile to możliwe, skorzystania z opcji takich jak budowa własnej generacji prosumenckiej czy też związanie się z producentem energii odnawialnej za pomocą PPA.

Marek Musiał, COO Ignitis Polska

Drastyczny wzrost cen mediów zmusza Ukraińców do wyjazdu za pracą

Liczba ukraińskich migrantów zarobkowych przyjeżdżających do pracy w Polsce wzrosła w ciągu ostatnich dwóch miesięcy o 25 proc. głównie ze względu na wyższe ceny mediów na Ukrainie. Zauważono również, wzrost zainteresowania pracą w Polsce migrantów, którzy po raz pierwszy wyjeżdżają za granicę w celach zarobkowych. Tendencję tą zauważyło Centrum analityczne agencji zatrudnienia Gremi Personal.

„Od września obserwujemy wzmożone zainteresowanie migrantów pracą sezonową. W ciągu ostatnich 2 miesięcy otrzymywaliśmy coraz więcej zgłoszeń od Ukraińców, którzy twierdzą, że jadą do pracy w Polsce z powodu braku wystarczającej ilości środków na opłaty za media, a także z chęci zarobienia na prezenty świąteczne. Trudności finansowe skłaniają, również do przyjazdu do pracy w Polsce Ukraińców, którzy nigdy wcześniej nie pracowali za granicą. Wybierają Polskę ze względu na bliskość oraz możliwość podjęcia pracy nie wymagającej specjalistycznych kwalifikacji.” – powiedziała Anna Dzhobolda, dyrektor Działu Rekrutacji Gremi Personal.

Według badania przeprowadzonego przez Centrum analityczne Gremi Personal: „Puls migracji zarobkowej”, 80,6% migrantów z Ukrainy przyjeżdża do Polski z powodów ekonomicznych w celu podreperowania budżetu domowego i podniesienia standardu życia.

Gdzie przybyło najwięcej mieszkań?

Główny Urząd Statystyczny jakiś czas temu podsumował wielkość zasobów mieszkaniowych w 2020 r. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl sprawdzili, w którym mieście mamy najwięcej mieszkań i domów na 1000 osób. Ciekawe dane przeczytamy również o wzroście powierzchni użytkowej.

Podsumowanie wszystkich lokalnych informacji na temat zasobów mieszkaniowych zajmuje sporo czasu. Dlatego Główny Urząd Statystyczny dopiero niedawno opublikował dane dotyczące liczby i powierzchni mieszkań (lokali oraz domów) w poszczególnych częściach kraju. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl przyjrzeli się tym ciekawym statystykom w kontekście miast wojewódzkich. Warto sprawdzić, jak przedstawiają się one pod względem relacji liczby mieszkań oraz ludności. Interesujące są także dane o średnim metrażu w poszczególnych miastach.

Najpierw warto wspomnieć, że GUS w 2020 r. odnotował wzrost średniej ogólnopolskiej liczby mieszkań w przeliczeniu na 1000 osób (z 386 do 392). W ujęciu ogólnopolskim, wzrósł także przeciętny metraż na osobę (z 28,7 mkw. do 29,2 mkw.). Jeżeli chodzi o miasta wojewódzkie, to analogiczne statystyki z końca 2020 r. wyglądały następująco:
22.11 Tabela 1 – Gdzie przybyło najwięcej mieszkań

Podobnie jak w poprzednich latach, wiodąca pozycja Warszawy i Wrocławia (odpowiednio pod względem liczby mieszkań na 1000 osób oraz średniego metrażu na osobę) nie wzbudzała żadnych wątpliwości. Dane na temat łącznej powierzchni użytkowej lokali i domów wskazują natomiast, że w 2020 r. zdecydowanie największy procentowy wzrost (+4,1%) dotyczył Rzeszowa. Stolica Podkarpacia dzięki inwestycyjnej ofensywie nie jest już miastem wojewódzkim z najmniejszą liczbą mieszkań w przeliczeniu na 1000 osób.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Polacy pokochali ryby. Rośnie sprzedaż pstrąga w naszym kraju

Spożycie ryb w Polsce sukcesywnie rośnie. To dobra wiadomość nie tylko ze względu na prozdrowotne właściwości ryb, ale też na środowisko. Zmiany klimatyczne oraz zbyt masowe połowy przyczyniają się do obniżenia populacji wielu gatunków, dlatego tak ważna jest rola akwakultury. Gospodarstwa ekologiczne hodujące np. pstrągi korzystają z nowoczesnej technologii (np. z fotowoltaiki), dzięki czemu przyczyniają się do poprawy stanu ekosystemów wodnych.

W ostatnich latach spożycie ryb w naszym kraju wzrosło. Wyniki badania The Seafood Consumer Index pokazują, że 64% Polaków spożywa ryby i owoce morza średnio raz w tygodniu lub więcej, a 86% osób w wieku 35-49 lat deklaruje, że chciałoby jeść więcej ryb owoców morza. Polacy najczęściej wybierają śledzie, makrele, czarniaki, łososie i pstrągi, a głównym powodem są ich właściwości odżywcze (wysoka zawartość białka, kwasów omega-3, witamin A, D, E). Mieszkaniec Ziemi przeciętnie zjada 20,5 kg ryb i owoców morza rocznie, a według szacunków do 2030 roku liczba ta wzrośnie do 21,5 kg. W sumie w ciągu ostatnich 30 lat światowe spożycie ryb wzrosło o 122 proc., co w przypadku wielu gatunków żyjących w morzach i oceanach doprowadziło do nadmiernych połowów i grozi załamaniem stad. Dotyczy to m.in. populacji dorsza w zachodniej części Morza Bałtyckiego.

Inaczej jest w przypadku ryb pochodzących ze zrównoważonych hodowli. Akwakultura jest jedną z najbardziej zrównoważonych gałęzi gospodarki, w której wykorzystywane są odnawialne źródła energii. W tego typu ekologicznych gospodarkach zarządza się zasobami naturalnymi w sposób odpowiedzialny, dbając o jak najwyższą jakość wody. W 2019 roku produkcja w akwakulturach wzrosła w stosunku do roku poprzedniego o 3,2 proc. do 44,7 tys. ton, utrzymując trend obserwowany od 2016 roku. Około połowa krajowej produkcji ryb łososiowatych ulokowana jest w woj. pomorskim.

Już teraz możemy powiedzieć, że w 2021 roku spodziewamy się wzrostu sprzedaży pstrąga od 5 do 10 proc. Konsumenci wybierają ryby, które hodowane są w ekologicznych gospodarstwach. Dzięki temu mają pewność, że jedzą świeże i zdrowe produkty, które dostarczą im wielu witamin i minerałów. – ocenia Jacek Juchniewicz, Prezes Stowarzyszenia Producentów Ryb Łososiowatych.

Jak zachować konkurencyjność na rynku online?

E-commerce odpowiada już za 20 proc. przychodów globalnego handlu. Według różnych szacunków na świecie działa obecnie od 12 do 24 milionów sklepów internetowych. W Polsce na początku 2021 r. było ich prawie 45 tys. – o ponad 20 proc. więcej niż rok wcześniej. W związku z pandemią część firm musiała wejść w handel internetowy. Inne, już działające  na rynku, adaptowały strategie sprzedażowe, zwiększając działania w internecie. W jaki sposób zachować konkurencyjność firmy na rynku online?

Coraz liczniejsze grono kupujących przez internet czy ogólnie internautów, coroczne wzrosty przychodów e-handlu i liczby e-sklepów – to argumenty, które przekonują do prowadzenia sprzedaży online. Sklep internetowy oznacza też lepszy kontakt z klientami i ofertę dostępną na wyciągnięcie ręki, o każdej porze. Dzięki e-sklepowi sprzedawca ma realną opcję personalizacji asortymentu, poznania zachowań i preferencji swoich klientów. Dodatkowo, przy odpowiedniej analizie sytuacji firmy oraz doborze właściwych narzędzi, wejście na rynek i konkurowanie z globalnymi graczami ciągle jest możliwe.

Klienci sklepów internetowych konsumują treści poprzez wiele punktów styku. Od mobile, przez IoT, aż po progresywne aplikacje webowe (PWA). Ludzie przyzwyczajają się do nowoczesnych technologii, oczekują lepszych doświadczeń i odchodzą od tradycyjnych platform internetowych. Nie wystarczy już zaopatrywać ich w produkty, trzeba także zachwycać klientów i być w stanie realizować zamówienia w możliwie najszybszy i najbardziej przystępny sposób. W rezultacie niektóre e-sklepy nie radzą sobie z dopasowywaniem się do rosnących potrzeb klientów. Jeśli biznes chce przetrwać, musi adaptować nowoczesne technologie – co może być bardzo kosztowne. W jaki więc sposób dostarczyć konsumentom najlepsze doświadczenia, nie generując przy tym długu technologicznego? Odpowiedzią jest headless.

Już od dawno nie tworzy się sklepów od podszewki, bo po co wymyślać koło od nowa? Różnorodność opcji, koszty i czas przemawiają za skorzystaniem z gotowych rozwiązań, takich jak platformy oparte na architekturze headless. Charakteryzują się one elastycznością, ponieważ oddzielają od siebie frontend (część wizualną) i backend (część odpowiedzialną za zapis i obróbkę danych, której użytkownicy e-sklepów nie widzą) aplikacji. Dzięki temu programista może swobodnie dostosowywać jeden wybrany obszar aplikacji bez konieczności wywracania do góry nogami całego e-sklepu.

Dzięki platformie headless możesz szybciej wprowadzać zmiany, dodawać funkcjonalności i narzędzia, tworzyć lepszy user experience, a co za tym idzie – zwiększać konwersję. Jest to konieczne, aby  zachować konkurencyjność firmy, szczególnie w obliczu korzystających z nowoczesnych systemów i coraz szybciej rozwijających się, międzynarodowych graczy, takich jak Shein czy Shoope. – mówi Emil Waszkowski, Head of Digital Consulting w Future Mind.

Wybór oraz następnie wdrożenie nowego rozwiązania e-commerce jest dla większości firm strategicznym przedsięwzięciem. Zazwyczaj wiąże się to ze zmianą technologii, a także m.in. restrukturyzacją zespołu, integracją systemów ERP oraz logistycznych i marketingowych. Odpowiednie rozwiązanie umożliwia jednak usprawnienie operacji, wprowadzanie szybszych modyfikacji, możliwość kreowania lepszego UX, a co za tym idzie zwiększenie sprzedaży. Dodatkowo, efektem jego wprowadzenia jest krótszy czas developmentu, co przedkłada się na oszczędności. Choć proces wyboru odpowiednich narzędzi jest wyzwaniem i wymaga przeanalizowania wielu istotnych kwestii z punktu widzenia  funkcjonalności, technologii oraz kosztów całkowitych, to inwestycja w technologię jest konieczna i zdecydowanie tego warta.

Marcin Gajdziński nowym Dyrektorem Generalnym IBM Polska i Kraje Bałtyckie

Firma IBM (NYSE: IBM) poinformowała o powołaniu Marcina Gajdzińskiego na stanowisko Dyrektora Generalnego IBM Polska i Kraje Bałtyckie. W tej funkcji zastąpi Jarosława Szymczuka, który objął stanowisko General Managera działu IBM Consulting w Europie Środkowo-Wschodniej.

Marcin Gajdziński będzie odpowiedzialny za całokształt działalności IBM w Polsce i krajach bałtyckich, wzrost biznesowy i budowanie satysfakcji klientów. Wcześniej pełnił funkcje kierownicze w dziale rozwiązań technologicznych.

„Marcin jest wyróżniającym się liderem z doskonałą znajomością zagadnień rynkowych i technologicznych oraz prawdziwym partnerem w biznesie dla klientów w ich projektach transformacyjnych” – powiedział Wolfgang Wendt, General Manager IBM w Europie Środkowo-Wschodniej. „Chciałbym podziękować Jarosławowi Szymczukowi za wkład wniesiony w rozwój biznesu oraz wzmocnienie pozycji rynkowej IBM w Polsce i krajach bałtyckich, życząc mu dalszych sukcesów w nowej roli”.

Marcin Gajdziński, posiada wszechstronne doświadczenie zdobyte w trakcie ponad dwudziestu lat pracy w Polsce, poparte dogłębną wiedzą branżową i znajomością rynku technologii.

„Znajdujemy się w decydującym momencie kształtowania przyszłości naszej branży. Wykorzystując najnowsze rozwiązania IBM w zakresie AI i chmury hybrydowej, ekspercką wiedzę konsultingową i współpracując z ekosystemem partnerskim, możemy jeszcze skuteczniej przyspieszać dynamiczny rozwój biznesów naszych klientów” – mówi Marcin Gajdziński.

Polska Izba Przemysłu Targowego: umorzyć subwencje dla firm targowych!

O całkowite umorzenie otrzymanej subwencji z tzw. PFR Tarczy 2.0, wraz nadwyżkami, firmom, których do września nie stać było na uzyskanie wystarczających przychodów, by pokryć bieżące koszty – zwraca się do premiera Polska Izba Przemysłu Targowego. Nadwyżki te powstały w wyniku szacunkowego określenia planowanych przepływów finansowych przy składaniu wniosku o subwencję PFR Tarcza 2.0. Firmy branży targowej, mając problemy z utrzymaniem do września płynności finansowej, wykorzystały nadwyżki na bieżące koszty utrzymania. Zdaniem Izby, sytuację tych podmiotów ułatwiłoby przedłużenie wsparcia z Tarczy rządowej 9.0, jednak apele do premiera w tej sprawie spotkały się z brakiem reakcji.

Pandemia Covid 19 aż blisko na półtora roku zablokowała branżę targową. To największy kryzys, jaki spotkał ją od 1989 roku. Większość firm z tego sektora podjęło jednak wysiłek, aby przetrwać tę trudną sytuację i w pełnej gotowości ruszyć do pracy od 1 września tego roku. Tę datę branża traktuje jako symboliczny początek odblokowania imprez targowych.

– Firmy targowe, pomimo odmrożenia branży w czerwcu 2021 r., mogły w praktyce pozyskać pierwsze przychody dopiero 5 miesięcy później tj. we wrześniu 2021 r. Od kwietnia do września 2021 r. były one niemal całkowicie pozbawione wpływów – zwraca uwagę w piśmie do premiera Beata Kozyra – prezes zarządu Polskiej Izby Przemysłu Targowego.

Izba chce, aby rząd odpowiedzialnie potraktował te przedsiębiorstwa, które w okresie całkowitego, a zwłaszcza zimą i wiosną tego roku, unieruchomienia imprez targowych, zdane były niemal wyłącznie na wsparcie z PFR Tarczy 2.0.

– Środki finansowe, które firmy otrzymały w ramach wsparcia z Tarczy Finansowej PFR 2.0. zostały co do zasady wyliczone i wypłacone wg przygotowanych przez te firmy prognoz przychodów i kosztów stałych za okres od 1 listopada 2020 r. do 31 marca 2021r – wyjaśnia w piśmie do premiera prezes Polskiej Izby Przemysłu Targowego i tłumaczy, że okres, na który była udzielona pomoc, zakończył się 31 marca 2021 r. i zgodnie z Regulaminem Programu niewydatkowaną kwotę subwencji należy zwrócić przy jej formalnym rozliczeniu.

– Targi zostały formalnie odmrożone w czerwcu 2021 r., czyli 2 miesiące po zakończeniu Tarczy PRF 2.0. Ponieważ na przygotowanie imprezy targowej potrzebne są 2-3 miesiące, pierwsze imprezy targowe mogły odbyć się dopiero we wrześniu 2021r. toteż firmy branży targowej, mając problemy z utrzymaniem do tego czasu płynności finansowej, wykorzystały nadwyżki na bieżące koszty utrzymania – w ten sposób Beata Kozyra uzasadnia apel, jaki w imieniu firm targowych, skierowała do prezesa Rady Ministrów.

– Zwracam się do Pana Premiera z apelem w sprawie całkowitego umorzenia otrzymanej subwencji wraz nadwyżkami, które powstały w wyniku szacunkowego określenia planowanych przepływów finansowych przy składaniu wniosku o subwencję PFR Tarcza 2.0. firmom, które z przyczyn obiektywnych do września 2021 r. nie mogły osiągnąć przychodów wystraczających na pokrycie bieżących kosztów – przeczytać można w piśmie Izby do prezesa Rady Ministrów.

Beata Kozyra przypomina też spowodowane pandemią kłopoty tego sektora i tłumaczy, dlaczego różnią się one innych, które od razu po odblokowaniu wróciły do działania i generowania przychodów.

– Jako branża targowa mamy ogromne poczucie niesprawiedliwości. Przy rozliczaniu subwencji z Tarczy PFR 2.0 firmy branży targowej są stawiane na równi z firmami branż, które zostały odmrożone w kwietniu czy w maju 2021r. i mogły natychmiast podjąć działania komercyjne. Firmy targowe, pomimo odmrożenia branży w czerwcu 2021 r., mogły w praktyce pozyskać pierwsze przychody dopiero 5 miesięcy później tj. we wrześniu 2021 r. Od kwietnia do września 2021 r. były one niemal całkowicie pozbawione przychodów – zauważa.

Jak uważa Izba, uwzględniająca specyfikę branży targowej rządowa decyzja o wsparciu, znacznie ułatwiła by funkcjonowanie firmom tego sektora.

– Pomimo naszych wielokrotnych apeli do Pana Premiera oraz Ministerstwa Rozwoju i Technologii o przedłużenie wsparcia z Tarczy rządowej 9.0 (która zakończyła się w kwietniu 2021 r,) dla firm z branż najbardziej poszkodowanych przez COVID-19 (w tym branżę targową), a pozostających przez kolejne miesiące w zastoju, wsparcie to nie zostało przedłużone – konstatuje Beata Kozyra w piśmie do premiera.

Izba szacuje, że z PFR Tarczy 2.0. skorzystało ok. 80% firm sektora targowego. Z informacji Izby wynika, że kłopot z rozliczeniem tej dotacji może mieć ok 10% firm.

Licząca około 4 i pół tysiąca firm branża targowa należy do najbardziej poszkodowanych przez pandemię. Z powodu odwołania imprez, firmy z tego sektora pozbawione zostały zleceń. Skorzystać mogły ze wsparcia jedynie z niektórych tarcz. Jedną z nich była PFR Tarcza 2.0. Te pieniądze trzeba jednak rozliczyć i zwrócić nadwyżki do marca 2022 r..

Dziś straty branży targowej w Polsce przekroczyły już 3 miliardy złotych.

Dalszy spadek Bitcoina

Bitcoin nadal wycofywał się ze swojego rekordowego poziomu z zeszłego tygodnia, osiągając poziom zaledwie 55 911 dolarów w piątek rano, po czterech dniach dość konsekwentnego spadku z tygodniowego maksimum 65 988 dolarów w ubiegły poniedziałek. BTC następnie nieco ustabilizował się w ciągu weekendu, kończąc niedzielę na poziomie 58 685 dolarów, po czym wczesnym rankiem powrócił do poziomu 57 tys dolarów.

Podobnie Ethereum otworzyło się w zeszłym tygodniu nieco poniżej 4630 dolarów, po czym w kolejnych dniach spadło niżej. Jednak ETH spadł nieco wcześniej niż bitcoin, kształtując się na poziomie 3974 dolarów w czwartek wieczorem i nieco szybciej odbił się, kończąc niedzielę na poziomie 4266 dolarów. Dziś na początku dnia ponownie spadł do poziomu 4130 dolarów.

Co spowodowało spadek bitcoina?

Bitcoin i wiele innych kryptowalut gwałtownie spadły w zeszłym tygodniu – jest kilka powodów. Po pierwsze, aktualizacja Taproot do blockchain bitcoin wywołała niepewność w społeczności inwestorów. Być może jako najważniejsza aktualizacja sieci w ciągu ostatnich czterech lat, Taproot miała na celu usprawnienie transakcji kryptoaktywów, czyniąc je szybszymi i tańszymi. Aktualizacje tego rodzaju mogą powodować krótkoterminową niepewność, ponieważ inwestorzy wstrzymują się, aby zobaczyć, co stanie się z siecią.

Na poziom cen w ostatnim czasie wpływa również amerykańska ustawa dotycząca infrastruktury. Projekt ustawy, kierowany przez prezydenta Joe Bidena, może spowodować, że firmy będą podlegać bardziej rygorystycznym przepisom dotyczącym zgłaszania i obsługi kryptoaktywów, co spowodowało dalszą niepewność inwestorów.

Wreszcie, gdy bitcoin i inne kryptowaluty osiągnęły najnowsze rekordy wszech czasów, zawsze stanowi to miarę czerpania zysków od inwestorów, co następnie przełożyło się na słabość cen. Zarówno BTC, jak i ETH rosną w siłę, a wzloty i upadki rynku są częścią tej historii.

Simon Peters, analityk kryptowalut na platformie eToro

Podatek katastralny w Polsce? Co może oznaczać dla sektora nieruchomości

W Polsce nadal moc prawną ma podatek od nieruchomości, jednak w znacznej części europejskich krajów, jak również w Stanach Zjednoczonych, obowiązuje podatek katastralny. Co jakiś czas słychać o możliwości wprowadzenia tego typu rozwiązania także nad Wisłą. Jakie byłyby konsekwencje dla sektora nieruchomości oraz inwestorów i zwykłego „Kowalskiego”? Jak wylicza serwis z nieruchomościami tabelaofert.pl, biorąc pod uwagę, iż podatek, podobnie jak u naszych zachodnich sąsiadów Niemców, wynosiłby przykładowo 1% wartości nieruchomości, właściciel 60 metrowego mieszkania w Warszawie zapłaciłby równowartość ok. 7 400 zł rocznie.

Jak zapewnia Ministerstwo Rozwoju i Technologii obecnie nie ma takich planów, ale jednocześnie wskazuje – urzędnicy monitorują aktualną sytuację na rynku mieszkaniowym i pracują nad różnymi rozwiązaniami. Zdaniem Roberta Chojnackiego, prezesa redNet24, firmy specjalizującej się w sprzedaży mieszkań deweloperskich, ewentualny nowy podatek od nieruchomości najprawdopodobniej nie byłby typowym podatkiem katastralnym. Jednocześnie właściciele mieszkań powinni być przygotowani na pewne zmiany w niedalekiej przyszłości.

Urzędnicy poszukują sposobu m.in. na tzw. „flipping” czyli nabywanie mieszkań w celu ich szybkiej sprzedaży po wyższej cenie, zmniejszenie spekulacji cenami najmu czy zagospodarowanie pustostanów. Oczywiście celem jest także poszukiwanie kolejnych źródeł wpływów do budżetu, szczególnie samorządów. Ewentualna, nowa forma opodatkowania na krótko spowodowałaby obniżki cen nieruchomości, na czym zapewne skorzystałyby głównie posiadające bardzo duży kapitał holdingi i przedsiębiorstwa. Z drugiej strony, w dłuższej perspektywie czasu część kapitału mogłaby odpłynąć za granicę, za sprawą inwestorów poszukujących korzystniejszych warunków do działalności ocenia Robert Chojnacki, prezes redNet 24.

Obecnie obowiązujący w Polsce podatek od nieruchomości jest naliczany według maksymalnych stawek zawartych w ustawie o podatkach i opłatach lokalnych. W 2021 roku maksymalna stawka dla budynku mieszkalnego wynosi 0,85 zł za 1 mkw. nieruchomości. Zatem właściciel 60-metrowego mieszkania w naszym kraju zapłacić musi opłatę w wysokości 51,00 zł rocznie. Podatek katastralny różni się od podatku od nieruchomości tym, że liczony jest od wartości lokalu mieszkalnego. Na wprowadzenie rozwiązania tego typu zdecydowały się m.in. Niemcy, Wielka Brytania, Irlandia, Francja, Belgia, Hiszpania, Szwecja, Łotwa czy nasi sąsiedzi Litwini. Podatek katastralny naliczany jest inaczej w poszczególnych krajach, a jego średnia wartość waha się między 0,5 do nawet 2 procent od wartości nieruchomości. Wpływ na wysokość podatku mają często dodatkowe czynniki takie jak m.in. lokalizacja mieszkania – oczywiście im bardziej prestiżowa, tym wyższa opłata. Tak jest m.in. za naszą zachodnią granicą. W Niemczech podatek uzależniony jest od rodzaju nieruchomości oraz regionu (landu), w jakim się znajduje (maksymalna wysokości 1%). Dla porównania podatek katastralny w USA wynosi aż od 2% do 2,5% wartości rynkowej nieruchomości.

Biorąc pod uwagę dynamiczne wzrosty cen mieszkań w Polsce, ewentualne wprowadzenie podatku katastralnego uderzyłoby poważnie po kieszeniach klientów, szczególnie tych indywidulanych. Z danych serwisu z nieruchomościami tabelaofert.pl wynika, iż w ostatnich kwartałach średnie ceny nieruchomości z rynku pierwotnego, pozostających w ofercie na największych rynkach mieszkaniowych w kraju – warszawskim, trójmiejskim, wrocławskim, krakowskim, poznańskim oraz łódzkim, cechowały się tendencją wzrostową. Na koniec września 2021 roku za metr kwadratowy własnego „M” w stolicy zapłacić trzeba było 12 325 zł, co oznacza wzrost aż o 60,2% od 2017 roku.

Zdaniem Macieja Dymkowskiego, prezesa zarządzającego tableofert.pl, ewentualne wprowadzenie zmian w podatku od nieruchomości w dłuższej perspektywie niosłoby za sobą wyraźne zmiany w sektorze nieruchomości w Polsce.

Mimo, iż obserwujemy na rynku dynamiczny wzrost m.in. działalności profesjonalnych podmiotów zajmujących się kupnem mieszkań na wynajem, to w naszym kraju nieprzerwanie króluje własność prywatna mieszkań i domów. W przypadku wprowadzenia nad Wisłą czegoś w rodzaju podatku katastralnego, z pewnością sprawi, że duża część klientów indywidualnych nie będzie w stanie ponieść tak wysokich kosztów, a co za tym im idzie może być zmuszona sprzedać swoje nieruchomości. Po kieszeni dostaliby także najemcy, bo właściciele mieszkań szukaliby gdzieś możliwości zwrotu poniesionego podatku. Przewiduję, że moglibyśmy zaobserwować również natychmiastowy spadek zainteresowania drogimi nieruchomościami z sektora premium – mówi Maciej Dymkowski, prezes tabelaofert.pl.

W opinii ekspertów, ewentualną ochroną dla Polaków posiadających tylko jedno mieszkanie, byłoby wprowadzenie podatku katastralnego od drugiej lub trzeciej nieruchomości. By chronić najmniej zamożnych obywateli, rząd powinien wtedy rozważyć także konkretne progi podatkowe czy ulgi dla poszczególnych rodzajów nieruchomości.

Połączenie odwrotne przez przejęcie spółki – czy to unikanie opodatkowania?

Polska spółka córka w ramach funkcjonującego holdingu zamierzała przejąć zagraniczną spółkę matkę. W celu uniknięcia zarzutu o unikanie opodatkowania złożyła wniosek o opinię zabezpieczającą do Szefa Krajowej Administracji Skarbowej. Co istotne, do przygotowania wniosku podeszła profesjonalnie – wyczerpująco i merytorycznie uzasadniając celowość transakcji.

Przedsiębiorcy, planując przeprowadzenie określonych transakcji, w wyniku których osiągną korzyść podatkową, mogą mieć obawy, czy działania te nie zostaną uznane przez skarbówkę za unikanie opodatkowania z całymi tego negatywnymi konsekwencjami. W takim przypadku pomocną instytucją jest opinia zabezpieczająca wydawana przez Szefa Krajowej Administracji Skarbowej. W przypadku uznania przez organ podatkowy, że głównym celem transakcji nie jest sama korzyść podatkowa, a ma ona ważniejsze gospodarcze uzasadnienie, organ wyda opinię zabezpieczającą, pod ochroną której przedsiębiorca może przeprowadzić zamierzoną czynność bez obawy o zakwestionowanie jej przez fiskusa. Wniosek o wydanie opinii kosztuje nie mało, bo 20 000 zł.

Połączenie odwrotne spółek przez przejęcie

Polska spółka dążyła do przejęcia 100% majątku spółki zagranicznej będącej obcym rezydentem podatkowym i jednocześnie 99,78% udziałowcem przejmującej ją polskiej spółki. Planowana fuzja miała stanowić transakcję tzw. połączenia odwrotnego przez przejęcie. Polega ona na tym, że w ramach tej samej grupy kapitałowej spółka przejmująca (spółka córka) przejmuje swoją spółkę matkę.

Jako główne cele strategiczne planowanej fuzji spółka wskazała uproszczenie struktury grupy kapitałowej i wyeliminowanie kosztów generowanych przez spółkę przejmowaną, dostosowanie struktury grupy do profilu działalności i strategii grupy oraz wyeliminowanie podmiotu, który nie prowadzi istotnej z perspektywy grupy działalności gospodarczej, a którego istnienie w jej strukturze jest rezultatem ustrukturyzowania transakcji zbycia spółki córki wraz z jej spółką holdingową – spółką matką przez poprzedniego wspólnika spółki matki. W wyniku fuzji chciano również przenieść zarządzanie akcjami w podmiocie posiadającym strategiczne aktywa do Polski, wyeliminować konieczność dokonywania rozliczeń z podmiotem zagranicznym oraz związanych z tym konsekwencji administracyjnych, jak i zapewnić możliwość spłacania bieżącego zadłużenia bankowego ze środków pochodzących z działalności operacyjnej (skupienie kosztów finansowania dłużnego i środków na jego spłatę w jednym podmiocie, co umożliwia ograniczenie kosztów związanych z obsługą długu bankowego).

Jedna z przesłanek unikania opodatkowania

Spółka wystąpiła o wydanie opinii zabezpieczającej. 27 sierpnia 2021 r. Szef KAS stwierdził, że w ramach planowanej przez przedsiębiorcę transakcji występuje korzyść podatkowa w postaci neutralności podatkowej połączenia obu spółek w zakresie opodatkowania podatkiem dochodowym od osób prawnych. Zatem przy tej fuzji możliwe jest zidentyfikowanie pierwszej z przesłanek prowadzących do stwierdzenia, iż jej celem jest unikanie opodatkowania.

Gospodarcze uzasadnienie transakcji

Jednak po przeanalizowaniu przedstawionych przez przedsiębiorcę celów ekonomicznych organ przyznał, że łącznie mają one charakter istotnych i rzeczywistych przyczyn, decydujących o racjonalności planowanej fuzji, właśnie z uzasadnionych przyczyn gospodarczych. Zidentyfikowana przez Szefa KAS korzyść podatkowa nie mogła być więc uznana za główny lub jeden z głównych celów opisanej przez przedsiębiorcę transakcji.

Szef KAS nie zidentyfikował powodów pozwalających na uznanie, że wskazana we wniosku korzyść podatkowa jest sprzeczna z przedmiotem lub celem ustawy podatkowej lub jej przepisu, natomiast planowane połączenie odwrotne należało uznać w świetle wskazanych przez Wnioskodawcę powodów biznesowych (biznesowych, strukturalnych, finansowych) za uzasadnione ekonomicznie” (opinia zabezpieczająca z 27 sierpnia 2021 r., DKP2.8011.8.2021, sygn. 203398/K).

Podsumowanie

Opinie zabezpieczające weryfikują konkretne, planowane transakcje przez pryzmat klauzuli przeciw unikaniu opodatkowania. Są one gwarancją dla przedsiębiorców, że planowane posunięcia nie zostaną uznane za sztuczne czy podejmowane wyłącznie w celu uniknięcia opodatkowania. W przypadku, gdy opinia zabezpieczająca stwierdzi sztuczność transakcji, organy podatkowe same określą wysokość faktycznego opodatkowania transakcji, z pominięciem uznanych za sztuczne czynności. Dlatego, aby nie narazić się na negatywne skutki odmowy wydania opinii zabezpieczającej ani na zakwalifikowanie planowanej transakcji jako sztucznej, zmierzającej jedynie do uniknięcia opodatkowania, warto dobrze przygotować wniosek o wydanie opinii zabezpieczającej i przed przystąpieniem do jej złożenia skonsultować się z posiadającą doświadczenie i praktykę w tej procedurze kancelarią, doradcą podatkowym czy radcą prawnym.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Nie wszystko jest drogie, bo złoty tanieje

Szaleństwo na wyprzedaży złotego trwa nadal. Internetowy żart z inflacji, że nie wszystko jest drogie, bo przecież złoty tanieje, z dnia na dzień staje się bardziej prawdziwy.

Rynek pracy w Polsce

Piątek przyniósł nam dwa ważne odczyty. Z jednej strony wzrost zatrudnienia, który cały czas jest dodatni i wynosi obecnie 0,5% rocznie, potwierdzając stabilizację rynku pracy w pandemii. Z drugiej strony mamy wzrost wynagrodzeń, które nie rosną aż tak szybko, jak oczekiwali analitycy. Wzrost o 8,4% w ciągu roku to owszem nie 8,9%, ale nadal na szczęście więcej niż inflacja. Przynajmniej obecnie. Dane te powinny być niekorzystne dla złotego, jednakże biorąc pod uwagę odchylenie od oczekiwań, nie jest to obecnie znaczący czynnik mający wpływ na złotego.

Polska waluta pod presją

Złotówka od wielu dni, podobnie jak inne waluty naszego regionu, jest pod wyraźną presją. W piątek doszło jednak do kolejnych silnych ruchów. Było to spowodowane dwoma kwestiami. Po pierwsze znaczne umocnienie dolara względem euro po raz kolejny zasysało kapitał z Europy. Po drugie koniec tygodnia powodował, że nie wiedząc, co się wydarzy w weekend, inwestorzy woleli pozostawić środki w bezpieczniejszych walutach. Z tego powodu złoty był wyraźnie w odwrocie, a frank i dolar, uchodzące za bezpieczne przystanie tylko umacniały swoje wieloletnie maksima.

Rozwój pandemii dusi ceny ropy

Gwałtowny wzrost zachorowań ma jeden podstawowy wpływ na rynki walutowe. Boją się one wpływu lockdownu na gospodarkę. To właśnie zamykanie biznesów lub ludzi w domach jest obecnie głównym lękiem inwestorów, który w wielu krajach już teraz się materializuje. Do tego dochodzi okres przedświąteczny, który w handlu zawsze jest wyraźnie bardziej aktywny. Sytuacja ta ma wpływ również na ceny ropy. Potencjał spadku aktywności ekonomicznej oraz ograniczenia w poruszaniu powodują, że długotrwałe prognozy cen ropy spadają, to z kolei powoduje, że ceny ropy od ostatnich szczytów obsunęły się w ciągu dwóch tygodni o ponad 10%.

W kalendarium danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
16:00 – USA – sprzedaż domów na rynku wtórnym.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Rozpoczął się najgorętszy okres sprzedaży. Shoper radzi jak bezpiecznie kupować w internecie

Black Week, Black Friday, Cyber Monday – następujące po sobie kolejne okazje sprzedażowe rozpoczęły najgorętszy okres w handlu online. Warto podczas tych zakupów być szczególnie uważnym – radzą eksperci platformy Shoper.

Koniec listopada to co roku czas dużych promocji i sprzedażowych akcji specjalnych. Ubiegłoroczny Black Friday zaowocował w sklepach działających na platformie Shoper, względem roku 2019, 62 proc. wzrostem liczby zamówień, wartość transakcji wzrosła natomiast o 53 proc. Jeśli zaś porównać wyniki ubiegłorocznego Czarnego Piątku z wynikami osiąganymi w „zwykły” handlowy piątek poprzedzający Black Friday, wzrosty były jeszcze większe: liczba zamówień wzrosła bowiem o 154 proc., a ich wartość o 161 proc.

– W tym roku znowu spodziewamy się rekordowych wyników, choćby z tego względu, że w wyniku pandemii oraz kilku lockdownów, przeszliśmy przyspieszoną cyfryzację społeczeństwa i wielu kupujących przeniosło swoje nawyki zakupowe ze sklepów stacjonarnych do internetu – podkreśla Artur Halik, Head of Sales na platformie sklepów internetowych Shoper. – Dodatkowo, Black Friday na dobre zadomowił się już w polskim kalendarzu handlowym i spore nadzieje wiążą z nim zarówno kupujący, jak i sprzedający. Z naszych badań przed tegorocznym Czarnym Piątkiem wynika, że najpopularniejszym działaniem promocyjnym planowanym na Black Friday jest klasyczna obniżka cen – aż 73% sprzedawców zamierza w tym roku „świętować” właśnie ten sposób. Z kolei blisko 43% właścicieli sklepów internetowych chce z tej okazji przygotować specjalną ofertę produktów dla swoich klientów.

Wielu sprzedawców przygotowywało się na listopadową sprzedaż już kilka miesięcy temu, planując z wyprzedzeniem komunikację z klientem, projektując specjalne strony w sklepie poświęcone promocji czy zatrudniając dodatkowe osoby do obsługi zamówień. Niektóre sklepy przygotowały także swoich stałych klientów na ewentualne nieprzyjemności, które mogą ich spotkać podczas wzmożonych zakupów.

– Właścicielom sklepów internetowych powinno zależeć na bezpieczeństwie swoich klientów, dlatego ci najlepiej przygotowani do Black Weeku i Black Friday, wysyłają do swoich odbiorców ważne informacje na temat bezpiecznych zakupów – m.in. jak je robić, na co uważać. Zwracają im uwagę na fałszywe wiadomości e-mail i strony internetowe, które mogą podszywać się pod znany sklep czy markę – podkreśla Artur Halik z Shoper. – Kupujący z kolei powinni uważnie wybierać miejsca swoich zakupów. Internet pozwala dzisiaj na w pełni bezpieczne i komfortowe zakupy, ale nie brak w nim oszustów, którzy chcą wykorzystać czas wzmożonych zakupów. Dlatego jeśli nie znamy jakiegoś sklepu, robimy w nim zakupy po raz pierwszy, warto przed zapłatą za towar sprawdzić czy sklep posiada ważny regulamin i czy jest on napisany po polsku oraz czy sklep udostępnia dane kontaktowe, pod którymi można ewentualnie uzyskać potrzebną pomoc. Zwracajmy też uwagę na dostępne w sklepie metody płatności oraz dostawy. Sklep pozwalający dzisiaj tylko na przelew tradycyjny lub wyłącznie płatność za pobraniem powinien zapalić u kupującego lampkę alarmową.

Ekspert Shopera dodatkowo radzi, by niezależnie od gorącej oferty jaka wyświetli się nam w internecie, sprawdzać czy sklep posiada opinie na swój temat w Google oraz w social mediach. Uwagę kupujących powinna też zwrócić drastycznie niska cena – taka oczywiście zawsze jest możliwa, ale przed finalizacją zakupu dobrze będzie dokładnie sprawdzić czy oferuje ją uczciwy sprzedawca.

– Podczas zakupów online warto płacić portfelem płatniczym, takim jak jak Google Pay czy Apple Pay albo kartą, by w razie ewentualnego oszustwa  skorzystać z usługi chargeback, udostępnianej przez banki. Zwracajmy też uwagę na tak oczywiste elementy jak dane sprzedającego oraz skąd ten wysyła do nas zakupy. Im więcej informacji uzyskamy o nich już na stronie sklepu, tym mniej niespodzianek spotka nas już po zakupie – dodaje Artur Halik.

Podsumowanie wyników finansowych GK GPW za pierwsze trzy kwartały 2021 roku.

  • W pierwszych trzech kwartałach 2021 roku Grupa Kapitałowa GPW zanotowała wyższe przychody niż w analogicznym okresie roku ubiegłego
  • Wyższe były również zysk operacyjny i zysk netto
  • Przychody Grupy Kapitałowej GPW przekroczyły 300 mln złotych, co oznacza wzrost o 4,3% w stosunku do pierwszych trzech kwartałów 2020 roku

Zysk netto za pierwsze trzy kwartały to w tym roku prawie 120 mln złotych – niemal 15% więcej niż rok wcześniej. Zysk EBITDA wyniósł 160 mln złotych i był niższy o 0,1%, natomiast zysk operacyjny wyniósł 134 mln złotych i był o prawie 1% wyższy niż w analogicznym okresie przed rokiem.

Po dziewięciu miesiącach 2021 roku Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie notuje bardzo dobre wyniki. Trzeci kwartał był pod znakiem wzrostu obrotów na rynkach towarowych i pewnej stabilizacji na rynku instrumentów finansowych. To pokazuje jak ważna dla naszej firmy jest dywersyfikacja – komentuje Marek Dietl, prezes Zarządu GPW. – Mamy dwie silne „nogi”: rynek towarowy, rynek instrumentów finansowych i one się doskonale uzupełniają. Cały czas pracujemy nad tym, żeby dobudować trzecią „nogę”, która ma być technologia. Kolejne produkty technologiczne zostały opracowane, pozyskujemy klientów, którzy testują nasze rozwiązania informatyczne.

Największą pozycją po stronie przychodów Grupy Kapitałowej GPW pozostają przychody ze sprzedaży na rynku finansowym. W trzech kwartałach bieżącego roku wyniosły one ponad 188 mln złotych, z czego ponad 130 mln złotych stanowiły przychody z obsługi obrotu.

Ponadto na obu warszawskich parkietach, od początku roku miało miejsce 38 debiutów. Na Głównym Rynku zadebiutowało 11 spółek, spośród których trzy przeszły z rynku NewConnect. Na rynku mniejszych spółek pojawiło się 27 przedsiębiorstw – wśród nich pierwsza spółka zaangażowana wcześniej w program GPW Growth. Jednak ta liczba może się jeszcze zwiększyć, bo przed końcem roku na oba parkiety warszawskiej giełdy wybierają się kolejne spółki. Najbliższe dwa debiuty odbędą się jeszcze w tym tygodniu.

74% zleceń na usługi remontowe dotyczy prac malarskich. Jak Polacy odnawiają swoje mieszkania?

W trzecim kwartale 2021 r. największe zapotrzebowanie na rynku usług remontowych dotyczyło prac malarskich – wynika z analizy Oferteo.pl. Polacy przeprowadzali prace najczęściej bez gotowego projektu, ale ze świadomością swoich oczekiwań. Remontowali przeważnie od razu 5 pomieszczeń, w tym przede wszystkim pokoje, których dotyczyło aż 75% zleceń.

Największe zapotrzebowanie na fachowców od malowania

Jakie prace zlecano specjalistom_smallNa podstawie danych zgromadzonych przez Oferteo.pl, największy polski serwis łączący poszukujących usług z ich dostawcami, można sprawdzić, jak wyglądał popyt na usługi remontowe w trzecim kwartale 2021 r. Według nich zapotrzebowanie na fachowców od lipca do września 2021 r. utrzymywało się na podobnym poziomie, jednak z niewielką tendencją spadkową. Klienci w tym czasie najczęściej poszukiwali fachowców do prac malarskich (74%), tynkowania (49%) i montażu płyt gipsowo-kartonowych (47%).

Z uwagi na szczególnie wysokie zapotrzebowanie na usługi malarskie, ważne jest, żeby odpowiednio wcześniej szukać specjalistów. Planując remont, należy wziąć pod uwagę, że oczekiwanie na najlepszych fachowców może trochę potrwać. Dlatego warto skorzystać z możliwości, jakie daje internet – nie tylko poszukiwania ofert, ale także zapoznania się z opiniami poprzednich klientów – komentuje Karol Grygiel z Ofereto.pl.

Tymczasem zleceniodawcy najczęściej przyznawali, że nie posiadali projektu prac. Wiedzieli za to dobrze, jakich efektów oczekują. Takiej odpowiedzi udzieliło aż 65% ankietowanych. Najmniejszy odsetek, czyli 17%, stanowili natomiast inwestorzy, którzy remontują nieruchomości bez projektu, ale zdają się przy tym na sugestie zatrudnionych fachowców.

Polacy najczęściej odnawiają pokojeLiczba remontowanych pomieszczeń_small

Z danych Oferteo.pl wynika, że najczęściej remontowanych było 5 pomieszczeń (20% wskazań). Natomiast łączna powierzchnia objęta tymi pracami przeważnie mieściła się w przedziale od 21 do 50 m². Tę odpowiedź zaznaczyło 35% respondentów. Najrzadziej zlecano prace w nieruchomościach liczących powyżej 150 m².

Jeśli chodzi o rodzaj pomieszczeń, to Polacy decydowali się najczęściej na odnowienie pokojów. Z tym zamiarem przeprowadzono 75% wszystkich inwestycji. W następnej kolejności wybierano przedpokoje (60%), kuchnie (56%) i łazienki (54%).

Metodologia badania

Przedstawione dane pochodzą z analizy ponad 6 tysięcy zapytań ofertowych złożonych w serwisie Oferteo.pl od lipca do września 2021 roku przez osoby poszukujące wykonawców usług remontowych.

Problemy z e-TOLL PL- znaczące konsekwencje niedopracowania aplikacji

Już od ponad miesiąca system viaTOLL został wyłączony i kierowcy muszą odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Jednak to, co obecnie obserwujemy, jest bardzo niepokojące, a aplikacja mająca rozwiązać liczne problemy, w praktyce ich tylko przysporzyła.

Przejście z systemu viaTOLL na e-TOLL było zapowiadane już w 2020 r., niestety w praktyce firmy transportowe i operatorzy ZSL mieli niecały kwartał na zmianę systemu opłat drogowych. Co gorsza, aż do ostatnich dni września operatorzy kart flotowych mieli uniemożliwioną rejestrację w systemie. Nic dziwnego, że ostatecznie nastąpiło znaczące obciążenie e-TOLL, co w konsekwencji spowodowało liczne awarie.  Warto nadmienić, że wówczas za brak aplikacji groziła kara 1 500 zł. Została ona zawieszona często zgłaszanymi problemami z funkcjonowaniem systemu.

Obiecujące początki

Sam pomysł wprowadzenia aplikacji na smartfona był dobry. Miał on być lepszą alternatywą dla viaTOLL, który wymagał zamontowania dodatkowego urządzenia w pojeździe. Stary system nie był pozbawiony wad technicznych, nic dziwnego, że szukano dla niego jakieś alternatywy. W viaTOLL kierowca zobowiązany do wnoszenia opłat, musiał wyposażyć się w specjalną skrzynkę, z której dane były odczytywane przez odbiorniki na bramkach, a następnie pieniądze zostawały pobrane z doładowanego wcześniej konta. Trudnością wówczas było sprawdzanie stanu konta. Powodowało to również problemy w przypadku ewentualnej potrzeby zmiany samochodu.  Największą zaletą tego systemu było to, że urządzenie wystarczyło zamontować na szybie i uruchomić przed jazdą. Dlatego zamysł e-TOLL był naprawdę dobry – aby otworzyć szlaban na autostradzie, wystarczy do niej podjechać z włączoną aplikacją. Ta wizja zapowiadała się obiecująco – nowy, poprawiony system i rezygnacja z dodatkowych urządzeń. Niestety, później przyszła rzeczywistość.

Test na żywym organizmie

Możemy słyszeć opinie, że wprowadzenie systemu e-TOLL było w praktyce testem na żywym organizmie. Trudno się z tym nie zgodzić – niedopracowanie aplikacji e-TOLL PL jest znaczące. Nie sposób nie dostrzec pojawiających się wszędzie skarg na jej działanie. Kwestie związane np. z zanikiem sygnału lub rozładowaniem się telefonu podczas działania aplikacji to pierwsze z ewentualnych komplikacji. Dalej pojawiały się problemy z rejestracją. Wiele osób pomimo wcześniejszego jej wykonania nie mogło przypisać do swojego konta użytkowanych pojazdów. Następne na czarnej liście są kwestie płatności. W założeniu system został zaprojektowany w taki sposób, aby płatności za przejazdy były dokonywane automatycznie. Pomimo dokonania przez ludzi płatności na koncie bankowym, nie pojawiała się ona w aplikacji. Użytkownicy również  nie widzieli złożonej przez siebie reklamacji i nie wiedzieli, czy została ona rozstrzygnięta. Część problemów z płatnością rozwiązało wprowadzenie karty paliwowej, jednakże w tej materii jest jeszcze dużo do naprawienia. Warto w tym miejscu zauważyć, że korzystanie z aplikacji na smartfonie jest w praktyce do zastosowania tylko w mikrofirmach lub jako rozwiązanie awaryjne dla przewoźników. Ta metoda nie sprawdza się w przypadku dużych flot. Co więcej, oprócz rejestracji konta w systemie e-TOLL musimy zadbać również o instalację w pojeździe odpowiedniego lokalizatora GPS. Kompatybilne z systemem e-TOLL urządzenia dzielą się na dwa typy: OBU (On-Board Unit), który  można przenosić je pomiędzy samochodami i ZSL  (Zewnętrzne Systemy Lokalizacji) montowane w pojeździe na stałe. Współpracujący z systemem e-TOLL lokalizator możemy kupić wyłącznie u jednego z koncesjonowanych przez Krajową Administrację Skarbową (KAS) partnerów. Oczywiście już we wrześniu pojawił się problem z dostępem do tych urządzeń- podaż nie nadążyła za popytem. Firmy produkujące urządzenia ze względu na ogólnoświatowe braki półprzewodników nie miały możliwości wyprodukowania wystarczającej liczby urządzeń i dostarczenia ich wszystkim zainteresowanym do końca września. A to był dopiero początek problemów dla branży TSL.

Aplikacja nie dla kierowcy zawodowego

Dlaczego aplikacja nie sprawdza się dla zawodowych kierowców? Po pierwsze, aplikacja jest przypisana do kierowcy, więc kiedy przesiądzie się on do innego pojazdu, należy  również przypisać numer biznesowy z aplikacji na smartfonie do innego pojazdu na stronie ministerstwa. Oczywiście to dodatkowa praca  dla osoby administrującej flotą. Kierowca musi pamiętać o ciągłym monitorowaniu stanu baterii telefonu oraz o uruchomieniu aplikacji przed wjazdem na odcinek płatny – oznacza to dla niego dodatkowe obowiązki. Dla spedytora to kolejne koszty związane z wykorzystywaniem przez aplikację pakietów danych. Skutkiem zaniedbania któregoś z wymienionych obowiązków jest przerwanie przesyłu informacji i narażenie się na karę finansową. Oczywiście to nie koniec. Spośród wszystkich wymienionych problemów największym z nich są zdecydowanie te związane z bezpieczeństwem. Kierowcy, będący użytkownikami aplikacji e-TOLL PL jadący autostradą muszą wprowadzać do niej dane. Co gorsza, nie trwa to jedynie krótką chwilę – aplikacja musi być włączona przez cały czas trwania przejazdu, aby na bieżąco sprawdzać, czy na pewno poruszamy się po opłaconym odcinku drogi. Jest to równoznaczne z problemami z korzystaniem z  nawigacji, ale przede wszystkim uniemożliwia to kierowcom koncentrację na drodze. Zgodnie z polskim prawem (art. 45 ust 2 pkt 1 ustawy Prawo o ruchu drogowym), kierującemu zabrania się „korzystania podczas jazdy z telefonu wymagającego trzymania słuchawki lub mikrofonu w ręku”. Tymczasem z aplikacją nie da się owego przepisu przestrzegać, ponieważ nie ma ona możliwości działania w tle. Wyklucza to również odebranie dzwoniącego telefonu (kierowca może przecież rozmawiać przez telefon, korzystając z zestawu głośnomówiącego). Jeśli ktoś zadzwoni w czasie, gdy aplikacja śledzi przejazd i nalicza opłaty, istnieje wysokie prawdopodobieństwo zawieszenia jej działania.

Wizja poprawy

Jak długo potrwa impas przewoźników, związany z e-TOLL? Tak naprawdę ciężko to ustalić. Już 1 grudnia z państwowych autostrad A2 i A4 znikną szlabany i bramki do poboru opłat, dlatego każdy kierowca, nie tylko zawodowy, będzie korzystał z e-TOOL PL. Alternatywy dla aplikacji oczywiście będą, jednak mimo wszystko większość osób zdecyduje się na nią, ze względu na łatwą dostępność. Czy do tego czasu coś się zmieni? Niepokojące jest to, że naprawa tak bardzo niedopracowanego systemu może zająć dużo czasu. Nie pozostaje nam jednak nic innego niż cierpliwe czekanie na dalsze ruchy operatora systemu.

Katarzyna Syta, Prezes Zarządu KAES Logistics

Komentarz ZPP w sprawie stanu sądownictwa w Polce i jego wpływu na prowadzenie działalności gospodarczej

Jednym z fundamentów prowadzenia działalności gospodarczej w każdym kraju jest pewność prawa i możliwość skutecznej ochrony prawnej interesów przedsiębiorców. Każdy podmiot, osoby fizyczne i prawne, prowadzące i nieprowadzące działalność gospodarczą, oczekują od Państwa skuteczności w realizacji zadań publicznych. Dotyczy to każdego aspektu życia, np. zapewnienia bezpieczeństwa, czy ochrony własności. Gdy system ochrony prawnej jest nieskuteczny możemy mówić o rosnącym ryzyku prawnym. W przypadku przedsiębiorców przejawia się ono w utrudnionym dochodzeniu roszczeń, czy też w problemach z zabezpieczeniem działalności przed bezprawnym działaniem innych uczestników obrotu gospodarczego. W niektórych przypadkach brak skutecznej i przede wszystkim szybkiej ochrony prawnej wiąże się nieodwracalnymi skutkami. Zdarzają się bowiem przypadki, w których w oczekiwaniu na rozstrzygnięcie sądu przedsiębiorca dochodzący swoich wierzytelności upada nie mając środków na bieżącą działalność.

Portal ciekaweliczby.pl na podstawie danych Ministerstwa Sprawiedliwości dokonał analizy czasu oczekiwania na rozstrzygnięcie spraw sądowych. Zgodnie z informacjami jakie zaprezentowano w artykule „ile trwają postępowania sądowe w Polsce” średni czas trwania (sprawność) postępowań sądowych wybranych kategorii spraw w I instancji wynosił w 2020 r. ogółem 7 miesięcy i był dłuższy o 2,9 miesiąca od średniego czasu postępowania sądowego w 2011 r. Szereg reform mających usprawnić działalność sądownictwa wydaje się niestety nie przynosić zamierzonych efektów. Świadczyć może o tym fakt, że między 2015, a 2020 r. średni czas postępowania sądowego wydłużył się o 2,8 miesiąca (wzrost o 67%). Z perspektywy przedsiębiorców istotne są w szczególności statystyki dotyczące czasu postępowania w sądach cywilnych – 7,3 miesiąca, zatem powyżej średniej – i gospodarczych – aż 8 miesięcy, a zatem znacząco powyżej średniej[1]. Należy zaznaczyć, że są to jedynie dane dotyczące spraw rozpatrywanych w I instancji. Dane dotyczące czasu trwania postępowania odwoławczego w sprawach gospodarczych pochodzące z 2018 r. mówią o blisko 7,5 miesięcznym okresie oczekiwania[2]. Jeśli założymy wniesienie apelacji od wyroku, to może się okazać, że przedsiębiorca pragnący dochodzić wierzytelności od nierzetelnego kontrahenta musi oczekiwać na rozstrzygnięcie sporu od kilkunastu miesięcy do nawet kilku lat. Do tego należy doliczyć czas potrzebny na przeprowadzenie postępowania egzekucyjnego, jeśli nasz dłużnik nie wykona dobrowolnie zobowiązania wynikającego z treści orzeczenia sądowego.

W podobnym tonie wypowiadają się media. Portal interia.pl w dniu 17 listopada 2021 r. opublikował artykuł wskazujący na problem przewlekłości postępowań sądowych i odnoszący się krytycznie do reform wprowadzanych przez obecne władze. Jak się okazuje np. możliwość prowadzenia „rozpraw zdalnych”, choć w teorii daje sądom dodatkowe narzędzie w zakresie prowadzenia rozpraw, to w praktyce zdarza się, że problemy techniczne powstałe po stronie sądu lub uczestników postępowania wydłużają czas oczekiwania na rozstrzygnięcie sprawy. Potrzeba ponownego zalogowania się, przerywający głos i obraz oraz inne trudności powodują, że rozprawa trwa dłużej, a w efekcie mniej spraw może zostać rozpatrzonych w ciągu jednego dnia[3]. Wprowadzenie możliwości wykorzystania środków elektronicznych w postępowaniu sądowym jest zabiegiem jak najbardziej pozytywnym, które w przyszłości może okazać się bardzo pomocne, choćby z uwagi na możliwość łatwego przesłuchania świadków mieszkających setki kilometrów od siedziby sądu. Nie ulega jednak wątpliwości, że uczestnicy postępowań muszą się „nauczyć” korzystać z nowych możliwości.

Warto również zauważyć, że do kognicji sądów rejonowych należy także prowadzenie Krajowego Rejestru Sądowego. Również w tym przypadku wyraźnie widoczne są problemy sądownictwa w zakresie przewlekłości postępowań. Przedsiębiorcy chcący uzyskać wpis bądź dokonać zmiany danych, szczególnie w okresie pandemii, muszą oczekiwać nawet kilka miesięcy.

Gdzie leży problem?

Prawdziwym problemem sądów w Polsce są bardzo duże braki kadrowe dotyczące sędziów, asystentów, czy pracowników administracyjnych. Problemy te ciągną się od wielu lat i występowały również przed pandemią, jednak z roku na rok jest coraz gorzej. O tej sytuacji informowały między innymi forsal.pl w 2019 r. (752 wakaty na stanowiskach sędziowskich w 2018 r.)[4], Dziennik Gazeta Prawna w 2020 r. (asystentów w niektórych sądach jest mniej niż sędziów, brakuje też urzędników)[5], czy Rzeczpospolita w 2021 r. informująca o ponad 1000 nieobsadzonych stanowiskach sędziowskich[6]. Na problem wskazywał również ZPP w 2017 r. w raporcie „Reforma systemu rejestracji firm w Polsce”.

Nierozerwalnie z brakami kadrowymi wiążą się finanse. Po pierwsze wiele stanowisk w sądach, szczególnie administracyjnych, jest nisko opłacana. Powoduje to, że wiele osób nie chce podjąć pracy w sądzie. Nawet jeśli stanowisko jest dostępne i trwa nabór, to kandydaci podejmują pracę jedynie na krótki okres i zmieniają ją niezwłocznie, gdy pojawi się lepsza oferta na rynku. Po drugie problem dotyczy też budżetu państwa, a dokładnie środków przeznaczonych na działalność sądownictwa. Trzeba mieć na względzie, że zgodnie z ustawą budżetową na 2021 r. przewidywane dochody budżetowe wyniosą 482 985 154 tys. zł, zaś wydatki 523 492 865 tys. zł. Oznacza to deficyt na poziomie około 40 miliardów złotych. Obecnie na sądownictwo powszechne przewiduje się wydatki bliskie 10 miliardom złotych, co stanowi blisko 2% całości dochodów budżetowych. Oczywistą konsekwencją zwiększenia zatrudnienia (1000 sędziów, kilka tysięcy asystentów i pracowników administracji) i podwyższenia wynagrodzeń w sądach byłoby zwiększenie wydatków budżetowych o kilkaset milionów złotych, co wiązałoby się powiększeniem deficytu.

Nowe propozycje reform sądownictwa?

Jednym z najnowszych pomysłów dotyczących reform sądownictwa jest prezydencki projekt ustawy „o sędziach pokoju”. Zakłada on wprowadzenie sądów pokoju, do których właściwości należałoby rozstrzyganie w I instancji niektórych spraw cywilnych (przede wszystkich spraw o prawa majątkowe, jeżeli wartość przedmiotu sporu nie przekracza 10.000 zł), karnych i o wykroczenia. Sędziowie sądów pokoju musieliby spełniać szereg kryteriów zbliżonych do wymagań stawianych sędziom sądów rejonowych i byliby wybierani w wyborach. Sama idea tworzenia sądów pokoju nie jest niczym złym, ale wymaga reorganizacji sądownictwa. Przede wszystkim w zaproponowanej formule jest to projekt bardzo kosztowny. Warto w tym miejscu wskazać na koszt alternatywny takiego rozwiązania, jakim jest dofinansowanie istniejących już struktur sądowych.

Podsumowanie

Czas oczekiwania na rozpatrzenie rozprawy w sądzie wynosi obecnie od kilku miesięcy do nawet kilku lat. Oznacza to, że Państwo nie daje odpowiednich gwarancji prawnych związanych z wymiarem sprawiedliwości. Główną przyczyną takiego stanu rzeczy są poważne braki kadrowe. Dotychczasowe reformy systemu sądownictwa nie przyniosły w tym zakresie zamierzonego rezultatu. Co więcej, jak pokazują dane, z roku na rok sprawy w sądach ciągną się coraz dłużej. Należy zatem przystąpić do gruntownej reorganizacji systemu sądownictwa – proponowany przez nasze środowisko model został już opisany w raporcie stworzonym w ramach projektu Agenda Polska.

***

[1] https://ciekaweliczby.pl/sprawnosc_sadow_2020/ (dostęp na dzień 18.11.2021 r.). [2] https://isws.ms.gov.pl/pl/baza-statystyczna/opr… (dostęp na dzień 18.11.2021 r.). [3] https://wydarzenia.interia.pl/autor/irmina-brac… (dostęp na dzień 18.11.2021 r.). [4] https://forsal.pl/artykuly/1397187,w-sadach-pil… (dostęp na dzień 18.11.2021 r.). [5] https://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/1454587,… (dostęp na dzień 18.11.2021 r.). [6] https://www.rp.pl/sady-i-trybunaly/art200211-br… (dostęp na dzień 18.11.2021 r.).

Co może umocnić złotego?

Przyjęcie przez Kongres pakietu socjalno-klimatycznego Bidena jest coraz bliższe. USA będą zwiększać swój deficyt budżetowy średnio rocznie o 160 mld USD przez kolejne lata. Dolar umacnia się a paliwem do wzrostów amerykańskiej waluty były piątkowe wypowiedzi przedstawicieli Fed (m.in. Claridy). Być może szybsze tempo „taperingu” będzie dyskutowane na grudniowym posiedzeniu FOMC. Silna amerykańska waluta dewastuje złotego.

Po długich wewnętrzno-partyjnych negocjacjach Demokratów, dziś pakiet socjalno-klimatyczny ma przejść przez Izbę reprezentantów. Potem jeszcze czeka go jeszcze akceptacja przez Senat. Wsparcie dla obywateli spowoduje powiększenie deficytu budżetu USA o 160 mld rocznie przez kolejne 5 lat. Dopiero jego zmniejszenie ma nastąpić w 2027 roku. Program BBB (Build Back Better) na początku miał obejmować 3,5 bln USD. Negocjacje spowodowały, że uległ redukcji do 1,75 bln USD. Jak wyglądają szczegóły programu? Otóż dwie trzecie tej kwoty ma być przeznaczona na programy socjalne. To m.in. cztery tygodnie urlopu rodzicielskiego, chorobowego lub opiekuńczego, lepsza opieka nad dziećmi oraz wyższe ulgi podatkowe. Pozostała kwota (jedna trzecia) ma promować odnawialne źródła energii oraz samochody elektryczne. To wszystko ma być po części sfinansowane oczywiście wyższymi podatkami. Zostanie wprowadzony 15 proc. minimalny podatek od zysków dużych firm, podniesienie podatku dochodowego czy nałożenie specjalnego 1 proc. podatku na wykup akcji. W USA obok tematu pakietu Bidena coraz goręcej robi się równie w temacie wyboru kolejnego prezesa Fed. Prezydent podobno przeprowadził rozmowy z Powellem i Brainard, a jego decyzja ma zapaść przed świętem Dziękczynienia. Na ten moment nie wiadomo kto zostanie powołany na kolejną kadencję. Tak czy inaczej przed nowym/starym prezesem Rezerwy Federalnej droga będzie wyboista ze względu na rosnące obawy inflacyjne.

W piątek ważne postaci Rezerwy Federalnej zabrały głos w kwestii możliwego przyspieszenia procesu wychodzenia z programu skupu aktywów. Wiceszef Fed Clarida oraz dwaj inni przedstawiciele wyrazili opinię, że szybszy tapering może być tematem grudniowego posiedzenia FOMC. Dola zareagował umocnieniem a główna para walutowa ponownie znalazła się poniżej 1,13.
Na ropie naftowej widać korektę techniczną. Cena brent i WTI spadła do kluczowych poziomów. Redukcja ceny jest spowodowana obawiamy o uwolnienie rezerw strategicznych przez USA. Stany Zjednoczone zaproponowały takie rozwiązanie również Chinom oraz Japonii. Państwo Środka ogłosiło zamiar sprzedaży ropy z rezerw, ale brak tu większych konkretów. Z kolei Japonia oraz Korea Południowa odrzuciły ten pomysł, ponieważ ich prawo nie pozwala sięgnąć po rezerwy tylko po to, żeby wpłynąć na obniżenie ceny rynkowej surowca. Trwalsze obniżenie cen na rynku byłoby jednak skuteczniejsze jeśli do gry włączyły by się kraje OPEC+ i zaczęły wydobywać więcej czarnego złota. Arabia Saudyjska nie zamierza jednak tego robić, ponieważ cały czas kraj ten uważa, że zbliża się okres nadpodaży na rynku.

Silny dolar cały czas negatywnie oddziałuje na wartość złotego. To również stwierdził w piątek w swojej wypowiedzi Adama Glapiński dla PAP-u. Przewodniczący RPP podkreślił, że w tym roku NBP nie dokonał żadnych interwencji na FX, jednak „wciąż zastrzega sobie do nich prawo”. Ciężko jednak w jakikolwiek sposób wywnioskować, że do takiej interwencji dojdzie najbliższym czasie (ostatnio doszło do niej w grudniu ubiegłego roku). Traci większość walut EM. Nastroje są pogarszane przez niepokojące wieści na temat liczby nowych przypadków COVID-19 w Europie. Rynki ponownie obawiają się lockdown-u. Złoty do euro jest najsłabszy od 2009 roku. EUR/PLN dziś rano jest powyżej 4,71. Techniczny opór na 4,6750 jedynie na chwilę zatrzymał wyprzedaż złotego. Od prawie dwóch tygodni obserwujemy notoryczną wyprzedaż naszej waluty. W tym momencie ratunkiem dla PLN może być korekta na USD, kiedy to inwestorzy zaczną realizować zyski z ostatniej fali aprecjacyjnej. Pamiętajmy o skróconym tygodniu handlu w USA ze względu na Święto Dziękczynienia. Koniec miesiąca i długi weekend za oceanem może dodatkowo napędzać takie decyzje.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

Lokale usługowe jednym z elementów napędzających odwiedzalność w centrach handlowych

Najważniejszym elementem oferty dodatkowej centrów handlowych (poza zakupami), z punktu widzenia klienta, są wszelkiego rodzaju lokale gastronomiczne, kawiarnie, lodziarnie, cukiernie i restauracje, z ofertą zarówno na miejscu, jak i na wynos – wynika z autorskiego raportu Cushman & Wakefield pt. „Rynek powierzchni handlowych – powrót optymizmu?”.

Wyniki badania konsumenckiego przeprowadzonego na zlecenie Cushman & Wakefield przez Inquiry na reprezentatywnej próbie (N=1003) metodą CAWI (Computer-Assisted Web Interview) w czerwcu 2021 r. pokazują, że jednym z kluczowych aspektów wspomagających podstawową działalność obiektów retailowych są różnego rodzaju punkty gastronomiczne.

Jak to wyglądało przed pandemią?

W badaniu konsumenckim realizowanym na zlecenie Cushman & Wakefield zapytano ankietowanych o to, z jakich elementów oferty centrów i parków handlowych, poza zakupami, korzystali przed pandemią oraz czy w trakcie pandemii ich wcześniejsze zwyczaje i preferencje uległy zmianie. Przed pandemią z oferty kawiarni, lodziarni i cukierni przy każdej lub prawie każdej wizycie w centrum handlowym korzystało 23% ankietowanych, w przypadku restauracji ten odsetek wynosił 21%. Ważnym elementem oferty centrów handlowych są także kina. Przed pandemią, 14% respondentów korzystało z oferty kin przy każdej lub prawie każdej wizycie w centrum handlowym, natomiast 67% odwiedzało kina od czasu do czasu. Strefa do pracy i kluby fitness w centrach handlowych to elementy oferty, z których klienci korzystają najrzadziej. Przed pandemią 60% respondentów nigdy nie korzystało z coworkingów w galeriach handlowych, a 67% nigdy nie odwiedzało klubów fitness zlokalizowanych w centrach handlowych.usługi centra handlowe

Powiew optymizmu

W wyniku pandemii, częstotliwość korzystania z oferty gastronomicznej tylko nieznacznie spadła (o 3-4 pp. mniej ankietowanych deklaruje chęć korzystania z oferty gastronomicznej przy każdej lub prawie każdej wizycie w centrum handlowym). Tak jak w przypadku lokali gastronomicznych, tak i w przypadku kin, pandemia jedynie nieznacznie zmieniła preferencje konsumentów. Obecnie, odsetek ten wynosi odpowiednio 13% respondentów korzystających z oferty kin przy każdej lub prawie każdej wizycie w centrum handlowym oraz 69% odwiedzających kina od czasu do czasu. Co ciekawe, w wyniku pandemii wzrosło zainteresowanie klientów zarówno strefami do pracy, jak i klubami fitness. O tym, że konsumenci tęsknią za możliwością korzystania z oferty rozrywkowej świadczyć może również odsetek respondentów, którzy deklarowali korzystanie z oferty rozrywkowej innej niż kino, czyli np. kręgle, z której przed pandemią korzystało 59% ankietowanych, a teraz – 64%.usługi centra handlowe 2

Domy do 70 mkw. z pozwoleniem Prezydenta RP. Jakie formalności należy spełnić?

Od stycznia będzie można bez formalności budować domy do 70 mkw. Prezydent Andrzej Duda podpisał niedawno ustawę w tej sprawie. Czy rzeczywiście tzw. domy bez formalności będą ich pozbawione? Sprawdziliśmy to.

Na początek o tym, co właściwie możemy zbudować. W grę więc wchodzi budynek wolnostojący, maksymalnie dwukondygnacyjny, o łącznej powierzchni wraz z poddaszem wynoszącej 90 mkw. Obszar oddziaływania takiej nieruchomości na sprzedaż musi się ograniczać do granic działki, na której wyrosła. Budowa takiego domu ma zaspokajać własne potrzeby mieszkaniowe inwestora, zresztą taki jest cel proponowanych zmian. Małe domki, bez formalności, mają przyczynić się do zniwelowania niedoboru mieszkań w Polsce. Ciągle pod tym względem wypadamy dość słabo na tle rozwiniętych państw Unii.

Teraz ma się to zmienić, a przyczynkiem mają być właśnie owe małe domy, które zbudujemy bez pozwolenia na budowę, bez ustanowienia kierownika budowy i prowadzenia dziennika budowy.

Liczb małych domów na działce nie będzie mogła być większa niż jeden na każde 500 mkw. Projekt domu ma być zgodny z zapisami Miejscowego Planu Zagospodarowania Przestrzennego dla danego terenu, a jeśli ich brak – z Warunkami Zabudowy. Co ważne, decyzję o Warunkach Zabudowy dla takich obiektów mamy uzyskać szybciej. Ustawodawca określił maksymalny czas oczekiwania na 21 dni, uzasadniając to tym, że sprawy dla takich obiektów będą łatwiejsze i powtarzalne. Zwłoka z wydaniem WZ przez urzędy ma się wiązać z karami (w wysokości 500 zł dziennie).

Zgłoszenie bez sprzeciwu i projekt za złotówkę

Inwestor, który będzie chciał rozpocząć budowę, zrobi to za pomocą zgłoszenia. Do niego ma dołączyć projekt zagospodarowania działki, projekt architektoniczno-budowlany, oświadczenie o budowie domu dla własnych potrzeb mieszkaniowych oraz oświadczenie o przejęciu odpowiedzialności za kierowanie budową w przypadku braku kierownika budowy.

Co ważne, ustawodawca daje potencjalnym inwestorom możliwość uzyskania darmowego projektu (za tzw. symboliczną złotówkę) budowlanego z bazy gotowych projektów, która są do pobrania ze strony Głównego Urzędu Nadzoru Budowlanego. Osoba posiadająca uprawnienia budowlane do projektowania – w specjalności architektonicznej lub konstrukcyjno-budowlanej – będzie mogła zaadaptować taki projekt do działki, na której ma stanąć mały dom.

Co prawda już wcześniej można było budować na podstawie zgłoszenia budowy. Różnica jest jednak taka, że w przypadku 70-metrowych domów zgłoszenie budowy wyposażone w załączniki nie będzie mogło być zakwestionowane przez starostwo powiatowe, tak jak to jest przy zgłoszeniu budowy w dotychczasowej formie. To oznacza, że po dokonaniu zgłoszenia można będzie od razu przystąpić do budowy.

O jej planowanym terminie inwestor ma, zgodnie z art. 41 i 43 Prawa Budowlanego, samodzielnie powiadomić nadzór budowlany oraz  projektanta, który trzyma pieczę nad zgodnością budowy z projektem. Inwestor będzie też odpowiedzialny za geodezyjne wyznaczenie terenu oraz geodezyjną inwentaryzację powykonawczą.

Istotne zmiany w ustawodawstwie budowlanym dotyczą też parterowych, sezonowych domków wypoczynkowych, które do tej pory nie wymagały pozwolenia. Mogły mieć do 35 mkw. Teraz będzie to  70 metrów kwadratowych. Ustawodawca ze względów bezpieczeństwa określił jednak, że rozpiętość elementów konstrukcyjnych w takich domkach nie będzie większa niż 6 metrów, a wysięg wsporników wyniesie nie wynosiła więcej niż 6 m, a wysięg wsporników był ograniczony do 2 m.

Małe jest piękne, wygodne i tanie?

Mimo, iż inwestor zadeklaruje, że wybuduje dom na własny użytek, będzie mógł swoje 70 mkw. wynająć oraz oczywiście sprzedać. Tak wynika z odpowiedzi, jakie na stronie internetowej zamieściło Ministerstwo Rozwoju i Technologii. Na pytanie o to, czy  wybudowany w ramach programu dom muszę zajmować „dożywotnio”?

Ministerstwo udzieliło następującej odpowiedzi:

„Ustawa nie reguluje w żaden szczególny sposób tej kwestii. Nie ma regulacji Kodeksu cywilnego określających:warunków zbycia, sprzedaży lub wynajmu takich nieruchomości”

Ustawa, dająca możliwość wybudowania domów do 70 mkw. bez formalności, została mocno oprotestowana zarówno przez deweloperów jak i architektów, którym nie spodobała się zwłaszcza kwestia projektów za złotówkę. Przepisy spotkały się też z krytyką przedstawicieli sił politycznych opozycyjnych wobec rządu.

Czy krytyka była uzasadniona, czy jak chce ustawodawca – rzeczywiście uda się przyspieszyć proces decyzyjny? Czy ułatwienia pobudzą budownictwo indywidualne? I wreszcie: jak to wszystko przełoży się na rynek? To ciekawe pytania. Na odpowiedzi jeszcze poczekamy, ale jeśli małe domy przyjmą się jako ciekawa alternatywa wobec np. drogich mieszkań w centrach miast, wpływ na ofertę i ceny nieruchomości może być istotny.

Rynek domów jednorodzinnych i budownictwo indywidualne od kilku już lat dryfuje w stronę coraz mniejszych metraży. Wynika to częściowo z kosztów a częściowo ze zmian społecznych, które sprawiają, że dawne domy wielopokoleniowe są już dziś po prostu niepotrzebne. Mniejszy dom będzie tańszy w utrzymaniu i zaspokoi potrzeby mieszkaniowe niewielkie rodziny czy nawet singla. W I połowie 2021 roku przeciętna powierzchnia nowo oddanego domu wyniosła 134 mkw. To dane GUS. Wielkość przeciętnego domu była mniejsza o blisko 12 mkw. w porównaniu do zbudowanego 10 lat wcześniej.

Popularność małych domów znajduje swoje odbicie także w ofercie deweloperów. W dużych miastach alternatywą wobec drogich mieszkań w centrach.

Na rynku spotyka się nawet domki 50-60 metrowe, choć zazwyczaj są to szeregówki. Zdarzają się jednak i malutkie domy wolnostojące. Przykładowo: w województwie zachodniopomorskim w rejonie Polic jeden z deweloperów oferuje wolnostojące domy 70-metrowe, dwukondygnacyjne z poddaszem, bez garażu, z miejscami postojowymi dla dwóch aut i – co ciekawe – z pompą ciepła. Ceny takich domów wynoszą od 530 do 600 tys. zł.

Inny przykład: domy w zabudowie szeregowej lub bliźniaczej, powierzchnia 60 -80 mkw.  bez garaży, z miejscami postojowymi i przydomowymi ogródkami – za takie nieruchomości pod Piasecznem na Mazowszu zapłacimy od 8500 zł/mkw. Ceny są więc atrakcyjne, biorąc pod uwagę, że w stolicy średnie stawki za mieszkania przekraczają 10 tys. zł/mkw.

Ofert małych domów od deweloperów nie brakuje, co potwierdza, że jest zainteresowanie klientów takimi kompaktowymi nieruchomościami. W tym kontekście ułatwienia ustawodawcze, stymulujące budownictwo indywidualne, wydają się krokiem w dobrą stronę.

Bank Pekao zakończył migrację produktów i usług klientów Idea Banku

Wcześniej niż pierwotnie planowano, zakończyła się operacja przeniesienia danych klientów byłego Idea Banku S.A. do systemów operacyjnych Banku Pekao S.A. Już w weekend zyskali oni dostęp do bankowości elektronicznej i infolinii Banku Pekao S.A., a od dziś również do sieci placówek banku.

Procesem migracji objętych zostało ok. 270 tys. klientów byłego Idea Banku S.A., w tym ok. 220 tys. klientów firmowych i ok. 50 tys. klientów indywidualnych.

Zakończyła się jedna z najszybszych migracji klientów w historii polskiego sektora bankowego. Dzięki ciężkiej pracy naszego zespołu, ta niezwykle skomplikowana operacja przebiegła bardzo sprawnie. W imieniu zarządu Banku Pekao dziękuję wszystkim za zaangażowanie i wkład w przeprowadzenie migracji – powiedział Leszek Skiba, prezes zarządu Banku Pekao S.A. – Wszystkim klientom jestem wdzięczny za zrozumienie, a klientów byłego Idea Banku serdecznie witam w systemach Banku Pekao. Cieszę się, że mają już dostęp do pełnego wachlarza produktów i usług oferowanych przez nasz bank – dodał prezes.

Operacja migracji rozpoczęła się 19 listopada, a już w nocy z 20 na 21 listopada klienci byłego Idea Banku zyskali dostęp do swoich rachunków w systemach Banku Pekao. Mogą odtąd korzystać z bankowości internetowej Pekao24 i aplikacji PeoPay (w przypadku klientów indywidualnych i większości mikroprzedsiębiorstw) lub z bankowości elektronicznej PekaoBiznes24 (w przypadku pozostałych klientów firmowych) oraz z usług infolinii i szerokiej sieci oddziałów Banku Pekao w całej Polsce.

­– Przeniesienie ok. 270 tys. klientów z jednego systemu bankowego do drugiego wymagało od nas nie tylko wysokich kompetencji informatycznych, ale też skrupulatnego planowania i ogromnej mobilizacji. Zależało nam, aby migracja była jak najmniej dotkliwa dla klientów. Jestem dumny z zespołów i wszystkich obszarów banku zaangażowanych w ten proces. Jako bank po raz kolejny potwierdziliśmy, że jesteśmy dla naszych klientów partnerem, na którym można polegać – powiedział Błażej Szczecki, wiceprezes Banku Pekao S.A., nadzorujący Pion Technologii.

Klienci byłego Idea Banku powinni pamiętać o aktywowaniu nowych kart debetowych i kredytowych, otrzymanych pocztą od Banku Pekao. Karty kredytowe wydane przez Idea Bank przestaną być aktywne 22 listopada, a karty debetowe 26 listopada. Nową kartę kredytową należy aktywować  wykonując transakcję z użyciem kodu PIN przesłanego pocztą. Z nowej karty debetowej będzie można korzystać z PIN-em ze „starej” karty.

Rosnące ceny i wzrost konkurencji problemem branży drzewnej

Zadłużenie branży drzewnej w bazie danych Krajowego Rejestru Długów wynosi 136,8 mln zł. Średnie zaległości jednej firmy z tego sektora to 54,3 tys. zł. Najwięcej do oddania mają jednoosobowe działalności gospodarcze – 82,5 mln zł, to 60 proc. łącznego zadłużenia branży. Pandemia póki co nie wpłynęła na gwałtowny wzrost tych zaległości. Spowodowała jednak zmiany, które w niedalekiej przyszłości mogą zaszkodzić branży.

Według danych Polskiej Izby Gospodarczej Przemysłu Drzewnego (PIGPD), sektor drzewny wypracowuje ok. 2,5 proc. krajowego PKB. Branża zatrudnia bezpośrednio ok. 350 tys. pracowników. Ma również przełożenie na wiele innych gałęzi przemysłu, m.in. transport, branżę budowlaną i producentów mebli oraz maszyn i urządzeń do przetwórstwa drewna.

Rosnące ceny surowca odbiją się na kondycji firm

Pandemia miała duży wpływ na kondycję branży. Kryzys surowcowy w Chinach i USA spowodował ogromny wzrost zapotrzebowania na drewno za granicą, co przełożyło się na zwiększenie cen surowca. W takiej sytuacji producenci drewna zaczęli masowo sprzedawać je na eksport. Doprowadziło to do niedoborów surowca na polskim rynku i dalszego wzrostu cen. Jak podaje PIGPD, na przykład w przypadku metra sześciennego sosny i świerka, nawet o 220 proc. Przedstawicieli branży niepokoi również zaproponowany przez Lasy Państwowe system sprzedaży drewna na 2022 r. Według nowych zasad, większa niż w poprzednich latach część surowca trafi na aukcje, które promują firmy posiadające już historię zakupów. Zdaniem przedsiębiorców, w takim przypadku na uprzywilejowanej pozycji znajdą się podmioty skupujące drewno i sprzedające je za granicą.

W bazie danych Krajowego Rejestru Długów nie widać jeszcze znacznego pogorszenia koniunktury. Co prawda zadłużenie branży od początku pandemii, kiedy wynosiło 127,1 mln zł, sukcesywnie rośnie, jednak póki co wzrost jest niewielki i odzwierciedla obserwowany od lat trend. Aktualna sytuacja zwiastuje jednak przyszłe trudności w funkcjonowaniu.

Na początku pandemii branża drzewna, podobnie, jak inne gałęzie przemysłu, zmagała się jeszcze z problemem zatrudnienia. Brak pracowników, niedobór surowca, a co za tym idzie, rosnąca konkurencja doprowadziły do aktualnie bardzo wysokich cen drewna. W perspektywie czasu odbije się to negatywnie na kondycji całego sektora, ponieważ najmniejsi przedsiębiorcy, którzy stanowią 70 proc. wszystkich dłużników branży drzewnej, mogą nie wytrzymać presji rosnących cen i konkurencji z dużymi zagranicznymi inwestorami. To może się odbić na innych gałęziach gospodarki, które są ściśle powiązane z przemysłem drzewnym, jak na przykład na produkcji mebli – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA.

Problemy firm na Śląsku, Pomorzu i w Wielkopolsce

Najwięcej do oddania mają przedsiębiorcy ze Śląska – 27,7 mln zł. Kolejne na liście są firmy z Pomorza (13,1 mln zł) i Wielkopolski (12,9 mln zł). Listę dłużników mających do oddania ponad 10 mln zł zamyka województwo mazowieckie. Przedsiębiorcy z tego regionu zalegają ze spłatą na kwotę 11,4 mln zł. Na drugim biegunie, czyli z najmniejszym zadłużeniem, znaleźli się przedsiębiorcy z województw: świętokrzyskiego (1,5 mln zł), opolskiego (2,6 mln zł) i podlaskiego (3,2 mln zł).

Śląsk przoduje również w statystyce najwyższego średniego zadłużenia. Przeciętna firma z tego województwa ma do oddania ponad 100 tys. zł. Zmiany widać natomiast na kolejnych miejscach. Drugie i trzecie miejsce zajmują odpowiednio: woj. podkarpackie (67,4 tys. zł) i pomorskie (66,6 tys. zł).

Najwięcej zaległości, bo blisko 96 mln zł, branża drzewna ma wobec przedstawicieli sektora finansowego i ubezpieczeniowego. To 70 proc. ich całego zadłużenia. Dalej na liście wierzycieli znajdują się przedsiębiorcy z branży handlowej, którzy czekają na spłatę 10,6 mln zł. Natomiast 6,6 mln zł chcą odzyskać firmy przemysłowe.

Dostawy za wszelką cenę

Równocześnie producenci drewna sami są wierzycielami. Z ta różnicą, że te wierzytelności nie są już aż tak wyraźne – stanowią nieco ponad 15 proc. całego zadłużenia branży. Zdaniem ekspertów, ten problem w pandemii nie będzie się pogłębiał, ponieważ branża drzewna jest istotna dla takich sektorów jak przemysł, produkcja mebli czy budownictwo. Mimo że rosnące ceny materiałów i surowców są przytłaczające dla każdego przedsiębiorcy, to nikt nie chce zostać odcięty od źródła dostaw. Firmy więc, mimo drożyzny, będą regulować zobowiązania wobec kluczowych kontrahentów.

Spada zadłużenie Polaków. Najwięcej nieuregulowanych zobowiązań wciąż mają 40 i 50-latkowie

Jak wynika z analizy danych, pochodzących z rejestrów długów, średnie zadłużenie Polaków wynosi od ponad 6,7 tys. zł do przeszło 28,5 tys. zł. Powyższe kwoty z końca trzeciego kwartału br. nieznacznie spadły w porównaniu z analogicznym okresem ub.r. W dwóch z trzech przypadków są one wyższe niż we wrześniu 2019 roku. Najwyższy średni dług przypada na osoby w wieku 45-55 lat, a najniższy – na 18-25 lat. Według dwóch rejestrów, mężczyznom pozostaje do spłacenia przeciętnie więcej niż kobietom. Natomiast w trzecim wykazie sytuacja wygląda odwrotnie. 

Z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz bazy informacji kredytowych BIK wynika, że na koniec trzeciego kwartału br. średnie zadłużenie wyniosło 28 530 zł. Było ono niższe niż w analogicznym okresie ub.r. – 29 492 zł, ale wyższe niż 30 września 2019 roku – 27 837 zł. Identyczna zależność dotyczy dłużników wpisanych do KRD. Tegoroczny wynik, wynoszący 19 487 zł, jest minimalnie mniejszy niż z 2020 roku – 19 496 zł, ale wyższy niż 2 lata temu – 18 414 zł. Nieco inaczej jest w przypadku CRIF, gdzie rok do roku zmniejsza się średnie zadłużenie. Ostatnio wyniosło ono 6 715,49 zł, rok wcześniej – 6 947,70 zł, a na koniec trzeciego kwartału 2019 roku – 7 059,47 zł.

– Dane za 2020 rok wskazują raczej na niepewność Polaków co do dalszego przebiegu pandemii i jej wpływu na polską gospodarkę, ale też na zasobność ich portfeli. Stan niestabilności negatywnie wpłynął na zachowania i nawyki konsumenckie, co skutkowało ograniczeniem wydatków na cele konsumpcyjne. To zniechęciło Polaków do zaciągania nowych zobowiązań, często wymuszonych, związanych np. z tym, że coś wymagało nagłej naprawy – komentuje Łukasz Goszczyński, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny.

Spadek zadłużenia wynika z otwarcia gospodarki, co stwierdza Adrian Parol, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny. Jak dodaje ekspert, w trakcie lockdownu wiele osób odczuło zmniejszenie dochodów, co przełożyło się na wzrost średniego zadłużenia dłużników. I nie zgadza się ze stwierdzeniem, że w pandemii Polacy zwiększyli swoje oszczędności. W przypadku części osób doszło do zmniejszenia możliwości zarobkowych spowodowanych zamknięciem np. branży gastronomicznej czy hotelarskiej. A w takiej sytuacji trudno mówić o odkładaniu środków.

– Pandemia charakteryzuje się zmniejszoną mobilnością społeczeństwa, nieczynnymi lokalami handlowymi i gastronomicznymi. To spowodowało, że ponad 60% Polaków ograniczyło wydatki w tym okresie. Ale dla części rodaków to był również czas spędzony na przeglądaniu ofert sklepów internetowych, co niekiedy oznaczało szalone zakupy – analizuje Andrzej Głowacki z DGA Kancelarii Restrukturyzacji i Upadłości.

Same rejestry dzielą dłużników na 6 grup wiekowych. Według danych z BIG InfoMonitor oraz bazy informacji kredytowych BIK, najwyższy średni dług na koniec września br. miały osoby w wieku 45-54 lat – 38 793 zł (III kw. 2020 rok – 39 984 zł, III kw. 2019 rok – 38 140 zł). Z kolei w KRD na czele zestawienia znaleźli się Polacy mający 46-55 lat, ze średnim zadłużeniem – 27 919 zł (rok wcześniej – 27 972 zł, 2 lata temu – 26 575 zł). W CRIF również są to rodacy w wieku 46-55 lat – 7 723,57 zł (odpowiednio 8 008,51 zł oraz 8 205,64 zł).

– Z jednej strony osoby w tym wieku mają największą zdolność kredytową. Ale z drugiej muszą się liczyć ze zwielokrotnionymi wydatkami, w tym ze spłatą kredytów hipotecznych oraz finansowaniem edukacji dzieci. Ponadto to jest grupa, która najczęściej żyje ponad stan, tzn. czasem więcej wydaje niż zarabia. Zdecydowanie częściej się zadłuża, bo sądzi, że jest w stanie wszystko spłacić. Jednak życie pisze różne scenariusze i nie zawsze to się udaje – mówi radca prawny Goszczyński.

Dane z rejestrów pokazują również, że ostatnio najmniejsze średnie zadłużenie dotyczy osób z najmłodszej grupy. W przypadku Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz bazy informacji kredytowych BIK mowa o Polakach w wieku 18-24 lat z wynikiem – 7 980 zł (rok wcześniej – 8 299 zł, 2 lata wcześniej – 7 700 zł). W KRD są to ludzie mający 18-25 lat – 4 417 zł (III kw. 2020 rok – 3 969 zł, III kw. 2019 rok – 3 862 zł). W CRIF są to także osoby w wieku 18-25 lat – 4 025,10 zł (odpowiednio 3 964,43 zł i 4 005,71 zł). Andrzej Głowacki zwraca uwagę na średnie zadłużenie 18-24-latków na poziomie prawie 8 tys. zł. Zdaniem eksperta, nie jest ono zbyt niskie w odniesieniu do potencjalnych możliwości zarobkowania. To przeważnie czteromiesięczne wynagrodzenie osoby w tym wieku. Zatem jest to poziom zbliżony do najbardziej zadłużonych pięćdziesięciolatków.

– Najmłodsi wchodzą na rynek pracy i zarabiają mniej. Tym samym mają mniejszą zdolność kredytową, co skutkuje ograniczonymi możliwościami zadłużania się w instytucjach finansowych. Jednocześnie ta grupa wiekowa została najbardziej dotknięta pandemią. Wiele osób straciło pracę w gastronomii czy hotelarstwie, a tym samym możliwość bieżącego spłacania swoich zobowiązań – analizuje radca prawny Adrian Parol.

Ostatnio w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor oraz bazie informacji kredytowych BIK średnie zadłużenie mężczyzn wyniosło 30 847 zł, a kobiet – 24 846 zł. W KRD było to odpowiednio 22 193 zł oraz 14 793 zł. Natomiast w CRIF panie mają statystycznie więcej do oddania niż panowie, mowa tu o kwotach 7 121,67 zł i 6 311,14 zł. Ponadto z danych KRD wynika, że w trzecim kwartale br. średnie zadłużenie w miastach spadło do 20 107 zł, a na wsi wzrosło do 19 227 zł. Rok wcześniej były to wartości 20 214 zł i 18 950 zł, natomiast na koniec września 2019 roku – 19 318 zł i 17 518 zł.

Rynek lombardów – konsumenci potrzebują ochrony prawnej

Lombardy od pozostałych uczestników szeroko rozumianego rynku kredytów konsumenckich różnią się przede wszystkim tym, że lombardów nie obowiązują żadne regulacje ustawowe. Jak wynika z szacunków, ten rynek w naszym kraju jest bardzo duży. Eksperci wskazują, że punktów lombardowych przybywa i na pewno okres pandemii przyspieszył powstawanie nowych. Jednocześnie jest to odpowiedni moment i czas, aby spojrzeć na rynek lombardów – a nie pracować nad kolejnym dokręcaniem śruby sektorom firm pożyczkowych. Obecnie nie jest problemem sektor firm pożyczkowych – który przez pandemię mocno się zmniejszył. Problemem jest dzisiaj rynek usług lombardowych. Dlaczego branża lombardowa stanowi tak duży problem? Ponieważ konsumenci, którzy decydują się na współpracę z tzw. lombardami, nie podlegają żadnej ochronie. Konsumenci powinni mieć świadomość, że to oni ponoszą ryzyko zawarcia umowy – często ustnej – z właścicielem lombardu i nie podlegają żadnej ochronie ze strony odpowiednich służb.

– Aktualnie prowadzone prace nad uregulowaniem sektora firm pożyczkowych to w naszej ocenie krok w złym kierunku. Widzimy, że problem tkwi zupełnie gdzie indziej – trzeba uregulować sektor firm lombardowych – powiedział serwisowi eNewsroom Arkadiusz Pączka, wiceprzewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – Analiza okresu covidowego i postcovidowego pokazała, że legalnie działająca branża pożyczkowa zanotowała dużo niższe przychody, a w tym samym czasie bardzo dobrze rozwijał się sektor lombardów. Jeżeli Ministerstwo Sprawiedliwości faktycznie chce podjąć inicjatywę legislacyjną w zakresie pomocy konsumentom, to uregulowanie sektora lombardów jest najpilniejsze. Obecnie obszar ten jest poza przepisami prawnymi. Konsumenci nie są świadomi, jakie mają prawa. Jednocześnie sektor ten rozwija się bardzo dynamicznie. Podzielamy pogląd głoszący, że aby doprowadzać ponownie do dyskusji i ponownych regulacji z czasów covidowych dla sektora legalnie działających firm pożyczkowych potrzebne są szczegółowe analizy i ocena skutków regulacji. Trzeba się zastanowić czy rzeczywisty problem jest w tym, że część konsumentów pożycza środki pieniężne z legalnie działających firm. Następną kwestią do przemyślenia jest, to jakiej ochrony potrzebują konsumenci decydując się na pożyczanie w lombardach. W naszej opinii bardzo pilnie potrzeba projektu ustawy w tym zakresie i z taką właśnie inicjatywą wychodzi Federacja Przedsiębiorców Polskich. Sprawą priorytetową jest dla nas ochrona konsumenta i w tym kierunku będzie zmierzała nasza propozycja. Musimy wprowadzać ramy prawne dla tego sektora, aby nie była to tzw. szara strefa – a w zasadzie „czarna strefa”. Widzimy, jak dynamicznie rozwijała się ta branża w tym trudnym czasie gospodarki covidowej. Uważamy, że potrzeba silnych działań ukierunkowanych na przygotowanie odpowiedniej strony regulacyjnej – wyjaśnia Pączka.

Precedensowy wyrok sądu ustalający nieważność umowy kredytu zawartej przez frankowicza-przedsiębiorcę

W wyroku z dnia 19 listopada 2021 r. Sąd Okręgowy w Warszawie, Wydział XVI Gospodarczy (sygn. akt: XVI GC 1309/20) ustalił w sentencji, iż nieważna jest tzw. umowa kredytu frankowego zawarta w związku z prowadzoną działalnością gospodarczą.

Powód działający w formie spółki akcyjnej skierował pozew przeciwko Pekao Bankowi Hipotecznemu S.A. o zapłatę i ustalenie nieważności umowy kredytu denominowanego w walucie CHF, którą zawarł w ówczesnym BPH Bankiem Hipotecznym S.A. Kredyt opiewał na kilka milionów CHF i był przeznaczony bezpośrednio na prowadzenie działalności gospodarczej. Sąd ustalił w sentencji wyroku, iż nieważna jest tzw. umowa kredytu frankowego. Ponadto, Sąd zasądził dla powoda wszystkie dochodzone kwoty wynikające z bezpodstawnego wzbogacenia banku, które wpłacił kredytobiorca do banku w ramach nieważnej umowy oraz wszystkie koszty procesu.

Sąd uznał, że sprzeczne z istotą stosunków umownych są zapisy umowy kredytu, w której kredytodawca jest upoważniony do jednostronnego określenia kursu waluty, na podstawie którego kredytobiorca ma spłacać kredyt. Zamieszczenie w umowie takiej klauzuli nie może zostać uznane za działanie pozostające w granicach swobody umów z art. 353(1) k.c. Zobowiązanie kredytobiorcy dotyczące wysokości spłacanego kredytu nie może zostać określone jednostronnie przez bank.

Sąd uznał, że podmiotem słabszym wobec banku jest nawet przedsiębiorca działający w ramach spółki akcyjnej, który zaciągnął kredyt na kilka milionów CHF. Sąd wskazał, że główne postanowienia umowy muszą być doprecyzowane dla obu stron. Powyższy pogląd jest zupełnym novum w postrzeganiu przez sądy przedsiębiorców w relacjach z bankami.

Wiążącą moc ma tylko sentencja wyroku o ustalenie nieważności. Dotychczas sądy brały pod uwagę nieważność umów kredytów frankowych zawieranych przez przedsiębiorców tylko przesłankowo, tj. bez ustalenia nieważności wprost w wyroku. Było to związane z tym, iż sami frankowicze w pozwach formułowali tylko roszczenia o zapłatę lub sąd oddalił roszczenie o ustalenie nieważności z uwagi na brak interesu prawnego.

Piotr Nazaruk, radca prawny, szef Kancelarii Radców Prawnych Prof. ucz. dr Piotr Nazaruk, pełnomocnik powoda w sprawie o sygn. akt: XVI GC 1309/20.

Murapol publikuje prospekt i rozpoczyna pierwszą ofertę publiczną akcji

Murapol S.A., jeden z największych i najbardziej doświadczonych deweloperów mieszkaniowych w Polsce, opublikował prospekt w celu przeprowadzenia pierwszej publicznej oferty akcji Spółki oraz ich dopuszczenia i wprowadzenia do obrotu na rynku podstawowym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. Oferta obejmuje do 14.280.000 istniejących akcji, stanowiących do 35% kapitału zakładowego Spółki. Cena maksymalna akcji dla inwestorów indywidualnych wynosi 40 zł za akcję. Ostateczna cena i ostateczna liczba akcji oferowanych zostaną ustalone do 30 listopada br.

– Zatwierdzenie prospektu przez Komisję Papierów Wartościowych, jego publikacja i rozpoczęcie publicznej oferty akcji to kolejny krok w drodze Murapol na Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie. Inwestorom dajemy możliwość zainwestowania w spółkę z atrakcyjnej branży, o ogólnopolskiej skali działalności oraz wysokim potencjale zarówno w segmencie sprzedaży mieszkań klientom detalicznym, jak i w nowym, rozwijającym się  segmencie PRS, dla którego Grupa Murapol dostarczać będzie lokale. Wysoka marżowość realizowanych inwestycji, wypracowany model nabywania gruntów oraz unikatowy, pionowo zintegrowany model biznesowy umożliwiający pozostawianie marż w Grupie, przekładają się na istotną zdolność do wypłaty dywidend. Jeśli warunki rynkowe będą sprzyjające, jeszcze w tym roku dołączymy do spółek notowanych na GPW. Jestem przekonany, że w kolejnych latach będziemy kontynuować umacnianie naszej wiodącej pozycji na polskim rynku deweloperskim, a dla inwestorów giełdowych Murapol będzie pożądanym przykładem połączenia spółki wzrostowej i dywidendowej – powiedział Nikodem Iskra, prezes Murapol S.A.

Warunki Oferty:

  • Oferta obejmuje do 14.280.000 istniejących akcji (w tym z opcji nadprzydziału), stanowiących do 35% kapitału zakładowego Spółki, należących do większościowego akcjonariusza Spółki, tj. AEREF V PL Investment S.à r.l. („Akcjonariusz Sprzedający”) – podmiotu kontrolowanego przez fundusze zarządzane przez Real Estate Group należącą do Ares Management Corporation („Ares”), wiodącego globalnego zarządzającego inwestycjami alternatywnymi, któremu doradza Griffin Real Estate. Po przeprowadzeniu Oferty Ares pozostanie większościowym akcjonariuszem Spółki, wspierającym jej dalszy rozwój.
  • Akcje zostaną zaoferowane w ramach oferty publicznej przeprowadzanej na podstawie prospektu wyłącznie na terytorium Polski, skierowanej do polskich inwestorów indywidualnych i instytucjonalnych.
  • Akcje mogą zostać również zaoferowane wybranym zagranicznym inwestorom instytucjonalnym poza terytorium Stanów Zjednoczonych Ameryki, zgodnie z Regulacją S wydaną na podstawie amerykańskiej ustawy o papierach wartościowych z 1933 r., ze zmianami.
  • Inwestorzy indywidualni mogą składać zapisy na akcje Spółki od 23 do 29 listopada 2021 r. Zapisy będą przyjmowane przez firmy inwestycyjne wchodzące w skład konsorcjum detalicznego. Szczegółowa lista punktów obsługi klienta członków konsorcjum detalicznego, w których przyjmowane będą zapisy na akcje Spółki, została opublikowana na stronie internetowej Spółki (https://www.murapol.pl).
  • Inwestorzy indywidualni będą składać zapisy po cenie maksymalnej ustalonej na 40 zł za akcję („Cena Maksymalna”). Pojedynczy zapis może opiewać na co najmniej 50 akcji i maksymalnie 200.000 akcji. Inwestorzy indywidualni mogą złożyć więcej niż jeden zapis.
  • Biorąc pod uwagę przyjętą politykę dywidendową Spółki, zakładającą wypłatę dywidendy za 2021 r. w kwocie 170 mln zł, spodziewana stopa dywidendy przy Cenie Maksymalnej szacowana jest na ok. 10,4%.
  • Ostateczna cena akcji dla inwestorów indywidualnych i ostateczna cena akcji dla inwestorów instytucjonalnych, a także ostateczna liczba akcji oferowanych w Ofercie (w tym liczba akcji z opcji nadprzydziału), zostaną ustalone po przeprowadzeniu procesu budowania księgi popytu wśród inwestorów instytucjonalnych, przy czym ostateczna cena akcji dla inwestorów indywidualnych nie będzie wyższa niż Cena Maksymalna.
  • Intencją Akcjonariusza Sprzedającego oraz Globalnych Współkoordynatorów jest zaoferowanie inwestorom indywidualnym około 10%-15% akcji oferowanych. W przypadku, gdy łączna liczba akcji, na które złożą zapisy inwestorzy indywidualni, będzie większa niż ostateczna liczba akcji oferowanych tej kategorii inwestorów, przydział akcji nastąpi na zasadach proporcjonalnej redukcji każdego ze złożonych zapisów.
  • Rolę Globalnych Współkoordynatorów i Współprowadzących Księgę Popytu pełnią: Erste Group, Erste Securities Polska, Pekao Investment Banking oraz Santander Bank Polska S.A. – Santander Biuro Maklerskie. Rolę Firmy Inwestycyjnej pośredniczącej w ofercie publicznej Akcji Oferowanych oraz Współprowadzącego Księgę Popytu i Menadżera Stabilizującego pełni Biuro Maklerskie Pekao. Erste Securities Polska i Santander Bank Polska S.A. – Santander Biuro Maklerskie pełnią również rolę firm inwestycyjnych współpośredniczących w ofercie publicznej. mBank pełni rolę menedżera oferty (co-bookrunner). Niezależnym doradcą finansowym Spółki w związku z Ofertą jest Rothschild & Co Polska sp. z o.o.
  • Murapol zamierza ubiegać się o dopuszczenie i wprowadzenie wszystkich akcji Spółki do obrotu na rynku podstawowym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.
  • Spółka, Akcjonariusz Sprzedający oraz Prezes Zarządu Spółki Nikodem Iskra nie będą oferować ani sprzedawać akcji Spółki przez okres 360 dni od zakończenia Oferty, z pewnymi zwyczajowymi wyłączeniami.

Przewidywany harmonogram Oferty:

22–30 listopada 2021 r. proces budowania księgi popytu wśród inwestorów instytucjonalnych
23–29 listopada 2021 r. przyjmowanie zapisów od inwestorów indywidualnych
do 30 listopada 2021 r. publikacja informacji o ostatecznej cenie akcji, ostatecznej liczbie akcji oferowanych w Ofercie (w tym akcji oferowanych w ramach opcji nadprzydziału) oraz ostatecznej liczbie akcji oferowanych poszczególnym kategoriom inwestorów

Rynek pożyczek w październiku 2021 r.

W październiku 2021 r., w porównaniu do października 2020 r. w ujęciu wartościowym firmy pożyczkowe współpracujące z BIK udzieliły pożyczek na kwotę wyższą o (+78,2%). Natomiast w ujęciu liczbowym udzielono ich o (+62,5%) więcej. Łączna sprzedaż firm pożyczkowych współpracujących z BIK wyniosła w październiku 2021 r. 714 mln zł w ujęciu wartościowym oraz 274,9 tys. sztuk w ujęciu liczbowym. Średnia wartość nowo udzielonej w październiku 2021 r. pożyczki pozabankowej wyniosła 2 329 zł i była wyższa od średniej wartości pożyczki udzielonej w październiku 2020 r. o (+10,3%).

W październiku 2021 r. 44,0% wartości nowo udzielonych pożyczek firmy pożyczkowe przyznały na kwoty powyżej 5 tys. zł, które w ujęciu liczbowym stanowiły jednak tylko 10,7% sprzedaży. W ujęciu liczbowym dominowały pożyczki do kwoty 1 tys. zł, które stanowiły 45,3% liczby udzielonego finansowania. W ujęciu wartościowym pożyczki na kwoty poniżej 1 tys. zł miały 10,0% udział w sprzedaży.

W okresie styczeń – październik 2021 r. liczba nowo udzielonych pożyczek wyniosła 2 389,1 tys. sztuk i była wyższa o (+48,0%) w porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku. Wartość nowo udzielonych pożyczek w okresie pierwszych dziesięciu miesiącach 2021 r. to 5,809 mld zł – kwota wyższa o (+54,3%) w zestawieniu do analogicznego okresu 2020 r.

W październiku 2021 r. nowo udzielone pożyczki ze wszystkich przedziałów kwotowych i to zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym, odnotowały dodatnie dynamiki. Najwyższe dodatnie dynamiki w ujęciu liczbowym w porównaniu do października 2020 r. odnotowały pożyczki ze skrajnych przedziałów: niskokwotowe do 500 zł odpowiednio (+120,5%) oraz wysokokwotowe powyżej 5 tys. zł odpowiednio: (+71,0%). W ujęciu wartościowym najwyższą dynamiką charakteryzowały się również pożyczki z przedziału powyżej 5 tys. zł (+100,7%) oraz niskokwotowe do 500 zł (+87,0%).

TTMS ogłasza zamiar przeprowadzenia IPO

Spółka Transition Technologies MS S.A. („TTMS”) ogłosiła zamiar przeprowadzenia pierwszej oferty publicznej akcji („Oferta”). Oferta będzie obejmować wyłącznie akcje nowej emisji („Nowe Akcje”). W ramach Oferty Spółka planuje ubiegać się o dopuszczenie i wprowadzenie istniejących akcji Spółki („Akcje”) oraz Nowych Akcji do obrotu na rynku podstawowym GPW w Warszawie („GPW”).

Komentując dzisiejsze ogłoszenie Sebastian Sokołowski, Prezes Zarządu TTMS powiedział:

Rynek usług IT jest rynkiem rozwijającym się niezwykle dynamicznie, charakteryzuje się  stale rosnącym popytem, czemu sprzyja globalny trend cyfryzacji. Zapotrzebowanie na specjalistów IT rośnie na całym świecie, a tym samym rośnie również potencjał rozwoju i dalszej ekspansji zagranicznej TTMS. Pandemia i popularyzacja pracy zdalnej spowodowały zwiększenie nakładów na digitalizację procesów oraz wzrost  popularności outsourcingu IT. Korporacje, by budować przewagi konkurencyjne, są zmuszone do przyspieszenia transformacji cyfrowej w swoich organizacjach. Outsourcing IT pozwala im na optymalizację działalności operacyjnej i redukcję kosztów przy jednoczesnym koncentrowaniu się na swojej kluczowej działalności. Naszymi klientami są przede wszystkim międzynarodowe firmy, często światowi liderzy w swoich branżach, z którymi pracujemy w oparciu o długoterminowe umowy ramowe, niejednokrotnie obsługując ich na kilku kontynentach. Istniejący trend rynkowy daje nam ogromne możliwości przyspieszenia rozwoju naszej firmy. – mówi Sebastian Sokołowski, Prezes Zarządu TTMS S.A.

Mamy zasoby, unikalną wiedzę i strategię, która przybliża nas do realizacji celu, jakim jest zdobycie pozycji dużego, globalnego dostawcy usług IT. Zakładamy rozwój zarówno poprzez akwizycje jak i wzrost organiczny. Chcemy umacniać pozycję w Europie oraz w Azji, gdzie posiadamy dynamicznie rozwijającą się spółkę z siedzibą w Kuala Lumpur. W październiku br. przejęliśmy pakiet kontrolny akcji w duńskiej spółce ConCor A/S, dzięki tej transakcji zwiększymy naszą obecność nie tylko w Danii, ale także w pozostałych krajach skandynawskich. W ten sposób umacniamy naszą markę, rozbudowujemy zagraniczną sieć sprzedaży oraz tworzymy większe możliwości pozyskania wysokomarżowych projektów. Ogłoszony dziś zamiar przeprowadzenia pierwszej oferty publicznej i pozyskanie w ten sposób środków na dalszy rozwój, poprzez selektywne akwizycje, może istotnie przyspieszyć naszą dalszą globalną ekspansję  – dodaje Sebastian Sokołowski.

NAJWAŻNIEJSZE INFORMACJE DOTYCZĄCE OFERTY

  • Oferta obejmuje publiczną subskrypcję do 2.400.000 nowo emitowanych akcji Spółki.
  • W ramach Oferty TTMS zamierza ubiegać się o dopuszczenie i wprowadzenie Akcji
    i Nowych Akcji do obrotu na rynku podstawowym GPW w Warszawie.
  • Wpływy z Oferty zostaną przeznaczone przede wszystkim na finansowanie akwizycji zagranicznych spółek świadczących usługi IT, o ugruntowanej pozycji rynkowej
    i specjalizujących się w technologiach zgodnych ze strategicznymi kompetencjami TTMS. Celem akwizycji jest przyspieszenie ekspansji Grupy na wybranych rynkach zagranicznych.
  • W przypadku subskrypcji wszystkich Nowych Akcji, po rejestracji podwyższenia kapitału zakładowego, udział nowych Akcjonariuszy będzie stanowić ok. 25% wszystkich akcji istniejących po Ofercie.
  • Zakłada się, że po przeprowadzeniu Oferty Spółkę oraz wszystkich jej dotychczasowych akcjonariuszy obowiązywać będą umowy ograniczające możliwość, odpowiednio, emitowania lub zbywania papierów wartościowych (tzw. umowy lock-up). Ograniczenia obowiązywać będą przez okres 360 dni od dnia debiutu giełdowego.
  • Głównymi akcjonariuszami Spółki są, działając w porozumieniu: polska spółka informatyczna Transition Technologies S.A. posiadająca 33,4% Akcji oraz członkowie zarządu tej spółki, Panowie Konrad Świrski i Tomasz Gilarski posiadający po 16,7% Akcji każdy. Pozostałe Akcje są w posiadaniu członków zarządu TTMS: Sebastiana Sokołowskiego (20,0%), Krzysztofa Zapały i Adama Kaczmarczyka (po 6,6% każdy).
  • Nowe Akcje będą przedmiotem oferty publicznej na terytorium Polski.
  • Oferta obejmie ofertę publiczną skierowaną do inwestorów indywidualnych
    i instytucjonalnych oraz ofertę skierowaną do Inwestorów w Transzy Pracowniczej.
    W związku z Ofertą, mogą zostać podjęte ograniczone działania marketingowe mające na celu promowanie Oferty poza terytorium Polski, zgodnie z Regulacją S.
  • Przeprowadzenie Oferty oraz notowanie Akcji na GPW uzależnione jest od zatwierdzenia prospektu przez Komisję Nadzoru Finansowego,  rejestracji akcji Spółki w Krajowym Depozycie Papierów Wartościowych S.A. oraz podjęcia przez GPW stosownych uchwał w sprawie dopuszczenia i wprowadzenia akcji Spółki do obrotu na GPW.
  • Menedżerem Oferty jest Ipopema Securities S.A.

NAJWAŻNIEJSZE INFORMACJE O TTMS S.A.:

TTMS to szybko rosnący dostawca nowoczesnego outsourcingu IT, skierowanego głównie do dużych korporacji międzynarodowych. Spółka należy do Grupy Transition Technologies, jednego z największych podmiotów branży IT w Polsce. Spółka specjalizuje się w świadczeniu usług IT w najbardziej zaawansowanym modelu tzw. managed services (usługi zarządzane), które wyróżniają się kompleksowym podejściem do realizowanych zamówień.

TTMS wdraża najnowocześniejsze i najbardziej pożądane rozwiązania światowych liderów IT, między innymi związane z transformacją cyfrową w obszarze sprzedaży i marketingu online, przetwarzaniem w chmurze czy bezpieczeństwem informacji. W ramach świadczenia usług na rzecz klientów Spółka korzysta z zaawansowanych rozwiązań obejmujących m.in. platformę Salesforce, platformę Adobe Experience Manager czy rozwiązania chmurowe Microsoft. TTMS dysponuje wysoko wykwalifikowaną, międzynarodową kadrą, złożoną nie tylko z inżynierów, programistów i specjalistów z zakresu IT, ale również doświadczonych managerów o unikalnej znajomości lokalnych rynków. TTMS systematycznie istotnie zwiększa zatrudnienie – w ciągu ostatnich 6 lat wzrosło ono sześciokrotnie i na koniec września 2021 r. wyniosło ponad 640 pracowników.

TTMS koncentruje swoją działalność na międzynarodowym rynku i sektorach stosunkowo odpornych na wahania koniunktury, o wysokich barierach wejścia oraz potencjale wzrostowym, które jednocześnie wymagają wysokich kompetencji szczególnie w obszarze świadczonych usług IT, takich jak: sektor farmaceutyczny i medyczny, przemysł, sektor edukacyjny oraz zbrojeniowy i kosmiczny. Głównym klientem Spółki jest jeden
z największych światowych koncernów farmaceutycznych – Grupa Roche. Model sprzedaży oparty jest o umowy ramowe – długoterminowe i wielowymiarowe kontrakty
z międzynarodowymi korporacjami, co zwiększa bezpieczeństwo ciągłości świadczonych usług. Strategia rozwoju Spółki zakłada rozwój sprzedaży w sektorach, w których jest obecnie aktywna, a po uzyskaniu zakładanego poziomu nasycenia – dalszą dywersyfikację branżową.

TTMS już obecnie posiada międzynarodową ekspozycję, świadcząc usługi w różnych strefach czasowych oraz wspierając swoich klientów na różnych kontynentach w ich lokalnych siedzibach. Międzynarodowa pozycja Spółki budowana jest 6 krajach poprzez spółki zależne (w Malezji, Wielkiej Brytanii i od niedawna w Danii) lub przedstawicielstwa handlowe (w Stanach Zjednoczonych, Singapurze oraz Austrii). Działania sprzedażowe Spółka prowadzi także w innych krajach DACH (Niemcy, Szwajcaria) czy w Skandynawii. Strategia Grupy zakłada dalszą ekspansję międzynarodowej marki TTMS, zarówno poprzez rozwój organiczny jak i realizację selektywnych akwizycji na docelowych rynkach.

W październiku 2021 r. Spółka, nabyła pakiet większościowy (56% akcji) ConCor A/S, finansując akwizycję ze środków własnych. Krok ten wpisuje się w strategię TTMS w obszarze rozbudowy międzynarodowych struktur sprzedaży. Transakcja ma umożliwić wzmocnienie obecności TTMS na rynku duńskim oraz w pozostałych państwach skandynawskich. ConCor A/S realizuje 19 umów ramowych z klientami z Danii i Szwecji. Usługi świadczone wspólnie przez TTMS i ConCor będą oparte o near-shoring z Polski w ramach efektywnie współpracujących zespołów polsko-duńskich.

PRZEWAGI KONKURENCYJNE TTMS:

  1. Umiędzynarodowienie i dynamiczny rozwój na rynkach międzynarodowych
  • Spółka jest firmą międzynarodową. Korzystając z pozycji w międzynarodowej Grupie

Kapitałowej Transition Technologies, jak również z doświadczeń z samodzielnego rozwoju w ostatnich latach, Spółka identyfikuje rynki globalne jako docelowy obszar swojej działalności.

  • Spółka zakłada, że kluczowym elementem nowoczesnego modelu spółek IT jest wysoka specjalizacja i docieranie do odbiorców na rynkach zagranicznych.
  • Obecna dynamika zapotrzebowania na usługi IT (wzrost globalnie o 10,8% w 2021 w stosunku do 2020 wg. danych raportu Gartnera) pokazuje duży potencjał rozwoju dla firm informatycznych takich jak Spółka na rynku globalnym.
  • Dzięki długoterminowym modelom współpracy z międzynarodowymi koncernami, doświadczeniu w uruchamianiu zagranicznych spółek zależnych (w Malezji i Wielkiej Brytanii), jak również wykorzystaniu sieci przedstawicielstw handlowych (w USA, Austrii, Singapurze) i firm partnerskich, Spółka efektywnie dostarcza swoje usługi na wybranych obszarach globalnego rynku IT i konkuruje ze światowymi dostawcami usług.
  • Firma dysponuje wysoko wykwalifikowaną, międzynarodową kadrą o unikalnej znajomości lokalnych rynków, co pozwala na wytyczanie kierunków rozwoju w oparciu o wykorzystanie potencjału danego regionu.
  • Zdaniem Zarządu Spółki, trendy konsolidacji oraz postępującej specjalizacji będą sprzyjały firmom posiadającym międzynarodowe struktury i modele działania.
  1. Specjalizacja w dostawach usług najnowszych technologii
  • Wysoki poziom kompetencyjny i model współpracy managed services jest kluczową przewagą TTMS na obecnych rynkach działalności, co wyróżnia Spółkę na tle firm IT oferujących prace wyłącznie w formie „body leasing”, bez budowy własnych centrów kompetencji technologicznych.
  • Grupa szybko adaptuje nowe technologie do procesów wdrażanych u klientów, a sprawdzony proces pozyskiwania pracowników i ich efektywnego szkolenia (m.in. dedykowane akademie szkoleniowe) pozwalają na nadążanie za szybkim rozwojem technologii IT.
  • Strategiczne obszary technologiczne są skupione w 4 dedykowanych centrach kompetencyjnych Spółki koncentrujących się odpowiednio na opartej na chmurze technologii Salesforce, obszarze Adobe Experience Manager oraz obszarze Microsoft Azure Cloud i Microsoft Office 365.
  1. Wysokie tempo wzrostu wyników finansowych
  • Historia wyników finansowych TTMS potwierdza jej potencjał w zakresie wzrostu obrotów, rentowności sprzedaży i generowania środków pieniężnych z działalności operacyjnej.
  • Przychody ze sprzedaży z roku na rok konsekwentnie rosły, z poziomu 66,8 mln PLN w 2018 roku do 102,5 mln PLN w 2020 roku (CAGR 2018-2020 w wysokości 23,8%).
    W okresie 6 miesięcy zakończonym 30 czerwca 2021 r. Grupa utrzymała zbliżoną dynamikę wzrostu skali działalności. Przychody ze sprzedaży za wskazany okres wyniosły 60,0 mln PLN i były o 10,5 mln PLN wyższe niż w analogicznym okresie
    2020 r., co oznacza wzrost na poziomie 21,27%.
  • EBITDA TTMS wzrosła z poziomu 7,1 mln PLN w 2018 roku do 19,0 mln PLN w 2020 roku (CAGR 2018-2020 w wysokości 63,9%), co oznacza, że rosła bardziej dynamicznie niż przychody ze sprzedaży. Fakt ten świadczy o rosnącej rentowności działalności operacyjnej. EBITDA Grupy w I półroczu 2021 r. wzrosła do 10,5 mln PLN, co oznacza wzrost w wysokości 18,6% w porównaniu z analogicznym okresem 2020 roku.
  • Wzrost zysku EBITDA przekładał się na istotny wzrost zysku netto, jaki generowała Grupa w omawianym okresie oraz na wypłacaną dywidendę.
  • Zysk netto TTMS wzrósł z 3,6 mln zł w 2018 roku do 12,6 mln zł w 2020 roku (CAGR 2018-2020 w wysokości 87,1%) , po I półroczu 2021 roku Spółka wypracowała zysk w wysokości 7,2 mln zł (+22% r/r).
  • Wzrost wyników finansowych oraz stabilna sytuacja bilansowa pozwalają Grupie aspirować do realizacji zleceń niedostępnych dla części konkurentów, podmiotów
    o mniejszej skali lub gorszych wskaźnikach finansowych.
  1. Specjalizacja i świadczenie usług dla najbardziej zaawansowanych branż światowej gospodarki
  • Specjalizacja jest elementem wpływającym na pozycję Spółki na konkurencyjnym rynku outsourcingu IT. Spółka świadomie wybiera model koncentracji na wybranych, w jej ocenie najbardziej perspektywicznych branżach światowej gospodarki. Z jednej strony są to branże wymagające najwyższych kompetencji, co tworzy wysoką barierę wejścia, z drugiej są to gałęzie biznesowe odporne na globalne zawirowania i kryzysy, co szczególnie pokazała sytuacja związana z pandemią COVID-19.
  • Grupa specjalizuje się w świadczeniu usług oraz stale rozwija współpracę z klientami z branży farmaceutycznej i medycznej, przemysłu, sektora kosmicznego oraz zbrojeniowego. W odróżnieniu od innych branż, te kluczowe dla Spółki sektory charakteryzują się stabilnością zamówień oraz relatywnie długimi okresami kontraktowej współpracy.
  • Wykorzystywanie najnowszych technologii w działalności, wymagane w tych branżach unikatowe certyfikaty oraz długie procedury weryfikacji i akceptacji dostawców tworzą wysokie bariery wejścia dla potencjalnej konkurencji.
  1. Sprawdzony model długoterminowych relacji z międzynarodowymi klientami
  • Wieloletnie doświadczenie na rynkach międzynarodowych pozwoliło Spółce na wypracowanie unikalnego, sprawdzonego modelu współpracy z klientami
    i partnerami. Spółka koncentruje się na uzyskaniu umów handlowych w postaci długoterminowych kontraktów na usługi IT.
  • Obecnie ponad 80% (dane za okres 6 miesięcy zakończony 30 czerwca 2021 r.) przychodów pochodzi z długoterminowej współpracy z klientami trwającej ponad 5 lat.
  • Należy podkreślić, że od początku działalności Spółka nie utraciła żadnego kontraktu realizowanego w modelu zaawansowanych usług managed services. Zbudowane dobre relacje oraz wysoka jakość dostaw sprawiły, że współprace te trwają do dnia dzisiejszego i z reguły z roku na rok wzrasta ich skala, mierzona zarówno obrotem jak i liczbą zaangażowanych pracowników.
  • Przykładem tego typu długoterminowej współpracy o rosnącej skali są usługi świadczone przez Grupę na rzecz Grupy Roche. Początek współpracy datuje się na 2010 rok. W 2013 r. Spółka oraz Roche Polska zawarły pierwszą umowę ramową dotycząca wzajemnej współpracy, natomiast w 2016 r. Spółka otworzyła dedykowane dla klienta lokalne biuro, tzw. Offshore Development Center w Warszawie. Analogiczne dedykowane biuro zostało utworzone rok później w Malezji. Stabilność współpracy potwierdza nowa umowa ramowa, zawarta przez partnerów w I półroczu 2021 r.
  1. Dynamiczny i ambitny model zarządzania
  • Istotnym czynnikiem budującym przewagę konkurencyjną Spółki jest wypracowany schemat zarządzania.
  • Zarówno organizacyjne jak i finansowe zasoby, jakimi dysponuje Spółka, pozwalają managerom aktywnie i na bieżąco podejmować decyzje związane z rozwojem spółek Grupy w ramach przyjętej strategii.
  • W ciągu 6 lat rozbudowała międzynarodowe struktury oraz dwunastokrotnie zwiększyła swoją sprzedaż przy sześciokrotnym wzroście zatrudnienia. 
  1. Wykorzystanie zasięgu i potencjału Grupy Kapitałowej TT do rozwoju Emitenta
  • Spółka działa w ramach jednej z większych grup informatycznych w Polsce – Grupy Kapitałowej Transition Technologies, co zapewnia jej m.in. możliwość wykorzystywania wsparcia kompetencyjnego, organizacyjnego oraz kadrowego
    w przypadku realizacji dużych projektów lub też zleceń o bardzo krótkim harmonogramie realizacji.
  • Dodatkowo, Grupa Kapitałowa TT gwarantuje swobodny dostęp do kredytów

parasolowych, stanowiących, w razie potrzeby, dodatkowe zabezpieczenie płynności biznesowej Spółki.

  • Biura handlowe istniejące w ramach Grupy Kapitałowej TT na całym świecie wspierają również pozyskiwanie kontraktów bezpośrednio dla Spółki.

STRATEGIA

Celem Zarządu jest aby Spółka osiągnęła pozycję globalnego dostawcy usług informatycznych dla korporacji międzynarodowych. Strategia rozwoju Spółki zakłada maksymalizację przychodów ze sprzedaży usług w sektorach, w których jest ona obecnie aktywna, a następnie ich płynną dywersyfikację. Zarząd zamierza realizować przyjętą strategię w perspektywie co najmniej 5 lat. Pierwsza faza tego procesu jest już obecnie realizowana i obejmuje przede wszystkim:

  • aktywne pozyskiwanie nowych klientów w dotychczasowych branżach działalności Spółki,
  • rozwój strukturalny i dostosowywanie zasobów organizacji do rosnącej skali działalności,
  • selektywne akwizycje zagranicznych firm IT działających w komplementarnych (technologicznie oraz rynkowo) sektorach.

Pozycja działającego międzynarodowo dostawcy w wybranych sektorach i technologiach umożliwi w następnej – długoterminowej fazie strategii – poszerzenie portfela produktowego o nowe obszary technologiczne oraz o usługi dedykowane kolejnym sektorom gospodarki.

Strategia rozwoju geograficznego Grupy obejmuje trzy makroregiony: Europę, Azję i Australię oraz USA. W każdym z tych trzech obszarów Zarząd przyjmuje inną, odpowiednią dla danego regionu, strategię rozwoju. W szczególności, rozwój Grupy na terenie Europy koncentruje się na trzech regionach: DACH (Niemcy, Austria, Szwajcaria), Wielkiej Brytanii oraz krajach skandynawskich. W tym ostatnim regionie Spółka dokonała swojej pierwszej akwizycji, nabywając w październiku 2021 r. większościowy pakiet akcji w spółce ConCor A/S.

Wizja Zarządu bazuje na modelu rozwojowym wiodących globalnych dostawców technologii IT generujących w ostatnich latach wielomiliardowe przychody ze sprzedaży świadczonych usług. Ogromny potencjał polskich programistów, ich doskonałe kompetencje
i międzynarodowe doświadczenie, jak również korzystne położenie geograficzne Polski w połączeniu z ostatnimi, dynamicznymi zmianami gospodarki światowej w epoce po pandemii COVID-19 stwarzają unikatowe możliwości realizacji tej strategii.

OTOCZENIE RYNKOWE

Globalny trend cyfryzacji generuje stały wzrost popytu na usługi rynku technologii informacyjnych i komunikacyjnych (ICT), dzięki czemu rynek ten jest jednym z najszybciej rozwijających się obszarów gospodarki światowej. Szacuje się, że początkowo negatywny wpływ pandemii COVID-19 na rynek usług ICT, zostanie zrekompensowany szybszym wzrostem w kolejnych latach[1].

W skali globalnej rynek ICT składa się z pięciu segmentów – telekomunikacji, hardware, usług IT, nowych technologii oraz software. Dwa pierwsze segmenty stanowią odpowiednio 26% i 23% całego globalnego rynku ICT. Usługi IT stanowią trzeci największy segment rynku ICT z udziałem na poziomie około 21%. Rynek outsourcingu usług IT szacuje się na około 32% rynku usług IT. Na koniec 2019 r. wartość globalnego rynku outsourcingu usług IT szacowano na poziomie 334 mld USD. Według prognoz rynek outsourcingu usług IT osiągnie na koniec 2025 r. poziom 398 mld USD.

[1] Raport: „Covid-19 digital engagement report”, Twilio Inc, czerwiec 2020; „Oprogramowanie i usługi IT” Bank Pekao S.A. (autor: Kamil Zduniuk), styczeń 2021).

Przepływowe podgrzewacze wody – dlaczego warto na nie postawić?

Trudno wyobrazić sobie codzienne życie bez ciepłej wody użytkowej. Wykorzystujemy ją do wielu celów, w tym m.in. podczas brania prysznica lub kąpieli, mycia naczyń czy ręcznego prania delikatnych tkanin. Wielu inwestorów stoi zatem przed nie lata dylematem – jaki system podgrzewania wody wybrać? Coraz większą popularnością cieszą się przepływowe podgrzewacze wody zasilane elektrycznie, których montaż zarówno w gospodarstwie domowym, jak i przestrzeni biurowej niesie ze sobą wiele korzyści. O jakich mowa? Podpowiadamy.

Elektryczny podgrzewacz do wody – jak działa?

Zalety wynikające z inwestycji w dobrej jakości elektryczne podgrzewacze wody można w pełni docenić tylko i wyłącznie wtedy, kiedy poznamy mechanizm ich działania. W praktyce jest on bardzo prosty i zrozumiały dla każdego. Są to urządzenia o kompaktowych rozmiarach i uruchamiają się w momencie, gdy odkręcamy kran z ciepłą wodą. W przeciwieństwie do podgrzewaczy pojemnościowych, które przystosowane są do przechowywania większej ilości wody w zbiorniku, modele przepływowe zużywają energię tylko w momencie poboru tej ciepłej, więc okazują się rozwiązaniem niezwykle energooszczędne.

Na rynku znajdziemy modele jedno- i trójfazowe, które zostały zaprojektowane z myślą o zróżnicowanych potrzebach i oczekiwaniach ich przyszłych użytkowników. Pierwszy wariant zasilany napięciem 230 V to doskonałe rozwiązanie, gdy potrzebujemy szybkiego i wydajnego urządzenia do podgrzania niewielkich ilości wody. Drugi rodzaj o przyłączu rzędu 400 V to sprzęt do zadań specjalnych, który znajduje swoje zastosowanie wszędzie tam, gdzie chcemy podgrzewać wodę w wielu punktach poboru.

Przepływowy podgrzewacz wody – rozwiązanie energooszczędne

W branży budownictwa mieszkalnego coraz częściej zwraca się uwagę na ekologiczny charakter stosowanych rozwiązań. Wielu inwestorów stawia na wysokiej jakości materiały izolacyjne, które chronią przed nadmiernymi stratami ciepła. Podobnie jest w przypadku osób, które stoją przed wyborem systemu podgrzewania wody. Warto stawiać na sprzęty, które zużywają małe ilości energii elektrycznej. Tak też się dzieje w przypadku przepływowych podgrzewaczy wody, które pobierają energię tylko w momencie jej zapotrzebowania, a co za tym idzie, przyczyniają się do obniżenia rachunków u dostawcy prądu. Jest to duża oszczędność zwłaszcza w porównaniu do podgrzewaczy hydraulicznych. Co ważne, zawsze podgrzewa się odpowiednia ilość cieszy.

Elektryczny podgrzewacz wody – wygodne sterowanie

Ogromną zaletą przepływowych podgrzewaczy wody na prąd jest ich niezwykle prosta obsługa. Sterowanie odbywa się za pomocą panelu elektronicznego, który jest bardzo intuicyjny – nie będzie stanowił problemu nawet dla mniej doświadczonych inwestorów czy osób w podeszłym wieku. Co ważne, można z łatwością dobrać temperaturę, do jakiej urządzenie ma podgrzewać wodę. Większość modeli od renomowanych producentów robi to z dokładnością do 0,5 oC. Warto również dodać, że niektóre marki wypuszczają na rynek urządzenia, które wyposażone są w system elektronicznego wykrywania pęcherzyków powietrza, które mogłoby przyczynić się do nagłej zmiany temperatury wody. Wszystko za sprawą specjalnej konstrukcji grzałki wykonanej ze stali szlachetnej, która zapewnia nie tylko niewrażliwość na pęcherzyki powietrza, ale również odporność na odkładanie się kamienia.

Elektryczne podgrzewacze wody – łatwy montaż

Instalacja elektrycznych podgrzewaczy wody to przysłowiowa bułka z masłem. Niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z modelem jedno- czy trójfazowym, zawsze wyróżnia się niewielkimi rozmiarami. Efekt? Bardzo łatwy proces montażu, z którym poradzą sobie nawet mniej wprawieni majsterkowicze, choć dla pewności warto skorzystać z pomocy fachowca. Tego rodzaju podgrzewacze wody są lekkie i kompaktowe, ale jednocześnie bardzo wydajne.

Elektryczne podgrzewacze wody – zabierają niewiele miejsca

Montaż podgrzewaczy wydaje się optymalnym rozwiązaniem w momencie, gdy nie możemy pozwolić sobie na zakup np. bojlera. Zajmują bardzo niewiele miejsca, więc z czystym sumieniem można je umieścić w kuchni czy łazience. Prezentują się niezwykle estetycznie, dlatego bez większego problemu możemy je wkomponować zarówno w nowoczesne, jak i nieco bardziej klasyczne aranżacje wnętrz. Jeśli natomiast nie chcemy, aby urządzenie było widoczne, nic nie stoi na przeszkodzie aby umieścić je w szafce tuż pod zlewozmywakiem lub umywalką. Wielu inwestorów decyduje się na ich zakup z myślą o wyposażeniu domków letniskowych czy obiektów na terenach ogródków działkowych, gdzie nie sposób znaleźć optymalnego podłączenia do ciepłej wody, np. z sieci wodociągowej.

Elektryczne podgrzewacze do wody – bezpieczeństwo na pierwszym miejscu

Wielu inwestorów decyduje się na zakup podgrzewacza wody w wersji elektrycznej z bardzo prostego powodu – gwarantuje on bezpieczeństwo użytkowania i codziennej eksploatacji. Tego rodzaju urządzenia nie wydzielają żadnego rodzaju spalin, więc wszelkie ryzyko związane np. z nieszczelnością instalacji gazowej jest całkowicie wyeliminowane. Nie może być także mowy o innych nieprzyjemnych zdarzeniach, w tym m.in. wybuchu podgrzewacza. Ten zasilany elektrycznie zapewnia bezpieczeństwo wszystkim domownikom, a do tego jest komfortowy w obsłudze.

Pozostając w temacie bezpieczeństwa – podgrzewacze wody od najlepszych producentów na rynku mogą pochwalić się mianem wodoodpornych. Co to oznacza w praktyce? Tego rodzaju modele sprawdzą się wszędzie tam, gdzie istnieje zagrożenie zalania wodą, np. w kabinie prysznicowej. Obudowy kompaktowych podgrzewaczy zostały zaprojektowane tak, aby wszystkie komponenty elektroniczne były maksymalnie zabezpieczone i niewrażliwe na wilgoć. To z kolei przekłada się na ich dłuższą żywotność.

Przegląd wydarzeń tygodnia 22 – 26.11.2021

Kończący się tydzień upłynął pod znakiem silnego dolara i wszystkich tego konsekwencji. Jednocześnie nie słabną oczekiwania inflacyjne, które determinują zachowanie inwestorów. W kolejnym tygodniu uwagę przykują publikacje PMI, które pokażą nastroje w biznesie w obliczu wysokiej fali zachorowań. Uważam, że kluczową publikacją w przyszłym tygodniu będą minutki FOMC. Rynek postara się z nich wyczytać jakie czynniki mogą skłonić Fed do szybszej normalizacji polityki pieniężnej. Ponadto poznamy decyzję RBNZ ws. poziomu stóp procentowych. Rynek oczekuje podwyżek kosztu pieniądza. W Polsce ważnych publikacji zabraknie, ale warto zwracać uwagę na wypowiedzi członków RPP, m.in. ws. ostatniej deprecjacji złotego.

Najważniejsze wydarzenia: PMI, minutki FOMC, PCE, decyzja ws. stóp procentowych RBNZ

Strefa euro

W kolejnym tygodniu poznamy szereg publikacji wskaźników koniunktury PMI dla dużych, światowych gospodarek. W Europie ważnym czynnikiem wpływającym na nastroje w biznesie może być wzrost zakażeń na COVID19 notowany od początku listopada. Sądzę, że w ankietach menedżerowie, tradycyjnie już, wskażą na inflację oraz niedobory podażowe jako czynniki pogarszające koniunkturę. Oczekuje się, że co do zasady wyższą wartość wskaźnika PMI zanotuje sektor przemysłowy, jednak nie można wykluczyć pozytywnych zaskoczeń w sektorze usług, jak chociażby we Francji przy okazji październikowej ankiety.

USA

Interesująco zapowiada się środa w Stanach Zjednoczonych. Na przełomie przyszłego tygodnia opublikowana zostanie rewizja annualizowanej dynamiki PKB. Tego samego dnia na rynek napłyną dane o sprzedaży detalicznej oraz raport o dochodach i wydatkach Amerykanów, w tym ulubiona miara inflacji Fed PCE. Seria dobrych danych z gospodarki USA podsyca oczekiwania inwestorów w kwestii szybszych podwyżek stóp procentowych. W takim kontekście kolejne dobre dane z realnej gospodarki i wzrost inflacji PCE mogłyby dodatkowo zwiększyć presję na Fed. Najwięcej o nastawieniu Rezerwy Federalnej do tematu zacieśniania warunków finansowych dowiemy się z protokołu z ostatniego posiedzenia FOMC. Podczas tegoż spotkania zapadła decyzja o ogłoszeniu taperingu, przy czym Fed zastrzegł sobie możliwość reagowania na otoczenie makroekonomiczne. Sądzę, że z tzw. minutek dowiemy się, jakie wskaźniki Fed bierze pod uwagę oraz czy warunki do szybszego zacieśniania zostały już spełnione.

Nowa Zelandia

Również w środę RBNZ zadecyduje ws. poziomu stóp procentowych w Nowej Zelandii. Instytucja pozostaje jednym z najbardziej jastrzębio nastawionych banków centralnych na świecie, a rynek wycenia wyraźne podwyższanie kosztu pieniądza. Za zwiększeniem zakładów na podwyżki stóp procentowych stoją przede wszystkim wysokie oczekiwania inflacyjne w Nowej Zelandii. We wrześniu dwuletnie oczekiwania podskoczyły do 2,96 proc. (poprzednio 2,27 proc.), co zwiększa na presję na bank centralny.

Polska

W Polsce istotnych publikacji makroekonomicznych będzie jak na lekarstwo. Sądzę, że na fali ostatniego osłabienia złotego możemy obserwować medialną ofensywę NBP, która miałaby zahamować silną deprecjację PLN. Uważam, że w tej chwili kurs znalazł się już poza strefą komfortu RPP, zwłaszcza mając na uwadze niedawne, drastyczne podwyżki stóp procentowych. RPP rozpoczęła podnoszenie stóp procentowy, jednak rynek nie wierzy w determinację banku centralnego do utrzymywania restrykcyjnej polityki pieniężnej. Rada znalazła się w o tyle trudnej sytuacji, że de facto nie działa proaktywnie, a reaktywnie (jest zmuszona podwyższać stopy żeby bronić odpływu kapitału). W takim środowisku rynek ma apetyt na przetestowanie determinacji RPP.

Maciej Madej, analityk DM TMS Brokers

Kraje Europy Środkowej oczekują kolejnego zacieśnienia polityki pieniężnej

Ten tydzień był stosunkowo ubogi pod względem istotnych danych makroekonomicznych. Na sytuację na rynkach finansowych miały raczej wpływ nastroje niż konkretne dane, które mogłyby znacząco zmienić fundamenty na rynkach finansowych. Z polskich danych można wymienić przede wszystkim wyniki inflacji bazowej, które wzrosły w październiku z 4,2% do poziomu 4,5%. Wynik ten był jednak zgodny z oczekiwaniami rynku. Natomiast wskaźnik cen konsumpcyjnych wzrósł do 6,8%. Co więcej, w najbliższej przyszłości raczej nie doczekamy się znacznego spowolnienia inflacji, a prędzej jej wzrostu. Dlatego można oczekiwać, że NBP będzie nadal podwyższał stopy procentowe.

W tym tygodniu w temacie walut regionalnych warto wspomnieć o forintach węgierskich. Na Węgrzech bank centralny MNB podniósł główną stopę procentową z 1,8% na 2,1%. Podwyżka była umiarkowana, ale retoryka, że MNB będzie kontynuować zacieśnienie polityki pomogła forintowi. Stopy procentowe na Węgrzech powinny zatem nadal rosnąć, pomimo spowolnienia tempa wzrostu PKB. W III kwartale jego rozwój nie spełnił bowiem oczekiwań, rosnąc zaledwie o 0,7% kw/kw.

W tym tygodniu złoty nadal się osłabiał i w piątek rano w stosunku do euro jego kurs wynosił 4,67 PLN/EUR. Natomiast dolar ma za sobą dobry tydzień, ponieważ wzmocnił się w stosunku do większości głównych walut. Na koniec tygodnia kurs dolara amerykańskiego wynosił 1,133 USD/EUR.

Malwina Krakus, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

Dlaczego złoty jest tak słaby? Co dalej z kursem?

Skala osłabienia złotego może wydać się zagadkowa i to powoduje próby szukania wyjaśnień. To co niepokoi, to ewentualna zmiana w polityce Fed, która może być dla złotego kolejnym silnym zagrożeniem.

Jeśli już, z ust prezesa NBP usłyszeliśmy, że grudniowa podwyżka stóp procentowych jest prawdopodobna, co wpisuje się w rynkowe oczekiwania, to osłabienie złotego można wyjaśnić teoretycznie dość prosto – jako efekt przełamana bariery na parze walutowej EURUSD i bardzo duże umocnienie dolara wobec euro jako konsekwencja tego przełamania.

Historycznie zazwyczaj jest tak, że gdy mamy osłabienie euro wobec dolara, złoty traci wobec amerykańskiej waluty jeszcze bardziej i tak właśnie działo się w ostatnich dniach. Dlaczego dolar zyskuje?

– Stany Zjednoczone mają silnie przegrzaną gospodarkę i rynek w USA spekuluje odnośnie tego, że Fed będzie musiał jednak szybciej podnieść stopy procentowe, a ponieważ temat taki w strefie euro niemal kompletnie nie istnieje (rynek próbował takich spekulacji, ale zostały one „ucięte” przez EBC), to dolar zyskuje wobec euro – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

Spekulacje dotyczące szybszych podwyżek w USA powinny powodować gorszy sentyment na rynkach, a tak nie jest. Pomimo ponad 6% inflacji w USA indeksy giełdowe są na rekordowych poziomach, co swoją drogą powinno też wspierać złotego, a tak – jak widzimy – się nie dzieje.

Jednak nie wszystko tu „ma sens”. W Polsce rynek oczekuje szybkich podwyżek stóp procentowych w okolice 3%, a to powinno złotemu pomagać. Faktem jest, że zazwyczaj na walucie (szczególnie w krótkim terminie) czynniki globalne dominują nad lokalnymi, ale i tu nie wszystko zdaje się zgadzać.

Jest jeszcze wątek polityczny i geopolityczny. Wskazuje się na komunikację NBP i napięcie na granicy z Białorusią. Na dodatek inwestorzy ze świata dostrzegają narastający w różnych kwestiach od wielu tygodni konflikt Polski z Unią Europejską. Polska osłabia swą pozycję, choć jeszcze nie na taką skalę jak Turcja, która przeżywa potężną katastrofę swej waluty.

– Inwestorzy obawiają się czy uda się w Polsce opanować bardzo wysoką inflację. Kwestie geopolityczne z kolei zazwyczaj mają bardzo krótkotrwały wpływ i nie wydaje mi się, aby były teraz kluczowe – wyjaśnia ekspert XTB. – Faktem jest jednak, że taka skala osłabienia złotego może wydać się zagadkowa i to powoduje próby szukania różnych wyjaśnień. To co niepokoi, to że ewentualny „zwrot” w polityce Fed (i jego konsekwencje dla szerokich rynków) tak naprawdę jeszcze się nie wydarzył, a jego pojawienie się może być dla złotego sporym zagrożeniem.

Kurs euro jest bliski 4,70 zł. Kurs dolara przekroczył poziom 4,10 zł. Słabość polskiej waluty dotkliwie odczuwają frankowicze – frank przebił się do ponad 4,44 zł.

75% przedsiębiorców obawia się kłopotów z utrzymaniem płynności finansowej

75% polskich przedsiębiorców uważa, że obecnie największym wyzwaniem stojącym przed nimi jest utrzymanie płynności finansowej – tak wynika z badania[1] przeprowadzonego w ramach inicjatywy Urodzeni Przedsiębiorcy[2]. Jednocześnie szanse na rozwój biznesu w najbliższych kilku miesiącach negatywnie ocenia blisko połowa ankietowanych. Nie tylko niepewność i ograniczenia wynikające z pandemii negatywnie wpływają na te oceny. Sytuacji nie ułatwia zamieszanie jakie wywołały wprowadzane w ramach Polskiego Ładu zmiany. Mimo, iż dla wielu przedsiębiorców nowe zasady i planowane zmiany w podatkach nie są jeszcze zrozumiałe, to już teraz 12,5% badanych uważa, że będą one miały niekorzystny wpływ na kondycję finansową firm w trakcie pandemii.infografika

Nastroje mało optymistyczne

Szanse na rozwój biznesu w najbliższych kilku miesiącach pozytywnie ocenia tylko 20% przedsiębiorców. Według badania przeprowadzonego przez Centrum Monitoringu Sytuacji Gospodarczej skutków pandemii boi się prawie 80% firm. Przedsiębiorcy obawiają się ponownych obostrzeń i ewentualnego, ponownego zamknięcia gospodarki. Rosną obawy dotyczące wzrostu podatków – tak wskazało 69% przedsiębiorców (względem badania przeprowadzonego w lipcu jest to wzrost o siedem punktów procentowych). Ponad 65% przedsiębiorców stwierdziła, że pandemia na trwałe zmieni funkcjonowanie firm.  Z badania w ramach inicjatywy Urodzeni Przedsiębiorcy wynika, że dla blisko 46% ankietowanych wyzwaniem, związanym z pandemią, jest dostosowanie się do szybko zmieniających się przepisów prawa. Ponadto, 43% przedsiębiorców wskazuje też na utrzymanie poziomu zatrudnienia pracowników.

Jak wynika z badania przeprowadzonego w ramach inicjatywy Urodzeni Przedsiębiorcy aż 60% ankietowanych uważa, że pandemia sprawiła, że klienci stali się bardziej oszczędni i wydają mniej na zakupy niż w latach poprzednich. Jednocześnie 30% oceniło, że w tym czasie ich klienci stali się̨ bardziej świadomi podczas wyboru produktów lub usług, zwracając większą uwagę na stosunek jakości do ceny. Te obserwacje, a także zmiany na tle gospodarczym zmusiły przedsiębiorców do zmiany w podejściu do prowadzenia firmy. Prawie połowa właścicieli przedsiębiorstw zaczęła rozsądniej gospodarować finansami, a ponad 1/3 firm wstrzymała planowane inwestycje w wyniku rozprzestrzeniania się pandemii.

Kolejne fale pandemii COVID-19 spowodowały kryzys gospodarczy i konieczność wprowadzenia przez państwo środków wsparcia dla przedsiębiorstw. Jednak obecnie, według badania[3] Centrum Monitoringu Sytuacji Gospodarczej 47% firm z perspektywy czasu raczej negatywnie ocenia skuteczność Tarcz Antykryzysowych. Średnia ocena to zaledwie 4,1 punktów w skali od 0 do 10. Wśród nich jest 10% firm, które oceniają Tarcze Antykryzysowe bardzo źle, a więc na ocenę 0.

Czy Polski Ład jest ratunkiem dla firm?

Wiele osób zastanawia się czy Polski Ład jako program odbudowy polskiej gospodarki pomoże firmom w odbudowaniu czy wręcz przeciwnie spowoduje niewydolność.  Z przeprowadzonych przez BCC badań wynika, że aż 87% przedsiębiorców uważa zmiany podatkowe zapowiadane w Polskim Ładzie jako niekorzystne dla ich firm. Ponadto, co czwarty właściciel firmy już dzisiaj planuje podnieść ceny swoich produktów lub usług, aby zrekompensować straty odniesione w wyniku Polskiego Ładu.

Przez ostatnie 2 lata przedsiębiorcy musieli mierzyć się z bardzo trudnymi wyzwaniami. Niestety aktualna sytuacja pokazuje, że to nie koniec. Nic dziwnego, że firmy są pełne obawy, co przyniesie przyszłość. Szczególnie, że sytuacja związana z kolejnymi falami pandemii jest nie tylko dynamiczna, ale również nieprzewidywalna. Takie okoliczności nie sprzyjają odbudowie chociażby kondycji finansowej czy zatrudnienia. Z perspektywy sieci, która zrzesza przedsiębiorców widzę, że planowane zmiany nie uspokajają, a wręcz przeciwnie, napawają ostrożnością. – mówi Robert Rękas, prezes zarządu Lewiatan Holding.

[1] Badanie zostało przeprowadzone w 2021 roku. Celem badania było poznanie m.in. opinii przedsiębiorców na temat wyzwań i zmian, związanych z prowadzeniem własnego biznesu. W ramach badania przeprowadzono ankiety wśród przedsiębiorców.

[2] Celem inicjatywy jest promowanie polskiej przedsiębiorczości oraz wspieranie przedsiębiorców w wyzwaniach z jakimi mierzą się na co dzień w prowadzeniu działalności.

[3] Badanie zostało przeprowadzone w dniach 9-23 października br. metodą CAWI. N=207. Kwestionariusz rozesłano do firm członkowskich i współpracujących z organizacjami zrzeszonymi i współpracującymi z Radą Przedsiębiorczości.

Tomasz Starus otrzymał zgodę od KNF na objęcie funkcji Prezesa Zarządu Euler Hermes w Polsce

Komisja Nadzoru Finansowego na posiedzeniu 19 listopada 2021 r., jednogłośnie wyraziła zgodę na powołanie Tomasza Starusa na stanowisko Prezesa Zarządu Towarzystwa Ubezpieczeń Euler Hermes – największego w Polsce towarzystwa ubezpieczeń należności.

Decyzję Komisji Nadzoru Finansowego przyjmuję z nieskrywaną radością, dumą, ale i dużą dozą pokory. Euler Hermes od blisko ćwierćwiecza współtworzy polską gospodarkę, zapewniając tysiącom firm bezpieczeństwo relacji handlowych. Jako część grupy Allianz każdego dnia podejmujemy nowe wyzwania na rzecz nowoczesnych usług finansowych – powiedział Tomasz Starus, CEO i Prezes Zarządu TU Euler Hermes w Polsce.

Tomasz Starus z Grupą Euler Hermes jest związany od 2000 roku. Zaczynał jako Specjalista ds. Ubezpieczeń Finansowych. W 2001 roku objął stanowisko Kierownika Zespołu w Biurze Oceny Ryzyka. Po trzech latach został powołany na Dyrektora Biura Oceny Ryzyka, odpowiedzialnego za monitoring portfela należności, sporządzanie analiz ekonomicznych oraz opracowanie i wprowadzenie modelu ratingowego dla polskich firm. W 2013 roku został powołany na członka Zarządu nadzorującego ocenę ryzyka kredytowego, szkody i odzyskiwanie należności. Przeprowadził zakończoną sukcesem transformację od manualnej oceny ryzyka w poszczególnych przypadkach do zbudowania sprawnego systemu opartego na Big Data, ze zdolnościami predykcyjnymi i aktualizującego w czasie rzeczywistym ocenę kredytową setek tysięcy przedsiębiorstw. Tomasz Starus współzarządzając działalnością Euler Hermes nadzorował również udaną ewolucję procesu wypłaty odszkodowań do modelu „claims first”, wyznaczającego rynkowy standard prostoty i szybkości uzyskiwania odszkodowania w ramach ubezpieczenia należności w Polsce.

Tomasz Starus od początku swojej pracy zawodowej – w 1998 roku jest związany z rynkiem ubezpieczeń należności. Jest absolwentem wydziału zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego oraz studiów podyplomowych Executive MBA, prowadzonych wspólnie przez Uniwersytet Warszawski i University of Illinois. Jako uczestnik licznych konferencji, inicjatyw branżowych i komentator ekonomiczny, aktywnie współtworzy rynek ubezpieczeń należności w Polsce i nadaje ton dyskusji o ryzyku w biznesie.

KNF wyraziła zgodę na powołanie Jakuba Słupińskiego na Prezesa Banku Pocztowego

Komisja Nadzoru Finansowego na posiedzeniu 19 listopada 2021 r. wyraziła zgodę na powołanie Jakuba Słupińskiego na stanowisko Prezesa Zarządu Banku Pocztowego S.A. Podczas tego posiedzenia Komisja Nadzoru Finansowego wyraziła także zgodę na powierzenie Piotrowi Piechocie funkcji Członka Zarządu Banku Pocztowego.

Podczas posiedzenia Komisji Nadzoru Finansowego, w dniu 19 listopada 2021 r., jej członkowie wyrazili zgodę na powołanie Jakuba Słupińskiego na stanowisko Prezesa Zarządu Banku Pocztowego S.A. Na tym samym posiedzeniu KNF wyraziła zgodę na powierzenie Piotrowi Piechocie funkcji Członka Zarządu Banku Pocztowego S.A. nadzorującego zarządzanie ryzykiem istotnym w działalności Banku.

Jakub Słupiński od 22 października 2020 r. pełni funkcję Wiceprezesa Zarządu, p.o. Prezesa Zarządu Banku Pocztowego. Posiada wieloletnie doświadczenie w zakresie nadzoru właścicielskiego, zdobyte jako członek rad nadzorczych wielu spółek (zarówno tych, z udziałem Skarbu Państwa, jak i prywatnych). W latach 2016-2020 był Członkiem Rady Nadzorczej Banku Pocztowego. W tym samym okresie był także związany z Pocztą Polską, zajmując między innymi stanowisko Dyrektora Biura Strategii Poczty Polskiej. Jest absolwentem automatyki na Akademii Górniczo-Hutniczej oraz zarządzania na Swinburne University of Technology w Melbourne. Był założycielem i prezesem (1988-1995) jednej z pierwszych, większych polskich firm komputerowych – Qumak (firma giełdowa).

Piotr Piechota Członek Zarządu Banku Pocztowego
Piotr Piechota, Członek Zarządu Banku Pocztowego

Piotr Piechota od 1 grudnia 2020 r. pełni funkcję Członka Zarządu Banku Pocztowego i jest odpowiedzialny za administracyjne zarządzanie Pionem Ryzyka. Jest absolwentem Wydziału Prawa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu oraz studiów podyplomowych MBA Warszawskiej Szkoły Administracji i Zarządzania. Posiada ponad dwie dekady doświadczenia w sektorze bankowym, w tym 12-letnie na stanowiskach kierowniczych w obszarach ryzyka, restrukturyzacji i kredytów. W sektorze bankowym od 1999 (BGŻ S.A.). W latach pracował 2003-2011 w Kredyt Bank S.A. (wówczas belgijska grupa KBC Bank), gdzie zajmował się obszarem ryzyka, w tym m.in. restrukturyzacją kredytów zagrożonych, oraz pełnił funkcję Dyrektora Biura Oceny Ryzyka Kredytowego (klienci biznesowi i instytucje finansowe). Między 2011 a 2018 rokiem pracował w pionie ryzyka Deutsche Bank S.A. jako Dyrektor Departamentu Ryzyka Kredytowego Klientów Indywidualnych i Biznesowych, odpowiadając za szeroki obszar analizy ryzyka i podejmowania decyzji dla kredytów klientów indywidualnych, MŚP, krajowych i międzynarodowych korporacji oraz instytucji finansowych. W 2019 roku pełnił funkcję Dyrektora Generalnego korporacyjnej kancelarii prawnej Kochański & Partners. W 2020 roku związał się z Bankiem Pekao S.A. gdzie był Dyrektorem Departamentu Analiz Kredytowych i członkiem Komitetu Kredytowego Banku.

Zaprzestanie opracowywania indeksu WIG-telekomunikacja oraz zmiana nazwy indeksu WIG.GAMES na WIG.GAMES5

GPW Benchmark S.A. poinformowała o zaprzestaniu opracowywania indeksu WIG-telekomunikacja oraz o zmianie nazwy indeksu WIG.GAMES na WIG.GAMES5. 17 grudnia 2021 będzie ostatnim dniem publikacji indeksu WIG-telekomunikacja oraz indeksu WIG.GAMES pod starą nazwą. 20 grudnia 2021 będzie pierwszym dniem publikacji tego ostatniego indeksu pod nazwą WIG.GAMES5.

Zaprzestanie opracowywania indeksu WIG-telekomunikacja ma związek ze zmianą rzeczywistości rynkowej, polegającej na stopniowej zmianie profilu działalności spółek działających w tradycyjnej branży telekomunikacyjnej i w związku z tym stale malejącej liczbie spółek – uczestników tego indeksu.

Zmiana nazwy indeksu WIG.GAMES na WIG.GAMES5 ma związek z planami wprowadzenia nowego indeksu w sektorze gier. Indeks WIG.GAMES5 będzie nadal mierzył aktywność 5 najbardziej płynnych spółek, uczestniczących w indeksach WIG20, mWIG40 oraz sWIG80.

Zmiany w Regulaminie Rodziny Indeksów Giełdowych zostały zaakceptowane przez Komitet Nadzorczy Wskaźników Rynku Kapitałowego, są opublikowane na stronie gpwbenchmark.pl i wejdą w życie 20 grudnia 2021.

Polska Spółka Holdingowa w Polskim Ładzie

Holdingi gospodarcze zaczynają odgrywać strategiczną rolę w funkcjonowaniu i rozwoju przedsiębiorstw, w szczególności w aspekcie transgranicznym. W przypadku holdingów polityka podatkowa danego państwa jest istotnym czynnikiem decydującym o konkurencyjności firmy na rynku. Dlatego przy wyborze kraju, w którym ma być zlokalizowana spółka holdingowa, ważną rolę odgrywa jego system podatkowy.

Cel przepisów

Podstawowym celem nowych przepisów jest zapewnienie polskim przedsiębiorcom korzystnych warunków do prowadzenia grup holdingowych w kraju. Podobne rozwiązania dostępne są także w innych państwach Unii Europejskiej, które już wcześniej zauważyły, że obecność spółek holdingowych może generować więcej korzyści dla gospodarki. Część krajów traktuje holdingi jako jeden podmiot gospodarczy (np. Holandia, Hiszpania, Portugalia, Wielka Brytania czy Francja), a część jako rozdzielne podmioty objęte preferencjami, pomiędzy którymi rozliczenia są co do zasady neutralne podatkowo (Belgia, Grecja i Włochy). W przypadku Polski wdrażany będzie model drugi, tj. podmioty w dalszym ciągu będą traktowane jako odrębni podatnicy. W zakresie modelu pierwszego rozwiązaniem przewidywanym przez polskie przepisy jest Podatkowa Grupa Kapitałowa. Dodatkowo warto wskazać na wdrażany kolejny model funkcjonowania powiązanych przedsiębiorstw – tym razem w zakresie podatku od towarów i usług, funkcjonujący oddzielnie, tj. Grupę VAT.

Spółka holdingowa

Przepisy Polskiego Ładu wprowadzają nowe pojęcie spółki holdingowej. Głównym warunkiem skorzystania z tej formy prawnej będzie posiadanie na podstawie tytułu własności przez spółkę holdingową co najmniej 10% udziałów lub akcji w spółce zależnej minimum przez 1 rok. Ponadto spółka holdingowa nie może być spółką tworzącą podatkową grupę kapitałową, ponieważ przepisy o spółce holdingowej mają być alternatywą dla przepisów o PGK.

Co istotne, spółka holdingowa nie będzie mogła korzystać ze zwolnień przewidzianych w ustawie o CIT, czyli zasadniczo powinna docelowo płacić podatek. Pozostanie jednak możliwość korzystania ze zwolnień z art. 20 ust. 3 lub art. 22 ust. 4 ustawy CIT, tj. zwolnień z tytułu przychodów z udziału w zyskach osób prawnych. Działalność prowadzona przez spółkę holdingową będzie musiała być działalnością rzeczywistą w rozumieniu przepisów o zagranicznych spółkach kontrolowanych. Innymi słowy, spółka holdingowa powinna wykonywać faktyczne czynności stanowiące działalność gospodarczą, w tym:

  • posiadać personel, lokal oraz wyposażenie do prowadzenia tej działalności,
  • funkcjonować w oparciu o przesłanki ekonomiczne,
  • wykazywać współmierność pomiędzy prowadzoną działalnością a faktycznie posiadanymi zasobami,
  • zawierać umowy i porozumienia, które są zgodne z rzeczywistością gospodarczą, mają uzasadnienie gospodarcze i nie są w sposób oczywisty sprzeczne z ogólnymi interesami gospodarczymi tej jednostki

Podsumowując, jednym z warunków powstania spółki holdingowej jest prowadzenie realnej działalności gospodarczej, co ma na celu promowanie biznesu i inwestycji tych spółek w Polsce. Ostatni warunek dotyczy udziałowców/akcjonariuszy, którzy co do zasady nie mogą być podmiotami mającymi siedzibę lub zarząd w krajach stosujących szkodliwą konkurencję, niechętnych do współpracy z Polską (o których mowa w art. 86a § 10 pkt 1 Ordynacji podatkowej) oraz w krajach, z którymi Polska nie ratyfikowała umowy międzynarodowej, w szczególności w sprawie podwójnego opodatkowania.

Korzyści płynące z funkcjonowania spółki holdingowej

Podstawową korzyścią wynikającą z nowych przepisów jest możliwość zwolnienia przychodów z dywidend w wysokości 95% kwoty dywidend uzyskanych przez spółkę holdingową od krajowej spółki zależnej oraz zagranicznej spółki zależnej. Pozostała kwota dywidendy niepodlegająca zwolnieniu, tj. 5% wartości dywidendy, będzie podlegała opodatkowaniu CIT w Polsce na zasadach ogólnych wg stawki 19%. Ponadto ta część dywidendy nie będzie objęta zwolnieniami z art. 20 ust. 3 i art. 22 ust. 4 ustawy CIT.

Ograniczenie przewiduje, że zwolnieniu nie będą podlegać dywidendy ze spółek zależnych, jeżeli spółka holdingowa nie będzie posiadała w spółce zależnej 50% udziałów, praw głosu lub uczestnictwa w zysku, spółka zależna będzie miała ponad 33% przychodów pasywnych oraz faktycznie zapłacony podatek byłby niższy niż zapłacony w państwie siedziby/zarządu.

Kolejne zwolnienie obejmuje zwolnienie z podatku dochodowego dochodów osiągniętych przez spółkę holdingową z tytułu zbycia udziałów krajowej spółki zależnej lub zagranicznej spółki zależnej na rzecz podmiotu niepowiązanego, pod warunkiem złożenia oświadczenia do naczelnika urzędu skarbowego co najmniej 5 dni przed dniem zbycia o planowanym zamiarze skorzystania ze zwolnienia.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Escola realizuje plany rozwojowe i przejmuje kolejny software house

Escola, jedna z czołowych firm tworząca aplikacje mobilne i webowe w Polsce przejęła nastawioną na sektor edukacji spółkę Deal IT i otworzyła nowe biuro w Kaliszu. Firma wejdzie w skład Grupy Kapitałowej Escola.  Dotychczasowy właściciele Deal IT wejdą w struktury Escoli. Jest to czwarta akwizycja Escoli w ostatnich miesiącach i już na tym etapie spółka zrealizowała swój cel rozwojowy, o którym komunikowała inwestorom w trakcie oferty publicznej akcji.

Połączenie Deal IT – wiodącego dostawcy oprogramowania dla edukacji w regionie i Escoli, było naturalnym krokiem w rozwoju obu firm. Polecenie zawdzięczamy Piotrowi Nowosielskiemu, prezesowi Just Join IT. Jestem przekonany, że rynek IT będzie się konsolidował i jest to kolejny krok na tej drodze, jak i spełnienie zapowiedzi danej naszym akcjonariuszom. Nowym oddziałem w Kaliszu będą zarządzać dotychczasowi właściciele Deal IT. Nie wykluczamy, że jeszcze w tym roku dokonamy kolejnego przejęcia – mówi Krzysztof Wojewodzic, prezes Escola.

Deal IT posiada silną markę w obszarze rozwiązań skierowanych do branży edukacyjnej, nowe biuro w Kaliszu, będzie czwartym oddziałem Escoli. W rozwój oddziału będą wciąż zaangażowani dotychczasowi właściciele Deal IT – wśród których są m.in. dr Marek Dębczyński i Tomasz Mazek, którzy przez wiele lat zajmowali się edukacją informatyczną w regionie. Przejęcie Deal IT ma pomóc Escoli także w pozyskiwaniu nowych programistów i obiecujących absolwentów. W nadchodzącym roku spółka chce powiększyć zespół do 20 osób.

W rozwoju Deal IT doszliśmy do miejsca, w którym chcąc pracować przy większych projektach z międzynarodowymi klientami potrzebowaliśmy wsparcia większego, doświadczonego partnera. Dzięki połączeniu z Escola zwiększymy kilkukrotnie tempo rekrutacji, ilość klientów i jeszcze szybciej rozwiniemy naszą działalność – mówi Marek Dębczyński, współwłaściciel Deal IT.

W poprzednich akwizycjach Escola nabyła prawa do marki Mobile Trends, w której skład wchodzą Mobile Trends Awards, Mobile Trends Conference oraz serwis MobileTrends.pl. Kolejną transakcją spółki było kupno firmy ClickMaster celem rozbudowania swoich struktur kadrowych oraz przejęcia projektów prowadzonych dotychczas przez software house.

Oprócz bazowej działalności, przejęcia i tworzenia spółek zależnych są głównymi elementami strategii Escola. Spółka opiera strategię w dużej mierze na akwizycji innych software house’ów. Pozwala to na pozyskanie doświadczonych programistów oraz zwiększeniu liczby prowadzonych projektów.

Escola S.A. w 2021 r. zajęła 6. miejsce w światowym rankingu najszybciej rosnących firm IT według Clutch. Spółka zanotowała średni wzrost przychodów o 180 proc. za lata 2019-2020. Ranking Clutch zestawia 100 najszybciej rozwijających się firm IT i jest oparty na bezwzględnej stopie wzrostu przychodów w latach 2019-2020.

Polska dobrze radzi sobie w europejskim wyścigu po magazyny

W całym kraju z kwartału na kwartał powstaje coraz więcej magazynów, dzięki czemu pod względem zasobów w budowie Polska plasuje się już na drugim miejscu w Europie. Na nasz rynek wchodzą również nowi gracze.

Mimo rekordowo dużej ilości powierzchni w budowie, nowa podaż na rynku magazynowym w naszym kraju nie nadąża za wciąż rosnącym popytem. Wolumen najmu w pierwszej połowie br. był trzykrotnie większy niż ilość powierzchni oddanej do użytkowania. Najwięcej magazynów przybyło na Górnym Śląsku, w Warszawie i Trójmieście.

Ilość powierzchni magazynowych będących w trakcie realizacji jest zbliżona do poziomu najmu zarejestrowanego w pierwszych 6 miesiącach br. Tylko w drugim kwartale pula powierzchni magazynowych w budowie wzrosła o jedną trzecią w porównaniu do poprzedniego kwartału. Z danych Walter Herz wynika, że najwięcej obiektów logistycznych pozostaje na Górnym Śląsku, w strefie Zachodniej Polski oraz Poznaniu. W tych trzech regionach w realizacji jest łącznie przeszło 1,5 mln mkw. powierzchni. Skala przyrostu zasobów magazynowych plasuje Polskę na drugim miejscu w Europie, po Niemczech.

Nowi inwestorzy

Powiększa się także grono inwestorów aktywnych na naszym rynku w sektorze magazynowym. Niedawno ekspansję w Polsce rozpoczął skandynawski fundusz NREP, finalizując zakup portfela logistycznego o powierzchni 130 tys. mkw., który planuje działania w segmencie magazynów i mieszkań. Firma LCube natomiast po rozpoczęciu inwestycji z podrzeszowskiej Jasionce, ruszyła niedawno pod Wrocławiem ze swoim drugim projektem magazynowym.

– Deweloperzy budują dziś także spekulacyjnie, bo popyt na magazyny utrzymuje się na rekordowo wysokim poziomie. Wyjątkowo dużym zainteresowaniem cieszą się w ostatnim czasie obiekty z obszaru logistyki miejskiej. Niemniej, wszystkie segmenty rynku magazynowego pozostają na fali wzrostu. Największe transakcje zawierane są przez firmy z sektora e-commerce, ale duże zapotrzebowanie niezmiennie zgłaszają również operatorzy logistyczni – informuje Bartłomiej Zagrodnik, Managing Partner/CEO w Walter Herz. – Obserwatorzy rynku są zgodni, że popyt na magazyny w naszym kraju, podobnie jak w całej Europie będzie nadal wzrastał. Przede wszystkim dzięki prognozowanemu, dalszemu wzrostowi sprzedaży internetowej i rozwojowi e-commerce, a także spodziewanej ekspansji najemców z branży produkcyjnej – dodaje Bartłomiej Zagrodnik.

Wschodzące ośrodki magazynowe

Największym węzłem logistycznym w kraju pozostaje Warszawa, w której popyt na powierzchnie magazynowe w 2020 roku osiągnął poziom 1,2 mln mkw., a zasoby przekraczają 5 mln mkw. Drugim pod względem wielkości ośrodkiem magazynowym jest Górny Śląsk z zasobami sięgającymi niemal 4 mln mkw. powierzchni. Na kolejnej pozycji plasuje się hub magazynowy zlokalizowany w centralnej części Polski, gdzie skupionych jest około 3,3 mln mkw. powierzchni. Do grupy największych centrów logistycznych należy również Wrocław oraz Poznań.

Potencjał głównych rynków magazynowych w naszym kraju stale rośnie, ale intensywny wzrost przeżywają również mniejsze ośrodki. Trójmiasto, Szczecin oraz centrum logistyczne w Zachodniej Polsce dołączą do ośrodków oferujących ponad 1 mln mkw. powierzchni magazynowych po zakończeniu realizowanych teraz budów.

Boom w sektorze magazynowym widoczny jest w całej Polsce. Na Dolnym Śląsku na terenie 20 ha Panattoni rozpoczęło budowę inwestycji Panattoni Park Głogów, która dostarczy łącznie 111 tys. mkw. powierzchni. W pierwszym z dwóch planowanych budynków znajdzie sią 78 tys. mkw. powierzchni. Deweloper rozpoczyna również realizacje kolejnego projektu w tym regionie –  Panattoni Park Bolesławiec, który przyniesie 50 tys. mkw. magazynów.

Ponadto, ruszył kolejny etap budowy największej inwestycji Panattoni na Dolnym Śląsku – Wrocław Campus 39 w podwrocławskich Wierzbicach, która zaoferuje łącznie 150 tys. mkw. powierzchni.

Duże obiekty pod Wrocławiem

GLP prowadzi natomiast budowę Wrocław V Logistics Centre, największego projektu magazynowego realizowanego obecnie w aglomeracji wrocławskiej. Na 50 ha terenu  powstać ma 5 budynków o powierzchni około 240 tys. mkw. W podwrocławskich Magnicach ruszyła już budowa obiektu o powierzchni 41 tys. mkw.

Na Dolnym Śląsku buduje też Hillwood Polska. W Sycowie powstanie niemal 90 tys. mkw. magazynów, pierwszy budynek przyniesie ponad 44 tys. mkw. powierzchni.

Z budową ruszył również Mountpark Logistics. Pierwsza faza inwestycji dostarczy 35 tys. mkw. powierzchni, a cały kompleks magazynowo-logistyczny Mountpark Wrocław zaoferuje 140 tys. mkw. magazynów.

W Gorzowie Wielkopolskim 12 ha działkę pod nowoczesne centrum logistyczno-dystrybucyjne MLP Gorzów Wielkopolski o powierzchni najmu 52 tys. mkw. zakupiła natomiast MLP Group. W rozbudowę magazynów w tym mieście zainwestowała także firma Accolade, która pozyskała kolejne tereny inwestycyjne, na których stanąć mają magazyny przemysłowe o powierzchni niemal 100 tys. mkw.

Przy zachodniej granicy, przy drodze krajowej nr 24 powstaje zaś centrum logistyczne Hillwood Rokitno o powierzchni 112 tys. mkw. Firma realizuje aktualnie również inwestycję Hillwood Bydgoszcz podobnej wielkości. A w województwie lubuskim, w Świebodzinie swoje dziesiąte centrum logistyczne w Polsce o powierzchni 193 tys. mkw. niedawno otworzył Amazon.

Szczecin w rozwoju

Będą też nowe obiekty magazynowe w Szczecinie. Firma Accolade nabyła tam dwie nieruchomości przemysłowe. Na gruntach powstaną nowoczesne przestrzenie magazynowe o łącznej powierzchni 73 tys. mkw. W aktualnie realizowanym etapie projektu przy ulicy Kniewskiej w Szczecinie znajdzie się 31 tys. mkw. powierzchni. W Goleniowie natomiast w budowie jest Panattoni Park Goleniów o docelowej powierzchni 54 tys. mkw., z czego dotychczas powstało blisko 20 tys. mkw.

Pruszcz Logistics przygotowuje inwestycję w Będzieszynie, która przyniesie około 50 tys. mkw. W ramach projektu, poza halą magazynową, powstanie także budynek biurowy.

GLP planuje z kolei realizację kolejnego etapu Pomorskiego Centrum Logistycznego w Gdańsku. W sąsiedztwie terminala kontenerowego DCT Gdańsk ma powstać kolejne 39 tys. mkw. powierzchni magazynowo-produkcyjnej.

Poznań z kolejnymi inwestycjami

Pod Poznaniem MLP Group rozbudowuje natomiast projekt MLP Poznań West. W kompleksie w Dąbrówce powstanie kolejne 43 tys. mkw. magazynów. P3 wybuduje w parku P3 Poznań dla firmy Westwing dedykowany budynek o powierzchni 82,5 tys. mkw. z możliwością rozbudowy o dodatkowe 27 tys. mkw. Ponadto, na a działce o powierzchni 10 hektarów w gminie Swarzędz pod Poznaniem powstanie Panattoni Park Poznań East Gate o powierzchni 45 tys. mkw.

Pod Warszawą na gruntach w gminach Góra Kalwaria i Karczew firma Good Point, która jest marką Real Management również planuje budowę magazynów i parków technologicznych.

W Strykowie w woj. łódzkim, w sąsiedztwie węzła łączącego autostrady A1 i A2 firma Mountpark Logistics przygotowuje też do realizacji centrum magazynowo-logistyczne o powierzchni 245 tys. mkw.

Nowe magazyny na Górnym Śląsku

Największą inwestycją magazynową realizowaną na Górnym Śląsku jest GLP Lędziny Logistics Centre, w którym planowane jest oddanie 111 tys. mkw. powierzchni.

W Gliwicach firma MDC2 zakupiła działkę o powierzchni 13,4 ha pod obiekt magazynowo-logistyczny. Kompleks MDC2 Park Gliwice tworzyć mają trzy budynki, w których znajdzie się 52 tys. mkw. powierzchni magazynowej.

Ponadto, firma European Logistics Investment rozpoczęła budowę drugiego budynku magazynowego na Śląsku. Realizacja inwestycji Park Tychy II przynieść ma 43 tys. mkw. powierzchni. W Międzyrzeczu specjalistyczny magazyn o powierzchni około 20 tys. mkw. dla firmy produkcyjnej Aluprof wybuduje również firma 7R.

Dyskonty budują zaplecze

W logistykę inwestują także marki sieciowe. Jeronimo Martins realizuje już w naszym kraju siedemnaste centrum dystrybucyjne dla Biedronki. Zespół hal magazynowo-logistycznych o powierzchni 54 tys. mkw. na 9 hektarowej działce powstanie w Stawigudzie pod Olsztynem. Nowe centrum dystrybucyjne o powierzchni ponad 43 tys. mkw. zlokalizowane pod Bydgoszczą będzie miała też sieć ALDI, która planuje otwarcie w Polsce 40 sklepów.

Niedawno wojewoda lubelski wydał również pozwolenie na budowę największego w Europie parku logistycznego. W Małaszewiczach na bazie obecnego suchego portu, który po rozbudowie zwiększy czterokrotnie swoją przepustowość powstać ma nowoczesny hub przeładunkowy towarów pomiędzy Azją a Europą. Rozpoczęcie budowy parku logistycznego, który zajmować ma kluczowe miejsce na trasie Nowego Jedwabnego Szlaku planowane jest w 2022 roku, a jego realizacja potrwa od 5 do 6 lat. Koszt inwestycji wyniesie ponad 3 miliardy zł. Połowa środków ma pochodzić z budżetu państwa.

Euro powyżej 4,68!

Wspólna europejska waluta jest obecnie najdroższa od ponad dekady. Co gorsze, patrząc na obecną sytuację, jest duże pole do dalszego pogarszania się sytuacji.

Dobre dane z USA

Liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych w USA kolejny już tydzień stabilizuje się poniżej poziomu 270 tysięcy. Jesteśmy zatem znów w okolicach, w których ten parametr może udawać, że jest w normie przedpandemicznej. Spadająca liczba wniosków to oczywiście dobra informacja dla rynku sugerująca, że można spodziewać się dalszego spadku stopy bezrobocia. Już teraz jesteśmy na poziomach z 2017 roku zatem ciężko mówić o problemie, ale patrząc na dynamikę spadków, zasadnym jest oczekiwanie dalszych obniżek. Te dobre dane odpowiadają za umacnianie się dolara na rynku.

Dolar znów zyskuje

Dzisiaj od rana mamy wysoką aktywność inwestorów na parze EURUSD. Zdecydowanie przeważa strona kupująca, co powoduje, że dolar zyskuje wyraźnie na wartości. Od rana jest już to prawie 1 cent. To właśnie ten ruch jest kolejnym problemem dla polskiego złotego. Dolar wyceniany jest już po 4,15 zł, a euro przebiło 4,68 zł. Odwrót od polskiej waluty jest wynikiem ucieczki kapitału z Europy, który dotyczy nie tylko strefy euro, ale również gospodarek powiązanych. Im silniejsza waluta, tym mniej traci, przez co widzimy również dzisiaj wieloletnie maksima zarówno na franku szwajcarskim, jak i na funcie.

Historyczne minima liry

Wczoraj zgodnie z oczekiwaniami w Turcji doszło do obniżek stóp procentowych. Z punktu widzenia makroekonomii, którą znamy obniżanie stóp procentowych w sytuacji, gdy inflacja rośnie i przekracza stopę nominalną o niemal 4%, nie jest dobrym rozwiązaniem. W Turcji obowiązuje jednak inne podejście lansowane przez prezydenta Erdogana. Wierzą tam, że to wysokie stopy procentowe podnoszą inflację. Nie wiadomo, jakie jest uzasadnienie takiego procesu, ale w myśl tej teorii obniżono stawkę z 16% na 15%. Na reakcję rynków nie trzeba było czekać. Za jedno euro płaci się już 12,5 liry. Czy to dużo? Biorąc pod uwagę tamtejsze odważne eksperymenty gospodarcze, niby nie, ale na początku roku było to jednak 9 lir za euro.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Nowelizacja przypisów dot. zatrudniania cudzoziemców w Polsce – co oznacza dla pracodawców oraz migrantów

Eksperci o nowelizacji przypisów dot. migracji zarobkowej:
skorzystają zarówno pracodawcy, jak i cudzoziemcy.
 

Efektem przyjętej przez Sejm nowelizacji ustawy o cudzoziemcach będzie wydłużenie okresów zatrudnienia pracowników zagranicznych w Polsce, na czym niewątpliwie zależało polskim pracodawcom. Z kolei dla migrantów zarobkowych zmiany przypisów oznaczają szereg ułatwień w procesie przedłużenia pobytu i zatrudnienia w Polsce oraz większe możliwości rozwoju zawodowego w naszym kraju. O tym poinformowali eksperci agencji pracy EWL Group specjalizującej się na rekrutacji pracowników z zagranicy, komentując przyjęcie w dniu 17 listopada przez Sejm rządowego projektu nowelizacji ustawy o cudzoziemcach oraz innych ustaw, opracowanego przez MSWiA.

Dłuższe pierwsze zezwolenia – tzw. „oświadczenia”

Zdaniem Michała Wierzchowskiego, dyrektora sprzedaży EWL Group, nowe przepisy, szczególnie dotyczące wydłużenia terminów ważności oświadczeń o powierzeniu wykonywania pracy cudzoziemcowi z obecnych 6 miesięcy do 24 miesięcy to rewolucyjny krok w stronę potrzeb polskiego rynku i przedsiębiorców.

„Coraz częściej słyszymy od naszych klientów, że dla rozwoju ich przedsiębiorstw, zwłaszcza produkcyjnych, kluczowym elementem jest stabilność zatrudnienia. I to właśnie potencjalnie wysoka rotacja spowodowana krótkim czasem ważności dokumentów pobytowych była dotychczas największym ryzykiem biznesowym w rekrutacji pracowników z Ukrainy. Po wprowadzeniu nowych przepisów pracownicy z zagranicy, w tym ze Wschodu, będą mogli pracować w polskich przedsiębiorstwach dłużej niż 4-5 miesięcy” – podkreśla Wierzchowski.

Dodatkowym ułatwieniem będzie likwidacja przepisu mówiącego, że po odpracowaniu maksymalnie 6 miesięcy na tzw. „oświadczeniu”, cudzoziemiec zmuszony jest odczekać kolejnych 6 miesięcy zanim ponownie podejmie pracę w Polsce na podstawie wspomnianego dokumentu.

„Zmiana ta umożliwi powierzanie cudzoziemcowi pracy bez przerw, co wpłynie na charakter migracji zarobkowej do Polski, zmieniając ją z obecnej rotacyjnej i krótkookresowej na średniookresową, a w efekcie na długookresową, na czym z kolei zależy polskim pracodawcom” – dodaje dyrektor sprzedaży EWL Group.

Sprawniejsze przedłużanie pobytu i zatrudnienia cudzoziemców

Z kolei Maria Kuzenko, kierowniczka działu legalizacji EWL Group, zwraca uwagę, że dotychczasowe polskie przepisy dotyczące zatrudniania migrantów ekonomicznych należą do najbardziej liberalnych w UE, ale jedynie w kontekście rozpoczęcia pracy w naszym kraju. Sytuacja komplikuje się podczas starań o przedłużenie pobytu i zatrudnienia pracowników zagranicznych w związku z zawiłością przepisów, całym szeregiem stawianych wymagań oraz długim okresem oczekiwania na rozpatrzenie spraw w urzędach.

„Jedna z przyjętych zmian znacząco upraszcza procedury formalne. Cudzoziemcy przy składaniu wniosku o pobyt stały lub tymczasowy nie będą już zobowiązani do dostarczenia do urzędu umów najmu mieszkania, co powinno skrócić czas oczekiwania na wydanie decyzji. Od obcokrajowca wymagane będzie jedynie posiadania zatrudnienia (potwierdzonego zawarciem umowy) oraz wykazania zarobków na poziomie minimalnego wynagrodzenia” – komentuje ekspertka ds. legalizacji.

Otwarta droga do awansów pracowników zagranicznych

Ekspertka EWL Group dodaje, że kolejnym istotnym punktem nowelizacji jest poszerzenie katalogu okoliczności niewymagających zmiany zezwolenia na pobyt czasowy i pracę.

„W myśl dotychczasowych przepisów jakakolwiek zmiana stanowiska cudzoziemca, zatrudnionego na podstawie zezwolenia na prace, wiąże się z koniecznością ponownego złożenia wniosku o zezwolenie, czyli ponownego przejścia długotrwałej i skomplikowanej procedury. To w dużej mierze demotywowało pracowników zagranicznych. Zgodnie z nowelizacją ten wymóg zostanie zlikwidowany, co prowadzi do usunięcia jednej z głównych przeszkód na drodze awansów zagranicznych pracowników w polskich firmach. Nowe przepisy powinny pozytywnie wpłynąć na możliwość rozwoju zawodowego cudzoziemców w polskich firmach, zwiększając ich motywację do pracy oraz do zatrzymania się w Polsce na dłuży okres” – uważa Kuzenko.

Krótsze terminy rozpatrywania spraw w urzędach i więcej czasu na zgłoszenie zatrudnienia cudzoziemca

Wśród najistotniejszych zmian eksperci agencji pracy EWL Group odnotowują również wprowadzenie 60-dniowych terminów na realizację sprawy w urzędach w przypadku udzielenia zezwolenia na pobyt czasowy. Bowiem to właśnie długie oczekiwanie na wydanie tzw. „karty pobytu” zniechęcało zarówno cudzoziemców, jak i pracodawców o wnioskowanie o zezwolenie na pobyt tymczasowy i pracę. Pojawił się również analogiczny zapis dotyczący zezwoleń na pobyt stały i czasowy, zakładający wprowadzenie 6-miesięcznych terminów załatwienia sprawy w przypadku udzielenia zezwolenia na pobyt stały oraz zezwolenia na pobyt rezydenta długoterminowego UE. Obecnie w niektórych urzędach wojewódzkich na wydanie zezwolenia na pobyt stały lub tzw. „karty rezydenta” cudzoziemcy czekają nawet po kilka lat.

Przegłosowano również poprawkę wprowadzającą ułatwienie dla pracodawców polegające na wydłużeniu z 1 do 7 dni okresu na poinformowanie powiatowego urzędu pracy o rozpoczęciu pracy przez cudzoziemca. Dzięki temu zarówno pracodawcy, jak i urzędy będą miały więcej czasu na dopełnienie niezbędnych formalności po zatrudnieniu obcokrajowca.

Eksperci są zgodni, że nowelizacja ustawy o cudzoziemców jest stosowną odpowiedzią na dynamicznie zmieniającą się sytuację na polskim i światowych rynkach pracy.  W swoich wypowiedziach podkreślają, że liberalne ustawodawstwo wobec migrantów to najistotniejszy atut Polski w walce o pracowników z zagranicy z krajami, które także potrzebują rąk do pracy, ale mogą zaproponować kilkakrotnie wyższe zarobki.