Upadek liry. Złoty wciąż słaby

Turcja obniżyła ponownie stopy procentowe. Scenariusz o którym pisałem wczoraj się zrealizował. Lira ponownie uległa silnemu osłabieniu. Tak duża deprecjacja waluty wywoła poważne, negatywne konsekwencje gospodarcze. Wczorajsze wypowiedzi przedstawicieli Fed w niewielkim stopniu wpłynęły na USD. Eurodolar wrócił w okolice 1,1350. Na głównej parze walutowej buduje się korekta wzrostowa. Z kolei cena ropy naftowej odbija od technicznego wsparcia.

To co dzieje się w Turcji można nazwać kryzysem. Wczoraj ponownie widzieliśmy upadek liry. Była to konsekwencja obniżki stóp procentowych przez prezesa TCMB – Sahapa Kavcioglu. W przypadku gdy waluta traci ponad jedną trzecią swojej wartości na rynku walutowym w okresie krótszym niż trzy miesiące, to wówczas rządzącym powinna zapalić się czerwona lampka. Skala deprecjacji liry do USD jest podobna do tej z 2018 roku. W ostatnim czasie stopy w Turcji spadły z poziomu 19 proc. do 15 proc. Wczoraj widzieliśmy ruch o 100 pbs.

Tak gwałtowny spadek wartości TRY może powodować tylko jedno: ryzyko oraz niepewność wśród społeczeństwa. Wszystkie gospodarstwa domowe, przedsiębiorstwa czy instytucje finansowe, które posiadają zobowiązania finansowe denominowane w innych walutach zaczynają gwałtownie odczuwać ich wzrost. To w konsekwencji może powodować problemy płynnościowe i doprowadzić do upadku wielu przedsiębiorstw. Z pewnością taka sytuacja będzie zniechęcać do dalszych inwestycji oraz udzielania kredytów. A to krótka droga do recesji. Większa ostrożność i duża niepewność granicząca ze strachem będzie w konsekwencji silnie tłumić wzrost gospodarczy Turcji.

W teorii obniżka stóp procentowych powinna stymulować wzrost, ponieważ kredyty stają się tańsze a w rezultacie projekty inwestycyjne są bardziej opłacalne. Słaba waluta poprawia konkurencyjność cenową tureckich eksporterów oraz krajowych producentów, którzy konkurują z importem. Ciężko mi jednak sobie wyobrazić, że negatywne czynniki nie będą dominować przy tak gwałtownym osłabieniu waluty.

W grudniu prawdopodobnie dojdzie do kolejnego ruchu w dół na stopach w Turcji co będzie powodować dalsze osłabienie waluty, a to będzie napędzało inflację. Słowa prezesa TCMB są w tym momencie w ogóle niewiarygodne. Jeszcze niedawno wspominał on, że nie dopuści do spadku stopy procentowej poniżej poziomu inflacji. Również zasugerował, że pole do dalszych obniżek jest ograniczone. Teraz już wiemy, że było to tylko i wyłącznie zamydlanie obrazu. Oznacza to jedno, polityką monetarną steruje prezydent Erdogan. Inni boją się mu sprzeciwić, ponieważ grozi to utratą stanowiska. Smutne to ale prawdziwe. Być może za jakiś czas dojdzie do odwrócenia kierunku polityki monetarnej, kiedy szkody gospodarcze będą znaczące. Z taką sytuacją mieliśmy do czynienia w 2018 roku. Wówczas kryzys walutowy był naprawiany masowymi podwyżkami stóp.

Wczoraj poznaliśmy wypowiedzi przedstawicieli Rezerwy Federalnej. Lekko jastrzębie komentarze Williamsa nie miały większego wpływu na USD. Skomentował on wzrost inflacji oraz odniósł się do wzrostu amerykańskiej gospodarki. Wspomniał, że być może bank centralny będzie zmuszony do bardziej restrykcyjnej polityki niż on sam oczekiwał pół roku wcześniej. Ten komentarz jest podobny do ostatniej wypowiedzi Evansa. EURUSD wrócił na moment do 1,1350 ale dziś na ranem główna para walutowa wraca do dominującego trendu.

Złoty jest wciąż słaby a kosmetyczne wzrosty eurodolara nie zdołały w żaden sposób umocnić naszej waluty. EUR/PLN testuje poziom 4,6750. Jego przełamanie będzie oznaczać, że PLN w relacji do euro jest najsłabszy od 2009 roku. Dziś o 10 poznamy dane na temat koniunktury konsumenckiej, zatrudnienia i wynagrodzenia. Jednak nie będą one maiły wpływu na wycenę złotego.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

Okredo, fin-tech dostarczający otwarte dane o firmach, wchodzi do Polski

Litewski start-up Okredo z branży fin-tech zamknął rundę inwestycyjną (seed funding) na kwotę 1 mln EUR, dzięki czemu zrealizuje plany ekspansji na Polskę, Łotwę i Wielką Brytanię. Okredo dostarcza otwarte dane o firmach i pomaga MŚP ocenić wiarygodność, siłę finansową oraz potencjał sprzedażowy partnerów biznesowych. Polska jest dla Okredo strategicznym rynkiem, z ogromnymi możliwościami dalszego rozwoju.

Platforma SaaS otwartych danych Okredo zapewnienia firmom każdej wielkości narzędzia do skutecznej oceny ryzyka kredytowego i sytuacji finansowej istniejących i potencjalnych kontrahentów, monitorowania zmian ich sytuacji finansowej i prawnej, a także do zarządzania ryzykiem utraty płynności finansowej. Okredo ma obecnie łącznie 12.000 użytkowników oraz 2.700 klientów korporacyjnych. Ekspansja na Polskę, Łotwę i Wielką Brytanię ma znacząco zwiększyć zasięg i możliwości biznesowe spółki. W ciągu 5 lat firma planuje stać się wiodącą platformą otwartych danych w Europie.

Rozwój firmy i ekspansja na nowe rynki jest związana z wejściem w życie w 2021 r. unijnej dyrektywy dotyczącej otwartych danych, która wymaga, aby wszystkie państwa członkowskie zebrały i udostępniły ogromne ilości danych ze swoich rynków i umożliwiły ich jawną cyrkulację.

Polska jest dla nas strategicznym rynkiem ze względu na ogromną liczbę podmiotów życia gospodarczego, które są w waszym kraju. Oferta skierowana jest przede wszystkim do firm z sektora MŚP, dla których kwestie wiarygodności kontrahenta, ryzyk związanych z jego niewypłacalnością są absolutnie kluczowe w zachowaniu płynności finansowej i dalszym prowadzeniu biznesu. Jesteśmy przekonani, że dzięki autorskiej koncepcji platformy otwartych danych i szerokiemu wachlarzowi udostępnianych danych, szybko zdobędziemy zaufanie polskich firm i instytucji publicznych” – mówi Gerda Jurkoniene, współzałożycielka Okredo.

Oferta Okredo jest szczególnie atrakcyjna dla polskich przedsiębiorców patrzących na rynek litewski i szukający na nim partnera biznesowego – na naszej platformie znajdą wszystkie informacje o firmach litewskich, dzięki czemu zaoszczędzą czas przy szukaniu i ocenie kontrahentów” – dodaje Jurkoniene.

Dzięki analizie opartej na Sztucznej Inteligencji firma Okredo ulepsza nieprzetworzone, otwarte dane i agreguje je do postaci modułów i raportów za pomocą przyjaznego dla użytkownika i konfigurowalnego interfejsu GUI. Te moduły i raporty zapewniają klientowi dostęp do ocen kredytowych i innych informacji finansowo-prawnych dotyczących kontrahentów. Dane są dynamicznie aktualizowane w trakcie całego cyklu relacji biznesowej: od etapu identyfikacji potencjalnych klientów do monitorowania zmian, które mogą wpłynąć na już istniejące relacje biznesowe i wysyłanie odpowiednich alertów.

W przypadku braku zapłaty przez klienta, Okredo może także pomóc firmom w ustaleniu, czy najlepszym rozwiązaniem będzie negocjowanie, skierowanie sprawy do sądu czy opublikowanie informacji o długu na platformie. Platforma bada również unikalny wskaźnik ekologiczny, który pozwala przedsiębiorstwom ocenić wpływ floty pojazdów danej firmy na środowisko.

Otwarte dane zapewniają przedsiębiorstwom ogromne możliwości rozwojowe i chcemy dać nawet najmniejszym firmom narzędzie do efektywnej oceny ryzyka i odkrywania nowych możliwości sprzedaży, aby mogły się skalować i prosperować. Nasza wizja jest odważna: chcemy stać się wiodącą platformą otwartych danych w Europie w ciągu najbliższych pięciu lat. Jesteśmy pewni naszych możliwości i możliwości naszej platformy, którą stworzyliśmy, aby móc szybko skalować się na nowe rynki, a jednocześnie zapewniać naszym klientom najlepszą w swojej klasie ofertę” – dodaje Gerda Jurkoniene, współzałożycielka Okredo.

Firmy z sektora MŚP, które mają do czynienia z opóźnionymi płatnościami od swoich klientów – zwykle innych przedsiębiorstw – stoją w obliczu zagrożenia upadku firmy. Ryzyko utraty płynności często potęgowane jest przez brak wiedzy finansowej oraz brak przystępnych cenowo narzędzi do zarządzania tym ryzykiem. Badania wskazują, że tylko w Wielkiej Brytanii opóźnione płatności na rzecz MŚP wynoszą obecnie 61 mld GBP. Mniejsze firmy są szczególnie narażone na takie ryzyko, ponieważ nie mają budżetów na kosztowną sprawozdawczość biur kredytowych ani zasobów ludzkich do analizy wewnętrznej czy na szkolenia, aby wystarczająco zweryfikować nowych i istniejących partnerów.

W ramach seed-funding firma Okredo pozyskała finansowanie w wysokości 1 mln EUR. Rundę inwestycyjną prowadził Litewski Fundusz Aniołów Biznesu (Lithuanian Business Angels Fund) i czeskie Presto Ventures, przy wsparciu Startup Wise Guys oraz kilku dodatkowych aniołów biznesu.

Okredo łączy dogłębną wiedzę branżową z wyjątkową wiedzą techniczną, co zaowocowało niezwykle solidną i innowacyjną platformą otwartych danych. Już teraz Okredo jest w stanie zapewnić usługi wykraczające poza obecne potrzeby rynku, a jednocześnie będzie szybko adaptować się do przyszłych wymagań klientów. Jesteśmy przekonani, że nasza inwestycja umożliwi Okredo pomyślne skalowanie i osiąganie celów biznesowych” – mówi Arvydas Strumskis, partner zarządzający w Litewskim Funduszu Aniołów Biznesu.

To niezwykłe, że można trafić na założycieli start-upów, którzy nie tylko mają duże doświadczenie w swojej dziedzinie, ale jednocześnie oferują bardzo świeże spojrzenie na problem rynkowy. Okredo reprezentuje właśnie ten rzadko spotykany rodzaj start-upu i jesteśmy bardzo zadowoleni, że będziemy im towarzyszyć w drodze do stania się wiodącą europejską platformą otwartych danych. Widzimy tu potencjał biznesowy na co najmniej 175 mln EUR, chociaż otwarte dane są naprawdę „otwarte” dopiero od niedawna, więc rzeczywista wartość może być znacznie wyższa” – dodaje Roman Nováček, partner w Presto Ventures.

Jak zatrzymać „karuzelę podatkową” bez uderzenia w legalnie działających przedsiębiorców?

Dlaczego nadgorliwość w zwalczaniu oszustów podatkowych uderza w legalnie działających przedsiębiorców? Czy da się znaleźć złoty środek na zredukowanie luki VAT? Jak zlikwidować szarą strefę i karuzelę podatkową? Między innymi na te pytania odpowiadali eksperci zaproszeni przez WEI na debatę „Jak nie wylać dziecka z kąpielą?”.

Istnieje kilka fundamentalnych zasad dobrego systemu podatkowego. Bez względu na to, jakie podatki i w jakiej wysokości obowiązują, powinny być one płacone na równych zasadach. System podatkowy powinien być zabezpieczony przed próbami defraudacji i wyłudzeń. Takie zjawiska miały miejsce w przeszłości przy okazji rozliczania podatku VAT, m.in. na rynku paliw. W 2016 r. polski rząd przyjął pakiet rozwiązań, zwanych potocznie pakietem paliwowym, które je w dużej mierze ukróciły, przynosząc budżetowi ok. 2,5 mld zł rocznie. Polski rząd, zachęcony tym przykładem zaczął silniej zwracać uwagę na problem szczelności systemu podatkowego.

Z tego rodzaju działaniami, których zasadność jest niekwestionowana, wiążą się jednak pewne problemy. Niektóre mają charakter prawny, co widać przy okazji wyroku TSUE dot. przepisów, np. których polski fiskus żąda zapłaty podatku jeszcze przed datą jego wymagalności, a to – zdaniem TSUE – jest niezgodne z unijną dyrektywą VAT. Inne można nazwać problemem nadgorliwości, gdy mechanizmy zwalczania oszustw podatkowych uderzają także w przedsiębiorców działających całkowicie legalnie.

Podczas debaty Warsaw Enterprise Institute ocenialiśmy efekty i sposób wdrożenia pakietu paliwowego, a także zastanowiliśmy się, jaką naukę wyciągnąć na przyszłość oraz jakie narzędzia w walce o szczelność i uczciwość płacenia podatków – nie tylko VAT – są optymalne z punktu widzenia zarówno budżetu, jak i gospodarki. W dyskusji udział wzięli: Jakub Bińkowski – Dyrektor Departamentu Prawa i Legislacji Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, członek zarządu, prof. Robert Gwiazdowski – Przewodniczący rady programowej WEI, Michał Kłos – Dyrektor Biura Podatków PKN ORLEN, dr Paweł Selera – Dyrektor Departamentu Podatku od Towarów i Usług w Ministerstwie Finansów. Moderatorem debaty był Sebastian Stodolak, wiceprezes WEI.

Na początku debaty rozmówcy omówili specyfikę luki VAT oraz to, jak ona powstaje. W kwestii tego, w jaki sposób można by ją zlikwidować, wypowiedział się Robert Gwiazdowski. – Nie zlikwidujemy luki VAT-owskiej do zera, ale możemy znacznie ją zredukować, zapobiegając wyłudzeniom, m.in. wprowadzając jednolity plik kontrolny czy ograniczenia dotyczące przewozu towarów szczególnie wrażliwych, jak np. paliw – dodał.

Dyskutanci omówili szczegółowo, jak wygląda kwestia przepisów i rozliczenia podatku VAT. – Z punktu widzenia biznesu, który cierpiał na tym, że nieuczciwi podatnicy wykorzystywali lukę VAT, podjęte działania doprowadziły do tego, że doszło do zwiększenia obrotów w branży paliwowej, ale te obroty są obrotami legalnymi – mówił Michał Kłos. – Rok 2016 w porównaniu z kolejnymi latami pokazuje istotny wzrost sprzedaży, która była realizowana legalnie. Skoro wprowadzono mechanizmy ograniczające działanie luki VAT i szarej strefy, to ten popyt musiał się gdzieś przekierować. Szczęśliwie przekierował się on na to, co oferowały podmioty zarejestrowane prowadzące tę sprzedaż w sposób legalny – tłumaczył.

W ramach luki VAT mówiono o dwóch działaniach o charakterze przestępczym. Po pierwsze rozmówcy skupili się na osobach z tzw. szarej strefy, czyli tych, którzy nie rejestrują swoich transakcji i tym samym nie odprowadzają od nich podatków, a po drugie na tzw. przestępstwach karuzelowych, które powodują największe uszczuplenia budżetowe. Przestępstwa te polegają na tym, że podmioty działające w ramach „karuzeli podatkowej” nie płacą VAT należnego lub wyłudzają zwrot VAT naliczonego.

– Walka z przestępstwami miała swoje etapy – mówił Jakub Bińkowski podczas debaty. – To nie jest tak, że my wprowadziliśmy te wszystkie rozwiązania w konkretnym momencie i one od tej chwili zaczęły działać. To były różne etapy, w tym m.in. etap błędów i wypaczeń, którego główny ciężar działań ukierunkowanych na zwalczanie oszustw ponosiły organy podatkowe, które nie były do tego przygotowane. Kończyło się to często tym, że ofiarami tych działań byli przedsiębiorcy, który działali uczciwie, a zostali wplątani w te mechanizmy karuzelowe przez oszustów – dodał.

Podczas debaty omawiano też aktualną dynamikę wpływów z VAT. Czy luka wciąż maleje, czy znów zaczyna rosnąć? – Za parę tygodni będzie nowy raport Komisji Europejskiej o luce VAT, ale z danych z tamtego roku wynika, że jest ona na poziomie ok. 10%. Zastanawiamy się jakie dane będą za rok 2020, bo był on, jak wiadomo, bardzo specyficzny – mówił Paweł Selera.

Przedsiębiorcy o ustawie dotyczącej szczepień: „Bardzo spóźniona, ale nadal oczekiwana”

Do sejmu trafi niebawem poselski projekt uchwały dotyczący tego czy pracodawca będzie mógł pytać swoich pracowników o to, czy są zaszczepieni czy nie. Północna Izba Gospodarcza konsekwentnie popiera inicjatywę, widzimy jak poważnym problemem w funkcjonowaniu firm jest obecnie brak możliwości weryfikowania tego, czy pracownik jest zaszczepiony. – Sytuacja jest bardzo poważna, bo liczba zakażeń w czwartej fali pandemii zbliża się do statystyk z trzeciej fali. Nie ma lockdownu, co cieszy i uznajemy za wysłuchanie głosu przedsiębiorców, ale wiele przedsiębiorstw zgłasza nam komplikacje w działaniu. Coraz większa liczba pracowników choruje, jest kierowanych na kwarantannę czy bierze zwolnienia opiekuńcze na dzieci, które zaraziły się COVID-19 w szkołach. Szacujemy, że w czwartej fali sprawność operacyjna firm znowu spadła o kilkanaście procent. Można było uniknąć tych komplikacji, gdyby ustawa została przyjęta na czas – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

„Wiele osób myśli, że jak nie ma lockdownu to nie ma strat, ale to nieprawda”

Północna Izba Gospodarcza kolejny raz podkreśla: nazywanie ustawy dotyczącej szczepień pracowników „segregacją sanitarną” czy „pretekstem do zwolnień pracowników” jest irracjonalne. Nowe prawo powinno jasno i wyraźnie chronić interesy pracowników, którzy nie zdecydują się na szczepienia, ale jednocześnie dawać przedsiębiorcom narzędzia do tego, by móc bezpiecznie organizować pracę w swoich firmach.

– Bezpieczeństwo jest absolutnym priorytetem. Mamy czwartą falę pandemii, kolejne rekordy w statystykach i zero jakichkolwiek narzędzi, by móc np. skierować niezaszczepionego pracownika do innych obowiązków. Działając samodzielnie narażamy się na hejt, groźby pozwów czy konflikty w firmach. Ustawa pozwoliłaby organizować pracę firm w sposób bezpieczny i ograniczający ilość osób przebywających na kwarantannach czy ogólnie chorujących – mówi Hanna Mojsiuk.

Prezes Hanna Mojsiuk przyznaje również, że choć ustawa jest potrzebna, to przyjmowanie jej w tym momencie jest działaniem mocno spóźnionym. – Projekt ustawy trafi do sejmu na początku grudnia, a wtedy według informacji Ministra Zdrowia mamy być już po szczycie czwartej fali pandemii. Ktoś tu mocno zaspał. Widzimy znów, że kalkulacje polityczne i lęk przed głośnym środowiskiem antyszczepionkowym wziął górę nad społecznym interesem. Europa działa radykalniej i bardziej dynamicznie – mówi Hanna Mojsiuk. – O stratach przedsiębiorców dzisiaj nikt nie mówi, wiele osób myśli, że jak nie ma lockdownu to nie ma strat, ale to nieprawda. Firmy mają zdecydowanie obniżoną sprawność w działaniu właśnie przez brak odpowiednich regulacji – dodaje Prezes Izby.

Ustawa zredukuje ilość pozwów przeciwko pracodawcom. Takie groźby pojawiają się coraz częściej

Według prawników przyjęcie ustawy dotyczącej szczepień pozwoli na uporządkowanie sytuacji w firmach i będzie zabezpieczeniem dla przedsiębiorców, którzy wprowadzenie nowej organizacji pracy uważają za konieczność.

–  W mojej ocenie ustawa precyzyjnie regulująca kompetencje pracodawców związane z przeciwdziałaniem rozprzestrzenianiu się koronawirusa jest  bardzo potrzebna – przede wszystkim po to, by wyeliminować utrzymujący się obecnie stan niepewności prawnej.

W aktualnym stanie prawnym ustawodawca z jednej strony wymaga od  pracodawców, by zapewnili w zakładzie pracy bezpieczne i higieniczne warunki pracy dla pracowników, a więc m.in. by w miarę możliwości stwarzali w miejscu pracy warunki ograniczające ryzyko zakażeń koronawirusem między pracownikami, z drugiej strony – nie przyznano pracodawcom żadnych konkretnych narzędzi, które służyłyby realnemu zabezpieczeniu zdrowia pracowników przed zachorowaniem na koronawirusa – mówi mec. Marek Jarosiewicz z kancelarii Wódkiewicz & Sosnowski.

– Pracodawcy w sprawach ochrony pracowników przed zakażeniami zostali pozostawieni „sami sobie”. Uzyskanie informacji od pracownika może być traktowane jako naruszenie RODO, wypowiedzenie umowy jako łamanie kodeksu pracy, a wypłacanie premii tylko zaszczepionym jako dyskryminacja – mówi Marek Jarosiewicz.

–  W mojej ocenie taka regulacja zredukowałaby ilość pozwów wnoszonych przez pracowników zarzucających swym przełożonym np. naruszanie ich danych osobowych, bezpodstawne wypowiedzenia, czy traktowanie w sposób dyskryminujący. Uważam, że dziś wiele wspomnianych sporów wynika właśnie z braku jednoznacznej regulacji – dodaje mec. Jarosiewicz.

Polacy ostro tną wydatki w sklepach. Głównie oszczędzają na zakupie odzieży, alkoholu i słodyczy

Obecnie dwóch na trzech konsumentów ogranicza wydatki w sklepach przez inflację i wysokie ceny. Cięć dokonują głównie osoby najstarsze, z najniższymi dochodami i pochodzące z największych miast. Do tego Polacy twierdzą, że najbardziej oszczędzają na artykułach odzieżowych, napojach alkoholowych oraz słodyczach i przekąskach. Z kolei na końcu zestawienia znalazł się taki asortyment, jak kawa i herbata, napoje bezalkoholowe oraz chemia gospodarcza.  

Badanie, przeprowadzone przez UCE RESEARCH i SYNO Poland dla Grupy BLIX, pokazuje, że aż 67,9% rodaków ogranicza wydatki w sklepach przez rosnącą inflację i wysokie ceny. Z kolei żadnych ograniczeń nie stosuje 20,3% respondentów z reprezentatywnej próby 1057 dorosłych Polaków. Natomiast 7,9% ankietowanych nie potrafi tego stwierdzić, a 3,9% – nie zwraca na to w ogóle uwagi.

– Z wielu badań opinii społecznej, chociażby z początku tego roku, wynikało, że Polacy zaczynają sukcesywnie ograniczać swoje wydatki w sklepach, ale ten odsetek był nieco mniejszy niż teraz. Obecnie widzimy na rynku, że ten trend się nasila. Konsumenci wbrew temu, co się powszechnie mówi, wcale więcej nie zarabiają. Jeżeli już poprawiła się ich sytuacja z wynagrodzeniami, to w sporadycznych przypadkach, a ceny w sklepach jednak mocno poszły w górę. I klienci widzą, że za te same zakupy muszą zapłacić więcej niż dotychczas – komentuje dr Krzysztof Łuczak, ekonomista z Grupy BLIX.

Według danych GUS, sprzedaż detaliczna we wrześniu br. była nominalnie o 11,1% wyższa niż w analogicznym okresie ub.r. W cenach stałych wzrosła o 5,1%, co podkreśla dr Urszula Kłosiewicz-Górecka z Polskiego Instytutu Ekonomicznego. I dodaje, że gospodarstwa domowe wydają więcej, ale ekonomiczna użyteczność ich zakupów nie rośnie. Jest to niekorzystne zjawisko, które zwykle ogranicza skłonność konsumentów do zakupów. Potwierdzają to wyniki ww. badania. Zdaniem eksperta, ograniczanie wydatków przez Polaków ma związek z obawami o własne budżety. Szczególnie jest to zrozumiałe w kontekście zapowiadanych dalszych wzrostów cen, w tym gazu i prądu, mających wpływ na to, ile płacimy za różne artykuły i usługi.

– Sytuacja z ograniczaniem wydatków w sklepach nie ulegnie szybko zmianie. I raczej trzeba się nastawić na to, że będzie tylko gorzej. Gdy Polacy już wyczerpią oszczędności na towarach drugiej potrzeby, będą zmuszeni oszczędzać na tych, które są dla nich najważniejsze. W mojej ocenie, właśnie wchodzimy w ten etap. Powyższa sytuacja może odbić się szeroko na branży retailowej i gospodarce. Sieci handlowe, notując mniejszą sprzedaż, będą sukcesywnie podnosić ceny, żeby sobie zrekompensować straty. Co do tego nie mam żadnych wątpliwości – dodaje dr Łuczak.

Patrząc na wiek respondentów, można stwierdzić, że ograniczanie wydatków w sklepach jest widoczne przede wszystkim w grupie osób mających 56-80 lat – 73,1%. Z kolei uwzględniając miesięczne dochody netto, to dotyczy głównie rodaków uzyskujących poniżej 1 tys. zł – 78%. Dalej są ankietowani zarabiający 1000-2999 zł – 72,5%. Na końcu zestawienia są Polacy deklarujący powyżej 9 tys. zł – 45,8%. Natomiast biorąc pod uwagę wielkość miejsca zamieszkania, na ograniczenia decydują się przeważnie badani z miast liczących powyżej 500 tys. mieszkańców – 70,6%. Kolejne są osoby z miejscowości mających od 5 tys. do 19 tys. ludności – 69,3%.

– W dużych miastach Polacy więcej zarabiają i często są w lepszej kondycji finansowej niż osoby w mniejszych ośrodkach, szczególnie na wsiach i w małych miejscowościach. A mimo to widać, że tutaj sytuacja mocno się odwróciła. To świadczy o naprawdę poważnym problemie. Natomiast patrząc na to regionalnie, można dostrzec, że największe oszczędności wprowadzili mieszkańcy woj. podkarpackiego, wielkopolskiego oraz śląskiego. To pokazuje, że oszczędza się nie tylko w mniej zasobnych regionach, ale także w tych nieco lepiej sytuowanych – analizuje ekspert z Grupy BLIX.

Respondenci wskazali też, na których kategoriach najbardziej oszczędzają. Zestawienie otwierają artykuły odzieżowe – 38,7%. Dalej są napoje alkoholowe – 33,3%, a następnie – słodycze i przekąski – 32,7%. Jak stwierdza dr Krzysztof Łuczak, Polacy zaczęli dokonywać bardziej przemyślanych zakupów. Głównie oszczędzają na tym, co nie jest ich pierwszą potrzebą. Ekspert ma też wrażenie, że wśród rodaków wyhamował nadmierny konsumpcjonizm, który szczególnie był obserwowany przed pandemią.

– Popularne stają się zakupy z drugiej ręki, w tym odzieży. Ich zaletą jest nie tylko niska cena. Przedłużając użyteczność rzeczy, zmniejsza się ich negatywny wpływ na środowisko naturalne. Poszukiwanie przez konsumentów tanich ofert oznacza zwrot w kierunku sklepów dyskontowych, które są już liderem, kontrolującym ponad 33% rynku FMCG – mówi ekspert z Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Na końcu ww. zestawienia są takie produkty, jak kawa i herbata – 6%, napoje bezalkoholowe – 9,1% oraz chemia gospodarcza – 9,8%. Jak podsumowuje dr Kłosiewicz-Górecka, konsumenci starają się ograniczać spożycie alkoholi i tych artykułów żywnościowych, które nie wpisują się w zdrowy styl życia. Natomiast utrzymuje się wysoki poziom produktów kupowanych dla przyjemności, takich właśnie jak kawa i herbata. Podobnie jest ze środkami higieny, zaliczanymi do artykułów pierwszej potrzeby, zapewniającymi bezpieczeństwo zdrowotne w czasie pandemii.

Omijanie Polskiego Ładu? Trzeba być uważniejszym, bo brzytwa fiskusa jest coraz ostrzejsza

Urzędnicy skarbowi przeprowadzają coraz więcej kontroli i postępowań w sprawie klauzuli o unikaniu opodatkowania. Najbardziej zagrożeni są ci, którzy szukają sposobów na Polski Ład, a chętnych na to jest coraz więcej. Wielu przedsiębiorców szuka bowiem sposobu na optymalizację podatkową po podpisaniu przez prezydenta ustaw wchodzących w skład „Polskiego Ładu”.

Zapisy „Polskiego Ładu” spowodowały lawinowy wręcz wzrost zapytań przedsiębiorców, którzy zaczęli szukać sposobów na optymalizację swoich podatków. Nie chodzi tylko o wzrost składki zdrowotnej, ale o szereg zmian, które w sposób bezpośredni lub pośredni mogą uderzyć w działalność wielu firm.

Nikt nie lubi płacić więcej niż musi. To truizm, ale już sam moment ogłoszenia „Polskiego Ładu” wyrwał wielu przedsiębiorców z letargu. Kazał im się zastanowić czy dotychczasowa forma prowadzenia działalności rzeczywiście jest dla nich optymalna. Jedną z pierwszych myśli wielu ludzi była zmiana forma firmy lub jej przeniesienie do innych, bardziej przyjaznych podatkowo krajów. Jest to całkiem dobre rozwiązanie, ale trzeba pamiętać o jednym niesłychanie ważnym czynniku. Dostosowując się do zmian przedsiębiorca powinien działać w zgodzie z klauzulą o unikaniu opodatkowania – mówi Maciej Oniszczuk z kancelarii Oniszczuk & Associates, specjalizującej się w doradztwie prawnym i podatkowym dla biznesu czy też zakładaniu spółek w Polsce i za granicą.

Przy podatkach przypadku nie ma

Oniszczuk przestrzega, bo niedopełnienie obowiązków wynikających z tzw. klauzuli GAAR może słono kosztować. Do końca września 2020 roku zamknięto 20 postępowań i 12 firmom zarzucono obejście prawa podatkowego. Musiały zwrócić aż 82 miliony zaległego podatku. Sprawy jednak znacznie przyspieszyły i z ostatnich doniesień Ministerstwa Finansów wynika, że tylko w trzecim kwartale 2021 roku rozpoczęto 25 postępowań dotyczących przekroczenia klauzuli GAAR. Większość, bo aż 16 dotyczy spraw związanych z podatkiem CIT, a w dziewięciu przypadkach chodzi o problemy z podatek PIT. Zapadły już tez pierwsze decyzje dotyczące domiaru podatku.

Zwiększona aktywność Krajowej Administracji Skarbowej nie może dziwić i nie widzę przypadku w tym, że właśnie w dniu podpisania ustaw wchodzących w skład „Polskiego Ładu” dowiadujemy się o wzmożonych kontrolach. Ma to być czynnik mrożący ewentualne działania, które miałaby prowadzić do przeniesienia firmy z Polski. Zbliżamy się także do okresu przedawnienia pierwszych spraw, które objęła klauzula, więc działalność służb nabrała tempa – zaznacza Maciej Oniszczuk.

Prawo przeciw fikcji

Klauzula o unikaniu opodatkowania w polskim systemie prawnym funkcjonuje od 2016 roku, a przepisy dodatkowo zostały znowelizowane trzy lata później.  Przedsiębiorcy muszą liczyć się z kłopotami, jeśli fiskus dopatrzy się, że zmiana sposobu rozliczeń lub przeniesienie firmy do innego kraju odbywa się tylko w celu osiągnięcia korzyści podatkowej lub jest ona jednym z głównych celów.

– Zmiana miejsca działalności nie może być też fikcyjna, więc pomysł prowadzenia firmy zarejestrowanej np. na Cyprze zza biurka w Warszawie, nie przejdzie – komentuje Oniszczuk.

Fiskus może fikcyjność działań wyinterpretować z wielu czynności np. gdy przedsiębiorca ponosi ryzyko gospodarcze, przewyższające spodziewane korzyści inne niż podatkowe w takim stopniu, że należy uznać, że działający rozsądnie podmiot nie wybrałby tego sposobu działania. Urzędnicy przyjrzą się też sytuacjom, gdy przedsiębiorca rozpocznie współpracę z podmiotem, który nie prowadzi rzeczywistej działalności gospodarczej lub też posiada siedzibę czy też miejsce zamieszkania w kraju bądź na terytorium stosującym szkodliwą – według urzędników – konkurencję podatkową.

 Przeniesienie firmy poza Polskę musi mieć przede wszystkim uzasadnienie biznesowe i choć moment wejścia w życie „Polskiego Ładu” kusi do zmian podwójnie, należy też bardzo rzetelnie przeanalizować wszystkie opcje – podkreśla Maciej Oniszczuk.

Warto jednak podkreślić, że fiskus może zainteresować się nie tylko przeniesieniem firmy poza Polskę, ale też działaniom wewnątrz kraju, jak choćby nagła zmiana sposobu rozliczeń.

Opinia, która słono kosztuje, ale może być inwestycją

Co ważne, przedsiębiorcy nie chroni wcześniej uzyskana interpretacja podatkowa. KAS może podjąć ostatecznie inną decyzję i to na niekorzyść podatnika. Przedsiębiorca natomiast może wnioskować do dyrektora Krajowej Administracji Skarbowej o opinię zabezpieczającą, ale samo wystąpienie o dokument to koszt 20 tysięcy złotych. Pozytywna opinia nie zostanie wydana jeśli urzędnicy uznają, że przedstawione we wniosku okoliczności wskazują, że do korzyści podatkowej wynikającej z czynności nie mają zastosowania przepisy dotyczące unikania opodatkowania.

Z danych Ministerstwa Finansów wynika, że przez ostatnich pięć lat wydano tylko 43 opinii zabezpieczających. W pierwszym półroczu 2021 roku zaledwie sześć, a w trzecim kwartale tego roku urzędnicy sporządzili osiem opinii.

Polski Ład zmienia krajobraz przedsiębiorców w Polsce

  • Od momentu ogłoszenia założeń Polskiego Ładu, nowe przepisy budzą niepokój wśród przedsiębiorców, którzy szukają rozwiązań minimalizujących przyszłe obciążenia publiczno-prawne.
  • Nowe regulacje najmocniej uderzą w jednoosobową działalność gospodarczą. W pierwszym półroczu tego roku jednoosobowe firmy złożyły aż 82,9 tys. wniosków o likwidację działalności. W ocenie ekspertów z Systim.pl zamykanie JDG to efekt trudnej, post-pandemicznej sytuacji gospodarczej oraz niekorzystanych przepisów w ramach Polskiego Ładu.
  • Do końca września br. zarejestrowano 39 709 nowych podmiotów w Rejestrze Przedsiębiorców KRS, z czego aż 90,62% stanowiły spółki z ograniczoną odpowiedzialnością (prognozowana jest rekordowa liczba rejestracji na koniec 2021), co potwierdza obserwowane od dłuższego czasu zjawisko przechodzenia z jednoosobowej działalności na formę spółki kapitałowej.
  • Dane GUS również „przemawiają” za tym trendem – we wrześniu br. liczba wyrejestrowanych działalności jednoosobowych wzrosła o 6,3%, przy spadku liczby wyrejestrowanych spółek aż o 39,6%.

Pierwsze założenia programu Polskiego Ładu zostały ogłoszone w połowie maja tego roku. Od samego początku nowe przepisy budziły skrajne emocje – głównie z uwagi na liczne, niekorzystne dla przedsiębiorców zmiany, między innymi dotyczące rozliczania składek społecznych i składki zdrowotnej.  Regulacje były poddawane wielu zmianom, a w ostatecznej formie zostały kilka tygodni temu uchwalone przez Sejm. Zakładają one między innymi koniec odliczenia od podatku składek na ubezpieczenie zdrowotne, której wysokość będzie różna w zależności od formy opodatkowania. Liczne protesty i naciski ze strony środowiska przedsiębiorców skłoniły rząd do wprowadzenia m.in. ulgi dla klasy średniej. Jej głównym celem jest zrekompensowanie podatnikom odebranie prawa do odliczenia 9 proc. składki zdrowotnej od podatku oraz innych ulg podatkowych.

Dwie drogi uniknięcia strat finansowych

Mimo rządowych prób wyrównania przedsiębiorcom przyszłych strat, wielu z nich zaczęło poszukiwać na własną rękę skutecznych, alternatywnych rozwiązań, pozwalających uniknąć konsekwencji finansowych wprowadzenia nowych przepisów lub pozwalających przynajmniej zminimalizować przyszłe obciążenia publiczno-prawne. Planowane zmiany szczególnie mocno „odczują” osoby prowadzące jednoosobowe firmy (tzw. JDG). Wg ekspertów, ciekawym pomysłem dla tej formy działalności jest możliwość skorzystania z tzw. estońskiego CIT, którego warunki zostaną złagodzone, uproszczone i rozszerzone. Mowa tu o formie podatku dochodowego od osób prawnych, różniącym się od tradycyjnych form momentem powstania obowiązku płacenia podatku. Nie płacimy podatku CIT tak długo, jak zysk pozostaje w firmie i jest przeznaczany na inwestycje w rozwój biznesu.

Drugim, równie ciekawym wariantem może być przekształcenie jednoosobowej działalności w spółkę kapitałową, głównie w spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością.

– W odróżnieniu od jednoosobowej działalności gospodarczej, gdzie to właściciele odpowiadają swoim majątkiem prywatnym bez żadnej granicy górnej, za zobowiązania spółki co do zasady odpowiada sama spółka. W niektórych przypadkach odpowiedzialność mogą ponosić wspólnicy do wysokości wniesionego wkładu. Co równie istotne, w spółkach kapitałowych – jednak co najmniej dwuosobowych – wspólnicy są zwolnieni z płacenia ZUS – w tym również i z ubezpieczenia zdrowotnego, dlatego przy chęci wdrożenia takiego rozwiązania warto zadbać o to, by wspólników było co najmniej dwóch. Lista korzyści wynikająca z posiadania spółki z o.o. jest oczywiście dłuższa i obejmuje m.in.: większe możliwości kredytowania, większą wiarygodność rynkową czy preferencyjną stawkę podatku CIT – 9% wylicza Teresa Warska, ekspertka ds. prawa podatkowego w Systim.pl.

Generalnie rzecz biorąc, spółka z o.o. jest szczególnie interesującą opcją dla tych przedsiębiorców, którzy mają przychody poniżej równowartości 2 000 000 euro rocznie. Spółki o takich bowiem przychodach korzystać mogą z obniżonej, 9-proc. stawki CIT. Oczywiście w przypadku założenia spółki pojawi się problem podwójnego opodatkowania. Oznacza to, że najpierw podatek zapłaci spółka, a następnie właściciel spółki, otrzymując od spółki dywidendę. Mimo wszystko nadal będzie to jednak bardziej korzystne niż rozliczanie liniowo jednoosobowej działalności po wprowadzeniu Polskiego Ładu.

Rośnie proceder likwidacji jednoosobowych firm

Biorąc pod lupę ostatnie dane CEiDG (Centralna Ewidencja i Informacja o Działalności Gospodarczej), łatwo wysnuć tezę, że obecne otoczenie gospodarcze, skażone pandemią koronawirusa oraz niekorzystanymi regulacjami prawnymi, skutecznie zniechęciło rodzime, jednoosobowe firmy do prowadzenia działalności. Okazuje się bowiem, ze w pierwszym półroczu tego roku JDG złożyły do CEIDG aż 82,9 tys. wniosków o likwidację działalności, co oznacza, że codziennie zamykały się 392 firmy. Co bardziej istotne, uzyskany wynik jest aż o 12 tys. wyższy (wzrost o 18%) niż w pierwszych dwóch kwartałach 2020 roku, gdzie swoje żniwa zbierał covidowy lockdown oraz obostrzenia i ograniczenia sanitarne umożliwiające funkcjonowanie wielu branż. Co ciekawe, w 2019 roku było jeszcze więcej likwidacji – w analogicznym okresie złożono 84,1 tys. wniosków. Według Teresy Warskiej z Systim.pl, nie można jednoznacznie ocenić, w jakim stopniu Polski Ład i jego założenia wpłynęły na tegoroczną statystykę związaną z likwidacjami jednoosobowych firm. W ostatnich miesiącach przedsiębiorcy mierzyli się bowiem z wieloma różnymi wyzwaniami i barierami rozwoju. Część z nich mogła podjąć decyzję o rezygnacji z tej formy działalności przez brak perspektyw powrotu do rzeczywistości gospodarczej sprzed okresu pandemii, a niekorzystne dla nich, zapisane w Polskim Ładzie, nowe regulacje podatkowe mogły dodatkowo „przelać czarę goryczy”.

Warto również pamiętać o tym, że wielu właścicieli utrzymywało nierentowne biznesy i odliczało tylko dni do okresu, po którym nie będą musieli zwracać otrzymanych z tarcz antykryzysowych środków, a  ten czas przecież właśnie się skończył. Jest zatem wielce prawdopodobne, że wielu przedsiębiorców zdecydowało się zamknąć lub zawiesić działalność w CEIDG, po czym rozpoczęło proces rejestracji spółki w KRS, minimalizując w ten sposób straty z tytułu niekorzystnych regulacji – przekonuje ekspertka.

Kolejnym czynnikiem rynkowym, mogącym mieć wpływ na wzrost skali likwidacji JDG, jest rosnąca chęć pracodawców do zatrudniania osób na etat kosztem współpracy z osobami na tzw. samozatrudnieniu, co umożliwia ewentualny udział takiej firmy w kolejnych tzw. tarczach antykryzysowych rządu – w razie przeciągających się problemów z pandemią koronawirusa.

Warto również nadmienić, że o ile w przypadku likwidacji jednoosobowej firmy mieliśmy do czynienia ze sporymi wzrostami, to w przypadku zawieszenia tej formy działalności odnotowano w rejestrze CEIDG spore spadki (rok do roku). Uzyskany wynik – 115,6 tys. wniosków jest bowiem niższy o 19,2% od zeszłorocznego (143,1 tys. wniosków).

Spółki z ograniczoną odpowiedzialnością z prognozowanym, rekordowym wynikiem

Za teorią związaną z przekształcaniem jednoosobowej działalności w spółki z ograniczoną odpowiedzialnością przemawiają również dane Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej. Jak wynika z najnowszego raportu COIG, w okresie od stycznia do końca września br. zarejestrowano aż 39 709 podmiotów w Rejestrze Przedsiębiorców KRS, z czego aż 36 291  to spółki kapitałowe. Duży odsetek nowych rejestracji –  90,62% –  stanowią spółki z o.o. Eksperci wieszczą, że w tym roku pobijemy aktualny rekord rejestracji nowych firm w KRS.

– Przypomnijmy, że rekordowy pod tym względem był rok 2016 z wynikiem 51 133 rejestracji. W tym roku eksperci prognozują na koniec roku rezultat 52 945 rejestracji, co oznaczać będzie wzrost wobec poprzedniego roku aż o 12,13% tłumaczy Warska.

Wykres nr 1: Nowo rejestrowane spółki w KRS
Nowo rejestrowane spółki w KRS

Podobne wnioski płyną z najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego

O ile Polski Ład może negatywnie wpłynąć na liczbę firm, to nadal powinna zostać utrzymana zdrowa tendencja. W Polsce nadal powstaje więcej nowych przedsiębiorstw niż jest likwidacji. Potwierdzają to najnowsze dane GUS (Głównego Urzędu Statystycznego). Czego jeszcze możemy się z nich dowiedzieć? Podobnie jak dane z rejestru CEIDG, uzasadniają one „liczbowo” trend rezygnacji z działalności jednoosobowej na rzecz spółek kapitałowych oraz rosnącej popularności drugiej z form prawnych. We wrześniu br. wyrejestrowano z rejestru REGON o 4,9% więcej podmiotów niż miesiąc wcześniej (łącznie 13 488). W przypadku osób fizycznych prowadzących działalność gospodarczą odnotowano wzrost liczby podmiotów wyrejestrowanych – o 6,3%. Spada natomiast liczba wyrejestrowywanych spółek – o 39,6% miesiąc do miesiąca, z czego same spółki prawa handlowego osiągnęły spadek na poziomie 54,3%. Jeśli zaś chodzi o podmioty zarejestrowane, to nastąpiło zwiększenie dynamiki wzrostu dla obu form prawnych, choć wyższe tempo zanotowały spółki – 8,5% wobec 6,5% dla osób fizycznych prowadzących działalność gospodarczą. Łącznie w raportowanym miesiącu zarejestrowano w rejestrze REGON 31 147 nowych podmiotów.

Wykres nr 2: Liczba podmiotów nowo zarejestrowanych w rejestrze REGON

Liczba podmiotów nowo zarejestrowanych w rejestrze REGON

Po wejściu w życie Polskiego Ładu dla wielu przedsiębiorców jednoosobowa działalność gospodarcza przestanie się opłacać, co jest zgodne z jednym z głównych celów nowych regulacji – polegających na przejściu części osób z tej formy prawnej na umowę o pracę. Nowe regulacje miały znormalizować rynek pracy, ponieważ wiele jednoosobowych działalności gospodarczych zakładanych było w ramach fikcyjnego samozatrudnienia. Okazuje się jednak, że „największymi beneficjentami” nowej, gospodarczej strategii mogą być spółki kapitałowe, a w szczególności spółki z o.o.

Wyniki finansowe Grupy Agora w 3. kwartale 2021 r.

Unikalna oferta cenowa Heliosa w połączeniu z wysoką frekwencją w kinach oraz rosnące szybciej niż na rynku wpływy reklamowe zapewniły Grupie Agora znaczący wzrost przychodów w 3. kwartale 2021 r. Skutecznie wykorzystując rynkowe trendy oraz dopasowując do nich swoje produkty i usługi, Grupa istotnie poprawiła wyniki operacyjne – osiągnęła zysk na poziomie EBIT, a EBITDA wzrosła o 50%. Dzięki temu okres lipiec-wrzesień br. okazał się dla Grupy Agora najlepszym 3. kwartałem od 13 lat.

– Grupa Agora szybko odbudowuje swoje wyniki – rosną wszystkie kategorie naszych wpływów i to we wszystkich obszarach działalności. Najlepsze od 2008 r. rezultaty 3. kwartału zawdzięczamy intensywnej pracy całego zespołu oraz korzystnej sytuacji rynkowej, a zwłaszcza szybującej w górę frekwencji kinowej i rekordowym wydatkom na rynku reklamy w Polsce1 – mówi Bartosz Hojka, prezes zarządu Agory. – Co istotne, na sukces Grupy Agora w minionym kwartale wpłynęła poprawa wyników operacyjnych2 we wszystkich segmentach biznesowych Agory. Cieszą nas też wymierne efekty obranego przed kilku laty kursu na cyfryzację – już niemal połowa przychodów reklamowych Grupy pochodzi z usług cyfrowych, a w przypadku wpływów ze sprzedaży treści w cyfrze udział ten sięga 40%.

W 3. kwartale 2021 r. całkowite przychody Grupy Agora wyniosły 266,4 mln zł i były wyższe o 38% niż rok temu. Zdecydowało o tym przede wszystkim zwiększenie wpływów z działalności kinowej, korzystającej ze stopniowego znoszenia administracyjnych obostrzeń dotyczących funkcjonowania kin oraz powrotu na wielkie ekrany premier największych produkcji filmowych. W omawianym czasie przychody segmentu Film i Książka wyniosły 105,1 mln zł i miały największy wkład w zwiększenie całkowitych wpływów Grupy Agora. Kina sieci Helios odnotowały wzrost przychodów ze sprzedaży biletów – o 184% do 46,0 mln zł, do czego przyczyniła się zwłaszcza unikalna oferta cenowa, czyli dynamiczny cennik, w którym cena wejściówki zależy od daty jej zakupu. W okresie lipiec-wrzesień br. w kinach sieci zakupiono ponad 2,4 mln biletów, czyli o niemal 160% więcej niż przed rokiem. Duży udział w tym sukcesie miała rosnąca popularność zakupu wejściówek do kina przez internet. Ten kanał sprzedaży odpowiada już za 40% wpływów ze sprzedaży biletów. Ponad dwukrotnie wzrosły przychody ze sprzedaży barowej w kinach, a wpływy z działalności filmowej były prawie 5 razy wyższe r/r. Tempo odbudowy rynku kinowego napawa optymizmem – w październiku 2021 r. liczba biletów sprzedanych w Heliosie była już identyczna jak ta w 2019 r., czyli przed wybuchem pandemii.

W minionym kwartale br. wzrosły również wpływy z pozostałych działalności Grupy, w tym przede wszystkim z reklam, dzięki rosnącym wydatkom na całym polskim rynku reklamowym. Przychody ze sprzedaży usług reklamowych Grupy Agora były wyższe we wszystkich segmentach operacyjnych – łącznie wzrosły o ponad 14% w porównaniu z 3. kwartałem 2020 r. i wyniosły 125,5 mln zł. Najistotniej zwiększyły się wpływy z reklam segmentu Internet, głównie za sprawą działań pionu Gazeta.pl oraz spółki Yieldbird, a także segmentu Film i Książka w związku ze wznowieniem działalności kinowej oraz powrotem widzów do multipleksów Heliosa.

Z kolei wartość przychodów ze sprzedaży wydawnictw Grupy zwiększyła się o ponad 4% do 34,4 mln zł, przede wszystkim z uwagi na wyższe wpływy ze sprzedaży subskrypcji treści Wyborcza.pl oraz publikacji Wydawnictwa Agora. Na koniec września br. liczba aktywnych płatnych prenumerat cyfrowych „Gazety Wyborczej” wyniosła ponad 262,6 tys., co oznacza wzrost o 9% w stosunku do analogicznego okresu 2020 r. Przychody cyfrowe dziennika, czyli ze sprzedaży prenumeraty oraz reklamy cyfrowej, wyniosły już blisko 16,5 mln zł, co stanowiło niemal 40% jego całkowitych wpływów. W Radiu przychody z działalności internetowej były wyższe niż przed rokiem o 25%, głównie z uwagi na zwiększenie wpływów z reklamowych usług internetowych, jak i z tytułu sprzedaży subskrypcji Premium TOK FM. Liczba sprzedanych dostępów Premium TOK FM na koniec 3. kw. 2021 r. wzrosła do 25,0 tys.

W ostatnim kwartale, dzięki rozwojowi oferty cyfrowej, prawie dwukrotnie zwiększył się udział wpływów Grupy Agora ze sprzedaży wydawnictw cyfrowych i internetowych – do 34% (z 17% w 3. kw. 2019 r.), podobnie niemal dwukrotnie wzrosły przychody ze sprzedaży cyfrowych i internetowych treści – do 40% (w tym materiałów dziennikarskich – tekstów i podcastów; z 22% w 3. kw. 2019 r.). Grupa notuje też systematyczny wzrost udziału cyfrowych i internetowych usług reklamowych, które obecnie stanowią już niemal 45% w całości wpływów z reklamy (38% w 3. kw. 2019 r.).

Oprócz tego systematycznie rosną przychody Grupy Agora z działalności gastronomicznej, rozwijanej obecnie pod marką Pasibus, a także z pozostałej sprzedaży.

Koszty operacyjne netto Grupy Agora zwiększyły się w 3. kwartale 2021 r. o ponad 29% r/r i wyniosły 255,2 mln zł. Wzrost wydatków, obserwowany we wszystkich segmentach operacyjnych, wynikał głównie ze zwiększenia skali działalności Grupy w obliczu mniejszych restrykcji związanych z pandemią COVID-19. Jednocześnie wynagrodzenia zespołu Grupy Agora powróciły do standardowej wysokości po ich ograniczeniu na 6 miesięcy w obciążonym pandemią 2020 r. Największą pozycję wśród nakładów operacyjnych stanowiły koszty usług obcych – wyższe o 36% niż przed rokiem i wynoszące 93,7 mln zł. Najistotniejszy wzrost w tej kategorii widoczny był w segmencie Film i Książka, głównie ze względu na wyższe koszty zakupu kopii filmowych i większe odpłatności dla producentów filmowych. Warto też zauważyć, że istotny wpływ na poziom kosztów operacyjnych Grupy Agora miał szereg zdarzeń o charakterze jednorazowym oraz działań oszczędnościowych podjętych w 2020 r. Natomiast w 2021 r. ich liczba i wartość były istotnie mniejsze3.

Ostatecznie, dzięki znaczącemu zwiększeniu wpływów ze wszystkich źródeł, w 3. kwartale 2021 r. Grupa Agora odnotowała poprawę wyników operacyjnych w stosunku do 2020 r. Zysk na poziomie EBITDA wzrósł o 50% do 49,8 mln zł, zaś zysk na poziomie EBIT wyniósł 11,2 mln zł. Strata netto stanowiła 1,5 mln zł, a strata netto przypadająca na akcjonariuszy jednostki dominującej 1,2 mln zł4.

Istotna odbudowa rynku reklamowego obserwowana w Polsce w minionym kwartale (wzrost o 12,5% r/r), a także fakt, iż wartość wydatków na promocję i reklamę w okresie lipiec-wrzesień 2021 r. była wyższa w porównaniu z przedpandemicznym 2019 r., zdecydowały o podniesieniu szacunków Agory dotyczących wzrostu rynku reklamy w 2021 r. Według obecnych przewidywań spółki w całym 2021 r. reklamodawcy zwiększą wydatki na promocję swoich towarów i usług o około 13-16%. Trend ten jest widoczny we wszystkich segmentach rynku.

Źródło danych: skonsolidowane sprawozdanie finansowe wg MSSF, 3. kwartał 2021 r.

Przypisy:

1 Rynek reklamy – szacunki Agory (prasa na podstawie Kantar Media oraz monitoringu Agory, radio na podstawie Kantar Media), IGRZ (reklama zewnętrzna, od stycznia 2014 r. liczba podmiotów raportujących przychody do IGRZ uległa zmniejszeniu), a także wstępnych danych Publicis Media (TV, kino, internet).

2 Dotyczy porównania wyników wszystkich segmentów operacyjnych Grupy Agora odnotowanych w 3. kw. 2021 r. i w latach poprzednich oczyszczonych z wpływu zdarzeń jednorazowych (więcej – w tabelach w prezentacji wyników finansowych Grupy Agora za 3. kwartał 2021 r., dostępnej na agora.pl).

3 Zdarzenia o charakterze jednorazowym z 3. kwartału 2020 r. to: odpisy aktualizujące, wsparcie otrzymane w ramach tarczy antykryzysowej oraz wpływ obniżki wynagrodzeń w Grupie Agora, łącznie w wysokości 23,4 mln zł. Zdarzenia o charakterze jednorazowym z 3. kwartału 2021 r. to: rezerwa na nieściągalne należności oraz wsparcie otrzymane w ramach tarczy antykryzysowej, łącznie w wysokości 1,7 mln zł.

4 W ujęciu bez MSSF 16 w 3. kwartale 2021 r. Grupa Agora odnotowała zysk na poziomie EBITDA w wysokości 36,9 mln zł, a zysk na poziomie EBIT wyniósł 13,1 mln zł. W omawianym okresie zysk netto Grupy w ujęciu bez MSSF 16 wyniósł 13,9 mln zł.

Jak zorganizować pracę sklepu internetowego w okresie przedświątecznym? Rozmowa z Krzysztofem Roszykiem

krzysztof roszyk
Krzysztof Roszyk, MW Logistics

Black Friday i okres przedświąteczny zbliżają się wielkimi krokami. Wiele statystyk wskazuje, że ten rok będzie dla branży e-commerce rekordowy i że uda się poprawić zeszłoroczne i tak bardzo dobre wyniki. Jest to praktycznie ostatni moment na to, żeby jako właściciel biznesu e-commerce przygotować się do tego gorącego okresu. W związku z tym zaprosiliśmy dziś do rozmowy Krzysztofa Roszyka, który jako dyrektor operacyjny w MW Logistics na co dzień współpracuje z wieloma podmiotami z branży e-commerce.

Redakcja: Może na wstępie naszej rozmowy podsumujemy w kilku zdaniach to, jak branża e-commerce poradziła sobie w 2020.

Krzysztof Roszyk: Już od kilku lat obserwujemy bardzo dynamiczny wzrost branży e-commerce w Polsce. W zeszłym roku pewną rolę odegrały obostrzenia w handlu stacjonarnym, jednak w rzeczywistości to kwestie związane z pandemia tylko przyspieszyły i tak rosnący naturalnie trend. Obecnie szacuje się, że aż ⅓ obrotów w handlu generowana jest przez sklepy online. Jeśli chodzi o tempo wzrostu branży e-commerce, to Polska jest w tej chwili w ścisłej czołówce Europy. W raporcie firmy badawczej PRM mogliśmy przeczytać, że wartość branży e-commerce w 2020 wyniosła 77 mld złotych w porównaniu do 61 mld w roku 2019. Są jednak też inne raporty, które wskazują, że obrót sklepów online mógł w zeszłym roku wynieść nawet ponad 100 mld. Widać więc wyraźnie, że jest to ogromny rynek, w którym cały czas jest miejsce dla nowych podmiotów.

R: Myślę, że możemy założyć, że w przypadku większości sklepów okres przedświąteczny jest najbardziej lukratywny. Jak uważasz, jakie branże zyskują najwięcej w ciągu tych kilku tygodni?

KR: Na co dzień współpracuje ze sklepami z bardzo różnych branż. Wielu naszych klientów to właśnie sklepy, dla których okres przedświąteczny jest kluczowy. Dotyczy to między innymi podmiotów e-commerce oferujących zabawki, odzież, elektronikę użytkową czy wyposażenie wnętrz. Jednak wzrosty w tym okresie notuje również wiele innych branż. Często nawet te, które są pozornie niezwiązane ze świętami.

R: Co jest Twoim zdaniem kluczowe dla pracy w sklepie internetowym w tym przedświątecznym okresie?

KR: Chciałbym zaznaczyć, że każda branża ma swoją specyfikę. Każdy właściciel sklepu online wie o wiele lepiej ode mnie, jak wygląda praca w sklepie internetowym w jego konkretnej branży. Ze swojej strony mogę jednak powiedzieć, co skłoniło wielu naszych klientów do podjęcia z nami współpracy i korzystania z takich rozwiązań jak https://mwlogistics.pl/fulfillment/. Bardzo często wąskim gardłem w okresie przedświątecznym była logistyka sklepu internetowego. Musimy pamiętać, że w wielu sklepach wolumen zamówień zwiększa się tym czasie kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt razy. Często okazywało się, że w takiej sytuacji bieżąca obsługa klienta w sklepie internetowym i fizyczna realizacja zamówień na czas nie jest możliwa. To z kolei prowadziło do coraz większej liczby niezadowolonych klientów, reklamacji, zwrotów itp. Oczywiście możemy stworzyć nowe, sezonowe stanowiska pracy w sklepie internetowym czy pomyśleć o innej organizacji sklepu internetowego. Często są to jednak rozwiązania kosztowne i czasochłonne. Dużo taniej i wygodniej jest skorzystać z usług doświadczonego partnera logistycznego.

R: Chcesz powiedzieć, że korzystanie z fulfillmentu może być sposobem na redukcję kosztów? Jak to możliwe skoro sklep płaci Wam za usługi magazynowe i realizację zamówień. Co sprawia, że wykonujecie tę samą pracę co właściciel sklepu na tyle taniej, że obie strony na tym korzystają?

KR: To bardzo dobre pytanie. Wpływa na to kilka czynników. Najważniejsze z nich to doświadczenie i know-how, infrastruktura oraz skala. Średniej wielkości magazyn dla sklepu online może kosztować jego właściciela nawet kilkanaście tysięcy złotych. Są to tylko koszty założenia magazynu, do których musimy doliczyć jeszcze miesięczne koszty jego utrzymania. Decydując się na nasze usługi magazynowe, właścicielowi sklepu już na starcie zostaje kilkanaście tysięcy złotych w kieszeni. Dzięki doświadczeniu i nowoczesnemu magazynowi, obsługiwanemu częściowo przez roboty, wiele rzeczy jesteśmy w stanie zrobić szybciej, sprawniej i taniej niż pojedynczy sklep. Do tego dochodzi zjawisko skali. Biorąc pod uwagę to, ile przesyłek realizujemy na co dzień, mamy dużo mocniejszą pozycję w negocjacjach cen z przewoźnikami niż jeden, nawet duży sklep.

R: Czy na koniec chciałbyś dodać jeszcze coś związanego z organizacją pracy w sklepie internetowym w okresie przedświątecznym?

KR: Jak zwykle przy takich okazjach chciałbym zachęcić wszystkich właścicieli sklepów do przeprowadzenia prostej analizy wszystkich kosztów, jakie ponoszą w związku z logistyka i całym procesem realizacji zamówień. Następnie koszty te można porównać z cennikiem naszych usług. Obiecuję, że często wynik takiego porównania może naprawdę zaskoczyć.

Krzysztof Roszyk – Jest absolwentem Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu na kierunku technologia informacyjna w inżynierii maszyn rolniczych. Zawodowo jednak od ponad 13 lat kompleksowo zarządza łańcuchem dostaw w krajowych oraz zagranicznych spółkach logistycznych. Od 2018 roku zajmuje stanowisko Dyrektora Operacyjnego w firmie MW Sp. z o.o. zajmującej się kompleksową obsługą fulfillmentu dla e-commerce. Dzięki nieszablonowemu podejściu do usług logistycznych Krzysztof Roszyk współtworzył jeden z najbardziej innowacyjnych magazynów w Zachodniej Polsce. W latach 2018-2020 zdobył tytuł Master of Business in Logistics & Supply Chain Management na Wyższej Szkole Logistyki w Poznaniu. Posiada długoletnie doświadczenie oraz kwalifikacje w prowadzeniu i wdrażaniu projektów związanych z usprawnianiem łańcucha dostaw potwierdzone m.in. Certyfikatem MPM Productivity Management APICS I Module, CAPM Certified Associate in Project Management.

Ceny OC w październiku 2021 r.

Wrześniowa podwyżka składek OC zaniepokoiła kierowców. W październiku koszty obowiązkowych polis nieco spadły. Nie oznacza to jednak, że następne podwyżki są wykluczone.

Od pewnego czasu, sytuacja na rynku obowiązkowych ubezpieczeń OC zachęca do zwrócenia na niego większej uwagi. Warto przypomnieć, że w lipcu br. porównywarka Ubea.pl odnotowała rekordowy wzrost średniego kosztu polis OC (dostępnych online). Kolejna, znacząca podwyżka składek płaconych przez kierowców miała miejsce we wrześniu. Trudno się zatem dziwić, że publikacja następnych cenowych danych wzbudza zainteresowanie (nie tylko w branży ubezpieczeniowej). Październikowe informacje są bardziej korzystne dla kierowców. Nie oznacza to jednak, że prawdopodobieństwo kolejnych podwyżek spadło.

Poziom barometru cenowego z października 2021 r. = 100↘ (wynik dla poprzedniego miesiąca: 102↗)

Jak sprawdzono październikowe ceny polis OC?

Przed podaniem informacji na temat październikowych cen OC, warto przypomnieć, w jaki sposób są szacowane comiesięczne zmiany barometru Ubea.pl. Wspomniany barometr co miesiąc powstaje na podstawie ponad 100 000 rzeczywistych kalkulacji, które przeprowadzają użytkownicy porównywarki Ubea.pl. Do analiz są wykorzystywane tylko propozycje cenowe ubezpieczycieli, które zostały przedstawione danej osobie. „Na podstawie takich ofert ubezpieczeniowych online, eksperci Ubea.pl obliczają średni poziom składki OC w danym miesiącu. Chodzi o przeciętną składkę oferowaną przez współpracujących ubezpieczycieli i dotyczącą polis dostępnych przez Internet” – wyjaśnia Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Składki OC wróciły już do styczniowego poziomu

Skoro wiemy, jak została obliczona średnia październikowa składka OC, to warto poinformować, ile dokładnie ona wynosiła. Wynik z października br. na poziomie 1247 zł stanowi jednocześnie (po zaokrągleniu) około 100% średniej składki odnotowanej w styczniu 2021 roku. Właśnie dlatego październikowa wartość barometru cenowego Ubea.pl to 100. Trzeba podkreślić, że identyczny system porównywania wyników ze stycznia oraz kolejnych miesięcy tego samego roku porównywarka Ubea.pl stosuje już od lat. „Dane Ubea.pl wskazują również, że w październiku średni koszt obowiązkowej polisy OC spadł o 2,2% (względem września br.)” – informuje Paweł Kuczyński, prezes porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Kolejne podwyżki składek nie są wykluczone …

Październikowy spadek średniej składki OC na pewno jest pozytywną wiadomością dla polskich kierowców. Warto jednak pamiętać, że czynniki sprzyjające wzrostowi cen OC nadal oddziaływują na rynek. Chodzi między innymi o rekordowo wysoką inflację, która prawdopodobnie jeszcze przyspieszy w I kw. 2022 roku. Szybko rośnie też średnia wartość szkody likwidowanej w ramach OC dla kierowców. Przez pierwsze sześć miesięcy 2021 roku, taka kwota wynosiła 7891 zł. Analogiczny wynik z pierwszej połowy 2020 r. to 7157 zł. „Trzeba też wspomnieć, że przejściowa obniżka składki OC przed kolejnymi wzrostami nie jest niczym nadzwyczajnym. Potwierdzają to dane z poprzednich miesięcy i lat” – podsumowuje Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.
Składki OC

Metodologia tworzenia barometru cenowego Ubea.pl: analizowany poziom średniej składki za OC (bez produktów pakietowych – np. NNW), wynika ze wszystkich kalkulacji, jakie użytkownicy Ubea.pl wykonali w ciągu miesiąca. Średnia składka ze stycznia 2021 r. (1243 zł) jest punktem odniesienia (wartość indeksu cenowego = 100). Analiza uwzględnia polisy tych ubezpieczycieli, którzy byli obecni na rynku w styczniu 2021 r. i do tej pory oferują ubezpieczenia OC.

Źródło: porównywarka ubezpieczeń Ubea.pl

Rosną ceny nieruchomości – średnia kwota hipoteki zwiększyła się o ponad 12%

Rosnące ceny nieruchomości windują wzrost wartości zaciąganych kredytów mieszkaniowych. W porównaniu do stanu sprzed pandemii średnia kwota hipoteki zwiększyła się o ponad 12%.

W okresie trzech kwartałów 2021 r. już ponad połowa (56,2%) z wartości kredytów mieszkaniowych udzielonych w tym okresie to kredyty na wysokie kwoty. Same kredyty powyżej 500 tys. zł stanowią 27% łącznej akcji kredytowej i udział ten co miesiąc rośnie. Widać także wzrost średniej wartości udzielanego kredytu mieszkaniowego, która we wrześniu br. osiągnęła kolejną rekordową wartość tj. 335,3 tys. zł. Czynnikiem wpływającym na wzrost wartości zaciąganych kredytów mieszkaniowych niewątpliwie jest wzrost cen nieruchomości – co potwierdzają dane Cenatorium.

W okresie pandemii (marzec 2020 r. – wrzesień 2021 r.) średnia wartość zaciągniętego kredytu mieszkaniowego wzrosła o 12,1%. Wartość udzielonego we wrześniu br. kredytu mieszkaniowego wyniosła 335,3 tys. zł i była wyższa od wartości kredytu zaciągniętego w marcu 2020 r. o 38,6 tys. zł.

średnia wartość kredytu hipotecznego wykres

Powiaty w czołówce finansowania nieruchomości kredytem hipotecznym

Z danych BIK wynika, że dynamika wzrostu średniej wartości kredytu mieszkaniowego jest zróżnicowana przestrzennie. Najwyższe wzrosty dotyczyły kredytów zaciągniętych przez mieszkańców województwa warmińsko-mazurskiego (20,4%), łódzkiego (17,0%) oraz zachodnio-pomorskiego (16,4%).

Wśród powiatów o najwyższej dynamice wzrostu zaciąganego kredytu mieszkaniowego na podium znaleźli się mieszkańcy powiatu zwoleńskiego (122,2%) leżącego w województwie mazowieckim, gorlickiego (64,6%) – województwo małopolskie, zambrowskiego (64%) – w województwie podlaskim.
Powiaty w czołówce finansowania nieruchomości kredytem hipotecznym

Mniej m2 mieszkania za miesięczną wypłatę

Podstawowym czynnikiem wpływającym na wzrost wartości zaciąganych kredytów mieszkaniowych niewątpliwie jest wzrost cen nieruchomości. Według Cenatorium od czasu pandemii, w okresie marzec 2020 r. – wrzesień 2021 r., ceny na rynku wtórnym w Polsce wzrosły średnio o 17,9%, a na rynku pierwotnym o 16,2%. Częściowo wzrost cen nieruchomości kompensowany był wzrostem przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce (wzrost w tym okresie o 14%).

– W ciągu ostatnich dwóch lat pogorszył się – spadł wskaźnik, ilustrujący liczbę m2 mieszkania, które można zakupić za miesięczne wynagrodzenie. Jest on również zróżnicowany przestrzennie. W tym roku we wszystkich największych miastach dostępność nowych mieszkań wyraźnie się pogorszyła. Ich ceny rosły bowiem szybciej niż wynagrodzenia – mówi prof. Waldemar Rogowski, główny analityk BIK.

Według RynkuPierwotnego.pl (bigdata.rynekpierwotny.pl) pod koniec III kw. 2021 r. za przeciętne miesięczne wynagrodzenie w Warszawie można było kupić 0,6 m2 mieszkania, w Gdańsku było to 0,7 m2 , we Wrocławiu 0,61 m2, w Krakowie 0,64 m2 , w Poznaniu 0,76 m2 .

W konsekwencji spowodowało to konieczność zaciągania kredytów mieszkaniowych na coraz wyższe kwoty. Sprzyjało temu oprócz niskich stóp procentowych również wydłużanie okresu kredytowania do 30 a nawet powyżej 30 lat. Tymczasem, od lipca br. zgodnie z Rekomendacją KNF, banki liczą zdolność kredytową maksymalnie dla okresu 25 lat, nawet dla kredytów o dłuższym okresie kredytowania.

Domek nad jeziorem, drugie mieszkanie nie zawsze na kredyt

Ceny mieszkań wystrzeliły bardziej niż przed pandemią, wzrost cen przekracza poziom 15-20% w stosunku do roku 2019, a mimo to popyt na rynku osiąga rekordowe poziomy.

– Pomimo pandemii, w dobie pracy zdalnej i hybrydowej, nabrały znaczenia nieruchomości podmiejskie. Ceny mieszkań w dużych miastach, w wielu rejonach są tak wysokie, że osoby powiększające rodziny, szukające nowego lokum w celu zaspokojenia rosnących potrzeb mieszkaniowych, migrują na przedmieścia i inwestują w ziemię i domy. Z naszych obserwacji wynika, że wśród kupujących nieruchomości dominują inwestorzy kupujący za gotówkę, rzadziej korzystający z kredytów bankowych – wyjaśnia Mariusz Kurzac, Dyrektor Zarządzający Cenatorium.

Zmieniające się warunki pracy i studiowania w formule zdalnej też stają się impulsem do podejmowanych decyzji inwestycyjnych.

– Popularne stało się posiadanie drugiego lokum lub domku nad morzem, nad jeziorami czy w górach, a nawet gdzieś przy lesie w głuszy czy nad rzeką. W dobrej lokalizacji blisko gór czy wody, cena nowego lokum to prawie jak w centrum miasta przy parku, tj. 16-18 tys. zł za m2 i już sprzedane zanim ukończone – mówi Mariusz Kurzac.

– Powrót na rynek najmu czy zakup własnego M, to widoczny symptom swego rodzaju przesilenia u młodych. Kończy się czas mieszkania z rodzicami, pracy i nauki zdalnej, co skłania do powrotów do miast, co ponownie rozpędza rynek mieszkaniowy. Dziś oglądana oferta najmu w mieście, jutro może być już niedostępna. To samo dotyczy zakupu mieszkania, czy to za gotówkę czy na kredyt – dodaje.

Na rynku pojawia się coraz więcej zagranicznych funduszy inwestycyjnych kupujących pakiety mieszkań na wynajem. Z jednej strony wydaje się, że mieszkania są już zbyt drogie i bańka musi w końcu pęknąć, jednak brak gruntów pod zabudowę, rosnące ceny wykonawstwa i materiałów budowlanych nie przemawiają za ich spadkiem.

Rozważne decyzje na długie lata – Analizator kredytowy

– W dobie tak wysokich kosztów nieruchomości i wysokiej inflacji, warto przeanalizować swoje możliwości finansowania zakupów kredytem. W listopadzie br. stopa referencyjna do 1,25%. W powszechnej opinii ekonomistów nie będzie to ostatnia podwyżka w najbliższym czasie. Na koniec 2022 r. stopa ta może wzrosnąć do 1,5% – 2%, czyli powyżej poziomu sprzed pandemii – twierdzi prof. Waldemar Rogowski, główny analityk BIK.

– Czasy najtańszych kredytów to już przeszłość, a biorąc pod uwagę podwyżki stóp procentowych, należy się liczyć ze wzrostem kosztu obsługi kredytu. Dotyczy to osób obecnie spłacających swoje zobowiązania, jak i przyszłych kredytobiorców. Powinni oni tym bardziej odpowiedzialnie i rozważnie podejmować decyzje o zaciąganiu kredytów, zwłaszcza długoterminowych – dodaje prof. Rogowski.

W podjęciu tak ważnych decyzji wspiera narzędzie opracowane przez analityków BIK, które w prosty i szybki sposób pomoże obliczyć, na jaki kredyt nas stać i czy znacząco nie obciąży finansów naszego gospodarstwa domowego.

Chodzi o Analizator Kredytowy, w portalu www.bik.pl, który bierze pod uwagę faktyczną historię kredytową oraz wysokość rat i limitów obecnie spłacanych kredytów. Narzędzie to pełni rolę doradczą wskazując, jakie elementy mają wpływ na przyznanie kredytu.

Narzędzie BIK ma charakter poglądowy, bo decyzję zawsze podejmuje bank, jednak przejście przez analizę pozwoli dostrzec czy planowany kredyt nie rodzi ryzyka nadmiernego zadłużenia. Jest idealnym narzędziem dla osób, które planują rozważnie zaciągnąć kredyt i solidnie się do tego przygotować.

Efektywne zarządzanie firmą – skorzystaj ze specjalistycznego oprogramowania!

Efektywność pracy nie może być osiągnięta bez odpowiedniej organizacji i sprawnej komunikacji pomiędzy pracownikami. Zorganizowanie pracy tak, by wszystko przebiegało bezproblemowo może nie być łatwe – szczególnie wtedy, gdy przedsiębiorstwo jest naprawdę duże. Na szczęście – w dzisiejszych czasach mamy do dyspozycji skuteczne, nowoczesne rozwiązania: oprogramowania do zarządzania firmą. 

Programy do zarządzania firmą – dlaczego warto?

Prowadzenie własnej firmy zdecydowanie nie jest łatwym zadaniem. Planując przebieg poszczególnych prac, chcemy sprawić, by były one wykonywane szybko i skutecznie. Jednocześnie jednak – ważna jest dobra atmosfera w miejscu pracy i to, by pracownicy mogli skutecznie się ze sobą komunikować. Jak zadbać o to, by jak najmniejszym nakładem pracy uzyskiwać doskonałe efekty? 

Programy do zarządzania firmą świetnie sprawdzają się przy układaniu harmonogramów i grafików. Umożliwiają podzielenie zadań pomiędzy poszczególne osoby tak, by każdy widział, co już jest zrobione i kiedy nadchodzi jego kolej na działanie. Pracownicy mogą w prosty sposób zarządzać swoim czasem pracy, a pracodawca – jednym kliknięciem rozliczać przepracowane godziny. Programy do zarządzania firmą są także doskonałym sposobem na zminimalizowanie koniecznej biurokracji – generują i przechowują niezbędne dokumenty. Odpowiednio dobrane oprogramowanie usprawni także komunikację z klientami i wpłynie korzystnie na budowanie pozytywnego wizerunku firmy. 

Sprawna obsługa klientów i lepsze wyniki sprzedaży

Komunikacja pomiędzy klientami a pracownikami firmy to podstawa – błędy zdarzają się jednak bardzo często. Gdy realizacją zamówienia lub projektu zajmuje się więcej niż jedna osoba – nietrudno o pomyłkę. Dzięki programom do zarządzania przedsiębiorstwami to zadanie staje się znacznie łatwiejsze – cały proces obsługi klienta jest jasny, przejrzysty i widoczny dla wszystkich pracowników. Na swoich ekranach mogą oni łatwo zauważyć, co zostało już zrobione, jakie prace należy wykonać w następnej kolejności i o czym trzeba koniecznie poinformować klienta. Program przechowuje również wszystkie podpisane umowy, listy ustaleń i wystawione faktury. 

Sprawna obsługa klienta sprawia, że możemy sprzedawać więcej – efektywnie wykorzystujemy czas, więc możemy obsłużyć większą liczbę zamówień. Zadowoleni klienci z pewnością polecą nasze usługi innym – co także przyczyni się do większego zainteresowania firmą i wyższych zarobków. 

Prosty sposób na zarządzanie dokumentami

Prowadzenie firmy zawsze wiąże się z koniecznością dbania o wiele formalności. Niezbędne dokumenty musimy tworzyć praktyczne cały czas – czasem nawet najdrobniejsza czynność wymaga udokumentowania. Coroczne inwentaryzacje, raporty, faktury – przykładów jest naprawdę wiele. Dzięki programom do prowadzenia firmy zarządzanie dokumentami staje się o wiele łatwiejsze. 

Dokumenty przechowywane są w pamięci komputera – program odpowiednio je kataloguje  segreguje, więc wyszukanie potrzebnej nam informacji będzie łatwe i szybkie. Dzięki temu, że systemy do zarządzania firmą stale zbierają liczne informacje, wygenerowanie raportu lub rezultatów inwentaryzacji praktyczne nie wymaga czasu. Wystarczy wpisać kilka niezbędnych rzeczy, a gotowe dokumenty pojawią się chwilę po kliknięciu. Elektroniczny obieg dokumentów usprawnia pracę – pracownicy nie muszą wychodzić zza biurek, by dostarczyć dokumenty w odpowiednie miejsca. Program zajmuje się kwestiami formalnymi – a my dzięki temu zyskujemy cenny czas, który możemy poświęcić na rozwijanie nowych pomysłów biznesowych lub realizację już zleconych zadań. 

Program do prowadzenia firmy to nowoczesne rozwiązanie, dzięki któremu bycie przedsiębiorcą staje się o wiele łatwiejsze! Oprogramowanie upraszcza skomplikowane zadania i automatycznie wykonuje najbardziej uciążliwe obowiązki. Dzięki możliwościom generowania raportów i analizowania wyników – praca może być efektywna bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej! 

Przyspieszająca inflacja – jak zadbać o oszczędności?

Niepokojący i stale przyspieszający wzrost inflacji (aż o blisko 5,5 procenta w skali roku) stanowi bardzo poważne źródło obaw wśród wielu Polaków. W związku z tym wypadałoby pomyśleć o rozsądnym ulokowaniu swoich oszczędności. Jednym z najlepszych rozwiązań są inwestycje w nieruchomości. Inwestować można na wiele sposobów, robiąc to samodzielnie lub korzystając z porad uznanych doradców.

Zabezpieczenie oszczędności – zakup nieruchomości na wynajem

Korzystną propozycją dla osób, które chcą zabezpieczyć swoje oszczędności jest inwestowanie w domki wypoczynkowe. Można je później przeznaczyć do użytku własnego (głównie w okresie wakacyjnym), ale też na wynajem długoterminowy lub krótkoterminowy. Taki rodzaj inwestycji może stać się szansą na długie lata lub na kilka najbliższych miesięcy, na dodatkowy przychód ze średnim zyskiem na poziomie 7,5% w skali roku. To również jeden ze sposobów zabezpieczenia swojej przyszłości. Pierwsza opcja jest korzystniejsza, ponieważ zarządzanie nieruchomością bierze na siebie lokator. Druga wymaga większego zaangażowania. Jak widać inwestowanie w nieruchomości musi być starannie przemyślane, aby osiągać z tego maksymalny zysk i zadbać o swoją przyszłość.

Doskonała alternatywa to wynajmowanie zakupionych domków na doby oraz tygodnie. Kryzys może dosięgnąć każdego i do danej sytuacji trzeba się przystosować. Ekologiczne domki wypoczynkowe cieszą się dużym zainteresowaniem i taki biznes stanowi optymalne zabezpieczenie finansów w trudnych dla Polaków czasach. Warto pamiętać o tym, że model pracy hybrydowej uderza w rynek nieruchomości i wynajem krótkoterminowy może przynieść właścicielom domków pożądane zyski. Kluczowa jest odpowiednia strategia działania, tak aby inwestycja zwróciła się z nawiązką.

Ekologiczne domki wypoczynkowe zyskują coraz większe grono zwolenników

Podczas pandemii Polacy bardzo chętnie podróżują po kraju, aby zwiększyć poziom swojego bezpieczeństwa i komfort psychiczny. Z racji tego tak przydatnym zakupem może się okazać ekologiczny dom letniskowy. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni chętnie wybierają atrakcyjne kwatery nad morzem, tak aby pooddychać świeżym powietrzem i być blisko natury. Warto dowiedzieć się jak bezpiecznie inwestować i zarazem maksymalnie na tym korzystać. Inwestycje w kryzysie należy podejmować w porozumieniu z doświadczonymi ekspertami i specjalistami.

Domek na weekend może przynieść zainteresowanym upragnione wytchnienie. Własny domek letniskowy służy rodzinom wielodzietnym, parom, ale też singlom. Inwestycje w turystykę zyskują coraz większe grono zwolenników, ponieważ domek letniskowy na własność można później wykorzystać na kilka różnych sposobów (dla siebie oraz dla turystów).

Ostatni taki Black Friday? Idą zmiany w prawie

Black Friday to ulubiony dzień w roku miłośników promocji. Nieoficjalne święto zakupów przypada na koniec listopada i charakteryzuje się wzmożoną liczbą okazji cenowych w różnych sklepach. Jednak coraz większa grupa konsumentów kwestionuje, czy owe promocje są prawdziwe, czy stanowią jedynie chwyt marketingowy. Przy okazji Black Friday dochodzi do nadużyć i manipulacji na tyle dużych, że tematem zainteresowała się Komisja Europejska tworząc stosowne prawodawstwo. Co się zmieni i czy czeka nas ostatni taki Black Friday w historii? Odpowiedzi udziela mec. Agata Jaczyńska, adwokat w kancelarii Chałas i Wspólnicy.

DYREKTYWA PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO I RADY (UE) 2019/2161 z dnia 27 listopada 2019 r. wprowadza zmiany w zakresie handlu e-commerce, które znacząco wpłyną na możliwości reklamowania produktów. Wśród zmian należy wymienić nakaz informowania, że wyniki wyszukiwania zostały dopasowane na podstawie określonych kryteriów czy zakaz umieszczania opinii o produktach, które w rzeczywistości nie pochodzą od osób, które zakupiły produkt. Jednak z punktu widzenia funkcjonowania Black Friday kluczowy jest inny zapis, dotyczący konieczności informowania o zmianach cen danego produktu na przestrzeni miesiąca wstecz.

Zgodnie z najnowszymi przepisami, w każdym ogłoszeniu o promocji sprzedawca będzie zobowiązany podać wcześniejszą cenę tj. najniższą cenę stosowaną przez podmiot gospodarczy w okresie, który nie może być krótszy niż 30 dni przed zastosowaniem obniżki ceny. To oznacza, że sklepy nie będą mogły stosować nieuczciwych praktyk polegających na zawyżaniu cen tuż przed promocją, tylko po to, aby obniżyć wartość produktu do ceny bazowej z jednoczesnym zastosowaniem komunikatu o obniżce. Do tej pory takie działania uchodziły za nieetyczne, ale nie były prawnie zakazane. Nowa dyrektywa wprowadza sankcje za tego typu praktyki, o czym należy pamiętać projektując promocje na kolejny Black Friday – komentuje mec. Agata Jaczyńska, adwokat w kancelarii Chałas i Wspólnicy.

Zapisy dyrektywy prawdopodobnie nie wejdą jeszcze w życie przed nadchodzącym Black Friday (chociaż treść ww. Dyrektywy zakłada implementację do krajowych porządków prawnych z dniem 28 listopada 2021 r. a stosowanie od dnia 28 maja 2022 r.) ale już teraz warto zwrócić uwagę na nadchodzące zmiany w kontekście planowania kolejnych akcji promocyjnych.

Pacjenci nieufni wobec firm z branży farmaceutycznej

Nowe badanie firmy Zebra pokazuje, że branża farmaceutyczna musi się mierzyć z problemem braku zaufania. Liderzy branży twierdzą natomiast, że chcą być bardziej transparentni.

Frima Zebra Technologies Corporation opublikowała dzisiaj wyniki badania Pharmaceutical Supply Chain Vision Study. Z badania wynika, że pacjenci nie mają zaufania do leków, które otrzymują, oraz do poszczególnych segmentów łańcucha dostaw środków farmaceutycznych. W tym do podmiotów, które je produkują, dystrybuują oraz je przepisują i wydają. Czterdzieści trzy procent badanych wyraża obawę, że bez usprawnienia łańcucha dostaw może dojść do większej liczby zachorowań i/lub zgonów z powodu skażenia lub zanieczyszczenia leków.

Dotarcie do źródła lęków (i leków) pacjentów

Dziś dla pacjentów najważniejsze są skuteczność i bezpieczeństwo leków – trzech na czterech pacjentów twierdzi, że są trochę lub bardzo zaniepokojeni nieskutecznością leków w leczeniu ich stanów chorobowych. Natomiast siedmiu na dziesięciu martwi się, że otrzyma:

  • niewłaściwą dawkę z powodu błędów na etykiecie, jak również obawia się ewentualnej szkody, jaką taka pomyłka mogłaby im wyrządzić.
  • leki, które zostały skradzione, skażone, zanieczyszczone lub podrobione albo leki przeterminowane.
  • leki, z którymi w nieprawidłowy sposób obchodzono się/przechowywano podczas transportu i które przez to mogły ulec uszkodzeniu lub zmniejszona została ich skuteczność.

Pacjenci wiedzą, że zaburzony łańcuch dostaw zagraża jakości i skuteczności leków, i pragną w związku z tym zapewnienia, że ich leki są bezpieczne i oryginalne. Dla dziewięciu na dziesięć osób bardzo lub dość ważne jest, żeby mogły sprawdzić, czy lek nie jest podrobiony lub naruszony i potwierdzić, że leki wrażliwe na temperaturę były przechowywane we właściwym jej zakresie.

Według ankiety pacjenci oczekują również, że producenci leków ujawnią, w jaki sposób ich leki są wytwarzane i jak się wobec nich postępuje (81 proc.) oraz jak są transportowane/przechowywane (82proc.). Osiemdziesiąt procent twierdzi, że ważne jest również sprawdzenie źródeł pochodzenia składników leku, w tym kraju pochodzenia i lokalnych standardów dotyczących samego leku. Ponadto 79 proc. ankietowanych chce zapewnienia, że źródło pochodzenia ich leków nie narusza równowagi ekologicznej oraz że producent stosuje techniki chroniące środowisko, dobrostan zwierząt, lokalne społeczności i zdrowie publiczne.

„Zmieniające się wymagania pacjentów z pewnością będą sygnałem alarmowym dla liderów branży farmaceutycznej, którzy przez lata koncentrowali się przede wszystkim na spełnianiu standardów regulacyjnych” – powiedział John Wirthlin, Industry Principal, Manufacturing, Transportation and Logistics, w firmie Zebra Technologies. „Producenci, agencje rządowe, apteki i świadczeniodawcy opieki zdrowotnej muszą współpracować, żeby zdobyć zaufanie konsumentów do łańcucha dostaw”.

Badanie pokazuje, że jeśli przemysł farmaceutyczny chce  zapewnić większe zaufanie i lojalność konsumentów, musi włożyć więcej wysiłku, aby udowodnić, że stawia potrzeby pacjentów na pierwszym miejscu.

Pacjenci wymagają większej przejrzystości i odpowiedzialności

Ponad ośmiu na dziesięciu pacjentów zgadza się, że agencje rządowe/regulacyjne oraz firmy farmaceutyczne powinny lepiej ze sobą współpracować w celu ochrony pacjentów i zapewnienia bezpieczeństwa i skuteczności leków. Ponad 40 proc. pacjentów i decydentów z branży farmaceutycznej twierdzi, że to organy regulacyjne, firmy farmaceutyczne i producenci są najbardziej odpowiedzialni za walkę z podrabianiem leków, ich kradzieżą i zanieczyszczaniem. Mimo to, według pacjentów, ciężar odpowiedzialności za wdrażanie zaufanych protokołów bezpieczeństwa spoczywa na tych, którzy produkują, wydają i podają leki, przy czym w oczach 57 proc. pacjentów to szpitale ponoszą największą odpowiedzialność.

„W idealnym świecie potencjalnie szkodliwe leki nigdy nie dotarłyby na tyle daleko w łańcuchu dostaw, by stać się problemem dla szpitali, aptek i innych podmiotów wydających recepty” – dodał Wirthlin. „Dlatego właśnie dyrektywa w sprawie sfałszowanych leków w pełni obowiązuje w Unii Europejskiej, a Agencja Żywności i Leków (Food and Drag Administration) wymaga, aby systemy śledzenia produktów zostały wprowadzone do 2023 roku w Stanach Zjednoczonych w ramach ustawy o bezpieczeństwie łańcucha dostaw leków”.

Większość decydentów z branży farmaceutycznej (84 proc.) uważa, że są przygotowani do spełnienia wymogów w zakresie identyfikacji i przejrzystości. Trzy czwarte z nich potwierdziło, że już wdrożyło technologię usług lokalizacyjnych lub planuje to zrobić w ciągu najbliższego roku – takie posunięcie usprawniłoby przepływy pracy w produkcji i śledzenie leków, zmniejszyłoby liczbę przypadków kradzieży i fałszerstwa oraz zapewniłoby pacjentom przejrzystość i informacje, których oczekują.

Największym wyzwaniem, przed którym stoją wspomniani wyżej liderzy, jest możliwość wyprodukowania i przetransportowania wystarczającej ilości leków, tak aby zaspokoić potrzeby pacjentów. Oprócz opóźnień regulacyjnych, decydenci z branży mówią, że mają również do czynienia z ograniczeniami produkcji, problemami z dystrybucją i magazynowaniem, ograniczeniami zdolności przewozowych i opóźnieniami w transporcie. W związku z tym 92 proc. z nich planuje w przyszłym roku zwiększyć inwestycje w narzędzia do monitorowania produkcji farmaceutycznej i łańcucha dostaw.

Problemy w punktach sprzedaży – i nie tylko

Ponad trzy czwarte ankietowanych pacjentów twierdzi, że w przeszłości doświadczyło problemów z zakupem lub przyjmowaniem leków, przy czym millenialsi (82 proc.) zgłaszają znacznie więcej problemów niż osoby z pokolenia powojennego wyżu demograficznego (61 proc.). Millenialsi nie tolerują jednak błędów i są dwa razy bardziej skłonni do zmiany apteki na taką, która spełni ich potrzeby, niż pokolenie powojennego wyżu demograficznego. 70 proc. wszystkich pacjentów potwierdziło, że w przeszłości zmieniło dostawcę leków, aptekę lub lek ze względu na złe doświadczenia.

Wśród pacjentów doświadczających problemów, w pierwszej piątce zagadnień znajdowało się ciężkie działanie niepożądane. Ale nie był ono problemem występującym najczęściej:

  1. Potrzeba leku, który był niedostępny lub którego zapas się skończył (32 proc.)
  2. Otrzymano tylko część potrzebnej ilości leku z powodu braku dostępności w danym momencie (29 proc.)
  3. Ten sam produkt znaleziony w niższej cenie w innym miejscu (27 proc.)
  4. Leków nie otrzymano na czas lub kiedy były potrzebne (22 proc.)
  5. Wystąpiło ciężkie działanie niepożądane (21 proc.)

Większość obaw pacjentów koncentruje się na przystępności cenowej leków (76 proc.) i ich niedoborach (73 proc.). Wydający leki nie są jednak zwolnieni z odpowiedzialności za bezpieczeństwo i skuteczność. Osiemdziesiąt pięć procent pacjentów twierdzi, że wszystkie apteki muszą monitorować wydawane leki, w tym apteki działające wysyłkowo.

Kluczowe ustalenia regionalne

Regin Azja – Pacyfik (APAC)

  • Ponad trzy czwarte pacjentów twierdzi, że konieczne jest wprowadzenie większej liczby regulacji prawnych dotyczących produktów farmaceutycznych, a prawie wszyscy decydenci (95 proc.) twierdzą, że w celu ochrony pacjentów konieczna jest lepsza współpraca pomiędzy agencjami rządowymi/regulacyjnymi a firmami farmaceutycznymi, co stanowi najwyższy odsetek wśród wszystkich regionów.

Europa

  • Tylko 64 proc. pacjentów i 74 proc. decydentów z branży zgadza się, że bezpośrednie dostarczanie leków pocztą jest wygodnym i bezpiecznym sposobem otrzymywania leków – to najniższy poziom zgodności wśród regionów.

Ameryka Łacińska

  • Pacjenci z Ameryki Łacińskiej są najmniej tolerancyjni wobec problemów z lekami w porównaniu z innymi regionami – 87 proc. z nich zmieniło aptekę, dostawcę lub lek z powodu złych doświadczeń.

Ameryka Północna

  • Pacjenci w Ameryce Północnej posiadają najmniejszą wiedzę na temat identyfikacji produktów farmaceutycznych – tylko 33proc. z nich twierdzi, że zna to zagadnienie dość dobrze lub bardzo dobrze.

KONTEKST I METODOLOGIA BADANIA

Badanie Pharmaceutical Supply Chain Vision Study zostało przeprowadzone przez firmę Zebra wśród przeszło 3500 pacjentów i decydentów z branży farmaceutycznej na całym świecie w celu oceny postrzeganej stabilności łańcucha dostaw, zmierzenia odpowiedzialności za łańcuchy dostaw i zaufania do jego podmiotów oraz określenia potrzeb w zakresie poprawy przejrzystości łańcucha dostaw. Pacjentami są osoby dorosłe z problemami zdrowotnymi wymagającymi leków na receptę lub terapii, które były realizowane w aptece. Osoby podejmujące decyzje w przemyśle farmaceutycznym to liderzy szczebla kierowniczego w służbie zdrowia, produkcji, sprzedaży detalicznej farmaceutyków lub organizacjach transportowych i logistycznych, którzy prowadzą działalność w łańcuchu dostaw farmaceutyków lub biofarmaceutyków. Wszystkie dane zostały zebrane i zestawione w tabelach przez zewnętrzną firmę badawczą Azure Knowledge Corporation.

Wzrost mobilności pozytywnym sygnałem dla rynku biurowego

Według wstępnych danych międzynarodowej firmy doradczej Savills, wolumen transakcji najmu na rynkach biurowych w Europie wzrósł w trzecim kwartale 2021 r. o 15%, aczkolwiek nadal pozostaje niższy od średniej pięcioletniej. Pozytywnych danych dla rynku biurowego dostarcza również indeks mobilności Google, w którym wśród badanych stolic europejskich przoduje Warszawa.

Jak podaje Savills w raporcie Emerging European Office Themes, z danych dostarczonych przez Google wynika, że średni wskaźnik mobilności w miejscach pracy w Europie był pod koniec trzeciego kwartału 2021 r. niższy o zaledwie 4% od poziomu sprzed pandemii.

Mobilność pracowników jest nadal mniejsza, niż na początku 2020 r. m.in. w Amsterdamie (-3%), Madrycie (-9%) czy Mediolanie (-12%), podczas gdy w Dublinie i Sztokholmie wróciła do tych samych poziomów, a w Berlinie (+2%) i Warszawie (+4%) nawet nieznacznie wzrosła.

„Dane Google dotyczące przemieszczania się mieszkańców miast wskazują na pozytywny trend. W Warszawie, w miejscach pracy wskaźnik mobilności wrócił w ostatnich tygodniach do poziomu sprzed pandemii. Badanie nie rozróżnia przy tym pracowników biurowych od tych pracujących w pozostałych miejscach pracy, ale również wśród części najemców nowoczesnych powierzchni biurowych można zaobserwować stopniowy powrót do pracy stacjonarnej, często połączonej z pracą zdalną w modelu hybrydowym” – mówi Wioleta Wojtczak, dyrektorka działu badań i analiz, Savills.

W Europie popyt na biura generują przede wszystkim firmy z sektora profesjonalnych usług dla biznesu oraz bankowości, ubezpieczeń i finansów. Na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy zauważalny był też duży wzrost zapotrzebowania na powierzchnię biurową ze strony sektora zaawansowanej produkcji przemysłowej oraz branży farmaceutycznej, co jest następstwem zwiększonych inwestycji w sektorze life science.

Zgodnie z danymi Savills, w Warszawie w trakcie trzech pierwszych kwartałów 2021 roku wynajęto blisko 400 000 m kw. powierzchni biurowej, czyli o prawie 10 proc. mniej niż w tym samym okresie poprzedniego roku. W porównaniu do okresu sprzed pandemii (styczeń-wrzesień 2019 r.) spadek ten wynosi już ponad 40%.

W miastach regionalnych popyt na biura w okresie od początku stycznia do końca września 2021 r. wyniósł blisko 380 000 m kw., a spadek rok-do-roku wyniósł blisko 16% i 26% w porównaniu do okresu sprzed pandemii w 2019 r.. Najwięcej powierzchni wynajęto w Krakowie, Trójmieście i Wrocławiu, które są jednocześnie największymi rynkami biurowymi wśród miast regionalnych.

Zmniejszona aktywność najemców, połączona z relatywnie wysokimi wolumenami powierzchni oddanej do użytkowania w 2020 i 2021 roku, spowodowała wzrost wskaźnika pustostanów do 12,5%, odnotowanego na koniec września w Warszawie oraz do 13,5%, uśrednionej wartości dla rynków regionalnych.

Jak podaje Savills, wraz z wchłanianiem się dostępnej powierzchni, od 2023 roku w niektórych miastach może wystąpić luka podażowa, wynikająca ze znacznie ograniczonej aktywności deweloperów. W Warszawie ilość powierzchni w budowie jest najniższa od 2011 roku.

„Obserwujemy stopniowy wzrost aktywności najemców, którzy badają rynek poszukując dla siebie odpowiedniej lokalizacji. Potrzeba jednak jeszcze kilku miesięcy, zanim procesy te zakończą się podpisaniem umów najmu i przełożą się na wskaźniki popytu” – podsumowuje Wioleta Wojtczak, dyrektorka działu badań i analiz, Savills.

Dyrektywa work-life balance – zmiany w urlopach rodzicielskich już od 2022 roku

Zachowanie równowagi między życiem zawodowym a prywatnym to wyzwanie, zwłaszcza dla rodziców i opiekunów. Z myślą o tej grupie pracowników w 2019 r. została uchwalona dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady, dotycząca zjawiska work-life balance. Nakłada ona na państwa członkowskie Unii m.in. obowiązek wdrożenia nowych przepisów dotyczących urlopów rodzicielskich do sierpnia 2022 r. Jak więc zmienią przywileje pracownicze związane z opieką nad dziećmi? 

Obecnie obowiązujące urlopy związane z rodzicielstwem

Rodzaje i wymiar urlopów związanych z rodzicielstwem reguluje w Polsce Kodeks pracy. Ustawa przewiduje następujące rodzaje urlopów, które przysługują rodzicom biologicznym i innym osobom sprawującym opiekę nad dzieckiem:

  1. Macierzyński – przysługuje matce oraz ojcu, ale w takim zakresie, w jakim nie wykorzystała go matka. Wymiar urlopu zależy od liczby narodzonych dzieci (przy jednym porodzie) i może wynosić od 20 tygodni (jedno dziecko) do 37 tygodni po urodzeniu pięciu lub większej liczby dzieci.
  2. Rodzicielski – przysługuje matce i ojcu łącznie, zależy od liczby dzieci urodzonych przy jednym porodzie: do 32 tygodni po urodzeniu jednego dziecka oraz do 34 tygodni po urodzeniu dwójki lub więcej.
  3. Wychowawczy – wynosi łącznie do 36 miesięcy; może być wykorzystywany przez oboje rodziców jednocześnie i podzielony na maksymalnie 5 części.
  4. Ojcowski – może być wykorzystany wyłącznie przez ojca do ukończenia przez dziecko 2 roku życia. Wymiar tego urlopu wynosi 2 tygodnie i może zostać wykorzystany w dwóch tygodniowych częściach lub jednorazowo.

Jakie zmiany wprowadza dyrektywa work-life balance?

Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE), nazywana dyrektywą work-life balance, jest odpowiedzią na zmiany w społeczeństwie, które nastąpiły w ciągu ostatnich lat i związaną z nimi potrzebę lepszego godzenia życia zawodowego i rodzinnego.

Celem dyrektywy jest zapewnienie realizacji zasady równości na rynku pracy między kobietami i mężczyznami oraz zachęcanie do równiejszego podziału obowiązków opiekuńczych między nimi.  Ponadto jej przepisy mają zapewnić zwiększenie udziału kobiet w rynku pracy i rozszerzenie korzystania przez mężczyzn z urlopów rodzinnych czy elastycznej organizacji pracy. Art. 9 dyrektywy mówi m.in. o możliwości skrócenia godzin pracy, elastycznych godzinach pracy i dopasowaniu miejsca pracy dla wszystkich pracujących rodziców i opiekunów dzieci do 8 roku życia. Celem jest także umożliwienie pracownikom otrzymania urlopu na opiekę nad krewnymi potrzebującymi wsparcia.

Ponadto, zgodnie z art. 7 dyrektywy, każdy pracownik będzie miał prawo do czasu wolnego od pracy z powodu działania siły wyższej. Dotyczy to pilnych spraw rodzinnych spowodowanych chorobą lub wypadkiem, jeżeli niezbędna jest natychmiastowa obecność pracownika.

Dyrektywa reguluje następujące kwestie związane z urlopami:

  1. Ojcowskim – urlop z okazji narodzin dziecka, z którego mogą skorzystać ojcowie lub równorzędni drudzy rodzice – w wymiarze 10 dni roboczych. Polskie przepisy prawa pracy są bardziej korzystne w tym zakresie.
  2. Rodzicielskim – urlop dla rodziców z powodu narodzin lub przysposobienia dziecka, w wymiarze 4 miesięcy. Każdemu z rodziców przysługują osobno dwa miesiące urlopu rodzicielskiego, które nie podlegają przeniesieniu. Warto zauważyć, że obecnie polskie prawo nie przewiduje części urlopu rodzicielskiego przysługującego indywidualnie każdemu z rodziców, z wyjątkiem pierwszych 14 tygodni urlopu macierzyńskiego dla matki dziecka. Urlop rodzicielski można wykorzystać przed osiągnięciem przez dziecko wieku 8 lat.
  3. Opiekuńczym – urlop dla pracowników w wymiarze 5 dni, umożliwiający zapewnienie krewnemu lub osobie zamieszkującej w tym samym gospodarstwie domowym osobistej opieki lub wsparcia z poważnych względów medycznych. W polskim Kodeksie pracy funkcjonuje zwolnienie z pracy w wymiarze 16 godzin lub 2 dni, tzw. „opieka nad dzieckiem”. Dyrektywa rozszerza urlop opiekuńczy także na innych członków rodziny: matkę, ojca, małżonka (małżonkę) lub partnera (partnerkę) w związku partnerskim – jeśli prawo państwa członkowskiego dopuszcza związki partnerskie.

Dyrektywa obejmuje wszystkich pracowników związanych umową o pracę lub pozostających w innym stosunku pracy określonym przez prawo.

Marta Mroczkowska, specjalistka ds. kadrowo-płacowych w firmie inFakt

Social shopping będzie jeszcze łatwiejszy

Social shopping coraz mocniej daje o sobie znać na polskim rynku – transmisje na żywo najpopularniejszych sprzedawców ogląda w Polsce nawet kilka tysięcy osób równocześnie, co czwarty Polak przynajmniej raz w życiu dokonał zakupów podczas live streamingu w social mediach, a blisko połowa (48 proc.) internautów kupuje poprzez kontakt ze sprzedawcą na Messengerze czy mailowo[1]. W odpowiedzi na rosnące zainteresowanie konsumentów zakupami w mediach społecznościowych, pojawiają się na rynku rozwiązania, które mają zwiększać poziom pozytywnych doświadczeń zakupowych.

Niekwestionowanym liderem live commerce są Chiny, w których aż 617 mln użytkowników robi zakupy podczas transmisji na żywo. W Polsce trend live shoppingu zaczął się rozwijać w pandemii i cały czas rośnie. Do tej pory największy udział w takich zakupach mają Facebook (88 proc.), YouTube (34 proc.) i Instagram (27 proc.)[2], choć oczywiście istnieją (mało popularne w naszym kraju) aplikacje do tworzenia tego typu contentu. Zaczęto jednak zauważać, że dopracowania wymaga mechanika zakupów podczas transmisji. Stąd pojawił się na polskim rynku podmiot Kupuje.live – platforma do sprzedaży na żywo w transmisjach, która mocno stawia na automatyzację. Daje ona sprzedawcom możliwość szybkiego konwertowania chęci zakupu na zamówienia oraz technologię do zarządzania nimi. Kupujący z kolei mogą korzystać z szybkich płatności i zakupu u zweryfikowanych sprzedawców. Dlaczego tego typu narzędzia powstają i mają szansę się przyjąć?

– Tradycyjne media społecznościowe, takie jak Facebook czy Instagram, umożliwiają przeprowadzanie transmisji na żywo, ale nie są w pełni przystosowane do potrzeb sprzedawców i klientów. Automatyzacja niektórych procesów i posiadanie wszystkich przydatnych funkcji w jednym miejscu, to dla sprzedawców otwarta droga do skalowania biznesu – mówi Krystian Drzewicki, Key Account Manager w Tpay, operatora płatności online.

Od co najmniej 2-3 lat zakupów poprzez social media dokonuje 39 proc. Polaków, a w przypadku większości badanych (56 proc.) średnie, miesięczne wydatki na tego typu zakupy sięgają 50–200 zł[3]. Spore zainteresowanie social commerce wśród konsumentów powoduje, że coraz więcej marek dostrzega potencjał tego kanału sprzedażowego. Na polskim rynku w social commerce wszedł już operator płatności Tpay, który we współpracy z KODA Bots opracował i wdrożył pierwsze w Polsce rozwiązanie chatbotowe umożliwiające dokonywanie bezpiecznych płatności BLIKIEM w komunikatorach społecznościowych. Pierwszymi partnerami, które już oferują tę formę zakupów, są Myszojeleń oraz Kubota.

– Mamy naturalną potrzebę porozmawiania ze sobą, dotyczy to także zakupów. Zarówno rozwiązania chatbotowe, takie jak te wdrożone przez nas u Kuboty i Myszojelenia, czy też live streamingi, które są w Polsce coraz popularniejsze, sprawiają, że handel w social mediach nabiera ludzkiego charakteru, a wirtualne showroomy stają się – w dobrym tego słowa znaczeniu – targowiskami 2.0 – mówi Krystian Drzewicki.

[1] Raport Fundacji Kobiety e-biznesu – Siła handlu w social commerce

[2] Tamże

[3] Tamże

Przedświąteczna gorączka w branży logistycznej wpływa na wzrost zapotrzebowania na pracowników sezonowych

Święta już za pasem branża e-commerce i logistyka przygotowuje się do wzmożonego nakładu pracy. Pojawiają się coraz to nowe oferty pracy tymczasowej dla magazynierów, pakowaczy, kierowców, kurierów, operatorów wózków widłowych. Wakaty będą nie tylko w okresie przedświątecznym, ale i po nowym roku również. Centrum Analityczne Gremi Personal zaobserwowało 40% wzrost w porównaniu do roku ubiegłego na zapotrzebowanie pracowników ze Wschodu w tych branżach.

Na dynamikę wzrostu częściowy wpływ miała pandemia, jednak dane z poprzednich lat potwierdzają wyraźny trend wzrostowy. Branża e-commerce i logistyka, zaczęły przygotowania do sezonu już we wrześniu. Stawki godzinowe brutto dla prac przedświątecznych są o ok. 10 proc. wyższe niż rok wcześniej i wahają się pomiędzy 20 a 25 zł brutto. Już we wrześniu rekrutację pracowników rozpoczął też gigant e-handlu Amazon, który w okresie przedświątecznego szczytu chce w tym roku dodatkowo zatrudnić w swoich dziesięciu centrach logistyki e-commerce w Polsce ponad 9 tys. pracowników sezonowych.

Jeszcze na początku 2020 roku zapotrzebowanie na pracowników w branży logistycznej i e-commerce było na przeciętnym poziomie, prawdziwy boom nastąpił w momencie wdrożenia pierwszych obostrzeń związanych z pandemią. Wówczas ilość wakatów na stanowiska związane z branża logistyczną i e-commerce wzrosło o prawie 200 proc. Brakowało rąk do pracy, ale był problem związany z przekraczaniem granicy i obowiązkiem odbywania kwarantanny, co wydłużało czas oczekiwania na pracowników. W 2021 tendencja wzrostowa się utrzymała, branża już od września przygotowuje się na wzmożony ruch około świąteczny, zapotrzebowanie na pracowników ze Wschodu wzrosło o 40 proc. w porównaniu do roku ubiegłego. – wskazuje Tomas Bogdevic, CEO agencji zatrudnienia Gremi Personal

Centrum analityczne Gremi Personal zauważa, iż sezonowa praca w branży logistycznej jest dla migrantów ze Wschodu doskonałą okazją do podreperowania budżetu domowego w okresie przedświątecznym, który na Wschodzie jest obchodzony nieco później. Polska jest dla nich szansa na jakikolwiek zarobek szczególnie w czasach, gdy o pracę na Wschodzie jest bardzo trudno. Przykładowo w ciągu roku liczba bezrobotnych Ukraińców wzrosła o 59 proc. tak wynika z danych Centrum Zatrudnienia Ukrainy.

Coffeedesk rośnie o 34% po trzech kwartałach 2021 r.

Jeden z największych w Polsce omnichanneli z kawą i akcesoriami, Coffeedesk, po trzech kwartałach 2021 roku urósł o 34% r/r. W ciągu dziewięciu miesięcy kołobrzeska spółka zanotowała przychód w wysokości 70 487 mln zł. Na koniec trzeciego kwartału Coffeedesk był bliski przekroczenia wyniku, jaki wygenerował w całym rekordowym dla firmy 2020 roku, czyli 78,7 mln zł.

Najważniejsze wskaźniki wzrostu 2021

  • Przychód 70 487 798 zł za I-IIIQ 2021 – wzrost o 34%
  • B2B z największymi przychodami: wzrost o 13 mln zł r/r
  • W 2021 r. najszybciej rósł segment kawiarni, o 86% r/r
  • O 17% więcej aktywnych klientów* B2C niż rok temu

Dla Coffeedesk 2021 rok to kolejny okres wzrostów – po rekordowym dla spółki 2020 roku, kiedy odnotowała ona najwyższy przychód w swojej dziesięcioletniej historii (78,7 mln zł). W pierwszych trzech kwartałach 2021 roku kołobrzeski omnichannel kawowy urósł o 70,4 mln zł. Firma wygenerowała o 17,7 mln zł większy przychód (+ 34% r/r) niż w analogiczny okresie 2020 roku.

B2B z największym przychodem

Za dobrymi wynikami osiągniętymi przez spółkę w 2021 roku w znacznej mierze stoi sprzedaż do klientów biznesowych. Obecnie stanowi ona około 66% wszystkich przychodów firmy. W porównaniu do analogicznego okresu poprzedniego roku, ten wiodący segment działalności Coffeedesk urósł aż o 39%, czyli o 13 mln zł r/r. Również o 39% w skali dwunastu miesięcy wzrósł eksport spółki. Coffeedesk kontynuuje ekspansję zagraniczną m.in. na rynki Czech i Rumunii.

W roku 2021 zwiększyliśmy średnią wartość zamówienia o prawie 30%, a liczba aktywnych klientów biznesowych wzrosła o 8%. Znacząco poprawiliśmy efektywność procesów logistyczno-magazynowych, co wpłynęło na obsługę naszych klientów” – wyjaśnia Marcin Zamaro, Head of Sales B2B w Coffeedesk. Aktualnie spółka jest na finalnym etapie wdrażania nowej platformy do sprzedaży B2B, która została sfinansowana z emisji akcji w modelu crowdinwestingu, przeprowadzonej w 2020 roku.

Showroomy rozwijają się najszybciej

Największą dynamikę wzrostu w 2021 r. w kanałach sprzedaży Coffeedesk zanotowały kawiarnie. Przychody z tej działalności spółki urosły w ciągu ostatnich dziewięciu miesięcy o imponujące 86% r/r. Spółka stawia na rozwój tej gałęzi działalności. Pod koniec 2020 roku Coffeedesk otworzył już trzeci showroom kawowy – tym razem w śródmieściu Warszawy (Coffeedesk Próżna). Pełni on rolę kawiarni, sklepu oraz punktu odbioru przesyłek ze sklepu internetowego. W ciągu najbliższych tygodni Coffeedesk planuje otwarcie kolejnego showroomu w Warszawie – w popularnej dzielnicy Powiśle. Podobnie, jak w przypadku kawiarni na Próżnej, nowa warszawska lokalizacja Coffeedesk będzie współfinansowana z emisji akcji w modelu crowdinvestingowym. Firma zapowiada również otwarcia następnych butikowych kawiarni z szyldem Coffeedesk w dużych miastach całej Polski w najbliższych latach. Kolejnym rozważanym kierunkiem jest Wrocław.

Więcej aktywnych klientów* Coffeedesk

W 2021 roku w Coffeedesk wzrosła również sprzedaż w eCommerce do klientów indywidualnych (B2C). Przychody zwiększyły  się o 12% r/r i stanowią obecnie około 27% w strukturze przychodu firmy.

Przez trzy kwartały 2021 r. liczba aktywnych klientów* indywidualnych była większa o 17% niż przed rokiem. Obecnie grupa aktywnych klientów ta wynosi ponad 52,3 tys osób. W skali roku o 9% wzrosła też liczba zamówień w kanale B2C oraz przeciętna wartość “koszyka” (wskaźnik AOV**) o 2 % r/r. Względem poprzedniego roku spółka zauważyła również interesujące zmiany w zachowaniach konsumentów.

“Rok temu nasi klienci częściej wchodzili w rolę domowych baristów. Lockdown i wejście w tryb pracy zdalnej wymusiły doposażenie się w dodatkowe sprzęty czy akcesoria. Ta tendencja miała wpływ na strukturę sprzedaży w Coffeedesk, w tym na zwiększenie liczby zamówień na jednego klienta. Obecnie mamy do czynienia z normalizacją zachowań konsumenckich: klienci realizują bieżące potrzeby. Dlatego liczba zamówień per klient jest niższa niż w 2020 roku. Z drugiej strony, wzrosła nam liczba aktywnych klientów – mówi Sebastian Łęski, Head of Sales B2C w Coffeedesk. Aktualnie średnia zamówień na jednego klienta w Coffeedesk wynosi 2,1.

Druga emisja akcji

W trzecim kwartale 2021 roku Coffeedesk rozpoczęła drugą w swojej historii emisję akcji w modelu crowdinvestingu. Po udanej zbiórce 2 mln zł rok temu, tym razem od inwestorów społecznościowych spółka chce pozyskać do 4,4 mln zł na rozwój narzędzi eCommerce, otwarcie dwóch kawiarni i zwiększenie asortymentu oraz wolumenu produktów. Spółka zebrała już ponad 1,8 mln zł. Emisja trwa do połowy grudnia.

Wpływ pandemii Covid-19 na funkcjonowanie urzędów administracji publicznej

Gdy w marcu 2020 r. pojawiły się w Polsce pierwsze przypadki Covid-19 stało się oczywiste, że nie uda się nam zapobiec pandemii. Z tego powodu w okresie od 14 do 20 marca 2020 r. obowiązywał stan zagrożenia epidemicznego, zaś od 20 marca 2020 r. , zgodnie z rozporządzeniem Ministra Zdrowia obowiązuje w Polsce stan epidemii, który trwa do dnia dzisiejszego. Od ponad półtora roku w naszym kraju co jakiś czas pojawiają się różnego rodzaju restrykcje, w tym tak zwane „lockdowny”, czyli ograniczenie do minimum życia gospodarczego i społecznego w celu zminimalizowania ryzyka rozprzestrzeniania się wirusa SARS-CoV-2.

Jednym ze środków mających zapobiec rozprzestrzenianiu się pandemii było ograniczenie pracy w urzędach administracji publicznej. Prawodawca zdecydował się na wprowadzenie szeregu rozwiązań mających na celu ochronę interesantów i pracowników. Kluczowe przepisy w tym zakresie znajdują się w Rozporządzeniu Rady Ministrów z dnia 6 maja 2021 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii oraz w ustawie z dnia 2 marca 2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych. Na podstawie powołanych aktów prawnych organy administracji publicznej mogą między innymi:

  1. ograniczyć wykonywanie zadań o charakterze publicznym do niezbędnych do zapewniania pomocy obywatelom (art. 21 Rozporządzenia);
  2. wykonywać pracę zdalną na podstawie decyzji kierownika danego urzędu (art. 22 Rozporządzenia);
  3. wstrzymać bieg terminów załatwiania spraw na okres nie dłuższy niż 30 dni (art. 15zzzzzn1 Ustawy).

W praktyce decyzja o pracy zdalnej i ograniczeniu funkcjonowania urzędu oznacza, że interesanci zobowiązani są do umówienia się na konkretny termin w celu dokonania określonych czynności: złożenia wniosku, odbioru decyzji itp. W przypadku np. Urzędów Skarbowych powstał nawet oddzielny portal https://www.podatki.gov.pl/e-wizyta-w-urzedzie-…, za pomocą którego interesanci umawiają się na wizytę. W praktyce rozwiązania te powodują, że w niektórych urzędach na samą wizytę w urzędzie trzeba oczekiwać kilka tygodni, a czas załatwienia tego samego rodzaju spraw w różnych miastach może być skrajnie różny w zależności od organizacji pracy w konkretnym urzędzie.

Zagrożenie epidemiologiczne wpływa oczywiście na zasadność podejmowania decyzji o ograniczeniu funkcjonowania urzędów. Wskazać jednak należy, że od przełomu maja i czerwca do końca września 2021 r. ilość nowych zakażeń SARS-CoV-2 wynosiła maksymalnie kilkaset przypadków, a w okresie wakacyjnym często nie przekraczała stu. Mimo to, wiele urzędów działało i nadal działa w sposób ograniczony, ponieważ przepisy umożliwiające takie rozwiązanie nie zostały uchylone. Utrudniony dostęp do organów władzy publicznej skutkuje licznymi problemami obywateli, a więc również przedsiębiorców. Obecnie trudnością może okazać się zdobycie koniecznych zaświadczeń, uzyskanie pozwolenia na budowę, czy wydanie paszportu koniecznego do zagranicznej podróży biznesowej. Praktyka pokazuje, że mimo, iż nie został wprowadzony formalny lockdown w gospodarce, to w administracji publicznej nieformalny lockdown nadal trwa i zależy wyłącznie od polityki określonego urzędu.

Należy wskazać, że obecnie posiadamy skuteczne szczepionki, które mogą zapewnić ochronę urzędnikom, a organizacja pracy urzędów może być tak przeprowadzona, aby minimalizować kontakty międzyludzkie. Przestrzegając zaleceń dotyczący ilości osób mogących przebywać w pomieszczeniach zamkniętych, zachowania dystansu, noszenia maseczek i dezynfekcji możliwe jest normalne funkcjonowanie urzędów. Środki polegające na ograniczaniu wykonywania zadań, pracy zdalnej czy wstrzymywaniu biegu załatwiania spraw powinny być stosowane jedynie wyjątkowo, w przypadku wykrycia ogniska zakażenia na terenie urzędu. Warto podkreślić, że mimo wzrostu zakażeń Rząd nie zdecydował się na wprowadzenie dalszych ograniczeń życia społecznego i gospodarczego. Tym bardziej nie powinniśmy wprowadzać odrębnych standardów dla administracji publicznej. Oczywiście w obliczu rosnącego zagrożenia podejmowanie dodatkowych środków ostrożności może być zrozumiałe, jednak w przypadku, gdy życie społeczne i gospodarcze toczy się normalnie, w szczególności w okresach małej ilości zachorowań, Państwo nie powinno ograniczać dostępu obywateli do urzędów i usług publicznych.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców

Przed konsumentami zakupowe szaleństwo. Jak obronić się w nim przed oszustami?

Nadchodzi handlowy maraton: Black Friday, Mikołajki, Boże Narodzenie i poświąteczne wyprzedaże. Z roku na rok rośnie procent zakupów, które realizowane są w tym okresie za pośrednictwem Internetu. Podpowiadamy, jak zadbać o to, by dzięki zawieranym w nim transakcjom zyskiwać pożądane przedmioty bądź usługi, jednocześnie nie narażając się na utratę nerwów, pieniędzy i bezcennych danych osobowych.

Epidemia koronawirusa oraz związane z nią lockdowny przyspieszyły widoczne od dawna procesy: Polacy coraz więcej czasu spędzają w Internecie. Dotyczy to nie tylko młodszych użytkowników, ale również i tych bardziej zaawansowanych wiekiem. Jedni i drudzy padają ofiarami internetowych oszustów, którzy wykorzystują zwłaszcza osoby stawiające pierwsze kroki w sieci i mediach społecznościowych. Na co powinny więc zwrócić szczególną uwagę osoby mniej biegłe w wirtualnych procesach zakupowych?

Dropshipping – niska cena, duże ryzyko

Poszukując atrakcyjnych cenowo produktów często można trafić na oferty wykorzystujące model sprzedażowy zwany dropshipping. Polega on na tym, że producent przesyła towar bezpośrednio do kupującego, ale umowa sprzedaży jest zawierana przez klienta z przedsiębiorcą zajmującym się właśnie dropshippingiem, a więc rodzajem pośrednictwa. Metoda ta jest często stosowana zwłaszcza w sprzedaży elektroniki i odzieży z krajów spoza Unii  Europejskiej, w tym przede wszystkim Chin i innych państw azjatyckich. Dlaczego należy uważać na dropshipping?

O ile bardzo długi czas dostawy, wynoszący często nawet ponad dwa miesiące, można uznać za akceptowalną i z reguły widoczną w ofercie sprzedaży niedogodność, o tyle kwestie dodatkowych, ukrytych i przez to nieuwzględnionych w cenie opłat takich jak cło – to już dla konsumenta poważny problem. Jeszcze gorzej jest, gdy dotrze do nas towar niekompletny, uszkodzony, bez menu w języku polskim, używany, nieoryginalny bądź z innego powodu wymagający reklamacji – zwraca uwagę Małgorzata Miś, prezes Stowarzyszenia Ochrony Konsumentów „Aquila”.

Dochodzenie uprawnień konsumenckich może stać się w powyższych przypadkach prawdziwą udręką. Nieuczciwi przedsiębiorcy-dropshipperzy często na przykład odsyłają klientów z reklamacją do producenta lub hurtownika, ale przez to, że jest on przedsiębiorcą zagranicznym, niepodlegającym prawu unijnemu, taka reklamacja jest w praktyce nie do wyegzekwowania. Dodatkowo, próbując wyłączyć swoją odpowiedzialność, nieuczciwi sprzedawcy w swoich regulaminach określają się jako „pośrednicy” między polskim klientem a azjatyckim hurtownikiem – rzekomym sprzedawcą. Robią tak nawet, gdy zgodnie z zamieszczaną przez nich ofertą i treścią umowy, jaką zawierają z klientami,  to oni są sprzedawcami wysyłanego sprzętu.

Takie praktyki są niezgodne z prawem – podkreśla Małgorzata Miś. – Najlepiej więc unikać ryzykownych zakupów u podejrzanych sprzedawców. Warto w pierwszej kolejności dokładnie sprawdzać kim jest sprzedawca, przeglądając dostępne opinie innych konsumentów korzystających z jego usług. Kolejne kroki to weryfikacja danych kontaktowych oraz lektura regulaminu, aby dokładnie poznać z kim i na jakich warunkach zawrzemy umowę. Wreszcie, strona przez którą chcemy dokonać zakupów powinna posiadać certyfikat bezpieczeństwa, oznaczony jako zamknięta kłódka widoczna przy wpisanym adresie strony.

Dane cenniejsze od pieniędzy

Innym zagrożeniem, na które powinni zwracać uwagę konsumenci dokonujący zakupów w Internecie, jest kradzież danych osobowych. Przekazanie w niewłaściwe ręce danych takich jak imię i nazwisko, adres zamieszkania, wiek i data urodzenia, telefon, główny e-mail czy wreszcie dane karty kredytowej, może mieć fatalny wpływ na nasz wizerunek, finanse, a nawet zdrowie czy życie. Jak skutecznie się przed tym bronić?

Przede wszystkim, zawsze zachowywać daleko idącą ostrożność – wskazuje Małgorzata Miś. – Oszuści stale wymyślają coraz to nowsze sposoby wykorzystywania nieuwagi konsumentów, potrafiąc na przykład niezwykle skutecznie podszywać się pod istniejące firmy, również takie jak banki czy portale społecznościowe, za pomocą których dokonujemy transakcji.

Podczas zakupów najlepiej korzystać z urządzeń wyposażonych w dobre, zaktualizowane oprogramowanie antywirusowe. Do połączenia z Internetem, zamiast ogólnodostępnych sieci WiFi, lepiej wykorzystać hotspot, będący funkcją większości nowoczesnych telefonów komórkowych. Hasła dostępowe powinny być różne dla różnych portali, złożone i przez to trudne do złamania – warto ustalić wspólne zasady ich tworzenia, zakładające na przykład minimalną liczbę dziesięciu znaków, przynajmniej dwóch wielkich liter, co najmniej dwóch cyfr i symboli specjalnych.

Jak jeszcze chronić swoje dane w Internecie? – Oszuści często próbują pozyskać dane konsumentów stosując fałszywe formularze. Pamiętajmy, że z reguły nie trzeba w nich wpisywać prawdziwego imienia, nazwiska czy informacji adresowych. Warto też mieć założoną osobną skrzynkę mailową do zakupów internetowych, aby nie ryzykować przekazania naszego głównego adresu w niepowołane ręce. Dobrą praktyką zakupową jest również korzystanie z dwuetapowej weryfikacji (2FA) podczas transakcji bądź logowania, gdy oprócz hasła trzeba wykonać dodatkowe potwierdzenie naszej tożsamości w sieci, na przykład poprzez wpisanie jednorazowego kodu otrzymanego SMS-em, użycia dedykowanej aplikacji czy klucza USB – wylicza Małgorzata Miś.

Pamiętając o powyższych wskazówkach z pewnością przybliżymy się do tego, by nadchodzące handlowe szaleństwo było zarówno owocne w udane zakupy, jak i przede wszystkim – bezpieczne.

Bez tych usprawnień nowelizacja ustawy o zatrudnieniu cudzoziemców nie zadziała

Brak rąk do pracy na polskim rynku mógłby poprawić większy napływ pracowników z zagranicy, ale temu nie sprzyjają obecne przepisy. Zdaniem ekspertów HR problem jest na tyle duży, że nie rozwiąże go nawet zaproponowana przez rząd nowelizacja ustawy o cudzoziemcach. Przed polską polityką migracyjną stoi więc duże wyzwanie, bowiem bez szerszego otwarcia rynku pracy na cudzoziemców nie uda się skutecznie załatać coraz większych deficytów kadrowych.

Na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat liczba osób w wieku produkcyjnym w naszym kraju zmalała niemal o 1,5 miliona[1], a prognozy demograficzne nie pozostawiają złudzeń – będzie jeszcze gorzej! Szacuje się, że w perspektywie 20-30 lat bez cudzoziemców na rynku pracy nie będzie możliwy rozwój gospodarczy, a to poważnie zachwieje całym systemem świadczeń emerytalnych. Coraz częściej pojawiają się niepokojące informacje o braku chętnych do pracy nie tylko w branżach wysokospecjalistycznych, jak ICT, ale też
w handlu, budownictwie czy usługach. Jak wynika z danych GUS[2], na koniec 1. kwartału liczba wolnych wakatów w naszym kraju wynosiła 110,2 tysięcy, czyli o ponad 30 proc. więcej niż pod koniec 2020 roku.

OBCOKRAJOWCÓW PRZYBYWA, RĄK DO PRACY WCIĄŻ BRAKUJE

Nic więc dziwnego, że z roku na rok wzrasta odsetek firm zatrudniających cudzoziemców. Jak wynika z najnowszych danych ZUS, w październiku liczba zarejestrowanych i ubezpieczonych obcokrajowców w naszym kraju wyniosła 871,7 tys. i wzrosła w stosunku do września o 25,3 tys.[3] Z kolei dane udostępnione przez Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej wskazują, że tylko w lipcu i sierpniu cudzoziemcom wydano ponad 83,2 tys. pozwoleń na pracę, czyli o prawie 25 tys. więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Ponad 65 proc. z nich wydane było obywatelom Ukrainy. To jednak wciąż kropla w morzu potrzeb. Między innymi z tego powodu, 19 października br. Rada Ministrów przyjęła projekt nowelizacji ustawy o cudzoziemcach, który ma usprawnić prowadzenie postępowań administracyjnych w zakresie legalizacji pobytu obcokrajowców w Polsce, szczególnie w przypadku łączonych zezwoleń na pobyt i pracę.

– Jednym z pozytywnych efektów nowelizacji ustawy o cudzoziemcach powinno być usprawnienie pracy urzędów wojewódzkich, które wydają zezwolenia na pobyt czasowy i pracę. Obecnie jest to jedno z największych wąskich gardeł w całym systemie administracyjnym związanym z legalizacją zatrudnienia obcokrajowców w naszym kraju. Szacujemy, że nowe przepisy znacznie skrócą czas oczekiwania na dokumenty i pozwolą urzędom wojewódzkim zaoszczędzić nawet około 80 proc. czasu przeznaczanego obecnie na wydawanie zezwoleń dla pracowników z sześciu uprzywilejowanych państw: Ukrainy, Białorusi, Mołdawii, Gruzji, Rosji i Armenii, którzy w Polsce mogą legalnie pracować w oparciu o oświadczenia o powierzeniu pracy. mówi Wojciech Ratajczyk, CEO Trenkwalder Polska, Członek Zarządu Polskiego Forum HR.

SILNA KONKURENCJA NA RYNKU EUROPEJSKIM

Bardzo ważną propozycją, która została zawarta w nowelizacji, jest wydłużenie z 6 do 24 miesięcy terminu, na jaki może być powierzana praca na podstawie oświadczenia oraz zniesienie 6-miesięcznego okresu karencji pomiędzy kolejnymi oświadczeniami. To może zachęcić pracowników z Ukrainy do przyjazdu i pozostania w Polsce. Jednakże nasz kraj nie jest jedyny w Unii Europejskiej, który boryka się z deficytem kadrowym.

– Uzupełnianie załóg poprzez zatrudnianie cudzoziemców jest dla wielu pracodawców nie tylko koniecznością, ale też szansą na pozyskanie talentów z innych rynków pracy. Należy pamiętać, że o ten kapitał rywalizują z Polską także inne kraje Unii Europejskiej. Oferują też znacznie lepsze warunki zatrudnienia, dzięki czemu coraz skuteczniej konkurują z Polską o pracowników z Ukrainy. Średnie wynagrodzenie w Czechach jest wyższe o 10-20 proc. niż w Polsce. W Niemczech można zarobić nawet 2 – 2,5 razy więcej. Dzisiaj obserwujemy powiększający się strumień pracowników z Ukrainy wyjeżdżających do tych krajów.podkreśla Wojciech Ratajczyk.

POTRZEBNE WIĘKSZE OTWARCIE RYNKU PRACY

Najnowsze dane przygotowywane przez Katedrę Ekonomii i Finansów WSIiZ w Rzeszowie oraz Biuro Inwestycji i Cykli Ekonomicznych wskazują, że we wrześniu liczba internetowych ofert pracy wzrosła we wszystkich województwach[4], a stopa bezrobocia rejestrowanego wyniosła 5,6 proc. i była niższa o 0,2 proc. niż w sierpniu. Na dzień dzisiejszy w Polsce brakuje około 50 tys. programistów, a od 30-60 proc. firm budowlanych ma problem z pozyskaniem wykwalifikowanych pracowników. Nie lepiej wygląda sytuacja
w obszarach dotyczących produkcji, handlu czy logistyki.

Niedobory te z powodzeniem mogliby uzupełnić cudzoziemcy, ale to zdaniem ekspertów wymagałoby wdrożenia dodatkowych procedur usprawniających proces transferu pracowników do Polski, a także o wiele szerszego otwarcia się rynku pracy na kandydatów spoza Europy. Warto bowiem zauważyć, że o ile zaproponowana przez rząd nowelizacja skraca okres oczekiwania na zezwolenie na pracę, co jest korzystne z punktu widzenia zarówno pracodawców, jak i pracowników, to niestety nie wprowadza już np. żadnych usprawnień w zakresie pozyskiwania wiz. A bez tego nie możemy liczyć na większy napływ pracowników z zagranicy.

– Rozwiązaniem tej sytuacji mogłoby być zwiększenie liczby pracowników w polskich konsulatach, dedykowanych obsłudze wniosków wizowych lub stworzenie specjalnych centrów wizowych, które zajmowałyby się kompletowaniem i sprawdzaniem wszystkich dokumentów. Takie centra bardzo dobrze sprawdziły się np. na Ukrainiezaznacza Wojciech Ratajczyk. – Należałoby także znacznie rozszerzyć listę państw, których obywatele mogliby legalnie pracować w oparciu o oświadczenia o powierzeniu pracy. Przede wszystkim o kraje azjatyckie, takie jak Wietnam czy Filipiny, Indie, Pakistan czy Bangladesz. Obywatele tych państw chcą pracować w Polsce i bardzo często posiadają szereg kompetencji poszukiwanych na naszym rynku pracy. Bez procedur umożliwiających szybkie zatrudnianie obcokrajowców spoza Europy nie uda nam się przezwyciężyć pogłębiających się coraz bardziej deficytów kadrowych.dodaje ekspert Trenkwaldera.

Aby skutecznie przyciągać kandydatów z zagranicy, niezbędne są długofalowe działania nastawione na budowanie konkurencyjności polskiego rynku pracy. Nowelizacja ustawy o cudzoziemcach rozwiąże tylko część problemów związanych z zatrudnianiem obcokrajowców. Usprawni procesy legalizacyjne, ale nie rozwiąże problemu braków kadrowych, które utrzymują się w polskiej gospodarce i w kolejnych latach będą się pogłębiać z uwagi na powiększającą się lukę demograficzną.

Jedną z kluczowych kwestii jest stworzenie zachęcających warunków dla specjalistów z zagranicy wykonujących deficytowe zawody do przeniesienia swojego centrum życiowego do naszego kraju ułatwiając im chociażby sprowadzenie rodzin i naukę języka. Natomiast problem niedoboru pracowników niewykwalifikowanych rozwiąże poszerzenie listy narodowości objętych uproszczonymi procedurami legalizacji pobytu i pracy w Polsce.

[1] Konfederacja Lewiatan: Gospodarka nie poradzi sobie bez cudzoziemców – Detal (dlahandlu.pl)

[2] https://300gospodarka.pl/news/gus-rynek-pracy-przemysl-budownictwo-pandemia

[3] https://www.bankier.pl/wiadomosc/Coraz-wiecej-cudzoziemcow-w-Polsce-ZUS-pokazal-dane-8220552.html

[4] https://www.wnp.pl/finanse/bop-we-wrzesniu-wzrost-liczby-internetowych-ofert-pracy-we-wszystkich-wojewodztwach,498472.html

PGE, Tauron i Enea wspólnie wybudują morskie farmy na Bałtyku

PGE Polska Grupa Energetyczna, Tauron Polska Energia oraz Enea łączą siły w obszarze morskiej energetyki wiatrowej. Największe polskie koncerny energetyczne planują rozwijać cztery morskie projekty wiatrowe na Bałtyku, nadając tempo transformacji energetycznej w kraju. PGE Polska Grupa Energetyczna podpisała z Tauronem Polską Energią oraz Eneą warunkowe umowy sprzedaży udziałów w czterech spółkach projektowych, których zadaniem będzie pozyskanie pozwoleń lokalizacyjnych na budowę farm offshore w Polskiej Wyłącznej Strefie Ekonomicznej na Morzu Bałtyckim.    

Morski wiatr napędzi polską energetykę zeroemisyjną. Cieszę, że spółki z udziałem Skarbu Państwa potrafią ze sobą współpracować przy tak ważnym projekcie, jak budowa morskich farm wiatrowych na Bałtyku. Powodzenie transformacji energetycznej bez tych działań mogłaby stanąć pod znakiem zapytania. Liczę na jak największy udział polskich firm w tym istotnym z punktu widzenia polskiej gospodarki przedsięwzięciu – podkreśla Wicepremier Jacek Sasin, Minister Aktywów Państwowych.

PGE, Tauron i Enea, dostrzegając wartość sektora morskiej energetyki wiatrowej dla rozwoju polskiej gospodarki oraz zwiększenia stopnia bezpieczeństwa energetycznego Polski, podpisały list intencyjny 18 stycznia br., wyrażając tym samym wolę współpracy przy przyszłych projektach morskich farm wiatrowych.

Intencją listu podpisywanego w styczniu 2021 r. z Tauronem i Eneą było zacieśnienie współpracy koncernów energetycznych w obszarze morskiej energetyki wiatrowej. Dzisiaj ta intencja staje się faktem – wspólnie będziemy ubiegać się o stosowne pozwolenia i w kolejnych krokach rozwijać cztery projekty na Morzu Bałtyckim – trzy wspólnie z Eneą i jeden we współpracy z Tauronem. Pozyskanie kolejnych lokalizacji na Bałtyku i wspólny rozwój morskiej energetyki wiatrowej przyspieszy tempo transformacji energetycznej Polski – mówi Wojciech Dąbrowski, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej.

Motywacją do podjęcia wspólnych działań jest uzyskanie efektu synergii przy podejmowaniu wspólnych inwestycji w obszarze morskiej energetyki wiatrowej. Wspólne działania pomiędzy Spółkami są uzasadnione między innymi dużą konkurencją rosnącej liczby podmiotów chcących pozyskać pozwolenia lokalizacyjne i rozwijać energetyczne projekty wiatrowe na obszarze Polskiej Wyłącznej Strefy Ekonomicznej Morza Bałtyckiego.

Rozwój morskiej energetyki wiatrowej ma kluczowe znaczenie dla osiągniecia naszych celów w zakresie transformacji miksu wytwórczego TAURONA. Zdajemy sobie sprawę, że bez farm wiatrowych na Morzu Bałtyckim, zastąpienie źródeł węglowych będzie praktycznie niemożliwe – mówi Artur Michałowski, p.o. prezesa zarządu Tauron Polska Energia. – Bałtyk ze względu na swoje doskonałe warunki dla rozwoju energetyki wiatrowej, stał się miejscem rywalizacji największych światowych firm energetycznych. Wspólne działania polskich koncernów poprawiają naszą pozycję wyjściową w tej batalii i pozwalają z optymizmem patrzeć na jej wynik – dodaje prezes Michałowski.

Grupa Enea mocno stawia na energetykę przyszłości, w tym morskie farmy wiatrowe. Wspólne działania i połączenie sił największych polskich grup energetycznych przy rozwoju offshore wind to właściwy kierunek. Dzięki podpisanej umowie zwiększamy nasze szanse na inwestycje w najefektywniejsze dziś źródła odnawialnej energii. Morze Bałtyckie daje nam ogromne możliwości rozwoju energetyki wiatrowej. Współpracując możemy lepiej wykorzystać ten potencjał, dzięki czemu Polska ma szansę zyskać miano lidera w rozwoju projektów offshore na Bałtyku – podkreśla Paweł Szczeszek, prezes zarządu Enei.

Podpisane umowy są umowami warunkowymi. Zgoda UOKiK jest jedynym warunkiem zawieszającym dla obu umów przedwstępnych. Wniosek do Prezesa UOKiK o koncentrację spółki PGE z Eneą został złożony 5 lipca 2021 r. Wniosek do Prezesa UOKiK o koncentrację spółki PGE z Tauron Polska Energia został złożony 28 października 2021 r. Aktualnie oba wnioski są procedowane przez Urząd.

PGE obecnie rozwija projekty o łącznej mocy ok. 3,5 GW, natomiast Strategia PGE opublikowana jesienią 2020 r. określiła długoterminową wizję rozwoju Grupy PGE w obszarze energetyki morskiej na co najmniej 6,5 GW do 2040 roku. Realizacja tej ambicji będzie uzależniona od dostępności kolejnych obszarów lokalizacyjnych i pozyskania stosownych pozwoleń lokalizacyjnych, stąd waga podpisanej umowy i współpraca największych polskich koncernów energetycznych w tym obszarze. W tym czasie według założeń rządowych ujętych w PEP2040 morskie farmy wiatrowe w polskiej strefie Bałtyku będą posiadały moc 8-11 GW.

TAURON zainteresowany jest znaczącym udziałem w obszarze inwestycji bezpośrednich związanych z budową i eksploatacją morskich farm wiatrowej, jak i inwestycji wspierających rozwój Morskiej Energetyki Wiatrowej. Umowa o wspólnej realizacji projektu MEW z PGE, jest ważnym elementem w budowie pozycji Grupy TAURON na polski rynku offshore wind. Grupa TAURON chce mieć w 2030 roku morskie farmy wiatrowe na Bałtyku o mocy 1 GW.

Grupa Enea to jeden z największych koncernów energetycznych w Polsce współodpowiedzialny za bezpieczeństwo energetyczne kraju. Dostarcza energię do ponad 2,7 mln klientów. Jest wiceliderem polskiego rynku elektroenergetycznego w zakresie produkcji energii elektrycznej. Grupa zarządza pełnym łańcuchem wartości na rynku energii elektrycznej: od paliwa, poprzez produkcję energii elektrycznej, dystrybucję, sprzedaż i obsługę klienta. Enea aktywnie uczestniczy w transformacji sektora energetycznego i rozwija odnawialne źródła energii.

Europejska gospodarka cyfrowa musi być suwerenna: od cloud-first do cloud-smart

Politycy są znani z trudności w osiąganiu porozumień — czy to na szczeblu krajowym, czy międzynarodowym. Pomysł utworzenia ogólnoeuropejskiego systemu w zakresie infrastruktury cyfrowej świadczy, że coś jest na rzeczy – pojawia się temat suwerennych chmur, powstaje GAIA-X.

Gospodarka danymi — kluczowy interes publiczny

Przywódcy polityczni zarówno we Francji, jak i w Niemczech mówią ostatnio o potrzebie stworzenia „europejskich liderów” usług w chmurze jako alternatywy dla globalnych dostawców. Prezydent Francji Emmanuel Macron powiedział we wrześniu: „Walka, którą toczymy, to walka o niezależność… Jeśli sami nie zaspokoimy własnych potrzeb we wszystkich obszarach — cyfrowych, sztucznej inteligencji — nasze wybory będą dyktowane przez innych.” Podobnie kanclerz Niemiec Angela Merkel wyrażała wcześniej obawy o „cyfrową zależność”. To tylko dwa przykłady.

Niedawno Simon Hansford, CEO w UKCloud powiedział: “Monopole danych stanowią realne zagrożenie, ponieważ kumulacja aktywów oznacza brak konkurencji na rynku, co niechybnie rodzi obawy zarówno wśród lokalnych społeczności, jak i przedsiębiorstw. Dobrowolne oddanie sterów jednej lub dwóm firmom może mieć realne i bardzo szkodliwe konsekwencje”. Jest oczywiste, że w miarę jak gospodarka oparta na danych staje się istotnym interesem narodowym i ogólnoeuropejskim, suwerenne państwa będą potrzebować cyfrowych kompetencji, które zapobiegną uzależnieniu od zagranicznych organizacji i operatorów w zakresie przetwarzania własnych zasobów.

Według KPMG kapitał europejskiego rynku chmury szacowany był na 53 mld euro w 2020 roku i oczekuje się, że wzrośnie do 300-500 mld w latach 2027-2030. Ten przynajmniej 6-krotny wzrost wartości oznacza, że jest o czym debatować.

Metoda kija i marchewki

Ważne jest, aby ustalić znaczenie pojęcia “suwerenna chmura”, ponieważ u jego podstaw powstaje gospodarka oparta na danych. Istotna jest ochrona zawartych w niej wartości — krajowych, korporacyjnych, a szczególnie osobowych — ze względu na rosnące znaczenie prywatności. Powinna ona zapewniać korzyści płynące ze środowiska chmury publicznej, ale także spokój ducha, że krytyczne zasoby nie podlegają prawom i regulacjom zagranicznych operatorów lub rządów. To jedna połowa równania.

Co sprawia, że takie rozwiązanie potrzebne jest już teraz? Istnieje wiele powodów, ale można je zreasumować w następujący sposób: dominacja hiperskalerów, takich jak Google, AWS, Microsoft. Narasta dyskomfort przy przechowywaniu cennych informacji wśród podmiotów z siedzibą w USA — The Cloud Act pozwala rządowi tego kraju na uzyskanie dostępu do przechowywanych tam danych. Z drugiej strony coraz częściej dochodzi do wyrafinowanych cyberataków. Według FBI Internet Crime Complaint Center, w 2020 r. nastąpił 400% wzrost zgłaszanych incydentów i 800% wzrost ataków ransomware z powodu pandemii COVID-19.

Niezależnie od kija — groźby, istnieje również marchewka, czyli korzyści. Gra toczy się o ogromną stawkę ekonomiczną — miejsca pracy, inwestycje, zyski — której powodem jest silne zapotrzebowanie na usługi chmurowe w Europie. Chociaż koncepcja „suwerenności” nie jest nowa, ostatnio nabrała nowego znaczenia.

Kto jest właścicielem danych?

Wyjaśnienie kto jest właścicielem danych i tym samym jak najlepiej je wykorzystać, niekoniecznie jest proste. Weźmy na przykład rejestracje samochodów — z grubsza takie dane mają wartość tylko w zakresie przepływu osób, wydatków motoryzacyjnych, emisji dwutlenku węgla i tym podobnych. Jeśli jednak zostaną wykorzystane do maksimum dzięki narzędziom uczenia maszynowego, mogą wspomóc podejmowanie istotnych decyzji, zarówno w sektorze prywatnym, jak i publicznym — szczególnie w odniesieniu do obywateli. To jest właśnie wspomniana kwestia suwerenności: wytwarzanie wartości z pozornie niezależnych danych wyjściowych, które wracając do ludzi, przynoszą im korzyści.

Francja wprowadziła wymóg przechowywania danych na terenie Unii Europejskiej. Niemcy wymagają podobnie — w Niemczech lub w UE — w zależności od stopnia autonomii. Niezależnie jednak od rodzaju danych, nie są to już tylko bajty na twardym dysku, ale siła napędowa przyszłej wartości gospodarczej, którą należy zarządzać, chronić i udostępniać w sposób niezależny, z korzyścią dla Kontynentu. W świecie handlu bez granic limity, przepisy i wymagania mogą się rozmywać.

Sovereign Cloud powinna zabezpieczać wartość krytycznych danych (np. krajowych, korporacyjnych i osobowych) zarówno dla organizacji sektora prywatnego, jak i publicznego. Należy budować ją taki sposób, aby zapewniała bezpieczeństwo i dostęp do danych, które spełniają surowe wymagania branż regulowanych i lokalnych przepisów dotyczących kontroli danych.

To właśnie temu ma służyć projekt GAIA-X.

Przestrzeń do przepływu informacji

GAIA-X, wykracza poza pojęcie Suwerennej Chmury: jej podstawowym założeniem jest stworzenie otwartego, przejrzystego ekosystemu cyfrowego, w którym dane i usługi mogą być udostępniane i współdzielone w zaufanym środowisku, jednocześnie promując innowacje.  Ramy te obejmują utworzenie powiązanych węzłów, które reprezentują potrzeby użytkowników na poziomie europejskim. Odbywa się to nie tylko w sposób ustrukturyzowany, ale również zgodny z jasnymi wytycznymi — może przyczynić się to do rozwoju nauki, społeczeństwa i gospodarki na Kontynencie.

Przenoszenie danych, interoperacyjność, ramy handlowe i prawne mają różne następstwa dla różnych działalności — z tego powodu każdy uczestnik projektu ma obowiązek zastanowić się, jak dane będą wykorzystywane, gdzie się znajdą, kto może je eksploatować i łączyć, by przez wiele lat generować realne korzyści ekonomiczne. Europa bardzo szybko zmierza w kierunku gospodarki cyfrowej, gdzie dane to paliwo, a chmura to silnik, dlatego wykładniczy wzrost ilości danych stanowi ogromną szansę na przekształcanie ich w wiedzę i usługi. Już dzięki Tanzu Data, VMware zademonstrowało zaawansowane możliwości w zakresie tworzenia nowych przestrzeni danych.

Choć GAIA-X, jak i Sovereign Cloud funkcjonują samodzielnie, każde na swój sposób, to ich działania pokrywają się, gdy mowa o tworzeniu ekosystemu opartego na zaufaniu i najlepszych praktykach.

Inwestycja w gospodarkę danych

Niektóre wysokospecjalistyczne oferty od hiperskalerów mogą kwalifikować się jako suwerenne, jednakże większość standardowych propozycji nie spełnia wymogów przedstawionych powyżej. Struktury zarządzania i wymogi jurysdykcyjne różnią się w zależności od kraju i regionu. Wiele standardowych chmur publicznych przechowuje swoje zasoby w wielu centrach danych w różnych państwach. Sprawia to, że ocena zgodności z odpowiednimi regulacjami jest bardzo skomplikowana.

Badania pokazują, że 50-60% organizacji uważa, że potrzebny jest krajowy mechanizm poprawy bezpieczeństwa danych, prywatności i innowacyjności. Tak jak przez wiele lat rządzący przeznaczali środki na rozwój krajowej infrastruktury autostradowej, lotnisk czy obiektów portowych, aby wspierać wzrost gospodarczy, tak teraz muszą zainwestować w budowę gospodarki opartej na danych. Dysponujemy technologią umożliwiającą każdemu w Europie posiadanie własnej Suwerennej Chmury, która zagwarantuje cyfrową niezależność poprzez ramy GAIA-X. Nie wykluczamy hiperskalerów — po prostu przechodzimy od „cloud first” do „cloud smart”.

Stanisław Bochnak, Strateg w VMware

Branża motoryzacyjna na chwilę naciska inwestycyjny hamulec. Za 3 lata jest szansa na nowe zakłady produkcyjne w Polsce

Odzwierciedleniem trudnej sytuacji automotive jest skala inwestycji, z jakich zrezygnowały firmy. W Polsce, 58% przedstawicieli motobranży wstrzymało się z nowymi przedsięwzięciami przez pandemię. Jest to trzeci najwyższy wynik wśród 11 krajów – wynika z raportu Exact Systems „MotoBarometr 2021. Nastroje w automotive w Polsce i Europie”. Aktywność inwestycyjna przystopowała tylko na chwilę, gdyż 68% firm chce ją reaktywować w ciągu najbliższych 3 lat. Grupa „motoinwestorów” w naszym kraju jest najwyższa wśród wszystkich 11 państw. Najczęściej w planach jest zwiększenie mocy produkcyjnych oraz nowy zakład produkcyjny.

– Branża motoryzacyjna już̇ nie pierwszy raz przechodzi przez poważny kryzys. W dwudziestym pierwszym wieku – pomimo że mamy dopiero dwie dekady za sobą̨ – gospodarki na całym świecie zostały dotknięte już̇ dwoma. Oczywiście ten obecny wywołany pandemią COVID-19 jest jednym z największych w historii i nie wiemy, jak się̨ skończy, gdyż trwa. Odzwierciedleniem kondycji, w jakiej znajduje się automotive, jest między innymi skala inwestycji, z jakich zrezygnowały firmy. Jak wynika z naszego badania, pandemia koronawirusa zatrzymała wiele planów inwestycyjnych, jednak ich znakomita większość ma szansę być reaktywowana w najbliższych latach, kiedy sytuacja społeczno-gospodarcza się unormuje – mówi Paweł Gos, prezes zarządu Exact Systems.

Z raportu „MotoBarometr 2021” wynika, że w Polsce 58% przedstawicieli motobranży zrezygnowało z nowych projektów. 38% zrezygnowało z części inwestycji, 18% przeniosło swoje plany na przyszłość, a tylko 2% całkowicie je odpuściła. Biorąc pod uwagę wszystkie 11 krajów, w których Exact Systems zrealizował badanie, polski wynik jest trzecim najwyższym. Za nami są tylko Niemcy (63%) oraz Rumunia (62%). Taki sam odsetek jak Polska odnotowała hiszpańska motobranża. Pandemia COVID-19 najmniej w obszarze inwestycji dotknęła Belgię (34%) oraz Słowację (37%).

Idziemy na lidera inwestycyjnego

Przedstawiciele zakładów motoryzacyjnych zostali zapytani, czy w perspektywie najbliższych 3 lat planują inwestycje. 2 na 3 odpowiedziało pozytywnie (68%), co dziewiąty negatywnie (11%), a co piąty nie potrafił określić swoich planów (21%). W związku z dynamiczną sytuacją, z jaką mamy obecnie do czynienia i w branży motoryzacyjnej i w pozostałych gałęziach gospodarki, bardzo trudno dokładnie zaplanować to, co będzie za 5-10 lat, a nawet i za 2-3 lata. W tym kontekście „polska grupa” przedstawicieli zakładów motoryzacyjnych w Polsce, którzy deklarują realizację inwestycji w ciągu najbliższych 3 lat, wydaje się bardzo liczna. Odsetek „motoinwestorów” w naszym kraju jest najwyższy wśród wszystkich jedenastu krajów. W Turcji i na Węgrzech jest zbliżony i wynosi odpowiednio – 66% i 65%, a z najmniejszą liczbą inwestycji w najbliższych latach możemy mieć do czynienia w Portugalii (33% wskazań).

Paweł Borys z Polskiego Funduszu Rozwoju wskazuje, że inwestycje w branży automotive są bardziej cyklicznie niż inwestycje w ogólnym przetwórstwie przemysłowym i w 2022 roku czeka nas ich wysoki wzrost. – W ostatnich trzech kwartałach, dla których dane są dostępne, dynamika r/r inwestycji w automotive była poniżej dynamiki inwestycji w przetwórstwie przemysłowym. Ale różnica pomiędzy dynamiką inwestycji w przetwórstwie przemysłowym, a w produkcji pojazdów samochodowych, przyczep i naczep zmniejsza się. Sugeruje to odwrócenie cyklu inwestycyjnego w automotive. Pandemia i wskazane na wstępie wyzwania zaburzają typowy przebieg ożywienia koniunktury. Potencjał branży motoryzacyjnej jest znacznie powyżej obecnych wolumenów sprzedaży nowych pojazdów, biorąc pod uwagę szczególnie efekt odłożonej konsumpcji. Deklarowane w MotoBarometrze przez 68% przedstawicieli zakładów motoryzacyjnych w Polsce plany inwestycyjne stanowią kolejne potwierdzenie zbliżającego się ożywienia inwestycyjnego w automotive – mówi Paweł Borys, prezes zarządu Polskiego Funduszu Rozwoju.

Nowe zakłady, nowa jakość

W każdym z badanych państw celem inwestycyjnym numer jeden jest zwiększenie mocy produkcyjnych. W Polsce tak odpowiedziało dwóch na trzech zapytanych (68%), a w Czechach, Holandii, Hiszpanii i Turcji aż 8 na 10 zapytanych. Warto zwrócić uwagę na drugi cel, który zyskał w naszym kraju najwięcej wskazań. W planach 22% respondentów jest nowy zakład produkcyjny. Z takim wynikiem plasujemy się w czołówce badanych państw – razem z Hiszpanią (25% wskazań) i Węgrami (23%). W Czechach, na Słowacji i w Turcji o nowym zakładzie myśli co piąty zapytany (po 19% wskazań), w Niemczech co siódmy (14%). Tylko w Portugalii nikt takiego celu inwestycyjnego nie ma.

W Polsce 8% badanych wskazało na nowe centrum badań i rozwoju, a 6% myśli o przejęciu innej firmy.

Zarówno prezes zarządu Exact Systems jak i Polskiego Funduszu Rozwoju są też zgodni co do zmiany jakościowej w polskim automotive, która przekłada się na aktywne uczestnictwo naszego kraju w rewolucji motoryzacyjnej.

Oprócz dużej liczby deklarowanych inwestycji istotna jest zmiana jakościowa. Polska stała się istotnym graczem na rynku elektromobilności. Od 2012 roku jesteśmy eksporterem netto akumulatorów. W 2019 roku byliśmy siódmym największym eksporterem akumulatorów w świecie, a w 2020 roku Polska awansowała na czwarte miejsce po Chinach, Korei i Niemczech. To właśnie specjalizacja w nowych obszarach i tworzenie unikalnego know-how może stać się szansą dla naszego przemysłu na dalszy intensywny rozwój w kolejnych latach – podkreśla Paweł Borys.

Paweł Gos dodaje: – Polska aktywnie uczestniczy w rewolucji motoryzacyjnej, jeszcze nie od strony popytu, bo tutaj wciąż wyglądamy blado na tle europejskim, ale głównie od strony inwestycyjnej i podażowej, czyli produkcyjnej. Na liście poddostawców dla sektora elektromobilności jesteśmy sklasyfikowani na jednym z najwyższych miejsc i często dla międzynarodowych koncernów jesteśmy krajem pierwszego wyboru.

Badanie „MotoBarometr 2021. Nastroje w automotive w Polsce i Europie” zostało przeprowadzone przez firmę Exact Systems na celowej próbie przedstawicieli firm z sektora automotive. Wśród nich znajdują̨ się m.in. producenci samochodów, poddostawcy części i komponentów samochodowych Tier I i Tier II takich jak wycieraczki, szyby samochodowe, dachy, kolumny kierownicze czy elementy bezpieczeństwa. Wielkość próby wyniosła 776 respondentów z 11 państw (Polska, Belgia, Czechy, Hiszpania, Holandia, Niemcy, Portugalia, Rumunia, Słowacja, Turcja, Węgry). Respondentami byli przedstawiciele zakładów motoryzacyjnych, w tym OEM i Tier, a w szczególności inżynierowie ds. jakości, dyrektorzy zakładów, managerowie ds. jakości i produkcji. Badanie zrealizowano metodą telefonicznych wywiadów (CATI), ankiet online oraz ankiet indywidualnych od maja do lipca 2021 roku.

Świadczenia wzajemne opodatkowane VAT i CIT

Podmioty gospodarcze współpracujące ze sobą często wykonują świadczenia wzajemne, za którymi nie idą rozliczenia finansowe. W wielu przypadkach przedsiębiorcy są przekonani, że taki model współpracy nie determinuje konieczności wystawiania dokumentów księgowych i opodatkowania powstałego przychodu. Sprawa nie jest jednak tak oczywista, na co wskazuje analiza kwestii podatkowych.

Podatek dochodowy od osób prawnych

W przypadku świadczeń wzajemnych nie występują płatności w formie pieniężnej, niemniej takich świadczeń nie można uznać za nieodpłatne w rozumieniu art. 12 ust. 1 pkt 2) ustawy o CIT. Zgodnie z tym przepisem o nieodpłatnych świadczeniach można mówić w sytuacji, gdy podmiot, który je otrzymuje, nie ma w związku z tym obowiązku wykonania jakiegokolwiek innego świadczenia, czy to w stosunku do podmiotu, od którego otrzymał nieodpłatne świadczenie bezpośrednio, czy wobec innego podmiotu. W przypadku świadczeń wzajemnych beneficjent świadczenia zobowiązany jest do wykonania świadczenia wzajemnego.

Warto jeszcze zwrócić uwagę na problematyczną kwestię związaną z brakiem odpłatności pewnych czynności przewidzianym w przepisach Kodeksu Cywilnego. Otóż przepisy te w przypadku pewnych świadczeń przewidują, że ustanowienie dla danej czynności odpłatności nie jest warunkiem koniecznym jej dokonania. Dlatego w sytuacji, gdy dla danej czynności nie trzeba zgodnie z Kodeksem Cywilnym ustanawiać płatności, brak ustanowienia płatności pomiędzy stronami nie będzie świadczeniem nieodpłatnym. Przychód z nieodpłatnych świadczeń powstawałby tylko w sytuacji, gdy dana czynność z natury jest odpłatna, a z jakiegoś powodu strona decyduje się wykonać jej bez odpłatności (NSA w wyroku z dnia 12 kwietnia 2018 r., sygn. II FSK 882/16). Jako przykłady takich czynności można wskazać ustanowienie służebności przesyłu, zasiedzenie.

Kolejną kwestią w przypadku świadczeń wzajemnych jest ich wycena i możliwość uznania świadczenia za świadczenie częściowo odpłatne i w konsekwencji opodatkowania podatkiem CIT. Jest to o tyle skomplikowana kwestia, że wycena świadczeń nie zawsze jest oczywista, a transakcja zawierana pomiędzy stronami zależy od ich ustaleń. Należy więc przyjąć, że jedynie w przypadku rażącej różnicy we wzajemnych świadczeniach powstać może przychód z tytułu częściowo odpłatnych świadczeń.

Podsumowując, świadczenia wzajemne stanowią w podatku dochodowym zarówno przychód, w przypadku świadczeń wykonywanych, jak i koszty, gdy podatnik otrzymuje tego rodzaju świadczenia. Obowiązek dokumentowania fakturą takich świadczeń przez podatników VAT umożliwia wykazanie przychodu z takich świadczeń.

Podatek od towarów i usług

Jeśli chodzi o podatek VAT, szczególną uwagę w przypadku świadczeń wzajemnych należy zwrócić na art. 29a ust. 1 ustawy o VAT, gdzie wskazane jest, że podstawę opodatkowania stanowi wszystko, za co otrzymywana jest zapłata. Organy skarbowe i sądy w takich sytuacjach wskazują, że owa zapłata nie musi mieć formy pieniężnej, a może przybrać formę innego świadczenia, w tym właśnie świadczenia wzajemnego. Zaznaczyć należy jednak, że aby dane świadczenie (usługę) uznać za odpłatne, za tę usługę musi zostać wypłacone wynagrodzenie (usługa i wynagrodzenie muszą istnieć w bezpośrednim związku, tj. musi zaistnieć wzajemność świadczeń). Innymi słowy, musi być możliwa do zidentyfikowania bezpośrednia korzyść usługodawcy (wyrok WSA Wrocław z dnia 7 lutego 2020 r., sygn. akt I SA/Wr 694/19), niezależnie od tego, czy będzie to korzyść finansowa, czy w formie otrzymanego świadczenia.

Przykładem dobrze obrazującym traktowanie na potrzeby VAT świadczeń wzajemnych jest sprawa zawisła przed TSUE (wyrok z 10 stycznia 2019 r. w sprawie C-410/17 A Oy). Sprawa dotyczyła fińskiego przedsiębiorcy zajmującego się usługami w dziedzinie ochrony środowiska. Zawarł on umowę, w której zobowiązany był do rozebrania starej fabryki zgodnie z normami środowiskowymi. Materiały, które mógł odzyskać z rozbiórki, miały być przez niego sprzedane, a w zamian ostateczna cena za usługi mogła zostać obniżona. W powyższej sprawie TSUE wskazał, że odpłatność za usługę nie musi mieć formy pieniężnej, wykazując jednocześnie istnienie dwóch odrębnych transakcji. Jedna zakładała rozbiórkę magazynu, a druga była dostawą złomu. W efekcie TSUE uznał, że powinno dojść do wystawienia dwóch faktur: za usługę i za dostawę.

Podsumowując więc, w przypadku podatku od towarów i usług świadczenia wzajemne należy traktować i rozpatrywać na potrzeby podatku jako dwa niezależne świadczenia. Podatnik VAT powinien także udokumentować świadczenie wzajemne wystawieniem faktury oraz rozliczyć w deklaracji podatkowej VAT za odpowiedni okres, w którym dostawa towarów została dokonana albo świadczenie usługi wykonane.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

7 bilionów euro na modernizację budynków zgodną z wymogami ESG

Jak wynika z raportu Colliers pt. „ESG: A Tipping Point”, globalne dążenie do zrównoważonego rozwoju skutkuje znaczną niepewnością na rynku inwestycji w nieruchomości w kontekście dostosowania budynków do wytycznych ESG. Publikacja wskazuje na pilną potrzebę określenia przez ustawodawców pragmatycznych, możliwych do realizacji celów, które będą wspierać tworzenie spójnych standardów technicznych oraz wskaźników umożliwiających inwestorom realokację kapitału i kompetencji oraz implementację wytycznych ESG w proces podejmowania decyzji.

W raporcie podkreślono fakt, że nie istnieje jeden zbiór ram sprawozdawczości, który stałby się akceptowanym na całym świecie standardem w zakresie raportowania ESG. To duże wyzwanie dla inwestorów na rynku nieruchomości, którym trudno jest przewidzieć przyszłe wymagania i zobowiązania w kontekście zrównoważonego rozwoju.

– Największym wyzwaniem obecnie jest zrozumienie, w jaki sposób można dostosować portfele nieruchomości do wymogów związanych z dekarbonizacją – powiedział Luke Dawson, Dyrektor Zarządzający ds. Rynków Kapitałowych w regionie EMEA w Colliers.

Szczególnym powodem do niepokoju jest ogromny potencjalny koszt dostosowania istniejących budynków do wymogów ESG. W raporcie Colliers szacuje się, że w samej Europie koszty te mogą wynieść około 7 bilionów euro.

– Jeśli chcemy dążyć do osiągnięcia zerowego poziomu emisyjności netto, koszty modernizacji należy rozłożyć na najbliższe 25 lat. W szerszym kontekście stanowi to równowartość typowego rocznego wolumenu działalności inwestycyjnej w Europie, czyli około 300 miliardów euro. Czas pokaże, kto poniesie koszty tych ogromnych modernizacji – inwestorzy, właściciele, rządy czy też całe społeczeństwo. Już teraz jednak wiadomo, że transformacja ta stworzy szeroki wachlarz zobowiązań i nowych możliwości inwestycyjnych, skutecznie wymuszając modernizację nieruchomości na całym świecie – zauważa Damian Harrington, Dyrektor Działu Badań na region EMEA oraz Działu Badań Globalnych Rynków Kapitałowych w Colliers.

Bezpośredni wpływ na rynki inwestycyjne na całym świecie miało uchwalone w tym roku unijne rozporządzenie w sprawie ujawniania informacji związanych ze zrównoważonym rozwojem w sektorze usług finansowych (SFDR). Jak zauważają eksperci Colliers, nowe regulacje, takie jak SFDR, ale również unijna dyrektywa w sprawie sprawozdawczości przedsiębiorstw na temat zrównoważonego rozwoju (CSDR), mogą zapewnić większą przejrzystość, ale także dostarczyć nowych wyzwań. CSRD ma wejść w życie w 2023 r. i początkowo będzie uzależniona od wielkości firmy, jednak niemal wszystkie organizacje z sektora nieruchomości komercyjnych będą musiały się do niej dostosować.

Zgodnie z nowymi standardami wynajmujący będą musieli orientować się, jakie działania podejmują najemcy w wynajmowanych pomieszczeniach, co – jak zauważono w raporcie – może okazać się szczególnie problematyczne w przypadku dużych obiektów, w których przebiegają poufne procesy przemysłowe lub znajdują się repozytoria danych.

– Edukowanie zarządów w zakresie nowych obowiązków wynikających z pojawiających się regulacji będzie istotnym elementem transformacji – powiedział Andy Hay, Dyrektor ds. Zarządzania Nieruchomościami w regionie EMEA w Colliers i dodał: – Wzrośnie również znaczenie wiedzy specjalistycznej w zakresie ESG – coraz więcej firm będzie zatrudniać specjalistów lub poszukiwać partnerów, którzy zwiększą ich możliwości w tym obszarze.

Według raportu Colliers, w miarę formalizowania standardów ujawniania informacji w zakresie standardów oraz ram sprawozdawczości ESG w ciągu najbliższych kilku lat konieczne będzie wprowadzenie szeregu zmian. Może to doprowadzić do potencjalnego spowolnienia aktywności transakcyjnej, ponieważ inwestorzy będą potrzebowali czasu na dostosowanie się do nowych norm. W tym okresie kluczowym elementem ESG stanie się ład korporacyjny („G”), ponieważ należy go dostosować do nowych wytycznych pod względem kultury, polityki, systemów, ryzyka i kontroli.

– Podczas gdy szczegóły dotyczące wpływu nowych standardów na poszczególne aktywa mogą nie być jeszcze znane, zakres wymaganych zmian oznacza, że nie będzie możliwe zastosowanie strategii oczekiwania. Istotne jest, aby inwestorzy zaczęli reagować już teraz, m.in. podejmując kroki w celu zrozumienia potencjalnej roli ESG w ich portfolio nieruchomości, a także skupiając się na pozyskaniu partnerów i wykwalifikowanych pracowników w tym obszarze – dodał Andy Hay.

Według raportu, priorytetowy zakres zainteresowania inwestorów powinien obejmować:

  • zaangażowanie zarządu w kwestie ESG i nadanie im stałego miejsca w agendzie, wraz z organizacją szkoleń dla całego personelu;
  • ocenę zdolności organizacji do radzenia sobie z nowymi wyzwaniami regulacyjnymi w całym łańcuchu wartości;
  • ocenę zdolności systemów do pozyskiwania i przetwarzania bardziej szczegółowych danych ESG, które prawdopodobnie będą wymagane z uwagi na pojawiające się nowe standardy;
  • rozwijanie zdolności oceny ryzyka związanego z ESG i usprawnianie kontroli audytowych.

Raport do pobrania: https://bit.ly/3HBGAM6

Eksport do Wielkiej Brytanii. Brexit to szansa, która trafia się raz na pokolenie

Brexit stworzył realne bariery w wymianie handlowej pomiędzy Europą kontynentalną a Wielką Brytanią, ale stworzył też niespotykane wcześniej możliwości. Polscy przedsiębiorcy stoją obecnie przed szansą przejęcia części eksportowego rynku od konkurentów z Europy Zachodniej – Niemiec, Francji czy Holandii.

Już na początku 2022 r. zaczną obowiązywać kolejne ograniczenia w handlu pomiędzy Wielką Brytanią a krajami Unii Europejskiej – brytyjscy importerzy będą musieli z wyprzedzeniem zgłaszać transport ładunków z towarami pochodzenia roślinnego i zwierzęcego. Zostanie również wprowadzony zakaz eksportu z UE niektórych produktów żywnościowych. Z kolei od 1 lipca 2022 r. zostaną zaostrzone przepisy m.in. w zakresie kontroli weterynaryjnych.

Ograniczenia w handlu są wprowadzane stopniowo i z opóźnieniem względem pierwotnych planów. Brytyjski rząd ma bowiem świadomość, że ich zbyt szybkie wdrożenie oznaczałoby poważne problemy z zaopatrzeniem tamtejszych sklepów, które są uzależnione od importu żywności z krajów unijnych. Podobnie wygląda sytuacja w przypadku innych towarów. Natomiast UE już 1 stycznia 2021 r. wprowadziła pełne obostrzenia, traktując wszelkie towary pochodzące z Wielkiej Brytanii jako z kraju trzeciego – aczkolwiek kraju z podpisaną umową o wolnym handlu.

Brytyjczycy są skazani na import towarów. Świadczy o tym chociażby fakt, że produkcja przemysłowa to około 8,5 proc. brytyjskiego PKB, podczas gdy w Polsce ten wskaźnik sięga 17 proc., a np. w Niemczech to 20 proc.

Wniosek? Po Brexicie to gospodarka Wielkiej Brytanii bardziej potrzebuje dobrej współpracy z dostawcami unijnymi niż na odwrót. I tu właśnie pojawia się okazja dla polskich eksporterów, by wykroić dla siebie większy niż dotychczas kawałek eksportowego tortu. Szansa, która zdarza się raz na pokolenie.

Eksport z krajów Europy Zachodniej mocno w dół. Polska może przejąć rynek

Według danych GUS wartość sprzedaży towarów z Polski do Wielkiej Brytanii w okresie styczeń-wrzesień 2021 r. przekroczyła 47,7 mld zł. W ujęciu złotowym oznacza to wzrost o 4,0 proc. wobec 2019 r. i o 10,5 proc. wobec 2020 r. Można więc uznać, że polscy przedsiębiorcy wrócili do poziomu aktywności handlowej sprzed Brexitu i pandemii.Wymiana handlowa Polski z UK od 2010 roku

Tego samego nie można powiedzieć o eksporcie na Wyspy z innych krajów unijnych. Gdy porównamy wartość eksportu do Wielkiej Brytanii za styczeń-wrzesień 2021 r. wobec tego samego okresu 2019 r. (wyrażoną w funtach), to okaże się, że co prawda Polska wciąż notuje spadek, ale w porównaniu do poziomu przed pandemią eksport np. z Niemiec jest niższy o ponad 21 proc., z Francji – o 37 proc., a z Holandii – o 41 proc. W przypadku Polski jest on niższy o 11,5%. Co bardziej zaszkodziło handlowi – pandemia czy Brexit? Członkowie Brytyjskich Izb Handlowych (BCC) uważają, że i jedno, i drugie, na zasadzie naczyń połączonych. A jednak brytyjski deficyt handlowy z Chinami wzrósł o aż 88,8%, z 18,8 mld GBP do 35,5 mld GBP w tym samym okresie.

Słaby złoty to nie jedyna odpowiedź na pytanie o powody tego zjawiska. Nie można bowiem lekceważyć wątku psychologicznego i determinacji polskich przedsiębiorców. Wielu z nich dobrze pamięta warunki prowadzenia biznesu sprzed wejścia Polski do UE w 2004 r. Dla nich nowe procedury wprowadzone po Brexicie to w dużej mierze powrót do tego, co już znają. Tymczasem działający od kilkudziesięciu lat wyłącznie w warunkach jednolitego rynku eksporterzy z krajów Europy Zachodniej często rezygnują z Wielkiej Brytanii, skupiając siły na pozostałych państwach Wspólnoty. A potrzeby brytyjskich konsumentów wcale nie zmalały.

Polskie towary w Wielkiej Brytanii. Rzadko pod własną marką

Przyglądając się strukturze polskiego eksportu do Wielkiej Brytanii, można zauważyć, że obok maszyn i urządzeń to polska żywność jest polskim hitem eksportowym na Wyspy. Wielka Brytania nadal stanowi dla niej drugi największy rynek eksportowy.

Tylko w okresie styczeń-wrzesień 2021 r. wartość sprzedaży gotowych artykułów spożywczych (np. przetworów z mięsa, warzyw i owoców) przekroczyła 6,1 mld zł. Polskie produkty są coraz bardziej rozpoznawalne i cenione przez brytyjskich konsumentów, a słowo „pierogi” nie wymaga już tłumaczenia na angielskie „dumplings”. Bardzo często polskie towary trafiają do sieci największych supermarketów i są sprzedawane pod ich markami własnymi.

Ale żywność to nie jedyny obszar, w którym polscy eksporterzy powinni walczyć o brytyjskiego konsumenta. Meble, okna, kosmetyki, produkty dla branży budowlanej – to tylko kilka przykładów towarów, które mają ogromne szanse na wzrost sprzedaży w Wielkiej Brytanii. Część rynku dla polskich firm stworzyli również sami pośrednicy z Europy Zachodniej, którzy wcześniej kupowali polskie towary, by eksportować je dalej na Wyspy. Po ich wycofaniu się z handlu z Wielką Brytanią dla rodzimych przedsiębiorców otworzyły się większe szanse na samodzielną sprzedaż i tym samym na wyższe marże.

Brytyjskie firmy boją się odcięcia dostaw. Szybciej płacą faktury

Również brytyjskim importerom w obliczu realnej groźby ograniczenia dostaw coraz bardziej zależy na dobrej współpracy z unijnymi dostawcami i budowaniu lepszej wiarygodności. Tym bardziej, że i Brexit, i pandemia przyczyniły się do fali upadłości na Wyspach. Tylko we wrześniu w Anglii i Walii ogłoszono upadłość prawie 1,5 tys. firm (+56 proc. r/r).

Katarzyna Kowalska, wiceprezes KUKE, instytucji ubezpieczającej transakcje handlowe polskich eksporterów, wskazuje, że brytyjskie firmy wyrażają obawy, że jeśli nie zapłacą kontrahentom na czas, to sprzedawcy natychmiast odetną ich od kolejnych dostaw. Tymczasem brak towaru dla firmy handlowej oznacza zawieszenie działalności i w efekcie upadłość. Dlatego, jej zdaniem, można obecnie liczyć na szybkie wywiązywanie się Brytyjczyków ze zobowiązań i prawdopodobnie tutaj należy szukać powodów spadku liczby spraw (i ich wartości) zgłaszanych do windykacji przez polskich eksporterów wobec brytyjskich importerów.

Szybkie płatności są możliwe. Warto zabezpieczyć kurs wymiany

Szybkie rozliczenia pomiędzy polskimi eksporterami i brytyjskimi importerami znacząco ułatwiają fintechowe rozwiązania w zakresie płatności międzynarodowych. Odbiorcy z Wielkiej Brytanii nie muszą już korzystać z tradycyjnych – kosztownych i długo procedowanych – przelewów zagranicznych (SWIFT). Lepszym rozwiązaniem może okazać się inkaso środków na lokalnym koncie polskiego eksportera, np. w Ebury. Dzięki włączeniu tego rozwiązania w brytyjski system Faster Payments środki właściwie od razu (w ciągu kilku sekund) pojawiają się na rachunku dostawcy – niezależnie od tego, w którym banku brytyjski kontrahent ma otwarty rachunek. Może to mieć szczególne znaczenie zwłaszcza dla polskich firm, które realizują wiele mniejszych dostaw do dużej liczby partnerów.

Obecnie polskim firmom eksportowym sprzyja kurs złotego wobec funta szterlinga, w którym rozliczana jest większość transakcji handlowych z Polską. Od początku roku złoty osłabił się wobec brytyjskiej waluty o około 7 proc. Ponad 5,45 zł za funta płacono po raz ostatni przed ogłoszeniem wyników referendum w sprawie Brexitu w 2016 r.

Kurs GBPPLN od 2016 rokuAnalitycy Ebury przewidują jednak, że w horyzoncie kilku najbliższych kwartałów kurs GBP/PLN będzie spadał, aż do ok. 5,11 na koniec 2022 r. I to pomimo że brytyjska gospodarka może w tym roku doświadczyć ekspansji o większej skali niż większość podobnych głównych gospodarek, a Bank Anglii jest na drodze do tego, by podnieść stopy procentowe znacznie szybciej niż większość banków G10. Może to więc być dobry moment dla polskich eksporterów, by zabezpieczyć kurs GBP/PLN i mieć komfort rozliczeń w kolejnych kwartałach.

Złoty rekordowo słaby

W wtorek rano euro kosztowało 4,65 zł, dolar 4,10 zł a frank szwajcarski 4,42 zł. W ostatnich dniach złoty jest wyjątkowo słaby, co jest spowodowane przez umacniającego się dolara, politykę NBP oraz niepewność polityczną związaną z sytuacją na wschodniej granicy. Od początku września raty kredytów mieszkaniowych w euro wzrosły o 3,2 proc., a we franku o 6,5 proc.

Polska waluta w ostatnich dniach przeżywa trudne chwile, złoty pozostaje najsłabszy w stosunku do euro od marca br., a wobec dolara od marca 2020 roku. Frank szwajcarski, waluta istotna dla wielu polskich kredytobiorców hipotecznych, jest najdroższy w historii (oprócz wzrostu z 15.01.2015 r. – kiedy frank przez chwilę kosztował 5,14 zł). Słabość polskiej waluty wynika zarówno z czynników globalnych, jak i lokalnych. Globalnie jest to efekt umocnienia się dolara, osłabienie euro powoduje jednoczesne osłabienie innych walut w tym złotego. Dolara wzmacnia zapowiedziane przez FED ograniczenia programu skupu aktywów, które poprzedza podwyżkę stóp procentowych w USA. Wydaje się, że pierwsza podwyżka stóp za oceanem może mieć miejsce w czerwcu przyszłego roku.

Znaczenie dla złotego mają obecnie także czynniki lokalne, ponieważ tak jak złoty nie osłabiają się inne waluty lokalne np. czeska korona. NBP od dłuższego czasu prowadził politykę osłabienia złotego, której celem było wspieranie eksportu oraz tak jak w końcu 2020 roku zwiększenie przekazywanego do budżetu państwa zysku banku centralnego. Te działania, a także wyjątkowo nieprzejrzysta polityka informacyjna związana z podwyżkami stóp procentowych powodują, że rynek nie ma zaufania do NBP. A to daje pole do dalszego osłabiania złotego. Szczególnie w momencie, gdy pojawiają się dodatkowe obawy związane z sytuacją na polskiej wschodniej granicy.

Słabnący złoty staje się problemem dla gospodarki, bo choć z jednej strony polski eksport staje się coraz tańszy i atrakcyjniejszy, to wiele firm importuje znaczną część komponentów potrzebnych do produkcji gotowych wyrobów. Wiele firm eksportowych zabezpiecza się na rynku walutowym przed nagłymi zmianami kursów walut, ceny takich zabezpieczeń rosną wraz ze wzrostem zmienności na rynku, co właśnie ma miejsce. Nie można zapominać, że drożejące produkty importowane mogą też jeszcze bardziej nakręcać już i tak bardzo wysoką inflację w Polsce.

Słaby złoty to także wyzwanie dla stabilności banków – wciąż w swoim portfelu posiadają one znaczne portfele kredytów w walutach obcych. Od początku września wysokość raty przeciętnego kredytu mieszkaniowego zaciągniętego na 300 tys. zł na 30 lat, w euro wzrosła o 3,2 proc., we franku o 6,5 proc. Takie wzrosty nie stanowią jeszcze problemu dla większości

kredytobiorców, ale gdy do tego dojdą jeszcze perspektywy wzrostu stóp w strefie euro i Szwajcarii wzrosty będą znacznie większe.

Wydaje się, że w krótkiej perspektywie może nas czekać teraz krótkie odreagowanie wzrostów i nieznaczne umocnienie złotego. Jednak w dłuższej perspektywie nie ma obecnie szans na trwałość tej tendencji.

Paweł Majtkowski, analityk eToro

Deloitte: Prawie 80 proc. Polaków przedkłada jakość żywności nad cenę

Większość konsumentów w Europie, robiąc zakupy w supermarkecie, częściej kieruje się aspektem zdrowotnym niż ceną produktów. Jak pokazuje raport firmy doradczej Deloitte The Conscious Consumer 64 proc. respondentów przyznaje, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy zaczęło bardziej interesować się wpływem spożywanych produktów na ich zdrowie. Liderem pod tym względem są Polacy, spośród których niemal 75 proc. deklaruje, że częściej sięga po owoce i warzywa, a prawie 60 proc. ograniczyło w ostatnim roku spożycie alkoholu. Częściej niż inne nacje jesteśmy także gotowi zapłacić więcej za żywność dobrej jakości.

Europejscy konsumenci wykazują coraz większą troskę o wpływ spożywanych produktów na ich zdrowie.  Duże zainteresowanie aspektem zdrowotnym obserwuje się przede wszystkim wśród mieszkańców Polski (82 proc.) – najwyższy wynik w Europie, Finlandii (74 proc.) oraz Portugalii (72 proc.).  Natomiast Belgowie, Holendrzy oraz Szwedzi (56 proc.) są mniej zaangażowani w te kwestie.

Coraz bardziej świadomi konsumenci w całej Europie coraz częściej dokonują proekologicznych wyborów podczas zakupów spożywczych. Objawia się w to m.in. w korzystaniu z własnych, wielorazowych toreb – w Polsce deklaruje tak 90 proc. osób – wybieraniu lokalnych produktów i gotowości, by za nie więcej zapłacić. Zmieniają także nawyki: uczestnicy badania deklarują, że częściej gotują w domu, piją mniej alkoholu, ograniczają spożycie mięsa i unikają zamawiania gotowych posiłków, ze względu na wykorzystanie plastikowych opakowań – mówi Irena Pichola, partner, liderka zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i Europie Środkowej.

Coraz popularniejsze produkty lokalne

Wielu Europejczyków w ostatnim roku częściej wybiera towary regionalne (60 proc.), pochodzące ze równoważnych upraw oraz produkowane zgodnie z ideą sprawiedliwego handlu. Kluczowa jest chęć wspierania lokalnych dostawców, możliwość kupna świeżych produktów oraz ich dostępność. Większość respondentów z Europy (74 proc.) jest skłonna ponieść dodatkowe koszty (min. 5 proc. lub więcej) za zakup żywności i artykułów produkowanych lokalnie. Spośród wszystkich osób biorących udział w badaniu 72 proc. (tak samo w Polsce) jest gotowych zapłacić więcej za żywność pochodzącą ze zrównoważonych upraw i hodowli oraz produkty fair-trade.

Wybory konsumenckie na nowo

W ostatnim roku zwiększyło się spożycie owoców (54 proc.) i warzyw (59 proc.), szczególnie w krajach, gdzie aspekt zdrowotny jest kluczowy przy wyborze produktów spożywczych. Uwagę zwraca Polska, w której 74 proc. osób przyznało, że częściej sięga po owoce i warzywa (77 proc.).

Większa świadomość i dbałość o zdrowie zmieniły także zachowania konsumentów. Aż 45 proc. Europejczyków przyznaje, że w ciągu ostatniego roku spożywało mniej mięsa. Średnio 39 proc. ankietowanych stwierdziło, że je bardziej ekologiczne produkty niż wcześniej. Z kolei 48 proc. z nich przyznało, że wypiło mniej alkoholu w ciągu ostatnich 12 miesięcy.  Można to także łączyć z rzadszymi spotkaniami towarzyskimi spowodowanymi pandemią koronawirusa. Zwraca uwagę jednak fakt, że to Polska stoi na czele państw, które najbardziej ograniczyły spożycie alkoholu (taką deklarację złożyło 59 proc.).

Cena czy jakość

Średnio sześciu na dziesięciu respondentów mając do wyboru produkt zdrowszy lub w przystępnej cenie – wybierało ten pierwszy. Spośród badanych krajów najwyższy odsetek tego typu postaw zaobserwowano w Polsce (79 proc.). – Cena ma nadal bardzo istotną rolę w całej Europie. Jednakże kiedy respondenci stoją przed decyzją kupna produktu tańszego czy zdrowszego, wybierają ten drugi. Towary spożywcze fair trade nie cieszą się już taką przychylnością. Siedmiu na dziesięciu ankietowanych mając do wyboru towar produkowany zgodnie z zasadami zrównoważonego rozwoju a niższą cenę – decydowała się na tańsze zakupy. Nie dziwi fakt, że respondenci z wyższymi dochodami i wyższym wykształceniem są częściej skłonni do zakupu organicznej żywności – mówi Kamil Kucharczyk, wicedyrektor w dziale Doradztwa Finansowego, Deloitte.

Supermarkety z eko misją

53 proc. osób uczestniczących w badaniu przyznało, że chciałoby, aby supermarkety informowały kupujących o zdrowych odpowiednikach produktów. Obecnie 41 proc. respondentów uważa Internet za najważniejsze źródło informacji w tym względzie. Z kolei w ocenie ponad jednej czwartej badanych (28 proc.) są to media społecznościowe. Jak więc widać, istnieje przestrzeń, którą supermarkety mogłyby zagospodarować. Z kolei 17 proc. uczestników badania traktuje supermarkety jak źródło informacji na temat zdrowszego stylu życia, przy czym jedynie 4 proc. uważa, że są one wiarygodnym źródłem informacji o wartościach odżywczych i aspektach zdrowotnych.

Informacje o badaniu

W badaniu przeprowadzonym przez Deloitte dotyczącym zachowań konsumentów w supermarketach wzięło udział 17 tys. respondentów z 15 krajów europejskich, w tym z: Belgii, Danii, Finlandii, Francji, Niemiec, Irlandii, Włoch, Holandii, Norwegii, Polski, Portugalii, Hiszpanii, Szwecji, Szwajcarii i Wielkiej Brytanii.

E-commerce B2B pójdzie w ślady B2C

Do świata biznesu coraz liczniej wkraczają przedstawiciele pokolenia Y. Jak pokazuje raport E-commerce B2B – biznes w sieci, młodzi przedsiębiorcy i pracownicy stymulują szereg zmian w handlu B2B online. Na znaczeniu zyskuje doświadczenie użytkownika związane z procesem zakupu, w tym dopasowanie do preferencji kupujących, także w zakresie komunikacji. W efekcie sektor B2B e-commerce będzie się coraz bardziej upodabniał do sektora B2C.  

Nowe pokolenia, nowe oczekiwania

Milenialsi stanowią coraz liczniejszą grupę wśród przedsiębiorców i pracowników. Oswojeni z realiami digitalu lub nawet nieznający rzeczywistości przedinternetowej, doskonale odnajdują się w środowisku cyfrowym, a jednocześnie mają wobec niego konkretne oczekiwania. Doświadczenia w e-commerce zdobywali jako konsumenci, na platformach prześcigających się w zapewnieniu kupującemu komfortu i pozytywnych wrażeń. Takich samych standardów milenialsi oczekują teraz w handlu B2B.

Najważniejsze trendy – tak jak charakterystyka pokolenia Y – mają zasięg globalny. Młodzi przedsiębiorcy nie są przyzwyczajeni do nieprzejrzystych, niezbyt atrakcyjnych wizualnie witryn z początków internetu. Oczekują też kompletu informacji i cenią komunikację online. Takich osób będzie stale przybywać, dlatego e-commerce B2B musi w tej materii dogonić standardy znane konsumentom z e-handlu B2C – zauważa Małgorzata Nesterowicz, dyrektor ds. sektora usług i firm rodzinnych w Santander Bank Polska.

Globalne trendy na krajowym rynku

Nie inaczej jest w Polsce. Jak wynika z raportu E-commerce B2B – biznes w sieci, przygotowanego przez Santander Bank Polska i Mobile Institute, najważniejsze zjawiska dla polskiego e-commerce B2B to coraz większy wpływ pokolenia Y, spowodowany przez pandemię wzrost przekonania do e-handlu, a także rosnący nacisk na doświadczenie zakupowe klienta.

Jakie trendy widzi Pan(i) w obszarze e-commerce B2B (zakupy firmy w sieci) w Pani/Pana branży? N=546 firmyzakupy firmy w sieci

Źródło: Raport E-commerce B2B – biznes w sieci

Rynek B2B zaczyna charakteryzować coraz więcej zjawisk znanych bardziej z rynku B2C. Przenoszenie przyzwyczajeń zakupowych oraz oczekiwań ze świata B2C do procesów realizowanych w B2B jest już właściwie normą, szczególnie dla młodych. 39% badanych firm zauważa, że milenialsi i Z-ki wolą kupować online. W świecie tzw. nowej normalności coraz ważniejsza jest całość doświadczeń we współpracy niż sam produkt. Firmy B2B powinny zatem wdrażać rozwiązania i procesy coraz bardziej dostosowane do tych nowych potrzeb cyfrowych pokoleń, co pozwala nie tylko na utrzymanie obecnych relacji biznesowych, ale też nawiązanie nowych. Jednocześnie warto wykorzystać szansę jaką daje B2B e-commerce i sięgać po nowe rynki zbytu oraz optymalizować istniejące działania, przecież Internet nie ma granic – tłumaczy Justyna Skorupska, Szefowa Grupy Merytorycznej B2B e-commerce Izby Gospodarki Elektronicznej.

Spośród ankietowanych firm aż 39% zauważyło, że klienci biznesowi z pokoleń Y i Z w ogóle nie potrzebują kontaktu z handlowcem. 38% uważa, że pandemia ostatecznie dowiodła uniwersalnej przydatności kanału e-commerce w sektorze B2B; w podgrupie firm prowadzących sprzedaż online dla biznesu odsetek ten sięgnął 52%. Z kolei 28% wszystkich przedsiębiorców uważa, że customer experience jest już tak samo ważny w e-handlu B2B jak w B2C. Tyle samo wyraża przekonanie, że w kanale B2B wzrasta znaczenie nowoczesnej, bardziej bezpośredniej komunikacji, m.in. w mediach społecznościowych.

Przyzwyczajenia klientów wyrobione w sektorze B2C okazują się bezcenną wskazówka dla sprzedawców B2B. Doścignięcie standardów obowiązujących na platformach konsumenckich wymaga oczywiście inwestycji. Ale ci, którzy zrealizują ją sprawnie, nie tylko wyprzedzą konkurencję, ale też po prostu zyskają narzędzia do jeszcze skuteczniejszej sprzedaży. Digitalowe możliwości w zakresie personalizacji oferty czy komunikacji mają taki sam potencjał w handlu B2B jak w B2C i warto maksymalnie go wykorzystać – zauważa Maciej Nałęcz, analityk sektorowy Santander Bank Polska.

Nie wystarczy sama obecność online

Eksperci zaangażowani w powstanie raportu E-commerce B2B – biznes w sieci wskazują, że internetowa sprzedaż dla biznesu okres najdynamiczniejszego wzrostu ma dopiero przed sobą. Wówczas jednak zwiększy się także konkurencja pomiędzy sprzedawcami i samo uruchomienie sprzedaży online nie zagwarantuje sukcesów w digitalu.

Już teraz przedstawiciele firm zauważają, że biznes zaczyna kupować mobilnie (20%), producenci starają się dotrzeć bezpośrednio do klienta ostatecznego (19%), a na znaczeniu coraz bardziej zyskuje podejście omnichannelowe (16%). Towarzyszy temu presja na skrócenie czasu dostawy (zauważa ją 24% firm) oraz jak najniższe ceny (21%). Nie wystarczy więc przeniesienie papierowego katalogu do sklepu online. Potrzebne będą nowoczesne platformy wielokanałowe, pozwalające klientom kupować w dogodny dla nich sposób, podsuwające adekwatne rekomendacje i w razie potrzeby zapewniające wsparcie na każdym etapie transakcji, a także po jej realizacji.

Na etapie kupna coraz popularniejsza będzie „samoobsługa”, nie kontakt z handlowcem, tylko przejrzysta prezentacja produktów, intuicyjny proces zakupu i celne propozycje. To wszystko mogą zapewnić nowoczesne narzędzia e-commerce. Ludzką pracę warto natomiast ukierunkować na doradztwo i wsparcie dla klientów oraz na elementy dodatkowe, takie jak przydatne treści na stronie. Klienci biznesowi równie chętnie co prywatni okazują lojalność, trzeba jednak na nią zapracować. Wzorców może dostarczyć e-commerce B2C – podsumowuje Małgorzata Nesterowicz, dyrektor ds. sektora usług i firm rodzinnych w Santander Bank Polska.

Pełny raport E-commerce B2B – biznes w sieci przygotowany dla Santander Bank Polska przez Mobile Institute pod patronatem Izby Gospodarki Elektronicznej jest dostępny pod adresem www.santander.pl/raportecommerceb2b

Mark Jung nowym Partnerem w KPMG w Polsce

Mark Jung dołączył do KPMG w Polsce jako Partner i Lider doradztwa dla private equity, aby kontynuować rozwój oferty usług KPMG dla sektora private equity.

Mark jest kanadyjskim biegłym rewidentem z ponad 20-letnim doświadczeniem transakcyjnym w Polsce i Europie Środkowej. Doradzał przy setkach transakcji w wielu sektorach ze szczególnym uwzględnieniem due diligence po stronie kupującego i sprzedającego, doradztwa w zakresie SPA (sale and purchase agreement) oraz szeregu innych usług doradztwa transakcyjnego dedykowanych funduszom private equity i innym uczestnikom rynku. Mark doradzał przy wielu kluczowych transakcjach zarówno na rynku polskim, jak i w regionie Europy Środkowej.

Wskaźniki rynkowe wskazują na dalszy, prężny rozwój działalności sektora private equity przy ogólnie wysokim poziomie aktywności transakcyjnej, niskich stopach procentowych, obfitym finansowaniem transakcji i ciągłym napływie kapitału do klasy aktywów PE. W kontekście tego trendu cieszę się, że będę miał możliwość rozwijać wiodącą na rynku ofertę usług dla funduszy private equity i ich spółek portfelowych, współpracując z doświadczonymi specjalistami transakcyjnymi w Dziale Deal Advisory, jak również ekspertami z Działów Doradztwa Podatkowego oraz Doradztwa Biznesowego w KPMG – mówi Mark Jung, Partner w Dziale Deal Advisory, Lider doradztwa dla sektora private equity w KPMG w Polsce.

KPMG w Polsce posiada jeden z najbardziej wyspecjalizowanych zespołów odpowiedzialnych za doradztwo finansowe i strategiczne dla klientów ze wszystkich sektorów gospodarki rozważających sprzedaż, zakup lub połączenie przedsiębiorstw, ich wycenę oraz restrukturyzację finansową. Udzielamy kompleksowego wsparcia na każdym etapie transakcji zarówno dla strony kupującej, jak i sprzedającej. Stale inwestujemy w doświadczonych ekspertów, którzy swoją wiedzą mogą wspierać klientów w najbardziej złożonych wyzwaniach biznesowych. Miło mi powitać Marka – cenionego i uznanego profesjonalistę w dziedzinie doradztwa na rynku PE i całej społeczności transakcyjnej – którego bogate doświadczenie stanowi znakomite uzupełnienie naszego zespołu. Wzmocnienie kompetencji w zakresie doradztwa dla funduszy private equity jest naturalnym etapem rozwoju naszej firmy – mówi Stacy Ligas, Senior Partner, CEO KPMG w Polsce.

UMP i PSPA razem w walce o niższą emisję transportu

Aż o 40% wzrosła liczba pojazdów w ostatniej dekadzie w Polsce, a transport jest jednym z głównych czynników smogu w polskich miastach. Dlatego Unia Metropolii Polskich oraz Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych 18 listopada br. podpisały list intencyjny rozpoczynający współpracę na rzecz transformacji w sektorze transportu i zmniejszenia emisji CO2 w ruchu drogowym na terenie polskich miast.

Krajowy rynek od wielu lat pozostaje zdominowany przez samochody spalinowe. Po polskich drogach jeździ ich obecnie ponad 18 mln. Park pojazdów w Polsce jest także jednym z najstarszych w Europie, a średni wiek samochodów osobowych wynosi 14 lat. Liczny i wiekowy park pojazdów negatywnie oddziałuje na klimat i środowisko, a w rezultacie nasze zdrowie. Z uwagi na wciąż niski udział napędów alternatywnych, sektor transportu odpowiada aż za 24% łącznych emisji gazów cieplarnianych w Polsce.  Wg danych Europejskiej Agencji Środowiska (EEA), wzrost emisji z sektora transportu w Polsce w latach 1990-2017 wyniósł 206%. Średnia unijna była wielokrotnie niższa – 28%.

Stare pojazdy spalinowe, wytwarzające znaczne ilości zanieczyszczeń (w szczególności cząstek pyłu zawieszonego), przyczyniają się do powstawania smogu, który jest coraz poważniejszym problemem w polskich miastach. Emisja pochodząca ze spalania paliw stałych w transporcie, głównie drogowym, odpowiada nawet za 80 proc. zanieczyszczeń powietrza w centrach dużych metropolii. Według danych IQAir z 2019 r., spośród stu europejskich miast najbardziej zanieczyszczonych pyłem PM 2.5 aż 29 dziewięć znajduje się w Polsce. Spalinowy transport drogowy powoduje powszechne przekroczenie dopuszczalnych norm hałasu.

– Dzisiaj kluczowym wyzwaniem stojącym przed miastami jest poprawa jakości powietrza, dlatego transformacja w sektorze transportu, zarówno zbiorowego jak i indywidualnego, ma tutaj ogromne znaczenie. Dodatkowo nakładane są na nas – samorządy – ustawowe obowiązki, którym musimy sprostać. Podpisanie listu intencyjnego to jest nasz krok milowy w obszarze elektomobilności – mówi Tadeusz Truskolaski, prezes Unii Metropolii Polskich, prezydent Miasta Białegostoku.

Podjęcie strategicznej współpracy między UMP a PSPA ma na celu rozwój w polskich miastach nowych, ekologicznych form zrównoważonej mobilności, w szczególności elektromobilności, mobilności współdzielonej, a w niedalekiej przyszłości pojazdów autonomicznych. Pojazdy elektryczne pozostają bowiem całkowicie bezemisyjne w miejscu użytkowania, co odbywa się z korzyścią dla klimatu i społeczeństwa.

– Dążenie do dekarbonizacji i ograniczenia zanieczyszczeń z sektora transportu w ostatnich latach uległo zdecydowanej intensyfikacji zarówno na szczeblu unijnym i krajowym, ale również lokalnym, w szczególności właśnie samorządowym. Miasta podejmują wzmożone wysiłki na rzecz ochrony środowiska i zdrowia mieszkańców poprzez zakrojone na szeroką skalę programy elektryfikacji flot, publicznej komunikacji zbiorowej, ustanawianie obszarów niskoemisyjnych, rozwój infrastruktury ładowania, ograniczenie natężenia ruchu drogowego czy rozwój mobilności współdzielonej. Przed polskimi miastami w tym zakresie wciąż stoi wiele poważnych wyzwań. PSPA aktywnie wspiera samorządy w procesie tej transformacji – mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA, Wiceprezydent AVERE.

Wśród wspólnych działań partnerzy zapowiadają m.in. aktywności mające na celu promocję i rozwój nisko i zeroemisyjnego transportu w kraju i w regionie, wzmocnienie współpracy pomiędzy administracją samorządową a przedstawicielami branży oraz popularyzację wiedzy na temat nowej mobilności w ramach wielu inicjatyw. Realizowane będą także wspólne projekty naukowe oraz badawcze z obszaru nowej mobilności, akcje edukacyjne i wydarzenia merytoryczne.

Elektromobilność jest z jednej strony nowością, ale też trendem, który obecnie mocno się rozwija. My jako samorządy potrzebujemy partnerów, takich jak PSPA, którzy wesprą nas we wdrażaniu jej w naszych miastach. Zaczynamy tworzyć współpracę, gdzie samorządy wraz z wyspecjalizowanymi organizacjami mogą działać na rzecz zmian w tym obszarze – mówi Adam Wieczorek, prezydent Miasta Łodzi.

List intencyjny podpisany został przez Unię Metropolii Polskich – wiodącą w Polsce organizację samorządową pod względem zaangażowania w rozwój mobilności nisko- i zeroemisyjnej oraz Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych, największą w kraju pozarządową organizację branżową, promującą ekologiczne i efektywne ekonomicznie technologie energetyczne w transporcie.

Przypomnijmy, w październiku br. Unia Metropolii Polskich wspólnie z Polskim Stowarzyszeniem Paliw Alternatywnych oraz polskimi samorządami podpisały deklarację na rzecz rozwoju Stref Czystego Transportu oraz wskazały 9 postulatów określających kierunki zmian przepisów prawa, które umożliwią społecznie akceptowalne i efektywne tworzenie Stref w polskich miastach. PSPA utworzyło także wysoko wyspecjalizowany Komitet Samorządowy, któremu przewodniczy obecnie Miasto Łódź, a który ma docelowo skupiać wszystkie polskie samorządy, aktywne w obszarze zrównoważonego transportu.

Dzięki połączeniu wysiłków i wiedzy polskich samorządowców, wspólnie stworzymy grunt do budowy czystych i przyjaznych dla mieszkańców miast i wypracujemy właściwe rozwiązania. Wyzwania stojące dzisiaj przed polskimi gminami w kontekście rozwoju elektromobilności są bowiem znaczące, tak w obszarze publicznego transportu zbiorowego, jak i w segmencie transportu indywidualnego mieszkańców miast – dodaje Maciej Mazur.

Frank najsilniejszy względem euro od 2015 roku

Na rynkach widać spory niepokój wywołany rozwojem obecnej fali zachorowań na COVID. W każdej złej sytuacji znajdzie się jednak jakiś pozytyw. Tym jest spadek cen ropy naftowej, co powinno stabilizować ceny paliw.

Turcja znów zaskoczy?

Turecka polityka monetarna to coś, co od dawna zaskakuje analityków. Dzisiaj mamy kolejne posiedzenie i wszystko wskazuje na to, że pomimo blisko 20% inflacji nad Bosforem stopy procentowe zostaną obniżone o 1% (z 16% na 15%). Decyzja ta powinna wzbudzić spore zdumienie w czytelniku, gdyż wszystkie inne banki centralne podnoszą stopy procentowe, aby walczyć z inflacją. W Turcji jednak prezydent Erdogan z uporem twierdzi, że to właśnie wysokie stopy procentowe powodują inflację. Z drugiej strony realna stopa procentowa, czyli ta po uwzględnieniu inflacji i tak będzie mniej ujemna niż w Polsce…

Silny Frank

W trudnych czasach inwestorzy mają skłonność do chowania swoich środków w tak zwanych bezpiecznych przystaniach. W sumie nie wiadomo, dlaczego inwestycja we franka szwajcarskiego ma być dobrą inwestycją, ale patrząc na to jak wielu inwestorów lokuje tam swoje środki, mamy samospełniającą się przepowiednie. Rosnące inwestycje umacniają przecież wycenę. Coś takiego mamy właśnie na rynku. W rezultacie frank szwajcarski zbliża się do przebicia poziomu franka i 5 centymów za jedno euro. Już teraz jest najdroższy od ponad 5 lat. Biorąc jednak pod uwagę to co działo się na rynku w styczniu 2015 roku, rekord wszechczasów z tamtego okresu przez wiele kwartałów powinien być niezagrożony. To właśnie maksima euro względem franka powodują, że frank jest również wyjątkowo drogi względem złotego.

Przecena ropy

Jeden z głównych czynników zwiększających inflację, czyli wzrost cen surowców energetycznych w ostatnich dniach wyraźnie spowolnił. Jeszcze tydzień temu baryłka ropy notowana w Nowym Jorku kosztowała niemal 85 dolarów dzisiaj jest to zaledwie 77 dolarów. Analitycy wskazują na niepewność względem popytu w kolejnych miesiącach. Istotnym elementem jest tu COVID, temat łączony obecnie z niemal wszystkim na rynkach. Tutaj jednak należy pamiętać, że jeżeli obecna tendencja wzrostowa zachorowań się utrzyma, wkrótce znów zobaczymy lockdowny. Te z kolei przekładają się na niższe zapotrzebowanie na paliwo.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
12:00 – Turcja – decyzja w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Czy Turcja znów obniży stopy?

Bank centralny Turcji dziś podejmie decyzję co dalej ze stopami procentowymi. Mediana konsensusu zakłada obniżkę stopy benchmarkowej o 100 bps z 16 proc. do 15 proc. W ostatnich czasie doszło do załamania liry tureckiej. Waluta dynamicznie osłabia się ze względu na oczekiwania dalszego luzowania polityki monetarnej. Inflacja wynosi niespełna 20 proc. Mimo to polityka Erdogana wydaje się być nieugięta.

Spadek wartości liry jedynie wzmacnia dynamikę inflacyjną. Można powiedzieć, że to swego rodzaju sprzężenie zwrotne. Prezydent Erdogan powtórzył wczoraj na spotkaniu grupy parlamentarnej AKP, że będzie walczył z wysokimi stopami procentowymi tak długo, jak będzie rządził. Wszystko wskazuje na to, że bank centralny czuje presję dyktatora i mimo „szalejących” cen zostanie dziś podjęta decyzja o obniżce. Z drugiej strony prezes banku przyznał, że instytucja ma prawo do podejmowania własnych decyzji. Te słowa mogą być postrzegane jako upoważnienie do tymczasowego wstrzymania się z działaniami dopóki sytuacja nie unormuje się. Osobiście uważam, że wielokrotnie pokazana w Turcji, że bank centralny jest silnie zależny od rządzących i to tak naprawdę politycy podejmują ostateczną decyzję w sprawie prowadzonej polityki pieniężnej.

Przypomnijmy, że w marcu bieżącego roku Erdogan zwolnił dotychczasowego prezesa banku Naci Agbala. Ówczesny bankier zdołał w pewnym stopniu przywrócić wiarygodność tureckiej instytucji poprzez podjęcie walki z inflacją. Otrzymaliśmy wówczas trzy podwyżki stóp, z których każda byłą większa od oczekiwań. To te działania w głównej mierze nie spodobały się prezydentowi Turcji.

Sytuacja wygląda tak, że to Erdogan dyktuje co ma robić TCMB a następnie ocenia bank za sukcesy w kontrolowaniu inflacji. Jeśli natomiast inflacja przyspieszy z powodu słabszej liry, wina wówczas jest przypisywana bankowi centralnemu. Sytuacja jest kuriozalna a standardy działania banku centralnego są całkowicie odmienne od tych, które panują w krajach rozwiniętych. Tak czy inaczej do kolejnego osłabienia liry tureckiej prawdopodobnie dojdzie po raz kolejny. Jeśli TCMB nie obniży stóp, waluta może znaleźć się pod presją ze względu na prawdopodobną reakcję Erdogana. Z drugiej strony jeśli dojdzie do obniżenia kosztu pieniądza, lira również ulegnie deprecjacji, bez względu na to jak duży będzie to ruch.

Na rynku surowców energetycznych widać dużą presję na cenach ropy naftowej. Korekta w notowaniach pogłębia się a wszystko za sprawą publikacji raportu miesięcznego Międzynarodowej Agencji Energetycznej, z którego wynika, że w 2022 roku zobaczymy wysoką nadpodaż. Nadwyżka wzrośnie z 1 mln baryłek dziennie w pierwszym kwartale do prawie 3 mln baryłek w czwartym. Do tego dochodzi groźba uwolnienia rezerw strategicznych w USA. WTI spada do horyzontalnego wsparcia technicznego w okolicach 76,50 USD a brent kosztuje obecnie ok 79,5 USD. Spadki mogą się jeszcze pogłębić.
Na złotym widać wyhamowanie wyprzedaży. EUR/PLN aktualnie spada poniżej 4,65. Osobiście uważam, że jest możliwe podejście pod 4,6750 i dopiero wówczas możemy liczyć na ruch aprecjacyjny. Wiele jednak będzie zależeć od czynników globalnych (w mniejszym stopniu od krajowych). Odreagowanie EUR/USD może wpłynąć na umocnienie PLN.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

Jaki wpływ na sprzedaż mieszkań mają podwyżki stóp procentowych?

Czy spada zainteresowanie zakupem lokali w realizowanych projektach? Jaka część klientów deweloperów kupuje na kredyt? Czy mają teraz trudności z uzyskaniem finansowania? Sondę opracował serwis nieruchomości dompress.pl

Tomasz Kaleta, dyrektor Departamentu Sprzedaży w Develia S.A.

Druga podwyżka stóp procentowych nie powinna mieć na razie znaczącego wpływu na popyt na mieszkania. Oczywiście zmniejszy się zdolność kredytowa potencjalnych nabywców, ale raczej trudno się spodziewać, że zrezygnują z tego powodu z transakcji. W obawie przed dalszymi wzrostami cen prawdopodobnie zdecydują się na zakup tańszych nieruchomości, o mniejszej powierzchni lub położonych w innej lokalizacji.

Warto pamiętać, że do marca ubiegłego roku stopy procentowe znajdowały się na wyższym poziomie – ok. 1,5 proc., a mimo to do bankowych okienek ustawiały się długie kolejki chętnych. Wszystko zależeć więc będzie od tego, czy Rada Polityki Pieniężnej w walce z rosnącą inflacją zdecyduje się na dalsze podwyżki stóp. Popyt na mieszkania jednak tylko częściowo uzależniony jest od bankowego kredytu. W naszych inwestycjach z tej formy finansowania korzysta około połowy kupujących. Druga połowa to nabywcy gotówkowi, kupujący nieruchomości w calach inwestycyjnych, na wynajem czy choćby w celu ochrony własnych oszczędności przed inflacyjną utratą wartości. Przy realnej, ujemnej stopie procentowej, wynoszącej obecnie około -5,5 proc., kupno szybko zyskujących na wartości lokali mieszkalnych jeszcze długo będzie atrakcyjną opcją inwestycyjną.

Zbigniew Juroszek, prezes Atal

Na obecnym etapie nie spodziewamy się znaczącego wpływu podwyżki stóp procentowych na bieżącą sprzedaż. Działamy na siedmiu rynkach. W oparciu o swoje kanały sprzedaży nasze mieszkania trafiają głównie do klientów chcących zaspokoić cele mieszkaniowe. Nie sądzimy, żeby zmieniło się nastawienie tej części nabywców lokali. Poza tym, nieruchomości niezmiennie stanowią atrakcyjną formę lokowania kapitału, szczególnie gdy inflacja znajduje się na obecnym poziomie.

Bartosz Kuźniar, prezes zarządu Lokum Deweloper S.A.

Popyt na rynku nieruchomości utrzymuje się na wysokim poziomie. Generują go, zarówno klienci indywidualni, którzy realizują własne potrzeby mieszkaniowe, jak i inwestorzy poszukujący metod ochrony środków finansowych przed inflacją. Oczywiście podniesienie stóp procentowych nie jest korzystne dla części naszych klientów, gdyż może obniżyć ich zdolność kredytową, przez co mniej mieszkań z oferty jest dla nich dostępnych. Wyższe stopy procentowe oznaczają wzrost kosztów wytworzenia mieszkań, a co za tym idzie – podwyżkę cen w kolejnych kwartałach. Klienci, którzy śledzą sytuację na rynku nieruchomości reagują na bieżąco i nie czekając na dalsze podwyżki cen mieszkań oraz stóp procentowych dokonują zakupów już dziś.

Należy pamiętać, że stopy procentowe rosną z bardzo niskiego poziomu i w kontekście inwestycyjnym ich podniesienie nie będzie miało znaczącego wpływu na korzystniejsze oprocentowanie lokat. Aby lokaty stały się atrakcyjną alternatywą inwestycyjną rozważaną w kwestii lokowania kapitału, stopy procentowe musiałyby wzrosnąć do poziomu powyżej inflacji, co jest dzisiaj niemożliwe.

Udział klientów finansujących zakup mieszkania w oparciu o kredyt to około 70 proc. Po ostatnich decyzjach RPP, nie odnotowaliśmy trudności z uzyskaniem kredytu hipotecznego przez naszych klientów. Należy jednak wziąć pod uwagę, że nasza oferta to mieszkania o podwyższonym standardzie, skierowana głównie do lepiej sytuowanych nabywców.

Cezary Grabowski, dyrektor sprzedaży i marketingu Bouygues Immobilier Polska

Podwyżka stóp procentowych to jeden z czynników, które mogą wpływać na decyzje klientów, ale w praktyce kluczowa jest wysokość tej podwyżki i obowiązujący poziom stóp. Zgodnie z wyliczeniami ekspertów, miesięczna rata kredytu wzrośnie średnio o 130 zł. Oczywiście jest to różnica zauważalna, ale nie powinna zniechęcać kredytobiorców. Podwyżka stóp procentowych raczej nie spowoduje też przeniesienia zainteresowania inwestorów na lokaty. Wynika to z faktu, że inflacja osiągnęła stosunkowo wysoki pułap, więc oprocentowanie lokat, będących wciąż na relatywnie niskim poziomie, nie jest atrakcyjne. Nadal bardziej opłaca się inwestować w nieruchomości.

Małgorzata Ostrowska, dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Nie spodziewamy się by osoby poszukujące mieszkań w celu zaspokojenia własnych potrzeb po podniesieniu stóp procentowych odkładały decyzje o zaciągnięciu kredytu. Równocześnie, od czasu rozpoczęcia pandemii obserwujemy nieustający wzrost zainteresowania zakupem mieszkań o większym metrażu. Obecna podwyżka, zdaniem ekspertów, oddziałuje raczej w strefie nastrojów, niż powoduje realną zmianę sytuacji nabywców mieszkań na własne potrzeby. Rata zaciągniętych kredytów hipotecznych wzrosła przeciętnie o kilkadziesiąt złotych, co często nie jest istotnym obciążeniem dla budżetu domowego. Większość kupujących to rodziny z dziećmi, które potrzebują dodatkowej przestrzeni do pracy lub nauki. Stąd na przykład szybciej sprzedają się mieszkania zlokalizowane w pobliżu Warszawy, w osiedlu Stacja Centrum w Pruszkowie, czy domy, które stawiamy w podwarszawskim osiedlu Villa Campina w pobliżu Puszczy Kampinoskiej.

Bartłomiej Mandryga, kierownik działu sprzedaży i marketingu PCG S.A.

Nie zauważyliśmy spadku sprzedaży spowodowanego podniesieniem stóp procentowych, co z pewnością wynika z nadal dużego deficytu mieszkań w Polsce i relatywnie niewielkiego wzrostu poziomu stóp. Klienci w dalszym ciągu widzą korzyści w inwestowaniu oszczędności w nieruchomości, które są pewnym sposobem ochrony wartości środków, przynoszącym większy zysk niż zamrożenie ich na lokatach bankowych.

Nie zauważyliśmy również spadku sprzedaży mieszkań kupowanych na kredyt. Wydłużony został natomiast czas uzyskania tego finansowania, co jest raczej spowodowane ilością procesowanych w bankach wniosków, a nie podwyżkami stóp. W naszej ocenie druga podwyżka stóp procentowych nadal jest tylko niewielką korektą, więc nie będzie miała znaczącego wpływu na dostępność kredytów. Poziom stóp jest wciąż niższy niż 2 lata temu.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Z pewnością dalszy i znaczący wzrost oprocentowania kredytów i lokat spowoduje zmianę decyzji części klientów zainteresowanych zakupami na kredyt czy inwestycyjnymi. Przy tak znaczącej dysproporcji pomiędzy popytem a podażą, nie przewidujemy jednak spadków sprzedaży. Możliwe jest natomiast niewielkie spowolnienie tempa wzrostu cen.

Andrzej Gutowski, wiceprezes, dyrektor Sprzedaży Ronson Development

Wysokość stóp procentowych jest tylko jednym z elementów, który ma wpływ na decyzje zakupowe na rynku nieruchomości. Jednak kolejne decyzje Rady Polityki Pieniężnej, jeśli nie przyniosły jeszcze mocnego obciążenia finansowego w zakresie wysokości rat kredytowych, to na pewno wywołały efekt psychologiczny. Obserwujemy, że klienci znacznie ostrożniej podchodzą do zakupów mieszkaniowych.

Popyt inwestycyjny mogłyby zmniejszyć dalsze, skokowe podwyżki, ale wciąż należy pamiętać, że wysokość stóp procentowych jest tylko jednym z czynników, który decyduje o zakupie mieszkania. Innymi są rosnące wynagrodzenia, stabilność pracy oraz zmniejszające się bezrobocie, a także bliskie Polakom przekonanie o bezpieczeństwie lokowania gotówki w nieruchomości.

Nasze statystyki sprzedażowe pokazują, że 60-70 proc. naszych klientów kupuje mieszkania na kredyt. Po pierwszej podwyżce stóp procentowych nie zauważyliśmy, żeby mieli kłopot z uzyskaniem finansowania, ale po drugiej podwyżce widzimy już takie trudności. Zarówno klienci, jak i banki działają ostrożnie i zachowawczo.

Mariola Żak, dyrektor sprzedaży i marketingu w Aurec Home

Każda podwyżka stóp procentowych wpływa na zdolność kredytową Polaków. Wszystko wskazuje też na to, że w najbliższym czasie dojedzie do kolejnych podwyżek. Takie są dziś oczekiwania ogromnej większości analityków rynkowych. I to chyba nie powinno zaskakiwać przy blisko 7-procentowej inflacji, najwyższej od 20 lat. Z drugiej jednak strony dziś stopa referencyjna NBP wynosi 1,25 proc., a przez ostatnie lata kształtowała się mniej więcej na poziomie 5 proc. Dwie dekady temu sięgała 15 proc. W tym kontekście dzisiejszy poziom stóp procentowych wciąż jest bardzo niski. Na tym przykładzie uświadamiamy naszym klientom, że oprocentowanie kredytów może się zmieniać, a co za tym idzie rata kredytu może rosnąć. Dziś w Polsce kredyty ze stałą stopą procentową praktycznie nie istnieją. Kupując mieszkanie trzeba bardzo dokładnie przeanalizować stan swoich finansów i zastanowić się, jak może to wyglądać w przyszłości. Jeśli nabywca w ten sposób podchodzi do zakupu mieszkania, wahania stóp procentowych nie będą miały znaczącego wpływu na jego decyzję.

Joanna Chojecka, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu na Warszawę i Wrocław w Robyg S.A.

Sądzimy, że w perspektywie roku podwyżka stóp procentowych nie wpłynie znacząco na popyt na mieszkania. W Polsce nadal brakuje kilku milionów mieszkań, a pandemia jeszcze wzmocniła potrzeby pod względem komfortowego miejsca zamieszkania, także w kontekście pracy zdalnej. Dlatego wygląda na to, że rynek nieruchomości mieszkaniowych uzyskał bardzo mocny impuls, który będzie trwalszy i bardziej długoterminowy niż inne efekty pandemii. Dodatkowo warunki makroekonomiczne, w tym niskie stopy procentowe, zachęcają do inwestowania w mieszkania.

Sebastian Barandziak, prezes zarządu Dekpol Deweloper

Druga podwyżka stóp procentowych będzie miała marginalny wpływ na rynek. Podwyżki mogą przełożyć się na spadek liczby nabywców w krótkim okresie i w niewielkim stopniu. Bardziej będzie to wynikało z obaw konsumentów o zdolność kredytową, aniżeli z braku realnej możliwości uzyskania finansowania. Stopy procentowe są wciąż na niskim poziomie. Spora część naszych klientów korzysta z kredytu przy zakupie nieruchomości. Po pierwszej podwyżce stóp procentowych nie zauważyliśmy jednak większych problemów w pozyskiwaniu finansowania przez naszych kupujących.

Agata Zambrzycka, dyrektor ds. Sprzedaży i Marketingu w Aria Development

Na kredyt kupuje u nas średnio blisko 50 procent klientów. W ostatnim czasie liczba transakcji gotówkowych zaczęła się nieco zmniejszać. Logika wskazuje, że podwyżka stóp nie przyczyni się do dalszego wzrostu liczby klientów, którzy będą korzystać z kredytu hipotecznego, bo będzie po prostu kilkanaście procent droższy. Przewidujemy lekkie spowolnienie sprzedaży.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Każda podwyżka stóp procentowych może mieć realny wpływ na rynek nieruchomości. Z pewnością w przypadku części nabywców zmniejszy się zdolność kredytowa. Do tego dochodzą jeszcze podwyżki cen mieszkań, spowodowane wysokimi cenami gruntów oraz kosztami realizacji inwestycji. W związku z tym niektórzy klienci będą zmuszeni do poszukiwania mieszkań w tańszych lokalizacjach niż pierwotnie zakładali. Popyt nadal jest silniejszy niż podaż, więc w najbliższym czasie nawet podwyżki stóp procentowych nie powinny tego zmienić.

Jak Wybrać Odpowiedni VPN Dla Twojej Firmy

W dzisiejszych czasach bezpieczeństwo online jest tak samo ważne jak bezpieczeństwo fizyczne, niezależnie od tego, czy prowadzisz małą, czy dużą firmę. Ty i dane twojego klienta jesteście celem cyberprzestępców, którzy mają nadzieję zarobić na waszej ciężkiej pracy. Istnieją jednak jeszcze bardziej palące zagrożenia cyfrowe, o które należy się martwić.

Istnieje wiele sposobów na ochronę swojej firmy w Internecie. Trzeba jednak wiedzieć, które opcje są dla ciebie najlepsze. Nie zawsze chodzi o agresywne kroki w kierunku bezpieczeństwa online. W większości przypadków chodzi o wybranie najbardziej opłacalnej i skutecznej dostępnej metody.

Jednym z najlepszych sposobów ochrony siebie i swojej firmy w Internecie jest korzystanie z wirtualnej sieci prywatnej, czyli VPN. Wiele osób korzysta z VPN, ale co to właściwie jest?

VPN to oprogramowanie, które umożliwia podłączenie twojego komputera, smartfona, tabletu lub dowolnego komputera do innego serwera. Zasadniczo pomaga zachować anonimowość, a tym samym bezpieczeństwo w Internecie. Korzystanie z sieci VPN ma wiele zalet innych niż tylko zapewniane przez nie bezpieczeństwo.

Kolejną korzyścią jest to, że ponieważ przeglądasz Internet pod postacią innego serwera, możesz mieć dostęp do stron internetowych lub usług, do których zazwyczaj nie masz dostępu.

W ciągu ostatnich kilku lat większość użytkowników VPN stanowiły osoby prywatne, które mają nadzieję na dostęp do treści i stron internetowych ograniczonych w ich kraju. Jednakże, obecnie firmy także korzystają z VPN. W przypadku firm, motywacją są głównie względy bezpieczeństwa, co czyni taką usługę opłacalną inwestycją.

Przy tak wielu sieciach VPN do wyboru może być trudno wybrać taką, która pasuje do twojej firmy. W związku z tym przyjrzymy się kilku wskazówkom, które mogą pomóc ci znaleźć właściwą.

Trzy Rodzaje VPN

Zanim pomyślisz o wykupieniu określonej sieci VPN, musisz najpierw zrozumieć różne rodzaje usług, z których może korzystać twoja firma. Istnieją trzy główne rodzaje usług VPN odpowiednie dla firm. Są to stała sieć VPN, wyspecjalizowana sieć VPN i usługa VPN.

Stała sieć VPN – stała sieć VPN to usługa, która jest często świadczona przez dostawcę sieci lub nawet twojego własnego dostawcę usług internetowych. Uwaga: nie wszyscy dostawcy usług internetowych świadczą tę usługę, więc najlepiej najpierw zapytać o to. Usługa stacjonarnego VPN pozwoli połączyć się oddziałom twojej firmy z serwerem oddziału biura głównego poprzez bezpieczne połączenie. Jest to podstawowa usługa VPN, która pozwala cieszyć się wspólnymi funkcjami VPN dla twojej firmy, ale problem polega na tym, że czasami może być bardzo ograniczona.

  • Wyspecjalizowana sieć VPN — jest to bardziej złożony model VPN, który zwykle jest inicjowany za pomocą routera z wbudowanym serwerem VPN. Możesz efektywnie korzystać z tego wyspecjalizowanego serwera VPN, jeśli masz już dział IT, który jest w stanie samodzielnie uruchomić usługę.

Większość dużych firm stosuje to podejście, ponieważ jest ono dostosowane do warunków biznesowych. Problem polega jednak na tym, że ten sposób może być droższy niż inne usługi VPN. W niektórych przypadkach firmy mogą również używać tych specjalnych routerów do łączenia się z klientem VPN.

  • Usługa VPN – jest to najbardziej podstawowa forma usług VPN i zwykle jest klasyfikowana jako ten typ VPN, do którego mają dostęp osoby prywatne. Są to zwykle usługi oparte na chmurze, które pozwalają urządzeniom łączyć się przez bezpieczny tunel z serwerami usługodawcy.

Głównymi zaletami usług VPN jest to, że są tanie i intuicyjne. Nie są one jednak przeznaczone do celów biznesowych. Kolejną wadą jest to, że mogą znacznie zmniejszyć prędkość łączenia się z Internetem. Nie jest to idealne rozwiązanie dla firmy, chyba że prowadzisz startup.

Porównując różne typy VPN, wydaje się, że najlepsze opcje dla firm to stacjonarna lub wyspecjalizowana sieć VPN. Ostateczny wybór zależy od tego, co do czego masz zamiar wykorzystywać VPN. W związku z tym często lepiej skonsultować się ze specjalistą IT, zanim wybierzesz usługę dla swojej firmy.

Funkcje VPN, których potrzebujesz

Musisz być roztropny, zwłaszcza jeśli chodzi o funkcje, które będą dostępne w wybranej przez ciebie usłudze VPN. Sieci VPN mają wiele funkcji, ale nie potrzebujesz ich wszystkich dla swojej firmy. Na przykład twoja firma może w ogóle nie potrzebować fałszowania GPS, jeżeli używasz VPN tylko do celów bezpieczeństwa.

Dobrą funkcją dla dowolnej firmy, za którą warto się rozejrzeć, jest zarządzanie aktywnością. Zasadniczo pozwala to kontrolować rodzaj usług, z których twoi pracownicy korzystają kiedy są podłączeni usługi VPN. Jeśli VPN jest przeznaczony wyłącznie do celów biznesowych, funkcje zarządzania aktywnością mogą uniemożliwić pracownikom dostęp do niektórych witryn i platform uznanych za nieprzydatne dla firmy.

Centralne zarządzanie to kolejna dobra funkcja. W uproszczeniu, centralne zarządzanie pozwala dostawcy VPN na łatwe zarządzanie usługą. Mogą robić takie rzeczy, jak zarządzanie kluczami szyfrowania. Jeżeli twoja firma nie zatrudnia własnego zespołu specjalistów, lepiej jest, aby dostawcy VPN zarządzali usługą dla twojej firmy za ciebie. Aby dowiedzieć się więcej na ten temat, przeczytaj Szyfrowanie VPN przez Surfshark.

Dobra Obsługa Klienta

Ważne jest, aby w większości przypadków można było łatwo skontaktować się z dostawcą VPN. Oprócz dostępności 24/7, ważne jest również, aby można było się z nimi skontaktować za pośrednictwem różnych metod, takich jak e-mail, czat na żywo czy telefon. Dostępność obsługi jest ważniejsza niż myślisz gdy mówimy o VPN.

Dzięki łatwej dostępności możesz pozwolić swojemu dostawcy zająć się problemami za ciebie, gdy tylko zajdzie taka potrzeba. Pamiętaj, że jeżeli usługa VPN przestanie działać z powodu jakiegoś problemu, twoja firma stajnie się zagrożona na atak.

Dobrą wiadomością jest to, że większość dostawców stara się jak najbardziej dbać o swoją dostępność. Mimo wszystko warto poczytać o dostępności obsługi klienta 24/7.

Usługi VPN dla firm to nie tylko bezpieczeństwo, ale także umożliwienie twojej firmie jak najsprawniejszego funkcjonowania. To inwestycja zdecydowanie warta twoich pieniędzy, kiedy weźmiesz pod uwagę wszystkie jej zalety. Mamy nadzieję, że ten krótki przewodnik pomoże ci znaleźć sieć VPN idealną dla ciebie.

Europa dojrzewa do e-faktur

Polska jest na samym początku drogi do e-faktur. W styczniu 2022 r., z inicjatywy Ministerstwa Finansów, zostanie uruchomiony dobrowolny – na razie – system wystawiania i przechowywania faktur. Obowiązkowy stanie się prawdopodobnie dopiero od stycznia 2023. Jak podobne systemy działają w innych krajach europejskich? Jakie korzyści przynoszą przedsiębiorcom, a jakie administracji – raportują specjaliści Unifiedpost Group.

Faktura ustrukturyzowana – nazywana także e-fakturą – to nowy rodzaj faktury elektronicznej. Może być ona wystawiona tylko w Krajowym Systemie e-Faktur. Jej wzór jest ściśle określony. Dzięki e-fakturowaniu zwiększa się bezpieczeństwo przedsiębiorcy, ułatwione są procesy związane z księgowaniem i przechowywaniem faktur oraz rozliczenia między przedsiębiorcami.

Polski Krajowy System e-Faktur jest wzorowany na rozwiązaniu obowiązującym od kilku lat we Włoszech. Podobny system funkcjonuje także w Belgii i Francji.

By luki były mniejsze

Luka VAT dla całej Unii Europejskiej przekroczyła w 2018 r. 140 miliardów euro. W Polsce blisko 4,5 miliardów euro. Tymczasem to właśnie podatek od towarów i usług stanowi znaczącą część budżetów krajów członkowskich. Aby zredukować te straty, podejmowane są działania w celu usprawnienia nadzoru nad przepływami finansowymi. Jednym ze sposobów na to jest wprowadzenie e-faktur, które mogą być szybciej, w sposób zautomatyzowany, kontrolowane.
luka vat

Włochy, a później długo, długo nic

Choć luka VAT jest problemem w wielu krajach, dotychczas tylko we Włoszech władze zdecydowały, aby e-faktury były jedyną możliwą metodą rozliczania się między wszystkimi podmiotami gospodarczymi. Obowiązek ten wprowadzono od stycznia 2019 r. Przez pierwsze 5 kwartałów funkcjonowania tych przepisów, wystawiono we Włoszech ponad 2 miliardy e-faktur.

We wszystkich pozostałych państwach ujętych w raporcie funkcjonują już systemy do obsługi e-faktur. Administracje są zobowiązane je przyjmować, ale to od przedsiębiorców zależy, czy chcą je wystawiać. Wyłączając spośród przebadanej trzynastki część Belgii, Luksemburg, Łotwę i Wielką Brytanię, stosowanie e-faktur obligatoryjne jest natomiast przy realizacji zamówień publicznych.

efakruty europa

Zgodnie z danymi z raportu najwięcej e-faktur, nie licząc Włoch, jest w obiegu w krajach skandynawskich i Estonii. W ostatnim z wymienionych państw odsetek ten wynosi 30 proc. wszystkich rachunków. Natomiast w Szwecji już ponad połowa faktur wystawianych w transakcjach z sektorem publicznym jest elektroniczna.

Korzyść dla fiskusa, ale i przedsiębiorcy

– Pandemia była wstrząsem dla światowej gospodarki, ale w kontekście upowszechnienia się e-faktur może mieć wpływ pozytywny – zauważa Krzysztof Pulkiewicz, Country Manager Unifiedpost Group, odpowiedzialny za rozwój platformy Banqup w Polsce. – Władze, dążąc do uszczelnienia systemów podatkowych, będą propagowały ten sposób rozliczeń. Warto jednak pamiętać – i mówię to z pełnym przekonaniem – że system ten niesie też szereg korzyści dla przedsiębiorców. Eliminuje konieczność przygotowywania dokumentacji w przypadku kontroli skarbowej, ponieważ urzędnikom wystarczą dane z systemu, dokumenty są bezpiecznie przechowywane przez 10 lat i nie ma konieczności ich dodatkowej archiwizacji. System ułatwia też procesy księgowe – zauważa Pulkiewicz.

Twórcy raportu konstatują, że biznes faktycznie skłania się ku e-fakturom. Widzi w nich sposób na optymalizację zarządzania finansami i poprawę płynności finansowej.

Raport “The digital invoicing wave in Europe” został przygotowany na zlecenie Unifiedpost Group, właściciela platformy Banqup. Przeanalizowano w nim przepisy dotyczące elektronicznych faktur ustrukturyzowanych oraz powszechność ich stosowania na trzynastu głównych rynkach europejskich – w Belgii, Danii, Estonii, Finlandii, Francji, Holandii, Litwie, Luksemburgu, Łotwie, Niemczech, Szwecji, Wielkiej Brytanii i Włoszech.

InPost rozpoczyna współpracę z eBay w Wielkiej Brytanii

InPost – lider wśród platform dostaw dla e-commerce w Europie – ogłosił partnerstwo z eBay w Wielkiej Brytanii. Oznacza to dalszą ekspansję InPost w UK, dostarczanie elastycznych rozwiązań dla rosnącego rynku e-commerce oraz dostęp do 2500 Paczkomatów® dla sprzedawców i klientów eBay. Dodatkowo 250 Paczkomatów® InPost zostanie opatrzonych wspólną z eBay identyfikacją wizualną. Dla e-sprzedawców to nowa opcja szybkiej i wygodnej dostawy zakupów – zwłaszcza w okresie przedświątecznym, gdyż wielu klientów już rozpoczęło wcześniejsze zakupy ze względu na problemy w łańcuchach logistycznych.

Paczkomaty® InPost w Wielkiej Brytanii to sieć ponad 2500 urządzeń, które są dostępne w dogodnych lokalizacjach – takich, jak dworce kolejowe, stacje benzynowe i supermarkety, w tym Tesco, Morrisons oraz Lidl. InPost zamierza poszerzyć własną sieć do około 3.000 maszyn do końca 2021 roku, a do 10.000 do 2024 roku.

– Cieszymy się, że nawiązaliśmy współpracę z eBay, aby zapewnić e-sprzedawcom dostęp do wygodnej, elastycznej i oszczędzającej czas opcji dostawy. To dopiero pierwszy krok – InPost nieustannie dostarcza nowe i wyjątkowe usługi, które firmy takie jak eBay mogą wykorzystać do zwiększenia komfortu kupujących i sprzedających. Platformy, takie jak eBay, oferują ważny strumień przychodów dla wielu przedsiębiorców i sprzedawców – a nasze partnerstwo zapewni im szybkie i wygodne dostawy – powiedział Jason Tavaria, CEO InPost UK.

– W eBay jesteśmy zobowiązani do zapewnienia odpowiednich narzędzi i dźwigni, które pomogą naszym sprzedawcom w rozwoju. Nasza współpraca z InPost gwarantuje, że sprzedawcy mają większy wybór w zakresie dostępnych dla nich opcji dostawy – co z kolei może zaoszczędzić czas i pieniądze – powiedział Murray Lambell, GM w eBay UK.

eBay odnotował znaczny wzrost liczby sprzedawców okazjonalnych lub „C2C” w wyniku pandemii, w szczególności wzrostu rynku „recommerce”. Badania opublikowane przez eBay w marcu 2021 r. wykazały, że dwie trzecie (67%) sprzedawców w Wielkiej Brytanii zaczęło sprzedawać towary używane podczas pandemii.