DHL wprowadził do floty 60 rowerów elektrycznych

DHL Parcel wykonuje kolejny krok w kierunku w realizacji polityki DHL GoGreen, której celem jest osiągnięcie zerowej emisyjności do 2050 r. Do biur firmy w całej Polsce trafiło 60 rowerów z napędem elektrycznym. Jednoślady pozwolą pracownikom DHL na ekologiczne poruszanie się po miastach, wszędzie tam, gdzie będzie można zastąpić samochody.

Rowery DHL

Wszystkie rowery dla pracowników biurowych zostały już dostarczone do poszczególnych biur DHL Parcel w Polsce.

Udostępniliśmy pracownikom rowery elektryczne, by mogli je przetestować i przekonać się do takiego rozwiązania np. w kontekście dojazdu do pracy. Rowery pozwalają uniknąć korków i skracają czas poszukiwania wolnego miejsca parkingowego, a przy tym pomagają dbać o formę. Dzięki elektrycznemu napędowi możemy pokonać większe odległości i sami decydować, jakiego zakresu wspomagania potrzebujemy w trasie. Pracownicy są bardzo zaciekawieni nowymi pojazdami w naszej flocie, które mają okazję testować w całej Polsce – mówi Magdalena Bugajło – Dyrektor ds. Komunikacji Marketingowej i PR w DHL Parcel.

Wdrożenie rowerów elektrycznych do użytku przez pracowników, to kolejny krok w realizacji polityki DHL GoGreen. Dotychczas jednoślady były już wykorzystywane testowo przez kurierów DHL umożliwiając im ekologiczne doręczanie przesyłek i poruszanie się po mieście bez spalin, wibracji i hałasu. Rowery są również doskonałą alternatywą dla samochodów ze względu na możliwość łatwego dotarcia w miejsca trudno dostępne, a także w strefy zeroemisyjne. Rowery elektryczne są rozwiązaniem, które sprawdza się doskonale również w okresach, gdy w miastach odbywają się wydarzenia o dużej skali, wiążące się z intensyfikacją ruchu drogowego lub jego ograniczeniami.

Do niedawna mobilność w przedsiębiorstwach kojarzona była wyłącznie z samochodami służbowymi. Jednak to podejście szybko się zmienia, szczególnie w przypadku firm zlokalizowanych w większych miastach, gdzie na niewielkie odległości łatwiej i szybciej poruszać się rowerem niż szukać miejsc do pozostawienia samochodu. Rowery, szczególnie te z napędem elektrycznym, to odpowiedź na rosnące zapotrzebowanie biznesu na alternatywne formy mobilności. DHL Parcel jest jedną z pierwszych firm, które wprowadzają to rozwiązanie na szeroką skalę i jestem przekonany, że pracownicy polubią nowy środek transportu – mówi Robert Antczak, dyrektor generalny Arval Service Lease Polska.

Jak pokazują wyniki tegorocznego Barometru Flotowego Arval Mobility Observatory, w ciągu trzech lat w niemal połowie flot w Polsce mogą pojawić się rowery lub inne rozwiązania związane z mikromobilnością, z czego 17% badanych firm już je wdrożyło.

Podsumowanie III kw. 2021 na polskim rynku nieruchomości handlowych

W minionym kwartale zasoby nowoczesnej powierzchni handlowej zwiększyły się netto o 81 100 m kw. Ponad 92 500 m kw. nowej powierzchni zostało oddane do użytku w 10 nowych i jednym rozbudowanym obiekcie, wynika z podsumowania przygotowanego przez międzynarodową firmę doradczą Cushman & Wakefield.

Podobnie jak w poprzednich kwartałach 2021 roku rynek zdominowały nowe magazyny handlowe i małe parki handlowe. Aktywne na polskim rynku są markety budowlane i sklepy meblowe rozwijające sieci swoich placówek. Swoje nowe sklepy uruchomiły Agata Meble w Bydgoszczy, Castorama w Żarach (w budynku po Tesco), Leroy Merlin w Kutnie oraz w Bydgoszczy (również w budynku po Tesco). Największym obiektem w sektorze centrów handlowych jest rozbudowa Focus Mall w Zielonej Górze o 15 tys. m kw. – mówi Ewa Derlatka-Chilewicz, Associate Director, Consulting & Research, Cushman & Wakefield.

40 nowych obiektów w budowie

Na koniec trzeciego kwartału 2021 roku ponad 470 000 m kw. powierzchni handlowej było w trakcie budowy z terminem otwarcia zaplanowanym na lata 2021-2022 r. Największe budowane obiekty to między innymi: przebudowa hipermarketu Tesco w Warszawie pod nowe centrum wyposażenia wnętrz Leroy Merlin (30 000 m kw.), rozbudowa o 25 000 m kw. centrum handlowego Atut Ruczaj w Krakowie, Galeria Bawełnianka w Bełchatowie (23 000 m kw.) oraz park handlowy Galeria Andrychów (24 000 m kw.). Ponad 60% budowanej obecnie powierzchni handlowej zostanie dostarczona na rynki mniejszych miast o populacji poniżej 100 tys. mieszkańców. W dalszym ciągu będziemy też obserwować proces uzupełniania istniejącej podaży mniejszymi centrami codziennych zakupów oraz małymi parkami handlowymi. Ponad połowa obiektów będących w budowie z planowaną datą otwarcia w IV kwartale 2021 roku to małe parki handlowe.

Dwa debiuty międzynarodowych marek

Polska jest nadal atrakcyjnym rynkiem dla zagranicznych sieci handlowych. W III kw. 2021 r. zadebiutowały dwie międzynarodowe marki: Rituals Cosmetics – holenderska marka kosmetyczna obecna w 33 krajach (pierwszy polski sklep zlokalizowany jest w centrum Westfield Arkadia) oraz Colynn – butik modowy z włoską oraz francuską odzieżą damską (Galeria Północna).

Dalszy wzrost sprzedaży detalicznej i stabilizacja udziału e-commerce

Zgodnie z danymi GUS, sprzedaż detaliczna w cenach stałych we wrześniu 2021 r. była wyższa niż przed rokiem o 5,1% (wobec wzrostu o 2,5% we wrześniu 2020 r.). W porównaniu z sierpniem 2021 r. miał miejsce spadek sprzedaży detalicznej o 2,4%. Ogółem, w trzech kwartałach 2021 r. sprzedaż wzrosła r/r o 7,3% (wobec spadku o 3,1% w 2020 r.).We wrześniu 2021 r. największy wzrost sprzedaży detalicznej w porównaniu z analogicznym okresem 2020 r. odnotowały podmioty handlujące tekstyliami, odzieżą i obuwiem (o 14,5%), sklepy z farmaceutykami, kosmetykami i sprzętem ortopedycznym (8,2%) oraz sklepy meblowe i ze sprzętem RTV i AGD (8%).

Udział e-commerce w sprzedaży detalicznej przed pandemią oscylował w Polsce w granicach 5%-6%. W wyniku kolejnych obostrzeń nakładanych na branżę i wielu tygodni całkowitego zakazu handlu drogą stacjonarną dla wielu sklepów handel internetowy był jedynym kanałem dystrybucji. Udział e-commerce w sprzedaży detalicznej osiągał w tych okresach rekordowe (dla Polski) wyniki 11,9% w kwietniu 2020 r., 11,4% w listopadzie 2020 r i 10,8% w kwietniu 2021. Jednocześnie wraz z luzowaniem obostrzeń w działalności centrów handlowych konsumenci wracali do handlu stacjonarnego. – mówi mówi Beata Kokeli, Partner, Head of Retail Agency Poland, Cushman & Wakefield.

W trzecim kwartale 2021 r. odnotowano stabilizację udziału sprzedaży przez Internet w całkowitej sprzedaży detalicznej w cenach bieżących. Udział tej sprzedaży wahał się w przedziale 7,4-8,4%. Najwyższy poziom udziału e-commerce odnotowano tradycyjnie w sektorach moda – 21,9%, multimedia – 22,5% (sektor obejmujący prasę, książki, sprzedaż w sklepach wyspecjalizowanych) oraz meble i elektronika (16,2%).

Odwiedzalność w centrach handlowych we wrześniu 2021 na porównywalnym poziomie jak przed pandemią

Odwiedzalność w centrach i parkach handlowych w trzecim kwartale wzrosła do średniego poziomu 365 tysięcy odwiedzających miesięcznie, co stanowi poziom tylko o 6% niższy niż w 2019 roku. Skumulowane dane odwiedzalności za okres styczeń-wrzesień 2021 wykazują 23-procentowy spadek w porównaniu do analogicznego okresu w 2019 roku i 14-procentowy wzrost w porównaniu do 2020 roku. Rok temu spadek odwiedzalności za trzy kwartały był głębszy i wynosił średnio 26%. Świadczy to o umiarkowanym optymizmie kupujących powracających do swoich prepandemicznych przyzwyczajeń zakupowych w kwestii miejsca zakupów.

Skumulowana wartość obrotów w miesiącach styczeń-sierpień 2021 r.

Dane o obrotach w centrach handlowych pokazują, że poziom sprzedaży w sierpniu 2021 r. był wyższy o 7% niż w roku ubiegłym, a jednocześnie tylko o 3% niższy niż w analogicznym miesiącu 2019 r. Średni wzrost obrotów w okresie styczeń-sierpień 2021 r. wyniósł 3% w porównaniu do roku poprzedniego, wciąż jednak jest on niższy o 30% od obrotów osiąganych w 2019 roku. Jednak jeśli porównamy obroty osiągane w miesiącach kiedy centra handlowe mogły funkcjonować bez przeszkód spadek obrotów sięga tylko 9%.

Capgemini uruchamia dużą rekrutację. Blisko 600 nowych miejsc pracy w Katowicach, Krakowie oraz w innych lokalizacjach

– Nowy kontrakt o dużej skali oraz dynamiczny rozwój istniejących projektów – Capgemini w Polsce ogłasza zapotrzebowanie na dużą liczbę nowych pracowników. W trakcie zaplanowanej na pół roku rekrutacji firma zamierza zatrudnić łącznie 600 osób, głównie w Katowicach i Krakowie, ale nie tylko. Funkcjonujący w organizacji z powodzeniem model pracy hybrydowej to także nowe perspektywy dla kandydatów spoza głównych lokalizacji.

Liczba pracowników w centrach nowoczesnych usług biznesowych w Polsce regularnie rośnie. Kraków i Katowice należą do czołówki miast, w których międzynarodowe firmy lokują i rozwijają swoje oddziały o tej specjalizacji, a Capgemini to jeden z najważniejszych pracodawców tego sektora w obu miastach. W Krakowie firma funkcjonuje od 25 lat, zatrudniając obecnie blisko 4,3 tys. osób, natomiast w Katowicach siedziba Capgemini powstała w 2006 roku i pracuje w niej aktualnie 2,3 tys. osób. W całej Polsce Capgemini zatrudnia już ponad 10 tysięcy specjalistów. Wkrótce liczby te powiększą się, dzięki trwającej właśnie, dużej rekrutacji pracowników specjalizujących się w operacjach finansowo-księgowych oraz ekspertów z zakresu konsultingu, transformacji i finansów. Wiodącym językiem dla większości otwartych rekrutacji jest angielski, ale poszukiwane są także osoby ze znajomością języka niemieckiego, francuskiego i innych. Co ciekawe, funkcjonujący obecnie w Capgemini hybrydowy model pracy daje także szansę uczestniczenia w rekrutacji osobom spoza Katowic i Krakowa.

– Branża rośnie dynamicznie, a Capgemini jest jednym z jej liderów. Przewidujemy, że zlokalizowana w Katowicach i w Krakowie linia serwisowa Business Services, która zatrudnia już blisko 5000 osób, będzie w przyszłym roku nadal szybko rosnąć. Szczególnie dumni jesteśmy z tego, że nasza część projektowo-konsultingowa, która zajmuje się m.in. transformacją procesów biznesowych i wdrażaniem nowych technologii, powiększy się o około 50% procent. Analizujemy na bieżąco trendy i potrzeby ryku, wytyczając nowe kierunki działania, dlatego inwestujemy w obszar Inteligentnej Automatyzacji (ang. Inteligent Automation) zajmujący się automatyzacją procesów z zastosowaniem sztucznej inteligencji i botów. Niezwykle istotne dla nas jest także to, że klienci dostrzegają wysoką jakość usług w zakresie obsługi procesów biznesowych, a na bazie zaufania, zbudowanego dzięki efektywnej współpracy, poszerzają zakres wspólnych działań o kolejne obszary, wymagające ekspertyzy i specjalistycznej wiedzy. Świadczymy zaawansowane usługi w obszarze finansów, zarządzania zasobami ludzkimi, zakupów  czy zarządzania łańcuchem dostaw – mówi Renata Dębowska, Dyrektor Centrum Business Services w Polsce.

Firma już jakiś czas temu zdecydowała o rozwoju w modelu hybrydowym, w tej rekrutacji Capgemini jest więc otwarte także na kandydatów z innych lokalizacji, w których funkcjonuje, poza Katowicami i Krakowem, takich jak Opole, Warszawa, Lublin, Wrocław i Poznań. Nowozatrudnione w ramach Business Services osoby, w trakcie początkowego procesu wdrażania i szkolenia więcej czasu spędzą w biurze. Po tym czasie codzienna praca może toczyć się w większości zdalnie.

Pół tysiąca nowych pracowników do operacji biznesowych

Rozpoczęta właśnie, nowa rekrutacja do działu Business Services, związana jest ze startem dużego projektu, jaki niedawno pozyskała organizacja. Wśród atutów pracy przy nim można bez wątpienia wymienić możliwości rozwoju, pracy w międzynarodowym środowisku oraz stabilizację i bezpieczeństwo zatrudnienia.

– Planujemy zatrudnić nawet 600 osób. Jednym z ich zadań będzie integracja procesów finansowo-księgowych, dostarczanie wysokiej jakości usług zarówno w obszarze obsługi klienta, jak i złożonych procesów biznesowych i transformacyjnych. Poszukujemy przede wszystkim pracowników ze znajomością języków obcych, a także osób posiadających kompetencje merytoryczne i doświadczenie w obszarze finansowo-księgowym. Do mniej zaawansowanych ról szukamy także ludzi nieposiadających doświadczenia. Zatrudnione osoby będą pracować w takich obszarach jak billing, credit management, cash applications, dispute management, collections. W ramach tej rekrutacji chcemy także zatrudnić team leaderów i managerów, którzy będą zarządzać zespołami i ich zadaniami – mówi Maciej Świątek, Engagement Executive w Capgemini Polska Business Services.

Oprócz specjalistów z językiem angielskim, niemiecki i francuskim, Capgemini chce zatrudnić także osoby ze znajomością innych języków. Ciekawostką w ramach tej rekrutacji jest zapotrzebowanie na osoby władające językiem hebrajskim, ale pełna lista obejmuje języki: czeski, duński, holenderski, angielski, francuski, niemiecki, węgierski, włoski, polski, portugalski, hiszpański, szwedzki oraz turecki. W ramach naboru na stanowiska managerskie kluczowe będzie także posiadanie umiejętności miękkich, zdolności komunikacyjnych oraz umiejętności zarządzania ludźmi i procesami finansowo-księgowymi.

Poszukiwani także doświadczeni eksperci

Capgemini ogłasza także zapotrzebowanie na około 100 ekspertów z doświadczeniem z zakresu konsultingu, finansów i transformacji cyfrowej. Będą oni mieli okazję pracować w tzw. zespole FPIA Consulting, który zajmuje się szeroko rozumianą transformacją procesów biznesowych w obszarze finansów, a więc m.in. zagadnieniami takimi jak automatyzacja, cyfryzacja, innowacja, modele operacyjne, migracja. Do wspierania tych zadań poszukiwani są specjaliści od poziomu młodszego konsultanta czy analityka biznesowego, od których wymaga się przede wszystkim około 3-4 lat doświadczenia, także w pracy projektowej oraz rozumienia procesów, technologii i struktur wspomagających procesy. W ramach tej rekrutacji poszukiwane są także osoby z doświadczeniem seniorskim: konsultanci, starsi konsultanci, managerowie, oraz dyrektorzy.

– Zależy nam na kandydatach mających doświadczenie w pracy projektowej, którzy będą wspierać nas w realizacji zadań dla bieżących klientów oraz wspomogą kolejne planowane projekty. To niezwykle perspektywiczny sektor rynku i jednocześnie element naszej działalności, który dynamicznie zyskuje na znaczeniu. Już teraz wiemy, że w przyszłym roku będziemy poszukiwać kolejnych specjalistów. Aktualnie szukamy m.in. project managerów, change managerów, ale także specjalistów np. w zakresie Blackline, Oracle, SAP S/4HANA. To okazja dla ludzi, którzy mieli możliwość poznania tych narzędzi, a teraz chcieliby rozwijać się w działaniach dla globalnych klientów. Sporo osób w naszym dziale to także osoby, które pracowały operacyjnie w zespołach dostarczających rozwiązania dla klientów, więc taka wewnętrzna ścieżka rozwoju kariery także jest możliwa – mówi Robert Piotrowski, Head of FPIA Consulting Poland w Capgemini Polska Business Services.

Przedstawiciele Capgemini podkreślają, że role konsultingowe to doskonała możliwość rozwoju dla osób przedsiębiorczych, nastawionych na rozwiązywanie problemów i chcących pracować zgodnie z ideami agile (pol. podejście zwinne) czy design thinking (pol. myślenie projektowe). Dają także przestrzeń do testowania własnych pomysłów i obserwowania tego, jak oferowane klientom rozwiązania sprawdzają się w praktyce. To także zespół pracujący nad nowymi produktami, innowacjami i ofertami dla całej linii biznesowej Business Services.

Możliwości rozwoju w ramach organizacji

Na nowych pracowników czeka zdefiniowany proces wdrożenia, mogą też liczyć na wsparcie wyznaczonej osoby, tzw. ,,buddy”, który wdraża i wprowadza ich w zadania oraz kulturę pracy w Capgemini. Mogą korzystać również ze zdefiniowanych ścieżek rozwoju. Warto podkreślić, że możliwości rozwoju dla nowych pracowników nie obejmują jedynie projektu, przy którym rozpoczną oni swoją ścieżkę zawodową w Capgemini. Firma proponuje też szerokie perspektywy wewnętrznych awansów.

–  Business Services ma rozwiniętą strategię wspierania rozwoju wewnętrznego pracowników. Około 40 procent ról specjalistycznych, to role obsadzane w ramach przejść wewnętrznych co najlepiej pokazuje naszą strategię. W ostatnim okresie wdrożyliśmy platformę, poprzez którą każdy pracownik może zdiagnozować swój aktualny poziom kompetencji, zobaczyć obszary, w których już się wyróżnia oraz te, które warto uzupełnić poprzez system szkoleń. Dzięki temu może kierować swoją karierą zawodową zgodnie ze swoimi umiejętnościami i preferencjami. Pracowników wspiera w tym również nowoczesny system wyszukiwania wewnętrznych ofert pracy i już po 12 miesiącach mogą oni obejmować nowe role, zarówno w ramach projektu, jak i zmienić projekt. Dzięki przyjętej strategii rocznie awansujemy w Business Services średnio blisko 1000 pracowników – wyjaśnia Renata Słonecka, HR Dyrektor w Capgemini Polska Business Services.

Szybka droga dla osób z mniejszym doświadczeniem

Uwzględniając swoją dynamikę rozwoju, duże zapotrzebowanie na nowych pracowników i sytuację na rynku pracy, Capgemini oferuje także ścieżkę rozwojową dla osób z mniejszym doświadczeniem. Mowa o „Fast Track to Consulting”, rocznym programie rozwojowym, skierowanym do utalentowanych absolwentów i osób na początku swojej kariery zawodowej, który pozwala poznać czym jest konsulting w obszarze finansów i  technologii oraz rozwinąć kompetencje zarzadzania projektami, zmianą i rozwiązywania problemów biznesowych.

– W tej chwili trwa druga edycja programu, w ramach której dzielimy się z uczestnikami programu – którzy stają się naszymi pełnoetatowymi pracownikami – naszą metodologią, narzędziami i umożliwiamy pracę z międzynarodowymi ekspertami w ramach projektów realizowanych dla naszych klientów. Skupiamy się na rozwijaniu talentów, mając świadomość, że wymiana wiedzy i  dzielenie się doświadczeniem to fundament naszej kultury organizacyjnej i coś, co faktycznie dzieje się u nas na co dzień w praktyce – podsumowuje Katarzyna Skoczek, FPIA Consulting Operations Lead w Capgemini Polska Business Services.

Warto podkreślić, że Capgemini od lat nagradzane jest za działania wspierające pracowników, m.in. tytułem Top Employer 2021. Marka rozwija się na polskim rynku oferując atrakcyjne miejsca pracy, na które składają się ambitne projekty dla międzynarodowych klientów, nieustanny rozwój oraz inwestycje w pracownika.

Firmy będą korzystać z ponad 8 chmur. To niesie ze sobą szereg ryzyk

Firmy coraz częściej korzystają z technologii IT w modelu usługowym. Badania Forrester przewidują, że do 2023 roku będą posiadać średnio dostęp do 8,7 chmur publicznych. Niestety, mimo wielu zalet strategii multicloud, wiele firm zaczyna boleśnie odczuwać problemy związane ze złożonością technologii.

Wachlarz usług chmurowych eksplodował. Bardzo dobrze widać to na przykładzie usług firmy Megaport, której partnerem w Polsce jest Beyond.pl, dostawca usług data center i cloud. Klienci operatora wdrażający strategię multicloud mogą szybko i bezpiecznie zestawiać bezpośrednie połączenia z ponad 360 dostawcami chmurowymi SaaS.

Według raportu Flexery organizacje korzystają obecnie średnio z 2,6 chmury publicznej i 2,7 chmury prywatnej. Zakres usług informatycznych oferowanych w modelu usługowym rozwinął się więc dziś na tyle, że powinien zaspokoić każdą potrzebę przedsiębiorstwa. Przynajmniej w teorii, bo eksperci zwracają uwagę, że przyśpieszona cyfryzacja obok blasków, niesie ze sobą także i cienie.

Zachowanie kontroli

Pewną pułapką szybkiej cyfryzacji i korzystania z chmur pochodzących od wielu różnych dostawców jest utrata kontroli nad swoimi zasobami. Prawda jest taka, że wdrożenie wielu chmur niesie ze sobą wiele wyzwań w obszarze bezpieczeństwa. Jednym z ważniejszych, przed którym stoją dziś zespoły IT, jest znalezienie równowagi pomiędzy zachowaniem pełnej kontroli nad danymi a dostępem do wielu środowisk chmurowych i najlepszych w danej kategorii rozwiązań. Bo po to firmy przecież wdrażają strategie multicloud. Te problemy dziś dotyczą przede wszystkim firm z Europy Zachodniej, ale przed podobnym dylematem stoi coraz więcej firm, także w Polscestwierdza Stanisław Bochnak, Strateg w VMware.

Chmura to pod wieloma względami dziś jedyny słuszny sposób na modernizację oprogramowania — niestety, złożoność technologii spowalnia tempo przebudowywania aplikacji i przenoszenia ich do chmury. Ma ona też wpływ na koszty: rozwiązywanie problemów kosztuje organizacje dużo czasu i pieniędzy.

Wszystkie chmury w jednym koszyku?

Strategia multicloud wdrażana przez firmy zapobiega uzależnieniu od jednego rozwiązania. Chmura to pod wieloma względami też dziś jedyny słuszny sposób na modernizację oprogramowania. Raport IBM donosi, że dla 62% organizacji chmura publiczna PaaS będzie odgrywać strategiczną rolę dla ich biznesu w ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy.

Niestety, złożoność technologii spowalnia tempo przebudowywania aplikacji i przenoszenia ich do chmury. Ma też wpływ na koszty: rozwiązywanie problemów we własnym zakresie kosztuje organizacje dużo czasu i pieniędzy.

Każdy dostawca chmury ma swoje własne procedury, zasady, narzędzia do zarządzania i monitorowania środowiska. To w oczywisty sposób komplikuje wdrażanie strategii multicloud. Mimo to, firmy rzadko korzystają z jednego dostawcy chmury, bo użytkownicy mają odmienne potrzeby technologiczne, ekonomiczne czy regulacyjne i każdy dostawca odpowiada na nie w inny sposób. Dlatego też obok chmury prywatnej i publicznej utrzymywanej w naszym data center, oferujemy klientom dostęp do usług globalnych dostawców i wsparcia w obszarze zarządzania tymi środowiskami, bo nie zawsze przeniesienie infrastruktury do chmury jest scenariuszem optymalnym. Często lepszym rozwiązaniem jest wdrożenie scenariusza hybrydowego łączącego cloud z kolokacją przyznaje Wojciech Stramski, CEO Beyond.pl, dostawcy usług data center i cloud.

W idealnym świecie, aby zapanować nad wieloma środowiskami, firmy powinny zatrudniać wielu specjalistów z umiejętnościami specyficznymi dla każdej chmury. Jest to perspektywa nierealistyczna, zarówno pod względem prawdopodobnych kosztów, jak i dostępności wykwalifikowanych fachowców. Dlatego bardzo ważne jest uproszczenie zarządzania chmurami.

Według ESG Research Insight Paper, usunięcie złożoności pozwoli zaoszczędzić średnio 70,5 roboczogodzin tygodniowo w zakresie zarządzania infrastrukturą. Jednocześnie aż 69% respondentów ESG Research Insight Paper wierzy, że konsolidacja narzędzi do zarządzania chmurami zredukuje koszty (średnio o 19%).

Śpiesz się powoli

Firmy powinny mieć swobodę w podejmowaniu decyzji i przenoszeniu obciążeń zarówno “do”, jak i “z” chmury. Konsolidacja zarządzania pozwala zespołom IT na zastosowanie jednolitych zasad bezpieczeństwa, tak aby obowiązywały one niezależnie od tego, gdzie dane obciążenie zostanie przeniesione — czy to do środowisk chmury prywatnej lub publicznej, czy też do środowisk lokalnychmówi Stanisław Bochnak, Strateg w VMware.

Swoboda korzystania z aplikacji, przenoszenia ich do preferowanej chmury i używania jej natywnych usług, eliminuje potrzebę utrzymywania starszych instancji. Pozwala to firmom uniknąć przestojów podczas przenoszenia aplikacji na nowsze platformy. Taka mobilność pozwala zespołom IT świadczyć lepsze usługi dla biznesu. Zamiast martwić się o utrzymanie aplikacji, mogą one skupić się na zapewnieniu wsparcia, dostarczając usługi zapasowe, sieciowe czy bezpieczeństwa.

ZPP: możliwość weryfikacji szczepień pracowników przez pracodawców to dobry pomysł

Rozwój czwartej fali epidemii koronawirusa rodzi naturalne obawy o głębokość i dokuczliwość środków zaradczych wprowadzonych przez państwo w celu ograniczenia liczby nowych zakażeń. Dzięki szczepieniom znajdujemy się w tej chwili w zupełnie innej sytuacji, niż rok temu, czy jeszcze wiosną roku bieżącego – z wypowiedzi przedstawicieli rządu wynika na szczęście, że wariant lockdownu w jakiejkolwiek formie nie jest w tej chwili rozważany. Jednocześnie, należy dążyć do absolutnego zminimalizowania ryzyka wyprowadzenia jakichkolwiek, choćby lokalnych, ograniczeń dotyczących prowadzenia działalności gospodarczej. Jednym z narzędzi, które się temu przysłuży, jest możliwość weryfikowania przez pracodawcę, czy pracownik został zaszczepiony.

Podejście do kwestii szczepień różni się w poszczególnych państwach. Niektóre uzależniają możliwość skorzystania z określonych usług (np. dostępu do restauracji) od okazania dowodu pełnego zaszczepienia, inne wprowadzają obowiązek szczepień dla określonych grup, są również takie państwa które generalnie rezygnują z tego rodzaju ingerencji regulacyjnych. W tej chwili, tzw. paszporty covidowe mają w Polsce ograniczone znaczenie. Certyfikat szczepienia jest przechowywany w wygodny sposób w specjalnej aplikacji, jednak w praktyce wykorzystuje się go jedynie przy podróżach zagranicznych. Ma to obecnie swoje uzasadnienie – na ten moment nie wprowadzono żadnych szczególnych ograniczeń pandemicznych, w związku z czym naturalnie nie istnieje przestrzeń by jakkolwiek różnicować sytuację osób zaszczepionych i niezaszczepionych. W przypadku jednak dalszego wzrostu liczby zakażeń oraz konieczności wprowadzenia pewnego rodzaju restrykcji, prawodawca stanie przed wyborem, czy objąć ich zasięgiem wyłącznie osoby niezaszczepione. Obranie tego rodzaju kierunku z pewnością złagodziłoby dokuczliwość ewentualnych ograniczeń, a zatem i ich potencjalne gospodarcze konsekwencje.

ZPP z dużym zadowoleniem przyjmuje informację na temat przygotowania i procedowania projektu ustawy regulującej kwestię możliwości weryfikowania przez pracodawcę, czy dany pracownik został zaszczepiony przeciwko COVID-19. Należy zauważyć, że środowiska gospodarcze od dawna zwracają uwagę na konieczność jego szybkiego przyjęcia. Stoimy na stanowisku, że otwarcie pracodawcom dostępu do informacji o szczepieniach pracowników może stanowić także istotny element polityki przeciwpandemicznej prowadzonej przez państwo.

Informacja o szczepieniu pracownika pozwoli skuteczniej zarządzać ryzykiem epidemicznym na poziomie poszczególnych zakładów, w rezultacie czego regulacja może istotnie przyczynić się do zmniejszenia liczby zakażeń. W naturalny sposób, skierowanie w pełni zaszczepionego pracownika do bezpośredniej obsługi klientów, będzie wiązało się ze znacznie niższym zagrożeniem, niż przyznanie tego zakresu obowiązków pracownikowi, który nie przyjął żadnej dawki szczepionki. Do tej pory pracodawca nie posiadał instrumentów pozwalających na wyegzekwowanie od pracownika informacji o szczepieniu, w związku z czym nie mógł na tej podstawie rotować osób zatrudnionych między stanowiskami. Jest to istotne o tyle, że w Polsce nie mamy obowiązku szczepienia, a rosnąca liczba zakażeń wiąże się ze wzrostem ryzyka wprowadzenia restrykcji gospodarczych bezpośrednio wpływających na sytuację firm. Należy ponadto zaznaczyć, że na podstawie obowiązujących przepisów, pracodawcy są zobowiązani do zapewnienia pracownikom bezpiecznego środowiska pracy. Brak regulacji zapewniających pracodawcom dostęp do informacji o szczepieniach pracowników w istotnym stopniu ograniczał możliwość realizacji tego obowiązku.

Wobec braku twardych regulacji premiujących szczepienia, polska polityka wobec czwartej fali epidemii musi opierać się w tej chwili na odpowiedzialności wszystkich uczestników życia gospodarczego i społecznego. Poza podstawowymi zasadami sanitarnymi (dezynfekcja, dystans i maseczki), istotna pozostaje również taka organizacja pracy, która będzie najbezpieczniejsza zarówno dla pracowników danego zakładu, jak i dla jego klientów. Praktyczne pozbawianie pracodawców możliwości zadbania o to bezpieczeństwo w sposób pełny, a zatem obejmujący i zarządzanie ekspozycją osób niezaszczepionych na osoby z zewnątrz, jest trudne do zaakceptowania – wszak to właśnie pracodawcy będą ponosić istotne ciężary związane z ewentualnymi ograniczeniami wprowadzonymi w związku z rozwojem epidemii. Z tego też powodu podkreślamy, jak istotnym pozostaje jak najszybsze wprowadzenie w życie przepisów umożliwiających pracodawcom weryfikację szczepień pracowników.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców

Polską przedsiębiorczość zabija nadmiar regulacji prawnych i zbyt częste zmiany w przepisach

Forum Polskiej Gospodarki zaapelowało do polityków o deregulacje porządku prawnego RP, szczególnie w zakresie wspierania innowacyjności. Aby wyjść z pułapek średniego rozwoju, na które zwrócił uwagę premier Mateusz Morawiecki, konieczna jest także stabilizacja prawa.

„Kluczowym zagadnieniem w naszej debacie jest próba zmierzenia się z pytaniem, jak podnieść innowacyjność polskiej gospodarki, a tym samym wesprzeć inwestycje” – powiedział Piotr Hofman, prezes Grupy Inwest, rozpoczynając dyskusję na Forum Innowacji, imprezie zorganizowanej przez redakcję miesięcznika Forum Polskiej Gospodarki w ramach cyklu „Gospodarka – Inwestycje – Innowacje. Wyzwania dla Polski na najbliższą dekadę”, które odbyło się we wtorek w Warszawie.

Bartłomiej Wróblewski, poseł na Sejm RP, przewodniczący Komisji Nadzwyczajnej ds. Deregulacji, zwrócił uwagę, że chociaż wszyscy uczestnicy publicznej dyskusji są zgodni, że krajowy system prawny jest przeregulowany, znajduje się w nim za dużo przepisów, czasem wzajemnie się wykluczających, bardzo często trudnych do wypełnienia, to niewielu potrafi wskazać konkretne ustawy, czy rozporządzenia wymagające poprawy.

„Wszyscy są zgodni co do diagnozy, że gospodarka musi być odciążona, bo tłumi ją biurokracja, niewielu, jeśli ktoś w ogóle, umie wskazać konkretne przepisy wymagające deregulacji. Jako remedium pojawiają się najczęściej ogólne stwierdzenia, że trzeba, po prostu, odbiurokratyzować. Co to jednak konkretnie oznacza i co trzeba deregulować, do końca już nie wiadomo” – powiedział Wróblewski.

Poseł Bartłomiej Wróblewski poinformował, że próba zmierzenia się z problemem, którą podejmuje Parlamentarny Zespół Nadzwyczajny ds. Deregulacji, któremu przewodniczy, jest czwartym „podejściem” do tego zagadnienia.

Najpierw powstała kwerenda kontrowersyjnych zapisów, następnie zwrócono się do zrzeszających przedsiębiorców organizacji z prośbą o wskazanie wymagających deregulacji zapisów prawa.

„Odzew na apel o wskazanie krępujących przedsiębiorczość zapisów prawa był jednak mizerny” – stwierdził Bartłomiej Wróblewski. „Pojawiały się postulaty dotyczące poszczególnych branż czy sektorów. Zapisów odnoszących się do całej gospodarki było jednak niewiele” – zaznaczył.
Parlamentarzysta przywołał postać Paula Kirchhofa, niemieckiego prawnika i eksperta prawa podatkowego, byłego sędziego Federalnego Trybunału Konstytucyjnego, który uważał, że tak naprawdę konieczne są jedynie cztery podatki: dochodowy, od wartości dodanej VAT, spadków i darowizn oraz akcyza.

„Ogólne odnoszące się do całej gospodarki uregulowania prawne nie rozwiążą każdej sprawy, natomiast duża ilość zapisów, których autorzy mieli ambicję rozstrzygnąć wszystkie niejasności, powoduje, że uregulowań jest za dużo, są zbyt skomplikowane i szczegółowe” – dodał Bartłomiej Wróblewski.

Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha, zauważył, że nadmiar prawa generuje konkretne koszty. Próba sprostania obecnej kodyfikacji prawnej wymaga ogromnej ilości czasu, którego w rezultacie brakuje przedsiębiorcom na zajęcie się kwestiami związanymi z merytorycznym zakresem prowadzonej działalności.

„Gdyby Mieczysław Wilczek, autor zmieniających de facto uregulowania ustrojowe w gospodarce ustaw o działalności gospodarczej z 1988 roku, miał jedynie poprawić wtedy obowiązujące ustawy, ugrzązłby w przepisach i nigdy nie dokończył swojej pracy. Teraz, tak jak wtedy, potrzebny jest zupełnie nowy porządek prawny w gospodarce, a przynajmniej zagwarantowanie niezmienności przepisów w perspektywie kilku, a najlepiej kilkunastu lat” – mówił Sadowski.

Ryszard Horodyński, dyrektor ds. strategii i komunikacji Huawei Polska spółka z o.o., podkreślił, że innowacyjne rozwiązania wymuszane są przede wszystkim przez konsumentów.

„Regulacje prawne nigdzie nie nadążają za rozwojem rynku” – zauważył Ryszard Horodyński. „Pod wieloma względami krajowa gospodarka jest bardziej zaawansowana technologicznie niż inne, duże, zachodnie, stare gospodarki. Tam bowiem większość zmian wprowadzana jest powoli, ewolucyjnie. W Polsce wdrażanie innowacji najczęściej ma charakter skokowy”.

Według Dariusza Bojszy, prezesa zarządu w Stowarzyszeniu Inicjatywa dla Środowiska, Energii i Elektromobilności, zainteresowanie innowacjami wśród właścicieli małych i średnich przedsiębiorstw jest w Polsce ogromne. Przeszkodą we wdrożeniach, także jego zdaniem, są skomplikowane regulacje prawne oraz wpływ polityki na gospodarkę.

„Są dziedziny, które dobrze jednak rokują – zapewnił Dariusz Bojsza. – Takim obszarem jest na przykład rozwój sektora biogazu i biometanu. Aktywność Ministerstwa Klimatu jest w tych dziedzinach zauważalna, rzadko się zdarza, by strona rządowa tak dobrze współpracowała ze społeczną. Choć wiemy, że resort jest przeciążony i możliwości ma jednak ograniczone”.

Piotr Hofman, prezes Grupy Inwest, stwierdził, że wspieranie innowacji pozwoli ominąć pięć pułapek rozwojowych wskazanych przez premiera Mateusza Morawieckiego. To, przede wszystkim, zagrożenie wejścia w strefę średniego rozwoju oraz przeciętnego produktu. Pierwszą można ominąć wdrażając innowacyjne rozwiązania w zarządzaniu, druga wymaga firmy, marki, produktu o zasięgu najlepiej globalnym, a co najmniej – europejskim.

„Na razie polskie małe i średnie firmy nie są w stanie konkurować z globalnymi czempionami, brakuje im zarówno kapitału finansowego, jak i ludzkiego. Dlatego tak ważna jest rola szkolnictwa, które musi ewoluować i reagować na potrzeby przedsiębiorstw i zmiany w otoczeniu biznesowym” – podkreślił Hoffman.

Piotr Palutkiewicz, wiceprezes Warsaw Enterprise Institute, wyjaśnił, że firmy nie włączają się w proces deregulacji, bo zatrudnione w nich osoby zajęte są „gaszeniem pożarów”, czyli reagowaniem na wciąż zmieniające się, bieżące uwarunkowania rynkowe.
Na zakończenie poseł Bartłomiej Wróblewski stwierdził, że zmiany w gospodarce wymuszane są zarówno przez postęp technologiczny, jak i oczekiwania społeczne.

„Aby wyjść z pułapki nadmiernej regulacji trzeba stabilizować prawo na określony czas: pięciu, dziesięciu czy nawet piętnastu lat – podkreślił Bartłomiej Wróblewski. – I musi to dotyczyć nie tylko inwestorów zagranicznych, ale także krajowych”.

Uczestnicy drugiego panelu zastanawiali się z kolei, czy wdrażanie w polskich przedsiębiorstwach takich rozwiązań jak ESG (skrót od ang. Environmental, Social Responsibility, Corporate Governance, czyli środowisko, społeczna odpowiedzialność, ład korporacyjny – red.), czy CSR (skrót od ang. Corporate Social Responsibility, czyli społeczna odpowiedzialność biznesu) to w polskich warunkach jedynie moda, czy już konieczność.

W dyskusji wzięli udział Alicja Tatarczuk, Public Affairs & CSR Manager w Huawei Polska sp. z o.o., Kamil Rybikowski, radca w Biurze Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorstw, Juliusz Bolek, przewodniczący Rady Dyrektorów w Instytucie Biznesu, Robert Kamiński, prezes zarządu w spółce Dine2Door oraz Damian Kuraś, dyrektor Instytutu ESG.
Źródło informacji: PAP MediaRoom

Akcjonariusze Columbus Energy zdecydują o emisji akcji

Akcjonariusze Columbus Energy S.A., wiodącego dostawcy usług na rynku nowoczesnej energetyki, zdecydują o emisji akcji serii F z wyłączeniem prawa poboru. Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy zwołane w tej sprawie odbędzie się 13 grudnia br. w siedzibie Spółki. Zdaniem Zarządu, Emisja Akcji Serii F oraz przeprowadzenie oferty publicznej pozwolą na pozyskanie dodatkowych środków finansowych umożliwiających dalszy rozwój działalności Spółki oraz realizację celów biznesowych o charakterze strategicznym Spółki.

Pozytywna decyzja Akcjonariuszy pozwoli Spółce pozyskać nawet 450-550 mln zł oraz ubiegać się o wprowadzenie akcji na Rynku Głównym GPW. Emisja akcji oraz IPO jest jednym ze scenariuszy pozyskania finansowania rozpatrywanym przez Zarząd.

Ostatnie kwartały były okresem bardzo dynamicznego rozwoju naszej działalności. Nowe segmenty, takie jak pompy ciepła, farmy fotowoltaiczne czy elektromobilność sukcesywnie zwiększają udział w ofercie i przychodach Spółki. Dalszy dynamiczny rozwój  wymaga określonych nakładów, w związku z czym rozpatrujemy różne scenariusze finansowania, a IPO jest jednym z nich. Porządek obrad najbliższego Walnego Zgromadzenia przewiduje punkt dotyczący emisji akcji i dopuszczenia akcji Spółki do obrotu na rynku regulowanym GPW, jednak ostateczna decyzja zostanie podjęta przez Akcjonariuszy Spółki na NWZA. Podobnie,  jeśli chodzi o cenę emisyjną – będziemy rozważać różne scenariusze, ale na pewno nie mniejsze niż wycena rynku kapitałowego, wycena wewnętrzna Spółki i oczywiście wycena inwestorów docelowych – mówi Dawid Zieliński, Prezes Columbus Energy S.A.

Spółka przez trzy kwartały 2021 r. wypracowała 508 mln zł przychodów, co stanowi wzrost o 8 proc. r/r. W raportowanym okresie Columbus Energy odnotował znaczny wzrost sprzedaży pomp ciepła – w pierwszych trzech kwartałach 2021 r. sprzedaż w tym segmencie wzrosła o 2514 proc. i wygenerowała prawie 34 mln zł przychodów.

Grupa Śnieżka podsumowuje sezon 2021 na rynku farb i lakierów

Grupa Śnieżka opublikowała wyniki za III kwartał 2021 r., wieńczące tegoroczny sezon remontowo-budowlany. Osiągnięte wyniki są niższe niż rok wcześniej, m.in. ze względu na nieco mniejszy popyt na wyroby dekoracyjne oraz bezprecedensowe podwyżki cen surowców.

W okresie styczeń–wrzesień 2021 r. Grupa Śnieżka wypracowała przychody ze sprzedaży w wysokości 650,4 mln zł, tj. o 4,7% niższe niż rok wcześniej. Sprzedaż zrealizowana w Polsce w pierwszych trzech kwartałach br. wyniosła 434,3 mln zł. To tylko nieznacznie mniej (-0,9%) niż w ub.r. – czyli w czasie rekordowego sezonu, w którym Polacy bardzo chętnie przeprowadzali remonty w związku zamknięciem gospodarki i przejściem wielu firm na pracę zdalną.

Dynamika sprzedaży osiągnięta przez Grupę Śnieżka na rynku polskim jest jednak lepsza niż dla całego rynku farb i produktów do drewna, który względem ubiegłego roku skurczył się zarówno pod względem wartości, jak i wolumenu. Wynik Grupy w Polsce to rezultat aktywności marketingowo-sprzedażowej, utrzymywania się trendu wybierania droższych, lepszych jakościowo produktów (wyższa sprzedaż farb marki Magnat oraz produktów do drewna marki Vidaron) oraz odpowiednio kształtowanej polityki cenowej.

Dobre wyniki sprzedaży Grupa Śnieżka osiągnęła także na Ukrainie, gdzie przychody (w przeliczeniu na złote) po pierwszych trzech kwartałach 2021 r. wyniosły 62,7 mln (+0,5% r/r). Byłyby one wyższe, gdyby nie niższy rok do roku kurs UAH/PLN, po którym przeliczane są wyniki uzyskiwane na ukraińskim rynku. Na całościowych wynikach sezonu zaważyły przede wszystkim niższe przychody na Węgrzech (117,0 mln zł, -13,1% r/r) oraz na Białorusi (13,8 mln zł, -29,4% r/r).

Kolejny sezon z pandemią w tle

Zakończony niedawno sezon remontowo-budowlany różnił się od dotychczasowych. Z jednej strony był pozbawiony głównej przyczyny szturmu na sklepy budowlane i boomu remontowego, obserwowanego zwłaszcza w maju i czerwcu ubiegłego roku – czyli lockdownów, wprowadzonych wskutek walki z pandemią COVID-19. Z drugiej strony odraczane wówczas wydatki klientów na inne cele, w tym roku zaczęły być realizowane, wpływając na zakupy materiałów remontowych.

Z kolei źródłem dodatkowych kosztów dla producentów jest w tym roku sytuacja na rynku surowców. Szczególnie w połączeniu ze wzrostem kursu EUR/PLN, który dodatkowo zwiększył koszt zakupu surowców używanych do produkcji. Negatywnie na wyniki Grupy wpłynęły również wahania i zmiany kursów walut, w których rozliczane są kontrakty Grupy, szczególnie ukraińskiej hrywny (UAH) i białoruskiego rubla (BYN).

W rezultacie w ciągu pierwszych trzech kwartałów 2021 r. Grupa Śnieżka osiągnęła skonsolidowany zysk netto w wysokości 64,3 mln zł (-26,9% r/r), zysk na działalności operacyjnej w wysokości 76,6 mln zł (-28,5 r/r) i wynik EBITDA w wysokości 103,4 mln zł (-21,8% r/r). Zysk netto przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej wyniósł 59,8 mln zł (-25,7% r/r).

Za nami bardzo nietypowy sezon, w tym bezprecedensowa skala wzrostu cen surowców i opakowań oraz nieco niższy popyt na wyroby dekoracyjne będący pokłosiem ubiegłorocznego boomu remontowego. W kontekście wyzwań, z którymi przyszło nam się mierzyć, wyniki Grupy Śnieżka za pierwsze trzy kwartały 2021, także na tle rynku, oceniam pozytywnie – skomentował wyniki Piotr Mikrut, prezes zarządu FFiL Śnieżka SA.

Po zakończeniu tzw. wysokiego sezonu, Grupa przygotowuje się na kolejny. W roku 2022 zakończy się rekordowy w historii Śnieżki cykl inwestycyjny, w ramach którego największe nakłady zostały i w najbliższych kilku kwartałach będą poniesione na ukończenie nowego Centrum Logistycznego w Zawadzie k. Dębicy. Jego oddanie do użytku jest zaplanowane na pierwszy kwartał 2022 roku.

Ceny energii rosną jak szalone. Cyfryzacja spowolni?

Przyśpieszona cyfryzacja niefortunnie zbiegła się w czasie z transformacją energetyczną, wzrostem cen gazu oraz kosztów emisji CO2. Dla firm oznacza to w długofalowej perspektywie jedno: utrzymanie infrastruktury IT będzie coraz droższe, a długo odkładane inwestycje w zieloną energię staną się niezbędne.

Tanio już było — tak można określić sytuację na rynku energii. Ceny prądu w całej Europie rosną jak szalone. W Niemczech koszt energii na giełdzie wzrósł od stycznia o około 140 procent, we Włoszech o 340 procent. W Polsce według danych Towarowej Giełdy Energii ceny prądu są najwyższe od 20 lat, a w porównaniu do wiosny 2020 roku prąd jest obecnie sprzedawany trzykrotnie drożej. To jednak nie koniec złych wiadomości.

Podwyżki na horyzoncie

W przyszłym roku zapowiadana przez rząd kilkunastoprocentowa podwyżka opłat nie pozostawia wątpliwości — musimy przygotować się na wyższe ceny. Chodzi zarówno o konsumentów indywidualnych, jak i koszty dla firm. To zła informacja w perspektywie cyfryzacji i inwestycji w nowe technologie, bo koszt energii elektrycznej to obok kosztów zakupu infrastruktury jedna z najważniejszych pozycji na liście wydatków IT. Do tej pory jednak ten koszt był niewysoki.  Szczególnie na tle innych krajów UE.

— Energia elektryczna była w Polsce przez wiele lat znacząco tańsza niż w Europie Zachodniej, w efekcie nie było presji na odpowiednie inwestycje w rozwiązania ograniczające zużycie prądu. Dziś te decyzje mają swoje konsekwencje w postaci wyższych rachunków za energię. Szczególnie widoczne jest to w przypadku niższej klasy biurowców czy serwerowni. Niestety, nic nie wskazuje na obniżkę cen prądu w najbliższym czasie. Powinniśmy raczej przygotować się na dalsze wzrosty będące wypadkową sytuacji międzynarodowej, cen gazu i opłat za emisję CO2. W dłuższym terminie ceny zaczną spadać, o ile przyspieszymy działania na rzecz wdrażania odnawialnych źródeł energii oraz modernizowania i rozszerzania infrastruktury energetycznej, w tym instalowania tzw. mikrosieci energetycznych oraz lokalnych magazynów energii — zwraca uwagę Małgorzata Kasperska z firmy Schneider Electric Polska.

Podwyżki dobrze ilustrują dane Eurostatu, które jasno pokazują, jak zmieniały się ceny energii w Europie. W Polsce w latach 2014-2021 ceny prądu dla klientów komercyjnych wzrosły o ponad 32,3%. W Niemczech w podobnym czasie cena za 1 kWh wzrosła o 13,1%.  Prawdziwą skalę problemu widać jednak w dłuższym okresie. U naszego zachodniego sąsiada od 2010 roku prąd podrożał o niemalże 50%, a w Polsce tylko o około 12,5%. Prąd wciąż jest u nas dużo tańszy niż w Europie Zachodniej (na razie), ale z drugiej strony w większości pochodzi on z elektrowni węglowych. To może zwiastować dalsze podwyżki w perspektywie kolejnych lat.

Tabela 1 Średnie ceny 1 kW na podstawie powszechnie dostępnych danych w serwisie Eurostat.Średnie ceny 1 kW na podstawie powszechnie dostępnych danych w serwisie Eurostat

*Za cenę 1 kWh w Wielkiej Brytanii w I połowie 2021 na potrzeby tabeli uznaliśmy średnią cenę podaną przez brytyjski portal rządowy za okres I kwartału 2021 roku.

Pogodzić się z zieloną energią

Według raportu Aurora Energy Research wykonanego na zlecenie European Climate Foundation, jeśli nie uda się przyspieszyć rozwoju odnawialnych źródeł energii w Europie, ceny uprawnień do emisji CO2 wzrosną o 80%. Natomiast według Instytutu Energii Odnawialnej IEO ceny na polskim rynku nie ustabilizują się do 2025 roku ani nie zaczną spadać przed 2035. Odczują to wszystkie firmy. Za przykład może posłużyć sektor centrów danych. Aktualnie odpowiada on za 2% globalnej konsumpcji energii i wytwarza mniej więcej tyle CO2, co branża lotnicza.

— Przejście na zieloną energię jest nieuniknione. Po pierwsze, narasta presja regulacyjna ze strony państw i Unii Europejskiej. Chodzi o takie inicjatywy jak Europejska Koalicja na Rzecz Ekologicznej Cyfryzacji, które mają za zadanie zdekarbonizować sektor IT do 2040 roku, albo o nowe przepisy i standardy, które pozwolą klientom centrów danych sprawdzić, jaką ich partnerzy osiągają efektywność energetyczną i emisje CO2. Obok regulacji, coraz częściej pojawiają się głosy za tym, żeby na różne sposoby wymuszać modernizacje obiektów. Na przykład niedawno irlandzcy naukowcy postulowali odcięcie emisyjnych centrów danych od publicznej sieci energetycznej w przypadku zimowych niedoborów energii — zwraca uwagę Wojciech Stramski, CEO Beyond.pl, data center zasilanego wyłącznie energią ze źródeł odnawialnych.

Zmiany wymuszą też klienci. Według CloudBolt, 68% dużych firm IT wybierając dostawców usług data center i cloud, bierze pod uwagę ich podejście do środowiska i zrównoważonego rozwoju. 79% jest gotowych dopłacić do energii z OZE.

Zmniejszyć PUE

Jednym z kluczowych dla serwerowni czynników jest efektywność energetyczna, którą najczęściej mierzy się współczynnikiem PUE. W dużym uproszczeniu — im niższe jest PUE, tym mniej prądu zużywa obiekt na zasilenie infrastruktury IT i utrzymanie całego obiektu, a klient płaci niższe rachunki za energię.

Według Uptime Institute od 2018 roku średnia wartość PUE centrów danych nie uległa poprawie (w skali światowej). Od 2018, z wyjątkiem skoku w 2019 roku, PUE plasuje się na poziomie ok. 1.57/1.58. Oznacza to, że na każdą 1 kWh konsumowaną przez serwer średnio centra danych konsumują 1.57 kWh. To dotyczy jednak przede wszystkim wyspecjalizowanych centrów danych. Mniejsze, lokalne serwerownie mogą mieć PUE na znacznie wyższym poziomie.

Koszty energii elektrycznej, obok kosztów sprzętowych i osobowych, stanowią największą pozycję na liście wydatków firm ponoszonych na utrzymanie infrastruktury IT. W polskich warunkach były one jednak do tej pory relatywnie niewysokie. Aktualnie rosnące ceny energii mogą z jednej strony przystopować część projektów tam, gdzie budżet nie przewidywał istotnego wzrostu wydatków na technologie, z drugiej zachęcić do poszukiwania nowych rozwiązań ograniczających zużycie energii — zwraca uwagę Wojciech Stramski.    

Pozostaje jeszcze kwestia lepszego zarządzania własnymi zasobami, których poziom jest bardzo różny w zależności od dostawcy usług. Monitorowanie PUE i konsumpcji energii ciągle nie jest standardem, które mierzy kolejno 70% i 82% obiektów (dane Uptime Institute). Wynika z tego, że prawie co 5 operator nie ma pojęcia, ile zużywa najbardziej kluczowego zasobu, jakim jest prąd. Do tego tylko połowa (51%) mierzy zużycie wody. Zaledwie 40% mierzy stopień wykorzystania serwerów, a jeszcze mniej monitoruje produkcję dwutlenku węgla (33%) i elektrośmieci (25%).

Idą zmiany

Większość profesjonalnych centrów danych operujących w Polsce czy w krajach sąsiednich jak Niemcy operuje na poziomie PUE 1.5-1.6, jednak te wyniki są tylko pewną średnią. W ciągu ostatnich lat zbudowano wiele nowoczesnych i efektywnych energetycznie serwerowni. Niektóre z nich mogą pochwalić się wskaźnikiem PUE na poziomie 1.3 lub niższym.

Na przykład Google do 2030 roku zamierza całkowicie przejść na bez emisyjne źródła energii i posiadać obiekty z PUE na poziomie 1.12. Zielonym centrum danych może pochwalić się również Polska, na którego terenie działają serwerownie Beyond.pl utrzymywane wyłącznie z energii pochodzącej z OZE. Data Center 2 Beyond.pl to jedna z najbardziej efektywnych energetycznie serwerowni w Europie, z PUE na poziomie 1.2.

Aktualnie jest wiele rozwiązań technologicznych, które wspierają mniejsze zużycie prądu i obniżenie produkcji CO2. Jednym z przykładów jest wymiana systemu chłodzenia na zaawansowaną architekturę free cooling, która aż o 25% zmniejsza zużycie energii elektrycznej — zwraca uwagę Małgorzata Kasperska, wiceprezes Secure Power Division MEE Cluster Poland z Schneider Electric Polska.

Jeżeli chcemy osiągnąć neutralność klimatyczną, takich data center w przyszłości powinno powstać zdecydowanie więcej, zwłaszcza jeśli spojrzymy na efektywność niewyspecjalizowanych obiektów. Typowe serwerownie mieszczące się w budynkach firmowych, w biurowcach lub przy fabrykach, nierzadko mają efektywność przewyższającą poziom 2.0 PUE. Ich użytkownicy jako pierwsi odczują wzrost cen energii i zwiększenie kosztów utrzymania infrastruktury IT.

Ceny luksusowych nieruchomości na świecie cały czas rosną

Publikowany kwartalnie przez firmę Knight Frank indeks Prime Global Cities Index Q3 2021, śledzący ceny nieruchomości luksusowych w 45 największych miastach na świecie, na koniec września 2021, czyli III kwartału, w ujęciu r/r, zanotował średni wzrost cen tych nieruchomości o 9,5%. Główne wnioski płynące z zestawienia i raportu to:

  • Ceny nieruchomości luksusowych na świecie wzrosły średnio o 9,5% w okresie 12 miesięcy do września 2021 roku.
  • Najwyższy wzrost cen, o 26,4% na koniec III kw. r/r, został odnotowany w Miami.
  • 85% miast z zestawienia odnotowało wzrost cen nieruchomości luksusowych na koniec III kwartału 2021 r/r.
  • 35% miast z zestawienia odnotowało wzrost cen nieruchomości luksusowych o ponad 10% w ciągu 12 miesięcy.
  • Spośród europejskich miast najwyższe wzrosty cen w tym okresie zanotowały: Sztokholm (+11%), Genewa (+10,8%), Edynburg (+8,5%), Zurych (+7,6%), Monako (+5%), Dublin (+4,9%), Berlin (+4,7%), Frankfurt (+4,5%), Wiedeń (+3,6%), Paryż (+3,1%), Lizbona (2,4%), Madryt (+2%), Londyn (+0,7%).

Perspektywy zaostrzanej polityki monetarnej i fiskalnej państw i luzowanie obostrzeń dotyczących podróżowania wpłynęły na zwiększone zainteresowanie kupujących inwestowaniem w nieruchomości luksusowe.

Miami ze wzrostem cen nieruchomości luksusowych na poziomie 26,4% jest na szczycie indeksu po raz pierwszy.  Poszukiwanie większego miejsca zamieszkania, perspektywa zamieszkania na wybrzeżu oraz niskie podatki na Florydzie były głównymi czynnikami, które wpłynęły za wzrost zainteresowania nieruchomościami w tym regionie ze strony osób pracujących zdalnie.

Jednakże ceny nie rosną wszędzie. Wybrane światowe metropolie, Nowy Jork (-1,8%) i Dubaj (-3,6%), już kolejny kwartał notują spadki cen. Co prawda ceny odbijają się względem II kwartału 2021 roku, więc można przypuszczać, że po otwarciu granic USA dla obcokrajowców w listopadzie popyt za strony kupujących zacznie rosnąć jeszcze szybciej.

Wyzwania, które powstrzymują europejskie firmy przed digitalizacją ich biznesu

Brak umiejętności technologicznych (27%), opór przed zmianą funkcjonowania organizacji (26%) i brak przejrzystej strategii cyfryzacji (23%) to główne wyzwania, które powstrzymują europejskie firmy przed digitalizacją ich biznesu. Wynika to z badania przygotowanego dla Fellowmind, wiodącego w Europie partnera Microsoft, który pomaga organizacjom wkroczyć do cyfrowego świata dzięki rozwiązaniom chmurowym. The People & Technology Report 2022, zrealizowany przez agencję badawczą Markteffect wśród ponad 3000 managerów i specjalistów IT z 6 krajów europejskich, pokazuje również, że 49% ankietowanych zainwestowało w narzędzia umożliwiające pracę online. Co więcej, ponad jedna trzecia respondentów edukuje i inspiruje swoich pracowników, aby napędzić cyfrową transformację, a 31% zatrudnia specjalistów z doświadczeniem lub tzw. cyfrowych tubylców, przygotowując się na przyszłość.

Żyjemy w fascynujących czasach, w których cyfryzacja idzie w parze ze zmianą kulturową. Wyniki naszego badania pokazują, że chociaż świat po pandemii staje się wyraźnie cyfrowy, wiele firm początkowo nie było przygotowanych na zmiany. W ciągu ostatniego półtora roku organizacje zrealizowały liczne inwestycje w infrastrukturę cyfrową i zwiększenie kompetencji technologicznych pracowników. Ten wniosek potwierdza naszą wizję, że biznes niecyfrowy zniknie w ciągu kilku lat, ponieważ już dziś technologia odgrywa istotną rolę w każdej organizacji. Mając to na uwadze, ważne jest, aby ludzie zrozumieli nowoczesne rozwiązania i skorzystali z ich pomocy. Naszą misją jest wspieranie klientów w transformacji ich biznesu, wkraczając w erę cyfrową, gdzie człowiek i technologia idą w jednym kierunku. – Emiel Putman, założyciel i CEO Fellowmind

Wpływ COVID-19

Jak wynika z badania People & Technology Report 2022, 86% respondentów z Polski przyznaje, że COVID-19 wzmocnił trend na cyfrową transformację. Pandemia w najmniejszym stopniu wpłynęła na przyspieszenie procesów digitalizacyjnych w Holandii – blisko 30% respondentów przyznało, że trwająca pandemia nie warunkowała tempa cyfryzacji w ich firmach.

Najczęściej wykorzystywanym sposobem na wdrażanie innowacji i przyspieszenie digitalizacji w większych organizacjach (ponad 1000 pracowników) okazało się inwestowanie w zespół. Prawie połowa (43%) decydentów w obszarze IT zatrudnia specjalistów na stanowiska seniorskie, a 44% rekrutuje cyfrowych tubylców. Blisko 38% respondentów decyduje się na szkolenie i inspirowanie zespołu, podczas gdy na przyjmowanie nowych pracowników stawia 31% z nich.

Raport pokazuje, że polskie firmy najchętniej napędzają cyfrową transformację poprzez wewnętrzne szkolenia i inspirowanie pracowników. Na takie rozwiązanie stawia 40% ankietowanych. Wyraźnie mniejszą popularnością cieszy się zatrudnianie specjalistów, na które decyduje się 24% organizacji. Prawdopodobnie dysproporcja wynika z chęci utrzymania ciągłości biznesu, a także braku poszukiwanych kompetencji na rynku i utrudnionych procesów rekrutacyjnych. – Daniel Olejniczak, Fellowmind Poland

Fińskie i duńskie firmy w czołówce pod względem IA

Około połowa ankietowanych (46%) z badanych krajów (Holandia, Niemcy, Szwecja, Polska, Dania i Finlandia) wykorzystuje sztuczną inteligencję w komunikacji z klientami lub własnych usługach. Pod tym względem wyraźnie przodują Finlandia (76%) i Dania (73%). Ponadto prawie trzy czwarte fińskich i duńskich managerów i specjalistów IT korzysta z robotyki. Średnia dla wszystkich lokalizacji to 43%.

Dla porównania mniej niż jedna czwarta respondentów w Holandii korzysta ze sztucznej inteligencji (22%) lub robotyki (22%). Co więcej, blisko połowa decydentów nie ma w planach inwestycji w takie rozwiązania. Brak zainteresowania wynika przede wszystkim z obaw o wysokie koszty wdrożenia i niedostrzegania realnych korzyści.

Aktualnie z rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji korzysta w Polsce 31% organizacji. Optymizmem napawa fakt, że blisko 40% firm jeszcze ich nie wdrożyło, ale ma to w planach. Ponad trzy czwarte respondentów deklaruje, że inwestycja nastąpi w ciągu 2 lat. Polski biznes coraz częściej docenia korzyści związane z implementacją nowoczesnych technologii i nic nie wskazuje na to, aby cyfrowa transformacja miała się zatrzymać – Daniel Olejniczak, Fellowmind Poland

Sztuczna inteligencja popularna wśród największych firm i w branży finansowej

Sztuczna inteligencja oraz robotyka są na ogół bardziej rozpowszechnione wśród największych organizacji, głównie ze względu na większe budżety i chęć inwestowania środków. Ponad połowa respondentów z mniejszych firm (2-50 pracowników) nie korzysta z rozwiązań AI (52%) czy robotyki (59%). Najczęściej rezygnują z wdrażania tego rodzaju innowacji, ponieważ nie dostrzegają związanych z tym korzyści.

Z raportu Fellowmind wynika, że ponad trzy czwarte ankietowanych reprezentujących sektor finansowy (76%) korzysta z narzędzi na bazie sztucznej inteligencji, aby poprawić komunikację z klientami lub swoje usługi. Niewiele mniej (70%) respondentów deklaruje wspieranie procesów biznesowych robotyką. Takie rezultaty zdecydowanie wyróżniają rynek finansowy na tle pozostałych. Średnia dla reszty branż, zarówno w przypadku AI, jak i robotyki, nie przekracza 50%.

Zonifero pozyskało 2,35 mln zł w ramach oferty publicznej

W zakończonej właśnie ofercie publicznej 101 inwestorów zainwestowało w akcje startupu Zonifero poprzez platformę crowdfundingową StockAmbit. Spółka osiągnęła 94% celu maksimum pozyskując z rynku w sumie 2.350.450 zł. Zonifero to cyfrowa platforma zapewniająca wsparcie pracownikom i pracodawcom w nowej rzeczywistości pracy hybrydowej. Ambicją startupu jest w przeciągu 5 lat znaleźć się w globalnym top 3 światowych rozwiązań technologicznych wspierających pracę biurową, a przeprowadzona zbiórka publiczna stanowiła ważny krok w tym kierunku. zonifero

Zapisy na akcje Zonifero przy wycenie pre-money na poziomie 12 mln zł trwały od 26 października do 9 listopada. Do głównych czynników budujących wartość spółki należą przede wszystkim zrealizowane już wdrożenia w biurowcach czołowych deweloperów w Polsce (Echo Investment, Cavatina Holding, Skanska), wspieranie pracowników najbardziej innowacyjnych pracodawców na rynku (Żabka, Avon, Wirtualna Polska, Aion Bank) oraz potencjał rozwoju dzięki synergiom w obszarach PropTech, WorkTech i HRTech.  Środki z oferty publicznej będą dedykowane zwiększeniu skali działania Zonifero poprzez dalszy rozwój oprogramowania oraz rozbudowę globalnych kanałów sprzedaży.

Chciałbym podziękować inwestorom za zaufanie, jakim nas obdarzyli. Wasze zaangażowanie pozwoli nam nadal rosnąć i rozwijać nasze dziś już wspólne przedsięwzięcie. Nabywając akcje staliście się częścią naszej Zoniferowej społeczności jako współwłaściciele firmy. Dla mnie to nie tylko duża odpowiedzialność, ale przede wszystkim ogromne wyzwanie. Z Wami na pokładzie rozpoczynamy proces zmian, które mają zapewnić nam dynamiczny rozwój na globalną skalę. Jednak wszystko to, nie byłoby możliwe bez zespołu, który mamy na pokładzie, któremu także chciałem bardzo podziękować za dotychczas wykonaną pracę – mówi Jacek Ratajczak, CEO Zonifero.

Zakończona z sukcesem kampania pozwoli spółce w pierwszej kolejności na poprawienie Customer Experience aplikacji, czyli udoskonalenie sposobu korzystania przez użytkowników z samego rozwiązania. Kolejnym celem będzie uruchomienie wersji aplikacji w modelu self-service SaaS, który pozwoli szybciej wdrażać rozwiązanie u klientów, niezależnie od ich lokalizacji. Zmiana ta jest kluczowym elementem w globalnej strategii rozwoju sprzedaży Zonifero. Dzięki niej klienci będą mogli samodzielnie wdrażać rozwiązanie w jego podstawowej wersji, co z kolei przyczyni się do popularyzacji produktu. Trzeci element, na który spółka zamierza przeznaczyć pozyskane środki, to skalowanie biznesu na globalnych rynkach.

Obecnie z aplikacji Zonifero korzysta ponad 20 tys. użytkowników, a powierzchnia biur wyposażonych w rozwiązanie przekracza 200 tys. mkw. Zonifero pozwala pracownikom między innymi na zarezerwowanie tak zwanego gorącego biurka, sali konferencyjnej czy miejsca parkingowego.  Spółka realizowała z sukcesem wdrożenia nie tylko w Polsce, ale również w Singapurze, we Francji, na Węgrzech, w Czechach i Belgii.

W kolejnym kroku Zonifero zamierza zostać spółką notowaną na rynku NewConnect. Według planów, wniosek o wprowadzenie akcji do obrotu na rynku alternatywnym warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych spółka zamierza złożyć w 2022 roku.

Pekao S.A. i KUKE S.A. wspólnie zaoferują eksporterom nowe rozwiązania

Bank Pekao i KUKE podpisały dziś porozumienie, mające na celu wdrożenie nowych produktów ubezpieczeniowych i gwarancyjnych w ramach nowego systemu wsparcia eksportu, dzięki któremu klienci Banku będą mieli zapewnioną nie tylko bezpieczną wymianę handlową, ale otrzymają dodatkowe instrumenty przyczyniające się do rozwoju ich działalności eksportowej.

Pekao S.A. współpracuje z KUKE od 2018 roku, korzystając z produktów ubezpieczeniowych w zakresie wspierania polskich eksporterów zarówno w obszarze finansowania handlu, jak
i eksportu krajowych dóbr i usług. Rozwój współpracy pomiędzy Bankiem a KUKE zaowocował w minionych latach korzystaniem przez Pekao z pełnej gamy produktów ubezpieczeniowych, dostępnych w ramach systemu gwarantowanych przez Skarb Państwa ubezpieczeń eksportowych, dzięki czemu klienci Banku zyskali kolejną możliwość zaistnienia na rynkach zagranicznych, realizując liczne kontrakty o istotnym znaczeniu i wartości dla rozwoju prowadzonych przez nich biznesów.

Celem podpisanego dziś przez Pekao S.A. i KUKE S.A. porozumienia jest wdrożenie nowego systemu wsparcia eksportu, a tym samym zapewnienie polskim przedsiębiorcom – klientom Banku dalszej bezpiecznej wymiany handlowej zarówno w kraju, jak i za granicą oraz dostarczenie im nowych instrumentów, rozszerzających wachlarz możliwości finansowania rozwoju ich działalności eksportowej. Wdrożenie nowego systemu wsparcia eksportu, dostosowanego do potrzeb przedsiębiorców, jak też instytucji finansujących, umożliwi polskim eksporterom korzystanie z instrumentów finansowania działalności bieżącej oraz inwestycyjnej, do których szerokiego dostępu nie mają póki co ich konkurencji z krajów Unii Europejskiej.

Pekao od lat niezwykle intensywnie wspiera swoich klientów w zagranicznej działalności biznesowej. Umożliwiamy im bowiem korzystanie z szerokiego portfolio produktów oraz usług finansowych, wnosząc tym samym wkład w rozwój siły polskiego eksportu
i umacnianie siły marki „Made in Poland” na świecie. Jest to element biznesowego DNA Banku Pekao od początku jego istnienia. Zacieśnienie współpracy z KUKE z pewnością będzie miało pozytywny wpływ na aktywności zagraniczne naszych klientów, którym będziemy mogli zaproponować rozwiązania jeszcze pełniej odpowiadające ich potrzebom –
powiedział Leszek Skiba, Prezes Zarządu Banku Pekao S.A.

Jednym z filarów strategii biznesowej naszego Banku jest zaangażowanie na rzecz rozwoju polskiej gospodarki, w tym ekspansji międzynarodowej krajowych przedsiębiorstw. Porozumienie zawarte pomiędzy Pekao S.A. a KUKE to kolejny krok na drodze do realizacji tego celu. Podpisane dziś memorandum sprawi, że w naszej ofercie – obok klasycznych produktów finansowania zagranicznych polskich dóbr o charakterze inwestycyjnym – znajdą się również kredyty przeznaczone na finansowanie inwestycji krajowych, generujących eksport, zabezpieczone przez KUKE gwarancjami ubezpieczeniowymi czy też instrumenty finansowania dłużnego przeznaczone na zakup aktywów zagranicznych, korzystające ze wsparcia w postaci polisy ubezpieczeniowej. W ramach finansowania działalności obrotowej, związanej z realizacją kontraktów eksportowych, będziemy mogli zaoferować także produkty kredytowe finansujące łańcuch dostaw z zabezpieczeniem w postaci gwarancji – podkreśla Jerzy Kwieciński, Wiceprezes Banku Pekao S.A., nadzorujący Pion Bankowości Korporacyjnej, Rynków i Bankowości Inwestycyjnej.  

Pekao S.A. –  już od kilku miesięcy – uczestniczy w procesie wdrażania znowelizowanego systemu wsparcia eksportu, wypracowując wraz z KUKE – w drodze konsultacji – warunki funkcjonowania nowych rozwiązań produktowych.

Janusz Władyczak, Prezes Zarządu KUKE, zwraca uwagę, że nowe rozwiązania pozwalają bankom znacząco rozszerzyć zakres finansowania klientów bez ponoszenia większego ryzyka, umożliwiając ich szybszy rozwój. – Polskie firmy za pośrednictwem banków zyskują możliwości zwiększające ich przewagi w rywalizacji na międzynarodowych rynkach, otrzymując dostęp do wyższych i atrakcyjniejszych cenowo kredytów na rozbudowę swojego potencjału eksportowego. Zyskują na tym wszystkie strony, w tym cała polska gospodarka i to w sytuacji istotnej niepewności na rynku wywołanej trwającą pandemią, problemami z zapewnieniem dostaw komponentów czy cenową huśtawką surowców i materiałów. Klienci Pekao S.A. otrzymują dzięki współpracy Banku z KUKE kompletny zestaw narzędzi, który zapewni im na lata bezpieczne finansowanie transakcji handlowych, transakcji przejęć na innych rynkach oraz inwestycji w kraju i za granicą – podkreśla Janusz Władyczak.

Funt najdroższy od ponad 5 lat

Złotówka wciąż jest w odwrocie z powodu ucieczki kapitału ze strefy euro. Zyskuje nie tylko dolar, któremu dane pozwalają osiągać kolejne szczyty. Na fali wzrostu oczekiwań podwyżek stóp w górę idzie funt i notuje istotne rekordy.

Lepsze dane pchają dolara

Ostatnimi dniami niemal codziennie widzimy nowe szczyty dolara. Wczorajsze zawdzięczamy najprawdopodobniej dobrym danym makroekonomicznym. Sprzedaż detaliczna rośnie o 1,7% wobec oczekiwanych 1,4%. Z kolei produkcja przemysłowa wzrosła o 1,6% wobec oczekiwanych 0,7%. Efektem tych danych jest dalsze umacnianie się dolara. Za jedno euro płaci się już tylko dolara i trzynaście centów. Dolar drożeje również względem złotego. Jego cena osiągnęła dzisiaj już 4,12 zł.

Wzrost cen na Wyspach

Rano poznaliśmy wskaźnik inflacji w Wielkiej Brytanii. Jak niemal wszystkie odczyty w tym miesiącu również ten przekroczył oczekiwania analityków. Ceny rosną o 4,2% w ujęciu rocznym, co jest wzrostem o ponad procent w skali miesiąca. Analitycy przyjmują to jednak za dobrą wiadomość, widząc przestrzeń do podwyżek stóp procentowych na Wyspach. To właśnie te oczekiwania powodują, że funt zyskuje na wartości. Wzrosty są na tyle silne, że jesteśmy obecnie świadkami kolejnych maksimów funta względem euro od początku brexitu. Funt jest również najdroższy względem złotego osiągając 5,53 czyli najwyższy poziom od ponad 5 lat.

Węgrzy podnoszą stopy procentowe

Bank Węgier kontynuuje politykę stabilnych, aczkolwiek wolnych, wzrostów stóp procentowych. Na wczorajszym posiedzeniu podniesiono stopy zgodnie z oczekiwaniami o 0,3%. Wartość ta może wydawać się relatywnie nieduża, ale trzeba pamiętać, że Węgrzy konsekwentnie podnoszą stawki. Obecnie wynosi ona 2,1% i jest o 0,85% wyższa niż w Polsce. Ruch ten został doceniony przez rynki, a forint zyskiwał po publikacji. Najwyraźniej część inwestorów obstawiała niższy wzrost stóp na tym posiedzeniu. Poprzednim razem stopy rosły o 0,15%, aczkolwiek przyspieszenie inflacji z pewnością powoduje większą presję na wzrost stóp.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – Kanada – inflacja konsumencka,
14:30 – USA – pozwolenia na budowę domów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

65% konsumentów wybierze centrum handlowe posiadające politykę zrównoważonego rozwoju i dbające o środowisko

Ponad 70% właścicieli lub zarządców centrów handlowych potwierdza, że w ich firmach została wdrożona polityka zrównoważonego rozwoju, a 85%, że w strategii ich firm uwzględniony został zrównoważony rozwój w bieżącym zarządzaniu projektami – wynika z raportu “ESG w branży nieruchomości handlowych” przygotowanego przez firmę doradczą PwC we współpracy z Polską Radą Centrów Handlowych oraz Inquiry. Raport przedstawia wyniki dwóch niezależnych ankiet dotyczących kwestii zrównoważonego rozwoju: jednej przeprowadzonej wśród właścicieli i zarządców obiektów handlowych oraz innych firm działających w branży centrów handlowych oraz drugiej skierowanej do konsumentów. 65% z ankietowanych przez agencję Inquiry konsumentów deklaruje, że wybierze centrum handlowe posiadające politykę zrównoważonego rozwoju i dbające o środowisko, a prawie 60% konsumentów jest gotowych zmienić swoje centrum handlowe na inne, gdyby wdrażało politykę ESG.  

ESG to skrót oznaczający czynniki, w oparciu o które są tworzone wskaźniki i oceny pozafinansowe m.in. przedsiębiorstw. Skrót pochodzi od słów: Environmental (środowisko), Social (ład społeczny) oraz Corporate Governance (ład korporacyjny). Rynki finansowe, inwestorzy i zarządzający stosują je do oceny działań firm, przyszłych wyników finansowych i ekspozycji na ryzyka wewnętrzne i zewnętrzne, gdyż pozwalają uzyskać pełniejszą i wiarygodniejsza informację o kondycji firmy, jej zarządzaniu, relacji z interesariuszami oraz długoterminowym profilu przychodów i ryzyk. Autorzy raportu wskazują, że elementy związane z ESG już teraz stanowią istotną część zrównoważonego modelu biznesowego firm działających w sektorze nieruchomości komercyjnych.

Spojrzenie makroekonomiczne

Liczne regulacje unijne i krajowe, a także rekomendacje instytucji międzynarodowych napędzają trwającą globalnie transformację gospodarek światowych w kierunku odpowiedzialnego, zrównoważonego biznesu, a Unia Europejska dąży do przekierowania kapitału (np. w formie dotacji) w kierunku przedsiębiorców uwzględniających czynniki ESG w swojej działalności. Te dwa aspekty motywują wiele firm do zajęcia się tematem i wdrożenia ESG.

„W najbliższych latach sukces przedsiębiorstwa nie będzie możliwy bez uwzględnienia czynników ESG w codziennym funkcjonowaniu. Co więcej, firmy, które w rzetelny sposób wdrożą strategie oparte na zrównoważonym rozwoju, zyskają w perspektywie długoterminowej. Ich postrzeganie oraz wycena rynkowa zdecydowanie się umocnią” – mówi Kinga Barchoń, partner w PwC.

„Środowisko regulacyjne dla obszaru zrównoważonego rozwoju szybko się tworzy na poziomie unijnym, jak i krajowym oraz jest dobrym wyznacznikiem nadchodzących zmian w sferze biznesu” – dodaje Cezary Żelaźnicki, partner zarządzający w PwC Legal.

Według ankietowanych zarządców najważniejszymi zagadnieniami dla zrównoważonego rozwoju nieruchomości jest zmniejszenie ilości odpadów oraz pozyskiwanie energii ze źródeł alternatywnych. Ważne są również optymalizacja budynku i jego otoczenia oraz działania marketingowe dla zrównoważonego rozwoju. Kolejnym, mniej istotnym w ich ocenie zagadnieniem jest ograniczanie ruchu samochodami spalinowymi osób dojeżdżających do obiektów handlowych. Eksperci Polskiej Rady Centrów Handlowych podkreślają między innymi aspekty skłaniające zarządców i właścicieli centrów handlowych do modernizacji budynków w kierunku zrównoważonego rozwoju. Z badania przeprowadzonego przez stowarzyszenie wynika, że klienci oraz najemcy oczekują zmian w tym zakresie, a centra handlowe chętnie zwracają swoje zainteresowanie w kierunku optymalizacji (np. zużycia mediów, segregacji odpadów). PRCH podkreśla także, że instytucje finansujące centra handlowe stosują zachęty w tym zakresie udzielając np. korzystniejszych kredytów podmiotom, których polityka lepiej realizuje cele klimatyczne.

Konsumenci wobec zrównoważonego rozwoju

Z wyników badań agencji Inquiry dla PRCH, przedstawionych w raporcie wynika, że 85% konsumentów uważa, że centra handlowe powinny prowadzić działania na rzecz ekologii, ochrony środowiska oraz zrównoważonego rozwoju.  Obecnie takie działania prowadzi lub zamierza prowadzić w różnym zakresie nawet 95% zarządców i właścicieli, a w działaniach marketingowych uwzględnia je w różnym stopniu 91% z nich. Dostrzega je jednak na razie  38% konsumentów (przy 24% odpowiedzi „nie pamiętam”), co pokazuje, że sposób komunikacji tych działań pozostaje dla branży ważnym wyzwaniem.

„W dobie dynamicznych przemian społecznych, kulturowych i klimatycznych jednym z najważniejszych obszarów zainteresowania dla społeczeństw, rządów, ale także dla biznesu staje się zrównoważony rozwój, czy szerzej ESG. Raportem, który przedstawiamy, chcemy zainicjować rozmowę o wspólnych dla branży celach: inwestycyjnych, operacyjnych, marketingowych, o relacjach między wynajmującymi i najemcami oraz społecznej roli obiektów.  Jej celem jest zbudowanie bazy wiedzy oraz zbioru dobrych praktyk, które w przyszłości pozwolą na odpowiedzialne i przemyślane przedstawienie rekomendacji dla polskiego sektora nieruchomości komercyjnych” – mówi Jan Dębski, Prezes Zarządu Polskiej Rady Centrów Handlowych.

Emotet powraca. Interwencja Interpolu okazała się nieskuteczna

Na początku 2021 roku Europol oraz organy ścigania ośmiu krajów połączyły siły, by zlikwidować rozproszoną infrastrukturę dystrybuującą malware Emotet. Akcja przeprowadzona w ramach Europejskiej Multidyscyplinarnej Platformy Przeciwko Zagrożeniom Przestępczym (EMPACT), była niezwykle skomplikowanym zadaniem, którego powodzenie uzależnione było od precyzyjnej koordynacji działań wszystkich służb. Niestety, najpopularniejsze szkodliwe oprogramowanie 2020 roku powróciło, a do jego dystrybucji wykorzystano malware, który jeszcze w zeszłym roku był dostarczany przez Emotet.

– Emotet, najbardziej udany botnet w historii cyberprzestrzeni, powraca po głośnym zamknięciu jego globalnej aktywności niemal 10 miesięcy temu. To właśnie Emotet był odpowiedzialny za eksplozję popularności ukierunkowanego oprogramowania ransomware, którą widzieliśmy w ciągu ostatnich trzech lat, a jego powrót może prowadzić do dalszego wzrostu liczby takich ataków – wyjaśnia Wojciech Głażewski, Country Manager firmy Check Point Software.

Jak donoszą eksperci cyberbezpieczeństwa, do nowej dystrybucji Emoteta wykorzystano obecnie najpopularniejszy na świecie typ malware’u, czyli trojana Trickbot. Co ciekawe, w przeszłości to właśnie Emotet odpowiadał za infekcje trojanem…

– Nic dziwnego, że Trickbot i jego infrastruktura są wykorzystywane do wdrażania odrodzonego Emotetu. To nie tylko skróci czas, jaki zajęłoby Emotetowi zbudowanie wystarczająco znaczącego przyczółka w sieciach na całym świecie, ale także znak, że podobnie jak za dawnych czasów, Trickbot i Emotet są zjednoczeni jako partnerzy w cyberprzestępczości – dodaje ekspert Check Pointa.

Emotet, który niegdyś funkcjonował jako trojan bankowy, stał się w pełni rozwiniętym botnetem, będąc najbardziej udanym i rozpowszechnionym złośliwym oprogramowaniem roku 2020. Dane z ThreatCloud firmy Check Point Research wskazywały, że w zeszłym roku Emotet zaraził aż 19% firm na całym świecie. Botnet zyskał swoją reputację dzięki wysoce zorganizowanemu przestępczemu modelowi biznesowemu – zamiast działać w pojedynkę, hakerzy stojący za Emotetem zdecydowali się współpracować z innymi grupami cyberprzestępczymi, twórcami Trickbota i Ryuk ransomware. Zdaniem ekspertów firmy Check Point Software, aktywność Emoteta osiągnęła szczyt w okresie od sierpnia do października 2020 roku, odnotowując średnio 47 000 prób infekcji każdego miesiąca.

Zorganizowanie przedstawicielstwa handlowego w Polsce a podatek u źródła

Zorganizowanie przedstawicielstwa handlowego w Polsce a podatek u źródła – interpretacja z dnia 4 sierpnia 2021 r., sygn. akt 0111-KDIB1-3.4010.185.2021.2.PC.

Przedsiębiorcy produkujący towary często decydują się, by zlecić działalność handlową na zewnątrz organizacji, opierając się na systemie premii za sprzedaż produktów. Takie rozwiązanie pomaga w ekspansji na zagraniczne rynki, motywuje sprzedawców, ogranicza koszty personalne i minimalizuje konieczność rozliczania ich w różnych krajach. Dodatkowo przedsiębiorca nie musi rejestrować się na potrzeby podatku VAT. Są to oczywiste korzyści z takiego modelu współpracy, jednak istnieją też pewne ograniczenia. Świadczenie usług pośrednictwa może prowadzić do opodatkowania przychodów podatkiem u źródła. Problematyką tą zajął się Dyrektor Krajowej Izby Skarbowej w interpretacji z dnia 4 sierpnia 2021 r., sygn. akt 0111-KDIB1-3.4010.185.2021.2.PC.

Stan faktyczny interpretacji

Sprawa interpretacyjna dotyczyła spółki będącej producentem różnych towarów, która planowała podpisać umowy pośrednictwa handlowego, dzięki którym handlowcy pozyskiwaliby klientów z różnych rynków na zakup towarów spółki. Przedstawiciel poza poszukiwaniem klientów zobowiązany byłby także do reprezentowania spółki, udziału w targach, negocjowania umów czy przyjmowania zamówień. Wynagrodzenie za pośrednictwo określane byłoby jako procent zrealizowanej sprzedaży. Co do zasady przedstawiciele handlowi mieliby być podmiotami zagranicznymi.

W związku z taką formą współpracy z przedstawicielami handlowymi spółka chciała upewnić się, czy zajdzie konieczność rozliczenia podatku u źródła oraz czy w związku z tym niezbędne będzie posiadanie certyfikatów rezydencji.

Świadczenia objęte podatkiem u źródła

Spółka w przedstawionym stanie faktycznym twierdziła, że usługi pośrednictwa handlowego nie zostały bezpośrednio wskazane w art. 21 ust. 1 ustawy o CIT oraz że nie stanowią usług o podobnym charakterze do usług wymienionych w tym artykule.

W art. 21 ust. 1 ustawy o CIT zostały wymienione kategorie przychodów nierezydentów, które podlegają opodatkowaniu podatkiem u źródła w Polsce. Zasadniczo kategorie można podzielić na dwie grupy, tj. świadczenia wyraźnie nazwane i wymienione bezpośrednio w dyspozycji tego przepisu oraz świadczenia o podobnym charakterze do świadczeń wymienionych w ust. 2a tegoż artykułu. W celu ustalenia, czy świadczenie ma podobny charakter, należy przeanalizować postanowienia umowy oraz zakres faktycznie wykonywanych usług. Sama nazwa świadczenia zasadniczo nie ma znaczenia i nie powinna przesądzać o kwalifikacji usług.

Usługi pośrednictwa objęte podatkiem u źródła

W interpretacji z dnia 4 sierpnia 2021 r. nr 0111-KDIB1-3.4010.185.2021.2.PC organ podatkowy wskazał, że przepisy ustawy o CIT nie definiują pojęć: „usług pośrednictwa”, „usług marketingowych” oraz „usług reklamowych”, „usług badania rynku” oraz „usług doradczych”, dlatego powszechną praktyką jest odwoływanie się do językowej definicji tych pojęć, która to wykładnia ma zasadniczo pierwszeństwo przed wykładnią systemową i celowościową.

W ocenie organu czynności podejmowane przez pośredników handlowych polegające na organizowaniu sprzedaży produktów na określonym terenie stanowią usługi podobne do usług reklamowych, badania rynku oraz usług doradczych. Organ zauważył, że opisane czynności sprowadzają się do pozyskania nowych klientów i utrzymywania kontaktów z dotychczasowymi nabywcami. Organ rozszerzył stan faktyczny opisany przez wnioskodawcę i wskazał, że w jego ocenie nie jest możliwe prowadzenie pośrednictwa handlowego bez reklamowania produktów, zachęcania klientów do jego nabycia, czyli wykonywania usług podobnych do usług reklamowych. Dodatkowo w ocenie organu pośrednik handlowy musi w swojej pracy prowadzić permanentne rozeznanie rynku, co świadczy o wykonywaniu usług podobnych do badania rynku. Ostatecznie doradza on także klientom w sprawie zakupu, finansowania, umowy etc., przez co świadczy usługi podobne do doradczych.

Podsumowując, organ podatkowy w interpretacji uznał świadczenia wykonywane przez pośrednika handlowego za podobne do usług wymienionych w art. 21 ust. 1 ustawy o CIT, co prowadzi do opodatkowania przychodów z tych usług podatkiem u źródła w Polsce wg stawki 20%.

Certyfikat rezydencji

Powyższy reżim podatku u źródła łagodzi nieco instytucja certyfikatów rezydencji. Certyfikat rezydencji jest dokumentem wystawianym przez zagraniczną administrację podatkową, który potwierdza miejsce rezydencji podatnika. Innymi słowy, organ podatkowy innego kraju potwierdza, że dany podmiot jest rezydentem tego właśnie kraju i tam rozlicza podatki. Zgodnie z art. 26 ust. 1 ustawy o CIT zastosowanie korzystniejszych stawek wynikających z umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania (w przypadku usług pośrednictwa będzie to zwolnienie z podatku u źródła) uzależnione jest od przedstawienia ważnego certyfikatu rezydencji podatkowej. Na powyższe zwrócił uwagę organ podatkowy, w omówieniu niniejszej interpretacji.

Na marginesie warto zaznaczyć, że przepisy w zakresie podatku u źródła, które weszły w życie w 2019 r., wymagają od podatników dochowania należytej staranności przy płatnościach zagranicznych z uwzględnieniem skali prowadzonego biznesu. Innymi słowy, polscy rezydenci wypłacający zagraniczne należności objęte regulacjami podatku u źródła powinni dokładnie zweryfikować zarówno płatności, jak i swojego kontrahenta – pod kątem prowadzenia rzeczywistej działalności w kraju swojej rezydencji, a także bycia beneficjentem wypłacanych należności. Powszechną praktyką w tym zakresie jest pozyskiwanie oświadczeń od kontrahentów zagranicznych, które potwierdzałyby spełnienie powyższych kryteriów. Dobrą praktyką jest także formalne spisanie podejmowanych działań wykonywanych w celu weryfikacji płatności zagranicznych w ramach oficjalnej procedury określającej zakres odpowiedzialności za poszczególne etapy weryfikacji.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Akcyzą w wino

To już niemal pewne: od 1 stycznia przyszłego roku produkty winiarskie będą droższe. Powód? Rządowe plany podniesienia akcyzy na alkohol, papierosy i tzw. wyroby nowatorskie. Sejm przyjął już nowelizację ustawy o podatku akcyzowym. Teraz czeka jeszcze na rozpatrzenie Senatu.

 Zdumiewa zawrotne tempo, w jakim procedowany jest ten projekt i to, że obejmuje on także wino – mówią szefowie firm zrzeszonych w Związku Pracodawców Polska Rada Winiarstwa. W kilkunastu krajach Unii Europejskiej za wino nie  płaci się akcyzy. A wszystko po to, aby wspierać kulturę konsumpcji wina, którego zwyczajnie nie stawia się tam w jednym rzędzie z piwem czy napojami spirytusowymi…

Ekspresowe tempo

W projekcie ustawy o podatku akcyzowym zaplanowano stopniowe podnoszenie akcyzy na używki w ciągu najbliższych sześciu lat.  Podatek akcyzowy od wina, napojów fermentowanych  i wyrobów pośrednich wzrośnie o 10% w 2022 r. oraz po 5% co roku, aż do 2027 r., czyli łącznie aż o 40%. Uzasadnienie? Realizacja  zadań  w zakresie polityki prozdrowotnej.

– To już kolejny raz, gdy przedsiębiorcy są zaskakiwani –  w ostatnich miesiącach roku –  informacją o planach podwyżki stawki akcyzy od początku roku kolejnego – mówi Magdalena Zielińska, Prezes Związku Pracodawców Polska Rada Winiarstwa. – Podobna, trudna sytuacja miała miejsce dwa lata temu. Konsultacje społeczne przeprowadzone zostały w ekspresowym tempie. Na wyrażenie swojej opinii dostaliśmy jedynie tydzień. To stanowczo za krótko, jak na tak ważną kwestię i tak istotne zmiany – uważa Prezes ZP PRW.

Już po dwóch tygodniach od przekazania do konsultacji społecznych, projekt skierowany został do Sejmu, który przyjął go w ciągu tygodnia. Teraz ustawa oczekuje jeszcze na  rozpatrzenie w Senacie.

W oficjalnym stanowisku ZP PRW, przekazanym do Ministerstwa Finansów, czytamy: Przeciętny Polak spożywa rocznie ok. 6,5 l wszystkich wyrobów  winiarskich (zarówno gronowych, jak i owocowych – w tym win owocowych i cydrów, a także miodów pitnych). To nieporównywalnie mniej niż innych napojów alkoholowych, np. piwa, którego wypija się niemal 100 l rocznie. Jesteśmy na ostatnich miejscach w Unii Europejskiej pod względem konsumpcji wina. Traktowanie jedną miarą wszystkich napojów alkoholowych i nakładanie na nie takiej samej podwyżki akcyzy, dyktowanej troską o zdrowie publiczne, nie wydaje się logiczne. Wprawdzie napoje te mają wspólny mianownik jakim jest zawartość etanolu, jednak występuje  wyraźna różnica w modelu ich konsumpcji – w tym jak, w jakich ilościach, w jakich sytuacjach i w jakim celu się je spożywa. Wino zdecydowanie wyróżnia się pod tym względem spośród innych napojów alkoholowych (…).

Po wino za granicę?

W 14 krajach Unii Europejskiej podatek akcyzowy na wino jest zerowy. W ten sposób wykorzystano możliwość wpływu na strukturę spożycia poszczególnych alkoholi, a w konsekwencji –  na kulturę konsumpcji. Wino traktowane jest tam w sposób szczególny.

Wino jest uniwersalnym trunkiem, złożonym smakowo, przyjaznym kulinariom, łagodnym w działaniu, sprzyjającym budowaniu relacji społecznych, dającym powód do długich rozmów o wielu aspektach życia… Ani wódka, ani piwo, nie rozbudzają tylu zmysłów jednocześnie – mówi Artur Boruta, Dyrektor Generalny Domu Wina.

Wino jest produktem bardziej wyszukanym, szlachetnym, subtelnym niż pozostałe napoje alkoholowe. W wielu krajach winiarskich wino jest  ikoną  eksportu i dobrem narodowym. Regiony Bordeaux, Alzacji czy  Piemontu nieodzownie kojarzą się w winem. Dbanie o  jakość produktu  potwierdzona jest w różnego rodzaju przepisach krajowych czy unijnych – dodaje z kolei Grzegorz Bartol, Wiceprezes firmy Bartex.

Podwyższenie akcyzy będzie zatem ciosem zadanym rozwijającej się dopiero kulturze konsumpcji wina w Polsce.

– Już teraz stawki akcyzowe w naszym kraju powodują, że wino w Polsce  jest droższe niż u naszych sąsiadów – mówi Jakub Nowak, Prezes firmy JNT Group. –  Podniesienie tego podatku spowoduje więc dalszy wzrost cen, a tym samym spadek konkurencyjności wina sprzedawanego w naszym kraju.

 

Przedsiębiorcy z branży winiarskiej zwyczajnie obawiają się też, że sytuacja będzie motywowała polskich konsumentów do bezpośrednich zakupów tańszego wina za granicą.

 

– Należy pamiętać, że zgodnie z obowiązującym prawem, każdy Polak może przewieźć przez granicę 90 litrów wina. Wystarczy więc jeden większy samochód osobowy z pięcioma osobami, aby z Czech czy Niemiec trafiło do kraju 450 litrów wina tańszego o akcyzę, od którego nie zostaną odprowadzone do budżetu naszego państwa podatki: VAT, dochodowy i akcyza. Taka sytuacja ma miejsce już obecnie i można się spodziewać intensyfikacji takich działań – uważa Jakub Nowak, Prezes JNT Group.

 

 

 

 

 

Będzie drożej

 

Jakich podwyżek należy się spodziewać? – Wzrost cen wina w przedziale do 20 zł wyniesie około 1,5 zł za butelkę i podwyżka podatku akcyzowego jest niewątpliwie jednym z elementów składowych – tłumaczy Grzegorz Bartol, Wiceprezes firmy Bartex. – Drastyczne podwyżki cen energii i gazu też już znajdują odzwierciedlenie w kosztach produkcji. Wzrost cen butelek, kartonów i innych materiałów suchych generuje dodatkowe obciążenia dla producentów. Niejasność kolejnych obciążeń fiskalnych dla przedsiębiorców  zapisanych w propozycjach Nowego Ładu tylko potęguje niepewność  prognoz na rok 2022. A przecież przez poprzedni i ten rok zmagaliśmy się z  dużymi wyzwaniami w utrzymaniu produkcji i obostrzeniami z powodu pandemii Covid- 19 – mówi Grzegorz Bartol.

 

Wprowadzenie podwyżki akcyzy zbiega się zatem w czasie z dostrzegalnym już wzrostem cen wina.

 

Już dzisiaj producenci zgłaszają problem niedostępności i podnoszenia cen tzw. materiałów suchych, potrzebnych do produkcji, jak kartony, papier na etykiety, koszty energii etc. – zwraca uwagę Artur Boruta, Dyrektor Generalny Domu Wina.

 

Wielu producentów już dzisiaj wprowadza znaczące zmiany cen wynikające ze zwiększenia popytu przy malejącej podaży samego surowca, czyli winogron. – Rocznik 2021 w wielu regionach winiarskich świata był niezwykle trudny – ocenia Tomasz Potrzebowski, Menadżer ds. Rozwoju Win Spokojnych w firmie Henkell Freixenet Polska. – Wiosenne przymrozki w Burgundii, lokalne podtopienia w Niemczech i Nowej Zelandii, a także choroby winogron związane z ponadprzeciętnie wilgotnym latem w Bordeaux i innych regionach winiarskich we Francji – to wszystko w zdecydowany sposób wpłynęło na redukcję plonów, a co za tym idzie, na wzrost cen winogron. Ponadto na skutek suszy i dramatycznych pożarów ucierpiało wiele winnic w Kalifornii. Do całej listy katastrof naturalnych należy bez wątpienia dodać kolejne problemy – związane z dostępnością butelek czy zakrętek. To wszystko tworzy dość ponury scenariusz na najbliższą przyszłość. Rosnące ceny transportu tylko potęgują wyzwania, z którymi musi mierzyć się branża winiarska w nadchodzących miesiącach – podsumowuje ekspert winiarski firmy Henkell Freixenet Polska.

Są wyjątki

Z planowanej podwyżki akcyzy wyłączone zostały cydry i perry o mocy alkoholu nieprzekraczającej  5% obj. To jednak niewielka pociecha dla tej zmniejszającej się radykalnie z roku na rok kategorii niskoalkoholowych wyrobów, wytwarzanych z krajowych jabłek i gruszek. Od dłuższego czasu wypierane są one z rynku przez  piwa smakowe imitujące ich charakter, którym bardzo sprzyja otoczenie prawne promujące wyroby branży browarniczej.

Jeszcze kilka lat temu premier Mateusz Morawiecki osobiście zapowiadał całkowite wyzerowanie akcyzy. W aktualnej sytuacji segment ten wymaga zdecydowanie większego wsparcia niż to zaplanowane w powstającej ustawie. – Segment cydrów z roku na rok ulega drastycznej redukcji. Wszelkie inicjatywy wpierające krajowych producentów cydru są bardzo potrzebne branży i dają szanse na ochronę tego segmentu  przed zupełną degradacją – pisze ZP PRW w oficjalnym stanowisku przekazanym Ministerstwu Finansów.

Dolar króluje. RPP nie wyciągnie złotego z dołka

Coraz mocniej rynek wycenia podwyżkę stóp procentowych w USA w II połowie przyszłego roku. Rajd dolara trwa w najlepsze. Aktualnie oprócz danych gospodarczych rynek zwraca uwagę na wszelkie komentarze członków FOMC. Na uwagę zasługuje jastrzębie wypowiedzi Bullarda.

Szef oddziału Fed z Saint Louis – James Bullard – opowiedział się za tym, by FOMC poszedł w bardziej jastrzębim kierunku podczas kilku następnych posiedzeń aby zapewnić odpowiednie zarządzanie ryzykiem inflacyjnym. Przedstawiciel Rezerwy Federalnej mówił o możliwościach podniesienia kluczowej stopy procentowej przed zakończeniem procesu tapering-u. Tego typu komentarze podsycają aprecjację USD. Dziś do głos dojdzie John Williams i Michelle Bowmann (członkowie Rady Gubernatorów) a także Charles Evans, uznawany za gołębia. Poznamy również zdanie Loretty Mester (Cleveland) oraz Christophera Wallera. Jeśli rynek znajdzie przewagę gołębich przesłanek, wówczas możemy obserwować odreagowanie na dolarze, co oznacza korektę wzrostową na EURUSD. Od początku listopada główna para walutowa obniżyła się o ponad 420 pkt. zatem odbicie należy traktować jaką naturalną kolej rzeczy. W krótkim terminie zakładam powrót w kierunku 1,14. Nadal jednak w średnim horyzoncie czasowym przeważa strategia kupowania dolara na korektach.

Dziś poznaliśmy dane inflacyjne z Wielkiej Brytanii. Wyższe odczyty (4,2 proc. r/r, bazowa 3,4 proc. r/r) wspierają funta, który powrócił na ścieżkę aprecjacyjną po tym jak chwilowo osłabł po decyzji BoE o braku podwyżki stóp procentowych. Mikst danych (rynek pracy, inflacja) opublikowanych w tym tygodniu wzmacniają oczekiwania wzrostu kosztu pieniądza na Wyspach, dlatego też GBP powinien być silniejszy w średnim terminie. W szczególności do takich walut jak EUR, JPY czy CFH. Handel na „kablu” może być utrudniony ze względu na fakt silnego dolara. Oczekiwania normalizacji polityki pieniężnej w Wielkiej Brytanii zostały jednak w poniedziałek lekko zgaszone. Bailey odmówił Komisji Skarbu zobowiązania się do głosowania za podwyżkami. Kolejną decyzję poznamy 16 grudnia.

Dziś jest duża szansa, że również zyska waluta kanadyjska. Impuls aprecjacyjny być może popłynie w okolicach 14:30, kiedy na rynek wypłyną dane CPI. Konsensów wśród analityków Bloomberga pokazuje wzrost wskaźnika do poziomu 4,7 proc. r/r z 4,4 proc. BoC w swoich projekcjach nadal zakłada, że stopa inflacji osiągnie swój szczyt na poziomie 4,8 proc. w czwartym kwartale 2021 po czym ponownie zbliży się do docelowego poziomu 2 proc. do końca 2022 roku. Podejmując na październikowym posiedzeniu zaskakującą decyzję o zakończeniu skupu aktywów, BoC zapewnił sobie dodatkową elastyczność. Bank może podnieść kluczową stopę procentową od kwietnia przyszłego roku. Tiff Macklem (gubernator BoC) w poniedziałkowym wywiadzie dla Financial Times podkreślił, że bank centralny jest coraz bliżej pierwszej podwyżki.

Sentyment do polskie waluty od wczoraj nie uległ znacznej poprawie. EUR/PLN ustanowiło szczyt na 4,6670. Uważam, że zrównanie się notowań z maksimami marcowymi (4,6750) to tylko kwestia czasu. Silny dolar, kryzys na granicy polsko-białoruskiej oraz temat wypłat z Funduszu Odbudowy to silne czynniki ograniczające aprecjację PLN. W skuteczny sposób powodują one, że nawet bardzo prawdopodobna podwyżka stóp procentowych przez RPP w grudniu nie jest w stanie umocnić złotego.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

Ceny w sklepach wciąż rosną

Dane M/platform za październik 2021 potwierdzają dalszy wzrost cen dla kategorii spożywczych, alkoholi i papierosów. Podczas jednej wizyty w sklepie tradycyjnym kupowaliśmy nieco mniej, a za przeciętny koszyk zapłaciliśmy o blisko 4% więcej niż przed rokiem.

W październiku 2021, podobnie jak w miesiącu poprzednim, obserwujemy wzrost obrotów w handlu tradycyjnym. W stosunku do analogicznego okresu sprzed roku, łączna wartość sprzedaży w tym kanale była wyższa o 3,7%. To, co odróżniało październik 2021 od poprzedniego miesiąca był powrót do podobnej częstotliwości naszych odwiedzin w placówkach tradycyjnych. O ile w ostatnich miesiącach odwiedzaliśmy sklepy tradycyjne rzadziej niż przed rokiem, o tyle w ostatnim miesiącu średnia liczba wizyt była na takim samym poziomie, co w październiku 2020.

W związku z rosnącymi cenami dóbr FMCG, płacimy jednak więcej za nasze codzienne zakupy. W ostatnim miesiącu nasze koszyki zakupowe były nieco mniejsze niż przed rokiem (-3,9%), mimo to zapłaciliśmy za nie o blisko 4% więcej, co oznaczało w praktyce wzrost wartości średniego koszyka o 80 gr. W koszykach zakupowych w tradycyjnych sklepach spożywczych szczególnie zauważalny jest wzrost cen wódki (o 2,67 zł), alkoholi, takich jak whisky, rum, gin czy likiery (o 2,66 zł), ale także piwa, napojów bezalkoholowych, nabiału czy wyrobów tytoniowych – wzrost średnio o kilkadziesiąt groszy dla każdej wymienionej grupy.

Z uwagi na rosnące ceny różnorodnych grup produktowych, pewnych towarów kupujemy mniej, wskutek czego łączna wartość sprzedaży wybranych kategorii rok do roku maleje. Przykładem są używki, jak wódka (-5,7%), piwo (-4,3%) czy wyroby tytoniowe (-3,7%). W październiku, podobnie jak we wrześniu, wzrostem obrotów charakteryzowała się natomiast grupa produktów świeżych oraz alkohole mocne typu whisky, rum, gin czy likiery (+6,8%), ale także – w odróżnieniu od września – napoje bezalkoholowe (+1,5%).

 

Z dużą uwagą śledzimy w danych M/platform trendy dla kategorii FMCG, a w szczególności bacznie przyglądamy się cenom produktów cieszących się popularnością w tradycyjnych sklepach spożywczych. Szczególnie dotkliwe wzrosty obserwujemy obecnie dla alkoholi mocnych, w przypadku których sięgają one 15-16%. Jak można się spodziewać, wraz z nadejściem nowego roku, czekają nas kolejne podwyżki – komentuje Ewa Rybołowicz, dyrektor ds. analiz rynkowych M/platform.

Analiza przygotowana na podstawie danych reprezentatywnej próby sklepów = 3660 sklepów wybranych spośród ponad 12 000 sklepów handlu tradycyjnego z M/platform.

FPP apeluje o prewencyjne kontrole skarbowe

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) zaapelowała do Ministra Finansów Tadeusza Kościńskiego o uchwalenie instytucji prewencyjnych kontroli skarbowych w związku z ogromnymi zmianami podatkowymi wprowadzanymi od stycznia 2022 roku przez Polski Ład. Jest to największa nowelizacja podatkowa od 30 lat, zmieniająca przepisy aż 26 ustaw. Tylko kontrole prewencyjne – na wniosek podatnika, zakończone wytycznymi, a nie karami – zapewnią przedsiębiorcom bezpieczeństwo prawne i fiskalne oraz uchronią obie strony przez destrukcyjnymi, wieloletnimi procesami sądowymi.

Osiągnięcie oczekiwanych efektów reformy podatkowej Polskiego Ładu będzie zależało od skłonności przedsiębiorców do korzystania w praktyce z nowych instrumentów i zachęt, które zostały przewidziane w jej ramach. Polskie firmy chętnie skorzystają z nowych instrumentów wsparcia inwestycji i innowacji, ale niezbędna do tego jest jasna i przewidywalna wykładania nowego, głęboko zmienionego prawa. Aby tak się stało, potrzebny jest dodatkowy mechanizm pozwalający przedsiębiorcom na bezpieczne stosowanie przepisów Polskiego Ładu, w postaci kontroli podatkowej na wniosek podatnika.

„Wchodzące w życie w perspektywie niecałych 8 tygodni zmiany powodują, że większość firm w Polsce będzie musiała przeanalizować swoją strukturę podatkową i formę prawną prowadzonej działalności z uwzględnieniem skutków nowych przepisów. Dla wielu z nich tak głębokie zmiany w systemie podatkowym będą stanowiły istotne wyzwanie merytoryczne i organizacyjne. W związku z powyższym zwróciliśmy się do Ministra Finansów o pilne podjęcie działań legislacyjnych w zakresie wdrożenia instytucji kontroli podatkowej przeprowadzanej na wniosek podatnika. Takie rozwiązanie znacząco ułatwiłoby przedsiębiorcom stosowanie licznych nowych przepisów ustawy podatkowej Polskiego Ładu oraz zabezpieczyłoby ich przed potencjalnymi negatywnymi konsekwencjami wątpliwości związanych z brakiem utrwalonej linii interpretacyjnej w odniesieniu do nowych rozwiązań prawnych. Kontrola podatkowa na wniosek podatnika zapewniałaby przedsiębiorcom w tych nowych warunkach prawnych największe bezpieczeństwo i przewidywalność, biorąc pod uwagę, iż – w odróżnieniu od indywidualnej interpretacji podatkowej – obejmowałaby ona również dokonanie ustaleń faktycznych przez organ podatkowy” – podkreśla Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP), prezes Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

Wady i zalety e-rekrutacji – badanie ClickMeeting

Polski ClickMeeting, platforma do webinarów i wideokonferencji oraz edukacji zdalnej, przeprowadziła badanie dotyczące doświadczeń Polaków z rekrutacjami online, w którym zapytała ich m.in. o zalety i wady tego rozwiązania. Okazało się, że niemal 60 proc. Polaków w rekrutacji zdalnej ceni sobie oszczędność czasu wynikającą z braku konieczności dojazdu do potencjalnego pracodawcy. Z kolei zapytani o to, czy zwracają uwagę na swój wygląd w taki sam sposób, jak czynią to w przypadku rozmowy na żywo, ponad ⅓ odpowiedziała twierdząco, podkreślając jednak, iż przywiązuje wagę tylko do elementów, które obejmuje kamera. Wady_rekrutacji_online_badanie_ClickMeeting Zalety_rekrutacji_online_badanie_ClickMeeting

Zdalne spotkania rekrutacyjne mniej stresujące. I pozwalają na oszczędność czasu

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez polski ClickMeeting, spotkania online dla prawie 40 proc. ankietowanych są mniej stresujące niż rozmowa o pracę na żywo. I choć przed e-rekrutacją tremę odczuwa zaledwie 15 proc. badanych, to 34 proc. stwierdziło, iż niezależnie od formy, w jakiej się odbywają, stresują one tak samo. Co ciekawe, tylko 10 proc. badanych w ogóle nie odczuwa stresu podczas rozmów o pracę – czy to online, czy na żywo.

W związku z przeniesieniem zarówno edukacji, jak i pracy do świata online, ClickMeeting postanowił sprawdzić także, jak Polacy postrzegają rekrutację zdalną i co według nich jest plusem takiego rozwiązania. Jak się okazało, największą jego zaletą jest oszczędność czasu, poświęcanego na dojazd na rozmowę o pracę na żywo (57 proc.). Na drugim miejscu znalazła się z kolei możliwość udziału w rekrutacji z dowolnego miejsca (24 proc.). Co ciekawe na trzecim – opcja korzystania z wcześniej przygotowanych notatek ułatwiających autoprezentację podczas rozmowy kwalifikacyjnej (7 proc.). Część ankietowanych stwierdziła, iż spotkania online to mniejszy stres niż te na żywo (6 proc.). Najmniej badanych (4 proc.) wskazało, iż pozytywem zdalnej rozmowy o pracę jest mniej formalna atmosfera.

Problemy techniczne największym minusem zdalnej rekrutacji

Jak wynika z badania ClickMeeting, największą wadą e-rekrutacji jest ryzyko wystąpienia problemów technicznych, na co wskazało 48 proc. ankietowanych. Trudniejsze okazuje się dla badanych również poznanie za ich pośrednictwem kultury firmy i jej atmosfery niż w przypadku wizyty w jej siedzibie (15 proc.) i niemal tyle samo odpowiedziało, iż minusem takiego rozwiązania jest ryzyko przeszkodzenia w spotkaniu przez inną osobę lub zwierzęta domowe (14 proc.). Dla nieco ponad 8 proc. przeszkodą okazuje się brak bezpośredniego kontaktu i trudności ze skupieniem uwagi na rozmówcy. Najmniej ankietowanych wskazało, iż spotkania online są dla nich bardziej stresujące niż te na żywo (5 proc.), na problemy ze znalezieniem dogodnego miejsca, które dobrze prezentowałoby się w kamerze (4 proc.) czy te związane z zachowaniem zarówno rekruterów, jak i uczestników podczas zdalnej rekrutacji (ponad 3 proc).

Przygotowanie Polaków do spotkań rekrutacyjnych online

Mimo iż Polacy obawiają się problemów technicznych podczas rekrutacji online, to tylko 9 proc. przytrafiły się takie, które sprawiły, że trzeba było przerwać spotkanie i rozpocząć je raz jeszcze. Z kolei 56 proc. badanych wskazało, iż dotychczas zdarzały im się jedynie drobne, takie jak zanikający dźwięk czy słaba jakość obrazu, a ponad 30 proc. nie napotkało dotąd na żadne problemy podczas zdalnej rekrutacji. Zapytani jednak o to, czy weryfikują jakość połączenia z internetem i działanie sprzętu przed rozpoczęciem spotkania online z rekruterami, w większości czynią to – tak odpowiedziała ponad połowa badanych, a blisko 30 proc. – często. Niemal 10 proc. sprawdza je czasem, a raczej rzadko – 8 proc. Tylko 1 proc. ankietowanych przyznało, iż nie dokonuje sprawdzenia stabilności połączenia i nie sprawdza poprawności działania sprzętu.

Polacy, biorąc udział w rekrutacjach online, zwracają jednak uwagę nie tylko na kwestie techniczne, ale także na swój wizerunek. Prawie 60 proc. uczestników badania ClickMeeting zapytanych o tę kwestię stwierdziło, iż nie ma znaczenia, czy rekrutacja odbywa się online czy na żywo – przykładają oni wagę do swojego wyglądu, i czynią to w ten sam sposób. Co ciekawe, ponad ⅓ badanych odpowiedziała, iż zwraca uwagę na swój wygląd, ale wyłącznie na elementy, które obejmuje kamera. Nie jest to ważne jedynie dla 4 proc. ankietowanych.

Przeniesienie wielu procesów do świata online, w tym także rekrutacji, sprawiło, że jako społeczeństwo zaczęliśmy adaptować się do takiej formuły spotkań. Co więcej, dla wielu z nas okazują się one dużym udogodnieniem. Biorąc pod uwagę, iż minęło zaledwie półtora roku od zdalnej rewolucji, dobrze sobie w tej kwestii radzimy, co potwierdziło badanie ClickMeeting mówi Martyna Grzegorczyk, Communications and Outreach Manager. Narzędzia do komunikacji online, zwłaszcza w ostatnim czasie, zrewolucjonizowały wiele obszarów, takich jak np. edukacja czy eventy. Wiemy, jak ważna jest ich rola teraz i jak istotną pełnić będą w przyszłości, dlatego skupiamy się nad rozwojem naszej platformy, by wyprzedzać potrzeby i trendy. 

Metodologia: wszyscy ankietowani choć raz wzięli udział w rekrutacji online. W badaniu wzięło udział łącznie 550 kobiet i mężczyzn w wieku do 55 lat i powyżej. Wśród badanych, 87 proc. stanowiły osoby z wykształceniem wyższym lub średnim. Ponad 40 proc. badanych pochodziła z miejscowości zamieszkujących 50-500 tys mieszkańców, a 33 proc.  – powyżej 500 tys. mieszkańców.

Ponad 40 proc. klientów banków chce korzystać z przelewów natychmiastowych w każdej sytuacji

Przelewy natychmiastowe to metoda płatności, która zyskuje coraz większą popularność wśród klientów banków. Systematycznie wzrasta zarówno liczba, jak i wartość realizowanych w ten sposób transakcji. Jak wynika z badania Kantar dla KIR i ZBP*, ponad 40 proc. klientów bankowości elektronicznej uważa, że przelewy ekspresowe powinny być standardem w płatnościach.

Ostatnie miesiące przyniosły wzrost znaczenia cyfrowych rozwiązań w życiu Polaków oraz zmiany w naszych zachowaniach i nawykach. Zwiększyło się wykorzystanie usług świadczonych cyfrowo, po które sięgamy zarówno w sferze zawodowej, jak i prywatnej. Rośnie też obszar zastosowania usług zaufania i identyfikacji oraz liczba internetowych transakcji płatniczych. Również przelewy natychmiastowe stają się powszechną metodą transferowania środków przez klientów banków. Aktualnie 41 proc. korzystających z e-bankowości uważa, że taka forma przelewu powinna być stosowana w każdej sytuacji – to o 11 proc. więcej niż w zeszłym roku.Przelewy natychmiastowe badanie 2021

W jakich okolicznościach, zdaniem Polaków, ta możliwość przydaje się najbardziej? Jak pokazują tegoroczne wyniki, połowa badanych – 51 proc. – sięga po przelewy natychmiastowe, by mieć pewność, że pieniądze od razu pojawią się na koncie drugiej osoby. – Przelewy natychmiastowe można łatwo zlecić za pomocą kilku kliknięć. Cechują je wygoda i bezpieczeństwo, dlatego z roku na rok stają się coraz powszechniejsze. W porównaniu do zeszłego roku, o 16 proc. wzrósł odsetek badanych, którzy wskazali gwarancję szybkiego dotarcia pieniędzy do odbiorcy, jako najczęstszą motywację do korzystania z tego rodzaju płatności – mówi Grzegorz Leńkowski, dyrektor Linii biznesowej płatności natychmiastowe w KIR.

Dobry wybór jeśli chcemy pilnie uregulować rachunki

Z przelewów natychmiastowych skorzystamy też chętnie opłacając w ostatniej chwili cykliczne rachunki (m.in. za wodę, gaz lub energię elektryczną) – tę opcję wskazało 41 proc. badanych. W wynikach z 2020 r. wskaźnik ten wynosił 31 proc. Dodatkowo, w tegorocznym badaniu, 28 proc. respondentów wskazało gotowość skorzystania z przelewu natychmiastowego przy rozliczaniu ważnych płatności na rzecz administracji publicznej, jak mandaty, opłaty administracyjne lub sądowe. Ten sam odsetek ankietowanych wykorzystałby taki przelew w przypadku transakcji na dużą kwotę, aby uniknąć noszenia przy sobie gotówki. To istotny wzrost, gdyż w 2020 r. tę opcję zaznaczyło 14 proc. ankietowanych. Ponadto, 26 proc. badanych rozliczyłoby się przelewem ekspresowym przy spłacie raty kredytu, pożyczki lub karty kredytowej – tutaj także odnotowano wzrost – o 8 proc.

Przelewy natychmiastowe rosną i będą rosnąć

Widoczną w badaniu tendencję wzrostową, potwierdzają także statystyki systemów rozliczeniowych KIR. W  2018  r. łączna liczba rozliczonych przelewów natychmiastowych wyniosła 12,54 mln, a ich wartość 29,77 mld zł. Dwa lata później – w 2020 r. odnotowano 58,94 mln transakcji na kwotę 64,92 mld zł. Jest to wzrost odpowiednio o 370 proc. i 118 proc. Z kolei w ciągu trzech kwartałów 2021 r. rozliczono 83,52 mln przelewów natychmiastowych o wartości 69,2 mld zł. W porównaniu do analogicznego okresu w poprzednim roku, jest to wzrost o 102 proc. i 57 proc.

Wszystkie dostępne dane dowodzą, że zainteresowanie transakcjami natychmiastowymi rośnie w szybkim tempie – tłumaczy Grzegorz Leńkowski i dodaje – Na rozwój płatności natychmiastowych niewątpliwie wpłynął także ostatni rok, który przyspieszył obrót bezgotówkowy w Polsce, a także znaczny wzrost popularności przelewów na numer telefonu, inicjowanych w BLIK i rozliczanych za pośrednictwem systemu Express Elixir – podsumowuje Grzegorz Leńkowski.

Express Elixir to system rozliczeń płatności natychmiastowych w złotych, opracowany i wdrożony przez KIR. System działa w trybie 24/7/365, także w weekendy i dni ustawowo wolne od pracy, umożliwiając przesyłanie środków pomiędzy rachunkami prowadzonymi w różnych bankach.

*) Badanie zostało zrealizowane w marcu 2021 r. na ogólnopolskiej próbie osób w wieku 15+. Liczebność próby wynosiła N=1054.

Jedna czwarta dłużników u progu pętli finansowej

Według danych Krajowego Rejestru Długów Polacy mają do spłacenia prawie 46,8 mld zł. Blisko połowa tej kwoty należy do multidłużników, czyli osób zalegających z zapłatą wobec co najmniej trzech wierzycieli. I to właśnie ta grupa znalazła się już w tzw. pętli kredytowej lub jest na prostej drodze do tego, by w nią wpaść. Wraz z kolejnymi pożyczkami czy zobowiązaniami uregulowanie należności staje się bowiem coraz trudniejsze. Jak wyjść z pętli zadłużenia, nie zaciągając kolejnych zobowiązań – radzą eksperci Kaczmarski Inkasso.

Utrata kontroli nad zadłużeniem może mieć różne źródła. Czasem powodem niemożności spłaty zobowiązań finansowych jest pogorszenie sytuacji życiowej, poważna choroba czy wypadek. Część osób znalazła się jednak w spirali zadłużenia przez własną niefrasobliwość. Badanie Krajowego Rejestru Długów wykazało, że prawie co czwarty pożyczający nie ma w zwyczaju obliczać, czy będzie potrafił spłacić dług. Aż 13 proc. bierze nowe pożyczki czy kredyty, aby spłacić obecne zobowiązania.[1] Jak podkreślają eksperci Krajowego Rejestru Długów i firmy Kaczmarski Inkasso takie zachowania to prosta droga do utraty kontroli nad finansami, której efektem może być wpadnięcie w pętlę finansową.

Po pierwsze, nie spłacaj zobowiązań kolejną pożyczką

O błędnym kole mówimy, gdy dług rośnie w niekontrolowanym tempie. To często wynik wielu pożyczek i zobowiązań, których spłacenie przerasta możliwości konsumenta. Pierwszą rzeczą, którą powinna więc zrobić każda wielokrotnie zadłużona osoba, jest zaprzestanie spłacania swoich zobowiązań nowymi pożyczkami. Każda kolejna pożyczka jest zwykle droższa i pogarsza sytuację. Problem narasta niczym kula śnieżna. Im szybciej dłużnik zda sobie z tego sprawę, tym większe szanse na jej zatrzymanie i odzyskanie kontroli nad finansami.

To także ważna rada dla każdego, kto dopiero zaczyna mieć problem z długami i myśli, że zaciągnięcie kolejnej pożyczki na spłatę dotychczasowych zobowiązań jest łatwym i szybkim wyjściem z sytuacji. Trzeba zdać sobie sprawę, że w ten sposób nie odsuwa się od siebie problemu, tylko przyśpiesza najgorszy finansowy scenariusz. Im dłużej „kupujemy” sobie czas, zaciągając kolejne długi, tym bardziej wydłużamy sobie drogę do odzyskania kontroli nad swoimi pieniędzmi – zaznacza Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Wraz z każdą kolejną pożyczką czy zobowiązaniem rośnie zagrożenie wpadnięciem w spiralę zadłużenia. Według danych KRD, już niemal co czwarta osoba notowana w rejestrze, czyli ponad 586,1 tys. dłużników, zostało do niego zgłoszonych przez co najmniej trzech wierzycieli. Suma zobowiązań tych multidłużników wynosi 21,8 mld zł. To blisko połowa całej kwoty, którą powinni uregulować wszyscy zalegający z płatnościami Polacy.

Najczęściej wielu wierzycieli mają osoby między 36 a 45. rokiem życia. W takiej sytuacji jest ponad 191 tys. osób w tym wieku, a ich łączne zaległości przekraczają 7,6 mld zł. Wśród multidłużników przeważają mężczyźni. Zapożyczają się też na dużo wyższe kwoty. Do oddania mają niemal trzy razy więcej (16 mld zł) niż kobiety (5,8 mld zł).

Najwięcej multidłużników mieszka na Śląsku – 98,5 tys. osób. Kolejne na liście jest Mazowsze – 70,6 tys. Stąd pochodzi także rekordzista, który znajduje się w ekstremalnej pętli kredytowej, mając długi aż u 149 wierzycieli. Wielu multidłużników spotkać można również w województwach dolnośląskim (58,8 tys.) i wielkopolskim (54,5 tys.).

Po drugie, rozmawiaj z windykatorem

Zmierzenie się ze swoim długiem to jeden z najtrudniejszych kroków do wyjścia ze spirali zadłużenia, ale samo powstrzymanie się od brania nowych pożyczek nie wystarczy. Potrzebna jest determinacja i wola zmiany swojej sytuacji. To oznacza także podjęcie rozmów z wierzycielami, co stanowi drugi krok ku odzyskaniu kontroli nad finansami. Jak wskazują eksperci Kaczmarski Inkasso, firmy windykacyjnej posiadającej wieloletnie doświadczenie w obsłudze długów konsumenckich, unikanie kontaktu z wierzycielami czy firmami windykacyjnymi jest jednym z największych problemów osób zmagających się z przytłaczającym zadłużeniem. To kolejny przykład pozornego odsuwania problemów w czasie. Dług nie znika wraz z wyłączeniem telefonu czy nieodebraniem wezwania do zapłaty. Wręcz przeciwnie – rośnie w miarę upływu czasu, wraz z odsetkami.

Warto pamiętać, że unikanie kontaktu z firmą windykacyjną i uchylanie się od spłaty długu może doprowadzić do wszczęcia postępowania sądowego, które wiąże się z dodatkowymi kosztami. Na etapie windykacji polubownej konsument zawsze ma szanse na wypracowanie kompromisu w sprawie spłaty zaległości i uniknięcie zajęcia swojego majątku przez komornika.

Wierzycielowi i działającemu na jego zlecenie negocjatorowi z firmy windykacyjnej zależy przede wszystkim na odzyskaniu pieniędzy, ale w możliwy do zrealizowania sposób. Windykatorzy nie są wrogami dłużnika, potrafią bowiem pomóc w znalezieniu wyjścia ze spirali zadłużenia. Pełnią rolę mediatorów pomiędzy wierzycielem a dłużnikiem. Pomagają w ustaleniu rozwiązań, które będą korzystne dla obu stron. Nawiązanie dialogu to kolejny krok naprzód w procesie oddłużania się – zaznacza Jakub Kostecki, prezes Zarządu Kaczmarski Inkasso.

Po trzecie, ustal plan i się go trzymaj

Oba wcześniejsze punkty są niezbędne, aby nie brnąć dalej w pętlę zadłużenia. Trzecim krokiem jest podjęcie działań zmierzających do spłaty zobowiązań i odzyskania kontroli nad swoim życiem.

Eksperci Kaczmarski Inkasso radzą, aby zacząć od podliczenia wszystkich zobowiązań – ile ich łącznie mamy i wobec kogo. Pomoże to w określeniu priorytetów spłaty, czyli który dług jest najdroższy i najpilniejszy do spłacenia. Następnie plan spłaty trzeba zestawić ze swoimi możliwościami finansowymi. Pomocne będzie obliczenie kosztów stałych, czyli regularnych wydatków w budżecie domowym. Będą to nie tylko płatności za bieżące rachunki czy czynsz za mieszkanie, ale także inne opłaty, np. za zajęcia dodatkowe dla dzieci, leki czy bilet miesięczny na komunikację miejską. Porównanie kosztów stałych z własnymi przychodami pomoże ocenić, ile średnio miesięcznie w naszym budżecie zostaje wolnych środków, które mogą być przeznaczone na spłatę zobowiązań. Przy czym warto przyjrzeć się wydatkom w szerszej skali, np. 3 miesięcy. Nie każde stałe koszty pojawiają się bowiem co miesiąc.

Jak zaznacza Jakub Kostecki, analiza wydatków pomoże określić, ile możemy spłacać, żeby zachować bezpieczeństwo finansowe i nie musieć znów pożyczać. Im dokładniej sporządzona będzie finalna kalkulacja, tym mniejsze ryzyko, że raty na spłaty długów okażą się w przyszłości problemem.

Obliczenia mogą jednak pokazać, że w budżecie nie zostaje nic na spłatę zobowiązań. Jeśli to możliwe, warto zastanowić się, gdzie wygospodarować oszczędności i ograniczyć wydatki. Nie zawsze sytuacja na to pozwala. W przypadku zadłużenia bankowego warto sprawdzić, czy zobowiązania uda się skonsolidować, czyli połączyć w jeden kredyt, który potencjalnie będzie łatwiejszy do spłacenia. Dzięki niemu rata może być mniejsza, a okres spłaty dłuższy. Trzeba jednak wiedzieć, że wiąże się to z wyższą finalną ceną kredytu. Zobowiązanie jest łatwiejsze do spłacenia, ale i droższe.

W przypadku kredytu w banku, również hipotecznego, istnieje możliwość złożenia wniosku o „zamrożenie” rat lub ich części kapitałowej na 3 miesiące. Jednak skorzystać z takiej opcji mogą zazwyczaj tylko te osoby, które do tej pory opłacały swoje zobowiązania w terminie, a teraz np. straciły pracę lub inne źródła dochodu. W przypadku osób, które zalegają z płatnościami już od dłuższego czasu, taka opcja nie będzie brana pod uwagę przez bank.

Innym sposobem na uzyskanie pieniędzy na spłatę jest znalezienie dodatkowego źródła dochodu, np. podjęcie dodatkowej pracy.

Ustalenie planu, wyznaczenie sobie priorytetów i szukanie najlepszych rozwiązań jest sporym wyzwaniem, ale nie zapominajmy, że możemy skorzystać z profesjonalnego wsparcia firmy windykacyjnej. Negocjator może zaproponować plan spłaty zobowiązań, który będzie dopasowany do możliwości dłużnika. Czasem nawet niewielkie zmiany w nawykach i zarządzaniu budżetem mogą dać bardzo pozytywne efekty, przywracając równowagę finansową osobie zadłużonej – radzi ekspert Kaczmarski Inkasso.

[1] Ogólnopolskie badanie „Jak pożyczają Polacy” zostało przeprowadzone przez IMAS International na zlecenie Krajowego Rejestru Długów w listopadzie 2020 r. na reprezentatywnej grupie 1007 osób, które mają pożyczki bądź kredyty, https://krd.pl/centrum-prasowe/informacje-prasowe/2021/blisko-co-czwarty-pozyczajacy-nie-sprawdza-czy-bedzie-w-stanie-splacic-zobowiazanie.

Mikołaj przyszedł wcześniej w tym roku

S&P 500 odbił się o 9 proc. od październikowego minimum. Rodzi się pytanie, czy sezonowa hossa Świętego Mikołaja przyszła wcześnie? Częściowo. Jesteśmy blisko naszego celu 4700 na koniec roku, ale cel na przyszły rok jest jeszcze wyższy: 5050. Ten efekt „Halloween” rozpoczyna sezonowo najsilniejsze sześć miesięcy w roku, zarówno inwestorzy planują nadchodzący rok, jak i firmy przedstawiają poglądy na nadchodzące 12 miesięcy. Istnieje również rotacja sektorów wrażliwych na wzrost, spośród których zwykle prym wiodą: uznaniowy konsument, towary, przemysł i technologia, a  od maja do października, defensywni liderzy tacy jak podstawowe produkty konsumenckie i opieka zdrowotna, pozostają w tyle.

WSPARCIE

Zyski w III kwartale uspokojone, wzrost o 41 proc. i 10 proc. w stosunku do prognozy. Marże zysku były bliskie rekordu. Mniejsza liczba przypadków zachorowań napędza PKB. NOWCast PKB Fed z Atlanty wynosi 8 proc. Prognozy inflacji i stóp procentowych uległy gwałtownej zmianie. Rynek już wycenił stawki na wzrost w czerwcu. Wykupy sięgają rekordowych 220 miliardów dolarów, zyski firmy rosną a w gotówce mają 7 bilionów dolarów w gotówce. Nowi inwestorzy detaliczni są stanowczy i ustanowili rekord alokacji kapitału.

PERSPEKTYWY

Rynki będą radzić sobie z ryzykiem związanym z pułapem zadłużenia i nominacją przewodniczącego Fed, podczas gdy dystans między niestabilnymi stałymi dochodami a rozluźnionymi akcjami jest łagodny. Widzimy dwukrotny konsensus 8 proc. wzrostu zysków w przyszłym roku, z ponad 4 proc. wzrostem PKB i stabilnymi marżami. Z wycenami powyżej długoterminowych poziomów, przy wciąż niskich rentownościach obligacji i big tech.hossa giełda

Ben Laidler, strateg ds.rynków globalnych w eToro

Przedsiębiorcy o Polskim Ładzie: rewolucja w pięć tygodni, podatkowe mission impossible

Przedsiębiorcy zrzeszeni w Północnej Izbie Gospodarczej apelują do Premiera Mateusza Morawieckiego, by karencja po której rozpoczną się kontrole przestrzegania przepisów Polskiego Ładu trwała przynajmniej pół roku. Nowe przepisy wejdą w życie w styczniu 2022 roku. Ustawa zmieniająca system podatkowy została podpisana przez Prezydenta Andrzeja Dudę. Według przedsiębiorców sytuacja jest trudna, bo dokument Polskiego Ładu to ponad 700 stron zmian i regulacji. Nie da się zapoznać z nimi i skutecznie wprowadzić je w życie w kilka tygodni. – Od wczoraj odebraliśmy kilkanaście telefonów i maili w tej sprawie, stąd też nasz apel. Nie ma szans, by przedsiębiorcy byli w stanie skutecznie wdrażać wszystkie zmiany w tak szybkim tempie. Apelujemy, by ewentualne kontrole odbywały się z wyrozumiałością. Uważamy także, że polityka informacyjna w temacie zmian powinna być szersza. Nie wszyscy przedsiębiorcy muszą być specjalistami od podatków, a kancelarie zajmujące się tematem profesjonalnie są tak zarzucone pracą, że wielu przedsiębiorców odbija się od drzwi. Jak oni mają sobie poradzić? – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

  • Polski Ład podpisany przez Prezydenta RP – według przedsiębiorców niemożliwe jest całkowite wprowadzenie zmian w system funkcjonowania firmy w zaledwie kilka tygodni
  • Sam dokument Polskiego Ładu to 700 stron. Zmiana dotyczy kilkudziesięciu ustaw i kompleksowo zmieni sposób funkcjonowania wielu firm
  • Tak dynamiczne działanie rodzi ryzyko błędów interpretacyjnych
  • Przedsiębiorcy oczekują vacatio legis w wymiarze minimum sześciu miesięcy oraz braku kar finansowych dla firm popełniających błędy

Pismo skierowane do Premiera Mateusza Morawieckiego i Ministra Finansów Tadeusza Kościńskiego zostanie przygotowane jeszcze w tym tygodniu. Przedsiębiorcy liczą na wyrozumiałość agend rządowych odpowiedzialnych za kontrolę przestrzegania przepisów podatkowych. Jak mówi Prezes Hanna Mojsiuk wprowadzona została właśnie rewolucja podatkowa. Czas, jaki został przedsiębiorcom na zapoznanie się ze zmianami i wdrożenie ich w swoich firmach jest absolutnie niewystarczający.

– Do końca roku zostało 45 dni, a dokument Polskiego Ładu ma blisko 700 stron. Do tego zostaje jeszcze wdrażanie tych zmian w życie i zapoznawanie z nimi swoich pracowników i klientów. Istotna jest również kwestia wyliczeń konsekwencji finansowych dla firm. Spodziewamy się także wątpliwości interpretacyjnych, a ich wyjaśnienie również zajmuje czas. To jest po prostu niemożliwe i przedsiębiorcy Północnej Izby Gospodarczej są tempem zmian oburzeni i realnie zmartwieni – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Izby.  – Polityka podatkowa Rządu RP od kilku lat wygląda dość podobnie, przedsiębiorcy przed nowym rokiem zaskakiwani są zmianami, które mają wprowadzić w życie niemal natychmiast. Takie działanie rodzi ryzyko występowania błędów i interpretacji niezgodnych z wytycznymi Ministerstwa Finansów. Przedsiębiorcy są tylko ludźmi, a podatkowe akty prawne są bardzo skomplikowane. Uważamy, że dokument powinien mieć minimalnie półroczne vacatio legis, by przedsiębiorcy mieli czas na zapoznanie się z nim – mówi Hanna Mojsiuk.

Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie zwraca uwagę także na inne problemy: – Polski Ład w kwestiach finansowych i ekonomicznych zmienia kilkadziesiąt ustaw. Dla wielu firm będzie to zmiana podstawy działania, a czasem nawet profilu prowadzonej pracy. Takich zmian nie da się wprowadzić z dnia na dzień. Otrzymujemy wiele sygnałów od przedsiębiorców, że odbijają się od drzwi w kancelariach podatkowych i doradczych, bo mają one tyle klientów, że nie są w stanie pomagać kolejnym firmom. Wiele firm zostanie pozostawionych sama sobie w obliczu rewolucyjnych zmian – dodaje Hanna Mojsiuk.

W piśmie Północnej Izby Gospodarczej sformułowany zostanie apel o to, by kontrole przestrzegania przepisów Polskiego Ładu nie kończyły się karami, a pouczeniami i wytycznymi dla przedsiębiorców. Oczekujemy również, że rozpoczną się one przynajmniej po kilku miesiącach, by przedsiębiorcy mieli czas na przygotowanie zmian i efektywne wprowadzenie ich w swoich firmach.

Grupa Pracuj publikuje prospekt i rozpoczyna publiczną ofertę akcji

Grupa Pracuj – lider na rynku cyfrowej rekrutacji, działający od ponad 20 lat w Polsce i od 15 lat na Ukrainie, oferujący usługi wspierające rekrutację, utrzymanie i rozwój pracowników – opublikowała prospekt w celu przeprowadzenia pierwszej publicznej oferty akcji Spółki oraz ich dopuszczenia do obrotu na rynku głównym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

Oferta obejmie do 22.380.626 istniejących akcji, stanowiących 32,86% kapitału zakładowego. Cena maksymalna została ustalona na poziomie 82 zł za akcję.

Komentując dzisiejsze wydarzenie, Przemysław Gacek, współtwórca i prezes Grupy Pracuj, powiedział:

„Publikacja prospektu i rozpoczęcie publicznej oferty akcji jest kolejnym krokiem przybliżającym Grupę Pracuj do wejścia na Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie. Jeśli warunki rynkowe będą sprzyjające, jeszcze w tym roku dołączymy do spółek notowanych na GPW.

Naszą pozycję rynkową budujemy od ponad dwóch dekad. Serwisy Pracuj.pl oraz Robota.ua są dzisiaj najbardziej rozpoznawalnymi markami rekrutacyjnymi w Polsce i na Ukrainie. Nieustannie rozwijamy ekosystem cyfrowych narzędzi wspierających rekrutację, utrzymanie i rozwój pracowników. Jesteśmy przekonani, że innowacje i dogłębne zrozumienie rynku, które leżą u podstaw naszego rozwoju, dają nam dobre perspektywy długoterminowego wzrostu i wartości. Zamierzamy umacniać naszą pozycję rynkową nie tylko na rynku internetowych usług rekrutacyjnych, lecz również rynku HR w szerszym ujęciu. Cieszymy się, że już wkrótce będziemy mogli przedstawić nasze dokonania i plany nowym inwestorom.”

Struktura i warunki oferty

  • Spółka zamierza ubiegać się o dopuszczenie i wprowadzenie wszystkich swoich akcji do obrotu na rynku głównym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.
  • Oferta obejmie nie więcej niż 22.380.626 istniejących akcji, stanowiących 32,86% kapitału zakładowego Spółki, należących do dotychczasowych akcjonariuszy Spółki.
  • Obecnie największymi akcjonariuszami Spółki są: Przemysław Gacek, współzałożyciel i prezes Grupy Pracuj (posiada 54,71% udział w kapitale zakładowym i ogólnej liczbie głosów na WZ, w tym 51% pośrednio poprzez w pełni kontrolowaną spółkę Frascati Investments sp. z o.o.), fundusz TCV (poprzez swój wehikuł inwestycyjny), który zainwestował w Spółkę w 2017 r. (26,66%), oraz Maciej Noga, współzałożyciel Grupy Pracuj i obecny Przewodniczący Rady Nadzorczej Spółki (10,22%).
  • Zamiarem TCV jest sprzedaż do 9.396.084 akcji (reprezentujących 13,80% kapitału zakładowego), natomiast w przypadku, gdy TCV, wraz z Globalnymi Koordynatorami, uzna popyt inwestorów indywidualnych oraz inwestorów instytucjonalnych na akcje oferowane za odpowiedni, może zwiększyć liczbę akcji oferowanych o nie więcej niż 8.759.776 akcji oferowanych, jednak w żadnym przypadku TCV nie zaoferuje więcej niż 18.155.860 akcji (26,66%), a cała Oferta w żadnym przypadku nie będzie obejmować więcej niż 22.380.626 akcji oferowanych (32,86%).
  • Po zakończeniu Oferty Przemysław Gacek, bezpośrednio i pośrednio poprzez Frascati Investments sp. z o.o., pozostanie większościowym akcjonariuszem Spółki, z udziałem wynoszącym co najmniej 53%.
  • Akcje zostaną zaoferowane w ramach oferty publicznej przeprowadzanej wyłącznie na terytorium Polski, skierowanej do inwestorów indywidualnych i instytucjonalnych; akcje mogą zostać również zaoferowane wybranym zagranicznym inwestorom instytucjonalnym spoza terytorium Stanów Zjednoczonych Ameryki, zgodnie z Regulacją S wydaną na podstawie Amerykańskiej Ustawy o Papierach Wartościowych, a także kwalifikowanym nabywcom instytucjonalnym w Stanach Zjednoczonych Ameryki, na zasadach określonych w Przepisie 144A wydanym na podstawie Amerykańskiej Ustawy o Papierach Wartościowych.
  • Inwestorzy indywidualni mogą składać zapisy na akcje Spółki od 17 do 24 listopada 2021 r. po cenie maksymalnej ustalonej na 82 zł za akcję („Cena Maksymalna”).
  • Pojedynczy zapis złożony przez inwestora indywidualnego może opiewać na co najmniej 100 akcji i maksymalnie 72.000 akcji. Inwestorzy indywidualni mogą złożyć więcej niż jeden zapis.
  • Ostateczna cena akcji dla inwestorów indywidualnych i ostateczna cena akcji dla inwestorów instytucjonalnych zostaną ustalone po przeprowadzeniu procesu budowania księgi popytu wśród inwestorów instytucjonalnych.
  • Ostateczna cena akcji dla inwestorów indywidualnych nie będzie wyższa niż Cena Maksymalna. Ostateczna cena akcji dla inwestorów instytucjonalnych może zostać ustalona na poziomie wyższym niż Cena Maksymalna.
  • W przypadku, gdy łączna liczba akcji, na które złożą zapisy inwestorzy indywidualni, będzie większa niż liczba akcji oferowanych tej kategorii inwestorów, przydział akcji nastąpi na zasadach proporcjonalnej redukcji każdego ze złożonych zapisów.
  • Citigroup Global Markets Europe AG, Dom Maklerski Banku Handlowego S.A., Goldman Sachs Bank Europe SE oraz Trigon Dom Maklerski S.A. działają jako Globalni Współkoordynatorzy oraz Współprowadzący Księgę Popytu, Numis Securities Limited jako Współprowadzący Księgę Popytu, a mBank S.A. jako Współmenedżer Oferty.
  • Trigon Dom Maklerski S.A. pełni również rolę firmy inwestycyjnej pośredniczącej w ofercie publicznej akcji.
  • W celu ułatwienia wzięcia udziału w Ofercie inwestorom indywidualnym, utworzone zostało konsorcjum detaliczne, którego skład został opublikowany na stronie internetowej Spółki (https://grupapracuj.pl/oferta-publiczna). W celu złożenia zapisu niezbędne jest posiadanie otwartego rachunku papierów wartościowych w firmie inwestycyjnej będącej członkiem tego konsorcjum.
  • TCV oraz pozostali Akcjonariusze Sprzedający zobowiążą się, że nie będą oferować, sprzedawać ani obciążać akcji Spółki przez okres 180 dni od daty pierwszego notowania akcji Spółki na GPW w Warszawie, przy czym w przypadku Przemysława Gacka, Frascati Investments sp. z o.o., oraz pozostałych obecnych członków zarządu Grupy Pracuj ten okres wyniesie 360 dni. Spółka także nie będzie emitować, oferować, sprzedawać ani obciążać swoich akcji przez okres 360 dni od daty pierwszego notowania akcji Spółki na GPW w Warszawie.

Przewidywany harmonogram Oferty

17–24 listopada 2021 r. proces budowania księgi popytu wśród inwestorów instytucjonalnych
17–24 listopada 2021 r. okres przyjmowania zapisów od inwestorów indywidualnych (do godz. 16:59 czasu lokalnego w Warszawie w dniu 24 listopada 2021 r.)
24 listopada 2021 r.
(lub w okolicach tej daty)
publikacja informacji o ostatecznej cenie akcji dla inwestorów indywidualnych, ostatecznej cenie akcji dla inwestorów instytucjonalnych, ostatecznej liczbie akcji oferowanych przez każdego z Akcjonariuszy Sprzedających oraz liczbie akcji oferowanych poszczególnym kategoriom inwestorów
do 30 listopada 2021 r. przydział akcji („Dzień Przydziału”)
30 listopada 2021 r.
(lub w okolicach tej daty)
zapisanie akcji na rachunkach papierów wartościowych inwestorów indywidualnych
9 grudnia 2021 r.
(lub w okolicach tej daty)
przewidywany pierwszy dzień notowania akcji Spółki na GPW

 

Informacje o Grupie Pracuj

Grupa Pracuj jest wiodącą platformą technologiczną w branży HR w Europie Środkowo-Wschodniej. Grupa wspiera przedsiębiorstwa w zakresie rekrutacji, utrzymania i rozwoju pracowników, ułatwia użytkownikom jej serwisów znalezienie odpowiedniego zatrudnienia umożliwiającego pełne wykorzystanie ich potencjału oraz tworzy światowej klasy technologie, które kształtują przyszłość rynku HR.

Marki należące do Grupy tworzą zaawansowany cyfrowy ekosystem dla branży HR, spośród których najważniejsze to Pracuj.pl – największy polski internetowy serwis rekrutacyjny, Robota.ua – wiodący na rynku ukraińskim internetowy serwis rekrutacyjny, oraz eRecruiter – wiodący polski system wspierający prowadzenie procesów rekrutacyjnych, oferowany w modelu SaaS (ang. software as a service, czyli oprogramowanie jako usługa).

W 2020 r. z serwisów Grupy korzystało średnio 6,8 mln użytkowników miesięcznie, w tym 3,1 mln w Polsce i 3,7 mln na Ukrainie. Na portalach Grupy każdego dnia dostępnych jest średnio 176 tys. ofert pracy (wg stanu na koniec września 2021 r.). Z systemu eRecruiter, służącego do zarządzania rekrutacjami, korzysta ponad 1500 firm.

Grupa Pracuj działa od ponad 20 lat w Polsce i od 15 lat na Ukrainie. Zatrudnia ponad 800 osób, w tym ponad 200 wykwalifikowanych specjalistów zajmujących się rozwojem produktów oraz technologią. Z usług Grupy korzysta aktywnie ponad 48 tys. pracodawców w Polsce i około 64 tys. na Ukrainie (wg stanu na koniec września 2021 r.).

Większość przychodów Grupy (niemal 87% w 2020 r.) pochodzi od pracodawców i agencji rekrutacyjnych zamieszczających oferty pracy w serwisach internetowych należących do Grupy Pracuj i zamawiających usługi dodatkowe związane z tymi ogłoszeniami. Grupa osiąga też przychody dzięki platformie eRecruiter oferowanej w modelu abonamentowym SaaS.

W ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy 2021 r. Grupa Pracuj, korzystając z rosnącego popytu na projekty rekrutacyjne, połączonego z wprowadzeniem nowych produktów i usług, osiągnęła przychody z umów z klientami w wysokości 344 mln zł, o 60% wyższe niż w analogicznym okresie 2020 r. Grupa wypracowała w tym okresie Skorygowaną EBITDA[1] w wysokości 200 mln zł (marża[2] 58%), co oznacza wzrost o 85% r/r.

Pomimo wyzwań związanych z pandemią COVID-19, w 2020 r. łączne przychody Grupy Pracuj z umów z klientami wyniosły 299 mln zł, a Skorygowana EBITDA 148 mln zł (marża 50%) w porównaniu do odpowiednio 368 mln zł i 175 mln zł (marża 48%) w 2019 r.

Grupa Pracuj zamierza regularnie dzielić się wypracowywanymi zyskami z akcjonariuszami. Jej intencją jest wypłata dywidendy w wysokości nie mniejszej niż 50% zysku netto za dany rok obrotowy.

[1] Skorygowana EBITDA oznacza zysk z działalności operacyjnej powiększony o amortyzację (w tym amortyzację wartości firmy) skorygowany o rozpoznane, jak również odwrócone, a uprzednio rozpoznane odpisy z tytułu trwałej utraty wartości aktywów oraz o wykazane w skonsolidowanym sprawozdaniu z całkowitych dochodów koszty programów płatności w formie akcji i koszty Oferty.

[2] Skorygowana marża EBITDA dla danego okresu oznacza stosunek Skorygowanej EBITDA w danym okresie do przychodów z umów z klientami za ten sam okres.

Czym są kryptowaluty oparte na memach?

W przeszłości, wzrosty na rynkach kryptowalut powodowały napływ nowych osób, które chciały stać się właścicielem wirtualnego kapitału. Wobec osiąganych wzrostów przez najbardziej popularne kryptowaluty i wobec chęci nowych osób do szybkiego zarobku, swoje zastosowanie odnalazły kryptowaluty oparte na memach.

Ich założenie jest proste – waluty te są bardzo tanie (wartość wyrażana nawet do 12 cyfr i więcej po przecinku) i wobec wzrostu popularności mogą wygenerować znaczne zyski. Takie sytuacje miały miejsce w 2013 r., kiedy na fali Bitcoina powstał Dogecoin i w 2020 r. kiedy powstał Shiba Inu oparty na sieci Ethereum (drugiej największej kryptowaluty). W 2021 r. miano takiego waloru zyskuje Dogebonk, oparty na sieci Binance Smart Chain (obecnie trzeciej na świecie największej kryptowaluty). Wszystkie te kryptowaluty można skategoryzować jako memcoiny (monety memowe) – komentuje mecenas Adam Ziębicki z kancelarii Chałas i Wspólnicy.

Czym są i czy powinno się na nie uważać?

Dogecoin 2Dogecoin, Shiba Inu, Dogebonk, Floki Inu i inne podobne można określić mianem memecoinów (monet memowych). Są to monety, które są oparte i silnie inspirowane sarkazmami oraz popularnymi memami w mediach społecznościowych. Zgodnie z portalem coinmarketcap, obecnie istnieje co najmniej 124 monet memowych. Ich ilość może być nieograniczona i co chwilę mogą powstawać nowe, oparte na kolejnych popularnych memach.

To, co odróżnia monety memowe od „tradycyjnych” kryptowalut to ich przeznaczenie oraz ich źródło czy fundamenty. „Tradycyjne” kryptowaluty tworzone były i są w celu usprawnienia i rozwiązania pewnych problemów istniejących w danym środowisku. Dla przykładu, Bitcoin został stworzony jako odpowiedź na kryzys z 2008 r. Jego głównym założeniem było umożliwienie przesyłania pieniędzy bez jakiejkolwiek centralnej kontroli lub nadzoru banków lub rządów. „Tradycyjne” krypowaluty tworzone są również co do zasady przez pewien zespół, który stale rozwija daną walutę. Jeżeli chodzi zaś o monety memowe, to te aktywa często takich założeń nie mają, a powstaję one dopiero wraz ze znacznym wzrostem ich popularności. Monety memowe charakteryzują się również tym, że ich rozwój oparty jest na działaniach społeczności otaczającej daną monetę, w szczególności w social mediach. Dla przykładu – moneta mem nr 1 (Dogecoin) zyskała ogromną popularność na skutek twittów Elona Muska na jej temat. To co również odróżnia „tradycyjne” kryptowaluty od monet memów jest jeszcze ich większa zmienność – mogą one jeszcze szybciej generować znaczące zyski, jak również jeszcze szybciej mogą spowodować znaczące straty po stronie inwestora. Jeżeli chodzi o ostatni przypadek to najlepszym przykładem jest oszustwo, które było wykonane przez twórców kryptowaluty, której nazwa była inspirowanej serialem Squid Game – komentuje mecenas Adam Ziębicki z kancelarii Chałas i Wspólnicy.

Wraz ze wzrostem popularności monet memowych pojawia się kwestia reklam. Społeczność otaczająca daną monetę mem w różny sposób próbuje propagować i reklamować daną walutę. Takie reklamy przybierają różnego rodzaju formę – pojawiły się już billboardy w Nowym Jorku, reklamy w metrze w Londynie, czy też reklamy na lotniskach (również w Polsce!). Kolejnym, dotychczas nieosiągniętym poziomem „reklamy”, zgodnie z zapowiedziami Elona Muska będzie nazwanie rakiety SpaceX nazwą „DOGE-1” na część Dogecoina.

Vercom z blisko 2-krotnie większymi rdr. przychodami w III kw. 2021 r.

Vercom ma za sobą kolejny rekordowy kwartał. W minionym okresie Spółce udało wypracować się prawie 2-krotny wzrost przychodów (wzrost o 94 proc. rdr.) do poziomu 44,3 mln zł. Co równie ważne, liczba klientów korzystających z rozwiązań Vercom wzrosła jeszcze bardziej (wzrost o 120% rdr.) do 18,7 tys. Komplet rekordowych wyników zamyka marża brutto, która wyniosła 13,7 mln zł, co oznacza wzrost o 85 proc. Bardzo dobre wyniki są zasługą wzrostu organicznego oraz pierwszych synergii z inwestycji we FreshMail oraz PushPushGo.

Trzeci kwartał tego roku przyniósł naszej Spółce kolejne rekordowe wzrosty, co niezmiernie nas cieszy. Dynamiczne tempo, w jakim się rozwijamy to poza stabilnym i silnym wzrostem organicznym, również efekt akwizycji, dzięki którym pozyskujemy nie tylko klientów, ale i cenne talenty. Mamy duże ambicje, dlatego w najbliższej przyszłości chcemy skoncentrować się na globalnej ekspansji i z pełnym zaangażowaniem pracować nad dalszym rozwojem Spółki – mówi Krzysztof Szyszka, prezes zarządu Vercom.

Na szczególną uwagę zasługuje wzrost liczby klientów Vercomu, gdyż stanowi silną podwalinę do wzrostu skali biznesu w przyszłości. Uwzględniając wzrost organiczny oraz dodatkowo klientów ProfiSMS, FreshMail oraz PushPushGo – ich liczba zwiększyła się ponad dwukrotnie do 18,7 tys.

Warto również wspomnieć o dwóch inwestycjach, jakie miały miejsce w minionym kwartale. 7 lipca br. Spółka nabyła 100 proc. udziałów lidera rynku e-mail marketingu FreshMail, a dzień później zainwestowała w spółkę specjalizującą się w powiadomieniach Web Push – PushPushGo, przejmując 67,42 proc. udziałów, co pozwoliło rozszerzyć skalę działalności Grupy Vercom o kolejny kanał komunikacji web push, a przez to generować naturalne synergie sprzedażowe. Spółka nie ma jednak zamiaru zwalniać tempa, Vercom podtrzymuje, że w ciągu 12 miesięcy od otrzymania środków z IPO a więc do maja 2022 r., planuje przeznaczyć na akwizycje minimum 250 mln zł.

Z pozyskanych środków IPO, na przejęcie udziałów FreshMail oraz PushPushGo przeznaczyliśmy 40 mln. Utrzymujemy, że spełnimy nasze założenia przedstawione w trakcie procesu IPO i resztę środków, tj. 210 mln wykorzystamy na dalszy rozwój biznesu i akwizycje. W przyszłość patrzymy globalnie i konsekwentnie chcemy się skalować, nie ograniczając się jedynie do regionu CEE – dodaje Krzysztof Szyszka.

Ze względu na specyfikę ostatniego kwartału roku, zwykle obfitującego w największą w roku liczbę zamówień e-commerce – z uwagi na przypadający w nim Black Friday oraz intensywny okres okołoświąteczny – a co za tym idzie – bardzo dużą ilość wysyłanych wiadomości i komunikatów, Vercom spodziewa się, że ostatni kwartał przyniesie również zadowalające wyniki. Dla rynku CPaaS, wzrost e-commerce zapewnia bowiem efekt dźwigni – jedna transakcja generuje kilka lub kilkanaście powiadomień wysyłanych przez platformy CPaaS  dla klientów (SMS, EMAIL, PUSH lub OTT): od podziękowania za zrealizowane zamówienie, przez informacje o autoryzacji i realizacji płatności, wysyłkę i doręczenie przesyłki, aż po wystawienie faktury, czy prośbę o wyrażenie opinii.

– Ostatnie trzy miesiące roku to dla wielu sektorów, w tym naszego, czas żniw, ale także wytężonej pracy. Z racji, iż naszymi klientami są w przeważającej mierze firmy e-commerce oraz oferujące usługi wspierające e-commerce, w okresie wzmożonych zamówień, będą one jeszcze częściej wykorzystywać powszechnie stosowane kanały komunikacji, takie jak e-mail, SMS push, czy OTT – dodaje Tomasz Pakulski, członek zarządu Vercom.

Coraz gorsze nastroje konsumentów

W październiku utrzymywała się zauważalna w poprzednich miesiącach tendencja do pogarszania się nastrojów wśród polskich konsumentów – wynika z najnowszej edycji raportu Global State of the Consumer Tracker opracowanego przez firmę doradczą Deloitte. Na skutek rozwijającej się czwartej fali pandemii już tylko nieznacznie więcej niż jedna trzecia ankietowanych deklaruje, że nie obawia się latać samolotem, a niewiele mniej wyraża zaniepokojenie stanem domowych finansów. Spadł też odsetek zainteresowanych w nadchodzącym półroczu kupnem samochodu, a spośród tych, którzy się na to zdecydują, aż o 8 p.p. mniej chce nabyć pojazd fabrycznie nowy.

Przeprowadzona pod koniec października 24. fala badania Global State of the Consumer Tracker wyraźnie pokazuje, że utrzymuje się trend spadkowy w zakresie poczucia bezpieczeństwa deklarowanego przez ankietowanych. Najbardziej zmieniły się wskazania dotyczące osobistego robienia zakupów w sklepach. Odsetek mówiących, że w takich okolicznościach nie odczuwają strachu zmalał o 6 p.p., do 56 proc. W porównaniu z ankietą przeprowadzoną przez Deloitte tuż przed wakacjami spadek wyniósł w sumie aż 18 p.p

Mniej osób czuje się też bezpiecznie w czasie lotu samolotem (36 proc.), w trakcie wydarzeń masowych, takich jak koncerty, imprezy sportowe, seanse kinowe czy spektakle teatralne (48 proc.), gdy badani korzystają z usług indywidualnych oferowanych przez salony kosmetyczne i fryzjerskie, a także lekarzy czy dentystów (57 proc.) oraz podczas wizyt w restauracjach (59 proc.). We wszystkich tych przypadkach spadki wyniosły po 3 p.p.

W najmniejszym stopniu zmieniło się nastawienie do kwestii powrotu do biur. Nie obawia się tego 55 proc. badanych, co oznacza spadek tylko o 1 p.p. Z drugiej strony, minimalnie częściej deklarują oni jednak, że ze względu na COVID-19 posyłanie dzieci do szkoły nie jest bezpieczne w ich miejscu zamieszkania – 29 proc.

Choć nadal znaczna część ankietowanych niezbyt martwi się podróżowaniem, robieniem zakupów w stacjonarnych sklepach czy korzystaniem z restauracji i innych usług, wyraźnie widać, że obawy dotyczące tych aktywności stają się w ostatnim czasie bardziej odczuwalne. To z kolei może się bezpośrednio przekładać na kwestie ekonomiczne, bo konsumenci już nie tak beztrosko będą podchodzić do tego w jakich okolicznościach, ale przede wszystkim, ile wydają. – mówi Kamil Kucharczyk, wicedyrektor w dziale Doradztwa Finansowego

Firmy rezygnują z podróży służbowych

Więcej obaw dotyczących podróżowania samolotami wpływa także na perspektywy wyjazdów służbowych. W porównaniu do poprzedniego miesiąca częściej ankietowani deklarują, że jest to mało prawdopodobne – wzrost o 3 p.p., do 38 proc. Przeciwnego zdania jest 54 proc. pytanych i w tym przypadku zanotowano spadek o 2 p.p.

Jak wynika z badania, deklarowane powody podejmowania podróży służbowej uległy tylko nieznacznym zmianom. Najczęściej jest to konieczność bezpośredniego spotkania z klientem (23 proc.), nieco rzadziej udziału w konferencji (18 proc.) czy nawiązywania relacji z partnerami (15 proc.).

Ciekawie wygląda też spojrzenie na powody rezygnacji z wyjazdów w sprawach zawodowych. Wyraźnie częściej niż miesiąc temu badani mówią, że ich organizacje w ogóle zrezygnowały z takiej aktywności (23 proc., o 6 p.p. więcej). Pytani rzadziej czują się też bezpiecznie podczas delegacji – wzrost odsetka o 2 p.p., do 14 proc. Duża zmiana zaszła też wśród odpowiedzi wskazujących na zastąpienie podróżowania wykorzystaniem rozwiązań technologicznych – tak mówi 19 proc. ankietowanych, podczas gdy miesiąc temu jedna czwarta.

Większe zakupy muszą poczekać

Ogólne poczucie niepewności znajduje odzwierciedlenie w deklarowanym przez ankietowanych nastawieniu do kwestii finansowych. Już 22 proc. twierdzi, że ponosi co miesiąc wydatki większe niż dochody osiągane przez ich gospodarstwa domowe. Październik to kolejny miesiąc wzrostu tego wskaźnika. Jednocześnie podniósł się odsetek odpowiedzi dotyczących niepokoju o stan posiadanych oszczędności – nie martwi to 59 proc. Polaków, podczas gdy miesiąc temu tak twierdziło 62 proc.

43 proc. uważa, że może mieć problem z regulowaniem bieżących zobowiązań finansowych, a prawie połowa (49 proc.) deklaruje, że odkłada na później większe zakupy, które w normalnych warunkach nie byłyby problemem. Ta kwestia nie jest powodem do zmartwień dla 30 proc. badanych. O 4 p.p., do 40 proc., zmalał odsetek ankietowanych, którzy optymistycznie patrzą w przyszłość i zakładają, że ich sytuacja finansowa poprawi się w nadchodzących trzech miesiącach.

W obszarze finansowym najpowszechniejszym powodem do zmartwień pozostają jednak rosnące ceny najczęściej kupowanych produktów – tak twierdzi 84 proc. pytanych w październiku, co oznacza wzrost o 3 p.p. w porównaniu z miesiącem wcześniejszym. Nie przejmuje się tym zagadnieniem zaledwie 8 proc. Polaków.

W ostatnim czasie sukcesywnie rośnie odsetek martwiących się o domowe budżety. Odpowiedzi dotyczące postrzegania własnej kondycji finansowej i zmieniających się cen najlepiej pokazują, że gospodarcze konsekwencje koronakryzysu Polacy odczuwają z opóźnieniem. Jednocześnie konsumenci coraz częściej dają wyraz swojemu zaniepokojeniu w obliczu ponownie pogarszającej się sytuacji pandemicznej, nie bez znaczenia jest też niepewność związana ze zmianami stóp procentowych oraz rosnącą inflacją. – mówi Przemysław Szczygielski, partner, lider sektora finansowego w Polsce, lider zarządzania ryzykiem oraz doradztwa regulacyjnego, Deloitte.

Kup w Internecie, odbierz w sklepie

Ponowny wzrost poczucia zagrożenia wizytami w sklepach stacjonarnych przekłada się na nastawienie do zakupów w formule online. W większości kategorii produktów rośnie odsetek deklarujących, że zakupy robią tylko przez Internet. W przypadku elektroniki tak mówi 13 proc. badanych, a ubrania i obuwie wyłącznie online kupuje już niemal co dziesiąty badany (9 proc.). Z drugiej strony, tylko w tradycyjnej formie Polacy najczęściej kupują produkty spożywcze (70 proc.), leki (61 proc.) i domowe artykuły pierwszej potrzeby (53 proc.).

Badanie pokazuje, że polscy konsumenci nauczyli się na co dzień wykorzystywać upowszechnione w pandemii sposoby robienia zakupów. Choć w przypadku niektórych kategorii produktów nadal preferują przede wszystkim tradycyjne wizyty w sklepie, to jednak odsetek ten cały czas spada. Z drugiej strony daje się zauważyć, że utrzymuje się tendencja do kupowania przez Internet i odbierania w placówkach stacjonarnych, na co w różnym stopniu wskazuje 77 proc. ankietowanych. – mówi Anita Bielańska, dyrektor w dziale konsultingu, liderka Consumer Industry w Deloitte.

Podejścia click and collect w ogóle nie uznaje 23 proc. konsumentów, pozostali mówią, że zdarza im się to czasami (36 proc.), sporadycznie (27 proc.) lub często (11 proc.). Wyłącznie z takiej formuły robienia zakupów, gdy tylko to jest możliwe, korzysta 3 proc. badanych.

Motoryzacyjne spowolnienie

Ogólnie obserwowane w badaniu Deloitte poczucie niepewności wśród konsumentów przekłada się też na nastawienie np. do sposobu przemieszczania się i planowanie inwestycji w tym obszarze. Odsetek zainteresowanych w nadchodzących 6 miesiącach kupnem samochodu spadł do 19 proc. Co więcej, jeśli nawet konsumenci mają takie plany, 42 proc. chce nabyć pojazd fabrycznie nowy, co oznacza spadek aż o 8 p.p. względem badania wrześniowego. Jedna trzecia bierze pod uwagę auto używane, ale prawie nowe, z gwarancją – wzrost wskazań o 9 p.p.

Obawy o własne zdrowie powodują, że Polacy mniej chętnie korzystają z transportu zbiorowego. Myślą więc o własnym samochodzie, ale chętnie znaleźliby dla siebie coś używanego, w dobrym stanie. Z drugiej strony, planujący zakup samochodu muszą brać pod uwagę ograniczenia w zakresie własnych możliwości finansowych i spadającą siłę nabywczą domowych budżetów. Osobną kwestią, wpływającą na sprzedaż pojazdów, jest ograniczona podaż nowych aut w ostatnim czasie. – mówi Bartosz Swatko, dyrektor w dziale konsultingu w Deloitte.

Badanie Deloitte pokazuje, że decydując się na zmianę samochodu, konsumenci najczęściej kierują się raczej subiektywnymi pobudkami. Prawie jedna trzecia (30 proc.) uważa po prostu, że jest już gotowa, aby jeździć innym autem, niemal co piąty (19 proc.) zmienia model na nowy, bardziej nowocześnie wyposażony, a 15 proc. wskazuje na zmianę swoich potrzeb transportowych. 13 proc. ankietowanych poszukuje bardziej oszczędnego auta, a 11 proc. uważa, że dalsze utrzymywanie dotychczasowego po prostu się nie opłaca. Co ciekawe, przesiadanie się na pojazd elektryczny z pobudek ekologicznych jest sprawą marginalną – jako powód zakupu wymienianą przez zaledwie 2 proc. pytanych.

O badaniu

Najnowsza fala badania została przeprowadzona pod koniec października 2021 r. Była to 24. edycja przeprowadzona globalnie i 18, w której wzięli udział konsumenci z Polski. W sumie eksperci Deloitte przebadali mieszkańców 22 krajów, oprócz Polski, byli to obywatele: Australii, Belgii, Brazylii, Kanady, Chin, Danii, Holandii, Hiszpanii, Francji, Niemiec, Indii, Irlandii, Japonii, Meksyku, Norwegii, RPA, Korei Południowej, Szwajcarii, Szwecji, Włoch, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych.

Światowy rozwój energii odnawialnej będzie wymagał 5,2 biliona USD inwestycji do 2050r.

Chiny i USA są leaderami na światowym rynku energetyki odnawialnej m.in. dzięki napływie inwestycji venture capital i licznym patentom – wynika z analizy EY. Polska jest na odległych miejscach w światowych rankingach transformacji energetycznej. Liderzy powinni przyspieszyć zmiany, by zrealizować cele agendy klimatycznej. Potrzebna jest też zmiana technologiczna – prawie połowa redukcji emisji będzie musiała pochodzić z technologii, które są nadal niewystarczająco rozwinięte.

Globalny rozwój energii odnawialnej będzie wymagał 5,2 biliona USD inwestycji do 2050 r., według obecnych scenariuszy Międzynarodowej Agencji Energetycznej (International Energy Agency – IEA) – wynika z analizy EY Jeśli zmiana klimatu jest sprawą nas wszystkich, to jak wszyscy możemy skorzystać z na ekologicznym przywództwie nielicznych?

– Aby osiągnąć cele dekarbonizacji, kraje będą musiały wyjść daleko poza horyzont mentalny i technologiczny znany nam dzisiaj. Będą musiały zbadać potencjał biopaliw, energii jądrowej i wychwytywania dwutlenku węgla oprócz rozwoju powszechnych dziś technologii energetyki odnawialnej takich jak energia słoneczna i wiatrowa. Transformacja energetyczna wymaga nie tylko zmian w wytwarzaniu i przesyle energii elektrycznej, również potrzebna jest dekarbonizacja transportu, produkcji żywności, dóbr konsumpcyjnych, produkcji i wielu innych dziedzin i to na masową skalę. Przekształcenia te muszą być finansowane w takim stopniu, aby cena alternatywnych rozwiązań niskoemisyjnych dla konsumentów zrównała się ze standardową ceną rynkową. Taka zmiana skłoni przeciętnego obywatela do działań na rzecz zrównoważonego rozwoju – mówi Jacek Kędzior, Partner Zarządzający EY Polska.

USA i Chiny motorem zmian

Z analiz EY wynika, że motorem zmian w kierunku energetyki odnawialnej jest garstka światowych liderów – te kraje są równolegle ich największym beneficjentem ponieważ przyciągają większość strumienia pieniędzy przeznaczonych na rozwój energetyki odnawialnej. To one mogą przyspieszyć transformację. Wyróżniają się Stany Zjednoczone i Chiny – m.in. poprzez ogromny napływ kapitału i dynamiczny rozwój patentów w tym obszarze.

USA jest nie tylko leaderem opiniotwórczym dzięki silnym ośrodkom akademickim i licznym publikacjom w zakresie energetyki odnawialnej, kraj ten ma też znaczną przewagę nad innymi gospodarkami w zakresie inwestycji przedsiębiorstw w energetykę odnawialną. Firmy amerykańskie przyciągnęły ponad połowę kapitału venture capital ulokowanego w energetyce odnawialnej – trzy razy więcej niż cała Unia Europejska.

inwestycje w zieloną energię

Chiny z kolei są leaderem zainstalowanych mocy odnawialnych źródeł energii i dostaw materiałów dla zrównoważonego transportu. W ciągu 10 lat Chiny wydały ponad 58 mld USD na dotacje do pojazdów elektrycznych co dało im moce do produkcji połowy pojazdów elektrycznych na świecie i przyciągnęło znaczną część finansowania venture capital dla sektora.

inwestycje w zieloną energię 2

Pozycję Chin, obok takich krajów jak Wielka Brytania, Niemcy czy Francja, wzmacnia szereg instrumentów wsparcia rządowego, ukierunkowanych na rozwój energetyki odnawialnej. Dzięki m.in. taryfom gwarantowanym promującym rozwój instalacji rozproszonej energetyki słonecznej i dotacjom wspierającym rozwój morskiej energii wiatrowej, moce energetyki odnawialnej w Chinach wzrosły do 42% całkowitej krajowej mocy wytwórczej. Wartość inwestycji podmiotów publicznych w Chinach w przedsięwzięcia ekologiczne wyniosła średnio rocznie 320 mld USD w 2018 r. Takie instrumenty stoją za rozwojem kraju, który ma już 32% globalnych mocy w zakresie energii odnawialnej.

Polska na odległym miejscu Indeksu Transformacji Energetycznej

Liderzy energetyki odnawialnej zgromadzili już taką wiedzę i zasoby finansowe, że tylko z ich wsparciem kraje mniej zaawansowane w podróży do zeroemisyjności mogą wdrożyć zmiany. Statystyki pokazują, jak duże są dysproporcje pomiędzy krajami rozwiniętymi a rozwijającymi się w zakresie tempa zmian. Szwecja, Norwegia i Dania, a dalej – inne kraje Europy Zachodniej i Nowa Zelandia są w czołówce Indeksu Transformacji Energetycznej (ETI) Światowego Forum Ekonomicznego. Kraje rozwijające się są klasyfikowane niżej. Polska w tym zestwieniu jest na odległym, 62 miejscu.

Luka inwestycyjna między światem rozwiniętym a rozwijającym się w zakresie energii odnawialnej jest ogromna. Kraje G20 inwestują w energię odnawialną prawie 50 razy więcej niż reszta świata w przedsięwzięcia na wczesnym etapie wzrostu.

Jednak i one nadal są mocno uzależnione od paliw kopalnych, co w konsekwencji hamuje rozwój energetyki odnawialnej. Lwia część z 658 mld dolarów przeznaczonych na systemy energetyczne od początku 2020 r. przez kraje G20 dotyczyła systemów opartych na paliwach kopalnych, w tym ropie i gazie, wynika z raportu Energy Policy Tracker.

Kraje G20 zainwestowały w systemy produkcji energii od początku roku 2020 kwotę 658 mld USD

Największa część tych środków została przeznaczona na systemy oparte na surowcach kopalnianych, włącznie z ropą naftową i gazem ziemnym
Kraje G20 zainwestowały w systemy produkcji

Konieczna transformacja technologiczna

W obliczu tych wszystkich wyzwań widać wyraźnie, że kluczowy do osiągnięcia celów polityki klimatycznej będzie skok technologiczny. Prawie połowa redukcji emisji gazów cieplarnianych będzie musiała pochodzić z technologii, które są nadal niewystarczająco rozwinięte. Dojrzałe, gotowe do wprowadzenia na rynek technologie będą odpowiadać jedynie za 25% redukcji wymaganej do osiągnięcia zerowej emisji netto na całym świecie, wynika z prognoz IEA.

– Skala przedsięwzięcia jest tak duża, że potrzebujemy bliższej współpracy na poziomie globalnym i lokalnym. Kraje posiadające doświadczenie w zakresie technologii paliwowych lub elektrycznych mogą specjalizować się w ich dekarbonizacji i eksporcie innowacji. Rządy mogą współpracować z instytucjami badawczymi, udostępniając w razie potrzeby dotacje lub inne formy finansowania. Pierwsze ponadnarodowe inicjatywy już się pojawiają, czego przykładem jest projekt Green Hydrogen Catapult, którego celem jest obniżenie o połowę kosztów ekologicznego paliwa i który połączył firmy energetyczne z Danii, Hiszpanii, Arabii Saudyjskiej, Australii, Włoch i Chin – mówi Jacek Kędzior.

By uniknąć ocieplenia o ponad 1,5 stopnia powyżej poziomu sprzed epoki przemysłowej, zielone supermocarstwa powinny przyspieszyć działania na rzecz klimatu. Rządy powinny wspierać przejście z energii brunatnej do zielonej poprzez np. system zachęt do zwiększenia produkcji sprawdzonych technologii ekologicznych, transformacji firm w kierunku zerowej emisji netto czy wspieranie inkubatorów przedsiębiorczości. Dużą rolę może odegrać sektor finansowy, który coraz mocniej angażuje się w transformację przez rozwój zielonego finansowania. Przedsiębiorstwa wspierają coraz mocniej zmiany przez realizację celów zerowej emisji netto i rozwój technologii oraz upowszechnienie produktów i usług stanowiących przystępną cenowo alternatywę dla dotychczasowej oferty.

– Zmiany klimatyczne dotykają nas wszystkich w sposób coraz bardziej zauważalny. Ludzkość jeszcze nigdy nie stanęła przed wyzwaniem tak dużym, jak ograniczenie tempa ocieplenia klimatu. Podejmowanych jest szereg działań, ale dotychczasowe tempo dekarbonizacji jest niewystarczające. By je przyspieszyć, potrzebne jest zwiększenie zaangażowania gospodarek rozwiniętych, rządów, instytucji finansowych i obywateli: wzrost nakładów na badania i rozwój, inwestycje przedsiębiorstw, rozwój infrastruktury przemysłowej wspieranej przez politykę państwa i zaangażowanie konsumentów. Wprowadzenie fundamentalnych zmian w biznesie i społeczeństwie musi nabrać tempa tu i teraz – mówi Jacek Kędzior.

Dolar ciągnie w dół złotego. Korekta na kryptowalutach

Po raz kolejny w ostatnich dniach złotówka wyraźnie traci na wartości po silnych umocnieniach dolara. Kapitał ucieka na drugą stronę oceanu, co uzasadnia obecne zmiany na walutach.

Dolar dalej rośnie

Wczorajsze dane z USA po raz kolejny potwierdziły, że sytuacja gospodarcza za oceanem staje się coraz lepsza. Opublikowany wskaźnik NY Empire State okazał się wyraźnie wyższy od oczekiwań. Był to trzeci najlepszy rezultat od dwóch lat. W efekcie byliśmy świadkami dalszego umacniania się amerykańskiej waluty szczególnie względem euro. Umocnienie wyniosło mniej więcej kolejnego centa, co powoduje, że jesteśmy na najniższym poziomie od lipca 2020 roku. Dolar zyskuje również względem złotego. Amerykańska waluta kosztuje już 4,10 zł. O skali zmienności najlepiej świadczy fakt, że jeszcze tydzień temu było to tuż ponad 3,95 zł.

Złoty znów w odwrocie

Umacnianie się dolara po raz kolejny powoduje wysysanie kapitału z Europy. W odwrocie jest również złotówka i to pomimo dobrych danych makroekonomicznych. Warto zwrócić uwagę, że z państw naszego regionu, które ostatnio opublikowały dane na temat PKB, tylko Polska zaskoczyła pozytywnie. Złotemu teoretycznie nie powinny przeszkadzać też ostateczne dane o inflacji. Finalny odczyt wbrew pesymistycznym oczekiwaniom nie został skorygowany w górę względem wstępnych danych i inflacja wciąż wynosi 6,8%. Pomimo tych danych złoty jest w wyraźnym odwrocie przez dane z USA. Euro kosztuje już 4,65 zł i patrząc na obecną sytuację, może to nie być koniec tego ruchu.

Korekta na kryptowalutach

W zeszłym tygodniu bitcoin kosztował 69 000 dolarów, po osiągnięciu szczytów rozpoczęła się przecena. Dzisiaj cena przez chwilę spadła poniżej 60 000. Podobnie sytuacja wygląda na całym rynku kryptowalut, który stracił proporcjonalnie na wycenie. Część analityków zwraca uwagę na powiązanie tego ruchu z poprawiającą się sytuacją dolara. Być może to właśnie perspektywa wzrostu stóp procentowych powoduje, że część kapitału ucieka z powrotem na tradycyjne rynki.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Toyota wybrała 10 finalistów programu Toyota Startup Accelerator

Dziesięć europejskich start-upów zostało wybranych spośród ponad 100 zgłoszeń do dalszego udziału w drugiej edycji programu Toyota Startup Accelerator. Finaliści wezmą udział w intensywnym szkoleniu biznesowym, który rozwinie ich potencjał, a najlepsi z nich otrzymają od Toyoty finansowanie na wdrożenia i rozwój.

Europejski program Toyota Startup Accelerator koncentruje się na obszarach szeroko dostępnej mobilności, neutralności klimatycznej, gospodarki obiegu zamkniętego i technologiach oceny śladu środowiskowego produktów w całym cyklu życia. Jest to efekt współpracy Toyota Motor Europe i uczelni ISDI Digital Business School w Madrycie, która od lat prowadzi własny program wspierania start-upów ISDI Accelerator.

Toyota Startup Accelerator powstał, aby wraz z młodymi zespołami przedsiębiorców i inżynierów znaleźć innowacyjne rozwiązania jednych z największych wyzwań, przed jakimi stoi współczesny świat. Do programu, w którym mogą wziąć udział startupy z całej Europy i sąsiednich państw, zgłosiło się ponad 100 uczestników z 42 krajów.

Jury złożone ze specjalistów branżowych oraz kadry zarządzającej i ekspertów Toyota Motor Europe i ISDI Digital Business School, wyłoniło 10 finalistów o wysokim potencjale rozwoju. Start-upy te mają dobrze opracowane strategie, które tworzą odpowiedni fundament dla realizacji prototypów i programów pilotażowych przy wsparciu Toyoty. W następnym kroku finaliści wezmą udział w bootcampie, czyli intensywnym szkoleniu biznesowym, a następnie jury wybierze spośród nich pięciu laureatów, którzy otrzymają fundusze na wdrożenie swoich projektów.

Finaliści programu Toyota Startup Accelerator

Hiszpańska firma Sideways buduje floty autonomicznych pojazdów poruszających się po wnętrzach, aby radykalnie zwiększyć wydajność transportu w dużych obiektach.

Biel Glasses z Hiszpanii opracowuje inteligentne okulary, które poprawią mobilność osób niedowidzących. Okulary będą rozpoznawać przeszkody, zmiany nawierzchni czy sygnalizacji świetlnej i ostrzegać o nich użytkowników.

Revolve Wheel z Niemiec wprowadził na rynek innowacyjny, napędzany ręcznie wózek inwalidzki, który po złożeniu przybiera postać lekkiej, zgrabnej walizki i mieści się w standardowych wymiarach bagażu podręcznego.

Francuski HySiLabs opracował innowacyjny płynny nośnik wodoru o nazwie HydroSil, który ułatwia bezpieczne magazynowanie i transport tego gazu. HydroSil umożliwia zmagazynowanie w danej objętości 7 razy więcej wodoru niż w stosowanych obecnie zbiornikach wysokociśnieniowych.

Innowacyjny start-up PurCity z Danii stworzył technologię, która pozwoli zamienić budynki w wielkoskalowe oczyszczacze powietrza. System ten można instalować zarówno w nowych budynkach, jak i już istniejących. Technologia PurCity oczyszcza powietrze z cząstek stałych do wielkości 2,5 PM oraz toksycznych gazów jak tlenki azotu i siarki czy lotne związki organiczne. Jednocześnie system wychwytuje z powietrza dwutlenek węgla, przyczyniając się do walki z globalnym ociepleniem.

CargaTuCoche z Hiszpanii proponuje cyfrową platformę dla domowej ładowarki samochodów elektrycznych, która umożliwia współdzielenie punktów ładowania z innymi osobami. Dzięki temu rozwiązaniu już dziś można udostępnić własny wallbox sąsiadom oraz za pomocą aplikacji korzystać z niemal 1000 współdzielonych punktów ładowania w całej Hiszpanii.

Breeze Technologies (Niemcy) produkuje nowoczesne czujniki jakości powietrza, a pochodzące z nich dane poddaje zaawansowanym analizom. Rozwiązanie tej niemieckiej firmy wykorzystuje internet rzeczy i sztuczną inteligencję, aby pomóc miastom i przedsiębiorstwom w tworzeniu lepszych planów działania na rzecz czystego powietrza i ochrony środowiska.

Microwave Solutions GmbH (Szwajcaria) to innowacyjny pomysł na gospodarkę obiegu zamkniętego. Technologia tej firmy pozwala na recycling tworzyw sztucznych, gumy i materiałów zawierających węgiel w zaawansowane, poszukiwane na rynku materiały, takie jak grafen.

Drugi start-up ze Szwajcarii, DePoly SA, również zajmuje się recyclingiem. Jego rozwiązanie służy do przetwarzania plastiku przy pomocy prostej, zrównoważonej metody opartej na przyjaznych dla środowiska substancji chemicznych. Technologia ta jest tania i zużywa niewiele energii. Pozwala rozkładać plastik PET w temperaturze pokojowej bez korzystania z wysokiego ciśnienia. Do jej zastosowania nie trzeba oddzielać opakowań PET od innych plastików, co jest istotne z punktu widzenia obecnie funkcjonujących systemów segregacji odpadów.

Rumuńska firma Tresoil opracowała system produkcji wodoru z plastiku i zużytych opon, aby wesprzeć rozwój gospodarki wodorowej w Europie i jednocześnie rozwiązać problem szkodliwych odpadów. Technologia gazyfikacji stosowana przez tę firmę pozwala produkować wodór o ujemnej emisji CO2, bez zanieczyszczania środowiska. Jest całkowicie skalowalna i tania w uruchomieniu, co oznacza, że przy jej pomocy można odpady przetworzyć na czyste paliwo wodorowe w dowolnym miejscu na świecie, a nawet na jednostkach pływających.

Czy dzisiejszy finansista to już programista? Zmiana profilu osób pracujących w finansach

Transformacja cyfrowa, którą przechodzą obecnie przedsiębiorstwa na całym świecie, choć wydawać by się mogło, że dotyczy głównie działów IT i wyłącznie wybranych stanowisk i branż, to w rzeczywistości wpływa w pewnym stopniu na każdego z nas. Zmianę na tym polu odczuwają także m.in. specjaliści ds. finansów i księgowości – zakres kompetencji w tych zawodach w ostatnich latach uległ dużej zmianie. Analityczny umysł i znajomość Excela to już oczywistość, dziś dodać do tego należy znajomość podstaw programowania, automatyzacji czy zasad i programów związanych z chmurą obliczeniową.

Transformacja cyfrowa wpływa na usprawnienie ogromnej liczby działań, które każdy z nas podejmuje na co dzień. I tylko podążając za tym trendem, organizacje (finansowe i nie tylko) są w stanie oferować nowe, innowacyjne rozwiązania swoim klientom, a jednocześnie dobre i rozwojowe warunki pracy swoim pracownikom. Działania związane z digitalizacją wymagają oczywiście czasu oraz odpowiedniego poprowadzenia zespołów przez tę nową rzeczywistość. To z kolei stawia wyzwanie przed liderami, w tym wypadku dyrektorami finansowymi, którzy muszą stać się promotorami zmiany, wskazującymi pracownikom nowe drogi, ale także płynące za nimi korzyści.

Organizacje finansowe muszą iść z duchem czasu

Motywatorem do wdrożenia cyfryzacji są nie tylko wydajność i efektywność, ale wdrożenie nowych technologii i wykorzystanie nowych rozwiązań, umożliwiających przechodzenie z modelu opartego na transakcjach do modelu opartego na oferowaniu coraz bardziej innowacyjnych rozwiązań klientom, które w konsekwencji wpływają na ułatwienie i usprawnienie procesów finansowych. To udaje się osiągnąć miedzy innymi dzięki automatyzacji procesów czy wykorzystywaniu sztucznej inteligencji – coraz powszechniejszej w tej branży.

To olbrzymia szansa, ale jednocześnie wyzwanie – transformację należy przeprowadzić sprawnie, a jednocześnie zadbać o to, by zarówno klienci, jak i pracownicy rozumieli korzyści z wdrożenia zmian, by były one adaptowalne na każdym poziomie. Plany w tym zakresie zrewolucjonizowała i znacznie przyspieszyła pandemia, która wywołała konieczność natychmiastowej reakcji. W branży finansowej rzeczywistość zmieniała się już od wielu lat, transformując nie tylko procesy, ale także zmieniając profil osób podejmujących karierę w tej branży – sytuacja na świecie przyspieszyła te działania, działając w tym wypadku – paradoksalnie – na korzyść.

– Zmiana wymagań dotyczących kompetencji osób podejmujących pracę w sektorze księgowo-finansowym to naturalna konsekwencja tego, co dzieje się na świecie. Organizacje się digitalizują, procesy są automatyzowane, analityka danych wchodzi na coraz to nowsze poziomy. Dziś u specjalisty ds. finansowych nie dziwi już np. znajomość podstaw programowania czy automatyzacji – wręcz przeciwnie – staje się to już powoli must have w CV. Oczywiście nie bez znaczenia pozostają kompetencje miękkie i zdolność do zmiany. Elastyczność ułatwia odnalezienie się w tym dynamicznym środowisku czy w ogóle – wkroczenie na ten rynek, niezależnie od tego czy wchodzi się „od zera”, czy  z innej branży. Finanse to jednak tylko przykład, zmiana ta jest widoczna w całej szeroko pojętej branży nowoczesnych usług biznesowych – mówi Anna Gliwińska-Pasela, Legal Finance Director w Capgemini Polska.

Hiper-automatyzacja

…czyli podejście mówiące o tym, że wszystko, co można zautomatyzować, powinno być zautomatyzowane. Okres od 2020 roku można nazwać czasem przyspieszonej cyfryzacji – widać to także w finansach. Jak wskazują specjaliści, jednym z największych wyzwań, z którymi w najbliższych latach będą mierzyć się specjaliści ds. finansowych jest zaawansowana analityka danych. A to z uwagi na fakt, z jaką ilością danych tego rodzaju eksperci muszą mierzyć się na co dzień – tu umiejętności automatyzacji i podstawy programowania pomagają tworzyć usprawnienia w codziennej pracy. Z drugiej strony umiejętność lokalizowania, analizy i wykorzystania danych w szybki i skuteczny sposób, pomoże organizacjom finansowym oferować wyjątkowej jakości obsługę klienta, w której najważniejsze decyzje są podejmowane szybko i precyzyjnie, optymalizując przy tym koszty. Korzyści płynące z automatyzacji są niezaprzeczalne i widoczne „gołym okiem”.

– Dzisiejsze organizacje i działy finansowe stają przed wyzwaniem wyszkolenia pracowników i zwiększenia ich zakresu kompetencji cyfrowych. Na szczęście widzimy w ludziach dużą otwartość na zmiany. Wyzwaniem naszej branży jest raczej dostosowanie globalnych i standardowych rozwiązań do lokalnych wymagań. Działy finansów, które kiedyś koncentrowały się na rejestrowaniu transakcji, na słynnym podziale na debit & credit, to już przeszłość. Systemy ERP to zautomatyzowane programy, które właściwie wykonują operacje za nas, dzięki czemu my możemy skupić się na analizie, wdrażaniu zmian i tym, jak wykorzystać pojawiające się nowe funkcjonalności, a tym samym możliwości. Każda zmiana wymaga czasu, odpowiednich kompetencji, ale przede wszystkim chęci i otwartości. Znajomości IFRS, GAAP i ustaw to nadal ważna kwestia. Kolejną jest umiejętne wykorzystywanie programów takich jak Business Objects, Excel, SQL itp. Odpowiedzią na tę sytuację powinno być identyfikowanie przez dyrektorów finansowych istniejących już kompetencji i predyspozycji cyfrowych pracowników i rozwijanie ich w codziennej pracy, co umożliwi rozwój talentów wewnątrz firmy. To, w połączeniu ze szkoleniami oraz nowym spojrzeniem na budowę zespołów w przyszłości, pozwoli osiągać organizacjom finansowym zamierzone cele i pozostać konkurencyjnymi na rynku – dodaje Anna Gliwińska-Pasela.

Technologia zwiąże łańcuchy logistyczne

W ciągu 5 lat globalny rynek automatyki magazynowej urośnie ponad dwukrotnie, donosi Interact Analysis. To efekt pandemii. Za jej sprawą firmy będą chętnie inwestować w roboty i automatyzację, żeby zabezpieczyć działalność operacyjną i zapobiegać zatorom w łańcuchu dostaw, tłumaczą autorzy raportu. Czy stąd już prosta droga do autonomicznego magazynu, w którym pracować będzie… człowiek i pies?

Popularna anegdota, która odnosi się do koncepcji Przemysłu 4.0 mówi, że w zakładach i magazynach przyszłości pracować będzie człowiek i pies. Pierwszy będzie karmił zwierzę, a pies będzie pilnował człowieka, by ten trzymał się z dala od maszyn i niczego nie zepsuł. To wcale nie taka odległa koncepcja, szczególnie gdy popatrzymy na to, co dzieje się w Wielkiej Brytanii. Zakłócenia w łańcuchach dostaw, pandemiczne obwarowania i braki kadrowe – to recepta na zator logistyczny, którego doświadczają Brytyjczycy. W tym roku Święta będą, ale istnieje realne zagrożenie, że prezenty dotrą na Wyspy ze sporym opóźnieniem.

Biznes nieustannie dokonuje rewizji swoich priorytetów i poszukuje rozwiązań, które będą podnosiły jego wydajność. Po pandemii dzieje się to ze zdwojoną siłą – uważa Michał Furmański, kierownik działu sprzedaży w biznesie Robotyki ABB w Polsce. – Dzięki zdigitalizowaniu wielu elementów łańcucha dostaw, firmy poradziły sobie z pandemicznymi utrudnieniami, jak chociażby kwestia obsługi bezpośredniej. Istnieją jednak takie obszary, których nie da się przenieść do sieci, bo wymagają naszej fizycznej obecności. Mam na myśli logistykę i magazynowanie. Dlatego te elementy biznesowej działalności wzmocnią roboty i automatyzacja, które nawet w przypadku uszczuplenia załogi, zapewnią ciągłość dostaw i obrotu towarów.

Magazyny bez świateł

Opinię eksperta potwierdza najnowszy raport firmy badawczej Interact Analysis, z którego wynika, że globalny rynek automatyki magazynowej wzrośnie o 133 proc., z 29,6 mld USD w 2020 r. do 69 mld USD w 2025 r.

Już latem ubiegłego roku badanie przeprowadzone przez firmę Honeywell wśród przedstawicieli firm, które bezpośrednio zarządzają magazynami, centrami dystrybucji lub centrami realizacji zamówień, wykazało, że w wyniku pandemii ponad połowa z nich chętniej inwestuje w automatyzację. Firmy będą inwestować zarówno w oprogramowanie, jak i sprzęt, czyli roboty, drony i autonomiczne pojazdy – tłumaczy Michał Furmański.

Eksperci odpowiedzialni za opracowanie raportu zwracają uwagę na fakt, że w analizowanym okresie najbardziej powszechną formą automatyzacji będą systemy automatycznego magazynowania i pobierania (AS/RS), ale na znaczeniu zyskuje automatyzacja mobilna.

Konieczna integracja danych i automatyzacja procesów

Firmy stawiają też na wykorzystanie analityki danych, aby usprawnić bądź zautomatyzować łańcuchy dostaw. Okazuje się, że wymiana danych płynących z poszczególnych elementów łańcuchów – dostawców tworzyw czy surowca, producentów, dystrybutorów i ostatecznie sklepów – może pomóc w optymalizacji procesów oraz wypracowaniu najlepszych rozwiązań.

– Dziś dla łańcuchów dostaw ogromną wagę ma integracja procesów i danych – zamówień i stanu realizacji każdej pozycji zamówienia, stanów magazynowych z dystrybucji, czy informacji o faktycznej odsprzedaży. Na tej podstawie możliwy jest pełny monitoring dostaw. Umożliwia to analityka business intelligence, która producentom, dystrybutorom czy sprzedawcom pozwala podejmować najlepsze decyzje – tłumaczy Marcin Pleszko, Chief Product Officer z Sagra Technology, dostawcy rozwiązań klasy SFA, CRM, platform integracji danych i business intelligence. – To jednak jeszcze nie wszystko. Automatyzacja może obejmować także zamówienia, czyli wysłanie odpowiedniego komunikatu, jeśli stan produktu osiąga określony minimalny poziom. Dzięki temu zarówno punkty sprzedaży, jak i magazyny mogą być zatowarowywane automatycznie. Dlatego firmy coraz częściej stawiają na VMI.

Robot na zapleczu

Ta zdolność do szybkiej i sprawnej realizacji czynności składających się na łańcuch logistyczny będzie gwarancją sukcesu w handlu po pandemii. W wyniku globalnego lockdownu wzrosło zainteresowanie e-commerce, który dla wielu konsumentów stanowił jedyną alternatywę dla konwencjonalnych zakupów. Szacuje się, że łączna sprzedaż wygenerowana przez sektor handlu detalicznego online wyniosła w 2020, 4 280 mld USD, a zaledwie w ciągu 4 lat powiększy się blisko o połowę i osiągnie wartość 6 388 mld USD w 2024, pokazują dane zebrane w raporcie opracowanym na zlecenie ABB Robotics.

Więcej, szybciej i lepiej – to postulaty nowoczesnego konsumenta, który swój koszyk sklepowy zamienił na mysz komputerową. By im sprostać, cała branża logistyki musi poddać się procesowi cyfryzacji i automatyzacji, co pozwoli jej także uodpornić się na zagrożenia zewnętrzne, jak powrót pandemii lub braki kadrowe, wynika z raportu ABB, “Nowa norma: Jak COVID-19 przyspieszył automatyzację i przejście na robotyzację w logistyce i dystrybucji”.

Tego samego zdania są eksperci z firmy doradczej McKinsey, którzy na podstawie zrealizowanych przez siebie badań “Future of Work” oceniają, że w efekcie pandemii firmy znacznie chętniej niż wcześniej skłonne są do zwiększenia wydatków na automatyzację. Aż dwie trzecie respondentów mówi, że „w pewnym stopniu, lub znacznie” zwiększy budżet na robotyzację lub sztuczną inteligencję.

Ważnym elementem ekspansji robotyki, nie tylko na halach magazynowych, ale także np. w produkcji, jest rozwój sztucznej inteligencji. Wykorzystanie zaawansowanych algorytmów pomaga automatyzować procesy, które wcześniej były wyłącznie w zasięgu zręczności ludzkich oczu czy rąk – uważa Michał Furmański. Ekspert zwraca uwagę na fakt, że technologie, pozwalające na stworzenie w pełni niezależnej od warunków zewnętrznych placówki to coś więcej niż czasowa moda. Rewolucja w handlu zacznie się od firmowego backoffice.

Bloober Team od początku roku blisko 18 milionów zysku netto

Aż o 58% wzrosły przychody netto Bloober Team ze sprzedaży produktów w 2021 roku w porównaniu do trzech kwartałów roku ubiegłego. Przychody związane są przede wszystkim z utrzymywaniem się wysokiego poziomu sprzedaży The Medium oraz realizacją umów z globalnymi wydawcami.

Od stycznia do września 2021 r. przychody netto Bloober Team ze sprzedaży produktów wzrosły aż o 58% w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego – z 26,22 mln zł do 41,46 mln zł. W samym Q3 2021 spółka odnotowała aż 12,63 mln zł przychodów netto ze sprzedaży produktów (vs. 10,89 mln zł w Q3 2020)

– Należy zauważyć, że część przychodów związanych ze sprzedażą The Medium rozpoznajemy wynikowo w czasie, ewidencjonując je w przyszłych okresach jako rozliczenia międzyokresowe przychodów. Od stycznia do września uzyskaliśmy ponad 8,85 mln zł zysku ze sprzedaży, w tym 1,31 mln zł trzecim kwartale. tj. o 152% większy niż w analogicznym okresie roku ubiegłego – komentuje osiągnięte wyniki prezes Bloober Team Piotr Babieno.

Osiągnięte wyniki były związane przede wszystkim ze sprzedażą The Medium oraz realizacją umów z globalnymi wydawcami. W minionym kwartale spółka przygotowywała swój bestseller do premiery na konsolach PlayStation 5, która miala miejsce 3go września. Ponadto, spółka wydała grę Observer: System Redux na konsole starszej generacji –  Xbox One i Playstation 4.

To było gorące i pracowite lato dla Bloober Team – w trzecim kwartale 2021 The Medium oraz Observer zadebiutowały na nowych platformach – pierwsza z wymienionych gier na Playstation 5, natomiast Observer: System Redux zadebiutował na Xbox One i Playstation 4. Po tych premierach z dumą możemy stwierdzić, że po raz pierwszy w pełni zrealizowaliśmy wszystkie bieżące założenia wydawnicze i możemy skupić się nad tworzeniem kolejnych projektów, w tym zapowiedzianej pod koniec produkcji opartej o markę Layers of Fear – komentuje prezes.

Obecnie, spółka skupia się na tworzeniu kolejnych produkcji, zgodnie z planem dalszego skalowania działalności. Jednym z partnerów wydawniczych jest Private Division, z którym Bloober Team podpisał umowę wydawniczą pod koniec września. Spółka obecnie tworzy obecnie dwie duże gry (Project C i Project B, wcześniej Black). Pierwszy projekt realizowany jest we współpracy z japońskim Konami, a drugi opiera się na własnej marce.

Crowdfunding na nowo – zmiany, które zrewolucjonizują rynek

Crowdfunding polegający na pozyskiwaniu środków finansowych od wielu inwestorów przy użyciu platformy internetowej nie został dotychczas zdefiniowany w prawie polskim, co ulegnie zmianie. Jakie przepisy będą regulować rynek i co to oznacza w praktyce wyjaśnia mec. Agata Jaczyńska, adwokat w kancelarii Chałas i Wspólnicy.

Dotychczas działalność platform crowdfundingu nie podlegała szczególnym regulacjom polskiego prawa w zakresie tworzenia i funkcjonowania czy też konieczności uzyskania zezwolenia na jej prowadzenie. Jeśli nie dotyczyła instrumentów finansowych, to była prowadzona na zasadzie swobody działalności gospodarczej.

Wraz z rosnącą popularnością crowdfundingu niektóre kraje UE wprowadziły swoje wewnętrzne przepisy, co spowodowało fragmentaryzację przepisów prawa pośród krajów członkowskich. Stąd na poziomie UE wprowadzono ostatnio regulację (Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego 2020/1503) zmierzającą do ich ujednolicenia prawa, która obowiązuje od 10 listopada br.

Regulacją na poziomie polskiego prawa, która ma objąć działalność crowdfundingu, dostosować do prawodawstwa UE w tym zakresie a jednocześnie uprościć działalność platform crowdfundingowych, jest sporządzony przez Ministra Finansów Funduszy i Polityki Regionalnej projekt ustawy z dnia 4 maja 2021 r. o finansowaniu społecznościowym dla przedsięwzięć gospodarczych. Polska ustawa jest jeszcze na etapie uzgadniania jej ostatecznego kształtu wobec czego KNF zadecydowała, że do czasu wejścia w życie krajowej ustawy, platformy crowdfundingowe nie muszą podejmować dodatkowych działań wynikających z prawodawstwa europejskiego. Nie zmienia to faktu, że zmiany są pewne, więc już teraz warto się na nie przygotować – komentuje mec. Agata Jaczyńska.

Właściciele platform już teraz powinni zweryfikować, czy są gotowi na prowadzenie działalności zgodnie z nowymi regulacjami wynikającymi z Rozporządzenia 2020/1503.

Platformy crowdfundingowe pod nadzorem KNF

Spośród najważniejszych regulacji dyrektywy unijnej, należy wskazać na ustanowienie Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) organem właściwym do nadzoru nad dostawcami usług finansowania społecznościowego. Zgodnie z przepisami Rozporządzenia właściciele platform crowdfundingowych będą musieli uzyskać zezwolenia na prowadzenie działalności i w tym celu konieczne będzie złożenie wniosku wraz z niezbędną dokumentacją do KNF – komentuje mec. Agata Jaczyńska, adwokat w kancelarii Chałas i Wspólnicy.

Rozporządzenie wprowadza dwa rodzaje crowdfundingu: inwestycyjny oraz pożyczkowy.
Nadzór KNF polegać będzie m.in. na wydawaniu zezwolenia na prowadzenie crowdfundingu pożyczkowego i inwestycyjnego, a do tego dojdzie szereg obowiązków kontrolno-nadzorczych ze strony KNF oraz sprawozdawczych ze strony dostawcy usług crowdfundingu wobec KNF. Nowe przepisy przewidują szereg regulacji chroniących inwestorów.

Zanim potencjalny inwestor będzie mógł skorzystać z platformy crowdfundingowej, dostawca usługi będzie musiał podjąć działania w interesie potencjalnego inwestora tj. zweryfikować, czy i jakie oferowane usługi finansowania społecznościowego są dla niego odpowiednie. Rozporządzenie zakłada realizację wstępnych testów wiedzy inwestora oraz wprowadzenie okresu do namysłu przed ostatecznym zawarciem transakcji. Wprowadza też zestandaryzowane arkusze zawierające zestaw informacji o przedsięwzięciu, które muszą być na bieżąco aktualizowane przez właściciela projektu, co pozytywnie wpłynie na klarowność inwestycji. Należy pamiętać, że crowdfunding to sposób inwestowania skierowany najczęściej do osób fizycznych jako inwestorów – dodaje mec. Jaczyńska.

Brak konieczności sporządzania projektu informacyjnego do 5 mln euro

Kolejnym ważnym aspektem jest pojawienie się ułatwienia dla właścicieli projektów finansowanych na platformach finansowania społecznościowego poprzez ograniczenie konieczności sporządzania dokumentacji dla inwestycji poniżej 5 mln euro.
Na podstawie Rozporządzenia będzie można uzyskać kwotę finansowania do 5 mln euro w okresie 12 miesięcy bez konieczności sporządzania prospektu informacyjnego. Należy jednak zauważyć, że jest to zmiana planowana w Polsce na koniec 2023 r. a do tego czasu limit ma wynosić 2,5 mln. Zwiększenie obszaru w jakim nie jest konieczne sporządzanie prospektu emisyjnego jest ułatwieniem i zachętą do podejmowania działalności crowdfundingu, co może wpłyną na wzrost tego typu przedsięwzięć – dodaje mec. Jaczyńska.

Wchodzące zmiany z pewnością wprowadzą duże zawirowania na rynku, ale też wpłyną na profesjonalizację działalności operatorów platform, co może przynieść korzyści wszystkim stronom procesu inwestycyjnego.

Co trzecia MŚP boi się kolejnych miesięcy. Co piąty nie liczy w powrót koniunktury

Z najnowszej edycji Barometru COVID-19 realizowanego przez EFL w IV kwartale br. wynika, że przedsiębiorcy z sektora MŚP obawiają się czwartej fali pandemii koronawirusa. W opinii 36% mikro, małych i średnich firm w ciągu najbliższych 6 miesięcy sytuacja w ich branży pogorszy się. To wzrost o 11 p.p. w ujęciu kwartalnym i najwyższy wynik od roku (w IV kwartale 2020 roku uważało tak 39% ankietowanych). Przedsiębiorcy coraz częściej nie są w stanie ocenić, kiedy nastąpi powrót koniunktury, lub nie wierzą w jej powrót w ogóle. Co trzeci odpowiedział, że nie wie, a co piąty, że koniunktura nie powróci w najbliższych latach.

EFL w badaniu Barometr COVID-19 zapytał przedsiębiorców z sektora MŚP, czy w kontekście IV fali pandemii koronawirusa, sytuacja w ich branży w ciągu najbliższych 6 miesięcy poprawi się, pogorszy czy pozostanie bez zmian. Po kilku kwartałach stabilnej sytuacji, w których co trzeci przedsiębiorca liczył się z poprawą sytuacji, a co trzeci z jej pogorszeniem, w IV kwartale mamy do czynienia z odwróceniem tego trendu. Z najnowszego raportu wynika, że co trzeci przedsiębiorca (36 proc.) ocenia, że sytuacja w branży pogorszy się, a tylko co piąty (21 proc.) prognozuje jej poprawę. Nadal liczna pozostaje grupa, która nie spodziewa się większych zmian (38 proc.).

– Kolejna fala epidemii i kolejna fala problemów, których coraz większą świadomość mają polscy przedsiębiorcy. Poprzednie pomiary wskazywały, że MŚP już oswoiły się z faktem, że koronawirus i trudna sytuacja przez niego spowodowana są z nimi na co dzień. To przekładało się na mniej negatywne oceny opinie i bardziej optymistyczne prognozy. Po prostu nauczyły się w takim układzie prowadzić codzienną działalność. Większa intensywność koronawirusa, więcej zachorowań sprawiają, że napięcie sprzed kilkunastu miesięcy powraca. Grupa firm, które z wielkimi obawami patrzą na najbliższe miesiące, jest najliczniejsza od roku. Wręcz powróciła do poziomów, z którymi mieliśmy do czynienia w pierwszych pomiarach Barometr COVID-19, które oscylowały wokół 38-39 proc. – mówi Radosław Woźniak, prezes zarządu EFL.

Biorąc pod uwagę wielkość biznesów, podobnie jak w poprzednim kwartale br., również w IV kwartale największy optymizm panuje wśród przedstawicieli firm średnich, zaś obawy najczęściej wykazują najmniejsze podmioty z sektora MŚP. Aż 41 proc. mikro firm uważa, że sytuacja się pogorszy się w najbliższym półroczu, podczas gdy wśród małych organizacji ten odsetek wynosi 35 proc., a w średnich – 32 proc. Grupa optymistów jest natomiast podobna w każdym segmencie i oscyluje wokół 21 proc.

Rośnie napięcie

A kiedy zdaniem przedstawicieli MŚP nastąpi powrót koniunktury w Polsce? Przedsiębiorcy coraz częściej nie są w stanie tego ocenić. Aż 37 proc. odpowiedziało, że nie wie. Tak wysoki wynik nie został odnotowany w żadnym dotychczasowym pomiarze. Maksymalnie oscylował wokół 10-11 proc. na przełomie 2020 i 2021 roku.

29 proc. uważa, że powróci w przyszłym roku, 13 proc., że w ciągu 2-3 lat, zaś tylko 2 proc., że w ciągu kilku miesięcy. Pesymistyczne jest to, że co piąty (20 proc.) przedsiębiorca nie wierzy, że koniunktura powróci w najbliższych latach. To najwyższy wynik od III kwartału ubiegłego roku, kiedy takiej odpowiedzi udzieliło również 20 proc. ankietowanych.

Co ciekawe, wpływ pandemii koronawirusa na działalność firmową w IV kwartale br. jest częściej oceniany jako neutralny niż negatywny. 39 proc. firm uważa, że COVID-19 ma zdecydowanie niekorzystny lub niekorzystny wpływ na ich działalność, podczas gdy 46 proc. wskazuje na neutralność biznesową koronawirusa. W III kwartale takich odpowiedzi udzieliło odpowiednio 58 proc. i 33 proc. Co więcej, zdecydowanie wzrósł odsetek mikro, małych i średnich firm, których zdaniem epidemia ma raczej korzystny wpływ na prowadzenie biznesu. Uważa tak 13 proc. – w poprzednich pomiarach taką opinię wraziło 8-9 proc. zapytanych.

Zawieszenie działalności nie zwalnia z obowiązków wobec fiskusa

Przedsiębiorcy zawieszający działalność gospodarczą często zapominają o jej istnieniu. Niemniej jednak brak podejmowania czynności związanych z biznesem nie zwalnia ich z obowiązków wynikających z ustaw. Innymi słowy, przedsiębiorca będący w zawieszeniu musi być zawsze gotowy do udzielania wyjaśnień czy przesłania dokumentów do urzędów skarbowych. Tak wynika z niedawnego orzeczenia NSA – wyrok z dnia 12 października 2021 r., sygn. akt III FSK 151/21.

Sytuacja podatnika

Przedsiębiorca, który był podatnikiem zarejestrowanym na potrzeby VAT, nie będącym jednocześnie w likwidacji czy upadłości, złożył kwartalne rozliczenie VAT za IV kwartał 2012 r., w którym wykazał wartość sprzedaży niepokrywającą się z wartością wykazaną na fakturze, w której posiadaniu był organ podatkowy. W związku z powyższym pismem z dnia 28 listopada 2016 r. (doręczonym 12 grudnia 2016 r.) organ podatkowy wezwał podatnika do udzielenia wyjaśnień, przesłania zaraportowanych faktur sprzedaży oraz udzielenia wszelkich innych informacji, które mogą przyczynić się do wyjaśnienia powstałych wątpliwości. Tymczasem podatnik zawiesił prowadzoną działalność gospodarczą z dniem 30 listopada 2016 r., czyli 2 dni po wystawieniu pierwszego wezwania do przesłania dokumentów i 12 dni przed jego otrzymaniem.

Pomimo otrzymania wezwania podatnik nie udzielił żadnych wyjaśnień ani nie przesłał wymaganych dokumentów. W związku z bezczynnością podatnika organ podatkowy ponownie wezwał go do przedłożenia żądanych dokumentów. Wobec braku jakiejkolwiek reakcji organ podatkowy wymierzył przedsiębiorcy karę porządkową w maksymalnej wysokości wtedy obowiązującej, tj. 2800 zł, z którą podatnik się nie zgodził i ostatecznie sprawa trafiła pod obrady Naczelnego Sądu Administracyjnego.

Podatnik w postępowaniu sądowym zaznaczył, że przedstawił problematyczną fakturę organowi, jednak nie wskazał żadnych dowodów, które by to potwierdzały. Co więcej, pierwotne wezwanie organu podatkowego nie dotyczyło jedynie przedstawienia faktury sprzedaży, ale także udzielenia niezbędnych wyjaśnień.

Ocena NSA

W wyroku z dnia 12 października 2021 r., sygn. akt III FSK 151/21, NSA w pierwszej kolejności przeanalizował kwestię „bezzasadności odmowy” przesłania wyjaśnień i dokumentów, będącą podstawową przesłanką wymierzenia kary porządkowej. W tym kontekście NSA wskazał, że bez znaczenia dla sprawy jest brak prowadzenia przez podatnika działalności gospodarczej w dacie otrzymania wezwania. Zawieszenie działalności nie skutkuje bowiem zaprzestaniem jej prowadzenia, lecz jest jedynie ograniczeniem jej prowadzenia. Co prawda, w okresie zawieszenia przedsiębiorca nie może wykonywać działalności gospodarczej, to jednak powinien i może regulować zobowiązania, uczestniczyć w postępowaniach sądowych, wykonywać wszelkie inne obowiązki przewidziane przepisami prawa. NSA wskazał, że podatnik, który zawiesił działalność gospodarczą, może być nawet poddany kontroli podatkowej.

W przedmiotowej sprawie NSA wskazał, że podatnik nie miał uzasadnionej przyczyny odmowy złożenia dokumentów i udzielenia wyjaśnień, w związku z czym uznał postępowanie przedsiębiorcy za bezzasadną odmowę. NSA powołał się na przykładowe orzeczenia NSA, które były wydawane w podobnych sprawach. Przykładowo brak stawiennictwa w siedzibie organu na wyraźne jego wezwanie bez uzasadnionej przyczyny odmowy wypełnia przesłanki z art. 262 § 1 Ordynacji podatkowej i może skutkować wymierzeniem kary porządkowej.

NSA wypowiedział się także co do samej wysokości kary. Zaaprobowane zostało podejście wyrażone we wcześniejszym wyroku NSA (wyrok NSA z 16 marca 2017 r., I FSK 1734/15), zgodnie z którym organ podatkowy dysponuje swobodą w zakresie ustalania wysokości kary w ramach ustawowych możliwości. Swoboda nie oznacza jednak dowolności, zatem okoliczności uzasadniające wysokość złożonej kary porządkowej powinny być wskazane w pisemnym uzasadnieniu postanowienia.

Ponadto NSA wskazał, że nakładanie na stronę postępowania kary porządkowej ma w głównej mierze na celu zdyscyplinowanie uczestników postępowania, tak aby mogło ono przebiegać sprawnie i kończyło się w przewidywanym terminie.

Podsumowując, podejście sądów administracyjnych do kar porządkowych zmierza do wspierania fiskusa w tym zakresie. Uznaniowa przesłanka „bezzasadności odmowy” w wielu przypadkach prowadzi do aprobowania stanowiska fiskusa. Często też podatnicy nie są bez winy, ponieważ uznają, że brak reakcji na wezwania organu spowoduje odstąpienie od prowadzonego postępowania. Jednak, jak pokazuje praktyka, tak się nie dzieje. Podatnicy zawieszający działalność nadal powinni respektować wezwania fiskusa i udzielać mu niezbędnych informacji w zakresie, w jakim zostali do tego wezwani.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Prezenty świąteczne kup w listopadzie, zapomnij o grudniu

Jeśli denerwuje cię melodia „Last Christmas” grana już w połowie listopada, to w tym roku musisz zacisnąć zęby. Z uwagi na problemy w światowej branży logistycznej, trudno przewidzieć jak będzie wyglądać zaopatrzenie sklepów przed Bożym Narodzeniem. Paradoksalnie te problemy i zakup prezentów już w listopadzie mogą przynieść rekordowe wyniki bożonarodzeniowej sprzedaży.

Te święta z uwagi na problemy w branży logistycznej mogą być inne od poprzednich. Już widzimy, że zarówno w Polsce, jak i na świecie brakuje wybranych artykułów elektronicznych. Na przykład osoby chcące zakupić najnowsze smartfony firmy Apple, muszą czekać na dostawę trzy tygodnie i więcej. To za sprawą braku mikroprocesorów na światowym rynku. Jest to podobny problem do tego, jaki przeżywa branża motoryzacyjna, ponieważ na wybrane modele samochodów trzeba w Polsce czekać nawet 8 miesięcy i dłużej. Nie można wykluczyć, że przed świętami, kiedy popyt na wiele produktów się zwiększy, niedoborów będzie jeszcze więcej. A wtedy zakup prezentu przed świętami może być niemożliwy. W takim samym stopniu ten problem dotyka branży e-commerce, jak i stacjonarnych sklepów, które korzystają z tych samych dostawców.

Najlepszym rozwiązaniem na możliwe problemy jest zatem wcześniejsze niż zwykle zamówienie prezentów. Okazją do tego mogą być zbliżające się Black Friday (26.11) i Cyber Monday (29.11), kiedy konsumenci liczą na największe promocje. Część z nich już kilka tygodni wcześniej wstrzymuje się z zaplanowanymi zakupami, by zrobić je w ciągu tych dwóch dni.

Wydaje się, że mimo możliwych problemów, ten rok może być rekordowy pod względem świątecznej sprzedaży. National Retail Federation – amerykańska organizacja skupiająca detalistów oczekuje, że sprzedaż w tym roku wzrośnie o 8,5 proc. do 10,5 proc. w porównaniu z wyjątkowo dobrym rokiem 2020. W zeszłym tygodniu odbył się Dzień Singla, czyli okres największych promocji w chińskim e-commerce. Okazał się on wielkim sukcesem, bo sprzedaż na Alibaba (właściciel serwisu Aliexpress) i JD.com wzrosła o 16 proc.

w stosunku do roku 2020 i wyniosła 133 mld dolarów. To duży sukces, szczególnie w okresie, gdy chińska gospodarka zwolniła a także po wezwaniach chińskich władz do ograniczenia konsumpcji. Chiny to największy rynek e-commerce na świecie, z udziałem zakupów online wynoszącym 50 proc. Tegoroczny Dzień Singla pokazał, że udział e-commerce może jeszcze rosnąć. Bardzo możliwe zatem, że tegoroczne wyniki przedświątecznej sprzedaży na całym świecie będą rekordowe.

Paweł Majtkowski, eToro