EDP planuje zainwestować w 1,5 GW zielonego wodoru do 2030 r.

EDP postawiło sobie nowy cel strategiczny w zakresie zielonego wodoru. Zgodnie z nim planuje zainwestować w projekty, które zaowocują dodatkowymi 1,5 GW mocy zainstalowanej do 2030 r. Wraz z przyjęciem tego strategicznego celu we wtorek 9 listopada, podczas konferencji ONZ poświęconej zmianom klimatu COP26 w Glasgow, EDP dołączyło do grona 28 wiodących spółek, który przyjęły na siebie zobowiązanie WBCSD (World Business Council for Sustainable Development) do zrealizowania założeń H2Zero z zamiarem przyspieszenia rozwoju technologii zielonego wodoru na skalę globalną.

To ważny krok, który wzmacnia ambicje spółki w tym zakresie. Do jego realizacji kluczowa jest obecność na rynkach strategicznych (takich jak Półwysep Iberyjski, USA czy Brazylia) a także w regionach, w których panują korzystne warunki do budowy instalacji do produkcji wodoru. Są to lokalizacje o dużych zasobach słonecznych i wiatrowych, sprzyjających uregulowaniach prawnych, z odpowiednim zapleczem infrastrukturalnym i zakładami odbiorców przemysłowych w pobliżu – aby wymienić tylko kilka kluczowych wymagań. Zapowiedziane nowe ambitne plany wpisują się w cele Planu Strategicznego EDP, który już zakładał inwestycje w hydrolizery do produkcji wodoru o mocy zainstalowanej 250 MW do 2025 r.

EDP jest przekonane, że realizacja celu odejścia od produkcji energii z węgla do 2025 r. i przejście w pełni na zielone źrodła energii do 2030 r. wymaga podejmowania zdecydowanych kroków i przyspieszenia procesu transformacji energetycznej.

 „EDP jako lider transformacji energetycznej jest głęboko świadomy, że walka ze zmianami klimatu nie może czekać i wymaga podjęcia natychmiastowych działań. Dlatego naszym celem jest zagwarantowanie produkcji energii ze źródeł w 100% odnawialnych do 2030 r. Podejmujemy również konkretne kroki na rzecz wsparcia dekarbonizacji wszystkich gałęzi gospodarki” zaznacza Miguel Stilwell d’Andrade, CEO EDP. „Zielony wodór będzie odgrywał istotną rolę w procesie zmian. Nie mamy czasu do stracenia. Odpowiedni moment na zwiększenie naszego zaangażowania i realizację ambitnych planów jest tu i teraz.”

Plan inwestycyjny zakłada przebudowę dawnych elektrowni węglowych na instalacje do produkcji wodoru, a także inwestycje w budowę nowych jednostek. Za sprawą zwiększonych nakładów EDP ma nadzieję przyczynić się do przyspieszenia i zwiększenia skali dekarbonizacji gospodarki, a w szczególności tych sektorów, które trudniej jest zelektryfikować. Proces ten, jak podkreśla WBCSD, wymaga bezprecedensowej współpracy między sektorem publicznym i prywatnym, a także opracowania jasnej i stabilnej polityki regulacyjnej.

Według szacunków Hydrogen Council cele, które spółki przyjęły na siebie w ramach zobowiązania H2Zero, łącznie odpowiadają za 25% potencjału dekarbonizacji wynikającego z technologii wodorowej do końca bieżącej dekady. EDP znalazło się w gronie 28 spółek (wraz z innymi przedsiębiorstwami z sektora energii, m.in. Iberdrola, Enel, Engie, Shell i Total), których wkład będzie decydujący dla dekarbonizacji gospodarki. Zeroemisyjna gospodarka stanowi jeden z kluczowych tematów poruszanych podczas konferencji COP26. Paliwa wodorowe były jednym z zagadnień omawianych podczas konferencji zatytułowanej „Wodór a mapa drogowa do zerowej emisyjności netto” [„The Roadmap to Net-Zero with Hydrogen”], w której udział wziął Miguel Setas, członek rady zarządczej grupy EDP.

Gospodarka rośnie, złoty nie reaguje

Piątkowe dane pokazują silny wzrost PKB. Jest to oczywiście pochodna inflacji w pewnym sensie, co trochę obniża ważność tego wysokiego wyniku. Słabsze dane dolara stabilizują go po ostatnich wzrostach.

PKB rośnie o 5,1%

Wzrost gospodarczy w Polsce jest wyraźnie szybszy od oczekiwań analityków. Problem w tym, że to 0,4% szybszy od oczekiwań wzrost to wcale nie tak dobry wynik, jak mogłoby się wydawać. Nie może zatem dziwić, że częściej korzysta się ze standardowego PKB niż jego kolegi PKB realnego, który jest skorygowany o inflację. Wtedy wynik byłby mocno niezadowalający. Rynki przyjęły tę wiadomość dość neutralnie, widać było na wykresach drobne umocnienie złotego, jednakże szybko notowania wróciły do stanu sprzed publikacji. Należy pamiętać, że są to tylko wstępne dane i mogą zostać skorygowane.

Słabsze dane na koniec dobrego tygodnia

Pod koniec tygodnia pojawił się odczyt raportu Uniwersytetu Michigan. Okazał się on gorszy od oczekiwań. Dodatkowo warto zwrócić uwagę, że pokazane 66,8 pkt to wynik raczej słaby, a konkretnie najsłabszy przez cały okres pandemii. Nie zmienia to faktu, że amerykańska gospodarka jest w dobrej sytuacji. Dane te pojawiły się, kiedy dolar był najsilniejszy względem euro od połowy zeszłego roku. W rezultacie ruch ten został wstrzymany, jednakże dalej euro kosztuje poniżej dolara i piętnastu centów.

Reelekcja prezesa NBP

Według informacji uzyskanych przez dziennikarzy RMF FM prezydent Andrzej Duda zamierza powołać Adama Glapińskiego na kolejną kadencję jako prezesa NBP. Z jednej strony druga kadencja tej samej osoby na takim stanowisku powoduje, że rynki wiedzą, czego się spodziewać, co jest korzystne dla stabilności polityki monetarnej. Z drugiej strony obecny prezes, delikatnie mówiąc, ma większe zalety niż transparentną komunikację z rynkiem. Decyzja ta powinna mieć relatywnie mały wpływ na notowania polskiej waluty, znacznie większy byłby, gdybyśmy mieli zmianę. Należy również pamiętać, że na wybór kandydata jest jeszcze dużo czasu.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Miami wypłaci obywatelom zysk z bitcoina

Miasto Miami ma wypłacić swoim mieszkańcom zysk z bitcoinów. Będzie to możliwe dzięki inwestowaniu zasobów kryptoaktywów będących własnością miasta.

Ten plan został ogłoszony przez burmistrza Miami Francisa Suareza w CoinDesk TV. Przychody z zysków bitcoin pochodzą z inwestowania własnego kryptowaktywa MiamiCoin, który w ciągu ostatnich trzech miesięcy zarobił około 21 milionów dolarów.

Miasto poszukuje sposobów na wprowadzenie cyfrowych portfeli, aby dystrybuować zyski wśród mieszkańców, z systemem rejestracji i weryfikacji wymaganym, aby zapewnić, że z programu skorzystają tylko osoby mieszkające w granicach miasta.

Miami zyskało popularność podczas pandemii jako alternatywne centrum finansowe dla Nowego Jorku, z ostrą konkurencją między miastami, przyciągnąć talenty i firmy. Wcześniej w tym miesiącu Suarez ogłosił, że odebrałby wypłatę wyłącznie w bitcoinach.

Simon Peters, analityk kryptowalut w eToro

Zażegnać kryzys w Onico Energia – stanowisko GECX Group

Zależy nam na dalszym funkcjonowaniu i rozwoju spółki Onico Energia – Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością S.K.A., która specjalizuje się w dostawach gazu swoim klientom. Jako reprezentanci właściciela tej firmy podejmujemy działania, aby jak najszybciej rozwiązać zaistniały wiosną tego roku problem skutkujący wstrzymaniem dostaw gazu klientom Onico Energia. Został on spowodowany wstrzymaniem finansowania tej firmy w związku ze skierowaniem w kwietniu tego roku do nas, czyli jej właściciela, przez zarządcę restrukturyzacyjnego Onico S.A. zaskakującego żądania zwrotu akcji Onico Energia, które w 2019 roku nabyliśmy w dobrej wierze od Onico S.A.

W październiku 2019 roku Onico S.A. sprzedała nam (czyli mającej siedzibę w Szwajcarii spółce GECX Group) akcje w Onico Energia. Transakcja poprzedzona została przez obie jej strony przeprowadzeniem szczegółowej wyceny sprzedawanej firmy. Realność wyceny potwierdzona została m.in. przez jedną ze spółek z tzw. Wielkiej czwórki tj. KPMG. Po zakupie, wraz ze swoimi partnerami, zorganizowaliśmy dla Onico Energia wielomilionowe finansowanie, które wykorzystano na spłatę zaległego kredytu tej firmy i na przywrócenie jej możliwości podjęcia działalności operacyjnej. Odzyskaliśmy też wiarygodność dla Onico Energia Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością S.K.A. i pozyskaliśmy nowych dostawców, co niemal od razu poprawiło sytuację firmy, m.in zwiększając znacznie liczbę jej klientów i umożliwiając jej wejście na nowe rynki. Onico Energia wygrała około 400 przetargów na dostawę gazu m.in. sądów rejonowych, instytutów naukowych, szkół i placówek oświatowych, szpitali, sanatoriów i innych obiektów leczniczych, jednostek wojskowych, urzędów, instytucji użyteczności publicznej i kultury, poszerzyła też znacząco liczbę punktów dostawy. Dziś to właśnie ci odbiorcy z sektora publicznego zwracają się do Onico Energia z prośbą o wyjaśnienie przyczyn, dla których doszło do zakłóceń w dostawie gazu, a wielu z nich zapowiedziało wyegzekwowanie odszkodowań czy kar umownych. Trudna sytuacja dotknęła także ich, bowiem niedługo po wstrzymaniu im dostaw gazu, rozpoczął się kryzys na rynku paliw. Skutkiem był znaczny wzrost ich cen. Gdyby nasi klienci mogli cały czas bez zakłóceń otrzymywać od naszej grupy gaz, mieliby dziś gwarancję takiej ceny, która dałaby im realne bezpieczeństwo i uchroniłaby przed obecnym, horrendalnym wzrostem opłat za dostawę gazu. 

Trudną sytuację, w jakiej znalazła się spółka Onico Energia Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością S.K.A., pogorszyło jeszcze uzyskanie przez zarządcę restrukturyzacyjnego Onico S.A. zabezpieczenia w ramach wytoczonego postepowania sądowego przeciwko GECX w postaci przekazania temu zarządcy całości praw korporacyjnych wynikających z akcji Onico Energia. Zabezpieczenie zostało udzielone przez sąd bez uwzględnienia racji i argumentów ze strony GECX Group. Co zaskakujące, udzielone zabezpieczenie objęło tylko prawa dotyczące akcji, ale już nie obowiązki z nich wynikające, przez co doszło do dziwnej i szkodliwej sytuacji rozszczepiania praw od obowiązków, nota bene zupełnie nieznanej Kodeksowi Spółek Handlowych.

Zarówno przedstawiciele Onico Energia Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością S.K.A., jak i GECX Group kontynuują dziś działania, aby rozwiązać tę sytuację i aby nie doszło do zaprzepaszczenia dwóch lat ciężkiej pracy nad przywróceniem Onico Energia Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością S.K.A. możliwości operacyjnych. Na zwołanym ostatnio Zwyczajnym Zgromadzeniu Akcjonariuszy Spółki Onico Energia przedstawiciele właściciela czyli GECX Group spotkali się z reprezentantem zarządcy restrukturyzacyjnego Onico S.A. Zgromadzenie miało umożliwić ratunek dla Onico Energia Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością S.K.A. i utorować drogę do osiągnięcia przez obie strony  – czyli GECX Group i zarządcy restrukturyzacyjnego Onico S.A. – porozumienia w sprawie możliwości dalszego funkcjonowania Onico Energia.

Niestety, na zwołanym poprzez ogłoszenie w Monitorze Sądowym i Gospodarczym Zgromadzeniu nie doszło do podjęcia żadnych kluczowych, z punktu widzenia dalszego istnienia spółki, uchwał tj. uchwały co do dalszego istnienia spółki oraz sposobów na zapewnienie finansowania spółki, w przypadku podjęcia decyzji pozytywnej w pierwszej z poruszonych kwestii. Już na samym początku Zgromadzenia doszło do różnicy zdań pomiędzy przedstawicielami GECX Group i zarządcy restrukturyzacyjnego Onico S.A. w sprawie wyboru Przewodniczącego Zgromadzenia i dalszego procedowania. Zarządca skłonny był, na tym wielogodzinnym zgromadzeniu, z obszernego i kluczowego dla dalszego istnienia spółki porządku obrad, podjąć jedynie uchwały dotyczące wyłącznie wyboru przedstawiciela zarządcy na przewodniczącego oraz zarządzenia przerwy w głosowaniu na 14 dni.

Przedstawiciele GECX Group pragną w związku z tym, co wydarzyło się na Zgromadzeniu, zwrócić uwagę na:

  • Propozycję porozumienia dla zarządcy restrukturyzacyjnego Onico S.A. Pod koniec października przedstawiciele GECX Group wysłali zarządcy restrukturyzacyjnemu Onico S.A. propozycję porozumienia dotyczącego rozwiązania obecnej sytuacji w Onico Energia. Podczas zorganizowanego zaś na początku listopada Zwyczajnego Zgromadzenia Akcjonariuszy Spółki Onico Energia, reprezentant zarządcy restrukturyzacyjnego Onico S.A. przyznał, że treść zaproponowanego porozumienia pozostaje jego stronie jeszcze nieprzeanalizowana ze względu na zbyt krótki czas potrzebny – jego zdaniem – do zapoznania się z nią.
  • Brak zgody na zapoznanie się z informacją o aktualnej sytuacji Onico Energia. Przedstawiciel zarządcy restrukturyzacyjnego Onico S.A. oponował również wobec propozycji przedstawienia przez reprezentantów Onico Energia informacji o obecnej sytuacji w tej spółce, co było o tyle zaskakujące, że wcześniej sam przyznał, iż miał za mało czasu na zapoznanie się z sytuacją, w jakiej znajduje się obecnie ta spółka i z propozycją porozumienia, w tym szczególnie – ze sposobem rozwiązania obecnej trudnej sytuacji w firmie, zagrażającej jej dalszemu istnieniu.
  • Sytuację w Onico Energia, która wymaga natychmiastowych decyzji. Onico Energia pozostaje de facto unieruchomiona, klienci przestali płacić należności i naliczają kary umowne, komornik zajął rachunki na poczet wierzytelności PGE (powstałych jeszcze przed sprzedażą akcji Onico Energia GECX Group przez Onico S.A. i nieujawnionych przy sprzedaży akcji na rzecz GECX Group, a które w istocie jeszcze bardziej obniżają wartość akcji Onico Energia) czy wobec PKN Orlen. Dzięki ciężkiej pracy zespołu Onico Energia, spółka ta otrzymała szansę na przetrwanie – np. przyjęto układ w postępowaniu restrukturyzacyjnym, które teraz podlega zatwierdzeniu przez sąd. Warunkiem sukcesu jest jednak cały czas: pozyskanie finansowania i prowadzenie działalności operacyjnej. W przeciwnym razie firmie grozi rychła utrata koncesji, co równoznaczne jest z jej faktyczną likwidacją. Dlatego też, Zarząd Onico Energia zaapelował do obu stron sporu, o jego jak najszybsze zakończenie, celem uratowania Onico Energia.
  • Brak decyzyjności po stronie zarządcy restrukturyzacyjnego Onico S.A. co do działań mających na celu uratowanie Spółki. O ile GECX Group przedstawił kilka propozycji przyjęcia rozwiązań kompromisowych, które prowadziłyby do rozwiązania spornej sytuacji, a docelowo uratowania spółki, o tyle nie sposób doszukać się takich propozycji po stronie zarządcy restrukturyzacyjnego Onico S.A., którego stanowisko w chwili obecnej sprowadza się do przedłużającego się braku podejmowania jakichkolwiek decyzji w sprawie sytuacji kryzysowej w spółce i jednoczesnego blokowania działań podejmowanych przez inne podmioty zainteresowane uratowaniem spółki.
  • Powoływanie się na długą i skomplikowaną drogę formalną przez zarządcę restrukturyzacyjnego Onico S.A. W odpowiedzi na kierowane przez przedstawiciela GECX Group do reprezentanta zarządcy restrukturyzacyjnego Onico S.A. na Zgromadzeniu konkretne propozycje rozwiązania obecnej sytuacji w Onico Energia oraz pytania dotyczące działań, które mogłyby uratować sytuację w Onico Energia, przedstawiciel zarządcy restrukturyzacyjnego Onico S.A. zasłaniał się brakiem znajomości sytuacji w Onico Energia, a także snuł opowieści na temat trudności proceduralnych, które mogą przeszkodzić w procesie mającym na celu doprowadzenie do uratowania tej firmy. Zdaje się to poddawać w wątpliwość chęć zarządcy restrukturyzacyjnego Onico S.A. do rzeczywistego działania na rzecz rozwiązania trudnej sytuacji w Onico Energia w najbliższym terminie.
  • Konieczna korespondencja z urzędami. To samo dotyczy informacji, jaką trzeba jak najszybciej dostarczyć do wszystkich urzędów, przez które sprawa Onico Energia jest badana, w tym w szczególności do Urzędu Regulacji Energetyki. Od jego decyzji zależy bowiem dalsze posiadanie przez firmę niezbędnej do funkcjonowania koncesji. Przedstawiciel zarządcy Onico S.A. ograniczył się jedynie do stwierdzenia, że rozważy to.
  • Gotowość zagranicznego inwestora i samej Onico Energia. Zarówno GECX Group czyli właściciel i akcji Onico Energia, jak i przedstawiciele zarządu Onico Energia, cały czas gotowi są na wspólne – z zarządcą restrukturyzacyjnym Onico S.A. – pilne podjęcie niezbędnych prac nad przygotowaniem zbioru ustaleń między obiema stronami, które w oparciu o rozsądne ramy czasowe przy wypełnieniu niezbędnych formalności określą warunki wyjścia z obecnej sytuacji kryzysowej przez Onico Energia.
  • Brak podjęcia przez przedstawiciela zarządcy restrukturyzacyjnego Onico S.A. decyzji w sprawie propozycji uchwały o podwyższeniu kapitału Onico Energia i dokapitalizowania w ten sposób tej firmy. Brak podjęcia decyzji przez przedstawiciela zarządcy restrukturyzacyjnego Onico S.A. w tak esencjalnej dla dalszego istnienia Onico Energia sprawie może być interpretowany jako kolejny dowód na brak realnej woli rozwiązania sytuacji po stronie zarządcy i braku konstruktywnej reakcji wobec racjonalnych propozycji składanych przez GECX Group, przy jednoczesnym braku przedstawienia zainteresowanym jakichkolwiek konstruktywnych rozwiązań alternatywnych ze swojej strony.
  • Przerwa w obradach. Za niezrozumiałe – w kontekście konieczności podjęcia tak kluczowych decyzji w związku z dramatyczną sytuacją, w jakiej znajduje się spółka, gdzie każdy dzień zadecydować może o dalszym istnieniu lub nieistnieniu Onico Energia – uznać należy podjęcie przez przedstawiciela zarządcy restrukturyzacyjnego Onico S.A. decyzji o odroczeniu obrad, i to aż o 14 dni.
  • Ryzyko, jakie zagraniczny inwestor poniósłby, finansując dziś firmę. W sytuacji, gdy GECX Group uniemożliwia się wykonywanie praw korporacyjnych, co bezpośrednio wiąże się z zablokowaniem temu zagranicznemu inwestorowi podejmowania decyzji w sprawie funkcjonowania Onico Energia, oczekiwanie, że GECX Group nadal będzie finansował Onico Energia – Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością S.K.A. przez udzielanie nowych pożyczek niezabezpieczonych, jest niezrozumiałe. Przecież już w tej chwili Onico Energia – Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością S.K.A. – nie może nawet zwrócić pożyczek poprzednio zaciągniętych i jej byt jest zagrożony. Tym bardziej więc dziwne jest oczekiwanie przez zarządcę restrukturyzacyjnego Onico S.A., by GECX Group dalej pożyczało środki pieniężne spółce, której działalność blokowana jest przez działania zarządcy.
  • Ryzyko braku chęci u zarządcy restrukturyzacyjnego Onico S.A. co do znalezienia rozsądnego kompromisu. Uzależnienie przez zarządcę restrukturyzacyjnego Onico S.A. wycofania się z kwestionowania prawidłowości sprzedaży Onico Energia zagranicznemu inwestorowi czyli GECX Group od dopłacenia przez niego do masy sanacyjnej Onico S.A. abstrakcyjnej i wielomilionowej kwoty, która to miałaby zostać dodatkowo uiszczona niezależnie od dotychczasowych płatności dokonanych przez GECX Group w zamian za nabyte akcje Onico Energia, stanowi raczej sygnał, że decyzja o doprowadzeniu działalności Onico Energia do końca zapadła już po stronie zarządcy. Jeżeli tak jest, obecny spór zakończy się najpewniej likwidacją Onico Energia i zgłoszeniem nowych wierzytelności do masy Onico S.A.
  • Narażenie zagranicznego inwestora na wielomilionowe straty. Jeśli powyższy scenariusz zostanie zrealizowany, straty GECX Group, który kupił Onico Energia i wraz z partnerami zainwestował w nią, będą jeszcze większe. Stanowić to będzie podstawę do przewidzianych prawem działań przeciwko podmiotom za to odpowiedzialnym.

W świetle przytoczonych tu informacji, GECX Group ma uzasadnione wątpliwości co do deklarowanej przez zarządcę restrukturyzacyjnego Onico S.A. chęci osiągnięcia porozumienia w sprawie dalszego funkcjonowania Onico Energia na rynku. Wydaje się, że wszyscy zainteresowani losem spółki Onico Energia, włącznie z zarządem Onico S.A. czy Radą Wierzycieli, powinni dziś dołożyć wszelkich starań, aby proces ten wspierać, a przynajmniej powstrzymać się od blokowania działań, które my jako zagraniczny inwestor i właściciel Onico Energia, a także zarząd tej, należącej do nas firmy, podejmujemy, aby ratować ją przed upadkiem.

Podczas obecnego kryzysu na rynku gazu, dla klientów Onico Energia Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością S.K.A., i dla interesu społecznego, rozwiązanie trudnej sytuacji w Onico Energia będzie mieć ogromne znaczenie. W przeciwnym razie historia Onico Energia skończy się jedynie na wieloletniej batalii prawnej przed właściwymi sądami powszechnymi czy przed międzynarodowym arbitrażem inwestycyjnym, do której zakończenia Onico Energia nie dotrwa, dołączając do już i tak zbyt długiej listy spółek z sektora energetycznego – unicestwionych w toku swojej restrukturyzacji czy w wyniku konfliktu na poziomie właścicielsko-korporacyjnym. Na pewno nie wpłynie to pozytywnie na postrzeganie klimatu dla inwestycji w Polsce, szczególnie zagranicznych. Rzuca to także cień na prawidłowość i skuteczność funkcjonowania systemu restrukturyzacji w Polsce oraz rodzi pytanie, czy nad funkcjonowaniem tego systemu prowadzony jest właściwy nadzór.

Tytułem przypomnienia:

W kwietniu 2020 roku sąd powołał zarządcę restrukturyzacyjnego do upadłościowej i restrukturyzacyjnej obsługi spółki ONICO S.A., do której do jesieni 2019 roku należała firma ONICO Energia.

Teraz żąda on zwrotu wszystkich zakupionych półtora roku temu akcji ONICO Energia od obecnego ich właściciela czyli GECX Group, uzasadniając to przedstawianą przez zarządcę wyceną akcji. Zlecił on ją prywatnemu podmiotowi. GECX Group wyraża wątpliwości co do jego rzetelności i prawidłowości sporządzonej przez niego wyceny.

Tymczasem przed dokonaniem w 2019 roku transakcji kupna – sprzedaży ONICO Energia, obie jej strony zleciły dokonanie wyceny ONICO Energia m.in. dwóm renomowanym firmom audytorskim. GECX Group zleciło też dodatkową wycenę biegłemu rewidentowi. Ich wyniki są znane zarządcy restrukturyzacyjnemu ONICO S.A., lecz mimo to długo nie wyrażał on zainteresowania, aby jego ekspert spotkał się z ekspertami GECX Group – celem pilnego wyjaśnienia rozbieżności w wycenach.

Cała sprawa zaczęła się od tego, że list z żądaniem wydania udziałów i akcji Onico Energia, wyłącznie w języku polskim, zarządca restrukturyzacyjny ONICO S.A. przysłał do szwajcarskiej siedziby GECX Group pod koniec kwietnia. Stało się to półtora roku po kupieniu przez GECX Group firmy ONICO Energia od ONICO S.A.

Jak dotąd, zarządca restrukturyzacyjny ONICO S.A. nie potwierdził nawet, czy zamierza i czy będzie w stanie zwrócić należności, jakie za akcje ONICO Energia zapłacił GECX Group, a także środki, i to znaczne, jakie GECX Group zainwestował w ciągu ostatniego półtora roku w ONICO Energia.

Mając na uwadze ostatnie wydarzenia w tej sprawie, GECX Group może uznać to za faktyczne wywłaszczenie nabytego przez niego legalnie i w dobrej wierze majątku bez odszkodowania, co z kolei stać się może powodem do wniesienia przez tego inwestora sprawy przed właściwymi sądami powszechnymi lub międzynarodowym arbitrażem inwestycyjnym.

COP26: Polska za zakazem sprzedaży samochodów spalinowych

Podpisana przez Polskę na COP26 deklaracja na rzecz zakończenia sprzedaży samochodów spalinowych nie później niż do 2035 r. na wiodących rynkach i do roku 2040 w skali globalnej, powinna zapoczątkować merytoryczny dialog i publiczną dyskusję na ten temat w Polsce – ocenia Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych. W ślad za deklaracją powinna pójść aktualizacja krajowych celów strategicznych w tym zakresie, a następnie wprowadzenie odpowiednich regulacji.

Podczas 26 Konferencji Narodów Zjednoczonych w Sprawie Zmian Klimatu w Glasgow (COP26), 33 państwa, 39 miast i regionów z całego świata, a także kilkadziesiąt firm z branży motoryzacyjnej oraz największych operatorów flot, instytucji finansowych i innych podmiotów podpisało deklarację na rzecz zakończenia sprzedaży samochodów spalinowych. Wśród sygnatariuszy porozumienia znalazła się Polska. Nadrzędnym celem dokumentu jest szybsza popularyzacja pojazdów zeroemisyjnych w celu realizacji Porozumienia Paryskiego. Sygnatariusze porozumienia zobowiązali się do wspólnego dążenia do rejestracji wyłącznie zeroemisyjnych samochodów osobowych i dostawczych na rynku nowych pojazdów. Wspomniany cel miałby zostać osiągnięty nie później niż do 2035 r. na wiodących rynkach i do roku 2040 r. w pozostałych państwach. Zgodnie z założeniami samochody zeroemisyjne mają stać się powszechnie dostępne i przystępne cenowo we wszystkich regionach świata do 2030 r.

Deklaracja podpisana na COP26 to pierwsze takie stanowisko polskiego rządu w zakresie końca sprzedaży samochodów z silnikami spalinowymi. Traktujemy tę deklarację jako istotny krok na drodze do przyspieszenia dekarbonizacji sektora transportu w Polsce. Brakowało w naszym kraju dialogu i publicznej dyskusji na ten temat. W ślad za deklaracjami powinny jednak zostać wdrożone konkretne instrumenty – w pierwszej kolejności w postaci aktualizacji krajowych celów strategicznych w tym zakresie, a następnie – w dalszej perspektywie – wprowadzenie odpowiednich, wiążących regulacji prawnych – mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych (PSPA).

Deklarację na COP26 podpisały rządy Austrii, Azerbejdżanu, Chile, Chorwacji, Cypru, Danii, Dominikany, Finlandii, Ghany, Indii, Irlandii, Islandii, Izraela, Kambodży, Kanady, Kenii, Litwy, Luksemburga, Maroko, Meksyku, Niderlandów, Norwegii, Nowej Zelandii, Paragwaju, Polski, Rwandy, Salwadoru, Słowenii, Szwecji, Turcji, Urugwaju, Wielkiej Brytanii i Wysp Zielonego Przylądka. W gronie sygnatariuszy znalazły się również rządy miast i regionów (m.in.  Atlanty, Barcelony, Buenos Aires, Kalifornii, Nowego Jorku, Quebecu, Rzymu i Sao Paulo), koncerny motoryzacyjne (m.in. BYD, Ford, General Motors, Jaguar Land Rover, Mercedes-Benz oraz Volvo), najwięksi operatorzy flot (m.in. ABB, Astra Zeneca, E.ON, Iberdrola, IKEA, Siemens, SK Innovation, Tesco, Uber Technologies, Unilever czy Vattenfall), instytucje finansowe i szereg innych podmiotów.

Co istotne, szereg państw, w tym sygnatariusze deklaracji, wyznaczyło już wcześniejsze terminy końca sprzedaży nowych samochodów spalinowych. Norwegia planuje wprowadzić podobne obostrzenia już do 2025 r., Austria, Dania, Irlandia, Islandia, Izrael, Niderlandy, Singapur, Słowenia, Szkocja, Szwecja,  Wielka Brytania do 2030 r., Chiny, Japonia, Wielka Brytania, Wyspy Zielonego Przylądka do 2035 r., zaś Francja, Hiszpania, Kanada, Portugalia i Sri Lanka do 2040 r. – wymienia Jan Wiśniewski, Dyrektor Centrum Badań i Analiz PSPA.

Ponadto, 14 lipca 2021 r. Komisja Europejska ogłosiła pakiet postulatów legislacyjnych pod nazwą „Fit for 55”. Jego naczelnym założeniem jest ograniczenie emisji CO2 netto o co najmniej 55% do 2030 r. Ma to docelowo doprowadzić do osiągnięcia neutralności klimatycznej zgodnie z postanowieniami „Europejskiego Zielonego Ładu”. Propozycje KE przewidują m.in. wprowadzenie szeregu instrumentów sprzyjających dekarbonizacji sektora transportu.

Przełomowym postulatem jest zobowiązanie koncernów motoryzacyjnych do obniżenia (względem roku 2021) emisji nowych samochodów o 55% (osobowe) i 50% (dostawcze) od 2030 r. Wszystkie nowo rejestrowane w Unii Europejskiej pojazdy osobowe i dostawcze musiałyby być zeroemisyjne od 2035 r. W konsekwencji oznaczałoby to obejmujące całą Wspólnotę wprowadzenie zakazu rejestracji nowych samochodów wyposażonych w silniki spalinowe – podsumowuje Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.

Australijski Zip sfinalizował przejęcie fintechu Twisto

Australijski fintech Zip (ASX:Z1P), globalny lider usług BNPL (kup teraz, zapłać później), sfinalizował przejęcie Twisto, tym samym otwierając sobie furtkę na 27 rynków europejskich.

Michal Smida, założyciel Twisto
Michal Smida, założyciel Twisto

„Zakończenie transakcji i integracja z Zip to ogromny dowód uznania dla naszej ośmioletniej pracy. Pod kierownictwem Zip mamy niemal nieograniczone możliwości dalszego rozwoju, w czym pomoże nam ich doświadczenie w budowaniu globalnej firmy, kontakty, technologiczne know-how i finanse. Jednocześnie Zip potrzebuje naszego zgranego zespołu” – mówi Michal Smida, założyciel Twisto, a teraz także udziałowiec australijskiego Zip. Do obowiązków Smidy należeć będzie kierowanie europejską ekspansją australijskiej firmy i wykorzystanie w pełni korzyści, jakie daje licencja instytucji płatniczej przyznana przez Czeski Bank Narodowy, która pozwala na dostarczanie rozwiązań płatniczych we wszystkich dwudziestu siedmiu krajach Unii Europejskiej.

„Przejęcie czeskiego fintechu Twisto pokazuje nasze zaangażowanie w dążeniu do osiągnięcia pozycji globalnego lidera i doskonale ilustruje nasz model 'koalicji założycieli’, w ramach którego wspieramy silnych innowatorów, z którymi dzielimy podobną wizję i wartości kulturowe. Nasza obecność w Europie pozwala nam na odkrywanie nowych rynków, przyciągnięcie większej liczby globalnych merchantów i wzmocnienie naszej oferty produktowej. Cieszymy się, że możemy oficjalnie dodać Europę do naszego portfolio i nie możemy się doczekać współpracy z Michalem i jego zespołem, w celu opracowania innowacyjnych rozwiązań BNPL – wszystko dla jeszcze lepszych doświadczeń naszych klientów i partnerów – powiedział współzałożyciel i dyrektor generalny Zip, Larry Diamond.

„To niesamowite, że tak ambitna, globalna firma jak Zip zdecydowała się zbudować swoją europejską ekspansję na Twisto. Ta transakcja jest potwierdzeniem jakości produktu, infrastruktury technicznej, a przede wszystkim całego zespołu stojącego za Twisto. W ciągu ośmiu lat istnienia Twisto musiało przecierać nowe szlaki zarówno pod względem produktu, jak i interpretacji prawnych, ponieważ, kiedy firma zaczynała swoją działalność, nikt nie znał modelu ‘kup teraz, zapłać później’.  Jako inwestorzy jesteśmy bardzo zadowoleni, że od samego początku mogliśmy być częścią tej historii. Życzymy całemu zespołowi powodzenia w tym nowym rozdziale” – mówi Tomas Pacinda, partner w funduszu venture capital KAYA. Fundusz – który nadal jest znany także pod swoją poprzednią nazwą Enern – zainwestował w Twisto zaraz po jego założeniu.

Zip – jednorożec z globalnymi ambicjami

Zip został założony w 2013 roku w Australii. Obecnie działa również w Nowej Zelandii, Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. W ostatnich tygodniach firma sfinalizowała przejęcie startupu Spotii z siedzibą w ZEA, dzięki któremu ze swoją ofertą wchodzi na rynki Bliskiego Wschodu.

Jako jeden ze światowych liderów w dziedzinie BNPL, Zip współpracuje z ponad 50 tys. sprzedawców, a z jego usług korzysta ponad 7,3 mln klientów. Za pośrednictwem Zip dokonali oni ponad 41 mln transakcji o wartości prawie 5,8 mld dol. australijskich (AUD), czyli 4,3 mld USD. Wartość firmy wyceniana jest na ok. 3,64 mld AUD (2,7 mld USD).

8 lat Twisto na rynku to czas innowacji w usługach płatniczych w Europie Środkowej

Twisto powstało w 2013 roku i wdarło się na czeski rynek, oferując odroczone płatności w e-sklepach. Od tego czasu rozrosło się o kolejne produkty, klientów i merchantów. W 2016 roku Twisto rozpoczęło wydawanie kart płatniczych do zakupów w sklepach stacjonarnych, a w 2018 roku rozszerzyło działalność za granicę – wchodząc na rynek polski. W 2019 roku fintech jako jeden z pierwszych udostępnił możliwość dokonywania płatności zbliżeniowych korzystając z Apple Pay i Google Pay. Twisto to prosta metoda płatności w e-handlu, która dostępna jest w ponad 22 tys. sklepów internetowych.

Obecnie konto Twisto ma już ponad 200 tys. klientów. W ramach konta mogą oni korzystać z wielu funkcjonalności, m.in. z wirtualnej karty płatniczej, płatności mobilnych Apple Pay i Google Pay, a także dzielić wspólne wydatki ze znajomymi za pomocą Twisto Split. W ciągu ostatnich 12 miesięcy firma wprowadziła również usługę „Podziel na 3”, która umożliwia podzielenie płatności na trzy raty za 0 zł, a także – jako pierwsza w Polsce – jednorazową, wirtualną kartę ratalną.

W maju tego roku – po wcześniejszej mniejszej inwestycji w Twisto – Zip ogłosił zamiar przejęcia pozostałych udziałów czeskiej spółki, wyceniając Twisto na blisko 100 mln euro. Pojawienie się nowego właściciela nic nie zmienia dla klientów i partnerów Twisto – usługi będą działać tak, jak do tej pory.

Bain & Company: Znów rośnie popyt na towary luksusowe, jest szansa na rekordowy rok

Po wywołanym pandemią załamaniu rynku, w 2021 roku klienci powrócili do zakupów osobistych dóbr luksusowych, a popyt na te towary będzie się umacniał, wynika z najnowszego raportu firmy doradczej Bain & Company. Analitycy szacują, że rynek będzie rósł w tempie 6-8 proc. rocznie i w 2025 osiągnie wartość 360-380 mld euro.

Jak wynika z wyliczeń ekspertów Bain & Company, którzy wraz z mediolańską Fondazione Altagamma przeanalizowali trendy w branży, w tym roku sprzedaż osobistych dóbr luksusowych takich jak kosmetyki, odzież, czy biżuteria wzrośnie w stosunku do 2020 roku o 29 proc. i osiągnie poziom 283 mld euro. To o 1 proc. więcej niż w rekordowym 2019, który uznawany jest przez branżę za ostatni porównywalny rok przed wywołanym pandemią załamaniem popytu.

Wzrost sprzedaży to w głównej mierze zasługa poprawy nastrojów konsumenckich i popytu na rynku amerykańskim i chińskim. Oba kontynenty amerykańskie odpowiadają za 31 proc. globalnej sprzedaży i są obecnie największym rynkiem. Chiny, gdzie rynek luksusu podwoił się od 2019 roku, odpowiadają już za 21 proc. globalnej sprzedaży. W 2021 roku do najlepiej sprzedających się produktów należało obuwie, akcesoria skórzane i biżuteria.

Ponadto odbicie napędzane jest także prężnym rozwojem cyfrowych kanałów sprzedaży. Pod wpływem pandemii luksusowe marki zainwestowały w obecność w Internecie i rozwój e-sklepów. To spowodowało, że wartość towarów, które klienci kupili online wzrosła w 2021 roku o 27 proc. do 62 mld euro.

Rozwój kanału online będzie napędzał dalszy wzrost sprzedaży, co wynika również z tego, że na rynku dóbr luksusowych zaczynają dominować klienci, dla których Internet jest naturalnym miejscem dokonywania zakupów i zdobywania informacji o produktach – powiedziała Katarzyna Wal, Starszy Menedżer w Bain & Company.

– W ostatnim roku aktywność marek luksusowych w kanale online znacznie przyspieszyła. Część marek, jak Chanel, Burberry czy Zegna, zaczęła korzystać z rozwiązań technologicznych oferowanych przez Farfetch Platform Solutions (FPS), największą internetową platformę sprzedaży towarów luksusowych na świecie. FPS umożliwia tworzenie własnych aplikacji, sklepów online, a nawet sklepów na chińskim komunikatorze WeChat – dodała Katarzyna Wal.

Jak zwracają uwagę eksperci, dominującą grupą na rynku luksusowych dóbr osobistych stają się ludzie młodzi. Już w 2025 roku przedstawiciele Generacji Y i Z, czyli osoby przed 40-tym rokiem życia, będą stanowiły 70 proc. klientów. To bardzo zróżnicowana grupa, która ma inne potrzeby niż pokolenie ich rodziców oraz odmienne oczekiwania wobec marek luksusowych. Dlatego już teraz widać dużą zmianę w podejściu marek do komunikacji z klientami i strategii sprzedaży.

Producenci dóbr luksusowych starają się być bardziej odpowiedzialni i zaangażowani w realizację celów społecznych, w tym podejścia równościowego i różnorodności. Branża coraz bardziej skupia się na etyce, emocjach i transparentnej komunikacji – powiedziała Katarzyna Wal.

Na początku pandemii Giorgio Armani stwierdził, że kryzys jest okazją, by marki luksusowe przestały kopiować metody stosowane przez producentów tzw. „fast fashion” i powróciły do autentyczności. Hermès to jedna z niewielu marek, które z sukcesem wdrażają tę strategię. Firma postawiła na autentyczność, podkreśla swoje korzenie i precyzję ręcznego procesu produkcji akcesoriów przez artystów-rzemieślników.

Przejawem zmian w definiowaniu luksusu jest też dynamiczny rozwój rynku towarów z drugiej ręki. Od 2017 roku ten segment rynku wzrósł o 65 proc. podczas gdy rynek towarów fabrycznie nowych zwiększył się o 12 proc. Obecnie wartość rynku towarów luksusowych z drugiej ręki eksperci Bain & Company szacują na 33 mld euro.

Bain & Company szacuje, że całkowita wartość światowego rynku dóbr luksusowych, która oprócz dóbr osobistych uwzględnia takie kategorie jak nieruchomości, środki transportu (samochody, odrzutowce, jachty), podróże czy kolekcje sztuki, osiągnęła w 2021 roku wartość 1,1 bln euro, co oznacza, że nie udało się jeszcze powrócić do poziomu z 2019 i odrobić strat wywołanych pandemią.

Jednoosobowe działalności gospodarcze w obliczu Polskiego Ładu. Co wybrać – ryczałt czy przekształcenie w sp. z o.o.?

W obecnych niestabilnych czasach prowadzenie własnej działalności gospodarczej to duże wyzwanie i jeszcze większe ryzyko. Od 1 stycznia 2022 roku przedsiębiorców czekają rewolucyjne zmiany w systemie obciążeń publicznoprawnych.  Wciąż nie jest znany ostateczny kształt przepisów prawnych, jednak wielu przedsiębiorców już teraz „wzięło sprawy w swoje ręce”, o czym świadczy chociażby czas oczekiwania na rozpatrzenie wniosków w rejestrze przedsiębiorców KRS w warszawskim sądzie rejestrowym, który wydłużył się z kilku dni roboczych do ponad 1 miesiąca.

Istnieje szereg możliwych rozwiązań dla przedsiębiorców prowadzących jednoosobowe działalności gospodarcze (JDG).  W artykule zaprezentowane zostały dwa z nich:

  • przekształcenie w spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością
  • skorzystanie z ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych dla jednoosobowo prowadzonej działalności gospodarczej

Przekształcenie w spółkę z o.o.

W obliczu planowanych zmian, sporym zainteresowaniem przedsiębiorców cieszy się rozwiązanie polegające na przekształceniu dotychczas prowadzonej jednoosobowo działalności gospodarczej w spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością. Pomimo większego stopnia sformalizowania, prowadzenia w tej formie przedsiębiorstwa, ma warte uwagi zalety, wśród nich brak osobistej odpowiedzialności za zobowiązania spółki (z wyjątkiem sytuacji, którą reguluje przepis art. 299 k.s.h.), a także pod pewnymi warunkami możliwość opodatkowania CIT 9%. Rozwiązanie oprócz niewątpliwych zalet, ma także swoje ograniczenia, którym również się przyjrzymy.

Możliwość skorzystania z 9% CIT 

Zasadniczo od dochodów osiąganych przez spółki z ograniczoną odpowiedzialnością należny jest podatek dochodowy od osób prawnych (CIT) w wysokości 19%. Jednak tzw. mali podatnicy, czyli spółki z.o.o., których przychody z działalności operacyjnej (nie kapitałowej), w danym roku podatkowym nie przekroczyły kwoty 2 mln euro, mogą skorzystać z 9% stawki CIT.

Warto mieć jednak świadomość, że istnieje szereg obostrzeń dotyczących możliwości korzystania z niższej stawki CIT, które w pełnym brzemieniu zostały zawarte w przepisie art. 19 ust. 1 ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych.

Jednym z nich jest zakaz zastosowania tej preferencji w przypadku, gdy spółka powstała w wyniku przekształcenia z jednoosobowej działalności gospodarczej. Dobrą wiadomością jest to, że obostrzenie jest czasowe i dotyczy jedynie roku podatkowego, w którym sp. z o.o. rozpoczęła działalność, oraz kolejnego bezpośrednio po nim następującego. Oznacza to, że jeżeli przedsiębiorca prowadzący jednoosobowo działalność gospodarczą zdecyduje się przekształcić w spółkę z o.o. jeszcze w 2021 roku, będzie mógł skorzystać z 9% CIT już w 2023 roku, o ile przychody spółki nie przekroczą limitu 2 mln euro, a zakończenie pierwszego roku obrotowego nastąpi z końcem 2021 roku.

Brak obowiązku ubezpieczenia społecznego w spółce co najmniej dwuosobowej

Zgodnie z obowiązującymi przepisami osoby prowadzące pozarolniczą działalność gospodarczą, za którą uważa się także wspólnika jednoosobowej spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, podlegają obowiązkowemu ubezpieczeni społecznemu. Natomiast w przypadku, gdy w spółce jest co najmniej dwóch udziałowców będących osobami fizycznymi, nie podlegają one wówczas temu obowiązkowi.

W praktyce, wiele spółek z o.o. decyduje się na rozwiązanie polegające na tym, że jeden ze wspólników posiada przeważającą większość udziałów, a drugi ich ma zaledwie kilka, co zapewnia marginalne procentowe zaangażowanie kapitałowe. Warto mieć świadomość, że taka sytuacja potrafi jednak zrodzić wątpliwości ze strony Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, czy obecność w spółce drugiego wspólnika nie ma charakteru pozornego w celu uniknięcia obowiązku opłacania składek. Dlatego należy z rozwagą dobierać skład osobowy spółki i posiadać dobre uzasadnienie z punktu widzenia gospodarczego dla znacznej dysproporcji w wielkości udziałowej pomiędzy dwoma wspólnikami.

Świadczenie pracy na rzecz spółki

Wspólnicy spółki mogą w umowie spółki zostać zobowiązani do odpłatnych świadczeń na rzecz spółki. Tak osiągane środki, związane z realizowanymi obowiązkami nie podlegają obowiązkowemu ubezpieczeniu społecznemu, jak również nie jest odprowadzana z tego tytułu składka zdrowotna.

Uzyskujący środki wspólnik jako osoba fizyczna, osiągnie dochód opodatkowany wyłącznie podatkiem dochodowym od osób fizycznych, przy tym nieobciążony żadnymi dodatkowymi kosztami. Uwzględniając planowane od 2022 r. podwyższenie górnej granicy opodatkowania w ramach pierwszego progu podatkowego do kwoty 120 tys. zł, możliwa do osiągnięcia kwota okazuje się być naprawdę wysoka. Należy mieć jednak na uwadze, że realizowane obowiązki, z tytułu których wspólnik pobierał będzie korzyści, muszą zostać ściśle określone w umowie spółki.

Wynagrodzenie członków zarządu spółki – składka zdrowotna 9%

Do końca 2021 roku osoby zasiadające w składzie zarządu spółki z o.o. na podstawie powołania mocą uchwały zgromadzenia wspólników mogą pobierać wynagrodzenie, które nie podlega obowiązkowemu ubezpieczeniu, w tym składce zdrowotnej.

Jednak od 2022 roku w związku ze zmianami Polskiego Ładu sytuacja ta ulegnie zmianie i spółka będzie zobligowana pobierać od ich wynagrodzenia 9% składki zdrowotnej. Mając na uwadze fakt, że dochód z tytułu takiego wynagrodzenia podlega zawsze opodatkowaniu według skali podatkowej, od nowego roku otrzymywana np. przez prezesa zarządu spółki wypłata zostanie pomniejszona o 17% podatku dochodowego od osób fizycznych o ile nie przekroczy w skali roku 120 tys. zł, a ponad tę kwotę 32% i dodatkowo o 9% tytułem składki zdrowotnej.

Ryczałt od przychodów ewidencjonowanych

Ryczałt od przychodów ewidencjonowanych jest stosunkowo prostą formą rozliczeń podatkowych, polegającą na tym, że podatek w ustalonej kwocie stawki płaci się od przychodów niepomniejszonych o koszty uzyskania przychodów. Stawki podatku są uzależnione od rodzaju prowadzonej działalności gospodarczej.

Przykładowo, fotograf lub programista wybierający tę formę opodatkowania, płaci obecnie 15% od uzyskanych przychodów. W 2022 roku stawka przy tego rodzaju działalności ulegnie obniżeniu do 12%. Z kolei lekarz aktualnie płacący w tej formie podatek w wysokości 17% osiąganych przychodów, od nowego roku zapłaci mniej o 2 punkty procentowe, czyli 15%.

Kto może skorzystać z ryczałtu?

Nie każdy przedsiębiorca może skorzystać z tej formy opodatkowania. Jest ona zarezerwowana wyłącznie dla osób prowadzących jednoosobowe działalności gospodarcze, w tym wspólników spółek cywilnych oraz spółek jawnych – przy czym, w przypadku tych ostatnich, wyłącznie wtedy, gdy wszyscy wspólnicy są osobami fizycznymi oraz wybiorą tę formę rozliczenia z organami skarbowymi.

Istotny jest fakt, że przy tej formie opodatkowania, nie ma możliwości odliczenia od przychodów kosztów ich uzyskania. Dlatego też ta forma opodatkowania nie będzie atrakcyjnym rozwiązaniem dla przedsiębiorców o niezbyt wysokiej marży prowadzonego biznesu.

Dodatkowo, jeśli dochody osiągane z tytułu prowadzonej działalności gospodarczej przekraczają 1 mln zł rocznie, nadwyżka ta podlega dodatkowemu obciążeniu podatkowemu w postaci daniny solidarnościowej w wysokości 4%.

Wysokość składki zdrowotnej

Dla podatników wybierających od 2022 r. formę opodatkowania według ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych, wysokość składki zdrowotnej będzie uzależniona od:

  • przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia ustalanego w ostatnim kwartale poprzedniego roku kalendarzowego,
  • wysokości osiąganych rocznie przychodów.

Dla przychodów do 60 tys. zł – składka zdrowotna miesięcznie wyniesie około 300 zł

Dla przychodów od 60 do 300 tys. zł – składka zdrowotna miesięcznie wyniesie ok. 500 zł

Dla przychodów ponad 300 tys. zł – składka zdrowotna miesięcznie wyniesie ok. 900 zł

Komu opłaca się ryczałt?

Ryczałt od przychodów ewidencjonowanych powinni rozważyć przedsiębiorcy, których stałe koszty związane z uzyskaniem przychodu stanowią nie więcej niż 20% miesięcznie, zaś dochody w skali roku nie przekraczają 1 mln. zł. Korzyścią wynikającą z tej formy opodatkowania jest stawka podatku oraz składka zdrowotna o ryczałtowym charakterze zwykle niższym niż w przypadku wyboru podatku liniowego. Przy tej formie rozliczeń stosunkowo niskie są również koszty obsługi księgowej.

Istotną wadą tej formy opodatkowania jest jednak brak możliwości skorzystania z ulgi dla klasy średniej wprowadzonej w ramach Polskiego Ładu, z której mogą skorzystać osoby osiągające przychody z pozarolniczej działalności gospodarczej rozliczające się według skali podatkowej, a także osoby zatrudnione na umowę o pracę, pracę nakładczą oraz spółdzielczego stosunku pracy. Ulga przysługiwać będzie jedynie tym, których roczne przychody będą się mieścić pomiędzy 68 412 zł a 133 692 zł. 

Podsumowanie

Rozwiązań dla przedsiębiorców działających jednoosobowo jest wiele. W obliczu rewolucji podatkowej jaką jest Polski Ład, przedsiębiorcy muszą wziąć pod uwagę wiele aspektów, także tych nieoczywistych, które mogą mieć daleko idące i długofalowe konsekwencje. W przypadku zmiany struktury organizacyjnej prowadzonej działalności gospodarczej, nie można także zapomnieć o klauzuli obejścia prawa podatkowego uregulowanej w przepisie art. 119a Ordynacji podatkowej. Dlatego najlepiej swój przypadek skonsultować indywidualnie z zawodowym doradcą od spraw prawno-podatkowych, który korzystając z posiadanej wiedzy i doświadczenia, zaproponuje przedsiębiorcy rozwiązanie dostosowane do jego indywidualnych potrzeb.

Autorką artykułu jest Milana Krzemień, Adwokat, Partner Zarządzający KZ Legal (Krzemień Zaliwska Adwokaci i Radcowie Prawni SP.P.), oraz autorka bloga Tozalezy.com.

Bitcoin spada po osiągnięciu najnowszego rekordu wszechczasów

Bitcoin spadł po tym, jak w czwartek osiągnął nowy rekord wszechczasów w wysokości ponad 69 000 dolarów. Kryptowaluta szybko spadła jednak do 62 417 dolarów w sobotę. Cena jednak nieco wzrosła, teraz kształtuje się na poziomie nieco ponad 65 600 dolarów.

W międzyczasie Ethererum miało stabilny tydzień, pomimo własnego rekordu wszechczasów, który nie przekroczył 4850 dolarów, a w niedzielę spadł do 4 536 dolarów. Kryptowaluta znajduje się teraz w środku tego przedziału, na poziomie około 4700 dolarów.

Simon Peters, analityk kryptowalut w eToro

Ocena polskiej gospodarki rośnie

Oceny ryzyka krajów Coface są podobnym narzędziem do tych stosowanych przez agencje ratingowe – jednak oceny nadawane przez Coface to nie ratingi. Nie dotyczą one oceny kraju jako emitenta długu publicznego, a skupiają się na ocenie sektora przedsiębiorstw. Brane są pod uwagę takie czynniki, jak sytuacja gospodarcza, finansowa oraz polityczna kraju. Oceniane są także poszczególne branże, sytuacja płynnościowa oraz klimat biznesowy w danym kraju. Oceny są przyznawane w skali od 1 – najniższe ryzyko do E – ekstremalne ryzyko. Ostatnio została podwyższona ocena Polski z poziomu A4 do A3 – co oznacza, że ryzyko sektora przedsiębiorstw w Polsce obniżyło się. Większość krajów w Europie Środkowej i Wschodniej, które są dużymi gospodarkami, także otrzymało ocenę A3. Są to np. Czechy i Słowacja.

– W skali światowej większość podwyższonych ocen wiąże się z powrotem do poziomów przedkryzysowych. Dotyczy to również Polski. Ostatnie obniżenie oceny zostało dokonane w 2020 r., kiedy można było zaobserwować wpływ pogorszenia sytuacji makroekonomicznej na sytuację przedsiębiorstw w Polsce – w czasie lockdownów nastąpiło istotne obniżenie popytu. Podobnie jest w aspekcie makroekonomicznym – nasza gospodarka już wróciła do poziomów przedkryzysowych – powiedział serwisowi eNewsroom Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista COFACE. – W związku z tym sytuacja sektora przedsiębiorstw oraz jego ryzyko są na poziomie przedkryzysowym. Na razie jest jednak za wcześnie, aby ocena Polski była wyższa niż w kryzysowym 2019 r. Napięcie pomiędzy Polską a Unią Europejską rodzi pewne ryzyko – jednak wskaźniki gospodarcze, takie jak przypływ inwestycji do Polski, nie pokazują niechęci inwestycyjnej. Czynnik polityczny jest istotny, natomiast w sferze realnej gospodarki nie znajduje on odzwierciedlenia. Scenariusz bazowy Coface zakłada, że Polsce uda się porozumieć z Unią Europejską – przewiduje Sielewicz.

Tożsamość Satoshiego Nakamoto zagrożona w procesie na Florydzie

Proces rodziny zmarłego mężczyzny i jego partnera biznesowego dotyczący posiadania miliona bitcoinów, może zdemaskować prawdziwą tożsamość założyciela bitcoina. Rodzina twierdzi, że mężczyzna i jego partner biznesowy byli razem „Satoshi Nakamoto” – czyli twórcami bitcoina. Pieczę nad milionem bitcoinów sprawuje pozwany, a rodzina zamierza udowodnić, jako współtwórcy, że ma prawo do połowy fortuny.

Pozwany, Craig Wright, od lat twierdził, że jest założycielem bitcoina, co jest w dużej mierze kwestionowane przez społeczność skupioną wokół krypto. Ale rodzina Davida Kleinmana, jego byłego (już nieżyjącego) partnera biznesowego, kwestionuje to stwierdzenie, mówiąc, że para pracowała razem nad bitcoinem i razem go wydobywała.

Podczas gdy obrona twierdzi, że ma dowody, że Wright jest jedynym twórcą największego na świecie kryptoaktywa, rodzina Kleinmana twierdzi, że ma dowód, że obaj współpracowali razem przy projekcie.

Jest jednak mało prawdopodobne, że dla entuzjastów kryptoaktywów, sprawa sądowa mogłaby potwierdzić tożsamość ich prawdziwego twórcy. Zamiast tego, jedynym prawdziwym dowodem na to, kim jest „Satoshi Nakamoto”, będzie prywatny klucz i możliwość przeniesienia części lub całości tego zweryfikowanego miliona BTC z tego miejsca.

Simon Peters, analityk kryptowalut w eToro

Ile prawdy jest w wyprzedażach na Black Friday?

Ekstra rabaty, nadzwyczajne przeceny, niepowtarzalne okazje – takie hasła już wkrótce wypełnią witryny sklepów stacjonarnych i internetowych niemal na całym świecie. Czy w końcówce listopada sprzedawcy rzeczywiście obniżają ceny towarów o kilkadziesiąt procent?

Istnieje dość prosty sposób, by przekonać się, czy rzeczywiście z okazji Black Friday lub Cyber Monday (w 2021 r. przypadających 26 i 29 listopada) można kupić telewizor, laptop, torebkę, perfumy, konsolę do gier lub jakikolwiek inny produkt za połowę ceny.

– Wystarczy zachować zimną krew i z rezerwą traktować informację o procentowym zakresie obniżki. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że im bardziej spektakularne cięcie ceny, tym większa ostrożność. Chodzi przecież o nasze pieniądze – zauważa Bartosz Sawicki, analityk Cinkciarz.pl.

Jak nie przepłacić na wyprzedażach?

1. Nie zwracaj uwagę na procentową skalę obniżki.
2. Porównaj cenę wybranego towaru w innych sklepach – wystarczy wpisać nazwę i kod produktu w wyszukiwarce internetowej.
3. Sprawdź, czy internetowi sprzedawcy oferują niższą cenę niż sklep stacjonarny.
4. Jeśli to możliwe, prześledź historię zmiany ceny (np. na portalu aukcyjnym)
5. Kupując w zagranicznych sklepach, korzystaj z portfela walutowego i karty wielowalutowej – dzięki temu możesz płacić bezpośrednio w obcych walutach

Miliony w oczekiwaniu na okazję

Chociaż zdrowy rozsądek podpowiada, że cudowne okazje nie czekają na nas na każdym rogu, nie brakuje też przykładów, że sprzedawcy często wcześniej umyślnie podnoszą ceny. Robią to dlatego, by następnie móc wykazać się imponującymi obniżkami. Wydaje się, że to jednak oni są górą w swoistej grze rozgrywanej przy okazji święta wyprzedaży. Z pozycji handlowca polega ona na tym, by zwabić klientów i sprzedać jak najwięcej. Z punktu widzenia kupującego chodzi zaś o to, by zdobyć produkt jak najtaniej.

W samych Stanach Zjednoczonych liczba korzystających z wyprzedaży na Black Friday i Cyber Monday zbliża się – wg National Retail Federation (Krajowej Federacji Handlu Detalicznego) – do 200 mln. W Polsce, gdzie liczba konsumentów jest nieporównywalnie mniejsza, a i tradycja listopadowych wyprzedaży dopiero się ugruntowuje, okazyjne oferty zdają się budzić porównywalne emocje i zachowania. Wg raportu Expertsender „Polacy i Black Friday” z 2020 r., aż 4 spośród 5 klientów, a zatem 78,1 proc. ankietowanych, do zakupu skłania obniżona cena. Ten sam raport wiele mówi także o skali całego zjawiska w naszym kraju. Ponad 60 proc. z nas choćby raz w życiu już zdecydowało się na zakup przy okazji Black Friday.

Nie brakowało przy tym głosów, że przeceny w Polsce stanowią jedynie namiastkę tego, na co mogą liczyć konsumenci w innych państwach – zwłaszcza w tych najbogatszych, w których u schyłku listopada miało zaczynać się wyprzedażowe eldorado.

O tym, że za granicą rzeczywistość wcale nie jest aż tak różowo, świadczyć może publikacja „How to avoid fake Black Friday deals” brytyjskiego portalu Which z września 2021 r. Dziennikarze przeanalizowali, jak zmieniały się w sklepach ceny 119 wybranych produktów. Okazało się, że zaledwie 3 z nich, czyli niewiele ponad 1 proc., dało się w okresie Black Friday i Cyber Monday nabyć znacznie taniej. Przytłaczającą większość, chociaż także opatrzoną informacjami o przecenie, w okresie sześciu miesięcy przed listopadowymi wyprzedażami oraz sześciu miesięcy po nich dało się kupić za mniej więcej tyle samo, ile wynosiły z pozoru okazyjne ceny.

Coraz popularniejsze zakupy w sieci, czyli Black Friday bez granic

Wspomniany raport Expertsender wykazał, że już co trzeci Polak wychodzi z założenia, że w internetowych sklepach znajdzie dla siebie korzystniejszą ofertę w porównaniu z tradycyjnym handlem. W minionych miesiącach do zakupów online skłaniała też pandemia koronawirusa, której do dziś nie udało się zwalczyć.

Istotną zaletą transakcji w sieci wydaje się m.in. dostęp do sklepów z różnych miast czy nawet państw, a zatem znacznie większy wybór towarów i spotęgowana szansa na upolowanie faktycznej okazji. Wprawdzie, kupując za granicą, trzeba się liczyć z dłuższym oczekiwaniem na dostawę i nieco wyższymi kosztami transportu. Trzeba także uważać na przewalutowanie oraz stawki celne obejmujące niektóre towary spoza Unii Europejskiej. Mimo to zakupy za granicą mogą okazać się korzystne, a ewentualnych strat wynikających z niekorzystnego dla konsumenta przewalutowania da się uniknąć, np. płacąc kartą wielowalutową.

– W minionych tygodniach notowania złotego nie zachęcały Polaków do kupowania euro, dolarów, franków czy funtów. Główne waluty świata wspinały się bowiem na wielomiesięczne szczyty względem złotego. Ostatnio jednak polska waluta mozolnie odrabia straty. Ostrożnie można założyć, że trend korzystny dla złotego utrzyma się i jeszcze w bieżącym kwartale za euro będziemy płacić około 4,50 zł – prognozuje analityk Cinkciarz.pl.

Skąd wzięła się nazwa Black Friday i tradycja listopadowych wyprzedaży?

Czarny piątek to określenie znacznie starsze niż zwyczaj robienia zakupów po obniżonych cenach. Prawdopodobnie pochodzi z 1869 r., gdy gwałtowny spadek cen wywołał poważny krach na rynku.

O wiele później, w połowie ubiegłego wieku, amerykańskie sklepy zaczęły zapraszać klientów na wyprzedaże nazajutrz po Święcie Dziękczynienia, którego data jest ruchoma – wypada bowiem w każdy czwarty czwartek listopada. Cenowe okazje powodowały wzmożony ruch na ulicach, korki i stłuczki, a policjanci z Filadelfii mieli jako pierwsi użyć wobec tych okoliczności terminu czarny piątek. Znacznie krótsza, bo ledwie kilkunastoletnia, jest historia Cyber Monday, którego założenie polega na internetowych wyprzedażach w poniedziałek tuż po Black Friday.

Jarosław Mikos nowym przewodniczącym Rady Nadzorczej IAI

Wraz z początkiem listopada Jarosław Mikos objął stanowisko przewodniczącego Rady Nadzorczej IAI S.A.

Głównym celem Jarosława Mikosa będzie wsparcie zarządu,założycieli IAI oraz akcjonariuszy w budowaniu pozycji rynkowego czempiona.
– Bardzo się cieszę, że będę mógł dzielić się wiedzą i doświadczeniem z taką firmą jak IAI. To spółka z ogromnym potencjałem, która ma szansę stać się czempionem nie tylko na polskim rynku, ale również za granicą. Już teraz IAI reprezentuje bardzo wysoki poziom w europejskim e-commerce. Jej największe atuty to realna pomoc w skalowaniu biznesów i zaawansowanie technologiczne. Moim zadaniem będzie nadanie firmie kierunku, który pozwoli firmie na efektywną ewolucję – mówi Jarosław Mikos.

Nowy przewodniczący rady nadzorczej IAI S.A. z biznesem jest związany od 1995 roku. Zaczynał w firmie Deloitte & Touche w Departamencie Doradztwa Gospodarczego. Był managerem w londyńskim biurze PwC, wicedyrektorem w departamencie M&A i prywatyzacji. W 2000 roku został członkiem zarządu (był odpowiedzialny za rozwój biznesu) Energis Polska, następnie CFO i CEO tej firmy.

Doprowadził do połączenia Energis Polska z GTS Polska. Został prezesem zarządu w tej spółce. W późniejszym okresie był prezesem Magna Polonia oraz Przewodniczącym Rady Nadzorczej Grupy Wirtualna Polska. Pod koniec 2017 roku Jarosław Mikos został prezesem spółki Polskie ePłatności. Dzięki współpracy z Jarosławem Mikosem, wszystkie te firmy zanotowały znaczący wzrost wartości oraz pozycji rynkowej. Jarosław Mikos pozostaje prezesem Polskich ePłatności S.A.

„Elektryk” nie musi być drogi

Rosnąca oferta pojazdów elektrycznych sprawia, że wybór tego właściwego wcale nie musi być prosty. Zwłaszcza jeśli chodzi o pojemność baterii trakcyjnej. Eksperci zwracają uwagę, że nie zawsze duży akumulator jest najlepszym rozwiązaniem. Wszystko zależy od warunków eksploatacji e-samochodu. 

Zgodnie z „Licznikiem Elektromobilności”, prowadzonym PSPA i PZPM, pod koniec września 2021 w Polsce było zarejestrowanych łącznie 31 633 osobowych samochodów z napędem elektrycznym (BEV i PHEV). Ich kierowcy mieli do dyspozycji  1 675 ogólnodostępnych stacji ładowania. Ładowarki dostępne są już we wszystkich województwach, ich liczba systematycznie rośnie, a w infrastrukturę inwestują kolejni operatorzy. Postanowiliśmy sprawdzić, czy w związku z rosnącą liczbą stacji wybór samochodu elektrycznego z jak największym akumulatorem trakcyjnym to zawsze optymalne rozwiązanie.

Próba wielkości

W ramach eksperymentu pokonaliśmy trasę ze stolicy Polski do Zakopanego, dwoma pojazdami zeroemisyjnymi o zróżnicowanych parametrach technicznych. Wzdłuż tego odcinka infrastruktura nie jest wyjątkowo rozbudowana. Ładowarki umieszczone są przed Radomiem, w Kielcach (ale nie przy głównej trasie), w Jędrzejowicach, a następnie w Krakowie. Wyznaczony dystans miał długość 420 km. Wybrane pojazdy różniły się od siebie pod względem mocy oraz pojemności akumulatorów. Jeden z nich zapewniał 150 KM i baterię 45 kWh, co w efekcie powinno gwarantować maksymalny zasięg 351 km. Drugi elektryk wyposażony był w akumulator trakcyjny o pojemności 73 kWh oraz w 218-konny silnik. Deklarowany przez producenta zasięg to 481 km.

Na pojemność akumulatora trakcyjnego e-samochodu można spojrzeć z kilku perspektyw. Jeśli ma mniejszą wartość netto, to w stosunkowo krótszym czasie można uzupełnić w nim brakującą energię, zwłaszcza gdy korzystamy z tzw. szybkich ładowarek. Ale słabsza bateria elektrycznego pojazdu oznacza w praktyce mniejszy zasięg użyteczny, co ma decydujące znaczenie przede wszystkim wtedy, gdy kierowca pokonuje długie dystanse. Z drugiej strony akumulator o mniejszej pojemności oznacza niższe koszty zakupu samochodu, nawet o kilkadziesiąt tysięcy. Z punktu widzenia zasobności portfela i średnich dziennych podróży nieprzekraczających 40-50 km to w zupełności wystarczy. W Volkswagenie staramy się dywersyfikować wielkości akumulatorów oferowanych w naszych pojazdach, chcąc odpowiedzieć na zróżnicowane zapotrzebowania klientów – mówi Hubert Niedzielski, Kierownik PR marki Volkswagen.

Czas start

Zasady eksperymentu były proste. Jedna trasa przejazdowa, optymalna prędkość jazdy (zgodna z przepisami),  ładowanie na dowolnych stacjach i próba jak najszybszego dotarcia do celu. Z Warszawy oba pojazdy ruszyły jednocześnie. Przez większość pierwszego odcinka poruszały się „jeden za drugim” z prędkościami 100-120 km/h. Dopiero w okolicach Kielc samochód o mniejszym akumulatorze musiał zwolnić, ograniczając maksymalną prędkość do około 100 km/h i zjechać na ładowanie w Jędrzejowicach. Wtedy rozpoczął się wyścig.

Kiedy drugi samochód zmierzał do punktu ładowania w Krakowie, pierwszy ładował się z 15 do 80 proc. w około 40 minut, by bez konieczności kolejnego ładowania dotrzeć do celu. Mniej więcej w momencie, kiedy ładowanie dobiegało końca i można było ruszyć w trasę, samochód z większym akumulatorem dotarł do punktu ładowania, gdzie miał spędzić maksymalnie 20 min.

Każda minuta ma znaczenie

Podczas gdy pierwszy pojazd już jechał w kierunku Tatr, drugi się uzupełniał energię  z 20 do 45 proc. – tyle miało wystarczyć na pokonanie kolejnego dystansu. Po około 18 minutach samochód był gotowy do dalszej jazdy. W efekcie różnica w czasie zniwelowała się. Po  dotarciu do celu okazało się, że wyniosła zaledwie nieco ponad kwadrans, a dokładnie 16 minut. To wyjątkowo mało, biorąc pod uwagę, o ile większym akumulatorem dysponował pojazd, który dotarł do Zakopanego szybciej. To jasno pokazuje, że warto dokładnie zastanowić się nad konfiguracją samochodu, które zamierzamy zakupić.

Z punktu widzenia wielu klientów, pojemność baterii trakcyjnej nie jest najważniejszym parametrem przy wyborze pojazdu. Dlaczego? Ponieważ typowe dzienne przebiegi kierowców nie przekraczają przeważnie 40 km, a średni zasięg obecnie sprzedawanych pojazdów np. miejskich wynosi od 200 do 400 km. Dodatkowo, stale rozbudowywana sieć ładowania oraz możliwość uzupełniania energii w pracy bądź w domu sprawiają, że pojemność akumulatora samochodu elektrycznego ma znaczenie tylko wówczas, gdy kierowca wybiera się w dłuższą trasę, choć i w tym przypadku elektromobilność pozwala nawet na podróże po całej Europie – mówi Marcin Wlazło, PR Specialist w Hyundai Motor Poland.

Mniejsza lub większa różnica

Przy wyborze samochodu elektrycznego zwracamy uwagę na wiele czynników. Wśród nich na pojemność akumulatora i moc silnika. Wybierając mniejszą baterię przeważnie skazujemy się na mniejszą moc. Przykładem mogą być opisane pojazdy. Pierwszy z nich posiadał akumulator 45 kWh i rozwijał moc 150 KM. Koszt jego zakupu to 142 290 zł. Mocniejszy wariant tego modelu to wydatek 160 890 zł. Zatem za 18 600 zł otrzymujemy o 54 KM mocniejszy silnik (204 KM) i o 13 kWh (bateria o pojemności 58 kWh) większy akumulator. Natomiast w drugim testowanym aucie podstawowa konfiguracja obejmuje 170 KM i 58 kWh. Cena zakupu tego wariantu to 189 900 zł. W mocniejszej odmianie (od 203 900 zł) otrzymujemy akumulator powiększony do 73 kWh, a moc do 218 KM.  Z punktu widzenia klienta, który nie pokonuje jednorazowo dalekich dystansów, warto zastanowić się, czy zamiast w większy akumulator nie zainwestować lepiej np. w opcjonalne wyposażenia podnoszące komfort czy bezpieczeństwo.

Elektromobilność nie powinna być kojarzona tylko z pojazdami za kilkaset tysięcy złotych., zwłaszcza, że na rynku nie trudno o zeroemisyjne pojazdy w rozsądnej cenie. Ich atrakcyjność podnosi dodatkowo rządowy program dopłat do zakupu – “Mój elektryk”, realizowany przez NFOŚiGW. Decydując się na kupno e-samochodu warto wcześniej zajrzeć na naszą platformę – elektromobilni.pl, gdzie w łatwy sposób można zapoznać się z pełną ofertą modeli z napędem elektrycznym dostępnych na polskim rynku, a z pomocą dedykowanych kalkulatorów wybrać najlepsze dla siebie auto – podsumowuje Maciej Mazur, dyrektor zarządzający Polskim Stowarzyszeniem Paliw Alternatywnych.

Ponad ⅓ Polaków planuje już zakupy na tegoroczny Black Friday

Ponad połowa polskich e-konsumentów twierdzi, że specjalnie czeka z zakupami na Black Friday, a ponad ⅓ zaplanowała już zakupy podczas tegorocznej edycji, jak wynika z raportu polskiej firmy Advox na temat zwyczajów e-zakupowych Polaków. Najbardziej zachęcająca jest obniżka cen, również na co dzień przy wyborze oferty danego sklepu czynnikiem decydującym jest najczęściej cena. Chociaż Polacy nie ufają reklamom w Internecie, to już połowa klientów e-sklepów wiedzę o ich ofertach czerpie z reklam w social media, a ponad ⅓ z reklam na stronach internetowych.

Jak podaje Izba Gospodarki Elektronicznej, 8 na 10 osób robiących zakupy przez Internet dostrzega problemy w działaniu sklepów internetowych i nie jest do końca usatysfakcjonowanych zakupami online. To bardzo duża liczba, biorąc pod uwagę fakt, że zakupy przez Internet robi już 60 proc. polskich Internautów*. Ubiegły rok był szczególny – konsumenci, zmuszeni do przeniesienia zakupów do sieci, zwiększyli ruch w eCommerce i przede wszystkim otworzyli się na zakupy za pośrednictwem Internetu. Jak wynika z poprzedniej części naszego e-zakupowego raportu, niemal połowa internetowych konsumentów zaczęła częściej kupować online w czasie pandemii, wielu nawet znacznie częściej. Są to więc klienci w miarę nowi, mniej przyzwyczajeni do tej formy zakupów, a więc zwracający większą uwagę na wszelkie uciążliwe elementy. Warto pamiętać, że odpowiednio zaprojektowana strona wspomaga proces zakupowy i pozwala na intuicyjne poruszanie się po niej nawet osobom, które nie są biegłe w e-zakupach – mówi Rafał Gadomski, CEO Advox Studio, software house’u z główną siedzibą w Poznaniu i  oddziałami w Europie, który zrealizował ponad 120 projektów sklepów internetowych.

Ponad ⅓ e-konsumentów zaplanowała zakupy na najbliższy Black Friday

Ponad połowa respondentów specjalnie czeka z zakupami na promocje i święta zakupowe, jak np. przypadający w ostatni piątek listopada tego roku Black Friday, ale większość tylko w przypadku drogich produktów. Mniej niż połowa badanych przyznaje, że skorzystała kiedyś z ofert promocyjnych z okazji Black Friday, aż ⅕ nie jest w stanie sobie tego przypomnieć. W tym roku czarnopiątkowe zakupy planuje ponad ⅓ badanych. Blisko połowa jeszcze nie podjęła decyzji.

Black Friday w e-sklepach czy stacjonarnie?

Chociaż Black Friday powstał z myślą o sklepach stacjonarnych, a sklepy internetowe mają swój przypadający trzy dni później Cyber Monday, wygląda na to, że w Polsce zwyczaj ten przyjął się przede wszystkim w Internecie. Mniej niż 9 proc. respondentów uważa, że sklepy stacjonarne oferują lepsze czarnopiątkowe promocje. Zdaniem ¼ na równie dobre promocje można trafić zarówno w sklepach stacjonarnych, jak i internetowych, a 36 proc. jest zdania, że sklepy internetowe w tym wypadku wygrywają. Spośród osób, które korzystają z czarnopiątkowych promocji, ponad 60 proc. robi zakupy zarówno w sklepach internetowych, jak i stacjonarnych. Tylko przez Internet robi zakupy ⅓ respondentów.

Rabat na kolejne zakupy i punkty lojalnościowe nie zachęcają do zakupów

W odpowiedzi na prośbę o uszeregowanie promocji od najbardziej do najmniej zachęcających do zakupów najwięcej osób na pierwszym miejscu wskazało obniżki cen. Na drugim miejscu znalazły się dodawane do zamówień gratisy, a na trzecim darmowa wysyłka. Jako czwarty badani najczęściej wskazywali rabat na kolejne zakupy. Najmniej atrakcyjną zachętą do zakupów są punkty lojalnościowe.

Black Friday 2020 był zdecydowanie lepszy od wcześniejszych edycji. Według danych różnych platform zakupowych wartość transakcji w sklepach zwiększyła się o 53 proc., a  globalna sprzedaż osiągnęła wartość 270  mld dolarów – komentuje Rafał Gadomski, CEO Advox StudioTamta edycja nauczyła nas, by w zanadrzu mieć kilka planów do wykorzystania w zależności od sytuacji, która zapewne do ostatniej chwili nie będzie znana. Czy centra handlowe będą otwarte? Jak rozwinie się sytuacja na świecie i jakie będą nastroje społeczeństwa? Jedno jest pewne – nawet najlepsza strategia marketingowa nie zadziała bez podstawy, jaką jest dobrze działająca platforma eCommerce. Przed rozpoczęciem opracowywania strategii promocji, ustalania wysokości rabatów oraz typowania produktów warto więc zacząć od priorytetu – optymalizacji strony.

Polacy nie ufają reklamom, ale to z nich czerpią wiedzę o ofertach sklepów

Intuicyjna strona internetowa ma bardzo duże znaczenie dla powodzenia e-biznesu – już niemal ⅓ kupujących zwraca na to uwagę przy podejmowaniu decyzji o wyborze oferty konkretnego sklepu, jak wynika z drugiej części raportu Advox na temat zwyczajów e-zakupowych Polaków. Najwięcej osób kieruje się ceną produktu oraz szybką i przewidywalną dostawą – odpowiednio 61 i 60 proc. badanych. Już ponad 40 proc. osób zwraca również uwagę na dostępność wielu opcji płatności.

Zaledwie w przypadku niecałych 10 proc. na wybór sklepu wpływa odpowiednio dopasowana reklama. Trudno się dziwić, skoro aż 43 proc. respondentów nie ufa reklamom w Internecie, a 34 proc. nie umie odpowiedzieć na to pytanie. Wyskakujące na stronach www reklamy są też najbardziej irytującym elementem zakupów online dla blisko 40 proc. badanych. Jednocześnie ponad ⅓ osób przyznaje, że właśnie z reklam na stronach czerpie wiedzę o ofertach sklepów internetowych.

Social media to źródło informacji o ofertach dla niemal połowy e-konsumentów

W Polsce z mediów społecznościowych korzysta 25,9 mln osób, a więc blisko 70 proc. populacji naszego kraju**, co znajduje swoje odbicie również w eCommerce – już niemal połowa internetowych konsumentów o ofertach e-sklepów dowiaduje się z reklam w social media. Blisko 40 proc. polega na poleceniach rodziny i znajomych. Dla ¼ źródłem wiedzy o nich są maile reklamowe. Mimo braku zaufania do reklam, dla ponad 70 proc. respondentów oferty dopasowane do ich zainteresowań i potrzeb stanowią zachętę do podjęcia decyzji o zakupie. Blisko ¾ badanych zwraca również uwagę na recenzje produktów publikowane na stronie sklepu.

Raport „Jak Polacy korzystają ze sklepów internetowych 2021” powstał na podstawie wyników badania zrealizowanego metodą CAWI przez firmę badawczą w dniach 13-20 września 2021 na grupie reprezentatywnej 1000 osób.

RaportAdvox_e-zakupy_Zrodlo_wiedzy_o_ofertach RaportAdvox_e-zakupy_zaufanie_do_reklam RaportAdvox_e-zakupy_Wybor_sklepu RaportAdvox_e-zakupy_najlepsze_promocje

*https://eizba.pl/raport-co-ugryzie-e-commerce-21-wskazowek-dla-e-commerce-na-2021-rok/

*https://empemedia.pl/social-media-w-polsce-2021-nowy-raport/

Excellence publikuje wyniki finansowe za Q3 2021. Prospekt emisyjny złożony w KNF

Excellence – polski producent soków, syropów, napojów oraz produktów biobójczych, notowany na NewConnect – po trzech kwartałach 2021 roku osiągnął przychody w wysokości 45 mln zł, czyli o 29% wyższe w porównaniu do analogicznego okresu w roku 2020. Zysk netto wyniósł 2,39 mln zł i wzrósł o 2,33 mln zł. W wynikach są konsolidowane dane spółki Health Medica, specjalizującej się w produkcji i sprzedaży suplementów diety – w której Excellence nabył 51% udziałów. W styczniu 2021 roku zarząd Excellence podjął decyzję o rozpoczęciu działań zmierzających do przeniesienia notowań akcji spółki z NewConnect na rynek regulowany GPW – prospekt emisyjny został już złożony w KNF.

„W 2021 roku bardzo rozszerzyliśmy kanały sprzedaży i tym samym zwiększyliśmy skokowo przychody. Nasza podstawowa działalność – czyli produkcja soków i syropów – jest mocno skalowalna i jesteśmy gotowi na to, by natychmiast dopasować się do większych zamówień czy wprowadzać nowe produkty i serie na rynek. Dlatego możemy szukać nowych obszarów i nisz, w których wykorzystamy nasze przewagi konkurencyjne – jak w obszarze konopi czy zdrowia. Produkty na bazie konopi to bardzo perspektywiczny rynek, na którym możemy zbudować silną pozycję. Jesteśmy najlepsi w liquidach i w tym segmencie chcemy być liderem w produktach konopnych. Dlatego podejmujemy działania, które pozwolą zrealizować taką strategię: powołaliśmy spółkę Excellence Cannabis, która będzie specjalizować się w produkcji wyrobów z olejem cannabis oraz na kryształach CBD – produktów spożywczych, kosmetycznych i suplementów diety. Ponadto zainwestowaliśmy w 10% akcji spółki Polskie Konopie. Będzie ona produkowała artykuły spożywcze z dodatkiem konopi, suplementy diety, a także rozpocznie sprzedaż wyrobów farmaceutycznych i medycznych oraz kosmetyków na bazie konopi. Naszym celem jest opracowanie unikatowych produktów, uruchomienie kanałów sprzedaży i bezpośredniego dotarcia do odbiorcy, a także w przyszłości bazowanie na własnych surowcach. W połączeniu z możliwościami Health Medica, która jest w Grupie Excellence i pracuje nad nowoczesną platformą internetowej sprzedaży suplementów diety, widzimy istotne synergie i możliwości rozwoju w nowych segmentach”powiedział Dariusz Polinceusz, prezes Excellence.

Kluczowe wydarzenia w Grupie Excellence w 2021 roku:

Ø  Umowa Health Medica na dostawę produktów na rzecz OTCF S.A. o łącznej wartości 2,35 mln zł. Współpraca ma charakter długoterminowy. W ramach umowy Health Medica dostarczy nowatorskie, prozdrowotne wyroby witaminowe o unikatowych recepturach, niedostępne jak dotąd na polskim rynku.
Ø  Objęcie 10% akcji spółki Polskie Konopie. Będzie ona produkowała artykuły spożywcze z dodatkiem konopi, suplementy diety, a także rozpocznie sprzedaż wyrobów farmaceutycznych i medycznych oraz kosmetyków na bazie konopi.
Ø  Inwestycja w nową spółkę Excellence Cannabis SA wraz z partnerem strategicznym: Intenson Europe. Excellence wraz z przewodniczącym rady nadzorczej Marcinem Ciecierskim objął ponad 46% akcji nowej spółki. Spółka będzie specjalizować się w produkcji wyrobów z olejem cannabis oraz na kryształach CBD – produktów spożywczych, kosmetycznych i suplementów diety.
  • Zawarcie 3-letniej umowy ze wszystkimi business unitami Jeronimo Martins w Europie. Umowa rozszerza obecną współpracę dotyczącą produkcji i dostaw wyrobów marki własnej sieci w Polsce o Portugalię oraz Maderę. Wartość nowego zamówienia wynosi rocznie 144.300 Euro. Rozszerzenie umowy daje możliwość dostarczania produktów do: 480 sklepów Pingo Doce, 40 hal cash and carry Recheio oraz operatorów zaopatrzenia Horeca. Excellence od wielu lat współpracuje z siecią Biedronka dostarczając produkty w stałym asortymencie – zarówno marki własnej sieci, jak i pod marką producenta „Excellence”.
Ø  Zakup 51% udziałów w Health Medica – specjalizującej się w produkcji i sprzedaży suplementów diety oraz kosmetyków. To inwestycja zgodna z kierunkiem rozwoju Grupy Excellence i odpowiadająca na rosnący popyt rynkowy w tym segmencie. Health Medica pracuje nad nowoczesną platformą internetowej sprzedaży suplementów diety, która powinna zostać uruchomiona do końca 2021 roku.
  • Pozyskanie dofinansowania z funduszy UE w wysokości blisko 200 tys. zł na realizację projektu wdrożenia zmian w zarządzaniu procesem produkcji.

Excellence eksportuje swoje produkty także do Niemiec, Holandii, Czech, na Białoruś i Ukrainę, Litwę, Łotwę i do Estonii. Asortyment jest dostępny również w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. Tradycyjne smaki od Excellence docenili także konsumenci w Kanadzie. Spółka prowadzi działania w celu pozyskania dystrybutora w Azji i na Bliskim Wschodzie.

Excellence jest największym producentem syropów sprzedawanych pod markami własnymi dużych sieci handlowych w Polsce. Współpracuje z takimi sieciami, jak Biedronka, Lidl, Netto, Dino, Tesco, Makro, Carrefour, Auchan, Selgros, Aldi, Kaufland, Leclerc czy Polo Market. Drugą część biznesu stanowią soki i syropy sprzedawane pod markami należącymi do Excellence, np. I am BIO, Biorę, Monzini. Miesięczna produkcja soków i syropów sięga 1,5 mln litrów. Pod względem ilościowym spółka jest  numerem dwa w Polsce – co trzeci litr sprzedawany w naszym kraju został wyprodukowany w zakładzie Excellence. Na podstawie danych AC Nielsen Excellence szacuje swój udział w polskim rynku syropów na ok. 24 proc.

PGE i PAN stworzyli pierwszy w Polsce zaawansowany model przepływu wiatru przez morskie farmy wiatrowe

Należąca do PGE spółka PGE Baltica i Instytut Maszyn Przepływowych PAN w Gdańsku zakończyły trwający od początku 2020 roku projekt badawczy mający na celu zbadanie efektu blokowania przepływu wiatru przez duże morskie farmy wiatrowe. W wyniku prac stworzony został zaawansowany model przepływu powietrza przez instalacje offshore. Zostanie on wykorzystany do dokładniejszego prognozowania produktywności morskich farm i pomoże m. in. w planowaniu najbardziej efektywnego rozmieszczenia turbin na morzu.

Eksperci PGE Baltica i Instytutu Maszyn Przepływowych PAN w latach 2020-2021 przeprowadzili badania, których celem było lepsze zrozumienie efektu spowolnienia przepływu wiatru występującego w otoczeniu morskich farm wiatrowych (ang. wind farm blockage effect). Dzięki zbadaniu tego zjawiska, możliwe jest oszacowanie ile energii będzie w stanie wygenerować dana morska farma wiatrowa. W efekcie analiz, bazujących na badaniach wiatru, eksperci utworzyli model inżynierski. Zostanie on wykorzystany w realizacji Programu Offshore Grupy PGE.

– Jednym z istotnych elementów etapu przygotowawczego inwestycji offshore jest oszacowanie jej przyszłej produktywności. Dlatego też zdecydowaliśmy na przeprowadzenie analiz mających na celu zbadanie efektu spowolnienia wiatru związanego z funkcjonowaniem morskich farm wiatrowych. Postanowiliśmy realizować to działanie z polską jednostką naukową. Dzięki stworzonemu modelowi przepływu wiatru będziemy mogli zaplanować najbardziej efektywne rozmieszczenie poszczególnych turbin naszych farm wiatrowych na Baltyku oraz jeszcze dokładniej oszacować ich produktywność – powiedziała Monika Morawiecka, prezes zarządu PGE Baltica.

Wieloletnie prace w zakresie rozwoju metod obliczeniowych w aerodynamice umożliwiły opracowanie modelu do oceny oddziaływania farmy na prędkość wiatru w jej otoczeniu. Zrealizowany projekt z PGE Baltica jest przykładem współpracy środowiska naukowo-akademickiego z partnerami biznesowymi, co jest jednym z warunków maksymalizacji tzw. local content w inwestycjach morskiej energetyki wiatrowej na polskich obszarach – Paweł Flaszyński, profesor IMP PAN.

Wpływ spowolnienia przepływu wiatru został zbadany przez PGE Baltica i IMP PAN za pomocą numerycznej mechaniki płynów, czyli gałęzi nauki zajmującej się symulacjami z dziedziny hydro i aerodynamiki. Wiarygodność wykonanych badań została potwierdzona przez porównanie wyników z danymi pochodzącymi z istniejącej morskiej farmy wiatrowej na Morzu Północnym.

Zjawisko spowolnienia przepływu wiatru przez duże morskie farmy wiatrowe jest w branży szeroko omawiane od 2018 r., kiedy to opublikowane zostały pierwsze wyniki badań demonstrujące jego wpływ na pracę turbin. Rok później PGE Baltica i IMP PAN zdecydowały się podjąć współpracę, aby lepiej poznać to zjawisko. W 2019 roku podmioty podpisały umowę o współpracę w tym zakresie, a prace badawcze rozpoczęły się w 2020 roku.

Jak feniks z popiołów. Jak dziś kształtuje się obraz najemcy retailowego?

Pandemia nie obchodziła się łaskawie z żadnym obszarem biznesowym, szczególnie jej skutki odczuł sektor handlowy, a w nim najemcy centrów, parków i ulic handlowych. Międzynarodowa firma doradcza Cushman & Wakefield w swoim raporcie pt. „Rynek powierzchni handlowych – powrót optymizmu?” przygląda się sytuacji firm w obiektach retailowych.

Dotkliwy przestój

W ramach raportu, w badaniu wzięło udział 40 najemców obiektów handlowych w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Uczestnicy badania reprezentowali wszystkie segmenty rynku handlowego, a przede wszystkim branżę modową (20%), branżę wyposażenia wnętrz (15%) i segment usług (10%). W trakcie lockdownów blisko 70% badanych firm została objęta całkowitym zakazem handlu, który spowodował znaczące i bolesne skutki dla kondycji najemców. Działalność 24% ankietowanych ograniczona była tylko częściowo, działalność pozostałych 8% uczestników badania nie była ograniczona w związku z pandemią. Fakt ten przyczynił się do konieczności renegocjacji umów, obniżek czynszów oraz bieżącej elastyczności obojga zainteresowanych stron. Blisko 74% najemców otrzymało dodatkowe obniżki, wykraczające poza Tarcze Antykryzysowe. Wynajmujący wykazali się tu szczególnym zrozumieniem sytuacji. Jeśli chodzi o wsparcie rządowe przewidziane dla firm najemców, 60% z nich nie skorzystało z pomocy, pozostałe 40% korzystało z dofinasowania wynagrodzeń czy pożyczek w ramach PFR. Badanie wskazuje, że większość firm dostrzega istotnie negatywny wpływ pandemii Covid-19 na ich działalność. Najczęstszym skutkiem lockdownów był spadek obrotów, zmniejszenie liczby pracowników, ograniczenie liczby sklepów czy problemy związane z łańcuchem dostaw. Często pomijanym problemem najemców był również znaczący wzrost kosztów, który dotknął blisko 54% respondentów. Firmy musiały zmierzyć się z koniecznością zakupu dodatkowych środków czystości, dezynfekcyjnych, środków ochrony osobistej, natomiast u 21% najemców wzrost kosztów był wynikiem wzrostu cen towarów u dostawców.

Badanie ukazuje również problematykę zamykania sklepów z rozbiciem na konkretne segmenty. W ogromnej większości konieczność likwidacji dotyczyła lokali w centrach handlowych (81%). W przypadku 13% najemców konieczność zamknięcia dotyczyła sklepów przy ulicach handlowych, natomiast do zamknięcia lokali handlowych w budynkach biurowych zmuszonych zostało jedynie 6% najemców, którzy stanęli przed koniecznością trwałego zredukowania działalności części swoich placówek. Czynniki, które wpłynęły na takie radykalne decyzje to między innymi brak rentowności klientów czy zbyt niskie obroty, które zgłaszało blisko 68% firm. W niektórych sytuacjach pandemia nie wpłynęła bezpośrednio na likwidację lokali, gdyż restrukturyzacja sieci była już zaplanowana przed Covid-19.

E-commerce jako dominujący trend na lata

Czas pandemii oraz całkowitego zamknięcia punktów handlowych spowodował, że udział sprzedaży internetowej w sprzedaży detalicznej w Polsce osiągnął najwyższy w historii poziom i przekroczył 11% (w kwietniu 2020 r.). Badana grupa najemców zdecydowanie stawia na kanał stacjonarny, jednakże jednocześnie ponad połowa z nich (51%) zdecydowała dodatkowo o rozwoju lub wzmocnieniu istniejącego już internetowego kanału sprzedaży. Firmy doceniły wartość kanału e-commerce i zgodnie potwierdzają znaczny wzrost sprzedaży online podczas pandemii. Jest to krok milowy w działaniach dywersyfikujących portfel sprzedażowy najemców, zabezpieczający ich na wypadek różnych turbulencji w przyszłości. 70% najemców deklaruje, że ich własna sieć e-commerce jednak nadal potrzebuje rozwoju i firma będzie pracować nad tym w najbliższym czasie, 18% jest zadowolona z posiadanego kanału online, natomiast aż 12% nie planuje w ogóle wejścia w ten kanał sprzedaży. Wiele z firm postawiło na połączenie kanału stacjonarnego i online.

W ponad połowie sklepów stacjonarnych, które mają w swojej ofercie również sprzedaż e-commerce, można zwrócić towar wcześniej zamówiony przez platformę w Internecie. Operatorzy sklepów w ten sposób ułatwiają swoim klientom zwrot towaru bez konieczności ponownego pakowania go i odsyłania kurierem. Jednocześnie czerpią benefit w postaci odwiedzin ich sklepu stacjonarnego przez klienta, który będąc na miejscu być może zdecyduje o wymianie towaru na inny, bądź zdecyduje się na zakup zupełnie nowych produktów – mówi Anna Oberc-Krzycka, Associate, Retail Agency Poland, Cushman & Wakefield.

Najemcy w ten sposób szukają coraz to nowych możliwości połączenia tradycyjnego formatu zakupowego z trendem internetowym, który z miesiąca na miesiąc znacząco przekłada się na sprawozdania finansowe. Z przeprowadzonego badania wynika, że zdecydowana większość sklepów internetowych (64%) prowadzona jest przez ten sam podmiot co sklepy stacjonarne, co prowadzi do fiskalizacji przychodów z obu kanałów w tym samym miejscu. Większość firm posiada już swój sklep internetowy, ale ciągle dostrzega możliwości rozwoju serwisu, rozszerzanie oferty, skracanie czasu dostaw czy rozwoju podległych usług platformy.

Pandemia testuje handel stacjonarny, jednak zarazem wyposaża go w nowe, rozwojowe narzędzia. Zakupy internetowe to niekwestionowana przyszłość sprzedaży detalicznej, niemniej jednak fakt przywiązania klientów do sklepów stacjonarnych ma tutaj kolosalne znaczenie. Sam aspekt psychologiczny mocno oddziałuje na klienta, między innymi potrzeba dotknięcia kupowanych produktów albo po prostu potrzeba wykonania zakupów w przyjemnej atmosferze, poza domem, sprawia, że również handel stacjonarny ma przed sobą jeszcze wiele lat dobrej koniunktury – podsumowuje Beata Kokeli, Partner, Head of Retail Agency Poland, Cushman & Wakefield.

Pacjenci i przedsiębiorcy apelują o pilne zmiany Funduszu Medycznego

Piętnaście organizacji pacjentów, wspólnie z Federacją Przedsiębiorców Polskich zwróciło się do Ministra Zdrowia o dokonanie pilnych zmian w funkcjonowaniu Funduszu Medycznego. Apelują o podjęcie zdecydowanych działań naprawczych dotyczących przejrzystości podejmowania decyzji wydatkowania środków publicznych, niezwłoczne przekazanie niewykorzystanych środków w formie dotacji do Narodowego Funduszu Zdrowia oraz nowelizację przepisów.

Twórcy apelu zwracają uwagę, że ustawa o Funduszu Medycznym stanowiła realizację zapowiedzi Prezydenta RP, którego celem było zwiększenie finansowania publicznego na ochronę zdrowia, poprawa sytuacji pacjentów z chorobami rzadkimi oraz chorych onkologicznych. Dodatkowe środki miały również służyć rozwojowi projektów związanych z profilaktyką zdrowotną oraz wdrażaniem projektów infrastrukturalnych.

Tymczasem odsetek wykorzystanych środków w ramach Funduszu Medycznego pozostaje wyjątkowo niski, a brak wykorzystania sześciu miliardów złotych przy niezaspokojonych potrzebach zdrowotnych pacjentów uznają za niezrozumiałe. Sygnatariusze apelu podkreślają, że planowane wydatki z Funduszu Medycznego na 2022 r. wynoszą jedynie połowę minimalnych wydatków na ten cel.

Co więcej, wątpliwości przedsiębiorców i pacjentów budzi brak działań na rzecz zapewnienia przejrzystości, gospodarności i celowości wydatkowania środków. Nie są komunikowane decyzje dotyczące podziału środków pomiędzy subfundusze oraz poszczególne zadania. Nie jest znana strategia inwestycji infrastrukturalnych, związana z wykorzystaniem środków z Funduszu Medycznego. Stwierdzają, że wprowadzenie ustawy o Funduszu Medycznym doprowadziło do ograniczenia finansowania świadczeń opieki zdrowotnej przez NFZ.

Strona społeczna proponuje wprowadzenie następujących zmian:

  1. natychmiastowe wielokrotne zwiększenie (względem planu finansowego Funduszu na 2021 r.) środków pozostających w dyspozycji subfunduszu profilaktyki zdrowotnej;
  2. przedstawienie opinii publicznej informacji o podziale środków pomiędzy subfundusze oraz poddanie konsultacjom publicznym strategii wydatkowania tych środków;
  3. przeznaczenie środków Funduszu Medycznego niewykorzystanych w 2020 r. i 2021 r. na dotację celową do Narodowego Funduszu Zdrowia na zwiększenie dostępności świadczeń opieki zdrowotnej;
  4. rozpoczęcie prac nad projektem nowelizacji ustawy o Funduszu Medycznym w celu zapewnienia maksymalnego pozytywnego efektu tego rozwiązania dla systemu ochrony zdrowia.

Kopia apelu trafiła do Prezydenta RP, Prezesa Rady Ministrów, Ministra Finansów, Prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia, sejmowej Komisji Zdrowia, senackiej Komisji Zdrowia oraz Rady ds. Ochrony Zdrowia Narodowej Rady Rozwoju.

Ceny w sklepach rosną jak na drożdżach. W październiku niektóre towary zdrożały nawet o kilkadziesiąt procent

Monitoring blisko 36 tys. cen detalicznych wykazał, że w październiku br. w relacji rocznej podrożało aż 8 z 12 analizowanych kategorii. Najmocniej, bo o prawie 60%, zdrożały produkty tłuszczowe. Wśród nich najbardziej wystrzelił w górę olej – aż o blisko 84%. Drugą drożejącą grupą są artykuły sypkie – wzrost o ok. 17%. W pierwszej trójce jest też mięso – podwyżka o niecałe 8%. Do tego zwiększyły się ceny m.in. chemii gospodarczej – o ponad 6%, dodatków spożywczych – o 6%, a także nabiału – o 4,5%. Jednak eksperci komentujący wyniki ostrzegają, że prawdziwe podwyżki nadejdą dopiero w kolejnych miesiącach.

Według cyklicznego „INDEKSU CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH, Hiper-Com Poland i Grupy AdRetail, w październiku br. zakupy były droższe średnio o 4,4% niż rok wcześniej. Jak stwierdza Karol Kamiński z Centrum Analiz Grupy AdRetail, ogólny wzrost może wydawać się dość niewielki. Ale uwagę zwraca to, że na 12 monitorowanych kategorii aż 8 zdrożało, a tylko 4 potniały. Dla porównania, we wrześniu br. w relacji rocznej 7 grup towarowych poszło górę, a 5 – spadło. – Dynamika detalicznych cen żywności przyspiesza. Wynika to z drożejących surowców rolnych, a także rosnących kosztów przetwórstwa i dystrybucji towarów. Coraz więcej, trzeba płacić za energię i paliwa. Rosną też pensje. Wzrosty cen nasilą się jeszcze w kolejnych miesiącach. Inflacja żywności w I kwartale 2022 roku przekroczy 6% w relacji rocznej – mówi Mariusz Dziwulski z PKO Banku Polskiego.

W październiku br. w porównaniu do analogicznego okresu ub.r. najbardziej zdrożały produkty tłuszczowe, bo aż o 59,7%. Największą podwyżkę – w wysokości 83,9% – odnotował znowu olej. Urosły też ceny margaryny do pieczenia – o 23,8%, a także masła – o 20,6%. Jak podkreśla Karol Kamiński, po indeksie widać, że tego typu artykuły dynamicznie i stale drożeją. We wrześniu poszły w górę o 40,2%, a sam olej podrożał wówczas 58,8% rok do roku.

– Niższa produkcja słonecznika i oleju palmowego wywindowały ceny olejów roślinnych pod koniec ub.r. Z kolei w tym roku wzrósł popyt na biopaliwa i zwiększyło się zapotrzebowanie na oleje spożywcze. W efekcie w październiku na światowym rynku olej palmowy był droższy średnio o 60% rok do roku, sojowy – o 62%, słonecznikowy – o 45%, a rzepakowy – aż o 93% – wskazuje Grzegorz Rykaczewski z Santander Bank.

Ponadto w czołówce drożejącej żywności są produkty sypkie. W październiku br. podrożały o 16,7% rok do roku. W tej kategorii wzrosły szczególnie ceny soli – o 39,3%, a także cukru – o 28%. Zdaniem Kamińskiego, to są alarmujące wyniki. We wrześniu sól była tańsza o 20,8%, a cukier był droższy tylko o 3,5% w relacji rocznej.

– Ceny cukru podążają za drożejącą ropą, która sprawia, że popyt na etanol produkowany z trzciny cukrowej wzrasta. Czynnikiem wsparcia dla cen jest mniejsza wytwórczość u największego światowego producenta i eksportera tego surowca – Brazylii. Susze i przymrozki, które wystąpiły tam w lipcu tego roku, znacząco ograniczyły potencjał produkcyjny tego kraju – dodaje Mariusz Dziwulski.

Raport wykazał też, że ostatnio w relacji rocznej zdrożało mięso – o 7,9%. Ceny wołowiny wzrosły o 9,5%, a drobiu – o 16,5%. Z kolei wieprzowina potaniała o 1,6%. Ekspert z Centrum Analiz Grupy AdRetail podaje, że we wrześniu mięso mocniej zdrożało rok do roku, bo średnio o 32,6%. Wtedy też wołowina bardziej poszła w górę, tj. o 18,6%. Natomiast wieprzowina staniała o 9,1%.

– W wyniku ptasiej grypy zdrożał drób. Wprawdzie od lipca ceny kurcząt rzeźnych spadają, ale wciąż pozostają wysoko. W październiku cena skupu była wyższa średnio o 25% rok do roku. Drożeje też wołowina, czego powodem jest stabilna podaż bydła przy wysokim popycie – informuje Rykaczewski.

Niepokojące jest też to, że podrożała chemia gospodarcza, która dość długo opierała się podwyżkom. W zeszłym miesiącu zdrożała o 6,6% rok do roku. Najbardziej poszły do góry ceny papieru toaletowego – o 15,8%, pasty do zębów – o 10,9%, a także płynu do mycia naczyń – o 4,1%. Natomiast we wrześniu br. ta kategoria zaliczyła spadek o 0,7%.

– Artykuły z tej kategorii są regularnie kupowane, więc konsumenci zauważają każdą podwyżkę. Sieci handlowe przez dłuższy czas próbowały nie podnosić cen. Na przestrzeni całego roku ww. asortyment w jednym miesiącu lekko drożał, a w kolejnym taniał. Średnia wartość podwyżek, patrząc od początku roku, w skali miesiąc do miesiąca to ok. 1,3% – zaznacza Kamiński.

Inne zanotowane podwyżki są mniej wyraźne. O 6% wzrosły ceny dodatków spożywczych, o 4,5% – nabiału, o 3% – warzyw, a o 2,9% – pieczywa. Jednak analitycy ostrzegają, że prawdziwa drożyzna dopiero nadchodzi. Ekspert z Santander Bank wyjaśnia, że proces przenoszenia na odbiorców wyższych kosztów surowców, produkcji i transportu jest rozłożony w czasie. To wynika z zawartych kontraktów. Trendy obserwowane dzisiaj konsumenci odczują dopiero w kolejnych miesiącach.

– Patrząc na prognozy dot. inflacji i sytuacji w gospodarce, spodziewam się kolejnych podwyżek. Szacuję, że w IV kwartale br. żywność będzie droższa niż w analogicznym okresie ub.r. nawet o 8-10%. Zima może być dla Polaków szokiem cenowym. Dojdą też nowe czynniki windujące ceny. Już teraz branża przewozowa ostrzega, że na początku przyszłego roku może wystąpić paraliż transportowy, a wraz z nim – brak towarów na półkach. Jeżeli ten scenariusz się spełni, to największe wzrosty czekają towary wymagające najdłuższych łańcuchów dostaw – podsumowuje Karol Kamiński.

Dane pochodzą z raportu UCE RESEARCH, Hiper-Com Poland i Grupy AdRetail pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”. Autorzy przedstawiają w nim średnią wartość cenową, notowaną miesiąc do miesiąca. Porównują wyniki 12 kategorii (pieczywo, nabiał, mięso, owoce, warzywa, produkty sypkie, produkty tłuszczowe, dodatki spożywcze, używki, napoje, chemia gospodarcza i inne art.) oraz 45 produktów, odnotowane w październiku br. i ub.r. Sprawdzono ok. 1,1 tys. marek, w tym prawie 36 tys. cen. Analizą zostały objęte wszystkie na rynku dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience i cash&carry.

Chiny zaskakują pozytywnie. Złoty nadal słaby

Początek tygodnia zaczął się od dobrych danych z Państwa Środka. Zaskoczyła produkcja przemysłowa i sprzedaż detaliczna. Nadal jednak dynamika wzrostu pozostaje słaba. Konsumpcja raczej nie dogoni w najbliższym czasie poziomu sprzed pandemii. Indeks Hang Seng na dzisiejszej sesji wypadł dość płasko. Inne giełdy azjatyckie radziły sobie lepiej. Koreański KOSPI zyskał ponad 1 proc.

Dane o aktywności gospodarczej w Chinach za października okazały się lepsze od konsensusu, co wydaje się być pierwszą pozytywna informacją po wielu negatywnych nagłówkach w ostatnich miesiącach. Szczególnie dobrze wypadła sprzedaż detaliczna, która urosła o 4,9 proc. rok do roku. Miesiąc wcześniej odczyt był na poziomie 4,4 proc. Oczekiwania pokazywały wzrost na poziomie 3,7 proc. Z kolei produkcja przemysłowa wzrosła o 3,5 proc. r/r, we wrześniu było to 3,1 proc. Szczególnie zyskały inwestycje w środki trwałe (6,1 proc w okresie styczeń – październik). Dane wyższe od oczekiwań mogą cieszyć, jednak sama dynamika wzrostu pozostawia wiele do życzenia. Prognozy pokazują, że niestety konsumpcja nie wróci szybko na poziomy sprzed wybuchu pandemii. Oznacza to, że COVID-19 przyniósł trwałe szkody dla popytu krajowego. Pamiętajmy, że konsumpcja stanowi ok. dwie trzecie gospodarki, dlatego też dane wskazują na dość ponure perspektywy na przyszłość. Nastroje na rynku chińskim ostatnio pogorszyły się znacznie. To oczywiście efekt niewypłacalności w sektorze nieruchomości oraz kryzysu energetycznego. Widać dużą zdolność Pekinu do kontrolowania gospodarki. W ostatnim czasie dzięki interwencji rządu produkcja węgla wzrosła o 4 proc. r/r z -0,9 proc w poprzednim miesiącu.

W piątek światło dzienne ujrzały dane na temat wzrostu gospodarczego w Polsce w trzecim kwartale. Dane zaskoczyły pozytywnie. Wzrost kwartał do kwartału wyniósł 2,1 proc. (oczekiwano 1,8 proc.). Pomimo postępujących ograniczeń, które weszły w życie w Polsce od końca lutego i które trwały przez większą część II kwartału, w całym pierwszym półroczu odnotowano wyższą od oczekiwań realną aktywność gospodarczą. W rezultacie w trzecim kwartale nasza gospodarka miała mniej do nadrobienia. Złoty pomimo dobrych danych nadal jest słaby. PLN jest pod wpływem globalnego sentymentu. Spadki EUR/USD nie pomagają w aprecjacji naszej waluty. Złotemu nie pomógł wywiad prof. Glapińskiego dla PAP, w którym stwierdził, że wzrost kosztu pieniądza na kolejnym posiedzeniu (grudniowym) jest bardziej prawdopodobne niż brak jakiegokolwiek ruchu.

EUR/PLN po raz kolejny przetestował opór techniczny na 4,6480. Para walutowa prawie dotarła do 4,65. Dziś rano widać, że sforsowanie tego poziomu nie będzie aż tak łatwe. Aktualne kurs schodzi poniżej 4,63.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

Pyramid Games zanotował 0,88 mln zł przychodów w III kwartale 2021 r.

Pyramid Games, notowany na NewConnect producent gier komputerowych z Grupy PlayWay, wypracował 0,88 mln zł przychodów w III kwartale br., oznacza to wzrost przychodów o 85 proc. r/r. Spółka w ostatnim kwartale pozyskała partnerstwo Sony, a także zapowiedziała premierę portu do gry Rover Mechanic Simulator na konsole PlayStation. Pyramid Games aktualnie pracuje nad swoimi dwoma największymi tytułami – Dinosaur Fossil Hunter i Occupy Mars: The Game, które zostały zaprezentowane w wersji beta na EGX London. Ponadto, podczas jesiennej edycji Festiwalu Steam Next, studio pokazało demo gry Soyuz Constructors.

W III kwartale prowadziliśmy dalsze prace nad naszymi flagowymi tytułami – Dinosaur Fossil Hunter i Occupy Mars: The Game. Z tymi dwoma premierami wiążemy największe oczekiwania co do zysków ze sprzedaży. Główne koszty i inwestycje, które pojawiły się w trzecim kwartale, przeznaczyliśmy właśnie na prace nad tymi tytułami. Ostatnie trzy miesiące były również bardzo dynamiczne pod względem wydarzeń promocyjnych, na których pokazaliśmy nasze postępy w grach. Istotnym momentem była prezentacja pełnej wersji beta Dinosaur Fossil Hunter i Occupy Mars: The Game na EGX London – mówi Jacek Wyszyński, prezes Pyramid Games.

Ostatnim wydanym tytułem, który stworzyło Pyramid Games było Farming Life. Gra zadebiutowała 18 października. Twórcy projektu postawili na zróżnicowaną i relaksującą rozgrywkę, która łączy symulację farmy ze strategią ekonomiczną. Rolę wydawców pełnią spółki Gaming Factory i Ultimate Games. W 2022 r. w zależności od wyników sprzedażowych zostanie podjęta decyzja o portach na konsole. Gra wydana została w 8 wersjach językowych. W tym samym terminie studio wypuściło również dużą aktualizację gry Castle Flipper, realizowaną z tym samym zespołem wydawniczym. Również ten tytuł może doczekać się portu na konsole.

Kolejnym tytułem, który chcemy zaprezentować graczom jest ZooKeeper. Po tej premierze skoncentrujemy się na wydawaniu naszych autorskich tytułów, czyli Dinosaur Fossil Hunter i Occupy Mars: The Game. Widzimy duże zainteresowanie naszymi grami, a aktualna wishlista Steam Outstanding na wszystkie tytuły własne z naszego portfela wynosi ponad 420 tys. oczekujących graczy. Oczywiście, największym tytułem pozostaje Occupy Mars: The Game, który intensywnie szykujemy pod rozszerzone beta testy – dodaje Jacek Wyszyński.

Spółka chce wydać grę Dinosaur Fossil Hunter równocześnie na Steam, Epic Games Store i Humble Store. Natomiast na dystrybucję Occupy Mars: The Game, Pyramid Games podpisało umowę z platformami  GOG oraz EPIC Games Store

Co trzecia firma czeka na zapłatę ponad dwa miesiące

Jedna trzecia mikro, małych i średnich firm zmaga się ze zleceniodawcami, którzy nie chcą płacić przez co najmniej 60 dni od wyznaczonego terminu. W relacjach płatniczych utrzymuje się gorsza sytuacja handlu i lepsza budownictwa oraz przemysłu. Dlaczego dłużnicy zwlekają z przelewem za otrzymane usługi czy towar? Bo sami nie otrzymują płatności na czas albo też kredytują się cudzym kosztem. Wpływu pandemii na jakość rozliczeń przedsiębiorcy już niemal nie widzą – wynika z badania MŚP zrealizowanego dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor.

Z cyklicznego badania wśród 500 mikro, małych i średnich firm wynika, że u progu zakończenia roku, największe kłopoty ze ściąganiem należności ma handel. To już piąty kwartał z kolei, gdy tej branży najtrudniej idzie w rozliczeniach B2B. Jak podaje Instytut Keralla Research w badaniu zrealizowanym dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor, tym razem w minionych 6 miesiącach, niesolidnych płatników opóźniających regulowanie zobowiązań przez ponad 60 dni ma 43 proc. firm handlowych. W transporcie i usługach mówi o tym zjawisku jedna trzecia przedsiębiorstw. W budownictwie i przemyśle, gdzie jest stosunkowo najlepiej, problem nierzetelnych kontrahentów sygnalizuje odpowiednio 25 i 23 proc. podmiotów.

Co trzecia firma czeka na zapłatę ponad dwa miesiące
Źródło: badanie Keralla Research dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor

W ciągu kwartału w trzech na pięć analizowanych branż jakość rozliczeń nieznacznie się poprawiła. Wyjątkiem są usługi i budownictwo. Biznes budowlany, któremu się pogorszyło, jeśli chodzi o terminowość spływu należności, jako jedyny upatruje przyczyn tego stanu rzeczy w epidemii COVID-19. Co czwarte przedsiębiorstwo budowlane, które czeka przez ponad dwa miesiące na zapłatę, zauważa, że „pandemia zepsuła wcześniej dobrze układające się relacje płatnicze”. Ale to wyjątek, generalnie, MŚP nie łączą już ze skutkami pandemii ani swojego podejścia do terminów płatności od kontrahentów, ani też opóźnień, z jakim płacą im odbiorcy.

– Choć po pierwszym lockdownie w zeszłym roku, COVID-19 często leżał u podstaw empatii i wydłużonego oczekiwania na płatność, ale po ponad półtora roku przedsiębiorcy uznają już istnienie koronawirusa za nową normę, w której każdy chcący działać na rynku po prostu musi się odnaleźć. Koniec ze specjalnym traktowaniem czy nawet postrzeganiem, że kłopoty mogą być wynikiem pandemii, choć przecież ta cały czas trwa – zaznacza Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Coraz mniejszy wpływ pandemii na wzajemne postrzeganie firm

Potwierdzają to również spostrzeżenia na temat wpływu pandemii na wzrost wzajemnej nieufności przedsiębiorstw. Odczucie, że pandemia zwiększyła nieufność wobec kontrahentów ma obecnie jedynie 18 proc. ankietowanych podmiotów, na początku roku odsetek ten był o niemal połowę wyższy. Obecnie trzech na czterech przedsiębiorców nie widzi tego rodzaju zależności, choć większość ma poczucie, że bezpośrednio lub pośrednio pandemia dała, a niektórym nadal daje się we znaki.

Coraz mniejszy wpływ pandemii na wzajemne postrzeganie firm
Źródło: badanie Keralla Research dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor

Zatory główną przyczyną nieterminowych rozliczeń

Co w takim razie, w opinii przedsiębiorców leży u podstaw problemów ze ściąganiem należności? Niestety najczęściej zatory płatnicze. Zdaniem połowy wierzycieli ich dłużnicy nie płacą, bo nie są w stanie ze względu na trudności z uzyskaniem zapłaty. Jest to przede wszystkim opinia branży handlowej (67 proc.) i przemysłu (58 proc.).

Pozostałe przyczyny są już mniej obiektywne. Prawie czterech na 10 wierzycieli uważa, że opóźnienia są zamierzone, bo zleceniodawca po prostu kredytuje się ich kosztem (33 proc.) lub jeszcze gorzej, działa z myślą o wyłudzaniu towaru czy usług (4 proc.). Ten pierwszy powód niemal równie często wymieniają przedstawiciele wszystkich branż od budownictwa do handlu. Na relacje z oszustami najczęściej skarży się natomiast transport – 6 proc.

Nie bez znaczenia dla kłopotów ze ściąganiem należności jest też według ankietowanych przedsiębiorców obszar działania. Kilkumiesięczne opóźnienia są swego rodzaju „normą” głównie zdaniem przedstawicieli biznesów przewozowych (53 proc.) i usługowych (32 proc.), nieco rzadziej przemysłu (27 proc.).

Kilkumiesięczne opóźnienia bywają też swego rodzaju normą, dopuszczalną w danej branży. Głównie jest to cecha transportu, bo mówi o tym aż 53 proc. przedstawicieli biznesów przewozowych. W budownictwie, w którym przed kilkoma laty problem opóźnionych płatności należał do najbardziej rozpowszechnionych m.in. dlatego, że powiązane łańcuchem zależności firmy nie płaciły sobie w terminie, hossa na rynku całkowicie odmieniła sytuację. Dziś o „branżowej normie” zwlekania z płatnościami, mówi tu najmniej, bo jedynie 14 proc. firm.

Na długiej liście ewentualnych przyczyn opóźniania płatności sporadycznie wskazywane są np. spory o jakość usługi czy towaru. Częściej, szczególnie firmy przemysłowe, wspominają natomiast o złym zarządzaniu i kłopotach finansowych po stronie ich klientów. Mimo świadomości, że u odbiorcy źle się dzieje, współpracuje z nimi co piąte przedsiębiorstwo przemysłowe, oczekujące potem na płatności przez ponad dwa miesiące od terminu.

– Z pewnością, gdyby firmy te miały wybór, zrezygnowałyby z ryzykownych relacji. Dlatego, szczególnie ważne jest by jednak próbować się zabezpieczyć, aby w kolejce do kasy, w której zwykle jest za mało pieniędzy, nie znaleźć się na końcu. Pomocna może się tu okazać pieczęć przystawiana na fakturach. Jej treść brzmi: „Prosimy o terminową płatność. Dbamy o nasze finanse, dlatego współpracujemy z Rejestrem Dłużników BIG InfoMonitor”. Kiedy kontrahent otrzyma fakturę z takim dopiskiem, ma świadomość, jakie konsekwencje wiążą się z opóźnieniami, wie też, że wystawca faktury nie czeka biernie, lecz działa – mówi Sławomir Grzelczak.

Co trzecia firma czeka na zapłatę ponad dwa miesiące 2
Źródło: badanie Keralla Research dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor

Przedsiębiorcy zresztą zwykle starają się działać, gdy dochodzi do opóźnień płatności, a w okresie pandemii zmobilizowali się szczególnie. W badaniach Keralla Research coraz mniej mikro, małych i średnich firm odpowiada, że kontrahenci przysparzali im problemów z opóźnianiem płatności przez co najmniej 60 dni w ciągu minionego pół roku. Gdy przed rokiem mówiło o tym 45 proc. badanych, teraz jest to 32 proc. Jest więc lepiej, ale czy dobrze? – Dane Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK niestety pokazują znaczące przyrosty zaległości przedsiębiorstw jeśli chodzi o płacenie kontrahentom i firmom finansowym. Tylko w trzecim kwartale tego roku przeterminowane o min. 30 dni zobowiązania wzrosły o 1,3 mld zł, a w ciągu roku o ponad 4 mld zł do 38,5 mld zł. Faktem jest, że samych przedsiębiorstw niesolidnych płatników przybywa znacznie mniej, ich liczba od roku waha się między 320 a 326 tys., obecnie uwzględniając aktywne, zawieszone i zamknięte jest to 324 tys. podmiotów. Opóźnione płatności faktycznie nie rozprzestrzeniają się gwałtownie, ale najwyraźniej w wielu przypadkach mocno pogłębiają się już istniejące zaległości. W takich warunkach relacje z trudnymi płatniczo klientami stają się jeszcze bardziej ryzykowne – mówi Sławomir Grzelczak.

Badanie zrealizowane w ramach projektu „Skaner MŚP”, przez Instytut Keralla Research, prowadzone co kwartał wśród mikro, małych i średnich firm. Próba = 500, technika: wywiady telefoniczne, termin: październik 2021 r.

Przegląd wydarzeń tygodnia 15 – 19.11.2021

Kończący się tydzień upłynął pod znakiem wysokiej inflacji ze Stanów Zjednoczonych i wszystkich tego konsekwencji. Oczekiwania na szybką normalizację polityki pieniężnej umacniają dolara, z drugiej strony obawy przed wzrostem cen wypchnęły notowania złotu najwyżej od kilku miesięcy. W kolejnym tygodniu tak istotnych odczytów nie będzie. Nie oznacza to jednak, że kalendarz makroekonomiczny będzie pusty. Szeroko o gospodarce powiedzą dane o sprzedaży detalicznej z Chin oraz Stanów Zjednoczonych. Więcej dziać się może na rynku funta, gdyż w nadchodzącym tygodniu poznamy dane o inflacji z Wielkiej Brytanii.

Najważniejsze wydarzenia: PKB ze Strefy euro, CPI z Wielkiej Brytanii, sprzedaż detaliczna z Chin i USA

W kolejnym tygodniu dane ze Stanów Zjednoczonych będą miały dalece mniejszą siłę rażenia. Właściwie jedynym ważnym odczytem jest sprzedaży detaliczna, jednak w obliczu wysokich oczekiwań względem Fed odnośnie normalizacji polityki pieniężnej może ona nie wpłynąć istotnie na wycenę rynkowych aktywów. Popyt w USA utrzymuje się na wysokim poziomie, co widać w danych o inflacji, w związku z czym dane o sprzedaży nie powinny zaskoczyć. Spoglądając na rynek eurodolara w kolejnym tygodniu warto zwrócić uwagę na dynamikę PKB ze Strefy euro. Wstępne szacunki powinny pokazać spokojne odbicie gospodarki w trzecim kwartale. Sądzę jednak, że EBC w dalszym ciągu będzie mocno gołębi, a ryzyka przeważą nad dotychczasowym odbiciem PKB.

Więcej dziać się może w Wielkiej Brytanii oraz na rynku funta. Już we wtorek napłynie solidna porcja danych rynku pracy. Zgodnie z konsensusem stopa bezrobocia powinna spadać, a generalna sytuacja pracowników będzie wyglądać korzystnie. Najważniejsze z perspektywy inwestorów będą jednak dane o inflacji. Publikacja CPI (środa) potwierdzi wzrost cen, co będzie oddziaływać na Bank Anglii jako argument za zaostrzeniem polityki pieniężnej. Ostatnia decyzja BOE mocno zaskoczyła rynek, ale bank zastrzegał, że na kolejnych posiedzeniach możliwa jest zmiana nastawienia. W piątek pełni danych z brytyjskiej gospodarki dopełni sprzedaż detaliczna. Oczekuje się, że popyt wewnętrzny utrzyma się na solidnym poziomie.

W Polsce kalendarz makroekonomiczny będzie wyjątkowo ubogi. Właściwie jedynym ważnym odczytem będzie rewizja wskaźnika CPI. Z perspektywy złotego (wyjątkowo słabego) ważniejsze mogą być wystąpienia bankierów centralnych. Sądzę, że kolejne komentarze członków RPP mogą dać odpowiedź na pytanie jakiej skali podwyżki możemy się spodziewać na grudniowym posiedzeniu, bo to, że ona nastąpi jest niemal pewne. Sentyment do złotego jest skrajnie negatywny i choć przestrzeń do odreagowania się buduję to do zrealizowania umocnienia potrzeba wyraźnych sygnałów, m.in. z rynków bazowych.

Maciej Madej, analityk DM TMS Brokers

“Hossa wszystkiego” trwa

Akcje ustanowiły nowe rekordy i są odporne na rosnącą inflację. Jest to efekt bardzo dobrych fundamentów, firmy przedstawiły bowiem bardzo dobre wyniki, zwykle powyżej przewidywań. Wciąż niskie są rentowności obligacji wspierające wysokie wyceny. Po ostatnich rekordach S&P500 jego wyniki są na plusie zarówno dla 1, 3 i 12-miesięcznych inwestycji w indeks. Kluczowym wsparciem są tegoroczne możliwości rynku. To nie tylko zjawisko amerykańskie, ale globalne i kluczowa zmiana w stosunku roku 2020 roku w którym największe wzrosty dotyczyły spółek technologicznych. Odzwierciedla to szerokie odbicie PKB, które będzie postępować. Powinno to znaleźć odbicie w wynikach spółek za kolejne kwartały, z różnych branż i krajów.

IM SZERZEJ TYM LEPIEJ: Indeksy szerokie takie jak: S&P 500, europejski Stoxx 600 i MSCI Japan osiągnęły w tym roku lepsze wyniki niż ich bardziej znane węższe odpowiedniki (np. DJ30). Na załączonym wykresie widać kiedy lepiej radził sobie szeroki rynek (szeroko), a kiedy tylko wybrane selektywne branże (wąsko). Obecne wzrosty są bliższe normalnej sytuacji na rynku, a wzrost ma charakter zrównoważony, w przeciwieństwie do wzrostów spółek technologicznych (zwykle o największej kapitalizacji) w 2020 roku. Warto zauważyć, że 10 największych spółek stanowi 29 proc. w kapitalizacji S&P 500 (SPY), 22 proc. MSCI Japan (EWJ), oraz 18 proc. europejskiego indeksu Stoxx600.

KTO JEST ZWYCIĘZCĄ? W tym roku najlepsze wyniki osiągnęły następujące branże: energia, banki i nieruchomości. Sektor technologiczny również wypada dobrze, ale w mniejszym stopniu niż w zeszłym roku. Spółki związane z otwarciem gospodarki przebijają te, które były związane z pracą zdalną. Także małe spółki (small cap) osiągnęły lepsze wyniki. 75% spółek z głównych światowych rynków akcji odnotowało w ostatnim miesiącu poprawę prognoz dotyczących zysków, w tym, aż 95% przemysłu amerykańskiego.

hossa wszystkiego

Ben Laidler, strateg ds. rynków globalnych w eToro

Podwyżka stóp procentowych ostudzi rynek mieszkaniowy? Deweloperzy: ich wpływ na razie pozostaje niewielki

W październiku i listopadzie doczekaliśmy się pierwszych od 9 lat podwyżek stóp procentowych – główna stopa referencyjna wzrosła z 0,1 do 1,25 pp. Czy decyzja Rady Polityki Pieniężnej będzie miała stabilizujący wpływ na rynek mieszkaniowy? O to portal RynekPierwotny.pl zapytał przedstawicieli największych firm deweloperskich.

Tomasz Łapiński, Wiceprezes Zarządu i Chief Development Officer w Cordia Polska

Druga już w ciągu miesiąca podwyżka stóp procentowych – z 0,5 do 1,25 proc. – nie powinna jeszcze wpłynąć ani na ceny na rynku pierwotnym, ani na popyt na mieszkania. W mojej ocenie dopiero przekroczenie poziomu 3,0 proc. i kształtowanie się kosztów kredytu hipotecznego w wysokości powyżej 4,5% może zadziałać na rynek chłodząco, ograniczając dostępność kredytów i zwiększając atrakcyjność lokat, z których dziś pieniądze odpływają właśnie do nieruchomości. Obecnie nadal mamy rozdźwięk między obserwowaną inflacją, czyli wzrostem cen, a stopami procentowymi – i to bardzo duży. Oferta deweloperów jest ograniczona, co dodatkowo stymuluje wzrost cen na rynku mieszkaniowym. To oznacza, że Polakom nadal opłaca się kupować i inwestować w nieruchomości. Co więcej, dla zachowania konsumentów i ich decyzji zakupowych istotniejsze od faktycznej wysokości stóp procentowych jest to, jak kształtują się ich oczekiwania co do dalszego rozwoju sytuacji rynkowej.

Andrzej Oślizło, prezes zarządu, Develia S.A.

W październiku i listopadzie doczekaliśmy się pierwszych od 9 lat podwyżek stóp procentowych – główna stopa referencyjna wzrosła z 0,1 do 1,25 pp. Ich wpływ na ceny mieszkań pozostanie na razie niewielki – wszystko zależy od tego, czy za jesiennymi podwyżkami pójdą kolejne. Warto pamiętać, że do marca ubiegłego roku stopy procentowe znajdowały się na wyższym poziomie (1,5 proc.), a mimo tego do bankowych okienek ustawiały się długie kolejki chętnych. Poza tym popyt na mieszkania tylko częściowo uzależniony jest od kredytów hipotecznych – skoro inflacja dalej rośnie, to realna stopa procentowa (obecnie około -5,5 proc.) pozostaje głęboko ujemna. Polacy w obliczu braku alternatyw inwestycyjnych powinni dalej lokować swoje oszczędności w nieruchomościach, które w ostatnich latach drożały nawet o ponad 10 proc. w skali roku. W niektórych inwestycjach prowadzonych przez moją firmę nabywcy „gotówkowi” stanowią nawet 70-80 proc. wszystkich kupujących.

Nie zapominajmy, że podwyżka stóp procentowych oznacza także wzrost kosztów finansowania inwestycji dla deweloperów zarówno w przypadku kredytu deweloperskiego, jak i obligacji zmiennokuponowych opartych o WIBOR. Może się więc okazać, że w krótkiej perspektywie, zamiast ograniczać popyt i obniżać ceny mieszkań, działania Rady Polityki Pieniężnej doprowadzą do ich dalszych wzrostów. Jeśli, zgodnie z oczekiwaniami rynku, czekają nas kolejne, daleko idące podwyżki stóp, być może RPP osiągnie swój cel – inflacja wyhamuje, a Polacy przestaną wycofywać swoje pieniądze z lokat i rachunków oszczędnościowych. Jeżeli jednak pozostanie tylko przy niewielkich zmianach – popyt na mieszkania dalej będzie przewyższał podaż i kolejne podwyżki cen pozostaną tylko kwestią czasu.

Monika Pajchel, Dyrektor Finansowy Skanska Residential Developement Poland

Trudno jednoznacznie wskazać, jaka będzie reakcja rynku na podwyżkę stóp procentowych. Wydaje się naturalne, że deweloperzy, którzy finansują swoje inwestycje ze środków zewnętrznych, podwyższą ceny mieszkań, aby w ten sposób zrekompensować sobie koszty kredytów zaciągniętych na poczet realizacji osiedli. Prawdopodobnie zabieg ten spotka się ze spadkiem zainteresowania nabywców i brakiem akceptacji wyższych cen lokali na rynku pierwotnym – nie będzie to jednak reakcja natychmiastowa. To proces, który może potrwać wiele miesięcy, a nawet kilka lat, w pierwszej kolejności dotykając kupujących mieszkania w celach inwestycyjnych, a dopiero potem tych nabywców, którzy poszukują lokali na własny użytek.

Natomiast zupełnie inaczej mogą zachować się deweloperzy, którzy podobnie jak my, nie korzystają z kredytów podczas realizacji projektów. W spółce mieszkaniowej Skanska wszystkie nasze osiedla finansujemy ze środków własnych – my jesteśmy inwestorem, a generalnym wykonawcą Skanska S.A. To model biznesowy, który oferuje nabywcom wiele korzyści, m.in. jest dla nich gwarancją bezpiecznej lokaty kapitału. Co więcej, to forma działania, która pozwala nam nie zwiększać cen mieszkań ze względu na obecną sytuację i podwyżkę stóp procentowych.

Cezary Grabowski, dyrektor marketingu i sprzedaży Bouygues Immobilier Polska

Podwyżka stóp procentowych przy rosnącej inflacji, a ta jest najwyższa w Polsce od dwudziestu lat, jest naturalną konsekwencją sytuacji rynkowej. Wydaje się jednak prawdopodobne, że ta decyzja nie wpłynie znacząco na ceny nieruchomości, jeżeli weźmiemy pod uwagę inne czynniki rynkowe, takie jak ceny gruntów, materiałów i robocizny, a te jak wiemy utrzymują się obecnie na wysokim poziomie. Oczywiście, raty kredytów hipotecznych wzrosną, ale jak wyliczają eksperci przeciętnie będzie to wzrost w granicach 130 zł miesięcznie, a zatem jeszcze nie powinno zniechęcić kredytobiorców do podjęcia decyzji o zakupie nieruchomości. Podwyżka stóp procentowych raczej nie spowoduje też większego zainteresowania inwestorów lokatami, ponieważ inflacja wciąż pozostaje na wysokim poziomie. Tak więc nadal bardziej będzie się opłacać inwestować w nieruchomości niż w niskooprocentowane lokaty. Z tego względu przewidujemy, że mimo pewnych przesłanek do lekkiego spadku popytu na mieszkania zarówno wśród inwestorów instytucjonalnych, jaki klientów indywidulanych, to ceny mieszkań powinny utrzymać się na tym samym poziomie.

Michał Witkowski, dyrektor ds. sprzedaży Lokum Deweloper

Nie spodziewam się takiego wpływu. Podwyżka stóp procentowych oddziaływać będzie oczywiście na koszt kredytów i oprocentowanie lokat, ale bez przełożenia na ceny mieszkań. Należy pamiętać, że m.in. dzięki wdrażanym rekomendacjom KNF, decyzje kredytowe są wydawane z uwzględnieniem czynników ryzyka, w tym zmiany wysokości stóp procentowych, więc ten aspekt nie będzie miał decydującego znaczenia w kontekście akceptacji wniosków klientów, a tym samym nie obniży potencjału popytowego. Równie ważny jest fakt, że – choć oprocentowanie lokat i rachunków oszczędnościowych wzrośnie – mieszkania nadal pozostaną wysoce atrakcyjną formą inwestowania, patrząc zarówno na stopę zwrotu z wynajmu, jak i na podwyżki ich cen wielokrotnie przekraczające potencjalny zysk z lokat. Popyt na mieszkania ma stabilne podstawy i pozostanie silny, zaś podaż rośnie wolno, m.in. przez długi czas oczekiwania na decyzje administracyjne i niedobór terenów objętych planami zagospodarowania. Mieszkania będą zyskiwać na wartości.

Angelika Kliś, Członek Zarządu ATAL S.A.

Na obecnym etapie nie spodziewamy się znaczącego wpływu podwyżki stóp procentowych na bieżącą sprzedaż czy ceny. Działamy na siedmiu rynkach, oparci o swoje kanały sprzedaży, a nasze mieszkania trafiają głównie do klientów chcących zaspokoić własne cele mieszkaniowe. Nie sądzimy, żeby zmieniło się nastawienie tej części nabywców lokali. Poza tym nieruchomości niezmiennie stanowią atrakcyjną formę lokowania kapitału, szczególnie, gdy inflacja znajduje się na obecnych poziomach.

Andrzej Gutowski, wiceprezes, dyrektor sprzedaży RONSON Development

Wysokość stóp procentowych jest tylko jednym z elementów – naprawdę nie najważniejszym – który ma wpływ na rynek nieruchomości oraz ceny mieszkań. Decyzja Rady Polityki Pieniężnej nie spowoduje zmian tektonicznych na rynku deweloperskim. Należy oczekiwać stabilnego wzrostu cen, na poziomie 3-4% rocznie.

Popyt inwestycyjny mogłyby zmniejszyć dalsze skokowe podwyżki, ale wciąż należy pamiętać, że wysokość stóp procentowych jest tylko jednym z czynników, który decyduje o zakupie mieszkania. Innymi są rosnące wynagrodzenia, stabilność pracy oraz zmniejszające się bezrobocie, a także bliskie Polakom przekonanie o bezpieczeństwie lokowania gotówki w nieruchomości. Na wzrost cen mieszkań także wpływa bardzo dużo czynników, począwszy od drożejących gruntów, ale też przede wszystkim ograniczonej podaży gruntów, przez rosnące ceny materiałów budowlanych, po koszty pracy. Poza wszystkim, inflacja jest dzisiaj wszechogarniająca, a ceny mieszkań nie stanowią tu wyjątku.

Gwałtowna przecena złotego

Dzień wolny w Polsce z pewnością nie pomógł, ale to nie brak rodzimych inwestorów odpowiada za gwałtowną przecenę złotego. Ameryka znów zasysa kapitał ze Starego Kontynentu, a złoty notuje wielomiesięcznie minima względem dolara i franka.

Dolar zwiedza kolejne szczyty

W środę poznaliśmy dane na temat inflacji. To właśnie jej wzrost do poziomu 6,2%, czyli najwyższego poziomu od początku lat 90-tych, jest głównym winowajcą zamieszania. Rynki zareagowały, przyspieszając swoje oczekiwania względem poziomu stóp procentowych w przyszłości. Skoro inflacja rośnie, spodziewają się podwyżek stóp procentowych i zaczynają kupować dolara. W rezultacie w środę i czwartek dolar od otwarcia umocnił się względem euro o imponujące 1,5 centa. Nie przeszkodziły kolejne bardzo niskie wyniki wniosków o zasiłek dla bezrobotnych, które utwierdzają inwestorów w dobrej kondycji tamtejszego rynku pracy.

Złoty w odwrocie

Oprócz covidowych problemów złotego, w ciągu ostatnich dni pojawiła się jeszcze jedna kwestia – zmiany na rynkach światowych. Skoro w ciągu dwóch dni dolar tak mocno zyskał na wartości względem euro, to rozpoczęło się przerzucanie kapitału na drugą stronę oceanu.  Widać to szczególnie dobrze po notowaniach euro. Jeszcze w środę rano europejska waluta kosztowała trochę ponad 4,59 zł, dzisiaj testowane są już okolice 4,65 zł. W tym samym czasie dolar zyskał na wartości imponujące 10 groszy, sięgając 4,06 zł. To najdroższy dolar od maja 2020.

Dramat frankowiczów

Słabość złotego względem euro przekłada się również na inne waluty. Sytuację pogarszają słabe poziomy euro względem franka. W rezultacie skoro złoty traci do euro, a euro do franka, to poziom złotego względem franka musi jeszcze mocniej tracić. To właśnie się stało. Frank kosztuje obecnie ponad 4,40 zł i jest najdroższy od 2015 roku. Jest też gorsza część tej wiadomości. To wcale nie musi być koniec tej historii, szczególnie biorąc pod uwagę ryzyka polityczne, czy covidowe. Z drugiej strony, jeżeli NBP chce wygenerować zysk, to już złoty jest słabszy niż rok temu, więc jest szansa, że dalszych niespodzianek z tamtej strony nie będzie.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

16:00 – USA – Raport Uniwersytetu Michigan.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Korzyści biznesowe platformy B2B. Czy inwestycja się opłaca?

Platformy B2B to mocny trend ostatnich kilku lat. Choć wielu producentów i hurtowników przeszło już przez cyfrową transformację, pozostają tacy, którzy dopiero rozważają jej wdrożenie w swojej organizacji. Kluczowe pytania, które sobie zadają, to: jakie są podstawowe korzyści biznesowe platformy B2B i w jaki sposób pomoże ona zwiększyć sprzedaż B2B.

Aby sprostać szybko zmieniającym się oczekiwaniom klientów B2B, hurtownie i dystrybutorzy muszą na nowo zdefiniować swoje podejście do sprzedaży….i przejść na online. Ile kosztuje takie rozwiązanie e-commerce B2B? I czy to się opłaca?

Cena platformy B2B

Ile może kosztować nowoczesna platforma e-commerce B2B SaaS klasy enterprise? Już teraz możesz wejść do świata online i obsługiwać klientów biznesowych za 3 500 zł miesięcznie. Za wdrożenie platformy zapłacisz jednorazowo 5 000 zł. Każde zamówienie za pośrednictwem platformy będzie wiązało się z opłatą w wysokości 2 zł. Żadnych ukrytych kosztów. Wszystkie aktualizacje, utrzymanie serwerów i infrastruktury są już zawarte w cenie. A co najważniejsze, integracje z zewnętrznymi systemami są za darmo, dzięki otwartemu API platformy.

Kluczowe korzyści biznesowe platformy B2B

  • Płynność biznesowa. Możliwość obsługi klientów biznesowych, niezależnie od sytuacji ekonomicznej na świecie. Tak jak pokazał lockdown – przetrwały tylko te firmy, które w porę zadbały o to, by ich oferta produktowa znalazła się online.
  • Automatyzacja powtarzalnych procesów. Możliwość wykorzystania kompetencji Twoich pracowników do innych zadań. Klienci mogą składać zamówienia online 24/7, sami sprawdzać ceny produktów, stany magazynowe oraz status zamówienia.
  • Wsparcie analityczne. Poza funkcjonalnościami dedykowanymi klientom B2B, platforma B2B umożliwia efektywne wyciąganie wniosków biznesowych, dokładne planowanie, budżetowanie i raportowanie. Pomaga optymalizować działania sprzedażowe oraz monitorować wzrosty i spadki kluczowych wskaźników sprzedażowych.
  • Porządek w informacjach produktowych. Wszystkie dane produktowe: ceny, stany magazynowe, zdjęcie, opisy SEO itp. są przechowywane w jednym miejscu. Pomaga to obniżyć koszty pracy oraz usprawnić proces wyszukiwania i modyfikowania informacji o produkcie.

Opłacalność platformy B2B – co mówią firmy

Jak platforma B2B Saly pomaga Morele.net w obsłudze klientów biznesowych?

– Dla nas bardzo ważne jest to, że gotowa platforma e-commerce B2B jest zgrana z kluczowym oprogramowaniem dla klientów B2C i zapewnia spójne, pozytywne Customer Experience. Możemy skutecznie obsługiwać klientów biznesowych dzięki dostępności funkcjonalności dedykowanych dla tego typu sprzedaży, np. możliwości definiowania indywidualnych cenników nie tylko dla pojedynczego klienta biznesowego, ale również dla całych grup klientów. – mówi Grzegorz Czernecki, Kierownik Działu Sprzedaży Projektowej B2B w Morele.net.

Przeczytaj pełne case study wdrożenia: https://saly.pl/case-study-morele-net/

Jakie korzyści biznesowe platformy B2B wyróżnia Madejski?

  • Handlowcy mogą poświęcać więcej czasu na budowanie relacji z nowymi klientami oraz na pozyskiwanie nowych możliwości sprzedażowych.
  • Obsługa powtarzalnych zamówień za pośrednictwem platformy wymaga 4x mniej pracy w porównaniu do czasów bez platformy B2B.
  • Cały proces składania powtarzalnych zamówień został zautomatyzowany i przeniesiony do jednego systemu dzięki integracji z ERP.
  • Madejski pracuje na spójnym zbiorze danych o produktach, dzięki usystematyzowanej kartotece towarowej.
  • Prezentacja pełnej oferty – około 40.000 produktów jest dostępnych do zamówienia online.
  • Platforma B2B zapewnia skuteczną komunikację z klientami zagranicznymi, dzięki dostępności wszystkich informacji o produktach w ich języku.

Przeczytaj pełne case study wdrożenia: https://saly.pl/case-study-madejski/

Dobra platforma B2B to klucz do zwiększenia sprzedaży?

Bezsprzecznie architektura i funkcjonalności platformy B2B są bardzo ważne. Należy jednak pamiętać, że bez odpowiedniego wysiłku ze strony firmy i świadomości, jak obsługiwać nowe procesy, platforma B2B nie uczyni cudów. Właściwe wdrożenie platformy B2B wewnątrz i na zewnątrz organizacji – przekonanie pracowników do nowego narzędzia i zachęcenie stałych klientów do zmiany – to kluczowe czynniki, które w znacznym stopniu decydują o sukcesie cyfrowej transformacji.

NBP spodziewa się, że inflacja osiągnie szczyt w I kw. 2022 r.

Na początku tygodnia NBP przedstawił nową prognozę makroekonomiczną, według której spodziewa się dalszego przyspieszenia inflacji konsumenckiej, nawet do 7% w pierwszym kwartale przyszłego roku, a następnie jej stopniowego spowolnienia. Oczekuje się jednak, że inflacja osiągnie górną granicę przedziału tolerancji celu inflacyjnego NBP (3,5%) do połowy 2023 r. Jednak biorąc pod uwagę silną presję inflacyjną w ostatnich miesiącach, jest całkiem prawdopodobne, że inflacja osiągnie nawet 8%. Jednocześnie należy wspomnieć, że zgodnie z prognozą NBP dynamika PKB będzie w coraz większym stopniu przesuwać się w górę od tzw. potencjalnego wzrostu PKB. Oznacza to, że uwarunkowania do szybszej inflacji pozostaną w Polsce w najbliższych kwartałach bardzo silne. Jeśli chodzi o dalsze podwyżki stóp w Polsce, głównym problemem jest fakt, że NBP rzadko stosuje tzw. forward guidance, dlatego trzeba bardziej polegać na intuicji i napływających statystykach. Naszym zdaniem NBP będzie zmuszony do szybkiej kontynuacji podwyżek stóp, ponieważ inflacja przekroczyła już 6% w październiku i istnieje realne ryzyko, że może wzrosnąć do 9% za miesiąc lub na początku przyszłego roku. Dalszy wzrost stopy referencyjnej w grudniu o 50 pkt do 1,75% jest naszym zdaniem dość prawdopodobny, a w I kwartale 2022 roku możemy osiągnąć nawet 2,5%.

W tym tygodniu złoty się osłabił. W piątek rano EUR oscylował wokół 4,64 PLN/EUR. W stosunku do USD wzrósł powyżej 4 PLN/USD, a złoty jest najsłabszy od maja ubiegłego roku.

Roksana Cicha, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

Najważniejsze zmiany dotyczące ustawy o fundacji rodzinnej

W drugiej połowie października na stronach RCL, opublikowany został zaktualizowany projekt ustawy o fundacji rodzinnej. Wprowadzone zmiany odzwierciedlają postulaty zgłaszane przez przedsiębiorców w ramach szerokich konsultacji społecznych.

Utrzymany został m.in. zakaz prowadzenia działalności gospodarczej przez fundację rodzinną. Jednak wprowadzono katalog prawnie dopuszczalnej działalności, który umożliwi pełną realizację celów fundacji, nie zagrażając jej bezpieczeństwu.

W projekcie Ustawy o fundacji rodzinnej z 19.10.2021 r. katalog dopuszczalnej działalności gospodarczej o charakterze pasywnym jest dosyć szeroki i obejmuje:

*zbywanie mienia, którego fundacja jest posiadaczem lub właścicielem, o ile mienie to nie zostało nabyte wyłącznie w celu dalszego zbycia;

*najem, dzierżawę lub udostępnianie na innej podstawie mienia, którego jest posiadaczem lub właścicielem;

*przystępowanie i uczestnictwo w spółkach handlowych, funduszach inwestycyjnych, spółdzielniach oraz podmiotach o podobnym charakterze mających swoją siedzibę w kraju lub zagranicą;

*nabywanie i zbywanie papierów wartościowych, instrumentów pochodnych i praw o podobnym charakterze;

*udzielanie pożyczek:

a)spółkom kapitałowym, w których fundacja rodzinna posiada udziały lub akcje,

b)spółkom osobowym, w których fundacja rodzinna uczestniczy jako wspólnik,

c)beneficjentom.

*obrót zagranicznymi środkami płatniczymi należącymi do fundacji rodzinnej w celu dokonywania płatności związanych z działalnością fundacji rodzinnej,

*prowadzenie przedsiębiorstwa w ramach gospodarstwa rolnego.

– Co bardzo cieszy, w projekcie ustawy opublikowanym przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii uwzględniono większość postulatów firm rodzinnych, zgłoszonych w trakcie konsultacji społecznych – mówi w rozmowie z MarketNews24 Katarzyna Karpiuk, radca prawny, ekspertka ds. sukcesji, Kancelaria Ożóg Tomczykowski. – A do najważniejszych, uzgodnionych kwestii należą właśnie wspomniane zmiany dotyczące prowadzenia działalności przez fundacje rodzinne, przy czym utrzymanie zakazu prowadzenia działalności gospodarczej jest bardzo sensowne, ponieważ zapewni bezpieczeństwo aktywom fundacji.

Ponadto, dopuszczono możliwość zbycia się przez fundatora jego uprawnień, o ile statut tak stanowi – zmiana ta stanowi ukłon w stronę przedsiębiorców (zgodnie ze zgłoszonymi w ramach konsultacji uwagami). Szczególnie istotne będzie to dla tych fundacji, które będą posiadały więcej niż jednego fundatora, np. rodzeństwo. W ten sposób, fundatorzy, na wypadek własnej śmierci, będą mogli zabezpieczyć interesy swoich beneficjentów przed dyskrecjonalnymi decyzjami fundatora pozostającego przy życiu.

Zgodnie z postulatami odstąpiono także od konieczności określenia w treści statutu beneficjentów, na rzecz wskazania sposobu określania beneficjenta. Szczegółowe informacje na temat beneficjenta (w tym jego dane), a także wskazanie przysługujących mu świadczeń będą znajdowały się na liście beneficjentów sporządzanej przez zarząd fundacji rodzinnej. Co istotne, lista ta nie będzie miała jawnego charakteru. Zapewnia to poufność i bezpieczeństwo beneficjentom.

Istotną i wzbudzająca wiele emocji jest regulacja związana z dziedziczeniem po zmarłym fundatorze, zwłaszcza że wymaga pewnych zmian systemowych – planowane zmiany dotyczą bowiem przepisów Kodeksu Cywilnego. Zadeklarowane w trakcie konsultacji rozwiązania zostały utrzymane, a oznacza to że:

*o ile majątek wnoszony do fundacji zalicza się do masy spadkowej po zmarłym fundatorze, to jego wniesienie do fundacji rodzinnej będzie traktowane tak samo jak darowizna na rzecz osób trzecich, czyli będzie zaliczana do masy spadkowej tylko jeżeli została dokonana w okresie krótszym niż 10 lat przed śmiercią fundatora,

*miarkowanie zachowku zostało utrzymane w przypadku gdy do masy spadkowej wchodzi przedsiębiorstwo, a dodatkowo pod pojęciem przedsiębiorstwa (oprócz znaczenia zgodnego z KC), rozumie się także JDG oraz udziały i akcje w osobie prawnej. Miarkowanie zachowku oznacza możliwość pomniejszenia jego wysokości, odroczenia płatności czy też rozłożenia go na raty.

*utrzymana została również możliwość zrzeczenia się prawa do zachowku (regulowana ustawowo, a nie ja do tej pory jedynie przez praktykę).

W samym projekcie ustawy o fundacji rodzinnej, utrzymano propozycję przepisu pomniejszenia wypłat z fundacji i udziału w jej majątku likwidacyjnym o kwotę wypłaconego beneficjentowi zachowku – nie chroni to przed koniecznością wypłaty zachowku przez fundację, ale wyłącza ryzyko podwójnego uposażenia tej samej osoby (przy wprowadzeniu przepisów o możliwości miarkowania zachowku, to ryzyko jest częściowo zarządzalne).

– Projekt ustawy jest niewątpliwie dużo korzystniejszy dla firm rodzinnych niż pierwotne jej założenia – komentuje K.Karpiuk z Kancelarii Ożóg Tomczykowski. – Mam nadzieję, że od początku drugiej połowy przyszłego roku polscy przedsiębiorcy będą mogli korzystać z instytucji fundacji rodzinnej.

Kapitalizacja rynku kryptowalut przekroczyła 3 bln USD

Rynki kryptowalut przebiły poziom 3 bilionów dolarów. Mamy rekordy na bitcoinie, który przebił poziom 68 tys. USD, co oznacza, że 1 bitcoin kosztuje ponad 260 tys. zł.

– Wydaje się tylko kwestią czasu, kiedy przekroczony zostanie poziom 70 tys. dolarów – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, ekspert XTB. – Podobna sytuacja ma miejsce na ethereum, gdzie przekroczono poziom 4 800 i inwestorzy patrzą w kierunku 5 tys. dolarów. Istotny jest też przepływ kapitału z głównych kryptowalut do tych mniej znanych i o mniejszej kapitalizacji.

Zmniejsza się więc udział bitcoina, który stanowi ok. 40 proc. całej kapitalizacji rynku kryptowalut, a to oznacza, ze ten rynek jest coraz bardziej zróżnicowany.

Wzrost wartości rynku kryptowalut przede wszystkim wynika z tego, że inwestorzy coraz bardziej obawiają się o skutki kolejno wzrostu skali pandemii koronawirusa.

Obawy inwestorów związane są także z inflacją. Zwłaszcza, że ta jest bardzo wysoka w USA (i bardzo bliska inflacji w Polsce), a więc inwestorzy szukają sposobów na ochronę swojego kapitału.

– Przejawem tych rosnących obaw jest wzrost ceny złota, które jednak nie daje takich emocji i tak dużych stóp zwrotu jak rynek kryptowalut – komentuje ekspert XTB.

Rynek kryptowalut będzie się rozwijał, ponieważ niektóre kraje zaliczane do rynków wschodzących być może będą chciały tworzyć własne kryptowaluty, a tak jest już w przypadku Chin.

– Istotne jest, że szybko rosnące ceny energii mogą uderzyć w rynek kryptowalut – dodaje M.Stajniak. – „Wydobycie” kryptowalut takich jak bitcoin związane jest z pochłanianiem olbrzymiej ilości energii elektrycznej, przy jej niedoborze mogą na tym skorzystać kryptowaluty oparte na stakingu.

Dzięki stakowaniu można otrzymać odsetki w danej kryptowalucie za to, że trzymane są we wskazanym portfelu. Stakowane kryptowaluty są oparte na protokole PoS (Proof of Stake). Staking można porównywać do depozytu.

Euro za 5 zł, dolar za 4,30 zł? Sytuacja na granicy z Białorusią może wywołać kryzys złotego

Jeżeli obecny kryzys migracyjny zacznie wymykać się spod kontroli, wśród inwestorów może pojawić się kolejny argument działający na korzyść dolara, euro czy franka, które są schronieniem dla kapitału na burzliwe czasy.

Tysiące migrantów z krajów Bliskiego Wschodu próbują przedostać się do Polski przez granicę z Białorusią. Powstrzymuje ich wojsko, straż graniczna i policja. Stan wyjątkowy wprowadzony w części województwa podlaskiego i lubelskiego, gdzie migranci najczęściej starają się sforsować tzw. zieloną granicę, uniemożliwia pracę dziennikarzy i ogranicza przekaz medialny. O kryzysie debatuje nie tylko władza w naszym kraju, ale i Unia Europejska. Wszystko to wpływa na nastroje oraz zachowania Polaków, nawet tych mieszkających z dala od miejsc zagrożenia.

Bezpieczne przystanie na trudne czasy

– Destabilizacja sytuacji geopolitycznej zwykle zmienia sentyment inwestorów, lecz także osób, które po prostu troszczą się o swój dobytek i oszczędności. Niepokój działa wówczas jak woda na młyn walut określanych mianem bezpiecznych przystani. Jeżeli obecny kryzys migracyjny zacznie wymykać się spod kontroli, pojawi się kolejny argument działający na korzyść dolara, euro czy franka, które są schronieniem dla kapitału na burzliwe czasy – ocenia Bartosz Sawicki, analityk Cinkciarz.pl.

Określenie „kolejny argument” pojawia się tu nie przypadkiem i wiąże się z pandemią koronawirusa, kryzysem energetycznym oraz wywołaną tymi czynnikami rekordową inflacją. Dynamika cen w Polsce wspięła się w październiku do poziomu 6,8 proc. i należała do najwyższych w Europie. Wszystko to w połączeniu z umiarkowanymi reakcjami Narodowego Banku Polskiego w kwestii podnoszenia stóp procentowych sprawia, że Polacy już słono płacą za główne waluty.

– Światowa walka z pandemią i lockdown spowodowały duże zawirowania na rynkach finansowych, co nie sprzyjało złotemu. Rosła awersja do ryzyka, czyli także walut gospodarek wschodzących. Złoty silnie tracił na wartości w relacji do euro, dolara, franka i funta. Zwiększyła się zmienność kursów i Polacy poszukiwali bezpieczniejszych walut – przypomina analityk Cinkciarz.pl.

Król dolar na tronie o solidnych podstawach

Potężny graniczny kryzys i groźba jego rozwoju może wprawić polską walutę, która przecież jeszcze nie zdołała odrobić pandemicznych strat, w znacznie poważniejsze kłopoty.

– Gdy górę biorą strach i emocje, wiele osób zaczyna myśleć o kupowaniu twardej waluty. Tak było m.in. podczas globalnego kryzysu finansowego, podobne zjawisko obserwowano też w trakcie pandemii. W takich chwilach król jest tylko jeden, a jest nim dolar. Lata mijają, a waluta amerykańska nie traci swojego statusu i roli szkieletu światowego systemu finansowego. Zresztą fundamenty dolara wyglądają w tej chwili naprawdę solidnie. Wzrost gospodarczy w USA odzyskuje impet po krótkiej zadyszce, a Rezerwa Federalna zaczyna odchodzić od kryzysowej polityki. Stany Zjednoczone zasobne są w złoża gazu i ropy, co w czasie gwałtownie drożejących surowców jest dodatkowym atutem – wylicza analityk Cinkciarz.pl.

Euro za 5 zł, dolar za 4,30 zł?

To, co dzieje się na wschodzie, wcale nie tak dawno temu postawiło już złotego pod presją, gdy w 2014 r. doszło do aneksji Krymu i rozgorzał konflikt pomiędzy Rosją a Ukrainą.

– Jeśli tym razem epicentrum napięć znajdzie się bezpośrednio na polskiej granicy, reakcja inwestorów będzie prawdopodobnie zdecydowanie ostrzejsza. Kurs dolara może nawet dotrzeć do rekordowych 4,30 zł, czyli jeszcze większego poziomu niż podczas zeszłorocznego krachu. W takim wypadku euro musiałoby kosztować ok. 5 zł – szacuje Bartosz Sawicki.

Jak zakończą się finalnie zmiany projektów nowelizacji o OZE?

W ostatnim czasie temat proponowanych zmian w prawie dla prosumentów wzbudza dużo emocji w branży. Czy można było tego uniknąć?

Zapewne tak, przepisy unijne mówią, że należy dokonać zmian systemu rozliczeń dla prosumentów, ale od początku 2024 roku. Wraz z postępem w każdej branży przepisy ulegają naturalnym zmianom. Jednakże atmosfera niepewności, jaka powstała wokół zmian projektów nowelizacji ustawy o OZE, zrodziła wiele niepotrzebnego zamieszania i wprowadziła dezorientację. Spowoduje to zapewne przynajmniej czasowe wyhamowanie tempa rozwoju tego sektora.

Błyskawiczne prace nad projektami

Projekt kompromisu byłej wicepremier Jadwigi Emilewicz, został zmieniany na etapie prac w komisjach sejmowych na tyle daleko, że obecna posłanka na ostatnim czytaniu przepisów w Sejmie, wycofała swój podpis.

Pojawiło się rozczarowanie w branży. Ten projekt był nadzieją, że sprawy pójdą w dobrym kierunku. Natomiast na skutek szybkiego tempa prac sejmowych, jak również nieodpowiedzialnego podejścia części posłów opozycji, których nieobecność na posiedzeniu sejmu spowodowała przegłosowanie ustawy, nastąpiło ogólne poruszenie. W tej chwili projekt ustawy jest w senacie i niebawem jest planowane posiedzenie senatu.

„Na ile jest korzystna ustawa w tym kształcie trudno nawet w tej chwili ocenić. Jedno jest pewne, że jest mniej korzystna w stosunku do obecnych warunków. Ustawa wprowadza całkowitą zmianę rozliczania nadwyżek energii wyprodukowanej z  fotowoltaiki. Nadwyżki będą odsprzedawane do spółki obrotu po cenie średniej z całego poprzedniego miesiąca. Instalatorzy nie będą w stanie obliczyć opłacalności instalacji, co jest wadą systemu. Prosumenci nie będą w stanie oszacować dokładnie swojego budżetu, tak jak to jest teraz.” – mówi Piotr Kisiel, dyrektor zarządzający w Manitu Solar.

Walka z czasem

Ukłonem posłów w stronę prosumentów jest zapisanie w projekcie ustawy wejścia w życie ustawy od 1 kwietnia przyszłego roku. Oznacza to, że wszystkie zrealizowane instalacje do tego czasu będą funkcjonować na dotychczasowych zasadach. Przy czym warto podkreślić, że liczy się data złożenia wniosku o przyłączenie mikroinstalacji. Co ważne we wniosku może być tylko jeden błąd.

– „Obecna sytuacja doprowadziła do tego, że do końca roku i na początku przyszłego mamy wszyscy bardzo dużo pracy. Wyspecjalizowani instalatorzy nie mają już terminów w swoich kalendarzach, ponieważ prosumenci chcą „załapać się „na rozliczenia w starym systemie. Przy czym z wiadomych względów globalny łańcuch dostaw jest zaburzony i powstaje ogólne zamieszanie oraz niepotrzebne, dodatkowe napięcia, których z pewnością można było uniknąć” – dodaje Piotr Kisiel.

Co przyniesie nowe?

Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, co będzie od 1 kwietnia? Na pewno zmiana przepisów przyniesie lekkie spowolnienie rynku instalacji prosumenckich. Według prognoz ekspertów branża fotowoltaiczna nie spodziewa się odwrotu od inwestycji we własną elektrownię fotowoltaiczną. Zwłaszcza małych i średnich firm, gdzie upusty nie są aż tak istotne, ponieważ wielkość i moc instalacji jest zwykle dopasowana do zapotrzebowania każdej firmy, której zazwyczaj profil zużycia pokrywa się z profilem produkcji z fotowoltaiki. Ceny energii i jej zużycie gwałtownie rosną, dlatego ten segment z pewnością będzie dalej rozwijał się bardzo dynamicznie.

Nowe szanse dla rynku OZE

Polski rząd zapowiada Program Mój Prąd 4.0. Nabory do rozpoczną się najpewniej w pierwszym kwartale przyszłego roku. Oprócz wsparcia fotowoltaiki, rząd kładzie nacisk na wsparcie technologii umożliwiającej autokonsumpcję energii z fotowoltaiki. Mają pojawić się dotacje do akumulatorów – banków energii oraz innych form magazynowania energii, a także do ładowarek samochodów elektrycznych. W zapowiedziach wygląda to rokująco dla branży fotowoltaicznej. Czas pokaże jak będzie realnie.

Stopy kapitalizacji dla najlepszych nieruchomości logistycznych i handlowych w regionie EMEA mogą niedługo się zrównać

Z najnowszego raportu pt. „DNA of Real Estate” za trzeci kwartał 2021 r., opublikowanego przez międzynarodową firmę doradczą Cushman & Wakefield, wynika, że czynsze za wynajem powierzchni logistycznych nadal dynamicznie rosną, czemu towarzyszy ożywienie na rynkach związane ze stopniowo malejącym wpływem pandemii COVID-19.

Czynsze za najlepsze powierzchnie logistyczne w Europie wzrosły w ciągu minionych 12 miesięcy średnio o 5,2%, co jest najwyższym wskaźnikiem wzrostu rok do roku od ponad 20 lat. Wzrost ten świadczy o utrzymującym się zainteresowaniu najemców najlepszymi w swojej klasie obiektami w najbardziej atrakcyjnych lokalizacjach w sytuacji, gdy popyt niejednokrotnie przewyższa malejącą podaż. Wśród największych rynków europejskich monitorowanych przez Cushman & Wakefield największe wzrosty w ujęciu rocznym odnotowano w Wielkiej Brytanii (+7,3%) oraz w regionie Europy Środkowo-Wschodniej (+4,4%). Natomiast miasta, w których stawki czynszowe wzrosły najbardziej, to Praga (+25,6%), Londyn (+14,5%) i Bristol (+13,3%).

Stopy kapitalizacji na rynku nieruchomości logistycznych spadły w ciągu kwartału o 16 punktów bazowych i wynoszą obecnie 4,56%. Są one o 68 punktów bazowych niższe w porównaniu z analogicznym okresem w ubiegłym roku, co świadczy o ich najgłębszym spadku na przestrzeni ostatnich lat od roku 2006, w którym uległy rekordowej kompresji o 112 punktów bazowych. Obecnie różnica pomiędzy stopami kapitalizacji dla obiektów logistycznych i innego typu nieruchomości jest najmniejsza w historii – są one wyższe w porównaniu z sektorem handlowym i biurowym odpowiednio o zaledwie 21 i 39 punktów bazowych. Do trzeciego kwartału 2020 r. różnice te zawsze przekraczały 100 punktów bazowych.

Nigel Almond, dyrektor działu analiz danych w regionie EMEA, Cushman & Wakefield, powiedział: „Zmniejszanie się różnic pomiędzy stopami kapitalizacji dla nieruchomości logistycznych i aktywów innych klas, zwłaszcza handlowych, podkreśla wyraźny rozdźwięk pomiędzy rozwojem sytuacji w tych sektorach, który zwiększył się jeszcze bardziej z powodu pandemii. Niemniej jednak nieruchomości logistyczne nadal stanowią atrakcyjną ofertę dla inwestorów, biorąc pod uwagę perspektywę wzrostu czynszów na większości rynków logistycznych, niskie stopy procentowe i prognozowaną dalszą kompresję stóp kapitalizacji w 2022 roku”.

Wraz z powrotem do biur coraz większej liczby pracowników po 18 miesiącach obostrzeń, w sektorze biurowym widać pierwsze oznaki ożywienia. Czynsze bazowe zaczynają wzrastać w nowoczesnych budynkach biurowych, które oferują lepszą wentylację i możliwość elastycznej adaptacji wykorzystywanej powierzchni, co ułatwia zatrzymywanie i pozyskiwanie pracowników. Stawki czynszowe w najlepszych biurowcach wzrosły w ciągu kwartału średnio o 0,5%, po wzroście o 0,3% w drugim kwartale i o 0,1% w pierwszym. Dzięki temu czynsze powróciły na ścieżkę wzrostową w ujęciu rocznym i po raz pierwszy od uwidocznienia się skutków pandemii w drugim kwartale 2020 r. wzrosły o 0,3% rok do roku. Pozytywną informacją jest fakt, że w minionym kwartale nie odnotowano spadku czynszów najmu na żadnym z monitorowanych rynków.

Wzrost napędzają rosnące stawki czynszowe w krajach nordyckich (+2,5% rok do roku) i Niemczech (+2,3% rok do roku). Na niektórych rynkach czynsze nadal spadają w ujęciu rocznym, ale biorąc pod uwagę wzrosty na większej liczbie rynków, Cushman & Wakefield przewiduje zmianę trendów, na co wskazują kwartalne wzrosty w trzecim kwartale w londyńskim City (+5,4%) i dzielnicy West End (+2,4%).

Stopy kapitalizacji w sektorze biurowym ulegają dalszej, nieznacznej kompresji – dla najlepszych nieruchomości w Europie obniżyły się w ciągu kwartału średnio o 3 punkty bazowe do rekordowo niskiego poziomu 4,16%. W całym regionie, poza Wielką Brytanią, wynoszą średnio 3,94%, po spadku poniżej progu 4% po raz pierwszy w historii w drugim kwartale 2021 r. Biorąc pod uwagę prognozy wzrostu na coraz większej liczbie rynków wraz z ożywieniem popytu na najlepsze w swojej klasie powierzchnie biurowe, stopy kapitalizacji nadal będą się zmniejszały w kolejnych 12 miesiącach.

Natomiast czynsze za wynajem najlepszych powierzchni handlowych kontynuują trend spadkowy – obniżyły się o 1,1% w ciągu kwartału i o 6,1% rok do roku. W trzecim kwartale spadki odnotowano na 12 spośród 42 monitorowanych rynków, przy czym w Barcelonie, Bristolu, Leeds, Madrycie i Hadze wyniosły one 5% lub więcej w ujęciu kwartalnym. Pomimo nadal niepewnych prognoz, widoczne są pewne oznaki optymizmu. W porównaniu z poprzednimi kwartałami zmniejszyła się liczba rynków, na których przewidywane są spadki stawek czynszowych w kolejnych 12 miesiącach, a na niektórych prognozowane są nawet nieznaczne wzrosty.

Jednocześnie stopy kapitalizacji dla najbardziej atrakcyjnych nieruchomości handlowych w Europie ustabilizowały się w minionym kwartale na średnim poziomie 4,35%. Nieznaczną kompresję stóp kapitalizacji w Niemczech i regionie Europy Środkowo-Wschodniej zniwelował ich niewielki wzrost w innych krajach Europy, przede wszystkim w Belgii, Irlandii i Holandii.

Nigel Almond dodaje: „Na niektórych rynkach, wraz z poprawą nastrojów wśród inwestorów w stosunku do bardziej pesymistycznych prognoz związanych z pandemią, zaczynamy obserwować stopniowe odwracanie się trendu wzrostowego stóp kapitalizacji. Jednak z uwagi na nieznaczne wzrosty stóp kapitalizacji w niektórych krajach, przyszłość sektora handlowego nadal jest niepewna, a hasłem przewodnim pozostaje ostrożność”.

Kolejny rajd dolara

Środowe popołudnie było spowodowało kolejną, silną aprecjację dolara amerykańskiego. Wszystko za sprawą wyższych od oczekiwań odczytów inflacyjnych. Spadki na giełdach oraz odpływ kapitału w kierunku USD to czynniki nie sprzyjające złotemu. Pomimo wypowiedzi niektórych członków RPP o podwyżkach stóp, PLN jest wyjątkowo słaby.

Z jednej strony dobre dane z rynku pracy (531 tys. nowych miejsc pracy, spadek stopy bezrobocia) pozwalają w teorii na podwyżkę stóp przez Fed, z drugiej strony wysokie odczyty inflacyjne wręcz wskazują na wcześniejszy „lift off”. Taki mikst powoduje, że dolar zyskuje. Główna para walutowa spadła w środę o ponad 100 pkt. i tym samy znalazła się poniżej poziomu 1,15. Z technicznego punktu widzenia padł sygnał sprzedaży na EUR/USD. Został przełamany poziom wsparcia wyznaczony przez szczyt z marca 2020 roku.

W USA niepokój budzi fakt, że wzrosła presja inflacyjna na prawie wszystkie towary i usługi, co sygnalizuje, że podwyższona dynamika wzrostu cen pozostanie na dłużej. Nawet gdy niedobory dostaw zostaną zniwelowane, odczyty CPI będą utrzymywać się na wyższym poziomie niż przed pandemią. Przypomnijmy cyfry, które poznaliśmy w środę. Wskaźnik CPI urósł do poziomu 6,2 proc r/r (oczekiwano 5,8 proc.) a inflacja bazowa pokazała wartość 4,6 proc. (konsensus na poziomie 4,3 proc.)

Spójrzmy na szczegóły. Ceny energii skoczyły o 4,8 proc., aut nowych i używanych odpowiednio o 1,4 proc i 2,5 proc. Jednak najważniejszy jest wzrost czynszów, które stanowią jedną trzecią całego koszyka CPI i zmieniają się raczej powoli. To powoduje, że nawet jeśli tzw. „wąskie gardła” w gospodarce globalnej i lokalnej zostaną rozwiązane, wyższa inflacja pozostanie z amerykanami na dłużej i zakotwiczy się na wyższym poziomie. Tym samym rosną spekulacje na temat wcześniejszej podwyżki stóp w USA. Widać również, że Wall Street zaczęła się tego obawiać. Spadki są na razie kosmetyczne, to jednak widmo większej korekty jest przed nami. Na rynku obligacji widać znaczny skok rentowności. 10-letnie papiery skarbowe USA wzrosły w środę do 1,575 z 1,425 dzień wcześniej.
Ciekawie wygląda sytuacja na Węgrzech, gdzie rząd ogłosił trzymiesięczny limit cen benzyny i oleju napędowego. Oznacza to obniżkę o 5,1 proc. w stosunku do obecnej ceny benzyny oraz o 6,3 proc. oleju. Ma być to koszt dystrybutorów i sprzedawców detalicznych przy jednoczesnej rekompensacie dla hurtowych sprzedawców paliw. Widać, że kwestia wysokich cen energii stała się gorącym tematem przed zbliżającymi się wyborami na Węgrzech, które zaplanowane są na kwiecień 2022. Również w Polsce na stacjach Orlen paliwo ma nie przekroczyć psychologicznej bariery 6 złotych. Jest to działanie mające na celu utrzymanie elektoratu.

Spadki na giełdach oraz silny dolar to czynniki, które z pewnością nie są korzystne dla złotego. W relacji do euro PLN jest najsłabszy od września. USD/PLN jest najwyżej od maja 2020 roku a CHF/PLN był przez moment na poziomach nienotowanych od 2015 roku. W żaden sposób jastrzębie wypowiedzi członków RPP (Sura, Hardt) nie wpływają na aprecjację naszej waluty. Nie sądzę, żeby dzisiejszy odczyt PKB za trzeci kwartał zmienił obraz na wykresie. Dopiero korekta na dolarze powinna w większym stopniu wpłynąć na aprecjację złotego.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

Opodatkowanie kryptowalut – kraje przyjazne kryptowalutom

Coraz więcej krajów oprócz potencjalnego niebezpieczeństwa zaczyna w kryptowalutach zauważać szansę. Zmiana perspektywy prowadzi do modyfikowania regulacji prawnych. Przykładem jest Portugalia, oferująca inwestorom szereg wyjątkowo korzystnych rozwiązań.

W Polsce, tak jak i w większości krajów europejskich każda kwota, którą wypracujemy dzięki różnicom kursowym poprzez handel kryptowalutami jest traktowana jak zysk kapitałowy. Podlega zatem podatkowi Belki w wysokości 19%. Nie ma więc tutaj znaczenia wysokość tej kwoty.

– Inaczej jest w Portugalii, która wprowadziła jeden z najkorzystniejszych systemów rozliczenia kryptowalut w Europie, a może nawet na całym świecie – mówi w rozmowie z MarketNews24 Maciej Oniszczuk, partner zarządzający w kancelarii Oniszczuk&Associates.

Jak wygląda opodatkowanie kryptowalut w Portugalii? W oficjalnym orzeczeniu portugalskiego Urzędu Skarbowego z 2016 r. stwierdzono, że co do zasady osoby fizyczne nie powinny być jakkolwiek opodatkowane w kwestii zysków pochodzących ze sprzedaży kryptowalut. Wyjątkiem od tej reguły są działania odpowiadające profesjonalnej działalności osoby fizycznej. W takim przypadku uzyskany dochód mógłby podlegać portugalskiemu podatkowi. Trzeba również wspomnieć, że decyzja ta była stosunkowo wąska, ponieważ nie odniesiono się w niej do dochodów uzyskanych z działalności górników.

Kryptowaluty w Portugalii – w przeciwieństwie np. do Salwadoru, gdzie bitcoin uznany został za oficjalny środek płatniczy – nie są techniczne uznawane za pieniądze (w rozumieniu walut FIAT). Mimo to, mogą być z zyskiem na owe waluty FIAT konwertowane za pośrednictwem giełd. W związku z tym mogą generować różne rodzaje zysku:

  • zyski uzyskane dzięki różnicom kursowym, poprzez zakup i sprzedaż kryptowalut
  • zyski uzyskane z prowizji z tytułu świadczenia usług dot. pozyskiwania kryptowalut
  • zyski ze sprzedaży produktów lub usług w kryptowalutach

Wspomniany dokument portugalskiego Urzędu Skarbowego odnosi się jedynie do pierwszej kategorii zysków, czyli kategorii z którą do czynienia ma największa grupa detalicznych inwestorów. Zyski te zostały podzielone na trzy różne kategorie: Kategoria G – zyski kapitałowe z działań takich jak sprzedaż nieruchomości, sprzedaż udziałów; Kategoria E – zyski kapitałowe pochodzące np. z wynajmu mieszkania lub uzyskanych dywidend; Kategoria B – dochody uzyskane z działalności zawodowej np. doradztwo finansowe czy inwestycyjne.

Zarówno kategoria G jak i E uwzględnia zamknięty katalog zysków, w których nie mieszczą się te uzyskane z kryptowalut. Ewentualnie dochody uzyskane ze stakowania Ethereum mogłyby zostać podciągnięte pod kategorię E. Jednak jest to instrument na tyle nowy, że wciąż brakuje konkretnego uregulowania w tej kwestii.

Kategoria B jest tą, która dotyczy dochodów osób pracujących na własny rachunek. Ponadto, jeśli dany rodzaj dochodu może być zaklasyfikowany do którejkolwiek z wyżej wymienionych kategorii, ta uzyskuje pierwszeństwo.

Aby poprawnie ustalić, czy dochód należy do kategorii B, należy wziąć pod uwagę m. in. częstotliwość jego uzyskiwania oraz ukierunkowanie działalności. Jeżeli okaże się, że wykonywana działalność mieści się w granicach tej kategorii, podatnik będzie zobowiązany do wypełnienia obowiązków zawartych w art. 3 Kodeksu skarbowego, czyli do wystawiania faktur (lub paragonów), w każdym przypadku sprzedaży towaru, lub świadczenia usług.

Istnieje wiele czynników, które decydują o tym czy daną działalność można uznać za profesjonalną. Między innymi będą to:

  • poziom zysku i jego stosunek do innych dochodów
  • ilość wykorzystywanych platform transakcyjnych
  • złożoność instrumentów finansowych, będących przedmiotem obrotu
  • liczba transakcji wykonywanych w ciągu dnia/tygodnia/miesiąca
  • dodatkowa istotna działalność handlowa (np. doradztwo finansowe)

Zysk osiągnięty dzięki działaniom związanym z kryptowalutami podlega w Portugalii opodatkowaniu podatkiem dochodowym tylko, gdy związane jest z profesjonalną działalnością handlową. W przeciwnym wypadku zyski są zwolnione z jakichkolwiek obowiązków podatkowych, jako niepodlegające pod żadną z wyżej wymienionych kategorii. Oficjalne orzeczenie portugalskiego Urzędu Skarbowego z roku 2019 potwierdziło precedens związany ze sprawą rozpatrywaną przed TSUE, w której orzeczono o zwolnieniu kryptowalut także z podatku VAT.

– Jeżeli ktoś w Polsce szuka sposobu na optymalizację zysków z kryptowalut, powinien rozważyć kwestię rezydencji podatkowej i możliwości zmiany dotychczasowej rezydencji – komentuje Maciej Oniszczuk z kancelarii Oniszczuk&Associates.

Ovid Works podsumowuje III kw. 2021 r.

Ovid Works S.A., notowane na NewConnect niezależne studio gamingowe z Warszawy, podsumowuje miniony kwartał. W tym czasie EBITDA wyniosła prawie 777 tys. zł wobec straty sprzed roku, z kolei zysk netto wyniósł ponad 0,5 mln zł. Studio stale kontynuuje prace nad swoimi dwoma głównymi projektami: Interkosmos 2000 oraz Nemesis: Distress, których premiery mają mieć miejsce w 2022 roku.

– Trzeci kwartał działalności Spółki to przede wszystkim prace badawczo-rozwojowe oraz intensywny rozwój kluczowych projektów, które w naszej ocenie wykazują olbrzymi potencjał rynkowy. Wysoka poprzeczka jaką sobie stawiamy wymaga bieżących modyfikacji w zakresie implementacji oraz szczegółów działania poszczególnych mechanik, tak aby – w miarę możliwości – adresować zmieniające się trendy na rynku gier komputerowych czy też informacje zwrotne z prowadzonych testów z graczami ­­– komentuje Jacek Dębowski, prezes zarządu Ovid Works.

Premiera gry Nemesis: Distress została przełożona na drugi kwartał 2022 roku. Spowodowane to było koniecznością wydłużenia prac badawczo-rozwojowych w celu przeanalizowania i opisania wszystkich aspektów modelu zdrajcy. Dodatkowo Spółka chciała także zidentyfikować kluczowe aspekty nadające unikalny charakter rozgrywce i bardziej dopracować je przed premierą wersji Early Access. Mowa tu o pracach skupiających się na atmosferze horroru, mechanice skradania oraz elementach kooperacyjnych.

Wykorzystując mechanizmy gry wspierające planowanie, skradanie się, unikanie niebezpieczeństw oraz wykorzystywanie przedmiotów i otoczenia, gracze muszą zrealizować różnego rodzaju misje. Jednocześnie wszechobecna atmosfera horroru przekłada się nie tylko na sytuacje, które mają graczy przestraszyć, ale również mogą spowodować wymuszoną zmianę tempa ze skradanki do panicznej – lub zaplanowanej – ucieczki – dodaje Jacek Dębowski.

Ovid Works w minionym kwartale podpisał umowę z właścicielem platformy VR Oculus w obszarze wsparcia developmentu projektu oraz promocji gry Interkosmos 2000. Spowodowało to zmianę zakresu gry w celu spełnienia oczekiwań rynkowych wskazanych przez nowego partnera – skoncentrowaniu się na trybie jednoosobowym oraz na platformie Oculus Quest 2, co skutkowało przełożeniem premiery. Prace mają zostać zakończone w pierwszym kwartale 2022 roku, jednak dokładna data premiery gry będzie zależna od szczegółowych planów wydawniczych w ramach sklepu Oculus Quest Store.

– Interkosmos 2000 to emocjonująca kontynuacja gry Interkosmos wydanej przez nas w 2017 r. Najważniejsze zmiany w realizowanym projekcie w stosunku do poprzednika to: większa modularność gry, umożliwiająca realizację kilku różnych scenariuszy fabularnych, otwarta struktura projektu, zapewniająca możliwość jego dalszego rozwoju po premierze oraz całkowita zmiana i jednocześnie rozbudowanie kapsuły, w tym dodanie całkiem nowych systemów i większej przestrzeni rozgrywki. Dodatkowo gracz będzie miał okazję wykonywać manewry inspirowane rzeczywistością: transfery orbitalne, dokowanie, oblatywanie kosmicznych obiektów, manewrowanie poprzez pola przeszkód. – podsumowuje Jacek Dębowski.

Kompap ze wzrostem sprzedaży po 9 miesiącach 2021 r.

Grupa Kompap SA, do której należą dwie wiodące w Polsce drukarnie dziełowe produkujące książki – BZGraf i OZGraf oraz drukarnia offsetowo-rolowa Kompap w Laskowicach, po trzech kwartałach 2021 r. wypracowała przychody ze sprzedaży w wysokości 66,93 mln zł, tj. wyższe o 7% w porównaniu do tych przed rokiem. Jednocześnie po dziewięciu miesiącach 2021 r. grupa osiągnęła zysk brutto na sprzedaży w wysokości 13,43 mln zł co oznacza wzrost o 9% r/r.

Trzeci kwartał grupie Kompap przyniósł kontynuację pozytywnych trendów z I półrocza i dalszy rozwój biznesu. Wzrost skonsolidowanych przychodów to w dużej mierze efekt wzrostu sprzedaży w spółkach BZ Graf, a także OZ Graf.

– Największe wzrosty zarówno sprzedaży, jak i rentowności zanotowała nasza białostocka drukarnia – dynamika przychodów po trzech kwartałach wniosła tu 26%, a zysk netto zwiększył się o przeszło jedną piątą. O 5% wzrosły też obroty drukarni w Olsztynie. Operacyjnie na koniec września 2021 r. mamy lepszą sytuację niż przed rokiem i więcej zysku netto z naszej podstawowej działalności. Po trzecim kwartale tego roku wyniósł on 4,09 mln zł wobec 4,87 mln zł rok wcześniej, jednak należy pamiętać, że w 2020 r. na wynik wpłynęła dotacja przyznana w ramach wsparcia dla przedsiębiorców w pandemii w wysokości około 2 mln zł. Po oczyszczeniu z wpływu tego czynnika zysk netto wypracowany z samego biznesu jest wyższy niż przed rokiem o blisko 40% – mówi Waldemar Lipka prezes zarządu Kompap SA.

Wzrosty przychodów i rentowności to efekt kumulacji pozytywnych trendów w branży wydawniczej, pozyskania przez Kompap nowych klientów zagranicznych, inwestycji w maszyny oraz zmian w organizacji pracy.

– W tym roku kontynuowaliśmy inwestycje w nowoczesne urządzenia poligraficzne do drukarni w Białymstoku i Olsztynie, dzięki którym bardzo wzrasta wydajność produkcji. Te inwestycje kontrybuowały już do wyników trzeciego kwartału, ale pełne efekty będziemy obserwowali jeszcze w kolejnych miesiącach i następnym roku. W parze z unowocześnianiem parku maszynowego idą też zmiany w organizacji pracy załogi drukarni i działów handlowych. Cały czas pozyskujemy nowych klientów z Wielkiej Brytanii, Francji czy Niemiec, a dzięki zwiększonym możliwościom produkcyjnym jesteśmy w stanie sprostać rosnącym zamówieniom, jednocześnie wciąż zachowując potencjał do dalszego rozwoju – mówi prezes Kompapu.

Drukarnie z grupy Kompap obsługują zamówienia na druk książek z całej Europy. Udział eksportu w sprzedaży grupy to ok. 50%. Polskiej firmie poligraficznej sprzyja boom na rynku książki obserwowany zarówno w Polsce, jak i za granicą. Jednocześnie pandemiczne załamanie produkcji w Chinach oraz rosnące koszty transportu zmotywowały europejskich wydawców do szukania drukarni na kontynencie. Kompap wraz ze swoimi unowocześnionymi i wydajnymi drukarniami wpisał się w to zapotrzebowanie.

– Sytuacja na rynku wydawniczym oraz globalne trendy w handlu i logistyce są dla nas korzystne. Jednocześnie nasza branża musi mierzyć się z rosnącymi kosztami produkcji i dostępnością surowca. Radzimy sobie z tymi wyzwaniami. Korzystamy z wcześniejszych zapasów tektury i papieru, mamy też zabezpieczone dodatkowe dostawy, więc jesteśmy spokojni o dostęp do surowca w czwartym kwartale – wyjaśnia Waldemar Lipka.

Drukarnie należące do grupy Kompap – w Białymstoku, Olsztynie i Laskowicach – należą do największych zakładów poligraficznych w Polsce. Druk książek zlecają im wiodące krajowe wydawnictwa, m.in. Dwie Siostry, PWN, C.H. Beck, Egmont czy Burda, oraz wiele zagranicznych domów wydawniczych. Kompap produkuje też materiały drukowane dla dużych krajowych firm, np. PZU, Tauronu, Energi czy Totalizatora Sportowego.

Passus z ponad 7-krotnie większym zyskiem netto w III kw. 2021 r.

Passus S.A., notowany na NewConnect producent i integrator specjalistycznych rozwiązań w zakresie bezpieczeństwa oraz wydajności sieci i aplikacji, podsumowuje III kwartał 2021 r. W minionym okresie Grupa Passus S.A. wypracowała bardzo dobre wyniki finansowe. Przychody w trzecim kwartale wzrosły o 67 proc. rdr. do 10,4 mln zł, EBITDA zwiększyła się o 187 proc. rdr. wynosząc wartość 2,8 mln zł, z kolei zysk netto wzrósł przeszło 7-krotnie do 1,5 mln zł. Passus konsekwentnie realizuje strategię rozwoju własnych rozwiązań, Spółka aktywnie pracuje również nad dalszym umacnianiem pozycji sprzedażowej na rynkach Europy Zachodniej.

– Cieszymy się z wyników finansowych, jakie osiągnęliśmy w trzecim kwartale 2021 roku. Wielokrotnie podkreślamy, że z racji specyfiki naszej działalności oraz długoterminowych projektów, nasze rezultaty należy analizować w perspektywie dłuższej niż kwartalna. W tym przypadku, na przestrzeni ostatnich dziewięciu miesięcy oraz samego III kw., w naszej ocenie Spółka zanotowała świetne wyniki, obrazujące dynamiczne tempo rozwoju naszej działalności i skalowalność biznesu. Nie ukrywam, że bardzo cieszy nas sprzedaż produktów własnych, która istotnie przyczyniły się do osiągnięcia rekordowych wyników w historii firmy – mówi Tadeusz Dudek, Prezes Zarządu Passus.

W minionym okresie Passus konsekwentnie realizował plan ekspansji zagranicznej, przygotowując m.in. warsztaty techniczne dla inżynierów z Niemiec, Rumunii oraz Rosji, jak również podpisując nowe umowy z Partnerami. Równocześnie trwały prace nad rozwojem systemu Sycope służącego do monitorowania i analizy wydajności sieci, aplikacji oraz bezpieczeństwa IT. Innowacyjne podejście do zarządzania danymi i autorski system zapytań umożliwiający analizę danych zapisanych w architekturze not only SQL zapewnią niespotykaną w tej klasy systemach wydajność oraz elastyczność przy zachowaniu łatwości obsługi. Premiera nowej wersji systemu Sycope zaplanowana jest na przełomie 2021/2020 roku.

W okresie trzech pierwszych kwartałów br. osiągnęliśmy rekordowe wyniki, prowadząc równolegle dwa projekty o charakterze badawczo-rozwojowym: finansowany ze środków UE projekt „System czasu rzeczywistego do inteligentnej klasyfikacji treści internetowych w języku polskim na potrzeby ochrony rodzicielskiej, przeciwdziałania cyberslakingowi i ochrony sieci korporacyjnych”.  Rozwijaliśmy też nasz kluczowy produkt System Sycope. Wiele rozwiązań zaimplementowanych w wersji, której premiera zaplanowana jest na przełom roku  jest unikalnych na skalę światową. Wprost nie możemy się doczekać kiedy ocenią je zarówno specjaliści IT jak i osoby menadżerowie działów IT. Będzie to pierwsze znane mi rozwiązanie, które pozwoli analizować niemal dowolne, w tym także nietypowe dane pochodzące z ruchu sieciowego. Jak ważne w dzisiejszych czasach jest szybkie reagowanie na problemy ze środowiskiem IT oraz cyberzagrożeniami zdają sobie sprawę niemal wszyscy. Przed nami czwarty kwartał, który w naszej branży okresem wzmożonej sprzedaży i finalizacji projektów, nad którymi pracowaliśmy w ciągu minionych miesięcy. Liczę, że podobnie jak minione kwartały zakończy się dobrymi wynikami. – dodaje Tadeusz Dudek.

Grupę Kapitałową Passus S.A. tworzą spółki Passus (integrator rozwiązań APM/NPM, cyberbezpieczeństwo), Chaos Gears (integrator cloudowy), Sycope (rozwój produktów własnych) i WiseNet (cyberbezpieczeństwo zespoły wsparcia technicznego 24/7). Unikalne kompetencje poszczególnych spółek pozwalają dostarczać klientom sprofilowany produkt spełniający najwyższe standardy. Passus posiada liczne certyfikaty, które pozwalają realizować projekty dla służb mundurowych oraz strategicznych gałęzi przemysłu. Z usług grupy korzysta ponad to 300 największych polskich firm i instytucji, w tym ministerstwa, spółki paliwowe i energetyczne, banki i telekomy. Rozwiązania Passus pozwalają m.in. wcześnie wykryć i powiadomić o problemach związanych z wydajnością sieci i aplikacji oraz cyberzagrożeniach nie doprowadzając do eskalacji, której konsekwencją byłyby przestoje, zatory i tym samym koszty finansowe i niefinansowe.

Wyniki DO OK za III kwartał powyżej szacunków

DO OK SA, notowana na NewConnect firma specjalizująca się w konsultingu IT i dostarczaniu kompleksowych usług programistycznych w III kwartale 2021 r. wypracowała 3,21 mln zł przychodów, co oznacza wzrost o 33 proc. r/r. Na wyniki spółki znaczny wpływ miały wypracowane umowy na rynkach północnych i pozyskanie nowych klientów. DO OK spodziewa się, że w IV kwartale skomercjalizuje kolejne projekty.

– Jesteśmy zadowoleni z wypracowanych wyników, które są wyższe niż zakładaliśmy w  szacunkach.  W III kwartale przeznaczyliśmy część pieniędzy na zwiększenie zatrudnienia i pozyskanie nowych partnerstw. We wrześniu rozpoczęliśmy komercjalizację rozpoczętych projektów, co przełożyło się na rekordowe wyniki w październiku. Widzimy, że inwestycje w lokalną sprzedaż i partnerstwa na rynkach norweskim, estońskim i duńskim była opłacalna. Generują one  55 proc. naszych przychodów przy porównywalnie wyższej o 13,6 proc. stawce za nasze usługi niż w innych rynkach – mówi Dmitrij Żatuchin, prezes DO OK.

Spółka spodziewa się, że w nadchodzących kwartałach odnotuje zwrot z inwestycji na rynkach skandynawskich, a także zatrudni kolejne 20 osób. Spółka zanotowała, że inflacja wynagrodzeń spadła w III kwartale – wyniosła 6,4 proc. w porównaniu do 14,7 proc. w pierwszym półroczu br.

Liczę, że stabilna sytuacja finansowa spółki i nowe projekty pozwolą nam wypracować jeszcze lepsze przychody w kolejnym kwartale. Pozytywne dane dotyczące spadającej inflacji wynagrodzeń pozwalają nam zakładać, że ten obszar nie będzie obciążał wyników w IV kwartale. Równocześnie pracujemy nad kolejnymi rozwiązaniami dla Grupy DO OK, rozwijamy także współpracę z duńskim inkubatorem startupów – EdHub – dodaje Dmitrij Żatuchin.