Zachodniopomorscy przedsiębiorcy za budową Szczecińskiej Kolei Metropolitalnej

Przedsiębiorcy jednoznacznie: kolej metropolitalna jest potrzebna. To gwarancja swobodnego przepływu pracowników między strefami ekonomicznymi.

Przyszłość Szczecińskiej Kolej Metropolitalnej rysuje się w coraz bardziej pesymistycznych barwach. Inwestycja warta kilkaset milionów złotych jest wsparta środkami z Unii Europejskiej. Ambitny projekt miał być gotowy na koniec 2023 roku, ale wiele wskazuje na to, że realizacja w tym terminie okaże się niemożliwa. Zadanie podzielone było pomiędzy interesariuszy: samorządy budowały i modernizowały węzły przesiadkowe, samorząd wojewódzki inwestował w tabor kolejowy, a za część torowiskową odpowiadały spółki rządowe, czyli PKP PLK. To właśnie inwestycje infrastrukturalne idą obecnie najgorzej.

– Jesteśmy zasmuceni tym, że tak ważna dla regionu inwestycja jest zagrożona. Mówienie, że kolej metropolitalna jest niepotrzebna to ogromna ignorancja i dowód na to, że niektórzy nie mają świadomości jak potrzebna gospodarce jest to inwestycja. Politycy mogą nie płakać po tej inwestycji, przedsiębiorcy na pewno będą – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Duże firmy potrzebują sprawnego transportu dla swoich pracowników. Kolej to doskonała alternatywa dla samochodów

Północna Izba Gospodarcza z dużym smutkiem przyjmuje kolejne doniesienia o tym, że Szczecińska Kolej Metropolitalna może powstać z wielkim opóźnieniem lub nie powstać wcale. Zadanie to powinno zostać zrealizowane do końca 2023 roku. Zadanie jest istotne dla mieszkańców, ale i dla przedsiębiorców.

– Nie bez powodu mówi się, że transport to krwioobieg gospodarki. W całej Europie widzimy, że transport intermodalny staje się dogodną alternatywą dla transportu drogowego. Na własnej skórze odczuwamy w Szczecinie jak poważnym problemem zaczynają być korki, a samochodów jest coraz więcej. Kolej Metropolitalna stanie się dogodną alternatywą dla transportu samochodowego. Dla przedsiębiorców istotny jest jeszcze jeden aspekt: swobodniejsza fluktuacja pracowników między gminami obszaru metropolitalnego – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Strefa Ekonomiczna w Stargardzie rozwija się dynamicznie, ogromnym zainteresowaniem cieszy się również Goleniowski Park Przemysłowy, a w Załomiu mogą powstawać kolejne hale produkcyjne. Do tych miejsc muszą dojeżdżać pracownicy. Kolej Metropolitalna to dla nich szansa na szybki, sprawny i komfortowy transport – mówi Hanna Mojsiuk. – Pasywność albo  niefrasobliwy stosunek do tej inwestycji zaskakuje tym bardziej, że to przecież Zakłady Chemiczne Police zabiegały, by utworzyć dodatkowy przystanek kolei, który umożliwi sprawniejszy dojazd do zakładu pracy i powstających Polimerów Police – dodaje Hanna Mojsiuk.

Będzie apel do Rządu RP o pochylenie się nad problemem SKM. Sygnatariuszami przedsiębiorcy

Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie do końca miesiąca planuje przygotować stanowisko, apelujące do Rządu RP o objęcie nadzorem tej inwestycji i jasne stanowisko jaka będzie jej przyszłość. Pismo sygnowane będzie nie tylko nazwiskami przedstawicieli prezydium Północnej Izby Gospodarczej, ale i nazwami firm, które przyłączają się do naszego apelu.

– Gospodarka zachodniopomorska będzie beneficjentem powstania Szczecińskiej Kolei Metropolitalnej. Przedsiębiorcy chcą, by powstała i z naszych rozmów wynika, że są gotowi do podpisania apelu w tej sprawie. Bardzo nas cieszy, że biznes jest świadomy tego, że sprawny transport to szansa na zdobywanie pracowników, usprawnienie ich przepływu i umożliwienie im pracy, nawet jeżeli nie mieszkają w okolicy zakładu pracy. To inwestycja ważna dla firm z Goleniowa, Stargardu, Polic czy inwestycji położonych na obrzeżach większych miast – dodaje Piotr Wolny, dyrektor biura Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

„Drogi nie są z gumy” – przedsiębiorcy o konieczności powstawania alternatywnych połączeń komunikacyjnych

O opinię w sprawie kolei metropolitalnej zapytaliśmy zachodniopomorskich przedsiębiorców. Są oni zgodni, że jest to zadanie sprzyjające rozwojowi gospodarczemu w regionie.

– Technologie Tworzyw Sztucznych, podobnie jak wiele innych firm działających w obszarze metropolitarnym Szczecina, bardzo liczyło na budowę SKM. Ewentualna budowa przystanku przy Goleniowskim Parku Przemysłowym podniosłaby atrakcyjność parku jako miejsca pracy dla pracowników ze Szczecina, Stargardu i innych miejscowości. Korzystanie z SKM byłoby tańsze niż koszty paliwa w związku z dojazdami do parku w Goleniowie i bardziej ekologiczne – mówi Maciej Twardowski – Dyrektor Zarządzający w TTS.

Jak mówi Prezes Grupy CSL Laura Hołowacz, transport intermodalny jest przyszłością zarówno gospodarki jak i komunikacji miejskiej. Ulice nie są z gumy i nie mogą już przyjąć więcej samochodów, dlatego na całym świecie odtwarza się stare linie kolejowe i remontuje bocznice: – Mówienie, że to jest rozwiązanie nienowoczesne to błąd. Szczecin budując kolej metropolitalną wpisuje się w światowe trendy restauracji połączeń intermodalnych, po to, by zmniejszyć zagęszczenie ruchu na drogach. Dlatego ta inwestycja jest tak ważna. W naszym regionie jest gigantyczna potrzeba powstawania alternatywnych dróg komunikacji – mówi Prezes Laura Hołowacz.

Robinhood zaatakowany. Wyciekły dane 7 mln użytkowników

Popularna aplikacja inwestycyjna Robinhood doświadczyła naruszenia bezpieczeństwa w zeszłym tygodniu. Hakerzy uzyskali dostęp do danych osobowych około 7 milionów użytkowników i zażądali od firmy zapłaty okupu. Atak komentują eksperci firmy Check Point Software, zwracając uwagę na potencjalne konsekwencje.

Twórcy popularnej platformy transakcyjnej zaznaczają, że mimo ataku, cyberprzestępcy nie przejęli najważniejszych danych finansowych, a do tej pory żaden z klientów platformy nie odnotował strat finansowych z powodu włamania. Zdaniem Robinhood dla zdecydowanej większości dotkniętych klientów, jedynymi ujawnionymi informacjami były adres e-mail lub imię i nazwisko. W przypadku 310 osób, uzyskane informacje zawierały imię i nazwisko, datę urodzenia oraz kod pocztowy. 10 klientów doświadczyło „bardziej obszernych ujawnień danych z kont”.

– Ataki inżynierii społecznej stają się coraz bardziej powszechne. Hakerzy wykorzystują w nich interakcje międzyludzkie do przeprowadzania złośliwych działań, manipulując ludźmi, tak aby popełniali błędy w zabezpieczaniu kont lub ujawniali poufne informacje. Informacje, które wyciekły, są niestety złą wiadomością dla społeczności Robinhood. Cyberprzestępcy mogą wykorzystać ujawnione informacje do przeprowadzenia większej liczby ataków na ofiary, ponieważ nazwiska i daty urodzenia mogą często służyć do weryfikacji tożsamości użytkowników – mówi Wojciech Głażewski, Country Manager firmy Check Point Software w Polsce.

W aplikacji Robinhood konta posiada ponad 22 mln użytkowników, natomiast blisko 19 milionów z nich aktywnie korzystało z aplikacji we wrześniu br.

– Zachęcamy użytkowników Robinhood do natychmiastowej zmiany haseł, włączenia uwierzytelniania dwuskładnikowego i zwracania uwagi na podejrzane wiadomości e-mail w skrzynkach odbiorczych – ostrzega ekspert z firmy Check Point Software.

Sytuacja na 7 największych rynkach mieszkaniowych – październik 2021 r.

Sytuacja na rynkach mieszkaniowych jest bardzo dynamiczna. Z okazji uruchomienia pierwszej ogólnopolskiej platformy do samodzielnej analizy rynku mieszkaniowego – BIG DATA RynekPierwotny.pl. przygotowaliśmy raport, który pokazuje potencjał naszego nowego narzędzia. Z raportu dowiecie się, jak w październiku zmieniły się popyt, podaż oraz ceny mieszkań w największych miastach. Zachęcamy do samodzielnych analiz, bo przecież każde miasto, a często i dzielnica w danym mieście ma swoją specyfikę. BIG DATA RynekPierwotny.pl  zawiera wiele aktualizowanych co miesiąc bardzo szczegółowych danych rynkowych.

Październik był kolejnym miesiącem, w którym eksperci GetHome.pl i RynekPierwotny.pl odnotowali spadek liczby mieszkań w ofercie firm deweloperskich przy jednoczesnym wzroście cen. Ci, którzy czekają na spadki znów mogą czuć się zawiedzeni.

Popyt na nowe mieszkania był wciąż wysoki, a napędzały go niskie stopy procentowe. Jedni kupujący traktują mieszkania jako bezpieczną lokatę dla swoich oszczędności w sytuacji, gdy oprocentowanie lokat nie chroni ich nawet przed skutkami inflacji. Inni wykorzystują fakt, że kredyty mieszkaniowe są tanie, a banki nie stosują nadmiernych ograniczeń. A jednak w niektórych miastach, np. w Warszawie, Krakowie czy Gdańsku, z każdym kwartałem kupujących wyraźnie ubywało.

Z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że w październiku w 7 największych miastach deweloperzy sprzedali łącznie przeszło 3,7 tys. mieszkań, co jest wynikiem gorszym od wrześniowego aż o ok. 14%.

Tradycyjnie najwięcej mieszkań – niespełna 1,3 tys. – znalazło nabywców w Warszawie. Warto jednak podkreślić, że warszawscy deweloperzy sprzedali ich o 8% mniej niż we wrześniu. W dodatku październikowy wynik jest dużo gorszy niż w pierwszych miesiącach tego roku.

W pozostałych miastach wyższą sprzedażą mogą się pochwalić jedynie deweloperzy w Katowicach. Natomiast w Gdańsku i Łodzi odnotowaliśmy tąpnięcie aż o 28-29%! We Wrocławiu ubyło 18% kupujących, a w Krakowie i Poznaniu – 13%.

Oczywiście miesięczne skoki sprzedaży w górę lub w dół są rzeczą normalną na rynku mieszkaniowym. Jest to w dużym stopniu efektem zmieniającej się podaży nowych mieszkań w danym mieście. Problem w tym, że deweloperzy wprowadzają na rynek mniej mieszkań niż sprzedają, a z taką sytuacją mamy do czynienia we wszystkich największych miastach.Sytuacja na 7 największych rynkach mieszkaniowych

W październiku nie we wszystkich deweloperzy zareagowali na popyt, nawet ten słabnący, odpowiednią podażą mieszkań.Sytuacja na 7 największych rynkach mieszkaniowych 2

W październiku w 7 analizowanych przez nas miastach do sprzedaży trafiło łącznie blisko 3,3 tys. mieszkań, czyli o 2% mniej niż we wrześniu. Nowa podaż dramatycznie zmalała w Poznaniu. Tamtejsi deweloperzy wprowadzili na rynek zaledwie 205 mieszkań, tj. o połowę mniej niż miesiąc wcześniej. Duży spadek odnotowaliśmy także w Krakowie (o 22%), Katowicach i Łodzi. Przy czym w tym ostatnim mieście od początku roku widoczny jest wyraźny wzrost aktywności deweloperów. Cieszy wzrost podaży w Gdańsku (o 68%), Wrocławiu (o 45%) i Warszawie (o 5%).

Skoro popyt na mieszkania wciąż jest duży, to dlaczego deweloperzy nie budują ich więcej? Niestety, wciąż borykają się z problemami, które podcinają im skrzydła. Wśród najczęściej wymienianych barier są niedostatek gruntów pod budowę, długotrwałe procedury administracyjne oraz rosnące ceny materiałów budowlanych i koszty wykonawstwa.

Efektem takiego stanu rzeczy jest pogłębiająca się nierównowaga rynkowa. W samej Warszawie deweloperzy oferowali pod koniec października niespełna 8,8 tys. mieszkań. Hipotetycznie wyprzedałyby się one w 6-7 miesięcy, gdyby budowy stanęły. O równowadze można zaś mówić wtedy, gdy zapasy mieszkań wystarczają co najmniej na rok.Sytuacja na 7 największych rynkach mieszkaniowych 3

W październiku odnotowaliśmy w większości miast spadek liczby mieszkań w ofercie firm deweloperskich. Np. w Warszawie skurczyła się o 3% w porównaniu z wrześniem. Aż o 9-11% mniej mieszkań oferowali wrocławscy, poznańscy, katowiccy i krakowscy deweloperzy. W większości analizowanych przez nas miast oferta jest najniższa od początku roku.

Ograniczona podaż zwykle skutkuje wzrostem cen. Z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że od początku roku średnie ceny ofertowe mieszkań najbardziej, bo aż o 23% wzrosły w Łodzi. W pozostałych miastach tegoroczne podwyżki sięgały średnio od 6% (Kraków) do 20% w Gdańsku.Sytuacja na 7 największych rynkach mieszkaniowych 5

W ostatnich dwóch miesiącach wzrost cen nieco wyhamował. Np. w październiku w Krakowie średnia cena metra kwadratowego mieszkań oferowanych przez deweloperów spadła o 2%. We Wrocławiu średnia utrzymała poziom z września, zaś w Warszawie i Poznaniu wzrosła tylko o ok. 1%. Są też jednak i takie miasta, w których odnotowaliśmy bardzo duży wzrost średnich cen mieszkań. W Gdańsku podrożały one aż o 6%, w Łodzi – o 5%, a w Katowicach – o 4%.Sytuacja na 7 największych rynkach mieszkaniowych 6

Warto wyjaśnić skąd się biorą tak duże podwyżki w skali zaledwie jednego miesiąca. Otóż jest to skutkiem wprowadzenia na rynek dużej puli bardzo drogich mieszkań. We wrześniu mieliśmy do czynienia z taką sytuacją we Wrocławiu, a w październiku – w Katowicach, Gdańsku i Łodzi. W tym pierwszym mieście średnia cena mieszkań wprowadzonych na rynek sięgała 11,9 tys. zł za m kw.!

Średnie ceny mieszkań biją więc kolejne rekordy, a dziennikarze i eksperci zastanawiają się jak długo to jeszcze potrwa. Niestety, w największych miastach, gdzie popyt na mieszkania jest największy, poprzeczka cenowa najpewniej nadal będzie szła w górę. Trudno sobie bowiem wyobrazić spadek cen atrakcyjnych działek oraz kosztów budowy.

Spektakularne zmiany widoczne są szczególnie w Łodzi. Aż 48% mieszkań wprowadzonych na rynek w październiku miało cenę powyżej 9 tys. zł za m kw. Miesiąc wcześniej udział takich lokali wynosił 37%. Jeszcze w sierpniu 54% z wprowadzonych do sprzedaży mieszkań kosztowało mniej niż 7 tys. zł za metr. We wrześniu i październiku nie odnotowaliśmy w Łodzi ani jednego tak taniego lokalu! Oczywiście należy wziąć poprawkę, że deweloperzy nie zawsze ujawniają ceny w portalach ogłoszeniowych.Sytuacja na 7 największych rynkach mieszkaniowych 7

Wprawdzie rosły także zarobki, ale nie tak szybko jak ceny mieszkań. W efekcie pogorsza się dostępność mieszkań, czyli relacja miedzy przeciętnym dochodem i ich ceną.Sytuacja na 7 największych rynkach mieszkaniowych 8

W tym roku największy spadek dostępności odnotowaliśmy we Wrocławiu i Łodzi, zaś najmniejszy – w Krakowie i Gdańsku. Wrocław jest miastem, w którym dostępność mieszkań jest najmniejsza, zaś największa jest w Poznaniu. W stolicy Wielkopolski średnia cena mieszkań była w październiku o 8% wyższa niż w styczniu. Natomiast przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw praktycznie się nie zmieniło.

Katalizator Dnia Singla

Jutrzejsza 13. doroczna impreza zakupowa z okazji Dnia Singla w Chinach jest największą na świecie. Ale w tym roku będzie wyglądać inaczej. Dłuższy był sezon sprzedaży i więcej było kupujących (+16 proc. w stosunku do poprzedniego roku). Ale także słabszy jest konsument (wzrost sprzedaży detalicznej zwolnił do 4 proc.) i rząd skupiony jest na „wspólnym dobrobycie” (i firmach skupionych na ESG i działaniach charytatywnych). Dobre wyniki z tego dnia byłyby ulgą wobec obaw o chińskiego konsumenta, granice penetracji rynku e-commerce i katalizatorem spadku zapasów tego sektora.

SKUPIENIE: 1) Jak silny jest konsument? Sprzedaż detaliczna zwolniła, ale ostatnie indeksy PMI dla usług nieco odbiły. 2) Jak wysoko może sięgnąć e-commerce? Penetracja tego rynku w Chinach prowadzi w skali światowej na poziomie ponad 50 proc., ponad dwukrotnie wyższym niż średnia światowa. 3) Czy to zwiększy akcje chińskiej platformy? Dzień Singla to tylko ułamek sprzedaży Alibaby (BABA) i JD.com (JD.US), ale mocny wynik tego dnia może ponownie skoncentrować inwestorów na sektorze pogrążonym w kryzysie.

GLOBALNIE: Globalny sektor e-commerce również pozostał w tyle po wysokich wynikach w 2020 roku. Został dotknięty przez chińskie kłopoty, ponowne otwarcia sklepów stacjonarnych, problemy z łańcuchem dostaw i presję kosztów. Zobacz @ShoppingCart 30 globalnych akcji online i @ChinaTech 30 lokalnych liderów.dzień singla

Ben Laidler, strateg ds. rynków globalnych w eToro

COVID znów straszy rynki

Zachorowania w wielu krajach na świecie gwałtownie rosną. W rezultacie inwestorzy szukają bezpiecznych przystani dla swoich inwestycji. Jest to bardzo słaba wiadomość dla złotego szczególnie względem franka, który jest beneficjentem niepokoju.

Wpływ pandemii na gospodarkę

Polska po raz kolei ma poważny problem z pandemią. Jeszcze kilka tygodni można było korzystać z argumentu, że owszem wzrosty są, ale są to na razie jeszcze niskie liczby. Matematyka nie kłamie. Jeżeli mieliśmy przyrosty po kilkadziesiąt procent prawie co tydzień od września, to nawet zaczynając z niskich poziomów, można było się spodziewać problemu. Dzisiejszy odczyt przekraczający 18 000 zakażonych i ponad 250 zmarłych powoduje, że po raz kolejny mamy istotny problem w czasie ważnych uroczystości dla wielu Polaków. Niestety duże skupiska ludzi (mimo że na wolnym powietrzu) są miejscami podwyższonego ryzyka. Wzrost zachorowań jest jednym z powodów, dla których inwestorzy ostrożnie patrzą na złotego i mimo podwyżek stóp procentowych złoty nie umocnił się.

Lepsze dane z Niemiec

O godzinie 11:00 opublikowano wczoraj indeks instytutu ZEW. Jest to miernik nastrojów zarówno inwestorów, jak i analityków na temat gospodarki Niemiec. Wynik 31,7 pkt nie jest wysokim poziomem dla tego parametru, ale to i tak znacznie powyżej oczekiwań rynków. Analitycy oczekiwali dalszego spadku poziomów tego parametru. Mieliśmy jednak odbicie po 5 kolejnych miesiącach wyraźnych spadków. Powodem jest gwałtowne pogorszenie nastrojów wywołane między innymi rekordową falą pandemii koronawirusa nad Odrą. Ostatnie wyniki przekraczają już 40 000 przypadków dziennie i są najwyższymi od początku pandemii. Jest też dobra wiadomość. Program szczepień wyraźnie ogranicza śmiertelność. Zmarło wczoraj 134 obywateli, podczas gdy w szczycie zakażeń sprzed prawie roku w szczytowym momencie umierało ich ponad 6 razy więcej. Dane te powodują, że dolar umacnia się względem euro.

Rumunia ma czas

Wczoraj Rumunia niespodziewanie podniosła stopy procentowe o zaledwie 0,25%. Wynoszą one wprawdzie dzięki temu o owe 0,25% więcej niż w Polsce, ale też trzeba pamiętać, że kraj ten zaczynał z innego poziomu. W trakcie pandemii obniżono je bowiem do zaledwie 1,25%. Z jakiegoś powodu Rumuni założyli, że inflacja tak jak przyszła, tak pójdzie. Dzisiaj jednak podobnie jak inne kraje naszego regionu za październik odczyt inflacji przekroczył oczekiwania o około 0,5%. W rezultacie ceny rosną o 7,9%. Oznacza to, że realna stopa procentowa po uwzględnieniu inflacji wynosi imponujące -6,15%. Kurs rumuńskiej lei jest usztywniony względem euro, aczkolwiek interwencje walutowe (by po takim zajściu utrzymać wartość) będą Rumunów sporo kosztować.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – inflacja konsumencka.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Medicover z dwoma nowymi klubami Calypso Fitness w Łodzi

Do portfolio Medicover dołączają, na zasadzie franczyzy, dwa nowe obiekty sportowe Calypso Fitness Club w Łodzi. Dzięki nowym otwarciom Medicover będzie prowadzić w Łodzi już trzy, a w skali kraju łącznie 12 klubów, pod marką Calypso Fitness Club.

Pierwszy nowy klub sieci Calypso Fitness Club został otwarty 2 listopada 2021 roku na terenie kompleksu biurowego Brama Miasta przy ul. Kilińskiego 66. Kolejny, tej sieci, rozpocznie działalność 19 listopada, w kompleksie biurowym Imagine przy al. Marszałka Józefa Piłsudskiego 85–87.

Medicover od kilku lat konsekwentnie buduje swoją pozycję w świecie sportu i rekreacji, inwestując w kluby sportowe i siłownie, a także rozwijając ofertę pakietów sportowych dla firm (w ramach oferty Medicover Sport). Firma była już obecna na łódzkim rynku fitness, m.in. prowadząc w systemie franczyzowym klub pod marką Calypso Fitness Club przy ul. Piotrkowskiej 293/305 (na terenie obiektu Ogrody Geyera). Po otwarciu dwóch nowych klubów w Łodzi będą działały łącznie trzy obiekty pod tą marką – wszystkie zarządzane przez firmę Medicover w systemie franczyzowym. Oprócz tego w sportowym portfolio firmy Medicover w Łodzi znajdują się trzy kluby należące do ogólnopolskiej sieci Just GYM, przejętej przez Medicover we wrześniu 2021 roku, a także 9 klubów Fit Forma (z czego dwa w budowie), które dołączyły do sportowego katalogu firmy medycznej z początkiem listopada br.

Nowe kluby Calypso Fitness Club w Łodzi to wysokiej jakości obiekty sportowe, które oferują m.in.: strefy cardio, wolnych ciężarów, funkcjonalne, przestrzeń do zajęć fitness, klatkę do Cross Trainingu, strefę relaksu i sauny. Kluby zapewniają szeroką ofertę zajęć indywidualnych i grupowych, opiekę doświadczonych trenerów, nielimitowany dostęp do kompleksowych pomiarów składu ciała na nowoczesnych urządzeniach marki TANITA oraz bezpłatną opiekę dla dzieci w strefie Kids Play.

Nowe kluby Calypso Fitness Club w Łodzi są szansą na zwiększenie naszej biznesowej obecności na lokalnym rynku, a dla ćwiczących szansą na skorzystanie z jeszcze większej i ciekawszej sportowej oferty. Sukces klubu Calypso Fitness Ogrody Geyera, ale i dobre prosperowanie innych łódzkich klubów, które mamy w portfolio, pokazały nam, że łodzianie chcą kompleksowo dbać o swoje zdrowie i dobre samopoczucie oraz cenią sport i rekreację na najwyższym poziomie. Chcemy nadal odpowiadać na te potrzeby i tym samym przyczyniać się do poprawy jakości życia wszystkich zainteresowanych – informuje Artur Białkowski, Dyrektor Zarządzający ds. Usług Biznesowych w Medicover Polska.

Wzrost liczby długoterminowych zwolnień chorobowych. Jak wypalenie zawodowe wpływa na rynek pracy?

Według danych ZUS w 2020 r. znacznie wzrosła liczba zaświadczeń lekarskich z tytułu zaburzeń psychicznych i zaburzeń zachowania, których zarejestrowano 1,5 mln, na łączną liczbę 27,7 mln dni absencji chorobowej. W porównaniu do 2019 r. nastąpił ich wzrost o 25,3%, zaś dni absencji chorobowej było więcej o 36,9%. Podobny trend w tym okresie wystąpił w przypadku dłuższych zwolnień od 11 do 30 dni – z 35,4% do 38,5%. Od przyszłego roku zwolnień tego typu może być jeszcze więcej, bowiem w życie wchodzi zapis, iż objawy tzw. wypalenia zawodowego będą mogły być podstawą do wystawienia „L4”. Zdaniem Mikołaja Zająca, eksperta rynku pracy, ta zmiana może źle wpłynąć na zachowania części pracowników, ponieważ da ona furtkę do nieprawidłowego korzystania ze zwolnień chorobowych.

Praca zdalna i lockdowny spowodowane pandemią koronawirusa sprawiły, iż wzrosła ilość zwolnień lekarskich z tytułu zaburzeń psychicznych i zaburzeń zachowania. Istnieje duże prawdopodobieństwo, iż w przyszłym roku sytuacja się pogorszy, ze względu na nowy zapis zezwalający na wystawianie zwolnień chorobowych na podstawie objawów tzw. wypalenia zawodowego.

Coraz częściej w mediach oraz naszym najbliższym otoczeniu słyszymy o syndromie wypalenia zawodowego, który stał się ogromnym problemem dla tysięcy osób oraz setek przedsiębiorstw. Mamy tu do czynienia z poważną chorobą cywilizacyjną, która dotknęła współczesne społeczeństwo, do tego stopnia, że w czerwcu 2019 roku WHO wpisało ją do Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób (ICD). Jest ona aktualizowana okresowo, a jej nowa wersja wejdzie w życie 1 stycznia 2022 roku. Oznacza to, że osoby dotknięte tą chorobą będą mogły od nowego roku otrzymać zwolnienie lekarskie. Objawy wypalenia zawodowego mogą być tak silne, że nie pozwalają na codzienne wykonywanie zawodowych obowiązków, a brak jakichkolwiek działań i reakcji może spowodować, że pracownik popełnia błędy, skutkujące dotkliwymi konsekwencjami dla firmy. Zaburzenia niewolno bagatelizować, natomiast istnieje ogromne prawdopodobieństwo, iż zapis ten będzie wykorzystywany, jako pretekst do korzystania z nieprawidłowych zwolnień lekarskich tłumaczy Mikołaj Zając, prezes Conperio.

Wypalenie zawodowe to długofalowy proces, który powodowany jest przez: przewlekły stres, nadmierne zmęczenie oraz stawianie sobie zbyt wysokich celów w pracy zawodowej. Do jego rozpoznania najczęściej stosuje się trójwymiarową teorię wypalenia Christiny Maslach, zgodnie z którą na tę chorobę składają się trzy elementy: fizyczne: poczucie wycieńczenia, emocjonalne: obniżony nastrój, negatywne uczucia behawioralne: zmniejszona wydajność w pracy, obniżenie oceny własnych dokonań.

Problem wypalenia często dotyka osób, które pracują w zawodach wymagających kontaktów interpersonalnych i mierzą się z dużą presją, jak: lekarze, pielęgniarki, psycholodzy, psychiatrzy, nauczyciele, urzędnicy oraz osoby, które pracują w stałym kontakcie z klientem. Wypalenia zawodowego doświadczają często również pracownicy wykonujący powtarzalne monotonne czynności w zakładach produkcyjnych. Przypadłość ta może jednak dopaść każdego, bez względu na wykonywany zawód. Problemowi w zakładach pracy mogą starać się przeciwdziałać pracodawcy, dbając o szereg czynników, które zapobiegają wypaleniu. Pracodawcy powinni starać się położyć zdecydowanie większy nacisk na „płacenie” pracownikom w kompetencjach, na dawanie im większej możliwości rozwoju umiejętności. Pracownicy chcą mieć perspektywę awansu i rozwoju, móc pozyskiwać w określonym czasie nowe uprawnienia. Pracodawcy często pomijają danie możliwości bycia dumnym z pracy, skupiając się na zapewnieniu benefitów pozapłacowych, które nie stanowią w dłuższej perspektywie wartości dodanej dla pracownika. Firmy, dbając o motywację pracowników, powinny stworzyć macierze kompetencji, ukazujące ich rozwój w danej firmie, w określonym przedziale czasu. Przełożeni powinni zadbać również o zdrowie psychiczne pracowników, umożliwiając im korzystanie z pomocy psychologicznej, nawet na terenie zakładu pracy – wyjaśnia ekspert rynku pracy.

Aktualnie w Polsce występuje duża łatwość wystawiania zwolnień chorobowych w ramach tzw. teleporad – konsultacji lekarskich prowadzonych poprzez telefon lub internet. To z kolei prowadzi do wielu nadużyć. Jak zauważa ekspert, nowy zapis daje lawirującym pracownikom jeszcze większe pole manewru w kwestii pobierania niezasadnych i bardzo długich „L4”.

– Możliwość wystawiania zwolnień na wypalenie zawodowe może wzmocnić proceder handlu „L4” w naszym kraju. To za sprawą złożoności chorób psychiatrycznych oraz – niejednokrotnie – trudności w ich ocenie. Łatwiejsze będzie także „kupowanie” zwolnień na maksymalny czas czyli aż 91 dni, co może stanowić niewyobrażalne straty dla przedsiębiorców – podsumowuje Mikołaj Zając.

Nadużycia w sektorze finansowym – raport ZPF i EY

Zdaniem 57% respondentów, ryzyko nieprawidłowości w instytucjach finansowych nie zmieniło się w porównaniu do okresu przed pandemią. Zmieniły się wyzwania stojące przed sektorem – 38% badanych uważa, że teraz trudniej im dochodzić roszczenia. Zwiększona ostrożność spowodowała, że 75% respondentów zaostrzyło zasady udzielania finansowania – wynika z najnowszego raportu Nadużycia w sektorze finansowym opracowanego przez Związek Przedsiębiorstw Finansowych i firmę EY.

Powoli opada kurz po rewolucji wywołanej pandemią koronawirusa i biznes wraca do „nowej normalności”. Po blisko dwóch latach zmagania się ze skutkami COVID-19, instytucje finansowe mają dużo większe doświadczenie w prowadzeniu biznesu w warunkach podwyższonego, pandemicznego ryzyka – wynika z raportu Nadużycia w sektorze finansowym przygotowanego przez Związek Przedsiębiorstw Finansowych (ZPF) i EY.

Dla 57% respondentów ryzyko nieprawidłowości nie zmieniło się w porównaniu do okresu przed pandemią, wskaźnik ten jest o 16 pkt proc. wyższy niż w poprzedniej edycji badania. 37% respondentów uważa, że ryzyko wzrosło (o 5 pkt. proc. mniej niż w 2020 r.), a 6% – że zmalało (spadek z 17% w 2020 r.). Widać z tych danych, że – zdaniem instytucji finansowych – ryzyko nadużyć powoli się stabilizuje, a instytucje są bardziej wyczulone na nowe schematy nadużyć i bardziej świadome zagrożeń.
Ryzyko nadużyć w sektorze finansowymZapytaliśmy firmy o największe trudności w walce z nadużyciami spowodowane COVID-19. 38% badanych podało utrudnione dochodzenie roszczeń, kolejne 20% – utrudniony kontakt z klientem, a 13% – nowe schematy oszustw. Co ciekawe, 22% respondentów nie widzi wpływu COVID-19 na walkę z nadużyciami.

– W obliczu pandemii instytucje finansowe musiały się mierzyć z wieloma nowymi trudnościami w walce z nadużyciami. Najczęściej wskazywane w naszym badaniu utrudnione dochodzenie roszczeń jest naturalną konsekwencją zmiany sposobu funkcjonowania gospodarki, administracji państwowej i sądów. Nie zdumiewa także wskazanie, że to utrudniony kontakt z klientem był jednym z najważniejszych problemów, z którym musiały się zmagać instytucje finansowe. Postępująca digitalizacja spowodowała wzrost nowych schematów oszustw. Cieszymy się, że aż 22% respondentów, co stanowi drugą najczęściej podawaną odpowiedź, nie widzi wpływu pandemii na trudności w walce z nadużyciami bo świadczy to o stabilności prowadzenia biznesu – mówi Mariusz Witalis, Partner kierujący Działem Zarządzania Ryzykiem Nadużyć EY, lider praktyki w Europie Centralnej i Środkowowschodniej.

Apetyt na ryzyko? Nie w czasach pandemii

Nasze badanie potwierdza, że pandemia wpłynęła na zmniejszenie apetytu na ryzyko instytucji finansowych. Jednym z efektów tego zjawiska jest zwiększenie ostrożności instytucji pożyczkowych, banków i firm leasingowych w finansowaniu klientów, nowych i obecnych. 75% respondentów uważa, że zwiększeniu uległa restrykcyjność udzielania finansowania nowym i obecnym klientom. Nasi respondenci deklarują, że zwiększyli także liczbę i zakres kontroli klientów.

Pracownik – najcenniejsze źródło informacji o nieprawidłowościach

W przeddzień wprowadzenia w Polsce unijnej dyrektywy o ochronie sygnalistów[1], która powinna objąć część instytucji finansowych w naszym kraju nawet już w drugiej połowie grudnia, sprawdziliśmy, w jaki sposób firmy dowiadują się o nieprawidłowościach. Zgodnie z oczekiwaniami, niemal połowa respondentów (47%) wskazała, że najczęstszym źródłem takich informacji są pracownicy instytucji finansowej. Najlepiej znają oni organizację i procesy w niej występujące, mają najgłębszą wiedzę na temat tego, gdzie dochodzi do nadużyć lub gdzie jest ryzyko ich powstawania. Wynik ten jest spójny z innymi badaniami na temat mechanizmu wykrywania nieprawidłowości w firmach. Fakt, że pracownicy stanowią najlepsze źródło wiedzy o nieprawidłowościach oraz to, że do niedawna nie mogli oni liczyć na żadną ochronę prawną przed ewentualnym odwetem ze strony pracodawcy lub innych zatrudnionych, skłonił organy europejskie do opracowania rozwiązań chroniących sygnalistów.

– W Polsce aktualnie procedujemy projekt ustawy o ochronie osób zgłaszających naruszenie prawa, który stanowi implementację Dyrektywy UE 2019/1937. To ważny akt prawny, który wprowadzi instytucję „sygnalisty” na stałe do polskiego porządku prawnego. Prawo będzie chronić osoby zgłaszające naruszenia, a przedsiębiorcy będą zobowiązani do stworzenia wewnętrznych procedur przyjmowania i załatwiania takich zgłoszeń. Domniemam, że – po wejściu w życie tego aktu prawnego – zwiększy się jeszcze skala sygnalizacji naruszeń płynąca z wewnątrz firm, co zapewne zweryfikujemy już w kolejnych edycjach naszego badania – mówi Marcin Czugan, Prezes Zarządu ZPF.

Wyłudzenia największym zagrożeniem

Najczęściej zgłaszanymi przez sygnalistów typami nadużyć były wyłudzenia produktów kredytowych i pożyczek – były one przedmiotem zgłoszenia w aż 43% przypadków. Drugie w kolejności są nadużycia wewnętrzne, które wskazało 27% respondentów (podczas gdy w badaniu z 2020 r. wskazało na nie tylko 4% badanych). W ocenie autorów badania tak zauważalny wzrost nie wynika jedynie z rzeczywistego wzrostu tego typu nadużyć w organizacjach, głównie wskazuje na zwiększenie się poziomu świadomości pracowników i ich zaufania do pracodawcy.

Z naszego badania wynika, że nadużycia wewnętrzne nie stanowią w percepcji respondentów wysokiego zagrożenia – tylko 3% z nich oceniło, że zagrożenie nimi jest wysokie, choć są podstawą aż 27% zgłoszeń dokonywanych przez sygnalistów. Być może jest to właśnie powód, dlaczego w praktyce tego rodzaju nieprawidłowości są jednymi z najczęściej występujących – organizacje najwięcej uwagi poświęcają zagrożeniom zewnętrznym, niedoszacowując potencjalne ryzyka wynikające z nadużyć wewnętrznych.
Ryzyko nadużyć w sektorze finansowym 2

Instytucje finansowe w walce z nadużyciami równocześnie wykorzystują wiele technik opartych na technologii oraz specjalistycznych kompetencjach ludzi. Co trzecia pytana instytucja na przestrzeni ostatniego roku w większym stopniu zaczęła korzystać z usług świadczonych przez zewnętrzne firmy, takie jak dostawcy infrastruktury IT, doradcy biznesowi oraz dostawcy usług związanych z bezpieczeństwem. Podobnie jak przed rokiem, preferowane są metody prewencyjne oraz działania podejmowane przez wewnętrzne zespoły ekspertów ds. walki z nadużyciami. Zaskakujące jest, że najbardziej efektywnej metody przeciwdziałania nadużyciom w instytucjach finansowych, czyli czynności podejmowanych przez samodzielny zespół wewnętrzny zajmujący się wykrywaniem i zwalczaniem nieprawidłowości nie stosuje 25% ankietowanych banków.

Wyniki badania Nadużycia w sektorze finansowym, edycja 2021 zostały szerzej zaprezentowane 4 listopada 2021 w Warszawie podczas XII Kongresu Antyfraudowego, organizowanego wspólnie przez ZPF oraz firmę EY.

***

Badanie Nadużycia w sektorze finansowym to cykliczny projekt realizowany od 2009 roku przez ZPF i firmę EY. Jego celem jest zobrazowanie i monitorowanie zmian zjawiska nadużyć występujących w instytucjach działających w różnych sektorach rynku usług finansowych w Polsce. W raporcie poruszane są najbardziej aktualne tematy z punktu widzenia specjalistów zajmujących się zapobieganiem nadużyciom. Raport, który powstaje w oparciu o wyniki badania, przedstawia obserwacje i wnioski istotne w kontekście podnoszenia poziomu ochrony profesjonalnych uczestników rynku finansowego przed wyłudzeniami i oszustwami. Badanie zostało przeprowadzone w formie anonimowej ankiety prowadzonej od czerwca do września 2021 roku wśród banków (30% respondentów), instytucji pożyczkowych (37%), firm leasingowych (25%) i – dodatkowo zakładów ubezpieczeń, firm z sektora pośrednictwa finansowego oraz firm z branży FinTech.

Raport: Blisko co czwarty badany Polak zaczął rozważać prowadzenie własnej firmy pod wpływem pandemii

Z okazji trwającego właśnie Światowego Tygodnia Przedsiębiorczości, Grupa Muszkieterów publikuje wyniki raportu „Przedsiębiorczość po polsku. Jak zmienia się nasze podejście do pracy na własny rachunek?”, sprawdzającego poziom przedsiębiorczości wśród Polaków w grupie wiekowej od 25 do 50 lat. Polacy objęci badaniem przedsiębiorczość kojarzą głównie z zaradnością, umiejętnością radzenia sobie w najróżniejszych sytuacjach oraz prowadzeniem własnego biznesu. 32 proc. z nich deklaruje bycie przedsiębiorczym, a ponad 50 proc. wskazuje, że mogliby prowadzić własną firmę. Co ciekawe, badanie pokazuje również wpływ COVID-19 na życie zawodowe ankietowanych – blisko co czwarty z nich zaczął rozważać prowadzenie własnej działalności gospodarczej wskutek pandemii.

Co dla badanych oznacza „przedsiębiorczość”?

Jak wynika z raportu, większość respondentów przedsiębiorczość utożsamia z zaradnością oraz umiejętnością radzenia sobie w różnych, często trudnych sytuacjach. Osoba przedsiębiorcza to osoba odważna, pomysłowa i charyzmatyczna, która nie boi się podejmować ryzyka. Wśród skojarzeń związanych z przedsiębiorczością dominują także te dotyczące prowadzenia własnej firmy i zarabiania pieniędzy. Spośród Polaków objętych badaniem bycie przedsiębiorczym potwierdza 32 proc., z czego największy odsetek to osoby z najmłodszej grupy, od 25 do 35 lat.

Czy chcemy prowadzić własny biznes?

Mimo iż bycie przedsiębiorczym deklaruje mniej niż 1/3 badanych, znacznie większa grupa wyobraża sobie prowadzenie własnej działalności gospodarczej. Nawet ponad połowa ankietowanych potwierdza, że byłaby w stanie prowadzić firmę na własną rękę. Zarządzania biznesem nie obawiają się głównie mężczyźni, badani z młodszych segmentów wiekowych oraz mieszkańcy największych miast.

Znacząca większość uczestników badania wskazała, że prowadzenie własnej działalności jest trudne (82 proc.). Rozwijaniu własnej firmy nie sprzyjają biurokracja oraz skomplikowane przepisy. W odczuciu części respondentów wiąże się to również z dużym ryzykiem i odpowiedzialnością. Co ciekawe, przeciwnego zdania są w większości osoby, które mają już doświadczenie w tym zakresie i prowadzą własną działalność gospodarczą.

Z odpowiedzi udzielonych przez respondentów płyną bardzo ciekawe wnioski. Na pytanie czy ankietowani kiedykolwiek rozważali założenie własnej firmy, blisko 70 proc. z nich odpowiedziało twierdząco. Z jednej strony widzimy, że zainteresowanie prowadzeniem biznesu na własny rachunek jest duże, z drugiej jednak wiąże się z dużymi obawami. Osoby objęte badaniem zdają sobie sprawę z czekających na przedsiębiorców wyzwań, które mogą stanowić barierę w uruchomieniu własnego biznesu. W takiej sytuacji rozwiązaniem jest model współpracy oparty o franczyzę, która zapewnia wsparcie i know-how – mówi Bartłomiej Tarłowski, Kierownik ds. Rekrutacji i Szkoleń Franczyzobiorców w Grupie Muszkieterów.

Gdzie chcemy szukać środków na start?

Przy zakładaniu własnej działalności gospodarczej ankietowani najchętniej sięgaliby po wsparcie systemowe i dofinansowania z urzędu pracy (63,5 proc.). Blisko połowa badanych opierałaby się na własnych oszczędnościach, a tylko 1/4 skorzystałaby ze wsparcia banku.

Jaki wpływ na życie zawodowe ankietowanych miała pandemia?

35 proc. Polaków objętych badaniem potwierdza, że pandemia wywarła wpływ na ich życie zawodowe. Różnice w odpowiedziach widoczne są w różnych grupach demograficznych – wpływ koronawirusa na sferę zawodową deklarują głównie kobiety, osoby młode i mieszkańcy największych miast. Co istotne, blisko co czwarty badany Polak zaczął rozważać start w biznesie na własną ręką wskutek pandemii.

O zainteresowaniu prowadzeniem własnej działalności świadczą nie tylko wyniki przeprowadzonego przez nas badania, ale również rosnąca liczba kandydatów, którzy zamierzają uruchomić własne przedsiębiorstwo pod marką Intermarché oraz Bricomarché. W tym roku do grona franczyzobiorców Grupy Muszkieterów dołączy 15 kandydatów. Nasz model współpracy pomaga polskim przedsiębiorcom w rozwijaniu kompetencji oraz wyposaża ich w odpowiednie narzędzia, jednocześnie gwarantując im dużą swobodę w zarządzaniu biznesem podsumowuje Bartłomiej Tarłowski.

O raporcie

Raport „Przedsiębiorczość po polsku. Jak zmienia się nasze podejście do pracy na własny rachunek?” został przygotowany na zlecenie Grupy Muszkieterów przez Havas Media w październiku 2021 roku. Badanie zostało przeprowadzone na ogólnopolskim internetowym panelu badawczym na reprezentatywnej próbie osób w grupie wiekowej 25-50 lat (CAWI, N=1024).

Wyniki Grupy NEUCA za III kw. 2021 r.

  • Grupa w III kwartale utrzymała najwyższy poziom wskaźnika NPS osiągnięty
    w poprzednim kwartale, który wyniósł 69 pkt (+11 pkt r/r). NEUCA od kilku lat prowadzi także w rankingu satysfakcji przygotowywanym przez Monitor Apteczny, dystansując największe i jednocześnie wygrywając z większością średnich i małych hurtowni na rynku.
  • Udziały rynkowe Grupy w III kwartale wyniosły 32,2%* (+0,2 pkt proc. r/r).
    W kluczowym obszarze aptek niezależnych udziały osiągnęły poziom 37,6%**.
  • Wysoki poziom zaufania do Grupy budowany w oparciu o oferowane aptekom wsparcie ma bezpośredni wpływ na sukces programów partnerskich Partner+, Partner i IPRA. Na koniec III kwartału br. w programach uczestniczyło blisko 3300 aptek, czyli wzrost o 500 rok do roku.
  • Grupa NEUCA w III kwartale osiągnęła prawie 41 mln zł zysku netto. Skumulowany zysk netto bez zdarzeń jednorazowych, po trzech kwartałach 2021 roku, przewyższa o 13 % bardzo dobre rezultaty analogicznego okresu i wynosi blisko 143 mln zł.

III kwartał 2021 roku to początek IV fali pandemii COVID-19.W tym okresie rynek hurtu aptecznego odnotował wysoki blisko 11% wzrost wartości. Dzięki temu odrobił on
z nadwyżką straty z I kwartału. Wartość rynku po 9 miesiącach bieżącego roku zwiększyła się o ponad 4% rok do roku.* Na tym tle widoczna jest przewaga Neuki nad konkurencją. Udziały rynkowe Neuki wzrosły do poziomu 32,2%* (+0,2 pkt proc. r/r). W obszarze aptek niezależnych udziały wzrosły o 0,7 pkt proc. rok do roku (37,6%)**.

– Wzrosty udziałów rynkowych to efekt naszej ciągłej pracy nad satysfakcją klienta. NEUCA od kilku lat prowadzi w rankingu satysfakcji przygotowywanym przez Monitor Apteczny, dystansując największe i jednocześnie wygrywając z większością średnich i małych hurtowni na rynku. Podsumowując wyniki III kwartału 2021, warto zauważyć wielokierunkowość naszych działań. Inicjatywy strategiczne powstają autonomicznie w swoich obszarach. Ich integracja i budowanie w ramach Grupy kolejnych synergii pozwala nam dodatkowo zwiększać naszą skuteczność i poprawiać wyniki – mówi Piotr Sucharski, Prezes Zarządu NEUCA S.A.

Podstawowe wyniki finansowe NEUCA przedstawia poniższa tabela:

(mln zł) 1-3Q 2021 1-3Q 2020 zmiana  % r/r 3Q 2021 3Q 2020 zmiana
% r/r
Przychody ze sprzedaży 7182,8 6852,3 +5% 2 552,3 2306,0 +11%
Zysk brutto ze sprzedaży    743,4 684,5 +9% 250,7 235,2 +7%
Rentowność brutto 10,35% 9,99% + 0,36 pp. 9,82% 10,20% – 0,38 pp.
EBITDA    217,7 216,3 +1% 78,7 75,2 +5%
EBIT    160,2 169,0 -5% 58,9 58,9 0%
Wynik netto    127,0 124,7 +2% 40,9 45,2 -10%

 

Podstawowe wyniki finansowe NEUCA (bez zdarzeń jednorazowych):

(mln zł) 1-3Q 2021 skoryg 1-3Q 2020 skoryg zmiana  % r/r 3Q 2021 skoryg 3Q 2020 skoryg zmiana % r/r
Przychody ze sprzedaży 7182,8 6852,3 +5% 2 552,3 2306,0 +11%
Zysk brutto ze sprzedaży    743,4 684,5 +9% 250,7 235,2 +7%
Rentowność brutto 10,35% 9,99% + 0,36 pp. 9,82% 10,20% – 0,38 pp.
EBITDA 247,4 218,0 +13% 78,4 75,2 +5%
EBIT 190,0 170,8 +11% 58,9 58,9 0%
Wynik netto 142,8 126,1 +13% 40,9 45,2 -10%

 

Skumulowany zysk netto bez zdarzeń jednorazowych Grupy NEUCA po 9 miesiącach 2021 roku wynosi prawie 143 mln złotych, czyli przewyższa o ponad 16 milionów bardzo dobre rezultaty z analogicznego okresu ubiegłego roku. W III kwartale Grupa wypracowała blisko 41 mln zł zysku netto.

Wyodrębnione w sprawozdaniu finansowym segmenty biznesów pacjenckich po 3 kwartałach br. wygenerowały prawie 195,9 mln zł przychodów ze sprzedaży

(+52,1% r/r) i 24,6 mln zł zysku operacyjnego (ponad 100,7% r/r).  W III kwartale 2021 roku segmenty te odnotowały dalszy dynamiczny wzrost przychodów (63,4 mln zł vs 48,4 mln zł r/r) i stabilizację zysku operacyjnego (4,9 mln zł vs 5,1 mln zł r/r).

Istotnym wydarzeniem obszarze pacjenckim w III kwartale 2021 roku była zgoda KNF na nabycie udziałów w TU Zdrowie. Pozwoliło to nam na stworzenie nowego segmentu biznesów ubezpieczeniowych.  Inwestycja w TU Zdrowie umożliwi Grupie oferowanie ubezpieczeniowej gwarancji dostępności usług medycznych i stanowi szansę na dotarcie do szerszej grupy pacjentów oraz wzmocnienie oferty dla B2B oraz partnerów ubezpieczeniowych. – dodaje Prezes Zarządu.

W obszarze badań klinicznych NEUCA nabyła 60% udziałów w technologicznym włosko-niemieckim CRO Exom Group. Pozwoli to Grupie NEUCA na kontynuację długoterminowej strategii cyfryzacji danych w tym obszarze.

Raport Ayming: Covid-19 prześwietlił światowych innowatorów

Jak wynika z „Międzynarodowego Barometru Innowacji 2022” Grupy Ayming, według ponad połowy ankietowanych z 14 krajów na świecie (m.in. USA, Kanady, Niemiec, Francji i Polski) Covid-19 przyśpieszył wprowadzanie innowacji w ich branży. Jednak tylko co czwarta firma w pełni zaadaptowała swoje działania do nowych okoliczności, a 36 proc. badanych prowadziło niewiele projektów B+R. 31 proc. w ogóle zrezygnowało z innowacji, gdyż priorytetem było ratowanie biznesu. Najwięksi innowatorzy pochodzą z sektorów finansowego i farmaceutycznego, gdzie 67 proc. przedsiębiorstw inwestowało w obszar badań
i rozwoju mimo kryzysu.

Pandemia koronawirusa dość znacznie zachwiała poczuciem samozadowolenia światowych innowatorów. Zdaniem 71 proc. respondentów ich organizacja podejmuje wystarczająco dużo działań badawczo-rozwojowych, co stanowi spadek o 14 p.p. w porównaniu z rokiem ubiegłym. Najbardziej zadowolone z poziomu swojej innowacyjności są branże IT, telco, energetyczna i finansowa. Z kolei do najmniej usatysfakcjonowanych zaliczają się przedstawiciele sektorów motoryzacyjnego i farmaceutycznego, w których projekty B+R trwają zdecydowanie dłużej, przechodzą kilka faz i nierzadko wymagają wsparcia partnerów zewnętrznych.

Branże e-commerce, telco i finanse, bazujące na usługach powiązanych z technologią cyfrową, były w stanie w szybszy i łatwiejszy sposób wprowadzać innowacje w czasie pandemii. Często nie chodziło o tworzenie zupełnie nowych rozwiązań od zera, ale raczej o ulepszanie już istniejących produktów czy usług. Działalność B+R ma wiele twarzy i nie zawsze musi sprowadzać się do przełomowych innowacji, na które nie stać wielu firm z sektora MŚP. Jak wskazują analizy Komisji Europejskiej, tylko 29 proc. maluchów działających w UE wprowadziło lub ulepszyło w ostatnim roku choć jeden produkt, a 40 proc. – choć jeden proces. W przypadku Polski te statystyki są zdecydowanie gorsze. Innowacje produktowe dotyczyły mniej niż 15 proc. MŚP, a procesowe – mniej niż 20 proc. – komentuje Magdalena Burzyńska, Dyrektor Zarządzająca Ayming Polska.

Różne podejścia do finansowania

Raport Ayming pokazuje, że firmy – niezależnie od lokalizacji – zmagają się z koniecznością pozyskania środków na prowadzenie działań badawczo-rozwojowych. 42 proc. ankietowanych przyznało, że Covid-19 ma najbardziej negatywny wpływ na wysokość wewnętrznych budżetów B+R w ciągu najbliższych 3 lat. Aby sfinansować projekty innowacyjne, połowa badanych przedsiębiorców sięga do własnych kieszeni. Drugie miejsce (38 proc.) zajmują dotacje krajowe, a podium zamykają ulgi podatkowe, które stanowią wsparcie dla co trzeciego respondenta. Co ciekawe, dotacje unijne znajdują się dopiero na czwartym miejscu i są wybierane przez 28 proc. innowatorów. W przypadku Polski i Czech ten odsetek jest znacznie wyższy i sięga odpowiednio 47 i 59 proc.

– Duża liczba wskazań na ulgi podatkowe i dotacje dowodzi, że wśród firm, także tych z krajów bogatszych niż Polska, wciąż jest duże zapotrzebowanie na instrumenty pozwalające obniżać wysokie koszty prowadzenia projektów innowacyjnych. Nasz kraj znajduje się na początku drogi do zbudowania systemu wspierającego innowatorów, ale krokiem milowym w tym kierunku będzie wprowadzenie nowych ulg podatkowych. Zgodnie z zapowiedziami Ministerstwa Finansów, od 2022 r. firmy będą mogły skorzystać
z ulgi na robotyzację, na innowacyjnych pracowników i na prototypy. Co więcej, ministerstwo planuje przeprowadzić szeroko zakrojoną akcję informacyjną, aby przedsiębiorcy mieli szansę zapoznać się z nowymi preferencjami –
dodaje Tomasz Stańczyk, Manager ds. ulg innowacyjnych w Ayming Polska.

Rozwijanie innowacji

Pandemia sprawiła, że firmy przy prowadzeniu działań B+R zaczęły liczyć przede wszystkim na siebie. Innowacje są opracowywane wewnętrznie przez 67 proc. przedsiębiorców, za czym stoi szybkość i prostota takiego rozwiązania. Liczba innowatorów korzystających z prywatnych podmiotów zewnętrznych spadła drastycznie z 47 proc. rok temu do 29 proc. obecnie. Dla 57 proc. ankietowanych głównym motywatorem do działań innowacyjnych są trendy długoterminowe i przyszłe potrzeby rynku (w 2020 r. odpowiedziało tak 38 proc. firm). Drugie miejsce zajmuje konieczność dotrzymania kroku konkurencji (46 proc.), a trzecie – możliwości związane ze wzrostem krótkoterminowym (34 proc.).

Niemal połowa ankietowanych podmiotów prowadzi projekty B+R wyłącznie lokalnie. W przypadku Polski 57 proc. respondentów rozwija innowacje zarówno lokalnie, jak i międzynarodowo. A co przyciąga innowatorów do nowych lokalizacji? Zdaniem co czwartego badanego najważniejszym czynnikiem jest dostęp do talentów. Obecność ulg podatkowych stanowi zachętę dla 16 proc., a możliwość skorzystania z dotacji – dla 13 proc. U przedsiębiorców z Polski na decyzję o wyborze nowej lokalizacji do prowadzenia działań B+R największy wpływ mają instrumenty proinnowacyjne, czyli dotacje (28 proc.), a następnie ulgi podatkowe (21 proc.). Wystarczająca liczba specjalistów jest ważna dla co ósmego ankietowanego.

Prymusi w rozliczaniu ulgi B+R

Instrumentem proinnowacyjnym, z którego w Polsce najdłużej (bo od 2016 r.) mogą korzystać przedsiębiorcy realizujący projekty B+R, jest ulga badawczo-rozwojowa. Ciekawe wnioski przynosi analiza szczegółowych danych Ministerstwa Finansów dotyczących odliczeń za lata 2016-2019 (rok 2020 jeszcze jest w opracowaniu). Okazuje się, że czołowi innowatorzy w Polsce działają w sektorach telco, elektrycznym i elektronicznym oraz IT. To właśnie z branży telco pochodzi firma, która rozliczyła ulgę B+R w największej wysokości – ponad 202 mln zł.

Tylko dwa kody PKD – J6201Z (działalność związana z oprogramowaniem) i J6120Z (działalność w zakresie telekomunikacji bezprzewodowej, z wyłączeniem telekomunikacji satelitarnej) – odpowiadają za odliczenie w latach 2016-2019 niemal 1,5 mld zł kosztów kwalifikowanych. Jeśli chodzi o regiony, w których ulgę B+R rozliczano najczęściej, przoduje Mazowsze (1261 razy), następnie Śląsk (751), Małopolska (628) oraz Wielkopolska (588), czyli województwa, które skupiają największe firmy.

Metodologia: „Międzynarodowy Barometr Innowacji 2022” opracowano na podstawie badania przeprowadzonego  w czerwcu 2021 r. wśród 585 ankietowanych – managerów R&D, członków wyższej kadry kierowniczej i właścicieli firm – w 14 krajach: Belgii, Czechach, Francji, Hiszpanii, Holandii, Irlandii, Kanadzie, Niemczech, Polsce, Portugalii, Słowacji, Wielkiej Brytanii, we Włoszech i w Stanach Zjednoczonych.

Link do Międzynarodowego Barometru Innowacji 2022: bit.ly/IIB2022

Renesans bloków z wielkiej płyty? Ponad 4 tysiące ofert mieszkań na sprzedaż we wrześniu

Jeszcze niedawno „wielka płyta” była synonimem smutnej architektonicznej szarzyzny polskich miast, teraz coraz więcej Polaków przekonuje się do tzw. blokowisk. Według danych Otodom we wrześniu 2021 r. 18% wszystkich wyświetlanych ofert mieszkań na sprzedaż dotyczyło mieszkań z wielkiej płyty. Co sprawia, że Polacy cieplej patrzą na osiedla wykonane w technologii wielkopłytowej?

W raporcie „Szczęśliwy dom” zrealizowanym przez Otodom we współpracy z SWPS Innowacje poproszono ankietowanych o wskazanie parametrów swojego „mieszkania marzeń”. Najwięcej, bo aż 32% respondentów widzi wymarzone lokum w pobliżu terenów zielonych, 30% wskazało na chęć posiadania balkonu, a dla 27% badanych wymarzony dom miałby znajdować się blisko miejsca pracy.

Być może nadal o mieszkaniu w blokowiskach trudno mówić jako o tych wymarzonych, jednak ich atuty znajdują pokrycie w tym, czego szukają Polacy – mówi Jarosław Krawczyk, PR lead w Otodom. – W latach 60. i 70. osiedla były lokowane blisko centrów i ważnych węzłów komunikacyjnych, lokale często wyposażano w balkony, a projektanci nie skąpili miejsca na parki, skwerki, lokalne sklepy i punkty usługowe. Do dziś takie blokowiska wyróżniają się dużą ilością zieleni i miejsca pomiędzy budynkami. Brak tego miejsca często jest wytykany nowopowstającym osiedlom – dodaje.

Najwięcej ofert mieszkań na sprzedaż w wielkiej płycie było we wrześniu 2021 w Warszawie, aż ponad 4 tysiące. Na kolejnych miejscach znajdują się Wrocław (1300 ogłoszeń) oraz Łódź i Kraków (po 1100 ogłoszeń). W przypadku mieszkań na wynajem ponownie prym wiedzie Warszawa z ponad 1500 ogłoszeniami, na drugim miejscu z 400 ofertami znajduje się Kraków. Średnia powierzchnia różni się w zależności od miasta. O ile w Warszawie wynosi 47,7 m2, to mieszkańcy Poznania w swoich wielkopłytowych mieszkaniach żyją przeciętnie na powierzchni 52,5 m2.

Nowe, stare potrzeby

Pandemia i związany z nią tryb pracy home office uświadomił Polakom, że mają nowe potrzeby, których dotąd nie zauważali. – W starszym budownictwie normą był rozkładowy układ mieszkania, w którym każde pomieszczenie pełniło własną, odrębną funkcję. Nowe mieszkania to już często salony z aneksem kuchennym, pokój dzienny pełniący równocześnie rolę biura etc. Pandemia pokazała nam, że potrzebujemy oddzielenia sfer odpoczynku i pracy – wskazuje Jarosław Krawczyk. W ciągu roku od marca 2020 udział mieszkań jedno- i dwupokojowych w rynku nieruchomości stopniał o 1,5%, natomiast mieszkania trzypokojowe odnotowały spadek o niemal 3%.

Renesans

Mieszkanie w blokach nie jest pozbawione wad. Dla niektórych brak wyznaczonego miejsca parkingowego, często gorszej jakości materiały budowlane, co przekłada się na słabsze ogrzewanie, wygłuszenie czy po prostu nieprzypadający do gustu design mogą okazać się przeszkodami nie do przeskoczenia. Zwiększone zainteresowanie takimi mieszkaniami jest jednak faktem, na który poza czynnikami praktycznymi wpływają również rosnące ceny nieruchomości i brak dostępności mieszkań na rynku.

Twórca REDD na liście 50 Najbardziej Kreatywnych Ludzi w Biznesie

Tomasz Ogrodzki, CEO @REDD Group znalazł się w Rankingu 50 Najbardziej Kreatywnych Ludzi w Biznesie. – Cieszę się, że nasza praca została doceniona i głęboko wierzę, że przyszłość, nie tylko nieruchomości, należy do nas, kreatywnych i odważnych – mówił podczas gali Tomasz Ogrodzki, CEO @REDD Group.  Gala finałowa 11. edycji rankingu odbyła się w Esport SPOT w Elektrowni Powiśle. Wśród wyróżnionych, obok REDD, znalazły się takie marki jak BIOTTS, Kubota, YOPE, PayEye, Runvido, Novakid.

Ranking 50 Najbardziej Kreatywnych Ludzi w Biznesie organizowany przez redakcję BRIEF od 10 lat wspiera sektor kreatywnych i innowacyjnych biznesów w Polsce. Kapituła rankingu zwraca uwagę na przedsiębiorców i managerów szczególnie wyróżniających się na rynku nieszablonowym podejściem do prowadzenia i rozwoju firmy, tworzenia nowych produktów i usług oraz ich promocji. Ranking wyróżnia ludzi, którzy inspirują innych do działania i konsekwentnie budują swoją markę. Wśród wyróżnionych przez 10 lat rankingu są między innymi twórcy np. CD Projekt, Booksy i Brand24.

W 11. edycji rankingu 50 Najbardziej Kreatywnych Ludzi w Biznesie znalazł się Tomasz Ogrodzki, współtwórca REDD i CEO @REDD Group.  – To wyróżnienie dedykuję wszystkim kreatywnym, którzy starają się zmieniać rynek nieruchomości, a to nie jest łatwe, ponieważ świat technologii nie jest ich naturalnym środowiskiem – mówił podczas gali Tomasz Ogrodzki.

Jak dodał, rozwiązania takie jak REDD są niezwykle potrzebne, ponieważ nieruchomości czeka po prostu trudna przyszłość.  – Z jednej strony presja klimatyczna, bo budynki odpowiadają za ponad 40 proc. śladu węglowego. Z drugiej strony technologia, która zmienia świat tak szybko, a możliwości adaptacyjne nieruchomości są ograniczone – zaznacza Ogrodzki. Jak dodaje, żyjemy w świecie, w którym trudno nam zaplanować coś na 10 lat do przodu, a budujemy na 50 lat.

Moim zadaniem jest przyspieszenie cyfryzacji nieruchomości. REDD to system operacyjny, w ramach którego zgromadziliśmy ponad 7 miliardów danych o budynkach komercyjnych w Polsce. To narzędzie, które pozwala podejmować lepsze decyzje w tym trudnym czasie. Cieszę się, że nasza praca została doceniona i głęboko wierzę, że przyszłość, nie tylko nieruchomości należy do nas, kreatywnych i odważnych – mówi Tomasz Ogrodzki, CEO @REDD Group.

Tegoroczna edycja 50 Najbardziej Kreatywnych Ludzi w Biznesie była wyjątkowa. Po pierwsze pandemia spowodowała wzmożoną kreatywność, co pokazuje, że polscy przedsiębiorcy są waleczni i nie poddają się łatwo. Po drugie, widać po zgłoszeniach świadomość ekologiczną. Dużo było projektów działających w zrównoważonym rozwoju i ze świadomością dbania o planetę. Jestem zainspirowany przede wszystkim postawami społecznymi i mam zamiar w tym duchu prowadzić swój biznes. W kolejnej edycji liczę też na więcej projektów z branży gamingowej  – komentuje Wojciech Krzemień, Gaming Media, członek Kapituły.

Wyniki GK GPW za III kw. 2021 r.

  • Przychody Grupy Kapitałowej GPW wyniosły 90,6 mln zł w III kw. 2021 r. (+1,8% rdr) oraz 300,1 mln zł w ciągu 9 miesięcy 2021 r. (+4,3% rdr)
  • Koszty operacyjne wyniosły 49,4 mln zł (-1,3% rdr) w III kw. 2021 r. oraz 166,2 mln zł (+10,6% rdr) w ciągu 9 miesięcy 2021 r.
  • EBITDA wyniosła 48,6 mln zł (+3,3% rdr) w III kw. 2021 r. oraz 160,0 mln zł (-0,1% rdr) w ciągu 9 miesięcy 2021 r.
  • Zysk operacyjny wyniósł 39,9 mln zł (+4,2% rdr) za III kw. 2021 r. oraz 134,0 mln zł (+0,9% rdr) za 9 miesięcy 2021 r.
  • Zysk netto wyniósł 36,0 mln zł (+12,8% rdr) w III kw. 2021 r. oraz 119,9 mln zł (+14,6% rdr) za 9 miesięcy 2021 r.

Grupa Kapitałowa Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GK GPW) w ciągu ostatnich 9 miesięcy 2021 r. osiągnęła 300,1 mln zł przychodów ze sprzedaży, zysk EBITDA wyniósł 160,0 mln zł, zysk operacyjny 134,0 mln zł, a zysk netto 119,9 mln zł. Skonsolidowane przychody w okresie ostatnich 9 miesięcy 2021 r. wzrosły o 4,3% w ujęciu rdr – jest to efekt wzrostu przychodów zarówno z rynku finansowego jak i towarowego. Wzrost zysku netto o 14,6% rdr jest rezultatem wyżej wymienionego wzrostu przychodów i niższego, ujemnego salda na przychodach i kosztach finansowych oraz wyższego udziału w zyskach jednostek wycenianych metodą praw własności (poprawa wyników finansowych KDPW).

W samym III kw. 2021 r. GK GPW wypracowała 90,6 mln zł przychodów ze sprzedaży, zysk EBITDA wyniósł 48,6 mln zł, zysk operacyjny 39,9 mln zł, a zysk netto 36,0 mln zł. Skonsolidowane przychody wzrosły o 1,8% wobec III kw. 2020 r. Wzrost przychodów w ujęciu rocznym to efekt wzrostu przychodów z rynku towarowego, przy jednoczesnym spadku przychodów z rynku finansowego.

Mniejsze o 3,9 mln zł (-6,7% rdr) przychody z rynku finansowego w III kw. 2021 r. w ujęciu rocznym wynikają, w głównej mierze, z niższych o 5,3 mln zł (-13,1% rdr) przychodów z obsługi obrotu. Należy pamiętać, że w październiku 2020 r. miał miejsce bardzo duży debiut spółki Allegro oraz obserwowano wysoką zmienność rynkową spowodowaną pandemią. Na spadek przychodów z obrotu na rynku finansowym rdr miał głównie wpływ spadek obrotu akcjami i innymi instrumentami o charakterze udziałowym o 5,5 mln zł (-16,3%).

Przychody Grupy z rynku towarowego w III kw. 2021 r. były wyższe o 6,3 mln zł (+21,5% rdr). Zanotowano wzrost przychodów z obrotu energią elektryczną o 1,2 mln zł (+27,7% rdr), wzrost przychodów z obrotu gazem o 2,3 mln zł (+79,5% rdr) oraz spadek przychodów z obrotu prawami majątkowymi o 1,4 mln zł (-24,3% rdr).

W III kw. 2021 r. spółki wchodzące w skład Grupy Kapitałowej GPW kontynuowały prace związane z wdrażaniem kolejnych inicjatyw strategicznych.

– Zaktualizowana w 2018 roku strategia rozwoju Grupy Kapitałowej Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GK GPW) zakłada tzw. miękką dywersyfikację, czyli wchodzenie w nowe obszary biznesowe w oparciu o nasze kluczowe kompetencje, do których należy prowadzenie i rozwijanie platform transakcyjnych. Nasze najnowsze inicjatywy strategiczne, Telemetria Operator (TeO) i Polski Cyfrowy Operator Logistyczny (PCOL) to specyficzne platformy transakcyjne, które staną się w najbliższych latach ważnym źródłem przychodów – mówi Marek Dietl, Prezes Zarządu GPW.

Koszty operacyjne w III kw. 2021 r. spadły o 1,3% w porównaniu z tym samym okresem przed rokiem i spadły o 3,1% w ujęciu kdk, sięgając 49,4 mln zł. Wskaźnik kosztów do przychodów (C/I) ukształtował się na poziomie 54,5% wobec 56,3% w III kw. 2020 r. oraz 51,9% w II kw. 2021 r.

Omówienie wyników finansowych Grupy GPW za III kw. 2021 r.

Zysk netto

Zysk netto Grupy GPW w III kw. 2021 r. wyniósł 36,0 mln zł, o 12,8% więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej oraz o 20,4% mniej niż w II kw. 2021 r. Wzrost zysku netto rdr jest rezultatem niższego ujemnego salda na przychodach i kosztach finansowych na poziomie -2,4 mln zł vs. -3,7 mln zł przed rokiem. Na ujemne saldo przychodów i kosztów finansowych wpływ miały niższe koszty finansowe, które w bieżącym kwartale ukształtowały się na poziomie -2,4 mln zł wobec 4,2 mln zł w porównywalnym okresie roku ubiegłego. Zysk netto Grupy w III kw. 2021 r. został także wsparty wyższym udziałem w zyskach jednostek wycenianych metodą praw własności, który wyniósł 5,9 mln zł vs. 4,6 mln zł w analogicznym okresie przed rokiem.

Przychody z rynku finansowego

W III kw. 2021 r. przychody ze sprzedaży na rynku finansowym wyniosły 54,4 mln zł, co oznacza spadek względem poprzedniego roku o 6,7%
i spadek o 11,2% kwartał do kwartału. Tym samym przychody z rynku finansowego stanowiły 60,0% całkowitych przychodów ze sprzedaży Grupy GPW. Na przychody z rynku finansowego składają się przychody z tytułu: obsługi obrotu, emitentów i sprzedaży informacji.

  • Obsługa obrotu na rynku finansowym

W III kw. 2021 r. przychody z obsługi obrotu na rynku finansowym wyniosły 35,5 mln zł w porównaniu do 40,9 mln zł rok wcześniej. Jest to spadek o 13,1% rdr i o 15,0% kdk. Na wynik, w ujęciu rdr, największy wpływ miał spadek przychodów z obrotu akcjami
oraz instrumentami pochodnymi.

  • Obsługa emitentów

W III kw. 2021 r. przychody Grupy GPW z obsługi emitentów na rynku finansowym wyniosły 5,5 mln zł w porównaniu do 4,5 mln zł w III kw. 2020 r. oraz 5,5 mln zł kwartał wcześniej. Przychody z tytułu opłat za notowanie wyniosły 4,2 mln zł (+2,6% rdr i +1,8% kdk). Głównym czynnikiem kształtującym wysokość przychodów za notowanie jest liczba notowanych emitentów na rynkach GPW oraz ich kapitalizacja na koniec poprzedniego roku. Przychody z tytułu opłat za wprowadzenie oraz inne opłaty wyniosły 1,3 mln zł. Głównym czynnikiem kształtującym wysokość przychodów z tej linii biznesowej jest liczba debiutów na parkietach GPW oraz wartość akcji i obligacji wprowadzonych do obrotu. W III kw. 2021 r. odnotowano trzy debiuty na Głównym Rynku oraz 8 na NewConnect vs. odpowiednio jeden i siedem debiutów rok wcześniej.

  • Sprzedaż informacji

Przychody ze sprzedaży informacji na rynku finansowym w III kw. 2021 r. wyniosły 13,4 mln zł, co oznacza wzrost o 3,7% rdr i spadek
o 4,2% kdk. Wzrost w ujęciu rocznym wynika z pozyskania nowych klientów na dane Grupy Kapitałowej GPW (użytkowników danych w trybie non-display oraz danych przetworzonych).

Przychody z rynku towarowego

W III kw. 2021 r. przychody ze sprzedaży na rynku towarowym wyniosły 35,8 mln zł, o 21,5% więcej rdr i o 0,6% mniej kdk. Ich udział w całkowitych przychodach Grupy GPW w III kw. 2021 r. wyniósł 39,6%. Na przychody z rynku towarowego składają się przychody z tytułu: obsługi obrotu, prowadzenia rejestru świadectw pochodzenia i rozliczenia transakcji.

  • Obsługa obrotu na rynku towarowym

Przychody z obsługi obrotu na rynku towarowym w III kw. 2021 r. wzrosły o 15,6% rdr oraz wzrosły o 1,7% kdk do 18,4 mln zł. W omawianym okresie zanotowano wzrost przychodów z obrotu energią elektryczną o 27,7% rdr, wynikający z większego wolumenu obrotu na rynku terminowym energii elektrycznej oraz spadek przychodów z obrotu prawami majątkowymi o 24,3% rdr, co wynika z spadku obrotów prawami majątkowymi dla świadectw z OZE do 4,5 TWh w porównaniu do 6,0 TWh rok wcześniej oraz spadku wolumenu obrotu dla efektywności energetycznej. W III kw. 2021 r. odnotowano wzrost przychodów z obrotu gazem o 79,5% rdr, wynikający ze znacznego wzrostu obrotów na rynku spot a także na rynku terminowym. Przychody Grupy z tytułu innych opłat od uczestników rynku towarowego w III kw. 2021 r. wzrosły o 11,5% rdr do 3,7 mln. zł. Wysokość innych opłat od uczestników rynku zależy w dużej mierze od liczby i aktywności Członków IRGiT, w szczególności liczby wykonywanych transakcji.

  • Prowadzenie Rejestru Świadectw Pochodzenia

W III kw. 2021 r. przychody z prowadzenia RŚP wyniosły 4,9 mln zł, co oznacza wzrost o 26,6% rdr i spadek o 25,4% kdk. Spadek przychodów z prowadzenia RŚP to głównie efekt spadku liczby wystawionych praw majątkowych OZE.

  • Rozliczenie transakcji

Grupa uzyskuje przychody z tytułu prowadzenia działalności rozliczeniowej prowadzonej przez IRGiT, spółkę zależną TGE. Przychody
z rozliczenia transakcji w III kw. 2021 r. wyniosły 12,3 mln zł, o 28,0% więcej rdr i o 10,1% więcej kdk. Na zmianę przychodów z tego tytułu wpływ mają wolumeny obrotu na rynkach prowadzonych przez TGE.

  • Sprzedaż informacji

Przychody ze sprzedaży informacji na rynku towarowym w III kw. 2021 r. wyniosły 245 tys. zł, wobec 115 tys. rok wcześniej i 238 tys.
w poprzednim kwartale.

Koszty działalności operacyjnej

W III kw. 2021 r. koszty działalności operacyjnej wyniosły 49,4 mln zł, o -1,3% mniej niż w analogicznym okresie 2020 r., oraz o -3,1% mniej niż w II kw. 2021 r.

Na spadek kosztów działalności operacyjnej największy wpływ miały niższe koszty z tytułu opłat na rzecz KNF, które za III kw. 2021 r. wyniosły 0,3 mln zł tj. 92,3% mniej w ujęciu rdr.

Łączne koszty osobowe wyniosły 24,0 mln zł, wobec 22,3 rok wcześniej. Wzrost łącznych kosztów osobowych to pokłosie wyższego zatrudnienia wynikającego z realizacji strategii rozwoju #GPW2022. Z uwagi na prowadzone projekty rozwojowe w GPW część wynagrodzeń pracowniczych podlega kapitalizacji, co oznacza, że będą one ujęte w kosztach w okresie po wdrożeniu poszczególnych projektów. Koszty usług obcych wyniosły 13,5 mln zł o 4,0% więcej rdr i o 2,1% kdk co jest wynikiem wystąpienia w GPW wyższych kosztów usług doradczych w związku z prowadzonymi projektami. W III kw. 2021 koszty amortyzacji spadły o 0,5% rdr do 8,7 mln zł, a koszty opłat eksploatacyjnych wyniosły 1,2 mln zł, czyli o 8,3% więcej rdr.

Udział w zyskach jednostek wycenianych metodą praw własności

W III kw. 2021 r. zysk Grupy GPW z tytułu udziału w zyskach jednostek wycenianych metodą praw własności wyniósł 5,9 mln zł, o 30,3% więcej rdr i o 24,5% mniej kdk. Na wyższe wyniki w ujęciu rocznym wpłynął wyższy zysk Grupy KDPW. Poprawa wyników finansowych KDPW wynika
z wyższych przychodów z:

  • rozrachunku i przechowywania papierów wartościowych dla których KDPW jest depozytem macierzystym, ze względu na wyższą kapitalizację tych papierów i nowe emisje;
  • obsługi emitentów – wzrost przychodów z tytułu rejestracji papierów wartościowych po wejściu w życie obowiązku rejestracji akcji spółek niepublicznych; wyższe przychody związane z obsługą realizacji wypłat świadczeń pieniężnych z papierów wartościowych;
  • działalności rozliczeniowej – wzrost obrotów oraz liczby transakcji zawieranych na GPW zarówno na rynku kasowym jak i terminowym, jak również rozliczenia transakcji z TBSP.

Superkomputery z Poznania, Krakowa i Gdańska na liście TOP500

W ramach projektu „PRACE – Współpraca w zakresie zaawansowanych obliczeń w Europie”, w tym roku oddano już do użytku cztery superkomputery. Aż trzy z nich znalazły się na tegorocznej, prestiżowej liście TOP500, która prezentuje najszybsze superkomputery świata. Są one częścią infrastruktury przetwarzania danych, która charakteryzuje się niespotykaną dotąd w stali kraju mocą obliczeniową na poziomie aż 16 PFLOPS. Instalacje HPC wzbogacone zostały w infrastrukturę danych o łącznej pojemności blisko 150 PB. Zakup całej infrastruktury dofinansowano ze środków Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój, w ramach konkursu ogłoszonego przez Ośrodek Przetwarzania Informacji – Państwowy Instytut Badawczy (OPI PIB).

Najnowocześniejsza i największa infrastruktura obliczeniowa w Polsce

PRACE-LAB to projekt realizowany w Polsce, dostarczający zaawansowane usługi obliczeniowe, wspierane przez nowoczesną infrastrukturę danych dla środowiska naukowego w kraju i Europie. Inicjatywa ta pomaga także realizować badania przemysłowe w gospodarce. W ramach projektu powstała najnowocześniejsza i największa infrastruktura obliczeniowa w Polsce. Dodatkowo, posiada ona najwyższy standard niezawodności.

Powstała w ramach  PRACE-LAB infrastruktura przetwarzania danych charakteryzuje się niespotykaną dotąd w skali kraju mocą obliczeniową na poziomie 16 PFLOPS. W 2021 r. oddano już do użytku cztery superkomputery, z czego trzy – ALTAIR (PCSS w Poznaniu), Ares (Cyfronet AGH w Krakowie) oraz Tryton Plus (CI TASK w Gdańsku) – znalazły się na tegorocznej liście TOP500, prezentującej najszybsze superkomputery świata. Komputery te również znalazły się w zestawieniu Green500, gdzie z kolei doceniona jest efektywność energetyczna (najmniejszy pobór mocy). W ramach PRACE-LAB powstała także zaawansowana infrastruktura danych o łącznej wielkości blisko 150 PB i wydajności na poziomie 477GB/s. Zlokalizowana jest ona w dużych polskich ośrodkach akademickich: Gdańsku, Białymstoku, Poznaniu, Kielcach, Łodzi, Częstochowie, Wrocławiu oraz Krakowie.

Kilka dni, zamiast dziesiątków lub setek lat

Celem bezpośrednim PRACE-LAB jest budowa szeroko dostępnej infrastruktury obliczeniowej HPC (ang. High Performance Computing), złożonej z wysokowydajnych serwerów obliczeniowych, wyspecjalizowanych jednostek przetwarzania oraz elastycznych systemów zarządzania danymi.  Infrastruktura taka została zainstalowana w 8  miastach w Polsce, w centrach danych partnerów konsorcjum. Jednocześnie dzięki szybkiemu dostępowi do sieci światłowodowych PIONIER oraz sieci miejskich, użytkownicy wykorzystują wszystkie dostarczone usługi bez utraty jakości.

Aby usprawnić wymianę danych oraz rozszerzyć spektrum badań, nowoczesny system projektu PRACE-LAB podłączony został do krajowej akademickiej sieci PIONIER oraz europejskiej sieci szerokopasmowej GÉANT. W dalszym etapie planowana jest integracja tej infrastruktury z europejskimi systemami EuroHPC, PRACE oraz europejską chmurą na rzecz otwartych danych EOSC (European Open Science Cloud) – mówi dr inż. Norbert Meyer, koordynator projektu PRACE-LAB.

Dzięki realizacji projektu zwiększy się konkurencyjność środowiska naukowego oraz krajowej gospodarki, ze szczególnym uwzględnieniem sektora MŚP na rynkach międzynarodowych. Realizowane prace rozwojowe korzystnie wpłyną także na pozycję polskiego sektora ICT – poprzez wsparcie i wzmocnienie rozwoju innowacyjnych rozwiązań.  Systemy te udostępnione zostaną także całemu środowisku naukowemu (wszystkim uczelniom w Polsce, instytutom Polskiej Akademii Nauk oraz Państwowym Instytutom Badawczym) oraz podmiotom wspierającym polską gospodarkę.  Dzięki temu użytkownicy zyskają możliwość analizowania i prognozowania na podstawie przetwarzania wielkich zbiorów danych (Big Data). Nowe systemy umożliwią także prace w gotowych środowiskach, w ramach wirtualnych laboratoriów. Ponadto, na powstałym systemie udostępniony zostanie użytkownikom emulator obliczeń kwantowych, który pozwoli wznieść przetwarzanie dużych wolumenów danych na nowy poziom. Superkomputery umożliwiają przeprowadzenie symulacji, które przy użyciu zwykłych komputerów, zajęłyby często dziesiątki, a czasem nawet i setki lat. Dzięki zaawansowanym systemom obliczeniowy czas ten skraca się do zaledwie kilku dni.

Cieszę się, że w ramach konkursu ogłoszonego przez OPI PIB mogliśmy ze środków POIR dofinansować projekt PRACE-LAB. Jego realizacja jeszcze się nie zakończyła, a już teraz widoczny jest korzystny wpływ na wzrost innowacyjności polskiej nauki. Przykładowo superkomputer Altair wykorzystywany jest w działaniach związanych z rozwojem sztucznej inteligencji, analityką dużych ilości danych w fizyce jądrowej, chemii kwantowej i biologii. Prowadzone są także przy jego pomocy symulacje inżynierskie oraz badania związane z pandemią COVID-19 – mówi Joanna Kuszlik-Cichosz, zastępca dyrektora ds. administracji w Ośrodku Przetwarzania Informacji – Państwowym Instytucie Badawczym (OPI PIB).

Jednostki uczestniczące w projekcie PRACE-LAB to: Poznańskie Centrum Superkomputerowo-Sieciowe afiliowane przy Instytucie Chemii Bioorganicznej Polskiej Akademii Nauk (lider projektu), Akademickie Centrum Komputerowe CYFRONET AGH, Politechnika Białostocka, Politechnika Częstochowska, Centrum Informatyczne TASK Politechniki Gdańskiej, Politechnika Łódzka, Politechnika Świętokrzyska oraz Politechnika Wrocławska – Wrocławskie Centrum Sieciowo-Superkomputerowe.

Prognoza kursu euro, dolara, franka na koniec roku

W ostatnich dniach złoty był dosyć słaby. W ciągu kilkunastu godzin kurs euro wzrósł o blisko 2 grosze i przekracza już 4,61 zł. Osiąga wartości niewidziane od ponad dwóch tygodni. W poniedziałek wyraźny skok obserwujemy też w notowaniach dolara i franka. Amerykańska waluta kosztuje 3,98 zł, a szwajcarska chodzi po blisko 4,33 zł. Polski złoty pozostaje słaby i jego perspektywy są gorsze niż wcześniej się wydawało. Kurs EUR/PLN oscylował w okolicach 4,60. Jest to z reguły cecha, którą obserwujemy w czasie ostatnich miesięcy. Mimo bardzo dobrej koniunktury oraz wysokiej inflacji, złoty nie umacnia się. Jest to zachowanie zupełnie inne niż zwykle w tej fazie cyklu gospodarczego. Przy takich warunkach złoty zyskiwał, ponieważ oczekiwany był dalszy wzrost gospodarczy oraz przewidywano podwyżki stóp procentowych. Tym razem bank centralny prezentuje trochę inne podejście. Podnosi stopy procentowe istotnie wolniej niż nasi sąsiedzi. Dlatego złoty jest w długoterminowym trendzie i utrzymuje się na słabszym poziomie. Należy zaznaczyć, że nie zachowuje się jak typowa waluta cykliczna.

– Zakładamy, że do końca roku kurs złotego będzie się wahał w okolicy 4,60. Gdybyśmy nie doświadczyli podwyżki stóp procentowych w listopadzie, to rynek będzie bardzo rozczarowany, ponieważ wycenia taką możliwość. Warto naśladować to, co robią banki centralne w regionie. Natomiast jeżeli tak się nie stanie, doświadczymy kursu EU/PLN w okolicy 4,80 lub wyżej – powiedział serwisowi eNewsroom Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego. – Jednak w sytuacji, gdy bank centralny będzie kontynuował podwyżki w tempie nie mniejszym niż oczekuje rynek, wówczas może się okazać, że kurs EU/PLN utrzyma się na poziomie 4,60. Jeżeli chodzi o dolara, to pokazał on szczyt swoich mocy w ostatnich tygodniach. Ostatnio przestał reagować na kolejne głosy sugerujące stopniowe zacieśnianie polityki monetarnej w USA. W związku z tym zakładamy, że taka chwilowa górka dolara została osiągnięta. Do końca roku EU/USD może się wahać w granicach 1,15-1,17 – co oznacza, że kurs USD/PLN wróci w okolice 3,90 i powinien tam pozostać. Z kolei rok 2022 powinien stać pod znakiem mocnego dolara z kursem USD/PLN w okolicach 4. Jest to spowodowane tym, że amerykański bank centralny będzie o wiele szybciej i wcześniej zacieśniał politykę niż europejski. Rynki finansowe będą to wyceniać w postaci mocniejszego dolara. Frank szwajcarski powinien zachowywać się podobnie jak kurs EU/PLN. Zakładamy, że do końca roku utrzyma się na poziomie 4,20 – a w przyszłym roku możliwe jest niewielkie umocnienie w okolice 4,05. Jednak nie będzie to umocnienie, jakie znamy z poprzednich cykli gospodarczych – tłumaczy Benecki.

Kto za Powella?

Oprócz inflacji, tematem coraz gorętszym staje się kadencja Jeromego Powella – aktualnego przewodniczącego Rezerwy Federalnej, a dokładnie to czy zostanie ona przedłużona, a jeśli nie to kto miałby zastąpić obecnego szefa Fed-u. W mediach coraz częściej pada nazwisko Pani Brainard, która w bankowości centralnej jest od 2014 roku.

W Rezerwie Federalnej zadaniem przewodniczącego jest w głównej mierze komunikacja z rynkiem na temat prowadzonej polityki monetarnej w przyszłości. To oczywiście nie jedyne zajęcie, ale dla uczestników rynku ta funkcja ma kluczowe znaczenie. Pani Brainard słynie z gołębich poglądów, oznacza to, że mocniej opowiada się za luźną polityką monetarną od aktualnego Prezesa. Nie wiem do końca czy zastąpienie Powella byłoby dobrą informacją dla rynku. Trwają gorące dyskusje, czy objęcie stanowiska przez nową osobę spowoduje kontynuację najnowszego harmonogramu ograniczania skupu aktywów przez Fed. Kandydatura Brainard (o ile do niej dojdzie) wzmocni spekulacje na temat tego, czy termin pierwszej podwyżki stóp w US zostanie bardziej oddalony w czasie niż aktualnie rynek tego oczekuje. Należy podkreślić osiągniecia obecnego przewodniczącego w polityce monetarnej. Powell zdecydowanie prowadzi lepszą komunikację z rynkiem niż Ben Bernanke. Wall Street została dobrze przygotowana na redukcję QE. Pamiętamy dobrze „taper tantrum”, które zostało wywołane w 2013 roku. Gwałtowny wzrost rentowności amerykańskich obligacji to jeden ze skutków tych działań. Wówczas Bernanke zakomunikował zakończenie programu skupu aktywów, który został wdrożony jako odpowiedź na kryzys finansowy z lat 2007 – 2009. Lekcja z tamtego okresu odbija się echem dzisiaj, gdy decydenci Fed ponownie debatują nad losem ogromnego bilansu banku centralnego i zmagają się z zawirowaniami na rynku oraz oczekiwaniami inwestorów co do przyszłej polityki pieniężnej.

Aktualnie amerykańskie 10-latki kolejny dzień z rzędu spadają a ich rentowność wczoraj była poniżej 1,425 proc.

Przechodząc do dzisiejszych wydarzeń uwaga inwestorów skupi się na godzinie 14:30. Wnioski o zasiłek dla bezrobotnych będą stanowiły jedynie tło publikacji danych na temat inflacji CPI. Wczorajsze ceny producentów pokazały wzrost zgodny z oczekiwaniami. Dzisiaj konsensus agencji Bloomberg zakłada wyższe odczyty za październik i uplasowanie się wskaźnika CPI na poziomie 5,8 proc. (poprzednia wartość to 5,4 proc. r/r). Szacunki pokazują również wyższy odczyt miary bazowej (bez cen energii i żywności). Interpretacja wydaje się stosunkowo prosta. Zaskoczenia „in plus” w danych powinno wzmocnić siłę dolara, w przeciwnym wypadku powinniśmy zobaczyć korektę. Pamiętajmy, że „zielony” jest już mocno wykupiony a ostatnie działania Fedu (zakończenie tapering-u) jest w cenach, zatem wzrasta ryzyko odreagowania na USD. Główna para walutowa od dłuższego czasu znajduje się w konsolidacji pomiędzy 1,1670 a 1,1525. Te poziomy powinniśmy obserwować.

Złoty pozostaje wrażliwy na zmiany nastrojów na rynkach bazowych. Ten tydzień jest wyjątkowo ubogi w dane makro. W piątek jedynie poznamy wstępny odczyt PKB z III kwartał. Wczoraj kolejny członek RPP (Rafał Sura) wypowiedział się za kontynuacją podwyżek stóp procentowych. Stwierdził on, że sprowadzenie inflacji poniżej 3,5 proc. stało się głównym celem Rady. W takiej sytuacji przed-pandemiczne poziomy stopy referencyjnej (1,5 proc.) mogą być niewystarczające. Obecnie stopa referencyjna opiewa na 1,25 proc., poziom sprzed pandemii, w ocenie Sury, zostanie osiągnięty szybko. Złoty nie zagregował na te słowa. EUR/PLN aktualnie oscyluje wokół 4,59.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

Badanie Canon: Co pandemia zmieniła w polskich firmach?

Wracamy do biur, choć nadal w ograniczonym zakresie. Aż 40 proc. średnich firm pracuje obecnie w trybie stacjonarnym, podczas gdy prawie połowa dużych przedsiębiorstw stawia na pracę hybrydową. To tylko niektóre wnioski, jakie wypływają z badania Insight Lab przeprowadzonego na zlecenie Canon Polska, w którym przeanalizowano zmiany w sposobie funkcjonowania biur i wykorzystywania sprzętu biurowego w czasie pandemii.badanie canon 3 badanie canon 2 badanie canon

Wyniki zostały oparte na rozmowach z 202 przedstawicielami średnich i dużych firm z całej Polski, które wykonano w połowie września br. Wśród rozmówców przeważali managerowie IT, dyrektorzy administracyjni oraz inne osoby odpowiedzialne za cyfrową infrastrukturę przedsiębiorstw.

Duże firmy stawiają na pracę hybrydową; średnie – na klasyczne biura

Kluczowe wnioski, jakie wypływają z badania, dotyczą m.in. powrotu pracowników do biur stacjonarnych. Okazuje się, że pomiędzy średnimi a dużymi firmami istnieje znaczna dysproporcja w kwestii preferowanej formy pracy wykonywanej w nowej pandemicznej rzeczywistości. 40 proc. średnich przedsiębiorstw w Polsce (czyli takich zatrudniających między 50 a 249 pracowników) pracuje obecnie w biurach jak przed pandemią, a tylko co czwarte stawia na system pracy hybrydowej. Tymczasem, jeśli chodzi o duże firmy (z zatrudnieniem powyżej 250 pracowników) jest odwrotnie – zaledwie 14 proc. z nich od początku pandemii nie zmieniło nawyków pracy, a model hybrydowy wprowadziło prawie połowa z nich.

Ogólne wnioski z badania przeprowadzonego dla Canon Polska wskazują jednak na powrót do biur z możliwością sporadycznego wykonywania zadań z domu. Co trzecie przedsiębiorstwo wyraziło potrzebę pracy jak przed pandemią, deklarując pełen powrót do biur, jak tylko będzie to w pełni możliwe i bezpieczne.

Technologie ważniejsze niż urządzenia

Pandemia przyczyniła się również do nowych zakupów urządzeń wielofunkcyjnych (wykonujących np. druk i skan) dokonywanych przez przedsiębiorców po to, aby ułatwić pracownikom pracę zdalną lub hybrydową. Uczestniczący w badaniu dla Canon Polska przedstawiciele dużych firm w zdecydowanej większości (66 proc.) przyznali, że już na początku pandemii wyposażyli swoją kadrę w odpowiedni sprzęt do pracy w domu. Jednak mniej chętne do zakupu sprzętu biurowego były średnie przedsiębiorstwa, które częściej deklarowały, że nie wykorzystują już dokumentów papierowych, a gdy jest to konieczne, pracownicy otrzymują instrukcję korzystania ze sprzętu w biurze (52 proc badanych).

O ile jednak większość firm posiada obecnie wystarczającą do pracy w każdy trybie liczbę urządzeń, o tyle około połowa z nich rozważa wprowadzenie dodatkowych usług, która pomogą ich pracownikom wykonywanie zadań w nowej rzeczywistości. Średnie polskie firmy interesują się np. możliwością zdalnego zarządzania i zabezpieczania firmowych urządzeń drukujących (w tym tych znajdujących się poza biurem). Z kolei duże przedsiębiorstwa najczęściej wskazują na zainteresowanie rozwiązaniami oferującymi przeglądanie dostępu i zmian w dokumentach firmowych z możliwością ich ograniczenia tylko do wybranych pracowników.

Firmy przygotowane na nowe modele pracy

Badania Insight Lab to kolejne potwierdzenie ewolucji potrzeb klientów – mówi Michał Łepkowski. –Podstawą jest oczywiście odpowiednie urządzenie, ale dziś dużo większą wagę przykłada się do nowoczesnych technologii ułatwiających codzienne biurowe czynności. To dla nas dobre wiadomości, bo już od kilku lat stawiamy na rozwój nowoczesnego oprogramowania – komentuje przedstawiciel Canon Polska.

Przemysław Huk, Research Manager w Insight Lab podkreśla z kolei dobre przygotowanie firm do zmieniającego się trybu pracy. – Badanie udowadnia, że większość przedsiębiorstw wyposażyło swoich pracowników w niezbędny sprzęt do pracy w trakcie pandemii i racjonalnie podchodzi do kwestii implementacji nowych technologii. Te dane pokazują po prostu, że rośnie świadomość z zakresu optymalizacji procesów biznesowych z uwzględnieniem wykorzystania sprzętu biurowego – mówi przedstawiciel agencji badawczej.

*Badanie zmian w funkcjonowaniu firm i korzystaniu z rozwiązań biurowych wykonano w formie ankiety telefonicznej wspomaganej komputerowo (CATI) w okresie 15-21 września 2021 r. i obejmowało ono 202 przeprowadzone wywiady. Dobór próby badawczej miał charakter losowo-kwotowy.

Eesti Energia z najlepszym w historii wynikiem sprzedaży w trzecim kwartale

Wysokie ceny energii przełożyły się na wzrost przychodów Grupy Eesti Energia w III kwartale 2021 r. do 291 mln EUR. W porównaniu rok do roku jest to wzrost, aż o 52 proc., czyli o 100 mln EUR. Jest to najlepszy w historii wynik osiągnięty przez grupę w III kwartale.

Zysk EBITDA wzrósł o 48 proc. do 66 mln EUR w ciągu roku. O ile III kw. ubiegłego roku przyniósł firmie stratę w wysokości 8 mln euro, to w tym samym okresie br. zysk netto grupy wyniósł 16,9 mln EUR.

Na wyniki finansowe spółki największy wpływ miał gwałtowny wzrost rynkowej ceny energii elektrycznej, która w krajach bałtyckich wzrosła średnio ponad 2,5-krotnie i osiągnęła poziom 100 EUR za megawatogodzinę.

Wysokie ceny energii elektrycznej są wynikiem zbiegu kilku czynników: niskiego poziomu zasobów wodnych w krajach skandynawskich, wysokich cen gazu ziemnego, rekordowo wysokich kosztów uprawnień do emisji CO2 oraz wzrostu zużycia energii. Wszystkie te czynniki obrały przeciwny kierunek w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku.

Jak podkreślił Andri Avila, członek zarządu i dyrektor finansowy Eesti Energia, wysokie ceny energii mają zarówno pozytywny, jak i negatywny wpływ na spółkę.

Z jednej strony, wpływa to na zwiększenie naszych przychodów ze sprzedaży, podnosi konkurencyjność inwestycji w energię odnawialną i umożliwia hybrydowym elektrowniom Narvy zająć lepszą pozycję na rynku. Z drugiej strony, składniki kosztów naszej produkcji są droższe, a koszt zakupu energii elektrycznej jest kilkakrotnie wyższy, wywierając presję na nasze marże – Avila podał kilka przykładów.

Ponad połowa klientów Eesti Energii nie musi obawiać się wahań cen rynkowych energii elektrycznej, ponieważ korzystają z pakietów energii elektrycznej o stałej cenie, która jest obecnie niższa od ceny rynkowej. Eesti Energia spełnia swoje zobowiązania wynikające z umów podpisanych z klientami, pozostając wiarygodnym partnerem biznesowym.

Do końca III kwartału br. blisko 800 klientów biznesowych w krajach bałtyckich skorzystało z możliwości zawarcia umowy zakupu i sprzedaży zielonej energii z Grupą Eesti Energia na okres do dziesięciu lat, w celu zyskania długofalowej gwarancji bezpieczeństwa cenowego.

Eesti Energia sprzedała w trzecim kwartale łącznie 2,2 TWh energii elektrycznej na swoich rynkach macierzystych, czyli o 25% więcej niż w tym samym okresie rok do roku. Największy wzrost sprzedaży odnotowano w Polsce i na Litwie.

W trzecim kwartale Grupa wyprodukowała 1,2 TWh energii elektrycznej, czyli o 12% więcej w porównaniu do tego samego okresu 2020 r. Produkcja energii cieplnej wzrosła o 79% r/r, do poziomu 167 GWh. Z kolei produkcja paliw płynnych spadła o 22%. do 90 tys. ton z powodu okresowych przeglądów zakładów.

W ciągu pierwszych 9 miesięcy tego roku spółka osiągnęła 829 mln EUR przychodów ze sprzedaży (+42%), 179 mln EUR zysku EBITDA (+20%) oraz wypracowała 33 mln EUR zysku netto (-3 mln EUR w 2020 r.).

Andri Avila ocenia, że nie należy spodziewać się spadku cen energii do normalnego poziomu rynkowego. Wysokie koszty uprawnień do emisji CO2 i gazu ziemnego dyktują ceny szczytowe w produkcji energii elektrycznej, a popyt na energię jako całość nie wykazuje oznak słabnięcia w kontekście wzrostu gospodarczego. Pogoda nadchodzącej zimy jest czynnikiem nieprzewidywalnym, który może przynieść ulgę lub spowodować kolejny wzrost cen.

Grupa Recykl w III kwartale z ponad 5 mln zł zysku netto

Grupa Recykl S.A., lider rynku zagospodarowywania odpadów poużytkowych w postaci zużytych opon, w trzecim kwartale br. wypracował 23,2 mln zł przychodów ze sprzedaży (+33 proc. r/r), przy 9,1 mln zł EBITDA (+57 proc. r/r) i zysku netto na poziomie 5,9 mln zł  (+110 proc. r/r). Najwyższe kwartalne wyniki w historii działalności są efektem wzrostu sprzedaży produktów ze przerobu opon efektywności kosztowej oraz sprzyjającej sytuacji rynkowej. Firma odnotowuje rosnące zapotrzebowanie na czysty granulat gumowy SBR oraz pracuje nad długoterminową strategią rozwoju.

– Systematycznie osiągamy ciągły wzrost skali biznesu, zobrazowany rosnącymi wynikami finansowymi. W ostatnim kwartale efektywnie wykorzystaliśmy sprzyjające warunki rynkowe i stabilną pozycję, istotnie umocnioną po oddaniu nowego zakładu w Chełmie. Chcemy jednak iść dalej i pracujemy nad strategią rozwoju obejmującą wizję spółki w ciągu najbliższej dekady. Zakładamy jej publikację do końca bieżącego roku – mówi Maciej Jasiewicz, Wiceprezes Grupy Recykl S.A.

W trzecim kwartale 2021 roku łączny wolumen sprzedanych produktów z przerobu zużytych opon wyniósł 31,3 tys. ton (+27 proc. r/r). Odpowiada za to m.in. wzrost sprzedaży paliw alternatywnych o 43,2% r/r do 13,8 tys. ton oraz kluczowego produktu – czystych granulatów SBR rzędu +17,6 proc. r/r do 12,8 tys. ton. W ujęciu przychodowym, największe pozycje stanowiły następujące kategorie: „Produkty z przerobu opon”: 16,7 mln zł (+54 proc. r/r), „Wykonanie usługi odzysku i recyklingu”: 3 mln zł (+7% proc. r/r) oraz „Usługi transportowe”: 1 mln zł (+35,7 proc. r/r).

Zapotrzebowanie na czysty granulat gumowy wzrasta z uwagi na stale rosnące zapotrzebowanie na materiał ze strony producentów produktów gotowych. Obszarem o dużym potencjale jest rozwój infrastruktury drogowej, może spowodować zainteresowanie stosowaniem lepszych materiałów nawierzchniowych z domieszką gumy, nad którymi Grupa Kapitałowa prowadzi zaawansowane badania.

W III kwartale br. Grupa Recykl rozpoczęła działania dążące do opracowania długoterminowej strategii rozwoju, zakładającej ilościowy i jakościowy wzrost skali biznesu.

Hub & spoke odpowiedzią na problemy z rekrutacją talentów

Przeprowadzone przez Knight Frank badanie wśród naszych globalnych klientów, w którym wzięły udział 373 firmy zatrudniające łącznie niemal 10 mln osób na świecie, wskazuje, że 90% ankietowanych uważa biuro za strategiczne narzędzie dla swojej firmy. Jednakże, co bardzo ważne – forma, funkcja, jakość i wielkość biur ulegnie zmianie. Pomimo, że 59% z ponad 370 globalnych najemców, których ankietowaliśmy, oceniło swoje doświadczenia związane z pracą w domu jako „pozytywne”, plan przyjęcia w pełni zdalnych modeli pracy zakładają nieliczni. Wiele firm cały czas szuka czas modelu pracy, który wpisze się w ich strategię biznesową. Z rozmów z najemcami wynika, że na znaczeniu zyskają trzy scenariusze: praca hybrydowa, praca z dowolnego miejsca i model hub & spoke.

W procesie poszukiwania modelu pracy, który najlepiej wpisze się w strategię biznesową firm najczęściej wymienia się model pracy hybrydowej, czyli połączenie pracy w biurze i pracy zdalnej w różnych proporcjach, jako sposób na wykorzystanie przez pracowników i pracodawców korzyści płynących z obu tych form pracy. Firmy z branży nowych technologii z kolei są bardziej odważne i część z nich przyjęła politykę pracy z dowolnego miejsca, co daje pracownikom praktycznie nieograniczone możliwości wyboru lokalizacji. Coraz częściej mówi się również o modelu hub & spoke. W tym przypadku siedziba firmy, spełniająca podstawowe funkcje, jest połączona z rozproszonymi geograficznie biurami satelitarnymi. Biura satelitarne dają pracownikom możliwość pracy bliżej domu, a pracodawcom pozwalają wyjść naprzeciw oczekiwaniom pracowników, w niektórych przypadkach oszczędzając na kosztach wynajmu biura. Widzimy już kilka zrealizowanych przykładów tego rozwiązania w Polsce. Wszystko zależy jednak od branży oraz modelu biznesowego.

Część najemców zwracają uwagę, że model hub & spoke jest dobrym rozwiązaniem, ale krótkoterminowo. Dostrzegają jego korzyści w przypadku konieczności zorganizowana biura tymczasowego, albo na projekt, co jest częste w przypadku firm inżynieryjnych i budowlanych. Nie upatrują jednak w tym modelu pracy systemu, który będzie funkcjonował jako rozwiązanie na stałe. Są też jednak firmy, które już go wdrożyły właśnie jako rozwiązanie na stałe. APPLY Poland, która ma biuro swoje w Krakowie od wielu lat, postanowiła otworzyć biuro satelitarne w Katowicach. Biuro to jest odpowiedzią na potrzeby pracowników, żeby skrócić czas jaki poświęcają na dojazd do pracy oraz poszerzeniem zasięgu rekrutacji. Otwieranie biur satelitarnych w dużych aglomeracjach, gdzie podróżowanie w godzinach szczytu wiąże się z godzinami dziennie straconymi w samochodach i w komunikacji miejskiej, jest dobrym rozwiązaniem dla firm, które mają problemy z rekrutacją pracowników o wąskich specjalizacjach, których dostępność na rynku pracy jest ograniczona. Decydując się na otworzenie biura satelitarnego nawet w innym mieście, można rekrutację poszerzyć na inne rynki zwiększając swoje szanse pozyskania najlepszych ludzi.

Monika Sułdecka-Karaś, Partner, Dyrektor Regionalna, Knight Frank

Sektor handlu na muszce hakerów: cyberatak na Media Markt

Sieć Media Markt zaatakowali hakerzy żądając 240 tys. dolarów okupu za wykradzione dane, tym samym paraliżując działania części znanej sieci sklepów z elektroniką.

W nocy z niedzieli na poniedziałek serwery i stacje robocze sieci Media Markt zostały zaszyfrowane poprzez atak typu ransomware. Spowodowało to zakłócenia pracy sklepów stacjonarnych – m.in. brak możliwości płatności kartą czy wydruku paragonu – w Niemczech i Holandii. Kasy supermarketów miały zostać odłączone od sieci ze względów bezpieczeństwa.Hakerzy odpowiedzialni za atak, zażądali od Media Markt 240 tys. dolarów w zamian za oprogramowanie umożliwiające odszyfrowanie danych.

Według analizy McAfee i CSIS, cyberprzestępcy zarabiają rocznie 600 miliardów dolarów – o jedną trzecią więcej niż wart jest rynek narkotykowy. Każdego dnia powstaje 300 tys. nowych szkodliwych programów, a średnio co 39 sekund ma miejsce atak hakerski.

Sektor handlu zagrożony

Zespół Reagowania na Incydenty Bezpieczeństwa Komputerowego (CSIRT) NASK w ubiegłym roku zarejestrował 10 420 incydentów cyberbezpieczeństwa, ponad 60 proc. więcej niż w roku poprzednim. Najczęściej atakowano sektor mediów, drugi w kolejności okazał się handel hurtowy i detaliczny.

– Nikogo nie dziwi zainteresowanie hakerów sektorem handlu. To źródło nie tylko milionów danych klientów, ale i dużych sum, które nieprzygotowani do ataku menedżerowie są skłonni wydać na okup – komentuje Maciej Cieśla, Head of Cybersecurity HackerU Polska. – To jednak najmniej rekomendowane rozwiązanie. Przyjęcie przez firmy kompleksowego podejścia okazuje się dziś niezbędne, bowiem koszt braku odpowiednich zabezpieczeń jest zazwyczaj ogromny. Przelicza się go nie tylko na konkretne straty finansowe, lecz także na utratę zaufania do firmy czy instytucji – dodaje.

Prawdziwa wartość, jaką wnosi cyberbezpieczeństwo, to ochrona majątku firmy i jej klientów, jak również reputacji przedsiębiorstwa. Zabezpiecza się więc nie tylko jego dane, ale praktycznie całe dalsze funkcjonowanie.

Cyberedukacja kluczem

– Wraz z postępującą transformacją cyfrową, zagrożenia w zakresie cyberbezpieczeństwa zmieniają się niezwykle dynamicznie. Firmom i organizacjom potrzebni są eksperci, którzy zadbają o bezpieczeństwo całych systemów i sieci informatycznych, a cyberspecjaliści, którzy chcą być nadal skuteczni muszą nieprzerwanie doskonalić swoje umiejętności i nabywać nowe – komentuje Maciej Cieśla. – Nie należy jednak zapominać, że bardzo często cyberprzestępcy obierają na cel pracownika nietechnicznego, o niskich kompetencjach cyfrowych, który przetwarza lub ma dostęp do ogromnej ilości wrażliwych danych. Właściwa cyberedukacja pracowników oraz przygotowanie ich do reagowania na zagrożenia pozwoli zminimalizować ryzyko ataku na każdy rodzaj instytucji – dodaje Cieśla.

Tymczasem odpowiednie przeszkolenie kadr wciąż jest w Polsce rzadkością. Według raportu DESI 2019, chwilę przed pandemią zajmowaliśmy 24. miejsce w UE pod względem kompetencji cyfrowych, a jedynie co piąty Polak mógł się nimi pochwalić na poziomie ponadprzeciętnym. O tym, czy światowy kryzys spowodowany pandemią przyczynił się do wzrostu liczby wykwalifikowanych cyfrowo Polaków dowiemy się już w przyszłym roku, podczas zaplanowanego w Grupie Wyszehradzkiej testu cyfrowych kompetencji.

STS Holding S.A. ogłasza zamiar wejścia na GPW

Grupa STS („Grupa”), grupa kapitałowa, na czele której stoi STS Holding S.A. (dalej: „STS Holding”, „Spółka”), największy bukmacher w Polsce[1], działający w oparciu o autorską technologię, ogłasza chęć przeprowadzenia pierwszej oferty publicznej skierowanej zarówno do inwestorów instytucjonalnych, jak i indywidualnych. Spółka zamierza wnioskować o dopuszczenie akcji do obrotu na rynku regulowanym Giełdy Papierów Wartościowych („GPW”) w Warszawie. Po IPO STS Holding byłby jedynym przedstawicielem branży zakładów bukmacherskich na GPW.

Grupa jest największym pod względem obrotów bukmacherem w Polsce[2], który działa również na skalę międzynarodową, dzięki licencjom w Wielkiej Brytanii oraz Estonii, skąd oferuje usługi na kilku rynkach. Produkty oferowane przez Grupę obejmują zakłady sportowe, zakłady na sporty wirtualne, kasyno internetowe (poza Polską), BetGames oraz szeroką ofertę zakładów na wyniki wydarzeń esportowych.

Dziś ogłaszamy chęć przeprowadzenia IPO oraz debiutu akcji na GPW. Wierzymy, że grupa taka jak STS Holding ­– o doskonałej pozycji rynkowej, z dużą rozpoznawalnością oraz silnym zespołem menadżerskim – jest atrakcyjna dla inwestorów polskich oraz zagranicznych. Osobiście uważam, że wejście na GPW przyspieszy nasz rozwój, umocni pozycję absolutnego lidera rynku w Polsce i pomoże zwiększyć rozpoznawalność marki na arenie międzynarodowej mówi Mateusz Juroszek, prezes zarządu STS Holding.

Grupa – za sprawą licznych inwestycji w rozwój oferty produktowej, nowoczesnych technologii oraz nowych funkcjonalności dla użytkowników – między 2015 i 2020 rokiem zwiększyła wartość zawartych zakładów prawie sześciokrotnie. Wartość zawartych zakładów w 2020 roku wyniosła 3, 319 mld zł, a EBIDTA 171 mln zł. Zarząd szacuje, że obecnie Grupa posiada blisko połowę udziałów w polskim rynku bukmacherskim, a ok. 85% wartości zawartych zakładów pochodzi z kanałów online Grupy – aplikacji dedykowanej systemowi Android oraz iOS, strony internetowej i jej mobilnej wersji. Grupa posiada również nowoczesne lokale przyjmowania zakładów, które znajdują się w każdym większym mieście w Polsce – łącznie na terenie kraju jest ich ponad 400, które dodatkowo zwiększają rozpoznawalność marki. Grupa zatrudnia ponad 1500 osób.

Grupa funkcjonuje na polskim rynku od niemal 25 lat. W tym czasie zwiększyliśmy skalę działalności, zmieniliśmy model biznesowy oparty na lokalach stacjonarnych na kanały online oraz zabezpieczyliśmy wiodące rozwiązania technologiczne, rozbudowaliśmy innowacyjną ofertę produktową, weszliśmy na rynki zagraniczne czy zbudowaliśmy własny system bukmacherski. Dzięki temu Grupa stała się największym legalnym bukmacherem w Polsce, z 46% udziałem w rynku, ale także podmiotem nastawionym na działalność międzynarodową. Teraz nadszedł czas na publiczną ofertę akcji Spółki, która będzie dodatkowym motorem wzrostu Grupy dodaje Mateusz Juroszek.

Przewagi konkurencyjne

  • Grupa jest największym podmiotem w branży bukmacherskiej w Polsce, wyróżniającym się wysoką rozpoznawalnością marki i innowacyjną ofertą produktową oraz technologiczną ukierunkowaną na rozwiązania mobilne.
  • Grupa posiada komplementarny i wielokanałowy model sprzedaży – obejmujący przyjazną dla klienta aplikację mobilną dla oprogramowania iOS, Android i Huawei (odpowiada za 64% NGR[3] Grupy w 2020 roku), kompleksową stronę internetową w wersji desktop i mobile (odpowiada za 16% NGR Grupy w 2020 roku) oraz sieć ponad 400 lokali stacjonarnych, w tym 6 placówek premium (odpowiada za 20% NGR Grupy w 2020 roku).
  • Grupa posiada pełną kontrolę nad technologią, którą wykorzystuje. W strukturach Grupy znajduje się spółka Betsys, która opracowała autorski system bukmacherski. Platforma jest w pełni skalowalna oraz przystosowana do wszystkich kanałów sprzedaży – online, mobile oraz retail.
  • Grupa jest zdecydowanym liderem branży, stale zwiększającym udziały w rynku – z 34% w 2013 r. do 46%[4] w 2020 r. – dzięki swojej strategii „mobile-first” i wiodącej roli w cyfryzacji sektora zakładów sportowych w Polsce. Drugi co do wielkości gracz na polskim rynku zakładów bukmacherskich posiada udział w rynku na poziomie ok. 28%.
  • STS to wiodąca marka bukmacherska w Polsce. Aż 45%[5] respondentów podało jej nazwę jako pierwszą w badaniu dotyczącym znajomości marek bukmacherskich, a 70% podało jej nazwę bez pomocy ankietera. Ten rezultat jest wynikiem silnego zaangażowania Grupy we wspieranie polskiego sportu – STS to największy prywatny podmiot na krajowym rynku sponsoringu, oficjalny sponsor reprezentacji Polski w piłce nożnej oraz sponsor wielu drużyn piłkarskich m.in. Lecha Poznań, Jagiellonii Białystok, Cracovii oraz innych klubów i stowarzyszeń sportowych.
  • Grupa stworzyła młody, skoncentrowany na technologii, dynamiczny zespół, którym zarządza doświadczona kadra menedżerska. Grupa zatrudnia ok. 1500 osób.
  • STS Holding jest firmą rodzinną, należącą do rodziny Juroszków. Prezesem oraz kluczowym akcjonariuszem jest Mateusz Juroszek, który odgrywa wiodącą rolę w rozwoju Grupy i jest odpowiedzialny za takie obszary jak rozwój produktów, finanse, marketing, zakłady bukmacherskie oraz technologia. Zdzisław Kostrubała jest ekspertem w dziedzinie prawa gier hazardowych, odpowiada za kwestie prawne i compliance w Grupie. Marcin Walczysko jest menedżerem z doświadczeniem uzyskanym w największych podmiotach w branży gier hazardowych i jest odpowiedzialny za działalność retail Grupy.

Strategia

Strategia Grupy oparta jest na zdolności do pozyskiwania oraz utrzymywania klientów, ekspansji międzynarodowej, innowacyjnej technologicznie infrastrukturze oraz oferowaniu klientom nowych produktów i usług:

  • Pozycja lidera rynkowego w Polsce – Grupa jest największym podmiotem w branży bukmacherskiej w kraju. Za sprawą innowacyjnego portfolio produktów i usług oraz skalowalnej, autorskiej platformie bukmacherskiej jest idealnie spozycjonowana do pozyskiwania nowych klientów, których liczba rośnie ze względu na organiczny wzrost rynku oraz migrację graczy z szarej strefy.
  • Wiodący gracz na rynku pod względem satysfakcji klienta i innowacyjności – dzięki własnej, innowacyjnej platformie technologicznej, Grupa dostarcza swoim graczom najlepszych w swojej klasie wrażeń klienta. STS S.A. posiada wysoki poziom satysfakcji klientów – wskaźnik NPS dla sieci detalicznej wzrósł z 39 w 2018 r. do 52 w 2021 r. Grupa zamierza śledzić i wyznaczać trendy swoją ofertą produktową oraz technologiczną, co pozytywnie wpłynie na zaangażowanie i lojalność graczy.
  • Platforma pierwszego wyboru angażująca kibiców sportowych – Grupa zamierza utrzymać posiadany status bukmachera pierwszego wyboru dla kibiców sportowych w Polsce. Grupa w dalszym ciągu będzie wykorzystywać sprawdzone narzędzia w zakresie marketingu, relacji sponsorskich oraz strategii marketingowej skierowanej do odbiorców w celu zwiększenia świadomości marki STS. Celem Spółki jest status kompleksowego dostawcy rozrywki sportowej z wysokim poziomem zaangażowania graczy.
  • Ekspansja na wybrane rynki międzynarodowe oraz fuzje i przejęcia – Grupa zamierza rozważyć interesujące opcje ekspansji zagranicznej i skierować swoją uwagę na rynki niedostatecznie obsługiwane pod względem innowacyjności czy zaawansowanej oferty produktowej, czyli obszarów, w których Grupa wyróżnia się na tle konkurencji. W ramach tego selektywnego podejścia możliwe jest rozpoczęcie działalności na nowych rynkach, przejęcie podmiotu z branży technologicznej lub możliwość komercjalizacji systemu Betsys jako produktu B2B w krajach, w których Grupa nie zamierza operować w przyszłości. Obecnie Spółka rozważa złożenie aplikacji o licencję holenderską.

Przejęcie Betsys i inwestycja w technologię

Grupa od wielu lat nieprzerwanie wdraża strategię „mobile-first” w oparciu o autorski system bukmacherski. Stale rozwija własną platformę technologiczną, aby sprostać potrzebom klientów i wyznaczać rynkowe trendy. Inwestycje Grupy w portfolio produktowe i rozwiązania technologiczne wyniosły w 2020 r. 27,1 mln PLN, w 2019 r. 19,5 mln PLN oraz w 2018 r. 6,5 mln PLN. Ponadto w 2020 roku STS S.A. przejęła kontrolę nad czeską spółką technologiczną Betsys, w której obecnie posiada 74% akcji. Betsys jest głównym dostawcą rozwiązań IT dla bukmachera w Polsce, zarówno na potrzeby kanałów online, jak i retail. Łącznie w Grupie zespół ds. rozwoju produktów i platform Grupy składa się z około 160 wysoko wykwalifikowanych osób, w tym około 85 programistów, 55 innych pracowników zajmujących się rozwojem technologii i platform oraz 20 pracowników zajmujących się business intelligence oraz analityką biznesową.

Portfolio produktowe

Grupa posiada zróżnicowane portfolio, a w niektórych przypadkach wyłączność branżową na oferowanie wybranych usług:

  • BetGames – oferowane na podstawie umowy na wyłączność zakłady na symulowane gry z krupierem na żywo, wraz z ofertą kursową publikowaną na stronie danej gry w czasie rzeczywistym, umożliwiające klientom obstawianie zdarzeń związanych z grami w karty: pokerem, wojną i bakaratem.
  • Sporty Wirtualne ­– zakłady na wyniki sportów wirtualnych i wydarzeń symulowanych. Wyniki gier ustala oprogramowanie do generowania losowych liczb (RNG).
  • Esport ­– sporty elektroniczne to rozgrywki pomiędzy graczami w grach wideo, często w formie zorganizowanych lig i turniejów (m.in. Counter Strike, League of Legends, Dota 2, StarCraft 2 lub Fortnite). Sporty elektroniczne stwarzają Grupie możliwość wejścia na nowe rynki oraz pozyskania nowych klientów (w szczególności Millenialsi i Pokolenie Z), którzy co do zasady są mniej zainteresowani tradycyjnymi sportami. Grupa jako pierwszy bukmacher w Polsce wprowadził ofertę na rozgrywki esportowe, a także posiada dedykowane kanały w mediach społecznościowych dla fanów esportu. Za obsługę produktową esportu odpowiada oddzielny zespół specjalistów.
  • Kasyno online ­– oferowane przez Grupę poza Polską, w ramach licencji w Wielkiej Brytanii i Estonii. Spółka w ofercie posiada ponad 1 tys. gier takich jak: ruletka, blackjack, sloty i gry video. Kasyna internetowe symulują grę w kasynie w świecie rzeczywistym. Ponadto kasyna online mogą umożliwiać graczom grę przeciwko sobie w innych grach takich jak poker.

Unikalność platformy

Koncentracja Grupy na własnej technologii pozwoliła stworzyć unikalną platformę bukmacherską, która jest kluczowa dla oferowania najlepszych w swojej klasie doświadczeń i wrażeń gracza. Takie podejście pozwala Grupie pozyskiwać i utrzymywać klientów. Kluczowe cechy platformy:

  • System bukmacherski Betsys ­– platforma Grupy została stworzona na potrzeby rynku polskiego oraz dostosowana do preferencji lokalnych klientów. Betsys umożliwia oferowanie klientom najlepszych w swojej klasie produktów oraz wrażeń użytkownika, w tym dokonywanie zakładów na ponad 70 różnych dyscyplin sportowych, dostęp do ponad 300 tys. wydarzeń w ciągu roku, których wyniki obstawia się w czasie rzeczywistym (live) oraz ponad 1,5 mln wydarzeń, których wyniki obstawia się przed ich rozpoczęciem (pre-match). W roku 2020 zakłady bukmacherskie na wydarzenia sportowe stanowiły źródło ok. 76% przychodów Grupy.
  • STSpay ­– od 2017 roku działa szybki system wypłat STSpay, współpracujący z największymi bankami w kraju. Umożliwia graczom dokonywanie szybkiej wypłaty (średni czas wypłaty od złożenia żądania to 9 minut) wygranych przez całą dobę. STSpay umożliwia klientom Grupy korzystanie z wielu metod deponowania środków, w tym m.in. Skrill, Neteller, PayPal, Blik, PayU oraz kart debetowych/kredytowych.
  • BetBooster ­– oparte na sztucznej inteligencji, zautomatyzowane rozwiązanie dostarczające podpowiedzi dotyczących wydarzeń sportowych i udostępniające całodobowo informacje na temat oferty sportów wirtualnych, dostępne zarówno online, jak i lokalach Grupy. W Polsce Grupa ma umowę na wyłączność z dostawcą tego systemu.
  • STS TV ­– Grupa, dzięki umowom na prawa medialne, udostępnia każdego miesiąca transmisje blisko 5000 wydarzeń sportowych w ramach STS TV, w tym m.in. piłki nożnej, tenisa, siatkówki, koszykówki oraz innych sportów.
  • Czat i społeczność graczy – rozwój społeczności użytkowników za pomocą unikatowej i autorskiej platformy umożliwiającej czatowanie i forum, która pozwala graczom na wzajemną interakcję, dyskusję i dzielenie się swoimi zakładami lub opiniami. Do września 2021 r. na forum i czacie Grupy odnotowano około 100 tys. wpisów klientów, udostępniono około 1,3 mln zakładów oraz funkcjonuje około 160 tys. aktywnych czatów.

Stale prowadzone są prace nad rozwojem portfolio oraz jakością usług. Do końca 2021 r. Grupa zamierza wprowadzić do oferty zakłady na nowe sporty wirtualne oraz udoskonalić proces onboardingu klientów, zwiększona zostanie liczba zakładów live oraz wdrożony zostanie autorski system bonusów w czasie rzeczywistym. Grupa zamierza uruchomić BetBuilder – narzędzie umożliwiające tworzenie spersonalizowanych zakładów oraz wprowadzić nowej generacji UI (interfejs użytkownika). Ponadto zwiększone zostanie portfolio zakładów na wydarzenia esportowe. Ulepszeniu ulegnie system płatności, wypłat oraz AML, a także uruchomione zostaną samoobsługowe terminale bukmacherskie nowej generacji (SSBT).

Wybrane wskaźniki operacyjne

  • W Grupie udział zarejestrowanych użytkowników, którzy dokonali pierwszego depozytu wyniósł 61,5% (9M 2021), a średnia liczba aktywnych dni na użytkownika w ciągu ostatniego kwartału (Q3’ 2021) wynosi 27. Zarówno współczynnik konwersji, jak i liczba aktywnych dni na użytkownika są odpowiednio 4,7x i 3,4x wyższe od średniej rynkowej dla Polski (dane spółki).
  • Grupa posiada również niski wskaźnik rezygnacji (churn rate) wynoszący około 30% (w 6. miesiącu od pozyskania nowego gracza). Ponadto w pierwszych trzech kwartałach 2021 r., około 23% aktywnych klientów Grupy stanowili gracze pozyskani przed 2018 r.
  • Efektywna retencja (utrzymywanie klientów) oraz monetyzacja (uzyskiwanie przychodów) graczy pozwala Grupie osiągać zwrot wydatków marketingowych[6] 4,5 miesiąca po pozyskaniu nowego gracza.
  • Grupa stale odnotowuje wzrost liczby użytkowników, którzy dokonali pierwszego depozytu. Średnia miesięczna liczba użytkowników, którzy dokonali pierwszego depozytu wyniosła 9 tys. w 2018 r., 15 tys. w 2019 r., 14 tys. w 2020 r. oraz 19 tys. w pierwszych trzech kwartałach 2021 r.
  • Grupa – m.in. za sprawą efektywnego marketingu – zwiększa skuteczność akwizycji nowych graczy. Na przykładzie dużych międzynarodowych wydarzeń sportowych wygląda to następująco – w czerwcu oraz lipcu 2018 r., w trakcie Mistrzostw Świata FIFA 2018, odnotowano ok. 44 tys. nowych rejestracji użytkowników, w czerwcu i lipcu 2021 r., w trakcie UEFA Euro 2020, odnotowano ok. 90 tys. nowych rejestracji użytkowników.

Wybrane dane finansowe (w tys. PLN)

  2018 2019 2020 9M 2020 9M 2021
Wartość zawartych zakładów (w mln zł) 2.412 3.080 3.319 2.421 3.274
Liczba aktywnych użytkowników (w tys.) 338 464 519 418 582
GGR[7] (w tys. zł) 641.137 767.657 824.190 559.682 806.308
NGR[8] (w tys. zł) 351.731 397.906 425.958 293.449 429.075
EBITDA (w mln zł) 185 165 171 92 177
Marża EBIDTA 52,5% 41,6% 40,1% 31,3% 41,2%

W latach 2015-2020 wartość zawartych zakładów Grupy wzrosła z około 566 mln zł do około 3,3 mld zł (CAGR: 42%). Ponadto w 2020 r. Grupa uzyskała NGR w wysokości około 426 mln zł w porównaniu do 114 mln zł w 2015 r., EBITDA Grupy w 2020 r. osiągnęła 171 mln zł, co odpowiadało marży EBITDA na poziomie 40%. Grupa przewyższyła pod względem wzrostu swoich kluczowych konkurentów z polskiego sektora zakładów wzajemnych osiągając 4,5-krotny wzrost GGR w latach 2015-2020, w porównaniu do 2,6-krotnego wzrostu dla polskiego rynku. Osiągnięcie bardzo dobrych wyników, mimo pandemii koronawirusa i zawieszeniu większości rozgrywek sportowych na prawie dwa miesiące, świadczy o solidnych podstawach i dużej zdolności Grupy do adaptacji zmian w zachowaniach konsumentów.

Silna dynamika wzrostów była kontynuowana również w pierwszych 9 miesiącach 2021 roku. Po trzech kwartałach 2021 roku wartość zawartych zakładów jest bliska poziomowi osiągniętemu w całym 2020 roku, który pod tym względem był rekordowy w historii firmy. Liczba aktywnych klientów na koniec września br. wyniosła 582 tys., co oznacza wzrost o ponad 39% rdr. i o przeszło 12% względem poziomu osiągniętego w 2020 roku. Po 9 miesiącach br. GGR wzrósł o ponad 44% względem analogicznego okresu roku ubiegłego. W tym samym czasie NGR wyniósł 429,1 mln zł i wzrósł o przeszło 46% rdr. i był wyższy niż w całym 2020 roku o ok. 3 mln zł. NGR za 3 kwartały 2021 roku jest najwyższym wynikiem tego wskaźnika w historii Grupy.

W trakcie 9 miesięcy 2021 roku Grupa zwiększyła również swoją rentowność. Wskaźnik EBIDTA za 9 miesięcy br. wyniósł 177 mln zł i był wyższy aż o blisko 93% rdr., to również o 6 mln zł więcej niż w całym 2020 roku. Marża EBIDTA od stycznia do września 2021 r. wyniosła 41%, gdy w tym okresie w 2020 r. było to 31%.

Warto podkreślić, że Grupa nie posiadała żadnych znaczących zobowiązań z tytułu kredytów i pożyczek na koniec 2020 roku, jak i na 30 września 2021 roku, a generowane przepływy finansowe pozwalają Spółce na bieżącą działalność, w tym inwestycje w technologię.

Polityka dywidendy po IPO

W perspektywie średniookresowej intencją Spółki jest wypłata dywidendy na poziomie 100% zysku netto za dany rok obrotowy. Intencją Spółka jest, w miarę możliwości finansowych, warunków rynkowych oraz bieżących potrzeb inwestycyjnych uzyskanie statusu spółki dywidendowej. W przypadku, gdyby Grupa planowała przeprowadzić istotne przejęcie, Spółka zastrzega sobie prawo do obniżenia poziomu dywidendy lub zawieszenia jej wypłaty.

STS S.A. wypłaciła dywidendę za lata obrotowe 2020 i 2019 (w wysokości odpowiednio 126,8 mln zł oraz 119,8 mln zł), natomiast Star-Typ Sport Zakłady Wzajemne sp. z o.o. (poprzedniczka prawna STS S.A.) wypłaciła dywidendę za rok obrotowy 2018 (w wysokości 133,8 mln zł). Wypłata dywidendy w tych okresach wynosiła 99%-100% zysku netto.

Rynek

  • Polski rynek jest bardzo atrakcyjny ­– Polska ma 5. największą populację w UE, liczącą około 38 milionów mieszkańców oraz jest największą gospodarką w Europie Środkowo-Wschodniej (na podstawie PKB).
  • W Polsce jest ponad 21 mln internautów powyżej 18. roku życia (wg GUS), a 5,7 mln z nich zawiera zakłady bukmacherskie i gra w kasynach online (wg: CXstream).
  • Pod względem makroekonomicznym Polska jest jednym z krajów najmniej dotkniętych pandemią COVID-19. Według danych Euromonitor po spadku o 2,7% w 2020 r. PKB ma wzrosnąć o 4,1% w 2021 r. i o 5,0% w 2022 r. Polska ma 1,7x wyższy prognozowany realny wzrost PKB niż średni prognozowany wzrost dla Strefy Euro w latach 2020-2024 (2,72% dla Polski oraz 1,59% dla Strefy Euro).
  • Prognozowany średni wzrost wydatków konsumpcyjnych w Polsce w latach 2020-2024 również jest 1,7x wyższy niż średni prognozowany wzrost dla Strefy Euro w tym okresie (5,61% dla Polski oraz 3,36% dla Strefy Euro). Prognozowana średnia stopa bezrobocia dla Polski w latach 2020-2024 jest znacznie niższa niż prognozowana stopa bezrobocia dla strefy euro w tym samym okresie (wg danych Euromonitor).
  • Otoczenie regulacyjne w Polsce jest stabilne, od 2009 roku obowiązuje Ustawa o Grach Hazardowych, która reguluje rynek zakładów bukmacherskich, operatorzy chcący oferować usługi stacjonarne oraz online muszą posiadać zezwolenie Ministra Finansów, które wydawane jest na 6 lat. Zakłady bukmacherskie są obłożone w Polsce 12% podatkiem obrotowym. Zakłady bukmacherskie mogą być świadczone przez prywatne, licencjonowane podmioty. Kasyno online jest objęte monopolem państwa.
  • Od 2017 roku – wraz z nowelizacją UGH[9] i możliwością blokowania nielegalnych witryn hazardowych – sytuacja legalnej części branży bukmacherskiej w Polsce ­­uległa znacznej poprawie, co dodatkowo pozytywnie przekłada się na wzrost przychodów licencjonowanych operatorów.
  • Według H2 Gambling Capital w latach 2015-2021E polski rynek rozwija się około dwa razy szybciej niż rynek UE (na podstawie wzrostu GGR).
  • Według H2 Gambling Capital w 2020 r. GGR na gracza w Polsce wyniósł 646 zł (wobec 1437 zł średniej europejskiej). GGR z regulowanej części rynku online jako procent PKB wynosi w Polsce 0,11% i znajduje się znacznie poniżej średniej europejskiej (0,15%). W Polsce na regulowanym i nieregulowanym rynku zakładów bukmacherskich oraz innych gier hazardowych istniało 3,8 mln kont, co odpowiada 11,4% dorosłej populacji, tymczasem średnia europejska wynosi 13%. Trzy wskaźniki wskazują na potencjał dalszego wzrostu polskiego rynku.
  • W 2021 r. zakłady bukmacherskie będą odpowiedzialne za około 65% GGR na polskim rynku, a pozostała część zostanie wygenerowana przez inne gry hazardowe. Oczekuje się, że 71% GGR na polskim rynku zostanie wygenerowane przez kanał online, a pozostałe 29% przez kanał stacjonarny.
  • W 2020 roku GGR wygenerowany w Polsce przez kanał mobilny względem całego rynku wyniósł 25%, tymczasem w Szwecji było to 45%, a w Wielkiej Brytanii 46%. Zgodnie z prognozą oczekuje się, że w 2026 roku wskaźnik ten w Polsce wyniesie 37% (w Szwecji 62%, w Wielkiej Brytanii 61%). Na podstawie historycznych wzrostów notowanych w Szwecji i Wielkiej Brytanii po osiągnięciu penetracji kanału mobilnego w GGR na poziomie 25% (jak w 2020 roku w Polsce) następował szybki wzrost tego kanału – dla Szwecji w latach 2016-2019A CAGR: 22%, dla Wielkiej Brytanii w latach 2018-2020A CAGR: 16%. W Polsce w latach 2020-2023E prognozowany CAGR to 18% (według H2 Gambling Capital).
  • Zgodnie z danymi H2 Gambling Capital w 2021 roku wartość rynku hazardowego w Polsce (wyrażona w GGR) wyniesie 3,756 mld zł, z czego 2,46 mld zł będzie przypadać na zakłady bukmacherskie. W 2025 roku rynek hazardowy w Polsce będzie generować GGR na poziomie 6,746 mld zł, z czego 4,38 przypadnie na zakłady wzajemne (2020-2025 CAGR: 15%).
  • Według EY całkowity GGR wygenerowany przez szarą strefę na polskim rynku online wyniósł ok. 1,1 mld zł (243 mln EUR) w 2019 roku, odnotowując wzrost z 0,6 mld zł (137 mln EUR) w 2017 roku. W 2020 roku, po lekkiej stabilizacji r/r, szara strefa odpowiadała za ok. 1 mld zł GGR, co odpowiada za około 30%-40% rynku (w tym stacjonarny, internetowy onshore i internetowy offshore).

Najważniejsze informacje dotyczące oferty

Planowana oferta publiczna i debiut akcji na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie to kolejny etap rozwoju Grupy. Wzmacnia jej transparentność i pozytywnie wpływa na rozpoznawalność i świadomość marki. Ponadto wpisuje się w długofalową strategię Spółki jako lidera rynku, który wyznacza trendy w polskiej branży bukmacherskiej. Ponadto pozwoli na uzyskanie pożądanej struktury właścicielskiej opartej na rodzinnym pakiecie kontrolnym przy jednoczesnej znacznej płynności dla akcjonariuszy mniejszościowych.

  • Emitent: STS Holding S.A., Oferujący: Juroszek Investments sp. z o.o., MJ Investments sp. z o.o., Betplay Capital sp. z o.o.
  • Oferta obejmie wyłącznie istniejące akcje. Spółka nie uzyska środków pochodzących z IPO.
  • Zostanie złożony wniosek o dopuszczenie akcji STS Holding na rynku regulowanym GPW.
  • Oferta obejmuje (i) ofertę publiczną w Polsce („Oferta Publiczna w Polsce”) obejmującą: (a) ofertę dla inwestorów indywidualnych oraz (b) ofertę dla inwestorów instytucjonalnych; (ii) ofertę w Stanach Zjednoczonych Ameryki skierowaną do kwalifikowanych nabywców instytucjonalnych, zgodnie z definicją i w oparciu o Przepis 144A lub inne zwolnienie z wymogów rejestracyjnych Amerykańskiej Ustawy o Papierach Wartościowych; oraz (iii) ofertę skierowaną do niektórych inwestorów instytucjonalnych poza Stanami Zjednoczonymi i Polską, zgodnie z Regulacją S wydaną na podstawie Amerykańskiej Ustawy o Papierach Wartościowych. Oferta Publiczna w Polsce zostanie przeprowadzona wyłącznie na terenie Polski.
  • W ramach oferty planuje się zaoferować Inwestorom Indywidualnym ok. 10% Akcji Oferowanych.
  • Dotychczasowi akcjonariusze zostaną objęci 360-dniowym lock-upem.

Goldman Sachs Bank Europe SE i UBS Europe SE będą działać jako Globalni Koordynatorzy i Współprowadzący Księgę Popytu, a mBank S.A. („mBank”), Powszechna Kasa Oszczędności Bank Polski Spółka Akcyjna Oddział – Biuro Maklerskie w Warszawie („PKO BP”) oraz WOOD & Company Financial Services a.s. Spółka Akcyjna Oddział w Polsce jako Współprowadzący Księgę Popytu. mBank i PKO BP będą pełnić rolę firm inwestycyjnych pośredniczących w ofercie publicznej akcji.

[1] Grupa działa na podstawie zezwoleń Ministra Finansów

[2] na podstawie szacunków opartych na danych Ministerstwa Finansów

[3] oznacza przychody netto z gier hazardowych (net gaming revenue), GGR pomniejszony o podatek od gier.

[4] (Szacunki STS S.A. na podstawie danych Ministerstwa Finansów o obrotach firm z branży)

[5] (na podstawie badania SW Research przeprowadzonego w październiku 2020 r. wśród mężczyzn z grupy wiekowej 18-34 zainteresowanych sportem)

[6] (NGR/ROAS, czyli przychody netto z gier hazardowych/wydatki marketingowe)

[7] oznacza przychody brutto z gier hazardowych (gross gaming revenue), wartość zawartych zakładów pomniejszona o wypłacone graczom wygrane

[8] przychody netto z gier hazardowych (net gaming revenue), GGR pomniejszony o podatek od gier.

[9] Ustawa o Grach Hazardowych

Kto się cieszy z Polskiego Ładu? Prawnicy

„Polski ład” w wielu aspektach będzie zmorą dla polskich przedsiębiorców. Wyższe podatki są faktem, a również inne rozwiązania komplikują system prawny, który i tak do prostych nie należy. Jak podkreślają jednak eksperci, dziś firmy zmuszone są do przeprowadzenia audytu, a pomoc prawników może być przyczynkiem do zmiany anachronicznej struktury wielu przedsiębiorstw. 

„Polski Ład” czeka już tylko na podpis prezydenta Andrzeja Dudy. Niewiele wskazuje na to, że ten pakiet ustaw doczeka się weta, wszak jest to sztandarowy plan Prawa i Sprawiedliwości, więc prezydent raczej nie będzie rzucał kłód pod nogi partii, z której się wywodzi. Przedstawiciele biznesu zapewne będą rozczarowani, bo to oni najbardziej protestowali przeciwko zapisom umieszczonym w Polskim Ładzie.

Główną zmianą jest zwiększenie składki zdrowotnej i uzależnienie jej od przychodów w przypadku przedsiębiorców – w tym także prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą. Większość osób prowadzących samodzielnie biznes będzie musiała zastanowić się, czy taka forma dalszego funkcjonowania jest dla nich optymalna.

Polski Ład wprowadza również szereg ulg i wykluczeń, które dodatkowo komplikują system prawny, który i tak był do tej pory dość skomplikowany. Dziś jednak w morzu przepisów można wręcz utonąć – podkreśla Maciej Oniszczuk z kancelarii Oniszczuk & Associates, specjalizującej się w doradztwie prawnym i podatkowym dla biznesu czy też zakładaniu spółek w Polsce i za granicą.

Jak wyjść z chaosu Ładu? Konieczny audyt

Oniszczuk zaznacza również sposobów na wyjście z kryzysu, który zgotował Polski Ład, jest wiele. Przedsiębiorcy mogą choćby przechodzić na opodatkowanie ryczałtowe. Prowadzący działalność jednoosobowa mogą wybrać etat albo założenie spółki z o.o. lub prostej spółki akcyjnej, bo dla wielu podatek liniowy był ostatnim argumentem równoważącym ponoszenie ryzyka przy prowadzeniu JDG. Większe firmy mogą natomiast skorzystać z zapisów nowo utworzonego w ramach kodeksu spółek handlowych prawa holdingowego

Firmy muszą zatem przeprowadzić poważny audyt i zdecydować o swojej nowej ścieżce. To niezwykle istotny moment, który, choć jest wymuszony działaniem rządzących, może okazać się zbawienny dla wielu firm. Jest bowiem sporo takich, których struktura prawna jest wręcz archaiczna i nie przystaje do dzisiejszych wyzwań stawianych przedsiębiorcom. Przykład? Wiele naprawdę dużych firm prowadziło jednoosobową działalność gospodarczą i godziła się na ryzyko z nią związane, tylko ze względu na niską stawkę podatku. Teraz, już po pobieżnej analizie, dostrzegają np. potrzeby ochrony majątku osobistego, zabezpieczenia sukcesji czy podziału struktury na spółki operacyjne i holdingowe, które na Polskim Ładzie skorzystają – zaznacza Oniszczuk.

Kto się cieszy z Polskiego Ładu? Prawnicy

Spółki, które są częścią holdingu, mogą skorzystać z preferencyjnego opodatkowania. Jak choćby zwolnienie z CIT 95% kwoty dywidend otrzymywanych przez spółkę matkę od spółek zależnych (krajowych jak i zagranicznych), czy zwolnienie z CIT zysków ze zbycia udziałów/akcji w spółkach zależnych pod warunkiem, że spółka jest właścicielem co najmniej 10% udziałów przez co najmniej rok.

Najważniejszym zadaniem tych zapisów jest to, że tym ruchem rządzący chcą skłonić do zakładania wielkich holdingów w naszym kraju, a nie choćby w Holandii, Luksemburgu czy na Malcie. Jednak to jest proces skomplikowany, wymagający przekształceń lub przeprowadzenia przejęcia innych podmiotów i bez pomocy kancelarii prawnych ta ścieżka jest po prostu zamknięta – zaznacza Maciej Oniszczuk.

Działania w obszarze podatkowym mogą zatem skłonić firmy do aktywniejszego korzystania z pomocy prawnej i jak zaznacza Oniszczuk, to jest nadal wielki problem wielu przedsiębiorstw, a skomplikowany system prawny niemal wyklucza możliwość podejmowania optymalnych decyzji bez wsparcia osób z odpowiednim doświadczeniem. – W Polsce prawo jest fatalnej jakości i to już powinno motywować przedsiębiorców do korzystania z pomocy prawnej na co dzień, ale są te dobre wzorce. Nawet bowiem w ustabilizowanych gospodarkach rynkowych korzystanie z prawnika czy doradcy podatkowego jest standardem, tak samo jak choćby zatrudnienie osoby od księgowości. W Polsce pod tym względem jest wręcz fatalnie i nawet co druga firma nie korzysta prawnika. I jeśli Polski Ład rzeczywiście to zmieni, to będzie to wielkim sukcesem rządzących i krok ku stabilności w wielu firmach – podkreśla Oniszczuk.

Branża transportowa ostrzega: Przez Pakiet Mobilności w sklepach zabraknie towarów, a ceny pójdą w górę

W lutym przyszłego roku wejdą w życie krajowe przypisy państw członkowskich UE, które istotnie zwiększą koszty ponoszone przez firmy transportowe. Jeśli działalność przestanie być rentowna dla przewoźników i zabraknie środków transportu, to konsumenci z pewnością odczują brak towarów w sklepach – ostrzegają transportowcy. Dla handlu priorytetem będzie zapewnienie ciągłości dostaw produktów pierwszej potrzeby, przez co staną się one zdecydowanie droższe. W górę pójdą też artykuły luksusowe, które będą mniej dostępne dla klientów. Największe wzrosty cen czekają towary wymagające najdłuższych łańcuchów dostaw. Eksperci ostrzegają, że problemy z zaopatrzeniem sklepów mogą wystąpić już w połowie 2022 roku.

2 lutego 2022 r. w unijnym transporcie drogowym wejdą w życie krajowe przypisy państw członkowskich UE, wydane na podstawie wchodzącej w skład Pakietu Mobilności dyrektywy zwanej potocznie „lex specialis” i zrewidowanej dyrektywy o pracownikach delegowanych. Jak informuje Maciej Wroński, prezes Związku Pracodawców Transport i Logistyka Polska, konieczność uwzględnienia nowych regulacji może kosztować polskich przewoźników nawet 14 mld zł rocznie. Będzie to wynikiem podniesienia pensji kierowcom do poziomu średnich płac obowiązujących w państwach, w których będą przebywali. Do wypłat przestaną wliczać się diety za podróże służbowe i ryczałty za noclegi. Do tego dojdzie obowiązek zjazdu ciężarówki do bazy raz na 8 tygodni, oznaczający przejazd bez ładunku i wyłączenie jej z ruchu.

– Koszty ponoszone przez firmy transportowe przekroczą obecny dochód lub skonsumują go w całości. Część podmiotów zniknie z rynku. Słono zapłacą za to wszyscy konsumenci, bez względu na zasobność portfeli. Jeżeli zacznie brakować środków transportu, to naturalną konsekwencją będzie brak towarów w sklepach. Priorytetem będzie zapewnienie ciągłości dostaw produktów pierwszej potrzeby, które mocno zdrożeją. Z kolei artykuły luksusowe staną się mniej dostępne i ich ceny również poszybują w górę – alarmuje Mariusz Frąc, ekspert BCC ds. rynku transportowego w Polsce i Europie.

Jak zaznacza Anna Brzezińska-Rybicka, rzecznik prasowy Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce, obecnie kierowca w transporcie międzynarodowym zarabia miesięcznie średnio 7-8 tys. zł netto. Pracodawcę kosztuje to ok. 10 tys. zł brutto. Radykalny i niemal natychmiastowy wzrost kosztów pracowniczych będzie dla wielu przedsiębiorców nie do udźwignięcia bez osłon ze strony rządu.  Mariusz Frąc dodaje, że wprowadzenie niewielkich zmian legislacyjnych w Polsce wystarczyłyby, aby ochronić polski transport, a w konsekwencji – handel i samych konsumentów.

– Przewoźnicy oczekują od rządu wprowadzenia instrumentów wsparcia finansowego na porównywalnym poziomie, jakie dostają firmy w innych państwach UE. Wśród form pomocy, jakiej mogłoby udzielić państwo sektorowi transportu, wskazujemy m.in. wprowadzenie zwrotu części akcyzy od paliwa zakupionego w kraju dla przewoźników i rozwiązań prawnych zapobiegających powstawaniu zatorów płatniczych za usługi przewozowe – dodaje Brzezińska-Rybicka.

Natomiast Maciej Wroński wyjaśnia, że faktyczny wzrost obciążeń zależeć będzie od krajowych regulacji, odnoszących się do zasad rozliczania wynagrodzeń kierowców, które powinny się znaleźć w ustawie wdrażającej Pakiet Mobilności. Niemniej stawki przewozowe nie zależą tylko od kosztów pracy. Do istotnych czynników należą m.in. ceny paliwa, relacje między popytem a podażą, a także siła nabywcza polskiego złotego. Jeżeli sytuacja rynkowa nie pozwoli na rentowność działalności prowadzonej przez firmy przewozowe, to konsumenci odczują zakłócenia w dostawach spowodowanych brakiem dostatecznej podaży usług transportowych i wzrost cen w sklepach.

– Problemy z dostawami mogą nastąpić już w połowie przyszłego roku. Egzekwowanie nowych przepisów spowoduje całą falę zdarzeń związanych z brakiem zaopatrzenia. I ten kryzys nie będzie dotyczył wyłącznie Polski, tylko rozleje się po całej Europie. Bardzo mocno dotknie Niemcy i Francję, bo przepisy wchodzące w życie w lutym, ograniczą możliwość wykonywania przewozu ładunków m.in. przez polskich przewoźników, którzy dostarczają tam towary na półki sklepowe – ostrzega ekspert z BCC.

Z kolei rzecznik prasowy ZTPD tłumaczy, że im więcej transportu wymaga wytworzenie danego produktu i im dłuższy dla niego jest łańcuch transportowy, tym większy będzie wzrost jego ceny w sklepie. W dużej mierze jest ona zawsze zależna od marży zarówno producentów, jak i placówek handlowych. Na jednych produktach jest ona bardzo duża, a na innych – mniejsza. Dlatego obecnie trudno jest jednoznacznie oszacować, jak wysokie będą podwyżki w sklepach.

Co napędza Polaków do zmiany pracy?

Na rynku pracy w Polsce panuje znaczące ożywienie. Jakie postawy przyjmują kandydaci w tych okolicznościach? By to sprawdzić, zespół Pracuj.pl przeprowadził badanie „Polacy w nowym środowisku pracy”. Jak się okazuje, co trzeci z nas szuka aktywnie nowego pracodawcy, tyle samo zmieniło pracę w ostatnich dwóch latach. Najczęstszą motywacją do tego pozostają zarobki, ale istotne są także renoma firmy i stabilność stanowiska.

Wyniki badań w skrócie:

  • 31% Polaków badanych przez Pracuj.pl aktywnie szuka nowej pracy.
  • 85% respondentów jest otwartych na nowe możliwości pracy.
  • Co czwarty respondent zmienił w pandemii model zatrudnienia.
  • Co trzeci badany Polak zmienił pracę w ciągu ostatnich dwóch lat.
  • Zarówno o pozostaniu w pracy, jak i odejściu decydują najczęściej zarobki.

Ciekawe czasy w świecie pracy

Rynek pracy zmienia się na naszych oczach. Nałożyło się na to wiele czynników – nie tylko pandemia koronawirusa, ale także postępująca cyfryzacja i automatyzacja czy konieczność nauki nowych kompetencji. I choć nowa sytuacja rodzi wiele wyzwań, na rynku rekrutacji w 2021 roku panuje niewątpliwie pozytywne ożywienie. Statystyki rekrutacji biją w wielu aspektach rekordy sprzed pandemii. Na portalu Pracuj.pl w pierwszych dziewięciu miesiącach br. zamieszczono ponad 700 tysięcy ofert z ponad 30 specjalizacji, w tym z dziedzin nowych technologii i pracy fachowej – coraz bardziej atrakcyjnych dla kandydatów.

Najnowsze badanie Pracuj.pl „Polacy w nowym środowisku pracy” przeprowadzone zostało we wrześniu i październiku 2021 roku na reprezentatywnej grupie 2097 respondentów. Eksperci portalu wzięli pod lupę takie obszary, jak m.in. stosunek Polaków do zmiany miejsca zatrudnienia, ich oczekiwania wobec pracodawców i preferowana długość procesu rekrutacyjnego. W pierwszym tekście opartym na badaniu sprawdzamy, w jakim stopniu ożywieniu pracodawców towarzyszy gotowość kandydatów do nowych kroków w karierze, a także co zachęca ich do zmiany zawodowej.

Co trzeci szuka pracy

Wyniki badania Pracuj.pl wskazują, że Polacy są stosunkowo mobilni zawodowo w obliczu rosnącej rywalizacji o pracownika. Obecnie nowej pracy szuka aktywnie blisko co trzeci respondent biorący udział w badaniu (31%) – na co wpływ może mieć rosnąca liczba konkurencyjnych propozycji pracy. Jednocześnie warto dodać, że aż 85% Polaków jest otwartych na otrzymanie nowej oferty w najbliższych miesiącach. Oznacza to, że choć aktywne poszukiwania prowadzi mniejszość kandydatów, blisko 9 na 10 byłoby skłonnych zmienić pracę, otrzymując nowe, atrakcyjne warunki.

Wbrew pierwotnym obawom części analityków, okres „nowej normalności” bardziej sprzyja zmianom zawodowym niż wzrostowi bezrobocia. Przez ostatnie dwa lata, a więc już w przeważającej części w okresie pandemii, pracę zmienił więcej niż co trzeci badany Polak (34%), a w ostatnim roku – więcej niż co piąty (22%). Ponad połowa respondentów (54%) pracuje w obecnym miejscu ponad trzy lata. „Długodystansowców” jest jednak wyraźnie mniej – ponad dekadę w jednej firmie spędziła około 1/4 badanych (24%). Zmiana zawodowa mogła być związana nie tylko z nowym pracodawcą, ale także przejściem na inny typ umowy. Według deklaracji Polaków w trakcie pandemii mógł zrobić to co czwarty z nich.

Pieniądze to nie wszystko, ale…

Dlaczego Polacy najczęściej szukają nowej pracy? Podobnie, jak w minionych latach, najwięcej z nich wskazuje na kwestie finansowe. 73% badanych chce uzyskać wyższe zarobki. Daleko za tą przyczyną znajdują się kolejne kwestie, takie jak brak możliwości awansu i rozwoju (26%), poczucie bycia niedocenionym (25%), a także zła atmosfera w firmie (18%).

A dlaczego Polacy chcą zostać w starej pracy i nie szukają nowej? Analogicznie, najczęstszym powodem są odpowiednie zarobki, które wskazało 42% respondentów. Dla 30% badanych liczą się dobra atmosfera w firmie, a także odpowiednia lokalizacja. Dobre relacje z szefem jako powód pozostania w starej pracy podało 27%. Jak widać, zarobki są najczęstszym powodem zarówno do zmiany, jak i pozostania w obecnym miejscu zatrudnienia, choć gdy są niewystarczające, to motywują bardziej do poszukiwań nowego pracodawcy.

Ostatnie dwa lata pokazały wszystkim, jak warunki zewnętrzne, niezależne od nas, mogą zmienić całe dotychczasowe życie, w tym rynek pracy. Zmiany, które nastąpiły i ciągle następują w firmach, są duże i dotyczą nie tylko pracy zdalnej czy hybrydowej. Na początku pandemii ludzie tracili pracę, a teraz pracodawcy pilnie poszukują pracowników w różnych branżach. Kandydaci podchodzą otwarcie do nowych propozycji zawodowych. Już badanie Pracuj.pl ze stycznia 2021 pokazało, że 9 na 10 Polaków było wówczas otwartych na nowe oferty pracy. Wyniki najnowszego badania z września i października podtrzymują te tendencje. Co warto podkreślić, międzynarodowe badania i statystyki udowadniają, że sytuacja wzrostu zapotrzebowania na pracowników dotyczy niemal całej Europy, choć Polska wyróżnia się na tle reszty kontynentu -komentuje Konstancja Zyzik, Menedżerka ds. Pozyskiwania Talentów i Rozwoju Pracowników w Grupie Pracuj.

Na co zwracamy uwagę w ofertach pracy

Badanie Pracuj.pl pokazuje dobitnie, że przy wyborze konkretnych ofert pracy Polacy najczęściej zwracają uwagę na wynagrodzenie – bierze je pod uwagę 81% badanych. Na drugim miejscu znalazł się łatwy dojazd do pracy (43%) – kandydaci chętnie zwracają uwagę na oferty pokazujące dokładną lokalizację miejsca zatrudnienia.

Na trzecim miejscu znalazła się stabilność i bezpieczeństwo firmy (40%). Ten czynnik nabrał dodatkowego znaczenia w czasach pandemii, choć udział osób biorących go pod uwagę jest niższy, niż jeszcze w pierwszych miesiącach pandemii. Ciekawe zadania do wykonania jako powód zainteresowania ofertą wskazało 28% respondentów. Mniejsza, ale warta odnotowania grupa badanych zwraca uwagę na czynniki szczególnie związane z rynkiem po wybuchu pandemii: elastyczne godziny wykonywania obowiązków czy też możliwość wyboru odpowiedniej formy pracy – zdalnej, hybrydowej lub stacjonarnej.

Wielu ludzi chcących znaleźć pracę, szuka informacji o pracodawcach, zanim złoży aplikację lub umówi się na spotkanie rekrutacyjne. Renoma, rozpoznawalność i wiarygodność przyciągają pracowników. Zdecydowana większość Polaków zwraca uwagę na renomę pracodawcy. Benefity w ofertach pracy interesują 61% respondentów – wciąż wielu, ale okazały się mniej istotne od renomy. Oznacza to, że choć benefity pozapłacowe mogą być magnesem na kandydata, powinny iść także w parze z dobrą opinią o firmie na rynku.

Nasze badanie pokazuje, że  Polacy świadomie wybierają pracodawców, szukając o nich informacji i opinii. Często renoma pracodawcy jest ważniejsza dla kandydata niż benefity lub inne obietnice, zawarte w ogłoszeniu. Kandydaci w zalewie ofert pracy starają się wybrać te, które niosą dla nich prawdziwą nadzieję na polepszenie swojego życia zawodowego. Dobra opinia, reputacja, uznanie – to elementy, które w świadomości respondentów świadczą o stabilności pracodawcy. One wydają się być dla kandydatów gwarantem bezpieczeństwa, a także dobrych warunków pracy w różnych okolicznościach
-mówi Agata Grzejda, ekspertka ds. komunikacji wewnętrznej w Grupie Pracuj.

Rekrutacja czym krótsza, tym lepsza

W sytuacji, gdy pracodawcy rywalizują  o kandydatów liczy się to, co jest ważne dla przyszłych pracowników – a oni nie lubią procesów rekrutacyjnych trwających miesiącami. Optymalny czas od wysłania CV do otrzymania ostatecznej decyzji od pracodawcy powinien trwać najdłużej tydzień – tak twierdzi 23% respondentów. Dla ponad połowy badanych okres rekrutacji nie powinien trwać dłużej niż dwa tygodnie. Aż 82,5% Polaków uważa, że miesiąc to maksymalny czas, który można poświęcić na rekrutację, zanim podejmie się decyzję. W sytuacji, gdy w firmach brakuje rąk do pracy wydaje się, że szybkie zatrudnienie pracownika jest także w interesie pracodawcy.

Oferty pracy w rozkwicie

Pandemia COVID-19 sprawiła, że rynek pracy jest jeszcze bardziej nakierowany na pracownika niż wcześniej. Niezmiennie istotnym czynnikiem, motywującym do zmiany pracy, jest wysokość wynagrodzenia. Cyfryzacja życia sprawiła, że kandydaci mają większe możliwości wyboru ofert pracy, znajdując w internecie kompleksowe informacje i opinie o pracodawcach. Powoduje to, że wizerunek pracodawcy jest bardzo istotny dla kandydatów, a ci wybierają w setkach tysięcy ogłoszeń, których liczba stale rośnie – co jest bardzo optymistyczną obserwacją na tle obaw z początków pandemii.

O BADANIU

Badanie „Polacy w nowym środowisku pracy. Ewolucja świata zawodowego” zostało przeprowadzone we wrześniu i w październiku 2021 roku przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie portalu Pracuj.pl. Pomiar wykonany metodą CAWI przeprowadzono na próbie 2097 Polaków, reprezentatywnej dla populacji osób czynnych zawodowo w wieku 18-65 pod względem płci, wieku oraz wielkości miejscowości zamieszkania.

Mniej niż co piąty pracodawca planuje rozwijać kompetencje pracowników w I połowie 2022 roku

W I połowie 2022 roku tylko 17% pracodawców planuje podnosić kwalifikacje techniczne pracowników w ramach długoterminowych szkoleń. Ponad sześciotygodniowe kursy z obszaru umiejętności miękkich zaproponuje kadrze jeszcze mniejszy odsetek przedsiębiorców (15%). Firmy, które nie rozwijają kompetencji personelu, ryzykują utratę konkurencyjności. Tymczasem, według najnowszej analizy ManpowerGroup, więcej niż połowa organizacji w ogóle nie zamierza inwestować w długoterminowe szkolenia pracowników.

Zgodnie z danymi zebranymi w ramach badania, polscy przedsiębiorcy, którzy zamierzają doskonalić kompetencje personelu, w podobnym stopniu chcą inwestować w rozwój umiejętności twardych, jak i miękkich. Chętniej wybierają jednak szkolenia krótkoterminowe, pozwalające kadrze przyswoić nowe kompetencje w czasie krótszym niż 6 tygodni.szkolenia pracowników 2 szkolenia pracowników

– Warto pamiętać, że długofalowe programy rozwojowe przynoszą trwalsze zmiany, co oznacza większy zwrot z inwestycji, jaką jest szkolenie. Model 70:20:10 zakłada, że tylko 10% zasobów naszej wiedzy i umiejętności uzyskujemy i poszerzamy poprzez formalne treningi i edukację. 20% zdobywamy, obserwując inne osoby w zespołach i ucząc się właśnie od nich, natomiast aż 70% to rozwój kompetencji poprzez zbieranie doświadczenia, czyli wykonywanie konkretnych zadań. W procesie uczenia się najistotniejsze jest podejmowanie nowych wyzwań i działań, wspierane regularną i profesjonalną informacją zwrotną ze strony mentora lub menedżera – zauważa Agnieszka Krzemień, menedżerka i ekspertka ds. rozwoju i zarządzania karierą, liderka Right Management w firmie ManpowerGroup. Ekspertka podkreśla też, że jeśli zmiany wymagają krytyczne dla organizacji kompetencje, takie jak współpraca, innowacyjność czy zarządzanie projektami, to rekomendowane są długofalowe programy rozwojowe.

Rozwój kompetencji technicznych pracowników – jakie plany mają polscy pracodawcy?

Według analizy przygotowanej przez ManpowerGroup, 34% firm do końca 2021 roku zamierza wdrożyć przyspieszone programy upskillingowe z obszaru umiejętności technicznych. Prawie co piąte przedsiębiorstwo (18%) chce rozpocząć takie szkolenia w I połowie 2022 roku. 11% organizacji planuje kursy tego typu, ale przeprowadzi je w późniejszym terminie, natomiast aż 37% firm nie będzie inwestować w przyspieszony rozwój kompetencji technicznych pracowników.

Długoterminowe szkolenia techniczne, trwające ponad 6 tygodni, do końca 2021 roku wdroży tylko 20% firm. 17% ma w planach rozpoczęcie takich programów upskillingowych, ale dopiero w ciągu kolejnych dwóch kwartałów. 12% organizacji zamierza wprowadzić długoterminowe kursy rozwijające umiejętności techniczne w przyszłości, natomiast ponad połowa przedsiębiorców (51%) w ogóle nie przewiduje takich szkoleń.

– Działania mające na celu rozwój pracowników są niezbędne w każdej firmie, która chce zapewnić sobie dostęp do wykwalifikowanej kadry. Sprzyjają one pozyskiwaniu talentów, wpływają na wizerunek przedsiębiorstwa i pomagają w budowaniu przewagi konkurencyjnej. Zastanawiające jest, dlaczego tak duży odsetek firm nie planuje wdrażania programów rozwojowych. Brak kształcenia umiejętności kadry może skutkować wyższą rotacją i dodatkowymi kosztami, wynikającymi z braku kompetentnych i zaangażowanych pracowników, pozwalających firmie osiągać cele. Dlatego też definiowanie kluczowych dla organizacji kompetencji oraz pozyskiwanie, rozwijanie i utrzymywanie talentów powinno być priorytetem dla pracodawców – stwierdza Agnieszka Krzemień.

Szkolenia z umiejętności miękkich – czy pracownicy mogą liczyć na nie w nowym roku?

Do końca 2021 roku przyspieszone kursy z obszaru kompetencji miękkich zamierza wdrożyć w firmach tylko co czwarty przedsiębiorca (25%). Odsetek ten jest więc mniejszy niż w przypadku szkoleń technicznych. W I połowie 2022 roku krótkoterminowe programy upskillinowe rozwijające umiejętności miękkie planuje rozpocząć mniej niż co piąta organizacja (18%). W bardziej odległych terminach podobne kursy zamierza wprowadzić nieco więcej niż co dziesiąty pracodawca (13%). Prawie połowa przedsiębiorstw (44%) nie chce angażować kadry w przyspieszone programy tego typu.

Szkolenia z zakresu kompetencji miękkich, trwające ponad 6 tygodni, do końca 2021 roku zamierza wprowadzić 18% organizacji. 15% pracodawców planuje dopiero takie działania i zamierza wdrożyć je w pierwszych dwóch kwartałach nowego roku. 12% firm chce rozwijać umiejętności miękkie kadry w przyszłości, ale nie wyznaczyło jeszcze konkretnego terminu. Aż 55% przedsiębiorców nie zamierza kształcić kompetencji miękkich swoich pracowników.

– Szkolenia powinny przede wszystkim wspierać rozwój umiejętności potrzebnych w organizacji. Należy przy tym wyraźnie podkreślić, że kompetencje miękkie pomagają kadrze uzyskiwać twarde wyniki. Dlatego też skuteczne strategie zarządzania talentami skupiają się na równomiernym rozwoju zarówno kompetencji technicznych, jak i miękkich – mówi liderka Right Management z firmy ManpowerGroup.

Jak dopasować szkolenia do potrzeb firmy?

– W tworzeniu strategii szkoleniowej kluczową rolę odgrywa weryfikacja, w jakim stopniu wdrożone już programy rozwojowe odpowiadają aktualnym potrzebom organizacji. Dobrze jest na bieżąco analizować, czy dzięki dotychczasowym kursom pracownicy zmieniają swoje zachowania i postawy zgodnie z oczekiwaniami. Warto również prowadzić z kadrą menedżerską na różnych poziomach zarządzania cykliczne rozmowy, dotyczące efektów kursów oraz kompetencji, które w przyszłości będą niezbędne dla firmy. Pozwoli to utrzymywać spójność celów rozwojowych założonych w programach z planami organizacji – podkreśla Agnieszka Krzemień. Ekspertka zaznacza, że dobrze jest wybierać programy rozwojowe, które są rozłożone w czasie i łączą różnorodne formy i narzędzia rozwoju, takie jak ocena i badanie kompetencji, warsztaty grupowe, indywidualne i grupowe sesje rozwojowe, peer-to-peer coaching czy platformy online z materiałami do pracy własnej.

– Planując kurs z zewnętrznym partnerem szkoleniowym, warto zweryfikować, na ile treści programowe będą dostosowywane do otoczenia biznesowego i specyfiki pracy w danej firmie. Ważne, by organizacja macierzysta współtworzyła program szkolenia i brała odpowiedzialność za końcowe rezultaty. Niezbędna jest bowiem informacja zwrotna, w jakim stopniu przekazywana wiedza jest wdrażana w zespołach i czy całościowo program jest realizowany tak, aby spełnić cele rozwojowe organizacji i przygotować zespoły na pojawiające się wyzwania – podsumowuje Agnieszka Krzemień.

Młodzi Polacy najczęściej korzystają z bankowości mobilnej i e-sklepów

Ponad 80 proc. Polaków w wieku 18-34 lat sięga w Internecie po płatności online i bankowość mobilną. Z usług finansowych korzystają najczęściej za pośrednictwem banków, e-sklepów i platform sprzedażowych. Takie postawy sugerują, że jednym z większych beneficjentów rozwoju otwartej bankowości, który gwarantuje unijna dyrektywa PSD2, może być branża e-commerce. Tak wynika z raportu spółki Easy Check i Krajowego Rejestru Długów.

Spośród usług finansowych, z których korzystamy za pośrednictwem Internetu, Polacy najczęściej wybierają płatności online (79 proc.) oraz bankowość mobilną (74 proc.). Pierwszego rozwiązania najchętniej używają ludzie młodzi w wieku 18-34 lata (ponad 83 proc.). Podobnie wygląda to w przypadku bankowości online. W tym przypadku odsetek młodych Polaków, którzy z niej korzystają wynosi około 80 proc. Ta statystyka maleje wraz ze wzrostem wieku ankietowanych.

Młodzi Polacy najczęściej korzystają z banków i e-sklepów

Zapytani o to, w jakich instytucjach korzystają z zaznaczonych wcześniej usług finansowych, młodzi ankietowani najczęściej wskazują na banki (72 proc.) i serwisy typu marketplace np. Allegro i OLX (69 proc.). Wysoko na liście znalazły się również sklepy internetowe, które wybrało ponad 63 proc. badanych. Co ciekawe, najmłodsi w wieku 18-24 lata są grupą, w której banki znalazły się dopiero na trzecim miejscu (67 proc.). Częściej korzystają w sieci ze sklepów online (75 proc.) i serwisów sprzedażowych (73 proc.).

Co drugi Polak w wieku 25-34 lat wie o dyrektywie PSD2

Podstawą do wprowadzania nowych rozwiązań opartych na otwartej bankowości jest unijna dyrektywa PSD2. Jak wynika z przeprowadzonego badania, wie o niej ponad 1/3 ankietowanych. Najwyższą świadomość na ten temat mają osoby w wieku między 25-34 r.ż. Blisko połowa (47 proc.) z nich wie o dyrektywie i zdaje sobie sprawę, że umożliwia ona bezpieczne udostępnienie informacji z naszego rachunku bankowego innym podmiotom.Co drugi Polak w wieku 25-34 lat wie o dyrektywie PSD2

Co trzeci badany ma świadomość, że dzięki dyrektywie PSD2 dostęp do informacji z rachunku mają również instytucje nie będące bankami. Blisko 60 proc. ankietowanych wie, że taki dostęp wymaga zgody właściciela konta. To jeden z warunków mających zagwarantować bezpieczeństwo danych. Regulacji jest jednak więcej.otwarta bankowość

–  Wgląd w informacje o rachunku i prawo do ich udostępnienia mogą mieć tylko podmioty posiadające odpowiednią licencję Komisji Nadzoru Finansowego i tylko za zgodą i na życzenie właściciela rachunku.  Kiedy klient, w trakcie procesu sprzedażowego, np. wnioskowania o pożyczkę, wyrazi zgodę na udostępnienie danych z konta, loguje się do swojego banku poprzez udostępniony przez firmę link. Przedsiębiorca może mieć wgląd do informacji maksymalnie przez 90 dni. W tym czasie może monitorować jego wydatki i przychody – tłumaczy Zbigniew Hordecki, prezes Zarządu Easy Check, spółki oferującej bezpiecznie rozwiązanie technologiczne, umożliwiające dostęp do informacji o rachunku bankowym kontrahenta.

Polacy udostępnią dane z rachunku w zamian za niższą cenę lub dodatkową usługę

Polacy są zainteresowani możliwościami, które daje otwarta bankowość. Ponad połowa z nich (53,5 proc.) za atrakcyjne uważa np. możliwość korzystania z indywidualnych usług finansowych, np. ubezpieczeń, pożyczek, itp. W zamian za określone benefity, znaczna część ankietowanych (55 proc.) byłaby również skłonna przekazać informacje z historii swojego rachunku bankowego. Wśród młodych Polaków ten odsetek jest nawet wyższy i wynosi ponad 60 proc. Za najważniejszych korzyści, które by ich do tego przekonały respondenci w wieku 18-34 lata uważają m.in. niższą cenę produktu (27 proc.), specjalną ofertę w postaci darmowego ubezpieczenia pożyczki lub kredytu (26 proc.), dodatkową usługę (23 proc.) oraz uproszczenie procesu sprzedaży i weryfikacji tożsamości (20 proc.), potrzebnej np. podczas wnioskowania o pożyczkę online.

Odpowiednio uporządkowane dane pozwolą usługodawcy dokonać rzetelnej oceny sytuacji finansowej swojego kontrahenta. Dzięki temu będzie on mógł nie tylko dopasować ofertę do możliwości swojego klienta, ale przede wszystkim lepiej ocenić ryzyko i zadbać o swoje bezpieczeństwo finansowe. Przykładowo, firma ubezpieczeniowa, która otrzymuje informację o historii transakcji rachunku bankowego, może się dowiedzieć, kiedy i w jakiej wysokości klient płaci składki i na podstawie tego przygotować indywidualnie dopasowaną ofertę uwzględniającą również jego wydatki na dzieci lub zabezpieczenie planowanej podróży. Korzysta na tym również jej kontrahent, który otrzymuje lepszą niż standardowo ofertę dopasowaną do swoich potrzeb i możliwości – mówi Zbigniew Hordecki, prezes Zarządu Easy Check.

Jakie działki inwestycyjne cieszyły się największym zainteresowaniem?

Dynamika zakupów na rynku nieruchomości magazynowych pokazuje, że nadal istnieje bardzo duże zainteresowanie nieruchomościami gruntowymi przeznaczonymi na cele inwestycji magazynowych i produkcyjnych. Wpływ na ten stan rzeczy ma kilka nakładający się zjawisk, które swoje źródło mają w różnych sektorach rynku. Jakie działki budzą największe zainteresowanie inwestorów? W jakich regionach jest największy na nie popyt i dlaczego? O tym w kolejnym artykule serii „Poradnik Najemcy”.

Pierwszym z powodów rosnącego zainteresowania działkami inwestycyjnymi jest stale rosnące zapotrzebowanie na przestrzenie magazynowe firm logistycznych oraz kurierskich związane z intensywnym rozwojem rynku e-commerce. Źródło to idzie w parze z trendem związany z lokalizacją produkcji oraz zmianą łańcucha dostaw tak, by proces produkcyjny nie rozciągał się, a lokalizacja produkcji była blisko rynków zbytu – dotyczy to spółek związanych, np. z sektorem motoryzacyjnym. Najnowsze informacje odnośnie zapotrzebowania na produkcje procesorów wskazują, że również dotyczy to spółek hi-tech. Obserwujemy także rosnące zainteresowanie powierzchniami w Europie firm e-commerce zlokalizowanych w Azji, na co mogą też wpływać zmiany w prawie podatkowym Unii Europejskiej. Inny czynnik, który może mieć wpływ na chęć lokalizacji biznesu w największym rynku Wschodniej Europy to wielokrotnie wyższe niż przed pandemią koszty transportu kontenerowego.

Największe zainteresowanie terenami inwestycyjnymi w Polsce

Oczywiście niesłabnącym zainteresowaniem cieszą się nieruchomości gruntowe zlokalizowane na terenie głównych rynków magazynowych, takich jak Warszawa, Łódź i okolice, Poznań, Wrocław oraz cały Górny Śląsk. W tych regionach zainteresowanie dotyczy praktycznie wszystkich nieruchomości możliwych do zagospodarowania o wielkości powyżej 1 hektara. Zainteresowaniem cieszą się także nieruchomości położone na terenie administracyjnym miast i w niedalekiej odległości od nich.

Rosnące zapotrzebowanie na działki na terenie miast sprawia, że często klienci i deweloperzy magazynowi zaczynają rywalizować z rynkiem mieszkaniowym i usługowym – i są w stanie zapłacić za swoje parcele zdecydowanie więcej niż kiedyś. Podobnie jak w poprzednich kwartałach, tak również w trzecim kwartale 2021 roku widzimy, że samorządy uwalniają kolejne interesujące tereny będące zasobem publicznym. Z racji tego, że to często bardzo dobre lokalizacje, rywalizacja na przetargach publicznych jest zacięta. Na zainteresowanie drogimi gruntami w miastach ma wpływ również zmieniający się profil klientów – takich jak np. klienci centrów danych.

Tereny inwestycyjne a mniejsze rynki regionalne

Poza głównymi rynkami intensywnie rozwijają się rynki wschodzące, tam zainteresowaniem cieszą się głównie duże nieruchomości o wielkości około 10 ha, z miejscowym planem i istniejącym uzbrojeniem terenu. Jednak na rynkach regionalnych coraz bardziej zauważalny jest deficyt terenów inwestycyjnych. Wynika to z faktu, że przygotowane grunty w obecnej sytuacji rynkowej zostały szybko zainwestowane, a przygotowanie nowych terenów inwestycyjnych jest długotrwałym procesem, wymaga czasochłonnych zmian planów, uzbrojenia terenów i stworzenia dobrej komunikacji.

Infrastruktura transportowa katalizatorem rozwoju

Na powstawanie nowych lokalizacji magazynowo-produkcyjnych, oddalonych od głównych i wschodzących rynków, bardzo duży wpływ ma intensywny rozwój sieci drogowej w Polsce. Tego typu nowe lokalizacje wyróżniają się dogodnym położeniem w drodze na zachód i na południe Polski i najczęściej są one dużymi terenami inwestycyjnymi o wielkość od 20 do 50 ha, które doskonale spełniają rolę wielkich hubów. Przykładem takich lokalizacji są nowe tereny inwestycyjne na północ i wschód od Warszawy – wzdłuż A2 oraz S8 takie jak Stary Konik, Kobyłka czy Radzymin.

Rosnące zainteresowanie działkami miejskimi

Podsumowując, nadal największym zainteresowaniem cieszą się działki położone blisko głównych i wschodzących rynków magazynowo-produkcyjnych. Małą zmianą w trendach gruntowych jest wzmożone zainteresowanie mniejszymi i droższymi działki na terenie dużych miast oraz zwiększone zainteresowanie gruntami na rynkach wschodzących, które w wielu przypadkach nie były przygotowane na rosnący popyt. Działki, którymi interesują się inwestorzy na terenie miasta, nie muszą mieć obowiązującego planu i być obszerne – zainteresowaniem cieszą się już grunty o wielkości 1 – 2 ha. Coraz częściej inwestorzy interesują się także brownfieldami, czyli terenami, które już wcześniej posiadały infrastrukturę przemysłową.

Na obrzeżach miast natomiast najbardziej poszukiwane są nieruchomości o powierzchni przewyższającej 5 ha, z miejscowym planem i najchętniej z uzbrojeniem w infrastrukturę techniczną. Warunkiem koniecznym w przypadku tego typu gruntów jest dobra komunikacja drogowa. Rozpatrując duże tereny dla inwestora, oprócz wspominanej już dobrej komunikacji oraz odpowiedniego miejscowego planu i infrastruktury, ważny jest także dostęp do kadry pracowniczej. Ciekawym regionem, niewątpliwie wyróżniającym się wzmożonym zainteresowaniem inwestorów poszukujących dużych terenów inwestycyjnych, jest pas zachodni, leżący wzdłuż granicy polsko-niemieckiej.

Jak długo jeszcze będą rosły ceny mieszkań w Polsce? Znamy opinie ekspertów

Średnia cena mieszkań oferowanych przez deweloperów w Warszawie rośnie praktycznie nieprzerwanie od 5 lat. Jak wynika z danych serwisu tabelaofert.pl na koniec września 2021 roku za metr kwadratowy własnego „M” w stolicy zapłacić trzeba było 12 325 zł, co oznacza wzrost aż o 60,2% od 2017 roku. Czy i kiedy mogą nadejść spadki cen? Zdaniem Roberta Chojnackiego, prezesa redNet 24, firmy specjalizującej się w sprzedaży mieszkań deweloperskich, w najbliższych miesiącach dojdzie do obniżenia liczby transakcji sprzedaży mieszkań, a co za tym idzie ponownego wzrostu oferty mieszkaniowej. Może to spowodować wyhamowanie trendu wzrostowego cen lokali, choć do tego momentu stawki za metr kwadratowy mieszkań nadal będą rosły.

Zamieszczony wykres przedstawia zmianę średniej ceny mieszkań w stolicy od początku 2017 roku.

Średnia ofertowa cena 1 mkw. mieszkania

Warszawa I kw. 2017 – III kw. 2021

Średnia ofertowa cena 1 mkw. mieszkania
Źródło: dane pochodzą z serwisu www.tabelaofert.pl, opracowane przez Rednet Consulting.

Dlaczego ceny mieszkań ciągle rosną?

Czym spowodowane są notowane ostatnio tak wysokie wzrosty cen mieszkań? Czynników za nie odpowiadających jest bardzo wiele. Znaczna część z nich wynika z obecnej sytuacji ekonomicznej oraz gospodarczej w kraju i na świecie. Mowa tu m.in. o coraz wyższych kosztach wykonawstwa i materiałów, w tym także cen energii, czy drożejących gruntach pod inwestycje mieszkaniowe. Swoją cegiełkę do wzrostów cen dołożył dodatkowo prawodawca, wprowadzając Deweloperski Fundusz Gwarancyjny oraz przepis o efektywności energetycznej nowych budynków, co przekłada się na wzrost kosztów budowy poprzez ostrzejsze wymogi dotyczące energooszczędności. Nie wolno zapominać również o pozostałych czynnikach, które mają znaczenie dla naszych portfeli, nie tylko w kontekście rynku nieruchomości. Mowa tu oczywiście o rosnącej inflacji oraz malejącym bezrobociu – we wrześniu 2021 roku stopa bezrobocia rejestrowanego spadła o 0,2 p.p. względem poprzedniego miesiąca i wyniosła 5,6%. Wpływ na ceny ma także rosnący poziom wynagrodzeń. Jak wynika z danych GUS oraz serwisu z nieruchomościami tabelaofert.pl w III kwartale br. średnie przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w Polsce wyniosło 5885,75 zł brutto, czyli o 1,9% więcej niż w poprzednim kwartale i 0 9,6% więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Ogromnie ważny jest też czynnik ludzki, a mianowicie działania deweloperów oraz nabywców. Z jednej strony obserwujemy w kraju wprowadzanie do oferty droższych inwestycji w wyższym standardzie wykończenia, czy wyprzedawanie lokali na wczesnym etapie, gdzie z reguły oferowane są mieszkania w niższych cenach, zaś z drugiej wysoki popyt na nieruchomość oraz rosnące oczekiwania nabywców co do standardu wykończenia inwestycji i udogodnień dla mieszkańców.

Wyznacznikiem wysokości cen na rynku nieruchomości jest w szczególności relacja popytu do podaży mieszkań. Pomimo stale rosnących cen mieszkań, deweloperzy nie nadążają z budową nowych inwestycji. W II kwartale 2021 r. na analizowanych przez nas rynkach: warszawskim, trójmiejskim, wrocławskim, krakowskim, poznańskim i łódzkim, deweloperzy sprzedali łącznie ponad 17,6 tys. lokali, wprowadzając jednocześnie na rynek ok. 15,7 tys. mieszkań. W III kwartale 2021 r. dysproporcja między popytem a nową podażą mieszkań była zdecydowanie mniejsza: 13,9 tys. lokali sprzedanych do 13,4 tys. mieszkań wprowadzonych, jednakże sprzedaż lokali na analizowanych rynkach również była wyższa od liczby mieszkań wprowadzonych do sprzedaży. Obrót nieruchomościami na tak wysokim poziomie oraz malejąca oferta mieszkaniowa sprzyjają wzrostom centwierdzi Robert Chojnacki, prezes redNet 24, firmy specjalizującej się w sprzedaży mieszkań deweloperskich.

Co dalej z popytem?

Ważnym czynnikiem wpływającym na popyt na mieszkania jest wysokość stóp procentowych ustalanych przez Radę Polityki Pieniężnej. Mają one bezpośrednie przełożenie na poziom oprocentowania kredytów hipotecznych i zdolność kredytową. W maju ubiegłego roku stopy procentowe zostały obniżone do historycznie niskich poziomów – stopa referencyjna NBP ograniczona została do poziomu 0,1%. Znaczne obniżenie skłoniło duży odsetek społeczeństwa do ulokowania posiadanych oszczędności w nieruchomościach. W październiku tego roku Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała się na pierwszą od 9 lat podwyżkę stóp procentowych, która wzrosła z 0,1% do 0,5%. Miesiąc później Rada zdecydowała się na kolejną podwyżkę z 0,5% do 1,25%.

Ostatni wzrost stóp procentowych spowodowany jest między innymi osłabieniem polskiej waluty, stale rosnącą inflacją w Polsce i ryzykiem utrwalenia się jej na obecnym wysokim poziomie. Zwróćmy uwagę, że inflacja we wrześniu br. wyniosła aż 5,9%, licząc rok do roku. Podniesienie stóp może spowodować, iż popyt na całym rynku nieruchomości osłabnie, jednak największy wpływ będzie miało na segment mieszkań w standardzie popularnym, o niższych cenach, gdzie zakup jest częściej finansowany kredytem. Wzrost stóp przełożył się na spadek zdolności kredytowej, a tym samym na możliwości zakupowe nabywców zauważa Robert Chojnacki.

– Na spadek zdolności kredytowej wpływa również wprowadzenie przez banki nowej rekomendacji Komisji Nadzoru Finansowego – Rekomendacji S. Powoduje to, między innymi, iż banki przy weryfikacji zdolności kredytowej klienta, muszą ją liczyć na okres maksymalnie 25 lat, nawet w przypadku, jeśli kredytobiorca zamierza zaciągnąć kredyt na dłuższy okres. Powyższe oznacza zmniejszenie maksymalnego dostępnego poziomu zdolności kredytowej dla większości kredytobiorców, nawet o kilkadziesiąt tysięcy złotych. Czynniki te hamują stronę popytowądodaje Maciej Dymkowski, prezes  tabelaofert.pl.

Wsparciem popytu na rynku nieruchomości może być nowy plan gospodarczy Polski Ład i wynikający z niego program „Mieszkanie bez wkładu własnego”. Zakłada on, że Skarb Państwa będzie gwarantem kredytu hipotecznego udzielanego przez banki przystępujące do programu na podstawie umowy zawartej z Bankiem Gospodarstwa Krajowego. Gwarancja zastępuje wymóg wniesienia wkładu własnego. Jej maksymalna kwota ma wynosić 100 tys. zł, pokrywać nie mniej niż 10% oraz nie więcej niż 20% wartości nieruchomości oraz być ważna przez 15 lat.

Warto pamiętać, że wspomniany program będzie obowiązywać jedynie na pierwsze mieszkanie. Ponadto osoby, które skorzystają z kredytu hipotecznego bez wkładu własnego i którym urodzi się drugie, a później kolejne dziecko za każdym razem będą otrzymywały dopłaty na poczet nadpłaty kredytu. Suma dopłat nie będzie jednak mogła przekroczyć 100 tys. zł. Dopłaty będą przyznawane tylko po spełnieniu określonych wymogów – zaciągany kredyt nie może być wypłacony w walucie obcej, a jedynie w złotych. Zostanie określona maksymalna, regionalna cena mkw. przy której będzie przysługiwać dopłata, uczestnicy programu będą musieli posiadać przynajmniej dwójkę dzieci i nie będą mogli mieć więcej niż 40 lat.

Powyższe czynniki mogą przyczynić się do spadku liczby sprzedanych lokali oraz wzrostu oferty mieszkaniowej. To powinno spowodować wyhamowanie trendu wzrostowego cen mieszkań w najbliższych miesiącach, choć przez ten czas będą one jeszcze nadal rosłypodsumowuje Robert Chojnacki.

Ponad 60 proc. polskich konsumentów sprawdza, czy produkt, który chcą kupić, jest przyjazny środowisku

Jak wynika z raportu Climate Sentiment Index ponad 70 proc. ludzi w skali globalnej uważa zmiany klimatu za sprawę alarmującą. Badanie przeprowadziła firma doradcza Deloitte. W Polsce już 41 proc. osób doświadczyło ekstremalnych zjawisk pogodowych, będących skutkiem zmian klimatycznych. To wszystko sprawia, że ponad połowa przebadanych Polaków poparłaby nowe regulacje klimatyczne, nawet jeśli sprawiłoby to, że niektóre towary lub usługi stałyby się droższe lub niedostępne.

Badanie „Climate Sentiment Index” zostało przeprowadzone we wrześniu br. w 23 krajach, w tym w Polsce. Ponad połowa respondentów (57 proc.) w skali globalnej stwierdziła, że w ciągu ostatniego miesiąca czuła się zaniepokojona zmianami klimatycznymi, a 72 proc. uważa, że jest to sytuacja alarmująca. Największy niepokój pod tym względem odczuwają mieszkańcy Brazylii, RPA, Meksyku oraz Indii.

W przypadku Polski respondenci częściej niż w pozostałych krajach, deklarowali obawy o środowisko, jednak rzadziej zgadzali się ze stwierdzeniem, że zmiany klimatu to naglące wyzwanie (obie odpowiedzi – 62 proc.). Różnica wynika w głównej mierze z większego odsetka osób deklarujących brak pewności tej kwestii. W Polsce 25 proc. badanych nie ma wiedzy na temat sytuacji klimatycznej, podczas gdy globalnie jest to jedynie 16 proc.

Podobnie jak w innych krajach, obawy dotyczące klimatu w Polsce są silniejsze wśród kobiet i osób posiadających dzieci, choć różnice pomiędzy grupami są mniejsze.

Zmiany klimatu nie są już tematem, który jest istotny dla niewielkiej grupy ludzi. Jest to kwestia, którą dostrzegamy i odczuwamy wszyscy. Nasze badanie pokazuje, że 39 proc Polaków zauważa i docenia zmiany, które firmy podejmują na rzecz klimatu. Dlatego będąc liderem usług klimatycznych na rynku sami podjęliśmy zobowiązanie osiągniecia neutralności klimatycznej Deloitte w 2030, wraz ze szczegółowym planem konkretnych działań zgodnych z wytycznymi inicjatywy Science Based Targets przy ONZ – mówi Tomasz Konik, partner zarządzający Deloitte w Polsce.

Biorąc pod uwagę poziom niepokoju, być może nie jest zaskakujące, że prawie połowa respondentów w skali globu (49 proc.) stwierdziła, że w ciągu ostatnich sześciu miesięcy doświadczyła zjawisk, które są skutkiem zmian klimatu. W Polsce było 41 proc. takich osób. Wśród tych, którzy doświadczyli ekstremalnych zjawisk pogodowych aż 73 proc. (w Polsce 72 proc.). obawia się zmian klimatycznych. W grupie, która nie ma takich doświadczeń, odsetek ten spada odpowiednio do 43 proc. w skali globalnej i 55 proc. w Polsce.

Wśród najczęściej wymienianych zjawisk pogodowych będących następstwem zmian klimatu znalazły się bardzo wysokie temperatury (31 proc. globalnie, 24 proc. w Polsce), częstsze i silniejsze burze (13 proc. globalnie, 6 proc. w Polsce) oraz niedobory wody (11 proc. globalnie, 8 proc. w Polsce). Co ciekawe 21 proc. Polaków wskazało również na susze, które w skali globalnej zyskały dwa razy mniej wskazań.

Społeczna gotowość na zmiany

72 proc. ankietowanych w Polsce uważa, że rządzący powinni robić więcej, by zapobiec zmianom klimatu. W badaniu globalnym takiej odpowiedzi udzieliło o 5 p.p. mniej badanych.

Irena Pichola
Irena Pichola, liderka zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i Europie Środkowej Deloitte, członkini Rady Fundacji

Z badania wynika, że 67 proc. ludzi na całym świecie oczekuje, że rządy podejmą konkretne działania, zapobiegające dalszej dewastacji środowiska naturalnego. Wolę działania widać podczas trwającego w Glasgow szczytu COP26, na którym podpisano m.in. deklarację mającą na celu wzmocnienie współpracy na rzecz redukcji emisji metanu oraz zatrzymania i odwrócenia procesu wylesiania. Konieczność szybkiego podjęcia inicjatyw na rzecz zmian klimatu otwiera nowe możliwości współpracy pomiędzy biznesem a władzami, zarówno centralnymi, jak i lokalnymi. Ten dialog pozwoli obu stronom wypracować lepsze rozwiązania systemowe, w tym regulacyjne i finansowe, wspierające realizację celów Porozumienia Paryskiego – mówi Irena Pichola, partner w Deloitte, lider usług klimatycznych dla sektora publicznego na świecie.

Na świecie, jak i w Polsce 52 proc. przebadanych osób stwierdziło, że poparłoby nowe regulacje klimatyczne, nawet jeśli sprawiłoby to, że niektóre towary lub usługi byłyby droższe lub niedostępne.

Gospodarstwa domowe o wyższych dochodach były bardziej skłonne do poparcia takich regulacji, co jest wskazówką, że koszty przeciwdziałania zmianom klimatu powinny być ponoszone proporcjonalnie do poziomu zamożności w poszczególnych grupach społecznych.

Pora na działanie

Konsumenci kupują produkty, które są zrównoważone i takich poszukują – większość dokonała zakupu, produktów zrównoważonych (56 proc. w ciągu ostatnich 4 tygodni). Wielu (46 proc.) deklaruje także, że sprawdza różne szczegóły dotyczące tego, czy produkt jest przyjazny klimatowi. Oznacza to konieczność inwestycji w zrównoważoną produkcję, komunikację i jej spójność z działaniem. W Polsce odsetek osób twierdzących, że sprawdzało, czy produkt jest zrównoważony, jest znacząco wyższy (62 proc.). Oznacza to, że ryzyko reputacyjne związane z aspektami klimatycznymi produktów i usług znacząco wzrasta.

Ankietowani zauważają również działania firm dla których pracują, mające na celu łagodzenie skutków zmian klimatu. Prawie jedna trzecia z nich jest skłonna zmienić pracę, by pracować dla instytucji dbającej o środowisko. Dla biznesu oznacza to konieczność wprowadzenia strategii i działań ograniczających negatywny wpływ na klimat, komunikowanie się w tej sprawie z pracownikami i włączanie ich w działalność proekologiczną. Taką aktywność podjął Deloitte Polska, który złożył deklarację podjęcia działań na rzecz ochrony klimatu na Science Based Targets Initiative. To wspólna inicjatywa Carbon Disclosure Project (CDP), Global Compact ONZ, World Resources Institute (WRI) oraz WWF. Inicjatywa Science Based Targets pomaga firmom w ustalaniu uzasadnionych naukowo celów w zakresie redukcji emisji gazów cieplarnianych i przekształcania działalności biznesowej tak, aby dopasować ją do przyszłej gospodarki niskoemisyjnej. Do tego globalnego projektu dołączyło już ponad 2 100 firm z całego świata. Deloitte jest pierwszą firmą doradczą z Polski, która znalazła się w tym prestiżowym gronie.

Polacy mocno podzieleni ws. płacenia kary za Turów. Paradoks zaobserwowano w woj. dolnośląskim

Jak wynika z badania UCE RESEARCH i SYNO Poland, prawie co trzeci rodak uważa, że Polska powinna płacić karę wymierzoną za niezaprzestanie wydobycia węgla brunatnego w kopalni Turów. Z kolei niemal co drugi ankietowany zajmuje przeciwne stanowisko w tej sprawie. Natomiast niezdecydowana jest niemal co czwarta osoba. Bardzo zbliżone do tych opinii z całego kraju są głosy respondentów z województwa dolnośląskiego. Uwzględniając wszystkich badanych, zwolennikami płacenia kary są głównie osoby z wyższym wykształceniem, dobrze zarabiające i mieszkające w największych miastach.[INFOGRAFIKA] Blisko co drugi Polak nie chce płacenia unijnej kary za kopalnię Turów

Z badania przeprowadzonego dla portalu Business Insider Polska na reprezentatywnej próbie ponad tysiąca dorosłych Polaków wynika, że 31,1% osób uważa, że Polska jednak powinna płacić karę nałożoną przez TSUE (500 tys. euro dziennie) za niezaprzestanie wydobycia węgla brunatnego w kopalni Turów. Natomiast 46,8% rodaków jest przeciwnego zdania, a 22,1% nie ma opinii w tej kwestii. Jak stwierdza ekonomista Marek Zuber, część osób odbiera wyrok jako atak na polskie przedsiębiorstwo, a kara oznaczałaby wydatki z budżetu państwa. Ale większą komplikacją byłoby zamknięcie kopalni, bo zostałaby ograniczona produkcja energii elektrycznej. A coraz więcej osób dostrzega, że jest z tym problem. Dlatego, zdaniem prawie połowy respondentów, nie można zgodzić się na karę.

– Przypuszczam, że przeciwnikami płacenia kary jest przede wszystkim tzw. twardy elektorat obecnej władzy. Do tego dochodzą jeszcze zwolennicy eurosceptycznej Konfederacji. W tych grupach panuje przekonanie, że TSUE można lekceważyć. A sprawa jest jasna. Po pierwsze, wyroki trzeba wykonywać. Po drugie, doszło do zaniedbań, a ich skutkiem jest właśnie orzeczona kara – komentuje prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC i były wiceminister finansów.

Jak podkreśla prof. Marian Noga, ekonomista z Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu, należy zapłacić 50 mln euro, bo tyle chcą Czesi. Trzeba przeprosić i dalej wydobywać węgiel oraz wytwarzać energię elektryczną. Ponadto konieczne jest monitorowanie stosunków wodnych w Polsce i Czechach. Jeżeli tego nie zrobimy, to po stu dniach ww. kwotę zapłacimy do kasy UE i problem pozostanie dalej nierozwiązany. A jeśli wpłacimy Czechom ww. kwotę, to kłopot zniknie, przynajmniej na kilka lat. Zdaniem eksperta, prawie połowa Polaków nie potrafi przeprowadzić tak prostego rachunku.

– W mediach sprzyjających rządowi mamy atak na TSUE. Zdecydowanie wskazuje się na brak woli uczciwej oceny sytuacji Turowa. I ludzie ulegają politycznemu PR-owi. Ponadto w bardzo niewielu mediach przebijało się to, że Czesi przecież zgłaszali uwagi dotyczące Turowa. Część osób myśli, że nasi sąsiedzi ni stąd, ni zowąd, złożyli wniosek do TSUE, a ten, działając przeciwko naszym interesom, zachował się stronniczo – dodaje Marek Zuber.

Z badania wiemy też, co na ten temat sądzą respondenci z województwa dolnośląskiego, w którym znajduje się kopalnia Turów. 34,2% z nich uważa, że Polska powinna płacić ww. karę. Przeciwnego zdania jest 44,7%, a grupa niezdecydowanych obejmuje 21,1% ankietowanych. Wyniki są więc zbliżone do tych uwzględniających opinie z całego kraju.

– W zasadzie to nie są duże różnice, ale mamy pewien paradoks. Przecież sprawa dotyczy przede wszystkim mieszkańców tego województwa, którzy korzystają głównie z prądu z Turowa. Część z nich pracuje lub jest związana z kopalnią. I te osoby bardziej opowiadają się za płaceniem kary niż ankietowani z całej Polski. Na pewno dolnośląskie to duży obszar, więc opinie mogą być zróżnicowane. Nie jest wykluczone, że media lokalne opisywały na bieżąco uwagi Czechów, więc mniej osób krytycznie spogląda na TSUE – podkreśla Marek Zuber.

Biorąc pod uwagę respondentów z całego kraju, widać, że im wyższy poziom edukacji reprezentują, tym częściej są na „tak” ws. uiszczania 500 tys. euro dziennie. Taki pogląd wyraża 13,6% Polaków z wykształceniem podstawowym lub gimnazjalnym, 20,9% – z zawodowym, 28,8% – ze średnim i 35,6% – z wyższym. Natomiast analizując miesięczne dochody netto, widać, że najwięcej zwolenników płacenia kary jest wśród osób uzyskujących 5000-6999 zł – 42,2%, a także zarabiających ponad 9000 zł – 41,7%. I w tych dwóch grupach dochodowych przeciwnicy są w mniejszości. Jest ich odpowiednio 34,8% i 41,6%. Jak zaznacza prof. Noga, lepiej zarabiający mają zdecydowanie większą wiedzę ekonomiczną. Ponadto nie są podatni na propagandowe zapewnienia, że „porozumienie już jest, tuż, tuż”.

– Możemy założyć, że osoby lepiej wykształcone, z większym doświadczeniem zawodowym, szczególnie pracy w międzynarodowych koncernach, relatywnie nieźle zarabiają. Jednocześnie są bardziej świadome w kwestiach dotyczących funkcjonowania Polski w UE. Myślę, że one w zdecydowanie mniejszym stopniu podważają decyzje najważniejszych urzędów unijnych, takich jak TSUE, który ma stać na straży prawa – mówi Marek Zuber.

Patrząc na miesięczne dochody netto respondentów, widać, że najmniej zwolenników uiszczania kary jest wśród osób uzyskujących poniżej 1000 zł – 24%. Natomiast w grupie osób, które nie ujawniły dochodów, wynik ten wynosi 23%. Z kolei biorąc pod uwagę miejsce zamieszkania, można zauważyć, że za dokonywaniem ww. płatności opowiadają się przede wszystkim mieszkańcy miast liczących powyżej 500 tys. ludności – 35%. Najmniej takich osób jest na wsiach i w miejscowościach mających do 5 tys. mieszkańców – 26,4%.

Coraz większy wpływ czynników ESG na rynek nieruchomości

ESG staje się trwałym trendem, który będzie w najbliższych latach jednym z głównych czynników wpływających na zmiany na rynku nieruchomości, zarówno w skali lokalnej, jak i globalnej. O silnej tendencji zmian w kierunku zrównoważonego budownictwa świadczy m.in. szybki przyrost podaży certyfikowanych, „zielonych budynków”, stopniowo obejmującej kolejne sektory branży. Rosnąca świadomość inwestorów zaczyna również znajdować odzwierciedlenie w kondycji sektora mieszkaniowego. Obecnie notuje on najszybszy rozwój w grupie nieruchomości zrównoważonych.

Nieruchomości to jedna z kluczowych branż dla realizacji założeń Europejskiego Zielonego Ładu. Unia Europejska zakłada osiągnięcie całkowitej neutralności klimatycznej, tymczasem zgodnie z danymi Komisji Europejskiej budynki odpowiadają za 36% emisji CO2 oraz 40% zużycia energii w Europie. 75% zasobów budowlanych starego kontynentu jest nieefektywnych energetycznie. Jednocześnie renowacji podlega tylko 1% zasobów rocznie, podczas gdy wzmożone działania w tej sferze pozwoliłyby zredukować całkowite zużycie energii w Unii łącznie o 5-6%.

Naturalną tego konsekwencją jest aktywność regulatorów mająca na celu wprowadzenie w branży nieruchomości ram prawnych, które spowodowałyby ograniczenie negatywnego wpływu zabudowy na środowisko.

Zgodnie z wyliczeniami Komisji Europejskiej, osiągnięcie założeń globalnych programów wspierających ESG w branży wymaga uruchomienia inwestycji o wartości nawet 270 mld euro rocznie, co przekracza możliwości finansowe sektora publicznego. Z tego względu istotnym stało się stworzenie stabilnego dla podejmowania decyzji inwestycyjnych środowiska, przyciągającego kapitał prywatny – mówi Marcin Malmon, Wicedyrektor, Zespół Doradztwa i Wycen dla Sektora Nieruchomości w Dziale Deal Advisory w KPMG w Polsce.

Rola czynników ESG dla inwestorów w sektorze nieruchomości będzie rosła

Oprócz regulacji unijnych, w prowadzeniu działalności inwestycyjnej ważna jest świadomość inwestorów, co do dążenia do neutralności klimatycznej, wpływająca na podejmowane przez nich decyzje. Niemniej, kluczowy dla decyzji inwestycyjnych pozostaje poziom ryzyka powiązany z nabywanymi aktywami, który jest niższy w przypadku tzw. „zielonych nieruchomości”.

Budynki z certyfikatem środowiskowym są dla inwestorów bardziej atrakcyjne inwestycyjnie, ponieważ przyznana im certyfikacja wpływa na transparentność i standaryzację transakcji. Dzięki certyfikatom inwestorzy zyskują możliwość natychmiastowego poznania wielu cech budynku, które na późniejszym etapie analizy nieruchomości i tak musiałyby zostać zweryfikowane. To ułatwia wybór preferowanych inwestycji w kontekście obowiązujących norm czy przyjętej strategii, jak również może przekładać się na oszczędność czasu i kosztów powiązanych z due diligence nabywanych nieruchomości.

Z poziomem ryzyka bezpośrednio wiąże się zainteresowanie najemców. Umowy najmu najlepszych nieruchomości komercyjnych zazwyczaj podpisywane są na 5 – 10 lat. Istotna dla inwestorów jest zatem zdolność nieruchomości do przyciągania „atrakcyjnych” i wiarygodnych najemców nie tylko w najbliższej przyszłości, ale przede wszystkim w perspektywie długoterminowej. Aktywa nienadążające za rynkiem, szkodliwe dla środowiska bądź mało przyjazne użytkownikom, są obarczone większym ryzykiem, co zazwyczaj skutkuje niższym poziomem komercjalizacji. Jest to widoczne szczególnie w sektorach biurowym i magazynowym – mówi Tomasz Wiśniewski, Partner w Dziale Deal Advisory, Szef Zespołu Wycen w KPMG w Polsce.

Dynamiczny wzrost „zielonych nieruchomości” z certyfikatami

ESG już w znacznym stopniu wpłynęło na rynek nieruchomości, a przede wszystkim formę nowej bądź modernizowanej zabudowy. Standardem staje się uwzględnianie założeń zrównoważonego rozwoju, jeśli nie na etapie doboru lokalizacji budynku, to na etapie jego projektowania. Samo wdrażanie inteligentnych i ekologicznych komponentów nie jest niczym nowym i w obiektach typu prime takie rozwiązania stosowane są od dekad. O wyraźnej tendencji zmian informuje przede wszystkim przyrost podaży certyfikowanych, zielonych budynków, które stopniowo obejmują kolejne sektory branży.Dynamiczny wzrost „zielonych nieruchomości” z certyfikatami

Zgodnie z raportem Polskiego Stowarzyszenia Budownictwa Ekologicznego z 2021 r., już 1100 budynkom przyznano jeden z certyfikatów (BREEAM, LEED, DGNB, HQE, WELL), co przekłada się na blisko 23 mln m2 przyjaznej środowisku powierzchni. Wyniki branży są o tyle znaczące, że zaledwie 3 lata temu w 2018 r. podaż certyfikowanych obiektów była mniejsza o połowę, dając 11,8 mln m2 powierzchni w 502 budynkach.

W ujęciu sektorowym najwięcej certyfikatów przyznano budynkom biurowym, jednak wyraźny rozwój obserwowany jest również w sektorze przemysłowo-logistycznym. Rynek magazynowy buduje silną pozycję w segmencie budownictwa zrównoważonego w konsekwencji wdrażanych przez jego użytkowników strategii ograniczania śladu węglowego. W rezultacie, w okresie od marca 2018 do marca 2021 roku liczba certyfikowanych budynków w tym sektorze zwiększyła się niemal czterokrotnie, z 58 do 227 – mówi Marcin Malmon, Wicedyrektor, Zespół Doradztwa i Wycen dla Sektora Nieruchomości w Dziale Deal Advisory w KPMG w Polsce.

Najszybszy rozwój w segmencie nieruchomości zrównoważonych widoczny jest obecnie w sektorze mieszkaniowym. Wpływa na to coraz większa świadomość nabywców. Jeszcze w 2018 roku tylko 12 takich budynków posiadało zielony certyfikat. W marcu 2021 roku ich liczba sięgnęła prawie 90 – ponad 100% wzrost w stosunku do roku 2020 i ponad 600% wzrost w ciągu zaledwie 3 lat.

Wpływ czynników ESG na wyceny

Zagadnienia związane z ESG znajdują już swoje odzwierciedlenie w wiodących, rozpoznawalnych międzynarodowo standardach wyceny. Przykładem mogą być wydawane przez Europejską Grupę Stowarzyszeń Rzeczoznawców Majątkowych (TEGOVA) Europejskie Standardy Wyceny 2020 (EVS 2020), czy Standardy zawodowe Królewskiego Instytutu Rzeczoznawców Dyplomowanych (RICS) tzw. Red Book.

Warto zwrócić uwagę, że żadne standardy wyceny nie przewidują na razie traktowania aspektów ESG jako odosobnionego czynnika przekładającego się na wartość nieruchomości. W standardach EVS 2020 zauważono, że powyższe nie istnieją w izolacji, więc same w sobie nie mają istotnego wpływu na wartość. Pokrywają się one jednak z innymi czynnikami i w ten sposób wywierają wpływ na wartość nieruchomości w sposób pośredni, jako część większej całości – mówi Marcin Malmon, Wicedyrektor, Zespół Doradztwa i Wycen dla Sektora Nieruchomości w Dziale Deal Advisory w KPMG w Polsce.

Polski złoty niedoszacowany przez wysoką inflację i politykę RPP

Złoty jest bardzo słaby, pomimo globalnej euforii i sytuacji na giełdach, która powinna sprzyjać wzmocnieniu polskiej waluty. Tak się nie dzieje, bo inwestorzy czekają na całą serię podwyżek stóp procentowych.

Giełdowej euforii rynek walutowy przygląda się z boku, a ze szczególnym dystansem patrzy w kierunku złotego.

– Zwykle jest tak na rynkach walutowych, że nastawienie inwestorów do ryzyka ma wpływ na kursy walut w tym także na złotego, a więc jeśli są pozytywne oczekiwania dotyczące wzrostu gospodarczego i stopy zwroty z ryzykownych aktywów jak akcje, to wówczas waluty rynków wschodzących zazwyczaj zyskują, bo kapitał płynie na te rynki – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Jednak ostatnio nie widać tej zależności, a złoty jest słaby. Kurs euro jest na poziomie z apogeum paniki covidowej.

Globalne rynki cały czas zdają się być pod wpływem ostatniego posiedzenia Fed. Pomimo rozpoczęcia ograniczania dodruku dolar lekko traci i nie zmieniły tego solidne dane z rynku pracy.

Para EURUSD od dłuższego czasu utknęła w okolicach 1,16, a to przy ostatnich bardziej zdecydowanych poczynaniach RPP oraz euforii na Wall Street przekłada się na lekkie umocnienie złotego. Mogłoby się wydawać, że rozpoczęcie ograniczania dodruku przez Fed umocni dolara i zaszkodzi globalnym nastrojom. Trzeba jednak pamiętać, że taki ruch był już wcześniej wyczekiwany, a sam dolar umacniał się niemal nieprzerwanie od maja.

W USA mamy kombinację mocnego wzrostu i wysokiej inflacji, rynki zatem liczyły na przynajmniej nieformalną zapowiedź podwyżki stóp procentowych w przyszłym roku. Tak się jednak nie stało i posiedzenie ostatecznie odebrane zostało jako gołębie. Widać to tak na rynku obligacji (spadek rentowności amerykańskich 10-latek poniżej 1,5%, gdy jeszcze całkiem niedawno były notowane powyżej 1,7%), akcji (niemal co chwila nowe rekordy), złota (wzrost powyżej 1800 dolarów za uncję), kryptowalut (nowe rekordy), jak i wreszcie samego dolara.

Co ciekawe, rynek niespecjalnie zareagował na piątkowy raport z rynku pracy, który pokazał solidny wzrost zatrudnienia, będący tym elementem, który ma zdecydować o terminie pierwszej podwyżki w USA. Najwyraźniej przekonanie o tym, że Fed będzie chciał ten moment odwlekać jest tak silne, że rynek chce zobaczyć jeszcze mocniejsze dowody.

To teoretycznie dość dobry układ dla złotego, który o ile zyskuje, to ruchy są raczej symboliczne (znacznie wyraźniej zyskuje choćby czeska korona, gdzie stopy podnoszone są jeszcze szybciej niż w Polsce). Jest kilka powodów, że złoty jest słaby.

– Kapitał zamiast do walut rynków wschodzących płynie do największych spółek technologicznych, które pokazują świetne wyniki finansowe i waluty rynków wschodzących nie są dziś sexy – wyjaśnia ekspert XTB. – W Polsce wzrosły stopy procentowe, teoretycznie dla inwestorów jest to sytuacja, gdy warto być zaangażowanym w lokalną walutę, bo wzrastają dochody z odsetek, jednak tak się nie dzieje bo z powodu wysokiej inflacji realne stopy procentowe mamy głęboko ujemne.

W strefie euro stopy procentowe są niższe, ale tam inflacja jest o wiele mniejsza niż w Polsce, choć też wpływają na nią wysokie ceny ropy naftowej, gazu czy energii elektrycznej.

Zbyt łatwo polityka NBP doprowadziła do zbyt dużego wzrostu cen.

– Inwestorzy obawiają się, że RPP nie będzie w stanie schłodzić wysokiej inflacji, ta natomiast łatwo spadnie w Europie Zachodniej – dodaje P.Kwiecień. – Gdyby doszło do załamania euforii na rynkach globalnych, to złoty na tym bardzo ucierpi.

Branża Targowa: potrzebne wytyczne w sprawie uczestnictwa w targach podczas 4 fali pandemii

– W naszym kraju ciągle brakuje przepisów regulujących tą sytuację – tak przedstawiciel Komitetu Obrony Branży Targowej komentuje niepewność, jaka towarzyszy branży targowej w czasie nasilającej się 4 fali epidemii Covid 19. Komitet kładzie nacisk na konieczność jak najszybszego wydania przepisów dotyczących wstępu i uczestnictwa w imprezach targowych, a takie obowiązują już w większości krajów na naszym kontynencie.
– Praktycznie wszystkie europejskie ośrodki targowe warunkują udział w imprezie targowej, zarówno wystawców jak i zwiedzających, od posiadania ważnego paszportu COVID-owego. Są to trzy alternatywne warunki – albo pełne zaszczepienie, bycie tzw. ozdrowieńcem lub ważny, nie dłużej niż 48 godzin, test na obecność koronawirusa – zaznacza przedstawiciel Komitetu Obrony Branży Targowej. Oprócz tego branża sama bierze sprawy w swoje ręce, aby zapobiec coraz większym brakom kadrowym w sektorze targowym. W tym celu powołuje projekt Monter Expo, którego celem jest kształcenie do pracy w tej branży.

 

Branża targowa chce jasnych deklaracji, pod jakimi warunkami organizować będzie można imprezy targowe. Po ich praktycznym odblokowaniu, do jakiego doszło z początkiem września, cieszą się one często większym niż się spodziewano zainteresowaniem.

– Nieważne jest poczucie bezpieczeństwa wystawców, nie jest istotne zapewnienie bezpieczeństwa zwiedzających. Ważna jest wola polityczna sprawujących władzę – tak do obecnego braku unormowań odnosi się Komitet Obrony Branży Targowej i nawiązuje do sytuacji, jaka ma miejsce w innych krajach.

– Praktycznie wszystkie europejskie ośrodki targowe warunkują udział w imprezie targowej, zarówno wystawców jak i zwiedzających, od posiadania ważnego paszportu COVID-owego. Są to trzy alternatywne warunki – albo pełne zaszczepienie, bycie tzw. ozdrowieńcem lub ważny nie dłużej niż 48 godzin test na obecność koronawirusa. Nie ma praktycznie możliwości brania udziału w żadnej z europejskich imprez targowych bez spełnienia jednej z tych trzech przesłanek – wskazuje Krzysztof Szofer z Komitetu Obrony Branży Targowej, skarżąc się jednocześnie: – Niestety w naszym kraju ciągle brakuje przepisów regulujących tą sytuację. W tej sytuacji ciężar odpowiedzialności biorą na siebie organizatorzy targów – dodaje Krzysztof Szofer i przyznaje, że trudno jest jednak podejmować takie decyzje jednostkowo, jeśli nie ma wyraźnego przekazu w tej sprawie z góry oraz brakuje mechanizmów umożliwiających chociażby sprawdzanie, czy dana osoba spełnia jeden z powyższych warunków. – Organizator imprezy może tylko prosić o dobrowolne okazanie paszportu COVID-owego. Nie sprzyja to podejmowaniu, szczególnie przez wystawców z zagranicy oraz międzynarodowych korporacji, decyzji o wzięciu udziału w targach czy konferencji – zauważa Krzysztof Szofer.

Wskazuje też na dodatkowy element potęgujący niepewność w tej branży. Wraz ze zwiększającą się liczbą zachorowań na covid 19, rośnie też liczba hospitalizacji. Rodzi to pytanie: czy znów część przestrzeni targowych zostanie zajęta na szpitale tymczasowe? Taka sytuacja miała już bowiem miejsce podczas zimowo wiosennej fali epidemii. Szpitale covidowe usytuowały się wtedy w większości największych ośrodków targowych w Polsce.

Branża targowa czeka więc na jak najszybsze decyzje władz, tym bardziej, że przedłużanie stanu niepewności grozi też dalszym odpływaniem pracowników do innych branż. Jak ocenia Komitet Obrony Branży Targowej, są oni potrzebni już dziś, a po pandemii popyt na nich wrośnie najprawdopodobniej skokowo.

– Mimo wielu obietnic pomocy w restarcie najbardziej poszkodowanej przez pandemię branży – firm związanych z organizacją i obsługą wydarzeń targowo – konferencyjnych, do dnia dzisiejszego nie pojawiły się żadne konkretne rozwiązania mające na celu wzmocnienie tej istotnej dla gospodarki gałęzi wspomagania promocji polskich przedsiębiorstw. Kolejno, zarówno Pani minister Emilewicz jak i Pan minister Gut-Mostowy, obiecywali wsparcie dla tych firm mające na celu przebranżowienie lub stworzenie tzw. „drugiej nogi” – przypomina Paweł Montewka z Komitetu Obrony Branży Targowej i dodaje, że były to niestety jedynie deklaracje bez pokrycia.

– Firmy z branży przemysłu spotkań powoli dźwigają się z nokautu, jaki zafundowany im został przez lockdown gospodarki. Jak zwykle, w razie kłopotów, branża sama bierze sprawy w swoje ręce – zaznacza Paweł Montewka i zwraca uwagę, że z impetem ruszyły już imprezy targowe w największych polskich i europejskich ośrodkach targowych, zapełniając hale targowe stoiskami stworzonymi przez polskie przedsiębiorstwa zajmujące się projektowaniem i zabudową powierzchni wystawienniczych. – Pojawiają się pierwsze przychody w firmach zamkniętych przez ostatnie półtora roku. Niestety długi okres braku aktywności oraz dalsza niepewność spowodowana brakiem jednoznacznych przepisów powoduje brak powrotu do branży wykwalifikowanych pracowników – zauważa Paweł Montewka, nazywając to poważnym problemem, z którym borykać się muszą przedsiębiorstwa zrzeszone między innymi w Polskiej Izbie Przemysłu Targowego. – I tutaj ponownie firmy wzięły sprawy w swoje ręce. Wspólnie z jedną z poznańskich szkół PIPT rozpoczął prace nad wdrożeniem projektu – roboczo nazwanego – Monter Expo – relacjonuje Paweł Montewka. Tłumaczy, że chodzi tutaj o rozpoczęcie kształcenia młodzieży na poziomie branżowym oraz technikum w kierunku uzyskania kwalifikacji do świadczenia pracy w firmach zajmujących się techniczną obsługą targów, konferencji, eventów, ale również koncertów oraz innych wydarzeń o charakterze artystycznym. – Jest to zawód z gatunku interdyscyplinarnego, stwarzający szerokie możliwości podjęcia pracy zarówno w Polsce jak i na terenie Europy – podsumowuje Paweł Montewka.

Przedsiębiorstwa zrzeszone w Polskiej Izbie Przemysłu Targowego wiążą więc w ten sposób duże nadzieje w związku z możliwością pozyskania wykwalifikowanej kadry do tej branży. Na razie jednak, jak szacuje Komitet Obrony Branży Targowej, z sektora tego odeszło około 30% pracowników. To wynik swoistego tornada, jakie w ciągu ostatniego półtora roku spustoszyło branżę targową. Jej straty szacuje się w związku z tym dziś na blisko 3 mld złotych.

Gotówka w Polsce ma się dobrze

Aż 63,3% Polaków uważa, że gotówka jest potrzebna w gospodarce – wynika z najnowszego badania firmy Tavex dotyczącego metod płatności preferowanych przez Polki i Polaków. Co więcej, ponad połowa respondentów (56,3%) zgadza się z twierdzeniem, że likwidacja gotówki byłaby niekorzystna dla konsumentów oraz gospodarki. Fizyczny pieniądz w Polsce ma się dobrze – do głównych powodów, dla których wciąż chcemy go używać należą m.in. lepsza kontrola wydatków (23,8%), poczucie niezależności (16,8%) czy ochrona danych osobowych (15,5%). Badanie zostało przeprowadzone dla III kwartału 2021 r.

Niezbędna gotówka

Badanie o metodach płatności preferowanych przez Polki i Polaków pokazuje, że w Polsce niezmiennie ważna jest możliwości korzystania z gotówki w codziennym życiu.

Aż 63,3% respondentów zgadza się, że gotówka jest potrzebna w gospodarce, jednakże warto zwrócić uwagę na fakt, że przeciwnym temu stwierdzeniu jest tylko 12,1% badanych (24,5% nie ma zdania na ten temat). Podobny schemat odpowiedzi można zaobserwować w pytaniu dotyczącym likwidacji gotówki w obiegu gospodarczym – co drugi Polak (56,3%) twierdzi, że byłby to niekorzystny ruch. „Za” wyłączeniem fizycznego pieniądza z obiegu jest tylko 19,9% badanych (23,7% badanych nie posiada odpowiedniej wiedzy).

Co ciekawe, Polacy są także przekonani do bezpieczeństwa płatności gotówkowych – ponad trzech na czterech pytanych (76,5%) uważa, że to bezpieczny sposób rozliczeń (odpowiedzi „tak, zawsze” udzieliło 27,4% ankietowanych oraz „tak, ale tylko przy małych kwotach, np. płatności za codzienne zakupy” 49,1% badanych).

Polacy swoje poparcie dla gotówki argumentują na kilka sposobów: dzięki niej lepiej kontrolują swoje wydatki, daje im niezależność, lubią czuć, że ich dane osobowe są chronione czy nawet z przyzwyczajenia. Jak wynika z badania, respondenci uznają także, że płatności gotówkowe są bezpieczne oraz niezbędne dla gospodarki. Pomimo przenoszenia się prawie wszystkich aspektów naszego życia do sfery online, ta forma płatności niezmiennie cieszy się popularnością – mówi Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex.

Czy warto mieć „kasę” w portfelu?

Warto podkreślić, że blisko 9 na 10 pytanych osób (89,2%) nosi przy sobie gotówkę. Najczęściej są to niewielkie kwoty – 62,2% badanych ma przy sobie nie więcej niż 100 złotych. Mniej, bo 35,1% badanych nosi w portfelu od 51 do 100 złotych, a banknot 50 złotowy w kieszeni trzyma blisko co czwarty respondent (27,1%). 8,1% Polaków ma przy sobie kwotę, którą najprawdopodobniej wyda w danym dniu.

Gotówka w portfelu, niezależnie o jakim nominale, daje nam niezależność i zapewnia prywatność. W dzisiejszym, zdigitalizowanym świecie to wartości bardzo ważne – coraz częściej w przestrzeni publicznej porusza się temat ochrony prywatności. Co więcej, mamy wiele argumentów popierających płacenie fizycznym pieniądzem – to np. odporność na możliwość awarii infrastruktury technicznej czy ułatwienie dostępu do pieniędzy osobom starszym – tłumaczy Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu, Tavex. Wyniki badania przeprowadzonego przez Tavex pokazują, że z możliwości posiadania gotówki w najbliższym czasie nie zrezygnujemy – dodaje.

Polacy wciąż dostrzegają zalety płatności gotówkowych; potrafią docenić bezpieczeństwo, niezależność oraz kontrolę, jaką daje ciężar monet i banknotów w portfelu. Mimo powszechnej dostępności do kart płatniczych, badanie dowodzi, że nie są one w stanie zastąpić nam sprawdzonej gotówki.

Cena zakupu mieszkania a inflacja: czy deweloper może ją podnieść?

Wysoka inflacja nie jest korzystna dla deweloperów. Wyjaśniamy, czy mogą oni stosować klauzule waloryzacyjne sprawiające, że cena zakupu mieszkania rośnie.

Działanie w warunkach inflacji wynoszącej nawet 6% jest novum dla sporej części krajowych deweloperów. Po raz ostatni, podobny poziom rocznego wzrostu cen był notowany w 2001 r. Wiele obecnie działających firm deweloperskich wtedy jeszcze nie istniało. Aktualna sytuacja jest niekomfortowa dla inwestorów mieszkaniowych, bo oprócz wzrostów cen materiałów budowlanych widać presję inflacyjną na poziom wynagrodzeń i koszty robocizny. Jednocześnie część potencjalnych nabywców mieszkań może czuć się coraz bardziej zniechęcona rosnącymi cenami metrażu. Obecne warunki bez wątpienia tworzą dla deweloperów pokusę do stosowania tzw. klauzul waloryzacyjnych. Takie sformułowania zawarte w umowie pozwalają na podniesienie końcowej ceny mieszkania lub domu. Warto dowiedzieć się, czy deweloper może zgodnie z przepisami zadeklarować, że ostateczna cena zakupu mieszkania albo domu będzie różniła się od wstępnej kwoty (np. ze względu na wzrost cen materiałów budowlanych).

Nasz artykuł w dużym skrócie:

  • Ustawa deweloperska zarówno w obecnej, jak i nowej wersji nie zakazuje waloryzacji ceny zakupu mieszkania lub domu.
  • Pojawiają się jednak wyroki sądów, które negatywnie oceniają klauzule przewidujące, że ostateczna cena zakupu mieszkania lub domu może wzrosnąć.
  • Nabywcy nowych lokali i domów w aktualnych warunkach powinni szczególnie ostrożnie sprawdzać umowy podsuwane przez deweloperów.

Poniżej przedstawiamy więcej ważnych informacji o tematyce związanej z klauzulami waloryzacyjnymi w umowie zakupu nowego mieszkania lub domu.

Ustawa deweloperska nie mówi bezpośrednio o waloryzacji

Wydawać by się mogło, że po niemal dziesięciu latach od wprowadzenia ustawy deweloperskiej tak zasadnicze kwestie, jak możliwość waloryzowania ceny domu lub lokalu nie wzbudzają już żadnych wątpliwości. „Niestety, w praktyce sytuacja wygląda nieco inaczej” – podkreśla Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Ustawa z dnia 16 września 2011 r. o ochronie praw nabywcy lokalu mieszkalnego lub domu jednorodzinnego, która będzie obowiązywać do 30 czerwca 2022 roku, nie zawiera zbyt wielu informacji na temat klauzul waloryzacyjnych. Wspomniany akt prawny informuje tylko, że prospekt informacyjny powinien zawierać wypełnioną rubrykę pod tytułem Dopuszczenie waloryzacji ceny oraz określenie zasad waloryzacji. „Takie rozwiązanie przyjęte przez ustawodawcę sugeruje, że waloryzacja w umowach deweloperskich generalnie nie jest zakazana, a cena zakupu mieszkania lub domu może zależeć na przykład od inflacji” – komentuje Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Warto również zajrzeć do nowej ustawy deweloperskiej, która zacznie obowiązywać wraz z dniem 1 lipca 2022 roku. Mowa o ustawie z dnia 20 maja 2021 r. o ochronie praw nabywcy lokalu mieszkalnego lub domu jednorodzinnego oraz Deweloperskim Funduszu Gwarancyjnym (Dz.U. 2021 poz. 1177). Okazuje się, że nowa wersja ustawy deweloperskiej pod względem waloryzacji przewiduje takie samo rozwiązanie (tylko wzmiankę w prospekcie informacyjnym). „To ciekawa kwestia, gdyż Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów negatywnie wypowiadał się na temat klauzul sprawiających, że ostateczna cena zakupu mieszkania albo domu nie jest znana w momencie podpisywania umowy” – zauważa Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Waloryzacja jest mocno problematyczna dla konsumenta …

Tak jak wspomnieliśmy, UOKiK już wcześniej wyrażał swoje negatywne stanowisko odnośnie waloryzacji w umowach deweloperskich. Chodzi zwłaszcza o sytuacje, w których mimo waloryzacji umowa nie przewiduje dodatkowej możliwości odstąpienia od niej przez konsumenta (w razie wzrostu ceny). Warto pamiętać, że wyższa cena zakupu mieszkania lub domu stwarza poważny problem dla osób, które nie posiadają dodatkowych oszczędności. W takiej sytuacji trzeba np. wnioskować o podniesienie kwoty kredytu lub zapożyczać się u rodziny. Pierwsze rozwiązanie jest problematyczne, ponieważ wiele osób wykorzystuje zdolność kredytową do maksymalnego poziomu. „Co więcej, podwyższenie kwoty kredytu oznacza zwykle ponowne badanie zdolności kredytowej przez bank” – dodaje Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Negatywne stanowisko w sprawie deweloperskiej waloryzacji wyrażał również Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Warto przypomnieć, że w ramach poprzednio obowiązujących przepisów (do 17 kwietnia 2016 r.) to właśnie SOKiK decydował o niedozwolonym charakterze postanowień umownych. W „starym” rejestrze klauzul niedozwolonych UOKiK (prezentującym efekty orzecznictwa SOKIK) znajdziemy kilka przykładów postanowień umownych, które przyznawały deweloperom prawo do waloryzowania ceny nieruchomości. „Mowa o niedozwolonych klauzulach numer 227, 885, 1386, 1478, 1540, 2406, 2411, 3662 oraz 3759” – wymienia Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Po stronie konsumentów stanął między innymi gdyński sąd

Bardzo ważne wydaje się także stanowisko sądów badających spory deweloperów z konsumentami. Jako przykład może posłużyć Wyrok Sądu Rejonowego w Gdyni z dnia 6 czerwca 2017 r. (sygn. akt: I C 1455/15) oraz Wyrok Sądu Rejonowego w Gdyni z dnia 12 czerwca 2018 r. (sygn. akt: I C 376/17). Obydwa wspomniane orzeczenia okazały się korzystne dla konsumentów kwestionujących klauzule waloryzacyjne. „Niemniej jednak wydaje się, że klienci firm deweloperskich powinni przede wszystkim bardzo dokładnie analizować umowy i dobrze się zastanowić przed zawarciem kontraktu przewidującego waloryzację” – podsumowuje Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Źródło: Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Wyniki sprzedaży Ford Polska – październik 2021

W październiku 2021 r. Ford znalazł się na podium sprzedaży samochodów osobowych i dostawczych o dopuszczalnej masie całkowitej do 3,5 tony w Polsce. Zajmując trzecie miejsce, marka sprzedała 2 657 pojazdów, w tym 1 690 samochodów osobowych i 967 dostawczych. Dało to 7,29% udziału w niezwykle konkurencyjnym rynku, a tym samym poprawę rok do roku o 1,64 p.p.

Po dziesięciu miesiącach 2021 r. Ford umocnił się natomiast na szóstej pozycji pod względem sprzedaży w Polsce. Producent w tym czasie znalazł nabywców na 24 221 samochodów, co oznacza wzrost względem analogicznego okresu ubiegłego roku o 16,8%.

Sprzedaż 1 690 samochodów osobowych spowodowała wzrost udziału w rynku z 4,59% do 5,41%. Przez pierwszych dziesięć miesięcy Ford sprzedał natomiast 16 084 pojazdy z tego segmentu – o 10,6% więcej niż w analogicznym okresie 2020 r. Co warte odnotowania – sprzedaż Forda do klientów indywidualnych w minionych 10-ciu miesiącach wzrosła o 37,55% w porównaniu z okresem styczeń-październik ubiegłego roku.

W październiku hitem marki był Focus, który odnotował znakomite wyniki sprzedaży. Nowych nabywców znalazło bowiem 699 egzemplarzy, dzięki czemu model znalazł się na szóstym miejscu w zestawieniu najpopularniejszych modeli osobowych w Polsce. Oznacza to także wzrost względem analogicznego okresu ubiegłego roku o 33,1% i imponujący udział w całkowitej sprzedaży marki – 41,4%. Drugim najlepiej sprzedającym się w październiku modelem Forda był EcoSport – 210 sprzedanych egzemplarzy oznacza wzrost względem analogicznego okresu ubiegłego roku aż o 438,5%. Na podium marki znalazła się także Kuga (184 sprzedane egzemplarze), która zanotowała wzrost względem października ubiegłego roku o 7%.

Również Focus jest zdecydowanym liderem sprzedaży, w segmencie samochodów osobowych Forda, w okresie od stycznia do października 2021 r. 4 228 egzemplarzy, które znalazły nabywców w tym okresie, oznacza 26,3% udziału w całkowitej sprzedaży marki. Razem z Pumą (2 887 sprzedanych sztuk) i Kugą (2 203 sztuki) modele te odpowiadają za 57,9% sprzedaży samochodów osobowych. Puma i Kuga dodatkowo zanotowały ogromny wzrost zainteresowania względem ubiegłego roku – odpowiednio o 57,2% i 74%.

Doskonale na polskim rynku radzi sobie całkowicie elektryczny Mustang Mach-E, który w październiku był trzecim najchętniej kupowanym osobowym samochodem elektrycznym, zaś wśród średniej wielkości elektrycznych SUV-ów zajął drugie miejsce.

W październiku Ford został wiceliderem sprzedaży w segmencie samochodów dostawczych o dopuszczalnej masie całkowitej do 3,5 tony. Marka znalazła nabywców na 967 pojazdów, co oznacza wzrost względem ubiegłego roku o imponujące 31,7%. Ford cały czas pozostaje także drugą najlepiej sprzedającą się marką samochodów dostawczych w całym 2021 r. W okresie od stycznia do października znalazł bowiem nabywców na 8 137 pojazdów – o 31,4% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Daje to 13,46% udziału w tym rynku.

Bestsellerem marki w październiku był Transit, który znalazł się na 3. miejscu zestawienia najlepiej sprzedających się samochodów dostawczych w Polsce. 346 egzemplarzy oznacza wzrost względem analogicznego okresu ubiegłego roku o 18,1%. W pierwszej dziesiątce znalazły się jeszcze Transit Custom (7. miejsce, 253 sztuki, wzrost 40,6% rdr) oraz Transit Connect (9. miejsce, 194 sztuki, wzrost o 79,6% rdr).

Doskonałym wynikiem może pochwalić się także Ranger, który jest zdecydowanie najpopularniejszym pick-upem na polskim rynku. 122 sprzedane egzemplarze oznaczają wzrost względem ubiegłego roku o 84,9% i udział w rynku na imponującym poziomie 48,6%. W ciągu 10-ciu miesięcy 2021 roku do klientów trafiło 1 476 nowych Fordów Rangerów, o 109% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Przewaga Rangera nad drugim w zestawieniu konkurentem wynosi ponad 500 sztuk.

Ford pozostaje liderem rynku nowych minibusów. Marka w październiku sprzedała 209 takich pojazdów – 25,2% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Na koniec października sprzedaż w 2021 r. osiągnęła poziom 1 782 egzemplarzy, co oznacza poprawę względem ubiegłego roku o 50,9% oraz udział w rynku – 25,48%.

ZPP: Nowy podatek od mieszkań nie zatrzyma rosnących cen

Inflacja bije kolejne rekordy i jest największa od 20 lat – wiele osób szuka zatem sposobu na ochronę kapitału. Dlatego też od dłuższego czasu rynek nieruchomości cieszy się rosnącą popularnością inwestorów, którzy widzą w nim szansę na ochronę wartości swoich oszczędności i przynajmniej niewielki zysk. W wielu krajach od lat jednym ze sposobów inwestowania są tak zwane REITY, czyli Real Estate Investment Trust będące formą funduszu inwestycyjnego dającego możliwość inwestowania na rynku nieruchomości, nawet osobom dysponującym niewielkim kapitałem. W Polsce wciąż jednak brakuje takiego rozwiązania, choć część z podmiotów na rynku działa w podobny sposób. Alternatywnym rozwiązaniem jest wobec tego np. zakup mieszkania na wynajem, albo tak zwany house flipping, czyli kupowanie, remontowanie i sprzedawanie mieszkań. Czasem zakupione mieszkania pozostają we własności inwestora przez pewien czas i nie są wynajmowane bądź odsprzedawane z powodu np. wywołanego kryzysem pandemicznym spadku zainteresowania najmem nieruchomości, albo długimi terminami oczekiwania na wykonanie niezbędnych prac remontowych związanymi z sytuacją na rynku usług budowlanych.

Na rynku nieruchomości w Polsce wciąż popyt znacząco przekracza podaż. Średnio na 1000 mieszkańców przypada zaledwie 393 mieszkań, a na jedną osobę zaledwie 30 m2 mieszkania. Jest to wynik znacząco odbiegający od średniej europejskiej wynoszącej blisko 40 m2 na jedną osobę. Pod względem ilości mieszkań na 1000 mieszkańców również znacząco odbiegamy od większości krajów UE[1]. Sytuacja ta powoduje, że ceny transakcyjne rosną z roku na rok w bardzo dużym tempie, tylko w ostatnim roku o około 10%[2]. Drogie mieszkania nie odstraszają jednak inwestorów, ponieważ trudno spodziewać się znaczących spadków wartości nieruchomości, a co najwyżej wyhamowania wzrostu cen. Dzięki temu inwestycje w tym sektorze są uważane za stabilne i atrakcyjne.

Sytuację tą dostrzegły władze publiczne, wśród których przedstawicieli pojawiają się pomysły dotyczące opodatkowania różnego rodzaju inwestycji na rynku nieruchomości. W ostatnich dniach jeden z przedstawicieli Ministerstwa Rozwoju podzielił się planami w tym zakresie z dziennikarzami i zapowiedział walkę ze spekulantami na rynku nieruchomości. Posłużył się przy tym przykładem, w którym jeden ze skandynawskich funduszy inwestycyjnych zakupił jednorazowo 1000 mieszkań za kwotę 100 miliardów euro. Jednocześnie wskazał, że choć dane wskazują, że transakcje spekulacyjne stanowią kilka procent, a te dokonywane przez fundusze inwestycyjne około 1%, to Ministerstwo Rozwoju i Technologii planuje działać z wyprzedzeniem. Padła zapowiedź wprowadzenia nowych podatków w trosce o dobro obywateli, którzy z uwagi na trudną sytuację na rynku nieruchomości nie są w stanie kupić mieszkania. Rozważane jest zatem wprowadzenie podatku od pustostanów, od zysku ze spekulacji oraz katastralnego od drugiego lub trzeciego mieszkania[3]. Zastanówmy się zatem czy troska Ministerstwa jest uzasadniona i jaki wpływ może mieć na rynek.

Zgodnie z danymi GUS w okresie od stycznia do września 2021 r. oddano do użytkowania 164,4 tysiąca mieszkań, czyli o 5,2% więcej niż przed rokiem[4]. Jeśli szacunki Ministerstwa są słuszne, to około 1,6 tysiąca z nich zostało zakupionych przez fundusze inwestycyjne, a kolejnych kilka tysięcy przez inwestorów indywidualnych w celach „spekulacyjnych”. Skala takich transakcji nie jest zatem duża. Zwróćmy także uwagę, czym są tak zwane „spekulacje”. Podmioty takie jak np. fundusze inwestycyjne, istotnie kupują duże liczby mieszkań w celu albo ich odsprzedaży, albo wynajmowania. Taki inwestor jest w stanie dzięki wysokiej pozycji negocjacyjnej kupić większą ilość mieszkań w atrakcyjnej cenie, po to, aby sprzedać je z zyskiem. Nie jest natomiast w interesie funduszu trzymanie takich nieruchomości jako „pustostany”. Takie mieszkania przeważnie bardzo szybko wracają na rynek, a zysk funduszu wynika z różnicy między ceną zakupu, a sprzedaży. Lokale mające być w posiadaniu inwestora dłuższy czas są przeznaczane na wynajem. Mieszkania te trafią do odbiorców końcowych bez względu na to, czy za pośrednictwem dewelopera, czy funduszu. Przy czym podkreślić należy, że jest to jedynie jedna z form działania funduszy, gdyż mieszkania nabywane przez nie są również przeznaczane do wynajęcia.

Kolejne obawy Ministerstwa dotyczą innych „spekulantów”, czyli podmiotów indywidualnych inwestujących na rynku nieruchomości. W ich przypadku trudno mówić o przewadze negocjacyjnej związanej z posiadaniem kapitału na „hurtowe zakupy” mieszkań. Ich działalność polega przeważnie na kupnie pojedynczych mieszkań na wynajem, albo house flippingu, czyli kupnie nieruchomości, których cena jest zaniżona, albo takich wymagających remontu i ich sprzedaż po wyższej cenie. W tym jednak przypadku możliwości inwestycyjne są ograniczone, gdyż próg wejścia to kilkaset tysięcy złotych z uwagi na cenę nieruchomości. Następny z pomysłów Ministerstwa, to podatek katastralny od drugiego bądź trzeciego mieszkania ocenić należy jako kolejny cios w klasę średnią, a także tych, którzy z przyczyn życiowych (np. spadek) weszli w posiadanie więcej, niż jednego mieszkania.

Podsumowując działalność na rynku nieruchomości funduszy inwestycyjnych i inwestorów indywidualnych ma obecnie stosunkowo niewielki wpływ na ceny nieruchomości. Ponadto w wielu przypadkach ma ona pozytywne skutki, gdyż to właśnie te podmioty oferują mieszkania i lokale użytkowe na wynajem, a nie każda rodzina jest w stanie kupić sobie mieszkanie z uwagi na brak koniecznych środków. Zapowiedzi Ministerstwa nie dążą zatem do likwidacji niesprawiedliwości, która mogłaby wystąpić, gdyby inwestowanie w nieruchomości wiązało się z brakiem podatków, albo tak zwanym „psuciem rynku”. Ich celem jest raczej poszukiwanie kolejnych źródeł wpływów do budżetu. W praktyce może się jednak okazać, że nie tylko nie przyniosą one zamierzonych skutków, ale spowodują ucieczkę kapitału za granicę. Każdy inwestor indywidualny, czy też fundusz zdający sobie sprawę, że w innych krajach Unii Europejskiej będzie mógł działać na lepszych warunkach, tam też ulokuje swój kapitał.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców

***

[1] Por. https://www.money.pl/gospodarka/nbp-alarmuje-na… ; https://www.wirtualnemedia.pl/artykul/mieszkani… ; https://forsal.pl/nieruchomosci/artykuly/807747… (dostęp na dzień 08.11.2021 r.).
[2] https://www.money.pl/gospodarka/polacy-maja-mie… (dostęp na dzień 08.11.2021 r.).
[3] https://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-fundusze… (dostęp na dzień 08.11.2021 r.).
[4] https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/przemysl… (dostęp na dzień 08.11.2021 r.).

Szczecińska spółka Red Sky kupiona przez Intela

W polskiej strefie startupów nie doszło jeszcze do takiej transakcji. RemoteMyApp, spółka z portfolio szczecińskiego startup studio Red Sky, została kupiona przez Intel Corporation. To pierwszy wykup tej firmy w Polsce!

5 listopada 2021 roku doszło do transakcji, którą śmiało można nazwać przełomową dla polskiego środowiska startupów. Intel Corporation, największy na świecie producent układów scalonych oraz twórca mikroprocesorów, dokonał kupna spółki z portfolio Red Sky i Tar Heel Capital Pathfinder.

RemoteMyApp to prawdziwy game-changer, który w branży gamingu ma wiele do powiedzenia. Firma oferuje technologię przesyłania strumieniowego i platformy do gier w chmurze. Ich działania mają zasięg globalny, z usług RemoteMyApp korzystają firmy telekomunikacyjne i producenci urządzeń, jak np. Deutsche Telekom, której platforma do gier MagentaGaming powstała na bazie technologii opracowanej przez RemoteMyApp. MagentaGaming została oceniona powyżej GeForce Now, PlayStation Now lub Microsoft xCloud!

RemoteMyApp powstało w 2014 roku jako projekt Red Sky – jednego z największych startup studio w Polsce. “Spółka powstała w niecały rok od pojawienia się idei. Było to możliwe dzięki sprawnym strukturom venture buildingowym, które oferuje nasza organizacja. Pomysł na RemoteMyApp powstał w Red Sky i został zaprototypowany przez naszych specjalistów. Trafioną koncepcję i pierwsze lata rozwoju firmy zawdzięczamy właśnie im.” – mówi Arkadiusz Seńko / CEO Red Sky.

Najmniejszy pokój w całym biurze!

Takie historie ciekawie się poznaje, kiedy spółka odnosi wielki sukces. Prototyp RemoteMyApp został stworzony w 2014 roku przez specjalistów pracujących w Red Sky: Rafała Krochmala i Radka Zawartko, dzięki którym w 2015 roku możliwe było wprowadzenie na rynek jakościowego produktu. Dobry venture building to nie tylko tworzenie najlepszych rozwiązań w obszarze technologicznym, ale też skuteczne zarządzanie operacyjne i działania w obszarze human resources.

“Na drodze RMA stawało wiele wyzwań. W wieloletniej historii firmy przydarzył się moment, w którym niezbędne było zmniejszenie zespołu. Natomiast dzięki doświadczonemu zarządowi i specjalistom maksymalnie dopasowanym do specyfiki projektu, żadne z tych wyzwań nie stało się przeszkodą do osiągnięcia sukcesu. Skutkiem szeregu dobrych decyzji i działań były kolejne rundy finansowania, inwestorzy oraz granty.” – kontynuuje Arkadiusz Seńko.

Projektem, a następnie spółką kolejno zarządzali Radek Zawartko, Avi Kaye i Andreas Hestbeck. W 2016 roku rozwój spółki przyspieszyła inwestycja funduszu VC Internet Ventures z portfela MCI Capital. W 2020 roku do grona inwestorów dołączył Deutsche Telekom, który dokapitalizował RemoteMyApp poprzez Telekom Innovation Pool. Dzisiejszy sukces jest następnym, wielkim świadectwem jakości tej spółki.

Onieśmielające sukcesy

RemoteMyApp to doskonały przykład success rate, jaki osiągają projekty z portfolio Red Sky i Tar Heel Capital Pathfinder. Osiągnięcie RMA to jeden z wielu sukcesów firm z tej grupy, które w przestrzeni startupów w Polsce wypadają wręcz onieśmielająco: w ciągu ostatniego roku spółki zebrały ponad 160 mln zł finansowania, szybko debiutują na NewConnect i pewnym krokiem idą na duży parkiet GPW.