Europejskie gospodarki nie są gotowe na OZE

Największe europejskie gospodarki nie są przygotowane do przejścia na OZE i mogą nie osiągnąć celów klimatycznych pakietu Fit for 55. Według raportu Eaton, barierą dla transformacji energetycznej jest m.in. przeciążenie sieci i zbyt niski poziom cyfryzacji. System nie jest gotowy na zmienną energię odnawialną. W Niemczech, przez konieczność stabilizowania sieci, ograniczana jest produkcja nawet 3% mocy w instalacjach OZE. W Wielkiej Brytanii koszty związane z limitowaniem produkcji zielonej energii w ubiegłym roku wyniosły 282 mln funtów. Przed podobnymi wyzwaniami stoi również Polska. Co powinny zrobić rządy, aby poprawić sytuację?

Wąskie gardło transformacji na OZE

Kraje europejskie zakładają osiągnięcie unijnych celów redukcji emisji CO₂ przede wszystkim poprzez zwiększenie produkcji energii ze źródeł odnawialnych. Według raportu Eaton, przechodzenie na OZE dynamicznie odbywa się w Danii, Finlandii, Norwegii i Szwecji. Jednak największe gospodarki europejskie, takie jak Francja, Niemcy, Włochy, Hiszpania, Szwajcaria i Wielka Brytania, nie są gotowe na transformację energetyczną. Powodem nie jest zbyt mała liczba instalacji słonecznych i wiatrowych, ale nieprzygotowanie systemu na zmiany.

W Niemczech do osiągnięcia celów na 2030 rok potrzebnych jest dodatkowo 138 TWh energii ze źródeł słonecznych i wiatrowych. We Francji – 90 TWh. Tak gwałtowny rozwój OZE wymaga od sieci większej elastyczności, ponieważ zielona energia jest mocno rozproszona i niestabilna. System musi być zdolny do szybkiego reagowania na zmienną ilość produkowanej mocy i zapotrzebowanie na nią. W wielu europejskich państwach infrastruktura nie jest na to gotowa. Krajowe systemy elektroenergetyczne mogą więc stać się wąskim gardłem transformacji – wskazuje Mariusz Hudyga, Product Manager w firmie Eaton.

Mniejsze kraje – Finlandia, Norwegia, Szwecja, Holandia i Irlandia – notują największe postępy w przechodzeniu na OZE. Są to bowiem elastyczne rynki, które zapewniają wszystkim inwestorom sprawiedliwy, przejrzysty i prosty dostęp. Większe kraje, takie jak Francja, Wielka Brytania, Niemcy, Włochy i Hiszpania, mają problemy z zapewnianiem elastyczności. Powodem są bariery dla inwestycji, takie jak zasady certyfikacji i podłączenia do sieci, wysokie koszty, złożone przepisy oraz zdominowanie rynku przez podmioty o ugruntowanej pozycji.poziom gotowości do transformacji

Konieczne inwestycje w magazyny energii i elektryczne samochody

Elastyczność systemu energetycznego mogą zwiększać niskoemisyjne rozproszone zasoby energii, takie jak stacje ładowania pojazdów elektrycznych, magazyny energii, inteligentne czujniki i technologie pomiarowe czy systemy zasilania awaryjnego. Raport Eaton wskazuje, że w większości krajów w Europie rozwój takich rozwiązań jest jednak na niskim poziomie. Wyjątkiem jest Norwegia, gdzie elektryczne samochody stanowią już ¾ wszystkich nowo rejestrowanych pojazdów. Zbyt wolne tempo rozwoju elastyczności sieci to nie tylko ryzyko opóźnienia dekarbonizacji, ale też wyższych kosztów bilansowania sieci i większych rachunków dla konsumentów.

Ograniczenie emisji CO będzie możliwe tylko wtedy, gdy wszystkie kraje europejskie będą korzystały z elastycznych rozwiązań w procesie stabilizowania OZE. Konieczne jest przyciągnięcie prywatnych inwestycji w inteligentnie sterowane stacje ładowania e-samochodów, systemy magazynowania ciepła i energii czy interaktywne centra danych. Efekt ten będzie można uzyskać na stabilnych i przewidywalnych rynkach, na których obowiązują przepisy dające pewność długookresowego zwrotu z inwestycji. W Polsce wciąż jedynie 12% energii pochodzi ze źródeł odnawialnych. Ich rozwijanie będzie wymagało nie tylko zakładania farm wiatrowych czy słonecznych, ale też przede wszystkim zapewnienia przejrzystego i łatwego dostępu do rynku energii dla inwestujących w magazyny energii czy infrastrukturę zasilania pojazdów elektrycznych – podkreśla Mariusz Hudyga.

W raporcie „Energy Transition Readiness Index 2021” przeanalizowano rynki energetyczne 12 krajów europejskich i oceniono ich gotowość do przyjęcia OZE oraz osiągnięcia celów redukcji emisji dwutlenku węgla do 2030 r. Raport został opracowany przez brytyjskie Stowarzyszenie Energii Odnawialnej i Czystych Technologii (REA) oraz firmę Eaton. Badanie objęło Hiszpanię, Francję, Niemcy, Wielką Brytanię, Włochy, Danię, Finlandię, Irlandię, Holandię, Norwegię, Szwecję i Szwajcarię.

Podsumowanie najważniejszych wniosków raportu jest dostępne pod linkiem: Energy-Transition-Readiness-Index-2021-Executive summary.pdf (eaton.com)

Pożyczki na dużym plusie

Łączna sprzedaż firm pożyczkowych współpracujących z BIK wyniosła we wrześniu 2021 r. 697 mln zł w ujęciu wartościowym oraz 276,5 tys. sztuk w ujęciu liczbowym. We wrześniu 2021 r., w porównaniu do września 2020 r. w ujęciu wartościowym firmy pożyczkowe współpracujące z BIK udzieliły pożyczek na kwotę wyższą o (+81,3%). Natomiast w ujęciu liczbowym udzielono o (+70,7%) więcej pożyczek. Średnia wartość nowo udzielonej we wrześniu 2021 r. pożyczki pozabankowej wyniosła 2 258 zł i była wyższa od średniej wartości pożyczki udzielonej we wrześniu 2020 r. o (+8,9%).

– Trzy kwartały br. to duża poprawa sytuacji na rynku pożyczkowym, przejawiająca się nie tylko wyhamowaniem dużych spadków z 2020 r., ale bardzo wysokim wzrostem sprzedaży i to zarówno w samym wrześniu, jak i w całym okresie pierwszych dziewięciu miesięcy 2021 r. w porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku. Pomimo tak wysokiej dynamiki wzrostu w okresie styczeń – wrzesień 2021 r., wartość udzielonych pożyczek jest nadal o 1,9% niższa niż w analogicznym okresie 2019 r., czyli przed pandemią. Duża część wysokiej dynamiki, w porównaniu do pierwszych dziewięciu miesięcy 2020 r., jest oczywiście wynikiem niskiej ubiegłorocznej bazy. Niemniej rynek pożyczek pozabankowych w 2021 r. w ujęciu ilościowym wrócił do sytuacji z 2019 r., a nawet zanotował wzrost. Porównując sprzedaż pożyczek w okresie styczeń – wrzesień 2021 r. do sprzedaży z tego samego okresu 2019 r. w ujęciu liczbowym wystąpił wzrost o 3,6%. Co prawda rynek nie odbudował jeszcze wartości sprzedaży z okresu sprzed pandemii, ale jest na dobrej drodze. Można stwierdzić, że rynek właściwie wrócił już do sytuacji sprzed pandemii – komentuje prof. Waldemar Rogowski, główny analityk BIK.

Strona popytowa rynku pożyczkowego

Sprzedaż firm pożyczkowych jest determinowana przede wszystkim popytem na pożyczki. Po ogromnej zapaści w pierwszych miesiącach pandemii, już w lecie 2020 r. popyt zaczął się odbudowywać. Dynamika wniosków o pożyczkę w okresie styczeń – wrzesień 2021 r. w porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku wyniosła +72,3%.

– Obecnie rynek pożyczek pozabankowych niewątpliwie wrócił do swojego naturalnego stanu. Myślę, że sprzedaż pożyczek pozabankowych powinna kontynuować odbicie w IV kwartale br., oczywiście gdy nie wystąpią negatywne zdarzenia pandemiczne (nagły wzrost zarażeń). Wynikać to będzie przede wszystkim z nadal rosnącego popytu na finansowanie bieżących potrzeb konsumpcyjnych. Dodatkowym czynnikiem, który w mojej opinii pozytywnie stymulował rynek pożyczkowy w III kwartale było wygaśnięcie z końcem czerwca przepisów obniżających górny pułap możliwych do osiągnięcia przychodów przez firmy pożyczkowe. Jest jeszcze jeden kluczowy czynnik determinujący obecną oraz przyszłą sytuację na rynku pożyczkowym. Jest nim możliwość pozyskiwania finansowania przez firmy pożyczkowe. Odbudowa sentymentu do sektora pożyczkowego powinna skutkować większą dostępnością do finansowania, chyba że pojawi się ponownie na horyzoncie ryzyko regulacyjne związane z wprowadzeniem przepisów ograniczających wysokość uzyskiwanych przychodów z pojedynczej transakcji pożyczkowej – podsumowuje prof. Rogowski.

Analizy eksperckie BIK podziela Fundacja Rozwoju Rynku Finansowego, obserwując problematykę sektora, także z perspektywy nastroju panującego w największych instytucjach pożyczkowych w Polsce.

 Sprzedaż pożyczek pozabankowych od kilku miesięcy utrzymuje się na stabilnym poziomie, porównywalnym do poziomu sprzed pandemii. Fakt ten należy łączyć z relatywnie dobrą sytuacją gospodarczą i pozytywnymi nastrojami konsumenckimi, a co za tym idzie wzrostem konsumpcji prywatnej, który stymuluje popyt na pożyczki. Ogólna kondycja sektora jest jednak wciąż mocno zachwiana – mówi Agnieszka Wachnicka, Prezes Zarządu Fundacji Rozwoju Rynku Finansowego.

– Branża ma nadal trudności w pozyskiwaniu kapitału na prowadzenie akcji kredytowej, a problem ten pogłębia niepewna sytuacja regulacyjna. Zmienne otoczenie gospodarcze i prawne nie sprzyja odbudowie zaufania inwestorskiego do sektora, dlatego nie spodziewamy się nagłego ożywienia na rynku w kolejnych kwartałach, tym bardziej, że wskutek zeszłorocznych zawirowań wiele podmiotów zawiesiło działalność operacyjną i wypadło z rynku. Oceniając perspektywy na kolejne miesiące, należy mieć także na uwadze, że rynek pożyczek pozostaje wrażliwy na wszelkie zmiany koniunktury gospodarczej, a te z kolei są ściśle skorelowane z tempem rozwoju czwartej fali zakażeń COVID-19 – dodaje prezes Fundacji.

ALDI Nord otwiera Centrum Technologiczne w Krakowie

Na początku października pierwsi pracownicy Centrum Technologicznego rozpoczęli pracę w Krakowie. Specjaliści IT wzmacniają Organizację Technologiczną ALDI Nord. Dzięki nowemu Centrum Technologicznemu, ALDI Nord kontynuuje transformację i digitalizację.

  • ALDI Nord tworzy optymalne warunki dla dalszej rozbudowy swojej Organizacji Technologicznej
  • Uruchomienie Centrum Technologicznego zwiększa elastyczność procesów
  • Do 2022 r. około 250 specjalistów IT będzie pracować z Krakowa, wzmacniając Organizację Technologiczną

– Digitalizacja stanowi najwyższy priorytet dla ALDI Nord. Cieszymy się, że dzięki Centrum Technologicznemu w Krakowie będziemy mogli znacząco wzmocnić naszą Organizację Technologiczną. Centrum Technologiczne jest ważnym krokiem na drodze do wprowadzenia naszej głównej działalności na kolejny poziom rozwoju cyfrowego i wspierania innowacji –  powiedział Sinanudin Omerhodzic, Chief Technology Officer w ALDI Einkauf SE & Co. oHG.

Nowe Centrum Technologiczne stawia na współpracę wewnętrznych i zewnętrznych specjalistów IT oraz pracuje nad projektami i rozwiązaniami IT dla Grupy ALDI Nord. Dzięki temu ALDI Nord przeciera nowe szlaki, aby optymalnie wspierać i aktywnie prowadzić proces transformacji.

Cieszymy się, że ALDI Nord wybrało Kraków jako lokalizację Centrum Technologicznego. Ten krok po raz kolejny pokazuje, że Polska oferuje nowe możliwości na rynku IT, a także jest atrakcyjnym rynkiem dla dyskontowego handlu detalicznego, powiedział Sinanudin Omerhodzic, Chief Technology Officerw ALDI Einkauf SE & Co. oHG.

Docelowo sieć planuje stworzenie w Krakowie do połowy 2022 r. zespołu składającego się z ok. 250 specjalistów IT. Równocześnie ALDI Nord konsekwentnie rozbudowuje Organizację Technologiczną w Essen.

Pandemia zmusiła Polaków do większej ostrożności i rozwagi. Na znaczeniu zyskuje cena

Według badania pracowni Kantar, wśród konsumentów wciąż przeważa rozważne i pragmatyczne podejście do zakupów, polegające na jak najtańszym nabywaniu markowych produktów. Rośnie natomiast udział shopperów z przymusu, ograniczających wydatki do minimum. I przybywa cenoholików, skoncentrowanych wyłącznie na kwotach. Z kolei tracą na znaczeniu zakupowi entuzjaści, polegający na opiniach influencerów. Coraz częściej można za to spotkać ekocentrycznych konsumentów, którzy szukają ekologicznych towarów. Ponadto ubywa świadomych koneserów, nieprzejmujących się cenami. Maleje też udział shopperowych domatorów.

Jesienna edycja badania FMCG Brands We Shop by Blix & Kantar, przeprowadzonego wśród ponad 4 tys. Polaków w wieku 18-65 lat, wykazała, że dominującą grupę konsumentów wciąż stanowią osoby rozważne i pragmatyczne. Od wiosennej edycji ich udział spadł tylko o 1 p.p. I obecnie wynosi 24%. Tacy shopperzy lubią znane brandy, ale są też dość wrażliwi cenowo. Szukają promocji, aby jak najtaniej kupić najlepsze gatunkowo produkty.

– Rozważne i pragmatyczne podejście do zakupów oznacza, że Polacy chcą nabywać jak najtaniej najlepsze jakościowo produkty. Jednak podwyżki cen są coraz bardziej odczuwalne dla przeciętnego Kowalskiego. Dlatego producenci znanych marek zaczynają odczuwać presję związaną z rozwojem konkurencyjnych marek własnych, które gatunkowo często nie odbiegają od markowych konkurentów i są mocno promowane przez sieci handlowe – komentuje Marcin Lenkiewicz, współautor badania z Grupy Blix.

Na drugim miejscu w zestawieniu są obecnie shopperzy z przymusu, którzy wcześniej byli na trzeciej pozycji. Ich udział wśród polskich konsumentów wzrósł od wiosny o 4 p.p. I teraz wynosi 18%. To grupa shopperów, których trudno zadowolić. Zazwyczaj reprezentują ją osoby skupione na szybkim załatwianiu obowiązków związanych z zakupami. Tego typu klienci negatywnie podchodzą do jakichkolwiek ofert specjalnych i promocji. To najbardziej nieufny segment.

– Powodem tak wyraźnej zmiany w dość krótkim czasie może być obecna sytuacja ekonomiczna w Polsce i na świecie. Rosnąca inflacja oraz niepewność ekonomiczna powoduje widoczne wzrosty w segmentach zachowawczych i skupionych na oszczędzaniu – wyjaśnia Krzysztof Domeradzki z firmy badawczej Kantar Polska.

Na trzeciej pozycji uplasowały się dwie skrajnie różne grupy. Jedną z nich są zakupowi entuzjaści, dla których kupowanie to pasja. Podążają za wszystkimi trendami i są wyjątkowo wrażliwi na reklamy oraz opinie influencerów. Oni zanotowali spadek o 3 p.p. Drugi segment to cenoholicy. Dla nich w całym procesie zakupowym liczy się właściwie tylko cena. W ich przypadku zauważono wzrost o 2 p.p. Obecnie oba typy shopperów mają udział wśród polskich shopperów na poziomie 16%.

– Aspekt cenowy staje się coraz ważniejszy dla polskiego konsumenta. I z tego wynikają ww. zmiany. Jednak nadal istnieje silna grupa shopperów chętnie kupujących nowości produktowe. Niemniej nawet najbardziej entuzjastyczne podejście do zakupów przestaje być już spontaniczne, a staje się coraz bardziej planowane, połączone z robieniem list zakupów i pilnowaniem domowego budżetu – mówi Marcin Lenkiewicz.

W poprzedniej edycji badania ekoncentryczni konsumenci byli na przedostatniej pozycji, ale ich udział zwiększył się z 10% do 12%. Tym samym awansowali na czwarte miejsce. Tego typu shopperzy są szczególnie skoncentrowani na kupowaniu produktów eko i bio. Jak wynika z raportu, w ostatnim czasie przybywa takich klientów w Polsce.

– W obecnych czasach wzrost tej grupy konsumentów może być powiązany z coraz powszechniejszą potrzebą dbania o zdrowie swoje i rodziny. Chcąc dobrze komunikować się z takimi klientami, należy poza samą ofertą ekologiczną, postawić również na atrakcyjne wybicie cenowe tej kategorii – przekonuje ekspert z Grupy Blix.

Jak podkreśla Krzysztof Domeradzki, ekocentryczni konsumenci mniej skupiają się na samej marce czy jakości. Szukają produktów zaprojektowanych z myślą o środowisku. Jedocześnie nie są tak podatni na promocje czy opinie influencerów, jak świadomi koneserzy, którzy poprzednio byli na czwartej pozycji, a teraz spadli na przedostatnie miejsce. Ich udział zmniejszył się z 12% do 9%.

– Świadomi koneserzy mniej niż inni klienci zwracają uwagę na cenę, ale robią zakupy w sposób świadomy i planowany, z dbałością o środowisko. To osoby mocno zaangażowane nie tylko w wybór atrakcyjnych produktów, ale także znające wartości i procesy produkcji, jakie stoją za daną marką – dodaje Lenkiewicz.

Natomiast ekspert z Kantar Polska zaznacza, że pandemia oraz niepewność jutra zmusiły Polaków do większej ostrożności i rozwagi, kosztem społecznej odpowiedzialności. Ekologiczny sposób produkcji niektórych brandów stał się mniej ważny niż jeszcze pół roku temu, czyli w czasie poprzedniej edycji badania. Na znaczeniu zyskuje cena. Dlatego wśród konsumentów jest coraz mniej świadomych koneserów.

– Na ostatnim miejscu, podobnie jak poprzednio, są shopperowi domatorzy. Ta grupa odnotowała spadek z 6% do 5%, co łączę z poluzowaniem obostrzeń dotyczących pracy stacjonarnej i funkcjonowania restauracji. Po powrocie do biur i otwarciu restauracji część badanych zrezygnowała z częstego gotowania posiłków i wróciła do swoich zwyczajów zakupowych sprzed twardego lockdownu – podsumowuje ekspert z Grupy Blix.

Nic nie warta lira

Inflacja w Turcji wynosi obecnie 19,6 proc. Bank centralny tego kraju jednak zdecydował się na obniżkę stóp procentowych aż o 200 pb. do poziomu 16 proc. Lira turecka względem dolara amerykańskiego ponownie dynamicznie się osłabiła. Sufitu w notowaniach USD/TRY nie widać.

Jeszcze w sierpniu TCMB (już pod kierownictwem Sahapa Kavcioglu) obiecywał, że kluczowa stopa procentowa będzie utrzymana powyżej stopy inflacji. Instytucja podkreślała, że należy utrzymać efekt dezinflacyjny, dopóki wskaźniki nie wskażą na trwały spadek inflacji i osiągnięcia średniookresowego celu na poziomie 5 proc. Widać całkowitą niespójność. Brak tutaj jakichkolwiek europejskich standardów. Komunikacja z rynkiem całkowicie „leży”. Widzimy instytucję, o której nie można powiedzieć, że jest niezależna. TCMB po raz kolejny się ugiął presji kreowanej przez prezydenta Erdogana. Niedawno trzech członków banku centralnego zostało zwolnionych dekretem, ponieważ mieli odmienne zdanie co do prowadzonej polityki monetarnej.

Turcja znajduje się w zamkniętym kręgu. Deprecjacja liry spowoduje kolejny wzrost inflacji, na którą bank centralny nie zareaguje podwyżkami stóp. Para walutowa USDTRY kroczy po nieznanym terenie. Spekulacyjnie instrument wygląda ciekawie pod kątem zmienności. Jednak dlatego też rynek ten wydaje się mało przewidywalny. Kierunek dalszego kursu od strony fundamentalnej i technicznej co prawda jest klarowny, jednak precyzyjne wejście w pozycję wydaje się być już nieco bardziej skomplikowane. Po kilku tygodniach nieprzerwanego rajdu na północ powinniśmy w najbliższym czasie zaobserwować korektę w notowaniach, przynajmniej w okolice 8,80.

Spójrzmy teraz szybko na Kanadę. Wzrost inflacji do 4,4 proc we wrześniu oraz wyższe odczyty inflacji bazowej zbliżają BoC do zakończenia polityki zerowych stóp procentowych. W kwietniu i lipcu instytucja zredukowała cotygodniowe zakupy aktywów z rynku. Zwiększa się prawdopodobieństwo, że już na przyszłotygodniowym posiedzeniu (a nie w grudniu) zobaczymy decyzję o zakończeniu programu QE. Również prawdopodobne jest zasygnalizowanie pierwszej podwyżki w II połowie 2022 roku. W takich warunkach naturalnym wyborem inwestorów powinna być para walutowa EUR/CAD. Co prawda „kanadyjczyk” w relacji do euro mocno zyskał w tym roku, nie oznacza to, że dalsza aprecjacja nie jest możliwa. Od pewnego czasu kurs znajduje się w wąskiej konsolidacji, ale zejście do technicznego poziomu na 1,4270 jest możliwe. W tych okolicach wypada dołek z lutego 2020 roku.

Wczoraj poznaliśmy opis dyskusji na posiedzeniu decyzyjnym RPP 6 października. W komunikacie brak stwierdzenia czy ruch na stopach to jednorazowa zmiana (ewentualnie dostosowanie do poziomu sprzed pandemii) czy początek całego cyklu zacieśniającego politykę monetarną. W komunikacie przewija się znane z konferencji prasowych NBP stwierdzenie o tym, że podwyższona inflacja to efekt głównie czynników niezależnych od krajowej polityki pieniężnej (wyższych cen surowców energetycznych i żywnościowych). Wymieniany jest również wpływ podwyżek cen wywozu śmieci oraz wpływu globalnych zaburzeń w transporcie oraz zerwanych łańcuchów dostaw. Złoty osłabiał się wczoraj do euro a dzienna skala deprecjacji była największa w całym bieżącym tygodniu. EUR/PLN oscyluje wokół 4,60.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

Praca zdalna, a stres cyfrowy – jak radzić sobie z przebodźcowaniem?

Technologia jest wszędzie. Telefony komórkowe to obecnie stały element naszego codziennego życia. Całodobowy dostęp do Internetu powoduje, że na przyciśnięcie jednego guzika możemy sprawdzić każdą informację. Nowe technologie – pozornie pomocne i niezastąpione w codziennym życiu – stały się dla wielu osób zmorą i poważnie utrudniły im funkcjonowanie. Stres cyfrowy dotyczy sytuacji napięcia wynikającego z nadmiernej obecności technologii w naszym życiu. Konsekwencją ciągłego bycia online jest przebodźcowanie, dodatkowe napięcia i stres – co może prowadzić do wypalenia zawodowego i depresji. Około 90 proc. czasu pracy spędzamy przy komputerze. Korzystamy z programów, aplikacji, komunikujemy się za pośrednictwem maili, uczestniczymy w konferencjach i spotkaniach online. Po pracy korzystamy z telefonów komórkowych, aplikacji, sprawdzamy pocztę, social media, oglądamy tv. Odkładamy na bok zdrowy styl życia i tak zaczyna pogarszać się nasza kondycja psychofizyczna. Stres cyfrowy nie jest jednak zjawiskiem nowym. Bardzo dużo zaczęto o nim mówić w związku z szerszym wprowadzeniem pracy zdalnej i przeniesieniem pracy do domu.

– Pandemia COVID-19 spowodowała, że duża część pracowników przerzuciła się na pracę zdalną – co dla części osób okazało się zbyt dużym obciążeniem. Czynniki, które wpływały na osoby pracujące z domu spowodowały, że pojawił się problem stresu cyfrowego – czyli takiego napięcia wewnętrznego, które wynika z nadmiernego korzystania z technologii – powiedziała serwisowi eNewsroom Agnieszka Szczygielska, kierownik Ośrodka Promocji i Wdrażania, Centralny Instytut Ochrony Pracy – Państwowy Instytut Badawczy. – Aby sobie z tym poradzić, na początku trzeba zrozumieć, z czego ten stres wynika. Samo korzystanie z nowoczesnych narzędzi technologicznych nie jest jeszcze przyczyną stresu. Problem pojawia się wówczas, kiedy technologii jest zbyt dużo, a człowiek przestaje sobie z nią radzić. Pojawią się wtedy przebodźcowanie. Jest to moment, w którym dociera do nas zbyt wiele informacji i nie potrafimy już skupić uwagi na jednej, wykonywanej w danym momencie czynności. Z tego powodu można czuć dyskomfort i możemy przestać radzić sobie z obowiązkami zarówno zawodowymi, jak i prywatnymi. Specjaliści, którzy zajmują się redukcją stresu cyfrowego, zwracają uwagę na wprowadzenie detoksu cyfrowego – czyli świadome odcinanie się od technologii, choćby na krótką chwilę. Ułatwi to zrozumienie, gdzie jesteśmy i czym w danym momencie się zajmujemy. Proponują również rozwiązania z zakresu relaksacji – joga, medytacja – ale także świadome ograniczanie nowoczesnej technologii. Kluczowe jest określanie momentów, w których z tych narzędzi korzystamy, a w których nie jest to konieczne oraz rygor czasowy. Uświadomienie sobie, że w danym czasie skupiam się w pełni na tym, co mam zrobić – a nie na szukaniu dodatkowych bodźców w postaci telefonu czy mediów społecznościowych. Wszystkie te czynniki mogą spowodować, że napięcie będzie w pewnym stopniu rozładowane i będziemy w stanie w pełni skupić się na naszych obowiązkach – wyjaśnia Szczygielska.

Pierwszy amerykański ETF na bitcoina wywołał euforię na rynku

Długo opierano się przeciw debiutowi kryptowaluty na nowojorskiej giełdzie. Stało się tak, ale pośrednio. Czy będzie to miało wpływ na obniżenie ryzyka inwestowania w bitcoina?

Debiut pierwszego ETF-u związanego z bitcoinem wywołał euforię. Bitcoin podrożał, chociaż sam fundusz nie inwestuje bezpośrednio w kryptowaluty, a w kontrakty terminowe.

– ETF prowadzony przez ProShares o tickerze BITO zyskał 4% podczas pierwszej sesji – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, ekspert XTB. – Te dobre nastroje doprowadziły do tego, że bitcoin sięgnął już poziomu ponad 66 tys. USD, przebijając poprzednie rekordy z kwietnia o niemal 2 tys. dolarów.

Pomimo tego, że nie jest to bezpośrednia inwestycja w kryptowaluty, to jednak daje możliwość inwestycji dla nowych inwestorów. To firmy, które wcześniej obawiały się inwestycji bezpośrednio w kryptowaluty, ale również np. fundusze emerytalne.

Dla tych firm istotne jest, że ETF jest relatywnie bezpiecznym instrumentem finansowym ponieważ jest gwarantowany przez ProShares i regulowany przez SEC, czyli amerykańską komisję giełdy i papierów wartościowych.

– To że SEC po raz pierwszy zezwoliła na utworzenie takiego ETF-a podnosi sentyment do całego rynku krypowalut – dodaje ekspert XTB.

W momencie, kiedy na rynek wejdą kolejne ETFY, inwestujące już bezpośrednio, aktywa cyfrowe mogą zyskać kolejną rzeszę klientów.

Teraz coraz bardziej prawdopodobne jest, że wkrótce na amerykańskiej giełdzie pojawią się ETF-y inwestujące już bezpośrednio w bitcoina i inne kryptowaluty. Nie należy jednak oczekiwać, że bitcoin bezpośrednio zadebiutuje na Wall Street.

Warto przypomnieć, że idea powstanie bitcoina była związana z wymianą środków finansowych, ale powstał problem, że kryptowaluty wykorzystywane są do nielegalnych transakcji i finansowania terroryzmu, dlatego wielu regulatorów rynku będzie starać się ograniczyć skalę tego problemu, właśnie poprzez dodatkowe regulacje prawne. Stąd też pomysł, aby opodatkować w USA transakcje finansowane kryptowalutami.

– Dodatkowe regulacje mogą spowodować, że jeszcze więcej inwestorów będzie inwestować w kryptowaluty – komentuje M.Stajniak.

Creotech Instruments planuje przejście na główny rynek GPW w 2022 roku

Zarząd Creotech Instruments S.A. zwołał Walne Zgromadzenie, na którym akcjonariusze
18 listopada br. zdecydują o przejściu notowań spółki na główny rynek Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. Ponadto według analiz spółki, już w roku 2023 na orbicie okołoziemskiej umieszczony zostanie pierwszy mikrosatelita opracowany w pełni przez Creotech Instruments. Celem satelity o nazwie EagleEye i wadze 50 kg będzie testowanie nowych technologii związanych z obserwacją Ziemi. Sukces misji badawczej otworzy przed spółką rynek o wartości 11 mld USD[1] oraz pozwoli wejść do TOP8 producentów mikrosatelit na świecie.

21 października zarząd Creotech Instruments zwołał Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy na 18 listopada br. na którym zdecydują oni o podjęciu uchwały dot. ubiegania się o dopuszczenie i wprowadzenie akcji zwykłych na okaziciela serii A, B, C, D, E, F, G oraz H spółki do obrotu na rynku regulowanym prowadzonym przez GPW.

– Sukces naszego debiutu na NewConnect to dowód zaufania i wiary w model biznesowy oraz plany strategiczne Creotech Instruments. Chcemy iść o krok dalej i zrealizować nasze wieloletnie plany znalezienia się w gronie spółek notowanych na głównym rynku warszawskiej giełdy. To pozwoli nam jeszcze bardziej zwiększyć wiarygodność, przejrzystość działalności i otworzy dostęp do kolejnych grup inwestorów. Debiutu na rynku GPW spodziewamy się w 2022 roku, w którym chcemy zrealizować szereg operacyjnych działań poprzedzających realizację projektów w latach 2023-24 – mówi
Grzegorz Brona, Prezes Zarządu Creotech Instruments S.A.

EagleEye będzie pierwszym satelitą, opartym na opracowywanej od 2017 roku uniwersalnej platformie mikrosatelitarnej HyperSat. Umożliwi ona budowanie satelitów obserwacyjnych, telekomunikacyjnych i naukowych o masach od 10 do 60 kilogramów, które będą stosunkowo tanie, ale w pełni profesjonalne. Za realizację projektu EagleEye odpowiadają trzy podmioty polskiego sektora kosmicznego – Creotech Instruments S.A. (lider przedsięwzięcia), Scanway Sp. z o.o. oraz Centrum Badań Kosmicznych PAN, które w 2020 roku uzyskały finansowanie tego przedsięwzięcia. Budżet programu EagleEye wynosi około 40 milionów złotych.

– Zakończyliśmy nasze analizy wskazujące na spodziewany termin realizacji misji EagleEye na orbicie okołoziemskiej i zakładamy że będzie to 2023 rok. Celem tej misji jest przetestowanie rozwiązania technologicznego HyperSat, dostarczenie wysokorozdzielczych zdjęć Ziemi, a także testy modułu napędowego, dzięki któremu satelita EagleEye sprowadzony zostanie na bardzo niską orbitę okołoziemską. To pozwoli nam oferować konkurencyjne rozwiązanie mikrosatelitarne na rynku światowym – dodaje Grzegorz Brona.

Według planów spółki, w 2024 roku na orbitę trafią kolejne trzy mniejsze jednostki o masie około 10 kg wykorzystujące również technologię HyperSat. Są one przygotowywane wspólnie z Wojskową Akademią Techniczną w ramach programu PIAST. EagleEye jest projektowany w taki sposób, aby mógł współdziałać z satelitami PIAST i w ten sposób zapewnić szerokie spektrum zdolności obserwacyjnych. Aktualnie trwa również opracowywanie założeń dla misji naukowej UVSAT, w ramach której wykorzystany zostanie standard HyperSat. Natomiast w lipcu br. Creotech Instruments S.A., Instytut Lotnictwa, Centrum Badań Kosmicznych, Wojskowa Akademia Techniczna oraz spółka PCO S.A. podpisały porozumienie o współpracy przy dalszym rozwoju technologii.

[1] Za Global Satellite Market Report, History and Forecast 2015-2026, opracowanie MarkerStudyReport

ORLEN zbuduje sieć stacji tankowania wodoru

W ramach „Clean Cities – Hydrogen mobility in Poland (Phase I)”, jednego z największych krajowych projektów pod względem wielkości produkcji wodoru, koncern PKN ORLEN zbuduje dwie ogólnodostępne stacje tankowania wodoru w Poznaniu i Katowicach oraz mobilną stację we Włocławku. Na realizację tego przedsięwzięcia PKN ORLEN otrzymał 2 mln euro dofinansowania z unijnego programu CEF Transport Blending Facility. Do 2030 roku koncern planuje budowę ponad 50 stacji tankowania wodoru w całej Polsce.

– Jesteśmy nowoczesnym koncernem, wpisującym się w globalny trend rozwoju innowacyjnych, a przy tym ekologicznych technologii, które wytyczają nam drogę do zrównoważonego biznesu. Jedną z nich jest technologia wodorowa. To przyszłość motoryzacji. Intensyfikujemy prace nad jej rozwojem, ponieważ chcemy zajmować silną pozycję konkurencyjną w tym perspektywicznym segmencie. W Trzebini, Włocławku, a następnie w Płocku powstaną huby wodorowe. Równolegle podejmujemy współpracę z samorządami i miejskimi spółkami komunikacyjnymi – potencjalnymi odbiorcami wodoru. Stacje tankowania wodoru, które zamierzamy zbudować, stanowią kolejny, naturalny krok w realizacji naszych biznesowych celów – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Pierwsze ogólnodostępne, całodobowe stacje PKN ORLEN, na których można będzie zatankować wodór, zostaną zbudowane w Poznaniu i Katowicach. We Włocławku powstanie natomiast stacja modułowa. Będą one przystosowane do użytkowania przez wszystkie pojazdy zasilane wodorem – zarówno w standardzie ciśnienia 700 barów dla samochodów osobowych, jak i 350 barów dla autobusów i ciężkiego transportu. Planowana infrastruktura umożliwi tankowanie łącznie ponad 40 autobusów, a także samochodów osobowych i innych pojazdów zasilanych ogniwami wodorowymi.

Bezzwrotne dofinansowanie inwestycji przez Komisję Europejską, w kwocie blisko 2 mln euro, będzie pochodziło z unijnego programu CEF Transport Blending Facility, wspierającego rozwój paliw alternatywnych. Prace związane z budową stacji tankowania wodoru rozpoczną się na przełomie 2021 i 2022 roku.

Zapotrzebowanie jednego autobusu na paliwo wodorowe wynosi 30 kg/dzień, co pozwoli na przejechanie ok. 300 km. Pojemność zbiorników samochodów osobowych typu Toyota Mirai wynosi z kolei ok. 5 kg wodoru, co umożliwi pokonanie blisko 600 km. Ponadto zastosowanie ekologicznej technologii wodorowej w transporcie znacząco przyczyni się do poprawy jakości powietrza oraz obniżenia poziomu hałasu w miastach.

Peter Schiff: Nie wierzę, że Fed będzie walczył z inflacją

Jak wynika z szacunków Głównego Urzędu Statystycznego, we wrześniu inflacja konsumencka w Polsce wyniosła 5,9% w ujęciu rocznym. Jeszcze mniej powodów do zadowolenia mają producenci, gdyż wrześniowa dynamika cen produkcji sprzedanej w przemyśle wzrosła do 10,2%! Tak wysokich odczytów PPI nie obserwowaliśmy w Polsce od lat 90 ubiegłego wieku – komentuje sytuację dr Przemysław Kwiecień, który o inflacji rozmawiał z amerykańskim ekonomistą i prezesem Euro Pacific Capital, Peterem Schiffem.

Widmo stagflacji w Stanach Zjednoczonych powraca

Ostatnia, niespodziewana podwyżka stóp procentowych Narodowego Banku Polski potwierdziła jedynie starą maksymę “nigdy nie mów nigdy”, jednak eksperci pozostają zgodni – Fed nie podniesie stóp procentowych w USA przynajmniej do 2023 roku. Nieco odmienne zdanie na ten temat prezentuje gość specjalny tegorocznej edycji XTB Investing Masterclass – Peter Schiff. W rozmowie z dr Przemysławem Kwietniem stwierdza on bowiem, iż nawet jeśli Fed podniesie stopy procentowe, to nie będzie to pozytywne dla rynku.

Uważam, że pomysł jakoby Fed miał zacząć zmniejszać swój bilans to fantazja (…). Zaczęli zmniejszać bilans, kiedy ten wynosił 4,5 biliona i zmniejszyli go do niecałych 4 bilionów, a teraz jest to 8 bilionów – jaką różnicę zrobiło to poprzednie zmniejszenie? (…) Nigdy nie mogą sobie pozwolić zatrzymać tej polityki monetarnej – jesteśmy uzależnieni od tej monetarnej heroiny i kiedy tylko Rezerwa Federalna próbuje zmniejszyć dawkę, gospodarka wpada w “syndrom odstawienny” (…) w tym momencie wszyscy potrzebują więcej “narkotyków” – stwierdza Peter Schiff. Ekonomista, który już raz zdołał przewidzieć kryzys finansowy w Stanach Zjednoczonych w 2007 roku przekonuje, że obecna sytuacja za oceanem przypomina mu lata 70-te XX wieku. Zasiadający wówczas na fotelu prezydenta Stanów Zjednoczonych Richard Nixon decyduje się zawieszenie wymienialności dolara na złoto, rozpoczynając okres wielkich zmian, który przez ekonomistów zostanie nazwany “Szokiem Nixona”. Rosnąca inflacja wynikająca z szoków podażowych oraz niewielki wzrost gospodarczy doprowadziły do stagflacji.

Zapytany o swoje prognozy dotyczące Fed, Peter Schiff odpowiada: Nie wierzę, że Fed będzie walczył z inflacją, (…) nawet jeśli by próbował, to przegra, myślę, że po prostu się podda. Znany ze swojego przywiązania do metali szlachetnych finansista dodaje: myślę, że za 10 lat od teraz, amerykański rynek akcji będzie znacznie niżej w stosunku do złota niż jest dzisiaj – niezależnie od tego ile wyniesie cena wyrażona w dolarach. Jeśli spróbujesz wycenić go w złocie, rynek będzie znacznie niżej niż jest dzisiaj.

Rejestracji na kasie fiskalnej można dokonać w dniu następnym po otrzymaniu wpłaty na rachunek bankowy

W związku ze zgłaszanymi przez przedsiębiorców wątpliwościami, Rzecznik MŚP wystąpił do Ministra Finansów o wydanie objaśnień podatkowych dotyczących momentu, w którym przedsiębiorca powinien dokonać ewidencji na kasie fiskalnej. Chodziło o sytuacje gdy: klient przedsiębiorcy dokonał wpłaty za zakup towaru na rachunek bankowy przedsiębiorcy, po zakończeniu przez niego pracy (ewidencji) w danym dniu oraz w przypadku gdy wpłata taka nastąpi w dniu wolnym od pracy.

W wydanych objaśnieniach podatkowych MF, podzielił stanowisko Rzecznika i wskazał, że jeśli podatnik o dokonanych wpłatach na rachunek bankowy dowiaduje się dopiero z chwilą otrzymania informacji z banku to ewidencjonuje na kasie rejestrującej zapłaty dokonane w dniu poprzednim niezwłocznie dnia następnego (w dniu odczytu płatności w banku).

Dopuszczalne jest zaewidencjonowanie przy zastosowaniu kasy rejestrującej, wpłat dokonywanych za pośrednictwem banku, bezpośrednio po uzyskaniu informacji o ich otrzymaniu, tj. bez zbędnej zwłoki w dniu następnym lub pierwszego dnia pracy następującego po dniach, w których ten podatnik nie wykonuje działalności. Użyte w przepisie pojęcie „niezwłocznie” należy rozumieć jako najwcześniejszy realny termin na wystawienie i wydanie klientowi paragonu fiskalnego z uwzględnieniem okoliczności, miejsca i czasu dokonania czynności podlegającej obowiązkowi prowadzenia ewidencji.

W praktyce oznacza to, że jeżeli podatnik wydrukował raport fiskalny i zakończył rejestrację na kasie w danym dniu np. o godzinie 18:00, zaś wpłata na rachunek bankowy została zaksięgowana np. o godzinie 21:00, to powinien on dokonać ewidencji na kasie rejestrującej w dniu następnym. Odpowiednio, w przypadku gdy następny dzień jest dniem wolnym od pracy (np. wpłaty dokonano w piątek o 22.00), a przedsiębiorca nie prowadzi działalności w soboty i w niedziele, to powinien on zaewidencjonować tę wpłatę pierwszego dnia roboczego czyli w poniedziałek.

73% wypadków w czasie pracy zdalnej okazało się śmiertelnych

Na wypadek przy pracy najbardziej narażeni są górnicy. Natomiast wypadki pracowników zdalnych zdarzają się zdecydowanie rzadziej, choć najczęściej są tragiczne w skutkach. Na 15 zanotowanych wypadków aż 11 okazało się śmiertelnych.

Eksperci porównywarki ubezpieczeń na życie rankomat.pl przeanalizowali wypadki przy pracy na podstawie danych Głównego Urzędu Statystycznego oraz Państwowej Inspekcji Pracy.

Najbardziej niebezpieczne branże

Wypadkom przy pracy uległo ponad 27 tys. pracowników, czyli tyle, co populacja Kłodzka – to dane GUS-u tylko za I półrocze 2021 r. Do największej liczby wypadków dochodzi w branży związanej z górnictwem i wydobyciem surowców – na 1000 pracowników 6,41 doznało wypadku. Ryzyko dotyczy również pracowników zajmujących się dostawą wody oraz zagospodarowaniem ściekami, gdzie współczynnik wynosi 4,98 wypadków na 1000 pracujących. Na wypadki są też narażone osoby pracujące w służbie zdrowia i pomocy społecznej – to 3,36 na 1000 pracowników.

Najwięcej wypadków śmiertelnych ogółem miało miejsce w branży przemysłowej, gdzie doszło do 20 takich zdarzeń, w budownictwie zginęło 19 osób, a spośród wszystkich zatrudnionych w górnictwie w pierwszym półroczu 2021 roku 9 osób zmarło wskutek wypadku przy pracy.Śmiertelne wypadki w pracy

Praca zdalna, ale wypadek stacjonarny

Wypadki przy pracy nie ominęły też pracowników wykonujących swoje czynności służbowe w trybie zdalnym. To łącznie 15 wypadków od marca do czerwca 2021 roku – podaje Państwowa Inspekcja Pracy. Z tego aż 11 okazało się śmiertelnych i dotyczyło przypadków medycznych. Pozostałe dotyczyły m.in. obrażeń ciężkich – podczas upadku w toalecie (uszkodzenie gałki ocznej) i w związku z przemieszczaniem się poza miejscem zamieszkania (w drodze do biura po odbiór sprzętu służbowego).

Ostatni zanotowany przez PIP przypadek zdarzenia w czasie pracy dotyczył przygotowywania posiłku w czasie przerwy i przecięcia palca.Wypadki w pracy zdalnej

Niebezpieczne przemieszczanie się

Do wypadków najczęściej dochodzi podczas przemieszczania się – to 40,3% wszystkich wypadków, 16,7% wypadków wynika z operowania przedmiotami, a 14,4% ma miejsce podczas transportu ręcznego – wynika z danych GUS za I półrocze 2021 r.

W pracy uwaga na ręce i nogi

Najbardziej narażone w wypadku przy pracy są kończyny górne, które stanowią aż 43% wypadków. Najrzadziej uszczerbkom ulega szyja oraz odcinek szyjny kręgosłupa, to 1,4% wszystkich zgłoszonych wypadków.

Narażone na urazy są w dużym stopniu kończyny dolne, które dotyczą 36,5% zgłoszonych wypadków. Urazom ulegają również głowa – 9,7% wypadków oraz tułów i organy wewnętrzne – 3,7% urazów, a także grzbiet łącznie z kręgosłupem – 3,1%.Jakie części ciała są najbardziej narażone na uraz z powodu wypadku przy pracy

Do 200 000 zł za wypadek przy pracy

Za wypadek przy pracy ubezpieczony może liczyć na świadczenie z tytułu różnych zdarzeń towarzyszących. W polisie na 100 zł miesięcznej to nawet 5000 zł za leczenie specjalistyczne, 200 zł za każdy dzień pobytu w szpitalu po wypadku, 3000 zł w przypadku skomplikowanej operacji czy 700 zł za każdy 1% uszczerbku na zdrowiu po nieszczęśliwym wypadku. Za zgon w następstwie wypadku przy pracy ubezpieczyciel wypłaci rodzinie maksymalnie 195 000 zł – wyjaśnia Ewelina Ratajczak, ekspert ubezpieczeń na życie rankomat.pl.Ile odszkodowania za wypadek przy pracy

Odszkodowanie za wypadek w miejscu pracy wypłaci też ZUS. To jednorazowo 1033 zł za 1% uszczerbku na zdrowiu i 18 086 zł za całkowitą niezdolność do pracy po wypadku. W razie zgonu pracownika Zakład Ubezpieczeń Społecznych wypłaci odpowiednio 93 014 zł małżonkowi lub dziecku zmarłego oraz 46 507 zł innemu członkowi rodziny. Podane stawki są maksymalnymi i dotyczą okresu od 1 kwietnia 2021 r. do 31 marca 2022 r.

Port w Ustce może być bazą serwisową farm wiatrowych PGE

Przedstawiciele PGE, PGE Baltica oraz Miasta Ustka podpisali list intencyjny w sprawie możliwości utworzenia zaplecza serwisowego dla planowanych morskich farm wiatrowych w Porcie Morskim w Ustce.Ustka – lokalizacja dla bazy serwisowej Morska Farma Wiatrowa – ogólny schemat funkcjonowania Morska Farma Wiatrowa – ogólny schemat funkcjonowania 1

Budowa morskiej energetyki wiatrowej to kluczowy element polskiej transformacji nie tylko energetycznej, ale i gospodarczej. Dzięki takiej inwestycji w Ustce mogą powstać nowe miejsca pracy, a samo miasto i region zyskają nowe możliwości rozwoju i przyciągania kolejnych inwestycji. Zaplecze serwisowe w Ustce, ze względu na bliską odległości od planowanych morskich farm stanowić może istotny czynnik optymalizacji kosztów obsługi i gwarancję sprawnego zarządzania farmami, a na tym będzie nam zależeć na etapie eksploatacji naszych instalacji – mówi Wojciech Dąbrowski, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej.

Port Morski w Ustce jest jedną z możliwych lokalizacji bazy obsługowo-serwisowej dla planowanych inwestycji w morskie farmy wiatrowe na Morzu Bałtyckim. Na korzyść tej lokalizacji przemawia położenie portu w stosunku do planowanych farm wiatrowych, jego wielkość, dobre warunki nawigacyjne, dostępność terenów inwestycyjnych, a także pozytywne nastawienie władz miasta oraz Zarządu Portu w stosunku do planowanego przedsięwzięcia.

Jako gospodarz Miasta cieszę się z nowych możliwości gospodarczych dla Ustki, chcemy je efektywnie wykorzystać. Cieszy mnie także deklarowane przez PGE wsparcie naszych działań w celu przebudowy usteckiego portu wraz z budową dojazdu do niego z ominięciem centrum miasta. Liczę także na zaangażowanie PGE w realizację projektów społecznych, tak potrzebnych naszym mieszkańcom – podsumowuje burmistrz Jacek Maniszewski.

PGE wraz z Ørsted realizuje budowę największej farmy wiatrowej w polskiej części Morza Bałtyckiego. Projekt Morskiej Farmy wiatrowej Baltica o łącznej mocy 2,5 GW. W ramach wspólnego projektu PGE odpowiada m.in. za wybudowanie i działalność operacyjną portu serwisowego, który stanie się bazą dla wspólnie realizowanych morskich farm wiatrowych.

Port w Ustce, obok portu w Łebie, jest jednym ze wskazanych w Krajowym Planie Odbudowy, gdzie podkreślono, że sektor morskiej energetyki wiatrowej stanowi szansę dla rozwoju gospodarczego Polski, w tym zbudowanie i rozwój tzw. local content, którego kluczowym elementem jest budowa infrastruktury portowej, służącej budowie, a następnie eksploatacji morskich farm wiatrowych.

Kontrola podatnika na wniosek w Polskim Ładzie

Jednym z nowych rozwiązań podatkowych, jakie przewiduje Polski Ład, jest autokontrola podatnika w związku z nieprawidłowościami wykrytymi u kontrahenta. Rozwiązanie to niesie za sobą szereg niewiadomych, w szczególności kto, przez kogo i kiedy miałby być kontrolowany. W projekcie przepisów rolę sygnalisty pełnić będzie Szef KAS, który ma ostrzegać przed ryzykiem znikającego podatnika, co powinno zwiększyć czujność jego kontrahentów i umożliwić im działania w celu zachowania należytej staranności we współpracy z podejrzanym podatnikiem.

Ostrzeżenia KAS

W ustawie z dnia 16 listopada 2016 r. o Krajowej Administracji Skarbowej planowane jest dodanie art. 15a, zgodnie z którym Szef KAS, który w wyniku analizy zidentyfikuje ryzyko tzw. znikającego podatnika w obrocie towarami lub usługami, zawiadomi o tym podatnika i jego kontrahenta(-ów). Ustawa nie definiuje, jaką formę przyjmie ostrzeżenie, aczkolwiek w uzasadnieniu do projektu przepisów ustawodawca posługuje się pojęciem „listy ostrzegawcze”, co pozwala przypuszczać, że takie wiadomości będą mogły być wysyłane e-mailem albo w wersji papierowej.

Otrzymując informację od Szefa KAS, podatnik będzie zobowiązany dokładnie prześwietlić transakcje zawarte z podejrzanym podmiotem, ponieważ brak jakichkolwiek działań może świadczyć o braku należytej staranności. Przy czym podatnik, który nie otrzyma komunikatu od Szefa KAS, wskutek czego nie podejmie odpowiednich czynności, nie będzie mógł się zasłaniać niewiedzą, jeżeli chodzi o kwestie dochowania należytej staranności w VAT.

Definicja znikającego podatnika

Polski Ład przewiduje definicję znikającego podatnika, czyli podmiotu zarejestrowanego jako podatnik VAT czynny, który z zamiarem oszustwa nabywa towary lub usługi albo symuluje takie nabycia. Definicja ta została określona w projekcie przepisów, brak jest jednak wskazania, w jaki sposób będzie on ustalany, tj. na podstawie jakich kryteriów. Jak się wydaje, samo wskazanie, że Szef KAS podejrzewa dany podmiot o oszustwo podatkowe, może prowadzić do zbyt pochopnych wniosków i osądów. W tym zakresie informacja Szefa KAS o uznaniu podmiotu za znikającego podatnika może w skrajnych sytuacjach doprowadzić do upadku uczciwie działających przedsiębiorców, ponieważ po takim ostrzeżeniu raczej nikt nie będzie chciał kontynuować współpracy z danym podmiotem. W tym zakresie projekt nie przewiduje jakichkolwiek zapisów o odpowiedzialności za błędne typowanie „znikającego podmiotu” czy o odszkodowaniu dla tego podmiotu, jeżeli po weryfikacji okaże się, że to uczciwy podatnik.

Ustawodawca wskazuje, że ujawnienie przez Szefa KAS informacji o znikającym podatniku nie będzie stanowiło naruszenia przepisów o tajemnicy skarbowej oraz przepisów o tajemnicy przedsiębiorstwa. Przepisy te mają na celu walkę z oszustwami podatkowymi, w szczególności przestępstwami karuzelowymi, dlatego ustawodawca rezygnuje z fundamentalnej zasady budowania zaufania do organów podatkowych, tj. z tajemnicy skarbowej.

Autokontrola

Podatnik, otrzymując od Szefa KAS informację o znikającym podatniku, będzie mógł wystąpić do właściwego naczelnika urzędu skarbowego o przeprowadzenie kontroli w zakresie działań objętych informacją. Celem takiej konstrukcji prawnej jest umożliwienie weryfikacji kontrahenta pod kątem ryzyka znikającego podatnika.

Przepis ten nie stwierdza jednocześnie, u kogo miałaby być prowadzona kontrola – czy u znikającego podatnika, czy u podatnika, który złożył zawiadomienie lub w podmiocie, który otrzymał zawiadomienie od Szefa KAS. Wydaje się jednak, że chodzi tu o tzw. autokontrolę, czyli podatnik, otrzymawszy ostrzeżenie od Szefa KAS, zwraca się do urzędu skarbowego o weryfikację, czy czynności podejmowane ze znikającym podatnikiem były wykonywane z zachowaniem należytej staranności. Innymi słowy, podatnik sam miałby doprowadzić do wszczęcia u siebie kontroli podatkowej.

Przepisy nie przewidują, czy kontrola dotyczyć ma jedynie czynności objętych ostrzeżeniem Szefa KAS. Powstaje więc pytanie, czy w czasie autokontroli organy podatkowe mogą zidentyfikować transakcje, które nie są objęte ostrzeżeniem Szefa KAS i co w takich przypadkach mogą zrobić.

Ponadto ustawodawca nie gwarantuje przedsiębiorcom żadnej ochrony, nawet po przeprowadzonej kontroli. W związku z powyższym nie jest wykluczone prowadzenie ponownej kontroli tego samego okresu przez inny organ. Ponadto warto dodać, że nowe przepisy nie precyzują, w jakim terminie miałaby się rozpocząć taka kontrola i ile trwać, co w przypadku wielu firm jest kwestią kluczową. Brak jest też wskazania dokumentu, jakim miałaby kończyć się kontrola. Innymi słowy, przepisy sprawiają wrażenie jakby były wymyślone na szybko, bez większej analizy kontekstowej i wydaje się, że ustawodawca liczył na to, że w toku konsultacji społecznych zostaną doprecyzowane i zweryfikowane przez zewnętrzne podmioty. Zaproponowane przez ustawodawcę rozwiązanie w obecnym kształcie nie ma szansy skutecznie spełnić swojego podstawowego celu – walki z wyłudzeniami podatkowymi.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Dane GUS budownictwa mieszkaniowego z niejednoznaczną wymową

Główny Urząd statystyczny podsumował statystyki budownictwa mieszkaniowego we wrześniu oraz w trzech zakończonych kwartałach bieżącego roku. Wg ekspertów portalu RynekPierwotny.pl wciąż sygnalizują one utrzymywanie się koniunktury inwestycyjnej w pierwotnym segmencie rynku mieszkaniowego na zadowalającym, choć wciąż nie do końca wystarczającym poziomie.

Mieszkania oddane na rosnącej fali

Od kilkunastu miesięcy, a ściślej od lipca ub. roku, kiedy to statystyki mieszkań oddanych do użytkowania osiągnęły swój kilkuletni szczyt, tendencja tej kategorii danych pozostawała w trendzie spadkowym. W tegorocznym wrześniu został on przełamany, co daje perspektywę powrotu ponadprzeciętnych notowań w kolejnych miesiącach.

Ogółem w okresie styczeń – wrzesień br. oddano już grubo ponad 164 tys. mieszkań, czyli o 5,2 proc. więcej aniżeli w pierwszych dziewięciu miesiącach ubiegłego roku. Z kolei na bardzo dobry wrześniowy wynik zapracowali w decydującym stopniu deweloperzy, którzy oddając 14,5 tys. lokali poprawili wynik rdr o 16 proc., a mdm o ponad 26 proc. Zdaniem ekspertów portalu RynekPierwotny.pl widać wyraźnie, że na budowach praca wre bez większych zakłóceń, za co inwestorom należą się słowa uznania, przede wszystkim w kontekście sygnałów o pogarszającej się podaży i szybujących cenach materiałów budowlanych.

Budownictwo mieszkaniowe w 3 kwartałach

Przedmiotowe statystyki nie zależą od aktualnej sytuacji rynkowej, ale są efektem stanu koniunktury inwestycyjnej sprzed około półtora do dwóch lat, a wiec okresu odpowiadającego cyklowi inwestycyjnemu w budownictwie mieszkaniowym. Stąd też ta właśnie kategoria gusowskich danych mieszkaniowych utrzymuje się na zdecydowanie zadowalających poziomach z bardzo dobrą perspektywą jeszcze przez dłuższy okres czasu.

Mieszkania rozpoczęte z przejściowym hamowaniem

We wrześniu deweloperzy dość wyraźnie spuścili z tonu, jeśli chodzi o wolumen mieszkań, których budowę rozpoczęto. Miesięczny wynik nowych budów na poziomie nieco ponad 11 tys. lokali, to rezultat istotnie gorszy zarówno r/r jak i m/m, odpowiednio o jedną trzecią i jedną piątą. Tego typu regres nie jest niczym nadzwyczajnym, o ile ma charakter incydentalny, a na to wiele wskazuje. W roku bieżącym podobnie słabym miesiącem okazał się luty, po którym nastąpiło ostre przyśpieszenie nowych inwestycji.

Za to wrażenie robią przedmiotowe statystyki za pełne trzy tegoroczne kwartały. Ogółem inwestorzy ruszyli w tym czasie z budową blisko 217 tys. mieszkań, prawie o 30 proc. więcej niż w analogicznym okresie ub. roku. Jeszcze lepiej prezentują się w tym kontekście sami deweloperzy z wynikiem 128 tys. lokali i ponad 36-procentowym progresem r/r.

Nowe pozwolenia wciąż z optymistyczną wymową

Jak wskazuje portal RynekPierwotny.pl w tegorocznym wrześniu deweloperzy pozyskali ponadprzeciętną w skali miesiąca liczbę nowych pozwoleń na poziomie 15,3 tys. Od początku roku zgromadzili oni już blisko 158 tys. przedmiotowych decyzji administracyjnych, co daje wynik, bagatela, o 37 procent lepszy od uzyskanego w analogicznym okresie ubiegłego roku. Natomiast ogółem wolumen pozwoleń lub zgłoszeń z projektem budowlanym po trzech kwartałach wyniósł 255 tys. jednostek, co oznacza progres r/r rzędu jednej trzeciej.

Statystyki nowych pozwoleń na budowę są jak wiadomo podstawowym parametrem oceny potencjału popytowego rynku przez deweloperów w perspektywie co najmniej kilku kwartałów. Dane GUS wyraźnie sygnalizują zatem, że w dalszym ciągu oceniają oni potencjał koniunktury pierwotnego segmentu mieszkaniówki w dłuższym terminie jednoznacznie optymistycznie.

Tymczasem doskonałe i często rekordowe dane dotyczące nowych pozwoleń i rozpoczynanych inwestycji, okazują się zdecydowanie niewystarczające do zrównoważenia wciąż mocno napierającego popytu. Nie jest to najlepszy sygnał dla rynkowych perspektyw, zwłaszcza w obliczu galopujących cen materiałów budowlanych, a co gorsza coraz bardziej odczuwalnych i coraz częściej komunikowanych braków w ich dostatecznym zaopatrzeniu. W tym kontekście dość zastanawiająco prezentuje się zwalnianie tempa nowych inwestycji przez deweloperów. Jeśli ich statystyki mieszkań rozpoczętych nie ulegną szybkiej poprawie jeszcze przed końcem tego roku, dalsze pogłębienie nierównowagi popytowo-podażowej stanie się faktem, z trudnymi do przewidzenia konsekwencjami dla koniunktury rynkowej.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Krzysztof Łuczak nowym CEO Cloud Services. Główny cel: ekspansja zagraniczna

Krzysztof Łuczak zastąpił na stanowisku CEO Wojciecha Murawskiego, który przeszedł do Rady Nadzorczej spółki oraz objął funkcję członka zarządu Blue Media. Decyzja o zmianach w zarządzie Cloud Services wynika z naturalnego rozwoju firmy oraz całej grupy Blue Media, z której spółka się wywodzi.

– Moim celem na stanowisku dyrektora zarządzającego jest dalsza ekspansja międzynarodowa firmy oraz rozwój nowych usług i produktów oferowanych przez Cloud Services. Jednym z głównych filarów dalszego wzrostu firmy jest penetracja rynków międzynarodowych, zapoczątkowana podpisaniem pierwszych umów z Bank of Africa – wylicza Krzysztof Łuczak.

Krzysztof Łuczak dołączył do Cloud Services w sierpniu 2021 r., od października jako członek zarządu spółki i jej dyrektor zarządzający. W latach 2016-2021 pracował w międzynarodowej korporacji Atos, w tym przez 2,5 roku pełnił funkcję prezesa zarządu w spółkach Atos w Polsce. Wcześniej przez 12 lat pracował w firmie IBM, pełniąc szereg kierowniczych ról w Europie Centralnej i Wschodniej, Bliskiego Wschodu i Afryki w takich działach jak Global Business Services, Business Partner Organisation oraz Software Group. W swojej karierze zawodowej pełnił również funkcję dyrektora działu Management Consulting w PricewaterhouseCoopers oraz PwC Consulting.

Krzysztof Łuczak jest absolwentem Politechniki Warszawskiej oraz Uniwersytetu Warszawskiego. Posiada dyplom MBA wydany przez Uniwersytet Warszawski oraz University of Illinois.

Od 2020 r. spółka Cloud Services (dawniej Blue Services) dynamicznie rozszerza swoją działalność. W 2021 r. firma nawiązała współpracę z Grupą Bank of Africa. Jej efektem jest innowacyjna platforma sprzedażowa połączona z usługami kredytowymi, którą tworzą sklepy i regionalne oddziały banku w 18 afrykańskich krajach. Oprócz ekspansji zagranicznej, firma sukcesywnie oferuje swoje rozwiązania IT podmiotom z nowych branż (nie tylko z sektora finansowego i ubezpieczeniowego) oraz rozwija autorskie produkty, takie jak platforma afiliacyjna wspierająca akcje reklamowe w kanale cyfrowym.

 „Zetki” – nowe pokolenie konsumentów

Generacja Z jest pokoleniem osób aktualnie wchodzących w dorosłość. To właśnie jej przedstawiciele, czyli młodzi urodzeni po 1997 roku, obecnie stanowią coraz szersze grono konsumentów, których oczekiwania oraz wyznawane wartości stają się podstawą działań i ofert wielu firm. Co wobec tego charakteryzuje Generację Z jako potencjalnego klienta? Na czym im zależy oraz co wyróżnia na tle poprzedników?

Jak czytamy w raporcie Facebooka „Meet The Future”, obecnie liczba osób zaliczających się do Pokolenia Z (przed 25 rokiem życia) wynosi ponad 40% światowej populacji[1]. Obserwując tę generację, można wyraźnie dostrzec, że odznacza się ona silną samoświadomością. „Zetki” coraz mocniej interesują się ideą samorozwoju i przejawiają aktywne zaangażowanie społeczne. Wychowani w duchu globalizacji są również otwarci na poznawanie świata oraz czerpanie przy tym pozytywnych doświadczeń.

 „Zetki” a decyzje zakupowe

Jako konsumenci przedstawiciele Pokolenia Z preferują innowacyjne rozwiązania i dobre jakościowo produkty. Co warte zaznaczeniamłodzi znaczny obszar swojego życia wiążą z mediami społecznościowymi, które są miejscem nie tylko przeznaczonym do rozrywki i kreowania wizerunku, ale i kształtującym konsumpcję. Jak podaje w swoim raporcie Facebook, 94% Europejczyków reprezentujących Pokolenie Z spędza czas na Instagramie co najmniej raz w tygodniu[2]. Ponadto, jak możemy przeczytać w raporcie „Jak Kupuje Generacja Z”, 64% respondentów wskazało, że największe znaczenie przy podejmowaniu decyzji zakupowych mają dla nich recenzje internautów użytkujących dany produkt[3].

– Generacja Z to pokolenie, któremu od najmłodszych lat towarzyszy szeroki rozwój nowoczesnej technologii, w tym dostęp Internetu. Ma to swoje przełożenie na ich decyzje konsumenckie. To właśnie w sieci młodzi bardzo często szukają informacji na temat interesujących produktów oraz wymieniają opinie w mediach społecznościowych. Tym samym jest to wyzwanie dla nas jako firm, aby nadążać za bieżącymi trendami komunikacyjnymi oraz dopasować strategię działań do oczekiwań najmłodszego pokolenia, które aktualnie stoi u progu dorosłości – mówi Stephane Tikhomiroff, Dyrektor Generalny Perfetti Van Melle Polska.

Przedstawiciele Pokolenia Z pomimo podatności na wpływy zewnętrzne, jednocześnie są konsumentami dobrze poinformowanymi, z dużą świadomością zmian oraz wyzwań społecznych i gospodarczych. „Zetki” doceniają autentyczność, innowacyjność oraz niestandardowe rozwiązania – nic dziwnego, że ich wybory konsumenckie dokonywane są również w oparciu o te właśnie kryteria.

[1],2 Raport Meet The Future zrealizowany przez Facebook, [URL]: https://pl-pl.facebook.com/business/news/poznaj-polsk-generacj-z
[3] Raport Accenture i Fashionbiznes.pl, Jak Kupuje Generacja Z, [URL]: https://www.accenture.com/_acnmedia/pdf-98/accenture-raport-2019.pdf

Toyota najbardziej wartościową marką w branży motoryzacyjnej według Interbrand

Toyota jest najcenniejszą marką motoryzacyjną i siódmą najbardziej wartościową marką na świecie. Najnowszy ranking Best Global Brands 2021 firmy Interbrand potwierdził dominację Toyoty w branży motoryzacyjnej już po raz 18. W tym roku wartość marki Toyota została wyceniona na 54,1 mld dolarów i jest o 5 procent wyższa niż w roku ubiegłym.

Siła marki Toyota opiera się z jednej strony na szerokiej, dostosowanej do lokalnych potrzeb ofercie samochodów, które są znane z niezawodności i niskich kosztów utrzymania, zaś z drugiej na zaawansowanych technologiach elektryfikacji napędów i bezpieczeństwa. Toyota jest od lat najpopularniejszą marką samochodową na świecie, a Toyota Motor Corporation to obecnie największy producent samochodów. W pierwszej połowie 2021 roku do klientów trafiło 5 004 625 samochodów osobowych marki Toyota i 5 467 218 aut wszystkich marek należących do Toyota Motor Corporation.

Interbrand podkreśla w swoim podsumowaniu, że Toyota opiera swoją globalną pozycję na bogatej i zróżnicowanej gamie samochodów, nowoczesnych technologiach i dominacji na rynku alternatywnych napędów. Marka koncentruje się na rozwoju zelektryfikowanych samochodów, stale rozbudowując ofertę modeli z napędem hybrydowym, plug-in hybrid, elektrycznym na baterie oraz elektrycznym na wodór i przyczyniając się do dekarbonizacji transportu i gospodarki. Do dziś Toyota sprzedała ponad 18,7 milionów zelektryfikowanych aut.

Toyota buduje swoją pozycję także na innych polach. Inwestuje ogromne nakłady w rozwój nowych technologii, które poprawią jakość życia ludzi i przyczynią się do ochrony środowiska i klimatu. Wyczynowy fabryczny zespół Toyota Gazoo Racing odnosi sukcesy w światowym motorsporcie, do którego konsekwentnie wprowadza technologie zelektryfikowanych napędów – od 2012 roku startuje hybrydowymi prototypami w Mistrzostwach Świata Wyścigów Długodystansowych.

Najbardziej wartościowe marki motoryzacyjne według raportu Best Global Brands 2021 firmy Interbrand

Miejsce w Top 100 Marka Wartość marki

(mld USD)

7 Toyota 54,107
8 Mercedes-Benz 50,866
12 BMW 41,631
14 Tesla 36,270
25 Honda 21,315
35 Hyundai 15,168
46 Audi 13,474
47 Volkswagen 13,423
52 Ford 12,861
58 Porsche 11,739

 

Najbardziej wartościowe marki na świecie wg raportu Best Global Brands 2021 firmy Interbrand

 

Miejsce

Marka Sektor Wartość marki

(mld USD)

1 Apple Technologie 408,251
2 Amazon Sprzedaż 249,249
3 Microsoft Technologie 210,191
4 Google Technologie 196,811
5 Samsung Technologie 74,635
6 Coca-Cola Napoje 57,488
7 Toyota Motoryzacja 54,107
8 Mercedes-Benz Motoryzacja 50,866
9 McDonald’s Restauracje 45,865
10 Disney Media 44,183

 

Lokum Deweloper przydzielił obligacje serii I o łącznej wartości 50 mln zł

Lokum Deweloper, oferujący mieszkania o podwyższonym standardzie we Wrocławiu i w Krakowie, z powodzeniem przeprowadził emisję 3,5-letnich obligacji serii I o łącznej wartości nominalnej 50 mln zł. Obligacje zostały przydzielone 35 inwestorom (z uwzględnieniem subfunduszy) 15 października br. Celem emisji jest pozyskanie środków na rozbudowę banku ziemi oraz finansowanie prowadzonych i planowanych projektów deweloperskich.

Emisja obligacji serii I Lokum Deweloper odbyła się zgodnie z przyjętym przez Zarząd na początku września br. programem emisji obligacji – do 100 mln zł. Emitent przydzielił 50 000 sztuk obligacji serii I o wartości nominalnej 1000 zł każda, czyli o łącznej wartości nominalnej 50 mln zł. Dzień emisji 3,5-letnich obligacji to 19 października 2021 r., a termin wykupu to 19 kwietnia 2025 r. Są one oprocentowane zmiennie, wg stawki referencyjnej WIBOR 6M powiększonej o marżę w wysokości 4,20% w skali roku. Obligacje zostały wyemitowane jako niezabezpieczone. Organizatorem emisji i Oferującym był Dom Maklerski Navigator. Obligacje serii I zostaną wprowadzone do alternatywnego systemu obrotu na rynku Catalyst.

– Udana emisja dziewiątej serii obligacji to nasz sukces i szansa na dalszy rozwój. Zaufanie, którym kolejny już raz zostaliśmy obdarzeni, potwierdza postrzeganie Grupy Lokum Deweloper wśród inwestorów jako stabilnej i posiadającej duży potencjał. Pozyskane środki zamierzamy przeznaczyć na zakup gruntów we Wrocławiu i w Krakowie, na których będziemy realizować nasze nowe projekty. Ponadto część funduszy z emisji obligacji serii I będzie stanowiła wkład w planowane inwestycje. Jest to kolejny krok w naszych długofalowych planach, stanowiący zabezpieczenie realizacji przedsięwzięć deweloperskich w przyszłości – mówi Bartosz Kuźniar, prezes zarządu Lokum Deweloper.

– Duże zainteresowanie obligacjami serii I Lokum Deweloper ponownie pozwoliło nam przeprowadzić emisję z powodzeniem. Przez inwestorów docenione zostały dobre wyniki finansowe Grupy na koniec I półrocza 2021 r., ale także transparentność, obiecujący bank ziemi i przyjęte kierunki rozwoju. Lokum Deweloper cieszy się dobrymi relacjami z podmiotami finansowymi, dzięki czemu złożona oferta spotkała się z ich pozytywną reakcją – dodaje Mateusz Mucha, Dyrektor w Departamencie emisji obligacji Domu Maklerskiego Navigator.

Obecnie na rynku giełdowym w obrocie są cztery serie obligacji Grupy Lokum Deweloper. Wyemitowana właśnie seria I, obligacje serii H o łącznej wartości nominalnej 100 mln i terminie wykupu we wrześniu 2024 r., obligacje serii G o łącznej wartości 35 mln zł i terminie zapadalności w październiku 2023 r. oraz obligacje serii F o łącznej wartości nominalnej 65 mln zł i terminie wykupu w czerwcu 2023 r.

Grupa Lokum Deweloper na koniec III kwartału br. miała w realizacji 1341 lokali w inwestycjach wrocławskich i krakowskich, a oferta Grupy obejmowała 627 lokali. W przygotowaniu do uruchomienia sprzedaży są kolejne projekty, które oczekują na uzyskanie niezbędnych decyzji administracyjnych.

Grupa prowadzi także intensywne poszukiwania nowych gruntów, które umożliwiałyby realizację osiedli o charakterze podobnym do inwestycji prowadzonych dotychczas.

Rynek odzieży inteligentnej w Polsce: firmy gotowe, ale prawo jeszcze nie

Technologie ubieralne (z ang. „wearable technologies”) to ubrania i akcesoria wyposażone w zaawansowane technologie elektroniczne. Ich przykładem są powszechnie używane smartwatche, mierzące puls i liczące kroki. To również rozwiązania mające na celu poprawę bezpieczeństwa pracowników.

Nowe technologie, takie jak uczenie maszynowe czy sztuczna inteligencja, coraz śmielej wkraczają w rozwój różnych branż, nie omijając przy tym bhp. Z roku na rok więcej firm korzysta ze smartwatchów i aplikacji, które mogą wykryć, kiedy pracownik odczuwa senność, ma przyspieszone tętno czy podwyższoną temperaturę. Dane wysyłane do pracodawcy w czasie rzeczywistym dają czas na reakcję i udzielenie pomocy w razie potrzeby.

Inteligentna technologia może również zapobiegać obrażeniom. Wielu dostawców zaczęło opracowywać rozwiązania „wearable technologies”, których celem jest zapobieganie wypadkom, takim jak kolizje w magazynie czy obrażenia spowodowane przez spadające przedmioty – mówi Ewa Gawrysiak, Sales and End User Marketing Manager, Eastern Europe & Russia w TenCate Protective Fabrics, ekspertka Koalicji Bezpieczni w Pracy.

Nowe technologie zwiększają bezpieczeństwo pracowników zdalnych, tych pracujących w biurze czy magazynie, ale również tych, którzy wykonują swoją pracę w terenie.

Przykładem może być specjalny system, który w reakcji np. na utratę tętna sam wysyła sygnał do centrali. Może być on połączony z GPS-em, który wysyła od razu lokalizację pracownika i dzięki temu pomoc może dotrzeć do poszkodowanego w krótszym czasie. Znajdują one zastosowanie m.in. u pracowników serwisujących linie wysokiego napięcia w przypadku porażenia – mówi Elżbieta Rogowska, Wiceprezes Zarządu ds. Operacyjnych, ekspertka Koalicji Bezpieczni w Pracy.

Regulacji jeszcze nie ma

„Wearable technologies” to nie tylko opaski i zegarki, aplikacje czy akcesoria do ubrań, ale jak sama nazwa wskazuje – ubrania same w sobie. Przykładem może być ogrzewana odzież.

– To dobre rozwiązanie przy aktualnie szybko zmieniającej się pogodzie i coraz łagodniejszej zimie. Pracujemy również nad czujnikami aktywności, które mogą być bazą dla określenia poziomu ruchu bądź bezruchu pracownika i wpływu takiego trybu pracy na zdrowie – mówi Elżbieta Rogowska. – Niestety w trakcie pracy nad nowym produktem natknęliśmy się na lukę prawną.

– Okazuje się, że jest to znacznie szerszy problem i nie dotyczy wyłącznie „wearable technology”. Niestety regulacje często nie nadążają za najnowszymi technologiami również w innych branżach. Ma to ogromne znacznie dla bezpieczeństwa pracowników, którzy korzystając z przestarzałych i nieadekwatnych rozwiązań, niejednokrotnie ryzykują swoje zdrowie, a nawet życie. Czasem jest też tak, że prawo jest martwe, a rzeczywistość niejako wymusza wprowadzenie nowych technologii – mówi Ewa Gawrysiak. – Widać tutaj ogromne zadanie, jakie stoi przed ustawodawcą.

KUKE: we wrześniu mniej upadłości, więcej restrukturyzacji

  • We wrześniu upadłość ogłosiło 27 firm, czyli o 12,9 proc. mniej niż miesiąc wcześniej i o 25,6 proc. mniej w porównaniu z wrześniem ubiegłego roku.
  • Liczba ogłoszonych restrukturyzacji wyniosła 151, co oznacza wzrost o 41,1 proc. w skali miesiąca i wzrost o 64,1 proc. w ujęciu rocznym.
  • Liczba niewypłacalności (postępowań upadłościowych i restrukturyzacyjnych) sięgnęła 178, a więc była wyższa niż w sierpniu o 30,0 proc. i o 43,5 proc. wyższa niż przed rokiem.
  • Suma niewypłacalności z ostatnich 12 miesięcy zwiększyła się do 2102 – to o 54 przypadki więcej (2,6 proc.) niż miesiąc wcześniej.

KOMENTARZ

Tomasz Ślagórski, wiceprezes KUKE:

Po wakacyjnym spadku wzrosła liczba ogłaszanych restrukturyzacji, utrzymując się jednak na średnich poziomach z ostatnich miesięcy, a indeksy upadłości w poszczególnych branżach gospodarki praktycznie się nie zmieniły, rosnąc jedynie w usługach – wynika z obliczeń KUKE i PFR na podstawie danych z Monitora Sądowego i Gospodarczego. Oczywiście nadal za szybkim przybywaniem wniosków o restrukturyzację odpowiada procedura uproszczonego postępowania, stanowiąc 86,1 proc. wszystkich przypadków. Warto jednak zauważyć, że w kolejnym miesiącu notujemy spadek jej odsetka o kolejne ok. 4 pkt proc. Pokazuje to, że ta metoda ochrony przed likwidacją nie jest już nadzwyczajnym środkiem, a wpasowuje się do zestawu narzędzi będących w dyspozycji przedsiębiorców.

Wrzesień, choć ogólna sytuacja makroekonomiczna pozostawała dobra, przyniósł niepokojące sygnały w niektórych sektorach, przede wszystkim przemyśle, gdzie mierzony przez GUS wskaźnik ogólnego klimatu koniunktury obniżył się do -3,6 pkt z -0,9 w sierpniu. To efekt kumulujących się w tym segmencie obecnych napięć dotykających światową gospodarkę, czyli braku części i komponentów powodujących nawet przerwy w produkcji, jak i rosnących kosztów z powodu wyższych cen surowców oraz płac. Coraz wyższe koszty to najczęściej wskazywany (przez prawie 60 proc. firm) efekt pandemii w przemyśle, a zaraz za nim plasują się zakłócenia w łańcuchach dostaw (46 proc.). We wrześniu ogłoszono najwięcej upadłości właśnie w branży przemysłowej – 9 przypadków, o dwa więcej niż miesiąc wcześniej i w sumie 68 w ciągu ostatniego roku, co przekłada się na 17-proc. udział w upadłościach likwidacyjnych.

W minionym miesiącu nieznaczne spadki wskaźnika koniunktury zanotowały handel, transport i budownictwo, natomiast mocniejszy (z -6,7 do -10,9) odczuły gastronomia i zakwaterowanie, przy czym silniej dotknięta pogorszeniem sytuacji jest ta druga branża. Na razie trudno ocenić, czy rosnąca szybko w ostatnich dniach liczba przypadków koronawirusa w Polsce będzie skutkowała wprowadzeniem nowych obostrzeń, ograniczających mobilność czy dostępność wybranych usług. Na pewno gastronomia i zakwaterowanie raportują najmniejsze rezerwy finansowe i najkrótsze okresy funkcjonowania w przypadku ogłoszenia poważniejszych restrykcji (tylko 1/4 firm przetrwałaby ponad pół roku). Do tego dochodzi najnowsze badanie GUS dotyczące nastrojów konsumentów (październik), które pokazało poważne ich pogorszenie do poziomów z wiosny tego roku, co może się przełożyć na skłonność do wydawania.

Wskaźnik szkodowości portfela KUKE nie wykazuje od miesięcy większych zmian. Klienci z wielu branż zgłaszają zapotrzebowanie na większe limity ubezpieczeniowe w związku z rosnącymi cenami. Z drugiej strony pozycja płynnościowa kontrahentów krajowych i zagranicznych jest generalnie dobra, co oznacza, że w części transakcji nie wykorzystuje się ubezpieczenia kredytu kupieckiego.

PRZEGLĄD SYTUACJI W SEKTORACH

Sporządzany przez KUKE i PFR indeks upadłości w przemyśle we wrześniu utrzymał poziom sprzed miesiąca i wyniósł 0,48 proc.(0,75 proc. przed rokiem). Wskaźnik rozpoczętych restrukturyzacji wzrósł do 0,99 z 0,97 proc. (rok temu 0,61 proc.).

Indeks upadłości w budownictwie w ostatnim miesiącu obniżył się do 0,67 proc. z 0,71 proc. miesiąc wcześniej (wobec 1,05 proc. przed rokiem). W przypadku wskaźnika rozpoczętych restrukturyzacji nastąpiła stabilizacja na poziomie sprzed miesiąca – 1,61 proc. (rok temu 0,94 proc.).

W branży handlowej indeks upadłości po wrześniu spadł do 0,61 proc. z 0,63 proc. (we wrześniu 2020 r. wynosił 0,67 proc.). Wskaźnik rozpoczętych restrukturyzacji spadł do 0,65 proc. z 0,67 proc. w sierpniu (0,40 proc. rok temu).

W transporcie i logistyce indeks upadłości w ciągu miesiąca nie uległ zmianie i wyniósł 0,57 proc. wobec 0,96 proc. przed rokiem. Wskaźnik rozpoczętych restrukturyzacji podniósł się do poziomu 1,18 proc. z 1,15 proc. (0,43 proc. rok temu).

Indeks upadłości w branży usługowej wzrósł minimalnie do 0,93 z 0,92 proc. odnotowanego w sierpniu (przed rokiem 0,91 proc.), a wskaźnik rozpoczętych restrukturyzacji zakończył wrzesień spadkiem do 1,80 proc. z 1,83 proc. We wrześniu 2020 r. jego wartość wynosiła 0,68 proc.

Ropa i Bitcoin ustanowiły kolejne rekordy

Inwestorzy, nie mając już gdzie lokować pieniędzy, kontynuują spekulacje. Wyceny na giełdach są niesamowicie wysokie, więc przyszedł czas na surowce i kryptowaluty. Niskie stopy procentowe tylko prowokują do takich zachowań.

Lepsze dane z Polski

Opublikowano wczoraj lepszą od oczekiwań produkcję przemysłową dla Polski. Wzrost wynosi 8,8%, aczkolwiek warto zwrócić uwagę, że pomimo tego, że wynik jest ponad 4% gorszy niż w sierpniu, nie jest to powód do niepokoju. Powodem jest punkt odniesienia, wrzesień w zeszłym roku był znacznie lepszy od sierpnia, stąd i tegoroczny wynik niższy. Równolegle z tymi danymi opublikowano jednak indeks koniunktury konsumenckiej. Ten nie wypada wcale różowo. Optymizm badanych wyraźnie spada, co może sugerować pewne ostudzenie optymistycznych nastrojów. Do tego dochodzi eskalacja napięć pomiędzy Polską a UE. W rezultacie nie może dziwić, że euro zarówno wczoraj, jak i dzisiaj rano testowało poziom 4,60 zł.

Ropa wyznacza kolejne szczyty

Wczoraj baryłka ropy notowanej w USA kosztowała przez moment prawie 84 dolary. Bezpośrednim powodem był tym razem spadek zapasów tego surowca w USA. Analitycy spodziewali się wzrostu rezerw o 1,8 mln baryłek, a zanotowano spadek o 0,4 mln baryłek. Spadały również zapasy benzyny oraz pozostałych destylatów. Wzrosty ropy dodatkowo napędza ostatnia słabość dolara, co jest typowym zjawiskiem cen tego surowca. Dla rynków walutowych jest to jednak przedłużanie się pewnego problemu. Dotychczasowe modele inflacyjne zakładały zatrzymanie się wzrostów w tym roku najczęściej poniżej 80 dolarów, oznacza to, że mamy trochę większy problem.

Kolejne szczyty bitcoina

Wczoraj po 3-tygodniowym rajdzie wzrostowym, w ciągu którego notowania najpopularniejszej kryptowaluty wzrosły o przeszło 50%, ustanowiono nowy historyczny rekord. Ciężko wpisać tutaj konkretną wartość, gdyż była ona zależna od giełd. Najczęściej podaje się jednak okolice 67 000 dolarów za jednego “coina”. To ponad 2000 dolarów więcej niż kwietniowe maksima. Szaleństwo (jak formułują to konserwatywni analitycy) lub też wzrosty (jak wolą entuzjaści zjawiska) wynika przede wszystkim z braku alternatyw inwestycyjnych i wciąż rosnącej popularności kryptowalut. Świadczy o tym przynajmniej pojawianie się na nowojorskiej giełdzie kontraktu na bitcoina. Rynek ten ma jednak duży potencjalny problem, na razie wchodzi na niego zdecydowanie więcej kapitału, niż wychodzi. Nie wiadomo, jak zachowają się wyceny, gdy ludzie zaczną konsumować zyski.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Deloitte: Polacy podejmują decyzje zakupowe, zanim wejdą do sklepu

Pandemia koronawirusa przyczyniła się do zmiany obrazu handlu detalicznego w Polsce, zwiększając  jednocześnie wpływ technologii cyfrowych na preferencje zakupowe Polaków. Raport firmy doradczej Deloitte „Koniec ery dwóch światów. Wpływ narzędzi cyfrowych na zakupy Polaków 2021” pokazuje, że ponad dwie na trzy wizyty w sklepach odbywają się z wykorzystaniem narzędzi cyfrowych.

Technologie cyfrowe wywierają silny wpływ na obecność Polaków w sklepach stacjonarnych, jak i na same decyzje zakupowe. Na potrzeby badania, eksperci Deloitte zdefiniowali tę zależność jako Wskaźnik Wpływu Cyfrowego (ang. Digital Influence Factor). Pokazuje on nie tylko, w jaki sposób klienci kupują i podejmują decyzje będąc na zakupach, ale pozwala także na poznanie ich gustów. W Polsce kształtuje się na poziomie 61 proc. Dwa lata temu było to 60 proc. Pomimo niewielkiego wzrostu wartości wskaźnika, pandemia COVID-19 zmieniła jego strukturę.

Zakupy w sklepach stacjonarnych od dawna stymulowane są technologiami cyfrowymi, które w znaczący sposób wpływają na wybór określonych produktów. Ponad dwie na trzy wizyty w sklepach odbywają się z wykorzystaniem narzędzi cyfrowych. Zwraca uwagę fakt, że zdecydowanie najczęściej korzystamy z narzędzi cyfrowych przed zakupami – 4 na 5 klientów (vs 74 proc. w 2019r.), rzadziej w trakcie zakupów (35 proc. w 2021 vs. 42 proc. w 2019 r.), a najrzadziej po zakupach (14 proc. w 2021r. vs. 19 proc. w 2019r.). Oznacza to, że najczęściej konsumenci podejmują decyzje zakupowe, zanim jeszcze dotrą do sklepów.

Ograniczony czas, który ze względów sanitarnych mogliśmy przeznaczyć na zakupy w sklepach stacjonarnych spowodował, że bardziej starannie się do nich przygotowujemy. Stąd wzrost liczby osób, które już przed zakupami poszukują w Internecie informacji mogących ten proces ułatwić. Źródłem wiedzy pozostają dla nas przede wszystkim wyszukiwarki, ale na znaczeniu zyskują też media społecznościowe. Na fali wznoszącej znajdują się Instagram i Tik Tok, które ze względu na swój „obrazkowy” charakter pozwalają na szybkie dotarcie do poszukiwanych informacji – mówi Wiesław Kotecki, partner, lider w zespole Customer Strategy&Applied Design, Deloitte Digital.

Technologia na zakupach popularna nie tylko wśród młodych

Poziom „zdigitalizowania” zakupów jest identyczny dla kobiet i mężczyzn. W przypadku kobiet można zaobserwować nieznaczny wzrost w stosunku do poprzedniej edycji badania. Co nie będzie zaskakiwać -wskaźnik wpływu cyfrowego zwiększa się wraz z dochodem, ale niekoniecznie jest związany z miejscem zamieszkania – wieś nie odstaje od miasta. (60 proc. vs 62 proc.). Najbardziej scyfryzowaną grupą wiekową pozostają respondenci do 24 lat, natomiast wart podkreślenia jest wzrost korzystania z narzędzi cyfrowych wśród starszych kategorii wiekowych: 35-54 lata. Wspomaganie się technologią w trakcie zakupów nie jest już tylko domeną młodych ludzi.

Najwyższe poziomy wskaźnika wpływu cyfrowego z perspektywy kategorii produktowych – podobnie jak w pierwszej edycji badania – odnotowano dla elektroniki, motoryzacji i mebli, natomiast najniższe dla żywności. Co ciekawe w przypadku zakupów w sklepach spożywczych zaobserwowano najwyższy wzrost wśród klientów w średnim wieku (tj. 35-54 lata). Taki wynik nierozłącznie wiąże się z sytuacją pandemiczną i koniecznością zmiany zwyczajów zakupowych – ograniczeniem wizyt w sklepach.

Przed wizytą w sklepie sięgamy po urządzenia cyfrowe – przede wszystkich po smartfon – głównie po to, by porównywać ceny oraz wyszukiwać informacje o produktach, w tym o ich dostępności. 30 proc. respondentów wskazuje, że przed zakupami korzysta z mediów społecznościowych, a największy wpływ na ich decyzje zakupowe mają Facebook i Youtube.

–  Zakupy ze smartfonem w ręku były naszą codziennością jeszcze w czasach przed pandemią. To, z czym mamy do czynienia teraz, jest utrwaleniem tego trendu i rozszerzeniem go na kolejne grupy społeczne. Pandemia znacząco wpłynęła na zwyczaje konsumentów, którzy zmienili swoje podejście do dokonywania zakupów oraz oczekiwania w stosunku do sprzedawców. Jako klienci staliśmy się bardziej świadomi, samodzielni i płynnie poruszamy się pomiędzy światem online i offline – mówi Wiesław Kotecki.

Sprzedawcy w nowej roli

Coraz częściej klientom nie chodzi tylko o wizytę w sklepie, ale o sumę doświadczeń związanych z marką. Klient, który dociera do sklepu, wie już dokładnie czego chce i w wielu przypadkach wie więcej o  produkcie niż sprzedawca. Rola asystentów sprzedaży ewoluuje w stronę bycia „zaufanym doradcą marki” lub „ambasadorem marki”, zwłaszcza w przypadku zakupu dóbr większej wartości. Kategoriami, które wciąż wymagają wsparcia ekspertów są elektronika i meble.

Z punktu widzenia detalistów w najbliższym czasie niezwykle ważne będzie oferowanie klientom technologii pozwalających na identyfikację ich potrzeb i preferencji jeszcze przed wizytą w sklepie, natychmiastowe wyszukiwanie informacji o produkcie, przygotowywanie rekomendacji na podstawie ich reakcji, preferencji, a także sfinalizowanie zamówienia i jego dostawę. Wszystko to w konsekwencji prowadzi do zmiany dotychczasowego modelu sklepów oraz ich roli, a także szerszego zastosowania technologii do stworzenia bardziej interaktywnego interfejsu z marką i produktami – mówi Barbara Koźbiał, menedżerka w zespole Digital Strategy, Deloitte Digital.

Dlaczego benzyna drożeje?

Średnia cena benzyny bezołowiowej 95 wynosiła 14 marca 2021 roku 5,03 zł. W województwie lubuskim kosztowała nawet 5,11 złotych za litr, a na stacjach w pobliżu mojego miejsca zamieszkania w Warszawie można było znaleźć ofertę za ponad 5,20. Nawet 6 złotych za litr benzyny w Polsce to nowa rzeczywistość, do której próbujemy się przyzwyczaić – ale nie powinniśmy, bo w grę wchodzi 7-8 złotych za litr ze względu na różne czynniki, które podnoszą ceny paliwa na Polskim rynku. Nie mówimy tylko o cenach baryłki – bo ta wynosi około 80 dolarów. Niewątpliwie jest to wysoka cena w porównaniu do zeszłego roku, kiedy to kosztowała 30 dolarów – ale jeżeli spojrzymy na historię, to pamiętamy czasy, gdy ropa kosztowała ponad 100 dolarów i nie mieliśmy ceny wyższej niż 5 złotych za litr benzyny na polskich stacjach.

– Obecnie ceny są wyższe, ponieważ mamy do czynienia z innymi czynnikami. Są to na przykład ograniczenia dostaw wynikające z faktu, że najwięksi producenci ropy mają problemy z realizacją rosnącego zapotrzebowania wraz z odbudową gospodarki, pomimo zbliżającej się czwartej fali koronawirusa – powiedział serwisowi eNewsroom Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl. – Dodatkowo drożeją waluty w stosunku do polskiej złotówki, która mocno słabnie. Do tego wszystkiego dochodzi olbrzymia inflacja – także ta ukryta, której nie widać na oficjalnych wskaźnikach. Powoduje to spadek wartości złotego, a więc także wzrost cen. Wszystkie te czynniki sprawiają, że te złe dane ekonomiczne podnoszą cenę paliwa. Jeśli dorzucić do tego kolejne efekty – takie, jak oddziaływanie regulacji np.: Fit fot 55 – to można sobie wyobrazić, że kiedyś benzyna będzie kosztowała 8 złotych za litr. Jednak politycy wiedzą, że ceny paliw mogą wyprowadzić ludzi na ulicę. Tak samo było w przypadku protestów „żółtych kamizelek” we Francji – więc aby uniknąć tego efektu zastosują jakieś działania. Może być tak, że politycy zablokują wzrost cen paliw – jest to zapalnik, na który nikt nie zamierza sobie pozwolić. Europa może stoczyć się w bardzo złym kierunku właśnie przez ceny paliw, energii i ogólną drożyznę – podsumowuje Jakóbik.

„Wyłudzenie na PIT” pod szyldem Poczty Polskiej

Cyberprzestępcy opracowali nowy sposób wyłudzenia wrażliwych danych oraz przejęcia zgormadzonych środków finansowych z kont podatników. Metoda ta polega na rozsyłaniu fałszywych wiadomości sms z informacją o zwrocie podatku z rozliczenia PIT 37.

W otrzymanej wiadomości oprócz komunikatu „Masz prawo do zwrotu podatku z PIT 37 pobierz online.” jest dołączony odnośnik prowadzący do fałszywej strony Poczty Polskiej, na której odbiorca jest proszony o podanie danych takich jak: imię, nazwisko, adres e-mail, PESEL oraz dane logowania do strony naszego banku.

Deklaracje podatkowe PIT 37 w roku 2021 należało złożyć do 30 kwietnia, natomiast Urząd Skarbowy w zależności od formy złożenie deklaracji na rozliczenie podatku i zwrot nadpłaconej sumy ma maksymalnie:

– wersja papierowa: 3 miesiące,
– wersja elektroniczna: 45 dni.

Taki sam schemat działania oszuści wykorzystują rozsyłając wiadomości sms z informacją o nieuregulowanej płatności za energię elektryczną „Na dzien 13.10 zaplanowano odlaczenie energii elektrycznej! Prosimy o uregulowanie naleznosci” wraz z fałszywym linkiem www.

Zwróćmy uwagę na brak polskich znaków diakrytycznych w rozsyłanych wiadomościach, to zawsze powinno budzić podejrzenie.

Pamiętaj!

  1. Zawsze miej ograniczone zaufanie do otrzymywanych wiadomości.
  2. Jeżeli nie znasz nadawcy, bardzo dobrze zastanów się nad otworzeniem wiadomości.
  3. Uważnie czytaj adresy stron przesyłanych zarówno w mailach jak i SMS-em.
  4. Uważnie czytaj adresy stron przesyłanych zarówno w mailach jak i SMS-em.
  5. Nie przekazuj swoich danych (wrażliwych, poufnych) w otwartej wiadomości bez zabezpieczenia.
  6. Uważaj na błędy w treściach odnośników (np. zamieniona kolejność liter, brak poprawności gramatycznej, mail w obcym języku, brak „polskich liter”), jeśli takie znajdziesz, prawdopodobnie jest do oszustwo.
  7. Zawsze uaktualniaj program do odbierania poczty i przeglądarkę internetową.
  8. Używaj mocnych, długich haseł.

Prosimy o nieuruchamianie pod żadnym pozorem zamieszczonych w wiadomości linków (przestępcy stosują różne adresy stron www umieszczane w linkach) oraz powiadomienie o fakcie otrzymania podobnej wiadomości wraz ze zrzutem ekranu zespołu Cyberbezpieczeństwa PP pisząc na adres: [email protected]

GUS o e-handlu we wrześniu – eksperci komentują

Wg najnowszych danych GUS we wrześniu 2021 r. w porównaniu z sierpniem br. odnotowano wzrost wartości sprzedaży detalicznej przez Internet w cenach bieżących (o 5%). Udział sprzedaży przez internet w sprzedaży detalicznej zwiększył się z 7,9% w sierpniu do 8,4% we wrześniu br.

Grzegorz Rudno-Rudziński, Managing Partner w Unity Group:

O sukcesie e-sklepów w czasie nadchodzących pików sprzedażowych zdecyduje dostępność towaru.

Dane GUS za wrzesień pokazują, że udział e-commerce w detalu ustabilizował się na pewnym poziomie. Pytanie brzmi, jak się zachowa w najgorętszym dla handlu czwartym kwartale? Wśród naszych klientów z branży retail dominuje przekonanie, że najbliższe miesiące będą przede wszystkim czasem dużych wzrostów sklepów offline i odrobienia strat, jakie poniósł handel tradycyjny w wyniku nałożonych obostrzeń. Jednak nie musi to oznaczać spadku znaczenia online’u – ten segment rynku w wyniku pandemii zdobył olbrzymią grupę nowych zwolenników, a ci wciąż intensywnie z niego korzystają. To może oznaczać, że nawet w warunkach szybkiego odbicia handlu stacjonarnego, podtrzymanie wysokiej dynamiki wzrostu sprzedaży internetowej może scementować obecny podział rynku, według którego e-commerce odpowiada za 8-10 proc. obrotów detalicznych.

W tegorocznym okresie piku sprzedażowego najważniejsze może być jednak to, co dzieje się w Azji. Coraz więcej e-sklepów doświadcza problemów z dostępnością towaru. Na skutek nagromadzenia różnych negatywnych czynników produkty docierają z Azji z dużym opóźnieniem lub nie docierają w ogóle. Firmy większe, z dużą płynnością, np. takie jak CCC, LPP czy RTVEuroAGD, już zatowarowały się na zapas, ale rynek e-commerce to przede wszystkim małe i średnie podmioty. To one odczują najbardziej konsekwencje zakłóceń w globalnym łańcuchu dostaw. Wg raportu “E-commerce w Polsce 2021” dla 83% klientów darmowa i błyskawiczna dostawa jest – po cenie – głównym motywatorem zakupów online. To sprawi, że w warunkach ograniczonego dostępu towaru, firmy nie będą tak skłonne do tego, by rezygnować z większej marży i robić super promocje pod kątem listopadowych pików sprzedażowych. Tym samym tegoroczne święta zakupowe jak Dzień Singla czy Black Friday mogą być skromniejsze pod względem obniżek cenowych.

Katarzyan Iwanich Insightland
Katarzyna Iwanich, prezes Insightland z grupy Hexe Capital

Katarzyna Iwanich, prezes Insightland z grupy Hexe Capital:

Wrzesień to w polskim e-commerce miesiąc stabilny wynikowo i wstęp do najlepszego dla całego polskiego handlu czwartego kwartału. Jednostkowo podmioty sprzedające w sieci nie odnotowują ani znaczących wzrostów sprzedaży, ani też takich spadków, choć całościowo branża zaliczyła wzrost. Po sierpniowym wzmożeniu spowodowanym “back to school” we wrześniu kategoria „prasa, książki, pozostała sprzedaż w wyspecjalizowanych sklepach” nadal jest jedną z dwóch z największym wzrostem. Drugą grupą są e-commerce’y z kategorii “tekstylia, odzież, obuwie” – co jest naturalnym wynikiem na przełomie pór roku. Całościowo wrzesień upłynął bez znaczących peeków sprzedażowych, świąt czy cyklicznych uroczystości i okazji. Dopiero czwarty kwartał otwiera w e-handlu okres wzmożonego wzrostu popytu i podaży. Choć z konsumenckiego punktu widzenia do Black Friday i Świąt jeszcze dużo czasu, przedsiębiorcy już zaczynają się do nich przygotowywać. Druga połowa listopada i cały grudzie są sprzedażowymi punktami kulminacyjnymi. To właśnie w tym czasie odnotowywany jest największy w całym roku wzrost dynamiki sprzedaży kanału online i wzrosty udziału e-commerce w przychodach firm sprzedających również offline. Towarzyszą temu znacznie większe budżety na promocję i wzmożona aktywność reklamowa i marketingowa. W ostatnim kwartale polski e-commerce na pewno zaliczy wzrost, a i kolejny rok będzie w tym segmencie lepszy niż obecny.

Miliony złotych zatrzymane na rachunkach bankowych. Fiskus coraz częściej stosuje blokady STIR

O przeszło 81% wzrosła liczba podmiotów kwalifikowanych objętych blokadami STIR. Zmiana ta nastąpiła w I połowie br. w porównaniu z analogicznym okresem ub.r. Zestawiając dane tegoroczne z tymi sprzed dwóch lat, widać już skok o prawie 200%. Ostatnio liczba zablokowanych rachunków bankowych wzrosła r/r o blisko 84%. W ciągu sześciu miesięcy br. zablokowano też ponad 35,4 mln zł. Jedna trzecia z tej kwoty to efekt działań urzędów celno-skarbowych. Dwa lata wcześniej blokad dokonywał tylko Szef KAS. Natomiast szacowane uszczuplenia wyniosły przeszło 325 mln złotych.

Jak wynika z danych Ministerstwa Finansów, w pierwszej połowie br. liczba podmiotów kwalifikowanych objętych blokadami STIR (System Teleinformatyczny Izby Rozliczeniowej) wyniosła 127. W pierwszych sześciu miesiącach ub.r. było ich 70, natomiast od stycznia do czerwca 2019 roku – 43. Przy tym w ostatnim wymienionym okresie tylko Szef KAS dokonywał blokad środków pieniężnych. Później zaczęły się tym zajmować również urzędy celno-skarbowe. Aktualnie 5 naczelników UCS zostało upoważnianych do wykonywania działań związanych z blokadami STIR.

– Jako osoba, która zajmuje się postępowaniami podatkowymi od prawie 2 dekad, nie sądzę, by w ostatnich latach wzrósł problem z nieuczciwymi podatnikami. To raczej kwestia coraz lepszych umiejętności w zakresie identyfikacji potencjalnych nadużyć przez komórki analityczne organów podatkowych. Uważam, że obecnie KAS i UCS chętniej sięgają po takie rozwiązania, jak blokady rachunków bankowych, bo egzekucja należności podatkowych na późniejszym etapie jest często spóźnionym działaniem – komentuje dr Anna Wojciechowska, ekspertka BCC ds. sporów podatkowych, były Naczelnik Wydziału Kontroli Podatkowej Urzędu Kontroli Skarbowej w Gdańsku.

Z kolei Jakub Warnieło, doradca podatkowy z MDDP Michalik Dłuska Dziedzic i Partnerzy, upatrywałby intensyfikacji aktywności w zakresie STIR w kilku przyczynach. To stosunkowo nowe narzędzie, organy potrzebowały zatem nieco czasu, aby odpowiednio korzystać z przysługujących im uprawnień. Ponadto wykorzystuje rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji. Dlatego algorytmy AI z każdym rokiem powinny uczyć się bardziej efektywnie wyłapywać potencjalnych oszustów. Ekspert zwraca też uwagę na dziurę budżetową. Pandemia znacznie ograniczyła możliwość podejmowania przez organy podatkowe działań kontrolnych w ub.r. Dlatego teraz fiskus stara się zwiększać swoją aktywność. Zarówno na polu prowadzonych kontroli i postępowań, jak również w ramach systemu STIR.

– Analizując dane dotyczące blokad STIR, należy zauważyć, że jest to bardzo groźne narzędzie. Fiskus bowiem blokując rachunek przedsiębiorcy, działa z pozycji siły i nie ujawnia algorytmu w oparciu, o jaki uznaje danego podatnika za podejrzanego. To znacznie utrudnia walkę na argumenty na tym etapie – dodaje dr Wojciechowska.

W pierwszej połowie br. liczba zablokowanych rachunków bankowych wyniosła 651 (Szef KAS – 399, UCS – 252). To o prawie 84% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wówczas takich przypadków odnotowano 354 (Szef KAS – 272, UCS – 82). Z kolei w pierwszej połowie 2019 roku było ich 212.

– Z pewnością wprowadzenie STIR – jako kolejnego narzędzia mającego na celu przeciwdziałanie wyłudzeniom podatkowym – należy ocenić pozytywnie. Na każdym niewykrytym oszustwie podatkowym tracą bowiem wszyscy uczciwi podatnicy. Ale zdecydowane zwiększenie liczby blokad rachunków bankowych może budzić wątpliwości co do tego, czy działania na pewno skierowane są wobec odpowiednich podatników i nie powodują zakłócenia funkcjonowania rzetelnych podmiotów – podkreśla ekspert z MDDP Michalik Dłuska Dziedzic i Partnerzy.

W pierwszej połowie br. łączna kwota zablokowanych środków pieniężnych wyniosła 35,41 mln zł (Szef KAS – 23,51 mln zł, UCS – 11,9 mln zł). Od stycznia do czerwca 2020 roku było to nieznacznie mniej – 35,2 mln zł (Szef KAS – 32,04 mln zł, UCS – 3,16 mln zł), a w analogicznym okresie 2019 roku – 26,6 mln zł. Zdaniem dr Wojciechowskiej, te dane również potwierdzają coraz lepsze przygotowanie urzędników skarbowych do kontroli. Wiedzę o potencjalnych nieprawidłowościach posiadają już nie tylko w odniesieniu do podmiotów największych, ale również tych mniejszych.

– W porównaniu z kwotami ustaleń czynionych przez organy podatkowe w ramach kontroli i postępowań podatkowych, łączna kwota środków pieniężnych zablokowanych w ramach systemu STIR nie jest imponująca. To może świadczyć o tym, że nie stanowi on narzędzia, które jest wykorzystywane przez organy podatkowe do krótkoterminowego poprawienia wskaźników dotyczących finansów publicznych – zaznacza Jakub Warnieło.

W pierwszej połowie br. szacowane uszczuplenia wyniosły 325,6 mln zł (Szef KAS – 234,59 mln zł, UCS – 91,01 mln zł). Rok wcześniej było to 246,74 mln zł (Szef KAS – 219,76 mln zł,  UCS – 26,98 mln zł). Natomiast w pierwszych sześciu miesiącach 2019 roku – 358,67 mln zł.

– Trudno określić, na jakiej podstawie szacowane są ww. uszczuplenia, ale zgadzam się z ogólną zasadą, że nieprawidłowości z roku na rok wykazują tendencję rosnącą. To zapewne pochodna kilku czynników. W moim przekonaniu, jednym z nich jest niespójność i brak stabilności prawa podatkowego. Część stwierdzanych nieprawidłowości nie jest spowodowana chęcią wyłudzenia podatku, czy obejścia prawa, a tym, że przepisy są skomplikowane i nieostre. W efekcie fiskus niejednokrotnie interpretuje je na swoją korzyść – podsumowuje dr Anna Wojciechowska.

Jacek Przybylski dyrektorem Cisco Kraków

  • Usługi dla klientów firmy i innowacje w obszarach Customer Experience, bezpieczeństwa i rozwoju oprogramowania nadal stanowią strategiczne obszary dla krakowskiego oddziału.
  • Jacek Przybylski, Senior Director, Cisco Customer Experience Centers EMEAR, objął funkcję Cisco Kraków Site Lead.
  • Cisco pozostaje w czołówce najlepszych pracodawców w Polsce i Europie oraz wdraża prawdziwie hybrydowy model pracy.

Cisco Global Services Center w Krakowie rozpoczyna 10. rok działalności z nowym dyrektorem oddziału. Jacek Przybylski, Senior Director, Cisco Customer Experience Centers EMEAR, obejmuje funkcję Cisco Kraków Site Lead.

Krakowski oddział firmy świadczy usługi zarówno techniczne, jak i biznesowe na rzecz klientów, partnerów i pracowników Cisco w wielu grupach funkcjonalnych, w tym Customer Experience, Finance i Operations. Obecnie w Cisco Kraków pracuje około 2200 osób. Jako szef placówki Jacek Przybylski będzie nadzorował działalność całego oddziału w Krakowie we wszystkich grupach funkcjonalnych. Będzie również reprezentował Cisco Kraków na zewnątrz i wewnątrz firmy.

Nowy lider krakowskiego oddziału

Jacek Przybylski dołączył do Cisco w sierpniu 2021 roku, przechodząc z firmy Atos, gdzie przez 16 lat pełnił różne stanowiska, zarówno na poziomie krajowym, jak i globalnym. Posiada ogromne doświadczenie zdobyte w obszarze usług IT i inżynierii. Ukończył Politechnikę Bydgoską na kierunku Telekomunikacja, a następnie uzyskał certyfikat Gold for Manager Program w HEC School of Business w Paryżu.

Jacek Przybylski przejmuje funkcję Cisco Kraków Site Lead od Ramona Tancinco, który pełnił ją przez ostatnie 5 lat. Ramon Tancinco awansował niedawno na stanowisko dyrektora Cisco Digital Enterprise Services (IT) w regionie EMEAR. Pozostaje w Krakowie i nadal będzie zasiadał w zarządzie krakowskiego oddziału.

Obszary strategiczne dla Cisco Kraków: bezpieczeństwo, rozwój oprogramowanie i innowacje

„Moje priorytety dla Cisco w Krakowie skupiają się na trzech obszarach: kontynuacja rozwoju tej lokalizacji, nie tylko pod względem wielkości zatrudnienia, ale przede wszystkim pod względem dojrzałości naszych zespołów i dojrzałości kompetencyjnej; przesunięcie Cisco Kraków jeszcze wyżej w łańcuchu wartości poprzez dodanie nowych kompetencji i wyspecjalizowanych funkcji strategicznych dla Cisco, również w zaawansowanych obszarach inżynierii, a także pielęgnowanie unikalnej kultury Cisco Kraków, polegającej na inkluzywności, różnorodności i działaniu na rzecz lokalnej społeczności” – mówi Jacek Przybylski, Senior Director, Cisco Customer Experience Centers EMEAR i nowy lider Cisco Kraków.

„Cyberbezpieczeństwo, rozwój oprogramowania i innowacje są dla nas w Krakowie obszarami kluczowymi. Naszym celem jest nie tylko rozwijanie się zgodnie z kierunkiem transformacji Cisco, ale także bycie na jej czele. Na terenie naszego kampusu znajduje się jedyne w regionie EMEAR Centrum Operacji Bezpieczeństwa Cisco (Security Operations Center – SOC) oraz zespół 300 specjalistów zajmujących się bezpieczeństwem cyfrowym. Niedawno staliśmy się również centrum dla akwizycji Cisco, takich jak AppDynamics i ThousandEyes, zapewniając wsparcie inżynierii oprogramowania dla naszych klientów w całym regionie EMEAR, pomagając im działać we współczesnym środowisku IT skoncentrowanym na aplikacjach. Posiadamy także 20 patentów opracowanych przez naszych inżynierów w Krakowie, które albo już są, albo wkrótce zostaną wdrożone w naszych produktach i usługach” – dodaje Jacek Przybylski.

Największe centrum Cisco Customer Experience w Europie

Ponad 70% wszystkich pracowników Cisco Kraków należy do organizacji Customer Experience (CX) & Operations, co czyni Kraków największym centrum Customer Experience dla Cisco w regionie EMEAR.

Zespół Customer Experience pomaga klientom Cisco zmaksymalizować wartość biznesową wykorzystywanej przez nich technologii, koncentrując się na kilku kluczowych obszarach:

  • Wsparcie techniczne dostarczane przez światowej klasy ekspertów i oparte na wiedzy zgromadzonej podczas rozwiązywania milionów problemów technicznych na całym świecie każdego roku.
  • Proaktywne zarządzanie, monitorowanie, optymalizacja i ochrona środowisk IT w celu skrócenia czasu uzyskania korzyści.
  • Zaangażowanie ekspertów w zakresie nowych technologii, od strategii i projektu po wdrożenie, przy minimalizacji ryzyka.

Prawdziwie hybrydowe środowisko pracy

Od sierpnia 2021 r. Cisco wdraża hybrydowy model pracy dla każdego pracownika. Niezależnie od tego, czy oznacza to pracę przez pięć dni w tygodniu w domu i spotykanie się z zespołem raz na jakiś czas, czy też przebywanie w biurze przez pięć dni w tygodniu z wykorzystaniem dostępnych w nim technologii do łączenia się z kolegami z całego świata, czy też wszystkie scenariusze „pomiędzy” – każdy pracownik Cisco ma swobodę wyboru hybrydowego modelu pracy. Dotyczy to również 2200 osób pracujących w Krakowie.

„Praca to nie miejsce, do którego się udajemy, ale to, co robimy. W przeprowadzonym niedawno badaniu, ponad 80% pracowników Cisco stwierdziło, że preferuje pracować 3-5 dni w tygodniu w domu, a nasz hybrydowy model pracy – Wielki Eksperyment Hybrydowy, jak go nazywamy – na to pozwala. Pracownicy Cisco w Polsce również korzystają z tej możliwości” – mówi Jolanta Nowak, People and Communities Leader, Cisco Poland and CX Centers EMEAR. „Naszą ambicją jest nie tylko utrzymanie się w czołówce rankingu Great Place to Work, ale także miano najlepszego hybrydowego miejsca pracy” – dodaje Jolanta Nowak.

ElevenEs ze wsparciem EIT InnoEnergy zbuduje gigafabrykę baterii LFP w Europie Środkowo-Wschodniej

  • Serbska firma ElevenEs opracowała własną baterię LFP na potrzeby elektrycznych samochodów osobowych, autobusów, wózków widłowych i innych przemysłowych pojazdów oraz magazynów energii.
  • Baterie LFP (litowo-żelazowo-fosforanowe) są przystępniejsze cenowo, trwalsze i bezpieczniejsze od konkurencyjnych rozwiązań, a do tego nie wymagają kobaltu, niklu i innych trudno dostępnych surowców.
  • Firma ElevenEs chce wykorzystać 25-letnie doświadczenie produkcyjne i zbudować gigafabrykę baterii o mocy 16GWh w pobliżu jednego z największych złóż litu na świecie.
  • W inwestycjach ElevenEs pomogą środki pozyskane od funduszu EIT InnoEnergy, który uczestniczy w finansowaniu innych głośnych przedsięwzięć na europejskim rynku bateryjnym takich jak gigafabryki Northvolt czy Verkor.
  • EIT InnoEnergy przewodzi przemysłowemu projektowi European Battery Alliance (EBA), którego celem jest zbudowanie silnego i konkurencyjnego europejskiego przemysłu bateryjnego i zabezpieczenie bazy surowcowej dla rozwoju nowoczesnego i ekologicznego sektora energetycznego w Europie.

Do 2030 r. zapotrzebowanie na baterie w Europie będzie aż 14-krotnie większe niż obecne moce produkcyjne. Wszystko za sprawą rozwoju elektromobilności i rynku magazynów energii – koniecznych do stabilizacji systemu energetycznego z rosnącym udziałem OZE. Dlatego baterie litowo-żelazowo-fosforanowe (LFP), które są nie tylko korzystniejsze cenowo, ale łączą w sobie zalety wysokiej wydajności, długiego czasu eksploatacji i bezpieczeństwa zyskują coraz silniejszą pozycję na szybko rozwijającym się rynku bateryjnym.

Spółka ElevenEs – biznesowy spin-off międzynarodowej Grupy Al Pack, działającej od 25 lat na rynku opakowań aluminiowych, opracowała własną zrównoważoną i efektywną technologię produkcji baterii LFP. Firma prowadzi prace badawczo-rozwojowe nad innowacyjnym produktem od 2019 r., a w czerwcu 2021 r. uruchomiła zaawansowane centrum B+R, w którym pracuje międzynarodowy zespół inżynierów i naukowców.

„Żywotność baterii LFP jest dwukrotnie dłuższa od konkurencyjnych rozwiązań, można je ładować aż 6000 razy, a do tego sam proces ładowania jest szybszy i nie wiąże się z ryzykiem zapłonu. Rosnącej popularności ogniw litowo-żelazowo-fosforanowych sprzyja także relatywnie niski koszt produkcji. Wszystko to sprawia, że baterie LFP już teraz stały się dominujące w Chinach, które są światowym liderem w rozwoju technologii bateryjnych.” – mówi Nemanja Mikać, założyciel i prezes ElevenEs.

Partnerstwo strategiczne na rzecz budowy gigafabryki

Spółka ElevenEs właśnie podpisała porozumienie z EIT InnoEnergy – wiodącym na świecie funduszem i akceleratorem innowacji, od lat inwestującym w rozwiązania z obszaru zielonej transformacji energetycznej. Podmioty ogłosiły strategiczne partnerstwo w celu budowy pierwszej w Europie gigafabryki akumulatorów litowo-jonowych LFP. Fundusz EIT InnoEnergy już wcześniej angażował się w finansowanie przedsięwzięć na europejskim rynku bateryjnym. Był pierwszym inwestorem szwedzkiej firmy Northvolt, która niedawno zakończyła rundę finansowania o wartości 2,75 mld USD i francuskiej spółki Verkor, która w lipcu tego roku zawarła strategiczne partnerstwo z Renault o wartości 100 mln USD.

Do 2023 r. ElevenEs chce produkować baterie LFP o łącznej pojemności 300 MWh rocznie. W 2024 r. w serbskiej Suboticy rozpocznie się budowa pełnoskalowej gigafabryki baterii o mocy 8 GWh, której moce produkcyjne zostaną w przyszłości zwiększone do 16 GWh. Pozwoli to na wyposażenie w akumulatory nawet 300 tys. pojazdów elektrycznych każdego roku. Spółka deklaruje także, że fabryka zasilana będzie w 100 proc. z odnawialnych źródeł energii, a w zakładzie zatrudnienie znajdzie docelowo nawet 2000 pracowników. ElevenEs podkreśla, że lokalizacja gigafabryki w serbskiej Suboticy, w pobliżu granicy z Węgrami i w bliskości ważnego europejskiego szlaku komunikacyjnego łączącego porty w Gdańsku i Salonikach, ma jeszcze jedną ważną zaletę. Znajduje się w pobliżu największych złóż litu w Europie odkrytych w dolinie Jadar w południowej części Serbii.

„Ogniwa LFP to kolejny ważny element europejskiego ekosystemu bateryjnego. Chociaż akumulatory niklowe prawdopodobnie pozostaną najlepszym wyborem dla samochodów klasy premium pod względem gęstości energii, to ogniwa LFP wygrywają w kategorii kosztów, bezpieczeństwa i żywotności. Czyni je to idealnym wyborem dla przemysłowych pojazdów elektrycznych, magazynów energii oraz małych aut miejskich operujących na krótszych dystansach.” – mówi Jakub Miler, CEO EIT InnoEnergy Central Europe. „Współpracę z ElevenEs rozpoczęliśmy półtora roku temu i największym zaskoczeniem dla nas było to, że aż 70 proc. procesu produkcyjnego i know-how firmy-matki ElevenEs – Grupy Al Pack – można z łatwością wykorzystać do produkcji ogniw bateryjnych. Teraz, po przetestowaniu i wdrożeniu własnej technologii produkcji ogniw LFP, doświadczenie przemysłowe grupy będzie stanowiło dla ElevenEs bezcenną przewagę konkurencyjną, która pozwoli firmie rozwijać się szybciej od konkurencji”.

Cyfrowa Grupa Wyszehradzka przebada kompetencje cyfrowe Czechów, Polaków, Słowaków i Węgrów

Organizacje branży cyfrowej z krajów Grupy Wyszehradzkiej, zrzeszone w Grupie Digital V4, sprawdzą kompetencje cyfrowe uczniów szkól podstawowych i średnich w Czechach, Polsce, na Słowacji i Węgrzech. Projekt o nazwie IT Fitness Test wystartuje w przyszłym roku dzięki wsparciu Funduszu Wyszehradzkiego.

W Polsce za projekt jest odpowiedzialny Związek Cyfrowa Polska, który połączył siły z partnerskimi organizacjami branżowymi partnerskimi z pozostałych krajów należących do Grupy Wyszehradzkiej, by wspólnie przebadać kompetencje cyfrowe młodych obywateli i sprawdzić ich przygotowanie do zmieniającego się rynku pracy.  – Projekt IT Fitness Test pozwoli na darmowe, dostępne dla każdego sprawdzenie umiejętności cyfrowych. Nasz test oceni kompetencje uczestników w pięciu obszarach, takich jak: internet, bezpieczeństwo i systemy komputerowe, narzędzia do współpracy i sieci społecznościowe, oraz narzędzia biurowe, sprawdzając ich praktyczne umiejętności – wyjaśnia prezes Cyfrowej Polski Michał Kanownik.

Każdy uczestnik testu po jego wykonaniu otrzyma imienny certyfikat opisujący uzyskany wynik oraz wskazujący zagadnienia, które wymagają dodatkowego dokształcenia przez respondenta. Jak podkreślają inicjatorzy projektu, choć badanie ma na celu zbadanie kompetencji cyfrowych uczniów szkół podstawowych i średnich, to – co ważne – Grupa Digital V4 zamierza udostępnić test wszystkim zainteresowanym, którzy chcą sprawdzić swój poziom cyfrowych umiejętności. Oficjalny start IT Fitness Test 2022 zaplanowano na kwiecień 2022 r.

Sprawdzone metody

Podobny projekt od dekady z powodzeniem realizowany jest już na Słowacji przez tamtejszą organizację branży cyfrowej – ITAS. Przy wsparciu Komisji Europejskiej do tej pory już ponad 300 tys. Słowaków wykonało test kompetencji cyfrowych. – Nasz projekt w 2014 r został nagrodzony przez Komisję Europejską za wkład w poprawę stanu alfabetyzmu cyfrowego wśród młodych ludzi w Europie. Teraz dzięki wsparciu Funduszu Wyszehradzkiego i przy współpracy ze organizacjami partnerskimi w Polsce, na Węgrzech oraz w Czechach, adaptujemy go na potrzeby pozostałych państw Grupy V4. Od przyszłego roku możliwość sprawdzenia swoich umiejętności cyfrowych w ojczystych językach będą mieli Czesi, Polacy i Węgrzy – mówi Mario Lelovsky, prezes ITAS.

Organizacje Grupy Digital V4, które współtworzą projekt zwracają uwagę, że wraz z postępem cyfryzacji, zmieniają się wymagane na rynku pracy i w życiu codziennym kompetencje. Pandemia przyspieszyła jedynie te przemiany i narzuciła na obywateli konieczność jeszcze szybszej adaptacji do realiów ery cyfrowej. Potrzeba ta była szczególnie widoczna wśród uczniów, ponieważ proces ich edukacji również przeniesiony został w dużej mierze do sieci. Zdaniem inicjatorów projektu IT Fitness Test, umiejętności cyfrowe obywateli zdeterminują również konkurencyjność gospodarek Grupy V4 wraz z rozwojem Przemysłu 4.0.

Pomoc w rozwijaniu społeczeństwa informacyjnego

Według opublikowanego w 2020 r. Indeksu Gospodarki Cyfrowej i Społeczeństwa Cyfrowego (DESI), który pozwala monitorować poziom zaawansowania cyfrowego Unii Europejskiej, Polska plasuje się na 23. lokacie. W kategorii „kapitał ludzki”, która opisuje m.in. jaki odsetek populacji danego kraju dysponuje przynajmniej podstawowymi umiejętnościami cyfrowymi, Polska zajmuje 22. miejsce pośród 28 badanych państw członkowskich UE. – Dlatego, aby skutecznie rozwijać kompetencje cyfrowe obywateli, potrzebujemy szczegółowych danych na temat ich aktualnego stanu. Musimy dowiedzieć się, z czym, jeśli chodzi o cyfryzację, młodzi Polacy mają największy problem, gdzie są luki i gdzie potrzebne są zmiany w kształceniu. Na te pytania spróbujemy odpowiedzieć dzięki naszemu testowi – podkreśla prezes Cyfrowej Polski Michał Kanownik. – IT Fitness Test 2022 Grupy Wyszehradzkiej to kolejny krok, który jako branża cyfrowa podejmujemy, by rozwijać społeczeństwo informacyjne w Polsce i regionie oraz umacniać ścisłą współpracę naszych państw. Narzędzie, które wkrótce oddamy w ręce polskiego szkolnictwa i wszystkich zainteresowanych obywateli to również element szerszego planu cyfryzacji edukacji w kraju. Polskie społeczeństwo potrzebuje pomocy w rozwijaniu kompetencji cyfrowych – dodaje Michał Kanownik.

Projekt współfinansowany jest przez rządy Czech, Polski, Słowacji i Węgier poprzez Granty Wyszehradzkie udzielane przez Międzynarodowy Fundusz Wyszehradzki. Misją Funduszu jest rozwój pomysłów wspierających zrównoważony rozwój w Europie Środkowej.

SpeedUp Energy Innovation inwestuje 2 mln EUR w niemiecki resonanz

SpeedUp Energy Innovation Fund, fundusz należący do SpeedUp Venture Capital Group, przewodzi rundzie inwestycyjnej spółki resonanz energy RE Gmbh, opiewającej na kwotę 2 mln EUR. Niemiecki resonanz opracowuje platformę do handlu energią na krótkoterminowych giełdach towarowych. Celem tej inwestycji jest dalszy rozwój silnika przetwarzania danych oraz opracowanie algorytmów predykcji cen i automatycznej realizacji zleceń w celu wdrożenia strategii handlowej na pełną skalę.

Działający na hurtowym rynku energii resonanz to firma założona w Berlinie pod koniec 2019 roku przez Alexa Reinholda, Gautama Kotiana i Davida Eckardta. Zespół stworzył system informatyczny integrujący i przetwarzający fundamentalne dane z różnych źródeł (takie jak prognozy pogody, produkcja i zużycie energii, przepustowość sieci itp.). Dane generowane w tym procesie zasilają modele predykcyjne, które następnie pomagają zająć odpowiednią pozycję na rynku w czasie rzeczywistym. Tym, co wyróżnia resonanz na tle innych firm zajmujących się obrotem energią, jest znacznie wyższy stopień automatyzacji oraz zdolność szybszego reagowania na zmieniające się warunki rynkowe. Obecni konkurenci w dużym stopniu polegają na umiejętnościach analitycznych swoich traderów. resonanz natomiast nie zatrudnia traderów, zamiast tego polega na oprogramowaniu i inżynierii danych. – Naszą przewagą jest fakt, że w pełni automatyzujemy proces obrotu energią. Nasze autorskie algorytmy automatycznie zajmują pozycję na rynku, co jest nie tylko znacznie tańsze, ale także bardziej wydajne, skalowalne i gwarantuje obiektywne decyzje. Algorytm analizuje więcej możliwych scenariuszy i eliminuje błąd ludzkimówi Alex Reinhold, CEO resonanz.

Zespół resonanz posiada szeroki zakres umiejętności technicznych i wywodzi się z rynku handlu reklamą online w czasie rzeczywistym (tzw real time ad bidding). Jest to obszar wysoce zautomatyzowany, gdzie kluczowe znaczenie ma szybkość przetwarzania danych. Ponadto firma współpracowała z liderami branży energetycznej, takimi jak Statkraft, MVV, Enercity czy Sunnic Lighthouse. Dotychczasowe doświadczenie oraz opracowana technologia pozwalają resonanz konkurować z najlepszymi firmami tradingowymi w Europie.

Nieunikniona zmienność produkcji energii ze źródeł odnawialnych

W ostatnich latach udział OZE w światowym miksie energetycznym systematycznie wzrasta. Przy obecnym tempie wzrostu zainstalowanej mocy słonecznej i wiatrowej, wynoszącym 15-20% rocznie, do 2035 r. paliwa kopalne utracą dominującą pozycję w miksie energetycznym na rzecz odnawialnych źródeł energii. Według brytyjskiego think tanku Carbon Tracker do 2050 roku paliwa kopalne zostaną całkowicie wyparte. Jednocześnie, generowanie energii z OZE charakteryzuje się dużą zmiennością, co sprawia, że ​​jej hurtowa sprzedaż jest coraz bardziej krótkoterminowa – produkcja mocno zbliża się do konsumpcji, a energia jest dostarczana w terminie od nawet kilkunastu minut do dwudziestu czterech godzin po zawarciu kontraktu. W przeszłości łatwiej było zaplanować produkcję i sprzedaż energii, ale uzależnienie OZE od pogody sprawia, że ​​rynek energii elektrycznej staje jednym z najbardziej niestabilnych rynków ostatniej dekady. – Dobrze funkcjonujące krótkoterminowe rynki energii elektrycznej mają kluczowe znaczenie dla przejścia z paliw kopalnych na bardziej zrównoważoną gospodarkę z dostawami energii opartymi na OZE. Automatyzacja, jaką oferują spółki klasy resonanz, ma szansę istotnie zwiększyć płynność na rynkach towarowych oraz pomóc w procesie ustalania i szacowania przyszłych cen (tzw price discovery). W związku z tym, dokonywanie transakcji staje się łatwiejsze dla uczestników rynku, którzy mają dodatkowo dostęp do wielu narzędzi zarządzania ryzykiem rynkowym mówi Maciej Lehmann, analityk inwestycyjny SpeedUp Energy Innovation.

Anomalie w kształtowaniu się cen energii elektrycznej będą coraz częstsze z uwagi na zmiany klimatyczne. Jako przykład, Lehmann wskazuje obecny kryzys energetycznych w Wielkiej Brytanii. Ceny rynku dnia następnego (podstawowy produkt krótkoterminowy) wzrosły dziesięciokrotnie w porównaniu do średniej z września 2020 roku i około czterokrotnie do cen z początku roku. Zawiódł wiatr, który był wyjątkowo słaby we wrześniu, a do tego naniosło się kilka innych zdarzeń losowych (awaria transgranicznych sieci przesyłowych, wyłączenie reaktorów nuklearnych i bardzo wysokie ceny gazu). Rekordowe ceny doprowadziły do niewypłacalności mniejszych retailerów energii, a także zamknięcia kilku większych fabryk. W takich sytuacjach dostęp do wielu płynnych produktów terminowych i ogólna efektywność rynku są kluczowe wyjaśnia Maciej Lehmann.

Niewydajność rynku

Obecnie poziom automatyzacji na giełdach energii jest stosunkowo niski, a większość spółek uczestniczących w obrocie wolno przechodzi cyfryzację. – Algotrading na rynkach energetycznych jest niedojrzały w porównaniu do znaczącej roli, jaką odgrywa na rynkach finansowych, gdzie 80%-90% wolumenu obrotu generowane jest przez boty. W końcu zdominuje on także rynki energetyczne, a wraz z jego dalszym rozwojem traderom, co oczywiste, będzie coraz trudniej konkurować z komputeramimówi Bartłomiej Gola, partner generalny SpeedUp Group i dodajeKrótkoterminowe giełdy energii, takie jak paneuropejski EPEX SPOT czy skandynawski Nordpool, rozwijały się w ostatnich latach dynamicznie ze względu na rosnące znaczenie OZE. Zależność produkcji OZE od pogody powoduje, że ceny energii są systematycznie bardzo zmienne. Oczekuje się, że rosnąca konsumpcja energii będzie dalej wzmacniała znaczenie handlu krótkoterminowego. Dziś giełdy energii elektrycznej charakteryzują się niskim poziomem automatyzacji obrotu. Podobnie jak na rynkach finansowych w latach 90-tych, gdzie traderów zastąpiły boty, rynek mocy zmieni się wraz z transformacją energetyczną. Potencjał krótkoterminowego handlu energią już przyciągnął GoldmanSachs. W lipcu br. spółka stała się jedną z pierwszych instytucji finansowych, które obecne są na energetycznych giełdach krótkoterminowych, inwestując w duńskie InCommodities.

Savills uruchamia Workthere w Polsce

Międzynarodowa firma doradcza Savills uruchomiła polską wersję platformy internetowej Workthere (workthere.pl). Umożliwia ona wyszukanie dostępnych w Polsce elastycznych powierzchni biurowych oraz oferuje profesjonalną pomoc w wynajęciu optymalnej przestrzeni do pracy.

Workthere powstał w 2017 roku w Wielkiej Brytanii, w odpowiedzi na dynamiczny rozwój rynku biur serwisowanych i coworków. Obecnie działa w skali globalnej jest dostępny w Anglii, Irlandii, Francji, Hiszpanii, Niemczech, Holandii, Stanach Zjednoczonych, Singapurze, Indiach i Wietnamie. Polska tym samym jest już jedenastym krajem, w którym debiutuje usługa.

Na czele Workthere w Polsce stać będzie Jarosław Pilch, który pełni równolegle rolę dyrektora działu powierzchni biurowych, reprezentacja najemcy w Savills. W jego obowiązkach wspierać go będzie Aleksandra Barlik, konsultantka Workthere odpowiedzialna za biura elastyczne.

W Polsce Workthere obejmuje ponad 100 lokalizacji w największych miastach na terenie całego kraju, z możliwością ich szybkiego i prostego porównania. Firmy i klienci indywidualni zainteresowani wynajęciem powierzchni elastycznej mogą również liczyć na wsparcie doświadczonych ekspertów rynku nieruchomości, którzy bezpłatnie pomogą dobrać odpowiednie dla danej działalności biznesowej biuro oraz wynegocjować najkorzystniejsze warunki najmu.

„Workthere to kolejny naturalny krok Savills w kierunku nowych technologii. W dniu premiery pokrywamy około 80% rynku, współpracując z większością największych operatorów powierzchni elastycznych w Polsce. Workthere nie jest tablicą ogłoszeniową, na której można wykupić wyróżnienie jakiejkolwiek oferty, ale profesjonalną i przyjazną użytkownikom bazą nieruchomości, wspartą naszym doradztwem. Obserwuję rynek elastycznych powierzchni biurowych w Polsce od ponad 20 lat, aktywnie przez ten czas uczestnicząc w jego rozwoju i niezmiernie cieszę się, że mogę teraz wdrożyć narzędzie, którego tak brakowało na naszym rynku” – mówi Jarosław Pilch, dyrektor działu powierzchni biurowych, reprezentacja najemcy w Savills, który stoi również na czele Workthere w Polsce.

Zgodnie z danymi Savills, w Polsce dostępnych jest już około 287 000 m kw. powierzchni elastycznej zlokalizowanej w nowoczesnych budynkach biurowych. Najbardziej dynamiczny rozwój tego sektora przypadł na lata 2016-2019, kiedy podaż zwiększyła się o ponad 55%. Oferta największych operatorów elastycznych biur jest zróżnicowana, a ceny za pojedyncze stanowiska pracy wahają się od 370 do ponad 2000 zł miesięcznie. Ich użytkownicy mogą liczyć na szereg usług dodatkowych, m.in. profesjonalną recepcję, dostęp do Internetu i sprzętu biurowego, a niekiedy nawet baristę.

„Pandemia przyśpieszyła pęd w kierunku elastyczności na rynku nieruchomości biurowych. Mniejsze przedsiębiorstwa, startupy i freelancerzy coraz częściej doceniają komfort korzystania z przestrzeni elastycznych. Trend dążenia do elastyczności sprawia również, że wiele dużych firm, z realną perspektywą przyrostu zatrudnienia, stara się obecnie unikać wynajmowania powierzchni większej, niż ich aktualne potrzeby. W przypadku ekspansji chcą móc korzystać z biur elastycznych, co traktują nie tylko jako alternatywne rozwiązanie w ramach swojego portfela nieruchomości, ale i dodatkowy wybór dla samych pracowników, zapewniający im różne miejsca, z których mogą pracować” – Cal Lee, dyrektor platformy Workthere na świecie.

Elastyczne biura, oprócz pojedynczych stanowisk pracy, umożliwiają również wynajęcie większych powierzchni na dłuższy okres. Jak podaje Workthere, coraz częściej korzystają z tego największe korporacje. Największa transakcja zrealizowana do tej pory za pośrednictwem Workthere obejmowała blisko 1000 stanowisk pracy.

„Jedną z największych zalet platformy Workthere jest to, że dzięki niej możesz szybko znaleźć miejsce do pracy w Twojej najbliższej okolicy. My pomożemy Ci upewnić się, że będzie ono odpowiadać Twojemu stylowi pracy oraz przeprowadzimy Cię przez wszystkie formalności. Chodzisz do pracy w garniturze i potrzebujesz reprezentacyjnego gabinetu? A może wolisz pracować w mniej formalnym otoczeniu kreatywnych ludzi? Szeroka oferta biur serwisowanych pozwoli Ci dobrać miejsce, w którym będziesz czuł się komfortowo. Z nami dokonasz najlepszych wyborów” – mówi Aleksandra Barlik, konsultant ds. powierzchni elastycznych, Workthere.

Trwałość inflacji będzie zależeć od tempa wzrostu płac

Dynamiczny wzrost wskaźników inflacyjnych w USA zwiększyło ryzyko, że wyższe ceny zostaną na dłużej. Głównym czynnikiem, od którego będzie to zależeć jest wysokość płac. W ostatnim czasie widać, że wykazują one silniejszy wzrost. Ryzyko spirali płacowo-cenowej stale rośnie.

Wrześniowy CPI w Stanach Zjednoczonych wypadł na poziomie 5,4 proc. Był to już czwarty miesiąc z rzędu, kiedy dynamika wzrostu cen utrzymywała się powyżej 5 proc. Prognozy pokazują, że do końca roku wysokie poziomy raczej się utrzymają. Trwałość inflacji w przyszłym roku będzie w dużej mierze zależeć od tego czy wzrost płac znacznie przyspieszy. Jeśli by się tak stało, spirala płacowo – cenowa zaczęłaby się napędzać, a to przekładało by się na inflację.

Najbardziej popularną miarą zarobków jest średnia stawka godzinowa, która jest podawana w ramach miesięcznego raportu z rynku pracy w USA. Przez wiele lat zarobki rosły dość stabilnie i umiarkowanie. Roczna stopa wzrostu znajdowała się w okolicach 2,3 proc. (dla stanowisk nie wymagających nadzoru). Początek pandemii spowodował, że płace dynamicznie wzrosły. Było to spowodowane tym, że pracownicy o niskim wynagrodzeniu stracili pracę. To spowodowało, że średnia podniosła się znacznie. Potem nastąpiło ożywienie gospodarcze, które przyniosło normalizację zarobków. Aktualnie jednak widać, że płace coraz bardziej oddalają się od trendu sprzed kryzysu.

Można zaobserwować, że w ostatnich kilku miesiącach dynamiczne zmiany nastąpiły w obszarze niskich wynagrodzeń. W rekreacji i hotelarstwie wzrosły one o 9,5 proc. przez ostatnie pół roku. W sektorze produkcji (gdzie płace są średnio dwukrotnie wyższe) dynamik zmian jest zdecydowanie mniejsza. Dzieje się tak dlatego, że hotelarstwo zostało mocno dotknięte przez COVID-19. Wiele miejsc pracy zostało zlikwidowane na początku pandemii. Teraz hotelarze mają problem z ponownym obsadzeniem tych stanowisk. Dlatego też proponują wyższe stawki, aby oferty były bardziej atrakcyjne.

Warto spojrzeć na wskaźnik dynamiki wynagrodzeń publikowany przez Fed z Atlanty. Pokazuje on medianę wzrostu płac. Jest on lepiej dostosowany do zmian strukturalnych na rynku pracy. Wskaźnik mierzy jak płace konkretnych pracowników zmieniły się w ciągu ostatnich 12 miesięcy. W tym wypadku efekty struktury nie maja znaczenia. Widać, że ostatnie wzrosty pokazują najsilniejszą presję płacową od 2008 roku. Inną miarą, na którą warto zwracać uwagę jest ECI – wskaźnik kosztów zatrudnienia. Jest on jednak trochę opóźniony. Zostanie opublikowany dopiero 29 października (dane za III kwartał). W II kwartale widać było wzrost ECI o 0,7 proc. w porównaniu do okresu styczeń-marzec 2021. To wynik podobny do tego sprzed pandemii. Jednak należy wziąć pod uwagę fakt, że w I kwartale tego roku ECI było zawyżone przez efekty specjalne, tj. wysokie premie w sektorze finansowym. Gdyby nie one, wówczas wzrost w II kwartale byłby zdecydowanie wyższy.

Szybkie ożywienie gospodarcze powoduje, że wzrasta popyt na pracę. W lipcu wolnych miejsc zatrudnienia było ponad 11 mln co oznacza, że było to o ok. 5 mln więcej niż w szczytowym momencie ostatniego cyklu koniunkturalnego (przed wybuchem pandemii). Bawiąc się dalej liczbami wynika, że na każdą osobę bezrobotną przypada 1,2 wakatu.
Napięcia na rynku pracy prawdopodobnie utrzymają się przez pewien czas i będą wywierać presję na wzrost wynagrodzeń w średnim terminie. To pośrednio przełoży się na inflację. Być może wytchnienie da spadek cen niektórych towarów w USA (jak np. używanych samochodów). Z pewnością sytuację poprawią znikające z czasem wąskie gardła w gospodarce, ale w długim terminie presja płacowo-cenowa będzie postępować. Dane o wynagrodzeniach i (możliwe) wynikające z nich konsekwencje są w kontrze do ostatnich szacunków ekonomistów Fed, którzy zakładają spadek inflacji w przyszłym roku poniżej 2 proc.

Łukasz Zembk
DM TMS Brokers

Wrzesień kolejnym miesiącem stabilizacji odwiedzalności w centrach handlowych

  • We wrześniu 2021 roku odwiedzalność centrów handlowych osiągnęła 109 proc. w porównaniu z analogicznym miesiącem w 2020 roku.
  • Średnie wyniki odwiedzalności w centrach w porównaniu z rokiem 2019 wyniosły 92 proc.
  • W zachodniej Polsce footfall był wyższy niż przed pandemią. W regionie południowo-zachodnim odwiedzalność za wrzesień była wyższa o 29 proc., w stosunku do 2019 roku, a w północno-zachodnim o 3 proc.

Dane dotyczące odwiedzalności centrów handlowych w Polsce są zbierane nieprzerwalnie od 2008 roku przez firmę doradczą PwC na zlecenie Polskiej Rady Centrów Handlowych. Obecnie materiał porównawczy pochodzi ze 109 obiektów handlowych o łącznej powierzchni powyżej 4 mln mkw. GLA, stanowiącej ponad 34 proc. rynku centrów handlowych w Polsce.

Średnia odwiedzalność we wrześniu 2021 roku wyniosła 109 proc. wartości z analogicznego miesiąca ubiegłego roku oraz 92 proc. w porównaniu do września 2019 roku.

– Dane na temat odwiedzalności centrów handlowych pozwalają z ostrożnym optymizmem patrzeć na końcówkę roku, gdyż potwierdzają, że handel stacjonarny z miesiąca na miesiąc zbliża się do poziomów sprzed pandemii, a klienci wracają do swoich starych przyzwyczajeń zakupowych. Potrzebny jest nam teraz okres nieprzerywanych lockdownami operacji oraz stabilnej sytuacji epidemicznej, aby wzmocnić cały sektor handlowy i jego wyniki. Branża centrów handlowych – najemcy i wynajmujący – solidarnie wkładają bardzo wiele wysiłku oraz inwestują miliony złotych w zapewnienie wysokiego poziomu bezpieczeństwa sanitarnego obiektów handlowych oraz nieustannie edukują klientów w temacie bezpieczeństwa podczas zakupów i odpowiedzialności społecznej w czasie epidemii. Robimy wszystko, aby zapobiec kolejnym lockdownom, które są bardzo dotkliwe dla naszej branży i zapewnić możliwość korzystania z pełnej oferty obiektów handlowych. Aktywnie promujemy szczepienia oraz stosowanie zasad DDM – dystans, dezynfekcja, maseczka – mówi Krzysztof Poznański, dyrektor zarządzający PRCH.

Najwyższe wskaźniki odwiedzalności w zachodniej Polsce

Wśród najczęściej odwiedzanych we wrześniu centrów handlowych znajdują się obiekty z regionów południowo-zachodniego i północno-zachodniego, którym udało się przekroczyć poziom odwiedzalności z 2019 roku (odpowiednio o 29 proc. i 3 proc.).

Duże centra handlowe chętnie odwiedzane

Biorąc pod uwagę wielkość obiektów handlowych, najlepszy rezultat w badanym miesiącu osiągnęły centra duże (o powierzchni między 40 a 60 tys. mkw.). Ich odwiedzalność przekroczyła o  3 proc. wynik z 2019 roku. W obiektach średnich (20 – 40 tys. mkw.) i bardzo dużych (powyżej 60 tys. mkw.) footfall wyniósł ponad 92 proc. poziomu z roku 2019. Obiekty małe i bardzo małe (5 – 20 tys. mkw.) osiągnęły wynik 81 proc. w stosunku do ostatniego roku sprzed pandemii.

Najwyższy footfall we wrześniu zanotowano w sobotę 18 września. W ciągu jednego dnia średnio każdą galerię handlową odwiedziło wtedy prawie 17 tysięcy osób, co daje wynik wyższy o 13,5 proc. niż w analogicznym dniu – trzeciej sobocie września 2020 roku. Podobnie, jak w dwóch poprzednich latach, we wrześniu nie było niedzieli handlowej.

Saule coraz bliżej wejścia na NewConnect

Saule S.A., spółka specjalizująca się w produkcji ogniw perowskitowych, przyspiesza wejście na ASO NewConnect.

Spółka Saule, wraz z jej akcjonariuszami oraz głównym akcjonariuszem – Columbus Elite Global S.A. (wcześniej Blumerang Investors S.A.), podpisała dziś umowę inwestycyjną określającą warunki nabycia akcji Saule przez Columbus Elite Global (CEG). Dzięki temu Spółka wejdzie w strukturę grupy kapitałowej CEG, notowanej na rynku NewConnect. Akcjonariuszom Saule, w zamian za przeniesienie prawa własności akcji na Columbus Elite Global, zostaną przyznane akcje w podwyższonym kapitale zakładowym CEG.

Cieszę się, że Saule nie tylko dynamicznie rozwija produkcję i komercjalizację ogniw perowskitowych, ale także, że mogliśmy zrobić dzisiaj kolejny formalny krok w stronę notowania Saule na NewConnect. Jestem przekonany, że Saule ze swoim innowacyjnym na skalę światową produktem będzie prawdziwą perełką tego rynkukomentuje January Ciszewski, inwestor, Prezes JR Holding ASI S.A.

Wiemy, jak wiele korzyści nasza firma może zyskać dzięki obecności na giełdzie – twierdzi Olga Malinkiewicz, Co-Founder&CTO Saule S.A. – Jesteśmy w doskonałym momencie rozwoju Saule, nasze ogniwa perowskitowe weszły już w fazę komercjalizacji i jesteśmy gotowi, aby zwiększyć skalę naszej działalności. Chcemy budować fabryki o znacznie wyższych zdolnościach produkcyjnych na całym świecie. Obecność na rynku kapitałowym z pewnością wzmocni naszą transparentność i wiarygodność w oczach potencjalnych inwestorów, a tym samym umożliwi pozyskanie środków na realizację naszych ambitnych planów.

Warto podkreślić, że zainteresowanie perowskitowymi urządzeniami fotowoltaicznymi dynamicznie rośnie. Ogniwa firmy Saule mogą służyć za znakomite źródła energii dla sektorów IoT, BIPV, BAPV,    e-mobility i wielu innych. Jednym z przykładów komercjalizacji jest rozwiązanie wprowadzane na skalę komercyjną przez firmę Skanska. Obejmuje ono pokrywanie fasad budynków biurowych w Polsce, na wybranych rynkach europejskich, ameryki północnej (Stany Zjednoczone i Kanadzie) ogniwami słonecznymi (przeziernymi lub nieprzeziernymi) na bazie perowskitów dostarczanych przez Saule.

Marcowa nowelizacja ustawy AML wchodzi w życie już 31 października tego roku

Marcowa nowelizacja ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu (Ustawa AML) przeszła zaskakująco niezauważona. Niedobrze, ponieważ zmiana przepisów wchodzi w życie już 31 października tego roku.

Nowelizacja ustawy AML obejmuje regulacją dwa rodzaje działalności gospodarczej. Chodzi o tzw. działalność na rzecz spółek i trustów oraz działalność w zakresie walut wirtualnych. Podmioty objęte regulacją będą musiały legitymować się określonymi kompetencjami oraz zarejestrować w oficjalnych rejestrach.

Działalność na rzecz spółek lub trustów

Przyjrzyjmy się nowelizacji ustawy dotyczącej działalności na rzecz spółek i trustów, która to odnosi się do szerokiego katalogu usług obejmujących tworzenie spółek oraz pełnienie funkcji w zarządzie lub zapewnienie jego obsady. Jako działalność na rzecz spółek lub trustów traktowane jest także zapewnianie siedziby bądź adresu korespondencyjnego (tzw. wirtualne biura), zapewnianie powiernictwa, czy wykonywanie w cudzym imieniu praw z akcji.

Podmioty prowadzące działalność na rzecz spółek i trustów objęte są szeregiem obowiązków. Przede wszystkim muszą uzyskać wpis w rejestrze prowadzonym przez ministra ds. finansów publicznych. Z kolei osoby fizyczne, które faktycznie taką działalność realizują muszą legitymować się niekaralnością za szereg kategorii przestępstw wymienionych w Ustawie AML.

Takie osoby powinny także posiadać odpowiednią wiedzę lub doświadczenie. Reprezentant musi uwiarygodnić swoje kompetencje ukończeniem szkolenia lub kursu obejmującego prawne bądź praktyczne zagadnienia związane z działalnością na rzecz spółek lub trustów. Ewentualnie możliwe będzie przedstawienie dokumentów potwierdzających faktyczne wykonywanie tego typu działalności przez okres co najmniej roku.

Spod obowiązków regulacyjnych zwolnieni zostali radcy prawni, adwokaci oraz spółki, w których funkcjonują. Osoby te podlegają już bowiem własnym regulacjom i rejestrom prowadzonym przez samorządy zawodowe.

Czy każdy członek zarządu musi się zarejestrować?

Szczególne wątpliwości budzi fakt, że wśród działalności na rzecz spółek i trustów figuruje pozycja: „pełnienie funkcji członka zarządu”. Czy to oznacza, że każdy członek zarządu powinien się zarejestrować?

Wydaje się, że taka interpretacja byłaby stanowczo zbyt daleko idąca. Ustawa AML nakłada bowiem obowiązki na przedsiębiorców wykonujących działalność gospodarczej. Natomiast spójna linia orzecznictwa Sądu Najwyższego nie chce uznać pełnienia funkcji w zarządzie jako formy prowadzenia działalności gospodarczej. Jeżeli chcemy utrzymać jednolitość systemową to powinniśmy przyjąć, że pełnienie funkcji w zarządzie nie stanowi działalności gospodarczej. W efekcie członkowie zarządu nie stają się z tego tytułu przedsiębiorcami, a przez to nie podlegają pod nowe przepisy AML. Z drugiej strony oznaczałoby to, że nowa ustawa jest przynajmniej częściowo bezprzedmiotowa. Na pewno taka niejasność prawna nie sprzyja pewności obrotu

Od kiedy nowe obowiązki?

Ustawa wchodzi w życie 31 października br. Zgodnie jednak z przepisami przejściowymi Przedsiębiorcy, którzy w dniu wejścia w życie przepisów, wykonują działalność, która nie wymagała przed dniem wejścia w życie uzyskania wpisu do rejestru, są obowiązani dostosować swoją działalność do nowych wymogów w terminie 6 miesięcy od dnia ich wejścia w życie. W efekcie czas na dostosowanie się upływa 30 kwietnia 2022 r.

Autor: adwokat Bartosz Olszewski, specjalista w zakresie restrukturyzacji i reorganizacji spółek oraz grup kapitałowych Ślązak, Zapiór i Partnerzy – Kancelaria Adwokatów i Radców Prawnych, jedna z największych kancelarii działających na rynku południowej Polski. Świadczy kompleksowe usługi doradcze we wszystkich dziedzinach prawa związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej.

Pierwszy raz od niepamiętnych czasów los światowej gospodarki może tak dalece zależeć od pogody

Polityka banków centralnych wygenerowała wysoką inflację. Zbyt łatwo drukowano pieniądze. Istnieje ryzyko, że w Polsce w przyszłym roku inflacja nie będzie spadać, utrzyma się powyżej 6 proc.

Czy wysoki wzrost inflacji jest nieunikniony ze względu na światowy kryzys energetyczny?

– Problem wywołany został przez podwyższony interwencjonizm państwowy i ma miejsce w bardzo niedobrym momencie ponieważ dzieje się to w okresie podwyższonej inflacji – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Popyt, który został wywołany populistycznym interwencjonizmem w okresie pandemii nie jest zaspakajany przez produkcję.

Już przed wzrostami cen surowców energetycznych wiedzieliśmy, że interwencjonizm związany z drukowaniem pieniędzy nie skończy się silnym wzrostem gospodarczym, a zostanie podzielony pomiędzy wzrost i inflację. Kryzys energetyczny spowoduje, że jeszcze więcej tej stymulacji pójdzie w ceny.

Nasila się ryzyko związane z przegrzaniem gospodarki, ponieważ politycy lubią rozdawać pieniądze.

– Politycy byli zachęcani przez banki centralne do wydawania pieniędzy – komentuje ekspert. – I politycy uznali, że mogą wydawać ile zechcą.

Wzrost cen surowców energetycznych będzie wywoływał większe koszty dla przemysłu i dla gospodarstw domowych, w tej sytuacji nasilą się oczekiwani płacowe, a więc już wysoka inflacja będzie jeszcze wyższa.

Istotne okaże się jaka będzie tegoroczna zima, jeżeli mroźna to wzrost cen gazu i prądu nasili się, możliwe więc, że banki centralne będą powstrzymywać się z większym wzrostem stóp procentowych do czasu, gdy zakończenie zimy będzie bliskie.

– Pierwszy raz od niepamiętnych czasów los światowej gospodarki może tak dalece zależeć od pogody – dodaje P.Kwiecień. – Inflacja w Polsce powyżej 6 proc. jest nieunikniona, teraz istotne jest pytanie czy są szanse, że będzie spadać w przyszłym roku.

Filmy reklamowe, a wizerunek marki – zobacz, co możesz zyskać

Wizerunek marki to dzisiaj znacznie więcej niż rozpoznawalność na rynku i wyróżnianie się na tle konkurencji. Spot reklamowy w TV czy animowana wizytówka mogą sprawić, że odbiorcy od razu pokochają markę lub nabiorą do niej dystansu – taka jest dzisiaj moc, drzemiąca w produkcji filmów promocyjnych.

Każdy dobrze zorientowany na rynku biznesmen wie, że zaangażowanie profesjonalnego studia filmowego do budowania pozytywnego wizerunku to absolutna konieczność. Jak w takim razie dobrze wykorzystać format wideo do tworzenia PR-u?

Film promocyjny firmy musi nawiązywać do strategii

Każda firma, która ma zamiar wejść na rynek i podbić serca przedstawicieli grupy docelowej, musi kierować się jakąś myślą przewodnią, ideą czy koncepcją, która pociągnie za sobą innych. Taka strategia marketingowa musi być spójna na wielu poziomach i przejawiać się również w filmikach reklamowych – w przeciwnym wypadku nie będzie wiarygodna. Najlepiej, aby produkcja filmów reklamowych była obmyślona jeszcze przed wejściem marki na rynek – dzięki temu jej obraz jest spójny i jednoznaczny od samego początku, w każdym kanale dotarcia.

Takie działania znacznie ułatwiają klientom klasyfikację firmy oraz produktów i umiejscowienie ich po „swojej” stronie lub po „przeciwnej”. Im ciekawszy i bardziej kreatywny pomysł na film promocyjny dla firmy, im bardziej zapadnie w pamięć, tym lepiej. Trzeba jednak wykazać się dużą dozą ostrożności, ponieważ granica między dobrym smakiem a „smaczkiem” jest bardzo cienka i nieodpowiednie studio filmowe może przyczynić się do klęski. Starając się wypromować nową markę, zawsze warto stawiać na doświadczenie w branży oraz nieocenioną, fachową pomoc – jaką można znaleźć w studiu filmowym MFA Film Studio.

Profesjonalna produkcja filmów reklamowych: https://www.mfa-film.pl/produkcja-filmow-reklamowych/

reklama2

Filmy reklamowe produktu – jakie powinny być, aby przyciągać uwagę?

Dobrze skrojone filmy reklamowe dla firm powinny opierać się – jak i wszystkie pozostałe działania marketingowe – na badaniach rynku, statystykach, ale też badaniach psychologicznych oraz socjologicznych (zwłaszcza w obrębie głównego targetu). Dopiero w efekcie takich badań najlepiej widać, w jaką stronę tworzenie filmów reklamowych powinno się skierować, aby osiągnąć zamierzony cel – wzbudzić zainteresowanie odbiorców. Wiele wskazuje na to, że dzisiaj doskonale przyjmują się animowane filmy reklamowe, zabawne, wzruszające, odwołujące się do podstawowych potrzeb i emocji każdego człowieka.

Właśnie produkcja takich filmów promocyjnych przebija się dzisiaj do mainstreamu – zachwycających, a nawet wyciskających łzę z oka. Tak przygotowane filmy przekładają się też bezpośrednio nie tylko na trudno mierzalny wizerunek, ale w dłuższej perspektywie też na całkiem wymierne korzyści dla inwestora.

Jak korzyści daje film promocyjny firmy?

Na pierwszy rzut oka każdy film promocyjny firmy to spora inwestycja, szczególnie na początku drogi do sukcesu. Tworzenie filmów promocyjnych to jednak nieodzowny element nowoczesnego marketingu, który musi być idealnie dobrany i dopasowany do produktu oraz samej marki. Korzyści z takiego podejścia są zauważalne nawet w krótkim horyzoncie czasowym.

Filmiki reklamowe po kilkukrotnej emisji w telewizji czy w Internecie są automatycznie kojarzone z jedną marką i mają bezpośredni wpływ na jej postrzeganie i sympatię. Z kolei sympatia uzyskana w ten sposób jest często jednym z głównych motorów napędowych sprzedaży. Im lepiej przygotowana jest produkcja filmów promocyjnych samej marki czy filmy reklamowe produktu, tym szybciej wzrasta popyt na dany produkt czy usługę.

reklama3

Film promocyjny – cennik zawsze do negocjacji

Siadając do przygotowania zarówno samego pomysłu filmu promocyjnego, jego produkcji, jak i sposobu realizacji, trzeba liczyć się z kosztami – w każdym przypadku to rodzaj inwestycji w przyszłość firmy, której cena jest uzależniona od kilku czynników. Jeśli w grę wchodzą filmy reklamowe wspomnianego wyżej studia MFA, oferta jest bogata, szeroka i dopasowana do różnorodnych potrzeb klientów, wśród których mogą znaleźć się korporacje, kameralne, kilkuosobowe przedsiębiorstwa, ale też gwiazdy z czerwonego dywanu, prosto ze sceny muzycznej, czy artyści wszelkiego innego pokroju. Niezależnie od tego, studio MFA Filming Studio stara się dopasować scenariusz i sposób realizacji do zakładanego budżetu – dlatego w przypadku filmów promocyjnych cennik zawsze jest ruchomy.

Realizacja filmów reklamowych krok po kroku

Budzącym najwięcej emocji i jednocześnie najbardziej euforycznym momentem w realizacji filmów reklamowych jest zawsze chwila, w której plan zamienia się w działanie. W pełni profesjonalne studio produkcyjne, z wieloletnim doświadczeniem w branży, posługuje się w tworzeniu filmów reklamowych nie tylko najlepszych sprzętem, ale i wszystkimi dostępnymi technologiami.

Wśród nich na uwagę zasługuje przede wszystkim system Green Screen oraz Motion Capture, dzięki któremu jesteśmy w stanie przygotować mini-produkcje niemal tak dobre, jak te spod ręki samego Petera Jacksona. W MFA Filming Studio odpowiedniej jakości sprzęt uzupełnia kreatywne podejście, co umożliwia tworzenia najlepszych materiałów reklamowych.

Wysokie ceny odstraszają Polaków od centrów handlowych. Szukają tańszych zakupów w sieci

Po ponownym otwarciu centrów handlowych ponad połowa Polaków zauważyła wzrost cen produktów – wynika z autorskiego raportu Cushman & Wakefield pt. „Rynek powierzchni handlowych – powrót optymizmu?”. Co więcej, negatywne zjawiska w centrach handlowych zachęcają konsumentów do zakupów online.

Podczas pierwszych wizyt w obiektach handlowych, po ich ponownym otwarciu, uwagę klientów zwróciły negatywne zjawiska, a w szczególności znaczny wzrost cen, który zauważyło 55% badanych, zamknięcie niektórych sklepów (26%) oraz brak promocji (25%). Znaczna część badanych (ok. 20%) odnotowała też ograniczenia w ofercie swoich ulubionych marek, braki w rozmiarówkach, a także mniejszą liczbę personelu, co często negatywnie wpływało na odbieraną przez klienta jakość obsługi w sklepie.wzrost cen

Zmiany zaobserwowane w centrach i parkach handlowych są elementem, który zachęca blisko 1/3 klientów do dokonywania zakupów online. Dla niewiele mniejszej grupy badanych (29%) nie stanowi to powodu do częstszego kupowania on-line. Pozostałe 37% respondentów wciąż się waha i to tej grupy klientów może dotyczyć największe ryzyko przejścia do e-commerce, jeśli ich doświadczenia w handlu stacjonarnym nie będą pozytywne – mówi Małgorzata Dziubińska, Associate Director, Consulting & Research, Cushman & Wakefield.

W czasach, kiedy klient jest coraz bardziej świadomy tego, czego oczekuje, po co idzie do obiektu handlowego, bardzo istotne jest zadbanie o to, aby jego potrzeby zostały już na miejscu zaspokojone. Nadszedł czas, w którym to nie tylko wynajmujący są odpowiedzialni za dbanie o klienta. Są to przede wszystkim najemcy. Covidowy kryzys pokazał, że elastyczne podejście i płynne dostosowywanie strategii sprzedażowych do zmieniających się warunków, pozwalają na zaspokajanie potrzeb konsumentów na niezmiennie wysokim poziomie – mówi Paulina Bauer, Associate, Head of Retail Asset Services Poland, Cushman & Wakefield.

Badanie konsumenckie zostało przeprowadzone na zlecenie Cushman & Wakefield przez Inquiry na reprezentatywnej próbie (N=1003) metodą CAWI (Computer-Assisted Web Interview) w czerwcu 2021 r.

Ford zainwestuje 230 mln funtów w pierwszą wytwórnię komponentów do pojazdów elektrycznych w Europie

  • Fabryka skrzyń biegów Forda w Halewood w Merseyside zostanie przekształcona w zakład produkujący elektryczne jednostki napędowe dla przyszłych w pełni elektrycznych pojazdów osobowych i użytkowych Forda, sprzedawanych w Europie.
  • Halewood – pierwszy europejski zakład montażu komponentów do pojazdów elektrycznych Forda rozpocznie produkcję w 2024 r.
  • Inwestycja w przekształcenie zakładu o wartości 230 milionów funtów zabezpieczy miejsca pracy w zakładach Forda w Halewood.
  • Restrukturyzacja Hellwood jest krokiem w kierunku realizacji zobowiązania Forda, zgodnie z którym do 2030 r. pełna gama samochodów osobowych Forda w Europie będzie korzystać z napędów w pełni elektrycznych, a dwie trzecie sprzedawanych pojazdów użytkowych będzie mogło poruszać się z zerową emisją spalin, jako pojazdy w pełni elektryczne lub hybrydowe typu plug-in.

Ford ogłosił, przypominając zaangażowanie firmy w proces elektryfikacji transportu w Europie, że zamierza zainwestować nawet 230 milionów funtów w zakład montażu skrzyń biegów w Halewood, który zostanie przekształcony w fabrykę elektrycznych jednostek napędowych dla przyszłych modeli Forda.

Produkcja elektrycznych jednostek napędowych w Halewood ma się rozpocząć w połowie 2024 roku. Zdolność produkcyjna ma wynosić około 250 000 komponentów rocznie. Inwestycja, która jest uwarunkowana wsparciem rządu brytyjskiego w ramach funduszu Automotive Transformation Fund, pomoże utrzymać miejsca pracy Forda w Halewood.

– To ważny krok, oznaczający pierwszą własną inwestycję marki Ford w produkcję komponentów do pojazdów elektrycznych w Europie. Wzmacnia to naszą szansę na realizację planu, zgodnie z którym do 2030 r. pełna gama samochodów osobowych Forda w Europie będzie korzystać z napędów w pełni elektrycznych, a dwie trzecie sprzedawanych pojazdów użytkowych będzie mogło poruszać się z zerową emisją spalin, jako pojazdy w pełni elektryczne lub hybrydowe typu plug-in – powiedział Stuart Rowley prezes Ford of Europe.

– Chcemy również podziękować rządowi Wielkiej Brytanii za wsparcie naszej ważnej inwestycji w Halewood, która potwierdza nieustanne zaangażowanie biznesowe Forda w Wielkiej Brytanii oraz naszą pozycję – jednej z najważniejszych firm, inwestujących w przemysł samochodowy i bazę technologiczną tego kraju – dodał Stuart Rowley.

Sekretarz rządu brytyjskiego ds. przemysłu, członek Parlamentu, Pan Kwasi Kwarteng, powiedział: – Decyzja Forda o otworzeniu pierwszej montowni komponentów do pojazdów elektrycznych w Europie, w zakładzie w Halewood, jest kolejnym dowodem na to, że Wielka Brytania pozostaje jedną z najlepszych lokalizacji na świecie dla firm dążących do wysokiej jakości produkcji motoryzacyjnej. W konkurencyjnym, globalnym wyścigu o zapewnienie produkcji pojazdów elektrycznych, naszym priorytetem jest zadbanie o to, by mogła z niej czerpać korzyści Wielka Brytania.

– Dzisiejsza zapowiedź, poparta finansowaniem rządu, jest wyrazem wiary w przyszłą kondycję ekonomiczną Wielkiej Brytanii i łączenie jej z planami zwiększenia produkcji pojazdów elektrycznych. Zabezpieczy ona w przyszłości chlubne dziedzictwo przemysłowe Halewood i zapewni wysoko wykwalifikowane, dobrze płatne miejsca pracy w całym regionie North West na długie lata – dodał Kwasi Kwarteng.

Napęd przyszłości Halewood

Jednostka napędowa jest kompletnym zespołem elektrycznym, który zastępuje silnik i skrzynię biegów, stosowane w konwencjonalnym pojeździe z silnikiem benzynowym lub wysokoprężnym.

O wyborze wytwarzającego skrzynie biegów zakładu Forda w Halewood jako dostawcy elektrycznych jednostek napędowych zadecydowały doskonałe wyniki w zakresie jakości, konkurencyjności oraz wielkie zasoby umiejętności i zaangażowania pracowników.

– Jesteśmy szczęśliwi, że firma zdecydowała się na tę ważną inwestycję, która pomoże utrzymać w przyszłości miejsca pracy w zakładach Forda w Halewood. Decyzja jest dowodem uznania dla doświadczenia, zaangażowania i konkurencyjności naszych doskonałych pracowników i powodem do dumy dla wszystkich zatrudnionych w Halewood Transmission Plant oraz dla całej lokalnej społeczności – powiedział Kevin Pearson, przewodniczący związków zawodowych zakładu w Halewood.

Halewood wytwarza obecnie skrzynie biegów do wielu modeli osobowych i użytkowych Forda, z przeznaczeniem całej produkcji na eksport. Przed całkowitym przejęciem przez Forda na początku tego roku, Halewood było przez ponad 20 lat częścią Getrag Ford Transmissions, zajmującej się produkcją przekładni spółki joint venture, należącej do Forda i Magna.

Ford jest jednym z największych eksporterów w Wielkiej Brytanii. Silniki i skrzynie biegów produkowane są na eksport do ponad 15 krajów na sześciu kontynentach, a sprzedaż zagraniczna Forda generuje około 2,5 miliarda funtów rocznie.

Ford stawia na elektryfikację w Europie

Dzisiejsza wiadomość jest następstwem szeregu ważnych zapowiedzi dotyczących elektryfikacji w Europie, które Ford ogłosił w tym roku.

Głównym impulsem dla Forda w kierunku całkowicie elektrycznej przyszłości jest nowa inwestycja o wartości 1 miliarda dolarów, mająca na celu modernizację montowni pojazdów w Kolonii w Niemczech, jednego z największych ośrodków produkcyjnych w Europie i siedziby Ford of Europe.

Inwestycja ta przekształca istniejące zakłady montażu pojazdów w Centrum Elektryfikacji Ford Cologne Electrification Center, ukierunkowane na produkcję pojazdów elektrycznych. Będzie to pierwszy taki zakład Forda w Europie. Pierwszy europejski, seryjny, w pełni elektryczny samochód osobowy Forda zjedzie z linii produkcyjnej zakładu w Kolonii w 2023 roku

Ford ogłosił również na początku tego roku, że następnym krokiem po rozpoczęciu w roku 2022 produkcji elektrycznego modelu E-Transit, będzie start produkcji w pełni elektrycznej wersji Transita Custom nowej generacji, którego w tureckim zakładzie w Kocaeli podejmie się od roku 2023 spółka joint venture Ford Otosan w Turcji. Nowy lekki samochód dostawczy, budowany przez zakłady montażowe Forda w Craiova w Rumunii, również od 2024 roku będzie miał w gamie wersję z napędem w pełni elektrycznym.