Ekologia coraz bardziej wpływa na postawy i wybory Polaków

Zmiany klimatu są dziś jednym z największych wyzwań, przed którymi stoimy jako społeczeństwo. Jak wynika z raportu firmy doradczej Deloitte „Climate Sentiment Index” 64 proc. Polek i Polaków deklaruje, że w ciągu ostatniego miesiąca martwiła się konsekwencjami zmian klimatycznych. Obawy te przekuwamy w działanie. Ponad 80 proc. ankietowanych deklaruje, że troskę o środowisko wyraża w proekologicznych zachowaniach, a 58 proc. deklaruje, że wybiera produkty marek, które podejmują działania na rzecz zrównoważonego rozwoju. Co drugi respondent sprawdza, czy proekologiczne deklaracje firm pokrywają się z rzeczywistością.

W badaniu zwrócono uwagę na opinie i postawy Polaków w trzech głównych obszarach – jako konsumentów, obywateli i pracowników. Z uzyskanych odpowiedzi wyłania się obraz osób coraz bardziej świadomych zmian klimatu, i co za tym idzie – bardziej zaniepokojonych. Około 1/3 pracowników deklaruje, że rozważyłaby zmianę pracodawcy, jeśli ten nie wprowadzi zrównoważonych praktyk biznesowych, a także przyjęłaby propozycję gorszą finansowo, ale od pracodawcy, który jest przyjazny środowisku.

Wyniki naszego badania wskazują, że presja oddolna na działania firm w kierunku zrównoważonego rozwoju będzie wzrastać. Kluczowe jest teraz podjęcie działań pro-klimatycznych na poziomie firm, a także dialog biznesu z instytucjami tworzącymi otoczenie regulacyjne. Od lat wspieramy przedsiębiorstwa i sektor publiczny w działaniach w kierunku zrównoważonego rozwoju, w tym także ograniczania negatywnego wpływu na środowisko. Dziś przyszedł czas na to, by zobowiązania w tym zakresie wzięli na siebie nie tylko branżowi i sektorowi liderzy, ale po prostu większość podmiotów. Marki i produkty, które będą to robić opieszale, stracą klientów, a ich producenci – pracowników. – mówi Irena Pichola, partner w Deloitte, lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i Europie Środkowej.

Jak pokazuje badanie, konsumenci w swoich codziennych decyzjach zakupowych starają się ograniczać konsumpcję i stawiać na produkty przyjazne środowisku. Najwięcej ankietowanych dba o to, by nie marnować żywności, wody i energii, ale wiele osób ogranicza także zakupy czy podróże i stawia na lokalne produkty. W podejmowaniu działań proekologicznych troska o kondycję planety wydaje się kluczowa. Osoby deklarujące, że w ciągu ostatniego miesiąca martwiły się konsekwencjami zmian klimatycznych, podejmowały około 5-ciu różnych działań prośrodowiskowych (na przykład dbałość o niemarnowanie żywności, energii czy wybór ekologicznych produktów). Pozostali ankietowani wskazali na podejmowanie tylko 3 takich działań – zazwyczaj była to segregacja odpadów. Najczęściej podejmowanymi działaniami przyjaznymi dla planety w ostatnim roku było segregowanie odpadów (67 proc.), niemarnowanie żywności (62 proc.) ograniczenie zużycia wody (61 proc.). Takie aktywności najczęściej deklarują kobiety, osoby po 50. roku życia oraz osoby z wyższym wykształceniem. Niemal połowa z ankietowanych kobiet w ostatnim roku ograniczała liczbę kupowanych ubrań, a blisko 30 proc. zredukowała spożycie mięsa. Dodatkowo 33 proc. respondentów częściej wybiera lokalne produkty, 20 proc. zaś decyduje się jedynie na produkty przyjazne dla środowiska. Tylko 4 proc. ankietowanych nie podjęło żadnych działań proekologicznych.

Wpływ klimatu na konsumenta

Obawy o zmiany klimatu wpływają na wybory konsumenckie. Dla ponad połowy respondentów aspekt środowiskowy był ważny lub bardzo ważny podczas ostatnich zakupów, a 58 proc. badanych deklaruje, że wybiera produkty marek, które podejmują działania na rzecz zrównoważonego rozwoju. Dodatkowo, co drugi respondent zapewnia, że sprawdza marki, czy faktycznie robią to, co mówią w kwestii zrównoważonego rozwoju. Kobiety częściej deklarują troskę o środowisko przy dokonywaniu zakupów. Zależność tę obserwujemy nawet po uwzględnieniu faktu, że częściej są także zaniepokojone zmianami klimatycznymi. Jest to ważna informacja dla sprzedawców, ponieważ to kobiety częściej robią codzienne zakupy.

Za troską o klimat i deklaracjami podąża także zgoda na wyższą cenę za produkty przyjazne środowisku. Większość respondentów przyznaje, że jest skłonna zapłacić o 10 proc. więcej za produkty ekologiczne. Kobiety są nieznacznie bardziej przychylne płaceniu dodatkowej premii za „zielone” produkty. W tym przypadku tę zależność da się jednak wytłumaczyć wyższym poziomem obaw klimatycznych wśród kobiet. Średnio konsumenci są skłonni dopłacić ok. 8 proc. więcej za produkty eko.

Coraz bardziej widoczne skutki zmian klimatycznych od kilku lat prowadzą do wzrostu obaw, a one częściej znajdują odzwierciedlenie w wyborach konsumenckich. Demografia i rosnący niepokój o klimat sprawią, że konsumenci będą skłonni zapłacić więcej za produkty przyjazne środowisku. Wraz z upływem czasu będzie rósł dochód osób gotowych kupować „zielone” produkty (pokolenie Y i Z). A rosnąca świadomość społeczna i rzetelna edukacja środowiskowa, będzie przekładać się na wzrost postaw proekologicznych. – podsumowuje Marta Karwacka, starszy menedżer w zespole ds. zrównoważonego rozwoju Deloitte w Polsce i Europie Środkowej.

Produkty ekologiczne są dziś droższe od swoich mniej zrównoważonych odpowiedników, różnica ta jednak będzie maleć. Rosnąca skala produkcji oraz postęp techniczny będą prowadziły do spadku cen „zielonych” towarów. Dziś mamy do czynienia z ograniczeniem podaży – liczba producentów produktów ekologicznych jest niewystarczająca w stosunku do zgłaszanego popytu. Wyższe ceny mogą być częściowo pochodną wyższej marży, na jaką mogą pozwolić sobie producenci ze względu na małą konkurencję. Wraz z pojawieniem się nowych firm na rynku, marża powinna spadać. W tą samą stronę będą działały zmiany technologiczne. Dziś, proces produkcji towarów zrównoważonych jest nadal bardzo kosztowny, ale zmiany są coraz bardziej widoczne. Równolegle ze spadającymi cenami zielonych towarów będzie rosła presja na regulacje zwiększające koszty szkodliwych działań, czego najbardziej namacalnym przykładem są obecnie rosnące koszty emisji gazów cieplarnianych.

Nie tylko konsumenci, ale przede wszystkim firmy, zdają sobie sprawę, jak ważne są odpowiedzialne wybory związane z zakupami i konsumpcją. Dlatego Deloitte w Polsce również stawia sobie ambitne cele w duchu zrównoważonego rozwoju. Do 2025 roku będziemy korzystać w biurach tylko z zielonej energii, a także znacznie zredukujemy nasz ślad węglowy wynikający z podróży służbowych. Wszyscy pracownicy Deloitte do końca tego roku przejdą szkolenie na temat zapobiegania zmianom klimatu, a do roku 2030 działania naszej firmy będą neutralne klimatycznie – dodaje Tomasz Konik, partner zarządzający Deloitte w Polsce.

NFOŚiGW dofinansuje prywatne ładowarki do samochodów elektrycznych

Dotacje do prywatnych punktów ładowania samochodów elektrycznych w ramach programu „Mój Prąd”, zapowiedziane przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska, to krok w dobrym kierunku. Rozwój elektromobilności i fotowoltaiki powinien iść w parze – ocenia Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych (PSPA). Nowa, czwarta już z kolei, edycja programu NFOŚiGW ruszy w I kwartale 2022 r.

“Mój Prąd” koncentruje się na wsparciu rozwoju mikroinstalacji fotowoltaicznych (PV). Jak poinformowało Ministerstwo Klimatu i Środowiska, celem nowej odsłony programu będzie m.in. zwiększenie produkcji energii elektrycznej z takich urządzeń na terenie Polski i w konsekwencji wzrost udziału odnawialnych źródeł energii miksie energetycznym. „Mój prąd 4.0” zostanie rozszerzony o dofinansowanie punktów ładowania samochodów elektrycznych, inteligentnych systemów zarządzania energią w domu, magazynów energii elektrycznej, jak również magazynów ciepła i chłodu.

Bardzo cieszy fakt, że rząd powrócił do koncepcji dotowania prywatnych stacji ładowania samochodów elektrycznych w ramach programu „Mój Prąd”. W połączeniu z postulowanymi od dawna przez branżę zmianami prawnymi ułatwiającymi instalację takich ładowarek w budynkach wielorodzinnych, które zostały częściowo uwzględnione w ostatniej nowelizacji Ustawy o elektromobilności, to krok na drodze do popularyzacji samochodów elektrycznych w Polsce. Ponad 80% kierowców EV preferuje ładowanie swoich pojazdów w domu – to najwygodniejsze, a dzięki możliwości skorzystania z taryfy nocnej również zdecydowanie najbardziej opłacalne ekonomicznie rozwiązanie – mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.

Jak wynika z prowadzonego przez PSPA i PZPM „Licznika elektromobilności”, pod koniec września 2021 r. w Polsce funkcjonowało zaledwie 1 675 ogólnodostępnych stacji ładowania samochodów elektrycznych. To wciąż o wiele za mała liczba w kontekście rozwoju zeroemisyjnego transportu na masową skalę. W pokonaniu bariery infrastrukturalnej mogą pomóc ładowarki prywatne, jednak do tej pory w Polsce nie funkcjonował żaden efektywny instrument wsparcia instalacji stacji niepublicznych. Taką opcję przewidywały jedynie ubiegłoroczne, zakończone już programy pilotażowe NFOŚiGW „eVan” oraz „Koliber”, jednak ładowarka musiała być nabywana tylko wraz z samochodem elektrycznym.

W najnowszej edycji raportu „Polish EV Outlook 2021” szacujemy potencjał polskiego rynku prywatnej i półprywatnej infrastruktury ładowania na 90-115 tys. punktów. Bez wdrożenia dotacji ze środków publicznych osiągnięcie takiej liczby będzie bardzo trudne – dodaje Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych (PSPA).

Równolegle do programu „Mój Prąd” rząd pracuje nad zupełnie nowym programem wsparcia, adresowanym przede wszystkim do operatorów infrastruktury ogólnodostępnej. Wg deklaracji przedstawicieli NFOŚiGW, które padły podczas niedawnego Kongresu Nowej Mobilności 2021, decyzja Komisji Europejskiej co do propozycji polskich regulacji w tym zakresie może zostać podjęta jeszcze w październiku. Ogłoszenie pierwszego naboru mogłoby nastąpić w takiej sytuacji już w listopadzie. Ostatni projekt przepisów dotyczących wsparcia zakłada m.in. dofinansowanie ogólnodostępnych stacji ładowania o mocy od 50 kW do mniej niż 150 kW dotacją w wysokości do 30% kosztów kwalifikowanych, zaś urządzeń o mocy co najmniej 150 kW – do 50% kosztów kwalifikowanych.

„Mój Prąd 4.0” jest adresowany do osób fizycznych, które zawarły umowę kompleksową z Operatorem Sieci Dystrybucyjnej. Rząd zapowiada zachowanie prostej formy oraz procedury złożenia wniosku. Co istotne, o dofinasowanie dodatkowych elementów, w tym stacji ładowania samochodów elektrycznych, będą mogli się ubiegać również beneficjenci wcześniejszych edycji programu. Według oficjalnych informacji, suma środków zarezerwowanych na wsparcie wyniesie ok. 1 mld zł.

Google otwiera nowe biuro – siedzibę Centrum Rozwoju Technologii Google Cloud w Warszawie

Google otwiera w Warszawie nowe biuro – siedzibę Centrum Rozwoju Technologii Google Cloud. Będzie to największe europejskie centrum skupiające najlepszych ekspertów i ekspertki od rozwoju technologii chmury obliczeniowej Google, z których korzystają klienci Google Cloud na całym świecie. Nowe biuro będzie dynamicznie zwiększać zatrudnienie w najbliższych latach, rekrutując do Warszawy utalentowanych inżynierów i inżynierki – także z zagranicy. Przestrzenie warsztatowe nowego centrum staną się miejscem szkoleń i programów edukacyjnych skierowanych do polskich firm i przedsiębiorców zainteresowanych wykorzystaniem chmury obliczeniowej oraz cyfrową transformacją ich biznesu.

Nowe centrum to kolejny element trwających inwestycji Google w Polsce. Zlokalizowane jest na ponad 20 tys. m2 przestrzeni w kompleksie The Warsaw Hub przy Rondzie Daszyńskiego. Duża skala inwestycji związana jest z planami dynamicznego rozwoju i zwiększania zatrudnienia w najbliższych latach. Aktualnie Google zatrudnia w Warszawie ponad 800 osób, z czego już ponad 500 to załoga działu inżynieryjnego. W ostatnich trzech latach zespół biura powiększył się trzykrotnie.

– Nasze nowe warszawskie biuro to inwestycja w wiedzę, którą za pośrednictwem programów edukacyjnych i szkoleń będziemy się dzielić. Po kwietniowym otwarciu regionu Google Cloud, pierwszej w Polsce infrastruktury umożliwiającej lokalne przetwarzanie danych w chmurze, kontynuujemy realizację naszej wizji, by Warszawa stała się chmurową stolicą Europy. Nasze miasto ma ogromny potencjał i zapewnia doskonałe warunki do przyciągania najlepszych ludzi w sektorze nowych technologii, by to tu właśnie pracowali i rozwijali swoje kariery – powiedziała Magdalena Kotlarczyk, szefowa Google Polska.Centrum Rozwoju Technologii Google Cloud w Warszawie (32) Centrum Rozwoju Technologii Google Cloud w Warszawie (31) Centrum Rozwoju Technologii Google Cloud w Warszawie (30) Centrum Rozwoju Technologii Google Cloud w Warszawie (29) Centrum Rozwoju Technologii Google Cloud w Warszawie (28) Centrum Rozwoju Technologii Google Cloud w Warszawie (27) Centrum Rozwoju Technologii Google Cloud w Warszawie (26) Centrum Rozwoju Technologii Google Cloud w Warszawie (25) Centrum Rozwoju Technologii Google Cloud w Warszawie (24) Centrum Rozwoju Technologii Google Cloud w Warszawie (23) Centrum Rozwoju Technologii Google Cloud w Warszawie (22) Centrum Rozwoju Technologii Google Cloud w Warszawie (21) Centrum Rozwoju Technologii Google Cloud w Warszawie (20) Centrum Rozwoju Technologii Google Cloud w Warszawie (19) Centrum Rozwoju Technologii Google Cloud w Warszawie (18) Centrum Rozwoju Technologii Google Cloud w Warszawie (17) Centrum Rozwoju Technologii Google Cloud w Warszawie (16) Centrum Rozwoju Technologii Google Cloud w Warszawie (15) Centrum Rozwoju Technologii Google Cloud w Warszawie (14) Centrum Rozwoju Technologii Google Cloud w Warszawie (13) Centrum Rozwoju Technologii Google Cloud w Warszawie (12) Centrum Rozwoju Technologii Google Cloud w Warszawie (11) Centrum Rozwoju Technologii Google Cloud w Warszawie (10) Centrum Rozwoju Technologii Google Cloud w Warszawie (9) Centrum Rozwoju Technologii Google Cloud w Warszawie (8) Centrum Rozwoju Technologii Google Cloud w Warszawie (7) Centrum Rozwoju Technologii Google Cloud w Warszawie (6) Centrum Rozwoju Technologii Google Cloud w Warszawie (5) Centrum Rozwoju Technologii Google Cloud w Warszawie (3) Centrum Rozwoju Technologii Google Cloud w Warszawie (2) Centrum Rozwoju Technologii Google Cloud w Warszawie (1)

Nowe biuro będzie największym centrum rozwoju technologii chmury Google w Europie, które przyciągnie nad Wisłę wiele talentów technologicznych z Polski i zagranicy. Zespół centrum już teraz pracuje nad kluczowymi komponentami technologii Google Cloud, odpowiadając m.in. za usługi dynamicznie przydzielające moc obliczeniową centrów danych dla klientów biznesowych, maszyny wirtualne, a także za właściwe działanie globalnej sieci łączącej usługi chmurowe Google.

– Nasze centrum w Warszawie to miejsce, w którym zespoły będą pracować nad rozwojem najbardziej zaawansowanych rozwiązań, produktów i usług chmury obliczeniowej. Już teraz stworzyliśmy największy zespół inżynieryjny pracujący nad technologiami Google Cloud w Europie. Warszawscy inżynierowie i inżynierki już odpowiadają za opracowanie takich produktów jak Google Compute Engine czy Google Kubernetes Engine, które stanowią fundamenty technologii chmurowych Google. Rozbudowujemy także dział Cloud Networking, który zajmuje się rozwojem globalnej infrastruktury sieciowej, a także pracujemy nad rozwiązaniami z zakresu analizy danych. W Warszawie obecni będą także pracownicy zespołu dbającego o niezakłócone działanie najważniejszych usług Google, z których korzystają miliardy ludzi na całym świecie  – podsumował Dan Decasper, wiceprezes Google i szef Centrum Rozwoju Technologii Google Cloud.

Kluczowym aspektem działalności biura będzie także działalność edukacyjno-warsztatowa. Google będzie dzielić się swoim know-how, by coraz więcej specjalistów i specjalistek zdobyło kompetencje umożliwiające pracę w sektorze chmurowym, który jest obecnie najdynamiczniej rozwijającym się sektorem IT. Warszawskie centrum będzie też miejscem szkoleń dla polskich firm, które chcą wykorzystać potencjał chmury w rozwoju swojego przedsiębiorstwa. Realizację tych celów umożliwi także nowa infrastruktura – biuro wyposażone zostało w dwupiętrowe audytorium na 100 miejsc, 3 duże sale warsztatowe oraz pracownię UXLab, która umożliwia prowadzenie warsztatów z UX design produktów i usług.

W budynku The Warsaw Hub nowe centrum Google zajmie 14 pięter (od 18 do 31). Inspiracją dla zaprojektowania każdego z nich były różne regiony Polski. Do dyspozycji pracowników i odwiedzających będzie taras zewnętrzny wraz z kawiarnią zlokalizowany na 31. piętrze oraz kantyna. Projekt uwzględnił także wiele udogodnień, takich jak np. siłownia, biblioteka, pokoje rozrywki czy pokoje dla rodziców z dziećmi. W budynku zlokalizowano także nowoczesny i strzeżony parking rowerowy, a na parkingu podziemnym zainstalowano ładowarki do samochodów elektrycznych. Kompleks wyposażono w zaawansowane rozwiązania technologiczne, a zintegrowane systemy zarządzania budynkiem są zarządzane przez infrastrukturę opartą na sztucznej inteligencji i obsługiwaną przez Google Cloud Platform. Nowa siedziba Google jest także w procesie certyfikacji LEED, która przyznawana jest budynkom spełniającym najwyższe standardy w zakresie efektywności energetycznej i zrównoważonego rozwoju.

Google otworzyło swoje pierwsze biuro w Polsce w 2006 roku. Obecnie zatrudnia ponad 900 osób w biurach w Warszawie i Wrocławiu. Od 2015 roku funkcjonuje również Campus Google for Startups na warszawskiej Pradze, a w kwietniu tego roku firma uruchomiła region Google Cloud – lokalny ośrodek przetwarzania danych – pierwszą tego typu infrastrukturę globalnego dostawcy usług chmury publicznej w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej.

Jak działa finansowanie faktur?

Utrzymanie płynności finansowej to główne wyzwanie wielu działalności gospodarczych działających w Polsce. Czasy nie są łatwe, pandemia dała o sobie znać, a kontrahenci nie zawsze są uczciwi. Jak sobie poradzić z tymi problemami i zabezpieczyć przedsiębiorstwo? Odpowiedzią jest finansowanie faktur. Dowiedz się z tego tekstu, jak działa tego typu usługa i kto może z niej skorzystać. Zaczynamy!

Wszystkiemu winne są terminy płatności

Niemal każdy, kto wprowadził firmę w naszym kraju, spotkał się z sytuacją, w której kontrahent zaproponował wydłużony termin płatności. Taka prośba nie oznacza wcale braku dobrych intencji, ale nie zawsze też jest możliwa do zrealizowania. Musisz jednak zrozumieć, że każda ze stron transakcji chce się zabezpieczyć przed utratą płynności finansowej. Wszyscy czekają na pieniądze i jeśli chociaż w jednym miejscu ten łańcuch się przerwie, następują opóźnienia, które wpływają na wiele podmiotów gospodarczych.

Dlaczego zatem przedsiębiorcy wystawiają faktury z wydłużonym terminem?

Przede wszystkim dlatego, że zależy im na zleceniach. Niestety, ale funkcjonujemy w dosyć konkurencyjnej gospodarce. Oznacza to, że w wielu branżach zapotrzebowanie jest mniejsze niż to, ile firm świadczy usługi. Żeby więc stać się atrakcyjniejszymi na tle konkurencji, przedsiębiorcy starają się jak najbardziej iść na rękę swoim zleceniodawcom. Wydłużony termin płatności jest jedną z „zachęt”, jakie są stosowane przez właścicieli firm. Poza tym, w oczach zleceniodawcy firma, która jest w stanie zapewnić dłuższe terminy płatności, ma zasoby finansowe na działalność i ugruntowaną pozycję nas rynku.

Jak faktoring może pomóc w prowadzeniu firmy?

Ostatni czas pokazał, że przedsiębiorcy o wiele chętniej podchodzą do usługi faktoringu, której głównym zadaniem jest pomoc w zapewnieniu płynności finansowej i dostępu do gotówki. Faktoring polega na wykupie przez firmę faktoringową wierzytelności od swojego klienta. Dzięki temu ten może otrzymać zapłatę za wystawioną fakturę nawet tego samego dnia, w którym przesłał ją do firmy faktoringowej i przeznaczyć pieniądze na:

  • rozwój firmy,
  • nowe inwestycje,
  • zakup towarów i usług niezbędnych do prowadzenia działalności
  • wynagrodzenia, składki ubezpieczeniowe, podatki itp.

Faktoring w praktyce

Przebieg usługi faktoringowej jest bardzo prosty i tak naprawdę rola klienta ogranicza się do wykonania jednej czynności, o której dowiesz się niżej. Sprawdź jak w działa faktoring.

  1. Wykonujesz usługę i wystawiasz fakturę

To jest właśnie Twój jedyny obowiązek. Musisz wykonać usługę, do której zostałeś zatrudniony i wystawić za nią fakturę z wydłużonym terminem płatności. Jest to bardzo ważne, ponieważ bez tego dokumentu żadna firma nie będzie mogła odkupić od Ciebie wierzytelności.

  1. Przesyłasz fakturę do firmy faktoringowej

Gdy faktura trafi już do firmy, z którą masz podpisaną umowę, następuje krótka analiza poprawności wystawionego dokumentu. Faktor musi wiedzieć, że dokument ma umocowanie prawne.

  1. Otrzymujesz pieniądze

Po sprawdzeniu wszystkiego faktor prześle na Twoje konto pieniądze, na które umówiliście się podczas podpisywania umowy. Bardzo często środki znajdują się na koncie przedsiębiorcy jeszcze tego samego dnia, w którym ten przesłał fakturę do weryfikacji.

  1. Rozwijasz firmę

Pieniądze, które otrzymasz od firmy faktoringowej, możesz przeznaczyć na bieżącą działalność oraz rozwój firmy. W tym czasie faktor będzie czekał, aż Twój kontrahent w stosownym terminie opłaci dokument. Jeśli tego nie zrobi, zostaną wszczęte działania egzekucyjne mające na celu odzyskanie pieniędzy. To już jednak nie jest Twoje zmartwienie. Tym zajmuje się wyłącznie firma faktoringowa.

Jak kryteria trzeba spełnić, by móc skorzystać z faktoringu?

Faktoring nie jest usługą, która wymaga od przedsiębiorców sprostaniu wielu ciężkim kryteriom. Wszystkim bowiem zależy, by finansowanie faktur stało się jeszcze popularniejsze. Najważniejsze wymagania, które należy spełnić to:

  • Ty oraz Twoi kontrahenci nie możecie być wpisani do rejestrów dłużników (KRD, BIG itp.),
  • Twoja działalność musi istnieć co najmniej 12 miesięcy,
  • Termin na wystawionej przez Ciebie fakturze powinien mieścić się w przedziale od 7 do 90 dni,
  • kwota na fakturze nie może być niższa niż 250 zł brutto.

Ile kosztuje faktoring?

Na tak postawione pytanie bardzo trudno jest odpowiedzieć ze względu na fakt, że każda faktura jest wyceniana indywidualnie. Zazwyczaj ostateczna cena usługi jest wyświetlana klientowi po weryfikacji przesłanej faktury. Wiele firm udostępnia też specjalne kalkulatory, które mają pomóc w orientacyjnej wycenie. Pocieszające jest również to, że wiodące firmy zajmujące się świadczeniem usług faktoringowych, umożliwiają załatwienie wszystkich formalności przez Internet. Dzięki temu nie musisz jeździć po biurach i marnować czasu, który można przeznaczyć na rozwój firmy lub jej bieżącą działalność.

Klienci indywidualni liczą zyski z hossy na rynku magazynowo-logistycznym

Rynek centrów logistycznych okazał się jedną z najlepszych inwestycji czasu pandemii. Zdaniem ekspertów pandemia przyspieszyła dynamikę popytu na powierzchnie magazynowe – blisko 40 proc. całego rynku inwestycyjnego sektora nieruchomości komercyjnych w 2021 roku stanowiły transakcje magazynowe (dane AXI IMMO). Na zakończenie pierwszej połowy 2021 r. wolumen transakcji inwestycyjnych na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce osiągnął poziom 2 mld EUR (60 transakcji), z czego ponad 40% (około 900 mln EUR), stanowiły zmiany właścicielskie w sektorze przemysłowo-logistycznym. Stąd zainteresowanie tym segmentem funduszy, firm ubezpieczeniowych, spółek giełdowych, poszukujących nie tylko zysków, ale także bezpiecznego sposobu na ulokowanie kapitału w czasie pandemii.

Odpolscy inwestorzy indywidualni w ramach pierwszego na rynku funduszu skoncentrowanego na tym rynku – IPOPEMA Benefit 7 FIZ AN. Od początku swojej działalności, tj. od stycznia 2020 Fundusz osiągnął dokładnie 26,50 % stopę zwrotu, a tylko w tym roku kalendarzowym przez ostatnie 10 miesięcy cena certyfikatu inwestycyjnego wzrosła o 10,76% (Źródło: IPOPEMA TFI. Dane na 30.09.2021).   Wynik nie był jedynie tzw. „wyceną papierową”, bowiem środki pieniężne zostały już wypłacone pierwszym inwestorom, którzy rozpoczęli inwestycje w ostatnim półtorarocznym okresie rozliczeniowym.

Zarządzający Funduszem IPOPEMA Benefit 7 FIZAN uważają, że popyt inwestycyjny utrzyma się na wysokim poziomie w całym 2021 r., a także w kolejnych latach. Obecnie w dobie niskich stóp procentowych, wszyscy uczestnicy rynku szukają inwestycji z wysokimi stopami zwrotu przy określonym, akceptowalnym ryzyku inwestycyjnym. Przez wiele lat tylko nieliczni inwestorzy mogli korzystać z zysków na realizacji deweloperskich projektów magazynowych, gdzie przed wejściem w projekt na etapie uzyskania pozwolenia na budowę znane są w zasadzie wszystkie ryzyka inwestycyjne. Dzięki Funduszowi IPOPEMA Benefit 7 FIZAN z hossy na rynku magazynowym mogą wreszcie skorzystać również klienci indywidualni. Nie bez znaczenia dla uczestników Funduszu pozostaje fakt, że dodatkowo przed wejściem w dany projekt zawsze przygotowywane jest finansowanie bankowe, co również znacząco zmniejsza ryzyko, ponieważ bank dodatkowo przeprowadza swój własny audyt projektu. W strategii Funduszu zakładamy sprzedaż wybudowanego i skomercjalizowanego parku magazynowego do globalnych graczy, którzy czerpią zyski z długookresowego najmu danego obiektu – podkreśla Jacek Koprowski z IPOPEMA TFI.

Na potencjał polskiego rynku magazynów istotny wpływ ma strategiczne położenie naszego kraju na mapie Europy. To właśnie polskie magazyny często obsługują zachodnioeuropejskich konsumentów i to tutaj są przenoszone zakłady produkcyjne z krajów zachodnioeuropejskich. W Polsce mamy już wybudowaną infrastrukturę autostradową, koszty pracy są znacznie niższe niż w innych krajach UE, z ewentualnym dodatkowym dostępem do siły roboczej wliczając pracowników z Ukrainy i Białorusi. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że Polska to kraj, gdzie mieszka około 38 milionów konsumentów, więc zarówno popyt wewnętrzny, jak również perspektywy wzrostu krajowej gospodarki w najbliższych latach powodują duże zainteresowanie nieruchomościami zlokalizowanymi w naszym kraju przez inwestorów zagranicznych. Wiele międzynarodowych koncernów wyciągnęło wnioski z pierwszej fali pandemii i zastanawia się nad realokacją części fabryk z Azji do Europy – bliżej docelowych miejsc zbytu i konsumpcji. Tutaj też jako duży, dynamicznie rozwijający się kraj europejski, jesteśmy postrzegani bardzo pozytywnie. Wzrostowi rynku nieruchomości logistycznych sprzyja również rosnąca zamożność społeczeństwa oraz potrzeba skracania łańcucha dostaw na rynku usług e-commerce. Dlatego właśnie od kilku lat magazyny stanowią ważny element strategii inwestycyjnej największych funduszy, co zapewnia stabilne finansowanie kolejnych projektów

Polski rynek powierzchni magazynowych nadrabia bardzo dynamicznie dystans do rynków rozwiniętych.   W pierwszej połowie 2021 r. rynek był stymulowany przez silny popyt najemców na poziomie 3,3 mln mkw. Podobnie jak w poprzednich kwartałach najwięcej transakcji zawarli najemcy e-commerce i operatorzy logistyczni. Z kolei po stronie podażowej dostarczono w zaledwie pół roku ponad 1,1 mln mkw nowych powierzchni, co świadczy o solidnych fundamentach sektora. Wypadkową tej aktywności jest szybka absorpcja powierzchni, która wpływa na spadek poziomu pustostanów (obecnie około 5,4%). Hossa w tym segmencie rynku trwa w najlepsze – ilość powierzchni magazynowej w budowie jest rekordowa, deweloperzy realizują inwestycje o łącznej powierzchni około 3,4 mln mkw.

Czy ten wynik jest powtarzalny?

Nie wiemy co może się wydarzyć w przyszłości, natomiast wynik jak najbardziej może być powtarzalny. W swojej karierze zawodowej, gdzie od 2011 roku jestem ściśle związany z rynkiem nieruchomości, a od 2014 zajmuję się przede wszystkim budową parków magazynowych i uczestniczyłem w realizacji projektów w Polsce o łącznej powierzchni magazynowej około 500 tys. m2, we współpracy z największymi deweloperami, którzy w Polsce lub na świecie wybudowali kilka, może kilkanaście milionów m2, uważam, że mimo wzrostu cen materiałów budowlanych i kosztów pracy, w ostatnim czasie wartość magazynów typu prime bardzo wzrosła. Możemy zatem nadal korzystać z marży deweloperskiej i zarabiać kilkanaście procent w skali roku dla inwestorów – powiedział Jacek Koprowski, Dyrektor Departamentu Zarządzania Funduszami Nieruchomości w IPOPEMA TFI i zarządzający Funduszem IPOPEMA Benefit 7 FIZAN.

Wszystkie sklepy Grupy Morele będą działać pod jednym szyldem

Grupa Morele będąca właścicielem 9 sklepów internetowych z szerokim asortymentem w różnych kategoriach m.in. elektronika użytkowa, kosmetyki, zabawki, odzież czy wyposażenie wnętrz, podjęła decyzję o ich całkowitej integracji pod jedną witryną.Grafika 1

Grupa Morele konsekwentnie realizuje swoją strategię, w ramach której chce ułatwiać życie klientom poprzez proste i wygodne zakupy on-line. Pomóc w tym mają m.in. wdrożone lub będące jeszcze w fazie testowej rozwiązania ułatwiające podjęcie decyzji zakupowych. Jako przykłady mogą tu posłużyć m.in. Morele MAX – usługa w ramach której po wykupieniu abonamentu klienci mogą cieszyć się darmową wysyłką i Morele ASK, czyli platforma, na której znajdziemy odpowiedzi ekspertów lub innych członków społeczności na nurtujące nas pytania dotyczące produktów. Kolejnym udogodnieniem dla klientów ma być integracja wszystkich sklepów internetowych należących do grupy. Ich cały asortyment zostanie przeniesiony na platformę morele.net.

Połączenie naszych specjalistycznych sklepów to realizacja długofalowego planu spółki. Naszą misją jest ułatwienie zakupów online. Zależy nam m.in. na tym, aby Klienci mogli w jednym miejscu robić zakupy w różnych kategoriach, stąd też decyzja o integracji. Cały czas pracujemy nad tym, aby Morele zawsze były sklepem, w którym sami chcielibyśmy kupowaćmówi Michał Pawlik, CEO Morele.

Grupa Morele.net zadbała o to, aby Klienci należących do niej sklepów mogli logować się na platformę morele.net bez konieczności zakładania nowego konta. Wystarczy, że wykorzystają do tego celu e-mail i hasło, które wcześniej używali do logowania się w danym sklepie. Po zalogowaniu, podobnie jak wcześniej, będą mogli m.in. składać reklamacje i zwroty oraz sprawdzać historię zamówień. Udogodnieniem będzie dostęp do szerokiej oferty produktowej w różnych kategoriach, co daje możliwość zrobienia wszystkich zakupów  w jednym miejscu.

Do tej pory marka zintegrowała już ze swoją platformą sprzedażową 7 z 8 sklepów – hulahop.pl, amfora.pl, budujesz.pl, meblujesz.pl, ubieramy.pl, digitalo.pl oraz motoria.pl. Pozostaje jeszcze ostatni sklep-presto.pl, którego przeniesienie też jest planowane.

Robert Biedrzycki nowym CFO INEA

Z dniem 25 października Robert Biedrzycki obejmuje funkcję CFO w INEA. Odpowiedzialny będzie za obszar finansowy spółki oraz transformację cyfrową organizacji.

Robert Biedrzycki dołącza do Zarządu INEA Sp. z o.o. obejmując funkcję CFO odpowiedzialnego za całokształt kwestii finansowych spółki oraz tzw. Digital Transformation. Robert Biedrzycki jest absolwentem Szkoły Głównej Handlowej, Wydziału Finansów i Bankowości. Swoje wcześniejsze doświadczenia w obszarze finansów zdobywał w takich firmach, jak: Avenga, Lagardere, Allegro Group czy Biomet.

– Dziękuję za zaufanie i cieszę się, że mogę dołączyć do organizacji na tak ważnym dla niej etapie. Przed nami nowe wyzwania i jeden, nadrzędny cel – dostarczanie szybkiego i niezawodnego Internetu światłowodowego oraz pozostałych usług INEA do jak największej grupy mieszkańców naszego kraju. Z przyjemnością będę wspierał spółkę w ich realizacji – komentuje Robert Biedrzycki, CFO INEA Sp. z o.o.

– Witamy Roberta na pokładzie. Jestem przekonany, że jego umiejętności i doświadczenie zawodowe jeszcze bardziej wzmocnią INEA i pomogą nam mierzyć się z nowymi wyzwaniami oraz osiągać kolejne sukcesy – mówi Maciej Piechociński, Prezes INEA Sp. z o.o.

Trendy inwestycyjne dla rynku nieruchomości w Europie. Dalszy wzrost znaczenia sektorów living, logistycznego i supermarketów

W 2021 r. wartość transakcji inwestycyjnych na europejskim rynku nieruchomości może być wyższa od ubiegłorocznej o co najmniej 15% i wynieść około 270 mld euro, prognozuje firma doradcza Savills. Udział sektorów living i logistycznego wzrośnie znacznie powyżej średnich historycznych. Również w Polsce wstępne szacunki wolumenu inwestycyjnego po trzecim kwartale bieżącego roku wykazują absolutną dominację sektora logistycznego.

Jak podaje międzynarodowa firma doradcza Savills w swoim najnowszym raporcie European Investment, aktywność inwestycyjna w sektorze living, obejmującym m.in. mieszkania na wynajem instytucjonalny, utrzyma się na rekordowo wysokim poziomie, do czego przyczyni się rosnący popyt na rynku najmu wśród wszystkich grup demograficznych.

Duża wartość transakcji portfelowych w sektorach living i domów opieki oznacza, że ich udział w całkowitym wolumenie inwestycyjnym w Europie wyniesie około jednej trzeciej, a nieruchomości logistycznych – 20%.

„Ze względu na niskie stopy kapitalizacji i niewielki wzrost czynszów inwestorzy poszukują możliwości ochrony kapitału oraz aktywów przynoszących stały dochód w dłuższej perspektywie. Tego typu zabezpieczenie oferują mieszkania na wynajem instytucjonalny, domy seniora i opieki” – mówi Eri Mitsostergiou, dyrektor działu badań rynków europejskich w Savills.

Wśród istotnych trendów, jakie mogą się pojawić w 2022 r., warto wymienić wzrost kapitału przeznaczanego na inwestycje w supermarkety i obiekty handlowe z dominująca funkcją sklepu spożywczego, a także prosperujące parki i magazyny handlowe..

Konkurencja o tego rodzaju aktywa spowodowała spadek stóp kapitalizacji dla tego typu obiektów do rekordowo niskiego poziomu, zbliżonego do cen centrów handlowych, których korekta jest widoczna na wszystkich rynkach. Średnie stopy kapitalizacji dla najlepszych magazynów handlowych w Europie kształtują się na poziomie 5,41% i różnią się od centrów handlowych zaledwie 10 punktami bazowymi (według stanu na trzeci kwartał 2021 r.) w porównaniu ze średnią pięcioletnią wynoszącą 75 punktów bazowych. Stopy kapitalizacji w przypadku najbardziej atrakcyjnych supermarketów w Europie wynoszą ok. 5,38% i ulegają dalszej kompresji.

Trendom tym będzie towarzyszyć nieznaczny wzrost aktywności inwestorów zagranicznych w porównaniu z ubiegłym rokiem, do czego przyczyni się luzowanie obostrzeń związanych z pandemią COVID-19 i większa mobilność na świecie.

Savills dodaje, że inwestorzy poszukują możliwości ochrony kapitału przed wzrostem inflacji i szczegółowo analizują swoje alokacje pod względem zarówno sektorowym, jak i geograficznym – m.in. z tego względu nadal będą zainteresowani zakupem nieruchomości logistycznych. Wzrost czynszów w tym sektorze w Europie może być wyższy od wskaźnika inflacji i przekraczać 3% w ujęciu rocznym w latach 2021-2022.

Ten trend będzie najsilniejszy na rynkach, na których duży udział sektora e-commerce w całkowitej sprzedaży detalicznej powoduje szybki wzrost popytu wśród najemców na powierzchnie logistyczne, między innymi w krajach nordyckich, Holandii i Francji, gdzie obserwujemy rosnące zainteresowanie inwestorów.

Popyt na nieruchomości logistyczne osiąga rekordowy poziom również w Polsce, gdzie sektor napędzany jest nie tylko rosnącym udziałem e-commerce na rynku krajowym, ale również rozwojem branży na sąsiednich rynkach, dla których Polska, z uwagi na liczne przewagi konkurencyjne, staje się logistycznym hubem. Według wstępnych szacunków wolumenu inwestycyjnego po trzecim kwartale bieżącego roku wartość inwestycji w sektorze magazynowym w tym roku osiągnęła już blisko 1,7 mld euro, co stanowiło blisko połowę całkowitego wolumenu transakcji w Polsce.

Natomiast czynsze za wynajem powierzchni handlowych nadal będą pod presją zniżkową. W mniejszym stopniu będzie to dotyczyć lokalizacji odnotowujących wysokie wskaźniki odwiedzalności dzięki wzrostowi mobilności i ożywieniu turystyki.

Ceny najbardziej atrakcyjnych nieruchomości biurowych nadal będą konkurencyjne w 2022 r., a w przypadku najlepszych aktywów na największych rynkach mogą wzrosnąć.

Savills prognozuje również, że zmiany te wpłyną na rynek najmu, na którym utrzyma się popyt na najlepsze obiekty w atrakcyjnych lokalizacjach. Wskazuje także na ożywienie aktywności najemców na rynku biurowym, co przejawia się rosnącą liczbą zapytań oraz wzrostem metrażu poszukiwanych biur.

Według międzynarodowej firmy doradczej Savills, średnie czynsze w najlepszych biurowcach w COB na rynkach charakteryzujących się silnym popytem i ograniczoną podażą mogą nieznacznie wzrosnąć w perspektywie średnioterminowej. Wyższe czynsze wywoławcze mogą być również powiązane z premią za najlepsze w swojej klasie budynki, które spełniają odpowiednie standardy w zakresie ESG.

Savills prognozuje, że powyższe trendy będą miały pozytywny wpływ na sektor nieruchomości biurowych o niższym standardzie, które wynajmujący i inwestorzy będą chętnie modernizować i rewitalizować, aby spełniały kryteria najemców. Na taktyczną alokację kapitału w segmencie value-add będą decydować się inwestorzy poszukujący wyższego zwrotu z inwestycji.

Marcus Lemli, CEO Savills w Niemczech, podkreśla, że firmy, których pracownicy powracają do biur, rewidują swoje zapotrzebowanie na powierzchnie biorąc pod uwagę nowy model pracy hybrydowej, i dodaje: „Spowoduje to wzrost popytu na najlepsze biura w atrakcyjnych lokalizacjach, a także większą presję na modernizację obiektów o niższym standardzie”.

Ceny najbardziej atrakcyjnych nieruchomości w COB rosną szybciej niż stawki czynszowe w większości stolic europejskich i to w tempie najszybszym w historii.

„Naszym zdaniem coraz większy rozdźwięk pomiędzy tempem wzrostu czynszów i cen nieruchomości wynika z wolumenu kapitału posiadanego przez inwestorów i ograniczonej podaży produktów inwestycyjnych spełniających ich kryteria, czyli obiektów charakteryzujących się najlepszymi parametrami i najwyższymi standardami w zakresie ESG” – podsumowuje Eri Mitsostergiou.

Marek Paczuski, dyrektor w dziale doradztwa inwestycyjnego Savills w Polsce, zauważa, że ostatnie miesiące przyniosły ożywienie w sektorze biurowym, które przekłada się na wzrost aktywności inwestycyjnej: „Zmiany w sposobie pracy, które wymusiła pandemia, wyznaczyły kierunki rozwoju dla sektora nowoczesnych powierzchni biurowych. Ostatnie 18 miesięcy pozwoliło wypracować efektywne modele pracy i wskazać potrzeby jakim powinno odpowiadać nowoczesne biuro, nie tylko w okresie pandemii, ale również długoterminowo. Powinno to pozwolić ustabilizować sytuację na rynku, budując silne podstawy dla sektora biurowego na kolejne lata. Pierwsze symptomy powracającego dobrego sentymentu dla biur na rynku inwestycyjnym są już widoczne, co potwierdzają wstępne szacunki wolumenu transakcji inwestycyjnych po trzecim kwartale br. na poziomie ponad 1.2 mld euro. Substytutem kapitału krajowego, mającego szersze możliwości do zakupów, kiedy inwestorzy zewnętrzni wykazują mniejszą aktywność, staje się kapitał z innych krajów regionu Europy Środkowo-Wschodniej”.

Nowy dyrektor fabryki Nestlé Purina

Derk Paessens objął stanowisko dyrektora zarządzającego fabryki Nestlé w Nowej Wsi Wrocławskiej. Zakład produkuje najwyższej jakości żywność dla zwierząt domowych tak znanych marek, jak Friskies, Felix, Gourmet, Purina One. Fabryka zatrudnia 1250 pracowników.

Derk Paessens ma międzynarodowe doświadczenie, zdobyte m.in. w Szwajcarii, USA, na Dominikanie i w Niemczech. Z firmą związany jest od 22 lat – karierę zaczynał w szwajcarskiej centrali firmy jako lider międzynarodowych projektów z zakresu zarządzania. Po sześciu latach przeniósł się do USA na stanowisko Head of Operation Performance – kierował zespołem konsultantów, inżynierów i analityków biznesowych, odpowiadającym za usprawnienie operacji oraz rozwój produktów. W 2007 roku Derk Paessens awansował na stanowisko dyrektora fabryki Nestlé na Dominikanie, a po kolejnych 5 latach – powrócił do szwajcarskiej centrali na stanowisko zarządcze w dziale Global Strategic Business Unit for Food. W 2015 roku kontynuował karierę w USA jako dyrektor dwóch fabryk, a trzy lata później objął stanowisko dyrektora zakładu Nestlé w Euskirchen (Niemcy) – skąd w bieżącym roku przeniósł się do Polski. Zastąpił Jakuba Żurowskiego, który zdecydował się kontynuować karierę poza grupą Nestlé.

– Zakład w Nowej Wsi Wrocławskiej to najnowocześniejsza fabryka Nestlé Purina w Europie – mówi Derk Paessens – Cieszę się, że właśnie tu mogę dzielić się doświadczeniem, ale i inspirować dokonaniami, które dostrzegam na każdym kroku. Fabryka Nestlé w Nowej Wsi Wrocławskiej to dobry obywatel i odpowiedzialny partner lokalnej społeczności, atrakcyjny pracodawca, innowator w zakresie przemysłu i promotor zrównoważonego rozwoju – i w dalszym ciągu mierzymy wysoko.

Derk Paessens jest absolwentem Uniwersytetu Technicznego w Berlinie, gdzie uzyskał dyplom z zakresu inżynierii przemysłowej.

Piątek dniem indeksów

Miniony tydzień zakończył się publikacją indeksów koniunktury z głównych gospodarek. Rynki dobrze radzą sobie z wychodzeniem z kryzysu, aczkolwiek nie wszędzie optymizm jest równomierny.

Koniunktura w Europie

W piątek poznaliśmy dane na temat koniunktury w Europie. Indeksy PMI dla przemysłu wypadły lepiej od oczekiwań. Słabiej wypadły jednak dane na temat usług. Oba wyniki znajdują się jednak wyraźnie powyżej poziomu 50 pkt, oddzielającego symbolicznie rozwój od recesji. Zwyczajowo rynki uważają dane z indeksu przemysłowego za ważniejsze, zatem można uznać ten odczyt za korzystny dla euro. Tak też zareagowali inwestorzy, ale bez przesadnego entuzjazmu, gdyż euro nie szło szczególnie w górę. Powodem było prawdopodobnie oczekiwania na popołudniowe dane zza oceanu.

Dane z USA

Amerykańskie odczyty miały odmienny charakter. Indeks dla przemysłu wypadł tam nieznacznie słabiej od oczekiwań, aczkolwiek bardzo pozytywnie zaskoczył indeks dla usług. Warto w tym miejscu zauważyć, że optymizm ankietowanych w USA jest w przypadku obydwóch tych subindeksów obecnie na wyższych poziomach niż w strefie euro. Rezultatem tych danych była utrata przez euro porannych zysków wobec dolara amerykańskiego.

Funt znów na szczytach

W piątek funt po raz kolejny ustanowił najwyższy poziom od opuszczenia struktur unijnych. Mówimy o relacji względem euro, gdyż w odniesieniu do złotego wciąż brakuje kilku groszy do przekroczenia szczytów z marca. Tamten poziom jest jednak znacznie bardziej zasługą słabości złotego, a nie siły funta. W piątek brytyjska waluta dostała kolejne dobre dane, obydwa indeksy koniunktury wypadły tam wyraźnie lepiej, niż oczekiwali analitycy. Jak widać, o ile w ogólnych wiadomościach Wielka Brytania to głównie problemy około brexitowe, to jednak dane makroekonomiczne pokazują, że wcale nie jest tak źle.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Szybsza procedura legalizacji pobytu cudzoziemców ratunkiem dla polskiej gospodarki

Do rządu wpłynął nowy projekt zmiany ustawy o cudzoziemcach, który ma ułatwić i przyspieszyć procedurę legalizacji pobytu obcokrajowców w Polsce.

Szczególnie w przypadku łączonych zezwoleń na pobyt i pracę, które są obecnie najczęściej udzielanym rodzajem zezwoleń na pobyt czasowy w Polsce.

Mowa o nowym projekcie zmiany ustawy o cudzoziemcach oraz niektórych innych ustaw, przedłożony przez Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji, który  przyjął rząd. Według nowych przepisów streszczonych na stronie MSWiA, obcokrajowcy ubiegający się o zezwolenia na pobyt czasowy i pracę nie będą już musieli udowadniać, że mają w Polsce zapewnione miejsca zamieszkania oraz źródło stabilnego i regularnego dochodu. Nowelizacja ustawy, przewiduje również nowy tryb zmiany zezwoleń na pobyt czasowy i pracę cudzoziemców w sytuacji zmiany pracodawcy, lub w warunkach zwolnienia z obowiązku posiadania zezwolenia na pracę. Poszerzony też będzie katalog okoliczności, które nie wymagają zmiany zezwolenia na pobyt czasowy i pracę.

 “Z perspektywy pracodawców i agencji zatrudnienia interesujące są kwestie dotyczące uproszczenia udzielania cudzoziemcom zezwoleń na pobyt czasowy i pracę. Również wprowadzenie przepisów, zgodnie z którymi wymiana informacji pomiędzy wojewodą lub Szefem Urzędu do Spraw Cudzoziemców a właściwymi służbami i organami przekazującymi informacje na temat migrantów może odbywać się za pomocą środków komunikacji elektronicznej, w postępowaniach w sprawie udzielenia zezwoleń pobytowych. Dobrze, że rząd widzi potrzebę wprowadzenia tych zmian i wsłuchuje się w potrzeby polskich przedsiębiorców, ponieważ każde usprawnienie przyśpieszenia legalnego pobytu i zatrudnienia migrantów jest nam niezmiernie potrzebne.” – mówi Karolina Szleszyńska wiceprezes Gremi Personal

Pracodawcy oraz agencje zatrudnienia czekają na szczegóły projektu, żeby móc ocenić, czy proponowane zmiany realnie ułatwią zatrudnianie migrantów i realnie pomogą rozwiązać problem, a nie jedynie go załagodzić.

Ceny materiałów budowlanych – kolejny powód windowania cen nowych mieszkań

Jeżeli do tej pory mówiło się o „szybujących” cenach materiałów budowlanych, to po najnowszej publikacji PSB bardzo trudno będzie dobrać odpowiedni przymiotnik, opisujący dynamikę hossy na przedmiotowym rynku. Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl, co gorsza jednak, nie jest to jedyna zła informacja dla potencjalnych klientów hurtowni budowlanych.

Jeszcze w styczniu br. dynamika cen materiałów budowlanych, choć od bardzo dawna nieprzerwanie na plusie, pozostawała pod wpływem wyraźnie spadkowej linii trendu, której kontynuacja w kolejnych miesiącach dawała szansę na długo oczekiwaną korektę stawek. Niestety, kolejne 4 miesiące zaowocowały bardzo silnym odreagowaniem, w efekcie którego tendencja powróciła do wzrostowej, a średnia dynamika cen z zaledwie 1 proc. we wrześniu 2020 r. wzrosła w lipcu br. do rekordowego i budzącego respekt pułapu 8,3 proc.Wyk. 1 – Materiały budowlane – średnia dynamika cen

Po takim wzroście w przeciągu siedmiu miesięcy tego roku, z końcem tegorocznych wakacji można było mieć nadzieję na początek hamowania dynamiki wzrostów cen materiałów budowlanych. Tymczasem Grupa PSB po jednomiesięcznej przerwie (brak danych za sierpień br.), w ostatnich dniach opublikowała dane za tegoroczny wrzesień. Wynika z nich gigantyczny wręcz skok średniej dynamiki cen z 8,3 proc. w lipcu do prawie 22 proc. we wrześniu.

Zdaniem ekspertów portalu RynekPierwotny.pl tak znaczne przyśpieszenie drożyzny materiałów budowlanych wynika z solidarnego odbicia stawek dosłownie wszystkich grup towarowych, ze szczególnym wyróżnieniem płyt OSB (wzrost rdr o 124,7 proc.), suchej zabudowy (60,1 proc.) oraz izolacji termicznych (53,1 proc.), których ceny szybują rok do roku wręcz w zastraszającym tempie. Co także warte podkreślenia, żadna z grup towarowych tym razem nie zanotowała cenowego regresu rdr, co zdarzyło się bodaj po raz pierwszy w historii publikacji trendów cenowych PSB.Tab. 1 – Materialy budowlane – średnia dynamika cen

Główne przyczyny galopady cen materiałów budowlanych pozostają wciąż bez zmian i w pierwszym rzędzie wynikają z niesłabnącej hossy na globalnym rynku surowców, których podaż z racji nieograniczonego wręcz popytu ze strony największych gospodarek świata pozostaje w coraz bardziej odczuwalnej defensywie. Do tego dochodzą rosnące koszty energii, logistyki czy pracy, bez większych nadziei na choćby wyhamowanie trendu, o jego odwróceniu nie wspominając. W efekcie także w krajowych hurtowniach materiałów budowlanych coraz częściej dochodzi do braków w zaopatrzeniu nawet w podstawowy asortyment.

Ceny materiałów budowlanych oraz perspektywy ich kształtowania w bliższej i dalszej przyszłości są niezwykle ważnym elementem planowania wszelkich inwestycji na rynku mieszkaniowym. Wynika to z faktu bardzo wysokiego, grubo ponad 50-procentowego ich udziału w kosztach budowy każdej nieruchomości mieszkaniowej. W ostatnich latach jednym z koronnych argumentów tendencji wzrostowej cen mieszkań było bowiem powszechne przekonanie o nieuchronności hossy na rynku materiałów budowlanych. Tymczasem obecna dynamika drożyzny w połączeniu z ich niedostateczną podażą, to perspektywa kolejnych etapów windowania cen nowych mieszkań, połączona z coraz bardziej realnym ryzykiem powszechnych opóźnień w realizacji inwestycji, pozbawionych możliwości terminowych dostaw materiałów.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Sygnalista w firmie – kim jest, jaką pełni rolę i w jaki sposób chroni go prawo?

Firmy i organizacje to podmioty realizujące określone zadania, obowiązki i pracujące według ścisłe ustalonych zasad. Niekiedy dochodzi w nich niestety także do zaniedbań i nadużyć mogących narazić pracowników i inne podmioty na straty. Zgłaszanie tego typu okoliczności jest domeną sygnalistów, czyli osób informujących opinię publiczną, pracodawcę lub zewnętrzne instytucje o zauważonych przez siebie problemach w funkcjonowaniu firmy. Z uwagi na swoją dość kontrowersyjną działalność, sygnaliści są szczególnie narażeni na mobbing i różnego rodzaju działania odwetowe. Ich sytuację zmienia dyrektywa UE, która obowiązuje wszystkie kraje wspólnoty.

Kim jest sygnalista i co jest jego celem?

Sygnalista (ang. whistleblower) to osoba nagłaśniająca działalność, która w jej mniemaniu i ocenie jest nielegalna lub nieuczciwa. Jego zadaniem jest informowanie opinii publicznej lub konkretnych instytucji o różnego rodzaju malwersacjach, nadużyciach, problemach oraz łamaniu przepisów mających miejsce w organizacji, w której pełni on obowiązki zawodowe. Sygnaliści dzielą się na wewnętrznych i zewnętrznych. Ci pierwsi są zatrudniani przez daną firmę, natomiast zewnętrzni nie pracują w niej lub należą do jej byłych pracowników. Z uwagi na swoją działalność i informowanie osób z zewnątrz organizacji o różnego rodzaju problemach związanych z jej funkcjonowaniem, sygnaliści są narażeni na działania odwetowe ze strony pracodawcy lub innych pracowników.

Główną motywacją skłaniającą pracowników do wcielenia się w rolę sygnalistów jest ich troska o interes innych pracowników oraz całej organizacji. Ich działalność jest jednak przydatna tylko w sytuacji, kiedy dostarczane przez sygnalistów informacje są traktowane poważnie, a kadra kierownicza podejmuje właściwe działania mające na celu wyeliminowanie zgłoszonych nadużyć. Częstym problemem, z jakim spotykają się sygnaliści jest mobbing. Nie każdemu podoba się ich działalność oraz walka o ochronę prawa i interesów innych pracowników. Do innych problemów należą m. in. szykany w miejscu pracy, prześladowania i poniżenia oraz nierówne traktowanie w obszarze finansowym.

Unijna dyrektywa gwarantująca sygnalistom ochronę

Działania prowadzone przez sygnalistów są dość kontrowersyjne, jednak mogą przynieść wiele dobrego zarówno firmie, jak i jej pracownikom. Nic więc dziwnego, że Parlament Europejski i Rada UE w trosce o ich dobro zdecydowały się na wydanie dyrektywy dotyczącej ochrony osób zgłaszających naruszenie praw UE. Została ona ostatecznie przyjęta w październiku 2019 r., a wszystkie kraje członkowskie zostały zobowiązane do wprowadzenia na swoim terenie regulacji gwarantujących sygnalistom możliwość bezpiecznego realizowania procedur zgłoszeniowych.

Pierwszym krokiem w celu wypełnienia kluczowych obowiązków, które nakłada na firmy unijna dyrektywa, może aplikacja dla sygnalistów Whiblo, której wdrożenie pozwala na bezpieczne i w pełni anonimowe zgłaszanie przez pracowników wszelkich nieprawidłowości. Aplikacja dla sygnalistów to innowacyjne i przydatne narzędzie, dzięki któremu firma może rozwijać się w przyjazny dla pracowników sposób, mając zawsze na uwadze ich głos i opinie oraz podejmując szybką reakcję na zgłaszane problemy.

Francja i Polska to dwa najmniej przyjazne do prowadzenia biznesu kraje w Europie

Francja jest najbardziej skomplikowaną jurysdykcją w Europie (i drugą na świecie), w której można prowadzić działalność gospodarczą, według Global Business Complexity Index (GBCI) raportu przygotowanego przez TMF Group – firmy świadczącej administracyjne usługi biznesowe w obszarze rozwoju międzynarodowego – zarówno organicznego lub w wyniku fuzji i przejęć oraz dla funduszy inwestycyjnych.

Polska znalazła się tuż za Francją. Pozycja drugiego, najtrudniejszego do prowadzenia biznesu kraju w Europie to najgorszy wynik Polski w historii zestawienia.

W raporcie przeanalizowano zasady, przepisy, stawki podatkowe, kary i kwestie zgodności w 77 jurysdykcjach, które odpowiadają za 92 proc. światowego PKB i 9 proc. globalnych przepływów bezpośrednich inwestycji zagranicznych netto.

Pierwsze miejsce w Europie (i drugie na świecie) Francji wynika ze złożoności procesów księgowych i podatkowych, przepisów kadrowych silnie skoncentrowanych na pracownikach oraz wymogów dotyczących raportowania księgowego w języku lokalnym. Mimo, że Francja była jedną z pierwszych jurysdykcji, która wprowadziła unijny system SAF-T (elektronicznej wymiany danych księgowych) oraz „Business France” – stronę internetową mającą na celu pomoc zagranicznym firmom w zachowaniu zgodności z francuskimi standardami rachunkowości – przedsiębiorstwa działające w tym kraju mogą nadal mieć trudności z powodu ciągłych zmian tych standardów. Kadry i płace są również silnie regulowane, a wyniki sporów sądowych dotyczących zatrudnienia są zazwyczaj korzystne dla pracowników. Zwolnienie słabo radzącego sobie pracownika może trwać nawet 12 tygodni, w przeciwieństwie do jednego tygodnia, jak ma to miejsce w Irlandii.

Polska znalazła się na drugim miejscu w Europie (i 10. miejscu na świecie) wśród państw posiadających najbardziej złożone przepisy regulujące prowadzenie biznesu.

Powodów takiej pozycji w rankingu można szukać m.in. w stale zmieniającym się scenariuszu legislacyjnym, który pozostawia firmom niewiele czasu na reakcję i wdrożenie zmian zgodnie z nowymi przepisami. Ponadto, pomimo przyjęcia przez rząd podpisu elektronicznego, polskie władze nie akceptują wielu międzynarodowych dostawców podpisów, a zamiast tego wymagają podpisów od określonych lokalnych dostawców, co dodatkowo zwiększa złożoność jurysdykcji. To jednak tylko wybrane utrudnienia. Jest ich znacznie więcej.

Raport stwierdza, że Europa jest nadal regionem, w którym kraje takie jak Holandia i Irlandia są bardzo atrakcyjnymi lokalizacjami dla międzynarodowych organizacji, zajmując odpowiednio 70. i 74. miejsce pod względem złożoności biznesowej spośród 77 badanych (czym niższa pozycja w zestawieniu, tym kraj bardziej przyjazny dla biznesu). Oba kraje oferują stabilne i sprawiedliwe otoczenie regulacyjne, zaawansowane, cyfrowe i konkurencyjne systemy podatkowe oraz wykształconych, wysoko wykwalifikowanych i zorientowanych na pracę w sektorze usług pracowników.

Komentarz polskich ekspertów do wyników raportu i najniższej w historii pozycji Polski w zestawieniu.

Maja Mandela, liderka praktyki Księgowości i Podatków na obszar Europy Centralnej i Środkowej, TMF Group.

Główne powody, dla których tak trudno na tle innych Państw europejskich prowadzi się biznes w Polsce to bardzo niestabilny system podatkowy i rosnący z roku na rok fiskalizm przejawiający się w dodatkowych opłatach i podatkach lub zwiększaniu już istniejących podatków. Dyskomfort przedsiębiorców powoduje też niepewność co do kierunku zmian i bardzo szybkie tempo ich wprowadzania często bez lub z niewielkim vacatio legis. Szybko tworzone prawo podatkowe jest często niezrozumiałe, nowelizowane wielokrotnie zaraz po wprowadzeniu, różnie interpretowane. W sytuacjach, gdy nowe regulacje krajowe wynikają z konieczności implementacji dyrektyw UE lub konieczności dostosowania do prawa UE, regulacje w Polsce wprowadzane są ad hoc, w niezbyt przemyślany, niedoprecyzowany sposób, a także często bardziej restrykcyjnie niż w innych krajach UE.

Powyższe działania przekładają się na wzrost kosztów podatkowych, wzrost obowiązków firm wynikających z dostosowania do nowych przepisów, konieczności większych nakładów na dostosowanie systemów informatycznych do nowych wymogów, rozbudowę działów finansów w firmach w związku ze zwiększoną czasochłonnością raportowania, a także konieczność poniesienia dodatkowych kosztów doradztwa podatkowego z uwagi na nieprecyzyjność przepisów. To także wpływa na dodatkowe koszty szkoleń pracowników. 

W kontekście rosnącego fiskalizmu warto podkreślić, że od 2015 roku naliczono około 35 nowych danin lub podwyżek/zaostrzeń istniejących podatków i opłat, m.in. podatek bankowy, podatek od sprzedaży detalicznej, „danina solidarnościowa”, opłata emisyjna od paliw, opłata mocowa (za energię elektryczną), podatek od nieruchomości komercyjnych, podatek cukrowy, opłata wodna, „opłata małpkowa”.

Poniżej najistotniejsze zmiany wprowadzane w polskim systemie podatkowym w ostatnich pięciu latach:

  1. Nowelizacja przepisów w zakresie dokumentacji cen transferowych od 2019 roku – wprowadzenie szeregu istotnych zmian, w tym podniesienie progów dokumentacyjnych dla dokumentacji lokalnej do 10 mln zł netto dla transakcji towarowych i finansowych oraz 2 mln zł netto dla transakcji usługowych i pozostałych, czy też uproszczenie zasad rozliczeń cen transferowych tzw. „safe harbours”. Nowe przepisy jednak nałożyły również na pewną grupę podatników obowiązek złożenia zaawansowanej informacji TP-R, który zastąpił dotychczasową formę raportowania o cenach transferowych (tj. formularz CIT/TP lub PIT-TP)

Podstawa prawna: Rozporządzenie Ministra Finansów z dnia 21 grudnia 2018 r. w sprawie dokumentacji cen transferowych w zakresie podatku dochodowego od osób prawnych wraz ze zmianami wprowadzonymi w kolejnych latach.

  1. Raportowanie schematów podatkowych MDR – 25 maja 2018 r. weszła w życie Dyrektywa Rady (UE) 2018/22 (Dyrektywa DAC6) Zgodnie z Dyrektywą DAC6 wprowadzająca obowiązek zgłaszania określonych uzgodnień transgranicznych w terminie 30 dni, tzw. Mandatory Disclosure Rules. Państwa członkowskie UE zostały zobowiązane do implementacji ww. dyrektywy w swoich systemach prawnych przed 1 stycznia 2020 r. Obecnie podejście innych państw członkowskich UE jest bardziej liberalne w porównaniu z Polską, która wprowadziła restrykcyjne przepisy w zakresie MDR. Obowiązujące zasady nakładają obowiązek raportowania schematów podatkowych, w których istotną rolę odgrywają korzyści podatkowe. Ustawa przewiduje bardzo dotkliwe sankcje finansowe za niewypełnienie obowiązków informacyjnych. Ponadto, przepisy są bardzo niejasne, budzące wiele wątpliwości interpretacyjnych, uzupełnione wieloma dodatkowymi objaśnieniami po wprowadzeniu powodują poczucie rosnącego ryzyka podatkowego u podmiotów działających w Polsce.
  1. Obowiązkowy split payment w przepisach o VAT – Wprowadzenie mechanizmu podzielonej płatności (split payment), obowiązkowego przy określonych transakcjach (tj. nabycia usług i towarów wymienionych w załączniku do ustawy o VAT w sytuacji, gdy wartość brutto transakcji wyniesie powyżej 15.000 zł lub równowartość tej kwoty, a sprzedawca i odbiorca są podatnikami VAT). Duża zmiana, która ze względu na wysokie sankcje (wynikające z przepisów o VAT, CIT jak i ustawy karno-skarbowej) wymusiła wprowadzenie przez przedsiębiorców dodatkowych działań w zakresie weryfikacji towarów zakupionych od kontrahentów, zwiększonej należytej staranności, zmian przy dokonywaniu przelewów i wystawianiu faktur.

Podstawa prawna: Ustawa z 9 sierpnia 2019 r. o zmianie ustawy o podatku od towarów i usług oraz niektórych innych ustaw; ustawa z dnia 11 marca 2004 r. o podatku od towarów i usług z  – Dz.U. z 2020 r., poz. 106

  1. Biała lista podatników VAT – Obowiązek weryfikacji kontrahenta w zakresie jego aktualnego statusu w podatku VAT z tzw. Białą listą VAT, powiązany z wprowadzeniem dotkliwych sankcji dla przedsiębiorcy polegających na odmowie prawa do zaliczenia wydatku do kosztów uzyskania przychodu i objęcie podatnika solidarną odpowiedzialnością w zakresie VAT.

Podstawa prawna:, Art. 96b Ustawa z dnia 11 marca 2004 r. o podatku od towarów i usług. ; Art. 14 ust. 2h, 2i, 22p Ustawa z dnia 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych.; Art. 12 ust. 4i, 4j Ustawa z dnia 15 lutego 1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych.; Art. 117ba, 117bb Ustawa z dnia 29 sierpnia 1997 r. – Ordynacja podatkowa.; Art. 28 ust. 4 Ustawa z dnia 5 listopada 2009 r. o spółdzielczych kasach oszczędnościowo-kredytowych.; Art. 7-14 Ustawa z dnia 12 kwietnia 2019 r. o zmianie ustawy o podatku od towarów i usług oraz niektórych innych ustaw.; Art. 19 Ustawa z dnia 6 marca 2018 r. – Prawo przedsiębiorców.

  1. Zmiany w zakresie podatku u źródła (WHT) – Nałożono na płatników obowiązek „dochowania należytej staranności” przy wypłacie należności zagranicznych. Aby nie pobierać podatku u źródła lub pobierać go z zastosowaniem niższej stawki zgodnie z zasadami należytej staranności polski podmiot wypłacający należności jednostce zagranicznej musi weryfikować uprawnienia odbiorcy do zwolnienia z podatku lub zastosowania niższej stawki, gromadząc informacje i dokumenty potwierdzające w szczególności rezydencję podatkową i charakter rzeczywistego odbiorcy należności. Nieproporcjonalnie dużo dodatkowych obowiązków nałożonych na przedsiębiorców w Polsce, z dużymi wątpliwościami interpretacyjnymi co do tego, jakie konkretne czynności zostaną uznane za spełnienie wymogu.

Podstawa prawna: art. 29 ust. 1 z 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 1387; ost.zm. Dz.U. z poz. 875), art. 21 ust. 1 ustawy z 15 lutego 1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 865; ost.zm. Dz.U. z 2020 r., poz. 695)

  1. Jednolity plik kontrolny (ustawa z 10 września 2015 r. o zmianie ustawy Ordynacja podatkowa) – Objęcie podatników obowiązkiem przekazywania danych w postaci jednolitego pliku kontrolnego (JPK). JPK to plik o uzgodnionej strukturze logicznej (w formacie xml), za pomocą którego podatnicy przekazują organom podatkowym dane (rejestry VAT, wyciągi bankowe, księgi rachunkowe, magazyny, faktury). Zmiana miała na celu „digitalizację podatków” oraz umożliwienie fiskusowi dokonywania szybkich i precyzyjnych kontroli rozliczeń podatkowych przedsiębiorców. Trudność polegała przede wszystkim na bardzo szybkim tempie, w jakim przedsiębiorcy musieli się do nich dostosować. Ponadto, przedsiębiorcy mieli do czynienia, od czasu wprowadzenia nowych wymogów, z częstą zmianą struktur plików JPK, co powodowało operacyjne problemy, zwiększało czasochłonność przygotowania i konieczność ponoszenia dodatkowych nakładów na dostosowanie systemów.

Agnieszka Nowocień, Starszy menadżer ds. płac w TMF Group

 

Powody, dla których źle prowadzi się biznes w Polsce to intensywne tempo zmian, które przekłada się bezpośrednio na wzrost kosztów, obowiązków pracodawców oraz wynagrodzenia pracowników. Wprowadzane są niespójne przepisy o podatkach dochodowych. Dotychczasowe ustawy, nowelizowane ponad 100-krotnie, są zbiorem skomplikowanych przepisów, w wielu miejscach wadliwie skonstruowanych i nieczytelnych dla przeciętnego podatnika. To zdecydowanie nie pomaga ani nie zachęca zarządzających firmami zagranicznymi do prowadzenia biznesu w naszym kraju. Powyższe utrudnienia powodują konieczność zwiększania, a nie optymalizacji zatrudnienia i zaangażowania pracowników działów kadr i płac w realizację nowych obowiązków.

Zapowiedzi kolejnych zmian wprowadzają niepokój zarówno wśród pracodawców, jak i pracowników.

Polski Ład został przyjęty na posiedzeniu Sejmu 1 października. Nowe rozwiązania mają dotyczyć m.in. przedsiębiorców, pracowników, seniorów i dużych rodzin. Główne zmiany będą dotyczyć obszaru podatkowego tj. ulg podatkowych, zerowego podatku dla zarabiających kwotę minimalnego wynagrodzenia, seniorów oraz dużych rodzin.

17 grudnia 2021 r. do polskiego porządku prawnego powinna zostać implementowana dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie ochrony osób zgłaszających naruszenia prawa Unii (dyrektywa o sygnalistach). Jej celem jest ustanowienie standardu ochrony prawnej dla osób, które przekazują informację o nieprawidłowościach zauważonych w firmie. Wdrożenie dyrektywy oznacza dla pracodawców nowe obowiązki, takie jak m.in. konieczność utworzenia wewnętrznego kanału zgłoszeń, opracowania nowych procedur, na podstawie których sygnaliści będą mieli możliwość dokonywania zgłoszeń naruszeń, wyznaczenie osoby lub jednostki organizacyjnej odpowiedzialnej za przyjmowanie zgłoszeń i przeprowadzanie dalszych działań, czy zapewnienie ochrony sygnalistom.

Lista pozostałych zmian, które utrudniają prowadzenie biznesu w kontekście obowiązków kadrowo – płacowych w Polsce, to:

  1. Obowiązek ewidencjonowania umów o dzieło – Ustawa z 31.3.2020 r. o zmianie ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2020 r. poz. 568, dalej jako: ZmKoronawirusU20), wprowadziła obowiązek informowania ZUS o zawieraniu umowy o dzieło.

Każda umowa o dzieło w 2021 musi być zgłoszona do ZUS-u za pośrednictwem formularza RUD w terminie 7 dni od jej zawarcia. Informację można dostarczyć elektronicznie. Dla każdego wykonawcy należy wypełnić osobny dokument. Te obowiązki wpływają bezpośrednio na wzrost nakładu i kosztu pracy.

  1. Zmiany przepisów podatkowych w ciągu ostatnich 2 lat (2019 – 2020), zmiany wysokości stawek podatku w trakcie roku, wprowadzenie ulgi dla młodych, zmiany ryczałtowych kosztów uzyskana przychodu oraz zmiany formularzy podatkowych – stan ten wywołał chaos. Pracodawcy mieli bardzo krótki czas na wdrożenie oraz aktualizacje systemów płacowo-kadrowych. Chaotyczne rozwiązania przyczyniły się do zwiększenia kosztów pracodawców przez konieczność wprowadzenia niezbędnych zmian oraz dodatkowe szkolenia pracowników.
  2. Ustawa z dnia 4.10.20218 o pracowniczych planach kapitałowych – spowodowała wzrost kosztu zatrudnienia, większy zakres obowiązków względem Instytucji Finansowych (raportowanie, zgłoszenie/wyrejestrowanie uczestników, kontrola terminów obowiązkowego i ponownego przystąpienia uczestników do programu).
  3. Wzrost płacy minimalnej – Dz.U.2020.0.2207 t.j. – Ustawa z dnia 10 października 2002 r. o minimalnym wynagrodzeniu za pracę przyczyniła się do wzrostu kosztów stałych utrzymania pracowników, co może mieć przełożenie na renegocjację kontraktów z Klientami lub zastosowanie klauzul waloryzacyjnych ponieważ wzrost minimalnego wynagrodzenia nie jest często równoznaczny z lepsza kondycją finansową firmy.
  4. Niska elastyczność czasu pracy, prawo pracownika do urlopu na żądanie – art. 1672KP (Ustawa z dnia 26 czerwca 1974 r. Kodeks pracy (Dziennik Ustaw rok 2020 poz. 1320) – co do zasady pracodawca ma obowiązek zgadzać się na wnioski o urlop na żądanie. Urlop ten często dezorganizuje pracę w firmie i jest źródłem konfliktów na linii pracownik – pracodawca.

Kaucja a podstawa opodatkowania

W celu zabezpieczenia zwrotu opakowania przez klienta przedsiębiorcy pobierają często kaucję, która stanowi pieniężne zabezpieczenie roszczeń w sytuacji braku zwrotu w określonym terminie. Taki model obniża finalną wartość produktu o wartość opakowania, co sprawia, że produkt jest bardziej konkurencyjny, a działania przedsiębiorcy proekologiczne. W przypadku zwrotu opakowań w terminie pobrana kaucja powinna podlegać zwrotowi. Co jednak w przypadku, gdy kontrahent nie zwróci opakowania albo zwróci je z opóźnieniem? Jak ewidencjonować wydania i zwroty opakowań przy sprzedaży detalicznej? Zagadnieniem tym zajął się Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej w interpretacji z 10 września 2021 r., sygn. akt 0112-KDIL3.4012.50.2021.1.MS.

Stan faktyczny interpretacji

W związku ze sprzedażą towarów spółka planowała wydawać każdemu klientowi opakowanie zwrotne, za które pobierana byłaby kaucja. Sprzedaż będzie odbywała się w głównej mierze na rzecz osób fizycznych i będzie ewidencjonowana na kasie fiskalnej. Wydanie opakowania oraz pobranie kaucji ma być wyszczególnione na paragonie w części niefiskalnej, ponieważ sprzedawca nie chce wliczać kosztów opakowania zwrotnego do podstawy opodatkowania. Dzięki rejestrowaniu na kasie liczby opakowań wydanych oraz zwróconych podatnik będzie mógł ustalić dokładną liczbę niezwróconych opakowań w danym okresie.

Przepisy prawa

Kwestia zaliczenia wartości opakowań zwrotnych do podstawy opodatkowania została uregulowana w art. 29a ust. 11 i 12 ustawy o VAT. Zgodnie z ustępem 11 „do podstawy opodatkowania nie wlicza się wartości opakowania, jeżeli podatnik dokonał dostawy towaru w opakowaniu zwrotnym, pobierając kaucję za to opakowanie lub określając taką kaucję w umowie dotyczącej dostawy towaru”. Zatem co do zasady wartość opakowań zwrotnych nie powinna być zaliczana do podstawy opodatkowania, a tym samym nie powinna być opodatkowana.

Ustawodawca przewidział jednak sytuację, gdy podatnik nie dokona zwrotu opakowania, o którym mowa powyżej. Zgodnie z ustępem 12 w przypadku niezwrócenia przez nabywcę opakowania podstawę opodatkowania podwyższa się o wartość tego opakowania w dniu następującym po dniu, w którym umowa przewidywała zwrot opakowania albo jeżeli w umowie nie określono terminu zwrotu tego opakowania – sześćdziesiątego dnia od dnia wydania opakowania. Ustawodawca określił zatem maksymalny okres, w którym podatnik powinien otrzymać zwrot opakowania.

Z kolei art. 106i ust. 5 ustawy o VAT reguluje terminy na wystawienie faktur z tytułu braku zwrotu opakowania. Jest to termin nie późniejszy niż siódmego dnia od określonego w umowie dnia zwrotu opakowania lub, jeżeli w umowie nie określono terminu zwrotu opakowania, sześćdziesiątego dnia od dnia wydania opakowania.

Brak zwrotu towaru a ewidencja na kasie fiskalnej

W związku z takim brzmieniem przepisów podatnik nabrał wątpliwości, czy ewidencjonując kaucję za opakowania zwrotne wydane do klientów detalicznych na kasie fiskalnej, będzie zobowiązany do podwyższenia kwoty opodatkowania w przypadku braku zwrotu opakowań o wysokość kaucji. W jego ocenie nie będzie takiego obowiązku, ponieważ art. 106i ust. 5 ustawy o VAT nie będzie miał zastosowania do sprzedaży detalicznej, a poza tym wnioskodawca, ewidencjonując wydania jedynie na kasie rejestrującej, nie ma możliwości ustalenia, kiedy upłynął termin 60 dni od dnia wydania opakowania, ponieważ ewidencjonuje wartości bez podziału na konkretne opakowania. Organ co prawda wskazał, że rozumie powyższe ograniczenia, jednak uznał, że w jego ocenie nie zwalniają one podatnika z podwyższenia podstawy opodatkowania. W konsekwencji pomimo ewidencjonowania na kasie rejestrującej w sposób bardzo uproszczony wydań i zwrotów opakowań oraz braku wystawiania faktur w związku ze sprzedażą detaliczną podatnik i tak powinien ustalić, o jaką kwotę ma podwyższyć zobowiązanie podatkowe.

Jak to zrobić?

W pierwszej kolejności Dyrektor KIS wskazał, że w sytuacji ewidencjonowania wydania opakowania jedynie w części niefiskalnej paragonu nie można mówić o zawarciu umowy w zakresie zwrotu opakowania, a zatem co do zasady klient detaliczny może zwrócić opakowanie w każdym momencie, a podatnik powinien je przyjąć. Idąc dalej, organ przyjął bardzo rygorystyczne stanowisko, oparte o literalną wykładnię przepisów, że skoro podatnik pobrał kaucję, której nie wliczył do podstawy opodatkowania, to powinien podwyższyć podstawę opodatkowania w terminie 60 dni od dnia wydania opakowania. W przypadku zwrotu opakowań po tym terminie podatnik będzie miał możliwość obniżenia podwyższonej wcześniej podstawy opodatkowania, ale powinien wykazać, że obniżenie dotyczy tych opakowań, za które wcześniej zostało dokonane podwyższenie podstawy. W tym celu podatnik będzie musiał wystawiać odpowiednie dokumenty wewnętrzne, ponieważ takich rozliczeń co do zasady nie można dokonywać na kasie fiskalnej.

Interpretacja przedstawia zatem bardzo rygorystyczne stanowisko, dlatego podatnicy, którzy sprzedają towar w opakowaniach zwrotnych na rzecz klientów detalicznych, powinni zastanowić się nad prowadzeniem ewidencji wydań i zwrotu opakowań albo uprościć rozliczenia i wliczać wartość opakowań zwrotnych do podstawy opodatkowania, tj. nie pobierać za nie zwrotnej kaucji.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

ADP określa nowy wskaźnik pomiaru wydajności HR

Podczas gdy firmy starają się pozyskać nowych pracowników, badanie przeprowadzone przez ADP Research Institute przedstawia wpływ działań z zakresu HR na Talent Branding w przedsiębiorstwie i prezentuje nowy wskaźnik do pomiaru wydajności HR.

Badanie przedstawia konkretne czynniki wpływające na Talent Branding, czyli percepcję organizacji przez pracownika; powody sprawiające, że pracownik planuje odejście z pracy oraz czynniki, które faktycznie decydują o jego odejściu. Badanie ADP objęło ponad 32 000 respondentów z 25 krajów.

  • Możliwość bezpośredniej komunikacji z działem HR pozytywnie wpływa na wynik HR Xperience Score (HRXPS): Pracownicy dwukrotnie częściej doceniają swoje miejsce pracy, jeśli mogą kontaktować się z dedykowanym dla nich pracownikiem z działu HR.
  • Częstotliwość kontaktu między działem HR a pracownikami ma znaczenie: Osoby, które średnio 7 razy skorzystały z możliwości komunikacji z działem zajmującym się zasobami ludzkimi, są 7,4 razy bardziej skłonne do tego, aby stwierdzić, że HR promuje pozytywne wartości w firmie.
  • Obecność działu HR w firmie bezpośrednio wpływa na wyższy wskaźnik HRXPS: Im więcej pracowników będzie utrzymywało kontakty z działem HR, tym wskaźnik HRXPS jest wyższy. Co więcej, pracownicy, którzy skorzystają średnio z 5 działań proponowanych przez dział HR, 11 razy częściej twierdzą, że jego obecność odgrywa istotną rolę w dbaniu o wartości przedsiębiorstwa.

W pionierskim badaniu przeprowadzonym przez ADP Research Institute (ADPRI), określony został wskaźnik HR XPerience Score (HRXPS), dzięki któremu istnieje możliwość zmierzenia jakości i siły odziaływania działu HR na pracowników, a także pomaga określać czynniki, które bezpośrednio wpływają na Talent Branding.

Aby lepiej zrozumieć, co wpływa na Talent Branding – czyli prawdopodobieństwo, że pracownik zarekomenduje firmę członkowi swojej rodziny lub przyjacielowi – badanie ustala wskaźniki, które wpływają na poznanie pracownika i generują wysokie HRXPS. Określa ono również, co dokładnie rzutuje na to, czy pracownik nosi się z zamiarem odejścia z firmy i czy ostatecznie podejmie taką decyzję.

Częstotliwość współpracy między działem HR a pracownikiem, a także jakość budowania relacji między nimi wpływa na wysoki wskaźnik HRXPS. Pracownicy, którzy mają swojego osobistego opiekuna 2 razy częściej niż pracownicy, którzy nie mają dedykowanego opiekuna HR i aż 5 razy częściej niż pracownicy, którzy nie mają działu HR, zauważają, że wpływa on pozytywne na budowanie wartości w firmie. Warto zaznaczyć, że są oni ponad 7 razy bardziej skłonni przyznać, że dział HR promuje wartości firmy, gdy wejdą z nimi w częstszą interakcję. W badaniu zaobserwowano również, że tym wskaźnik HRXPS jest wyższy, im częściej pracownik korzysta z działań proponowanych przez dział HR. Należy zaznaczyć, że osoby, które współpracowały z działem HR co najmniej 5 razy, aż 11 razy częściej twierdzą, że ma on pozytywny wpływ na budowanie wartości przedsiębiorstwa. Badania wskazują również, że działania z zakresu wdrożenia nowego pracownika (tzw. onboarding), zwiększania efektywności zatrudnionych i zapewnienie pakietów zdrowotnych to główne obszary, które wpływają na podwyższenie się wskaźnika HRXPS.

Dzięki zastosowaniu odpowiedniego wskaźnika, pozwalającego na skutecznie mierzenie działań z zakresu HR możemy zbadać, co wpływa na postrzeganie firmy przez pracownika – powiedział Marcus Buckingham, specjalista w ADP Research Institute. – Nasze badanie wykazało, że działania z zakresu HR mają kluczowe znaczenie dla tego obszaru, do tego stopnia, że każda interakcja pomiędzy dedykowanym opiekunem z działu HR a pracownikiem ma wpływ na wyższy wskaźnik HRXPS. Warto podkreślić, że stworzenie pozycji opiekuna pracownika w dziale HR jest wbrew aktualnemu trendowi rezygnacji z wewnętrznych działów HR – dodał Buckingham.

Zapotrzebowanie na wykwalifikowanych pracowników jest wciąż bardzo wysokie, a ofert pracy jest dla nich coraz więcej. W związku z tym, pracodawcy wciąż konkurują między sobą o pozyskanie talentów do firmy – powiedział Sreeni Kutam, dyrektor ds. zasobów ludzkich w ADP – Katalizatorem w zakresie pozyskiwania i retencji specjalistów, jak i postrzegania firmy przez pracowników, jest dział HR. Działania przez niego prowadzone można teraz zmierzyć za pomocą wskaźnika branżowego. Co więcej, gdy w firmie zwiększa się liczba osób zatrudnionych, to dział HR powinien ponownie przyjrzeć się procesowi onboardingu, ponieważ to właśnie wtedy ma on największe znaczenie dla organizacji – dodała.

Co wpływa na HRXPS:

W ramach badania, ADPRI stworzyło metrykę do pomiaru i kategoryzacji działań z zakresu HR i roli tego działu w organizacji poprzez wzgląd na: promowanie (Value-Promoting), osiąganie (Value-Performing) i umniejszanie wartości (Value-Detracting). Może być on wykorzystywany jako branżowy punkt odniesienia dla porównania poziomu krajowego i globalnego działań z zakresu HR w firmie.

Skutki dla działów HR:

  • Gdy pracownicy uważają, że zadaniem HR jest Value Promoting są 8 razy bardziej skłonni do tego, aby wspierać markę pracodawcy.

Prawdopodobieństwo zamiaru odejścia z pracy

  • Ryzyko, że pracownicy, którzy działają w zgodzie z zasadą Value-Promoting i będą mieli zamiar odejścia z pracy jest 3,7 razy mniejsze niż u tych, którzy przyjmują postawę Value-Detracting.
  • Jak pokazuje wskaźnik HRXPS, w przypadku pracowników przyjmujących postawę Value-Detracting, prawdopodobieństwo poszukiwania nowej pracy jest 3,4 razy większe niż w przypadku osób działających w zgodzie z zasadą ich promowania.

Częstotliwość dobrowolnych wypowiedzeń:

  • Pracownicy, którzy dobrowolnie odchodzą z pracy są 1,6 razy bardziej narażeni na postrzeganie przez HR jako Value-Detracting już na trzy miesiące przed odejściem z niej.

Kluczowe czynniki wpływające na HRXPS:

Międzynarodowe badanie wykazało, że współpraca z HR oraz doświadczenie mają kluczowy wpływ na postrzeganie firmy przez pracowników i mogą wpływać na obniżenie retencji wśród pracowników.

Dedykowany opiekun w dziale HR:

  • Pracownicy, którzy posiadają własnego opiekuna w dziale HR, dwukrotnie częściej twierdzą, że HR działa w zgodnie z Value-Promoting niż pracownicy, którzy kontaktują się z wieloma osobami z działu HR i 5 razy częściej niż pracownicy, którzy w ogóle nie mają działu HR.

Częstotliwość interakcji:

  • Pracownicy, którzy mieli średnio siedem interakcji z działem HR, są 7,4 razy bardziej skłonni powiedzieć, że HR działa w zgodnie z Value-Promoting niż pracownicy, którzy nie mieli żadnych interakcji.
  • Jeśli pracownicy częściej korzystają ze wsparcia działu HR to wskaźnik HRXPS jest wyższy; pracownik, który korzystał pięć razy z HR, 11 razy częściej stwierdzi, że HR promuje wartość firmy niż pracownik, który nie korzystał z żadnych usług.

Najskuteczniejsze działania HR, które mają wpływ na HRXPS:

  • Onboarding:
    • Pracownicy, którzy przeszli formalny proces wdrożenia w nowej firmie, 8,5 razy częściej twierdzą, że HR działa w zgodzie z Value-Promoting w porównaniu do tych, którzy nie mieli formalnego wdrożenia.
  • Skoncentrowanie się na wydajności:
    • Pracownicy, którzy najczęściej zwracają uwagę na swoje wyniki, 4,4 razy częściej twierdzą, że HR działa zgodnie z Value-Promoting w firmie.
  • Benefity zdrowotne:
    • Pracownicy, którzy otrzymują świadczenia zdrowotne i korzystają z nich, 3,5 razy częściej twierdzą, że HR działa w zgodzie z Value-Promoting niż pracownicy, którym nie oferuje się świadczeń zdrowotnych.

Czynniki, które nie mają wpływu na HRXPS:

W badaniu przeanalizowano ponadto dodatkowe czynniki, które nie wpływają na jakość usług HR. Status zatrudnienia, zarówno w pełnym, jak i niepełnym wymiarze godzin, nie wpływa na HRXPS. Jest on stosunkowo równy dla obu grup pracowniczych. Ponadto, ani płeć ani wiek nie zwiększają prawdopodobieństwa postrzegania HR jako promowania bądź umniejszania wartością. Nie ma na to wpływu także poziom wykształcenia pracownika. Absolwenci szkół średnich są tak samo skłonni do oceniania HR jako dobrych wartości, jak absolwenci szkół wyższych. Okazało się natomiast, że staż pracownika w organizacji wpływa na jego zaangażowanie, choć nie zwiększa prawdopodobieństwa znalezienia się w żadnej z kategorii HRXPS. Stwierdzono również, że wielkość firmy nie ma wpływu na wspomniany wskaźnik.

DHL Express inwestuje w ciężarówki zasilane ciekłym gazem ziemnym

  • DHL Express optymalizuje transport drogowy i rozszerza flotę o pojazdy niskoemisyjne.
  • Wprowadzone samochody ciężarowe IVECO Stralis 460 KM, zasilane paliwami metanowymi, pozwalają zmniejszyć emisję CO2 o 15%.
  • Pojazdy mają zasięg do 1600 km i będą realizować trasy krajowe.

DHL Express

DHL Express inwestuje we flotę pojazdów zasilanych ciekłym gazem ziemnym (LNG). Samochody ciężarowe będą pokonywać krajową trasę Łódź-Poznań-Wrocław, realizując transport przesyłek między jednostkami przeładunkowymi DHL Express. Za dostawę pojazdów odpowiada jedna ze spółek Grupy DPDHL, DHL Fracht.

Nie ustajemy w dalszym rozwoju i doskonaleniu naszych procesów logistycznych. Rozszerzenie floty o pojazdy zasilane paliwami alternatywnymi to kontynuacja działań DHL Express w celu optymalizacji transportu w ramach naszej sieci. To też kolejny krok do realizacji naszej strategii GoGreen, która zakłada neutralizację do zera emisji CO2 do 2050 roku. Wdrożenie nowego typu pojazdów to również zapewnienie najwyższej jakości usług naszym Klientom – mówi Agnieszka Łukawczyk, Dyrektor ds. Operacji w DHL Express Polska.

Firma zdecydowała się na pojazdy ciężarowe IVECO Stralis 460 KM zasilane LNG, które znajdują szerokie zastosowanie w przewozach na dłuższych trasach krajowych i międzynarodowych. Ich zasięg wynosi 1 600 km. Jednocześnie DHL Express kontynuuje proces wymiany floty na wariant niskoemisyjny. Wybrane samochody ciężarowe, zasilane paliwami metanowymi, zastąpiły ciężarówki wykorzystujące olej napędowy i tym samym pozwoliły już zmniejszyć emisję CO2 o 15%. Zastosowane układy zasilania silników LNG sprzyjają znacznemu ograniczaniu szkodliwych składników spalin emisji – cząstek stałych (PM), tlenków węgla (NOx) i dwutlenku węgla (CO2) – w porównaniu z pojazdami wyposażonymi w napęd wysokoprężny, zgodny z aktualną normą Euro 6.

Wybraliśmy pojazdy LNG ze względu na ich duże możliwości. Posiadają zasięg 1 600 km, co pozwala nam realizować zadania transportowe bez przestojów, w ciągu jednej doby, na trasach Łódź-Poznań oraz Poznań-Wrocław. Tym samym udało nam się zoptymalizować jeden z najistotniejszych odcinków w naszej sieci logistycznej z wykorzystaniem dwóch pojazdów LNG zamiast 4 ciągników siodłowych DIESEL – mówi Mirosław Koszela, Manager ds. Kontroli i Planowania Sieci DHL Express Polska.

Firma planuje wykorzystanie kolejnych pojazdów LNG do obsługi tras między hubami przeładunkowymi. Trwają prace, aby do floty samochodów zasilanych paliwami alternatywnymi dołączyły również ciężarówki elektryczne.

Uzupełnienie floty pojazdami ciężarowymi zasilanymi gazem ziemnym to kolejny krok DHL Express do zwiększenia wydajności sieci i realizacji zrównoważonego transportu, przy jednoczesnym zmniejszaniu emisji CO2. Firma kontynuuje dywersyfikację floty w Polsce – nowe środki transportu dołączą do elektrycznych samochodów dostawczych oraz e-roweru dla kurierów, które pojawiły się na miejskich trasach już w ubiegłym miesiącu.

Ożywienie w Europie traci impet

W piątek Powell ponownie wypowiedział się na temat inflacji w USA i możliwych przyszłych działań Rezerwy Federalnej. Z indeksów amerykańskich najgorzej radził sobie NASDAQ, który stracił 0,87 proc. Przemysłowy Dow Jones zyskał jednak 0,21 proc. Jeśli chodzi o strefę euro widoczny jest spadek impetu ożywienia gospodarczego. Potwierdziły to wskaźniki PMI.

Prezes Fed podczas swojego piątkowego wystąpienia ponownie zabrał głos w sprawie inflacji. Jego zdaniem podwyższone odczyty mogą utrzymać się dłużej niż bank centralny oczekiwał wcześniej. Wyższe wskaźniki zostaną z Amerykanami w przyszłym roku. Wysoka dynamika wzrostu cen to zdaniem Powella wpływ ograniczenia podaży, z którymi borykają się przedsiębiorstwa. Ciężko na ten moment wskazać datę, kiedy problem „wąskich gardeł” w gospodarce zostanie rozwiązany. Prezes amerykańskiej instytucji dodał, że jeśli Fed dostrzeże ryzyko trwałego wzrostu inflacji, wówczas podejmie działania zacieśniające politykę monetarną. Dodał, że „nikt nie powinien mieć wątpliwości, że użyjemy naszych narzędzi, aby sprowadzić CPI z powrotem do poziomu 2 proc.”

Na piątkowej sesji indeksy amerykańskie radziły sobie w zróżnicowany sposób. Nasdaq tracił najmocniej (na skutek rozczarowujących wyników niektórych spółek), prawie na zero wyszedł SP500 a Dow Jones odnotował wzrosty. Należy wspomnieć, że dwa ostatnie wspomniane przeze mnie indeksy wspięły się na swoje historyczne maksima. Oznacza to, że po wrześniowej korekcie zostało jedynie wspomnienie i ślad na wykresie. Widać, że Wall Street jest niewrażliwe na szum wokół inflacji i zakłada, że co prawda normalizacja rozpocznie się już wkrótce, to jednak niskie stopy w USA pozostaną jeszcze przez jakiś czas. Piątkowe PMI z USA pokazują, że usługi maja się świetnie (58,2 pkt.) Tu widać znaczny wzrost w porównaniu do odczytu wrześniowego. Przemysłowy PMI (59,2 pkt.) wypadł co prawda gorzej od oczekiwań, ale nadal jest blisko 60 pkt.

Z kolei ożywienie gospodarcze w strefie euro w coraz większym stopniu traci impet. Indeksy PMI kontynuują tendencję spadkową, choć wskaźnik dla przemysłu spadł nieznacznie z 58,6 do 58,6 pkt. To może się wydawać nieco zaskakujące, ponieważ doniesienia o problemach w podaży mocno powinny hamować sektor. Odczyt dla Niemiec był również gorszy od poprzedniego, lecz tu spadek też był kosmetyczny. Gorzej jest w usługach. Tu dynamika zdecydowanie wyhamowała. Indeks menedżerów ds. zakupów spadł u naszych zachodnich sąsiadów do poziomu 54,7 pkt z 56,4 pkt. Widać, że wskaźniki pomału zaczynają się normalizować po dynamicznym wzroście jaki obserwowaliśmy w I połowie roku. Ankietowane firmy coraz częściej narzekają na problemy z zaopatrzeniem. Również niedawny wzrost liczby infekcji może mieć negatywny wpływ na działalność gospodarczą. Nie da się ukryć, że PMI dają sygnał ostrzegawczy.

W tym tygodniu poznamy szacunki CPI z Polski za październik. Jednak to dopiero w piątek o 10:00. Prawdopodobnie zobaczymy kolejny wzrost, co wzmocni presję na RPP. Złoty ubiegły tydzień nie zaliczy do udanych. EUR/PLN z poziomu 4,5550 urósł do poziomu 4,6090 (który stanowi techniczny, lokalny opór), po czym widzieliśmy kosmetyczną korektę. Dziś złoty ponownie ulega deprecjacji.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

Los złotego w rękach NBP – prognoza kursu euro i dolara

Polski złoty pozostaje słaby. Cały czas zakładamy, że waluta powinna odrobić większość strat do końca 2022 r., jesteśmy jednak w tym zakresie nieco mniej optymistyczni niż wcześniej. Co więcej, w naszej ocenie ryzyko osłabienia złotego jest obecnie najwyższe od czasu rozpoczęcia pandemii. Jeśli sytuacja zewnętrzna będzie niesprzyjająca, a NBP nie będzie wyraźnie podnosił stóp procentowych, kurs EUR/PLN może przebić poziom 4,68 z marca 2021 r.

W październiku Rada Polityki Pieniężnej niespodziewanie zdecydowała się na podniesienie stóp procentowych, zwiększając m.in. stopę referencyjną o 40 pb., do 0,50%. Oprócz tego bank centralny w ostatnich tygodniach podjął szereg działań wpisujących się w ograniczanie stopnia akomodacji. Między innymi praktycznie zawiesił skup aktywów (QE) i przestał oferować bankom kredyt wekslowy.

Zwrot ten sprawiał jednak wrażenie dość chaotycznego, a komunikacja ze strony banku nie była precyzyjna, co – jak zakładamy – miało udział w silnym zwiększeniu oczekiwań dotyczących podwyżek stóp procentowych. Bazując na stawkach FRA, możemy powiedzieć, że rynek spodziewa się wzrostu stopy WIBOR 3M o ok. 135 pb. w perspektywie 6 miesięcy i ok. 190 pb. w perspektywie 15. Oznacza to, że oczekuje podniesienia stopy referencyjnej NBP w okolice 2,25-2,50% na koniec 2022 r. Są to oczekiwania rozedrgane i obecnie wydają się stosunkowo wysokie, niemniej gdyby uległy realizacji, stopy procentowe w Polsce byłyby zauważalnie wyższe niż przed pandemią.

Retoryka polskich decydentów jest niejasna i utrudnia rynkom ocenę sytuacji – rynkowa wycena nie jest jednak wyłącznie kwestią komunikacji NBP. Istotne znaczenie mają także odczyty inflacyjne, pokazujące wysoki wzrost cen (często silniejszy od oczekiwań) oraz działania banków centralnych w regionie i na świecie: trend odchodzenia od monetarnej akomodacji staje się coraz bardziej powszechny. Inwestorzy muszą polegać bardziej na sygnałach spoza krajowego banku centralnego, co zwiększa ryzyko gwałtownych zmian cen aktywów, jeśli tak powstałe oczekiwania okażą się istotnie różne od rzeczywistości.

Ostatni wzrost oczekiwań rynku dotyczących podwyżek stóp był w stanie wesprzeć złotego. Jeśli oczekiwania te zostaną zaspokojone w bardzo niewielkim stopniu lub nie zaspokojone wcale, repricing (zmiana wyceny) może doprowadzić do presji na walutę. Gdyby napięta sytuacja na globalnych rynkach się utrzymywała lub gdyby pogorszył się sentyment i działania NBP nie doczekałyby się kontynuacji, wówczas kurs EUR/PLN może istotnie wzrosnąć, potencjalnie nawet do okolic 4,70–4,80.

Nie jest to jednak nasz scenariusz bazowy. Zakładamy, że podwyżki stóp będą kontynuowane, a decydenci (widząc niedługo inflację rzędu 6–7%) zdecydują się na co najmniej dwie standardowe (o 25 pb.) podwyżki do końca I kwartału 2022 r., z czego jedna może nadejść przed końcem tego roku. Jeśli tak się stanie i komunikacja NBP z rynkiem ulegnie poprawie, złoty powinien odzyskać grunt. Liczymy też, że na owych dwóch podwyżkach się nie skończy, a stopa referencyjna w perspektywie kilku kwartałów znajdzie się w okolicy poziomu sprzed pandemii lub nieco wyżej. Zaznaczamy jednak, że brak klarownej komunikacji ze strony Rady oraz kończące się kadencje i w związku z tym wymiana większości członków RPP w początkach 2022 r. utrudniają szacowanie.

Złoty jest niedowartościowany, ale jest kilka zagrożeń

W naszej ocenie złoty pozostaje walutą niedowartościowaną, a polska gospodarka jest jedną z najbardziej dynamicznie rozwijających się i posiadających dobre fundamenty w gronie rynków wschodzących. Są to czynniki, które powinny sprzyjać umocnieniu polskiej waluty. Jednocześnie liczymy na docelową poprawę rynkowego sentymentu, która powinna sprzyjać walutom ryzykownym, takim jak złoty, podobnie jak oczekiwana przez nas dość łagodna aprecjacja pary EUR/USD. W ostatnim czasie zrewidowaliśmy prognozę dla owej pary w dół, kierując się w szczególności cały czas dość gołębim podejściem EBC do kwestii zacieśnienia polityki pieniężnej. Odstaje ono od nastawienia wielu innych banków centralnych, w tym tych najbardziej rozwiniętych krajów.

Niemniej zagrożenia czyhają na złotego – wielokrotnie dały o sobie znać w tym i poprzednim roku. W krótkim terminie polska waluta może doświadczać wyższej zmienności, a potencjalnie i słabości, z tytułu szeregu czynników:

  • ewentualnych silnych zmian rentowności obligacji w USA,
  • wzrostu ogólnych rynkowych obaw (dotyczących m.in. inflacji, perspektyw gospodarczych czy COVID-19),
  • ewentualnych niekorzystnych dla złotego sygnałów z RPP.

Złoty wydaje się obecnie narażony na większe wahania nie tylko ze względu na głęboko ujemne realne stopy procentowe, ale też na zmiany w bilansie płatniczym. W ostatnich miesiącach notowaliśmy deficyt na rachunku bieżącym. Zmiany w kierunku ograniczenia nadwyżki z wyjątkowo wysokich 3,5% PKB w 2020 r. nie są zaskoczeniem w kontekście odbudowy gospodarki po pandemicznym załamaniu, jednak ich tempo jest szybkie, a skala – względnie duża. W ujęciu 12-miesięcznym do sierpnia nadwyżka spadła do poniżej 1% PKB. Zmiana nie jest korzystna dla złotego, lecz może nakładać na RPP dodatkową presję do podjęcia działań, których efektem byłoby wsparcie waluty.

Złoty może też reagować słabością na ewentualne negatywne informacje dotyczące relacji Polski z UE, które ostatnio ponownie znalazły się w centrum uwagi. I tu liczymy jednak docelowo na unormowanie się sytuacji.

Podsumowując:

  • pozostajemy optymistycznie nastawieni do perspektyw złotego, jednak rewidujemy prognozę EUR/PLN w górę,
  • w tym kontekście istotne znaczenie mają: niekorzystna sytuacja zewnętrzna oraz niepewność dotycząca kwestii wewnętrznych, a szczególnie komunikacji banku centralnego i relacji z UE w połączeniu z pogorszeniem salda na rachunku bieżącym,
  • na naszą prognozę dla złotego wpływa też ostatnia rewizja w dół prognozy dla pary EUR/USD.
EUR/PLN USD/PLN
E-2021 4,50 3,81
Q1-2022 4,45 3,74
Q2-2022 4,40 3,67
Q3-2022 4,35 3,60
E-2022 4,30 3,52

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Emeryci coraz lepiej spłacają zadłużenie

Zadłużenie emerytów spada. Jeszcze w styczniu tego roku wynosiło 6,4 mld zł, a obecnie 5,9 mld zł. Seniorom pomaga trzynasta emerytura, zmiana w postawie wnuków, którzy nie kupują już sprzętu RTV na konto dziadków, a pośrednio… pandemia. Polacy, również ci ze starszego pokolenia, ograniczyli wydatki ze względu na lockdowny, ale i chęć odłożenia choćby niewielkich kwot w obawie przed nieznanym. Widać to w ich portfelach i bazie danych Krajowego Rejestru Długów.

Najnowsza analiza KRD wskazuje, że sytuacja finansowa emerytów poprawia się. Na początku roku mieli oni do oddania 6,4 mld zł, a więc o 0,5 mld zł więcej niż obecnie. W styczniu tego roku liczba dłużników-seniorów wynosiła 354,8 tys., teraz zmniejszyła się do 331,5 tys. Nieznacznie, bo o 38 zł, wzrosło średnie zadłużenie emerytów – z 17 954 zł w styczniu do 17 992 zł aktualnie.

Pierwsza połowa 2021 r. przyniosła starszym Polakom dodatkowe świadczenia w postaci trzynastej emerytury, która wyniosła 1250,88 zł brutto. To wsparcie dla 9,8 mln emerytów, do których trafiło łącznie 12,2 mld zł. Teraz trwają przygotowania do wypłaty czternastej emerytury. Seniorzy otrzymają ją pod koniec października. Wyniesie ona tyle samo, co „trzynastka” i zostanie wypłacona 9,1 mln osób. W pełnej wysokości będzie przysługiwać ok. 7,9 mln emerytów.

Dofinansowany wnuczek nie wspiera się babcią

Przez wiele lat zadłużenie najstarszych Polaków, widniejące w bazie danych KRD, stale rosło. Patrząc długoterminowo, widać, że na koniec 2018 r. starsi Polacy mieli do oddania 7,05 mld zł. Dług systematycznie jednak malał, aby obecnie osiągnąć wartość 5,9 mld zł.

Jedną z przyczyn nasilającego się wcześniej zadłużenia starszych Polaków było zaciąganie przez nich zobowiązań finansowych na rzecz młodszych członków rodziny, głównie wnuków, którzy nie mieli zdolności kredytowej, za to olbrzymią potrzebę posiadania dóbr, na które nie było ich stać. Miało to także oddźwięk w rozmowach, jakie negocjatorzy firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso, partnera KRD, prowadzili z zadłużonymi seniorami. Bardzo często emeryci byli zdziwieni takimi telefonami, tłumacząc, że oni tylko podpisali umowę na telefon czy telewizor, a spłacać miał wnuczek lub wnuczka. Zazwyczaj tak się jednak nie działo.

To podejście w ostatnich latach się zmieniło. Młodzi Polacy, dofinansowani świadczeniami 500 plus, Dobry Start czy bonem turystycznym, coraz rzadziej kupują sprzęt RTV i AGD na raty, zawierając umowę na dziadków, których potem obarczają spłatą. W najbliższym czasie należy spodziewać się dalszej poprawy sytuacji finansowej starszych osób, nie tylko z powodu zmian w portfelach i mentalności ich młodszych członków rodziny, ale dlatego, że seniorzy mogą ubiegać się o dodatkowe świadczenia, jak 500 plus czy 200 złotych dopłaty za szczególną pracę wykonywaną w okresie aktywności zawodowej. Zapewne znajdzie to odzwierciedlenie w naszej bazie danych i zadłużenie starszych osób będzie się nadal zmniejszać – prognozuje Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Seniorzy mogą bowiem wnioskować o wsparcie w postaci 500-złotowego dodatku do emerytury. Muszą mieć ukończone 75 lat, pobierać zasiłek pielęgnacyjny, a także spełniać kryterium dochodowe. Z kolei 200-złotowy „bonus” do emerytury przysługuje tym osobom, które wykonywały w przeszłości szczególny zawód, jak służba strażaków-ochotników.

Ale to nie koniec wiadomości. W 2022 r. niektórzy seniorzy mogą zyskać nawet o 5 tys. zł więcej, niż w tym roku. W styczniu większość emerytur wzrośnie dzięki zwolnieniu ich z podatku, w marcu świadczenia te zostaną zwaloryzowane – według ekspertów wskaźnik waloryzacji może wynieść nawet 7,7 proc. – a w kwietniu każdy emeryt ponownie dostanie „trzynastkę”.

Kobiety górą pod względem długów

Nie zawsze starsi Polacy panują jednak nad spłatą zaległości. Z praktyki firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso, która ma wieloletnie doświadczenie w obsłudze wierzytelności masowych, wynika, że seniorzy przejmują się zaległościami. W rozmowie z negocjatorem chętnie opowiadają o swojej sytuacji życiowej i rodzinnej. Okazuje się, że często mają niepoprawne stosunki z dziećmi czy innymi krewnymi i nie mogą liczyć na ich pomoc.

Są też dość odporni na argumentację negocjatorów, którzy potrafią ułożyć dogodny plan spłaty zaległości, uwzględniający sytuację materialną dłużnika. Seniorzy mają silne przeświadczenie, że lepiej nie będzie, więc nie są skłonni do wprowadzania zmian w swoim budżecie. Po prostu godzą się z losem i trudno ich zaangażować w działania. W rozmowach prowadzonych z negocjatorami jako powód niepłacenia podają zbyt wysoki kredyt, problemy zdrowotne, które pochłaniają pieniądze, pętlę kredytową lub utratę dodatkowego źródła dochodu. Mimo to są zdyscyplinowaną grupą, która sprawnie reguluje zaległości. W przeciwieństwie do młodych osób seniorzy rozumieją, jakie są konsekwencje niepłacenia – mówi Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

Wśród emerytów, figurujących w bazie danych KRD, przeważają kobiety. Jest ich 191 917, natomiast mężczyzn 139 575. Panie mają też wyższe zaległości, bo 3,3 mld zł wobec 2,6 mld zł panów. Ale to konto mężczyzn obciąża większe średnie zadłużenie, które wynosi 18 901 zł w stosunku do 17 331 zł kobiet.

Kredyty ciągną w dół

Najwięcej do oddania mają starsi mieszkańcy Śląska, ich zaległości wynoszą 996 mln zł. Drugie jest Mazowsze z sumą 823 mln zł, a trzeci Dolny Śląsk, gdzie uzbierało się 574 mln zł niezapłaconych rachunków.

Rekordzista ma do oddania 9,1 mln zł. To 74-letni mieszkaniec województwa łódzkiego, który powinien rozliczyć się z bankiem i firmą ubezpieczeniową.

Najwięcej – 4 mld zł – emeryci są winni firmom windykacyjnym i funduszom sekurytyzacyjnym, które odkupiły długi od pierwotnych wierzycieli. 952 mln zł powinny spłacić w instytucjach finansowych: bankach, firmach pożyczkowych, towarzystwach ubezpieczeniowych. Natomiast 522 mln zł to nieuregulowane opłaty administracyjne, głównie alimenty, zaś 105 mln zł to zaległości czynszowe. Niezapłacone rachunki z telefon, telewizję i Internet wynoszą blisko 100 mln zł.

Ceny w sklepach rosną jak na drożdżach. Dotyczy to zwłaszcza art. tłuszczowych, mięsa i warzyw

Jak wynika z monitoringu blisko 38 tys. cen detalicznych, we wrześniu Polacy najbardziej odczuli podwyżki na produktach tłuszczowych, które zdrożały średnio o przeszło 40% w relacji rocznej. Sam olej kosztował o prawie 60% więcej niż rok wcześniej. Na 2. miejscu wśród 12 przeanalizowanych kategorii znalazło się mięso. Tego typu produkty poszły w górę o blisko 33%. Następne były warzywa – wzrost o niespełna 18%. Podwyżki były widoczne jeszcze w 4 innych kategoriach, a spadki – w 5. Najmocniej w dół poszły produkty sypkie. Potaniały o ponad 5%. Spadły też ceny owoców – o 3,8%.

Dzięki cyklicznemu raportowi pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH, Hiper-Com Poland i Grupy AdRetail, widać, za co Polacy w sklepach płacą najwięcej. Analitycy porównali 12 kategorii, 45 konkretnych produktów, 200 marek i blisko 38 tys. cen. Badaniem objęto dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience i cash&carry, działające w 16 województwach. I tak z raportu wychodzi, że 7 kategorii podrożało we wrześniu br. w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku, a 5 – potaniało. Najmocniej w górę poszły ceny produktów tłuszczowych – o 40,2%. W tym przypadku najbardziej podrożał olej – o 58,8%.

– Wzrosty cen to efekt rekordowej inflacji. Podobną mogliśmy obserwować dwie dekady temu. Do tego coraz więcej kosztuje paliwo. Cały proces produkcji, transportu i magazynowania jest droższy, więc ma to odbicie w cenie końcowej – mówi Katarzyna Grochowska z Hiper-Com Poland.

Jak stwierdza Karol Kamiński z Centrum Analiz Grupy AdRetail, współautor badania, za podwyżkę produktów tłuszczowych w dużej mierze odpowiadają coraz droższe oleje pochodzenia roślinnego na rynkach światowych. Do tego sami producenci przewidują, że do końca roku tego typu produkty mogą podrożeć nawet o 8-10%. Takie obecnie trendy są obserwowane na świecie, a Polska nie jest oderwana od tego typu prognoz.

– W ostatnim czasie drożeje wiele artykułów spożywczych, co wynika głównie ze wzrostu cen surowców rolnych na świecie. We wrześniu indeks cen żywności FAO wyniósł 130 i był blisko 33% wyższy w relacji rocznej. W największym stopniu wzrost ten wynikał właśnie z podwyżki cen olejów roślinnych na świecie – o 61% rok do roku – komentuje dr Magdalena Kowalewska, starszy analityk Sektora Food and Agri w Banku BNP Paribas.

Z analizy wynika też, że mocno w górę poszły ceny mięsa – o 32,6%. Ale w obrębie tej kategorii widać już zróżnicowaną sytuację. Wieprzowina potaniała o 9,1%, a wołowina podrożała o 18,6%. Zdaniem Karola Kamińskiego, ogólny wzrost cen tej kategorii może być częściowo pochodną spadku spożycia mięsa przez Polaków. Producenci, widząc to, próbują rekompensować sobie straty i finalnie żądają coraz więcej. Według eksperta, IV kwartał br. będzie najgorszy pod względem takich podwyżek. Głównym tego powodem będzie to, że branża znowu spodziewa się kolejnego wzrostu cen wołowiny.

– Podwyżki cen wieprzowiny wynikają z silnego spadku cen żywca wieprzowego w Polsce oraz w całej UE. We wrześniu, według danych MRiRW, żywiec wieprzowy skupowano w naszym kraju przeciętnie po 4,23 zł/kg, czyli o 6% mniej w relacji rocznej. To wynika głównie ze spadku średnich cen w UE, co z kolei jest pokłosiem nadpodaży żywca na rynku UE oraz zmniejszenia zakupów unijnych produktów wieprzowych ze strony Chin. Ceny skupu żywca wołowego są rekordowo wysokie. Ma to związek z ożywieniem po stronie popytu, a jednocześnie ograniczonych ubojów w Polsce i UE. Szczególnie brakuje żywca ras mięsnych – analizuje dr Kowalewska.

Na trzeciej pozycji w zestawieniu znajdują się warzywa, które podrożały o 17,8%. Największe wzrosty w obrębie tej kategorii dotyczą kapusty – 52,7%, ziemniaków – 34%, cebuli – 22,6%, a także pomidorów – 21,7%. Ekspert z Hiper-Com Poland zaznacza, że w tym przypadku podwyżki cen obserwujemy od dawna. I to mogłoby być również widoczne bez wysokiej inflacji czy coraz droższych paliw. Rolnikom utrudniają uprawę zmiany klimatu, łagodne zimy, powracające susze i powodzie. To przekłada się na gorsze zbiory, co skutkuje wyższymi cenami.

– Prognozowanie dotyczące tej kategorii będzie coraz trudniejsze. Na niektóre czynniki sami rolnicy nie mają wpływu. Z jednej strony szaleje inflacja, a z drugiej – obserwujemy wzrosty cen paliw, kosztów pracy i innych surowców. Do tego dochodzi czynnik klimatyczny, który obejmuje wszelkiego rodzaju anomalia pogodowe. Natomiast ciekawe jest to, że w badanym okresie warzywa średnio wzrosły o blisko 18%, ale już owoce potaniały o niecałe 4% – podkreśla współautor badania z Grupy AdRetail.

Z raportu wiemy również, że podrożały używki – o 3,3% (herbata czarna 500 g – o 19,4%), nabiał – 3% (jajka – 29,1%), dodatki spożywcze – 2,5% (musztarda – 3,1%) oraz pieczywo – 0,3% (bułka – 7,3%). Natomiast spadki najbardziej widoczne są w przypadku produktów sypkich, które potaniały o 5,1%. W dół poszły też ceny czterech pozostałych kategorii, inne – o 4,2%, owoce – 3,8%, napoje – 2,6%, a także chemia gospodarcza – 0,7%.

– Zdecydowanie klienci muszą się przygotować na podwyżki i to praktycznie większości produktów spożywczych. Ceny skupu zbóż sugerują, że będzie coraz drożej. Ponadto w przyszłym roku mamy więcej zapłacić za energię, a to czynnik mocno zasilający inflację. Największe różnice zaobserwujemy w małych sklepach – podsumowuje Karol Kamiński.

Jak zadbać o finansową przyszłość swoich dzieci?

Każdy kochający rodzic chce zapewnić swoim dzieciom jak najlepszy start w dorosłe życie. O przyszłości warto pomyśleć już wtedy, gdy pociechy są małe. Kluczem do zagwarantowania im bezpiecznej przyszłości jest rozsądne oszczędzanie. Dobre rozwiązanie stanowi też wykupienie ubezpieczenia na życie.

Ubezpieczenie na życie na nieprzewidziane sytuacje

Zadbanie o finansową przyszłość dzieci to odpowiedzialne zadanie. Warto do niego podejść we właściwy sposób. Najważniejsze jest posiadanie dobrze płatnej pracy, która pozwala na odkładanie odpowiednich sum pieniędzy. To jednak nie wszystko. Trzeba mieć świadomość tego, że życie bywa nieprzewidywalne. Niestety czasami zdarzają się różne groźne choroby i wypadki. Ich skutkiem może być nie tylko poważny uszczerbek na zdrowiu, który powoduje utratę zdolności do pracy, lecz nawet śmierć. Aby zabezpieczyć swoją rodzinę na taką ewentualność, warto wykupić dobre ubezpieczenie na życie. Taka polisa to gwarancja, że dzieci nie zostaną bez wsparcia finansowego i będą mogły opłacić m.in. naukę, a ich start w dorosłość będzie ułatwiony. Wykupienie takiego ubezpieczenia jest więc bardzo rozsądnym i odpowiedzialnym działaniem.

Oszczędzanie na przyszłość rodziny

Podstawowym sposobem na zapewnienie dzieciom bezpiecznej finansowej przyszłości jest zgromadzenie odpowiedniej sumy oszczędności. Należy przy tym pamiętać, że warto zacząć odkładać pieniądze jak najszybciej. Nie powinno się czekać z tym, aż dziecko podrośnie. Im szybciej zacznie się oszczędzać, tym lepsze przyniesie to efekty.

Najpierw warto określić cel oszczędzania. Trzeba zastanowić się, w sfinansowaniu czego chce się pomóc swojej pociesze. Czy ma to być nauka, a może pierwsze mieszkanie? Dzięki wyznaczeniu konkretnego celu odkładanie pieniędzy stanie się po prostu łatwiejsze.

Kolejnym krokiem jest wybranie odpowiedniej metody oszczędzania. W tym przypadku istnieje wiele rozwiązań. Można zdecydować się na prowadzenie konta oszczędnościowego, założenie lokaty bankowej, odkładanie gotówki w domu albo zainwestowanie w obligacje skarbu państwa, surowce lub nieruchomości. Wybór konkretnej opcji zależy od preferencji i wymagań konkretnej osoby. Przed podjęciem decyzji warto dobrze się zastanowić, porównać ze sobą dostępne rozwiązania i dopiero na tej podstawie wybrać najlepsze dla siebie.

Aby oszczędzanie przynosiło dobre rezultaty, należy też odpowiednio do niego podejść. Najlepiej zastosować tzw. zasadę 50/30/20. Zgodnie z nią połowę miesięcznych zarobków powinno się przeznaczać na główne potrzeby życiowe, 30% na przyjemności, natomiast 20% odkładać. Jeśli jednak nie ma się takiej możliwości, warto na początku oszczędzać nawet małe sumy. Nawet 5 zł odkładane każdego dnia (średnio 150 zł miesięcznie) po 10 latach urośnie do sumy około 18 tys. zł. Kluczem do sukcesu jest bowiem systematyczność.

Automatyzacja transportu w programie FireTMS

FireTMS to profesjonalny program dla firm transportowych i spedycyjnych. Pozwala kompleksowo realizować zlecenia przewozowe, od momentu przyjęcia zamówienia, poprzez komunikację z kierowcą i monitorowanie dostawy, aż po finanse i raportowanie. Zaawansowane narzędzia systemu umożliwiają sprawne i efektywne zarządzanie flotą.

Automatyzacja transportu. Dlaczego warto korzystać z FireTMS? 

FireTMS posiada szereg narzędzi do sprawnego i skutecznego zarządzania firmą transportową i spedycyjną. Automatyzuje i przyspiesza codzienną pracę przewoźników, spedytorów, dyspozytorów i księgowych. Umożliwia przejście z dokumentacji papierowej na cyfrową, dzięki czemu wszystkie dane dotyczące zleceń przewozowych znajdują się w jednym systemie. Najważniejsze funkcje programu:

  • planowanie przewozów
  • zarządzanie zleceniami
  • automatyczne generowanie faktur
  • komunikacja z kierowcą
  • monitorowanie płatności
  • kontrola finansów
  • planowanie trasy dla samochodów ciężarowych
  • raportowanie wyników

Program dla firm transportowych i spedycyjnych. Jakie spełnia funkcje? 

FireTMS jest oprogramowaniem online, więc zapewnia dostęp do informacji 24h/7, niezależnie od miejsca pracy. Nie wymaga instalacji i doskonale sprawdzi się w firmach  mających oddziały w kraju i za granicą, a także w przypadku pracy zdalnej.

Korzyści systemu:

  • integracja z dostawcami telematyk GPS
  • integracja z programami księgowymi
  • darmowa pomoc techniczna przez cały okres korzystania z systemu
  • dostosowanie funkcji do indywidualnych potrzeb klienta
  • darmowa aktualizacja danych w czasie rzeczywistym
  • najwyższy standard ochrony danych osobowych
  • integracja z zewnętrznymi systemami informatycznymi poprzez API

Komunikacja z kierowcą i monitoring przewozów 

Szybki kontakt spedytora z kierowcą pozwala szybko reagować na nagłe zdarzenia podczas przewozu ładunku. Nawet najbardziej skrupulatny plan trasy nie jest w stanie przewidzieć wszystkich sytuacji, dlatego często trzeba podejmować decyzje na bieżąco. Dedykowane aplikacje FireTMS umożliwiają szybką wymianę informacji pomiędzy pracownikami, monitorowanie pracy kierowców oraz poszczególnych etapów realizacji zlecenia.

Aplikacja mobilna dla kierowców FireTMS Driver 

  • wysyłka zleceń na telefon kierowcy
  • nawigacja dla samochodów ciężarowych
  • mapy w trybie online i offline
  • wysyłka dokumentów do FireTMS
  • system lokalizacji GPS
  • statusy zleceń
  • czat z kierowcą

Aplikacja mobilna dla spedytorów i dyspozytorów FireTMS Dispo 

  • dostęp do zleceń 24 h/7
  • statusy przewozów
  • informacje o ładunkach
  • nadzór pracy kierowców
  • raportowanie wyników
  • monitorowanie trasy
  • czat z kierowcą

Obniżenie kosztów w firmie transportowej 

FireTMS automatycznie generuje raporty, dzięki czemu umożliwia kontrolę kosztów ponoszonych na transport. Raport rentowności floty przedstawia informacje na temat wykorzystania własnego taboru i bazuje na danych ze zleceń przewozowych. Można sprawdzić, który pojazd generuje największe koszty i jest nieopłacalny w utrzymaniu. Z kolei raport kosztów floty zawiera informacje na temat poszczególnych kosztów przypisanych do kierowców, naczep i pojazdów, a także pozwala wyliczyć zużycie paliwa. Dzięki szczegółowym raportom można porównać szacowane koszty z rzeczywistymi i optymalizować wydatki poniesione na transport, co przekłada się na zyski firmy.

Telematyka GPS – skuteczna kontrola transportu

Program jest zintegrowany dostawcami zaawansowanych telematyk GPS, które umożliwiają sprawny przepływ informacji pomiędzy spedytorem a kierowcą. Dzięki integracji można wysyłać bezpośrednio zlecenia z programu – wraz z informacją o czasie oraz miejscu załadunku i rozładunku – na terminal pokładowy kierowcy. Monitoring pojazdów z wykorzystaniem systemów GPS dostarcza informacje o ich aktualnym położeniu oraz statusie dostarczenia ładunku. Z kolei kierowca może raportować etapy realizacji przewozu oraz aktualnie wykonywane czynności, jak np. tankowanie lub korek. Urządzenia telematyczne dają pełną kontrolę nad transportem oraz pozwalają natychmiast reagować na opóźnienia, a w rezultacie zredukować puste przebiegi i wydatki na paliwo.

Dostosowanie FireTMS do potrzeb klienta

Funkcje FireTMS można dostosować do indywidualnych potrzeb firmy transportowej oraz specyfiki realizowanych przewozów. Proces wdrożenia narzędzi odbywa się przez wykorzystanie Agile Software Development oraz dedykowany zespół programistów. To bardzo korzystna opcja dla firm, które organizują transport na szeroką skalę oraz potrzebują automatyzacji pracy i sprawnego zarządzania zleceniami, dostosowanymi do profesjonalnej obsługi klienta oraz dynamiki rynku.

Testuj za darmo program FireTMS przez 14 dni.

Przegląd wydarzeń tygodnia 25 – 29.10.2021

W nadchodzącym tygodniu uwaga inwestorów powinna skupić się na danych o inflacji m.in. z Australii, Niemiec, Polski czy całej strefy euro. Z perspektywy rynku odczyt będzie szczególnie istotny dla złotego. Sądzę, że wzrost cen przyspieszy, co może wywoływać większą zmienność na PLN. Dla euro kluczowa będzie decyzja EBC, jednak trudno oczekiwać, aby bank drastycznie zmienił swoje podejście. W Stanach Zjednoczonych opublikowane zostaną m.in. wskaźnik PCE Core oraz annualizowana dynamika PKB. W mojej ocenie wpływ tych odczytów na rynek nie będzie jednak aż tak drastyczny. Kalendarz wypełnią wskaźniki koniunktury, w tym Ifo oraz Indeks Uniwersytetu Michigan.

Najważniejsze wydarzenia: CPI z Polski i Australii, HICP z Niemiec i Strefy euro, PCE Core, annualizowana dynamika PKB, indeks Ifo

Najważniejszą decyzją w przyszłym tygodniu będzie głosowanie ws. poziomu stóp procentowych w Strefie euro. Trudno jednak oczekiwać rewolucji w podejściu do polityki pieniężnej w EBC. Stopy procentowe pozostaną niezmienione, ale większą uwagę należy przyłożyć do przyszłości programu skupu aktywów. Naturalnie PEPP zostanie z czasem wygaszony, ale trudno oczekiwać, że luka po nim nie zostanie zapełniona. Rynki niemal uzależniły się od taniego pieniądza w związku z czym z perspektywy banków centralnych niemożliwe jest szybkie zaprzestanie wspierania. W odniesieniu do strefy euro bardziej interesujące niż odczyty inflacji mogą być wskaźniki koniunktury, szczególnie Ifo z Niemiec.

W Stanach Zjednoczonych największą uwagę przykuwać będą dane o dochodach i wydatkach amerykanów PCE, w których zawiera się m.in. ulubiona miara inflacji Fed, a więc PCE Core. Wcześniej poznamy również annualizowana dynamikę PKB z USA, a całości dopełni indeks koniunktury Uniwersytetu Michigan. Osobiście uważam jednak, że nie powinny one wywoływać większych emocji na rynku. Z uporem powtarzam, że tapering jest przesądzony, a szacowanie czy pierwsze podwyżki stóp wydarzą się w połowie przyszłego roku, czy raczej na jego koniec nie ma większego znaczenia. Do tego czasu sentyment do dolara i sytuacja na rynku akcji będą się wielokrotnie zmieniać.

Lokalnie najważniejsze będą dane o inflacji z Polski. Wstępne szacunki CPI poznamy w piątek o 10:00. Oczekuję, że wzrost cen będzie kontynuowany, choć jego dynamika pozostaje trudna do określenia. Działania RPP nakierowane są na średni i długi termin, a wzrost cen motywowany jest przede wszystkim czynnikami podażowymi. Od strony rynkowej wyższa inflacja może zwiększać presję na RPP. Coraz większa część członków opowiada się za kontynuowaniem ruchu w górę, ale jego skala pozostaje zagadką. Złoty w minionym tygodniu jest jedną z najsłabszym walut CEE, wiec przestrzeń do ewentualnego odreagowania jest dość duża.

Maciej Madej, analityk DM TMS Brokers

Produkcja przemysłowa w Polsce wrosła szybciej niż tego oczekiwano

W tym tygodniu z polskich danych makroekonomicznych największą rolę odegrały wyniki wrześniowej produkcji przemysłowej. Jej wzrost (o 8,8% r/r) okazał się szybszy niż oczekiwano. Wynik ten niestety trochę osłabił nieco wyższy wskaźnik rocznego wzrostu cen produkcji przemysłowej (10,2% r/r). Wysokie ceny i problemy z dostawami trapią sektor produkcyjny w całej Europie. Z drugiej strony, choć przemysł w strefie euro spowalnia, w Polsce utrzymuje solidną dynamikę wzrostu.

Z innych danych z polskiej gospodarki warto również wspomnieć o wynikach z rynku pracy. Według danych we wrześniu płace wzrosły o 8,7% r/r, a wskaźnik zatrudnienia o 0,6 % r/r. Relatywnie optymistyczne były również wyniki sprzedaży detalicznej, które we wrześniu wzrosły o 0,2% m/m i 5,1% r/r (wyrównane sezonowo). Przewidujemy, że pozytywny rozwój handlu detalicznego powinien być kontynuowany, gdyż konsumpcję napędza rosnące zatrudnienie, a przede wszystkim wyższe płace.

Złoty osłabił się w tym tygodniu i w piątek rano był na poziomie 4,61 PLN/EUR. Obecnie, zamiast negatywnego rozwoju gospodarki, umocnieniu złotego przeciwdziała niepewność co do przyszłego rozwoju sytuacji gospodarczej na świecie oraz napięcia polityczne między UE a polskim rządem. Z kolei euro umocniło się wobec dolara i na koniec tygodnia para walutowa USD/EUR oscylowała na poziomie 1,164.

Marta Pavlik, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

Jeśli przepisy podatkowe są nieprecyzyjne, podatnik może wybrać najkorzystniejszą dla siebie wykładnię

Nie tylko przedsiębiorcy, ale i sami urzędnicy skarbowi wiedzą, jak skomplikowane i niejasne są przepisy prawa podatkowego. W przypadku wątpliwości interpretacyjnych należy je rozstrzygać na korzyść podatników. O tej fundamentalnej zasadzie „in dubio pro tributario” urzędnicy zapominają i podejmują rozstrzygnięcia na niekorzyść podatników. Tak było w przypadku kontrahentów, którzy podjęli transakcję sprzedaży nieruchomości o wartości 5 mln zł, a w których obronie przed nienależnym opodatkowaniem stanąć musiał sam Naczelny Sąd Administracyjny.

5-milionowa transakcja w części zwolniona z podatku w ramach pomocy de minimis

W kwietniu 2016 r. kontrahenci zawarli umowę sprzedaży nieruchomości rolnych i leśnych o wartości blisko 5 mln zł. Należny od tej transakcji podatek od czynności cywilnoprawnych (PCC) wynosił 2%, a więc 100 tys. zł. Wartość lasów określono na kwotę 72 tys. zł, stąd sporządzający umowę przeniesienia własności notariusz pobrał od niej 1440 zł PCC. Pobrał również PCC w wysokości jedynie 47 496 zł z tytułu sprzedaży nieruchomości rolnych. Dlaczego „jedynie”? Bo zastosował zwolnienie, o którym mowa w art. 9 pkt 2 ustawy o podatku od czynności cywilnoprawnych, zgodnie z którym wolna od PCC jest sprzedaż gruntów stanowiących gospodarstwo rolne, wraz z będącymi ich częścią składową drzewami i innymi roślinami, pod warunkiem, że w wyniku dokonania czynności zostanie utworzone lub powiększone gospodarstwo rolne, a w wyniku tego powiększenia lub utworzenia powierzchnia gospodarstwa będzie nie mniejsza niż 11 ha i nie większa niż 300 ha oraz gospodarstwo to będzie prowadzone przez nabywcę przez okres co najmniej 5 lat od dnia nabycia. Zwolnienie to stanowi pomoc de minimis w rolnictwie, o której mowa w rozporządzeniu Komisji (UE) nr 1408/2013 z dnia 18 grudnia 2013 r. w sprawie stosowania art. 107 i 108 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej do pomocy de minimis w sektorze rolnym. Zatem, stosując ten przepis, notariusz nie pobrał podlegającej zwolnieniu z tytułu pomocy de minimis kwoty 50 719 zł, a jedynie 47 496 zł jako kwotę przekraczającą wartość przedmiotowego zwolnienia.

Rozbieżności interpretacyjne przepisu

Siedem miesięcy później ten sam notariusz sporządził aneks do zawartej w 2016 r. umowy, w którym poinformował, że z uwagi na rozbieżności interpretacyjne w stosowaniu zwolnienia z PCC w oparciu o regulację art. 9 pkt 2 ustawy o podatku od czynności cywilnoprawnych zobligowany jest pobrać pozostałą kwotę należnej stawki 2% PCC w wysokości 50 719 zł. Jego wątpliwości nasunęła wykładnia art. 3 ust. 2 rozporządzenia nr 1408/2013. Ten przepis wspólnotowy stanowi bowiem, że całkowita kwota pomocy de minimis przyznanej przez państwo członkowskie jednemu przedsiębiorstwu nie może przekroczyć 15 000 euro w okresie trzech lat podatkowych. Zatem w opinii notariusza zastosowanie zwolnienia podatkowego określonego w art. 9 pkt 2 ustawy o PCC możliwe jest jedynie w sytuacji, gdy cała kwota obliczonego podatku mieści się w limicie pomocy de minimis, określonym w art. 3 ust. 2 rozporządzenia nr 1408/2013.

Niekorzystne dla kontrahentów rozumienie regulacji dot. prawa do zwolnienia z podatku

Kontrahenci wystąpili do naczelnika urzędu skarbowego o stwierdzenie nadpłaty w podatku PCC we wspomnianej kwocie 50 791 zł, którą wpłacili z ostrożności w dniu sporządzenia przez notariusza aneksu. Ich zdaniem błędne jest stwierdzenie, że dla zastosowania przedmiotowego zwolnienia cała kwota należnego podatku musi mieścić się w limicie pomocy de minimis.

Naczelnik urzędu skarbowego odpowiedział, że nie mają racji. Pomimo spełnienia przez nich przy spornej transakcji 4 z 5 warunków do skorzystania ze zwolnienia z opodatkowania nie spełnili ostatniego, właśnie w zakresie kwoty zwolnienia stanowiącej pomoc de minimis. Przed dniem sprzedaży nieruchomości, 29 kwietnia 2016 r., kupujący skorzystali z tej pomocy w wysokości 14 464 zł, czyli równowartości 3 493 euro. Stąd też na dzień sporządzenia aktu notarialnego niewykorzystany przez nich limit pomocy de minimis wynosił 11 507 euro. Wyliczony przez naczelnika urzędu skarbowego podatek wyniósł 98 215 zł, co stanowiło równowartość 22 282 euro. Kwota ta przekraczała więc dopuszczalny limit pomocy de minimis, jaki przysługiwał kontrahentom na dzień zawarcia notarialnej umowy sprzedaży.

Decyzję naczelnika utrzymał w mocy Dyrektor Izby Administracji Skarbowej w Opolu, potwierdzając, że w przypadku przekroczenia limitu pomocy de minimis pomocy tej nie przyznaje się przedsiębiorcy, a naliczony podatek podlega zapłacie w całości.

WSA poparł interpretację organów

Kontrahenci wnieśli skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Opolu, ale WSA podzielił stanowisko organów podatkowych, że zastosowanie spornego zwolnienia jest możliwe tylko, gdy cała kwota naliczonego podatku mieści się w pozostałym dla przedsiębiorcy, niewykorzystanym, przysługującym mu limicie pomocy de minimis. Sąd oddalił skargę.

Skarga do NSA

Podatnicy poszli dalej, wnosząc skargę kasacyjną do Naczelnego Sądu Administracyjnego. NSA stwierdził, że zarówno organy skarbowe, jak i opolski sąd ograniczyły się jedynie do zastosowania wykładni językowej. Nie przeprowadziły więc kompleksowej wykładni językowej, celowościowej i systemowej spornych przepisów. A głównym celem unijnego rozporządzenia 1408/2013 było ustanowienie zakazu przyznawania przez kraj członkowski UE pomocy państwa ponad określoną kwotę graniczną. Stąd według NSA nic nie stoi na przeszkodzie, aby przedsiębiorca uzyskał pomoc w wysokości odpowiadającej tej kwocie. Za takim rozumieniem przepisu przemawia również wykładnia historyczna pomocy de minimis w rolnictwie. Poprzednie bowiem rozporządzenie 1535/2007 przewidywało zastrzeżenie, zgodnie z którym przy przekroczeniu ww. kwoty granicznej pomoc nie mogła być przyznana. Natomiast w nowym rozporządzeniu, na podstawie którego swoje prawo do zwolnienia z opodatkowania wywodzi w tej sprawie skarżący, takiego zastrzeżenia nie ma. „Z powyższego wyprowadzić należy wniosek, że gdyby zamiarem prawodawcy unijnego było zakazanie udzielania pomocy de minimis w przypadku, gdy cała kwota możliwego zwolnienia podatkowego przekracza wartości określone w rozporządzeniu nr 1408/2013, to kwestię tę wyraźnie by uregulował, jak uczynił to w rozporządzeniu nr 1535/2007” (wyrok z 22 września 2021 r., sygn. akt III FSK 188/21).

Argumentum a maiori ad minus

NSA zwrócił również uwagę, że nie ma żadnego przepisu, który zakazywałby przyznawania częściowego zwolnienia z opodatkowania z PCC. Wręcz przeciwnie, stosując regułę wnioskowania z większego na mniejsze, skoro limit pomocy de minimis ma postać kwoty maksymalnej, tym bardziej dopuszczalne jest udzielenie tej pomocy poniżej tego limitu. Dlatego też, gdy kwota naliczonego podatku przewyższa ów limit, płatnik powinien obliczyć i pobrać podatek wyłącznie od powstałej ponad ten limit nadwyżki.

Wbrew zasadom organ podatkowy wybrał opcję niekorzystną dla podatnika

Uchylając zaskarżony wyrok, jak i wcześniejsze decyzje organów podatkowych obu instancji, Naczelny Sąd Administracyjny stwierdził, że organy te naruszyły fundamentalną zasadę in dubio pro tributario, której celem jest zagwarantowanie podatnikom odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa i budowanie zaufania do państwa w kwestii poboru podatków. NSA zgodził się z kontrahentami, że w przedmiotowej sprawie brak było wystarczająco precyzyjnych przepisów podatkowych, a co za tym idzie – istniały niedające się usunąć wątpliwości co do treści spornej regulacji prawnej.

„Naruszenie zasady in dubio pro tributario jest bowiem aktualne wówczas, gdy wyniki wykładni doprowadziły do wyłonienia co najmniej dwóch hipotez interpretacyjnych, z których żadna nie była przekonująca, a mimo to organ podatkowy wybrał opcję niekorzystną dla podatnika. Innymi słowy, naruszenie wspomnianej zasady to nierespektowanie w takich warunkach wyboru przez podatnika hipotezy interpretacyjnej (spośród kilku możliwych) najbardziej dla niego korzystnej” (sygn. akt III FSK 188/21).

Fiskus nie może rozstrzygać wątpliwości wyłącznie na swoją korzyść

Powyższe rozstrzygnięcie Naczelnego Sądu Administracyjnego to dobra lekcja przypomnienia dla wszystkich przedsiębiorców o tym, że organy skarbowe także są zobowiązane do respektowania reguł i zasad prawa. Bowiem w państwie prawa zasadą jest, że jeśli niejasności przepisów nie da się w sposób kategoryczny rozwiać, to podatnik ma prawo przyjąć taką interpretację, która jest dla niego korzystniejsza.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

W dużych miastach trzeci kwartał pod znakiem wzrostów cen domów i mieszkań

Na przestrzeni ostatnich miesięcy obserwujemy stopniowe podwyżki cen paliw, żywności i materiałów budowlanych. Wzrosty, standardowo, nie omijają również branży nieruchomości – według danych Otodom ceny mieszkań z rynku pierwotnego w czterech analizowanych miastach wzrosły średnio o 10% względem trzeciego kwartału 2020 r.

W porównaniu do sytuacji sprzed roku, w trzecim kwartale 2021 r. cena mieszkania z rynku pierwotnego wzrosła o 16,2% w Warszawie, prawie 13% w Krakowie, 12% we Wrocławiu, 10,6% w Łodzi i 6% w Poznaniu – wynika z danych Otodom za okres lipiec-wrzesień 2021. W ostatnim kwartale ceny mieszkań na rynku pierwotnym wzrosły w każdym z 5 miast: od 2.3% w Poznaniu do prawie 5% w Warszawie, w porównaniu do II kwartału bieżącego roku. Wynika to przede wszystkim z silnego wzrostu cen mieszkań do 40m2, oraz większej liczby takich ofert na rynku. W perspektywie rocznej przyrosty na rynku wtórnym nie są tak duże jak w przypadku cen nowych nieruchomości, i utrzymują się na poziomie prawie 9% w Warszawie i Łodzi, 8,2% we Wrocławiu, 7% w Krakowie i 5,4% w Poznaniu.

Drogo, coraz drożej

W ciągu ostatnich 3 miesięcy za mieszkanie z rynku pierwotnego w Warszawie trzeba było zapłacić średnio o 5% więcej w porównaniu do drugiego kwartału tego roku. We Wrocławiu mieszkania podrożały o 4,6%, w Poznaniu o 2,3%, w Krakowie o 4,7%, a w Łodzi o 3%.

– Wzrost cen może być efektem tak zwanego „popytu inflacyjnego”, czyli sytuacji, w której coraz więcej osób, w obawie przed gwałtownym spadkiem wartości pieniądza, szuka sposobów na ulokowanie kapitału w stabilnym aktywie – zauważa Jarosław Krawczyk, ekspert Otodom.

Należy podkreślić, że w minionych trzech miesiącach wzrost cen mieszkań był niższy niż pomiędzy pierwszym a drugim kwartałem tego roku.

– Zmniejszenie dynamiki cen może wynikać z faktu, że trzeci kwartał to w dużej mierze okres wakacyjny, który charakteryzuje się zmniejszonym zainteresowaniem nabywców – mówi Jarosław Krawczyk.

Potwierdzają to dane, według których już od czerwca bieżącego roku możemy zaobserwować spadek liczby osób poszukujących mieszkania na sprzedaż na portalu Otodom.

Domy jednorodzinne znowu w modzie

Według danych Otodom za okres od lipca do września 2021 r., domy w Warszawie podrożały średnio o 4,1% w porównaniu z drugim kwartałem tego roku. W Łodzi wzrost wyniósł prawie 8%, w Krakowie 6%, w Poznaniu 4,8%, a we Wrocławiu prawie 4%. Wraz ze wzrostem cen można zaobserwować zwiększony popyt na domy jednorodzinne. Być może wynika to z faktu, że po wielu miesiącach izolacji Polacy przewartościowali swoje potrzeby dotyczące wymarzonego lokum. Według raportu „Szczęśliwy dom” przygotowanego przez Uniwersytet SWPS na zlecenie Otodom dla 29% Polaków główną przyczyną zmiany miejsca zamieszkania w ostatnim czasie była potrzeba większej przestrzeni, a dla 17% respondentów motywacją do przeprowadzki było zapotrzebowanie na kontakt z naturą. Co trzeci badany uważa, że bliskość terenów zielonych to najważniejszy parametr wymarzonego mieszkania. Wyniki raportu potwierdzają zmianę preferencji Polaków dotyczącą wymarzonego miejsca zamieszkania.

Co dalej?

Od kilku miesięcy obserwujemy duży wzrost inflacji, który może mieć realny wpływ na rosnącą cenę nieruchomości.

– Wzrost stóp procentowych może co prawda lekko osłabić popyt, dlatego możliwe, że w kolejnych miesiącach przyrost cen nieruchomości będzie nieznacznie mniejszy niż w trzecim kwartale. Trudno jednak jednoznacznie stwierdzić czy na koniec roku będziemy mogli mówić o początku trendu spadkowego na rynku nieruchomości – podkreśla Jarosław Krawczyk, ekspert Otodom.

Stanowisko ZPP ws. projektu ustawy o ochronie wolności słowa w internetowych serwisach społecznościowych

29 września 2021 r. Ministerstwo Sprawiedliwości przedłożyło projekt ustawy o ochronie wolności słowa w internetowych serwisach społecznościowych (dalej „ustawy wolnościowej”). Biorąc pod uwagę prace jakie toczą się na poziomie unijnym nad Aktem o usługach cyfrowych, znanym szerzej pod swoją angielską nazwą Digital Services Act („DSA”), projekt ustawy należy uznać za bezprzedmiotowy. Wprowadzanie krajowych ustaw regulujących usługi cyfrowe w czasie, gdy na poziomie Unii Europejskiej toczą się prace legislacyjne nad aktami prawnymi o analogicznym zakresie, grozi fragmentacją jednolitego rynku. Jest to szkodliwe dla przedsiębiorców, a w szczególności dla MŚP z obszaru Europy Środkowo-Wschodniej. Biorąc pod uwagę powyższe, ZPP negatywnie ocenia projekt i rekomenduje zaprzestanie dalszych prac nad nim.

Przedmiot ustawy wolnościowej, a DSA

Obecnie na poziomie UE trwają intensywne prace nad DSA, czyli rozporządzeniem, które ma zaktualizować ramy prawne dla dostawców usług internetowych w całej UE. DSA wprowadzi zmiany do funkcjonującej od przeszło dwudziestu lat dyrektywy o handlu elektronicznym. Jak pokazuje Explanatory Memorandum, celem DSA ma być zwiększenie demokratycznej kontroli wobec platform internetowych, ochrona wolności słowa, oraz zmniejszenie ryzyka dezinformacji. Cele te są w znacznej mierze tożsame z celami ustawy wolnościowej zawartymi w art. 1 projektu.

W związku z tym przedłożone w projekcie ustawy rozwiązania nakładają się lub kolidują z regulacjami obecnie tworzonymi na poziomie unijnym. Dobrze obrazuje to przykład mechanizmów zgłaszania nielegalnych treści. Art. 14 projektu DSA przewiduje mechanizmy umożliwiające dowolnej osobie lub dowolnemu podmiotowi zgłoszenie obecności w ich usłudze określonych informacji, które dana osoba lub dany podmiot uważają za niezgodne z prawem. Ponadto, art. 17 projektu DSA zobowiązuje platformy internetowe do ustanowienia wewnętrznego systemu rozpatrywania skarg, który umożliwi odwołanie się od decyzji o zablokowaniu lub usunięciu danej treści. Podobne rozwiązania możemy znaleźć w art. 19 projektu ustawy wolnościowej, który zobowiązuje platformy do ustanowienia skutecznego wewnętrznego postępowania kontrolnego. W konsekwencji, przewidziane w ustawie wolnościowej rozwiązanie staje się nieważne i bezprzedmiotowe.

Co istotne, zakres projektu DSA oraz projektu wolnościowej pokrywa się w wielu innych kwestiach, takich jak sprawozdawczość, stworzenie jednolitego punktu kontaktowego, odpowiedzi na zapytania organów administracji publicznej czy sankcje.

DSA zostało przedstawione w formie rozporządzenia, co oznacza, że będzie się stosował bezpośrednio do porządków krajowych państw członkowskich bez potrzeby transpozycji. W efekcie, w momencie wejścia w życie DSA, ustawa wolnościowa stanie się nieważna w zakresie, w którym pozostanie niezgodna z rozporządzeniem. W rezultacie, będzie musiała zostać uchylona.

Krajowe odpowiedniki DSA, a zasada lojalnej współpracy

W kontekście proponowania rozwiązań tożsamych z projektem DSA w okresie negocjacji rozporządzenia warto zwrócić uwagę na francuską ustawę o wzmocnieniu poszanowania zasad republiki (La loi du 24 août 2021 confortant le respect des principes de la République). Mimo aktywnego zaangażowania w prace nad DSA, Francja zdecydowała się przedłożyć i przyjąć nowe zasady moderacji treści w internecie. To działanie spotkało się z krytyką ze strony Komisji Europejskiej, która stwierdziła, że proponowanie praw krajowych w okresie poprzedzającym przyjęcie rozporządzenia jest kontrproduktywne oraz prowadzi do fragmentacji jednolitego rynku. Tworzenie na poziomie prawodawstwa krajowego odpowiedników aktów procedowanych na poziomie UE może zakrawać na naruszenie zasady lojalnej współpracy, do której państwa członkowskie są zobowiązane na mocy Traktatów.

Fragmentacja jednolitego rynku jako zagrożenie dla przedsiębiorstw z regionu Europy Centralno-Wschodniej

Abstrahując od samej kwestii relacji projektu ustawy wolnościowej do DSA, należy zaznaczyć, że przedłożone przepisy zagrażają utrzymaniu zasady państwa pochodzenia. Ta wprowadzona przez dyrektywę o handlu elektronicznym zasada oznacza, że przedsiębiorstwa sprzedające produkty lub świadczące usług online, nie muszą obawiać się stosowania obcego prawa w przypadku sporu sądowego. Jest to szczególnie ważne dla małych i średnich przedsiębiorstw z naszego regionu, dla których konieczność korzystania z usług zagranicznych kancelarii byłaby swoistą barierą rozwojową, niepozwalającą wejść na zagraniczne rynki. Dlatego też polski ustawodawca powinien przykładać szczególną wagę do utrzymania tej zasady, raczej niż dążyć do jej ograniczenia.

Wątpliwości dot. procedury wyboru członków Rady Wolności Słowa

Art. 7 projektu ustawy przewiduje, że RWS jest powoływana przez większość sejmową. Rada otrzymuje tymczasem prawo do decydowania o legalności treści objętych ograniczeniami. Należy jednak pamiętać, że taka ocena wymaga balansowania pomiędzy prawami, np. prawem do wolności wypowiedzi, a prawem do ochrony dóbr osobistych. Bardzo często ocenianie legalności treści w internecie wywołuje również napięcia pomiędzy prawami własności twórców treści oraz prawem do wolności gospodarczej. Dlatego w ocenie ZPP, organ dokonujący tego rodzaju oceny powinien charakteryzować się pełną niezależnością, również polityczną, co koliduje z przewidzianą w projekcie procedurą wyboru członków Rady.

Ponad 750 mld euro na europejskim rynku e-commerce. Polska liderem regionu CEE

Jak donosi najnowsza analiza stowarzyszeń Ecommerce Europe oraz EuroCommerce – 2021 European E-commerce Report rynek sprzedaży online na Starym Kontynencie osiągnął 757 mld euro, co stanowi 10% wzrost względem poprzedniej edycji raportu.

Bez wątpienia, swój udział w uzyskaniu takiego wyniku zaznaczyła pandemia, niemniej bardzo istotne znaczenie ma również coraz częstszy prymat sprzedaży w kanałach cyfrowych nad tradycyjnym handlem oraz stale kontynuowana po „boomie” w wyniku pandemii, cyfryzacja gospodarki, jak i samej branży e-handlu.

E-handlowe bestsellery

W ciągu 10 miesięcy, tj. od marca do grudnia 2020 w Polsce powstało ponad 11 tysięcy
e-sklepów. I choć oczywiście nie wszystkie rynkowe starty okazały się sukcesami, to przyrost nowych graczy rodzimego sektora e-commerce robi wrażenie.

Opublikowane przez firmę PayU opracowanie The Next Frontier – Central and Eastern Europe wskazuje z kolei, że Polska przewodzi w regionie Europy Środkowo-Wschodniej pod względem internetowej sprzedaży trzech kategorii produktów. Chodzi o kosmetyki/pielęgnację urody, których wartość sprzedaży wynosi 720 mln $ (2,8 mld zł) w skali roku, odzież, gdzie sprzedaż sięga niemal 6,5 miliardów dolarów (25,5 mld zł) oraz tzw. digital goods, czyli niematerialne produkty cyfrowe, które stanowią w Polsce rynek warty 615 mln $ (2,5 mld zł). – Ostatnia z najpopularniejszych kategorii jest oczywiście bardzo pojemna, niemniej to właśnie tutaj klasyfikowane są wszystkie rozwiązania z zakresu cyfrowej gospodarki, w tym usługi chmurowe i biznesowe aplikacje udostępniane za pośrednictwem cloud computingu. To jeden z kolejnych, znacznie rzadziej przedstawianych dowodów na przyspieszającą cyfryzację nie tylko samej branży e-commerce, ale przedsiębiorstw z wielu innych sektorów, którzy częściej kupują nowe usługi cyfrowe – tłumaczy Marcin Zmaczyński z Aruba Cloud.

Coraz bliżej chmur

Sama branża E-commerce także w widocznym stopniu awansuje pod względem cyfrowego zaawansowania, co obrazuje choćby statystyka wykorzystania przez sektor e-handlu usług chmurowych. Z danych Eurostatu wynika, że w 2020r ponad jedna czwarta europejskich firm zajmujących się handlem w sieci, korzystała z rozwiązań w chmurze. W 2018r odsetek ten wynosił ok. 18%. W Polsce, według danych GUS, w minionym roku 16% przedsiębiorstw z kategorii” handel detaliczny” wykorzystywało wspierające biznes usługi cloud computingu. I choć to nadal względnie niewielka grupa, i tak jest to widocznym awansem względem 2019r, kiedy to procent tego typu firm wynosił 11%. – Tutaj warto zaznaczyć, że statystykę tą podnoszą w sporej mierze nowopowstające e-sklepy, które często decydują się od podstaw zbudować swoją infrastrukturę w chmurze, stawiając na przewidywalność kosztów i przyspieszając swoje wejście na rynek – dodaje Marcin Zmaczyński z Aruba Cloud.

Wirtualne platformy, realne zyski

Wartym zwrócenia uwagi trendem internetowej sprzedaży staje się również wykorzystanie technologii wirtualnej (VR) oraz mieszanej rzeczywistości (AR). Jeden ze specjalizujących się w dostarczaniu dedykowanym branży e-commerce rozwiązań tego typu startup – Adloid, przekonywał na łamach globalnej edycji Forbes’a, że udostępnienie klientom możliwości „podejrzenia” jak prezentować się będą interesujące ich meble bądź sprzęt elektroniczny w mieszkaniu czy zapoznanie z gabarytami i przestrzenią wewnątrz samochodu „wyświetlonego” na podjeździe jest w stanie podnieść sprzedaż nawet o 200%.

Turcja nad przepaścią?

Problemy gospodarcze Turcji nie są niczym nowym. Ciągle jednak zaskakuje, jak bardzo w tej sytuacji sami są oni skłonni próbować pogorszyć swoją sytuację. Po raz kolejny lira pogłębia swoje historyczne dołki, a szans na istotne odbicie nie widać.

Kolejne dane z Polski

W czwartek Główny Urząd Statystyczny opublikował wyniki sprzedaży detalicznej oraz produkcję budowlano-montażową. Sprzedaż detaliczna w skali roku rośnie o 11,1%, co oprócz oczywiście odbicia w gospodarce jest też zasługą słabszego wyniku w zeszłym roku, do którego się odwołujemy. Ważne jest jednak to, że mamy wynik powyżej oczekiwań, co jest zawsze miłą niespodzianką. Wynik poniżej oczekiwań zanotowaliśmy jednak w produkcji budowlanej. Tutaj jednak zdaniem części ekspertów można wskazywać na niedobory materiałów i pracowników, ograniczające możliwość realizacji inwestycji, a nie brak popytu.

Turcja znów redefiniuje politykę monetarną

Prezydent Recep Erdogan kontynuuje swoją misję zrewolucjonizowania światowej makroekonomii. Ponieważ podstawą tej koncepcji jest związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy wysokimi stopami procentowymi a wysoką inflacją, nie można być zdziwionym kolejnymi czystkami w banku centralnym. Ze stanowiskami pożegnało się trzech członków przeciwnych obniżce stóp procentowych. W rezultacie na wczorajszym posiedzeniu obniżono główną stopę procentową z 18% na 16%, to czterokrotnie wyższa redukcja, niż oczekiwał rynek. Jest to o tyle dziwne, że inflacja wcale nie spada. Wynosi ona obecnie 19,6%, czyli 3,6% powyżej głównej stopy procentowej. O tym, jak bardzo rynki nie traktują liry jako dobrej inwestycji, najlepiej świadczy fakt, że jesteśmy przy ocenie niemal 6% powyżej maksimów z maja, które jeszcze dwa tygodnie temu były historycznymi maksimami euro względem liry.

Rynek pracy wciąż mocny

Dane wczorajsze na temat wniosków o zasiłek dla bezrobotnych po raz kolejny okazały się najlepsze od początku pandemii. Poprawa jednak nie była szczególnie znacząca. Nowe minimum wynosi obecnie 290 tysięcy nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych na tydzień. Pozwoliło to dolarowi się ustabilizować, aczkolwiek relatywnie niewielka różnica względem optymistycznych oczekiwań nie spowodowała większej rewolucji na rynku.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Czy PayPal przejmie Pinteresta i znacząco przyspieszy rozwój social commerce? W Polsce ten obszar już rośnie w siłę

45 mld dolarów – tyle może wynieść zakup platformy społecznościowej Pinterest Inc przez PayPal Holdings Inc – amerykańskiego giganta systemu płatności elektronicznych. Jeśli informacje się potwierdzą i negocjacje obu stron zakończą się powodzeniem, może to być największa transakcja w historii PayPala. 

Pinterest to platforma internetowa umożliwiająca dzielenie się treściami wizualnymi – udostępnianie zdjęć, przepisów kulinarnych, pomysłów na wystrój wnętrz i innych informacji. Choć negocjacje kupna platformy są – według nieoficjalnych źródeł – jeszcze na bardzo wczesnym etapie, na rynku już mówi się o efektach takiego przejęcia. Byłaby to nie tylko największa akwizycja giganta do tej pory, ale również milowy krok w kierunku rozwoju social commerce. Zakup Pinteresta pozwoliłby bowiem PayPalowi na połączenie działalności e-commerce platformy z ich własnym systemem płatności.

Polski s-commerce już się rozwija

E-zakupy w mediach społecznościowych to jeden z gorętszych trendów w branży e-commerce w ostatnim czasie. Na polskim rynku, w social commerce wszedł już operator płatności Tpay, który we współpracy z KODA Bots opracował i wdrożył pierwsze w Polsce rozwiązanie chatbotowe, które umożliwia dokonywanie płatności w Messengerze i wykorzystuje bezpieczne płatności BLIKIEM. Pierwszymi partnerami, które już oferują tę formę zakupów, są Myszojeleń oraz Kubota.

Pozyskiwanie nowych klientów poprzez social media to gwarancja precyzyjnie dobranej grupy odbiorców. Jednocześnie, poza dostosowaniem narzędzia czy języka komunikacji, bardzo ważne jest zadbanie o odpowiednie zabezpieczenie transakcji. Na wagę złota jest w tym przypadku transparentność i troska o maksymalizację wygody, jak i skracanie procesów płatności, przy zachowaniu 100% bezpieczeństwa – mówi Mateusz Wachowski, Key Account Manager w Tpay.

Obecnie obie firmy pracują już nad rozwiązaniem głosowym, które ma zastąpić konieczność wpisywania poleceń i kodu BLIK, tym samym umożliwiając rozmowę z chatbotem, zupełnie tak jak w stacjonarnym sklepie. Wówczas finalizowanie płatności polegać będzie na przedyktowaniu botowi 6-cyfrowego kodu.

Cyfrowy łańcuch śmierci / Cyber Kill Chain – etapy skutecznego cyberataku

Na rynku pracy w wielu obszarach wąskie specjalizacje odchodzą do przeszłości, a pracodawcy poszukują kandydatów o szerokim wachlarzu umiejętności. Dzieje się tak m.in. w branży cyberbezpieczeństwa. Posiadanie rozległej wiedzy z zakresu ochrony środowisk IT, chmury i sieci zwiększy szanse na znalezienie się w gronie najlepszych kandydatów do pracy i pomoże w walce z wszelkimi rodzajami obecnych i przyszłych cyberzagrożeń.

Podejście do sieci bazujące na jej bezpieczeństwie wymaga od specjalistów łączenia umiejętności z różnych dziedzin. Zanim nastąpił gwałtowny rozwój cyfrowej transformacji, sieci OT oraz IT działały niezależnie od siebie. Te pierwsze nie były podłączone do internetu i – co za tym idzie – były uważane za stosunkowo bezpieczne wobec zewnętrznych zagrożeń. Jednak w miarę rozwoju cyfrowych innowacji zaczęły łączyć się z sieciami IT, ponieważ korzystające z nich firmy chciały dzięki temu obniżać koszty, zwiększać wydajność pracy i poziom konkurencyjności na rynku.

Cyfrowy łańcuch śmierci

Obecnie wszystkie sieci narażone są na szeroki wachlarz zagrożeń. Oznacza to, że w firmach potrzebni są pracownicy o wielu różnych specjalizacjach. Przyjrzenie się siedmiu etapom modelu kill chain, ilustrującego przebieg cyberataku, pomoże lepiej zrozumieć te procesy. Można wykorzystać je jako instrukcję, która podpowie, jakie umiejętności wśród pracowników firmy są potrzebne, aby udaremnić atak na każdym etapie.

  1. Rozpoznanie obejmuje takie czynności, jak zbieranie adresów e-mail potencjalnych ofiar i gromadzenie informacji na ich temat. Do udaremnienia tego kroku potrzebna jest po prostu znajomość podstawowych zasad cyberhigieny, np. umiejętność rozpoznawania wiadomości phishingowych. Może się tego nauczyć osoba w każdym wieku i na każdym etapie kariery.
  2. Uzbrojenie – na tym etapie przestępca wykorzystuje zdobyte wcześniej informacje do osadzenia złośliwego oprogramowania w dokumencie lub umieszczenia go w internetowej witrynie, do której uzyskał nieuprawniony dostęp. Jest to etap, w którym przestępca kreuje proces ataku i niewiele środków ochronnych, nawet znajomość zasad bezpieczeństwa, może mieć wpływ na jego przebieg.
  3. Dostarczenie – polega na rozpowszechnieniu złośliwego narzędzia, np. w postaci załączników poczty elektronicznej lub adresów stron internetowych, do docelowego środowiska ofiary. Szkolenie pracowników może im pomóc w zdobyciu umiejętności potrzebnych do rozpoznania phishingowych maili.
  4. Wykorzystanie luki w aplikacji lub systemie operacyjnym. Jest to jeden z kluczowych etapów ataku, od którego zależy jego powodzenie. W tym momencie uwidacznia się rola odpowiednio wyszkolonego zespołu informatyków, których zadaniem jest aktualizowanie systemów i dbanie o to, aby w firmie było zainstalowane oprogramowanie antywirusowe. Ich zadaniem jest także zabezpieczenie wszystkich danych o znaczeniu krytycznym.
  5. Instalacja to moment, w którym atakujący instaluje złośliwe oprogramowanie na urządzeniu ofiary. Ten etap wykracza poza ramy „ludzkiego firewalla”, więc wymaga przeszkolonego personelu, który będzie czuwał nad bezpieczeństwem systemu i poszukiwał nietypowych zdarzeń w jego obrębie.
  6. Dowodzenie i kontrola – atakujący przejmuje kontrolę nad urządzeniem. Złośliwe oprogramowanie często nie jest zautomatyzowane, więc ten etap odbywa się ręcznie i ma miejsce, gdy system jest zagrożony lub już zainfekowany. Dlatego tak popularną taktyką jest „polowanie”, a więc poszukiwanie nietypowych działań, w ramach których dane wysyłane są poza firmę.
  7. Działania w celu eksfiltracji danych obejmują zbieranie i wydobywanie informacji ze środowiska ofiary, a następnie ich szyfrowanie. Kiedy atakujący ma już dostęp do sieci firmy i kontrolę nad nią, może zrealizować swoje cele.

Znajomość poszczególnych etapów łańcucha kill chain i efektów ich działania jest pierwszym krokiem w walce z cyberprzestępczością. Cyfrowe bezpieczeństwo polega bowiem na umiejętności adaptacji własnych działań i ich elastyczności, ponieważ sytuacja dotycząca zagrożeń wciąż ewoluuje, więc przede wszystkim szkolenia poszerzające wiedzę i budujące świadomość użytkowników mogą przynieść ogromne korzyści.

Należy zadbać o cyberświadomość

Istnieje wiele bezpłatnych kursów, od których można zacząć programy treningowe. Przydatne mogą też być szkolenia i testy penetracyjne, zwane również etycznym hakowaniem (ethical hacking). Warto skoncentrować się na tych technikach, aby zrozumieć sposób myślenia i taktykę cyberprzestępców. Istotne są również takie kwestie, jak umiejętność prowadzenia śledztwa po wystąpieniu incydentu, a także wykrywania i analizy zagrożeń, znajomość technik kodowania i rejestrowania danych oraz posiadanie wiedzy inżynierskiej dotyczącej infrastruktury sieciowej.

Nie należy jednak skupiać się tylko na jednym obszarze wiedzy. Niezbędne umiejętności techniczne, które należy rozwijać, obejmują: „polowanie” na zagrożenia, inżynierię odwrotną złośliwego oprogramowania, testy penetracyjne, wykrywanie eksploitów czy zarządzanie dużymi zbiorami danych. Potrzebne są także umiejętności korzystania ze środowisk wirtualizacyjnych i kontenerowych, znajomość systemu Linux, języków skryptowych, JavaScriptu (wiedza na ten temat jest niezbędna) oraz solidne zrozumienie działania środowiska sieciowego.

Realizuj swoją pasję

Warto pamiętać, że na rynku stale rośnie zapotrzebowanie na wykwalifikowanych specjalistów, którzy mogą pomóc w walce z nowatorskimi technikami stosowanymi przez cyberprzestępców. I choć niektóre ścieżki kariery związane z bezpieczeństwem IT są kształtowane w tradycyjny sposób, np. poprzez programy uniwersyteckie i staże, istnieją inne sposoby, jak programy certyfikacji i szkolenia ułatwiające samodzielne wejście w tę dziedzinę.

Aamir Lakhani, FortiGuard Labs firmy Fortinet

Twoja firma przechodzi w tryb pracy zdalnej? Skorzystaj z pomocy specjalistów

Praca zdalna nie jest już dziś niczym zaskakującym. Swoje obowiązki wypełnia w ten sposób wielu pracowników – jest to korzystne zarówno dla osób zatrudnionych, jak i dla przedsiębiorców. Przejście w tryb pracy zdalnej może być jednak nie lada wyzwaniem – na początku często pojawiają się problemy, komplikacje i chaos. Transformacja zespołów zdalnych – przeprowadzona przez profesjonalistów – może znacznie poprawić efektywność i komfort pracy. Dlaczego pomoc specjalistów jest tak cenna?

Nieodpowiednia organizacja pracy – dlaczego jest szkodliwa?

Źle zorganizowana praca nie tylko sprawia, że zadania realizowane są wolniej i mniej efektywnie. To także źródło frustracji – nikt nie lubi, gdy praca przebiega chaotycznie i nie jest jasne, co należy zrobić. Zestresowani pracownicy i nieprzyjemna atmosfera na pewno nie wpływa korzystnie na to, co dzieje się w firmie. 

Zła organizacja to strata czasu, niepotrzebne spotkania i pomijanie istotnych kwestii. Mogą nas również czekać problemy z podziałem zadań, brak pewności co do tego, kto za co odpowiada, a w konsekwencji – niedotrzymane terminy. Podsumowując – nieodpowiednio zorganizowana praca zdalna prowadzi do marnowania czasu, strat finansowych i zbędnego stresu. 

Jak przebiega transformacja zespołu zdalnego?

Zmiana dotychczasowych nawyków i zasad nie musi być skomplikowana. Podejmowane przez specjalistów działania zazwyczaj koncentrują się na kilku najistotniejszych kwestiach – wszystkie szczegóły są pracownikom dokładnie wyjaśniane, dzięki czemu na pewno każdy wszystko zrozumie. 

Każda firma ma nieco inną strukturę, profil działalności i sposób realizowania zadań. Dlatego też sposób przeprowadzania transformacji nie jest rzeczą uniwersalną, a raczej procesem dostosowywanym do indywidualnych potrzeb. Wszystko rozpoczyna się od analizy obecnej i wcześniejszej sytuacji przedsiębiorstwa – co umożliwia zauważenie błędów i mocnych stron w jego funkcjonowaniu. 

Jakie efekty przynosi zmiana organizacji pracy pod okiem specjalistów?

Dzięki wprowadzeniu niezbędnych zmian poprawia się komunikacja pomiędzy pracownikami. Praca przebiega szybciej i sprawniej z powodu wprowadzenia specjalnych platform, które służą do podziału i dedykowania zadań oraz sprawdzania ich postępu. Wszystko staje się znacznie bardziej jasne i przejrzyste – każdy wie, co należy do jego obowiązków. Nadawanie poszczególnym zadaniom priorytetów sprawia, że o niczym nie zapominamy, a terminy zawsze są dotrzymywane. 

Czas zaoszczędzony na lepszej organizacji pracy można wykorzystać na odpoczynek – lub dalszy rozwój firmy. Poprawia się też atmosfera – znika zbędna presja i codzienne nerwy. Skuteczna organizacja pracy poprawia często relacje z klientami – a także pomaga w zdobyciu nowych. Rzetelne, terminowe wykonywanie zleconych zadań zawsze cieszy się aprobatą i uznaniem. 

Dlaczego warto skorzystać z pomocy specjalistów?

Zła organizacja pracy daje się we znaki wszystkim – pracownikom, pracodawcom, kierownikom zespołów i podwykonawcom, z którymi dana firma współpracuje. Często jest tak, że praca przebiega sprawnie, gdy wykonywana jest z biura – natomiast w momencie przejścia w tryb pracy zdalnej wszystko zaczyna się psuć. Nie jest to nic zaskakującego: organizacja pracy zdalnej wymaga zupełnie innego podejścia, innych narzędzi i umiejętności, które niektórzy posiadają, a inni muszą się nauczyć.

Bezpośrednie przenoszenie działających w biurze rozwiązań do pracy zdalnej na ogół się nie sprawdza. Warto skorzystać z pomocy osób, które wiedzą, co trzeba zmienić – szybko wprowadzone modyfikacje pozwolą na uniknięcie strat i nadrobienie ewentualnych zaległości. 

Nieodpowiednia organizacja pracy może wynikać z braku doświadczenia, specjalistycznych narzędzi i odpowiednich kompetencji. Samodzielnie ciężko jest dostrzec błędy i je skorygować – dlatego zawsze warto korzystać z pomocy specjalistów. Jeśli szukasz firmy, która pomoże ci w usprawnieniu pracy zespołu zdalnego – sprawdź ofertę Remote Sensei

Jak hakerzy mogą wykorzystać Discorda?

Wielofunkcyjne złośliwe oprogramowanie, które może robić zrzuty ekranu, pobierać i uruchamiać dodatkowe pliki oraz rejestrować naciskanie klawiszy może zagrażać użytkownikom Discorda – donosi Check Point Research. Zdaniem ekspertów, użytkownicy – liczącej ponad 150 mln użytkowników – aplikacji muszą mieć świadomość, że jej platforma botowa może być wykorzystywana do złośliwych zamiarów.

W ubiegłym roku nastąpił znaczny wzrost wykorzystania usług VoIP, komunikatorów internetowych i platform dystrybucji cyfrowej, które ułatwiają użytkownikom funkcjonowanie w społecznościach internetowych, umożliwiając tworzenie spotkań, dzielenie się zasobami czy konfigurowanie kanałów tematycznych.

W 2021 r. Discord, popularna aplikacja wieloplatformowa, obsługiwała ponad 19 milionów aktywnych serwerów związanych z różnymi zainteresowaniami i tematami (gry, sztuka, marketing, finanse, sport itp.). Według Influencer Marketing Hub aplikację wykorzystuje co miesiąc ponad 150 milionów użytkowników.

Zdaniem specjalistów z Check Point Research, platforma może w najbliższym czasie być w kręgu zainteresowań hakerów, a najbardziej widoczną tego oznaką jest wielofunkcyjne złośliwe oprogramowanie, które udostępnione zostało dla każdego na Githubie. Potrafi ono dokonywać zrzutów ekranu, pobierać i uruchamiać dodatkowe pliki oraz wykonywać keyloggery – a wszystko za pomocą podstawowych funkcji Discord. Eksperci z Check Point Research, Idan Shechter oraz Omer Ventura, postanowili przeprowadzić dochodzenie w sprawie potencjalnego nadużycia Discorda przez cyberprzestępców, a co ważniejsze, ustalić, jak zapobiegać tym atakom.

Boty Discorda

Discord pozwala użytkownikom zintegrować kod w celu uzyskania ulepszonych funkcji, które pozwalają na łatwiejsze zarządzanie społecznością. To są tzw. boty Discord. Wraz ze wzrostem popularności Discorda rośnie również ich wykorzystania, a obecnie większość z nich można zainstalować za pośrednictwem scentralizowanych usług, takich jak „top.gg”, które oferują szeroką gamę bezpłatnych botów. Ponadto programiści oferują niestandardowe, tworzone niemal na zamówienie, boty Discord w różnych cenach.

Boty Discord wydają się być potężne i przyjazne – oszczędzające czas i wysiłki administratorów. Jednak z wielką mocą wiąże się również wielka odpowiedzialność, a platforma botowa Discorda – wg badaczy – może być łatwo wykorzystana do złośliwych zamiarów.

Specjaliści ds. bezpieczeństwa z Check Point Research odnaleźli kilka złośliwych repozytoriów w GitHub, które wydają się być istotne dla platformy Discord. Repozytoria te obejmują niestety złośliwe oprogramowanie oparte na Discord API oraz złośliwe boty o różnych funkcjach.

Po wstępnych badaniach Idan Shechter oraz Omer Ventura odkryli kilka możliwości, które można osiągnąć za pomocą podstawowych funkcji Pythona. Co więcej, fakt, że takie złośliwe oprogramowanie jest napisane w językach wieloplatformowych, sprawia, że są one dostosowane do każdej platformy (OSX, Linux, Windows). Przykładem tego jest złośliwy zestaw narzędzi DiscordRootKit, który potrafi m.in. otwierać powłokę systemową (shell) na uruchomionym urządzeniu, odnajdować różne tokeny przeglądarek, wykonywać zrzuty ekranu czy zdjęcia za pomocą kamerki internetowej. Ponadto umożliwiają key-logging czy pobieranie innych plików – w tym złośliwego oprogramowania.

Postanowiliśmy zbadać pomysł wykorzystania botów Discord do złośliwych celów, w szczególności zaimplementowania bota Discord ze złośliwymi funkcjami, aby zapewnić atakującemu możliwości zdalnego wykonywania kodu. – wyjaśniają eksperci Check Point Research. Z ich odkrycia wynika, że modyfikacja Discord Bot API, może zamienić pomocnego bota w trojana zdalnego dostępu (RAT).

Piotr Zawistowski w Zarządzie Europex na kolejną kadencję

  • 22 października 2021 r., podczas Walnego Zgromadzenia Stowarzyszenia Europejskich Giełd Energii Europex (Association of European Energy Exchanges), wybrano Zarząd na kolejną kadencję. 
  • Jednym z członków świeżo powołanego Zarządu ponownie został Piotr Zawistowski, Prezes Zarządu Towarowej Giełdy Energii S.A.
  • Europex zrzesza 29 giełd energii oraz operatorów rynku z całej Europy. TGE dołączyła do stowarzyszenia w 2005 r.

Nowy Zarząd został wybrany na dwuletnią kadencję (2022–2023). Pieter Schuurs (Prezes
i Dyrektor Operacyjny ICE Endex) został ponownie wybrany Prezesem Zarządu i będzie to jego trzecia kadencja na tym stanowisku. Jednocześnie Borut Rajer (Dyrektor Operacyjny Borzen), Jonas Törnquist (Dyrektor Operacyjny EPEX SPOT) i Piotr Zawistowski (Prezes Zarządu TGE) nadal będą pełnić swoje funkcje jako członkowie Zarządu. Nowo wybranymi osobami w Zarządzie są Andrea Péruzy (Prezes i Dyrektor Generalny GME) oraz Ahmet Türkoğlu (Dyrektor Generalny EPİAŞ/EXIST).

Uczestnicy Walnego Zgromadzenia omówili również aktualne zmiany cen energii
i z zadowoleniem przyjęli „zestaw narzędzi” zaproponowany przez Komisję Europejską, aby wspomóc konsumentów znajdujących się w trudnym położeniu. Podkreślili swoje poparcie dla skoordynowanego podejścia przy jednoczesnym utrzymaniu korzyści, jakie z punktu widzenia dobrobytu zapewniają efektywne, zintegrowane i przejrzyste europejskie rynki energii.

„Transformacja energetyczna w Europie galopuje. Oczywiście Polska jest jej częścią, ale tak naprawdę jesteśmy dopiero na początku przemian systemowych. Jako przedstawiciel polskiej giełdy w Europex mam możliwość zapoznania się z doświadczeniami innych państw, które mogą być istotne z punktu widzenia krajowego rynku energii. Przed nami wiele wyzwań, niewiadomych i barier, dlatego czuję się zaszczycony, że przez kolejne 2 lata będę reprezentował Polskę w tak szacownym gronie ekspertów oraz za pośrednictwem stowarzyszenia będę miał wpływ na kierunek zachodzących zmian” – powiedział Piotr Zawistowski, Prezes Zarządu TGE.

Christian Baer, Sekretarz Generalny Europex, skomentował: „Nadchodząca dekada będzie decydująca dla transformacji w kierunku gospodarki o zerowej emisji netto oraz dla utrzymania kosztów tej transformacji na jak najniższym – a tym samym akceptowalnym społecznie – poziomie. Dlatego cieszę się, że mamy kompetentny zespół, który wniesie swój wkład w dyskusje toczące się obecnie wokół „Fit for 55”, tworzonego pakietu legislacyjnego w zakresie dekarbonizacji gazu, i wielu innych, które będą kształtować przyszłość energetyczną i klimatyczną Europy”.

Towarowa Giełda Energii jest członkiem stowarzyszenia Europex od 2005 r. Polska giełda bierze czynny udział w pracach grup roboczych zajmujących się tematyką energii, gazu czy integracji. Wybór Piotra Zawistowskiego na członka Zarządu Europex w kadencji 2020–2021 oraz reelekcja na lata 2022–2023 to doskonały dowód na to, że w procesie budowy wspólnego europejskiego rynku polski głos ma znaczenie.

Rynek spodziewa serii podwyżek stóp procentowych w Polsce

Zaufanie inwestorów do Rady Polityki Pieniężnej bardzo osłabło. Rynek spodziewa się całej serii podwyżek stóp procentowych, a jednak kurs złotego jest zagrożony dużym osłabieniem.

– Po ostatnich, zaskakujących decyzjach RPP, wprowadzających podwyżkę stóp procentowych, rozważania o kolejnych podwyżkach są jak loteria i to bardzo źle świadczy o komunikowaniu się z rynkiem przez prezesa NBP i RPP – mówi w rozmowie z MarketNews24 Łukasz Wardyn, dyrektor CMC Markets na Europę Wschodnią. – Ta komunikacja jest bardzo frywolna, bo warto przypomnieć, że wielu analityków już wcześniej domagało się podwyżek stóp procentowych, a przynajmniej zmiany retoryki w komunikatach RPP, podczas gdy z RPP płynęły kategoryczne informacje, że podwyżka jest niepotrzebna.

NBP i RPP długo przekonywały, że wysoka inflacja w Polsce jest przejściowa i błędem byłoby podniesienie stóp procentowych. Niektórym krytykom poczynań Rady zarzucano nawet braki w edukacji ekonomicznej.

– Podwyższono stopy procentowe bez kompleksowego i klarownego komunikatu dla rynku. W takiej sytuacji inwestorzy muszą zgadywać co dalej – dodaje ekspert CMC Markets. – Ta sytuacja uderza w zaufanie do RPP, a to nigdy nie jest dobre na rynkach finansowych.

Krótko po ostatniej decyzji RPP rentowność dwuletnich obligacji skarbowych zwiększyła się o 100 pkt. bazowych. Analitycy i ekonomiści spodziewają się więc serii podwyżek stóp procentowych.

– Należy spodziewać się kolejnej podwyżki stóp jeszcze w tym roku, a dalszych w roku przyszłym – ocenia Ł. Wardyn. – W krótkim terminie podwyżki stóp procentowych nie osłabią inflacji, ale pozytywny wpływ wywołałaby konsekwentna retoryka ze strony RPP.

Pierwsza podwyżka tylko nieznacznie wyhamowała wyprzedaż złotego. Nadal jesteśmy w bardzo niebezpiecznym miejscu. Potencjalnym zagrożeniem jest ucieczka inwestorów od złotego. Jeżeli chcemy powstrzymać osłabianie złotego wobec innych walut – to tempo wprowadzania podwyżek musi być szybkie.

Istotne dla złotego będzie także to, jak będzie wyglądać porównanie polityki pieniężnej NBP z działaniami innych banków centralnych, zwłaszcza że Czechy i Węgry są już po kilku podwyżkach. Na świecie pojawił się już wyraźny trend ku takim podwyżkom, a przykładem stały się działania Nowej Zelandii czy Norwegii. Jednocześnie prawdopodobne jest szybsze normowanie polityki pieniężnej w USA, niż tego wcześniej oczekiwano.

Trwa boom na kupowanie „L4”

Na rynku medycznym pojawiły się w ubiegłym roku firmy, których działalność ogranicza się głównie do wystawiania zwolnień chorobowych. Zdaniem Mikołaja Zająca, eksperta rynku pracy, teleporady odciążyły służbę zdrowia w krytycznym momencie, ale jednocześnie wzmocniły bardzo łatwy proceder wyłudzania ”L4”. Uczestniczą w nim osoby do tego uprawnione, a więc lekarze. Z teleporad skorzystało od początku trwania pandemii blisko 74% Polaków.

Po wpisaniu w internetową wyszukiwarkę frazy „zwolnienie lekarskie”, otrzymujemy obszerną listę wyników z prywatnymi firmami świadczącymi tego typu usługi. Co je wyróżnia, to – jak same informują – szybki czas realizacji e-zwolnienia, który waha się nawet od 5 do 30 minut. Najtańsze oferty zaczynają się już od 59 zł, zaś średni koszt uzyskania takiego zwolnienia oscyluje w granicach 80 – 120 zł. Po wejściu na stronę z e-zwolnieniami wystarczy wpisać w formularz swoje objawy oraz podać, jaką liczbę dni zwolnienia lekarskiego potrzebujemy. Maksymalny okres to 7 dni, możliwy jest jednak do przedłużenia przy kolejnej teleporadzie i ponownym uiszczeniu opłaty. Następnie czekamy na telefon od lekarza, który potwierdza wystawienie „L4” oraz przekazuje konkretne wytyczne.

– Lekarz nie ma najmniejszej szansy na zweryfikowanie tego, czy pacjent faktycznie jest chory, czy coś mu dolega, czy może po prostu chce kupić sobie zwolnienie. Nie dotyczy to oczywiście wszystkich e-zwolnień, ale z pewnością mamy w Polsce do czynienia z procederem, który prowadzony jest przez wąską grupę osób, a który generuje znaczne straty finansowe dla państwa tłumaczy Mikołaj Zając, prezes Conperio, największej polskiej firmy zajmującej się problematyką absencji chorobowych.

Tymczasem państwowa jednostka nie wyrabia się z kontrolami. Osobom ubezpieczonym w ZUS wystawiono w 2020 roku ogółem 22,7 mln zaświadczeń lekarskich, a kontroli przeprowadzono 275 tys. – co stanowi niecałe 2%.

– ZUS ma wszystkie niezbędne narzędzia, by sprawdzać zwolnienia kupowane przez telefon lub internet i wyłapywać te, które są nadużyciami. Nasza firma na podstawie kontroli pracowników prowadzi również statystki lekarzy – wiemy wprost, którzy z nich cieszą się największą popularnością wśród pacjentów. Skoro my mamy tę wiedzę, to ZUS z pewnością też monitoruje sytuację i powinien odpowiednio wcześniej podjąć właściwe kroki w celu przeciwdziałania – dodaje Mikołaj Zając.

Lipcowe, ogólnopolskie badanie dostępu do leczenia w Polsce – dostępności świadczeń lekarzy POZ, teleporad, a także opieki ambulatoryjnej – wykazało, że od początku trwania pandemii aż 74 % badanych Polaków skorzystało z usług teleporady.

Jak podkreśla Mikołaj Zając, na łatwości w dostępie do zwolnień lekarskich, bez ich właściwej weryfikacji, najwięcej tracą pracodawcy.

W pierwszym półroczu 2021 roku, na zlecenie właścicieli dużych zakładów produkcyjnych zatrudniających od kilkuset do kilku tysięcy pracowników na terenie całej Polski, przeprowadziliśmy 10 207 kontroli zwolnień lekarskich. W przypadku 36 % z nich odnotowaliśmy nadużycia – nie zastaliśmy danej osoby pod adresem wskazanym w druku ZLA lub stwierdziliśmy naruszenie ujętych w nim postanowień – podsumowuje ekspert.

Szwajcarski St. Moritz z najbardziej dynamicznym wzrostem cen nieruchomości spośród kurortów narciarskich na świecie

Według indeksu cen nieruchomości w zimowych kurortach opracowanego przez międzynarodową firmę doradczą Knight Frank, w 2021 roku najwyższy wzrost cen spośród alpejskich kurortów zanotowało szwajcarskie St. Moritz. Za dom trzeba tam zapłacić o 17% więcej niż przed rokiem. Niska podaż i rosnący popyt to główne przyczyny wzrostu cen. W czerwcu 202 roku na sprzedaż w St. Moritz było wystawionych 90 domów, a rok później, w czerwcu 2021 roku, już około 20.  

Knight Frank opublikował najnowszy indeks śledzący ceny nieruchomości w zimowych kurortach – Ski Property Index. Indeks jest jednocześnie częścią szerszego opracowania analizującego dogłębnie ten rynek – Ski Property Report. Po raz pierwszy od 3 lat szwajcarskie ośrodki prowadzą w tym zestawieniu, co wynika bezpośrednio z niskiej podaży i wysokiego popytu. Do wzrostu zainteresowania St. Moritz rzyczyniły się decyzje Szwajcarów o ponownym otwarciu ośrodków narciarskich w grudniu 2020 r. (jedyny europejski kraj, który to zrobił) oraz ogólna reakcja rządzących na pandemię, które wzmocniły atrakcyjność tego rynku. Za metr kwadratowy nieruchomości w St. Moritz trzeba zapłacić EUR 22,700.

Podobnie jest w Verbier – jednym z największych ośrodków narciarskich w Szwajcarii obok St. Moritz. Tutaj ceny wzrosły o 10,2% a wybrane nieruchomości sprzedawały się o 12% powyżej ceny wyjściowej. Ośrodek osiągnął również rekordową cenę sprzedaży jednej z nieruchomości, której metr kwadratowy kosztował CHF 30,000 (EUR 27,400).

Alpy francuskie również są na celowniku kupujących. W indeksie przodują Chamonix (ze wzrostem cen o 6,1%) i Megeve (ze wzrostem cen o 4,7%). Zainteresowanie wynika między innymi z łatwego dojazdu z większych miast, takich jak Turyn, Mediolan i Genewa, ale także ze względu na przewagę konkurencyjną dotyczącą jakości względem podobnych nieruchomości w innych kurortach.

Najdroższe nieruchomości są w szwajcarskim Gstaad. Tam za mter kwadratowy trzeba zapłacić średnio EUR 32,800. Na dalszych miejscach są: Courchevel 1850 (EUR 26,800), Verbier (EUR 23,500), St. Moritz (EUR 22,700), Zermatt (EUR 21,100), Val d’Isère (EUR 20,300), Courchevel Moriond (EUR 16,500),  Courchevel Village (EUR 16,200), Méribel (EUR 15,800), Megève (EUR 14,500), Méribel Village (EUR  14,500), St-Martin-de-Belleville (EUR 13,100), Davos (EUR 13,000), Klosters (EUR 12,800), Chamonix (EUR 12,500).

„Kurorty położone na średnich wysokościach oferujące rentowną bazę przez cały rok i oferujące różne rodzaje turystycznych aktywności, są atrakcyjne dla szerszego grona nabywców. Większym niż zwykle zainteresowanie cieszył się również najdroższy kurort we Francji, Courchevel 1850. Jest to prawdopodobnie „bezpieczny rynek” we francuskich Alpach, gdzie kupujący wiedzą, że inwestują w jednym z najbardziej pożądanych ośrodków narciarskich na świecie, który ponadto zapewnia wiele rodzajów usług i udogodnień. Wyzwaniem pozostaje jednak ilość nieruchomości na sprzedaż, która jest bardzo ograniczona.” – powiedzial Roddy Aris, Associate Partner, Paryż i region Alp Francuskich, Knight Frank.

Knight Frank Ski Property Index 2021 – pełne zestawienie

Dane oparte na cenach domu, z 4 sypialniami, w najlepszej lokalizacji

Roczna zmiana % w stosunku do II kw. 2021

Resort Price change (%)
St. Moritz 16.5%
Klosters 14.4%
Davos 13.4%
Verbier 10.2%
Leysin 7.0%
Grimentz 6.8%
Chamonix 6.1%
Megeve 4.7%
Gstaad 2.9%
Villars-sur-Ollon 2.8%
Champery 2.2%
Courchevel Village 1.7%
Courchevel Moriond 1.7%
St Martin-de-Belleville 1.5%
Meribel 1.0%
Meribel Village 0.8%
Val-d’Isere 0.6%
Zermatt 0.5%
Courchevel 0.4%
Crans Montana 0.1%

 

Jak zarabiać na mieszkaniach studenckich?

W większości polskich miast trwa boom na wynajem mieszkań dla studentów. Ceny rosną, a nawet najmniej atrakcyjne lokale, znikają z rynku z szybkością światła. Wiele osób zadaje sobie zatem pytanie: w jaki sposób można zarabiać na takiej koniunkturze?

Najbardziej oczywistym sposobem zarabiania na nieruchomości jest jej zakup i wynajmowanie. Jednak to wymaga kapitału na zakup całego mieszkania, co w Polsce oznacza konieczność posiadania co najmniej 300 tys. zł, a w Warszawie nawet 500 tys. zł. Obecnie jednak rynek jest tak rozgrzany, że trudno znaleźć atrakcyjne nieruchomości do kupienia. Do tego w mieszkaniu trzeba zrobić remont, a na rynku brakuje wolnych ekip budowlanych. Nie wspominając już o drożejących materiałach budowlanych.

Na bardziej rozwiniętych rynkach niż Polska znajdziemy natomiast firmy i fundusze, które inwestują w mieszkania dla studentów. To bardzo ciekawe uzupełnianie naszego portfela inwestycyjnego pozwalające na ekspozycję na rynek studenckiego najmu.

Największym graczem na rynku studenckich mieszkań w USA jest firma American Campus Communities (ACC), od 2004 roku notowana na NYSE. Firma działa jako REIT – Real Estate Investment Trust, czyli fundusz inwestujący w nieruchomości. REIT to obecnie coraz popularniejsze narzędzie inwestowania w nieruchomości, dające taką możliwość także osobom, które dysponują niewielkimi kwotami pieniędzy. Większość REIT skupia się na wybranej części rynku nieruchomości np. biurach, powierzchniach handlowych czy mieszkalnych. ACC to REIT skupiony stricte na zakwaterowaniu studentów w mieszkaniach i akademikach o podwyższonym standardzie.

Na koniec marca 2021 ACC posiadała 166 nieruchomości własnych zapewniających 111 900 łóżek. Wliczając nieruchomości innych właścicieli, którymi firma zarządza, jej portfel zawierał
207 nieruchomości z 142 400 łóżek. To więcej niż liczba studentów studiów stacjonarnych w Warszawie. Firma ma swoją siedzibę w Austin w Teksasie i oferuje nieruchomości na 68 uniwersytetach głównie w południowych stanach USA. Przeciętna nieruchomość daje firmie roczny zysk w wysokości 6,25 proc. – 6,75 proc.

Firma poradziła sobie w czasie pandemii, choć początkowo wartość jej akcji spadła o ponad 50 proc. Obecnie cena akcji jest o 5,9 proc. wyższa niż 25 lutego 2020 (w tym samym czasie S&P500 wzrósł o 40,6 proc.). Mimo faktu, że większość uniwersytetów wprowadziła zdalne nauczanie, spółce udało się choć częściowo zapełnić swoje nieruchomości. Pandemia pokazała jednak, że sama spółka jest narażona na tego rodzaju szoki popytowe. Od początku roku akcje ACC wzrosły o 22,4 proc., porównywalnie z S&P500 (+21,5 proc.). Firma planuje w 2022 roku powrót do zysków na poziomie sprzed kryzysu.

Inwestując w mieszkania studenckie, warto rozważyć szerszą dywersyfikację opartą o rynek nieruchomości mieszkalnych. Taką ekspozycję mogą nam dać inne spółki z tego rynku, takie jak np. AvalonBay Communities (mieszkania), Equity Residential (mieszkania) czy Sun Communities Inc (domy modułowe, ośrodki wypoczynkowe).

Paweł Majtkowski – analityk eToro

Europejskie gospodarki nie są gotowe na OZE

Największe europejskie gospodarki nie są przygotowane do przejścia na OZE i mogą nie osiągnąć celów klimatycznych pakietu Fit for 55. Według raportu Eaton, barierą dla transformacji energetycznej jest m.in. przeciążenie sieci i zbyt niski poziom cyfryzacji. System nie jest gotowy na zmienną energię odnawialną. W Niemczech, przez konieczność stabilizowania sieci, ograniczana jest produkcja nawet 3% mocy w instalacjach OZE. W Wielkiej Brytanii koszty związane z limitowaniem produkcji zielonej energii w ubiegłym roku wyniosły 282 mln funtów. Przed podobnymi wyzwaniami stoi również Polska. Co powinny zrobić rządy, aby poprawić sytuację?

Wąskie gardło transformacji na OZE

Kraje europejskie zakładają osiągnięcie unijnych celów redukcji emisji CO₂ przede wszystkim poprzez zwiększenie produkcji energii ze źródeł odnawialnych. Według raportu Eaton, przechodzenie na OZE dynamicznie odbywa się w Danii, Finlandii, Norwegii i Szwecji. Jednak największe gospodarki europejskie, takie jak Francja, Niemcy, Włochy, Hiszpania, Szwajcaria i Wielka Brytania, nie są gotowe na transformację energetyczną. Powodem nie jest zbyt mała liczba instalacji słonecznych i wiatrowych, ale nieprzygotowanie systemu na zmiany.

W Niemczech do osiągnięcia celów na 2030 rok potrzebnych jest dodatkowo 138 TWh energii ze źródeł słonecznych i wiatrowych. We Francji – 90 TWh. Tak gwałtowny rozwój OZE wymaga od sieci większej elastyczności, ponieważ zielona energia jest mocno rozproszona i niestabilna. System musi być zdolny do szybkiego reagowania na zmienną ilość produkowanej mocy i zapotrzebowanie na nią. W wielu europejskich państwach infrastruktura nie jest na to gotowa. Krajowe systemy elektroenergetyczne mogą więc stać się wąskim gardłem transformacji – wskazuje Mariusz Hudyga, Product Manager w firmie Eaton.

Mniejsze kraje – Finlandia, Norwegia, Szwecja, Holandia i Irlandia – notują największe postępy w przechodzeniu na OZE. Są to bowiem elastyczne rynki, które zapewniają wszystkim inwestorom sprawiedliwy, przejrzysty i prosty dostęp. Większe kraje, takie jak Francja, Wielka Brytania, Niemcy, Włochy i Hiszpania, mają problemy z zapewnianiem elastyczności. Powodem są bariery dla inwestycji, takie jak zasady certyfikacji i podłączenia do sieci, wysokie koszty, złożone przepisy oraz zdominowanie rynku przez podmioty o ugruntowanej pozycji.poziom gotowości do transformacji

Konieczne inwestycje w magazyny energii i elektryczne samochody

Elastyczność systemu energetycznego mogą zwiększać niskoemisyjne rozproszone zasoby energii, takie jak stacje ładowania pojazdów elektrycznych, magazyny energii, inteligentne czujniki i technologie pomiarowe czy systemy zasilania awaryjnego. Raport Eaton wskazuje, że w większości krajów w Europie rozwój takich rozwiązań jest jednak na niskim poziomie. Wyjątkiem jest Norwegia, gdzie elektryczne samochody stanowią już ¾ wszystkich nowo rejestrowanych pojazdów. Zbyt wolne tempo rozwoju elastyczności sieci to nie tylko ryzyko opóźnienia dekarbonizacji, ale też wyższych kosztów bilansowania sieci i większych rachunków dla konsumentów.

Ograniczenie emisji CO będzie możliwe tylko wtedy, gdy wszystkie kraje europejskie będą korzystały z elastycznych rozwiązań w procesie stabilizowania OZE. Konieczne jest przyciągnięcie prywatnych inwestycji w inteligentnie sterowane stacje ładowania e-samochodów, systemy magazynowania ciepła i energii czy interaktywne centra danych. Efekt ten będzie można uzyskać na stabilnych i przewidywalnych rynkach, na których obowiązują przepisy dające pewność długookresowego zwrotu z inwestycji. W Polsce wciąż jedynie 12% energii pochodzi ze źródeł odnawialnych. Ich rozwijanie będzie wymagało nie tylko zakładania farm wiatrowych czy słonecznych, ale też przede wszystkim zapewnienia przejrzystego i łatwego dostępu do rynku energii dla inwestujących w magazyny energii czy infrastrukturę zasilania pojazdów elektrycznych – podkreśla Mariusz Hudyga.

W raporcie „Energy Transition Readiness Index 2021” przeanalizowano rynki energetyczne 12 krajów europejskich i oceniono ich gotowość do przyjęcia OZE oraz osiągnięcia celów redukcji emisji dwutlenku węgla do 2030 r. Raport został opracowany przez brytyjskie Stowarzyszenie Energii Odnawialnej i Czystych Technologii (REA) oraz firmę Eaton. Badanie objęło Hiszpanię, Francję, Niemcy, Wielką Brytanię, Włochy, Danię, Finlandię, Irlandię, Holandię, Norwegię, Szwecję i Szwajcarię.

Podsumowanie najważniejszych wniosków raportu jest dostępne pod linkiem: Energy-Transition-Readiness-Index-2021-Executive summary.pdf (eaton.com)