Karelle Lamouche nową CEO Accor Premium, Midscale & Economy na Europę i Afrykę Północną

Accor mianował Karelle Lamouche na stanowisko CEO na Europę i Afrykę Północną dla dywizji Premium, Midscale & Economy. W nowej roli będzie ona odpowiadać za działalność grupy w regionie obejmującym ponad 3000 hoteli w ponad 40 krajach, co stanowi około 40 proc. globalnej sieci Accor.

Lamouche jest związana z Accor od 1998 r. i ma blisko 30-letnie doświadczenie w strukturach grupy. Przed awansem pełniła funkcję Chief Operating Officer na Europę i Afrykę Północną, a wcześniej Chief Commercial Officer dla marek z segmentów Premium, Midscale i Economy.

Karelle Lamouche, CEO, Europe & North Africa, Accor Premium, Midscale & Economy, podkreśla: Europa i Afryka Północna to najpopularniejsze kierunki turystyczne na świecie, ale jednocześnie jedne z najbardziej zróżnicowanych pod względem kulturowym i językowym. Dzięki naszemu globalnemu doświadczeniu doskonale rozumiemy, jak skutecznie działać na tak złożonym rynku. Dysponujemy wiedzą, silnym portfolio marek, szeroką dystrybucją i wysokimi standardami operacyjnymi, co pozwala nam dostarczać partnerom świetne wyniki, a gościom doświadczenia dopasowane do ich potrzeb. Cieszę się, że będę mogła kierować działalnością Accor w tym regionie, wzmacniać naszą obecność w nowych, szybko rozwijających się destynacjach oraz wprowadzać świeżą energię na rynki już dobrze ugruntowane.

Jean-Jacques Morin, Group Deputy CEO Accor, dodaje: Karelle wnosi szerokie doświadczenie przywódcze obejmujące wszystkie obszary naszej działalności, takie jak m.in. strategia, sprzedaż, marketing czy dystrybucja. Jej umiejętność wspierania właścicieli w maksymalizowaniu zwrotu z inwestycji, przy jednoczesnym dbaniu o najwyższą jakość doświadczeń gości, sprawia, że jest idealną kandydatką do tej roli.

Dywizja Premium, Midscale & Economy Accor obejmuje m.in. marki Pullman, Mövenpick, Swissôtel, Novotel, Mercure, Handwritten Collection, TRIBE, ibis oraz greet.

Swiatłana Cichanouska: droga do demokracji jest usłana cierpieniem, a dyktatura wraca szybciej, niż myślicie

Bezpośrednim zagrożeniem dla demokracji jest dyktatura. Obserwujemy, jak dyktatorzy i tyrani na całym świecie budują sojusze, ucząc się od siebie nawzajem. Dzielą się wywiadem, wymieniają instrumenty i strategie, jak tłumić sprzeciw w swoich krajach. Ale drugą, równie istotną groźbą dla demokracji są obywatele krajów demokratycznych, którzy mogą zapomnieć, czym tak naprawdę jest demokracja i że nie jest ona dana raz na zawsze. W demokrację aby ją pielęgnować trzeba wierzyć i aktywnie w niej uczestniczyć. Jeśli przestaniemy zwracać uwagę na demokrację, może ona zniknąć, a my nawet tego nie zauważymy. Aby ją zachować, musimy dla niej pracować i w nią inwestować.

– Nie dajcie się zwieść propagandystom z reżimów, którzy mówią: „Nie martwcie się demokracją, cieszcie się życiem w wspaniałych krajach. Czemu mielibyście się tym przejmować?” Kiedy przestajecie troszczyć się o tych, którzy cierpią z powodu dyktatur, wierzcie mi, że pewnego dnia tyrani zapukają również do waszych drzwi – powiedziała serwisowi eNewsroom.pl Swiatłana Cichanouska, liderka białoruskiej opozycji demokratycznej. – Musimy wykorzystać wszystkie dostępne narzędzia, kontakty międzyludzkie, internet, media społecznościowe aby promować wartości demokratyczne. Rozumiem, że w Polsce czy Litwie, graniczycie z tyranami i lepiej rozumiecie te zagrożenia. Kraje oddalone od reżimów mogą stracić z oczu rzeczywistość dyktatury, myśląc, że są zbyt daleko, by tyrani mogli przejąć umysły ich obywateli. Jednak tyrani są już obecni w mentalności społeczeństw. Warto mówić o konsekwencjach braku wkładu w demokrację. Przykład Białorusi obrazuje, jak łatwo można stracić to, co się ma, i jak trudno to odzyskać. Często walki o demokrację są romantyzowane ale droga do niej jest wyboista, usłana cierpieniem, łzami i utratą wolności. Pamiętajcie, że dyktatura jest na wyciągnięcie ręki, należy jedynie dostrzec jej oznaki – ostrzega Swiatłana Cichanouska.

Europa domyka fundusz obronny SAFE

Do 30 listopada dziewiętnaście państw członkowskich UE złożyło swoje krajowe plany inwestycji obronnych w ramach instrumentu SAFE (Security Action for Europe). W pełni wykorzystały one pulę 150 mld euro preferencyjnych pożyczek przeznaczonych na zbrojenia. Celem Funduszu jest wzmocnienie europejskich zdolności wojskowych w obliczu rosyjskiego zagrożenia oraz niepewności co do długoterminowego wsparcia ze strony USA. Dzień po zamknięciu naboru do programu dołączyła Kanada, stając się pierwszym państwem spoza Europy z uprzywilejowanym dostępem do unijnego rynku obronnego.

Największym beneficjentem SAFE została Polska, która wnioskowała o 43,7 mld euro pożyczek – niemal jedną trzecią całej puli i więcej niż Francja, Włochy i Hiszpania łącznie. Drugą co do wielkości alokację, 16,7 mld euro, zabezpieczyła Rumunia, a po 16,2 mld euro przypadło Francji i Węgrom. Środki mają sfinansować pilne zamówienia amunicji, pocisków, systemów artyleryjskich, dronów oraz obrony powietrznej, ze szczególnym naciskiem na wspólne przetargi i rozwój europejskiej bazy przemysłowo-obronnej.

Według Komisji Europejskiej piętnaście z dziewiętnastu uczestniczących państw uwzględniło w swoich planach bezpośrednie wsparcie wojskowe dla Ukrainy. Unijny komisarz ds. obrony Andrius Kubilius podkreślił, że chodzi o „miliardy, a nie miliony” euro, co przekracza początkowe oczekiwania Brukseli. Wpisuje się to w szerszy kontekst europejskich wysiłków na rzecz podtrzymania zdolności obronnych Kijowa w momencie intensyfikacji dyplomatycznych prób zakończenia wojny rosyjsko-ukraińskiej.

Kanada, która w czerwcu 2025 r. podpisała z UE Partnerstwo w dziedzinie Bezpieczeństwa i Obrony, ogłosiła 1 grudnia zakończenie negocjacji w sprawie przystąpienia do SAFE. Porozumienie ma otworzyć kanadyjskiemu przemysłowi zbrojeniowemu szeroki dostęp do europejskich projektów, a jednocześnie przyciągnąć inwestycje obronne do Kanady poprzez nową Kanadyjską Agencję Inwestycji Obrony. Ottawa staje się tym samym pierwszym krajem spoza UE z preferencyjnym dostępem do środków SAFE.

Instrument SAFE jest jednym z filarów szerszego planu „Readiness 2030”, zakładającego mobilizację ponad 800 mld euro na obronę dzięki złagodzeniu unijnych reguł fiskalnych i wykorzystaniu pożyczek Europejskiego Banku Inwestycyjnego. Inicjatywa ma pomóc państwom UE osiągnąć ambitny cel NATO: podniesienie wydatków obronnych do 5% PKB do 2035 r., z czego co najmniej 3,5% ma przypadać na wydatki stricte wojskowe, a do 1,5% na infrastrukturę krytyczną i cyberbezpieczeństwo.

Rozmowy z Wielką Brytanią w sprawie przystąpienia do SAFE zakończyły się fiaskiem 28 listopada z powodu sporu o warunki finansowe, choć brytyjskie firmy zbrojeniowe nadal mogą brać udział w projektach do 35% wartości kontraktu na zasadach przewidzianych dla państw trzecich. Termin 30 listopada przekroczyły także Turcja i Korea Południowa, które nie zdążyły zakończyć negocjacji. Komisja Europejska spodziewa się ocenić wszystkie krajowe plany do końca roku, a pierwsze wypłaty – do 15% wnioskowanych kwot – mają trafić do państw członkowskich na początku 2026 r.

Bezrobocie na Słowacji rośnie

Stopa bezrobocia na Słowacji wzrosła w trzecim kwartale 2025 r. do 5,4 proc. rok do roku, wynika z danych Urzędu Statystycznego. Liczba pracujących spadła o 12 tys. osób do 2,605 mln, co oznacza spadek zatrudnienia o 0,5 proc. po dwóch latach względnej odporności rynku pracy. Liczba bezrobotnych wzrosła do 152,3 tys. osób, przy czym wzrost dotyczył głównie osób krótkotrwale bez pracy – poniżej 12 miesięcy.

Spadek zatrudnienia odnotowano w 10 z 18 monitorowanych sektorów gospodarki. Najmocniej ucierpiało budownictwo, w którym liczba pracowników skurczyła się o ponad 9 tys. osób, czyli o 3,4 proc., a spadek ten utrzymuje się już czwarty kwartał z rzędu. W sektorze usług najmocniej tąpnęła edukacja, gdzie ubyło 8,5 tys. etatów (ok. 4 proc.). Powyżej 6 tys. miejsc pracy straciły też dwa największe sektory zatrudnienia – przemysł i handel, choć wciąż odpowiadają one odpowiednio za jedną czwartą i jedną ósmą wszystkich pracujących.

Nie wszystkie branże znalazły się jednak pod presją. Rolnictwo odnotowało największy roczny wzrost zatrudnienia – liczba pracujących zwiększyła się tam o 12 tys. osób, co oznacza wzrost o 21,6 proc. Silne odbicie widać również w usługach administracyjnych, gdzie liczba zatrudnionych wzrosła o 8,4 tys. osób (19,5 proc.). Dane sugerują częściową realokację siły roboczej z sektorów wrażliwych na spowolnienie inwestycji (budownictwo, przemysł) do branż o bardziej stabilnym popycie.

Strategiczna akwizycja przed CPK? LOT o krok od przejęcia Smartwings

Polskie Linie Lotnicze LOT są na finiszu rozmów w sprawie przejęcia czeskiego przewoźnika Smartwings. Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, to właśnie LOT jest dziś głównym kandydatem do akwizycji, a polski rząd liczy, że decyzja w sprawie transakcji zapadnie jeszcze przed końcem roku. Ministerstwo Infrastruktury i zarząd LOT-u nie komentują oficjalnie negocjacji, jednak źródła z branży lotniczej wskazują, że strona polska czeka obecnie na ostateczną odpowiedź właścicieli czeskiej linii.

Smartwings, kontrolowany m.in. przez czeskiego miliardera Jiříego Šimáně, jest jednym z kluczowych przewoźników w regionie Europy Środkowej. Linia ma blisko jedną czwartą udziałów w rynku połączeń z Pragi i w 2024 r. obsłużyła około 8,3 mln pasażerów. Flota Smartwings liczy ponad 40 samolotów – głównie boeingi 737, w tym wersje MAX, uzupełnione przez airbusy A220. Dla LOT-u wchłonięcie czeskiego przewoźnika oznaczałoby skokowy wzrost skali działania: liczba maszyn w barwach grupy zwiększyłaby się z około 80 do ponad 120, a liczba przewożonych pasażerów mogłaby wzrosnąć z prognozowanych na ten rok około 12 mln do około 20 mln rocznie. Zbliżyłoby to polskiego przewoźnika do takich średnich graczy na europejskim rynku jak SAS czy Norwegian.

O czeską linię zabiegają również inne podmioty – wśród zainteresowanych wymienia się niemieckie Discovery Airlines oraz turecko-niemiecki SunExpress. Obie te linie są jednak powiązane kapitałowo z grupą Lufthansa, co oznaczałoby dalsze umocnienie pozycji niemieckiego giganta w regionie. Z tego powodu komentatorzy zwracają uwagę, że Komisja Europejska może znacznie przychylniej patrzeć na scenariusz, w którym Smartwings trafi do LOT-u, a nie do przewoźników powiązanych z Lufthansą.

Potencjalna akwizycja ma także wymiar strategiczny z punktu widzenia projektu Centralnego Portu Komunikacyjnego. Zgodnie z zapowiedziami rządu, nowy hub pod Baranowem ma zostać otwarty w 2032 r. Eksperci, m.in. Adrian Furgalski z Zespołu Doradców Gospodarczych „Tor”, podkreślają, że aby LOT mógł pełnić dominującą rolę w CPK, powinien obsługiwać około 40–50 proc. ruchu pasażerskiego w tym porcie. Przejęcie Smartwings przyspieszyłoby proces budowy odpowiednio dużej floty – szacuje się, że do momentu otwarcia CPK grupa LOT mogłaby dysponować 160–170 samolotami, czyli znacznie więcej, niż zakładano we wcześniejszych planach (około 130 maszyn).

Według analiz cytowanych przez polskie media, w pierwszych latach po przejęciu Smartwings prawdopodobnie zachowałby własną markę, koncentrując się na rynku czarterowym w Czechach, na Słowacji i na Węgrzech. Po uruchomieniu CPK czeska linia mogłaby pełnić rolę ważnego „dowoziciela” pasażerów z regionu do polskiego hubu przesiadkowego, wzmacniając pozycję LOT-u jako przewoźnika sieciowego w tej części Europy.

Transakcja byłaby zwieńczeniem bardzo dobrego okresu finansowego dla LOT-u. Narodowy przewoźnik zakończył 2024 r. z rekordowym zyskiem netto rzędu 688,5 mln zł przy przychodach sięgających 9,93 mld zł, przewożąc 10,7 mln pasażerów. W 2025 r. spółka spodziewa się obsłużyć około 12 mln podróżnych. Przejęcie Smartwings byłoby jedną z największych akwizycji w branży lotniczej w Europie Środkowej w ostatnich latach, ale wymagałoby zgody organów regulacyjnych w Polsce, Czechach i na poziomie Unii Europejskiej.

Oficjalnie strony zachowują milczenie, jednak z sygnałów płynących z rynku wynika, że Warszawa traktuje tę transakcję jako projekt o znaczeniu strategicznym – zarówno dla pozycji LOT-u w regionie, jak i dla przyszłego funkcjonowania Centralnego Portu Komunikacyjnego.

Branża cyfrowa obala mity o nowelizacji ustawy o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa

Przedstawiciele krajowej branży cyfrowej i nowych technologii przestrzegają przed celową dezinformacją dotyczącą faktycznych skutków wprowadzenia w życie nowelizacji ustawy o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa (KSC), nad którą będzie pracował parlament. Wokół projektu przygotowanego przez Ministerstwo Cyfryzacji narosło wiele szkodliwych mitów, które – jeśli będą powielane – mogą spowolnić, a nawet zatrzymać prace nad regulacją kluczową dla bezpieczeństwa narodowego – alarmują wspólnie eksperci Związku Cyfrowa Polska oraz Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Prace nad nowelizacją ustawy o KSC, która ma wzmocnić polskie bezpieczeństwo cyfrowe, wkraczają w decydującą fazę – projektem w najbliższych dniach ma zająć się polski parlament. Jednak fałszywe narracje dotyczące projektu nowelizacji KSC zaczynają odgrywać coraz większą rolę w publicznej dyskusji, wpływając na sposób postrzegania regulacji i jej znaczenia – ostrzegają eksperci Związku Cyfrowa Polska (ZCP) oraz Związku Przedsiębiorców i Pracodawców (ZPP). Obie organizacje wskazują, że część tych przekazów ma charakter dezinformacyjny, a inne wynikają z mylących uproszczeń, które zaburzają merytoryczną ocenę projektu. We wtorek (2 grudnia) przedstawiciele partii politycznych zasiadających w Sejmie mogli wysłuchać szczegółowo przykładów tych zniekształceń oraz ich potencjalnych konsekwencji na spotkaniu zorganizowanym przez ZCP oraz ZPP. Eksperci podkreślali konieczność opierania dalszej debaty na ten temat na faktach, a nie na nieuzasadnionych obawach.

– Nowelizacja ustawy o KSC ma fundamentalne znaczenie dla naszego bezpieczeństwa narodowego. Polska jest dziś celem zmasowanych ataków w cyberprzestrzeni, a liczba incydentów i ich skala jeszcze nigdy nie były tak duże. Musimy wzmocnić nasze zdolności reagowania i zapewnić, że infrastruktura krytyczna będzie chroniona na poziomie odpowiadającym współczesnym zagrożeniom – komentuje Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska. Jak dodaje, wrażliwość tematu oraz szeroki katalog podmiotów objętych ustawą sprzyjają szerzeniu narracji, które odrywają się od rzeczywistości i wywołują nieuzasadniony niepokój.

Prawdziwe konsekwencje fałszywych informacji

Jedną z najbardziej szkodliwych tez powielanych w przestrzeni publicznej jest przekonanie, że przepisy dotyczące klasyfikacji Dostawców Wysokiego Ryzyka (DWR) przekraczają unijne standardy i wprowadzają zbyt dalekie ograniczenia. Eksperci podkreślają, że jest dokładnie odwrotnie – większość państw Unii Europejskiej wdrożyła już narzędzia pozwalające eliminować ryzykowne technologie z kluczowych elementów sieci 5G, a unijny zestaw narzędzi 5G Toolbox obowiązuje od pięciu lat. Polska należy do krajów, które implementację rozpoczęły najpóźniej, co – zdaniem branży – zwiększa naszą podatność na incydenty i działania hybrydowe.

– Dezinformacja dotycząca rzekomego „gold-platingu”, czyli nadmiernej transpozycji prawa UE do przepisów krajowych, może prowadzić do nieporozumień i opóźnień legislacyjnych. Tymczasem każde opóźnienie to realne ryzyko. Polska stoi dziś w obliczu bezprecedensowej presji w cyberprzestrzeni, zarówno ze strony cyberprzestępców, jak i podmiotów powiązanych z państwami trzecimi. Odsuwanie w czasie wejścia w życie regulacji tylko pogłębia ten problem – zaznacza Jakub Bińkowski, członek zarządu i dyrektor Departamentu Prawa i Legislacji ZPP.

Sianie strachu wśród konsumentów i przedsiębiorców

Zdaniem specjalistów szczególnie niebezpieczne są mity dotyczące wpływu projektowanych przepisów na przedsiębiorców i konsumentów. Zgodnie z rozpowszechnioną  narracją modernizacja infrastruktury telekomunikacyjnej miałaby doprowadzić do podwyżek cen usług lub obniżenia jakości działania sieci. Tymczasem projektowana regulacja nie nakłada automatycznego obowiązku wymiany całej infrastruktury, lecz wprowadza mechanizm oparty na analizie ryzyka i decyzjach administracyjnych podejmowanych wyłącznie w sytuacjach uzasadnionych, gdy potencjalnie dany podmiot zostanie uznany za Dostawcę Wysokiego Ryzyka, czyli zagrażającemu bezpieczeństwu państwa.

Branża jednoznacznie wskazuje, że twierdzenia o kosztownych i nagłych wymianach sprzętu nie znajdują potwierdzenia ani w doświadczeniu europejskich operatorów, ani w danych rynkowych. Co więcej, modernizacja i wymiana elementów infrastruktury – często obejmująca znaczną liczbę urządzeń – jest standardowym procesem, który odbywa się cyklicznie i wynika z naturalnego cyklu życia technologii oraz rosnących wymagań użytkowników.
– Modernizacja sieci nie jest zjawiskiem nadzwyczajnym, lecz rutynowym działaniem technicznym, prowadzonym przez operatorów od lat. Zmiany sprzętowe odbywają się regularnie, co pozwala zachować wysoką jakość usług i unowocześniać infrastrukturę. Przykłady państw, które wycofały sprzęt potencjalnych dostawców wysokiego ryzyka, pokazują, że nie wiązało się to ani z podwyżkami dla konsumentów, ani z pogorszeniem jakości usług telekomunikacyjnych. W wielu przypadkach modernizacja przyniosła wręcz korzyści w postaci lepszej wydajności sieci – wskazuje Michał Kanownik.

W trakcie spotkania przypomniano również, że projekt nowelizacji przewiduje rozszerzenie katalogu podmiotów włączonych do systemu cyberbezpieczeństwa. Jest to reakcja na zmieniający się charakter zagrożeń. Cyberataki dotykają dziś nie tylko sektorów oczywistych, takich jak telekomunikacja, lecz również wodociągi, ciepłownie, służbę zdrowia, logistykę, transport zbiorowy, administrację lokalną czy przedsiębiorstwa produkcyjne. Oznacza to, że odporność cyfrowa firm prywatnych ma coraz większe znaczenie dla funkcjonowania państwa.

– Ataki cyfrowe coraz częściej mają wymiar systemowy. Sparaliżowanie jednego podmiotu może wpływać na bezpieczeństwo tysięcy odbiorców, a w skrajnych przypadkach na funkcjonowanie regionów czy całych sektorów gospodarki. Dlatego rozszerzenie katalogu podmiotów objętych ustawą jest naturalnym krokiem i odpowiedzią na realne wyzwania współczesności. Bezpieczeństwo narodowe zależy dziś od wspólnej odpowiedzialności administracji, biznesu i instytucji publicznych – podkreśla Jakub Bińkowski.

Eksperci ZCP i ZPP apelują o zachowanie ostrożności informacyjnej, weryfikację źródeł oraz unikanie powielania sensacyjnych lub uproszczonych przekazów. Branża zapowiedziała dalsze działania edukacyjne, mające na celu przybliżenie opinii publicznej faktycznego znaczenia nowelizacji oraz obalenie kolejnych pojawiających się mitów. Organizacje poinformowały również, że przekażą  parlamentarzystom zestawienia fałszywych narracji w tej sprawie wraz z rzetelnymi wyjaśnieniami. – Jako biznes chcemy wspierać proces legislacyjny w tej kwestii, który będzie oparty na faktach, a nie na emocjach i niedopowiedzeniach – podsumowuje Michał Kanownik.

OECD podnosi prognozy: globalny wzrost 3,2% w 2025 r. mimo ceł Trumpa i napięć handlowych

Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) podniosła swoje prognozy dla światowej gospodarki, zakładając wzrost globalnego PKB o 3,2% w 2025 roku. Zdaniem ekonomistów organizacji, gospodarka wykazuje zaskakującą odporność mimo podwyższonych barier handlowych wprowadzonych przez administrację prezydenta Donalda Trumpa. Negatywny wpływ ceł ma być częściowo równoważony przez gwałtowny wzrost inwestycji w sztuczną inteligencję, wsparcie fiskalne oraz oczekiwane łagodzenie polityki monetarnej w kluczowych gospodarkach. Sekretarz generalny OECD Mathias Cormann podkreślił, że globalna gospodarka „była odporna w tym roku, pomimo obaw o ostrzejsze spowolnienie”.

OECD wyraźnie skorygowała w górę prognozy dla Stanów Zjednoczonych. W 2025 roku gospodarka USA ma rosnąć w tempie 2% wobec 1,8% przewidywanych we wrześniu, a w 2026 roku – 1,7% zamiast 1,5%. Organizacja szacuje, że efektowna średnia stawka celna USA wzrosła do około 14% z 2,5% na początku 2025 roku, choć jest niższa niż notowane pod koniec sierpnia 19,5%. Jednocześnie inwestycje związane z AI oraz oczekiwane stopniowe obniżki stóp procentowych przez Rezerwę Federalną pomagają ograniczać negatywne skutki protekcjonizmu.

Podwyżki prognoz obejmują także inne kluczowe regiony. Gospodarka Chin ma wzrosnąć o 5% w 2025 roku, wobec wcześniejszych szacunków na poziomie 4,9%, a następnie spowolnić do 4,4% w 2026 roku wraz z wygaszaniem wsparcia fiskalnego i wejściem w życie nowych ceł amerykańskich. Strefa euro ma rosnąć w tempie 1,3% w 2025 roku zamiast 1,2%, a w 2026 roku – 1,2%, przy czym ważną rolę odgrywają mocne rynki pracy i wyższe wydatki publiczne w Niemczech. OECD prognozuje również, że gospodarka Japonii urośnie o 1,3% w 2025 roku (wobec 1,1% wcześniej) i 0,9% w 2026 roku, a Indie wygenerują wzrost rzędu 6,7% w tym roku.

Mimo relatywnie optymistycznego obrazu, organizacja ostrzega, że rosnące cła pozostaną istotną barierą dla wzrostu oraz będą wywierać presję na inflację. Według prognoz inflacja w USA utrzyma się powyżej celu Fed jeszcze w 2026 roku, średnio na poziomie ok. 3%, zanim zacznie wyraźniej spadać w 2027 roku. OECD zakłada, że Rezerwa Federalna będzie stopniowo obniżać stopy, sprowadzając je do przedziału 3,25–3,5% do końca 2026 roku.

Organizacja przewiduje także wyhamowanie dynamiki światowego handlu. Wzrost obrotów ma spaść z 4,2% w 2025 roku do 2,3% w 2026 roku, ponieważ wyższe cła będą ograniczać inwestycje i wydatki konsumpcyjne. OECD zwraca uwagę, że bardzo wysokie wyceny aktywów – oparte na optymistycznych oczekiwaniach wobec zysków firm napędzanych przez sztuczną inteligencję – stanowią ryzyko gwałtownych korekt na rynkach finansowych, jeśli wzrost nie spełni rozbudzonych oczekiwań.

Badanie EY: AI w miejscu pracy, czyli daleka droga do wykorzystania pełni potencjału

Firmy tracą nawet 40% korzyści płynących ze wzrostu produktywności AI z powodu luk w strategii zarządzania talentami. Niemal 9 na 10 (88%) pracowników korzysta ze sztucznej inteligencji w pracy, ale ogranicza jej zastosowanie do podstawowych czynności. Jak pokazuje badanie EY – Work Reimagined 2025 – jedynie 5% osób maksymalizuje wykorzystanie sztucznej inteligencji, aby znacząco uprościć wykonywane zadania i zwiększyć produktywność.

Badanie EY – Work Reimagined 2025 – w którym wzięło udział 15 000 pracowników i 1500 pracodawców z 29 krajów, pokazuje rozdźwięk między wdrażaniem sztucznej inteligencji a gotowością ludzi do jej wykorzystywania.

Chociaż prawie dziewięciu na dziesięciu (88%) pracowników wspiera się narzędziami opartymi o AI w codziennej pracy, ich wykorzystanie ogranicza się głównie do podstawowych zadań, takich jak wyszukiwanie informacji (54%) lub podsumowywanie dokumentów (38%). Tylko niewielka liczba (5%) ankietowanych korzysta z niej w sposób zaawansowany tj. używają różnych narzędzi do rozwiązywania zawodowych wyzwań.

Badanie ujawniło równocześnie, że prawie dwie trzecie (64%) pracowników dostrzega wzrost obciążenia pracą z powodu presji na wyniki. Jednak tylko 12% otrzymuje wystarczające szkolenia z zakresu AI, aby w pełni wykorzystać korzyści płynące z zaawansowanego wykorzystania różnych rozwiązań technologicznych. Jednocześnie 37% respondentów obawia się, że nadmierne poleganie na sztucznej inteligencji może obniżyć ich umiejętności i wiedzę specjalistyczną.

Jednocześnie w firmach – mimo prób pracodawców, aby zaoferować narzędzia wewnętrzne – stosowana jest tzw. „ukryta AI” (shadow AI). Pracownicy używają narzędzi sztucznej inteligencji, takich jak publiczne chatboty, generatory treści, czy zaawansowane narzędzia do analizy danych, bez oficjalnej zgody, wiedzy lub kontroli ze strony działu IT lub kierownictwa firmy. Wśród firm objętych badaniem, robi tak od 23% do 58% pracowników. Wśród nich są też takie osoby, które z własnej kieszeni płacą za subskrypcje niezatwierdzonych przez organizację narzędzi, których używają do pracy.

– Kluczowe okazuje się zapewnienie pracownikom odpowiedniego zestawu narzędzi i stworzenie właściwych zabezpieczeń dla korzystania z rozwiązań opartych o AI. W ten sposób można odblokować potencjał: zarówno ludzki, jak i technologiczny. Same inwestycje w sztuczną inteligencję jednak nie wystarczą. Kiedy nowe technologie trafiają na kruche fundamenty organizacyjne w zakresie zarządzania ludźmi – słabą kulturę, niewystarczające programy doszkalające, niedopasowane wynagrodzenia – korzyści z produktywności znaczącą spadają, co długofalowo osłabia również pozycję rynkową danej firmy – mówi Katarzyna Ellis, Partnerka, Liderka Zespołu People Consulting w EY Polska.

Wdrożenie AI nie powinno budzić niepokoju

Badanie ujawnia również, że inwestowanie w podnoszenie kwalifikacji pracowników napędza transformację, ale jednocześnie stwarza wyzwania związane z retencją.

Pracownicy, którzy szkolą się w zakresie sztucznej inteligencji przez co najmniej 81 godzin rocznie, oszczędzają w pracy nawet 14 godzin tygodniowo. Dla porównania: ci, którzy byli szkoleni mniej niż 4 godziny, oszczędzają co najwyżej 3 godziny tygodniowo. Z badania wynika jednak, że szkolenia przekraczające 81 godzin rocznie przeszło jedynie 12 proc. zatrudnionych osób.

Jednocześnie wysoko wykwalifikowani pracownicy są o 55% bardziej skłonni do odejścia z pracy. Osoby mające wysokie kompetencje z zakresu wykorzystywania narzędzi sztucznej inteligencji są bardzo poszukiwane, a możliwości zewnętrzne przeważają nad wewnętrznymi cyklami awansów. Odsetek osób gotowych do zmiany pracy spada wraz z nakładami na szkolenia. Wśród tych, którzy poświęcili na naukę AI mniej niż 4 godziny, wynosi 21% i wzrasta do 45% w przypadku tych, którzy poświęcili na nią minimum 81 godzin.

– Istnieje silna korelacja między formalnymi celami i zachętami dotyczącymi AI a rzeczywistymi, pozytywnymi rezultatami biznesowymi, takimi jak oszczędność czasu i zwiększona efektywność. Jak sprawić, by technologia „kleiła się ludziom do rąk?”, by widzieli w niej wartość osobistą i biznesową? Organizując programy rozwoju kompetencji i umiejętności, które muszą iść w parze z inwestycjami w kulturę organizacyjną, przywództwo i zaangażowanie. Kiedy liderzy i pracownicy postrzegają wdrożenie AI jako integralną część oczekiwań dotyczących wyników i kultury organizacyjnej, ich zaangażowanie w korzystanie z tych narzędzi staje się głębsze i bardziej strategiczne. Adopcja AI to również projekt kulturowy i rozwojowy, gdzie odpowiednie wsparcie, szkolenia, angażująca komunikacja, tworzenie sieci ambasadorów AI i wskaźniki sukcesu są równie ważne dla powodzenia transformacji, co sama technologia – zauważa Wioletta Marciniak-Mierzwa, Dyrektorka w Zespole People Consulting, EY Polska.

O badaniu
W sierpniu 2025 roku EY przeprowadziło szóstą odsłonę badania Work Reimagined Survey. Globalną ankietą objęto 15 000 pracowników i 1500 pracodawców. Respondenci pochodzili z różnych sektorów publicznego i prywatnego. W badaniu uwzględniono respondentów z organizacji zatrudniających przynajmniej 1000 pracowników. Około połowa ankietowanych firm odnotowała roczne przychody w wysokości 1 miliarda dolarów lub więcej. Respondenci reprezentowali 19 sektorów i 29 krajów, obejmujących Amerykę (~50%), Azję i Pacyfik (~20%) oraz region EMEIA (Europa, Bliski Wschód, Indie i Afryka; ~30%).

Gwiazda europejskiego e-commerce przygasa. Kurs Zalando niemal 80% poniżej szczytu

Jeszcze kilka lat temu Zalando było gwiazdą europejskiego e-commerce. Dziś firma szuka punktu zwrotnego, a inwestorzy z nadzieją wypatrują przełomu w sezonie świątecznym i realizacji ambitnych prognoz na 2026 rok. Od historycznego maksimum kurs spółki spadł już o niemal 80 proc. Problemem pozostaje stagnacja na kluczowym rynku, w Niemczech konsumenci nadal wstrzymują się z zakupami, a nastroje są wyraźnie przygaszone. Na tym tle Polska wypada znacznie lepiej. W okresie Black Week polscy klienci prawdopodobnie pobili zakupowy rekord, a Zalando wciąż cieszy się tu silną pozycją. Ale nawet najlepsze wyniki w Polsce nie wystarczą, by poprawić sytuację całej firmy. Skala tego rynku jest zbyt mała, by zrekompensować słabość sprzedaży na zachodzie Europy.

Zalando to jeden z największych internetowych sklepów odzieżowych w Europie, a w Polsce należy do grona najpopularniejszych marek. Według raportu Gemius „E-commerce w Polsce 2025”, platforma zajmuje drugie miejsce w kategorii odzieżowej, wskazało ją 27 proc. respondentów. Wyżej uplasowało się jedynie Allegro z wynikiem 32 proc., które jednak jest platformą sprzedażową i nie oferuje własnych produktów. Zalando wyprzedza takie marki jak Vinted z wynikiem 14 proc. oraz H&M, Temu i Sinsay, które wskazało po 12 proc. ankietowanych.

Na giełdzie we Frankfurcie akcje Zalando mają za sobą trudny okres, od początku roku spadły o ponad 27 proc. Dla porównania, niemiecki DAX wzrósł o 18 proc., amerykański S&P 500 o 16 proc., a polski WIG20 aż o 35 proc. To może być czwarty rok spadków w ciągu pięciu ostatnich lat.

Najważniejszym wydarzeniem ostatnich miesięcy było przejęcie konkurencyjnego sklepu About You. Zalando zapłaciło ponad 1,1 miliarda euro, a od 11 lipca wyniki tej spółki są wliczane do skonsolidowanych danych. Dzięki temu przyspieszyło tempo wzrostu – wartość brutto sprzedanych towarów (GMV) wzrosła o 21,6 proc. do 4,2 miliarda euro. Przychody zwiększyły się o 26,5 proc. do 3 miliardów euro, a skorygowany EBIT wyniósł 96 milionów euro. Bez efektu przejęcia wzrost przychodów wyniósłby 7,5 proc., a GMV – 6,7 proc.

Zarząd Zalando podtrzymał całoroczne prognozy. Skorygowany EBIT ma sięgnąć 550-600 mln euro, a inwestycje – między 200 a 280 mln euro. Kapitał obrotowy netto wciąż jest ujemny, co pozytywnie wpływa na płynność. Spółka dysponuje 1,3 miliarda euro w gotówce po spłacie obligacji zamiennych i zamknięciu transakcji przejęcia.

Mimo to sytuacja wciąż daleka jest od komfortowej. Problemem pozostaje słaby popyt, szczególnie w Niemczech, Austrii i Szwajcarii, które są kluczowymi rynkami dla Zalando. Konsumenci ograniczają zakupy, a dane makroekonomiczne nie pozostawiają złudzeń. We wrześniu sprzedaż detaliczna w strefie euro wzrosła o zaledwie 1 proc. rok do roku a w  Niemczech było jeszcze gorzej, bo wzrost wyniósł zaledwie 0,2 proc., najniżej od 14 miesięcy.

W Polsce sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Sprzedaż detaliczna we wrześniu wzrosła o 6,6 proc. w ujęciu rocznym, a wydatki podczas Black Week mogły być rekordowe. Ale to za mało, by uratować europejskiego giganta. Zalando nie prowadzi działalności globalnej, skupia się na rynku europejskim, który wciąż zmaga się z inflacją, drogą energią i słabym nastrojem konsumentów.

W odpowiedzi na trudne otoczenie, spółka zmienia kierunek. Z klasycznego e-commerce coraz mocniej przechodzi w stronę modelu platformowego, wzorowanego na Amazon Marketplace, Allegro czy Shopify. Celem jest większa dywersyfikacja i poprawa rentowności. Bo ta wciąż jest niska – marża EBIT za ostatnie 12 miesięcy wyniosła jedynie 3,3 proc.

Wycena Zalando nie wygląda źle. Przyszły wskaźnik C/Z to 15,0 co jest umiarkowanym poziomem jak na branżę fashion. Analitycy mają nadzieję na odbicie. Prognozy na 2026 rok zakładają wzrost przychodów o 16,6 proc. oraz zysk na akcję wyższy o 28 proc. Tyle że prognozy nie wystarczą. Aby odbicie faktycznie nastąpiło, potrzebne są konkretne zmiany. Przede wszystkim wzrost marżowości oraz trwałe ożywienie konsumpcji w Niemczech.

Na tle firm z szerokiej branży modowej Zalando i tak wypada umiarkowanie dobrze. Od historycznego szczytu akcje spadły o 79 proc. Tymczasem Puma straciła aż 86 proc., H&M, Nike i Hugo Boss – od 60 do 70 proc. Najlepiej radzi sobie Inditex – właściciel marek Zara, Pull&Bear i Massimo Dutti – którego akcje są jedynie 16 proc. poniżej rekordu, a w grudniu 2024 roku osiągnęły nawet nowy szczyt.

Zalando pozostaje firmą z potencjałem. Ale żeby go wykorzystać, potrzebuje nie tylko dobrej strategii, lecz także sprzyjających warunków zewnętrznych. W średnim terminie odbicie jest możliwe, jeśli uda się poprawić rentowność i zrealizować ambitne cele na 2026 rok. W dłuższej perspektywie Zalando może okazać się spółką z dużym potencjałem wzrostu, przy atrakcyjnym stosunku ryzyka do możliwych zysków. Pod warunkiem, że europejski konsument, podobnie jak Polski, zacznie więcej wydawać.

 

Szokujące Prognozy Saxo na 2026 rok

Saxo Bank zaprezentował dziś swoje Szokujące Prognozy na 2026 rok – coroczną publikację zawierającą śmiałe, niskoprawdopodobne, ale potencjalnie wysokoimpaktowe scenariusze, których celem jest pobudzanie dyskusji o tym, jak mogłyby wyglądać rynki i globalna gospodarka w przypadku nieoczekiwanych zdarzeń. Choć prognozy te nie stanowią oficjalnych przewidywań rynkowych, w ciągu ponad dekady aż kilkukrotnie okazały się zaskakująco trafne, pokazując, że zdarzenia uznawane za mało prawdopodobne mogą stanowić istotne źródło zmienności i punktów zwrotnych. W tym roku, po raz pierwszy w historii, w ramach eksperymentu przygotowano również scenariusz dla Polski: co mogłoby się wydarzyć, gdyby kraj zatrzymał się na 72 godziny?

Tegoroczna edycja obejmuje tematy od przełomu technologii kwantowych i potencjalnej destabilizacji cyfrowej infrastruktury finansowej, przez kulturowe impulsy wpływające na zachowania konsumpcyjne, po scenariusze zmian politycznych i transformacji modeli biznesowych w sektorach technologii kosmicznych, sztucznej inteligencji i farmacji. Zestaw prognoz ma zwrócić uwagę na fakt, że rynki – choć często zakładają kontynuację trendów – są szczególnie wrażliwe na nieliniowe zdarzenia o charakterze przełomowym.

Prognozy Saxo na 2026 rok obejmują wyjątkowo szerokie spektrum tematów, które mogą zakwestionować obecne założenia dotyczące stabilności rynków. Celem tych analiz nie jest trafność, lecz kwestionowanie utartych narracji i pobudzanie wyobraźni. W perspektywie ponad dziesięciu lat od pierwszej publikacji tego cyklu aż sześć scenariuszy, które w momencie ogłaszania uznawano za skrajnie mało prawdopodobne, odnalazło odzwierciedlenie w rzeczywistych trendach gospodarczych i rynkowych. Możliwe, że w nadchodzącym roku to właśnie przewidywalność okaże się najbardziej nieoczekiwana – komentuje John J. Hardy, Główny strateg makroekonomiczny w Saxo.

Co by się stało, gdyby Polska zatrzymała się na 72 godziny?

Po raz pierwszy przygotowano również scenariusz dotyczący Polski. Zakłada on krótkotrwałe, lecz ogólnokrajowe zatrzymanie gospodarki w wyniku cyberataku na infrastrukturę energetyczną. Polska, której rola logistyczna w Europie rosła w ostatnich latach, opierała swoją konkurencyjność na taniej energii i sprawnych łańcuchach dostaw, przy jednoczesnym niedoinwestowaniu infrastruktury przesyłowej i systemów sterowania. W analizowanym wariancie złośliwe oprogramowanie doprowadza do awaryjnego wyłączenia sieci, co zatrzymuje produkcję, sektor finansowy i transport. W horyzoncie 72 godzin straty gospodarcze przekraczają 80 mld zł, a rynki finansowe reagują gwałtownym dostosowaniem wycen: spółki energetyczne i wydobywcze tracą 40–60%, banki 15–25%, złoty osłabia się o 5–10% wobec głównych walut, a rentowności obligacji skarbowych rosną o 50–100 punktów bazowych. Portfele silnie skoncentrowane na krajowej energetyce, bankowości i przemyśle odnotowują ponadprzeciętne straty.

Szokujące prognozy nie są tradycyjnymi przewidywaniami, lecz eksperymentem myślowym, który ma inspirować do spojrzenia na rynki z innej perspektywy. W przypadku Polski, chodzi o refleksję nad konsekwencjami zdarzeń, które już miały miejsce w Europie – w Hiszpanii, Czechach, Portugalii, Francji czy Austrii – i które w pewnych okolicznościach mogą pojawić się także u nas lokalnie. Traktujemy to jako zachętę do świadomego przygotowania się na różne scenariusze – oznacza to nie tylko myślenie o zabezpieczeniu codziennych potrzeb, ale również o ochronie aktywów – na przykład poprzez dywersyfikację. Nasza symulacja pokazuje, że w obliczu skrajnych zdarzeń kluczowe znaczenie ma zróżnicowanie portfela, szczególnie w wymiarze międzynarodowym i w aktywach niezależnych od krajowej infrastruktury. Takie podejście ogranicza koncentrację ryzyka i wzmacnia odporność na lokalne wstrząsy – mówi Aleksander Mrózek, Manager ds. relacji z kluczowymi klientami regionu CEE w Saxo Banku.

Globalne Szokujące Prognozy na 2026 rok

  • Pekin podważa dominację dolara wprowadzając „złotego juana”

Chiny zaskakują świat, ogłaszając, że zaudytowane zasoby złota są znacznie większe niż wcześniej ujawniono – na tyle, że przewyższają oficjalne rezerwy USA. Wkrótce potem Pekin wykonał jeszcze większy ruch: ogłosił, że juan offshore (CNH) jest teraz częściowo zabezpieczony złotem. W praktyce oznacza to, że posiadacze mogą wymienić CNH na dostarczalne fizyczne złoto po ustalonym kursie wymiany, który implikuje USD/CNH na poziomie około 5,00. Oznacza to historyczne stopniowe umacnianie się chińskiej waluty z poziomów bliskich 7,00 przed ogłoszeniem.

Ten „złoty juan” zamienia skarbce w Szanghaju, Shenzhen i Hongkongu w centrum nowego globalnego systemu pieniężnego. Oferuje coś, czego świat nie widział od dziesięcioleci: walutę powiązaną z namacalną rezerwą, a nie tylko z rządowymi obietnicami. „Złoty juan” obiecuje zmniejszenie zależności od ratingów kredytowych, polityki banków centralnych i ryzyka geopolitycznego, umożliwiając krajom handel i przechowywanie wartości bez polegania na zachodnich systemach finansowych.

Chiny ostrożnie wprowadzają „złotego juana”. Początkowo juan oparty na złocie jest dostępny tylko za granicą (Hongkong, Singapur), podczas gdy juan krajowy pozostaje kontrolowany. System uruchamia się jako koszyk zakotwiczony w złocie, ale uzupełniony o inne aktywa rezerwowe – obligacje amerykańskie i towary – w celu złagodzenia zmienności. Gdy regularne audyty stron trzecich potwierdzą, że chińskie rezerwy złota są zgodne z obietnicami, zaufanie do nowego systemu wzrośnie. W tym momencie Chiny wprowadzają pełną swobodę wymiany: CNH można wymieniać na złoto na żądanie, z obowiązującymi dziennymi limitami.

Aby przyciągnąć inne kraje, Chiny oferują linie swapowe wymiany złota na juany producentom ropy z Zatoki i bankom centralnym ASEAN oraz uruchamiają kontrakty na ropę i miedź rozliczane w złocie. Kraje partnerskie mogą wystawiać faktury w CNH i wybierać fizyczne złoto do dostawy, pomagając im w handlu bez użycia dolarów amerykańskich. Większość decyduje się po prostu na posiadanie chińskich obligacji denominowanych w CNH, które są wygodniejsze i oferują niewielkie odsetki.

Wraz ze wzrostem zaufania do systemu, coraz więcej handlu energetycznego i towarowego przenosi się na „złotego juana”. Inwestorzy i posiadacze rezerw zmniejszają stan posiadania amerykańskich obligacji skarbowych, dolar słabnie, a jego udział w globalnych rezerwach spada o jedną trzecią.

Wpływ na rynek: złoto przekracza 6 000 USD/oz, kurs USD/CNH spada poniżej 5,0, rentowności obligacji USA rosną wskutek odpływu kapitału zagranicznego; „złoty juan” staje się drugą trwałą kotwicą systemu walutowego.

  • Masowe błędy autonomicznych systemów AI generują straty rzędu biliona dolarów

Era „kodowanej na wyczucie” sztucznej inteligencji gwałtownie i chaotycznie dobiega końca. Po latach pozwalania systemom generatywnym na błyskawiczne pisanie, testowanie i wdrażanie oprogramowania, korporacje odkrywają, że ukryte koszty automatyzacji są znacznie wyższe, niż ktokolwiek sobie wyobrażał.

Do 2026 roku tak zwane systemy AI oparte na agentach przeniknęły niemal wszystkie obszary — od finansów po logistykę. Optymalizują, automatyzują i łączą – aż przestaną działać. Garść drobnych usterek przeradza się w pełnowymiarowe kryzysy: błędny algorytm wywołuje błyskawiczny krach na rynku, podczas gdy fala nieprawidłowości księgowych spowodowanych przez sztuczną inteligencję wymusza głośne korekty finansowe i rezygnacje kadry kierowniczej. W zakładach produkcyjnych i ośrodkach badawczych humanoidalne oraz przemysłowe roboty, sterowane błędnymi poleceniami AI, powodują szereg poważnych wypadków, w tym ze skutkiem śmiertelnym. Pokazuje to, że cyfrowe błędy mogą mieć katastrofalne konsekwencje w rzeczywistości. We wszystkich branżach zarządy zdają sobie sprawę, że znaczna część ich infrastruktury cyfrowej została po cichu przebudowana przez systemy, których nikt w pełni nie rozumie.

W odpowiedzi powstał nowy zawód „dozorców AI” lub kontrolerów szkodników, elitarnych programistów i audytorów, których zadaniem jest śledzenie, neutralizowanie i odbudowywanie wadliwych systemów. Globalne firmy konsultingowe i zajmujące się cyberbezpieczeństwem starają się zaspokoić popyt, ponieważ biliony są przeznaczane na naprawę, zabezpieczenie i uproszczenie krytycznych baz kodu. Rządy w pośpiechu narzucają wymogi dotyczące przejrzystości i bezpieczeństwa, ponieważ zaufanie publiczne do technologii autonomicznych spada. Do gry wchodzą obowiązkowe mechanizmy kontroli z udziałem człowieka, architektury cofania zmian, dzienniki pochodzenia, rejestry modeli i wzmocnione wyłączniki awaryjne, a ponadto wyższe wymogi kapitałowe dla systemów pozbawionych niezależnych zabezpieczeń awaryjnych.

Dla inwestorów staje się to kolejnym etapem definiującym erę sztucznej inteligencji. Zwycięzcami nie są już ci, którzy obiecują zautomatyzować wszystko, ale ci, którzy potrafią to oczyścić, ustabilizować i ochronić. „Sprzątanie” warte bilion dolarów przekształca się z zażenowania w szansę, dowód na to, że w dobie nieefektywnego wykorzystania sztucznej inteligencji najrozsądniejsze inwestycje dotyczą naprawiania bałaganu i robienia tego dobrze od samego początku.

Wpływ na rynek: wzrost przychodów firm cybersecurity, audytowych i doradczych; spadkowa presja na wyceny platform AI o wysokiej autonomii; przesunięcie kapitału w stronę spółek oferujących odporność operacyjną i nadzór ludzki.

  • Wydarzenie kulturowe jako impuls makroekonomiczny: ślub Swift–Kelce zwiększa konsumpcję i dynamikę demograficzną

W 2026 rynki obserwują, że nagły i globalny impuls kulturowy może przełożyć się na zachowania gospodarstw domowych. Wzrost zainteresowania życiem rodzinnym, zacieśnianiem więzi społecznych i zakładaniem gospodarstw domowych prowadzi do zwiększenia dzietności oraz akceleracji popytu na mieszkalnictwo i dobra trwałego użytku. Ekonomiści identyfikują to jako efekt psychologiczno-społeczny wpływający na wzrost konsumpcji.

Wpływ rynkowy: negatywny dla spółek social media (mniejsza aktywność użytkowników), pozytywny dla budownictwa mieszkaniowego, segmentu DIY i wyposażenia domu, dóbr luksusowych, branży ślubnej i turystycznej.

  • Wybory środka kadencji w USA 2026 przebiegają stabilnie – presja polityczna na rynki ustępuje

W okresie poprzedzającym listopadowe wybory w połowie kadencji w USA w 2026 r. zarówno „czerwone”, jak i „niebieskie” stany rozpoczynają gorączkę wytyczania na nowo granic okręgów wyborczych — czyli gerrymanderingu — aby zdobyć więcej mandatów w Izbie Reprezentantów, gdzie co dwa lata wybierani są wszyscy członkowie w liczbie 435. Ostatecznie, wybory w środku kadencji w 2026 r. przynoszą typową zmianę na niekorzyść partii rządzącej, a Demokraci zdobywają kontrolę nad Izbą Reprezentantów z przewagą kilku mandatów, nawet jeśli odnotowali jedynie zmianę netto o około 10 mandatów na swoją korzyść. Senat pozostaje w rękach Republikanów, ale ze zmniejszoną większością, co oznacza, że dwóch senatorów wahających się w głosowaniach staje się wpływowymi politycznymi „kingmakerami”.

Co najważniejsze, zachowanie polityków po obu stronach sceny politycznej wywołuje powszechne oburzenie. Masowa kampania prowadzona przez niezależnych wyborców – największy amerykański blok wyborczy – forsuje utworzenie nowej komisji w celu bezstronnej rekonstrukcji okręgów wyborczych w całych Stanach Zjednoczonych, z mandatem do ukończenia nowych map przed wyborami prezydenckimi i kongresowymi w 2028 roku.

Równie ważna jest dojrzewająca świadomość, że pozornie beznadziejna i dysfunkcyjna stronniczość była sztucznie napędzana przez algorytmy mediów społecznościowych, nastawione na wywoływanie oburzenia i paradygmat „wybierz swoją rzeczywistość”. Zalew śmieciowych treści generowanych przez sztuczną inteligencję i deepfake’ów dodatkowo podważa powszechne zaufanie do mediów społecznościowych. Prowadzi to do wzrostu liczby odbiorców mniejszego, bardziej zaufanego zestawu zrównoważonych i rozsądnych głosów, gdy Amerykanie z zażenowaniem spoglądają wstecz na stopień, w jakim pozwolili się zmanipulować przez własne tendencje behawioralne i algorytmy Meta, TikTok i Google.

Wybory w połowie kadencji uruchamiają więc trend przejścia ku większej jedności i kulturze debaty publicznej, gdy pojawia się nowy konsensus co do konieczności zachowania integralności amerykańskich instytucji oraz cywilizowanej rozmowy w życiu publicznym. Trump kontynuuje swój dotychczasowy styl, ale Stany Zjednoczone poszły naprzód, jedność Republikanów zaczyna się rozpadać, a USA wykraczają poza szczyt populizmu.

Wpływ na rynek: wzrost cen obligacji skarbowych USA (spadek rentowności), spadki w sektorze social media, kryptowalutach, złocie i srebrze.

  • Upowszechnienie leków na otyłość GLP-1 – również w medycynie weterynaryjnej

Globalna rewolucja w odchudzaniu wkracza w nową, surrealistyczną fazę, gdy wiodący gigant opieki zdrowotnej upowszechnia swoje portfolio GLP-1 wśród ludzi, a nawet idzie o krok dalej – rozszerzając je do zwierząt. Pod koniec 2026 r. firma wprowadzi na rynek nowe leczenie GLP-1 w formie doustnych tabletek.

Powszechna dostępność leków w postaci tabletek zastępujących zastrzyki zwiększa popularność tych leków. Użycie wśród ludzi staje się niemal powszechne. To, co zaczęło się jako leczenie medyczne, staje się stylem życia, a nawet konsumenci z lekką nadwagą cyklicznie przyjmują tabletki, aby zachować szczupłą sylwetkę. Globalne średnie BMI w krajach OECD spadają o cały punkt, a niektóre krajowe systemy opieki zdrowotnej rozważają subsydiowane stosowanie GLP-1 jako profilaktyczny środek w kształtowaniu zdrowia publicznego. Ponownie pojawiają się trudności w dostawach, a ryzyko podróbek leku rośnie.

Ponadto, po latach niezwykłych sukcesów z lekami GLP-1, które na nowo zdefiniowały kontrolę wagi u ludzi, naukowcy zwracają uwagę na inną epidemię otyłości: tę występującą wśród zwierząt domowych. Argument jest prosty i nie do odparcia: jeśli ludzie mogą czerpać korzyści z terapii hamujących apetyt, to dlaczego zwierzęta miałyby tego nie robić? Świadczy o tym dostępność wersji nowych tabletek o nazwach takich jak OzemPup i WeeKitty: przeznaczonych do leczenia otyłości u psów, kotów i innych zwierząt domowych.

Posty w mediach społecznościowych zachwalające te leki błyskawicznie zdobywają ogromny zasięg, gdy influencerzy publikują zdjęcia „przed i po” smuklejszych labradorów i nagle wyszczuplonych kotów domowych, wywołując zarówno podziw, jak i moralny niepokój. Aktywiści walczący o prawa zwierząt potępiają nadmierny wpływ farmaceutyczny, podczas gdy weterynarze, wypisując recepty, chwalą ogólny lepszy wpływ na zdrowie zwierząt domowych.

Dla inwestorów, boom ten ponownie wzbudza zainteresowanie sektorem kontrolowania wagi i tworzy nowe rynki na styku medycyny, dobrego samopoczucia i opieki nad zwierzętami. Jednakże, sukces ten wstrząsnął również branżą spożywczą, restauracyjną i karmy dla zwierząt domowych, gdzie niższe spożycie kalorii zagraża wolumenom i marżom. Producenci przestawiają się na „inteligentne pod względem sytości” i ekskluzywne przepisy oraz żywność wstępnie pakowaną i porcjowaną, aby bronić marż i udziału w rynku. Najbardziej lukratywna klasa leków na świecie ma wpływ nie tylko na zmianę rozmiaru, ale i całych modeli biznesowych.

Wpływ na rynek: wzrost sprzedaży w branży odzieżowej, szczególnie w sektorze fast fashion (wymiana garderoby), silne dywergencje wyników w sektorze spożywczym i restauracyjnym, aprecjacja spółek medycznych i weterynaryjnych wraz z rosnącą adopcją GLP-1.

  • Przyspieszony przełom kwantowy: przedwczesny Q-Day destabilizuje kryptorynek i globalne finanse

W 2026 roku nadchodzi „Q-Day” – moment, w którym działający komputer kwantowy udowadnia, że może złamać najpopularniejsze obecnie standardy bezpieczeństwa cyfrowego. Z dnia na dzień obietnica, że nasze e-maile, przelewy bankowe, portfele kryptowalutowe i systemy korporacyjne są bezpiecznie szyfrowane, przestała obowiązywać. Już sama zapowiedź tego przełomu wystarczy, by nadwyrężyć zaufanie.

Rynki reagują jako pierwsze. Kryptowaluty ucierpią najbardziej. Stare adresy bitcoinowe zaczynają wyglądać na podatne na ataki, co skłania giełdy do zamrażania wypłat, gdy pośpiech w kierunku wyjścia zamienia się w panikę. Bitcoin załamuje się do zera. Strach rozlewa się na tradycyjne finanse, ponieważ ludzie tracą zaufanie do banków, gromadzą gotówkę i kupują to, co mogą trzymać w rękach, zwłaszcza złoto i srebro. Złoto gwałtownie rośnie w kierunku 10 000 USD jako ostateczne aktywo zabezpieczające, które nie wymaga „hasła”.

Wstrząs mobilizuje masową rządową i korporacyjną reakcję. Zespoły w kluczowych firmach zajmujących się technologiami kwantowymi wypuszczają narzędzia, które łączą moc kwantową ze sztuczną inteligencją, szybko znajdując słabe punkty w internecie. Ale firmy i rządy nie mogą naprawić wszystkiego od razu, ponieważ świat odkrywa trudną prawdę: szybciej jest coś zepsuć niż odbudować.

W miarę narastania skutków, banki centralne otwierają awaryjne linie finansowania, a organy regulacyjne zarządzają globalny „weekend konserwacyjny” w celu wymiany cyfrowych blokad systemów płatności i infrastruktury rynkowej. Pieniądze w końcu znów są w obiegu, ale wolniej i po wyższych kosztach. Koszty ubezpieczenia rosną. Pakt G20 określa terminy aktualizacji wszystkiego, od przeglądarek po sprzęt bankowy.

Wśród chaosu wyłaniają się zwycięzcy: fizyczne skarbce do bezpiecznego przechowywania fizycznych kopii zapasowych, nowe firmy zajmujące się cyberbezpieczeństwem , które tworzą nowe „niezniszczalne” klucze, platformy do zarządzania tożsamością i kluczami oraz staromodne banki z silnymi sieciami dystrybucji gotówki. Do przegranych należą słabsze publiczne kryptowaluty, giełdy hot-wallet i wszelkie firmy zbudowane na słabych zabezpieczeniach.

Skąd ta panika? Ponieważ atakujący mogą natychmiast wykorzystać nowe możliwości, podczas gdy atakowani potrzebują miesięcy na zastąpienie dziesięcioleci infrastruktury – a każda wiadomość i kopia zapasowa, jaką kiedykolwiek przechwycono, może być teraz odczytana.

Wpływ na rynek: wzrost zmienności spółek z obszaru technologii kwantowych i cybersecurity (w tym IBM), silne wahania bitcoina oraz aktywów cyfrowych, wzrost cen złota, presja na sektor bankowy.

  • IPO SpaceX jako katalizator rozwoju gospodarki kosmicznej

Po tym, jak kilka kolejnych startów systemu Starship firmy SpaceX udowodniło rentowność i szybki czas realizacji tej nowej, ogromnej rakiety nośnej, firma przechodzi do IPO, co skutkuje największą wyceną dla nowo notowanej spółki w historii, znacznie powyżej 1 biliona USD. SpaceX ogłasza agresywny harmonogram startów, który może dostarczyć nawet stukrotność poprzedniej rocznej ładowności na niską orbitę okołoziemską (LEO). Ponadto, firma otwiera rezerwacje na przewóz ładunków na wyższe orbity okołoziemskie, orbitę księżycową, a nawet lądowania na Księżycu i Marsie na wiele lat naprzód, wkrótce chwaląc się bilionami dolarów w rezerwacjach.

W planach SpaceX jest umieszczenie na orbicie okołoziemskiej tankowców Starship do tankowania w kosmosie. Umożliwią one dostawy ogromnych ładunków na Księżyc już w 2027 r., a w kolejnych latach – na Marsa, w skali pozwalającej na budowę dużych baz księżycowych i marsjańskich. Elon Musk deklaruje, że dołączy do pionierskiej załogowej misji na Marsa w styczniowym oknie startowym 2029 roku. Osobno, bezzałogowa misja na Marsa zaplanowana na koniec 2026 r. wyląduje na Czerwonej Planecie w celu nawiązania łączności i dostarczenia innych zasobów technicznych, aby rozpocząć operacje i wyznaczyć terytorium Marsa, które Musk uważa za suwerenny kraj bez dochodów, majątku ani innych podatków. Ogłasza zamiar przeniesienia siedziby Tesli, X i SpaceX poza Ziemię, na Marsa.

Wejście SpaceX na giełdę napędza nowy wyścig w celu zbudowania zupełnie nowych gałęzi przemysłu kosmicznego, które skorzystałyby z warunków mikro- i zerowej grawitacji. Obejmują one hodowlę kryształów do niezliczonych zastosowań półprzewodnikowych i biofarmaceutycznych, a także przemysł biodruku 3D, ponieważ biodrukarki mogą drukować na superstrukturach, które nie uginają się z powodu grawitacji podczas ich tworzenia. Na Księżycu międzynarodowe konsorcjum opracowuje mapę 25% jego powierzchni, dzieląc ją na sektory, które następnie trafiają na aukcje i są sprzedawane oferentowi, który da najwyższą cenę. Działki na Księżycu i prawa do minerałów o powierzchni do 1 mkw. wywołują szalony szał licytacji podobny do NFT, który rośnie – a następnie spada – gdy ludzie zdają sobie sprawę, że płacą więcej niż za najlepsze nieruchomości na Ziemi.

Narodziła się prawdziwa pozaziemska ekonomia.

Wpływ na rynek: wzrost wycen firm związanych z technologiami rakietowymi i komponentami elektronicznymi (m.in. Teledyne, Microchip Technology).

  • Model sztucznej inteligencji obejmuje stanowisko CEO w spółce z listy Fortune 500

Znana marka blue-chip zadziwia rynki, mianując wyszkolony model sztucznej inteligencji na stanowisko dyrektora generalnego (CEO). To nie jest sztuczka. Rada nadzorcza nadaje modelowi uprawnienia do zatwierdzania i podpisywania decyzji, w ramach rygorystycznych ram obejmujących wydatki kapitałowe, politykę cenową, logistykę, zatrudnianie oraz wstępną ocenę transakcji fuzji i przejęć. W jego regulaminie działania zakodowano trójelementowy cel — zysk, Net Promoter Score (NPS) oraz satysfakcję pracowników (eNPS) — tak, by model nie mógł poprawiać jednego wskaźnika kosztem pozostałych.

Dokumenty prawne definiują AI jako „system wykonawczy” pod kontrolą zarządu, z oficjalnie zarejestrowanym dyrektorem generalnym współpodpisującym wszystkie działania. Każda decyzja przechodzi przez zieloną, pomarańczową lub czerwoną tabelę: zielona dla automatyzacji, pomarańczowa dla zatwierdzenia przez człowieka, czerwona dla pełnego przeglądu przez zarząd. Przewodniczący rady nadzorczej zachowuje prawo weta, podczas gry czerwony zespół weryfikuje całość pod kątem etyki, bezstronności i cyberzagrożeń. Role współzatwierdzające dyrektora finansowego, głównego radcy prawnego i dyrektora ds. zasobów ludzkich zapewniają nadzór fiskalny, prawny i kulturowy. Zgodność obejmuje prywatność, uczciwość rynkową i ochronę konsumentów, podczas gdy limity ryzyka, protokoły bezpieczeństwa i wyłącznik awaryjny ograniczają ekspozycje. Wszystkie działania są zapisywane w dzienniku uzasadnień, powiązane ze schematem reagowania kryzysowego i monitorowane za pomocą KPI, takich jak retencja pracowników, bezpieczeństwo, NPS oraz wskaźnik dryfu modelu.

Sztuczna inteligencja analizuje dane przedsiębiorstwa dotyczące sprzedaży, łańcuchów dostaw, obsługi klienta i finansów, przeprowadzając codziennie miliony symulacji typu „co jeśli”. Pojawia się jako realistyczny awatar podczas telekonferencji dotyczących wyników finansowych, odpowiada na pytania analityków za pomocą pulpitów nawigacyjnych w czasie rzeczywistym i publikuje przejrzyste ścieżki decyzyjne w celu umożliwienia audytu. Wzrost wydajności następuje szybciej niż oczekiwano: skraca się czas dostawy, spada ilość odpadów, a marże rosną.

Związki zawodowe i organy regulacyjne początkowo są przeciwne, powołując się na obawy przed utratą pracy i brakiem odpowiedzialności. Rada reaguje za pomocą zabezpieczeń pracowniczych, takich jak modelowanie przesunięć, minimalne okresy wypowiedzenia i publiczne raporty dotyczące wpływu na siłę roboczą, pomagając przekształcić sprzeciw w dowód odpowiedzialnej automatyzacji.

Po dwóch kwartałach lepszych wyników niż konkurenci, sceptycyzm zmienia się w naśladownictwo, gdy rywale ujawniają AI jako współdyrektorów generalnych. Pojawia się nowa norma korporacyjna — ludzka wizja, wykonanie AI — wspierana przez ramy, które sprawiają, że algorytmy są tak samo odpowiedzialne jak ludzie.

Wpływ na rynek: dalszy wzrost popytu na infrastrukturę AI, usługi chmurowe i technologie governance; ubezpieczyciele i audytorzy opracowują produkty dla zarządzania algorytmicznego; inwestorzy początkowo nakładają premię za ryzyko na podmioty zarządzane przez AI.

Prada domyka przejęcie Versace za 1,25 mld euro. Powstaje nowy włoski gigant luksusu

Grupa Prada ogłosiła we wtorek, że sfinalizowała przejęcie domu mody Versace w transakcji wycenianej na 1,25 mld euro. To największa akwizycja w 112-letniej historii mediolańskiej grupy i symboliczny moment konsolidacji włoskiego sektora luksusowego pod jednym korporacyjnym parasolem. Finalizacja nastąpiła po uzyskaniu wszystkich wymaganych zgód regulacyjnych.

Przejęcie po raz pierwszy ogłoszono w kwietniu 2025 r. i od początku było przedstawiane jako szansa na odblokowanie potencjału Versace, które po pandemii notowało przeciętne wyniki pod kontrolą amerykańskiego Capri Holdings. Teraz marka znana z odważnej, glamour estetyki trafia do jednego portfela wraz z minimalistyczną, „brzydko-awangardową” estetyką Prady i szybko rosnącą, młodzieżową marką Miu Miu. Analitycy widzą w tym próbę zbudowania włoskiej przeciwwagi dla francuskich koncernów luksusowych.

Capri Holdings poinformował, że otrzymał za Versace 1,375 mld dolarów w gotówce, z możliwością późniejszych korekt ceny. Zarząd grupy zapowiedział, że środki zostaną wykorzystane przede wszystkim na redukcję zadłużenia i wzmocnienie pozycji pozostałych marek – Michael Kors i Jimmy Choo. Dla Capri to wyjście z inwestycji rozpoczętej w 2018 r., kiedy amerykański holding kupił Versace za ok. 2,1 mld dolarów, ale nie zdołał w pełni wykorzystać jej potencjału w erze „quiet luxury”.

Dla Grupy Prada to kluczowy ruch strategiczny po bardzo udanym 2024 r., w którym przychody sięgnęły 5,4 mld euro, rosnąc o 17 proc. rok do roku, głównie dzięki imponującemu – sięgającemu ponad 90 proc. – wzrostowi sprzedaży Miu Miu. Włączenie Versace ma zdywersyfikować portfel i wzmocnić obecność grupy w segmencie „high glamour”, przy jednoczesnym wykorzystaniu wspólnej bazy projektowej i produkcyjnej we Włoszech.

Kluczową rolę w nowym układzie ma odegrać Lorenzo Bertelli, syn Miuccii Prady i Patrizia Bertellego. Spadkobierca grupy obejmie funkcję wykonawczego przewodniczącego Versace, zachowując jednocześnie swoje dotychczasowe role m.in. jako dyrektor marketingu i szef strategii zrównoważonego rozwoju w Grupie Prada. Bertelli zapowiedział, że w pierwszym roku po przejęciu nie planuje radykalnych zmian w samej marce, koncentrując się na lepszym wykorzystaniu jej globalnej rozpoznawalności i stopniowym podnoszeniu wyników finansowych.

Versace jest obecnie w trakcie odświeżania wizerunku marki pod kierunkiem nowego dyrektora kreatywnego Dario Vitale. Prada deklaruje, że chce zachować charakterystyczny, wyrazisty język estetyczny Versace, jednocześnie wzmacniając fundamenty biznesowe i włączając markę w swój zintegrowany system produkcyjny, m.in. we włoskich fabrykach galanterii skórzanej.

OpenAI pod presją Gemini 3 i rosnących kosztów. Firma wstrzymuje prace nad systemem reklamowym w ChatGPT

Dyrektor generalny OpenAI Sam Altman ogłosił w wewnętrznej nocie do pracowników „stan najwyższej gotowości”, którego celem jest przekierowanie większej części zasobów firmy na rozwój i poprawę ChatGPT. W ramach tej decyzji część innych projektów – w tym prace nad systemem reklamowym i inicjatywami zakupowymi – została odsunięta na dalszy plan. Powodem są rosnąca konkurencja na rynku generatywnej AI oraz obawy o utrzymanie przewagi nad rywalami, przede wszystkim Google.

Impulsem do zmiany priorytetów były wyniki najnowszych modeli Gemini 3 Google. W testach branżowych, takich jak ranking LMArena, Gemini 3 przekroczył próg 1500 punktów, a wariant Gemini 3 Deep Think uzyskał 45,1 proc. w wymagającym teście logicznego rozumowania ARC-AGI-2, podczas gdy GPT-5.1 osiągnął 17,6 proc. Takie rezultaty podważyły narrację o wyraźnej technicznej przewadze OpenAI i skłoniły zarząd do przyspieszenia prac nad kolejnymi wersjami modeli.

Jednocześnie na firmę rośnie presja finansowa. Według przecieków OpenAI w pierwszej połowie 2025 r. miała wygenerować około 4,3 mld dol. przychodu przy jednoczesnej stracie netto rzędu 13,5 mld dol. Obciążeniem są także wieloletnie zobowiązania zakupowe infrastruktury obliczeniowej, szacowane na ponad 1,4 bln dol. w horyzoncie ośmiu lat, oraz zadłużenie partnerów technologicznych, którzy finansują budowę centrów danych potrzebnych do trenowania modeli.

Mimo tych wyzwań ChatGPT pozostaje liderem rynku chatbotów generatywnych, z około 800 mln aktywnych użytkowników tygodniowo we wrześniu 2025 r. Dane firm analitycznych sugerują jednak, że użytkownicy zaczynają spędzać więcej czasu w usługach konkurencji, w tym w Gemini. Opóźnienie projektów reklamowych i zakupowych oznacza, że OpenAI na razie rezygnuje z dodatkowego źródła przychodów, koncentrując się na kluczowym produkcie, który ma zdecydować o pozycji firmy w kolejnych latach.

Wstrzymane lub spowolnione mają być m.in. testy formatów reklamowych w aplikacji ChatGPT oraz rozwój funkcji zakupowych we współpracy z dużymi sieciami handlowymi. W kodzie aplikacji na Androida wcześniej odkryto odwołania do modułów takich jak „ads feature”, „search ad” czy „search ads carousel”, co sugerowało zaawansowane przygotowania do uruchomienia systemu reklamowego. Teraz te plany schodzą na drugi plan, a priorytetem ma być podniesienie jakości modeli w obliczu coraz ostrzejszej rywalizacji technologicznej.

Zmiany w zarządzie Polskiej Grupy Biogazowej (PGB)

Polska Grupa Biogazowa (PGB) wprowadza zmiany w strukturze zarządzania.  Od 1 grudnia 2025 r. funkcję Prezesa Zarządu obejmie Sabine Dujacquier. Do zespołu dołącza także Joanna Orłowska, która zostanie członkiem zarządu odpowiedzialnym za finanse i sprawy korporacyjne. Spółka kontynuuje rozwój projektów w obszarze biogazu oraz przygotowania do wejścia w segment biometanu.

Sabine Dujacquier – dotąd wiceprezes PGB – aktywnie uczestniczyła w wyznaczaniu kierunków rozwoju, w tym w działaniach na rzecz przyspieszenia segmentu biogazu oraz przygotowań do wejścia w biometan. Wcześniej prowadziła transformacje w międzynarodowych organizacjach, m.in. w Veolii, Capgemini Consulting (Francja, Niemcy) i Dalkii w Polsce. Od 17 lat pracuje w sektorze energetyki i ochrony środowiska, a od 14 lat mieszka i działa zawodowo w Polsce.

Polska Grupa Biogazowa ma realne możliwości dalszego wzrostu. Stawiamy na projekty, które podnoszą efektywność i skalowalność naszych aktywów. Zmiany zarządcze wpisują się w szerszy plan rozwoju spółki i wzmocnienia synergii kompetencji w zespole. Nasz portfel obejmuje obecnie 21 działających instalacji biogazowych o rocznej zdolności wytwarzania energii elektrycznej na poziomie 500 GWh. Naszym ambitnym celem jest zwiększenie zainstalowanej mocy do 2 TWh rocznie do 2030 r. w sposób rentowny i odpowiedzialny, z zachowaniem wysokiej efektywności biznesowej – mówi Sabine Dujacquier, Prezes Zarządu Polskiej Grupy Biogazowej S.A.

Joanna Orłowska Członek Zarządu PGB S.A.
Joanna Orłowska Członek Zarządu PGB S.A.

Do zespołu PGB dołącza również Joanna Orłowska – menedżerka z wieloletnim doświadczeniem w sektorze energetycznym. Z dniem 1 grudnia zostaje powołana na stanowisko Członka Zarządu ds. Finansów i Funkcji Korporacyjnych.

Joanna Orłowska posiada ponad 20 lat doświadczenia w obszarach finansów, audytu oraz zarządzania strategicznego w międzynarodowych grupach kapitałowych (m.in. Veolia, Dalkia). W PGB będzie odpowiedzialna za nadzór nad finansami Grupy, kształtowanie polityki finansowej wspierającej wzrost i rentowność, a także za koordynację funkcji wsparcia obejmujących kluczowe procesy operacyjne i administracyjne.

Łukasz Semeniuk, dotychczasowy Prezes PGB, nadal będzie pełnić funkcję Country Chair TotalEnergies w Polsce. Do jego obowiązków należeć będzie reprezentowanie firmy wobec partnerów zewnętrznych, koordynowanie projektów z obszaru odnawialnych źródeł energii oraz wzmacnianie współpracy między oddziałami TotalEnergies w Polsce.

Cieszę się, że mogę jeszcze mocniej zaangażować się w realizację strategii TotalEnergies, która podkreśla kluczową rolę odnawialnych źródeł energii. Naszym celem jest pełne wykorzystanie potencjału OZE poprzez rozwijanie kolejnych projektów inwestycyjnych TotalEnergies w naszym kraju. Wierzę, że wspólnie możemy wprowadzać zmiany istotne dla transformacji energetycznej w Polsce – podkreśla Łukasz Semeniuk, Country Chair TotalEnergies w Polsce.

EBC blokuje plan wykorzystania rosyjskich aktywów jako zabezpieczenia pożyczki dla Ukrainy

Europejski Bank Centralny odmówił zabezpieczenia pożyczki o wartości 140 mld euro dla Ukrainy, co w praktyce uniemożliwia realizację jednego z kluczowych elementów planu Komisji Europejskiej dotyczącego wykorzystania zamrożonych rosyjskich aktywów. Jak informuje „Financial Times”, wewnętrzna analiza EBC doprowadziła do uznania, że propozycja KE narusza mandat banku centralnego. Decyzja ta jest poważnym ciosem dla projektu, który miał w nowatorski sposób zaangażować środki zamrożone po inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 r.

Zastrzeżenia EBC dotyczą przede wszystkim ryzyka, że bank stałby się de facto gwarantem zobowiązań finansowych państw członkowskich. Według cytowanych urzędników, oznaczałoby to obejście zakazu bezpośredniego finansowania rządów zapisanych w traktatach UE. Tego typu mechanizmy są uznawane za groźne z punktu widzenia stabilności makroekonomicznej, ponieważ mogą prowadzić do presji inflacyjnej oraz osłabienia wiarygodności banku centralnego.

Komisja Europejska chciała, aby EBC pełnił rolę pożyczkodawcy ostatniej instancji dla belgijskiej izby rozliczeniowej Euroclear, która przechowuje ok. 185 mld euro rosyjskich aktywów. Chodziło o zabezpieczenie ewentualnego kryzysu płynności w sytuacji nagłego obowiązku zwrotu środków. Po negatywnej opinii EBC Bruksela rozpoczęła prace nad alternatywnymi rozwiązaniami tymczasowego finansowania, nieopartymi na gwarancjach ze strony banku centralnego.

Dodatkową przeszkodą dla planu KE jest sprzeciw Belgii, na której terytorium działa Euroclear. Premier Bart De Wever w liście do przewodniczącej Komisji Ursuli von der Leyen określił propozycję jako „fundamentalnie błędną”. Belgia domaga się prawnie wiążących, bezwarunkowych gwarancji pokrywających pełną wartość aktywów oraz potencjalne koszty sporów arbitrażowych, zanim zgodzi się na udział Euroclear w mechanizmie finansowania.

Plan przewidywał, że Euroclear udzieli Unii Europejskiej pożyczki na 0 proc., a UE wykorzysta te środki na finansowanie pożyczki dla Ukrainy. Kijów miałby ją spłacić wyłącznie w przypadku otrzymania reparacji wojennych od Rosji. Konstrukcja ta miała z jednej strony ograniczyć ryzyko dla unijnego budżetu, a z drugiej – związać przyszłe rosyjskie reparacje z realnym wsparciem finansowym dla Ukrainy. Sprzeciw EBC i Belgii znacząco komplikuje jednak wdrożenie tego modelu.

Prezes EBC Christine Lagarde już wcześniej ostrzegała, że nieostrożne wykorzystanie rosyjskich aktywów mogłoby zaszkodzić wiarygodności euro jako globalnej waluty rezerwowej. Obawia się ona, że inwestorzy mogliby zacząć postrzegać europejską jurysdykcję jako mniej przewidywalną i częściej sięgać po alternatywne waluty i rynki. Z kolei Komisja Europejska przekonuje, że reakcja na rosyjską agresję powinna obejmować również innowacyjne rozwiązania finansowe, wykorzystujące zyski lub same aktywa agresora na wsparcie ofiary.

Ursula von der Leyen zapowiedziała, że jeszcze w tym tygodniu Komisja przedstawi konkretny projekt legislacyjny dotyczący dalszego wykorzystania zamrożonych rosyjskich aktywów. Ostateczne decyzje polityczne mają zostać podjęte na szczycie Rady Europejskiej 19 grudnia. Dla Ukrainy sprawa ma wymiar pilny – Kijów potrzebuje stabilnego finansowania na 2026 r., a przeciągające się spory w UE w sprawie mechanizmu wsparcia zwiększają niepewność co do skali i tempa napływu europejskiej pomocy.

Kolejna rekordowa przeprawa w Polsce – powstał najdłuższy most drogowy nad doliną Narwi

W województwie podlaskim została oddana do użytkowania przeprawa mostowa o długości 1205 m., która stała się najdłuższym tego typu obiektem w regionie, dołączając do pierwszej dziesiątki tak długich obiektów w Polsce. Konstrukcja jest kluczowym elementem nowej obwodnicy Łomży i częścią trasy S61. Wykonawcą obiektu jest firma Intercor.

Dzięki wpisaniu w strategiczny korytarz transportowy Via Baltica nowy obiekt znacząco poprawia płynności ruchu międzynarodowego i lokalnego umożliwiając bezkolizyjne przekroczenie doliny Narwi.  Po ukończeniu inwestycji cały, liczący ponad 310 km, polski odcinek trasy S61 od Warszawy do Budziska jest już przejezdny w standardzie drogi ekspresowej. Realizacja inwestycji o wartości ok. 713 mln złotych (w systemie Projektuj i buduj), której inwestorem jest GDDKiA, została sfinansowana ze wsparciem środków Unii Europejskiej oraz Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko.

W ramach zadania Intercor zbudował niemal 13 km nowoczesnej drogi o dwóch jezdniach, po dwa pasy ruchu w każdą stronę oraz pasy awaryjne, przystosowane do ruchu ciężarowego. Przebudowane i rozbudowane zostały także przeszło 7 km drogi krajowej DK 64. Powstały trzy węzły drogowe – Łomża Zachód, Nowogród i Łomża Północ – oraz najdłuższy most w województwie podlaskim, o długości 1205 metrów (oraz 2 przęsłach nawisowych po 150 m każde), przerzucony nad rzeką Narew i jej terenami zalewowymi. Projekt wyróżnia się także różnymi elementami infrastruktury towarzyszącej. Obiekt jest powiązany z czterema drogami wewnętrznymi gminy Piątnica oraz przejazdem gospodarczym na wale przeciwpowodziowym, a pod mostem znalazło się przejście dla zwierząt.

Ponieważ trasa biegnie przez tereny o dużym znaczeniu przyrodniczym wymagała opracowania nowoczesnych rozwiązań projektowych, uwzględniających ochronę środowiska oraz wysokie standardy bezpieczeństwa.

„W trakcie realizacji mostu MS19 przez rzekę Narew na odcinku 660m (z 1205m) wykorzystaliśmy technologię nasuwania podłużnego, umożliwiającą budowę 20m podkonstrukcji w krótkim czasie. W ramach tej metody w cyklach tygodniowych przygotowane wcześniej betonowe segmenty nasuwane są na podpory za pomocą urządzeń hydraulicznych i łożysk ślizgowych. Nasunięcie odcinka ok. 20 m zajmowało nam w przybliżeniu 4 godz. W trakcie budowy zastosowaliśmy także inne technologie mostowe – najdłuższe przęsła o rozpiętości 150m były realizowane metodą nawisową, przy której wykorzystaliśmy 5 wózków do betonowań nawisowych VBC PERI (na odcinku 375m z 1205m) Na pozostałym odcinku 170m do budowy ustrojów nośnych wykorzystaliśmy klasyczne ciężkie rusztowania stalowe. Budowa łącząca trzy technologie wymagała wiedzy, zaawansowanego technologicznie własnego sprzętu oraz doświadczonej kadry inżynierskiej. Mamy już na swoim koncie kilka tego typu realizacji zakończonych sukcesem takich jak obiekty WD112 i WD119 na Zakopiance DK47, oraz obiekty przez Wisłę w Borusowej czy też przez Dunajec w Nowym Sączu.” – komentuje Paweł Guc, Z-ca Dyrektora Kontraktu i kierownik koordynator robót mostowych w Intercor.

Wykonawca projektu – Intercor Sp. z o.o. działa na terenie całego kraju, zajmując się szeroko rozumianym budownictwem mostowym, drogowym oraz kolejowym. Firma jest jednym z czołowych zleceniobiorców Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad oraz wielokrotnym realizatorem publicznych kontraktów dla spółki PKP Polskie Linie Kolejowe. Jest także jedną z największych spółek budowlanych w Polsce pod względem przychodów ze sprzedaży.

Medicalgorithmics z nową umową w Kanadzie. Kontrakt wart min. 5,9 mln USD

Medicalgorithmics, notowany na GPW twórca innowacyjnej platformy i algorytmów AI do analizy EKG podpisał nową umowę ze swoim wieloletnim kontrahentem z rynku kanadyjskiego, specjalizującym się w realizacji badań typu holter EKG w warunkach domowych. Klient zamówi dodatkowo co najmniej 2000 urządzeń Kardiobeat.ai oferowanych przez Medicalgorithmics. Współpraca, która będzie obowiązywała do marca 2028 r. zapewni Spółce przychody w wysokości minimum 5,9 mln USD w okresie jej trwania. Jednocześnie, podpisanie nowej umowy wynika z przejęcia kanadyjskiego kontrahenta przez amerykańskiego giganta branży healthcare notowanego na giełdzie nowojorskiej, który planuje intensywnie rozwijać się na rynku kanadyjskim. Powinno to pozytywnie wpłynąć na dynamiczny rozwój biznesu Medicalgorithmics w Kanadzie, a także na wzrost potencjału przychodowego Spółki.

Zamówienie realizowane przez partnera z Kanady obejmuje minimum 2000 sztuk urządzenia Kardiobeat.ai, lekkiego i bezprzewodowego holtera EKG oferowanego przez Medicalgorithmics. Urządzenie może rejestrować ciągły zapis EKG przez 24 godziny aż do 18 dni i jest w pełni kompatybilne z oprogramowaniem oferowanym przez Spółkę.

Z naszym kanadyjskim klientem, drugim największym zaraz po amerykańskim IDTF, współpracujemy od lat. Do tej pory korzystał on z kilku tysięcy urządzeń PocketECG i kilkuset oferowanych przez nas urządzeń Kardiobeat.ai. Dodatkowe zamówienie na co najmniej 2000 urządzeń oraz docelowe pełne przejście na naszą platformę wykorzystującą algorytmy AI pokazuje, że oferujemy technologię przyszłości dostrzeganą przez globalnych potentatów medycznych. Istotnie wyższa liczba urządzeń wykorzystywanych przez partnera powinna nieść za sobą wyższą liczbę realizowanych sesji, a co za tym idzie wyższy potencjał przychodowy – komentuje dr Kris Siemionow, CEO Medicalgorithmics.

Klient spółki Medicalgorithmics to kanadyjski podmiot medyczny specjalizujący się w obsłudze badań typu Holter EKG realizowanych w warunkach domowych. Technologia i rozwiązania oferowane przez spółkę zapewniają opiekę skoncentrowaną na pacjencie, zapewniając szybkie i dokładne wyniki m.in. dzięki usługom i urządzeniom dostarczanym przez Medicalgorithmics. W tym roku klient Spółki został przejęty przez notowaną na giełdzie nowojorskiej jedną z czołowych amerykańskich firm diagnostycznych, efektem czego jest nowa umowa.

– Aktualizacja umowy nastąpiła po tegorocznym przejęciu firmy przez notowanego na nowojorskiej giełdzie amerykańskiego giganta rynku healthcare. Jest to dla nas bardzo dobry prognostyk pod kątem dalszego rozwoju biznesu w Kanadzie, ale również w Stanach Zjednoczonych. Szczególną szansę dla nas dostrzegamy w tym, że nowy właściciel naszego partnera zamierza intensywnie rozwijać działalność na rynku kanadyjskim, a my zamierzamy wspierać całą grupę – dodaje dr Kris Siemionow.

Od początku tego roku notowany na GPW medtech dynamicznie się rozwija, zdobywając nowych i aktywując kolejnych klientów. Medicalgorithmics podpisała rekordową liczbę umów (19 – więcej niż w całym 2024 roku), co przełożyło się na istotny wzrost kursu akcji. Od początku roku spółka podwoiła swoją wartość, stając się jedną z najlepszych inwestycji na GPW w 2025 roku. Wśród nowych umów znajdują się m.in.: umowa z jednym z 5 największych amerykańskich IDTF, umowa z europejskim IDTF, umowa z amerykańskim deep-techem specjalizującym się w integrowaniu zaawansowanych materiałów, czujników i sztucznej inteligencji oraz dwie komercyjne umowy na VCAST – na rynku tureckim, strategicznym rynku skandynawskim oraz w Arabii Saudyjskiej.

Chmura i agenci AI zmieniają bankowość. Technologia przyspiesza, a kompetencje pracowników muszą za nią nadążyć

Banki i ubezpieczyciele na całym świecie coraz śmielej powierzają sztucznej inteligencji bezpośredni kontakt z klientami. Jak pokazuje raport World Cloud Report in Financial Services 2026 przygotowany przez Capgemini Research Institute, instytucje finansowe wdrażają agentów AI w kluczowych obszarach obsługi – od kontaktu z klientem (75%) i wykrywania oszustw (64%) po procesy kredytowe (61%) i onboarding (59%). Ubezpieczyciele wykorzystują ich potencjał m.in. w underwritingu (68%) i likwidacji szkód (65%). Tak szerokie zastosowanie technologii redefiniuje sposób, w jaki klienci wchodzą w interakcje z sektorem finansowym. W Polsce zainteresowanie tym trendem również rośnie, choć wdrożenia wciąż pozostają na wcześniejszym etapie – koncentrują się głównie na testach rozwiązań wspierających obsługę klienta i wykrywanie nadużyć.

AI na pierwszej linii kontaktu z klientem

Sztuczna inteligencja w sektorze finansowym przestaje być jedynie wsparciem zaplecza technologicznego – coraz częściej odpowiada za pierwszy kontakt z klientem i sprawną obsługę całych procesów. Agenci AI analizują dane w czasie rzeczywistym, reagują kontekstowo i potrafią samodzielnie rozwiązywać proste sprawy, uwalniając czas pracowników na bardziej złożone zadania. Dzięki temu klienci otrzymują szybsze decyzje kredytowe, dokładniejsze rekomendacje produktów czy sprawniej przeprowadzone procesy onboardingu. Z perspektywy instytucji to także sposób na ograniczenie kosztów, poprawę jakości danych i utrzymanie spójnych standardów obsługi niezależnie od skali operacji. Według danych Capgemini Research Institute, rozwój agentów AI może przynieść sektorowi finansowemu nawet 450 miliardów dolarów wartości ekonomicznej do 2028 roku. Nic dziwnego, że już 33% banków rozwija własne rozwiązania wewnętrznie, a 48% instytucji finansowych tworzy nowe role do nadzoru nad AI.

– Połączenie chmury i sztucznej inteligencji pozwala instytucjom finansowym działać z niespotykaną dotąd precyzją i szybkością. To nie tylko kwestia technologii, ale całkowitej zmiany sposobu, w jaki banki i ubezpieczyciele mogą obsługiwać klientów. W Polsce obserwujemy podobny kierunek – choć tempo wdrożeń jest wolniejsze niż na rynkach zachodnich, coraz więcej instytucji traktuje agentów AI jako realne wsparcie procesów biznesowych – komentuje Tomasz Radwański, Head of FS Cloud and Custom Applications Practice w Capgemini Polska.

W efekcie rośnie nie tylko efektywność, lecz także zaufanie klientów do sektora finansowego – bo szybkość i precyzja obsługi stają się dziś jednym z kluczowych czynników przewagi rynkowej.

Cyfrowi współpracownicy, realne wyzwania

Rosnące zainteresowanie agentami AI nie oznacza, że sektor finansowy ma przed sobą prostą drogę do automatyzacji. Choć 80% instytucji jest już na etapie pilotaży lub testów, jedynie 10% wdrożyło te rozwiązania na szeroką skalę. Największym wyzwaniem pozostaje integracja technologii z istniejącymi systemami oraz sprostanie wymogom regulacyjnym. W Polsce sytuacja jest podobna – instytucje dopiero budują doświadczenie w pracy z agentami AI, a wdrożenia o większym zasięgu wciąż należą do wyjątków.

Wraz z rozwojem agentów AI rośnie też zapotrzebowanie na specjalistów, którzy potrafią nadzorować ich pracę i analizować decyzje podejmowane przez algorytmy. Już 48% instytucji tworzy stanowiska dedykowane temu obszarowi, co pokazuje, że automatyzacja nie eliminuje człowieka z procesu – zmienia jedynie jego rolę.

Nowe kompetencje w erze agentów AI

Dynamiczny rozwój sztucznej inteligencji sprawia, że tradycyjne role w sektorze finansowym zyskują nowe znaczenie. Pracownicy coraz częściej stają się nie tylko użytkownikami systemów, lecz także ich opiekunami – monitorują decyzje agentów AI, interpretują wyniki i reagują na nieprawidłowości. Wymaga to umiejętności łączenia wiedzy technologicznej z rozumieniem procesów biznesowych i potrzeb klientów.

Coraz większego znaczenia nabierają też kompetencje miękkie: zdolność analitycznego myślenia, podejmowania decyzji w oparciu o dane i współpracy z technologią. To właśnie te umiejętności będą decydować o tym, jak skutecznie instytucje finansowe potrafią wykorzystać potencjał agentów AI, jednocześnie zachowując ludzki wymiar relacji z klientami.

Bezpieczeństwo w centrum uwagi – AI walczy z oszustwami

Jednym z najczęstszych zastosowań agentów AI w sektorze finansowym jest wykrywanie i zapobieganie nadużyciom. Z raportu Capgemini Research Institute wynika, że 64% banków wykorzystuje je w procesach wykrywania fraudów, a w branży ubezpieczeniowej technologie te wspierają również analizę ryzyka i kontrolę poprawności roszczeń. Wykorzystanie sztucznej inteligencji pozwala na bieżąco analizować ogromne zbiory danych i reagować natychmiast, gdy system wychwyci nieprawidłowość – zanim dojdzie do strat finansowych.

– Agenci AI potrafią działać z prędkością i dokładnością, której człowiek nie jest w stanie osiągnąć. Wykrywają wzorce i anomalie w czasie rzeczywistym, co znacząco ogranicza liczbę fałszywych alarmów i poprawia jakość decyzji. Dla polskich instytucji finansowych to szczególnie istotne – cyberbezpieczeństwo i wykrywanie nadużyć należą dziś do głównych obszarów, w których AI już przynosi wymierne efekty – podkreśla Tomasz Radwański, Capgemini Polska.

To podejście pozwala instytucjom nie tylko chronić klientów, lecz także budować ich zaufanie. W świecie, w którym każda sekunda i każdy błąd mogą oznaczać utratę reputacji, technologia staje się fundamentem bezpieczeństwa – a AI kluczowym narzędziem, które łączy prewencję z przewidywaniem zagrożeń.

Chmura jako silnik innowacji w finansach

Wraz z rozwojem agentów AI rośnie znaczenie chmury, która staje się nie tylko zapleczem technologicznym, lecz także centrum innowacji. Już 61% liderów sektora finansowego uznaje orkiestrację w chmurze za kluczowy element swojej strategii AI. To dzięki niej instytucje mogą szybko skalować rozwiązania, integrować dane z różnych źródeł i wdrażać technologie, które wcześniej wymagały miesięcy przygotowań.

Dla banków i ubezpieczycieli oznacza to możliwość łączenia elastyczności z bezpieczeństwem – oraz szybszego reagowania na potrzeby klientów w świecie, w którym przewagę zyskuje ten, kto potrafi przetworzyć i wykorzystać dane w czasie rzeczywistym.

Technologia z ludzką twarzą – przyszłość współpracy człowieka i AI

Rozwój agentów AI nie oznacza końca ludzkiej roli w sektorze finansowym, lecz jej nowy etap. Automatyzacja przejmuje rutynowe zadania, ale to człowiek wciąż odpowiada za interpretację, etykę i ostateczne decyzje. Najbliższe lata przyniosą więc nie tyle zastępowanie ludzi technologią, ile tworzenie zespołów, w których człowiek i AI uzupełniają się kompetencjami. To właśnie w tym modelu – opartym na współpracy, odpowiedzialności i zaufaniu – instytucje finansowe mogą w pełni wykorzystać potencjał sztucznej inteligencji. W Polsce, podobnie jak na innych rynkach, sukces tej transformacji będzie zależał od umiejętnego połączenia technologii z kompetencjami ludzi – i od gotowości instytucji do zaufania nowym, cyfrowym współpracownikom.

Opony zamiast wracać do obiegu, lądują w piecach i lasach. Branża recyklingu: “To surowiec, nie odpad”

Polskie Stowarzyszenie Recyklerów Opon opublikowało najnowszy raport ujawniający, że mimo ogromnych mocy przerobowych branży, Polska wciąż traci kontrolę nad strumieniem zużytych opon, a znacząca część tego cennego surowca trafia do spalenia, szarej strefy lub bezpośrednio do środowiska. PSRO ostrzega, że niski poziom recyklingu i brak szczelności systemu kosztują gospodarkę miliony złotych rocznie i uniemożliwiają pełne wykorzystanie potencjału opon jako wartościowego zasobu. Organizacja apeluje o pilną modernizację przepisów, zanim luka systemowa stanie się nieodwracalna.

Najnowszy raport Polskiego Stowarzyszenia Recyklerów Opon ujawnia, że Polska traci kontrolę nad jednym z najbardziej wartościowych strumieni odpadów: zużytymi oponami, które mogłyby zasilać krajową gospodarkę miliardami złotych w postaci surowców wtórnych. Pomimo dostępnych mocy recyklingowych przekraczających 400 tys. ton rocznie, ogromna część opon trafia do pieców cementowych, szarej strefy albo na dzikie wysypiska, gdzie znika z systemu. Dokument ujawnia skalę problemu, który, jak podkreślają autorzy, narasta od lat i pozostaje jednym z najbardziej zaniedbanych obszarów gospodarki odpadami.

Według danych raportu Polska wciąż znajduje się w ogonie Unii Europejskiej pod względem poziomów recyklingu zużytych opon, a duża część tego strumienia w praktyce ucieka z oficjalnego obiegu. Jedna opona na tysiąc sprzedanych trafia bezpośrednio do środowiska, a skala nielegalnych porzuceń rośnie: tylko w latach 2024–2025 gminy i nadleśnictwa zgłosiły ponad 840 ton nielegalnie wyrzuconych opon. Równocześnie co roku na dzikich wysypiskach i u rolników zalegają kolejne setki ton odpadów, których system formalnie nie widzi.

Z raportu wynika także, że mimo rosnącego potencjału instalacji recyklingowych polski system wciąż preferuje spalanie – niemal co czwarta opona trafia do pieców cementowych, generując wielokrotnie większy ślad węglowy niż recykling mechaniczny. To nie tylko marnowanie surowców, ale też odejście od unijnej hierarchii postępowania z odpadami.

Z perspektywy gospodarki marnotrawimy jeden z najbardziej wartościowych strumieni odpadów w Polsce. Zużyte opony to nie problem, ale surowiec – i to surowiec wart miliardy, który zamiast wracać do obiegu, dosłownie nam ‘ucieka’. Spalamy je, gubimy w systemie, albo pozwalamy, aby trafiały do środowiska. Tymczasem branża ma moce, wiedzę i technologie, by przetworzyć 100% opon w kraju. – tłumaczy Andrzej Kubik, Wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Recyklerów Opon.

Raport wskazuje również, że brakuje rzetelnych danych. Polska od lat nie posiada spójnego systemu monitorowania obiegu opon, a rozbieżności między źródłami potrafią sięgać nawet 30 proc. To utrudnia zarówno ocenę rzeczywistego recyklingu, jak i planowanie polityk środowiskowych.

PSRO ocenia, że opisane w raporcie dysfunkcje systemu prowadzą do realnych strat dla gospodarki i branży recyklingowej, która zamiast stabilnie rosnąć musi konkurować ze spalaniem traktowanym jako łatwiejsza forma zagospodarowania surowca. Organizacja apeluje o wdrożenie pełnej ewidencji, podniesienie ustawowych poziomów recyklingu do minimum 50% i objęcie regulacjami wszystkich rodzajów opon, aby zatrzymać marnotrawstwo surowców i przywrócić Polsce kontrolę nad strumieniem odpadów.

Polska ma techniczne możliwości, by recyklingować wszystkie zużyte opony w kraju — brakuje jedynie nowoczesnego prawa i realnej kontroli rynku. Jeżeli nie podniesiemy poziomów recyklingu i nie uszczelnimy systemu, opony nadal będą uciekać do szarej strefy zamiast pracować na rzecz gospodarki o obiegu zamkniętym. – dodaje Andrzej Kubik, Wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Recyklerów Opon.

Raport „Historia, która kołem się toczy (2025)” analizuje stan polskiego systemu odzysku i recyklingu opon, wskazuje kluczowe dysfunkcje, przedstawia dane o rzeczywistych strumieniach odpadów i ocenia zgodność krajowych praktyk z zasadami gospodarki o obiegu zamkniętym. Dokument zawiera również rekomendacje legislacyjne mające na celu zwiększenie poziomu recyklingu, uszczelnienie systemu i ograniczenie marnotrawstwa surowców.

Ocean Winds domyka finansowanie 2 mld euro dla farmy wiatrowej BC-Wind na Bałtyku

0

Spółka Ocean Winds poinformowała, że zabezpieczyła około 2 mld euro finansowania dla morskiej farmy wiatrowej BC-Wind o mocy 390 MW na polskiej części Morza Bałtyckiego. Kluczowym kredytodawcą został Europejski Bank Inwestycyjny, który udzielił 600 mln euro. Projekt, zlokalizowany ponad 20 km od wybrzeża na wysokości gmin Krokowa i Choczewo w województwie pomorskim, ma rozpocząć produkcję energii w 2028 roku. Prace budowlane mają ruszyć w 2026 roku.

Finansowanie BC-Wind zostało skompletowane dzięki udziałowi łącznie 15 instytucji – oprócz EBI są to hiszpański bank rozwoju ICO oraz 13 banków komercyjnych. Jak podkreśliła wiceprezes EBI Teresa Czerwińska, inwestycja ma przyczynić się do redukcji emisji CO₂ oraz wzmocnienia bezpieczeństwa energetycznego gospodarstw domowych i firm. To czwarty duży projekt polskiego offshore wsparty przez EBI i trzeci w samym 2025 roku. Łączne zaangażowanie banku w morską energetykę wiatrową w Polsce przekracza już 2,3 mld euro.

Farma BC-Wind będzie składała się z 26 turbin Siemens Gamesa o jednostkowej mocy do 15 MW. Według szacunków Ocean Winds instalacja pokryje zapotrzebowanie na energię elektryczną blisko pół miliona odbiorców. Projekt ma zabezpieczoną ekonomiczną podstawę funkcjonowania dzięki 25-letniemu kontraktowi różnicowemu. Spółka uzyskała już wszystkie kluczowe pozwolenia administracyjne wymagane do realizacji inwestycji.

Znaczącą rolę w projekcie odgrywają polskie firmy. Morska stacja elektroenergetyczna powstaje w stoczni CRIST w Gdyni, kable dostarczy Tele-Fonika Kable, a budowę lądowej infrastruktury kablowej powierzono spółce P&Q. Ocean Winds podkreśla, że lokalny łańcuch dostaw wzmacnia kompetencje polskiego przemysłu w sektorze offshore. Dyrektor operacyjny firmy Bautista Rodriguez ocenił, że Polska ma potencjał, by stać się regionalnym liderem morskiej energetyki wiatrowej – zarówno pod względem produkcji czystej energii, jak i zaplecza przemysłowego.

Projekt BC-Wind wpisuje się w rządowe plany rozwoju polskiego offshore. Strategia zakłada osiągnięcie 6 GW mocy zainstalowanej w morskiej energetyce wiatrowej do 2030 roku i 18 GW do 2040 roku. Inwestycje takie jak BC-Wind mają wspierać transformację energetyczną, ograniczać zależność od paliw kopalnych i wzmacniać bezpieczeństwo energetyczne kraju.

Cavatina i Fidera Vecta dokapitalizują Resi Capital kwotą 47,5 mln euro. Joint venture odmieni tereny po Galerii Malta

Dokapitalizowanie spółki mieszkaniowej Resi Capital na poziomie 47,5 mln euro i partnerstwo, które pozwoli dokonać spektakularnej metamorfozy terenu po Galerii Malta w Poznaniu – Grupa Cavatina udowadnia, że bardzo poważnie podchodzi do swoich ambicji bycia jednym z liderów rynku mieszkaniowego w Polsce. Znana, polska grupa deweloperska zacieśniła współpracę z Grupą Fidera Vecta, która zainwestuje w Resi Capital i tym samym uzyska 30% udziałów w podwyższonym kapitale zakładowym spółki. Deweloper i inwestor tworzą także joint venture, aby wspólnie przygotować miastotwórczy projekt na poznańskiej Malcie.

Kierunek – czołówka rynku mieszkaniowego

Decyzja o zaproszeniu do akcjonariatu doświadczonego, dynamicznego partnera i dzięki temu dokapitalizowaniu spółki to wyraźny sygnał dla branży – Resi Capital przyspiesza rozwój i konsekwentnie umacnia pozycję na polskim rynku deweloperskim. Nowy kapitał pozwoli znacząco zwiększyć skalę działania. Spółka stawia na miastotwórcze inwestycje, które – tak jak dotychczasowe realizacje Global Apartments w Katowicach czy Quorum we Wrocławiu – łączą funkcję mieszkaniową z usługami i przemyślanymi przestrzeniami wspólnymi.

To przełomowy moment w historii Resi Capital, dokapitalizowanie daje nam dodatkowe paliwo do realizacji bardzo ambitnych planów. Nie interesuje nas bycie tylko jednym z wielu deweloperów. Naszą strategią jest osiągnięcie pozycji jednego z liderów rynku, który wyznacza standardy – zarówno w jakości architektury, jak i w podejściu do tkanki miejskiej. Inwestujemy odważnie, bo wierzymy w fundamenty polskiego rynku i w nasz unikatowy know-how wywodzący się z Grupy Cavatina”, mówi Karol Stefański, Członek Zarządu Cavatina Group.

Joint venture które da nowe życie terenom nad Maltą w Poznaniu

Ponadto Resi Capital we współpracy z Grupą Fidera Vecta zamierzają zrealizować ambitne plany na terenie po zamkniętej Galerii Malta w Poznaniu. Zamiast standardowego osiedla, deweloper i inwestor planują stworzyć tam otwarty, tętniący życiem fragment miasta, który w pełni wykorzysta potencjał tego miejsca z widokiem na Jezioro Maltańskie.

Projekt zakłada stworzenie nowoczesnego osiedla zatopionego w zieleni. Koncepcja odejdzie od betonowej monokultury na rzecz architektury przyjaznej i miastotwórczej. Kluczowym elementem będą partery budynków, które zostaną przeznaczone na usługi dostępne dla wszystkich mieszkańców Poznania – kawiarnie, restauracje i lokale usługowe, które ożywią tę część miasta.

Projekt w Poznaniu pozwoli nam pokazać pełen potencjał naszych kompetencji w tworzeniu pożądanych miejsc do życia. Teren po Galerii Malta zamieni się w nowoczesną enklawę, gdzie architektura wchodzi w interakcje z naturą. Planujemy otwarte części zielone i usługi w parterach, które będą służyć nie tylko naszym mieszkańcom, ale wszystkim poznaniakom spacerującym nad jeziorem. To inwestycja o skali i jakości, która przywróci ten teren miastu w najbardziej przyjaznej formie”, komentuje Anna Łagowska-Cioch, Wiceprezes Zarządu Resi Capital.

Konsekwentna realizacja strategii

Resi Capital, korzystając z doświadczenia silnej, polskiej grupy deweloperskiej, Cavatina Group, z sukcesem przenosi standardy znane z budynków biurowych klasy premium na rynek mieszkaniowy. Obecnie w ofercie i w budowie znajduje się niemal 2 tys. lokali w Krakowie, Katowicach, Wrocławiu, Łodzi i Bielsku-Białej, a dzięki nowemu kapitałowi, oferta ta będzie dynamicznie rosnąć.

Kariera w finansach: jakie wymagania, jakie stawki? Wynagrodzenia od 10 do 25 tys. zł miesięcznie

Rynek pracy obejmujący specjalistów finansowych w Polsce przestaje być kojarzony z prostym outsourcingiem, a staje się miejscem zaawansowanych struktur eksperckich. Dlatego, od specjalistów oczekuje się obecnie przekrojowego doświadczenia i umiejętności. W takich niszowych rolach kandydaci mogą dyktować warunki, podczas gdy w pozostałych segmentach rynku to pracodawcy mają większy wybór spośród dużej liczby aplikacji.

Rynek pracy związany ze stanowiskami finansowymi uległ zmianie i dojrzał. Obecnie, Polska nie jest już wybierana jako lokalizacja prostych procesów, w celu redukcji kosztów. Coraz więcej międzynarodowych instytucji – w tym banków i centrów usług wspólnych – lokuje tu swoje zaawansowane struktury właśnie ze względu na dostęp do specjalistów wysokiej klasy. Największą wartość mają eksperci potrafiący poruszać się w złożonym środowisku regulacyjnym, efektywnie zarządzać ryzykiem i tworzyć przewagi dzięki analityce danych.

Na stanowiskach związanych z finansami, znajomość Excela to dziś tylko podstawa. Od specjalistów oczekuje się znacznie szerszych kompetencji, obejmujących biegłość w narzędziach BI, systemach ERP i automatyzacji procesów. To właśnie te umiejętności decydują zarówno o efektywności działań, jak i przewadze konkurencyjnej na rynku pracy. Dlatego, trudno dziś mówić o jednolitym rynku pracownika czy pracodawcy. Doświadczeni kontrolerzy finansowi czy menedżerowie z obszaru księgowości, tacy jak główna księgowa, mogą wybierać w ofertach. Z drugiej strony, na stanowiskach specjalistycznych czy dyrektorskich to pracodawcy mają swobodę decyzji, ponieważ otrzymują setki aplikacji – wyjaśnia Michał Kłak, director w Michael Page.

Od 2026 roku w Polsce zacznie obowiązywać unijna Dyrektywa o Jawności Wynagrodzeń, która znacząco wpłynie na rynek pracy na stanowiskach finansowych. Obowiązek raportowania różnic płacowych i większa przejrzystość wynagrodzeń zmuszą firmy do weryfikacji polityki płacowej i ujednolicenia widełek. Jak zauważa ekspert Michael Page – w obszarze finansów wiele stanowisk otrzymało obecnie ujednoliconą nazwę, aby zwiększyć atrakcyjność stanowiska. Ten brak gradacji sprawił, że Młodszy Analityk Finansowy, Analityk Finansowy, Starszy Analityk Finansowy, Młodszy Kontroler Finansowy czy Kontroler Finansowy są dziś określani po prostu jako kontrolerzy finansowi, choć nie zawsze oddaje istotę funkcji, co prowadzi do rozwarstwienia stawek. Te różnice mogą oznaczać pensje od 10 do nawet 25 tysięcy złotych.

Najbardziej poszukiwane kompetencje i stanowiska finansowe

Na rynku pracy w obszarze stanowisk związanych z finansami widoczna jest kontynuacja trendów z ostatnich 2–3 lat, choć pojawiają się też nowe zjawiska. Z jednej strony utrzymuje się systematyczny wzrost liczby aplikacji, z drugiej, odsetek kandydatów w pełni spełniających wymagania wynosi jedynie 5-10%. Odnotowujemy też, wzrost liczby zgłoszeń na stanowiska dyrektorskie, co może wynikać z ambicji zawodowych lub potrzeby zmiany. Jednocześnie coraz trudniej pozyskać doświadczonych specjalistów i menedżerów średniego szczebla, co wydłuża proces rekrutacji i zaostrza konkurencję o doświadczonych ekspertów finansowych.

Choć automatyzacja eliminuje część zadań, to na rynku pojawiają się nowe role wymagające kompetencji, o których jeszcze niedawno nikt nie mówił. Jednocześnie, na stanowiskach z wynagrodzeniem w wysokości 15 tys. zł brutto lub więcej, kandydaci coraz częściej pytają o możliwość współpracy w modelu B2B. Zmienia się także kultura pracy w finansach. Nadgodziny, które kiedyś były codziennością, są dziś znacznie rzadziej akceptowane przez potencjalnych pracowników. Kandydaci oczekują realnego work-life balance. O atrakcyjności ofert coraz częściej decyduje elastyczność i możliwość pracy hybrydowej – tłumaczy Michał Kłak

Wśród stanowisk, na które obecnie notuje się największe zapotrzebowanie, dominują Chief Accountant ze średnim wynagrodzeniem sięgającym około 25 000 zł brutto oraz Finance Manager, który przeciętnie może liczyć na 28 000 zł. Poszukiwani są również Financial Controllerzy, otrzymujący zazwyczaj około 17 000 zł miesięcznie. Niesłabnącym zainteresowaniem cieszą się także Samodzielni Księgowi, dla których przeciętne wynagrodzenie wynosi około 14 000 zł brutto.

Przemysł strefy euro znów się kurczy. PMI spada poniżej 50 pkt pierwszy raz od pół roku

Aktywność gospodarcza w przemyśle strefy euro skurczyła się w listopadzie po raz pierwszy od sześciu miesięcy. Firmy ograniczały zatrudnienie w najszybszym tempie od kwietnia, ponieważ słaby popyt wymuszał cięcia produkcji w fabrykach dwóch największych gospodarek bloku.

Wskaźnik HCOB Eurozone Manufacturing Purchasing Managers’ Index (PMI), opracowywany przez S&P Global, spadł w listopadzie do 49,6 pkt z 50,0 pkt w październiku, osiągając pięciomiesięczne minimum. Odczyty poniżej 50 pkt oznaczają spadek aktywności. Nowe zamówienia obniżyły się po okresie stagnacji miesiąc wcześniej, a zamówienia eksportowe malały już piąty miesiąc z rzędu, co podkreśla utrzymujące się trudności na rynkach zagranicznych.

W odpowiedzi na słabnący popyt producenci redukowali zatrudnienie w najszybszym tempie od siedmiu miesięcy, a zapasy wyrobów gotowych spadły najmocniej od lipca 2021 r. Produkcja przemysłowa wciąż rosła, ale zdecydowanie wolniej – wskaźnik produkcji obniżył się do 50,4 pkt z 51,0 pkt w październiku, co oznacza najsłabszy wynik od dziewięciu miesięcy.

Problemy strefy euro koncentrują się przede wszystkim w dwóch największych gospodarkach. Zarówno Niemcy, jak i Francja odnotowały spadek indeksów PMI do dziewięciomiesięcznych minimów – odpowiednio 48,2 i 47,8 pkt. W Niemczech nowe zamówienia spadały w najszybszym tempie od 10 miesięcy.

Na tym tle sześć pozostałych monitorowanych krajów odnotowało wzrost aktywności. Najlepiej wypadła Irlandia z wynikiem 52,8 pkt, tuż za nią znalazła się Grecja z 52,7 pkt. Sektor przemysłowy Hiszpanii utrzymał ekspansję przy odczycie 51,5 pkt, natomiast Włochy zanotowały PMI na poziomie 50,6 pkt, co oznacza pierwsze odbicie po trzech miesiącach spadku.

Pomimo ogólnego osłabienia aktywności, zaufanie biznesu wzrosło do najwyższego poziomu od czerwca. Koszty nakładów rosły w najszybszym tempie od marca, po okresie względnie stabilnych cen, choć przedsiębiorstwa w dużej mierze absorbowały tę presję kosztową.

Złoto błyszczy, srebro bije historyczne rekordy. Rynek gra pod grudniową obniżkę stóp Fed

Ceny złota wzrosły w poniedziałek do sześciotygodniowego maksimum, wspierane przez słabszego dolara oraz rosnące oczekiwania na obniżkę stóp procentowych przez Rezerwę Federalną jeszcze w tym miesiącu. Jednocześnie srebro przebiło historyczne rekordy.

Cena złota w transakcjach natychmiastowych podniosła się o 0,2 proc., do 4 240,54 USD za uncję o godz. 04:01 GMT, osiągając najwyższy poziom od 21 października – wynika z danych cytowanych przez agencję Reuters. Kontrakty terminowe na złoto w USA z dostawą w grudniu zdrożały o 0,5 proc., do 4 276,00 USD za uncję. Srebro zyskało 2 proc., do 57,48 USD za uncję, po tym jak wcześniej ustanowiło rekord na poziomie 57,86 USD.

Słaby dolar i zakłady na obniżkę stóp napędzają wzrost cen

Indeks dolara amerykańskiego spadł do najniższego poziomu od dwóch tygodni, co czyni wyceniane w dolarze złoto tańszym dla posiadaczy innych walut. Rynki wyceniają obecnie ok. 87-proc. prawdopodobieństwo obniżki stopy funduszy federalnych o 25 punktów bazowych na posiedzeniu Fed zaplanowanym na 9–10 grudnia, wynika z narzędzia CME FedWatch.

Zmiana oczekiwań to efekt coraz bardziej gołębich wypowiedzi przedstawicieli Rezerwy Federalnej. Prezes oddziału Fed w Nowym Jorku John Williams stwierdził 21 listopada, że widzi „przestrzeń do dalszej korekty w najbliższym czasie” poziomu stóp. Podobne stanowisko zajął członek Zarządu Fed Christopher Waller, zapowiadając, że będzie opowiadał się za obniżką na grudniowym posiedzeniu.

Kontrakty terminowe na amerykańskie indeksy były w poniedziałek niżej w handlu azjatyckim, podczas gdy bitcoin tracił 3,6 proc., spadając do 87 881,82 USD, a ethereum zniżkowało o 5 proc., do 2 871,59 USD.

Niepewność polityczna zwiększa czujność inwestorów

Prezydent Donald Trump oświadczył w niedzielę, że podjął już decyzję w sprawie kandydata na stanowisko kolejnego przewodniczącego Fed, ale nie ujawnił nazwiska. Doradca ekonomiczny Białego Domu Kevin Hassett, wskazywany jako jeden z faworytów, zadeklarował, że „z przyjemnością” obejmie funkcję, jeśli zostanie nominowany. Podobnie jak Trump, opowiada się on za niższymi stopami procentowymi.

Inwestorzy czekają teraz na piątkowe dane o bazowych wydatkach konsumpcyjnych w USA, które mają dać dodatkowe wskazówki co do dalszych kroków Fed. Niższe koszty kredytu zwykle sprzyjają cenom metali szlachetnych, takich jak złoto, które nie przynosi odsetek.

W gronie innych metali szlachetnych platyna podrożała o 1,3 proc., do 1 694,70 USD za uncję, natomiast pallad zyskał 2,1 proc., do 1 482,45 USD. Wong zwrócił uwagę, że wzrost cen srebra został wzmocniony przez niską płynność po ubiegłotygodniowych problemach technicznych na CME, a nie wyłącznie przez czynniki fundamentalne.

Od 180 do 18 mld m³. Eksport rosyjskiego gazu do Europy skurczył się niemal dziesięciokrotnie

Gazprom utrzymał w listopadzie stabilne dostawy gazu ziemnego do Europy gazociągiem TurkStream, przesyłając średnio 54,3 mln m³ dziennie – tyle samo co w październiku. Wynika to z faktu, że po decyzji Ukrainy o nieprzedłużaniu umowy tranzytowej, która wygasła 1 stycznia 2025 r., TurkStream stał się jedyną pozostałą trasą przesyłu rosyjskiego gazu do Europy.

Miesięczna stabilność przepływów nie zmienia jednak szerszego obrazu – ogólny eksport rosyjskiego gazu do Europy skurczył się dramatycznie. Łączne dostawy przez TurkStream sięgnęły 16,3 mld m³ w pierwszych 11 miesiącach 2025 r., co oznacza wzrost o 7,8 proc. wobec 15,2 mld m³ w analogicznym okresie 2024 r. Jeżeli obecne tempo się utrzyma, eksport rosyjskiego gazu rurociągowego do Europy wyniesie ok. 18 mld m³ w całym 2025 r. – o 44 proc. mniej niż 32 mld m³ w 2024 r. To drastyczny spadek w porównaniu z latami 2018–2019, kiedy Rosja wysyłała do Europy łącznie 175–180 mld m³ rocznie.

Kluczowym czynnikiem tej redukcji jest utrata szlaku tranzytowego przez Ukrainę, który wcześniej odpowiadał za ok. 15 mld m³ rocznie. Kijów całkowicie wstrzymał tranzyt rosyjskiego gazu przez swoje terytorium 1 stycznia. Minister energetyki Herman Hałuszczenko nazwał ten moment „historycznym”, podkreślając, że „Rosja traci rynki i poniesie straty finansowe”.

TurkStream zasila obecnie przede wszystkim Węgry, Serbię, Bułgarię oraz inne kraje Bałkanów. Węgry stały się największym europejskim odbiorcą rosyjskiego gazu, importując 7,6 mld m³ przez TurkStream w 2024 r. i zwiększając zakupy w 2025 r. Szczególnie trudną sytuację odczuwają Słowacja i Mołdawia; ta ostatnia ogłosiła stan wyjątkowy w związku z obawami o bezpieczeństwo dostaw.

W ostatnich dniach europejskie ceny gazu spadły. Holenderski benchmark TTF obniżył się 1 grudnia do ok. 28 euro za MWh – prawie o 10 proc. w ujęciu miesięcznym – ponieważ prognozy wyższych temperatur i silna podaż LNG złagodziły napięcia na rynku. Unia Europejska podtrzymuje plan stopniowego wycofania całego importu rosyjskiego gazu do końca 2027 r., a Stany Zjednoczone i Katar szykują się do wypełnienia powstającej luki podażowej.

Carrefour wycofuje się z Włoch i rozważa ruch w Rumunii. W Polsce rząd kusi wizją państwowej sieci spożywczej

0

Carrefour przyspiesza porządkowanie swojej działalności w Europie. Komisja Europejska zatwierdziła sprzedaż włoskich aktywów francuskiego detalisty grupie NewPrinces w transakcji wartej ok. miliard euro. Pakiet obejmuje 1 188 sklepów – od hipermarketów, przez supermarkety, po sklepy osiedlowe oraz placówki typu cash & carry. Finalizacja transakcji, ogłoszonej pierwotnie w lipcu 2025 r., spodziewana jest do końca roku i doprowadzi do powstania drugiego co do wielkości gracza na włoskim rynku spożywczym pod względem przychodów.

Bruksela uznała, że przejęcie tak rozbudowanej sieci przez NewPrinces nie zaburzy konkurencji na rynku. Dla Carrefoura sprzedaż włoskiego biznesu, który w ostatnich latach generował straty operacyjne, jest elementem szerszej strategii porządkowania portfela. Francuska grupa wycofuje się z rynków o słabszych wynikach i silnej konkurencji cenowej, by skoncentrować zasoby na kluczowych krajach. Włochy należały do najbardziej wymagających rynków, co potwierdzają straty sięgające kilkudziesięciu milionów euro w 2024 r.

Znacznie bardziej niejednoznaczna jest sytuacja w Rumunii. Choć liczne doniesienia medialne – zarówno rumuńskie, jak i francuskie – wskazują, że Carrefour rozważa sprzedaż swoich aktywów w tym kraju, lokalna spółka oficjalnie temu zaprzecza. Zarząd Carrefour Rumunia podkreśla, że kraj pozostaje „rynkiem strategicznym”, wskazując na sprzedaż rzędu 2,29 mld euro w pierwszych dziewięciu miesiącach 2025 r. Tempo wzrostu było jednak tylko umiarkowane – niespełna 2 proc. rok do roku – co na tle regionalnej konkurencji wypada przeciętnie.

Mimo oficjalnych zapewnień rynek już wycenia potencjalną transakcję. Wśród zainteresowanych przejęciem rumuńskich aktywów wymienia się braci Dragoșa i Adriana Pavăla, właścicieli sieci budowlanej Dedeman, którzy mogliby wejść w handel spożywczy poprzez swoją spółkę inwestycyjną Paval Holding. Konkurentami są m.in. francuski Auchan oraz polska Żabka Group, obecna już w Rumunii pod marką Froo, gdzie prowadzi 122 sklepy convenience. Taki zestaw potencjalnych oferentów pokazuje, że rumuński rynek postrzegany jest jako perspektywiczny, szczególnie w segmencie mniejszych formatów handlowych.

Rumuński urząd ochrony konkurencji informuje, że jak dotąd nie wpłynęło żadne oficjalne zgłoszenie zamiaru koncentracji, ale regulator uważnie monitoruje sytuację. Ewentualna sprzedaż objęłaby 458 sklepów w 113 miastach, obejmujących zarówno większe formaty, jak i sklepy osiedlowe. Według szacunków rynkowych wartość przedsiębiorstwa Carrefour Rumunia mogłaby sięgnąć 1,2–1,5 mld euro, w zależności od struktury transakcji, poziomu zobowiązań oraz skali nakładów inwestycyjnych niezbędnych po stronie nabywcy. Dla każdego z potencjalnych kupujących byłby to ruch istotnie zmieniający układ sił na rumuńskim rynku detalicznym.

Jeszcze ciekawsza sytuacja rysuje się w Polsce, gdzie Carrefour ma blisko 850 sklepów w różnych formatach. Ministerstwo Rolnictwa zarekomendowało w ubiegłym tygodniu, aby państwo odkupiło polskie aktywa francuskiej sieci i włączyło je do Krajowej Grupy Spożywczej (KGS). Celem byłoby stworzenie pierwszej dużej, państwowej sieci handlu detalicznego żywnością, która miałaby równoważyć „dominację zagranicznych sieci dyskontowych” oraz wzmocnić pozycję polskich rolników i przetwórców. To jedna z najdalej idących propozycji ingerencji państwa w sektor handlowy od lat.

Plan resortu rolnictwa ma jednak przed sobą długą drogę do ewentualnej realizacji. Ostateczna decyzja należy do Ministerstwa Aktywów Państwowych, które sygnalizuje poważne wątpliwości co do sposobu finansowania oraz opłacalności takiej operacji. Szacowany koszt przejęcia – obejmujący cenę zakupu, spłatę zobowiązań i konieczne inwestycje – mógłby wynieść od kilku do kilkunastu miliardów złotych. Dodatkowym problemem jest fakt, że zarówno Carrefour, jak i KGS w ostatnich latach nie należały do najbardziej rentownych graczy w swoich segmentach.

Wycofywanie się Carrefoura z wybranych krajów oraz perspektywa częściowej „nacjonalizacji” jego sieci w Polsce wpisują się w strategię prezesa Alexandre’a Bomparda. Przewiduje ona koncentrację na trzech kluczowych rynkach: Francji, Hiszpanii i Brazylii, gdzie grupa ma silną pozycję i lepsze perspektywy wzrostu. W innych państwach – takich jak Włochy, Rumunia czy potencjalnie Polska – słabsze wyniki sprzedaży oraz silna presja konkurencyjna skłaniają do rozważenia wyjścia lub głębokiej restrukturyzacji. W Polsce sprzedaż Carrefoura spadła w pierwszych dziewięciu miesiącach 2025 r. o 1,2 proc., co kontrastuje z dynamicznym rozwojem sieci dyskontowych i sklepów convenience.

Dla europejskiego handlu detalicznego obecne ruchy Carrefoura oznaczają przyspieszenie procesów konsolidacji. We Włoszech pojawi się nowy silny gracz, w Rumunii może dojść do przetasowań z udziałem lokalnego kapitału i regionalnych gigantów, a w Polsce rząd otwarcie rozważa model „narodowego czempiona” w handlu spożywczym. Niezależnie od ostatecznego scenariusza kierunek jest jasny: francuska grupa tnie peryferyjne rynki, by bronić pozycji tam, gdzie wciąż może konkurować skalą i rentownością. Dla konsumentów i dostawców w regionie oznacza to okres przejściowy pełen zmian właścicielskich, nowych strategii cenowych oraz przetasowań w układzie sił między sieciami.

Srebro bije historyczne rekordy. Cena przekroczyła 57 dolarów za uncję

Notowania srebra wystrzeliły w poniedziałek na nowe historyczne maksima, przekraczając poziom 57 dolarów za uncję trojańską. Od początku roku biały metal podrożał już o blisko 100 procent, wyraźnie dystansując złoto, które w tym samym czasie zyskało około 60 procent. W trakcie sesji kontrakty futures na srebro sięgnęły chwilowo nawet 58,61 dolarów za uncję. Na rynku narasta przekonanie, że mamy do czynienia z jedną z najbardziej dynamicznych hoss na metalach szlachetnych w ostatnich dekadach.

Za rekordowymi wycenami stoi kombinacja czynników makroekonomicznych i strukturalnych. Dolar amerykański pozostaje wyraźnie słabszy, a inwestorzy coraz śmielej obstawiają dalsze luzowanie polityki pieniężnej w USA. Dodatkowy impuls przyniosły spekulacje dotyczące możliwej nominacji Kevina Hassetta na stanowisko szefa Fed – ekonomisty postrzeganego jako zwolennik głębszych obniżek stóp procentowych. Tego typu scenariusz tradycyjnie sprzyja metalom szlachetnym, które nie wypłacają odsetek, ale zyskują na atrakcyjności przy spadających realnych stopach procentowych.

Rynek kontraktów terminowych wycenia obecnie bardzo wysokie, sięgające blisko 90 procent, prawdopodobieństwo obniżki stóp procentowych przez Fed w grudniu. Inwestorzy obawiają się jednocześnie większej nieprzewidywalności amerykańskiej polityki monetarnej w kontekście zmian personalnych i politycznych w Waszyngtonie. – Słabość dolara oraz rosnące wątpliwości co do dalszego kursu Fed to dziś kluczowe paliwo dla wzrostów na srebrze – komentuje Marek Rogalski, główny analityk walutowy DM BOŚ. Na rynku widać wyraźny napływ kapitału zarówno ze strony inwestorów instytucjonalnych, jak i detalicznych.

Najgłębsze źródła wzrostu cen leżą jednak po stronie podaży. Według danych Silver Institute, globalny rynek srebra zanotuje w 2025 r. piąty z rzędu rok deficytu, szacowanego na około 95 mln uncji. Skumulowany niedobór od 2021 r. sięga już blisko 820 mln uncji, co odpowiada mniej więcej rocznemu wydobyciu metalu na świecie. W październiku londyński rynek hurtowy był bliski wyczerpania zapasów fizycznego srebra, a koszt pożyczania kruszcu (tzw. lease rates) wspiął się na rekordowe poziomy.

Srebro pozostaje jednak przede wszystkim metalem przemysłowym. Około 60 procent globalnego popytu generują zastosowania w przemyśle, z czego ponad jedną piątą odpowiada sektor fotowoltaiczny. Od 2020 r. zapotrzebowanie branży paneli słonecznych na srebro wzrosło o 158 procent, co jest bezpośrednim efektem boomu na instalacje OZE i rosnących wymogów efektywności. Dla producentów oznacza to, że nawet przy spowolnieniu inwestycji finansowych popyt przemysłowy pozostanie silnym, długoterminowym wsparciem dla cen.

Dodatkowo, w 2025 r. srebro zostało w USA oficjalnie wpisane na listę surowców krytycznych. Decyzja ta uruchomiła falę wyprzedzających zakupów do strategicznych magazynów i skarbców. Od października do amerykańskich magazynów miało trafić około 75 mln uncji srebra, co jeszcze bardziej zaostrzyło globalny deficyt. W efekcie rynek zaczął wyceniać premię za bezpieczeństwo dostaw, podobnie jak wcześniej w przypadku innych surowców o strategicznym znaczeniu.

Zmiany widać także w relacji cenowej między złotem a srebrem. Na początku roku współczynnik gold/silver ratio przekraczał poziom 100, co oznaczało, że za jedną uncję złota trzeba było zapłacić ponad sto uncji srebra. Obecnie wskaźnik ten spadł w okolice 74–76, co analitycy odczytują jako sygnał nadrabiania zaległości przez srebro. Zdaniem wielu ekspertów proces normalizacji tej relacji może jeszcze potrwać, co pozostawia przestrzeń do dalszych wzrostów cen białego metalu względem złota.

Na wyjątkowo korzystnym otoczeniu dla srebra może skorzystać polska gospodarka. KGHM, należący do grona największych producentów srebra na świecie, do końca października 2025 r. wyprodukował 1106,7 tony tego metalu. Przy obecnych cenach każda dodatkowa tona sprzedanego kruszcu oznacza wyraźną poprawę przychodów i marż koncernu. Inwestorzy na warszawskiej giełdzie uważnie śledzą więc zarówno notowania srebra, jak i informacje dotyczące wolumenów produkcji miedziowo-srebrnego giganta z Lubina.

Perspektywy na kolejne lata pozostają optymistyczne, choć nie brakuje ostrzeżeń przed możliwymi korektami. W październikowej ankiecie Reutersa średnia prognozowana cena srebra na 2026 r. została podniesiona do 50,2 dolara za uncję, wobec 37,7 dolara oczekiwanych zaledwie trzy miesiące wcześniej. Najbardziej bycze scenariusze przewidują, że ceny mogą sięgnąć nawet 76,2 dolara za uncję. Analitycy podkreślają jednak, że przy tak dynamicznych wzrostach rynek pozostaje podatny na krótkoterminowe wahania, a każde zaskoczenie ze strony Fed może wywołać gwałtowne ruchy korekcyjne.

Rozmowy o pokoju, ale nie za wszelką cenę. Zełenski i Macron o przyszłej architekturze bezpieczeństwa Ukrainy

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski spotkał się w poniedziałek w Paryżu z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem, aby wzmocnić europejskie wsparcie dla Kijowa w kluczowym momencie rozmów pokojowych prowadzonych z udziałem USA. Rozmowy w Pałacu Elizejskim odbyły się dzień po „produktywnych”, choć trudnych, konsultacjach ukraińsko-amerykańskich na Florydzie. Ich celem było doprecyzowanie ram porozumienia, które miałoby zakończyć trwającą blisko cztery lata wojnę z Rosją. Paryż stał się tym samym kolejnym przystankiem w intensywnej ofensywie dyplomatycznej Zełenskiego.

Według komunikatu Pałacu Elizejskiego, paryskie rozmowy koncentrowały się na „warunkach sprawiedliwego i trwałego pokoju” oraz na gwarancjach bezpieczeństwa dla Ukrainy w ramach tzw. Koalicji Chętnych. Macron podkreślił w mediach społecznościowych, że „praca na rzecz pokoju trwa”, wysyłając sygnał o determinacji Paryża, by nie dopuścić do narzucenia Kijowowi niekorzystnych warunków. Po rozmowach zaplanowano wspólną konferencję prasową oraz wizytę w zakładach Dassault Aviation, co ma dodatkowo podkreślić wojskowo-przemysłowy wymiar francusko-ukraińskiej współpracy. Dla Zełenskiego jest to dziesiąta wizyta we Francji od początku pełnoskalowej inwazji.

Obecne dyplomatyczne poruszenie jest bezpośrednio związane z głęboką rewizją pierwotnego, 28-punktowego planu pokojowego przedstawionego przez prezydenta Donalda Trumpa. Propozycja ta była ostro krytykowana przez Kijów i europejskich partnerów jako zbyt mocno uwzględniająca postulaty Moskwy. 23 listopada w Genewie amerykański sekretarz stanu Marco Rubio oraz ukraińscy przedstawiciele okroili dokument do 19 punktów, starając się lepiej zrównoważyć interesy stron. Niedzielne rozmowy na Florydzie miały pogłębić te ustalenia i przygotować grunt pod kolejne etapy negocjacji.

Sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy, Rustem Umerow, określił rozmowy w USA jako „trudne, ale produktywne”. Jak zaznaczył, „osiągnięto wymierny postęp na drodze do trwałego pokoju”, jednak wiele kluczowych kwestii pozostaje otwartych. Sporne punkty dotyczą przede wszystkim ewentualnych ustępstw terytorialnych ze strony Ukrainy, docelowej wielkości jej sił zbrojnych oraz ograniczeń związanych z członkostwem w NATO. To właśnie te zagadnienia budzą największe obawy w Kijowie i w europejskich stolicach.

Liderzy europejscy podkreślają, że jakiekolwiek porozumienie musi być wsparte „solidnymi i wiarygodnymi gwarancjami bezpieczeństwa” dla Ukrainy. Macron opowiedział się za rozmieszczeniem „sił zapewniających bezpieczeństwo” na lądzie, morzu i w powietrzu po zawarciu pokoju. W grę wchodziłaby możliwość stacjonowania wojsk francuskich, brytyjskich i tureckich w tzw. tylnych lokalizacjach, takich jak Kijów czy Odessa. Rozwiązanie to ma zniechęcić Rosję do przyszłej agresji i wzmocnić poczucie bezpieczeństwa ukraińskiego społeczeństwa.

Paryskie spotkanie wpisuje się w szerszy format Koalicji Chętnych, tworzonej przez część państw europejskich jako odpowiedź na amerykańską inicjatywę mediacyjną. Celem tej koalicji jest budowa realnych, a nie tylko deklaratywnych gwarancji dla Ukrainy, m.in. poprzez wspólne planowanie wojskowe, długoterminowe dostawy uzbrojenia oraz ewentualną obecność wojsk sojuszniczych. Dla Kijowa oznacza to próbę zrównoważenia wpływu Waszyngtonu i Moskwy poprzez silniejsze osadzenie procesu pokojowego w ramach europejskiego bezpieczeństwa. Dla Paryża i innych stolic – test zdolności do autonomicznego działania w sprawach wojny i pokoju na kontynencie.

W tle trwających rozmów pozostaje kwestia długofalowego zbrojenia i modernizacji ukraińskiej armii. 17 listopada Zełenski i Macron podpisali list intencyjny zakładający zakup 100 myśliwców Rafale w ciągu kolejnej dekady. Porozumienie to jest częścią szerszego pakietu dotyczącego sprzętu wojskowego, który ma stopniowo uniezależniać Ukrainę od postsowieckich systemów i włączać ją w zachodnie łańcuchy dostaw. To z kolei ma znaczenie nie tylko militarne, ale także polityczne i przemysłowe.

Kolejnym ważnym elementem układanki jest zapowiadana na wtorek wizyta specjalnego wysłannika USA, Steve’a Witkoffa, u prezydenta Rosji Władimira Putina w Moskwie. Amerykański emisariusz ma przedstawić zaktualizowane ramy porozumienia pokojowego, wypracowane w ostatnich tygodniach z udziałem Ukrainy i europejskich partnerów. Putin miał wyrazić gotowość do rozważenia części propozycji, choć wciąż podkreśla, że rosyjskie wojska będą kontynuować ofensywę w Donbasie, jeśli Kijów nie zaakceptuje jego warunków. Stawia to Ukrainę w trudnej pozycji, balansującą między chęcią zakończenia wojny a obroną swojej suwerenności.

Zarówno w Paryżu, jak i w innych europejskich stolicach narasta obawa, że Kijów mógłby zostać postawiony pod presją przyjęcia rozwiązań zagrażających jego integralności terytorialnej. Dlatego Zełenski stara się budować jak najszersze poparcie dla zasady, że „nic o Ukrainie bez Ukrainy”. Europejscy przywódcy, w tym Macron, deklarują, że będą dążyć do pokoju, który będzie „sprawiedliwy i trwały”, a nie jedynie krótkotrwałym zawieszeniem broni. Nadchodzące tygodnie pokażą, czy uda się pogodzić te założenia z realiami negocjacji prowadzonych z udziałem Waszyngtonu i Moskwy.

Airbus kończy aktualizację oprogramowania A320 po uziemieniu tysięcy samolotów

Airbus poinformował, że zdecydowana większość z ok. 6000 samolotów z rodziny A320 objętych krytyczną wadą oprogramowania została już zmodyfikowana i wróciła do służby. Do aktualizacji pozostaje mniej niż 100 maszyn, które wciąż wymagają prac przed pełnym przywróceniem do operacji pasażerskich. To jedno z największych jednorazowych wycofań samolotów z eksploatacji w 55-letniej historii europejskiego producenta.

Kryzys wywołał incydent z 30 października, kiedy lot JetBlue Airways 1230 na trasie Cancún–Newark doświadczył nagłego, niezamierzonego pochylenia nosa w dół na wysokości 35 tys. stóp. Maszyna straciła wysokość bez reakcji pilota, a co najmniej 15 pasażerów zostało rannych przed awaryjnym lądowaniem w Tampie na Florydzie. Śledczy powiązali zdarzenie z usterką komputera ELAC 2, odpowiedzialnego za sterowanie wysokością i przechyleniem samolotu. Analizy wykazały, że intensywne promieniowanie słoneczne mogło uszkadzać dane w wersji oprogramowania ELAC L104.

W odpowiedzi Europejska Agencja Bezpieczeństwa Lotniczego i Airbus wydały w trybie pilnym ośmiostronicową dyrektywę, która w praktyce doprowadziła do czasowego uziemienia niemal połowy globalnej floty A320. Producent zalecił cofnięcie oprogramowania do wcześniejszej wersji lub – w przypadku starszych samolotów – wymianę części sprzętu. Według Airbusa pojedyncza operacja miała trwać około trzech godzin, jednak wielu przewoźników zdołało przeprowadzić zmiany szybciej. Umożliwiło to stopniowe łagodzenie zakłóceń w rozkładach lotów.

Linie lotnicze na całym świecie pracowały nad wdrożeniem poprawek praktycznie non stop. easyJet poinformował o zakończeniu aktualizacji we własnej flocie bez konieczności odwoływania lotów. American Airlines zmodernizował wszystkie 209 objętych problemem samolotów już do soboty po wprowadzeniu dyrektywy. Przewoźnicy tacy jak IndiGo i Air India również zakończyli proces z jedynie niewielkimi opóźnieniami, podczas gdy kolumbijska Avianca – której ponad 70 proc. floty było dotknięte problemem – przedłużyła wstrzymanie sprzedaży biletów do 8 grudnia.

Prezes Airbusa Guillaume Faury publicznie przeprosił za zakłócenia, podkreślając, że priorytetem firmy pozostaje bezpieczeństwo pasażerów. Komentatorzy zwracają uwagę, że otwarta komunikacja i szybkie działanie producenta wyraźnie kontrastują z wcześniejszym podejściem Boeinga w kryzysie 737 MAX. Eksperci ocenili, że gotowość Airbusa do przyznania, że „pewne rzeczy można było zrobić lepiej”, pomaga utrzymać zaufanie regulatorów i opinii publicznej. Jednocześnie przypadek ten pokazuje, jak duże znaczenie w nowoczesnym lotnictwie mają kwestie cyberbezpieczeństwa i odporności oprogramowania na czynniki zewnętrzne.

Sundar Pichai: Google zacznie budować centra danych w kosmosie już w 2027 roku

Dyrektor generalny Google , Sundar Pichai, zapowiedział w programie Fox News Sunday, że już w 2027 roku koncern rozpocznie budowę centrów danych w kosmosie, zasilanych wyłącznie energią słoneczną. Mają one być odpowiedzią na narastający kryzys energetyczny wywołany eksplozją zastosowań sztucznej inteligencji. Pichai określił ten krok jako początek procesu, który w ciągu dekady może całkowicie zmienić sposób projektowania infrastruktury obliczeniowej.

W pierwszej fazie Google nie wystrzeli od razu pełnowymiarowego „kosmicznego data center”. Pichai zapowiedział wysłanie „malutkich, malutkich stojaków maszyn”, które zostaną umieszczone na satelitach i posłużą jako poligon doświadczalny. Testy mają sprawdzić zarówno działanie sprzętu w warunkach orbitalnych, jak i niezawodność komunikacji z Ziemią. Dopiero po tej fazie pilotażowej projekt ma zostać stopniowo skalowany.

Zapowiedź wpisuje się w ogłoszony wcześniej Projekt Suncatcher – badawczą inicjatywę Google, której celem jest „pewnego dnia skalowanie uczenia maszynowego w kosmosie”. Firma współpracuje tu z Planet, operatorem satelitów obrazujących Ziemię. Do początku 2027 roku mają zostać wystrzelone dwa satelity pilotażowe, wyposażone w dedykowany sprzęt obliczeniowy i systemy łączności optycznej. W perspektywie kolejnych lat Google rozważa budowę całych konstelacji satelitów z procesorami TPU, tworzących rozproszone, orbitalne klastry obliczeniowe.

Tłem dla projektu jest gwałtowny wzrost zapotrzebowania na energię ze strony centrów danych, zwłaszcza tych obsługujących generatywną AI. Według przywoływanego w debacie raportu Departamentu Energii USA, centra danych odpowiadały w 2023 roku za kilka procent zużycia energii elektrycznej w USA, a do końca dekady ich udział może wzrosnąć do kilkunastu procent. Sam Google w ciągu zaledwie pięciu lat ponad dwukrotnie zwiększył zużycie energii przez swoje serwerownie. Eksperci ONZ ds. środowiska ostrzegają, że bez przełomowych rozwiązań efekty netto rozwoju AI dla klimatu mogą być negatywne.

Pichai argumentuje, że przestrzeń kosmiczna daje dostęp do „stu bilionów razy więcej energii niż produkujemy dziś na Ziemi”. Satelity na orbitach heliosynchronicznych mogą być niemal nieprzerwanie oświetlone, co – według wyliczeń – pozwala nawet ośmiokrotnie efektywniej wykorzystywać energię słoneczną niż w przypadku instalacji naziemnych. W połączeniu z technologiami łączności optycznej ma to umożliwić przesyłanie ogromnych wolumenów danych między orbitą a ziemskimi punktami dostępowymi. W teorii część najbardziej energochłonnych zadań AI można byłoby „wynieść” w kosmos, odciążając sieci energetyczne państw.

Google nie jest jednak jedynym graczem, który patrzy w kosmos jak w przyszłe centrum danych. Startup Starcloud, wspierany przez Y Combinator i Nvidię, wystrzelił na początku listopada pierwszego satelitę z układem GPU H100, deklarując stukrotnie wyższą moc obliczeniową niż wcześniejsze systemy orbitalne. Szef firmy, Philip Johnston, szacuje, że centra danych w kosmosie mogą mieć nawet dziesięciokrotnie niższy ślad węglowy niż tradycyjne serwerownie. To pokazuje, że segment „space compute” staje się nowym polem wyścigu pomiędzy gigantami i młodymi firmami technologicznymi.

Dynamika tego wyścigu jest tym ciekawsza, że Google równolegle agresywnie inwestuje w klasyczną infrastrukturę na Ziemi. Na początku listopada koncern zapowiedział wydanie 40 mld dolarów do 2027 roku na nowe centra danych w Teksasie, co jest największą inwestycją firmy w jednym stanie USA. Jednocześnie debiut modelu Gemini 3 i rosnąca konkurencja ze strony OpenAI, Microsoftu czy Metty podbijają zapotrzebowanie na moc obliczeniową. Według prognoz McKinsey, globalne nakłady na naziemne centra danych mogą przekroczyć 5 bilionów dolarów do 2030 roku, jeśli tempo rozwoju AI się utrzyma.

Projekt Suncatcher pozostaje na razie w fazie eksperymentu badawczego – przed Google stoją potężne wyzwania inżynieryjne. Chodzi m.in. o zarządzanie ciepłem w warunkach próżni, zapewnienie wysokiej niezawodności systemów na orbicie oraz utrzymanie stabilnych, szerokopasmowych łączy z Ziemią. Otwarte pozostają także pytania o koszty wynoszenia sprzętu, regulacje dotyczące zaśmiecania orbity i ryzyka geopolityczne. Jeśli jednak Pichai ma rację i za dekadę „kosmiczne” centra danych staną się nową normalnością, dzisiejsze deklaracje Google mogą się okazać początkiem zupełnie nowej epoki infrastruktury dla sztucznej inteligencji.

Chińczycy stawiają na Open Source AI. DeepSeek-V3.2 i V3.2-Speciale mają konkurować z GPT-5 od OpenAI i Gemini 3 Pro Google

Chiński startup DeepSeek ogłosił w poniedziałek, 1 grudnia, premierę dwóch nowych modeli sztucznej inteligencji nastawionych na rozumowanie: DeepSeek-V3.2 oraz DeepSeek-V3.2-Speciale. Firma z Hangzhou twierdzi, że oba systemy open source osiągają wyniki porównywalne z GPT-5 OpenAI i Gemini 3 Pro Google w zadaniach matematycznych i programistycznych. To kolejny sygnał, że chińskie modele otwartoźródłowe coraz śmielej konkurują z zamkniętymi rozwiązaniami z Doliny Krzemowej.

Według danych przedstawionych przez DeepSeek, wariant V3.2-Speciale zdobył tzw. „złoty poziom” w czterech prestiżowych konkursach: Międzynarodowej Olimpiadzie Matematycznej, Chińskiej Olimpiadzie Matematycznej, światowych finałach ICPC oraz Międzynarodowej Olimpiadzie Informatycznej 2025. W teście American Invitational Mathematics Examination 2025 model osiągnął wynik 96 proc., minimalnie wyższy od GPT-5 High (94,6 proc.) i Gemini 3 Pro (95 proc.). W benchmarku SWE Verified, który mierzy umiejętności programistyczne AI, uzyskał 73,1 proc. – trochę mniej niż Gemini 3 Pro, który zdobył 76,2 proc.

DeepSeek-V3.2 zastępuje wcześniejszy, eksperymentalny model V3.2-Exp i od teraz zasila aplikację, serwis internetowy oraz API firmy. Spółka pozycjonuje V3.2 jako „codziennego asystenta na poziomie GPT-5”, który ma łączyć wysokie zdolności rozumowania z efektywnością obliczeniową. Wariant V3.2-Speciale jest z kolei projektowany jako model maksymalizujący możliwości rozwiązywania złożonych zadań i jest tymczasowo udostępniony poprzez API do 15 grudnia. Wiąże się to z większym zużyciem mocy obliczeniowej, ale w zamian ma oferować najwyższy poziom jakości w zadaniach wymagających głębokiej analizy.

Nowe modele wpisują się w szerszą strategię Chin, które coraz mocniej stawiają na otwartoźródłowe systemy AI jako sposób na ograniczenie przewagi USA mimo ograniczeń eksportowych na zaawansowane chipy. DeepSeek, założony w 2023 r. przez Liang Wenfenga i finansowany m.in. przez quantitative hedge fund High-Flyer, buduje swoją markę wokół „opłacalnych”, wydajnych modeli, które mogą działać na mniej wydajnym sprzęcie. Z najnowszych analiz MIT i Hugging Face wynika, że chińskie modele open source odpowiadają już za 17 proc. wszystkich pobrań na świecie, podczas gdy amerykańskie – za 15,8 proc., co pokazuje, jak szybko rośnie znaczenie otwartej chińskiej AI.

Krajobraz konkurencji na chińskim rynku sztucznej inteligencji staje się coraz bardziej zacięty. Oprócz DeepSeek własne modele rozwijają tacy giganci jak Alibaba czy Baidu. Qwen 3 od Alibaby miał osiągnąć idealne wyniki w AIME 2025 i innych konkursach matematycznych, a według raportu Stanford AI Index chińskie instytucje odpowiadają już za około 70 proc. wszystkich patentów związanych ze sztuczną inteligencją na świecie. Premiery DeepSeek-V3.2 i V3.2-Speciale są więc elementem szerszego wyścigu o prymat w segmencie modeli nastawionych na rozumowanie.

Z technicznego punktu widzenia DeepSeek określa swoje nowe modele jako „przede wszystkim ukierunkowane na rozumowanie i zbudowane z myślą o agentach”. Firma opisuje nową metodę szkolenia, w której syntetyzuje ponad 85 tys. złożonych zadań w 1,8 tys. różnych środowiskach. V3.2 ma być pierwszym modelem, który natywnie integruje tok rozumowania z użyciem narzędzi – wspierając zarówno tryb „myślący”, jak i „bez rozumowania” przy korzystaniu z wyszukiwarek czy środowisk wykonujących kod.

Oba modele wykorzystują mechanizm DeepSeek Sparse Attention, który – według producenta – zmniejsza koszty obliczeniowe przetwarzania długich sekwencji tekstu o 50–70 proc. w porównaniu z klasycznym podejściem. Ma to kluczowe znaczenie dla zastosowań komercyjnych, w których klienci oczekują jednocześnie wysokiej jakości odpowiedzi, wsparcia dla długich kontekstów i relatywnie niskich kosztów API. Udostępnienie V3.2 i V3.2-Speciale na licencjach open source ma dodatkowo przyspieszyć adaptację tych rozwiązań przez firmy i społeczność deweloperską na całym świecie.

Premiera DeepSeek-V3.2 i V3.2-Speciale podnosi poprzeczkę w globalnym wyścigu na najbardziej zaawansowane modele AI do rozumowania. Dla amerykańskich gigantów, takich jak OpenAI i Google, chińskie otwartoźródłowe modele stają się nie tylko ciekawostką, ale realną konkurencją w kluczowych benchmarkach matematycznych i programistycznych. W praktyce oznacza to, że rynek zaawansowanych modeli AI coraz wyraźniej przestaje być domeną wyłącznie zamkniętych, drogich rozwiązań i otwiera się na graczy stawiających na transparentność i dostępność kodu.

Asseco rośnie dwucyfrowo po trzech kwartałach 2025 r. 12,3 mld zł przychodów i wyższa rentowność

0

W trakcie trzech kwartałów 2025 roku Grupa Asseco wypracowała 12,3 mld zł przychodów ze sprzedaży, z czego ponad 9,3 mld zł stanowiła sprzedaż własnych produktów i usług informatycznych. Zysk operacyjny był o 16% wyższy niż w porównywalnym okresie 2024 roku i przekroczył 1,2 mld zł, a zysk netto przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej, po wzroście o 23%, wyniósł 453 mln zł. Koncertując się na własnych produktach i silnej dywersyfikacji Grupa umacniała swoją pozycję w obszarach: finansów, administracji publicznej oraz ERP.

W raportowanym okresie Grupa rozwijała działalność zarówno w Polsce, jak i za granicą. Przychody ze sprzedaży w segmencie Asseco Poland wzrosły o 14% i wyniosły 1,7 mld zł. Największy wpływ na wyniki tego segmentu miało zaangażowanie Asseco w rozwój ekosystemu cyfrowego państwa, liczne projekty transformacyjne w energetyce oraz opiece zdrowotnej, a także stabilny strumień przychodów w obszarze finansów.

Wyniki Grupy są silnie zdywersyfikowane geograficznie – 86% sprzedaży pochodzi z rynków zagranicznych reprezentowanych przez segmenty Formula Systems i Asseco International. Sprzedaż w segmencie Asseco International ukształtowała się na poziomie 3,3 mld zł, co oznacza wzrost o 12% w stosunku do analogicznego okresu 2024 roku. W tym segmencie odnotowano wzrost przychodów z rozwiązań dla bankowości oraz płatniczych w Grupie Asseco South Eastern Europe, a także rosnące zainteresowanie nowoczesnymi rozwiązaniami ERP.  Sprzedaż wzrosła również w spółkach Asseco Central Europe w Czechach i na Słowacji, a także w Asseco CE Cloud. W segmencie Formula Systems zanotowano 7,3 mld zł przychodów, czyli o 11% więcej niż w tym samym okresie przed rokiem*. Na wynik przełożyły się m.in. rekordowe przychody spółki Matrix IT oraz rosnąca sprzedaż w Magic Software i Grupie Michpal.

„Za nami trzy udane kwartały w działalności Asseco. Nasza silna pozycja w strategicznych obszarach gospodarki oraz konsekwentna realizacja strategii opartej o własne oprogramowanie, pozwalają nam skutecznie rozwijać biznes i notować wzrosty wyników finansowych. Nasze przychody, zysk operacyjny i zysk netto przypisany akcjonariuszom Asseco Poland rosły w dwucyfrowym tempie zarówno w ujęciu narastającym, jak i w samym III kwartale 2025 roku. Systematycznie budujemy backlog, co pozwala nam z optymizmem patrzeć w przyszłość. Ponadto cały czas zwiększamy skalę biznesu, wspierając wzrost organiczny działalnością M&A – powiedziała Karolina Rzońca-Bajorek, Wiceprezes Zarządu, CFO Asseco Poland.

Skonsolidowany portfel zamówień Asseco na rok 2025, w obszarze oprogramowania i usług własnych, ma obecnie wartość 12,3 mld zł i jest o 12% wyższy niż w tym samym okresie przed rokiem. W dwucyfrowym tempie rosną wszystkie segmenty operacyjne: Asseco Poland – o 14%, Asseco International – o 12% a Formula Systems – o 11%.

W związku z podpisaną 13 sierpnia 2025 roku warunkową umową sprzedaży większościowego pakietu akcji spółki Sapiens International przez Formula Systems (1985) Ltd na rzecz funduszu Advent, działalność Grupy Sapiens została zaklasyfikowana jako działalność zaniechana. Szczegółowe informacje zaprezentowane zostały w punkcie 2.11 dodatkowych objaśnień do śródrocznego skróconego skonsolidowanego sprawozdania finansowego Grupy Asseco za okres 9 miesięcy zakończony 30 września 2025 roku.

Humanoidalne roboty Xiaomi mają trafić do fabryk w ciągu 5 lat

Xiaomi zapowiada przyspieszenie automatyzacji swoich zakładów produkcyjnych. Założyciel i CEO firmy, Lei Jun, w rozmowie z „Beijing Daily” zapowiedział, że w ciągu najbliższych pięciu lat humanoidalne roboty zostaną wdrożone na dużą skalę w liniach produkcyjnych koncernu. To element szerszej strategii Chin, które chcą odejść od modelu opartego na taniej sile roboczej i zbudować przewagę na zaawansowanej robotyce oraz sztucznej inteligencji. Według szefa Xiaomi zmiana będzie raczej skokowa niż stopniowa.

Przykładem tego „technologicznego skoku” jest fabryka pojazdów elektrycznych Xiaomi w Pekinie. Firma wdrożyła tam system inspekcji odlewanych części samochodowych oparty na prześwietleniu rentgenowskim i modelu AI Vision. Cały proces kontroli jakości trwa zaledwie dwie sekundy, czyli dziesięciokrotnie szybciej niż w przypadku tradycyjnej, ręcznej inspekcji. Co więcej, system ma być ponad pięć razy dokładniejszy od ludzkich inspektorów, co pokazuje, jak szybko algorytmy i automatyzacja mogą wypierać klasyczną pracę fizyczną.

Lei Jun podkreśla, że obecne wdrożenia to dopiero początek znacznie większej transformacji przemysłu. Jego zdaniem inteligentne systemy produkcyjne mogą odblokować nowy rynek przemysłowy o wartości biliona juanów, czyli około 140 mld dolarów. Co istotne, szef Xiaomi nie ogranicza ambicji firmy wyłącznie do sektora fabrycznego. Przewiduje, że w dłuższej perspektywie rynek robotów domowych będzie jeszcze większy, bo wymaga bardziej zaawansowanych funkcji i radzenia sobie z dużo bardziej złożonymi zadaniami.

Deklaracje Xiaomi wpisują się w szerszą strategię Państwa Środka dotyczącą rozwoju robotyki humanoidalnej. W Chinach działa już ponad 150 firm skupionych na projektowaniu i produkcji humanoidów, a rząd w Pekinie uznał tzw. „inteligencję wcieloną” za jeden z sześciu kluczowych motorów wzrostu gospodarczego do 2030 roku. W marcu 2025 roku utworzono gigantyczny fundusz venture capital o wartości biliona juanów, który ma finansować projekty z zakresu robotyki, sztucznej inteligencji i innych zaawansowanych technologii. Xiaomi jest jednym z beneficjentów tego trendu, budując własny ekosystem rozwiązań.

Firma ma już konkretne doświadczenia w robotyce. W 2022 roku zaprezentowała swojego pierwszego humanoidalnego robota CyberOne, który był demonstracją technologicznych możliwości koncernu. W listopadzie 2025 r. Xiaomi ujawniło MiMo-Embodied – otwartoźródłowy model AI łączący technologie autonomicznej jazdy z tzw. inteligencją wcieloną. Ten projekt ma przyspieszyć rozwój robotów zdolnych do samodzielnego działania w świecie fizycznym, zarówno w fabrykach, jak i w środowisku domowym. Dla branży to sygnał, że Xiaomi nie zamierza pozostać jedynie producentem elektroniki użytkowej.

Najbardziej kontrowersyjny element planów Xiaomi dotyczy przyszłości pracowników fabryk. Lei Jun przekonuje, że automatyzacja nie musi oznaczać masowego bezrobocia, lecz przesunięcie ludzi do bardziej zaawansowanych ról. W jego wizji humanoidalne roboty przejmą przede wszystkim powtarzalne, fizycznie obciążające i precyzyjne zadania, podczas gdy ludzie skoncentrują się na pracach wymagających kreatywności, myślenia strategicznego i podejmowania decyzji. W praktyce oznacza to jednak konieczność dużych inwestycji w przekwalifikowanie załóg.

Eksperci zwracają uwagę, że w wielu fabrykach pracują osoby bez wyższego wykształcenia, dla których praca fizyczna jest podstawową ścieżką zawodową. Przyspieszone wdrażanie robotów humanoidalnych może więc zwiększyć ryzyko wykluczenia części pracowników z rynku pracy. Globalne prognozy pokazują jednocześnie, że skala zjawiska będzie rosnąć – Goldman Sachs szacuje, że do 2035 roku rynek humanoidalnych robotów osiągnie wartość około 38 mld dolarów, a roczna sprzedaż sięgnie 1,4 mln jednostek. Fabryka Xiaomi w Pekinie, która niedawno wyprodukowała swój 500-tysięczny samochód elektryczny, może być zapowiedzią tego, jak będzie wyglądać produkcja jutra.

Plan Xiaomi, by w ciągu pięciu lat na dużą skalę zastąpić pracę ludzi humanoidalnymi robotami, jest jednym z najodważniejszych tego typu projektów w globalnym przemyśle. Z jednej strony obiecuje skok efektywności, jakości i przewidywalności procesów produkcyjnych. Z drugiej – wymusza poważną debatę o przyszłości rynku pracy, roli państwa w łagodzeniu społecznych kosztów automatyzacji oraz potrzebie systemowego wsparcia dla osób zagrożonych utratą zatrudnienia. Jedno jest pewne: jeśli Xiaomi zrealizuje swoje plany, granica między science fiction a rzeczywistością w chińskich fabrykach jeszcze szybciej się zatarze.

Deficyt Bułgarii niebezpiecznie blisko unijnego limitu. Stawką jest wejście do strefy euro

Deficyt budżetowy Bułgarii sięgnął na koniec października 2,98 proc. prognozowanego PKB, niemal dotykając unijnego limitu 3 proc. To szczególnie wrażliwy poziom, ponieważ kraj przygotowuje się do przyjęcia euro w przyszłym roku. Minister finansów Temenużka Petkowa poinformowała, że w ramach Skonsolidowanego Programu Fiskalnego odnotowano deficyt w wysokości 6,59 mld lewów, czyli ok. 3,7 mld dolarów. W jego strukturze 4,47 mld lewów przypada na budżet krajowy, a 2,12 mld lewów na fundusze unijne.

W porównaniu z wrześniem, gdy deficyt wynosił 2,7 proc. PKB, pogorszenie wyniosło ok. 500 mln lewów. Pokazuje to narastającą presję na finanse publiczne w momencie, gdy Bułgaria próbuje udowodnić Brukseli, że spełnia kryteria konwergencji. Rząd musi więc balansować między utrzymaniem wydatków socjalnych a koniecznością zachowania wiarygodności fiskalnej. Każde kolejne zwiększenie deficytu może komplikować ścieżkę do strefy euro.

Po stronie dochodowej sytuacja wygląda pozornie solidnie. Dochody, dotacje i darowizny osiągnęły 66,78 mld lewów do końca października, co oznacza wzrost o 14,9 proc. rok do roku. Wpływy z podatków i składek na ubezpieczenia społeczne wzrosły o 15,5 proc., co minister finansów tłumaczy skuteczniejszą walką z szarą strefą. Problemem jest jednak tempo wydatków, które rośnie jeszcze szybciej niż przychody.

Wydatki budżetowe zwiększyły się o 15,9 proc., do poziomu 73,37 mld lewów. Wzrost napędzają przede wszystkim wyższe wydatki socjalne, w tym na emerytury, a także większe nakłady inwestycyjne i koszty wynagrodzeń w sektorze publicznym. Taka struktura wydatków utrudnia szybkie cięcia, ponieważ dotyka politycznie wrażliwych obszarów. Międzynarodowy Fundusz Walutowy już we wrześniu ostrzegał, że do 2028 r. deficyt Bułgarii może trwale przekroczyć poziom 3 proc. PKB i zalecał zaostrzenie polityki fiskalnej.

Istotnym elementem równania są fundusze unijne. W listopadzie Bułgaria otrzymała 438,6 mln euro w ramach drugiej wypłaty z Instrumentu na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności. Do końca roku Sofia oczekuje kolejnej transzy sięgającej prawie 3,2 mld lewów. Ministerstwo Finansów podkreśla, że te środki pomogą zbilansować obecny deficyt na rachunku funduszy UE i poprawią ogólny obraz finansów publicznych.

Bruksela zachowuje jednak ostrożność. Komisja Europejska ostrzegła w listopadzie, że planowane wydatki Bułgarii na 2026 r. mogą nie spełniać unijnych wymogów fiskalnych. Kraj znalazł się w gronie zaledwie trzech państw UE, wobec których zgłoszono zastrzeżenia co do zgodności ścieżki wydatkowej z rekomendacjami. Mimo tych sygnałów, rząd w Sofii utrzymuje cel przyjęcia euro 1 stycznia 2026 r., co oznacza konieczność utrzymania deficytu pod ścisłą kontrolą w najbliższych kwartałach.

Dla Bułgarii gra toczy się więc na dwóch frontach. Z jednej strony presja społeczna i polityczna wymusza utrzymanie wysokich wydatków socjalnych i inwestycyjnych. Z drugiej – spełnienie kryteriów z Maastricht i zbudowanie zaufania partnerów w UE jest warunkiem wejścia do strefy euro. Deficyt na poziomie 2,98 proc. PKB pokazuje, jak cienka jest granica między akceptowalną ekspansją fiskalną a ryzykiem utraty wiarygodności w oczach Brukseli i rynków.

6,2 mld euro z KPO dla Polski. Wykorzystano już 45 proc. dostępnej puli

Komisja Europejska przelała do Polski 6,2 mld euro w ramach trzeciej transzy Krajowego Planu Odbudowy. To równowartość około 26 mld zł, które mają zasilić kluczowe inwestycje rozwojowe. Minister funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz poinformowała, że łącznie w ciągu ostatnich dwóch lat do kraju trafiło już blisko 100 mld zł z KPO. Rząd traktuje te środki jako jeden z głównych motorów modernizacji gospodarki po pandemii.

Wniosek o wypłatę trzeciej transzy Polska złożyła w grudniu 2024 roku. Po analizie dokumentów Komisja Europejska uznała, że w sposób zadowalający zrealizowano 30 kamieni milowych i 14 celów związanych z częścią inwestycyjną programu. Pozytywna, wstępna ocena została wydana pod koniec października, a ostateczna decyzja zapadła po opinii Komitetu Ekonomiczno-Finansowego Rady UE. Mechanizm wypłat pozostaje warunkowy – każda kolejna transza wymaga udokumentowania postępów w reformach i inwestycjach.

Po uruchomieniu trzeciej transzy Polska wykorzystała już 45 procent dostępnych środków z Funduszu Odbudowy. Łączna wartość polskiego KPO to 59,8 mld euro, z czego 25,3 mld euro stanowią bezzwrotne dotacje, a 34,5 mld euro – pożyczki na preferencyjnych warunkach. Oznacza to, że w kolejnych kwartałach konieczne będzie przyspieszenie tempa kontraktowania i rozliczania projektów. Czas na pełne wykorzystanie środków jest ograniczony, co stawia wyzwania przed administracją centralną i samorządami.

Pieniądze z trzeciej transzy zostaną skierowane przede wszystkim na inwestycje w energetykę, cyfryzację i transport. Chodzi m.in. o poprawę efektywności energetycznej budynków mieszkalnych, rozwój odnawialnych źródeł energii – w tym morskiej – oraz modernizację sieci elektroenergetycznych. Środki trafią także na rozbudowę sieci 5G, wzmocnienie cyberbezpieczeństwa i poprawę bezpieczeństwa transportu. Wsparcie obejmie ponadto kształcenie zawodowe, gospodarkę o obiegu zamkniętym oraz podnoszenie standardów opieki nad dziećmi i opieki długoterminowej.

Fundusz Odbudowy, z którego finansowany jest KPO, ma wartość ponad 800 mld euro dla wszystkich krajów Unii Europejskiej. Został uruchomiony jako odpowiedź na gospodarcze skutki pandemii, ale jego celem jest również przyspieszenie zielonej i cyfrowej transformacji. W przypadku Polski napływ środków z KPO może istotnie podnosić tempo wzrostu PKB, szczególnie poprzez wzrost inwestycji publicznych i prywatnych. Trzecia transza jest więc nie tylko zastrzykiem gotówki, lecz także testem, czy państwo potrafi sprawnie przekuć unijne miliardy w realną modernizację gospodarki.

Mocny odczyt PKB z Polski, słabe PMI z Europy. Rynek czeka na ISM z USA i decyzję RPP

PKB nam rośnie i to szybciej niż zakładano – 3,8% r/r w III kwartale wzmacnia obraz odbicia popytu. Po szerokiej stronie rynku PMI Eurolandu i dzisiejszy ISM z USA – różnica dynamik może dodać paliwa dolarowi. Przed nami ciekawy tydzień, choć kursy walut startowały ostrożnie, to w ciągu sesji ruchy nabrały tempa.

PKB nam się rozpędza

Dzisiejszy odczyt PKB domyka obraz trzeciego kwartału, który okazał się nad wyraz optymistyczny. Według poniedziałkowej publikacji dynamika PKB przyspieszyła w III kw. do ok. 3,8% r/r, co potwierdza odbudowę popytu krajowego po słabszym 2024 r. W tle widać typowy miks: wyraźnie odbudowała się konsumpcja prywatna (efekt realnych dochodów i niższej inflacji), inwestycje publiczne trzymają tempo dzięki projektom infrastrukturalnym, a eksport netto pozytywnie zaskakuje, mimo słabszej koniunktury przemysłowej w strefie euro. Dzisiejszy odczyt okazał się lepszy od tzw. szybkiego szacunku (3,7%). Optymizm wzmacniają też szeregi historyczne: to najlepszy wynik od trzech lat i czwarty z rzędu kwartał ze wzrostem powyżej 3%. Reakcja złotego była stonowana, choć na wykresach widać lekkie umocnienie.

PMI znów rozczarował

Poranny pakiet wskaźników PMI potwierdza, że przemysł Eurolandu ponownie osuwa się poniżej neutralnych 50 pkt. Finałowy PMI spadł w listopadzie do 49,6 (z 50,0 w październiku), a Niemcy i Francja wypadły jeszcze słabiej (48,2 i 47,8). Firmy raportują spadek nowych zamówień i dalszą redukcję zapasów; presja kosztowa rośnie, ale część przedsiębiorstw wciąż amortyzuje ją w cenach wyrobów. Uwaga przechodzi teraz na USA: po południu poznamy PMI dla przemysłu, a kwadrans później kluczowy ISM Manufacturing. Zderzenie słabszych odczytów z Europy z potencjalnie mocniejszymi z USA powinno wspierać dolara. Mimo to na głównej parze walutowej dziś obserwujemy przewagę euro – przynajmniej do czasu publikacji danych zza oceanu.

Tydzień przed nami

Start grudnia zapowiada się intensywnie: po dzisiejszym ISM Manufacturing, w środę otrzymamy ISM dla usług. Tego samego dnia poznamy też decyzję w sprawie stóp procentowych w Polsce. W Europie w kalendarzu m.in. wtorkowa inflacja HICP, kolejne odczyty PMI oraz czwartkowa sprzedaż detaliczna, a do tego seria wystąpień bankierów centralnych, które powinny doprecyzować oczekiwania wobec EBC i BoE. Na starcie tygodnia złoty pozostaje stabilny: EUR/PLN 4,227-4,235 zł, USD/PLN 3,63-3,65 zł, a EUR/USD ~1,163$. Jeśli amerykańskie wskaźniki zaskoczą in plus, presja na EM może krótkoterminowo wzrosnąć i zanegować dzisiejsze ruchy.

Rynek wycenia gołębi Fed i nowego prezesa. Dolar słabnie, a złoty i funt wykorzystują okazję

Dolar stracił w ubiegłym tygodniu grunt względem niemal wszystkich innych głównych walut, pojawiły się bowiem pogłoski, że następcą Jeroma Powella na stanowisku prezesa Rezerwy Federalnej może zostać ultragołębi lojalista Trumpa – Kevin Hassett.

Kluczowe punkty:

  • PLN pozostaje mocny mimo perspektywy redukcji stóp.
  • USD traci przez gołębią zmianę wyceny działań Fedu.
  • Sojusznik Trumpa, Hassett, jest faworytem na stanowisko nowego prezesa Fedu.
  • GBP zyskuje mimo podwyżek podatków w budżecie.

Oczekiwania dotyczące obniżenia stóp procentowych na grudniowym posiedzeniu FOMC wciąż rosną, a docelową stopę Fedu rynek szacuje już na tuż poniżej 3%. Choć uważamy, że nieco w tym kontekście przesadza, dolar spadł mniej więcej do połowy przedziału, w którym utrzymuje się względem pozostałych głównych walut od wczesnego lata. Najlepiej w ubiegłym tygodniu radził sobie dolar nowozelandzki dzięki sugestii Banku Rezerwy Nowej Zelandii, że zakończył on cykl rozluźniania polityki monetarnej.

Amerykański kalendarz ekonomiczny wciąż nie jest dla rynków szczególnie istotny, ponieważ większość danych jest publikowana z dużym opóźnieniem spowodowanym długim zamknięciem rządku. Niemniej odczyt inflacji PCE we wrześniu (piątek 05.12) może potencjalnie wpłynąć na rynki. Poza tym kluczowe będą potwierdzenie, kogo Trump wybiera na kolejnego prezesa Rezerwy Federalnej, i poniedziałkowe (01.12) przemówienie obecnego prezesa Jerome’a Powella – szczególnie że perspektywy polityki Fedu coraz silniej wpływają na rynek walutowy. Uwagę inwestorów przyciągnie również wstępny odczyt listopadowej inflacji w strefie euro (wtorek 02.12).

PLN

Złoty pozostaje dość mocny, a kurs EUR/PLN jest blisko ostatnich minimów. Słabość dolara z pewnością go wspiera. Nadzieje dotyczące zawieszenia broni w Ukrainie również mogą się do pewnego stopnia do tego przyczyniać. Jednocześnie ostatnie dane są negatywne dla waluty w krótkim terminie, ponieważ oznaki, że inflacja raczej nie będzie problemem, wspierają zakłady za obniżkami stóp procentowych. Wzrost płac kontynuuje trend zaskakiwania w dół, hamując w październiku znacznie silniej niż oczekiwano, co dobrze wróży bazowej presji cenowej. Ta również w znacznej mierze uległa już normalizacji – inflacja bazowa wróciła do poziomów obserwowanych ostatnio w 2019 r. Wstępny odczyt dynamiki cen w listopadzie również jest pozytywny. Główna miara niespodziewanie spadła tuż poniżej połowy docelowego przedziału, bazowa również musi się do tego zbliżać.

Dane wyraźnie wskazują na dalsze obniżki stóp procentowych. Uważamy, że wystarczą one, by przekonać decydentów do nieodkładania takiej decyzji na przyszły rok. Po cięciu w grudniu na początku 2026 r. powinno dojść do dalszego rozluźniania polityki monetarnej, a stopy spadną prawdopodobnie do ok. 3,5%.

EUR

Wydaje się, że w ostatnim czasie ruchy euro zależą przede wszystkim od funkcji różnicy w oczekiwaniach dotyczących stóp procentowych po obu stronach Atlantyku. Wstępny raport inflacyjny (wtorek 02.12) będzie istotny, ponieważ ubiegłotygodniowe odczyty z konkretnych krajów wskazują na potencjalne zaskoczenie w górę kluczową miarą bazową. Jeśli tak będzie, prawdopodobnie doprowadzi to rynki do wyceny możliwości, że kolejną decyzją Europejskiego Banku Centralnego będzie podwyżka stóp procentowych zamiast obniżki, jak już stało się w przypadku szwedzkiego Riksbanku. Takie wydarzenie może stać się katalizatorem dla stopniowej aprecjacji euro względem dolara, której spodziewamy się w 2026 r.

W najbliższych dniach odbędzie się kilka przemówień oficjeli EBC, w tym prezeski Christine Lagarde. Tydzień dopełnią odczyt sprzedaży detalicznej w październiku (czwartek 04.12) i rewizja PKB w III kwartale (piątek 05.12).

USD

W większości opóźnione dane z USA po zamknięciu rządu jak dotąd nie zmieniły istotnie obrazu, nawet jeśli opublikowany w zeszłym tygodniu raport dotyczący sprzedaży detalicznej nie był szczególnie korzystny. Wzrost gospodarczy wydaje się stabilny, przyrost miejsc pracy jest ograniczony, nie widać jednak na razie oznak znaczących zwolnień. Choć rynek wycenia już silnie gołębią postawę Fedu na posiedzeniu w tym miesiącu i w przyszłym roku, dostrzegamy przestrzeń na zawiedzenie tych oczekiwań.

Bez względu na to, którego lojalistę Trump ostatecznie wybierze na następcę Powella, normalna rotacja w składzie doda od stycznia kilka jastrzębich głosów w FOMC. Spodziewamy się, że każde potencjalne cięcie stóp procentowych po najbliższym posiedzeniu będzie przedmiotem zaciętej dyskusji wśród członków Komitetu. Inflacja pozostaje uporczywie wysoka na poziomie 3% i nie wykazuje oznak trendu spadkowego – a wręcz przeciwnie – apetyt na agresywne tempo rozluźniania polityki monetarnej powinien być więc znacznie ograniczony.

GBP

Uczestnicy rynku ze spokojem przyjęli ogłoszenie jesiennego budżetu, być może dlatego, że duża część jego treści była ostrożnie dawkowana w ostatnich tygodniach. Inwestorów uspokoiła również wielkość rządowej rezerwy fiskalnej (22 mld GBP względem wcześniejszych 9,9 mld GBP), która powinna ograniczyć prawdopodobieństwo podwyżek podatków w dalszej perspektywie. Mamy jednak trzy poważne zastrzeżenia: 1) opóźnione wpływy, szczególnie z tytułu zamrożenia progów podatku dochodowego, 2) brak wzrostu w budżecie, 3) niezbyt prawdziwe przedstawienie przez Partię Pracy wielkości luki w finansach publicznych.

Obecnie wydaje się, że zagrożenie dla rynku obligacji skarbowych minęło, a koniec niepewności budżetowej może zapewnić przestrzeń na niewielką aprecjację funta pod koniec roku. Niemniej presja na pozycję kanclerz Rachel Reeves oznacza, że raczej nie będzie to łatwa przeprawa, a sugestie dotyczące rządowych matactw i manipulacji rynkowych nie odejdą szybko w zapomnienie. Ten tydzień jest dość ubogi pod względem publikacji, uwaga zwróci się więc ku decyzji Banku Anglii (18.12) – rynki swap niemal w pełni wyceniają kolejną obniżkę stóp procentowych.

Digital Network S.A. i Braughman Group Media Outdoor łączą się i ostrzegają przed dezinformacją

Na początku listopada br. giełdowy Digital Network SA ogłosił przejęcie spółki medialnej Braughman Group Media Outdoor – ocenione przez branżę jako największa transakcja w historii polskiego rynku reklamy zewnętrznej. Transakcja, będąca częścią obecnego kierunku digitalizaji, ma zwiększyć skalę działalności grupy Digital Network SA, przełożyć się na wyższą rentowność oraz potencjał dalszego wzrostu wartości dla akcjonariuszy.

Rynek pozytywnie ocenia połączenie aktywów obu firm – powstaje bowiem firma z największą siecią cyfrowych ekranów, największą siecią wielkoformatowych nośników premium, pełnym pokryciem kraju i możliwość realizacji spójnych, multiformatowych kampanii. Eksperci branży reklamowej oceniają, że to „bezprecedensowy zasięg, elastyczność i skuteczność komunikacji w przestrzeni publicznej”. Analitycy finansowi również pozytywnie oceniają transakcję. W raporcie BOŚ z dnia 30.11.2025 czytamy, że ‘’w 2026 roku oczekujemy znaczącej poprawy wyników Digital Network, przede wszystkim dzięki akwizycji BGMO oraz sprzyjającemu otoczeniu rynkowemu w DOOH. Przejęcie istotnie zwiększa skalę działalności, co – mimo niższych marż BGMO oraz wzrostu kosztów odsetkowych i umiarkowanego rozwodnienia – powinno przełożyć się na skokowy wzrost przychodów, EBIT i zysku na akcję”.

Ale jak się okazuje, od 25 listopada br na rynku pojawiają się sygnały dezinformacji i chęci podważenia wiarygodności uczestników transakcji – obu podmiotów oraz osób zarządzających Braughman Group Media Outdoor. Dziś, Digital Network SA wydał Oświadczenie w sprawiepojawiających się sygnałów dezinformacji i chęci podważenia wiarygodności uczestników transakcji’’ oraz kwestionowanie przejrzystości procesu połączenia obu firm. Z dokumentu wynika, że zarząd Digital Network S.A. stanowczo sprzeciwia się takim działaniom, które noszą cechy nieuczciwej konkurencji, szkalowania wizerunku Spółki oraz destabilizowania rynku.

Jak czytamy w stanowisku, zarząd Digital Network SA podkreśla, że proces due diligence obejmował kompleksową ocenę nie tylko danych finansowych Braughman Group Media Outdoor, lecz przede wszystkim potencjału sieci nośników reklamowych BGMO do generowania stabilnych przychodów i wysokich marż. Analizowaliśmy także synergie wynikające z integracji zasobów oraz wszelkie istotne czynniki ryzyka. Wyniki tych analiz potwierdziły zasadność decyzji inwestycyjnej. Digital Network S.A. z pełną odpowiedzialnością i determinacją będzie bronić dobrego imienia Spółki, jej interesów oraz interesów akcjonariuszy. Wszelkie działania dezinformacyjne, które mogą zakłócać funkcjonowanie rynku lub naruszać przepisy MAR, będą przez nas kierowane do odpowiednich instytucji nadzorczych oraz organów ścigania.

Podobne oświadczenie wydał Sławomir Pawluk, były właściciel Braughman Group Media Outdoor, informując, że firma stała się celem nagłych, nieuzasadnionych roszczeń finansowych. – Możemy jedynie potwierdzić, iż w ostatnich dniach otrzymaliśmy pismo od osób wcześniej (2 lata temu) zaangażowanych w działalność naszej firmy, które zgłaszają nieuzasadnione i niepoparte faktami roszczenia finansowe wobec naszej firmy.

Braughman Group Media Outdoor jednocześnie informuje, że jest w posiadaniu analizy prawnej, zamówionej w renomowanej kancelarii zewnętrznej – Sołtysiński Kawecki & Szlęzak, z której jasno wynika, że kierowane pod adresem spółki roszczenia nie mają uzasadnienia w faktach, a kwestionowane przez Pana Łukasza Fabisiaka prawa do rzekomego posiadania udziałów w podmiocie nie mają podstaw, co wynika również z faktu oddalenia wniosku Łukasza Fabisiaka przez Sąd RP.

Czterodniowy tydzień pracy. Czy AI pomoże go zrealizować bez spadku produktywności?

Od lat słyszymy, że sztuczna inteligencja odbierze ludziom pracę. A co jeśli, zamiast tego, da nam więcej wolnego czasu? Czasu na pasje, bliskich i regenerację? Coraz więcej firm i pracowników przekonuje się, że automatyzacja nie musi być zagrożeniem, lecz szansą na nowy model życia zawodowego. W wielu krajach trwają eksperymenty z czterodniowym tygodniem pracy. Czy AI może pomóc go wdrożyć bez strat w produktywności?

Społeczne oczekiwania kontra stare modele pracy

Polska należy do grona krajów z najwyższym obciążeniem godzinowym w Unii Europejskiej. Według danych Eurostatu z 2024 roku, przeciętnie pracujemy 38,9 godziny tygodniowo, co plasuje nas w czołówce najbardziej zapracowanych narodów Unii. Dla porównania, Niemcy i Austriacy pracują średnio 33,9 godziny, a mieszkańcy Holandii jeszcze mniej. Dłużej od nas pracują tylko Grecy i Bułgarzy. Nic dziwnego, że w takiej rzeczywistości coraz głośniej wybrzmiewa pytanie o możliwość skrócenia czasu pracy. Jak wynika z badania przeprowadzonego przez prof. Katarzynę Januszkiewicz z Wydziału Nauk Społecznych SWPS, aż 74 proc. respondentów uważa, że wprowadzenie czterodniowego tygodnia  pracy wpłynęłoby pozytywnie na jakość życia.

Debata na temat skrócenia czasu pracy w ostatnich latach zdecydowanie nabiera tempa. To już nie tylko idea z kręgu progresywnych startupów czy wizja przyszłości pracy w branży technologicznej, ale  coraz częściej realny postulat, który przebija się do dyskusji publicznej i politycznej. Jednocześnie temat pozostaje bardzo złożony. Skrócenie tygodnia pracy to nie tylko kwestia regulacji prawnych, ale także głęboko zakorzenionych norm kulturowych oraz praktycznych wyzwań organizacyjnych po stronie pracodawców. Dla wielu firm oznaczałoby to konieczność zmiany całego modelu operacyjnego, a dla pracowników przedefiniowanie dotychczasowego rytmu życia zawodowego. – komentuje Katarzyna Szudy, CEO HR Contact.

Podzielone opinie i realne obawy pracowników

Badania przeprowadzone w 2024 roku pokazują, jak zróżnicowane są oczekiwania pracowników wobec czterodniowego tygodnia pracy – zarówno w kwestii sposobu jego wdrożenia, jak i potencjalnych skutków. 55% respondentów opowiada się za wprowadzeniem zmian na poziomie ustawowym, poprzez modyfikację Kodeksu pracy. 33% uważa, że decyzja powinna pozostać w gestii pracodawców, tak aby można było dostosować ją do specyfiki danej organizacji[1].

Z tego samego badania wynika również, że ponad 20% uczestników nie dostrzega żadnych zagrożeń związanych ze skróceniem tygodnia pracy. Wśród pozostałych pojawiają się jednak konkretne obawy – ponad połowa badanych wskazuje na ryzyko obniżenia wynagrodzenia, 41% boi się pracy w nadgodzinach, a 35% zauważa możliwość wzrostu presji i stresu wynikających z konieczności wykonania tych samych obowiązków w krótszym czasie.

Rosnąca presja społeczna i zmieniające się podejście pracowników do pracy skłoniły także państwo do działania. W odpowiedzi na te potrzeby, w sierpniu 2025 roku uruchomiono w Polsce pilotażowy program testujący różne warianty skróconego czasu pracy – od 30-godzinnego tygodnia po dodatkowe dni wolne przy zachowaniu pełnego wynagrodzenia. Nabór wniosków trwał od 14 sierpnia do 15 września 2025 roku, a w jego trakcie złożono 1 994 aplikacje od pracodawców.

Mniej znaczy więcej dzięki AI

Często mówi się, że kluczem do sukcesu we wdrażaniu krótszego tygodnia pracy jest połączenie kilku czynników – inteligentnej automatyzacji, audytu procesów wewnętrznych oraz zmiany kultury organizacyjnej. Skrócenie czasu pracy bez utraty wydajności wymaga zupełnie nowego podejścia do zarządzania i właśnie tutaj sztuczna inteligencja może odegrać kluczową rolę. Pomaga nie tylko organizować codzienne obowiązki, ale też optymalizować zasoby i wspierać podejmowanie trafniejszych decyzji w czasie rzeczywistym.

Jednym z najczęstszych argumentów przeciwko czterodniowemu tygodniowi pracy jest obawa o spadek efektywności i pogorszenie wyników finansowych firm. Dane jednak konsekwentnie przeczą tym przewidywaniom. W największym brytyjskim teście skróconego tygodnia pracy aż 92% firm zdecydowało się na stałe utrzymanie nowego modelu. Co więcej, przychody uczestników wzrosły o 1,4% już w trakcie pilotażu, a rok później były średnio o 35% wyższe niż przed jego rozpoczęciem[2].

W Polsce podobne podejście przyjął Herbapol Poznań. Od 2023 roku firma stopniowo skracała tydzień pracy, by w 2024 roku osiągnąć najlepsze wyniki finansowe od kilkunastu lat, przy jednoczesnym spadku rotacji i absencji pracowników[3]. Przykłady największych firm pokazują, że technologia, a szczególnie AI, staje się nie tylko wsparciem, ale wręcz katalizatorem nowoczesnych modeli działania. Co ważne, sztuczna inteligencja nie ogranicza się dziś tylko do działów technologicznych czy operacyjnych. Coraz częściej wspiera kluczowe obszary funkcjonowania firm, w tym te, które tradycyjnie opierały się na ludzkim doświadczeniu, intuicji i relacjach – takie jak marketing, sprzedaż, obsługa klienta czy finanse.

W marketingu sztuczna inteligencja wspiera personalizację kampanii, analizuje zachowania konsumentów i automatyzuje komunikację – pozwalając firmom trafniej docierać z przekazem do właściwych odbiorców, w odpowiednim momencie i kanale. Z kolei działy sprzedaży coraz częściej korzystają z predykcyjnych modeli AI, które pomagają zidentyfikować moment gotowości klienta do zakupu, dobrać skuteczne formy zaangażowania i wskazać produkty o największym potencjale konwersji. Równie istotne są zastosowania sztucznej inteligencji w obszarze obsługi klienta – np. poprzez zaawansowane chatboty czy voiceboty, które umożliwiają natychmiastową reakcję na zapytania, skracają czas oczekiwania i jednocześnie podnoszą poziom satysfakcji, oferując spójne i szybkie wsparcie 24/7.

Co istotne, sztuczna inteligencja nie zastępuje ludzi w tych obszarach – uzupełnia ich kompetencje, automatyzuje powtarzalne zadania i uwalnia zasoby do bardziej kreatywnych, strategicznych działań. Dzięki temu możliwe staje się nie tylko zwiększenie efektywności, ale też poprawa jakości decyzji, skrócenie czasu reakcji i budowanie bardziej elastycznych modeli pracy, co w kontekście np. czterodniowego tygodnia pracy ma kluczowe znaczenie.

Sztuczna inteligencja nie zdziała nic bez odpowiedniego nastawiania ludzi
Jednak eksperci zwracają uwagę, że nie każda próba wdrożenia AI kończy się sukcesem. Najczęściej powtarzające się błędy to brak spójnej strategii, niewystarczające przygotowanie pracowników do korzystania z nowych rozwiązań oraz brak jasno zdefiniowanych wskaźników pozwalających mierzyć efekty[4]. Mówiąc wprost – sztuczna inteligencja działa tylko wtedy, gdy wprowadza się ją z konkretnym celem i w kulturze organizacyjnej, która sprzyja współpracy, innowacyjności i odpowiedzialności.

AI i automatyzacja mogą odegrać kluczową rolę w transformacji trybu i modelu pracy jako narzędzie wspierające ludzi. Warunkiem powodzenia jest jednak coś więcej niż technologia. Potrzebna jest kultura organizacyjna, która buduje zaangażowanie, daje realne poczucie sprawczości i odpowiedzialności, a także zapewnia godne warunki finansowe. Pracownicy, którzy czują się częścią zespołu i są dobrze wynagradzani, nie będą nadużywać nowych rozwiązań, przeciwnie, będą ich naturalnymi ambasadorami – wyjaśnia Katarzyna Szudy.

Wszystko wskazuje na to, że trend czterodniowego tygodnia pracy będzie się tylko nasilał. Coraz więcej firm na świecie traktuje go już nie jako chwilowy eksperyment, lecz pełnoprawny element swojej strategii zatrudnienia. Świadczy o tym choćby fakt, że powstały dedykowane platformy, takie jak 4dayweek.io[5], gdzie można znaleźć oferty pracy wyłącznie w tym systemie. Jeszcze kilka lat temu brzmiało to jak futurystyczna wizja, dziś odpowiada na realną i coraz silniejszą społeczną potrzebę – potrzebę równowagi między życiem zawodowym a prywatnym.  Dlatego przyszłość pracy nie zależy tylko od liczby przepracowanych godzin, ale  od inteligentnego połączenia technologii, strategii zarządzania i zdrowych relacji w miejscu pracy.

[1] https://bit.ly/3J7g02U

[2] https://bit.ly/47xbaFp

[3] https://bit.ly/47xbaFp

[4] https://papers.ssrn.com/sol3/papers.cfm?abstract_id=5179226

[5]http://4dayweek.io

Oferta Bumech przyjęta – spółka obejmuje akcje Capital Partners

Bumech S.A. objął 9.000.000 akcji nowej emisji serii D spółki Capital Partners S.A. w likwidacji i formalnie stał się największym akcjonariuszem spółki notowanej na GPW. Przyjęcie oferty otwiera drogę do odwrócenia procesu likwidacji Capital Partners oraz jej planowanego połączenia z należącą do Grupy Kapitałowej Bumech spółką Modern Solutions for Environment (MSE). Celem jest stworzenie regionalnego hubu multi-utility, którego działalność będzie koncentrować się na produkcji i dostarczaniu mediów – energii elektrycznej, cieplnej i wody w oparciu o zasoby terenów poprzemysłowych na Śląsku i zrównoważone źródła energii.

Oferta złożona przez Bumech S.A. na objęcie 9.000.000 akcji serii D Capital Partners S.A. w likwidacji została przyjęta. Dzięki inwestycji o łącznej wartości 1,8 mln zł (po cenie emisyjnej 0,20 zł za akcję) Bumech obejmuje 50% akcji spółki i przejmuje nad nią kontrolę korporacyjną.

Przyjęcie naszej oferty i objęcie akcji Capital Partners to kluczowy krok w kierunku budowy regionalnego hubu multi-utility. Przejmujemy odpowiedzialność za proces wyprowadzenia spółki z likwidacji i przygotowujemy jej połączenie z należącą do naszej Grupy spółką Modern Solutions for Environment. Dzięki temu tworzymy solidne fundament dla silnego podmiotu, który będzie mógł efektywnie pozyskać zewnętrzne, tańsze i stabilne finansowanie dla projektów energetycznych, wodnych i infrastrukturalnych – podkreśla Andrzej Bukowczyk, wiceprezes zarządu Bumech S.A. i dodaje – Wykorzystanie potencjału terenów poprzemysłowych regionu i infrastruktury KWK „Silesia” pozwala nam znacząco przyspieszyć budowę nowoczesnego systemu multi-utility opartego na zrównoważonych źródłach energii. To bardzo ważny krok w kierunku budowania przyszłości Grupy Bumech.

Planowany model biznesowy zakłada wykorzystanie istniejącej infrastruktury spółki MSE działającej w otoczeniu funkcjonującej Kopalni „Silesia”. Rozwiązanie te znacząco skraca czas niezbędny do uruchomienia operacyjnego i ogranicza koszty inwestycyjne.

Po połączeniu spółek działalność operacyjna obejmie m.in. produkcję ciepła w ciepłowni o mocy 17 MWt, rozbudowę posiadanej stacji uzdatniania wody do przepustowości 2,4 mln m³ rocznie. W kolejnych  etapach planowana jest budowa geotermalnej ciepłowni o mocy 100 MWt oraz kolejne instalacje PV i wiatrowe o łącznej mocy ponad 70 MWe. Intencją Grupy jest też skonsolidowanie – w nadchodzącej przyszłości – biznesu, w związku z tym nowa spółka miałaby się zająć zarządzaniem elektrociepłownią kogeneracyjną 9 MWe/ 9 MWt należącą do PG Silesia oraz pozostałymi elementami infrastruktury z obszaru energetycznych.

Grupa Bumech kontynuuje również rozpoczęte już przedsięwzięcia spółki MSE, m.in. projekt MSE-ME1, w ramach którego powstaje magazyn energii o mocy 50 MW i pojemności 100 MWh, a także przygotowania do budowy elektrowni fotowoltaicznej o mocy do 50 MWp na należących do MSE terenach pokopalnianych. W planach jest dalsze zwiększanie mocy wytwórczych z OZE oraz rozwój wielkoskalowych magazynów energii do pojemności 300 MWh.

Realizacja projektu multi-utility ma stworzyć około 100 nowych miejsc pracy w sektorach energetycznym, wodnym i inżynieryjnym, wzmacniając lokalny rynek pracy i zwiększając bezpieczeństwo energetyczne regionu.

Globalne wydatki na IT przekroczą 6 bln USD. Sztuczna inteligencja napędza boom. Chmura i centra danych głównymi beneficjentami

0

Gartner ogłosił najnowsze prognozy dla rynku IT. Według analityków, w 2026 roku globalne wydatki na technologie teleinformatyczne po raz pierwszy w historii przekroczą 6 bln USD. To blisko 10 proc. wzrost rok do roku, napędzany ekspansją sztucznej inteligencji, która – jak podkreślają eksperci – przestaje być narzędziem, ale staje się fundamentem cyfrowej rzeczywistości firm.

AI nie jest już opcją – staje się standardem

Gartner podkreśla, że w cyklu oczekiwań wobec GenAI, rynek wszedł w etap, w którym funkcje oparte na sztucznej inteligencji stają się standardem praktycznie w każdym oprogramowaniu biznesowym. „Wszechobecność AI w aplikacjach to największa transformacja od czasów pojawienia się smartfonów” – wskazują analitycy, dodając, że organizacje przechodzą od eksperymentów do pełnoskalowych wdrożeń. Eksperci Polcom oceniają, że przełomowy moment nie polega już na samej mocy obliczeniowej, lecz na szybkości integracji AI z istniejącymi procesami.

Dziś każda firma zrozumiała znaczenie danych i automatyzacji oraz rolę jaką w tym procesie może pełnić AI. To już nie jest dodatkowy moduł czy pojedyncza funkcjonalność, ale fundament całej architektury biznesowej.  Firmy są gotowe wdrażać gotowe otwarte modele, dostosowywać je do swoich potrzeb, ale także integrować je z krytycznymi procesami: od obsługi klienta, przez produkcję, po zarządzanie ryzykiem – mówi Jakub Gwóźdź, Dyrektor Działu Rozwoju Produktów w Polcom.

Globalny wzrost jest imponujący, jednak nie wszystkie segmenty rozwijają się w takim samym tempie

Choć Gartner prognozuje 9,8 proc. wzrost globalnych wydatków, poszczególne sektory IT odczują go w różnym stopniu. Dane za 2025 rok pokazują, że najsilniej odbiły się inwestycje w urządzenia – firmy nadrabiają cykle wymiany sprzętu po pandemicznej przerwie. Równocześnie rosną nakłady na systemy centrów danych, co wynika z gwałtownie rosnącego zapotrzebowania na infrastrukturę dla algorytmów sztucznej inteligencji. Z kolei oprogramowanie branżowe rozwija się wolniej, m.in. ze względu na rosnące wymogi regulacyjne, presję compliance i niepewność makroekonomiczną w poszczególnych sektorach.

Obserwujemy, że firmy inwestują w technologie, które są niezbędne do budowy odporności operacyjnej: AI, chmurę, automatyzację oraz cyberbezpieczeństwo. Natomiast projekty stricte branżowe częściej przechodzą dodatkowe analizy ROI. – komentuje Jakub Gwóźdź.

AI napędza chmurę i centra danych

Gartner szacuje, że w latach 2025-2026 największym beneficjentem rozwiązań AI będą dostawcy infrastruktury chmurowej, usług bezpieczeństwa oraz centrów danych. Motorem wzrostu jest nie tylko sama GenAI, ale także konieczność szybkiej modernizacji architektury IT, aby sprostać jej wymaganiom.

Projekty AI nie mogą funkcjonować w przestarzałych środowiskach. Wymagają one nowoczesnej infrasruktury, która ma też znacząco większe zapotrzebowanie energetycznę i generuje dużo więcej ciepła. Widzimy, jak przedsiębiorstwa migrują całe procesy do chmury, aby uruchamiać modele AI na większą skalę, bezpiecznie,   i bezprzerwowo . W praktyce oznacza to gwałtowny wzrost zapotrzebowania na usługi data center, co już obserwujemy także w Polsce – dodaje Jakub Gwóźdź.

Co czeka rynek?

Zdaniem Gartnera, w 2026 roku wejdziemy w etap „AI-first Enterprise”, w którym oprogramowanie pozbawione funkcji AI będzie wyjątkiem, a inwestycje w chmurę staną się kluczową pozycją w budżetach firm. Różnice konkurencyjne będą się pogłębiać głównie dzięki ilości oraz jakości danych oraz zdolności ich ochrony, a rola cyberbezpieczeństwa jeszcze wzrośnie – szczególnie w sektorach regulowanych. Eksperci Polcom potwierdzają, że przedsiębiorstwa w Polsce znajdują się w podobnym momencie transformacji.

– Wydatki rosną, bo rośnie presja, żeby działać szybciej, bezpieczniej i bardziej przewidywalnie. Firmy widzą, że sztuczna inteligencja nie jest już rozwiązaniem eksperymentalnym, tylko realnym mechanizmem przyspieszania procesów i budowania odporności organizacji. AI sprawia, że okno przewagi konkurencyjnej dramatycznie się skraca – cykl innowacji liczymy już nie w latach, ale miesiącach. To zupełnie zmienia logikę inwestycji. Jeśli ktoś zwleka z modernizacją infrastruktury lub migracją do chmury, to za dwa lata będzie w tyle nie o krok, ale o całą generację technologii – podkreśla Jakub Gwóźdź z Polcom.