Simpact Ventures inwestuje w Cyber360

Simpact Ventures, pierwszy w Polsce fundusz venture capital oparty o ideę impact investing, zainwestował w Cyber360 – firmę specjalizującą się w kompleksowej ochronie cybernetycznej dla sektora MŚP i instytucji publicznych. Pozyskane finansowanie spółka przeznaczy na dalszy rozwój technologii oraz zwiększenie skali działalności, jeszcze mocniej wspierając odporność cyfrową polskiej gospodarki.

Nowa jakość cyberbezpieczeństwa

Cyberprzestępczość to dziś jedno z największych i najszybciej eskalujących zagrożeń dla firm i instytucji. Według danych Statista globalne koszty cyberataków mogą osiągnąć 13,82 biliona USD do 2028 roku. Coraz bardziej zaawansowane operacje ransomware i wykorzystanie sztucznej inteligencji przez grupy przestępcze sprawiają, że ataki są coraz trudniejsze do wykrycia, a jednocześnie groźniejsze w skutkach.

Najbardziej narażone na cyberzagrożenia są małe i średnie przedsiębiorstwa (MŚP) – stanowiące ponad 99% firm w Polsce – które często nie mają własnych zespołów bezpieczeństwa. Jeden nieuważny klik może prowadzić do paraliżu ich działalności, utraty danych i poważnych strat finansowych. W odpowiedzi na te wyzwania Cyber360 stworzył usługę CyberDefender, która działa jak zdalne centrum bezpieczeństwa IT. System w trybie ciągłym monitoruje sieć i komputery klienta, wykrywa ataki, próby oszustw i złośliwe oprogramowanie, a w razie zagrożenia reaguje natychmiast, zanim atak wyrządzi szkody. Dzięki temu, nawet średnie firmy i organizacje mogą korzystać z ochrony na poziomie dużych korporacji.

„Wzrost liczby cyberataków to dziś nie tylko wyzwanie biznesowe, ale i realne zagrożenie dla usług publicznych, zdrowia, edukacji i gospodarki” – mówi Krzysztof Grochowski, partner w Simpact Ventures. „Cyber360 demokratyzuje dostęp do zaawansowanych narzędzi ochrony, czyniąc cyberbezpieczeństwo dostępnym również dla mniejszych organizacji. To inwestycja o silnym wymiarze społecznym – chroniąca miejsca pracy, dane i zaufanie do instytucji.”

Pozyskane środki Cyber360 przeznaczy przede wszystkim na rozwój własnej technologii i przyspieszenie ekspansji. Firma zamierza udoskonalić swoją platformę MDR (Managed Detection and Response), zautomatyzować kolejne procesy oraz powiększyć zespół ekspertów. Szczególną uwagę spółka skupi na organizacjach, które muszą spełniać wysokie standardy bezpieczeństwa – jak na przykład objęte nową unijną dyrektywą NIS2. Celem jest efektywne, skuteczne wzmocnienie odporności cyfrowej polskiego biznesu i jego otoczenia.

Cyberbezpieczeństwo w praktyce

Usługa CyberDefender znajduje zastosowanie w wielu kluczowych sektorach gospodarki. Chroni instytucje finansowe przed wyciekami danych i atakami na systemy płatnicze. Wspiera samorządy i instytucje publiczne w spełnianiu unijnych wymogów NIS2 oraz ochronie infrastruktury krytycznej. Zabezpiecza szpitale i sieci medyczne przed ransomware. Monitoruje systemy przemysłowe, sieci edukacyjne i platformy e-commerce. Dzięki oferowanym rozwiązaniom i świadczonym usługom Cyber360 zapewnia skuteczną ochronę przed cyberzagrożeniami w miejscach, w których konsekwencje ataków są najbardziej odczuwalne.

„Chcemy, żeby cyberbezpieczeństwo stało się realną przewagą dla firm, a nie luksusem dostępnym tylko dla największych” mówi Zbigniew Kniżewski, CEO Cyber360. „Nasza usługa MDR chroni organizacje we wszystkich kluczowych sektorach – od finansów i administracji, przez ochronę zdrowia, edukację, przemysł, aż po e-commerce. Monitoruje sieć i systemy przez całą dobę, w tym Dark Web, aby wykrywać wycieki danych i potencjalne zagrożenia zanim wyrządzą szkody. Dzięki wsparciu Simpact Ventures będziemy mogli szybciej rozwijać technologie, automatyzować procesy i powiększać zespół ekspertów, tak aby jeszcze więcej firm i instytucji w Polsce mogło działać bezpiecznie w sieci.”

E-commerce odbija po miesiącach spadków. Sprzedaż internetowa rośnie szybciej niż tradycyjna – dane GUS za wrzesień

GUS opublikował przed chwilą dane o sprzedaży detalicznej. W związku z tym przesyłam poniżej komentarz, który przygotował Miłosz Mickiewicz, dyrektor ds. sprzedaży i rozwoju biznesu w Grupie Comperia.pl SA. Jeśli pojawią się dodatkowe pytania do eksperta, proszę śmiało pisać, zaaranżujemy rozmowę lub dostarczymy odpowiedzi.

Według najnowszych danych GUS, sprzedaż detaliczna we wrześniu wzrosła o 6,4 proc. rok do roku, ale miesiąc do miesiąca spadła o 2,7 proc. W handlu internetowym sytuacja wygląda lepiej. Zarówno w ujęciu rocznym, jak i względem sierpnia wzrost wyniósł ponad 8 proc. (odpowiednio 8,8 proc. i 8,5 proc.).

Po raz pierwszy od dziewięciu miesięcy wzrósł również udział sprzedaży online w całkowitej sprzedaży detalicznej – do 9 proc. To długo wyczekiwane odbicie po okresie systematycznych spadków.

Można to uznać za sygnał, że e-commerce wychodzi z fazy korekty i wchodzi w nowy etap stabilnego wzrostu. Cyfrowy handel dojrzewa – już nie rośnie dynamicznie dzięki zwiększaniu liczby kupujących, ale dzięki zmianie struktury koszyka i coraz częstszym zakupom w kategoriach wysokobudżetowych.

Dobrym przykładem jest kategoria „Pojazdy samochodowe, motocykle, części”, w której sprzedaż online wzrosła aż o 464 proc. rok do roku i 44 proc. w porównaniu z sierpniem. Wysokie wzrosty widać też w „Żywności, napojach i wyrobach tytoniowych” (55 proc. r/r i 4,3 proc. w porównaniu z sierpniem).

Takie dane mogą sugerować, że konsumenci wracają do zakupów online nie tylko po elektronikę czy odzież, ale też po towary o dużej wartości i produkty codziennego użytku. To dobry prognostyk przed końcówką roku – szczególnie przed listopadowym szczytem sprzedażowym.

NIK krytycznie o IPN: niegospodarność, naruszenia w strukturze i wydatkach

NIK: Negatywna ocena gospodarowania majątkiem i środkami publicznymi w IPN (2022–I kw. 2025). Nieprawidłowości przy wydatkach, zamówieniach i strukturze organizacyjnej.

Najwyższa Izba Kontroli przedstawiła krytyczną ocenę działalności Instytutu Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w obszarze zarządzania majątkiem i wydatkowaniem pieniędzy publicznych. Według NIK sposób gospodarowania środkami w latach 2022–2025 (do końca I kwartału) nie zapewnił oszczędnego i efektywnego wydatkowania 47,6 mln zł, czyli niemal połowy z objętych badaniem 107 mln zł.

Kluczowe wnioski kontroli

  • Skala i trend finansowy: budżet IPN wzrósł z 396 mln zł (2020) do ponad 584 mln zł (2024), tj. o 47%; tylko w 2023 r. przyrost przekroczył 100 mln zł r/r. W latach 2022–2024 na zadania ustawowe wydatkowano łącznie ponad 1,5 mld zł (w tym 882 mln zł na płace i pochodne – 57%, ok. 450 mln zł na bieżące wydatki oraz blisko 155 mln zł na majątek).
  • Ocena ogólna: NIK wskazuje na brak gospodarności i celowości przy finansowaniu wielu przedsięwzięć edukacyjno-kulturalnych oraz luki w kontroli zarządczej – szczególnie w zamówieniach publicznych i nadzorze nad projektami.

Struktura organizacyjna: zmiany sprzeczne z ustawą

NIK uznała, że prezes IPN – poprzez statut – bezprawnie rozszerzył katalog jednostek organizacyjnych, tworząc w latach 2021–2025 sześć nowych biur (głównie o profilu edukacyjnym). Ustawa o IPN nie przewiduje takiej ścieżki zmiany. Dodatkowo, dyrektorów tych biur zatrudniono na umowę o pracę, a nie w drodze powołania przewidzianego ustawą. Na wynagrodzenia kadry kierowniczej nowych komórek wydano 4,8 mln zł – co NIK uznała za kwestionujące celowość wydatków.

Wydatki edukacyjno-kulturalne: dominująca pozycja i zastrzeżenia

Nowe biura istotnie przekierowały strumień środków – w latach 2021–2024 prawie 60% bieżących (poza płacami) wydatków na zadania ustawowe IPN dotyczyło projektów edukacyjno-kulturalnych, łącznie ponad 83 mln zł. W samym Biurze Wydarzeń Kulturalnych zrealizowano 223 wydarzenia za 14,6 mln zł.

Jednocześnie NIK odnotowuje liczne przykłady niecelowych lub niegospodarnych wydatków:

  • „Gra Szyfrów”: opracowanie kosztowało ponad 1,2 mln zł, promocja – ponad 4,7 mln zł (targi, eventy w PL i za granicą). Po krótkim starcie (24 980 pobrań w 2 mies.) popularność spadła (2 904 pobrania w kolejnych 3 latach). Mimo malejącej skuteczności, promocję kontynuowano – NIK oceniła to jako nieefektywne w cyklu życia produktu.
  • Awatary postaci historycznych (AI/3D/hologram): projekt za blisko 3,5 mln zł odebrano bez pełnej funkcjonalności (m.in. brak rozpoznawania emocji, brak działania w formule hologramu podczas oględzin). Dodatkowo utrzymanie i rozwój wymagałoby dostępu do płatnych platform (deep learning); ograniczenie do zasobów IPN zawęża użyteczność narzędzia.
  • Miniserial o Grażynie Lipińskiej: 1,2 mln zł – do zakończenia kontroli nie wykorzystano materiału w celach edukacyjnych (2,5 roku od odbioru).
  • Wydarzenia regionalne: np. Pomorski Kongres Pamięci Narodowej (ponad 1,7 mln zł) – brak udokumentowanej analizy celowości i zasadności kosztów.

Zamówienia publiczne: podział zamówień, wybory „podprogowe”, ryzyko konfliktu interesów

NIK stwierdziła naruszenia ustawy PZP i procedur wewnętrznych:

  • Niedozwolony podział zamówień – wartość ponad 2,2 mln zł; przykładowo remont obiektu w Opolu „rozbity” na 24 części (1,2 mln zł) i realizowany przez dwóch wykonawców.
  • Postępowania podprogowe (≤130 tys. zł) – w 109 przypadkach za ponad 4,8 mln zł nie pozyskano min. trzech ofert lub nie uzasadniono wyboru. NIK wskazuje na pozorne rozeznanie rynku, wysyłkę zapytań do podmiotów powiązanych personalnie z decydentami, co narusza zasady bezstronności i uczciwej konkurencji. Łączna wartość zamówień z naruszeniem zasad równego traktowania i obiektywizmu: blisko 5,8 mln zł.
  • Kierunkowe wskazywanie wykonawcy i finansowanie z centrali zamówień oddziału (np. publikacje artykułów) – praktyka utrudniająca transparentność wyboru.

Gospodarka nieruchomościami i IT: wysokie koszty, słaby nadzór

  • Nieruchomości: w trzech przypadkach brak rachunku oszczędnościowego doprowadził do niegospodarnego wydatkowania 7,1 mln zł. W Oddziale we Wrocławiu przez trzy lata wynajmowano powierzchnie (koszt do III 2025 r.: 5,4 mln zł), mimo że przydzielony budynek czekał na inwestycje doprowadzające go do stanu używalności.
  • Magazyn dla wydawnictwa: rozbudowa za 3,4 mln zł, po zmianie strategii wydawniczej (przesunięcie w stronę e-booków) hala wykorzystywana doraźnie – niska efektywność aktywa.
  • Nadzór nad systemami IT: u wielu byłych pracowników uprawnienia nie były odcinane miesiącami, a nawet latami, co generowało ryzyko bezpieczeństwa i zbędne koszty licencji (szacunek NIK: 392,3 tys. zł). 57% licencji biurowych o wartości ponad 106 tys. zł nie zainstalowano przez blisko dwa lata (argument: „bufor licencji”).

Przykład: nieudana ekspansja zagraniczna

Próba uruchomienia stałej placówki IPN w Waszyngtonie (koszty przygotowawcze 397 tys. zł) zakończyła się rezygnacją z przedsięwzięcia (zmiana koniunktury i budżetu). NIK uznała te wydatki za nieprzydatne do realizacji ustawowych zadań, a więc niespełniające zasad gospodarowania środkami publicznymi.

Jedyny pozytywny obszar: dotacje

NIK pozytywnie oceniła udzielanie i rozliczanie dotacji (łącznie 14 mln zł), m.in. 13,6 mln zł dla Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL oraz 0,4 mln zł na opiekę nad grobami weteranów – środki wydane zgodnie z celem i terminowo, z rzetelną weryfikacją efektów.

Rekomendacje NIK

Do Prezesa Rady Ministrów: inicjatywa ustawodawcza doprecyzowująca kompetencje w kształtowaniu struktury IPN (kto, jak i w jakim zakresie może tworzyć/znosić komórki).

Do Prezesa IPN m.in.:

  • dostosowanie statutu i struktury do przepisów,
  • wzmocnienie transparentności i konkurencyjności zamówień, szersze korzystanie z narzędzi IT do komunikacji z rynkiem,
  • wzmocnienie nadzoru finansowego i standardów umownych,
  • ujednolicenie zasad korzystania z lokali IPN,
  • poprawa kontroli zarządczej, w tym bezpieczeństwa IT i gospodarki licencjami.

Szerszy kontekst

IPN wykonuje równocześnie funkcje archiwalne, śledcze, lustracyjne, badawcze, edukacyjne i poszukiwawcze. Wzrost budżetu i rozszerzenie aktywności edukacyjno-kulturalnej niesie ryzyko rozmycia priorytetów i osłabienia dyscypliny kosztowej, jeśli nie towarzyszą temu adekwatne mechanizmy kontroli, przejrzyste procedury zakupowe i rygorystyczna ocena efektywności projektów (w tym analiza cyklu życia produktów cyfrowych i wydarzeń).

Wnioski NIK – od porządkowania podstaw prawnych struktury po uszczelnienie zamówień i lepszy nadzór IT – zmierzają do odbudowy zaufania do sposobu wydatkowania środków publicznych w instytucji o szczególnym znaczeniu dla polityki pamięci państwa. Implementacja zaleceń powinna ograniczyć ryzyko niegospodarności, poprawić efektywność kosztową i ułatwić mierzalne rozliczanie efektów projektów edukacyjno-kulturalnych.

Transformacja energetyczna hamuje – nowe wytyczne i biurokracja blokują rozwój lądowej energetyki wiatrowej

Minęły dwa miesiące od zawetowania przez Prezydenta ustawy wiatrakowej. W przestrzeni publicznej słychać zapewnienia, że polska transformacja energetyczna nabiera tempa, że odnawialne źródła energii mają solidne podstawy, a wiatr na lądzie wraca do łask. Tymczasem na biurkach projektowych nie widać żadnej poprawy – przeciwnie, pojawiają się kolejne utrudnienia i niejasności, które zamiast pobudzać rozwój, skutecznie go spowalniają.

Nowe wytyczne GDOŚ – gdy ostrożność zamienia się w paraliż

Projekt nowych wytycznych Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, dotyczących ornitologii, to podręcznikowy przykład, jak administracja potrafi przeregulować rzeczywistość. Wprowadzane strefy wykluczeń i zakazów, które nie mają oparcia w twardych danych ani analizach kolizyjnych. W efekcie znaczne obszary kraju mogą zostać wyłączone z możliwości budowy elektrowni wiatrowych – nie dlatego, że zagrażają środowisku, ale dlatego, że „tak będzie bezpieczniej”.

Takie podejście nie tylko hamuje rozwój sektora OZE, ale również podważa sens samej transformacji. Ochrona przyrody jest niezbędna, ale nie może oznaczać całkowitego paraliżu. Zwłaszcza gdy mówimy o inwestycjach, które realnie przyczyniają się do ograniczenia emisji i poprawy jakości środowiska, w tym powietrza, wód i gleby.

Paradoks OPRO – im więcej „przyspieszeń”, tym więcej blokad

Trwają obecnie prace nad wdrożeniem unijnej dyrektywy RED III poprzez wyznaczenie tzw. Obszarów Przyspieszonego Rozwoju Odnawialnych Źródeł Energii (OPRO). W teorii to rozwiązanie ma usprawnić procesy inwestycyjne – w praktyce rodzi ryzyko stworzenia kolejnej warstwy administracyjnych zatorów.

Mapowanie kraju w celu określenia stref OPRO opiera się głównie na analizach biurokratycznych: dostępności sieci, mapach wrażliwości środowiskowej czy planowanych wytycznych GDOŚ. Znów więc słyszymy, że „tak będzie bezpiecznie”. Tyle że bezpieczeństwo energetyczne nie powstaje w Excelu.

Zadziwia przy tym, że w całej tej dyskusji niemal nie mówi się o tym, iż energetyka wiatrowa to nie tylko produkcja prądu do gniazdka. To także kluczowy komponent przyszłej gospodarki wodorowej i zielonych paliw. Jeśli myślimy poważnie o neutralności klimatycznej, musimy patrzeć dalej niż na same turbiny – to one będą zasilały przemysł, transport i nowe technologie energetyczne.

Brak spójności i zrozumienia

Nie do końca jasny pozostaje cel takich działań, jak nowe wytyczne GDOŚ czy projekt OPRO. Zamiast rzeczywistego przyspieszenia, powstają kolejne bariery – obok istniejących już ograniczeń sieciowych, stref MRT i długotrwałych procedur środowiskowych. To wszystko dzieje się w czasie, gdy Polska potrzebuje nowych mocy wytwórczych szybciej niż kiedykolwiek.

Trudno nie zauważyć, że w urzędowych decyzjach często brakuje zrozumienia, iż energetyka wiatrowa na lądzie jest dziś realną alternatywą dla węgla – i że jej wpływ na środowisko jest nieporównywalnie mniejszy niż skutki spalania paliw kopalnych.

Energetyka lokalna – nie luksus, lecz konieczność

Silna gospodarka i bezpieczeństwo obywateli zaczynają się od dostępu do taniej, lokalnie wytwarzanej energii. W dzisiejszym świecie przewagę konkurencyjną daje nie tylko kapitał, lecz także stabilność energetyczna. Kraje, które potrafią wytwarzać energię u siebie, wygrywają – i to nie tylko gospodarczo, ale także społecznie.

Dlatego nadmiar urzędniczej ostrożności może być najgroźniejszym hamulcem rozwoju. W energetyce czas nie działa na naszą korzyść – a każda utracona decyzja, każda nadmiarowa interpretacja przepisów oddala nas od niezależności energetycznej.

Deweloperzy wracają na plac budowy – sygnał ostrożnego ożywienia w mieszkaniówce

Najnowsza informacja GUS, publikująca wstępne dane budownictwa mieszkaniowego we wrześniu oraz w pierwszych trzech kwartałach bieżącego roku, zakomunikowała dość wyraźne odbicie statystyk po ich tąpnięciu z poprzedniego miesiąca. Tym samym segment inwestycyjny pierwotnego rynku mieszkaniowego w ostatnich miesiącach znacznie pogłębił swoją zmienność, akcentując brak zdecydowania co do przewidywań przyszłej koniunktury. Wciąż jednak obowiązującą tendencją średnioterminową jest spadek danych.

Deweloperzy wracają do gry

Zdaniem Jarosława Jędrzyńskiego, eksperta portalu RynekPierwotny.pl, pomimo wyraźnego odreagowania sierpniowego załamania danych GUS budownictwa mieszkaniowego, ich malejący trend wydaje się wciąż niezagrożony. Wrześniowe odbicie wciąż jest dalekie od przesilenia tendencji spadkowej, choć na pewno jest pozytywnym sygnałem oddalającym ryzyko załamania koniunktury inwestycyjnej pierwotnego segmentu mieszkaniówki. Podobnie jak poprzednio w procesie hamowania aktywności inwestycyjnej zdecydowanie przodowali deweloperzy, tak teraz to oni ciągną rynek do góry, wypadając w każdym punkcie gusowskich danych wyraźnie lepiej niż inwestorzy budujący na własne potrzeby.

Szczególnie obiecująco prezentują się dane najbardziej istotne z punktu widzenia stanu bieżącej koniunktury, czyli dotyczące mieszkań, których budowę rozpoczęto. Wygląda na to, że tym razem oczekiwania ożywienia koniunktury sprzedażowej wzięły górę nad obawami budowniczych mieszkań o jej hamowanie w przewidywalnej perspektywie.Statystyki GUS mieszkaniowych inwestycji deweloperskich w Polsce.

We wrześniu inwestorzy ruszyli ogółem z budową blisko 20 tys. mieszkań, co jest rezultatem o 22 proc. lepszym od uzyskanego miesiąc wcześniej oraz minimalnie lepszym w relacji rdr. Wyraźną poprawę rzędu 40 proc. w stosunku do sierpniowego dołka zaprezentowali deweloperzy z wynikiem 11,6 tys. rozpoczętych lokali. To jednocześnie wynik bardzo zbliżony do uzyskanego przed rokiem, niestety pomimo progresu wciąż jest to miesięczny rezultat znacznie poniżej średniej z ostatnich lat.

Tymczasem w okresie trzech kwartałów bieżącego roku w Polsce ruszyła budowa blisko 166 tys. mieszkań i domów, co oznacza prawie 10-procentowy regres w odniesieniu do analogicznego okresu ub. roku. Z kolei sami deweloperzy uzyskali wynik niemal równy 100 tys. lokali, czyli o 14 proc. słabszy w relacji rok do roku. Take rezultaty jednoznacznie świadczą o wciąż trwającym hamowaniu koniunktury inwestycyjnej pierwotnego rynku mieszkaniowego.

Pozwolenia na budowę: poprawa po testowaniu dna

Analogiczna, miesięczna poprawa stała się udziałem gusowskich danych dotyczących nowych pozwoleń na budowę lub zgłoszeń z projektem budowlanym. W sumie we wrześniu w ramach wszystkich form budownictwa pozyskano bez mała 24 tys. decyzji administracyjnych, co oznacza wynik neutralny w relacji rdr i o ponad 23 proc. lepszy względem tegorocznego sierpnia. Natomiast od początku roku inwestorzy pozyskali 191 tys. pozwoleń, co oznacza wynik gorszy w relacji do analogicznego okresu ub.  roku o 13 proc.

Co ciekawe, jak zauważa ekspert portalu RynekPierwotny.pl, inwestorzy indywidualni uzyskując od początku roku 65 tys. pozwoleń, poprawili wynik za trzy kwartały o blisko 8 proc. w relacji rdr. Tymczasem deweloperzy z rezultatem 120 tys. decyzji administracyjnych wypadki gorzej o ponad jedną piątą.

Stabilne tempo w lokalach oddanych do użytkowania

Tym razem poprawę kondycji rynku inwestycji mieszkaniowych w Polce potwierdziły też wolumeny lokali oddawanych do użytkowania. W tegorocznym wrześniu było takich mieszkań w sumie 19 tys., czyli o ponad jedną czwartą więcej niż miesiąc wcześniej i 22 proc. więcej w relacji rok do roku. Z kolei wynik od początku roku rzędu 144 tys. lokali oddanych jest niemal identyczny z uzyskanym w analogicznym okresie ub. roku. To dowód, że segment finalizacji inwestycji utrzymuje stabilne tempo, mimo wcześniejszych wahań.

Zmienność i ostrożny optymizm

Zdaniem Jarosława Jędrzyńskiego, eksperta portalu RynekPierwotny.pl, wrześniowe dane GUS wskazują, że budownictwo mieszkaniowe w Polsce w ostatnich miesiącach znalazło się na „koniunkturalnej huśtawce”, próbując wyjść ze średnioterminowej tendencji spadkowej, która dominuje już od kilkunastu miesięcy. Ponownie języczkiem u wagi są mieszkania rozpoczęte, które po sierpniowym załamaniu we wrześniu ponownie podjęły próbę utrzymania się na powierzchni.

Jednocześnie wyraźnej poprawie uległy statystyki deweloperskich pozwoleń na budowę, które po testowaniu dna wieloletnich minimów notowań zaliczyły we wrześniu wyraźne odreagowanie. Jeśli faktycznie uznać je za wiarygodny wskaźnik optymizmu inwestycyjnego deweloperów, to trudno nie dopatrzeć się jego wyjątkowej zmienności w ostatnich miesiącach.

Odreagowanie może być efektem oczekiwań poprawy popytu na kredyty mieszkaniowe po spadku stóp procentowych oraz z wolna rosnącego optymizmu na rynku sprzedaży nowych mieszkań w końcówce roku. Wciąż jednak trudno mówić o przełamaniu spadkowego trendu – inwestorzy działają z dużą ostrożnością, a ich decyzje pozostają silnie uzależnione od kosztów finansowania, inflacji kosztów budowy i niepewności gospodarczej.

Jeśli utrzyma się poprawa w liczbie pozwoleń i rozpoczętych inwestycji, ostatni kwartał bieżącego roku oraz początek przyszłego może przynieść dalsze ożywienie. Na razie jednak rynek wciąż balansuje pomiędzy ostrożnością a nadzieją na trwałe odbicie. Wrześniowe dane można więc uznać za pozytywny, ale wciąż kruchy sygnał poprawy w sektorze budownictwa mieszkaniowego.

Elżbieta Bujniewicz-Belka i Michał Brański w nowych rolach w WP

Wirtualna Polska Media wprowadza zmiany w strukturze zarządzania, które – jak podkreśla zarząd – mają zwiększyć szybkość podejmowania decyzji i ułatwić wdrażanie strategicznych projektów. Funkcję CFO i COO obejmuje łącznie Elżbieta Bujniewicz-Belka. Za cały obszar wideo odpowiadać będzie Michał Brański, obecny CEO Grupy Audioteka, która jest częścią WP.

Elżbieta Bujniewicz-Belka jest związana z Wirtualną Polską od ponad 11 lat. Uczestnictwo w programach opcyjnych sprawiło, że jest dziś największym – po założycielach – indywidualnym akcjonariuszem spółki. Przejęcie podwójnej roli CFO/COO formalizuje faktyczny zakres jej dotychczasowych działań, obejmujących nie tylko finanse, ale również nadzór nad realizacją strategicznych projektów operacyjnych.

Jednocześnie cały obszar treści wideo zostaje skupiony pod zarządzaniem Michała Brańskiego. Jako CEO Grupy Audioteka odpowiadał m.in. za rozwój Pilota WP, który w ostatnich latach zwiększył przychody i zanotował dynamiczny wzrost userbase’u. W nowej roli Brański będzie ściśle współpracował z Michałem Oblizajkiem, który obejmuje stanowisko Video & Social Media Director.

Jak podkreśla prezes Wirtualna Polska Holding, Jacek Świderski, zmiana ma odzwierciedlać nowy etap rozwoju Grupy, w którym priorytetem jest nie tylko wizja, ale tempo jej wdrażania. — Najwięksi akcjonariusze angażują się jeszcze mocniej w prowadzenie spółki mediowej, co ma zapewnić sprawność operacyjną i przyspieszyć decyzje — wyjaśnia Świderski.

Zmianom kadrowym towarzyszą odejścia dwóch dotychczasowych członków top managementu. Z WP Media odchodzi Jacek Amsterdamski, pełniący funkcję COO, wcześniej również odpowiedzialny za segment wideo. Karierę poza Grupą kontynuować będzie także Agnieszka Gajzler, odpowiadająca za rozwój Telewizji WP i kształtowanie oferty wideo. Zarząd podkreśla, że oboje odegrali znaczącą rolę w umacnianiu pozycji WP na rynku mediowym.

Ruch WP wpisuje się w obserwowany w branży trend konsolidacji zarządzania wokół osób z największym udziałem właścicielskim oraz silnym mandatem do podejmowania decyzji strategicznych. Upraszczanie struktur i skracanie ścieżki decyzyjnej ma umożliwić szybszą reakcję na dynamiczne zmiany w obszarach wideo, streamingu i mediów społecznościowych — dziś uznawanych za kluczowe dla tempa wzrostu przychodów reklamowych.

Złoty zaskakuje siłą. Kurs euro przy 4,235 – inwestorzy grają pod brak obniżek stóp

Wtorkowe dane z krajowej gospodarki dodają otuchy rodzimej walucie. Dobra kondycja złotego sprowadza wyceny euro poniżej 4,24 PLN. Dzieje się to podczas umocnienia dolara, za czym stoi kilka istotnych czynników. O sile może za to pomarzyć jen, którego dobija wybór Sanae Takaichi na premierkę Japonii.

Euro coraz tańsze

Wczorajsze chwilowe przełamanie poziomu 4,24 PLN na wykresie EUR/PLN nie było przypadkowe. Dziś krajowa waluta ponownie atakuje. Złoty do południa aż dwukrotnie sprowadził notowania euro do 4,235 PLN. Co warte uwagi, dzieje się to podczas umocnienia USD na forex, a przecież w teorii takie otoczenie nie powinno sprzyjać PLN. Okazuje się, że inwestorzy dostrzegają potencjał rodzimej waluty i coraz większą wagę przypisują oddalaniu się scenariusza następujących po sobie kolejnych obniżek stóp procentowych w Polsce do końca roku. Dodatkowo doceniają każde pozytywne zaskoczenie w publikacjach z krajowej gospodarki. Wczoraj, wśród mieszanych danych, większość inwestorów skupiła swoją uwagę na wystrzale produkcji przemysłowej. Dziś lepsza od oczekiwań była produkcja budowlano-montażowa. W ujęciu rocznym wzrosła o 0,2%, mimo oczekiwanego spadku o 2%. Co więcej, w ujęciu miesięcznym skok opiewał na aż 20,6%! Zwróćmy uwagę, że to nie koniec publikacji na ten tydzień. Jutro poznamy sprzedaż detaliczną, a w czwartek stopę bezrobocia. Jeżeli odczyty holistycznie dadzą lepszy od prognozowanego obraz krajowej gospodarki, możemy spodziewać się dalszej dominacji złotego nad euro. Scenariusz przeciwny (gorsze dane) mogą oznaczać powrót kursu EUR/PLN powyżej 4,25 PLN.

Zyskujący dolar

W tym tygodniu notowania głównej pary walutowej świata faworyzują walutę zza oceanu. Jeszcze wczoraj o poranku kurs EUR/USD oscylował przy 1,167 USD. Dziś przed południem otarliśmy się o 1,161 USD. Swobodny spadek (umocnienie USD) zawdzięczamy poprawie nastrojów wokół gospodarki USA. Wyniki amerykańskich spółek zadowalają inwestorów. Dodatkowo wczoraj Donald Trump podpisał umowę z premierem Australii o zwiększeniu dostępu do metali ziem rzadkich i minerałów krytycznych dla Stanów. Australia jest czwartym największym (zaraz po Chinach, Brazylii i Indiach) posiadaczem złóż tego typu. Ruch jest strategicznie dobry dla dwóch stron. Dzięki porozumieniu USA zwiększyły dostępność dostaw cennych surowców. Jednocześnie amerykański kapitał popłynie w kierunku Sydney, co widać po wzrostach wycen australijskich spółek działających w gałęzi metali ziem rzadkich. Ocieplenie wizerunku USD ma związek także z wczorajszą wypowiedzią Kevina Hassetta. Doradca ekonomiczny Białego Domu zasugerował, że zamknięcie rządu może zostać przerwane nawet w tym tygodniu. To otwiera drzwi do względnego unormowania się sytuacji wokół waluty zza oceanu jeszcze przed przesuniętą na ten piątek publikacją danych o inflacji konsumenckiej w USA.

Poturbowany jen

Siła dolara emanuje dziś także na wykresie USD/JPY, który po piątkowej próbie zejścia poniżej 150 JPY dziś odbija i wraca do poziomu 152 JPY. Z punktu widzenia analizy technicznej japońskiej walucie nadal nie udało się nawet domknąć luki wzrostowej z początku ubiegłego tygodnia, czyli zejść do poziomu 147 JPY. To świadczy o złej kondycji jena. Wzrosty notowań USD/JPY to jednak nie tylko efekt mocnego USD. Za ruchem stoi także sytuacja polityczna w kraju. Sanae Takaichi, która jest liderką partii rządzącej, właśnie została pierwszą kobietą obejmującą najwyższe stanowisko kierownicze w Japonii. Nowa premier jest znana jako zwolenniczka stymulowania gospodarki. To właśnie wizja luźnej polityki fiskalnej powoduje obawy o siłę japońskiej waluty w oczach inwestorów rynku walutowego, którzy dziś chętnie wyprzedają jena.

„Podatek od pustostanów” nie obniży cen. Zmieni strategie deweloperów

Nawet 30-krotnie większy podatek od nieruchomości mogą zapłacić przedsiębiorcy, w tym deweloperzy, posiadający puste lokale. W Katowicach urzędnicy już wysyłają wezwania do firm – właścicieli lokali, które od miesięcy stoją puste, z podwyżką podatku.  Dla samorządów to sposób na zwiększenie dochodów oraz możliwe zwiększenie popytu poprzez wywieranie wpływu na deweloperów. Dla inwestorów to potencjalnie setki tysięcy złotych dodatkowych kosztów rocznie. Czy nowe podejście do pustostanów może wymusić korektę cen na rynku mieszkaniowym?

Podstawą do takich działań są obowiązujące obecnie zasady naliczania podatku od nieruchomości, które różnicują stawki w zależności od sposobu użytkowania lokalu. W 2025 roku maksymalna stawka dla lokali mieszkalnych wynosi 1,19 zł za metr kwadratowy, natomiast dla lokali wykorzystywanych do prowadzenia działalności gospodarczej stawka maksymalna to aż 34 zł za metr. Różnica między tymi wartościami jest ogromna – lokal mieszkalny, który zaspokaja potrzeby mieszkaniowe, może kosztować właściciela zaledwie kilkadziesiąt złotych rocznie, podczas gdy mieszkanie, które tej potrzeby nie zaspokaja generuje nawet trzydziestokrotnie wyższe obciążenia. To właśnie ta przepaść sprawiła, że niektóre miasta zaczęły szukać sposobów, aby zakwalifikować puste lokale mieszkalne jako zajęte na prowadzenie działalności gospodarczej i tym samym podnieść wysokość podatku.

Kiedy pusty lokal mieszkalny staje się „gospodarczy”

Definicja lokalu mieszkalnego zajętego na działalność gospodarczą od lat budziła spory. Właściciele mieszkań będący przedsiębiorcami nierzadko otrzymywali wezwania do zapłaty znacznie wyższej stawki, nawet jeśli w długim terminie wynajmowali je wyłącznie na cele mieszkaniowe. Praktyki te miała ujednolicić uchwała Naczelnego Sądu Administracyjnego z października 2024 roku, w której wskazano, że kluczowy jest faktyczny cel użytkowania lokalu. Jeżeli mieszkanie służy zaspokajaniu potrzeb mieszkaniowych, także w ramach najmu długoterminowego, powinna obowiązywać stawka mieszkalna, niezależnie od tego kto jest właścicielem. Natomiast w przypadku lokalu pustego, wykorzystywanego w najmie krótkoterminowym lub w inny sposób niezwiązanego z celami mieszkaniowymi, w przypadku firmy można zastosować stawkę dla działalności gospodarczej.

Na fali tego orzecznictwa niektóre samorządy zaczęły działać bardziej zdecydowanie. W Katowicach urzędnicy już wysyłają firmom właścicielom mieszkań wezwania z niemal trzydziestokrotną podwyżką podatku w sytuacjach, gdy lokale te stoją puste. Rada Miasta w Krakowie przyjęła uchwałę kierunkową, która jest instrukcją dla prezydenta miasta, ale na razie nie oznacza automatycznej zmiany stawek. Gminy dostrzegają w tym rozwiązaniu potencjalne źródło dodatkowych dochodów i jednocześnie próbują wpłynąć na przedsiębiorców posiadających mieszkania, zwłaszcza na deweloperów. Samorządy szczególnie przyglądają się firmom, które utrzymują zapasy niesprzedanych lokali, licząc na poprawę popytu i bardziej sprzyjające warunki rynkowe. Lokalne władze uznają, że to dobry moment, aby sięgnąć po dodatkowe środki do budżetów, a jednocześnie wpisać takie działania w politykę mieszkaniową. W dyskusji pojawiają się nawet postulaty, aby możliwość podwyższonego opodatkowania rozciągnąć wstecz na okres sięgający nawet pięciu lat.

Dla przykładu: podatek za mieszkanie o powierzchni pięćdziesięciu metrów kwadratowych w Warszawie przy stawce mieszkalnej 1,19 zł za metr wynosi około 60 złotych rocznie, natomiast przy stawce 34 zł za metr obciążenie za ten sam lokal to już 1700 złotych rocznie. Różnica wynosi zatem około 1640 zł rocznie, czyli około 150 zł miesięcznie. W mojej opinii dla dewelopera, który sprzedaje mieszkanie za 750 tysięcy złotych, taki koszt jest nieznaczący i nie skłoni go do obniżania cen. Sytuacja zmienia się jednak przy większej skali działalności. Deweloper posiadający sto podobnych lokali zapłaciłby dodatkowo 164 tysiące złotych rocznie, a jeśli gmina zastosowałaby nowe zasady wstecz za pięć lat, obciążenie może sięgnąć nawet około ośmiuset tysięcy do miliona złotych. To już poziom kosztów, o wyeliminowanie których warto walczyć, dlatego można spodziewać się licznych sporów sądowych dotyczących tego, czy niesprzedane mieszkania faktycznie są pustostanami inwestycyjnymi.

Spory, zmiana strategii deweloperów i ryzyko dla podaży

Nawet znaczne wzrosty kosztów kredytów w ostatnich latach nie spowodowały załamania rynku, więc dodatkowe kilkaset tysięcy złotych rocznie dla dużego dewelopera prawdopodobnie nie zmieni zasadniczo sytuacji cenowej. Zmiany mogą natomiast nastąpić w strategiach biznesowych. Firmy mogą zacząć ostrożniej planować inwestycje, bardziej etapować projekty i unikać nadprodukcji mieszkań bez pewności sprzedaży. Możliwe jest również przekierowanie części lokali na wynajem długoterminowy, aby utrzymać status mieszkalny i uniknąć wyższej stawki podatku. Najmniejsi inwestorzy mogą być w tej sytuacji najbardziej narażeni na straty, ponieważ nie dysponują zapleczem prawnym ani finansowym, by walczyć z decyzjami gmin czy dostosowywać strategię w trakcie realizacji inwestycji.

Podsumowując, obecne działania samorządów, choć dla deweloperów i inwestorów mogą oznaczać realne koszty i ryzyko sporów, nie powinny znacząco wpłynąć na ceny mieszkań dla kupujących. Moim zdaniem znacznie poważniejsze skutki dla rynku miałoby wprowadzenie podatku katastralnego, który objąłby szeroką grupę właścicieli i generowałby dużo większe roczne obciążenia niż nawet wyższa stawka podatku stosowana wobec lokali uznanych za gospodarcze.

AI nie zastąpi informatyków, ale może odciążyć zespoły IT

Z jednej strony firmy na całym świecie – również w Polsce – coraz mocniej rywalizują o informatyków, inżynierów i specjalistów z zakresu bezpieczeństwa. Z drugiej – transformacja cyfrowa przyspiesza, a nowe projekty w obszarze AI, automatyzacji czy cyberbezpieczeństwa wymagają coraz bardziej zaawansowanych kompetencji i rozbudowanych zespołów. Gartner przewiduje, że do 2030 roku sztuczna inteligencja wesprze większość operacji w działach IT, a chmura stanie się podstawową infrastrukturą cyfrową przedsiębiorstw. W tym kontekście pojawia się pytanie: czy AI i chmura mogą realnie zmniejszyć presję kadrową, która coraz mocniej hamuje rozwój branży technologicznej?

Technologie zamiast etatów

Deficyt specjalistów IT to wyzwanie systemowe. AI i chmura mogą częściowo wypełnić tę lukę, ale przede wszystkim zmieniają charakter pracy w IT – pozwalają odciążyć zespoły z zadań rutynowych i skupić się na innowacjach. Technologie te wspierają automatyzację procesów, co zwiększa efektywność i elastyczność organizacji. Jednocześnie wymagają nowych kompetencji u pracowników, którzy muszą łączyć umiejętności techniczne z rozumieniem biznesu. – mówi Robert Czarniewski, CFO oraz Wiceprezes Polcom.

Luka kadrowa w sektorze IT jest globalnym problemem – Polska nie jest wyjątkiem. Firmy rywalizują o talenty i doświadczonych specjalistów, podczas gdy transformacja cyfrowa przyspiesza. Gartner prognozuje, że do 2030 roku wszystkie operacje IT będą wspierane przez AI. Automatyzacja monitoringu, obsługi incydentów czy utrzymania systemów sprawi, że mniejsze zespoły będą w stanie realizować zadania wymagające dziś wielokrotnie większych zasobów ludzkich.

Równocześnie migracja do chmury pozwala korzystać z gotowej infrastruktury w modelu abonamentowym i redukować potrzebę budowania kosztownych zespołów utrzymaniowych dla rozwiązań on-premise. To elastyczność, która odciąża kadry IT i przesuwa ich uwagę na zadania strategiczne – rozwój produktów, innowacje czy bezpieczeństwo.

Cyberbezpieczeństwo pod presją skali

Według Identity Theft Resource Center (ITRC) aż 11 osób na sekundę pada ofiarą ataków malware – to ponad 340 mln przypadków rocznie. Skala zagrożeń sprawia, że manualne podejście do ochrony systemów jest nierealne. Patrząc na to z tej perspektywy, AI i automatyzacja to absolutna konieczność w obszarze cyberbezpieczeństwia, ponieważ pozwalają reagować na ataki w czasie rzeczywistym.

AI i chmura nie zastąpią ludzi, ale pozwolą zespołom IT robić więcej, szybciej i bezpieczniej – przy mniejszej liczbie rąk do pracy. To swoisty mnożnik produktywności, który daje firmom czas i przestrzeń na inwestowanie w ludzi. Kluczowe jest jednak, aby technologia szła w parze z edukacją i rozwojem kompetencji, inaczej luka kadrowa pozostanie problemem strukturalnym, podkreśla Robert Czarniewski.

Nowe role, nowe kompetencje

Warto dodać, że według „Future of Jobs Report 2025” Światowego Forum Ekonomicznego do 2030 roku zniknie 92 mln miejsc pracy, ale powstanie 170 mln nowych. Saldo netto to +78 mln etatów. Część tradycyjnych ról w IT przestanie istnieć, ale równolegle pojawią się nowe – analityków danych, specjalistów ds. AI, architektów chmury czy ekspertów od cyberbezpieczeństwa.

Sztuczna inteligencja i chmura mogą złagodzić skutki deficytu pracowników, ale nie zastąpią inwestycji w edukację i programy reskillingu. Tylko połączenie technologii i rozwoju kompetencji cyfrowych stworzy trwałą odpowiedź na kryzys kadrowy w IT.

USA i Australia zawierają przełomowy sojusz surowcowy przeciwko Chinom

Stany Zjednoczone i Australia podpisały przełomowe porozumienie dotyczące współpracy w zakresie minerałów krytycznych, którego głównym celem jest zwiększenie dostępu USA do metali ziem rzadkich oraz zmniejszenie zależności od Chin – dominujących obecnie w globalnych łańcuchach dostaw tych surowców. Umowa została zawarta podczas spotkania prezydenta Donalda Trumpa z premierem Australii, Anthonym Albanese.

W ramach porozumienia obie strony zadeklarowały inwestycje przekraczające 1 mld USD każda, które zostaną zrealizowane w ciągu najbliższych sześciu miesięcy. Środki te zostaną przeznaczone na rozwój projektów wydobywczych i przetwórczych na terenie Australii. Kraj ten dysponuje już gotowym portfelem projektów o wartości 8.5 mld USD, a wsparcie USA obejmie m.in. budowę rafinerii galu o rocznej wydajności 100 ton, realizowaną przez konsorcjum Alcoa-Sojitz. Dodatkowo Bank Eksportowo-Importowy USA wystawił listy intencyjne na finansowanie inicjatyw o łącznej wartości ponad 2.2 mld USD.

Porozumienie zawiera także elementy ochrony rynków wewnętrznych przed nieuczciwymi praktykami handlowymi, w tym możliwość wprowadzenia cen minimalnych. To odpowiedź na coraz częstsze ograniczenia eksportowe wprowadzane przez Chiny, dotyczące m.in. galu, germanu i antymonu. Rynki zareagowały entuzjastycznie – akcje australijskich firm górniczych, w tym Lynas Rare Earths, poszły w górę. Spółka ta pozostaje jedynym producentem ciężkich metali ziem rzadkich poza Chinami.

Zawarte porozumienie jest najważniejszą umową surowcową między krajami Zachodu w ostatnich latach. Wzmacnia ono strategiczny sojusz USA i Australii, wpisując się w szerszą rywalizację z Chinami o kontrolę nad kluczowymi łańcuchami dostaw surowców niezbędnych dla nowoczesnych technologii i bezpieczeństwa narodowego.

W ramach pogłębionej współpracy militarnej Australia zakupi również podwodne drony o wartości 1.2 mld USD oraz śmigłowce bojowe Apache w osobnej umowie opiewającej na 2.6 mld USD. Kluczowym elementem pozostaje również planowany zakup do pięciu okrętów podwodnych klasy Virginia w ramach porozumienia AUKUS, którego przyszłość jest obecnie przedmiotem przeglądu przez administrację Trumpa.

Pomimo strategicznego zbliżenia, w relacjach handlowych nadal występują napięcia – prezydent Trump nie zadeklarował zamiaru zniesienia 10-procentowych ceł na australijskie towary. Premier Albanese natomiast stara się utrzymać równowagę w relacjach międzynarodowych i w lipcu odwiedził Pekin, próbując pogodzić współpracę z USA z interesami w regionie Azji i Pacyfiku.

Zawarta umowa stanowi wyraźny sygnał, że surowce krytyczne stają się nie tylko przedmiotem polityki przemysłowej, ale też narzędziem geopolitycznego wpływu. Wzmacnia ona pozycję Australii jako kluczowego partnera Zachodu w uniezależnianiu się od chińskich dostaw, a jednocześnie podkreśla rosnącą rolę zasobów naturalnych w kształtowaniu globalnego porządku.

Rynek leasingu w Polsce rośnie najszybciej w Europie. Jesteśmy już w TOP5

  • Polska jest piątym co do wielkości rynkiem leasingu w Europie
  • 44% inwestycji firm w Polsce finansowanych jest przez leasing – to najwyższy poziom w Europie
  • Region Europy Środkowo-Wschodniej, z Polską na czele, rozwija się najszybciej w całej Europie
  • Leasing samochodowy pozostaje dominującym segmentem, a zielone finansowanie zyskuje na znaczeniu

Polska należy do liderów europejskiego rynku leasingu – zarówno pod względem tempa wzrostu, jak i znaczenia dla finansowania inwestycji przedsiębiorstw. Według najnowszego raportu Leaseurope Annual Statistical Report 2024, europejski sektor leasingowy zwiększył wartość nowych umów o 3,1% rok do roku, osiągając 454 mld euro. Polska, reprezentująca region Europy Środkowej i Wschodniej, znalazła się w gronie krajów o najwyższej dynamice wzrostu, a pod względem wielkości rynku pozostaje na 5. miejscu w Europie, po Wielkiej Brytanii, Niemczech, Francji i Włoszech.wartość finansowania w 2024 roku w Europie

Polska liderem w wykorzystaniu leasingu

Polska może pochwalić się najwyższym w Europie wskaźnikiem wykorzystania leasingu w finansowaniu inwestycji przedsiębiorstw. Według Leaseurope, aż 44% nakładów firm na sprzęt, maszyny i pojazdy jest finansowanych za pomocą leasingu. Dla porównania, w Wielkiej Brytanii wskaźnik ten wynosi 43%, w Niemczech 28%, a średnia europejska to 28%.

Wyniki raportu potwierdzają, że leasing jest jednym z głównych motorów inwestycji w Polsce. To narzędzie, z którego przedsiębiorcy korzystają nie tylko ze względu na dostępność, ale również elastyczność i dopasowanie do potrzeb firm. Szczególnie mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa, które stanowią ponad 70% klientów branży, wykorzystują leasing jako skuteczny sposób finansowania rozwoju – mówi Monika Constant, prezeska Związku Polskiego Leasingu.wskaźnik penetracji leasingiem

Europa Środkowo-Wschodnia w ofensywie

Region Europy Środkowo-Wschodniej (CEE), obejmujący m.in. Polskę, Czechy, Węgry i Słowację, był w 2024 r. najszybciej rozwijającym się obszarem leasingowym w Europie. Tempo wzrostu finansowania inwestycji przekroczyło 10%, podczas gdy duże rynki – jak Niemcy czy Włochy – odnotowały spadki.

Polska pozostaje najważniejszym rynkiem w tym regionie, odpowiadając za największą część finansowania udzielanego przedsiębiorcom i stanowiąc wzorzec dla sąsiednich krajów w zakresie rozwoju oferty leasingowej dla MŚP.

2024 rok był kolejnym z rzędu, w którym branża leasingowa wzrosła dwucyfrowo – o 10,4 proc. Tym samym wartość sfinansowanych ruchomości i nieruchomości wyniosła 110,5 mld zł w ubiegłym roku. W tym roku wzrost może nieco wyhamować. Szacujemy, że rynek wzrośnie o 6%, a to by oznaczało to, że w całym 2025 roku rynek osiągnie wartość około 116,6 mld zł. Mniejszy niż wcześniej prognozowaliśmy wzrost jest wynikiem sporej niepewności geopolitycznej, ale także opóźnień inwestycji infrastrukturalnych – mówi Monika Constant. – W 2025 roku kluczowe znaczenie dla dynamiki rynku będzie miało tempo uruchamiania pieniędzy unijnych, stabilizacja stóp procentowych oraz rozwój inwestycji prywatnych. Leasing pozostanie dla przedsiębiorców najważniejszym i najbardziej elastycznym źródłem finansowania rozwoju – dodaje prezeska Związku Polskiego Leasingu.

top 5 rynków leasingu w Europie

Motoryzacja wciąż na czele

Leasing pojazdów pozostaje główną siłą napędową rynku – w Europie odpowiadał w 2024 roku za ok. 75% wszystkich nowych umów. Wartość finansowania samochodów osobowych wzrosła o 4,4%, a pojazdów dostawczych i ciężarowych o 5,7%.

Polski rynek ma podobną strukturę – zdecydowana większość finansowania dotyczy środków transportu. Coraz szybciej rośnie jednak udział pojazdów nisko- i zeroemisyjnych. W całej Europie już co czwarty samochód finansowany przez firmy leasingowe był elektryczny (BEV), a ich liczba wzrosła o ponad 20% rok do roku. Polska, choć startuje z niższego poziomu, konsekwentnie zwiększa udział finansowania aut elektrycznych i wspiera rozwój flot niskoemisyjnych.struktura finansowania leasingiem w Europie

 

Zmiany w CEIDG coraz bliżej? Minister Majewska chce lepszej ochrony danych przedsiębiorców

W odpowiedzi na pismo Michała Jarosa, Sekretarza Stanu w Ministerstwie Rozwoju i Technologii, Agnieszka Majewska odniosła się do pytań dotyczących zasad publikacji danych przedsiębiorców w Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej. Rzecznik MŚP pozytywnie przyjmuje rozpoczęcie debaty nad ewentualną potrzebą zmiany zasad publikacji danych przedsiębiorców w CEIDG. Jak zaznacza, „dane osobowe przedsiębiorców będących osobami fizycznymi powinny podlegać odpowiedniej ochronie, czemu nie powinien stać na przeszkodzie profesjonalny charakter wykonywanej przez te osoby działalności gospodarczej”. Dlatego poziom ochrony ich danych nie powinien być niższy niż w przypadku pozostałych osób.

Zarazem jednak bezpieczeństwo obrotu gospodarczego wymaga udostępniania w rejestrach publicznych danych podmiotów uczestniczących w tym obrocie.  Minister Majewska zaznacza jednak, że obligatoryjnemu publikowaniu powinny podlegać tylko dane niezbędne, takie jak adres do korespondencji. Kwestia obligatoryjnego publikowania innych danych, w szczególności adresu stałego wykonywania działalności gospodarczej, powinna stać się przedmiotem pogłębionych analiz i konsultacji ze środowiskiem przedsiębiorców.

Minister Majewska opowiedziała się także za rozważeniem zmian takich jak wprowadzenie dobrowolności ujawniania określonych kategorii informacji i potrzebą unikania tworzenia zbytecznych ciężarów biurokratycznych po stronie przedsiębiorcy, którego dane widnieją w powszechnie dostępnych rejestrach. Jej zdaniem warto też rozważyć mechanizm automatycznego „ukrywania” części danych w określonych sytuacjach, np. w przypadku zakończenia wykonywania działalności gospodarczej. Dane te mogłyby być udostępniane pod warunkiem wykazania interesu prawnego po stronie wnioskodawcy.

Generalnie za wątpliwy uznaje Agnieszka Majewska model, w którym zasady publikowania danych uczestników obrotu gospodarczego mogą w istotny sposób różnić się wyłącznie z powodu odmiennej formy wykonywania działalności gospodarczej. Wszelkie odmienności w tym zakresie muszą wynikać z merytorycznie uzasadnionych przyczyn.

Polski system emerytalny wciąż wśród najsłabszych w Europie – wyniki indeksu Mercer 2025

Mercer, firma należąca do Grupy Marsh McLennan (NYSE: MMC) oraz CFA Institute opublikowały 17. edycję corocznego rankingu systemów emerytalnych – Mercer CFA Institute Global Pension Index (MCGPI).

W 2025 roku ocenę A utrzymały systemy emerytalne w Holandii, Islandii, Danii i Izraelu. Po raz pierwszy ocenę A otrzymał także Singapur, jako jedyny kraj w Azji, który osiągnął tę ocenę.

W obliczu rosnącej globalnej niepewności, wzrost i skala aktywów funduszy emerytalnych coraz częściej skłaniają rządy do poszukiwania sposobów na skierowanie części tego kapitału na priorytety narodowe. Tegoroczny Indeks omawia nieoczekiwane konsekwencje jakie mogą mieć interwencje rządowe i przedstawia osiem zasad, które mogą pomóc rządom odpowiednio zrównoważyć interesy uczestników prywatnych planów emerytalnych oraz szerszych priorytetów narodowych.

„Ponieważ ludzie żyją coraz dłużej, a rynki pracy się zmieniają, rządy są pod presją dostosowania systemów emerytalnych” — skomentowała Christine Mahoney, globalna liderka Mercer ds. planów emerytalnych zdefiniowanych świadczeń i składek. „Jednak reforma emerytalna nigdy nie jest prosta. Ocena możliwych skutków jest niezbędna, dlatego pracodawcy, rządy i dostawcy planów emerytalnych powinni mieć głos w kształtowaniu bardziej elastycznych systemów emerytalnych.”

Margaret Franklin, CFA, prezes i dyrektor generalna CFA Institute, dodała: „Regulacje i działania rządowe – od polityki podatkowej po wymagania inwestycyjne – mają głęboki wpływ na to, jak fundusze emerytalne mogą alokować kapitał. W sytuacji, gdy niektóre systemy oczekują od funduszy emerytalnych inwestycji uwzględniających interes narodowy, środowisko profesjonalnych inwestorów musi ostrzegać przed niezamierzonymi konsekwencjami, które mogą się pojawić, gdy wymagania lub ograniczenia zniekształcą system. Jak jasno wskazuje Indeks, podstawowym celem emerytur musi pozostać zabezpieczenie dochodu emerytalnego, kierowane przede wszystkim obowiązkiem powierniczym. Systemy emerytalne działają najlepiej, gdy równoważą innowacje i priorytety narodowe z trwałą odpowiedzialnością za służbę interesom końcowych inwestorów.”

Rządowe wymagania a współpraca

Rządy na całym świecie od dawna mają wpływ na kształtowanie sposobu inwestowania prywatnych funduszy emerytalnych, narzucając wytyczne mające na celu ochronę emerytów lub zachęcając sektor emerytalny do wspierania krajowych celów gospodarczych. Kraje takie jak Wielka Brytania, Kanada, Australia i Malezja niedawno zachęcały fundusze emerytalne do wspierania krajowej infrastruktury i innowacji. Tymczasem w innych krajach toczą się debaty na temat tego, czy fundusze emerytalne powinny być zobowiązane do uwzględniania czynników środowiskowych, społecznych i zarządzania systemem, zamiast skupiać się wyłącznie na wynikach finansowych przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych.

„Systemy emerytalne, które nie mają restrykcji lub są one ograniczone, mają tendencję do osiągania lepszych wyników w Indeksie” — skomentował Tim Jenkins, główny autor raportu i partner w Mercer. „To sugeruje, że zamiast stawiać wymagania, rządy mogą skupić się na uczynieniu opcji inwestycyjnych atrakcyjnymi, promowaniu przejrzystości i skutecznego zarządzana oraz wspieraniu współpracy z sektorem prywatnym w celu wspierania stabilnych systemów emerytalnych i wzrostu gospodarczego.

Krzysztof Nowak – Prezes Mercer Polska dodaje: „Ocena – wartość indeksu dla Polski w tegorocznym badaniu systemów emerytalnych to 57 punkty, o 0.2 punktu więcej niż w 2024 roku (wzrost oceny to efekt lepszych wskaźników ekonomicznych dla Polski – głównie prognoz wzrostu PKB). Zauważmy jednocześnie, że w tym roku jedynie sześć krajów uzyskało niższą ocenę (wartość indeksu) niż w 2024 roku, co więcej w przypadku kilku systemów wzrost był znaczący. Z tej perspektywy lepsza ocena Polski w stosunku do ubiegłego roku nie wygląda spektakularnie.

Polska ponownie znalazła się w grupie krajów zaliczonych do kategorii C (przed nami są cztery „lepsze” kategorie, za nami w praktyce już tylko jedna) – tutaj bez zmian w stosunku do 2024 roku. Do tej samej kategorii zaliczono m.in. Japonię, Włochy, Południową Afrykę, Austrię, Koreę Południową oraz Chiny. Z nieco bardziej dla nas egzotycznych krajów podobnie oceniono systemy emerytalne m.in. Botswany oraz Namibii. Podkreślić warto, że Polska znalazła się na czwartym miejscu w swojej kategorii, wyprzedzając m.in. Austrię, która znalazła się na miejscu dziesiątym. W ostatniej kategorii krajów (D) znalazły się: Turcja, Filipiny, Argentyna i Indie.

Kraje, które uzyskały liczbę punktów w Indeksie powyżej 80, otrzymały ocenę A. To kraje, które oferują solidny system emerytalny, który zapewnia dobre świadczenia, jest stabilny i cechuje się wysokim poziomem integralności. W tym gronie mamy trzy kraje z Europy, odpowiednio: Holandię, Islandię i Danię plus Singapur (po raz pierwszy w rankingu, i jako pierwszy kraj z Azji) oraz Izrael.

Rekomendacje dot. zmian w polskim systemie emerytalnym od lat pozostają bez zmian. Wśród nich na pierwszym miejscu znajduje się postulat zwiększenia znaczenia elementu kapitałowego systemu emerytalnego (u nas są nim m.in. OFE, PPK, PPE) – pamiętajmy bowiem, że w naszym kraju wciąż (i długo tak będzie, jeżeli system nie zostanie istotnie zmieniony) podstawowa część świadczeń emerytalnych wypłacana jest przez ZUS, w ramach tzw. systemu redystrybucyjnego. Podkreślmy też, że źródłem tych wypłat nie są „odłożone i zaoszczędzone” środki, ale bieżące składki na ZUS oraz dopłaty z budżetu. Kolejne dwa postulaty to zwiększenie skali oszczędności gospodarstw domowych oraz wzrost aktywności zawodowej osób 50+. Widać od razu, że każda z tych rekomendacji dotyczy niezwykle złożonego zagadnienia, gdzie postęp i zmianę można osiągnąć jedynie konsekwentnymi i kompleksowymi działaniami”.

Zapewnienie dochodów emerytalnych poprawia się w skali globalnej

Kraje, które uzyskały liczbę punktów w Indeksie powyżej 80, otrzymały ocenę A. To kraje, które oferują solidny system emerytalny, który zapewnia dobre świadczenia, jest stabilny i cechuje się wysokim poziomem integralności.

Indeks wykorzystuje ważoną średnią podindeksów adekwatności, stabilności i integralności. W każdym z tych podindeksów najwyższe wartości osiągnęły: Kuwejt w kategorii adekwatności, Islandia w kategorii stabilności oraz Finlandia w kategorii integralności.

Co godne uwagi, w tym roku osiem systemów emerytalnych poprawiło swoją ocenę w Indeksie, a żaden system nie obniżył swojej oceny. Oznacza to, że zapewnienie dochodów emerytalnych poprawia się w skali globalnej – co jest niezwykle ważne, zwłaszcza w obliczu wydłużającej się długości życia i spadającej liczby urodzeń.

2025 Mercer CFA Institute Global Pension Index

Kraj Ocena całościowa Liczba puktów Adekwatność Stabilność Integralność
Holandia A 85.4 86.1 83.5 86.8
Islandia A 84.0 83.0 85.7 83.3
Dania A 82.3 82.9 85.0 77.6
Singapur A 80.8 79.4 75.5 90.4
Izrael A 80.3 75.6 83.2 83.6
Szwecja B+ 78.2 76.8 76.3 83.0
Australia B+ 77.6 69.0 81.1 86.4
Chile B+ 76.6 71.9 74.9 86.6
Finlandia B+ 76.6 77.4 65.6 90.6
Norwegia B+ 76.0 77.8 65.2 88.4
Szwajcaria B 72.4 66.3 72.9 81.6
Wielka Brytania B 72.2 75.9 63.2 79.0
Kuwejt B 71.9 86.6 65.4 57.6
Urugwaj B 71.1 83.8 53.1 75.8
Hongkong SAR B 70.6 66.6 62.0 89.2
Kanada B 70.4 67.2 67.0 80.2
Nowa Zelandia B 70.4 65.2 68.2 81.7
Francja B 70.3 85.2 48.6 76.8
Meksyk B 69.3 73.5 64.1 69.8
Belgia B 69.2 81.5 42.7 86.8
Chorwacja B 68.7 66.8 60.5 83.2
Niemcy B 67.8 81.0 47.5 75.0
Irlandia B 67.7 72.9 51.6 81.8
Arabia Saudyjska B 67.6 75.0 54.6 74.2
Portugalia B 67.6 83.7 36.4 85.4
Kazachstan B 65.0 47.0 74.2 81.1
Zjednoczone Emiraty Arabskie C+ 64.9 79.4 40.6 75.5
Hiszpania C+ 63.8 83.0 34.2 74.4
Kolumbia C+ 62.5 64.3 55.9 69.0
USA C+ 61.1 64.1 59.9 58.0
Oman C+ 60.9 68.3 44.6 71.7
Malezja C+ 60.6 54.0 55.9 77.5
Botswana C 59.8 54.3 48.0 85.0
Namibia C 59.1 59.5 50.8 70.4
Panama C 59.1 62.1 52.5 63.8
Polska C 57.0 59.5 45.9 68.6
Włochy C 57.0 69.4 27.9 77.8
Chiny C 56.7 61.4 40.1 72.3
Japonia C 56.3 57.1 48.0 66.8
Brazylia C 56.2 70.6 31.8 67.3
Peru C 55.3 55.4 48.5 64.8
Austria C 54.5 67.5 24.0 76.4
Korea C 53.9 40.1 53.3 76.8
Wietnam C 53.7 57.1 38.7 69.3
Tajwan C 51.8 41.0 52.3 68.5
Republika Południowej Afryki C 51.0 38.0 48.2 75.7
Indonezja C 51.0 40.1 50.3 69.3
Tajlandia C 50.6 47.9 44.8 63.1
Turcja D 48.2 49.0 31.1 71.1
Filipiny D 47.1 40.6 64.4 33.2
Argentyna D 45.9 60.8 31.3 42.4
Indie D 43.8 34.7 43.8 58.4

Po dwóch latach turbulencji sektor budowlany łapie równowagę. Czy nadejdzie odbicie?

Branża budowlana to kolejny sektor polskiej gospodarki, który jest od co najmniej 2 lat jednym z liderów w rankingach upadłości i restrukturyzacji. Powodów takiego stanu rzeczy jest kilka, przede wszystkim – wysoka inflacja, koszty materiałów, pracy oraz koszty energii. Dochodzą do tego coraz częściej słaba kondycja finansowa deweloperów oraz opóźnienia w inwestycjach. Nie wygląda to dobrze. Czy zatem jest jakaś nadzieja dla tej branży na nadchodzące miesiące i lata?

Według ekspertów, sektor budowlany w Polsce w 2025 roku znajduje się w delikatnej równowadze. Nie widać dramatycznego załamania w branży, ale trudno też mówić o wyraźnym ożywieniu. Produkcja budowlano-montażowa w pierwszej połowie roku spadła symbolicznie, o niespełna procent.

Najsłabiej radzi sobie budownictwo mieszkaniowe i kubaturowe, gdzie inwestorzy wstrzymują nowe projekty. Z kolei roboty specjalistyczne – instalacyjne i wykończeniowe – notują wyraźny wzrost, co pokazuje, że sektor coraz mocniej przesuwa się w stronę specjalizacji.

Analizując dane z rynku, można chyba powiedzieć, że polskie budownictwo stoi dziś między stagnacją a możliwością odbicia. Najbliższe miesiące będą okresem weryfikacji dla wielu firm i generalnie całej branży. Wyjątkowo ważna stanie się elastyczność, kontrola kosztów i gotowość do specjalizacji. Od między innymi tych czynników zależeć będzie sytuacja sektora budowlanego w najbliższych latach i tempo jego wzrostu.

Oczywiście nie można w tym wszystkim pominąć tempa uruchamiania środków unijnych, w tym funduszy z KPO. Ważny będzie również dalszy spadek inflacji i poprawa dostępności finansowania. Optymiści twierdzą, że jeszcze w tym roku wzrost wartości sektora budowlanego w Polsce wyniesie 3 procent. A w przyszłym roku udział budownictwa w PKB ponownie zbliży się do 10 procent.

Wygląda więc, że eksperci spodziewają się odbicia w całej branży i całkiem niezłej dynamiki wzrostu. Być może „budowlanka” już za rok lub dwa nie będzie na szczycie list upadłości i restrukturyzacji?

Autor: Adam Pasternak, Kancelaria Lege Restrukturyzacje

Polska konstelacja CAMILA będzie obrazować Ziemię teleskopami Scanway – podpisano umowę wykonawczą o wartości ok. 3,55 mln EUR

Scanway zawarł umowę wykonawczą z Creotech Instruments dotyczącą współpracy w projekcie CAMILA (Country Awareness Mission In Land Analysis). Największą cywilną konstelację satelitarną w historii polskiego sektora kosmicznego utworzą łącznie cztery satelity: trzy optyczne oraz jeden radarowy. Generalnym wykonawcą projektu jest Creotech Instruments, a źródłem finansowania polska składka do Europejskiej Agencji Kosmicznej ESA. Dzięki własnej, niezależnej konstelacji, Polska zapewni sobie dostęp do najnowszych technologii satelitarnych, co przełoży się na wzrost bezpieczeństwa i rozwój krajowej gospodarki opartej na danych.

  • Scanway w ramach projektu CAMILA dostarczy dwa instrumenty optyczne do obserwacji Ziemi przeznaczone do dwóch satelitów: jeden teleskop o wysokiej rozdzielczości i jeden teleskop o niższej rozdzielczości
  • Wartość umowy wynosi ok. 3,55 mln EUR i uwzględnia już wpływy z tytułu rozpoczęcia prac w ramach zawartego w sierpniu br. „Authorization to Proceed”
  • Umowa może być rozszerzona o dostarczenie dodatkowego teleskopu optycznego o wysokiej rozdzielczości oraz wsparcie w operowaniu satelitami po wyniesieniu konstelacji, co może zwiększyć jej wartość do ok. 4,40 mln EUR

– Największa i najbardziej zaawansowana cywilna konstelacja satelitarna do obserwacji Ziemi w Polsce zostanie wyposażona w instrumenty optyczne Scanway. Projekt CAMILA zasilą co najmniej dwa nasze teleskopy: jeden o wysokiej rozdzielczości i jeden o niższej rozdzielczości. Realizacja tego kluczowego dla wzmocnienia polskich zdolności obserwacyjnych z kosmosu zadania została wyceniona na ok. 3,55 mln EUR. Podpisana dziś umowa wykonawcza z Creotech Instruments przewiduje możliwość jej rozszerzenia o dostarczenie dodatkowego teleskopu optycznego o wysokiej rozdzielczości oraz wsparcie w operowaniu satelitami po wyniesieniu konstelacji, co może zwiększyć wartość umowy do ok. 4,40 mln EUR komentuje Jędrzej Kowalewski, Prezes Zarządu Scanway S.A.

Umowa wykonawcza zawarta z Creotech Instruments, będącym generalnym wykonawcą projektu CAMILA, jest podzielona na dwie fazy. Pierwsza z nich – o wartości ok. 1 mln EUR – planowo ma zakończyć się na przełomie I i II kwartału 2026 roku przeglądem PDR (ang. Preliminary Design Review). Akceptacja tego etapu prac przez Creotech Instruments i Europejską Agencję Kosmiczną uruchomi drugą, ostatnią fazę.

Projekt CAMILA ma dla nas szczególne znaczenie. Stanowi istotny wkład w rozwój polskich zdolności kosmicznych oraz potwierdza naszą gotowość do udziału w dużych programach publicznych z zaangażowaniem Europejskiej Agencji Kosmicznej ESA. Współpraca z generalnym wykonawcą projektu oraz pozostałymi podywkonawcami stwarza doskonałą przestrzeń do wymiany doświadczeń i podnoszenia kompetencji wśród krajowych firm, dzięki czemu będą one mogły jeszcze efektywniej konkurować na globalnym rynku kosmicznym na którym jako Scanway coraz mocniej zaznaczamy swoją obecność. Nasz cel strategiczny to stanie się jednym z największych integratorów ładunków optycznych w Europie do końca 2028 roku i dążenie do wejścia do grona czołowych, komercyjnych integratorów na świecie dodaje Jędrzej Kowalewski.

CAMILA to projekt mający na celu stworzenie polskiej konstelacji satelitów obserwacyjnych, dostarczających danych optycznych i radarowych do zastosowań głównie cywilnych na potrzeby administracji publicznej, nauki oraz sektora prywatnego. Konstelacja do obserwacji Ziemi będzie składać się z czterech satelitów: dwóch optycznych o wysokiej rozdzielczości, jednego optycznego o niższej rozdzielczości oraz jednego radarowego. ESA zawarła umowę z Creotech Instruments jako generalnym wykonawcą projektu, który część z wymaganego zakresu prac powierza podwykonawcom dla których łącznie przypadnie ok. 29,9 mln EUR.

Konstelacja zwiększy krajowe zdolności kosmiczne, a także wesprze kluczowe sektory, które wykorzystują obrazowania satelitarne m.in. branżę rolniczą, energetyczną, ubezpieczeniową czy logistyczną. Projekt jest również strategicznym elementem w zakresie monitoringu infrastruktury krytycznej, w tym efektów zmian klimatycznych i bezpieczeństwa granic państwa. Dzięki posiadaniu własnej, niezależnej konstelacji, Polska zyska dostęp do najnowszych technologii satelitarnych, co przełoży się na wzrost bezpieczeństwa, rozwój gospodarki opartej na danych oraz promocję krajowych technologii na rynkach międzynarodowych.

Scanway to jeden z kilkunastu kluczowych, europejskich dostawców systemów optycznych dla sektora kosmicznego. Spółka posiada flight heritage, a jej technologia została wykorzystana w siedmiu wyniesionych dotychczas ładunkach optycznych. Współpracuje z klientami z Europy, Azji i Ameryki, a źródła przychodów dywersyfikuje łącząc kontrakty komercyjne, finansowanie z ESA oraz środki z dużych programów publicznych. Około 80% zespołu firmy to inżynierowie z doświadczeniem w projektowaniu, integracji i testowaniu systemów optycznych i satelitarnych.

Niewypłacalności polskich firm rosną najszybciej w Europie. Allianz Trade ostrzega, że najtrudniejsze dopiero nadchodzi

Według najnowszego raportu Allianz Trade liczba niewypłacalności firm w Polsce wzrośnie o 14% w 2025 r. oraz o kolejne 5% w 2026 r.. Co więcej — nasz kraj już dziś znajduje się poza skalą większości porównań europejskich, ponieważ w latach 2019–2024 odnotował wzrost niewypłacalności aż o 427%, co jest jednym z najwyższych wyników w Europie.

Allianz Trade podkreśla, że nie są to skutki ceł czy globalnej wojny handlowej, lecz wewnętrznych strukturalnych problemów polskiej gospodarki, szczególnie w sektorze mikro i małych przedsiębiorstw (MŚP).

MŚP przeciążone kosztami. Polska strukturalnie traci konkurencyjność

Według Allianz Trade polskie firmy MŚP są dziś obciążone wyjątkowo mocno:

  • energią — jedne z najwyższych kosztów w Europie,
  • wynagrodzeniami — gwałtownie rosnącymi od 2022 r.,
  • kosztem pieniądza — wciąż wysokie oprocentowanie kredytów i leasingów,
  • ryzykiem wzrostu obciążeń podatkowych, m.in. poprzez możliwą zmianę zasad naliczania składki zdrowotnej.

Co ważne — coraz więcej firm nie upada przez klasyczną bankructwo, ale korzysta z uproszczonych restrukturyzacji, które z założenia miały „dać drugą szansę”, ale obecnie są masowo nadużywane.

Ponad 90% polskich niewypłacalności przyjmuje formę restrukturyzacji, które polegają de facto na zaprzestaniu spłaty zobowiązań, przerzucając koszty na dostawców — w większości inne firmy MŚP.

Jednocześnie:

  • tylko 1 na 3 restrukturyzacje dochodzi do etapu układu,
  • a niewielki ułamek kończy się rzeczywistym uratowaniem przedsiębiorstwa.

To oznacza, że polskie MŚP finansują przetrwanie swoich niewypłacalnych kontrahentów — co tworzy efekt kuli śnieżnej, szczególnie w lokalnych łańcuchach dostaw.

Najtrudniejsze sektory w Polsce (dane po III kwartale 2025)

  • Budownictwo: +30% więcej niewypłacalności rok do roku – sektor silnie obciążony kosztami pracy, energii i finansowania.
  • Usługi: aż 36% wszystkich przypadków niewypłacalności – szczególnie B2B, transport, gastronomie i usługi lokalne.
  • Handel hurtowy: rosnące ryzyko efektu domina przez restrukturyzacje i zatory płatnicze.

Co nas czeka?

Allianz Trade prognozuje, że 2025 i 2026 będą nadal trudne, a ewentualne wyhamowanie możliwe dopiero w 2027 r. — pod warunkiem, że:

  • uda się ustabilizować koszty energii,
  • nie dojdzie do podwyżek podatków i składek,
  • tempo restrukturyzacji zostanie ograniczone legislacyjnie,
  • środki z KPO realnie dotrą do sektora prywatnego.

Konkluzja

Polska nie mierzy się obecnie przede wszystkim z „nagłym szokiem gospodarczym”, lecz z głębokim, długoterminowym osłabieniem kondycji MŚP, wynikającym z trwałego rozminięcia się kosztów prowadzenia działalności i realnych marż rynkowych.

To właśnie wewnętrzne strukturalne napięcia, a nie czynniki globalne, będą w najbliższych kwartałach decydować o liczbie niewypłacalności w Polsce.

Więcej na ten temat: https://ceo.com.pl/globalna-fala-niewyplacalnosci-firm-przyspieszy-punkt-zwrotny-dopiero-w-2027-r-53091

LM PAY S.A. pionier finansowania usług medycznych świętuje 15 lat działalności – „Byliśmy fintechowym start-upem, zanim to stało się modne”

LM PAY S.A., spółka specjalizująca się w finansowaniu prywatnych usług medycznych i estetycznych, obchodzi 15-lecie działalności. Firma rozpoczęła działalność w 2010 r. przez pewien działając jako MediRaty, a po podjęciu decyzji o wejściu na zagraniczną giełdę, w 2022 r. działa pod nazwą LM PAY S.A.

Jakub Czarzasty, założyciel i prezes LM PAY S.A.:
„Byliśmy startupem fintech, zanim stało się to modne i to w branży, której inni się obawiali.  Piętnaście lat temu zadałem sobie pytanie: dlaczego pacjenci rezygnują z leczenia, mimo że medycyna może im pomóc? Odpowiedź była oczywista – barierą były koszty. Naszą misją stało się umożliwienie leczenia bez odkładania go na później i bez finansowych kompromisów.”

Od pożyczek medycznych do kompleksowych rozwiązań fintech

LM PAY konsekwentnie rozwija swoją ofertę finansowania usług zdrowotnych i estetycznych. Z rozwiązań spółki korzysta już ponad 13 tys. klinik, gabinetów i salonów, a rocznie obsługuje ponad 40 tys. klientów w ponad 300 kategoriach usług.

W 2019 r. firma jako pierwsza w Polsce wprowadziła płatności odroczone w placówkach medycznych, uruchamiając markę MediPay z hasłem Care Now, Pay Later (#CNPL). Najnowszym projektem, wdrożonym w 2025 r., jest CUK Flex Pay – system finansowania składek ubezpieczeniowych w CUK Ubezpieczenia.

Jakub Czarzasty, Prezes LM PAY S.A.: „Naszą misją od początku jest, aby korzystanie z naszych usług było proste. Dziś idziemy krok dalej – łączymy wellbeing klientów z innowacyjnym podejściem do finansowania, także w obszarze ubezpieczeń.”

Stabilny wzrost i giełdowy debiut

Fundamentem rozwoju LM PAY są długofalowe relacje z partnerami. Firma współpracuje z placówkami w całej Polsce, zapewniając im bezpłatny dostęp do systemu, szkolenia, materiały marketingowe oraz wsparcie dedykowanych konsultantów.

LM PAY świadomie stawia na czynnik ludzki w obsłudze klientów – posiada własne, wykwalifikowane Call Center i rozbudowany zespół opiekunów klinik. Nie dąży do automatyzacji za wszelką cenę, uznając, że prawdziwa jakość i zaufanie wymagają realnego, uważnego kontaktu z drugim człowiekiem, a nie algorytmów i botów.

„Sukces budują ludzie – zespół, partnerzy, klienci i inwestorzy. Dzięki ich zaufaniu możemy wyznaczać nowe standardy w branży i planować dalszy rozwój.” – dodaje prezes Czarzasty.

LM PAY S.A. – spółka, która zaczynała jako niewielki start-up, jest dziś notowana na giełdzie w Düsseldorfie i planuje dalsze inwestycje w rozwiązania finansowe dla sektora medycznego i ubezpieczeniowego.

15 lat później – historia, która inspiruje

Od jednej idei po spółkę giełdową – LM PAY przeszło drogę pełną wyzwań i kreatywnych rozwiązań. Firma pokazuje, że fintech może realnie zmieniać życie pacjentów – od ułatwienia dostępu do zabiegów po elastyczne finansowanie ubezpieczeń.

„Najciekawsze rozwiązania dopiero przed nami. Chcemy nadal wyprzedzać trendy i oferować innowacyjne finansowanie, które realnie wspiera ludzi. Przyzwyczailiśmy się już, że nasze pomysły są kopiowane – to dla nas komplement i chętnie damy konkurencji kolejne powody do inspiracji” – podsumowuje Jakub Czarzasty.

Materiały multimedialne (film, historia firmy) dostępne tutaj:
▶️ Jakub Czarzasty o początkach LM PAY
▶️ Pełna historia LM PAY

O LM PAY S.A.

LM PAY S.A. to polski fintech działający na rynku od 2010 roku, specjalizujący się w płatnościach odroczonych i ratalnych dla sektora zdrowia i urody. Firma współpracuje z tysiącami klinik, gabinetów i salonów w całej Polsce. Jej flagowe marki – MediRaty i MediPay – umożliwiają klientom indywidualnym finansowanie prywatnych usług medycznych i estetycznych. Z usług LM PAY S.A. korzysta rocznie ponad 40 000 pacjentów. W listopadzie 2023 roku spółka zadebiutowała na Giełdzie Papierów Wartościowych w Düsseldorfie.

Więcej informacji: www.lmpay.pl

Globalna fala niewypłacalności firm przyspieszy – punkt zwrotny dopiero w 2027 r.

Niewypłacalności w skali globalnej: wciąż w oczekiwaniu na skutki ceł? W Polsce niezależnie od nich jako efekt złej koniunktury dla MŚP. Allianz Trade spodziewa się dalszego wzrostu niewypłacalności w latach 2025 i 2026, a punktem zwrotnym będzie rok 2027.

  • Według Allianz Trade globalna liczba niewypłacalności przedsiębiorstw powinna wzrosnąć o +6% w 2025 r. i +5% w 2026 r., aby minimalnie zmniejszać się dopiero w 2027 r. (-1%).
  • Wpływ ceł na liczbę upadłości będzie odłożony w czasie do 2026 r., co zwiększa ryzyko zaskoczenia przedsiębiorców i efektu domina.
  • Silny rozwój przedsiębiorczości spowodowany rozwojem technologii oraz potencjalny boom na sztuczną inteligencję mogą również zwiększyć ryzyko niewypłacalności, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych i w Europie.
  • W Polsce strukturalnie spadła konkurencyjność firm MŚP – także jako efekt rozwiązań restrukturyzacyjnych, które są nadużywane i przyczyniają się do efektu domina niewypłacalności.
  • Boom technologiczny i sztucznej inteligencji może spowodować dalszy wzrost liczby upadłości.

Allianz Trade publikuje najnowszy raport dotyczący niewypłacalności, w którym przeanalizowano wpływ ostatnich ceł amerykańskich i zmian w światowym handlu na niewypłacalność przedsiębiorstw oraz przedstawiono zaktualizowane prognozy do 2027 r. Według wiodącego światowego ubezpieczyciela należności handlowych, globalna liczba niewypłacalności przedsiębiorstw osiągnie pod koniec 2025 r. wysoki poziom (+6%), a szczyt ich liczby spodziewany jest w 2026 r., piątym z rzędu rokiem wzrostem liczby niewypłacalności (+5% r/r). Niewielkiego spadku niewypłacalności na świecie (ale obiektywnie nadal bardzo wysokiej ich liczby) Allianz Trade spodziewa się W 2027 r. (-1%).

MSP w Polsce – strukturalny splot wysokich kosztów, także tych rzadko uwzględnianych
Najnowsze dane o niewypłacalnościach w Polsce wskazują na szeroki wzrost liczby niewypłacalności – we wszystkich sektorach, przy czym dynamikę w największym stopniu napędza budownictwo (+30% r/r po III kwartale), a pod względem bezwzględnej liczby przypadków najwięcej jest ich w sektorze usług (36% niewypłacalności). Prognoza dla całej naszej gospodarki to zwiększenie ich liczby w 2025 o +14% i spodziewane kolejne +5% w 2026. Pomimo, iż fundamenty gospodarcze są niezłe, zwłaszcza dzięki odradzającym się inwestycjom i środkom z funduszy KPO, to przedsiębiorstwa nadal borykają się ze strukturalnymi słabościami (pw. MŚP), w tym wysokimi od pewnego czasu kosztami pracy a wkrótce także – z niepotwierdzonym jak dotąd, ale oczekiwanym podniesieniem efektywnego opodatkowania w związku z sytuacją budżetu (m.in. przypadek składki zdrowotnej dla przedsiębiorców).

Wykres – porównanie skali wzrostu liczby niewypłacalności w stosunku do wzrostu liczby rejestrowanych firm

Wykres – porównanie skali wzrostu liczby niewypłacalności w stosunku do wzrostu liczby rejestrowanych firm

Źródło: Allianz trade Research

Dlaczego Polski nie ma na wykresie porównującym dynamikę niewypłacalności oraz liczbę firm w skali ostatniego pełnego roku do tej sprzed pandemii? – stawia pytanie Sławomir Bąk, członek Zarządu Allianz Trade w Polsce odpowiedzialny za ocenę ryzyka. – Polska nie mieściła się na wspólnej dla wszystkich krajów skali już w ub. roku, ze swoim wzrostem liczby niewypłacalności o +427% na koniec 2024 r. w porównaniu do średniej z lat 2016-2019 roku. Co prawda zdecydowana większość niewypłacalności w Polsce dotyczy firm z sektora MSP i nie mierzymy się jeszcze z dużą liczbą niewypłacalności firm dużych, a ponadto – nadal więcej firm powstaje, niż znika z rynku, ale…. Firmy korzystające z ochrony, jaką daje restrukturyzacja, nie regulują swoich długów, tak więc znaczna liczba nowo otwieranych firm nie rozwiązuje problemu strat, jakie ponoszą dotychczasowi dostawcy niewypłacalnych firm. Ten koszt uproszczonych postępowań restrukturyzacyjnych (stanowiących ponad 90% wszystkich niewypłacalności) rozlewa się przy tym przede wszystkim na ich partnerów biznesowych – analogiczne firmy z sektora MSP. Trudno jednocześnie mówić o korzyściach tych restrukturyzacji gdy tylko 1/3 rozpoczętych restrukturyzacji przechodzi pierwszy etap – zatwierdzenie układu, a jego wprowadzenie z sukcesem w życie udaje się naprawdę niewielu z nich. Tak więc ta swoista danina solidarnościowa na rzecz firm z problemami (de facto uprzywilejowanych wobec wierzycieli) jest istotnym obciążeniem polskich MSP, obok publicznie podnoszonych wysokich kosztów: energii (jedne z najwyższych w Europie) i pracy oraz finansowania. Najgorsze w obciążeniu kosztem restrukturyzacji wierzycieli jest to, iż nie da się go przewidzieć i uwzględnić z wyprzedzeniem, co może być zabójcze w działalności małych, rodzinnych zazwyczaj firm. Coś, co miało dawać „drugą szanse” przede wszystkim małym firmom, przyczynia się do efektu kuli śnieżnej ich niewypłacalności.

Cła: opóźniony wpływ, utrzymujące się ryzyko

Ogromne cła importowe wprowadzone przez administrację Trumpa, które do końca roku osiągną średnią efektywną stawkę 14%, mają zróżnicowany wpływ na przedsiębiorstwa. Amerykańskie korporacje są na razie dość dobrze chronione, korzystając z dostosowań cenowych jakie musieli podjąć zagraniczni eksporterzy i z powszechnego przekierowywania towarów przez kraje trzecie, takie jak Indie i Wietnam, co pozwala ograniczyć koszty i liczbę bankructw. Jeśli jednak światowy handel ulegnie spowolnieniu, to kilka gospodarek silnie uzależnionych od eksportu może odczuć skutki tej sytuacji.

„W pierwszej połowie 2025 r. protekcjonistyczne skutki ceł i ich stosunkowo łagodne wprowadzenie pomogły zmniejszyć liczbę przypadków niewypłacalności w Stanach Zjednoczonych o 4 punkty procentowe, a rosnący popyt zrównoważył większość ich negatywnych skutków. Można jednak oczekiwać, że w gospodarkach opartych na eksporcie liczba upadłości wzrośnie: w najgorszym scenariuszu Kanada może odnotować dodatkowe +1900 niewypłacalnych przedsiębiorstw, Francja +6000, Hiszpania do +2900, a Holandia +700. Natomiast w Niemczech, Wielkiej Brytanii, Włoszech i Belgii wpływ ten (dotychczasowych ceł) będzie nieznaczny ze względu na zróżnicowanie ich rynków eksportowych, większą bazę krajową lub silniejszą pozycję finansową – twierdzi Maxime Lemerle, główny analityk ds. badań nad niewypłacalnością w Allianz Trade.

Szybsze tempo wzrostu liczby niewypłacalności w 2026 r.

Prognoza ta skłania Allianz Trade do utrzymania globalnej prognozy upadłości przedsiębiorstw na 2025 r., zakładającej wzrost ich liczby o 6%. Wynika to z 10-procentowego wzrostu już w 2024 r., co oznacza, że globalna liczba niewypłacalności w tym roku i tak osiągnie najwyższy poziom od 2019 r. i będzie o 19% wyższa od średniej sprzed pandemii. Dane od początku roku wskazują na znaczny już wzrost we wszystkich regionach, zwłaszcza w Azji i Europie Zachodniej, przy czym szczególnie wyraźny wzrost niewypłacalności odnotowano we Włoszech (+38%) i Szwajcarii (+26%). A jak będzie wyglądała sytuacja w 2026 roku?

„Na razie skutki wojny handlowej są umiarkowane, ale w miarę wyczerpywania się strategii ją łagodzących i pojawiania się skutków ubocznych, wkrótce mogą one wystawić na próbę odporność przedsiębiorstw. Wzrasta również ryzyko efektu domina wynikającego z rosnącej liczby niewypłacalności dużych przedsiębiorstw. Prowadzi to do nasilenia ryzyka braku płatności: obecnie spodziewamy się, że globalna liczba przypadków niewypłacalności przedsiębiorstw wzrośnie w związku z tym w 2026 r. o +5%, w porównaniu do +3% wzrostu, jakich spodziewaliśmy się w naszej poprzedniej prognozie. Będzie to już piąty z rzędu rok wzrostu liczby niewypłacalności na świecie, co sprawia że poziom ten będzie o około 24% wyższy od średniej sprzed pandemii. Pomimo więc, iż będziemy tez obserwować stopniowe ożywienie gospodarcze, tendencja wzrostu liczby niewypłacalności przedsiębiorstw na świecie może ulec zmianie dopiero w 2027 r., kiedy to nastąpi spadek ich liczby o 1%.” – wyjaśnia Aylin Somersan Coqui, dyrektor generalna Allianz Trade.

Patrząc w przyszłość, Allianz Trade spodziewa się, że odporność przedsiębiorstw będzie poddana próbie przez współwystępowanie trzech krytycznie istotnych czynników: (i) spowolniony wzrost gospodarczy, przy czym tempo wzrostu w Stanach Zjednoczonych i strefie euro ma pozostać poniżej progu niezbędnego do ustabilizowania liczby upadłości; (ii) trudne warunki finansowania dla firm, przy utrzymujących się wysokich stopach procentowych i ograniczonej podaży kredytów, co stanowi obciążenie dla przedsiębiorstw o znacznym zadłużeniu i kapitałochłonnym modelu działalności, zwłaszcza dla MŚP; (iii) słabości poszczególnych sektorów, przy czym najbardziej dotknięte są sektory budowlany i motoryzacyjny ze względu na wysokie stopy procentowe, zakłócenia technologiczne i zwiększoną konkurencję.

Boom technologiczny i sztucznej inteligencji może spowodować dalszy wzrost liczby upadłości

W ciągu ostatnich kilku lat mieliśmy do czynienia ze zwiększeniem się liczby powstających nowych przedsiębiorstw, szczególnie w Europie, gdzie w latach 2021–2024 liczba nowych rejestracji była o 9% wyższa niż w latach 2016–2019, oraz w Stanach Zjednoczonych, gdzie liczba wniosków o rejestrację przedsiębiorstw wzrosła w tym czasie o 36%. Ten wzrost liczby nowych przedsiębiorstw wiąże się także ze zwiększeniem ryzyka niewypłacalności, wpływającym na te nowe firmy poprzez wiele mechanizmów.

„W następstwie pandemii w niektórych krajach odnotowano gwałtowny wzrost liczby nowo powstających przedsiębiorstw w związku z przyspieszeniem cyfryzacji i rozwojem gig-ekonomii (zatrdnienia poprzez platformy świadczenie usług). Wiąże się to ze zwiększonym ryzykiem niewypłacalności, zwłaszcza we Włoszech, Francji, Portugalii i, w mniejszym stopniu, w Belgii. Co więcej, wg. naszych szacunków, iż koniec boomu wywołanego przez sztuczną inteligencję – podobny do bańki internetowej, może doprowadzić do niewypłacalności kolejnych, dodatkowych 4500 przedsiębiorstw w Stanach Zjednoczonych, 4000 w Niemczech, 1000 we Francji i 1100 w Wielkiej Brytanii” – podsumowuje Ano Kuhanathan, dyrektor ds. badań korporacyjnych w Allianz Trade.

Wykres – gorące miejsca na mapie niewypłacalności w 2025 r. (lewa strona) i w 2026 r. (prawa)Wykres – gorące miejsca na mapie niewypłacalności w 2025 r. (lewa strona) i w 2026 r. (prawa)

Źródło: Allianz Trade Research

Wykres –przypadki niewypłacalności dużych firm, liczba od początku roku, według sektorów

Wykres –przypadki niewypłacalności dużych firm, liczba od początku roku, według sektorów

Źródło: Allianz Trade Research

Budownictwo mieszkaniowe – we wrześniu deweloperzy rozpoczęli o 40% więcej budów

We wrześniu deweloperzy rozpoczęli o blisko 40 proc. więcej budów mieszkań niż miesiąc wcześniej. Choć wynik ten to w dużej mierze efekt wakacyjnego spowolnienia w sierpniu, trzeci kwartał potwierdza stabilizację aktywności inwestycyjnej na rynku mieszkaniowym.

Jednocześnie utrzymująca się rekordowa oferta lokali i poprawiająca się dostępność kredytów mogą w najbliższych miesiącach wspierać stronę podażową rynku.

Poziom nowych inwestycji

Deweloperzy rozpoczęli we wrześniu budowę 11 598 mieszkań, co stanowi o 39,2 proc. wynik lepszy od sierpnia.

Statystyka nie wynika bynajmniej z nadzwyczajnego wzrostu nowych budów we wrześniu, a raczej z tego, że to ostatni miesiąc szkolnych wakacji przyniósł ochłodzenie na budowach – komentuje Patryk Kozierkiewicz, radca prawny w Polskim Związku Firm Deweloperskich.

W całym III kwartale 2025 r. zachowano bardzo podobną dynamikę wprowadzeń (31,7 tys.) do tej obserwowanej w okresie od kwietnia do czerwca br. – W naszej ocenie jest to zadowalający wynik, szczególnie że rynkowa oferta dostępnych mieszkań pozostaje na najwyższych poziomach w historii, co skłania do bardziej rozważnego inicjowania nowych inwestycji – uważa Patryk Kozierkiewicz.

Z drugiej strony, w kolejnych miesiącach czynnikiem propodażowym mogą

okazać się ostatnie obniżki stóp procentowych i idący za tym wzrost dostępności kredytowej dla Polek i Polaków. Przy założeniu utrzymania się pozytywnych

trendów makroekonomicznych, kwartalna liczba wprowadzeń nowych inwestycji w kolejnych odczytach nie powinna spaść poniżej poziomu z ostatniego półrocza i utrzyma się powyżej 31 tys.rozpoczęte budowy

Mniej wniosków, ale druga połowa roku daje nadzieję

Niedosyt pozostawiać mogą wyniki dotyczące pozwoleń na budowę uzyskiwanych przez inwestorów, choć wrzesień z rezultatem 15 436 lokali w pozwoleniach okazał się drugim najlepszym miesiącem tego roku.

Niemniej porównując analogiczne okresy od stycznia do września, w tym roku inwestorzy otrzymali aż o 22,6 proc. mniej pozwoleń.

W ocenie PZFD ochłodzenie w tym zakresie jest symptomem stabilizacji rynkowej, wysokiej oferty oraz zjawiska trudniejszej dostępności do gruntów pod zabudowę. Niewykluczone, że poprawa rynkowej koniunktury i zwiększenie dostępności kredytowej ponownie obudzi apetyt inwestorów, co przełożyłoby się na lepsze wyniki w tym zakresie, ale na to poczekamy zapewne co najmniej do wiosny 202c r. – twierdzi Patryk Kozierkiewicz.

Mieszkania oddane do użytkowania

W pierwszych dziewięciu miesiącach roku inwestorzy oddali do użytkowania 90,3 tys. nowych lokali mieszkalnych, zachowując bardzo podobną dynamikę do tej z ubiegłego roku (+1,1 proc.).

Z uwagi na specyfikę i czas trwania procesu budowlanego, statystyka ta jest wypadkową liczby mieszkań, których budowę rozpoczęto około dwa lata wcześniej. A ponieważ w 2022 i 2023 r. rozpoczęto budowę niemal identycznej liczby mieszkań, podobnie prezentują się statystyki pozwoleń na użytkowanie w latach 2024 i 2025.

Tempo uzyskiwanych pozwoleń na użytkowanie powinno natomiast wzrosnąć w drugiej połowie 202c r., gdyż będziemy obserwować korelację z 2024 r., w którym nastąpiło odbicie w zakresie nowych inwestycji – podsumowuje radca prawny w PZFD.

Rząd boi się weta podwyżek

Akcyza osobno, podatek cukrowy osobno. Czy tak rząd ominie weto prezydenta?

Realna stała się groźba prezydenckiego weta Karola Nawrockiego wobec planowanych nowelizacji fiskalnych. Dlatego rząd podjął decyzję o rozdzieleniu pierwotnego projektu na dwie odrębne ustawy. Jedna ma dotyczyć tylko podwyżek akcyzy na alkohol, a druga – podatku cukrowego i od wygranych z gier losowych. Obie propozycje zostały skierowane do pierwszego czytania w Sejmie. Komentatorzy oceniają, że to strategia awaryjna, mająca zapewnić wejście w życie choć części planowanych zmian podatkowych.

Rząd w obliczu groźby zawetowania podwyżek akcyzy przez prezydenta Karola Nawrockiego rozdzielił pierwotny projekt nowelizacji na dwie odrębne ustawy. Projekt, zarejestrowany w wykazie prac rządu pod numerem UD289, obejmował zmiany w trzech aktach prawnych – o podatku akcyzowym, o podatku dochodowym od osób fizycznych oraz o zdrowiu publicznym. Jednak został on okrojony do alkoholu. Z kolei 10 października pojawił się kolejny projekt UD318, który zawiera pozostałe elementy pierwotnej nowelizacji, czyli podwyżkę opłaty cukrowej oraz zmianę stawki podatku PIT od wygranych. Resort finansów podjął decyzję o rozdzieleniu zgodnie z zaleceniem Stałego Komitetu Rady Ministrów. Oba ostateczne projekty zostały równolegle skierowane do rozpatrzenia przez Radę Ministrów, a już dzień później do dalszego procedowania w Sejmie. W ubiegły piątek odbyło się pierwsze czytanie projektu o akcyzie, natomiast ten drugi wpisano w harmonogram obrad następnego posiedzenia.

Manewr taktyczny wobec możliwego weta

Podział projektu jest jednak szeroko interpretowany jako manewr taktyczny resortu finansów. W obliczu sygnałów z Pałacu Prezydenckiego o możliwym wecie wobec podwyżek, ministerstwo przygotowało plan awaryjny. Gdyby Prezydent sprzeciwił się jednemu z projektów, drugi mógłby przejść przez proces legislacyjny niezależnie. Strategia ta ma umożliwić rządowi realizację przynajmniej części reform fiskalnych, nawet w sytuacji politycznego impasu.

Pośpiech przed końcem roku

Oba projekty zostały przekazane na 14 października Radzie Ministrów z wnioskiem o ich pilne rozpatrzenie, a już dzień później skierowano je do Sejmu. Ministerstwo Finansów zwróciło się na tamtym etapie o skrócenie sejmowego postępowania legislacyjnego, tak aby nowe przepisy mogły wejść w życie już 1 stycznia 2026 roku. Zgodnie z zaleceniem Stałego Komitetu Rady Ministrów, uzasadnienia projektów ustaw zostały również uzupełnione w zakresie planowanego vacatio legis. Resort tłumaczy, że zmiany są konieczne, by utrzymać spójność systemu podatkowego i zrealizować cele budżetowe państwa. Przedsiębiorcy z branży napojowej i alkoholowej ostrzegają jednak, że szybkie tempo wprowadzania zmian może doprowadzić do destabilizacji rynku i zwiększenia kosztów działalności.

Plan B rządu na trudny 2026 rok

Rozdzielenie projektu i równoległe skierowanie obu ustaw do Rady Ministrów i chwilę później do Sejmu to wyraźny sygnał, że rząd przygotowuje się na różne scenariusze polityczne. W zależności od decyzji prezydenta, część propozycji może zostać wprowadzona szybciej, a część poczeka na sprzyjające okoliczności. W tle pozostaje pytanie, czy taka taktyka legislacyjna okaże się skuteczna – i czy plan B faktycznie zabezpieczy wpływy budżetowe, które miałyby zostać zwiększone dzięki nowym stawkom podatków i opłat.

Co się zmieni w akcyzie i podatku cukrowym

Stawki podatku cukrowego, które zostały wprowadzone ustawą z 2021 r., po raz kolejny są podnoszone. Podobnie jest z tzw. mapą akcyzową na alkohol, obowiązującą od stycznia 2022 r. na podstawie nowelizacji ustawy o podatku akcyzowym z 2021 roku, która zdefiniowała długoterminowy plan podnoszenia stawek. Zgodnie z pierwotną mapą, planowano coroczne podwyżki akcyzy na alkohol o 5% w latach 2023-2027. W międzynarodowych rankingach wolności gospodarczej Polska osuwa się na coraz dalsze pozycje. M. in. oceniany jest faktor stabilności prawa i przewidywalności systemu podatkowego. Ciągłe niekorzystne zmiany dla potrzeb politycznych będą tę sytuację tylko pogarszały – skomentował Konrad Banecki, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Gospodarczego. Rząd, łamiąc te ustalenia i umowę społeczną, zapowiada teraz drastyczne podwyżki akcyzy, które mają wejść w życie w 2026 i 2027 roku, wykraczające poza pierwotny plan. W 2026 roku akcyza ma wzrosnąć o 15%, a w 2027 roku o 10% w stosunku do stawek z 2025 roku. Natomiast zmiany w podatku cukrowym, przewidziane w drugim projekcie, zakładają wzrost stałej części opłaty z 0,50 zł do 0,70 zł za litr napoju do 5 g w 100 ml lub z substancją słodzącą, a zmiennej – z 0,05 zł do 0,10 zł za każdy dodatkowy gram cukru powyżej 5 g na 100 ml napoju. Natomiast opłata za dodatek kofeiny lub tauryny ma wzrosnąć z obecnych 0,10 zł aż do 1,00 zł za litr. Maksymalna opłata za litr napoju wzrośnie z 1,20 zł do 1,80 zł. Jednocześnie podniesiona zostanie stawka PIT od wygranych w konkursach, grach i zakładach wzajemnych oraz od nagród związanych ze sprzedażą premiową z 10% do 15%.

Zatem fiskalny ciężar dla branży i konsumentów będzie znacznie większy, niż pierwotnie zakładano. Wyższa akcyza na alkohol oznacza również odejście od wcześniejszych ustaleń i złamanie postanowień umowy społeczno-rynkowej. To zły prognostyk z punktu widzenia stabilności i przewidywalności polskiego prawa. 

Nawet 10–13% rodziców w Polsce żałuje decyzji o posiadaniu dzieci

0

Rodzicielstwo to znaczący etap w życiu dorosłego człowieka. Jednak nie dla każdego jest źródłem satysfakcji i spełnienia. – Szacuje się, że w Polsce około 10–13 proc. rodziców, gdyby mogło cofnąć czas, nie zdecydowałoby się ponownie na posiadanie dzieci – wskazuje dr hab. Konrad Piotrowski, prof. Uniwersytetu SWPS. Psycholog wyjaśnia, jaka jest skala zjawiska, jego psychologiczne uwarunkowania oraz czy da się odzyskać satysfakcję z rodzicielstwa.

W dominującej narracji bycie rodzicem to decyzja, której się nie żałuje, bo dziecko ma być zawsze powodem do dumy i radości. Zwykle nie zadajemy pytań o to, czy każdy odnajduje się w tej roli, bo przyjęło się zakładać, że satysfakcja z rodzicielstwa to norma. Tymczasem zauważalna część rodziców doświadcza trwałego poczucia, że decyzja o posiadaniu dziecka nie była dla nich właściwa – mimo miłości do swoich dzieci, z perspektywy czasu żałują decyzji o zostaniu matką lub ojcem.

Rodzicielstwo jest postrzegane jako naturalna kolej rzeczy, ostateczne spełnienie i źródło największego szczęścia. Przyznanie się do żalu jest traktowane jako pogwałcenie tej fundamentalnej umowy społecznej. W sferze publicznej to wciąż temat silnie stygmatyzowany, zwłaszcza w odniesieniu do matek. Dominujące skrypty kulturowe łączą „dobrego” rodzica z poczuciem spełnienia i poświęceniem, a normy pronatalistyczne utrudniają mówienie o ambiwalencji czy żałowaniu, gdyż posiadanie dziecka jest w tych ramach uznawane za warunek samorealizacji. – dr hab. Konrad Piotrowski, prof. Uniwersytetu SWPS, psycholog z Wydziału Psychologii i Prawa w Poznaniu USWPS, kierownik Centrum Badań nad Rozwojem Osobowości.

Zdaniem eksperta dodatkowym czynnikiem wzmacniającym tabu są media społecznościowe, które dokładają presję porównawczą – Przeważa w nich estetyka „idealnego” rodzicielstwa – wyretuszowana codzienność, w której dzieci są źródłem sensu, co u części rodziców obniża poczucie kompetencji i podnosi lęk przed oceną. W takim klimacie przyznanie „żałuję, że zostałem(-am) rodzicem” bywa ryzykowne i dlatego rzadkie – twierdzi psycholog.

Skala zjawiska

Żałowanie rodzicielstwa przez długi czas pozostawało poza zainteresowaniem nauki i opinii publicznej. Choć, według prof. Konrada Piotrowskiego, zjawisko na pewno nie jest nowe, to dopiero w ostatnich latach zaczęto je badać w sposób systematyczny, próbując zrozumieć, jak często się pojawia, z czego wynika i jakie ma konsekwencje dla życia rodzinnego. Co mówią aktualne dane?

– Szacunki z badań populacyjnych wskazują, że w Polsce odsetek rodziców, którzy, gdyby mogli cofnąć czas, nie zdecydowaliby się ponownie na dzieci, wynosi około 10–13 proc. W krajach takich jak USA, Niemcy, Hiszpania czy UK częściej pojawiają się wartości bliżej 7–8 proc. – mówi prof. Konrad Piotrowski.

Jednocześnie ekspert przyznaje, że nie ma jeszcze serii pomiarów pozwalającej mówić o trendzie w czasie. – Nadal musimy czekać na duży, międzynarodowy projekt, w którym pomiar żałowania rodzicielstwa będzie przeprowadzony w podobnym grupach, z wykorzystaniem tej samej metody, co pozwoli nam na bardziej precyzyjne oszacowania – dodaje psycholog.

Żałowanie rodzicielstwa a wypalenie rodzicielskie – dwa różne doświadczenia
W doświadczeniu rodzicielstwa pojawiają się różne trudności – niektóre związane są z chwilowym przeciążeniem, inne z głębszą refleksją nad własnym wyborem. Psychologowie wyróżniają dwa odrębne zjawiska: żałowanie rodzicielstwa oraz wypalenie rodzicielskie, które w potocznym języku bywają mylone. Na czym polega różnica?

– Żałowanie rodzicielstwa to względnie trwała ocena własnej decyzji życiowej: „gdybym mógł/mogła, nie został(a)bym rodzicem”. Dotyczy naszego poczucia tożsamości i przekonania o niskim dopasowaniu roli rodzica do całego projektu życia. Wypalenie rodzicielskie to z kolei syndrom wynikający z chronicznej przewagi wymagań nad zasobami: skrajne wyczerpanie, emocjonalny dystans wobec dziecka, poczucie „mam dość” i bolesne porównanie siebie „kiedyś” i „teraz” – wyjaśnia prof. Konrad Piotrowski.

Doświadczenia te mogą współwystępować, ale nie są tożsame. – Rodzic może nie żałować posiadania dziecka, a jednocześnie być wypalony z powodu braku snu, wsparcia i odpoczynku. Z drugiej strony, ktoś może nie doświadczać aktualnego przeciążenia i wypalenia, ale jednocześnie konsekwentnie uważać, że rodzicielstwo było nietrafionym wyborem życiowym – mówi ekspert.

Skąd ten żal?

Żałowanie rodzicielstwa nie pojawia się w próżni – wynika z zestawu uwarunkowań indywidualnych i społecznych.

– Ryzyko rośnie, gdy kumulują się czynniki takie jak: gorszy stan psychiczny i somatyczny, obciążające doświadczenia z dzieciństwa (np. bycie ofiarą przemocy i zaniedbania ze strony rodziców), nadmierna wrażliwość na ocenę i perfekcjonizm, trudności w ukształtowaniu stabilnej tożsamości rodzicielskiej (słaba identyfikacja z rolą, utrzymujące się wątpliwości), wysoki poziom wypalenia. Na poziomie społecznym działają normy pronatalistyczne i silnie zideologizowane wzorce „dobrego rodzica”, a także coraz większa presja na to, aby traktować rodzicielstwo wręcz jako obowiązek wobec narodu. W takiej konfiguracji łatwiej wejść w rolę niezgodną z własnymi wartościami – tłumaczy prof. Konrad Piotrowski.

Konsekwencje dla rodziny i dzieci

Żałowanie rodzicielstwa to nie tylko doświadczenie jednostki – jego konsekwencje rozciągają się także na całą rodzinę. Każde poczucie frustracji, przeciążenia czy żalu wobec roli rodzica może wpływać na codzienną atmosferę w domu, na sposób, w jaki rodzice komunikują się z dziećmi, oraz na jakość więzi emocjonalnych. Choć temat ten jest trudny do szczegółowego badania, coraz częściej naukowcy próbują określić, jak to zjawisko może przekładać się na relacje rodzinne i dobrostan dzieci.

– Bezpośrednich, długofalowych badań nad samym żałowaniem jest wciąż niewiele, ale dostępne dane sugerują, że uporczywe żałowanie rodzicielstwa może iść w parze z chłodniejszym klimatem rodzinnym, większą drażliwością i ryzykiem odrzucenia. Z naszych niedawnych badań wynika wyraźnie, że wraz ze wzrostem żałowania rodzicielstwa wzrasta dystans emocjonalny między rodzicem a dzieckiem, co dla dzieci może nieść znaczne ryzyko zaniedbania emocjonalnego. Bardzo dobrze udokumentowane są natomiast konsekwencje wypalenia rodzicielskiego: ono zwiększa ryzyko zaniedbań oraz werbalnej i fizycznej agresji. Praktyczny wniosek brzmi: jeśli żałowaniu towarzyszy wypalenie, cierpią zarówno rodzice, jak i dzieci i tam należy działać w pierwszej kolejności – mówi psycholog z Uniwersytetu SWPS.

Czy można odzyskać satysfakcję z bycia rodzicem?

Badania i praktyka pokazują, że skuteczne wsparcie wymaga działań zarówno na poziomie społecznym, jak i indywidualnym. W skali społecznej kluczowe jest stworzenie warunków, które pozwolą rodzicom godzić wymagania życia rodzinnego z rzeczywistymi zasobami i możliwościami.

– Na poziomie społecznym największy efekt dałyby prawdopodobnie polityki zmniejszające dystans między wymaganiami stawianymi rodzicom a zasobami jakie im oferujemy: dostępna i jakościowa opieka nad dziećmi, równościowe i elastyczne urlopy dla wszystkich płci, praca z przewidywalnym grafikiem, systemy wytchnieniowe i specjalistyczne wsparcie dla rodzin dzieci z niepełnosprawnościami, a także normalizowanie ambiwalencji w przekazie publicznym (bez moralizowania). To realnie obniża wypalenie, a u części osób mogłoby zmniejszyć rozpowszechnienie żałowania rodzicielstwa – twierdzi prof. Konrad Piotrowski.

Równolegle do działań systemowych istotne jest wsparcie indywidualne rodziców, które pomaga zmniejszyć przeciążenie, poprawić relacje z dziećmi i w pewnych sytuacjach odzyskać poczucie satysfakcji z roli rodzica.

– Na poziomie indywidualnym warto zacząć od redukcji wypalenia rodzicielskiego: interwencje oparte na CBT (terapii poznawczo-behawioralnej), ACT (terapii akceptacji i zaangażowania) i treningach uważności/współczucia (także w formie online) potrafią obniżyć obciążenie i poprawić jakość interakcji z dzieckiem. Równolegle sens ma praca nad tożsamością i wartościami, renegocjacja podziału obowiązków. U rodziców, zwłaszcza gdy żałowanie wiąże się z przeciążeniem i nierealistycznymi standardami, satysfakcja jest więc do odzyskania. Gdy żałowanie odzwierciedla głęboki niedopasowany wybór życiowy, celem staje się raczej redukcja szkód: zmniejszenie cierpienia i lepsza opieka nad dzieckiem, przy jednoczesnym budowaniu innych, znaczących ról życiowych. Nauka wciąż potrzebuje badań podłużnych, żeby lepiej opisać te trajektorie, warto więc unikać kategorycznych prognoz i stawiać na to, co działa „tu i teraz” – podsumowuje psycholog z Uniwersytetu SWPS.

„Żałowanie rodzicielstwa – kontekst psychologiczny, społeczny i kulturowy”

Temat żałowania rodzicielstwa był przedmiotem dyskusji podczas międzynarodowego seminarium „Żałowanie rodzicielstwa – kontekst psychologiczny, społeczny i kulturowy”, zorganizowanego przez Uniwersytet SWPS 20 października 2025 r. Wydarzenie skierowane było przede wszystkim do naukowców zajmujących się badaniem zjawiska żalu z powodu rodzicielstwa i miało na celu stworzenie przestrzeni do dialogu i wymiany najnowszych wyników badań. Seminarium było otwarte dla szerokiego grona uczestników, w tym praktyków i rodziców, i obejmowało tematy takie jak konceptualizacje żalu rodzicielskiego, metody pomiaru zjawiska, jego skala, przyczyny, konsekwencje dla rodziców i ich dzieci oraz strategie wsparcia dla osób doświadczających żalu. Wnioski wypracowane podczas seminarium pozwolą lepiej zrozumieć to zjawisko i rozwijać metody badawcze, które umożliwią skuteczniejsze wspieranie rodziców w różnych kontekstach społecznych i kulturowych.

Złoto i srebro po rekordach łapią oddech – strukturalna hossa trwa

0
  • Złoto i srebro zakończyły ubiegły tydzień nieco słabszym akcentem, po tym jak wcześniej ustanowiły nowe rekordy.
  • Rajd złota trwający od końca sierpnia wciąż stanowi główny punkt odniesienia dla całego rynku metali szlachetnych, a niższa płynność na rynku srebra i platyny dodatkowo potęguje wahania cen – w obie strony.
  • Popyt może chwilowo osłabnąć w związku z obchodami Diwali, gdy uwaga inwestorów przesunie się w stronę decyzji USA dotyczącej ceł na kluczowe surowce, takie jak srebro, platyna i pallad.
  • Jednak ogólny obraz pozostaje bez zmian: trwa strukturalna hossa na aktywach materialnych, napędzana redefinicją zaufania do globalnego systemu finansowego.

Złoto i srebro zakończyły ubiegły tydzień spadkami po osiągnięciu nowych rekordowych poziomów na początku tygodnia. Jak tłumaczy Ole Hansen, dyrektor ds. strategii rynku surowców w Saxo Bank, korekta nastąpiła, gdy apetyt na ryzyko wzrósł na szerokich rynkach, szczególnie w Stanach Zjednoczonych, gdzie krótki wzrost napięć w sektorze bankowym na poziomie regionalnym szybko wygasł.

Złoto osiągnęło nowy rekord na poziomie 4,380 USD za uncję, po czym nastąpił jego spadek, podczas gdy srebro chwilowo handlowano po 54,48 USD, a platyna osiągnęła cenę 1,733 USD. Korekta w piątek była efektem krótkoterminowej realizacji zysków, a nie zmiany w podstawowym nastroju rynku. Każdy z tych metali pozostaje w silnym trendzie wzrostowym, który od początku roku podniósł ich ceny o 60-80%.

Złoto: pauza, nie odwrócenie trendu

Rajd złota, który rozpoczął się pod koniec sierpnia, wciąż stanowi główny punkt odniesienia dla rynku metali szlachetnych. Przełamanie długotrwałej konsolidacji wypchnęło ceny na rekordowe poziomy. Choć krótkoterminowe momentum wydaje się wyczerpane, podstawowy popyt pozostaje silny. Korekta o 200–300 USD byłaby normalną reakcją rynkową, a nie odwróceniem trendu, z poziomem 4,000–4,100 USD, który prawdopodobnie przyciągnie nowych nabywców.

Tło fundamentalne pozostaje zdominowane przez te same czynniki, które napędzały wzrosty złota do kolejnych rekordowych poziomów: spadające zaufanie do starego porządku finansowego prowadzące do utrzymującej się akumulacji przez banki centralne, odnowiony popyt na fundusze ETF od inwestorów z Zachodu, w dodatku do ciągłego popytu ze strony chińskich gospodarstw domowych poszukujących alternatyw w obliczu czteroletniego kryzysu na rynku nieruchomości, a także stopniowa erozja zaufania do walut fiducjarnych i zarządzania fiskalnego na Zachodzie. Przez dekady inwestorzy traktowali amerykańskie obligacje skarbowe jako globalny punkt odniesienia „wolny od ryzyka”. Dziś przesłanie rynku jest subtelniejsze: „wolne od ryzyka” i „wolne od zaufania” już nie są synonimami.

Srebro: zmienność połączona z ryzykiem zdarzeń

Po wzroście o niemal 40% od przełamania w końcu sierpnia, srebro w końcu uległo realizacji zysków. Spadek w piątek spowodował wzrost wskaźnika złoto-srebro do poziomu 82 z 78 na początku tygodnia, przypominając, jak szybko może się zmieniać wartość relatywna, gdy płynność rynku spada. Wsparcie techniczne znajduje się w pobliżu 49,40 USD, co stanowi początkową korektę Fibonacciego od wzrostu sierpień-październik, a kolejne wsparcie pojawia się w okolicach 48 USD.

Obecnie uwaga rynku skupia się na wyniku dochodzenia amerykańskiego w sprawie Sekcji 232 dotyczącego importu surowców krytycznych, w tym srebra, platyny i palladu. Decyzja ta może zmienić krótkoterminowe łańcuchy dostaw i struktury cenowe po obu stronach Atlantyku.

Brak decyzji o nałożeniu ceł złagodziłby istniejące napięcia na rynku londyńskim, umożliwiając większy przepływ srebra trzymanego w USA do Europy. To z kolei zmniejszyłoby niedawną premię wycen w Londynie nad COMEX, które w ostatnich tygodniach osiągnęło ekstremalne poziomy przypominające czasy pandemii, i przywróciłoby stawki leasingowe do normalnych poziomów.

Decyzja o nałożeniu ceł miałaby natomiast odwrotny skutek. Metal już znajdujący się w Stanach Zjednoczonych stałby się w zasadzie „półstracony”, co zaostrzyłoby napięcia na rynku londyńskim i podniosłoby premię COMEX. W takim scenariuszu srebro mogłoby szybko powrócić do testowania, a nawet przekroczyć niedawne szczyty, napędzane przez nowe dynamiki nacisku, a nie wzrost popytu.

Traderzy traktują zatem sprawę Sekcji 232 jako zdarzenie binarne z asymetrycznymi wynikami. Każdy z tych scenariuszy stwarza okazje, ale odpowiednia wielkość pozycji będzie kluczowa, biorąc pod uwagę naturalnie mniejszą płynność srebra i tendencję do przesadnych ruchów.

Platyna: cienkie rynki, duże wahania

Wzrost platyny do 1,733 USD odzwierciedlił momentum srebra, przy czym oba metale były wspierane przez zaostrzoną perspektywę podaży oraz zauważalny wzrost popytu inwestycyjnego za pośrednictwem funduszy ETF. Zakłócenia w dostawach i przepływy substytucyjne od nabywców, którzy nadmiernie skoncentrowali swoje inwestycje w złocie, wzmocniły rajd platyny, zmniejszając stosunek złoto-platyna z rekordowego poziomu 3,6 w kwietniu do 2,68.

Jednak platyna nadal jest wyceniana o prawie 2,700 USD poniżej ceny złota (spadek z poziomu parytetu sprzed dekady), co oznacza, że biały metal prawdopodobnie nadal będzie korzystać z popytu na złoto. Pozytywne długoterminowe fundamenty wspierają ten trend: chroniczne niedobory energii w RPA nadal ograniczają wzrost podaży, zapewniając długotrwały spadek zapasów nadziemnych, przy solidnym popycie ze strony sektora motoryzacyjnego, jubilerów, nowych technologii oraz coraz większym zainteresowaniu inwestorów finansowych za pośrednictwem ETF i kontraktów terminowych. Niemniej jednak platyna pozostaje zdecydowanie najmniej płynna z trzech głównych metali szlachetnych, co sprawia, że odkrywanie cen jest podatne na sporadyczne przepływy zleceń związanych z makroekonomicznymi wydarzeniami i wahaniami kursów walutowych.

Popyt w Azji może osłabnąć wraz z rozpoczęciem Diwali

Początek festiwalu Diwali stanowi sezonowy punkt zwrotny w popycie na metale szlachetne w Azji. Zakupy zwykle spowalniają w trakcie samego święta, by wznowić się pod koniec kwartału. W tym roku popyt na srebro w Indiach był wyjątkowo silny, ponieważ detaliczni kupujący zaczęli rezygnować z drogiego złota. Zatrzymanie tego przepływu mogłoby złagodzić część natychmiastowego napięcia, które widoczne było w ostatnich wzrostach stawek leasingowych.

Rola Chin pozostaje bardziej strukturalna. W związku z nadal słabym rynkiem nieruchomości, gospodarstwa domowe traktują złoto jako przechowalnię wartości, a nie aktywa do handlu. Ponieważ importowane złoto nie może być swobodnie reeksportowane, każda tona, która trafia do kraju, skutecznie zmniejsza dostępną globalną podaż – jest to jednokierunkowy przepływ, który wzmocnił odporność złota, nawet w okresach globalnej „odważniejszej” postawy rynków.

Perspektywa techniczna: rozciągnięte, ale nie przepełnione

Z perspektywy wykresów, rajd na rynku metali szlachetnych wygenerował momentum, które rzadko widziano w ostatnich dekadach, jednak brak dużego spekulacyjnego zaangażowania sugeruje, że rynek nadal jest niedostatecznie obsadzony, a nie przepełniony.

Dla złota, niedawny wzrost do rekordowego poziomu usunął pozostałe poziomy oporu, a rynek skupił się teraz na 4,500 USD jako kolejnym ważnym poziomie psychologicznym, podczas gdy wsparcie znajduje się w szerokim zakresie wokół 4,000 USD, w tym na poziomie 3,972 USD, który stanowi 38,2% zniesienia Fibonacciego od wzrostu sierpień-październik.

Popyt strukturalny nadal utrzymany

Poza krótkoterminową zmiennością, główny obraz rynku nadal opiera się na trwałym popycie strukturalnym. Banki centralne, zaniepokojone sankcjami, deficytami budżetowymi oraz wykorzystywaniem walut jako narzędzia politycznego, pozostają silnymi nabywcami od 2022 roku, a instytucje z rynków wschodzących przewodzą temu trendowi. W międzyczasie aktywa w ETF rosły, potwierdzając odnowione zainteresowanie zarówno inwestorów detalicznych, jak i instytucjonalnych, którzy szukają aktywów materialnych poza systemem finansowym. Tylko w złocie inwestorzy z Zachodu kupili w 2025 roku więcej niż sprzedali w ciągu ostatnich trzech lat.

Dynamika „hedgingu zaufania” – wynikająca z presji fiskalnej, geopolitycznych podziałów i wykorzystywania walut jako narzędzi politycznych– rozłączyła złoto od tradycyjnych zależności makroekonomicznych. Niegdyś pewna odwrotna zależność między realnymi stopami procentowymi a ceną złota osłabła, co podkreśla, jak nowe czynniki dominują teraz.

W najbliższym czasie

W krótkim okresie inwestorzy będą nadal bacznie obserwować rynek, jak to miało miejsce w piątek, w poszukiwaniu potencjalnych zagrożeń, ponieważ rynek może potrzebować korekty lub przynajmniej okresu konsolidacji. To zdrowy proces, który umożliwi tym, którzy przegapili wcześniejsze wzrosty, dołączenie do trendu, a także przetestuje podstawowy popyt, jeśli korekta wywoła likwidację pozycji przez fundusze hedgingowe, które skupiają się na krótkoterminowych analizach technicznych. Jednak obecna siła podstawowego popytu, w połączeniu z napiętymi rynkami fizycznymi i akumulacją przez banki centralne, wskazuje raczej na konsolidację niż głęboką lub długotrwałą korektę.

Kluczowe zmienne w nadchodzących tygodniach to:

  • Wynik dochodzenia w sprawie Sekcji 232, który określi kierunek przepływów handlowych między USA a Europą.
  • Popyt po Diwali w Azji, szczególnie od indyjskich nabywców srebra.
  • Przepływy z ETF i banków centralnych, które potwierdzą, czy popyt instytucjonalny pozostaje stabilny podczas przerw w cenach.
  • Zachowanie amerykańskich realnych stóp procentowych i dolara, których wpływ, choć osłabiony, nadal ma znaczenie, choćby marginalne.

Ogólny obraz pozostaje bez zmian: jest to strukturalna hossa na aktywach materialnych, napędzana przedefiniowaniem zaufania do globalnego systemu finansowego. Obecna pauza nie jest oznaką wyczerpania, lecz przypomnieniem, że nawet paraboliczne trendy potrzebują oddechu.

Trasa S3 – ekspresowe połączenie Czech z Bałtykiem otwiera nową erę dla turystyki i logistyki

– Od czeskiej granicy nad sam Bałtyk. Nasze inwestycyjne, wielkie marzenie właśnie się spełnia. Ukończenie całej drogi S3 powoduje, że połączenie między Lubawką, a Świnoujściem będzie sprawne, przyjemne i szybkie. To będzie otwierać nasze miejscowości nadmorskie na turystów. Spodziewam się, że efekty będą widoczne już wiosną – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie. – W tym roku nad morzem widziałam w restauracjach już pierwsze menu drukowane po czesku. Chcemy, by szybki dojazd wspierał naszą turystykę – dodaje Hanna Mojsiuk.

Najpierw tunel, teraz S3 – progres infrastrukturalny przynosi rozwój turystyczny

Od poniedziałku kierowcy mogą już przejechać trasą S3. Otwarto ostatni budowany odcinek Świnoujście – Troszyn.

Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad otworzyła odcinek S3 od węzła Świnoujście Łunowo do węzła Międzyzdroje w pełnym przekroju dwujezdniowej drogi ekspresowej. Planowane są jeszcze prace wykończeniowe, ale mają one zakończyć się tak, by wiosenni i wakacyjni turyści dojechali trasą S3 bez problemów.

– Bałtyk jest interesujący dla turystów całorocznie, a zabiegi naszych samorządowców, by otwierać się na gości nie tylko w szczycie sezonu są od lat zauważalne. Mamy fantastyczną infrastrukturę, nowoczesne hotele, ale mieliśmy dotychczas dwa problemy: jednego nie pokonamy nigdy, a drugi właśnie przestaje być problemem. Sprawa nie do przeskoczenia to kaprysy pogody, a sprawa infrastruktury jest coraz mniejszym problemem. Wiele razy słyszeliśmy, że turystów z Czech zniechęcają korki nad morze, kłopotliwy dojazd do Międzyzdrojów i Świnoujścia. Teraz te zatory będą mniejsze, a przyciąganie gości z Czech łatwiejsze. Trasa z Czech nad morze to będzie zaledwie kilka godzin jazdy, wymiana turystyczna między krajami znacząco wzrośnie – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej.

– Rozwój Świnoujścia w zakresie pozyskiwania turystów spoza Polski zdecydowanie przyspieszył dzięki rozwojowi dróg. Od momentu powstania przeprawy pod Świną, wąskim gardłem był odcinek dojazdowy do miasta. Przyspieszenie prac w tym zakresie pozwoli jeszcze mocniej promować usługi hoteli i miejscowości nadmorskich w sezonie 2026 do którego przedsiębiorcy lada moment zaczną się przygotowywać – dodaje Kamil Pyclik, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Świnoujściu.

„Kluczowa inwestycja dla wymiany handlowej i działań inwestycyjnych”

W opinii Laury Hołowacz, prezes Grupy CSL i ekspertki ds. transportu i logistyki trasa S3 ma wielkie znaczenie dla turystyki, ale także dla całego transportu, spedycji i logistyki.

– Port w Świnoujściu jest jednym z najbardziej progresywnie rozwijających się portów w Polsce. Jeżeli chcemy, by nad Bałtykiem inwestowały firmy sektora offshore, a wymiana handlowa była szersza, to połączenia kolejowe i drogowe z resztą kraju muszą być bardziej kompatybilne. S3 to droga strategiczna dla naszego regionu. Otwieramy drzwi do rozwoju naszej gospodarki. Dobra, szybka, niekolizyjna infrastruktura zawsze przyciąga inwestorów – mówi Laura Hołowacz, prezes Grupy CSL.

– Po stronie polskiej z zadania wywiązano się bardzo dokładnie, ale żeby polskie porty mogły w pełni korzystać z tej infrastruktury potrzeba nam jeszcze większego zaangażowania strony czeskiej i kontynuacji planów inwestycyjnych po stronie naszych sąsiadów. Dla polskich portów marzeniem jest dostęp do włoskich portów przez Austrię i właśnie Czechy, ale na ten moment taka kompleksowa „szybka trasa” pozostaje w sferze marzeń. Nie mniej, na pewno każdy odcinek S3 sprawia, że stajemy się coraz bardziej kompletnym drogowo regionem, a nasz postęp rozwojowy jest widoczny – mówi Laura Hołowacz.

Cała droga ekspresowa S3 będzie mieć łącznie ok. 470 km i połączy wybrzeże woj. zachodniopomorskim z granicą Czech. Nowa S3 zapewnia szybkie i bezpieczne połączenie Świnoujścia ze Szczecinem, Gorzowem Wielkopolskim czy Zieloną Górą, a także umożliwia szybki dojazd do autostrady A2 i A4.

Złoty zaskakuje rynki – umacnia się mimo cięć stóp, przemysł pozytywnie zaskakuje

Polska waluta wbrew oczekiwaniom części analityków wcale nie traci, mimo przyspieszenia obniżek stóp procentowych. Dane z rynku pracy nie zaskoczyły. Dobrze wypadł za to przemysł, który dał złotemu dodatkowe paliwo do wzrostów. W geopolityce tym razem chwilowo awersja do ryzyka.

Dane z rynku pracy

Wczoraj poznaliśmy jedne z bardziej medialnych odczytów – informacje o wynagrodzeniach i zatrudnieniu. Dotyczy to, co prawda tylko przedsiębiorstw zatrudniających więcej niż 9 pracowników, ale to i tak najbardziej precyzyjne dane dostępne. Przeciętne wynagrodzenie we wrześniu wyniosło 8750,34 zł. Jest to o 7,5% wyższy wynik niż rok temu i jednocześnie o 0,4% lepsza wartość od oczekiwań. Z drugiej strony w marcu wynik wynosił ponad 9055,92 zł. Jak to możliwe, że wynagrodzenie spada, a wskaźnik pokazuje 7,5% wzrostu? Wzrost liczymy w ujęciu rocznym. Zwyczajowo są pewne okresy, kiedy to przykładowo dochodzi do wypłat premii. Takimi miesiącami jest marzec i kwiecień. Z drugiej strony jest np. wrzesień, który często przypada po przerwie wakacyjnej, co wpływa negatywnie na bonusy. Nie należy się jednak nadmiernie cieszyć, bo dane o zatrudnieniu mówią o spadku o 0,8%, a to jest już realny problem, którego nie da się wyjaśnić czynnikami sezonowymi.

Lepsze dane z przemysłu

Wczoraj poznaliśmy również dane na temat produkcji przemysłowej. W skali miesiąca mieliśmy imponujący wzrost o 16% od sierpnia do września. Skąd taka duża zmiana? Znowu chodzi o czynniki sezonowe. Sierpień w wielu zakładach jest z góry ustaloną przerwą urlopową. W rezultacie wrzesień co roku pokazuje duże wzrosty. W skali roku wzrost był wciąż przyzwoity – wynosił 7,4%. Co najważniejsze, obydwa rezultaty przekroczyły oczekiwania analityków o około 2,5%. Również wczoraj mieliśmy najtańsze euro względem złotego od maja. Przez chwilę kurs spadł poniżej poziomu 4,2350 zł. Warto jednak pamiętać, że umocnienie złotego nastąpiło wyraźnie później niż dane makroekonomiczne z Polski. Być może stworzyły one dobry klimat, ale ruch dokonał się, dopiero gdy na rynek trafili po południu inwestorzy zza oceanu.

Co z alternatywnymi inwestycjami?

Poniedziałek przyniósł nam wyraźny ponad 3% wzrost najpopularniejszej kryptowaluty, jaką jest Bitcoin. Wieczorem zaczęły się jednak spadki i dzisiaj nad ranem znów jesteśmy w punkcie wyjścia. Duża niepewność dotyczy również złota. Wczoraj mieliśmy kolejny rekord wszechczasów tego surowca, a dzisiaj jesteśmy już ponad 100 dolarów niżej za uncję. Rynek cały czas nie jest przekonany co do tego, co się dzieje w geopolityce. Mamy obecnie trzy ważne teatry wydarzeń: Bliski Wschód, konflikt Chiny-USA i rosyjską agresję w Ukrainie. Każdy z nich miał ostatnio ważne sygnały. Więcej jest jednak tych uspokajających co powoduje, że inwestycje mające być bezpieczną przystanią na trudne czasy chwilową oddały trochę wartości.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Węgry – decyzja w sprawie stóp procentowych,

14:30 – Kanada – inflacja konsumencka.

Rekordowy popyt na odrzutowce biznesowe

  • Jak wynika z 34. edycji rocznego raportu Honeywell „Globalna prognoza lotnictwa biznesowego” w ciągu najbliższych 10 lat na rynek trafi 8500 nowych odrzutowców biznesowych o łącznej wartości 283 mld dolarów
  • Do wzrostu planów zakupowych przyczyniła się aktywność operatorów typu „fractional ownership” (częściowej własności samolotu) i nowe regulacje podatkowe
  • Wykorzystanie samolotów rośnie – zdecydowana większość operatorów planuje latać więcej lub tyle samo co w bieżącym roku

Honeywell (NASDAQ: HON) opublikował wyniki 34. raportu „Globalna prognoza lotnictwa biznesowego” (Global Business Aviation Outlook), który prognozuje rekordową liczbę dostaw nowych odrzutowców biznesowych w ciągu najbliższej dekady. Publikacja oferuje unikalne spojrzenie na aktualne trendy branżowe i przedstawia długoterminowe zmiany w oparciu o modele prognostyczne oraz badania setek operatorów lotnictwa biznesowego z całego świata.

Według analityków Honeywell w ciągu najbliższych 10 lat na globalny rynek lotniczy trafi 8500 nowych odrzutowców biznesowych o łącznej wartości 283 miliardów dolarów, co stanowi najwyższy wynik w 34-letniej historii raportu. Średnie roczne tempo wzrostu ma wynieść 3%. Popularność nowych samolotów nie słabnie mimo narastających wyzwań makroekonomicznych i geopolitycznych.

„Dobra koniunktura, rosnące zainteresowanie programami współwłasności i ciągły rozwój nowych modeli samolotów oraz innowacji technologicznych – to wszystko przełożyło się na rekordowy popyt w lotnictwie biznesowym,” mówi Heath Patrick, prezes Americas Aftermarket, Honeywell Aerospace Technologies. „Operatorzy latają coraz więcej, a producenci zwiększają tempo produkcji, by nadążyć za zapotrzebowaniem. Spodziewamy się, że te rekordowe wyniki – zarówno w dostawach, jak i wykorzystaniu floty – utrzymają się przez całą najbliższą dekadę.”

Najważniejsze wnioski z raportu Honeywell Global Business Aviation Outlook” 2025:

  • w 2026 r. dostawy nowych odrzutowców mają być o 5% wyższe niż w 2025 r.;
  • dostawy będą rosnąć średnio o 3% rocznie w ciągu najbliższych 10 lat;
  • 91% ankietowanych planuje w 2026 r. latać więcej lub tyle samo co w 2025 r.;
  • 20% operatorów na świecie ma już złożone wiążące zamówienia na co najmniej jeden odrzutowiec – to wzrost z 17% rok do roku. Odsetek jest jeszcze wyższy wśród operatorów Part 135, m.in. firm czarterowych (28% respondentów);
  • 89% badanych wymienia „wydajność” jako jedno z trzech najważniejszych kryteriów zakupu – rok temu było to 82%. Na drugim miejscu plasuje się „koszt” z dużo niższym wynikiem – 56% wskazań (spadek z 60%);
  • głównym motorem wzrostu pozostaje popyt na współwłasność (fractional ownership) – szczególnie w klasach Midsize i Super Midsize. 12% badanych operatorów dysponujących własnymi odrzutowcami ma również udziały w programach fractional;
  • od 2019 r. floty fractional urosły o ponad 65% i liczą obecnie ok. 1300 maszyn w użyciu.

Wzrost napędzany przez operatorów fractional i zmiany podatkowe

  • ankietowani uważają, że przywrócenie 100% amortyzacji dodatkowej w ramach ustawy „One Big Beautiful Bill Act” (OBBBA) może pobudzić zakupy odrzutowców biznesowych. Ta federalna ulga pozwala odpisać sporą część kosztów wybranych aktywów – w tym odrzutowców biznesowych – już w pierwszym roku użytkowania;
  • silny popyt na programy współwłasności generuje duże zamówienia i znacząco wspiera wzrost rynku. Segment fractional rośnie szybciej niż reszta branży – zarówno pod względem wielkości flot, jak i liczby lotów. Od 2019 r. floty urosły o ponad 65%; odrzutowce Light, Midsize i Super Midsize stanowią 80% tych flot;
  • 12% operatorów mających własne odrzutowce korzysta jednocześnie z programów fractional, a kolejne 15% rozważa taki krok. Wśród powodów najczęściej wskazywano zwiększenie dostępności odrzutowców (ok. 50%) oraz optymalizację bieżących operacji (ok. 30%).

Aktywność lotnicza: wyraźny wzrost w 2025 r.

  • operatorzy latają znacznie więcej niż w 2024 r. – liczba godzin przelotów odrzutowcami biznesowymi wzrosła o ok. 3% (po prawie zerowym wzroście między 2023 a 2024). Stoi za tym głównie segment prywatny i operatorzy fractional – popyt na czartery ustabilizował się powyżej poziomów sprzed pandemii, po wahaniach związanych z Covid-19 i powrotem regularnych połączeń;
  • aktywność lotnicza działów lotniczych firm pozostaje na niższym poziomie, co wynika z optymalizacji kosztów operacyjnych. Firmy generują oszczędności m.in. poprzez selektywne wykorzystanie samolotów własnych, czarterów oraz programów współwłasności (fractional ownership);
  • nastroje na przyszłość są pozytywne: 28% operatorów planuje w przyszłym roku latać więcej niż w tym, a 64% – utrzymać aktywność na podobnym poziomie.

Podział regionalny: trendy się utrwalają

  • Ameryka Północna: region ma otrzymać ok. 70% globalnych dostaw w ciągu najbliższych trzech lat. 17% operatorów ma złożone zamówienia, a flota stanowi ok. 62% światowej. Nastroje wspierają zmiany regulacyjne w USA (m.in. bonus depreciation). Nieco ponad 90% operatorów planuje latać tyle samo lub więcej w kolejnym roku;
  • Europa: prognozuje się ok. 14% nowych dostaw w ciągu najbliższych trzech lat. Odsetek operatorów, którzy mają złożone zamówienia jest wyższy niż średnia globalna. Region posiada ok. 11% światowej floty, a 29% operatorów zadeklarowało co najmniej jedno bieżące zamówienie. Nastroje dotyczące aktywności lotniczej odzwierciedlają trendy globalne – prawie 30% planuje latać więcej w kolejnym roku, a ok. 60% – tyle samo;
  • Ameryka Łacińska: 7% globalnych dostaw w ciągu następnych trzech lat trafi do tego regionu. Znajduje się tu 15% światowej floty, a 19% operatorów ma złożone zamówienia. Nastroje bardzo dobre – 33% spodziewa się większej aktywności;
  • pozostałe rynki: Azja-Pacyfik ma otrzymać ok. 5% globalnych dostaw, Bliski Wschód i Afryka – ok. 3%. To poziomy zbliżone do tych z ostatnich lat. Operatorzy są tu mniej optymistyczni niż w innych częściach świata, ale mimo to prawie 20% planuje latać więcej, a większość pozostałych – utrzymać aktywność na tym samym poziomie. Bliski Wschód jest przygotowany na wzrost – korzystne zmiany regulacyjne i modernizacja infrastruktury lotniskowej ułatwią firmom lotniczym zakładanie operacji i loty w całym regionie.

Priorytety zakupowe: wydajność i koszt na pierwszym miejscu

  • Wydajność i cena to nadal dwa najważniejsze czynniki decydujące o zakupie odrzutowców biznesowych. Zasięg pozostaje pojedynczą najistotniejszą specyfikacją. Wysoko na liście priorytetów znajdują się również inne parametry związane z wydajnością, takie jak ładowność, możliwości startu i lądowania z krótkich pasów oraz prędkość.
  • Kupujący nowe odrzutowce bardziej niż nabywcy używanych maszyn przykładają wagę do obsługi posprzedażowej i wsparcia technicznego. W szczególności nabywcy nowych odrzutowców wyżej cenią sobie szybki czas reakcji oraz dostępność wsparcia technicznego w porównaniu z kupującymi te używane.
  • Zapytani o technologie lotnicze, nabywcy nowych odrzutowców wskazali, że przy podejmowaniu decyzji zakupowych częściej biorą pod uwagę takie innowacje, jak systemy sterowania fly-by-wire, łączność pokładową oraz zaawansowane systemy bezpieczeństwa – w porównaniu do kupujących używane maszyny.

Zrównoważony rozwój w lotnictwie biznesowym: kluczem do osiągnięcia celów środowiskowych są bardziej wydajne samoloty

Po raz piąty z rzędu Honeywell przeprowadził analizę zrównoważonego rozwoju w lotnictwie biznesowym i zbadał, w jaki sposób operatorzy starają się zmniejszyć swój ślad węglowy. Najważniejsze wnioski z raportu to:

  • 81% operatorów uważa, że opracowywanie nowych, bardziej oszczędnych pod względem zużycia paliwa samolotów i silników co najmniej w umiarkowany sposób wspiera realizację celów środowiskowych;
  • 61% podobnie ocenia potencjał zrównoważonego paliwa lotniczego (SAF);
  • wśród firm aktywnie działających na rzecz zrównoważonego rozwoju: 60% kupuje bardziej ekonomiczne paliwowo samoloty, 56% korzysta z SAF, a 31% optymalizuje prędkość przelotową dla lepszej efektywności;
  • jako główne przeszkody w szerszym stosowaniu SAF respondenci wymieniają nadal wysoki koszt i ograniczoną dostępność. 

Metodologia

Prognoza Honeywell opiera się na wielu źródłach, w tym analizach makroekonomicznych, planach producentów OEM udostępnionych firmie, konsultacjach eksperckich z liderami branży lotniczej oraz szczegółowej analizie danych Cirium i WINGX. We współpracy z Seefeld Group i Ad Hoc Research Honeywell przeprowadził także badanie wśród 312 operatorów lotnictwa komercyjnego spoza programów współwłasności, dysponujących flotą 1199 odrzutowców na całym świecie. Próba jest reprezentatywna pod względem geografii, modelu operacji i struktury floty. Takie kompleksowe podejście daje firmie unikalny wgląd w nastroje, preferencje i obawy operatorów oraz dostarcza cennych informacji o potrzebach produktowych i nowych możliwościach rynkowych.

Wpływ na decyzje biznesowe

Raport Honeywell „Global Business Aviation Outlook” 2025 odzwierciedla bieżące wyzwania operatorów i identyfikuje długoterminowe trendy, które firma wykorzystuje w swoich decyzjach produktowych. Badanie pomaga wyznaczyć kierunki inwestycji w zrównoważone rozwiązania, wzmocnić ofertę łączności pokładowej oraz rozwijać portfolio napędów, innowacyjnych systemów bezpieczeństwa, usług i modernizacji. Wnioski wspierają strategię rozwoju firmy i pomagają konsekwentnie pozycjonować Honeywell na wartościowych platformach w rosnących segmentach rynku.

SN: Doręczenia bezpośrednie tylko dla pełnomocników procesowych – ważna wykładnia art. 132 § 1 k.p.c.

0

Wyrok Sądu Najwyższego z 30 maja 2025 r. (sygn. II CSKP 7/23) stanowi ważne orzeczenie potwierdzające zasady wykładni art. 132 § 1 k.p.c., regulującego doręczenia bezpośrednie między profesjonalnymi uczestnikami postępowania cywilnego. Sąd Najwyższy autorytatywnie rozstrzygnął spór interpretacyjny dotyczący tego, czy obowiązek doręczeń bezpośrednich obciąża adwokatów, radców prawnych i rzeczników patentowych niezależnie od pełnionej przez nich roli procesowej, czy też wyłącznie wówczas, gdy występują jako pełnomocnicy procesowi.

W rozpoznawanej sprawie pozwanej H.K., której miejsce pobytu było nieznane, ustanowiono kuratora w osobie adwokatki M.K. Kurator złożył odpowiedź na pozew, jednak pismo zostało zwrócone na podstawie art. 132 § 1 zd. 3 Kodeksu postępowania cywilnego z uwagi na brak oświadczenia o doręczeniu odpisu pisma drugiej stronie. W konsekwencji sąd rejonowy wydał wyrok zaoczny uwzględniający powództwo w całości. Następnie kurator wniósł sprzeciw od wyroku zaocznego, który został oddalony przez sąd pierwszej instancji.

Sąd Okręgowy we Wrocławiu, oddalając apelację pozwanej, uznał, że kuratorka, będąc adwokatką, podlegała obowiązkom wynikającym z art. 132 § 1 k.p.c. niezależnie od pełnionej roli procesowej. Sąd drugiej instancji argumentował, że art. 132 § 1 k.p.c. nie zawiera zastrzeżenia ograniczającego jego zastosowanie wyłącznie do pełnomocników procesowych, a adwokat działający jako kurator nadal występuje jako profesjonalista. Stanowisko to zostało zakwestionowane w skardze kasacyjnej.

Tło dogmatyczne – cel i funkcja art. 132 § 1 k.p.c.

Przepis art. 132 § 1 k.p.c. stanowi wyjątek od zasady oficjalności doręczeń, przewidując uproszczony sposób doręczania pism procesowych między profesjonalnymi uczestnikami postępowania. Jego celem jest usprawnienie i przyspieszenie postępowania oraz zmniejszenie jego kosztów przez przeniesienie obowiązku doręczeń z sądu na pełnomocników zawodowych.

Ratio legis tego unormowania opiera się na założeniu, że osoby wykonujące zawody prawnicze cechują się odpowiednim poziomem profesjonalizmu i są godne zaufania w zakresie prawidłowego dokonywania doręczeń. Podstawą tego mechanizmu jest koncepcja zaufania instytucjonalnego: prawodawca przyjmuje presumpcję, że przedstawiciele zawodów prawniczych, ze względu na proces korporacyjnej selekcji i kontroli, reprezentują standard wiarygodności umożliwiający bezpieczne powierzenie im tej procesowo krytycznej funkcji. Nie jest to jednak zaufanie bezwarunkowe – jego granice wyznacza świadomy wybór roli pełnomocnika procesowego, który niesie ze sobą akceptację szczególnych obowiązków i odpowiedzialności.

Kluczem do zrozumienia tej regulacji jest dostrzeżenie jej kontraktowej natury: obowiązek doręczeń bezpośrednich nie wynika z samego statusu zawodowego, lecz z decyzji o podjęciu funkcji zastępcy procesowego. To właśnie ten akt prawny uruchamia specjalny reżim procesowy, różniący pełnomocników od innych uczestników postępowania.

Rozstrzygnięcie Sądu Najwyższego

Sąd Najwyższy jednoznacznie przesądził, że art. 132 § 1 zd. 1 k.p.c. dotyczy wyłącznie sytuacji, w których wymienione w nim osoby (adwokaci, radcowie prawni, rzecznicy patentowi) oraz Prokuratoria Generalna RP działają jako pełnomocnicy (zastępcy) procesowi strony. Przepis ten nie znajduje zastosowania do adwokatów czy radców prawnych występujących w innych rolach procesowych, w tym jako kuratorzy procesowi.

Sąd Najwyższy stwierdził, że wyniki językowej wykładni art. 132 § 1 zd. 1 k.p.c. nie prowadzą do jednoznacznej odpowiedzi na pytanie o zakres jego zastosowania. Przepis można interpretować zarówno w sposób szeroki, obejmujący wszystkich adwokatów niezależnie od roli, jak i wąski, ograniczony do pełnomocników. Wobec niejednoznaczności wykładni językowej Sąd Najwyższy przeprowadził szczegółową analizę systemową i funkcjonalną przepisu.

Kluczowe znaczenie miała analiza pozycji Prokuratorii Generalnej RP, która może działać w postępowaniu wyłącznie jako pełnomocnik instytucjonalny. Gdyby art. 132 § 1 k.p.c. miał obejmować wszystkich profesjonalnych prawników niezależnie od roli, niemożliwe byłoby wyjaśnienie, dlaczego radcowie PGRP nie zostali w nim wymienieni mimo posiadania analogicznych kwalifikacji zawodowych. Sąd Najwyższy zwrócił uwagę, że wszystkie podmioty wymienione w art. 132 § 1 zd. 1 k.p.c. zostały objęte działaniem tej regulacji z uwagi na jednolitą rolę procesową pełnomocnika, w której występują w postępowaniu.

Istotne znaczenie miała również analogia do art. 162 § 2 k.p.c., który używa identycznego katalogu podmiotów co art. 132 § 1 k.p.c., lecz wyraźnie wskazuje na zastępstwo stron. Sąd podkreślił, że brak harmonii między tymi regulacjami przemawiałby przeciwko różnej interpretacji zakresu ich zastosowania. Przepis art. 162 k.p.c. dotyczy wyłącznie przypadków zastępstwa w rozumieniu ścisłym, w których wymienione w nim osoby działają jako pełnomocnicy, co potwierdza analogiczną interpretację art. 132 § 1 k.p.c.

Dodatkowo sąd odwołał się do art. 87.1 § 2 k.p.c., który różnicuje pozycję adwokatów działających jako pełnomocnicy od tych występujących jako strona, organ lub przedstawiciel ustawowy. Przepis ten potwierdza potrzebę odrębnego traktowania różnych ról procesowych oraz odmienne wymagania stawiane adwokatom i radcom prawnym w zależności od pełnionej funkcji.

Wykładnia funkcjonalna również przemawiała za wąskim rozumieniem przepisu. Cel art. 132 § 1 k.p.c., którym jest usprawnienie postępowania przez przejęcie części obowiązków sądu przez profesjonalnych pełnomocników, może być realizowany wyłącznie w odniesieniu do osób, które podjęły się pełnienia funkcji zastępcy procesowego. Rozszerzenie obowiązku na inne role procesowe godziłoby w gwarancje procesowe stron, prowadziłoby do perturbacji w praktyce orzeczniczej oraz byłoby trudne do realizacji ze względu na brak obowiązku informowania o statusie zawodowym.

Szczególnie istotny jest aspekt praktyczny – sąd nie jest zobowiązany do przeprowadzania kontroli statusu zawodowego kuratorów czy innych uczestników postępowania. Mogłoby to prowadzić do sytuacji, w której kurator po uzyskaniu uprawnień zawodowych lub ich utracie nie informowałby o tym sądu, co skutkowałoby nieprawidłowym stosowaniem przepisów o doręczeniach bezpośrednich. Taka sytuacja pozostawałaby w sprzeczności z celami art. 132 § 1 k.p.c., czyli usprawnieniem postępowania przy zachowaniu gwarancji procesowych stron.

Konsekwencje praktyczne orzeczenia

Rozstrzygnięcie ma szczególnie istotne znaczenie dla kuratorów procesowych będących adwokatami czy radcami prawnymi, którzy nie podlegają obowiązkowi doręczeń bezpośrednich z art. 132 § 1 k.p.c., nawet jeśli zostali ustanowieni właśnie ze względu na swoje kwalifikacje zawodowe. Sąd Najwyższy jednoznacznie stwierdził, że status kuratora ma charakter prawny niepowiązany z przynależnością do korporacji zawodowej, a związek między tymi statusami ma charakter czysto faktyczny.

Orzeczenie potwierdza również, że adwokaci i radcowie prawni występujący jako strona postępowania, organ osoby prawnej czy przedstawiciel ustawowy nie podlegają obowiązkowi doręczeń bezpośrednich, chyba że jednocześnie pełnią funkcję pełnomocnika procesowego. Ma to fundamentalne znaczenie dla praktyki sądowej, bowiem sądy nie mogą automatycznie stosować art. 132 § 1 k.p.c. wobec każdej osoby posiadającej status adwokata czy radcy prawnego. Kluczowe znaczenie ma rola procesowa, w jakiej dana osoba występuje w konkretnej sprawie.

Znaczenie orzeczenia dla praktyki

Wyrok ten ma fundamentalne znaczenie dla praktyki prawniczej, ponieważ precyzuje zakres stosowania jednego z najważniejszych przepisów proceduralnych dotyczących profesjonalnych pełnomocników, chroni gwarancje procesowe stron reprezentowanych przez kuratorów będących prawnikami, eliminuje niepewność interpretacyjną w zakresie obowiązków formalnych różnych uczestników postępowania oraz ustala jednolitą linię orzeczniczą w fundamentalnej kwestii proceduralnej. Rozstrzygnięcie to ma szczególne znaczenie w kontekście coraz częstszej praktyki ustanawiania kuratorów w osobach adwokatów lub radców prawnych ze względu na ich wysokie kwalifikacje zawodowe.

Orzeczenie potwierdza także, że wykładnia przepisów proceduralnych musi uwzględniać ich cel i funkcję w systemie, a nie ograniczać się do literalnej interpretacji sformułowań ustawowych. Tylko takie podejście pozwala na realizację podstawowych celów postępowania cywilnego: sprawiedliwego i sprawnego rozstrzygania sporów przy pełnej ochronie praw uczestników postępowania.

Specjaliści ds. finansów z certyfikatami zawodowymi zarabiają nawet o 25% więcej

Nowy raport płacowy opracowany na zlecenie The Chartered Institute of Management Accountants (CIMA) przez Randstad Polska dowodzi, że certyfikowani specjaliści ds. finansów w Polsce zarabiają, w zależności od stanowiska, od 16% do 25% więcej niż osoby nieposiadające certyfikatów zawodowych.

Analiza objęła 500 specjalistów z obszaru finansów, zatrudnionych na pięciu kluczowych stanowiskach: dyrektor finansowy (CFO), menedżer ds. finansów, główny księgowy, menedżer controllingu oraz kontroler finansowy. Wskazuje ona na istotne różnice w poziomie wynagrodzenia pomiędzy osobami posiadającymi certyfikaty zawodowe, takie jak tytuł Chartered Global Management Accountant (CGMA) nadawany przez CIMA czy kwalifikacja biegłego rewidenta przyznawana przez Krajową Izbę Biegłych Rewidentów (KIBR), a tymi, którzy takich certyfikatów nie posiadają.

Kluczowe wnioski:

  • Mediana wynagrodzenia dla osoby na stanowisku CFO z certyfikatem zawodowym wynosi 37 000 zł, podczas gdy dyrektorzy finansowi nie posiadający certyfikatu zarabiają o 21,3% mniej (30 500 zł)
  • Menedżerowie ds. finansów z certyfikatem zarabiają 16,7% więcej (28 000 zł vs. 24 000 zł)
  • Menedżerowie controllingu i kontrolerzy finansowi również zyskują – odpowiednio +16,3% i +20%
  • Wśród głównych księgowych z certyfikatem różnica w poziomie wynagrodzenia wynosi najwięcej, bo aż 25% (22 500 zł vs. 18 000 zł)

Celem raportu było nie tylko zrozumienie wpływu certyfikacji na poziom wynagrodzenia, ale także przedstawienie aktualnych trendów w zakresie wartości kompetencji na rynku pracy, w obliczu rosnących wyzwań i transformacji otoczenia biznesowego. Jak wskazuje analiza przygotowana przez Randstad Polska na zlecenie CIMA, certyfikowani specjaliści deklarują większą elastyczność w rozwoju kariery, szybsze awanse i większą pewność siebie na rynku pracy.

Raport został opublikowany w momencie, gdy Światowe Forum Ekonomiczne (ang. World Economic Forum, WEF) w swoim Future of Jobs Report 2025 podkreśla rosnące znaczenie  łączenia wiedzy technologicznej z ludzką intuicją oraz umiejętnościami krytycznego myślenia jako kluczowymi dla odniesienia sukcesu zawodowego w gospodarce opartej na wiedzy, szczególnie w rolach związanych z rachunkowością i finansami.

„Rola działów finansowych i księgowych ulega wyraźnej ewolucji. Obok tradycyjnych kompetencji, takich jak znajomość przepisów czy umiejętność tworzenia sprawozdań, rośnie znaczenie zdolności analitycznych, biznesowego myślenia i współpracy międzydziałowej. Kwalifikacje, takie jak CGMA czy tytuł biegłego rewidenta, potwierdzają dziś nie tylko wiedzę techniczną, ale też strategiczne podejście i umiejętność komunikacji. Nowoczesny finansista to partner biznesu – dostarcza analizy, wspiera decyzje i realnie wpływa na kierunek rozwoju firmy” – powiedziała Magdalena Batogowska, Senior Branch Manager, Finance & Legal, Randstad Polska.

„W dzisiejszym świecie biznesu, gdzie zmienność i złożoność są codziennością, pracodawcy coraz częściej poszukują specjalistów ds. finansów, którzy dysponują nie tylko wiedzą techniczną, lecz także umiejętnością krytycznego myślenia, elastycznością i strategiczną intuicją. Kwalifikacja Profesjonalna CGMA jest najlepszym potwierdzeniem tych kompetencji i paszportem do nowych możliwości napędzanych innowacjami, zrównoważonym rozwojem i transformacją cyfrową. Posiadacze tytułu CGMA wyróżniają się na konkurencyjnym rynku pracy i są doceniani za wartość, którą wnoszą” – powiedział Jakub Bejnarowicz, Dyrektor Regionalny na Europę, The Chartered Institute of Management Accountants (CIMA).

Metodologia:

Raport oparto na danych zebranych przez Randstad Polska w latach 2024–2025 w oparciu o procesy rekrutacyjne oraz wywiady telefoniczne z 500 specjalistami finansowymi w Polsce. Dla każdego z pięciu stanowisk przebadano 100 osób (50 z certyfikatem i 50 bez). Zastosowano metody ilościowe (średnia i mediana) oraz jakościowe (wywiady). Uwzględniono wyłącznie stałą część miesięcznego wynagrodzenia brutto, bez premii i składników zmiennych. Wynagrodzenia zaprezentowano z rozróżnieniem na osoby posiadające certyfikaty zawodowe (w tym tytuł CGMA, tytuł biegłego rewidenta oraz inne krajowe i międzynarodowe akredytacje), a także tytuły akademickie, oraz osoby bez takich potwierdzeń.

Rynek mieszkaniowy przyspiesza we wrześniu– 856 tys. lokali w budowie i silny wzrost nowych pozwoleń

W okresie styczeń–wrzesień 2025 r. w Polsce oddano do użytkowania 144,4 tys. mieszkań, co oznacza nieznaczny spadek o 0,4% względem analogicznego czasu rok wcześniej. Choć ogólna liczba nowych lokali pozostaje stabilna, wyraźnie różnicuje się aktywność poszczególnych grup inwestorów. Deweloperzy przekazali do użytku 90,3 tys. mieszkań, czyli o 1,1% więcej niż przed rokiem. Z kolei inwestorzy indywidualni oddali 49,0 tys. lokali, co oznacza spadek o 4,8%.

Powierzchnia użytkowa nowo wybudowanych mieszkań wyniosła 12,8 mln m², czyli o 1,8% mniej rok do roku. Jednocześnie przeciętna wielkość jednego mieszkania utrzymała się na poziomie 88,6 m², co wskazuje na dalszą przewagę budownictwa o charakterze rodzinnym i premium, a nie kompaktowym. Prawie 96,4% wszystkich nowych lokali pochodziło od deweloperów lub inwestorów indywidualnych. Pozostałe formy, takie jak budownictwo społeczne czy komunalne, miały marginalny udział – zaledwie 5,1 tys. mieszkań.

Znacznie silniejsze zmiany widać w aktywności inwestycyjnej mierzonej pozwoleniami na budowę. Łącznie wydano pozwolenia na 191 tys. mieszkań – o 13,4% mniej niż rok wcześniej, co może zwiastować spowolnienie podaży w kolejnych kwartałach. U deweloperów odnotowano wyraźny spadek o 22,6%, do 120,1 tys. lokali. Jednocześnie inwestorzy indywidualni zwiększyli swoją aktywność – liczba wydanych dla nich pozwoleń wzrosła o 7,6% do 64,8 tys.

Podobne tendencje widać we wskaźniku mieszkań, których budowę faktycznie rozpoczęto. W analizowanym okresie wystartowała realizacja 166,0 tys. lokali, co oznacza spadek o 8,5% rok do roku. Deweloperzy ograniczyli liczby nowych projektów o 14,4%, rozpoczynając budowę 100,1 tys. mieszkań. Inwestorzy indywidualni pozostali stabilni, notując nawet niewielki wzrost o 2,3%, do 62,8 tys. nowych budów.

Na tle ogólnopolskim wyróżniają się największe regiony gospodarcze. Najwięcej mieszkań oddano do użytkowania w województwie mazowieckim (30,6 tys.), małopolskim (13,7 tys.) i wielkopolskim (15,6 tys.). To właśnie te regiony generują również największą liczbę nowych inwestycji i pozwoleń na budowę. Zjawisko to potwierdza silną koncentrację inwestycji mieszkaniowych w największych centrach metropolitalnych.

Na koniec września 2025 r. w budowie pozostawało 856,3 tys. mieszkań — o 2,2% więcej niż przed rokiem. To pokazuje, że mimo zahamowania nowych projektów rynek wciąż „trzyma się rozpędu” rozpoczętych wcześniej inwestycji. We wrześniu samym wzrosły wszystkie główne wskaźniki miesiąc do miesiąca: liczba pozwoleń (+23,2%), mieszkań rozpoczętych (+21,8%) i oddanych do użytkowania (+25,8%). Rynek pozostaje więc aktywny, lecz jego dynamika coraz wyraźniej zależy od decyzji deweloperów wobec zmieniających się warunków makroekonomicznych.

Deficyt i dług sektora instytucji rządowych i samorządowych w 2024 roku – najnowsze dane GUS

Główny Urząd Statystyczny opublikował zaktualizowane dane dotyczące finansów sektora instytucji rządowych i samorządowych za lata 2021–2024. Według najnowszych szacunków, deficyt sektora w 2024 roku wyniósł 236,6 mld zł, co stanowi 6,5% PKB. Wartość długu sięgnęła natomiast 2,01 bln zł, czyli 55,1% produktu krajowego brutto. Oba wskaźniki zostały nieznacznie skorygowane w dół względem danych publikowanych w kwietniu 2025 roku.

Zmianie uległy również dane historyczne dla lat 2021–2023, ponieważ GUS zaktualizował metody szacowania składek na ubezpieczenia społeczne oraz dokonał reklasyfikacji części jednostek do sektora instytucji rządowych. Deficyt centralnego rządu w 2024 roku był najwyższy ze wszystkich podsektorów i wyniósł 243,9 mld zł, czyli 6,7% PKB. Co istotne, samorządy odnotowały w tym samym czasie nadwyżkę w wysokości 14,1 mld zł, co odpowiada 0,4% PKB. Podsektor funduszy zabezpieczenia społecznego zakończył rok ze stratą 6,8 mld zł.

Zarówno dochody, jak i wydatki sektora wzrosły w relacji do PKB względem poprzedniego roku. Dochody wyniosły w 2024 roku 1,57 bln zł, co stanowi 43,0% PKB, czyli więcej niż 41,7% rok wcześniej. Wydatki zamknęły się natomiast na poziomie 1,81 bln zł, osiągając 49,4% PKB. Oznacza to, że luka między dochodami a wydatkami pogłębiła się, prowadząc do kontynuacji ekspansywnej polityki fiskalnej.

Chłodne nastroje w sektorze TSL przed końcem roku

Subindeks Barometru EFL dla sektora transportu, spedycji i logistyki (TSL) na IV kwartał 2025 r. wyniósł 53,3 pkt, co oznacza spadek o 1,1 pkt kw./kw., ale jednocześnie wciąż wyraźnie powyżej granicy „ograniczonego rozwoju” (50 pkt). Odczyt potwierdza lekkie ochłodzenie nastrojów — głównie w obszarze sprzedaży i inwestycji — ale bez oznak kryzysu. Wynik jest lepszy niż o tej samej porze rok wcześniej (51,6 pkt), a kondycja finansowa firm pozostaje stabilna.

To dane ważne nie tylko dla inwestorów i przewoźników. Branża TSL jest jednym z najczulszych barometrów realnej gospodarki — reaguje szybciej niż przemysł i handel detaliczny. To, co dziś widać w logistyce, jutro zobaczymy w szerszych wskaźnikach makro.

Popyt konsumpcyjny jeszcze trzyma sektor — ale firmy czują pierwsze spowolnienie zamówień

Wśród przedsiębiorstw tylko 17,5% prognozuje wzrost sprzedaży, podczas gdy w poprzednim kwartale było to aż 30%. To wyraźny sygnał ostrożności. Co ważne, żadna firma nie prognozuje spadku popytu — aż 82,5% zakłada stabilizację.

To spójne z szerszym obrazem gospodarki: konsumpcja prywatna wciąż rośnie realnie, wspierana spadającą inflacją, korzystnym rynkiem pracy i lekkim ożywieniem eksportu. Ale jednocześnie tempo wzrostu zaczyna się normalizować, a konsumenci stopniowo przechodzą z „efektu odreagowania” w tryb „selektywnej ostrożności”.

Inwestycje najmocniej w dół. Kapitał wchodzi w tryb defensywny

Największym sygnałem zmiany są plany inwestycyjne. Tylko 5% firm deklaruje zwiększenie inwestycji, wobec 23% w III kwartale. To niemal czterokrotny spadek.

  • 73% firm planuje utrzymać poziom inwestycji bez zmian
  • 22% deklaruje ograniczenie nakładów

Na tle otoczenia — rosnących kosztów pracy, niepewności geopolitycznej i wciąż umiarkowanego popytu globalnego — firmy zaczynają bronić płynności, zanim aktywnie będą zwiększać zdolności operacyjne.

Płynność – mocna strona branży. Zero firm zgłasza pogorszenie sytuacji finansowej

To kluczowa różnica względem okresu inflacyjnego w latach 2022–2023: sektor nie ma dziś problemu z płynnością.

  • 19% firm oczekuje poprawy,
  • 81% – stabilizacji,
  • 0% prognozuje pogorszenie.

85% firm ocenia, że ich potrzeby finansowania zewnętrznego pozostaną bez zmian — co oznacza tyle, że sektor nie musi dziś „ratować się bankami”, tylko kontroluje sytuację operacyjnie.

„Nie ma euforii, ale jest fundament”. TSL w trybie defensywnej stabilności

Sektor wchodzi w końcówkę roku z ostrożnym optymizmem. Niepewność geopolityczna, wysokie koszty pracy i paliw wpływają na decyzje biznesowe, ale sytuację stabilizują inflacja w ryzach, perspektywa dalszych obniżek stóp i mocny e-commerce – komentuje Silvestr Ochrimovic, prezes Truck Care.

W tle wciąż działa Black Friday + Q4 peak + eksportowy popyt z Niemiec, co powinno utrzymać sektor „na plusie” do końca roku, nawet jeśli będzie to w tempie bez fajerwerków.

Co będzie decydujące na początku 2026?

Kluczowe zmienne dla I kwartału 2026 r. to:

  • czy RPP obniży dalej stopy procentowe (tańszy leasing i gotówka = zwrot inwestycji),
  • czy globalny handel uniknie ponownego spowolnienia,
  • jak zachowa się konsument po noworocznym „spadku popytu”,
  • czy e-commerce utrzyma rekordowe wolumeny także poza sezonem świątecznym.

Na dziś sektor TSL nie hamuje, tylko obniża bieg. To ważne rozróżnienie.

Podsumowanie
Branża TSL wchodzi w IV kwartał bez oznak kryzysu, ale z widocznym spadkiem ofensywności. Konsumpcja i eksport jeszcze trzymają sektor, ale firmy korygują strategię. Z defensywnej stabilności przejście znów na wzrostowy tryb zależeć będzie od decyzji NBP i kondycji globalnego handlu w pierwszych miesiącach 2026 roku.

Europejski rynek IPO odbudowuje się – rośnie wartość i liczba debiutów giełdowych

0

Europejski rynek IPO wyraźnie odbudowuje dynamikę po okresie niepewności makroekonomicznej i podwyższonej zmienności. W trzecim kwartale 2025 roku przeprowadzono 15 ofert pierwotnych o łącznej wartości 2,3 mld euro, co stanowi ponad dwukrotny wzrost wobec kwartału wcześniejszego. Dla porównania, w drugim kwartale zadebiutowało 12 spółek, pozyskując łącznie 1,0 mld euro. To także znacznie więcej niż rok wcześniej, gdy w analogicznym kwartale zanotowano jedynie 8 ofert o wartości 0,3 mld euro. Dane PwC wskazują, że rynek wchodzi w fazę ostrożnej, ale coraz bardziej widocznej odbudowy aktywności.

Wśród największych debiutów znalazły się Swiss Marketplace Group AG na giełdzie w Zurychu (IT, 967 mln euro) oraz Noba Bank Group w Sztokholmie, która pozyskała 691 mln euro i odnotowała 30-procentowy wzrost kursu już pierwszego dnia notowań. Silną obecność zanotował także sektor rozrywkowo-hazardowy dzięki IPO Cirsa Enterprises na hiszpańskiej BME o wartości 453 mln euro. Na giełdzie w Londynie uwagę przyciągnęły debiuty Metlen Energy & Metals oraz The Beauty Tech Group. Szeroki przekrój sektorowy – od finansów i konsumpcji po technologię i energię – wskazuje na rosnące zaufanie inwestorów do różnych klas ryzyka.

Stabilizację rynku wsparło uspokojenie czynników makroekonomicznych. Indeks zmienności VSTOXX powrócił do normalizowanych poziomów po wiosennych turbulencjach, a główne banki centralne – EBC, Fed i Bank Anglii – dokonały obniżek stóp procentowych. Zmniejszenie kosztu kapitału oraz poprawa przewidywalności polityki pieniężnej przełożyły się na wzrost apetytu inwestorów, co było widoczne w nadsubskrypcji ofert i powrocie inwestorów typu cornerstone. Wśród analityków dominuje przekonanie, że przy braku kolejnych szoków geopolitycznych rynek może wejść w fazę przyspieszonego ożywienia w 2026 roku.

Zgoła inaczej wygląda sytuacja na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych, gdzie w trzecim kwartale 2025 roku nie odnotowano żadnych debiutów – ani na rynku głównym, ani na NewConnect. Kontrastuje to z pierwszym półroczem, które przyniosło duże IPO spółek Diagnostyka i Arlen o łącznej wartości blisko 2 mld zł. Pauza w trzecim kwartale nie wynika jednak z braku gotowych ofert, lecz z tradycyjnie mniejszej aktywności w wakacyjnym okresie oraz ostrożności emitentów w zarządzaniu timingiem wejścia na rynek.

Najbliższym kandydatem do debiutu na GPW jest Grupa Smyk, która opublikowała intention to float i planuje pozyskać 150 mln zł brutto w ofercie obejmującej nowe akcje oraz część istniejących. Spółka działa w strategicznym sektorze dóbr dziecięcych i planuje skierować ofertę zarówno do inwestorów krajowych, jak i zagranicznych. Według ekspertów PwC, w pierwszej połowie 2026 roku można oczekiwać kolejnych transakcji znanych marek – w tym potencjalnie wspieranych przez fundusze private equity. Polska – po kilkuletniej przerwie – zaczyna być znów postrzegana jako rynek gotowy do obsługi dużych transakcji kapitałowych.

Zdaniem analityków, odbudowa rynku IPO ma charakter jakościowy – rośnie znaczenie rozpoznawalnych, dobrze przygotowanych emitentów reprezentujących realną wartość fundamentalną. Obecna selektywność inwestorów oznacza, że kapitał jest dostępny, ale tylko dla podmiotów o jasnym modelu wzrostu, przewidywalnej rentowności i długoterminowym potencjale ekspansji. Jeśli warunki makroekonomiczne pozostaną stabilne, rok 2026 może przynieść powrót ofert o skali globalnej, w tym transakcji z udziałem międzynarodowych funduszy PE.

Transakcje na polskim rynku VC w Q3 2025 – raport PFR Ventures i Inovo VC

PFR Ventures i Inovo.vc opublikowały raport podsumowujący aktywność polskiego rynku venture capital w trzecim kwartale 2025 r. Z danych wynika, że od lipca do września 39 spółek pozyskało łącznie 464 mln zł od 45 funduszy VC. To wynik nieco powyżej średniej z lat 2023–2024 (423 mln zł) i jeden z najwyższych trzecich kwartałów w historii rynku.

Co istotne, już po dziewięciu miesiącach łączna wartość inwestycji VC w Polsce przekroczyła poziom finansowania z całych lat 2023 i 2024 — ponad 2 mld zł. Autorzy raportu podkreślają, że wzrost ten ma charakter strukturalny, a nie jednorazowy — nie opiera się na pojedynczych „megarundach”, lecz na rosnącej aktywności we wczesnych etapach inwestycji.

Wzrost napędzany kapitałem seed i FENG. „Rynek udrażnia się od dołu”

Liczba transakcji nie odbiega od poziomu z 2024 r., a średnia wartość rund utrzymuje się na stabilnym poziomie 11–12 mln zł. Najbardziej dynamiczna zmiana dotyczy jednak etapu seed i pre-seed, gdzie odnotowano wyraźne odbicie. Wynika ono m.in. z wejścia na rynek nowych funduszy zasilonych unijnym programem Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki (FENG).

Po pierwszych dziewięciu miesiącach tego roku przekroczyliśmy poziom finansowania, na którym rynek zatrzymywał się w dwóch poprzednich latach. Fundusze z portfela PFR Ventures odpowiadały za 22 transakcje z tego kwartału. To dwa razy więcej niż rok wcześniej — to efekt uruchomienia środków unijnych (FENG) – komentuje Rozalia Urbanek, Chief Investment Officer, PFR Ventures.

Więcej kapitału międzynarodowego. Polacy agresywnie inwestują również za granicą

Fundusze publiczno-prywatne (z portfela PFR Ventures) odpowiadały za ponad połowę całego kapitału zainwestowanego w Q3, podczas gdy co trzecia złotówka pochodziła z funduszy zagranicznych. To potwierdza stopniową internacjonalizację polskiego rynku VC.

Równolegle polskie fundusze zwiększają swoją aktywność na rynkach globalnych — w 2025 r. zrealizowały już 63 inwestycje za granicą o łącznej wartości ok. 410 mln zł, czyli o ponad 10% więcej niż w rekordowym 2021 r.

Największe transakcje kwartału: Trasti, ICEYE, sun.store

W Q3 zrealizowano również sześć inwestycji na późniejszych etapach rozwoju spółek. Do największych należały:

  • Trasti → 89,5 mln zł (Triglav, EBRD)
  • ICEYE → 40 mln zł (Vinci)
  • sun.store → 26 mln zł (Contrarian Ventures, Market One Capital, Movens Capital)

Eksperci podkreślają, że rynek pozostaje rozproszony, bez pojedynczych „statystycznych rekordziarzy”, co zwiększa jego stabilność i odporność na wstrząsy.

Q4 może przebić barierę 3 mld zł. Polska wciąż najaktywniejsza w regionie CEE

Trzeci kwartał tradycyjnie jest spokojniejszy i stanowi rozgrzewkę przed intensywnym końcem roku. Patrząc na dynamikę transakcji oraz historyczną sezonowość, realnie zmierzamy w kierunku przekroczenia 3 mld zł inwestycji VC w 2025 roku. Polska pozostaje jednym z najaktywniejszych rynków VC w Europie Środkowo-Wschodniej – ocenia Karol Lasota, partner w Inovo.vc.


Polski rynek venture capital wszedł w fazę dojrzałej stabilizacji — bez euforii, ale bez hamulca. Fundamenty pod lata 2026–2027 są najmocniejsze od dekady, zwłaszcza w warstwie pre-seed/seed. Pełen raport do pobrania: https://pfrventures.pl/2025Q3

Zarabiamy coraz więcej, ale firmom coraz trudniej zatrudniać. Rynek pracy wchodzi w fazę ostrożnego schładzania

Według najnowszych danych GUS, przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw we wrześniu 2025 r. wyniosło 8750,34 zł, co oznacza wzrost o 7,5% w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Jednocześnie przeciętne zatrudnienie spadło o 0,8% r/r, do poziomu 6409,9 tys. etatów. To kolejny miesiąc, w którym dynamika płac wyraźnie przewyższa dynamikę zatrudnienia.

Oznacza to, że realnie — po uwzględnieniu inflacji — pracownicy dysponują dziś o ok. 3–4% większą siłą nabywczą niż rok wcześniej. Dane dotyczące nastrojów konsumenckich potwierdzają ten efekt — rośnie odsetek gospodarstw domowych deklarujących możliwość regularnego odkładania pieniędzy. To wyraźna zmiana po okresie trzyletniej inflacyjnej erozji oszczędności.

Płace rosną, etaty nie

Strukturalna tendencja ostatnich kilkunastu miesięcy utrzymuje się: firmy podnoszą wynagrodzenia, ale nie zwiększają zatrudnienia. Spadek liczby etatów nie wynika z fali zwolnień, lecz raczej z wygaszania rekrutacji i nieprzedłużania umów czasowych. Przedsiębiorcy – szczególnie w przemyśle i usługach tradycyjnych – ryzykują mniej niż w latach boomu 2021–2023.

Dla pracowników to dobra wiadomość tu i teraz. Dla firm — rosnąca presja kosztowa. Dla gospodarki — sygnał, że siła konsumpcji może osiągać szczyt.

Skłonność do oszczędzania zaczyna rosnąć

Ekonomiści zwracają uwagę na ważny sygnał: większa liczba Polaków deklaruje możliwość odkładania pieniędzy. To dowód odbudowy zaufania do finansów osobistych, ale jednocześnie potencjalny sygnał ostudzenia konsumpcji w perspektywie 2026 r. Jeżeli gospodarstwa domowe będą w większym stopniu przenosić dochody z konsumpcji na oszczędności, może to ograniczyć główny motor wzrostu PKB ostatnich kwartałów.

Próg trudności coraz bliżej

Dynamika wynagrodzeń na poziomie 7–8% r/r pozostaje dla firm kosztowna, zwłaszcza przy wyraźnie słabszym wzroście wydajności pracy. Przedsiębiorcy zaczynają coraz częściej sygnalizować, że przestrzeń do kolejnych podwyżek się kurczy — zwłaszcza w branżach o niższej marży operacyjnej.

Wrzesień 2025 r. potwierdził więc, że polski rynek pracy wchodzi w fazę kontrolowanego schładzania: zatrudnienie nieznacznie spada, płace rosną stabilnie, a gospodarstwa domowe zaczynają przechodzić z trybu „przetrwania” w tryb „budowania poduszki finansowej”. Jak długo ta równowaga się utrzyma — będzie jednym z kluczowych pytań końcówki roku.

Przemysł wyraźnie odbija po letniej pauzie. Wrzesień 2025 z najsilniejszym wynikiem w roku

Według najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego, produkcja sprzedana przemysłu we wrześniu 2025 r. była o 7,4% wyższa niż przed rokiem, a względem sierpnia wzrosła aż o 16%. To jeden z najlepszych miesięcy dla sektora od początku roku, potwierdzający, że po wakacyjnym spowolnieniu przemysł odzyskał dynamikę.

Po odsezonowaniu wzrost produkcji w przetwórstwie przemysłowym sięgnął 8,2% r/r. Do poprawy przyczyniła się zarówno większa liczba dni roboczych (22 wobec 21 rok wcześniej), jak i lepsza sytuacja w eksporcie – szczególnie w branży motoryzacyjnej oraz w produkcji urządzeń elektrycznych.

Najsilniejsze zwyżki odnotowano w produkcji wyrobów tytoniowych (+29,5%), odzieży (+14,2%) oraz artykułów spożywczych (+9,1%) – działach tradycyjnie korzystających na jesiennym wzroście popytu krajowego i przygotowaniach firm do sezonu świątecznego. Wyraźne ożywienie widać także w produkcji wyrobów papierniczych i drzewnych, co może świadczyć o odbiciu popytu w sektorach opakowaniowym i budowlanym.

Wyjątkiem na tle szerokiego wzrostu pozostaje górnictwo – sektor zanotował spadek produkcji o 1,5% r/r. Utrzymująca się słabość tego działu to efekt mniejszego zapotrzebowania na surowce energetyczne, zwłaszcza w energetyce oraz przemyśle ciężkim.

Ekonomiści wskazują, że wrześniowy wynik był po części efektem realizacji zaległych kontraktów po wakacjach oraz poprawiającej się koniunktury w strefie euro. W wielu firmach widoczny był powrót zamówień eksportowych, szczególnie w segmentach wyżej przetworzonych.

Ostrożny optymizm przed końcem roku

Wynik +7,4% r/r oznacza, że produkcja przemysłowa mogła mieć dodatni wpływ na tempo wzrostu gospodarczego w trzecim kwartale. Nie oznacza to jednak trwałego powrotu do wysokiej dynamiki – część ekonomistów podkreśla, że kolejne miesiące będą dla przemysłu trudniejsze ze względu na wygasanie czynników jednorazowych oraz większą niepewność popytową u partnerów handlowych.

Wrzesień potwierdza jednak jednoznacznie: przemysł „jeszcze trzyma się na plusie” – i to tym razem wyraźnie mocniej niż w poprzednich miesiącach.

Dynamika wzrostu wynagrodzeń wciąż podwyższona

We wrześniu 2025 roku przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło o 7,5 proc. w ujęciu rocznym i było zgodne z oczekiwaniami rynkowymi. Średnie wynagrodzenie brutto ukształtowało się na poziomie 8 750,34 zł.

Dynamika wzrostu wynagrodzeń, pomimo powolnego hamowania, jest wciąż podwyższona, co przekłada się między innymi na wciąż zauważalnie wyższą dynamikę inflacji usług względem produktów. Rada Polityki Pieniężnej niezmiennie wymienia dynamikę wzrostu płac jako jeden z głównych czynników ryzyka dla dalszej ścieżki inflacji.

Prezentowane dane obejmują firmy zatrudniające co najmniej 10 osób, z wyłączeniem jednostek sektora publicznego takich jak administracja, edukacja, ochrona zdrowia i pomoc społeczna.

Liczba aut elektrycznych w Polsce przekroczyła 200 tys.

Według danych z końca września 2025 r. w Polsce było zarejestrowane łącznie 112 478 osobowych i użytkowych samochodów całkowicie elektrycznych (BEV). Przez trzy kwartały br. ich liczba zwiększyła się o 32 452 szt., czyli o 82% więcej niż w analogicznym okresie 2024 r. – wynika z Licznika Elektromobilności, uruchomionego przez PZPM i PSNM.

Pod koniec września 2025 r. po polskich drogach jeździły 202 593 samochody osobowe z napędem elektrycznym. Flota w pełni elektrycznych, osobowych aut (BEV, ang. battery electric vehicles) liczyła 102 567 szt., a park hybryd typu plug-in (PHEV, ang. plug-in hybrid electric vehicles) – 100 026 szt. Liczba samochodów dostawczych i ciężarowych z napędem elektrycznym wynosiła 9 911 szt. Stale rośnie flota elektrycznych motorowerów i motocykli, która na koniec września składała się z 27 083 szt., jak również liczba osobowych i dostawczych aut hybrydowych, która powiększyła się do 1 194 549 szt. Pod koniec ubiegłego miesiąca park autobusów zeroemisyjnych w Polsce wzrósł do 1 647 szt. (z czego pojazdy całkowicie elektryczne stanowiły 1539 szt., zaś wodorowe – 108 szt.).

Równolegle do floty pojazdów z napędem elektrycznym rozwija się infrastruktura ładowania. Pod koniec września 2025 r. w Polsce funkcjonowały 11 173 ogólnodostępne punkty ładowania pojazdów elektrycznych. 35% z nich stanowiły szybkie punkty ładowania prądem stałym (DC), a 65% – wolne punkty prądu przemiennego (AC) o mocy mniejszej lub równej 22 kW.

– Najważniejszą informacją w tym miesiącu jest ogłoszenie zmiany formuły programu „NaszEauto”. Niestety, według zapowiedzi strony rządowej, może być to ostatni program wsparcia. Pozostaje mieć nadzieję, że w najbliższych latach znajdą się jednak środki na wsparcie rynku pojazdów zeroemisyjnych, bo jak wskazuje doświadczenie innych krajów jest to obszar, gdzie dofinansowanie rządowe lub wprowadzenie przepisów zniechęcających do kupowania samochodów spalinowych np. przez firmy, jest kluczowe dla rozwoju rynku pojazdów niskoemisyjnych. Bardzo dobrze, że autorzy zmian wsłuchali się w głos branży i poprawki uwzględniły większość uwag zgłaszanych przez wszystkich graczy rynku – w tym PZPM. Teraz należy się zastanowić, w jaki sposób po zakończeniu dofinansowania, można będzie wspierać tę część rynku aby nie nastąpił tu raptowny spadek rejestracji– mówi Jakub Faryś, Prezes PZPM.

Po apelu ze strony PSNM, NFOŚiGW zdecydował się wycofać z propozycji wykluczenia ze wsparcia z programu „NaszEauto” samochodów, od których został naliczony podatek celny. W naszej opinii taki zapis ograniczyłby pozytywne skutki rynkowe dopłat. Zmiany ostatecznie wdrożone w programie „NaszEauto” generalnie oceniamy pozytywnie. Jednak objęcie wsparciem dodatkowych kategorii pojazdów oraz rozszerzenie katalogu beneficjentów przy jednoczesnym obniżeniu budżetu do ok. 1,2 mld zł spowodują, że środki przeznaczone na dofinansowanie wyczerpią się prawdopodobnie na długo przed oficjalnym terminem końcowym składania wniosków tj. 30 kwietnia 2026 r. Zwłaszcza, że na obecnym etapie wykorzystano już prawie 50% obecnej alokacji, a pod koniec roku co do zasady odnotowujemy zwiększony popyt na nowe pojazdy – mówi Jan Wiśniewski, dyrektor Centrum Badań i Analiz PSNM.

Rekordowe stawki w cyberbezpieczeństwie. Eksperci zarabiają nawet 30 tys. zł netto miesięcznie

Mediany górnych widełek wynagrodzeń oferowanych ekspertom od cyberbezpieczeństwa są obecnie najwyższe od początku 2024 roku i sięgają nawet 30,2 tys. zł netto (+ VAT) na kontrakcie B2B. Rośnie też zapotrzebowanie na specjalistów z tej branży na rynku pracy – oferty z tej kategorii stanowią już 2,5 proc. wszystkich ogłoszeń na portalu No Fluff Jobs. W wymaganiach rzadko pojawiają się kompetencje miękkie, a tylko w co 10. ofercie od kandydatów i kandydatek oczekuje się wyższego wykształcenia. Najczęściej pojawiające się wymagania to znajomość Pythona i rozwiązań chmurowych do zarządzania infrastrukturą IT.

Rosną wynagrodzenia dla specjalistów zajmujących się cyberbezpieczeństwem. Jak wynika z najnowszej analizy danych No Fluff Jobs, polskiego portalu z ogłoszeniami, który od 11 lat ułatwia kandydatom i kandydatkom znalezienie pracy dopasowanej do ich oczekiwań finansowych, mediany dolnych i górnych widełek wynagrodzeń w tej specjalizacji wynoszą obecnie:

  • 23,5-30,2 tys. zł netto (+ VAT) na kontrakcie B2B,
  • 20-25 tys. zł brutto na umowie o pracę.

Dla porównania, na początku bieżącego roku wynosiły one 21-27 tys. zł netto (+ VAT) na kontrakcie B2B i 15-21,5 tys. zł brutto na umowie o pracę. W 2024 r. najwyższy poziom osiągnęły pod koniec drugiego kwartału: 24,2-28,5 tys. zł netto (+ VAT) na kontrakcie B2B i 18-25 tys. zł brutto na umowie o pracę. 

Ofert pracy dla ekspertów cyberbezpieczeństwa coraz więcej

Od początku 2024 roku systematycznie rośnie zapotrzebowanie na specjalistów zajmujących się kwestiami cyberbezpieczeństwa w firmach – obecnie ofert pracy w tym obszarze jest dwukrotnie więcej niż jeszcze w 1. kwartale 2025 roku. Całościowo, ogłoszenia z tej kategorii stanowią 2,5 proc. wszystkich ofert opublikowanych na No Fluff Jobs. 

Najczęściej pojawiające się stanowiska to:

  • inżynier ds. bezpieczeństwa lub cyberbezpieczeństwa (Security / Cybersecurity Engineer), 
  • inżynier ds. bezpieczeństwa aplikacji (AppSec Engineer), 
  • inżynier ds. bezpieczeństwa chmury (Cloud Security Engineer), 
  • inżynier SecOps (Security Operations), 
  • analityk SOC (Security Operations Center).

Globalny rozwój technologii sprzyja też rozwojowi zagrożeń, więc to nie przypadek, że firmy szukają fachowców od cyberbezpieczeństwa. Ma to związek z sytuacją geopolityczną na świecie – według najnowszych analiz w Europie co tydzień dochodzi do ponad 1,5 tysiąca ataków na firmy i instytucje. Polska jest na nie narażona szczególnie – według danych z pierwszego półrocza, w naszym kraju było najwięcej ataków ransomware na świecie. W kolejnych latach znaczenie stanowisk odpowiedzialnych za przeciwdziałanie zagrożeniom będzie tylko rosło, więc kluczowa będzie rekrutacja wykwalifikowanych osóbmówi Tomasz Bujok, CEO No Fluff Jobs

Kompetencje miękkie i dyplom? Rzadko wymagane

Stosunkowo rzadko w ogłoszeniach o pracy w sektorze cyberbezpieczeństwa wspomina się o kompetencjach miękkich – tylko w 12 proc. wymaga się umiejętności komunikacyjnych, w 7 proc. mówi się o zdolności zarządzania ryzykiem, a w 3 proc. o umiejętnościach analitycznych. Tylko w co 10. ofercie pracy od kandydatów i kandydatek wymaga się wyższego wykształcenia. 

Praca w cyberbezpieczeństwie jest na tyle zróżnicowana, że nie występuje tu jedno kluczowe wymaganie, jak w kilku innych gałęziach IT. Najczęściej pojawia się znajomość języka Python, ale wymóg ten występuje w niecałej ⅕ ogłoszeń o pracy z tego sektora. Od kandydatów i kandydatek często oczekuje się również znajomości różnych rozwiązań chmurowych do zarządzania infrastrukturą IT, jak AWS (Amazon Web Services) czy Azure (po ok. 15 proc.). Również w 15 proc. ofert wymaga się znajomości wytycznych NIST (National Institute of Standards and Technology) – amerykańskiej agencji rządowej zajmującej się m.in. opracowywaniem standardów i wytycznych dotyczących bezpieczeństwa cybernetycznego, a co dziesiąta oferta za główne wymaganie podaje też znajomość ISO. 

Cyberataki największym zagrożeniem dla reputacji firm. Tylko 38% organizacji ma gotowy plan komunikacji kryzysowej

Wyciek danych klientów, pracowników czy informacji finansowych to największy koszmar dla reputacji firmy – tak twierdzi 87,2 proc. specjalistów komunikacji i marketingu. Na drugim miejscu znalazł się phishing (61,5 proc.), a na trzecim ataki ransomware (53,8 proc.). Jednak, mimo wysokiej świadomości zagrożeń, zaledwie 38 proc. organizacji posiada szczegółowy plan komunikacji kryzysowej w kontekście cyberzagrożeń – wynika z raportu „Cyberzagrożenia a wizerunek organizacji” przygotowanego przez agencję dfusion communication.

Badanie ujawnia paradoks: choć ankietowani w badaniu postrzegają cyberzagrożenia jako poważne ryzyko dla reputacji organizacji (46 proc. ocenia je jako „bardzo wysokie”, a 41 proc. jako „wysokie”), to w praktyce przygotowanie organizacji pozostawia wiele do życzenia. Co piąty specjalista (21 proc.) nie wie, czy jego firma w ogóle posiada jakikolwiek plan zarządzania komunikacją w odpowiedzi na cyberatak. Dodatkowo 23 proc. organizacji ma jedynie plan ogólny, który nie uwzględnia specyfiki cyberzagrożeń.

Cyberbezpieczeństwo organizacji nie opiera się wyłącznie na technologii, lecz także na skutecznej komunikacji – bo często finanse oraz dane można odzyskać, podczas gdy reputacja pozostaje najtrudniejsza do odbudowania. Dlatego organizacje powinny dbać nie tylko o zabezpieczenia techniczne, ale też o jasne procedury i spójny przekaz, które pomogą im zachować wizerunek nawet w trudnych momentach wyjaśnia Aleksandra Huścia, Senior Account Manager, dfusion Communication.

Zaufanie ma najwyższą wartość

Najdotkliwszą konsekwencją cyberataku nie są straty finansowe, lecz utrata zaufania klientów czy partnerów biznesowych wobec organizacji – wskazuje tak 69,2 proc. badanych. To właśnie reputacja staje się tym najcenniejszym aktywem, które organizacje mogą jeszcze obronić, gdy systemy padają, a dane wyciekają do sieci.

Firmy w Polsce są coraz bardziej świadome zagrożeń cybernetycznych i ich natychmiastowych konsekwencji w postaci utraty zaufania do marki. Ten wynik podkreśla, że zaufanie do marki jest postrzegane jako kwestia strategiczna Innym kluczowym aspektem jest sposób komunikacji. Niestety, język często nie nadąża za tempem rozwoju cyberzagrożeń. Dlatego tak ważna jest ścisła współpraca z działami komunikacji, które potrafią przełożyć trudny język branżowy na prosty przekaz – komentuje Iwona Kruk, Communications Manager, Central and Eastern Europe w Uber.

Procedury prawne zamiast symulacji

Tymczasem organizacje stawiają na podstawowe zabezpieczenia: 59 proc. wdraża procedury prawne i organizacyjne, a 53,8 proc. prowadzi regularne audyty bezpieczeństwa. Problem w tym, że zaledwie 28,2 proc. regularnie przeprowadza symulacje scenariuszy kryzysowych – a to właśnie ćwiczenia pokazują, czy plan sprawdzi się w praktyce.

Czasem wszystko zaczyna się od cichego alertu systemu, innym razem od niepozornego wpisu w sieci. To jeszcze nie kryzys, ale moment, w którym można zyskać kontrolę albo ją stracić. Nie każdy incydent trafia na pierwsze strony mediów, lecz każdy ma taki potencjał. O tym, jak skończy się historia, decydują pierwsze minuty podkreśla Łukasz Malczewski, Managing Partner, dfusion communication.

Do tego kluczową barierą w skutecznym zarządzaniu kryzysem jest brak szybkiego dostępu do faktów (59 proc. wskazań) oraz brak jasnych, zrozumiałych i przetestowanych w praktyce procedur wewnętrznych (41 proc.). A przecież respondenci podkreślają, że najważniejsze aspekty komunikacji w sytuacji kryzysowej to właśnie współpraca wewnętrzna (94,9 proc.), transparentność (87,2 proc.) czy aktualne informacje (46,2 proc.).

Od fake leaków po deepfake

Nowym polem niepokoju stają się zagrożenia związane z dezinformacją. Deepfake – technologia pozwalająca na tworzenie fałszywych materiałów audio i wideo – budzi obawy 43,6 proc. specjalistów. Niemal tyle samo (41proc.) wskazuje na fake leaks, czyli celowe rozpowszechnianie fałszywych informacji w celu szkalowania reputacji. Mimo to zaledwie 39 proc. organizacji posiada procedury reagowania na przypadki związane z deepfake, 23 proc. w ogóle nie wie, czy takie procedury istnieją, 13 proc. zaś nie posiada takowych i nie zamierza ich tworzyć.

Cyberatak: sprawa całej organizacji

Raport dfusion communication jasno wskazuje, że skuteczna obrona przed cyberkryzysem wymaga nie tylko zabezpieczeń w postaci technologii, ale przede wszystkim ludzi i kultury organizacyjnej. Specjaliści podkreślają konieczność szybkiego podejmowania i sprawnego prowadzenia odpowiednich działań przez organizacje w obliczu kryzysu:

–  Transparentność i szybkość działania są kluczem do odbudowania zaufania. W przypadku cyberzagrożeń wiele firm myli brak transparentności z ochroną danych. Tymczasem w aspekcie komunikacyjnym zarówno media, partnerzy biznesowi, jak i odbiorcy końcowi muszą przede wszystkim wiedzieć, w jaki sposób firmy, którym powierzają swoje dane, zabezpieczają je, a w sytuacji kryzysowej – jak zamierzają je chronić – konkluduje Iwona Kruk.

O badaniu:

Badanie „Cyberzagrożenia a wizerunek organizacji” zostało przeprowadzone przez agencję dfusion communication w czerwcu 2025 roku wśród 55 specjalistów komunikacji i marketingu działających na polskim rynku. Cały raport dostępny jest na stronie: Raport Cyberzagrożenia – Dfusion.

Bursztynowa Dolina Wodorowa ORLEN z międzynarodowym wsparciem PDA+. Projekt przechodzi do etapu decyzji inwestycyjnej

0

Projekt Bursztynowej Doliny Wodorowej, zainicjowany przez ORLEN i realizowany we współpracy z ponad 30 krajowymi i zagranicznymi partnerami, otrzymał wsparcie doradcze w ramach programu Project Development Assistance Plus (PDA+), realizowanego przez Clean Hydrogen Partnership. Obejmuje ono doradztwo w obszarach technicznych, komercyjnych oraz regulacyjnych i pozwoli na zoptymalizowanie kosztów realizacji projektu, a także przygotowanie do pozyskania decyzji inwestycyjnej.

– Wsparcie PDA+ dla Bursztynowej Doliny Wodorowej to przede wszystkim potwierdzenie wysokiego potencjału technologicznego i biznesowego projektu, ale również uznanie dla konsekwentnie realizowanej strategii ORLEN w obszarze gospodarki wodorowej. Dolina jest przykładem skutecznej współpracy międzysektorowej – łączymy kompetencje przemysłu, nauki, samorządów i innowacyjnych firm z Pomorza. Naszym celem jest stworzenie trwałego ekosystemu, który będzie wspierał transformację energetyczną Polski i wzmacniał pozycję kraju na europejskiej mapie rozwoju technologii niskoemisyjnych – podkreśla Grzegorz Jóźwiak, Dyrektor Biura Rozwoju Technologii Wodorowych i Paliw Syntetycznych ORLEN.

W ramach programu, Bursztynowa Dolina Wodorowa została objęta specjalnie przygotowanym procesem doradczym, prowadzonym przez międzynarodowe konsorcjum. Konsultacje będą trwały 3 miesiące i obejmą m.in. opracowanie studium wykonalności, analizę ryzyk technologicznych i regulacyjnych, doradztwo w zakresie modelu biznesowego oraz przygotowania projektu do pozyskania finansowania. Celem tych działań jest doprowadzenie inicjatywy do etapu decyzji inwestycyjnej, zgodnie z wymaganiami europejskiego rynku wodorowego.

Bursztynowa Dolina Wodorowa to regionalny ekosystem, którego celem jest stworzenie pełnego łańcucha wartości dla wodoru – od jego produkcji, przez magazynowanie i dystrybucję, po zastosowania w sektorach przemysłowych, energetycznych, transportowych oraz infrastrukturze portowej. ORLEN aktywnie uczestniczy w rozwoju czterech regionalnych dolin wodorowych: Mazowieckiej, Dolnośląskiej, Śląsko-Małopolskiej oraz Bursztynowej.

Rozwój technologii wodorowej, stanowiącej jeden z fundamentów transformacji energetycznej, jest kluczowym elementem strategii ORLEN. Do 2035 roku koncern planuje rozbudowę portfela projektów opartych na elektrolizie o łącznej mocy ok. 0,9 GW, z czego ok. 0,7 GW w Polsce.

Na realizację projektów wodorowych, w tym Hydrogen Eagle i Green H2, ORLEN pozyskał 1,7 mld zł bezzwrotnego dofinansowania z Krajowego Planu Odbudowy, co znacząco przyspieszy rozwój produkcji wodoru odnawialnego i niskoemisyjnego.

Rzecznik MŚP apeluje o korektę przepisów podatkowych dotyczących samochodów służbowych

Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców ponownie zwrócił się do Ministra Finansów o zmianę przepisów regulujących zasady nabywania i użytkowania samochodów służbowych. Jak podkreśla, obecne regulacje – w szczególności w kontekście planowanych od 1 stycznia 2026 r. zmian podatkowych – generują istotną niepewność po stronie firm i mogą negatywnie wpłynąć na decyzje inwestycyjne oraz modernizację flot.

Już w latach 2020–2021 Rzecznik MŚP zgłaszał uwagi do projektu ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych. Krytyka dotyczyła m.in. proponowanego obniżenia limitu wartości pojazdów zaliczanych do kosztów uzyskania przychodu oraz nieprecyzyjnych przepisów przejściowych dotyczących leasingu, najmu długoterminowego i kredytów. Znaczna część tych zastrzeżeń pozostaje aktualna – potwierdzają to liczne sygnały napływające obecnie do instytucji Rzecznika ze strony przedsiębiorców.

W najnowszym wystąpieniu do Ministra Finansów, Agnieszka Majewska zwraca uwagę na kilka kluczowych problemów. Do najważniejszych zalicza ograniczenie możliwości modernizacji firmowych flot oraz realny wzrost kosztów prowadzenia działalności gospodarczej. Niepewność dodatkowo potęguje ryzyko naruszenia zasady ochrony praw nabytych w związku z planowanymi zmianami dotyczącymi rozliczania umów podpisanych przed 1 stycznia 2026 r. Brak jasnych, przewidywalnych i przejrzystych przepisów przejściowych budzi obawy szczególnie w obszarze leasingu i najmu długoterminowego – najczęściej wybieranych przez MŚP form finansowania samochodów.

Rzecznik podkreśla również, że obecny limit kosztów uzyskania przychodu dla pojazdów zero- i niskoemisyjnych jest zbyt niski, aby stanowić realną zachętę do inwestycji w ekologiczny transport. Tym samym cele związane z transformacją energetyczną pozostają trudne do osiągnięcia przy jednoczesnym braku ekonomicznej motywacji dla przedsiębiorców.

Wobec braku kompleksowego podejścia ze strony administracji, Minister Majewska zaapelowała do Ministra Domańskiego o ponowną analizę przedstawionych problemów oraz przygotowanie rozwiązań, które poprawią przewidywalność i bezpieczeństwo prowadzenia działalności – szczególnie w sektorze MŚP. Jednocześnie podkreśliła konieczność szerokiej debaty na temat obowiązujących limitów podatkowych oraz potrzebę ich dostosowania do realiów rynkowych.

Rzecznik MŚP akcentuje, że fundamentem efektywnego systemu gospodarczego jest stabilność prawa oraz poszanowanie zasady ochrony praw nabytych. Nowe przepisy nie mogą działać wstecz ani pogarszać sytuacji firm, które działały w dobrej wierze w oparciu o obowiązujące dotychczas regulacje. Tylko takie podejście – wskazuje Rzecznik – może zapewnić przedsiębiorcom warunki sprzyjające rozwojowi i inwestycjom, a nie jedynie administracyjne dostosowywanie się do szybko zmieniających się przepisów.