Kurs euro do dolara w dół, ale bez wpływu na kondycję złotego

Zaskakująco wyższa inflacja w Niemczech nie daje pola do spadków rentowności obligacji. Pomimo niższych notowań euro do dolara dobre nastroje nie opuszczają złotego. Kurs EUR/PLN zszedł już do wsparcia na 4,265.

Rynek walutowy i stopy procentowej

W czwartek kurs EUR/PLN zszedł do 4,265 i to pomimo spadku EUR/USD poniżej 1,165. Najprawdopodobniej wsparciem dla PLN nadal pozostawał ostatni komentarz prezesa EBC, po którym na rynku pojawiły się nadzieje na szybsze niż dotąd oczekiwano podwyżki stóp w strefie euro. W ocenie Mario Draghiego w nadchodzących miesiącach w wyniku wyższego wzrostu płac można też podziewać się przyspieszenia tempa inflacji (co potwierdziła wczorajsza publikacja inflacji z Niemiec). Nie bez znaczenia dla notowań złotego jest też usunięcie z wrześniowego komunikatu Fed-u sformułowania, że polityka pieniężna w USA pozostanie „akomodacyjna”. To oznaczać może, że w ocenie Fed-u stopy procentowe są coraz bliżej poziomu „neutralnego”, przez co bliski zaczyna być koniec cyklu ich podwyżek.

Spadek EUR/USD można tłumaczyć powrotem obaw o stan finansów publicznych Włoch. Już podczas sesji europejskie na rynku pojawiły się obawy o możliwy wzrost docelowego poziomu deficytu, po informacjach, że planowane prace nad projektem budżetu mogą się opóźnić. O ile ostatnie komentarze sugerowały, że deficyt będzie się kształtował w okolicach 2,0%, to jednak groźby Ruchu 5 Gwiazd sugerowały, że może być to więcej, co wzbudzało niepokój o stabilności włoskich finansów publicznych i przebieg rozmów z Brukselą. Późnym wieczorem po długich negocjacjach i groźbie impasu rządząca we Włoszech koalicja potwierdziła deficyt na poziomie 2,4% PKB na 2019 rok. Do tego na notowaniach wspólnej waluty ciążyły też opublikowane dane, które pokazały, że nastroje gospodarce EZ słabną nieprzerwanie od dziewięciu miesięcy, co jest najdłuższą taką serią od 2011r., wywołaną niepewnością związaną z polityką (w tym napięciami we Włoszech) i protekcjonizmem Trumpa. Indeks nastrojów konsumentów spadł we wrześniu do -2,9 pkt z -1,9 pkt w sierpniu. Z kolei wskaźnik dla producentów obniżył się z 5,6 do 4,7 pkt. Ogólny wskaźnik nastrojów gospodarce spadł zaś z 111,6 do 110,9 pkt. EBC opublikował też biuletyn ekonomiczny, który potwierdził, że tempo wzrostu globalnej gospodarki może zwolnić w najbliższym czasie, a ryzyko związane z konfliktem handlowym może negatywnie wpływać na nastroje na światowych rynkach.

Na rynku stopy procentowej wynik posiedzenia Fed przyniósł lekkie spadki rentowności obligacji, jednak dotyczyły one w głównej mierze rynku amerykańskiego i nie przekraczały 5pb. Rentowności polskich papierów z kolei utrzymały się w pobliżu poziomów obserwowanych w ostatnich dniach, gdzie rentowności obligacji 5-letnich są powyżej 2,55%, a 10-letnich powyżej 3,25%. Na podwyższonych poziomach utrzymała się również niemiecka krzywa dochodowości, gdzie 10Y Bund oscyluje pomiędzy 0,50% a 0,55%. W czwartek opublikowany został wstępny szacunek inflacji za wrzesień, zgodnie z którym niemieckie CPI przyspieszyło do 2,3% r/r z 2,0% w sierpniu. Niemiecki odczyt wpisuje się w przedstawiane ostatnio stanowisko Draghi’ego na temat „energicznego” wzrostu cen. Na poniedziałek zaplanowana jest publikacja inflacji w Polsce, gdzie rynek oczekuje odczytu zbliżonego do 2% r/r (podobnie jak w sierpniu).

W piątek dla inwestorów na polskim rynku dłużnym istotna może okazać się publikacja planu podaży obligacji przez Ministerstwo Finansów w czwartym kwartale. Po tym, jak MF zdecydował się na odwołanie jednego z wrześniowym przetargów, szacujemy, że podaż w całym Q4 powinna być zbliżona do 20-25mld PLN (uwzględniając aukcje zamiany). Taka informacja powinna sprzyjać stabilizacji polskiej krzywej dochodowości.

Wykres dnia: Publikowana w czwartek inflacja dla Niemiec okazała się wyższa od oczekiwań rynku. W poniedziałek swój szacunek CPI za wrzesień poda GUS.

inflacja dla Niemiec okazała się wyższa od oczekiwań rynku
Źródło: Thomson Reuters

Autorzy / Źródło: Joanna Bachert, Arkadiusz Trzciołek / PKO Bank Polski

Split payment szansą na wzrost rynku faktoringu w Polsce?

Obowiązujące od 1 lipca 2018 roku przepisy dotyczące split payment, czyli podzielonej płatności w VAT, miały uszczelnić system podatkowy, zabezpieczając Skarb Państwa przed nadużyciami. Trudno po jednym kwartale od ich wdrożenia mówić już o pozytywnych efektach w tym wymiarze, ale warto przyjrzeć się, kto w dłuższej perspektywie może na nich skorzystać. Według ekspertów Aforti Factor na wprowadzonych zmianach zyska nie tylko państwo. Nowe przepisy mogą się również pośrednio przyczynić do wzrostu rynku faktoringu w Polsce, otwartego na wsparcie przedsiębiorców poszukujących dostępu do gotówki.

Wprowadzone w lipcu 2018 roku przepisy dotyczące podzielonej płatności nadal rodzą wiele obaw wśród mikro, małych i średnich przedsiębiorców rozliczających się z fiskusem. Mimo tego, w lipcu i sierpniu 2018 roku z opcji podzielonej płatności skorzystało już – według najnowszych danych Ministerstwa Finansów – ok. 120 tys. przedsiębiorstw, czyli ponad 7 proc. uprawnionych firm. Jednocześnie liczba transakcji rozliczonych z wykorzystaniem systemu split payment – sięgająca 2,4 mln – stanowiła 1,5 proc. wszystkich operacji między firmami odprowadzającymi podatek VAT, a ich wartość – szacowana na ok. 40 mld zł – oscyluje na poziomie ok. 5-procentowego udziału we wszystkich transakcjach tego typu.

Mimo bezsprzecznych korzyści dla sektora finansów, głównym problemem z perspektywy firm sektora MSP, związanym z wprowadzeniem mechanizmu podzielonej płatności, jest brak swobody w obracaniu przez przedsiębiorcę środkami finansowymi zgromadzonymi na rachunku VAT, na który trafi 23 proc. z kwoty widniejącej na wystawionej przez nich fakturze. Dysponowanie tymi zasobami będzie możliwe dopiero po wydaniu zgody urzędnika, który na podjęcie decyzji ma aż 60 dni. Tym samym, obiekcje przedsiębiorców dotyczące split payment wynikają z tego, że część należnych im środków trafi nie bezpośrednio do nich, ale na specjalnie utworzone konta. „Zamrożone” w ten sposób pieniądze mogą stanowić realne zagrożenie dla prowadzonych biznesów, ograniczając płynność finansową, a tym samym realizację bieżących zleceń. Czy te obawy są słuszne?

W opinii ekspertów Aforti Factor, split payment jako rozwiązanie systemowe – ale jednocześnie nieobowiązkowe – nie powinien budzić niepokoju wśród przedsiębiorców. Co prawda, nie mają oni wpływu na to, czy i ilu ich płatników zechce skorzystać z tej formuły, ale jednocześnie mogą zapewnić sobie alternatywne źródło finansowania faktur opłacanych przez ich klientów zgodnie z zasadą split payment. Umożliwia to chociażby rosnący na popularności faktoring.

Z danych Polskiego Związku Faktorów (PZF) wynika, że w 2017 roku firmy faktoringowe sfinansowały wierzytelności o łącznej wartości 185 mld zł, obsługując ok. 10,2 mln faktur. Oznacza to wzrost obrotów o 16,7 proc. rok do roku. Jednocześnie z usług tego typu skorzystało 9 tys. klientów względem niespełna 8 tys. w 2016 roku. Oznacza to, że nasycenie krajowego rynku faktoringu nie jest jeszcze duże, chociaż już ponad 14 proc. mikro, małych i średnich przedsiębiorców korzysta z tego rozwiązania. Dodatkową szansą na rozwój branży finansowania faktur staje się zatem pośrednio wprowadzenie systemu split payment, którego niepotrzebnie obawiają się polscy przedsiębiorcy.

Warto podkreślić, że pomniejszone ‘chwilowo’ wpływy firmy – powstałe w wyniku podzielonej płatności – można zastąpić finansowaniem zewnętrznym, oferowanym przez firmy faktoringowe, doskonale przygotowane do tego, by odciążać przedsiębiorców w tego typu sytuacjach.

Z rynkowych obserwacji ekspertów Aforti Factor wynika, że niektóre z nich już od momentu wprowadzenia rozwiązania split payment zapewniają mikro, małym i średnim przedsiębiorcom wypłatę do 100 proc. zgłoszonych faktur, bez względu na konieczność odprowadzenia podatku VAT na osobny rachunek. Tym samym, mechanizm podzielonej płatność nie wpływa na wielkość wypłacanych klientom zaliczek, co pozwala na zachowanie płynności finansowej, szczególnie istotnej w przypadku najmniejszych firm, bazujących na bieżącym przepływie gotówki i środkach własnych.

Mimo obaw samych przedsiębiorców, dotyczących działania systemu split payment, nowe rozwiązanie może skutecznie przyczynić się do wzrostu popularności faktoringu, w oparciu o który firmy z sektora MSP mają dostęp do zewnętrznego finansowania faktur realizowanych w systemie podzielonej płatności. Nawet jeżeli udział tej grupy przedsiębiorców w strukturze klientów firm faktoringowych nie będzie duży, według ekspertów Aforti Factor może to mimo wszystko skutkować wzrostem liczby klientów, jak też wartości wierzytelności finansowanych przez firm faktoringowe, dając grunt pod perspektywy dynamicznego rozwoju rodzimego rynku finansowania faktur.

Jacek Książek, Dyrektor Zarządzający ds. sprzedaży faktoringu, Aforti Factor / Grupa AFORTI

Grupa Murapol zakontraktowała grunt przy ul. Pachońskiego w Krakowie za kwotę ok. 27,1 mln zł netto

Grupa Murapol zawarła warunkową przedwstępną umowę dot. zakupu prawa użytkowania wieczystego nieruchomości przy ul. Pachońskiego w Krakowie, o łącznej powierzchni 2,04 ha za kwotę ok. 27,1 mln zł netto. Na zakontraktowanych terenie deweloper zamierza zrealizować projekt inwestycyjny obejmujący 572 lokale mieszkalne o łącznej powierzchni użytkowej ponad 23,5 tys. mkw.

Zawarta umowa dotyczy gruntu, który historycznie był już zakontraktowany przez Murapol, ale Spółka odmówiła zawarcia przyrzeczonej umowy dot. zakupu tego terenu. Podpisany dzisiaj dokument reguluje kwestie sporne, które stanowiły podstawę ww. odmowy, tj. zawiera zobowiązanie sprzedającego do pokrycia z ceny sprzedaży nieruchomości opłaty za zmianę ich celu użytkowania wieczystego. Ponadto przyrzeczona umowa sprzedaży prawa użytkowania wieczystego gruntu zostanie podpisana do 31 maja 2019 roku po spełnieniu warunku zawieszającego, jakim jest doprowadzenie przez sprzedającego do zmiany terminów zagospodarowania jednej z nieruchomości na swój koszt i w sposób zgodny z oczekiwaniami kupującego, umożliwiający jej realizację zgodnie z przepisami prawa.

W dniu podpisania umowy przedwstępnej, Murapol wpłacił na rzecz sprzedającego zadatek oraz zaliczkę w łącznej kwocie 12 mln zł netto.

Nikodem Iskra
Nikodem Iskra, prezes zarządu Murapol S.A.

– Pomimo odejścia od stołu rozmów ze sprzedającym, ostatecznie udało nam się dojść do konsensusu, a zawarte w podpisanej dzisiaj umowie nowe warunki współpracy są akceptowalne dla obydwu stron transakcji. Bardzo nas to cieszy, gdyż zakontraktowany grunt jest atrakcyjny inwestycyjnie, o czym wiedzieliśmy już w pierwszym podejściu do jego zakupu – mówi Nikodem Iskra, prezes zarządu Murapol SA.

Obecnie w sąsiedztwie zakontraktowanej nieruchomości Grupa Murapol realizuje projekt Murapol Parki Krakowa. W ramach pierwszego etapu inwestycji do dyspozycji klientów zostały postawione 152 mieszkania, a kolejne etapy są w przygotowaniu.

Sklepy stacjonarne z elektroniką idą w odstawkę. Polacy traktują je jak wystawy, a kupują w Internecie

Niemal połowa ankietowanych bezpośrednio przed zakupem sprzętu elektronicznego sprawdza ceny w Internecie. W tym kanale najchętniej nabywa go blisko 60% konsumentów. Tutaj trzeba zaznaczyć, że 22% porównuje oferty z sieci i ze sklepów stacjonarnych. Tuż przed transakcją łącznie 71% szuka tańszego towaru lub promocji. Dokładnie w tym celu 24% respondentów wykorzystuje gazetki elektroniczne, a 11% – papierowe. Natomiast 33% używa do tego porównywarek cenowych. Według ekspertów, wyniki badania Grupy AdRetail i Hiper-Com Poland jednoznacznie potwierdzają wieloletnie obserwacje, z których wynika, że jednak tradycyjne publikacje i handel stacjonarny stopniowo odchodzą do lamusa.

Szukamy w sieci

Aż 49% konsumentów sprawdza koszty zakupu elektroniki w sieci – w porównywarkach cen i na stronach internetowych. Natomiast ci, którzy wybierają gazetki handlowe, wolą wersje elektroniczne od papierowych. Zdaniem Jacka Tredera, Process Managera z porównywarki cenowej Nokaut.pl, te pierwsze można szybko wyszukać w Internecie pod kątem aktualnych preferencji zakupowych. Druga forma zwykle trafia do naszej skrzynki losowo, więc rzadko odpowiada na bieżące potrzeby.

– Do sprawdzania cen konkretnego sprzętu w sieci wystarczają porównywarki. Jeśli klienci jeszcze nie sprecyzowali, np. modelu urządzenia, mogą szukać go w Internecie lub analizować gazetki. Te jednak ograniczają się do wybranych towarów. Nawet porównywanie propozycji z różnych publikacji dotyczy ograniczonego asortymentu. Nie ma też pewności, że ten sam produkt pojawi się w publikacjach i w serwisach internetowych – uważa Maciej Tygielski, szef sprzedaży w Grupie AdRetail.

Znakiem czasów jest też fakt, że łącznie już tylko 10% konsumentów sprawdza ceny osobiście lub telefonicznie w sklepie stacjonarnym. Według Huberta Majkowskiego, wynika to z faktu, że dostęp do informacji przez stronę internetową jest łatwiejszy i szybszy. Nie wymaga wyjaśnień, jakich cech i funkcji oczekujemy czy próśb o porównanie z innymi produktami. Niemniej zawsze będzie istnieć grupa ludzi preferujących tego typu kontakt.

– Nasze dane potwierdzają trend zanikania chętnych do poszukiwania ofert przez bezpośredni kontakt z placówkami stacjonarnymi. Wpływa na to brak czasu, umiejscowienie najciekawszych produktów tylko w centrach handlowych i komfort sprawdzenia ofert online. Ta mniejszość to prawdopodobnie najstarsi konsumenci, którzy oczekują rozmowy ze sprzedawcą. Jednocześnie nie wiedzą, że ich doradca ma wytyczne, co powinien sprzedawać zgodnie z polityką sieci czy sklepu – komentuje Maciej Tygielski.

Stawiamy na e-sklepy

Badanie wykazało, że 58% zainteresowanych kupnem sprzętu elektronicznego chce go nabywać w Internecie. W opinii Jacka Tredera, wynika to m.in. z dostępności ofert wielu sklepów oddalonych od miejsca zamieszkania i z możliwości przeprowadzenia zakupu nawet w późnych godzinach wieczornych. Ekspert zwraca również uwagę na coraz lepszą jakość prezentacji artykułów w sieci, atrakcyjne formy dostaw i łatwość zwrotu zakupionego towaru.

– Jednak 39% badanych najchętniej kupuje elektronikę w sklepach stacjonarnych. Tradycyjny sposób robienia zakupów preferują głównie konsumenci po 50. roku życia, a także osoby, które nie przyzwyczaiły się jeszcze do korzystania z nowych możliwości, jakie oferuje Internet. Ponadto niektórzy klienci potrzebują osobiście sprawdzić, jak działa wybrany sprzęt. Chcą np. przekonać się, czy jest wygodny w użyciu – informuje Hubert Majkowski.

Łącznie 68% respondentów przyznało, że bezpośrednio przed zakupem w jednym czasie poszukuje okazji w wielu miejscach. Szef sprzedaży w Grupie AdRetail uważa, że zapewne konsumenci liczą na znalezienie najtańszych propozycji. Dodaje też, że skoro 22% badanych porównuje ceny w Internecie z ofertami sklepów stacjonarnych, to prawdopodobnie oznacza chęć sprawdzenia, jak wypada konkretna placówka. 14% osób konfrontujących asortyment sklepów z promocjami w publikacjach sieci handlowych ma zapewne nadzieję na dokonanie korzystniejszego wyboru.

– Takie porównania świadczą o dużej świadomości konsumenckiej i chęci dokonania najlepszego zakupu. Natomiast zestawienie propozycji z elektronicznych gazetek handlowych z ofertami tradycyjnych placówek to także próba sprawdzenia, czy faktycznie w Internecie jest taniej. Dla osób, które to praktykują, liczy się m.in. finalny koszt, czas dostawy i sposób płatności. Należy wskazać, że 11% ankietowanych analizuje różnice pomiędzy asortymentem sklepów stacjonarnych i produktami prezentowanymi w e-gazetkach oraz w papierowych publikacjach. To nie jest wysoki wskaźnik, ale przewiduję, że grupa świadomych klientów będzie się powiększać – mówi Country Manager Hiper-com Polska.

Jeden kierunek

W sumie 71% ankietowanych bezpośrednio przed zakupem szuka wybrany sprzęt elektroniczny w tańszej cenie lub w promocji. Wśród tych konsumentów 44% deklaruje, że raczej to praktykuje. W ocenie Macieja Tygielskiego, prawdopodobnie dopuszczają oni możliwość nabycia sprzętu w wyniku nagłej potrzeby. Jeśli np. psuje się telewizor, to klient szybko szuka zastępnika. W takiej sytuacji jest gotowy zapłacić więcej, nie oglądając się na okazje.

– E-gazetka to – zaraz po porównywarkach cenowych i wyszukiwarkach – jedna z lepszych form szukania w Internecie. Dlatego, chcąc znaleźć wybrany sprzęt w tańszej cenie lub w promocji tuż przed zakupem, aż 24% badanych korzysta z elektronicznych publikacji, a 11% – z papierowych – stwierdza Jacek Treder.

Hubert Majkowski zaznacza, że poszukiwanie promocji jest naturalne dla konsumentów mających sprecyzowane cele zakupowe. W takiej sytuacji skupiają się już tylko na najkorzystniejszej cenie. A tu pomagają porównywarki cen, z których korzysta aż 33% badanych. Z drugiej strony ekspert zauważa, że w świadomości konsumenckiej wciąż atrakcyjna propozycja w gazetce równa się najlepszej możliwej ofercie na rynku. Skoro wielka sieć handlowa pokazuje, że jest tańsza i lepsza od konkurencji, to prawdopodobnie tak jest. A to przekonanie kieruje część konsumentów do sprawdzania ofert w publikacjach elektronicznych i drukowanych.

– Świat handlu ewidentnie przenosi się do Internetu. W nim można poznać wszystkie produkty w dowolnych kategoriach, a często też znaleźć wyczerpujące informacje, od specyfikacji technicznych po recenzje sprzętu i urządzeń. W placówkach stacjonarnych trudno liczyć na fachową obsługę doradcy. Niełatwo spotkać konsultanta, który rzetelnie wyjaśni np. skąd biorą się różnice cen. A klienci, którzy odkryją lepsze usługi w Internecie, już nie wrócą do tradycyjnych zakupów. I to jest obecnie najważniejszy kierunek w zachodzących zmianach na rynku – podsumowuje Maciej Tygielski.

Badanie zostało przeprowadzone na terenie 6 dużych miast (Warszawa, Kraków, Katowice, Wrocław, Poznań i Łódź) na próbie 514 osób bezpośrednio kupujących w sklepach z elektroniką. Uczestnicy ankiety deklarowali, że co najmniej raz w roku sami robią tego typu zakupy, a także czytają lub szukają promocji w papierowych lub elektronicznych gazetkach handlowych.

Klastry mogą się przyczynić do powstania nowych przedsiębiorstw i innowacji. Krajom Grupy Wyszehradzkiej pomogą dogonić Europę w rozwoju technologicznym

Klastry mogą się przyczynić do powstania nowych przedsiębiorstw i innowacji. Krajom Grupy Wyszehradzkiej pomogą dogonić Europę w rozwoju technologicznym 1

Dzięki swojej innowacyjności klastry mogą się przyczynić do transformacji nie tylko polskiej, lecz także europejskiej gospodarki. Firmy z regionu Grupy Wyszehradzkiej należące do organizacji klastrowych reprezentują najwyższy poziom innowacji i zaawansowania technologicznego. Dlatego współpraca w ramach klastrów może przekierować gospodarkę tego regionu w kierunku Przemysłu 4.0, opartego na innowacjach i nowych trendach technologicznych. 

– Kraje Grupy Wyszehradzkiej mają podobną strukturę gospodarczą, charakteryzuje je dość duży udział przemysłu. W Czechach przekracza on 30 proc., w Polsce i pozostałych krajach jest to niespełna 30 proc. przy średniej dla krajów starej Unii na poziomie 17 proc. Wciąż jest to jednak przemysł mniej produktywny niż w Europie Zachodniej. Stąd też potrzeba, aby przekierować go na tory nowoczesnego, zasilanego cyfryzacją i robotyzacją Przemysłu 4.0. Rola klastrów jest tutaj ogromna – mówi Artur Soboń, wiceminister inwestycji i rozwoju.

W Polsce działa ponad 100 klastrów (w tym 16 klastrów kluczowych o strategicznym znaczeniu dla gospodarki, wyłonionych w konkursie Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii) – czyli organizacji skupiających firmy i jednostki naukowe z innowacyjnych sektorów gospodarki w określonych regionach Polski. Współpraca w ramach klastra pozwala im realizować wspólne prace badawczo-rozwojowe, przyciągać inwestycje i wymieniać doświadczenia, ułatwia nawiązywanie kontaktów handlowych. Najwięcej polskich klastrów działa w sektorze technologii ICT, przemysłu lotniczego, biotechnologii, przemysłu chemicznego, recyklingu oraz budownictwa.

– Istotą klastra jest podział wyspecjalizowanej pracy. Tam, gdzie jest wielu specjalistów i dużo specjalistycznych procesów, jest duża szansa na wyłonienie się zagłębia czy klastra pewnych kompetencji. Najczęściej ma to miejsce wtedy, kiedy mówimy o zrobieniu czegoś złożonego i trudnego – mówi Jan Staniłko, dyrektor Departamentu Innowacji w Ministerstwie Przedsiębiorczości i Technologii.

Klaster stwarza korzystne warunki dla powstawania nowych przedsiębiorstw i rozwijania innowacji. Tworzy również nową wartość dla wszystkich podmiotów, które do niego przynależą – nie tylko firm, lecz także uczelni, instytucji naukowych, lokalnych samorządów i innych organizacji wspierających.

– Klastry zwiększają atrakcyjność gospodarek, głównie w sensie inwestycyjnym lub kontraktowym, oferując wyspecjalizowane usługi albo pewną komasację potencjału produkcyjnego. Z tym mamy obecnie do czynienia w krajach Europy Środkowej. Czeka je natomiast wejście na ścieżkę zdolności do tworzenia swoich własnych produktów. Taką zdolność uzyskuje się długo, bo jest to do skomplikowany proces przebudowy przedsiębiorstw. Z pozycji konsorcjum produkcyjnego muszą one przejść do aktywności opartych na współbieżnym projektowaniu różnych rzeczy. Jest to dużo bardziej złożone od strony zarządczej – mówi Jan Staniłko.

Klastry określa się mianem lokomotyw rozwoju regionalnego. Poprzez rozwój skupionych w nich podmiotów, przyczyniają się także do wzrostu innowacyjności całej krajowej gospodarki.

– Klastry przede wszystkim kładą nacisk na budowanie relacji, zaufania, kapitału społecznego. Dzięki temu, że organizujemy przedsiębiorców, łączymy ich z naukowcami, budujemy szanse współpracy i tak właśnie powstają innowacje – mówi Krzysztof Krystowski, prezes Związku Pracodawców Klastry Polskie.

Dzięki innowacjom klastry mogą przyczynić się do transformacji nie tylko polskiej, lecz także europejskiej gospodarki. Firmy z regionu Grupy Wyszehradzkiej, które należą do organizacji klastrowych, reprezentują najwyższy poziom innowacji i zaawansowania technologicznego w stosunku do średniej przemysłowej krajów V4. Dlatego współpraca w ramach klastrów może przekierować gospodarkę tego regionu w kierunku Przemysłu 4.0, opartego na innowacjach i nowych trendach technologicznych.

Bliższa współpraca podmiotów w regionie V4 oraz Industry 4.0 były głównymi tematami I Kongresu Klastrów Wyszehradzkich, który zakończył się wczoraj w Gliwicach. Ponad 40 ekspertów z 7 krajów – przedstawicieli biznesu, administracji publicznej i środowisk akademickich, głównie z Polski, Czech, Słowacji i Węgier – przez dwa dni debatowało m.in. o finansowaniu i najważniejszych problemach związanych z działalnością klastrów w regionie V4 oraz ich roli w reindustrializacji europejskiej gospodarki.

– Konkurencyjność firm w regionach bardzo często wiąże się z tzw. smart specialisation, czyli inteligentnymi specjalizacjami lokalnymi. Klastry są jednym z narzędzi, dzięki którym można wspierać i rozwijać takie inteligentne specjalizacje regionalne. My – jako klastry z Polski, Czech, Słowacji i Węgier –wspieramy przedsiębiorców poprzez budowanie infrastruktury zarówno społecznej, jak i technicznej, poprzez wspieranie ich inwestycji, rozwoju pracowników, prowadzeniu prac badawczych, żeby dzięki relacjom z nauką tworzyli nowe rozwiązania technologiczne i tworzyli innowacje, a dzięki temu stawali się bardziej konkurencyjni – mówi Krzysztof Krystowski.

Jak podkreśla, Grupa Wyszehradzka należy do przemysłowych liderów Europy. Spośród pięciu państw UE, w których przemysł odgrywa największą rolę, aż cztery stanowią kraje V4.

– Jesteśmy krajami silnie uprzemysłowionymi, w których przemysł jest coraz bardziej innowacyjny, aczkolwiek wiemy, że nadal mamy sporą lukę do nadrobienia w stosunku do liderów innowacji głównie z Europy Zachodniej – podkreśla Krzysztof Krystowski.

– Gospodarka regionu V4 to 64 mln Europejczyków, PKB rzędu biliona euro i ogromne nasycenie firmami, szczególnie z sektora MŚP to gigantyczny potencjał i trzeba budować go we wspólnym łańcuchu, który przyniesie korzyść wszystkim – dodaje Artur Soboń, wiceminister inwestycji i rozwoju.

Rząd stawia na rozwój biotechnologii. Na wsparcie tego sektora trafi kilkaset milionów złotych

Rząd stawia na rozwój biotechnologii. Na wsparcie tego sektora trafi kilkaset milionów złotych 2

W najbliższej dekadzie na rozwój biotechnologii trafi 500 mln zł w ramach rządowego projektu Wirtualnego Instytutu Badawczego. Finansowanie otrzymają wyłonieni w trakcie rekrutacji liderzy – naukowcy, którzy pokierują pracami zespołów badawczych. To nie jest jedyne wsparcie, na jakie może liczyć branża biotechnologii, w kolejnych latach do tego sektora trafi zastrzyk wielomilionowego finansowania, które zapewni między innymi Polski Fundusz Rozwoju. Biotechnologia ma być jednym z motorów innowacyjności w polskiej gospodarce. Problemem jest jednak niedobór kadr.

– Rozwój biotechnologii jest ogromną szansą dla polskiej gospodarki. To sektor niezwykle dynamicznie rozwijający się na całym świecie, w którym także Polska ma swoje osiągnięcia. Startujemy w momencie, w którym mamy już prężnie działające koncerny biotechnologiczne oraz firmy, które rozwinęły się na przestrzeni ostatnich lat, jak Selvita czy OncoArendi. Natomiast musimy nadgonić w globalnym wyścigu. Teraz wszyscy, zarówno na poziomie rządu, jak i przedsiębiorców, powinni się skupić na tym, aby rozwijać ten sektor we współpracy z polskimi naukowcami – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Piotr Dytko, prezes PORT Polskiego Ośrodka Rozwoju i Technologii, który będzie operatorem Wirtualnego Instytutu Badawczego.

W uchwalonej w ubiegłym roku Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju (SOR) biotechnologia jest wymieniona jako jeden z motorów innowacyjności polskiej gospodarki. To jedna z najszybciej rosnących branż, napędzana zarówno przez innowacyjne projekty badawcze polskich firm biotechnologicznych, jak i inwestycje zagranicznych firm z tego sektora, które przyciąga wykwalifikowana kadra i zaplecze naukowe.

Jak podaje Polska Agencja Inwestycji i Handlu, przy wykorzystaniu nowoczesnych technik inżynierii genetycznej w Polsce produkowane są hormony, przeciwciała oraz testy diagnostyczne, które powoli stają się wizytówką polskiego przemysłu biotechnologicznego. Uznaniem cieszą się też produkty z dziedziny biofarmacji (udoskonalenia procesów produkcji białek ludzkich i peptydów na bazie bakterii E. coli oraz innych komórek hodowlanych), uznawanej obecnie za najszybciej rozwijającą się gałąź sektora. Polski rynek biotechnologiczny ma też znaczący, i wciąż niewykorzystany, potencjał w dziedzinie szczepionek, leków proteinowych i odczynników.

W ramach Programu Rozwoju Biotechnologii (zainicjowanego w SOR) w najbliższych latach Polski Fundusz Rozwoju zainwestuje w rozwój tego sektora około 300 mln zł. W marcu dofinansowanie w wysokości 40 mln zł otrzymała już Selvita – jedna z największych polskich spółek biotechnologicznych, która notuje duże sukcesy m.in. w obszarze leków onkologicznych. PFR wesprze też badania biotechnologiczne w kluczowych obszarach, takich jak kapitał ludzki, finansowanie, promocja, otoczenie instytucjonalne, infrastruktura i regulacje prawne. Celem Programu Rozwoju Biotechnologii ma być powstanie takiego ekosystemu, który umożliwi tworzenie innowacyjnych technologii i leków z przeznaczeniem na polski i globalny rynek.

Kolejnym narzędziem będzie Wirtualny Instytut Badawczy – rządowy projekt, w ramach którego na biotechnologię w ciągu najbliższych 10 lat przeznaczone zostanie 500 mln zł.

– Jednym z podstawowych e założeń tego programu jest to, że będziemy rekrutować liderów zespołów badawczych. Nie instytucje, nie podmioty czy firmy, ale liderów zespołów badawczych, którzy będą mogli tworzyć swoje zespoły i otrzymać finansowanie na konkretne projekty badawczo-rozwojowe. Wirtualność instytutu polega na tym, że członkowie tych zespołów będą prowadzić badania, pracując w swoich macierzystych ośrodkach, na przykład w Szczecinie, Gdańsku, Warszawie czy Monachium. Stworzony zostanie również międzynarodowy komitet, złożony m.in. z przedsiębiorców, jego rolą będzie dbałość o wyłonienie jak najwartościowszych liderów, którzy dadzą gwarancję, że program zakończy się wdrożeniami oraz sukcesem – mówi Piotr Dytko.

Wirtualny Instytut Badawczy ma być finansowany ze środków Funduszu Nauki Polskiej, którego utworzenie postuluje resort nauki. Fundusz (zarządzany przez Bank Gospodarstwa Krajowego) ma m.in. rozwiązać problem niskiej podaży i komercjalizacji innowacyjnych pomysłów, który wynika z braku stabilnego i elastycznego systemu finansowania. Ustawa, która przewiduje utworzenie Funduszu Nauki Polskiej, została opublikowana w lipcu, z końcem sierpnia zakończył się etap konsultacji społecznych. Resort nauki liczy na to, że w październiku projekt trafi pod obrady Rady Ministrów, a następnie znajdzie się w Sejmie. Ustawa o wspieraniu działalności naukowej z Funduszu Nauki Polskiej miałaby wejść w życie z początkiem 2019 roku, co umożliwi ogłoszenie pierwszych konkursów na zespoły badawcze już w styczniu przyszłego roku.

Prezes PORT Polskiego Ośrodka Rozwoju i Technologii ocenia, że podstawową barierą dla rozwoju branży biotechnologicznej w Polsce pozostaje brak wystarczających zasobów wykwalifikowanej kadry.

– Takie dziedziny jak modelowanie molekularne czy chemia komputerowa w zasadzie nie są rozwijane w Polsce w procesie edukacji. Tymczasem są to obszary, w których pilnie potrzebni są fachowcy, aby w naszym kraju rozwinęła się biotechnologia 2.0. Potrzebujemy również dookreślić nasze miejsce w rozwoju biotechnologii, musimy postawić sobie pytanie: czy w tym globalnym wyścigu jesteśmy w stanie faktycznie zostać liderem? Czy też powinniśmy poszukać dla siebie przestrzeni w miejscu, z którego startujemy – mówi Piotr Dytko.

Jak wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego, w 2016 roku działalność w obszarze biotechnologii prowadziły w Polsce 184 przedsiębiorstwa, a ich liczba rok do roku wzrosła o 15 proc. Natomiast nakłady na działalność biotechnologiczną nieznacznie przekroczyły 761 mln zł, a więc były niższe o 23 proc. w ujęciu rocznym.

Zrobotyzowane teleskopy nie są w stanie wykryć wszystkich zagrożeń na niebie. Raz na tydzień obok Ziemi przelatuje potencjalnie niebezpieczny obiekt

Zrobotyzowane teleskopy nie są w stanie wykryć wszystkich zagrożeń na niebie. Raz na tydzień obok Ziemi przelatuje potencjalnie niebezpieczny obiekt 3

Niebo jest obserwowane przez zrobotyzowane teleskopy, a cały proces obserwacji jest zautomatyzowany, mimo to raz na tydzień niedaleko Ziemi przelatuje potencjalnie niebezpieczny obiekt. Skutki uderzenia w naszą planetę części z nich mogłoby być katastrofalne. Użycie głowic jądrowych czy statku kosmicznego, który miałby się zderzyć ze zmierzającą ku Ziemi planetoidą to rozwiązania ryzykowne i trudne. Okazuje się jednak, że wystarczy biała farba, byśmy nie musieli obawiać się zderzenia z kosmicznymi obiektami.

– Planetoida Bennu za 117 lat może uderzyć w Ziemię. To jest szansa 1:2500, czyli w sumie niewielka, choć z drugiej strony to naprawdę duże zagrożenie, więc NASA podniosła alarm. Faktycznie jest się czego bać. Planetoida ma 500 m średnicy, więc to jest pocisk, kula armatnia. Planetoidy pędzą z prędkością od kilkunastu do kilkudziesięciu kilometrów na sekundę, przy takiej prędkości taka planetoida mogłaby zrobić kilkukilometrowy krater. Strach pomyśleć, coby się stało, gdyby uderzyła w miasto – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Mateusz Borkowicz z Centrum Nauki Kopernik.

Asteroida Bennu ma 500 metrów średnicy, waży 77 mld ton i już w 2135 roku może uderzyć w Ziemię. Skutki mogłyby być katastrofalne. Planetoida jest większa niż wieża Eiffla czy Empire State Building. Według wyliczeń naukowców przy zderzeniu uwolniłaby 1,2 tys. megaton energii, czyli 80 tys. razy więcej niż bomba zrzucona na Hiroszimę. Choć jej potencjalne uderzenie w Ziemię nie oznacza końca ludzkości, mogłaby spowodować istotne szkody.

NASA już teraz pracuje nad tym, jak zabezpieczyć się przed wielkimi obiektami kosmicznymi, które zmierzają w kierunku Ziemi. Jednym ze scenariuszy jest użycie głowic jądrowych, rodem z filmu „Armageddon”. Do zniszczenia asteroidy można byłoby też użyć Hammera, czyli 9-metrowego statku kosmicznego. Jest jednak znacznie prostszy sposób i wszystko wskazuje na to, że znacznie bardziej skuteczny.

– Chodzi o pomalowanie asteroidy specjalną, białą farbą. Wiemy, że światło jest niczym piłeczki pingpongowe. Fotony, które tworzą światło, nic nie ważą, ale mają ogromną prędkość i dużą energię. To potrafimy wykorzystać, np. stosując żagiel słoneczny do deorbitacji starych satelitów, wykorzystujemy światło słoneczne albo światło innej gwiazdy do napędu. Tutaj to może nam posłużyć do odchylenia orbity takiej planetoidy. Przez wiele miesięcy albo lat taka farba będzie odbijała światło słoneczne i przez to trajektoria bardzo powoli, ale sukcesywnie będzie się zmieniała – tłumaczy Mateusz Borkowicz.

Po pomalowaniu asteroida zmieniłaby właściwości termiczne. Pochłaniałaby więcej promieniowania i dzięki temu systematycznie zmieniała trajektorię lotu. Pokryć planetoidę farbą mógłby specjalny statek kosmiczny. Pomysł pomalowania obiektu kosmicznego farbą może sprawić, że nie będziemy już musieli obawiać się zderzenia z ogromną planetoidą. Takie rozwiązanie można byłoby zastosować przy każdym obiekcie kosmicznym. Problemem jest jednak odpowiednio wczesne odkrycie planetoidy, która potencjalnie mogłaby nam zagrażać.

– Naukowcy śledzą niebo i badają, na ile się da, ale nie są w stanie objąć badaniami 100 proc. nieba, nie są w stanie wybrać wszystkich obiektów. To jest na razie niewykonalne i nie jestem pewien, czy w przyszłości będzie wykonalne. Mimo że mamy zrobotyzowane teleskopy, mimo że te obserwacje są zautomatyzowane, to raz w tygodniu jakiś obiekt, który potencjalnie zagraża Ziemi, albo niewielkie fragmenty komet, przelatują w odległości od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy kilometrów od Ziemi – tłumaczy ekspert.

Do tej pory znamy ok. 8,1 tys. planetoid NEO (ang. Near Earth Object) o średnicy większej niż 140 metrów, które znajdują się blisko Ziemi. Z danych NASA wynika, że aktualnie w Układzie Słonecznym może się znajdować łącznie 25 tys. planetoid typu NEO. Wciąż jeszcze nie znamy więc blisko 17 tys. większych obiektów. Blisko 887 NEO ma średnicę większą niż kilometr, czyli szkody przez nie wyrządzone w przypadku uderzenia byłyby odczuwalne w skali całej Ziemi.

– Często się zdarza, że naukowcy dopiero po przelocie są w stanie zauważyć, że taki niebezpieczny obiekt przeleciał blisko Ziemi, co doprowadza niektórych do szału, bo to jest oczywiście niebezpieczeństwo. Z drugiej strony, jeżeli mamy do czynienia z obiektem, który jest w stanie tak realnie nam zagrozić, czyli unicestwić życie na Ziemi albo przynajmniej unicestwić jedno miasto, takie obiekty są przeważnie duże i jesteśmy w stanie je odpowiednio wcześnie wykryć – mówi Mateusz Borkowicz.

Umiejętne zarządzanie czasem poprawia organizację pracy. Podstawa to dobre planowanie

Umiejętne zarządzanie czasem poprawia organizację pracy. Podstawa to dobre planowanie 4

E-maile i telefony, biurowe plotki ze współpracownikami przy kawie albo nagłe, ale mało ważne zadania do wykonania na już potrafią skutecznie zdezorganizować dzień pracy i odciągnąć od realizacji zawodowych celów. Aby poprawić efektywność pracy, warto się stosować do zasad zarządzania czasem i zarządzania sobą w czasie. Podstawą jest planowanie i wyznaczanie priorytetów. 

Aby efektywnie zarządzać swoim czasem w miejscu pracy, trzeba wykorzystywać zasady zarządzania czasem. Tych zasad jest bardzo dużo i nie każdy pracownik musi się stosować do wszystkich. Są natomiast są pewne fundamenty, które pozwalają się dobrze zorganizować i w ciągu tego ustawowego, ośmiogodzinnego dnia pracy wykonać wszystkie zadania – mówi Agnieszka Jarzębowska, trener biznesu, autorka książki „Nawyk produktywności”.

Z badania przeprowadzonego dla VoucherCloud na 1 989 pracownikach biur w Wielkiej Brytanii wynika, że pracujemy efektywnie tylko przez pierwsze 2 godz. i 53 min spędzanych w biurze. Natomiast z każdą kolejną godziną pracownik poświęca coraz więcej czasu na przerwy na kawę, papierosa, social media albo biurowe plotki. Tylko 21 proc. stwierdziło, że udaje im się zachować produktywność przez cały dzień. Narzędziem, które poprawia efektywność pracy i pomaga w osiąganiu konkretnych celów, są zasady zarządzania czasem. Podstawową jest planowanie i wyznaczanie sobie priorytetów, które powinny zostać zrealizowane w ciągu dnia.

Aby uporać się ze wszystkimi obowiązkami zawodowymi, które mamy do wykonania, polecam zastosować zasady zarządzania sobą w czasie. Podstawą jest codzienne planowanie swojego dnia, żeby wiedzieć, jakie zadania są do wykonania i umieścić je w przestrzeni czasowej. To jest absolutna podstawa i bez niej trudno mówić o jakiejkolwiek efektywności. Nie planując swojego dnia, swojej pracy, bardzo często wpadamy w wir różnego rodzaju poleceń, e-maili, telefonów, pilnych rzeczy do wykonania. W efekcie okazuje się, że pracownicy potrafią spędzić w pracy 8 godzin i tak naprawdę nie wypracować żadnego efektu, bo cały dzień zajmują się tymi sprawami nagłymi, które nie prowadzą de facto do realizacji żadnego celu – podkreśla Agnieszka Jarzębowska.

Jak podkreśla, najbardziej efektywnie pracujemy rano. Natomiast w wielu firmach poranek jest marnotrawiony przeważnie na biurowych plotkach ze współpracownikami przy kawie, sprawdzaniu e-maili i social mediów albo innych rozpraszaczach uwagi. Dlatego dzień pracy warto rozpocząć od wykonania jednego, najważniejszego zadania.

Druga zasada zarządzania czasem, którą warto wykorzystać, mówi, aby każdego dnia określać trzy najważniejsze zadania do realizacji, które są ważne dla naszego stanowiska pracy. W ciągu całego dnia pracy spływa na nas bardzo wiele zadań, które zaczynają się nawarstwiać. Wpadamy w kołowrotek i zajmujemy się wieloma rzeczami, które nie mają znacznej wartości. Kiedy wiemy, jakie są trzy najważniejsze zadania każdego dnia, to robimy wszystko, aby skupić się na ich realizacji. Nawet jeśli wpadnie nam dużo przypadkowych czy pilnych zadań do wykonania, to mamy poczucie, że i tak zrobiliśmy coś ważnego, co doprowadza nas do realizacji celu, na który pracujemy – mówi Agnieszka Jarzębowska, trener biznesu, autorka książki „Nawyk produktywności”.

Źle dobrane okulary mogą powodować bóle oka i upośledzenie widzenia. Przy ich wyborze warto się zdać na pomoc lekarza

Źle dobrane okulary mogą powodować bóle oka i upośledzenie widzenia. Przy ich wyborze warto się zdać na pomoc lekarza 5

Okulary w marketach kuszą niską ceną, ale zamiast pomagać, szkodzą oczom. Ich producenci nie biorą pod uwagę różnic w budowie gałek ocznych, soczewki są więc w stanie korygować wadę tylko w jednym oku. Noszenie takich okularów może prowadzić do dalszego upośledzenia widzenia, uczucia suchości w oku oraz bólów głowy. Aby prawidłowo dobrać okulary korygujące, należy się zwrócić do lekarza specjalisty. 

Narząd wzroku człowieka składa się z oczu i narządów dodatkowych m.in. mięśni, które poruszają oczami, powiek i rzęs. Funkcje widzenia realizują obie gałki oczne, każda z nich inaczej odbiera jednak bodźce wizualne, ostateczny obraz powstaje natomiast dopiero w mózgu. Impulsy świetlne odebrane przez oczy zostają przetworzone na sygnały nerwowe, następnie przesyłane do mózgu i tam analizowane i scalane w obraz. Układ optyczny w każdej z gałek ocznych może ponadto nieznacznie różnić się od siebie.

– Oczodoły są tak skonstruowane, że odległość między oczyma u różnych ludzi jest różna, może być też różnica odległości między nasadą nosa a środkową częścią gałki ocznej, inna po prawej stronie, inna po lewej stronie – mówi agencji informacyjnej Newseria prof. Jerzy Szaflik z Centrum Mikrochirurgii Oka „Laser”.

Wszystko to sprawia, że korygowanie wad wzroku wymaga wyrównywania różnic dla każdego oka osobno i powinno być wykonywane przez specjalistów. W okularach dostępnych w aptekach lub supermarketach soczewki odznaczają się jednakowym stopniem korekcji, co oznacza, że nie odpowiadają sposobowi widzenia obu gałek ocznych. Różnice te mogą nie mieć istotnego wpływu na sposób widzenia i komfort człowieka, o ile nie są duże, a okulary przystosowane są do widzenia w bliży i używane przez krótki czas, np. do przeczytania niedługiego tekstu.

– Natomiast jeżeli mamy okulary do stałego noszenia i różnice między wartością refrakcji obu oczu są różne, to może powodować, że pacjent zaczyna z tego powodu mieć kłopoty. Osoba korzystająca z okularów źle dobranych, nie przez lekarza okulistę, nie z pomocą profesjonalisty, tylko z półki, zaczyna źle widzieć po pewnym czasie, oczy mogą pacjenta boleć, może mieć bóle głowy, może mieć pieczenie, kłucie – mówi prof. Jerzy Szaflik.

Skorzystanie z pomocy specjalisty jest szczególnie ważne przy dobieraniu pierwszych okularów u osób powyżej 40 roku życia. Okulista nie tylko prawidłowo określi stopień wad w obu gałkach ocznych i dobierze szkła korygujące, lecz także zbada narząd wzroku. Dzięki temu możliwe będzie wykrycie schorzeń powodujących destrukcję gałek ocznych np. zaćmy lub jaskry. Choroby te mogą się bowiem długo rozwijać, nie dając niepokojących pacjenta objawów.

– Objawem, który niepokoi każdego pacjenta, jest ból, w początkowym okresie jaskry, a nawet w zaawansowanej jaskrze okularów zbadać również cały narząd wzroku, natomiast absolutnie konieczne jest, żeby dobierać okulary w sposób profesjonalny – mówi prof. Jerzy Szaflik.

Warto pamiętać, by z pomocy specjalisty korzystać także przy kupowaniu okularów dla dzieci. Lekarz przeprowadzi dokładne badanie polegające na nazywaniu przez małego pacjenta optotypów np. cyfr na tablicach, oraz sprawdzeniu dna i przedniej części oka. Dopiero wtedy możliwe będzie określenie stopnia wady i dobranie soczewek. Badanie najczęściej trzeba powtórzyć.

– Trzeba analizować, czy dobrane okulary dają komfort, ewentualnie dawać okulary w postępie, co 3 miesiące zmieniać te okulary, dlatego tak bardzo ważne jest, żeby dobierać okulary w sposób, który pozwala dawać gwarancję, że są dobrze dobrane – mówi prof. Jerzy Szaflik.

Sprzęt paramedyczny staje się coraz bardziej zaawansowany. Na rynku pojawiają się urządzenia służące do relaksu, redukcji stresu czy poprawy jakości snu

Sprzęt paramedyczny staje się coraz bardziej zaawansowany. Na rynku pojawiają się urządzenia służące do relaksu, redukcji <a title=stresu czy poprawy jakości snu" title="Sprzęt paramedyczny staje się coraz bardziej zaawansowany. Na rynku pojawiają się urządzenia służące do relaksu, redukcji stresu czy poprawy jakości snu" />

stresu-czy-poprawy-jakości-snu.png” alt=”” />

Technologia w służbie ludzkości oznacza nie tylko wspieranie przez innowacje fundamentalnych problemów, takich jak głód czy epidemie chorób, lecz także poprawianie ludziom nastroju czy samopoczucia. Wibrujący reduktor stresu czy szumiąca opaska na lepszy sen to paramedyczne urządzenia, mające poprawić komfort życia ich użytkowników. Najczęściej są polecane jako uzupełnienie standardowego leczenia. Rynek domowych urządzeń medycznych dynamicznie rośnie, a sprzęt staje się coraz bardziej zaawansowany.

– Aurai to nasz wodny masażer oczu. Masuje oczy za pomocą wody, która niesie ze sobą temperaturę i wibracje. Dzięki temu możliwa jest stymulacja krążenia wokół oczu różnymi temperaturami, a wibracje rozluźniają napięte mięśnie. Pojemnik urządzenia można napełniać zwykłą wodą, np. z kranu – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Jill Yang z Aurai.

Z badań przeprowadzonych przez MilwardBrown wynika, że przeciętny Polak spędza dziennie 6,5 godziny wpatrując się w ekran komputera, smartfona lub tabletu. Z komputerów i smartfonów korzystamy zwykle w pracy, a po przyjściu do domu włączamy telewizor, który również osłabia nasze oczy. Na rynku pojawia się coraz więcej urządzeń pozwalających zniwelować niepożądane skutki promieniowania z wyświetlaczy. Aurai pomoże jednak również alergikom i osobom, które cierpią np. na suchość oczu.

– Obecnie ludzie spędzają wiele czasu, wpatrując się w ekrany komputerów i telefonów. Korzystając z cyklu ciepłego, mogą ukoić nadwyrężone i zmęczone oczy. Cykl ten pomaga także osobom z problemem suchych oczu. Z drugiej strony cykl chłodny jest zalecany dla osób borykających się ze swędzeniem lub przekrwieniem oczu spowodowanym przez alergie. Panie mogą korzystać z tego trybu, by radzić sobie z cieniami pod oczami i opuchlizną – przekonuje Jill Yang.

Technologia pomaga także w walce ze stresem. Firma Touchpoints zaprezentowała zestaw gadżetów wearables, które można nosić w kieszeni lub na ręce jak zegarek. Urządzenia wysyłają wibracje o odpowiednim natężeniu, przez co zmniejszają poziom stresu u użytkownika. Sprzęt może być także stosowany wspomagająco przez osoby dotknięte autyzmem, ADHD czy chorobą Parkinsona.

Philips SmartSleeep z kolei to opaska zakładana na głowę, która emituje szum o specjalnym natężeniu mający ułatwić zasypianie. Opaskę wyposażono w sensory, które poprzez kontakt z czołem użytkownika wykrywają aktywność płata czołowego mózgu. Dzięki temu wykrywana jest faza głęboka snu, dla której modulowany jest szum o dobranym odpowiednio natężeniu. Dźwięk przenoszony jest z wykorzystaniem przewodnictwa kostnego, dzięki czemu nie jest słyszalny dla osób z otoczenia.

Pomóc w zasypianiu może także Aurai, ale producent przekonuje, by z urządzenia korzystać częściej.

– Po pracy można włączyć tryb chłodny w celu ukojenia oczu nadwyrężonych długą pracą z komputerem. Następnie stosujemy tryb ciepły w celu poprawy jakości snu. Rano po przebudzeniu zalecamy wykonanie cyklu ciepłego, który posłuży nam jako swoista rozgrzewka. Następnie wykonujemy cykl chłodny dla orzeźwienia – tłumaczy ekspertka.

Firma zamierza zadebiutować z produktem na europejskim rynku. Aktualnie jest na etapie poszukiwania dystrybutora, ale przewiduje, że przed końcem roku uda się wprowadzić masażer do sprzedaży w Europie. Przewidywany koszt urządzenia to 199 euro.

Z analiz udostępnionych przez Meticulous Research wynika, że światowy rynek domowych urządzeń medycznych do 2022 roku osiągnie wartość niemal 49 mld dol.

Ruszyła II edycja spotkań Polski Czempion

W pierwszym półroczu 2018 roku Polska odnotowała wzrost działalności eksportowej rok do roku na poziomie 5,7%1 – do kwoty 107,6 mld EUR. Jednocześnie – w przeciwieństwie do 2017 roku – import o ponad 1,2 mld EUR przewyższył eksport. Utrzymanie tendencji wzrostowej eksportu i jego przewagi nad importem będzie możliwe dzięki wspieraniu przedsiębiorców odpowiednimi instrumentami finansowymi i wiedzą. KUKE podkreśla, że 37%2 małych i średnich przedsiębiorstw obawia się utraty płynności finansowej, co jest uzasadnione m.in. ze względu na długie terminy sądowego dochodzenia roszczeń za granicą – np. dla Kazachstanu to średnio 370 dni, ale dla Indii już 14453. Doświadczenie KUKE wskazuje, że skutecznym narzędziem ochrony mogą być ubezpieczenia należności handlowych.

Janusz Władyczak, prezes Korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych
Janusz Władyczak, prezes Korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych

„Dane GUS wskazują na kolejne zwiększenie polskiego eksportu – zarówno w ujęciu globalnym, jak i do poszczególnych rejonów świata. Dla przykładu eksport do UE w ciągu 6 miesięcy 2018 – w porównaniu do 2017 roku – wzrósł o 6,1%, w tym do Niemiec o 8,7%, Francji o 7%, oraz Czech o 4,2%. Natomiast eksport na rynki poza unijne zwyżkował o 4,5%4. Utrzymanie takiej dynamiki eksportu, a jednocześnie jego przewagi nad importem – co jest istotne dla gospodarki – wymaga aktywnego wsparcia przedsiębiorców. Polskie firmy dostarczają produkty i usługi najwyższej jakości. Do udanej ekspansji zagranicznej potrzebują wsparcia ze strony państwa, skutecznych narzędzi zabezpieczających i wiedzy. KUKE wie, że rynki eksportowe są różne i na każdym czekają inne trudności czy zagrożenia, a opóźnienia płatności mogą znacząco osłabić pozycję polskich firm nie tylko za granicą, ale też i na rynku rodzimym. Właśnie, dlatego nieustająco edukujemy przedsiębiorców na temat potencjalnych ryzyk, instrumentów finansowych i różnic kulturowych. W ramach bezpłatnego cyklu konferencji Polski Czempion – w 5 miastach Polski – KUKE podzieli się wiedzą na temat ograniczania ryzyka w działaniach eksportowych” – mówi Janusz Władyczakprezes zarządu KUKE S.A.

W ramach II edycji spotkań Polski Czempion organizowanych przez PwC przy współpracy z Bankiem PKO BP i PAIH, KUKE wystąpi w panelu „Bezpieczeństwo wychodzenia na rynki zagraniczne – minimalizacja ryzyka, aspekty podatkowe i prawne”, z prelekcją na temat: Ryzyka działań inwestycyjnych i eksportowych na nowych rynkach i sposoby ich ograniczenia. Tegoroczna edycja obejmie 5 miast: Poznań, Kraków, Gdańsk, Wrocław i Lublin. Pierwsze spotkanie już 26 września w Poznaniu. Więcej informacji na https://www.pwc.pl/pl/uslugi/firmy-prywatne/polski-czempion.html

Program Polski Czempion promuje i wspiera polskie przedsiębiorstwa, które eksportują i inwestują za granicą lub mają w planach ekspansję zagraniczną. Program opiera się na cyklicznych spotkaniach o charakterze merytoryczno – networkingowym. Organizatorem merytorycznym programu jest PwC.

Wydarzenie patronatem objęła m.in.: Polska Agencja Inwestycji i Handlu, PKO Bank Polski oraz lokalni partnerzy samorządowi i otoczenia biznesu. W ramach bezpłatnych seminariów dla przedsiębiorców poruszone zostaną tematy:

  • Strategia ekspansji zagranicznej, nowe możliwości i instrumenty wsparcia internacjonalizacji.
  • Bezpieczeństwo i efektywność w wychodzeniu na rynki zagraniczne, finansowanie ekspansji, minimalizacja ryzyka, aspekty podatkowe i prawne.
  • W podróży dookoła świata, czyli o globalnych doświadczeniach polskich firm.

1 Dane GUS

2 Raport „Ewolucja potencjału eksportowego przedsiębiorstw w Polsce” PARP 2014

3 Raport Doing Business

4 Dane Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii

5 Według danych firmy windykacyjnej Intrum w raporcie „European Payment Report 2018”

Co zrobić, aby błędy w plikach ads.txt nie wpływały szkodliwie na przychody wydawcy?

W zeszłym roku Związek Pracodawców Branży Internetowej (IAB) wprowadził reklamy typu ads.txt, które mają na celu zapobieganiu nieautoryzowanej sprzedaży zasobów reklamowych (arbitraż) oraz wyeliminowanie problemu jakim jest domain spoofing. 

Implementacja ads.txt jest dość prosta. Wydawcy umieszczają na swoich serwerach internetowych plik tekstowy, który zawiera listę wszystkich firm upoważnionych do sprzedaży zasobów reklamowych danej strony. W podobny sposób platformy programistyczne integrują plik ads.txt, aby potwierdzić, które zasoby wydawców są autoryzowane do sprzedaży. Dzięki temu, kupujący mogą sprawdzić ważność zakupionej powierzchni.

Wszystko wydaje się być w porządku, jednak pewne rzeczy się nie sprawdzają, a wydawcy tracą przychody. Według statystyk przedstawionych na portalu eMarketer.com, 5 000 najpopularniejszych witryn na świecie odnotowało zyski z wprowadzenia ads.txt, jednak 16% z nich używało pliku, który miał rażące błędy.

Kto popełnia najwięcej błędów?

Wydawcy, którzy znajdują się w czołówce pięćdziesięciu witryn mają o 20% mniej błędów, ale także znacznie dokładniej sprawdzają liczbę rekordów, które mają w sowich plikach ads.txt. Wspomniane strony mają średnią liczbę wpisów na poziomie 84, natomiast ogólna średnia dla pozostałej ilości witryn wynosi 150. Dzięki temu, topowi wydawcy zmniejszają liczbę błędów i ostrzeżeń, a ich strony ładują się znacznie szybciej.

Wydawcy mają realną zachętę do wydawania większych budżetów w celu naprawienia nieścisłości. Jeśli któryś z wydawców dopuścił się błędu w Google, a prezentuje to ich 50% popytu, to stawka jest dość wysoka. W momencie gdy dopuścili się błędów przy współpracy z mniejszym partnerem,  nie oznacza dużych strat. Mimo wszystko, każde nieporozumienie skutkuje brakiem zysku, z tego względu po stornie reklamodawców rośnie popularność ads.txt.

Według badania firmy Sovrn przeprowadzonego wśród swoich klientów wynika, że wielu wydawców wprowadziło niepoprawne wpisy do Google EBDA (Exchange Bidding in Dynamic Allocation) w plikach ads.txt. Wydawcy, którzy zweryfikowali i zaktualizowali plik odnotowali wzrost przychodów na poziomie 40-50%, tylko dzięki tej drobnej zmianie.

Tylko dlatego, że wydawcy mają niedokładny plik ads.txt nie znaczy, że stracą wszystkie swoje dochody, przynajmniej nie teraz. Na rynku działa obecnie kilku dużych partnerów, którzy świadomie nie kupują plików z niepoprawnymi informacjami lub z ich brakiem. Jednakże, są również kupujący, którzy nie przestrzegają żadnych reguł.

Według badania firmy OpenText, 60% witryn znajdujących się na liście 1000 najchętniej odwiedzanych stron w USA przesłało pliki ads.txt do swoich wydawców. W listopadzie zeszłego roku firma Google zaczęła używać plików ads.txt do filtrowania nieautoryzowanych zasobów reklamowych. Poprzez wzmocnienie egzekwowania prawa, firma odnotowała wzrost liczby wydawców. Jak podaje Google, w styczniu 164 000 wydawców przesłało plik ads.txt, a obecnie ta liczba przekroczyła 600 000 witryn.

Co mogą zrobić wydawcy?

  • Przeglądać pliki ads.txt regularnie – niektóre błędy utrzymują się bardzo długo, a to może wynikać z tego, że mniejsi wydawcy nieczęsto kontrolują te pliki. Zazwyczaj zmieniają ads.txt raz w miesiącu lub co dwa miesiące. Duże sieci reklamowe oraz wydawcy kontrolują pliki co najmniej raz w tygodniu. Dzięki temu pojawia się mniej oszustw i nieudanych ofert.
  • Bądź na bieżąco – wydawcy muszą być czujni i stale pilnować, kogo właściwie wpisują jako autoryzowany kontakt. Zdarzają się serwisy, które mają wpisane ponad 300 firm w jednym pliku. Wymienianie każdej najmniejszej sieci, która kontaktowała się danym wydawcą jest błędem. W ten sposób trudno jest zarządzać powierzchnią reklamową, a co za tym idzie łatwo doprowadzić do oszustwa.
  • Niczego nie zakładaj – cześć wydawców wychodzi z założenia, że skoro zeszłotygodniowy plik był poprawny, to nie ma konieczności jego zmiany w kolejnym. W ten właśnie sposób utrzymują się i powstają błędy. Plik należy sprawdzać za każdym razem. Wystarczy tylko poświęcić odrobinę czasu i być szczególnie ostrożnym przy jego sprawdzaniu.
  • Szczegółowa wiedza – w tym kontekście duzi wydawcy mają przewagę, że względu na większe możliwości technologiczne. Jedno jest natomiast pewne – należy badać plik ads.txt oraz poddawać szczegółowej analizie wyciągnięte z niego dane. Szczegółowe raporty pozwalają wskazać realny wpływa niektórych wskaźników na przychody.

Automatyzacja – na rynku istnieje wiele rozwiązań do sprawdzania błędów w plikach ads.txt

Wprowadzenie pliku ads.txt niewątpliwie jest dobrym rozwiązaniem, które ma na celu wyeliminowanie oszustw związanych z nieautoryzowanym zakupem powierzchni reklamowej. Zaraz po wprowadzeniu pliku, firmy zaczęły dokładniej analizować spływające do nich zapytania reklamowe. Jednak z czasem ta kontrola stawała się mniej szczegółowa i niedbała. Jeżeli sytuacja na rynku reklamowym ma być przyjazna i przejrzysta, to należy wrócić do standardów z początku wprowadzenia ads.txt.

Autor: Jakub Szczęsny, CTO Yield Riser

Jaka będzie przyszłość gotówki? Płatności elektroniczne dają coraz więcej korzyści

Czy gotówka w XXI wieku jest jeszcze potrzebna? To temat, który jeszcze 20 lat temu nie byłby analizowany dlatego, że odpowiedź wydawała się oczywista. Przez rozwój płatności bezgotówkowych i coraz większe możliwości rozliczania operacji bez gotówki – pojawiają się wątpliwości, co do jej przyszłości. Pieniądz bezgotówkowy pasywnie leży w portfelach, schowkach, skrytkach czy na rachunkach – może lekko oprocentowany – ale jest nadal niedostatecznie blisko obrotu gospodarczego. Jeżeli pieniądz gotówkowy zamienia się na bezgotówkę, jest on automatycznie, aktywnie do niego włączany.

– Gotówka na pewno nie zniknie, ale zdecydowanie zmniejszy się jej znaczenie w gospodarce. Kiedyś opierał się na niej cały obrót gospodarczy, z czasem zaczęło się to zmieniać. Obecnie różni się to w zależności od kraju, ale rzeczywiście nie jest już głównym środkiem rozliczeniowym i transakcyjnym – powiedział serwisowi eNewsroom dr Mieczysław Groszek, prezes Fundacji Polska Bezgotówkowa – Coraz więcej rzeczy kupujemy, rozliczamy i opłacamy w postaci bezgotówkowych przelewów. Korzyści z tego płynących jest coraz więcej. Na poziomie gospodarki przyspieszyło to obrót pieniądza. Wszyscy, którzy mają do czynienia z finansowaniem inwestycji czy rozliczeń, wiedzą jak ważna to zmiana. Kolejna kwestia, również na poziomie makro, to koszty gotówki. Często brakuje świadomości, że ponosi je bank, sklep czy bank centralny. Szacunki pokazują, że obrót gotówkowy w takim kraju, jak Polska, kosztuje ok. 1 proc. dochodu narodowego. Praktycznie to 20 miliardów, które są na to przeznaczane.Zmniejszenie ilości gotówki w obrocie może obniżyć te koszty i zapewnić makro oszczędność. Na poziomie przedsiębiorstw oznacza to możliwość pozyskania nowych klientów i wzrostu przeciętnych wydatków. To także większe bezpieczeństwo i transparentność w prowadzeniu księgowości i finansów. Oprócz tego, wprowadzenie obrotu bezgotówkowego ułatwia rozliczanie się z fiskusem. Na podstawie rachunków bankowych można bardzo łatwo pokazywać skalę i charakter obrotów przedsiębiorstwa. Dla użytkowników takie rozwiązania jest przede wszystkim wygodne. Potwierdza to rosnąca liczba użytkowanych kart. W Polsce mam ich już 38 milionów – podkreślił Groszek.

MPiT chce walczyć z zatorami płatniczymi

Do konsultacji społecznych trafił projekt ustawy, która ma ograniczyć zatory płatnicze – czyli prawdziwą zmorę polskich przedsiębiorców. Ulga na tzw. złe długi w CIT i PIT, krótsze terminy płatności czy szybka ścieżka do nakazu zapłaty – to główne propozycje. Zdaniem Pracodawców RP projektowane zmiany raczej nie zlikwidują całkowicie zatorów, ale powinny przynajmniej częściowo je ograniczyć.

Z Europejskiego Raportu Płatności 2017 wynika, że aż 78% przedsiębiorców otrzymuje zapłatę 30 dni po terminie, a 13% czeka na nią nawet do 60 dni. Doliczając do tego średni termin zapłaty wskazany na fakturze, daje to 2 lub 3 miesiące bez wpływów na konto firmy. Taki stan rzeczy niesie za sobą poważne konsekwencje dla biznesu. Można wymienić tu chociażby brak możliwości regulowania przez wierzycieli własnych należności, co prowadzić może do narastania zjawiska zatorów płatniczych, ponoszenie dodatkowych kosztów prowadzenia działalności związanych z przeterminowanymi należnościami, konieczność podnoszenia cen produktów lub usług czy też zmniejszanie funduszu wynagrodzeń, w tym ograniczanie zatrudnienia. Zatory płatnicze powodują również osłabienie inwestycji i zahamowanie rozwoju przedsiębiorstw.

Projekt ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu ograniczenia zatorów płatniczych ma poprawić sytuację wierzycieli. Zmiany polegają na wprowadzeniu rozwiązań mobilizujących dłużników transakcji handlowych (przedsiębiorców i podmioty publiczne) do dokonywania zapłaty w ustalonym terminie, jak również zniechęcających do narzucania przez nich nieuzasadnionych, wydłużonych terminów zapłaty. Propozycje przewidują również wprowadzenie mechanizmów wsparcia dla wierzycieli, w szczególności MŚP.

Jedną z najważniejszych zmian mających zapobiegać powstawaniu i piętrzeniu się zatorów płatniczych jest ulga na tzw. złe długi w CIT i PIT na wzór tej obowiązującej w podatku VAT. Zaproponowane przepisy pozwolą na odliczenie od podstawy opodatkowania kwot niezapłaconych w ciągu 120 dni od dnia upływu terminu płatności. Zaś dłużnik zalegający z płatnością będzie miał obowiązek podwyższyć swoją podstawę opodatkowania o kwotę zaległości. Ponadto resort przedsiębiorczości i technologii zaproponował m. in. wprowadzenie limitu 60 dni na uregulowanie przez dużego kontrahenta jego zobowiązania wobec mniejszego podmiotu oraz 30 dni na zapłatę faktury na rzecz przedsiębiorców w przypadku, gdy jego kontrahentem jest instytucja publiczna.

Co do zasady przedstawiony projekt należy ocenić pozytywnie. I choć szanse na całkowite wyeliminowanie zatorów przy wykorzystaniu nowych rozwiązań są raczej mało prawdopodobne, to niewątpliwie propozycja rządu jest krokiem w dobrym kierunku. Zatory płatnicze od lat bowiem utrudniają działalność przedsiębiorców, zwłaszcza tych z sektora mikro- i małych przedsiębiorstw, w przypadku których nieterminowa płatność lub brak płatności w ogóle może zadecydować o ich przyszłości. Proponowane rozwiązania powinny więc zniechęcać do podpisywania umów i kontraktów z terminami naruszającymi standardy handlowe. Pomysł na korektę podstawy opodatkowania, zarówno u dłużników, jak i u wierzycieli daje nadzieję na lepsze wywiązywanie się ze swoich zobowiązań. Pozytywnie należy ocenić również skrócenie podmiotom publicznym do 30 dni terminu na zapłatę faktury, bowiem sektor publiczny powinien być przykładem staranności dla innych uczestników rynku. Do tej pory niestety bywało z tym różnie.

Sfinks porozumiał się z bankiem i wydłużył spłatę kredytu

Spółka Sfinks Polska, zarządzająca sieciami Sphinx, Piwiarnia Warki, Chłopskie Jadło, Fabryka Pizzy oraz WOOK, otrzymała pozytywną decyzję BOŚ S.A. w sprawie zmiany warunków umowy kredytowej. Bank zaakceptował  złożoną propozycję spółki dotyczącą wydłużenia spłat kredytu do 2028 r., co oznacza niższe raty, a tym samym poprawę płynności. Oprócz tego zostały ustalone nowe, odpowiednie do planów rozwoju Sfinksa wymogi kredytowe, w tym  podwyższenie  kapitału spółki o co najmniej 5,5 mln zł. Zmiana harmonogramu spłat kredytu oraz zwiększenie kapitałów były wskazywane przez Sfinksa jako jedne ze źródeł finansowania rozwoju według opublikowanej w 2017 r. strategii.

– Najnowsze porozumienie z bankiem jest dla nas bardzo korzystne. Jego efekt to przede wszystkim otwarcie autostrady do realizacji założonej strategii, gdyż tylko w ciągu najbliższych 12 miesięcy około 10 mln zł zamiast na spłatę kredytu może zostać przeznaczone na realizację planów rozwoju. Jesteśmy teraz w bardzo ważnym momencie – budujemy portfolio marek i skalę sprzedaży. Oprócz tego w trakcie wdrażania są strategiczne projekty, jak np. nowy system IT, który będzie wspierał zarządzanie w naszych sieciach i umożliwi rozwój w segmencie delivery. Jednocześnie finalizowanie długotrwałych i kosztownych projektów pozwala na zracjonalizowanie kosztów centrali i wprowadzenie zmian organizacyjnych, które umożliwią nam skuteczne wykorzystanie szans w związku ze zmianami zachodzącymi obecnie w  otoczeniu rynkowym. Dodatkowo takie ustrukturyzowanie warunków kredytu pozwala na długoterminowe zaplanowanie tempa rozwoju spółki w związku z ustabilizowaniem płynności. Wspólnym mianownikiem działań jest poprawa rentowności, a docelowo wzrost wartości spółki – komentuje Sylwester Cacek, prezes Sfinks Polska.

W ramach zaakceptowanego przez BOŚ wniosku umowa kredytowa Sfinksa zostaje wydłużona do 10 lat – tj. do 2028 r. Pierwotnie spółka miała skończyć spłacać kredyt w 2022 r.. Teraz Sfinks zyska nowy, korzystniejszy harmonogram – przez pierwsze 7 miesięcy będzie spłacać raty kapitałowo-odsetkowe obniżone do 400 tys. zł, następnie do końca 2021 r. raty odsetkowo-kapitałowe w wysokości 795 tys. zł miesięcznie, a od stycznia 2022 r. do sierpnia 2028 r. równe raty kapitałowe. Jednocześnie w pozytywnej dla Sfinksa decyzji kredytowej bank zawarł zobowiązanie, zgodnie z którym gastronomiczny operator do końca roku podwyższy kapitał zakładowy o kwotę co najmniej 5,5 mln zł. Spółka ma możliwość zrealizowania tego warunku, ponieważ w 2017 r. walne Sfinksa wyraziło zgodę na przeprowadzenie emisji akcji. Udzielone w ten sposób dla zarządu upoważnienie dotyczyło emisji z wyłączeniem prawa poboru, ale z zastrzeżeniem prawa pierwszeństwa do objęcia nowych walorów dla akcjonariuszy, których udział w kapitale wynosi co najmniej 1%.

Wszystkie te warunki będą mogły wejść w życie po podpisaniu nowych aneksów do umowy kredytowej Sfinks Polska z BOŚ.

Bohdan Wyżnikiewicz: w 2019 r. polskie firmy nie zwiększą inwestycji. Będą kumulować kapitał

Wzrost inwestycji przedsiębiorstw będzie nadal niski, tak założono w budżecie na przyszły rok. Jednak nawet takie założenia mogą się okazać zbyt optymistyczne, bo na świecie zmieniło się podejście do zarządzania pieniędzmi przez firmy, czego polski rząd prawdopodobnie nie dostrzega.

– Wzrost inwestycji będzie nadal jednocyfrowy, bo polskie firmy odczuwają niepewność co do polityki gospodarczej rządu, co spowodowane zostało podatkiem bankowym czy ograniczeniem handlu w niedzielę, a pojawiły się kolejne zagrożenia – mówi w rozmowie z MarketNews24 Bohdan Wyżnikiewicz z Instytutu Prognoz i Analiz Gospodarczych, były prezes GUS. – Gwałtownie pogorszyła się sytuacja na rynku pracy.

Sytuację na rynku pracy gwałtownie pogorszyło obniżenie wieku emerytalnego. Program 500+ wpłynął na obniżenie aktywności zawodowej kobiet. Zmiany w systemie prawnym podwyższają niepewność, obniżając skłonność do inwestowania. Polskie firmy trzymają na lokatach aż ponad 250 mld zł.

Zmienia się też podejście na świecie do zarządzania gotówką przez przedsiębiorstwa, co coraz bardziej będzie też dotyczyło polskich firm: – Kiedyś uważano, że gotówka powinna być w obrocie i nie należy jej trzymać w bankach, teraz strategią zarządzania finansami jest inna, trzymając gotówkę w bankach firmy zyskują prestiż w oczach kontrahentów i czekają na okazję, aby kupić mniejsze firmy.

Cena ropy najwyższa od czterech lat i może być jeszcze droższa

Cena ropy brent przekroczyła 81 USD za baryłkę. Jest najwyższa od czterech lat. W kolejnych miesiącach może być jeszcze wyższa.

Rekordowe ceny, to skutek spotkania krajów OPEC w Algierii. Nie doszło wprawdzie do zawiązania nowego porozumienia, ale rynek zareagował wzrostem cen.

– To reakcja na wiadomość, że OPEC i Rosja nie planują zwiększenia produkcji w 2019 r. – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, ekspert XTB. – Może dojść do dalszych, niewielkich wzrostów cen.

Wpływ na ceny ma też sytuacja w USA, gdzie pomimo wysokiego wydobycia zdecydowano o nie zmniejszaniu rezerw.

Deloitte: Startuje XII edycja Respect Index. Dodatkowo nowe spółki mogą się teraz ubiegać o certyfikat Respect

W grudniu tego roku po raz dwunasty zostanie ogłoszony Respect Index, w skład którego wchodzą spółki notowane na Giełdzie Papierów Wartościowych. Gromadzi on firmy odpowiedzialnie społecznie. W tym roku po raz pierwszy zostanie przyznany Certyfikat Respect. Od października mogą się o niego ubiegać spółki giełdowe, które choć nie są uczestnikami indeksów WIG20, mWIG40, sWIG80, to spełniają wymogi odpowiedzialnego biznesu. Proces selekcji i weryfikacji spółek nadzoruje firma doradcza Deloitte.

W 2009 roku Giełda Papierów Wartościowych rozpoczęła publikację Respect Index, pierwszego w Europie Środkowo-Wschodniej indeksu spółek odpowiedzialnych społecznie. Do indeksu aspirować mogą spółki o najwyższej płynności, czyli wchodzące w skład indeksów WIG20, mWIG40 i sWIG80. Trafiają do niego firmy działające zgodnie z najlepszymi standardami zarządzania w zakresie ładu korporacyjnego i informacyjnego, relacji z inwestorami, a także z uwzględnieniem i poszanowaniem czynników społecznych, pracowniczych oraz ekologicznych. Rewizja składu indeksu jest przeprowadzana raz w roku, w jego drugiej połowie.

Rynek nagradza przejrzystość, o czym świadczą dobre notowania spółek zgromadzonych w Respect Index, grupującego firmy odpowiedzialne społecznie. – W Polsce nie przywiązuje się jeszcze dużego znaczenia dotych kwestii , ale potencjał rozwoju w tym zakresie jest ogromny. Wyniki notowań indeksu RESPECT pokazują, że spółki tworzące ten wskaźnik charakteryzują się wyższą stopą zwrotu niż przeciętna rynkowa wyrażona indeksem WIG. W ciągu dziewięciu lat istnienia indeksu, zwiększył on swoją wartość o 65,1 proc. W tym czasie indeks szerokiego rynku WIG wzrósł o 51 proc. a WIG20 zyskał 1,4 proc.

Nowość – Certyfikacja Respect dla większej liczby spółek

W tym roku GPW przy współpracy z Deloitte postanowiła rozszerzyć zakres promowania społecznie odpowiedzialnych firm. W październiku zostanie uruchomiona po raz pierwszy certyfikacja Respect. O otrzymanie certyfikatu będą mogły ubiegać się spółki spoza wiodących indeksów, które chciałyby potwierdzić swoją działalność zgodną ze standardami GPW w zakresie biznesu odpowiedzialnego społecznie. W badaniu spółek kluczowe są czynniki takie jak: wypełnianie zasad ładu korporacyjnego, zarządzanie ryzykiem, zarządzanie wpływem na środowisko czy zasobami ludzkimi.

Firmy, które otrzymają certyfikat, znajdą się w prestiżowym gronie spółek giełdowych wzmacniających swoją reputację, jako firmy odpowiedzialnej, obniżającej poziom ryzyka w oczach inwestorów, rynków kapitałowych i finansowych, zarówno w kraju, jak i zagranicą – mówi Irena Pichola, Partner, Lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju.

W procesie certyfikacji GPW wraz ze Stowarzyszeniem Emitentów Giełdowych dokonają oceny, czy dana spółka przestrzega ładu korporacyjnego oraz poziomu komunikacji i interakcji z interesariuszami. Po pozytywnym rozpatrzeniu, kolejnym etapem będzie wypełnienie kwestionariusza, który zostanie zweryfikowany przez Deloitte. Certyfikat otrzymają te spółki, które uzyskają minimalną liczbę punktów, zarówno całościowo, jak i w każdej z trzech grup czynników ESG (Environmental, Social, Governance). Wyniki zostaną ogłoszone podczas gali RESPECT Index w grudniu 2018 roku. Od początku 2019 roku przystąpienie do procesu certyfikacji będzie możliwe w dowolnym momencie, a wyniki będą ogłaszane dwa razy w roku – w czerwcu i grudniu.

Jak poradziły sobie firmy w ujawnianiu danych pozafinansowych

Blisko rok temu zgodnie z prawem unijnym znowelizowano ustawę o rachunkowości, która miała na celu zmotywowanie do zarządzania tematami z zakresu społecznej odpowiedzialności biznesu oraz zwiększenie znaczenia informacji niefinansowych. Wedle przyjętej w Ustawie o rachunkowości definicji, do sporządzenia sprawozdania niefinansowego zobowiązane są spółki oraz grupy kapitałowe zatrudniające powyżej 500 osób oraz o sumie bilansowej wyższej niż 20 mln euro lub przychodach netto wyższych niż 40 mln euro.

– Wprowadzenie wymogu ujawnia danych niefinansowych pozytywnie wpłynęło na wzrost transparentności polskich firm. Spółki zaprezentowały wcześniej nieudostępniane informacje, którymi zainteresowani są interesariusze, analitycy czy rynek. – mówi Irena Pichola – Po pierwszym roku widzimy, że zebranie danych i przygotowanie oświadczeń dla wielu spółek stanowiło jednak spore wyzwanie, szczególnie, że większość z nich opublikowało je po raz pierwszy.

W Polsce nowy obowiązek objął około 300 największych spółek i grup kapitałowych. Jak wynika z badania Deloitte dla ponad 75 proc. był to pierwszy proces ujawniania danych pozafinansowych. W ciągu ostatniego roku najwięcej oświadczeń i raportów pozafinansowych przygotowały firmy z sektora przemysłowego (21 proc.), finansowego i ubezpieczeniowego (19 proc.) oraz usług (12 proc.). Ponad połowa wszystkich publikacji została przygotowana w nawiązaniu do najbardziej uznanej globalnie metodologii raportowania niefinansowego GRI (Global Reporting Initiative). 11 proc. podmiotów zdecydowało się na publikację pełnego raportu CSR w terminie spójnym z publikacją wyników finansowych. Z kolei 15,3 proc. firm opublikowało dwa dokumenty. Jeden w formie oświadczenia na temat informacji niefinansowych z datą wynikającą ze sprawozdawczości finansowej oraz drugi – pełen raport CSR opublikowany w późniejszym terminie. Do tej pory opublikowano około 650 raportów.

Irena Pichola, Lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i w Europie Środkowej, partner w Deloitte
Irena Pichola, Lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i w Europie Środkowej, partner w Deloitte

Na polskim rynku znajduje się silne grono liderów, którzy strategicznie zarządzają tematyką zrównoważonego rozwoju i odpowiedzialnego biznesu oraz raportują dane niefinansowe w sposób profesjonalny, w oparciu o uznane standardy oraz poddając dane zewnętrznej weryfikacji.  – Blisko 50 firm raportuje od lat zdobywając nagrody w konkursie Raporty Społeczne oraz Green Frog Awards. Liderzy łączą wymóg regulacyjny z dobrą praktyką raportowania zintegrowanego, przedstawiając dane finansowe i pozafinansowe w jednej publikacji w oparciu o wytyczne IIRC – mówi Irena Pichola. Jak wynika z analizy Deloitte, większość oświadczeń i raportów opublikowanych po raz pierwszy zawiera często jedynie tematy narzucone przez ustawodawcę. Spółki pomijają istotne zagadnienia z perspektywy własnej działalności. – Jest to znak, który świadczy o braku kompleksowego podejścia do zarządzania oraz zbierania danych, które mogłyby być wykorzystywane przez firmy na potrzeby Zarządów. Podmioty te powinny wykorzystać kolejny rok obowiązującej regulacji do zwiększenia jakości i efektywności procesów oraz skutecznego budowania wartości spółek – dodaje Irena Pichola.

Klienci spółki Energia dla Firm w trudnej sytuacji. Płacą 3 razy większe rachunki za prąd

Przez niemal cztery lata właściciel hotelu w popularnej miejscowości turystycznej był zadowolony z dostawcy prądu. Do czasu, gdy ten 7 września poinformował o zaprzestaniu świadczenia usług. Hotelarz wtedy jeszcze nie wiedział, że za prąd przyjdzie mu zapłacić potrójną stawkę. W podobnej sytuacji jest ponad 100 tys. odbiorców prądu.

Przez lata nie było żadnego kłopotu. Hotel regulował rachunki regularnie, ze spółką Energia dla Firm kontaktował się mailowo. Nietypowy mail przyszedł 7 września. Sprzedawca energii elektrycznej poinformował w nim, że spółka zaprzestała sprzedaży energii elektrycznej. W mailu przedsiębiorca został poinformowany, że teraz energię dostarczy mu sprzedawca rezerwowy.

Zgodnie z prawem energetycznym maksymalna cena energii elektrycznej sprzedawanej w ramach świadczenia rezerwowej usługi kompleksowej nie może być wyższa niż iloczyn współczynnika 2,5 i średniej ceny sprzedaży energii elektrycznej na rynku konkurencyjnym (art. 23 ust. 2 pkt 18 lit. b) ustawy Prawo energetyczne). Określenie maksymalnej wartości ceny usługi rezerwowej ma zastosowanie do odbiorców w gospodarstwach domowych. Dla pozostałych odbiorców (w tym przedsiębiorców) regulacji ustawowych w tym zakresie nie ma. Dlatego stosuje się dla tych odbiorców mechanizm obliczania cen dla usługi rezerwowej (ilość energii x standardowa cena w danej grupie taryfowej x trzy).

– W podobnej sytuacji jak przedsiębiorca z północno-wschodniej Polski jest ponad 100 tys. odbiorców prądu, w tym kilka tysięcy innych firm, które miały umowę podpisaną z Enegią dla Firm – mówi w rozmowie z MarketNews24 Magdalena Skłodowska z WysokieNapiecie.pl.

Wyniki Grupy Banku Pocztowego po II kwartałach 2018 r.

W pierwszych II kwartałach 2018 r. zysk netto Grupy Banku Pocztowego wzrósł ponad 5-krotnie. Wskaźniki kapitałowe oraz płynnościowe kształtowały się na bezpiecznym poziomie, znacząco powyżej minimalnych wymogów nadzorczych. W relacji I półrocze 2018 do I półrocza 2017 Bank odnotował 20% wzrost sprzedaży kredytów detalicznych (łącznie konsumpcyjnych oraz hipotecznych) oraz 87% wzrost sprzedaży kredytów hipotecznych.

W I półroczu 2018 r. Bank Pocztowy wypracował ponad 5-krotnie wyższy zysk netto niż rok wcześniej i wyniósł 10,6 mln zł. Wskaźnik zwrotu z kapitału (ROE netto) ukształtował się na poziomie 3,52% i był o 2,92 p.p. wyższy niż w analogicznym okresie poprzedniego roku.

Sławomir Zawadzki, Prezes Zarządu Banku Pocztowego
Sławomir Zawadzki, Prezes Zarządu Banku Pocztowego

– Przyjęta w czerwcu 2017 r. Strategia Banku Pocztowego oraz zdefiniowanie w ramach jej operacjonalizacji 90 inicjatyw strategicznych zaczyna przynosić pierwsze efekty. Cieszymy się z istotnego wzrostu zysku netto oraz bezpieczeństwa kapitałowego oraz płynnościowego Banku potwierdzonego kluczowymi wskaźnikami. Przede wszystkim koncentrujemy się jednak na dalszej pracy i wyzwaniach związanych z realizacją coraz bardziej docenianego na świecie, ambitnego projektu bankowości pocztowej – mówi Sławomir Zawadzki, Prezes Zarządu Banku Pocztowego.

Wyższy niż rok wcześniej poziom dochodów osiągnięty przez Bank Pocztowy wyniósł 173,9 mln zł (6 proc r/r). Pozwolił na to, mimo niższego poziomu wyniku odsetkowego (130,8 mln zł na koniec czerwca 2018 r.) i prowizyjnego (24,1 mln zł na koniec czerwca 2018 r.), wzrost pozostałych dochodów o 17,7 mln zł z uwagi na sprzyjające warunki otoczenia rynkowego w zakresie kształtowania się cen skarbowych papierów wartościowych oraz optymalizację przez Bank portfela papierów wartościowych, a także rozwiązanie rezerw (UOKiK).

Bank zrealizował marżę odsetkową na dobrym poziomie 3,5 proc. Odnotowany w omawianym okresie wzrost kosztów działania Banku do poziomu 122,5 mln wynikał m.in. z włączenia w struktury Banku dotychczasowych spółek zależnych – Centrum Operacyjne Sp. z o.o. oraz Spółki Dystrybucyjnej Banku Pocztowego Sp. z o.o.

Dalsza poprawa jakości

W I połowie 2018 r. Bank Pocztowy pozyskał ponad 41 tys. nowych Klientów detalicznych, a łączna liczba obsługiwanych przez Bank Klientów wynosiła na 30 czerwca 2018 r. 976,6 tys.. W omawianym okresie Bank kontynuował proces zamykania nieaktywnych rachunków, w efekcie czego ich liczba na koniec I półrocza ukształtowała się na poziomie 698 tys. Jednocześnie Bank odnotował istotny wzrost średniego stanu środków na ROR, który w ciągu roku wyniósł 37 proc.

Sprzedaż kredytów dla klientów detalicznych wzrosła o 20% porównując dane na koniec pierwszego półrocza 2018 r. do pierwszego półrocza 2017 r. Sprzedaż kredytów konsumpcyjnych w I połowie 2018 r. wyniosła 314 mln zł, a ich saldo na koniec czerwca osiągnęło poziom 2,0 mld zł i było nieznacznie niższe niż na koniec I półrocza poprzedniego roku (2,1 mld zł na koniec czerwca 2017). W efekcie powrotu Banku Pocztowego do sprzedaży kredytów hipotecznych, Bank w I półroczu 2018 r. udzielił tego typu kredytów o wartości 104 mln zł – niemal dwukrotnie wyższej niż analogicznym okresie ubiegłego roku (wówczas sprzedaż wyniosła 55 mln zł). Łączna wartość salda kredytów brutto udzielonych Klientom osiągnęła na 30 czerwca 2018 r. poziom 4,4 mld zł.

– Uzyskane w drodze dokapitalizowania Banku środki pozwoliły m.in. na powrót Banku Pocztowego do aktywnej sprzedaży kredytów hipotecznych. Dlatego w I półroczu zadbaliśmy m.in. o poprawę funkcjonalności produktu, rozszerzenia sieci dystrybucji o grupę pośredników, usprawnienie procesu oraz dostosowaniu polityki cenowej do sytuacji rynkowej, co przyniosło oczekiwane rezultaty – mówi Sławomir Zawadzki, Prezes Zarządu Banku Pocztowego.

W I półroczu 2018 r. Bank kontynuował politykę dopasowania salda depozytów do potrzeb akcji kredytowej przy jednoczesnym ograniczaniu kosztowości bazy depozytowej. W rezultacie saldo depozytów na 30.06.2018 r. wyniosło 6,2 mld zł, wzrastając o 5,8 proc. w relacji do analogicznego okresu rok wcześniej.

Pierwsze półrocze 2018 r. Bank Pocztowy zamykał posiadając wysokie, bezpieczne poziomy wskaźników kapitałowych i płynnościowych. Współczynnik wypłacalności Banku (CAR) wyniósł 18,4 %, a Tier 1 ukształtował się na poziomie 15,2%.

Kluczowe działania w 2018 r.

Podejmowane przez Bank Pocztowy w I półroczu 2018 r. działania miały na celu efektywne wprowadzanie w życie założeń strategicznych zawartych w Strategii Banku Pocztowego na lata 2017-2021.

W obszarze biznesu Bank rozpoczął prace w ramach projektu RAZEM 2021, w którym Bank Pocztowy i Poczta Polska wypracowują obecnie docelowy model działania wspólnej sieci sprzedaży wszystkich usług finansowych i cyfrowych. Prace w tym kluczowym dla sukcesu biznesowego Banku obszarze będą kontynuowane.

Dużym wyzwaniem było skutecznie przeprowadzone przeniesienie obsługi kart płatniczych do nowego dostawcy, First Data Polska S.A. Produkcję, jak i personalizację kart, Bank powierzył Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych.

Dzięki podpisaniu umowy z MoneyGram Bank udostępnił usługę wysyłki pieniędzy z placówek pocztowych do ponad 200 krajów i terytoriów na świecie w najszerszej pod względem dostępności tej usługi sieci placówek w Polsce. W ciągu zaledwie kilku minut wysłane środki z rachunku bankowego można odebrać w kraju przeznaczenia – w jednym z 350 000 punktów MoneyGram.

Bank wprowadził także kompleksową ofertę dla obywateli Ukrainy. Zawiera ona obsługę Contact Centre, stronę www, serwis transakcyjny w języku ukraińskim oraz możliwość realizowania przekazów pieniężnych z konta na Ukrainę za 0 zł.

W obszarze firmowym Bank wypracował nowy model obsługi klientów MSP, w dalszym ciągu pracując nad rozbudową oferty produktowej dla tej grupy Klientów.

W dalszej części roku Bank Pocztowy będzie koncentrował swoje działania m.in. na dalszym rozwoju usług cyfrowych, w tym wdrożeniem nowego produktu i procesu kredytu online dla klientów detalicznych.

W ramach EnveloBanku, cyfrowej marki Banku Pocztowego, trwają prace nad Marketem Cyfrowym oraz zaproponowaniem Klientom nowych form płatności Google Pay.

Ważnym wydarzeniem był powrót Banku Pocztowego po 16 latach do nazwy siatkarskiego klubu kobiet z najwyższej klasy rozgrywkowej – Bank Pocztowy Pałac Bydgoszcz.

Chmura „przejmie” niemal 1/3 globalnych wydatków na IT

Jak donosi najnowsza analiza Gartnera, do 2022 roku już 28% wszystkich środków pozostawianych przez firmy i organizacje na rynku IT ulokowanych zostanie w usługach chmurowych. Wartość tych wydatków wyrazi się natomiast imponującą kwotą 1,3 biliona dolarów.

Wiąże się to z dość znaczącym wzrostem w porównaniu do bieżącego roku, który według analityków Gartnera zakończy się 19% udziałem rozwiązań chmurowych w rynku IT.

Pierwsze oznaki przełomu?

Pomimo, iż w ciągu najbliższych czterech lat tradycyjne pordukty i usługi IT, wykorzystujące wewnętrzne infrastruktury teleinformatyczne, nadal utrzymywać będą przeważający stosunek względem rozwiązań chmurowych, już dziś daje się zauważyć trendy, które nakazują sądzić, iż będzie się on szybko zmieniał na korzyść tych drugich. Największym „kamieniem milowym” w odmianie oblicza rynku IT jest stopniowe odchodzenie od wdrożeń on-premise aplikacji biznesowych. – Daje się to zauważyć szczególnie w sektorze systemów CRM, które w wersjach on-premise przestały właściwie notować wzrosty, przeciwnie do wersji funkcjonujących w chmurowym modelu usługowym, które stale zyskują na uznaniu. Trend ten z pewnością nie wyhamuje – dość wspomnieć, iż wg. Gartnera to właśnie segment narzędzi do zarządzania relacjami z klientami będzie najszybciej rosnącym oprogramowaniem 2018 roku – tłumaczy Artur Malinowski z Arrow ECS.

Już 40% aplikacji biznesowych działać będzie w środowisku chmurowym do 2022 roku – w przypadku systemów operacyjnych, narzędzi sterujących infrastrukturą czy outsourcingu procesów biznesowych (BPO) odsetek ten nie przekroczy natomiast 30%.

Oszczędności nie grają roli

Jak wynika z najnowszego badania Deloitte – 2018 Global Outsourcing Survey, 93% spośród 521 osób decyzyjnych w firmach i organizacjach zatrudniających powyżej 1000 osób planuje bądź jest w trakcie wdrażania rozwiązań chmurowych. To dość przewidywalna statystyka, biorąc pod uwagę obserwowany od kilku lat trend zwrotu w stronę chmury, określany mianem „cloud shift”. Zupełnie odwrotnie niż w przypadku drugiego wniosku, związanego z determinantami decyzji o zmianie modelu zarządzania firmą. – O ile w rozlicznych badaniach dotyczących rynku cloud computingu, realizowanych jeszcze przed rokiem czy dwoma laty trudno było znaleźć takie, w którym głównym czynnikiem decydującym o zakupie usług chmurowych nie byłyby oszczędności związane z brakiem konieczności posiadania wewnętrznej infrastruktury informatycznej czy sztabu specjalistów IT, o tyle teraz mają one marginalne znaczenie. W dużej mierze dlatego, że tzw. bariera wejścia w zarządzanie procesami przy pomocy usług chmurowych jest dzisiaj dość niska, biorąc pod uwagę indywidualne modele rozliczeń czy wsparcie implementacyjne, znoszące ryzyko nieudanych wdrożeń – dodaje Artur Malinowski z Arrow ECS.

Analitycy Deloitte dowiedli, że głównym parametrem decyzyjnym branym pod uwagę przy decyzji o zakupie rozwiązań chmurowych jest ich rola katalizatora zmian i unowocześnienia środowiska IT – takiego zdania było 64% respondentów. Tylko 1% ankietowanych mniej wskazał na przyspieszenie z opracowywaniem nowych produktów i usług, czyli tzw. time-to-market, na trzecim miejscu zaś znalazło się zwiększenie produktywności, które zyskało 56% głosów. Zmniejszenie kosztów utrzymania środowiska IT znalazło się na samym końcu, gdyż było najistotniejsze jedynie dla 35% zaproszonych do badania.

Era migracji

Gartner przewiduje, że globalny rynek chmury publicznej osiągnie do końca bieżącego roku wartość 186,4 miliardów dolarów – to o ponad 21% więcej niż rok temu. Najwięcej środków inwestowanych w nią przez firmy i organizacje pochłonie sektor usług oprogramowania na wynajem (SaaS), w tym aplikacji do zarządzania poszczególnymi obszarami przedsiębiorstwa, który na koniec roku wart będzie 73,6 mld $.

Kolejne startupy w programie akceleracji MIT Enterprise Forum Poland

MIT Enterprise Forum Poland, jeden z największych w Polsce akceleratorów dla startupów technologicznych, startuje z 5. edycją programu. Tym razem do projektu zakwalifikowało się 18 młodych firm, które przez kolejne trzy miesiące będą pracować nad rozwojem swoich biznesów pod okiem polskich oraz międzynarodowych mentorów i ekspertów. Wśród nich znaleźli się m.in. twórcy innowacyjnego systemu umożliwiającego odzyskiwanie energii przez autobusy miejskie, technologii pozwalającej na obniżanie dawki terapeutycznej leków przy zachowaniu ich pierwotnego działania i jednoczesnym osłabieniu działań niepożądanych czy aplikacji dedykowanej właścicielom winnic, która pozwala na zwiększenie plonów i redukcję kosztów związanych  z procesami nawadniania i nawożenia. Najlepsze startupy mają szansę na udział w tygodniowym Bootcampie w Bostonie oraz wygranie 100 tys. zł w konkursie CVC Young Innovator Awards.

Celem programu MIT Enterprise Forum Poland jest przyspieszenie rozwoju młodych, innowacyjnych firm technologicznych poprzez połączenie ich potencjału z wiedzą, doświadczeniem oraz zasobami wiodących polskich i międzynarodowych przedsiębiorstw, organizacji oraz funduszy inwestycyjnych. Do tej pory akcelerację przeszło niemal 100 startupów. Jak twierdzi Łukasz Owczarek, Head of Acceleration w Fundacji Przedsiębiorczości Technologicznej, która jest organizatorem programu, na polskim rynku wciąż jest wiele młodych, innowacyjnych firm, które – o ile na początku swojej drogi otrzymają odpowiednie wsparcie – mogą swoimi technologiami podbić międzynarodowe rynki.

– Kiedy zaczynaliśmy rekrutację do 5. edycji programu MIT Enterprise Forum Poland, zastanawialiśmy się, czy są jeszcze w Polsce startupy, które mogą nas zaskoczyć nie tylko innowacyjnością rozwijanych technologii, ale również kompetencjami i zmotywowaniem zespołu. Dziś już wiemy, że tak – mówi Łukasz Owczarek. – Do programu zakwalifikowało się 18 startupów, które stworzyły unikalne rozwiązania m.in. dla sektora life-science, ubezpieczeniowego czy rolno-spożywczego. Wielu z nich brakuje jednak wiedzy, doświadczenia oraz zaplecza finansowego, przez co – pomimo faktu posiadania naprawdę innowacyjnych technologii – nie mogą się efektywnie rozwijać. Rolą programu MIT Enterprise Forum Poland jest wspieranie młodych przedsiębiorców w pokonywaniu tych barier i pomoc w przekuciu wyjątkowego pomysłu w dobrze prosperujący biznes, który ma szansę odnieść sukces nie tylko w Polsce, ale również na rynkach międzynarodowych – dodaje.

Już po raz drugi, dzięki współpracy nawiązanej z CVC Capital Partners, młodzi przedsiębiorcy, którzy zakwalifikowali się do programu MIT Enterprise Forum Poland, zawalczą o 100 000 złotych na rozwój biznesu w konkursie CVC Young Innovator Awards. Organizatorzy chcą wyróżnić rozwiązania, które poza wysokim potencjałem technologicznym, cechują się wysoką użytecznością społeczną.

LISTA STARTUPÓW ZAKWALIFIKOWANYCH DO 5. EDYCJI PROGRAMU

3D Motion Constrols: Rozwiązania ułatwiające komunikację pomiędzy człowiekiem a maszyną, w tym m.in. kontroler poprawiający wydajność oraz wygodę pracy w środowiskach CAD/CAM oraz środowiskach do projektowania obiektów trójwymiarowych.

Babydoc24.com: Wykorzystanie symptom-checkera zbudowanego z wykorzystaniem sztucznej inteligencji do poprawy dostępności pediatrycznej opieki medycznej. Rozwiązanie pozwala rodzicom uzyskać wstępną diagnozę na podstawie objawów chorobowych dziecka.

Bioavlee: Technologia automatyzacji procesu identyfikacji mikroorganizmów, m.in. w przemyśle kosmetycznym. Firma dzięki autorskim patentom redefiniuje sposób identyfikacji mikroorganizmów i sprawia, że praca w laboratoriach staje się dokładniejsza, szybsza, tańsza i prostsza.

Bioceltix: Wykorzystanie właściwości immunomodulacyjnych komórek macierzystych w celu rozwiązywania typowych problemów autoimmunologicznych w leczeniu zwierząt. Firma tworzy leki biologiczne stanowiące korzystną alternatywę dla tradycyjnej farmakologii.

BIOTTS: Innowacyjny nośnik substancji leczniczych, który umożliwia obniżenie dawki terapeutycznej leku, przy zachowaniu jego pierwotnego działania i jednoczesnym osłabieniu działań niepożądanych. Technologia pozwala na dziesięciokrotnie większą biodostępność leku.

Boomerun: Technologia dedykowana firmom ubezpieczeniowym, mająca na celu rozwiązanie problemu braku narzędzi optymalizacji modeli aktuarialnych w oparciu o dane rzeczywiste, w szczególności w zakresie zachowań zdrowotnych klientów.

Byotta: System chłodzenia baterii aut elektrycznych pozwalający na szybsze ładowanie i przedłużenie ich żywotności. Technologia oparta o wykorzystanie nowatorskiej geometrii wymienników ciepła oraz materiałów kompozytowych.

EBnavi: Zintegrowane narzędzie typu SaaS służące do pomiaru, rozwoju i zarządzania marką pracodawcy. Naukowo opracowany algorytm redukuje czas i koszty przygotowania strategii employer branding i pomaga zyskać przewagę konkurencyjną w tym obszarze.

Mapple: Oprogramowanie do inteligencji lokalizacyjnej. Technologia pomaga miastom i firmom wykorzystać analizę danych do podejmowania strategicznych decyzji w oparciu o unikalny sposób łączenia, ulepszania i analizowania wielu strumieni danych lokalizacyjnych.

NeuroGames Lab: Zautomatyzowana platforma w modelu SaaS oparta o naukowo zwalidowane, autorskie gry rekrutacyjne. Technologia łączy odkrycia neuronauki, grywalizacji i psychologii, sprawiając, że proces rekrutacji jest bardziej przyjazny i odporny na manipulacje.

Photon Robot Entertainment: Inspirujący, prosty i wytrzymały robot, który zachęca dzieci do kreatywnego myślenia. Rozwiązanie stworzone jako odpowiedź na problem niewydajnego używania technologii wśród dzieci i technologicznego wykluczenia.

Saps Enterprise: Opatentowany, w 100% bezpieczny oraz nieingerujący w środowisko naturalne system zabezpieczający przewody i światłowody przed przegryzieniem przez zwierzęta.

Smabbler: Ogólna sztuczna inteligencja (OSI) z językowymi zdolnościami poznawczymi do zaawansowanej automatyzacji procesów z danymi tekstowymi. System uczy się szybciej bez intensywnego trenowania i dużych zestawów danych, pracuje z bardziej złożonymi zadaniami oraz osiąga większą dokładność niż obecnie używane technologie językowe.

Thorium Space: Sprzęt satelitarny, który będzie służył do wysyłania na orbitę innowacyjnych anten operujących na niewykorzystywanym dotychczas paśmie szybkiej komunikacji.

VERS Produkcja: Zaawansowany system rekuperacyjny umożliwiający odzyskiwanie energii z procesu tzw. hamowania silnikiem w autobusach miejskich. Zasada działania opiera się wykorzystaniu alternatorów do produkcji energii, która następnie wykorzystywana jest do zasilania urządzeń elektrycznych na pokładzie pojazdu.

VINUM 4.0: Aplikacja mobilna monitorująca warunki panujące w winnicy za pomocą danych satelitarnych i sensorów w celu precyzyjnej uprawy winorośli. Technologia przyczynia się zwiększenia plonu, redukcji kosztów związanych z nawożeniem i nawadnianiem oraz optymalizacji procesu zarządzania.

VisionQb by TechOcean: System, który przy użyciu wizji maszynowej pozwala na szybkie wdrożenie kontroli jakości na linii produkcyjnej.

Weekly.pl: Mobilna aplikacja rozwiązująca codzienne problemy z komunikacją w dużych organizacjach, zwłaszcza w zespołach sprzedażowych, udostępniając środowisko dla szkoleń, testowania wiedzy i zbierania informacji zwrotnej.

O 5. EDYCJI PROGRAMU MIT ENTERPRISE FORUM POLAND

W 5. edycji programu przewidziano akcelerację w ścieżce ogólnej oraz w czterech wyspecjalizowanych ścieżkach branżowych. Ścieżka Zdrowie współtworzona jest z firmą Adamed. Partnerami ścieżki Insurtech są LINK4, Nationale-Nederlanden, PZU i Sollers Consulting. Realizację ścieżki Agritech wspiera fundusz AgriTech Hub, a ścieżki Industry 4.0, dedykowanej startupom technologicznym zainteresowanym współpracą z partnerami z regionu Dolnego Śląska – zarówno partnerzy merytoryczni, jak i technologiczni, tacy jak: Balluff, FANUC Polska, fundusz ValueTech, Wrocławski Park Technologiczny, Agencja Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej, PORT, Stowarzyszenie Top 500 Innovators oraz firma doradcza Olesiński & Wspólnicy.

Partnerami wspierającymi program są: Visa, fundusz CVC Capital Partners (inicjator konkursu Young Innovator Awards) oraz Campus Warsaw. Partnerami merytorycznymi programu są: Wardyński i Wspólnicy, EUPATENT.PL, Hasik Rheims & Partners, Extended Disc Polska i Novismo. Treningi sprzedażowe dla startupów przeprowadzą eksperci z Autoryzowanego Centrum Szkoleniowego Sandler Training – Twarowski & Posmyk. Organizacjami wspierającymi akcelerację są CMS Law.Tax, Fundacja na rzecz Nauki Polskiej oraz Stowarzyszenie Organizatorów Ośrodków Innowacji i Przedsiębiorczości w Polsce (SOOIPP).

Allegro wkracza na rynek aukcji dzieł sztuki

Aukcje, które sprawiły przed laty, że Allegro stało się tak popularne, powracają w nowej postaci. Allegro z partnerami tworzy nowe miejsce handlu dziełami sztuki w Internecie. W jednym miejscu – w Strefie Kolekcjonera – klienci znajdą starannie wyselekcjonowane aukcje przedmiotów pochodzących od renomowanych galerii sztuki, domów aukcyjnych i antykwariatów.

Trwa I wielka licytacja na Allegro z udziałem najbardziej renomowanych domów aukcyjnych i galerii. Dzieła sztuki dawnej wystawiły: Dom Aukcyjny Agra Art i Salon Dzieł Sztuki Connaisseur Kraków. Sztukę współczesną zaoferowały: Dom Aukcyjny Art in House z oraz Galeria Stalowa. W ramach licytacji wystawiono ponad 180 dzieł sztuki.

Podczas pierwszej licytacji wśród najcenniejszych obiektów znalazły się takie dzieła jak “Twarz” Igora Mitoraja, “Jan III Sobieski pod Wiedniem” Juliusza Kossaka, drzeworyt Jana Matejko, zabytkowe polskie szable kawaleryjskie i legionowe, cenne obrazy Wygrzywalskiego i Władysława Wankie oraz szkice Kantora i Nikifora. Niektóre najcenniejsze obiekty wystawione zostały od 1 zł. Licytacje w pierwszej edycji tej akcji kończą się 30 września.

– Widzimy, że na Allegro kupuje i sprzedaje grupa najbardziej zaangażowanych kolekcjonerów sztuki – mówi Jacek Weichert, dyrektor rynku Kultura i Rozrywka, Kolekcje i Sztuka w Allegro. – Po raz pierwszy w Internecie w Polsce zorganizowaliśmy zbiorcze licytacje, to jest takie, w których jednocześnie wystawiają różne podmioty. Staramy się, by klienci mieli najszerszy wybór dzieł sztuki, a sprzedający profesjonaliści najlepsze warunki. Dlatego w marcu tego roku wprowadziliśmy ograniczenie wysokości prowizji w tej kategorii na poziomie 50 zł. Niezależnie od tego, jak wysoką cenę osiągnie dzieło sztuki w licytacji, kwota prowizji nie będzie wyższa. To bardzo wpłynęło na sprzedaż luksusowych przedmiotów – dodaje Jacek Weichert.

Według raportu ArtInfo – branżowego serwisu badającego ten segment – polski rynek sztuki aukcyjnej wzrósł o 28% w 2018 roku i przekroczył wartość 214 milionów złotych. Do tego zestawienia nie są jednak wliczane obroty kategorii Antyki i Sztuka na Allegro, które znacznie powiększają wielkość rynku. W 2017 tę kategorię na Allegro odwiedziło 8,8 mln klientów, przy czym bardzo duża część z nich zdobyła upragnione dzieła właśnie w drodze licytacji.

Dlatego pierwszą tego rodzaju licytację na Allegro wspierają również dwie akcje. W ramach pierwszej zwycięzcy licytacji otrzymają nawet do 1 000 monet allegro. Druga to obniżka prowizji o 50% dla licytacji od 1 zl.

– Pierwsza aukcja Strefy Kolekcjonera to nasz sukces. Zainteresowanie naszymi ofertami jest bardzo duże i udało nam się wspólnie pokazać uczestnikom rynku sztuki, że Allegro jest miejscem, w którym oferowane są autentyczne i profesjonalnie opracowane dzieła sztuki – mówi Maciej Jakubowski – właściciel Salonu Dzieł Sztuki Connaisseur Kraków. – O tym jak istotna jest ta druga kwestia wie każdy, kto w mniejszym lub większym stopniu zetknął się z tym specyficznym rynkiem. Tu czas płynie znacznie wolniej niż w innych branżach, a renoma i zaufanie do sprzedawcy dają gwarancję bezpiecznego kupienia unikatowego obiektu, który będzie zachwycał przez długie lata – dodaje Maciej Jakubowski

Licytacje na Allegro organizowane będą cyklicznie, przynajmniej raz w miesiącu. Już w październiku do “Strefy Kolekcjonera” dołączą kolejne galerie i domy aukcyjne, starannie wybrane przez zarządzających tym działem.

Grupa OKNOPLAST w prestiżowym rankingu 1000 Companies to Inspire Europe londyńskiej giełdy

Właśnie ukazał się najnowszy ranking 1000 Companies to Inspire Europe przygotowany przez London Stock Exchange. Wśród najprężniej rozwijających się, dynamicznych i inspirujących firm europejskich znalazło się 30 polskich przedsiębiorstw, w tym słynąca z innowacyjności w sektorze stolarki otworowej podkrakowska Grupa OKNOPLAST.

Grupa OKNOPLASTUznany w Europie ranking brytyjskiej giełdy papierów wartościowych obejmuje te przedsiębiorstwa, które już teraz mają korzystny wpływ i według prognoz w przyszłości jeszcze bardziej przyczynią się do europejskiego wzrostu gospodarczego oraz tworzenia stabilnych miejsc pracy. Jak podkreślają autorzy zestawienia, zgromadzone na jego łamach firmy wyróżniają się pod tym kątem pozytywnie na tle konkurencji i wiodą prym w reprezentowanych przez nie branżach. Najwięcej w rankingu znalazło się przedsiębiorstw z sektora produkcji i inżynierii – stanowią one 20 proc., na drugim miejscu uplasował się z kolei sektor żywności i napojów, który objął 11 proc. wymienionych firm.

Istotnym aspektem zestawienia jest ponadto innowacyjność biznesu. Podmioty reprezentujące tegoroczny ranking to aż 8000 patentów i znaków towarowych, które wspólnie tworzą siłę europejskiej przedsiębiorczości Trudno się zatem dziwić, że wśród nich znalazła się również Grupa OKNOPLAST, która w ciągu 24 lat swojej działalności wprowadziła ponad 50 innowacji do swoich produktów.

– Obecność w rankingu 1000 Companies to Inspire Europe jest dla nas ogromnym wyróżnieniem. To zarazem dowód, że utrzymywanie najwyższej jakości i innowacyjność, która nieodłącznie wpisana jest w działalność Grupy OKNOPLAST, przynosi wymierne rezultaty nie tylko w wymiarze biznesowym, widocznym w wynikach sprzedaży czy produkcji – powiedział Mikołaj Placek, Prezes Zarządu Grupy OKNOPLAST. – Jestem głęboko przekonany, że to właśnie takie nowe, unikatowe rozwiązania mają ogromny wpływ na rozwój całego sektora stolarki okiennej, a także – jak pokazuje to pozycja w brytyjskim rankingu – mogą stanowić inspirację nie tylko dla producentów okien i drzwi. To one w końcu pozwoliły nam zbudować pozycję lidera w branży okien PVC w Europie oraz niejednokrotnie kreować trendy i inspirować inne firmy w sektorze stolarki otworowej.

NapoleonCat pozyskał 2,5 mln na rozwój zagranicą

Polskie narzędzie wspierające obsługę klienta w mediach społecznościowych będzie coraz silniej konkurować na rynku globalnym. We wrześniu 2018 r. Fundusz INventures podpisał z NapoleonCat umowę inwestycyjną na 2,5 mln złotych przy wycenie spółki na blisko 11 mln złotych.

Istniejący od sześciu lat na rynku NapoleonCat to platforma do zarządzania komunikacją w mediach społecznościowych oferowana w modelu SaaS (Software as a Service) i jedyna polska firma będąca oficjalnym Partnerem Marketingowym Facebooka. Umowa inwestycyjna pomiędzy poznańskim Funduszem INventures a NapoleonCat została zawarta we wrześniu 2018 r. Środki z inwestycji zostaną przeznaczone na powiększenie warszawskiego zespołu oraz promocję na rynkach zagranicznych.

Szukamy zaangażowanych zespołów z ciekawymi pomysłami i to właśnie znaleźliśmy w NapoleonCat. Spółka ma świetne, łatwo skalowalne rozwiązanie będące doskonałą odpowiedzią na rosnącą potrzebę zarządzania marketingiem w social media. Obecność na rynkach zagranicznych potwierdza, że rozwiązanie z powodzeniem konkuruje z amerykańskimi aplikacjami.
-Katarzyna Dąbrowska, Prezes Funduszu INventures

Użytkownicy aplikacji to zarówno korporacje, takie jak banki czy telekomy, jak i agencje marketingowe, małe biznesy i instytucje publiczne. Poza moderowaniem dyskusji na Facebooku, Instagramie, Twitterze i YouTube, klienci NapoleonCat mają też możliwość analizowania skuteczności swoich działań marketingowych, monitorowania konkurencji oraz automatycznego generowania raportów analitycznych. W Polsce z narzędzia korzystają już takie firmy jak PLAY, Aviva, Allianz, WWF czy Avon. Jednak dalszy wzrost NapoleonCat budować będzie przede wszystkim na akwizycji zagranicznej.

W ciągu ostatniego roku trzykrotnie wzrosła liczba naszych klientów z zagranicy i obecnie stanowią oni blisko 40% wszystkich użytkowników. Z naszego narzędzia korzystają już firmy z USA, Azji, Europy Zachodniej czy Nowej Zelandii. Środki pozyskane dzięki inwestycji INVentures przeznaczymy na działania, które przyspieszą akwizycję klientów z zagranicy i dalszy, intensywny rozwój platformy. Planujemy, że do końca przyszłego roku 80% naszych przychodów będzie pochodziło z zagranicy.
-Grzegorz Berezowski, Założyciel i CEO NapoleonCat

Wśród zagranicznych klientów NapoleonCat są głównie małe i średnie sklepy internetowe, które dzięki narzędziu optymalizują procesy okołosprzedażowe. Ale z polskiej platformy korzystają też takie podmioty jak nowozelandzkie Ministerstwo E-biznesu i Innowacji czy szwedzka Stena Line. Pozyskiwaniu klientów w starciu z globalnymi konkurentami sprzyja strategia rozwoju narzędzia w oparciu o rosnący popyt na automatyzację procesów obsługi klienta.

Już od jakiegoś czasu koncentrujemy się na rozwoju naszego produktu w kierunku funkcji usprawniających obsługę klienta w mediach społecznościowych. Obserwujemy, że coraz więcej firm sięga po nasze usługi ze względu na możliwość zautomatyzowania obsługi zapytań, szczególnie na Facebooku. Wybierają nas bo oferujemy im proste rozwiązanie, które skutecznie odciąża zespoły obsługujące klienta.
-Grzegorz Berezowski, Założyciel i CEO NapoleonCat

Dalsza rozbudowa platformy w kierunku obsługi klienta w mediach społecznościowych (social customer care) będzie szła w parze z rozwojem innych funkcjonalności. Przykładowo, w odpowiedzi na rosnącą popularność Instagrama, w tym roku NapoleonCat dał swoim klientom możliwość zarządzania wszystkimi najważniejszymi aktywnościami w tym serwisie z poziomu desktopu.

NapoleonCat to platforma do zarządzania komunikacją marketingową w mediach społecznościowych dostępna w modelu SaaS. Swoim klientom udostępnia stale aktualizowane narzędzia do moderacji dyskusji, analityki efektywności działań reklamowych oraz raportowania. Dostęp do aplikacji pozwala na zarządzanie obecnością marek w najważniejszych serwisach społecznościowych takich jak Facebook, Instagram, YouTube i Twitter. NapoleonCat jest jedynym oficjalnym polskim Partnerem Marketingowym Facebooka.

DANE.GOV.PL – Ministerstwo Cyfryzacji udostępnia „otwarte dane”

Ministerstwo Cyfryzacji uruchomiło nowy portal – DANE.GOV.PL – na którym można znaleźć zbiory pochodzące z ponad 100 instytucji – gotowych do pobrania i ponownego wykorzystywania, m.in. z zakresu zdrowia, budżetu, pogody, czy turystyki.

– Sprawdzając w aplikacji poziom hałasu, czy zanieczyszczenia powietrza korzystamy właśnie z otwartych danych – mówi Marek Zagórski, minister cyfryzacji. – Wykorzystywanie otwartych danych to szansa na nowe zastosowania np. w aplikacjach. To również impuls do rozwoju przedsiębiorczości i innowacyjności. Nasz portal ułatwi to zadanie. – dodaje.

Otwarte dane mogą zwiększać przejrzystość działań państwa i usprawniać pracę urzędników. Mogą też ułatwiać podejmowanie decyzji biznesowych i prowadzenie badań naukowych – mówi Agata Miazga, pełnomocnik ministra cyfryzacji ds. otwartości danych – Otwarte dane mogą pomagać w codziennym życiu, pod warunkiem, że będziemy z nich korzystać – dodaje.

Portal DANE.GOV.PL zmienił się z myślą o użytkownikach. Ma teraz szybką, zaawansowaną wyszukiwarkę, intuicyjny interfejs, zgodny z WCAG 2.0 i ustandaryzowane API dla developerów nowych aplikacji, którzy korzystają z otwartych danych. Portal jest też dostępny w angielskiej wersji językowej. To źródło pewnych i na bieżąco aktualizowanych danych publicznych, udostępnianych bezpłatnie do ponownego wykorzystywania. Jest zasilany danymi już z ponad 100 instytucji. Portal wciąż się rozwija – w tym i przyszłym roku zostanie wzbogacony o nowe funkcjonalności.

Księgowi liczą… na wysokie zarobki

Jak wynika z raportu Randstad Polska, wynagrodzenia w działach finansowo-księgowych dynamicznie rosną. Nastanie rynku kandydata spowodowało, że pracodawcy muszą o pracowników mocniej rywalizować, również wysokością pensji. Mimo to osoby pracujące w branży nie powinny stać w miejscu. Aby być atrakcyjnym na rynku pracy, trzeba zdobywać dodatkowe kompetencje, głównie językowe, związane z analizowaniem danych oraz zahaczające o programowanie.

Księgowi liczą… na wysokie zarobki

„Aktualnie obserwujemy na rynku znaczny wzrost wynagrodzeń w działach księgowości i działach finansowych. Szczególnie widać to w przypadku stanowisk specjalistycznych i juniorskich. Dla przykładu młoda osoba, która rozpoczyna swoją karierę w dziale finansowo-księgowym i niekoniecznie ma doświadczenie zawodowe, ale – wiedzę pozyskaną na studiach, oczekuje nawet 3, 3,5 tys. zł brutto. Mamy z tym do czynienia zwłaszcza w dużych miastach, i nie tylko w Warszawie, w zasadzie w każdym dużym mieście, w którym są uczelnie wyższe z kierunkami ekonomicznymi” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Irmina Maciaszek z Randstad Polska.

Poligloci są bogatsi

Zarobki pracowników działów finansowo-księgowych w dużym stopniu zależą oczywiście od ich kompetencji. Bardzo ceniona jest rzecz jasna świetna znajomość języka angielskiego. Osoba władająca tym językiem ma prawo liczyć na pensję nawet o tysiąc złotych brutto wyższą od pensji pracownika na tym samym stanowisku, który się angielskim nie posługuje. Inaczej jest w sektorze SSC/BPO. Tam angielski to absolutna podstawa, a patrzy się na języki dodatkowe, np. francuski, niemiecki, ale też te mniej popularne, jak holenderski, duński czy szwedzki. I co ważne, znajomość drugiego języka obcego również może zwiększyć wynagrodzenie pracownika o kilkaset, do tysiąca, złotych brutto.

Więcej analizowania, mniej buchalterii

Pracodawcy doceniają jednak nie tylko kompetencje językowe. „Obecnie w cenie są umiejętności z pogranicza IT, a więc już nie tylko znajomość Excela, ale także – VBA czy SQL. Te wszystkie kompetencje związane z programowaniem są bardzo interesujące dla pracodawców i znacznie podnoszą wynagrodzenie” – informuje ekspertka. Wiąże się to ze zmianami samych działów księgowości. „Ich rola znacznie się zwiększa. Obecnie księgowy czy księgowa to osoba odpowiedzialna przede wszystkim za dostarczanie i analizowanie danych, tak żeby spółka mogła właściwie funkcjonować” – zauważa rozmówczyni.

Połowa rynków w regionie EMEA ze wzrostem popytu na nieruchomości przemysłowe i logistyczne

Według danych z raportu Colliers International’s EMEA Industrial & Logistics Hubs, w pierwszym półroczu 2018 r. połowa rynków w regionie EMEA zanotowała wzrost popytu na nieruchomości przemysłowe i magazynowe w II poł. 2017 r. Główną przyczyną tego były dobre wskaźniki nastroju wśród najemców, który odnotowano pomimo wyzwań, przed jakimi stoi gospodarka, tj. obawy przed protekcjonizmem i napięcia w wymianie handlowej między Stanami Zjednoczonymi a bliskimi partnerami handlowymi z UE.

Malejące wskaźniki zaufania przedsiębiorców z sektora przemysłowego na rynkach europejskich nie przyczyniły się do zmniejszenia popytu na powierzchnie magazynowe w regionie EMEA. Wręcz przeciwnie – ze względu na rozwój e-handlu pomiędzy firmami logistycznymi panuje ostra konkurencja o nieruchomości, szczególnie te zlokalizowane w pobliżu węzłów infrastrukturalnych i dróg prowadzących do obszarów miejskich.

Spadają wskaźniki powierzchni niewynajętej ze względu na brak nowych inwestycji

— W pierwszej połowie 2018 r. wskaźniki wolnej powierzchni pozostawały na niskim poziomie, przy czym średnia dla wszystkich badanych rynków wynosiła 5,7%. Pustostany na poziomie niższym niż 3% odnotowano m.in. w Monachium, Bukareszcie, Kopenhadze, Pradze i Barcelonie — stwierdził Damian Harrington, dyrektor Działu Badań Rynku w regionie EMEA w Colliers International. — Dzięki wysokiemu popytowi odsetek rynków wykazujących spadek zapotrzebowania na powierzchnię logistyczną i przemysłową zmniejszył się z 54% odnotowanych w II połowie 2017 r. do 46% na koniec I półrocza 2018 r. Wzrost popytu mógłby być wyższy, jednak został ograniczony przez brak nowoczesnych powierzchni wysokiej jakości dostępnych dla najemców.

Aktywność deweloperów w regionie EMEA była niewielka, choć warunki rynkowe uległy poprawie pod koniec 2017 r., a odsetek rynków odnotowujących spadki w liczbie planowanych inwestycji obniżył się z 40% do 32%. Występowały także znaczne rozbieżności między poszczególnymi rynkami EMEA: niektóre regiony Europy Środkowej i Wschodniej, takie jak Centralna Polska, wykazały bardzo wysoką liczbę planowanych obiektów magazynowych i logistycznych, podczas gdy w miastach Europy Zachodniej takich, jak Sztokholm, Monachium czy Berlin aktywność deweloperów pozostawała na bardzo niskim poziomie, z wynikami poniżej 100 000 mkw.

Maciej Chmielewski
Maciej Chmielewski, senior partner w Colliers International, dyrektor Działu Powierzchni Logistycznych i Przemysłowych

— Rynek magazynowy w Polsce niezwykle prężnie się rozwija. W pierwszym półroczu odnotowaliśmy rekordowy wzrost popytu, aż o 16% w porównaniu do analogicznego okresu w zeszłym roku. W budowie jest obecnie 2,2 mln mkw. nowoczesnych magazynów, co stanowi aż 15% wszystkich zasobów tej powierzchni w kraju, które powstały na przełomie ostatnich 20 lat. To pokazuje ogromną dynamikę polskiego rynku magazynowego i prognozuje wysoką aktywność najemców. Potencjał rozkłada się nie tylko na największe ośrodki. Obserwujemy duże zainteresowanie rynkami regionalnymi ze strony firm produkcyjnych, które są gotowe na realizację inwestycji na terenie Polski. Warto dodać, że pomimo wzrostu stawek czynszu Polska jest nadal bardzo atrakcyjnym rynkiem dla inwestorów — mówi Maciej Chmielewski, senior partner w Colliers International, dyrektor Działu Powierzchni Logistycznych i Przemysłowych.

Perspektywy dla rynku przemysłowego i logistycznego w regionie EMEA pozostają korzystne

Ostra rywalizacja o powierzchnię magazynową i bardzo ograniczona jej dostępność będą nadal znacząco oddziaływać na aktywność najemców w pozostałej części 2018 r., a najprawdopodobniej również przez znaczną część roku 2019. Patrząc na sytuację makroekonomiczną, możemy zidentyfikować wiele kwestii, które w dużym stopniu zaważą na perspektywach dla rynku nieruchomości przemysłowych i logistycznych. W przypadku Wielkiej Brytanii jest wiele niewiadomych dotyczących wyniku negocjacji w sprawie Brexitu i jego wpływu na łańcuchy dostaw. Jeśli chodzi o kraje UE-27, to niemieckie i wschodnioeuropejskie zagłębia motoryzacyjne mogą niewspółmiernie ucierpieć na skutek wojen handlowych z USA.

— Najemcy poszukujący powierzchni magazynowych i przemysłowych w kluczowych regionach geograficznych takich, jak Niemcy, kraje Beneluksu czy Skandynawia, muszą przygotować się na kolejne podwyżki czynszów, ale miejscami rynek się stabilizuje. W miastach takich, jak Stuttgart, Monachium, Barcelona i Budapeszt zdrowy popyt będzie kolidował ze zmniejszoną podażą, natomiast w miastach takich, jak Łódź wysoka aktywność deweloperów może powstrzymywać wzrost stawek czynszowych — twierdzi Harrington.

SAS numerem jeden na rynku zaawansowanej analityki

Według najnowszego raportu firmy badawczej IDC, firma SAS po raz kolejny uplasowała się na pierwszym miejscu w globalnym zestawieniu dostawców zaawansowanej analityki Worldwide Big Data and Analytics Software 2017 Market Shares: Healthy Growth Across the Board podsumowującym wyniki finansowe z 2017 roku. Udział SAS w tym segmencie rynku wynosi 30,8%, co stanowi dwukrotnie większy wynik w porównaniu do kolejnej firmy w zestawieniu.

SAS potwierdził swoją pozycję na rynku zaawansowanej analityki, notując z roku na rok regularne wzrosty. Nie jest to łatwym zadaniem, biorąc pod uwagę rosnącą konkurencję i liczbę firm wchodzących na rynek. Narzędzia SAS oferują otwarte środowisko programistyczne umożliwiające pracę w różnych językach programowania – również open source, a następnie zintegrowanie przygotowanych modeli w ramach platformy SAS. Tego typu możliwości sprawiają, że amerykańska firma pozostaje liderem w swojej kategoriikomentuje Chandana Gopal, Research Manager for Business Analytics w IDC.

Znaczące inwestycje w R&D

SAS inwestuje w badania i rozwój ponad dwukrotnie więcej niż wynosi średnia dla największych firm technologicznych. W 2017 roku firma przeznaczyła 26% z całkowitego przychodu, wynoszącego 3,24 mld USD na rozwój oprogramowania AI, IoT, technologii data management oraz narzędzi analitycznych.

Jim Goodnight, CEO w SAS
Jim Goodnight, CEO w SAS

Zacieśniamy współpracę z naszymi klientami w celu przekształcenia „świata danych” w „świat inteligencji”. Przez lata SAS stworzył i dopracował szeroki zestaw usług w zakresie zaawansowanej analityki, które zapewniają nam dziś miejsce w czołówce dostawców. Nie chcemy jednak stać w miejscu. Ciekawość i świadomość możliwości w połączeniu z pasją do analityki oznaczają stały rozwój w obszarach, takich jak AI, machine learning, IoT, zarządzanie ryzykiem, przeciwdziałanie nadużyciom i wiele innych –– komentuje Jim Goodnight, CEO w SAS.

Dokonywanie świadomych decyzji biznesowych klientów SAS w oparciu o analizowane dane jest możliwe m.in. dzięki SAS® Platform. Najnowsza wersja SAS® Viya® zawiera technologię sztucznej inteligencji (AI). Nowe techniki uczenia maszynowego pomagają zarówno specjalistom ds. data science, jak i użytkownikom biznesowym tworzyć dokładniejsze modele analityczne z dodatkowymi warstwami do interpretowania.

Wykorzystanie analityki w sporcie

Nasza organizacja dostrzega ogromną wartość płynącą z analityki zarówno na boisku, jak i poza nim. Wieloletnia współpraca z SAS pomogła nam osiągnąć sukces na trybunach, zwiększając frekwencję, wyniki sprzedaży oraz zaangażowanie kibiców. Wykorzystując zaawansowaną analitykę, uczenie maszynowe i sztuczną inteligencję, pracujemy teraz nad poprawą gry naszych koszykarzy  – mówi Jay Riola, wiceprezes ds. strategii w Orlando Magic.

SAS przewodzi w kategorii zaawansowanej i predyktywnej analityki od 1997 roku, czyli od czasu kiedy IDC zaczęło badać ten segment rynku, co roku odnotowując stały wzrost. Firma SAS została również wyróżniona w raporcie IDC „Worldwide Analytic Data Integration and Integrity Software Revenue by Vendor, 2015 – 2017”. Docenione technologie data integration służą do lokalizowania, przygotowywania i zarządzania danymi, aby zapewnić spójność i najwyższą możliwą jakość wykonywanych na ich podstawie analiz. SAS jest liderem rynku z 19% udziałem w 2017 roku.

CBRE Retail 2030: Jaka przyszłość czeka polski handel?

Nowe technologie, potrzeby konsumentów i lokalizacja – to trzy obszary rozwoju handlu w Polsce, na które wskazuje najnowszy raport CBRE „Zakupy przyszłości. Retail 2030”. Prognozy dla tej branży są optymistyczne, jednak nadążanie za trendami i potrzebami konsumentów postawi wiele wyzwań przed właścicielami i zarządcami obiektów handlowych. W ciągu kolejnych 12 lat rynek powinien rozwijać się w tym samym lub jeszcze szybszym tempie, a sprzedaż detaliczna stanie się bardziej interaktywna, zarówno w trybie offline, jak i online.

Magdalena Frątczak, Szef Działu Powierzchni Handlowych w CBRE
Magdalena Frątczak, Szef Działu Powierzchni Handlowych w CBRE

Wydatki konsumentów systematycznie rosną – w najbliższych pięciu latach przewidywany jest wzrost przeciętnie o 3% r/r. Galerie handlowe na całym świecie przekształcają się w „centra stylu życia” przeznaczone nie tylko dla kupujących, ale też dla miejscowych pracowników, okolicznych mieszkańców i turystów. Polski rynek będzie musiał szybko przystosowywać się do zachodzących zmian, aby utrzymać swoją pozycję i odróżnić się od konkurencji. W naszym kraju szybsze zmiany wymusza częściowy zakaz handlu w niedziele – klienci jeszcze bardziej cenią sobie miejsca, w których mogą załatwić kilka spraw na raz – Magdalena Frątczak, Szefowa Sektora Handlowego CBRE.

Miasto w mieście

Kluczem jest rozwój wielofunkcyjności przestrzeni handlowych. Rozrywka nie musi oznaczać wyłącznie kina i restauracji. Centra handlowe powinny postawić na zagospodarowanie obiektu, które pozwoli im na organizowanie wydarzeń kulturalnych, muzycznych i sportowych. Coraz częściej powstają w nich także centra medyczne, kluby fitness czy strefy relaksu.

Zaciera się granica między zakupami, a pozostałymi sposobami spędzania czasu w centrach handlowych. Warto zatroszczyć się, by każdy etap pobytu w galerii dostarczał klientowi jak najlepszych wrażeń, nie zapominając przy tym o praktycznych aspektach, takich jak lokalizacja blisko domu czy pracy, troska o komfort i środowisko – np. możliwość naładowania samochodu elektrycznego czy dostęp do strefy wellness. Centra handlowe zaczną pełnić rolę showroomów – wizytówek, skoncentrowanych na jak najlepszych wrażeniach klienta, który przyjdzie obejrzeć produkt, a kupi go online – mówi Agata Czarnecka, Dyrektor w Dziale Doradztwa i Badań Rynku CBRE.

Nowe technologie w handlu

Dzięki innowacjom sieci sklepów tradycyjnych będą mogły wzmocnić swoją pozycję wobec konkurencji z sektora e-commerce i m-commerce, która stale zwiększa swój udział w rynku. Innowacje mogą przybierać różne formy – może być to np. korzystanie z nowych technologii do oglądania i kupowania produktów czy wprowadzanie drukarek 3D, które zapewnią ciągłą dostępność produktów w każdym rozmiarze.

Interaktywne ekrany z ofertą sklepu, zakupy na tabletach, czy wirtualne przymierzalnie to elementy, które będą wprowadzać firmy by przyciągnąć klienta. Przyszłość ma także Internet Rzeczy, wykorzystywany do informowania kiedy dany produkt się zużyje, czy planowania zakupów. Aż 85% procesu obsługi klienta może stanowić sztuczna inteligencja – mówi Magdalena Frątczak.

Nowe technologie na zakupach to także wykorzystanie informacji ze smartfonów, by poznać ścieżki zakupowe klientów, czy lepiej dopasować reklamę mobilną.

Unikalność i precyzja

Od „chodzenia na zakupy” do „spędzania wolnego czasu” – to największa zmiana, jaka nastąpiła w podejściu klientów centrów handlowych, i – jak wskazuje raport CBRE „Retail 2030” – będzie przybierać na sile. Konsumenci coraz częściej będą poszukiwać towarów wyjątkowych, przygotowanych specjalnie dla nich. To oznacza jeszcze większe zainteresowanie produktami regionalnymi, robionymi ręcznie, koncentrację na wyróżnikach danej marki, a także wzrost znaczenia budowania dobrych skojarzeń i emocji. Pierwsze centra handlowe już wprowadzają możliwość skorzystania z personalnego sprzedawcy, czy stylisty, który będzie w stanie doradzić i dostarczyć produkty spełniające unikalne potrzeby każdego z konsumentów.

Duża przestrzeń dla e-commerce

Prognoza rynku sprzedaży internetowej w Polsce pozostaje bardzo optymistyczna – do 2020 roku populacja online wzrośnie o 11,5%, podczas gdy dynamika sprzedaży detalicznej wyniesie nawet  +28%[1]. Perspektywy dla rozwoju e-commerce w Polsce są o wiele lepsze niż dla Niemiec, Wielkiej Brytanii czy USA.

[1] Wskaźnik gotowości do e-handlu Forrester, 2018

16 startupów w akceleracji [m]spark

Do zainicjowanego przez GroupM programu [m]spark powered by KnowledgeHub Akcelerator zakwalifikowało się 16 z 52 zgłoszonych startupów, rozwijających narzędzia
z zakresu marketingu i nowych technologii.  Docelowo ich produkty wzbogacą ofertę GroupM.

– Spotkaliśmy się z bardzo pozytywnym odbiorem naszego pomysłu na akcelerator MarTech. To dla nas potwierdzenie, że wsparcie doświadczonych marketerów oraz przede wszystkim możliwość konfrontacji produktów i ofert poszczególnych startupów z oczekiwaniami klientów, to unikatowa wartość – zauważa Bartosz Drozdowski, CEO [m]spark powered by KnowledgeHub Akcelerator. – W trakcie selekcji projektów nie mieliśmy łatwego zadania, bo każdy z nich jest unikalny i odpowiada na określone potrzeby branży MarTech. Finalnie wybraliśmy te, które według nas najlepiej wpiszą się w potrzeby klientów największych agencji mediowych – dodaje Drozdowski.

Do etapu prezentacji ofert zaproszono 24 startupy, rozwijające narzędzia z takich obszarów świata digitalu jak e-commerce, content marketing, programmatic, DOOH, SEO, SEM, chatboty, augmented reality. Finalnie do akceleracji dostało się 16 startupów: share2sell, Ignico, chatBooster, Lydia, Platforma MyLED, SaveChart, Linkhouse.co, Persometrics, Just Run App, Runvido, 4screens, Digital Audio, Kitchen Casting, a’Pear, PushAd, ARBridg.

Chcąc stworzyć jak najlepsze warunki do pracy nad innowacyjnymi rozwiązaniami oraz wymiany doświadczeń i pomysłów, startupy przeszły siedmiotygodniowy cykl szkoleń i sesji mentoringowych z pracownikami agencji i gośćmi specjalnymi.

– Program akceleratora był w moim odczuciu dobrze przemyślany. W jego formule zawarły się nie tylko prelekcje i warsztaty czy konsultacje indywidualne z mentorami, ale też spotkaniez wybranymi klientami GroupM. Słowem – stworzono nam warunki do doszlifowania pomysłu oraz ulepszenia jego komunikacji – mówi Tomasz Kopera, CEO Ignico, uczestnik akceleratora.

Celem akceleratora [m]spark jest rozwinięcie i wdrożenie do oferty GroupM innowacyjnych pomysłów z sektora MarTech, czyli połączenia marketingu i technologii.

– Akcelerator [m]spark to inicjatywa dająca korzyści każdej ze stron. Startupy czerpią z dostępu do klientów i naszej wiedzy, nasi Klienci zyskują dostęp do licznych nowości na rynku aplikacji i rozwiązań dla marketingu digital, my – pozyskujemy nowych partnerów technologicznych rozwijających innowacyjne produkty – mówi Jarosław Pająk, plista Director, zarządzający projektem [m]spark z ramienia GroupM.

W ramach akceleracji mentorzy z GroupM, agencji mediowych MediaCom, Mindshare
i Wavemaker oraz przedstawiciele organizacji partnerskich dzielą się z uczestnikami unikalnym doświadczeniem rynkowym oraz wiedzą ze świata reklamy i nowych mediów. Grono mentorów [m]spark zasilili: Jakub Kossut, CEO Mediacom Poland; Barbara Sołtysińska, CO-founder i CEO IndaHash; Katarzyna Dworzyńska, Head of Business PR Calling; bloger Artur Kurasiński; Paulina Sobieszek, Mindshare Partner; Krzysztof Dębowski, COO Senuto, Marcin Woźniak, CEO KnowledgeHub, Paweł Lewandowski, Digital Trading Director MediaCom.

Obecnie rozwijana jest oferta poszczególnych startupów oraz ustalane są handlowe warunki współpracy i sprzedaży produktów. Trwają też pierwsze wdrożenia produktów. Pod koniec roku najlepsze startupy mają szansę na stałą agencyjną współpracę. Najbardziej perspektywiczny projekt lub projekty, wyłonione przez komitet [m]spark, mogą otrzymać nagrody z puli o wartości 100 tysięcy złotych. Informacje o bieżących wydarzeniach można śledzić na stronie www.mspark.ac.

Od 1 października bez dowodu rejestracyjnego oraz potwierdzenia polisy OC

1 października wchodzi w życie nowelizacja prawa o ruchu drogowym, która znosi obowiązek posiadania podczas kontroli drogowej dowodu rejestracyjnego oraz potwierdzenia polisy OC. To ułatwienie dla kierowców, ale czy sprawdzi się w każdych warunkach? Polska Izba Ubezpieczeń wskazuje, w jakich sytuacjach warto mieć ze sobą przynajmniej zdjęcia dokumentów w smarfonie lub skorzystać z BLS – Bezpośredniej Likwidacji Szkód.

Dziś każdy kierowca, który zapomni dokumentów, polisy OC czy dowodu rejestracyjnego, musi liczyć się z mandatem do 50 zł za brak każdego z osobna. Nowelizacja jest korzystna zwłaszcza dla osób, które mają więcej niż jedno auto i pamiętanie o tym, aby zabrać dokumenty do właściwego samochodu może być dla nich uciążliwe. Pozytywną zmianę odczują też ci, u których w domu jest więcej niż jeden kierowca i trzeba często wymieniać się dokumentami.

Utrudnienia w przypadku kolizji

Podczas zdarzenia drogowego kierowcy zobowiązani są wymienić się danymi potrzebnymi do zgłoszenia szkody ubezpieczycielowi. Nie ma żadnych trudności ze spisaniem marki i numeru rejestracyjnego samochodu. Problem może pojawić się w momencie przekazania danych związanych z polisą OC. Nie każdy pamięta, z jakim ubezpieczycielem zawarł umowę obowiązkowego ubezpieczenia OC. Teoretycznie jest to kwestia prosta do rozwiązania: można to sprawdzić w bazie UFG (Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny). Należy wpisać numer rejestracyjny samochodu, datę zdarzenia i automatycznie uzyskujemy odpowiednie informacje. Jednak, co zrobić, kiedy wystąpią problemy z zasięgiem? Wówczas przyda się zdjęcie dokumentów w telefonie. Natomiast, co w sytuacji, kiedy sprawca nie będzie chciał podać swoich danych? Wtedy należy wezwać policję, która sporządzi stosowną dokumentację. Brak obowiązku wożenia ze sobą dowodu rejestracyjnego i polisy OC może być również pokusą dla sprawcy zdarzenia do „rozminięcia się z prawdą” co do swoich danych bądź ubezpieczyciela OC.

– W przypadku kiedy dane sprawcy w oświadczeniu okażą się nieprawdziwe, sprawę trzeba zgłosić policji, która będzie musiała wszcząć postępowanie z tytułu kolizji oraz podania fałszywych danych – wyjaśnia Monika Chłopik, analityk Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Poza siecią?

Możliwość sprawdzenia danych dotyczących pojazdu oraz ubezpieczenia OC przez uprawnione do kontroli ruchu drogowego służby w CEPiK 2.0 (Centralna Ewidencja Pojazdów i Kierowców) to spore ułatwienie. Jednak niektórych problemów technicznych, nawet przy dopracowanym i sprawnie działającym systemie, nie da się po prostu przewidzieć i uniknąć. W Polsce nadal znajdują się białe plamy pokrycia siecią internetową, a nawet tam, gdzie sieć jest dostępna, zdarzają się awarie. Warto o tym pamiętać, zostawiając dokumenty w domu, zwłaszcza gdy wybieramy się w dłuższą trasę w regiony, gdzie występują problemy z Internetem (lasy, góry, regiony przygraniczne).

Należy też pamiętać, że dowód rejestracyjny nadal pozostaje obowiązującym dokumentem niezbędnym przy załatwianiu formalności, m.in. w stacjach kontroli pojazdów, przy sprzedaży auta lub wyjeździe zagranicznym.

„Zapomnieniem” dowodu rejestracyjnego nie wymigamy się także w sytuacji zatrzymania tego dokumentu – informacja o jego zatrzymaniu również będzie dostępna w CEPiK 2.0. Tu jednak kierowcy mogą liczyć na kolejne ułatwienie związane ze zwrotem tego dokumentu. Do tej pory dowód rejestracyjny był zatrzymywany fizycznie. Od 1 października 2018 r. w przypadku, gdy pojazd nie spełnia wymagań ochrony środowiska, zagraża bezpieczeństwu lub porządkowi ruchu drogowego, uprawnione służby odnotują zatrzymanie dokumentu w systemie informatycznym. Informacja o zatrzymaniu zostanie przekazana do Centralnej Ewidencji Pojazdów, a kierujący otrzyma – podobnie jak dotychczas – pokwitowanie.

Zwrot dokumentu będzie mógł odnotować zarówno organ (np. urząd miasta), który go wydał, jak i dowolna jednostka w ramach podmiotu, który go zatrzymał.

Wszystkie formalności u jednego ubezpieczyciela

– We wszelkich formalnościach związanych ze stłuczkami nieoceniona staje się rola BLS – Bezpośredniej Likwidacji Szkód. Zakład ubezpieczeń, w którym wykupiliśmy OC przeprowadzi właściwe postępowanie oraz pomoże w zdobyciu wszystkich istotnych informacji – wskazuje Agnieszka Dąbrowska z PIU.

Ogromnym ułatwieniem jest sytuacja, gdy nasz ubezpieczyciel jest w systemie BLS (Bezpośrednia Likwidacja Szkód). Wtedy pozostajemy w kontakcie wyłącznie z nim, a wszystkie formalności załatwiane są przez niego i nie musimy kontaktować się z ubezpieczycielem sprawcy. BLS nie tylko zdejmuje z poszkodowanego obowiązek prowadzenia korespondencji z ubezpieczycielem sprawcy, ale także przyspiesza likwidację szkody.

Klienci oczekują spersonalizowanych ofert, ale boją się o swoje dane – raport Salesforce

Tegoroczne badanie Salesforce poświęcone zaufaniu klientów do przedsiębiorstw dobitnie pokazuje paradoks dzisiejszego świata. Klienci oczekują od firm personalizowanego kontaktu, rozumienia i wyprzedzania ich potrzeb, ale jednocześnie obawiają się, że przetwarzane przez firmy dane osobowe są narażone na ryzyko naruszeń.

Ponad 90% młodych ludzi w zamian za różnego rodzaju benefity chętnie powierzy firmom swoje dane osobowe, podczas gdy aż 84% ogółu konsumentów na świecie uważa, że są oni traktowani raczej jak liczby w tabelach sprzedażowych, niż żywe jednostki. Jednocześnie tylko niewiele ponad połowa konsumentów ma przekonanie, że ich dane osobowe są przetwarzane z troski o ich osobiste interesy.

Zaufanie to kapitał, na który firmom coraz trudniej zapracować, szczególnie w dobie rozwoju nowych kanałów komunikacji, zaostrzania przepisów o ochronie danych osobowych i rosnących oczekiwań konsumentów. Bardzo wyraźnie widać to w raporcie Salesforce „Trends in Customer Trust. The future of personalization, data and privacy in the Fourth Industrial Revolution” opracowanym na bazie międzynarodowych badań. Wzięli w nich udział klienci z Australii, Nowej Zelandii, Brazylii, Kanady, Francji, Holandii, Niemiec, Norwegii, Wielkiej Brytanii, Hongkongu, Indii, Japonii, Meksyku, Singapuru oraz ze Stanów Zjednoczonych. Zebrane dane uwzględniają trzy grupy pokoleniowe: Baby boomers (urodzeni przed 1965), Pokolenie X (urodzeni w latach 1965-1980) i Millenialsów (Pokolenie Y) urodzonych w latach 1981 – 1999.

W świecie zdominowanym przez technologię, w czasach tzw. czwartej rewolucji przemysłowej, dane o klientach są coraz bardziej pożądaną wartością. Ludzie powierzają firmom różnego rodzaju dane osobowe, w celu tworzenia możliwie spersonalizowanych doświadczeń w całym cyklu zakupowym. Jednocześnie jednak klienci często żywią obawy, czy sposób wykorzystywania ich dane jest bezpieczny. Niepokoje te podsycają regularnie pojawiające się w mediach informacje o naruszeniach danych i nadużyciach w ich przetwarzaniu. Dla firm istotne jest zatem znalezienie odpowiedzi na pytanie w jaki sposób skutecznie utrzymać lub zwiększyć zaufanie konsumentów i spełnić ich oczekiwania w zakresie customer experience (zapewnić pozytywne doświadczenia w każdym kontakcie). Jak to pogodzić z koniecznością zapanowania nad coraz większą ilością danych i działaniem w zgodzie z przepisami narzucającymi określone normy w zakresie przetwarzania danych osobowych? 

Kluczowe wnioski z badania:

Główne czynniki przesądzające o zaufaniu klientów do firm to:

  • przejrzyste procesy w obszarze przetwarzania danych osobowych, pytanie o zgody, edukowanie w zakresie bezpieczeństwa danych itp.,
  • zapewnienie personalizacji i pozytywnych doświadczeń w relacji z firmą niezależnie od formy kontaktu,
  • zaangażowanie w działalność pożyteczną społecznie.
  • 59% klientów uważa, że ich dane osobowe są podatne na naruszenia bezpieczeństwa.
  • Tylko 54% klientów wierzy, że firmy przetwarzając ich dane robią to w trosce o ich interesy.
  • 84% klientów twierdzi, że traktuje się ich jak liczbę a nie osobę, a 54% twierdzi, że wiadomości marketingowe wysyłane przez firmy nie są dla nich tak istotne, jak by tego chcieli.

Klienci coraz częściej oczekują od firm, że będą one nie tylko pamiętały historię zakupów, ale również będą wiedziały, co motywowało do zakupu i w jaki sposób klient korzysta z produktów i usług.

Pokolenie Millenialsów jest bardziej skłonne zaakceptować sposób, w jaki firmy wykorzystują dane osobowe. Natomiast ludzie z pokolenia Baby boomers ponad dwukrotnie częściej od młodszych pokoleń zgłaszają sprzeciw wobec wykorzystywania sowich danych osobowych w celu udoskonalenia komunikacji i otrzymywania personalizowanych ofert.

Millenialsi (91%) częściej powierzają firmom osobiste informacje, jeśli wyjaśnią one, w jaki sposób użycie tych danych zapewni im lepsze doświadczenia w procesie zakupowym.

Firmy sięgają po sztuczną inteligencję (AI), aby rozwinąć tzw. hiperpersonalizację i na tym polu działać na dużą skalę. Jednak 60% klientów obawia się, że z powodu AI ich dane zostaną narażone na niebezpieczeństwo.

  • 92% klientów bardziej ufa przedsiębiorstwom, które aktywnie informują o trosce i sposobach utrzymania kontroli nad danymi.
  • 54% ogółu klientów twierdzi, że działania na rzecz społecznej odpowiedzialności wzmacniają ich zaufanie do firmy.

Kryzys zaufania i konieczność jego zażegnania

Klienci, powierzając firmom swoje dane, czują się zagrożeni – większość z nich (59%) uważa, że przekazane informacje są podatne na naruszenia bezpieczeństwa. Co więcej, fala niedawnych skandali związanych z niewłaściwym wykorzystywaniem danych osobowych sprawiła, że klienci obawiają się, jak w rzeczywistości firmy wykorzystują ich dane. Tylko połowa klientów wierzy, że przetwarzanie ma na względzie ich korzyści.

Obecnie budowanie zaufania klientów stanowi dla firm coraz większe wyzwanie, ponieważ z jednej strony zaostrzają się przepisy w zakresie ochrony danych osobowych, a z drugiej rosną wymagania klientów wobec firm, by te umiejętnie i we właściwy sposób wykorzystywały powierzone im dane. To powoduje, że przedsiębiorstwa poruszają się po cienkim lodzie, tym bardziej, że preferencje klientów dotyczące zakresu i powodów przetwarzania danych prze firmy są  mocno zróżnicowane w zależności od pokolenia.

Dawniej do zwiększenia lojalności w dużej mierze wystarczało różnicowane potfolio produktów. Dziś mamy często do czynienia ze zjawiskiem komodyzacji (utraty przez produkt wizerunku luksusowego i niezastępowalnego), co w połączeniu ze swobodnym dostępem klientów do informacji radykalnie poszerzyło ich możliwości i wpłynęło na wzrost oczekiwań. Stąd obecnie najważniejszym czynnikiem wpływającym na wrażenia klienta o firmie jest zapewnienie pozytywnych i spójnych doświadczeń połączone z atmosferą zaufania. Takie działania przekładają się wprost na zwiększenie przychodów i lepszą pozycję konkurencyjną. Klienci, którzy ufają firmie, są bardziej wobec niej lojalni (95%), chętnie rekomendują produkty i usługi (93%); kupują więcej (92%) i częściej (91%), są też skłonni wydać więcej na produkty takiej firmy (88%). Dzielą się też z innymi swoimi doświadczeniami (86%) – najrzadziej robią to osoby z pokolenia baby boomers (79%), klienci z pokolenia X częściej (85%), natomiast najczęściej millenialsi (91%). 

Paradoks personalizacji

Cechą czwartej rewolucji przemysłowej jest rozwój i coraz powszechniejszy dostęp do cyfrowych kanałów kontaktu. Dziś „przeciętny klient na świecie” do kontaktu z firmami wykorzystuje 10 różnych kanałów komunikacji. W opinii klientów ilość musi iść również w jakość: klienci oczekują odpowiedniego zaangażowania niezależnie od formy kontaktu. A jednak aż 84% klientów twierdzi, że są przez firmy traktowani jak liczby a nie osoby – głównie dlatego, że otrzymywany przekaz marketingowy nie jest na tyle istotny, jak się tego powszechnie oczekuje.

Klienci chcą, by firmy nie tylko wiedziały co kupują, ale dlaczego to robią oraz w jaki sposób korzystają z produktów i usług. Zwłaszcza dla milenialsów naturalne jest, że doświadczenia w kontakcie z firmą na przestrzeni całego procesu zakupowego muszą być spójne i zgodne z osobistymi oczekiwaniami. Nie jest to możliwe bez dynamicznego personalizowania komunikacji.

Większość klientów jest skłonna do udostępniania firmom danych osobowych, jeśli mają być one wykorzystane do lepszej komunikacji, personalizowania ofert i budowania zaangażowania. Młodsze pokolenia są szczególnie zadowolone z takiej wymiany, ale ludzie z pokolenia X i baby boomers ponad dwa razy częściej zgłaszają sprzeciw wobec wykorzystywania ich danych osobowych do personalizacji.

Dostarczanie wyrafinowanych doświadczeń, których coraz częściej oczekują klienci, wymaga nowego poziomu wykorzystywania danych – zaangażowania sztucznej inteligencji (AI) technologii informatycznych do przetwarzania w czasie rzeczywistym różnego rodzaju danych pochodzących z wielu źródeł. Obecnie zresztą, jak dowodzi inne międzynarodowe badanie Salesforce, rosną najszybciej spośród wszystkich kategorii wydatków na IT. Trendowi temu towarzyszą jednak obawy – aż 60% klientów podejrzewa, że z powodu wykorzystania AI ich dane osobowe będą przetwarzane w nie do końca oczywistych celach .

A zatem przedsiębiorstwa korzystające z AI, jeśli chcą zyskać sobie przychylność i zadbać o wizerunek, muszą edukować swoich klientów w zakresie ochrony danych osobowych.

Spośród millenialsów, 91% z nich częściej powierza firmom swoje osobiste informacje, jeśli wyjaśniają one, w jaki sposób ich użycie zapewni lepsze CX (customer experience) – sugerując przy tym, że same protokoły bezpieczeństwa i prywatności mogą nie wystarczyć

W miarę upływu czasu, firmy będą mięć do czynienia z coraz bardziej doświadczoną i wyedukowaną grupą klientów, która oczekuje coraz większej personalizacji, ale z poszanowaniem danych, czyli całkowitą przejrzystością ich przetwarzania.

Zaufanie buduje przejrzystość działań i postawy prospołeczne

Przejrzystość procesów przetwarzania danych ma kluczowe znaczenie dla osiągniecia wysokiego poziomu zaufania klientów do firm. Aż 92% procent konsumentów bardziej ufa przedsiębiorstwom, które dowodzą, że mają kontrolę nad danymi osobowymi, wykorzystują je w sposób transparentny i kierują się jasnymi politykami bezpieczeństwa danych. Co ciekawe, choć obowiązujące w całej UE rozporządzenie o ochronie danych osobowych (RODO) wymusza na przedsiębiorstwach wprowadzanie w życie odpowiednich systemów ochrony danych, klienci spoza obszaru europejskiego również podkreślają, jak ważne jest dla nich, by firmy należycie kontrolowały dane i dbały o przejrzystość ich przetwarzania. To nasuwa wniosek, że dla zdobycia zaufania klientów firmy we wszystkich regionach świata muszą skoncentrować się na wprowadzeniu większej przejrzystości w swoje działania podejmowane wobec klientów, szczególnie gdy personalizują kontakt w oparciu o dostępne im dane osobowe.

Warto zauważyć, że duży wpływ na zaufanie, zwłaszcza wśród młodszych pokoleń, ma także zaangażowanie na rzecz wartości społecznych. Millenialsi oczekują, że przedsiębiorstwa, od których kupują produkty, będą zainteresowane czymś więcej niż tylko samym zyskiem. Dobrze oceniane są następujące działania:

  • związane z ochroną środowiska – 51%,
  • wprowadzenie równych płac za pracę – 50%,
  • korporacyjna filantropia – 49%,
  • praca na rzecz różnorodności w miejscu pracy – 48%.

Firmy społecznie zaangażowane łatwiej zdobywają zaufanie swoich klientów, i docelowo są w stanie osiągać coraz większe obroty.

Polski klient dzieli się danymi, ale nie wybacza nadużycia zaufania

Polacy. podobnie jak klienci na świecie, przywiązują dużą wagę do wiarygodności firm i nie wybaczają nadużywania okazanego im zaufania. Co prawda, jak wykazało badanie SAP Hybris z 2018 roku, znacznie chętniej niż klienci z Wielkiej Brytanii, Francji czy Niemiec dzielą się takimi informacjami jak adres e-mail (44%) czy historia zakupów (38%), jednak aż 83% badanych nie toleruje operowania danymi osobowymi bez ich zgody i zerwie kontakty z firmami, które się tego dopuściły.

Według raportu Verint, prawie połowa konsumentów w Polsce nieufnie podchodzi do sposobu wykorzystywania ich danych przez przedsiębiorstwa. A o zaufanie warto zabiegać, ponieważ przynosi konkretne korzyści. Jak podaje KPMG w publikacji „Analiza wiodących praktyk zarządzania doświadczeniami klientów na rynku polskim”, wiarygodność aż w 22% decyduje o tym, czy polski klient poleci daną markę znajomym lub rodzinie, a w 21% czy dalej będzie kupował jej produkty i usługi. Polacy szczególnie doceniają, gdy firma po popełnieniu błędu przyzna się do winy. Nieprecyzyjne komunikaty, brak szczerości i próby bagatelizowania problemów zdecydowanie zniechęcają konsumentów, podważając, niekiedy bezpowrotnie, zaufanie do marki.

Na kryzys zaufania klientów do polskich i europejskich firm dobry wpływ może mieć RODO. Choć najczęściej firmy europejskie patrzą na nowe przepisy jak na problem, RODO odgrywa ważną rolę w kontaktach przedsiębiorstw z klientami. Nakazuje bowiem określać metody ochrony danych i pozyskiwać od konsumentów zgody na ich przetwarzanie w ściśle określonych celach i czasie. Regulacje prawne są istotnym elementem sprzyjający budowaniu zaufania klienta – jeśli ten wyrazi odpowiednią zgodę, firma ma prawo wykorzystywać jego dane osobowe do zapewnienia personalizowanego kontaktu. Jeśli nie wyrazi zgody, nie powinna przetwarzać danych osobowych. Sęk w tym, że do właściwego zarządzania danymi, ich monitorowania i przetwarzania na użytek customer experience również potrzeba zaawansowanych technologii, aby uchronić się przed ryzykiem naruszeń czy przetwarzaniem mimo braku odpowiedniej zgody.

Dodatkowe informacje:

Co wzmacnia zaufanie konsumentów do firm (odsetek klientów):
Aktywności: Baby boomers Pokolenie X Millenialsi
Zaangażowanie na rzecz ochrony środowiska 46% 52% 54%
Wdrażanie jednakowej płacy za tę samą pracę 45% 49% 53%
Sprzyjanie różnorodności w miejscu pracy 43% 48% 53%
Oddawanie części zysków na cele charytatywne 42% 50% 52%

 

Z jakich powodów klienci są gotowi zaufać firmom przetwarzającym ich dane osobowe (odsetek klientów):
Firma daje klientowi kontrolę nad tym jakie dane osobowe gromadzi 92%
Sposób przetwarzania danych osobowych jest transparentny 91%
Firma pokazuje swoje zaangażowanie w ochronę danych osobowych 91%
Firma ma wiarygodną politykę prywatności i ochrony danych 90%
Firma pyta o zgodę na użycie danych osobowych 88%
Firma obiecuje nie dzielić się danymi osobowymi bez pozwolenia 88%

 

Treść raportu dostępna jest pod adresem: https://c1.sfdcstatic.com/content/dam/web/en_us/www/documents/briefs/customer-trust-trends-salesforce-research.pdf

Gerard Gallet nowym Prezesem Zarządu Auchan Polska

Gerard Gallet - Prezese Zarządu Auchan Retail Polska
Gerard Gallet – Prezes Zarządu Auchan Retail Polska

Z dniem 14 września 2018 r. nastąpiły zmiany we władzach spółki Auchan Polska. Nowym Prezesem Zarządu Auchan Polska spółka z o.o. został mianowany Gerard Gallet, reprezentując Auchan jako Dyrektor Generalny Kraju.

Zmianie uległ skład Zarządu Auchan Polska. Nowi Członkowie Zarządu to :

  • Joanna de Haas van Dorsser – Dyrektor Finansów i Aktywów
  • Isabelle Colrat – Dyrektor Skuteczności Ekonomicznej
  • Pascale Fillat – Dyrektor Zasobów Ludzkich
  • Isabelle Bouvier – Dyrektor Finansów i Aktywów Auchan Retail International.
  • Stéphane Bucaille – Dyrektor Audytu Auchan Retail International.

Francois Colombié, dotychczasowy Przewodniczący Rady Nadzorczej Auchan Polska oraz Prezes Wykonawczy, z dniem 1 września br. przeszedł na emeryturę i nie pełni już funkcji reprezentacyjnych w Auchan.

Rosnąca atrakcyjność inwestycyjna Trójmiasta ma odzwierciedlenie w bardzo dobrej sytuacji na lokalnym rynku biurowym

Trójmiasto – unikalne pod względem jakości życia – staje się coraz popularniejsze wśród światowych graczy szukających optymalnego miejsca dla rozwoju swojego biznesu. Mocna marka biznesowa regionu wpływa na zainteresowanie firm nowoczesnymi powierzchniami biurowymi i napędza aktywność deweloperów na lokalnym rynku. Według szacunków JLL, na początku 2021 roku podaż biur w Trójmieście może przekroczyć 1 mln mkw.

„Ostatnie dziesięć lat to niezwykły jakościowy skok trójmiejskiego rynku pracy, który jest napędzany przez rekordowe zainteresowanie międzynarodowych i polskich inwestorów, którzy właśnie tutaj chcą prowadzić swój biznes. Sukces Trójmiasta jest rezultatem wzorowej wręcz współpracy lokalnych władz, biznesu i agencji doradczych, którzy wspólnie podjęli wysiłek koncentrujący się na przygotowaniu spójnej strategii promocyjnej i wypracowaniu narzędzi poprawiających atrakcyjność inwestycyjną regionu”, komentuje Wojciech Tyborowski, dyrektor Invest in Pomerania.

Podaż i popyt w górę

„Zaufanie inwestorów i deweloperów do Trójmiasta odzwierciedla się w wysokiej aktywności budowlanej. W całej aglomeracji realizowane jest obecnie 150 000 mkw. nowoczesnej przestrzeni biurowej. Szacujemy, że podaż biur w Trójmieście może przekroczyć 1 mln mkw. na początku 2021 roku”, tłumaczy Marcin Faleńczyk, dyrektor biura JLL w Trójmieście.

Popyt na biura w 2017 r. osiągnął 113 200 mkw. co jest najlepszym wynikiem w historii tutejszego rynku. Z kolei w pierwszym półroczu 2018 aktywność najemców osiągnęła umiarkowany poziom ok. 26 000 mkw., jednak kolejne transakcje wkrótce zostaną sfinalizowane.

Sektor usług dominuje również tutaj

Marcin Faleńczyk, szefe biura JLL w Trójmieście
Marcin Faleńczyk, szefe biura JLL w Trójmieście

„Trójmiasto jest unikalne pod względem lokalizacji dostępnych dla najemców. Zestawienie Gdańska, Gdyni i Sopotu zapewnia to, że wszelkiego rodzaju firmy poszukujące powierzchni biurowej w Trójmieście są w stanie znaleźć miejsce, które w najwyższym stopniu zaspokaja ich potrzeby. Podobnie jak w innych miastach regionalnych znaczące zainteresowanie powierzchniami biurowymi generują firmy z sektora nowoczesnych usług biznesowych. Według danych ABSL, centra usług zatrudniają w Trójmieście już ponad 23 000 osób. Szacujemy, że firmy z tej branży zajmują obecnie 33% wynajętej powierzchni biurowej”, dodaje Marcin Faleńczyk.

Analizy Antal wskazują z kolei, że Trójmiasto to atrakcyjny kierunek również dla pracowników.

„W ostatnim czasie obserwujemy tendencję wzrostu atrakcyjności Trójmiasta, zarówno w oczach inwestorów, jak i pracowników. Według badania Antal Business Environment Assessment Study, spośród dużych ośrodków miejskich w Polsce to Trójmiasto może pochwalić się największym potencjałem inwestycyjnym. Nowopowstające powierzchnie biurowe, czystość powietrza i przyjazne środowisko naturalne powodują, że coraz więcej specjalistów i menedżerów rozważa Trójmiasto pod kątem relokacji zawodowej. Również studenci i absolwenci trójmiejskich uczelni, którzy dopiero wchodzą na rynek pracy, widzą szerokie perspektywy rozwoju zawodowego bez konieczności wyjazdu do Warszawy lub za granicę. Nie bez znaczenia jest również fakt, że północ Polski stała się atrakcyjnym miejscem pracy dla młodych pokoleń Europejczyków dotkniętych kryzysem gospodarczym w Grecji, Hiszpanii czy we Włoszech”, komentuje Monika Perko, Branch Manager Antal Gdańsk.

Pozytywne tendencje znajdują odzwierciedlenie w regularnych wejściach globalnych marek na trójmiejski rynek. Arrow Electronics, Marine Harvest, Ricoh, State Street, Swarovski i Thyssenkrupp to zaledwie kilka z wielu przykładów nowych inwestorów wybierających tę lokalizację. Z kolei firmy już obecne w Trójmieście konsekwentnie rozszerzają zakres aktualnie oferowanych usług, czego doskonałym przykładem jest EPAM.

Pustostany i czynsze dowodem na koniunkturę

Wysoki popyt i absorpcja netto obserwowana w ostatnich latach spowodowała spadek poziomu pustostanów do 11,1% na koniec 2016 roku. Zarówno 2017 rok, jak i pierwsza połowa 2018 pokazały dalsze obniżenie się wskaźnika powierzchni niewynajętej. Obecnie powyższy wpółczynnik jest na poziomie 6,7% (najniższy w Polsce). Pozwala to na optymistyczne spojrzenie na przyszłość. Aktualnie najwyższe czynsze transakcyjne w Trójmieście wahają się od 12,75 do 14,0 euro za mkw. miesięcznie, co jest konkurencyjną stawką w porównaniu do innych miast regionalnych.

Rośnie nasycenie centrami handlowymi w Polsce, inwestorzy wciąż mają nas na celowniku

W pierwszym półroczu 2018 roku otwartych zostało 13 nowych centrów. Tradycyjnie dużo działo się na rynku inwestycyjnym. Inwestorzy na nieruchomości komercyjne wydali w pierwszych sześciu miesiącach 2018 roku ponad 3,3 mld euro, z czego 1,9 mld euro przeznaczone zostało na centra handlowe– wynika z raportu PRCH Retail Research Forum.

W pierwszej połowie 2018 roku powstało w Polsce 13 nowych obiektów handlowych , w tym dwa duże obiekty:  Forum w Gdańsku oraz Gemini Park Tychy. Oba powyżej 40 tys. m kw. powierzchni najmu. W wyniku zrealizowanej podaży, poziom nasycenia nowoczesną powierzchnią handlową w Polsce wzrósł do 311 m kw. na 1000 mieszkańców, co plasuje nas w środku europejskiej stawki. Z analiz ekspertów z grupy PRCH Retail Research Forum wynika, że na koniec 2018 roku poziom nasycenia osiągnie 326 m kw. / 1000 mieszkańców.

Z danych zebranych przez autorów raportu PRCH Retail Research Forum wynika, że w pierwszej połowie  2018 roku w budowie było ponad 400 000 m kw. powierzchni najmu. Niemal 1/5 obecnie realizowanej podaży stanowią rozbudowy istniejących projektów, przede wszystkim tradycyjnych centrów handlowych. Wśród tej powierzchni są jednak również nowe obiekty takie jak Galeria Młociny w Warszawie czy Libero w Katowicach.

„Rozwój centrów handlowych w Polsce stale postępuje. Wciąż pojawiają się nowe projekty,ale również ewoluują te, które na rynku istnieją już od lat. Centra coraz mocniej angażują się również w rozwój lokalnych społeczności.  Pozytywnym zjawiskiem jest spore zainteresowanie inwestorów naszym rynkiem oraz wysoki poziom kapitalizacji typu prime.” – powiedziała Anna Zachara-Widła, Research & Education Manager, Polska Rada Centrów Handlowych.

Pierwsza połowa roku była  dla rynku centrów handlowych w Polsce bardzo udana pod kątem aktywności inwestorów. W pierwszej połowie roku  Inwestorzy na nieruchomości komercyjne wydali   ponad 3,3 mld euro, z czego 1,9 mld euro przeznaczone zostało na centra handlowe. Na tak dobry wynik składa się głównie bardzo duża transakcja przejęcia portfela nieruchomości M1 przez Chariot (inwestorami w operacji są fundusze PIMCO, Oaktree i Redefine Properties) za kwotę 1 mld euro.

Więcej informacji o rynku centrów handlowych w Polsce znajdą Państwo w raporcie
PRCH Retail Research Forum dostępnym na stronie Polskiej Rady Centrów Handlowych.

Zwolnienie z VAT dla sprzedających nieruchomości – Wyrok WSA

Dostawa nieruchomości jako czynność opodatkowana VAT może korzystać ze zwolnienia z podatku pod warunkiem dokonania jej po upływie 2 lat od tzw. pierwszego zasiedlenia. W praktyce organy podatkowe wymagały jednak dodatkowo, aby dostawa nieruchomości następowała w ramach czynności podlegającej opodatkowaniu. W przeciwnym razie fiskus odmawiał podatnikom prawa do zwolnienia. Wyrok WSA z dnia 24 lipca 2018 r., sygn. akt III SA/Gl 256/16, potwierdza, że rację mieli jednak podatnicy.

Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec
Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec

Zgodnie z art. 43 ust. 1 pkt 10 ustawy o podatku od towarów i usług: „Zwalnia się od podatku dostawę budynków, budowli lub ich części, z wyjątkiem gdy dostawa jest dokonywana w ramach pierwszego zasiedlenia lub przed nim, lub gdy pomiędzy pierwszym zasiedleniem a dostawą budynku, budowli lub ich części upłynął okres krótszy niż 2 lata” (Dz.U. 2004 nr 54 poz. 535 ze zm.). Z kolei pod pojęciem pierwszego zasiedlenia ustawa rozumie: „oddanie do użytkowania, w wykonaniu czynności podlegających opodatkowaniu, pierwszemu nabywcy lub użytkownikowi budynków, budowli lub ich części, po ich wybudowaniu lub ulepszeniu, jeżeli wydatki poniesione na ulepszenie, w rozumieniu przepisów o podatku dochodowym, stanowiły co najmniej 30% wartości początkowej” (art. 2 pkt 14 ustawy o VAT).

Wydanie budynku w ramach opodatkowanych czynności

W listopadzie 2001 r. spółka z o.o. nabyła prawo użytkowania wieczystego gruntu wraz z halą produkcyjną i budynkiem administracyjno-socjalnym, na którego ulepszenie poniosła w 2004 r. wydatki przekraczające 30% jego wartości początkowej. Budynek ten wykorzystywany był wyłącznie na potrzeby prowadzonej działalności gospodarczej. W związku z zamiarem dokonania dostawy tych nieruchomości spółka wystąpiła do Dyrektora Izby Skarbowej (dalej: DIS) o wydanie interpretacji przepisów w zakresie opodatkowania tej dostawy.

DIS podzielił stanowisko spółki, że skoro wydatki poniesione na modernizację hali nie przekraczały 30% jej wartości początkowej, to jej pierwsze zasiedlenie nastąpiło już z dniem podpisania aktu notarialnego, czyli w listopadzie 2001 r. Dokonanie dostawy tego budynku będzie zatem mogło skorzystać z przewidzianego w art. 43 ust. 1 pkt 10 ustawy VAT zwolnienia z podatku od towarów i usług. Organ odmówił jednak prawa do jego zastosowania wobec dostawy budynku administracyjno-socjalnego. Jego zdaniem byłoby to możliwe, gdyby po poniesieniu wydatków na jego modernizację w kwocie przekraczającej przywołane 30% kryterium spółka wydała go pierwszemu nabywcy lub użytkownikowi, ale w ramach czynności podlegających opodatkowaniu VAT.

5-letni wyjątek i 2-letni okres karencji

W odpowiedzi spółka wskazała na zawarty w art. 43 ust. 1 pkt 7a ustawy o VAT wyjątek. Przewidywał on zwolnienie z VAT dostaw budynków, które już po ulepszeniu były wykorzystywane przez podatnika do czynności opodatkowanych przez co najmniej 5 lat, a który to warunek został przez spółkę spełniony. Niemniej istota sporu toczyła się wokół kwestii, czy do pierwszego zasiedlenia w rozumieniu ustawy o VAT w istocie doszło na 2 lata przed planowaną dostawą nieruchomości. Zwolnienie z VAT nie ma bowiem zastosowania do dostaw budynków, jeśli pomiędzy nią a pierwszym zasiedleniem upłynął okres krótszy niż 2 lata (art. 43 ust. 1 pkt 10 lit. b ustawy o VAT).

Pytanie prejudycjalne

Wobec podtrzymania stanowiska przez DIS spółka złożyła skargę do wojewódzkiego sądu administracyjnego, wnosząc następnie o zawieszenie postępowania do czasu udzielenia przez Trybunał Sprawiedliwości UE mającej decydujące znaczenie dla sprawy odpowiedzi na pytanie prejudycjalne zadane mu przez Naczelny Sąd Administracyjny.

NSA powziął bowiem wątpliwości co do zgodności pojęcia „pierwszego zasiedlenia” zdefiniowanego w art. 2 pkt 14 ustawy o VAT i użytego w art. 43 ust. 1 pkt 10 tejże ustawy z art. 135 ust. 1 lit. j) Dyrektywy Rady 2006/112/WE z dnia 28 listopada 2006 r. w sprawie wspólnego systemu podatku od wartości dodanej (Dz.U. 2006, L 347, s. 1). Zdaniem sądu najistotniejsze było ustalenie, „czy rzeczywiście pierwszemu zasiedleniu musi towarzyszyć czynność opodatkowana, jak to przyjęto w art. 2 pkt 14 u.p.t.u., czy też przez pierwsze zasiedlenie należy rozumieć faktyczne zasiedlenie budynku (oddanie go do faktycznego użytkowania) po wybudowaniu lub przebudowie/renowacji, jeżeli wskutek przebudowy lub renowacji powstała przekształcona nieruchomość (postanowienie NSA z 23.02.2016 r., I FSK 1573/14).

Definicja pierwszego zasiedlenia

W wyroku z dnia 16 listopada 2017 r. Trybunał potwierdził wątpliwości NSA, stwierdzając, że przepisy artykułów 12 ust. 1 i 2 oraz 135 ust. 1 lit. j) unijnej dyrektywy VAT sprzeciwiają się przepisom krajowym, uzależniającym uzyskanie zwolnienia z podatku od wartości dodanej przy dostawie budynku od spełnienia warunku, by pierwsze jego zasiedlenie nastąpiło w korelacji z czynnością podlegającą opodatkowaniu (sprawa C‑308/16, Kozuba Premium Selection sp. z o.o. przeciwko Dyrektorowi Izby Skarbowej w Warszawie).

WSA w Gliwicach wskutek wydania przez TSUE wyroku odwiesił postępowanie i powołał się na ten wyrok w wydanym przez siebie rozstrzygnięciu. Na jego podstawie zbudował zgodną z prounijną wykładnią przepisu art. 2 pkt 14 ustawy o VAT definicję pierwszego zasiedlenia, która brzmi w sposób następujący: „pod pojęciem pierwszego zasiedlenia rozumie się oddanie do użytkowania pierwszemu nabywcy lub użytkownikowi budynków, budowli lub ich części, po ich: a) wybudowaniu lub b) ulepszeniu (rozumianego jako synonim przebudowy), jeżeli wydatki poniesione na ulepszenie (przebudowę), w rozumieniu przepisów o podatku dochodowym, stanowiły co najmniej 30% wartości początkowej” (III SA/Gl 256/16). Tym samym sąd przyznał rację spółce, uchylając interpretację indywidualną organu uzależniającą zwolnienie z podatku VAT dostawy budynku od spełnienia warunku, zgodnie z którym pierwsze zasiedlenie tego budynku musi nastąpić w ramach czynności podlegającej opodatkowaniu.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Raport poranny dotyczący sytuacji na rynku walutowym 27.09.2018

Federalny Komitet Otwartego Rynku zgodnie z oczekiwaniami podniósł stopy procentowe, ale w pozostałych elementach przekazu nie był tak jastrzębi, jak rynek po nim oczekiwał. W efekcie ani rentowności długu USA, ani dolar nie otrzymały impulsu do rajdu. Co mogłoby się okazać otwarciem drogi dla wzrostu apetytu na ryzyko, dziś rano jest wystawiane na próbę przez niepokojące wieści w temacie włoskiego budżetu.

FED zadecydował o podwyżce stóp procentowych i zamierza zacieśniać politykę w kolejnych kwartałach, ale takie stanowisko było oczekiwane. W projekcji na lata 2018-2020 nic się nie zmieniło i zdaniem Fed przed nami jeszcze 5 podwyżek. Nowe „kropki” na 2021 rok sugerują, że większość członków Komitetu szykuje się na obniżkę w tym czasie, ale to zbyt odległy termin, by mieć znaczenie dla dolara dziś. Pewien gołębi impuls dało usunięcie z komunikatu fragmentu o „akomodacyjnym” charakterze polityki, co na pierwszy rzut oka sugeruje, że Fed zbliża się do neutralnego nastawienia. Jednak na konferencji prezes Powell wyjaśnił, że zmiana języka odzwierciedla oczekiwaną ścieżkę normalizacji, a usunięcie zwrotu teraz „nie było dokonane, ponieważ polityka nie jest akomodacyjna. Ona wciąż jest akomodacyjna.” Ogólnie wszystko to okazało się za mało jastrzębie wobec tego, na co liczył rynek (i ja osobiście). Sytuacja w gospodarce USA przemawia za tym, aby kontynuować zacieśnianie. Z drugiej strony presja inflacyjna nie jest na tyle silna, aby tempo podwyżek było szybsze. Rynek jest przekonany o kolejnej podwyżce w grudniu i liczy na dwie kolejne w 2019 r. Na razie nic nie wpłynie na rewizję tych założeń.

USD osłabił się na gołębiej zmianie w komunikacie, ale to też było niewystarczające, by bardziej karać dolara i rynek szybko poddał wyprzedaż. Dla EUR/USD to była bolesna lekcja, gdyż trzeci raz w tym tygodniu nie udało się złamać 1,18 na dobre. Do tego dziś rano kolejny cios przyszedł z włoskiej polityki. Według doniesień prasy rząd może odłożyć na później posiedzenie w sprawie przyszłorocznego budżetu. Koalicjanci (Liga, Ruch 5 Gwiazd) łączą szyki, by przekonać ministra finansów do zwiększenia planowanego deficytu budżetowego do 2,4 proc. PKB. Wcześniej mówiono o deficycie bliżej 2 proc., więc zmiana podburzy unijnych urzędników. Czy włoski rząd jest gotowy na ostry spór z Brukselą? Rynek nie chce tego wykluczać. EUR traci, gdyż widzi zagrożenie, jak wzrost ryzyka kredytowego w strefie euro może przyhamować zapędy normalizacyjne EBC. A pamiętajmy, że siła EUR z ostatnich kwartałów jako motor napędowy miała właśnie oczekiwania, że EBC zacznie odchodzić od ultra-luźnej polityki.

Inwestorzy są teraz w kropce. Z jednej strony neutralny (lub gołębi – jak kto woli) Fed powinien pozwolić na podtrzymanie pozytywnego sentymentu, jaki towarzyszył notowaniom w ostatnich dniach. Z drugiej strony informacje z Włoch przypominają, że spokój nie jest na zawsze. Do tego dochodzi zamykanie kwartału, co może generować trudne do wyjaśnienia zmiany cen. Krótkoterminowo sprawy wyglądają źle tam, gdzie rynek ostatnio był aktywny po stronie kupna, tj. na EUR, AUD i rynku akcji.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Co trzecia firma z powodu zatorów płatniczych nie inwestuje i nie rozwija się

W III kwartale nieznacznie spadł odsetek firm skarżących się na problemy z płatnościami od kontrahentów. Obecnie o opóźnieniach mówi 50 proc. przedsiębiorstw wobec 52 proc. kwartał wcześniej – wynika z badania dla BIG InfoMonitor. Gdyby nie przeterminowane płatności od odbiorców, niemal co piąta firmy miałaby o co najmniej 30 proc. wyższe obroty – deklarują przedsiębiorcy. Co trzecia firma z powodu zatorów płatniczych nie inwestuje i nie rozwija się.

W trzecim kwartale połowa firm miała w minionych 6 miesiącach problem z opóźnieniami płatności kontrahentów o ponad 60 dni od dnia wymagalności faktury. Bez względu na sytuację gospodarczą odsetek ten zmienił się nieznacznie. W II kwartale kłopoty z odzyskiwaniem należności zgłaszało 52 proc. przedsiębiorstw – badanych przez Instytut Keralla Research dla BIG InfoMonitor. – Gdy weźmiemy pod uwagę 30 dni opóźnienia będzie to 54 proc. Niestety mamy do czynienia ze swoistym przyzwoleniem na niepłacenie – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

odsetek firm
Źródło: BIG InfoMonitor, badanie MSP

Trudności w związku z opóźnionymi płatnościami ma 50 proc. firm. Część ponosi tego konsekwencje, ma np. niższe obroty. Dotyka to 54 proc. przedsiębiorstw. – Opóźnione rozliczenia pochłaniają czas, energię i pieniądze. Brak płatności przekłada się na problemy z płynnością finansową, a w zamian za płynność trzeba oddać pokaźną część zysków, albo na dodatkowe finansowanie, albo np. na usługi faktoringowe. Jeśli skala opóźnień jest duża, to trudno w takich warunkach o nowe inwestycje – zauważa Sławomir Grzelczak.

szacowana skala
* 54% firm dostrzega zależność między opóźnionymi płatnościami a obrotem Źródło: BIG InfoMonitor, badanie MSP

30 proc. przedsiębiorstw odczuwających negatywne skutki przeterminowanych płatności, uważa że mogłaby mieć obroty wyższe o minimum 5 proc. Ponad jedna czwarta (27 proc.) jest zdania, że gdyby nie zaległości w płatnościach obroty byłyby większe o 10 proc., a w opinii 15 proc., że o co najmniej 20 proc. Niemal 18 proc. przedsiębiorców nie zwiększa skali działania nawet o 30 proc. i więcej. Na utraconą szansę, zwiększenia skali działania z powodu zatorów płatniczych, skarżą się szczególnie firmy usługowe.

– I tu się zaczyna kolejny poważny temat. Jeżeli firma nie jest pewna spływu należności, nie inwestuje, nie kupuje maszyn, nie zatrudnia pracowników. Z naszych badań wynika, że 52 proc. firm przyznaje, że ma problemy w efekcie opóźnionych płatnościami od kontrahentów. W co trzecim przypadku przekłada się to negatywnie na zyski, inwestycje i rozwój – tłumaczy prezes BIG InfoMonitor.

trudności
*52% firm przyznaje się do problemów w związku z opóźnionymi płatnościami od kontrahentów Źródło: BIG InfoMonitor, badanie MSP

Gdy płatność się nie pojawia na pewno nie należy czekać z założonymi rękami z obawy, że jakiekolwiek działania urażą kontrahenta i w przyszłości już nic nie zamówi. Jest kilka darmowych, albo niedrogich sposobów na to, żeby przypominać dłużnikowi o niezapłaconych fakturach. Najlepiej zacząć od monitów. Niektórzy robią to jeszcze przed terminem wymagalności faktury, przypominają, że termin się zbliża i że zależy im na uzyskaniu płatności. Jeżeli kontrahent nie płaci, warto go odwiedzić lub przynajmniej do niego zadzwonić, wysłać maila, sms-a. Później warto wysłać wezwanie do zapłaty z ostrzeżeniem o wpisie do BIG InfoMonitor, jeśli płatność nie zostanie uregulowana w ciągu 30 dni. Konsekwencje znalezienia się w rejestrze dłużników BIG są poważne, ponieważ inne podmioty, takie jak banki i firmy leasingowe dowiadują się z rejestru o niespłacanych fakturach. Jeśli jednak dłużnik ureguluje płatności, ich wpis w BIG InfoMonitor zniknie w ciągu dwóch tygodni. W swoich działaniach trzeba być konsekwentnym.

liczba faktur
Źródło: BIG InfoMonitor, badanie MSP

Wypracowanie standardów, których celem jest dbałość o terminowe płatności kontrahentów z pewnością wyjdzie firmie na dobre. Bo jak wynika z opinii przedsiębiorców, perspektywy nie wyglądają najlepiej. Przybyło przekonanych, że wzrośnie liczba faktur przeterminowanych o ponad 60 dni, uważa tak co czwarty badany, czyli o ponad połowę więcej ankietowanych niż na początku roku. Jedynie co szósty respondent ma nadzieję, że będzie lepiej, a połowa jest przekonana, że sytuacja się nie zmieni.

*Badanie „Skaner MSP, wśród mikro, małych i średnich firm”. przeprowadzone przez Instytut Badań i Rozwiązań B2B Keralla Research, na próbie 500 firm sprzedających z odroczonym terminem płatności, techniką wywiadów telefonicznych, sierpień 2018 r.

Kurs dolara i euro po posiedzeniu FED

Joanna Bachert - Centrum Analiz - PKO Bank Polski
Joanna Bachert – Centrum Analiz – PKO Bank Polski

Posiedzenie Fed nie zmieniło obrazów rynków zarówno głównej pary walutowej, jak i złotego. Po decyzji EUR/PLN nadal oscylował w okolicach poziomu 4,275 a EUR/USD 1,175 notowanych jeszcze podczas środowej sesji europejskiej.

W środę najważniejszym wydarzeniem na rynku było posiedzenie amerykańskiej Rezerwy Federalnej, po którym zgodnie z oczekiwaniami główna stopa procentowa wzrosła o 25pb do w przedziale 2,00-2,25%. Fed utrzymał też bez zmian swoją zapowiedź polityki pieniężnej w kolejnych kwartałach, w tym zakładaną jeszcze jedną podwyżkę w tym roku, koleje trzy w 2019 roku oraz jedną w 2020. Ogólny ton komunikatu był optymistyczny, niemniej wypowiedzi prezesa J.Powell’a podczas konferencji prasowej trącały o lekko gołębi ton, co mogło wynikać z chęci „zrobienia” miejsca dla większej elastyczności wokół przyszłej ścieżki zmian w polityce, biorąc pod uwagę wiele gospodarczo-politycznych niepewności (m.in. wg Powella to utrata zaufania w biznesie, która może dać jeszcze o sobie znać i w dłuższym okresie reakcja rynku finansowego na nasilające się wojny handlowe). W komunikacie usunięto zapewnienie, że polityka monetarna pozostanie akomodacyjna, co może oznaczać, że zdaniem Fed-u stopy procentowe są coraz bliżej „neutralnego” poziomu, co jednak zdaniem Powella nie jest równoznaczne ze zmianą w ścieżce polityki. Prezes zwrócił uwagę, że Fed nadal bierze pod uwagę ryzyka wynikające ze zbyt szybkiego zacieśnianie polityki monetarnej (aby wyższe stopy nie zgasiły ożywienia gospodarczego) oraz zbyt wolnych podwyżek stóp (co mogłoby doprowadzić gospodarkę do przegrzania).  Niektórzy członkowie FOMC nie wykluczają, że stopy procentowe w USA nieco przekroczą poziom neutralny. Niemniej, na rynku mogły pojawić się spekulacje, że wycofanie określenia „akomodacyjna” wskazuje, iż Fed jest bliżej końca cyklu podwyżek stóp, co ciążyło dolarowi, pomimo generalnie optymistycznego wydźwięku komunikatu.

Po wrześniowym posiedzeniu FOMC obrazy rynków zarówno głównej pary walutowej, jak i złotego nie zmienił się ostatecznie. EUR/PLN oscylował w okolicach poziomów 4,275 a EUR/USD 1,175 notowanych jeszcze podczas środowej sesji europejskiej. Niemniej perspektywy dla dolara nadal pozostają pozytywne, kosztem zarówno euro i złotego.

W ostatnich dniach euro nie miało ochoty osłabiać się pozostając pod wpływem rozbudzonych przez prezesa EBC nadziei na szybsze niż dotąd oczekiwano podwyżki stóp w strefie euro. W ocenie M. Draghi’ego w nadchodzących miesiącach w wyniku wyższego wzrostu płac można spodziewać się przyspieszenia tempa inflacji. Rynek zauważył, że obydwa te czynniki mogą otworzyć drogę do wyczekiwanej podwyżki stóp procentowych, ponieważ wyższa inflacja będzie wywierać presję na EBC, zaś wyższe płace oznaczają, że gospodarstwa domowe są w stanie „wytrzymać” wyższy koszt pieniądza. Draghi wspierał więc euro, a ponieważ RPP planuje utrzymać dysparytet stóp pomiędzy Polską a strefą euro, rosnąca nadzieja na podwyżkę stóp w EBC oraz solidne euro w ostatnich dniach wzmacniały też złotego.

Oprócz decyzji Fed-u w środowym kalendarzu uwagę przyciągało też posiedzenie banku centralnego Czech. Informacja o podwyższeniu głównej stopy procentowej o 25 pb do poziomu 1,50% była zgodna z oczekiwanymi, przez co nie miała istotnego przełożenia na notowania czeskiej korony. Było to już trzecie z rzędu posiedzenie CNB mające na celu ograniczenie ryzyka przegrzania się gospodarki.  Bank obawia się szybkiego tempa wzrostu płac, który wyniósł 8,6% r/r w II kwartale i rosnącej inflacji, która w sierpniu na poziomie 2,5% r/r przekroczyła cel będąc napędzaną przez wzrost bazowego indeksu CPI. Jastrzębi CNB lekko wsparł złotego.

Wykres dnia: Realna stopa procentowa w USA powyżej zera po raz pierwszy od 2008 roku.

Realna stopa procentowa w USA powyżej zera po raz pierwszy od 2008 roku
Źródło: Thomson Reuters

Autor / Źródło : Joanna Bachert / Centrum Analiz PKO Bank Polski