Encyklopedia pojęć dla pożyczkobiorcy – planujesz pożyczkę lub kredyt? Poznaj najpopularniejsze pojęcia

Korzystasz z kredytów/pożyczek ale masz problem ze zrozumieniem niektórych pojęć? W podobnej sytuacji może znaleźć się każda osoba potrzebująca dodatkowych środków finansowych.

Planując zakup mieszkania, samochodu czy elektroniki na kredyt lub raty każdy konsument będzie musiał zaznajomić się z tymi pojęciami aby ze zrozumieniem zapoznać się z ofertą, jak i umową pożyczkową bądź kredytową. Żargon finansowy, jakiego używają bankowcy, może nie być dla każdego do końca zrozumiały. Zatem lepiej zawczasu poznać najczęściej używane słowa.

Co to jest RRSO?

RRSO to skrót od pełnej nazwy : Rzeczywista Roczna Stopa Procentowa, która powszechnie stosowana jest ofertach kredytowych czy pożyczkowych jako uniwersalny wskaźnik odzwierciedlający wszystkie koszty kredytowe obciążające klienta. Z języka angielskiego RRSO nazywane jest APR – Annual Percentage Rate. Wskaźnik ten obejmuje nie tylko oprocentowanie kredytu lub pożyczki, ale także pozostałe koszty zaciągnięcia zobowiązania, w tym prowizje, ubezpieczenia oraz inne opłaty. Dlatego chcąc porównać całkowite koszty kilku pożyczek lepiej brać pod uwagę RRSO kredytu niż oprocentowanie, gdyż parametr ten może być wyższy i jest bardziej miarodajny. Sposób obliczania RRSO jest narzucony odgórnie i dlatego niezależnie od banku jest zawsze taki sam. Wzór na wyliczenie RRSO został opisany w ustawie o kredycie konsumenckim. Prawo wymaga od instytucji finansowych bankowych i pozabankowych, by przy obliczaniu wysokości RRSO uwzględniać wszystkie koszty i opłaty związane z pożyczką/kredytem.

Zatem tak jak wspomniano powyżej RRSO ułatwia porównywanie ze sobą ofert kredytów lub pożyczek w różnych bankach. Najlepiej, aby w takim porównaniu uwzględnić pożyczki udzielane na taki sam okres i kwotę. A to dlatego, że RRSO uwzględnia również wartość pieniądza w czasie.

Co to jest koszt kredytu?

Decydując się na skorzystanie z usług finansowych w banku lub instytucji pozabankowej należy liczyć się z tym, że zostaniemy obciążeni określonymi kosztami związanymi z obsługą danej umowy. Jest to tzw. koszt kredytu, na który składają się mniejsze kwoty naliczone za konkretne działania, jakie obciążają finansowo danego klienta. Na koszt kredytu składają się:

  • odsetki, czyli procentowa wartość pożyczonej kwoty, naliczone w okresie kredytowania według ustalonej stopy procentowej,
  • dodatkowe opłaty nakładane na klienta na rzecz kredytodawcy, w tym opłata przygotowawcza pobierana za rozpatrzenie wniosku, prowizja za obsługę zobowiązania,
  • polisa ubezpieczeniowa kredytu,
  • wszelkiego rodzaju inne prowizje i opłaty.

Koszt kredytu wyraża się w wartościach liczbowych i po zsumowaniu z wysokością pożyczonego kapitału można otrzymać całkowitą kwotę do spłaty.

Co to jest opłata przygotowawcza

Stanowi ona jeden z elementów składających się na całkowity koszt pożyczki lub kredytu. Jej naliczenie zależy od warunków oferty i nie jest to opłata obowiązkowa. Bank za zweryfikowanie wniosku kredytowego lub pożyczkowego oraz przygotowanie umowy może naliczyć opłatę przygotowawczą, którą należy traktować jako opłatę manipulacyjną. Pobierając taką opłatę instytucja finansowa pokrywa koszt pracy doradcy banku który analizował, czy klient ma odpowiednią zdolność kredytową i historię kredytowania w BIK. To opłata jednorazowa i najczęściej stała.

Co to jest prowizja bankowa

Najłatwiej to wyjaśnić określając prowizję od kredytu czy pożyczki jako wstępną opłatę naliczaną za obsługę zobowiązania. Najczęściej jest ona płatna jednorazowo z góry, czyli na początku okresu kredytowania ale może też być wliczona w całkowity koszt zobowiązania i spłacana stopniowo wraz z comiesięczną ratą kapitałowo-odsetkową. Prowizja wyrażana jest w wartości procentowej naliczanej od kwoty kapitału kredytowego. Zdarza się, że w ramach promocji bank rezygnuje z pobierania prowizji.

Co to jest stopa procentowa

Stopy procentowe to pojęcie często używane przez banki i każdy pożyczkobiorca powinien wiedzieć co oznacza. Po pierwsze lepszym określeniem jest roczna stopa procentowa, bo banki i pożyczkodawcy ujmują ją w stosunku rocznym. Po drugie definiuje ona wysokość odsetek naliczanych od pożyczonego kapitału. Właściwe będzie stwierdzenie, że wskazuje oprocentowanie nominalne kredytu. Elementy składające się na stopy procentowe to: stała marża banku oraz stopa bazowa, czyli wskaźnik referencyjny wysokości oprocentowania dla kredytów i pożyczek na rynku międzybankowym, np. WIBOR. Na etapie starania się o kredyt warto wiedzieć, że można zdecydować się na zmienne lub stałe stopy procentowe. Stała stopa procentowa jest ustalana raz na cały okres kredytowania, natomiast zmienna stopa procentowa zmienia się np. w przypadku publikacji nowych wskaźników referencyjnych dla danego okresu.

Czy reklamy na facebooku są opłacalne? Warto inwestować pieniądze w ten kanał?

Facebook posiada miliardy użytkowników z całego świata. Z tego powodu coraz więcej sklepów internetowych oraz innych biznesów kładzie nacisk na reklamę w tym serwisie. Okazuje się, że reklama przedsiębiorstwa w mediach społecznościowych jest bardzo skuteczna, ponieważ pozwala dotrzeć do wielu nowych konsumentów. Warto dowiedzieć się, czy aby na pewno warto inwestować pieniądze w ten kanał.

Każda osoba prowadząca biznes internetowe bądź reklamuje w sieci stacjonarny biznes, powinna skorzystać ze wszystkich możliwości, jakie daje jej obecna globalna sieć. Trzeba wiedzieć o tym, że tylko dobrze zaplanowana, a ponadto kompletna kampania reklamowa oraz marketingowa pozwoli nowemu przedsiębiorstwie zyskać spore grono odbiorców, a także zadowolonych klientów. W obecnych czasach wiele małych, średnich oraz dużych firm reklamuje się na mediach społecznościowych. Mowa tutaj przede wszystkim o portalu Facebook, który ma blisko dwa miliardy użytkowników z całego świata. Dlatego nikogo nie powinno dziwić, że wiele biznesów reklamowanych jest właśnie na tej stronie internetowej. Okazuje się, że dobrze stworzona reklama pozwala zdobyć wielu nowych klientów. Dlatego warto postawić na kampanię reklamową na Facebooku.

Nie trzeba do tego przekonywać, że pozycjonowanie, a ponadto kampanie Google AdWords są podstawą w walce o klientów. Jednakże do grona tych odbiorców docierają także media społecznościowe, a zwłaszcza Facebook. Obecnie bardzo dużo przedsiębiorstw z całego świata, również z Polski, decyduje się na założenie swej wizytówki na tym popularnym portalu. Jest tak z prostego powodu, koszty są minimalne, a w niektórych przypadkach nawet zerowe. Jedyne co trzeba zrobić to założyć konto, a następnie stworzyć stronę firmową. Tego typu działanie jest bezpłatnie. Wymaga jedynie kilku minut spędzonych przed ekranem. Jednakże należy systematycznie aktualizować wpisy na stronie, ponieważ bez tego zabiegu strona będzie mało ciekawa, a ponadto odwiedzana przez coraz mniejszą liczbę konsumentów. Z tego powodu powinno się po dodaniu paru wpisów zaprosić do polubienia witryny przez znajomych, którzy polecą stronę dalej. W ten sposób można zdobyć pierwsze polubienia biznesu w serwisie Facebook.

Następnym istotnym krokiem jest płatna reklama, a ponadto polubienia postów czy samej strony internetowej. W ten sposób można powiększać bazę odbiorców treści, a ponadto komunikatów płynących ze strony firmowej w serwisie Facebook. Okazuje się, że jest to bardzo łatwy sposób, a ponadto w miarę tani na zdobycie sporej liczby polubień. Jednakże z doświadczenia wielu firm jasno wynika, że wiele lajków wykonywanych jest z fałszywych kont bądź kont zagranicznych stworzonych w krajach, o których bardzo dużo ludzi nie ma pojęcia. Dlatego pieniądze wydane na płatną reklamę na Facebooku nierzadko okazują się zmarnowanymi pieniędzmi, bo komu potrzebne są polubienia przesłane z fikcyjnych kont. Dlatego najlepszą opcją jest zainwestowanie w atrakcyjnie treści bądź nawet konkursy, jakie urządzić można na portalu Facebooku. W ten sposób można pozyskać nową bazę klientów, co powinno przełożyć się na zwiększone wyniki sprzedażowe. Dlatego wiele firm z całego świata stawia na skuteczną reklamę w internecie. Okazuje się, że oprócz pozycjonowania w serwisie Google bardzo istotna jest promocja w mediach społecznościowych, a zwłaszcza na Facebooku. W bardzo prosty sposób można docierać do nowych konsumentów. Jedyne co trzeba to zachęcić ich dyskretnie oraz mało agresywnie do odwiedzania strony internetowej sklepu internetowego.

Wiele osób zastanawia się, dlaczego reklamy na Facebooku są opłacalne. Warto inwestować w kampanię promocyjną na tej stronie internetowej, ponieważ ludzie spędzają szaloną ilość godzin w mediach społecznościowych. W przypadku, kiedy prowadzony jest biznes, każdy wie o tym, że potrzeba strony na Facebooku. Wie o tym wielu przedsiębiorców z całego świata. Okazuje się, że portal społecznościowy Facebook to miejsce, w którym znajdują się przyszli klienci. W przypadku, kiedy istnieją obawy, iż spóźniono się do stołu, a karty są dawno rozdane, to istnieje bardzo dobra wiadomość. Jak się okazuje, spośród tych wielu milionów przedsiębiorstw z całego świata jedynie 4 mln firm na całym globie korzysta z reklam na Facebooku – istnieje ich na całym globie około 40 milionów. Dlatego jasno widać, że jest sporo miejsca na reklamę w mediach społecznościowych. Dalej można skutecznie reklamować swój biznes w internecie. Powinna to być podstawa w obecnych czasach, zwłaszcza w dobie pandemii koronawirusa, bowiem coraz więcej ludzi stawia na zakupy w internecie. Chcesz wiedzieć więcej o reklamach na Facebooku? Może poszukujesz szkolenia związanego z reklamami na Facebooku? Jeżeli choć na jedno z pytań odpowiedziałeś twierdząco to sprawdź Szkolenia Social Media od Artura Jabłońskiego.

Kolejną zaletą reklamy na Facebooku jest fakt, że jest on tania. W przypadku, kiedy ma się ograniczony budżet na promocję przedsiębiorstwa, warto postawić na reklamowanie w mediach społecznościowych. Często jest tak, że za 100 złotych można przygotować parę reklam, a ponadto dokonać pierwszych testów, która reklama jest najskuteczniejsza. Dlatego warto postawić na promocję przedsiębiorstwa na portalu Facebook.

Dla 85 proc. seniorów świadczenia emerytalne są jedynym źródłem przychodu

Z najnowszego raportu PolSenior, opublikowanego przez Gdański Uniwersytet Medyczny, wynika, że jedynym źródłem przychodów polskich seniorów wciąż pozostają świadczenia emerytalne – tak odpowiedziało 85 proc. ankietowanych.[1] Co dziesiąty emeryt pracuje (10,9 proc.) i w ten sposób zwiększa swoje dochody, nieco ponad 8 proc. żyje z renty. Dożywocie jest źródłem dochodu zaledwie dla 0,3 proc. osób starszych.

Większość seniorów, bo aż 85 proc., żyje głównie z emerytury, którą otrzymuje od Państwa. W tym obszarze przeważają emerytury pracownicze, które otrzymuje 91,6 proc. wszystkich osób pobierających świadczenia emerytalne. Niespełna 11 proc. respondentów wskazało pracę zarobkową jako źródło dochodów, które zasilają ich domowy budżet. Trzeba tu podkreślić dwie rzeczy. Po pierwsze, mężczyźni pracują ponad dwukrotnie częściej (15 proc.) niż kobiety (7,1 proc.). Po drugie – praca zarobkowa ma częściej wymiar pracy fizycznej (56,3 proc.) aniżeli umysłowej.

Jakie są dochody polskich emerytów?  Najwięcej, bo blisko 19 proc. ankietowanych, biorących udział w badaniu PolSenior2, zadeklarowało dochody w przedziale 1251-1500 zł, blisko 13 proc. w przedziale 1501-1750 zł, a blisko 15 proc. pomiędzy 1751 a 2000 zł. Tylko 14 proc. ankietowanych twierdziło, że ich dochód plasuje się w przedziale 2001-2500 zł. Co ciekawe seniorów, którzy mają dochód w kwocie 3500 zł (lub więcej) jest tylko 3,9 proc.

– Trzeba pamiętać, że rzeczywiste potrzeby osób starszych mogą być różne od deklarowanych. Emeryci często z konieczności redukują swoje potrzeby do minimum, koncentrując się tylko na tych najważniejszych, priorytetowych. Co dziesiąty emeryt biorący udział w najnowszym badaniu PolSenior twierdzi, że obecne dochody nie pozwalają mu na jakiekolwiek większe lub nieplanowane wydatki. Sądzę że w rzeczywistości ten wskaźnik może być znacznie większy – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

Emeryci nie mają zbyt wiele, ale pomagają innym

Okazuje się, że co trzeci senior (32,6 proc.) pomaga finansowo rodzinie, przyjaciołom i znajomym. Osoby starsze pomagają bliskim nie tylko finansowo. Aż 33 proc. wspiera rodzinę i przyjaciół w prowadzeniu gospodarstwa domowego, 28,3 proc. pielęgnuje w chorobie lub zapewnia opiekę w codziennych sytuacjach, nieco ponad 20 proc. pomaga w załatwianiu spraw urzędowych. Co ważne, osoby starsze udzielają wsparcia psychicznego innym w 45,1 proc. przypadków.

Tymczasem emeryckie, a więc niewielkie budżety, muszą unieść podwyżki cen i usług (we wrześniu inflacja przekroczyła 17 proc.), utrzymanie starych, często niezmodernizowanych domów (w ostatnich miesiącach ceny benzyny, opału, prądu sukcesywnie rosną) a przede wszystkim leków. Z badania opinii przeprowadzonego przez SW Research na zlecenie Koalicji „Na pomoc niesamodzielnym” wynika, że budżety osób starszych są obciążone przede wszystkim wydatkami związanymi z lekami i leczeniem (tak twierdziło 95 proc. badanych).[2] Aż 82 proc. seniorów deklarowało, że w ostatnich miesiącach nie wykupiło recepty na leki, bo nie ma pieniędzy. Część z nich musiałaby wybierać między zakupem leków a żywności.

– Struktura demograficzna społeczeństwa zmienia się, w Polsce żyje już blisko 10 mln seniorów. Zapewnienie odpowiednich dochodów na starość wydaje się coraz trudniejszym zadaniem i wymaga nie tylko aktywnej polityki emerytalnej, ale przede wszystkim zmiany podejścia ludzi młodych do kształtowania swoich przyszłych, a więc emeryckich dochodów. Przychody do senioralnego budżetu powinny płynąć z różnych źródeł, a emerycki budżet powinien opierać się nie tylko na świadczeniach emerytalnych od Państwa. Jednym z elementów, obok IKE, IKZE, PPE może być renta dożywotnia, czyli pieniądze zamrożone w nieruchomości. Za granicą popularność tego rozwiązania jest coraz większa, w Polsce wciąż niewiele osób decyduje się na wykorzystanie swojego kapitału zamrożonego w nieruchomości, a szkoda – podsumowuje Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

[1] Raport PolSenior2. Badanie poszczególnych obszarów stanu zdrowia osób starszych, w tym jakości życia związanej ze zdrowiem. Gdański Uniwersytet Medyczny, 2021 r.

[2] https://portal.abczdrowie.pl/miazdzacy-raport-przez-inflacje-musza-zrezygnowac-z-lekow-bo-nie-stac-ich-na-jedzenie

Przyszłość telefonii biznesowej: numer stacjonarny w komórce

Ponieważ wiele osób pracuje w domu, ważne jest, aby telefoniczna dostępność organizacji była w porządku. Niektóre organizacje nawet całkowicie przestawiły się na pracę w domu lub pracę zdalną. W czasach, gdy coraz trudniej jest po prostu podejść do biurka kolegi, dostępność telefoniczna staje się coraz ważniejsza, zarówno dla kolegów między sobą, jak i dla klientów!

Istnieje wiele opcji w zakresie telefonii biznesowej, które zapewniają klientom jak najlepsze wrażenia. Poniżej możesz przeczytać więcej o możliwościach, jakie oferuje telefonia biznesowa, o tym, jakie opcje są dostępne i co telefonia w chmurze może oznaczać dla pracy w domu.

Telefonia biznesowa daje możliwość dalszej profesjonalizacji i rozwoju organizacji. Ponadto telefonia biznesowa (online) daje możliwość bardziej elastycznego rozmieszczenia pracowników. Oto kilka przykładów tego, jak telefonia biznesowa może wspierać organizację:

1. Proste i automatyczne przekierowanie połączeń

Dzięki rozwiązaniom telefonii biznesowej połączenia mogą być łatwo i automatycznie przekazywane do pracowników. Dzięki wstępnie ustawionym trasom i menu klienci są automatycznie kierowani do dostępnego pracownika we właściwym dziale.

2. Łatwe skalowanie

Telefonia biznesowa oferuje możliwość łatwego skalowania, gdy organizacja tego potrzebuje. Dzięki różnym inteligentnym rozwiązaniom pracownicy potrzebują jedynie połączenia internetowego, aby być dostępnymi dla klientów. Nie potrzeba więc już dodatkowej przestrzeni biurowej ani fizycznych urządzeń w okresach wzmożonego ruchu. Gdy organizacja szybko się rozwija lub przeżywa szczytowe okresy w roku, domowy system telefoniczny rośnie wraz z nią równie szybko.

3. Oddzielny dzwonek

W inteligentnym systemie telefonicznym możesz włączyć osobny dzwonek. Oddzielny dzwonek ułatwia rozpoznanie, czy połączenie jest służbowe, czy prywatne. Dzięki temu pracownicy mogą też odpowiednio odbierać połączenia!

Od staromodnego call center do wirtualnej centrali telefonicznej w chmurze

Czy Twoja organizacja ma fizyczne call center i chce je lepiej wyposażyć do pracy w domu? W takim razie jedną z opcji byłoby danie pracownikom telefonu komórkowego do zabrania do domu. Jest to jednak często organizacyjnie i praktycznie niepożądane.

Wirtualny system telefoniczny działający w chmurze jest w tym przypadku wybawieniem. Pracownicy potrzebują jedynie połączenia z internetem, aby być dostępnymi, dlatego mogą być rozmieszczeni w każdym możliwym miejscu. Ponadto przełożeni mają możliwość odczytywania online danych o dostępności, zasięgu i innych danych oraz odpowiadania na nie bezpośrednio. Jeśli Twoja organizacja korzysta z telefonii biznesowej online, istnieją dwa sposoby przekazywania połączeń do pracowników:

Przekazywanie na urządzenia mobilne

Jedną z opcji jest przekierowanie połączeń przychodzących na urządzenia mobilne. Każdy numer wewnętrzny może być w zasadzie przekierowany na (lokalne) urządzenie mobilne. Przekazując połączenia na urządzenia mobilne, pracownicy mogą pozostać osiągalni w domu lub w podróży, aby wykonywać połączenia biznesowe.

Przekazywanie na telefon programowy

Drugą opcją jest przekazywanie połączeń służbowych na urządzenie z aplikacją telefonu programowego. Aplikacja softphone to oprogramowanie, które pracownicy mogą zainstalować na telefonie komórkowym, ale także np. na tablecie, laptopie lub komputerze stacjonarnym.

Telefon programowy może prawie całkowicie zastąpić telefony fizyczne i daje Twojej organizacji maksymalną elastyczność. Również w tym przypadku do połączenia z systemem telefonii VoIP pracownik potrzebuje jedynie połączenia mobilnego.

Różne rodzaje rozszerzeń numerów

Oprócz wyboru różnych rozwiązań sprzętowych i programowych dla telefonii biznesowej, masz do wyboru różne numery telefonów. Obecnie wśród polskich firm bardzo popularne są niemiecki numer telefonu, francuski numer telefonu, holenderski numer telefonu, belgijski numer telefonu, szwedzki numer telefonu i norweski numer telefonu.

Nawet numery międzynarodowe mogą być przekierowane na (lokalny) telefon komórkowy lub telefon programowy.

Zastanów się, co uważasz za ważne, oferując biznesowy numer telefonu. Zastanów się, co chcesz pokazać klientom i pomyśl, jak wyobrażasz sobie przyszłość organizacji. Czy skupiasz się na rynkach lokalnych? A może chcesz działać na skalę międzynarodową?

Co oznacza telefonia biznesowa dla pracy w domu

Wdrożenie odpowiedniego rozwiązania telefonii biznesowej dla organizacji daje możliwość zaspokojenia rosnącego zapotrzebowania na dostępność (telefoniczną). Oferuje też pracownikom większą elastyczność w czasach, gdy wiele pracy wykonuje się w domu. Łatwo jest przełączać się między rozmowami prywatnymi i służbowymi. Jest to również przydatne, gdy na przykład w domu są dzieci, które domagają się uwagi w międzyczasie! Możesz też łatwo zwiększyć skalę działania, gdy firma się rozrasta lub gdy chwilowo potrzebujesz większej pojemności.

Telefonia biznesowa pozwala Ci zapewnić jakość, do której przywykli Twoi klienci, nawet w czasach, gdy wiele osób pracuje w domu. Nie rezygnując z profesjonalizmu, oferujesz tę samą doskonałą usługę telefoniczną. Klienci nie zauważą żadnej różnicy!

Czy i jak można reklamować piwo bezalkoholowe?

Na polskim rynku pojawiają się kolejne oferty napojów bezalkoholowych – najpopularniejszym wariantem alkoholi „zero procent” są obecnie piwa bezalkoholowe, których wartość sprzedaży w 2022 roku prognozowana jest nawet na 1,3 mld zł [1]. Nie dziwi ten fakt, biorąc pod uwagę to, że obecnie spośród 89% Polaków pijących piwo 9% wybiera wyłącznie warianty bezalkoholowe a kolejne 8% czyni to okazyjnie [2] a dzięki temu ta kategoria napojów stała się trzecim najlepiej sprzedającym się segmentem piw, tuż po lagerach oraz piwach mocnych [3]. Piwa „zero” zyskują przy tym kosztem piw alkoholowych, których spożycie jednocześnie maleje [4] .

W telewizji i mediach społecznościowych można więc coraz częściej zauważyć reklamy piw bezalkoholowych. Kierowane są one do osób, które dbają o zdrowie i formę – a jednocześnie nie chcą rezygnować z ulubionego smaku, do kierowców, kobiet w ciąży, a nawet do osób małoletnich. W reklamach telewizyjnych piwo bezalkoholowe towarzyszy więc bohaterom na uczelni i w pracy. Jest elementem relaksu i wypoczynku, często pojawia się w kontekście motoryzacji czy żeglugi. Takiego kontekstu i nawiązań nie zauważymy przy tym w telewizyjnych reklamach tradycyjnego piwa. Także w social mediach pojawia się coraz więcej reklam piw bezalkoholowych, w tym ich smakowych wersji. Publikowane są one zarówno przez marki producentów czy dystrybutorów, jak również w formie treści sponsorowanych przez te marki – na profilach influencerów. Tematyka tych reklam również jest różnorodna – piwo bezalkoholowe jest kojarzone m. in. z wypoczynkiem, sukcesem, zdrowym trybem życia. W materiałach sponsorowanych napój ten towarzyszy wypadom poza miasto, na plaży, kobietom w ciąży podczas relaksu czy rodzicom odpoczywającym od opieki nad niemowlętami lub nawet w trakcie opieki nad dziećmi. Czy taka reklama jest jednak dopuszczalna?

W ustawie alkoholowej [5] dopuszczona została wyłącznie – pod ograniczeniami – reklama piwa i informowanie o sponsorowaniu wydarzeń przez producentów napojów zawierających od 8% do 18% alkoholu. Szczegóły dotyczące warunków publikowania reklam piw zostały uregulowane w art. 13ustawy alkoholowej. Reklama alkoholi jest co do zasady zakazana – dozwolone są tylko formy szczegółowo uregulowane w ustawie alkoholowej. Wydaje się przy tym, że problem nie dotyczy piw bezalkoholowych, które „piwem” nie są (a ustawa alkoholowa według art. 46 ust. 1 jako napoje alkoholowe traktuje wyłącznie te, w których stężenie etanolu przekracza 0,5%). Nic jednak bardziej mylnego.

Przyglądając się uważnie przepisom ustawy alkoholowej można bowiem zauważyć zakaz reklamy pośredniej alkoholu, zarówno przedmiotowej (produktów/działalności) jak i podmiotowej (producentów). Ograniczenia dotyczą reklamy i promocji produktów i usług, których nazwa, znak towarowy, kształt graficzny lub opakowanie wykorzystuje podobieństwo lub jest tożsame z oznaczeniem napoju alkoholowego lub innym symbolem obiektywnie odnoszącym się do napoju alkoholowego. Zakaz obejmuje także reklamę i promocję podmiotów, które w swym wizerunku reklamowym wykorzystują nazwę, znak towarowy, kształt graficzny lub opakowanie związane z napojem alkoholowym, jego producentem lub dystrybutorem. Przy tym odpowiedniki bezalkoholowe najczęściej korzystają z tych samych nazw, znaków towarowych, oznaczeń producenta, tych samych lub podobnych opakowań, podobnych etykiet – zatem ich reklama podlegać będzie tym samym przepisom, co reklama alkoholi.

Jak wskazał przy tym Trybunał Konstytucyjny w jednym z orzeczeń, „Reklama i promocja “innego produktu” korzysta bowiem z wizerunku handlowego ukształtowanego w przeszłości przez marketing alkoholu lub doznaje intensyfikacji na skutek tego, że ów “inny produkt” umożliwia jednoczesną reklamę alkoholu. To decyduje o interesach stron w nabyciu stosownej licencji lub dywersyfikacji działalności gospodarczej. Reklama produktu niealkoholowego oznaczonego znakiem towarowym, nazwą lub innym oznaczeniem związanym z napojem alkoholowym jest przy tym także (na przyszłość) faktycznie jednocześnie równoległą, dalszą reklamą alkoholu” [6] . Zdaniem TK, m. in. przy rozmiarze społecznego problemu jaki stwarza w Polsce alkoholizm uzasadnione jest ograniczenie swobody działalności gospodarczej wprowadzone zakazem reklamy pośredniej.

Reklama i promocja piwa oraz piwa bezalkoholowego (jako produktu, którego nazwa, znak towarowy, kształt graficzny lub opakowanie wykorzystuje podobieństwo lub jest tożsame z oznaczeniem napoju alkoholowego) jest więc dozwolona pod warunkami określonymi w art. 131 ust. 1 i 2 ustawy alkoholowej – tak w telewizji, radiu, kinie i teatrze (w określonych godzinach), jak i w innych mediach (w tym w Internecie). Między innymi zatem nie można kierować jej do małoletnich, łączyć jej ze sprawnością fizyczną lub kierowaniem pojazdami, wywoływać w niej skojarzeń z relaksem i wypoczynkiem, nauką, pracą i sukcesem. Tymczasem wszystkie te konteksty pojawiają się w telewizyjnych reklamach piw bezalkoholowych, co w kontekście tradycyjnych trunków jest niespotykane.

Równolegle przy tym 18,6% Polaków spożywa alkohol ryzykownie lub szkodliwie, a wśród nas żyje ok. 800 tys. osób z uzależnieniem od alkoholu. Szkodliwe skutki spożycia alkoholu dotykają także najmłodszych: Spektrum Płodowych Zaburzeń Alkoholowych FASD oraz pełnoobjawowy Płodowy Zespół Alkoholowy (FAS) występują w Polsce znacznie częściej niż np. choroby spektrum autystycznego czy zespół Downa [7]. Podkreślenia wymaga fakt, że w Polsce piwo bezalkoholowe może zawierać do 0,5% etanolu, a każda ilość alkoholu wpływa negatywnie na rozwijający się płód.

Pozostaje więc zatem promować postawę zmierzająca do przestrzegania określonych w ustawie alkoholowej zasad. Kto może być adresatem takiej promocji? Producenci, a także organizacje handlowe. Należy także uświadamiać konsumentów co do ich uprawnień w zakresie zgłaszania nieuczciwej reklamy do odpowiednich organów i możliwości tworzenia ruchów społecznych. – r.pr. Edyta Oleszczuk-Romańska, Kancelaria Prawna „Chałas i Wspólnicy”

Bibliografia:
[1] Artykuł „Polacy wydadzą w 2022 roku ponad 1,3 mld zł na piwa bezalkoholowe” opublikowany na portalu internetowym Wiadomościspożywcze.pl [online:] https://wiadomoscispozywcze.pl/artykuly/9993/polacy-wydadza-w-2022-roku-ponad-13-mld-z-na-piwa-bezalkoholowe/
[2] Dane na podstawie badania internetowego (CAWI) przeprowadzonego przez ABR SESTA i SYNO Polska w dniach 07-08.08.2021 na próbie 1037 mieszkańców Polski [online:] https://abrsesta.com/pl/preferencje-piwne-polakow-w-2021/
[3] Artykuł „Rynek alkoholi w Polsce” opublikowany na portalu internetowym hurt&detal [online:] https://hurtidetal.pl/article/art_id,35564-60/rynek-alkoholi-w-polsce/
[4] Artykuł „Polacy wydadzą w 2022 roku ponad 1,3 mld zł na piwa bezalkoholowe Wyrok Trybunału Konstytucyjnego z dnia 28 stycznia 2003 r. (sygn. akt K 2/02) Opracowanie PARPA „FASD w Polsce”
[5] Ustawa z dnia 26 października 1982 r. o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi (t.j. Dz. U. z 2021 r. poz. 1119 z późn. zm.)
[6] Wyrok Trybunału Konstytucyjnego z dnia 28 stycznia 2003 r. (sygn. akt K 2/02)
[7] Opracowanie PARPA „FASD w Polsce” [online]: http://www.ciazabezalkoholu.pl/images/file/RozpowszechnianieFASD/FASD_w_Polsce.pdf

Jak wprowadzić cyfryzację do prawa pracy?

Transformacja pracy, zmiany na rynku wynikające z procesów globalizacji, rosnącej konkurencji, a także ostatnimi czasy pandemia koronawirusa zwiększyły zainteresowanie cyfryzacją. Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) postuluje, aby w tym zakresie dokonać stosownych zmian w obszarze prawa pracy. Nowoczesne technologie muszą wpłynąć na unowocześnienie sposobu prowadzenia dokumentacji, zawierania umów, składania oświadczeń woli. Stąd postulat, żeby wszelkie dokumenty związane z prawem pracy, w tym również zawieranie umów o pracę, mogły być ważne z wykorzystaniem podpisu hybrydowego – tak, aby uprościć kwestie związane z relacjami pracowniczymi, z zatrudnianiem pracowników i prowadzeniem dokumentacji pracowniczej.

– Uważamy, że prawo pracy powinno podążać za zmianami, które już się dokonują w obrocie konsumenckim i gospodarczym – gdzie coraz więcej umów jest zawieranych na odległość. Stosują to banki, firmy pożyczkowe, ubezpieczeniowe i uważamy, że prawo pracy także powinno je wprowadzić – powiedziała serwisowi eNewsroom Grażyna Spytek-Bandurska, ekspertka prawa pracy w Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – Dzięki temu pracownicy w wygodniejszy sposób, ale zarazem bezpieczny, będą mogli na odległość zawierać różnego rodzaju umowy, podpisywać dokumenty – oczywiście ze wszelkimi wymogami bezpieczeństwa. Na przykład przy wykorzystaniu adresów mailowych, kodów cyfrowego potwierdzania loginów smsem. Dokumentacja będzie wówczas w sposób maksymalny uproszczona, prowadzona zgodnie z wymogami postępującej cyfryzacji. Zresztą wynika to też z postulatów i wytycznych Unii Europejskiej – zaznacza Spytek-Bandurska.

Ceny energii i opału w górę. Ile więcej będzie kosztować zima i kogo na nią stać?

Wojna w Ukrainie i jej konsekwencje na nowo definiują niezależność energetyczną całej Europy. Wzrost wysokości cen węgla, prądu i gazu to jednak efekt nałożenia się wielu czynników: zarówno decyzji politycznych i gospodarczych w kraju, jak i ogólnej sytuacji geopolitycznej. Konsekwencje natomiast dotyczą wszystkich i są odczuwalne już dziś: ceny nośników energii we wrześniu 2022 r. były o 44,3% wyższe niż przed rokiem. Koszty ogrzewania na poziomie nawet 15.000 zł rocznie są już całkiem realne.

Zgodnie z danymi Głównego Urzędu Statystycznego ceny towarów i usług konsumpcyjnych we wrześniu 2022 r. wzrosły o 17,2% w porównaniu z analogicznym miesiącem zeszłego roku. Poziom inflacji konsumenckiej CPI w stosunku do poprzedniego miesiąca wzrósł natomiast o 1,6%.

Spośród wszystkich kategorii produktów zaprezentowanych przez GUS, to właśnie ceny energii wzrosły najbardziej:

  • nośniki energii ogółem – 44,3% rdr
  • opał – 172,2% rdr
  • gaz – 35,6% rdr
  • energia cieplna 21% rdr
  • energia elektryczna – 5,1% rdr

Dlatego eksperci rankomat.pl przeanalizowali, na jakie koszty związane z ogrzewaniem muszą nastawić się Polacy tegorocznej zimy.

Węgiel, gaz i prąd to trzy najbardziej popularne źródła ciepła wg danych statystycznych CEEB

Z końcem czerwca 2022 r. upłynął termin na złożenie deklaracji w zakresie wykorzystywanych źródeł ciepła do Centralnej Ewidencji Emisyjności Budynków (CEEB). Analiza złożonych do CEEB deklaracji wskazuje, że najbardziej popularnym rodzajem ogrzewania wykorzystywanym w Polsce są ciągle kotły na paliwo stałe, czyli węgiel oraz drewno, pellet lub inny rodzaj biomasy.

Drugie pod względem popularności jest ogrzewanie gazowe: jego udział w całkowitej strukturze źródeł ciepła stanowi 24%. Na trzecim miejscu znalazło się ogrzewanie elektryczne – odpowiednio 12%.

Według złożonych deklaracji kolejne miejsca zajęły odpowiednio:

  • miejska sieć ciepłownicza – 3%,
  • pompy ciepła – 2%,
  • kolektory słoneczne od ciepłej wody użytkowej lub z funkcją wspomagania ogrzewania – 3%,
  • kocioł olejowy – 1%.

Sposoby ogrzewania nieruhomości w Polsce

Roczne koszty ogrzewania według danych za III kwartał 2022 r. najwyższe dla oleju opałowego i węgla

Koszty ogrzewania domu czy mieszkania zależą od wybranego źródła ciepła, ale również sprawności systemu centralnego ogrzewania, standardu energetycznego budynku, jakości dostarczanego paliwa, a także powierzchni nieruchomości i liczby osób w gospodarstwie domowym.

Szacunkowe roczne koszty ogrzewania nieruchomości o powierzchni 150 m2 dla 4-osobowej rodziny i dla budynku o standardzie energetycznym WT 2008 (czyli o niewielkiej izolacji termicznej), z uwzględnieniem taryf obowiązujących w III kwartale 2022 r. wyniosą:

  • olej opałowy – 14.320 zł,
  • węgiel – w zależności od średniej sprawności kotła 84% i 64% koszty odpowiednio wyniosą 11.570 zł i 15.130 zł,
  • pellet – 12.210 zł
  • przy użyciu gazowego kotła kondensacyjnego na propan – 11.320 zł,
  • ogrzewanie elektryczne – 9.520 zł,
  • gaz ziemny – 5.710 zł
  • pompa ciepła – koszty w zależności od rodzaju urządzenia kształtują się na poziomie od 2.470 zł do 4.070 złRoczny koszt ogrzewania budynku 150m2

O ile jednak ogrzewanie olejem opałowym dotyczy niewielkiej liczby osób, to już rosnące koszty węgla stanowią problem dla znacznej części społeczeństwa.

Węgiel nawet ponad 4.000 zł za tonę

Według danych rządowej strony cieplo.gov.pl (stan na dzień 18.10.2022 r.), cena tony węgla waha się pomiędzy 1.414,50 a 4.440 zł. Dla porównania według danych GUS średnioroczna cena detaliczna węgla kamiennego w 2021 r. wyniosła 996,60 zł za tonę.

W praktyce koszt 4 ton węgla dla przeciętnej rodziny w 2021 r. oznaczał wydatek na poziomie 4.000 zł. Natomiast przy aktualnej średniej cenie węgla (około 2.500 zł za tonę), będzie to nawet 10.000 zł.

Biorąc pod uwagę rządowe wsparcie pod postacią dodatku węglowego w wysokości 3.000 zł, to aktualne realne koszty ogrzewania mogą sięgnąć 7.000 zł. Według pesymistycznego scenariusza: nawet 14.760 zł (biorąc pod uwagę maksymalną cenę węgla za tonę). To kwoty, które znacznie przekraczają miesięczne dochody gospodarstwa domowego.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w 2021 r. dochód rozporządzalny na osobę wyniósł 2.062 zł – co wówczas wystarczyło na zakup 2 ton węgla. Według aktualnych cen, taka kwota może w najlepszym razie pozwolić na kupno 1 tony opału.

Najtaniej do 4.000 zł w skali roku z pompą ciepła

Koszty pozostałych najbardziej popularnych surowców wykorzystywanych do ogrzewania nieruchomości również nie dają nadziei na większe oszczędności. Z jednym wyjątkiem – o czym poniżej.

Aktualnie cena tony pelletu drzewnego sięga już około 3.000 zł – ubiegłej zimy było to około 1.200 – 1.300 zł na tonę. Wzrost kosztów o ponad 100% rdr oznacza, że przywołany wcześniej dochód rozporządzalny na 1 osobę, nie wystarczy już nawet na nabycie 1 tony pelletu drzewnego.

Nieznacznie lepiej sytuacja wygląda w przypadku wykorzystania kotła elektrycznego. Według naszej kalkulacji koszty roczne dla nieruchomości o powierzchni 150 m2 mogą sięgnąć kwoty 9.520 zł. W skali roku na ogrzewanie z użyciem prądu trzeba więc przeznaczyć kwotę, która odpowiada pięciu miesiącom dochodu, jaki średnio przypadał na osobę w 2021 r.

Promowane do czasu wybuchu wojny w Ukrainie ogrzewanie gazem, daje szansę na niższe rachunki. W skali roku to wydatek około 5.710 zł.  Jednak ciągle jest to prawie równowartość 3 miesięcy dochodu rozporządzalnego na osobę w 2021 r.

Optymalnym i oszczędnym rozwiązaniem wydaje się być pompa ciepła. W zależności od rodzaju wybranego urządzenia, roczny koszt ogrzewania nieruchomości waha się pomiędzy 2.470 a 4.070 zł. Mankamentem tego rozwiązania są jednak wysokie koszty wejścia. Inwestycja wymaga bowiem zaangażowania środków na poziomie od 35.000 do 50.000 zł.

Koszty energii elektrycznej w 2023 r. uzależnione od wysokości rocznego zużycia

Rozwiązaniem dla wzrostu cen energii elektrycznej w przyszłym roku ma być ich zamrożenie na poziomie z 2022 r. Rządowe wsparcie dla gospodarstw domowych ma dotyczyć tylko określonego limitu zużycia energii:

  • 2 MWh rocznie dla gospodarstwa domowego,
  • 2,6 MWh dla gospodarstw domowych z osobami z niepełnosprawnościami,
  • 3 MWh dla rodzin z Kartą Dużej Rodziny i rolników.

Natomiast zużycie ponad określony w przepisach limit, będzie oznaczać rozliczenie według aktualnych taryf i cenników obowiązujących w 2023 r., ale z określoną stawką maksymalną: na poziomie 693 zł za 1000 kWh dla gospodarstw domowych.

Według wyliczeń przedstawionych na stronie Kancelarii Prezesa Rady Ministrów takie działanie przełoży się na znaczące oszczędności dla obywateli.

Przykładowo dla seniora, którego średnie zużycie prądu rocznie sięga 1100 kWh, koszty energii w 2023 r. zostaną utrzymane na tym samym poziomie co w 2022 r. czyli wyniosą 771,10 zł, zamiast 1.690,70 zł, które należałoby ponieść bez rządowego wsparcia.

Dla małżeństwa z dwójką dzieci będzie to około 1.682 zł w 2022 r., a 1832,80 zł w 2023 r. zamiast 3.688,8 zł przy braku zamrożenia cen.

Jednak koszty dla przeciętnej rodziny wzrosną, nawet pomimo obowiązywania Tarczy Solidarnościowej. Bowiem limity określone w procedowanej ustawie są na niższym poziomie niż realne zapotrzebowanie na prąd przy założeniu wykorzystywania energii w celu ogrzewania nieruchomości.

Aż 22% Polaków rozważa finansowanie ogrzewania zimą przy pomocy kredytu

Rosnące koszty ogrzewania, inflacja oraz dynamiczne zmiany w zakresie sytuacji gospodarczej w kraju, znajdują odzwierciedlenie w decyzjach konsumentów.

Według badania przeprowadzonego w czerwcu 2022 r. na zlecenie rankomat.pl, aż 22% respondentów wskazało, że zamierza zaciągnąć kredyt lub pożyczkę na zakup paliwa na zimę. Co ciekawe 36% badanych planowało przeznaczyć pożyczone środki na aktualne wydatki: typu jedzenie czy paliwo, a 35% z nich na opłaty cykliczne, czyli rachunki i czynsz.finansowanie ogrzewania zimą przy pomocy kredytu

Pomimo rządowych programów wsparcia, pod postacią zamrożenia cen energii elektrycznej czy dofinansowania zakupu węgla, wzrost kosztów ogrzewania już jest głęboko odczuwalny. Dotychczasowe podwyżki oraz prognozy dalszego wzrostu cen energii i opału mogą wpłynąć na zwiększenie potrzeb kredytowania bieżących wydatków gospodarstw domowych. Korzystanie z oszczędności lub poszukiwanie zewnętrznych źródeł finansowania może okazać się koniecznością – komentuje Izabela Stachura–Adamczyk, ekspert ds. produktów finansowych rankomat.pl.

 

Przedsiębiorcy przerażeni wizją utraty środków unijnych. „Dla sektora budowlanego brak publicznych inwestycji to katastrofa”

„Bez środków unijnych jesteśmy skazani na stagnację i biedę”. Przedsiębiorcy reagują na doniesienia o braku środków unijnych i obawiają się fali bankructw.

Doniesienia medialne dotyczące ewentualnego zamrożenia wszystkich funduszy strukturalnych dla Polski to informacja, która gigantycznie zaniepokoiła zachodniopomorskich przedsiębiorców. Blokada oznaczałaby, że realizacja niemal wszystkich zadań infrastrukturalnych byłaby niemożliwa. Co gorsza, środki te zwykle stanowiły również wsparcie inwestycyjne i rozwojowe dla przedsiębiorców. – Jeżeli Polska straciłaby 75 miliardów złotych to nawet nie chcę sobie wyobrażać, jak wielkie straty dla gospodarki to wygeneruje. To faktyczne zatrzymanie nas w rozwoju w imię niejasnych, politycznych ambicji i teorii. Dla przedsiębiorców to cios, bo nie dość, że nie mogą liczyć na środki z Krajowego Planu Odbudowy po pandemii to nie jest wykluczone, że nie będą mogli liczyć także na środki z np. Regionalnego Programu Operacyjnego. Ktoś chce udusić polską przedsiębiorczość, nie dać jej powietrza i paliwa do rozwoju. Musimy bić na alarm i apelujemy do rządzących o jak najszybsze zapewnienie, że środki unijne dla Polski nie są zagrożone. Interesują nas konkretne informacje, a nie tylko jednozdaniowe dementi – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

„Bez funduszy unijnej, czyli koła zamachowego rozwoju, jesteśmy skazani na biedę, stagnację i uratę jakiejkolwiek perspektywy konkurencyjności”

Z doniesień medialnych – szczebla międzynarodowego – wynika, że Unia Europejska wprowadza w życie zapowiadane wcześnie kroki i wstrzymuje praktycznie wszystkie fundusze dla Polski, dopóki nie naprawimy sądownictwa. Chodzi przede wszystkim o wykonanie wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE dotyczącego likwidacji Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego i związanej z tym konieczności przywrócenia do pracy sędziów odsuniętych przez ID oraz zagwarantowanie sędziom prawa do zadawania pytań prejudycjalnych do TSUE, czyli w praktyce wniosków o interpretację prawa UE. Polska zgodziła się zrealizować wszystkie wymagania Unii, lecz dziś swoich zobowiązań nie realizuje i stąd takie decyzje.

– Każdy Rząd ma prawo do swojej polityki. Nie może ona jednak być oderwana od tego, że jesteśmy elementem większej wspólnoty jak Unia Europejska. Nie możemy pozwolić sobie na utratę środków, na które samorządy i przedsiębiorcy czekają od lat. Bez funduszy unijnej, czyli koła zamachowego rozwoju, jesteśmy skazani na biedę, stagnację i uratę jakiejkolwiek perspektywy konkurencyjności z krajami, które te środki otrzymają. Nie mogę zrozumieć, jak można doprowadzać do sytuacji w której zagrożone są tak wielkie pieniądze dla naszego kraju – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Najtrudniej będzie mieć sektor budowlany

– Wiele firm do dzisiaj nie powróciło do działalności operacyjnej sprzed koronawirusa, a inne przedsiębiorstwa są dodatkowo dławione przez wiele negatywnych czynników zewnętrznych i wewnętrznych tj.: Wojna, COVID, inflacja, wzrosty cen materiałów budowlanych, trudność z pozyskiwaniem surowców, gigantyczne braki na rynku pracy i potężny kryzys energetyczny. Przedsiębiorcy mierzą się z niespotykaną dotychczas ilością komplikacji. Kiedy pomoc jest dostępna i możliwa to należy po nią szybko sięgnąć tu i teraz. Po braku środków z KPO dotyka nas kolejna katastrofa i zablokowanie jednego z funduszy strukturalnych czyli Funduszu Spójności. Funduszu, który został powołany, by wyrównywać dysproporcje rozwojowe między regionami Unii Europejskiej. Bez z pieniędzy z KPO i Funduszu Spójności, nie tylko nie wyrównamy dysproporcji, a jej jeszcze pogłębimy. To bardzo niebezpieczny trend. W obliczu rozpędzonej inflacji i hamującej gospodarki, spadającej siły nabywczej złotówki i ubożenia się przeciętnego gospodarstwa domowego, potrzeba nam nowego impulsu inwestycyjnego – dodaje dr Piotr Wolny, dyrektor biura Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Brak środków unijnych to poważny problem dla wielu sektorów gospodarki. Eksperci Izby wskazują jednak te, które na inwestycje czekają najbardziej. – Dla sektora budowlanego to cios niewyobrażalny. W dobie spowolnienia gospodarczego to właśnie inwestycje publiczne pozwalają przetrwać kryzys. Czeka nas fala upadłości jeżeli wstrzymane zostaną inwestycje rządowe i samorządowe – mówi Hanna Mojsiuk.

Północna Izba Gospodarcza oczekuje od rządzących wyjaśnień i zapewnienia, że zrobione zostanie wszystko, by środki europejskie do Polski trafiły. W przeciwnym razie przed nami kryzys gospodarczy, którego konsekwencją będzie zastój, stagnacja i fala upadłości.

Hakerzy wykorzystują Tłumacza Google do przejęcia naszych danych

  • Psychologiczny mechanizm ekspozycji doskonale znają hakerzy, którzy wykorzystując popularne marki, starają się zwabić i wykorzystać ufność użytkowników.
  • kampania informowała o wiadomości, której użytkownik „jeszcze nie otrzymał”, a na otwarcie jej ma zaledwie 48 godzin. Po kliknięciu w link ofiara przenoszona była do strony imitującej witrynę Google Translate, proszącej o podanie danych logowania
  • Na co warto zwrócić uwagę, to zastosowana socjotechnika: pilna prośba o potwierdzenie dostępu do konta użytkownika i ograniczony czas na możliwość reakcji. Do tego dochodzi wizerunek zaufanego dostawcy usług. Od strony programistycznej interesujące jest wykorzystanie JavaScript oraz polecenia Unescape, mającego za cel ukrycie rzeczywistych intencji.

Socjotechnika to podstawa większości ataków hakerskich. Tym razem cyberprzestępcy postanowili podszyć się pod Tłumacza Google, chcąc przejąć dane uwierzytelniające ofiar – ostrzegają badacze Avanan i Check Point Software. Eksperci proponują też trzy proste kroki ograniczające ryzyko ataku.

Popularne witryny są dla użytkowników synonimem zadufania. Bardziej prawdopodobne jest, że internauta otworzy stronę, która wygląda jak Google, niż taką, która z niczym mu się nie kojarzy. Psychologiczny mechanizm ekspozycji doskonale znają hakerzy, którzy wykorzystując popularne marki, starają się zwabić i wykorzystać ufność użytkowników.

Eksperci firmy Avanan, należącej do Check Point Software, opisali ostatnio atak z wykorzystaniem wizerunku Tłumacza Google, w którym fałszywe witryny miały za cel zebranie danych uwierzytelniających. Wektorem ataku była wiadomość e-mail, co nie powinno budzić zdziwienia, biorąc pod uwagę dane wskazujące, że w Polsce niemal 2/3, a na świecie ponad 80 proc. ataków przeprowadzanych jest właśnie za pośrednictwem poczty elektronicznej.

Skierowana do hiszpańskojęzycznych odbiorców kampania informowała o wiadomości, której użytkownik „jeszcze nie otrzymał”, a na otwarcie jej ma zaledwie 48 godzin. Po kliknięciu w link ofiara przenoszona była do strony imitującej witrynę Google Translate, proszącej o podanie danych logowania. Na co warto zwrócić uwagę, to zastosowana socjotechnika: pilna prośba o potwierdzenie dostępu do konta użytkownika i ograniczony czas na możliwość reakcji. Do tego dochodzi wizerunek zaufanego dostawcy usług. Od strony programistycznej interesujące jest wykorzystanie JavaScript oraz polecenia Unescape, mającego za cel ukrycie rzeczywistych intencji.

Przedstawiony atak, to przykład kampanii jakich wiele w Internecie, dlatego tak ważne jest zrozumienie mechanizmu stojącego za jego skutecznością. Konsekwencje mogą okazać się tragiczne, a przejęcie konta e-mail to jeden z najmniejszych wymiarów kary. Eksperci Check Point Software zalecają podjęcie kilku kroków radykalnie obniżających narażenie na atak:

  • Zawsze najeżdżaj kursorem na adresy URL, aby upewnić się, że miejsce docelowe jest prawidłowe
  • Pamiętaj, aby zwracać uwagę na niespójności gramatyczne, ortograficzne i rzeczowe w wiadomości e-mail
  • Jeśli nie masz pewności co do e-maila, zapytaj o niego pierwotnego nadawcę

Trzy filary zielonego transportu miejskiego – czy Polska jest gotowa na paliwa alternatywne

Jak sprawić, by transport zbiorowy stał się bardziej ekologiczny? Jedną z możliwości są inwestycje w ekologiczne środki lokomocji, jak elektryczne czy gazowe autobusy, które pozwalają zmniejszyć ilość zanieczyszczeń w miastach. Jednak światowe zawirowania gospodarcze wpływające na dynamiczne wzrosty cen energii i gazu, w ostatnich miesiącach nie sprzyjają decyzjom o transformacji miejskich flot. Temu tematowi już 25 października br. przyjrzą się eksperci z dziedziny elektromobilności i transportu z EMIS (ISI Emerging Markets Group), Business Centre Club oraz Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych.

W tym roku aż 96 proc. osób mieszkających w miastach Unii Europejskiej było narażonych na zanieczyszczenie powietrza przekraczające najnowsze wytyczne Światowej Organizacji Zdrowia. Jest to jeden z powodów, dla którego samorządy powinny poważnie myśleć o wymianie taboru na bardziej ekologiczny. Bez odważnych decyzji ze strony włodarzy transformacja transportu miejskiego nie będzie mogła mieć miejsca.

Na szczęście prezydenci i burmistrzowie polskich miast coraz częściej postrzegają zakup nowoczesnych autobusów elektrycznych i gazowych jako szansę na rozwój ośrodków miejskich i chętnie stają w pierwszym szeregu orędowników takich rozwiązań. Jednym z ostatnich przykładów może być Toruń, na ulice którego w maju tego roku wyjechało pierwszych sześć autobusów elektrycznych. Patrząc na ogólnopolskie statystyki, udział elektrobusów w segmencie miejskim przekracza już 30 proc. i cały czas rośnie. W zeszłym roku po raz pierwszy w historii autobusy zasilane prądem wyprzedziły w rejestracjach modele z silnikami Diesla.

Jak napędzać autobusy

W obecnych czasach zasilanie komunikacji miejskiej pojazdami z napędem elektrycznym i gazowym może stanowić odpowiedź na mniejszą podatność w zakresie światowych cen. Inwestycje w dywersyfikację floty w dłuższej perspektywie docenią samorządy, które na rzecz autobusów elektrycznych będą konsekwentnie rezygnować z tych z silnikami Diesla. Cena oleju napędowego wynosi w tym momencie nawet 8 zł za litr i nic nie wskazuje na to, aby w najbliższym czasie miała się ustabilizować.

W maju br. w Polsce dostępnych było 520 stacji ładowania autobusów elektrycznych, które dostarczały ponad 70 MW mocy. Liczby te początkowo mogą robić wrażenie, lecz niosą za sobą istotne konsekwencje. Rozbudowa flot elektrobusów, a co za tym idzie i stacji ładowania, poważnie zwiększa zapotrzebowanie na energię. A o tę obecnie trudniej niż zwykle.

Transport a zmiany na świecie

Transport, jaki obserwujemy obecnie, nadal stanowi jedynie fragment tego, który pozostawiliśmy w czasach przedpandemicznych. Analitycy EMIS w raporcie „Poland Transportation Sector 2022/2023” wskazują, że w 2019 r. liczba osób, które skorzystały z transportu pasażerskiego, w tym drogowego, kolejowego, lotniczego i wodnego, wyniosła 620,2 mln. Dwa lata później, po kilku falach pandemii, było to już 392,9 mln pasażerów. Co warto podkreślić, mimo wszystko oznacza to wzrost o 11 proc. w stosunku do 2020 r., gdy liczba podróżujących osiągnęła zaledwie 354 mln. Ma to szczególne znaczenie dla transportu drogowego, który stracił prawie połowę użytkowników sprzed pandemii.

W 2022 roku sektor ten napotkał kolejną przeszkodę. Mowa o zakłóconych przepływach strategicznych oraz zaburzonych łańcuchach dostaw będących wynikiem nałożonych sankcji na Rosję. Ceny paliw poszybowały i ponieważ to najważniejszy koszt dla tego sektora, jego rentowność stała się wątpliwa.

Zielony transport miejski w opinii ekspertów

Czy ekologiczne autobusy, biorąc pod uwagę rosnące koszty i trudności w eksploatacji, mogą okazać się wyzwaniem na drodze do ekologicznej komunikacji miejskiej? Jak bardzo rekomendacje Unii Europejskiej dot. zeroemisyjności transportu odbiegają od możliwej do osiągnięcia rzeczywistości? Między innymi na te pytania odpowiedzą eksperci podczas wydarzenia pt. „Trzy filary zielonego transportu miejskiego: elektrobusy, stacje ładowania, status prawny”.

Spotkanie organizowane przez EMIS (ISI Emerging Markets Group) i Business Centre Club odbędzie się w środę, 25 października. Wśród prelegentów będą: Andrzej Żurawski (ekonomista EMIS i CEIC z grupy ISI Emerging Markets Group), Zbigniew Wyszogrodzki (prezes MZK Toruń, wiceprezes BCC), Maciej Mazur (dyrektor zarządzający Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych), a także Grzegorz Krupnik (ekspert ds. OZE, elektromobilności i środowiska w BCC).

Podczas debaty omówią wyzwania, przed którymi stoi miejski sektor transportowy, ze szczególnym uwzględnieniem pojazdów o napędzie ekologicznym. Do wydarzenia dołączyć będzie można online oraz na żywo w Centralnym Domu Towarowym w Warszawie.

Na spotkanie można zarejestrować się pod linkiem: https://info.emis.com/zielony-transport-miejski

Bankowanie w stylu smart? Sprawdź, co zyskujesz z nowoczesnym kontem bankowym

Internetowe konto bankowe dla wielu osób stanowi podstawę codziennego kontrolowania swoich finansów. Bankowość mobilna rozwija się w błyskawicznym tempie – rachunek można założyć i prowadzić sposób z poziomu komputera, telefonu lub tabletu, nie odwiedzając ani razu stacjonarnej placówki danego banku. Dodatkowo tego typu usługi stają się z każdym rokiem coraz bezpieczniejsze i bardziej „smart”, czyli dostosowane do potrzeb współczesnego odbiorcy. Nowoczesne konto w banku daje wiele możliwości i oferuje funkcje, które mogą zaskakiwać. Poznaj najważniejsze zalety bankowania w stylu smart!

Konto bankowe dopasowane do Twoich potrzeb

Dzięki bankowości mobilnej zarządzanie finansami staje się coraz łatwiejsze. Banki oferują wiele rodzajów rachunków ściśle dopasowanych do potrzeb konkretnych klientów – ich wieku, stanu materialnego, tego czy podróżują, studiują, prowadzą firmę. Każdy użytkownik konta bankowego ma nieco inne preferencje – niektórzy wolą wypłacać gotówkę, inni preferują płatności bezgotówkowe, jednym zależy na prostej, intuicyjnej obsłudze i kilku podstawowych funkcjach, drudzy chcą pomnożyć majątek poprzez zakładanie lokat i inwestycje. Aby przekonać się, spośród jakich opcji możesz wybierać, wystarczy, że zajrzysz na stronę: https://www.santander.pl/klient-indywidualny/konta

Bankowanie w stylu smart, czyli mądrze, ale i nowocześnie

Nowoczesna bankowość to zupełnie inny wymiar zarządzania pieniędzmi niż jeszcze kilkanaście lat temu. Nie tylko można łatwo założyć konto bankowe przez Internet, ale również kontrolować je zdalnie, a nawet otworzyć lokatę za pośrednictwem aplikacji mobilnej. Potrzebny Ci kredyt lub karta kredytowa? Otwierając rachunek w banku, możesz korzystać z wyjątkowo korzystnych ofert przygotowanych specjalnie dla Ciebie. Nowoczesne bankowanie smart to przede wszystkim:

  • dostęp do usług mobilnych i internetowych,

  • możliwość dokonywania płatności zbliżeniowych telefonem lub zegarkiem oraz płacenia BLIKIEM,

  • błyskawiczny podgląd stanu konta,

  • oszczędzanie w trybie „smart” – poprzez tworzenie dowolnych celów i automatyczne odkładanie pieniędzy,

  • możliwość kupowania biletów komunikacji miejskiej, zamawiania taksówek i opłacania parkingów z poziomu aplikacji bankowej,

  • dostęp do atrakcyjnych promocji i programów premiowych (np. Mastercard Bezcenne Chwile lub Visa Benefit).

Różne pokolenia – różne potrzeby

Z wiekiem zmieniają się potrzeby dotyczące produktów bankowych. Dziecko, dzięki posiadaniu własnego rachunku, może uczyć się oszczędzania, nastolatek, student – zarządzania własnym budżetem, pełnoletni klient lub przedsiębiorca – skorzysta z pełnej oferty bardzo zróżnicowanych usług. Mimo to niektóre oczekiwania wobec rachunków bankowych są wspólne dla wszystkich grup wiekowych: np. brak dodatkowych opłat czy łatwy dostęp do aplikacji. Poszczególne konta osobiste różnią się od siebie pod wieloma względami po to, by każdy mógł znaleźć opcję dla siebie.

Konto dla dzieci

Czy najmłodsi potrzebują rachunku bankowego? Zdecydowanie tak! To doskonały sposób na uczenie się, na czym polega oszczędzanie. Konto bankowe dla dziecka: https://www.santander.pl/klient-indywidualny/konta/konto-jakie-chce-dla-dzieci – pełni funkcję elektronicznej skarbonki, w której można odkładać środki na przyszłość, a przy tym korzystać z atrakcyjnego oprocentowania. Stały podgląd stanu rachunku sprawia, że dziecko uczy się panować nad swoim budżetem, choć oczywiście wszelkie operacje finansowe są w jego imieniu wykonywane przez rodziców lub opiekunów. Dodatkową zaletą założenia tego typu konta w banku jest dostęp do ciekawych programów edukacyjnych – bank Santander prowadzi portal „Finansiaki”, gdzie znaleźć można wiele ciekawych materiałów edukacyjnych (gier, animacji, bajek i opowiadań) dotyczących zarządzania pieniędzmi dla najmłodszych.

Konto dla młodych

Starsze dzieci – powyżej 13. roku życia – mają dużo bardziej rozbudowane potrzeby, jeżeli chodzi o konto w banku. Nastolatki często same płacą już za zakupy online i w sklepach stacjonarnych, wykonują płatności mobilne przy użyciu telefonu lub zegarka (przez Google Pay lub Apple Pay) oraz BLIKIEM, świadomie oszczędzają, podróżują i zaczynają kontrolować swój budżet. To oznacza, że konto bankowe dla młodych powinno oferować znacznie więcej opcji niż to dla dzieci.

Przykładowo, Santander Bank Polska proponuje nastolatkom rachunek bez opłat, z dostępem do usług mobilnych i internetowych. Młodzi ludzie mogą w każdej chwili wypłacić gotówkę na całym świecie – wystarczy, że znajdą bankomat, a karta płatnicza ułatwia im bezgotówkowe płacenie za zakupy i usługi na co dzień. Rodzice mogą „doładować” rachunek bankowy dziecka w każdej chwili z poziomu swojej aplikacji. Oczywiście, należy pamiętać, że nieletni w wieku 13-17 lat (czyli małoletni) mogą wykonywać transakcje na kwotę maksymalnie 5000 zł miesięcznie. Szczegóły oferty znajdziesz na stronie: https://www.santander.pl/klient-indywidualny/konta/konto-jakie-chce-dla-mlodych. Szczególnym rodzajem rachunku dedykowanego młodym ludziom jest konto studenckie: https://www.santander.pl/klient-indywidualny/konta/konto-jakie-chce-dla-studenta – oferuje ono znacznie więcej możliwości, dostęp do atrakcyjnych lokat i kredytów, a także programu stypendialnego banku Santander.

Konto dla firm

Przedsiębiorcy to grupa klientów o bardzo specyficznych potrzebach. Konta firmowe nie tylko ułatwiają bardzo dokładną kontrolę nad przychodami i wydatkami przedsiębiorstwa, ale również umożliwiają błyskawiczne dokonywanie comiesięcznych opłat do ZUS i US. W Santander Bank Polska dodatkowo możesz korzystać z wielu udogodnień takich jak:

  • brak opłat po spełnieniu określonych warunków,

  • możliwość prowadzenia dodatkowego konta walutowego za darmo,

  • dostęp do portalu Santander Trade (dotyczącego prowadzenia biznesu poza granicami kraju) oraz kantoru internetowego,

  • indywidualne oferty kredytów firmowych i leasingu.

Również w tym przypadku bank wychodzi naprzeciw oczekiwaniom zapracowanych przedsiębiorców i upraszcza wszelkie procedury – bez problemu założysz firmowe konto bankowe online: https://www.santander.pl/firmy/konta za pośrednictwem strony internetowej.

Bankuj świadomie i bezpiecznie

Świadome korzystanie z konta internetowego to nie tylko wybór najkorzystniejszej finansowo oferty, ale również dbanie o bezpieczeństwo swoich pieniędzy. Dla większości osób jest oczywiste, że podając komuś numer konta, nie należy udostępniać żadnych danych umożliwiających dostęp do niego – jednak obecnie oszuści i złodzieje korzystają z nowoczesnych metod wyłudzania informacji, nie tak oczywistych. Warto korzystać z oferty banku, który chroni pieniądze swoich klientów i np.:

  • umożliwia wprowadzenie limitów płatności,

  • wysyła alerty o zmianach na koncie,

  • stosuje szyfrowanie,

  • blokuje dostęp do rachunku, jeśli zbyt wiele razy wprowadzono nieprawidłowe dane do logowania na stronie internetowej lub w aplikacji.

Aby lepiej chronić swoje finanse, można skorzystać ze specjalnych zabezpieczeń – przykładowo bank Santander oferuje darmową usługę CyberRescue. Obejmuje ona m.in. dodatkową weryfikację witryn internetowych, za pośrednictwem których dokonuje się płatności, ochronę przed kradzieżą środków z konta internetowego, a także przed wzięciem kredytu na dane klienta bez jego wiedzy.

Nowoczesne rozwiązania, które wspierają codzienne nadzorowanie budżetu

Nowoczesne konta internetowe umożliwiają nie tylko przelewanie pieniędzy, ale również wykonywanie wielu innych działań, które ułatwiają codzienną kontrolę nad budżetem. Wybierając propozycję konkretnego banku, upewnij się, czy dany produkt spełni wszystkie Twoje oczekiwania i jaki jest jego koszt – czy karta bankomatowa i przelewy internetowe są dodatkowo płatne, jak wiele funkcji oferuje aplikacja mobilna i czy możesz załatwić wszystkie formalności, nie wychodząc z domu. Jak podjąć właściwą decyzję? Możesz samodzielnie porównać oferty lub sprawdzić ich ranking. Oszczędności da się gromadzić na niemal każdym rachunku – ważne jednak, by robić to na korzystnych warunkach!

Grupa Recykl rusza z budową farmy PV i otwiera nową linię produkcyjną zwiększającą łączną produkcję granulatów SBR o 20-25 proc. rocznie

Grupa Recykl S.A., lider rynku zagospodarowywania odpadów poużytkowych w postaci zużytych opon, podsumowuje realizację inwestycji strategicznych, prezentowanych z końcem 2021 roku. Firma 14 października rozpoczęła rozruch drugiej linii do produkcji granulatów gumowych w Chełmie, która podwoi roczne wolumeny produkcji. Na potrzeby zakładu rozpoczęła się także budowa farmy fotowoltaicznej o mocy 2 MW. Jednocześnie 18 października została podpisana umowa z NFOŚiGW finansująca inwestycję w Chełmie. Zarząd spodziewa się zakończenia wszystkich inwestycji w ramach przyjętej „Strategii 2030” do końca 2023 roku.

18 października 2022 r. spółka zależna Recykl Organizacja Odzysku S.A. zawarła z Narodowym Funduszem Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej umowę o dofinansowanie w formie pożyczki projektu: „Rozbudowa linii przetwórstwa opon poprzez zakup linii granulacji i doczyszczania granulatu gumowego w zakładzie produkcyjnym Recykl Organizacja Odzysku S.A. w Chełmie”. Całkowity koszt netto realizacji Projektu wynosi 14,4 mln zł. Kwota pożyczki udzielonej przez NFOŚiW wynosi 8,64 mln zł, bezzwrotnej dotacji: 4,32 mln zł, a pozostałą kwotę stanowią środki własne. Projekt ma zostać zrealizowany do 31 grudnia 2022 r.

– W ostatnich kwartałach zgodnie z założeniami realizowaliśmy wszystkie zakładane inwestycje wskazane w „Strategii 2030”. Otrzymując we wrześniu pozwolenie na budowę farmy PV, rozpoczęliśmy prace budowlane, których ukończenia spodziewamy się na przełomie I i II kw. 2023 roku. Inwestycja istotnie obniży nasze zapotrzebowanie energetyczne w zakładzie w Śremie. Z drugiej strony w ostatnich dniach uruchomiliśmy nową linię produkcji granulatów w Chełmie, która podwoi moce produkcyjne zakładu, a w skali Grupy zwiększy ich produkcję o 20-25 proc. rocznie. Sfinansowanie niniejszej inwestycji było możliwe dzięki zawartej umowie na dotację i pożyczkę z NFOŚiGW w łącznej wys. niemal 13 mln zł. Do zakończenia całego projektu brakuje nam jeszcze linii do w pełni automatycznego pakowania i paletowania, dzięki której istotnie uprościmy proces pakowania granulatów w małe opakowania. Jej dostawa i uruchomienie zaplanowane są na przełomie listopada i grudnia br. – mówi Maciej Jasiewicz, Wiceprezes Grupy Recykl S.A.

Uruchomienie nowej linii do granulacji i doczyszczania granulatu gumowego zwiększy potencjał i możliwości produkcyjne zakładu w Chełmie i przyczyni się do osiągnięcia przez Grupę założonych celów produkcyjnych i sprzedażowych przedstawionych w Strategii 2030 w etapach pośrednich. Zakładają one począwszy od 2023 roku zwiększenie: wolumenów przerobu opon (do 120 tys. ton rocznie) oraz wolumenów sprzedaży wysokomarżowych produktów Grupy (do 56 tys. ton rocznie dla SBR oraz do 20 tys. ton rocznie dla czystego drutu stalowego).

– Efekty kolejnych inwestycji będą stopniowo widoczne w skali naszego biznesu w kolejnych kwartałach. Warunki rynkowe w postaci wysokiego popytu na produkty i usługi Grupy są niezmiennie sprzyjające, z drugiej strony musimy pamiętać o naturalnym, obserwowanym w szeregu branż gospodarki wzroście bazy kosztowej, zwłaszcza w obszarze energii. Wpływ niniejszych zjawisk mitygujemy przez szereg działań optymalizacyjnych, aktywną politykę handlową pod kątem wzrostów cen oraz inwestycje, w tym obejmujące instalację PV. W przyszłości nie wykluczamy budowy kolejnych własnych źródeł – uzupełnia Maciej Jasiewicz.

Opublikowana w grudniu 2021 roku „Strategia 2030” zakłada 5 głównych filarów pokazujących kierunki rozwoju Grupy. Według założeń w latach 2021-2030 roku pozwolą jej osiągnąć nie mniej jak 1 mld zł skumulowanych przychodów, 280 mln zł EBITDA i 150 mln zł zysku netto. Filary dokumentu obejmują:

  • I filar – inwestycje w zakłady i rozbudowa sieci zbiórki opon,
  • II filar – rozwój sprzedaży, w tym poprzez ekspansję na rynkach zagranicznych,
  • III filar – wdrożenie nowych produktów,
  • IV filar – aktywny udział Grupy w działaniach prośrodowiskowych, zakładający dalszy rozwój marki w oparciu o zasady zrównoważonego rozwoju,
  • V filar – aktywny udział akcjonariuszy i kluczowej kadry menadżerskiej Spółki w budowie jej wartości.

Akcjonariusze Grupy Recykl 27 czerwca 2022 r. podjęli decyzję o wypłacie pierwszej w historii dywidendy. Wyniosła ona 0,50 zł na akcję, tj. tys. zł (826 tys. zł) i została wypłacona 30 września br.

Na rynku chwila wytchnienia

Wraz ze spokojem ceny ropy znów spadają. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że sezon grzewczy często jest czasem silnej aktywizacji Rosji.

Lepsze dane z Niemiec

Wczoraj poznaliśmy mniej niepokojący (niż oczekiwaliśmy) indeks instytutu ZEW z Niemiec. Interpretowanie takich danych ma zawsze ten sam problem. Jesteśmy na jednych z najgorszych poziomów w kilkudziesięcioletniej historii publikacji tego wskaźnika. Z drugiej strony spodziewano się jeszcze gorszych poziomów. Nie może zatem dziwić, że nie potraktował tych danych jako złych. Nawet było widać dość anemiczne wzrosty euro po publikacji. Obecne poziomy przynajmniej od strony technicznej nie uzasadniają kupna europejskiej waluty. Bez wyraźnego sygnału z obecnych poziomów należy mniej oczekiwać wzrostów.

Dane z USA wciąż dobre

Wczoraj w USA poznaliśmy dwa ważne powiązane ze sobą wskaźniki. Wzrosła produkcja przemysłowa oraz wykorzystanie mocy produkcyjnych. Ciężko, żeby jednostkowemu wzrostowi produkcji nie towarzyszyło zwiększanie owych mocy. W dłuższym okresie oczywiście możliwe jest wybudowanie większej infrastruktury. Wyższa produkcja w USA wpisuje się w obecną narrację o tym, że spowolnienie za oceanem, o ile do niego dojdzie, będzie dużo słabsze niż w Europie. To właśnie to przeświadczenie powoduje, że dolar jest obecnie tak mocny. Również na tych założeniach opierają się oczekiwania względem kolejnego silnego wzrostu stóp procentowych.

Ropa poniżej 90 dolarów

Notowana w Londynie ropa Brent znów zadomawia się poniżej poziomu 90 dolarów za baryłkę. Jako powód spadków wskazywane są przez analityków z dwóch powodów, po pierwsze USA ma uwolnić kolejne rezerwy na rynek. Po drugie prognozy popytu z Chin znów spadają. Zadyszka w największej gospodarce świata ma tutaj znaczący wpływ. Dzieje się to pomimo lepszych dla ropy danych z USA. Zapasy paliw spadły w tym tygodniu. Należy jednak pamiętać, że tydzień temu miały gigantyczny wręcz wzrost. Z obecnych poziomów mamy jeszcze ponad 6 dolarów za baryłkę do najtańszej ropy od początku rosyjskiej inwazji. Z drugiej strony znając powiązanie, w którym ropa tanieje, gdy dolar się umacnia, wielu analityków spodziewa się, że ruch spadkowy może być kontynuowany.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Coraz więcej deweloperów zaczyna budować mieszkania na wynajem

Czy firmy deweloperskie będą realizować inwestycje przeznaczone pod wynajem instytucjonalny? Czy biorą pod uwagę współpracę z inwestorami albo tworzenie własnych platform do wynajmu? Jakie działania podejmują w tym kierunku? Sondę opracował serwis nieruchomości dompress.pl

Tomasz Kaleta, dyrektor Departamentu Sprzedaży Develia S.A.

Obecnie prowadzimy prace projektowe nad pierwszymi inwestycjami tego typu. Jesteśmy otwarci na rozmowy z funduszami PRS i innymi podmiotami zainteresowanymi długofalową współpracą. Podpisaliśmy umowę joint venture z firmą The Heart, w ramach której wspólnie zbudujemy platformę do kompleksowej obsługi najmu. Jej uruchomienie planujemy na rok 2023, kierując w pierwszej kolejności ofertę do funduszy i klientów indywidualnych.

Angelika Kliś, członek zarządu Atal

Nie podjęliśmy kroków w tym kierunku. Od lat skupiamy się na sprzedaży mieszkań klientom indywidualnym i w tym modelu działamy. Niemniej jednak nie wykluczamy sprzedaży instytucjonalnej w przyszłości.

Boaz Haim, prezes Ronson Development

Pod koniec 2021 roku ogłosiliśmy, że rozpoczynamy działalność w segmencie najmu instytucjonalnego. Obecnie możemy pochwalić się powstaniem marki LivinGo. Ten nowy filar biznesu ma zapewnić nam stałe przychody z wynajmu mieszkań w atrakcyjnych częściach największych polskich miast. W naszych projektach PRS firma będzie odpowiadać za cały proces, od etapu projektowania inwestycji, przez etap budowy, po opracowanie oferty, wprowadzenie jej na rynek i zarządzanie samym wynajmem.

Wzrost znaczenia najmu instytucjonalnego ma podłoże demograficzne i jest związany z rosnącą mobilnością, szczególnie młodego pokolenia. Jednak ma też związek z obecnymi czynnikami ekonomicznymi. Wyhamowanie rynku kredytowego ma bezpośrednie przełożenie na zwrot w kierunku rynku najmu.

Przygotowujemy ofertę w tym zakresie. Już w połowie przyszłego roku oddamy pierwsze 100 mieszkań w inwestycji Ursus Centralny, dedykowanych właśnie pod PRS. Nasz bank ziemi w tym segmencie w Warszawie jest zabezpieczony na prawie 2 000 mieszkań i stale pracujemy nad jego poszerzeniem. Nie wykluczamy także rozszerzenia go o kolejne miasta.

Robert Stachowiak, prezes zarządu SGI

Do tej pory dość mocno skupialiśmy się na klientach indywidualnych, którzy cenią sobie standard premium. Obecnie, gdy dostępność kredytów jest znacznie mniejsza i w niektórych przypadkach spłaty odsetek są wyższe niż raty kredytu, również zamożniejszym klientom nie będzie opłacało się pewnie korzystać z tak kosztownego finansowania. Dlatego też rozpoczęliśmy rozmowy z inwestującymi ostatnio w Polsce funduszami, kupującymi budynki z mieszkaniami na wynajem instytucjonalny.

Cezary Grabowski, dyrektor marketingu i sprzedaży w Bouygues Immobilier Polska

Obecnie skupiamy się na budowie inwestycji, które są przeznaczone dla klienta indywidualnego, gdyż chcemy zaspokoić potrzeby mieszkaniowe na rynkach w Warszawie, Wrocławiu, Poznaniu i Trójmieście. Aktualnie nie mamy planów budowy mieszkań wyłącznie pod wynajem, jednak cały czas uważnie analizujemy rynek. Trzeba podkreślić, że mieszkanie to podstawowa potrzeba. Niestety ze względu na obostrzenia kredytowe wiele osób rezygnuje z zakupu mieszkania i zaczyna interesować się jego wynajmem. Tu jednak napotykają kolejne trudności, a mianowicie małą podaż mieszkań, szczególnie w dużych miastach i rekordowe ceny najmu, które w ciągu ostatniego roku wzrosły o kilkadziesiąt procent.

Adrian Potoczek, dyrektor ds. Sprzedaży i Marketingu w Wawel Service

Na razie nie mamy w planach budowy tego typu projektów. Oczywiście, rozmawiamy z inwestorami, ale wciąż naszymi głównymi klientami są nabywcy indywidualni. To właśnie na nich chcemy się skupić tworząc ofertę.

Joanna Janowicz, dyrektor zarządzająca w firmie Constructa Plus

Potwierdzam, że w tej chwili prowadzimy rozmowy z kontrahentami instytucjonalnymi w odniesieniu do jednego z dwóch projektów, które planujemy wybudować z myślą o wynajmie. Z całą pewnością będzie to wynajem długoterminowy, a operatorem będzie spółka, którą powołamy do tego celu. Nasze plany są dalekie od tworzenia platformy czy zawierania umów za pośrednictwem rozwiązań elektronicznych. Zależy nam na tradycyjnym sposobie obsługi klientów, ponieważ wiemy, jak ważne są relacje. Zbudowanie ich jest prawie niemożliwe przy zanonimizowanym kontakcie pozbawionym ludzkiego oblicza.

Sebastian Barandziak, prezes zarządu Dekpol Deweloper

Ze względu na ograniczone obecnie możliwości zakupu nieruchomości, mieszkania przeznaczone na wynajem będą stale zyskiwać na popularności. Spodziewamy się dalszego ożywienia na rynku najmu i w związku z tym rozważamy wejście na rynek PRS. Obecnie badamy rynek i zbieramy informację na temat tego, jak wygląda funkcjonowanie PRS w kraju i poza nim.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Rozważamy taką współpracę, ale nie w Warszawie. Mamy w portfelu 2 wieloetapowe projekty w Poznaniu i Łodzi i w ich przypadku rozważamy współpracę z inwestorami instytucjonalnymi.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Skupiamy działalność głównie na budowie mieszkań na sprzedaż klientom indywidualnym. Natomiast rozważamy także sprzedaż do funduszy inwestycyjnych. Mamy już doświadczenie w tej kwestii. Z końcem ubiegłego roku zawarliśmy umowę z funduszem dotyczącą sprzedaży całego budynku na warszawskich Bielanach przy metrze Słodowiec.

Małgorzata Ostrowska, dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Budujemy obecnie lokale inwestycyjne na sprzedaż w inwestycji Pileckiego 59, zlokalizowanej u zbiegu ulic Pileckiego i Puławskiej na warszawskim Ursynowie. Trafiają one do rąk prywatnych inwestorów. W cenie od 295 tys. zł są apartamenty, których właściciel może liczyć na stały dochód z najmu i realny wzrost wartości nieruchomości w czasie.

Grzegorz Kopacki, wiceprezes zarządu Homeland Development

Nie planujemy realizacji inwestycji pod wynajem. Inwestorzy instytucjonalni mają coraz wyższy koszt pieniądza, w związku z tym nie akceptują dzisiaj tylu projektów, ile jeszcze 6-12 miesięcy temu. Budowanie pod wynajem całkowicie nam dzisiaj nie odpowiada.

Marcin Michalec, CEO Okam

Wśród Polaków, których nie będzie stać na własne mieszkanie, ale także w rosnącym gronie obcokrajowców przebywających Polsce, rozwijać się będzie nadal najem krótko-

i długookresowy. W związku z niesprzyjającą, ogólną sytuacją gospodarczą, rosnącą inflacją, trudnościami niektórych deweloperów w pozyskaniu kredytów inwestycyjnych czy rosnącymi kosztami realizacji i finansowania inwestycji jest wysoce prawdopodobne, że na znaczeniu zyska najem instytucjonalny. To, w perspektywie planowanych projektów, dla części inwestorów, którym lokale sprzedają się wolniej, szansa na rozbudowę portfela inwestycyjnego, szybszy zwrot zainwestowanego kapitału czy dodatkowy przychód.

Nasza firma koncentruje się na inwestycjach na sprzedaż. Nie wykluczamy jednak, że w przyszłości rozwijać będziemy aktywność także w segmencie PRS.

Wojciech Chotkowski, prezes zarządu Aria Development

Jesteśmy otwarci na różne formy dywersyfikacji działalności oraz na projekty z inwestorami instytucjonalnymi. Doświadczenie oraz wiedza i umiejętności naszego zespołu będą dużym wsparciem we współpracy z potencjalnym partnerem.

Mariola Żak, dyrektor sprzedaży i marketingu w Aurec Home

Nie zamykamy się na żadne projekty budowlane, jednak naszą główną działalność koncentrujemy na budowie mieszkań. Przy realizacji projektów mieszkaniowych jesteśmy otwarci na współpracę z podmiotami zewnętrznymi. Staramy się koncentrować na realizacji projektów, a nie na ich długofalowej obsłudze.

Piotr Baran, prezes zarządu PCG S.A.

Zapotrzebowanie na nowe mieszkania w Polsce jest ciągle ogromne, według danych statystycznych brakuje nawet 3 milionów lokali. Sytuacja jest tak zła i grozi wzrostem liczby osób dotkniętych kryzysem bezdomności, że w tej sprawie u premiera interweniował Rzecznik Praw Obywatelskich. Spadki sprzedaży u deweloperów wynikają z silnego ograniczenia zdolności kredytowej kupujących i wzrostu kosztów kredytów, to te czynniki ostudziły popyt na rynku mieszkaniowym.

Potrzeby jednak nie zniknęły, w tej sytuacji najlepszym rozwiązaniem jest zaoferowanie tym osobom profesjonalnego najmu mieszkania, bo potencjał, szczególnie w miastach poza wielką szóstką, takich jak na przykład Legnica, Wałbrzych czy Szczecin jest ogromny. Nasza firma się do tego przygotowuje. Tworzymy struktury wewnętrzne, powołaliśmy spółkę PCG Rent. Chcemy możliwie najszybciej uruchomić taką ofertę we wszystkich naszych inwestycjach.

Niestety problemem obecnie w Polsce jest brak instrumentów finansowych ze strony banków. Na ten moment nie ma możliwości pozyskania finansowania na zakup mieszkań pod instytucjonalny najem, co wyklucza wiele małych i średnich firm deweloperskich. Gotówkowe transakcje w tej sytuacji rynkowej możliwe są jedynie dla dużych podmiotów z kapitałem zagranicznym. Firmy deweloperskie takie jak PCG, choć są zdolne szybko dostosować swoją działalność także do najmu mieszkań, nie są w stanie tego zrobić bez uzyskania kredytu na ten cel z banku. Dlatego czekamy i mamy nadzieję na jak najszybszą zmianę w tym zakresie w sektorze bankowym.

Netflix powyżej oczekiwań, content króluje

Po męczącym dotychczas dla Netflixa 2022 roku, inwestorzy oddychają z ulgą, ponieważ wydaje się, że jego losy mogą się odwrócić. Po spadku liczby subskrybentów, po raz pierwszy w swojej historii Netflix przerósł oczekiwania i zdobył 2,41 mln subskrybentów w III kwartale. Treść po raz kolejny okazała się być najważniejsza i stała się powodem, dla którego Netflix odnotował tak dobre wyniki w tym kwartale – od Stranger Things do Cobra Kai.

Przychody w tym kwartale skoczyły o 5,9 proc., czyli do 7,93 mld dolarów, a zyski przerosły oczekiwania wynosząc 3,10 dolarów na akcję. Tak więc, choć Netflix nie rośnie w tym samym tempie, co kilka lat temu – wraca na dobrą drogę.

Choć patrząc ogólnie był to mocny raport, prognozy na IV kwartał nie zachwyciły, pokazując, że przyszłość nie będzie cała różowa. Silny dolar w dalszym ciągu odbija się na przychodach i zyskach, a prognoza zysku za IV kwartał wynosi 0,36 centów na akcję, podczas gdy szacunki Wall Street mówią o 1,20 dolara. Jednak głównym punktem zainteresowania inwestorów są abonenci, których liczba, według prognoz w IV kwartale ma zwiększyć się o 4,5 mln.

Kolejnym punktem zainteresowania dla inwestorów będzie nowy tier reklamowy spółki. Chociaż model ten może nie mieć znaczącego wpływu do 2023 roku, wydaje się, że Netflix może znaleźć klucz do swojego wzrostu na nowych poziomach.

Josh Gilbert, analityk rynkowy eToro

Na rynku wtórnym ceny mieszkań w III kwartale przestały rosnąć

W III kwartale 2022 r. eksperci GetHome.pl zaobserwowali w największych miastach wzrost oferty mieszkań na rynku wtórnym. Najważniejsza z punktu widzenia kupujących może być jednak informacja, że ich ceny przestały rosnąć.

Na rynku kredytów hipotecznych panuje zapaść, ale na rynku wtórnym nie zaobserwowaliśmy do tej pory gwałtownego załamania sprzedaży mieszkań. Tylko w Warszawie sytuacja może budzić niepokój – mówi ekspert portalu GetHome.pl Marek Wielgo.

Gdzie popyt wzrósł, a gdzie zmalał?

Mimo drożejących kredytów mieszkaniowych, trzeci kwartał br. był nieco lepszy pod względem sprzedażowym od drugiego. W 7 analizowanych przez miastach, za pośrednictwem agencji, nabywców znalazło łącznie blisko 8,5 tys. mieszkań, czyli o 6% więcej niż w trzech wcześniejszych miesiącach.

Mowa tu jednak o zagregowanych danych. W każdym z  miast sytuacja jest diametralnie inna. Na przykład w Gdańsku i Poznaniu popyt wzrósł w trzecim kwartale o 14%. Niepokoić może jednak w tych miastach spadek sprzedaży we wrześniu w porównaniu z sierpniem.Wykres 1

Z kolei w Warszawie sprzedaż topniała z każdym kolejnym kwartałem, a w trzecim była aż o  9% mniejsza niż w drugim. Regres odnotowano także w Katowicach, Krakowie i Wrocławiu o odpowiednio: 18%, 7% i 5%.

Nie można wykluczyć, że część nabywców mogła zmienić preferencje i zamiast kupić mieszkanie od dewelopera, znalazła je na rynku wtórnym. Co prawda w Gdańsku, Krakowie i Warszawie średnia cena metra kwadratowego mieszkań z drugiej ręki jest wyższa niż kupowanych od deweloperów. Jednak na rynku wtórnym łatwiej jest znaleźć mieszkanie odpowiadające możliwościom finansowym nabywcy.   Wykres 2

Ponadto wielu kupujących decyduje się na mniejszy metraż, często rezygnując z jednego pokoju. We wszystkich największych miastach najchętniej kupowane są mieszkania dwupokojowe. Jednak w Warszawie, Krakowie i Gdańsku czyli tam, gdzie średnia cena metra kwadratowego jest najwyższa, wyraźnie wzrósł ich udział w sprzedaży, np. w Gdańsku z 37% do 44%.  We Wrocławiu udział mieszkań trzypokojowych skurczył się z 40% do 36%. Natomiast udział kawalerek wzrósł z 8% do 11%.

Coraz więcej mieszkań na rynku

Z danych portalu GetHome.pl wynika, że w 7 analizowanych miastach pośrednicy w obrocie nieruchomościami wprowadzili w trzecim kwartale na rynek łącznie blisko 11,4 tys. mieszkań, czyli o 1% mniej niż w poprzednich trzech miesiącach. We Wrocławiu nowa podaż była aż o 25% mniejsza niż w drugim kwartale, a w Katowicach, Gdańsku i i Łodzi o odpowiednio: 11%, 5% i 4%.

Z kolei w Warszawie, Poznaniu i Krakowie, w trzecim kwartale na rynek trafiło więcej mieszkań niż w poprzednich trzech miesiącach. W stolicy wzrost nowej podaży wyniósł aż 12%. Mimo to wprowadzonych do sprzedaży mieszkań było więcej niż sprzedanych. Podobnie było w pozostałych metropoliach. W efekcie we wszystkich analizowanych miastach wzrosła liczba mieszkań oferowanych przez agencje pośrednictwa, co jest dobrą wiadomością dla potencjalnych nabywców. W III kwartale najbardziej wzrósł wybór mieszkań w Poznaniu i Warszawie (o 21%).Wykres 3

Warto podkreślić, że analizowanie rynku wtórnego bardzo utrudnia fakt, że oferty mieszkań na sprzedaż są rozproszone w wielu portalach ogłoszeniowych i bazach agencji pośrednictwa w obrocie nieruchomościami. Np. w portalu GetHome.pl oferty z rynku wtórnego zamieszcza ok. 1,6 tys. agencji pośrednictwa w obrocie nieruchomościami. Co ważne, trafiają do niego oferty unikalne. GetHome.pl odsiewa bowiem duplikaty, które w niektórych portalach ogłoszeniowych stanowią nawet 80% wszystkich ofert.

Średnie ceny ofertowe w dół

Najpewniej wszyscy zadają dziś sobie pytanie, czy pogorszenie koniunktury na rynku mieszkaniowym będzie skutkowało korektą nominalnych cen mieszkań o 5-10%, czy głębokim spadkiem. Niektórzy analitycy już od dwóch lat wypatrują „pęknięcia bańki cenowej”. Jednak ci, którzy liczą na taki rozwój wypadków na razie mogą być zawiedzeni. Z danych GetHome.pl wynika, że w Katowicach, Krakowie i Wrocławiu średnia cena metra kwadratowego mieszkań utrzymała poziom z końca II kw., a w Łodzi i Warszawie wzrosła o symboliczny 1%.Wykres 4

Jedynie w Gdańsku i Poznaniu odnotowano spadek średniej o odpowiednio 1% i 2%. Żeby lepiej zobrazować to zjawisko należy sięgnąć po dane pokazujące średnie ceny mieszkań wprowadzonych na rynek i sprzedanych. W stolicy średnia wzrosła, bo w ofercie agencji pojawiła się pula mieszkań ze średnią przeszło 14,7 tys. zł za m kw., czyli wyższą od średniej w ofercie, która we wrześniu przekraczała 14,5 tys. zł za metr. Ponadto z oferty agencji zniknęły stosunkowo tanie mieszkania.Wykres 5

Z kolei w Poznaniu sprzedający najwyraźniej spuścili z tonu, bo średnia cena za metr kwadratowy mieszkań wprowadzonych na rynek przez agencje pośrednictwa wynosiła ok. 9,2 tys. zł. Średnia w ofercie to przeszło 9,5 tys. zł za metr. Wielu potencjalnych nabywców mieszkań z pewnością zmartwi jednak fakt w tym roku w większości analizowanych miast skurczył się udział mieszkań z ceną poniżej 7 tys. zł za m kw.

Najbardziej spektakularną zmianę zaobserwowano w Łodzi, gdzie w styczniu 62% mieszkań w ofercie agencji pośrednictwa kosztowało mniej niż 7 tys. zł za metr. Po dziewięciu miesiącach udział takich lokali wynosi 51%. Wzrósł natomiast odsetek mieszkań z ceną ofertową powyżej 10 tys. zł za m kw. Najbardziej we Wrocławiu – z 37% do 54%. Najwyższy jest oczywiście w Warszawie: 90%. Ceny przeszło jednej trzeciej mieszkań na warszawskim rynku wtórnym przekraczają pułap 15 tys. zł za m kw.

Autor: Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl

Spadki na WIG-Energetyka. Dolar bije kolejne rekordy

Główne amerykańskie indeksy, które 3 sesje temu zaliczyły najniższe poziomu od listopada 2020, wyszły wczoraj na najwyższy poziom od 9 sesji (S&P 500 +1,14 proc., DJIA +1,12 proc., Nasdaq Composite +0,9 proc.). Na giełdach Azji i Oceanii lekko przeważały dziś rano wzrosty cen akcji. Najsilniejszy – +1,21 proc. – notował dziś filipińskie PSEi. O ponad 2 proc. spadał dziś natomiast Hang Seng.

Na europejskich rynkach akcji brak było dziś rano dominującej tendencji (DAX -0,07 proc. CAC 40 +0,01 proc. ok. godz. 9:45).

Słabła GPW (WIG-20 -0,83 proc. ok. godz. 9:45). Najniższy od grudnia 2020 poziom osiągnął dziś rano WIG-Energetyka. Najniżej od listopada 2020 był dziś kurs akcji PGE. Wśród składników mWIG-u swe nowe cykliczne minima osiągnęły dziś kursy akcji spółek Enea, Tauron Polska Energia oraz Neuca.

Swój nowy najwyższy od 2008 roku poziom osiągnęły dziś rentowności 10-letnich obligacji skarbowych Stanów Zjednoczonych. Rentowność polskich 10-latek utrzymywała się w okolicach poziomu swego szczytu z czerwca (8,195 proc.).

Cena kontraktów na amerykański gaz (Henry hub) na NYMEX-ie osiągnęła wczoraj najniższy poziom od ponad 3 miesięcy. Również najniżej od lipca były wczoraj ceny kontraktów na gaz ziemny na rynkach europejskich. Najniższy od roku poziom zaliczyły wczoraj ceny kontraktów na kawę na ICE. Najwyżej od końca 2016 roku były zaś wczoraj ceny kontraktów na sok pomarańczowy na ICE.

Rynek walutowy ewidentnie rzuca wyzwanie bankowi centralnemu Japonii, który miesiąc temu po raz pierwszy od 1998 roku zainterweniował w obronie jena. Nastąpiło to, gdy kurs USD/JPY zbliżył się do najwyższego od 1998 roku poziomu bliskiemu 146 jenów. Dziś rano kurs USD/JPY był najwyżej od 32 lat przekraczając poziom 149 JPY. Najwyższy poziom w historii – nieco wyższy od poziomu poprzedniego rekordu ze stycznia 1998 – osiągnął kurs USD względem malezyjskiego ringgita. Rekordowego poziomu dotknął dziś kurs amerykańskiego dolara względem tureckiej liry. Lekko spadał kurs EUR/USD (-0,36 proc. ok. godz. 9:20).

Lekko słabł dziś rano polski złoty (EUR/PLN +0,15 proc., USD/PLN +0,51 proc. ok. godz. 9:20).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara nadal czaił się lekko powyżej poziomu 19000 USD spadając dziś rano o 0,48 proc.

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

Rośnie zapotrzebowanie na pracowników tymczasowych

Pracodawcy nie mają wyjścia i – mimo trudnej sytuacji gospodarczej – muszą prowadzić swój biznes. Do obsługi klientów czy realizacji zamówień potrzebni są pracownicy coraz częściej przyjmowani nie na stały etat, a tymczasowo. Na taki tryb zatrudniania przechodzi rosnąca liczba przedsiębiorców. Jak wynika z danych Grupy Progres, zapotrzebowanie na pracowników tymczasowych we wrześniu i na początku października br. było o 20 proc. wyższe niż w analogicznym okresie 2021 r.

  • Odczyty PIE, BGK i GUS pokazują pogorszenie nastrojów wśród przedsiębiorców.
  • Mimo trudnej sytuacji gospodarczej pracodawcy nie mają wyjścia i muszą prowadzić swój biznes.
  • Firmy, żeby przetrwać, wstrzymały wiele planów, a żeby móc w tym wszystkim zachować płynność realizowanych zamówień, zamiast tworzyć struktury własne, zaczęli outsourcować proces rekrutacji oraz zatrudniania.
  • Zapotrzebowanie na pracowników tymczasowych we wrześniu i na początku października br. było o 20 proc. wyższe niż w analogicznym okresie 2021 r. (dane Grupy Progres).
  • Co druga badana firma w Polsce (50 proc.), która zatrudnia pracowników tymczasowych, planuje w ciągu roku zwiększyć liczbę etatów.

Wrześniowy odczyt Miesięcznego Indeksu Koniunktury (MIK) Polskiego Instytutu Ekonomicznego i Banku Gospodarstwa Krajowego pokazuje pogorszenie nastrojów wśród przedsiębiorców. W sierpniu br. MIK wyniósł przełomowe 98,6 pkt, osiągając po raz pierwszy od lutego br. poziom negatywny, we wrześniu spadł o 4,5 pkt do poziomu 94,1 pkt. Wpłynęła na to niestabilna i nieprzewidywalna sytuacja gospodarcza, wojna w Ukrainie, wzrost cen energii oraz osłabienie wyników sprzedażowych, a także spadek popytu na dobra i usługi. Panujący niepokój potwierdzają również dane GUS. Według Urzędu wskaźnik ogólnego klimatu koniunktury gospodarczej w przetwórstwie przemysłowym (niewyrównany sezonowo — NSA) wyniósł we wrześniu br. -18,8 wobec -15,2 w sierpniu. Najbardziej pesymistyczne nastroje panują wśród podmiotów z sektorów tj. budownictwo, przetwórstwo przemysłowe oraz zakwaterowanie i gastronomia.

W obliczu sytuacji, która zmienia się z dnia na dzień i testuje wytrzymałość firm, pracodawcy musieli nieco wyhamować i z piątego przestawić się na trzeci lub drugi bieg. Co spowodowało, że wstrzymali wiele planów inwestycyjnych i zredukowali koszty prowadzenia działalności, a żeby móc w tym wszystkim zachować płynność realizowanych zdań i zamówień, zamiast tworzyć struktury własne, zaczęli outsourcować proces rekrutacji oraz zatrudniania.

Kryzys tak, ale nie w pracy tymczasowej

Według najnowszego badania Grupy Progres „Rynek pracy 360” co druga firma w Polsce (50 proc.), która zatrudnia pracowników tymczasowych, planuje w ciągu roku zwiększyć liczbę etatów. Ich utrzymanie na podobnym poziomie deklaruje 22 proc. przełożonych. 11 proc. myśli o zmniejszeniu kadry, a 17 proc. jeszcze nie wie, czy będzie zwalniać, czy przyjmować do pracy. Co więcej, według analiz Spółki zapotrzebowanie na pracowników tymczasowych we wrześniu i na początku października br. było o 20 proc. wyższe niż w analogicznym okresie 2021 r.

Wiele firm żyje obecnie w niepewności, mimo tego nie może przestać działać, bo ogłoszenie upadłości lub zamknięcie biznesu – nawet w kryzysie – nie wydaje się najlepszym rozwiązaniem. Trudna sytuacja gospodarcza sprawiła, że część pracodawców nauczyła się funkcjonować w nowej „normalności”, wdrożyła elastyczne rozwiązania i zrestrukturyzowała zespół na bardziej projektowy. Dla rosnącej liczby organizacji odejście od sztywnych schematów zatrudniania oznaczało być albo nie być. Często nie mieli oni wyjścia, bo dynamicznie zmieniająca się rzeczywistość sprawiła, że długofalowe planowanie polityki kadrowej okazało się praktycznie niemożliwe. Przedsiębiorcy w stronę przyszłości dążą małymi krokami, zakładają działania na krótki czas i gdy on upływa, planują kolejne. Obejmuje to również rekrutację i proces zatrudniania – oferty pracy stałej zastąpiono etatami tymczasowymi – mówi Cezary Maciołek, prezes Grupy Progres.

Pogarszające się nastroje przedsiębiorców nie spowodowały spadku popularności pracy tymczasowej. W tym roku popyt na tę formę zatrudnienia szybko rośnie. Wzrasta też liczba osób podejmujących tego typu etat – tylko od kwietnia do końca sierpnia br. liczba pracowników tymczasowych zwiększyła się średnio o 19 proc. Biorąc pod uwagę narodowości – w analogicznym okresie – największy 26. proc. wzrost odnotowano w grupie pracujących tymczasowo Ukraińców (dane Grupa Progres). Do nich skierowanych było również wiele ofert pracy. Według Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, we wrześniu br. ponad 90 tys. ofert przesłano do użytkowników portalu pracawpolsce.gov.pl, który ma łączyć obywateli Ukrainy z polskimi. Na początku października serwis zawierał ponad 250 tys. ogłoszeń.  Zwiększyła się też liczba godzin przepracowanych przez osoby na etacie tymczasowym. Jak podaje Grupa Progres – porównując pierwsze osiem miesięcy br. z analogicznym okresem 2021 r. – każdy z pracowników tymczasowych pracował w tym roku średnio o ponad 4 dni więcej (ok. 35 RHB).

Obserwujemy dużą determinację przedsiębiorców dot. utrzymania ich biznesu. Wielu z nich już w czasie pandemii musiało walczyć o przetrwanie, a jak wynika z naszych badań, niemal co piąta firma w Polsce była w tamtym czasie poszkodowana przez nieuczciwego kontrahenta np. wykorzystującego COVID-19 do niepłacenia faktur w terminie. Gdy po przejściu kolejnych fal wirusa, organizacje zaczęły wychodzić na prostą, przyszło kolejne załamanie, a kryzys światowy 2022 r. wrócił w innej formie – zaznacza Cezary Maciołek. – Części przedsiębiorców prowadzących swoje firmy nawet po kilkadziesiąt lat, dopiero teraz grozi widmo bankructwa. W trudnej sytuacji znalazł się sektor MŚP. Z naszych rozmów prowadzonych z pracodawcami wynika, że zamknięcie biznesu jest dla nich ostatecznością. Mają zamiar zawalczyć o niego i funkcjonować mimo recesji. Inni, którzy wykorzystali kryzys i wzmocnili swoją pozycję na rynku, również nie chcą składać broni. Wszystkich łączy jedno – w czasie pełnym niewiadomych, jak nigdy wcześniej, szukają stabilizacji. Dlatego coraz częściej skupiają się na zatrudnianiu pracowników tymczasowych, z którymi zrealizują bieżące działania oraz zamówienia. Ta forma zatrudnienia pozwala im zachować elastyczność kadrową dostosowaną do sytuacji gospodarczej i potrzeb biznesowych – podsumowuje prezes Grupy Progres.

Instytut Staszica: Ustawa o systemie kaucyjnym – dobry projekt do dalszej dyskusji

Eksperci Instytutu Staszica – obok przedstawicieli innych think tanków, organizacji przedsiębiorców i przedstawicieli branży handlowej i spożywczej – od wielu tygodni wskazywali na konieczność głębokiej korekty założeń planowanej ustawy, wprowadzającej system kaucyjny. Projekt ustawy o zmianie ustawy o gospodarce opakowaniami i odpadami opakowaniami oraz ustawy o odpadach z 28 września  (dostępny na stronach Rządowego Centrum Legislacji) dowodzi, że Ministerstwo Klimatu i Środowiska otworzyło się na argumenty polskich przedsiębiorców. Projekt ten jest dobrym punktem wyjścia do dalszych prac nad ustawą. Kluczowe jest, by tych prac nie odkładać, ale sfinalizować je możliwie szybko.

Kompromisowy projekt po miesiącach dyskusji

Projekt przewiduje, że kaucją mają zostać objęte: butelki plastikowe o objętości do 3 l, butelki szklane wielorazowego użytku o objętości do 1,5 l oraz aluminiowe puszki o objętości do 1 l. System kaucyjny ma być obowiązkowy jedynie dla sklepów o powierzchni co najmniej 200 mkw., w których oferowane będą napoje w opakowaniach objętych systemem kaucyjnym. Nie wyklucza to udziału mniejszych placówek na zasadzie dobrowolności.

Projektodawca założył, że system kaucyjny będzie obsługiwany przez wielu operatorów, argumentując to swobodą prowadzenia działalności gospodarczej. Operator musi spełniać następujące warunki: działać w formie spółki akcyjnej, utworzonej przez wprowadzających napoje w opakowaniach lub wprowadzających napoje bezpośrednio względnie przez reprezentujące takie podmioty związki pracodawców albo izby gospodarcze. Wymagany kapitał zakładowy takiej spółki określono na minimum 5 mln zł. Operatorowi przysługiwać będzie prawo własności odpadów powstałych z opakowań. Zgodnie z ustawą, przedsiębiorca prowadzący jednostkę handlu detalicznego lub hurtowego, będzie miał obowiązek zawarcia umowy z każdym operatorem, który się do niego zgłosi.

Wysokość kaucji na poszczególne rodzaje opakowań uregulowana będzie w wydanym na podstawie ustawy rozporządzeniu. System miałby zacząć działać od 2025 roku.

Jeden czy wielu operatorów? Kwestia do dalszej dyskusji

Pozytywnie należy ocenić wyłączenie z systemu kaucyjnego opakowań szklanych jednorazowego użytku, o co wnosiła branża spożywcza. Przemawia za tym kilka argumentów, m.in. (na co Instytut Staszica zwracał już uwagę) wysoki odsetek zbiórki szkła jednorazowego w ramach gminnych systemów zbiórki i ogromne uciążliwości dla mniejszych sklepów.

Ministerstwo Klimatu i Środowiska, mimo apeli części przedsiębiorców, nie zdecydowało się na wprowadzenie jednego operatora systemu, działającego w formule non for profit. Argumentacja, że jeden operator byłby sprzeczny z konstytucyjną zasadą swobody działalności gospodarczej, w ocenie Instytutu Staszica jest chybiona. Nie chodzi tu przecież o wskazanie jednego podmiotu, który będzie obracał zebranymi opakowaniami w celu zarobkowym, ale o podmiot, którego formuła działania wykluczy, mówiąc kolokwialnie, robienie biznesu na recyklacie. Ten punkt powinien stać się przedmiotem dyskusji podczas prac w parlamencie.

Trzeba jak najszybciej uchwalić ustawę

Te prace nie powinny być odkładane. Polska potrzebuje jak najszybszego uchwalenia rozsądnych rozwiązań w zakresie gospodarowania opakowaniami wielokrotnego użytku – ze względu na dobro środowiska naturalnego i ze względu na rygorystyczne wymogi Komisji Europejskiej. Symptomatyczne, że dzień po ogłoszeniu założeń projektu ustawy o systemie kaucyjnym, 29 września, Komisja podjęła kroki prawne przeciwko 11 państwom członkowskim UE (w tym Polsce, ale też Belgii, Francji, Finlandii i Portugalii) za niewdrożenie tzw. dyrektywy plastikowej. W lipcu 2021 r. minął termin dostosowania przepisów prawa do dyrektywy Single Use Plastic Products (SUP), która zakłada zagospodarowanie do 2029 r. 90 proc. jednorazowych plastikowych butelek po napojach, m.in. przez wdrożenie systemów kaucyjnych.

Szybkie wprowadzenie systemu kaucyjnego – z naciskiem na opakowania plastikowe – leży zatem w interesie Polski. Odwrotnie, odkładanie pracy nad przepisami na bliżej nieokreśloną przyszłość naraża nasz kraj na konkretne kary. W sprawie tak ważnej, jak wyeliminowanie masy plastiku z naszego otoczenia, Brukseli można tylko kibicować. Dialog w sprawie projektu ustawy pokazał, że przedsiębiorcy i urzędnicy potrafią znaleźć rozsądny kompromis. Teraz czas, by przedsiębiorcy i eksperci pilnowali odpowiedniego tempa prac w Sejmie i Senacie.

Wykluczenie komunikacyjne i niepewny los PKS’ów

Ostatnie lata pokazują dużą zmianę w podejściu Polaków do podróżowania środkami komunikacji zbiorowej, co bezpośrednio przekłada się na wyniki finansowe przewoźników. W najgorszej sytuacji są firmy przewozów autokarowych, oferujące dalekobieżne kursy, wynajem o charakterze turystycznym i biznesowym oraz działalność w obszarach wiejskich. W tej gałęzi transportu pasażerskiego zaległe zadłużenie między sierpniem 2021 a sierpniem 2022 wzrosło aż o 225 proc. i wynosiło blisko 312 mln zł. Zarówno wśród prywatnych, jak i państwowych przewoźników przybyło też niesolidnych dłużników. Zdecydowanie lepiej poradziły sobie firmy transportu pasażerskiego skupione wokół dużych miast i taksówkarze, w ciągu ostatniego roku udało im się zmniejszyć zaległe zobowiązania odpowiednio o 10 proc. i 4,7 proc.

Transport pasażerski bardzo ucierpiał z powodu koronawirusa, przedsiębiorcy szacowali spadek przychodów ze sprzedaży biletów nawet o 80 proc. Zniesienie obostrzeń niestety nie rozwiązało problemu, bo albo pasażerowie na dobre przesiedli się do własnych samochodów, albo utrzymali możliwość pracy z domu. Firmy autobusowe mają jednak szansę odzyskać klientów i podreperować swoje finanse, a to za sprawą rosnących kosztów życia i cen paliwa, bo to one zmuszają Polaków do pozostawiania prywatnych samochodów na parkingach i zastąpienia ich biletem miesięcznym. Nie jest jednak pewne czy przewoźnicy wytrzymają ciężar piętrzących się zaległych zobowiązań i przyjadą po swoich pasażerów, szczególnie tych mieszkających z dala od dużych miast. Z drugiej jednak strony korporacje taksówkarskie i aplikacje oferujące przewóz osób, które podczas pandemii odnotowały wzmożony ruch na swoje usługi, mogą spodziewać się zmiany trendu, czyli spadku liczby przewozów.Niespłacane w terminie długi przewoźników pogłębiają problem wykluczenia transportowego

Nieopłacone zobowiązania firm świadczących usługi przewozów pasażerskich osiągają już łącznie 408 mln zł, wobec 199 mln zł w sierpniu 2021 roku, wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK. Większość nieopłaconych w terminie rat kredytów i zobowiązań wobec kontrahentów przypada na przewoźników oferujących wynajem i przewozy autokarowe jak również tych świadczących usługi na terenach wiejskich, co oznacza pogorszenie się sytuacji finansowych PKS’ów i lokalnych firm transportowych. Zadłużenie w tej grupie wynosi już 311,8 mln zł, a kłopot z terminowymi płatnościami ma aż 9 proc. firm z tej branży. Zdecydowanie lepiej radzą sobie przewoźnicy oferujący usługi w obrębie miast, dotyczy to zarówno transportu zbiorowego, jak i przejazdów taksówkami.

Rosnące ceny paliwa windują zainteresowanie przejazdami komunikacją zbiorową

Z badania wykonanego przez Quality Watch na zlecenie Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor wynika, że niemal co czwarty Polak, w ciągu ostatnich 6 miesięcy, korzystał z komunikacji zbiorowej ze zwiększoną częstotliwością (23 proc.). Z czego wśród mieszkańców wielkich miast było to 33 proc. Odsetek ten maleje wraz ze zmniejszaniem się liczby mieszkańców, w przypadku wsi jest to już tylko 16 proc. – ze względu na ograniczony dostęp do tego typu środków transportu. W tej grupie najczęściej kierowcy ograniczają jazdę samochodem na rzecz chodzenia pieszo, jazdy rowerem lub całkowitej rezygnacji z wyjazdów.

Z zestawienia przygotowanego przez warszawski ZTM wynika, że w lipcu br. o około 20 proc. wzrosła sprzedaż biletów jednorazowych i krótkookresowych, a o prawie 30 proc. biletów długookresowych w stosunku do tego samego okresu 2021 roku.

Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor
Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor

– To dobra wiadomość dla przewoźników skupionych wokół dużych miast, którzy dziury w budżecie łatają wpływami ze sprzedaży biletów. O ile dla firm świadczących usługi miejskiego i podmiejskiego przewozu pasażerskiego wzrost zainteresowania usługami może być wystarczający, to już dla przewoźników komunikacji dalekobieżnej, o charakterze turystycznym, w obszarach wiejskich czy oferujących przewozy szkolne i pracownicze już nie. Jest to najbardziej zadłużona gałąź w lądowym transporcie pasażerskim, tu nieopłacone zobowiązania przyrastają z miesiąca na miesiąc i są na tyle duże, że nawet zmiana podejścia Polaków do podróżowania ich nie zatrzyma – wskazuje Sławomir Grzelczak, Prezes BIG InfoMonitor.

Bieżąca eksploatacja pojazdów w tym autobusów i tramwajów pochłania znaczne środki finansowe zarówno prywatnych, jak i państwowych przewoźników. Koszty związane z zakupem części czy naprawami to jednak nic w porównaniu z rosnącymi cenami paliwa, energii oraz wysokimi ratami leasingowymi, które niezależnie od liczby wykonanych kursów i ich opłacalności trzeba płacić. Łatanie dziur w budżecie przewoźników, po kryzysie związanym z pandemią Covid-19, już i tak wymagało dodatkowego wsparcia, które rzadko kiedy było wystarczające. W związku z koniecznością pokrycia strat, niektórzy przewoźnicy zdecydowali się podnieść ceny biletów komunikacji miejskiej i podmiejskiej. Wielu jednak mocno ograniczyło kursowanie autobusów, szczególnie na trasach mniej uczęszczanych przez pasażerów. To jednak nie koniec problemów przewoźników. Trudność w zakupie niektórych części spowodowana zerwanymi łańcuchami dostaw czy sprostanie oczekiwaniom płacowym kierowców, a ostatecznie deficyty pracownicze przynoszą kolejne wyzwania. Wydaje się jednak, że największym problemem będą koszty zakupu paliwa, które istotnie wzrosły w ostatnim okresie.

Wykluczenie komunikacyjne na wsiach

W Polsce na 1000 mieszkańców przypada aż 664 samochodów, jesteśmy pod tym względem w czołówce wśród wszystkich krajów UE, wynika z danych Eurosatu [1]. Nie jest to jednak powód do dumy. Tak duża liczba pojazdów w przestrzeni publicznej wpływa na pogłębianie się problemu z zatorami na drogach. Dodatkowo auta, które jeżdżą po polskich drogach, nie należą do najmłodszych, co bezpośrednio przekłada się na zwiększoną degradację środowiska naturalnego, ale także na rosnące koszty eksploatacyjne i zmniejszenie bezpieczeństwa użytkowania.

Posiadanie samochodu to często jednak konieczność wynikająca z ograniczonej dostępności transportowej. Wielu Polaków, szczególnie tych zamieszkujących wsie i małe miejscowości, żeby dojechać do pracy, szpitala czy nawet wykonać tak prozaiczne czynności, jak zakupy, jest zmuszona do zakupu auta. Mimo to nie wszyscy mogą sobie pozwolić na taki luksus, szczególnie osoby w starszym wieku, niepełnosprawne i uboższe. Wykluczenie komunikacyjne jest obecnie problemem wielu mieszkańców i eskaluje zjawisko wykluczenia społecznego w innych obszarach życia oraz utrudnionego dostępu do usług publicznych, w tym edukacyjnych.

Choć los komunikacji zbiorowej w dużej mierze przypieczętowała pandemia Covid–19 i wynikające z niej obostrzenia w transporcie, to upadek przewoźników zaczął się dużo wcześniej.

2020 rok i lockdown przyniosły ostateczny cios dla przewoźników kursów dalekobieżnych i o charakterze turystycznym. Firmy najgorzej odczuły jednak przejście szkół na nauczanie zdalne. Regionalni przewoźnicy, którzy bez względu na słabnące zainteresowanie swoich usług i tak wciąż mogli liczyć na uczniów, stracili najliczniejszą grupę pasażerów.

Obserwowany od lat spadek liczby pasażerów korzystających z komunikacji zbiorowej widoczny w danych GUS-u[2] już raczej nikogo nie dziwi. W ramach przewozów pasażerskich środkami komunikacji miejskiej w 2021 wykonano 2,5 mld kursów co stanowi niewielki wzrost, wobec 2,3 mld w poprzednim roku, kiedy to transport publiczny zaliczył największy spadek liczby pasażerów. Przed pandemią, w latach 2010-1019 liczba przejazdów oscylowała stale w granicach 3,8-3,9 mld. Spadek zainteresowania publicznym transportem zmusza firmy do obcinania kolejnych kursów.

prof. Waldemar Rogowski, Główny Analityk Biura Informacji Kredytowej
prof. Waldemar Rogowski, Główny Analityk Biura Informacji Kredytowej

– Zainteresowanie publicznym transportem autobusowym spada, firmy obcinają kolejne kursy, a mieszkańcy, którzy mają dość nieustannie zmieniających się rozkładów czy nieprzyjeżdżających autobusów, przesiadają się do prywatnych samochodów, gwarantujących komfortowy przejazd. Stąd duży popyt na używane, często piętnastoletnie i starsze samochody wśród mieszkańców wsi i małych miasteczek. Tylko czy się to uda? W badaniu wykonanym na zlecenie BIG InfoMonitor ankietowani mówią bowiem, o kolejnych przyczynach wykluczenia komunikacyjnego. Kluczowym powodem ograniczania jazdy samochodem jest wzrost cen paliw, na który wskazało 79 proc. osób deklarujących, że obecnie rzadziej korzysta z tego środka transportu. Dla 42 proc. z nich głównym powodem zmiany sposobu podróżowania jest konieczność oszczędzania, a 37 proc. zwyczajnie nie stać już na ten środek transportu. Czyli autobus nie przyjedzie, z powodu upadłości przewoźnika, a na jazdę samochodem prywatnym nie będzie mnie stać, to spowoduje pogłębienie wykluczenia komunikacyjnego, a w konsekwencji istotnie ograniczy możliwości rozwojowe wielu wsi i miasteczek w całej Polsce – zwraca uwagę prof. Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor (Grupa BIK).długi przewoźników

– Właściwie dopiero teraz widzimy, jak dramatyczna w skutkach okazała się pandemia Covid-19 dla transportu pasażerskiego. Jeszcze w marcu 2020 roku zadłużenie przewoźników wynosiło ok. 81 mln zł. Pierwszy rok ograniczeń przyniósł 15 mln zł., a drugi rok, dodatkowo naznaczony rosnącymi cenami paliwa i inflacją, kolejne 216 mln zł. Zaległe zobowiązania firm transportowych odczują też pasażerowie, którzy za ten sam dystans będę musieli zapłacić więcej lub – co bardziej niepokojące – w ogóle nie pojadą – komentuje Sławomir Grzelczak, Prezes BIG InfoMonitor.

[1] https://appsso.eurostat.ec.europa.eu/nui/show.do?dataset=road_eqs_carhab&lang=en
[2] GUS, “Regiony Polski 2022”, 22.08.2022 r.

Badanie Quality Watch zrealizowane w dn. 26-29 sierpnia 2022, przeprowadzone metodą CAWI (komputerowo wspomagany wywiad internetowy) wśród Polaków w wieku 18+, na próbie reprezentatywnej ze względu na wiek, płeć i wielkość miejsca zamieszkania, Próba: n=1085.

Dane z KIS: Przybywa wniosków o wydanie indywidualnej interpretacji podatkowej

Według danych Krajowej Informacji Skarbowej, w pierwszych ośmiu miesiącach br. o niespełna 2% wzrosła rdr. liczba wniosków o indywidualną interpretację podatkową. Biorąc pod uwagę tylko tegoroczne statystyki, najwięcej wniosków złożono w marcu, a najmniej – w sierpniu. Blisko 48% przypadków w tym roku dotyczyło zakresu PIT, a ponad 35% – VAT. Jednak zdaniem ekspertów, w czwartym kwartale br. może wzrosnąć aktywność podatników w tym zakresie. Nie brakuje też opinii, że kluczowym czynnikiem w tej kwestii będzie proces legislacyjny oraz wdrażanie nowych rozwiązań wprowadzonych w związku z tzw. Polskim Ładem. I jak dodają znawcy tematu, im więcej podatników zainteresuje się ich stosowaniem, tym większa w przyszłości będzie liczba składanych wniosków.

Więcej wniosków

Jak wynika z danych udostępnionych przez Krajową Informację Skarbową (KIS), w ciągu pierwszych ośmiu miesięcy br. podatnicy złożyli 21 124 wnioski o indywidualną interpretację podatkową. To o 1,6% więcej niż w analogicznym okresie 2021 roku, kiedy takich przypadków odnotowano 20 790.

– Wzrost liczby wniosków w stosunku do 2021 roku wynika z coraz bardziej skomplikowanych przepisów podatkowych. W nich wprowadzane są kolejne liczne zmiany, chociażby w związku z tzw. Polskim Ładem. Jednocześnie, z uwagi na coraz większe ryzyko otrzymania negatywnych interpretacji, można zaobserwować mniejsze zainteresowanie tą instytucją prawa – komentuje prof. Adam Mariański, przewodniczący Komisji Podatkowej BCC i prezes Polskiego Instytutu Analiz Prawno-Ekonomicznych.

Patrząc na dane z poszczególnych miesięcy tego roku, widzimy, że najwięcej wniosków o indywidualną interpretację podatkową złożono w marcu – 3 248. Następny w tym zestawieniu jest styczeń – 3 010, a za nim luty – 2 774. W dwóch miesiącach przekroczono poziom 2,5 tys. A w pozostałych trzech (spośród ośmiu analizowanych) odnotowano mniejsze wartości niż 2,5 tys. Najmniej takich przypadków zaobserwowano w sierpniu – 2 176. Jak podkreśla prof. Mariański, zwykle największa intensyfikacja wątpliwości i problemów po stronie podatników powstaje na początku roku obrachunkowego. Dzieje się tak, ponieważ większość rozwiązań prawnych, wprowadzana w obszarze podatkowym, ma zastosowanie właśnie od nowego roku podatkowego.

– Lato jest oczywiście okresem urlopowym i to mogło mieć wpływ na zmniejszenie liczby składanych wniosków. W najbliższych tygodniach możemy spodziewać się tendencji wzrostowej w tym zakresie. Koniec roku jest momentem, w którym podatnicy przeglądają swoje księgi. Pojawiające się wówczas wątpliwości w tym okresie mogą być podstawą do składania wniosków o wydanie właśnie tego typu interpretacji – mówi doradca podatkowy Natalia Stoch-Mika.

Dominuje PIT i VAT

Z danych udostępnionych przez KIS wynika, że wnioski o indywidualną interpretację podatkową składane są w ośmiu obszarach. Od stycznia do sierpnia br. najwięcej z nich dotyczyło PIT – 10 094 (47,8% wszystkich). W analogicznym okresie 2021 roku odnotowano 8 867 takich przypadków (42,7%).

– W przypadku tego wzrostu rdr. niewątpliwie znaczenie ma to, iż podatek dochodowy od osób fizycznych obejmuje największą liczbę podatników. Dodatkowo tzw. Polski Ład wprowadził najbardziej złożone zmiany właśnie w obszarze PIT, m.in. słynną ulgę dla klasy średniej – analizuje prof. Mariański.

Na drugim miejscu w zestawieniu danych z pierwszych ośmiu miesięcy br. znajdują się wnioski z obszaru VAT – 7 449 (35,3% wszystkich). W analogicznym okresie 2021 roku była to ta sama pozycja, przy czym wówczas było 8 757 takich przypadków (42,1% wszystkich). Jak stwierdza Natalia Stoch-Mika, podatek VAT stanowi obszerny zakres przepisów, które niejednokrotnie są niedoprecyzowane. Dlatego też podatnicy coraz częściej występują z wnioskiem o wydanie interpretacji indywidualnej. Zdaniem eksperta, spadek jest na tyle niewielki, że mogło na niego wpłynąć zwiększenie koncentracji podatników na zmianach w podatku dochodowym niż w VAT.

– Spadek ten można połączyć ze zmianami, które wówczas się działy. Polski Ład zajmował się głównie obszarem podatków dochodowych i tam w związku z tym powstało najwięcej różnego rodzaju wątpliwości. Wobec tego VAT, przy małej responsywności nowych rozwiązań, jak i sukcesywnie zwiększającemu się zasobowi orzecznictwa w tym zakresie, nie budził aż tak znacznego zainteresowania – dodaje prezes Polskiego Instytutu Analiz Prawno-Ekonomicznych.

Znaczenie przepisów

Biorąc pod uwagę okres od stycznia do sierpnia 2022 roku, trzecie miejsce w ww. zestawieniu zajmują wnioski z zakresu CIT – 2 494 (rok wcześniej – 2 062). Dalej są PCC – 627 (533), SD – 213 (259), akcyza – 182 (192), OP – 37 (51) oraz pozostałe – 28 (69).

– Mniejsze zainteresowanie akcyzą wynika z niewielkiej liczby podatników, jakich ona obejmuje. Ponadto przepisy te są dość precyzyjne i głównie stosuje się je w brzmieniu literalnym, rzadko sięgając do innych wykładani. Podobnie sytuacja wygląda z PCC. Natomiast mała liczba wniosków dotyczących podatku dochodowego od osób prawnych jest pokłosiem tego, iż nadal wiele osób prowadzi działalność w formie spółki cywilnej czy jednoosobowej działalności gospodarczej. Nie zważają na ryzyka zawiązane z taką formą, a tym samym podlegają pod przepisy podatku dochodowego od osób fizycznych – wyjaśnia prof. Mariański.

Według doradcy podatkowego Natalii Stoch-Miki, w czwartym kwartale br. z pewnością można spodziewać się wzrostu liczby wniosków o indywidualną interpretację podatkową. Zdaniem eksperta, ten okres może stanowić zachętę do działania dla podatników. Pozwoli to bowiem nanieść ewentualne korekty w swoich księgach przed złożeniem ostatecznego CIT-u lub PIT-u za 2022 rok.

– Kluczowym czynnikiem będzie proces legislacyjny oraz wdrażanie nowych rozwiązań wprowadzonych przez tzw. Polski Ład. Im więcej podatników zainteresuje się ich stosowaniem, tym większa będzie liczba omawianych wniosków. Niejasność i skomplikowany kształt tych przepisów, pomimo nieudolnych prób ich „naprawnienia”, nadal budzi liczne niedopowiedzenia i wątpliwości co do ich stosowania w praktyce. A to wszystko przy i tak już dużym stopniu skomplikowania naszego systemu podatkowego – podsumowuje prof. Adam Mariański.

Mabion otrzymał zgodę komitetu kredytowego EBOR na udzielenie finansowania w kwocie 15 mln USD (ok. 74 mln PLN)

  • Komitet kredytowy Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju w dniu 18.10.2022 r. podjął decyzję o udzieleniu Spółce finansowania w postaci kredytu długoterminowego na kwotę 15 mln USD (ok. 74 mln PLN, według kursu zamknięcia 4,9522 na dzień 17.10.2022 r.)
  • Uzyskanie zgody komitetu kredytowego EBOR stanowi kluczowy etap procesu pozyskania finansowania, przyznanie środków jest uzależnione od zawarcia umowy kredytowej z EBOR
  • Efektywna i systematycznie poszerzana współpraca z Novavax pozytywnie wpływa na przewidywalność przepływów pieniężnych Mabionu, budując fundamenty pod długoterminową współpracę z instytucjami finansującymi
  • Finansowanie dłużne przeznaczone będzie na realizację strategicznych planów rozwojowych Spółki, obejmujących w szczególności rozbudowę i modernizację zakładu Mabion w Konstantynowie Łódzkim
  • Rozbudowa istniejącego zakładu znacząco zwiększy moce produkcyjne oraz rozszerzy zakres oferty świadczonych usług CDMO
  • Mabion prowadzi aktywne działania w zakresie Business Development do potencjalnych klientów w obszarze nie tylko wytwarzania, ale również m.in. zaawansowanej analityki, usług rozwojowych, sterylnego rozlewu form płynnych, które mogą być świadczone równolegle do bieżącej obsługi kontraktu z Novavax

Strategiczne plany rozwoju spółki Mabion obejmują transformację w kompleksową w zakresie CDMO firmę biofarmaceutyczną o zdywersyfikowanych przychodach i dużej skali działania zarówno w zakresie wytwarzania, jak i szerokiego zakresu specjalistycznych usług. Znaczącym krokiem do osiągnięcia tego celu jest zwiększenie mocy produkcyjnych dzięki rozbudowie istniejącego zakładu Mabion. Finansowanie inwestycji będzie pochodziło z długu, który zabezpieczy pokrycie większości kosztów rozbudowy oraz wyposażenia istniejącego zakładu produkcyjnego. Pozostała część będzie finansowana ze środków własnych Spółki wypracowanych z bieżącej działalności, czyli dzięki współpracy z firmą Novavax. Spółka jednocześnie rozpoczyna aktywne poszukiwanie kolejnych klientów w ramach usług CDMO (ang. Contract Development and Manufacturing Organization).

W ostatnich miesiącach prowadziliśmy intensywne rozmowy z instytucjami finansowymi związane z pozyskaniem finansowania dłużnego na rozbudowę istniejącego zakładu produkcyjnego, pozwalającego na istotne zwiększenie mocy wytwórczych. Nasza wiarygodność wobec banków wzrosła w ostatnim czasie z uwagi na realizowanie stabilnego i przewidywalnego pod względem przepływów operacyjnych kontraktu z firmą Novavax. Efektem tych rozmów jest otrzymana dzisiaj zgoda komitetu kredytowego EBOR, która daje nam możliwość pozyskania długu z przeznaczeniem na finansowanie strategicznych planów rozwoju Spółki”mówi Krzysztof Kaczmarczyk, Prezes Zarządu Mabion S.A.

Kredyt ma zostać udzielony przez EBOR na okres 2 lat od daty podpisania umowy, z możliwością wcześniejszej spłaty. Oprocentowanie kredytu będzie oparte na zmiennej stopie procentowej według stawki SOFR (ang. Secured Overnight Financing Rate), powiększonej o marżę banku. Uzyskane po zawarciu umowy kredytowej finansowanie, poza możliwością wykorzystania na rozbudowę istniejącego zakładu, będzie również w części przeznaczone na rozwój systemów i infrastruktury IT oraz refinansowanie pozostałej do spłaty pożyczki od Akcjonariusza w kwocie 10 mln PLN.

„Realizacja umowy z Novavax, pozwala nam wypracowywać regularne wpływy gotówkowe, a co za tym idzie daje nam możliwość realizacji zakładanych planów inwestycyjnych, które zwiększą moce wytwórcze istniejącego zakładu w Konstantynowie Łódzkim. Posiadanie zabezpieczenia w postaci kontraktu CDMO przybliża nas do zawarcia umowy kredytowej z EBOR na kwotę 15 mln USD. Udzielona zgoda komitetu kredytowego jest kluczowym krokiem do zrealizowania tego celu. Zgodnie z wcześniejszymi informacjami potwierdzamy, iż planowana wymiana bioreaktorów jest przewidziana na przełom II i III kwartału 2023 r., obecnie toczą się prace przygotowawcze, a cała inwestycja jest uwzględniona w harmonogramie produkcji dla Novavaxu” – komentuje Grzegorz Grabowicz, Członek Zarządu ds. Finansowych Mabion S.A.

Mabion obecnie rozbudowuje zespół sprzedaży usług CDMO, w tym zatrudnił osobę z wieloletnim międzynarodowym doświadczeniem w obszarze CDMO na stanowisku Head of Business Development, której zadaniem jest skuteczne prowadzenie zespołu i pozyskanie międzynarodowych klientów do realizacji zleceń w produkcji kontraktowej.

„Oferujemy usługi, które możemy świadczyć równolegle do obsługi kontraktu z Novavax i składamy oferty do nowych klientów, jesteśmy w trakcie rozmów. Wspiera nas tutaj rozpoznawalność na arenie międzynarodowej za sprawą strategicznego partnerstwa z Novavax, a także doświadczenie zdobyte w ostatnich latach działalności Spółki w obszarze rozwoju własnych leków biologicznych. Przygotowało nas to do obsługi różnorodnych zleceń CDMO, w tym zaawansowanej analityki. Mamy również zaplanowaną obecność w najważniejszych eventach dla branży farmaceutycznej i biotechnologicznej, w najbliższym czasie będziemy na BIO-Europe, a w listopadzie na CPHI, gdzie odbędziemy rozmowy z kolejnymi potencjalnymi klientami” – mówi Adam Pietruszkiewicz, Członek Zarządu Mabion S.A. ds. Sprzedaży.

Do roku 2021 Spółka koncentrowała się na rozwoju portfolio własnych produktów biologicznych. Zawarta umowa z amerykańskim podmiotem Novavax w październiku 2021 roku sprawiła, że Mabion z sukcesem zaczął komercjalizować zbudowane kompetencje i dokonał udanej transformacji we w pełni zintegrowaną firmę biofarmaceutyczną certyfikowaną GLP i GMP wraz ze zintegrowanym CDMO w postaci analityki i wytwarzania kontraktowego. Skuteczna realizacja umowy z Novavax o wartości 372 mln USD została przedłużona do końca 2026 roku wskutek zawartych we wrześniu br. aneksów, z gwarantowanym poziomem przychodów co najmniej do końca 1H 2024 r. Rozszerzyły one ponadto zasady wynagradzania Mabionu o kolejny komponent, Spółka będzie obecnie otrzymywać wynagrodzenie za wytworzone serie produktu lub w postaci wynagrodzenia za gotowość do wytworzenia produktu (rezerwacja mocy produkcyjnych). Aneksy rozszerzyły również współpracę o przyszłą możliwość wytwarzania drugiego produktu, będącego substancją czynną dla szczepionki w wersji Omicron.

Stopy procentowe znów głównym tematem

Wydawać by się mogło, że skoro RPP przestała podnosić stopy procentowe to temat ten zejdzie na dalszy plan. Nic bardziej mylnego, a hiperaktywność nowej członkini senackiej tylko zwiększa zainteresowanie tematem.

Inflacja bazowa zgodna z oczekiwaniami

Z jednej strony inflacja bazowa wynosząca 10,7% to dobry sygnał. Pokazuje bowiem, że po odjęciu cen najbardziej zmiennych, czyli energii i żywności, ceny rosną o 6,5% wolniej niż w pełnym koszyku. Problem w tym, że cała narracja o imporcie inflacji z zewnątrz prezentowana przez prezesa NBP na ostatnich posiedzeniach traci właśnie podstawy. Coraz wyraźniej widać, że to absurdalny brak koordynacji pomiędzy RPP a rządem jest tutaj problemem. Przy obecnej polityce gospodarczej rządu decyzje Rady, o ile będą podejmowane w rozsądnym zakresie, nie są w stanie wygrać z inflacją. Co wcale nie znaczy, że powinna ona odpuścić. Rynki na te dane na razie zbytnio nie reagują, ale w tle widać kolejny wzrost WIBOR, który sugeruje, że analitycy bankowi znów spodziewają się, że decyzje jednak będą podejmowane pomimo jawnego konfliktu w gremium decyzyjnym.

Słabsze prognozy dla USA

Wczorajszy indeks New York Empire State zgodnie z nazwą bada nastroje tylko dla tego regionu. Są one jednak uważane za dobry prognostyk do szerszych wniosków. To właśnie dlatego wczorajszy słabszy od oczekiwań wynik spowodował osłabienie amerykańskiej waluty. Oczekiwano poziomu ujemnego, świadczącego o przewadze odpowiedzi negatywnych, jednak nie tak silnie ujemnego, jak finalnie zaprezentowany. Po tych danych dolar osłabił się względem euro o około 1 centa. Niby jest to duży ruch, ale było widać, że na głównej parze od około tygodnia był spory zastój, zatem nie można było wykluczyć, że wielu inwestorów tylko czekało na sygnał do realizacji zysków i właśnie go otrzymało.

Profesor Tyrowicz znów aktywna

Nowa członkini Rady Polityki Pieniężnej z pewnością nie jest ulubienicą obecnej większości. To, że się nie zgadza z polityką gremium, w którym zasiada to jedno. To, że daje temu znać w publicznych wypowiedziach to drugie. W swoich wypowiedziach ma jednak jeden element, który nie znajduje poparcia u wielu analityków. Postuluje bowiem stopy procentowe przekraczające inflację. Byłby to obecnie dramat dla gospodarki opartej na kredytach na zmienną stopę procentową. Z drugiej strony na przestrzeni ostatnich przeszło 20 lat tak właśnie wygrywano z inflacją w tym kraju. Podnoszono stopy procentowe powyżej inflacji, by ją zdusić, zanim się rozpędzi i zadomowi na dłużej. Z drugiej strony obecnie brak wsparcia rządu powoduje, że tamte metody mogłyby być niewystarczające. Rosną jednak na rynku oczekiwania względem dalszych podwyżek stóp procentowych, co pomaga dzisiaj złotemu.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Michał Sapota: Dynamika zmian na rynku nieruchomości. Deweloperzy ostoją spokoju

Z jednej strony zapaść na rynku kredytów mieszkaniowych, z drugiej spora liczba realizowanych inwestycji deweloperskich. Na rynku nieruchomości już dawno nie działo się aż tak wiele. Według danych Biura Informacji Kredytowej, w sierpniu aż o 72,9% spadła liczba zapytań o kredyty mieszkaniowe. O finansowanie wnioskowało niewiele ponad 12 tys. potencjalnych kredytobiorców. Rok wcześniej było ich natomiast 42,5 tys.

Wysokie stopy procentowe, zaostrzenie regulacji, a także możliwe spowolnienie lub nawet recesja spowodowały, że rynek kredytowy praktycznie zamarł. Tak zatrważających danych nie było od stycznia 2007 r., czyli od momentu, gdy zaczęto te dane zbierać. Do tego dochodzi spadająca średnia kwota wnioskowanego kredytu. Świadczy to o niskiej zdolności kredytowej.

Ostatni bastion optymizmu

Przesłanek do totalnego pesymizmu nie brakuje, ale jednym z ostatnich bastionów optymizmu są firmy deweloperskie. Wciąż powstają nowe inwestycje, a te rozpoczęte są kontynuowane. Skąd taka postawa? Rynek nie lubi próżni. Po pierwsze, branży mieszkaniowej nie można rozpatrywać wyłącznie z perspektywy osób, które szukają lokum dla siebie. Sporo jest takich, które chcą zabezpieczyć środki przez utratą wartości z powodu inflacji, traktując zakup nieruchomości jako inwestycję. Dla takich klientów dostępność kredytów ma zdecydowanie mniejsze znaczenie.

Dlatego mniejsza sprzedaż, którą notują analitycy rynku, nie musi od razu oznaczać zapaści. Trzeba pamiętać, że ostatnie lata cechowały się nienaturalnie szybkim wzrostem cen. To dość mocno rozregulowało rynek. Rosnące stopy procentowe i wysokie koszty kredytów mogą za to odbijać się na kondycji deweloperów, którzy w dużej mierze finansują inwestycje przy pomocy zewnętrznego kapitału. Tylko najsilniejsze kapitałowo podmioty są w stanie kontynuować inwestycje, a także zaczynać kolejne. Jednak dalsze podnoszenie stóp procentowych, co znacznie ogranicza dostępność kredytów, mocno utrudnia skutecznie prowadzenie projektów.

Nie można również zapominać o tym, że wysokie koszty kredytów mieszkaniowych skłonią wiele osób do decyzji o wynajęciu, zamiast kupowaniu mieszkania. To bardzo dobra informacja dla tych, którzy inwestują w nieruchomości pod wynajem. Deweloperzy podejmujący rozsądne decyzje inwestycyjne będą w stanie odpowiednio przygotować się na poprawę koniunktury, gdy nastąpi gospodarcze odbicie.

Kiedy rynek będzie się normował?

Przewidywania analityków wskazują, że już w 2023 roku ma rozpocząć się stopniowe obniżanie stóp procentowych. Rok później mogą wynosić już poniżej 5%. Część ekspertów podnosi również postulat, by w krok za stopniową obniżką stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej, Komisja Nadzoru Finansowego zarekomendowała poluzowanie warunków udzielania kredytów. Pozwoli to na łatwiejszy dostęp do finansowania, co poprawi popyt na mieszkania.

Rynek ma więc wkrótce powrócić na ścieżkę wzrostów. Część deweloperów przerwała budowy i nie decyduje się na kolejne inwestycje. To bardzo ryzykowna strategia. Inni obecny czas wykorzystują na rozbudowywanie banków ziemi, a także utrzymywanie inwestycji. Dla inwestorów to również dobry prognostyk. Kupowanie mieszkań w celu przechowania wartości lub po to, aby wynajmować je zarobkowo, jest właściwą drogą, tym bardziej że zwiększa się dostępność ekip budowlanych i materiałów. Już za kilka miesięcy przekonamy się, jakie ruchy były konieczne, aby wykorzystać bieżącą sytuację do poprawy własnej pozycji na rynku.

Michał Sapota, Prezes Heritage Real Investment Trust

Rewolucja w windykacji. Co czeka branżę?

W październiku zaprezentowany został projekt ustawy o zawodzie windykatora, który jest odpowiedzią na wymagania Unii Europejskiej w tym zakresie. O tym czego dotyczy i jakie będą konsekwencje wprowadzenia nowych przepisów w przyszłości opowiada Wojciech Węgrzyński – współzałożyciel i partner w firmie Trenda Group.

Nowy projekt ustawy o windykacji, czego dotyczy?

Projekt ustawy powstał w odpowiedzi na dyrektywę unijną, która ma za zadanie regulację zawodu windykacji nie tylko w naszym kraju, ale w całej Unii Europejskiej. Wszystkie zmiany mają dotyczyć tylko i wyłącznie windykacji polubownej, ponieważ windykacja sądowa i egzekucja komornicza zostały już wcześniej uregulowane przez ustawodawcę. Oznaczać będzie to, że podmiot w projekcie ustawy, czyli przedsiębiorstwo windykacyjne będzie miało swoje ramy prawne i obowiązki, których będą musieli przestrzegać wraz z windykatorami:

Jeśli chodzi o najważniejsze założenia: powstaną rejestry firm oraz windykatorów otrzymujących zezwolenia i licencje na prowadzenie działalności i czynności windykacyjnych. Trzeba zaznaczyć, że takie przedsiębiorstwo windykacyjne będzie musiało być spółką akcyjną z kapitałem 5 000 000 zł. Windykator będzie posiadał licencję, która zostanie wydana na okres 4 lat, oczywiście te licencje będą płatne. Zmieni się również to, że w aktach sprawy znajdzie się tzw. nota windykacyjna i ogólnie mówiąc, wskaże ona wszelkie szczegóły sprawy informując dłużnika z czego wynika zadłużenie, kto jest pierwotnym wierzycielem, nota wskaże też prawa dłużnika. To co jest bardzo istotne, to to, że dłużnik będzie mógł złożyć tzw. sprzeciw lub zastrzeżenie, co oznacza, że będzie mógł odmówić słownie, czy też pisemnie (np. listem, czy w formie elektronicznej) prowadzenia rozmów polubownych co jest dosyć ważne, bo firma windykacyjna nie będzie miała prawa kontynuować rozmów, ani kontaktować się z takim dłużnikiem ponownie. Wpłynie to wydatnie na tzw. czynności terenowe, czyli spotkania bezpośrednio z dłużnikiem: będą mogli wykonywać je jedynie windykatorzy z licencją i tu też dosyć kluczowe, po uprzedniej zgodzie takiego dłużnika należy umówić się na konkretny termin pasujący zadłużonemu – podsumowuje założenia projektu Pan Wojciech Węgrzyński, partner i współzałożyciel firmy Trenda Group.

Dodatkowo windykatorzy będą musieli przestrzegać częstotliwości kontaktu z osobami zadłużonymi, co oznacza, że kontakt będzie możliwy jedynie w wyznaczonym czasie. Niezastosowanie się do tych przepisów będzie skutkować karą grzywny, ograniczenia wolności lub nawet pozbawienia wolności.

Wprowadzenie ustawy będzie wiązało się również z konsekwencjami, mianowicie zostanie wprowadzony rejestr firm oraz windykatorów. Kolejnym punktem zwrotnym będzie niewątpliwie wprowadzenie nadzoru nad prowadzonymi sprawami. Ostatnimi i najważniejszymi aspektami będzie wyeliminowanie niedozwolonych praktyk windykacyjnych oraz to, że wszystkie sprawy windykacyjne będzie prowadziła osoba posiadająca uprawnienia, osoba, która będzie w pełni wykwalifikowana do pracy w zawodzie, co będzie istotną rzeczą z punktu widzenia potencjalnych klientów.

Wady i zalety projektu ustawy?

Jak każda ustawa ma swoje plusy i minusy.  Zaletą będzie bezsprzecznie fakt, iż zyskają na jej wprowadzeniu wykwalifikowane osoby np. w branży detektywistycznej, które będą weryfikować podmioty, badać majątki wśród potencjalnych dłużników, czego nie będą mogli robić windykatorzy. Wadą projektu może być nadmierna ochrona dłużników:

Prawo znowu stoi bardziej po stronie dłużnika, a zapomina się o wierzycielach, czyli tych firmach często pokrzywdzonych, które nie otrzymały swoich środków. Wierzyciel będzie miał wyższe koszty prowadzenia sprawy windykacyjnej, będą mu narzucone kolejne ograniczenia czasowe itp… . Mam wrażenie, że często zapominamy o tym, że ten właśnie przedsiębiorca, wierzyciel to zdrowy podmiot gospodarczy, który płaci podatki, generuje PKB, zatrudnia, napędza gospodarkę, a znowu okaże się, że zapłaci więcej. Jeśli chodzi o inne wady: żeby dokonać wpisu do biura informacji gospodarczej o dłużniku (konsumencie) musiał on mieć zadłużenie na kwotę 200 zł i nieuregulowane płatności od co najmniej 30 dni. Projekt zakłada, że ten dług będzie musiał wynosić 500 zł, a wymagalność od co najmniej 60 dni. Ten okres znowu się wydłuża, a z moich doświadczeń wiadomo, że im dłużej czekamy na pieniądze, tym trudniej jest je odzyskać. Jeśli chodzi o firmy, to firma zadłużona, aby pojawiła się w takim rejestrze informacji gospodarczej jako nierzetelna, będzie musiała być zadłużona na co najmniej 1000 zł, wcześniej było 500 natomiast tu akurat zostaje okres 30 dni – mówi Wojciech Węgrzyński z Trenda Group.

Podsumowując, projekt niesie za sobą wiele zmian. Posiada swoje plusy i minusy, mimo wszystko i tak warto przypomnieć, że zawsze należy dogłębnie sprawdzać kontrahentów przed podjęciem współpracy, aby nie musieć matrwić się o swoje pieniądze.

Pracownik ma obowiązek zadbać o właściwy adres na druku zwolnienia chorobowego

Z początkiem września ZUS złagodził swoje wytyczne w poradniku, w myśl których nieobecność w domu podczas kontroli nie musi być jednoznaczna z kłopotami oraz utratą świadczeń. Mikołaj Zając, ekspert rynku pracy, prezes Conperio, największej polskiej firmy doradczej, przeprowadzającej ponad 30 tys. kontroli „L4” rocznie, apeluje jednak do pracowników, aby nie usypiali swojej czujności i dbali o właściwy adres na drukach. Z punktu widzenia prawa w dalszym ciągu błędny adres stanowi błąd formalny, a nieobecność może skutkować odebraniem świadczeń.

Druk zwolnienia lekarskiego to dokument formalny. W myśl przepisów ustanowionych w 1999 roku do obowiązków płatnika składek należy kontrola formalna zaświadczeń lekarskich stanowiących podstawę zwolnienia od pracy. Na mocy postanowień z 2019 roku, o obowiązku podawania właściwego adresu zamieszkania na drukach „L4”, realizowany w praktyce jest właśnie zapis sprzed ponad dwóch dekad. Przypominam, że wskazanie prawidłowego adresu pobytu w okresie orzeczonej niezdolności do pracy jest kluczowe do uniknięcia konsekwencji wynikających z tytułu nieprawidłowego wykorzystywania zwolnienia lekarskiego. Jeżeli pracownik błędnie poda adres, co w konsekwencji skutkować będzie nieobecnością, to powinien złożyć niezwłoczne wyjaśnienia pracodawcy. Pracodawca do tego czasu może zawiesić wypłatę świadczeń. Kontrolerzy z kolei, każdorazowo zgłoszą do ZUS popełnienie błędu formalnego, do którego państwowa jednostka będzie musiała się ustosunkować – mówi Mikołaj Zając, ekspert rynku pracy, prezes Conperio, największej polskiej firmy doradczej zajmującej się problematyką absencji chorobowych.

Rosnący rynek napędza wzrost Cloud Technologies

Cloud Technologies, notowana na rynku NewConnect spółka koncentrująca się na sprzedaży danych opublikowała raport z szacunkową dynamiką sprzedaży cyfrowych informacji w sierpniu br. Spółka dostarczająca wysokiej jakości dane do targetowania reklam online kontynuuje dalszy dynamiczny rozwój i dwucyfrową dynamikę wzrostu.

– Rynek reklamy dynamicznie się rozwija, a reklamodawcy przenoszą budżety z mediów tradycyjnych do digitalowych – tam, gdzie są ich klienci. W tym roku już 62% globalnych budżetów reklamowych trafi do kanałów cyfrowych, a w kolejnym roku będzie to już 65%. Spodziewamy się więc dalszego wysokiego zapotrzebowania na jakościowe informacje o internautach, a co za tym idzie kontynuacji dynamicznego wzrostu naszego strategicznego, skalowalnego segmentu sprzedaży danych cyfrowych – komentuje Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies.

W sierpniu sprzedaż danych cyfrowych Cloud Technologies wzrosła o 39%. Raportowany przez spółkę wskaźnik szacunkowej miesięcznej dynamiki sprzedaży danych cyfrowych obejmuje kluczowych klientów Cloud Technologies oraz jest wyliczany bezpośrednio w USD. Z kolei w raportach okresowych sprzedaż danych cyfrowych obejmuje wszystkich klientów spółki i jest raportowana w PLN. Z tego powodu możliwe są różnice pomiędzy dynamiką sprzedaży raportowaną w szacunkach miesięcznych, a dynamiką sprzedaży pokazywaną w raportach okresowych.

Ponad 80% przychodów spółki w segmencie sprzedaży danych pochodzi ze Stanów Zjednoczonych – kluczowego dla Cloud Technologies rynku –  i jest rozliczana w dolarach. Jednocześnie większość kosztów spółka ponosi w złotówkach, co przy osłabieniu PLN wobec USD zwiększa rentowność Cloud Technologies.  Sprzedaż danych wzrosła w II kw. o 46% r/r i odpowiada obecnie za 71% całkowitych przychodów spółki.

Spółka konsekwentnie i z powodzeniem realizuje strategię rozwoju na lata 2021-2023. 8 sierpnia br. Cloud Technologies złożyła w Komisji Nadzoru Finansowego prospekt w związku z planem przejścia na główny rynek Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

Ujawnienia dot. stosowania środowiskowej Taksonomii UE

Ujawnienia dot. stosowania środowiskowej Taksonomii UE – 81% spółek zidentyfikowało działania potencjalnie zrównoważone środowiskowo.

224 z 275 analizowanych przez KPMG firm z sektora niefinansowego w Europie, w tym w Polsce, zidentyfikowało za 2021 rok działania kwalifikujące się do Taksonomii UE – unijnej systematyki wspierającej identyfikację działań zrównoważonych środowiskowo. Większy odsetek firm (79%) zgłosił kwalifikowalność do Taksonomii UE nakładów inwestycyjnych (CapEx) w porównaniu z przychodami (61%) i kosztami operacyjnymi (60%). W pierwszym roku raportowania poziom ujawnień jakościowych znacznie się różni między analizowanymi spółkami, a długość ujawnianych informacji niekoniecznie świadczy o ich przydatności – wynika z analizy KPMG.

Od 2022 roku przedsiębiorstwa w Europie są po raz pierwszy zobowiązane do uwzględnienia w swoich raportach niefinansowych ujawnień dotyczących kwalifikowalności swojej działalności gospodarczej do systematyki Taksonomii UE. KPMG przeanalizowało 275 firm z sektora niefinansowego z 14 krajów Europy, w tym z Polski, które sporządziły takie ujawnienia za rok finansowy 2021.

Przychody kwalifikujące się do Taksonomii UE

Wśród analizowanych przez KPMG firm, 61% zidentyfikowało w 2021 roku przychody kwalifikujące się do Taksonomii UE. Nie oznacza to jednak, że ich działalność jest w tym zakresie zgodna z kryteriami technicznymi Taksonomii, czyli wnosi istotny wkład w realizację jednego z celów środowiskowych zdefiniowanych w tej regulacji. 79% firm zidentyfikowało i ujawniło jakiekolwiek nakłady inwestycyjne (CapEx) kwalifikujące się do Taksonomii UE, podczas gdy w zakresie wydatków operacyjnych (OpEx) było to 60% przedsiębiorstw.

24% analizowanych firm nie zgłosiło przychodu kwalifikującego się do Taksonomii, ale zgłosiło wydatki kapitałowe i/lub koszty operacyjne, które jej podlegają. Przychody kwalifikujące się do Taksonomii UE nie zostały zidentyfikowane głównie przez firmy w następujących branżach: spożywcza (handel oraz produkcja żywności i używek), podróże i czas wolny czy opieka zdrowotna.

Spośród 224 przedsiębiorstw, które zidentyfikowały obszary kwalifikujące się do Taksonomii UE, 65% użyło terminologii działalności gospodarczej opisanej w rozporządzeniach delegowanych z kryteriami technicznymi, aby uzasadnić kwalifikowalność ich działalności gospodarczych dla co najmniej jednego kluczowego wskaźnika (KPI). Jednocześnie wiele firm doświadczyło trudności z pozyskaniem wiarygodnych danych do przeprowadzenia oceny kwalifikowalności i z tego względu zdecydowało o jedynie częściowym zaraportowaniu wskaźników bądź zrezygnowało z takiego raportowania – mówi Iwona Galbierz-Sztrauch, Partner, Lider Usług Doradczych dla Sektora Finansowego, Lider ESG, KPMG w Polsce.

Zróżnicowana jakość ujawnień

W pierwszym roku raportowania jakość ujawnień taksonomicznych znacznie się różni między analizowanymi spółkami, a obszerność ujawnianych informacji niekoniecznie świadczy o ich przydatności. Dodatkowo z analizy KPMG wynika, że firmy nie zawsze wyjaśniają zasady rachunkowości stosowane do wyznaczenia kluczowych wskaźników. Nie wszystkie analizowane spółki wyraźnie wskazały, czy ich działania kwalifikujące się do Taksonomii są związane z łagodzeniem skutków zmian klimatu, adaptacji do zmian klimatu lub obu tych celów. Przyszłoroczne ujawnienie będzie zawierało obszerne obowiązkowe tabele, co wesprze przejrzystość prezentacji tych informacji, a jednocześnie spowoduje wiele wyzwań operacyjnych związanych z przygotowaniem ustrukturyzowanych ujawnień.

Z przeprowadzonej analizy wynika, że większość przedsiębiorstw nie powiązała jeszcze swojej strategii ESG z Taksonomią, ale mogłaby wykorzystać elementy Taksonomii do wzmocnienia swojej strategii ESG. W przypadku spółek, które nawiązują w swojej strategii ESG do Taksonomii zaobserwowaliśmy 3 podejścia: jednym z nich jest włączenie elementów Taksonomii do celów zrównoważonego rozwoju i KPI, drugim opisanie związku pomiędzy obecną strategią ESG a Taksonomią, a trzecim możliwość przyszłego powiązania obecnej strategii ESG i Taksonomii – mówi Iwona Galbierz-Sztrauch, Partner, Lider Usług Doradczych dla Sektora Finansowego, Lider ESG, KPMG w Polsce.

O PUBLIKACJI:

Publikacja KPMG International pt. „Setting the baseline towards transparency. Insights into the first EU Taxonomy

disclosures of 275 European non-financial undertakings” powstała na podstawie analizy benchmarkingowej 275 przedsiębiorstw niefinansowych z siedzibą w UE, wchodzących w skład indeksu STOXX Europe 600. Próba zawiera spółki o dużej, średniej i małej kapitalizacji z 14 krajów UE, działające w 17 sektorach. KPMG dokonało przeglądu najnowszych raportów rocznych (zintegrowanych) opublikowanych przed 6 maja 2022 r., ponieważ ujawnienie Taksonomii powinno być częścią raportowania niefinansowego. Firmy zatrudniające mniej niż 500 pracowników zostały wyłączone z analizy. Analiza skupiła się na następujących kluczowych obszarach: działalność kwalifikująca się do Taksonomii, ujawnianie KPI, ujawnianie jakościowe oraz powiązanie ze strategią ESG. Ujawnienia za 2021 rok zostały poddane przeglądowi przy pomocy listy kontrolnej opracowanej przez specjalistów KPMG.

Kryzys budżetowy w UK zażegnany?

Wczoraj przy ubogim kalendarzu makro głównym tematem, który wlał optymizm w inwestorów, było wycofanie się polityków Wielkiej Brytanii z niemalże wszystkich zaproponowanych jeszcze niedawno cieć podatkowych. Indeksy w Europie świeciły na zielono. FTSE 100 zyskał 0,9 proc. a DAX 1,7 proc. „Kabel” zahaczył o poziom 1,1440 – najwyższy od 5 października.

Nowy minister finansów UK – Jeremy Hunt – odrzucił prawie w całości plan zaproponowany przez premierkę Truss. Pamiętamy, że przedstawione zmiany spowodowały zawirowania na rynku obligacji brytyjskich a także załamanie na funcie szterlingu. Para walutowa GBP/USD spadła do najniższego poziomu od połowy lat 80-tych. Hunt zakomunikował w Izbie Gmin, że stabilność gospodarcza jest teraz priorytetem. W ten sposób położył kres planowi „niskich podatków oraz wysokiego wzrostu”. Premier Truss przeprosiła i powiedziała, że rząd poszedł „za daleko i w zbyt szybkim tempie”.

Wchodząc w szczegóły, planowana od początku roku obniżka podstawowej stawki podatkowej z 20 do 19 proc. została odłożona na czas nieokreślony. Z kolei zaproponowana przez polityków gwarantowana cena energii dla gospodarstw domowych (miała obowiązywać przez 2 lata) będzie jedynie funkcjonować do kwietnia 2023. Później pomoc będzie kierowana jedynie do wybranych. To właśnie zamrożenie cen energii miało być największym kosztem całego nowego planu. Skrócenie tej formy pomocy spowoduje, że finanse publiczne nie będą narażone na wysoką zmienność cen na międzynarodowym rynku gazu.

Rząd w końcu ugiął się pod presją rynków, co zostało natychmiast nagrodzone: rentowność obligacji spadła, a funt szterling kontynuował umocnienie. Para EURGBP oraz GBPUSD jest kwotowana na poziomach sprzed „katastrofy budżetowej”. Nie oznacza to jednak, że problemy GBP się skończyły. Duża część zaplanowanych wydatków miała zdjąć z prywatnych gospodarstw domowych presję wynikającą z kosztów kryzysu energetycznego. Obecnie wydatki te zostały znacznie ograniczone. Wsparcie dla obywateli będzie jedynie trwało do kwietnia, co oznacza, że po tym okresie krajowa konsumpcja zostanie znacznie stłumiona. Brytyjska gospodarka jest bardzo bliska osunięcia się w recesję, dlatego też pod znakiem zapytania stoi to, czy Bank Anglii rzeczywiście będzie trzymał się swojej restrykcyjnej polityki pieniężnej, gdyby gospodarka wpadła w znacznie mocniejsze spowolnienie niż dotychczas zakładano. BoE chce nadal pomagać rynkowi obligacji (a tym samym skarbowi państwa) chcąc – wg doniesień medialnych – opóźnić swoje plany QT (redukcja posiadanych obligacji rządowych). Wątpliwe jest także to, czy bank centralny podniesie na tyle wysoko stopy procentowe aby opanować skutecznie inflację. Jeśli BoE zwolni tempo lub zrobi pauzę, wówczas GBP ponownie znajdzie się pod presją spadkową.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Jak politycy wpływają na gospodarkę przez social media?

Polscy parlamentarzyści publikują w mediach społecznościowych znacznie częściej niż politycy innych krajów Unii Europejskiej. Najczęściej wybierają Twittera – mimo że wyborcy preferują Facebooka. Nasi politycy nie raz zaliczają wpadki – które są szeroko komentowane przez internautów i ich politycznych oponentów. Komunikacja polityków mediach społecznościowych oraz jej wpływ na zachowania społeczeństwa rośnie. Social media to nie tylko narzędzie komunikacji – ale także kształtowania postaw społecznych. Politycy powinni zatem szczególnie zwracać uwagę na język. Profilom polskich polityków wciąż brakuje konwersacyjnego charakteru. Politycy niechętnie dyskutują czy bronią swojego stanowiska w komentarzach – nie edukują ani opozycji, ani wyborców. Tymczasem nawet jedna publikacja potrafi wpłynąć nie tylko na społeczeństwo, ale również na gospodarkę. Pod koniec września Ministerstwo Aktywów Państwowych poinformowało na Twitterze, że wprowadzi podatek od nadzwyczajnych zysków. Następnie wicepremier Sasin opublikował tweeta, w którym potwierdził, że skierował projekt ustawy do premiera Mateusza Morawieckiego. Sama zapowiedź nowej daniny sprawiła, że na giełdzie akcje spółek energetycznych pikowały. WIG20 spadł o ponad 100 punktów. Tym samym Skarb Państwa stracił na sprzedaży akcji Orlenu do PZU prawie 80 mln złotych.

– Nie da się ukryć, że ogromna rola mediów społecznościowych wymaga, aby stosować je zgodnie z porządkiem prawnym – a przede wszystkim odpowiedzialnie. Niestety, prezydent Trump wprowadził zarządzanie polityczne przez tweety i znalazł licznych następców. Chociaż wydaje mi się, że w wielu krajach jednak przywódcy polityczni doszli do wniosku, że może niekoniecznie jest to słuszna metoda – powiedziała serwisowi eNewsroom Henryka Bochniarz, Przewodnicząca Rady Głównej Konfederacji Lewiatan. – Mam nadzieję, że będą wprowadzone jakieś formy regulacji, które zabronią manipulacji za pośrednictwem social mediów. Ostatnia sytuacja z tweetem Premiera Sasina powinna także być dokładnie przeanalizowana. Wydaje się, że odpowiednie organy powinny zareagować. W przeciwnym razie takie incydenty będą coraz powszechniejsze. Liczę na szeroką debatę o odpowiedzialności za słowo – bo social media łatwo wykorzystać do różnych celów, a ostatnio poprzeczka jest coraz częściej obniżana – kwituje Bochniarz.

Zawieszenie biegu terminu przedawnienia nie może być jedynym celem wszczęcia postępowania karnego skarbowego

Zawieszenie biegu terminu przedawnienia nie może być jedynym celem wszczęcia postępowania karnego skarbowego
– wskazał WSA w Krakowie w wyroku z dnia 27 września 2022 r. sygn. akt I SA/Kr 490/22.

WSA w Krakowie uchylił decyzję Dyrektora Izby Skarbowej w Krakowie i poprzedzającą ją decyzję Dyrektora Urzędu Kontroli Skarbowej w Krakowie i umorzył postępowanie podatkowe w przedmiocie podatku od towarów i usług.

W ustnych motywach wydanego w sprawie wyroku sąd wyraził stanowisko zbieżne z oceną przedstawioną przez Rzecznika. Sąd stwierdził, że – w związku z brakiem skutecznego zawieszenia biegu terminu przedawnienia – zobowiązania podatkowe przedsiębiorcy objęte kwestionowaną decyzją uległy przedawnieniu. WSA wskazał, że w sytuacji, gdy z dowodów w postaci zeznań pracowników organu, który wszczął postępowanie w sprawie o przestępstwo skarbowe dotyczące zobowiązań podatkowych przedsiębiorcy, wprost wynika, iż jedynym celem takiego działania było zawieszenie biegu terminu przedawnienia tychże zobowiązań podatkowych, nie można przyjąć, iż wszczęcie tego postępowania nie miało charakteru instrumentalnego – powiedział Adam Abramowicz Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców.

Funt umacnia się po fiskalnym zwrocie o 180 stopni

Funt brytyjski umocnił się dzięki wieściom, że premierka Liz Truss zdymisjonowała Kwasiego Kwartenga ze stanowiska kanclerza skarbu i wycofuje się z niemal wszystkich obniżek podatków obiecanych zaledwie trzy tygodnie temu. Wystarczyło to, by brytyjska waluta znalazła się na szczycie rankingów jako jedna z nielicznych głównych, które utrzymały poziom względem mocnego dolara.

Kolejne złe wieści dotyczące inflacji w USA (bazowa z nowym rekordem na poziomie 6,6%) sprawiły, że amerykańskie rentowności ponownie wzrosły, co dodatkowo wzmocniło dolara.

Najlepiej w zeszłym tygodniu radziły sobie waluty Europy Wschodniej. Przewodził im forint, mocno wsparty przez Narodowy Bank Węgier, który wdrożył nadzwyczajne środki, by walczyć z deprecjacją waluty – obejmują one duże podwyżki stóp zorientowane na zniesienie presji na forinta. Biorąc pod uwagę negatywne informacje dotyczące inflacji w USA, aktywa ryzykowne i euro radziły sobie bardzo dobrze, kończąc tydzień na niemal niezmienionym poziomie.

W tym tygodniu nie poznamy wielu odczytów, więc uwaga ponownie skupi się na brytyjskich rynkach obligacji i walutowym, szczególnie że Bank Anglii zapowiedział, że przestanie wspierać rynek obligacji długoterminowych. Publikowany w środę 19.10 raport dotyczący inflacji w Wielkiej Brytanii z pewnością zwróci uwagę inwestorów. Istotny dla rynków będzie także rozpoczynający się we wtorek 18.10 szereg przemówień członków Rezerwy Federalnej. Stopy w USA nieprzerwanie rosną i rynek szacuje, że w maksymalnym punkcie stopa fed funds zbliży się do 5%.

PLN

Polski złoty zdołał umocnić się w ubiegłym tygodniu, w wyniku czego kurs EUR/PLN spadł do 4,80. Można to uznać za odreagowanie po ostatniej słabości, wsparte przez pewną stabilizację sentymentu.

Odczyt krajowej inflacji we wrześniu został potwierdzony na poziomie 17,2%. Zaskoczenie wzbudziły jednak dane o rachunku bieżącym. Deficyt rzędu 4 mld euro był ponad dwukrotnie większy zarówno od oczekiwanego, jak i notowanego miesiąc wcześniej. Dane nie są korzystnym sygnałem w zakresie perspektyw złotego.

Pewną burzę na początku tego tygodnia wywołały doniesienia „Financial Times” oraz „Rzeczpospolitej” o ryzyku odcięcia Polsce nie tylko funduszy unijnych w ramach KPO, ale również środków z funduszu spójności z budżetu na lata 2021–2027. Faktyczna utrata środków z nowej perspektywy byłaby jednoznacznie negatywną informacją dla złotego. Wydaje się, że pojawienie się takiego ryzyka już teraz oddziałuje na walutę, rynek nie traktuje jednak takiego scenariusza jako bazowego – w innym wypadku ruchy byłyby znacznie silniejsze.

W tym tygodniu czeka nas wyjątkowo dużo publikacji z Polski. Poznamy praktycznie wszystkie istotne, twarde dane zamykające III kwartał. Odczyty takie jak ten o produkcji przemysłowej (20.10) czy sprzedaży detalicznej (21.10) mogą mieć pewien wpływ na złotego, jednak dla kształtowania się kursu kluczowe najpewniej będą wieści z zewnątrz i ewentualne sygnały w zakresie unijnych funduszy.

EUR

Ubiegły tydzień nie przyniósł wielu istotnych wieści. Euro radziło sobie bardzo dobrze i zdołało utrzymać niemal niezmieniony poziom względem dolara mimo kiepskiego raportu inflacyjnego z USA, który podbił rentowności amerykańskich obligacji. Wyraźny spadek cen gazu w Europie ze szczytu z końca sierpnia częściowo wsparł euro i inne waluty europejskie. W ubiegłym tygodniu to właśnie większość z nich przodowała w rankingach.

Rynki zdają się po cichu liczyć, że uda się uniknąć niedoborów energii zimą. Dodatkowo, wciąż ogłaszane są nowe pakiety wsparcia konsumentów i przedsiębiorców, które mają zmniejszyć uciążliwość podwyższonych cen energii i chronić europejskie gospodarki przed głęboką i przedłużającą się recesją. W dalszym ciągu uważamy, że wszystkie wspierające popyt środki obniżają owo ryzyko i ich wpływ jest niedoszacowany. Istotny spadek cen surowców z letnich szczytów wpływa na europejskie warunki wymiany, co również jest korzyścią naszym zdaniem nieodzwierciedloną jeszcze w kursie euro.

USD

Wrześniowy raport o inflacji w USA drugi raz z rzędu nieprzyjemnie zaskoczył. Główna miara dynamiki cen ponownie spadła dzięki niższym cenom energii, lecz bardziej znacząca miara bazowa osiągnęła nowy rekord na poziomie 6,6%.

Rynki spodziewają się podwyżki o 75 pb. na kolejnym posiedzeniu Fedu w listopadzie i widzą spore szanse, że ruch o takiej skali nadejdzie również w grudniu. Jednocześnie spodziewają się maksymalnego poziomu stopy fed funds bliskiego 5%. W tym tygodniu nie poznamy wielu pierwszorzędowych danych, więc najważniejszymi sygnałami z USA będą te płynące z rynku obligacji. Jeśli rentowności długoterminowych obligacji utrzymają się na podobnym poziomie co teraz, możliwe, że dolar odda część ostatnich zysków. W tym tygodniu przemawiać będzie również kilku członków Fed. Inwestorzy będą śledzić ich retorykę, próbując lepiej oszacować szanse na dużą podwyżkę stóp procentowych w grudniu.

GBP

Odwołanie Kwasiego Kwartenga przez Liz Truss i niechętne oświadczenie o wycofaniu się z części cięć podatkowych sprawiły, że funt powrócił do poziomów zbliżonych do tych sprzed trzech tygodni, przed ogłoszeniem katastrofalnego dla waluty budżetu. Brytyjski rynek obligacji nie poradził sobie jednak tak dobrze. Ogłoszenie, że nowym kanclerzem skarbu został ortodoksyjny Jeremy Hunt, i dzisiejsze wieści o dalszym zwrocie w kontekście budżetu (szczególnie o nieobniżaniu podstawowej stawki podatku dochodowego) powinny uspokoić rynki zaniepokojone zakończeniem w piątek 14.10 czasowego programu skupu obligacji przez Bank Anglii.

Oczekuje się, że publikowany w środę 19.10 raport inflacyjny pokaże szczytowe wartości dla bazowej i głównej miary, lecz mimo tego rynki wyceniają niezwykle wysokie podwyżki stóp (nawet po 100 pb. lub więcej) na dwóch najbliższych zebraniach Banku Anglii. Prezes Banku Anglii Andrew Bailey ogłosił w weekend, że Wielką Brytanię czeka duża podwyżka stóp, dzisiejsze ogłoszenie nowego kanclerza skarbu może jednak ograniczać oczekiwania w tym zakresie.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Dlaczego paliwo jest tak drogie, skoro ropa nie jest najdroższa?

Specyfika prezentacji cen paliw powoduje, że jest to dobro, którego poziomy cen znamy najlepiej. Ktokolwiek jeździ, chociaż trochę samochodem musi mijać przynajmniej kilka pylonów stacji benzynowych z cenami, zwanych przez złośliwych ostatnimi dniami słupami grozy. Patrząc na znajdujące się tam ceny, nie jest to mocno przesadzona analogia. Dlaczego aktualnie ceny paliw są tak wysokie, a notowania ropy są dalekie od swoich rekordów? 

Co się wydarzyło, że ceny paliw poszły tak bardzo w górę?

Na rynku mieliśmy splot niekorzystnych wydarzeń, które spowodowały, że w pierwszych dniach roboczych października gwałtownie wzrosły ceny paliw na stacjach benzynowych. Dotyczyła to przede wszystkim ropy naftowej, która w wielu miejscach przebiła 8 zł za litr. W górę szła również benzyna. By lepiej zrozumieć, co się działo, musimy sobie podzielić problem na kilka elementów.

Ile tak naprawdę kosztuje surowiec?

Ropa naftowa jest podstawowym surowcem, z którego w rafineriach powstają paliwa, jest ona także notowana na rynkach. Jej cena ostatnio oczywiście odbiła w górę, aczkolwiek obecne szczyty były wyraźnie niżej niż te z początku rosyjskiej agresji na terytorium Ukrainy. Dla przypomnienia kwotowane są dwa podstawowe gatunki tego surowca. Pod nazwą “brent” na rynku pojawia się ropa z Morza Północnego notowana w Londynie. Pod nazwą WTI to z kolei ropa notowana w USA. Dla nas ważniejsze są oczywiście ceny surowca w Londynie. Cena 98 dolarów za baryłkę surowca to oczywiście dużo. Niby był to najwyższy poziom od końca sierpnia, ale z drugiej strony przez pierwsze 5 miesięcy rosyjskiej inwazji tak niski poziom był uzyskiwany tylko w pojedyncze dni. Dlaczego zatem wtedy paliwo nie było wyraźnie droższe?

Co ma z tym wspólnego dolar?

Cena ropy naftowej podawana jest niestety w dolarach amerykańskich. W rezultacie 98 dolarów po cenach z października to około 490 zł. Z drugiej strony w marcu i kwietniu gdy ropa kosztowała po 110 dolarów za baryłkę, notowania dolara były w okolicach 4,30 zł. W rezultacie pomimo baryłki droższej o 12 dolarów jej cena w złotych wynosiła kilkanaście złotych mniej niż obecnie. Drogi surowiec na wejściu ma wpływ na drogi produkt na wyjściu.

Strajki we Francji

Nie chciałbym tutaj promować teorii spiskowych o powiązaniach francuskich związkowców z Rosją, ale gdyby tak było, byłaby to najskuteczniejsza broń Putina ostatnich tygodni jak nie miesięcy. To właśnie gigantyczne strajki, jak na rafinerie, spowodowały gwałtowny brak paliw na stacjach benzynowych. Surowiec co prawda jest importowany, aczkolwiek logistyka jest mocno nieefektywna, a ceny gwałtownie rosną. Na cenę oprócz kosztów wpływają bowiem przecież popyt i podaż. Z jednej strony strajk to spadek podaży. Z drugiej wiadomości medialne spowodowały panikę i ludzie tankowali na zapas. W rezultacie problem z Francji rozlał się na wiele innych państw, bo hurtowe ceny paliw poszły w górę. Dlaczego ktoś miałby sprzedać tanio w kraju u siebie, skoro Francuzi zapłacą więcej.

Strach i chciwość

Ludzie generalnie czują, że skoro istnieje konflikt z Rosją to paliwa mogą drożeć i mają znacznie większą akceptację dla wzrostu cen niż standardowo. Swoje do tego dokłada kilkunastoprocentowa inflacja, przez którą pogodziliśmy się, że ceny generalnie rosną. W tym otoczeniu znajduje się niestety dużo miejsca dla podmiotów mających towar na wygenerowanie dodatkowych marż. Widać to chociażby po marży rafineryjnej, która jest niestandardowo wysoka. Z drugiej strony rynki nie lubią takiej sytuacji. Jeżeli w dłuższym czasie nie będzie się ona stabilizować, mogą pojawić się nowi gracze na rynku, a konkurencja wymusi zmniejszenie marż.

Światełko w tunelu?

Co by musiało się podziać na rynku, by paliwo znów było akceptowalne cenowo? Celowo nie używam słowa tanie, bo nasza akceptacja niestety poszła w górę. Oprócz stabilizacji marż, wspomnianej w poprzednim akapicie jest jeszcze kilka kwestii. Gdyby RPP zdecydowała się podnieść stopy i walczyć z inflacją zobaczylibyśmy słabszego dolara, a zatem tańszy surowiec w rafineriach. Zakładając, że nie zwiększyłoby to dalej marż, mielibyśmy tańsze paliwo. Strajki we Francji to nie jest coś, co się nie zdarza, ale po uspokojeniu się sytuacji w tym kraju rynek może złapać trochę oddechu. Na koniec jeszcze same ceny ropy. Jeżeli scenariusz spowolnienia na świecie się potwierdzi, szybko powinniśmy widzieć spadki cen surowca. Ropa naftowa bardzo nie lubi kryzysów gospodarczych. My też nie, ale przynajmniej jest szansa, że nie połączymy kryzysu z drogim paliwem na raz. Z drugiej strony skoro teraz jest tak źle, to wszystkie złośliwe żarty o dodatkowej cyfrze na wyświetlaczach okazują się bardzo mało prawdopodobne.

Autor: Maciej Przygórzewski – główny analityk walutowy w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Nakładane na przedsiębiorców sankcje podatkowe VAT muszą być proporcjonalne do wagi naruszeń

Stosując wobec podatnika dodatkową sankcję finansową przewidzianą w art. 112b ustawy o podatku od towarów i usług, organ nie może tego robić z automatu, a na podstawie stwierdzenia wystąpienia wskazanych w tym przepisie nieprawidłowości. Musi uwzględnić charakter i wagę uchybień oraz stopień zawinienia przedsiębiorcy – stwierdził w wyroku z 27 lipca 2022 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gliwicach (sygn. akt I SA/Gl 234/22).

WDT na rzecz znikającego podatnika

Naczelnik urzędu skarbowego określił spółce z o.o. wysokość kwoty różnicy VAT w rozliczeniu za marzec i czerwiec 2017 r. oraz 24 000 zł dodatkowego zobowiązania w tym podatku. Jak argumentował organ odwoławczy naczelnik prawidłowo ustalił, że w zbadanym okresie spółka zadeklarowała wewnątrzwspólnotowe dostawy na rzecz czeskiego kontrahenta w kwocie ponad 428 000 zł, których dokonać miała za pośrednictwem ukraińskiego przewoźnika. Jednak podczas kontroli, na listach przewozowych brak było potwierdzenia odbioru towarów przez firmę z Czech. Zapłaty dokonano poprzez wpłaty gotówkowe na konto spółki. Dostaw nie potwierdziła też czeska administracja podatkowa, która określiła odbiorcę nierzetelnym płatnikiem, podejrzewanym o udział w oszustwach podatkowych w charakterze znikającego podatnika.

Dodatkowa kara finansowa

Według argumentacji dyrektora izby administracji skarbowej towary zamiast do Czech trafiły na Ukrainę. Spółka nie dochowała należytej staranności w doborze kontrahenta, nie doszło w całej transakcji do wewnątrzwspólnotowej dostawy towaru do innego państwa członkowskiego UE, stąd i nie miała prawa zastosować 0% stawki VAT dla zakwestionowanych sprzedaży. Powinna odprowadzić od nich 23% tego podatku. Natomiast na podstawie art. 112b ust. 1 pkt 2 ustawy o VAT naczelnik urzędu skarbowego prawidłowo, zdaniem organu odwoławczego, ustalił firmie dodatkowe zobowiązanie podatkowe w wysokości 30% kwoty zawyżenia zwrotu VAT.

Przedsiębiorca powinien być czujny

Rozpoznający skargę spółki WSA w Gliwicach przychylił się do ustaleń organów, że nie dokonała ona spornych dostaw do czeskiego kontrahenta, stąd nie miała prawa zastosować 0% stawki VAT. Jako profesjonalny uczestnik obrotu gospodarczego przedsiębiorca powinien dołożyć starań o zabezpieczenie tych dostaw dowodami potwierdzającymi przemieszczenie towaru na terytorium Republiki Czeskiej. Tymczasem zgromadzone w sprawie dokumenty wręcz wykluczają możliwość przeprowadzenia takiej dostawy. WSA podzielił także opinię organów co do braku podstaw do przypisania przedsiębiorcy działania w dobrej wierze, która w oparciu o przepisy wspólnotowe dałaby spółce prawo do skorzystania ze zwolnienia z VAT. Spółka mogła i powinna była wiedzieć, że uczestniczy w transakcjach budzących podejrzenia co do ich legalności.

Nie każdy błąd przedsiębiorcy to zamierzone oszustwo

Sąd nie zgodził się jednak ze skarbówką w kwestii obarczania przedsiębiorcy dodatkową, trzydziestoprocentową karą finansową. Zwrócił organom uwagę, że stosując sankcję z art. 112b ustawy o VAT należy uwzględnić wskazania unijnej dyrektywy 112 w sprawie wspólnego podatku od wartości dodanej. Przede wszystkim należy odróżniać sytuacje, w których błąd podatnika stanowi oszustwo od tych, gdzie w jego działaniu trudno dopatrzyć się celowego zamiaru dokonania wyłudzenia, a przy tym nie doszło do uszczuplenia budżetu Skarbu Państwa.

Polskie przepisy niezgodne z prawem

WSA podkreślił, że Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej orzekł wprost w wyroku z 15 kwietnia 2021 r. w sprawie Grupy Warzywnej (sygn. C-935 /19), że polskie przepisy są niezgodne z prawem wspólnotowym w zakresie, w jakim pozwalają na automatyczne nakładanie na podatników sankcji w przypadku popełnienia przez nich każdego, nawet zwykłego błędu w rozliczeniach, a nie jedynie w przypadkach noszących znamiona oszustwa.

Sąd uchylił decyzję skarbówki nakładającą nieproporcjonalną karę na przedsiębiorcę

WSA w Gliwicach uchylając zaskarżoną przez spółkę decyzję dyrektora izby administracji skarbowej orzekł, że organ ten w uzasadnianiu swojej decyzji w ogóle nie brał pod uwagę charakteru naruszeń przedsiębiorcy, co świadczy o tym, że nie podszedł do jego sprawy indywidualnie, i nie uwzględnił celu ww. przepisów, a więc: zapewnienia prawidłowego poboru VAT i zapobiegania oszustwom podatkowym. Organy skarbowe nie zbadały, czy stwierdzone nieprawidłowości w dostawach dokonanych przez przedsiębiorcę noszą znamiona zamierzonego udziału w karuzeli VAT, czy są jedynie skutkiem błędnego zakwalifikowania transakcji jako wewnątrzwspólnotowej dostawy towaru wskutek niezachowania należytej staranności w doborze kontrahenta. Organy stosując sankcję z art. 112b ustawy o VAT muszą ją wymierzać z uwzględnieniem zasady proporcjonalności kary do celów, jakie ma spełniać.

Podsumowanie

Jak widać, pomimo wydanego już ponad rok temu wyroku przez TSUE, organy podatkowe nadal stosują wobec przedsiębiorców niewspółmierne, nieproporcjonalne do wagi błędów rozliczeniowych kary. Robią to mechanicznie, zapominając o unijnych regulacjach w tym zakresie.

Autor: Robert Nogacki, partner zarządzający, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizująca się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Ważne zmiany w rozliczeniach kosztów mieszkania w działalności gospodarczej

Dobra wiadomość dla przedsiębiorców. Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej zgadza się na rozliczanie mieszkania w działalności gospodarczej bez wydzielania osobnego pomieszczenia na te cele. Dopuszcza też możliwość przeznaczenia do działalności części wspólnych lokalu.

Przedsiębiorcy rozpoczynający działalność gospodarczą niejednokrotnie jako pierwszy lokal, w którym jest ona prowadzona, wskazują swoje mieszkanie. Czas pandemii i postępująca digitalizacja sprzyjają zwiększaniu się liczby firm prowadzonych z domu.

Jak rozliczyć lokal w kosztach?

Fiskus kwestionował możliwość rozliczania w działalności gospodarczej kosztów związanych z użytkowaniem mieszkania, jeśli przedsiębiorca nie wydzielił w tym celu odrębnego pomieszczenia, np. jednego pokoju. Jednak zgodnie z obecnym podejściem przedsiębiorca może to samo pomieszczenie wykorzystywać zarówno na cele mieszkaniowe, jak i prowadzonej działalności. W takim przypadku warto wyliczyć jaki procent przestrzeni wykorzystywany jest na cele działalności i wykazać, przez ile godzin w ciągu doby przedsiębiorca wykorzystuje pomieszczenie na potrzeby firmy. Jeśli spędza w nim 8 godzin w ciągu doby na pracy, a przez pozostały czas jest to np. jego salon, dzieli się tę powierzchnię przez 24 godziny i mnoży razy 8. Przed fiskusem ciężko byłoby bowiem udowodnić, że pracuje się w danym miejscu 24/7.

Z takim podejściem również zgadza się Dyrektor KIS wskazując, że nie ma potrzeby wydzielania w mieszkaniu odrębnego pomieszczenia: „przepisy ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych nie wskazują, że możliwość zaliczenia wydatków na użytkowanie nieruchomości do kosztów uzyskania przychodów zależy od fizycznego wyodrębnienia pomieszczenia, w którym prowadzona jest działalność. Podatnik powinien określić, jaka część lokalu mieszkalnego faktycznie służy prowadzonej przez niego działalności gospodarczej. Wówczas może w odpowiednim udziale i proporcji zaliczyć poniesione wydatki do kosztów podatkowych”. 

Jednak jeśli w mieszkaniu przedsiębiorca wydzieli jedno pomieszczenie na swoje „biuro”, to nie ma już potrzeby dzielenia powierzchni przez liczbę godzin pracy, ponieważ to konkretne pomieszczenie będzie służyć tylko celom służbowym.

Po ustaleniu odpowiedniego wskaźnika przedsiębiorca zaliczy do kosztów działalności gospodarczej także część kosztów prądu czy ogrzewania mieszkania. W przypadku, gdy nieruchomość jest finansowana z kredytu, to może zaliczyć do kosztów również część odsetek od kredytu.

Ewolucja interpretacji

Podejście fiskusa do rozliczania kosztów zwianych z utrzymaniem mieszkania lub domu w działalności gospodarczej ciągle ewoluuje. 15 września Dyrektor KIS zmienił wcześniejszą interpretację uznając, że kosztem mogą być odsetki od kredytu w proporcji przypadającej również na część powierzchni ogólnego użytku, tj. kuchni, toalety i korytarza.

Dlatego w mojej ocenie również czynsz i inne opłaty w odpowiedniej proporcji na części wspólne mógłby być zaliczane do kosztów uzyskania przychodów. W dobie szalejących cen energii możliwość uwzględnienia w kosztach części wydatków na prąd może w pewnym stopniu niwelować podwyżki. Jeśli przedsiębiorca, np. kosmetyczka, przyjmuje u siebie klientów, to często poruszają się po korytarzu, mogą korzystać z toalety, podawana jest im kawa.

Podkreślam jednak, że warto zadbać o indywidualną interpretację sytuacji danego podatnika. Przypomnijmy też, że od 1 stycznia 2023 r. już nie będzie można amortyzować lokali mieszkalnych, jednak wydatki dalej będą mogły stanowić koszty uzyskania przychodu.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Ekspert celny ostrzega: uważaj na faktury od spedytora

Każdy importer powinien bacznie przyglądać się fakturom jakie otrzymuje od spedytora, by nie dopuścić do podwójnego opodatkowania, albo wręcz do zanegowania kosztów przez kontrolę podatkową. Spedytorom wydaje się bowiem, że mogą wystawiać faktury za fracht, a to błąd. Innym często spotykanym problemem jest zgłoszenie celne dokonywane na podstawie oświadczenia spedytora o kosztach transportu.

Przedsiębiorcy niestety bardzo często nie rozróżniają roli spedytora i roli przewoźnika. Ba, nawet sami spedytorzy mają problem z diagnozą usług, jakie mogą świadczyć dla swoich klientów. Kodeks cywilny precyzuje dokładnie czynności należące do obu tych grup przedsiębiorstw i tak, co do zasady, spedytor zajmuje się organizacją transportu i za te czynności ma prawo otrzymać wynagrodzenie. Natomiast z całą pewnością do zakresu wykonywanych przez niego usług nie zalicza się przewozu towaru.

Za co spedytor może wystawić fakturę?

Zatem spedytor nie ma prawa zarabiać na frachcie i tym samym fakturować klienta kwotą wyższą niż ta, którą sam został obciążony przez przewoźnika za transport, czyli nie ma prawa wystawiać faktury z marżą nie podając źródła pochodzenia tego kosztu, tj. numeru faktury przewoźnika. Ma tylko prawo wystawić refakturę kosztów transportu.

Dlaczego spedytor najczęściej nie ma uprawnień do wystawiania faktury za fracht? Bo nie jest przewoźnikiem. Przewoźnik towarów to licencjonowany zawód i aby go wykonywać, należy posiadać pozwolenia, licencje i określone ubezpieczenie. W przypadku kiedy spedytor, nie mając uprawnień do świadczenia usługi „transporty i fracht”, wystawi za taką usługę fakturę, to kontrola podatkowa ma prawo „wyjąć” czyli usunąć taką fakturę z kosztów podatkowych podatnika (odbiorcy usługi).

Podwójne opodatkowanie importera

Ale to nie koniec problemów importera. Źle wystawiona faktura przez spedytora powoduje kolejne implikacje. Jeżeli numer faktury przewoźnika nie znajdzie się w zgłoszeniu celnym, a przewoźnik nie otrzyma potwierdzenia zapłaty podatku VAT od wartości swojej usługi, to nie ma on prawa wystawić zleceniodawcy faktury ze stawką 0% VAT. Do potwierdzenia takiego należy Poświadczone Zgłoszenie Celne (ZC299). Zatem przewoźnik dbając o swój interes podatkowy („Nie uszczuplaj budżetu państwa”) zostaje bez wyjścia i wystawia fakturę za usługę przewozu z 23% VAT. Wówczas spedytor wystawiając swoją fakturę, w której co do zasady pojawia się fracht, narzuca marżę na kwotę brutto zamiast przedstawić zlecającemu rzeczywistą kwotę netto kosztów przewozu. I tak oto nieświadomy importer zostaje podwójnie opodatkowany!

Oświadczenia o kosztach transportu

Kolejny problem jaki spotykamy na rynku spedycyjnym, to zgłoszenia celne na podstawie oświadczeń o kosztach transportu, a nie na podstawie wystawionej faktury. Tu niestety jest problem legislacyjny, polegający na wystawianiu faktur po wykonaniu usługi a nie w trakcie, a często odprawa celna dokonywana jest w trakcie przewozu. Oznacza to, że towar po odprawie celnej będzie transportowany do miejsca przeznaczenia dalej przez tego samego przewoźnika, czyli że usługa cały czas jest w trakcie wykonywania. Oświadczenie dałoby się obronić w organach kontrolnych podczas kontroli podatkowej pod warunkiem, że będzie powiązane z wystawioną przez przewoźnika finalną fakturą za fracht i co równie ważne – na identyczną kwotę. Dlatego należy na oświadczeniu wpisać dane, które pojawią się na fakturze, takie jak numer zlecenia, trasa, numery środka przewozu. Jeżeli oświadczenie nie będzie powiązane z fakturą za wykonaną usługę, to podmiot gospodarczy zgłaszający towar do procedury celnej będzie miał dodatkowy problem, polegający na niemożliwości odliczenia podatku VAT ze zgłoszenia celnego, bo w tym zgłoszeniu celnym będą błędy wpływające na wartość celną towaru, a w konsekwencji na należności celno – podatkowe.

Podsumowanie

Skoro istnieje prawo uniemożliwiające podwójne opodatkowanie transakcji, to spedytor ma obowiązek ustalić zasady prawidłowego fakturowania swoich transakcji, aby nie doprowadzać do występowania podatku VAT na fakturze transportowej (przewoźnik) oraz w zgłoszeniu celnym. W transporcie międzynarodowym koszt transportu musi bowiem być opodatkowany w zgłoszeniach celnych. Jest to tzw. korekta do wartości celnej towaru i stosuje się ją, jeżeli wartość towaru tego kosztu w sobie nie zawiera. Oznacza to, że należy doliczyć wartość transportu z faktury usługowej wystawionej na rzecz przedsiębiorstwa dla którego była świadczona usługa.

Usługa transportowa powinna zatem być opodatkowana tylko raz, w zgłoszeniu celnym. Zatem każdy w łańcuchu dostaw powinien dokładnie wiedzieć, jakie obowiązki ciążą na danym podmiocie gospodarczym, jakie usługi może wykonywać w ramach prowadzonej przez siebie działalności i tylko za takie wystawiać faktury sprzedaży.

Autor: dr Izabella Tymińska, ekspert ds. ceł, prawa celnego, handlu zagranicznego

GfK: Polacy boją się podwyżek i dalszego wzrostu inflacji

Polscy konsumenci coraz bardziej niepokoją się o przyszłość, a wśród ich największych obaw znajdują się m.in. rosnące ceny produktów i usług. Aż 76 proc. Polaków spodziewa się podwyżek cen energii elektrycznej, 69 proc. – żywności, a 52 proc. – leków i produktów medycznych. Aby uchronić domowe budżety przed rosnącą inflacją, konsumenci starają się wydawać mniej pieniędzy niż dotychczas. Takie wnioski płyną z 13. fali badania Current Consumer Mood zrealizowanego we wrześniu br. przez firmę badawczą GfK.

Rosnące ceny, które napędza utrzymująca się od wielu miesięcy dwucyfrowa inflacja, wywołują wśród Polaków coraz większy niepokój. Z raportu GfK Current Consumer Mood wynika, że już 3 na 4 nabywców spodziewa się dalszych podwyżek cen energii elektrycznej.

Zbliżająca się zima budzi w pełni uzasadnione obawy związane z wydolnością domowych budżetów. Niestabilność gospodarcza i geopolityczna z jednej strony obniżają aktualne nastroje konsumenckie Polaków, a z drugiej potęgują pesymistyczne prognozy na przyszłość. Wiemy, że jest drogo, ale zakładamy, że będzie jeszcze drożej. Najbardziej obawiamy się dalszych wzrostów cen produktów spożywczych, paliwa oraz gazu. W przypadku wszystkich tych kategorii odsetek zaniepokojonych konsumentów przekroczył 60 proc. Jedno miejsce dalej znajduje się kolejna strategiczna grupa produktów, jakimi są leki i produkty medyczne. Podwyżek w tym obszarze boi się co drugi z nasmówi Katarzyna Żakowska, Client Business Partner w GfK.

Ekspertka GfK podkreśla, że podobne obawy towarzyszą Polakom już od wielu miesięcy. Dotychczas znaczący odsetek konsumentów odczuł przede wszystkim wzrost cen żywności (81 proc.), paliw (77 proc.), energii elektrycznej (64 proc.) oraz gazu (54 proc.).

Kupujemy rozsądniej

Narastająca presja cenowa zmusza Polaków do podjęcia konkretnych kroków, które pozwolą im zabezpieczyć stan domowych budżetów. Już teraz konsumenci są wyraźnie zaniepokojeni gwałtownym wzrostem cen w sklepach, a zdecydowana większość badanych spodziewa się, że to dopiero początek kłopotów. Według danych pochodzących z raportu GfK Current Consumer Mood co czwarty Polak uważa, że w najbliższym czasie poziom inflacji przekroczy psychologiczną barierę 20 proc.

Dowodem na pesymizm polskich nabywców jest również fakt, że większy odsetek spodziewa się inflacji przekraczającej 25 proc., niż jej spowolnienia do tempa mniejszego niż 15 proc. rdr. – W odpowiedzi na tę sytuację nabywcy zaczęli mocniej zaciskać pasa. Już dwie trzecie konsumentów stara się rozsądniej gospodarować swoim budżetem i wydawać mniej pieniędzy niż zazwyczaj. Mamy tu do czynienia ze znaczącą zmianą postaw, ponieważ  dokładnie rok temu takie deklaracje składała tylko połowa Polaków, co oznacza wzrost o 12 pp.podkreśla Katarzyna Żakowska.

Google Cloud zacznie akceptować kryptowaluty

Google Cloud ogłosił, że od 2023 roku zacznie akceptować niektóre kryptowaluty jako formę płatności. Funkcjonalność zostanie zapewniona za pośrednictwem Coinbase Commerce i będzie obejmować udogodnienia płatności za pomocą kryptowalut, takich jak bitcoin, ethereum, Dogecoin i litecoin.

Co ciekawe, ruch obejmuje przenoszenie części swojego hostingu i danych przez Coinbase do Google Cloud – rosnącego konkurenta Amazon Web Services (AWS) – giganta w sektorze hostingu. To nie jest pierwsze partnerstwo Google w zakresie blockchain i kryptowalut. Google Cloud współpracował w przeszłości z różnymi projektami.

Nie będzie to co prawda przenoszenie gór pod względem wycen rynkowych. Ale każdy przykład dużej instytucji decydującej się akceptować kryptowaluty to krok naprzód dla tego sektora, który ciężko pracuje, aby zapewnić alternatywne metody płatności i przechowywania dla użytkowników

Simon Peters, analityk kryptowalut eToro

Globalizacja 2.0 – kształtowanie nowego ładu – USA, UE i Chiny

Czy USA i UE naprawdę mogą przenieść dotychczasową współpracę z Chinami do przyjaznych lokalizacji?

  • Globalizacja zmienia się, lecz nie zamiera, tymczasem ostatnie kryzysy wywołały pytania dotyczące struktury globalnych łańcuchów dostaw oraz ekspozycji na ryzyko związane z dostawcami nieprzystosowanymi do sytuacji geopolitycznej. Od 2008 roku otwartość handlowa świata utrzymuje się na niezmiennym poziomie, bez wyraźnej tendencji spadkowej. Z analiz Allianz Trade wynika, że ta ogólna tendencja maskuje jednak rosnące rozbieżności między regionami, z silniejszą integracją w regionach Azji i Pacyfiku oraz Afryki (oraz słabszą w Europie i obu Amerykach), jak również rozwój pewnych technologii i sektorów. Jednocześnie rosnące napięcia geopolityczne skłaniają USA i Europę do zmniejszenia zależności od Chin. Tak naprawdę już od początku 2018 roku i wojny handlowej, Chiny zaczęły tracić udział w rynku importu amerykańskiego, częściowo na korzyść swoich azjatyckich konkurentów. Niemniej jednak o przeniesieniu współpracy do przyjaznych lokalizacji (friendshoring) łatwiej jest mówić niż go zrealizować.
  • Allianz Trade obserwuje, że komputery i telekomunikacja, elektronika, sprzęt gospodarstwa domowego, metale, samochody i sprzęt transportowy, chemikalia oraz maszyny i urządzenia to sektory charakteryzujące się najwyższym stopniem globalizacji – a większość z nich wykazuje silną ekspozycję na Chiny. Łącznie odpowiadają za ponad 50% światowego handlu. Dostawy realizowane z Chin do reszty świata wynoszą od 6% (w przypadku samochodów i sprzętu transportowego) do 27% (komputery i telekomunikacja, elektronika, sprzęt gospodarstwa domowego) światowej produkcji w tych sektorach.
  • Co istotniejsze, Chiny są krytycznym dostawcą 276 rodzajów towarów dla USA, oraz 141 rodzajów towarów dla UE. Dla porównania, USA są krytycznym dostawcą do Chin dla zaledwie 22 rodzajów towarów, natomiast UE – dla 188 rodzajów towarów. To znaczy, że w ekstremalnym scenariuszu, przewidującym całkowite zerwanie relacji handlowych USA-Chiny i UE-Chiny, więcej do stracenia mają USA i Europa: utrata krytycznych dostaw kosztowałaby 1,3% PKB w przypadku USA oraz 0,5% PKB dla UE, przy 0,3% PKB dla Chin. Należy zauważyć, że jeszcze w 2018 roku, krytyczna zależność USA od Chin była niemal o połowę niższa niż obecnie (0,7% PKB wobec 1,3%).
  • Meksyk, Korea Południowa, Japonia, Wietnam, Indonezja, Brazylia i Malezja mogą mieć najlepszą pozycję jako kandydaci do przyjaznego przeniesienia współpracy z USA i UE. Jednak USA i UE mogą również dążyć do zwiększania własnej współpracy handlowej. W przypadku 300 rodzajów towarów, to w rzeczywistości UE jest najczęstszym krytycznym dostawcą dla USA. Tymczasem pod względem wielkości importu, dostawy te odpowiadają zaledwie 4% całkowitego importu USA – wobec niemal 10% krytycznego importu USA z Chin. Rozwiązaniem, które pomogłoby zniwelować tę lukę mogłoby być porozumienie o wolnym handlu, zwłaszcza, że rośnie zależność UE od USA w zakresie dostaw energii (ropy i gazu).

Globalizacja zmienia się, lecz nie zamiera

Po napięciach handlowych, które urzeczywistniły się pod rządami Trumpa, główne kryzysy ostatnich kilku lat – globalna pandemia Covid-19 i trwająca wojna w Ukrainie – nasiliły wątpliwości co do przyszłości globalizacji i zwiększyły uwagę poświęcaną ekspozycji w łańcuchu dostaw. Lecz globalizacja jeszcze nie umarła. Choć wydaje się, że widać wzrost tendencji do powrotu do kraju, relokacji do przyjaznych lokalizacji lub kończenia współpracy z krajami nieprzystosowanymi do sytuacji geopolitycznej (takimi jak np. Chiny), to podpisywane są również porozumienia o wolnym handlu i widać w 2022 roku spadek barier handlowych.

Te sprzeczne tendencje oznaczają, że światowe przepływy handlowe w pewnym sensie dostosowały się do różnych wstrząsów, a czasami odzwierciedlają zmiany strukturalne w gospodarce światowej. Wskaźnik ilościowy, tj. handel jako procent PKB (zob. Wykres 1) pokazuje, że ogólnie globalizacja wydaje się trwać w zawieszeniu – lecz się nie cofa. Udział ten wzrósł z 25% w 1970 roku do szczytowego poziomu 61% w 2008 roku. Poza zmiennością związaną z globalnym kryzysem finansowym, umiarkowany trend spadkowy obserwowany w ostatniej dekadzie jest wynikiem bardzo widocznego spadku udziału handlu w PKB Chin (36% w 2019 w porównaniu z najwyższym poziomem 64% w 2006 roku)[1].

Wykres 1 – Obrót towarami i usługami jako % PKBObrót towarami i usługami

Źródła: Bank Światowy, źródła krajowe, Dział Analiz Allianz

Jednak płaski ogólny miernik globalizacji maskuje zmiany w strukturze światowego handlu – zarówno pod względem geograficznym, jak i sektorowym. Inną drogę rozwoju widać było w szczególności w zakresie integracji regionalnej (zob. Wykres 2). Od 1999 roku handel wewnątrzregionalny jako udział w całkowitym handlu wzrósł o ponad 7 pkt proc. w regionie Azji i Pacyfiku oraz o 5 pkt proc. w Afryce, podczas gdy zmalał o niemal 1 pkt proc. w Europie i ponad 3 pkt proc. w regionie Ameryk.

Wykres 2 – Handel wewnątrzregionalny jako udział w całkowitym handlu: zmiana w poszczególnych okresach (pkt proc.)Handel wewnątrzregionalny jako udział w całkowitym handlu

Źródła: UNCTAD, Dział Analiz Allianz

Te zmiany geograficzne są czasami wynikiem regionalnych porozumień handlowych, ale można je również powiązać ze specjalizacjami sektorowymi i różnym stopniem zaangażowania w globalne łańcuchy dostaw. Globalizacja rzeczywiście w ostatnich dziesięcioleciach była częściowo napędzana przez rozwój pewnych technologii i sektorów. Aby przeanalizować to zjawisko szczegółowo, opracowujemy wskaźnik globalizacji dla poszczególnych sektorów (zob. Wykres 3), który uwzględnia handel lub produkcję w sektorze, które przekraczają więcej niż jedną granicę. Innymi słowy, bierzemy pod uwagę handel lub produkcję, która nie tylko płynie z kraju źródłowego bezpośrednio na rynek końcowy, ale która uczestniczy w różnych etapach łańcuchów dostaw.

Wykres 3 – Wskaźnik globalizacji* w rozbiciu na sektoryWskaźnik globalizacji

* udział w handlu lub produkcji opartej na globalnym łańcuchu wartości poza handlem lub produkcją sektora, odległość od poziomu globalnego

Źródła: Bank Światowy (WITS), Dział Analiz Allianz

W Allianz Trade stwierdzamy, że największymi sektorami na świecie, które również mają znacząco dodatnie wyniki w zakresie globalizacji, są:

  • Komputery i telekomunikacja, elektronika, artykuły gospodarstwa domowego (14% handlu światowego)
  • Metale (14% handlu światowego)
  • Samochody i urządzenia transportowe (9% handlu światowego)
  • Chemikalia (9% handlu światowego)
  • Maszyny i urządzenia (5% handlu światowego)

Te pięć sektorów odpowiada łącznie za ponad 50% światowego handlu. W dalszej części artykułu koncentrujemy się na tych pięciu dużych i zglobalizowanych sektorach i szczegółowo analizujemy, w jaki sposób Chiny uczestniczą w ich globalnych łańcuchach dostaw. Taka analiza może pomóc nam ocenić, w jakim stopniu możliwe jest uniezależnienie się od Chin, a w końcu – jaka jest przyszłość globalizacji..

Chwilowo trudno jest pozbyć się zależności od Chin

Zależność świata od Chin jest dwojaka, oparta na popycie i podaży. Zależności te można zrozumieć poprzez dane dotyczące handlu, analizując zarówno handel tradycyjny (tj. towary przekraczające tylko jedną granicę z kraju pochodzenia na rynek końcowy), jak i handel oparty na globalnym łańcuchu wartości (tj. towary przekraczające więcej niż jedną granicę i wykazujące całkowity udział na różnych etapach łańcuchów dostaw).

Po stronie popytu, tradycyjny światowy eksport do Chin stanowi 0,8% światowej produkcji (zob. Wykres 4). Udział ten sięga nawet 2,7% w przypadku Korei Południowej i Australii, w przypadku Niemiec wynosi 1,3% i 0,3% w przypadku USA. W  poprzednich raportach Allianz Trade stwierdził, że Tajwan, Malezja, Singapur, Tajlandia i Chile są najbardziej uzależnione od popytu z Chin i w średnim okresie poniosą największe straty, ponieważ Chiny zmierzają w kierunku autonomii przemysłowej, generując mniejszy popyt na towary z zagranicy[2]. Straty dla całej strefy euro mogą w średniej perspektywie wynieść do 0,9% PKB, przy czym najbardziej narażone są sektory maszyn i urządzeń, budownictwa, rolno-spożywczy i elektroniczny.

Wykres 4 – Ekspozycja związana z Chinami w zakresie popytu (eksport do Chin, % produkcji) i podaży (import z Chin w światowym łańcuchu wartości, % produkcjiEkspozycja związana z Chinami w zakresie popytu

Uwaga: Tajwan, Wietnam, Korea Południowa, Australia, Hongkong i Singapur, które charakteryzują się silną ekspozycją, zostały usunięte z wykresu dla lepszej czytelności.

Źródła: Bank Światowy (WITS), Dział Analiz Allianz

Po stronie podaży, pod względem wartości bezwzględnej, Chiny są zdecydowanie największym światowym dostawcą, którego produkcja kierowana do globalnych łańcuchów wartości wynosi prawie 3,4 bln USD (na drugim miejscu są Stany Zjednoczone z 1,8 bln USD, a na trzecim Niemcy z 1,4 bln USD). W wartościach względnych, globalny import w łańcuchach wartości z Chin stanowi 0,5% światowej produkcji (zob. Wykres 4). Udział ten sięga aż 3,9% dla Wietnamu, 3% dla Singapuru i 2,3% dla Tajwanu i Hongkongu. W Niemczech wynosi on 0,6%, a w USA 0,3%.

Patrząc na pięć dużych i zglobalizowanych sektorów, które zidentyfikowaliśmy w poprzedniej części widać, że chińska produkcja przeznaczona do handlu tradycyjnego i opartego na globalnym łańcuchu wartości jako udział w globalnej produkcji sektora waha się od 6% (samochody i urządzenia transportowe) do 27% (komputery i telekomunikacja, elektronika, sprzęt gospodarstwa domowego) – zob. Wykres 5. Dla każdego z sektorów, około dwie trzecie wskaźnika odpowiada za produkcję przeznaczoną do tradycyjnego eksportu, a reszta to produkcja przeznaczona do eksportu do globalnego łańcucha wartości[3]. Co ważne, pomimo niewielkiej tendencji spadkowej globalizacji w latach 2010-tych i pomimo nasilających się po tym okresie rozmów na temat uniezależnienia się od Chin, zależność świata od dostaw z Chin w rzeczywistości znacznie wzrosła w trzech z pięciu analizowanych sektorów (tj. komputery i telekomunikacja, elektronika, sprzęt gospodarstwa domowego, chemikalia oraz maszyny i urządzenia – zob. Wykres 5).

Wykres 5 – Produkcja Chin kierowana do handlu tradycyjnego i opartego na globalnym łańcuchu wartości, jako % globalnej produkcji w sektorzeProdukcja Chin kierowana do handlu tradycyjnego i opartego na globalnym łańcuchu wartości

Źródła: Bank Światowy (WITS), Dział Analiz Allianz

Idąc o krok dalej w obrębie sektorów w Allianz Trade obserwujemy, że skoncentrowane uzależnienie od określonych rodzajów towarów może również okazać się problematyczne. Ostatnie lata pokazały bowiem, że nagłe wstrzymanie działalności przemysłowej w krajach źródłowych (np. z powodu zamknięcia zakładów spowodowanego przez Covid-19) może przyczynić się do poważnych niedoborów towarów lub środków produkcji (np. półprzewodników i układów scalonych). Aby zrozumieć, czy USA i UE są krytycznie uzależnione od niektórych krajów zaopatrujących je, analizujemy szczegółowe dane handlowe według produktów (na poziomie sześciocyfrowym Systemu Zharmonizowanego, który klasyfikuje towary w 6 338 kategoriach) dla 35 największych eksporterów na świecie. Biorąc za przykład zależność USA od Chin, Chiny są uznawane za krytycznego dostawcę pewnego rodzaju towaru X, jeżeli spełnione są trzy kryteria[4]:

  • USA są importerem netto towaru X
  • Ponad 50% importu USA w zakresie towaru X pochodzi z Chin
  • Udział Chin w światowym rynku eksportu towaru X przekracza 50%

W Allianz Trade stwierdzamy, że USA wykazują łącznie 674 zależności krytyczne (zob. Wykres 6), z czego 276 dotyczy Chin. Import tych towarów przez USA z Chin stanowi prawie 50% całkowitego importu z Chin, czyli niemal 10% całkowitego importu USA. Innymi nieprzystosowanymi do sytuacji geopolitycznej krytycznymi dostawcami dla USA są Turcja i Rosja, ale z odpowiednio tylko w zakresie czterech i dwóch rodzajów towarów[5]. W przypadku UE, całkowita liczba zależności krytycznych jest znacznie niższa i wynosi 206 rodzajów produktów: 141 z nich dotyczy Chin, co stanowi 15% całkowitego importu UE z Chin i 3% całkowitego importu UE. UE ma również osiem zależności krytycznych od Turcji i dwie od Rosji[6].

Wykres 6 – Krytyczni dostawcy towarów dla USA i UE, rozbicie na wybrane krajeKrytyczni dostawcy towarów dla USA i UE

Źródła: ITC, Dział Analiz Allianz

Interesujące jest również to, że w przypadku USA, przy 300 rodzajach towarów, UE pojawia się jako najczęstszy krytyczny dostawca. Największe sektory to maszyny i urządzenia (23%), przemysł chemiczny (15%), rolno-spożywczy (14%), tekstylny (13%) i metalowy (11%). Jednak pod względem wielkości importu, dostawy tych 300 rodzajów towarów z UE stanowią zaledwie 4% całkowitego importu USA – w porównaniu do prawie 10%, jeżeli chodzi o import krytyczny z Chin. Ta luka może oznaczać podstawę do pogłębienia współpracy handlowej między USA i UE.

 

Krytyczna zależność USA i UE od Chin występuje głównie w następujących czterech sektorach: komputery i telekomunikacja, elektronika, urządzenia gospodarstwa domowego; tekstylia; chemia i metale. Z kolei patrząc na zależności w drugą stronę okazuje się, że USA są krytycznym dostawcą dla Chin tylko w przypadku 22 rodzajów towarów (głównie w sektorze rolno-spożywczym), co stanowi zaledwie 3% chińskiego importu z USA i 0,2% całkowitego importu Chin. Natomiast rola UE jest bardziej znacząca, ponieważ jest ona krytycznym dostawcą w przypadku 188 rodzajów towarów (głównie w sektorze rolno-spożywczym, tekstylnym oraz maszyn i urządzeń). Stanowi to prawie 20% importu Chin z UE, ale tylko 2% całkowitego importu Chin. 

Wykres 7 – Chiny jako krytyczny dostawca do USA i UE oraz vice versa, rozbicie na sektoryChiny jako krytyczny dostawca do USA i UE oraz vice versa

Źródła: ITC, Dział Analiz Allianz

Oznacza to, że – w skrajnym scenariuszu całkowitego zerwania stosunków handlowych USA-Chiny i UE-Chiny – to USA i UE mają więcej do stracenia. Utrata krytycznych dostaw, które prawdopodobnie trudno będzie zastąpić, wyniosłaby:

  • 10% całkowitego importu w przypadku USA, tj. 1,3% PKB
  • 3% całkowitego importu w przypadku the UE, tj. 0,5% PKB
  • 2% całkowitego importu w przypadku Chin, tj. 0,3% PKB

Takie (asymetryczne) krytyczne zależności wyjaśniają, dlaczego przeniesienie współpracy do przyjaznych lokalizacji znajduje się coraz częściej w obszarze zainteresowania firm i decydentów z USA i UE. Tym bardziej, że krytyczna zależność świata od Chin wydaje się stale rosnąć: Biorąc za przykład USA widać, że krytyczne dostawy z Chin stanowiły w 2018 roku 0,7% PKB, w porównaniu z 0,4% w 2010 roku.

 

Przeniesienie współpracy z Chin do przyjaznych lokalizacji: kim są potencjalni kandydaci?

Trudno jest otrząsnąć się z zależności od Chin, ale ostatnie doświadczenia z wojny handlowej USA-Chiny mogą dostarczyć pewnych wskazówek. Podwyżki taryf celnych między tymi dwoma krajami zostały wprowadzone po raz pierwszy w 2018 i od tego czasu taryfy pozostają na wysokim poziomie (pomimo nieznacznych spadków po zawarciu Porozumienia Fazy Pierwszej na początku 2020 roku). W rezultacie Chiny tracą udział w rynku importu amerykańskiego: biorąc pod uwagę całość importu (tj. zarówno tradycyjny, jak i globalny łańcuch wartości), udział Chin w rynku wzrósł z 4% w 2000 do 13% w 2010 i 15% w 2018 roku, po czym spadł do 10% w 2021. W ten sposób Chiny przesunęły się z pozycji drugiego największego źródła importu dla USA (po UE-27) w 2018 na pozycję czwartą w 2021 roku (po UE-27, Meksyku i Kanadzie). Na tej stracie częściowo skorzystali konkurenci azjatyccy (zob. Wykres 8), przy czym Wietnam, Tajwan, Korea Południowa, Indie, Tajlandia i Malezja należą do pierwszej dziesiątki eksporterów, którzy zyskują udział w rynku w okresie 2018-2021. Ich łączne zyski wynoszą 2,8 pkt proc. (w porównaniu z utratą przez Chiny 4,2 pkt proc.). UE-27 zyskała w tym okresie 0,7 pkt proc. udziału w rynku ogółem.

Wykres 8 – Zmiana udziału rynkowego importu USA w okresie 2018-2021 (pkt proc.), Chiny i 10 największych zyskujących eksporterówZmiana udziału rynkowego importu USA w okresie 2018-2021

Źródła: Bank Światowy (WITS), Dział Analiz Allianz

Poza doświadczeniem wojny handlowej między USA a Chinami, przyglądamy się strukturze handlowej i sile eksporterów, aby ustalić, kto może być lepiej przygotowany do czerpania korzyści z uniezależnienia się USA i UE od Chin. W tym celu obliczamy indeksy komplementarności handlowej, które mierzą podobieństwo między strukturami eksportu i importu pary krajów, oraz indeksy przewagi komparatywnej, które mierzą względną przewagę eksportera w danym sektorze. Wskaźniki te stosowaliśmy już w poprzednich analizach[7], ale nowością jest to, że nasze szacunki opieramy na danych dotyczących handlu tradycyjnego i opartego na globalnym łańcuchu wartości, a nie na handlu ogółem, ale nowością jest to, że nasze szacunki opieramy na danych dotyczących handlu tradycyjnego i opartego na globalnym łańcuchu wartości, a nie na handlu ogółem. Nie jest to może zaskoczeniem, biorąc pod uwagę wielkość chińskiej gospodarki i jej siłę roboczą. Jednak patrząc na globalny łańcuch wartości handlu, a więc eksport towarów, które są produkowane w wielu krajach, Chiny nie są najbardziej konkurencyjne.

Wykres 9 – Wskaźniki przewagi komparatywnejWskaźniki przewagi komparatywnej

Źródła: Bank Światowy (WITS), Dział Analiz Allianz

Biorąc pod uwagę wszystkie czynniki, czyli:

  • Silną komplementarność handlową z USA i UE.
  • Większą niż w przypadku Chin konkurencyjność w zakresie globalnego handlu łańcuchem wartości.
  • Silną konkurencyjność w zakresie handlu tradycyjnego (choć niższą niż Chin).
  • Brak napięć geopolitycznych z USA i UE,

w Allianz Trade stwierdzamy, że Meksyk, Korea Południowa, Japonia, Wietnam, Indonezja, Brazylia i Malezja mogą być najlepszymi kandydatami do przeniesienia dotychczasowej współpracy z Chinami.

[1] 5% w 2002, 9% w 2008, 13% w 2019 oraz 15% w 2021 roku.

[2] Zob. “Dual circulation : China’s way of reshoring? [Podwójna cyrkulacja: chiński sposób na powrót do domu?]”, gdzie zawarto więcej informacji na ten temat

[3] Należy zwrócić uwagę, że gdybyśmy wzięli pod uwagę również produkcję na rynek krajowy, Chiny reprezentowałyby od około 20% do około 50% światowej produkcji w tych pięciu sektorach. Nie uwzględniamy tego, ponieważ naszym celem jest zrozumienie zależności reszty świata od dostaw eksportowanych przez Chiny.

[4] Taka definicja zależności krytycznej jest zgodna z analizami, np. „The dependency on China of Spain’s supply chains” [„Zależność hiszpańskich łańcuchów dostaw od Chin”], Lucia Salinas Conte (2022).

[5] USA wykazuje cztery krytyczne zależności od Turcji w sektorach rolno-spożywczym i tekstylnym, oraz dwie od Rosji – w sektorach energetyki, maszyn i urządzeń.

[6] UE wykazuje osiem krytycznych zależności od Turcji w sektorze rolno-spożywczym, budowlanym i tekstylnym oraz dwie od Rosji w sektorach budownictwa i energetyki.

[7] Zob. nasza wcześniejsza publikacja “The world is moving East, fast” [„Świat porusza się na Wschód, i to szybko”]

Spokojne zamknięcie tygodnia

Piątek na rynkach był dniem powrotu do długoterminowych trendów. Dolar znów się umocnił. Ropa naftowa wróciła na niższe poziomy, a wysoka inflacja nad Wisłą się potwierdziła.

Dane nie przeszkadzają dolarowi

Na zamknięcie tygodnia dostaliśmy z USA złą i dobrą wiadomość. Zaczęliśmy od złej – sprzedaż detaliczna wbrew oczekiwaniom nie rosła we wrześniu. Patrząc, że dobrze wypadł subindeks sprzedaży bez samochodów, można podejrzewać, że to właśnie słabsza sprzedaż aut ciągnie w dół indeks. W dobie przechodzenia na pracę zdalną w wielu firmach może to być element pewnego trendu. Lepiej wypadł za to Raport Uniwersytetu Michigan. 59,8 pkt to najwyższy wynik od pół roku. Pokazuje również pozytywną tendencję na rynku. Nie można się dziwić, że dane te wygrały ze słabszą sprzedażą aut i dolar znów zyskiwał.

Ropa wraca na niższe poziomy

Ceny czarnego złota znów spadają. Powody są podobne jak ostatnio. Z jednej strony umocnienie dolara powoduje, że stałość cen ropy w walutach lokalnych obniża jej cenę dolarową. Z drugiej strony mamy oczekiwania względem rozwoju negatywnych scenariuszy kryzysowych na świecie w tym ciągłych problemów pandemicznych w Chinach, a raczej ograniczeń z nich wynikających. Jak do tego dorzucimy nieskuteczność ostatniej decyzji OPEC i to, że od kilku dni Rosjanie nic nie wywinęli, to można zrozumieć, dlaczego rynek się stabilizuje.

17,2% inflacji potwierdzone

W piątek poznaliśmy ostateczne dane o inflacji za wrzesień. Podobnie jak w poprzednich odczytach przyspieszony odczyt okazał się bardzo precyzyjny. Również w tym wypadku był on dokładnie równy finalnemu. Inflacja 17,2% nie może cieszyć, ale od czasu wstępnej inflacji kolejne państwa opublikowały swoje wyniki. We wspomnianym międzyczasie gorsze rezultaty pokazali Czesi i Węgrzy. W rezultacie zamiast być państwem o drugiej najwyższej inflacji w Unii Europejskiej z państw posiadających własną walutę wypadliśmy poza podium. Nieprzypadkowo pocieszanie się, że inni mają gorzej, uchodzi za jedną z naszych cech narodowych.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat