Rząd pracuje nad zmianami w ustawie o KAS. Przewidują one m. in. nowe regulacje dotyczące kontroli wwozu i wywozu oraz kontroli ex post. Projekt nowelizacji, będący obecnie przedmiotem konsultacji publicznych, budzi poważne zastrzeżenia Rządowego Centrum Legislacji.
Zmiany, do których muszą dostosować się firmy
Chodzi o projekt ustawy o zmianie ustawy o Krajowej Administracji Skarbowej oraz niektórych innych ustaw opublikowany przez Ministra Finansów 6 lipca 2022 r. Nowelizacja przepisów dotyczących wwozu i wywozu towarów i pieniędzy z/na terytorium Unii Europejskiej, wymusza dostosowanie działalności do nowych regulacji pod groźbą zaostrzonych, milionowych kar.
Krytyczne uwagi RCL
Rządowe Centrum Legislacji skrytykowało projekt. Chodziło w szczególności o ,,kontrolę ex-post” (dodawany rozdział 1d w dziale V ustawy o KAS). Zdaniem RCL dopuszczalność uregulowania w prawie krajowym tej materii wymaga dodatkowej analizy i w zależności od jej wyników – merytorycznego uzasadnienia bądź usunięcia wątpliwych zapisów. Proponowane regulacje mogą zostać uznane za modyfikację unijnego rozporządzenia 2017/821 – gdyż art. 11 i art. 12 tego aktu bezpośrednio normuje sposób prowadzenia takich kontroli. Szczególne zastrzeżenia budzą normy „dublujące” zapisy rozporządzenia 2017/821 oraz wprowadzające ich modyfikacje.
RCL wskazało przykładowo, że art. 11 ust. 3 rozporządzenia 2017/821 rozstrzyga, iż kontrole ex-post „powinny obejmować kontrole na miejscu, w tym w pomieszczeniach unijnego importera”, natomiast projekt nowelizacji przewiduje stosowanie w tym zakresie art. 59 ust. 1 ustawy KAS, który szczegółowo wymienia również inne miejsca wykonywania czynności kontrolnych, znacznie poszerzając katalog.
Nasz ustawodawca domaga się kar, podczas gdy Unia mówi jedynie o działaniach naprawczych
Wątpliwości RCL wzbudziło również włączenie do projektu sankcji w postaci kary pieniężnej za naruszenie przepisów rozporządzenia 2017/821 (art. 94zh ust. 1 pkt 3 ustawy KAS). Wprawdzie cytowane rozporządzenie daje państwom członkowskim swobodę uregulowania sposobu postępowania w przypadku naruszenia przepisów, jednak na taką okoliczność przewidziano w nim jedynie skierowanie do unijnego importera wezwania do przeprowadzenia działań naprawczych. Zgodnie z projektowanym art. 94zh ustawy o KAS, karze pieniężnej od 1 000 zł do 500 000 zł podlegać będzie ten, kto będąc unijnym importerem:
a) nie przedstawi w odpowiednim terminie dokumentów potwierdzających spełnienie obowiązków w zakresie: systemu zarządzania, audytu zewnętrznego, zarządzania ryzykiem i ujawniania informacji albo
b) nie przedstawi w odpowiednim terminie planu wdrożenia działań naprawczych albo
c) nie usunie w terminie stwierdzonych naruszeń.
W dalszej kolejności rozporządzenie zobowiązuje do składania przez państwa członkowskie sprawozdań z implementacji przedmiotowych regulacji oraz dokonywania przez Komisję Europejską (do dnia 1 stycznia 2023 r., a następnie co trzy lata) przeglądu funkcjonowania i skuteczności rozporządzenia. Na tej podstawie zostanie ocenione, czy państwa członkowskie winny mieć kompetencje do nakładania sankcji za ustawiczne niewywiązywanie się z obowiązków określonych w tym rozporządzeniu. Stąd, zdaniem RCL, do czasu przyznania takiej kompetencji państwom członkowskim – określonej w art. 94zh ust. 1 pkt 3 KAS – uprawnienie do nakładania sankcji wydaje się być sprzeczne z unijnym prawem.
Wątpliwości RCL budzi również kompletność zmian w ustawie KAS w odniesieniu do przeprowadzania kontroli celno-skarbowej środków pieniężnych wwożonych do Unii Europejskiej lub wywożonych z jej terytorium.
Niezgodność polskiej wersji przepisów z regulacjami unijnymi
Projekt zmian w ustawie o KAS jest obecnie na etapie konsultacji publicznych. W dalszej kolejności ma zostać skierowany do parlamentu.
W przypadku uchwalenia nowelizacji w obecnym kształcie, nie da się wykluczyć niezgodności polskich przepisów z uregulowaniami unijnymi, co w razie sporów z organami podatkowymi może skutkować możliwością powoływania się podatników bezpośrednio na przepisy UE.
Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizująca się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców
L4 od psychiatry — jak je uzyskać i co powinieneś wiedzieć?
W dobie dzisiejszych czasów coraz więcej osób decyduje się, na leczenie psychiatryczne i uzyskanie L4. Aberracje umysłowe stanowią poważne zagrożenie dla życia człowieka, nie mniejsze niż nowotwór. Na kondycję mentalną wpływają w szczególności aktualne wydarzenia m.in.: wojna w Ukrainie, inflacja, a także pandemia Covid-19. Dane schorzenie psychiczne może być na tyle dotkliwe, że będzie potrzebne wystawienie L4 w formie online. Jak zdobyć L4 od psychiatry online? Co powinieneś wiedzieć, ubiegając się o takowe zaświadczenie? Zapraszam do artykułu.
Czy kwalifikujesz się, żeby uzyskać L4 od psychiatry?
Zdobycie L4 od psychiatry, jest możliwe jedynie w istotnych przypadkach. Zatem nie jest możliwe, żeby uzyskać zwolnienie L4 w każdym stanie zdrowia. Do uzyskania zwolnienia o czasowej niemożności wykonywania danej pracy, potrzebna jest podstawa o złym stanie psychicznym. Dolegliwości muszą być na tyle dokuczliwe, że zaburzają funkcjonowanie pacjenta, czego efektem jest niedyspozycja do wykonywania obowiązków zawodowych. Natomiast, żeby stwierdzić daną aberrację psychiczną, potrzebny jest wywiad z cierpiącym. Podstawą do wypisania zwolnienia L4, jest na przykład.: wypalenie zawodowe, bezsenność, zmęczenie chroniczne, a także stany depresyjne.
Zobacz, jak zadbać o swoje zdrowie psychiczne na e-lekarz24h.pl
Zwolnienie L4, jak zdobyć je w formie online?
Zdrowie psychiczne stanowi fundament naszego zdrowia. W głównej mierze to umysł przyczynia się do tego, czy jesteśmy w pełni sił, czy jednak niezbędna jest wizyta u lekarza. Jeżeli nasza kondycja psychiczna znacząco upadła i podjęliśmy decyzję o terapii psychicznej, niezbędne będzie wystawienie zwolnienia L4. Zaświadczenie najlepiej zdobyć w formie online, jeżeli osoba cierpiąca ma problemy z przebywaniem wśród społeczeństwa. Zdobycie L4 od psychiatry online — na regenerację i wsparcie farmakologiczne — nie jest wymagane od lekarza POZ. W ten sposób pacjent ma o wiele łatwiejszy dostęp do psychiatrów, a także skrócony zostaje czas oczekiwania na wizytę. Pacjent może zatem przeprowadzić wizytę online, a w ten sposób odebrać L4 bez wychodzenia z domu. Najbardziej intuicyjnym sposobem, na uzyskanie takowego zwolnienia, jest skorzystanie ze stron internetowych, na których różni psychiatrzy świadczą swoje usługi, m.in., wystawianie czasowych świadczeń o niezdolności do pracy. Zaświadczenie wystawione przez prywatnego psychiatrę w formie online, jest tak samo rozpatrywane, jak standardowy dokument wystawiony przez internistę. Właściwie przeprowadzony wywiad jest fundamentem do wystawienia odpowiedniego zaświadczenia L4.
Jak długo można pozostać na L4 od psychiatry?
Zaświadczenie o niemożności wykonywania pracy, wystawia lekarz psychiatra i to właśnie on decyduje o długości zwolnienia. Głównym determinantem, decydującym o okresie zwolnienia L4, jest schorzenie pacjenta, a także jego intensywność i nasilenie. Warto zaznaczyć, że okres ten nie może przekraczać 182 dni. L4 w formie online upoważnia, do pobiera honorarium lub zasiłku w wysokości 80% podstawy. Chory, który przebywa na terapii regeneracyjnej, musi zastosować się do zaleceń specjalisty, a zatem wszystkie asumpty świadczące o niepodporządkowaniu się wytycznym, mogą stanowić podstawę do unieważnienia L4.
Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) apeluje o natychmiastową zmianę wysokości marż w zakresie sprzedaży leków refundowanych. W przeciwnym razie bezpieczeństwo lekowe polskich pacjentów będzie zagrożone. Rosnące koszty paliw, energii oraz pracy sprawiły, że apteki i hurtownie obracające lekami refundowanymi tracą na prowadzeniu tej działalności. Od ponad dziesięciu lat nie zmieniono przepisów regulujących marże dla podmiotów prowadzących dystrybucję oraz sprzedaż produktów leczniczych. Rocznie korzysta z nich kilkanaście milionów osób. Dodatkowo sposób jej naliczania oraz spadająca cena leków refundowanych sprawiają, że negatywne zjawiska będą się pogłębiać.
Wysokość marż aptecznych i hurtowych reguluje ustawa refundacyjna, która weszła w życie 1 stycznia 2012 r. Zgodnie z obowiązującymi przepisami wysokość marży hurtowej stanowi 5% urzędowej ceny zbytu danego produktu, ustalonej przez podmiot odpowiedzialny oraz Ministerstwo Zdrowia. Marża apteczna z kolei jest naliczana w sposób mieszany – kwotowo-odsetkowa, zgodnie z tabelą wskazaną w przepisach. Od wejścia w życie ustawy refundacyjnej oba rodzaje marż nie uległy zmianie. W tym samym czasie ceny leków refundowanych spadły, co sprawia, że łącznie apteki oraz hurtownie otrzymują mniej środków na prowadzenie tego rodzaju działalności.
„Przez ostatnich dziesięć lat koszty prowadzenia aptek oraz hurtowni zasadniczo wzrosły. Ceny energii elektrycznej, transportu oraz pracy sprawiają, że obrót lekami refundowanymi jest działalnością deficytową. Ministerstwo Zdrowia w ramach projektu nowelizacji ustawy refundacyjnej zaproponowało podniesienie marż, jednakże termin jego przyjęcia przez rząd pozostaje nieznany. Projekt nowelizacji ustawy refundacyjnej jest bardzo kontrowersyjny – co przekłada się na niewielkie tempo jej procedowania. Uważamy, że należy natychmiast znowelizować przepisy, w przeciwnym razie bezpieczeństwo lekowe milionów pacjentów zostanie zagrożone” – podkreśla Arkadiusz Pączka, wiceprzewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP).
Wiele dziedzin polskiego rolnictwa, w tym sadownictwo i warzywnictwo, zachowało swoje przewagi konkurencyjne w ostatnich latach ze względu na niższe koszty. Mogliśmy dzięki temu wygrywać międzynarodową rywalizację z Włochami, Francuzami, czy też producentami z innych kontynentów. Niestety, zmieniło to się na niekorzyść polskich rolników – większość kosztów wzrosła nawet o kilkadziesiąt procent. Ponadto wojna w Ukrainie pogorszyła dodatkowo dostęp do siły roboczej. Szansą na powstrzymanie wzrostu kosztów jest otwarcie Polski na inne rynki w zakresie przyjęcia pracowników – na przykład na Uzbekistan, Filipiny, Nepal, Indie. Bez dopływu pracowników polskie gospodarstwa nie będą w stanie zatrzymać wzrostu kosztów produkcji – a tym samym podtrzymać konkurencyjności na rynkach zewnętrznych. Polska w niedalekiej przyszłości może stracić swoją pozycję – dlatego pilnie potrzeba otwarcia naszego rynku pracy na migrantów zarobkowych z zupełnie innych krajów niż Ukraina. Apeluje o to Związek Sadowników RP.
– Jeżeli chodzi o wpływ wojny i skutki chociażby migracji, liczbę uchodźców, którzy przybyli do Polski – rynek pracy jest po prostu niewystarczający, pozytywnie niewystarczający. Do tej pory bazowaliśmy na sile roboczej głównie z Ukrainy. Niestety, działania wojenne spowodowały, że mężczyźni nie mogą przekraczać granicy. Pojawiło się natomiast kilka milionów uchodźców – głównie kobiety z małymi dziećmi i mieszkańcy dużych miast, zupełnie niezwiązani z rolnictwem. Te osoby nie znają zupełnie specyfiki pracy na wsi – powiedział serwisowi eNewsroom Mirosław Maliszewski, Prezes Związku Sadowników Rzeczpospolitej Polskiej. – Więc mimo dużego napływu osób z Ukrainy mieliśmy ogromne problemy z dostateczną ilością siły roboczej do zbiorów owoców miękkich. Później sytuacja się nieco poprawiła – przy zbiorze czereśni, borówki czy truskawek można było zarobić całkiem przyzwoite pieniądze. Niestety, zbiór jabłek i gruszek – zwyczajowo wykonywany przez mężczyzn – jest mocno zagrożony, choć stawki poszły bardzo mocno w górę. Doszło do tego, że sadownicy ze sobą konkurują o pracowników – trochę niepotrzebnie, bo nie mają gwarancji, że uzyskają odpowiednie ceny za owoce i pokryją wzrost kosztów siły roboczej. Ale owoce trzeba zebrać. W wielu gospodarstwach zbiór odbywa się tylko i wyłącznie siłami własnej rodziny. Dzieci przerywają szkołę czy studia, przyjeżdżają do gospodarstw i pomagają. Emeryci wsiadają na ciągniki po to, aby pomóc swoim dzieciom w gospodarstwach zebrać owoce. Sytuacja jest dramatyczna – alarmuje Maliszewski.
Mija właśnie rok od rewolucji w poborze opłat drogowych w Polsce. Choć oficjalnie system eTOLL został wprowadzony w czerwcu 2021 roku, to zaczął obowiązywać na dobre od początku października ubiegłego roku, zastępując całkowicie funkcjonowanie viaTOLL-u. Firmy transportowe przyzwyczaiły się już do nowego systemu opłat elektronicznych i poruszają się po nim coraz sprawniej. Niemniej jednak w dalszym ciągu zdarza się im zaniedbać niektóre z obowiązków dotyczących nowego systemu poboru opłat. W przeciągu roku GITD odnotowało ponad 60 tys. naruszeń w obszarze eTOLLu dotyczących pojazdów ciężkich. O czym najczęściej zapominają przewoźnicy w natłoku spraw? Między innymi o kluczowej kwestii, czyli dokonaniu opłaty za przejazd. Jakie są inne błędy popełnianie przez przedsiębiorców i co może zrobić firma transportowa w sytuacji, gdy już została naliczona kara za przejazd po płatnym odcinku drogi? Między innymi na te pytania odpowiadają eksperci Grupy Inelo.
OBU, ZSL i aplikacja – w jaki sposób łączy się pojazd z eTOLLem?
Głównym elementem systemu jest tzw. identyfikator biznesowy. Jest to klucz, który należy powiązać z pojazdem zarejestrowanym w systemie na koncie użytkownika. Podobnie jak urządzenia OBU i ZSL, również aplikacja zainstalowana w telefonie ma swój unikatowy numer. W IKK (Internetowym Koncie Klienta) należy dokonać powiązania pojazdu do aplikacji oraz wyboru urządzenia monitorującego: aplikacja, OBU lub ZSL. Aplikacja umożliwia doładowanie i monitorowanie stanu konta rozliczeniowego w trybie przedpłaty.
Kto kontroluje prawidłowości związane z eTOLLem?
– Kontrola prawidłowości uiszczenia opłaty elektronicznej w systemie e-TOLL jest realizowana przez Głównego Inspektora Transportu Drogowego oraz funkcjonariuszy Służby Celno-Skarbowej. Organ posługuje się systemem identyfikującym występowanie naruszeń lub jednostkami terenowymi.Niezależnie od okoliczności, w jakich doszło do zidentyfikowania incydentu, przedsiębiorca może otrzymać zawiadomienie o wszczęciu postępowaniu z Warszawy lub z jednej z jednostek terenowych, jeżeli stwierdzenie naruszenia nastąpiło w następstwie kontroli drogowej – mówi Arkadiusz Góra, Grupa Inelo.
eTOLL – najczęściej spotykane błędy
Przewoźnicy dokonują opłat poprzez Internetowe Konto Klienta. Rejestrując się na stronie, firmy transportowe mają do wyboru dwie metody płatności. Pierwsza z nich opiera się na wystawianiu im noty obciążeniowej za przejazdy w terminie do 7 dni po zakończeniu okresu rozliczeniowego, a druga polega na pobieraniu opłat ze zgromadzonych środków na koncie
– Wśród najczęściej stwierdzanych naruszeń znajdują się nieuiszczenie opłaty, uiszczenie opłaty w kwocie niższej niż wymagana lub też brak rejestracji pojazdu w systemie. W przypadków dwóch pierwszych – powód może być prozaiczny, a mianowicie brak lub niewystarczająca ilość środków na koncie w przypadku umowy w trybie przedpłaconym Kolejne przyczyny potencjalnych problemów wynikają z nieznajomości procedur w przypadku awarii urządzenia lub zbyt późnego doładowania konta. Takie przeoczenie może skutkować nałożeniem kary na przewoźnika– komentuje Arkadiusz Góra, Grupa Inelo i dodaje, że w każdym przypadku warto na bieżąco weryfikować sprawność urządzeń, stan konta (w przypadku konta przedpłaconego). Należy uczulać kierowców, aby bez zbędnej zwłoki zgłaszali wszelkie problemy dotyczące procesu uiszczania opłat, co pozwoli na szybką reakcję ze strony przewoźnik.
Z kolei Marta Staniszewska z Grupy Inelo zwróciła uwagę na dodatkowe aspekty związane z brakiem dopełnienia niezbędnych formalności.
– Nie wystarczy jedynie zarejestrować urządzenia OBU lub ZSL na stronie. Trzeba je jeszcze aktywować, aby wszystko działało prawidłowo. Bardzo często zdarzają się sytuację, w których niestety ten drugi krok gdzieś umyka w obliczu innych obowiązków. Podobnie jest z dopisaniem nowego urządzenia do poboru opłat w systemie eTOLL, zmianą dostawcy usług czy dodaniem nowego pojazdu. Istotną rolą jest edukacja kierowców w przypadku, gdy urządzenia pokładowe działa nieprawidłowo. Choć urządzenia te są zazwyczaj wyposażone w alerty, to są one czasami ignorowane, a kierowca ma obowiązek zjechać z płatnej drogi lub zatrzymać się na najbliższym parkingu, jeśli urządzenie nie nadaje lokalizacji powyżej 15 minut.
Nowy system poboru opłat eTOLL – rodzaje i wysokość kar
W obecnym stanie prawnym za naruszenie związane z uiszczaniem opłat grożą kary administracyjne w przedziale 250 – 1500 zł. Najwyższa kwota przewidziana jest za nieuiszczenie opłaty, brak rejestracji pojazdu w systemie lub wprowadzenie do rejestru danych niezgodnych ze stanem faktycznym. W przypadku naruszenia obowiązku uiszczenia opłaty przyjmuje się, że kara jest nakładana nie za każdy incydent, ale za każdy dzień, w którym doszło do naruszenia. Szczegółowy wykaz oraz wysokość kar zostały określone w art. 13k ustawy z dnia 21 marca 1985 r. o drogach publicznych.
W transporcie lepiej zapobiegać niż leczyć
Warto zaznaczyć, że najbardziej istotnym elementem całego procesu jest zapobieganie. Właściwy nadzór ze strony przewoźnika oraz czujność i prawidłowa reakcja kierowcy pozwolą uniknąć problemów.
– Jeśli ta strategia nie zadziała, a powodów takiego obrotu spraw może być wiele, pozostaje procedura reklamacji, która stanowić będzie podwaliny do podjęcia kroków w przypadku ewentualnego wszczęcia postępowania. Z podejmowaniem odpowiednich działań nie należy zwlekać, informacje o wszelkich nieprawidłowościach powinny być przekazywane przez kierowcę natychmiast, przewóz powinien zostać wstrzymany do czasu uregulowania płatności za dalszy odcinek drogi. Reklamację należy zgłaszać jak najszybciej, przy czym najlepiej korzystać z kanałów komunikacji zapewniających możliwość archiwizacji, np. poczta elektroniczna. – mówi Arkadiusz Góra.
Okres przedawnienia w przypadku naruszenia obowiązku uregulowania opłaty wynosi 9 miesięcy. Oznacza to, że właściwy organ ma prawo wszcząć postępowanie w danym terminie od daty incydentu. Jeśli od dnia nieuiszczenia opłaty upłynęło więcej czasu, wówczas można przyjąć, że sprawa uległa przedawnieniu i przewoźnik nie poniesie konsekwencji finansowych.
eTOLL – co, jeśli postępowanie ruszyło?
Zadaniem Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego oraz funkcjonariuszy Służby Celno-Skarbowej jest kontrola tego, czy wszystkie opłaty naliczane są prawidłowo. Bazują oni na systemie identyfikującym występowanie danych naruszeń lub kontroli drogowej. W Polsce do opłaty zobowiązane są wszystkie samochody osobowe, pojazdy ciężarowe o dopuszczalnej masie całkowitej powyżej 3,5 tony, a także autobusy. W tym ostatnim przypadku nie ma znaczenia ich dopuszczalna masa całkowita. Płatności pobiera się za przejazd po drogach szybkiego ruchu, autostradach oraz wybranych drogach krajowych, a lista pełnych odcinków płatnych jest dostępna na oficjalnej stronie systemu eTOLL.
– W przypadku otrzymania zawiadomienia o wszczęciu postępowania w sprawie naruszenia obowiązku uiszczenia opłaty strona ma prawo do złożenia wyjaśnień. Jest to etap, podczas którego warto wskazać na powód wystąpienia incydentu oraz wskazać czy podjęto wszelkie niezbędne kroki w celu dochowania obowiązków oraz czy przeprowadzono procedurę reklamacyjną, jeśli naruszenia obowiązku uiszczenia opłaty nastąpiło z przyczyn nie leżących po stronie użytkownika systemu. Postępowanie administracyjne zakończy się wydaniem przez organ decyzji, od której nie przysługuje prawo do odwołania. Strona może jednak wnieść o ponowne rozpatrzenie sprawy. W zawitym terminie 14 dni od otrzymania decyzji administracyjnej w I instancji należy złożyć umotywowany wniosek oraz dołączyć ewentualnie dokumentację, jeśli nie została przedstawiona na etapie postępowania wyjaśniającego – Arkadiusz Góra.
Ważny jest czynny udział w każdym etapie postępowania oraz wykazanie, że błąd związany z płatnością nie był zawiniony przez przewoźnika lub kierowcę. Trudno liczyć na wyrozumiałość organu prowadzącego postępowanie, jeśli na koncie zabrakło środków lub urządzenie uległo uszkodzeniu, a kierowca nadal kontynuował jazdę bez podjęcia właściwych działań, określonych przepisami.
Za kilka miesięcy będziemy mogli przekonać się, w jak dużym stopniu wzrost kosztów wynajmu powierzchni biurowych i utrzymania nieruchomości wpłynie na dalsze kształtowanie się sektora biurowego. Wyższe koszty prowadzenia biznesu zmuszą bowiem firmy do weryfikacji założeń budżetowych.
Podwyżki czynszu i kosztów eksploatacyjnych
Najemcy biurowi muszą przygotować się na wzrost kosztów eksploatacyjnych. Avison Young zwraca uwagę, że będą one znacznie wyższe, nie tylko ze względu na rosnące ceny energii, ale również związane z inflacją podwyżki cen różnych usług, które składają się na tę opłatę. Opłaty wzrosną też choćby ze względu na zmianę płac minimalnych. Pojawiły się już pierwsze szacunki dotyczące ich wysokości, które przy utrzymaniu zakresu na obecnym poziomie mają wynosić 30 zł/mkw. i więcej, w zależności od budynku i jego lokalizacji. Mówimy więc o wzrostach, które mogą stanowić nawet 50% i więcej obecnej wartości.
Wzrost kosztów utrzymania budynków postawi w niełatwej sytuacji, zarówno właścicieli nieruchomości, jak również najemców. Budżetowanie długoterminowych umów najmu będzie z pewnością dużym wyzwaniem dla obu stron. Avison Young spodziewa się, że ze strony najemców pojawi się presja na wprowadzanie do umów zapisów, które w skuteczny sposób będą ograniczały niekontrolowane ryzyko wzrostów.
Niezwykle trudną kwestią będą obecnie wszelkie umowy pre-let, dotyczące budynków, które zostaną oddane na przykład za dwa lata. Określenie wysokości zobowiązania z takim wyprzedzeniem wydaje się dziś praktycznie niemożliwe, patrząc na zmiany, które miały miejsce tylko w okresie bieżącego roku.
Indeksacja stawek czynszu
Kolejnym ważnym elementem jest indeksacja czynszu, która jest nierozerwalną częścią każdej umowy najmu. Avison Young zaznacza , że indeksacja stawek czynszowych jest ściśle związana ze wskaźnikiem wzrostu cen koszyka dóbr i usług – najczęściej HICP w ujęciu rocznym w przypadku umów wyrażonych w EUR, a w przypadku umów w PLN wiąże się z danymi publikowanymi przez GUS. W ostatnich latach wskaźnik HICP był stabilny i wahał się od 0,1 do 2,6. Niestety, już wiemy, że za rok 2022 wskaźnik ten znacząco wzrośnie. Przewiduje się, że wskaźnik może wynieść 7% lub więcej w zależności od dynamiki zmian w ostatnich miesiącach. Jeszcze wyższe wzrosty osiągną umowy zawarte w PLN, gdzie inflacja wskazywana przez GUS jest jeszcze wyższa. Efekty tych zmian odczują wszyscy najemcy, najbardziej użytkownicy nowoczesnych budynków zlokalizowanych w centrach miast, w których stawki są najwyższe, a tym samym podstawa do obliczeń jest największa.
Niezależnie od nadchodzących przeobrażeń w funkcjonowaniu biurowców, właściciele nieruchomości i najemcy są zgodni co do wdrażania zmian związanych z eksploatacją budynków. Już teraz właściciele analizują możliwości optymalizacji zużycia energii. Oszczędności ma przynieść montaż instalacji fotowoltaicznych, wymiana oświetlenia na LED, czy wykorzystanie czujników ruchu sterujących światłem oraz regulacja pracy urządzeń i instalacji wentylacyjnych, chłodzenia i grzania. Powyższe działania są jednakże tylko odpowiedzią na pojawiające się obecnie trudności, zauważa Avison Young. Kwestią, która prawdopodobnie rozstrzygnie się w najbliższych latach i w istotnym stopniu może zmienić rynek będzie implementacja rozwiązań, pozwalających na realizację pasywnych budynków. Pytanie tylko czy jesteśmy gotowi ponieść koszty tych zmian?
Autor: Robert Pastuszka, Director, Office Agency w Avison Young
Wiadomość o rezygnacji brytyjskiej premier Liz Truss nie spotkała się z dużą reakcją ani rynku walutowego ani rynku długu. Brak wyprzedaży sugeruje powszechne założenie, że proces poszukiwania nowego przywódcy – który ma potrwać najwyżej tydzień – nie przyniesie większej niepewności politycznej, oprócz tej, którą Wielka Brytania już odczuwa. Truss była najkrócej sprawującym swój urząd politykiem.
W tym momencie rynek chce zobaczyć wiarygodną ścieżkę fiskalną. Istnieje jednak kilka czynników ryzyka. Inwestorzy mogą zacząć wątpić, czy plan fiskalny może być wiarygodnie przedstawiony w ciągu kilku dni kadencji nowego premiera. Istnieje szansa, że plan zostanie przesunięty o tydzień lub dwa. Pamiętajmy, że 3 listopada odbędzie się posiedzenie Banku Anglii.
Po drugie, istnieje pytanie, czy wszyscy kandydaci na przywódców popierają plany kanclerza Jeremy’ego Hunta. Zachęta do tego jest duża, a żaden nowy lider nie będzie chciał podpaść rynkom w taki sam sposób jak ustępująca premierka. Rynki będą jednak uważnie obserwować potencjalnych faworytów do przywództwa – Rishi Sunaka, Penny Mordaunt i Borisa Johnsona. Brak porozumienia w sprawie strategii fiskalnej będzie negatywnie wpływać na GBP i powodować dalsze wzrosty rentowności obligacji rządowych.
Dodatkowo istnieje szansa, że w najbliższych dniach i tygodniach opozycyjna Partia Pracy złoży wniosek o wotum nieufności wobec rządu. Cała opozycja wzywa do rozpisania przedterminowych wyborów. Te planowo miałyby się odbyć w 2024 lub 2025 roku.
Bank Anglii stoi przed wyborem pomiędzy agresywną podwyżką i utrzymaniem ultrawysokich stóp procentowych kredytów hipotecznych i korporacyjnych (co spotęguje głębokość recesji w pierwszej połowie przyszłego roku), a zaniżeniem oczekiwań rynku, co grozi osłabieniem funta i wzrostem importowanej inflacji. W ostatnim czasie Ben Broadbent – zastępca prezesa BoE – dał do zrozumienia, że uważa, iż wyceny rynkowe są przesadzone, co skłania sądzić, że Bank Anglii przyjmie stanowisko bardziej zachowawcze.
Prawdopodobnie obligacje rządowe nadal będą handlowane z wysoką premią za ryzyko polityczne a funt będzie znajdował się pod presją. Dopiero za 10 dni politycy podejmą próbę przedstawienia zrównoważonego budżetu. Do tego czasu inwestorzy będą podchodzić do GBP z dużą dozą niepewności.
To, że złoty się umacnia to fakt. Powody za tym stojące nie są jednak wcale takie oczywiste. Trochę mówi się o uspokojeniu, ale czy to naprawdę uspokojenie? Może to oczekiwania względem stóp procentowych?
Złoty się umacnia czekając na RPP
Ostatnia passa polskiej waluty jest bardzo imponująca. Problem w tym, że trochę brakuje ku niej fundamentalnych podstaw. Z jednej strony mamy co prawda rosnący WIBOR, który sugeruje, że rynek spodziewa się wzrostu stóp procentowych. Z drugiej strony w RPP trwa już nawet nie konflikt a wojna ideologiczna. Gdyby w tej chwili członkowie rządowi i prezydenccy mieli się zgodzić na podwyżki stóp procentowych, musieliby oni przyznać się do błędu. Jest to oczywiście grono zacnych specjalistów makroekonomicznych, ale patrząc na ich wypowiedzi medialne zdolność do samokrytyki nie jest jedną z ich głównych zalet. W rezultacie jesteśmy trochę w sytuacji, gdzie rynek gra pod mało prawdopodobne wydarzenie. Z drugiej strony trwa wyprzedaż polskich obligacji. Jest to ciekawa sytuacja, gdzie mimo umocnienia waluty obligacje tracą na wartości. Może to być jednak efekt oczekiwań dalszego wzrostu stóp procentowych.
Płace znów w górę
Inflacja jest owszem problemem, nie da się tego negować. Na szczęście przyspiesza również wzrost wynagrodzeń. Jest to oczywiście element, który docelowo podnosi wtórnie inflację. Z drugiej strony, gdy ceny rosną, dobrze, że przynajmniej przeciętnie zarabiamy więcej. Wzrost wynagrodzeń jest co prawda niższy niż inflacja, ale niewiele. W ujęciu rocznym płace rosną bowiem o 14,5% i wzrost ten przyspieszył z 12,7%. Oznacza to, że przyspiesza szybciej niż inflacja, a to naprawdę dobra wiadomość dla naszych portfeli. Musimy jednak pamiętać, że podwyżki rozkładają się mniej sprawiedliwie w społeczeństwie niż wzrost cen, który dotyka wszystkich. Nadal rośnie zatrudnienie, co sugeruje, że kolejne rekordy niskiego bezrobocia przed nami.
Turcja obniża stopy procentowe
O działaniach Banku Turcji napisaliśmy tu wiele. Obecny stan wiedzy ekonomicznej nie pozwala uzasadnić tamtejszych działań. Albo czegoś bardzo ważnego nie wiemy, albo ten kraj, widząc przepaść, przyspiesza. Wczoraj stopy procentowe spadły z 12% na 10,5%. W rezultacie stopy procentowe nad Bosforem są już niższe nie tylko od Węgrów, ale również od Białorusi. W tym gronie państw autorytarnych inflacja różni się jednak znacznie. Białoruś i Węgry wciąż oscylują koło 20%. Z kolei Turcja przekroczyła już 80% i jak zauważają internetowi żartownisie niedługo będzie mieć całą inflację.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat
Road Studio – notowany na NewConnect producent gier video o tematyce motoryzacyjno-survivalowej – zawarł Term-Sheet z zagranicznym funduszem, globalnie inwestującym w spółki z sektora nowych technologii. Tym samym warszawska firma ma szansę pozyskać strategicznego inwestora i zdobyć dodatkowy kapitał na rozwój. Potencjalna kwota inwestycji to 10 mln PLN w obligacjach zamiennych na akcje.
– Road Studio przez blisko dwa i pół roku swojej działalności zbudowało doświadczony i kompetentny zespół, czego efektem był sukces zaprezentowanego w czerwcu dema Alaskan Truck Simulator – projekt w ciągu tygodnia został pobrany przez ponad 100 tys. graczy. Po tym wydarzeniu odezwało się do nas kilka zagranicznych instytucji, a podpisanie term-sheet z jednym z zagranicznych podmiotów jest efektem tego zainteresowania. Planowane pozyskanie inwestora finansowego jest dla nas ważnym krokiem w realizacji naszych planów rozwojowych i zapewnienia długoterminowego finansowania. Jesteśmy bardzo wdzięczni również naszemu głównemu akcjonariuszowi za dotychczasowe wsparcie na różnych etapach naszego rozwoju. Ufam, że nadal razem z nim i nowym inwestorem będziemy wspólnie działać na rzecz budowy wartości spółki dla akcjonariuszy. – mówi Maciej Nowak, Prezes Zarządu Road Studio S.A. – Zagraniczny inwestor wstępnie zaproponował inwestycję w naszą firmę poprzez objęcie obligacji konwertowanych na akcje. Konstrukcja ta ma na celu realizację spójnego celu Zarządu, akcjonariuszy oraz nowego inwestora strategicznego, polegającego na zapewnieniu elastycznego finansowania na rozwój – dodaje.
Spółka Road Studio powstała w 2020 roku, a zespół (wliczając w to współpracowników firmy) liczy już blisko 40 osób, które aktualnie pracują nad ośmioma projektami opartymi na motywie drogi i podróży. Celem studia jest tworzenie gier łączących symulację jazdy różnymi pojazdami z wyraźnym elementem fabularnym.
Założeniem planowanego procesu inwestycyjnego jest pozyskanie silnego międzynarodowego partnera, który stanowiłby stabilne zaplecze dla realizowanych projektów spółki, a także w budowie jej stabilności finansowej i niezależności produkcyjnej. Docelowo miałoby to również wpłynąć na rozbudowę zespołu, rozwój portfolio produkcyjnego studia oraz poszerzenie kompetencji teamu w zakresie portingu gier.
Wraz z pozyskanym finansowaniem spółka nie wyklucza akwizycji ciekawych zespołów na rynku.
Aktualnie w zaawansowanej fazie produkcyjnej znajdują się dwa autorskie tytuły studia. Mowa o Alaskan Truck Simulator oraz American Motorcycle Simulator. Wishlista pierwszego z nich liczy ponad 200 tys. zapisów, a na grudzień 2022 r. Road Studio wraz z wydawcą gry – studiem Movie Games, zapowiedziało premierę tytułu na platformie Steam. Jednocześnie na publikację daty dema drugiego tytułu: American Motorcycle Simulator, czeka ponad 70 tys. użytkowników platformy Steam. Warszawski deweloper pracuje także nad kilkoma innymi tytułami z serii Truck oraz Motorcycle.
– Konsekwentnie, krok po kroku, realizujemy naszą strategię rozwoju. Z początkiem roku zadebiutowaliśmy na NewConnect. Kilka miesięcy później, w czerwcu, zaprezentowaliśmy demo ATS, które spotkało się z pozytywnym odbiorem. Przy okazji zebraliśmy niezbędny feedback, który mam nadzieję pozwoli spełnić oczekiwania graczy. Premiera naszego flagowego projektu – Alaskan Truck Simulator, została zapowiedziana przez wydawcę tytułu, na dzień 7 grudnia br. Tak dynamiczny rozwój wymaga stabilizacji i wsparcia strategicznego inwestora finansowego, po to by stać się coraz bardziej samodzielnym podmiotem w grupie MG, który generuje bardzo dobre wyniki – mówi Maciej Nowak. – Zaangażowanie tak dużego podmiotu z pewnością dałoby nam bezpieczeństwo i obecnie rzadko spotykaną na rynku stabilizację. Wierzę w powodzenie tego procesu. – dodaje.
Globalny rynek gier wideo niezmiennie osiąga dobre wyniki. Z szacunków wynika, że do 2026 r. osiągnie on wzrost o ok. 8 proc. Jednocześnie na koniec 2022 r. liczba graczy przekroczy 3 mld osób.
Spadek cen na rynku wtórnym jest już widoczny. „Zdarzają się oferty poniżej 350 tysięcy złotych. Rok temu to wydawało się niemożliwe”.
Przed osobami planującymi zakup nieruchomości na rynku wtórnym otwierają się możliwości, których jeszcze kilka miesięcy temu nie było. – Ruch na rynku mieszkaniowym jest rzeczywiście zdecydowanie mniejszy niż w roku 2021. Ceny zatrzymały się w miejscu w przypadku mieszkań na rynku pierwotnym i widzimy delikatne spadki na rynku wtórnym. To rzeczywiście pierwsza od lat sytuacja, że osoba chcąca kupić mieszkanie może wynegocjować rabat – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości z kancelarii Król i Partnerzy.
W 2021 roku zdarzały się sytuacje, że proponowana cena zakupu mieszkania rosła już w trakcie negocjacji z klientem np. o kilkadziesiąt tysięcy złotych
Wzrost stóp procentowych sprawił, że zdolność kredytowa Polaków drastycznie spadła, co przełożyło się na zmniejszenie popytu na mieszkania
Cena nieruchomości na rynku pierwotnym raczej stoi w miejscu. Na rynku wtórnym widać pierwsze spadki
Wynika to z faktu, że właścicielom mieszkań bardzo często zależy, by sprzedać nieruchomość, są więc gotowi na cenowe ustępstwa
Ceny na rynku wtórnym delikatnie w dół. „Wszystko zależy od standardu i lokalizacji”
Obecna sytuacja na rynku nieruchomości to zupełna odwrotność tego, co mogliśmy zaobserwować jeszcze rok temu. Gdy kredyty były dostępniejsze zarówno klienci indywidualni jak i inwestorzy dosłownie bili się o mieszkania. Obecnie obserwujemy odwrotną sytuacje. Zainteresowanie nowymi mieszkaniami jest niewielkie, a na rynku wtórnym również ruch spadł.
W opinii ekspertów rynku nieruchomości to okazja, by kupić mieszkania taniej niż w roku 2021. Sprzedawcy są skłonniejsi do ustępstw finansowych. – Nie ma mowy o wielkich rabatach, bo mieszkania nadal są najsilniejszą lokatą kapitału – przyznaje Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości. – Jeżeli ktoś jest w potrzebie i dysponuje gotówką to mieszkania na rynku wtórnym są nawet kilka procent tańsze niż przed wakacjami. Wszystko zależy od standardu i lokalizacji, ale jeszcze niedawno oferty poniżej 350 tysięcy złotych za lokal były nieosiągalne, a teraz się takie zdarzają – przyznaje Mirosław Król. – Dyskont na jaki może sobie pozwolić właściciel to średnio 10-20 tysięcy złotych od ceny ofertowej – dodaje.
– Potrzeba mieszkaniowa Polaków nie znikła. Ona po prostu jest zawieszona lub ograniczona do ofert dostępnych dla nich finansowo. Wyobrażam więc sobie, że zainteresowanie niższymi ofertami będzie utrzymywać się na przyzwoitym poziomie – mówi Mirosław Król.
Deweloper może poczekać, właściciel indywidualny nie chce utrzymywać pustostanu
Rynek nieruchomości ostygł, ale eksperci podkreślają, że tak jak boom na szybki zakup mieszkań był chwilowy, tak całkowite zatrzymanie również nie będzie trwać wiecznie. Osoby decydujące się na zakup mieszkania na rynku wtórnym teraz mogą liczyć na lepsze oferty, ale ta sytuacja może się zmienić wraz z zatrzymaniem wzrostów stóp procentowych.
Kto obecnie decyduje się na sprzedaż mieszkania? – Osoby decydujące się na sprzedaż mieszkania zwykle są w pilnej potrzebie i nie mogą pozwolić sobie na utrzymywanie pustostanu, a w wynajmie nie widzą dla siebie perspektywy zysku – mówi Mirosław Król. – Sprzedawane są zwykle mieszkania, które przeznaczane były na wynajem lub których sprzedaż ma sfinansować utrzymanie innej nieruchomości lub budowę domu. We właścicielach jest większa skłonność do negocjacji cenowych. Klienci jednak muszą być świadomi, że nie można zaoferować komuś kto chce sprzedać mieszkanie za 400 tysięcy złotych 300 tysięcy i kwota ta zostanie zaakceptowana – mówi ekspert.
– Otrzymujemy od klientów upoważnienia, by negocjować ceny. Spadki póki co to tylko rynek wtórny. Wiele zależy od sytuacji indywidualnej właściciela nieruchomości – dodaje Mirosław Król.
Zmienia się układ sił na rynku dyskontów. Netto z największym wzrostem liczby unikalnych klientów.
Biedronka we wrześniu wygenerowała ponad 60 proc. wszystkich koszyków zakupowych wśród dyskontów.
Z badania, przeprowadzonego wśród ponad 470 tys. konsumentów, wynika, że we wrześniu br. Biedronka wygenerowała 63,8% wszystkich koszyków dyskontowych. Pod tym względem jest absolutnym liderem rynku, mimo małych spadków w relacji rocznej i miesięcznej. Ostatnio sieć Lidl zanotowała wynik 20,3%, Netto – 12%, a Aldi – 4%. Natomiast w kwestii liczby wizyt w sklepach zyskali rdr. wszyscy ww. gracze. Jednak zdecydowanie najbardziej poszło w górę Netto, bo aż o 52,7%. Kolejne sieci miały rdr. dużo słabsze wzrosty – Aldi 12,8%, Biedronka – 12,7%, a Lidl – 9,1%. Jednak każdy retailer poprawił też swój wynik od sierpnia br. Ponadto wszystkie dyskonty spożywcze rdr. powiększyły liczbę unikalnych klientów, ale tylko Netto na dwucyfrowym poziomie – 42,9%. Z kolei w zestawieniu miesiąc do miesiąca na czele jest Aldi – 2,3%, a za nim – Lidl z wynikiem 0,8%, a także Netto – 0,4%. Tylko Biedronka jest na minusie – 2,3%.
Jak wynika z najnowszego badania ruchu w dyskontach spożywczych firmy technologicznej Proxi.cloud i platformy analityczno-badawczej UCE RESEARCH, niezmiennie niepodważalnym liderem tego kanału sprzedaży jest wciąż Biedronka. We wrześniu 2022 sklepy tej sieci wygenerowały aż 63,8% wszystkich koszyków dyskontowych. Odnotowały przy tym niewielki spadek w porównaniu do sierpnia br. (64,7%). W relacji rocznej też miały ostatnio nieco słabszy wynik (wrzesień ub.r. – 65,4%).
– Spadki Biedronki nie powinny budzić niepokoju, bo nie są znaczne i nie przełożyły się na zmniejszenie liczby wizyt w sklepach tej sieci, a ponadto właśnie ona w dalszym ciągu dominuje na rynku. Warto mimo wszystko obserwować, jak będzie się rozwijała jej sytuacja w kolejnych miesiącach. Po wynikach widać, że wdrożenie przeszło miesiąc temu akcji Świeżaki Bystrzaki jak na razie nie spowodowało zwiększenia ruchu w placówkach – informuje Michał Rosiak, współautor badania z Proxi.cloud.
Z kolei sieć Lidl wygenerowała 20,3% wszystkich koszyków dyskontowych, czyli więcej niż w sierpniu br. (19,8%) i mniej niż we wrześniu ub.r. (21,5%). Z kolei Netto poszło w górę – do 12%, co jest skokiem mdm. (11,6%) i rdr. (9%). Zestawienie zamyka Aldi – 4%. To oznacza wzrost mdm. (3,8%) i minimalny spadek rdr. (4%).
– Netto dynamicznie się rozwija. Świadczy o tym wiele parametrów. W naszej ocenie, ta sieć ma duże perspektywy, żeby za kilka lat poważnie konkurować z liderami segmentu. Oczywiście na walkę wśród dyskontów trzeba popatrzeć też z pewnej perspektywy. Ani Biedronka, ani Lidl nie odpuszczają. Cały czas czymś zaskakują. Natomiast Netto ma ciągle otwartą drogę do szerszej rywalizacji. Patrzy też na rynek zupełnie inaczej niż konkurencja, co wyraźnie widać po ich strategii – komentuje Paweł Kołodziej, analityk sektora konsumenckiego z UCE RESEARCH.
Porównując liczbę wizyt w badanych sklepach w relacji rocznej (wrzesień 2022 r. i wrzesień 2021 r.), widać, że wszystkie analizowane sieci poszły w górę. Przy tym zdecydowanie najwięcej zyskało Netto, bo aż 52,7%. Dalej w zestawieniu plasuje się Aldi – 12,8%, Biedronka o 12,7%, a następnie Lidl – 9,1%. W zestawieniu z sierpniem br. też wszyscy gracze są na plusie. Sieć Netto odnotowała wzrost o 6%, Aldi – o 5,8%, Lidl – o 4,3%, a Biedronka – o 0,01%.
– Na rynku widać, że dyskonty nabierają coraz większego rozpędu. Polacy nie wyobrażają sobie bez nich codziennych zakupów. Tego typu sieci generują też najwięcej promocji, a więc naturalnie skupiają największy ruch w swoich placówkach. Szczególnie to widać podczas szalejącej inflacji. Z kolei to, że sieć Netto najwięcej zyskała w ww. kwestii, jest widocznym efektem tego, że już od dłuższego czasu prowadzi spójną i konkretną strategię w tym kierunku. Widać też, że walka na tym froncie mocno się zaostrza, szczególnie w zakresie zwracania uwagi konsumentów na ich ceny – dodaje analityk z UCE RESEARCH.
Analiza wykazała też, że w relacji rocznej wszystkim badanym sieciom przybyło unikalnych klientów. I to zestawienie otwiera Netto – 42,9%. Dalej widać Aldi – 8,8%, Lidla – 7%, a na końcu – Biedronkę, która odnotowała wzrost tylko o 1,1%. Natomiast nieco inaczej wygląda sytuacja miesiąc do miesiąca. Na czele jest Aldi – 2,3%, potem Lidl – 0,8%, a następnie Netto – 0,4%. Tylko Biedronka jest na minusie – o 2,3%.
– Warto popatrzeć na to, że rok do roku sieć Netto zyskała najwięcej pod względem ruchu i ma to także odzwierciedlenie we wzroście unikalnej liczby klientów. Wynika to m.in. z faktu znacznego zwiększenia bazy placówek na terenie Polski. Dzięki temu większa liczba konsumentów zyskała łatwiejszy dostęp do sklepów tego dyskontu. Z kolei porównując dane miesiąc do miesiąca, widać, że sieć notuje wyższy ruch. Jednak nie przekłada się to na tak samo duży przyrost unikalnych klientów. Sam udział Netto w liczbie koszyków wszystkich dyskontów jest bardzo zbliżony do tego, jaki był miesiąc temu – 12% vs 11,6% – komentuje Iwona Kołodziejek, współautorka badania z Proxi.cloud.
Natomiast analitycy z UCE RESEARCH zwracają uwagę na to, że Biedronce coraz trudniej jest zwiększać bazę klientów. Jednak w tym aspekcie trzeba koniecznie zaznaczyć, że Polacy są mało lojalnymi konsumentami, szczególnie w czasach wysokiej inflacji. Obecnie mniej liczy się szyld, a większe znaczenie mają ceny. Sieci to widzą i próbują na wszelkie możliwe sposoby przyciągać do siebie klientów konkurencji. Głównym atutem jest tutaj zakres promocji, które mocno eksponują. I to raczej szybko się nie zmieni.
– Niemiecka sieć Aldi wciąż jest najmniejsza na polskim rynku, ale udało jej się wzmocnić swoją pozycję, zwiększając ruch w sklepach w porównaniu do zeszłego roku oraz sierpnia br. Jednocześnie Aldi nie zmieniło swojego udziału w liczbie koszyków dyskontowych, co świadczy o tym, że sieć rozwija się w tym samym tempie co średnia rynkowa – stwierdza Mateusz Chołuj z Proxi.cloud.
Jak podsumowuje Michał Rosiak, udział Lidla w łącznym ruchu nieznacznie spadł w stosunku do roku ubiegłego i lekko wzrósł w odniesieniu do sierpnia br. W sklepach tej sieci przybyło wizyt w porównaniu do września rok temu. Jednak Lidl wypadł najgorzej w tym zestawieniu. Natomiast pod względem wyników notowanych miesiąc do miesiąca znalazł się na 3. miejscu. Z kolei Iwona Kołodziejek zaznacza, że Lidl plasuje się w środku stawki wzrostów liczby wizyt oraz unikalnych klientów. Jednak w analizowanych okresach niezmiennie stanowił drugą siłę na rynku dyskontów, z bezpieczną, kilkuprocentową przewagą nad Netto w zakresie udziału w ruchu.
Analiza została przygotowana przez firmę technologiczną Proxi.cloud i platformę analityczno-badawczą UCE RESEARCH. Monitoringiem objęto ponad 470 tys. konsumentów, którzy odwiedzali sklepy spożywcze w wybranych okresach, tj. we wrześniu 2022 roku, w miesiącu poprzedzającym (sierpień 2022 r.) i w analogicznym okresie ub.r. (wrzesień 2021 r.). Analizie poddano blisko 5,1 tys. placówek. Dane wykorzystane w badaniu zostały uzyskane za pomocą geofencingu, tj. wirtualnych okręgów naniesionych na mapę, które umożliwiają zebranie informacji o wejściu danego konsumenta w konkretny obszar i opuszczeniu go. Wejście do placówki badanej osoby było traktowane jako wizyta w sklepie, gdy pobyt w nim trwał co najmniej 2 minuty i nie więcej niż 2 godziny.
Co siódma krajowa spółka notowana na giełdzie nie reguluje na czas swoich zobowiązań. Najczęściej dotyczy to sektora przemysłowego i handlowego. Na zadłużenie w wysokości 16,5 mln zł składa się prawie tysiąc niezapłaconych rachunków, na pieniądze z których czekają mniejsze firmy. Problem nie tkwi jednak w braku środków. Ponad 10 proc. zadłużonych gigantów to spółki, których wartość przekracza miliard złotych. Nie płacą, bo nie chcą. Takie wnioski płyną z analizy ekspertów Krajowego Rejestru Długów i Rzetelnej Firmy.
Już od 10 lat analitycy Krajowego Rejestru Długów i Rzetelnej Firmy raz w roku przyglądają się polskim spółkom notowanym na Giełdzie Papierów Wartościowych. Jak się okazało, 50 spośród 375 sprawdzonych przez nich firm, widnieje w bazie danych KRD jako dłużnicy. To oznacza, że ponad 13 proc. przedsiębiorstw notowanych 5 października 2022 r. na giełdzie miało problemy z regulowaniem swoich płatności.
– W zestawieniu z ubiegłoroczną edycją badania „Długi spółek giełdowych” widzimy, że liczba zadłużonych firm wzrosła i to pomimo tego, że w 2021 r. krajowych przedsiębiorstw było na giełdzie więcej. Znacznie zmniejszyła się za to łączna kwota zaległości, z 23,8 mln zł w lipcu 2021 r. do 16,5 mln zł we wrześniu br. Zadłużone spółki giełdowe mają w sumie 986 zobowiązań wobec 135 wierzycieli. Ale tu nie wielkość zadłużenia ma znaczenie, a sam fakt, że powstało, a nie powinno – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.
Giełdowi giganci nie przejmują się zaległościami
Wartość rynkowa zadłużonych spółek giełdowych przekracza 49 mld zł. W zestawieniu z tą kwotą suma nieuregulowanych zobowiązań jest niewielka. Tym bardziej, że każdy z giełdowych dłużników ma do oddania średnio ok. 330 tys. zł.
– To, co dla jednych jest niewielką kwotą, dla mniejszych przedsiębiorców może okazać się granicą stabilności biznesu. Dlatego tym bardziej powinniśmy wymagać od giełdowych firm, żeby dały przykład rzetelności. Regulowanie na czas swoich zaległości oraz równe traktowanie swoich kontrahentów, niezależnie od tego, jakim kapitałem dysponują, powinno być standardem etycznych zasad biznesu. Z drugiej strony mniejsze przedsiębiorstwa nie powinny z góry zakładać, że obecność na giełdzie to gwarancja rzetelności. Pozycję małych i średnich firm na pewno poprawi ostatnia nowelizacja tzw. ustawy antyzatorowej, która znosi zakaz cesji, w przypadku, gdy duży kontrahent nie zapłaci w odpowiednim terminie za usługę. Znacznie ułatwi to egzekwowanie długu przez przedstawicieli MŚP oraz zwiększy ich stabilność finansową – komentuje Katarzyna Starostka, ekspertka Rzetelnej Firmy.
Powyższą tezę potwierdza to, że 20 proc. dłużników (10 na 50) to spółki, z których każda warta jest ponad pół miliarda zł. 6 z nich jest wartych jest ponad miliard, a kolejne 4 ponad 5 mld zł. Największa to gigant wyceniany na ponad 15 mld zł. Jak się więc okazuje, duży kapitał i wysokie notowania nie zawsze idą w parze z rzetelnością w płaceniu swoich zobowiązań.
Najwięcej do oddania spośród giełdowych dłużników ma firma przemysłowa. Przedsiębiorstwo o wartości blisko 95 mln zł zalega ze spłatą prawie 3,9 mln zł.
Handel i przemysł z największą liczbą dłużników
Wśród giełdowych dłużników najwięcej jest firm handlowych i przemysłowych. W KRD wpisanych jest po 10 przedstawicieli tych branż. Niewiele mniej, bo 7, to spółki z sektora budowlanego. Ta branża ma także najwyższe zadłużenie – 7,3 mln zł, co stanowi 44 proc. zaległości wszystkich spółek giełdowych, które figurują w KRD. Co ciekawe, drugie miejsce zajmują firmy zajmujące się telekomunikacją i technologiami informatycznymi. Te mają do oddania prawie 3,7 mln zł.
Spółki handlowe mają także najwięcej nieuregulowanych zobowiązań (189) oraz najliczniejszą grupę wierzycieli (37).
Badanie „Długi spółek giełdowych” zostało przeprowadzone na 375 krajowych spółkach, które od 3 do 6 października 2022 roku były notowane na głównym rynku Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. To już jego 10. edycja. Obecne zestawienie zostało przygotowane wspólnie z ekspertami programu Rzetelna Firma pod patronatem KRD.
Wyceniany na 400 mln zł Honey Payment, polski fintech, który stworzył multiaplikację do zarządzania finansami DotBee, zawarł z JR HOLDING ASI S.A. umowę inwestycyjną, w której strony określiły warunki na jakich Honey Payment obejmie akcje nowej emisji Maximus S.A. Honey Payment, poprzez wniesienie udziałów posiadanych przez dotychczasowych wspólników opłaci akcje nowej emisji Maximus S.A. i zostanie większościowym akcjonariuszem Spółki.
– Dzięki zawartej umowie już niedługo Honey Payment wejdzie na rynek akcji New Connect. Jest to dla nas niezwykle ważna chwila, na którą pracowaliśmy od początku założenia naszej firmy. Zwiększy to naszą rozpoznawalność i ułatwi konkurowanie na globalnym rynku o miano najlepszej multiaplikacji finansowej ułatwiającej życie. Dzięki uproszczeniu operacji płatniczych oraz skupieniu uwagi na kliencie już dzisiaj posiadamy ponad pół miliona użytkowników w samej Polsce. Również system LoanBy.link jak i marketplace usług Mambon mają ugruntowaną pozycję na rynku z wciąż dużą perspektywą wzrostów. Teraz model, który sprawdził się nad Wisłą, zamierzamy przenieść na kolejne rynki. Naszym celem jest skalowanie – powiedział Grzegorz Szulik, Prezes Zarządu i założyciel Honey Payment.
Celem przygotowania do realizacji umowy, Maximus S.A. zobowiązany jest do dokonania podziału akcji poprzez obniżenie ich wartości nominalnej z 1,00 zł do 0,10 zł. Następnie, w terminie 2 miesięcy od spełnienia się warunków związanych z przygotowaniem Honey Payment do transakcji, Maximus S.A. przeprowadzi walne zgromadzenie, na którym zaproponuje akcjonariuszom podjęcie uchwały w sprawie emisji nowej serii akcji z wyłączeniem prawa poboru skierowanej do obecnych właścicieli Honey Payment. Nowa emisja ma stanowić szacunkowo 89% akcji Maximus S.A., przy założeniu wartości właściciela aplikacji szacowanej pomiędzy 300 a 400 mln zł.
- Wycena Honey Payment na poziomie około 400 mln zł jest naszym zdaniem jak najbardziej zasadna. Ostatnią rundę finansowania przeprowadzoną kilka miesięcy temu, a w której zebraliśmy 11 mln zł, mieliśmy właśnie przy takiej wycenie, a od tego czasu liczba naszych klientów wzrosła z około 300 tys. do ponad pół miliona. Dla porównania mogę tylko dodać, że przy naszym obecnym stadium rozwoju Revolut czy Klarna były już wyceniane na ponad 1 mld USD, zatem potencjał mamy ogromny. – dodał Grzegorz Szulik.
Obecnie większościowym udziałowcem Maximus S.A. jest JR HOLDING ASI S.A., który skupia się na inwestycjach i rozwoju firm w branżach, które należą do najbardziej perspektywicznych, takich jak odnawialne źródła energii, gaming, lifestyle, sztuczna inteligencja czy biotech. Po przeprowadzeniu transakcji Honey Payment przejmie pakiet kontrolny Maximus S.A, a JR HOLDING ASI S.A. pozostanie w akcjonariacie.
– Cieszymy się z dołączenia Honey Payment do naszego portfela. Widzimy bardzo duży potencjał w tej spółce i nie możemy się doczekać dalszej współpracy. Domeną produktów Honey Payment (DotBee, Mambon i LoanByLink) jest łatwość customizacji na innych rynkach. Jest to ważne zwłaszcza w dzisiejszych czasach. Żyjemy w erze dropshippingu, gdzie platforma sprzedażowa jest ważniejsza niż sam produkt. Klient decydując się na zakup najpierw zastanawia się gdzie to kupi, a później szuka określonego produktu. DotBee to marketplace finansowy, który odpowiada na obecne rynkowe trendy i bardzo wierzymy w ten projekt – powiedział January Ciszewski, Prezes Zarządu JR HOLDING ASI S.A.
Moonlit, krakowskie studio specjalizujące się w tworzeniu gier hobbystycznych, ogłosiło nowy projekt. Gra o tytule Sector Sweep będzie roguelike shooterem z kamerą top-down, utrzymaną w popularnym klimacie science-fiction. Developer zapowiedział premierę na komputery osobiste w formule wczesnego dostępu na koniec bieżącego miesiąca.
Celem gry jest oczyszczanie kolejnych planet z hord przeciwników, takich jak: roboty, bandyci, czy kosmici i przejście do kolejnego poziomu. W trakcie rozgrywki gracz zdobywa kolejne poziomy i punkty, które może później przeznaczyć na kupno nowych umiejętności czy wyposażenia. Odbiorca na premierę dostaje do dyspozycji czterech grywalnych bohaterów posiadających specjalne umiejętności i dedykowane uzbrojenie, co nadaje rozgrywce unikatowości. W Sector Sweep będzie można grać od 1 do 4 osób dzięki funkcji Steam Remote Play.
Premiera tytułu zaplanowana jest na przełom października i listopada 2022 roku. Dokładna data premiery zostanie ujawniona na Karcie Steam, po akceptacji przez platformę. Gra początkowo zostanie wydana w formule Early Access i dalej rozwijana. Sector Sweep w dniu premiery będzie kosztować 2.99$.
– Sector Sweep to gra z budzącego duże zainteresowanie i popularnego gatunku roguelike. Dzięki zastosowaniu w niej naszej autorskiej technologii Angular Light będzie wyróżniać się na tle już dostępnych tytułów. Postawiliśmy również na klimat science-fiction, produkcja jest niesamowicie wciągająca, a jej cena dobrze wyważona – wylicza Maciej Kowalówka, wiceprezes Moonlit – Liczymy się ze zdaniem graczy więc formula wczesnego dostępu jest tu kluczowa. Wsłuchiwanie się w potrzeby odbiorców i możliwość komunikacji z nimi jest dla nas celem tak samo istotnym jak robienie dobrych gier – dodaje.
Najnowsza gra studia Moonlit to pierwszy tytuł który będzie wykorzystywał autorską technologię: Angular Light. Jest to system oświetlenia dedykowany dla dwuwymiarowych gier, który powstał w ramach dofinansowania NCBiR. Umożliwia wygenerowanie dowolnego kształtu światła, jego kierunku, czy rozproszenia, a także tworzenie efektów cząsteczkowych.
Cierpienia ludności cywilnej, ponad 7 milionów uchodźców, ogromne straty w infrastrukturze, przekraczające 100 miliardów dolarów – to tylko niektóre z dotychczasowych kosztów rosyjskiej agresji na Ukrainę. Międzynarodowy szczyt World for Ukraine w G2A Arena w Rzeszowie-Jasionce połączy siły rządów i samorządów, organizacji pozarządowych i biznesu, aby wspólnie jeszcze lepiej reagować na ukraiński apel o pomoc. Jest to szczególnie ważne dziś, gdy rosyjska kampania terroru grozi wywołaniem kolejnej fali kryzysu uchodźczego podczas nadchodzącej zimy.
Szczyt W4UA, międzynarodowe wydarzenie organizowane zaledwie kilkadziesiąt kilometrów od granicy z Ukrainą, ma na celu wypracowanie i wdrożenie lepszych rozwiązań pomocowych dla ukraińskiego społeczeństwa.
– Wyrażam uznanie dla inicjatorów i organizatorów Szczytu poświęconego tak ważnym obecnie kwestiom, jak pomoc walczącej o niezawisłość Ukrainie – zarówno w wymiarze humanitarnym i społecznym, jak i politycznym oraz ekonomicznym – powiedział Prezydent Miasta Rzeszowa, Konrad Fijołek, który objął wydarzenie W4UA swoim patronatem honorowym.
Podkarpacie, gdzie odbywa się Szczyt, od początku konfliktu odgrywało kluczową rolę w budowaniu sieci wsparcia dla Ukrainy. Dwa główne miasta regionu, Rzeszów i Przemyśl, zostały uhonorowane przez prezydenta Wołodymyra Zełenskiego zaszczytnym tytułem Miast-Ratowników. – Żywię nadzieję, że organizowane w Jasionce spotkanie stanie się jednym z kluczowym forów w zabiegach świata o uzgodnienie postępowania, które zapewni Ukrainie możliwie szybką odbudowę, a następnie rozwój i podążanie w kierunku wspólnoty demokratycznych państw kulturowego Zachodu. Miasto Rzeszów, noszące zaszczytny tytuł „Ratownika”, nadany przez Prezydenta Ukrainy, jest żywo zainteresowane rezultatami planowanego Szczytu – podkreśla Prezydent Miasta Rzeszowa.
Patronaty nad wydarzeniem objęły Rada Europy oraz Prezydent Miasta Rzeszowa. Szczyt W4UA wspierają m.in. Global Empowerment Mission, UNITED24, Polska Akcja Humanitarna, Core Response, Americares, Project Hope, Stowarzyszenie Tratwa. Wiele innych partnerstw, zostanie potwierdzonych w najbliższych miesiącach. Organizatorzy ściśle współpracują z lokalnymi samorządami i miastami, w szczególności Rzeszowem, Przemyślem.
– Powinniśmy działać zjednoczeni dla Ukrainy oraz z Ukrainą, w miastach, miejscowościach, na stanowiskach kierowniczych, razem ze społeczeństwem oraz z myślą o demokracji. Zjednoczeni wygramy – mówi Leendert Verbeek, przewodniczący Kongresu Władz Lokalnych i Regionalnych Rady Europy – instytucji, która objęła szczyt W4UA patronatem honorowym.
Od początku jesiennej ofensywy, Siły Zbrojne Ukrainy wyzwoliły około 9 tys. kilometrów kwadratowych terytorium i ponad 400 miejscowości. Wraz z usunięciem okupantów przyszła wyczekiwana radość miejscowej ludności i ogółu Ukraińców. Jednak z tą emocją kontrastuje świadomość tragedii i zniszczeń, które przyniosła rosyjska agresja. Odbudowa i rewitalizacja obszarów zniszczonych przez wojnę wymaga zbiorowego wysiłku społeczności międzynarodowej. Szczyt World for Ukraine 2022 będzie poszukiwał odpowiedzi na wyzwania humanitarne, gospodarcze i polityczne spowodowane rosyjską napaścią na Ukrainę. Debata obejmie najpilniejsze potrzeby wynikające z trwającej wojny a także długofalowe działania w zakresie rehabilitacji osób poszkodowanych, zabezpieczenia zdrowia publicznego, dostarczania ludności kluczowych usług oraz odbudowy gospodarki. Poruszone zostaną takie obszary jak dobrostan rodzin, zapewnienie potrzeb mieszkaniowych, opieka nad dziećmi, edukacja i sprawna administracja, a także odpowiedzialność za zbrodnie wojenne popełnione od początku rosyjskiej agresji na Ukrainie.
Wydarzenie kierowane jest do wszystkich instytucji a także osób prywatnych, które uczestniczą w działaniach pomocowych na rzecz Ukrainy. Spotkania panelowe, prelekcje i debaty będą stanowić okazję do wymiany doświadczeń, nawiązania roboczych kontaktów oraz poznania rzeczywistych potrzeb ukraińskich miast i wsi, reprezentowanych przez lokalne samorządy. Otwarta formuła szczytu przewiduje udział przedstawicieli władz centralnych i samorządowych, międzynarodowych i krajowych organizacji pomocowych a także reprezentantów biznesu zarówno ze świata, z Ukrainy oraz z Polski. Ideą przewodnią szczytu jest, aby wszystkie te podmioty tworzyły jeden ekosystem pomocowy, oferujący Ukrainie skuteczną i długofalową pomoc w zwalczaniu skutków rosyjskiej agresji.
Według Michaela Capponiego, członka Rady Programowej W4UA oraz założyciela międzynarodowej organizacji pomocowej Global Empowerment Mission, chodzi o zabezpieczenie bieżących, konkretnych potrzeb w kontekście reagowania na katastrofy na całym świecie. – Potrzeby populacji ukraińskiej zależą od wielu czynników, jak na przykład od miejsca pobytu, i staramy się zaspokoić te wymagania. Jakkolwiek dużo już zostało zrobione, nadal jest wiele pracy do wykonania, aby zapewnić wsparcie naszym ukraińskim sąsiadom – podkreśla Michael Capponi.
W4UA: 7-9 grudnia 2022 r., G2A Arena Centrum Wystawienniczo-Kongresowe Województwa Podkarpackiego, Rzeszów-Jesionka, Polska.
Wydarzenie organizowane przez Fundację World For Ukraine (W4UAF), finansowane ze środków organizatora, sprzedaży biletów oraz z wpłat od sponsorów.
Polski dostawca rozwiązań informatycznych dla przemysłu i produkcji, zrealizował prestiżowe wdrożenie systemu MES w strukturach światowej sławy koncernu Toyota. Firma Queris dostarczyła narzędzie do monitorowania i zwiększenia wydajności produkcji fabryce Toyota Boshoku Legnica.
Zakład Toyota Boshoku Legnica, produkujący części silników spalinowych oraz filtry powietrza na potrzeby swojego rodzimego koncernu, wybrał polskie rozwiązanie MES, które zasiliło bogaty wachlarz narzędzi optymalizujących procesy wytwórcze. Wdrożony system Queris MES umożliwi fabryce między innymi poprawę jakości informacji o produkcji, lepszą kontrolę realizacji planów produkcyjnych czy jeszcze większe ograniczenie czynności nieprodukcyjnych.
Wdrożenie kolejnego narzędzia optymalizacji produkcji wpisuje się w szereg udoskonaleń opracowanych właśnie przez koncern Toyoty, do których należą między innymi koncepcje just-in-time, kanban, czy muda (eliminacja marnotrawstwa).
Arkadiusz Więdłocha, członek zarządu polskiego producenta rozwiązań informatycznych dla przemysłu, podkreśla, że system Queris MES stanie się teraz elementem znanego środowiska produkcyjnego Toyoty (Toyota Production System):
„To dla nas wielki zaszczyt móc realizować optymalizację procesu wytwarzania w zakładzie Toyoty Boshoku, będącym częścią koncernu, który stworzył koncepcje usprawnień produkcji stosowane na całym świecie. Cieszymy się, że nasz system MES będzie cegiełką w systemie produkcyjnym zakładu globalnego koncernu, który we wszystkich podręcznikach świata jest stawiany jako wzór optymalizacji produkcji”.
Obecność Toyoty Boshoku w portfelu klientów Queris to niewątpliwie potwierdzenie wysokiej jakości oferowanych przez polską firmę rozwiązań, gdyż cały japoński koncern od dziesięcioleci słynie z zaawansowanych metod optymalizacji produkcji oraz bardzo restrykcyjnych wymogów stawianych swoim kontrahentom.
Reklamowanie lokalnego biznesu offline wydaje się proste – zlecasz kolportaż ulotek, jeśli budżet na to pozwala stawiasz na reklamę outdoorową w postaci billboardu. Pamiętaj jednak, że jeśli nie ma Cię w internecie, to nie istniejesz (w tym wypadku w świadomości potencjalnych klientów). Sprawdź, jak skutecznie promować swój biznes w sieci.
Załóżmy, że prowadzisz działalność w stolicy jako architekt wnętrz. Jak sprawić, by potencjalny klient po wpisaniu w wyszukiwarkę architekt wnętrz w Warszawie, trafił właśnie na Twoją stronę internetową? Poznaj kilka sposobów na poprawienie widoczności swojego biznesu w sieci, by zdobywać nowych klientów z okolicy.
Zadbaj o swoją wizytówkę w Google’ach
Wizytówka firmy w wyszukiwarce Google to absolutna konieczność, jeśli chodzi o promowanie biznesu w sieci. Jej założenie zajmuje kilka chwil i jest całkowicie darmowe. Wystarczy zalogować się na komputerze w Mapach Google, wpisać w pasku wyszukiwania adres firmy, a następnie wybrać opcję „Dodaj swoją firmę”.
Jakie informacje powinna zawierać wizytówka firmy w Google’ach?
dokładny adres
dane kontaktowe
krótki, ale konkretny opis działalności (pamiętaj o słowach kluczowych!)
godziny otwarcia
Na koniec pamiętaj, by przeprowadzić weryfikację profilu. Bez tego Twoja strona nie będzie wyświetlała się w Google’ach.
Dodaj swój biznes na lokalny portal z wyszukiwarką firm
Lokalne portale internetowe cieszą się dużą popularnością, skupiają się bowiem na sprawach ważnych dla danej społeczności. Niektóre z nich jak warszawski Wawanet.pl mają wyszukiwarkę firm, która pomaga konsumentom szukać w okolicy usług czy sklepów, np. Centrum Handlowe Wola Park – lista sklepów. Lokalnym przedsiębiorcom umożliwia zaś promowanie swojego biznesu i dotarcie do nowych klientów.
Właściciel firmy może dodać swoją działalność do katalogu oraz dodatkowo wykupić baner reklamowy. Użytkownicy mogą wystawiać firmom opinie, co może być dodatkową reklamą przedsiębiorstwa świadczącego usługi na wysokim poziomie.
Pozycjonowanie strony internetowej wpływa na jej widoczność w sieci – o tym wie każdy przedsiębiorca. Na czym polega pozycjonowanie lokalne? Chodzi o to, by do frazy określającej przedmiot Twojej działalności dodać lokalizację (miasto, dzielnicę czy region), w której chcesz szukać klientów.
Frazę kluczową wraz z lokalizacją umieść w opisie strony, nagłówkach artykułów na stronie, opisach zakładek czy opisach obrazków. Nie zapomnij również o dodaniu adresu w zakładce „Kontakt” na swojej stronie internetowej.
Ponadto warto zastanowić się nad strategią link-buildingową, która pomoże poprawić widoczność Twojej strony w Google’ach. Zastanów się, jak możesz pozyskać linki z lokalnych portali np. informacyjnych, tak by prowadziły na stronę Twojej firmy. Może warto rozważyć zakup artykułu sponsorowanego, w którym zamieścisz odpowiedni link do siebie?
Kto jednocześnie jest trochę psychologiem, PR-owcem, marketingowcem i negocjatorem? Z pozoru te odległe od siebie profesje łączy zawód handlowca. Zastanawiasz się, czy to praca dla Ciebie? Sprawdź, jakie kompetencje powinien mieć dobry handlowiec i co robić, aby poprawić swoją skuteczność.
Praktycznie w każdej większej firmie zajmującej się produkcją lub dystrybucją towarów albo sprzedażą usług jest co najmniej kilku handlowców lub osobny dział handlowy. W związku ze wzrostem sektora usług zapotrzebowanie na handlowców również stale wzrasta, więc pracy w branży na pewno nie zabraknie.
Ponadto praca handlowca to zajęcie rozwojowe. Jeśli stawiasz na ciągłe podnoszenie swoich kompetencji i zastanawiasz się, czy handlowiec może podnieść swoje kwalifikacje, odpowiedź brzmi: tak!
Czym zajmuje się handlowiec?
Praca handlowca, w dużym skrócie, opiera się na sprzedaży produktów i usług. Jego zadania wykraczają jednak znacząco poza wydanie towaru i przyjęcie płatności, jak robi to sprzedawca.
Do zadań handlowca należy pozyskiwanie nowych i obsługa stałych klientów, negocjacje umów handlowych, ustalenie warunków zakupu, rozmaite działania marketingowe i promocyjne.
Poszczególne zadania mogą być rozdzielone na wiele osób zatrudnionych w dziale handlowym albo skupione w jednej, jeśli firma jest niewielka. Wiele zależy też od stażu pracownika – doświadczony handlowiec może przejmować zadania coraz bardziej złożone, odpowiedzialne – i lepiej płatne.
Ponadto handlowiec może znaleźć zatrudnienie nie tylko w wielkim mieście. Rynek pracy w Warszawie może wydawać się najbardziej atrakcyjny dla tej branży ze względu na bardzo rozwinięty sektor usług, jednak również w mniejszych miastach działają firmy zatrudniające handlowców.
Jakie cechy są przydatne w zawodzie handlowca?
Praca handlowca opiera się na kontaktach z ludźmi, można więc za najważniejsze kompetencje miękkie można uznać:
komunikatywność – czyli umiejętność przekazania w zrozumiały sposób tego, co chce się powiedzieć, łatwość w wyrażaniu myśli. W przypadku handlowca ważna jest także praktyczna znajomość języka korzyści. Dobrzy handlowcy często są postrzegani jako osoby wygadane i elokwentne.
empatia – umiejętność słuchania i rozumienia potrzeb drugiego człowieka. Z jednej strony pomaga przedstawić trafną ofertę, z drugiej zaś – zbudować relację z klientem.
umiejętność radzenia sobie w sytuacjach stresowych – nieunikniona w zawodzie handlowca jest konfrontacja z klientem trudnym lub wymagającym. Handlowiec powinien też być przygotowany na pracę pod presją czasu, niespodziewane sytuacje wymuszające zmianę planów. W takich sytuacjach przydaje się zdolność do zachowania zimnej krwi i podjęcia racjonalnych decyzji pomimo trudnych emocji.
dobra organizacja czasu – częste spotkania z klientami, terminy podjętych zobowiązań wymagają zdolności dobrego zaplanowania czasu. Zysk handlowca jest ściśle zależny od jego efektywności, ponieważ od ilości zawartych umów, kontraktów czy ilości przyjętych zamówień zależy jego premia.
konsekwencja w dążeniu do celów – handlowcy często rozliczani są z realizacji określonych z góry planów sprzedażowych. W dążeniu do tego pomaga upór i silna motywacja w osiąganiu postawionych sobie celów. Konsekwencja ważna jest też w pozyskiwaniu nowych klientów. Trzeba wówczas poświęcić szczególnie dużo czasu i wysiłku, by sprzedać dany produkt czy usługę, gdy klient handlowca jeszcze nie zna lub nie jest do niego przekonany.
Podnoszenie kwalifikacji handlowca
Czasami zdarza się spotkać „urodzonego sprzedawcę”. Wydaje się, że tacy ludzie posiadają wrodzony talent, dzięki któremu zawsze wiedzą, co powiedzieć, odgadują w lot potrzeby klienta i potrafią sprzedać właściwie wszystko. Można jednak byłoby się zdziwić, widząc tego samego człowieka na samym początku jego kariery. Być może zobaczylibyśmy zestresowanego pracownika, zapominającego z nerwów, co właściwie ma powiedzieć.
Nie tylko wiedza i praktyczne umiejętności są czymś, czego można się nauczyć w ciągu kariery zawodowej. Równie dobrze co obsługi programu czy jakiejś maszyny można nauczyć się, jak mówić przekonująco, radzić sobie ze stresem czy stać się asertywnym.
W pracy handlowca umiejętności miękkie właściwie przesądzają o jakości i efektywności jego pracy. Najbardziej pożądane i przez to najbardziej popularne są szkolenia o następującej tematyce:
techniki sprzedażowe i język korzyści – kształtują kompetencje komunikacyjne, potrzebne do osiągnięcia celu, jakim jest sprzedaż;
kształtowanie asertywności i techniki negocjacyjne – nakierowane na obronę własnego stanowiska, pokonanie obiekcji;
automotywacja – kształtowanie postawy nastawionej na osiąganie celów;
obsługa trudnego klienta – typowo psychologiczne szkolenia, kształtujące postawę empatyczną, jednocześnie uczące skutecznego działania w sytuacjach stresowych;
autoprezentacja i kreowanie wizerunku – szkolenia psychologiczno-motywacyjne, pomagające podnieść efektywność własnych działań.
Jeśli czujesz, że sprawdzisz się w zawodzie handlowca, warto spróbować. To praca, w której nie można się nudzić. Ponadto jeśli okażesz się skutecznym handlowcem, Twoja efektywność zostanie wynagrodzona w wysokich premiach.
Creotech Instruments – notowana na GPW spółka działająca w segmencie Deep – Tech, jest liderem konsorcjum tworzącego system SAMPLE, który ma posłużyć do automatycznego monitorowania przeszkód powietrznych. Spółka niedawno zakończyła kluczowy etap prac, związany z opracowaniem metodyki wyznaczania wysokości przeszkód napotkanych podczas lotu. Przedsięwzięcie dedykowane jest szeroko pojętej branży lotniczej i z powodzeniem znajdzie zastosowanie podczas lotów bezzałogowych statków powietrznych (BSP), czy operacji śmigłowców na terenie RP. Projekt realizowany jest przy współpracy z Państwową Agencją Żeglugi Powietrznej oraz AP-Tech Sp. z o.o. Jego wartość wynosi ponad 17,5 mln zł.
– Od prawie dwóch lat nasi eksperci opracowują innowacyjny projekt SAMPLE, który ma celu rozwinąć polski system automatycznego monitorowania przeszkód lotniczych. Projekt zapewni kompleksowe śledzenie obiektów będących przeszkodami lotniczymi dla statków powietrznych, w tym podejścia do lądowania i odchylenia od dozwolonej ścieżki podejścia. Prace idą zgodnie z planem. Niedawno zakończyliśmy kluczową fazę rozwoju projektu, polegającą na opracowaniu metodyki wyznaczania wysokości potencjalnych przeszkód lotniczych. Prototyp systemu jest już w pełni funkcjonalny i umożliwia zaplanowanie testów walidacyjnych przez konsorcjantów: AP-Tech oraz PAŻP. Zakończyliśmy również produkcję odbiorników ADS-B pierwszego prototypu wyposażonego w trzy różne czujniki ciśnienia. System został zweryfikowany w warunkach laboratoryjnych, w zakresie poprawności działania od strony elektronicznej oraz transferu danych. Połączenie możliwości technologii ADS-B z uzyskiwanymi przez system automatycznego monitorowania przeszkód lotniczych pozwoli stworzyć spójne środowisko analizujące i dbające o bezpieczeństwo operacji lotniczych – mówi Piotr Mazur, Kierownik Projektu w Creotech Instruments S.A.
Prototyp systemu SAMPLE jest w stanie określić napotkane podczas lotu obiekty i przeszkody na podstawie fuzji danych wejściowych, tj.: zobrazowania satelitarne, chmury punktów – skaning laserowy, produkty fotogrametryczne przy lotach bezzałogowych statków powietrznych (BSP), czy dane suplementarne. Docelowo system będzie posiadał funkcje wizualizacji analizy ryzyka, raportowania i automatycznej notyfikacji.
Projekt powstaje w ramach programu Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, a środki na jego rozwój pochodzą z funduszy europejskich (Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego, Program Operacyjny Inteligentny Rozwój). Wartość projektu wynosi ponad 17,5 mln zł, a wysokość dofinansowania to ponad 12,7 mln zł.
– Biznes Creotech Instruments opiera się na zdywersyfikowanych obszarach działalności, co niewątpliwie jest naszą przewagą. Poza branżą kosmiczną i tworzeniem zaawansowanej elektroniki sterującej komputerami kwantowymi, od lat działamy także w coraz mocniej rozwijającym się segmencie Earth Observation. Wiąże się to z dostarczaniem zaawansowanego oprogramowania nadzorującego szeroko pojęty ruch lotniczy. Projekt SAMPLE, z uwagi na jego duży potencjał i szerokie zastosowanie, jest dla nas ważnym projektem. Jego wdrożenie pozwoli na wsparcie lotów BSP, czy też operacji śmigłowców na terenie Polski. – dodaje Grzegorz Brona, Prezes Zarządu w Creotech Instruments S.A.
W portfolio spółki znaleźć można także m.in. system GREY, opracowywany wspólnie z Partnerami. Jego głównym celem jest dostarczenie operatorom dronów niezbędnych analiz ryzyka planowanego lotu, m.in. wizualizacji topograficznej. Usługa dostępna jest na rynku od lutego 2022 r., a projekt powstał we współpracy z firmą Droneradar oraz Wrocławskim Instytutem Zastosowań Informacji Przestrzennej i Sztucznej Inteligencji.
Hakerzy nie odpuszczają polskim firmom i administracji. We wrześniu atakowali od 1033 do 1629 razy w tygodniu pojedynczą organizację
Cyberprzestępcy szczególnie upodobali sobie sektor komunalny, który wyprzedził finanse i bankowość oraz sektor wojskowo-administracyjny, dotychczas najczęściej atakowane przez hakerów w Polsce.
We wrześniu najczęściej wykrywanymi rodzinami złośliwego oprogramowania były: infostealer Formbook, wykryty w 4,5 proc. wszystkich organizacji, trojan Emotet (3,6 proc.) oraz Snake Keylogger (2,2 proc.).
Hakerzy nie odpuszczają polskim firmom i administracji. Zaledwie w ciągu miesiąca hakerzy zwiększyli ilość ataków o 60 proc. – z 1033 do 1629 – alarmuje firma Check Point Research. Najczęściej wykrywanym zagrożeniem był infostealer Formbook. Najwięcej ataków przeprowadzanych jest obecnie na sektor użyteczności publicznej, który wyprzedził finanse i bankowość.
We wrześniu polskie firmy doświadczyły największego wzrostu oraz rekordowej ilości cyberataków w 2022 roku. W pierwszym tygodniu miesiąca było ich 1033 na pojedynczą organizację, a pod koniec września już 1629 – blisko 60 proc. więcej! Najczęstszym typem luki w zabezpieczeniach w Polsce jest – według analiz Check Point Research – zdalne wykonanie kodu, który dotyka 62% organizacji.
Cyberprzestępcy szczególnie upodobali sobie sektor użyteczności publicznej, który wyprzedził finanse i bankowość oraz sektor wojskowo-administracyjny.
Polska infrastruktura krytyczna staje się obiektem zainteresowania cyberprzestępców od początku roku. Analitycy podkreślają, że wprawdzie Rosja od lat atakuje Ukrainę i inne państwa sąsiedzkie w sieci (np. NotPetya w 2017 r.), ale tegoroczne próby są bardziej wyrafinowane i na szerszą skalę. – Ataki w cyberprzestrzeni nie zaczęły się z chwilą rozpoczęcia rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Te ataki trwały już od wielu lat, a ich celem była również infrastruktura krytyczna – mówiła Agencji Newseria Biznes Robert Kośla, członek Rady Fundacji Bezpieczna Cyberprzestrzeń, były dyrektor Departamentu Cyberbezpieczeństwa w KPRM.
Światowy potentat IT – Microsoft wskazuje, że wraz z tworzeniem się koalicji międzynarodowej z poparciem dla Ukrainy nasiliły się ataki Rosjan wymierzone w rządy państw sojuszniczych. Analitycy wykryli próby włamania do 128 organizacji w 42 krajach, również w Polsce. W 29% przypadków były one skuteczne. Najczęściej atakowano agencje rządowe, firmy z sektora IT, organizacje krytycznej infrastruktury, która jest kluczowa dla ciągłości funkcjonowania państwa. Cyberatak na kolej, placówki medyczne, bankowe czy wodociągi może grozić dotkliwym w skutkach paraliżem, powodując ogromne straty gospodarcze i finansowe, a nawet ofiary w ludziach.
Jak wskazują eksperci Check Point, ataki skierowane są w infrastrukturę wykorzystywaną w sieciach przesyłowych i przez operatów systemów energetycznych. Najlepszym przykładem był ubiegłoroczny atak na Colonial Pipeline w Stanach Zjednoczonych. Atak ransomware, którego celem było wyłudzenie okupu za odzyskanie dostępu do systemu zarządzania siecią przesyłową, spowodował wówczas duże problemy z dostępem do paliw.
W Polsce operatorzy i zespoły reagowania na incydenty naruszenia cyberbezpieczeństwa już od lat śledzą i wyciągają wnioski z przeprowadzonych przez Rosję cyberataków. Polski rząd (Premier RP) 6 października 2022 podpisał zarządzenie, które wprowadza drugi stopień alarmowy BRAVO, dotyczący infrastruktury energetycznej poza Polską. Zarządzenie będzie obowiązywało od 6 października do 30 listopada 2022 roku. Natomiast na terenie naszego kraju BRAVO obowiązuje już od 1 września. Wraz z drugim stopniem alarmowym na początku września br. wprowadzono trzeci stopień CHARLIE-CRP, który dotyczy bezpieczeństwa cybernetycznego
Ochrona infrastruktury krytycznej, w tym energetyki, przed cyberatakami obejmuje cały zestaw środków. Oprócz samych zabezpieczeń technicznych oraz oprogramowania, niezbędne jest stałe monitorowanie aktualnego stanu bezpieczeństwa, pozyskiwanie informacji o najnowszych zagrożeniach i śledzenie nowych metod ataków – podkreśla Wojciech Głażewski, dyrektor firmy Check Point Software w Polsce.
Wzrost aktywności hakerów może być wiązany m.in. z wojną toczącą się za naszą wschodnią granicą i odbywającą się równolegle cyberwojną. Zdaniem analityków Check Point Research przyrost jest szczególnie widoczny w krajach Europy Wschodniej – nie tylko Ukrainy i Rosji, ale również Polski, Litwy i Rumunii. Wszystkie z tych krajów znajdują się wśród 25 najbardziej narażonych na ataki hakerskie.
– Najprawdopodobniej nie jest przypadkowe to, że w zeszłym miesiącu w wielu krajach Europy Wschodniej zwiększyła się liczba zagrożeń. Praktycznie wszystkie organizacje są zagrożone i muszą przejść na strategię cyberbezpieczeństwa polegającą na zapobieganiu – komentuje Maya Horowitz, wiceprezes ds. badań w Check Point.
Zdaniem ekspertów Check Point Research we wrześniu najczęściej wykrywanymi rodzinami złośliwego oprogramowania były: infostealer Formbook, wykryty w 4,5 proc. wszystkich organizacji, trojan Emotet (3,6 proc.) oraz Snake Keylogger (2,2 proc.). Eksperci ostrzegają również przed złodziejem danych – Vidarem, który w ostatnich tygodniach stawał się coraz bardziej popularny, głównie za sprawą kampanii wykorzystującej fałszywe witryny Zoom.
Najczęściej wykorzystywaną luką, która dotyka 43 proc. organizacji na całym świecie, jest “Web Server Exposed Git Repository Information Disclosure”. Tuż za nią znajduje się „Apache Log4j Remote Code Execution”, które spadło z pierwszego miejsca na drugie, z wpływem 42 proc.
Głównym wektorem ataków hakerskich na polskie firmy jest poczta e-mail. W Polsce tą drogą dokonywanych jest niemal 2/3 cyberataków, a na świecie ponad 80 proc.
Allianz Trade szacuje że obecne wsparcie fiskalne (mediana) wynosi w Europie około 3% PKB (ponad 475 mld EUR, oprócz wsparcia w wysokości 170 mld EUR przed konfliktem). Nic dziwnego, że reakcja fiskalna jest nieco wyższa w krajach o większym udziale przemysłu energochłonnego i/lub większej zależności od gazu. W większości krajów łączne środki (np. limity cenowe, obniżki podatków od energii, zastrzyki płynnościowe i kapitałowe, pożyczki gwarantowane przez państwo, programy osłonowe) stanowią około połowy wartości pakietów Covid-19. Ponieważ kryzys energetyczny – a w konsekwencji skutki inflacyjne dla sektora prywatnego – nie osiągnęły jeszcze szczytu, spodziewamy się, że rządy UE będą dalej zwiększać wydatki. Jednak wielkie skoki fiskalne są już za nami, ponieważ pole manewru jest znacznie ograniczone w obliczu rosnących stóp procentowych.
Dostępne wsparcie fiskalne zmniejszy wpływ wyższych cen energii na realne dochody rozporządzalne i złagodzi uderzenie w popyt, ale może również spowolnić ogólny spadek stóp inflacji. Allianz Trade szacuje, że obecne środki bezpośrednio zmniejszają stopy inflacji poprzez obniżenie cen energii w największym stopniu w Wielkiej Brytanii (-3,7 pkt. proc. w 2023 roku), a następnie w Niemczech, Francji, Włoszech i Hiszpanii o ponad -2 pkt. proc. W ten sposób jednak „uwalniają” średnio 1,7% PKB popytu krajowego, ponieważ spadek rozporządzalnego dochodu gospodarstw domowych w 2023 roku zostanie zredukowany o ponad połowę, średnio z -4, 3 pkt. proc. do -1,7 pkt. proc. (ponad 1.300 EUR na jedno gospodarstwo domowe). Biorąc pod uwagę obecną tendencję w zakresie realnych wydatków rządowych (powyżej poziomu sprzed pandemii w Hiszpanii, Wielkiej Brytanii i w mniejszym stopniu w Niemczech, natomiast we Francji i we Włoszech na poziomie sprzed pandemii) oraz aktualne plany fiskalne, ograniczenie spadku zagregowanego popytu opóźni powrót inflacji. Jednak wzrost stopy oszczędności może złagodzić wpływ tych środków fiskalnych na inflację. Allianz Trade oczekuje, że w 2023 roku inflacja w strefie euro i w Wielkiej Brytanii wyniesie odpowiednio 5,6% i 7,5% – nadal znacznie powyżej średniej historycznej.
Środki wsparcia fiskalnego powinny pomóc w ograniczeniu liczby firm zagrożonych niewypłacalnością w ciągu najbliższych czterech lat. Przy obecnym poziomie ceny energii, praktycznie zniweczyłyby zyski większości przedsiębiorstw niefinansowych, ponieważ ich siła w zakresie kształtowania cen maleje w związku ze spowolnieniem popytu. Jeżeli firmy będą w stanie przenieść jedną czwartą wzrostu cen energii na klientów, to wytrzymają – odpowiednio w Niemczech i Francji – wzrost cen poniżej poziomu +50% i +40%. Ze względu na charakter obecnego kryzysu, rządy zdecydowały się na zastosowanie środków opartych w większym stopniu na gotówce, aby zrównoważyć spowodowany wojną wzrost cen energii. W rzeczywistości, zarówno ze względów politycznych, jak i ekonomicznych (wysoki poziom dźwigni finansowej przedsiębiorstw w warunkach rosnących stóp procentowych), wspieranie wykorzystania dźwigni finansowej przez przedsiębiorstwa w obliczu kryzysu może okazać się błędem politycznym. Tak więc nawet słabe firmy mogą przetrwać: Udział wrażliwych firm w Wielkiej Brytanii, Francji i Niemczech ustabilizował się na poziomie odpowiednio 17%, 13% i 6%, czyli blisko 42.000 firm w Wielkiej Brytanii, 28.400 w Niemczech i ponad 18.700 we Francji. Oznacza to, że średnio rządy „uratują” ponad 4.500 MŚP. Ponieważ jednak środki te jedynie kompensują znacznie silniejsze wzrosty kosztów, nie będą one stanowiły żadnego dodatkowego bodźca dla rentowności przedsiębiorstw.
Optymalną reakcją polityczną na kryzys energetyczny byłaby szybka strukturalna przebudowa europejskiego rynku energetycznego. Ponieważ zmarnowano cenny czas, UE i rządy krajowe muszą teraz uciekać się do drugorzędnych opcji, opierając się na menu Komisji Europejskiej dotyczącym opcji politycznych. Najważniejsze z nich to: 1) Środki wsparcia fiskalnego na poziomie krajowym nie powinny podsycać rozbieżności w ramach UE, w tym poprzez zakłócanie konkurencji wewnątrzeuropejskiej. 2) W przypadkach, gdy przestrzeń fiskalna jest ograniczona, wspólne zaciąganie pożyczek może i powinno umożliwić wszystkim państwom członkowskim UE sformułowanie odpowiedniej reakcji fiskalnej bez dodatkowego obciążania budżetów krajowych. Wsparcie fiskalne musi być jednak tymczasowe i odpowiednio ukierunkowane. 3) Trwałe zmniejszenie popytu na energię będzie nieuniknione w sytuacji, gdy kryzys podaży energii stanie się bardziej długotrwały. Kraje powinny znaleźć sposób na zmniejszenie zużycia gazu w stopniu przekraczającym krótkoterminowe oszczędności (które obecnie wynoszą zaledwie 10%). Zachowanie funkcji sygnalizacyjnej cen rynkowych odgrywa kluczową rolę w trwałej autoregulacji, ułatwiając jednocześnie efektywną realokację zapotrzebowania na energię.
Obecne środki – jak na razie się sprawdzają?
W ostatnich miesiącach rządy znacznie zintensyfikowały działania w odpowiedzi na kryzys energetyczny, aby złagodzić jego skutki dla gospodarstw domowych i firm znajdujących się w trudnej sytuacji. Początkowo środki wsparcia przybierały głównie formę ograniczonych transferów rządowych uzależnionych od potrzeb (np. bony energetyczne) i niższych podatków (energetycznych) w większości krajów, z wyjątkiem Francji, a później Hiszpanii, które wprowadziły ogólne limity cenowe odpowiednio na energię elektryczną i gaz (Wykres 1). Większość rządów mniej więcej podwoiła swoje wsparcie od lata, ponieważ ceny energii nadal rosły w związku z eskalacją sankcji na eksport energii z Rosji i zmniejszającymi się dostawami gazu przez niemiecki gazociąg North Stream 1 (Wykres 2). Allianz Trade szacuje, że mediana tarczy fiskalnej wynosi około 3% PKB Europy Zachodniej (ponad 475 mld EUR dodatkowo w stosunku do 170 mld EUR przed konfliktem), co obejmuje zarówno dochody, jak i inne środki, w tym gwarancje dla zadłużenia publicznego i linie kredytowe dla przedsiębiorstw energetycznych. Ponieważ kryzys energetyczny – a w konsekwencji skutki inflacyjne dla sektora prywatnego – nie osiągnęły jeszcze szczytu, spodziewamy się, że rządy UE będą dalej zwiększać wydatki. Jednak wielkie skoki fiskalne są już za nami, ponieważ pole manewru jest znacznie ograniczone w obliczu rosnących stóp procentowych.
Jak dotąd najbardziej znaczącym środkiem krajowym jest niemiecka „tarcza ochronna” o wartości 200 mld EUR, mająca na celu wsparcie przemysłu i gospodarstw domowych w czasie kryzysu energetycznego. 29 września rząd niemiecki przedstawił plany „tarczy ochronnej”, na którą przeznaczono nawet 200 mld EUR (5,6% PKB), w celu dofinansowania przede wszystkim „kwoty podstawowej” energii elektrycznej i gazu[1] oraz obniżenia podatku VAT na gaz i ogrzewanie miejskie do poziomu 7% aż do wiosny 2024 roku. Chociaż dokładny koszt będzie zależał od warunków, które trzeba jeszcze ustalić w najbliższych tygodniach, całkowity koszt dopłat do cen gazu wynosi 96 mld EUR (2,7% PKB). Ponadto rząd zdecydował się zrezygnować z kontrowersyjnych planów wprowadzenia opłaty od rachunków za gaz dla gospodarstw domowych, która miała wejść w życie w październiku w celu częściowego sfinansowania ratowania niektórych przedsiębiorstw użyteczności publicznej, ponieważ rząd jest w trakcie nacjonalizacji kilku najbardziej dotkniętych przedsiębiorstw. Koszty te będą teraz musiały być w całości poniesione przez rząd.
Dzień później ministrowie ds. energetyki UE osiągnęli porozumienie polityczne w sprawie następujących działań mających na celu złagodzenie wysokich cen energii elektrycznej:
Redukcja zapotrzebowania na energię elektryczną. Dobrowolny cel 10% zużycia energii elektrycznej brutto i obowiązkowy cel redukcji 5% zużycia energii elektrycznej w godzinach szczytu.
Limit przychodów dla technologii o niskiej marży. Limit przychodów rynkowych ustalony na poziomie 180 EUR/MWh dla producentów energii elektrycznej z odnawialnych źródeł energii, energii jądrowej i węgla brunatnego. Wybór środków pozostaje w gestii państw członkowskich, podobnie jak decyzja o ustaleniu niższego pułapu dla niektórych technologii. Uzyskane dochody zostaną przekierowane do odbiorców końcowych.
Dopłaty solidarnościowe dla sektora paliw kopalnych. Obowiązkowa tymczasowa opłata dla przedsiębiorstw działających w sektorze ropy naftowej, gazu ziemnego, węgla i rafinerii, ustalona na poziomie 33% od zysków podlegających opodatkowaniu w roku podatkowym 2022 i/lub 2023Solidarity contribution.
Środki wsparcia dla małych i średnich przedsiębiorstw (MŚP). Państwa członkowskie mogą tymczasowo ustalić cenę za dostawę energii elektrycznej dla MŚP, aby złagodzić presję wynikającą z wysokich kosztów energii.
Zgodnie z przewidywaniami, nie osiągnięto porozumienia w sprawie limitu cenowego na import gazu, chociaż ministrowie intensywnie omawiali tę kwestię. Chociaż co najmniej 15 państw członkowskich opowiada się za tym środkiem, nadal istnieje wiele różnic technicznych w proponowanych podejściach. W szczególności to, czy limit będzie obejmował cały import gazu rurociągami, czy tylko ten z Rosji, oraz czy należy wprowadzić stały czy elastyczny limit. Główna obawa polega na tym, że limit cenowy może doprowadzić do zmniejszenia dostaw gazu dla Europy, co pogłębi kryzys energetyczny.
Wykres 1 – Europa: Macierz środków fiskalnych
Uwaga: √= ogłoszone/wdrożone, o=ogłoszenie prawdopodobne x = ogłoszenie mało prawdopodobne, – = nie dotyczy. Źródła: Dział Analiz Allianz.
Wykres 2 – Europa: Skala środków fiskalnych związanych z przeciwdziałaniem wpływowi kryzysu w zakresie kosztów energii oraz kosztów utrzymania (% PKB)
Źródła: Władze krajowe, Bruegel, Dział Analiz Allianz. Uwaga: środki sprzed konfliktu=środki podjęte przed wojną w Ukrainie; środki fiskalne obejmują wydatki budżetowe, środki pozabudżetowe oraz zobowiązania warunkowe (np. gwarancje dla długu publicznego) i obejmują zarówno płatności transferowe związane z energią, limity cenowe i dopłaty do kosztów energii, jak i inne środki wsparcia skierowane do zagrożonych gospodarstw domowych i firm. Środki są przyjmowane w wartościach brutto, przy założeniu rachunkowości memoriałowej (ze względu na różnice między krajami w zakresie czasu i wdrożenia środków). 1/ obejmuje gwarancje długu sektora publicznego, linie kredytowe i zakupy/nacjonalizację aktywów; */ średnia ważona PKB krajów członkowskich; wydatki fiskalne Hiszpanii zakładają dopłatę do energii w wysokości 150 EUR dla 11,5 mln gospodarstw domowych (o niższych dochodach).
Wsparcie fiskalne ma kluczowe znaczenie dla złagodzenia wpływu wyższych cen energii na realny dochód rozporządzalny, ale może również opóźnić spadek inflacji bazowej, co działałoby na niekorzyść restrykcyjnej polityki pieniężnej. Uwzględniając tłumiący inflację wpływ środków rządowych oraz udział cen regulowanych i nieregulowanych, obliczamy efektywny wzrost cen energii elektrycznej i gazu, z jakim spotkają się konsumenci w kluczowych gospodarkach europejskich. Stwierdzamy wzrost cen o +45% we Francji, +42% w Niemczech, +39% w Hiszpanii, +30% we Włoszech i +27% w Wielkiej Brytanii, w porównaniu z podwyżkami o ponad +80% – lub nawet +100% w przypadku Wielkiej Brytanii – bez wsparcia państwa. W związku z tym obniżenie wskaźników inflacji jest największe w Wielkiej Brytanii (-3, 7 pkt. proc. w 2023 roku), a następnie w Niemczech, Francji, Włoszech i Hiszpanii – ponad -2 pkt. proc. Jednocześnie środki te spowodują obniżenie średniej utraty siły nabywczej gospodarstw domowych o -4 pkt. proc. w 2023 roku (równowartość ponad 1.300 EUR na gospodarstwo domowe), do średnio -1,7 pkt. proc. (zob. Wykres 4).
Wykres 3 – Wpływ środków wsparcia fiskalnego na inflację
Źródła: źródła krajowe, Dział Analiz Allianz. Uwaga: przewidywany wzrost cen energii w Niemczech bez wsparcia publicznego został skalibrowany do cen we Francji przy braku jakichkolwiek oświadczeń rządu; *w stosownych przypadkach uwzględniamy ceny regulowane i nieregulowane.
Wykres 4 – Wpływ środków wsparcia państwowego na dochód rozporządzalny gospodarstw domowych
Źródła: źródła krajowe, Dział Analiz Allianz.
Czy jednak te środki mogą sprawić, że wskaźniki inflacji staną się bardziej stabilne? Wielka Brytania i Niemcy są najbardziej zagrożone z uwagi na aktualne plany wydatków fiskalnych. Wpływ polityki fiskalnej na inflację w następstwie pandemii był znaczny w 2021 roku. Według opracowania przygotowanego przez Bank Rezerw Federalnych (Fed), ekspansywna polityka rządów państw strefy euro zwiększyła inflację o prawie 2 punkty procentowe. Epizody historyczne również podkreślają kluczową rolę ekspansywnej polityki fiskalnej w napędzaniu inflacji. Na przykład wzrost realnych wydatków rządowych w USA pod koniec lat 60-tych (zob. Wykres 5) – na finansowanie wojny w Wietnamie i inicjatyw „Wielkiego Społeczeństwa” administracji Johnsona – w znacznym stopniu przyczynił się do późniejszego wzrostu inflacji w latach 70-tych. Ważną lekcją z tego okresu jest to, że jeżeli duże wzrosty wydatków rządowych nie zostaną w odpowiednim czasie odwrócone, inflacja może się utrwalić i wymknąć spod kontroli.
W obecnym kontekście już podwyższonej inflacji, wysokie wydatki (i w mniejszym stopniu obniżki podatków) wprowadzone przez kilka rządów europejskich wywołały uzasadnione obawy, że polityka fiskalna będzie dalej napędzać presję inflacyjną. Na przykład, chociaż limity cenowe bezpośrednio zmniejszają inflację cen energii (średnio o -2,6 pkt. proc. w największych krajach europejskich, zob. Wykres 3), ograniczają one również wielkość spadku skumulowanego popytu (średnio o 1,7% PKB, zob. Wykres 2), co potencjalnie może prowadzić do wzrostu cen artykułów nieenergetycznych. Ostatecznie inflacja zasadnicza będzie wyższa niż w przypadku braku działań fiskalnych.
Najnowsze dane dotyczące realnych wydatków publicznych wskazują, że w niektórych krajach polityka fiskalna jest nadal bardzo luźna. Do II kwartału 2022 roku realne wydatki publiczne (w ujęciu kasowym) są rzeczywiście znacznie wyższe od trendu sprzed pandemii w Hiszpanii i, w mniejszym stopniu, w Wielkiej Brytanii (zob. ponownie Wykres 5). Z kolei we Francji i Włoszech realne wydatki wracają do trendu sprzed pandemii, ponieważ rządy Francji i Włoch zlikwidowały większość środków wsparcia związanych z pandemią. Niemcy znajdują się gdzieś pośrodku stawki.
Bardziej niepokojące są jednak plany fiskalne na najbliższe miesiące i lata. Bardzo obszerne zapowiedzi Niemiec dotyczące polityki fiskalnej stanowią istotne ryzyko dla perspektyw inflacyjnych, biorąc pod uwagę ogromne znaczenie gospodarcze tego kraju w strefie euro. W Wielkiej Brytanii rząd również zamierza w znacznym stopniu poluzować politykę fiskalną. We Włoszech nowo wybrana koalicja przedstawiła w trakcie wyborów plany rozluźnienia polityki budżetowej. Jednak w tym kontekście negatywne reakcje rynków finansowych na duże, finansowane długiem plany fiskalne – jak to ostatnio widać w Wielkiej Brytanii – ograniczają zdolność władz do realizacji ambitnych obietnic. Ponadto gospodarstwa domowe mogłyby zaoszczędzić część otrzymywanych transferów fiskalnych, co złagodziłoby inflacyjne skutki polityki fiskalnej. Ogólnie rzecz biorąc tempo, w jakim rządy europejskie będą odblokowywać te duże pakiety wsparcia fiskalnego, będzie miało kluczowe znaczenie dla perspektyw inflacji, jak również dla perspektyw stabilności finansowej.
Limit cen gazu nadal przedmiotem debaty, reforma rynku energetyki mało prawdopodobna
W celu ochrony konsumentów i redystrybucji nadwyżki przychodów sektora energetycznego UE uzgodniła ostatnio limit w wysokości 180 EUR/MWh dla energii elektrycznej wytwarzanej z odnawialnych źródeł energii i energii jądrowej (tj. produkcji energii o niskiej marży). Limit ten zostanie wprowadzony 01 grudnia 2022 roku i będzie obowiązywał co najmniej do 30 czerwca 2023. Państwa członkowskie UE uzgodniły, że będą stosować dostosowane do potrzeb środki w celu pobierania i przekierowywania tych przychodów do końcowych odbiorców energii elektrycznej. W zależności od warunków krajowych, można zastosować pewne elastyczne rozwiązania, w tym możliwość ustalenia wyższego lub niższego pułapu przychodów, zróżnicowania technologii itp. Posunięcie to spotkało się z krytyką niektórych uczestników rynku, którzy twierdzą, że nie zachęca ono do transformacji energetycznej, gdyż utrudnia uzyskiwanie zwrotów z produkcji energii odnawialnej. Jednak wiele projektów dotyczących energii odnawialnej, które zostały zainicjowane przed 2021 rokiem, zostało zrealizowanych na podstawie biznesplanów zakładających ceny energii cztery lub pięć razy niższe niż unijny limit.
Wykres 6 – Unijny mechanizm limitu cen
Źródło: Dział Analiz Allianz
Limit cenowy na gaz jest jednak nadal przedmiotem kontrowersji wśród państw członkowskich UE. Włochy, Grecja, Polska i Belgia zaproponowały niedawno ustanowienie przedziału handlowego w wysokości 5% lub 10% wokół uzgodnionego limitu cen gazu. Na tym etapie przyjęcie takich propozycji wydaje się mało prawdopodobne. W rzeczywistości większość krajów nie jest zgodna co do tego, czy firmy wytwarzające energię elektryczną przy użyciu gazu powinny otrzymywać rekompensaty, czy też ciężar ten powinien spoczywać wyłącznie na dostawcach. Na przykład Norwegia, która obecnie dostarcza jedną czwartą gazu w Europie, już wyraziła swój sprzeciw wobec limitu, który dotyczyłby dostawców. Tymczasem producenci energii sygnalizują, że mogą wstrzymać lub zmniejszyć produkcję, jeżeli będą musieli płacić powyżej limitu cenowego, aby zaopatrywać się w gaz ziemny na rynku bez otrzymania rekompensaty. Ogólnie rzecz biorąc, obawy przed pogłębieniem się deficytu energetycznego lub fiskalnego prowadzą do aktualnego zastoju. Jeśli chodzi o szeroko pojęty rynek energii elektrycznej, to w większości krajów południowoeuropejskich pojawiły się apele o przeprowadzenie dużych reform (np. przejście na ceny regionalne), lecz inne kraje, takie jak Niemcy czy Holandia, nadal popierają obecne struktury rynkowe i są skłonne rozważyć jedynie niewielkie korekty, takie jak wyłączniki automatyczne lub interwencje w sytuacjach awaryjnych. Oznacza to również, że epizody dużej zmienności i wysokich cen mogą się w przyszłości powtarzać w przypadku przedsiębiorstw, co rodzi pytania o przystępność i dostępność energii w Europie, szczególnie w przypadku sektorów energochłonnych (metale, chemia, papier).
Środki wspierające ochronią przedsiębiorstwa, ale nie dadzą im impulsu do rozwoju
Przy obecnych poziomach, przedsiębiorstwa nie byłyby w stanie uniknąć strat, ponieważ wzrost cen energii spowodowałby wzrost kosztów zużycia pośredniego o ponad +70% zwłaszcza, że ich siła przetargowa maleje wraz z szybkim spowolnieniem popytu. Obliczamy, że maksymalna podwyżka, jaką firmy w Niemczech i we Francji mogłyby wytrzymać bez strat EBITDA, gdyby mogły przenieść około jednej czwartej wzrostu cen energii na klienta końcowego, wynosi odpowiednio +50% i +40%. Dlatego też, aby uniknąć gwałtownej fali niewypłacalności firm, konieczne było wprowadzenie limitu cenowego. Należy pamiętać, że istnieje zróżnicowanie między sektorami i że firmy europejskie już wcześniej były bardziej narażone niż konkurencja amerykańska. Na przykład podwojenie rachunku za energię dla linii lotniczych lub firm detalicznych w strefie euro w stosunku do poziomu z 2021 roku zniweczyłoby wszystkie zyski – jeżeli nie zostałyby one zrekompensowane wzrostem przychodów (zob. Wykres 7). Taka sytuacja mogłaby być szczególnie niepokojąca przy braku wsparcia systemowego, ponieważ ceny bieżące energii elektrycznej w Europie uległy zwielokrotnieniu o 2,5 raza w stosunku do średniej z roku 2021 (zob. Wykres 8).
Wykres 7 – Wzrost rachunków za energię elektryczną, który mógłby pochłonąć całość zysków, w rozbiciu na sektory (wielokrotność cen z 2021 roku)
Źródła: Refinitiv, Dział Analiz Allianz. Uwaga: uwzględniamy wyłącznie te sektory, w których koszty energii elektrycznej są na poziomie >5% wydatków operacyjnych / EMU6 = Niemcy, Francja, Włochy, Hiszpania, Holandia, Belgia
Wykres 8 – Ewolucja cen surowców energetycznych
Źródła: Refinitiv, Dział Analiz Allianz
Jednocześnie, w ostatnich miesiącach rządy państw europejskich wspierają sektor energetyczny. I tak na przykład Niemcy i Francja ogłosiły pełną nacjonalizację kluczowych graczy w sektorze. W wielu innych krajach wprowadzono również ułatwienia w zakresie płynności, ponieważ firmy borykają się z wysokimi wymaganiami dotyczącymi marż na rynkach energii elektrycznej. Poza sektorem energetycznym, większość krajów będzie również wspierać firmy w innych sektorach. Aby zrozumieć wpływ takiego wsparcia, symulujemy wyniki finansowe MŚP korzystając z autorskiej bazy danych obejmującej ponad 5 milionów firm. Na podstawie danych dotyczących wzrostu PKB we Francji, Niemczech i Wielkiej Brytanii, a także zmian cen energii z uwzględnieniem środków wsparcia, obliczamy wskaźniki rentowności, płynności i kapitalizacji dla każdego MŚP w naszej bazie. Aby odpowiednio odzwierciedlić finanse każdej firmy, bierzemy pod uwagę udział wydatków na energię w całkowitych wydatkach w poszczególnych sektorach. Zwiększamy rachunki za energię o 20% do 50% w zależności od miksu energetycznego (paliwa, energia elektryczna, gaz) i odpowiedniej dynamiki cen. Szacunki Allianz Trade pokazują, że środki fiskalne nie prowadzą do zwiększenia rentowności MŚP, co jest zgodne z charakterem tych środków. Allianz Trade zauważa jednak, że prowadzą one do stabilizacji liczby MŚP o słabej kondycji od 2021 roku[2] na poziomie 17% w Niemczech, 13% w Wielkiej Brytanii i 6% we Francji, czyli obecnie odpowiednio blisko 42.000, 28.400 i ponad 18.700. Oznacza to, że średnio wsparcie fiskalne – które obok dotacji energetycznych obejmuje również hojne programy urlopów przestojowych, pożyczki gwarantowane przez państwo, a w niektórych krajach także bezpośrednie dotacje – „uratuje” ponad 4.500 MŚP.
Wykres 9 – Udział MŚP w złej kondycji w wybranych krajach (% wszystkich)
Źródło: Dział Analiz Allianz
Względy polityczne
Optymalną reakcją polityczną na kryzys energetyczny byłaby szybka strukturalna przebudowa europejskiego rynku energetycznego w czasie, gdy zakłócenia w dostawach gazu z Rosji stały się niezwykle prawdopodobne. Kluczowe wyzwania wiążą się z zaprojektowaniem mechanizmów rynkowych (takich jak model oparty na zasadzie merit order w obecności quasi-stałej presji cenowej na elektrownie gazowe jako marginalne podmioty ustalające ceny energii elektrycznej w skali globalnej) oraz kompatybilnością różnych infrastruktur (np. dostarczanie gazu z Hiszpanii, gdzie import przewyższa zużycie) do innych części Europy. Niezbędne jest również zwiększenie inwestycji w infrastrukturę energii odnawialnej i realne alternatywy dla gazu z gazociągów, takie jak terminale LNG w portach, ale wymagają one wcześnie podjętego zaangażowania strategicznego i dodatkowego wsparcia fiskalnego, aby osiągnąć przewidywalność dla przedsiębiorstw. Obecny kryzys uwydatnia pilną potrzebę stworzenia w dobrej wierze unii energetycznej, która zapewni bezpieczeństwo energetyczne przy jednoczesnym zachowaniu ekologicznego przejścia gospodarki europejskiej do zerowej emisji netto.
Ponieważ sensowna reforma będzie prawdopodobnie wymagała czasu, UE i rządy krajowe muszą uciekać się do wariantów rezerwowych. Skuteczne złagodzenie skutków kryzysu energetycznego będzie wymagało w międzyczasie skoordynowanej reakcji w zakresie polityki fiskalnej, opartej na zaleceniach, które ma przedstawić Komisja Europejska. W tym kontekście kluczowe są następujące kwestie:
Obecne wsparcie fiskalne na poziomie krajowym nie powinno potęgować rozbieżności w Europie. Wsparcie fiskalne w krajach o większym udziale przemysłu energochłonnego i/lub wysokim udziale gazu w zużyciu energii (Niemcy, Włochy i wiele krajów Europy Wschodniej), które w nieproporcjonalny sposób odczuwają skutki obecnego kryzysu, będzie musiało być wyższe. Istnieje jednak ryzyko, że tymczasowe ramy prawne UE w zakresie pomocy państwa pozwolą krajom o większej przestrzeni fiskalnej na nieproporcjonalnie większe wsparcie dla własnych firm, co może zakłócić konkurencję na arenie europejskiej. Ponadto środki wsparcia, jeżeli mają być długotrwałe, musiałyby być bardziej ukierunkowane, aby nie wywoływać presji inflacyjnej i nie zwiększać pokusy nadużyć, zwłaszcza jeżeli większość środków dotyczy bezpośredniego wsparcia gotówkowego w celu zrekompensowania strat wynikających z wysokich cen energii.
Aby wzmocnić solidarność europejską, wspólne zaciąganie pożyczek pozwoliłoby wszystkim państwom członkowskim UE na sformułowanie adekwatnej i spójnej reakcji fiskalnej na kryzys energetyczny bez narażania na szwank zdolności do obsługi zadłużenia. Chociaż powtórzenie ram programu Next Generation EU (NGEU) wydaje się mało prawdopodobne, widzimy dwie główne możliwości: (1) ponowne wykorzystanie ponad 200 mld EUR środków, które nadal pozostają w obecnym NGEU i/lub (2) utworzenie nowego funduszu kryzysowego w Komisji Europejskiej, z wykorzystaniem SURE jako wzoru (wspartego gwarancjami rządowymi) W obu przypadkach wsparcie byłoby udzielane w formie pożyczek, a nie dotacji, które pozostają atrakcyjną opcją dla krajów, które muszą zmierzyć się z wyższymi kosztami odsetek. O ile ogólna unijna reakcja w zakresie polityki fiskalnej powinna złagodzić cios gospodarczy w regionie i uspokoić inwestorów, o tyle nie otworzy ona drogi do nieograniczonej reakcji fiskalnej. W końcu może zachęcić Europejski Bank Centralny do jeszcze szybszego uszczelnienia polityki, w tym poprzez przyspieszenie zacieśnienia polityki pieniężnej.
W sytuacji, gdy kryzys dostaw energii staje się coraz bardziej długotrwały, konieczne będzie trwałe zmniejszenie popytu na energię. O ile aktualne wsparcie fiskalne może złagodzić szok dochodowy dla gospodarstw domowych i firm, o tyle UE i władze krajowe muszą znaleźć sposób na zwiększenie efektywności energetycznej i ustabilizowanie zużycia gazu wykraczające poza krótkoterminowe oszczędności (które obecnie wynoszą zaledwie 10%). Zachowanie funkcji sygnalizacyjnej cen rynkowych odgrywa kluczową rolę w zrównoważonej samoregulacji, ułatwiając jednocześnie efektywną realokację zapotrzebowania na energię. W przeciwnym razie, niekontrolowany popyt na gaz ziemny w dłuższej perspektywie może doprowadzić do jeszcze większego wzrostu cen gazu, a jednocześnie wymagać będzie subsydiów na dużą skalę, co może skomplikować niezbędną konsolidację fiskalną.
[1]Po jednorazowym pełnym zwrocie kosztów w grudniu, na wiosnę wprowadzony zostanie bardziej zróżnicowany program dopłat, który od marca do końca kwietnia 2024 roku pozwoli obniżyć cenę gazu do 12 centów dla 80% zużycia. Dla dużych odbiorców przemysłowych od stycznia 2023 r. będzie obowiązywał ogranicznik cenowy w wysokości 7 centów w stosunku do ceny zakupu.
[2] Zob. raport “Three indicators can reveal SME insolvency risk up to four years in advance” [Trzy wskaźniki, które ujawniają ryzyko niewypłacalności MŚP nawet cztery lata wcześniej”, w którym szczegółowo opisano wskaźniki i odpowiednie progi dla poszczególnych krajów
Kolejne państwa są przyjmowane do mało prestiżowego klubu państw z dwucyfrową inflacją. W ostatniej chwili udało się tam nie wejść strefie euro jako całości, ale patrząc na tempo zmian, wszystko jest jeszcze możliwe.
Strefa euro z jednocyfrową inflacją
Wczorajsze dane o wzroście cen pozwoliły jeszcze jeden miesiąc trwać strefie euro w jednocyfrowej inflacji. Biorąc jednak pod uwagę tempo zmian, jest wątpliwe, by ten sukces mógł trwać jeszcze długo. Na uwagę zasługuje co prawda fakt, że analitycy spodziewali się wyniku o 0,1% wyższego, więc można mówić o pozytywnej niespodziance. Inflacja bazowa jest również relatywnie niska jak na inne państwa. 4,8% to nie jest oczywiście poziom 2% ze Szwajcarii, ale żadne inne państwo spoza strefy euro nie ma w Europie mniej niż wspomniane 4,8%. Jest to wciąż powyżej celu inflacyjnego, ale jeszcze rozsądnie blisko jak na dzisiejsze warunki. Pomimo tego, że to dobre dane, rynki sprzedawały euro. Kluczem do tej reakcji jest fakt, że wolniej rosnąca inflacja może spowolnić wzrost stóp procentowych.
Zadyszka w amerykańskiej budowlance?
Rynek nieruchomości w USA od czasu kryzysu z 2008 roku jest silniej obserwowany przez ekonomistów, niż wskazywałaby na to logika. To właśnie on (i zaparte o niego instrumenty finansowe) pociągnął bowiem za sobą wiele innych rzeczy w zależności od wersji, pogłębiając lub powodując tamten kryzys. W rezultacie dane o rozpoczętych budowach domów w USA jako barometr kondycji tamtejszego rynku nieruchomości są dość pilnie obserwowane. Jak nietrudno się domyślić w dobie rosnących stóp procentowych rynek przeżywa gorsze czasy. Nie można mówić o dramatycznych wartościach, ale wczorajszy rezultat jest najsłabszy od lutego 2021 roku oraz wyraźnie niższy od oczekiwań.
Inflacja na Wyspach
Wczoraj poznaliśmy dane na temat wzrostu cen w Wielkiej Brytanii. Inflacja konsumencka na poziomie 10,1% to wynik o 0,1% powyżej oczekiwań. To również kolejne państwo, które wchodzi w epokę dwucyfrowej inflacji. Patrząc jak Bank Anglii priorytetyzuje wzrost PKB, przed inflacją można oczekiwać, że o ile nie nadejdzie poważne spowolnienie gospodarcze szybko, to problem ten może w kolejnych kwartałach rosnąć. Potwierdza to również inflacja bazowa. Wynosi ona już 6,5%, co absolutnie nie pozwala zrzucać całej winy za wzrost cen na zmiany na rynkach surowcowych i rosyjską agresję na Ukrainę.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat
Do końca września wnioski o udzielenie ochrony międzynarodowej w Polsce złożyło 7,4 tys. cudzoziemców. To o 40 proc. więcej osób w porównaniu do analogicznego okresu 2021 r. Prawie 1,4 mln obywateli Ukrainy uzyskało natomiast numery PESEL potwierdzające objęcie ochroną czasową.
Ochrona międzynarodowa
Z danych Urzędu do Spraw Cudzoziemców wynika, że w pierwszych trzech kwartałach tego roku najwięcej wniosków o udzielenie ochrony międzynarodowej złożyli obywatele: Białorusi – 2,4 tys. osób, Ukrainy – 1,5 tys. osób, Rosji – 1,5 tys. osób, Iraku – 0,6 tys. osób oraz Afganistanu – 0,3 tys. osób. Miesiącem, w którym jak dotąd zarejestrowano najwięcej wniosków uchodźczych był marzec.
Cudzoziemcowi udziela się ochrony międzynarodowej jeśli w jego kraju pochodzenia grozi mu prześladowanie lub rzeczywiste ryzyko utraty życia czy zdrowia. Wobec danej osoby nie mogą przy tym występować okoliczności wskazujące, że może np. stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa.
Dotychczas w tym roku Urząd do Spraw Cudzoziemców rozpatrzył wnioski 8,3 tys. osób. Warunki przyznania ochrony międzynarodowej spełniało 3,8 tys. obcokrajowców. Byli to w większości obywatele: Białorusi – 2,8 tys. osób, Ukrainy – 0,7 tys. osób oraz Afganistanu – 80 osób.
Decyzje negatywne otrzymało prawie 1,3 tys. cudzoziemców. Najliczniejsze grupy w tym zakresie stanowili obywatele: Rosji – 0,5 tys. osób, Iraku – 0,4 tys. osób oraz Tadżykistanu – 70 osób.
Postępowania dotyczące blisko 3,3 tys. osób zakończyły się natomiast umorzeniem. Dotyczyło to przede wszystkim obywateli: Iraku – 1,1 tys. osób, Afganistanu – 0,4 tys. osób oraz Rosji – 0,4 tys. osób. Sprawy są umarzane najczęściej w sytuacji gdy cudzoziemiec opuścił Polskę przed wydaniem decyzji merytorycznej.
Z pomocy socjalnej Urzędu do Spraw Cudzoziemców korzysta obecnie 4,4 tys. osób. Wsparcie jest zapewniane podczas rozpatrywania wniosku uchodźczego i obejmuje m.in. zakwaterowanie, wyżywienie, opiekę zdrowotną oraz naukę języka polskiego. Cudzoziemcy mają do wyboru pobyt w ośrodku lub samodzielne utrzymanie się poza ośrodkami przy pomocy finansowej otrzymywanej od urzędu.
W celu usprawnienia komunikacji oraz przebiegu procedur, Urząd do Spraw Cudzoziemców uruchomił możliwość otrzymywania powiadomień SMS dla osób oczekujących na decyzję w sprawie ochrony międzynarodowej. Cudzoziemcy, którzy przekażą swoje numery telefonów mogą dostać informacje na pięciu etapach postępowania.
Ochrona czasowa
Ustawa o pomocy obywatelom Ukrainy w związku z konfliktem zbrojnym na terytorium tego państwa zakłada natomiast nadanie numeru PESEL obywatelom Ukrainy oraz ich małżonkom i członkom najbliższej rodziny (w przypadku posiadania Karty Polaka). Osoby te uznaje się za korzystające z ochrony czasowej zgodnie z decyzją wykonawczą Rady UE stwierdzającą istnienie masowego napływu osób wysiedlonych z Ukrainy. Do końca września w Polsce zarejestrowano na tej podstawie prawie 1,4 mln obywateli Ukrainy i członków ich rodzin.
Ponadto, Urząd do Spraw Cudzoziemców wydał 1,2 tys. zaświadczeń o korzystaniu z ochrony czasowej przez osoby, których nie dotyczy ustawa o pomocy obywatelom Ukrainy w związku z konfliktem zbrojnym na terytorium tego państwa a należą do kategorii wysiedleńców wymienionych we wspomnianej decyzji wykonawczej Rady UE. Zaświadczenia otrzymali w większości obywatele Rosji (0,4 tys. osób) oraz Białorusi (0,2 tys. osób).
Liczba rozpoczętych inwestycji mieszkaniowych w sierpniu 2022 roku zmniejszyła się o 23% względem roku ubiegłego. Ceny ofertowe w ciągu ostatnich pięciu lat w siedmiu największych polskich miastach wzrosły o 66%, a wzrost czynszów osiągnął 45%. Jakie inne wnioski płyną z raportu „Mieszkaniówka na rozdrożu.
Ostatnie dwa lata minęły pod znakiem pandemii, wojny i galopującej inflacji, które znacząco wpłynęły na polską gospodarkę – w tym na polski rynek mieszkaniowy. Związane z tymi czynnikami podwyżki stóp procentowych, bardzo wysokie ceny materiałów budowlanych i wszechobecna niepewność, co do losów światowej gospodarki, to tylko niektóre wyzwania, z jakimi mierzą się deweloperzy, firmy budowlane, inwestorzy, a także osoby prywatne poszukujące mieszkań.
Ograniczenie możliwości zakupu mieszkań w połączeniu z napływem uchodźców z Ukrainy powodują, że popyt na mieszkania na wynajem w Polsce jest rekordowo wysoki. Taka sytuacja nie jest oczywiście wynikiem jedynie ostatnich zmian i wydarzeń na rynku. Pomimo bardzo dużej aktywności deweloperów i boomu w ostatnich latach, Polska boryka się ze strukturalnym niedoborem mieszkań i istnieje obawa, że deficyt ten będzie długotrwały i poważny – komentuje Katarzyna Lipka, Head of Consulting & Research, Cushman & Wakefield.
Rynek pierwotny wyhamował…
Zarówno wspomniany już czynnik – wysokie koszty materiałów budowlanych, jak i ograniczony dostęp do kredytów, spowodowały wstrzymanie nowo rozpoczynanych przez deweloperów inwestycji. Liczba rozpoczętych budów zmniejszyła się w sierpniu br. o 23% w porównaniu do roku 2021. Wobec sytuacji na rynku pierwotnym i spadku popytu u nabywców indywidualnych, dywersyfikacja działalności pomiędzy budowaniem na sprzedaż a budowaniem na wynajem może być atrakcyjna dla wielu deweloperów i pozwoli przetrwać im trudny czas.
W ciągu ostatnich pięciu lat ceny ofertowe na rynku pierwotnym w siedmiu największych miastach w Polsce wzrosły o 66%, a tylko w ciągu ostatniego roku zwiększyły się o 15% w ujęciu rok do roku. Spośród wszystkich największych polskich rynków mieszkaniowych (Gdańsk, Gdynia, Kraków, Łódź, Poznań, Warszawa i Wrocław) wzrostem w ostatnim roku najbardziej dotknięte zostały: Poznań o-21% oraz Gdańsk – o 20%. W następnych kwartałach spodziewane jest hamowanie i korekty cen.
…a czynsze najmu wzrosły w całej Europie
Czynsze najmu wzrosły w dwudziestu sześciu krajach UE. Zestawiając dane z sierpnia 2022 i 2015 roku można zauważyć, że tylko w Grecji odnotowano spadek o 7%. Ponad 40-procentowy wzrost zarejestrowano w sześciu badanych krajach, w tym w Polsce, gdzie sięgnął on 45 %. Średnia unijna wyniosła 10%.
Analizując nominalne ceny za najem mieszkania we wszystkich dwudziestu siedmiu stolicach UE można zaobserwować, że pod względem ich wysokości Warszawa plasuje się na szesnastym miejscu, zaraz za Brukselą i Pragą.
W Łodzi największy skok czynszów
Od 2015 do 2020 roku stawki najmu w Polsce znajdowały się w trendzie wzrostowym, a najwyższą dynamiką zmian charakteryzował się Gdańsk. W okresie pięciu ostatnich lat najwyższy procentowy wzrost średnich czynszów osiągnęła Łódź z wynikiem 55%. Na siedmiu największych polskich rynkach, w tym w aglomeracji katowickiej, w najmie jest obecnie ponad 8,5 tys. mieszkań w projektach PRS. Dodatkowo w najmie jest 545 jednostek w projektach colivingowych. Liczba ta stanowi 0,057% zasobu mieszkaniowego Polski.
Kim jest najemca poszukujący mieszkania w Polsce?
Na potrzeby raportu zlecono także kolejną edycję badania preferencji najemców. Na jego podstawie wiemy, że najemcy w Polsce to przede wszystkim młodzi dorośli – ponad połowa respondentów nie przekroczyła 34 roku życia. Aż 10% najemców nie ma żadnej pisemnej umowy najmu, a ponad połowa wszystkich ankietowanych przeznacza na najem do 2 000 zł miesięcznie. Aż 16% wszystkich badanych nie znalazło lokum na wynajem z uwagi na wysoki popyt na rynku mieszkaniowym.
Jak w tym wszystkim odnajduje się sektor PRS?
Zasilanie zasobu mieszkaniowego przez inwestorów instytucjonalnych oferujących mieszkania na wynajem może być w długim okresie jednym z rozwiązań palącego problemu, jakim jest deficyt mieszkań. Sektor PRS (Private Rented Sector) rozwija się w Polsce od 2014 roku, a w ciągu ostatnich 2-3 lat mogliśmy obserwować jego dynamiczny wzrost. Niemniej jednak mieszkania na wynajem będące własnością wyspecjalizowanych firm nadal stanowią jedynie niewielki ułamek całkowitego zasobu mieszkaniowego w naszym kraju. Mimo, że sektor ten boryka się z wieloma wyzwaniami, jego potencjał jest ogromny, co oprócz czynników podażowych, wiąże się również ze zmianą pokoleniową i ewolucją, jeśli chodzi o preferencje „własność vs. najem” oraz ekonomią współdzielenia – dodaje Katarzyna Lipka.
KONAMI, jeden z najważniejszych producentów i wydawców gier na świecie, podczas transmisji na żywo ogłosił powstanie remake’u kultowego SILENT HILL 2, którego producentem będzie polska spółka Bloober Team. Gra będzie wydana na PlayStation 5 oraz PC.
– Praca z KONAMI to dla nas niesamowite wyróżnienie, zwłaszcza, że chodzi o
SILENT HILL 2 – przez wielu uważaną za najważniejszą grę w historii. To ona była dla mnie osobiście motywacją do rozpoczęcia pracy w tej branży. Pomimo upływu ponad 20 lat od premiery, do dziś w wielu kwestiach jest wyznacznikiem tego, jak powinna wyglądać imersyjna rozgrywka. Fakt, że pracujemy z tym tytułem pokazuje nasze aspiracje – zbudowania pozycji Bloober Team jako lidera gatunku horror – komentuje Piotr Babieno, prezes Bloober Team.
SILENT HILL 2 to psychologiczny horror z 2001 roku, którego twórcą jest KONAMI. To właśnie ta część, pomimo wielu kolejnych odsłon serii, uznawana jest za najlepszą grę horror w historii. Jej głównym bohaterem jest James Sunderland, który nieoczekiwanie otrzymuje list od zmarłej żony, proszącej go o spotkanie w tytułowym miasteczku. Chcąc poznać prawdę udaje się do SILENT HILL.
– Przed nami największy projekt w historii Bloober Team. To kultowa produkcja, o której remake’u fani dyskutują od wielu lat. Z ogromnym szacunkiem podchodzimy do oryginalnej wersji – chcemy zachować jej klimat, historię, a przede wszystkim odtworzyć romantyczną wizję tego, jak większość graczy ją pamięta, ale w sposób atrakcyjny dla współczesnych odbiorców – kontynuuje Babieno.
W zachowaniu oryginalnego klimatu ze studiem współpracuje Akira Yamaoka, muzyk i kompozytor, który stworzył ścieżkę dźwiękową do klasycznych odsłon serii SILENT HILL. Współpracował on już wcześniej z Bloober Team, gdy razem z Arkadiuszem Reikowskim skomponował muzykę do The Medium. Fani gier mogli usłyszeć o nim również przy okazji tegorocznej premiery Netflixowego Cyberpunk: Edgerunners. W produkcji bierze udział również Masahiro Ito, autor konceptów, który brał udział w tworzeniu oryginalnej serii SILENT HILL.
Wczoraj w nocy naszego czasu KONAMI zorganizowało specjalną transmisję, na której japońska firma poinformowała również o trzech nowych grach w tym samym uniwersum: SILENT HILLl Townfall, Ascension i f. Przy zapowiedzi SILENT HILL 2 od Bloober Team po raz pierwszy pokazano zwiastun nadchodzącej gry.
Korygując wzrosty z kilku ostatnich sesji lekko spadły wczoraj główne indeksu rynku akcji w USA (S&P 500 -0,67 proc., DJIA –0,33 proc., Nasdaq Composite -0,85 proc.). Na rynkach Azji i Oceanii brak było dziś dominującej tendencji. Najsilniejszy wzrost – o 1,58 proc. – notował indonezyjski JCI, najsilniej – o 1,44 proc. – spadał Hang Seng. Ten ostatni indeks znalazł się na najniższym poziomie od maja 2009. Najniżej od prawie 2 lat był dziś tajwański TAIEX.
Europejskie rynki akcji otwierały czwartkową sesję przeważnie spadkami (DAX -0,75 proc., CAC 40 +0,08 proc.).
WIG-20 po początkowym spadku był ok. godz. 9:50 na niewielkim plusie (+0,17 proc.). Wśród składników tego indeksu swe nowe cykliczne minima osiągnęły dziś kursy akcji PGE, PGNiG i PKN Orlen. Wśród składników mWIG-u 40 swe nowe cykliczne minima osiągnęły dziś ceny akcji spółek Ciech, Tauron, ENEA, Data Walk oraz Neuca. Swe nowe cykliczne minima osiągnęły dziś WIG-Energetyka, WIG-Informatyka i WIG-Paliwa.
Rentowność 2-letnich obligacji skarbowych USA była dziś najwyżej od sierpnia 2007 (4,599 proc.). Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych Stanów Zjednoczonych była dziś najwyżej od czerwca 2008 (4,167 proc.). Rentowność 30-letnich obligacji skarbowych Stanów Zjednoczonych była dziś najwyżej od sierpnia 2011 (4,156 proc.). Nowy cyklicznych maksimów dotknęły dziś również 10-latki rządów Korei Południowej, Nowej Zelandii oraz Singapuru. W Europie również nowe cykliczne maksima – zwykle najwyższe od dekady – osiągały rentowność większości krajów strefy euro.
Cena kontraktów na gaz ziemny na rynku w Holandii był wczoraj najniżej od końca czerwca (-3,56 proc.). Kontrakty na gaz w Wielkiej Brytanii po spadku o nieco ponad 6 proc. były wczoraj najtańsze od ostatniej dekady lipca. Kontrakty na gaz ziemny w USA dotarły wczoraj do poziomu minimum z przełomu czerwca i lipca, a dziś rano lekko odbijały w górę (+1,57 proc. ok. godz. 9:20). Lekko drożały dziś rano kontrakty na ropę naftową (WTI +1,44 proc., Brent +0,93 proc. ok. godz. 9:20). Na ICE najtańsza od roku była wczoraj kawa, zaś najniższe od 1,5 roku ceny notowały kontrakty na bawełnę. Najwyżej od końca 2016 roku były wczoraj na ICE ceny kontraktów na sok pomarańczowy.
Kurs USD względem chińskiego juana zaliczył dziś swój najwyższy poziom od stycznia 2008. Amerykański dolara osiągnął dziś również swe nowe cykliczne maksima względem indyjskiej rupii, japońskiego jena, malezyjskiego ringgita, tajlandzkiego batha oraz tajwańskiego dolara. W przypadku walut Indii i Malezji były to najwyższego poziomy w historii. Kurs USD/JPY był dziś najwyżej od 1990 roku. Kurs EUR/USD wrócił wczoraj poniżej poziomu 0,98, a dziś rano wykazywał niewielką zmianę (+0,04 proc. ok. godz. 9:10).
Polski złoty minimalnie słabł dziś rano (EUR/PLN +0,09 proc., USD/PLN +0,05 proc. ok. godz. 9:10).
Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara zszedł dziś w nocy poniżej 19000 USD, ale później powrócił ponad ten poziom spadając ok. godz. 9:00 o 0,36 proc.
Rysujące się perspektywy są ponure, a do takiego stanu rzeczy – poza skutkami wojny w Ukrainie – przyczyniają się globalne zacieśnianie polityki monetarnej i liczne ograniczenia w chińskim rozwoju gospodarczym. W ujęciu krótkoterminowym wydaje się, że gospodarka przechodzi w stan „stagflacji”, oznaczający współistnienie niemal zerowego wzrostu gospodarczego i szybko rosnących cen. Tymczasem prawdopodobieństwo wystąpienia globalnej recesji staje się coraz wyraźniejsze.
W takiej sytuacji Coface dokonuje zasadniczej korekty w dół swoich prognoz wzrostu PKB oraz ocen poszczególnych krajów i sektorów.
Po obniżkach oceny 19 krajów w II kwartale obecnie nastąpiła rewizja w dla ośmiu państw, w tym Włoch, Danii, Szwajcarii, Egiptu i Chile.
49 obniżek ocen sektorowych w różnych regionach geograficznych wskazuje na wyraźne pogorszenie warunków w branżach uzależnionych od cyklów gospodarczych, takich jak budownictwo, przemysł metalowy i przetwórstwa drewna.
Do Europy nadciąga zima i recesja
Zmaterializowała się większość zagrożeń wymienionych w naszych poprzednich publikacjach: kryzys energetyczny w Europie, utrzymująca się inflacja i agresywne zacieśnianie polityki monetarnej. W efekcie tego grupa Coface znacznie obniżyła swoje prognozy dotyczące wzrostu gospodarczego na świecie w 2023 r.: powinien on wynieść poniżej 2%, podobnie jak w latach 2001, 2008, 2009 i 2020.
Chociaż prognozy wzrostu skorygowaliśmy w dół dla wszystkich regionów na świecie, to Europa jest obszarem, którego perspektywy zarysowały się w najciemniejszych barwach. Wynika to z recesji, która tej zimy wydaje się nieunikniona we wszystkich głównych gospodarkach. Kryzys energetyczny istotnie się nasila, a Stary Kontynent przygotowuje się do „wymuszonego” otrzeźwienia. Niezależnie od tego, czy przyjmie ono formę „dobrowolnej” redukcji (zawieszenie działalności, która stała się nieopłacalna ze względu na koszty energii), czy też reglamentacji wprowadzonej przez rządy, zmniejszone zużycie energii niechybnie przełoży się na niższą produkcję i spadek PKB. Skala tego spadku będzie w dużej mierze uzależniona od warunków atmosferycznych panujących tej zimy, a krajem, który w pierwszej kolejności go doświadczy, będą Niemcy, czołowa potęga przemysłowa kontynentu.
W związku z tym większość naszych obniżek oceny ryzyka dla poszczególnych krajów w tym kwartale ponownie dotyczy gospodarek europejskich. Coface koryguje w dół 6 kolejnych ocen, zwłaszcza w przypadku 3 krajów, dla których ryzyko do tej pory nadal uznawane było za bardzo niskie: Danii, Szwajcarii i Luksemburga. Jedynie Norwegia, będąc producentem gazu, możne wciąż cieszyć się najlepszą oceną ryzyka.
W obliczu utrzymujących się na świecie wysokich cen energii prawie połowa z 49 obniżek ocen sektorowych dotyczy branż energochłonnych, takich jak przemysł chemiczny, papierowy i metalowy. Jednak w odróżnieniu od poprzedniego kwartału, kiedy większość z nich dotyczyła Europy, tym razem obniżyliśmy oceny tych sektorów również dla większości gospodarek azjatyckich i np. także dla RPA.
Banki centralne zaostrzają walkę z uporczywą inflacją
Ostatnie miesiące potwierdziły zjawisko utrzymującej się wysokiej inflacji, która coraz szerzej rozlewa się po gospodarkach rozwiniętych i wschodzących.
W takim otoczeniu główne banki centralne kontynuują swoją zdecydowaną politykę i większość z nich powróciła do poziomów podstawowych stóp procentowych, z jakimi nie mieliśmy do czynienia w ostatniej dekadzie. Przykładowo tego lata System Rezerwy Federalnej (Fed) podniósł podstawową stopę procentową 3 razy z rzędu o 75 punktów bazowych. Tak intensywne działania prowadzą do zwiększonego zacieśniania polityki monetarnej innych krajach – zwłaszcza wschodzących – w celu powstrzymania deprecjacji ich walut względem USD.
Jeśli takie zacieśnianie warunków monetarnych i finansowych byłoby kontynuowane w obecnym tempie, w oczywisty sposób spowoduje to zagrożenie dla globalnego wzrostu i stabilności finansowej.
Trzy banki centralne krajów wschodzących (Rosji, Turcji i Chin) nadal prowadzą przeciwstawną politykę monetarną. Chińskie władze monetarne obniżyły niektóre z referencyjnych stóp procentowych, aby wspomóc aktywność w odpowiedzi na wyniki potwierdzające ostre spowolnienie gospodarcze. Na sytuację w kraju nadal wpływa strategia zero-COVID, dotkliwa susza, której Chińczycy doświadczyli tego lata, oraz kryzys w sektorze nieruchomości. Do spadku wzrostu gospodarczego Chin w roku 2022 (3,2%) i 2023 (4,0%) znacznie poniżej standardów znanych z ostatnich dekad w szczególności przyczynią się kłopoty sektora nieruchomości, który wg szacunków odpowiada za 30% chińskiego PKB. To z kolei przełoży się na silne spowolnienie w całej gospodarce.
Powszechne zacieśnianie polityki monetarnej wyraźnie osłabia perspektywy dla światowego sektora budowlanego. Ceny metali przemysłowych i drewna w ostatnich miesiącach stale spadają i od początku roku obniżyły się odpowiednio o 20% i 60%, co skłoniło Coface do obniżenia oceny tych sektorów w kilku obszarach geograficznych.
Uwaga! Sprzeczne cele polityki fiskalnej i monetarnej
Podczas gdy banki centralne są zdeterminowane, aby walczyć z inflacją za pomocą „wszelkich dostępnych środków”, wiele z nich staje w obliczu konfliktu celów w związku z polityką fiskalną realizowaną przez ich kraj/region. Rządy krajowe, walcząc z osłabieniem aktywności gospodarczej, w istocie zwielokrotniły środki przeznaczone na wspieranie siły nabywczej gospodarstw domowych i przepływów pieniężnych przedsiębiorstw. Efektem tych działań będzie potencjalnie wybuchowa mieszanka dla finansów publicznych: pogłębiający się deficyt publiczny i gwałtownie rosnące koszty finansowania.
W dniu 13 października br. zapadł wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie toczącej się pomiędzy Procter & Gamble i Perfumesco.pl
Polska firma Perfumesco.pl wprowadzała do obrotu oryginalne produkty, m.in. perfumy marki Hugo Boss. W celu testowania produktów przez klientów Procter & Gamble udostępnia nieodpłatne próbki towarów (tzw. testery). Pomimo oznaczania produktów informacją „nie do sprzedaży” Perfumesco.pl wprowadzało je do sprzedaży. Dodatkowo Perfumesco.pl sprzedawało oryginalne produkty, nieprzeznaczone jednak na rynek europejski, w ramach importu równoległego.
W 2016 r. Procter & Gamble uzyskał postanowienie sądu o udzieleniu zabezpieczenia. Na jego podstawie komornik dokonał zajęcia perfum i innych oryginalnych produktów oznaczanych znakiem towarowym Hugo Boss. Wyrokiem z 26 czerwca 2017 r. Sąd Okręgowy w Warszawie zobowiązał Perfumesco.pl m.in. do zniszczenia próbek, które – przypomnijmy – były produktami oryginalnymi, a nie podróbkami. Warto przypomnieć, że polska ustawa Prawo własności przemysłowej, w art. 286 wyraźnie wskazuje, iż sąd może orzec o wycofaniu z obrotu, przyznaniu sumy pieniężnej na rzecz uprawnionego, a także o zniszczeniu produktów „bezprawnie wytworzonych lub oznaczonych”, nie zaś produktów oryginalnych.
Polska ustawa PWP niezgodna z Dyrektywą 2004/48?
Sprawa trafiła do Sądu Najwyższego, który wobec wątpliwości związanych z treścią art. 286 ustawy Prawo własności przemysłowego, zwrócił się do TSUE z pytaniem prejudycjalnym – czy polski przepis w tym zakresie jest sprzeczny z art. 10 dyrektywy 2004/48 dotyczącej egzekwowania praw własności przemysłowej i czy w konsekwencji można nakazać zniszczenie towarów, które nie są podróbkami.
Warto przypomnieć, że dotychczas przedsiębiorca, którego prawa zostały naruszone, mógł oczekiwać jedynie nakazania wycofania lub zniszczenia produktów będących podróbkami produktów oryginalnych. Odpowiadając na pytanie polskiego Sądu Najwyższego, TSUE uznał, że państwa członkowskie nie mogą ograniczać środków wskazanych w dyrektywie. W konsekwencji krajowe sądy mogą orzekać o zniszczeniu również w zakresie produktów oryginalnych, wprowadzanych do obrotu w sposób wadliwy, z naruszeniem praw własności przemysłowej.
W tle ponownie spór o niezawisłe i bezstronne sądy
Wyrok TSUE dotyczył także zagadnienia pobocznego, aczkolwiek niezwykle interesującego i aktualnego. Jedna ze stron argumentowała, iż skład Sądu Najwyższego został ustalony wadliwie i tym samym nie był on właściwym organem (tj. sądem w rozumieniu art. 267 TFUE) uprawnionym do skierowania pytania prejudycjalnego do TSUE. Odnosząc się do tego zarzutu Trybunał orzekł, iż Sąd Najwyższy należy do struktury polskiego sądownictwa powszechnego i w tej konkretnej sprawie należy domniemywać, że spełnia on wymogi, niezależnie od tego, w jakim konkretnie składzie sędziowskim orzeka. TSUE podkreślił jednak, że z owego domniemania nie można wywodzić twierdzenia, że warunki powołania sędziów wchodzących w skład sądu (kierującego pytanie prejudycjalne) zawsze będą pozwalały na przyjęcie, że spełnione są gwarancje dostępu do niezawisłego i bezstronnego sądu. Co więcej, domniemanie to zostanie obalone wobec prawomocnego orzeczenia sądu krajowego lub międzynarodowego uznającego, iż sędziowie orzekający w ramach składu odsyłającego nie są niezawiśli i bezstronni, a sąd nie został ustanowiony na mocy ustawy. TSUE podkreślił jednak, że w tej konkretnej sprawie nie przedstawiono żadnego dowodu na obalenie w/w domniemania.
Autor: Rzecznik Patentowy – Maciej Priebe, Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy
Firmy czerpią korzyści z transformacji cyfrowej, pomimo obecnej bezprecedensowej zmienności na rynku. Aż 99% ankietowanych globalnie liderów stwierdziło, że rewolucja cyfrowa poprawiła wydajność i rentowność ich organizacji w ciągu ostatnich dwóch lat – wynika z raportu „KPMG global tech report 2022”, w którym wzięło udział ponad 2200 liderów technologicznych i ekspertów branżowych. Jednocześnie respondenci wśród wyzwań, które ograniczają wykorzystywanie innowacyjnych technologii, wskazali przede wszystkim brak odpowiednio wykwalifikowanych pracowników oraz kwestie związane z zapewnieniem cyberbezpieczeństwa.
Zdaniem większości respondentów cyfrowa transformacja otwiera przed firmami nowe możliwości. Jednocześnie 66% liderów technologicznych uważa, że ich organizacje są skuteczne lub bardzo skuteczne w wykorzystywaniu technologii do rozwoju strategii biznesowych firmy. Przekonanie to jest dodatkowo wspierane przez wysoki zwrot z inwestycji w technologie. 99% respondentów odnotowało pozytywny wpływ transformacji cyfrowej na rentowność lub wydajność w ciągu ostatnich 24 miesięcy, a znaczna liczba odnotowuje również duże zyski. Więcej niż jeden na pięciu respondentów (21% wskazań) twierdzi, że ich wysiłki w implementację innowacyjnych technologii przyniosły wzrost rentowności lub wydajności o 11% lub więcej. Jednocześnie te zaawansowane cyfrowo organizacje są o 5 punktów procentowych bardziej skłonne do przyjęcia proaktywnego podejścia do realizacji strategii transformacji cyfrowej.
Firmy już planują wykorzystanie najnowszych technologii m.in. metawersum, NFT i Web3
Organizacje biorące udział w badaniu KPMG są gotowe do dokonania poważnych inwestycji w nowe technologie i transformację cyfrową, pomimo wymagających warunków operacyjnych. Średnio 6 na 10 respondentów deklaruje, że w ciągu 2 lat skorzysta z nowo powstających platform, w tym metawersum, niewymienialnych tokenów kryptowalutowych (NFT), internetu kolejnej generacji Web3, komputerów kwantowych, wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości.
Z przeprowadzonego badania wynika, że 2024 rok będzie kluczowym kamieniem milowym dla adopcji nowych technologii. 62% respondentów deklaruje zamiar inwestycji w Web3, 58% w metawersum, a 37% zamierza dokonać inwestycji w obie te technologie. Jednocześnie większość badanych respondentów (65%) wciąż się waha i przyznaje, że czeka z inwestycjami na podobny ruch ze strony swojej bezpośredniej konkurencji. W ciągu najbliższych 2 lat nastąpi rewolucja w zakresie wyłaniających się technologii. Biegłość w nowych i wyłaniających się technologiach będzie miała kluczowe znaczenie dla obrony i umacniania pozycji rynkowej poprzez budowanie odpornego na dynamicznie zmieniające się otoczenie biznesu – mówi dr Grzegorz W. Cimochowski, Partner i Szef Działu Doradztwa Biznesowego w KPMG w Polsce.
Organizacje przenoszą się do chmury
Raport KPMG wskazuje na wysoki stopień adopcji chmury. Z badania wynika, że 88% zarządzających obszarem technologicznym w firmach zadeklarowało, że są zaawansowani we wdrożeniu technologii chmurowych, z czego 73% migruje strategiczne obszary do chmury, a 15% twierdzi, że zakończyło już migrację i poszukuje możliwości optymalizacji swoich systemów. Jednak pomimo pozytywnego tempa wdrożeń chmury, 67% firm przyznało, że nie osiągnęło jeszcze znaczącego zysku z inwestycji w chmurę i skupia się teraz na optymalizacji i modernizacji. Jednocześnie blisko połowa firm biorących udział w badaniu podkreśla, że podstawowym czynnikiem wpływającym na podjęcie decyzji o inwestowaniu w transformację cyfrową jest potrzeba koncentracji na budowaniu pozytywnych doświadczeń klientów.
Firmy przyznają, że największe korzyści z programów cyfrowej transformacji osiągają w obszarze marketingu, obsługi klienta oraz sprzedaży. Warto jednak zaznaczyć, że chociaż firmy przyspieszają przejście do chmury i oceniają ten proces pozytywnie, to pełne wykorzystanie cyfrowych możliwości będzie wymagało przede wszystkim zmian wewnątrz organizacji i przyjęcia kultury organizacyjnej zorientowanej na ciągłe innowacje i nieustanne dążenie do poprawy relacji z klientami, pracownikami i innymi interesariuszami – mówi dr Grzegorz W. Cimochowski, Partner i Szef Działu Doradztwa Biznesowego w KPMG w Polsce.
Brak odpowiednio wykwalifikowanych pracowników i cyberbezpieczeństwo przeszkodą w cyfrowej rewolucji
W dzisiejszych czasach, kiedy narzędzia cyfrowe są obecne w niemal wszystkich aspektach działalności biznesowej, organizacje coraz częściej potrzebują pracowników, którzy łączą wiedzę z zakresu biznesu z umiejętnościami cyfrowymi. Dla wielu z nich wyzwaniem okazuje się znalezienie osób, które posiadają wiedzę techniczną i rozumieją mechanizmy biznesowe, aby wdrożyć narzędzia cyfrowe w odpowiedni sposób. 44% respondentów twierdzi, że brak odpowiednich kwalifikacji pracowników jest największym wyzwaniem, z którym muszą się zmierzyć przy wdrażaniu nowych technologii cyfrowych, a 30% twierdzi, że wyzwaniem są wysokie koszty związane z pozyskaniem pracowników o niezbędnych umiejętnościach. Dodatkowo sytuację pogarszają ograniczone budżety. Deficyt środków na szkolenie pracowników i ich rekrutację ma znaczący wpływ na przedsiębiorstwa – utrudnia wdrażanie nowych rozwiązań informatycznych, przyspieszenie adopcji chmury i inicjatyw związanych z cyberbezpieczeństwem.
Zespoły zajmujące się cyberbezpieczeństwem znajdują się pod presją, aby nadążyć za ewoluującymi zagrożeniami, a niedobór pracowników i brak wystarczających budżetów skutecznie ogranicza możliwości firm w zakresie budowania odpowiedniego poziomu cyberbezpieczeństwa. Jest to wyzwanie, na które od wielu lat wskazuje nasz raport pt. „Barometr cyberbezpieczeństwa w Polsce”. W tegorocznej edycji po raz kolejny zdaniem 64% firm w Polsce brak wykwalifikowanych pracowników jest największą barierą w budowaniu bezpieczeństwa IT. Rozwiązaniem jest korzystanie z zarządzanych usług IT tzw. manager services świadczonych przez duże globalne organizacje, które dzięki skali mogą świadczyć usługi na najwyższym poziomie po atrakcyjnej cenie – mówi dr Grzegorz W. Cimochowski, Partner i Szef Działu Doradztwa Biznesowego w KPMG w Polsce.
Usprawnienie procesów operacyjnych czy redukcja kosztów związanych z działalnością o jedną trzecią w ciągu najbliższych trzech lat – to tylko niektóre z korzyści wskazywanych przez uczestników badania Automation with intelligence, przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte. Coraz powszechniej obserwowanym wśród przedsiębiorstw trendem jest odchodzenie od automatyzacji poszczególnych zadań na rzecz robotyzacji całych procesów. Wymaga to jednak odpowiednich działań w obszarze strategii oraz inwestycji w infrastrukturę IT.
Gdy w 2015 r. Deloitte opublikował pierwszą edycję raportu o automatyzacji procesów w firmach, zaledwie 13 proc. respondentów planowało wówczas podjęcie jakichkolwiek działań w tym kierunku. Siedem lat później rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Już 74 proc. przedsiębiorstw biorących udział w najnowszej edycji badania przyznało, że wdraża rozwiązania mające na celu automatyzację powtarzalnych procesów biznesowych. Pięć na dziesięć organizacji stosuje techniki cyfrowego rozpoznawania postaci, a 46 proc. badanych rozważa rozpoczęcie korzystania z narzędzi opartych o sztuczną inteligencję.
– Firmy, które chcą rywalizować o klienta, muszą przynajmniej w minimalnym stopniu zautomatyzować sposób swojego funkcjonowania. Ci, którzy jako pierwsi zdecydowali się na wdrożenie inteligentnych rozwiązań technologicznych, dzisiaj odnotowują wymierne korzyści, o czym świadczy redukcja kosztów o 32 proc. wśród firm, które wyszły poza strefę programów pilotażowych. To wzrost o 8 punktów procentowych w ciągu jednego roku – mówi Oskar Machoń, manager, AI & Data, Deloitte.
Trudności z automatyzacją na szeroką skalę
Tak jak w ubiegłych latach największą barierą dla dalszej inteligentnej automatyzacji pozostaje rozdrobnienie procesów w organizacjach. W odróżnieniu od poprzednich odsłon badania, kiedy drugim największym wyzwaniem był brak gotowości działów IT do dalszej automatyzacji, w ostatniej edycji ankiety jedną z najczęściej wskazywanych trudności stał się brak jasnej wizji co do jej roli. Chociaż pandemia COVID-19 skłoniła 85 proc. przedsiębiorców do przemyślenia sposobu organizacji pracy, to wciąż wiele podmiotów ma sporo do nadrobienia. Chodzi nie tylko o obszar planowania długofalowego, ale również konieczność unowocześnienia infrastruktury firmowej. Braki w sprzęcie są bowiem trzecią najpowszechniejszą przeszkodą w dalszej automatyzacji. Nie bez znaczenia pozostaje także opór pracowników związany np. z robotyzacją produkcji.
– Na pewnym etapie rozwoju, inwestycje w sprzęt i nowoczesne narzędzia do analizy danych są niezbędne do prowadzenia tego procesu na większą skalę. Kluczową kwestią jest także skierowana do pracowników komunikacja podkreślająca ich rolę w firmie oraz jasno tłumacząca, w jakim celu prowadzone są działania z zakresu automatyzacji. To pozwoli nie tylko wzmocnić ich zaufanie, ale także ograniczyć obawy przed np. redukcją zatrudnienia. Skuteczność takich działań znajduje odzwierciedlenie w zgromadzonych w ramach badania danych. W bardziej zautomatyzowanych organizacjach odsetek zwolenników tego rodzaju transformacji wynosi 52 proc. – o prawie 20 punktów procentowych więcej niż u mniej zaawansowanych w tej dziedzinie przedsiębiorstw – mówi Paweł Zarudzki, dyrektor, lider Robotic & Cognitive Automation, Deloitte.
W kierunku kompleksowych wdrożeń
Jak wynika z raportu, najbardziej rozwinięte w obszarze inteligentnej automatyzacji podmioty dążyły do wprowadzenia jej dla całości danego procesu (end – to – end automation) zamiast pojedynczego zadania (task automation). 92 proc. firm będących na etapie implementacji lub skalowania inteligentnej automatyzacji potwierdziło, że już teraz wdraża rozwiązania holistyczne (44 proc.) lub planuje to zrobić w ciągu najbliższych trzech lat (48 proc.). Głównymi zaletami są bowiem uproszczenie procesów biznesowych, zwiększenie możliwości i zakresu automatyzacji działań.
– W najbliższych latach będziemy obserwować dążenie do kompleksowej robotyzacji procesów. Należy jednak zaznaczyć, że tworzy to ryzyko podejścia, że im więcej zastosowanych technologii, tym lepiej dla przedsiębiorstwa. Każde rozwiązanie powinno współgrać nie tylko z innymi systemami, ale również stanowić część większego planu działania. Z tego względu w najbliższych latach działy IT firm będą odgrywać jeszcze ważniejszą rolę niż dotychczas. To do ich zadań będzie należeć bowiem dobór i wdrożenie właściwych rozwiązań, współgrających z biznesową strategią firmy organizacji – mówi Wojciech Sygnowski, partner, lider obszaru Artificial Intelligence & Data, Deloitte.
O badaniu
Badanie „Automation with intelligence” przeprowadzono wśród 479 menadżerów z 35 krajów i różnych branż. Wśród uczestników byli dyrektorzy automatyzacji, dyrektorzy operacyjni, liderzy departamentów usług wspólnych, dyrektorzy działów zasobów ludzkich oraz szefowie centów obsługi klienta. Firma Deloitte przeprowadziła również serię pogłębionych wywiadów telefonicznych z klientami i ekspertami ds. automatyzacji, aby zebrać ich doświadczenia dotyczące automatyzacji.
We wrześniu 2022 r. firmy pożyczkowe udzieliły łącznie 301,8 tys. nowych pożyczek o wartości 755 mln zł. We wrześniu 2022 r., w porównaniu do września 2021 r. w ujęciu wartościowym firmy pożyczkowe współpracujące z BIK udzieliły pożyczek na kwotę wyższą o (+14,1%). Natomiast w ujęciu liczbowym udzielono o (+11,8%) pożyczek więcej.
Średnia wartość nowo udzielonej we wrześniu 2022 r. pożyczki pozabankowej wyniosła 2 277 zł i była o 0,6% wyższa od średniej wartości pożyczki udzielonej we wrześniu 2021 r.
We wrześniu 2022 r. nowo udzielone pożyczki ze wszystkich przedziałów kwotowych, i to zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym, odnotowały dodatnie dynamiki. Najwyższe dodatnie dynamiki w porównaniu do września 2021 r. w ujęciu zarówno liczbowym jak i wartościowym odnotowały pożyczki z przedziału od 3-5 tys. zł odpowiednio (+17,7%) i (+19,1%).
We wrześniu 2022 r. 41,6% wartości nowo udzielonych pożyczek firmy pożyczkowe przyznały na kwoty powyżej 5 tys. zł, które w ujęciu liczbowym stanowiły 10,4% udzielonych pożyczek. W ujęciu liczbowym dominowały pożyczki do kwoty 1 tys. zł, które stanowiły 44,3% liczby udzielonego finansowania. W ujęciu wartościowym pożyczki na kwoty do 1 tys. zł miały jedynie 9,9% udział w sprzedaży.
Wyzwania gospodarcze nie powstrzymują Polaków przed zmianą pracy. Aż 38% uczestników najnowszego badania Pracuj.pl aktywnie poszukuje nowego pracodawcy. Mogą oni wybierać spośród dużej liczby ofert zatrudnienia. W III kwartale 2022 r. w serwisie opublikowano 269 tysięcy ogłoszeń. Największą mobilnością zawodową charakteryzują się najmłodsi Polacy. Zarobki pozostają główną motywacją do zmiany pracy w czasach wysokiej inflacji, natomiast rzadziej niż wcześniej utrzymują talenty w obecnych miejscach zatrudnienia. Coraz ważniejszą zachętą do rekrutacji staje się możliwość pracy zdalnej.
31% Polaków zmieniło pracę w ciągu ostatnich dwóch lat.
8 na 10 badanych jest otwartych na nowe oferty zatrudnienia.
57% osób szukających nowej pracy motywuje to niskimi zarobkami.
Przebranżowienie i chęć pracy zdalnej to rosnące motywacje do zmiany.
W poszukiwaniu zmiany
Sytuacja na rynku pracy w ostatnich miesiącach sprawia, że pracownicy i pracodawcy nauczyli się funkcjonować w warunkach ciągłej zmiany. Rosnącej inflacji, niepewności gospodarczej, dyskusjom o cenach energii czy niepokojącym wydarzeniom międzynarodowym towarzyszy jednocześnie wciąż intensywne poszukiwanie nowych kadr. Obecna skala rekrutacji utrzymuje się na wysokim poziomie, który jeszcze kilka lat temu byłby trudny do przewidzenia.
W III kwartale 2022 roku w Pracuj.pl zamieszczono 269 tysięcy ofert pracy. Minione trzy miesiące potwierdzają, że skala rekrutacji w Polsce ustabilizowała się i utrzymuje się na wysokim poziomie. Pracodawcy poszukiwali o 2% więcej pracowników, niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Jednocześnie nastąpił wzrost o 76% w stosunku do III kwartału 2020 roku, w którym pracodawcy odmrażali rekrutacje po pierwszej fali pandemii COVID-19.
O tym, jak faktycznie mocny jest ten trend, niewątpliwie będą świadczyć nadchodzące miesiące. Jednak dziś wciąż widoczne jest duże zaangażowanie rekrutacyjne zarówno wśród pracodawców, jak i pracowników. Motywacje Polaków do poszukiwania pracy stale jednak ewoluują. By przekonać się, jakie postawy wobec kariery i zmiany zawodowej przyjmują potencjalni kandydaci, eksperci Pracuj.pl przygotowali badanie „Praca w czasach zmian”. Przeprowadzone zostało ono na reprezentatywnej grupie 2110 Polaków we wrześniu 2022 roku. W najnowszej odsłonie badania prezentujemy ich postawy wobec zmiany pracy.
Młodzi najbardziej mobilni
Na rynku pracy aktywni są nie tylko pracodawcy. Podobnie, jak na koniec I kwartału 2022 roku, aż jedna trzecia pracujących Polaków uczestniczących w badaniu Pracuj.pl deklarowała zmianę pracy w ciągu ostatnich dwóch lat. Co piąty z nich zrobił to natomiast w ciągu ostatniego roku.
Na częstotliwość zmiany pracy wpływa oczywiście wiek respondentów. Zdecydowanie najczęściej robią to najmłodsi uczestnicy rynku pracy. Pracodawcę w ciągu 12 miesięcy od badania zmieniło aż 58% badanych z Generacji Z (18-24 lata). Dla porównania, na podobny krok w trakcie 12 minionych miesięcy zdecydowało się 23% osób z Generacji Y (25-34 lata), 14% z grupy wiekowej 35-44 oraz 9% powyżej 45. roku życia. Odwrotna tendencja dotyczy osób pracujących powyżej 10 lat w obecnym miejscu. Do tej grupy należy tylko 5% badanych z Generacji Y, 29% w wieku 34-44 lat oraz 49% najstarszych uczestników rynku pracy (45+).
Duży potencjał mobilności
Dane Pracuj.pl pokazują jednak, że potencjał mobilności zawodowej jest jeszcze wyższy, a chętnych do pozytywnej zmiany w karierze nie brakuje. Aż blisko 4 na 10 Polaków badanych przez Pracuj.pl deklaruje, że obecnie aktywnie rozgląda się za nowym miejscem zatrudnienia. Wyraźnie największą aktywnością wykazują się najmłodsi uczestnicy rynku pracy z Generacji Z. Przeglądanie ofert deklaruje 52% grupy wiekowej 18-24. Duże zainteresowanie zmianą pracodawcy deklarują także Polacy w wieku 25-34 lat (46%) oraz 35-44 lat (45%). Rzadziej za pracą proaktywnie rozglądają się Polacy powyżej 45. roku życia (25%).
Niezależnie od wieku, Polacy utrzymują dużą otwartość na otrzymanie nowej, atrakcyjnej oferty pracy. Gotowość na taką propozycję deklaruje ponad 8 na 10 Polaków. Mimo utrzymującej się od wielu miesięcy skomplikowanej sytuacji gospodarczej, pracownicy są więc gotowi spróbować swoich szans w kolejnym miejscu, dającym nowe możliwości rozwoju kariery.
Zarówno pracownicy, jak i pracodawcy są mocno aktywni na rynku pracy mimo stale zmieniającej się sytuacji. Pewne niepokoje mogą być podsycane przez wysoką inflację, zawirowania gospodarcze, okoliczności geopolityczne. Jednak porównując dane z ostatnich lat dostrzegamy, że skala poszukiwań pracowników w Polsce w tym czasie znacznie wzrosła, a w ostatnich dwóch kwartałach ustabilizowała się na wysokim poziomie. Najbliższe miesiące, choć trudne dla firm, mogą być paradoksalnie dobrym czasem na poszukiwanie talentów, bo wielu uzdolnionych Polaków chce odejść z obecnych miejsc zatrudnienia. Szukają pracy, która zapewni im lepsze warunki i perspektywy w przyszłości. Firmy, które ich przyciągną, mogą wiele zyskać — komentuje Agnieszka Bieniak, Dyrektorka HR w Grupie Pracuj.
Motywacje: pensja, przebranżowienie i praca zdalna
Ważnym elementem wspomnianych zmian gospodarczych w Polsce jest oczywiście utrzymująca się wysoka inflacja. Spadek wartości pieniądza niewątpliwie wpływa na to, że nadal najważniejszą motywacją do zmiany pracy pozostają wyższe zarobki. Wśród osób aktywnie rozglądających się za nowym miejscem zatrudnienia aż 57% jako kluczowy powód wskazuje chęć podwyższenia otrzymywanego wynagrodzenia. Podobnie jak w ostatnich latach, w czołówce motywacji znajdują się także lepsze możliwości rozwoju oraz chęć bycia docenionym przez pracodawcę.
Ciekawą tendencję zaobserwować można natomiast w kontekście osób, które motywują plany zmiany pracodawcy chęcią zmiany branży lub specjalizacji. Przekwalifikowanie się z badania na badanie zdaje się być coraz częściej przytaczaną przyczyną poszukiwania pracy. Jeszcze w październiku 2021 roku wskazywało je 16% respondentów przeglądających oferty zatrudnienia. Obecnie jest to więcej niż co piąty respondent (21%).
Innym czynnikiem o rosnącym znaczeniu, na który powołują się poszukujący pracy, jest chęć wykonywania obowiązków w modelu zdalnym. Jeszcze w marcu 2022 roku na ten aspekt zwracało uwagę tylko 9% respondentów z tej grupy. Obecnie jest to już 14% badanych.
Osoby poszukujące nowego pracodawcy coraz częściej robią to w reakcji na dynamiczne wydarzenia na rynku pracy, często zmieniające sytuację z kwartału na kwartał. Spadająca wartość pieniądza dodatkowo zwiększa znaczenie zarobków jako głównego czynnika motywującego do zmian. Powrót do biur w ostatnich miesiącach spotkał się z niezadowoleniem części pracowników, którzy polubili elastyczne modele pracy. Z kolei coraz lepsze warunki zatrudnienia nie tylko w branży nowych technologii, ale także np. na specjalistycznych stanowiskach pracy fizycznej skłaniają do refleksji nad przekwalifikowaniem się. Wszystko to odbija się na postawach kandydatów, które obserwujemy w naszych badaniach – mówi Konstancja Zyzik, ekspertka ds. rekrutacji i rozwoju talentów w Grupie Pracuj.
Zarobki coraz rzadziej motywują do pozostania
Wiemy, dlaczego pracownicy decydują się zmienić miejsce zatrudnienia w obliczu rynkowych niepokojów. Co jednak wstrzymuje ich przed poszukiwaniem nowych możliwości zawodowych? Wyniki najnowszego badania Pracuj.pl zaskakują. W odróżnieniu od poprzednich badań, dopiero na czwarte miejsce w tym rankingu spadły odpowiednie zarobki w obecnym miejscu zatrudnienia. Jako motywację wymienia ją tylko co czwarty badany, który nie szuka nowej pracy. Dla porównania w marcu 2022 roku, czyli okresie wciąż rozkręcającej się inflacji, było to zdecydowanie więcej, bo 41% respondentów nieprzeglądających ofert.
Niewątpliwie więc spadająca wartość pieniądza zmienia hierarchię motywacji osób, które decydują się pozostać w obecnych miejscach zatrudnienia. Na pierwsze miejsce, co ciekawe, wysunęła się odpowiednia lokalizacja miejsca wykonywania obowiązków. Tuż za nią uplasowały się dobra atmosfera w firmie (34%) oraz dobre relacje z szefem (28%). Te dwa czynniki mogą być szczególnie istotne w czasach zmian gospodarczych i niepewności, w których zdrowie psychiczne i poczucie stabilizacji pracowników jest wystawione na szczególną próbę.
W stronę lepszej pracy
Tysiące pracowników gotowych do znalezienia nowej pracy to także tysiące stojących za tym motywacji. Niewątpliwie jednak ostatnie lata nauczyły wielu z nich, że zmiana stała się prawdopodobnie nieodłącznym elementem naszego zawodowego życia. Pomoc dla talentów w odnalezieniu swojej nowej drogi w obecnym lub nowym zawodzie jest jeszcze bardziej istotna w czasach, gdy wielu kandydatów zastanawia się nad perspektywami zatrudnienia w najbliższych latach. To, w jakim kierunku będzie dalej szła sytuacja na rynku pracy, zależy w równym stopniu od sytuacji gospodarczej czy czynników zewnętrznych, jak i zdolności do porozumienia się pracodawców z pracownikami. Badania Pracuj.pl wykazują, że gotowość na zmianę jest wysoka, a liczba ofert wciąż utrzymuje się na wysokim poziomie.
O BADANIU
Badanie “Praca w czasach zmian” zostało przeprowadzone we wrześniu 2022 roku przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie serwisu Pracuj.pl. Pomiar wykonany metodą CAWI przeprowadzono na próbie 2110 Polaków, reprezentatywnej dla populacji osób czynnych zawodowo w wieku 18-65 pod względem płci, wieku oraz wielkości miejscowości zamieszkania.
Branża targów, spotkań i konferencji odbija po pandemii. Widać to nie tylko po jej aktywności biznesowej, ale i po malejącym zadłużeniu. Według najnowszych danych Krajowego Rejestru Długów zaległości tego segmentu spadły w ciągu ostatniego roku o blisko 8 mln zł i obecnie wynoszą 25,2 mln zł. Branża nie może jednak spać spokojnie, bo inflacja skłania klientów do oszczędzania.
Branża MICE (meetings, incentives, conferences, exhibitions, tj. spotkań, imprez motywacyjnych, konferencji i targów) była wśród tych, które pandemia doświadczyła najmocniej. Trwające bardzo długo ograniczenia oraz obawy klientów przed organizowaniem i uczestnictwem w wydarzeniach zmusiły agencje do zamrożenia działalności. Przełożyło się to na zmiany, jakie zaszły na tym rynku. Firmy musiały zredukować zatrudnienie, a wyspecjalizowani pracownicy zaczęli szukać miejsca w innych sektorach gospodarki. Branża niemal zamarła, ale próbowała się ratować, przenosząc działalność do Internetu. Teraz, kiedy wydawałoby się, że najtrudniejszy okres ma za sobą i mogłaby rozwinąć skrzydła, pojawiły się kolejne przeszkody.
Narastający kryzys gospodarczy, wywołany rosnącymi lawinowo cenami energii, paliw i – w efekcie – inflacją, a także niepewna sytuacja epidemiczna powodują, że klienci branży MICE wykazują powściągliwość i zaciskają pasa. Przedsiębiorstwa przez bardzo długi czas wstrzymywały się z organizacją spotkań, gdyż obawiały się nagłych zmian w obostrzeniach. Jeszcze do niedawna decydowały się na realizację wydarzeń w ostatniej chwili, co stawiało wykonawców pod ścianą. Mniejsza liczba podmiotów z branży MICE skutkuje tym, że są one zmuszone działać ad hoc, zgodnie z bieżącymi potrzebami klientów. W efekcie są bardzo mocno obłożone pracą i nie mogą przyjmować kolejnych zleceń. Po prostu nie ma kto organizować konferencji, targów czy spotkań biznesowych.
Wstrzemięźliwość widać także wśród konsumentów. Choć ludzie są spragnieni masowych imprez jak np. koncerty, to ze względu na wysokie koszty biletów rezygnują z uczestnictwa. Organizatorzy chcą odrobić straty poniesione w pandemii, windują więc ceny wejściówek do poziomu, który przy obecnej inflacji jest trudny do zaakceptowania przez fanów rozrywki.
Wszystko wskazuje więc na to, że w tym roku branża nie wróci jeszcze do pracy na pełnych obrotach.
33 miliony złotych, czyli apogeum długu
Zaległości firm z segmentu MICE wynoszą dziś 25,2 mln zł. Patrząc jednak w dłuższej perspektywie, na koniec 2019 r., a więc ostatniego roku bez lockdownów i obostrzeń, była to kwota znacznie niższa, bo zaledwie 12,6 mln zł.
–Podczas pandemii zaległości branży rosły aż do września ubiegłego roku, kiedy osiągnęły apogeum z sumą 33,1 miliona złotych. Obecne zadłużenie to spadek o prawie 8 milionów złotych. Oznacza to, że sytuacja sektora się stabilizuje, ale nie można uznać, że wraca na dawne tory. Największą bolączką firm eventowych jest obecnie brak specjalistów. Pandemia przetrzebiła rynek i trudno wypełnić lukę po doświadczonych pracownikach, którzy w profesjonalny sposób potrafili zorganizować wydarzenia. To nie wpływa korzystnie na biznes branży MICE – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.
Do tego dochodzą problemy z dostępnością hoteli, restauracji, dostawców cateringu czy firm produkujących gadżety. Podczas pandemii wiele z tych podmiotów zniknęło z rynku. W ich miejsce powstają nowe, ale sprawdzenie ich solidności i jakości usług wymaga czasu.
–Współpraca z nowymi podwykonawcami zawsze jest obarczona ryzykiem. W sytuacji, kiedy rynek jeszcze odbudowuje się po pandemii, a już ciąży mu obecna niepewność gospodarcza, konieczne jest weryfikowanie rzetelności płatniczej kooperantów, aby nie popaść w jeszcze większe problemy z płynnością finansową. Jeśli nowy partner biznesowy widnieje w biurze informacji gospodarczej jako dłużnik, należy się głęboko zastanowić, czy warto podjąć z nim współpracę. Sprawdzanie kontrahentów jest niezbędne, by firmy z branży MICE mogły bezpiecznie się rozwijać – mówi Katarzyna Starostka, ekspert programu Rzetelna Firma.
Spółki najmocniej obciążone długami
Z całej kwoty zadłużenia, gros zaległości – 20,2 mln zł – należy do spółek z ograniczoną odpowiedzialnością. Jednoosobowe działalności gospodarcze mają 5 mln zł niezapłaconych rachunków. Zaległości ma dziś 400 podmiotów. Średnie zadłużenie niemal podwoiło się w stosunku do 2019 r. i sięga 63 tys. zł, podczas gdy wówczas było to 33,2 tys. zł.
Najwięcej, bo ok. 40 proc. długów, przypada na firmy z województwa mazowieckiego. Mają one blisko 10 mln zł zaległości. Drugie miejsce zajmują przedsiębiorstwa ze Śląska z kwotą 9,3 mln zł, a trzecie z Wielkopolski z sumą 2,3 mln zł.
W najlepszej kondycji są podmioty z województw: podlaskiego (7,7 tys. zł długów), opolskiego (8,1 tys. zł) i lubelskiego (15,7 tys. zł).
Prawie 11 mln zł do zwrotu
Na zapłatę od firm MICE czekają przede wszystkim instytucje finansowe (banki, leasing, ubezpieczyciele) – uzbierało się tu 14,8 mln zł zaległości. Następne w kolejce są przedsiębiorstwa budowlane, które powinny otrzymać 5,5 mln zł. Natomiast firmy handlowe nie otrzymały 958 tys. zł.
Ale branża MICE sama jest także wierzycielem. Ma odzyskania od klientów 10,9 mln zł. Najwięcej są im winne przedsiębiorstwa handlowe, które nie zapłaciły 3 mln zł. Firmy z sektora przemysłowego powinny oddać 1,5 mln zł, a agencje reklamowe 1,4 mln zł.
Jak pokazuje najnowsza analiza wywiadowni gospodarczej Dun & Bradstreet z pierwszej połowy tego roku, w latach poprzedzających pandemię branża MICE rosła średnio w tempie 15-16 proc. rocznie, jednak w 2020 r. nastąpiło gwałtowne wyhamowanie i w 2021 r. było to zaledwie 2 proc. Odwoływanie imprez w związku z pandemicznymi obostrzeniami znacząco pogorszyło sytuację finansową tego segmentu. Obecnie w dobrej lub bardzo dobrej kondycji finansowej znajduje się niecałe 38 proc. firm, a ponad 62 proc. – w słabej lub złej.
W związku z obecną sytuacją energetyczną kluczowym wyzwaniem stało się przywrócenie wiary w to, że należy rozwijać odnawialne źródła energii. To są źródła, które mogą stanowić odpowiedź na obecny kryzys – mogą zapewniać stabilną energię, z którą aktualnie są problemy, ponieważ Polska boryka się z niedoborami węgla i gazu. Już pojawiają się nieplanowane wyłączenia bloków energetycznych w elektrowniach opalanych węglem, widać też problemy z zapewnieniem ratunku w postaci importu węgla. Inne kraje, które są dużymi eksporterami energii – typu Norwegia czy Francja – nie mogą jej eksportować w związku z nieprzewidzianymi zjawiskami, na przykład suszą powodującą obniżenie poziomu wód. W związku z tym krajowe, własne źródła energii odnawialnej – w szczególności wiatrowe, a dla prosumentów, czyli dla gospodarstw domowych fotowoltaika – to jest priorytet, na który należy wreszcie postawić. To są inwestycje, które mogą i powinny być realizowane teraz – w sytuacji spowolnienia gospodarczego, w które wchodzi Polska. Wzrost gospodarczy wyhamowuje, a inwestycje mogą przynieść nie tylko miliony złotych dla PKB, nowe miejsca pracy – ale też będą służyć w dłuższym terminie. Przyszłe wpływy podatkowe z lądowych farm wiatrowych będą znaczące – zwłaszcza dla lokalnych społeczności, dla gmin, które najczęściej mają dosyć ograniczone budżety.
– Idąc tym tokiem myślenia zwróciliśmy się do Pani Marszałek Sejmu o to, aby rozpocząć wreszcie bieg prac sejmowych nad rządowym projektem ustawy, który zakłada liberalizację zasady 10H. Ten projekt został złożony już w połowie lipca, także jest już długo przetrzymywany w Sejmie. Nie został mu nawet nadany numer druku. Tymczasem zasada 10h zamroziła możliwość rozwoju lądowych farm wiatrowych, ponieważ wprowadziła jedno z najbardziej restrykcyjnych w Unii Europejskiej ograniczeń pomiędzy odległością od wiatraka do zabudowań do siedzib ludzkich – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Wołejko, ekspert Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – Trzeba to zmienić i w tym projekcie są rozwiązania, które można uznać za kompromisowe. Dzięki niemu to społeczności lokalne, gminy mogłyby decydować o tym, gdzie taka farma wiatrowa ma być zlokalizowana – a nie centralny zakaz ustanowiony na poziomie ustawy. Liczymy na to, że Pani Marszałek odpowie na ten apel pozytywnie. Tym bardziej, że projekt jest rządowy, a po uchwaleniu ustawy i tak trzeba czekać – farmy wiatrowe zaczną działać najwcześniej za kilkanaście, kilkadziesiąt miesięcy. I należy na koniec wspomnieć o tym, że rozwijanie odnawialnych źródeł energii wpisywałoby się w krajowy plan odbudowy (KPO), po który cały czas możemy sięgnąć. To są miliardy dla polskiej gospodarki, miliardy dla polskich przedsiębiorców – po które możemy i powinniśmy sięgnąć. Ta decyzja powinna zapaść jak najszybciej – zaznacza Wołejko.
Przedsiębiorcy i naukowcy realizujący projekty B+R w obszarze innowacji cyfrowych mogą już nadsyłać swoje zgłoszenia w konkursie tematycznym NCBR Szybka Ścieżka. Nabór wniosków trwa od 19 października do 4 listopada br. Konkurs realizowany jest ze środków Funduszy Europejskich w ramach Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój.
NCBR stawia tym razem na cyfryzację, która w najbliższych latach będzie kluczowym warunkiem dla budowania konkurencyjności polskiej gospodarki. Przeprowadzona przez ekspertów Centrum analiza wniosków i umów o dofinansowanie, w ramach prac nad raportami „Analiza trendów badawczych we wnioskach o dofinansowanie składanych do NCBR w ramach PO IR w latach 2016-2019” i „Cyfrowa przyszłość dzieje się u nas”, pokazała, że digitalizacja jest dziś obecna niemal w każdym składanym do Centrum projekcie badawczo-rozwojowym. Sama informatyzacja, automatyzacja, digitalizacja stanowią podwaliny dla silnego wzrostu poszczególnych branż oferując nowe funkcjonalności, wzrost wydajności czy obniżenie kosztów, a przy tym kreują bardzo mocny wzrost zapotrzebowania na ekspertów i specjalistów z obszaru ICT.
Dla kogo konkurs?
Konkurs Szybka Ścieżka „Innowacje cyfrowe” jest skierowany do przedsiębiorstw realizujących projekt samodzielnie, konsorcjów przedsiębiorstw oraz konsorcjów naukowo-przemysłowych (maksymalnie trzy podmioty w konsorcjum), przy czym liderem jest zawsze przedsiębiorstwo.
Budżet konkursu wynosi 645 mln zł. Większość tej kwoty czyli 430 mln zł zostanie przeznaczona na projekty realizowane przez MŚP samodzielnie lub w konsorcjach z innymi MŚP lub z jednostkami naukowymi (z tego 77 mln zł z alokacji dla województwa mazowieckiego oraz 353 mln zł z alokacji dla pozostałych województw). Z kolei 215 mln zł zostanie przeznaczone na projekty realizowane przez duże przedsiębiorstwa samodzielnie lub w konsorcjach z innymi dużymi przedsiębiorstwami lub z udziałem MŚP lub jednostek naukowych (w tym 38 mln zł z alokacji dla województwa mazowieckiego oraz 177 mln zł z alokacji dla pozostałych województw).
Minimalna kwota wydatków kwalifikowalnych wynosi 5 mln zł. Maksymalna wartość kosztów kwalifikowalnych to 50 mln euro.
Dofinansowanie będzie udzielane na realizacją projektów, które obejmują badania przemysłowe i eksperymentalne prace rozwojowe albo tylko eksperymentalne prace rozwojowe. Projekt, w którym nie przewidziano eksperymentalnych prac rozwojowych, nie uzyska dofinansowania. Projekt może obejmować dodatkowo prace przedwdrożeniowe.
Jaka tematyka projektów
Zakres tematyczny konkursu obejmuje trzy główne obszary: cyberbezpieczeństwo, cyfryzację przemysłu oraz cyfrowe technologie kreacyjne.
Projekt dofinansowany w konkursie musi dotyczyć co najmniej jednego zagadnienia badawczego przewidzianego regulaminem konkursu i wpisywać się w co najmniej jedną Krajową Inteligentną Specjalizację.
Obszar „cyberbezpieczeństwa” to następujące zagadnienia: systemy monitorujące, testujące i analizujące; systemy wykorzystujące sztuczną inteligencję; cyberbezpieczeństwo jako usługa; kryptografia, uwierzytelnianie i ochrona tożsamości; cyberbezpieczeństwo instalacji procesowych; cyberbezpieczeństwo sieci i loT.
Zagadnienia badawcze, które uwzględnia obszar „cyfryzacji przemysłu” to: oprogramowanie do zarządzania w czasie rzeczywistym obiektami i procesami przemysłowymi przy wykorzystaniu zaawansowanych technologii cyfrowych; cyfrowe repliki fizycznych obiektów, procesów i systemów przemysłowych służące do efektywnego zarządzania procesami w przedsiębiorstwach; oprogramowanie do przetwarzania danych w czasie rzeczywistym i podejmowania decyzji na potrzeby loT; wykorzystanie AI w procesach przemysłowych; ICT w gospodarce o obiegu zamkniętym; wykorzystanie inteligentnych czujników na potrzeby procesów przemysłowych.
Z kolei „cyfrowe technologie kreacyjne” stwarzają szansę na dofinansowanie projektów, które wyczerpują następujące zagadnienia: rozwój mechanizmów automatycznego generowania treści w grach; platformy, silniki oraz techniki przetwarzania na potrzeby gier; nowe narzędzia i mechanizmy interakcji wykorzystujące innowacyjne interfejsy i mechanizm interakcji z grą i otoczeniem; opracowanie narzędzi wspierających i automatyzujących procesy wytwórcze gier; cyfrowa dystrybucja i wieloosobowe rozgrywki online; projektowanie i wzornictwo w zakresie gier video; opracowanie rozwiązań softwareowych; rozwój gier poważnych.
Więcej informacji na stronie NCBR: https://www.gov.pl/web/ncbr/11112022-szybka-sciezka-innowacje-cyfrowe
Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) alarmuje, że zapowiadany rządowy projekt nowelizacji ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty przewiduje rozwiązania, których rzeczywistym skutkiem będzie uszczuplenie w przyszłym roku środków Narodowego Funduszu Zdrowia dostępnych na leczenie o kwotę ok. 13 mld zł. Zamiast deklarowanego wzrostu publicznych nakładów na zdrowie, pacjenci muszą zatem liczyć się z perspektywą zmniejszenia poziomu finansowania świadczeń nawet o 10%. Oznaczałoby dalsze ograniczenie dostępu do leczenia oraz wydłużenia kolejek na zabiegi lub do specjalistów. A wszystko to w czasie, kiedy zapotrzebowanie na świadczenia medyczne jest szczególnie zwiększone ze względu na tzw. dług zdrowotny występujący po pandemii.
Z dostępnych informacji wynika, że projektowane zmiany obejmują przeniesienie na NFZ obowiązku finansowania zadań, których koszty były do tej pory pokrywane z budżetu państwa – takich jak zakup szczepionek, ratownictwo medyczne, bezpłatne leki dla osób w wieku 75+ oraz kobiet w ciąży, programy lekowe dla osób chorych na hemofilię oraz żyjących z wirusem HIV, a także świadczenia wysokospecjalistyczne. Łącznie przekłada się to na sumę ponad 7 mld zł, które trzeba będzie znaleźć w ramach dotychczasowego budżetu NFZ, który nie otrzyma z tytułu objęcia dodatkowych zadań jakiejkolwiek finansowej rekompensaty. Ponadto środki z funduszu zapasowego NFZ będą mogły zostać przeniesione do Funduszu Przeciwdziałania COVID-19 – spodziewane jest wytransferowanie w przyszłym roku kwoty rzędu 6 mld zł. Na dodatek, dochody Funduszu zostaną uszczuplone z powodu zaprzestania opłacania składek na ubezpieczenie zdrowotne, które do tej pory były pokrywane z budżetu państwa. W łącznym wymiarze daje to kwotę przynajmniej 13 mld zł w 2023 r., które zamiast na leczenie pacjentów zostaną wydane w inny sposób.
Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich, wiceprezes Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE)
„Trudno zrozumieć, dlaczego w okresie, kiedy ochrona zdrowia powinna być jednym z wiodących priorytetów polityki publicznej państwa, a przepisy ustawy o świadczeniach zdrowotnych w teorii gwarantują stopniowe wyrównywanie poziomu nakładów na ten cel do średniej unijnej – planowana jest operacja daleko idącego drenażu Narodowego Funduszu Zdrowia, którą można porównać jedynie do przejęcia blisko 10 lat temu środków zgromadzonych w Otwartych Funduszach Emerytalnych. W tym kontekście skandaliczna jest najnowsza zapowiedź, że wspomniany projekt nie będzie poddany konsultacjom społecznym – lecz trafi do zatwierdzenia bezpośrednio na posiedzenie Rady Ministrów. Stanowi to jawne naruszenie obowiązku konsultowania rządowych projektów aktów legislacyjnych, który wynika choćby z art. 5 ustawy o Radzie Dialogu Społecznego. Nie sposób wyobrazić sobie wprowadzenie ustawy tak dalece ingerującej w strukturę i poziom publicznego finansowania ochrony zdrowia, a w konsekwencji silnie oddziałującej na przeważającą część społeczeństwa, bez możliwości zapoznania się z pełną treścią projektu oraz wyrażenia opinii na jego temat przez partnerów społecznych i samych pacjentów. Opowiadamy się za utrzymaniem swego rodzaju umowy społecznej, wytworzonej wokół celu, jakim jest zapewnienie 7% PKB na publiczną ochronę zdrowia. Dlatego też należy odrzucić wszelkie rozwiązania, które nakładają na Narodowy Fundusz Zdrowia nowe, kosztowne obowiązki, bez zapewnienia dodatkowych źródeł ich finansowania” – podkreśla Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP).
Wzrost przez akwizycje, ekspansja zagraniczna i dalsza konsolidacja rynku IT to główne założenia nowej strategii ‘Euvic 2030’, która dzięki wzmocnieniu głównych filarów działalności zakłada osiągnięcie przychodów na poziomie 4 mld zł w perspektywie nie dłuższej niż 8 kolejnych lat. Spółka przeprowadza wcześniej zapowiadaną konsolidację usług IT wokół notowanej na NewConnect spółki eo Networks. Trwają także przygotowania do debiutu giełdowego.
Grupa Euvic to jedna z największych technologicznych grup kapitałowych na polskim rynku. Firma rozwija się w segmentach Software Development, Body/Team Leasing, Infrastruktura IT, Commerce Transformation, Innowacje i Performance. Jej główną przewagą rynkową jest działanie w modelu 360°, gwarantującym klientom dostęp do kompetencji i usług w każdym obszarze IT, wspierającym cyfrową transformację biznesu. Od 2020 r. Euvic realizuje założenia strategii Integrator 2.0, konsekwentnie rozszerzając zakres i kompleksowość świadczonych usług.
W 2021 r. sumaryczne przychody Grupy Euvic wyniosły 1,06 mld zł. Prognoza na ten rok zakłada blisko 20 proc. wzrost, do kwoty 1,27 mln zł. W pierwszej połowie br. Grupa wypracowała sumaryczny przychód w wysokości 590,7 tys. zł. Za 84 proc. tego wyniku odpowiada 12 największych spółek Grupy. Zgodnie z założeniami nowej strategii rozwoju, przychód Grupy ma wynieść 4 mld zł. w roku 2030.
Międzynarodowy rozwój i akwizycje
W ramach korekty strategii związanej z kryzysem Euvic skupia działania na zwiększeniu potencjału handlowego na rynkach zagranicznych i stworzeniu sieci centrów usługowo-kompetencyjnych w kilku rejonach świata. Planowany jest rozwój ośrodków biznesowych w USA, UK, DACH a także w Ukrainie czy Izraelu. W ramach tych działań powstały dwa nowe, międzynarodowe oddziały: w Finlandii (Euvic Suomi) oraz w Dubaju (Euvic UAE). Jako wsparcie w rozwoju działalności międzynarodowej do zarządu Euvic dołączył Ola Hesselroth, obejmując stanowisko wiceprezesa. W portfolio klientów Euvic UAE znajduje się m.in. czołowy operator telekomunikacyjny w kraju.
Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, Euvic stawia na dynamiczny wzrost przez akwizycje. Do końca bieżącego roku planuje sfinalizować 8-10 transakcji. W wyniku jednej z nich do Grupy dołączył ukraiński Exoft.
Exoft to, zatrudniający ponad 80 programistów, software house z siedzibą główną we Lwowie. Posiada klientów w USA, Skandynawii oraz w Nowej Zelandii. Doświadczenie Exoft obejmuje w znacznej części zlecenia zagraniczne z wielu branż, głównie logistycznej i medycznej, co jest spójne z kierunkiem rozwoju biznesowego Euvic.
Naszą ambicją jest, aby utrzymać proces przeprowadzanych akwizycji na poziomie ok. 10 operacji rocznie. Jest szansa, że do końca tego roku uda się nam się zrealizować ten cel. Wciąż trwają rozmowy dotyczące kolejnych transakcji. Zamierzamy skupić się na Polsce, ale jesteśmy też aktywni w Ukrainie. Decyzja o takim kierunku wynika z tempa rozwoju i poziomu branży IT, który w tym rejonie jest równie wysoki, co w Polsce, zaś w związku z napaścią Rosji wyceny spółek znacznie spadły. Już teraz zatrudniamy około 5 tys. osób, wśród których dużą cześć stanowią programiści. Daje nam to ogromną przewagę na rynku – mówi Wojciech Wolny, prezes i założyciel Euvic.
Strategia rozwoju Euvic to także dalsza profesjonalizacja działań, którą spółka realizuje poprzez angażowanie wysoko wykwalifikowanej kadry zarządzającej oraz współpracę z doświadczonymi inwestorami.
Rozwój eoNetworks w strukturach Grupy Euvic
W kwietniu 2021 r. do Grupy Euvic dołączyła spółka eo Networks, wokół której obecnie konsolidowane są usługi i kompetencje z obszaru infrastruktury IT. W tym roku do jej struktur włączony został zespół serwisowy Euvic IT. Zgodnie z zapowiedzią z poprzedniego roku, Spółka rozwija dział wytwarzania programowania, a programiści eo Networks działają jako jeden z managed teamów przy realizacji nowych projektów, m.in. dla branży retail.
Od momentu dołączenia eo Networks do Grupy nabraliśmy pewności siebie i działamy znacznie odważniej. Po ubiegłorocznym zaangażowaniu kapitałowym w Tekker, podjęliśmy rozmowy i negocjacje z kolejnymi startupami. Podpisaliśmy także list intencyjny z Hand2Band i jesteśmy na etapie finalizacji umowy inwestycyjnej. To krok, który pozwoli nam na podwojenie liczebności naszego zespołu programistycznego i rozwój usług związanych m.in. z budową i utrzymaniem systemów transakcyjnych oraz innych rozwiązań wspierających e-commerce. Liczymy na to, że w najbliższych dniach poinformujemy o kolejnej inwestycji, tym razem z obszaru IT. – mówi Błażej Piech, prezes zarządu eo Networks S.A.
Spółka wzmacnia także działania komunikacyjne i wizerunkowe. W minionych miesiącach przeszła rebranding i zmieniła siedzibę software house’u.
Plan na parkiet
W związku z planami debiutu na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie, Euvic zakończył zmianę tożsamości prawnej na spółkę akcyjną i czeka na stosowny wpis w KRS.
Mówi się, że Polacy są przywiązani do własności. Padają nawet konkretne liczby. Zdaniem autorów Kwartalnika mieszkaniowego Otodom i Polityki Insight „aż 89% Polek i Polaków woli mieszkać we własnym mieszkaniu”[1]. Rekordy sprzedaży notowane w ostatnich latach – zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym – wydają się potwierdzać tę tezę. Tymczasem znaczna część zakupów na rynku mieszkaniowym w Polsce wspierana była kredytami hipotecznymi. Wraz z serią podwyżek stóp procentowych i zaostrzeniem polityki banków, „paliwo” napędzające rynek nieruchomości się skończyło, a KNF nie odpuszcza.
W III kwartale 2022 r. nabywcy doczekali się długo wyczekiwanego spadku cen. Średnie ceny ofertowe mieszkań (z rynku pierwotnego i wtórnego) wystawionych do sprzedaży za pośrednictwem serwisu Otodom wzrosły o 1,5% w porównaniu do poprzedniego kwartału. To najwolniejszy wzrost cen od blisko dwóch lat – ostatni raz tak małe podwyżki miały miejsce pod koniec 2020 r. Wolne tempo wzrostu cen wraz z narastającą inflacją sprawiają, że po raz pierwszy od dekady ceny mieszkań w ujęciu realnym, czyli w porównaniu do wzrostu średnich cen towarów i usług, zaczęły spadać. Tymczasem deweloperzy wstrzymują budowy, a BIK informuje, że we wrześniu do banków trafiło tylko 13,6 tys. wniosków o kredyt hipoteczny, co jest drugim najniższym wynikiem od stycznia 2007 r.[2].
Gdzie zniknęła zdolność kredytowa Polaków?
Wszystko zaczęło się dokładnie rok temu. 6 października 2021 r. Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała o pierwszej od 11 lat podwyżce stóp procentowych. Zapoczątkowany w ten sposób cykl 11 podwyżek, wywindował stopę referencyjną z rekordowo niskiego poziomu 0,1% do poziomu 6,75%, ostatni raz widzianego na początku 2003 roku.
W marcu UKNF opublikował stanowisko skierowane do Prezesów Zarządów Banków oraz Dyrektorów oddziałów instytucji kredytowych, w którym zalecił, aby wszystkie banki przyjmowały dodatkowy bufor w wysokości 5 p.p., zamiast dotychczasowego bufora w wysokości 2,5 p.p., podczas oceny zdolności kredytowej.
Jednocześnie w ramach strategii zarządzania ryzykiem banki już od kilku lat niezależnie od wieku kredytobiorców oraz okresu, na jaki udzielany jest kredyt, wyliczają zdolność na okres kredytowania nie dłuższy niż 25 lat. Dodatkowo nowelizacja Rekomendacji S[3] nałożyła na nie obowiązek utrzymania wskaźnika DsTI (mówiącego o tym, jaką procentowo część rocznych dochodów kredytobiorcy pochłaniają roczne koszty związane ze spłatą zobowiązań kredytowych i innych zobowiązań finansowych, z których kredytobiorca nie może się wycofać) poniżej 40% w przypadku niższych dochodów oraz 50% w przypadku dochodów wyższych.
– Splot tych wszystkich czynników spowodował, że sytuacja kredytobiorców zmieniła się diametralnie przez ostatnie 12 miesięcy. Raty kredytowe w wielu przypadkach uległy zwiększeniu o ponad 100%, jednocześnie drastycznie zmniejszyła się zdolność kredytowa. Jeszcze rok temu dwójka kredytobiorców bez zobowiązań i osób na utrzymaniu, zarabiająca 10 tys. złotych mogła liczyć na przyznanie kredytu w wysokości około 1 mln złotych. Obecnie ich zdolność kredytowa oscyluje w granicach 450-500 tys. złotych w zależności od banku – komentuje Paweł Onych, Head of Mortgages, Otodom.
Na razie „tylko za gotówkę”
W rezultacie zmian na rynku kredytów hipotecznych doszło do prawdziwego załamania akcji kredytowej. Wg najnowszych danych BIK, w sierpniu br. udzielono 68,8% mniej kredytów mieszkaniowych niż rok temu. Spadła też wartość kredytów, o które ubiegają się nabywcy. We wrześniu była aż o 68,7% niższa w porównaniu do września 2021 r.[4].
– Jak w naczyniach połączonych – wraz ze spadkiem akcji kredytowej z biur sprzedaży i pośrednictwa odpłynęli klienci, szczególnie w niższych segmentach jakościowych. Deweloperzy ograniczyli nowe wprowadzenia, a sprzedający na rynku wtórnym muszą liczyć się z dłuższym oczekiwaniem na kupca oraz z tym, że trzeba będzie negocjować cenę. Wrócił rynek kupującego. I to zamożnego. Dziś na rynku mieszkaniowym kupują ci, którzy mają nadwyżki lub na tyle solidne zabezpieczenie finansowe, by podołać wszystkim wymogom banku – komentuje Ewa Tęczak, PR Lead Otodom.
Wraz z pogarszającą się sytuacją na rynku hipotecznym oraz sygnałami, że cykl podwyżek stóp procentowych może dobiegać końca, pojawiły się sugestie, że KNF powinien złagodzić narzucone bankom wytyczne – zwłaszcza w sytuacji, gdy rozpatrywany jest kredyt ze stałym oprocentowaniem.
W piątek 14 października br. potencjalnych kredytobiorców spotkało jednak kolejne rozczarowanie. Urząd Komisji Nadzoru Finansowego poinformował, że „Na rynku pojawiły się nowe, istotne czynniki ryzyka, a sytuacja nie zmieniła się na tyle, aby uzasadnione było odstąpienie przez banki od zwiększonej ostrożności przy ocenie zdolności kredytowej potencjalnych kredytobiorców hipotecznych”[5].
– To jasny sygnał, że na jakiekolwiek zmiany i nawet delikatne odmrożenie na rynku kredytów mieszkaniowych przyjdzie nam jeszcze poczekać – podsumowuje Paweł Onych, ekspert Otodom.
[1] Kwartalnik mieszkaniowy Otodom i Polityki Insight „Raport o sytuacji na rynku mieszkań w I kwartale 2022 roku”.
[2] BIK, Wrześniowy odczyt BIK Indeksu Popytu na Kredyty Mieszkaniowe, wrzesień 2022 r.
[3] Dokument wydany przez Komisję Nadzoru Finansowego, skierowany bezpośrednio do banków, który reguluje proces przyznawania kredytów hipotecznych i ustanawia zasady, jakich wszystkie banki powinny bezwzględnie przestrzegać.
[4] BIK, Wrześniowy odczyt BIK Indeksu Popytu na Kredyty Mieszkaniowe, wrzesień 2022 r.
Obecne przepisy ustawy o podatku akcyzowym wymagają doprecyzowania w odniesieniu do samochodów wykorzystywanych do badań i jazd testowych. Inaczej będą przeszkodą na drodze Polski do zajęcia wiodącej pozycji na światowym rynku segmentu B + R motoryzacji – uważa Konfederacja Lewiatan.
– Za nami konsultacje społeczne nowelizacji ustawy o podatku akcyzowym. Niestety i tym razem nie podjęto próby, aby przepisy podatkowe wsparły polską branżę motoryzacyjną. Nieostra definicja samochodu osobowego przy jednoczesnym braku regulacji jednoznacznie zwalniających auta osobowe przeznaczone do celów badawczych z podatku akcyzowego nakłada na przedsiębiorców dodatkowe obowiązki administracyjno-podatkowe, tym samym zmniejszając ich konkurencyjność w stosunku do firm na rynkach zagranicznych. W wielu krajach Europy Środkowo-Wschodniej, w tym państwach członkowskich UE (Czechy, Słowacja, Litwa, Łotwa, Estonia oraz Słowenia) samochody osobowe w ogóle nie są obciążone podatkiem akcyzowym – mówi Anna Słomińska–Wernik, ekspertka Konfederacji Lewiatan.
Obecne przepisy ustawy o podatku akcyzowym wymagają doprecyzowania w odniesieniu do pojazdów wykorzystywanych do badań i jazd testowych. Konieczne jest przeformułowanie art. 100 ust. 4 ww. ustawy tak, aby jednoznacznie wskazywał on, że pojazdy przeznaczone do celów badawczych realizowanych przez firmy badawcze, nie są samochodami osobowymi w rozumieniu przepisów ustawy o podatku akcyzowym. Brak precyzji w przepisach ustawy o podatku akcyzowym pozostawia zbyt szeroki margines dla ich interpretacji przez administrację skarbową, co wprowadza niepewność i zakłócenia w działalności badawczo – rozwojowej.
– Uwolnienie rynku B+R z części zobowiązań podatkowych związanych z podatkiem akcyzowym od samochodów testowych przełoży się na rozwój rynku badań nad nowymi technologiami w motoryzacji oraz zwiększy jej konkurencyjność wobec innych państw – dodaje Anna Słomińska – Wernik.
Klimatyzator to urządzenie najczęściej używane do obniżania temperatury panującej w pomieszczeniach ale ich funkcjonalność nie ogranicza się jedynie do tego. Okazuje się, że klimatyzacja skutecznie może pomóc w ogrzaniu pomieszczeń np. w sezonie przejściowym, gdyż posiada możliwość sterowania temperaturą w bardzo szerokim zakresie. Zatem w zależności od potrzeb można nastawić urządzenie na grzanie lub chłodzenie.
Aktualnie dostępne unowocześnione klimatyzatory, zwłaszcza popularne rozwiązania typu split, to rozwiązanie idealne dla osób, które szukają sposobu na obniżenie temperatury w mieszkaniu w okresie największych upałów oraz ogrzanie mieszkania w miesiącach zimowych, a tak naprawdę to dowolne sterowanie temperaturą panującą w pomieszczeniach. Taka funkcja może być szczególnie użyteczna w jesiennym sezonie przejściowym, gdy jeszcze system centralnego ogrzewania w domu czy mieszkaniu nie został uruchomiony, wówczas może wręcz go zastąpić ale też stanowić jego uzupełnienie. Uznaje się, że klimatyzator może skutecznie być używany jako źródło ogrzewania w pomieszczeniach mieszkalnych nawet wtedy, gdy na zewnątrz temperatury spadają do zera lub poniżej tej granicy.
Jak działa klimatyzator typu split? Warto wiedzieć, że właściwie każdy jest rewersyjną pompą ciepła, co oznacza że można odwrócić jego działanie. W gorące dni będzie on chłodził, a w zimne – grzał. Włączając opcję grzania jednostka wewnętrzna będzie ocieplać, a zewnętrzna chłodzić. Dodatkowym ułatwieniem ale też usprawnieniem obsługi urządzenia jest możliwość sterowania nim za pomocą pilota. Wystarczy wybrać odpowiednie funkcje i ustawić intensywność pracy urządzenia.
Czy używanie klimatyzatora do ogrzewania mieszkania jest opłacalne?
Z treści napisanej powyżej jasno wynika, że istnieje techniczna możliwość stosowania klimatyzacji jako urządzenia grzewczego, ale czy takie wykorzystanie klimatyzatora opłaca się? W aktualnej sytuacji rynkowej można śmiało stwierdzić, że jest to metoda konkurencyjna w porównaniu do klasycznych grzejników elektrycznych, ale też wielu kotłów grzewczych, czy piecy gazowych. Wpływa na to miedzy innymi fakt, iż nowoczesne klimatyzatory są energooszczędne i bardzo wydajne, dzięki czemu w krótkim czasie mogą skutecznie podnieść temperaturę w danym pomieszczeniu, tak samo dobrze jak przy chłodzeniu.
Bardziej wnikliwi konsumenci planujący zakup klimatyzatora zainteresowani oceną opłacalności korzystania z klimatyzacji do ogrzewania mieszkania powinni wziąć pod uwagę współczynnik COP/SCOP. Określa on ilość wyprodukowanej przez urządzenie energii cieplnej, przy poborze jednostki energii elektrycznej wyrażonej w kWh. Aby prawidłowo zinterpretować ten współczynnik trzeba wiedzieć, że im wyższa wartość COP/SCOP, tym praca klimatyzator bardziej efektywna. Urządzenia z najwyższym współczynnikiem generują nawet kilka razy więcej ciepła zużywając tyle samo energii elektrycznej.
Ogrzewanie klimatyzacją w okresie przejściowym
Jak wspomniano powyżej dobrym pomysłem jest wykorzystanie klimatyzacji w celu ogrzewania domu w sezonie przejściowym, czyli wiosną i jesienią. Jeżeli zainstalowane urządzenie jest energooszczędne i wydajne to takie uzupełniające ogrzewanie będzie ekonomiczne i efektywne oraz wygodne. Niestety bardzo niskie temperatury panujące na zewnątrz negatywnie wpływają na wydajność ogrzewania, a większość zewnętrznych jednostek klimatyzacyjnych przystosowana jest do pracy w temperaturze do -15 stopni Celsjusza.
Podsumowując, klimatyzator może służyć jako ekonomiczne i efektywne źródło ogrzewania jednak ta funkcjonalność jest ograniczona. Ważne jest też to jakie urządzenie wybierzemy, gdyż klimatyzatory mogą mieć różną klasę energooszczędności i wydajności.