Polsce i Europie potrzebne finansowanie na wczesnym etapie

Najświeższe dane Crunchbase potwierdzają potrzebę finansowania early stage szczególnie w Europie. Projekty biznesowe na najwcześniejszym etapie rozwoju mierzą się z tzw. „capital & skill gap”, co skutecznie blokuje rozwój europejskiego ekosystemu startupowego. Podobnie w Polsce, brakuje sprawnego ekosystemu aniołów oraz środków prywatnych wspieranych wiedzą na etapie preseed. Wszystko to zawęża źródła finansowania innowacyjnych startupów, a na pewno utrudnia tworzenie projektów globalnych. Szkoda, ponieważ Polska ma kilka silnych branż, w których się wyróżnia i które na pewno można wyskalować globalnie.

Wg najnowszych danych Crunchbase, finansowanie europejskich start-upów na wszystkich etapach osiągnęło w drugim kwartale 23,7 mld USD, czyli o 38% mniej niż rok wcześniej, kiedy wyniosło rekordowe 38 mld USD. Spadki finansowania dotyczyły w znacznej części start-upów na późnym etapie oraz tzw. „technology growth stage startups”, które obniżyło się o 13 miliardów USD. Najmniejsze spadki dotyczyły wczesnych etapów finansowania. Finansowanie early stage w Europie zmniejszyło się jedynie o 9% rok do roku, osiągając poziom 7,9 mld.

Jak podkreślają analitycy Crunchbase, liczby z 2022 roku są i tak rekordowo wysokie – europejskie inwestycje w startupy rozpoczęte w 2022 r., przeciwstawiały się globalnemu trendowi na rynku VC. Podczas gdy globalne i północnoamerykańskie inwestycje VC w pierwszym kwartale spadały z kwartału na kwartał, w Europie pierwszy kwartał 2022 r. był drugim najsilniejszym kwartałem finansowania na kontynencie od początku 2021 r. Aktywa przeznaczone na fundusze VC w Europie rosły wraz z napływem amerykańskich firm VC rozpoczynających działalność w Europie. Szczególnie Wielka Brytania, Niemcy, Francja, Szwecja i Holandia – rozwijały się doskonale jako ekosystemy przedsiębiorczości[1].

Finansowanie seedowe potrzebne w Europie

Widzimy, że projekty biznesowe na najwcześniejszym etapie rozwoju mierzą się nie tylko z tzw. „capital gap”, ale także „skill gap”, co skutecznie blokuje szybszy rozwój europejskiego ekosystemu startupowego podkreśla Dariusz Żuk, CEO AIP Seed. Dlatego, w Europie coraz więcej widzimy tzw. proaktywnych seed funds, które przyjmują rolę tzw. „in-house VC”. Ich zadanie nie ogranicza się wyłącznie do zapewnienia kapitału na rozwój, ale wnoszą do rozwoju starup’ów wartość dodaną w postaci dostępu do potrzebnego know-how czy odpowiednich ekspertówpodsumowuje Dariusz Żuk.

Jak podkreślają eksperci AIP Seed, dobrze zorganizowana inwestycja pre-seed wprowadza startupy na pożądany kurs, ponieważ zapewnia strukturę, jasną strategię pozyskiwania funduszy oraz dostęp do sieci kontaktów właściwie od pierwszego dnia.

Wierzymy także, że angel investing działa najlepiej w połączeniu z funduszami, dlatego staramy się współpracować z prywatnymi aniołami właściwie przy każdej transakcji. Daje to jeszcze większą wartość startupom, a jednocześnie pomaga aniołom animować i wkładać więcej prywatnych pieniędzy do ekosystemu tłumaczy Dariusz Żuk.

AIP Seed zwraca także uwagę, że finansowanie pre-seed zakłada od początku ścieżkę, w której founderzy pozyskują możliwie jak najmniejsze rundy na danym etapie, ponieważ z założenia kolejne fundraisingi odbywają się już przy lepszych wycenach. To z kolei pozwala chronić tzw. „capitalization table”, czyli strukturę udziałową w start-upie, jednocześnie wprowadzając przemyślaną strukturę fundraisingu.

Widzimy, że wiele najciekawszych w Europie, spektakularnych dziś projektów zaczynało od właśnie pre-seedu. Mam na myśli chociażby skomplikowane operacyjnie biznesy takie jak: Wolt – firma zaczynała od 500 tys. USD w pierwszej rundzie; czy też np. Bolt – pozyskując 100 tys. USD w pierwszej rundzie. Podobną drogę przechodziły dwa wiodące dziś fintechy. Myślę o Revolucie – zaczynał z pierwszą rundą finansowania na poziomie 500 tys. USD czy Klarnie, która zebrała 60 tys. USD początkowego finansowaniapodsumowuje Dariusz Żuk.

A jak jest u nas?

W Polsce brakuje ciągle dobrego i rozbudowanego ekosystemu wspierającego startupy na początkowym i wczesnym etapie – uważają eksperci AIP Seed.

– W Polsce potrzebny jest sprawny ekosystem aniołów biznesu. Owszem, taki system rozwija się i jest animowany przez funkcjonujące organizacje, nadal jednak podaż prywatnego kapitału jest zbyt mała. Kiedy się to zmieni? Może wówczas, kiedy zacznie się fala „exitów” założycieli pierwszych dużych polskich projektów. Dziś wiele startup’ów rozpoczyna działalność w oparciu o bootstrapping – czyli środki własne, co na pewno spowalnia całą dynamikę rozwoju na początkowym etapiemówi Dariusz Żuk.

Kolejnym wyzwaniem polskiego rynku jest skalowanie projektów oraz szybkie podnoszenie kapitału w  kolejnych rundach VC czy dalej rundach A i B.

– Jednak aby sprawnie przeprowadzić spółkę do finansowania z rundy A i B, musimy sensownie ułożyć ścieżkę finansowania na jak najwcześniejszym etapie. Dlatego, zachęcamy founderów, chcących budować projekty globalne, aby już na starcie pozyskiwali inwestorów, którzy pomogą w przyszłości skutecznie pozyskiwać kapitał. Szczególnie, gdy mówimy o tych przedsiębiorcach, którzy nie mają jeszcze doświadczeń w fundraisingu. Idealny model to znalezienie na samym początku dobrego funduszu wczesnego etapu seedowego i pozyskanie do 1 mln zł. Dobry fundusz na początku to taki, który podpowie, jak wydać środki efektywnie, dobierze merytorycznych koinwestorów oraz pomoże pozyskać kolejną rundę z odpowiednio dobranymi funduszami podkreśla Dariusz Żuk.

Potencjał tworzenia projektów globalnych

Zarówno brak rozbudowanego ekosystemu aniołów, niewielka podaż środków prywatnych na etapie early seed zawężają źródła finansowania innowacyjnych startup’ów w Polsce, a na pewno utrudniają dziś startupom budowę projektów globalnych. Jak zauważają eksperci AIP Seed, Polska ma kilka silnych branż, w których się zdecydowanie wyróżnia i które można wyskalować szerzej. Myślę np. o gamingu czy biotech. Mamy także sporo projektów startupów z różnych branż, które bezpośrednio nawiązują do trendów globalnych i starają się do nich dopasować, co jest najlepszym rozwiązaniem. Polska ma duże kompetencje w marketplace’ach czy w Saas’ach. Kolejne, progresywne branże to: medtech, healthtech czy business automation. Coraz ciekawsze rozwiązania proponują nam Fintechy. To są sektory, które na pewno dalej będą się rozwijać.

Dzisiaj, w czasach kryzysu musimy mocniej zadbać o rynek preseed i inwestycje w tym obszarze, aby projekty za kilkanaście miesięcy były gotowe na odbicie na rynku i wykorzystały swoją szansę. Dostrzegamy także coraz mniejszą atrakcyjność pracy w korporacjach, co powinno się przełożyć na większą skłonność do tworzenia startupów wśród osób z doświadczeniem korporacyjnym i większą podaż ciekawych projektów – podsumowuje Dariusz Żuk.

[1] crunchbase news, Q2 European Startup Funding Drops 38% From A Year Earlier, https://news.crunchbase.com/venture/european-startup-funding-drops-q2-2022-monthly-recap/

Eesti Energia zainwestowała prawie 100 mln euro w II kwartale 2022 r.

Zysk netto Eesti Energia w II kwartale 2022 r. wyniósł 33 mln euro. W tym samym okresie Grupa zainwestowała ponad 98 mln euro, głównie w produkcję energii odnawialnej, konserwację sieci elektrycznych oraz nowe przyłączenia do sieci. Są to największe kwartalne inwestycje Eesti Energia w ostatnich latach.

Misją Eesti Energia jest wspieranie zielonej rewolucji. W najbliższych latach planujemy zainwestować miliardy euro w rozwój przystępnej cenowo i przyjaznej środowisku energii elektrycznej oraz w zwiększanie niezależności energetycznej. Nasze dobre wyniki finansowe pozwolą nam realizować te ambitne plany – tłumaczy Andri Avila, członek zarządu i dyrektor finansowy Eesti Energia.

W latach 2022-2026 Eesti Energia planuje zainwestować blisko 2,5 mld euro, z czego większość w budowę nowych farm wiatrowych i parków słonecznych na wszystkich rynkach, na których Grupa prowadzi działalność.

W II kwartale 2022 r. Eesti Energia zainwestowała prawie 40 mln euro w produkcję energii ze źródeł odnawialnych. Do nowo budowanych elektrowni należą m.in.: farmy wiatrowe Purtse w Estonii, Tolpanvaara w Finlandii, Akmene i Šilale II na Litwie, a także farmy fotowoltaiczne w Zambrowie i Dębniku w Polsce oraz Purtse w Estonii – które łącznie osiągną 258 MW mocy produkcyjnych. Ponadto Enefit Green nabył od Eesti Energia obecnie realizowaną farmę wiatrową Tootsi o mocy 74 MW. Ta nowoczesna inwestycja, która będzie powstawać równolegle z farmą Sopi (o mocy 161 MW), podwoi produkcję energii wiatrowej w Estonii.

Najszybszym i najbardziej opłacalnym wsparciem dla społeczeństwa w czasie kryzysu energetycznego jest elektryfikacja, która umożliwia zastępowanie kopalnych źródeł energii, takich jak paliwa silnikowe w transporcie, czy gaz ziemny w energetyce cieplnej, zieloną energią elektryczną – dodaje Andri Avila.

Eesti Energia jest dynamicznie rozwijającym się dostawcą energii w regionie Morza Bałtyckiego. W II kwartale 2022 r. Grupa zwiększyła sprzedaż energii klientom indywidualnym o jedną piątą na wszystkich rynkach do 2,3 TWh. Największy wzrost sprzedaży odnotowała na Łotwie (+56%). W II kwartale 2022 r. Eesti Energia sprzedała o ponad połowę (58%) energii więcej w Polsce, Finlandii, na Łotwie i Litwie niż na rodzimym rynku w Estonii.

Przychody ze sprzedaży Grupy w II kwartale 2022 r. były wyższe o 73% w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego i wyniosły blisko 417 mln euro. W raportowanym okresie EBITDA wzrosła 2,5-krotnie, do prawie 80 mln euro. Zysk netto wyniósł ponad 33 mln euro, czyli prawie 3-krotnie więcej w porównaniu z tym samym okresem ubiegłego roku.

Druk wielkoformatowy — wszystko, co trzeba o nim wiedzieć

W marketingu liczy się trafność przekazywania informacji i skuteczność na szeroką skalę, dlatego coraz częściej duże firmy decydują się na reklamy o dużym formacie. Jednak billboardy i banery to zadanie dla profesjonalistów, którzy przy wykorzystaniu specjalnych maszyn drukarskich są w stanie zaoferować klientom gotowe produkty reklamowe.

Takim niekwestionowanym profesjonalistą jest z pewnością SigmaDruk — drukarnia oferująca specjalistyczne usługi druku wielkoformatowego w postaci banerów, billboardów, tablic reklamowych i wielu innych popularnych nośników reklamy.

druk offsetowy

Czym jest druk wielkoformatowy?

Druk wielkoformatowy to nowoczesna forma poligrafii, czyli przenoszenia obrazu cyfrowego na papier lub inny materiał. Ściślej mówiąc — jest to proces nanoszenia tuszu przez drukarkę wieloformatową na materiał o dużych rozmiarach. 

Dziedzina ta już jest bardzo rozwinięta, ale nadal się doskonali, przez co rynek drukarski ma klientom wiele do zaproponowania. Druk cyfrowy to narzędzie, bez którego trudno byłoby się obejść w dzisiejszym świecie, dlatego usługi drukarni wielkoformatowych są wysoce cenione. 

Rodzaje druku wielkoformatowego

Druk drukowi nierówny, a to dlatego, że do produkcji form drukowanych wykorzystuje się różne techniki. Każda z nich charakteryzuje się czymś innym, przez co łatwo dostosować je do konkretnego projektu. A oto rodzaje druku wielkoformatowego:

  • Druk solwentowy — inaczej zwany twardym solwentem (z ang. hard solvent); jest to technika, która daje najtrwalsze połączenie barwników z materiałem. Na podkład nakładana jest dość duża doza gęstej farby, przez co grafika może mieć gorszą jakość od reklam wykonanych innymi technikami, ale wytrzymałość i odporność na czynniki atmosferyczne zdecydowanie to rekompensuje. Wysoka jakość, a tym samym długa żywotność, pozwala na ekspozycję w trudnych warunkach.
  • Druk ekosolwentowy — po angielsku mild solvent, po polsku zwany także drukiem precyzyjnym; to technika pozwalająca na osiągnięcie lepszej jakości wydruku niż w przypadku klasycznego solwentu, lecz jednocześnie oferująca mniejszą trwałość. Jak sama nazwa wskazuje, jest to technologia sprzyjająca środowisku, pozbawiona toksyn szkodzącym ludziom. Barwnik nanoszony metodą ekosolwentową jest dużo rzadszy, dzięki czemu grafika powstaje w sposób niezwykle precyzyjny. Drukowanie techniką eko stosuje się przede wszystkim tam, gdzie nie wystawia się produktu na trudne warunki pogodowe.
  • Druk UV — ta metoda pozwala drukować na niemal każdym materiale. Wykorzystywany w tej metodzie tusz jest suszony i utrwalany promieniowaniem UV. Potencjał druku wielkoformatowego UV jest praktycznie nieograniczony, gdyż daje możliwość tworzenia grafik nawet na drzwiach czy lampach. Warto dodać, że reklama wykonana tą techniką jest niezwykle odporna, więc z sukcesem można ją stosować zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz.
  • Druk lateksowy — to sposób na drukowanie w wersji ekologicznej, gdyż do produkcji stosuje się lateks i wodę, bez toksycznych rozpuszczalników. Po odparowaniu wody z tuszu na papierze pozostaje już sam pigment. Brak szkodliwych substancji pozwala na umieszczanie plakatów lub tablic w zamkniętych miejscach użyteczności publicznej. 

druk wielkoformatowy

Zastosowanie druku wielkoformatowego

Druk wielkoformatowy z powodzeniem wykorzystywany jest w szeroko pojętym marketingu, ponieważ daje sporo możliwości. Każdy z nas codziennie mija przynajmniej kilka reklam w różnych formach i nawet nie zdaje sobie z tego sprawy. Czym więc może być reklama z wykorzystaniem druku wielkoformatowego? Poniżej prezentujemy kilka najbardziej popularnych nośników.

  • Tablice reklamowe to jedne z najpopularniejszych rozwiązań wśród przedsiębiorców. Tablice mogą być wolnostojące (przytwierdzone do stelaża) lub przymocowane do ściany czy dachu. Rozmiar może być dowolny, dzięki czemu nadają się także do zamkniętych przestrzeni. W zależności od tego, czy mają znajdować się na zewnątrz, czy wewnątrz budynku montuje się je na spienionym PCV lub plexi.
  • Banery reklamowe — wykorzystanie banerów to kolejne bardzo powszechne zjawisko i to nie tylko w reklamie — popyt na banery zwiększa się m.in. przed wyborami. Tego typu reklamy czy kampanie umieszczane są najczęściej na budynkach, płotach i ogrodzeniach.
  • Billboardy — cechą charakterystyczną billboardów jest to, że ich rozmiary są naprawdę duże. Oczywiście dokładne wymiary dostosowuje się do życzeń klienta, jednak cechą charakterystyczną tej formy reklamy jest właśnie wielkość — to ona ma przyciągać wzrok i sprawić, by prezentowana treść była zauważona. Zazwyczaj widzimy je, jadąc autostradą lub obwodnicą dużego miasta.
  • Plakaty niektórym kojarzą się z młodzieżowymi gazetkami i zdjęciami idoli sprzed lat, ale to jest właśnie największa zaleta plakatów — dobrze się kojarzą. Te pozornie banalne plansze mogą wydawać się kompletnie nieużyteczne, podczas gdy jest dokładnie na odwrót. Plakaty możesz powiesić wszędzie (i w dużej liczbie), co zwiększa szansę na zobaczenie treści przez przechodniów,
  • Folie samoprzylepne — samoprzylepnych folii używa się głównie do oklejania witryn sklepowych. Tego rodzaju wydruki wielkoformatowe są świetnym sposobem na przedstawienie oferty na dużej powierzchni i, co istotne, nie blokują przy tym dostępu światła.
  • Rollupy — składają się z prostokątnych wydruków na stojakach; są to konstrukcje raczej średnich wielkości, dlatego też nadają się na różnego rodzaju konferencje i targi. Korzystanie z rollupów jest niezwykle wygodne, ponieważ jest to produkt mobilny — po zwinięciu łatwo je przenieść i schować do bagażnika czy szafy.

Wydruki wielkoformatowe jako klucz do sukcesu 

O druku wielkoformatowym można mówić w zasadzie w samych superlatywach. Usługi, jakie oferują nam dziś drukarnie wielkoformatowe to sprawdzone sposoby na przyciągnięcie uwagi konsumenta. Niezależnie od branży i potrzeb druk wielkoformatowy to jednocześnie najprostsza i najefektywniejsza forma wpłynięcia na klienta. Jakościowe materiały, solidna drukarnia wielkoformatowa i dobry projekt to klucz do sukcesu!plakaty jako reklama zewnetrzna

Pozycjonowanie w Warszawie – po co jest potrzebne twojemu biznesowi?

W przypadku każdego biznesu z potencjałem do rozwoju w sieci obszar pozycjonowania nie stanowi dodatkowej aktywności, a raczej konieczność warunkującą obecność w świadomości klientów. Czym jest pozycjonowanie lokalne i dlaczego warto na nie postawić?

Lokalne pozycjonowanie – to jakie?

Lokalne pozycjonowanie stanowi jeden z najważniejszych elementów procesu pozycjonowania strony internetowej. Jak dobrze wiadomo, każdy przedsiębiorca ma do dyspozycji szereg metod wypromowania swojej marki. Niektórzy bazują na prostych słowach kluczach związanych bezpośrednio ze specyfiką działalności. Inni z kolei za pośrednictwem fraz długiego ogona stawiają na nieco mniejsze, ale znacznie skuteczniejsze pozycjonowanie pod precyzyjną frazę kluczową. Jeszcze inni starają się wzmocnić przekaz i spopularyzować swój biznes w konkretnym regionie lub lokalizacji. Tym właśnie jest pozycjonowanie lokalne.

Pozycjonowanie lokalne polega w głównej mierze na tym, by wraz z frazą określającą przedmiot naszej działalności, realizowanych usług czy sprzedawanych towarów, dodać konkretną lokalizację, uwzględniając miasto, dzielnicę lub region, w którym najbardziej chcemy być zauważeni. A zatem fraza taka jak pozycjonowanie warszawa będzie miało znacznie lepszy wydźwięk i pokaże użytkownikowi o wiele bardziej precyzyjne wyniki niż zwykłe wpisanie frazy „pozycjonowanie”

Dlaczego warto pozycjonować lokalnie swój biznes?

Powodów do wdrożenia pozycjonowania lokalnego w swoim biznesie jest wiele. Przede wszystkim wynik, który ukazuje się użytkownikowi po wpisaniu określonego hasła wzbogaconego nazwą miejscowości dodatkowo, pokazuje dodatkowo mapę oraz listę wizytówek. To dodatkowe wzmocnienie reklamy i zwiększenie zaufania klienta do naszej marki, jako wiarygodnej i obecnej w wynikach wyszukiwania.

Dodatkowo wiele osób zamiast używania prostych fraz kluczowych szuka dalece bardziej precyzyjnych wyników, a w tym pomaga właśnie uwzględnienie nazwy miasta lub regionu w zapytaniu. Dotyczy to nie tylko lokalnych mieszkańców poszukujących danych usług, ale także turystów i podróżujących, którzy nie są obeznani w tutejszym rynku i starają się znaleźć odpowiednią firmę. 

Gdzie lepiej zamówić pozycjonowanie w Warszawie?

Proces pozycjonowania to niezwykle trudny i wielowymiarowy proces, który polega na ciągłym dbaniu o wiele aspektów widoczności naszej strony. Nie mówimy tu tylko o projektowaniu słów kluczowych, ale też o dbaniu o unikalność treści, o optymalizację techniczną strony czy o odpowiednią strategię link-buildingową. To wszystko w obliczu niespotykanej dotąd konkurencyjności może okazać się wyzwaniem nie do zrealizowania na własną rękę. 

Czytaj tutaj, by dowiedzieć się, na czym dokładnie polega pozycjonowanie lokalne i przekonaj się, że w wielu przypadkach bez pomocy wyspecjalizowanej agencji ciężko nam będzie osiągnąć dobre wyniki, nawet po kilku miesiącach. Dlaczego to właśnie wsparcie profesjonalistów jest najlepszym rozwiązaniem, jeśli chcemy zadbać o dobrą widoczność w sieci? Przede wszystkim agencja SEO dysponuje nowoczesnymi narzędziami wspomagającymi procesy pozycjonowania. Wszystko jest w rękach ekspertów, którzy od wielu lat zajmują się tym właśnie obszarem i doskonale orientują się w najnowszych trendach oraz zasadach, które niekoniecznie są znane laikom. 

Pozycjonowanie to w dzisiejszych czasach jeden z najistotniejszych elementów strategii marketingowej każdej firmy. Jeśli nie chcemy przegapić swojej chwili na zyskanie przewagi, warto zająć się pozycjonowaniem lokalnym już dzisiaj. 

Czy złoty będzie się osłabiał?

Już obecnie złoty stracił około 10-15 groszy – ale może dalej słabnąć, jeżeli bank centralny będzie wciąż mówił o bliskim końcu podwyżek stóp. Z kolei słaby złoty może zmusić bank centralny do dalszych podwyżek. Bank centralny nie może dopuścić do dużego osłabienia złotego – bo to tylko podniesie inflację. Dlatego prawdopodobne jest, że będzie zmuszony kontynuować podwyżki stóp procentowych nawet w warunkach pojawiającego się spowolnienia gospodarczego – właśnie po to, by zapobiec większemu osłabieniu złotego.

– W krótkim czasie pojawiły się 3-4 ryzyka, które sugerują, że mocny złoty jest nie do utrzymania. Nasz bank centralny był dotychczas jastrzębio nastawiony i mówił o podwyżkach stóp. A od ostatniego posiedzenia sygnalizuje, że podwyżek zostało już niewiele – powiedział serwisowi eNewsroom Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego. – Po drugie, nierównowaga gospodarcza w Polsce jest coraz bardziej ewidentna. Jednym dowodem na to jest wysoka inflacja, ale drugim jest szybki wzrost deficytu na rachunku obrotów bieżących. Rok temu mieliśmy nadwyżkę 3% PKB. Dzisiaj mamy deficyt 3% PKB i ten deficyt może wzrosnąć do 5 lub nawet 6%. Po trzecie szanse na szybkie wypłaty z KPO spadają. To oznacza, że złoty będzie dalej słabnąć – prognozuje Benecki.

Nowe technologie postrzegane jako szansa na rozwój zawodowy

Z badań realizowanych na zlecenie Ricoh wynika, że nowe technologie są coraz częściej postrzegane są przez pracowników biurowych jako szansa na rozwój w pracy oraz zdobywanie nowych kompetencji. Aż 75% badanych uważa, że postęp technologiczny i wprowadzanie innowacyjnych rozwiązań będą kreowały nowe szanse zawodowe. W 2020 r. liczba respondentów, którzy tak pozytywnie postrzegała wprowadzanie nowych rozwiązań była niższa aż o 19%.

73% badanych ufa, że ich pracodawcy inwestują w technologie, które będą wymagane
w przyszłości. Jeśli chodzi o to, jakie nowe rozwiązania będą wykorzystywane w ciągu najbliższych 5 lat to 34% wskazuje robotyzację i Sztuczną Inteligencję.

“Nie można nie zauważyć związku między mądrymi inwestycjami w nowe rozwiązania technologiczne a budowaniem bezpiecznej przyszłości firmy. Szczególnie że unowocześnianie firmy ma ogromne znaczenie dla pracowników i kształtowania ich pozytywnego doświadczenia. Firmy, które będą w stanie stworzyć najlepsze warunki do pracy” – powiedziała Nicola Downing, CEO, Ricoh Europe.

O badaniu

Badanie przeprowadzono na grupie badawczej 3 000 pracowników biurowych z Wielkiej Brytanii, Irlandii, Francji, Niemiec, Niderlandów oraz Hiszpanii.

Ładowanie „elektryków” największym wyzwaniem na najbliższe lata

Ponad dwukrotnie w ciągu zaledwie 3 lat zwiększyła się liczba samochodów elektrycznych przypadających na 1 punkt ładowania w Polsce. Jeżeli elektromobilność ma się rozwinąć na masową skalę, rozbudowa infrastruktury musi przyspieszyć.

14 lipca 2021 roku Komisja Europejska opublikowała pakiet regulacyjny „Fit for 55” stawiając w ten sposób kolejny ważny krok w kierunku ambitnej dekarbonizacji gospodarki i dążenia do neutralności gospodarczej. Dla transportu drogowego i elektromobilności jednym z najistotniejszych aspektów pakietu to rozporządzenie o wdrożeniu infrastruktury paliw alternatywnych (AFIR), które jest krokiem milowych w rozwoju zeroemisyjnego transportu drogowego, z dużym naciskiem na elektromobilność.

Ogromnym wyzwaniem jest odpowiedź na potrzeby tak szybko rozwijającego się rynku samochodów elektrycznych (621% w latach 2018-2021). Eleport od ponad 6 lat rozwija sieć ładowania w wielu krajach i korzysta z najlepszych praktyk, aby budować publiczne stacje ładowania odpowiadające potrzebom rynku w zakresie szybkości ładowania i optymalnego umiejscowienia stacji ładowania – powiedział Janusz Grądzki, CEO Eleport w Polsce. – Plan rozwoju sieci ładowania jest niezbędnym elementem rozwoju całej elektromobilności. Raport Polish EV Outlook z 2022 r. przedstawił wzrost stacji publicznych z 1,8 tys. w 2019 roku, do 5,5 tys. w 2022 roku (200% więcej) oraz plan na 2025. 41,9 tys. stacji ładowania pojazdów elektrycznych powinniśmy mieć w Polsce za 3 lata. To jest ogromne wyzwanie dla nas jako dla Eleport, ale również naszych partnerów z branży. Wierzymy, że wspólnie jesteśmy w stanie zbudować na tyle rozbudowaną sieć ładowania w Polsce, dzięki czemu rozwój elektromobilności będzie jeszcze szybszy! Sieć ładowania rozwijamy również w krajach nadbałtyckich, w Czechach i na Słowacji. Dzięki budowie infrastruktury w oparciu o sprawdzone rozwiązania oraz własnemu oprogramowaniu, jesteśmy w stanie zapewnić holistyczne rozwiązania dla wielu segmentów rynku – dodał Janusz Grądzki.

Ambicje AFIR widać wyraźnie w zestawieniu krajowej elektromobilności i infrastruktury ładowania. Polska ma w tym momencie 52 881 osobowych i użytkowych samochodów z napędem elektrycznym, w tym 24 748 bateryjnych EV oraz 2293 ogólnodostępnych stacji ładowania EV – wynika z Licznika Elektromobilności przygotowywanego przez PZPM i PSPA. Moc zainstalowana w ramach ogólnodostępnej infrastruktury ładowania AC i DC, to 77 MW. Sieć bazowa w ramach TEN-T ma w Polsce 7501 km. Tylko 11% infrastruktury znajduje się w obrębie tej sieci.

– Fakt, że mamy do czynienia z rozporządzeniem ma bezpośrednią implementację i powoduje, że cele w nim zawarte są bezwzględnie wiążące dla Państw Członkowskich. AFIR będzie wymagał wielkiego wysiłku i nakładów od wszystkich podmiotów w ramach łańcucha wartości elektromobilności i decydentów. Dla przykładu, mamy obecnie 77 MW mocy bazowej w sieci ładowania EV, a przy nawet najmniej ambitnej wersji proponowanych przepisów będziemy dla pojazdów osobowych potrzebowali 435,8 MW. Należy też zaznaczyć, że moc ta powinna w myśl całego pakietu Fit for 55 i kierunku myślenia UE, być oparta na OZE, czyli odnawialnych źródłach energii – powiedział Aleksander Rajch, Dyrektor ds. Relacji Zewnętrznych Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych.

Według prognoz PSPA zapotrzebowanie przyrostu mocy bazowej w polskiej sieci na 2025 rok, na podstawie najbardziej ambitnej wersji AFIR, musi zwiększyć się do poziomu 762,2 MW uwzględniając tylko pojazdy typu BEV (wraz z PHEV byłoby to 1166,7 MW). W zakresie stacji ładowania, obecnie najbardziej ambitne rozważania dotyczące AFIRu wskazują na obowiązek uruchomienia 379 stacji ładowania dla pojazdów lekkich dostawczych i ciężkich (obecnie jest 211) w ramach TEN-T, ale o mocy 406 MW w 2025 roku przy obecnej 19,7 MW w tym samym segmencie.

Wyzwania dotyczące rozbudowy infrastruktury już teraz są ambitne. Jeszcze dwa-trzy lata temu prognozowano, że w 2022 r. liczba pojazdów przypadającą na jedną ładowarkę będzie wynosić 11. Realizacja i szybki rozwój tego segmentu jasno wskazuje, że ta liczba zwiększyła się do ponad 20 już teraz, a w przyszłości będzie tylko rosła. W efekcie można wprost mówić, że infrastruktura ładowania pojazdów zaczyna nie nadążać za tempem sprzedaży zeroemisyjnych samochodów. Z tego względu podczas Kongresu Nowej Mobilności rynkowi eksperci poszukają odpowiedzi na pytania związane z infrastrukturą ładowania pojazdów elektrycznych. Będzie to też niepowtarzalna okazja na zaprezentowanie najlepszych praktyk z krajów, w których infrastruktura rozwija się znacznie szybciej niż w Polsce – podkreślił Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych.

Produkcja przemysłowa: tylko 1 na 4 firmy znajduje odpowiedniego pracownika

Produkcja przemysłowa znajduje się w czołówce branż z największym niedoborem talentów. Na trudności w zatrudnieniu odpowiedniego kandydata wskazuje 75% przedsiębiorstw tego sektora – to dane płynące z raportu ManpowerGroup. Szczególnie duże braki widoczne są wśród pracowników produkcyjnych, o czym mówi 45% przebadanych firm tej branży. Odczuwalny jest także niedobór specjalistów IT i analizy danych (33%). Pracodawcy wskazali również kompetencje miękkie najtrudniejsze do pozyskania wśród kandydatów. Są nimi między innymi umiejętność rozwiązywania problemów czy analizy i krytycznego myślenia.

Wnioski płynące z najnowszego raportu ManpowerGroup „Niedobór talentów” wskazują, że 75% firm branży produkcji przemysłowej ma wyzwania z obsadzeniem miejsc pracy nowymi pracownikami. To więcej, niż średnia dla całego kraju, która wynosi 70%. Firmy najczęściej wskazywały trudności w zrekrutowaniu pracowników produkcyjnych, co zasygnalizowała niemal połowa badanych organizacji sektora produkcji przemysłowej (45%). Równie wysoko wśród poszukiwanych przez branżę talentów znalazły się osoby specjalizujące się w IT i analizie danych (33%), a także operacjach i logistyce (25%). Niemal jeden na czterech pracodawców produkcyjnych mówi o niedoborze kandydatów zajmujących się HR (23%), a co piąty wskazuje trudności w obsadzeniu stanowisk specjalistami sprzedaży i marketingu (20%).
tylko 1 na 4 firmy znajduje odpowiedniego pracownika

– Obecna sytuacja na rynku stawia przed branżą produkcyjną spore wyzwania. Najnowszy raport ManpowerGroup wskazuje, że prawie ośmiu na dziesięciu pracodawców z branży produkcyjnej zmaga się z zatrudnieniem niezbędnej liczby pracowników o odpowiednich kwalifikacjach. Niestety, w związku z globalnym zakłóceniem łańcucha dostaw, obserwujemy dynamicznie zmieniający się rynek ofert pracy. Firmy działają w oparciu o plany krótkoterminowe, które wymagają jeszcze większej elastyczności i szybszego reagowania na zmiany w zapotrzebowaniu klientów. Obecnie największym wyzwaniem w branży produkcyjnej jest pozyskanie do pracy mężczyzn. Wojna spowodowała odpływ doświadczonych pracowników, skończył się również tak potrzebny obecnie napływ rąk do pracy. W związku z wysokim zapotrzebowaniem na nowe zasoby kadrowe odczuwalna jest konkurencyjność ofert wśród pracodawców. Firmy decydują się na wprowadzanie ponownej rewizji wynagrodzeń, dodatkowych benefitów czy systemów premiowania – mówi Anna Litwińska, dyrektor linii biznesowej w Manpower.

Jak dodaje ekspertka, przez wysoki niedobór pracowników o pożądanych kompetencjach i wysoką konkurencyjność wśród pracodawców, firmy modyfikują stanowiska pracy oraz otwierają się na zatrudnienie osób spoza Europy. – Obserwujemy wzmożone zainteresowanie pracownikami z takich rynków jak Kazachstan, kraje Azji czy Afryki, które do tej pory były w mniejszym stopniu brane pod uwagę podczas planowania rekrutacji. W skutek wojny, polski rynek rekrutacyjny zasiliła duża liczba pań zza wschodniej granicy, jednak znacznej liczbie polskich pracodawców z sektora produkcji wciąż nie udało się dostosować miejsc pracy dla kobiet. Obecny rynek pracy generuje potrzebę zarówno pozyskania kandydata, jak i pomoc w rozwijaniu i zdobywaniu nowych kompetencji obecnych pracowników. Widoczny jest wzrost zainteresowania programami reskillingowymi i upskillingowymi, mającymi na celu podniesienie kompetencji lub pomoc w zmianie zakresu specjalizacji pracownika. Klienci widzą potrzebę rozwijania umiejętności zatrudnionych osób, chętnie przyłączają się do profesjonalnego zaplanowania ścieżki kariery swoich zespołów, co za tym idzie wzbogacają swoją ofertę kierowaną do kandydatów. Ten trend będzie nam towarzyszył w kolejnych miesiącach – dodaje ekspertka.
tylko 1 na 4 firmy znajduje odpowiedniego pracownika 2

Wyzwaniem jest także pozyskanie pracowników wykazujących się pożądanymi kompetencjami miękkimi. Wśród najtrudniejszych do pozyskania przez firmy branży produkcji przemysłowej cech kandydatów znalazły się umiejętność rozwiązywania problemów (37%) oraz analizy i krytycznego myślenia (35%). Brakuje także osób rzetelnych i zdyscyplinowanych (32%). Pracodawcy odczuwają trudność z zatrudnieniem pracowników szybko adaptujących się do zmian oraz odpornych na stres (27%) i z umiejętnością współpracy (25%).

Transformacja cyfrowa: kluczowe znaczenie zasobów i cyfrowych kompetencji pracowników

Potencjał do cyfrowej transformacji przedsiębiorstw wynika z dostępnych w nich i ich otoczeniu zasobów i kompetentnych kadr. Z raportu KPMG, przeprowadzonego w  partnerstwie z Microsoft pt. „Monitor Transformacji Cyfrowej Biznesu” wynika, że więcej niż połowa firm nie deleguje ani jednego pracownika do realizacji tego typu zadań. Jednocześnie co drugi menedżer odpowiedzialny za cyfrową transformację wyraża zaledwie umiarkowanie przekonanie, że pracownicy są gotowi na ten proces. Chociaż firmy dokonują nakładów na digitalizację, w większości nie są one znaczące.

Z badania KPMG w Polsce wynika, że wartość wydatków inwestycyjnych związanych z  transformacją cyfrową w przeważającej części badanych firm nie przekracza 5% ich rocznych przychodów. Większe nakłady zadeklarował prawie co czwarty badany podmiot, a najwyższy poziom inwestycji względem przychodów zanotowano wśród firm, które generują największy procent swoich przychodów przy pomocy narzędzi cyfrowych – w sektorze technologii informacyjnych, mediów i komunikacji. Wydatki w ponad połowie firm z tych sektorów są deklarowane na poziomie minimum 6% przychodów.

Jednym z głównych ograniczeń transformacji cyfrowej są zasoby posiadane przez organizację. Poza wymiarem finansowym związanym ze skalą wymaganych inwestycji warto zwrócić także uwagę na inne aspekty tj. dostęp do wymaganej liczby specjalistów i menedżerów o  odpowiednich kompetencjach oraz gotowość organizacji do zmiany i adopcji korzyści wynikających z transformacji cyfrowej. Większość analiz wskazuje, że ok. 75-85% organizacji wskazuje na brak możliwości realizacji postawionych w tym obszarze celów. Zarządzający firmami muszą podejmować szereg działań zapobiegawczych w obszarze dostępu do wymaganych zasobów ludzkich. Krytyczne wydaje się przeprowadzenie projektu Strategic Workforce Planing pozwalającego w  dłuższej perspektywie zaplanować i zabezpieczyć zasoby. Od strony operacyjnej wymagane jest natomiast dokonanie oceny kompetencji obecnych pracowników i sposobu ich optymalnego wykorzystania połączone z automatyzacją i robotyzacją zadań w celu uwolnienia zasobów do bardziej krytycznych zadań. W czasach obecnej wojny o  talenty niezbędne jest też przeznaczenie czasu i środków na ciągłą edukację, szkolenia i  podnoszenie umiejętności oraz zapewnienie oczekiwanego, hybrydowego środowiska pracy wykorzystującego zalety transformacji cyfrowej – mówi Jan Karasek, Partner w Dziale Doradztwa Biznesowego w KPMG w Polsce.

Do skutecznej cyfryzacji firmy potrzebują kompetentnych pracowników. Tymczasem aż 54% organizacji w Polsce, które wzięły udział w badaniu nie deleguje do zadań związanych z  cyfryzacją żadnego pracownika. Dodatkowo ponad połowa respondentów jest tylko umiarkowanie przekonana, że pracownicy są gotowi na cyfryzację. 31% przedstawicieli firm odpowiedzialnych w organizacjach za digitalizację wyraża duże lub bardzo duże przekonanie o gotowości pracowników na ten proces. Może to wynikać z aktualnie prowadzonych w firmach szkoleń z systemów informatycznych, co do których dostateczności na podobnie wysokim poziomie jest przekonanych zaledwie 30% ankietowanych. Natomiast zdaniem 13% przedstawicieli firm pracownicy są słabo lub bardzo słabo (3% wskazań) przekonani co do gotowości pracowników na cyfrową transformację. Łącznie jeszcze więcej negatywnych opinii (20% wskazań) odnotowano w przypadku oceny dostatecznej liczby i jakości prowadzonych szkoleń z oprogramowania wykorzystywanego w firmie.

W przypadku transformacji, a szczególnie cyfrowej, nie można ignorować aspektów zarządzania zmianą, aby uzyskać pełne wykorzystanie posiadanych już zasobów. Konieczne jest uruchomienie odpowiednio wcześniej ogólnofirmowego programu zapewniającego koncentrację na potrzebach i obawach zespołów oraz ukierunkowanego na wyniki i minimalizację zaburzeń pracy operacyjnej. Dla zasobów IT taki program powinien adresować konieczność wyjścia poza strefę komfortu, jeżeli chodzi o wiedzę i zakres kompetencji, co często sprawia, że zamiast być propagatorem grupa ta blokuje planowane zmiany. Jednostki biznesowe potrzebują takiego programu, który zapewni pełne wykorzystanie korzyści płynących z wdrożonych rozwiązań. Niestety często potencjał nowych systemów IT jest wykorzystywany marginalnie – mówi Jan Karasek, Partner w Dziale Doradztwa Biznesowego w KPMG w Polsce.

O RAPORCIE:

Raport KPMG w Polsce pt. „Monitor Transformacji Cyfrowej Biznesu” powstał na podstawie badania przeprowadzonego przez firmę Norstat metodą CATI (ang. Computer-Assisted Telephone Interviewing) w styczniu 2022 roku. Przebadanych zostało 180 respondentów, którzy w swoich firmach odpowiadają za kwestie związane z cyfryzacją. Grupę stanowili menedżerowie, dyrektorzy, członkowie zarządów oraz prezesi. Próba badanych firm została dobrana tak, aby w przybliżeniu reprezentowała udział przedsiębiorstw małych, średnich i dużych w krajowej gospodarce, z wyłączeniem podmiotów zatrudniających mniej niż 10 pracowników. Podmioty zostały skategoryzowane wg swojej przeważającej działalności do 9 sektorów: budownictwo i nieruchomości; energetyka, wydobywanie, usługi komunalne; life sciences (farmacja, chemia, urządzenia medyczne); motoryzacja; rynek dóbr konsumpcyjnych; sektor finansowy; technologie informacyjne, media i komunikacja; transport, spedycja i logistyka; inne. Raport dostępny na jest na stronie kpmg.pl.

Jak trwałe będzie osłabienie USD

Inflacja w USA spadła w lipcu do 8,5 proc. Prawdopodobnie minęła już swój szczyt. Decydującą rolę odegrało jednak załamanie cen benzyny. Dalszy spadek wskaźnika inflacji będzie więc prawdopodobnie powolny. Niższe liczby wystarczyły do tego, żeby osłabić dolara. Kontrakty na indeksy z Wall Street wczoraj silnie zyskiwały. Rentowności obligacji z USA spadły, lecz w późniejszych godzinach ruch został w dużej części wymazany.

Ceny konsumpcyjne w USA pozostały w lipcu bez zmian w stosunku do czerwca. Było to poniżej oczekiwań (konsensus 0,2 proc.). Z wyłączeniem energii i żywności wzrost wyniósł 0,3 proc. Główny wskaźnik rok do roku spadł z 9,1 proc. do 8,5 proc., natomiast wskaźnik z wyłączeniem energii i żywności pozostał na poziomie 5,9 proc..

Inflacja cenowa w USA nieco złagodniała w lipcu po tym, jak w czerwcu ceny konsumpcyjne wzrosły o 1,3 proc. w stosunku do poprzedniego miesiąca. Spowodowało to spadek wskaźnika rok do roku do 8,5 proc. i obecnie wygląda na to, że maksima inflacji wyznaczone przez 40-letni szczyt wynoszący 9,1 proc. w czerwcu, jest już za nami.

Duża część spadku wynika z załamania cen benzyny, bez którego dane główne byłyby o 0,4 punktu procentowego wyższe. Ponadto spadły ceny niektórych towarów i usług dotkniętych mocno przez pandemię, takich jak pobyty w hotelach (-3,2 proc.), bilety lotnicze (-7,8 proc.) i wynajem samochodów (-9,5 proc.).

Cały czas wskaźnik „core” utrzymuje się na wysokim poziomie. Przed pandemią średni wzrost miesiąc do miesiąca wynosił 0,2 proc., w lipcu było to 0,5 proc. Wynika to m.in. z gwałtownego wzrostu czynszów i cen usług pozostałych, gdzie szczególnie widoczne są wyższe koszty pracy. Problem inflacji prawdopodobnie okaże się bardzo trwały.

Wczorajsze dane są jednak pewną ulgą dla rynków. Dają one nadzieje, że inflacja osiągnęła szczyt. Fed w ostatnim czasie zrezygnował z forward guidance i dał jasno do zrozumienia, że o dalszym kursie polityki pieniężnej będzie decydował na podstawie danych gospodarczych z posiedzenia na posiedzenie. Powell podkreślił, że do momentu kolejnej decyzji (21-22 września) liczyć się będą przede wszystkim raporty z rynku pracy oraz inflacji. Piątkowe dane z rynku pracy pozwalają na dalsze mocne zacieśnianie. Wczorajszy raport może jednak spowodować, że nastawienie Fed-u złagodzi się. Oczywiście Rezerwa Federalna będzie z pewnością chciała zobaczyć kilka a nie jeden pozytywny raport CPI. Pojedyncza liczba to trochę za mało. Rynki zareagowały dość impulsywnie. EUR/USD zdołał „wyrwać się z konsolidacji” 1,01 – 1,03 i ustanowił nowy lokalny szczyt w okolicach 1,0370. Główna para walutowa ma w tym momencie do pokonania ma dwa kluczowe opory techniczne. Jednym jest horyzontalny poziom, drugim – linia trendu spadkowego. Pytanie teraz brzmi: jak trwałe będzie osłabienie USD.

Łukasz Zembik TMS Brokers

Długi bankrutujących firm widać już co najmniej 2 lata wcześniej

W I półroczu 2022 r. niewypłacalnych stało się 1059 firm. Według danych Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej 197 z nich ogłosiło upadłość, a 862 zdecydowało się na postępowanie restrukturyzacyjne. Jak pokazują dane Krajowego Rejestru Długów 1/3 bankrutów i 1/4 restrukturyzowanych przedsiębiorstw nie płaciła swoim kontrahentom już na 2 lata przed ogłoszeniem niewypłacalności. Prawie 1 tys. (989) wierzycieli nie sprawdziło czy firma ma zaległości lub świadomie podjęło ryzyko robienia biznesu z dłużnikiem, łącznie kładąc na szali 84,5 mln zł.

W porównaniu do I połowy 2021 r. liczba zarówno upadłości, jak i restrukturyzacji spadła o 14%. O ile tych pierwszych z roku na rok ubywa, to postępowanie restrukturyzacyjne cieszyło się w ostatnim czasie bardzo dużym powodzeniem. Ubiegły rok był pod tym względem rekordowy. Widać było efekt wprowadzenia uproszczonej procedury restrukturyzacyjnej, która miała pomóc przedsiębiorstwom ratować swój biznes w czasie pandemii. Przepisy obowiązywały od połowy czerwca 2020 r. do końca listopada 2021 r. Dostęp do szybszego i prostszego postępowania spotkał się z ogromnym zainteresowaniem przedsiębiorców, a obecnie, dzięki nowelizacji przepisów jest już stałą opcją w formie postępowania o zatwierdzenie układu.

Duża popularność restrukturyzacji to pozytywny trend w polskim biznesie. Daje ona szansę na utrzymanie firmy przy życiu, a upadłość oznacza jej koniec i likwidację majątku. Uproszczone przepisy zapewne spowodują utrwalenie się tego trendu – komentuje Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej i dodaje, że podczas gdy niewypłacalne firmy korzystają z ułatwień, to ich kontrahenci wciąż tego nie robią. Mają narzędzia, które pozwalają im na weryfikację sytuacji finansowej partnera biznesowego, mimo to nie korzystają z tej możliwości.

Porównując dane KRD z informacjami z COIG widzimy, że przedsiębiorstwa nadal nie sprawdzają swoich kontrahentów lub świadomie ryzykują decydując się na współpracę z zadłużoną firmą. Kłopoty z płatnościami to sygnał ostrzegawczy, którego żaden biznes nie powinien ignorować. Utratą płynności łatwo się bowiem zarazić. Czasem jeden feralny kontrakt z przyszłym bankrutem może wywołać efekt domina i spowodować, że zdrowa firma sama będzie musiała walczyć o swój byt i zostanie dłużnikiem – mówi Adam Łącki.

Raporty o firmach, które ogłosiły upadłość lub poddały się restrukturyzacji w I półroczu 2022 r. w ciągu 2 lat poprzedzających ten fakt pobrało 1 459 przedsiębiorstw. Większość, po uzyskaniu informacji, że są notowane w KRD jako dłużnicy, zrezygnowała ze współpracy z nimi. 141, mimo posiadania tej wiedzy, podjęło decyzję o jej kontynuacji, po czym same dopisały ich jako dłużników tracąc 15,5 mln zł, czyli średnio 110 tys. zł. 848 wierzycieli nie sprawdziło tych kontrahentów w ogóle tracąc średnio po 81,5 tys. zł.

Problemy widać na długo przed niewypłacalnością

Ponad 2/3 (67 proc.) firm, które ogłosiły upadłość, było notowanych w Krajowym Rejestrze Długów w momencie ogłoszenia upadłości. 132 dłużników-bankrutów nazbierało zaległości na prawie 35,5 mln zł wobec 356 wierzycieli. Dane pokazują jednak, że sygnały o problemach finansowych tych przedsiębiorstw widać było na długo przed oficjalnym ogłoszeniem upadku. Ponad 1/3 (35,5 proc.) nie regulowała swoich zobowiązań już na 2 lata przed bankructwem. Z czasem do tego grona dołączało coraz więcej podmiotów. W ciągu roku odsetek zwiększył się do niemal połowy (46 proc.), a na 6 miesięcy przed upadłością już więcej niż co druga firma była oficjalnie dłużnikiem (54 proc.). Kwartał później było to 58 proc.

Firmy, które w obliczu problemów finansowych zdecydowały się na restrukturyzację widniały w KRD rzadziej niż bankruci. W dniu ogłoszenia postępowania restrukturyzacyjnego co drugie takie przedsiębiorstwo było zgłoszone do rejestru (49 proc.). Łącznie kwota nieuregulowana wobec 636 wierzycieli w momencie rozpoczęcia postępowania sięgała 46,1 mln zł. Także w tym przypadku pewien odsetek firm miał zaległości datowane na długo przed jego rozpoczęciem. Co czwarty restrukturyzowany podmiot miał długi 2 lata wcześniej, rok później już co blisko trzeci (32,5 proc.), w 6 miesięcy odsetek ten rósł do 38 proc., a dla ostatnich 3 miesięcy przekraczał 41 proc.

Wielu wierzycieli popełnia błąd i przez długi czas nie upomina się o swoje pieniądze. Bierność zawsze działa tu na niekorzyść. Gdy ich dłużnik ogłosi niewypłacalność droga do odzyskania wierzytelności może być już zamknięta albo niezwykle utrudniona. A w grę wchodzą niemałe pieniądze, zwłaszcza dla niewielkich firm. W I półroczu 2022 r. upadłe lub restrukturyzowane przedsiębiorstwa były winne swoim kontrahentom łącznie 84,5 mln zł – mówi Jakub Kostecki, prezes Kaczmarski Inkasso.

Mazowsze z największymi długami

Wśród wpisanych do KRD firm, które ogłosiły upadłość, największy odsetek stanowiły przedsiębiorstwa z Mazowsza. Ich dług był też najwyższy i sięgał ponad 12,2 mln zł. Duże zaległości uzbierały również podmioty z województwa dolnośląskiego (5,9 mln zł) i łódzkiego (4,5 mln zł). Najmniejsze kwoty przypadały w udziale podlaskim, lubelskim i lubuskim firmom.

Wśród dłużników, wobec których sądy ogłosiły upadłość, przeważały spółki prawa handlowego. Co piąty był JDG-iem.

Analiza branży pokazuje, że najbardziej zadłużony był przemysł (8,3 mln zł). Niechlubne miejsce na podium zajęły też handel (6,4 mln zł) oraz transport i gospodarka magazynowa (5,7 mln zł). Wyjątkowo duże zaległości w I półroczu br. pozostawiła po sobie także branża zajmująca się targami, wystawami i konferencjami (5,6 mln zł).

Największymi wierzycielami dłużników, którzy zmierzyli się z upadłością było budownictwo (8,7 mln zł), energetyka (6 mln zł) oraz leasing (4,1 mln zł).

JDG-i walczą z długami ratując swój biznes

W przypadku dłużników, którzy zdecydowali się na restrukturyzację, Mazowsze również jest liderem z 8,6 mln zł zaległości. Drugie i trzecie w kolejności były łódzkie (5,3 mln zł) i śląskie (5,2 mln zł) przedsiębiorstwa. Najmniejsze kwoty do spłacenia miały podmioty z województwa zachodniopomorskiego, świętokrzyskiego i opolskiego.

Wśród restrukturyzowanych firm notowanych w KRD większość stanowiły JDG-i (57 proc.).

Także i tu budownictwo wyróżniało się jeśli chodzi o kwotę długu (8,8 mln zł). Z kolei ponad 6,1 mln nie zapłacił swoim wierzycielom przemysł, a 5,6 mln zł rolnicy. Duże zaległości miał na sumieniu także handel (5 mln zł). W tej branży działało również najwięcej zadłużonych firm, które w I półroczu 2022 r. zdecydowały się na restrukturyzację.

Największe kwoty firmy były winne instytucjom finansowym, w tym głównie bankom, łącznie ponad 12,3 mln zł. Ich poważnym wierzycielem jest też branża rolna i ogrodnicza (7,2 mln zł) oraz firmy leasingowe (5,7 mln zł).

Inflacja kolejnym wyzwaniem dla biznesu

Mimo spadku liczby niewypłacalności w biznesie, na razie trudno przewidzieć czy taki trend utrzyma się także w najbliższych miesiącach czy latach. Po chwilowym oddechu związanym ze zniesieniem restrykcji covidowych płynność finansowa przedsiębiorstw znów jest bowiem wystawiona na próbę.

Obecnie sporym zagrożeniem dla biznesu jest inflacja, wywołana w dużym stopniu przez rosnące ceny energii i paliw. Przedsiębiorstwa muszą utrzymać rentowność w bardzo zmiennym i nieprzewidywalnym otoczeniu. W najtrudniejszej sytuacji są firmy, które swoje koszty muszą szacować na miesiące, a nawet lata do przodu i nie mają potem możliwości ich korekty. To duży problem chociażby w budownictwie. Spodziewamy się, że w tej branży niewypłacalności może w związku z tym przybywać. W trudnej sytuacji są też firmy, które świadczą usługi czy sprzedają produkty bezpośrednio konsumentom. Inflacja ogranicza popyt. Polacy coraz bardziej zaczynają zaciskać pasa i ograniczać wydatki. Warto jednak zaznaczyć, że efekt wzrostu cen i kosztów działalności nie będzie widoczny od razu, a dopiero za jakiś czas. Firmy nie upadają zwykle z dnia na dzień i próbują się ratować, bywa, że kosztem innych. Warto o tym pamiętać, sprawdzać swoich kontrahentów i szybko reagować na ich zaległości, aby nie dołączyć do grona wierzycieli – podkreśla prezes Kaczmarski Inkasso.

Skarbówka zaostrza kurs wobec podatników. W pół roku urzędnicy wystawili mandaty na ponad 35 mln zł. To wzrost rdr. o blisko 60 proc.

  • Urzędnicy wystawiają podatnikom coraz wyższe mandaty. Wzrost rdr. to ponad 30 proc.
  • Urzędnicy wystawiają coraz więcej mandatów karnych. Zmiana rdr. jest na poziomie 20 proc.

W I połowie br. organy KAS nałożyły prawie 20% więcej mandatów karnych za wykroczenia skarbowe i wykroczenia w porównaniu z analogicznym okresem ub.r. Ostatnio najwięcej kar wymierzyła IAS w Warszawie – w sumie 17,5% wszystkich w kraju. Dalej jest IAS w Lublinie, lider zestawienia obejmującego I półrocze 2021 roku. Natomiast łączna kwota tych mandatów karnych wzrosła rdr. o blisko 60%. Ukarani od stycznia do czerwca br. mieli do zapłacenia z tego tytułu średnio po 709 zł, czyli o około 180 zł więcej niż rok wcześniej, co jest wzrostem rdr. o ponad 33%. Eksperci komentujący ww. dane nie widzą w nich wielkiego zaskoczenia, ale jednocześnie prognozują, że takich kar będzie przybywać.

Większa aktywność

Od stycznia do czerwca br. organy KAS nałożyły 50 203 mandaty karne za wykroczenia skarbowe i wykroczenia. To o 19,4% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy takich przypadków odnotowano 42 036. Jak stwierdza doradca podatkowy Natalia Stoch-Mika, wskazany wzrost rdr. po zniesieniu obostrzeń związanych z COVID-19 nie stanowi większego zaskoczenia. Ekspert podkreśla, że w czasie największej liczby zachorowań spora część urzędników skarbowych nie pracowała. Ewentualnie wykonywała obowiązki zawodowe zdalnie. To przełożyło się na mniejszą liczbę wystawianych mandatów.

– Wzrost rdr. może wskazywać zarówno na błędy podatników lub niestosowanie się do przepisów prawa podatkowego bądź błędną interpretację przepisów, jak i wyższą skuteczność organów KAS, a także – co gorsza – na łatanie dziur w budżecie. Ciężko tutaj określić główną przyczynę, ale jedną z najważniejszych będą spory z organami podatkowymi ze względu na odmienne interpretacje przepisów. Mamy bowiem coraz większy stopień komplikacji prawa podatkowego, przez co podatnikom coraz ciężej się poruszać w przepisach – komentuje doradca podatkowy Ewa Flor.

W I połowie br. najwięcej mandatów karnych za wykroczenia skarbowe i wykroczenia zostało nałożonych przez Izbę Administracji Skarbowej w Warszawie – 8 769 (w I poł. 2021 r. – 6 905). Dalej mamy IAS-y w Lublinie – 8 435 (8189 – 1. miejsce w I poł. ub.r.), Katowicach – 3 384 (2 999), Rzeszowie – 3 257 (3 111) i Białymstoku – 3 084 (2 351). Natomiast najmniej takich przypadków odnotowano w Opolu – 954 (1 133), Kielcach – 1 135 (965) i Olsztynie – 1 246 (1 006). W trzech IAS-ach zauważono rdr. spadek liczby nałożonych ww. mandatów. Poza Opolem (z 1 133 na 954), tak było również w Łodzi (z 2055 na 2052) i w Zielonej Górze (z 2910 na 2762).

– Część Izb Administracji Skarbowej z największą liczbą nałożonych mandatów jest z miast położonych niedaleko granicy. One mają w zasięgu terytorialnym obszary graniczne, co może wpływać na statystyki wykroczeń i przestępstw, np. związanych ze znakami akcyzy czy cłami. Natomiast IAS-y z najmniejszą liczbą nałożonych mandatów oraz ze spadkami w tym zakresie to obszary o mniejszym zasięgu terytorialnym, gdzie jest też fizycznie mniej podatników – dodaje Ewa Flor.

Kwoty w górę

W pierwszych sześciu miesiącach br. organy KAS nałożyły mandaty karne za wykroczenia skarbowe i wykroczenia na łączną kwotę blisko 35,6 mln zł. To o 59,9% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy opiewały na ok. 22,3 mln zł.

– Oczywiście wzrost kwoty wystawianych mandatów za wykroczenia skarbowe i wykroczenia może oznaczać szukanie dodatkowych środków do budżetu państwa. Od wielu lat obserwujemy zaostrzenie kursu w tym kierunku. W mojej ocenie, w najbliższym czasie nic się nie zmieni, a nawet może się pogorszyć – zaznacza doradca podatkowy Natalia Stoch-Mika.

Zestawienie z najwyższymi łącznymi kwotami mandatów karnych za wykroczenia skarbowe i wykroczenia otwiera IAS w Warszawie – 6,9 mln zł (I poł. 2021 roku – 4,1 mln zł). Dalej widać Lublin – 4,3 mln zł (analogiczny okres ub.r. – 3,2 mln zł), Białystok – 3,7 mln zł (blisko 2,3 mln zł), Gdańsk – ok. 2,8 mln zł (prawie 1,7 mln zł) i Bydgoszcz – 2,5 mln zł (ok. 773 tys. zł). Na końcu tabeli są takie miasta, jak Opole – niespełna 515 tys. zł  (I poł. 2021 roku – 371 tys. zł), Kielce – 683 tys. zł (383 tys. zł) i Olsztyn – 690 tys. zł (389 tys. zł). We wszystkich IAS-ach wzrosła rdr. łączna kwota mandatów karnych za wykroczenia skarbowe i wykroczenia.

– Warszawa jest administracyjnie największym obszarem. Na nim działa wiele firm narażonych na pomyłki. To przekłada się na liczbę wystawianych mandatów za wykroczenia skarbowe i wykroczenia, a także łączną kwotę za tego typu zdarzenia – podkreśla Natalia Stoch-Mika.

Wyższe mandaty

Jak wynika z ww. danych, w I połowie br. średnia kwota mandatów karnych za wykroczenia skarbowe i wykroczenia wyniosła 709 zł. To o 33,9% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy było to 529,46 zł. Według Natalii Stoch-Miki, od jakiegoś czasu wystawiane mandaty skarbowe są zbyt wysokie i niewspółmierne do popełnionego czynu. Podatnicy niejednokrotnie dostają bardzo duże kary za nieświadome popełnienie wykroczenia, które nie uszczupla w żaden sposób środków w budżecie państwa.

– Średnia kwota mandatu stała się wyższa poprzez podwyżkę stawek dziennych za sprawą podniesienia płacy minimalnej. Nie można twierdzić, że świadczy to o zaostrzeniu kursu przez organy KAS czy o wzroście nielegalnych procederów przez podatników. Minimalny mandat wynosi 310 zł, a maksymalny – 15 050 zł przy wykroczeniu skarbowym, a więc średnie są relatywnie niewielkie – podkreśla Ewa Flor.

Jak przekonuje Natalia Stoch-Mika, uczciwie działający podatnicy, którzy rzetelnie rozliczają się z urzędem skarbowym, nie muszą się obawiać mandatów karnych. A jeśli przedsiębiorcy są nieświadomi swoich obowiązków wobec fiskusa, to powinni przed każdą nową dla nich transakcją zaczerpnąć informacji na ten temat u specjalistów, np. u doradców podatkowych. Zdaniem ekspertki, liczba nakładanych mandatów w kolejnych miesiącach będzie na podobnym poziomie. Niestabilny system podatkowy w Polsce nie sprzyja przedsiębiorcom. Oni narażeni są na pomyłki, co z kolei ma wpływ na liczbę wystawianych mandatów.

– W drugiej połowie br. należy spodziewać się podobnego wzrostu rdr. liczby wystawionych przez organy KAS mandatów karnych za wykroczenia skarbowe i wykroczenia. Prawdopodobnie w podobnym stosunku jak ostatnio wzrośnie łączna kwota ww. kar. By nie zostać ukaranym, podatnik powinien przede wszystkim dopełniać swoich obowiązków w ustawowych terminach lub ze względu na niejasność i skomplikowanie prawa podatkowego skonsultować się z doradcą podatkowym. A jeśli już dojdzie do zaniedbań, to należy współpracować z organami podatkowymi lub np. złożyć czynny żal – podsumowuje doradca podatkowy Ewa Flor.

Inflacja i kryzys gospodarczy zmuszają Polaków do oszczędzania żywności

Trudno w to uwierzyć, ale galopująca inflacja ma też dobre strony. Jedną z nich jest większy szacunek Polaków do żywności. Z badania przeprowadzonego przez Quality Watch dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor wynika, że już 60 proc. z nas kupuje ją w sposób przemyślany. Spadł również odsetek osób, które – wraz ze zmarnowanym jedzeniem – tracą pieniądze. Do racjonalnego podejścia do zapasów zmusza nas sytuacja finansowa – w niemal wszystkich gospodarstwach domowych, gdzie pieniędzy nie starcza nawet na podstawowe potrzeby, nie traci się na wyrzuconych produktach spożywczych nawet złotówki.

Wysoka inflacja i niestabilna sytuacja na rynkach finansowych już dały się we znaki również polskim gospodarstwom domowym, w których podstawowe zakupy spożywcze stały się wyzwaniem. Przerwane łańcuchy dostaw i ceny paliwa spowodowały nagły wzrost cen produktów żywnościowych. Jak podaje GUS[1], ceny towarów i usług konsumpcyjnych w czerwcu 2022 r. w porównaniu z analogicznym miesiącem ub. roku, wzrosły o 15,5 proc. Przy czym wzrost cen towarów wyniósł 16,8 proc., a żywności i napojów bezalkoholowych – 14,5 proc. Produkty, które w ciągu ostatniego roku podrożały najbardziej to: mięso drobiowe i wołowe (kolejno 34,7 proc. i 32,3 proc.), mąka (38 proc), cukier (39,3 proc.), masło (30,6 proc.) i mleko (21 proc.). To jednak tylko wierzchołek góry lodowej, bo drożeje niemal wszystko. W konsekwencji Polacy są zmuszeni do zmiany nawyków i zaciśnięcia pasa. A to, że zaczynają oszczędzać również na jedzeniu, potwierdzają wyniki badań zrealizowanych przez Quality Watch dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor.

Wyrzucamy coraz mniej jedzenia

Jedna trzecia Polaków nadal traci pieniądze z powodu marnotrawienia żywności, jednak z roku na rok są to coraz mniejsze kwoty. Zlecone w lipcu br. przez BIG InfoMonitor badanie, pokazało, że kwota ponoszonych w ten sposób strat, wynosi teraz średnio 37 zł na miesiąc.

Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor 2
Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor

Marnotrawienie jedzenia o wartości mniejszej niż 100 zł miesięcznie, zadeklarowało 26 proc. respondentów. – W ubiegłym roku takiej odpowiedzi udzieliło znacznie więcej pytanych, bo aż 38 proc. Podobnie jest w przypadku osób twierdzących, że w ogóle nie marnują produktów spożywczych. W 2021 można było spotkać się z tym w nieco ponad połowie (52 proc.) polskich domów, natomiast teraz jest tak już w 65 proc. przypadków. To doskonale obrazuje, jak bardzo pogorszyła się sytuacja finansowa w polskich gospodarstwach domowych. I o ile efekt jest z pewnością pozytywny – bo na takim oszczędzaniu skorzystamy zarówno my, jak i planeta – to główna przyczyna tej zmiany nie napawa optymizmem – mówi Sławomir Grzelczak, Prezes BIG InfoMonitor.

Gdzie możemy upatrywać wspomnianej przyczyny? Z pewnością – poza zwiększającą się świadomością ekologiczną – jest to globalny kryzys gospodarczy i inflacja. Badanie pokazało bowiem, że osoby, które określają siebie jako zamożne i mogące pozwolić sobie na wszystkie wydatki, w mniejszym stopniu odczuwają drożyznę i częściej wyrzucają żywność. Inaczej jest w domach, gdzie pieniędzy brakuje nawet na podstawowe potrzeby. Aż 90 proc. respondentów znajdujących się w takiej sytuacji, w lipcu br. zadeklarowało, że w ogóle nie marnuje produktów spożywczych. To samo dotyczy seniorów, bo w grupie wiekowej 65+, takiej odpowiedzi udzieliło ponad 80 proc. osób. Co więcej, 70 proc. zapytanych emerytów robi zakupy spożywcze wyłącznie w sposób przemyślany.

Dlaczego marnujemy?

Według raportu Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) z 2013 r. każdego roku na świecie marnuje się około 1/3 całkowitej ilości wytworzonej żywności, tj. około 1,3 mld ton, co pozwoliłoby wykarmić dwa miliardy ludzi. Marnotrawstwo występuje na skalę, która uzasadnia uznanie tego zjawiska za problem globalny. Polska nie jest wyjątkiem. Informacje zebrane w ramach PROM (Programu Racjonalizacji i Ograniczenia Marnotrawstwa Żywności) pokazują, że rocznie – licząc handel, gastronomię, przetwórstwo, produkcję rolniczą, transport i gospodarstwa domowe – wyrzucamy 4,8 mln ton artykułów spożywczych. Zaskoczyć może fakt, że największy udział mają w tym konsumenci (60 proc.).

Z danych zgromadzonych przez Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor wynika, że najczęściej marnujemy, bo zapominamy. Ponad połowa respondentów wskazała bowiem, na to że produkty „chowają się” w lodówce i w efekcie ulegają zepsuciu. Kolejną istotną przyczyną wyrzucania jedzenia jest przygotowywanie zbyt dużych porcji (28 proc.) oraz robienie zbyt dużych zakupów (23 proc.). 13 proc. pytanych zadeklarowało, że głównym powodem marnotrawstwa w ich domach jest robienie zakupów bez listy.

Wyrzucamy coraz mniej jedzenia
Źródło: Quality Watch dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor

Podobne wnioski możemy wyciągnąć z Raportu Federacji Polskich Banków Żywności[1], który wskazuje, że jednym z kluczowych czynników sprzyjających wyrzucaniu jedzenia jest nieodpowiednie przygotowanie się do zakupów oraz same zakupy. Przed udaniem się do sklepu spożywczego powinnyśmy zrewidować to, co już znajduje się w naszej lodówce i przygotować szczegółową listę potrzebnych artykułów. Jeżeli zauważymy, że któryś z posiadanych już produktów ulegnie niedługo przeterminowaniu, zaplanujmy jadłospis tak, aby jak najszybciej go wykorzystać. Warto też regularnie porządkować lodówkę. Nie tylko ze względów higienicznych, ale i praktycznych. Częste kontrolowanie jej stanu, pozwala na sprawdzenie, co musimy uzupełniać regularnie, a co zalega. Kolejnym sposobem na „chowające” się produkty jest umieszczanie tych świeżo zakupionych za tymi, które na półce znajdują się już jakiś czas. Dzięki temu mamy pewność, że nic nie umknie naszej uwadze i żaden artykuł się nie popsuje.

Źródło: Quality Watch dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor
Źródło: Quality Watch dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor

– Niewyrzucanie jedzenia nabrało w ostatnich latach nowego znaczenia, a Polacy nie kierują się już wyłącznie pobudkami proekologicznymi. Już niemal 60 proc. pytanych oszczędza pieniądze, robiąc zakupy spożywcze w sposób przemyślany, bo w dobie kryzysu racjonalne gospodarowanie zasobami stało się ratunkiem dla domowego budżetu. Tym bardziej, że prawie 2,7 mln osób ma dodatkowo niespłacone rachunki i raty kredytów widoczne w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie informacji kredytowych BIK. Ponad 213,6 tys. z nich ma do zwrotu od 500 do 1000 zł, a prawie 284,4 tys. osób od 1000 do 2000 zł. Dlatego rozważne podejście do zakupów mogłoby też pomóc pozbyć się łatki niesolidnego dłużnika. Miejmy jednak nadzieję, że gdy inflacja wyhamuje i gospodarka wróci do normy, nasze nawyki zakupowe pozostaną takie same, a oszczędzanie nie tylko żywności stanie się czymś naturalnym – dodaje Sławomir Grzelczak Prezes BIG InfoMonitor.

Stosunek Polaków do wydatków i marnowania żywności, Badanie Quality Watch zrealizowane w dn. 15-18 lipca 2022 metodą CAWI (komputerowo wspomagany wywiad internetowy) wśród Polaków w wieku 18+, Próba: 1069

[1] Federacja Polskich Banków Żywności, Raport Nie marnuj jedzenia 2020
[1] GUS, Wskaźniki cen towarów i usług konsumpcyjnych w czerwcu 2022 r., 15.07.2022 r.

Czarne chmury nad polską gospodarką – skarbnicy korporacyjni spodziewają się zawirowań – badanie Allianz Trade i PCTA

Allianz Trade wspólnie ze Stowarzyszeniem Polskich Skarbników Korporacyjnych (PCTA) przeprowadzili badanie nastrojów wśród finansowych managerów kluczowych firm działających w Polsce. W ich opinii największym ryzykiem dla biznesu, a tym samym i gospodarki, są obecnie bardzo duża niepewność i nieprzewidywalność, które wynikają z inflacji, niespotykanego dotychczas tempa wzrostu stóp procentowych, wzrostu cen surowców, kolejnych fali pandemii i nadal pozrywanych łańcuchów dostaw.

Pomimo zadowolenia z kondycji swoich firm na przestrzeni ostatnich dwóch lat – w okresie pandemii Covid-19 (55 proc. badanych uważa, że kondycja poprawiła się, a tylko 15 proc. deklaruje jej pogorszenie), nastroje co do przyszłości gospodarczej wśród skarbników korporacyjnych, członków zarządu ds. finansów oraz wyższej kardy managerskiej odpowiedzialnej za politykę finansową w przedsiębiorstwach, nie napawają optymizmem. Finansiści zapytani o perspektywy ekonomiczne dla Polski na kolejne 12 miesięcy w zdecydowanej większości (79 proc. ankietowanych) widzą je w czarnych barwach. Pesymizm managerów przekłada się także na ocenę perspektyw dla ich firmy i branży w związku z sytuacją ekonomiczną w kraju i na świecie. Blisko co trzeci ankietowany uważa, że sytuacja pogorszy się, a tylko 22 proc. spodziewa się poprawy realiów dla firmy w której pracuje.

 Jak ocenia Pan/Pani perspektywy ekonomiczne w Polsce na kolejne 12 miesięcy?perspektywy ekonomiczne w Polsce na kolejne 12 miesięcy

Źródło: Badanien2022 Allianz Trade i Stowarzyszenia Polskich Skarbników Korporacyjnych PCTA

Najpierw pandemia, wybuch wojny na Ukrainie, a teraz widmo globalnej recesji – czynników ryzyka w biznesie jest dziś tak wiele, że dla polskich przedsiębiorców, a zwłaszcza tych małych i średnich, często powiązanych z rodzinnym kapitałem, sytuacja stała się nieprzewidywalna jak nigdy dotąd. Dlatego firmy muszą dziś działać zgodnie z zasadą ograniczonego zaufania wobec kontrahentów, dokładniej analizować partnerów biznesowych oraz korzystać z narzędzi pozwalających zabezpieczyć się przed wzrostem ryzyka w biznesie – uważa Tomasz Starus, prezes Allianz Trade w Polsce.

Świadomość czarnych chmur

Pomimo negatywnej oceny perspektyw tła makroekonomicznego i realiów polityczno-gospodarczych w najbliższych 12 miesiącach, finansiści poproszeni o ocenę obecnego stanu w jakim znajdują się ich firmy, w zdecydowanej większości – bo 80 proc. ankietowanych – mówi o sukcesie, pomimo realiów pandemicznych i deklaruje, że ich firma rozwija się. O dobrej aktualnej kondycji firm może także świadczyć deklaracja w zakresie rentowności biznesu w tym roku, bo ponad 37 proc. ankietowanych spodziewa się, że marża firm zwiększy się. W dodatku zdecydowana większość badanych deklaruje także, że zdolność do bieżącego regulowania (swoich) zobowiązań pozostaje bez zmian.

Badanie pokazuje jednak również, że w odniesieniu do przyszłości finansiści są mocno świadomi nadciągających czarnych chmur a dotychczasowy sukces oraz kondycja ich firm, mogą bardzo szybko ulec zmianie. Jednym z sygnałów potwierdzających te prognozy, jest ocena możliwości wzrostu zatorów płatniczych, których spodziewa się ponad 28 proc. badanych. Blisko 20 proc. managerów mówi także, że maleje skłonność ich kontrahentów do terminowego regulowania zobowiązań. Finansiści zdają sobie także sprawę z realiów położenia geograficznego Polski i bliskości wojny na Ukrainie. Ponad 85 proc. ankietowanych uważa, że konflikt zbrojny za naszą wschodnią granicą ma mniejszy lub większy wpływ na działalność ich firm.

Dynamika i kumulacja czynników zwiększających ryzyko działalności biznesowej w ostatnich latach jest szczególnie zauważalna, co bezpośrednio przekłada się na pracę osób odpowiedzialnych za finanse. Wiążą się bowiem z koniecznością ciągłego monitorowania zmian w przepisach oraz wprowadzania w obszarze skarbowości nowych rozwiązań technologicznych, prawnych i podatkowych. Są to miedzy innymi kwestie związane z Polskim Ładem, Tarczami Antyinflacyjnymi, z wdrożeniem KSeF, czy też zmianami przepisów dotyczących  zatorów płatniczych oraz wieloma innymi zmianami charakterystycznymi dla poszczególnych branż – mówi Małgorzata Gregory, prezes Stowarzyszenia Polskich Skarbików Korporacyjnych (PCTA). – Istotnym obszarem, o którym warto wspomnieć, wykraczającym poza zakres analizowanej ankiety jest finansowanie zewnętrzne oraz współpraca przedsiębiorstw z bankami i instytucjami finansowymi. Znaczna nadpłynność sektora finansowego i duża ilością pieniądza na rynku bankowym nie przekładają się niestety na atrakcyjne warunki finansowania oferowane przedsiębiorcom, czy to w postaci finansowania bieżącego, czy też projektów inwestycyjnych. Co więcej, pomimo bardzo dobrych wyników sektora bankowego w pierwszym półroczu 2022 roku, podmioty finansowe ograniczyły swoją aktywność w zakresie akcji kredytowej dla przedsiębiorców.

Era niespotykanych wyzwań

Zdaniem większości skarbników korporacyjnych, szczególnym powodem do niepokoju są rosnące stopy procentowe, skłaniające część firm do maksymalizacji zysku, a inne do stawiania przede wszystkim na minimalizację kosztów finansowych, co bez wątpienia przełoży się na kondycję finansową kontrahentów generując ich potencjalne problemy. Zapewnienie płynności finansowej w opinii managerów finansowych jest coraz trudniejsze w warunkach rosnącej inflacji, a niepewność na rynku oraz sytuacja geopolityczna utrudniają średnio i długookresowe prognozowanie oraz planowanie.

Finansiści mają świadomość wyzwań jakie stanęły przed biznesem w dobie zerwanych łańcuchów dostaw oraz kolejnych fali pandemii. Zdecydowana większość badanych zapowiada, że ich firmy w najbliższym roku zwiększą nakłady na cyfryzację i digitalizację oraz inwestycje w nowe maszyny i urządzenia. Zważywszy na panującą niepewność, zdecydowana część managerów mówi o wstrzymaniu albo rezygnacji z inwestycji lub przejęć innych firm, w kraju czy też za granicą. Gros swoich wysiłków planują skoncentrować na restrukturyzacji i optymalizacji w obszarach IT, finansowo-księgowych oraz kadrowo-płacowych. Blisko 40 proc. ankietowanych zapowiada podjęcie znaczących działań związanych z optymalizacją łańcuchów dostaw, jako zabezpieczenie perspektyw dla dalszego rozwoju firmy.

Ponad połowa ankietowanych deklaruje, że w ich firmach w najbliższym czasie poziom zatrudnienia pozostanie na obecnym poziomie, a niespełna 22 proc. zapowiada możliwość zwiększenia zatrudnienia. W przypadku płac opinie finansistów są podzielone 48 proc. uważa, że będą one rosły w tym samym tempie co inflacja, podczas gdy 40 proc. sądzi, że w ciągu najbliższych 12 miesięcy płace pracowników nie będą w ogóle podnoszone. Warto dodać, że w opinii ekonomistów Allianz Trade płace nominalne wyraźnie wzrosną, choć w mniejszym stopniu niż ceny konsumpcyjne, co zmniejszy siłę nabywczą konsumentów.

Wśród wyzwań na najbliższych okres zdecydowana większość managerów wymienia optymalizację kosztów finansowania z uwagi na niespotykany dotychczas wzrost stóp procentowych, zmienność na rynku walutowym, konieczność zmiany mentalności – to co robił dotąd człowiek, za chwilę będzie wykonywał robot. Skarbnicy korporacyjni są świadomi wyzwań stojących przed nimi, w tym konieczności „zaprzyjaźnienia się” z narzędziami wspierającymi jakościowo i ilościowo procesy takimi jak RPA, machine learning i process mining.

Jak podsumowuje Małgorzata Gregory: Rola skarbnika wykracza już znacznie poza obszary stricte finansowe, a otoczenie formalno-prawne i jego zmiany w 2022 roku generują dodatkowy element niepewności w dążeniu do zapewnienia ciągłości finansowania. Jest ono nie lada wyzwaniem, jeśli uwzględnimy także trudną do przewidzenia inflację, rosnące stopy referencyjne NBP i planowaną zmianę wskaźnika WIBOR (co rzutuje na oprocentowanie kredytów).

* W badaniu ankietowym Allianz Trade i Stowarzyszenia Polskich Skarbników Korporacyjnych (PCTA) udział wzięło 107 członków kadry finansowej wyższego szczebla, głównie będących skarbnikami korporacyjnymi, zarówno polskich, jaki międzynarodowych firm, którzy anonimowo wyrazili swoje opinie na temat sytuacji makroekonomicznej. Blisko 90 proc .ankietowanych pracuje w firmie o obrotach przekraczających 200 mln z i w zdecydowanej większości zatrudniających ponad 250 osób.

Inflacja w USA spada, dobre wieści dla rynków

Inflacja w USA spadła do 8,5 proc. w lipcu z 9,1 proc. w czerwcu. Podobnie jak w Polsce za jej obniżenie odpowiadają spadające ceny benzyny. Prawdopodobnie FED na wrześniowym posiedzeniu będzie się musiał pochylić na niejednoznacznymi danymi z amerykańskiej gospodarki.

Amerykańska inflacja w lipcu wyniosła 8,5 proc. r/r, co oznacza spadek wobec rekordowego odczytu z czerwca, kiedy sięgnęła 9,1 proc. Inflacja za oceanem spada głównie ze względu na spadające ceny benzyny. W ciągu ostatnich 12 miesięcy jej cena wzrosła o 44 proc., podczas gdy jeszcze miesiąc temu ten wzrost wynosił 60 proc. Benzyna tanieje z powodu spadku ceny ropy naftowej, której obecna cena to około 95 dolarów za baryłkę. Inflacja w ujęciu miesięcznym spadła jeszcze bardziej z 1,3 proc. do zera. Bez zmian – 5,9 proc. wynosi natomiast inflacja bazowa, czyli inflacja po wyłączeniu najbardziej zmiennych cen, m.in. żywności i energii.

Spadek inflacji to dobra informacja dla rynków finansowych, ponieważ zwiastuje bliski koniec cyku podwyżek stóp. Spadek inflacji, był spodziewany przez analityków i miał swój udział w obecnym 13 proc. rajdzie na S&P500. Czerwcowa inflacja – 9,1 proc. to prawdopodobnie jej szczyt w USA, choć wiele zależy jeszcze od cen ropy i surowców energetycznych w najbliższym czasie.

Pozostaje zatem otwarte pytanie o decyzje FED w najbliższych miesiącach w sytuacji, gdy dane z gospodarki będą niejednoznaczne. Z jednej strony spada inflacja, ale z drugiej dane z rynku pracy są szokująco dobre. Mimo, że gospodarka USA w ostatnim kwartale weszła w fazę technicznej recesji. Cały czas najbardziej prawdopodobny scenariusz jest taki, że FED zakończy proces podnoszenia stóp do końca roku.

Także w Polsce inflacja w lipcu nie wzrosła i utrzymała się na poziomie z czerwca wynoszącym 15,6 proc. I także w Polsce za taki stan odpowiada spadek cen paliw, podczas gdy inne ceny np. żywności nadal rosły.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Co nam zostanie na osłodę – czyli jak polscy konsumenci reagują na zmiany cen i dostępności cukru

W ostatnich tygodniach spotykamy się z informacjami o ograniczonej ilości białego cukru w sklepach. Duże sieci handlowe wprowadzają reglamentację towaru, sklepowe półki pustoszeją, a Internauci sygnalizują swoje obawy związane z niedostatkiem cukru. Z najnowszego sondażu agencji badawczej SW Research wynika, że 4 na 10 Polaków w ostatnim miesiącu nie kupiło białego cukru ze względu na jego brak w sklepie. Ponad połowa badanych deklaruje jednak, że ograniczona dostępność towaru nie wpłynie na dotychczasową ilość konsumowanego przez nich białego cukru.

Męska strona cukru

Ponad 40% Polaków deklaruje, że średnio w ciągu miesiąca spożywa więcej niż 0,5 kg białego cukru. Wyniki badania pokazują różnicę w ilości konsumowanego cukru ze względu na płeć. Mężczyźni nie tylko spożywają więcej białego cukru niż kobiety (przynajmniej 0,5 kg białego cukru spożywa w miesiącu 49% mężczyzn i 38% kobiet), ale robią też większe zapasy tego towaru oraz częściej kupują ten produkt do swojego gospodarstwa domowego.

Cukier głównie w kuchni

Polacy używają białego cukru przede wszystkim w kuchni – 69% badanych dodaje go do ciast, wypieków, sosów, 56% badanych słodzi nim herbatę, kawę czy inne napoje, a 45% wykorzystuje do przygotowywania przetworów. Wykorzystanie białego cukru jako dodatku do ciast, wypieków czy sosów częściej deklarują kobiety (77%) niż mężczyźni (61%). Słodzenie cukrem różnego rodzaju napojów to z kolei zwyczaj praktykowany głównie przez mężczyzn (61%) oraz osoby o najniższych dochodach (70%). Stosowanie białego cukru do produkcji przetworów występuje natomiast częściej wśród kobiet (50%), mieszkańców wsi (51%) oraz najstarszych badanych (52%).

Deficyt cukru – co na to Polacy?Deficyt cukru

40% Polaków doświadczyło w ostatnim miesiącu deficytu białego cukru w sklepach. Pomimo tego badani nie są wyraźnie skłonni do rezygnacji z jego konsumpcji. Tylko 16% respondentów deklaruje, że ograniczona dostępność towaru spowoduje, że całkowicie zrezygnują ze słodzenia kawy czy herbaty. 3 na 10 Polaków jest gotowych na zastąpienie białego cukru jego zamiennikami, przy czym postawa ta jest szczególnie widoczna w grupie osób o najwyższych dochodach (47%). Ponad połowa badanych deklaruje jednak, że ograniczona dostępność towaru nie będzie miała wpływu na spożywaną przez nich ilość białego cukru. Przekonanie to dominuje głównie wśród najstarszych osób (61%), które z racji swego wieku mogą być mniej skłonne do zmiany swoich dotychczasowych przyzwyczajeń.

Co zamiast białego cukru?Co zamiast białego cukru?

Polacy chętnie decydują się na stosowanie zamienników białego cukru. Prawie 70% badanych wskazuje, że używa któregoś z dostępnych na rynku substytutów, jednak kroki te częściej podejmują kobiety niż mężczyźni. Największą popularnością wśród Polaków cieszą się miód (47%), cukier brązowy (26%) oraz ksylitol (16%). Chociaż ceny białego cukru rosną, zakup jego zamienników nadal może wiązać się z większymi wydatkami. Wyniki badania pokazują, że spożycie zamienników cukru jest największe w grupie osób o najwyższych dochodach. Dotyczy to przede wszystkim cukru brązowego, stewii, ksylitolu, erytrytolu oraz syropu klonowego.

Nota metodologiczna

Badanie zostało przeprowadzone na reprezentatywnej próbie dorosłych mieszkańców Polski. Próba badawcza została dobrana w sposób warstwowo-losowy, tak aby zapewnić zróżnicowanie respondentów pod względem podstawowych cech demograficznych (płeć, wiek, miejsce zamieszkania, wykształcenie). Łącznie zebrano 1013 wywiadów.

Badanie było realizowane w terminie 2-3 sierpnia 2022 r. przez agencję SW Research. Zastosowano wywiady online (CAWI) na panelu internetowym SW Panel.

Polska jednym z wiodących rynków fotowoltaiki na świecie. Perspektywy na kolejne lata

Odnawialne źródła energii zainstalowane w Unii Europejskiej generują rocznie energię o mocy 19 gigawatów. Docelowo do 2035 roku wartość ta ma się podwoić, nawet do 40 GW. Polska odgrywa w rozwoju ekologicznej energii coraz istotniejszą rolę. Dziesiąte miejsce na świecie pod względem produkcji energii z OZE to oznaka, że jest to rynek, który bardzo mocno się rozwija i wciąż jest przyszłościowy.

Obecnie w Polsce produkowane są około 4 GW energii z fotowoltaiki rocznie. Do 2035 ma to być już od 8 do 10 GW. W tej chwili jesteśmy jednym z europejskich liderów w zakresie produkcji zielonej energii. Na Starym Kontynencie wyprzedzają nas jedynie Niemcy i Hiszpania[1].

Plany europejskiej wspólnoty dotyczące zwiększenia produkcji prądu ze źródeł odnawialnych są bardzo ambitne. Zwraca na to uwagę Piotr Tomala z firmy Green Cell: – Mówimy o dwukrotnym wzroście produkcji energii z OZE przez nieco ponad dziesięć lat. Jest to niezwykle ambitne założenie. Kurs został już wyznaczony, więc rynek nabiera rozpędu i będzie musiał dalej się rozwijać. Nie będzie to oczywiście łatwe, szczególnie w kontekście bieżącej sytuacji geopolitycznej proces ten może wyhamować, ale trudności te powinny mieć charakter jedynie przejściowy – przewiduje ekspert.

Net-billing nie zwolni rynku

Od 1 kwietnia 2022 roku w Polsce obowiązuje net-billingowy system rozliczania nadwyżek energii. Polega on na rozliczaniu nie ilości energii oddanej do sieci, jak miało to miejsce do tej pory, lecz według jej realnej wartości rynkowej, czyli cenie po której jest ona sprzedawana i kupowana na giełdzie energii elektrycznej. Przejście na ten system spowodowało chwilowe problemy na rynku z powodu obaw klientów dotyczących opłacalności inwestycji.

Problemy dotyczą głównie firm, których płynność finansowa bazowała na zobowiązaniach na pokrycie bieżącego zatowarowania. Ich właściciele wierzyli, że stan wysokiego popytu będzie stale wzrastał. Schemat ten niestety rozsypał się i przedsiębiorcy ci zostali z opłaconymi urządzeniami, na które chwilowo nie było chętnych – tłumaczy Piotr Tomala. – Obecnie przewagę mają ci, którzy posiadali zaplecze finansowe, aby przetrwać ten trudniejszy okres. Skorzystają na tym zwłaszcza te podmioty, które nie przespały czwartego kwartału ubiegłego roku oraz pierwszego kwartału obecnego, gdy wzrosty sprzedaży były bardzo wysokie. Działo się tak, ponieważ wiele osób chciało zamontować panele przed 1 kwietnia, aby zachować prawo do wcześniejszego modelu rozliczeniowego, polegającego na opustach.

Zdaniem eksperta z Green Cell warto przyglądać się rynkowi brytyjskiemu. Stosowany jest tam system net-bilingowy, zaś fotowoltaika świetnie się rozwija między innymi dlatego, że duża część odpowiedzialności z tego zakresu została przerzucona na operatorów sieci energetycznych wraz z częstą aktualizacją cen energii, następującą nawet co 15 minut.

Tymczasem obecne ceny w Polsce aktualizowane są w systemie Rynkowej Ceny Miesięcznej. Można jednak dostrzec dążenia do częstszej aktualizacji. Taki system otwiera zupełnie nowe możliwości zwiększenia rentowności inwestycji. Najbardziej oczywistą drogą zwiększenia zysku, jaki jest generowany przez instalację fotowoltaiczną, jest system śledzenia cen energii, który będzie ją magazynował, gdy jest tania i oddawał, gdy jej cena jest na zadowalającym dla użytkownika poziomie. Do tego jednak potrzebny jest magazyn energii elektrycznej, na który już obecnie są przewidziane atrakcyjne systemy dotacji.

Fotowoltaika wciąż będzie się opłacać

Można spodziewać się, że globalnie rosnące ceny energii wpłyną również na wzrost cen instalacji fotowoltaicznych. Dodatkowo, sama produkcja paneli pochłania ogromne ilości energii. Trzeba też pamiętać o tym, że praktycznie cała światowa produkcja odbywa się w Chinach, które również stawiają bardzo mocno na te rozwiązania. Obecnie są one nie tylko największym producentem fotowoltaiki, ale również konsumentem. Duża część produkcji będzie zatem pochłaniana przez lokalny rynek chiński, więc rozwiązania eksportowane na rynki zagraniczne mogą być droższe.

Mimo tego inwestycja w panele będzie coraz bardziej opłacalna, właśnie z uwagi na stale rosnące ceny energii. Obecnie, przy zoptymalizowanej instalacji współfinansowanej z dotacji, wyposażonej w magazyn energii, okres zwrotu z inwestycji może sięgać nawet 6 lat. – To jest naprawdę krótki okres. Jeżeli ceny energii zostaną w pewnym stopniu uwolnione w przyszłym roku, co spowoduje znaczne podwyżki, to czas zwrotu będzie jeszcze krótszy. Dużo osób znajdzie się w sytuacji, gdy 90% swoich potrzeb będzie w stanie pokrywać za pomocą zmagazynowanej energii i te podwyżki nie będą aż tak dotkliwe. Przez to staną się w dużej mierze odporni na nieuniknione wzrosty cen energii. Autokonsumpcja wytworzonego lokalnie prądu stanie się wartością samą w sobie – zwraca uwagę Piotr Tomala.

Poza tym można spodziewać się, że nowa rzeczywistość zostanie zdominowana przez najbardziej innowacyjne i wyspecjalizowane firmy, które będą w stanie zaoferować klientowi najkorzystniejsze dla niego rozwiązania. Takie podmioty oprócz analizy nasłonecznienia danej lokalizacji, powinny wziąć pod uwagę ilość energii elektrycznej zużywanej przez prosumenta, a przede wszystkim jego profil jako użytkownika energii. Pozwoli to precyzyjnie dobrać komponenty instalacji i skonfigurować je tak, aby cały system odpowiadał zachowaniu konkretnego klienta.

[1] Raport “Global Market Outlook For Solar Power 2022 – 2026”

Ceny luksusowych nieruchomości na świecie rosną wolniej, ale spadków nie widać

Na koniec drugiego kwartału 2022 roku firma Knight Frank opublikowała Prime Global Cities Index, czyli indeks śledzący ceny luksusowych nieruchomości na świecie w 45 miastach. Po dwóch latach, w trakcie których obserwowaliśmy historycznie najwyższą dynamikę wzrostu cen nieruchomości luksusowych widoczny jest spadek. Średni roczny wzrost cen w stosunku do końca II kwartału 2021 roku wyniósł 7,5%, przy czym I kwartał 2022 roku w ujęciu r/r zamknął się wzrostem o 10%. Rosnące oprocentowanie kredytów hipotecznych i globalne prognozy przewidujące wyhamowanie gospodarcze chłodzą apetyt zakupowy, który w ciągu ostatnich dwóch lat był rekordowy. Spowolnienie na rynku nieruchomości luksusowych będzie najbardziej odczuwalne w przypadku nieruchomości tańszych i na rynkach zorientowanych na lokalnych inwestorów.

Najważniejsze wnioski:

  • W Europie, Berlin (12.6%), Dublin (10.2%), Edynburg (11.2%) i Paryż (8.9%) są w czołówce miast z najwyższym wzrostem cen z uwagi na wracające zainteresowanie zagranicznych inwestorów oraz ponownie rosnącą atrakcyjność mieszkania w mieście.
  • Dubaj odnotował najwyższy wzrost cen spośród 45 badanych miast. Ceny nieruchomości luksusowych wzrosły tam o 64,8% w ujęciu rocznym, ale w stosunku do I kwartału 2022 roku spadły o 0,6%.
  • Na 19 z 45 badanych rynków odnotowano spadki cen w okresie od marca do czerwca 2022 roku.
  • Tylko 6 miast odnotowało spadek cen w ujęciu r/r – Manila, Filipiny (-0,1%); Kuala Lumpur, Malezja (-0,5%); Dżakarta, Indonezja (-2%); Kanton, Chiny (-2,1%); Frankfurt, Niemcy (-5,1%); Wellington, Australia (-8,1%).

Ceny luksusowych nieruchomości na świecie rosną wolniej, ale spadków nie widać

S&P 500 przegrywa w bitwie z ważnym poziomem oporu

W trakcie ostatnich kilku sesji S&P 500 dotarł do istotnego poziomu oporu wyznaczanego przez maksimum z przełomu maja i czerwca i minima z końca lutego i pierwszej połowy marca. Pierwszy szturm na ten poziom oporu się nie udał. S&P 500 stracił wczoraj -0,42 proc. DJIA spadła o 0,18 proc., a Nasdaq Composite zniżkował o 1,19 proc.

Dziś rano ceny kontraktów na główne amerykańskie indeksy pozostawały stabilne (S&P 500 -0,04 proc.).

Dosyć słabe były dziś rynki akcji w Azji. Lekko rosły tylko główne indeksy giełd na Filipinach i w Singapurze. Najniższy poziom od 3 miesięcy osiągnął dziś Hang Seng (-2,25 proc.).
Niezdecydowane co do preferowanego kierunku były dziś rano główne indeksy europejskich rynków akcji (DAX +0,05 proc., CAC 40 -0,13 proc. ok. godz. 9:40).

Na tym tle relatywnie słaby był dziś rano polski rynek akcji (WIG-20 -1,04 proc. ok. godz. 9:40). O prawie 10 proc. drożały dziś akcje Banku Ochrony Środowiska, który dziś poinformował o uzyskaniu w II kw. br. 60,49 mln zł zysku netto. Swe roczne minimum zaliczyły dziś ceny akcji spółki TIM, natomiast najwyżej w swych historiach były dziś ceny akcji ZE PAK, Torpolu, a ceny akcji kurs akcji Photon Energy NV wyszły na najwyższy poziom od roku.

Lekko zawężał się dziś rano „spread” pomiędzy rentownością amerykańskich 2-letnich obligacji skarbowych (3,2575 proc.) a rentownością ich 10-letnich odpowiedników (2,786 proc.). Nadal jednak ten „spread” utrzymywał się na najwyższym poziomie od 2000 roku generując sygnał ostrzegający przed gospodarczą recesją w USA. Rentowność polskich 10-latek lekko spadała (5,535 proc.).

Ceny kontraktów na ropę naftową cofały się dziś rano o ok. 1 proc. Lekko taniały dziś rano również metale szlachetne (złoto -0,34 proc., srebro -0,58 proc., platyna –0,73 proc., pallad –1,12 proc.) oraz miedź (-0,11 proc.)

Główne pary walutowe notował dziś rano minimalne zmiany (EUR/USD -0,04 proc., USD/JPY -0,03 proc. ok. godz. 9:25).

Polski złoty lekko słabł (EUR/PLN +0,24 proc., USD/PLN +0,23 proc. ok. godz. 9:25)
Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara po nieudanej poniedziałkowej próbie sforsowanie poziomu 24000 USD spadał dziś rano ponownie (-0,99 proc. ok. godz. 9:25).

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Wzrosty cen mieszkań zaczęły hamować, najszybciej drożeją małe

II kwartał 2022 r. na polskim rynku mieszkaniowym stał pod znakiem wojny za wschodnią granicą, rosnącymi kosztami kredytów hipotecznych oraz galopującej inflacji. Po czasie niepewności i zawirowań przyszedł jednak czas na stabilizację trendów. Średnio w całej Polsce spadła dynamika wzrostu cen zakupu mieszkań – ceny ofertowe zwiększyły się w II kwartale o 3,5 proc. w porównaniu do I kwartału. Bardziej popularny i chętniej wybierany stał się mniejszy metraż, którego ceny rosły najszybciej: lokale do 40 mkw. były o 3,4 proc. droższe niż w I kwartale 2022 r.

Analizy przedstawione w „Kwartalniku Mieszkaniowym” Otodom i Polityki Insight[1] podsumowujące II kwartał br. na rynku nieruchomości pokazują, że po drastycznych zmianach w pierwszych miesiącach 2022 r. obserwujemy dziś pozytywne trendy związane z dochodzeniem rynku mieszkaniowego do równowagi.

Tempo wzrostu cen mieszkań hamuje

Mieszkania w II kwartale drożały, ale wolniej niż w poprzednich dwóch kwartałach, głównie dlatego, że Polacy wstrzymywali decyzję o kupnie własnego „M” i wzięciu na nie kredytu. Wzrost stóp procentowych uniemożliwił im zapożyczenie się na kwotę pozwalającą na zakup mieszkania, jakiego pragną. Według danych Biura Informacji Kredytowej (BIK) liczba zapytań w czerwcu br. była o 60 proc. niższa niż rok wcześniej (w maju br. spadek wyniósł 52 proc.).

Jak czytamy w „Kwartalniku Mieszkaniowym” Otodom i Polityki Insight: „W II kwartale średnie ceny ofertowe[2] wzrosły o 3,5 proc. To już kolejny kwartał hamowania dynamiki cen – w pierwszych trzech miesiącach roku wzrosły one o 4,6 proc., a w IV kwartale 2021 r. o 5,2 proc. W rezultacie nieznacznie spadła roczna dynamika wzrostu cen – do 16,4 proc. z rekordowych 16,5 proc. w I kwartale. Przyczyniły się do tego przede wszystkim ograniczenia popytowe – w ostatnich miesiącach gwałtownie zmalał popyt na mieszkania, zwłaszcza ten finansowany z kredytu”.

Kolejny kwartał z rzędu liczba ofert mieszkań na sprzedaż wzrosła, a wszystko przez dużo niższy niż przed rokiem popyt. Pociągnął on za sobą zmniejszenie się liczby zamykanych ofert oraz wydłużył czas potrzebny na znalezienie nabywcy.

Koniunktura na mały metraż

Równocześnie systematycznie malała powierzchnia oferowanych mieszkań. Jak piszą eksperci w kwartalniku: „Wielu deweloperów decydowało się na zwiększenie liczby małych mieszkań, ponieważ generują one największe marże, a jest na nie największy popyt podbijany przez inwestorów, którzy poszukują nieruchomości pod wynajem”.

W najszybszym tempie rosły ceny tych najmniejszych mieszkań, mimo że ich podaż się zwiększyła. Lokale do 40 mkw. były o 17,4 proc. droższe niż przed rokiem, a te powyżej 90 mkw. o 13,1 proc., przy średnim wzroście cen o ok. 3,5 proc. kwartał do kwartału. Zależność między wzrostem cen i powierzchnią lokalu była zapewne wynikiem spadającej zdolności kredytowej nabywców, którzy w pogarszającej się sytuacji makroekonomicznej chcieli jak najszybciej kupić mieszkanie – a mogli sobie pozwolić tylko na mniejsze lokale. Tę sytuację wykorzystywali sprzedający i chętniej podnosili ceny w tym segmencie rynku.

Ceny rosną najszybciej w małych miejscowościach

Jak odnotowali analitycy Otodom, im mniejsza miejscowość, tym szybciej w II kwartale wzrastała w nich cena mieszkań. Związane jest to m.in. z większym popytem na własne „M” poza dużymi ośrodkami miejskimi.

„W największych miastach Polski, gdzie ceny za mkw. są najwyższe, dynamika wzrostu była najniższa i wyniosła w II kwartale 15,4 proc. rok do roku. Z kolei w małych miejscowościach, gdzie mieszka mniej niż 50 tys. mieszkańców, wzrost cen był najszybszy i wyniósł 20,4 proc. rok do roku” – czytamy w „Kwartalniku Mieszkaniowym”.

Jakie są prognozy na najbliższe miesiące?

Rynek mieszkaniowy jest dziś w stanie zawieszenia. Zarówno sprzedający, jak i kupujący czekają na czas, kiedy będą mogli zaciągnąć kredyt hipoteczny na bardziej dogodnych warunkach albo – kiedy w ogóle będą mogli sobie na niego pozwolić.

– Wprawdzie nie możemy liczyć na szybkie i znaczące spadki stóp procentowych, ale pozytywną wiadomością jest ustabilizowanie się stawek WIBOR, gdyż wróży to bliski koniec podwyżek kosztów zaciągania kredytów. Stabilizacja jest sprzymierzeńcem ożywienia na rynku, ale dopiero wycofanie rekomendacji KNF, nakazującej bankom dużo ostrożniejsze wyliczanie zdolności kredytowej, pomogłoby mu naprawdękomentuje Marcin Krasoń, ekspert rynku nieruchomości obido i Otodom.

Kupujący czekają na obniżkę cen mieszkań. Jednak przy wysokiej inflacji oraz rosnących kosztach robocizny i materiałów budowlanych maleje prawdopodobieństwo, że ona nastąpi. Wyhamowanie wzrostów cen oraz kilkumiesięczna stabilizacja to jedyne, na co możemy dziś liczyć.

[1] „Kwartalnik Mieszkaniowy”. Raport o sytuacji na rynku mieszkań w II kwartale 2022 r.

[2] Wskaźniki cen opracowane na podstawie ogłoszeń ofertowych dostępnych w serwisie Otodom. Do wyliczenia wskaźników agregatowych brane są wszystkie dostępne za dany kwartał dane z wyłączeniem 0,5 proc. najniższych i najwyższych wartości i liczone są jako średnia ważona wskaźników cząstkowych. Wykorzystywane w obliczeniach wagi to średnie udziały poszczególnych kategorii nieruchomości w ogólnej liczbie ofert w latach 2018-2020. Dzięki temu na wartość wskaźnika nie ma wpływu zmiana struktury ogłoszeń (np. nieproporcjonalny wzrost liczby ofert małych mieszkań).

Nadgodziny dla Polaków to norma

Polacy coraz częściej zostają w firmach po godzinach, by wykonywać swoje obowiązki zawodowe – wynika z najnowszego raportu ADP „People at Work 2022: A Global Workforce View”. Według danych, aż ¼ zatrudnionych Polaków (25,37 proc.) pracuje za darmo od 6 do 10 godzin tygodniowo. To wzrost o ponad 6 p.p. w porównaniu do roku ubiegłego.

Nie do końca za darmo

Po ponad dwóch latach pandemii pracownicy przyzwyczaili się do pracy zdalnej lub hybrydowej. Wypracowane zostały schematy, które pozwalają im zachowywać równowagę między życiem zawodowym i prywatnym, jednak wciąż przyznają, że zdarza im się pracować po godzinach. Jak wynika z badania „People at Work 2022: A Global Workforce View” firmy ADP, globalnego lidera usług kadrowo-płacowych przeprowadzonego wśród blisko 33 tys. pracowników z 17 krajów na całym świecie, aż ¼ polskich pracowników (25,37 proc.) twierdzi, że pracuje za darmo od 6 do 10 godzin tygodniowo. W porównaniu z poprzednią edycją badania to niepokojący wzrost o ponad 6 p.p. Okazuje się jednak, że Polacy są skłonni pracować więcej godzin i dni w tygodniu, jeżeli będzie się to wiązać z dodatkowym wynagrodzeniem. Takiego zdania jest 34,18 proc. badanych.

– Odbieranie telefonów czy pisanie maili poza godzinami pracy często w trakcie pandemii, zaczęło przyjmować status normalności. Jednak nadgodziny nie przekładają się na wydajność pracowników. Praca poza wyznaczonymi godzinami prowadzi do chronicznego zmęczenia, wyższego poziomu stresu czy niechęci do wykonywania swoich obowiązków. Przepracowany pracownik znacznie szybciej przestanie odczuwać satysfakcję ze swojej pracy – twierdzi Anna Barbachowska, dyrektorka HR w ADP Polska. – Wypoczęty i pełen energii pracownik nie ma problemów z koncentracją i logicznym myśleniem, a dzięki temu jest bardziej efektywny – dodaje ekspertka.

Alarm dla pracodawców

Wyniki badania ADP są wyraźnie alarmujące. Według nich, w skali globalnej pracownicy każdego tygodnia wykonują średnio prawie ponad 8h 30 minut dodatkowej pracy. Średnia europejska pozostaje na nieco niższym poziomie i wynosi 7h 45 minut. Chociaż Polacy deklarują znacznie mniejszą liczbę przepracowanych nadgodzin, to jednak co roku ona wzrasta. Według poprzedniej edycji badania Polacy pracowali średnio 5h 30 minut za darmo, natomiast w bieżącym roku średnia zwiększyła się do 5 h 48 minut.

– Niektórzy pracownicy w obawie o swoje zatrudnienie lub z powodu nakładanej na nich presji, lub chęci sprostania oczekiwaniom swoich przełożonych spędzają w firmie więcej czasu niż wynika to z ich kontraktu. Takie zachowania nie powinny jednak być akceptowane – twierdzi ekspertka ADP Polska. – Pracodawcy powinno zależeć, żeby pracownik wykonywał swoje obowiązki w godzinach pracy, dzięki czemu uniknie on zestresowania i szybkiego wypalenia zawodowego – kończy Anna Barbachowska.  

Żyjemy w ciągłym pośpiechu, a obecna presja na wspinanie się po szczeblach kariery oraz rywalizacja sprawiają, coraz więcej czasu poświęcamy pracy. Decydując się na częste nadgodziny możemy wpaść w pracoholizm. Zaczynamy odczuwać wewnętrzną potrzebę pracy, która przeobraża się w główny element naszego życia. Dzieje się to kosztem sfery prywatnej – zaniedbujemy naszych bliskich, hobby czy własne zdrowie – kładąc w centrum uwagi obowiązki służbowe – komentuje Sylwia Wysocka-Sollich, psycholog Mind Health Centrum Zdrowia Psychicznego. – Cierpimy na pracoholizm. Według badań CBOS, w 2019 r.
aż 11 proc. z nas zmagało się z pracoholizmem, czyli ponad 2,5 mln. Kiedy obserwujemy
u siebie bądź u naszych współpracowników pogorszenie samopoczucia, skutkujące lękiem czy depresją związaną z pracą, powinien być to dla nas zawsze sygnał. Pamiętajmy, aby nie przekraczać 40 godzinowego tygodnia pracy oraz stawiać jasne granice, oddzielając swoje życie prywatne od zawodowego. Mając do dyspozycji zespół, warto nauczyć się delegowania zadań, które odciążą naszą listę czynności do wykonania
– dodaje eksperta.

Amerykanie jednak bardziej jastrzębio

Po pamiętnej konferencji prasowej prezesa NBP określenie “jastrząb” zrobiło się znacznie bardziej popularne. Oznacza podejście w polityce monetarnej dążące do podnoszenia stóp procentowych, by walczyć z inflacją. Znów mamy taki zwrot w przypadku USA.

Co dalej ze stopami procentowymi w USA?

Po ostatnim posiedzeniu FED, na którym podniesiono stopy procentowe o 0,75%, optymizm względem dalszych podwyżek wyraźnie opadł. To właśnie dlatego dolar znajdował się przez pewien czas w odwrocie. W kolejnych dniach jednak oczekiwania zaczęły wracać na poprzednie tory. Obecnie jest już ponad 68% szans na to, że we wrześniu zobaczymy podwyżkę o 0,5%. Po samej decyzji FED wyraźnie dominowała wersja wzrostu o 0,25%. W efekcie dominującym scenariuszem na koniec roku ponownie jest 3,5%, czyli jeszcze 1% wzrostu. To właśnie te zmiany oczekiwań pomagają dolarowi utrzymywać się blisko poziomu równowagi z euro.

Inne spojrzenie na inflację

Poznaliśmy wczoraj wyniki raportu “Indeks cen w sklepach detalicznych”. Wynika z niego, że ceny wzrosły w lipcu o 18,6%. Jest to wynik o ponad 3% powyżej wskaźnika inflacji. Różnica ta wynika z badania innego rodzaju produktów. Ogólna inflacja, mimo że zawiera mocno podnoszące wynik ceny paliw, zawiera również kilka elementów, które ten poziom zaniżają. W przypadku wspomnianego raportu mamy jednak wynik znacznie bardziej odczuwalny. Mniej więcej o ten poziom powinny bowiem rosnąć nasze wydatki przy kasach sklepów. Co gorsza, pomimo że inflacja w lipcu teoretycznie nie zmieniła się, to ceny w sklepach rosły w lipcu o 0,6% szybciej niż w czerwcu.

Widmo problemów za oceanem

Amerykański rynek pracy ostatnio znany jest głównie z niższego od oczekiwań poziomu bezrobocia. Owszem stopa spadła przez stworzenie zaskakująco dużej liczby nowych miejsc pracy. Z drugiej strony widzimy, że jednostkowe koszty pracy rosną w ujęciu 10,8% kwartalnie. W tym samym czasie spadła wydajność pracy o 4,6%. Oba te odczyty są niestety dla tamtejszego rynku słabsze od oczekiwań. Na rynku po publikacji zapanowało pewne zamieszanie. Finalnie dolar do końca dnia i tak tracił, ale nie tak mocno, jak przed południem.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – inflacja konsumencka,
20:00 – USA – budżet federalny.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Polskę czeka jedna z najwyższych inflacji na świecie

Jak wynika z danych Santander Consumer Banku, ponad połowa Polaków twierdzi, że ich sytuacja finansowa pogorszyła się względem ubiegłego roku. Na taką ocenę wpływa m.in. najwyższa od 25 lat inflacja. W czerwcu wyniosła ona rekordowe 15,5%. Prognozy na ten rok nie napawają optymizmem, co ma związek przede wszystkim z trwającą w Ukrainie wojną i pandemią, której nie udało się całkowicie zwalczyć. W kraju nad Wisłą, oprócz jednej z najdotkliwszych w Europie inflacji, przewiduje się również znaczny wzrost stóp procentowych, które według Bank of America Global Research osiągną 9, a nawet 10%.

Według raportu „Global Inflation Expectations and Targeting: Sky is the Limit” w 2022 i 2023 r. jedynie w Turcji i Rosji przewiduje się wyższą inflację niż w Polsce. Zdaniem ekspertów  CEIC z ISI Emerging Markets Group z obecnymi wyzwaniami gospodarczymi lepiej poradzą sobie gospodarki Meksyku, Brazylii czy Indii. W 2023 roku prognozowana przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy inflacja wyniesie nad Wisłą niecałe 8%, a w krajach strefy euro nieco ponad 2%. We wspomnianych Turcji i Rosji będzie to odpowiednio 29,7% oraz 12%. Uwagę zwraca również wyjątkowo duża rozbieżność pomiędzy ogłoszonym na ten rok przez Radę Polityki Pieniężnej 2,5% celem inflacyjnym, a przewidywaniami ekonomistów.

Eksperci CEIC podkreślają, że powyższe liczby mogą się jeszcze zmienić ze względu na dynamiczną sytuację geopolityczną na świecie. Kluczowe czynniki, które mogą wpłynąć na stan gospodarek w poszczególnych krajach, to przede wszystkim przedłużająca się wojna w Ukrainie, wstrzymanie dostaw rosyjskiego gazu, pojawienie się nowych wariantów COVID-19 oraz zauważalne spowolnienie gospodarcze w Chinach.

Kryzys gospodarczy w Turcji i Rosji

Inflacja w Turcji, ze względu na załamanie liry i kryzys kredytowy, rośnie stale od 2018 roku. Rząd z Ankary prowadzi od lat niestandardową politykę pieniężną i mimo ciągłego wzrostu inflacji i osłabiania waluty, tamtejszy bank centralny czterokrotne decydował się już na obniżanie stóp procentowych. Obecnie Bank Centralny Republiki Tureckiej nadal ignoruje galopującą inflację, która w 2022 r. wyniesie ponad 52%, utrzymując stopy na stabilnym poziomie. Skutkiem tego jest obecnie niemal 80% wzrost cen rok do roku.

Skupiona na wojnie Rosja również mierzy się z problemem gwałtownego wzrostu inflacji, połączonego z deprecjacją lokalnej waluty. Na początku marca, po wdrożeniu pierwszych sankcji, tygodniowa inflacja wyniosła tam 2,22% i była najwyższa od 20 lat. Według Międzynarodowego Funduszu Walutowego w 2022 r. ma ona utrzymać się na poziomie 24%. Pod koniec lutego Centralny Bank Federacji Rosyjskiej podniósł główną stopę procentową prawie dwukrotnie z 9,5% do 20%, wprowadzono również kontrolę przepływów kapitałowych. Umocnienie się kursu rubla mogło poważnie zaszkodzić bardzo zależnej od eksportu tamtejszej gospodarce, dlatego w lipcu miało miejsce piąte już obniżenie głównej stopy procentowej przez rosyjski bank centralny. Obniżka do 8% była odpowiedzią na pogarszającą się sytuację gospodarczą kraju.

Polacy dotkliwie odczuwają niestabilność globalnej gospodarki

Wśród gospodarek, które najdotkliwiej odczuwają skutki obecnych zakłóceń gospodarczych, analitycy CEIC z ISI Emerging Markets Group wskazują Polskę. Problemem nad Wisłą będzie nie tylko inflacja, ale również stopy procentowe, których średnia wysokość w 2022 r. ma wynieść 4,4%. Jak wynika z raportu CEIC, ponownie jedynie Turcja i Rosja mogą spodziewać się większego wzrostu stóp procentowych, odpowiednio o 14% i 13,4%.

Narodowy Bank Polski już w ze 2021 r. spodziewał się skoku inflacji i w związku z tym rozpoczął podnoszenie stóp procentowych w październiku zeszłego roku. Natomiast Europejski Bank Centralny, odpowiedzialny za emisję euro oraz ochronę jego siły nabywczej, decyzję o podwyżce o 0,5 punktu procentowego podjął dopiero w lipcu bieżącego roku, wdrażając ten krok po raz pierwszy od ponad dekady. Do działania EBC skłoniła rekordowa inflacja w strefie euro, która zgodnie z przewidywaniami Międzynarodowego Funduszu Walutowego, wyniesie w tym roku nawet 4,2%. EBC wyraźnie mija się zatem z celem inflacyjnym. Jego optymalna dla unijnej gospodarki wartość wynosi 2%.

Analitycy CEIC wyraźnie wskazują, że Polska jest jednym z krajów, które wyjątkowo dotkliwie odczuwają obecną niepewną sytuację gospodarczą na świecie. W raporcie „Global Inflation Expectations and Targeting: Sky is the Limit” nie uwzględniono jednak znajdującej się w katastrofalnym położeniu Ukrainy. Zmiany zachodzą w tym kraju na tyle szybko, że trudno określić jakie będą długofalowe skutki trwającego konfliktu zbrojnego. Pewne jest jednak, że ustabilizowanie gospodarki światowej, która dopiero uporała się ze stratami spowodowanymi przez pandemię COVID-19, a obecnie mierzy się z nowymi wyzwaniami, będzie niezwykle trudnym zadaniem, które wymaga współpracy na szczeblu międzynarodowym.

Źródło: CEIC Insights „Global Inflation Expectations and Targeting: Sky is the Limit”

Czy na rynki powróci trwały optymizm?

Na przełomie Q1 i Q2 zza oceanu zaczęły napływać informacje o cięciach etatów i redukcji budżetów na zatrudnienie w spółkach technologicznych w obawie przed nadchodzącym kryzysem. Od stycznia do czerwca amerykańskie indeksy giełdowe straciły od 25 do 35% swojej wartości na skutek odwrotu inwestorów od ryzykownych aktywów. Tymczasem powoli zaczynają pojawiać się pozytywne sygnały – w miniony piątek pojawiły się comiesięczne dane z amerykańskiego rynku pracy, które pokazały odczyt na poziomie 528 000 nowych etatów w lipcu przy prognozie na poziomie 250 000.

Jest to najlepszy odczyt tych danych od lutego bieżącego roku, o jedną trzecią lepszy niż średnia z okresu marzec – czerwiec i pokazuje dobrą kondycję rynku pracy w Stanach Zjednoczonych. Dodatkowo od połowy czerwca – czyli od ostatnich dołków – na amerykańskich giełdach pojawił się sentyment wzrostowy i już teraz niemal 45% tegorocznych spadków została odrobiona.

Znajdujemy się teraz w ciekawym w momencie, w którym będzie decydowało się, czy ostatnie ruchy wzrostowe to tylko korekta w trendzie spadkowym, czy może jednak zapowiedź trwałego powrotu optymizmu na rynkach. Trudno oczywiście przewidzieć dokładny kierunek rozwoju sytuacji, zwłaszcza wobec niepewnych czynników geopolitycznych (takich jak potencjalny konflikt Chiny-Tajwan) jednak dane makroekonomiczne zaczynają się poprawiać, a inwestorzy powoli wypatrują końca wzrostów inflacji, a tym samym perspektywy końca serii podwyżek stóp procentowych.

Ponadto, bezrobocie w USA jest na najniższym poziomie 3,5% – wróciło do poziomów sprzed pandemii, które to wcześniej nie były widziane przez 50 lat.

To obiecująca wiadomość, w świetle masy pesymistycznych informacji, które napływały do nas zewsząd przez ostatnie miesiące.

Piotr Nowosielski, Założyciel i CEO Just Join IT

Nowe regulacje dla branży influencer marketingu – UOKiK nabiera rozpędu

Pierwsze zarzuty UOKiK dla trzech influencerów i ich reklamodawcy postawione 25 lipca i wcześniejsze decyzje UOKiK o ukaraniu czołowych polskich twórców SM za brak współpracy to pokłosie starań urzędu o uregulowanie branży influencer marketingu w Polsce. Kwestia oznaczania treści komercyjnych w mediach społecznościowych nie ma obecnie dedykowanych regulacji dlatego urząd powołuje się na szeroko rozumiane prawo konkurencji i zakaz kryptoreklamy. UOKiK chce to zmienić.

Wraz z popularyzacją prowadzenia kampanii reklamowych za pośrednictwem mediów społecznościowych, w tym za pośrednictwem influencerów, wzrosło też zainteresowanie UOKiK’u branżą influencer marketingu. Dzięki swojej skuteczności, poprzez możliwość bezpośredniego dotarcia do określonej grupy docelowej odbiorców stanowiących grono followersów/osób obserwujących, z tego sposobu reklamy coraz chętniej korzystają znaczący gracze na rodzimym rynku. Oznacza to, że coraz częściej osoby obserwujące dany stream, insta-stories, czy konto stają się jednocześnie odbiorcami treści reklamowych. Niestety, ze względu na brak odpowiednich regulacji, jak i brak utartych czy jednolitych standardów dotyczących odpowiedniego oznaczania materiałów sponsorowanych, nie zawsze jesteśmy w stanie stwierdzić, czy opinia przekazywana nam przez influencera jest jego prywatną, czy wynika ze współpracy podjętej np. z producentem danego produktu lub usługi.

Prawo konkurencji

Niemniej, pomimo braku dedykowanych regulacji, na podstawie przepisów dotyczących szeroko rozumianego prawa konkurencji influencerzy już teraz mają obowiązek odpowiedniego oznaczania danego postu jako reklamy, jeśli w jakikolwiek sposób przedstawiają produkt, za którego promocję otrzymali wynagrodzenie. Odpłatna promocja produktów lub usług bez wyraźnego oznaczenia, że są to treści sponsorowane narusza zakaz kryptoreklamy i może stanowić nieuczciwą praktykę rynkową, a w niektórych przypadkach również czyn nieuczciwej konkurencji. Należy jednocześnie pamiętać, że wynagrodzenie, o którym mowa powyżej, nie musi mieć charakteru wyłącznie pieniężnego. Za sponsorowane uważa się również posty, za które autor ma otrzymać zniżki, produkty, prezenty itp.

Najistotniejszy wymóg dotyczący oznaczania contentu dotyczy konieczności jednoznacznego wskazania, że dany post czy filmik jest reklamą. Chodzi o to, by konsumenci nie mieli problemu z rozpoznaniem, że dany wpis jest sponsorowany. Zgodnie ze stanowiskiem prezentowanym przez UOKiK oznaczenie danego wpisu hashtagiem #ad lub #współpraca jest niewystarczające. Również umieszczanie oznaczeń na końcu opisu czy słabo widocznych np. ukrytych pod nazwą użytkownika, może stanowić praktykę wprowadzającą w błąd twierdzi urząd. UOKik zaleca przejrzystość i wskazuje, że jeśli post jest sponsorowany powinien być oznaczony co najmniej jako współpraca reklamowa lub komercyjna.

Zarzut kryptoreklamy

Tymczasem 25 lipca urząd postawił zarzuty kryptoreklamy  nie tylko influencerom, ale także spółce Olimp Laboratories w dyskusyjny sposób zlecającej im reklamy swoich produktów. Potwierdza to, że UOKiK bada nie tylko działania samych influencerów, ale i zasady współpracy narzucane przez reklamodawcę lub agencję reklamową.

Prowadzone obecnie przez Urząd działania mają skutkować m.in. opracowaniem oficjalnych i dedykowanych branży rekomendacji w zakresie oznaczania treści reklamowych w social mediach. Stąd też jakiś czas temu UOKiK zapytał polskich influencerów z  o zasady dotyczące współpracy z agencjami reklamowymi i reklamodawcami, jak i o praktyki realizacji treści sponsorowanych. Niestety, nie wszyscy zdecydowali się na udzielenie stosownych odpowiedzi, czy też przedstawienie konkretnych dokumentów.

Warto pamiętać, iż brak współpracy z UOKiK, w tym także poprzez nieudzielenie odpowiedzi stanowi naruszenie przepisów i wiąże się z określonymi konsekwencjami prawnymi i finansowymi. Łączne kary nałożone przez Prezesa UOKiK na sześciu znanych polskich influencerów wyniosły 139 tys. złotych i stanowią jedynie kary za brak współpracy w toku postępowania, a nie z tytułu np. naruszenia zakazu kryptoreklamy. A te mogą być zdecydowanie bardziej dotkliwe. Jak pokazuje sprawa Olimp Laboratories i influencerów promujących produkty firmy osoby działające w branży influencer marketingu powinny nie tylko bardzo poważnie podchodzić do kwestii korespondencji z Urzędem, ale też stosować się do powszechnie obowiązujących przepisów prawa i na bieżąco śledzić kierunki zmian i nowe regulacje.

Jednocześnie inluencer musi pamiętać, by odpowiednio zabezpieczyć kwestie dotyczące tajemnicy przedsiębiorstwa swoich kontrahentów i osób współpracujących, oczywiście pod warunkiem, że udostępnienie tych danych nie jest niezbędne z perspektywy prowadzonego przed UOKiK’iem postępowania.

Autor: Robert Nogacki, właściciel Kancelarii Prawnej Skarbiec specjalizującej się doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

ADP: w II kw. 2022 r. rynek i Nowoczesna Gospodarka utrzymały dynamikę zatrudnienia

Uwarunkowania makro- i mikroekonomicznie równomiernie oddziałują na ogół rynku i innowacyjne przedsiębiorstwa – wynika z raportu ADP Polska „Zatrudnienie w Nowoczesnej Gospodarce Q2 2022 r.”. W II kw. 2022 r. utrzymał się dystans pod względem dynamiki zatrudnienia między rynkiem (+2,3 proc. vs II kw. 2021 r. wg danych Głównego Urzędu Statystycznego) a firmami należącymi do Nowoczesnej Gospodarki (+3,46 proc. vs II kw. 2021 r.) i wyniósł 1,16 p.p.

Chociaż wiele sektorów gospodarki zmaga się z wyzwaniami wynikającymi ze wzrostu kosztów energii, pracy i inflacji, to jak wynika z raportu „Zatrudnienie w Nowoczesnej Gospodarce Q2 2022” opracowanego przez firmę ADP Polska, rynek pracy utrzymał w II kw. dynamikę wzrostu zatrudnienia z I kw. br. W II kw. firmy Nowoczesnej Gospodarki (+3,46 proc. vs II kw. 2021 r.), czyli przedsiębiorstwa wykorzystujące innowacyjne rozwiązania biznesowe, skuteczniej poradziły sobie z wyzwaniami gospodarczymi niż ogół rynku (+2,30 proc. vs I kw. 2021 r. wg Głównego Urzędu Statystycznego) i odnotowały wyższą dynamikę zatrudnienia. W wyniku tego Wskaźnik Nowoczesnej Gospodarki zwiększył się o 1,16 i wyniósł 146,3.

Chociaż innowacyjne przedsiębiorstwa wciąż skuteczniej rekrutują nowe talenty, to w obydwu gospodarkach widoczna jest stagnacja. Przedsiębiorcy ostrożniej podchodzą do realizacji polityki zatrudnienia w momencie dynamicznie rosnących kosztów prowadzenia biznesu. Po dwóch latach pandemii muszą się oni zmierzyć z kolejnymi wyzwaniami gospodarczo-społecznymi – dynamicznie rosnącą inflacją, kosztami energii, niepewną sytuacją za wschodnią granicą, niedoborem pracowników oraz przewidywanym spowolnieniem gospodarczym – wylicza Anna Barbachowska, dyrektor HR w ADP Polska.

Duże firmy usługowe stanowią o sile Nowoczesnej Gospodarki

​Po wyraźnych wyhamowaniu zatrudnienia w sektorze usługowym Nowoczesnej Gospodarki w IV kw. 2021 r. (+2,85 proc. vs IV kw. 2020 r.), firmy te zwiększyły zatrudnienie w II kw. 2022 r. (+4,02 proc. vs II kw. 2021 r.). O sile sektora stanowią duże firmy usługowe, które w okresie od marca do czerwca zwiększyły zatrudnienie o 8,12 proc. (vs II kw. 2021 r.). Przedsiębiorstwa zatrudniające poniżej 500 pracowników odnotowały natomiast 2,45 proc. wzrost dynamiki zatrudnienia. W wyniku tego dystans między sektorami znacznie się zwiększył i wyniósł 5,67 p.p.

– W sytuacji znacznej konkurencji na rynku pracy, to duże przedsiębiorstwa usługowe, które często działają w sposób scentralizowany, skuteczniej przyciągają nowe talenty. To właśnie za dużymi przedsiębiorstwami często stoi bezpieczeństwo zatrudnienia, którego tak bardzo potrzebują obecnie pracownicy. Duże firmy usługowe mogą również częściej oferować możliwość pracy w międzynarodowym środowisku, także bez konieczności znajomości języka polskiego, co w przypadku osób przybyłych z Ukrainy może być kluczowe – tłumaczy Anna Barbachowska, dyrektor HR w ADP Polska.

Produkcja nieznacznie wyhamowuje

W II kw. 2022 r. zatrudnienie w przedsiębiorstwach produkcyjnych Nowoczesnej Gospodarki wzrosło o 2,84 proc. (vs II kw. 2021 r.), co było nieznacznym wyhamowaniem dynamiki wzrostu zatrudnienia w porównaniu do I kw. br. Podobnie jak w przypadku sektora usług, również małe firmy produkcyjne odnotowały niższą dynamikę zatrudnienia (+1,86 proc. vs II kw. 2021 r.), utrzymując tym samym tendencję spadkową. Nieco lepiej radzą sobie natomiast przedsiębiorstwa zatrudniające ponad 500 osób, które zwiększyły zatrudnienie o 3,02 proc. – Jak wskazują analizy rynkowe, małe przedsiębiorstwa są bardziej narażone na oddziaływanie niełatwej sytuacji gospodarczej i rosnących cen prowadzenia działalności. Odzwierciedla się to również w dynamice ich zatrudnienia. Właściciele małych przedsiębiorstw bardzo uważnie przyglądają się obecnie każdej wydanej złotówce, dlatego też wiele procesów rekrutacyjnych zostało wstrzymanych – dodaje Anna Barbachowska.ADP w II kw. 2022 r. rynek i Nowoczesna Gospodarka utrzymały dynamikę zatrudnienia

Kto może skorzystać z kreatora stron WWW? Jak wybrać najlepsze narzędzie?

Profesjonalne tworzenie stron WWW wymaga nie tylko dużej wiedzy z zakresu HTML, CSS, JavaScript i innych języków programowania, ale także doświadczenia. To dlatego zindywidualizowana usługa sporo kosztuje. Na szczęście dzięki rozwojowi narzędzi, jakimi są kreatory stron WWW, dziś każdy może stworzyć witrynę, angażując w to zadanie jedynie nieco wolnego czasu i stosunkowo niewielkie pieniądze. Sprawdź, jak łatwo i szybko tworzyć samodzielnie atrakcyjne strony internetowe.

Jak zrobić stronę internetową? Czy to trudne?

Do stworzenia dobrze działającej i atrakcyjnej strony WWW można podejść na dwa sposoby: zlecić to zadanie profesjonalistom, np. agencji, albo zdecydować się na dobry kreator stron WWW. Kiedy wybrać pierwsze rozwiązanie, a kiedy drugie? Jeśli nie jesteś specjalistą, ale dysponujesz środkami finansowymi rzędu co najmniej kilku tysięcy złotych, a także oczekujesz pełnej unikalności strony i zaawansowanych rozwiązań – poszukaj sprawdzonej agencji, która oferuje tworzenie witryn. Jeżeli twoje fundusze są ograniczone albo po prostu rozpoczynasz jakąś działalność w internecie i nie chcesz inwestować dużych pieniędzy, skorzystaj z kreatora.

Warto podkreślić, że dostępne na rynku dobre kreatory nie tylko pozwolą na stworzenie atrakcyjnej wizualnie strony osobie, która nie ma doświadczenia w tworzeniu witryn, ale także zagwarantują stronie działanie właściwe pod względem technicznym.

Gdzie stworzyć własną stronę internetową?

W sieci jest bardzo duży wybór kreatorów stron. Które narzędzie jest najlepsze i czym się kierować przy wyborze? Ogrom informacji może przytłoczyć kogoś, kto nie ma doświadczenia w tym zakresie. Proponujemy inne podejście niż sprawdzanie po kolei tego, co sugeruje wyszukiwarka.

Żeby dobrze wybrać kreator, należy sobie uświadomić, czym właściwie jest strona internetowa i jak działa. Warto wiedzieć, że kreator służy jedynie (i aż!) wizualnej reprezentacji witryny, jednak żeby strona była widoczna w sieci, potrzebujesz także domeny, czyli adresu internetowego. Te dwie usługi często możesz wykupić u jednego operatora. Warto wybrać też takiego dostawcę, który poza kompleksowością usług oferuje też wsparcie techniczne.

Czego potrzebujesz do stworzenia własnej strony WWW?

Do stworzenia strony internetowej potrzebna jest domena oraz kreator WWW. Domenę wybierzesz z puli dostępnych adresów. Warto poświęcić na jej dobór nieco wysiłku – dobry adres internetowy to ważny element twojej witryny. Poza domeną istotny jest oczywiście wygląd strony, który nadasz jej przy pomocy kreatora. Dzisiejsze kreatory oferowane przez znanych na rynku operatorów internetowych to wysokiej jakości narzędzia, nad którymi stale pracują najlepsi specjaliści w branży. Zapewniają nie tylko dużą liczbę modyfikowalnych szablonów do wyboru, ale także dostęp do zdjęć z profesjonalnych stocków podczas tworzenia projektu.

Kreatory stron internetowych – warto z nich korzystać?

Współczesne kreatory stron to narzędzia, które pozwalają na stworzenie bardzo wysokiej jakości witryny. W dodatku cały proces jest szybki i łatwy, nawet jeśli nie posiadamy żadnego doświadczenia w tej materii. Do najważniejszych zalet dobrych kreatorów WWW należą:

  • możliwość automatycznego generowania szablonu strony;
  • wysoka edytowalność szablonu;
  • tworzenie strony metodą „przeciągnij i upuść” – gotowe elementy strony (bloki tekstowe, grafikę, przyciski) można pobrać z bogatej bazy kreatora i w łatwy sposób umieścić w szablonie;
  • łatwe dodawanie wielu wzbogacających stronę elementów – galerii zdjęć, filmów, map Google, formularzy itp.;
  • responsywność strony, czyli jej automatyczne dostosowanie do formatu wyświetlacza, a w szczególności do ekranów urządzeń mobilnych;
  • prosty w obsłudze i intuicyjny panel zarządzania stroną.

Istotną zaletą dobrego kreatora stron jest brak potrzeby aktualizacji strony, co jest wymagane np. w przypadku znanego CMS WordPress. W profesjonalnych kreatorach aktualizacje znajdują się po stronie operatora, a nie użytkownika (zaleta usługi SaaS, Software as a Service).

Można odzyskać VAT z faktur sprzed rejestracji

Prawo do odliczenia podatku VAT naliczonego jest jedną z kluczowych zasad systemu podatku VAT. Należy zwrócić uwagę, że prawo to przysługuje podatnikowi w zakresie w jakim nabywane towary i usługi wykorzystywane są do działalności opodatkowanej z zastrzeżeniem wyjątków wskazanych w ustawie. W związku z taką konstrukcją przepisu podatnicy zastanawiają się czy podatek VAT od wydatków na towary i usługi poniesione przed rejestracją dla potrzeb tego podatku może być odliczony już po dokonaniu rejestracji. Tematyką tą zajął się ostatnio Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej w interpretacji z dnia 8 kwietnia 2022 r. nr 0114-KDIP1-3.4012.62.2022.2.KP.

Stan faktyczny

Wskazana interpretacja dotyczyła podmiotu, który dokonał zakupu apartamentu z przeznaczeniem na prowadzenie działalności w zakresie wynajmu krótkoterminowego. W związku z dokonanym zakupem wnioskodawca dokonał wpłat zaliczek, które zostały udokumentowane fakturami. W związku z tym, że podmiot od początku planował przeznaczyć zakupiony apartament do prowadzenia działalności opodatkowanej VAT, zwrócił się do Dyrektora KIS z pytaniem czy może dokonać wstecznej rejestracji i dokonać odliczenia podatku VAT za okres sprzed rejestracji.

Stanowisko Dyrektora KIS

Organ podatkowy w wydanej interpretacji stwierdził, że ustawodawca umożliwił podatnikowi odliczenie podatku naliczonego w określonych terminach, pod warunkiem spełnienia przez niego zarówno tzw. przesłanek pozytywnych, wynikających z art. 86 ust. 1 ustawy oraz niezaistnienia przesłanek negatywnych, określonych w art. 88 ustawy. W tym zakresie zwrócono szczególną uwagę, że w art. 88 ust 4 ustawy o VAT nie zostało wskazane, że podatnik nie może dokonać odliczenia VAT w związku z brakiem posiadania statusu czynnego podatnika VAT w momencie otrzymania faktury. Innymi słowy podmiot w zakresie, w jakim nabyte towary wykorzystuje do czynności opodatkowanych, nabywa prawo do odliczenia podatku naliczonego w momencie otrzymania faktury, lecz aby zrealizować to uprawnienie musi posiadać status czynnego podatnika VAT.

W uzasadnieniu interpretacji organ powołał się na korzystne w tym zakresie orzeczenia TSUE w sprawie C-400/98, gdzie Trybunał stwierdził, iż prawo do odliczenia podatku naliczonego związanego z dokonaniem inwestycji nie jest uzależnione od dokonania wcześniejszej rejestracji dla celów podatku VAT. Podobne stanowisko TSUE zajął w sprawach C-268/83 oraz C-110/94.

Istotne jest by w zgłoszeniu rejestracyjnym VAT-R wnioskodawca wybrał jako pierwszy okres rozliczeniowy, ten okres, w którym otrzymał pierwszą fakturę, czyli poniósł pierwsze wydatki na działalność opodatkowaną. Podatnik powinien także dokonać korekty tego okresu celem odzyskania kwoty podatku VAT naliczonego.

Komentarz

Interpretacja wydana w indywidualnej sprawie potwierdza dotychczasowe korzystne dla podatników stanowisko fiskusa w zakresie prawa do odliczenia podatku VAT naliczonego od wydatków poniesionych przed rejestracją na potrzeby VAT, które to wydatki związane są z działalnością opodatkowaną firmy. Jest to szczególnie istotne dla podmiotów, które ponoszą duże koszty związane z rozpoczęciem działalności i jej utworzeniem, a zastanawiają się, czy wydatki, które ponoszą mimo braku rejestracji na VAT dają prawo do odliczenia VAT naliczonego. Podobne stanowisko można znaleźć w szeregu innych interpretacji. Przykładowo w interpretacji indywidualnej z 25 stycznia 2019 r., sygn. 0114-KDIP1.3.4012.693.2018.1.MK, która również dotyczyła zakupu apartamentu przeznaczonego na działalność opodatkowaną.

Należy także zwrócić uwagę, że podatnik rejestrując się jako podatnik VAT czynny od okresu przeszłego, zobowiązany będzie do złożenia deklaracji podatkowych za okres kiedy jest podatnikiem VAT czynnym. W związku z tym w praktyce podatnicy decydujący się na rozliczenie VAT naliczonego od wydatków poniesionych przed rejestracją, wybierają kwartalną metodę rozliczeń VAT, aby mieć więcej czasu na odliczenie VAT i nie składać przeszłych deklaracji.

Na marginesie należy zwrócić także uwagę, że decydując się na zakup apartamentu oraz odliczenie VAT naliczonego należy przeanalizować konsekwencje związane ze sprzedażą takiego apartamentu. Co do zasady w sytuacji sprzedaży lub „wyciągnięcia” apartamentu z firmy, konieczne będzie rozliczenie podatku VAT należnego i zapłata dużego zobowiązania z tytułu VAT. Dodatkowo najem takiego obiektu powinien być czynnością opodatkowaną tj. zastosowanie znajdzie ustawa o VAT przez co koszt czynszu ulegnie zwiększeniu. Zatem w przypadku apartamentów przeznaczonych na wynajem, analiza podatkowa powinna być wykonana w sposób indywidualny i kompleksowy, przedstawiając wszystkie konsekwencje zastosowanego modelu.

Autor: Robert Nogacki, właściciel Kancelarii Prawnej Skarbiec specjalizującej się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Tąpnięcie na rynku ciężarówek LNG

  • Zaledwie 330 ciężarówek zasilanych gazem LNG zarejestrowano w Polsce w I półroczu 2022 r.
  • Tymczasem w drugiej połowie roku 2021 r. zarejestrowano aż 752, a w całym ubiegłym roku 1 401 takich pojazdów.
  • Z czego wynika wyraźny spadek zainteresowania? Otóż nie tylko niepewności na rynku paliw.

Transport wymaga zmian

Bez względu na obecną sytuację na rynku paliw, Komisja Europejska uchwalając nowe prawo, powiedziała stanowcze “nie” nowym osobowym samochodom spalinowym od 2035 r. Neutralność klimatyczna kontynentu, jaką zakłada się do 2050 r. skłania do rozwiązań mniej emisyjnych również transport ciężki.

– Potrzeba zmian istnieje tu i teraz, szczególnie wobec coraz bardziej restrykcyjnych norm spalin, ale całkowite przejście na flotę elektryczną wydaje się mrzonką z uwagi na zasięg samochodów elektrycznych i brak infrastruktury do ładowania baterii co nie gwarantuje komfortowej pracy w przypadku aut dostawczych, nie wspominając o ciężarowych. Ciekawą alternatywą, znacznie mniej emisyjną jest gaz w postaci LNG, natomiast sytuacja na rynku paliw mocno skomplikowała plany przedsiębiorców – komentuje Rafał Świerczyński, dyrektor logistyki w DUON Dystrybucja sp. z o.o.

Statystyki mocno w dół

Na rynku pojazdów powyżej 3,5 t zasilanych skroplonym gazem ziemnym widoczne jest znaczne tąpnięcie. Otóż według danych SAMAR / CEPIK do końca czerwca tego roku zarejestrowano zaledwie 330 takich ciężarówek, czyli aż o niemal 130 proc. mniej niż w poprzednim półroczu (lipiec-grudzień 2021 zamknięto z liczbą 752 nowych rejestracji). Tymczasem cały rok 2021 to ponad 1 400 nowych rejestracji.

– Tendencje rynkowe w tym obszarze widoczne są z pewnym opóźnieniem. Zeszłoroczna zwyżka wynika z realizacji wcześniej zakontraktowanych pojazdów. Tymczasem obecna widoczna zniżka jest konsekwencją zawirowań i niepewności na rynku paliw – uważa Rafał Świerczyński.

Warto zauważyć, że przedsiębiorcy nadal rozszerzają flotę, decydując się jednak w większości na bardziej tradycyjne rozwiązania. Tylko w pierwszym półroczu tego roku zarejestrowano 15 200 nowych pojazdów oraz 13 147 używanych (w sumie 28 347). W II połowie 2021 r. zarejestrowano 15 826 nowych i 15 636 używanych (w sumie 31 462). Udział procentowy pojazdów zasilanych LNG w całości rejestracji spadł z 4 proc. w roku ubiegłym do 2 proc. w pierwszym półroczu obecnego. To zauważalny trend.

Co czeka rynek, co z LNG?

Obecne ceny na rynku paliw stawiają duży znak zapytania przed firmami rozważającymi inwestycję w pojazdy zasilane LNG. Rynek z pewnością czeka kolejna korekta, choć z drugiej strony są przedsiębiorstwa, które mimo istotnych podwyżek decydują się na inwestycję w flotę napędzaną LNG czy CNG. Przykład to niemiecka Grupa Hegelmann, która zamówiła 150 ciężarówek na LNG i 10 na CNG. Tak odważna decyzja pokazuje, że dla przedsiębiorców istotny jest nie tylko rachunek ekonomiczny firmy, ale też odpowiedzialność za środowisko naturalne.

W obecnej sytuacji zasadne staje się pytanie o wsparcie rządowe dla przedsiębiorców wdrażających ekoinicjatywy, jak wymiana floty pojazdów na mniej emisyjne. – Brak odpowiedzi ze strony rządzących czy władz Unii Europejskiej mógłby sprawić, że transformacja transportu będzie odsuwana w czasie przy znacznym oporze branży. Apele o wsparcie w postaci obniżenia podatków lub opłat drogowych były już do odpowiednich organów kierowane, niestety jak dotąd bezskutecznie. Tymczasem rosnące koszty przy niskich marżach powodują, że rentowność biznesów związanych z transportem znacznie spada – dodaje Rafał Świerczyński.

Z drugiej strony warto zauważyć, że strategiczne podejście i zabezpieczenie stałej ceny gazu przez część firm, sprawiła że kryzys na rynku paliw ich nie dotyka, gdyż wciąż kupują paliwo w cenach z zeszłego roku.

Podkreślmy, że jak szacują specjaliści gazowy silnik stosowany w ciągnikach jest do 50 proc. cichszy niż dieslowski, dzięki czemu nadaje się do użytku w strefach o ograniczonym ruchu drogowym oraz do dostaw nocnych. Z kolei wykorzystanie bio-LNG oznacza redukcję emisji aż o 95 proc. – To niewątpliwa szansa dla transportu, z której nie wolno rezygnować. Drożejący diesel w obiegowej opinii oznacza bezpieczeństwo, jednak by przekonać kolejnych przedsiębiorców w inwestowanie w ekorozwiązania, potrzebujemy wymiernych korzyści w postaci ulg lub niższych kosztów, jak w przypadku bio-LNG – podsumowuje Rafał Świerczyński.

Dr Paweł Kuch powołany na stanowisko p.o. dyrektora NCBR

Sekretarz Stanu w Ministerstwie Funduszy i Polityki Regionalnej Jacek Żalek powołał dr. Pawła Kuch na pełniącego obowiązki dyrektora Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Funkcję tę sprawuje od 9 sierpnia br.

Dr Paweł Kuch jest radcą prawnym, ekspertem z zakresu negocjacji, M&A, ochrony danych osobowych, tworzenia strategii biznesowo-prawnych i międzynarodowych kontraktów handlowych oraz autorem szeregu publikacji naukowych. Posiada długoletnie doświadczenie w kierowaniu zespołami, zarówno w sektorze gospodarczym, finansowym, jak i badawczo-rozwojowym. Z wykształcenia prawnik i ekonomista. Doktoryzował się na Uniwersytecie w Zurychu.

Przez ostatnie 14 lat prowadził prywatną praktykę, reprezentując podmioty komercyjne z zakresu prawa cywilnego, prawa pracy, własności intelektualnej, prawa lotniczego i innych. Posiada również 20-letnie doświadczenie w branży telekomunikacyjnej.

Dr Kuch zastąpił na stanowisku dr. Remigiusza Kopoczka, który kierował instytucją od lutego br.

Simteract z ponad 2mln przychodu ze sprzedaży w II kw.

Simteract w drugim kwartale bieżącego roku osiągnął przychody na poziomie 2,14 mln zł, co jest wynikiem lepszym porównując z analogicznym okresem poprzedniego roku. Spółka wkrótce wyda pełną wersję swojej pierwszej gry, Train Life: A Railway Simulator. Równolegle opracowuje strategię mającą na celu rozszerzenie działalności, wyjście poza rynek wyłącznie symulatorów i zbliżenie się do gier mainstreamowych. 

Spółka zamknęła kwartał z przychodami ze sprzedaży na poziomie 2,14 mln zł. To prawie dwukrotny wzrost w porównaniu do pierwszego kwartału 2022 roku. Simteract zanotował jednak niewielką stratę w wysokości 182 tys zł, która związana była między innymi z kosztami działalności operacyjnej m.in. tworzeniem dwóch projektów jednocześnie (Train Life: A Railway Simulator oraz Taxi Life) oraz zwiększeniem ilości zatrudnianych osób.

Ostatni kwartał był dla nas intensywnym okresem. Już za dwa tygodnie premiera PC pełnej wersji naszego pierwszego tytułu, Train Life: A Railway Simulator. Wydawca gry, NACON, zajmie się akcją marketingowo-dystrybucyjną. Wierzymy, że doświadczenie francuskiej firmy sprawi, że o produkcji usłyszy jeszcze większe grono graczy – komentuje Marcin Jaśkiewicz, prezes Simteract.

Train Life zadebiutuje w pełnej wersji już 25 sierpnia na PC, a 22 września na konsolach PS4, PS5, Xbox One oraz Xbox S|X. Równolegle, spółka pracuje nad kolejnym tytułem, Taxi Life. Niedawno ogłoszono, że Simteract będzie kontynuować współpracę z spółką NACON, która zostanie wydawcą gry. Francuska firma zaangażuje się też w budżet produkcyjny, marketing, QA oraz lokalizacje. Docelowo, gra trafi na komputery i konsole.

Spółka rozważa wyjście poza rynek symulatorów i zbliżenie się do grona twórców gier mainstreamowych.

Przez ostatnie lata zbudowaliśmy bardzo solidne podstawy ku temu, by rozszerzyć naszą działalność. Zwiększyliśmy zespół z 17 do około 70 osób, stworzyliśmy dobrze działające środowisko pracy i nadszedł moment, w którym zaczęliśmy się zastanawiać jakie kolejne kierunki możemy obrać. Nasze ambicje urosły, a rynek symulatorów jazdy powoli staje się dla nas zbyt ciasny. Jesteśmy w trakcie rozmów z naszymi pracownikami i partnerami, nieustannie analizujemy rynek i na jesieni, po ogólnofimowej burzy mózgów, podejmiemy konkretne decyzje – kończy Jaśkiewicz.

Ceny w sklepach wciąż rosną jak na drożdżach. W lipcu średni wzrost rdr. wyniósł ponad 18 proc.

 

Analiza ponad 31 tys. cen detalicznych wykazała, że w lipcu br. zakupy w sklepach były droższe średnio o 18,6% niż rok wcześniej. Zdrożały wszystkie monitorowane kategorie, a najmocniej art. tłuszczowe – o 50,4%. Wśród nich najbardziej poszła w górę margaryna – o 54,3%. W czołówce widać też tzw. inne produkty – 30,4%. W tej grupie m.in. cena karm dla psów wzrosła o 51,6%. Poza tym mocno rdr. podrożały tak podstawowe kategorie żywnościowe, jak np. pieczywo – o 28,2%, mięso – o 24,5%, a także art. sypkie – o 20,8%. Tylko warzywa odnotowały jednocyfrową podwyżkę, tj. o 7,7%. Komentujący wyniki eksperci nie są tym stanem zaskoczeni. Do tego nie mają dla Polaków dobrych informacji. Twierdzą, że ceny dalej będą szły w górę, a na ich spadek na razie nie ma co liczyć. Najgorzej ma być pod koniec tego roku i zaraz na początku nowego.

Drożyzny ciąg dalszy

W lipcu br. ceny w sklepach zdrożały średnio o 18,6% rdr. To już kolejny z rzędu dwucyfrowy wzrost w relacji rocznej. Miesiąc wcześniej wyniósł 18%. I podobnie jak w czerwcu, ostatnio też poszła w górę każda z 12 monitorowanych kategorii. Tak wynika z cyklicznego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH i Wyższych Szkół Bankowych. W najnowszej odsłonie porównano wyniki z lipca br. i z analogicznego okresu ub.r. Łącznie zestawiono ze sobą ponad 31 tys. cen detalicznych z blisko 41 tys. sklepów należących do 62 sieci. Przeanalizowano oferty wszystkich na rynku dyskontów, hipermarketów, supermarketów, sieci convenience i cash&carry.

– Powyższe wyniki wyraźnie wskazują na to, że utrwaliły się przyczyny procesu inflacyjnego. Przy bardzo słabej dynamice inwestycji grozi to stagflacją i recesją lub głębokim spowolnieniem gospodarczym o przebiegu stagflacyjnym. Takie są skutki wysypu pustego pieniądza, wojny w Ukrainie oraz ogólnoświatowego kryzysu ciągnącego się od początku pandemii. W efekcie dochodzi do podniesienia cen, pomniejszenia podaży i pomnożenia sztucznie utrzymywanego popytu. Wraz z błędną polityką energetyczną tworzy to bardzo niebezpieczną mieszankę – komentuje dr Maria Andrzej Faliński, były wieloletni dyrektor generalny POHiD-u.

Analiza wykazała, że ze wszystkich monitorowanych kategorii najbardziej podrożały w relacji rocznej produkty tłuszczowe – o 50,4%. Wśród nich najmocniej podskoczyła margaryna – aż o 54,3% rdr. Za nią jest olej ze wzrostem o 50,5%, a dalej – masło z wynikiem 46,3%. Natomiast na drugim miejscu w zestawieniu, przedstawiającym największe podwyżki cen rok do roku, znajdują się tzw. inne produkty. Zdrożały o 30,4%, tj. o prawie 20 p.p. mniej niż tłuszcze. Najbardziej poszły w górę karmy dla psów i kotów – odpowiednio o 51,6% i 29,3%.

– Wzrost cen produktów tłuszczowych był widoczny jeszcze przed wojną w Ukrainie, która tylko spotęgowała to zjawisko. W końcu Ukraina to tzw. spichlerz Europy. Z kolei Rosję, bardzo ważnego gracza na rynku spożywczym, objęto sankcjami. Dodatkowo na skutek inflacji zwiększyły się koszty produkcji żywności. Widać to również w przypadku takich artykułów, jak karmy dla zwierząt domowych. Zarówno tłuszcze, jak i inne produkty zdrożały głównie ze względu na wzrost cen energii i paliw, a także kosztów zakupu surowców, opakowań i transportu – mówi dr Robert Orpych z Wyższej Szkoły Bankowej w Chorzowie.

Nakręcanie spirali

Jak wynika z raportu, trzecie miejsce wśród najbardziej drożejących kategorii ma pieczywo, które podrożało o 28,2% rdr. Sam chleb podskoczył o 29,1%. Z kolei na czwartej pozycji w zestawieniu znalazło się mięso ze wzrostem o 24,5% rdr. Wołowina poszła w górę o 36,9%, drób zdrożał o 19,4%, a wieprzowina zanotowała podwyżkę o 17,1%.

– Na koszt wytwarzania zarówno pieczywa, jak i mięsa wpływa cena surowca. A jeszcze większe znaczenie mają opłaty za energię, magazynowanie i transport. Istotny jest też poziom wynagrodzeń. Obie kategorie są podstawowe dla większości Polaków. Dlatego wzrosty cen w tych grupach towarów będą szczególnie dotkliwe dla znacznej części konsumentów – zaznacza ekspert z WSB w Chorzowie.

W pierwszej piątce najbardziej drożejących kategorii są też produkty sypkie, które podrożały średnio o 20,8% rdr. Najmocniej z nich wystrzelił w górę makaron – o 32,1%. Mąka skoczyła o 31,8%. Z kolei cukier zdrożał o 20,6%. Jak podkreśla dr Faliński, lęki konsumentów, związane z wojną w Ukrainie i suszą, powodują skłonność do robienia zapasów. Rynek kwituje to wzrostem cen tego typu produktów.

– Według mnie, polscy rolnicy nie wliczają w koszty całej swojej pracy. Robią to dopiero, gdy zmusza ich do tego wysoka inflacja. Powyższy wzrost średniej ceny mąki jest bardzo niebezpiecznym objawem. Oznacza, że wkrótce jeszcze mocniej zdrożeje podstawowy produkt, jakim jest pieczywo. Wówczas większość społeczeństwa zażąda kolejnych w tym roku podwyżek płac. I w ten sposób spirala inflacyjna dalej będzie się rozkręcać – alarmuje prof. Marian Noga z Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu.

Wyjątek od reguły?

Warto dodać, że najmniej ze wszystkich obserwowanych kategorii podrożały warzywa. I jest to jedyna grupa towarów, która odnotowała jednocyfrowy wzrost, wynoszący 7,7% rdr. Cebula potaniała o 13,1%, a ziemniaki poszły w dół o 1,2%. Z kolei najbardziej zdrożały ogórki – o 29,3%.

– Te artykuły nie są aż tak ważne dla polskich konsumentów, jak nabiał, pieczywo czy mięso. Producenci warzyw oczywiście, tak samo jak inni, potrzebują podnosić ceny, chcąc utrzymać się na rynku. Jednak nie mogą robić tego w tym samym tempie, co wytwórcy towarów pierwszej potrzeby – wyjaśnia ekspert z WSB we Wrocławiu.

Jak zaznacza dr Faliński, na lipcowe ceny warzyw w sklepach wpłynęły stosunkowo niskie koszty produkcji, dostaw i magazynowania w porównaniu do innych kategorii. Jednak, zdaniem eksperta, notowania tej grupy towarów zmienią się na gorsze, gdy spadnie podaż świeżych warzyw.

Co będzie dalej?

– Z naszych analiz wynika, że lokalny szczyt dynamiki cen przypada właśnie na miesiące letnie. Do końca br. inflacja powinna delikatnie opadać. Ostatnio pojawiły się informacje zmniejszające nieco obawy o dalszy wzrost cen art. spożywczych. Światowy indeks cen żywności FAO obniżył się czwarty raz z rzędu. Krajowe prognozy tegorocznych zbiorów są lepsze, niż oczekiwaliśmy. Ukraina zawarła porozumienie z Rosją nt. wywozu zboża drogą morską. Niestety, ale na początku nowego roku prawdopodobnie nadejdzie kolejna fala podwyżek, w związku z oczekiwanymi, drastycznymi podwyżkami opłat za prąd, gaz i ogrzewanie – informuje Piotr Bielski, dyrektor departamentu analiz ekonomicznych w Santander Bank Polska.

Z kolei dr Robert Orpych przewiduje, że od drugiej połowy września br. podwyżki coraz bardziej będą doskwierać poszczególnym grupom społecznym. Malejąca siła nabywcza konsumentów doprowadzi w dłuższej perspektywie do wyhamowania gospodarki. Natomiast prof. Marian Noga uważa, że sytuacja na rynku zdecydowanie pogorszy się w listopadzie. I będzie bardzo trudna dla wielu Polaków w grudniu br. oraz w I kwartale 2023 roku.

– Impuls inflacyjny jest ewidentnie bardzo szeroko zakrojony, co sugeruje, że szybko nie pozbędziemy się tego problemu. Nawet jeżeli ceny nie będą już przyspieszać, to minie sporo czasu, zanim ich dynamika zbliży się do zgodnej z celem inflacyjnym – 2,5% rdr. Moim zdaniem, nie nastąpi to wcześniej niż w 2025 roku – podsumowuje Piotr Bielski.

Pozycjonowanie vs Google Ads – co będzie lepsze do promocji Twojego biznesu?

Szukasz sposobu na skuteczne wypromowanie swojej firmy w sieci? Jednymi z najpopularniejszych form marketingu internetowego są pozycjonowanie i kampanie Google Ads. Oba te działania mają na celu wypromowanie strony internetowej w wynikach wyszukiwania Google, jednak różnią się pod wieloma względami. Poznaj różnice i podobieństwa między SEO a Google Ads i sprawdź, która z tych form promocji będzie lepsza dla Twojej firmy.

Czym się różni pozycjonowanie stron od reklam Google Ads?

Obie te formy promocji mają na celu pozyskanie ruchu na stronę www, a także zwiększenie sprzedaży, czy konwersji. Jednak to, co je różni to metody działania i sposób prezentacji w wyszukiwarce. W pozycjonowaniu kluczem jest uzyskanie wysokich pozycji w bezpłatnych wynikach, dzięki odpowiednio dobranym frazom, związanym z ofertą. Na obecność na pierwszej stronie Google wpływ mają czynniki rankingowe, których jest ok. 200! O to, aby uwzględnić je wszystkie w strategii SEO zadbają najlepiej fachowi pozycjonerzy i zespół specjalistów na przykład z agencji Widoczni.

W przypadku kampanii Google Ads jest nieco inaczej. Reklamy te są widoczne w płatnych wynikach wyszukiwania i oznaczone jako “Ads”, “Sponsorowane” albo “Reklama”. Przy tej formie promocji reklamodawca płaci za każde kliknięcie w reklamę, co w ogólnym rozrachunku sprawia, że Google Ads może generować większe koszty niż pozycjonowanie. Dużym plusem płatnych reklam w Google są szybkie efekty. Praktycznie zaraz po ustawieniu kampanii strona widoczna jest w wynikach wyszukiwania.

Wyróżniamy kilka rodzajów reklam Google Ads:

  • reklamy w sieci wyszukiwania
  • reklamy w sieci reklamowej
  • reklamy produktowe
  • Youtube Ads

Pozycjonowanie strony – plusy i minusy

Czy pozycjonowanie jest dla Ciebie? Aby to zweryfikować omówimy zarówno zalety, jak i wady tego rozwiązania. Przede wszystkim pozycjonowanie to proces czasochłonny i wymaga cierpliwości. Zależnie od wielkości witryny i siły konkurencji, pierwsze efekty SEO mogą być widoczne po kilku a nawet kilkunastu miesiącach. W ostatecznym bilansie pozycjonowanie to skuteczny i tańszy sposób promocji firmy, ponieważ raz wypracowane efekty przynoszą efekty długofalowo. Mówiąc prościej, – im dłużej inwestujesz w SEO, tym zwrot z inwestycji jest wyższy a koszt pozyskania pojedynczej konwersji niższy.

Trzeba wspomnieć także, że pozycjonowanie stron to działanie, które wymaga technicznej wiedzy. Jeśli więc nie masz doświadczenia w tej dziedzinie lepiej powierz to zadanie profesjonalistom np. zaufanej agencji SEO z dobrymi opiniami. Samodzielnie pozycjonowanie na własną rękę jest bardzo ryzykowne i w najgorszym wypadku może spowodować nałożenie przez Google filtra, który spowoduje zupełne usunięcie strony z wyników. Tylko równomierne i przemyślane działania budują zaufanie i wiarygodność firmy w sieci.

Google Ads – plusy i minusy

Kampanie Google Ads to forma reklamy, która przynosi bardzo szybkie, ale krótkotrwałe rezultaty. System reklam Google wymaga płatności za każde działanie użytkownika, a te stale rosną. Podobnie, jak SEO Google Ads także powinno być realizowane pod czujnym okiem specjalisty od PPC. Dobrze działająca kampania musi być stale optymalizowana i weryfikowana, a w razie potrzeby zedytowana.

To, co jest dużą zaletą reklam Google Ads to możliwość targetowania ich na konkretnych odbiorców i lokalizacje. Ten typ promocji jest szczególnie polecany w przypadku branż sezonowych lub takich, które chcą trafić ze swoją ofertą w konkretnym okresie np. przedświątecznym, czy wakacyjnym. Jeśli chcesz dotrzeć do dużej liczby odbiorców i szybko zbudować widoczność swojej witryny, kampanie Google Ads są właśnie dla Ciebie.

Czy można połączyć Google Ads z pozycjonowaniem?

Połączenie pozycjonowania stron z kampaniami Google Ads to bardzo dobry pomysł. Trzeba podkreślić, że oba te działania nie wykluczają się, a uzupełniają. Jeśli myślisz o maksymalizacji zysków, postaw na synergię promocji w płatnych i organicznych wynikach wyszukiwania. GdyTwoja witryna pojawi się na pierwszej stronie Google aż w dwóch (lub trzech!) miejscach, nie ma szans by użytkownik ją przegapił. Tym samym zwiększasz prawdopodobieństwo, że ktoś kliknie w link do Twojej strony, odwiedzi ją i dokona konwersji.

Innym powodem, dla którego warto połączyć Google Ads i SEO jest uzyskanie większej ilości danych dotyczących skuteczności poszczególnych fraz. Jeśli zdecydujesz się wybrać jedną agencję, która będzie realizować dla Ciebie zarówno pozycjonowanie, jak i Google Ads, zwiększysz potencjał obu tych działań. Specjaliści od SEO i od PPC mogą ze sobą współpracować i wymieniać się doświadczeniami, by wprowadzać jeszcze bardziej efektywne zmiany do swoich kampanii. Jednym z tych obszarów może być właśnie dobranie odpowiednich słów kluczowych związanych z ofertą firmy.

Jeśli nie potrafisz zdecydować się na jedną z omawianych powyżej form promocji firmy, nie wybieraj. Podwój swoje szanse i połącz ze sobą Google Ads z pozycjonowaniem strony. Oba te działania realizują inne cele biznesowe i nie przeszkadzają sobie. Podczas gdy pozycjonowanie buduje długofalowo widoczność Twojej strony, Google Ads pozwoli się dotrzeć do użytkowników doraźnie np. w trakcie wyprzedaży, czy oferty świątecznej. Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o korzyściach płynących z tego połączenia, doradcy agencji Widoczni z chęcią odpowiedzą na wszystkie Twoje pytania.

Praca zdalna: czy to już koniec miesiąca miodowego?

W 2020 roku pandemia sprawiła, że praca w domu stała się normą dla milionów pracowników, także w UE. Z analiz Allianz Trade wynika, że od tego czasu przyszłość pracy znalazła się w centrum zainteresowania opinii publicznej i polityki, a także pracodawców – począwszy od potentatów technologicznych lubiącym stawiać pracownikom zdalnym ultimatum za pośrednictwem poczty elektronicznej, aż po kraje, w których praca zdalna stała się prawem.

Ale jak pracownicy odnoszą się do pracy w domu i czy ich postrzeganie zmieniło się od początku pandemii? W naszym badaniu Allianz Pulse 2022 zapytaliśmy po 1000 respondentów w największych gospodarkach UE: Niemczech, Francji i Włoszech o ich postrzeganie korzyści i wyzwań wiążących się z pracą zdalną.

STRESZCZENIE

  • W porównaniu z poprzednią rundą badania, we wszystkich trzech krajach spadł odsetek pracowników, którzy zgłaszali, że nie są w stanie pracować z domu. Wzrósł jednak również udział tych powracających do biura, zarówno w formacie hybrydowym, jak i w większości – na pełen etat: jest to obecnie (wg. naszego badania) 32% w Niemczech i we Włoszech oraz 29% we Francji (w porównaniu z 25% we wszystkich trzech krajach rok wcześniej – czyli zmiana nie jest znacząca).
  • Korzyści z pracy zdalnej są oczywiste: respondenci Allianz Trade najczęściej wymieniali między innymi eliminację dojazdów (mężczyźni: 51%, kobiety: 58%), elastyczność czasową (49%) i niższe koszty (mężczyźni: 26%, kobiety: 28%).
  • Jednak odsetek respondentów wymieniających wyzwania wzrósł dwukrotnie w niemal wszystkich kategoriach: dwa lata pracy w domu wyraźnie zwiększyły świadomość wad tego rozwiązania. Największym wyzwaniem okazały się kontakty społeczne – brak możliwości ich utrzymywania (mężczyźni: 29%, kobiety: 27%), a także: zatarcie granic życia prywatnego (mężczyźni: 17%, kobiety: 20%), nieodpowiednie miejsce pracy (mężczyźni: 20%, kobiety: 18%), łączenie obowiązków domowych z zawodowymi (mężczyźni: 18%, kobiety: 20%) oraz mniejsza wydajność (mężczyźni: 14%, kobiety: 12%).
  • Praca zdalna nie jest rozwiązaniem „uniwersalnym”. Podwójny etat w przypadku kobiet przyćmiewa elastyczność pracy w domu (z reguły wypełniają większość obowiązków domowych), a przepaść cyfrowa (dostęp do internetu, znajomość nowych technologii i umiejętność czerpania wiedzy z internetu) może pogłębiać nierówności – wynika z badania Allianz Trade. Decydenci i pracodawcy powinni mieć te kwestie na uwadze podczas projektowania przyszłości uregulowań dotyczących świadczenia pracy.

Praca zdalna nie jest rozwiązaniem „uniwersalnym”

Zmiany, których doświadczyliśmy w czasie pandemii oraz nowo odkryta „możliwość pracy zdalnej” bez wątpienia sprawią, że praca z domu będzie powszechnym zjawiskiem w nadchodzących latach. Istnieją jednak pewne ważne kwestie, które powinny zostać uwzględnione przez decydentów tworzących nowy zbiór zasad dotyczących sposobów pracy. Na przykład: chociaż koniec dojazdów do pracy to ciężar zdjęty z barków pracowników, to ograniczone kontakty społeczne w biurze mogą spowodować utratę możliwości awansu i nauki, pogłębiając nierówności. Co więcej, coraz częstsza praca zdalna uwidacznia lukę w umiejętnościach cyfrowych: ci, którzy pozostają w tyle zarówno w zakresie edukacji formalnej, jak i umiejętności cyfrowych, z pewnością mają mniejsze szanse na ich zniwelowanie i zostaną w tyle. W tym kontekście pracodawcy i rządy jaki i sami pracownicy (oraz np. organizacje ich reprezentujące) muszą dostosować się do tej nowej rzeczywistości, zajmując się skutkami, jakie wiążą się z przejściem na model pracy zdalnej.

Ponadto, podczas gdy niektóre badania wykazały, że praca w domu nie ma szkodliwego wpływu na produktywność, nasze badanie przynosi pewne odmienne spostrzeżenia, sugerując, że pracownicy muszą być wyposażeni w narzędzia, które pomogą im w pełni wykorzystać swój potencjał: nie tylko tak oczywiste jak odpowiednią infrastrukturę IT, ale też narzędzia „miękkie” jak: stałą komunikację w celu zrozumienia kontekstu, w jakim pracują przełożeni i pracownicy, aby uniknąć nieporozumień; bezpieczeństwo psychologiczne – z jasno określonymi rolami funkcjonalnymi, aby uniknąć oskarżeń o „gapiostwo” i  pogłębianie się nieporozumień oraz urazów. Co się już często podkreśla – konieczne (ale i niełatwe w tym modelu) jest także budowanie wspólnej tożsamości, aby zapewnić pracownikom wspólny cel, co może pomóc w poprawie produktywności i ich zaangażowania.

Wreszcie, praca zdalna nie jest łatwym rozwiązaniem ze względu na występujący problem nierówności płci w miejscu pracy. W rzeczywistości dla kobiet, a zwłaszcza matek, przejście na pracę zdalną w czasie pandemii wywołało „podwójną-podwójną zmianę”, w którą były one zawsze „włączone”: obciążone żonglowaniem zarówno czynnościami domowymi, jak i obowiązkami zawodowymi. Jak pokazuje wykres, również większy odsetek kobiet niż mężczyzn jest nieaktywny zawodowo z powodu ilości obowiązków związanych z opieką. Sugeruje to, że elastyczność oferowana przez rozwiązania typu „praca z domu” nie jest wystarczająca: zwiększenie udziału kobiet w sile roboczej w Europie będzie wymagało wielowymiarowego podejścia, obejmującego elastyczność miejsca pracy, udogodnienia w zakresie opieki i wspólnego pełnienia obowiązków domowych.

Populacja bierna zawodowo ze względu na obowiązki opiekuńcze według płci:
% ludności nieaktywnej zawodowo chcącej pracowaćPopulacja bierna zawodowo ze względu na obowiązki opiekuńcze według płci

Ceny rosną a bezrobocie niskie

Biorąc pod uwagę wskaźniki inflacji, można odnieść wrażenie, że gospodarki są w dramatycznej sytuacji. Patrząc na stopę bezrobocia, widzimy dokładnie odwrotne procesy.

Problemów z inflacją ciąg dalszy

Na Węgrzech inflacja w ciągu miesiąca wzrosła o kolejne 2%. Jest to jednak poziom “zaledwie” 13,7%. To niemal 2% mniej niż mamy obecnie w Polsce. Należy jednak pamiętać, że stopy procentowe są tam aż o 4,25% wyższe niż w Polsce. Wartość ta wydaje się przepaścią. Miejmy na uwadze, że kredyty ze zmiennym oprocentowaniem udzielane na Węgrzech mają obecnie zamrożone oprocentowanie na wartości z końca 2021 roku. Ciężko to zresztą nazywać zmienną stopą procentową. Rezultat jednak jest taki, że ten sam wzrost stóp procentowych powoduje mniejszą redukcję kapitału na rynku, niż gdyby tej decyzji nie było. Wyższy wzrost inflacji umocnił forinta, który i tak podobnie jak złoty, ma ostatnimi dniami dobrą passę. Rosnąca inflacja to bowiem większe nadzieje na jeszcze wyższy wzrost stóp procentowych.

Bezrobocie w Czechach rośnie

W Pradze z pewnością nie ucieszyli się z wczorajszego odczytu. Spodziewano się, że bezrobocie może wzrosnąć z poziomu 3,1%. Miało jednak wzrosnąć do 3,2% a nie 3,3%. Na rynku walutowym spowodowało to ustabilizowanie się korony. Czeska waluta umacniała się od czwartku i decyzji Czeskiego Narodowego Banku o utrzymaniu stóp procentowych na niezmienionym poziomie. W piątek pomogły mniej złe od oczekiwań dane na temat sprzedaży detalicznej. Nie można się dziwić, że rosnące bezrobocie zakończyło serię wzrostów.

Dane ze Szwajcarii

Kraj ten oprócz swojej neutralności potrafi zaskoczyć wieloma kwestiami. Wczoraj poznaliśmy wynik bezrobocia. Wynosi ono zaledwie 2%. Jest to wyjątkowo mało, biorąc pod uwagę, że krat ten cierpi z powodu zbyt silnej waluty, która niszczy miejsca pracy. Zbyt silny frank ma być powodem nieopłacalności szwajcarskiego eksportu. To właśnie dlatego jeszcze do 2015 roku utrzymywano sztucznie parytet wymiany aż 1,2 franka za euro. Dzisiaj płaci się 0,97 franka za to samo euro. Dobre dane z rynku pracy pozwoliły zresztą frankowi jeszcze bardziej się umocnić.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – inflacja konsumencka,
20:00 – USA – budżet federalny.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Siła USD na wyczerpaniu?

Piątkowy raport NFP spowodował umocnienie dolara. Nie było ono jednak spektakularne. Zmienność na EUR/USD była podwyższona, ale nie na tyle duża, żeby notowania opuściły kilkutygodniową konsolidację. Aktualnie kurs znajduje się w środku szerokiego przedziału wahań przy 1,02.

Bardzo dobry odczyt NFP wskazuje, że rynek pracy jest nadal w dobrej kondycji. To jasna wskazówka dla Fed, że podwyżki powinny być kontynuowane. Od piątku wzrosła szansa na kolejny ruch o 75 punktów bazowych we wrześniu. Oceniam jednak, że umocnienie dolara było w pewnym stopniu ograniczone – co może sygnalizować, że jesteśmy bliżej końca całego, długoterminowego trendu aprecjacyjnego.

Należy wziąć pod uwagę również fakt, że rynek pracy reaguje z lekkim opóźnieniem na spowolnienie gospodarcze. Być może inwestorzy to zauważają i pomimo solidnego raportu nie kupują masowo dolara.

W tym momencie ryzyko osłabienia USD jest zdecydowanie większe niż jego dalsze umacnianie. Gorsze dane od oczekiwań powinny wywoływać większą zmienność i powodować, że długie pozycje w USA będą sukcesywnie redukowane a w pewnym momencie będą dochodzić pozycje „short”. Piątkowe dane NFP pokazały, że w tym momencie brakuje już argumentów za mocnym USD, co oznacza, że czas większej korekty zbliża się nieubłaganie.

Przed nami w środę dane CPI z USA. Zakładany jest niższy od poprzedniego odczyt wskaźnika głównego do poziomu 8,7 proc. Poznamy również wynik bez cen żywności oraz energii. Jakiekolwiek kolejne sygnały wskazujące, że szczyt inflacji w USA jest już za nami, będzie powodować, że dolar będzie tracił na wartości z większą siłą, niż ostanie umocnienie.

Wg raportów CFTC (na koniec dnia 2 sierpnia) pozycjonowanie inwestorów na kontraktach futures na giełdzie w USA nadal jest mocno dodatnie – co oznacza, że przeważają pozycje długie. Dane nie uwzględniają jeszcze piątkowego odczytu raportu z rynku pracy. Liczby sugerują jednak ograniczenie (choć niewielkie) pozycjonowania „long” w USD. Łączna pozycja długa w dolarze, mierzona w stosunku do głównych walut, spadła o 1,5 mld USD w tygodniu do minionego wtorku. Jest to drugi tydzień z rzędu, kiedy liczba pozycji długich uległa zmniejszeniu. Długotrwałe utrzymywanie się skrajnego pozycjonowania rodzi ryzyko korekty, co może oznaczać realizacji zysków inwestorów, którzy zarobili na ostatniej zwyżce wartości „zielonego”. Ruch deprecjacyjny USD mogą spotęgować dodatkowo pozycje short – choć to powinno być widoczne dopiero w późniejszym etapie.

Autor: Łukasz Zembik DM TMS Brokers

Rynek pracy za Oceanem wciąż mocny

Okazuje się, że cząstkowe dane z amerykańskiego rynku pracy nastawiły nas nadmiernie pesymistycznie. Bezrobocie spadło do rewelacyjnego poziomu 3,5%, co spowodowało kolejne umocnienia dolara.

Amerykański rynek pracy w formie

Wielu analityków jest już myślami tak bardzo w nadchodzącym spowolnieniu, że zaczynali się go dopatrywać wcześniej. Piątkowe dane pokazują jednak jasno, że na razie w USA problemów nie ma. Owszem mieliśmy większą liczbę wniosków o zasiłek dla bezrobotnych, ale również liczba nowych miejsc pracy poszybowała w górę. W górę idzie jednak najbardziej widoczny parametr, czyli stopa bezrobocia. Wynosi ona obecnie 3,5% i jest najniższa w historii za wyjątkiem krótkiego momentu tuż przed pandemią. W górę idą również płace. Co prawda wolniej od inflacji, ale 5,2% wskazuje, że presja na wzrost płac rośnie. Przy tak niskim bezrobociu wzrost płac spowodowany brakiem rąk do pracy może w przyszłości dalej przyspieszać. Rynki zareagowały optymistycznie. Lepsze dane z USA to silniejszy dolar.

Ropa wciąż tania

Od czwartku cena baryłki notowanej w Londynie, ropy Brent stabilizuje się w okolicach 95 dolarów. Ropa Crude, notowana w USA zatrzymała się poniżej 90 dolarów. Powodem przeceny jest spodziewany spadek popytu na surowiec. Oczekiwania te są tak silne, że na piątkowych danych widać było pierwszy raz od dawna spadek liczby wież wiertniczych w USA. Spadek nie był przesadnie mocny, jesteśmy tuż poniżej poziomu sprzed dwóch tygodni.

Rumunia z problemami

Ważnym tłem dla tej historii jest fakt, że Rumunia ma silne powiązanie swojej waluty z euro. W rezultacie polityka monetarna musi uwzględniać to, by waluta nie zyskiwała ani nie traciła przesadnie na wartości. W normalnych warunkach nie jest to zbyt trudne. W momencie kiedy jednak inflacja wyskoczyła niesamowicie w górę to połączenie staje się problemem. Z jednej strony rozwiązanie w postaci podwyżki stóp procentowych wydaje się intuicyjne. Z drugiej ta sama podwyżka spowoduje umocnienie się rumuńskiego leja. W takiej sytuacji albo bank centralny interwencjami i dużym kosztem utrzyma wartość waluty, albo dojdzie do rozjazdu. To prawdopodobnie dlatego stopy procentowe wzrosły w piątek zaledwie do 5,5%. Należy pamiętać, że inflacja w Rumunii wynosi już ponad 15%.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Biurowce na rynkach regionalnych z wyjątkowym wzięciem

W pierwszym półroczu br. popyt na biura w największych miastach regionalnych w kraju był większy niż w całym 2021 roku. Także aktywa biurowe w regionach są teraz jednym z głównych celów inwestorów     

Okazuje się, że wyższe koszty finansowania i zmiany w otoczeniu biznesowym nie zniechęciły inwestorów do lokowania kapitału w nieruchomości komercyjne w Polsce. W pierwszych sześciu miesiącach tego roku wolumen inwestycyjny osiągnął wartość 2,9 miliarda euro, notując trzeci najlepszy wynik za H1 w ciągu ostatnich sześciu lat.

– Polski rynek inwestycyjny, mimo zawirowań geopolitycznych ma się bardzo dobrze. Na uwagę zasługuje fakt, że koszulkę lidera odebrał w tym roku magazynom sektor biurowy, który miał aż 44 proc. udziału we wszystkich transakcjach inwestycyjnych z wynikiem prawie 1,3 miliarda euro. Aktywność inwestorów w sektorze biurowym wzrosła o 60 proc. w porównaniu z ubiegłym rokiem – zauważa Marcin Purgal, Senior Director, Investment w Avison Young.

– Już początek roku przyniósł kilka przejęć kluczowych aktywów biurowych w kraju, a w drugim kwartale sfinalizowanych zostało 8 transakcji biurowych, z czego aż 7 zrealizowano w miastach regionalnych. Największe z nich to sprzedaż Nowego Rynku D w Poznaniu do Eastnine AB, newcomera ze Szwecji, MidPoint 71 we Wrocławiu do Trigea Real Estate Fund, czy Sky Tower, najwyższego budynku regionalnego i ikony Wrocławia, kupionego przez Adventum Group – wymienia Marcin Purgal, który przy ostatniej z wymienionych transakcji reprezentował sprzedającego, firmę Develia w roli agenta wyłącznego.

Biurowce lepsze niż magazyny

Na jeden z najlepszych wyników w historii, jaki był udziałem segmentu biurowego na polskim rynku inwestycyjnym w pierwszym półroczu br. wpływ miała akwizycja warszawskiego The Warsaw Hub przez Google, co było największą pojedynczą transakcją odnotowaną dotąd w sektorze biurowym w Polsce. I to właśnie dzięki tej transakcji segment biurowy zepchnął z najwyższego miejsca na podium magazyny, które królowały przez ostatnie dwa lata wśród transakcji inwestycyjnych.

– Zaznaczyć przy tym należy, że spośród 14 nieruchomości biurowych, które zmieniły właściciela w pierwszym półroczu tego roku aż 11 to biurowce zlokalizowane w miastach regionalnych. Przeważały wśród nich obiekty typu core i core +, kupowane bezpośrednio od deweloperów – mówi Marcin Purgal. – Tak duże zainteresowanie inwestorów aktywami biurowymi w miastach regionalnych to efekt mocno konkurencyjnej oferty naszego rynku w porównaniu z Europą Zachodnią w zakresie stóp kapitalizacji czy jakości budynków. Nie zauważamy znaczącej dekompresji stóp kapitalizacji, w Polsce pozostają one nadal na stabilnym poziomie, a jednocześnie w topowych budynkach biurowych zaczęły rosnąć czynsze – dodaje Purgal.

Podaż sprzyja nowym inwestycjom

Odporność polskiego rynku inwestycyjnego na zawirowania w światowej gospodarce, jaką mogliśmy obserwować podczas pandemii pozwala patrzeć z optymizmem na nadchodzące półrocze. Niemiej jednak, dalsza aktywności inwestycyjna będzie uzależniona od sytuacji geopolitycznej, poziomu inflacji czy dostępności finansowania przy zmieniających się stopach procentowych. Apetyt inwestorów na aktywa zlokalizowane w Polsce nie słabnie, o czym świadczą toczące się negocjacje oraz nowe produkty, które są właśnie prezentowane na rynku. Avison Young posiada aktualnie kilka mandatów na sprzedaż, w tym nieruchomości biurowych i portfeli biurowców, których proces sprzedaży już się rozpoczął.

Krajowy rynek biurowy może się pochwalić w tym roku nie tylko spektakularnymi transakcjami inwestycyjnymi, ale także rewelacyjnymi wynikami pod względem popytu i przyrostu podaży, przede wszystkim w regionach. Co jest także bardzo pozytywnie odbierane przez inwestorów.

W pierwszej połowie 2022 roku, według danych Avison Young, regionalne rynki biurowe urosły łącznie o ponad 300 tys. mkw. powierzchni. Zgodnie z szacunkami doradców, do końca bieżącego roku w największych miastach w regionach oddane ma zostać kolejne 200 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej, najwięcej w Krakowie i Wrocławiu. W trakcie realizacji w regionach pozostaje ogółem około 550 tys. mkw. biur z terminami oddania do końca 2024 roku. Przed nami zatem jeszcze szczyt nowej podaży, a to dobrze wróży zawieraniu kolejnych transakcji inwestycyjnych.

Nowe biurowce poza Warszawą

Największe biurowce oddane w tym roku do użytkowania w regionach to m.in. Global Office Park A1 i A2 (55 200 mkw.), KTW II (40 000 mkw.) w Katowicach, wrocławski MidPoint71 (36 200 mkw.), łódzka Fuzja, budynki C i D (18 700 mkw.), trójmiejski Format (16 tys. mkw.), Office Park D w Lublinie (15 tys. mkw.) czy krakowski The Park Kraków I (11 700 mkw.).

W pierwszej połowie tego roku najwięcej powierzchni biurowych przybyło w Katowicach, Trójmieście i Krakowie. Dzięki temu, do grupy największych rynków biurowych w kraju, których zasoby przekraczają 1 mln mkw. powierzchni, dołączyło Trójmiasto.

Handel w niedzielę powinien być przywrócony. Przedsiębiorcy zmuszani są do omijania prawa

– Ustawa o zakazie handlu w niedzielę ma luki i trudno się dziwić sektorowi handlu detalicznego, że te luki próbuje wykorzystywać. Jako Północna Izba Gospodarcza jesteśmy zdania, że nie należy obchodzić prawa. Sklepy nie powinny działać „na czytelnię”, „na placówkę pocztową” czy „na salon medyczny” tylko powinny być czynne po prostu. Takie jest oczekiwanie przedsiębiorców i takie jest oczekiwanie społeczeństwa – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie. Izba krytycznie ocenia plan otwierania sklepów spożywczych jako czytelnie. – To jest pauperyzacja prawa, to kombinatorstwo. Rząd poprzez zakaz handlu w niedzielę zmusza przedsiębiorców do omijania prawa. A na dodatek daje im do tego furtkę – mówi Hanna Mojsiuk.

Dyskonty na wojnie o klientów i udziały w rynku. Kto najmocniej cierpi przez zakaz handlu w niedzielę?

Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie konsekwentnie apeluje o to, by handel w niedzielę został przywrócony. To kwestia oczekiwań przedsiębiorców i realiów gospodarczych w Polsce w czasach inflacji.

– Nie ma drugiego tak konkurencyjnego sektora gospodarki obecnie jak handel. Mamy presję płacową u pracowników, ale i presję cenową ze strony klientów. Dyskonty walczą o klientów, o udziały w rynku, o to, by przyciągać do siebie pracowników. Im większa presja wewnątrz rynkowa, tym mniej miejsca dla lokalnych przedsiębiorców. Rząd RP promując zakaz handlu w niedzielę zapomina, że im agresywniej rozpychające się dyskonty, tym mniejsza szansa na przetrwanie dla małych sklepikarzy, lokalnych piekarni, małych przetwórni czy targowisk. To jest fakt, który jest konsekwentnie ignorowany – mówi Hanna Mojsiuk.

– Dyskonty agregują całą uwagę konsumentów na zakupach w soboty, co powoduje, że klienci nie mają już celu w zaglądaniu na targowiska czy do mniejszych sklepów. Tak wynika z naszych rozmów z małymi przedsiębiorcami – dodaje Hanna Mojsiuk.

Praca w niedzielę dla ochotników? Skrócone godziny otwarcia sklepów? Możliwości jest wiele, a zakaz to działanie najbardziej radykalne

W ostatnich dniach obserwowaliśmy dyskusję o tym, czy Biedronka będzie czynna w niedzielę jako czytelnia czy nie. Ostatecznie sklep odszedł od planu stania się „czytelnią”. Na jak długo? Eksperci nie mają wątpliwości, że to kwestia czasu.

– Nie jesteśmy zwolennikami kombinowania i szukania luk w prawie, by móc działać. Nie jest to sytuacja dobra dla polskiej legislacji, że sklep, by otworzyć się w niedzielę może nazwać się przystankiem, dworcem, pocztą, czytelnią czy wypożyczalnią sprzętu sportowego i po prostu działać. Sklep to sklep. Jest popyt, jest podaż, handel w niedzielę powinien mieć miejsce. Należy jednak uszanować prawa pracowników. Jesteśmy otwarci na dyskusje i mamy swoje sugestie w tej sprawie np. praca w niedzielę tylko dla ochotników lub za podwójną stawkę – mówi dr Piotr Wolny, ekonomista i dyrektor biura Północnej Izby Gospodarczej.

– Tak jak do zakazu handlu w niedzielę dochodziliśmy odejmując czynne dni, tak można byłoby w drodze kompromisu np. otworzyć sklepy w co drugą niedzielę lub ograniczyć ich funkcjonowanie do określonych godzin – dodaje Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej.

Nie tylko przedsiębiorcy chcą otwartych sklepów w niedzielę. Ekspert: Biedronka chciała być krok przed konkurencją

Co więcej, czynnych w niedzielę sklepów chcą także konsumenci.

– Z pewnością znajdą się zwolennicy niedzielnych zakupów – nie ma wątpliwości Anita Gałek, trener biznesu i ekspert ds. handlu.

– Dlaczego zależy sieciom? Wszyscy szukają teraz nowych przestrzeni do zarobku. Inflacja, wysokie ceny, duża ostrożność przed wydaniem każdej złotówki – czasy mocno wymagające i zmuszające przedsiębiorców do szukania nowych rozwiązań. I oczywiście możemy dyskutować, na ile jest to etyczne, na ile stojące na krawędzi prawa- pewne jest to, że każdy chce zarobić, by przetrwać. Wygląda na to, że sieć Biedronka chciała być o krok przed konkurencją – dodaje Anita Gałek.

Temat ten z pewnością jeszcze wróci do dyskusji.

GfK: zielona rewolucja na talerzu. Miliony Polaków kupują roślinne zamienniki

Stale rośnie popularność roślinnych zmienników mięsa i nabiału. W okresie od kwietnia 2021 r. do marca 2022 r. po produkty z tej kategorii sięgnęło niemal 6 mln polskich gospodarstw domowych. Nowe nawyki żywieniowe to efekt zmieniających się wartości konsumentów. Już dla ponad połowy nabywców najważniejszym kryterium wyboru artykułów spożywczych są zdrowe składniki, a blisko 43 proc. zwraca uwagę na ich naturalne pochodzenie. Takie wnioski płyną z badań Panelu Gospodarstw Domowych GfK Polonia.

Pandemia trwale wpłynęła na trendy konsumenckie i sprawiła, że Polacy chętniej dbają o zdrową dietę. Obecnie już co trzeci nabywca świadomie ogranicza spożycie mięsa. W efekcie na przestrzeni ostatnich 3 lat sprzedaż produktów tej kategorii w ujęciu ilościowym spadła o 7,5 proc. W zamian konsumenci sięgają po roślinne zamienniki mięsa i nabiału. Z danych Panelu Gospodarstw Domowych GfK wynika, że w okresie od kwietnia 2021 r. do marca 2022 r. kategoria ta odnotowała ponad 21 proc. wzrost liczby nabywców w porównaniu do analogicznego okresu rok wcześniej. Z kolei wartość rynku roślinnych zamienników wyniosła 0,5 mld złotych.

Co prawda, roślinne zamienniki stanowią jedynie 0,3 proc. całego koszyka zakupowego, jednak trzeba przyznać, że ta kategoria rozwija się w zawrotnym tempie. W analizowanym okresie wartość zakupów produktów roślinnych wzrosła rok do roku o 32 proc. dla nabiału i aż o 67 proc. dla mięsa roślinnego, podczas gdy cała kategoria artykułów spożywczych odnotowała jedynie 3,5 proc. wzrostumówi Anna Michalak, Senior Consultant w Panelu Gospodarstw Domowych GfK Polonia. – Rosnący popyt na wegeteriańskie i wegańskie produkty ma odzwierciedlenie nie tylko w liczbach, ale także na sklepowych półkach. Producenci i detaliści systematycznie poszerzają swoją ofertę roślinnych zamienników, dzięki czemu konsumenci mają coraz większy wybór dodaje.

Roślinnie czyli naturalnie i zdrowo

Obecnie już co drugi konsument zwraca uwagę na to, czy składniki kupowanych produktów są zdrowe. Z kolei 43 proc. nabywców deklaruje, że istotny wpływ na ich decyzje zakupowe ma naturalne pochodzenie artykułów spożywczych. – Trzeba podkreślić, że te trendy są trwałe i długofalowe. Świadczy o tym przede wszystkim rosnąca liczba gospodarstw elastycznych, czyli kupujących zarówno zdrowe, jak i niekoniecznie zaliczające się do tej kategorii produkty. Podobnie jest w przypadku gospodarstw kupujących głównie podstawowe, nieprzetworzone i naturalne artykuły. W ciągu ostatniej dekady liczba obu tych segmentów wzrosła łącznie o ponad 20 pp. zaznacza Anna Michalak.

Zdaniem ekspertów GfK w najbliższych miesiącach coraz większy wpływ na trendy konsumenckie będzie miała obecna sytuacja gospodarcza. – Wojna w Ukrainie oraz kryzys ekonomiczny znacząco wpływają na nasze wybory zakupowe. Galopująca inflacja sprawia, że uważniej gospodarujemy własnymi budżetami i częściej sięgamy po tańsze produkty, niekoniecznie te ekologicznedodaje Anna Michalak.