Kredyty wysokodochodowe (tzw. High Yield) – jedyne dostępne dla wielu firm, zwłaszcza MSP, kurczą się

Finanse firm ze Strefy Euro – głównego rynku polskich eksporterów – znajdują się pod presją, a kredyty wysokodochodowe kurczą się. W ciągu najbliższych 9 miesięcy finanse firm ze Strefy Euro, głównego rynku polskich eksporterów będą pod presją. Spadek przychodów jak i zysków netto skutkować będzie obniżeniem średnich marż tamtejszych przedsiębiorstw o nawet 4-6  pp. do poziomu nawet 2-4%. Zagrozić może to ich zdolności do regulowania zobowiązań kredytowych – zwłaszcza firm korzystających z kredytów i obligacji High Yield, czyli wysokodochodowych (z wyższą marżą kredytodawcy – z powodu ich sytuacji finansowej/zabezpieczeń). Obecnie jakość takich aktywów kredytowych, m.in. skupowanych w ostatnich latach przez EBC, jest niezła i stabilna, ale ich wyceny, w tym pw. spready wzrosły do historycznie wysokich poziomów, co może być trudne do sfinansowania dla korzystających z nich firm m.in. z sektora małych i średnich przedsiębiorstw, czy też firm rodzinnych.

High Yield – kredyty (podobnie też obligacje) o względnie wysokiej rentowności, ale i o podwyższonym ryzyku. Są on oferowane klientom nie będącym w stanie spełnić standardów bezpieczeństwa finansowego i zabezpieczeń na poziomie np. dużych korporacji. Kredyty te uwzględniają wyższe ryzyko w formie wyższego oprocentowania.

STRESZCZENIE

Odpływ instrumentów wysokodochodowego kredytowania firm. Z analiz Allianz Trade wynika, że od połowy kwietnia z rynku aktywów wysokodochodowych (strefy Euro) uchodzi powietrze, co wyraża się w (dalszym) strukturalnym wzroście premii za ryzyko (czyli w ich koszcie oraz dostępności). Uczestnicy rynku wyceniają w ten sposób zaostrzenie warunków finansowych (koniec programów pomocowych, wzrost kosztu pieniądza), wciąż podwyższone ryzyko geopolityczne, niepewność co do przyszłej ścieżki inflacji, pogarszające się perspektywy wzrostu oraz zwiększoną presję na bilanse przedsiębiorstw. Pogarsza się również płynność rynku: przykładem są nieudane transakcje na amerykańskich obligacjach korporacyjnych, których jest obecnie więcej niż na początku pandemii Covid-19, co jest potwierdzeniem recesyjno-kryzysowych warunków. Nadal jednak nie ma wyraźnych oznak nadchodzącego załamania rynku.

Zagregowany wskaźnik jakości wysokodochodowych aktywów kredytowych pozostaje stosunkowo wysoki, a wskaźniki dźwigni, pokrycia odsetek, płynności i rentowności utrzymują się na poziomach bliskich najwyższym od dziesięcioleci. To sygnał, że silne salda gotówkowe mogą być w stanie zapewnić przyzwoite zabezpieczenie na zagregowanym, uśrednionym poziomie w perspektywie średnio- i długoterminowej dla tej klasy aktywów. W opinii Allianz Trade należy jednak oczekiwać stopniowego wzrostu wskaźników niewypłacalności.

Opracowana przez Allianz Trade makroekonomiczna analiza strukturalna spreadów HY ostrzega przed krótkoterminowymi zagrożeniami, ale w perspektywie średnioterminowej przedstawia obraz stabilizacji. Możliwość dalszego pogorszenia się sytuacji gospodarczej w połączeniu z oczekiwanym zaostrzeniem warunków finansowych i znacznym prawdopodobieństwem nieprzewidywalnych zdarzeń nie będzie sprzyjać w krótkim okresie obniżaniu, redukowaniu spreadów (kredytów i obligacji wysokodochodowych). Pod koniec br. roku i w 2023 r. połączenie kilku czynników, takich jak stabilizacja rynku akcji, ponowne przyspieszeni gospodarcze i rozluźnienie warunków finansowych powinno spowodować zmniejszenie spreadów kredytowych dla wysokodochodowych (wysoko marżowych) kredytów dla przedsiębiorstw.

W bazowym scenariuszu Allianz Trade oczekujemy, że spready korporacyjnych kredytów/obligacji wysokomarżowych (wysokodochodowych – wspomniane High Yields – HY) pozostaną przez resztę roku stosunkowo wysokie, z kilkoma spodziewanymi epizodami ich złagodzenia. W tym scenariuszu oczekujemy, że połączenie bardziej gołębiej polityki (m.in. oczekiwania bardzo stopniowego i umiarkowanego podnoszenia stóp przez EBC), lepszych niż oczekiwano wyników gospodarczych i wyższej niż oczekiwano odporności przedsiębiorstw pozwoli utrzymać spready w pobliżu 500 i 525 pb dla kredytów HY w USD i EUR do końca 2022 r. (wobec 496 i 591 pb dla HY w US i EUR obecnie) i ich obniżki do odpowiednio 400 i 425 w 2023 r. Jeśli jednak realizowany będzie bardziej niekorzystny scenariusz, spodziewalibyśmy się, że spready wysokodochodowych pożyczek dla firm poszerzą się do poziomów ostatnio obserwowanych podczas początku kryzysu Covid-19 ponieważ wyższe stopy procentowe i inflacja doprowadzą do gwałtownego przeszacowania niewypłacalności i wzrostu ryzyka kredytowego. To początkowe zwiększenie spreadów szybko przeminie w 2023 r., gdy ponownie rozpocznie się łagodzenie polityki pieniężnej i wsparcie fiskalne.

Spready dla opcji wysokodochodowych w USA i EUR (w punktach bazowych)

Spready dla opcji wysokodochodowych w USA i EUR
Źródła: Refinitiv, Datastream, BoFa, Allianz Research

Większość nadchodzącego zacieśnienia warunków finansowych już znalazła odzwierciedlenie w wycenach (ryzyka)

W drugiej połowie roku płynność finansów przedsiębiorstw zostanie ponownie wystawiona na próbę, ponieważ stopniowe wycofywanie się banków centralnych, uczestników rynku o nieelastycznym popycie, pozostawi dotychczasową pulę płynności na łasce zmian nastrojów rynkowych.

Wycofanie się z luzowania ilościowego (QE) w okresie słabnącego popytu ma wpływ na pogorszenie (poszerzenie) spreadów. Koncentrując się na strefie euro, wraz z zakończeniem Programu Zakupu Sektora Korporacyjnego (CSPP), siły rynkowe czynniki dekompresji (poszerzania) spreadów będą znaczące. Nawet jeśli kredyty hipoteczne nigdy nie należały do grupy aktywów kwalifikujących się do programu, to efekt przeniesienia związany z dotychczasowym (i zakończonym) podejściem EBC w myśl zasady „(robić) cokolwiek by nie było konieczne” (w tym m.in. skup obligacji od banków) powodował wzrost apetytu na ryzyko, prowadząc do napływu środków do bardziej ryzykownych klas aktywów (tj. kredytów wysokodochodowych). Część tego efektu została już zdyskontowana, o czym świadczy większe poszerzenie spreadów w EUR w stosunku do ich odpowiedników w USD. Poza gorszymi prognozami makroekonomicznymi dla strefy euro, odzwierciedla to również mniej sprzyjające otoczenie rynkowe w Europie (m.in. większy problem z energią i jej cenami). Ze względu na tradycyjne powiązanie między spreadami obligacji skarbowych w EUR a kredytami w EUR, zaangażowanie EBC do przeciwdziałania ryzyku fragmentacji powinno pomóc w uniknięciu scenariusza przypominającego kryzys w strefie euro, ale nie uchroni przed większymi niż przeciętne skokami zmienności (wykres).

Aktywa kredytowe (klasy inwestycyjnej) w EUR w portfelu Europejskiego Banku Centralnego (punkty bazowe – % całego rynku)

Aktywa kredytowe
Źródła: Refinitiv, Datastream, BoFa, Allianz Research

Fundamenty wyglądają na silne, ale mogą się szybko pogorszyć

Czyżby „Program zawieszenia spłat” w wersji dla przedsiębiorstw? Patrząc na profil zapadalności długu  z tytułu finansowania wysokodochodowego w ciągu najbliższych 10 lat stwierdzić można, że firmom korzystającym z finansowania High Yielsd udało się z powodzeniem wydłużyć czas kredytowania na lata 2025 i 2026, odsuwając ewentualne problemy z refinansowaniem w związku z oczekiwanym wzrostem stóp krótkoterminowych.

Łączna jakość kredytów wysokodochodowych pozostaje na wysokim poziomie i oscyluje w kierunku BB lub o jeden stopień poniżej poziomu inwestycyjnego. Co więcej, warto pamiętać iż większość wskaźników zadłużenia, takich jak wskaźniki dźwigni, pokrycia, płynności i rentowności, utrzymuje się na poziomach bliskich najwyższym od dziesięcioleci, sygnalizując, że duże salda gotówkowe zgromadzone w ciągu ostatnich dwóch lat powinny zapewnić przyzwoite zabezpieczenie na poziomie zagregowanym oraz w perspektywie krótko- i średnioterminowej. Aby ująć tę odporność w liczbach i zakładając dla uproszczenia stałe koszty odsetkowe, zarówno EBIT w USA, jak i w strefie euro musiałby spaść o ponad -35% w stosunku do obecnego poziomu, aby wskaźniki pokrycia odsetek wróciły do średnich wartości długoterminowych.

 

Jednak nawet jeśli wskaźniki fundamentalne i wskaźniki obsługi zadłużenia są historycznie wysokie, odporność bilansów przedsiębiorstw zostanie wkrótce wystawiona na próbę wynika z analizy Allianz Trade. Korekty zysków w dół do rekordowo niskich poziomów oraz utrzymujący się spadek zaufania konsumentów i w przemyśle wskazują, że w najbliższej przyszłości wskaźniki sprzedaży i zysku przedsiębiorstw będą pozostawać pod presją (oryg. „top and bottom lines”, czyli odpowiednio: przychody, sprzedaż brutto oraz zysk, dochód netto), co może doprowadzić do szybkiego pogorszenia się wskaźników fundamentalnych i wskaźników obsługi zadłużenia. Zależność pomiędzy zaufaniem a marżami wskazuje, że marże przedsiębiorstw w EUR mogą spaść nawet o 4-6 punktów procentowych do poziomu 4-2% w ciągu najbliższych dziewięciu miesięcy, co pośrednio zepchnęłoby wskaźniki pokrycia odsetek nieco poniżej ich długoterminowej średniej. Taki spadek mógłby spowodować znaczące przeszacowanie premii za ryzyko kredytowe w segmencie high yield.

Marże zysku netto w strefie euro (r/r)

Marże zysku netto w strefie euro
Źródła: Refinitiv, Datastream, Worldscope, Allianz Research

W sektorze technologicznym grzmi. Na co choruje Snap?

Kurs akcji Snap w trakcie piątkowej sesji odnotował tąpnięcie o blisko 40% wartości. To nie pierwsza taka paniczna wyprzedaż walorów spółki. Blisko dwa miesiące temu Snap doświadczył bliźniaczej histerycznej przeceny po zaraportowaniu słabych wyników okresowych, które były poniżej oczekiwań Wall Street. Jak pisał Mark Twain “Historia nie lubi powtarzać, ale się rymuje”.

Co dokładnie wzbudziło kontrowersje i zawiodło oczekiwania inwestorów doprowadzając do dramatycznego rajdu na południe? Zawiodły przede wszystkim przychody, które choć niewiele minęły się z oczekiwaniami, wyglądają słabo w kontekście i tak obniżonych perspektyw poprzednim, słabym raportem kwartalnym. Rosnące wyceny spółek jak Snap (bliźniacze przypadki Netflix, Teladoc czy Pinterest) poparte były skokowo rosnącymi oczekiwaniami wokół wzrostu przychodów. Z tego powodu miejsca do “upuszczenia powietrza z balona oczekiwań” było wyjątkowo dużo.

Niepokój zasiał fakt, że zarząd podjął decyzję o niezamieszczaniu prognoz na kolejny kwartał, podczas gdy część byków zdążyła już grać pod przyszłe wyniki. Snap oświadczył, że osiągane wyniki nie spełniają oczekiwań zarządu. Ponadto spółka nie chciała też improwizować z prognozami wskazując jako przyczynę nadzwyczajne, zmienne okoliczności rynkowe. Panika spowodowana brakiem prognoz wydaje się być jednak całkowicie oderwana od rzeczywistości ponieważ nie determinują one kwartalnej sprzedaży ani nie wpływają na marżowość biznesu. Mimo to ich brak pogorszył nastroje inwestorów, którzy nie dostali w raporcie okresowym niczego, co mogłoby świadczyć o potencjale do osiągnięcia zadowalających wyników w przyszłości. Niepokój wzbudziło przede wszystkim ograniczanie wydatków przez reklamodawców (na czym model biznesowy opiera Snap) oraz wprowadzony przez spółkę program redukcji kosztów (w ślad za Apple, Teslą czy Netflixem), która poinformowała o zwolnieniu tempa zatrudnienia. Można to interpretować jako sygnał, że spółka przygotowuje się na potencjalne wystąpienie spowolnienia gospodarczego.

Pułapka a może… okazja?

Inwestorzy kontrariańscy, szczególnie posiadający długoterminowy horyzont inwestycyjny, mogą upatrywać okazji w walorach Snap, które od początku roku straciły prawie 80%. Choć spółka nie jest jeszcze rentowna warto zwrócić uwagę na to, że wciąż generuje znaczne przychody, które w lepszym otoczeniu gospodarczym mają potencjał do dynamicznego wzrostu. Snap mimo problemów z “wrażliwym” modelem biznesowym wciąż posiada 347 mln aktywnych użytkowników aplikacji, a ich wzrost przewyższył rynkowe oczekiwania również w “nieudanym” II kwartale. Popularność aplikacji Snapchat rośnie m.in. w krajach o dużej liczbie potencjalnych użytkowników, jak m.in. Indie. To daje spółce potencjalne możliwości skalowania i docierania z reklamami do coraz większego grona odbiorców dzięki efektowi sieciowemu zgodnie z którym im więcej osób korzysta z danej aplikacji, tym jej wartość i popularność rośnie (co znajduje odzwierciedlenie wśród ilości reklamodawców).

Klucz do przyszłości rodem z Sci-Fi?

Rynek aplikacji jest zmienny, a społeczeństwa w miarę rozwoju technologicznego preferują innego typu platformy społecznościowe. Kluczowe dla utrzymania pozycji w pierwszej 10 popularnych aplikacji dla spółki Snap może okazać się stopniowe wdrażanie wciąż hipotetycznego świata cyfrowej rzeczywistości równoległej Metaverse. Do tej pory CEO Snap, Evan Spiegel raczej powściągliwie wypowiadał się na temat cyfrowych światów sygnalizując, że nie ma ochoty rzucać rękawicy w kierunku Meta Platforms. Jednocześnie jednak Snap wprowadził już pewne modyfikacje w stronę budowy rzeczywistości rozszerzonej (AR) m.in. nakładki Avatar Lens.

Problemy z konkurencją… tymczasowe ?

W sferę Metaverse angażuje się również chiński TikTok (ByteDance), którego rosnąca popularność według zarządu Snap wpłynęła na wyniki spółki. W 2021 roku liczba pobrań aplikacji Snapchat (327 mln) była mniejsza o blisko połowę od TikToka (ponad 620 mln). Dodatkowo w chiński produkt nie uderzyły zmiany technologiczne Apple iOS, które pozwoliły użytkownikom zdecydować o personalizacji reklam, co w znaczącym stopniu wpłynęło na możliwości i model biznesowy Snap, który opiera się na zyskach z reklam. Warto jednak wskazać, że w kontekście rozpędzającej się geopolitycznej rywalizacji USA z Chinami (BRICS) aplikacje jak TikTok mogą napotkać na swojej drodze nowe trudności. Kontrowersje wokół danych zbieranych na TikToku (następnie rzekomo przekazywanych chińskiemu rządowi) pojawiły się w amerykańskiej debacie publicznej już na początku czerwca. Istnieje zatem szansa, że konkurencja Snapa zostanie w pewien sposób ograniczona, a korzystanie z TikTok może być stopniowo uniemożliwiane. Pojawienie się pierwszych oznak końca ery globalizacji zapowiadał w kwietniowym wywiadzie m.in. Laurence Fink, CEO największego na świecie funduszu zarządzającego aktywami – BlackRock.Metaverse

Drastyczny spadek wartości akcji Snap przyczynił się do tąpnięcia na walorach funduszu ETF dającego ekspozycję na rosnący trend cyfrowych światów Metaverse. Spółka Snap należy do największego ‘holdingu’ w portfelu funduszu Roundhill Ball, do spadków przyczynił się również spadający kurs akcji Meta Platforms. Źródło: Bloomberg

Mimo to zanosi się na burzę?

Problemy Snapa wyglądają na zapowiedź zbliżającej się burzy, która może wpłynąć na sektor spółek uzyskujących znaczne przychody z reklam. Choć na spadek cen akcji wpłynęły poza słabymi wynikami ostrożne prognozy (raczej ich niemal zupełny brak), jest bardzo mało prawdopodobne aby przypadek Snapa był odosobniony.  W zeszły piątek obserwowaliśmy przeceny akcji Alphabet (Google), Meta Platforms (dawny Facebook) czy Pinterest. Łącznie sektor technologicznych spółek wyeksponowanych na ryzyko spadku przychodów z reklam po piątkowym raporcie Snapa “oddał” blisko 130 mld USD kapitalizacji!

Inwestorzy mogą niechętnie spoglądać na walory spółki dopóki Fed będzie podnosił stopy procentowe. Inflacja i widmo recesji prawdopodobnie wciąż będą hamowały apetyt konsumentów i przekonają “rozrzutne” firmy by ograniczyły wydatki do niezbędnego minimum. W najnowszym wywiadzie wspomniany wcześniej Larry Fink, z BlackRock uspokajał twierdząc, że obecne okoliczności rynkowe to “biznes, jak zawsze”, a inflacja powinna zacząć hamować podobnie jak miało to miejsce w historycznie obserwowanych cyklach.

Mimo dających światło nadziei wypowiedzi szefa największego na świecie funduszu zarządzającego aktywami, Snap wymaga dogłębnej analizy ryzyka a szereg analityków nie podziela optymizmu Finka. Spółka znalazła się w trudnym położeniu przede wszystkim z uwagi na zmieniające się otoczenie gospodarcze toteż odreagowania jej walorów należałoby spodziewać się w miarę poprawiającego się krajobrazu makro. Model biznesowy spółki może stać się kulą u nogi w otoczeniu zwalniającej gospodarki i rosnących kosztów kapitału jednak część inwestorów prawdopodobnie wciąż będzie szukała “światełka w tunelu” dla wzrostowego scenariusza.Drastyczny spadek wartości akcji Snap

Atmosfera inwestycyjna w 2022 roku jest fatalna, stopy zwrotu z rynku akcji i obligacji są najniższe od blisko 30 lat, niższe nawet od okresu kryzysu 2008-2009 co jest pośrednim skutkiem lekkomyślnej polityki monetarnej banków centralnych. W świetle takich danych spadki walorów Snap wokół których oczekiwania analityków były rozdmuchane w czasie gdy rynek nasycany był pieniądzem nie powinny dziwić. Na giełdzie jednak nic nie trwa wiecznie. Źródło: Bloomberg

Autor: Eryk Szmyd, analityk XTB

Rząd reguluje pracę zdalną. Projekt nowelizacji Kodeksu Pracy trafił do Sejmu

Do Sejmu trafił rządowy projekt nowelizacji Kodeksu Pracy zawierający wyczekiwane przez pracodawców przepisy szczegółowo regulujące pracę zdalną. Obecnie obowiązujące przepisy, wprowadzone specustawą covidową, mówią jedynie, że pracodawca może polecić pracownikowi wykonywanie obowiązków poza stałym miejscem pracy.

Więcej formalności i nowy rozdział w Kodeksie Pracy

Niedawno złożony projekt znacznie uszczegóławia tę regulację, poprzez wprowadzenie zupełnie nowego rozdziału do Kodeksu Pracy. Ma on zastąpić obecne zapisy w prawie dotyczące telepracy. Zgodnie z projektem ustawy, praca może być wykonywana w dowolnym wskazanym przez pracownika i uzgodnionym z pracodawcą miejscu. Wymagać to będzie jednak spełnienia większej liczby formalności. Pracodawca zobowiązany będzie do przygotowania oceny ryzyka zawodowego dla pracy zdalnej oraz informacji BHP dla pracowników. Kolejnym dokumentem do przygotowania będą procedury ochrony danych osobowych podczas pracy zdalnej.

Zasady wykonywania obowiązków służbowych na odległość będą mogły być zawarte w kilku dokumentach. Mogą to być: porozumienie z zakładową organizacją związkową, regulamin skonsultowany z przedstawicielami pracowników lub w samym poleceniu lub porozumieniu dotyczącym konkretnego pracownika. Pracodawca będzie upoważniony do kontroli wykonywania pracy przez pracownika w domu, warunków BHP oraz przestrzegania ochrony danych osobowych.

Możliwe wnioskowanie o pracę zdalną

Na podstawie nowych przepisów pracodawca nadal będzie mógł jednostronnie skierować pracownika do pracy z domu w czasie trwania stanu nadzwyczajnego, stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii oraz przez 3 miesiące od ich odwołania. Dodatkowo także w okresie, kiedy z powodu siły wyższej pracodawca nie będzie mógł zapewnić warunków pracy zgodnych z zasadami BHP.

Całkiem nową opcję stanowi wprowadzenie pracy zdalnej w uzgodnieniu z pracownikiem lub na jego wniosek. Uzgodnienie między stronami umowy o pracę będzie mogło być zawarte przed lub w trakcie zatrudnienia. Ponadto każdy pracownik będzie mógł złożyć wniosek o zastosowanie pracy zdalnej. Odmowa w przypadku pracowników sprawujących opiekę nad osobą niepełnosprawną, wychowującego dziecko do 4 roku życia oraz pracownic w ciąży będzie możliwa jedynie, jeżeli praca zdalna nie jest możliwa ze względu na organizację lub rodzaj pracy wykonywanej przez pracownika.

W każdym momencie pracodawca lub pracownik, którzy uzgodnili pracę zdalną w trakcie trwania umowy o pracę, będą mogli złożyć wniosek o powrót do trybu stacjonarnego. Po złożeniu takiego dokumentu powrót do pracy stacjonarnej będzie musiał nastąpić najpóźniej w ciągu 30 dni.

Koszty pracy zdalnej

Pracodawca będzie zobowiązany zapewnić pracownikowi materiały i narzędzia niezbędne do wykonywania pracy zdalnej. Pracownik po uzgodnieniu z pracodawcą będzie mógł korzystać z własnego sprzętu do pracy zdalnej, jednak w takim wypadku należny mu będzie ekwiwalent. Ponadto pracodawca będzie musiał pokryć koszty energii elektrycznej oraz usług telekomunikacyjnych niezbędnych do wykonywania pracy zdalnej. Zwrot kosztów może nastąpić w wartości realnej lub w formie uzgodnionego między stronami ryczałtu. Przy ustalaniu wysokości ekwiwalentu oraz ryczałtu pracodawca musi wziąć pod uwagę ceny materiałów i urządzeń, a także ceny prądu i usług telekomunikacyjnych.

Warto zwrócić uwagę, że zgodnie z zawartymi w projekcie przepisami przejściowymi, mogą one wejść w życie już w ciągu 14 dni od ogłoszenia, pracodawcy więc nie będą mieli zbyt wiele czasu na wdrożenie ich w swoich przedsiębiorstwach.

Mateusz Boguszewski, Główny Księgowy w firmie inFakt

Kraków wciąż atrakcyjny dla deweloperów i najemców

Krakowski rynek biurowy w pierwszym półroczy powiększył się o 47 700 m kw., a w trakcie realizacji jest 170 000 m kw. Atrakcyjny dla deweloperów Kraków, jest równie chętnie wybierany przez firmy rozwijające swoją działalność. Potwierdzeniem tego jest aktywność najemców, którzy od stycznia do czerwca 2022 roku podpisali umowy na 109 000 m kw. powierzchni biurowej.

Na koniec czerwca 2022 roku zasoby biurowe Krakowa wyniosły blisko 1,67 mln m kw., co pozwoliło zachować pozycję lidera na tle pozostałych miast regionalnych. Od początku roku powierzchnia biurowa powiększyła się o 47 700 m kw., co stanowiło ponad 15% całkowitego wolumenu powierzchni oddanej do użytku w miastach regionalnych. W II kwartale roku oddano do użytku projekty MK29 (11 000 m kw., Caishen Capital Group), The Park Cracow I (11 800 m kw., White Star) oraz Rondo I Business Office (3 500 m kw., Howell).

„Kraków z uwagi na swój wyjątkowy klimat, silne zaplecze akademickie oraz blisko 250 firm jedynie z sektora BSS jest atrakcyjną destynacją zarówno dla deweloperów, jak i najemców. W rankingach, na które powołują się polskie miasta, stolica Małopolski często jest w czołówce. Dla przykładu można wspomnieć o pierwszej pozycji w kategorii dużych miast za przyjazność dla biznesu oraz drugie miejsce w obszarze kapitału ludzkiego i stylu życia w rankingu European Cities and Regions of the Future 2022/2023,” – wyjaśnia Aleksandra Markiewicz, Dyrektor w dziale Reprezentacji Najemcy w Knight Frank.

Na etapie budowy w Krakowie pozostaje wciąż ponad 170 000 m kw. powierzchni biurowej, a przy zachowaniu terminów przez deweloperów, do końca roku na lokalny rynek trafi 20% realizowanej obecnie powierzchni. Największymi inwestycjami w budowie są Ocean Office Park B (28 600 m kw., Cavatina Holding) oraz Kreo (24 000 m kw., Ghelamco Poland).

„Nowa podaż może przyciągnąć firmy do tej pory nieobecne na krakowskim rynku oraz zachęcić dotychczasowych najemców do pozostania w Krakowie. Tylko w II kwartale roku aktywność krakowskich najemców zakończyła się wolumenem transakcji na poziomie 74 000 m kw., co było wynikiem wyższym o 51% w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Warto tutaj zaznaczyć, że jest to najlepszy wynik spośród miast regionalnych,” – dodaje Katarzyna Bojar, Młodszy Konsultant w dziale Badań Rynku w Knight Frank.

Analizując udział poszczególnych umów w wolumenie transakcji, największy udział przypadł nowym umowom – 58% (z czego umowy pre-let to 62%). Na kolejnej pozycji znalazły się renegocjacje – blisko 41%, zaś ekspansje odpowiadały za niecały 1%.

W pierwszym półroczu 2022 roku, wolumen transakcji wyniósł 109 000 m kw. powierzchni biurowej.

Mimo wysokiego popytu wskaźnik pustostanów na koniec II kw. roku wyniósł 16,2% i osiągnął najwyższy wynik w historii ostatnich 10 lat (wzrost o 0,6 pp. kw/kw oraz 0.7 pp. r/r).

Czynsze wywoławcze w Krakowie na koniec czerwca 2022 roku wahały się od 10,00 EUR do 16,00 EUR/m kw. miesięcznie.

Ulga na działalność badawczo-rozwojową B+R – najnowsze stanowiska organów podatkowych

Ulga badawczo-rozwojowa jest atrakcyjnym instrumentem podatkowym, pozwalającym na znaczne obniżenie zobowiązania podatkowego. Polski Ład dodatkowo uatrakcyjnił tę ulgę poprzez umożliwienie połączenia jej z ulgą IP box oraz zwiększenie do 200% możliwości odliczenia kwoty kosztów kwalifikowanych. Jak każda preferencja, także ulga B + R jest obwarowana szeregiem warunków, co powoduje, że w tym zakresie Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej wydał już setki indywidualnych interpretacji podatkowych. Jakie jest najbardziej aktualne stanowisko organów podatkowych w tym zakresie?

Licencje

Podatnicy nabywający licencje do programów zastanawiają się czy mogą rozliczyć je w ramach ulgi B + R. Zasadniczo fiskus dopuszcza taką możliwość, niemniej zwraca uwagę, że dotyczy ona tylko części wydatku związanego z działalnością badawczo-rozwojową. Innymi słowy w sytuacji, gdy licencje będą wykorzystywane częściowo do działalności badawczo-rozwojowej, a częściowo do pozostałej działalności podatnika, to w takim przypadku koszty nabycia licencji jednorocznych będą stanowić koszty kwalifikowane, tylko w takiej części, w jakiej będą służyć prowadzonej działalności badawczo-rozwojowej (interpretacja z dnia 16 maja 2022 r. sygn. 0111-KDIB1-3.4010.62.2022.2.BM).

Materiały

Poza wydatkami pracowniczymi drugą dużą grupą kosztów kwalifikowanych są koszty materiałów wykorzystanych w działalności badawczo-rozwojowej. Należy zaznaczyć, że nie chodzi jedynie o materiały badawcze, ale także wydatki związane z nabyciem składników majątku zużywanych, w tym materiałów i surowców bezpośrednio związanych z prowadzoną działalnością badawczo-rozwojową. Dla przykładu można wskazać interpretację z dnia 25 kwietnia 2022 r. sygn. 0111-KDIB1-3.4010.677.2021.3.IM, gdzie jako materiały zakwalifikowano części do form, elektrody, oringi, uszczelki, przewody, grzałki, klucze, szlifierki, przyłącza, pasy itp.., które służyły do prowadzenia działalności badawczo-rozwojowej.

Zarządzanie i administrowanie projektami

Kolejna ciekawa interpretacja z dnia 13 maja 2022 r. sygn. 0111-KDIB1-3.4010.81.2022.2.BM dotyczyła możliwości zaliczenia wydatków na zarządzanie i administrowanie projektami B+R do kosztów kwalifikowanych. Z procesem badawczo-rozwojowym związana jest nieodłącznie konieczność odpowiedniego planowania i zarządzania projektami badawczo-rozwojowymi w aspekcie naukowo-technicznym, ale też administracyjnym. Zgodnie z interpretacją działania realizowane przez przedsiębiorców wyłącznie na potrzeby projektów B+R są traktowane jako działalność o charakterze badawczo-rozwojowym i koszty poniesione na taką działalność mogą stanowić koszty kwalifikowane.

Obowiązek wyodrębnienia kosztów

Regulacje związane z ulgą B+R nakładają na podatnika chcącego skorzystać z ulgi badawczo-rozwojowej obowiązek wyodrębnienia kosztów ponoszonych w związku z działalnością badawczo-rozwojową. Ustawa nie precyzuje jednak w jaki sposób to wyodrębnienie powinno zostać wykonane. Wyodrębnienie kosztów na działalność badawczo-rozwojowej w ewidencji rachunkowej ma być podstawą do kalkulacji ulgi badawczo-rozwojowej. Jak zatem wskazano w interpretacji z dnia 19 kwietnia 2022 r. sygn. 0111-KDIB1-3.4010.510.2021.2.AN podatnik ma obowiązek dokonać wyodrębnienia w taki sposób, aby możliwe było zidentyfikowanie kosztów kwalifikowanych, dających prawo do skorzystania z ulgi w kwocie odpowiedniej dla danej kategorii.

Dofinansowanie wynagrodzeń z tarczy antykryzysowej

Zwrot kosztów sfinansowanych z jakiegokolwiek źródła, w tym w ramach tarczy antykryzysowej, należy uwzględnić w ramach rozliczenia kosztów kwalifikowanych tj. wydatki sfinansowane z tarczy nie mogą stanowić kosztów kwalifikowanych (interpretacja z dnia 15 kwietnia 2022 r. sygn. 0111-KDIB1-3.4010.511.2021.2.JKU).

Marketing przez social media

Część podatników próbuje zaliczać do kosztów kwalifikowanych wydatki na cele marketingowe. W takich przypadkach fiskus wskazuje, że poszukiwanie oraz docieranie do potencjalnych klientów drogą internetową poprzez social media, nie stanowią działalności badawczo-rozwojowej, przez co wydatki na taką działalność nie stanowią kosztów kwalifikowanych – interpretacja z dnia 7 kwietnia 2022 r. sygn. 0111-KDIB1-3.4010.8.2022.2.PC.

Nieobecność pracownika

Natomiast pytanie, które na chwilę obecną nie doczekało się jednolitej linii orzeczniczej brzmi jak kwalifikować koszty pracownika B+R, który przebywa na urlopie. Przeważający pogląd wskazuje, że wynagrodzenie za czas nieobecności w pracy jest kosztem kwalifikowanym. Przykładowo w wyroku WSA w Poznaniu z 13.05.2021 r., sygn. I SA/Po 163/21 WSA wskazał: „Jeżeli pracownik przeznacza cały swój czas pracy na działalność badawczo-rozwojową, to wówczas wydatki związane z czasem jego usprawiedliwionej nieobecności w pracy winny być uwzględnione w pełnej wysokości, albo w określonej proporcji, gdy pracownik poświęca na badania jedynie część swojego czasu, w odniesieniu do całego czasu pracy.” Podobnie wypowiedział się WSA w Poznaniu w wyroku z 12.05.2021 r., sygn. I SA/Po 826/20. Z kolei w wyroku WSA w Gdańsku z 18.05.2021 r., sygn. I SA/Gd 232/21, wskazano, że „Odliczeniu w ramach ulgi badawczo-rozwojowej, w myśl art. 18d ust. 1 w zw. z art. 18d ust. 2 pkt 1 u.p.d.o.p., nie podlegają kwoty wynagrodzenia za czas choroby i urlopu oraz składek od tych należności”. W tym przypadku należy więc oczekiwać wyroku NSA.

Autor: Robert Nogacki, właściciel Kancelarii Prawnej Skarbiec specjalizującej się doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Złoty traci czekając na FED

Polska waluta ma dzisiaj wyraźnie słabszy dzień. Wczorajszy też nie był najlepszy. Dzisiejsze zmiany stóp procentowych za Oceanem pokażą nam, jak będą kształtowały się kolejne.

Odwrót od złotego

Po bardzo dobrym półtora tygodnia dla złotego rozpoczęła się korekta. Jeszcze w poniedziałek euro przez chwilę spadło poniżej 4,70 zł. Dzisiaj jednak na moment sięgnęło 4,79 zł. Powody tych wydarzeń znajdują się w sporej części na rynkach światowych. W podobnym czasie dolar umocnił się o około 1% względem euro. Tym samym zassał z rynku europejskiego bardzo dużo kapitału. Jak to często ma miejsce w takich sytuacjach, wraz z tym ruchem złoty wyraźnie tracił. Dzisiaj o godzinie 20:00 odbędzie się konferencja FED. Już teraz inwestorzy podkupują dolara licząc na wysoki wzrost stóp procentowych. Jeżeli do niego dojdzie możemy spodziewać się dalszej słabości naszej waluty.

USA dalej uwalnia ropę

Amerykanie ponownie rzucają na rynek rezerwy surowca. Tym razem mowa o 20 mln baryłek ropy, czyli około 25% dziennej produkcji światowej, by lepiej zobrazować skalę zjawiska. Tak duże wrzutki powodują oczywiście chwilowe obniżki cen, aczkolwiek w długim okresie rynku to nie zmieni. Zwolennicy teorii spiskowych zwracają uwagę, że być może USA wierzy w spadek cen ropy w długim okresie. Kraj ten ma uwalniać zapasy ropy teraz by potem odkupić je znacznie taniej gdy ceny spadną. Celem uwalniania rezerw jest jednak zduszenie cen paliw na stacjach, które osiągają w USA bardzo wysokie jak na tamten rynek poziomy. Ciężko ocenić bezpośrednią skuteczność tych działań przy mnogości czynników wpływających na ceny ropy. Krytycy zwracają uwagę, że surowiec ten płynie również za granicę, ale nie można się temu dziwić na tak płynnym rynku.

Węgrzy podnieśli stopy procentowe do ponad 10%

Decyzja Banku Węgier nie była zaskoczeniem. Rynek spodziewał się wzrostu o 1% do 10,75% i tyle otrzymał. Węgrzy wyraźnie odważniej walczą z inflacją niż Polska czy Czechy, gdzie poziomy są nawet nie na 2/3 tego co na Węgrzech. Budapesztowi nie grozi jednak nadmierne umocnienie forinta w wyniku podnoszenia stóp procentowych. W ostatnich miesiącach umocnienie HUF w ogóle nie grozi. Waluta ta ma bowiem fatalną passę od momentu wygrania wyborów, m.in. dzięki gigantycznym podwyżkom w budżetówce i kilku bardzo niesympatycznym gestom przyjaźni węgiersko-rosyjskiej. Po samej decyzji forint utrzymywał wartość, a do końca dnia nieznacznie stracił. Musimy pamiętać, że na Węgrzech dla osób fizycznych zamrożono oprocentowanie kredytów, dlatego właśnie te podwyżki nie zabijają obywatel wzrostem rat.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
20:00 – USA – decyzja w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Jak idzie sprzedaż nowych mieszkań? Deweloperzy odpowiadają

Jak dużo mieszkań sprzedali deweloperzy w drugim kwartale tego roku? Jak tegoroczne wyniki mają się do zeszłorocznych? Jaki jest popyt? Jak firmy oceniają możliwości sprzedażowe w kolejnych miesiącach? Sondę opracował serwis nieruchomości dompress.pl

Andrzej Oślizło, prezes zarządu Develia S.A.

W kontekście sytuacji rynkowej osiągnięty wynik sprzedaży w drugim kwartale br. oceniamy jako zadowalający. W skali całego, pierwszego półrocza 2022 zakontraktowaliśmy 966 mieszkań, co oznacza w ujęciu r./r.  mniejszy spadek niż 10 proc. Podobnie jak inni deweloperzy, nasza spółka mierzy się z wieloma wyzwaniami. Przede wszystkim z dalszym wzrostem stóp procentowych i ograniczeniem zdolności kredytowej klientów. Rynkowi sprzyjać będzie natomiast popyt ze strony nabywców inwestycyjnych – indywidualnych i instytucjonalnych. Ci pierwsi dalej będą lokować swój kapitał w nieruchomościach, gdyż, mimo podwyżek, przy dwucyfrowej inflacji realna stopa procentowa pozostaje głęboko ujemna. Mieszkania, które w ostatnich latach drożały o 10-12 proc. rocznie, dobrze sprawdzają się jako aktywa chroniące oszczędności przed utratą wartości.

W 2021 roku nabywcy gotówkowi odpowiadali za 50 proc. wszystkich transakcji, a obecnie odsetek ten wynosi aż 70-80 proc. Z kolei fundusze inwestycyjne działające w ramach najmu instytucjonalnego (PRS) powinny być bardziej zainteresowane zakupami dużych pakietów lokali lub nawet całych osiedli. Spodziewamy się, że popyt na tego typu nieruchomości będzie rósł wskutek migracji do Polski obywateli Ukrainy oraz przejścia na rynek wynajmu tych osób, które utraciły zdolność kredytową. Dla rynku sprzedaży mieszkań w drugiej połowie roku kluczowe znaczenie może mieć polityka monetarna i jej działania, a w szczególności wysokość stóp procentowych NBP i zapowiedzi, co do kierunków ich zmian w bliższym i dalszym terminie.

Bartosz Kuźniar, prezes zarządu Lokum Deweloper S.A.

W pierwszym półroczu zakontraktowaliśmy 177 mieszkań, z czego 104 w drugim kwartale br.  Wynik ten był o 53 proc. niższy niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Dodać jednak należy, że także nasza oferta była w tym okresie również o połowę mniejsza. Na sprzedaż istotny wpływ miało wprowadzenie Polskiego Ładu, który obniżył wynagrodzenia, wysoka inflacja, wybuch wojny, ale nade wszystko seria gwałtownych podwyżek stóp procentowych i zaktualizowana, restrykcyjna rekomendacja KNF dotycząca badania zdolności kredytowej.

W wyniku działań NBP i KNF dziś na rynku pierwotnym transakcji dokonują w zasadzie tylko osoby o wysokich zarobkach lub dysponujące gotówką. Część transakcji, z uwagi na dynamicznie rosnące stawki najmu, stanowią zakupy inwestycyjne. Jednocześnie duży wzrost kosztów materiałów, wynagrodzeń, gruntów pod zabudowę czy finansowania inwestycji nieuchronnie przekłada się na wzrost cen mieszkań, niezależnie od niskiego popytu.

Rozumiejąc dzisiejszą trudną sytuację potencjalnych nabywców zdecydowaliśmy się na odroczenie startu nowych inwestycji do czasu, gdy zdolność kredytowa klientów się poprawi. Oznacza to oczywiście jeszcze skromniejszą ofertę i niższe planowane wolumeny sprzedaży w drugiej połowie roku.

Angelika Kliś, członek zarządu Atal

W drugim kwartale 2022 roku spółka zawarła 587 umów deweloperskich i przedwstępnych. W ujęciu półrocznym spadek wynosi około 35 proc. Przy interpretacji tych wyników trzeba jednak pamiętać o bardzo wysokiej bazie porównawczej, bowiem poprzedni rok był pod względem sprzedaży rekordowy. W drugim półroczu spodziewamy się zbliżonych wyników. W naszym przypadku na plus powinno zadziałać niedawne uruchomienie sprzedaży w nowych, oczekiwanych przez rynek inwestycjach, na przykład w wysokościowcu Atal Olimpijska. Odbiorcami prestiżowych inwestycji, jak ta w Katowicach, są klienci, którzy w mniejszym stopniu lub wcale finansują zakup kredytem.

Cezary Grabowski, dyrektor ds. Sprzedaży i Marketingu Bouygues Immobilier Polska

Sytuacja w tym roku bardzo się zmieniła w porównaniu do roku poprzedniego. Dotyczy to przede wszystkim elementów kształtujących dynamikę popytu. Jednak nadal obserwujemy duże zainteresowanie mieszkaniami. Nasz wynik sprzedażowy w drugim kwartale tego roku był lepszy od osiągniętego w pierwszym kwartale br., co oczywiście bardzo nas cieszy. W związku ze wzrostem stóp procentowych i trudniejszym dostępem do kredytów dla klientów indywidualnych, zauważalny jest spadek zainteresowania zakupem lokali przez osoby sięgające po tego rodzaju finansowanie.

Jednak dostępność kredytów to nie jedyny element decydujący o poziomie popytu na rynku mieszkaniowym. Warto zwrócić uwagę na fakt, że w 2021 roku 6 na 10 naszych klientów realizowało zakup mieszkania przy pomocy gotówki. W tym roku, równocześnie z mniejszą liczbą klientów korzystających z kredytów, odnotowaliśmy duży wzrost zakupów za gotówkę, co zaowocowało wspomnianymi, dobrymi wynikami sprzedaży.

Joanna Chojecka, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu na Warszawę i Wrocław w Grupie Robyg

W pierwszym półroczu 2022 roku Grupa Robyg podpisała 1241 umów deweloperskich i przedwstępnych oraz 1083 umowy rezerwacyjne w Warszawie, Trójmieście, Poznaniu i Wrocławiu. Spółka rozpoznała w przychodach 785 lokali.

Pierwsze półrocze 2022 roku było trudne dla całej gospodarki i Polaków. Wszyscy wspieraliśmy obywateli Ukrainy. Rynek mieszkaniowy także nagle zmienił się ze względu na rosnące stopy procentowe i wysoką inflację. Mimo to firma realizuje swoje cele, wprowadzając kolejne inwestycje do sprzedaży. Zgodnie ze strategią ogłoszoną wraz z wynikami 2021 roku zmieniliśmy nasze cele i przekierowaliśmy działania częściowo na rynek PRS. Wszystkie nasze budowy są prowadzone zgodnie z harmonogramami. Staramy się utrzymywać stabilną i płynną działalność zarówno w zakresie budowy, jak i sprzedaży mieszkań. Szukamy też gruntów w różnych lokalizacjach i nie wykluczamy wejścia do nowych miast. Teraz oczekujemy na zapowiedziane działania rządu wspierające kredytobiorców i nabywców mieszkań. To bardzo ważne, aby kupujący mogli w sposób odpowiedzialny budować swoją przyszłość. Posiadanie mieszkania determinuje w dużej mierze decyzje rodzinne, a więc wpływa bezpośrednio na demografię.

Boaz Haim, prezes Ronson Development

W drugim kwartale 2022 roku zakontraktowaliśmy sprzedaż 114 lokali i dostarczyliśmy 77 lokale. Nasze wyniki sprzedażowe są naturalnym efektem obecnej sytuacji ekonomicznej, a w szczególności spowolnienia w zakresie udzielania kredytów hipotecznych klientom. Jednocześnie widzimy poprawę względem pierwszego kwartału tego roku. Odnotowaliśmy 15 proc. wzrost, dlatego pozostajemy optymistami.

Doświadczenia związane z pandemią oraz wybuchem wojny w Ukrainie nauczyły nas elastycznego reagowania na zmiany rynkowe. Jeszcze mocniej różnicujemy też naszą ofertę, aby odpowiadać na zmieniające się potrzeby i możliwości finansowe naszych klientów. Część mieszkań w projektach Miasto Moje oraz Viva Jagodno będzie kwalifikować się do rządowych programów wsparcia, a już w przyszłym roku oddamy pierwsze 100 mieszkań dedykowanych segmentowi PRS w inwestycji Ursus Centralny. Nasze statystyki sprzedażowe pokazują, że obecnie około 30 proc. klientów wspomaga się w niewielkim stopniu kredytem, a 70 proc. realizuje zakup za gotówkę.

Sebastian Barandziak, prezes zarządu Dekpol Deweloper

W drugim kwartale 2022 roku zrealizowaliśmy zakładany plan sprzedaży. W porównaniu do ubiegłego roku kontraktacja była mniejsza o około 30 proc. Biorąc pod uwagę rodzaj dostępnej oferty w pierwszym półroczu 2022 oraz dalsze plany firmy w bieżącym roku, a także tegoroczną sytuację gospodarczą w kraju i na arenie międzynarodowej, odnotowana różnica w poziomie kontraktacji nie była zaskoczeniem i została przewidziana.

Z racji zdywersyfikowanej oferty oraz wielu lat doświadczenia na rynku oceniamy możliwości sprzedażowe umiarkowanie pozytywnie. Spora część naszych projektów to inwestycje w standardzie premium, które w większości nabywane są przez klientów gotówkowych. Dodatkowo, dzięki długoletniej obecności na rynku posiadamy rozbudowaną bazę klientów, a także umiejętności w tworzeniu nowych ścieżek pozyskiwania nabywców, co pozwala nam trafiać do osób posiadających budżet, pozwalający na zakup zarówno przy posiłkowaniu się finansowaniem zewnętrznym, jak i bez niego.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Tegoroczne wyniki sprzedażowe są znacząco niższe od ubiegłorocznych. Obserwujemy spadek, nie tyle zainteresowania zakupem, co dokonywanych rezerwacji i w efekcie zawieranych umów. Wielu klientów jest zmuszonych do rezygnacji z kupna mieszkań ze względu na brak zdolności kredytowej. W przypadku naszej firmy na spadek sprzedaży miało też wpływ przesunięcie w czasie wprowadzenia nowych etapów inwestycji. Ze względu na przewidywane koszty realizacji projektów zdecydowaliśmy się odczekać kilka miesięcy, żeby móc zweryfikować koszty, a co za tym idzie rentowność inwestycji . W takiej sytuacji brak możliwości uzupełnienia oferty w naturalny sposób pociąga za sobą spadek sprzedaży. Z informacji płynących z rynku wynika, że jest to obecnie dość powszechna strategia stosowana przez firmy deweloperskie.

Małgorzata Ostrowska, dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Pierwsza połowa roku zakończyła się nieco słabszymi wynikami niż rok wcześniej, ale nadal utrzymywał się duży popyt, zwłaszcza inwestycyjny, stymulowany w znacznym stopniu przez klientów gotówkowych. Przed nami druga połowa roku i nowe wyzwania.

Marcin Michalec, CEO Okam

Cały rynek deweloperski mierzy się teraz ze spowolnieniem, spowodowanym sytuacją makroekonomiczną oraz pogarszającą się kondycją krajowej gospodarki. Inflacja, w tym rosnące ceny materiałów budowlanych, wojna w Ukrainie, spadek siły nabywczej i niska zdolność kredytowa, wszystko to odbija się negatywnie na branży, która odnotowuje spadki w porównaniu z poprzednimi latami. Choć obecna sytuacja geopolityczna i ekonomiczna nie pozostawia miejsca na duży optymizm, wciąż mamy nadzieję na stabilizację w dłuższej perspektywie.

Aktualnie obserwujemy, że w ramach naszych inwestycji mieszkania kupują w dużej mierze klienci dysponujący gotówką, traktujący zakup w kategorii inwestycji z przeznaczeniem również na najem.

Mariola Żak, dyrektor sprzedaży i marketingu w Aurec Home

Ubiegły rok przyniósł branży ponadprzeciętne wyniki. Planując sprzedaż w tym roku założyliśmy zmianę tempa sprzedaży. Plany, jakie przyjęliśmy są wysokie, jak na okoliczności, które dotykają obecnie gospodarkę. Jednak mimo to realizujemy je systematycznie.

Kolejne podwyżki stóp procentowych systematycznie zmniejszają liczbę osób, które mogą pozwolić sobie na kredyt. Powodem są nie tylko wysokie raty, ale także brak zdolności kredytowej, której uzyskanie teraz graniczy z cudem. Zauważyliśmy jednak, że klienci tak łatwo nie rezygnują z zakupu mieszkania, dzwonią, pytają, korzystają z porad naszych konsultantów. Częściej decydują się na mniejsze lokale lub szukają alternatywnych sposobów na zakup własnego M. Dlatego wychodzimy im naprzeciw i oferujemy korzystny system płatności 20/80. 80 proc. ceny płatne jest po zakończeniu budowy. Ponadto klienci, którzy na zakup mieszkań potrzebują uruchomić kredyt hipoteczny mogą liczyć na naszą pomoc.

Wojciech Chotkowski, prezes zarządu Aria Development

Obserwujemy spowolnienie sprzedaży, ponieważ wzrosła inflacja oraz znacząco spadła zdolność kredytowa nabywców. Nasze projekty cechują ekonomiczne ceny i dogodna lokalizacja na obrzeżach Warszawy, dlatego jesteśmy przekonani, że popyt na nasze mieszkania będzie na odpowiednim poziomie.

Wynajem długoterminowy aut i Rent a Car w I półroczu 2022

Branża drugi kwartał z rzędu notuje zwiększony udział w sprzedaży nowych aut do firm – po wynajem długoterminowy sięga już 3 na 10 przedsiębiorców w Polsce.

Problemy z dostępnością nowych samochodów utrzymują się już od około roku i wiele wskazuje na to, że pozostaną z nami dłużej. Eksperci twierdzą, że sytuacja taka może występować również w przyszłym roku. Ograniczona podaż to obecnie najważniejszy czynnik kształtujący obraz rynku motoryzacyjnego w Polsce i Europie. Sprzedaż nowych aut osobowych do klientów firmowych w Polsce, którzy od wielu lat są fundamentem rynku motoryzacyjnego w naszym kraju, była w pierwszym półroczu 2022 r. niższa o 16,6% niż rok wcześniej. Jednakże, zgodnie z danymi opublikowanymi przez PZWLP, w przypadku wynajmu długoterminowego poziom sprzedaży (tj. zakupu aut przez branżę) w pierwszych sześciu miesiącach bieżącego roku był tylko nieznacznie niższy, bo o 2,5%, aniżeli w 2021 r., co świadczy o wciąż szybko rosnącej popularności tego rozwiązania. W przypadku aut nabywanych w klasycznym leasingu, kredycie, czy ze środków własnych spadek był znacznie większy i wyniósł już 18,9% r/r. Z tego powodu udział wynajmu długoterminowego w sprzedaży nowych samochodów osobowych do firm kształtował się w pierwszym półroczu 2022 r. na poziomie 28,9%, co oznacza, że branża ustanowiła nowy rekord w tym zakresie. Warto podkreślić, że jest to kolejny z rzędu rekordowy udział wynajmu długoterminowego w sprzedaży, poprzedni został odnotowany przez PZWLP po pierwszym kwartale tego roku. W efekcie tempo wzrostu floty branży wynajmu długoterminowego na koniec czerwca wyniosło 9,6% r/r, co oznacza, że niemalże powróciło do rezultatów osiąganych przed pandemią. Dane PZWLP pokazują, że do dobrej kondycji wraca także branża Rent a Car (wypożyczalnie samochodów), która na koniec półrocza osiągnęła tempo wzrostu floty 16,3% r/r.

Trudna sytuacja na rynku motoryzacyjnym, spowodowana ograniczoną dostępnością nowych samochodów, zdominowała pierwsze półrocze 2022 roku. Sprzedaż aut notuje spadki nie tylko w Polsce, ale i w całej Europie. Eksperci zakładają, że obecny stan może utrzymać się dłużej niż przewidywały pierwotne prognozy i może być odczuwalny na pewno w tym, ale także jeszcze do końca przyszłego roku. Coraz częściej pojawiają się również opinie, że podobnie jak pandemia koronawirusa na trwałe zmieniła świat np. w zakresie sposobie pracy, tak obecny kryzys związany z niedoborem nowych samochodów, może wprowadzić swego rodzaju „nową normalność” na rynku motoryzacyjnym.

Sprzedaż całkowita samochodów osobowych, a więc do klientów indywidualnych i firmowych łącznie, spadła w pierwszym półroczu 2022 roku w Polsce o 12,3% w porównaniu z analogicznym czasem w 2021 r. Jak się okazuje, średnia dla całej Unii Europejskiej w tym zakresie jest jeszcze gorsza – na całym rynku unijnym sprzedaż nowych aut była niższa o 14% r/r.

Relatywnie duży (14,6% r/r) spadek w pierwszym półroczu 2022 r. zanotował import aut używanych do Polski. Od stycznia do końca czerwca do naszego kraju trafiło 367 tys. samochodów używanych, wobec 430 tys. w tym samym okresie w zeszłym roku. W zestawieniu z danymi na temat sprzedaży nowych aut do klientów indywidualnych, gdzie okazuje się, że sprzedaż w tym segmencie rynku pozostała na tym samym poziomie co rok wcześniej, jest to dobra informacja. Eksperci PZWLP podchodzą jednak do niej z dużą rezerwą. Mniejszy import jest niestety przede wszystkim spowodowany niedoborami aut na rynku wtórnym także za naszą granicą.

Wynajem długoterminowy jako jedyna forma finansowania aut dla firm utrzymuje sprzedaż na poziomie zbliżonym do tego sprzed roku

Za zdecydowaną większość zakupów samochodów osobowych w polskich salonach wciąż odpowiadały firmy, które były nabywcami 7 na 10 pojazdów (70,3%). Firmy zakupiły łącznie 149,5 tys. aut osobowych. Osoby prywatne nabywały niemalże co trzecie auto (29,7%). Łącznie z salonów wyjechało w pierwszym półroczu prawie 212,5 tys. samochodów osobowych, mniej o prawie 30 tys. (o 12,3%) niż w analogicznym czasie rok wcześniej.

Co ciekawe, sprzedaż wśród klientów indywidualnych była w pierwszym półroczu 2022 na w zasadzie identycznym poziomie co w zeszłym roku, spadek był symboliczny (0,2%). W przypadku firm sprzedaż była już niższa o 16,6% r/r. Jednakże, podobnie jak od dłuższego, spadki w przypadku poszczególnych rodzajów finansowania nowych samochodów dla firm, znacząco się od siebie różniły. Relatywnie największe wystąpiły w klasycznym leasingu, kredycie i przy zakupie ze środków własnych liczonych łącznie – w tym przypadku spadek wyniósł 18,9% r/r. Zbliżony do pierwszego półrocza 2021 poziom sprzedaży zachowała natomiast branża wynajmu długoterminowego, gdzie spadek był w porównaniu do konkurencyjnego finansowania niewielki i wyniósł 2,5% r/r.

Co warto podkreślić, pomimo problemów na rynku motoryzacyjnym związanych z podażą, poziom sprzedaży w przypadku wynajmu długoterminowego w pierwszym półroczu 2022 r. był wyraźnie wyższy, bo o 7,2%, niż w analogicznym czasie przed pandemią (w pierwszym półroczu 2019 r.).

Wynajem długoterminowy z drugim rekordowym udziałem w sprzedaży aut do firm z rzędu

Branża wynajmu długoterminowego samochodów zakupiła w pierwszym półroczu 2022 roku 43,3 tys. nowych aut osobowych, co oznacza, że jej udział w sprzedaży samochodów do firm wyniósł 28,9%. Jest to rekordowa wartość odnotowana w historii analiz statystycznych PZWLP. Co więcej, rekord w tym zakresie pada drugi raz rzędu, kwartał po kwartale. Ostatni miał miejsce na koniec marca. W samym drugim kwartale bieżącego roku udział wynajmu długoterminowego w sprzedaży nowych aut osobowych do firm w Polsce był jeszcze wyższy, bo na poziomie 30,4%.

Eksperci PZWLP podkreślają, że rosnącą popularność wynajmu długoterminowego samochodów w Polsce widać szczególnie, gdy analizuje się dane dotyczące udziału tej formy finansowania w sprzedaży aut do firm na przestrzeni kilku ostatnich lat. Dla zobrazowania dużej dynamiki zmian, w pierwszym półroczu 2018 roku udział wynajmu długoterminowego w sprzedaży samochodów do firm wynosił 20,6%. W ciągu tylko 5 lat zwiększył się zatem o blisko połowę, do poziomu 28,9% w pierwszym półroczu bieżącego roku.

Branża przyśpiesza od półtora roku – wynajem rośnie już w tempie 9,6% r/r

Bardzo dobre wyniki wynajmu długoterminowego samochodów są widoczne również w najważniejszym wskaźniku PZWLP mierzącym rozwój tej branży w Polsce, a więc łącznej flocie aut znajdującej się na rynku w tej formie finansowania. Dane PZWLP na koniec czerwca 2022 pokazują, że wynajem długoterminowy (łączna liczba pojazdów) rośnie w tempie już 9,6% r/r. Tempo wzrostu branży cały czas się zwiększa, już szósty kwartał z kolei, dzięki czemu wynajem długoterminowy osiągnął na koniec pierwszego półrocza dynamikę rozwoju niemalże porównywalną z tą sprzed pandemii.

Utrzymujące się dynamiczne tempo wzrostu floty aut będących w wynajmie długoterminowym – porównywalne do stanu sprzed pandemii – oraz blisko 30% udział wynajmu długoterminowego w finansowaniu sprzedaży aut do firm potwierdza, że jest to w Polsce coraz bardziej popularna i uznana przez przedsiębiorstwa forma finansowania swoich flot samochodów – mówi Robert Antczak, Prezes PZWLP, Dyrektor Generalny Arval Polska. – Takie rezultaty branży skłaniają do nuty optymizmu, szczególnie, że są osiągane w czasie niespotykanego nigdy wcześniej kryzysu na rynku motoryzacyjnym w postaci trudności w dostępności nowych samochodów. Podczas gdy cały rynek sprzedaży aut notuje spadki, wynajem długoterminowy zachowuje stabilny poziom sprzedaży i właśnie dzięki temu zwiększa swój udział w rynku. Patrząc na dane nie z całego półrocza, a jedynie z samego drugiego kwartału, po wynajem długoterminowy sięgało już ponad 30% firm i przedsiębiorców w Polsce nabywających w tym czasie nowe samochody. A jeszcze 5 lat temu było to ok. 20%, to bardzo duża różnica. Paradoksalnie, duże przyśpieszenie wzrostu udziału wynajmu w sprzedaży samochodów do firm obserwujemy począwszy od 2020 roku, czyli wraz z początkiem trudnych czasów, najpierw z powodu pandemii, a obecnie za sprawą niskiej podaży i szybkiego wzrostu cen nowych aut, kosztów finansowania i kosztów utrzymania auta. Wynajem długoterminowy zyskuje w oczach polskich przedsiębiorców w czasach kryzysu szybciej niż miało to miejsce wcześniej. Przedsiębiorcy doceniają, że wynajem to rozwiązanie stabilne kosztowo przez cały okres trwania wynajmu (gwarantowana stała rata finansowania, ubezpieczenia i kosztów serwisu pomimo rosnących stóp procentowych i presji inflacyjnej), często jest to rozwiązanie tańsze od konkurencyjnych form finansowania, zdecydowanie wygodniejsze a także wpisujące się w obecne trendy rynkowe używania zamiast posiadania i płacenia tylko za to z czego faktycznie korzystam. W wynajmie długoterminowym rata za samochód ustalona na początku umowy będzie przez cały okres jej trwania stała, nie zaskoczą nas wyższe i zmieniające się koszty, dodatkowo, w przeważającej części przypadków, nie jest wymagana żadna opłata wstępna, nie trzeba więc angażować jednorazowo większej gotówki. Prognozy na najbliższą przyszłość są umiarkowanie optymistyczne, niemniej musimy uwzględniać również czynniki makroekonomiczne, takie jak perspektywa niższego wzrostu gospodarczego, turbulencji już nie tylko po stronie podażowej aut, ale też po stronie popytowej u klientów, w tym obniżenie nastrojów przedsiębiorców w najbliższym czasie.

W liczącej ponad 197 tys. flocie samochodów w wynajmie długoterminowym firm PZWLP, na koniec czerwca 2022 r. wśród najpopularniejszych aut znalazły się: Skoda Octavia, Volkswagen Golf, Opel Astra, Volkswagen Passat oraz Toyota Corolla.

Po raz pierwszy w historii Diesli mniej od aut benzynowych w wynajmie długoterminowym

Z danych PZWLP na koniec pierwszego półrocza wynika, że przekroczona została kolejna psychologiczna granica, jeśli chodzi o transformację napędów aut w wynajmie długoterminowym. Po raz pierwszy w historii analiz statystycznych PZWLP udział samochodów z silnikami Diesla nie jest największy. Diesel na koniec pierwszego półrocza reprezentował 45% ogółu, co oznacza, że jego udział zmniejszył się o 5,8 p.p. w ciągu roku. Auta z napędami wysokoprężnymi ustąpiły miejsca samochodom z silnikami benzynowymi, które obecnie posiadają najwyższy udział w rynku, stanowiąc 46,1% całej floty w wynajmie (wzrost udziału o 3,8 p.p. rok do roku). Relatywnie szybko zwiększa się również liczba aut z ekologicznymi napędami (wszelkiego typu hybrydy i w pełni elektryczne), które na koniec czerwca 2022 r. reprezentowały już 8,9% ogółu (wzrost udziału o 2 p.p. w ciągu roku). Warto podkreślić, że drugi kwartał z kolei widoczny jest wyraźny trend zwiększania udziału aut w pełni elektrycznych, które na koniec półrocza stanowiły 0,9% całej floty w wynajmie. W ciągu roku udział elektryków zwiększył się o 0,5 p.p.

Trend odchodzenia we flotach w wynajmie długoterminowym od silników wysokoprężnych jest widoczny już od kilku lat i wynika z ogólnoświatowych kierunków, w których zmierza rynek motoryzacyjny i oferta pojazdów – mówi Frederic Lustig, Członek Zarządu PZWLP, Prezes Carefleet. – Bardzo cieszy fakt, że pomimo, iż samochody elektryczne stanowią w wynajmie długoterminowym wciąż bardzo małą część, to jednak ich ilość zaczęła w ostatnim czasie wyraźnie rosnąć. Przede wszystkim odpowiada za to uruchomiony jesienią zeszłego roku program publicznych dopłat do aut elektrycznych „Mój Elektryk” w wynajmie i leasingu. Po nieco ponad pół roku zaczynamy widzieć jego pierwsze efekty. Jesteśmy przekonani, że z biegiem czasu i wcale nie jest to odległa przyszłość, udział samochodów zeroemisyjnych we flotach w wynajmie długoterminowym będzie wielokrotnie większy niż obecnie. Dzięki publicznemu dofinansowaniu, przynajmniej w przypadku wynajmu długoterminowego, zdecydowanie zmniejszyła się jedna z największych barier rozwoju elektromobilności, to znaczy koszty. Coraz częściej auta elektryczne są oferowane za ratę wynajmu zbliżoną lub nawet niższą w zestawieniu z porównywalnymi autami spalinowymi. Dodatkowo, firmy wynajmu długoterminowego oferują w ramach swoich usług także wsparcie klienta w zakresie infrastruktury do ładowania pojazdów elektrycznych. Wszystko to, w połączeniu z innymi zaletami aut zeroemisyjnych takimi jak niższe koszty utrzymania, komfort i osiągi powoduje, że zainteresowanie samochodami elektrycznymi w wynajmie jest coraz większe.

Średnia emisja dwutlenku węgla nowych samochodów osobowych zakupionych przez branżę wynajmu długoterminowego w drugim kwartale 2022 roku była o 0,6% i 0,8 g/km niższa niż rok wcześniej i wyniosła 133,9 g/km. Jeśli zaś chodzi o auta dostawcze, to średnia emisja w ich przypadku wyniosła 134,5 g/km i była niższa o 20,2% i 34,1 g/km w stosunku do stanu w porównywalnym czasie roku 2021.

Branża Rent a Car z wysokim dwucyfrowym wzrostem 16,3% r/r

Dane PZWLP na koniec pierwszego półrocza 2022 potwierdzają, że najbardziej dotknięta kryzysem wywołanym pandemią branża Rent a Car (wypożyczalnie samochodów) znajduje się obecnie w coraz lepszej kondycji. Branża notuje bowiem już szósty kwartał z kolei dodatnią dynamikę wzrostu, zazwyczaj dwucyfrową. Po drugim kwartale 2022 r. dynamika rozwoju w jej przypadku wyniosła 16,3% r/r.

Branża Rent a Car osiąga obecnie dynamikę wzrostu znaną nam z czasów sprzed pandemii, co więcej, nie jest to jednorazowe, czy krótkotrwałe zjawisko, a wyraźny, stały trend – mówi Paweł Piórkowski, Członek Zarządu PZWLP, Prezes Hertz (Motorent Sp. z o.o.). – Nie mamy już również do czynienia z efektem niskiej bazy, rok temu branża zanotowała bowiem dość wysoki dwucyfrowy wzrost. Ruch turystyczny, biznesowy, lotniczy, czyli główne czynniki mające wpływ na koniunkturę wypożyczalni samochodów, powrócił w zasadzie całkowicie do normy. Obserwujemy również coraz większe zainteresowanie wynajęciem auta z wypożyczalni wśród grup klientów, które wcześniej korzystały z takiego rozwiązania rzadko. Po auto z wypożyczalni coraz częściej sięga tzw. statystyczny Kowalski, na przykład na potrzeby wakacyjnego wyjazdu, przy okazji przeprowadzki, czy awarii własnego samochodu. Natomiast, branża Rent a Car musi się obecnie mierzyć z trudnościami w wymianie floty ze względu na ograniczoną dostępność nowych samochodów. Na horyzoncie rysuje się również perspektywa obniżonego wzrostu gospodarczego i jest to czynnik, który należy uwzględniać we wszelkiej działalności gospodarczej. Patrzymy więc w przyszłość z umiarkowanym optymizmem.  

Branża Rent a Car jest reprezentowana w PZWLP przez 6 dużych, sieciowych, polskich i międzynarodowych wypożyczalni samochodów, których łączna flota* w usługach wynajmu krótkoterminowego (1-30 dni) oraz średnioterminowego (1 miesiąc – 2 lata) wynosiła na koniec czerwca 2022 roku 15,8 tys. aut.

 * – bez floty firmy Avis Budget / Jupol – Car

Nowe mieszkania w Warszawie coraz droższe, mimo spadającej sprzedaży

Drugi kwartał na warszawskim rynku mieszkaniowym nie przyniósł obniżki cen nowych lokali. Te, mimo spadającej sprzedaży, wzrosły w porównaniu do poprzedniego kwartału o 3%. A jak zmieniła się w tym czasie oferta w poszczególnych dzielnicach?

Stołeczny rynek mieszkaniowy ze zrozumiałych względów zwraca dużą uwagę analityków i nabywców mieszkań. Na tym największym w Polsce rynku deweloperskim niekiedy z pewnym wyprzedzeniem widać zmiany, które dopiero nastąpią w innych miastach. Warto zatem przyjrzeć się ofercie stołecznych deweloperów z II kw. 2022 r. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl zaprezentowali najważniejsze zmiany, które od początku kwietnia do końca czerwca br. dotyczyły podaży oraz cen nowych stołecznych lokali.

Liczba inwestycji: na rynku jest więcej projektów

Analitycy dość często zwracają uwagę, że w warunkach malejącego popytu deweloperzy powinni zmniejszać swoją ofertę nowych „M”. W przeciwnym razie, pojawi się presja na spadek cen metrażu. Oczywiście jest ona niekorzystna dla inwestorów. Dlatego najnowsze dane dotyczące liczby stołecznych projektów mogą wydawać się nieco zaskakujące. W ujęciu kwartalnym, liczba aktywnych inwestycji deweloperskich w stolicy wzrosła bowiem z 208 do 226.Mapa 1 - Warszawa - mapa inwestycji

Największy wpływ na wzrost liczby stołecznych inwestycji miały dodatnie zmiany widoczne na terenie Białołęki (+7) oraz Pragi-Południe (+4). W przypadku tej drugiej dzielnicy, deweloperzy postanowili odbudować swoją ofertę, która wcześniej podlegała szybkiej wyprzedaży. Niestety, taka odbudowa podaży obecnie wiąże się z wyższymi cenami wprowadzanych na rynek lokali. Mapa 2 - Dzielnice z największą liczbą inwestycji

Podaż nowych lokali: są dobre wieści z Białołęki

Informacje dotyczące liczby lokali oferowanych na sprzedaż przez deweloperów potwierdzają kwartalny wzrost warszawskiej podaży (z 10 049 do 10 956). Największą procentową zmianę (+208%) odnotowano na terenie Bielan, gdzie deweloperzy odbudowali ofertę do poziomu około 350 mieszkań. Z punktu widzenia ogólnej wielkości warszawskiego rynku, równie ważne były dodatnie zmiany widoczne na obszarze Białołęki, Pragi-Południe, Pragi-Północ oraz Włoch.Tab. 1 - Warszawa - podaż w oby kwartałach 2022 r.

Kwartalny wzrost liczby białołęckich nowych lokali (o ok. 480) na pewno jest dobrą wiadomością dla klientów firm deweloperskich. Białołęka pod koniec czerwca 2022 r. pozostawała bowiem jedną z trzech warszawskich dzielnic, gdzie można jeszcze było znaleźć nowe „M” za mniej niż 10 000 zł/mkw.

Ceny nowych lokali: Praga-Południe bije rekord

Już tylko w trzech dzielnicach średnia ofertowa cena nowych „M” nie przekroczyła 10 000 zł/mkw. Oprócz Białołęki (9832 zł/mkw.), pod koniec II kw. 2022 r. czterocyfrową średnią ceną metrażu cechował się obszar Wawra (9012 zł/mkw.) oraz Rembertowa (9254 zł/mkw.).Tab. 2 - Warszawa - średnie ceny w dzielnicach

Na uwagę zasługuje też wynik dotyczący Pragi-Południe, gdzie odbudowa oferty deweloperów wiązała się ze wzrostem średniej ofertowej ceny 1 mkw. o 10% – do poziomu przekraczającego 14 000 zł/mkw. To najwyższy wynik, jaki kiedykolwiek odnotowano we wspomnianej dzielnicy. Pradze-Południe daleko jest jednak do największych stołecznych cen (ok. 21 400 zł/mkw.), które widzimy np. na Ochocie. Ta część Warszawy stała się najdroższa na rynku pierwotnym w zastępstwie Śródmieścia, gdzie nie ma już ofert deweloperów.

W całej Warszawie, w II kw. 2022 r. portal RynekPierwotny.pl odnotował wzrost średniej ofertowej ceny nowego metrażu z 13 020 zł/mkw. do 13 412 zł/mkw. Ten trzyprocentowy wzrost wynikał między innymi z kolejnej podwyżki na Białołęce (+4,5%), która nadal cechuje się największą podażą lokali.

Deweloperzy muszą zweryfikować swoje plany

Kwartalny wzrost podaży nowych warszawskich mieszkań o 9% i trzyprocentowa podwyżka średniej ceny 1 mkw. Tak w bardzo dużym skrócie można przedstawić bilans II kw. 2022 r. na stołecznym rynku deweloperskim. Uwagę zwraca również spadek sprzedaży nowych lokali o 20% względem I kw. 2022 r.  Deweloperzy działający w Warszawie ograniczyli liczbę wprowadzanych na rynek ofert (-19%). Ta zmiana nie zapobiegła jednak powiększeniu oferty.

Relacja między poziomem sprzedaży oraz wielkością stołecznej oferty nadal nie sugeruje, że liczba propozycji deweloperów jest zbyt duża. Niemniej jednak, warszawscy inwestorzy muszą zweryfikować swoje plany inwestycyjne, gdyż spadek liczby sprzedanych lokali w drugiej połowie bieżącego roku wydaje się bardzo prawdopodobny.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

PZPO: Sprzedaż opon w pierwszym półroczu 2022

  • W pierwszym półroczu 2022 roku sprzedaż opon na rynek zwiększyła się w większości segmentów: opony do samochodów osobowych rosły o +9%, SUV +18%, ciężarowych +4%, dostawczych +10%, motocyklowych +11%. Spadki zanotowano natomiast w segmencie opon do maszyn rolniczych o -20% oraz przemysłowych (-6%). Wzrosty widać też w większości segmentów na rynkach europejskich.
  • W samym drugim kwartale odczyt danych jest mniej optymistyczny – rosła sprzedaż tylko w segmencie SUV (+10%) i opon motocyklowych (+4,2%). W segmencie samochodów ciężarowych nie było zmian, a w pozostałych zanotowano spadki: opony do samochodów osobowych -7%, dostawczych -15%, do maszyn rolniczych
    -26%, a przemysłowych -20%.
  • Wzrosła też sprzedaż opon w klasie budżetowej i średniej, natomiast nieznacznie zmniejszyła się w klasie premium.

PZPO POLSKA Q2 2022 PZPO POLSKA Q2 2022 KLASY PZPO POLSKA H1 2022– Wyniki sprzedaży opon na rynek w drugim kwartale są zgodne z naszymi założeniami. Duża niepewność w gospodarce oraz rosnące ceny wyhamowały dynamikę, jaką notowaliśmy na początku roku. Patrząc jednak z perspektywy pierwszych sześciu miesięcy, te wyniki w większości segmentów są wciąż na plusie. Ciekawym przykładem są opony motocyklowe. Od kilku lat obserwujemy systematyczny rozwój tego segmentu rynku. Związane jest to między innymi z rosnącą popularnością jednośladów w naszym kraju, których sprzedaż wciąż rośnie” – podkreśla Radosław Bółkowski, prezes zarządu Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego (PZPO).

– Analiza danych za drugi kwartał na polskim rynku wskazuje, że kolejne okresy będą niewiadomą. Wpływ inflacji, rosnących kosztów i cen surowców może być bardzo wyraźny w perspektywie całego roku. Warto jednak wyciągać wnioski z wcześniejszych problemów w gospodarce, bo oszczędności na oponach można uzyskać właśnie kupując ogumienie klasy premium. Takie opony – oprócz lepszych parametrów bezpieczeństwa – także rzadziej ulegają uszkodzeniom i mają dłuższą żywotność, pozwalają też oszczędzić paliwo. Warto przy zakupie  analizować koszty w całym okresie użytkowania  opon, a nie tylko cenę kupna – wyjaśnia Piotr Sarnecki, dyrektor generalny PZPO.

Europejski rynek opon

PZPO EUROPA Q2 2022W perspektywie całego rynku europejskiego drugi kwartał 2022 r. potwierdza pozytywny trend zarówno w segmencie opon osobowych (+6%), jak i ciężarowych (+11%) w porównaniu z 2021 rokiem. Sygnały ożywienia gospodarczego znajdują odbicie w sprzedaży opon w 2022 roku, jednak spodziewane jest spowolnienie w segmencie opon osobowych. Segment opon rolniczych pozostaje nadal słaby, będąc jedyną kategorią poniżej wolumenów z 2019 roku.

– Obserwujemy oznaki spadku popytu i obawiamy się, że wyzwania związane z rosnącymi kosztami gazu, surowców i dostaw półproduktów będą utrzymywać branżę pod presją – powiedziała Fazilet Cinaralp, sekretarz generalna Europejskiego Związku Producentów Opon i Gumy (ETRMA).

Czym jest inwestycja typu greenfield?

Inwestycje typu greenfield to temat stosunkowo mało poruszany w naszym kraju i cieszy się większym zainteresowaniem za granicą.

Nie mniej staje się coraz bardziej popularny, a inwestycje greenfield coraz chętniej wybierane przez ludzi do życia. Dlaczego? Zaraz się dowiesz.

Bezpośrednie inwestycje zagraniczne greenfield — skąd taka moda?

Na całym świecie ludzie szukają spokoju i wytchnienia od codziennych obowiązków. Z tą intencją właśnie powstały inwestycje typu greenfield, które zapewniają ciszę, spokój i komfort mieszkańcom.

Kameralne budownictwo pośród odsuniętych od aglomeracji miejskiej zabudowań, to najchętniej wybierane miejsca do życia. Pomimo potencjalnie większych kosztów, w podsumowaniu wcale nie muszą okazać się wygórowane.

Dlaczego warto inwestować w dziką działkę?

Polscy inwestorzy lubią wzorować się na zagranicznym kapitale. Nic dziwnego, bo skoro można ten sposób uniknąć błędów i jeszcze na tym zarobić, to czemu nie?

Największą potęgą inwestycji greenfield są Stany Zjednoczone. Podobnie buduje się także we Wielkiej Brytanii i szacunki takich inwestycji wydają się być bardzo optymistyczne. Co przemawia za chęcią podjęcia takiej inwestycji? Ich wartość.

Koszty działki inwestycyjnej za miastem

Wydawać by się mogło, że doprowadzenie infrastruktury w miejsce oddalone kilkadziesiąt kilometrów od miasta może generować olbrzymie koszty pracy. Doprowadzenie prądu, wody, dojazdu.

Tymczasem okazuje się, że już niższa cena działki oddalonej od miasta, zwróci ten wydatek w zupełności. Bez problemu także znajdują się chętni na kupno lokali umiejscowionych na takiej odległej od miasta działce.

U nas też się da

Nie sposób zauważyć, że inwestycje greenfield robią się także coraz bardziej popularne i w Polsce. Nasi rodacy zmęczeni przeludnieniem miast, szukają ciszy w kameralnych miasteczkach, gdzie czują się bezpieczni, tworząc niewielkie społeczności na zamkniętych osiedlach.

Polska znalazła się w 5 inwestorów!

Z raportów dotyczących inwestycji wynika, że pod względem inwestycji greenfiled Polska jest piątą gospodarką inwestorów, którzy wybierają pod przyszłe osiedla właśnie takie działki!

Pomimo kosztów inwestycji, a przede wszystkim biurokracji i zezwoleń, to konsumenci tworzą popyt i niechybnie osiedla na działkach odrolnionych, czy zalesionych będą tylko zyskiwały na popularności.

Polska coraz niżej w światowym rankingu infrastruktury

Polska zajęła 26 miejsce w Europie i 43 na świecie w rankingu jakości infrastruktury drogowej. Spośród europejskich krajów wyprzedziliśmy tylko Bułgarię, Turcję, Rumunię i Chorwację. Lepiej jakość dróg została oceniona w Słowacji, Węgrzech, Litwie czy Czechach.

Światowy Ranking Konkurencyjności (The World Competitiveness Yearbook) za 2022 r. przygotowany przez Międzynarodowy Instytut Rozwoju Zarządzania (IMD), jedną z najbardziej znanych szkół biznesu na świecie, poruszył m.in. jakość infrastruktury drogowej na świecie. Od 2018 r. pozycja Polski w rankingu jest coraz niższa. O konieczności poprawy stanu nawierzchni dróg krajowych informuje także w swoim ostatnim raporcie GDDKiA. Jej kontrole wykazały, że 37,3% dróg w naszym kraju wymaga remontu. Dlatego eksperci rankomat.pl sprawdzili, jak stan polskich dróg wpływa na wycenę ubezpieczenia OC w poszczególnych województwach.

Polska jednym z najgorszych krajów w Europie pod względem jakości dróg

W rankingu dotyczącym jakości infrastruktury drogowej w 2022 r. Polska zajęła 43 miejsce wśród 63 państw. Od 2018 r., gdy zostaliśmy sklasyfikowani w zestawieniu na 34 lokacie, w kolejnych latach pozycja naszego kraju systematycznie się obniża – 2019 r. (36), 2020 r. (35) i 2021 r. (42).

W tym roku najlepiej pod względem jakości dróg autorzy raportu ocenili Szwajcarię, Danię i Szwecję, a najgorzej Wenezuelę, Mongolię oraz Botswanę.
W rankingu uwzględniono 30 państw Europy. Wśród nich w 2022 r. Polska zajęła 26 miejsce. Niżej jakość dróg została oceniona w Chorwacji, Rumunii, Turcji i Bułgarii.

37,3% polskich dróg jest w stanie niezadowalającym lub złym

Surowa ocena infrastruktury drogowej pochodząca z raportu Światowego Rankingu Konkurencyjności pokrywa się w dużej mierze z ostatnim raportem Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA). Po kontroli tego urzędu przeprowadzonej na koniec 2020 r. okazało się, że 37,3% dróg w Polsce było w stanie niezadowalającym lub złym.

Z szacunków GDDKiA wynika, że na przeprowadzenie remontów dróg, których stan został oceniony jako zły, trzeba przeznaczyć około 4,8 mld zł. Najwięcej z nich znajduje się w województwie lubuskim (27,9%), kujawsko-pomorskim (19,7%) i lubelskim (17,8%). Z kolei najmniej w zachodniopomorskim (5,9%), świętokrzyskim i podlaskim (po 7,5%).

Wśród największych miast najwięcej dróg wymagających natychmiastowego remontu znajduje się w Zielonej Górze (27,9%), Bydgoszczy (19,7%) i Lublinie (17,8%). Natomiast najmniej w Szczecinie (5,9%), Białymstoku i Kielcach (po 7,5%).

Gdzie najczęściej dochodzi do wypadków i kolizji z powodu niewłaściwego stanu jezdni?
W statystykach policyjnych corocznie jako jedną z przyczyn kolizji i wypadków drogowych wymienia się niewłaściwy stan jezdni. W 2021 r. odnotowano w naszym kraju 11 851 takich zdarzeń. Do największej liczby z nich doszło w województwie śląskim (2038), łódzkim (1538) i wielkopolskim (1211), a najmniej w podlaskim (141), podkarpackim (219) i świętokrzyskim (254).

Gdzie wybudowano i wyremontowano najwięcej dróg w Polsce?

Z danych GDDKiA udostępnionych isprzet.pl wynika, że w latach 2017-2021 najwięcej kilometrów dróg wybudowano w województwie mazowieckim (309,9 km), zachodniopomorskim (204,4 km) i dolnośląskim (139,2 km). Z kolei najmniej w opolskim (31,1 km), pomorskim (47,3 km) i małopolskim (47,9 km).

W latach 2017-2021 najwięcej kilometrów dróg wyremontowano w województwie wielkopolskim (403,1 km), mazowieckim (240,5 km) i opolskim (175 km). Natomiast najmniej w kujawsko-pomorskim (47,3 km), lubelskim (59,6 km) i śląskim (60,8 km).

W latach 2017-2021 najwięcej środków na budowę i remonty dróg wydano w województwie wielkopolskim (392,4 mln zł), mazowieckim (229,9 mln zł) i opolskim (163,7 mln zł). Z kolei najmniej w pomorskim (33,4 mln zł), śląskim (38,6 mln zł) i kujawsko-pomorskim (41,1 mln zł).

Czy ocena stanu dróg może wpływać na wysokość cen OC?

Informacje o stanie technicznym nawierzchni dróg, natężeniu ruchu drogowego czy statystyki wypadkowe, to istotne dane brane pod uwagę nie tylko podczas zarządzania drogami. Mogą one być uwzględniane również przez ubezpieczycieli podczas oceny ryzyka ubezpieczenia pojazdu. Jednak nie są to główne czynniki wpływające na ceny OC. Wysokość składki wyliczana jest na podstawie wielu informacji, dotyczących zarówno właściciela, jego miejsca zamieszkania, jak i ubezpieczanego samochodu – wyjaśnia Kamil Sztandera, ekspert ds. ubezpieczeń komunikacyjnych w porównywarce rankomat.pl.

Np. w pierwszym półroczu 2022 r. najdroższe oferty OC otrzymywali właściciele pojazdów zarejestrowanych w województwie pomorskim. Tymczasem, w tym regionie stan dróg oceniany jest dość wysoko, ponieważ jedynie 9,4% wymaga natychmiastowego remontu, a do wypadków i kolizji z powodu niewłaściwego stanu jezdni dochodzi 3,5-krotnie rzadziej niż np. w najgorszym pod tym względem województwie śląskim.

Ponad miliard dwieście milionów euro wydali inwestorzy na nieruchomości w drugim kwartale

Międzynarodowa firma doradcza BNP Paribas Real Estate Poland podsumowała drugi kwartał na rynku inwestycyjnym zwracając uwagę na sporą aktywność inwestorów, którzy dokonywali bardziej zdywersyfikowanych sektorowo zakupów. Znaczącymi czynnikami, z którymi mierzy się rynek inwestycyjny są ryzyka geopolityczne dla regionu CEE, rosnące koszty finansowania i ogólnie pogarszające się nastroje gospodarcze.

Wysoka aktywność inwestycyjna w drugim kwartale przełożyła się na wartość transakcji na rynku nieruchomości komercyjnych sięgającą ponad 1,2 mld Euro. Autorzy raportu podkreślają, że całą pierwszą połowę roku można zaliczyć do udanych, ponieważ łączny wolumen transakcji przekroczył 2,88 mld Euro. To o ponad 44% więcej niż w analogicznym okresie przed rokiem. Analizując transakcje w ujęciu sektorowym, drugi kwartał był bardziej zdywersyfikowany niż poprzedni. Największy udział w rynku należał do segmentu biurowego (prawie 44%). Silnymi aktywami okazały się też nieruchomości logistyczne, magazynowe i przemysłowe (blisko 42%). Na końcu stawki uplasowały się transakcje dotyczące obiektów handlowych (niecałe 6%) i innych.

Eksperci BNP Paribas Real Estate wskazują, że utrzymujące się na dotychczasowym poziomie stopy kapitalizacji w niedługim czasie czeka dekompresja. Obecne poziomy były motywowane tym, że warunki transakcji dla większości transakcji ustalono przed wybuchem wojny na terytorium Ukrainy.

Czeka nas trend dekompresji stóp kapitalizacji, za którym stoją rosnące koszty finansowania oraz obawy związane z sytuacją geopolityczną. Zwłaszcza, że na rynkach Europy Zachodniej ta sytuacja już ma miejsce, a to zawsze zwiastuje zmiany na naszym rodzimym podwórku. W nadchodzących miesiącach na apetyt inwestorów lokujących pieniądze w nieruchomości będzie też wpływać rynek najmu. A to wszystko w świetle wysokich cen surowców i materiałów, kosztów utrzymania obiektów, kosztów budowy oraz inflacyjnych podwyżek czynszów. – komentuje Karolina Wojciechowska, Associate Director, Capital Markets, BNP Paribas Real Estate.

Mimo relatywnie dobrego kwartału, autorzy raportu zwracają jednak uwagę na słabnący apetyt inwestorów na polskie aktywa. Wiele transakcji jest wstrzymywanych, a w części inwestorzy decydują się na odejście od negocjacyjnego stołu. Na zmianie podejścia inwestycyjnego najczęściej tracą obiekty logistyczno-magazynowe oraz biurowe. W znacznie lepszej sytuacji są małe obiekty handlowe, w szczególności retail parki i centra typu convenience. Korzystają na trendach konsumenckich, które urosły mocno na koronakryzysie i na ich fundamencie budują swoją siłę i znaczenie.

Z najnowszego raportu BNP Paribas Real Estate Poland wynika, że miniony kwartał w segmencie biur należał do regionów. Znaczącą transakcją była sprzedaż przez Skanska biurowca w centrum Poznania w ręce szwedzkiej spółki Eastnine AB. Nowy właściciel Nowego Rynku D zapłacił za niego 121 mln Euro, co plasuje sprzedaż na czele listy największych transakcji w biurowej historii rynków regionalnych dla pojedynczego obiektu. Warto odnotować, że była to pierwsza transakcja Eastnine AB w Polsce. W drugim kwartale rynek był również świadkiem dużego przejęcia na rynku prywatnych akademików. Zarządzany przez Basecamp portfel przeszedł w ręce belgijskiej platformy Xior Student Housing. Sieć akademików działa w Danii, Niemczech i Polsce, z czego nad Wisłą Basecamp zarządzał dwoma obiektami – w Katowicach i Łodzi. Transakcja zamknęła się kwotą 108 mln Euro.

W minionym kwartale krajowe nieruchomości cieszyły się największym zainteresowaniem wśród inwestorów z Europy. Analitycy z BNP Paribas Real Estate Poland podliczyli, że ponad 65%. stanowiły transakcje z udziałem kapitału ze Starego Kontynentu, który w dużej części przyszedł do nas zza południowo-zachodniej granicy, albowiem sporą aktywnością wykazywali się inwestorzy z Czech.

Nowa firma – stary NIP zdradzi, czy była dłużnikiem

Długi firm wynoszą obecnie 9,2 mld zł. Część przedsiębiorstw trafia do Krajowego Rejestru Długów już w 1. roku funkcjonowania. Zaległości „pierwszaków” sięgają 2,2 mln zł, mają je 133 podmioty. 85 z nich było notowanych za zaległości… zanim one powstały. Jednak najwięcej niezapłaconych zobowiązań mają przedsiębiorstwa wpisywane do KRD w 10. roku obecności na rynku. To aż 494,3 mln zł.

Pierwszy rok działalności jest sprawdzianem dla biznesu. Otwarcie firmy wiąże się z nadziejami na zdobycie klientów i sukces finansowy, ale oznacza też ciężką pracę i podejmowanie decyzji związanych z doborem kontrahentów, ustalaniem warunków umów czy terminów rozliczeń z partnerami. Dane KRD pokazują, że część nowych firm szybko traci płynność finansową i nie ma z czego płacić zobowiązań.

Rekordowe 400 tysięcy złotych

Wśród przedsiębiorstw wpisanych do KRD w 1. roku obecności na rynku dominują te zajmujące się budownictwem i handlem.

Najwięcej przedsiębiorstw zmagających się z problemami finansowymi już na starcie działa na Śląsku, gdzie zadłużenie wynosi 547,4 tys. zł, drugie jest województwo lubelskie z kwotą 534,8 tys. zł, a trzecie lubuskie z sumą 288,6 tys. zł.

Najmniej do uregulowania mają podmioty z Opolszczyzny – to zaledwie 3,4 tys. zł.

Rekordzistą w gronie „pierwszaków” jest przedsiębiorca prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą w branży przetwórstwa przemysłowego z województwa lubelskiego, który nie zapłacił kontrahentom 432,1 tys. zł.

Najciekawsze jest to, że prawie 2/3 firm, które trafiły do KRD w pierwszym roku działalności, była tu już notowana we wcześniejszych latach.

– To jednoosobowe działalności gospodarcze. W tym przypadku NIP jest przypisany do nazwiska właściciela, a nie do firmy. Likwidacja jednej, zadłużonej firmy, i założenie kolejnej, czystej, nie sprawi, że wiedza o długu zniknie. Jak widać, są to przedsiębiorcy, którzy nie mają w zwyczaju płacić, skoro znowu trafili do naszej bazy. Warto więc sprawdzać każdego, bo biznes jest pełen takich niespodzianek – wyjaśnia Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Kilkulatki z ogromnymi zaległościami

Wraz ze zdobytym doświadczeniem łatwiej poruszać się na rynku, choć starszy wiek nie gwarantuje firmie stabilności. W grupie przedsiębiorstw działających od roku do 3 lat długi mają 8362 podmioty. Obciąża je kwota 119,8 mln zł. Tu również dominuje budownictwo i handel. W pierwszej z tych branż 1610 przedsiębiorstw ma do oddania 26,5 mln zł. W drugiej – 1412 podmiotów zalega ze spłatą 21,5 mln zł. Z regulowaniem zobowiązań słabo radzi sobie także transport, gdzie 883 firmy uzbierały 13,8 mln zł niezapłaconych faktur.
Najbardziej zadłużony podmiot w tej grupie to spółka komandytowa z Małopolski działająca w branży przetwórstwa przemysłowego. Powinna ona uregulować 2,2 mln zł.

– Niewłaściwy dobór kontrahentów, zbyt długie terminy płatności wpisywane na fakturach dla odbiorców towarów i usług dają przyzwolenie na to, że partnerzy kredytują się kosztem takich firm. Wejście na rynek i zakotwiczenie się na nim to duże wyzwanie, więc przedsiębiorcy nierzadko przystają na niekorzystne warunki współpracy, proponowane przez kontrahentów. W oczekiwaniu na pieniądze nie mogą wywiązywać się ze swoich zobowiązań i tracą stabilność. Duże problemy na samym początku funkcjonowania mogą prowadzić do upadłości. Kontrahenta zawsze można jednak sprawdzić przed zawarciem umowy w biurze informacji gospodarczej. Wskaże ono, czy dana firma widnieje już jako dłużnik, dając wiarygodny obraz jego sytuacji płatniczej – mówi Andrzej Kulik, ekspert programu Rzetelna Firma.

Najtrudniejszy 10. rok

Analizując wszystkie przedziały wiekowe, widać, że najwięcej długów do spłacenia mają firmy w 10. roku ich działalności. Aż 16 066 podmiotów ma 507,5 mln zł nieuregulowanych zobowiązań.

Konto rekordzisty obciąża 8,7 mln zł zaległości. To spółka z ograniczoną odpowiedzialnością z Podkarpacia z sektora budowlanego.

W niełatwej sytuacji są też firmy z 7-letnim stażem. Powinny one oddać 494,3 mln zł, a zaległości te dotyczą aż 16 347 przedsiębiorstw – to największa liczba dłużników spośród wszystkich grup wiekowych widniejących w KRD. Ci przedsiębiorcy zostali też wpisani przez największe grono wierzycieli. Na zapłatę od nich oczekuje aż 26 908 podmiotów.
Wszystkie zadłużone firmy, niezależnie od tego, w którym roku działalności trafiły do KRD za brak zapłaty, mają jedną wspólną cechę. Najczęściej ich pierwszy wierzyciel działa w sektorze finansowym (bank, firma leasingowa lub faktoringowa) albo jest operatorem telefonicznym bądź firmą handlową.

Firmy nieprzygotowane na opóźnienia w zapłacie

Badanie „Audyt windykacyjny”, przeprowadzone w 2022 r. na zlecenie firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso pokazuje, że brak terminowej zapłaty od kontrahentów jest bolączką blisko 60 proc. przedsiębiorstw. Takich problemów doświadczają głównie małe firmy oraz te działające w branży usługowej. Aż 34 proc. przedsiębiorstw idzie na żywioł w odzyskiwaniu pieniędzy, gdyż nie ma przygotowanych planów postępowania, kiedy partnerzy nie płacą za faktury.

Te firmy, które mają przygotowane procedury, aby uniknąć opóźnień w regulowaniu faktur, najczęściej motywują kontrahentów do spłaty, wysyłając e-maile bądź smsy z przypomnieniem o terminie przelewu. Metodę tę stosuje 58 proc. przedsiębiorstw. Z kolei 54 proc. dzwoni z ponagleniem. Prawie co 4. umieszcza na fakturach pieczęć o przekazywaniu informacji o zaległościach do Krajowego Rejestru Długów. 20 proc. zamieszcza dopisek o kierowaniu spraw do firmy windykacyjnej, z którą współpracuje, a 19 proc. o przekazaniu do kancelarii prawnej.

Wzrost popytu na wysokospecjalistyczne usługi IT

Dane z raportu ABSL „Sektor Nowoczesnych Usług Biznesowych w Polsce 2022” potwierdzają wysoki popyt na specjalistów IT w Polsce. Wraz ze wzrostem złożoności świadczonych usług rośnie zapotrzebowanie na zdywersyfikowane kompetencje w obszarze IT połączone z kompetencjami miękkimi.

Sektor nowoczesnych usług biznesowych w Polsce zatrudnia już ponad 400 tys. osób, co oznacza 40 tys. nowych miejsc pracy w porównaniu z ub. rokiem (wzrost o 11,6 proc.). Główną kategorią świadczonych usług pozostają usługi IT, stanowiące 45,1 proc. wszystkich nowoczesnych usług. Również w ciągu dwóch ostatnich lat najwięcej inwestycji (26,5 proc.) dotyczyło centrów IT.

Zróżnicowanie potrzeb pracodawców w zakresie kompetencji technologicznych

Według danych IDC do końca 2022 r. 65% gospodarki światowej będzie gospodarką cyfrową, wymagającą nowych kompetencji. W Polsce wzrasta systematycznie stopień złożoności realizowanych usług cyfrowych w sektorze nowoczesnych usług biznesowych dzięki podnoszeniu kwalifikacji pracowników, a co za tym idzie przenoszeniu do Polski coraz bardziej złożonych procesów. Po raz pierwszy udział wysokospecjalistycznych usług opartych na wiedzy (KIBS, knowledge intensive business services), do których należą usługi IT, przekroczył 50 proc. wszystkich usług realizowanych w centrach w Polsce. Jest to wynik wyższy o 6,5 p.p. niż przed pandemią. Oznacza to, że dla sektora usług biznesowych kluczowy będzie popyt na pracowników posiadających cyfrowe kompetencje. Z danych wynika, że obecnie na rynku pracy widać zwiększone zapotrzebowanie na umiejętności, które są przede wszystkim związane z automatyzacją procesów, rozwiązaniami chmurowymi, analizą dużych zbiorów danych.

Umiejętności, w które warto zainwestować na rynku IT

Z danych zawartych w raporcie ABSL wynika, że kadra zarządzająca centrami nowoczesnych usług biznesowych w Polsce za najbardziej krytyczne kompetencje pracowników umożliwiające dalszy wzrost i rozwój sektora w Polsce do 2027 r. uważa: kompetencje w zakresie analityki predykcyjnej (56,1 proc.), znajomość technologii (46,3 proc) i umiejętności przywódcze (43,9 proc). Kompetencje językowe (42,1 proc.), które jeszcze dekadę temu były czynnikiem dominującym, znalazły się dopiero na czwartym miejscu. Wśród kolejno wymienianych kluczowych kompetencji znajdują się: inteligencja emocjonalna – kompetencje miękkie (37,8 proc.), kompetencje programistyczne (36,6 proc) oraz kompetencje kierownicze (23,8 proc). Pracodawcy z sektora usług biznesowych wśród cech pracowników, do 2027 r. za najbardziej pożądane uważają: elastyczność, kreatywność, orientację na działanie i umiejętność pracy w zespole. Centra poszukują pracowników IT, którzy posiadają zestaw kilku kompetencji.

– Potrzeby rynku się zmieniły. Dzisiejsza rzeczywistość wymaga znacznie więcej od informatyka niż znajomość jednego czy dwóch języków programowania. Poszukujemy osób, które potrafią zarządzić procesem, utrzymać relację z klientem, czyli posiadają tzw. umiejętności „T” (T- shaped) – mają wiedzę techniczną, ale potrafią też zrozumieć biznes klienta. Osoby, które dbają o swój rozwój, mają otwarty umysł, potrafią dzielić się swoim sukcesem zwiększą swoją atrakcyjność na rynku pracy. To dzięki połączeniu kompetencji technicznych i interpersonalnych mogą przejmować globalne funkcje stając się liderami a nie tylko dostarczycielami usług. – podkreśla Agnieszka Belowska Gosławska, Wiceprezes ABSL ds. Technologii.

Dane z raportu ABSL pokazują, że w najbliższej przyszłości transformacja cyfrowa będzie znaczącym wyzwaniem dla firm z sektora usług biznesowych. Zakłada się, że w mniejszym stopniu będzie dotyczyła samych technologii, a bardziej pracowników i zdolności przystosowania się do nowych rozwiązań.

– Z perspektywy sektora ważne jest rozwijanie kompetencji przyszłości, które wypełnią lukę między podażą talentów a popytem, umożliwiając zabezpieczenia potencjału na przyszłość. Jeśli chodzi o obszar IT – podstawowe kompetencje już nie wystarczą. Przechodzimy od roli naśladowcy do roli innowatora, a to wymaga zupełnie nowego podejścia, w tym kompetencji cyfrowych niezbędnych przy złożonych procesach. – dodaje Agnieszka Belowska Gosławska, Wiceprezes ABSL ds. Technologii.

Konkurencyjność rynku

Wg raportu ABSL zatrudnienie programistów i inżynierów danych jest obecnie średnio czterokrotnie trudniejsze niż w tym samym czasie w 2021 r. W efekcie 85 proc. firm bierze pod uwagę szukanie pracowników poza głównymi krajowymi ośrodkami miejskimi, natomiast blisko 54 proc. poza granicami Polski. Innym rozwiązaniem poprawiającym dostępność specjalistów IT jest praca zdalna, dostępna w średnio 88 proc. ofert pracy. Jest to szczególnie widoczne w mniejszych ośrodkach miejskich takich jak Lublin, Bydgoszcz, Kielce, Toruń, Rzeszów, Białystok, gdzie odsetek ten może wzrosnąć do 90 proc. W sektorze IT znaczenie ma również forma kontraktu, aby zachęcić pracowników oferowane są różne modele zatrudnienia, takie jak umowy B2B czy umowy oparte o pracę twórczą zakładające 50% koszty uzyskania przychodu.

Postępowanie odrębne z udziałem konsumentów

Przepisy kodeksu postępowania cywilnego mają wzbogacić się o szesnasty już rodzaj postępowania odrębnego. Rząd pracuje bowiem nad przepisami, które m.in. mają wprowadzić do k.p.c. postępowanie odrębne z udziałem konsumentów. Postępowanie to będzie jednak uregulowane w dość skąpy sposób, obejmujący bowiem jedynie trzy artykuły (tj. art. 45814 – art. 45816 k.p.c.).

Projektowane przepisy mają dotyczyć spraw obejmujących roszczenia konsumenta przeciwko przedsiębiorcy oraz roszczenia przedsiębiorcy przeciwko konsumentowi. Przepisy mają być stosowane wtedy, gdy przedsiębiorca będący stroną postępowania zaprzestał prowadzenia działalności gospodarczej.

Na aprobatę zasługuje uregulowanie (art. 45814 § 4 k.p.c.), zgodnie z którym w sprawach z zakresu postępowania odrębnego z udziałem konsumentów, powództwo może być wytoczone przez konsumenta przed sadem właściwym dla miejsca zamieszkania konsumenta (nie dotyczy to sytuacji, w której zastosowanie będą miały przepisy o właściwości wyłącznej). Wprowadzenie takiego uregulowania z pewnością sprzyja konsumentom i będzie uławiało im dochodzenia swoich praw przed sądami, a tym samym będzie ułatwiało konsumentom realizację prawa do sądu (zbliżone zresztą jest do uregulowania art. 372 k.p.c., pozwalającego powodowi na wytoczenie powództwa o roszczenie z czynności bankowej przed sądem właściwym dla powoda, a nie dla siedziby banku).

Drugi aspekt projektowanej zmiany związany jest z koncentracją materiału dowodowego. Koncentracja ta w postępowaniu odrębnym z udziałem konsumentów dotyczyć ma jednak tylko przedsiębiorcę. Po pierwsze, jeśli to przedsiębiorca inicjuje postępowanie przeciwko konsumentowi, to zobowiązany jest do powołania wszystkich twierdzeń i dowodów w pozwie, natomiast gdy inicjującym postępowanie jest konsument, to w odpowiedzi na pozew przedsiębiorca również zobowiązany jest powołać wszystkie twierdzenia i dowody (art. 45815 § 1 k.p.c.). Co więcej, twierdzenia i dowody powołane z naruszeniem przepisów art. 45815 § 1 i 2 k.p.c. podlegać mają pominięciu, chyba że przedsiębiorca udowodni, że ich powołanie nie było możliwe lub że potrzeba powołania wynikła później (w takim przypadku twierdzenia dowody muszą zostać powołane w terminie dwóch tygodni).

Takie uregulowanie koncentracji materiału dowodowego w postępowaniu odrębnym z udziałem konsumentów wydaje się naruszać zasadę równości stron. Obowiązki bowiem związane z koncentracją materiału i skutki prekluzji obciążają bowiem tylko jedną stronę procesową, a mianowicie przedsiębiorcę. Równocześnie konsument w dalszym ciągu będzie mógł przedłużać postępowania poprzez podnoszenie nowych twierdzeń i dowodów na ich poparcie (a to z kolei przeczy idei zmian, mających na celu usprawnienie i przyspieszenie postępowań z udziałem konsumentów). Proponowana w tym zakresie zmiana nie może być przyjęta z aprobatą.

Ostatnia z proponowanych zmian, polegać ma na możliwości obciążenia przedsiębiorcy kosztami procesu w części lub w całości (a nawet ich maksymalnie dwukrotnego podwyższenia) – i to niezależnie od wyniku sprawy – jeśli przedsiębiorca ten przed wytoczeniem powództwa zaniechał próby polubownego rozwiązania sporu, uchylił się od udziału w niej lub uczestniczył w niej w złej wierze i przez to przyczynił się do zbędnego wytoczenia powództwa lub wadliwego określenia przedmiotu sprawy. Przede wszystkim trudno dopatrzyć się w projektowanej regulacji wzmocnienia sytuacji konsumenta w procesie z przedsiębiorcą. Wątpliwym jest też, by faktycznie zachęcał przedsiębiorców do faktycznego podejmowania próby dobrowolnego rozwiązania sporu. W tym zakresie proponowane zmiany także należy ocenić negatywnie, zwłaszcza że znowu obowiązek i skutek jego niewykonania nałożony jest na tylko jedną stronę procesu.

Reasumując należy wskazać, że wątpliwości budzi, czy opracowywane zmiany przepisów kodeksu postępowania cywilnego są konieczne w takim właśnie kształcie. Zamiast upraszczania procedury cywilnej planuje się wprowadzenie szesnastego rodzaju postępowania odrębnego (nakładającego się przecież na inne uregulowania dotyczące postępowań odrębnych), które zwłaszcza w proponowanym kształcie, nie wydaje się mieć żadnego uzasadnienia, a to z uwagi na to, że:

1. kwestia możliwości wyboru sądu przez konsumenta mogłaby być dokonana przez dodanie jednego przepisu w grupie tych, które dotyczą właściwości przemiennej (tj. art. 31 – 372 k.p.c.),
2. zasada koncentracji materiału dowodowego wyłącznie w odniesieniu do przedsiębiorcy wydaje się być sprzeczna z zasadą równości stron w postępowaniu cywilnym,
3. dodatkowe obciążanie przedsiębiorcy kosztami procesu w żadnej mierze nie jest instrumentem służącym ochronie konsumentów.

Autor: adw. Jacek Jaruchowski, Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy

Przedsiębiorcy coraz mniej boją się koronawirusa, a coraz bardziej wojny

Z Barometru EFL na III kwartał br. wynika, że każdy kolejny dzień wojny w Ukrainie potęguje pesymizm polskich przedsiębiorców. Niemal połowa przedstawicieli sektora MŚP (46%) spodziewa się pogorszenia kondycji ich branży w najbliższych 6 miesiącach w kontekście obecnej sytuacji polityczno-społeczno-gospodarczej. Kwartał wcześniej pesymizm wyrażał co trzeci zapytany (31%). Na działalność 63% MŚP wojna w Ukrainie ma niekorzystny wpływ, w przypadku 35% – neutralny. Co ciekawe, przedsiębiorcy coraz mniej boją się pandemii COVID-19. Obecnie 31% firm wskazuje na negatywny wpływ koronawirusa na ich działalność, kwartał wcześniej było to 54%.

– Im dłużej trwa wojna, jaką Rosja wypowiedziała Ukrainie, tym większa niepewność wśród polskich przedsiębiorców. Nie wiemy, co wydarzy się w najbliższych miesiącach, kiedy ten straszny konflikt się skończy i jakie „żniwo” jeszcze przyniesie. Do tego mamy wewnętrzne problemy jak bardzo wysoka inflacja, podwyżki stóp procentowych, rosnące ceny paliw, które w ogromnym stopniu kształtują sytuację polskich firm i ich plany na przyszłość. Także z innych krajów Unii Europejskiej płyną sygnały, że sytuacja gospodarcza powoli się pogarsza. Brak przysłowiowego światełka w tunelu powoduje, że trudno jest komukolwiek dawać optymistyczne prognozy – powiedział Radosław Woźniak, prezes zarządu EFL.

Koronawirus już nie taki straszny…

Z Barometru EFL na III kwartał, który został zrealizowany na przełomie czerwca i lipca br. wynika, że negatywna moc sprawcza koronawirusa jest coraz słabsza. 31% firm wskazuje na negatywny wpływ pandemii na ich działalność (6,3% ocenia, że ma ona wpływ zdecydowanie niekorzystny, a kolejne 24,2% – raczej niekorzystny). W opinii aż 67% MŚP COVID-19 jest neutralny biznesowo. To zdecydowania bardziej optymistyczne wskaźniki niż w poprzednim pomiarze. W II kwartale br. 54% wskazało na negatywny wpływ koronawirusa na prowadzoną działalność (18,3% ocenia, że ma ona wpływ zdecydowanie niekorzystny, a kolejne 35,5% – raczej niekorzystny), a 43% na neutralny.

… ale wojna już tak

63% firm wskazuje na negatywny wpływ wojny na ich działalność – 21% ocenia, że ma wpływ zdecydowanie niekorzystny, a kolejne 42% – raczej niekorzystny. 35% MŚP liczy, że to, co dzieje się za naszą wschodnią granicą w ogóle nie wpłynie na ich biznesy. Kwartał wcześniej grupa pesymistów była mniej liczna (59%), podobniej mniej było przedsiębiorców, którzy wskazali na neutralność konfliktu za wschodnią granicą (38%).

EFL po raz kolejny zapytał także przedsiębiorców z sektora MŚP, czy w kontekście obecnej sytuacji społeczno-polityczno-gospodarczej, sytuacja w ich branży w ciągu najbliższych 6 miesięcy poprawi się, pogorszy czy pozostanie bez zmian. W porównaniu z pierwszym i drugim tegorocznym pomiarem (realizowanym w styczniu i kwietniu 2022 roku) w III kwartale br. widoczny jest dużo większy pesymizm. Tylko 6% przedsiębiorców ocenia, że sytuacja się poprawi, 33%, że pozostanie bez zmian, a 46% zapytanych jest zdania, że się pogorszy. W kwietniu br. 8% firm liczyło na poprawę sytuacji, 45% na brak zmian, a 31% zapytanych obawiało się jej pogorszenia.

Biorąc pod uwagę wielkość firmy, największy pesymizm notuje się wśród firm mikro. 55% z nich wskazuje na pogorszenie kondycji branży – w poprzednim pomiarze było to 38%, podczas gdy na poprawę wskazuje jedynie 6%. W przypadku firm małych 45% spodziewa się pogorszenia sytuacji, zaś co trzeci z przedsiębiorców nie spodziewa się zmiany. W przypadku firm średnich dominuje odsetek tych, którzy nie spodziewają się zmian (49%), a 35% obawia się gorszego scenariusza.

Badanie EY: Polacy w porównaniu do Europejczyków więcej planują wydać na świeżą żywność, a mniej na napoje alkoholowe

Badanie EY – Future Consumer Index – wskazuje, że Polacy, ze względu na różne oczekiwania inflacyjne, w porównaniu do Europejczyków, przewidują większy wzrost wydatków na świeżą żywność (33% vs. 21%) i środki czystości (24% vs. 15%). W znacznym stopniu planują zaś ograniczyć zakupy napojów alkoholowych (27% vs. 19%). Równocześnie Polacy w zbliżonym stopniu co Europejczycy (28% i 31%) planują zwiększyć swoje wydatki na wakacje, a zredukować na produkty luksusowe (37% i 30%).

Badanie EY – Future Consumer Index – wskazuje, że w wyniku rosnącej inflacji wielu konsumentów – zarówno w Polsce, jak i Europie – zmienia swoje przyzwyczajenia i decyzje zakupowe. Doskonale obrazuje to kategoria świeżej żywności, gdzie aż 33% Polaków przewiduje wzrost swoich wydatków. Jednocześnie jest to aż o 12 punktów procentowych więcej niż w przypadku średniej dla Europy. Różnicę przekraczającą 5 punktów procentowych, w obszarze zwiększenia wydatków, odnotowano w 8 z 9 badanych kategorii. Może to wskazywać na różnice w poziomie inflacji pomiędzy poszczególnymi krajami, a co za tym idzie – inne odczucia i oczekiwania związane ze wzrostem cen.

Niemniej wyniki badania EY – Future Consumer Index – wskazują, że segment żywności i napojów może ulec stagnacji. Szczególnie dotyczy to produktów przetworzonych, gdzie w kategoriach mrożonki, przekąski oraz napojów bezalkoholowych i alkoholowych większy odsetek konsumentów planuje zredukować, a nie zwiększyć swoje wydatki.

Polacy w naturalny sposób będą szukać oszczędności w kategoriach, z których najłatwiej zrezygnować lub w których łatwo szukać tańszych zamienników tj. zamawianie gotowych posiłków w restauracjach (29%), tytoń (27%) oraz napoje alkoholowe (27%). Obok mrożonek (12 pkt. proc.) to właśnie w kategorii napojów – zarówno alkoholowych jak i bezalkoholowych – można zaobserwować największe różnice pomiędzy Polakami a pozostałymi krajami Europy – 8 punktów procentowych.

preferencje zakupowe

Inflacja dotyka każdy kraj w Europie. Jednak indywidualne odczucia mieszkańców różnych państw są inne. Wynika to nie tylko z poziomu zamożności, ale również skali wzrostu cen. Polscy konsumenci w ostatnich miesiącach odczuli skutki inflacji i zmian cen szczególnie mocno, a ich przewidywania dotyczące kolejnych tygodni są równie pesymistyczne. Szczególnie widać to w sektorze produktów spożywczych. Idąc do sklepu, nasi rodacy skupiają się na najbardziej niezbędnych produktach, a omijają artykuły, które kiedyś stanowiły standardowy punkt ich listy zakupów – jak napoje alkoholowe, mrożonki lub przekąski – mówi Łukasz Wojciechowski, Partner, Dział Audytu, Lider Sektora Handlu i Produktów Konsumenckich EY.

Priorytet – wakacje

Zarówno Polacy, jak i mieszkańcy pozostałych krajów Europy, w największym stopniu planują zwiększyć swoje wydatki na wakacje (odpowiednio 28% i 31%). Zniesienie restrykcji związanych z koronawirusem wiąże się z ogromną chęcią wypoczynku, nawet kosztem nadszarpnięcia domowego budżetu. Jednocześnie znaczny wzrost cen – w porównaniu do okresu sprzed pandemii – sprawia, że w wielu przypadkach koszty wypoczynku zagranicznego przekraczają możliwości budżetowe Polaków i stąd decydują się na urlop w kraju. Warto jednak zwrócić uwagę, że odsetek osób dążących do redukcji wydatków w tej kategorii jest równie wysoki (po 25%), co stanowi bezpośredni efekt wzrostu inflacji na przestrzeni ostatnich miesięcy.

Procentowo najwięcej Polaków przewiduje, że w najbliższych miesiącach konieczne będzie zwiększenie wydatków na środki czystości (24%) i higieny osobistej (25%). W przypadku średniej europejskiej jest to odpowiednio 15% i 14%. Różnice w wysokości 11 pkt. proc. (środki higieny osobistej) oraz 9 pkt. proc. (środki czystości), podobnie jak w przypadku świeżej żywności, mogą wynikać z różnicy w poziomie inflacji, a co za tym idzie innego „odczuwania” wzrostu cen w konkretnych kategoriach.

Polacy i Europejczycy są zgodni co do segmentów rynku, w którym będą szukać oszczędności. Są to odpowiednio artykuły luksusowe (37% i 30%), wartościowe przedmioty (31% i 26%), sprzęt sportowy (30% i 25%) oraz zajęcia rekreacyjne (27% i 26%). Co ciekawe, jeden z najniższych odsetków wskazań uzyskały subskrypcje i streamingi (22% – Polska, 15% – Europa). Pokazuje to, że mimo bardziej wymagających czasów, konsumenci pragną zachować dostęp do przynajmniej części rozrywek.

na co wydają polacy

W obliczu rosnącej inflacji konsumenci w Polsce oraz Europie zachowują się w podobny sposób. W zbliżonych kategoriach przewidują, że będą wydawać więcej, nawet jeżeli ilość kupowanych dóbr nie będzie się zwiększać. Alternatywnie postarają się ograniczyć wydatki kupując mniej drożejących dóbr, które nie są dobrami pierwszej potrzeby. Różna jest jednak skala tego zjawiska. W obszarze produktów pierwszej potrzeby przewidywana skala wydatków Polaków będzie wyższa od europejskiej średniej. Bez wątpienia wpływ na to ma inny poziom inflacji w naszym kraju, a także ciągle niższy poziom zarobków. Należy spodziewać się, że mając świadomość rosnących cen to właśnie w podstawowych kategoriach konsumenci będą najchętniej szukali zamienników. W innych segmentach takich jak napoje alkoholowe, wizyty w restauracjach lub sprzęt sportowy wydatki będą po prostu redukowane – podsumowuje Grzegorz Przytuła, Partner EY-Parthenon, ekspert Sektora Handlu i Produktów Konsumenckich EY.

O Badaniu
Piąta polska edycja badania EY – Future Consumer Index – przygotowana przez EY Polska przeprowadzona została w dniach 17-27 maja 2022 roku na grupie 1000 osób w wieku 18-65 lat.

Swoim zasięgiem badanie objęło cały kraj i wszystkie grupy społeczne. Respondenci odpowiadali na pytania dotyczące obecnych zachowań zakupowych, nastrojów i przewidywanych postaw w najbliższej przyszłości.

Czy w Polsce nakręciła się już spirala cenowo-płacowa?

Może się wydawać, że rynek pracy jest w bardzo dobrej kondycji – ponieważ w Polsce jest bardzo niskie bezrobocie, zarówno to rejestrowane, jak i mierzone przez wskaźnik osób gotowych do podjęcia działalności zawodowej. Te wskaźniki są naprawdę bardzo niskie – ale to także oznacza, że pracownicy mają bardzo silną pozycję przetargową. Niestety, wynagrodzenia rosły szybciej niż wydajność pracy w naszym kraju. A to już prowadzi do nierównowagi i w pewnym stopniu do inflacji. Wydając wyższe wynagrodzenia podnosimy poziom cen konsumpcyjnych i wówczas widzimy rosnącą inflację. To jest tak zwany efekt drugiej rundy – czyli gdy ludzie widzą wysoki wzrost cen, chcą szybko przygotować się i przyjąć strategie obronne. Dlatego jeszcze więcej wydają – chroniąc przed inflacją swoje pieniądze w towarach czy w usługach. Podnoszą się ceny produkcji i tak właśnie nakręca się spirala inflacyjna, cenowo-płacowa.

– Sądzę, że skumulowały się w polskiej gospodarce lata błędów, które popełniały władze w naszym kraju. Rzadko sobie zdajemy sprawę z tego, jak wielki wpływ na rozregulowanie gospodarki ma czynnik ideologiczny i ideowy. Taki na przykład, jak utrzymywanie niskiego bardzo bezrobocia – powiedział serwisowi eNewsroom Grzegorz Cydejko, publicysta ekonomiczny. – Jak wiemy, w ideologii każdej władzy jest to, by ludzie mieli pracę i to jest słuszne. Kiedy jednak robimy wszystko w ten sposób, by gospodarka zatrudniała głównie ludzi o niskich kwalifikacjach – to ostatecznie dochodzimy do takiej sytuacji, w której w danej gospodarce nie ma już kto pracować. Bardzo rzadko słyszę takie analizy, które wskazują na problem rynku pracy, jako na problem bazowy – ważny dla wysokiego poziomu inflacji, jaką już wszyscy odczuwamy. Nie jest to jednak normalne, kiedy wypracowujemy kwantum wartości, ale otrzymujemy za to dwa razy więcej pieniędzy. Ogromna większość wskaźnika inflacji, którym mierzymy nierównowagę w naszej gospodarce, pochodzi właśnie z błędów w polityce gospodarczej. Błędy odciskają się na inflacji na poziomie około 9-10 punktów procentowych – we wskaźniku, który obecnie sięga 15,5%, a pewnie przekroczy 16. Tylko 5 punktów procentowych to efekt dwóch plag, które spotkały Europę i świat – czyli pandemii Covid i wojny Putina o likwidację Ukrainy. Niestety, nie ma dobrej metody, by łagodnie wyjść z takiego poziomu nierównowagi, jak mamy obecnie. Musi to nas wszystkich zaboleć. Musimy po prostu zbiednieć i to jest najgorsza wiadomość gospodarcza z ostatniego roku, a nawet 3 lat – przewiduje Cydejko.

Tylko 59% Polaków wyjedzie w tym roku na urlop

W tym roku na wakacje pojechało lub pojedzie około 59% Polaków — to mniej niż przed wybuchem pandemii. Około 63% osób, które zadeklarowały wyjazd na urlop, spędzi go w Polsce, prawie 23% — w innym kraju Europy, a ponad 8% — zarówno w Polsce, jak i innym państwie europejskim. Szczyt sezonu przypadnie na sierpień — podróż w tym okresie zadeklarowało prawie 48% wczasowiczów.

Serwis kariery LiveCareer Polska przeprowadził badanie, w którym zapytano 1030 Polaków o ich tegoroczne wakacje. Wyniki raportu nie pozostawiają złudzeń, że realia polityczne, w jakich przyszło nam funkcjonować, mają duży wpływ na tę sferę naszego życia, która pozornie ma z nimi niewiele wspólnego.

Ponad 60% Polaków, którzy w tym roku wyjadą na wakacje, w znacznej części zapłaci za nie z własnych oszczędności, a około 30% — z regularnej pensji. Ponad 36% wczasowiczów w ciągu tygodnia przeznaczy na wakacje do 1000 zł za osobę, kolejne 24% — od 1000 do 1500 zł za osobę, a co piąty — od 1500 do 2000 zł. Jednocześnie aż 48% osób, które zadeklarowały wyjazd na urlop w tym roku, wyda na niego więcej niż w poprzednich latach (z czego około 10% wyda znacznie więcej).

Specjaliści szacują, że w tym sezonie ceny wakacji są o 20-25% wyższe w porównaniu do zeszłego roku. Przyczynami tego stanu rzeczy są m.in. spadek wartości złotego, wysoka inflacja i wzrost cen paliwa — komentuje Żaneta Spadło, ekspertka ds. kariery LiveCareer Polska i autorka badania. — Te problemy nie dotykają tylko podróżujących za granicę, ale również tę większość wczasowiczów, która zdecydowała się pozostać w kraju. Jeśli na przykład podróżujemy z Warszawy do Gdańska albo z Warszawy do Zakopanego, to — przy założeniu, że nasz samochód pali 5,3 l/100 km — za samo paliwo w obie strony zapłacimy około 350 zł. Latem 2021 roku byłoby to około 250 zł, więc różnica jest znacząca.

Aż 48% osób, które w tym roku wyjadą na wakacje, zadecydowało o tym na kilka miesięcy wcześniej, a ponad 11% — nawet z rocznym wyprzedzeniem. Wśród 41% Polaków, którzy nie planują podróży w tym roku, aż 56% podróżowało w poprzednich latach. Te osoby jako główną przyczynę rezygnacji z wyjazdu wskazują wzrost cen (33%) i brak oszczędności (26%), a nieco rzadziej — problemy osobiste (18%). Tylko 7% respondentów w tej grupie wskazało atmosferę związaną z wojną na Ukrainie, około 3% — niepewność związaną ze strajkami kontrolerów lotów, a tylko 2% — obostrzenia covidowe.

Chociaż nasi ankietowani jako główną przyczynę rezygnacji z wyjazdów wskazują problemy finansowe, a nie bezpośrednio sytuację polityczną, nie ulega wątpliwości, że to właśnie geopolityka przyczynia się do trudnej sytuacji materialnej. Po ponad 2 latach pandemii wiele osób wyczekiwało tegorocznego urlopu. Ale wygląda na to, że wciąż piętrzą się przed nami trudności, a na upragniony wypoczynek wielu z nas będzie musiało jeszcze trochę zaczekać — komentuje ekspertka ds. kariery LiveCareer.pl Małgorzata Sury.

Badanie „Wakacje Polaków 2022: oczekiwania vs. rzeczywistość” wykazało również, że:

  • aż 82% osób, które w tym roku wybiorą się na wakacje, zorganizuje swój wyjazd samodzielnie, a tylko 18% skorzysta z usług biur podróży
  • ceny posiłków i atrakcji są dla Polaków trzecim kluczowym czynnikiem na wakacjach — po pogodzie i możliwości wypoczynku
  • około 74% badanych jest w stanie wydać więcej na wakacje, jeżeli mają poczucie, że wysoka jakość produktów lub usług im to zrekompensują.

FED – podwyżka o 75 pb może spowodować mocną przecenę dolara

Po Europejskim Banku Centralnym przychodzi kolej na Rezerwę Federalną. Rynek oczekuje, że Fed podniesie kluczowe stopy procentowe o 75 punktów bazowych. Docelowy przedział dla fed funds wynosiłby wówczas 2,25%-2,50%. Ze względu na gromadzące się dowody na spowolnienie gospodarcze i uspokojenie oczekiwań inflacyjnych, większa zmiana jest mniej prawdopodobna.

O ruchu o 100 pb zaczęto mówić po ostatnim odczycie inflacyjnym. CPI nieoczekiwanie wzrósł do poziomu 9,1 proc. w czerwcu. Przedstawiciele Fed w swoich ostatnich wypowiedziach nie do końca wykluczali krok o cały punk procentowych, ale wyraźnie zaznaczyli, że preferują podobną zmianę jak poprzednio. W tym momencie Fed i tak naciska na hamulec stosunkowo mocno w porównaniu z ostatnimi cyklami podwyżek stóp. Jeśli koszt pieniądza wzrośnie o zakładaną wartość, wówczas da nam to łącznie zmianę o 225 pb w ciągu ostatnich 5 miesięcy. Byłoby to znacznie więcej niż nawet legendarny manewr hamowania Greenspana w 1994 r. Aktualnie prawdopodobieństwo zmiany parametrów polityki monetarnej o jeden punkt procentowy wynosi zaledwie 12 proc. Rynek zakłada, że cały cykl zakończy się w okolicach poziomu 3,5 proc. a w 2023 roku Fed będzie zmuszony na pierwsze obniżki.

W Stanach Zjednoczonych inflacja zasadnicza może dalej rosnąć, jeśli międzynarodowe sankcje na eksport rosyjskiej ropy spowodują dodatkowy wzrost cen energii. Natomiast inflacja bazowa (5,9 proc.), która nie uwzględnia kosztów żywności i energii, mogła już osiągnąć swój szczyt.

Ceny dóbr trwałych, takich jak samochody, urządzenia domowe i komputery, były największą przyczyną wzrostu inflacji bazowej. Popyt na te towary wzrósł w czasie pandemii, a blokady w łańcuchu dostaw ograniczyły podaż. Przed pandemią ceny dóbr trwałego użytku miały tendencję spadkową i prawdopodobnie ponownie zaczną spadać, gdy łańcuchy dostaw unormują się, a popyt z dóbr przejdzie na usługi. Spadające ceny towarów powinny zrównoważyć rosnące ceny usług i sprawić, że inflacja bazowa będzie miała tendencję spadkową.

Inflacja „core” powinna spaść, ale prawdopodobnie nie na tyle, by uniemożliwić Fed-owi dalsze agresywne zacieśnianie. Kierunek zmian cen w sektorze usług będzie w dużej mierze zależał od tego, czy rynek pracy ulegnie ochłodzeniu i czy zmniejszy się presja płacowa. To, czy Fed-owi uda się zachować równowagę (zdusić inflację i zbytnio nie zaszkodzić gospodarce), będzie jednym z kluczowych punktów obserwacyjnych w ciągu najbliższych kilku miesięcy.

Fed zawsze będzie dążył do „miękkiego lądowania” przy zacieśnianiu polityki. Jednak tym razem Rezerwa Federalna może mieć szansę na uniknięcie większej recesji (o której cały świat mówi) biorąc pod uwagę brak znaczących nierówności w sektorze przedsiębiorstw i gospodarstw domowych. Finanse prywatne są w dobrej kondycji. Zadłużenie gospodarstw domowych w stosunku do produktu krajowego brutto w USA jest najniższe od 20 lat. Nadal posiadają one ponad 2 biliony dolarów nadwyżki oszczędności zgromadzonych podczas pandemii. Również finanse przedsiębiorstw są zdrowe.

Jak może dziś zareagować rynek? Przy naszym scenariuszu bazowym (podwyżka o 75 pb) dużo będzie zależeć od komunikatu Powella. Jeśli pojawi się z jego strony stwierdzenie o możliwym szczycie inflacji – co daje pewne szanse na złagodzenie tempa zacieśniania pieniężnego, wówczas dolar amerykański może stracić na wartości. Dojdzie wówczas do sprzedaży faktów. Część długich pozycji w USD będzie zamykana i być może dojdą „shorty”. Dolar jest mocno wykupiony i moim zdaniem czas na nieco większą korektę. Wówczas realne jest wyjście EUR/USD powyżej 1,03. To będzie scenariusz pozytywny dla amerykańskiej giełdy. Indeksy z Wall Street powinny być wyżej po komunikacie. Podwyżka o 100 pb byłaby dużym zaskoczeniem, ponieważ w ostatnim czasie mocno zmalało prawdopodobieństwo takiej decyzji. W takim okolicznościach EUR/USD ponownie zszedłby do parytetu i możliwe, że psychologiczny poziom zostałby naruszony. To byłby negatywny scenariusz dla rynku akcyjnego.

Łukasz Zembik, DM TMS Brokers

Ubezpieczenia na życie w pierwszym półroczu 2022: średnia wartość składki to 81 zł

  • nowotwory, jednak czas pandemii i ograniczony kontakt z lekarzami – spotęgował problem. Rocznie nawet 171 000 osób w Polsce dowiaduje się, że ma raka.
  • Coraz więcej polis na życie uwzględnia świadczenia związane z tą chorobą – np. pokrycie kosztów leczenia czy To może być powód wzrostu liczby osób ubezpieczonych na życie o 17% względem ubiegłego roku.
  • Średnia wartość składki miesięcznej polisy na życie z pierwszego półroczna 2022 r. to 81 zł, średnia z analogicznego okresu 2021 r. jest niższa o 2 zł.
  • 27% ubezpieczających się na życie to osoby w wieku 35-44 lata.

W czasie pandemii COVID-19 znacząco pogorszył się dostęp do lekarzy rodzinnych i specjalistów – co zauważyła ponad połowa Polaków – jak wskazuje raport „Polacy rok po wybuchu pandemii SARS-CoV-2” Fundacji Aflofarm. Co więcej – aż 30% osób rezygnowało wówczas z osobistej wizyty u lekarza lub specjalistycznych badań w obawie przed zakażeniem koronawirusem. Ten pandemiczny czas przyczynił się także do zwiększenia nerwowości – zwłaszcza u kobiet (58,7%), zwiększenia wagi (40,8%), ogólnego pogorszenia fizycznego stanu zdrowia (51,5%). Na skutki nie musieliśmy długo czekać – lekarze biją na alarm – notowane są wzrosty zachorowań m.in. na nowotwory czy choroby układu krążenia.

Jak wynika z Krajowego Rejestru Nowotworów, w Polsce mamy ponad 171 tys. nowych zachorowań na nowotwory rocznie i nawet 100 tys. przypadków zgonów w wyniku tej choroby.

Wypłaty w czasie choroby

Nowoczesne metody leczenia, szybkie podjęcie odpowiednich działań i możliwości konsultacji u najlepszych specjalistów w wielu przypadkach mogą pomóc kompleksowo wyjść z choroby. Dlatego eksperci rynku ubezpieczeń tak wiele w tym kontekście mówią o wartości polis na życie. Wciąż wielu Polaków nie wie, że tego typu ubezpieczenia są istotnym wsparciem w czasie choroby.

Ubezpieczenie na życie to nie tylko ochrona na wypadek śmierci. To przede wszystkim wsparcie w momencie nieprzewidzianych zdarzeń i ich konsekwencji. Polisa pozwala w takich przypadkach na dwutorową pomoc – zarówno przez wypłatę dodatkowych środków pieniężnych, jak i organizację i pokrycie kosztów leczenia czy rehabilitacji. Takie wsparcie może znacznie odciążyć chorego i jego rodzinę od wielu zmartwień – mówi ekspertka Sandra Kucińska z CUK Ubezpieczenia. – Statystyki są nieubłagane – z roku na rok rośnie zachorowalność na nowotwory. To powód, dla którego klienci CUK Ubezpieczenia decydują się na polisę zawierającą wypłatę świadczenia w przypadku diagnozy poważnego zachorowania – dodaje.

Już prawie 4 mln Polaków ma ubezpieczenie na życie

Jak się okazuje czas pandemii COVID-19 skłonił wielu Polaków do refleksji dotyczących wsparcia w trudnych dla siebie momentach. Rośnie świadomość rodaków w zakresie ubezpieczeń na życie. Jak podała Polska Izba Ubezpieczeń, na koniec 2021 r. ponad 3,8 mln Polaków miało wykupione ubezpieczenie zdrowotne, co oznacza wzrost w skali rocznej aż o 17%.

Tendencja ta widoczna jest także w tym roku. Wg CUK Ubezpieczenia porównując pierwsze półrocza 2021 i 2022 widoczny jest wzrost sprzedaży o ponad 5%. Wyniki te są z pewnością podyktowane także trudną sytuacją w placówkach opieki medycznej, ograniczonym dostępem do lekarzy specjalistów.

Z naszych doświadczeń wynika, że Polacy coraz bardziej doceniają ubezpieczenia na życie. Cenią sobie poczucie bezpieczeństwa i pomoc w trudnych sytuacjach wywołanych chorobą. Ważną motywacją dla naszych klientów jest również to, by nie obciążać swoich najbliższych kosztami związanymi ze swoją chorobą. Coraz częściej takie polisy są uzupełniane o pakiety medyczne pozwalające na korzystanie z prywatnej ochrony zdrowia – lekarzy specjalistów czy specjalistyczne badania w ramach ubezpieczenia. Już przy składce wynoszącej kilkaset złotych rocznie można skorzystać z zaawansowanych badań jak np. rezonans magnetyczny, który wykupiony prywatnie może kosztować nawet blisko 1000 zł – wyjaśnia Sandra Kucińska z CUK Ubezpieczenia.

Średnia wartość składki przy polisie na życie rośnie

W czerwcu tego roku średnia wartość składki miesięcznej ubezpieczenia na życie wynosiła 83,1 zł. Średnia wartość składki z pierwszego półroczna 2022 r. to 81 zł, średnia z analogicznego okresu 2021 r. jest niższa o 2 zł i wynosi 79 zł. Wzrost kosztów jest jednak niższy niż inflacja.

Wśród kupujących polisy na życie, które zawarli nasi klienci w ostatnim półroczu, dominują przede wszystkim osoby w wieku 35-44 lata. Stanowią one grupę ok. 27% ubezpieczonych na życie w perspektywie ostatnich 6 miesięcy. Nieco mniej, bo 23,6% było osób w wieku 25-34. Średnia wysokość składki dla tych grup wiekowych wynosi odpowiednio 86,4 zł i 74,8 zł – mówi ekspertka CUK Ubezpieczenia. – Zdecydowanie najmniej polis wykupiły osoby do 24 roku życia. Łącznie stanowią one 5,2% ubezpieczonych w ostatnim półroczu. Średnia wysokość składki polisy dla ta młodych osób w tym roku nie przekracza 65 zł miesięcznie. Statystycznie im jesteśmy młodsi tym zdrowsi, zatem składka jest niższa – dodaje.

Polisa na życie nie tylko „na życie”

Ubezpieczenie na życie to szereg możliwości otrzymania wsparcia. Osoba ubezpieczona może liczyć na organizację wymaganego leczenia, konsultacje u specjalistów, badania i pokrycie kosztów leczenia oraz rehabilitacji. Oczywiście w ostateczności to również wypłata w razie śmierci ubezpieczonego. Takie rozwiązania są uniwersalne – niezależne od stanu cywilnego, zawsze będą stanowiły duże odciążenie dla chorego i jego bliskich – nawet jeśli nie pozostają w formalnym związku.

W przypadku osób pozostających w nieformalnych związkach wskazanie w umowie ubezpieczenia uposażonego, czyli osoby uprawnionej do otrzymania świadczenia po śmierci ubezpieczonego, jest tożsame z tym, że całość środków trafi do niego. Polisy na życie nie wchodzą w skład dziedziczenia ani opodatkowania spadkowego – mówi ekspertka Sandra Kucińska z CUK Ubezpieczenia.

PFR S.A. po interwencji Rzecznika MŚP wydał decyzję w sprawie zwolnienia z obowiązku zwrotu subwencji finansowej uzyskanej z Programu Tarcza Finansowa 1.0

Przedsiębiorca prowadzący biuro podróży złożył wniosek o podjęcie przez Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców (Oddział w Białymstoku) czynności interwencyjnych w sprawie błędnej decyzji PFR S.A. dotyczącej rozliczenia subwencji finansowej otrzymanej w ramach programu rządowego – „Tarcza Finansowa Polskiego Funduszu Rozwoju dla Małych i Średnich Firm”. W następstwie złożonego wniosku Przedsiębiorca zawarł z PFR umowę subwencji finansowej, na mocy której PFR przyznał mu środki w kwocie 72.000 zł. W dniu 18 maja 2021 r. Beneficjent złożył oświadczenie o rozliczeniu, w następstwie którego zgodnie z warunkami Regulaminu otrzymał decyzję, w której PFR wyliczył zwolnienie z obowiązku zwrotu subwencji finansowej w wysokości 18.000 zł wskazując, że na podaną wartość składa się jedynie 25% związane z prowadzeniem działalności gospodarczej w całym okresie 12 miesięcy od dnia przyznania subwencji finansowej. Przedsiębiorca nie uzyskał zwolnienia z obowiązku zwrotu dodatkowo kwoty 54.000 zł, tj. 75% subwencji z tytułu spełniania warunku utrzymania zatrudnienia w okresie 12 pełnych miesięcy kalendarzowych liczonych od końca miesiąca kalendarzowego poprzedzającego datę zawarcia umowy subwencji finansowej oraz prowadzenia działalności w branży sklasyfikowanej kodem PKD 79.12.Z „Działalność organizatorów turystyki”. Przedsiębiorca terminowo dokonał zgłoszenia wyjaśniającego (reklamacji), w której wskazał, że ze składanego do PFR oświadczenia o rozliczeniu – spełnia on wszelkie warunki do ubiegania się o umorzenie przyznanej mu subwencji finansowej w wysokości 100%, tj. w kwocie 72 000 zł, ponadto informując, że w jego ocenie formularz bankowy wprowadzał w błąd, co również było podnoszone do PFR przez Rzecznika MŚP na skutek podejmowanych interwencji.

Rzecznik MŚP w swoich licznych stanowiskach i wnioskach kierowanych do PFR występował o wydanie decyzji w zakresie umorzenia całości przyznanej subwencji, wobec faktu spełnienia wszystkich Regulaminowych przesłanek przez Beneficjenta z Programu Tarcza Finansowa 1.0. Rzecznik MŚP dodatkowo podkreślał, że Przedsiębiorca działa w branży turystycznej szczególnie dotkniętej skutkami pandemii i pomimo wieku (74 lata) od 40 lat prowadzi jedno z najstarszych w województwie kujawsko-pomorskim biur podróży. W następstwie wydania pierwotnie błędnej decyzji i przedłużającego się przez prawie 12 miesięcy postępowania wyjaśniającego przed PFR, był on zmuszony zwracać comiesięczne raty, które pokrywał ze środków prywatnych (tj. w znacznej części z emerytury i likwidacji posiadanych oszczędności). Po ponad roku od złożenia oświadczenia o rozliczeniu, wniosku interwencyjnego i ponagleniach kierowanych przez Rzecznika MŚP w zakresie zakończenia przedłużanego przez PFR postępowania wyjaśniającego (reklamacji) w dniu 28 czerwca 2022 r. została wydana decyzja w sprawie umorzenia subwencji w całości. PFR zobligowany był zwrócić Przedsiębiorcy nadpłacone środki w kwocie 24.750 zł, które ostatecznie trafiły na konto firmy.

Czy Ukraina przejdzie do ofensywy?

Obecnie Ukraina buduje siły aby przejść do ofensywy w działaniach wojennych z Rosją. Cały czas szkoli ludzi, zbiera sprzęt i możliwe, że w ciągu miesiąca, dwóch przejdzie do działań ofensywnych. Nadal widać też dużą mobilizację społeczeństwa ukraińskiego. Niestety, stan wojny to sytuacja, gdzie mnóstwo ludzi cierpi. Widzimy licznych uchodźców w Polsce – prawie 4 miliony, a na całym świecie nawet ponad 5 milionów osób. Także gospodarczo Ukraina nie przetrwa bez pomocy finansowej, gospodarczej i logistycznej – a więc udostępnienia zasobów krajów, które ją wspierają. Najistotniejsza obecnie wydaje się możliwość eksportu zboża z Ukrainy.

– Jak widzimy po tak zwanej krótkiej przerwie operacyjnej, Rosjanie ponownie ogłosili przejście do działań aktywnych i sądzę, że obecnie na Ukrainie będą dalej postępować tak, jak postępowali. Ta przerwa operacyjna była zdecydowanie za krótka, żeby odtworzyć w pełni zdolność bojową, zebrać zapasy, skoncentrować siły – powiedział serwisowi eNewsroom pułkownik rezerwy Maciej Matysiak, były zastępca Służby Kontrwywiadu Wojskowego, ekspert Fundacji Stratpoints, wykładowca ANS Gniezno. – W związku z powyższym Rosjanie dalej będą koncentrować się właściwie na jednym kierunku – z opcją czy próbą wciągnięcia do konfliktu, co jest nie wykluczone, Białorusi. Tutaj raczej nie wróżyłbym sukcesów Rosji – bo prezydent Łukaszenko będzie się przed tym bronił. W związku z powyższym będziemy widzieć działania takie, jak do tej pory – czyli ostrzały artyleryjskie pozycji ukraińskich, ostrzały rakietowe otwartych miast, terror społeczny, zadawanie strat ludności cywilnej i próbę zebrania sił przez stronę ukraińską w celu przejścia do działań ofensywnych – analizuje Matysiak.

Polskie REIT-y: czy to ich definitywny koniec?

Rząd wstrzymał prace nad ustawą o REIT-ach. Wyjaśniamy, czy w związku z powyższym polskie REIT-y jednak nie powstaną.

Krajowe media niedawno poinformowały, że rząd wstrzymał prace nad ustawą o spółkach inwestycyjnych typu REIT. To kolejny zwrot akcji w długiej historii pod tytułem „polskie REIT-y”. Nie można przesądzać, że wspomniane spółki nigdy w Polsce nie powstaną. Trudno jednak zaprzeczyć, że niedawna decyzja rządu dość mocno odsunęła w czasie stworzenie ram prawnych dla działalności spółek akcyjnych typu REIT. Warto bliżej przyjrzeć się sytuacji i wyjaśnić, dlaczego prace nad ustawą regulującą polskie REIT-y zostały ostatecznie wstrzymane. Rząd powinien zdawać sobie sprawę, że wstrzymanie prac nad ustawą o REIT-ach nie zahamuje ekspansji zagranicznych funduszy inwestycyjnych na polskim rynku nieruchomości. Zachodni inwestorzy mimo wojny za naszą granicą są kuszeni tanim złotym, który pozwala im na mniej kosztowne zakupy.

Nasz artykuł w dużym skrócie:

  • Dotychczasowa, sześcioletnia historia prac nad ustawą o REIT-ach jest pełna zwrotów akcji oraz zmian wcześniej przyjętych koncepcji. Niektóre z nich były kontrowersyjne. Przykład to ukierunkowanie REIT-ów na „mieszkaniówkę”.
  • Nie znamy wszystkich powodów decyzji rządu o wstrzymaniu prac nad ustawą o REIT-ach. Aspekty związane z ryzykiem makroekonomicznym to nie jedyna przyczyna. Polskie REIT-y na razie nie powstaną również ze względu na obawy przed ekspansją zagranicznych inwestorów.
  • Słaby złoty może bardziej niż ustawa o REIT-ach zachęcać zagranicznych inwestorów do ekspansji na polskim rynku nieruchomości (w tym mieszkaniowym).

Poniżej prezentujemy więcej ciekawych informacji na temat planów uruchomienia rodzimych spółek typu REIT. Warto się zapoznać z tym tematem, mimo że polskie REIT-y na razie nie powstaną.

Polskie REIT-y: ten temat ciągnął się już od lata 2016 roku

Osoby śledzące prawo nieruchomości być może wiedzą, że polskie REIT-y były tematem rozważań już około sześć lat temu. Jesienią 2016 roku krajowe media poinformowały o projekcie ustawy, który zakładał stworzenie spółek inwestujących w nieruchomości (typu REIT) na wzór rozwiązań z krajów anglosaskich. „Projekt ustawy z końca 2016 roku przewidywał, że polska spółka REIT ma być notowana na giełdzie i powinna posiadać nieruchomości stanowiące co najmniej 70% wartości aktywów” – tłumaczy Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Wspomniany warunek co do aktywów wedle projektu mógł być spełniony również poprzez udziały w spółkach nieruchomościowych oraz innych spółkach typu REIT. Kolejne planowane wymagania zakładały, że polskie REIT-y powinny wypłacać co najmniej 90% swojego zysku w formie dywidendy lub reinwestować taki udział. „Co więcej, polskie REIT-y miały czerpać przynajmniej 70% przychodów netto z działalności stricte nieruchomościowej” – komentuje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Spełnienie podanych wyżej oraz kilku innych warunków miało skutkować zwolnieniem REIT-ów z podatku CIT. Mowa o zwolnieniu dotyczącym przychodów z tytułu najmu i sprzedaży nieruchomości, sprzedaży udziałów w spółkach zależnych oraz innych REIT-ach, a także przychodów z dywidend wypłacanych przez zależne spółki nieruchomościowe. „Polskie REIT-y podobnie jak ich zagraniczne odpowiedniki w zamian za zwolnienie podatkowe miały zapewniać dogodne warunki inwestowania w nieruchomości (także konsumentom)” – podkreśla Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Pandemia koronawirusa również miała pewne znaczenie

Polskie REIT-y (tzw. firmy inwestujące w najem nieruchomości – F.I.N.N) pierwotnie miały zacząć swoje funkcjonowanie już w 2019 r. Na początek tego przedpandemicznego roku zaplanowano bowiem wejście w życie odpowiedniej ustawy. Szybko okazało się jednak, że prace legislacyjne są dość mocno opóźnione. „Projekt zawarty w druku sejmowym numer 2855 trafił do Sejmu jesienią 2018 roku, a później prace nad nim zamarły” – mówi Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

W 2020 r. priorytet zyskały kwestie związane z pandemią COVID-19, co jednak nie mogło tłumaczyć legislacyjnego zastoju widocznego w całym poprzednim roku. Pewne nadzieje na to, że polskie REIT-y jednak ruszą pojawiły się w drugiej połowie 2021 roku. „Wtedy z Ministerstwa Rozwoju, Pracy i Technologii napłynęły informacje o wznowieniu prac nad stosowną ustawą dotyczącą REIT-ów” – przypomina Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Nie znamy wszystkich motywów niedawnej decyzji rządu

Natomiast niedawne wstrzymanie prac nad prawnymi ramami działania dla polskich REIT-ów jest tłumaczone m.in. niepewnością gospodarczą. To raczej mało przekonywujący argument. Większe znaczenie może mieć ten, który mówi o obawach związanych z wpływem powstających REIT-ów na ceny lokali. „Innymi słowy, rząd uważa, że działalność REIT-ów może uruchomić dodatkowy popyt, który będzie windował i tak wysokie już ceny mieszkań” – wyjaśnia Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Ten kolejny argument rządu również nie jest do końca uzasadniony, ponieważ zagraniczne fundusze już od pewnego czasu kupują u polskich deweloperów duże pakiety mieszkań. Mowa o lokalach, które posłużą do długookresowego najmu instytucjonalnego w formule PRS (private rented sector). „Problemy podażowe na rynkach wynajmu w dużych miastach dodatkowo mogą zwiększać zainteresowanie inwestorów taką formuła najmu” – dodaje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Ekspansja zagranicznych funduszy nie zależy od REIT-ów

Ekspansja zagranicznych funduszy inwestycyjnych na polskim rynku mieszkaniowym na razie znajduje się w początkowym stadium. Niemniej jednak, pewne obawy z nią związane mogą wydawać się zrozumiałe. Trzeba jednak pamiętać, że wstrzymanie prac nad przepisami, które miały regulować polskie REIT-y, raczej nie zniechęci zagranicznych inwestorów. „Tacy nabywcy lokali na wynajem koniecznie nie potrzebują bowiem regulacji, z których przynajmniej tymczasowo zrezygnował rząd” – uważa Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Dla wspomnianych funduszy inwestycyjnych dużo większą zachętą będzie natomiast tymczasowo niski kurs złotego, dzięki któremu można taniej nabywać lokale pod wynajem. „Gdyby kurs polskiej waluty względem euro kształtował się na poziomie z I kw. 2015 roku, to 1 mkw. stołecznego nowego mieszkania byłby dla zagranicznego inwestora droższy o około 300 euro” – podsumowuje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Źródło: Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Bezpieczna poczta – czy wiesz o niej już wszystko?

Firmowe konta mailowe mogą być narażone na wiele różnych zagrożeń. Część z nich pochodzi z zewnątrz, jednak niektóre są generowane przez użytkowników. Udzielenie dostępu osobom niepożądanym, wyciek danych czy utrata ważnych plików, to tylko niektóre z problemów związanych z cyberbezpieczeństwem. Sprawdź, czy masz świadomość zagrożeń, jakie czyhają na Twoją skrzynkę mailową!

Poczta e-mail jest jedną z najpopularniejszych form komunikacji w internecie. Chociaż na wielu polach zastąpiły ją popularne aplikacje i komunikatory, to wciąż jest jednym z głównych kanałów kontaktu w sprawach biznesowych czy formalnych.  Jednak zarówno  prywatne, jak i firmowe konto pocztowe musi być odpowiednio zabezpieczone. Z jakich zagrożeń trzeba sobie zdawać sprawę?

Konta pocztowe na firmowej domenie

Większość serwisów oferujących usługi hostingowe umożliwia tworzenie kont pocztowych dla pracowników. Przeglądając oferty, warto zwrócić szczególną uwagę na to, czy poczta zabezpieczona jest oprogramowaniem antywirusowym. Dobrym pomysłem jest także przechowywanie kopii zapasowych danych – dzięki temu można odzyskać ważny plik omyłkowo skasowany przez pracownika. Szukając hostingu poczty, sprawdź ofertę dostępną na progreso.pl – ich zasady są przejrzyste, a usługi możesz testować za darmo. Progreso oferuje też ogromną pojemność, która gwarantuje, że Twojej firmie nie zabraknie miejsca na skrzynkach pocztowych.

Szkolenia z bezpiecznego korzystania z poczty

Nie wszyscy na bieżąco śledzą nowinki technologiczne. Część pracowników może być nieświadoma zagrożeń, jakie niesie ze sobą korzystanie z poczty e-mail. Nowe rodzaje oszustw i sposoby ich przeprowadzania czasami zaskakują nawet specjalistów, nic więc dziwnego, że szeregowy pracownik może nie zdawać sobie z nich sprawy.  Dlatego pierwszym krokiem do budowania bezpieczeństwa powinny być szkolenia, podczas których pracownicy dowiedzą się jak korzystać z poczty i rozpoznawać zagrożenia, a także jak na nie reagować.

Logowanie do poczty firmowej

Jednym z najpopularniejszych ataków jest włamanie na konto pocztowe. Haker może wówczas wykraść wrażliwe dane, wysyłać wiadomości, w których podszywa się pod pracownika i wyłudzać cenne informacje. Aby ograniczyć ryzyko takich sytuacji, należy stosować bezpieczne, trudne do złamania hasła oraz wieloetapową weryfikację. Pracownicy muszą także pamiętać o regularnej zmianie danych logowania i trzymaniu ich w tajemnicy.

Czym jest PHISHING?

Ten rodzaj oszustw jest szczególnie niebezpieczny. Ofiarą takich ataków mogą paść nawet osoby ostrożne i biegłe w nowoczesnych technologiach. Oszustwo polega na wysyłaniu wiadomości, w których haker podszywa się pod osobę, firmę lub instytucje i próbuje skłonić do przesłania konkretnych informacji, danych logowania czy kliknięcia w link albo pobrania załącznika. Celem ataku może być uzyskanie dostępu do dokumentów i kont, niekiedy może chodzić także o zainfekowanie komputera odbiorcy złośliwym oprogramowaniem. Takie wiadomości mogą wyglądać bardzo wiarygodnie, dlatego warto się dokładnie upewnić, komu udzielasz informacji i w jakie linki klikasz.

Czy celem Putina jest światowy głód, a w efekcie masowe migracje?

Wojna w Ukrainie jest jednym z wielu konfliktów – zwłaszcza dla krajów, które są daleko położone od Europy. Według Instytutu Sztokholmskiego obecnie mamy 56 konfliktów na świecie. Czyli takich punktów zapalnych – niektóre z nich to wojny domowe, a inne, jak w przypadku wojny pomiędzy Rosją a Ukrainą, wojny międzypaństwowe. Wojna na Ukrainie jest świetnym przykładem wpływu na ogólnoświatowe migracje. Jest to lokalny konflikt, który powoduje globalne problemy – jak chociażby problem z brakiem żywności. Wystarczyło zaatakować Ukrainę, co zrobiła to Rosja i wywołała wielkie zamieszanie na rynku żywności. Przykładowo Ukraina jest jednym z największych producentów pszenicy, jest największym producentem oleju słonecznikowego. Według światowej organizacji żywności FAO, wojna w Ukrainie spowoduje w ciągu tego i kolejnego roku głód dla 275 mln ludzi. O tym będzie się rozmawiać na szczycie klimatycznym w Sharm El-Sheikh w Egipcie, ten temat omawiano też na szczycie ekonomicznym w Davos.

– Toczonych wojen jest dużo, a ich liczba co gorsza będzie rosnąć. Także dlatego, że mamy postępujące zmiany klimatyczne. Tutaj przypomnę absolutnie fenomenalny raport pana profesora Philipa Alstona, specjalnego sprawozdawcy ONZ do spraw praw człowieka, który na prośbę sekretarza generalnego ONZ tego rodzaju raport przygotował. W 2018 roku ten raport został okrzyknięty przez dziennikarzy jako raport o apartheidzie klimatycznym – bo mówił o tym, co się wydarzy, jeżeli dojdzie do wielkoskalowych zmian związanych z klimatem – powiedział serwisowi eNewsroom Kamil Wyszkowski, Dyrektor Wykonawczy UN Global Compact Network Poland. – Aż 70% negatywnych konsekwencji dotknie tak zwane globalne Południe, a zaledwie 30% bogatą Północ. W konsekwencji będziemy mieć potężne wstrząsy, niepokoje społeczne, głód, brak żywności, brak wody i migracje klimatyczne. Szacuje się je w ramach systemu ONZ na miliardy ludzi w roku 2100 i później. Ta wielka wędrówka ludów jest najbardziej niepokojąca, bo nigdy nie doświadczyliśmy migracji w takiej masowej skali. To może być początek końca cywilizacji człowieka, jaką znamy. Atak na Ukrainę jest zwiastunem takich zawirowań. W Ukrainie zaaresztowane lub rozkradzione zostało zboże, a całkiem niezłe tegoroczne plony będą musiały albo zostać na polach – ponieważ nie będzie jak ich zebrać, albo nie będą znowu mogły być wywiezione poza terytorium Ukrainy z powodu zablokowania portów bądź ich zaminowania, jak w przypadku Odessy. To są działania, które jak w soczewce pokazują, że jeden punktowy konflikt zbrojny powoduje globalne problemy – w tym przypadku problemy z żywnością. Brak żywności będzie odczuwalny jeszcze w tym roku w Północnej Afryce, na Bliskim Wschodzie i w wielu innych krajach na świecie – wyjaśnia Wyszkowski.

Polskie firmy w większości zdecydowały się na całkowite opuszczenie Rosji i pokazały, jak działa odpowiedzialny biznes

Już od ponad 4 miesięcy trwa exodus zagranicznych firm z Rosji. Niektóre z nich błyskawicznie po rozpoczęciu inwazji podjęły decyzję o zaprzestaniu lub ograniczeniu dalszej działalności w kraju rządzonym w przez Władimira Putina, innym zajęło to trochę więcej czasu, co spotykało się z negatywną reakcją opinii publicznej. Już ponad 1000 przedsiębiorstw ogłosiło swoje deklaracje dotyczące tego, co zrobią w związku z rosyjską agresją, jednak nie zawsze były one takie, jakich oczekiwała społeczność międzynarodowa. Polska znalazła się na wysokim 3. miejscu w zestawieniu krajów europejskich, których firmy zdecydowały się na opuszczenie Rosji.

Jak wynika z raportu EMIS „Fleeing Russia: The Mass Corporate Exodus” do końca czerwca 2022 r. łącznie 1129 firm ogłosiło plany ograniczenia działalności w Rosji lub całkowitego opuszczenia tamtejszego rynku. Niecały miesiąc po wybuchu wojny firmy takie jak Carlsberg, Paypal czy Goldman Sachs oznajmiły, że pozbędą się całego swojego biznesu w Rosji. Jeszcze w maju oszacowano, że przychody prawie tysiąca firm, które zdecydowały się na ograniczenie działalności w kraju rządzonym przez Władimira Putina, stanowiły ok. 45% rosyjskiego PKB. Jednak, w ostatnich miesiącach, z tamtejszego rynku postanowili już całkowicie wycofać się giganci tacy jak McDonald’s, IBM i Siemens, którzy wcześniej jedynie wstrzymali swoją działalność. Kolejne pakiety sankcji będą przyczyniały się do dalszego ograniczania biznesu zagranicznych firm w Rosji i pogłębią izolację gospodarczą kraju.

Co firmy rozumieją poprzez „ograniczenie działalności w Rosji”

Nie wszystkie firmy, które ogłosiły, że podjęły działania mające na celu ograniczenie swojej aktywności na rosyjskim rynku, zdecydowały się na całkowite opuszczenie tego kraju. Niektóre opublikowały komunikaty dotyczące zawieszenia sprzedaży tylko po to, aby uniknąć fali krytyki, jednak w rzeczywistości kontynuowały swój biznes.

Spośród spółek, które wydały komunikat dotyczący działalności w Rosji, 496 tymczasowo wstrzymuje większość lub prawie wszystkie operacje, 168 ogranicza jedynie niektóre czynności biznesowe, a 160 odkłada planowane inwestycje, jednocześnie kontynuując bieżącą działalność.

Analitycy EMIS informują, że jedynie 2,3% wszystkich firm, które zawieszają operacje w Rosji, ale nie opuszczają całkowicie rynku, to polskie przedsiębiorstwa. W zestawieniu Polska razem z Danią zamyka pierwszą dziesiątkę krajów, których organizacje zdecydowały się na właśnie taki krok. Na pierwszym miejscu znalazły się Stany Zjednoczone z wynikiem 32,9%, na drugim Niemcy z 8%, a podium zamykają Japonia i Wielka Brytania – 7,8%. Na opublikowanej z początkiem wojny i aktualizowanej na bieżąco przez Uniwersytet Yale „liście wstydu” wymieniono polskie biznesy: producenta opakowań metalowych Canpack oraz MAKROchem, firmę wytwórczą z branży gumowej i oponiarskiej.

Polskie firmy nie bawiły się w półśrodki

Na koniec czerwca 2022 r. 305 firm zdecydowało o całkowitym opuszczeniu Rosji. Są wśród nich znane polskie marki, jak LPP (producent i dystrybutor odzieży, mający w swoim portfolio m.in. Reserved, House i Cropp), Hortex czy Allegro. Eksperci EMIS wskazują, że 6,5% przedsiębiorstw spośród tych, które zadeklarowały ten radykalny krok, pochodzi z Polski. W światowym zestawieniu plasuje to kraj nad Wisłą na równi z Finlandią na wysokim, 4. miejscu. Najwięcej firm, które zakończyły biznes w Rosji pochodzi z USA – 35,7% (w tym giganci, jak Nike czy Cisco), dalej znalazła się Wielka Brytania z 14%, następnie Niemcy z 7,1%.

Niezdecydowanym firmom zagranicznym pierwszy wicepremier Rosji Andriej Biełousow przedstawił trzy opcje. Mogą zostać, opuścić Rosję albo przekazać zarządzanie miejscowym partnerom. Według raportu EMIS przedsiębiorstwa z Polski rzadko się wahały czy decydowały na opóźnienie decyzji, aby zdobyć więcej czasu. Pod koniec czerwca większość z tych polskich organizacji, które przedstawiły swoje oficjalne stanowisko, postanowiło całkowicie opuścić reżim Putina.

Rosjanie nie napiją się Pepsi

Wyjście z Rosji przez wspomniany już polski Hortex wpisuje się w trend, który pokazuje, że w kategorii dóbr konsumpcyjnych krajowy sektor żywności i napojów był tym, który odczuł najsilniej wycofanie się firm zagranicznych. Rosjanie nie znajdą już na sklepowych półkach napojów firmy PepsiCo, które były jednymi z niewielu zachodnich produktów dozwolonych w Związku Radzieckim. Gigant, dla którego Rosja była drugim co do wielkości rynkiem międzynarodowym po Meksyku, ogłosił zawieszenie sprzedaży Pepsi-Coli, 7 Up i innych napojów gazowanych.

Rynek rosyjski porzucają głównie firmy z sektora przemysłowego – to aż 28,6% wszystkich organizacji. Za nimi w zestawieniu uplasowały się przedsiębiorstwa IT z 12,1%, a następnie z sektora podstawowych produktów konsumenckich – 11,8%. Część rosyjskich ekonomistów alarmuje, że krajowi grozi zapaść gospodarcza. W ich ocenie zachodnie sankcje i międzynarodowa izolacja zbyt mocno uderzają w sektor usług i zakłady przemysłowe. Tak długo, jak wojna w Ukrainie trwa, powrót międzynarodowych korporacji do Rosji wydaje się coraz mniej prawdopodobny. Co więcej, w związku z ostatnimi sygnałami z Moskwy, że zmierza ona w kierunku nacjonalizacji aktywów zagranicznych firm, które opuściły kraj, prowadzenie interesów w Rosji staje się jeszcze bardziej ryzykowne.

Źródło: EMIS Insights – Fleeing Russia – The Mass Corporate Exodus

Anatomia baniek finansowych, krachów i tego, gdzie jesteśmy dzisiaj

Globalne rynki: akcji, walut, surowców – w jakim są momencie wzrostu czy spadku?

  • Niektóre ważne segmenty amerykańskiego rynku akcji (NASDAQ, NASDAQ 100, S&P 500 home builders index) w 2021 r. najprawdopodobniej znajdowały się w trybie bańki; nie zakończyły jeszcze typowej korekty po bańce, oferując więcej spadków niż wzrostów.
  • W przeciwieństwie do tego, rynki akcji w innych gospodarkach rozwiniętych oraz na rynkach wschodzących nie znajdowały się w strefie bańki spekulacyjnej; oferują obecnie więcej korzyści niż zagrożeń.
  • Aby dojść do takich wniosków, nie opieramy się na miernikach wyceny; zamiast tego używamy oryginalnej metodologii, która koncentruje się na tym, jak przeszłe ruchy rynkowe wpływają na psychologię inwestorów w kontekście niepewności.

Poniższy tekst to wybór skróconych fragmentów z oryginalnego opracowania (w jez. angielskim), które zawiera pełen wywód poparty licznymi przykładami, wykresami i metodologią. Zapraszamy do zapoznania się – materiał w załączeniu

Czy obecna korekta rynkowa to prawdziwy epizod pękania bańki? A jeśli tak, czy może być gorzej?

Korekty o 20-30%, których doświadczyliśmy w pierwszej połowie 2022 r., a które są najgorszym spadkiem w pierwszej połowie od ponad 50 lat, nie były spowodowane kryzysem. Nastąpiły one po okresie szybkiej aprecjacji cen, a ich punkty wyjścia były wysokie. W związku z tym w opinii Allianz Trade należy odpowiedzieć na dwa pytania: po pierwsze, czy punkty wyjścia tych korekt były tak wysokie, że rynki stały się bańkami? Po drugie, jeśli rynki były w trybie bańki, to czy zeszło z nich powietrze tak szybko, jak to się dzieje zazwyczaj po pęknięciu bańki?? Jak zawsze, zrozumienie, skąd przybywamy, może pomóc w ustaleniu, dokąd zmierzamy.

Odpowiedź Allianz Trade to generalnie – tak, a mianowicie niektóre kluczowe segmenty rynku, głównie w USA, były w trybie bańki, ale nie, nie jest to jeszcze czas na zwiększenie ekspozycji na ryzykowne aktywa. Ta odpowiedź nie jest oryginalna, ale taka jest nasza metoda ilościowa, której używamy, aby do niej dojść. Ponieważ żyjemy raczej w świecie niepewności („nieznanych niewiadomych”) niż w świecie ryzyka („znanych niewiadomych”), zakładamy, że wycena fundamentalna jest nieuchwytnym pojęciem, co do którego inwestorzy nie mogą formułować racjonalnych oczekiwań[1]. Zamiast tego skupiamy się na tym, jak przeszłe ruchy rynkowe wpływają na psychologię inwestorów. W naszym ujęciu rynek staje się bańką, gdy uczestnicy rynku, patrząc na sekwencję przeszłych zwrotów, postrzegają go jako rosnący w podwyższonym tempie. Aby zmierzyć takie tempo, wykorzystujemy średnią ważoną poprzednich stóp zwrotu, której czynniki ważone mają unikalną właściwość: są zmienne w czasie (lub zależne od kontekstu). Wskaźnik ten nazywamy postrzeganym zwrotem. Aby scharakteryzować czym jest bańka, ustalaliśmy próg postrzeganej stopy zwrotu na poziomie 15% rocznie.

Bańka pęka, gdy rynek osiąga poziom, który staje się długotrwałym szczytem (trwającym co najmniej 260 dni handlowych).  Łącząc te dwa kryteria – postrzeganą stopę przekraczającą 15% rocznie w momencie pęknięcia bańki oraz utrzymujący się długotrwale szczytowy poziom – i stosując je do 44 różnych rynków (rynki akcji: 22 w gospodarkach rozwiniętych, 12 w gospodarkach wschodzących; sześć kluczowych surowców; trzy metale szlachetne i jedna, najlepiej rozpoznawalna kryptowaluta:) w okresie po II wojnie światowej zidentyfikowaliśmy prawie 100 baniek  Kolejnym i ostatnim krokiem badania Allianz Trade jest ocena, czy ścieżki, którymi podążały postrzegane zwroty przed i po tych 100 bańkach, wykazują pewne wspólne wzorce lub cechy? Stwierdzamy, że tak. Wykorzystujemy te wzorce i cechy do oceny obecnej sytuacji na rynkach kapitałowych. Zgodnie z naszą metodologią, niektóre ważne segmenty amerykańskiego rynku akcji (NASDAQ, NASDAQ 100, S&P 500 home builders index) najprawdopodobniej znajdowały się w 2021 r. w trybie bańki i nie zakończyły jeszcze typowej korekty po bańce. Z kolei rynki akcji w innych zaawansowanych gospodarkach, jak również na rynkach wschodzących nie znajdowały się w trybie bańki.

Zakładając, że przeszłe ruchy cenowe odgrywają zasadniczą rolę w kształtowaniu oczekiwanych zwrotów, a tym samym psychologii rynku, w badaniach Allianz Trade stosujemy mało znany algorytm – filtr Allaisa (1965, 1966) – aby uwzględnić sposób, w jaki uczestnicy rynku przetwarzają przeszłe zwroty, zapamiętują je i obliczają nasz postrzegany zwrot.

Czego możemy się nauczyć z tego, co działo się z postrzeganymi zwrotami przed i po pęknięciu tych baniek?

Keynes podobno ukuł słynny dowcip, zgodnie z którym „rynki mogą pozostać irracjonalne dłużej niż ty możesz pozostać wypłacalny”. Dylemat, przed którym staje inwestor mający wątpliwości co do sposobu myślenia innych inwestorów: w ciągu ostatniego roku przed szczytem ceny średnio podwajają się (skumulowany zwrot do szczytu jest bliski 90%); w ciągu ostatnich sześciu miesięcy średni skumulowany zwrot nadal jest bliski 50%; w ciągu ostatnich trzech miesięcy nadal wynosi 35%. Innymi słowy, koszt alternatywny wczesnego wyjścia jest bardzo wysoki i może stanowić zbyt duże ryzyko biznesowe dla większości zarządzających portfelami, przywiązanych do benchmarków i względnych wyników.

Typowa ścieżka, po której następuje typowe odreagowanie po pęknięciu bańki sugeruje, że obecna korekta jeszcze nie zakończyła się pełnym sukcesem. Po pęknięciu bańki rynek zazwyczaj osiąga dno, gdy postrzegana stopa zwrotu spada w pobliże 2-3%. Na dzień 30 czerwca postrzegane zwroty z NASDAQ 100 (10,8%), NASDAQ (9,1%) oraz S&P 500 (7,3%) były nadal znacznie powyżej tego poziomu 2-3%. Trzeba by jeszcze kilku dużych spadków cen, aby zepchnąć postrzegany zwrot do poziomu typowego dla rynkowego dołka.

[1] Zgodnie z hipotezą racjonalnych oczekiwań (w oryginale skrót REH), w warunkach ryzyka (znanych niewiadomych), oczekiwania ludzi są niczym innym jak stochastycznymi prognozami dokonywanymi przez „odpowiedni” model ekonomiczny. W warunkach niepewności (znanych niewiadomych) ludzie nie mogą formułować modelowych („racjonalnych”) oczekiwań; mniej lub bardziej szybko mogą się jedynie uczyć na podstawie zmian w otoczeniu.

Oszczędności pod podwójną presją

Patrząc na sytuację na rynkach finansowych, optymalnym rozwiązaniem dla oszczędzających są lokaty bankowe. Na giełdach bessa, ceny surowców także idą w dół, na rynku obligacji spore wahania, niepewność w kwestii stóp procentowych.

Inflacja wciąż pozostaje na bardzo wysokim poziomie i stan ten potrwa zapewne do pierwszego kwartału przyszłego roku, choć w tej kwestii prognozy są zróżnicowane. Przedstawiciele Narodowego Banku Polskiego zakładają, że szczyt dynamiki wzrostu cen będzie miał miejsce tego lata, ale jednocześnie ekonomiści banku centralnego w swoich opracowaniach kreślą scenariusze bardziej pesymistyczne, czyli dalszy wzrost inflacji, utrzymujący się do początku 2023 r., w najgorszym wariancie, z przejściowym skokiem nawet do 27 proc. Aż tak źle raczej nie będzie, ale z dłuższym utrzymywaniem się inflacyjnej presji należy się liczyć. Tym bardziej, że międzynarodowe instytucje finansowe także przewidują, że inflacja w Polsce będzie w przyszłym roku należała do najwyższych wśród krajów Unii Europejskiej. Komisja Europejska szacuje, że średnioroczna inflacja w 2023 r. wyniesie u nas 9 proc. Z tego można wnioskować, że po skoku w pierwszych miesiącach przyszłego roku, zacznie szybciej spadać. Jednocześnie powszechne jest wśród ekonomistów oczekiwanie recesji w światowej gospodarce, zaś w Polsce znaczne spowolnienie tempa wzrostu PKB. Rynki finansowe taki scenariusz już dyskontują. Indeksy giełdowe zniżkują po ponad 20 proc., a więc znajdują się w obszarze bessy. Tu więc zarobić się nie da, a ryzyko wciąż pozostaje wysokie. Rosnące do niedawna mocno ceny surowców znalazły się ostatnio także w fazie znaczącej spadkowej korekty, a rynek ten jest dostępny jedynie dla nielicznych inwestorów. Ceny obligacji skarbowych, zarówno na świecie, jak i w Polsce, ulegają sporym wahaniom, co utrudnia podejmowanie decyzji o lokowaniu oszczędności w funduszach papierów dłużnych. Inwestycje w waluty także są obarczone sporym ryzykiem, biorąc pod uwagę, że dolar jest najdroższy od dwudziestu lat, a ostatnio nieco traci na wartości. W tych warunkach lokaty bankowe wydają się być najbardziej rozsądnym wyborem. Choć przed tak wysoką inflacją nie chronią, to jednak pozwalają na ograniczenie jej destrukcyjnego wpływu. Niedawno dwa największe polskie banki ponownie zwiększyły atrakcyjność swych ofert dla oszczędzających, ale czynią to pod presją ich głównego właściciela, czyli skarbu państwa. Ponadto nie są już tak hojne, jak w pierwszej fazie podwyżek oprocentowania i stawiają dodatkowe warunki. Z reguły zaś wyższe oprocentowanie wiąże się z koniecznością angażowania pieniędzy na dłuższe okresy, od dwunastu do osiemnastu miesięcy. Polacy z kolei preferują lokaty o znacznie krótszych terminach, co dodatkowo ma uzasadnienie, biorąc pod uwagę zwiększoną niepewność co do warunków, z jakimi możemy mieć do czynienia na rynkach finansowych w horyzoncie najbliższych dwóch lat.

Tomasz Rzeski, Country Sales Manager Oddziału Inbank w Polsce

Wyniki I półrocza w XTB: 480 mln zł zysku i poprawa rentowności

  • Skonsolidowany zysk netto w I półroczu 2022 r.: 480,0 mln zł, o 638,4% więcej niż w analogicznym okresie poprzedniego roku
  • Ponad 100 tysięcy klientów pozyskanych w ciągu pierwszych 6 miesięcy 2022 roku
  • Wzrost wolumenu obrotu klientów na instrumentach CFD o 53,6% r/r – z 1,99 mln do 3,05 mln lotów
  • Zwiększenie rentowności na lota o 125%

XTB opublikowało właśnie wstępne wyniki finansowe za I półrocze 2022 roku. W tym okresie XTB wypracowało zysk netto w wysokości 480 mln zł, który był o 638,4% wyższy niż w I półroczu 2021 roku, ale również wyższy o 63,6% od rekordowego w historii firmy wyniku I półrocza 2020 roku, kiedy wyniósł on 293,4 mln zł. Istotnymi czynnikami wpływającymi na poziom wyników XTB były utrzymująca się wysoka zmienność na rynkach finansowych i towarowych, spowodowana m.in. ciągle napiętą sytuacją geopolityczną oraz systematycznie powiększana baza klientów.

W I półroczu 2022 roku XTB wypracowało zysk netto na poziomie 480,0 mln zł wobec 65,0 mln zł zysku rok wcześniej. Przychody z działalności operacyjnej zanotowane w I półroczu 2022 roku osiągnęły wartość 836,2 mln zł, co oznacza wzrost o 245% wobec I półrocza 2021 r. Z kolei koszty działalności operacyjnej ukształtowały się na poziomie 267,3 mln zł (w I półr. 2021 r.: 163,3 mln zł).

W II kwartale 2022 roku XTB pozyskało 45,7 tys. klientów, co w połączeniu z 55,3 tys. nowych klientów w I kwartale daje łącznie ponad 101 tys. nowych klientów na koniec czerwca. Tym samym w obu kwartałach firma zrealizowała deklaracje zakładające pozyskanie średnio co najmniej 40 tys. klientów kwartalnie. W II kwartale 2022 roku łączna liczba klientów przekroczyła granicę pół miliona, osiągając 525,3 tys. na koniec czerwca. Na szczególną uwagę zasługuje też wzrost średniej liczby aktywnych klientów. W I półroczu wyniosła ona 149,8 tys. w porównaniu z 105 tys. w I półroczu poprzedniego roku i 112 średnio w całym 2021 r. Przełożyło się to na zwiększenie wolumenu obrotu klientów na instrumentach CFD wyrażonego w lotach – w I półroczu wyniósł on 3,05 mln transakcji wobec 1,99 mln w analogicznym okresie 2021 roku (wzrost o 53,6%). Rentowność na lota zwiększyła się z kolei o 125%. O 16,2% (z 1,6 mln zł w I

 

półroczu 2021 roku do 1,95 mld zł w I półroczu 2022 r.) wzrosła również wartość depozytów netto klientów.

Nasze wyniki w połowie roku pokazują, że utrzymujemy trend rozwojowy, jeśli chodzi o nasz biznes. Nieustannie powtarzamy, że podstawą naszej strategii jest budowa bazy klientów i dostarczanie naszym klientom najwyższej jakości technologii i usług. Systematyczne powiększanie bazy sprawia, że odnotowujemy wzrost liczby zawieranych transakcji a tym samym wzrost przychodów. Utrzymująca się w II kwartale zmienność na rynkach przełożyła się w efekcie na większą rentowność – komentuje Omar Arnaout, prezes zarządu XTB.

Jeśli chodzi o przychody XTB pod kątem klas instrumentów odpowiedzialnych za ich powstanie, to w I półroczu 2022 r. najbardziej zyskowne były CFD oparte na indeksach. Ich udział w strukturze przychodów na instrumentach finansowych sięgnął 48,9%. To konsekwencja dużej dochodowości na instrumentach CFD opartych o amerykański indeks US 100, niemiecki indeks akcji DAX(DE30) czy też amerykański indeks US 500. Drugą najbardziej dochodową klasą aktywów były instrumenty CFD oparte na towarach. Ich udział w strukturze przychodów w I półroczu 2022 r. wyniósł 34,8%. Najbardziej zyskownymi instrumentami w tej klasie były CFD oparte na notowaniach surowców energetycznych: gazu ziemnego i ropy naftowej oraz złota. Przychody na instrumentach CFD opartych o waluty stanowiły 13,4% wszystkich przychodów, gdzie najbardziej dochodowymi instrumentami finansowymi w tej klasie były oparte o parę walutową EURUSD.

Koszty działalności operacyjnej w I półroczu 2022 r. ukształtowały się na poziomie 267,3 mln zł i były o 104 mln zł wyższe w stosunku do analogicznego okresu w poprzednim roku (163,3 mln zł w I półroczu 2021 r.). Najistotniejszą pozycją były koszty marketingowe wynikające z rozpoczętych w I kwartale i kontynuowanych w II kwartale kampanii marketingowych. Rozwój firmy wiąże się też ze wzrostem zatrudnienia, co przełożyło się na wzrost kosztów wynagrodzeń i świadczeń pracowniczych o 33,8 mln zł.

Nasze dobre wyniki dotyczące pozyskiwania nowych klientów w połączeniu z ekspansją na wielu rynkach utwierdzają nas w przekonaniu, że XTB jest na dobrej drodze do ścisłej światowej czołówki firm inwestycyjnych. Budowa globalnej marki wymaga jednak intensywnych działań nie tylko produktowych oraz technologicznych ale również promocyjnych, na wszystkich rynkach, na których jesteśmy obecni. Dlatego będziemy kontynuować nasze kampanie marketingowe promujące oferowane przez nas rozwiązania inwestycyjne oraz narzędzia, które ułatwiają wejście w świat inwestycji: od rozwijanej pod kątem oczekiwań klientów platformy, poprzez codzienne analizy rynkowe po liczne materiały edukacyjne. Uzupełnieniem naszych działań są zmiany w ofercie, będące odpowiedzią na zmieniającą się sytuację na rynku i oczekiwania klientów – komentuje Omar Arnaout.

Luka w zabezpieczeniach Twittera ujawniła dane niemal 5,5 mln kont. Haker żąda 30 tys. dolarów

Luka w zabezpieczeniach Twittera została ujawniona w styczniu 2022 roku. Według dostępnych informacji, portal załatał ją już kilka dni później. Wyciek został zauważony przez użytkownika ,,zhirinovskiy”, który przekazał informację organizacji Hacker One, zajmującej się bezpieczeństwem w Internecie. Użytkownik za swoją spostrzegawczość otrzymał od Twittera nagrodę w wysokości 5000 dolarów. Zhirinovskiy w swoich postach podkreślał, że przez powstały wyciek możemy wyszukać każdego użytkownika, podając numer telefonu lub maila, nawet jeśli ich właściciel zastrzegł tę opcję w ustawieniach prywatności.

Pomimo sprawnego rozwiązania problemu, luka została wykorzystana do wygenerowania bazy z danymi milionów użytkowników.

Kilka dni temu, nieco ponad pół roku od wykrycia i naprawienia groźnego błędu serwisu, dane niespełna 5,5 miliona użytkowników Twittera zostały wystawione na sprzedaż. Baza została rzekomo pozyskana przy wykorzystaniu opisanej w styczniu luki bezpieczeństwa. Portal Restore Privacy poinformował, że cyberprzestępca znany jako “devil” wystawił ogłoszenie na hakerskim forum ,,Breached Forums”. Dzięki śledztwu Restore Privacy wiemy, że żąda za bazę nie mniej niż 30 tys. dolarów. Ma zawierać dane z wielu różnych kont, należących m.in. do celebrytów i firm, ale również przypadkowych użytkowników serwisu. Wyciek, oprócz numerów telefonów i adresów mailowych, obejmował też informacje profilowe: liczbę followersów, opisy kont i zamieszczane zdjęcia.

Weryfikacja wycieku – Twitter sprawdza, branżowe portale potwierdzają autentyczność.

Jak raportuje strona BleepingComputer, Twitter na razie nie potwierdza naruszenia bezpieczeństwa danych. Portal prowadzi w tej chwili dochodzenie, w sprawie autentyczności wycieku. Z kolei portale branżowe (Restore Privacy, BleepingComputer oraz forum z oryginalnym postem sprzedaży), po weryfikacji próbek, opublikowanych przez hakera, potwierdzają ich zgodność.

Haker twierdzi, że zdobyta w grudniu 2021 roku baza wzbudza duże zainteresowanie potencjalnych kupujących, a udostępnił ją z powodu niekompetencji Twittera.

Niestety w tej chwili nie ma możliwości sprawdzenia czy nasze konto brało udział w wycieku. Będziemy na bieżąco aktualizować nowe informacje w sprawie. Póki co zalecamy ostrożność wszystkim użytkownikom serwisu, nieklikanie w linki z nieznanych źródeł i niepodawanie ich dalej. Szczególną czujność należy zachować w mailach od samego Twittera, które wymagają od nas podania danych logowania. Te powinny być wprowadzane jedynie na oficjalnej stronie portalu Twitter.com.

Małe firmy dotknął duży kryzys. Blisko 26% biznesów zamknięto, a 40% zawieszono

  • Dane CEIDG: Fala likwidacji małych firm. Polacy zamykają średnio ponad 17 tys. działalności miesięcznie
  • W pół roku samozatrudnieni złożyli ponad 100 tys. wniosków o zamknięcie firm

W I połowie br. do rejestru CEIDG wpłynęło o blisko 26% więcej wniosków dotyczących zamknięcia działalności gospodarczej niż w analogicznym okresie ub.r. Ostatnio było ich średnio ok. 17,4 tys. miesięcznie, a wcześniej – o 3,5 tys. mniej. Ponadto liczba wniosków o zawieszenie działalności wzrosła rdr. o przeszło 39%. Zdaniem ekspertów, na te zjawiska wpływają różne czynniki, w tym Polski Ład. Nie brakuje też prognoz, że w drugiej połowie br. będzie jeszcze więcej zamykanych biznesów.

Jak wynika z danych Ministerstwa Rozwoju i Technologii, w pierwszym półroczu br. do rejestru CEIDG wpłynęło ponad 104,3 tys. wniosków dotyczących zamknięcia działalności gospodarczej (średnia miesięczna 17 385). To o 25,8% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy było ich 82,9 tys. Ostatnio średnia miesięczna wyniosła więc 17 385, a wcześniej – 13 817.

– Powyższe dane mogą być niepokojące. Od kilku lat obserwujemy niekorzystne zmiany w otoczeniu prawno-podatkowym dla prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce. W 2022 roku dodatkowo negatywnie wpływają na sferę biznesu ciągłe zmiany w podatkach, np. Polski Ład i kolejne do niego nowelizacje. Te czynniki mają zły wpływ na funkcjonowanie małych i średnich firm, co może w konsekwencji przyczyniać się do większej liczby zamykanych działalności gospodarczych – komentuje doradca podatkowy Natalia Stoch-Mika.

Patrząc na dane z poszczególnych miesięcy 2022 roku, to zdecydowanie najwięcej ww. wniosków wpłynęło w styczniu – 27 361. Dalej widzimy marzec – 18 083, a na końcu czerwiec – 12 542. Z kolei takie zestawienie za I połowę 2021 roku otwiera styczeń – 16 412, a zamyka maj – 12 386.

– Wpływ na statystyki mają nowe obciążenia podatkowe, nałożone Polskim Ładem. Do tego dochodzą m.in. takie kwestie, jak wzrost cen energii oraz stóp procentowych. Wielu przedsiębiorców w obecnych warunkach makroekonomicznych rezygnuje z prowadzenia firm, gdyż nie są w stanie wypracować dodatnich wyników finansowych – stwierdza doradca restrukturyzacyjny i radca prawny Łukasz Goszczyński.

Ponadto z danych resortu wynika, że w pierwszej połowie br. do rejestru CEIDG wpłynęło 161,1 tys. wniosków o zawieszenie działalności. To o 39,4% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy było ich ponad 115,5 tys. Ostatnio więc średnia miesięczna wyniosła 26 857, a wcześniej – 19 264. Patrząc na ten rok, najwięcej wniosków było w styczniu i w czerwcu – odpowiednio 38 025 i 28 564. Te miesiące otwierają również takie zestawienie obejmujące I połowę 2021 roku – 24 104 oraz 21 514.

– Najczęściej przedsiębiorcy decydują się na zawieszenie działalności w sytuacji, gdy w danych warunkach nie mogą wypracować dochodów. Taki ruch umożliwia bezkosztowo przeczekać trudny okres. Jednakże firmy siłą rzeczy opuszczają rynek, na który po pewnym czasie trudno jest wrócić i nawiązać nowe relacje biznesowe – wyjaśnia mec. Goszczyński.

Jak informuje biuro prasowe MRiT, początek i koniec roku zawsze są okresem większej dynamiki zmian w liczbie podmiotów podejmujących decyzję o wznowieniu, zawieszeniu lub zamknięciu działalności gospodarczej. To naturalne procesy zachodzące w gospodarce. Natomiast Łukasz Goszczyński do tego dodaje, że największa dynamika nowych wpisów w CEIDG wiąże się z corocznym podsumowaniem wyników finansowych firm. Początek roku to również okres, w którym wchodzą w życie przepisy podatkowe nakładające dodatkowe obowiązki biurokratyczne i fiskalne.

– W drugiej połowie roku możemy się spodziewać zwiększenia liczby zamykanych firm. W mojej ocenie, przyczynią się do tego takie problemy, jak wysoka inflacja, wojna w Ukrainie oraz kolejne zamiany w podatkach wprowadzone w połowie roku. Niewielkie biznesy będą mniej konkurencyjne w stosunku do swoich większych odpowiedników – zaznacza Natalia Stoch-Mika.

Według mecenasa Goszczyńskiego, Polacy nauczyli się radzić sobie z pandemią, ale obecnie występuje więcej zagrożeń. W opinii eksperta, na warunki do prowadzenia biznesu największy wpływ będzie miała siła kryzysu gospodarczego, który jest już mocno widoczny. Jego rozmiar dodatkowo będzie zależny od przebiegu wojny w Ukrainie, ponieważ ma on bardzo duży wpływ na ceny surowców energetycznych. Ponadto z ostatnich badań wynika, że małe i średnie firmy najbardziej obawiają się zmian prawnych, a tych jest dużo. I ten czynnik może również przyczynić się do pogorszenia sytuacji. Przedsiębiorcy gubią się w gąszczu nowych regulacji, które są coraz bardziej skompilowane. Często wolą odpuścić, niż domyślać się, o co w nich w ogóle chodzi.

Czy recesja rozleje się na BigTech?

Recesja, choć jeszcze nieśmiało, to jednak coraz głośniej zaczyna pukać do bram Wall Street. Kolejne znane z pierwszych stron gazet spółki wzrostowe zaczynają pokazywać rozczarowujące wyniki. W przypadku Netflixa od kwietnia do czerwca abonament przestało płacić ponad 1 mln osób na całym świecie. Akcje Snapa odnotowały druzgocący spadek o niemal 40% po opublikowaniu wyników, które były “zaledwie” zgodne z oczekiwaniami.

Czy w branży amerykańskich BigTechów czeka nas inwestycyjne deja vu, które znamy z “dzikiej” gamingowej hossy? Czy może jednak jest szansa na to, że BigTechowe blue chipy z zahartowanymi w ogniu niejednej recesji modelami biznesowymi są w stanie oprzeć się – przynajmniej na razie – wpływowi pogarszających się danych gospodarczych? Czy wyniki finansowe flagowych spółek Doliny Krzemowej doleją oliwy do ognia, powodując wzrost recesyjnych obaw, czy może jednak poprawią nastroje tracącego od początku roku Wall Street? O tym dowiemy się już w tym tygodniu, w  którym rynki wstrzymują oddech w oczekiwaniu na raporty kwartalne technologicznych gigantów Alphabet, Apple, Amazon, Microsoft i Meta Platforms. Inwestorzy obawiają się, że spowolnienie gospodarcze dotknie BigTech, w którym rynek widział wygranego ostatniej dekady.

Alphabet (GOOGL.US) – wyniki 26.07 po sesji

Alphabet poda dziś wyniki za 2Q 2022 r. Rynek oczekuje wzrostu przychodów, jednak w wyniku spadających marż może się to nie przełożyć na rosnące zyski. Istnieją jednak pewne obawy, że Alfabet może rozczarować wynikami. Alphabet, podobnie jak Snap, jest zależny od przychodów z reklam, więc pytanie brzmi, czy fatalne wyniki Snapa były wydarzeniem specyficznym dla tej konkretnej firmy, czy raczej zapowiedzią szerszego trendu. Firma Alphabet ogłosiła również niedawno, że spowolni proces rekrutacji, co budzi dodatkowe obawy dotyczące perspektyw rozwoju spółki. Z drugiej strony przychody z reklam w usługach wyszukiwarek są bardziej stabilne niż przychody z reklam w mediach społecznościowych, jak w przypadku Snapa, więc recesja może nie wpłynąć na Alphabet w tak znacznym stopniu. Krótko mówiąc, uwaga inwestorów skupi się na przychodach z reklam, których dynamika ma spowolnić, a także na prognozach spółki na najbliższe kwartały.

Microsoft (MSFT.US) – wyniki 26.07  po sesji

Akcje spółki podobnie do Apple od początku roku wykazały się ograniczoną zmiennością radząc sobie nieznacznie lepiej od indeksu S&P500. Wall Street obniżyło oczekiwania wobec Microsoftu spodziewając się w tym kwartale największego od lat spowolnienia wzrostu przychodów. Mimo to inwestorzy nie spodziewają się tąpnięcia i prognozują stały wzrost popytu na usługi i produkty firmy, nawet w recesyjnym otoczeniu. Analitycy wciąż oczekują dwucyfrowego wzrostu przychodów spółki w tym i przyszłym roku co w perspektywie rekordowej inflacji będzie stanowić wyzwanie. Spółka w dłuższej perspektywie może mieć problem z powtórzeniem wyników napędzanych pandemiczną transformacją technologiczną i rekordową skalą dodruku.

Inwestorzy będą uważnie oczekiwać przychodów z rosnącej w szybkim tempie chmury obliczeniowej Azure (25% globalnego rynku chmury obliczeniowej),  zapewniającej imponującą marżowość. Mimo rosnącego rynku usług w chmurze do którego przyczynia się trend pracy zdalnej oraz niezwalniająca tempa po pandemii transformacja technologiczna, Azure musi konkurować z platformą Amazona, Alphabet oraz mniejszymi spółkami co może skutecznie ograniczać jej zasięg.  Dodatkowo Microsoft boryka się z procesami antymonopolowymi dotyczącymi usług w chmurze, w Europie, co może ograniczać wzrost firmy. Dodatkowo silny dolar ogranicza perspektywy zysków – spółka ponad 50% działalności prowadzi poza USA. Analitycy spodziewają się przychodów spółki na poziomie 52,4 mld USD oraz 2,3 USD zysku na akcję oraz 12,8 mld USD przychodów z usług w chmurze.

Meta Platforms (META.US) – wyniki 27.07 po sesji

Akcje Meta Platforms, czyli de facto Facebook, spadły w tym roku o ponad 50%. Nastroje inwestorów ucierpiały podczas piątkowej sesji  w obliczu rozczarowujących wyników Snap Inc, które rzuciły cień na ‘kapryśny’ model biznesowy oparty na reklamie. Model sprawdza się dobrze w czasach rozwoju gospodarczego. W czasie recesji gdy firmy tną wydatki, a konsumpcja zwalnia może stać się jednak prawdziwą kulą u nogi i ograniczać przychody. To nie jedyna taka ‘kula’ jaką obecnie ciągnie Meta Platforms. Spółka angażuje się w kosztowny rozwój technologiczny wirtualnych światów ‘Metaverse’ nad którym wielokrotnie rozpływał się CEO, Mark Zuckerberg sygnalizując transformację poprzez marketingową zmianę nazwy. Meta Platforms inwestuje miliardy dolarów w rozwój technologii VR i AR oraz platformę Oculus, którą nabyła w 2014 roku. Ambicja spółki może być pozytywnie odbierana przez inwestorów wierzących w potencjał Metaverse jednak potężne koszty nierentownych badań i budowa zaplecza wokół technologii rodem z Sci-Fi w okresie rosnących kosztów kapitału wyraźnie ciąży inwestorom. Podobnie jak bardzo mocny dolar, który prawdopodobnie odbije się na rentowności.

W najbliższym czasie Meta Platforms stanie przed wyzwaniem w postaci monetyzacji budowanego trendu Metaverse oraz budowy modelu reklam omijającego blokady prywatności iOS (Apple), które w skuteczny sposób ostudziły apetyt i prognozy przychodów. Tymczasem analitycy obniżyli oczekiwania wokół wyników Meta Platforms niemal godząc się z nadchodzącym rozczarowaniem. Czy Meta powtórzy scenariusz Netflixa i pobije obniżone do minimum prognozy spanikowanego Wall Street? Ze względu na rozpoznawalność i szersze grono reklamodawców spółka wciąż może ‘trawić’ recesję lepiej od wspomnianego Snapa. Analitycy spodziewają się 30,7 mld USD przychodów i EPS w wysokości 2,61 USD zysku przy redukcji kosztów do 87/92 mld USD wobec poprzednich prognoz 90/95 mld USD.

Amazon (AMZN.US) – wyniki 28.07 po sesji

Amazon zaraportuje wyniki za d2Q 2022 r. w czwartek po zamknięciu sesji giełdowej. Jak spodziewa się rynek, mogą być one na historycznie złym poziomie. Spółka znana jest z wykazywania  przynajmniej minimalnego wzrostu przychodów w każdym kwartale od momentu jej wejścia na giełdę, co miało miejsce 25 lat temu. Wzrost przychodów (top-line) wyniósł poniżej 10% tylko w trzech z dotychczasowych 101 kwartałów. Pierwszy z nich przypada na moment pęknięcia bańki internetowej w 2001 roku. Dwa kolejne to 4Q’21 oraz 1Q’22. Mówi się, że “do trzech razy sztuka”, jednak wiele wskazuje na to, że 2Q’22 może być najgorszy w historii.

Analitycy obniżyli prognozy zysków i przychodów na ten kwartał oraz następny, jak również na cały rok 2023. Amazon wcześniej prognozował przychody w tym kwartale na poziomie pomiędzy 116 mld dolarów a 121 mld dolarów, co oznacza wzrost od 3% do 7%. Prognoza ta zawiera przewidywany 2-procentowy wpływ niekorzystnych kursów walutowych – szacunek, który jest prawie na pewno zbyt niski, biorąc pod uwagę ciągłą aprecjację dolara w stosunku do walut europejskich i azjatyckich w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Obecny konsensus giełdowy przewiduje przychody w wysokości 119,1 mld dolarów oraz EPS równy 14 centów. Dla Q3 2022r. konsensus analityków przewiduje przychody w wysokości 127 mld dolarów i EPS w wysokości 33 centów.

Apple (AAPL.US) – wyniki 28.07 po sesji

Widmo globalnej recesji odbiło się w ostatnim czasie na nastrojach zarządów amerykańskich spółek, które coraz częściej sygnalizują potrzebę zmian wewnątrz biznesu. Nie inaczej jest z Apple (AAPL.US), który w zeszłym tygodniu zapowiedziało spowolnienie dynamiki zatrudnienia oraz ograniczenie budżetu dla niektórych działów firmy. Medialny wydźwięk tych zapowiedzi przybrał na sile również dlatego, że spółka od dłuższego czasu była relatywnie odporna na zmiany czynników zewnętrznych. Według prognoz analityków wyniki kwartalne wykażą silny spadek sprzedaży, a co za tym idzie, szacowaną na 8 mld dolarów lukę w przychodach spółki. Czynnikami kreującymi tak silny ubytek są ciągle utrzymujące się problemy w łańcuchach dostaw oraz utrzymujące się ograniczenia na rynku chińskim. Konsensus zakłada przychody na poziomie 82 mld dolarów oraz EPS na poziomie 1,16 dolarów. Apple spodziewa się, że marża brutto wyniesie między 41,5% a 42,5%. Przewidywania kluczowych banków są mocno zróżnicowane. Analitycy JP Morgan oraz UBS odnoszą się względnie pozytywnie do publikowanych w czwartek wyników. Morgan Stanley natomiast wskazuje na presję związaną z łańcuchami dostaw, które mogą negatywnie przełożyć się na wyniki w tym kwartale. 

Podsumowanie

Choć akcje technologicznych gigantów znajdują się w tym roku w trendzie spadkowym, trudno porównać blisko 60% spadek wartości Meta Platforms do blisko 15% korekty w przypadku Apple. Należy zatem podkreślić, że wyniki okresowe, podobnie jak miało to miejsce w przypadku I kwartału tego roku mogą mieć mieszaną wymowę. Redukcja kosztów i zwalnianie tempa zatrudnienia stały się nową normą wśród spółek z branży BigTech, co może sygnalizować, że cały sektor spodziewa się bolesnego spowolnienia. Raporty kwartalne pokażą czy ‘kuloodporne’ spółki wciąż mogą przerzucać rosnące koszty na konsumentów i cieszyć się rosnącym popytem na usługi. Warto zaznaczyć jednak, że Wall Street ma wygórowane oczekiwania wokół wzrostu przychodów większości spółek BigTech co może okazać się prawdziwym testem dla najbardziej ‘dojnych krów’ amerykańskiej gospodarki. Zbliżające się wyniki mogą wyznaczyć dalszą drogę dla amerykańskich indeksów i rzucić więcej światła co do zasadności recesyjnych obaw. Może się jednak okazać, że podobnie jak miało to miejsce w przypadku spółek gamingowych, wyniki zgodne z oczekiwaniami rynku to dla inwestorów już zdecydowanie za mało.

Autor: Dział Analiz XTB

Niemiecka firma Exolaunch będzie odpowiadać za wyniesienie pierwszego mikrosatelity polskiej spółki Creotech Instruments

Na IV kwartał 2023 r. przewidziane jest wyniesienie pierwszego mikrosatelity ,,EagleEye’’ na orbitę okołoziemską. Liderem konsorcjum odpowiedzialnym za realizację tego przełomowego projektu jest Creotech Instruments – notowany na GPW wiodący w Polsce producent systemów i podzespołów kosmicznych. Firma właśnie poinformowała o wyborze kontrahenta, który będzie współodpowiedzialny za to przedsięwzięcie. W ramach postępowania przetargowego wybrano niemiecką spółkę Exolaunch. Wartość oferty wynosiła 641 400 EUR netto. Exolaunch jest integratorem usług dla firmy Elona Muska – SpaceX, i to właśnie za pomocą rakiety tej firmy – Falcon 9 – najprawdopodobniej nastąpi wyniesienie pierwszego mikrosatelity Creotech Instruments. Kapitał na rozwój tego kosmicznego projektu pochodzi m.in. z zakończonej w czerwcu br. oferty publicznej Creotech na łączną kwotę około 40 mln PLN.

Creotech Instruments od 2020 r. opracowuje projekt 50 kg. satelity obserwacyjnego ,,EagleEye’’ w ramach własnej platformy w standardzie HyperSat. Platforma pozwala na prowadzenie różnego rodzaju misji, od technologicznych i naukowych, poprzez misje obserwacyjne i telekomunikacyjne, aż po misje w daleki kosmos. HyperSat jest przeznaczony do realizacji satelitów o masach od 10 do 60 kg.

Na naszej autorskiej platformie HyperSat przygotowywane są aktualnie dwie misje. Pierwszą z nich będzie EagleEye. Jestem dumny, że jesteśmy liderem tego pionierskiego przedsięwzięcia. Nasi specjaliści robią wszystko, aby wyniesienie mikrosatelity EagleEye na orbitę okołoziemską było możliwe już w IV kwartale 2023 r. To będzie niezwykle ważny moment, zarówno dla nas, naszych partnerów, jak i dla całej społeczności śledzącej wydarzenia z sektora NewSpace. – mówi dr hab. Grzegorz Brona, Prezes Zarządu Croetech Instruments SA. – Za nami kolejny ważny krok. Właśnie wyłoniliśmy w ramach postępowania przetargowego naszego partnera, który będzie odpowiedzialny za obsługę procesu wyniesienia satelity. Najlepszą firmą okazała się niemiecka Exolaunch GMBH. Drugim partnerem projektu będzie najprawdopodobniej, zgodnie z informacjami przekazanymi od Exolaunch, firma Space Exploration Technologies Corporation, znana również szerzej pod nazwą SpaceX. Firma dysponuje rakietami klasy Falcon 9 i taka zostanie użyta do umieszczenia satelity EagleEye na orbicie okołoziemskiej – dodaje Grzegorz Brona.

Kwota wybranej oferty wynosi 641 400 EUR netto i jest to największy jednostkowy wydatek w ramach programu budowy satelity ,,EagleEye’’.

Projekt ,,EagleEye’’ powstaje w ramach programu finansowanego przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Platforma uzbrojona zostanie w teleskop optyczny. Podsystemy komputera przygotowywane są przez Centrum Badań Kosmicznych PAN, zaś teleskop optyczny umieszczony na pokładzie opracowywany jest przez spółkę Scanway. Projekt prowadzony jest zgodnie z wymaganiami jakościowymi opracowanymi przez NASA, wdrożonymi przez Europejską Agencję Kosmiczną i według norm European Cooperation for Space Standarization.

Środki na rozwój tego projektu pochodzą m.in. z tegorocznej oferty publicznej, w ramach której spółka z sukcesem pozyskała od inwestorów 39,65 mln zł brutto. Emisja nowych akcji obejmowała łącznie 396.558 akcji serii I. Cena emisyjna za jedną akcję wynosiła 100 zł. Popyt zgłoszony przez inwestorów przewyższył podaż dostępnych akcji. Stopa redukcji zapisów w TID wyniosła 40%.

Creotech Instruments od lat realizuje wiele zaawansowanych projektów technologicznych,
m.in. dla Europejskiej Agencji Kosmicznej. Rynek kosmiczny jest dla spółki kluczowym obszarem działalności. W kwietniu br. spółka zrealizowała I fazę projektu PIAST, którego celem jest umieszczenie satelitów obserwacyjnych na orbicie okołoziemskiej w 2024 r. Przedsięwzięcie to ma na celu stworzenie w Polsce instrumentów narodowego systemu satelitarnej obserwacji Ziemi na potrzeby Sił Zbrojnych RP. Niedawno Creotech Instruments zawarł także umowę o współpracy z Uniwersytetem UC TATI w Malezji. Współpraca dotyczy opracowania produktów w zakresie technologii satelitarnych i dronowych, odpowiadających na potrzeby regionu Azji Południowo-Wschodniej.

Zmiany w przepisach o zatorach płatniczych

Ustawa o przeciwdziałaniu nadmiernym opóźnieniom w transakcjach handlowych funkcjonuje już od 2013 r. Wiąże się ona z szeregiem obowiązków dla przedsiębiorców, które mają na celu zminimalizowanie opóźnień w płatnościach za transakcje handlowe oraz zapobieżenie sytuacjom wykorzystywania przewagi negocjacyjnej i stosowania długich terminów płatności wobec małych i średnich przedsiębiorców. Istotnym elementem ustawy jest obowiązek sprawozdawczy – o stosowanych w poprzednim roku kalendarzowym terminach zapłaty w transakcjach handlowych. Z uwagi na pojawiające się wątpliwości dotyczące raportowania oraz komplikacje wynikające ze zbierania danych, ustawodawca zdecydował się przedstawić projekt zmian do tej ustawy, przewidujący znaczne uproszczenia w raportowaniu.

Uproszczenie obowiązku sprawozdawczego

W tym zakresie proponowane jest wyłączenie ze sprawozdań świadczeń z transakcji handlowych zawieranych w zakresie działalności ubezpieczeniowej i reasekuracyjnej. Warto jednak zaznaczyć, że zasadniczo w praktyce nie występują w tym obszarze zatory. Ponadto planowane jest wyłączenie ze sprawozdań świadczeń przedawnionych. Nie ma uzasadnienia, żeby raportować takie transakcje, skoro dłużnik jest chroniony instytucją przedawnienia.

Istotna dla wielu zmiana dotyczy wyłączenia ze sprawozdań świadczeń pomiędzy spółkami w ramach jednej grupy kapitałowej. Ustawodawca uznał, że opóźnienia w ramach grupy nie są istotne z perspektywy likwidowania zatorów płatniczych, ponieważ całość zostaje w ramach jednej grupy. Ponadto przewidywane jest zwolnienie z obowiązku sprawozdawczego spółek wchodzących w skład podatkowych grup kapitałowych.

Kolejna ważna zmiana to wydłużenie obowiązku raportowania. Obecnie raportowanie należało wykonać do 31 stycznia kolejnego roku, co w praktyce było bardzo krótkim okresem. Planowane jest znaczące wydłużenie terminu na złożenie sprawozdania – do 30 kwietnia.

Doprecyzowanie i uregulowanie kwestii dotyczących obowiązku sprawozdawczego

Ustawodawca w ramach planowanych zmian dokona także wyjaśniania pewnych spornych kwestii. Pierwszą z nich jest uregulowanie w ustawie, że w przypadku spółek komandytowych obowiązek sprawozdawczy za spółkę ma komplementariusz prowadzący sprawy spółki. Ponadto doprecyzowane zostaną zasady składania pełnomocnictwa.

W chwili obecnej kwestia wysyłki korekty sprawozdań nie jest uregulowana, tzn. nie ma takiej możliwości. Projekt zakłada uregulowanie tej kwestii poprzez wskazanie, że w przypadku, gdy ujawniono błędy mające istotny wpływ na ogólny obraz praktyk płatniczych podmiotu, sprawozdanie można skorygować – korekty będzie można dokonać poprzez złożenie nowego sprawozdania.

Kolejne doprecyzowanie odnosi się do kursu walutowego w jakim można przeliczać świadczenia spełnione/niespełnione, otrzymane/nieotrzymane w walutach na potrzeby sprawozdawczości oraz postępowania w sprawie nadmiernych opóźnień.

Ponadto doprecyzowano termin kiedy informacja powinna zostać ujawniona na stronie BIP – corocznie w terminie do 31 lipca.

Poprawa efektywności postępowania i uelastycznienie modelu karania

Projekt ustawy przewiduje także, że zmianie ulegną zasady karania za nadmierne opóźnianie się ze spełnianiem świadczeń pieniężnych. Co istotne w tym zakresie przewiduje się wprowadzenie uznaniowości Prezesa UOKiK przy wymiarze kary, wraz ze wskazaniem przesłanek/dyrektyw wymiaru kary oraz modyfikację wzoru, według którego będzie liczona maksymalna kara za nadmierne opóźnienie ze spełnianiem świadczeń pieniężnych. Taka zmiana jest z pewnością niekorzystna dla przedsiębiorców, ponieważ każda uznaniowość organu administracji może prowadzić do nadużyć.

Ponadto przewidywane jest wprowadzenie instytucji tzw. wezwań miękkich, czyli Prezes UOKiK, bez wszczynania postępowania, będzie mógł wystąpić do przedsiębiorcy w sprawach z zakresu nadmiernego opóźniania się ze spełnianiem świadczeń pieniężnych.

Pozostałe zmiany

Ważna zmiana dotyczy także nałożenia obowiązku składania oświadczenia o swoim statusie na wszystkich dużych przedsiębiorców. W chwili obecnej tylko duże podmioty gospodarcze będące dłużnikami mają obowiązek składania drugiej stronie transakcji handlowej oświadczenia o swoim statusie. Może się więc zdarzyć, że przedsiębiorcy nie podadzą informacji o swoim statusie, aby korzystać z większych odsetek.

Powyższej przedstawione, główne zmiany wynikające z projektu ustawy należy uznać za korzystne dla przedsiębiorców oraz poprawiające jakość i sposób raportowania zatorów płatniczych, a w szczególności łagodzące bardzo rygorystyczne przepisy w tym zakresie. Ułatwienia zmniejszą czas potrzebny na przygotowanie raportów, który jednocześnie został wydłużony. Doprecyzowania zmniejszą wątpliwości i ograniczą konieczność poszukiwania

odpowiedzi na liczne pytania podmiotów. Niemniej warto zwrócić uwagę, że zmiany będą wymagały dostosowania procedur oraz narzędzi, z których dotychczas korzystali przedsiębiorcy.

Autor: radca prawny Kamil Nagrabski, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizująca się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Przed nami kolejna duża podwyżka stóp Fedu

Oczekuje się, że Rezerwa Federalna w środę ogłosi kolejną znaczną podwyżkę stóp procentowych. Zakładamy, że wyniesie ona 75 pb. – do przedziału 2,25–2,50%. Naszym zdaniem pogorszenie danych o aktywności gospodarczej (w szczególności załamanie lipcowych danych PMI) i oznaki, że inflacja bazowa słabnie, oznaczają, że zbliża się spowolnienie cyklu podwyżek.

Wysoki odczyt inflacji w USA za zeszły miesiąc rozbudził rynki, prowadząc do zwiększenia oczekiwań w zakresie działań FOMC w tym miesiącu. Inflacja CPI podbiła w czerwcu do 9,1% wobec konsensusu na poziomie 8,8%. Czekamy jeszcze na jednoznaczne oznaki, że osiągnęła szczyt. Na pewnym etapie po publikacji danych rynki terminowe przypisywały ponad 50% prawdopodobieństwa temu, że kolejny ruch Rezerwy Federalnej będzie podwyżką o 100 pb. Zakłady te jednak od tamtej pory wyraźnie spadły w związku z pogarszającymi się danymi o aktywności gospodarczej. Obecnie rynek szacuje prawdopodobieństwo takiego ruchu na ok. 10%. Wraz z konsensusem spodziewamy się podwyżki o 75 pb., a głosy pojedynczych prognostyków sugerujące, że podwyżka mogłaby być silniejsza, uznajemy za nieuzasadnione.

Wykres 1: Inflacja w USA (2012 – 2022)Inflacja w USA (2012 – 2022)

Rynek czeka na komentarze Powella

Biorąc pod uwagę, że podwyżka o 75 pb. w środę wydaje się być pewnikiem i że jednocześnie nie poznamy nowych prognoz makroekonomicznych czy projekcji stóp procentowych, pole do zaskoczenia rynków może być ograniczone. Mimo to inwestorzy będą zwracać szczególną uwagę na komentarze prezesa Jerome’a Powella dotyczące stanu gospodarki USA i opinie Fedu w zakresie kolejnych podwyżek stóp po lipcowym posiedzeniu.

Jeśli chodzi o gospodarkę, uważamy, że Fed będzie nadal zaznaczał, że fundamenty popytu są mocne, a rynek pracy w USA radzi sobie dobrze. Chociaż dostrzegamy pewne dowody na łagodne spowolnienie obejmujące rynek pracy, to duże pozytywne zaskoczenie jakie przyniósł czerwcowy raport o zatrudnieniu sugeruje, że dotychczasowe działania Fed w kierunku zacieśniania polityki pieniężnej miały ograniczony wpływ na zatrudnienie.

Dane o aktywności zahamują jastrzębi ton Fed?

Decydenci prawdopodobnie jednak zwrócą uwagę na ostatnie spowolnienie w danych o aktywności gospodarczej – które pojawiły się już po poprzednim posiedzeniu FOMC w połowie czerwca – szczególnie w świetle rozczarowujących danych PMI z zeszłego tygodnia. Kluczowy kompozytowy indeks PMI od S&P spadł w tym miesiącu do poziomu 47,5 pkt i był wyraźnie niższy od oczekiwań. Po raz pierwszy od dwóch lat znalazł się poniżej poziomu 50 pkt, oddzielającego ekspansję od kurczenia się aktywności biznesowej. Dane o aktywności na rynku mieszkaniowym wskazują na ochłodzenie również tego rynku.

 

Istnieje możliwość, że gospodarka USA znalazła się w technicznej recesji, notując dwa kwartały spadku PKB w ujęciu kwartalnym – w czwartek 28.07 dowiemy się, czy się to potwierdzi, kiedy poznamy dane o PKB za II kwartał. Uważamy, że uzasadnia to złagodzenie tonu Fed w sprawie perspektyw i możliwe odejście od ultrajastrzębiej retoryki w kontekście stóp procentowych.

Wykres 2: Indeksy PMI dla USA (2019 – 2022)

Indeksy PMI dla USA (2019 – 2022)

Zachowanie dolara będzie zależało od sygnałów dot. kolejnej podwyżki

Spodziewamy się, że Fed będzie nadal przyjmował zależne od danych podejście do normalizacji polityki pieniężnej. Kolejne posiedzenie odbędzie się we wrześniu, a jego wynik poznamy dopiero 21.09 – za niemal dwa miesiące – w związku z tym nie sądzimy, że Powell z góry będzie zobowiązywał się do skali kolejnej podwyżki. Uważamy, że w międzyczasie debata skupi się na tym, czy we wrześniu będzie to podwyżka o 50 czy o 75 pb. Powell prawdopodobnie pozostawi na stole obie możliwości.

Biorąc pod uwagę obecne rynkowe wyceny (165 pb. włącznie do listopada) jakiekolwiek mocne zasygnalizowanie przez Powella, że na kolejnym posiedzeniu we wrześniu może nastąpić podwyżka o 75 pb. byłoby postrzegane jako pozytywne dla dolara amerykańskiego. Z drugiej strony dostrzegamy pole do natychmiastowego osłabienia dolara, jeśli Powell zasugerowałby, że Fed prawdopodobnie zmniejszy tempo do 50 pb.

Jakiekolwiek odstępstwa podczas głosowania w tym tygodniu – głosy za mniejszą podwyżką – również byłyby odebrane jako negatywne dla dolara, chociaż widzimy dużą szansę, że głosowanie nad stopami w środę 27.07 będzie jednomyślne.

Co się tyczy reakcji złotego – zasadniczo każdy wynik pozytywny dla dolara amerykańskiego będzie negatywny dla polskiej waluty. I odwrotnie, jeśli amerykańska waluta znajdzie się pod presją, złoty na tym skorzysta.

Nadchodzi koniec dużych podwyżek stóp Fed

Choć naszym scenariuszem bazowym jest niezamykanie sobie opcji przez FOMC, z dwóch wymienionych powyżej scenariuszy uważamy, że ten drugi jest bardziej prawdopodobny. Naszym zdaniem pogorszenie danych o aktywności gospodarczej (w szczególności załamanie lipcowych danych PMI) i oznaki, że inflacja bazowa słabnie, oznaczają, że zbliża się spowolnienie cyklu podwyżek – niezależnie od tego, czy zostanie zapowiedziane w środę czy nie. Spodziewamy się, że Fed podniesie stopy procentowe o 50 pb. we wrześniu i widzimy możliwość powrotu do 25 pb. w listopadzie. Naszym zdaniem jest mało prawdopodobne, by Fed rozważał zwiększenie tempa podwyżek do ruchów o 100 pb., o ile nie doszłoby do wystrzału inflacji w USA. Powell może w tym tygodniu powiedzieć, że poprzeczka dla takiego ruchu zawieszona jest bardzo wysoko.

FOMC ogłosi decyzję w sprawie polityki pieniężnej o 20:00 w środę 27.07, konferencja prasowa przewodniczącego Powella rozpocznie się 30 minut później.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Trójmiasto przekracza symboliczną granicę 1 miliona m kw. nowoczesnej powierzchni biurowej

Na koniec II kwartał 2022 roku zasoby biurowe w Trójmieście wyniosły 1,01 mln m kw., przekraczając tym samym symboliczną granicę, dzięki czemu utrzymało ono swoje trzecie miejsce pod względem wielkości wśród regionalnych rynków biurowych, zaraz za Krakowem i Wrocławiem.  

„Trójmiasto jest zdecydowanie jednym z najdynamiczniej rozwijających się rynków biurowych w Polsce. Z końcem czerwca 2022 roku Trójmiasto dołączyło do „milionowych” rynków regionalnych, czyli Krakowa i Wrocławia. Wraz z sukcesywnie rozbudowywanym zapleczem biurowym, w Trójmieście lokują się kolejne firmy.  W 2022 roku ten obszar otrzymał 1. miejsce jako najbardziej dynamicznie rozwijającego się miasta w Polsce według CEE Shared Services and Outsourcing Awards,” – komentuje Joanna Gomułkiewicz, Leasing Manager w Knight Frank.

Nowa podaż oddana do użytku w II kwartale roku na trójmiejskim rynku biurowym to blisko 19 000 m kw. Na ten wolumen składały się dwa projekty: K2 (10 900 m kw., Vastint Poland) oraz Palio Office Park B (7 900 m kw., Cavatina). Od początku roku ten rynek zyskał zaś blisko 50 600 m kw., co stanowiło 16% wolumenu powierzchni zrealizowanej w największych miastach regionalnych w Polsce, tj. Krakowie, Katowicach, Wrocławia, Poznaniu, Trójmieście i Łodzi.

„Zastrzyku nowej powierzchni, przy zachowaniu planowanych terminów, możemy spodziewać się w 2023 roku, kiedy to na trójmiejski rynek trafi 95% z obecnie realizowanych 82 500 m kw. Największymi obecnie projektami w budowie są Waterfront II (14 500 m kw., Vastint Poland) oraz Punkt (12 500 m kw., Torus). Firmy poszukujące nowych lokalizacji może dodatkowo zachęcić pozycja lidera wśród najlepszych miejsc do prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce według rankingu ABSL w 2022 roku,” – dodaje Katarzyna Bojar, Konsultant w dziale Badań Rynku w Knight Frank.

Od kwietnia do czerwca 2022 roku w Trójmieście odnotowano wysoki popyt na powierzchnię biurową, a wolumen transakcji wyniósł ponad 28 000 m kw., co było wzrostem o 26% w porównaniu do poprzedniego kwartału. Uzyskany wynik stanowił blisko 15% powierzchni wynajętej w regionach i był drugim najwyższym wynikiem spośród miast regionalnych zaraz za Krakowem. Największy udział, blisko 72% stanowiły nowe umowy, w tym umowy pre-let 3%. Zarówno renegocjacje, jak i ekspansje odpowiadały za 14 % wolumenu transakcji. W całym półroczu trójmiejscy najemcy wynajęli  ponad
50 100 m kw. powierzchni biurowej.

Mimo wysokiego popytu, oddane do użytku dwa nowe obiekty wpłynęły na współczynnik pustostanów, który wzrósł o 1 pp. w ciągu kwartału i na koniec czerwca 2022 roku wyniósł 15,3%. W porównaniu z analogicznym okresem w roku poprzednim wskaźnik pustostanów wzrósł aż o 6,1 pp.

Na koniec czerwca czynsze wywoływacze w Trójmieście pozostały na stabilnym poziomie i wahały się od 10,00 EUR do 15,00 EUR/ m kw. miesięcznie.

Rynek budowlany czekają zmiany – fotowoltaika na blokach, stabilizacja cen

Od stycznia do maja 2022 r. rozpoczęto budowę o 19,5% mniej mieszkań niż w roku ubiegłym. W maju banki udzieliły o 43% mniej kredytów hipotecznych. Prognozy zwiastują znaczne wyhamowanie na rynku budowlanym w ciągu najbliższych dwóch lat. Jednak w nadchodzących miesiącach sytuacja i ceny materiałów prawdopodobnie się ustabilizują. Rosnące ceny energii i ogrzewania zwiększą potrzeby modernizacji budynków i wyposażania ich w magazyny energii oraz instalacje słoneczne. Pomimo chwilowych turbulencji, branża OZE, w tym fotowoltaika, nabierze wiatru w żagle.

Nawet pięć razy niższe koszty energii – fotowoltaika w spółdzielniach

Po wprowadzeniu nowego systemu rozliczeń od 1 kwietnia 2022 roku branża fotowoltaiczna w obszarze małych instalacji przeżywa chwilowy kryzys. Rosnące ceny energii i ogrzewania wymuszą jednak dalsze inwestycje w OZE, również w budownictwie wielorodzinnym. Wiele wspólnot mieszkaniowych będzie decydować się na montaż instalacji słonecznych, magazynów energii lub ciepła. Ułatwi to nowelizacja ustawy o OZE, która wprowadziła pojęcie „prosumenta zbiorowego”, wytwarzającego w budynku wielolokalowym energię z odnawialnych źródeł na własne potrzeby. Deweloperzy, wspólnoty i spółdzielnie mieszkaniowe będą mogły skorzystać z dotacji na instalacje fotowoltaiczne. Podobnie jak prosumenci indywidualni będą też mogły odprowadzić niewykorzystaną energię do sieci na zasadzie net-billingu.

We wspólnotach i spółdzielniach zużywa się ogromne ilości energii elektrycznej, potrzebnej do oświetlania klatek schodowych, piwnic, garaży, ogrzewania budynku czy zasilania wentylacji, klimatyzacji oraz wind. Takie systemy są dużo bardziej energochłonne niż własne potrzeby lokali mieszkalnych. Inwestycje w OZE mogą zmniejszyć koszty eksploatacji budynków i pomóc uniezależnić wspólnotę od wzrostu cen prądu.

Większość budynków wielorodzinnych ma wysoko położone, płaskie i niezacienione dachy o dużej ekspozycji słonecznej i wolnej przestrzeni. Można je więc łatwo zagospodarować i zamontować na nich panele słoneczne. Instalacja małych turbin wiatrowych nie przynosi tak znaczących korzyści, a małe elektrownie wodne z oczywistych względów przy blokach nie powstaną. Dlatego dla wspólnot i spółdzielni mieszkaniowych, które chcą się stać bardziej „zielone” i oszczędzać na opłatach za energię, najskuteczniejszym rozwiązaniem jest instalacja słoneczna. Pilotażowy program „Słoneczne Dachy”, który był realizowany dwa lata temu przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW) wykazał, że opłaty za energię mogą zmaleć nawet pięciokrotnie.

Sektor budowlany w gorszej kondycji?

Według danych Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa, firmy budowlane oceniają obecną sytuację jako złą, a im mniejsze przedsiębiorstwo tym gorsze nastroje. Ponad 77% firm jako barierę dla działalności wskazuje koszt materiałów, zaś po raz pierwszy od 2007 roku ponad 16% firm mówi też o ich braku. Ponad 70% odczuwa wysoką inflację i presję płacową ze strony pracowników. Kryzys spowodowany wojną w Ukrainie oraz odpływ pracowników nie miał jednak dotąd tak negatywnego wpływu jaki przewidywali analitycy, gdyż zapotrzebowanie na pracowników jest niższe niż podczas kumulacji robót w budownictwie w latach 2007-2008 i 2018-2019. Branża budowlana realizuje wciąż inwestycje rozpoczęte w ostatnich dwóch latach. W kolejnych miesiącach 2022 i 2023 roku trzeba się spodziewać spadku liczby nowych projektów inwestycyjnych, przede wszystkim w segmencie prywatnym.

Ucieczka w towary i stabilizacja cen surowców

W pierwszym kwartale 2022 roku PKB wzrósł o 8,5%. Był napędzany w dużej mierze gromadzeniem zapasów, a nie bieżącymi inwestycjami – podobnie jak sprzedaż materiałów budowlanych. Kryzys logistyczny wywołał obawy o dostępność produktów, wiele firm chciało też chronić się przed inflacją i „uciekało” w towar. Było to widoczne m.in. w segmencie kabli i przewodów. Ceny kabli i przewodów zmieniały się nawet z godziny na godzinę. Spowodowało to znaczny wzrost sprzedaży, ale produkty kupowane były z myślą o magazynowaniu, nie pod konkretne projekty. Podobny mechanizm zauważany był na wszystkich poziomach – od głównych dystrybutorów, przez małe składy, po wykonawców i instalatorów. Dodatkowo potęgowało to wzrost cen i braki towarów.

Do maja 2022 roku wzrosty cen niektórych materiałów były dwucyfrowe – np. izolacje termiczne podrożały o 63%, a płyty OSB o 49%. W branży elektrotechnicznej czy instalacyjnej ceny wzrosły o ok. 20-30% w porównaniu z rokiem 2021. Rynek skoryguje jednak ceny niektórych materiałów budowlanych w ślad za taniejącymi surowcami. Szczyt cen surowców prawdopodobnie mamy za sobą, obserwowane są już ich spadki. Na przykład tona stali budowlanej w marcu 2022 roku kosztowała ok. 9500 złotych, a obecnie to około 4 tys. Podobnie jest w przypadku miedzi, która z 11 tys. dolarów za tonę w marcu spadła do ok. 8 tys. dolarów. Ceny materiałów budowlanych wciąż są wysokie, ale razem z surowcami powinny zacząć się stabilizować.

Bartłomiej Jaworski, Senior Product Manager w firmie Eaton

Lekki letni letarg na rynkach akcji

Wczorajsza sesja na amerykańskim rynku akcji nie przyniosła jakichś większych rozstrzygnięć (S&P 500 +0,13 proc., DJIA +0,28 proc., Nasdaq Composite -0,43 proc.). Również dzisiejsza sesja na giełdach Azji i Oceanii miała niejednoznaczny przebieg (Hang Seng +1,82 proc., japoński Nikkei 225 -0,16 proc., tajwański TAIEX -0,87 proc.).

Brak wyraźnej tendencji obserwowany był dziś rano również na giełdach w Europie (DAX -0,35 proc., CAC 40 –0,23 proc. ok. godz. 9:35 proc.).

WIG-20 tracił ok. 9:35 0,42 proc. Najwyżej od stycznia 2020 był dziś kurs akcji Lotosu. Swe nowe roczne minimum zaliczył kurs akcji spółki Mo-BRUK. Kolejny dzień silnie drożały akcje Biomedu Lublin (+11,32 proc. ok. 9:40).

Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych w USA i strefie euro spadała dziś rano. Rentowność amerykańskich 2-latek nadal była o ponad 20 punktów bazowych wyższa niż rentowność tamtejszych 10-latek („inwersja” krzywej rentowności). Rentowność 10-latek polskiego rządu utrzymywała się na poziomie swych 3-miesięcznych minimów (5,839 proc. dziś rano).

Ceny kontraktów na ropę naftową, które wczoraj obroniły poziomy swych 4-miesięcznych minimów rosły dziś rano o ok. 15 proc. Do najwyższego poziomu od 2 tygodni wzrosła dziś rano cena kontraktów na miedź na COMEX-ie. Lekko rosły ceny metali szlachetnych. Wczoraj do najniższego poziomu od roku spadła cena kontraktów na cukier na ICE a także cena kontraktów na owies na CBOT.
Na rynku walutowym dolar był dziś rano stabilny względem euro (EUR/USD +0,03 proc.) i japońskiego jena (-0,04 proc.).

Złoty minimalnie się umacniał (ok. 9:15 EUR/PLN -0,09 proc., USD/PLN -0,14 proc.).

Cena Bitcoina względem USD kontynuowała rozpoczęty 6 dni temu spadek i po przełamaniu poziomu wsparcia wyznaczanego przez lokalne szczyty z końca czerwca i pierwszej polowy lipca zbliżała się do poziomu 21000 USD (-4,11 proc. ok. 9:10).

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers