Strzeż się zastrzeżonych marek! Ich ochrona jest silna

Szukasz nazwy dla Twojej firmy? Ograniczasz poszukiwania tylko do nazw identycznych? Uważaj, bo to duży błąd! Weryfikacja nazwy firmy nie jest tak prosta, jak może się to wydawać na pierwszy rzut oka. W tym zakresie pokutuje wiele groźnych mitów. Prawna ochrona marki może mieć kilka źródeł. Co najważniejsze, rozciąga się również na oznaczenia podobne.

Co wynika z zastrzeżenia znaku towarowego?

Najwyższy poziom ochrony nazwy firmy, gwarantuje rejestracja znaku towarowego w Urzędzie Patentowym. Po przejściu wszelkich formalności, otrzymasz świadectwo ochronne. To bardzo ważny dokument, ponieważ w razie sporu z konkurencją będzie to dowód na przysługujący Ci monopol prawny do danego oznaczenia.

Jest to o tyle istotne, że odwraca de facto ciężar dowodowy w sporze. Teraz to Twój konkurent będzie musiał wykazać, że posłużył się Twoim znakiem towarowym zgodnie z prawem. Ewentualnie, jeżeli będzie chciał Ci takie prawo unieważnić, to musi zgromadzić na to silne dowody. W każdym przypadku cały wysiłek procesowy spoczywa na nim.

Można nawet powiedzieć, że prowadzenie sporów w oparciu o zarejestrowane znaki towarowe jest tańsze niż bazowanie tylko na przepisach darmowych. Musisz być tego świadomy już na etapie wybierania nazwy dla swojej firmy. Dobrze obrazują to poniższe grafiki.

rejestracja znaków towarowych
Wyszukiwarki zarejestrowanych znaków towarowych

Dobra wiadomość jest taka, że dostęp do rejestrów znaków towarowych jest darmowy. W bazach znajdziesz nie tylko znaki zastrzeżone, ale także dopiero zgłoszone oraz wygasłe. Planujesz działać na polskim rynku? Takim razie sprawdź koniecznie przynajmniej 3 rejestry:

  • UPRP – rejestr prowadzony przez Urząd Patentowy PR, którego siedziba znajduje się w Warszawie. Obejmuje wyłącznie znaki towarowe chronione na terytorium Polski;
  • EUIPO – europejska wyszukiwarka znaków towarowych. Administratorem jest w tym przypadku Urząd UE ds. Własności Intelektualnej z siedzibą w Hiszpanii;
  • WIPO – rejestrując swój znak towarowy za pośrednictwem Światowej Organizacji Własności Intelektualnej z siedzibą w Szwajcarii, ochronę możesz rozszerzyć na kilka państw, w tym także i Polskę.

Robiąc samodzielnie takie poszukiwania, pamiętaj, że kolizją będą dla Ciebie tylko takie znaki towarowe, które są chronione w Twojej branży. To będzie wynikać z towarów i usług wskazanych w zgłoszeniu. Są one uszeregowane wg klasyfikacji nicejskiej. Oznacza to, że jeżeli prowadzisz restaurację o nazwie FENIX, to nie będzie dla Ciebie przeszkodą znak FENIX chroniony na sklep z zabawkami.

Zobacz również:

Wolna domena internetowa to nie wszystko!

Wiele osób szuka niezastrzeżonej nazwy firmy analogicznie, jak wolnej domeny internetowej. To popularny mit. Przedsiębiorcom wydaje się, że weryfikacja dostępności jakiejś marki zajmuje kilka minut. W praktyce te od tych kilku kliknięć będzie zależeć, czy ktoś Cię w przyszłości pozwie czy nie.

Znaki towarowe nie są chronione wyłącznie na zasadzie identyczności. Taka ochrona w praktyce byłaby bezużyteczna. Dlaczego? Ponieważ wszelkie zmiany w nazwie firmy, polegające na dodaniu litery czy cyfry byłyby w pełni legalne. Zapewne pamiętasz popularne w latach 90′ marki ADONIS, PJUMA czy NAJK. Były to podróbki znanych światowych marek, które można było kupić na bazarach. Naruszały prawo, ale nie były identyczne.

Analogicznie, jeżeli wolna jest domena internetowa, to nie świadczy jeszcze o tym, że wybrana przez Ciebie nazwa jest bezpieczna. To należy znów zweryfikować w bazach zastrzeżonych znaków towarowych.

Kiedy znaki towarowe są do siebie kolizyjnie podobne?

Zła wiadomość jest taka, że na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Tej należy bowiem szukać w bogatym, bo ponad 20-letnim orzecznictwie sądowym. Elementów, na jakie zwraca uwagę sąd, jest wiele. Można powiedzieć, że ocena podobieństwa opiera się o dość skomplikowany algorytm.

Znak towarowy jednej firmy nie może być na tyle podobny do znaku towarowego innej marki, aby mogło to wprowadzić w błąd klientów. Co ciekawe, te same nazwy, w zależności od tego, czy służą do oznaczania produktów tanich jak batoniki, czy drogich jak maszyny rolnicze, mogą być uznane za podobne lub niepodobne. Analizuje się bowiem, jaki jest poziom uwagi osoby dokonującej zakupu.

To wszystko sprawia, że robiąc takie badanie samodzielnie, sporo ryzykujesz. Na pewno znaki identyczne łatwo zlokalizujesz. Tyle że to nie daje Ci bezpieczeństwa. Nadal gdzieś może być znak towarowy na tyle podobny, że po kilku latach dostaniesz pismo z żądaniem zmiany nazwy firmy. Możesz tego uniknąć, zlecając badanie i zgłoszenie rzecznikowi patentowemu.rejestracja znaków towarowych pomoc

Ostatnie słowo ma Urząd Patentowy lub sąd

Robiąc weryfikację samodzielnie, musisz pamiętać o jednej bardzo ważnej rzeczy. Nawet jeżeli według Ciebie Twoja nazwa wyraźnie się różni i uważasz, że nikt się nie pomyli, to wszystko nie ma znaczenia w sporze. Finalną decyzję podejmie Urząd Patentowy lub sąd.

To przed tymi organami będzie się toczył spór. Osoby tam orzekające nie będą brać pod uwagę Twojej opinii, a oprą się tylko na tym algorytmie, według którego ocenia się podobieństwo znaków towarowych.

Dlatego dla Ciebie jako przedsiębiorcy kluczowe znaczenie powinna mieć możliwość obrony Twoich praw do nazwy marki. Bez odpowiedniej wiedzy merytorycznej i praktycznej będzie to dla Ciebie zadanie obarczone wysokim ryzykiem błędu. Lepiej skup się na prowadzeniu biznesu, budowaniu sieci klientów, a sprawy prawne pozostaw specjaliście, czyli rzecznikowi patentowemu.

W świetle prawa dwa logo o identycznej grafice nie muszą oznaczać kolizji

Pozwól, że namieszam Ci trochę w głowie. Ocena podobieństwa znaków towarowych często jest nieintuicyjna. Wyobraź sobie dwie firmy o dokładnie tej samej nazwie i grafice np. LILUS. Pierwsza firma sprzedaje kosmetyki, druga odzież roboczą. Zdaniem Urzędu Patentowego do kolizji nie dochodzi, ponieważ klienci tych firm są zupełnie inni. Osoba, która szuka kremu do rąk, przez pomyłkę nie kupi kasku budowlanego.

A co w sytuacji, gdy pierwsza firma sprzedaje kosmetyki, a druga prowadzi salon kosmetyczny? W świetle klasyfikacji nicejskiej to również będą bardzo oddalone od siebie klasy. Mimo tego, ekspert najpewniej uzna, że doszło tu do kolizji. Po prostu kosmetyczki często wypuszczają na rynek kosmetyki pod swoją marką. Czyli potencjalni odbiorcy mogą się pomylić.

Jak więc widzisz, nic nie jest takie, jak może się to z pozoru wydawać.

Analiza prawna marki – o czym jeszcze pamiętać

Urząd Patentowy z wielu powodów może Ci odmówić rejestracji nazwy i logo. Kiedy tak się stanie?

  • Gdy wybrana przez Ciebie nazwa jest opisowa, czyli wskazuje jednoznacznie na oferowane przez Ciebie towarylub usługi.
  • Kiedy wybrana nazwa weszła już do potocznego języka, czyli jest to nazwa rodzajowa jak krówki dla cukierków.
  • Gdy nazwa jest niedystynktywna, czyli za jej pomocą nie wyróżnisz się na rynku. Przykładem są słowa typu „super”, „pro” czy „max”.

Jak zapewne już się domyślasz, to osoba oceniająca Twoje zgłoszenia samodzielnie interpretuje, czy mieścisz się w którymś w tych wyłączeń. Więcej, praktyka Urzędu Patentowego może ulegać zmianie z biegiem lat. Oznacza to, że nawet jeżeli odnalazłeś w rejestrze zarejestrowany znak towarowy podobnego typu jak Twój, to dziś ta sztuka wcale nie musi się udać. To właśnie kolejny argument, aby skonsultować się z rzecznikiem patentowym.

Weryfikacja nazwy firmy przez rzecznika patentowego

Z pewnością nie trwa ona kilka minut, a zajmuje kilka godzin naprawdę ciężkiej pracy. Znaków towarowych bardziej lub mniej podobnych zwykle są setki. Należy precyzyjnie sprawdzić, na jakie terytorium są zastrzeżone oraz czy obejmują podobne towary albo usługi.

Wyniki takiej analizy prawnej marki często nie są zero – jedynkowe. Zazwyczaj szanse na uzyskanie ochrony różnią się dla poszczególnych klas, a nawet towarów i usług w ramach jednej klasy. W takim przypadku rzecznik patentowy doradzi Ci, co możesz w znaku poprawić, dodać czy zmienić, aby obejść kolizję. Tu nie chodzi jedynie o samą rejestrację. W obecnie obowiązującym systemie sprzeciwowym, nawet jeżeli w rejestrze jest znak kolizyjny, masz szansę uzyskać ochronę. Tyle że ryzykujesz i tak sporem o zaprzestanie naruszania prawa.

Dokonując zmian wg rekomendacji rzecznika patentowego, zwiększasz szanse na to, że przeciętny konsument się nie pomyli. To z kolei sprawi, że konkurent nie będzie skory Cię zaatakować. Finalnie zyskujesz bezpieczeństwo.

Podsumowanie

Jak widzisz, już sam wybór i ochrona nazwy firmy w formie znaku towarowego jest dość złożonym procesem. Nie wystarczą proste poszukiwania, jak ma to miejsce w przypadku domen internetowych. Dlatego jeżeli zdecydujesz się na samodzielne badanie podobieństw i weryfikację wyników Twoich poszukiwań, musisz mieć świadomość tego, że to bardzo złożony proces.

W prawie nic nie jest tak proste, jak się może wydawać. Błąd na tym etapie może mieć bolesne reperkusje za kilka lat kiedy prawnicy konkurenta zażądają od Ciebie zmiany nazwy firmy. Da się tego uniknąć, ale należy się skupić na profesjonalnej analizie prawnej marki. W tym pomoże Ci już rzecznik patentowy.

Prawie co czwarty kredytobiorca w Polsce może skorzystać z wakacji kredytowych

Z ustawowych wakacji kredytowych mogą skorzystać wszyscy uprawnieni, spłacający kredyt mieszkaniowy zaciągnięty w złotówkach na własne potrzeby mieszkaniowe. Z analizy BIK wynika, że jest to blisko 3,5 mln osób, czyli 83,8% kredytobiorców, posiadających kredyty mieszkaniowe. Z przeprowadzonego w lipcu br. badania opinii wynika, że 2/3 osób posiadających kredyt hipoteczny chciałoby skorzystać z przywileju odroczenia spłaty rat kredytowych nie tylko w sytuacji problemów z ich spłatą, ale także bez takiego powodu. Są też takie osoby, które nadpłacają kredyty – wolą spłacać kapitał, a nie chcą płacić rosnących odsetek.

Z ustawowych wakacji kredytowych może skorzystać 3,41 mln osób, czyli 83,8% kredytobiorców, posiadających złotowe kredyty mieszkaniowe. Jest to jednocześnie prawie co czwarta (23,3%) osoba w grupie wszystkich kredytobiorców.

Wakacjami kredytowymi może być objętych aż ponad połowa (54%) łącznego zadłużenia z tytułu wszystkich kredytów w Polsce.

– W czerwcu br. wszyscy kredytobiorcy łącznie spłacili raty kapitałowe i odsetkowe z tytułu nieopóźnionego zadłużenia w wysokości 8,9 mld zł. Z tej kwoty 3,33 mld zł spłacili kredytobiorcy, którzy mogą skorzystać z odroczenia rat kredytów mieszkaniowych. Oznacza to, że gdyby wszyscy uprawnieni skorzystali z tego przywileju, to do banków z tytułu rat i odsetek wpłynęłaby miesięcznie kwota niższa o 37% – mówi dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk BIK, SGH.

2/3 posiadaczy złotowych kredytów mieszkaniowych rozważa „wakacje”

Co trzeci (35%) posiadacz kredytu mieszkaniowego deklaruje, że chce skorzystać z wakacji kredytowych tylko w sytuacji problemów ze spłatą. Podobna grupa (32%) chce z nich skorzystać niezależnie od tego, czy wystąpią problemy ze spłatą.

Wniosek, aż 2/3 posiadaczy kredytów mieszkaniowych rozważa skorzystanie z ustawowych wakacji kredytowych – wynika z badania zrealizowanego przez Quality Watch na zlecenie Biura Informacji Kredytowej, w lipcu 2022 r.

BIK zapytał, na co Polacy przeznaczą środki „zaoszczędzone” w ramach wakacji kredytowych

Ponad połowa badanych (56%), posiadających kredyt hipoteczny stwierdziła, że planuje je spożytkować racjonalnie, czyli na nadpłatę rat w kolejnych miesiącach.

Ogółem Polacy nie chcą spłacać bankom odsetek, ale kapitał. Takie stanowisko ma 38% osób, które swoisty „prezent z wakacji” przeznaczyłoby na nadpłacenie rat swoich kredytów w kolejnych miesiącach.

– Już od początku roku obserwujemy wzrost wartości nadpłaconych kredytów mieszkaniowych. Jeszcze w czerwcu 2021 r. kredytobiorcy dokonali nadpłat kredytów hipotecznych w kwocie 600 mln zł, podczas gdy w czerwcu tego roku kwota ta była trzykrotnie wyższa i wynosiła 2,6 mld zł. Oczekuję dużego dalszego zwiększenia nadpłat w kolejnych miesiącach. Z perspektywy kredytobiorców wydaje się to racjonalne, gdyż w ten sposób obniża się koszt obsługi kredytu i spada kwota kapitału pozostającego do spłaty – tłumaczy Rogowski.

Czy spadnie popyt na kredyty gotówkowe i pożyczki pozabankowe?

Jak bardzo wyhamuje popyt na kredyty gotówkowe w II półroczu br., może być uzależnione od sposobu spożytkowania pieniędzy z odroczonych rat kredytowych.

26% ankietowanych planuje przeznaczyć je na bieżące opłaty rachunków z tytułu prądu, gazu itd., co pozwoli im ograniczyć częściowo wzrost tych kosztów w wyniku wysokiej inflacji.

Inni potencjalni beneficjenci „wakacji” (25%) chcą je przeznaczyć na sfinansowanie bieżących wydatków na życie, takich jak zakupy żywności czy odzież.

A 16% kredytobiorców deklaruje, że przeznaczy środki zaoszczędzone wakacji kredytowych na spłatę innych posiadanych zobowiązań w bankach.

Z danych BIK wynika, że potencjalni beneficjenci wakacji kredytowych spłacili bankom w czerwcu tego roku 1,24 mld zł z tytułu posiadanych przez nich jeszcze innych zobowiązań niż tylko kredyt hipoteczny, np. kredytów ratalnych, kart kredytowych.

– Wykorzystanie pieniędzy z odroczonych rat kredytowych może w konsekwencji powodować spadek zainteresowania zaciąganiem nowych kredytów gotówkowych, zwłaszcza na niskie kwoty, do 5 tys. zł. Ich dynamika w I poł. 2022 r. w porównaniu do analogicznego okresu przed rokiem, była najwyższa ze wszystkich przedziałów kwotowych i wynosiła 15,7%. Podobna zależność może wystąpić w przypadku spłaty pożyczek ze środków z „wakacji”. Ponieważ kredytobiorcy mieszkaniowi także posiadają pożyczki z firm pozabankowych, to z pomocą odroczonej raty na spłatę hipoteki mogą ją przeznaczyć na spłatę pożyczek – wyjaśnia główny analityk BIK.

Źródło: Badanie opinii na zlecenie BIK, pt. Zobowiązania kredytowe Polaków, zrealizowane przez Quality Watch, na grupie 18+, N-1059, 18 lipca 2022 r.

Co pokazały raporty spółek technologicznych?

Bieżący tydzień upłynął pod znakiem wielkiej technologicznej niewiadomej zza oceanu. Po bardzo słabych wynikach Snapa i panicznej wyprzedaży Inwestorzy zadawali sobie pytanie, czy wyniki okresowe BigTechowych gigantów potwierdzają obawy rynku o zbliżające się spowolnienie gospodarcze. Okazało się, że przynajmniej na razie, AAA (Alphabet, Amazon i Apple) oraz Microsoft pokazały wyniki na stosunkowo zadowalającym poziomie. W przeciwieństwie do Meta Platforms (czyli Facebook).

Reklama dźwignią handlu … na Wall Street

Wyniki spółek typu Alphabet (Google) czy Meta Platforms (Facebook) są w dużej mierze uzależnione od przychodów z reklam, na które wpływ ma z kolei sytuacja gospodarcza. Jak pokazał przykład pandemii, w trudniejszych gospodarczo czasach wydatki na marketing są ograniczane przez firmy w pierwszej kolejności. W efekcie na Wall Street było dość nerwowo w okresie obejmującym publikację wyników finansowych powyższych spółek. Jak się później okazało, mieli rację w 50%.

Inwestorzy zareagowali ze spokojem na wyniki okresowe Alphabet pomimo tego, iż okazały się słabsze od oczekiwań, zarówno pod kątem przychodów jak i zysków. Zachowanie inwestorów można tłumaczyć w miarę zgodnymi z oczekiwaniami przychodami z reklam na YouTube oraz lepszymi od oczekiwań przychodami z wyszukiwarki Google. Solidne przychody zmniejszyły obawy o wpływ obecnej sytuacji makro na biznes reklamodawcy.

Po drugiej stronie “reklamowej barykady” jest Meta Platforms, czyli Facebook. Spółka próbuje przejść głęboką i kosztowną transformację od lidera platform społecznościowych do firmy koncentrującej się na doświadczeniach technologii VR/AR w ramach trendu Metaverse. Wyniki spółki potwierdziły, że sektor cyfrowej reklamy przeżywa spowolnienie, z którym spółka nie potrafi sobie poradzić równie skutecznie, jak robi to Alphabet. Otoczenie rosnących stóp procentowych i inflacji zmusza firmy do ograniczania skali wydatków na czym cierpi model biznesowy Meta Platforms. Spółka poinformowała, że średnia cena za reklamę spadła o 14% w ciągu roku. Dodatkowo funkcja prywatności w iOS uniemożliwia aplikacjom Meta Platforms dokładne monitorowanie aktywności w aplikacjach i internecie, co komplikuje zdolność firmy do zapewnienia reklamodawcom danych na temat zachowań użytkowników.

Usługi w chmurze szansą dla producentów komputerów osobistych

Okazuje się, że w dobie spadającej sprzedaży komputerów osobistych szansą dla komputerowego giganta, jakim jest Microsoft w coraz większym stopniu stają się przychody uzyskiwane z usług w chmurze. Ma to szczególne znaczenie dla spółki, ponieważ sprzedaż komputerów osobistych wzrosła jedynie o 2,0% do 14,4 mld USD, poniżej szacunków rynkowych wynoszących 14,7 mld USD. Głównym odpowiedzialnym za zaistniałą sytuację jest rynek Chiński i przestoje produkcyjne, które trwały do ​​maja. Ponownie rosnąca liczba zachorowań na COVID-19 zdaje się być znaczącym czynnikiem ryzyka w kontekście możliwego ponownego wystąpienia lockdownów i związanym z nich zakłóceniem lub przerwaniem łańcuchów dostaw. Tempo wzrostu usług chmurowych Azure spadło do 40% z 46% w poprzednim kwartale i poniżej szacunków na poziomie 43,1%, ze względu na wolniejszy wzrost zużycia usług, takich jak zasoby obliczeniowe i magazynowe, według CFO Amy Hood. Z drugiej strony, prezes Nadella powiedziała, że liczba transakcji o wartości ponad 100 mln USD i ponad 1 mld USD znacznie wzrosła w IV kwartale. Pomimo faktu, iż dane dotyczące chmury nieco rozczarowały,to przychody z Azure i innych usług w tym segmencie wzrosły o 40% r/r, co jest pozytywnym sygnałem. Widać, iż  pomimo trudnego otoczenia gospodarczego popyt ze strony firm pozostaje silny, co z kolei powinno pomóc producentom sprzętu IT przejść przez oczekiwaną recesję.

Jak się okazuje, usługi w chmurze mogą być w trudniejszych czasach szansą nie tylko dla producentów komputerów ale również dla branży handlowej. Pogorszenie perspektyw makro i rosnąca inflacji nie zniechęciły konsumentów do zakupów, a przynajmniej na to wskazują wyniki Amazona. Spółka odnotowała wzrost przychodów o 7% r/r w II kw. 2022 roku, który był nieco słabszy od wzrostu sprzedaży detalicznej w całej gospodarce USA (ok. 8% r/r w II kw. 2022 r.). Niemniej spółka pozostaje optymistycznie nastawiona na przyszłość z prognozą 17% wzrostu w III kw. 2022 roku i zapowiedzią dalszych postępów w redukcji kosztów. To z kolei powinno się korzystnie przełożyć na marże i zyski. Konieczność redukcji kosztów jest coraz częściej podnoszona przez detalistów w obliczu spadku siły konsumenta. Amazon konsekwentnie rozwija biznes w chmurze (AWS) i umacnia się na tym polu. Przychody AWS wzrosły w II kw. 2022 roku o 33% r/r, a udział Amazona w rynku infrastruktury w chmurze wzrósł do ok. jednej trzeciej całego rynku. Nacisk Amazona na chmurę nie powinien dziwić – ten biznes ma znacznie wyższe marże niż handel detaliczny. W II kw. 2022 roku marża operacyjna segmencie AWS wyniosła blisko 41%! Co prawda, Amazon odnotował stratę w II kwartale na poziomie 2 mld USD, jednak wynikało to przede wszystkim ze zrealizowania straty na inwestycji w spółkę Rivian, która wyniosła w tym kwartale 3,9 mld USD (i ponad 11 mld USD od początku roku).

iPhone wiecznie żywy

Pomimo pojawiających się w internecie głosów, że kolejne wersje iPhone’ów są starym modelem w nowym opakowaniu i lekko zmienionym designem, sprzedaż “smartfonów z jabłuszkiem” cały czas ma się dobrze. Przychody ze sprzedaży iPhone’ów wyniosły 40,7 mld USD wobec 38,9 mld USD oczekiwanych przez rynek. Mimo rekordowych przychodów zysk netto spółki spadł jednak o blisko 10,5% r/r. Raport pokazał, że popyt na produkty firmy pozostaje bardzo wysoki mimo rekordowej inflacji i wynikających z niej ‘cięć budżetów’ gospodarstw domowych.  Apple zamierza jesienią zaprezentować nowe modele: iPhone 14 oraz SmartWatch Series 8, które mogą poprawić sprzedaż w IV kwartale roku i w znaczący sposób wpłynąć na wyniki w I kw. 2023. W przyszłym roku Apple zamierza zadebiutować również na rynku AR/VR poprzez nowy projekt zestawu słuchawkowego – produkt stać się bazą do budowy znacznej ilości usług i produktów przez firmę w ramach trendu ‘Metaverse’. Pomimo tego, że Apple nie pokazał wyników, które by w znacznym stopniu przewyższały prognozy analityków to rynek odebrał raport spółki bardzo pozytywnie. Zgodne z oczekiwaniami przychody i nieco wyższy zysk od prognoz pokazały, że rynek dobrze szacuje wpływ obecny problemów w łańcuchach dostaw. Prezes Apple’a Tim Cook powiedział, że spółka widzi poprawę w Chinach w tej kwestii, co można uznać za absolutnie kluczowe dla spółki. Dlaczego? III i IV kwartał roku kalendarzowego jest sezonowo najlepszy dla Apple, tak więc mniejsze problemy po stronie podażowej redukują ryzyko, że spółka nie będzie w stanie zaspokoić popytu na swoje produkty w drugiej połowie roku.

Przeciętnie, ale stabilnie

Pomimo tego, że BigTechy nie zaskoczyły spektakularnymi wynikami i widać po nich pierwsze oznaki nadchodzącego spowolnienia gospodarczego, technologiczna “Stara Gwardia” póki co trzyma się dobrze. Zdaje się, że przynajmniej na razie nie należy spodziewać się drastycznego spadku przychodów głównych spółek z sektora BigTech, co krótkoterminowo może uspokoić nastroje i sprzyjać odbiciu na NASDAQ, trwającemu od po połowy maja.

Autor: Dział Analiz XTB

Przeniesienie działalności maklerskiej do Banku Millennium

29 lipca 2022 r. Bank Millennium dokonał integracji usług maklerskich z usługami bankowymi w ramach wyodrębnionej jednostki Banku pod nazwą Biuro Maklerskie Banku Millennium, które podlega członkowi Zarządu Banku odpowiedzialnemu za bankowość korporacyjną. Planowany od 2021 roku podział Millennium Domu Maklerskiego na dwie części w wyniku czego Bank przejął działalność maklerską, został zarejestrowany przez właściwy sąd rejestrowy w dniu 29 lipca 2022 r.

– Przeniesienie działalności maklerskiej do Banku stwarza jeszcze większe możliwości rozwijania tych usług, zwłaszcza w zakresie digitalizacji. Celem Biura Maklerskiego będzie nadal dostarczanie najwyższej jakości kompleksowych usług w zakresie obsługi transakcji na rynku kapitałowym, doradztwa inwestycyjnego, analiz inwestycyjnych i finansowych, a także inwestowania w akcje, derywaty i obligacje. Dzięki integracji Bank zaoferuje klientom spójną ofertę usług bankowych i maklerskich świadczonych w jednej instytucji – powiedział Joao Bras Jorge, Prezes Banku Millennium.

Bank Millennium jako następca prawny wstąpił we wszystkie prawa i obowiązki Millennium Domu Maklerskiego, w tym prawa i obowiązki wynikające z umów zawartych z klientami. Dzięki temu klienci nie będą zobowiązani do podpisywania jakichkolwiek aneksów do obowiązujących umów. Szczegółowe informacje dotyczące zmian organizacyjnych i prawnych związanych z przejęciem działalności maklerskiej przez Bank umieszczone zostały na stronie internetowej https://www.bankmillennium.pl/plan_podzialu_MDM.

Zmiana właścicielska nie wymaga od dotychczasowych klientów Domu Maklerskiego ani klientów Banku Millennium żadnych dodatkowych działań. Wszystkie umowy pozostaną bez zmian.

GO Sport – pierwsza upadłość podmiotu dotkniętego sankcjami

W dniu 29 lipca br. warszawski sąd upadłościowy ogłosił upadłość znanej sieci sklepów GO Sport Polska („GO Sport”) i do pełnienia funkcji syndyka wyznaczył spółkę Zimmerman Filipiak Restrukturyzacja S.A. („ZFR”). Upadłość GO Sport jako podmiotu kontrolowanego przez Rosjan, jest konsekwencją wpisania tej spółki na listę podmiotów objętych sankcjami w związku z agresją Rosji na Ukrainę. Z chwilą objęcia spółki sankcjami z dnia na dzień doszło do zamrożenia wszelkich jej aktywów, w tym całkowitego zamknięcia sklepów. To spowodowało utratę płynności, a w konsekwencji zarząd złożył wniosek upadłościowy.

Jak wyjaśnia Bartosz Sierakowski, doradca restrukturyzacyjny i wiceprezes zarządu ZFR – upadłość podmiotu wpisanego na listę sankcyjną jest dużym wyzwaniem prawnym i logistycznym zarówno dla syndyka, jak i samego sądu. Przede wszystkim już na samym początku postępowania zachodziła wątpliwość czy sąd w ogóle może ogłosić upadłość, skoro wszelki majątek spółki uległ zamrożeniu, czyli zakazane jest korzystanie z niego przez kogokolwiek. Wyjątki od tej zasady podlegają ścisłej kontroli państwa i zawsze muszą wynikać z decyzji Szefa Krajowej Administracji Skarbowej („Szef KAS”). Pojawia więc się pytanie czy syndyk w ogóle może sprzedawać zamrożone aktywa. W ocenie Sierakowskiego, przeszkód do ogłoszenia upadłości i sprzedaży majątku GO Sport nie ma, co właśnie potwierdził sąd. Wprawdzie ogłoszenie upadłości nie powoduje odmrożenia majątku, ale zarazem nie jest przeszkodą do przeprowadzenia likwidacji. Szkopuł tkwi w tym, że będzie to postępowanie bardzo nietypowe, ponieważ z jednej strony trzeba pogodzić międzynarodowy cel publiczny, czyli niedopuszczenie do wydania chociażby złotówki Rosjanom, a z drugiej strony cel upadłościowy – czyli zaspokojenie wierzycieli GO Sport na najwyższym możliwym poziomie. Przy tym dodać trzeba, że mowa tu tylko o takich wierzycielach, którzy nie są powiązani z Rosją. Ci ostatni na zaspokojenie swoich wierzytelności liczyć nie mogą.

Ta nietypowość postępowania upadłościowego polegać będzie także na tym, że wiodącej roli w toku postępowania nie będzie pełnił tradycyjny duet każdej upadłości, czyli „syndyk i sędzia-komisarz”, lecz Szef KAS. Syndyk, by móc dokonać sprzedaży majątku czy pokryć bieżące koszty, jak chociażby koszt zabezpieczenia i inwentaryzacji majątku GO Sport, będzie musiał uzyskać zgodę Szefa KAS, nawet jeżeli prawo upadłościowe w danej sytuacji przewiduje tylko zgodę sędziego-komisarza czy też autonomię syndyka. Pojawia więc się swoisty trzeci organ postępowania upadłościowego, czyli Szef KAS.

Warto również wspomnieć, że w postępowaniu upadłościowych podmiotu objętego sankcjami zakazane jest zaspokojenie nie tylko właścicieli GO SORT, ale jakichkolwiek podmiotów wpisanych na listę sankcyjną lub powiązanych z osobami objętymi sankcjami. I tu znowu pojawia się nietypowość postępowania – syndyk nie będzie mógł takich roszczeń uznać jako podlegających zaspokojeniu. To z kolei oznacza, że kluczowy dla każdego postępowania upadłościowego dokument, jakim jest plan podziału funduszów masy upadłości, będzie podlegał nie tylko zatwierdzeniu przez sędziego-komisarza, ale i ocenie Szefa KAS. Rolą tego ostatniego będzie wyrażenie zgody na wykonanie planu podziału.

Jak wspomniano, upadłość GO SPORT to także nie małe wyzwanie logistyczne. Rolą syndyka będzie zinwentaryzować i oszacować cały majątek pod kątem przyszłej sprzedaży. Tymczasem majątek ten jest nadal zamrożony i znajduje się w poszczególnych punktach w galeriach handlowych rozproszonych na obszarze całej Polski, skąd – bez ryzyka naruszenia sankcji – nie można go zabierać. Syndyk więc będzie potrzebował zgody Szefa KAS na relokację całego towaru oraz na zawarcie nowych umów najmu, przewozu itp., tak by proces inwentaryzacji i zabezpieczenia przeprowadzić zgodnie z prawem. Jak więc widać, będzie to upadłość wymagające ścisłej kooperacji na linii – syndyk – Szef KAS oraz sędzia-komisarz.

Więcej informacji udzieli: Bartosz Sierakowski, Doradca restrukturyzacyjny, Wiceprezes zarządu Zimmerman Filipiak Restrukturyzacja SA

EDPR nabywa platformę rozwoju fotowoltaiki w Niemczech

Firma informuje, że osiągnęła porozumienie w sprawie nabycia 70% udziałów w Kronos Solar Projects GmbH.

Transakcja ta umożliwia EDPR wejście na rynek niemiecki i holenderski, które mają niezwykle ambitne cele w zakresie odnawialnych źródeł energii.

EDP ​​Renewables (Euronext: EDPR), czwarty co do wielkości producent energii odnawialnej na świecie, osiągnął porozumienie w sprawie nabycia 70% udziałów w Kronos Solar Projects GmbH („Kronos”), firmie zajmującej się rozwojem technologii fotowoltaicznej z siedzibą w Niemczech. Kronos jest obecnie w całości własnością jej założycieli, którzy zachowają 30% udziałów w firmie i nadal będą zaangażowani w codzienne zarządzanie.

Kronos posiada zespół ekspertów ze specjalistyczną wiedzą opartą na osiągnięciu ponad 1,4 GW mocy z energii słonecznej poprzez 80 pomyślnie oddanych projektów i dodatkowo portfel 9,4 GW (7,5 GWac) projektów fotowoltaicznych na różnych etapach rozwoju w Niemczech (4,5 GW ), Francji (2,7 GW), Holandii (1,2 GW) i Wielkiej Brytanii (0,9 GW). Z całkowitej liczby projektów w fazie rozwoju 9,4 GW – 0,2 GW jest gotowych do postawienia.

EDPR nabywa 70% Kronos za cenę 250 mln euro zapłaconą w momencie zamknięcia transakcji plus succes fee, która ma zostać wypłacona sprzedawcom firmy w latach 2023-28, w zależności od mocy z fotowoltaiki dostarczonej przez zespół Kronos. Transakcja obejmuje również opcje kupna/sprzedaży pozostałych 30% udziałów mniejszościowych, możliwe do wykonania od 2028 r., z ceną wykonania związaną ze stanem projektów OZE realizowanych przez Kronos w tym roku.

To przejęcie umożliwia EDPR wejście do Niemiec i Holandii, które czerpią z rozwoju energii odnawialnej, biorąc pod uwagę rosnące znaczenie bezpieczeństwa jej dostaw i niezależnoś energetyczną. Niemcy, które są rodzimym rynkiem Kronos, stanowią blisko 50% nabytego portfela rozwoju energii solarnej, a rząd ogłosił niedawno „Pakiet Wielkanocny”, który wyróżnia się ambitnymi celami w zakresie zwiększenia mocy odnawialnych źródeł energii: do 360 GW mocy zainstalowanej do 2030 roku. Aby osiągnąć ten cel, Niemcy zobowiązały się do zainstalowania 155 GW mocy fotowoltaicznej, co stanowi blisko 40% oczekiwanego przyrostu energii ze słońca w UE i czyni je jednym z największych i najszybciej rozwijających się rynków energii słonecznej na świecie. Dzięki tej transakcji EDPR rozszerza swoją obecność na 12 rynkach w Europie, które ogółem stanowią ponad 90% oczekiwanych przyrostów mocy wyprodukowanych z fotowoltaiki w UE do 2030 r.

Według Miguela Stilwell d’Andrade, dyrektora generalnego EDP: „Jesteśmy bardzo zadowoleni z osiągnięcia porozumienia z Kronos, które pozwoli nam rozpocząć naszą działalność w Niemczech i Holandii: dwóch rynkach o wysokim potencjale dla energii odnawialnej oraz wzmocnić naszą pozycję we Francji i Wielkiej Brytanii. Mamy duże oczekiwania w szczególności w odniesieniu do Niemiec, ponieważ jest to kluczowy rynek w Europie z tak ambitnymi celami rozwoju odnawialnych źródeł energii. Dzięki temu EDP jeszcze bardziej pogłębia swoją rolę w segmencie energii słonecznej i naszego zaangażowania w przyspieszenie transformacji energetycznej”.

Co więcej, wejście na te nowe rynki stwarza możliwości ekspansji nie tylko w dziedzinie energii solarnej, ale także innych technologii, a mianowicie hybrydyzacji energii wiatrowej przez łączenie z energią solarną czy wodorową.

Transakcja podlega przepisom właściwym i innym warunkom zawieszającym dla danego rynku.

Polski Ład: kolejne problemy z wyliczeniem podstawy składki zdrowotnej

Nowelizacja przepisów Polskiego Ładu, która zaczęła obowiązywać od 1 lipca 2022 roku, daje podatnikom rozliczającym się na ryczałcie możliwość zmiany formy opodatkowania na zasady ogólne już od połowy tego roku. Odpowiedniego wpisu do CEIDG należy dokonać do 22 sierpnia. W tym przypadku pojawia się jednak ważne pytanie: jak obliczyć składkę zdrowotną za pierwsze półrocze.

Na zdrowy rozum można by było wskazać, że w tym wypadku podstawą składki zdrowotnej będzie przychód osiągnięty w pierwszej połowie roku. Jednak mamy tu problem, który wynika z zapisów ustawy nowelizującej Polski Ład. Są one bowiem skonstruowane w taki sposób, że jeśli ryczałtowcy zmienią w połowie roku formę opodatkowania na skalę podatkową, to nie będzie można wyliczyć wartości składki zdrowotnej za pierwsze półrocze, rozliczane jeszcze metodą podatku zryczałtowanego. Ustawa mówi bowiem, że podstawę wyliczenia składki zdrowotnej stanowi przychód z całego roku.

Jak to wpłynie na wysokość składki zdrowotnej? Jeśli pod uwagę brane byłoby tylko pierwsze półrocze, a podatnik rozliczający się w tym czasie na ryczałcie osiągnąłby przychód w wysokości np. 55 000 zł, to musiałby zapłacić składkę zdrowotną za ten okres w wysokości 335,94 zł miesięcznie.

Skoro jednak podstawą wyliczenia składki ma być przychód z całego roku, to w przypadku takiego podatnika należałoby zsumować przychody z pierwszego półrocza rozliczanego ryczałtem oraz drugiego – rozliczanego na zasadach ogólnych. Gdyby więc w drugim półroczu osiągnął również przychody w wysokości 55 000 zł, to łączny przychód wyniósłby 110 000 zł, przekraczając drugi próg wyliczania składki zdrowotnej. Wówczas miesięcznie wyniosłaby ona 559,89 zł, a więc o 223,95 zł więcej.

Różnica jest więc znaczna. Do właściwej interpretacji przepisów na pewno potrzebne będzie stanowisko Ministerstwa Finansów, w którym zostanie wyjaśnione, jak należy ustalać podstawę składki zdrowotnej za pierwsze półrocze rozliczane na ryczałcie. Ministerstwo powinno wyjaśnić, czy dla tego celu należy zsumować przychody z obu półroczy. Taki scenariusz byłby niekorzystny dla wielu przedsiębiorców i mógłby spowodować, że zmiana formy opodatkowania okaże się dla nich niekorzystna.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Słabsze dane z USA

Za Oceanem mamy właśnie drugi kwartał spadku PKB z rzędu. Po raz kolejny okazuje się, że kiedy mamy spowolnienie na rynku to najpierw widać je w USA. Zobaczymy czy znów to właśnie tam szybciej zacznie się odbicie.

Amerykańska gospodarka zwalnia

Wydawało się, że wiadomością tygodnia będzie decyzja FED. W mediach z pewnością tak było. Patrząc jednak na zachowanie rynków, można mieć wątpliwości czy przypadkiem nie były to wczorajsze dane o PKB. Amerykanie uwielbiają wskaźnik annualizowany, co powoduje, że dla czytelników przyzwyczajonych do standardowych danych pojawia się sporo zamieszania. Wskaźnik ten informuje nas, jak wyglądałby cały rok gdyby utrzymała się sytuacja z obecnego kwartału. Wskaźnik ten jednak obecnie jest ujemny, co pokazuje nam, że gospodarka drugi kwartał z rzędu się kurczy. Analitycy spodziewali się symbolicznego, ale jednak wzrostu. Do tego doszły dane z rynku pracy, który co prawda ma wynik lepszy niż tydzień temu, ale i tak wniosków o zasiłek dla bezrobotnych jest więcej niż oczekiwano. W rezultacie tych danych dolar znów traci względem euro. Ruch ten przekłada się na chwilę oddechu dla złotego.

Dane z Europy

Wraz ze słabszymi danymi zza Oceanu pojawiło się kilka korzystnych odczytów ze starego kontynentu. W Hiszpanii bezrobocie spadło mocniej niż oczekiwano. Wciąż jednak wynosi 12,5%. Kwartał temu było jednak o 1,1% wyższe. Najważniejszym odczytem była jednak inflacja w Niemczech, która spadła z 7,6% w zeszłym miesiącu do aktualnie 7,5% wg. wstępnych danych. Jeżeli odczyt ten się potwierdzi będzie to drugi z rzędu miesiąc spowolnienia wzrostu cen za Odrą. Dane te również miały korzystny wpływ na euro i tym samym złotego.

Problemy Kenii

O szylingu kenijskim piszemy tutaj mało, bo to nie jest przesadnie istotna waluta z perspektywy naszej części świata. Warto jednak jako ciekawostkę zwrócić uwagę na to co się dzieje właśnie w tym kraju. Żeby mieć lepszy pogląd na problem warto zwrócić uwagę, że szacuje się, że około 40% parlamentarzystów jest tam zamieszanych w pranie brudnych pieniędzy. Obecnie przed wyborami wydają oni te pieniądze w swoich okręgach, by przekupić wyborców. Już to wydaje się dziwne. Jeszcze dziwniejsze jest to, że skala tego procesu spowodowała brak niektórych nominałów banknotów w bankach. W tle mamy oczywiście problemy z inflacją, przy czym w Kenii najszybciej rosną ceny żywności będącej podstawowym wydatkiem dla najbiedniejszych obywateli.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – wydatki Amerykanów,
15:45 – USA – indeks Chicago PMI,
16:00 – USA – Raport Uniwersytetu Michigan.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Wakacje kredytowe a działalność gospodarcza zarejestrowana w nieruchomości kupionej na cele mieszkaniowe. Rzecznik MŚP zwraca się do MF o udzielenie wyjaśnień

Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców Adam Abramowicz zwrócił się do Ministra Finansów o udzielenie wyjaśnień, czy z tzw. wakacji kredytowych będzie mógł skorzystać przedsiębiorca, który kupił mieszkanie lub dom w celach mieszkaniowych i ma zarejestrowaną działalność gospodarczą pod tym adresem

W związku z wejściem w życie przepisów dotyczących tzw. wakacji kredytowych, przewidzianych ustawą z dnia 7 lipca 2022 r. o finansowaniu społecznościowym dla przedsięwzięć gospodarczych i pomocy kredytobiorcom[1], oraz w nawiązaniu do pojawiających się wątpliwości w zakresie wykładni pojęcia konsumenta, zawartego w art. 73 przedmiotowej ustawy, zgodnie z którym na wniosek konsumenta kredytodawca zawiesza spłatę kredytu hipotecznego udzielonego w walucie polskiej, z wyłączeniem kredytów indeksowanych lub denominowanych do waluty innej niż waluta polska, Rzecznik MŚP zwrócił się do Ministra Finansów o udzielenie informacji i wyjaśnień w tej kwestii.

W rzeczonym wystąpieniu Rzecznik MŚP Adam Abramowicz podkreślił, że brzmienie przywołanego przepisu rodzi pytania, czy z tzw. wakacji kredytowych będzie mógł skorzystać przedsiębiorca, który zawarł umowę o kredyt hipoteczny w celu zaspokojenia własnych potrzeb mieszkaniowych, a jednocześnie ma zarejestrowaną działalność gospodarczą pod tym adresem.

Ponadto, należy podkreślić, że przedsiębiorcy z sektora MŚP także powinni mieć tzw. wakacje kredytowe, bo tak samo w nich uderza wzrost oprocentowania kredytów.

[1] Dz.U. z 2022 r. poz. 1488.

Zaliczki na PIT komplementariusza w spółce komandytowej

Zaliczki na podatek dochodowy od przychodu komplementariusza z tytułu udziału w zyskach spółki komandytowej.

Czy po zmianach Polskiego Ładu spółka komandytowa musi pobierać w trakcie roku obrotowego zaliczki na PIT przy wypłacie komplementariuszowi zaliczek na poczet jego udziału w zyskach, jeśli nie jest jeszcze znana kwota zobowiązania podatkowego spółki? Sądy twierdzą, że nie. Skarbówka rozumie przepisy inaczej.

Spółka komandytowa i wypłata zaliczek zysku na rzecz komplementariusza

Polska spółka komandytowa z branży finansowo-usługowej ma jedynego komplementariusza. Na mocy nowelizacji przepisów od 1 maja 2021 r. stała się podatnikiem podatku dochodowego od osób prawnych. Uzyskując przychód z prowadzonej działalności gospodarczej rozdziela go między wspólników, także w postaci zaliczek na poczet zysku. Spółka wystąpiła do Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z zapytaniem, czy w obliczu nowych przepisów, przy wypłacie wspomnianych zaliczek na poczet zysku komplementariuszowi będzie zobowiązana do poboru zaliczek na PIT w momencie, gdy nie jest jeszcze znana kwota jej zobowiązania podatkowego z tytułu CIT.

Najpierw ustalenie podatku spółki, dopiero potem komplementariusza

Spółka była przekonana, że w świetle nowych przepisów nie będzie zobligowana do potrącania tych zaliczek. Dlaczego? Po uczynieniu spółek komandytowych podatnikiem podatku dochodowego od osób prawnych, w pierwszej kolejności spółka, jako płatnik, powinna obliczyć 19% zryczałtowanego podatku dochodowego, który pomniejszy później o kwotę stanowiącą iloczyn procentowego udziału komplementariusza w zysku spółki i podatku od dochodu tej spółki, obliczonego zgodnie z art. 19 ustawy o CIT, za rok podatkowy, w którym przychód z tytułu udziału w zysku został uzyskany, jednak nie dłużej niż przez 5 kolejnych lat podatkowych, licząc od końca roku podatkowego następującego po roku, w którym zysk został osiągnięty.

Stanowisko spółki poparte linią orzeczniczą sądów

Spółka na wzmocnienie swojego stanowiska przywołała liczne orzeczenia sądów administracyjnych, w tym NSA, który w wyroku z 3 grudnia 2020 r. podkreślił, że do wyliczenia podatku dochodowego należnego od komplementariusza konieczne jest najpierw ustalenie wysokości tego podatku należnego od spółki komandytowo-akcyjnej. Dlatego też, wypłacając swoim komplementariuszom zaliczki na poczet zysku w trakcie roku podatkowego, spółka ta nie ma obowiązku pobierać zryczałtowanego podatku dochodowego (sygn. akt II FSK 2048/18). Analogiczne werdykty zapadły w czterech orzeczeniach Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Krakowie z 13 lipca 2021 r., pod sygnaturami akt: I SA/Kr 792/21, I SA/Kr 793/21, I SA/Kr 794/21, I SA/Kr 795/21 oraz WSA w Gdańsku z 10 listopada 2021 r. o sygn. akt I SA/Gd 1126/21. W tym ostatnim wyroku, gdański sąd potwierdził, że taka metoda rozliczeń odpowiada zamiarowi projektodawcy, dążącego do wyeliminowania podwójnego opodatkowania zysku komplementariusza spółki komandytowej. Odnośnie zaliczkowej wypłaty zysku komplementariuszowi, nie został ustanowiony obowiązek pobierania przez spółkę zaliczek na podatek.

Rozumienie przepisów wydawało się więc proste. Skoro celem zmian było objęcie polskich spółek komandytowych podatkiem dochodowym od osób prawnych, co sprawiło, że wypracowany przez spółkę dochód jest opodatkowywany na dwóch poziomach: spółki i osobno jej wspólników w momencie wypłaty zysku, to by móc określić wysokość opodatkowania tych drugich, najpierw należy ustalić dochód spółki. Aby więc spółka jako płatnik mogła pobrać od komplementariusza zaliczkę na PIT z tytułu jego udziału w zyskach spółki, a zysk ten zależny jest od zysku wypracowanego przez spółkę, to najpierw musi poznać dochód i CIT należny od spółki. Potwierdził to w przywołanym wyżej wyroku NSA, stwierdzając, że zobowiązanie podatkowe po stronie komplementariusza powstaje dopiero w chwili, gdy istnieje możliwość obliczenia dochodu spółki komandytowej, a więc dopiero po zakończeniu roku obrotowego.

Organ stwierdził, że stanowisko spółki jest nieprawidłowe

Odmienne stanowisko zaprezentowały organy podatkowe w interpretacji indywidulnej z 16 maja 2022 r. Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej uznał stanowisko spółki za nieprawidłowe. W jego opinii nic nie stoi na przeszkodzie, aby spółka, jako płatnik pobierała podatek według stawki 19% od wypłacanych zaliczek na rzecz komplementariusza z tytułu jego udziału w zysku i to bez pomniejszeń. Przy czym, niejako na pocieszenie, Dyrektor KIS stwierdził: „Brak podstaw do uwzględnienia kwoty pomniejszenia przez płatnika nie oznacza, że podatnik nie będzie miał możliwości skorzystania z omawianego uprawnienia (…) podatnikowi przysługuje prawo do wystąpienia do organu podatkowego z wnioskiem o stwierdzenie nadpłaty w zryczałtowanym podatku dochodowym od osób fizycznych pobranym przez płatnika od przychodów z tytułu wypłaconych przez spółkę komandytową zaliczki na poczet wypłaty zysku” (sygn. interpretacji: 0113-KDIPT2-3.4011.176.2022.1.RR, pisownia oryg. – przyp. red.). Jest to jedynie kolejny przykład no to, jak proste przepisy można skomplikować do granic absurdu, wrzucając podatnika w dodatkową procedurę postępowania o stwierdzenie nadpłaty.

Dyrektor KIS odniósł się również do przywołanych przez podatnika wyroków sądów wskazując, że nie ma możliwości zastosowania ich wprost z tego powodu, że nie stanowią one materialnego prawa podatkowego. Stoi to jednak w sprzeczności z ogólną zasadą wydawania interpretacji z art. 14a Ordynacji podatkowej, z której wynika, że minister właściwy ds. finansów publicznych dąży do zapewnienia jednolitego stosowania przepisów prawa podatkowego przez organy podatkowe dokonując ich interpretacji z urzędu lub na wniosek, m.in. przy uwzględnieniu orzecznictwa sądów. Zasada ta dotyczy wydawania interpretacji ogólnych, ale trudno sobie wyobrazić, aby nie obowiązywała przy wydawaniu interpretacji indywidualnych.

Podsumowanie

Niekorzystna interpretacja organu nie oznacza dla spółki ostatecznego rozstrzygnięcia sprawy. Przedsiębiorca powołując się na ugruntowaną linię orzeczniczą sądów administracyjnych ma dużą szansę obronić swoje stanowisko przed sądem, zwłaszcza, że celem ustawodawcy było de facto zapobiegnięcie sytuacjom podwójnego opodatkowania zysku komplementariusza spółki komandytowej.

Autor: Robert Nogacki właściciel Kancelarii Prawnej Skarbiec specjalizującej się doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Inflacja w Polsce zbiera siły przed dalszym wzrostem

Po kilku miesiącach silnych wzrostów, inflacja po raz pierwszy wyhamowała. Szybki szacunek GUS wskazuje, że w lipcu inflacja wyniosła 15,5 proc. czyli dokładnie tyle samo co w czerwcu. To jednak nie oznacza zmiany trendu, a inflacja może dalej rosnąć.

Szybki szacunek GUS wskazuje, że inflacja w lipcu wyniosła tyle samo co w czerwcu – czyli 15,5 proc. r/r. To pierwszy miesiąc bez wzrostu inflacji od lutego. Nie jest to duże zaskoczenie, bo część analityków przewidywała spadek inflacji w lipcu. Za wyhamowanie wzrostu inflacji opowiadają m.in. spadki cen benzyny. Wzrastały natomiast ceny innych nośników energii, w tym węgla. Wzrost w lipcu po raz kolejny odnotował także ceny żywności.

Obecny odczyt nie oznacza, że mamy już za sobą szczyt inflacji. Ten jest jeszcze przed nami, a najwyższy poziom osiągnie ona w I kwartale 2023 roku i może przekroczyć nawet 20 proc. Ostateczna jego wysokość zależy w dużej mierze od czynników zewnętrznych, z których najważniejszym pozostają ceny energii na świecie. Na ten moment, jest to też obszar największej niepewności związanej z prognozowaniem inflacji.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Ailleron i ArangoDB będą rozwijać produkty i usługi związane z AI Banking

Ailleron oraz ArangoDB łączą siły, aby zrewolucjonizować rynek rozwiązań IT dla sektora finansowego. 

Ta współpraca pozwoli na integrację grafowej bazy danych ArangoDB z rozwiązaniami tworzonymi dla banków i sektora finansowego przez Ailleron. Dodatkowo, Ailleron wykorzysta grafową strukturę danych ArangoDB w swoim rozwiązaniu AI Banking i zwiększy jakość modeli machine learningowych oferowanych branży finansowej głównie w Europie i Azji.

To partnerstwo wiążę się z szerszym spojrzeniem na cyfrową transformację, zapotrzebowaniem rynku na grafowe bazy danych oraz wsparciem naszych klientów w kontrolowaniu różnych danych i zrozumieniu relacji między nimi.

„ArangoDB zapewnia grafowy model danych w ramach wielu innych modeli przechowywania danych. Dzięki tej technologii możemy w Ailleron rozwijać produkty i usługi związane z AI Banking takie jak Data Platform, modele Machine Learning, zarządzanie finansami osobistymi klientów banków i tzw. 360stopniowe spojrzenie na doświadczenia klienta instytucji finansowej. To pozwala na zidentyfikowanie najistotniejszych punktów styku między danymi pozyskanymi z różnych źródeł czy kanałów komunikacji oraz projektowanie rozwiązań dostosowanych do możliwości i oczekiwań naszych klientów. Mistrzostwo w zarządzaniu danymi daje przewagę naszym partnerom biznesowym, aby mogli stać się instytucjami pierwszego wyboru dla klientów szukających innowacyjnych produktów i rozwiązań finansowych przyszłości” – wyjaśnia Maciej Kasprzak, General Manager Ailleron.

Komercjalizacja i rozwój podejścia opartego na wielu modelach danych oraz skalowalnej analityce grafowej pozwoli instytucjom finansowym, w tym bankom, na wykorzystanie zaawansowanej analityki i uczenia maszynowego w czasie rzeczywistym do obsługi, pozyskiwania i utrzymywania klientów.

„Doświadczenie w branży bankowej i solidne kompetencje w zakresie produktów AI sprawiają, że Ailleron jest godnym zaufania partnerem w zakresie oprogramowania. Jesteśmy dumni, że możemy ogłosić współpracę z Ailleron, w roli integratora technicznych rozwiązań ArangoDB w sektorze finansowym” – stwierdził Frank Swain, Chief Revenue Officer w ArangoDB.

ArangoDB oferuje technologię natywnej, wielomodelowej bazy danych typu open-source dla złożonych operacji uczenia maszynowego. Ailleron zintegrował tę technologię z AI Banking, tworząc innowacyjne i kompleksowe rozwiązanie, które pomaga bankom komunikować się z klientami oraz płynnie i efektywnie zwiększać ich zaangażowanie w kanałach cyfrowych.

„Nasi klienci wymagają wysokodostępnych i wydajnych rozwiązań klasy AI. Dlatego, aby zapewnić im najnowocześniejsze oprogramowanie, wybraliśmy unikalną bazę danych ArangoDB, która jest w stanie wytrzymać każde obciążenie. Technologia ta pozwala nam zmniejszyć nakłady na rozwój i umożliwia elastyczne modelowanie danych od momentu ich importu. Dodatkowo, technologia ArangoDB pozwala na szybki rozwój i łatwe skalowanie, co jest ogromną zaletą dla naszych klientów z branży bankowej” – podkreśla Maciej Kasprzak.

Tandem zasobów oraz wiedzy Ailleron i technologii ArangoDB sprawia, że wdrażanie rozwiązań end-to-end dla banków jest szybsze niż kiedykolwiek. Ponadto, Ailleron może dostosować technologię ArangoDB i specyficzne modele uczenia maszynowego do istniejącej architektury oprogramowania swoich partnerów biznesowych.

Ailleron dostarcza innowacyjne rozwiązania i świadczy usługi technologiczne dla branży finansowej: banków, firm leasingowych i branży fintech.  Spółka jest notowana na GPW od 2011 r., a grupa Ailleron obsługuje ponad 160 firm w ponad 40 krajach.

ArangoDB to najwyżej oceniana grafowa baza danych, z ponad 12 000 obserwatorami na GitHub. Opiera się na koncepcji „graph and beyond”. Technologia ta służy jako skalowalny szkielet do analizy grafów i złożonych architektur danych w wielu branżach. Założona w 2015 roku ArangoDB Inc. jest prywatną firmą wspieraną przez Bow Capital, Iris Capital, New Forge i Target Partners. Jej siedziby znajdują się w San Francisco i Kolonii w Niemczech, z biurami i pracownikami na całym świecie.

Złe dane to dobre dane dla Wall Street, dolar traci

Na rynek ponownie wraca zasada, że złe dane makro to dobre dane dla Wall Street. Wczoraj poznaliśmy pierwszy szacunek PKB USA za drugi kwartał. Gospodarka skurczyła się o 0,9 proc. kw/kw w ujęciu rocznym. Na te informacja indeksy giełdowe urosły. Nasdaq zyskał blisko 1,1 proc., SP500 lekko ponad 1,2 proc. a Dow Jones zamknął dzień z wynikiem +1,03 proc. Gorsze dane zaczynają powodować, że rynki zaczynają wyceniać nieco łagodniejszą ścieżkę podwyżek przez Fed ale również zakładają, że w 2023 roku świat zobaczy już pierwsze obniżki kosztu pieniądza.

W drugim kwartale gospodarka USA skurczyła się o 0,9% po spadku o 1,6 proc. w pierwszych trzech miesiącach tego roku. Dane były znacznie gorsze od konsensusu oczekiwań (+0,5 proc.). Tło gospodarcze USA uległo w tym roku znacznemu pogorszeniu. Wysoka inflacja zmniejsza siłę nabywczą konsumentów, niedobory materiałów i siły roboczej spowalniają produkcję, wyższe stopy procentowe obciążają inwestycje, a polityka fiskalna zakończyła programy pomocowe wprowadzone z powodu pandemii. W związku z tym, słabość gospodarcza dotyczy prawie wszystkich składników PKB. Konsumpcja prywatna wzrosła o jedyne 1 proc. Był to jednak najmniejszy dodatni wynik w obecnym ożywieniu pandemicznym. Budownictwo mieszkaniowe ucierpiało z powodu rosnących stóp. Ponadto zapasy były uzupełniane w niższym tempie niż w poprzednim kwartale, co obniżyło wzrost PKB o 2 punkty procentowe.

Dzisiejsze dane spełniają definicję technicznej recesji szeroko stosowaną na rynkach finansowych, czyli spadek realnego PKB w dwóch kolejnych kwartałach.

Wygląda na to, że złe wiadomości z gospodarki oznaczają dobre wiadomości dla akcji, ponieważ oczekuje się, że Fed ograniczy liczbę podwyżek stóp procentowych w przyszłości. Pozytywne wyniki dwóch głównych spółek technologicznych (Amazon, Apple) również uspokoiły nastroje inwestorów. Dziś poznamy dane na temat wydatków Amerykanów (14:30). Istotna będzie miara inflacji PCE, na którą zwraca uwagę Rezerwa Federalna.

Dolar amerykański stracił na wartości a główna para walutowa dziś o poranku urosła do poziomu 1,0250. Nadal kluczowym lokalnym oporem jest poziom 1,0270, którego przełamanie otworzy drogę w kierunku 1,0350-1,0370. Dynamicznie zyskiwało wczoraj złoto, które wzbiło się na poziomy nienotowane od 6 lipca (1765 USD/oz).

Łukasz Zembik DM TMS Brokers

Magdalena Niemczuk nową dyrektor finansową Microsoft w Polsce

Z początkiem lipca Magdalena Niemczuk dołączyła do zarządu polskiego oddziału Microsoft jako nowa dyrektor finansowa.

Wcześniej Magdalena Niemczuk pracowała w regionalnych strukturach Microsoft, zajmując m.in. stanowisko CEE Area Investment Finance Manager. Od momentu dołączenia do Microsoft w 2008 roku, Magdalena pełniła szereg funkcji finansowych, zarówno w polskim oddziale, jak i w centrali firmy, w tym na stanowisku kontroler biznesowej, liderki odpowiedzialnej za planowanie i analizę finansową (FP&A) oraz menedżerki ds. inwestycji. Jako CEE Area Finance Controller, Magdalena Niemczuk kierowała zespołem Central Finance Controlling i była odpowiedzialna za analizę wydatków i inwestycji firmy.

„Cieszę się z możliwości powrotu do polskiego oddziału Microsoft i bliską współpracę z lokalnym zarządem, który stoi przed ambitnym wyzwaniem realizacji strategii rozwoju Polskiej Doliny Cyfrowej. Wierzę, że wnosząc doświadczenie zdobyte w międzynarodowych strukturach Microsoft będę także w stanie przyczynić się do zwiększenia udziałów chmury Microsoft w polskim krajobrazie technologicznym. Jesteśmy w momencie, w którym technologie odgrywają kluczową rolę w tworzeniu nowoczesnej strategii, przywództwa i procesów biznesowych. Dlatego tym bardziej cieszę się, że pracuję w firmie, która wytycza na tym polu nowe szlaki” – powiedziała Magdalena Niemczuk, CFO Microsoft w Polsce.

Przed dołączeniem do Microsoft Magdalena pracowała m.in. w zespole finansowym w EuroNet i KPGM. Magdalena Niemczuk jest absolwentką Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie oraz członkinią ACCA (The Association of Chartered Certified Accountants), największej międzynarodowej organizacji zrzeszającej specjalistów z zakresu finansów, rachunkowości i zarządzania na całym świecie.

Pandemia i wojna w Ukrainie oznacza problemy w łańcuchach dostaw. Polska może zyskać

Rosyjska agresja na Ukrainę na krótką metę spowodowała bardzo duży skok inflacji. Można powiedzieć – dalszy skok inflacji. Do tego nastąpiła defragmentacja rynków surowcowych, czyli podział na producentów i konsumentów skupionych wokół Rosji oraz tych z reszty świata. Wojna również nasiliła problemy z dostawami i spowodowała szok na wielu rynkach surowcowych. Nie tylko na rynku energii, ale również na rynku metali i żywności. Na krótką i na długą metę wojna podnosi inflację – ale również powoduje spowolnienie gospodarcze. Pomimo, iż kwartał pierwszy i drugi tego roku jeszcze tego spowolnienia nie przyniosły – to można go oczekiwać w drugiej połowie tego roku lub na początku roku 2023, kiedy wystąpią silniejsze negatywne efekty wojny wpływającej na koniunkturę. Można się jednak doszukiwać też pewnych pozytywów. Jest ich mniej – ale są pewne sygnały mówiące o tym, że niektóre firmy chcą przenosić produkcję bliżej swoich granic.

– Biznes już analizuje sytuację, w jakiej znika dwóch tanich producentów, czyli Rosja i Ukraina, ale również tani producent z Azji – powiedział serwisowi eNewsroom Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego. – W tym regionie geograficznym  kolejny raz widać nieprzewidywalność – gdy zamyka się największe porty na świecie z powodu kolejnej fali Covidu w czasie, gdy zachodni świat poradził sobie w jakimś stopniu z pandemią dzięki szczepionkom. Może to oznaczać, że wiele międzynarodowych firm rozważy lokowanie zamówień bliżej swoich granic, a niektóre z nich mogą wybrać Polskę i Środkową Europę. Niestety na razie nie wygląda, aby to były wielkie inwestycje – co potwierdza przykład Intela, który ulokował swoją fabrykę w Niemczech, a nie w Polsce. Ale jednak mogą się pojawiać nowe zamówienia spływające do Polski i do innych krajów Europy Środkowej po to, żeby zabezpieczyć się na ewentualność nowych zakłóceń w dostawach. Na tym Polska może zyskać w dłuższym terminie – ale to jest kwestia, którą będziemy śledzić w najbliższych kwartałach – wyjaśnia Benecki.

SONDAŻ: Blisko 90 proc. Polaków słyszało o brakach cukru w sklepach. Prawie 87 proc. nie uległo panice

O brakach cukru w sklepach słyszało ostatnio 89,9% Polaków. Ale tylko 36,2% z nich fizycznie zetknęło się z tym problemem w placówkach. Większość wiedziała o sprawie z Internetu. Mocny przekaz płynął też z telewizji, a także od rodziny, znajomych i sąsiadów. Informacja najrzadziej docierała z radia i prasy drukowanej. Mimo tego aż 86,5% rodaków zachowało spokój i nie kupiło cukru w nadmiarze. Komentująca te dane branża zapewnia, że krajowa produkcja znacznie przewyższa konsumpcję. I dodaje, że chwilowe braki w sklepach raczej były realizowane pod wpływem wcześniejszych medialnych informacji o podwyżkach cen. Do tego eksperci rynkowi wyjaśniają, że zwiększony zakup był prowadzony przez małe i średnie firmy produkcyjne, ponieważ ceny w hurcie przez pewien czas były większe niż w detalu. Prawdopodobnie te wszystkie czynniki doprowadziły do ww. sytuacji, ale sami konsumenci nie ulegli aż tak dużej panice. 

Niepotrzebna panika

Sondaż, przeprowadzony przez UCE RESEARCH i SYNO Poland wśród ponad tysiąca dorosłych Polaków, wykazał, że do 89,9% z nich dotarła informacja nt. braku cukru w sklepach. Tylko 8,8% rodaków nie słyszało o tym, a zaledwie 1,3% ankietowanych nie pamiętało, czy zetknęło się z taką wiadomością. Jak komentuje Michał Gawryszczak ze Związku Producentów Cukru w Polsce, chwilowe braki produktu w sklepach to wynik nerwowej reakcji niektórych konsumentów na szalejące ceny różnych towarów. Klienci wykupili znaczną część cukru i dlatego nie można go było dostać. Artykuł jest produkowany w dużych ilościach i dostarczany do sklepów zgodnie z ustalonymi harmonogramami.

– W Polsce od lat produkujemy znacznie więcej cukru, niż zużywamy. W ostatnio zakończonej kampanii wyprodukowaliśmy 2,3 mln ton. To trzeci najwyższy wynik w historii krajowej produkcji, a nasza wewnętrzna konsumpcja wynosi ok. 1,7 mln ton. Co prawda, w tym roku plantatorzy obsiali burakami powierzchnię o ok. 12% mniejszą niż w ubiegłym, ale to i tak pozwoli na wyprodukowanie ok. 2,1 mln ton cukru, czyli więcej, niż wynosi faktyczne zapotrzebowanie Polaków – informuje Rafał Strachota z Krajowego Związku Plantatorów Buraka Cukrowego.

Jak stwierdza dr Maria Andrzej Faliński ze Stowarzyszenia „Forum Dialogu Gospodarczego”, sam produkt nie jest problemem. Jego jednostkowa cena jest niewielka, choć ostatnio zwiększyła się dwukrotnie. W I półroczu br. cukier zdrożał średnio o 37,1% w relacji rocznej, wg analizy Hiper-Com Poland i UCE RESEARCH wykonanej dla Business Insider Polska. Zdaniem eksperta, niebezpieczne bywa myślenie konsumentów w kategoriach braków i zagrożenia, bo to faktycznie napędza drożyznę i wywołuje deficyty. To nie wróży dobrze, bo skutkuje najczęściej destabilizacją rynku.

– Media tak nagłośniły sprawę, że urosła ona nawet do rangi państwowej. Dlatego nie umknęła uwadze blisko 90% ankietowanych. W social mediach temat nadal jest podgrzewany kolejnymi postami i memami. Nie każdy jest świadomy tego, że to pogarsza i tak już fatalne nastroje konsumenckie. A to ostatecznie przełoży się na spadek konsumpcji i wzrost cen wszystkich produktów. Innymi słowy, tworzenie atmosfery niedostatku w przestrzeni publicznej przynosi sporo szkody – ostrzega dr Krzysztof Łuczak, główny ekonomista Grupy BLIX.

Źródła informacji

Uczestnicy badania wyjaśnili, skąd docierały do nich informacje o braku cukru w sklepach. Mogli przy tym jednocześnie wymienić kilka źródeł. Łącznie 57,1% ankietowanych odbierało tego typu wiadomości za pośrednictwem Internetu. Wśród nich 30,2% respondentów wskazało portale i serwisy informacyjne, a 26,9% – social media, np. Facebooka i Twittera.

– W społeczeństwie dynamicznie przybywa osób, które zdobywają wiedzę poprzez różne formy funkcjonowania Internetu. Z tego wynikają wysokie wskaźniki tego źródła informacji, chociaż w telewizji przekaz był również mocny – zwraca uwagę dr Faliński.

Ponadto z badania wynika, że 36,2% konsumentów zetknęło się z problemem braku cukru w sklepach. Natomiast z telewizji wiedziało o nim 35% ankietowanych. Oprócz tego respondenci byli informowani przez rodzinę, znajomych i sąsiadów – 33,1%. Ponadto 9,8% badanych słyszało o sprawie w radiu, a 4,8% czytało o niej w prasie drukowanej. Niewielu rodaków nie pamiętało, w jaki sposób dotarła do nich ta wiadomość – 1,9%. A jeszcze mniej osób wskazywało inne niż powyższe źródła (1,4%).

– Ta informacja była w zasadzie podawana wszystkimi możliwymi kanałami. Oprócz Internetu, przekaz płynący z telewizji również był bardzo mocny. Ponadto konsumenci, którzy potrzebują najwięcej cukru, np. do robienia przetworów na zimę, mogą być też najwierniejszymi telewidzami i zarazem najczęściej chodzić do sklepów, obserwując ceny – uważa dr Łuczak.

Reakcje klientów

Jednak badanie wykazało, że tylko 12,9% Polaków kupiło cukier w nadmiarze w związku z doniesieniami o jego braku. Aż 86,5% rodaków postąpiło odwrotnie, nie ulegając tym samym cukrowej panice. Z kolei 0,6% konsumentów nie pamiętało, czy kupiło w większej ilości ww. produkt.

– Fakt, że blisko 90% konsumentów nie uległo zbiorowej panice, to dobrze, bo masowe wykupywanie towaru jeszcze bardziej podnosi jego cenę. Wynik może też świadczyć o tym, że Polacy wyciągnęli wnioski z trudnych doświadczeń przeżytych w okresie pandemii, gdy kupowali w nadmiarowych ilościach m.in. mąkę, makarony, puszki i papier toaletowy. To wszystko okazało się zbędne, stresogenne i niewygodne – przekonuje dr Krzysztof Łuczak.

Z kolei Julita Pryzmont z Hiper-Com Poland przewiduje, że skoro dotychczas konsumenci nie ulegli panice, to raczej nie będą już robić wielkich zapasów cukru. Ważne jest to, że nie brakuje go na polskim rynku. Gdy ceny wszystkich towarów po raz kolejny skoczą tuż po wakacjach, może być wręcz odwrotnie. I gromadzenie cukru okaże się mniej istotne wobec potrzeby wykupywania innych artykułów. Ekspert z Grupy BLIX zwraca też uwagę na to, że brak paniki konsumenckiej – przynajmniej tej sondażowej – może pokrywać się z tym, że na rynku w tym czasie obserwowano zwiększony zakup cukru przez małych i średnich przedsiębiorców, ponieważ ceny w hurcie chwilowo były większe niż w detalu.

Cukier zdrożeje

– Ceny cukru wzrosną. Z biegiem czasu cukrownie muszą akceptować nowe umowy z wytwórcami energii, firmami outsourcingowymi i dostawcami opakowań. Zakładają one oczywiście wyższe opłaty. Jako Związek porównaliśmy wzrost kosztów u producentów w okresie od stycznia 2021 roku do stycznia 2022 roku. Dla przykładu, za energię trzeba płacić o ok. 30% więcej, ceny opakowań zdrożały o ok. 35%, koszty emisji CO2 wzrosły o 150%. I to są tylko niektóre pozycje kosztowe – wskazuje ekspert ze Związku Producentów Cukru w Polsce.

W opinii Julity Pryzmont, cukier na pewno podrożeje jeszcze z innych powodów. Mogą przyczynić się do tego sankcje nałożone na Rosję, ale też Białoruś. Ceny nawozów idą w górę, przez co drożeją uprawy. Do tego dochodzi sytuacja na naszym rynku rolnym. Rosną oczekiwania plantatorów, którzy odczuwają duży wzrost kosztów produkcji buraków. Ponadto sprawę komplikuje czynnik pogodowy w postaci deficytu wody i przedłużającej się suszy.

– Biorąc pod uwagę wszystkie ww. kwestie, należy przewidywać, że w II półroczu br. cukier zdrożeje o kolejne kilka bądź nawet kilkanaście procent. Teraz jest to ciężkie do oszacowania, bo na rynku jest zbyt wiele zmiennych czynników. Ale mimo wszystko doradzałbym konsumentom, żeby go nie kupowali na zapas i w dużych ilościach, bo to tylko niepotrzebnie zwróci uwagę branży i finalnie ceny zostaną znowu mocno podniesione – podsumowuje dr Krzysztof Łuczak.

Kłopoty bankrutów widać już kilka lat wcześniej

W I półroczu 2022 r. zbankrutowało 7339 konsumentów, pokazują dane Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej. W przypadku większości, bo 4694 z nich, problemy finansowe były widoczne na długo przed oficjalną upadłością. Więcej niż co drugi upadły konsument widniał w Krajowym Rejestrze Długów na 2 lata wstecz. W dniu ogłoszenia niewypłacalności ten odsetek wzrastał do 64%, a skala zaległości do 205,8 mln zł. Średnio każdy z bankrutów miał do oddania 43 840 zł.

Liczba upadłości konsumenckich w porównaniu z I połową 2021 r. spadła o 19%.  Jednak, tak samo jak w poprzednich latach, większość bankrutów była notowana za długi w momencie ogłoszenia niewypłacalności. Ponad połowa (52%) widniała wtedy w KRD już przynajmniej od dwóch lat. Im bliżej dnia upadłości tym ten odsetek rósł. Rok wcześniej swoim wierzycielom nie płaciło 56% przyszłych bankrutów, a pół roku przed 59%. W skali 3 miesięcy poziom ten sięgał 61%, a w dniu jego orzeczenia 64%.

– Większość dłużników, którzy popadają w kłopoty, nadal aktywnie zaciąga kolejne zobowiązania.  Jak widać na przykładzie tych bankrutów, którzy wcześniej byli notowani w KRD, robią to do ostatniej chwili przed ogłoszeniem upadłości. Informacja o ich problemach z płatnościami jest dostępna, jednak nie wszyscy z niej korzystają. Brak weryfikacji to kłopot nie tylko dla wierzyciela, który będzie szczęśliwy, jak uda mu się odzyskać choć część należności. To także powiększanie problemów dłużnika. Ogłoszenie upadłości nie anuluje długu, umorzenie obejmuje tylko jego część. Ale majątek dłużnika idzie na licytację, a jeśli to za mało, aby uregulować jego zaległości, to sąd może nakazać bankrutowi aby spłacał brakującą kwotę nawet przez kolejne 7 lat. Gdyby przerwać to zadłużanie się wcześniej, to dłużnik szybciej stanąłby na nogi – zwraca uwagę Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów.

Profil upadłego dłużnika

Prawie 4,7 tys. dłużników, wobec których sądy ogłosiły upadłość w I półroczu br. nazbierało zaległości na prawie 205,8 mln zł. Wśród bankrutów liczebnie nie przeważała wyraźnie żadna z płci. Mężczyźni wygenerowali jednak znacznie wyższe zaległości, sięgające 118,4 mln zł, podczas gdy kobiety 87,3 mln zł.

Problem niewypłacalności najczęściej dotyka mieszkańców miast. Pod względem wysokości łącznego zadłużenia dominują miejscowości o populacji od 20 do 50 tys., których mieszkańcy-bankruci są winni 46,5 mln zł. Metropolie zamieszkałe przez ponad 300 tys. osób znalazły się na drugim miejscu z 38,8 mln zł zaległości.

Największe nieopłacone sumy pozostawili po sobie upadli konsumenci z województw: śląskiego (35,3 mln zł), mazowieckiego (25,1 mln zł), dolnośląskiego (20,2 mln zł) i kujawsko-pomorskiego (19,6 mln zł). Najniższe kwoty do oddania mieli natomiast bankruci z Świętokrzyskiego (4,4 mln zł) oraz Lubuskiego i Podlasia (po 4,8 mln zł).

Najczęściej niewypłacalność ogłaszali dłużnicy mający od 36. do 45. lat. W I półroczu 2022 roku było ich 1307 i zostawili po sobie długi na 60,8 mln zł. To również grupa wiekowa najmocniej obciążona różnymi zobowiązaniami finansowymi, jak kredyty czy pożyczki. Duże zobowiązania, obciążenia i wydatki powodują, że nie zawsze są w stanie poradzić sobie potem z ich spłatą. A jak wiadomo, tonący brzytwy się chwyta – branie kolejnych pożyczek czy po prostu niepłacenie swoich zobowiązań może sprawić, że taka osoba zapędzi się w finansową ślepą uliczkę. Znacznie lepszym rozwiązaniem jest próba zawarcia porozumienia z wierzycielami, gdy tylko zaczną się kłopoty, a nie dopiero wtedy gdy wysokość długów przekroczy wartość majątku. W przypadku multidłużników często prowadzimy takie negocjacje między nimi a wierzycielami starając się doprowadzić do porozumienia satysfakcjonującego dla obu stron – informuje Jakub Kostecki, prezes Zarządu Kaczmarski Inkasso.

Dużą grupę bankrutów-dłużników stanowią także osoby w wieku 26-35 lat (904) oraz 46-55 lat (979), przy czym Ci starsi mają drugie najwyższe po 36-45 latkach zaległości – na 49 mln zł.

205,8 mln zł do odzyskania

Ekspert KRD przypomina też, że od 2020 r. czas na rozliczenie się z wierzycielami został wydłużony z 3 do 7 lat. W mocy pozostały natomiast zapisy, mówiące o tym, że niektóre zobowiązania nie mogą zostać umorzone. Są to zaległości z tytułu alimentów czy naprawienia szkody wynikającej z przestępstwa lub wykroczenia.

Najwięcej od upadłych konsumentów, bo 129,6 mln zł, do odzyskania mają firmy windykacyjne i fundusze sekurytyzacyjne. To podmioty specjalizujące się w odzyskiwaniu należności i skupują w tym celu długi od innych. Kolejne 60,48 mln zł długów przypada w udziale instytucjom finansowym, przede wszystkim bankom. Spore są również zaległości alimentacyjne (4 mln zł), za czynsz, prąd, wodę, gaz – 2,52 mln zł, wobec telekomów i dostawców Internetu i telewizji (1,8 mln zł). 856 tys. zł to niezapłacone grzywny i opłaty sądowe.

Inflacja utrudni wyjście na prostą

Liczba bankructw w I połowie 2022 r. wyraźnie spadła w porównaniu do poprzednich półroczy, jednak nie oznacza to, że sytuacja finansowa Polaków uległa nagłej poprawie. W 2020 r. zmieniły się przepisy ułatwiając proces ogłaszania upadłości, co spowodowało ich rekordowy przyrost. Jednocześnie wybuchła pandemia i wiele osób znalazło się w trudnej sytuacji finansowej. Połączenie tych dwóch impulsów miało długofalowe skutki, które były widoczne w dużej liczbie bankructw w 2020 i 2021 r. Najnowsze dane COIG za I półrocze br. mogą wskazywać, że obecnie ich znaczenie zaczyna maleć.

Na horyzoncie pojawiają się jednak nowe zagrożenia dla wypłacalności Polaków. Wzrosły raty kredytów hipotecznych, podobnie jak i ceny usług i produktów. Jak pokazują wyniki badania Deloittle „Global State of the Consumer Tracker”, przeprowadzonego pod koniec czerwca br., blisko połowa (48%) rodaków martwi się czy uda im się bezproblemowo uregulować przyszłe płatności. Większość, bo 84% konsumentów w Polsce, obawia się też wpływu inflacji na swoją sytuację finansową. Wiele osób może mieć trudności z poradzeniem sobie z podwyżkami, szczególnie jeśli zmaga się z zadłużeniem.

Ogłoszenie upadłości przez sąd, to finał kłopotów finansowych, które zaczęły się kilkanaście miesięcy bądź nawet kilka lat wcześniej. To, w jakim tempie długi narastają, zależy od wielu czynników, także od tego jaka jest koniunktura gospodarcza. Spadek liczby upadłości w I półroczu tego roku nie powinien w żaden sposób uspokajać, że wcale nie jest tak źle. Efekt zderzenia z drożyzną, rosnącymi odsetkami od kredytów czy cenami energii poznamy za rok, dwa lata – komentuje Adam Łącki.

SatRev coraz bliżej podpisania historycznej umowy współtworzenia Programu Kosmicznego Zambii

SatRev kontynuuje rozmowy z rządem Zambii w sprawie budowy i obsługi Centrum Technologii Kosmicznych oraz współpracy nad Programem Kosmicznym tego południowoafrykańskiego państwa.

– Dzisiaj miałem zaszczyt odbyć kolejną rozmowę z Prezydentem Zambii – Hakdeinde Hichilemą, na temat rozwoju przemysłu kosmicznego oraz współtworzenia pierwszego Programu Kosmicznego. Wysiłki Rządu Zambii mają na celu napędzanie rozwoju społeczno-gospodarczego kraju poprzez inwestycje zagraniczne, wspieranie badań naukowych i innowacji sektorowych. To dla nas wyróżnienie, być częścią nowego rozdziału w historii tego południowoafrykańskiego kraju – mówi Grzegorz Zwoliński, prezes SatRev.

Grzegorz Zwoliński Hakdeinde Hichilema
Grzegorz Zwoliński, Hakdeinde Hichilema

W ramach realizacji Programu Kosmicznego Zambii, Spółka będzie miała możliwość zaprojektowania, produkcji i wystrzelenia konstelacji nanosatelitów na pokładzie rakiety Virgin Orbit. Celem tego ambitnego przedsięwzięcia będzie między innymi prowadzenie przełomowych badań naukowych oraz obrazowanie powierzchni Ziemi. Wszystkie zebrane dane i obrazy z misji na niskiej orbicie okołoziemskiej będą dalej analizowane cyfrowo z wykorzystaniem rozwiązań z zakresu wizji komputerowej, uczenia maszynowego i AI (sztucznej inteligencji). Dzięki wykorzystaniu najnowocześniejszych technologii możliwa będzie np. detekcja niewidocznych schematów, identyfikacja trendów i przewidywanie zagrożeń spowodowanych m.in. przez zmiany klimatu czy katastrofy naturalne, a także obserwacja wpływu działań człowieka.

Współpraca z polską spółką pozwoli rozwijać przemysł i możliwości Zambii w zakresie przestrzeni kosmicznej. Rozmowy z Prezydentem Zambii obejmowały również rozwój infrastruktury startowej i pomocniczej, produkcje nanosatelitów oraz zarządzanie misją czy też budowę stacji naziemnych. Celem rządu Zambii jest rozwój gospodarczy kraju, ze szczególnym uwzględnieniem sektora wysokich technologii.

MCI sfinalizował transakcję Azimo z Papaya Global

Z końcem lipca Papaya Global oraz Azimo sfinalizowały umowę inwestycyjną. MCI częściowo wyszedł z inwestycji, przy okazji zostając akcjonariuszem w globalnym dostawcy rozwiązań z branży HR tech – Papaya Global.

W marcu tego roku – Azimo – brytyjski dostawca usługi międzynarodowych transferów pieniężnych podpisał umowę inwestycyjną na sprzedaż 100 proc. akcji do globalnego startupu Papaya Global. MCI Capital, który wspierał kapitałowo Azimo od 2016 roku wyjdzie częściowo z inwestycji – 50 proc. wartości transakcji otrzymał w ramach wypłaty gotówki, a pozostałą część wartości w formie akcji Papaya Global.

– Osiągnęliśmy już satysfakcjonujący zwrot na części gotówkowej otrzymanej od Papaya Global. Reszta – 50 proc. wartości transakcji – jest wypłacona w akcjach bardzo szybko rosnącego izraelskiego startupu – Papaya Global, który przez ostatnie 3 lata rósł ponad 300 proc. rocznie. Liczymy na dalszy dynamiczny wzrost naszej nowej inwestycji – mówi Michał Górecki, investment partner w MCI Capital.

Papaya Global specjalizuje się w obsłudze płacowo-kadrowej międzynarodowych firm, a do jej klientów należą m.in. Microsoft, Toyota czy Vimeo. Oferuje rozwiązania umożliwiające sprawne rozliczenia zobowiązań pracowniczych oraz onboarding pracowników w ponad 160 krajach na świecie. W spółkę zainwestowały wiodące globalne fundusze takie jak Insight Partners czy Tiger Global, a wycena izraelskiego startupu sięgnęła 3,7 mld USD w ostatniej rundzie finansowania z września 2021 r, kiedy to pozyskała kolejne 250 mln USD na dalsze skalowanie biznesu. Przekłada się to na ponad dziesięciokrotny wzrost wartości w stosunku do ostatniej rundy sprzed roku.

Transakcja przejęcia Azimo przez Papaya Global ma dwa strategiczne cele. Po pierwsze umożliwi izraelskiemu startupowi zwiększyć swój zasięg geograficzny o kraje, w których jest obecne Azimo, a gdzie Papaya Global jeszcze nie dociera ze swoimi usługami. Po drugie, Papaya przejmuje wysoce rozwiniętą infrastrukturę technologiczną do globalnych transferów pieniężnych, którą Azimo rozwijało od 10 lat. Pozwoli to na jeszcze szybszą obsługę płatności międzynarodowych dla klientów Papai, ale co również istotne, obniży koszty ich procesowania ze względu na eliminację pośredników. Znacząco wzmocni to przewagę konkurencyjną izraelskiego startupu w stosunku do innych obecnych na rynku rozwiązań z obszaru HR tech, które muszą korzystać z rozwiązań trzecich stron.

– Cieszymy się, że będziemy mogli uczestniczyć we wzroście Papaya Global. Widzimy duży potencjał w branży HR tech, a Papaya dodatkowo wzmocniona rozwiązaniami technologicznymi Azimo ma szansę stać się globalnym liderem w tym obszarze – mówi Michał Górecki.

Kiedy warto inwestowac w metale szlachetne?

Metale szlachetne od dawna wzbudzają ogromne zainteresowanie człowieka. Rozpalają zmysły, wywołują silne emocje. Historia pokazała, że nierzadko były wręcz przyczyną prawdziwych tragedii. Dzisiaj to właśnie metale szlachetne uchodzą za jeden z najbezpieczniejszych sposobów lokowania posiadanych oszczędności. W jakie metale szlachetne można inwestować, a także kiedy warto to robić, aby naprawdę zyskać? Na te pytania spróbujemy odpowiedzieć.

Jakie metale szlachetne cieszą się największą popularnością?

Metalem szlachetnym, który wybierany jest zdecydowanie najczęściej jest oczywiście złoto. Można śmiało powiedzieć, że jest to waluta globalna, która znana jest w każdym zakątku kuli ziemskiej. Atutem złota jest to, że jego wartość jest naprawdę stabilna i na ogół nie spada nawet wówczas, gdy system finansowy zaczyna szwankować. Chętnie wybierane jest również srebro, które jest dużo tańsze. Niższa cena sprawia, że na jego zakup może pozwolić sobie zdecydowanie więcej osób. Do szlachetnych metali inwestycyjnych zalicza się też:

  •     platyna;
  •     pallad.

Ich podaż jest stosunkowo niska. Decydując się na inwestowanie w metale szlachetne, można liczyć na naprawdę duży zysk.

Dlaczego inwestycja w metale szlachetne to dobry wybór?

Metale szlachetne naprawdę skutecznie opierają się inflacji. Pod tym względem znacznie przewyższają oszczędności zgromadzone w walucie. Są odporne również na niestabilność gospodarczą. Z uwagi na to, że nie można ich wydrukować tak, jak pieniędzy, ich rzeczywista wartość nie zmienia się tak mocno w czasie. Metale szlachetne – zwłaszcza złoto – zachowują wartość nawet wówczas, gdy system finansowy się załamuje. Decydując się na inwestowanie w złoto, warto pamiętać, że jest ono zwolnione z podatku VAT. Chodzi o sztabki, których próba nie jest mniejsza niż 995, a także monety bulionowe srebrne o próbie nie mniejszej niż 900. Licząc na zysk, należy z kolei być świadomym tego, że jest on odroczony w czasie. Sztabka złota, czy złote monety mogą okazać się dobrą inwestycją.

Jaki moment jest dobry, aby zacząć inwestować w metale szlachetne?

Odpowiedź jest naprawdę prosta: każdy. Metale szlachetne można zakupić niezależnie od aktualnej sytuacji gospodarczej. Warto zrobić to jednak szczególnie wtedy, kiedy na scenie politycznej pojawiają się jakieś zawirowania. Jeśli sytuacja finansowa kraju robi się niestabilna, inflacja zaczyna rosnąć, to inwestycja w metale szlachetne jest najlepszym, co można zrobić, aby uchronić swoje oszczędności przed spadkiem wartości. Warto pamiętać, aby nabywać szlachetne kruszce wyłącznie od sprawdzonych sprzedawców. Postawić można zarówno na placówki stacjonarne, jak i te działające w Internecie. Lepiej wystrzegać się transakcji, które budzą nasze wątpliwości. Przed zakupem złota, srebra bądź innego metalu szlachetnego warto sprawdzić przy sprzedawca posiada stosowne zezwolenie.

Fed podnosi stopy procentowe o 0,75% – zgodnie z oczekiwaniami

Przez cały tydzień rynki walutowe oczekiwały wyników środowego posiedzenia amerykańskiego banku centralnego. Zgodnie z szacunkami rynkowymi, Fed podniósł główną stopę procentową o 75 punktów bazowych do przedziału 2,25-2,50%. Po konferencji prasowej z udziałem prezesa J. Powella dolar zareagował ostrym osłabieniem. Według Fed recesja oznacza powszechne spowolnienie gospodarcze, które nie odpowiada temu, co dzieje się obecnie w gospodarce amerykańskiej. Apel Fed o spowolnienie inflacji do celu inflacyjnego również pozostaje jednoznaczny, a rynek pracy jest bardzo silny pomimo pewnych oznak ochłodzenia. W związku z tym dolarowi zaszkodziła przede wszystkim sugestia Powella, że Fed może już złagodzić podwyżki stóp i we wrześniu podnieść je tylko o 50 punktów bazowych. Wpływ na to miał również fakt, że Fed będzie przedstawiał mniej jasne wytyczne dotyczące stóp i będzie reagował bardziej elastycznie w zależności od opublikowanych danych.

Również ze znacznie większą intensywnością zaostrzają politykę pieniężną europejskie banki centralne. Na przykład w tym tygodniu węgierski bank centralny (MNB) zgodnie z oczekiwaniami rynku podniósł główną stopę procentową o 100 punktów bazowych do 10,75% i wskazał, że to nie koniec podwyżek. Mimo to można oczekiwać, że na kursy walut środkowoeuropejskich bardziej będzie wpływać nerwowość na rynkach niż rozwój zacieśniania polityki pieniężnej.

Kurs złotego w tym tygodniu zmieniał się intensywnie. Po osłabieniu na początku tygodnia ostatecznie odrobił straty i w piątek rano notował kurs do euro na poziomie 4,74 PLN/EUR. Notowania euro do dolara na koniec tygodnia oscylowały na poziomie 1,024 USD/EUR.

Roksana Cicha, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

Katowice atrakcyjne dla najemców

Oddana do użytku w pierwszej połowie roku nowa podaż na poziomie 117 000 m kw. jest rekordową wartością, do tej pory nienotowaną na tym rynku. Na koniec czerwca w budowie znajdowało się wciąż blisko 80 000 m kw.

Na koniec pierwszego półrocza 2022 roku zasoby powierzchni biurowej w Katowicach wynosiły ponad 716 000 m kw. Od stycznia do czerwca do użytku oddano ponad 117 000 m kw., co w porównaniu z średnioroczną podażą z ostatnich pięciu lat, wynoszącą ponad 30 000 m kw., jest wartością rekordową.

„Katowice należą do rynków biurowych o mniejszej skali niż wiodące ośrodki biznesowe, ale zastrzyk nowej powierzchni biurowej, oddanej do użytku w pierwszym półroczu, to silne zaplecze dla obecnych i przyszłych organizacji, dające szanse na rozwój firm jak i samych Katowic. Biorąc pod uwagę inicjatywy lokalnych samorządów, ośrodki  akademickie oraz międzynarodowe rankingi stolica województwa wypada dobrze i jest w kręgu zainteresowania inwestorów,” – dodaje Iwona Kalaga, Starszy Negocjator w Knight Frank.

Realizowane obecnie projekty oferują blisko 80 000 m kw., z czego prawie 20 000 m kw. ma zostać ukończone do końca tego roku. Największym projektem pozostającym w budowie jest budynek Craft (26 700 m kw., Ghelamco).

 

„W dwóch pierwszych kwartałach 2022 roku najemcy podpisali umowy na blisko 43 800 m kw. powierzchni biurowej, co jest wzrostem wolumenu transakcji o ponad 10% w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku. Największy udział w strukturze transakcji stanowiły nowe umowy – 80%, natomiast renegocjacje odpowiadały za 14% wolumenu, a ekspansje za 5%,” – komentuje Katarzyna Bojar, Konsultant w  dziale Badań Rynku w Knight Frank.

Mimo wysokiego popytu, znaczna ilość nowej powierzchni biurowej oddanej do użytku od stycznia do czerwca 2022 roku wpłynęła na wzrost wskaźnika pustostanów do poziomu 16,1% na koniec II kw. (wzrost o 5,6 pp. względem końca 2021 roku).

Czynsze wywoławcze w Katowicach pozostały na stabilnym poziomie na koniec czerwca 2022 roku  i wahały się od 8,00 EUR do 14,50 EUR/m kw. miesięcznie.

Jest porozumienie w sprawie budowy elektrowni składającej się z 10 małych reaktorów jądrowych

W czwartek, 28 lipca, Legnicka Specjalna Strefa Ekonomiczna (LSSE) i DB Energy podpisały list intencyjny z Last Energy Polska, dotyczący budowy elektrowni składającej się z 10 małych reaktorów jądrowych (SMR) o łącznej mocy elektrycznej 200 MW, a także odbioru energii przez okres min. 24 lat przez LSSE oraz najemców strefy. Rozwiązanie to pozwoli zapewnić bezpieczne, stabilne i bezemisyjne źródło energii dla inwestycji zlokalizowanych na terenie Legnickiej Strefy.

Czwartkowe porozumienie to kontynuacja działań rozpoczętych na początku czerwca 2022 r. Wtedy te same spółki podpisały protokół uzgodnień w zakresie rozwoju SMR (ang. Small Modular Reactors) na rzecz zakładów przemysłowych. Technologia SMR to nowość w polskiej energetyce. Jednak jak przewidują eksperci, w najbliższych latach ze względu na wysokie ceny energii, ograniczoną dostępność mocy w sieci elektrycznej oraz dostępność paliw kopalnych, nastąpi wzmożony rozwój i zainteresowanie firm reaktorami jądrowymi.

O globalnych problemach z brakiem energii jest głośno. Potencjalni inwestorzy mają coraz częściej utrudnienia z dostępnością energii i gazu w ilościach, których potrzebują. Nowe rozwiązanie może pozwolić na bezpieczne, stabilne i bezemisyjne źródło energii dla fabryk zlokalizowanych na terenie Strefy. Robimy kolejny krok nie tylko w stronę zielonej energii, ale też wzmocnienia bezpieczeństwa energetycznego – mówi Przemysław Bożek, prezes Legnickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej.

Last Energy jest amerykańskim inwestorem, deweloperem oraz operatorem małych modułowych elektrowni jądrowych. W pełni skalowalna konstrukcja opracowana przez Last Energy zapewnia bezemisyjną i konkurencyjną cenowo energię, co umożliwia przyspieszenie procesu dekarbonizacji gospodarki.

– Polska jest jednym z pierwszych państw, w których Last Energy planuje wdrożyć opracowaną technologię SMR. Cieszymy się, że Legnicka Specjalna Strefa Ekonomiczna wyraziła swoje zainteresowanie naszą technologią, a także chęć podpisania długoterminowego kontraktu na odbiór wyprodukowanej energii. Przed nami proces identyfikacji potencjalnych lokalizacji, a następnie potwierdzenie założeń projektowych. Rozwijana współpraca ma na celu zwiększenie bezpieczeństwa energetycznego dla polskiego przemysłu i społeczeństwa – mówi Damian Jamroz, prezes Last Energy Polska.

Połączenie usług wrocławskiej spółki DB Energy (wiodącej firmy z branży poprawy efektywności energetycznej) z produktem Last Energy (amerykańskim dostawcą technologii), pozwoli dostarczyć klientom kompleksową usługę, dzięki czemu będą mieli szansę na osiągnięcie realnej zeroemisyjności. Oferta Last Energy w zakresie SMR obejmuje cały proces inwestycyjny – od koncepcji projektowej, przez projekt, uzgodnienia, finansowanie, realizację, serwis, utrzymanie i produkcję energii dla klienta, aż po utylizację instalacji i paliwa, natomiast DB Energy zapewni integrację infrastruktury elektrowni i klientów końcowych.

DB Energy zawarło trójstronne porozumienie z Last Energy oraz Legnicką Specjalną Strefą Ekonomiczną, dotyczące uczestnictwa w procesie budowy oraz integracji na terenie Strefy 10 małych reaktorów jądrowych o łącznej mocy elektrycznej 200 MW. Nasza inwestycja zapewni przedsiębiorcom ze Strefy zeroemisyjne i stabilne źródło energii. Małe elektrownie jądrowe, w szczególności te produkowane przez naszego partnera Last Energy, to przyszłość dużych przedsiębiorstw w ich drodze do zeroemisyjności – zapewnia Dominik Brach, wiceprezes DB Energy.

Spółki podjęły decyzję o porozumieniu po to, aby zielona energia była dostępna dosłownie na wyciagnięcie ręki. Priorytetem jest zapewnienie dostępu do czystej i konkurencyjnej cenowo energii elektrycznej, ciepła lub chłodu poprzez wdrożenie technologii jądrowej SMR.

Dzisiejsze spotkanie jest kontynuacją rozpoczętej współpracy pomiędzy Last Energy, DB Energy i Legnicką Specjalną Strefą Ekonomiczną. Po weryfikacji korzyści finansowych i ekonomicznych z wdrożenia nowej technologii SMR na terenie Strefy, przeszliśmy do rozmów na temat finansowania i budowy elektrowni składającej się z 10 małych reaktorów jądrowych. Jako jedni z pierwszych na świecie mamy szansę zastosować taką technologię u siebie. Widzimy ogromną szansę i szereg korzyści płynących z wdrożenia inwestycji, w tym m. in. osiągnięcie realnej zeroemisyjności, zwiększenie atrakcyjności oferowanych terenów inwestycyjnych czy zbudowanie przewagi konkurencyjnej Strefy i działających tu inwestorów – dodaje Ryszard Wawryniewicz, wiceprezes Legnickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej.

Odwrót od dolara?

Amerykanie zgodnie z oczekiwaniami podnieśli stopy procentowe o 0,75%. Rynki spodziewały się nawet więcej, co w połączeniu z łagodniejszą konferencją spowodowało odwrót od dolara.

FED podnosi stopy procentowe o 0,75%

Wczoraj zgodnie z oczekiwaniami FED podniósł stopy procentowe o 0,75%. By być bardziej precyzyjnym, oczekiwania znajdowały się pomiędzy 0,75% w górę a 1%. W rezultacie podwyżka o wspomniane 0,75% raczej zawiodła oczekiwania rynków. W ten właśnie sposób pomimo dużego wzrostu stóp dolar po decyzji się osłabiał. Oddał tym samym to, co zyskał we wtorek i znów jesteśmy blisko ostatnio kluczowego poziomu 1,02 dolara z jedno euro. Analitycy zwracają uwagę, że tempo wzrostu jest znacznie szybsze niż w poprzednich cyklach podwyżek. W zaledwie 4 miesiące osiągnęliśmy poziom szczytów z początku 2019 roku.

Co dalej zrobi FED?

Rezerwa Federalna na szczęście nie bierze przykładu z naszych pracusiów z EBC. W dalszym ciągu utrzymano sugestie, jakie decyzje będą podejmowane w przyszłości. Mowa tutaj oczywiście o kolejnych podwyżkach, które rezerwa jest skłonna zrobić na następnych posiedzeniach. Celem jest doprowadzenie inflacji do poziomu 2%. Wśród analityków nie ma zgody co do interpretacji wydźwięku konferencji. Możemy jednak spojrzeć na notowania kontraktów terminowych – na nich widać spadki. Po wczorajszej decyzji już teraz widać zmianę docelowej stopy na koniec roku z 3,25% na 3,23%. Oznacza to, że w grze dalej jest podwyżka o 0,5% we wrześniu i po 0,25% w listopadzie i grudniu.

Rynki reagują optymistycznie

W przeciwieństwie do nadchodzących zapowiedzi o recesji, na rynek nagle trafiła pokaźna dawka optymizmu. Po decyzji o podwyżce stóp procentowych i ogłoszonej konferencji inwestorzy doszli do wniosku, że wcale nie jest tak źle jak zapowiadano. W efekcie jesteśmy świadkami wzrostów na giełdach, wzrostów na ropie naftowej oraz co w ogóle dziwne w momencie kiedy rosną stopy procentowe, wzrostu kursów kryptowalut. Tutaj jednak warto zwrócić uwagę, że pomimo podwyżki rynki oceniają niżej docelowy poziom i najprawdopodobniej to napędza obecne wzrosty.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Czy to koniec spadków sprzedaży mieszkań?

Z wstępnych szacunkowych danych portalu mieszkaniowego tabelaofert.pl za lipiec wynika, że sprzedaż mieszkań, po kilku miesiącach nieprzerwanych spadków, w lipcu wzrosła w pięciu na sześć badanych przez portal głównych miastach w Polsce. Taka sytuacja wystąpiła po raz pierwszy od października 2021 roku.

W ostatnim miesiącu na sześciu największych rynkach w Polsce sprzedano łącznie 2 748 mieszkań, co stanowi wzrost o 10,5% w stosunku do czerwca. Jeśli natomiast porównamy ten wynik do lipca ubiegłego roku, wciąż notujemy gigantyczną różnicę: łączna liczba transakcji jest niższa aż o 45,9%.

Co ciekawe, jedynym miastem, w którym zachodzi zjawisko odwrotne, jest Łódź. Wynika to z faktu, że rynek łódzki przeżył dynamiczny wzrost podaży w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy – w lipcu 2021 r. w Łodzi sprzedano zaledwie 208 mieszkań. Wzrost procentowy może jest imponujący, ale jeśli weźmiemy pod uwagę wartości bezwzględne, to 299 mieszkań sprzedanych w Łodzi jest i tak mniejszym wolumenem niż np. 383 sprzedane w Poznaniu, rynku o podobnej wielkości.

Stolica Wielkopolski odreagowała w lipcu gigantyczne spadki czerwcowe i obecnie notuje największy wzrost sprzedaży. Mimo tego w porównaniu do lipca ubiegłego roku w Poznaniu sprzedano o blisko 40% mieszkań mniej.

W najtrudniejszej sytuacji jest rynek Trójmiasta, na którym spadki pogłębiły się, przebijając kolejne dno, a w stosunku do ubiegłego roku sięgnęły prawie 60%.

Tab.1. Sprzedaż mieszkań w lipcu 2022 r. w porównaniu do lipca 2021 r. i czerwca 2022 r.

  Lipiec 2021 Lipiec
2022
zmiana r/r Czerwiec 2022 Lipiec
2022
zmiana m/m
Warszawa 1 436 693 -51,7% 658 693 5,3%
Kraków 977 622 -36,3% 520 622 19,6%
Wrocław 1 110 456 -58,9% 455 456 0,2%
Poznań 626 383 -38,8% 245 383 56,4%
Łódź 208 299 43,8% 187 299 60,0%
Trójmiasto 726 294 -59,4% 421 294 -30,0%
Razem – 6 rynków 5 083 2 748 -45,9% 2 486 2 748 10,5%

Źródło: Tabelaofert.pl

sprzedaż mieszkań lipiec sprzedaż mieszkań lipiecDane za lipiec pozwalają na ostrożny optymizm, jednak należy pamiętać że 10% wzrostu to stosunkowo niewiele od tak niskiej bazy – w skali tych 6 największych miast sprzedaż wzrosła w stosunku do czerwca o zaledwie 262 mieszkania. Jeśli porównamy je z danymi z lipca ubiegłego roku, widzimy spadek sprzedaży o 2335 mieszkań. Poruszamy się zatem ciągle na tak niskich poziomach, że wielu deweloperów nie było w stanie odczuć tej niewielkiej poprawy na rynku – mówi Robert Chojnacki, założyciel serwisu tabelaofert.pl. Ponadto dokładna analiza wskazuje na duże rozbieżności w prezentowanych danych, np. mamy projekty, w których sprzedano blisko 10 mieszkań w skali miesiąca, ale niestety jest też bardzo dużo takich, gdzie sprzedano tylko jeden lokal albo żadnego. Obserwuję, że sprzedaż ruszyła tam gdzie deweloperzy zaproponowali kupującym atrakcyjne rabaty oraz promocje. Znacznie lepiej również wygląda zainteresowanie mieszkaniami gotowymi, w przeciwieństwie do tych z dalekim terminem odbioru – dodaje Robert Chojnacki.

Portal mieszkaniowy tabelaofert.pl opublikował też dane dotyczące cen ofertowych. Wynika z nich jednoznacznie, że wzrost cen ostatecznie wyhamował, a na największym runku – w Warszawie – nastąpiła nawet ich nieznaczna redukcja.

Publikowane obecnie ceny mieszkań należy traktować jako wartości orientacyjne, pochodzą one z oficjalnych cenników deweloperów i nie uwzględniają stosowanych rabatów i promocji – zaznacza Robert Chojnacki.

Tab.1. Średnie ceny ofertowe mieszkań sprzedanych w lipcu 2022 r. w porównaniu do lipca 2021 r. i czerwca 2022 r.

  Lipiec 2021 Lipiec
2022
zmiana r/r Czerwiec 2022 Lipiec
2022
zmiana m/m
Warszawa 11 109 13 224 19,0% 13 307 13 224 -0,6%
Kraków 9 942 11 355 14,2% 11 153 11 355 1,8%
Wrocław 10 374 10 658 2,7% 10 554 10 658 1,0%
Poznań 8 216 9 603 16,9% 9 287 9 603 3,4%
Łódź 7 413 8 401 13,3% 8 311 8 401 1,1%
Gdańsk 10 216 11 027 7,9% 10 920 11 027 1,0%

Źródło: Tabelaofert.pl

Biorąc pod uwagę obecny poziomo rabatów, realne ceny są o około 5-6% niższe od wyjściowych, co daje niewielki spadek cen we wszystkich analizowanych przez nas miastach. Po szoku sprzedażowym w maju i czerwcu część deweloperów dla wybranych mieszkań (niektórzy nawet dla wszystkich) zaproponowała bardzo atrakcyjne promocje. Klienci również, aktywnie i nie bez sukcesów, negocjują ceny dla pozostałych mieszkań. Rabaty i promocje stanowią jedną z głównych przyczyn niewielkiego wzrostu sprzedaży. Kolejną jest wysyp nowych ofert tuż przed 1 lipca, tak aby zdążyć przed nową ustawą deweloperską. Wreszcie część największych inwestorów dysponujących gotówką uznała, że mamy akurat dołek na rynku i warto wykorzystać promocje i rabaty do zakupu już teraz, spodziewając się, że przy praktycznie zerowej nowej podaży (kto mógł uruchomił sprzedaż przed wejściem nowej ustawy deweloperskiej) na jesieni tak dużych rabatów może już nie być – komentuje Katarzyna Tworska, dyrektor zarządzająca redNet 24, firmy specjalizującej się w sprzedaży mieszkań deweloperskich.

Dane po II kwartale potwierdzają stabilizację rynku pożyczkowego

Drugi kwartał 2022 roku był dobrym okresem dla branży pożyczkowej, która udzieliła finansowania na łączną kwotę 2,72 mld złotych, co oznacza wzrost o 15,6 proc. w stosunku do I kwartału 2022 r. i o 30,1 proc. w relacji r/r. Z danych CRIF wynika, że średnia wartość udzielonej pożyczki w czerwcu wyniosła 3 451 zł i była ona nieznacznie wyższa (o 1,2 proc.) wobec maja. W ostatnim miesiącu drugiego kwartału firmy pożyczkowe udzieliły łącznie pożyczek o wartości  o 3,5 proc. wyższej niż miesiąc wcześniej. Natomiast w ujęciu liczbowym nastąpił wzrost o 2,3 proc. Liczba unikalnych klientów wzrosła o 4 proc. miesiąc do miesiąca.wykres 2_ Liczba przyznanych pożyczek w porównaniu z analogicznymi okresami poprzednich lat Wykres 3_Wartość przyznanych pożyczek w porównaniu z analogicznymi okresami poprzednich lat Wykres 4_Średnia wartość pożyczki w porównaniu z analogicznymi okresami poprzednich lat

W okresie kwiecień-czerwiec 2022 r. instytucje pożyczkowe udzieliły 779 tys. pożyczek. W porównaniu do I kwartału 2022 r. stanowi to wzrost o 10 proc. W czerwcu wskaźniki dotyczące rynku pożyczkowego w niewielkim stopniu wzrosły miesiąc do miesiąca. Firmy pożyczkowe zwracały się do bazy CRIF z prośbą o weryfikację klientów równie często co w poprzednim miesiącu. W ostatnim tygodniu maja wskaźnik odrzuceń  wyniósł 43,5 procent, a więc więcej wniosków o pożyczki zostało negatywnie rozpatrzonych niż w maju 2021 roku.

W czerwcu branża notuje wzrosty

Zgodnie z oczekiwaniami rynek rośnie, ale jego dynamika miesiąc do miesiąca spada. Wartość udzielonego finansowania w czerwcu wg. danych CRIF była o 20,1 proc. wyższa wobec czerwca 2021 roku, a w przypadku liczby udzielonych pożyczek wzrost wyniósł  16,1 proc. rok do roku. W przypadku obydwu danych, w maju 2022 r. zanotowano wyższe dynamiki rok do roku. Średnia wartość udzielonej pożyczki w czerwcu była o 3,5 proc. wyższa względem analogicznego miesiąca ubiegłego roku.

W czerwcu 2022 r. liczba aktywnych podmiotów (tj. instytucji pożyczkowych, które w danym okresie udzieliły choć jednej pożyczki) uczestniczących w rozwiązaniu CRIF wyniosła 43 firmy, a więc nie zmieniła się wobec maja. 3 spółki to firmy działające w segmencie odroczonej płatności (BNPL – buy now, pay later).

Drugi kwartał to stabilizacja rynku

Od trzeciego kwartału 2021 roku obserwujemy systematyczny wzrost w zakresie liczby i wartości udzielanego finansowania.  Jest to związane z wygaśnięciem restrykcji covidowych w odniesieniu do maksymalnych pozaodsetkowych kosztów kredytu konsumenckiego. Branża dostrzega  wzmożony popyt na pożyczki ze strony klientów, którego nie jest w stanie zaspokoić. Może wynikać to z niższego dostępu do finansowania zewnętrznego w sektorze bankowym. Wysoki poziom inflacji będzie wspierał popyt na pożyczki ze strony konsumentów i będzie to widoczne w kolejnych badanych okresach. Wzmożony popyt na pożyczki nie przekłada się jednak na wysokie wzrosty w liczbie podmiotów udzielających finansowania, co prawdopodobnie oznacza trwałe obniżenie się liczby podmiotów funkcjonujących na rynku.

Rynek w ujęciu realnym

W II kwartale 2022 r. zaobserwowano wzrost wartości udzielonych pożyczek o 8,5% w porównaniu z II kwartałem 2019 r. – ostatniego pełnego roku nienaznaczonego pandemią oraz wprowadzonymi na jej skutek zmianami legislacyjnymi. Biorąc pod uwagę upływ 3 lat oraz obserwowaną w ostatnim czasie wysoką inflację, należałoby uznać, że w ujęciu realnym branża nie wrosła istotnie w stosunku do II kwartału 2019 r. Średnia wartość pożyczki wzrosła jedynie o 1,9% w porównaniu z II kwartałem 2019 r. W ujęciu realnym, po uwzględnieniu inflacji i wartości pieniądza w czasie, możemy mówić nawet o realnym spadku wartości pożyczki.

WIG20 osłabił się od początku roku o 30%

Najważniejszy indeks giełdowy WIG20 osłabił się od początku roku o 30%. Inwestowanie w ten indeks okazuje się dramatem jeżeli uwzględnimy rekordowo wysoko inflację, która dodatkowo osłabia wartość zainwestowanego długoterminowo kapitału.

WIG20 skorygowany o inflację jest najniżej od 1994 r., a jest rok, w którym indeks ten został wprowadzony.

– To jest bardzo dramatyczny wynik bo polska gospodarka urosła bardzo w ciągu tych prawie trzech dekad, a więc WIG20 powinien rosnąć co najmniej w stopniu takim jak rosła gospodarka – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

Powodów słabości najważniejszego indeksu GPW jest kilka. Jest nim struktura tego indeksu, jest w nim wiele spółek nie wzrostowych, związanych np. z energetyką i paliwami.

Gdy porównujemy spółki z WIG20 do giełd światowych, to w ich najważniejszych indeksach i w handlu ETF pierwsze skrzypce grają takie spółki jak Microsoft, Amazon, Alphabet, Apple, które są bardzo innowacyjne.

W WIG-20 ogromny udział mają spółki kontrolowane przez Skarb Państwa, których decyzje nie są często optymalne z punktu widzenia akcjonariuszy mniejszościowych. Nie pomagają im decyzje właścicielskie dotyczące polityki cenowej.

Regulacje wprowadzane przez rząd negatywnie wpływają na spółki z tego indeksu, przykładem są banki, których wartość na giełdzie bardzo osłabiła się z powodu wakacji kredytowych.

W WIG20 są też spółki, których sukces został doceniony przez inwestorów, zanim znalazły się w tym indeksie.

– Wniosek dla polskich długoterminowych inwestorów giełdowych jest taki, że powinni budować globalny portfel akcji bo dzięki temu wykorzystają także bufor walutowy – wyjaśnia ekspert XTB.

Jak bezpiecznie wymieniać waluty?

W czasach dynamicznie rozwijającej się globalizacji wymiana swoich pieniędzy na inną walutę jest niezwykle częstą praktyką. Wymagają tego od nas częste podróże i liczne międzynarodowe transakcje. Wymiana walut jest sferą, w której bezpieczeństwo jest kluczowe. Stwierdzenie to jest adekwatne zwłaszcza w przypadku transakcji dokonywanych na dużych kwotach. Ryzyko potencjalnego niepowodzenia naraża nas wówczas na duże straty. Dlatego chcemy mieć pewność, że podczas dokonywania wymiany walut naszym pieniądzom absolutnie nic nie zagraża. Współczesne kantory zdają sobie z tego sprawę i w projektowaniu swoich usług bezpieczeństwo klienta czynią swoim priorytetem. Osoba chcąca wymienić waluty stoi przed alternatywą – kantor tradycyjny czy internetowy? Wiele wskazuje na to, że ze względu na przewagę z jednej opcji wybór ten nie będzie wkrótce niczym trudnym.

Wady kantorów tradycyjnych

Zwykło się mówić, że każde rozwiązanie ma wady i zalety. W przypadku kantorów tradycyjnych jest podobnie. Jeszcze przed dwiema dekadami wymiana walut w kantorze tradycyjnym była jedynym dostępnym rozwiązaniem. Współcześnie to się zmienia za sprawą zwiększającej się oferty kantorów internetowych. Klienci zgodnie deklarują, że jest to optymalna forma wymiany walut. Czy oznacza to, że tradycyjne kantory odchodzą powoli do przeszłości?

Chociaż jeśli chodzi o szybkość wymiany, kantory tradycyjne nie odbiegają szczególnie od swojej internetowej alternatywy,  jednak w przypadku kantorów umiejscowionych poza sferą wirtualną, trzeba zwracać dodatkową uwagę na lokalizację danej placówki. Dla wielu osób częsta jest sytuacja, w której nie mają one kantoru w swojej okolicy. Wtedy wymiana pieniędzy na inną walutę wiąże się z koniecznością odbycia podróży przez pół miasta albo dalej. Potrafi to zająć dużo czasu, który mógłby być spożytkowany w lepszy sposób.  Pod znakiem zapytania stoją także w tym przypadku standardy bezpieczeństwa. W sytuacji, gdy przenosimy ze sobą dużą ilość pieniędzy, nie wydaje się to najbezpieczniejszą opcją. Pojawia się wówczas groźba prób kradzieży, w której ucierpią nie tylko nasze pieniądze, ale też potencjalnie my sami.

Kantory online – wymiana walut bez wychodzenia z domu

Skorzystanie z opcji jaką są kantory internetowe zdaje się zdejmować z nas ciężar przejmowania się tą i wieloma innymi kwestiami. Kantory online pozwalają nam wymienić waluty zwalniając nas przy tym z konieczności opuszczania swojego miejsca zamieszkania. Nasze pieniądze są wówczas bezpieczne i nie musimy poświęcać całego dnia, by wymienić je na euro lub dolary, niezależnie od kursu. Skorzystanie z tego rozwiązania pozwala na wymianę walut szybko, tanio i bezpiecznie. W przypadku kantorów internetowych nie napotykamy także na liczne ograniczenia właściwe kantorom tradycyjnym. W zdecydowanej większości działają w trybie całodobowym, dzięki czemu możemy skorzystać z ich usług o każdej porze dnia i nocy. Skorzystanie z nich zwalnia nas także z konieczności stania w kolejce, która jeśli się spieszymy potrafi skutecznie działać nam na nerwy. Na szczęście możemy to ominąć. Dzięki kantorom online szybka i bezpieczna wymiana walut stała się w ostatnich latach lepiej dostępna niż kiedykolwiek wcześniej.

Wniosek – dobre kantory online spełniają wszystkie standardy

Wnioski nasuwają się same. Więcej argumentów przemawia na rzecz korzystania z rozwiązania, jakim jest kantor internetowy. W ostatnich latach możemy zaobserwować trend polegający na przenoszeniu się coraz większej ilości sfer naszego życia do internetu. Nic nie zapowiada na to, by trend ten w najbliższym czasie się odwrócił. Jego zasięg nie ominął także wymiany walut – kantory internetowo stopniowo wypierają swoje tradycyjne odpowiedniki. Kantory online nie tylko pozwalają na ekspresową, bezpieczną wymianę, ale dają także możliwość błyskawicznego sprawdzenia aktualnych kursów walut. Dla osób, które cenią sobie wygodę i łatwą dostępność do usług z pewnością powinny się zdecydować na to rozwiązanie.

FED mówi „recesja” i podnosi stopy o 0,75 pp.

Stopy procentowe w USA idą w górę o 0,75 pp. Jednocześnie FED powoli zmienia retorykę i zaczyna zwracać szczególną uwagę na spowolnienie gospodarcze. W sierpniu czekają nas wakacje od podwyżek stóp, które wrócą do nas we wrześniu.

FED zgodnie z oczekiwaniami podniósł stopy procentowe o 0,75 pp., co oznacza, że podstawowa stopa w USA znajdzie się w przedziale 2,25-2,5 proc. Taka podwyżka jest zgodna z oczekiwaniami analityków. Choć jeszcze dwa tygodni temu, szczególnie po opublikowaniu danych o rekordowej inflacji w czerwcu (9,1 proc. – najwyższa od 40 lat), rynek uważał za bardziej prawdopodobną podwyżkę o 1 pp. Od tego czasu jednak napływają dane, bardziej wskazujące na nadchodzące spowolnienie gospodarcze.

Amerykański indeks PMI zanotował najwyższy spadek od kilkunastu lat. Dziś poznamy także odczyt PKB za drugi kwartał, który z dużym prawdopodobieństwem będzie ujemny (po raz drugi z rzędu). Wskazuje na to odczyt, wyliczanego przez FED z Atlanty, wskaźnika GDPNow, którego celem jest bieżące szacowanie poziomu amerykańskiego PKB. Na dzień 27 lipca wyniósł on -1,2 proc. To powoduje, że FED powoli zaczyna zmieniać retorykę, zwracając większą uwagę na możliwe spowolnienie gospodarcze i zmniejszenie wydatków gospodarstw domowych. To oczywiście byłoby negatywne dla rynków, jednak dość szybko pomogłoby rozprawić się z wysoką inflacją. A to właśnie inflacja pozostaje największą bolączką inwestorów, zarówno w Polsce jak i na świecie, jak wynika z badania eToro Puls Inwestora Indywidualnego.

Podwyżka w takiej wysokości została już w większości wcześniej wyceniona przez rynek. Jednak S&P500 wzrósł wczoraj o ponad 2,6 proc., wracając na poziom ponad 4000 punktów, w ten sposób rynek zareagował na przewidywalności FED i decyzję zgodną z oczekiwaniami.

Rynek przewiduje, że do kolejnej podwyżki stóp o 0,50 pp. dojdzie w USA we wrześniu, a dwie następne podwyżki o 0,25 pp. zostaną dokonane w listopadzie i grudniu. Oznacza to szczyt podwyżek w okolicach Świąt Bożego Narodzenia, po którym nastąpi okres przejściowy przed obniżkami stóp nawet już w połowie 2023 roku. W najbliższym czasie będziemy jednak dokładnie wsłuchiwać się w to co Jerome Powell mówi o rynku pracy, ponieważ zatrudnienie – a w konsekwencji popyt konsumencki – będzie w największym stopniu kształtowało decyzje FED w sprawie stóp w ciągu najbliższych miesięcy.

To kolejna z serii lipcowych podwyżek stóp na świecie. Dla nas najważniejsze były dokonana 7 lipca podwyżka w Polsce (o 0,5 pp.) oraz podwyżka stóp w strefie euro z 21 lipca (także o 0,5 pp.). W sierpniu czekają nas jednak wakacje od podwyżek, bo RPP oraz FED będą ponownie decydować o wysokości stóp dopiero we wrześniu.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Ransomware wzrosło o 59-proc. w ciągu roku. Hakerzy oczekują okupu za ataki

  • Na całym świecie 1 na 40 organizacji została dotknięta atakami ransomware, co oznacza wzrost o 59% rok do roku
  • Średnie tygodniowa liczba ataków na organizację sięga 1,2 tys., to wzrost o 32% rok do roku
  • Sektor edukacji/badań nadal jest najbardziej atakowaną branżą, odnotowując wzrost o 53% rok do roku

Ataki ransomware, gdzie hakerzy żądają okupu dotykają najczęściej sektora rządowo-wojskowego, edukacji i badań oraz opieki zdrowotnej – wynika z analiz przeprowadzonych przez Check Point Research. Napięcia w stosunkach geopolitycznych, wzrost pracy i nauki zdalnej oraz gotowość firm do płacenia okupów doprowadzają do rekordowych wzrostów tego typu ataków cybernetycznych.

Eksperci cyberbezpieczeństwa firmy Check Point Research ostrzegają przed rosnącymi atakami hakerskimi w praktycznie każdej części świata oraz każdej branży. Z ich analiz wynika, że ransomware ponownie staje się kluczowym narzędziem w arsenale cyberprzestępców! Co tydzień na całym świecie kampanie ransomware dotykały 1 na 40 organizacji, co stanowiło wzrost o blisko 60 proc. w stosunku do 2021 roku!

Ataki ransomware to ataki cybernetyczne z wykorzystaniem oprogramowania, które blokuje dostęp do systemu komputerowego lub uniemożliwia odczyt zapisanych w nim danych, a następnie żąda od ofiary okupu za przywrócenie stanu pierwotnego

Najgorzej sytuacja wyglądała w Azji 1 na 17 (33-proc. przyrost) oraz w Afryce, gdzie ataki te wpłynęły na 1 na 21 organizacji (21-proc. wzrost). W regionie Oceanii co tydzień atakowana była 1 na 113 organizacji (18-proc wzrost). Największym przyrostem charakteryzuje się Ameryka Południowa, w której odnotowano 43-proc. wzrost ataków ransomware (1 na 23 organizacje). Sytuacja względnie stabilnie wyglądała w Europie, gdzie odnotowano 1-proc. spadek (atakowanych 1 na 66 organizacji) oraz Ameryce Północnej, gdzie ataków doświadczyła 1 na 108 organizacji (1 proc. wzrost).

Z danych Check Point Research wynika, że w przypadku wszystkich rodzajów ataków cybernetycznych najczęściej atakowanym regionem w II kwartale 2022 r. była Afryka, osiągająca średnio 1,76 tys. ataków tygodniowo na organizację, co stanowi nominalny wzrost o 3 proc. w porównaniu z tym samym okresem w zeszłym roku na kontynent. Azja i Ameryka Łacińska odnotowały odpowiednio 1,68 tys. i 1,6 tys. ataków na organizację w tygodniu, co oznacza odpowiednio 25-proc i 29-proc wzrost rok do roku. W Europie atakowane były średnio 963 organizacje (+26 proc.), natomiast w Ameryce Północnej 854 (+54 proc.). W Polsce średnia ilość ataków tygodniowo to 1,1 tys.

Najczęściej atakowany sektor rządowo-wojskowy. Hurt i detal z największym przyrostem!

Najczęstszymi ofiarami ataków ransomware są sektory Rządowo-wojskowe oraz Edukacji i badań. W pierwszym z nich eksperci Check Point Research zaobserwowali aż 135-proc. wzrost, w drugim ponad 80 proc. Na szczególną uwagę zasługuje sektor „Hurt i detal”, który odnotował największy przyrost rok do roku, wynoszący aż 182 proc.!

Sektor l. organizacji dotnięta ransomware Zmiana r/r
Rządowo-wojskowy 1 na 24 +135%
Edukacja i badania 1 na 30 +83%
Zdrowie 1 na 31 +47%
ISP/MSP 1 na 37 +9%
Finanse i Bankowość 1 na 41 +42%
Komunikacja 1 na 46 +59%
SI/VAR/Dystrybutorzy 1 na 47 +143%
Wytwórczy 1 na 48 +60%
Hurt i Detal 1 na 53 +182%
Użyteczność publiczna 1 na 59 +11%
Transport 1 na 70 +28%
Dostawcy oprogramowania 1 na 74 -34%
Wypoczynek i rekreacja 1 na 77 +24%
Dostawcy sprzętu hardware 1 na 78 +48%
Ubezpieczenia i prawo 1 na 81 +1%
Doradztwo 1 na 87 -17%

Uwzględniając wszystkie typy zagrożeń najbardziej atakowaną branżą na świecie były edukacja i badania, z wynikiem średnio ponad 2,3 tys. ataków na organizację w tygodniu, co oznacza wzrost o 53-proc. w porównaniu z II kwartałem 2021 r. Z kolei sektor opieki zdrowotnej odnotował największy, 60-proc wzrost liczby cyberataków w porównaniu z II kwartałem 2021 r., osiągając 1342 ataki na organizację tygodniowo.

Wykres 1 – Średnia liczba ataków różnego typu na organizację w tygodniuWykres 1 - Średnia liczba ataków różnego typu na organizację w tygodniu

– Ataki ransomware nie zwalniają. W tej chwili możemy powiedzieć, że 1 na 40 analizowanych przez nas organizacji jest co tydzień atakowana przez ransomware, co daje 59% wzrost rok do roku. Hakerzy wykorzystują fakt zmiany formy pracy zdalnej i nauki, a wojna między Ukrainą a Rosją wzmacnia napędzać ten trend, ponieważ rosnące napięcie geopolityczne inspiruje hakerów do opowiedzenia się po jednej ze stron. Wreszcie, gotowość organizacji do spełnienia żądań ransomware w celu ochrony klientów udowodniła, że biznes ransomware jest wysoce opłacalny – mówi Omer Dembinsky, menedżer zespołu ds. danych w Check Point Software.

Czy w dobie inflacji warto wejść do strefy Euro?

W czasie spekulacyjnego kryzysu na światowych rynkach finansowych w latach 2007-2009 okazało się, że Euro nie jest bezpieczną przystanią, która utrzyma nas na wzburzonym morzu. Ze względu na spekulacyjne działania na rynkach finansowych posiadanie własnej waluty narodowej – jaką był polski złoty – dało zdecydowanie lepsze efekty. W Polsce wówczas nie było kryzysu, mieliśmy wyłącznie spowolnienie. Przez 2 dekady obserwowaliśmy stabilność polskiego złotego. Polska w rankingu międzynarodowej wolności gospodarczej – koordynowanym przez Instytut Frasera, a wcześniej w indeksie pod patronatem samego profesora Miltona Friedmana, w czym od dwóch dekad bierze też udział Centrum im. Adama Smitha – otrzymywała prawie 10 punktów na 10 możliwych, jeżeli chodzi o wartość złotego polskiego.

– Osłabianie waluty doprowadza do sytuacji, w której nagle zbawienną alternatywą wydaje się być Euro. Jednak trzeba pamiętać, że Euro jest równie, a może i jeszcze bardziej psute w ostatnich kilkunastu latach – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha. – Jeszcze przed pandemią samokrytycznie przyznano w strefie Euro, że mimo bilionów dopompowanych, pustych Euro nie da się wyjść z kryzysu roku 2007. A pandemia dołożyła kolejne puste Euro w tej strefie. Prędzej czy później – co już dzisiaj widać po rosnącej inflacji – waluta ta będzie miała nawet większe problemy. Wynika to z tego, że – w przeciwieństwie do strefy Euro – w Polsce mamy jeszcze ludzi zdeterminowanych i jest chęć do pracy oraz działania gospodarczego. A w strefie Euro spora część przedsiębiorców zdaje się wyłącznie na tak zwaną pomoc rządową. To jest ta różnica, która sprawia, że jeżeli tylko Rząd i Rada Polityki Pieniężnej zaczną działać na rzecz zatrzymania inflacji i przywrócenia wartości złotego, to będzie to lepsza waluta niż Euro – podkreśla Sadowski.

Rynek faktoringu urósł w pierwszym półroczu 2022 r. o 33,2 proc. r/r

Rynek faktoringu urósł w pierwszym półroczu 2022 r. o jedną trzecią w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku. Tak dynamicznego tempa rozwoju branża nie zanotowała jeszcze nigdy. Firmy zrzeszone w Polskim Związku Faktorów w ciągu pierwszych dwóch kwartałów 2022 r. nabyły wierzytelności o łącznej wartości 223 mld zł. To aż o 33,2 proc. więcej niż rok wcześniej, kiedy wynik ten wyniósł 167,4 mld zł. Z usług faktoringowych korzysta dziś 22,3 tys. krajowych przedsiębiorstw. Przekazały one do sfinansowania 10,8 mln faktur.Kolejny rekord branży faktoringowej

Polski Związek Faktorów (PZF) zrzesza większość podmiotów świadczących usługi faktoringowe w Polsce. Skupia obecnie 5 banków komercyjnych i 21 wyspecjalizowanych firm udzielających finansowania. Należy do niego także 6 podmiotów o statusie partnera.

– Obecny rok pod względem rozwoju rynku jest dla naszej branży bardzo udany. Już pierwszy kwartał pokazał, że faktoring jest odporny na kryzys i w cięższych czasach stanowi dla polskich firm pożądaną ofertę. Potwierdzają to także badania rynkowe. Wynika z nich, że blisko połowa przedsiębiorców (44 proc.) dobrze ocenia tę formę finansowania i postrzega ją jako skuteczny sposób na poprawę płynności. W ciągu roku opinie te poprawiły się o 6 punktów procentowych. – mówi Konrad Klimek, przewodniczący komitetu wykonawczego PZF.

To wyniki piątej fali badania postrzegania usług faktoringowych wśród polskich przedsiębiorców. Sondaż zrealizowała firma ARC Rynek i Opinia. W badaniu przeanalizowane zostały zarówno warunki prowadzenia biznesu, jak i nastawienie menedżerów do rozwiązań finansowych mających wpływ na rozwój firm.

– Jako dostawcy usługi mającej na celu rozwiązywanie konkretnych problemów, z jakimi borykają się polscy przedsiębiorcy, staramy się dowiedzieć, jakie bariery napotykają w codziennym prowadzeniu interesów. Warto dodać, że opinie pozyskujemy zarówno od przedsiębiorców, którzy z usług faktoringu korzystają, jak i tych, którzy jeszcze tego nie robili. – uzupełnia Konrad Klimek.
Kolejny rekord branży faktoringowej 2`

Z usług firm należących do PZF korzysta obecnie 22,3 tys. przedsiębiorstw. Blisko 80 proc. to producenci i dystrybutorzy dóbr i towarów. Łącznie faktoranci wystawili blisko 10,8 mln faktur, na podstawie których krajowi faktorzy udzielili im finansowania.

– Wielu przedsiębiorców i menedżerów nie wyobraża sobie sprawnego funkcjonowania swoich firm bez faktoringu. Bardzo nas to cieszy. Wspieramy ich i pomagamy im w utrzymywaniu płynności finansowej, rozwijaniu działalności biznesowej czy poszukiwaniu nowych rynków zbytu. Ponadto zapewniamy bezpieczeństwo obrotów handlowych. To dlatego wielu stałych klientów kontynuuje współpracę z faktorami przedstawiając coraz więcej faktur do sfinansowania. Przybywa też nowych, którzy szybko zauważają korzyści wynikające z faktoringu. Natychmiastowy dostęp do gotówki, optymalizacja ryzyka i zaspokojenie najpilniejszych potrzeb są kluczowymi warunkami pomyślnego rozwoju biznesu. – dodaje Konrad Klimek.
Kolejny rekord branży faktoringowej 2
Po faktoring sięgają przede wszystkim firmy, które wystawiają faktury na wysokie kwoty i z dłuższymi terminami płatności, dlatego istotny z ich punktu widzenia jest szybki i wygodny dostęp do gotówki. Dzięki niej mogą rozwijać swoją działalność regulując na bieżąco zobowiązania, a także oferować kontrahentom atrakcyjne warunki współpracy. Kolejny rekord branży faktoringowej 2

Pięć powodów, dla których nie warto ściągać pirackich gier

Wartość światowego rynku gier wideo ma w tym roku wzrosnąć o niemalże 11%, osiągając poziom 209 miliardów dolarów. Ponad połowę (52%) tej kwoty stanowią przychody z gier mobilnych. Koncentracja dużych sum pieniędzy i milionów użytkowników w jednym miejscu, oznacza zazwyczaj, że w pobliżu pojawiają się ludzie szukający zysku, nierzadko są nimi internetowi piraci. Piractwo dosięga wszystkie platformy, od komputerów i urządzeń mobilnych po konsole.

Jak wskazują eksperci ESET, pobieranie i korzystanie z pirackich kopii jest ryzykowne. Kary finansowe czy infekowanie urządzeń niebezpiecznym oprogramowaniem to tylko niektóre z zagrożeń czyhających na graczy – ostrzega ekspert ESET.

Czym są pirackie gry?

Piractwo i szara strefa rynku nierzadko wydają się być o krok przed legalnymi źródłami dystrybucji. Dobrym przykładem jest sukces aplikacji Napster, która pojawiła się lata przed iTunes czy Spotify. Innym jest serwis Megaupload, jedno z największych źródeł cyfrowego piractwa, które pojawiło się w 2005 roku, na dwa lata przed Netflixem.

– Najprościej mówiąc, gry pirackie to przede wszystkim te, które zostały „scrackowane” poprzez obejście systemu zabezpieczeń DRM (system zarządzania prawami cyfrowymi), czyli technologii zaprojektowanej do ochrony treści chronionych prawem autorskim. W ten sposób użytkownicy zyskują dostęp do gier bez płacenia ich twórcom i dystrybutorom. – mówi Kamil Sadkowski, starszy specjalista ds. cyberbezpieczeństwa ESET. – Pożądane tytuły są często łamane tak szybko, jak tylko trafiają do sprzedaży. Znane są nawet przypadki rozpowszechniania pirackich gier jeszcze przed oficjalnymi premierami – dodaje.

Jakie wirusy mogą kryć się w pirackich grach?

Cyberprzestępcy używają zachęty w postaci darmowych pirackich gier, aby w rezultacie przekonać do pobrania zainfekowanego oprogramowania, które rozpowszechniają poprzez serwisy społecznościowe, phishing mailowy, torrenty, a także strony internetowe pozycjonowane wysoko w wyszukiwarkach internetowych dzięki technice SEO (Search Engine Optimization). Często wirusy są tworzone tak, aby obejść tradycyjne zabezpieczenia albo wymagają od użytkownika całkowitej dezaktywacji antywirusa. Zazwyczaj proszą również o nadmierne uprawnienia, aby mogły zostać uruchomione. Wirusy mogą być ukryte również w tzw. „modach” – dodatkowych nieoficjalnych plikach przeznaczonych do rozszerzenia rozgrywki.

Rosnące ceny gier komputerowych sprawiają, że wielu graczy decyduje się na szukanie pirackich kopii, nie zdając sobie sprawy z zagrożenia. W czerwcu 2021 roku ujawniono, że w ciągu dwóch lat miliony komputerów osobistych zostało zainfekowanych złośliwym oprogramowaniem rozpowszechnianym za pomocą pirackich gier. W ten sposób wirus wykradł ponad milion adresów mailowych i 26 milionów danych logowania.

– Pod obietnicą fascynującej i darmowej rozgrywki mogą kryć się zarówno trojany wykradające środki z kont bankowych, jak i keyloggery rejestrujące wszystkie klawisze naciskane przez użytkownika. Szkodliwe programy mogą również wykorzystać komputer ofiary do tzw. kopania kryptowalut. Kolejnym zagrożeniem jest oprogramowanie ransomware, które potrafi zablokować dostęp do urządzenia, żądając okupu za odszyfrowanie danych – tłumaczy Kamil Sadkowski.

Wirusy służą nie tylko kradzieży

Oprogramowanie reklamowe (Adware) nie jest tak niebezpieczne jak typowe wirusy, lecz może stanowić duży problem dla użytkowników komputerów i urządzeń mobilnych. Ciągle wyskakujące reklamy i otwierające się okna przeglądarki zalewające urządzenie ofiary mogą sprawić, że korzystanie z niego będzie w dużym stopniu utrudnione, a czasem nawet niemożliwe. Przykładowo, w 2020 roku odkryto 21 gier w Google Play, które w natarczywy sposób wyświetlały użytkownikowi reklamy – szkodliwe aplikacje zostały usunięte ze sklepu Google Play.

Pirackie gry mogą przestać działać

Pirackie gry mogą wydawać się świetnym sposobem na darmowy dostęp do poszukiwanych tytułów, ale rzeczywistość jest zupełnie inna. Gra może nie działać tak, jak powinna. Mogą pojawiać się błędy, które negatywnie wpływają na rozgrywkę. Gra może okazać się niekompletna albo może po prostu przestać działać, szczególnie gdy jej twórcy na bieżąco weryfikują zarejestrowane kopie oprogramowania. W innych sytuacjach mogą wystąpić problemy związane ze zgodnością programu. Na przykład, jeśli użytkownik doda pirackie oprogramowanie do swojej biblioteki Steam, zostanie ono zidentyfikowane jako gra spoza platformy i nie będzie działać.

– Istnieje również szansa, że deweloperzy gier będą w stanie wyśledzić pirackie oprogramowanie z dokładnością do konkretnego urządzenia i wpisać konto użytkownika na czarną listę zablokowanych kont – mówi ekspert ESET.

Jak uniknąć problemów z prawem i z wirusami

Trzeba pamiętać, że używanie pirackich gier jest nielegalne. W zależności od prawa jakie obowiązuje w danym kraju, piractwo może doprowadzić do kar finansowych, a nawet aresztu i pozbawienia wolności.

Dobra wiadomość jest taka, że nietrudno uniknąć większości problemów z prawem i wirusami. Oczywistym wyborem jest unikanie stron z nielegalnymi treściami i kupowanie gier z oficjalnych sklepów. Taka praktyka pomoże złagodzić ryzyko natrafienia na złośliwe oprogramowanie, niedziałające gry oraz potencjalne problemy z prawem.

Odporność na stres i adaptacja najtrudniejsze do znalezienia u kandydatów do pracy

Choć świat nieuchronnie pędzi w kierunku digitalizacji, umiejętności miękkie są wciąż w czołówce najbardziej pożądanych cech pracowników. Jednak co trzeci pracodawca w Polsce mówi o wyzwaniach w zrekrutowaniu osób wykazujących się odpornością na stres i umiejętnością adaptacji. Według firm kandydatom brakuje również rzetelności, dyscypliny a także kreatywności. Jakie jeszcze kompetencje miękkie są postrzegane jako deficytowe na rynku pracy? Jak różnią się potrzeby organizacji w porównaniu z wynikami badania sprzed pandemii i teraz?

Według 31% przebadanych organizacji, kandydatom do pracy brakuje takich umiejętności jak odporność na stres, adaptacja, rzetelność, dyscyplina czy kreatywność. Nieco mniej, bo 29% firm mówi o trudnościach w zrekrutowaniu osób charakteryzujących się zdolnością analizy i krytycznego myślenia oraz umiejętnościami rozwiązywania problemów. Firmy sygnalizują także wyzwania z pozyskaniem kandydatów z takimi umiejętnościami miękkimi jak podejmowanie inicjatyw oraz współpraca (27%).

– Żyjemy w czasach ogromnej dynamiki zmian, dlatego kompetencje miękkie stają się obok umiejętności twardych filarem rozwoju organizacji. Są niezwykle ważne, deficytowe i pożądane, to kluczowy czynnik w doborze kandydatów do firm, a ich podnoszenie i rozwój powinny być istotnym elementem strategii zarządzania talentami. Są również związane z mobilnością kariery wewnątrz organizacji. Działania te w głównej mierze mają na celu ograniczenie rotacji, ale też dostosowanie pracowników do nowych i aktualnie potrzebnych ról. Pomagają również pracodawcom reagować na zmieniające się otoczenie biznesowe oraz wyzwania związane z brakiem kandydatów o odpowiednich umiejętnościach – mówi Szymon Rudnicki, dyrektor ManpowerGroup Talent Solutions w Polsce.

Jak się okazuje, niewystarczająco dobrze rozwinięte kompetencje miękkie mogą być powodem odrzucenia kandydata w procesie rekrutacyjnym. – Firmy od kilku lat przywiązują coraz większą wagę do posiadanych kompetencji miękkich u zatrudnionych osób. Dotyczy to już właściwie wszystkich specjalizacji. Zdarza się również, że kandydaci bywają odrzucani w rekrutacji z powodu ich niedoboru. Najczęściej stoi za tym konkretne uzasadnienie biznesowe, na przykład gdy firma wprowadza nowe rozwiązania i jest w ciągłym procesie restrukturyzacji, a kandydat do pracy cechuje się dużym oporem wobec zmian, brakiem elastyczności i niechęcią do uczenia się nowych rzeczy. Wówczas nie przekona do siebie nowego pracodawcy. Jeszcze niedawno uważano, że w przypadku stanowisk technicznych czy inżynieryjnych kluczowe jest odpowiednie wykształcenie i doświadczenie zawodowe. Obecnie pracodawcy poszukują połączenia tych elementów także z kompetencjami miękkimi. W dobie niedoboru talentów zadaniem dla pracodawców staje się wdrożenie programów upskillingowych i reskillingowych, aby pracownicy rozwijali się zgodnie z oczekiwaniami i potrzebami zmieniającego się dynamicznie otoczenia biznesowego – mówi Katarzyna Pączkowska, dyrektor rekrutacji stałej w Manpower
5 najbardziej deficytowych kompetencji miękkich

Jakie cechy otwierały przed pandemią listę najtrudniejszych do znalezienia u pracowników kompetencji miękkich? Analiza ManpowerGroup z 2018 roku pokazuje, że firmy wskazywały wówczas na deficyt kandydatów ze zdolnością do współpracy oraz rozwiązywania problemów. Brakowało osób z umiejętnością komunikacji, a także zorganizowanych. Z kolei w analizie z 2021 roku na szczycie brakujących kompetencji miękkich były odpowiedzialność, rzetelność i dyscyplina, logiczne myślenie i rozwiązywanie problemów, a także inicjatywa. Organizacje sygnalizowały również braki kompetencyjne w obszarze krytycznego myślenia, analizy oraz odporności i elastyczności.

– Kompetencje takie jak komunikatywność, kreatywność, empatyczne przywództwo, efektywne zarządzanie stresem, elastyczność oraz zdolność przyswajania i przekazywania wiedzy, to cechy wykorzystywane w pracy zarówno do kierowania zespołami, jak i współpracy z nimi. Najlepszym sposobem na utrwalenie umiejętności miękkich jest praktyka. Powoduje ona, że przełamujemy bariery, wyzbywamy się pewnych nawyków, a w rezultacie kształtujemy istotne umiejętności interpersonalne. Pracodawcy uświadomili sobie, że kluczem do sukcesu oraz dalszego rozwoju w dobie gwałtownych zmian rynkowych, geopolitycznych i pokoleniowych jest elastyczność, a także otwartość na nowe rozwiązania i chęć nieustannego uczenia się. Dlatego rozwijanie unikatowych kompetencji miękkich powinno być priorytetem organizacji chcących utrzymać przewagę konkurencyjną – dodaje Szymon Rudnicki.

Jak pokazuje raport ManpowerGroup, lista globalnych niedoborów kompetencji miękkich niewiele różni się od tej, którą wskazały polskie organizacje. 29% firm w 40 przebadanych krajach zdeklarowało trudności z rekrutacją osób cechujących się rzetelnością i dyscypliną. 27% organizacji sygnalizowało niedobór kandydatów odpornych na stres i potrafiących zaadaptować się do zmieniających się warunków. Globalnie brakuje również talentów z umiejętnością rozwiązywania problemów oraz kreatywnych (26%). Firmy zwracały także uwagę na deficyt pracowników cechujących się myśleniem krytycznym i zdolnościami analizy (26%).

Jak można rozwijać umiejętności miękkie wśród pracowników? Ekspert podkreśla, że są to cechy, które można budować przez całe życie. – Nie jest łatwo rozwijać je samodzielnie, dlatego w dużej mierze firmy korzystają z pomocy wyspecjalizowanych firm lub wewnętrznych działów szkoleń. Spotkania z udziałem wykwalifikowanych trenerów są bardzo cenne. Najpierw jednak, predyspozycje i kompetencje pracowników powinny zostać zmapowane poprzez odpowiednie testy, narzędzia psychometryczne czy badania – podpowiada Szymon Rudnicki.

Rynek nieruchomości hamuje wszędzie, poza najmem. Ceny na rynku wtórnym mogą spadać

II kwartał 2022 r. zakończył się dużym spadkiem indeksu nastrojów pośredników i wynosi już 48,5 na 100 pkt, co oznacza pesymistyczne prognozy dla rynku. Najnowsze badanie portalu Nieruchomosci-online.pl wskazuje, że kurczący się popyt uderzył we wszystkie kategorie nieruchomości poza wynajmem.

Ankietę portalu Nieruchomosci-online.pl i Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu wypełniło w czerwcu br. 675 agentów z całej Polski. Wartość Indeksu nastrojów pośredników w obrocie nieruchomościami (INPON) w II kwartale osiągnęła 48,5 pkt, co oznacza obniżenie aż o 9,2 pkt w porównaniu do I kwartału. Spadek wskaźnika poniżej granicy optymistycznego nastroju, która wynosi 50 na 100 pkt, oznacza pogarszającą się sytuację w sektorze nieruchomości.Indeks INPON po II kw. 2022Indeks INPON po II kw. 2022 - kategorie nieruchomości

– Rynek już ochłonął po dwóch latach boomu w nieruchomościach. Obecnie wielu kupujących nie stać na sfinansowanie zakupu przy obniżonej zdolności kredytowej. Przekłada się to na dużo mniejsze zainteresowanie, które już odczuwają osoby wystawiające ogłoszenia. Brak kolejek do zakupu oznacza większe pole do negocjacji ceny. Kto będzie musiał sprzedać, może ulec presji – mówi Alicja Palińska z działu analiz Nieruchomosci-online.pl.

Mało chętnych na większe mieszkania

Badanie obejmowało analizę cen, popytu i podaży w najważniejszych kategoriach nieruchomości: sprzedaż kawalerek, większych mieszkań, domów, działek, lokali biurowych/usługowych, a także najem kawalerek, większych mieszkań i lokali biurowych/usługowych.

Rynek wyraźnie hamuje, czego dowodem jest spadek wartości każdego z powyższych subindeksów. Porównując II kwartał do I kwartału, nastroje najbardziej pogorszyły się w segmencie większych mieszkań (wartość subindeksu to 40,8 pkt; spadek o 12 pkt) oraz domów (40,6 pkt, spadek o 11,4 pkt). To w tych kategoriach zaobserwowano też największy spadek zainteresowania ze strony kupujących: w przypadku większych mieszkań odczuło to aż 74 proc. agentów, a w przypadku domów 67 proc.

Poniżej optymistycznej granicy 50 pkt znalazły się więc wszystkie kategorie nieruchomości oprócz wynajmu. Tam koniunktura wciąż jest bardzo dobra, co pokazują wartości indeksu: kawalerki 65,2 pkt, większe mieszkania 64,9 pkt.

– Na nastroje w II kwartale rzutował przede wszystkim wysoki popyt na najem związany z konfliktem w Ukrainie oraz malejącą zdolnością kredytową potencjalnych nabywców nieruchomości. Po stronie podażowej umocniły się negatywne czynniki wywołane wojną i inflacją, które zwiększają presję na wzrost cen (koszty pracy, materiałów, energii, kredytów). W związku z tym nadal istotną barierą mogą być ograniczenia dotyczące podaży nowych, wykańczanych lub remontowanych nieruchomości. Oprócz wzrostu kosztów, wpływ ma na to też niedobór pracowników – komentuje dr hab. Bogusław Półtorak, prof. Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu.

Ceny mieszkań i domów z rynku wtórnego mogą spadać

Autorzy badania tradycyjnie zapytali też pośredników o prognozy na najbliższe miesiące. W III kwartale sytuacja popytowa pogarszać się może przede wszystkim w segmencie większych mieszkań i domów na sprzedaż. W przypadku większych mieszkań dalszy spadek zainteresowania przewiduje 56 proc. badanych, a w przypadku domów 52 proc. Nieco mniejszy pesymizm panuje w kategoriach działek (38 proc. pośredników przewiduje spadek popytu) i kawalerek (36 proc.), które nadal powinny się sprzedawać. Zdaniem agentów część osób otrzyma kredyt wystarczający na mniejsze mieszkanie, a część będzie kupować je za gotówkę ze względu na chęć ucieczki od „żywego” pieniądza z powodu inflacji.

Najlepszy scenariusz popytowy przewiduje się w dalszym ciągu dla rynku najmu. Rosnącego zainteresowania – zarówno kawalerkami, jak i większymi mieszkaniami – spodziewa się około 53 proc. pośredników, a utrzymania już i tak wysokiego popytu ponad 30 proc.

Jeśli chodzi o średnie ceny ofertowe, największe szanse na obniżki pośrednicy dostrzegają w kategorii większych mieszkań (takiego zdania jest 51 proc. ankietowanych) i domów (49 proc.). Stabilizacja aktualnych cen prognozowana jest natomiast w przypadku działek (52 proc. opinii) i kawalerek (43 proc.).

– Na wzrosty stawek powinny przygotować się za to osoby obecne na rynku najmu. W przypadku kawalerek wyższe czynsze prognozuje 56 proc. pośredników, a w przypadku większych mieszkań 52 proc. – wylicza Alicja Palińska z Nieruchomosci-online.pl.

– Pośrednicy uważają, że sytuację na rynku determinować będą: inflacja, stopy procentowe, polityka kredytowa banków i sytuacja społeczno-gospodarcza w kraju. Na to wszystko nakłada się sytuacja geopolityczna. Uchodźcy z Ukrainy nadal będą mieć wpływ na sektor nieruchomości, zwłaszcza w zakresie najmu, jednak rynek już do tej sytuacji częściowo się dostosował. Pozostaje niepewność co do terminu, w jakim nastąpi powrót uchodźców do domów. W kolejnym kwartale najem będzie spotykał się z dużym popytem, jednak nie będzie on tak intensywnie rósł – mówi dr hab. Bogusław Półtorak.

Czy gminy mogą zmniejszyć swoje zobowiązania z tytułu zaciągniętych kredytów

Obecna sytuacja gospodarcza daje się we znaki nie tylko wykonawcom zamówień publicznych, którzy ponoszą zwiększone koszty realizacji kontraktów i próbują negocjować z zamawiającymi zwiększenie wynagrodzeń. W równie niekorzystnej sytuacji znaleźli się sami zamawiający, którzy muszą ponosić nieprzewidziane podwyższone wydatki, w szczególności w sytuacji, gdy umowy zawierają swoiste zasady odnoszące się do zapłaty wykonawcom wynagrodzenia uzależnionego od aktualnych wskaźników bądź innych punktów odniesienia.

Do takich umów należą przykładowo umowy kredytowe.

Umowy kredytowe gmin a zamówienia publiczne

Wartością zamówienia w przypadku kredytów i pożyczek są m.in. opłaty, prowizje, odsetki i inne podobne świadczenia (zob. art. 35 ust. 4 pkt 1 Prawa zamówień publicznych), z kolei kwotami, do których uiszczania zobowiązany jest zamawiający są: spłacane raty (kapitał oraz odsetki – oprocentowanie), inne opłaty, jak również prowizja. Z tego wszystkiego wynagrodzeniem wykonawcy (banku udzielającego kredytu) jest przede wszystkim oprocentowanie, na które składa się wskaźnik referencyjny (aktualnie WIBOR) oraz marża wykonawcy.

Co prawda zgodnie z art. 11 ust. 1 pkt 8 Prawa zamówień publicznych umowy kredytu oraz pożyczki wyłączone są spod obowiązku stosowania Prawa zamówień publicznych, niemniej jednak wyłączenie to nie obejmuje kredytów zaciąganych przez jednostki samorządu terytorialnego w ramach limitów zobowiązań określonych w uchwale budżetowej.

Jednostki samorządu terytorialnego uprawnione są do zaciągania kredytów na:

  • pokrycie występującego w ciągu roku przejściowego deficytu budżetu,
  • finansowanie planowanego deficytu budżetu,
  • spłatę wcześniej zaciągniętych zobowiązań z tytułu emisji papierów wartościowych oraz zaciągniętych pożyczek i kredytów,
  • wyprzedzające finansowanie działań finansowanych ze środków pochodzących z budżetu Unii Europejskiej.

Gdy gmina zaciąga kredyt zgodnie z uchwałą budżetową, do wyboru banku udzielającego tego kredytu zobowiązana jest więc stosować sztywne reguły Prawa zamówień publicznych. W takim przypadku zawarta umowa kredytowa regulowana jest przepisami, które jedynie wyjątkowo pozwalają na dokonywanie zmian w już zawartych umowach.

Wpływ podwyżek stóp procentowych na zadłużenie gmin

Jest to szczególnie problematyczne w umowach kredytów długoterminowych, zawartych w ostatnich latach i w odmiennych realiach gospodarczych, gdy niski poziom wskaźnika WIBOR wpływał na wysoką wartość marży banków kredytujących gminy.

W związku z kolejnymi podwyżkami stóp procentowych NBP zamawiający – jednostki samorządu terytorialnego, podobnie jak inny kredytobiorcy, stanęli przed nie lada wyzwaniem znacznie podwyższonych zobowiązań kredytowych, z którymi mogą sobie nie poradzić. Wzrost stóp procentowych powoduje zwiększenie wskaźnika referencyjnego WIBOR. Wskaźnik ten jest składnikiem odsetkowej części raty kredytu, więc przekłada się na wysokość całej raty. Do tego dochodzi wysoka marża banku, ustalona przy niskim WIBORze. Zobowiązania kredytowe gminy, powiatu czy województwa rosną lawinowo.

Czy gmina może zmienić umowę kredytową?

Dopuszczalna jest zmiana umowy kredytowej (umowy w sprawie zamówienia publicznego) poprzez obniżenie marży banku w sposób, który przywraca równowagę ekonomiczną stron w nowych realiach rynku i niweluje skutki nadzwyczajnej zmiany stosunków gospodarczych. Za taką nadzwyczajną zmianę stosunków można uznać między innymi obecny poziom inflacji oraz wynikające z tego niespotykane na dotychczasową skalę podwyższanie stóp procentowych NBP.

Zgodnie z art. 455 ust. 1 pkt 4 Prawa zamówień publicznych dopuszczalna jest zmiana umowy (nawet jeśli nie była przewidziana w jej treści), jeśli konieczność tej modyfikacji wynika z okoliczności, których zamawiający, działając z należytą starannością, nie był w stanie przewidzieć.

W przypadku umów kredytowych, które zawarte zostały przed 1 stycznia 2021 roku (oraz umów, które zostały zawarte po tej dacie, ale w wyniku postępowań o udzielenie zamówień publicznych, które zostały wszczęte nie później niż 31 grudnia 2020 roku), zastosowanie znajdą przepisy nieobowiązującej już ustawy Prawo zamówień publicznych z 2004 roku. W tym akcie prawnym  odpowiednikiem obecnego art. 455 ust. 1 pkt 4 był przepis art. 144 ust. 1 pkt 3.

Zgodnie z tym przepisem strony uprawnione są do zmiany umowy w sprawie zamówienia publicznego (np. umowy kredytowej), jeśli konieczność tej zmiany spowodowana jest okolicznościami, których zamawiający nie mógł przewidzieć, pomimo dołożenia należytej staranności. Należy jednak pamiętać, że wartość zmiany (a zatem np. wartość obniżenia wynagrodzenia wykonawcy – banku udzielającego kredytu) nie może przekroczyć 50% pierwotnej wartości zamówienia określonej w umowie.

Urząd Zamówień Publicznych opracował dwie opinie, w których dopuścił zmianę umów w sprawie zamówień publicznych. Jedna dotyczy umów, do których stosuje się obecną ustawę Prawo zamówień publicznych (czyli na podstawie art. 455 ust. 1 pkt 4 Prawa zamówień publicznych), a druga tych kontraktów, które zawarto na gruncie poprzednio obowiązującej ustawy (czyli na podstawie art. 144 ust. 1 pkt 3 „starego” Prawa zamówień publicznych). Obie opinie wydane zostały w związku z obserwowanymi obecnie wyjątkowymi zdarzeniami gospodarczymi, powodującymi daleko idące zmiany na rynkach, których nie dało się przewidzieć jeszcze kilka miesięcy temu. Zmiany te skutkują znaczącymi przekształceniami w zakresie kosztów w zamówieniach publicznych. W obu opiniach odniesiono się przykładowo do niespotykanej inflacji, z jaką mamy obecnie do czynienia.

Powyższe przepisy oraz związane z nimi omówione opinie Urząd Zamówień Publicznych są standardowo wykorzystywane do podwyższenia wynagrodzenia wykonawców. Wynika to z występujących po ich stronie zwiększonych kosztów realizacji zamówień. Jednak opisane artykuły mogą być również wykorzystane również w sytuacji odwrotnej – w celu obniżenia pewnego składnika wynagrodzenia wykonawcy (np. marży banku udzielającego kredytu). Skutkiem tego ma być obniżenie zobowiązania kredytowego zamawiającego, a w konsekwencji ułatwienie Zamawiającemu (jednostce samorządu terytorialnego) spłaty zaciągniętego kredytu.

Wymienione przepisy możliwe są do zastosowania w każdym przypadku. Nie wykluczają tego mechanizmy pozwalające na obniżenie czy dostosowanie wynagrodzenia banku do realiów gospodarczych, które zostały już wprowadzone w treści umowy, jeśli wprowadzone do umowy instrumenty nie są wystarczające do wyrównania strat spowodowanych przez obecną inflację i podwyższone stopy procentowe, czego nie dało się przewidzieć jeszcze kilka miesięcy temu.

Zaznaczamy, że w braku zastrzeżenia odpowiednich mechanizmów umownych konieczne jest podpisanie w tym przedmiocie z bankiem kredytującym aneksu do umowy kredytowej. Na to bank z dużym prawdopodobieństwem powinien wyrazić zgodę. Podjęcie takiej decyzji jest korzystne z uwagi na istotną zmianę sytuacji rynkowej oraz możliwość refinansowania przez jednostkę samorządu terytorialnego dotychczasowego zadłużenia poprzez ogłoszenie nowego przetargu na spłatę wcześniej zaciągniętego kredytu.

Wojciech Michalec, radca prawny w kancelarii „JKM i Partnerzy”; kieruje departamentem zamówień publicznych w kancelarii „JKM i Partnerzy” www.jkmipartnerzy.pl; wykładowca na Akademii WSB.

Michał Skrypko – radca prawny; partner w kancelarii „JKM i Partnerzy” www.jkmipartnerzy.pl; ekspert w dziedzinie bankowości spółdzielczej;

Inflacja sprzyja kradzieżom w sklepach. Policyjne statystyki pokazują rdr. dwucyfrowy wzrost

  • Policja notuje coraz więcej kradzieży w sklepach. Wzrost przestępstw rdr. jest na poziomie 28 proc.
  • Plaga kradzieży w sklepach. Eksperci komentują: Przez rosnącą drożyznę problem będzie narastał

W I połowie br. liczba przestępstw kradzieży w sklepach wzrosła aż o blisko 28% w porównaniu z analogicznym okresem ub.r. Najwięcej z nich odnotowano na terenie działania KWP we Wrocławiu, a najmniej – KWP w Opolu. Natomiast liczba wykroczeń związanych z kradzieżą sklepową podskoczyła o ok. 13% w relacji rocznej. W tym przypadku zestawienie otwierają Katowice, a zamyka je również Opole. Według ekspertów, sklepy zabezpieczają coraz więcej towarów. Nie brakuje też opinii, że problem kradzieży będzie narastał ze względu na drożyznę. I że raczej szybko się nie skończy.

Wysyp przestępstw

Jak wynika z danych Komendy Głównej Policji, w pierwszych sześciu miesiącach br. stwierdzono 17 219 przestępstw kradzieży w sklepach. To o 27,6% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy było ich 13 491. Ostatnio najwięcej takich przypadków odnotowano na obszarze działania KWP we Wrocławiu – 3 314 (w ub.r. – 2 243), KSP w Warszawie – 2 391 (1 815) oraz KWP w Katowicach – 2 101 (1 708). Z kolei na drugim końcu zestawienia widać Opole – 253 (221), Kielce – 259 (231) oraz Rzeszów – 275 (230).

– Drożyzna sprzyja przestępczości, także sklepowej. Oczywiście nie sposób przewidzieć konkretnego wskaźnika, ale wzrost kradzieży jest nadal pewny. Ochrona kosztuje, a pieniędzy brakuje i tracą one wartość. Do tego obniża się próg społecznego przyzwolenia na kradzież. Jest dość powszechny pogląd, że biedny też ma prawo żyć, tym bardziej gdy pracuje i nie ma na życie, bo np. oszczędza na zimę, tj. na prąd i ogrzewanie – komentuje dr Andrzej Maria Faliński, wiceprezes Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego, były wieloletni dyrektor generalny POHID-u.

Zdaniem Marcina Lenkiewicza z Grupy BLIX, dane dotyczące wzrostu przestępstw kradzieży są niepojące, ale były do przewidzenia. Ceny w sklepach mocno drożeją. To może nakręcać tę spiralę. Oprócz szalejącej inflacji, winą można też w pewnym stopniu obarczyć pandemię.

– Inflacja i drożyzna czynią kradzież tak opłacalną, jak i rodzącą desperację, by posunąć się do niej. Jednak działa kilka synergicznych czynników. Braki kadrowe dotyczą także skutecznego nadzoru nad salą sprzedaży. Zapewne cięcie kosztów dotyka też nadzoru elektronicznego i ludzi o odpowiednich kwalifikacjach, po prostu jest ich mniej – dodaje dr Faliński.

Masowe wykroczenia

Z danych KGP wynika też, że od stycznia do końca czerwca br. stwierdzono 106 970 wykroczeń w związku z kradzieżą sklepową. To o 12,7% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy odnotowano ich 94 902. W ciągu sześciu miesięcy tego roku najwięcej takich przypadków było na obszarze działania KWP w Katowicach – 16 797 (w I poł. 2021 r. – 15 388). Dalej mamy jednostki we Wrocławiu – 12 238 (10 553), a także w Warszawie – 9 475 (9 586). Natomiast na drugim końcu zestawienia widać Opole – 2 277 (2 247), Białystok – 2 579 (2 225), jak również Kielce – 2 675 (2 298).

– Wykroczenia to zjawisko masowe. Często są dokonywane przy okazji zakupów. A teraz jeszcze próg uznania czynu za przestępstwo jest podnoszony z 500 do 800 zł. W mojej ocenie, jest to błędem nie tylko legislacyjnym, ale także społecznym – mówi wiceprezes Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego.

Jak zaznacza Marcin Lenkiewicz, wyraźnie widać, że nastąpił dużo większy przyrost przestępstw niż wykroczeń. Według eksperta, to kolejna zła informacja. Oznacza bowiem, że szybciej przybywa kradzieży na większe kwoty.

– Jeśli jesteśmy na poziomie kilkunastu tysięcy kradzieży i ponad 100 tys. wykroczeń kradzieży w ciągu pół roku, to mamy do czynienia ze zjawiskiem masowym i groźnym. Straty w handlu spowodowane tym sięgają nawet 2% obrotu. Szacuje się, że to prawie 2 mld euro. To oczywiście uderza w przychód i rentowność. Za to zawsze, prędzej czy później, zapłaci klient i dostawca – zaznacza dr Faliński.

Narastający problem

Mówi się, że wśród kradzionych produktów rośnie udział art. codziennego użytku. Dr Faliński wskazuje tutaj m.in. na żywność, alkohol, chemię, kosmetyki, gadżety i narzędzia kuchenne, baterie, bieliznę oraz obuwie. Jak zaznacza ekspert, te towary najszybciej drożeją, a jednocześnie niezmienne są potrzebne. Pozostałe artykuły kradzione są na zasadzie opłacalności. Wybierane są przeważnie te, których wartość nie przekracza wspomnianego już progu. Tu w grę wchodzą m.in. takie kategorie, jak elektronika, materiały remontowe czy narzędzia mechaniczne.

– Sklepy zaczynają poważniej walczyć z kradzieżami. Kiedyś zakładało się blokady antykradzieżowe głównie na elektronikę, później na droższe perfumy. Teraz to dotyczy żywności. Zabezpiecza się nawet takie produkty, jak masło. To pokazuje, że granica coraz bardziej się przesuwa. A skoro sieci handlowe stosują ww. zabezpieczenia nawet na produkty warte do 10 zł, to sytuacja naprawdę musi wyglądać źle – analizuje ekspert z Grupy BLIX.

Według dr. Falińskiego, zjawisko będzie narastać i przesuwać się geograficznie. Miejsca wypoczynku doznają ulgi w związku z końcem wakacji. Ale powrót z urlopów narazi miasta – nie tylko te duże – na wzrost kradzieży. Będzie rosła inflacja. To podstawowy czynnik skłaniający do decyzji o kradzieży. Do tego ekspert dodaje, że będzie jej sukcesywnie przybywać. II półrocze br. może być pod tym względem dużo gorsze. Wyraźnie widać, że drożyzna sprzyja okradaniu placówek handlowych.

Gołębi Fed

Od marca Fed podniósł stopy o 225 punktów bazowych, czyli tyle samo ile w całym ostatnim cyklu. Wówczas po 2015 roku amerykańska instytucja potrzebowała na to pełnych trzech lat. Teraz zajęło to zaledwie cztery i pół miesiąca. Kluczowa stopa nadal jest jednak znacznie poniżej szczytów z lat 2006-2007 oraz z 2000 roku. Rynek nie otrzymał jednak niczego takiego, co mogłoby dać pretekst do ponownego kupowania USD. Wczorajsza decyzja była w pełni wyceniona i brakowało nowego jastrzębiego paliwa do dalszej aprecjacji USD.

Wczoraj nie było większego zaskoczenia. Fed podniósł jednogłośnie kluczowe stopy procentowe o 75 punktów bazowych. To czwarty ruch w cyklu i drugi o tak dużej wielkości. Powell podtrzymał perspektywę dalszych podwyżek i dał do zrozumienia, że walka z inflacją to priorytet, nawet za cenę recesji. W oświadczeniu wydanym po posiedzeniu przewodniczący przyznał, że różne wskaźniki gospodarcze uległy osłabieniu, ale nadal zwracał uwagę na solidny rynek pracy. Fed chce zobaczyć przekonujące dowody na spadek inflacji, zanim przestanie podnosić stopy procentowe. Padło również stwierdzenie, że „w pewnym momencie właściwe będzie spowolnienie” (w tempie podwyżek). Być może właśnie to zdanie oraz zasygnalizowanie widocznych oznak spowolnienia dało rynkom pretekst do zamykania długich pozycji w dolarze i ponownego kupowania ryzyka, czego obrazem było wyjście EUR/USD do poziomu ponad 1,02 oraz solidne wzrosty indeksów giełdowych. Nasdaq zyskał ok. 4 proc. Przed decyzją i konferencją poprzeczka zawieszona była stosunkowo wysoko. To co było jastrzębie w wypowiedziach Powella było już dobrze znane rynkom. Uwaga była skupiona na gołębich aspektach. Padło ich niewiele, ale wystarczyły one, by rynek zaczął rozgrywać to, że za jakiś czas realne są obniżki kosztu pieniądza. Dolar, tak jak pisałem wczoraj, jest mocno wykupiony, dlatego też wczoraj ryzyko było przesunięte w stronę osłabienia USD. Sprawdziła się stara zasada sprzedaży faktów.

Kolejne posiedzenie we wrześniu. Tu nie ma pewności, że dojdzie do ponownego ruchu o 75 pb. Rezerwa Federalna do tego czasu pozna m.in. dane inflacyjne za lipiec i sierpień oraz dwa raporty z rynku pracy. Powell zaznaczył, że Fed teraz będzie dostarczał rynkom mniej klarownych sygnałów i będzie podejmował decyzje z posiedzenia na posiedzenie w oparciu o napływające informacje makro. Oznacza to, że najbliższe kluczowe publikacje (inflacja, rynek pracy, PKB, indeksy koniunktury, nastroje konsumentów) będą w centrum zainteresowania i będą determinować większą zmienność instrumentów finansowych na rynku. Już dziś poznamy PKB USA za Q2. Prawdopodobne jest to, że zobaczymy kurczenie się gospodarki amerykańskiej drugi kwartał z rzędu. W ostatnim czasie dyskusja o możliwej recesji w USA znacznie się zaostrzyła. Powell nie uważa jednak, że na ten moment Stany Zjednoczone się w niej znajdują. Nie pozwala na to w tym momencie zbyt mocny rynek pracy.

Łukasz Zembik DM TMS Brokers

Dobre pierwsze półrocze dla Orange Polska. Firma podwyższa całoroczną prognozę przychodów

Wyniki Orange Polska za drugi kwartał potwierdzają, że firma potrafi szybko dostosować się do wymagającego otoczenia. Przychody wzrosły o 3,4%, a rentowność operacyjna EBITDAaL o 5,6% rok do roku. Bardzo dobre wyniki finansowe i komercyjne wraz z konsekwentnym ograniczaniem kosztów zrównoważyły wpływ niekorzystnych czynników, m.in. rosnących cen energii. Orange Światłowód zyskał 66 tysięcy użytkowników, stabilnie rośnie liczba klientów pakietów Orange Love, przybyło ponad 100 tysięcy klientów abonamentowych głosowych usług mobilnych. Zapotrzebowanie firm na cyfrowe rozwiązania przełożyło się na niemal 30% wzrost przychodów z ICT.

– Atrakcyjna oferta, świetna jakość usług i zaangażowanie zespołu przełożyły się na bardzo dobre wyniki Orange Polska w drugim kwartale i całym pierwszym półroczu. Pomimo wyzwań związanych z inflacją i rosnącymi cenami energii, dobry rezultat pierwszego półrocza pozwala nam podtrzymać nasze ambicje dotyczące wzrostu rentowności, i podnieść prognozę dla przychodów. Przed nami kolejne miesiące wytężonej pracy w warunkach presji inflacyjnej i wzrostu kosztów energii, jednak jestem przekonany, że podążając ścieżką zakreśloną w strategii .Grow, zrealizujemy te ambitne plany – powiedział Julien Ducarroz, prezes Orange Polska.

Jednym z kluczowych filarów strategii biznesowej Orange Polska jest odpowiedzialność wobec otoczenia, w którym działa – środowiska naturalnego i społeczności. W pierwszym półroczu tego roku Orange Polska wykonał kolejny istotny krok, zbliżający firmę do realizacji zobowiązań klimatycznych. Dzięki długoterminowym kontraktom zakupu energii ze źródeł odnawialnych (tzw. PPA), a także dalszemu zmniejszaniu konsumpcji energii elektrycznej, emisje CO2 operatora zmniejszyły się w pierwszych 6 miesiącach roku aż o 15% w porównaniu do tego samego okresu 2021 roku. Względem pierwszej połowy roku bazowego 2015 zostały natomiast zredukowane już o 33%. Tym samym, Orange Polska jest za półmetkiem na drodze do realizacji swojego celu na rok 2025, który zakłada ograniczenie emisji o 65% w porównaniu do 2015.

Odpowiedzialność to także wykorzystanie kompetencji i zasobów firmy by pomóc tym, którzy uciekają do Polski przed wojną w Ukrainie. Od jej wybuchu Orange Polska udzielił schronienia około 700 osobom. Rozdano ponad 600 tysięcy starterów prepaid z darmowymi usługami operatora, ułatwiających uchodźcom kontakt z bliskimi. Dzięki współpracy Fundacji Orange z Fundacją Dajemy Dzieciom Siłę, uruchomione zostały specjalne dyżury w ramach infolinii 116 111 w językach ukraińskim i rosyjskim, aby pomoc psychologiczna była łatwo dostępna dla ukraińskich dzieci i młodzieży.

Przybywa klientów wszystkich kluczowych usług. W zasięgu Orange Światłowodu już 6,5 mln domów

Nowoczesne usługi telekomunikacyjne cieszą się dużym zainteresowaniem klientów. Sprostanie obecnemu zapotrzebowaniu jest możliwe dzięki wielomiliardowym inwestycjom w nowoczesną infrastrukturę poczynionym do tej pory, w tym ok. 4 mld złotych wydanych od 2015 roku na budowę infrastruktury światłowodowej. W kolejnych miesiącach i latach kluczowym obszarem inwestycji Orange Polska będzie rozwój sieci mobilnej. Firma będzie też zainteresowana uczestniczeniem w nowych projektach budowy sieci światłowodowych, współfinansowanych ze środków unijnych.

W drugim kwartale 2022 roku Orange Światłowód zyskał 66 tysięcy użytkowników, co przekłada się na wzrost łącznej liczby klientów tej usługi o niemal 30% rok do roku. Rośnie także jej dostępność – możliwość skorzystania z superszybkiego internetu światłowodowego ma już 6,5 mln gospodarstw domowych w kraju, o ponad 1 milion więcej niż rok wcześniej. W samym tylko 2 kwartale tego roku zasięg tej usługi zwiększył się o ponad 320 tysięcy gospodarstw domowych, głównie za sprawą współpracy z operatorami hurtowymi, w tym także spółką Światłowód-Inwestycje.

Z pakietu usług dla domu Orange Love korzysta już 1,58 mln klientów, o 4% więcej rok do roku. Liczba klientów abonamentowych mobilnych usług głosowych sprzedawanych poza pakietami również zwiększyła się w ciągu roku o 4%, w samym drugim kwartale przybyło ich 103 tysiące.

Dzięki podejściu „więcej za więcej” w tworzeniu ofert, coraz większej liczbie klientów korzystających ze światłowodu rośnie przychód na jednego klienta (ARPO) w kluczowych liniach produktowych. Pozytywnie na ten wskaźnik wpłynął również powrót klientów do podróżowania po dwóch latach ograniczeń związanych z pandemią COVID-19.

Bardzo dobre wyniki finansowe pozwalają podwyższyć całoroczną prognozę przychodów

Przychody Orange Polska wzrosły w 2 kwartale o 3,4 % w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku. To przede wszystkim efekt bardzo dobrych wyników z kluczowych usług telekomunikacyjnych (wzrost przychodów o 7% rok do roku) oraz z usług ICT dla biznesu (wzrost przychodów o 29% rok do roku). Wraca także popyt na urządzenia. Po nieco słabszym początku roku, przychody z tego segmentu wzrosły w drugim kwartale o 10% rok do roku. Łącznie w całym pierwszym półroczu przychody firmy wzrosły o niemal 2%.

Rentowność operacyjna EBITDAaL w 2 kwartale była wyższa o 5,6% rok do roku, a łącznie w całym pierwszym półroczu wzrost EBITDAaL sięgnął 3,8%. Dobre wyniki komercyjne, wyższa marża bezpośrednia, a z drugiej strony ograniczanie kosztów pośrednich działalności firmy, pozwoliły zrównoważyć około 70-procentowy wzrost kosztów energii w pierwszym półroczu.

Poprawiająca się rentowność operacyjna przełożyła się także na zysk netto, który w pierwszym półroczu wzrósł o niemal 140% rok do roku. Bardzo dobre wyniki w całym pierwszym półroczu pozwalają podwyższyć prognozę całorocznych przychodów z oczekiwanego wcześniej niewielkiego spadku do niewielkiego, jednocyfrowego wzrostu.

Jednocześnie firma podtrzymuje całoroczne przewidywania dotyczące EBITDAaL, czyli wynik na poziomie roku 2021 lub niewielki wzrost. Oczekuje jednak, że wzrost jest w jej zasięgu.

Największe obawy Polaków. Inflacja gorsza od wojny i COVID-19

Nieustannie rośnie niepokój inflacyjny w Polsce i na świecie, a po okresie wyraźnej poprawy nastrojów dotyczących zagrożenia zdrowotnego, ten trend nie jest już tak dynamiczny. Jednocześnie wydaje się, że Polacy oswoili najpoważniejsze obawy dotyczące wpływu wojny w Ukrainie na ich codzienne życie – wynika z ostatniej edycji badania Global State of the Consumer Tracker, opracowanego przez firmę doradczą Deloitte. Choć nadal utrzymuje się powszechne zaniepokojenie konsekwencjami wojny, o kolejne 3 p.p. spadł odsetek oceniających je jako bardzo poważne, a za umiarkowane uważa je już tylko co piąty ankietowany.

Po kilku miesiącach wyraźnego uspokojenia, eksperci coraz częściej wspominają o kolejnej fali pandemii COVID-19, a w wielu krajach rośnie liczba zachorowań. Być może to spowodowało, że po wcześniejszych bardzo wyraźnych spadkach, w przeprowadzonej pod koniec czerwca edycji badania Deloitte Global State of the Consumer Tracker utrzymuje się poziom obaw dotyczących sytuacji zdrowotnej deklarowany w poprzedniej ankiecie – tak ponownie wskazuje 18 proc. pytanych.

To też kolejna edycja badania, w której za najpoważniejszy powód do niepokoju ankietowani uznają zagadnienia finansowe, choć odsetek takich odpowiedzi spadł z 63 do 60 proc. Jednocześnie wskazania dotyczące kwestii politycznych zmalały aż o 12 p.p., do 41 proc., a te mówiące o wymiarze społecznym do 32 proc. (o 6 p.p.). Co ciekawe, sfera niepewności przesunęła się w stronę spraw osobistych i rodzinnych, które w tym kontekście wymienia już 41 proc. (o 2 p.p. więcej). Podobnie wzrosły wskazania dotyczące zatrudnienia (do 27 proc.) oraz innych zagadnień zdrowotnych (do 32 proc.).

To rosnące ceny jak i ogólna sytuacja ekonomiczna wpływają dziś w największym stopniu na nastroje konsumenckie. Nie dziwi więc choćby rosnąca liczba badanych, którzy deklarują odłożenie poważniejszych zakupów na przyszłość. To, co zaskakujące, to postrzeganie podwyżek przez konsumentów. Ponad 60 proc. z nich uważa, że firmy wykorzystują kontekst inflacji do zwiększania swoje marży i zysków. To pokazuje, jak istotna będzie odpowiednia polityka cenowa – w kontekście nie tylko wyników finansowych firm z sektora dóbr konsumenckich i handlu, ale także budowy lojalności i zaufania klientów do marki. – mówi Bartosz Bobczyński, partner, lider Consumer Industry Deloitte w Polsce.

Stałe obawy inflacyjne

Pierwsze badanie niepokoju konsumentów w zakresie inflacji zostało przeprowadzone przez Deloitte we wrześniu 2021 r. Obawy dotyczące rosnących cen wyraziło wtedy średnio dwie trzecie respondentów na świecie. Od tamtej pory, w każdej kolejnej edycji ankiety to wskazanie albo się nie zmienia, albo nieznacznie rośnie (o 1-2 p.p.), by pod koniec czerwca tego roku osiągnąć poziom 77 proc. Jedynym wyjątkiem był grudzień minionego roku, gdy spadło o 1 p.p.

Pod koniec ubiegłego miesiąca najwyższe wskazania dotyczą odpowiedzi ankietowanych z RPA (89 proc.), Hiszpanii (87 proc.) i Irlandii (86 proc.). Deklaracje konsumentów z Polski (84 proc.) plasują ich w górnej części zestawienia, choć w tym przypadku nie można mówić o stałym wzroście tylko o comiesięcznych skokach o 3-4 p.p. – raz w górę, raz w dół. Największymi optymistami w zakresie możliwych zwyżek cen są natomiast odpowiadający z Chin (59 proc.), Japonii (63 proc.) i Korei Płd. (65 proc.). Dwa nowe kraje uczestniczące w badaniu (Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie) zanotowały takie samo wskazanie – po 72 proc.

Niemal połowa – 46 proc. ankietowanych na świecie przewiduje, że ich osobista sytuacja finansowa ulegnie poprawie w ciągu najbliższych trzech lat. Polscy respondenci wypadają bardziej pesymistycznie, bo tylko 36 proc. z nich spodziewa się pozytywnej zmiany w zakresie własnych finansów i jest to spadek o 2 p.p. względem poprzedniej edycji badania. Inne pytania również wskazują na rosnące obawy o sytuację ekonomiczną, o 1 p.p. pogorszyły się też wskazania dotyczące zmartwień w zakresie bilansu na kartach płatniczych oraz skali posiadanych oszczędności – odpowiednio do 27 i 23 proc. Co ciekawe, obserwacje trendów wskazują, że w półrocznej skali dynamika zmian pozostaje na zbliżonym poziomie. – mówi Przemysław Szczygielski, partner, lider usług dla sektora finansowego Deloitte w Polsce.

Z drugiej strony jednak, tak w Polsce, jak i na świecie, już niemal dwie trzecie respondentów (64 proc.) planuje wybrać się w podróż służbową w ciągu najbliższych trzech miesięcy. Co ciekawe, o ile we wskazaniach globalnych ten wzrost nie jest aż tak wyraźny (o 3 p.p.), o tyle ankietowani z Polski bardzo mocno zwiększyli swoje plany w tym zakresie – wzrost aż o 13 p.p.

O badaniu

Najnowsza fala badania została przeprowadzona pod koniec czerwca 2022 r. Była to 32. edycja przeprowadzona globalnie i 26., w której wzięli udział konsumenci z Polski. W sumie eksperci Deloitte przebadali mieszkańców 25 krajów, oprócz Polski, byli to obywatele: Arabii Saudyjskiej, Australii, Belgii, Brazylii, Kanady, Chin, Danii, Holandii, Hiszpanii, Francji, Niemiec, Indii, Irlandii, Japonii, Meksyku, Norwegii, RPA, Korei Południowej, Szwajcarii, Szwecji, Włoch, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych i Zjednoczonych Emiratów Arabskich.