Złoty podejrzanie mocny

Pomimo negatywnych wydarzeń na świecie polska waluta wygląda wyjątkowo dobrze pod kątem wartości. Biorąc pod uwagę to, co się jednak dzieje, może to być niestety mocno tymczasowa sytuacja.

Złoty wciąż mocny

Wczoraj pomimo siły dolara złoty stracił relatywnie mało na wartości. W tej chwili po raz kolejny polska waluta próbuje osiągnąć poziom poniżej 4,70 zł za jedno euro. Jest to dziwne, dlatego że zwyczajowo odpływ kapitału za ocean powoduje, iż złoty traci mocniej niż euro. W obecnej sytuacji jesteśmy jednak w świecie, gdzie wpływ pewnego uspokojenia na rynkach przemawia silniej na korzyść złotego niż odpływ kapitału na niekorzyść. Jest to mocno brutalne, ale wojna za naszą wschodnią granicą spowszedniała. Nasi sąsiedzi giną w obronie swoich domów, a rynki przechodzą z tym do porządku dziennego. Sankcje zostały nałożone, temat odhaczony, jakoś to będzie. W rezultacie mamy na Wschodzie znacznie większą potencjalną negatywną bombę. W ten sposób podchodząc do tematu kapitulacja Ukrainy (do której z coraz większym prawdopodobieństwem może dojść, skoro jest ona pozostawiona coraz bardziej sama sobie) będzie potężnym negatywnym szokiem dla złotego.

Ropa poniżej 100 dolarów

Baryłka ropy naftowej brent, notowanej w Londynie, kwotowana jest ponownie poniżej bariery 100 dolarów. Powodów jest kilka. Z jednej strony są to rosnące rezerwy surowca w USA sugerujące, że przy tych cenach jest on zbyt drogi. Z drugiej strony jest to nadchodzące spowolnienie gospodarcze. W tym wątku dochodzi również element potencjalnego konfliktu USA-Chiny, który może przełożyć się na wojnę celną, a ta ponownie powinna jednak sugerować zmniejszenie popytu na czarne złoto.

Pelosi wylądowała na Tajwanie

Kolejne dni pokażą, czy wizyta przewodniczącego amerykańskiej Izby Reprezentantów to tylko wydarzenie symboliczne, czy będzie mieć szersze znaczenie. Analitycy wskazują na możliwe komplikacje polityczne pomiędzy Chinami a USA. Pekin nie odpuszcza narracji, że Tajwan to jego wewnętrzna sprawa. Dzieje się tak pomimo tego, że od komunistycznej rewolucji minęło obecnie już ponad 70 lat. Najlepszym dowodem na skuteczność tej polityki jest fakt, że dotąd największym państwem uznającym oficjalnie Tajwan dyplomatycznie jest Paragwaj. Gdyby konflikt polityczny zaczął eskalować, dość szybko może dojść do kolejnych rund wojny celnej.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
16:00 – USA – zamówienia na dobra.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Polacy kupują biżuterię i diamenty na potęgę. Rośnie rynek luksusu. Nowi gracze wchodzą na rynek

Rośnie popyt na kamienie inwestycyjne (diamenty) oraz biżuterię z brylantami. W minionym roku sprzedaż wyrobów jubilerskich z diamentami wzrosła na świecie o 29 proc., co jest najlepszym rezultatem od dekady, wynika z raportu Bain & Company (2021). Analizy Astar Diamonds pokazują, że ceny diamentów w ciągu ostatnich dziesięciu lat wzrosły o około 32-33%, co daje średnio 4% rocznie. Branży jubilerskiej pomogło m.in. luzowanie restrykcji covidowych i wzrost oszczędności. Zdaniem analityków popyt na diamentową biżuterię będzie nadal silny, o czym świadczy wejście na polski rynek kolejnych graczy, w tym Hermitage z najwyższej klasy kamieniami w cenach powyżej 1 mln zł.

Wpływ na ceny diamentów mają w ostatnich miesiącach sankcje nałożone na rosyjskie firmy, w tym rosyjskiego producenta Alrosa, odpowiadającego za 27% światowej produkcji. Według agencji Bloomberg, w obliczu sankcji ceny diamentów znacznie wzrosły: cena małych kamieni rosła od marca nawet o 20 proc. Lider rynku – brytyjski De Beers (30% światowej produkcji), ma ograniczone możliwości zwiększenia produkcji, więc ceny mogą nadal rosnąć – uważają eksperci.

Rosnące zainteresowanie dobrami luksusowymi i tempo w jakim bogacą się Polacy nie unika uwadze producentów biżuterii i diamentów. Na polskim rynek właśnie weszła najdroższa kolekcja (powyżej 1 mln zł) włoskich projektantów diamentów Hermitage Collection.

Polacy inwestują w diamenty

Rosnące zainteresowanie dobrami luksusowymi i tempo w jakim bogacą się Polacy nie unika uwadze producentów biżuterii i diamentów. Na polskim rynek właśnie weszła najdroższa kolekcja (powyżej 1 mln zł) włoskich projektantów diamentów Hermitage Collection, dostępnych w salonie w prestiżowym budynku Metropolitan w centrum stolicy. – Diamentowa biżuteria to nie tylko ponadczasowy styl i prestiż, lecz lokata kapitału w niepewnych czasach. Polski rynek diamentów należy do grupy „emerging” w porównaniu do innych krajów w Europie, popyt zarówno na ten surowiec jak i biżuterię stale rośnie. Analizy wskazują na duże zainteresowanie diamentami wśród polskich klientów – podkreśla Paula Miszczuk, dyrektor zarządzający Hermitage Boutique.

Nie jest to jedyny debiut. Po okresie 2 lat lock-downu, zainteresowanie polskim rynkiem rośnie.  W salonach jubilerskich w 2022 zadebiutowały nowe marki – kanadyjska Birks, belgijska Hulchi Belluni, włoskie Serafino Consoli czy Damiani – Rynek nam sprzyja. Zakończenie stanu epidemii oznacza powrót do intensywnego życia społecznego, w tym uroczystości rodzinnych, które tradycyjnie silnie budują naszą sprzedaż odzieży i biżuterii w drugim kwartale – wskazuje Paula Miszczuk, która reprezentuje w Polsce m.in. włoską markę Damiani.

Najlepszą inwestycją ostatnich lat był zakup szafiru Bermese. Bransoletka z 47 karatowym kamieniem w królewskim błękicie została sprzedana w 1995 roku za 14,871 CHF za karat, podczas gdy w pod koniec 2021 roku znalazła kupca na aukcji Sotheby’s za cenę 127,018 CHF za karat. To ponad 90-krotny wzrost wartości – ujawnia Anne-Sophie Tourrette z firmy Beer & Partners.

Dobra luksusowe okazały się tym segmentem rynku, który wykazywał się sporą odpornością na kryzysowe zawirowania. Specjaliści oceniają, że w 2022 roku popyt na biżuterię i diamenty może wzrosnąć. Wpływ na to ma kilka czynników: sytuacja geopolityczna, rosnące obawy o ochronę i zachowanie wartości majątku, rosnąca inflacja. Rynek dóbr luksusowych mierzy się teraz z inflacją w takim samym stopniu jak na niej korzysta. Francuski dom mody Chanel od początku 2020 roku już kilkukrotnie podniósł ceny swoich topowych modeli torebek. Według danych banku inwestycyjnego Jefferies, cena najważniejszych modeli toreb Chanel wzrosła średnio o 71% od początku pandemii, a na niektórych rynkach (Hong Kong) o 96% w porównaniu do 2019 roku. Podobnie jest z diamentami – w obliczu ograniczonego dostępu do surowców, producenci i firmy jubilerskie podnoszą ceny o kilkanaście procent. Tylko w okresie ostatniego kwartału (kwiecień-czerwiec 2022), ceny diamentów wzrosły o 20 proc. – informuje agencja Bloomberg.

Mimo globalnych zawirowań, diamenty niezmiennie pozostają atrakcyjną formą lokowania oszczędności.  Eksperci są zgodni, że od 2008 roku uśredniona cena dla diamentu jednokaratowego znajduje się na stałej ścieżce wzrostu. Według analiz firmy MasterCard, sprzedaż detaliczna na rynku amerykańskim (największy pod względem sprzedaży diamentów) wzrosła w 2022 roku o 8,5 proc. a cały segment biżuterii z diamentami urósł o 32 procent w porównaniu do 2021.

W Polsce potwierdzają to przedstawiciele Hermitage Collection. – Od początku 2022 roku obserwujemy ogromny wzrost ruchu klientów. Do inwestycji w certyfikowaną biżuterię diamentową klientów zachęca polityka banków i niezadowolenie ze sposobu zarządzania ich oszczędnościami przez banki – mówi Paula Miszczuk.

Z analiz firmy Fancy Color Research Foundation śledzącej ceny kolorowych diamentów wynika, że w latach 2005–2019 drożały one średnio o ponad 25 proc. rocznie. Wartość inwestycyjna 10 karatowego kolorowego kamienia Paraiba wzrosła w okresie 2010-2019 z USD 50.000 do USD 200.000 – podkreśla Anne-Sophie Tourrette z firmy Beer & Partners. Najwięcej wzrosła wartość małych różowych kamieni – przez ostatnie 20 lat ponad 500 proc.

Na polskim rynku pojawiają się firmy takie jak Tilsam, start-up’owa marka oferująca rzadkie i nie poddane obróbce szlifierskiej kamienie szlachetne takie jak Turmalin, Skapolit czy też Imperial Topaz, w formie naszyjników w oprawie ze złota z brylantami.  „Obok niewątpliwych zalet wizualnych, nasza biżuteria oferuje opcję inwestycyjną pozwalającą na ochronę majątku przed inflacją oraz jego wzrost w czasie. Najważniejszym elementem jest jednak satysfakcja klientów z noszenia na co dzień przepięknej ozdoby” mówi Karolina Rychter, założycielka i pomysłodawczyni marki Tilsam.

– Obecna sytuacja sprzyja zakupom biżuterii, zegarków i diamentów. Obserwując trendy kupujący wyraźnie traktują brylantową biżuterię jako najlepszy wybór i lokatę kapitału. Szczególnie, że w ostatnich miesiącach głośno było o podwyżkach cen złota. Aktualne jest przekonanie, że wysokiej jakości biżuteria to produkt, który ma stabilną wartość – mówi Paula Miszczuk z Hermitage Collection.

Mieszkanie w górach vs. nad morzem. Jest drożej niż w Warszawie 

Średnie ceny ofertowe mieszkań zbliżają się do granicy 20 000 zł za 1m2. Tak jest już w Mielnie, Sopocie i Zakopanem. Tym samym w kilku atrakcyjnie położonych miejscowościach jest drożej niż w Warszawie, a ceny wzrosły średnio o 20 proc. w porównaniu do zeszłego roku.

Eksperci z porównywarki rankomat.pl przeanalizowali aktualne ceny mieszkań z rynku wtórnego w 17 miejscowościach położonych nad morzem i w górach. Podane stawki są medianami cen ofertowych dostępnych na portalu adresowo.pl i dotyczą II kwartału 2022 r. Dla porównania zostały zestawione ze stawkami sprzed roku, czyli z II kwartału 2021 r.

Mielno i Sopot poza konkurencją

Podczas gdy średnia stawka mieszkania z rynku wtórnego w Polsce wynosi 8197 zł/m2, a w Warszawie 13 339 zł/m2, obie te kwoty przebijają Mielno (18 756 zł) i Sopot (16 995 zł). Taniej, ale wciąż drożej niż w stolicy, jest w Międzyzdrojach (13 492 zł) – wynika z danych adresowo.pl.

Próg 10 000 zł/m2 przekroczyły już Gdynia (10 555 zł), Gdańsk (11 789 zł), Świnoujście (12 027 zł) i Władysławowo (12 115 zł). Do tego grona w II kw. 2022 r. dołączył też Kołobrzeg (10 006 zł). Najtańszymi miejscowościami nadmorskimi z portalu nieruchomości adresowo.pl są Ustka (8919 zł/m2) i Darłowo (6413 zł).Ceny 1 m2 mieszkania w nadmorskich miejscowościach

Różnice w stawkach za 1m2 między zestawionymi miejscowościami są jeszcze większe, jeśli wziąć pod uwagę konkretne dzielnice w Trójmieście położone nad samym morzem. W Gdyni Orłowie średnia cena mieszkania wynosi 19 753 zł/m2, w Sopocie Dolnym 20 350 zł, a w Gdańsku Jelitkowie 27 919 zł. Dla porównania w najdroższej dzielnicy Warszawy – Śródmieściu – średnia stawka to 17 964 zł/m2.

Drogo, drogo w Zakopanem

Mieszkania w górach są tańsze niż nad morzem. Wyjątek stanowi Zakopane ze średnią stawką 17 760 zł/m2. Znacznie taniej można mieć mieszkanie z rynku wtórnego w Szklarskiej Porębie (10 340 zł) czy w Krynicy-Zdrój (7994 zł).

W innych górskich miejscowościach dostępnych w bazie portalu adresowo.pl ceny są umiarkowane lub niskie. W Bielsku-Białej, które leży u podnóża Beskidu Małego i Beskidu Śląskiego, na 1m2 mieszkania z rynku wtórnego trzeba wydać średnio 7237 zł. W Sanoku, skąd blisko w Bieszczady, stawka wynosi 6328 zł/m2.

Najtańsze w zestawieniu są miejscowości w Sudetach ze stawką poniżej 5000 zł/m2. W Wałbrzychu leżącym w Górach Wałbrzyskich za 1m2 mieszkania z rynku wtórnego trzeba zapłacić 4863 zł. Jeszcze mniej w Głuchołazach na pograniczu Gór Opawskich – 4398 zł. Ceny 1 m2 mieszkania w podgórskich miejscowościach

Inflacja od morza

Mieszkania z rynku wtórnego podrożały w 16 z 17 analizowanych miejscowości. Tylko w Krynicy-Zdrój mediana cen ofertowych była niższa w porównaniu do okresu sprzed roku (-880 zł/m2). Przez 12 miesięcy najbardziej wzrosły ceny mieszkania w miejscowościach nadmorskich – w Sopocie o 3907 zł na każdym metrze kwadratowym i w Międzyzdrojach o 3406 zł. Wyraźny skok zanotowały też Świnoujście (+2986 zł) i Władysławowo (+2277 zł).Ile przez rok drożeje 1m2 mieszkania nad morzem i w górach

Mieszkania między II kw. 2021 r. a II kw. 2022 r. najwolniej drożały w Sanoku (+744 zł/m2), Darłowie (+803 zł) i Wałbrzychu (+929 zł). Gdy spojrzeć na procentowy wzrost cen, okazuje się, że najmniej podrożał 1m2 w Mielnie, które w zestawieniu jest najdroższe (+6,9 proc.). Z kolei najtańsze Głuchołazy odnotowały najwyższy procentowy wzrost (+58,3 proc.).

Jak ubezpieczyć mieszkanie w górach i nad morzem?

Nieruchomość nad morzem czy w górach warto ubezpieczyć choćby ze względu na możliwość wystąpienia zjawisk atmosferycznych, których nie odnotowuje się tak często w pozostałej części kraju. Ryzyko wystąpienia silnego wiatru nad morzem czy intensywnych opadów śniegu w górach nie wpływają jednak na wysokość polisy w takim stopniu jak wartość mieszkania, czy zakres ochrony. Aby się o tym przekonać, wystarczy spojrzeć na przykładową kalkulację.

Mieszkanie 60 m2 w najdroższym z zestawienia Mielnie będzie kosztowało ok. 1 125 000 zł. Przy założeniu, że wartość elementów stałych wynosi 200 000 zł, a wyposażenia 100 000 zł, roczne ubezpieczenie mieszkania nad morzem to koszt od 385 zł do 667 zł – wynika z porównania ofert na rankomat.pl z dnia 15.07.2022 r.

W Głuchołazach, które w całym zestawieniu okazały się najtańszą miejscowością, mieszkanie 60 m2 według lokalnej stawki to koszt ok. 260 000 zł. Jeśli wartość stałych elementów wynosi 40 000 zł, a wyposażenia 20 000 zł, to roczne ubezpieczenie mieszkania w górach będzie kosztować od 220 zł do 657 zł – pokazuje porównanie rankomat.pl.

Na cenę ubezpieczenia mieszkania wpływa głównie zakres polisy i wartość nieruchomości, chociaż na powyższym przykładzie decydujące okazały się ryzyka dodatkowe, czyli kradzież z włamaniem, OC w życiu prywatnym, dewastacja, stłuczenie przedmiotów szklanych, pakiety home assistance i medyczny lokatora czy NNW dla psa i kota. Dzięki wcześniejszemu porównaniu ofert możemy nie tylko sprawdzić, co proponuje konkurencyjne TU, ale także oszczędzić na składce nawet kilkaset złotych nie tracąc na jakości polisy – podkreśla Małgorzata Przybyszewska, ekspert ubezpieczeń nieruchomości na rankomat.pl.

Załamanie na rynku kredytów hipotecznych

O 66,8% spadła wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe w lipcu br. – wynika z najnowszego odczytu BIK Indeksu Popytu na Kredyty Mieszkaniowe. Wartość BIK Indeksu Popytu na Kredyty Mieszkaniowe (BIK Indeks – PKM) informuje o rocznej dynamice wartości wnioskowanych kredytów mieszkaniowych. Wartość Indeksu oznacza, że w lipcu 2022 r., w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę niższą o 66,8% w porównaniu do lipca 2021 r.

Średnia wartość wnioskowanego kredytu mieszkaniowego w lipcu br. wyniosła 339,8 tys. zł i była niższa o 1,7% w relacji do wartości z lipca 2021 r. i niższa o 0,3% niż w czerwcu 2022 r.

W lipcu 2022 r. spadła o 67,8% także liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy – było to łącznie 14,11 tys. potencjalnych kredytobiorców w porównaniu do 43,76 tys. rok temu. W porównaniu do czerwca 2022 r. osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy w lipcu było mniej o 27,7%.

– Jak zapowiadałem w ubiegłym miesiącu, niestety sprawdziły się przewidywania wobec lipcowego odczytu BIK Indeksu Popytu na kredyty mieszkaniowe. Popyt pogłębił jeszcze bardziej spadki – osiągnął już najniższy poziom, a odbicia od dna na razie nie widać na horyzoncie – mówi prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Biura Informacji Kredytowej.

– Obecny, lipcowy odczyt Indeksu jest już kolejnym potwierdzeniem bardzo dużego schłodzenia, a wręcz zamrożenia popytu na kredyty mieszkaniowe. Wartość Indeksu jest ponownie najniższa w historii pomiaru, czyli od stycznia 2008 r., a więc od 14 lat. Na lipcową wartość Indeksu negatywnie wpłynęła mniejsza o prawie 70% niż przed rokiem liczba wnioskodawców. Jest ona na najniższym poziomie od stycznia 2007 r., czyli od 15 lat, odkąd BIK analizuje liczbę wnioskodawców. Tak źle nie było jeszcze od początku zbierania tych danych przez BIK. Trzeba pamiętać, że liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy regularnie spadała już od kwietnia 2021 r., czyli jeszcze przed rozpoczęciem cyklu podwyżek stóp procentowych. Podwyżki tylko ten negatywny proces pogłębiły.

Do lutego br. negatywny spadek liczby wnioskodawców był mitygowany rosnącą średnią wartością wnioskowanego kredytu, lecz od marca br. również ona spada co miesiąc. Może to świadczyć o tym, że kredytobiorcy starają się pozyskać finansowanie na tańsze (mniejsze) nieruchomości.

Przed możliwością wystąpienia takiego negatywnego scenariusza, tzn. spadku liczby wnioskujących o kredyt mieszkaniowy oraz średniej kwoty wnioskowanego kredytu, ostrzegałem już w zeszłym roku. Obecnie niestety scenariusz ten się materializuje. Obawiam się, że w kolejnych miesiącach nadal może spadać liczba wnioskujących oraz średnia kwota wnioskowanego kredytu, co prowadzi wprost do kolejnego negatywnego rekordu w wartości samego BIK Indeksu popytu na kredyty mieszkaniowe – tłumaczy Rogowski.

wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe w lipcu

Ile mieszkań za kredyt bez wkładu własnego?

Czy czas działa na korzyść czy niekorzyść tych, którzy chcieliby kupić mieszkanie za kredyt z gwarantowanym przez państwo wkładem własnym? Portal GetHome.pl sprawdził, jak w największych miastach zmienia się oferta lokali, spełniających kryteria cenowe programu „Mieszkanie bez wkładu własnego”.

Program zaczął obowiązywać pod koniec maja. Jednak dopiero po dwóch miesiącach pierwsze banki  – Alior Bank i Santander Bank Polska zaoferowały kredyt, za który można kupić mieszkanie nie mając oszczędności na wkład własny – przypomina Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl. Nie ma on wątpliwości, że znajdą się chętni, którzy dojdą do wniosku, że skoro mogą sobie pozwolić sobie na kredyt, to wolą kupić mieszkania niż je najmować za wysoki czynsz. Dyrektor Działu Bankowego i Wsparcia Sprzedaży Notus Finanse Karina Nożykowska potwierdza, że sporo osób pyta o warunki kredytowe, ale na razie nie przełożyło się to na liczbę składanych wniosków.

Być może potencjalni kredytobiorcy czekają na stabilizację stóp procentowych oraz na oferty pozostałych banków deklarujących udział w programie  – mówi Karina Nożykowska.

Dodajmy, że chodzi o Bank Pekao SA, PKO Bank Polski, Bank Ochrony Środowiska, Bank Polskiej Spółdzielczości, Bank Spółdzielczy Rzemiosła z Krakowa i Bank Spółdzielczy w Brodnicy.

Tylko czy na rynku będą mieszkania spełniające kryteria cenowe programu „Mieszkanie bez wkładu własnego”? Pamiętajmy, że pole poszukiwań zawęża nie tylko limit ceny metra kwadratowego, który dla mieszkań kupowanych od firm deweloperskich jest wyższy niż dla mieszkań z rynku wtórnego.

W obu przypadkach maksymalna kwota gwarancji dla 10-20% wkładu wymaganego przez banki nie przekracza 100 tys. zł, więc ci, którzy nie mają oszczędności muszą znaleźć mieszkanie lub dom z ceną poniżej 500 tys. zł. Z danych pierwszej ogólnopolskiej platformy do samodzielnej analizy rynku mieszkaniowego BIG DATA RynekPierwotny.pl i portalu GetHome.pl wynika, że w największych miastach, czyli tam, gdzie popyt na mieszkania jest największy, w lipcu oferta takich, które spełniają kryteria cenowe była skromna. Można je znaleźć głównie na obrzeżach miast.

Np. w Łodzi i Krakowie jest to zaledwie 2% łącznej podaży nowych mieszkań z ujawnioną ceną. Najwyższy odsetek takich mieszkań – 23% – był w ofercie gdańskich deweloperów.Wykres 1 - Mieszkanie bez wkładu własnego

Z kolei na rynku wtórnym wyzwaniem jest znalezienie atrakcyjnego mieszkanie za kredyt bez wkładu własnego w Warszawie, Krakowie, Gdańsku i Wrocławiu. Natomiast w Katowicach, Poznaniu i Łodzi potencjalni nabywcy raczej bez problemu znajdą lokum spełniające kryteria cenowe programu. Warto zwrócić uwagę, że do tej pory niemal we wszystkich miastach czas działał na niekorzyść potencjalnych nabywców mieszkań za kredyt bez wkładu własnego.Wykres 2 - Mieszkanie bez wkładu własnego

Pod koniec maja, kiedy program „Mieszkanie bez wkładu własnego” wchodził w życie, w Warszawie było 669 lokali do kupienia za taki kredyt, a pod koniec lipca – 498.

We Wrocławiu liczba mieszkań w ofercie firm deweloperskich skurczyła się w ciągu dwóch miesięcy z 447 do 349, a w Poznaniu – z 408 do 373. Wyjątkiem jest Gdańsk, gdzie liczba mieszkań do kupienia za kredyt z gwarantowanym przez państwo wkładem wzrosła w tym czasie z 697 do 734. Z drugiej strony w październiku ubiegłego roku kryteria cenowe spełniało w tym mieście 813 mieszkań oferowanych przez firmy deweloperskie, a w stolicy – 926.

Nie można wykluczyć, że jesienią zwiększy się podaż mieszkań do kupienia na kredyt bez wkładu własnego. Od października zaczną bowiem obowiązywać nowe limity ceny metra kwadratowego, które prawdopodobnie wzrosną. Po drugie, w sytuacji malejącego popytu na mieszkania, więcej firm deweloperskich zaoferuje takie, które spełniają kryteria cenowe programu. Z tonu spuszczą też niektórzy sprzedający mieszkania na rynku wtórnym. Ponadto Ministerstwo Rozwoju i Technologii przygotowuje projekt nowelizacji ustawy, która zakłada m.in. podwyższenie limitów cenowych metra kwadratowego.

Autor: Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl

Zyski giełdowych firm w tyle za inflacją

Na giełdzie trwa wyścig pomiędzy rosnącą inflacją a zyskami firm. Zyski firm rosną w tempie 8 proc. podczas gdy inflacja wynosi 9,1 proc. W drugim kwartale wyniki lepsze od prognoz przedstawiło 75 proc. firm z indeksu S&P500. I mimo coraz poważniejszych obaw dotyczących recesji prognozy zysków na cały 2022 rok są rewidowane w dół tylko nieznacznie.

W lipcu amerykański indeks S&P500 wzrósł o ponad 9 proc. Głównym motorem tego wzrostu okazały się lepsze niż przewidywano (czy raczej nie tak złe jak przewidywano) wyniki amerykańskich spółek za 2. kwartał br. W sytuacjach trudnych rynek zwykle zwraca się w kierunku fundamentów, wzrost zysków przy spadających wycenach dał rynkowi odrobinę wytchnienia w trudnych czasach.

Amerykańskie firmy w ostatnim kwartale pokazały, że w sytuacji długotrwałej zwiększonej inflacji udaje im się utrzymać wysoki poziom marży. Widać także, że największe firmy dość dobrze jak dotychczas radzą sobie z toksycznym koktajlem spowolnienia wzrostu i rosnącej presji na wzrost kosztów. Jednak taka sytuacja nie będzie trwać wiecznie i wzrost zysków powoli słabnie, podczas gdy inflacja cały czas pozostaje wysoka..

Dotychczas swoje wyniki za 2. kwartał br. przedstawiło 60 proc. spółek z indeksu S&P500. Wyniki lepsze od prognoz zanotowało prawie 3/4 firm oraz niemal wszystkie sektory. Nie jest niespodzianką, że dobre wyniki mają spółki energetyczne oraz spółki powiązane z otwarciem gospodarek po pandemii. Gorzej natomiast radziły sobie banki, których wyniki zostały obciążone możliwymi rekordowymi odpisami, wynikającymi z pogorszenia się portfela kredytowego. Jednak te dwa trendy się w dużym stopniu równoważą, co jest uspokajające dla rynku. Rosną zyski także poza USA – w Europie i Kanadzie o 20 proc., a w Wielkiej Brytanii nawet o 30 proc., co także jest dobrym znakiem wobec negatywnych oczekiwań.

Wraz z narastającym ryzykiem recesji prognozy dalszych zysków spółek są rewidowane w dół. Jak dotychczas cięcia prognoz są szerokie i dotyczą praktycznie całego rynku. Jednak z uwagi na postępującą dostosowanie spółek do obecnej sytuacji większość nich jest jednak dość skromne. Szacunki tegorocznych zysków spółek z indeksu S&P500 spadły tylko o 0,5 pp. od początku tego sezony wynikowego. Z kolei globalne zyski spółek (bez USA) spadły o 1 pp. do 8 proc. To niezbyt dużo, zważywszy na fakt, że przeciętnie w okresie recesji zyski spadają o 20 proc.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Wysoka nowa podaż powierzchni biurowej w Łodzi

Nowa podaż powierzchni biurowej w Łodzi, która w pierwszym półroczu 2022 roku wyniosła 41 500 m kw. wpłynęła na wzrost współczynnika pustostanów do poziomu 18,6%.

Całkowite zasoby biurowe w Łodzi na koniec czerwca 2022 roku wyniosły blisko 630 000 m kw. Zarówno w pierwszym, jak i drugim kwartale łódzki rynek biurowy systematycznie się powiększał i nowa podaż w półroczu osiągnęła ponad 41 500 m kw. W II kwartale oddano do użytku dwa etapy inwestycji Echo Investment: Fuzja C (9 600 m kw.) oraz Fuzja D (9 200 m kw.). Dostarczone na rynek obiekty stanowiły 27% powierzchni oddanej do użytku w II kwartale 2022 roku na rynkach regionalnych.

Na etapie budowy znajduje się ponad 56 300 m kw. powierzchni, z czego blisko 82% tego wolumenu ma zostać ukończone w 2023 roku. Największymi inwestycjami w realizacji są Monopolis M2 (8 000 m kw., Virako) oraz Widzewska Manufaktura (33 800 m kw., Cavatina Holding).

,,W II kwartale 2022 roku odnotowano relatywnie wysoki popyt, wynoszący blisko 20 000 m kw., co było wzrostem o 60% w porównaniu do poprzedniego kwartału. Analizując strukturę transakcji największy udział ( 85%) stanowiły nowe umowy (z czego umowy pre-let 11%), zaś renegocjacje odpowiadały za 15% wolumenu. Co więcej, od początku roku w Łodzi podpisano umowy na blisko
31 600 m kw.,”- komentuje Katarzyna Bojar, Konsultant w dziale Badań Rynku w Knight Frank.

„Łódź od lat intensywnie buduje swój nowy wizerunek. Chcąc zachować unikalną architekturę, a jednocześnie nadać jej nowoczesny wygląd sukcesywnie realizuje „Strategię rozwoju miasta Łodzi 2030+”. Miasto oferuje inwestorom i mieszkańcom wszystkie niezbędne do rozwoju elementy: szeroki wybór uczelni wyższych, wydarzenia kulturalne czy zaplecze biznesowe. Rozmawiając z najemcami, którym doradzamy przy wyborze powierzchni, widzimy że są świadomi potencjału Łodzi i chcą wykorzystać go jak najlepiej,” – dodaje Filip Kowalski, Negocjator w dziale Reprezentacji Najemcy w Knight Frank.

W wyniku oddania do użytku nowej powierzchni biurowej współczynnik pustostanów w Łodzi wzrósł o 0,2 pp. w ciągu kwartału i na koniec czerwca 2022 roku wyniósł 18,6%. W ciągu roku współczynnik pustostanów wzrósł o 0,3 pp. i jest to najwyższy wynik odnotowywany w tym mieście w ostatnich latach.

Czynsze wywoławcze w Łodzi pozostały stabilne i w II kw. 2022 roku wahały się od 9,00 EUR do 15,00 EUR/m kw. miesięcznie.

Właściwy czas na zgłoszenie upadłości – odpowiedzialność członków zarządu za zobowiązania spółki

W przypadku bezskutecznej egzekucji z majątku spółki z o.o. lub akcyjnej za jej zaległości podatkowe całym swoim majątkiem odpowiadają członkowie zarządu, jeśli w zawiniony sposób, we właściwym czasie, nie zgłoszą wniosku o ogłoszenie upadłości spółki, lub nie zostanie otwarte postępowanie restukturyzacyjne, lub nie nastąpi zatwierdzenie układu. Prezesi i inni członkowie zarządów spółek zadają sobie pytanie – kiedy jest ten „właściwy czas” na zgłoszenie wniosku o ogłoszenie upadłości i uwolnienie się od odpowiedzialności majątkowej za długi przedsiębiorstwa?

Oskarżenie o udział w karuzeli VAT, puste faktury

Jedna ze spółek z o.o. została oskarżona przez skarbówkę, o świadome uczestnictwo w oszustwach podatkowych karuzeli VAT, w tym o wystawianie faktur niedokumentujących rzeczywistych zdarzeń gospodarczych. W listopadzie 2015 r. fiskus zabezpieczył na majątku spółki przybliżoną kwotę zobowiązań podatkowych za grudzień 2013 r. oraz za I i II kwartał 2014 r. w łącznej wysokości ponad 7,8 mln zł. W czerwcu 2016 r. naczelnik urzędu skarbowego określił spółce niewykonane zobowiązanie w podatku od towarów i usług za grudzień 2013 r. i styczeń 2014 r. w wysokości ponad 1,6 mln zł. W listopadzie, z uwagi na bezskuteczność, umorzył obejmujące te zaległości postępowanie egzekucyjne prowadzone wobec spółki.

Odpowiedzialność majątkowa prezesa spółki za jej zobowiązania

Niemal 3 lata później, w lipcu 2019 r., naczelnik wszczął postępowanie podatkowe w sprawie orzeczenia solidarnej odpowiedzialności podatkowej byłego prezesa zarządu spółki za jej zobowiązania, które wraz z odsetkami za zwłokę i kosztami egzekucyjnymi wynosiły już blisko 2,5 mln zł. Prezes zarządu wniósł odwołanie od decyzji określającej tę odpowiedzialność . Jak podniósł reprezentujący go w sprawie adwokat Paweł Chmielowiec z Kancelarii Prawnej Skarbiec, organ podatkowy stwierdzając o niedopełnieniu obowiązku złożenia w terminie wniosku o ogłoszenie upadłości, nie przeprowadził dowodu z ustalenia sytuacji majątkowej spółki, w jakiej znajdowała się w tamtym czasie. To potwierdziłoby, że ówczesny prezes nie był zobligowany do zgłaszania takiego wniosku. Dodatkowo decyzja organu określająca zobowiązanie spółki została wydana w czasie, w którym przestał on pełnić funkcję prezesa zarządu. Nie miał więc możliwości wpłynięcia na to, czy spółka od decyzji organu się odwoła.

Brak przesłanek do ogłoszenia upadłości w trakcie kadencji obarczonego odpowiedzialnością członka zarządu

Dyrektor izby administracji skarbowej jako organ odwoławczy stwierdził, że z dokumentów Krajowego Rejestru Przedsiębiorców wynika, iż od dnia 21 listopada 2013 r. do 4 marca 2014 r. skarżący pełnił funkcję prezesa w zobowiązanej spółce. Terminy płatności spornych zobowiązań w VAT upływały 27 stycznia i 25 lutego 2014 r., a zatem w okresie pełnienia funkcji członka zarządu. W skardze do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie pełnomocnik prezesa ponownie przytoczył, że zebrany w sprawie materiał dowodowy nie dawał podstaw do stwierdzenia, że w 2014 r. istniały przesłanki do ogłoszenia upadłości spółki.

Niewypłacalność przedsiębiorcy

Sąd przywołując treść przepisu art. 116 Ordynacji podatkowej, konstytuującego odpowiedzialność podatkową członków zarządu spółek kapitałowych, orzekł, że jej warunkiem jest ustalenie, iż we właściwym czasie członek zarządu nie zgłosił wniosku o ogłoszenie upadłości spółki. WSA przyznał, że na gruncie prawa podatkowego brak jest wyjaśnienia pojęcia „właściwego czasu” na zgłoszenie. Odnosząc się do przepisu art. 10 ustawy – Prawo upadłościowe i naprawcze (dalej: u.p.u.n.) wskazał, że przesłanką ogłoszenia upadłości dłużnika będącego przedsiębiorcą jest jego niewypłacalność. Z kolei zgodnie z art. 11 tej ustawy dłużnik jest niewypłacalny, jeśli nie wykonuje swoich wymagalnych zobowiązań, a także gdy jego zobowiązania przekroczą wartość posiadanego majątku, nawet jeśli na bieżąco zobowiązania te wykonuje.

Co najmniej dwa zaległe zobowiązania

Dla ustalenia, czy istnieją podstawy ogłoszenia upadłości decydujące jest nie to, czy dłużnik nie wykonuje wszystkich swoich zobowiązań, a tylko czy nie wykonuje zobowiązań wymagalnych. Skoro sprawa dotyczy przedsiębiorstwa, to właściwym czasem na realizację przez członka zarządu obowiązku zgłoszenia wniosku o ogłoszenie upadłości jest moment, w którym przedsiębiorstwo to stało się niewypłacalne, czyli nie regulowało swoich wymagalnych zobowiązań. Uchylając zaskarżoną przez byłego prezesa spółki decyzję dyrektora izby administracji skarbowej sąd orzekł: „… podstawą ogłoszenia upadłości jest trwałe zaprzestanie płacenia zobowiązań, a nie brak zapłaty jednego zobowiązania. (…) stan niewypłacalności powstaje z chwilą nieuregulowania w terminie określonym ustawą lub umową drugiego z kolei zobowiązania” (wyrok WSA w Warszawie z 21 stycznia 2022 r., sygn. akt III SA/Wa 1879/20).

Termin na zgłoszenie wniosku o ogłoszenie upadłości od dnia wystąpienia do tego podstaw

Sąd zauważył, że organ w tej sprawie uznał, iż obarczony odpowiedzialnością prezes zarządu spółki miał obowiązek złożyć wniosek o ogłoszenie upadłości już 10 lutego 2014 r., czyli dwa tygodnie po upływie terminu płatności VAT za pierwsze ze zobowiązań, za grudzień 2013 r. (termin upłynął 27 stycznia). Tymczasem termin płatności drugiego ze zobowiązań – za styczeń 2014 r. – upłynął 25 lutego 2014 r. Mając na uwadze normę art. 21 ust. 1 u.p.u.n., stanowiącą, że dłużnik jest obowiązany, nie później niż w terminie dwóch tygodni od dnia, w którym wystąpiła podstawa do ogłoszenia upadłości, zgłosić w sądzie wniosek o jej ogłoszenie, jak i to, że były prezes pełnił swoją funkcję do 4 marca 2014 r., to należy stwierdzić, że ów dwutygodniowy termin na zgłoszenie wniosku o ogłoszenie upadłości upłynął 11 marca 2014 r., a więc już tydzień po odwołaniu członka zarządu z pełnionej funkcji. Dlatego, zdaniem sądu, organ powinien jeszcze raz przemyśleć podstawy ustalenia odpowiedzialności prezesa spółki.

Zgodnie z aktualnie obowiązującym przepisem art. 21 ust. 1 ustawy – Prawo upadłościowe, dłużnik ma na złożenie wniosku o ogłoszenie upadłości już nie dwa tygodnie, a 30 dni.

Problematyczne ustalenie „właściwego czasu” na zgłoszenie wniosku o ogłoszenie upadłości

Przyjęcie przez członków zarządu spółki solidarnej odpowiedzialności za jej zobowiązania jest problematyką, z którą bardzo często spotykam się w mojej praktyce adwokackiej – komentuje adwokat Paweł Chmielowiec z Kancelarii Prawnej Skarbiec. – Jak pokazuje przykład tej sprawy, samo ustalenie upływu terminu płatności zobowiązań nie może przesądzać o wystąpieniu „właściwego czasu” na zgłoszenie wniosku o ogłoszenie upadłości spółki, a zatem i ziszczenia się wszystkich przesłanek odpowiedzialności członka zarządu.

Zgodnie z aktualną tezą zawartą w wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego z 20 lipca 2021 r.: „Właściwy czas na wnioskowanie o upadłość należało powiązać z istnieniem zaległości za trzy kolejne okresy rozliczeniowe, co przybierało już charakteru trwałości” (III FSK 3637/21). W uzasadnianiu swojego wyroku WSA w Warszawie powołał się m.in. na inne rozstrzygnięcie NSA, z 2 grudnia 2020 r.: „Oczywistą pozostaje bowiem okoliczność, iż krótkotrwałe powstrzymanie płacenia długu wskutek przejściowych trudności, nie jest podstawą ogłoszenia upadłości. Czym innym jest wszakże chwilowe nieregulowanie należności przy zachowaniu przez spółkę względnej płynności finansowej i posiadanie w krótkiej perspektywie zdolności do wykonania wymagalnych wierzytelności kontrahentów, czym innym zaś trwałe zaleganie z płatnościami wynikające z braku majątku możliwego do zaspokojenia wierzycieli w jakiejkolwiek perspektywie czasowej. W świetle zatem art. 11 ust. 1 p.u.n. samo występowanie opóźnienia w płatnościach zobowiązań, ich przeterminowanie, nie jest równoznaczne z niewypłacalnością, gdy jednocześnie podmiot ten ma zdolność płatniczą, zobowiązania mają pokrycie w majątku spółki, istnieje możliwość spłaty zobowiązań w przyszłości” (II FSK 2437/19).

W innym wyroku z 21 kwietnia 2021 r. NSA orzekł: „… wniosek o ogłoszenie upadłości można uznać za złożony we „właściwym czasie” tylko wtedy, gdyby nie upłynęło więcej niż dwa tygodnie od chwili, gdy długi spółki przewyższyły wartość jego majątku (powinno być: jej majątku – przyp. red.)” (sygn. akt III FSK 3105/21). Ale w orzeczeniu tym NSA podkreślił jednocześnie, że skoro do obowiązków członka zarządu należy prowadzenie spraw spółki, a spółka świadomie uczestniczyła w oszustwie skutkującym powstaniem zaległości w VAT, to nie może on uwolnić się od odpowiedzialności podnosząc, że w okresie pełnienia przez niego funkcji nie występowały okoliczności zobowiązujące go do złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości.

O odpowiedzialności członka zarządu nie może decydować samo opóźnienie spółki w płatnościach

Należy zwrócić uwagę, że opisana wyżej sprawa stanowi tylko przykład, unaoczniający jak każde z kryteriów ustalania odpowiedzialności zarządu może zaważyć na wyniku postępowania i nie można go traktować jako reprezentatywnego dla każdego stanu faktycznego. Dlatego tak ważne jest, aby dokonać profesjonalnej, kompleksowej oceny wszystkich przesłanek ustalenia odpowiedzialności subsydiarnej członka zarządu, a jest ich przynajmniej kilka.

Obok daty powstania zobowiązania, determinującej moment na złożenie wniosku o ogłoszenie upadłości zarządzanej przez siebie spółki, należy również zweryfikować m.in. przesłankę bezskuteczności egzekucji wobec spółki, a także czy w razie niezłożenia wniosku o ogłoszenie upadłości w odpowiednim czasie występuje zawinienie członka zarządu oraz czy wierzyciel poniósł szkodę ze względu na fakt niezgłoszenia spółki do upadłości.

Autor: Robert Nogacki, właściciel Kancelarii Prawnej Skarbiec specjalizującej się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Recesyjne sygnały z przemysłu

Zaledwie 42,1 pkt. wyniósł indeks PMI dla polskiego przemysłu w lipcu. To wartość szokująco niska bo jeszcze na początku roku podziwialiśmy rzekomą odporność polskiej gospodarki na sygnały światowego spowolnienia. Niekorzystne tendencje widoczne są jednak wszędzie.

Kiedy w czerwcu PMI osunął się do poziomu 44,4 pkt. mogło wydawać się, że bardzo słaby odczyt to „wypadek przy pracy”. Historia polskiego PMI jest dość specyficzna i indeks nie zawsze był dobrym prognostykiem zmian zachodzących w całej gospodarce. Kolejny silny spadek wraz z podobnym kierunkiem obserwowanym globalnie nie pozostawia jednak złudzeń – mamy wyraźne spowolnienie. To drugi najgorszy odczyt w Europie (po Danii), jednak słabo jest też w Czechach, a pierwszy spadek poniżej granicy 50 pkt. solidarnie zaliczyły Niemcy, Francja, Włochy i Hiszpania.

Taka kolej rzeczy ma dwie konsekwencje. Po pierwsze, bardzo prawdopodobny staje się scenariusz zakończenia cyklu podwyżek stóp procentowych w Polsce. Co prawda po stronie inflacji nie widać na razie wielkiej poprawy, ale skala spowolnienia może nałożyć presję na RPP, aby zatrzymać podwyżki, ewentualnie podnieść stopy jeszcze o 25 punktów bazowych. Po drugie, świetnie radzą sobie obligacje długoterminowe. Jeszcze nie tak dawno były pod dużą presją i w Polsce i globalnie, teraz perspektywa recesji oznacza, że za jakiś czas banki będą luzować politykę (bo spadnie presja inflacyjna), a to oznacza, że rentowności na długim końcu stają się atrakcyjne. W kwestii złotego sytuacja jest niejednoznaczna. Z jednej strony zakończenie podwyżek dla złotego byłoby negatywne. Z drugiej jednak, zakończenie podwyżek przez Fed byłoby negatywne dla dolara, a dla złotego pozytywne.

Tu dochodzimy do ciekawego punktu wczorajszego kalendarza – ISM z amerykańskiego przemysłu. Sam indeks odnotował śladowy spadek z 53 do 52,8 pkt. Wewnątrz indeksu jednak sporo się działo. Indeks nowych zamówień kolejny raz spadł, wskazując na podobne tendencje jak w Europie. Jednocześnie mocno spadł indeks cen płaconych (z 78,5 do 60 pkt., co nadal oznacza wzrost cen, ale znacznie wolniejszy), co rynek przyjął z zadowoleniem – od pewnego czasu inwestorzy grają bowiem pod zwrot w polityce Fed. Czy to pierwsza jaskółka zwiastuje dezinflacyjną wiosnę? Zbyt wcześnie aby to powiedzieć. Z jednej strony sygnał jest silny, z drugiej koszty płacone przez firmy to akurat dość elastyczny komponent inflacji (reagujący na spowolnienie), np. w porównaniu z płacami.

Dziś w kalendarzu dość spokojnie. Za nami już decyzja RBA, który podniósł stopy do 1,85% (o 50bp, zgodnie z oczekiwaniami). Wieczorem czeka nas wystąpienie Jamesa Bullarda z Fed (23:45), który często głośno mówi o tym, o czym myśli część członków Fed – to on jako pierwszy wspomniał o możliwych obniżkach stóp w 2023 roku. O 8:55 euro kosztuje 4,7207 złotego, dolar 4,6078 złotego, frank 4,8422 złotego, zaś funt 5,6331 złotego.

dr Przemysław Kwiecień CFA, główny analityk XTB

Wzrost napięcia w Azji w związku z wizytą Pelosi na Tajwanie

Amerykański rynek akcji lekko korygował wczoraj swe ostatnie wzrosty (S&P 500 -0,28 proc., DJIA –0,14 proc., Nasdaq Composite -0,18 proc.). Dziś rano kontrakty na amerykańskie indeksy kontynuowały spadki (S&P 500 -0,7 proc. ok. 9:30). Na giełdach Azji i Oceanii również przeważały dziś rano zniżki. Najsilniej spadały chińskie indeksy (Hang Seng -2,6 proc., Shanghai Composite) oraz tajwański TAIEX. Można to wiązać z trwającym wzrostem napięcia pomiędzy USA i ChRL związanym z rozpoczynającą się dziś wizyty na Tajwanie spikera Izby Reprezentantów USA Nancy Pelosi.

Poza nielicznymi wyjątkami spadały dziś rano również indeksy europejskich rynków akcji (DAX –0,92 proc., CAC 40 -0,68 proc.).

WIG-20, który w poniedziałek osiągnął okolice poziomów swych szczytów z okresu minionych 7 tygodni, tracił ok. 9:30 1,02 proc.

Ceny kontraktów na ropę naftową na NYMEX-ie (WTI) i ICE (Brent) pozostawały poniżej poziomu 100 USD za baryłkę tracąc dziś rano ok. 0,7 proc. Wczoraj najniższy poziom od roku zaliczyły ceny cukru na ICE.

Tajwański dolar był dziś rano najsłabszy od 2 lat względem amerykańskiego dolara. Japoński jen kontynuował rozpoczętą w połowie czerwca korektę wcześniejszej 1,5-rocznej wielkiej fali słabości, która wyniosła kurs USD/JPY do najwyższego poziomu od 1998 roku. Ta korekta rozpoczęła się na poziomie powyżej 139 JPY i obecnie po spadku poniżej 131 JPY osiągnęła już największą od 1,5 roku skalę. Kurs EUR/USD lekko spadał dziś rano (-0,2 proc. ok. 9:15).

Złoty pozostawał stabilny (EUR/PLN -0,04 proc., USD/PLN +0,16 proc.).

Pozostający w okresie minionego 1,5 miesiąca w obrębie krótkoterminowego trendu wzrostowego kontynuował dziś rano rozpoczęto w sobotę korektę spadkową (-0,9 proc. ok. 9:05).

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

Przepisy kontra rzeczywistość, czyli wielkie nieporozumienie i wielki deficyt kierowców

Branża transportowa już od dłuższego czasu zmaga się z brakiem kierowców zawodowych. Sytuacja uległa radykalnemu pogorszeniu w momencie, w którym w wyniku wojny ok. 40 proc. kierowców z Ukrainy, stanowiących blisko 150 tys. osób zatrudnionych w transporcie międzynarodowym, wróciło do swojego kraju. Tym, co nieustannie utrudnia zatrudnianie nowych pracowników z zagranicy, są obowiązujące przepisy prawne – stwierdza Katarzyna Syta, Prezes Zarządu KAES Logistics.

Młodzi ludzie zdecydowanie nie są zainteresowani pracą w zawodzie kierowcy – w Polsce na ten moment średnia wieku kierowcy zawodowego wynosi… 50 lat. Nic zatem dziwnego, że liczba pracowników zaczyna topnieć, bowiem coraz więcej z nich przechodzi na zasłużoną emeryturę. Istnieje wiele przyczyn, ze względu na które praca ta nie jest atrakcyjna dla młodych ludzi. Wśród nich można wymienić chociażby wysokie koszty umożliwiające podjęcie profesji, rzędu 10 tys., (to suma pieniędzy, która przeznaczana jest na otrzymanie obowiązkowych uprawnień do prowadzenia samochodów ciężarowych), liczne zagrożenia w postaci wysokich kar i mandatów oraz minimalny wiek zawodowego kierowcy, który wynosi 21 lat, zatem nie można zdecydować się na tę karierę tuż po szkole ponadpodstawowej. Pracę ostatecznie rozpocznie jedynie ułamek najbardziej zainteresowanych, co sprawia, że luka się nie zmniejsza. Szacuje się, że w Polsce niedobór kierowców zawodowych sięga ok. 100 000 wakatów. W konsekwencji firmy transportowe zmuszone są do dostosowania swoich ofert pracy do potrzeb pracowników z zagranicy. Tymczasem sprawę komplikują dodatkowo przepisy wydawane przez osoby, które najwyraźniej nie znają natury branży transportowej.

Zmiany w przepisach

Wiele osób nie zdaje sobie nawet sprawy, jak bardzo zmiany w przepisach utrudniły zdobycie posady kierowcy zawodowego w Polsce, w szczególności osobom z zagranicy. Od 6 kwietnia br., aby otrzymać świadectwo kierowcy (wymagane do wykonywania przewodów drogowych na terenie Unii Europejskiej) konieczne jest posiadanie wydawanej przez starostę karty kwalifikacji kierowcy. Aby ją otrzymać, należy wcześniej założyć cyfrowy Profil Kierowcy Zawodowego, który jest też niezbędny do odbycia szkolenia okresowego oraz kwalifikacji wstępnej, a jego wyrobienie niestety nie jest tak szybkie, jakbyśmy oczekiwali. Do tego dochodzi czas oczekiwania na wypisy z licencji na wykonywanie międzynarodowego transportu, co trwa około miesiąca. Co gorsza, wydanie pozwolenia na pobyt oraz pracę obywateli spoza UE trwa średnio sześć miesięcy! To stawia w wyjątkowo trudnej sytuacji osoby, którym kończą się wizy. Jakby tego było mało, przypominam, że obowiązkowe szkolenia dotyczące kierowców zawodowych praktycznie uniemożliwiają wykonywanie tego zawodu przez osoby niebędące obywatelami UE. Wreszcie sytuacji nie ułatwiają kłopoty związane z koniecznością potwierdzania prawa jazdy przez cudzoziemców ze Wschodu – osoby z Ukrainy zmagają się z konsekwencjami wyłączenia po 24 lutego centralnej ewidencji praw jazdy, a z Białorusi z wydłużeniem pracy urzędów, w wyniku którego na takie potwierdzenie można czekać nawet rok.

Małe firmy tracą najwięcej

Mnogość dokumentów, a także długi czas oczekiwania na dokonanie niezbędnych formalności powiększa jedynie i tak już znaczący brak kierowców. Ta sytuacja prowadzi do przestoju pojazdów, co generuje straty finansowe i powoduje coraz większe trudności w opłacaniu podstawowych zobowiązań podatkowych. Obecnie, kiedy koszty paliwa sięgają blisko 40 proc. kosztów prowadzenia biznesu, ponoszenie dodatkowych strat jest niezwykle bolesne. W tej podbramkowej sytuacji firmy uciekają się do takich zagrywek jak podkupywanie kierowców, oferowanie im atrakcyjnych systemów motywacyjnych oraz możliwość jeżdżenia bardziej nowoczesnym sprzętem. Kto w tej sytuacji traci najwięcej?  Oczywiście małe firmy, które de facto stanowią większość na polskim rynku. W wyniku sytuacji kierowców ze Wschodu coraz częściej zatrudnia się również osoby z krajów spoza UE. To jednak też nie jest rozwiązanie dla każdego, bowiem to wiąże się z koniecznością zagwarantowania im chociażby zakwaterowania, co niestety jest kosztowne. Problem braku kierowców jest na tyle poważny, że zaczyna być zauważalny dla przeciętnego obywatela, bowiem miasta zaczęły obcinać liczbę kursów transportu miejskiego ze względu na brak kierowców. To tylko wskazuje jak bardzo dramatyczna jest sytuacja w transporcie towarów, który cieszy się mniejszą popularnością niż i tak mający problemy sektor przewozu osób.

Czy można coś zmienić?

Branża transportowa w Polsce nie łudzi się już, że nagle zainteresowanie tym zawodem zwiększy się wśród młodych ludzi. Rozwiązaniem nie jest również aktywizacja zawodowa kobiet, bowiem transformacja wizerunku zawodu z pomocą kampanii medialnych nie zmieni społecznych przekonań z dnia na dzień – to proces długotrwały, a kierowcy są potrzebni tu i teraz. Aktywizacja zawodowa kobiet może przynieść owocne skutki, jednak dopiero na przestrzeni lat, dlatego pozostaje nam polegać na kierowcach z zagranicy. W tym celu firmy sięgają, chociażby po rozwiązania telematyczne, umożliwiające właścicielom, spedytorom oraz kierowcom komunikację w obcych językach. Jednak chęci samych firm nie wystarczą, bo obowiązujące przepisy skutecznie rzucają kłody pod ich nogi. Proces kształcenia kierowców, a także wydawania im niezbędnych pozwoleń i dokumentów musi zostać radykalnie przyspieszony. Jest o co walczyć. Pamiętajmy, że to nie tylko Polska zmaga się z tym problemem – jeśli inne kraje Europy zaczną działać sprawniej i otworzą się na kierowców spoza UE oraz zapewnią im dogodny dostęp do pracy, wówczas my już nie będziemy mieli kogo zatrudniać. Pozostanie jedynie żal, bowiem pracodawcy robią co mogą, aby nie dopuścić do całkowitego załamania polskiej branży transportowej, jednak ograniczenia prawnie skutecznie niwelują ich wysiłki.

Katarzyna Syta, Prezes Zarządu KAES Logistics

Pomimo podwyżek spada odestek pracowników odczuwających satysfakcję z otrzymywanego wynagrodzenia

Obecna sytuacja na rynku nie jest łatwa dla pracodawców. Do wysokich oczekiwań pracowników dochodzą bowiem rosnące obawy o sytuację gospodarczą. Wyzwaniem jest zatem nie tylko utrzymanie wysoko wykwalifikowanych kadr, lecz również stworzenie strategii wynagrodzeń, która pozwoli efektywnie budować zespoły w obliczu rosnących kosztów prowadzenia działalności. Jak wynika z najnowszego raportu Hays Poland, mimo że 83 proc. firm przeprowadziło podwyżki w pierwszej połowie roku, zaledwie 37 proc. specjalistów i menedżerów deklaruje zadowolenie z otrzymywanego wynagrodzenia.

Pierwsza połowa roku obfitowała w rekrutacje, związane z nimi wyzwania oraz podwyżki. Pracodawcy, świadomi tego, jak trudne jest pozyskanie odpowiedniego pracownika na rynku, podnosili wynagrodzenia i niejednokrotnie składali kontroferty osobom deklarującym chęć odejścia z firmy.

Należy jednak wziąć pod uwagę, że obecna sytuacja gospodarcza tak mocno podniosła oczekiwania specjalistów i menedżerów, iż pracodawcy bardzo często nie byli w stanie na nie odpowiedzieć. Odzwierciedlają to wyniki badania opisanego na łamach raportu Hays Poland „Rynek pracy 2022. Półroczny przegląd trendów”, w którym pracodawcy oraz specjaliści zostali poproszeni o podsumowanie pierwszej połowy roku oraz nakreślenie planów na kolejnych 6 miesięcy.

TRUDNY TEMAT WYNAGRODZEŃ

W bliźniaczym badaniu, opublikowanym w styczniu 2022 roku, 75 proc. firm planowało zwiększać wynagrodzenia na przestrzeni nadchodzących 12 miesięcy. Obecnie wiadomo już, że w pierwszym półroczu podwyżek dokonało aż 83 proc. ankietowanych firm, najczęściej na poziomie powyżej 5 proc. Druga połowa roku nie będzie obfitować w równie ambitne plany podnoszenia wynagrodzeń. Taki ruch rozważa 46 proc. pracodawców, podczas gdy najwięcej – 53 proc. – do końca roku planuje utrzymać płace na tym samym poziomie.RYNEK PRACY 2022. PÓŁROCZNY PRZEGLĄD TRENDÓW

Źródło: Raport Hays „Rynek pracy 2022. Półroczny przegląd trendów”, lipiec 2022

Nie wszyscy specjaliści i menedżerowie doświadczyli jednak zwiększenia wynagrodzenia. Co więcej, wysokość przyznawanych podwyżek zdaniem pracowników często nie jest współmierna do obecnych warunków gospodarczych.

Pomimo powszechnych podwyżek, odsetek pracowników usatysfakcjonowanych ze swoich zarobków spada. W związku z tym, w drugiej połowie roku na rynku pracy specjalistów i menedżerów należy oczekiwać nadal wysokiej rotacji. W sytuacji, gdy obecny pracodawca nie odpowie na oczekiwania finansowe wysoko wykwalifikowanego pracownika, ten będzie skłonny poszukiwać innych możliwości na rynku pracy. Tymczasem w najbliższych miesiącach nie powinno zabraknąć intratnych propozycji zawodowych dla ekspertów. Wiele zależeć będzie jednak od rozwoju sytuacji gospodarczej i geopolitycznej, jak również od kompetencji posiadanych przez kandydata – komentuje Alex Shteingardt, Dyrektor Zarządzający Hays Poland.

Zdecydowana większość pracodawców przeprowadziła podwyżki w pierwszym półroczu 2022 roku, a część z nich planuje podnieść płace również w drugiej połowie roku. Wiele firm jest niejako przymuszona do odpowiadania na rosnące oczekiwania pracowników. A te w aktualnych warunkach są napędzane zarówno wysoką inflacją i rosnącymi kosztami życia, jak i atrakcyjnymi ofertami pracy. Mimo że pracodawcy starają się odpowiedzieć na potrzeby swoich kadr, to podwyżka rzędu 5-10 proc. często nie satysfakcjonuje pracowników, ponieważ nie zwiększa ich realnej siły nabywczej – dodaje Agnieszka Pietrasik, Dyrektor Wykonawcza w Hays Poland.

LICZY SIĘ NIE TYLKO WYNAGRODZENIE

Głównym powodem rozważania zmiany pracy jest wysokość wynagrodzenia. To pozostaje niezmienne. Jednak specjaliści coraz częściej zwracają uwagę również na inne kwestie, takie jak obowiązujący w firmie model pracy.

Na przestrzeni ostatnich dwóch lat pracownicy przekonali się, że w domu są w stanie pełnić swoje obowiązki równie skutecznie, co w biurze. Co za tym idzie, coraz częściej wykazują się większą odwagą w negocjowaniu elastyczności pracy, a jeśli nie przynosi to skutku – są w stanie zmienić pracodawcę na takiego, który odpowie na ich potrzeby w tym zakresie – dodaje Aleksandra Tyszkiewicz, Dyrektor Wykonawcza w Hays Poland.

Jak wynika z badania, profesjonaliści nierzadko pracują w modelu sprzecznym z ich preferencjami. Najwięcej, bo 43 proc. specjalistów objętych badaniem pracuje w modelu hybrydowym, 29 proc. w modelu zdalnym, a 26 proc. – wyłącznie stacjonarnie. Tymczasem model hybrydowy jako preferowany wskazało 45 proc. respondentów, model zdalny 34 proc., natomiast model w pełni stacjonarny zaledwie 9 proc.

Nie dziwi zatem fakt, że aż 70 proc. ankietowanych pracowników uznało konieczność pracy w niesatysfakcjonującym modelu za wystarczający argument do zmiany miejsca zatrudnienia.RYNEK PRACY 2022. PÓŁROCZNY PRZEGLĄD TRENDÓW

Źródło: Raport Hays „Rynek pracy 2022. Półroczny przegląd trendów”, lipiec 2022

KONTROFERTY SKUTECZNE ZDANIEM CO TRZECIEGO PRACODAWCY

W ostatnim czasie pracodawcy niejednokrotnie decydowali się na zatrzymanie pracowników w firmach poprzez złożenie im kontroferty. Jak wynika z badania Hays, 81 proc. organizacji praktykuje składanie kontrofert przynajmniej w niektórych sytuacjach, co stanowi wynik identyczny z tym uzyskanym w styczniu 2022 roku. Jednak 25 proc. firm składających kontroferty deklaruje, iż obecnie decyduje się na taki ruch częściej niż 6 miesięcy wcześniej.RYNEK PRACY 2022. PÓŁROCZNY PRZEGLĄD TRENDÓW

Źródło: Raport Hays „Rynek pracy 2022. Półroczny przegląd trendów”, lipiec 2022

Wynika to z wysokiego zapotrzebowania na specjalistów, dużych trudności rekrutacyjnych, ale również z faktu, iż pozyskanie odpowiedniego zastępstwa dla odchodzącego pracownika niejednokrotnie wymaga zwiększenia budżetu rekrutacyjnego. Pracodawcy doświadczają skutków luki kompetencyjnej, co powoduje, że utrata doświadczonych członków zespołu bardzo często oceniana jest jako wysoko ryzykowna. W konsekwencji rośnie gotowość firm do składania kontrofert – zauważa Agnieszka Kolenda, Dyrektor Wykonawcza w Hays Poland.

Jednocześnie skuteczność kontrofert jest oceniana przez pracodawców bardzo różnorodnie. Wyniki badania pokazują, iż zaledwie 35 proc. ankietowanych firm jednoznacznie oceniło takie rozwiązanie jako skuteczny sposób na zatrzymanie pracowników.

W obecnej sytuacji rekomendacją dla pracodawców jest ciągłe mierzenie i dbanie o satysfakcję pracowników, tak aby ich gotowość do poszukiwania alternatywnych możliwości zawodowych była jak najmniejsza.

O RAPORCIE

Raport Hays Poland „Rynek pracy 2022. Półroczny przegląd trendów” został opracowany na podstawie danych uzyskanych w badaniu przeprowadzonym w okresie od czerwca do lipca 2022 roku wśród blisko 3700 firm oraz ponad 5000 specjalistów. Jego celem jest przedstawienie aktualnych trendów na rynku pracy oraz weryfikacja, czy plany zadeklarowane na koniec ubiegłego roku zostały zrealizowane. Wyniki zostały zestawione z analogicznymi wartościami, uzyskanymi w badaniu opisanym na łamach „Raportu płacowego 2022” w styczniu tego roku.

Co czwarty Polak nie ma oszczędności, co trzeci nie odkłada pieniędzy

26 proc. Polaków nie posiada oszczędności, a 33 proc. w ogóle nie odkłada pieniędzy. Chociaż większość ankietowanych deklaruje, że ma zaoszczędzone pieniądze, to tylko 29 proc. z nich regularnie odkłada określoną kwotę. Blisko połowa oszczędzających przechowuje swoje zasoby finansowe w gotówce – wynika z badania „Oszczędzanie w obliczu wysokiej inflacji” przeprowadzonego na zlecenie Banku Millennium.2_Polacy a oszczedzanie 3_dlaczego nie oszczedzamy 4_na co oszczedzamy 5_jak oszczedzamy 6_gdzie oszczedzamy 7_poduszka finansowa 8_poziom oszczednosci

W czasach rosnących cen produktów oraz turbulencji w gospodarce kwestia odkładania części zarobków stanowi dla wielu Polaków duże wyzwanie. Jedna czwarta badanych (26 proc.) przyznaje, że nie posiada i nie gromadzi oszczędności. Jako główną przyczynę takiego stanu rzeczy wskazują zbyt niskie zarobki (57 proc. odpowiedzi). Kolejnym powodem jest brak umiejętności oszczędzania (13 proc.), a trzecim brak dochodów (12 proc.). 7 proc. badanych nie oszczędza, ponieważ nie czuje takiej potrzeby.

Jedna trzecia Polaków (33 proc.) aktualnie nie odkłada pieniędzy – w tej grupie tylko co piąta osoba (21 proc.) zadeklarowała w badaniu Banku Millennium, że ma już zaoszczędzony kapitał, pozostali (79 proc.) nie mają oszczędności i nie oszczędzają. Taką postawą wykazują się częściej osoby mieszkające w pojedynkę (39 proc.) niż ankietowani, którzy mieszkają w co najmniej dwuosobowych gospodarstwach domowych (24 proc.).

– Gromadzenie i pomnażanie kapitału to ważna umiejętność, szczególnie przydatna w czasach trudniejszej koniunktury gospodarczej. Odkładanie części stałych dochodów to jedna z podstawowych metod budowania osobistego zaplecza finansowego. Proces jest długofalowy, wymaga systematyczności oraz właściwego lokowania oszczędności. Jednak nawet małe kwoty, ale odkładane regularnie, to krok w kierunku budowania tzw. poduszki finansowej, która ma duże znaczenie dla bezpieczeństwa finansów osobistych – powiedział Robert Chorzępa, kierujący Wydziałem produktów Oszczędnościowych w Banku Millennium.

Zapytani o stosowaną strategię oszczędzania Polacy najczęściej wskazują, że odkładają część zarobków, kiedy tylko pojawia się taka możliwość (39 proc. badanych). Blisko jedna trzecia ankietowanych (29 proc.) regularnie co miesiąc przeznacza na ten cel stałą kwotę. 19 proc. Polaków gromadzi pieniądze wtedy, gdy planuje większą inwestycję lub wydatek związany np. z wyjazdem na wakacje, wyprawką szkolną, zakupem samochodu czy telefonu. Co dziesiąty (9 proc.) inwestuje nadwyżki pieniędzy.

Oszczędzający najczęściej wskazywali, że odłożone pieniądze przechowują w gotówce (44 proc. odpowiedzi). Na kolejnych pozycjach znalazło się konto bieżące w banku (43 proc.) oraz produkty finansowe, takie jak lokaty czy rachunki oszczędnościowe (43 proc.). Inwestowanie w nieruchomości oraz w fundusze inwestycyjne wybiera po 9 proc. osób. Tyle samo ankietowanych (9 proc.) odkłada oszczędności na kontach emerytalnych np. IKE, IKZE, PPK. Na końcu listy znajdują się akcje (7 proc.) i obligacje (6 proc.).

Największą skłonność do przechowywania zaoszczędzonych pieniędzy w gotówce wykazują osoby w wieku 18-24 lata (54 proc). Co ciekawe, rzadko korzystają oni z bankowych produktów oszczędnościowych, takich jak lokata czy konto oszczędnościowe. Jedynie 28 proc. najmłodszych uczestników badania deklarowało korzystanie z tego typu rozwiązań bankowych, podczas gdy średnio dla wszystkich grup wiekowych odsetek wynosi 43 proc.

– Wysoka liczba Polek i Polaków przechowujących swoje oszczędności w gotówce może być pokłosiem niepewności towarzyszącej nam w ostatnich latach, niskich stóp procentowych, ale także braku rzetelnej edukacji finansowej. Tymczasem trzymanie oszczędności w gotówce niesie ze sobą ryzyko utraty ich realnej wartości. Dlatego zachęcamy klientów do korzystania z coraz lepiej oprocentowanych, bezpiecznych produktów bankowych, takich jak lokaty czy konta oszczędnościowe – mówi Robert Chorzępa.

Jak wynika z badania „Oszczędzanie w obliczu wysokiej inflacji” główną motywacją dla odkładania pieniędzy jest zabezpieczenie finansowe na czarną godzinę (60 proc. odpowiedzi). 44 proc. badanych oszczędza, aby móc pokryć niespodziewane wydatki, a jedna czwarta (27 proc.) gromadzi pieniądze na wakacje. Polacy wskazali również konieczność odkładania pieniędzy w związku z inwestycjami, takimi jak remont i urządzenie mieszkania (24 proc.) lub wydatkami np. na samochód (18 proc.). Jedynie 12 proc. ankietowanych oszczędza z myślą o przyszłej emeryturze.

Zdecydowana większość oszczędzających (71 proc.) może pochwalić się zgromadzeniem finansowej poduszki bezpieczeństwa do wysokości sześciu miesięcznych pensji. Najczęściej są to jednak kwoty odpowiadające sumie zarobków od jednego do trzech miesięcy (29 proc.). Mniej niż miesięczne wynagrodzenie odłożyło 22 proc. ankietowanych. Blisko co piąty (18 proc.) deklaruje, że posiada oszczędności w kwocie wyższej niż jego roczne wynagrodzenie.

Choć większość Polaków stara się odkładać pieniądze, to aż 40 proc. przyznaje, że kwota ich oszczędności zmalała od początku roku. Taki sam poziom zgromadzonego kapitału utrzymuje 30 proc. pytanych, natomiast kolejne 30 proc. deklaruje, że kwota ich oszczędności wzrosła.

Badanie przeprowadzone dla Banku Millennium na panelu Ariadna w lipcu 2022 roku. Próba ogólnopolska N=1070 osób wieku od 18 lat wzwyż, reprezentatywna ze względu na płeć, wiek i wielkości miejscowości zamieszkania. Metoda: badanie przeprowadzone metodą ankiety internetowej (CAWI).

Zaskakująca dynamika producentów części motoryzacyjnych

Wojna w Ukrainie spowodowała kolejne po pandemii problemy dla światowej gospodarki. W Europie i USA szaleje inflacja, rosną ceny prądu oraz surowców, spada także aktywność przedsiębiorstw i ich skłonność do inwestowania. Branża motoryzacyjna także boryka się z trudnościami, jednak poszczególne segmenty sektora notowały w ostatnich dwóch latach zróżnicowane wyniki. Kondycję firm, które wzięły udział w badaniu SDCM, Santander Bank Polska i MotoFocus.pl, można ocenić jako stabilną, jednak także one doświadczają skutków globalnego kryzysu.

W najtrudniejszej sytuacji są producenci dostarczający przede wszystkim na pierwszy montaż, lepiej radzą sobie podmioty działające na rynku wtórnym, w szczególności dystrybutorzy. Choć badani producenci optymistycznie patrzą na drugie półroczne, to trudno zakładać, aby ten roku skończył się znacznym wzrostem.

W trakcie pandemii dobrze radzili sobie dystrybutorzy i producenci części skupieni na dostarczaniu ich na aftermarket, notując wzrosty nawet w porównaniu do okresów przed pandemią. Firmy szybko nauczyły się skutecznie funkcjonować w nowych warunkach, a serwisowanie i naprawy dotychczas wykorzystywanych aut przyczyniły się do większych obrotów. W gorszej sytuacji znajdowali się producenci części na pierwszy montaż. Z uwagi na duże uzależnienie od kontrahentów, do których dostarczane były produkty, wysoką niepewność co do zamówień i niskie marże notowali oni znacznie gorsze wyniki – wyjaśnia Radosław Pelc, analityk sektorowy w Santander Bank Polska.

Producenci części deklarują dobrą dynamikę i przewidują dalszą poprawę sytuacji

Wyniki badania po II kwartale 2022 roku ponownie pokazują dobre dane o dynamice przychodów producentów. Jest to dosyć zaskakujące, ponieważ wolumen produkcji samochodów osobowych w krajach będących czołowymi producentami w Europie – Niemczech, Hiszpanii, Czechach i Wielkiej Brytanii – w okresie styczeń-maj bieżącego roku był łącznie o prawie 11% niższy w ujęciu rok do roku.

Niski odsetek wskazań spadku (11%) i jednocześnie duży wzrost przychodów (56%) przez producentów OE (na pierwszy montaż) mógł jednak wynikać m.in. ze wzrostu cen produktów, dalszego wzrostu udziału rynkowego kosztem dostawców z innych krajów czy znacznego wzrostu w segmencie aftermarket.

Warto zwrócić uwagę na mniejszy niż oczekiwano negatywny wpływ wojny w Ukrainie na produkcję samochodów w Europie. Co prawda w marcu i kwietniu widać było lekką tendencję spadkową, ale wolumeny były tylko nieznacznie niższe niż średnie z okresu listopad-luty, kiedy obserwowaliśmy ożywienie po jesiennym dołku. Większość ryzyk związanych z dostawami surowców nie zmaterializowała się w znacznym stopniu. Z kolei szybkie działanie dostosowawcze producentów samochodów i wiązek pomogły utrzymać podaż wiązek elektrycznych. Wiele wskazuje też na to, że producenci samochodów przestawiali priorytety produkcyjne i wykorzystanie półprzewodników na produkcję modeli z zapewnionymi dostawami wszystkich materiałów do ich produkcji, w tym właśnie wiązek – uważa Radosław Pelc, analityk sektorowy w Santander Bank Polska.

Segmentowi OE pomogła poprawa produkcji aut osobowych w maju i czerwcu 2022. Maj łącznie dla czołowych producentów w Europie był wyraźnie najlepszym miesiącem w tym roku, z kolei czerwiec był rekordowy w Czechach i Hiszpanii, a także wyższy niż wolumen majowy w Niemczech.Obraz1

Jeśli chodzi o producentów IAM (części na rynek wtórny) to odsetek wskazań na wzrost przychodów rok do roku w I półroczu był podobny do producentów OE. Zauważalna jest spora różnica odpowiedzi wskazujących na spadek przychodów między producentami OE i IAM. Może to być efekt wysokiej bazy i wyhamowania wzrostu wielkości popytu. Możliwe również, że nastąpił wzrost konkurencji ze strony dostawców OE i przejęcie przez nich fragmentu rynku wtórnego. Niski popyt w segmencie pierwszego montażu i jednocześnie wysoki w aftermarket mógł spowodować wzrost aktywności producentów OE na rynku wtórnym, powodując spadek obrotów niektórych producentów IAM.

Prognozy na drugą połowę bieżącego roku w obu segmentach wydają się optymistyczne. Połowa producentów OE zakłada wzrost przychodów w relacji do I półrocza, a kolejne 28% stabilizację. Od strony popytowej ryzykiem są nadal możliwości produkcyjne producentów samochodów, ograniczane przez niskie i niestabilne dostawy materiałów produkcyjnych. Popyt ze strony klientów finalnych choć jest nieco niższy, to nadal przewyższa zdolności produkcyjne koncernów. W efekcie utrzymywania się takiej sytuacji od ubiegłego roku portfel zamówień producentów samochodów systematycznie rósł, a obecnie np. w Niemczech jest na poziomie dwukrotnie wyższym niż w 2019 roku.

Bardziej zrównoważony rozkład przewidywań producentów IAM na drugą połowę trwającego roku wskazuje na spodziewaną większą stabilizację rynku lub cen. Coraz trudniejsza sytuacja bieżąca i niepewna przyszłość gospodarcza w Europie, w tym wysoka inflacja, mogą skłaniać konsumentów do ograniczania wydatków na naprawy tylko do tych niezbędnych, a także do częstszego wyboru części z niższej półki cenowej.

Ograniczeniem działalności producentów są nie tylko niskie i zmienne zamówienia od producentów samochodów, ale też problemy w dostawach materiałów do produkcji ze strony ich dostawców. 82% producentów – łącznie OE i IAM – wskazywało na zaburzenia w dostawach surowców do produkcji, w tym prawie 35% o charakterze istotnym. Dane te potwierdzają trudną sytuację w całym łańcuchu dostaw motoryzacji w Europie.Obraz2

Według niemieckiego Instytutu Ifo odsetek firm z sektora motoryzacyjnego wskazujących na braki w dostawach istotnych półproduktów i surowców od połowy ubiegłego roku utrzymuje się na poziomie około 90%, podczas gdy w latach 2018–2019 wynosił średnio 14%, a jeszcze wcześniej był na poziomie kilku procent. Co więcej, producenci z Niemiec przewidują, że stan ten utrzyma się przez prawie rok mówi Radosław Pelc, analityk sektorowy w Santander Bank Polska.

Konsekwencją trwającej od końca 2020 roku spadającej i obecnie niskiej podaży materiałów produkcyjnych jest wzrost ich cen. Tylko w tym roku co najmniej trzykrotnie podwyższali ceny dostawcy u 58% producentów, w tym 20% podmiotów poinformowało o podwyżkach przy każdej dostawie. Co istotne, nie odnotowano ani jednego przypadku braku podwyżek.

Rosnące przychody dystrybutorów

Sytuacja w tym segmencie wydaje się pozytywna – wzrost przychodów w pierwszym półroczu zanotowało 87% dystrybutorów części motoryzacyjnych. Dodatnia dynamika była efektem wysokiego popytu oraz wysokich kosztów produkcji, które powodowały automatyczny wzrost cen, wkład miał także rozwój sprzedaży na rynkach zagranicznych. Mocny popyt na części był dodatkowo wsparty spadkiem rejestracji aut osobowych w Europie, który wymusił dłuższą eksploatację dotychczasowych pojazdów i dalsze ich serwisowanie. Z kolei wysokie koszty produkcji części powodowały wzrost cen po stronie producentów, ale dzięki silnemu popytowi udawało się je przerzucać na klientów finalnych. To pozwalało nie tylko zachować wysokie marże, ale też zapewniało wysokie ceny. Wysokie wolumeny i ceny zaowocowały dynamicznym wzrostem – prawie połowa badanych dystrybutorów zanotowała o co najmniej 10% większe przychody w ujęciu rok do roku.

Dystrybutorzy przewidują w drugiej połowie roku dalszy wzrost rynku. Zwiększenia przychodów spodziewa się prawie 83% badanych, w tym aż 44% zakłada wzrost powyżej 10%. Zagrożeniem dla tych optymistycznych oczekiwań mogą być te same czynniki, które dotyczą producentów części – pogorszenie sytuacji gospodarczej, wzrost obaw o przyszłość, wysoka inflacja. Mogą one doprowadzić do ograniczania napraw do tych koniecznych i zwiększenia skłonności do wybierania tańszych części – komentuje Radosław Pelc, analityk sektorowy w Santander Bank Polska.

Obraz3Dystrybutorzy nadal odczuwają zaburzenia dostaw, które dotyczą całych globalnych łańcuchów w motoryzacji. 61% badanych wskazało na nieznaczne, a 39% na istotne problemy w dostawach części od producentów w pierwszej połowie tego roku. Co ciekawe prawie wszyscy dystrybutorzy musieli się zmierzyć z podwyżkami cen kupowanych u producentów części. 37% doświadczyło już dwukrotnej podwyżki cen w tym roku, ponad 30% badanych miała jedną podwyżkę, natomiast 26% zadeklarowało, że dostawcy dokonali co najmniej trzech podwyżek od początku trwającego roku.

Stabilizacja w warsztatach

Rynek warsztatów samochodowych zachował się w pierwszym półroczu 2022 roku stabilnie, z lekką tendencją wzrostową. Na większe przychody w pierwszej połowie tego roku wskazało prawie 35% przedstawicieli segmentu, na stagnację 37%, a na spadek 28%. Podobną tendencję można wyczytać z danych o liczbie klientów. W przypadku prawie połowy warsztatów liczba klientów nie uległa zmianie, a 30% zanotowało ich wzrost.Obraz4

Większy odsetek firm wskazujących na wzrost przychodów w porównaniu do wzrostu liczby klientów można tłumaczyć wzrostem cen. 95% warsztatów w I połowie tego roku podniosło ceny, z tego prawie połowa o ponad 10%. Należy się spodziewać utrzymania tych tendencji, bo prawie 70% badanych warsztatów zamierza w najbliższym czasie dalej podnosić ceny o co najmniej o 5%.Obraz5

Prawie ¾ badanych warsztatów do przeprowadzanych napraw eksploatacyjnych używa przeważnie części ze średniej półki cenowej, w przypadku prawie 20% warsztatów najbardziej popularne są najdroższe części, a tylko nieco ponad 7% stawia przede wszystkim na te najtańsze. Struktura wykorzystywanych części różni się w przypadku części zewnętrznych i napraw powypadkowych. W tej kategorii 16% warsztatów wskazało najtańsze części jako najczęściej stosowane, a 18% najczęściej montuje używane.

Popularność części z poszczególnych półek cenowych może jednak ulegać stopniowej zmianie w kierunku części tańszych. 40% warsztatów jest zdania, że w tym roku wzrosło zainteresowanie częściami z najniższej półki cenowej. Taki sam odsetek badanych firm potwierdza, że nasila się zjawisko przynoszenia przez klientów części do napraw pojazdu zakupionych gdzie indziej, zapewne z uwagi na możliwość samodzielnego nabycia tych samych części po niższych cenach niż proponowane przez warsztaty.

Wysoki popyt na biura w miastach regionalnych przy zmniejszającej się podaży

Według raportu firmy doradczej Newmark Polska „Office Occupier – Rynek biurowy w regionach” w drugim kwartale bieżącego roku na regionalnych rynkach biurowych nadal obserwowany był relatywnie wysoki poziom popytu ze strony najemców, któremu towarzyszył stopniowy spadek wolumenu dostępnej powierzchni. Jednak ze względu na utrzymujące się wysokie koszty budowy oraz rosnące koszty finansowania nowych projektów biurowych aktywność deweloperów sukcesywnie się zmniejsza.

W pierwszej połowie 2022 r. najemcy na głównych rynkach regionalnych (Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Katowice, Poznań, Łódź, Lublin, Szczecin) wynajęli łącznie prawie 343 000 mkw., co jest najwyższą wartością odnotowaną w historii regionalnych rynków biurowych w pierwszym półroczu. Prawie połowę popytu wygenerowały firmy z sektora usług dla biznesu oraz IT – odpowiednio 24,8% i 22,1%. Na trzecim miejscu znalazła się branża produkcyjna, której udział w całkowitym wolumenie transakcji najmu sięgnął 13,1%.

– Aktywność najemców rośnie z kwartału na kwartał. W II kw. 2022 r. całkowity popyt na głównych rynkach regionalnych wyniósł prawie 190 000 mkw., co oznacza wzrost o prawie 24% w porównaniu z poprzednim kwartałem i o ponad 12% względem II kw. 2021 r. Podobnie jak w Warszawie, w regionach także odnotowano wzrost aktywności najemców w zakresie renegocjacji i odnowień umów najmu. Transakcje tego typu na rynkach regionalnych w II kw. 2022 r. stanowiły 35% całkowitego popytu (wzrost o 18 p.p. w stosunku do I kw. 2022 r.). W ciągu sześciu miesięcy bieżącego roku całkowity udział renegocjacji wyniósł 27,0%. Na nowe umowy przypadło 48,4% całkowitego popytu, natomiast pozostałe 24,6% stanowiły przednajmy (12,4%), ekspansje (6,9%) oraz transakcje na potrzeby własne (5,3%) – mówi Agnieszka Giermakowska, Dyrektor Działu Badań Rynkowych i Doradztwa w Newmark Polska.

Na koniec II kw. 2022 r. całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej na ośmiu największych rynkach regionalnych poza Warszawą wyniosły ponad 6,34 mln mkw. Po pierwszym kwartale, w którym oddano do użytku rekordową ilość ponad 243 500 mkw. biur, drugi kwartał przyniósł znaczący spadek wolumenu nowej podaży. W tym okresie deweloperzy ukończyli niewiele ponad 68 000 mkw. w 10 budynkach. Wśród największych ukończonych inwestycji w I poł. 2022 r. znalazły się: budynki A1 i A2 w ramach kompleksu Global Office Park w Katowicach (łącznie 55 200 mkw., I kw.), .KTW II w Katowicach (39 900 mkw., I kw.), Midpoint71 we Wrocławiu (36 200 mkw., I kw.), budynki C i D w ramach kompleksu Fuzja w Łodzi (łącznie 18 700 mkw., II kw.), Format w Trójmieście (16 000 mkw., I kw.) oraz CZ Office Park D w Lublinie (15 000 mkw., I kw.).

Na koniec II kw. 2022 r. w Polsce były już trzy rynki biurowe, których zasoby powierzchni biurowej przekroczyły próg 1 mln mkw. Do Krakowa i Wrocławia dołączyło Trójmiasto. Na przeciwnym biegunie znajdują się Lublin i Szczecin, które oferują łącznie prawie 410 000 mkw. Na pozostałe miasta (Poznań, Katowice i Łódź) przypada ponad 31% całkowitych zasobów nowoczesnej powierzchni biurowej zlokalizowanej w regionach.

– Kolejny kwartał z rzędu obserwujemy spadek powierzchni biurowej będącej w budowie na głównych rynkach regionalnych w Polsce. Na koniec II kw. 2022 r. w trakcie realizacji znajdowało się prawie 560 000 mkw., tj. o 10% mniej niż poprzednim kwartale i ponad 30% mniej w ujęciu rok do roku. Zarówno utrzymujące się wysokie koszty budowy, jak i rosnące koszty finansowania powodują, że obecnie rozpoczynanych jest coraz mniej nowych inwestycji – dodaje Agnieszka Giermakowska.

Na koniec II kw. 2022 r. poziom pustostanów na głównych regionalnych rynkach biurowych wyniósł 15,2% i był niższy o 0,3 p.p. w porównaniu z I kw. 2022 r. i wyższy o 1,7 p.p. rok do roku. Wzrost wskaźnika powierzchni niewynajętej odnotowano w Szczecinie, Trójmieście, Krakowie i Łodzi, natomiast w Katowicach, Lublinie i Wrocławiu współczynnik pustostanów się obniżył. W Poznaniu poziom pustostanów pozostał bez zmian. Łącznie na ośmiu regionalnych rynkach biurowych najemcy mają do dyspozycji ponad 961 000 mkw. wolnej powierzchni – najwięcej w Krakowie i Wrocławiu.

Na wszystkich regionalnych rynkach biurowych w Polsce nadal obserwujemy presję na wzrost czynszów przy jednoczesnym ograniczaniu pakietu zachęt oferowanych przez deweloperów i właścicieli budynków biurowych. Dotyczy to przede wszystkim najlepszych budynków i lokalizacji charakteryzujących się ograniczoną dostępnością powierzchni biurowej.

Nowa ustawa deweloperska

Od dnia 1 lipca 2022 r. obowiązuje ustawa z dnia 20 maja 2021 r. o ochronie praw nabywcy lokalu mieszkalnego lub domu jednorodzinnego oraz Deweloperskim Funduszu Gwarancyjnym – czyli tzw. nowa ustawa deweloperska. Szeroko komentowana, nierzadko krytykowana regulacja, stopniowo zacznie oddziaływać na prawa i obowiązki sprzedawców i nabywców lokali i domów.

Umowy, które reguluje nowa ustawa

Ustawa deweloperska reguluje każdy etap przedsięwzięcia deweloperskiego – od jego otwarcia, poprzez podanie do publicznej wiadomości informacji o rozpoczęciu oferowania lokali oraz domów, zawarcie umowy deweloperskiej, na przeniesieniu własności kończąc. Nowa regulacja obejmie większy zakres umów niż dotychczas. Podobnie jak dotychczas, umowy deweloperskie będą dotyczyć wybudowania lokalu mieszkalnego lub domu jednorodzinnego oraz ustanowienia i przeniesienia odrębnej własności. Całkowitą nowością jest jednak to, że nowa ustawa odnosi się również do umów sprzedaży lokali i domów już istniejących. Do tej pory również umowy, których przedmiotem był lokal użytkowy, nie były objęte regułami ustawy deweloperskiej. Aktualnie mogą zaistnieć przypadki, gdy umowa powiązana jest z umową dotyczącą lokalu mieszkalnego, i nowa ustawa deweloperska znajdzie zastosowanie.

Kogo dotyczy nowa ustawa?

Zasadnicze zmiany dotyczą podmiotów objętych nową regulacją. Przede wszystkim zmiany występują po stronie zbywcy – może to być bowiem deweloper, ale również przedsiębiorca inny niż deweloper. Kim jest zatem przedsiębiorca inny niż deweloper? Popularny tzw. house flipping, czyli amerykańska metoda kupienia mieszkania tanio, przywrócenia mu świetności i sprzedaży z zyskiem, wygenerował istnienie na rynku tzw. flipperów i to również ich będą dotyczyć nowe przepisy. Polski flipper będzie musiał się zatem liczyć z koniecznością stosowania przepisów nowej ustawy deweloperskiej, o ile sprzedaje mieszkanie lub dom, a przeniesienie praw na osobę fizyczną następuje po raz pierwszy.
Natomiast nabywcą może być jedynie osoba fizyczna, która zawiera umowę dotyczącą lokalu mieszkalnego lub domu jednorodzinnego w celu niezwiązanym bezpośrednio z jej działalnością gospodarczą lub zawodową. Oznacza to, że ustawa nie dotyczy przedsiębiorców, będących osobami fizycznym, którzy nabywają mieszkanie lub dom na cele działalności gospodarczej lub zawodowej.

Umowa rezerwacyjna

Umowa rezerwacyjna stanowi zobowiązanie dewelopera do czasowego wyłączenia z oferty sprzedaży lokalu mieszkalnego albo domu jednorodzinnego wybranego przez rezerwującego. Umowy te były zawierane powszechnie, jednak brak regulacji powodował wiele nieprawidłowości oraz nadużyć. Umowa taka zawierana jest na czas określony w formie pisemnej pod rygorem nieważności. W przypadku ubiegania się przez rezerwującego o kredyt czas ten powinien uwzględniać okres niezbędny do uzyskania decyzji kredytowej lub przyrzeczenia udzielenia kredytu. Opłata rezerwacyjna nie jest obligatoryjna. Jeżeli jednak strony się na nią zdecydują, wysokość opłaty rezerwacyjnej nie może przekraczać 1% ceny nieruchomości określonej w prospekcie informacyjnym. Zawarcie umowy deweloperskiej zawsze łączy się z zaliczeniem opłaty na poczet ceny nabycia nieruchomości. Gdy jednak rezerwujący nie uzyska pozytywnej decyzji kredytowej deweloper zawsze ma obowiązek zwrotu opłaty. Strony mogą również przewidzieć, że deweloper będzie uprawniony do zatrzymania opłaty na wypadek nieprzystąpienia nabywcy do umowy. Jeżeli jednak to deweloper nie przystąpi do umowy przenoszącej własność na nabywcę, opłata rezerwacyjna zwracana jest w podwójnej wysokości.

Obowiązki dewelopera

Deweloper, który rozpoczyna sprzedaż, ma przede wszystkim obowiązek sporządzić prospekt informacyjny dotyczący danego przedsięwzięcia deweloperskiego. W przypadku natomiast wyodrębnienia z przedsięwzięcia deweloperskiego zadania inwestycyjnego prospekt informacyjny sporządza się dla tego zadania inwestycyjnego. Zakres informacji objętych prospektem szczegółowo reguluje ustawa. Dewelopera obciąża doręczenie prospektu emisyjnego osobie zainteresowanej, w tym informacji o jego zmianie. Istotne jest, że deweloper, który rozpoczyna sprzedaż, ma obowiązek posiadać zgodę banku na bezobciążeniowe ustanowienie odrębnej własności lokal po zapłacie całej ceny. Zgoda lub zobowiązanie do jej udzielenia stanowi załącznik do umowy deweloperskiej, a brak takiej zgody lub zobowiązania uprawnia nabywcę do odstąpienia od umowy deweloperskiej w ciągu 60 dni oraz powoduje odpowiedzialność karną po stronie dewelopera.

Mieszkaniowe Rachunki Powiernicze

Niewątpliwie bezpieczeństwo wpłacanych środków jest ważne dla obu stron umowy deweloperskiej.

Ustawa deweloperska precyzyjnie określa moment, w którym deweloper ma obowiązek posiadania umowy mieszkaniowego rachunku powierniczego. Tym momentem jest rozpoczęcie sprzedaży. W praktyce oznacza to, iż stosowną umowę musi zawrzeć z bankiem odpowiednio wcześniej. Dotychczasowe przepisy określały jedynie, że rachunek prowadzi się dla przedsięwzięcia deweloperskiego, na którym deponowane były środki wszystkich nabywców. Po zmianie, w przypadku wyodrębnienia z przedsięwzięcia deweloperskiego zadania inwestycyjnego (etapu), deweloper ma obowiązek zawarcia umowy o prowadzenie rachunku odrębnie dla każdego zadania inwestycyjnego i będzie go utrzymywał do dnia przeniesienia praw z ostatniej umowy deweloperskiej. Obowiązek ten może także dotyczyć w pewnych sytuacjach lokali już wybudowanych. Deweloper, dokonując wyboru podmiotu prowadzącego rachunek musi zapewnić, że system gwarantowania, któremu podlega wybrany przez niego oddział instytucji kredytowej, zapewnia nabywcy ochronę odpowiadającą ustawie o Bankowym Funduszu Gwarancyjnym. Tej regulacji ustawowej odpowiada obowiązek zamieszczenia w prospekcie informacyjnym klauzuli informacyjnej o odpowiedniej treści. Skutkiem tej zmiany powinno być zwiększenie poziomu skuteczności ochrony nabywcy i przejrzystości rozliczeń środków gromadzonych na MRP.

Po co Deweloperski Fundusz Gwarancyjny?

Deweloperski Fundusz Gwarancyjny ma zapewnić pełną ochronę wpłat dokonanych przez nabywców na wypadek upadłości dewelopera, mimo iż wg danych Polskiego Związku Firm Deweloperskich, upadłości tych w ostatnich latach było bardzo niewiele. Środki z Funduszu, który nie był znany poprzednio obowiązującej ustawie, będą przeznaczane na zwrot wpłat nabywców dokonanych na otwarty rachunek powierniczy w części, w jakiej nie mogą być zwracane z tego rachunku (upadłość dewelopera lub banku, odstąpienie od umowy). Fundusz tworzony jest ze składek odprowadzanych przez deweloperów. Ustawa określa składki jako maksymalne, a ich dookreślenie następuje na etapie rozporządzenia. Aktualna wysokość stawki dla otwartych rachunków mieszkaniowych wynosi 0,45% wpłat dokonanych przez nabywców i 0,1% dla rachunków zamkniętych.

Od kiedy nabywcy mieszkań będą lepiej chronieni?

Nowe regulacje obowiązują od 1 lipca 2022 r., i co do zasady mają zastosowanie do wszystkich nowych inwestycji oraz inwestycji, które są w trakcie realizacji. Warto jednak podkreślić, że nowa ustawa nie będzie miała zastosowania do przedsięwzięć, których sprzedaż rozpoczęła się przed 1 lipca 2022r r., tj. przed wejściem ustawy w życie, i została zawarta co najmniej jedna umowa deweloperska. Do takich inwestycji przez 2 lata, tj. do 1 lipca 2024 r., będą miały zastosowanie przepisy dotychczasowe.

Autor: Radca Prawny, Anna Zabielska – Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy

Ceny ubezpieczeń na świecie wzrosły o 9% w drugim kwartale 2022 r.

Ceny ubezpieczeń na świecie wzrosły o 9% w drugim kwartale 2022 r. (spadek z 11% w Q1 2022) – wynika z najnowszego raportu Marsh Global Insurance Market Index, kontynuując trend umiarkowanego tempa wzrostu stawek, notowany od początku 2021 roku. Jest to 19-sty kwartał z rzędu, w którym obserwujemy rosnące stawki, jednakże w przypadku większości linii i regionów geograficznych tempo wzrostu cen ubezpieczeń pozostaje umiarkowane.

Wzrost cen w większości regionów był umiarkowany, co było spowodowane wolniejszym tempem wzrostu stawek i spadkami w niektórych liniach finansowych i profesjonalnych. Wielka Brytania, ze średnim wzrostem 11%, odnotowała największy spadek cen (20% w Q1 2022). Tempo wzrostu w Stanach Zjednoczonych wyniosło 10% (spadek z 12%), w regionie Pacyfiku 7% (spadek z 10%), w Ameryce Łacińskiej i na Karaibach – 5% (zmiana z 6%), w Azji 3%, a w Europie kontynentalnej 6% (w obu przypadkach tempo wzrostu pozostało takie samo jak w poprzednim kwartale).

Kluczowe wnioski:

  • W skali globalnej ceny ubezpieczeń majątkowych wzrosły średnio o 6% (spadek w porównaniu do 7% w poprzednim kwartale); jednocześnie stawki ubezpieczeń OC wzrosły średnio o 6% (wzrost w porównaniu do 4% w Q1 2022).
  • Wskaźnik wzrostu cen ubezpieczeń w liniach finansowych i profesjonalnych, napędzanych rosnącymi stawkami polis cybernetycznych, ponownie był najwyższy wśród głównych kategorii produktów ubezpieczeniowych i wyniósł 16%. Był to jednak spadek w porównaniu z 26% w poprzednim kwartale.
  • Ceny polis dla członków władz spółki (D&O) w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i regionie Pacyfiku odnotowały spadki.
  • Stawki ubezpieczeń cybernetycznych nadal notują widoczne wzrosty, niemniej tempo ich wzrostu w ostatnim kwartale spadło – do 79% w Stanach Zjednoczonych i 68% w Wielkiej Brytanii, w porównaniu do odpowiednio 110% i 102% w Q1 2022.
  • Wycena stała się najważniejszym punktem zainteresowania ubezpieczycieli ze względu na obawy związane z inflacją, łańcuchami dostaw i brakiem siły roboczej, a także rosnącymi kosztami roszczeń w przypadkach, gdy skorygowane kwoty szkód przekraczają zgłoszone wartości.

„W czasie globalnej niepewności, spowodowanej trwającą wojną na Ukrainie, zakłóceniami w łańcuchach dostaw i rosnącą inflacją, warunki handlowe pozostają trudne dla wielu klientów. Dostrzegamy wpływ inflacji na wartości ubezpieczeń i wzrost ekspozycji, które mogą przekładać się na wysokość cen i apetyt ubezpieczycieli. Wspieramy naszych klientów w znalezieniu najbardziej konkurencyjnych ofert i pokrycia, aby w jak największym stopniu zaspokoić ich potrzeby w zmieniającym się środowisku biznesowym” – komentuje wyniki raportu Lucy Clarke, President, Marsh Specialty and Global Placement.

Małgorzata Splett – Dyrektor Działu FINPRO (ubezpieczenia finansowe i profesjonalne) oraz PEMA (Fuzje i Przejęcia) w Marsh Polska dodaje: „Tendencje europejskie w liniach ubezpieczeń finansowych generalnie pokrywają się z polskimi. Największe wzrosty stawek wciąż obserwujemy w ubezpieczeniu cyber, wzrost cen polis D&O jest zwykle kilku-kilkunasto procentowy, co stanowi miłą odmianę dla Klientów po ok. 3 latach „twardego rynku”. Oczywiście nadal musimy brać pod uwagę, że „automatyczny” wzrost cen w linii D&O bazuje przede wszystkim na czynnikach makro i polityce underwritingowej ubezpieczycieli, natomiast inne czynniki ryzyka (dynamiczny wzrost grupy, wyniki finansowe, multijurysdykcja, sytuacja szkodowa, zmiany w zarządach, sektor) kreują dodatkowe wzrosty wpływające na stawki polis D&O.

Biorąc pod uwagę galopującą inflację staramy się uczulać klientów, jak istotna jest rewizja sumy ubezpieczenia – ta sama suma ubezpieczenia sprzed roku, to aktualnie sporo mniej do przeznaczenia na koszty obrony/ odszkodowanie w aktualnych warunkach rynkowych.

Interesujące będzie też to, jak będzie zmieniać się polityka cenowa ubezpieczycieli linii finansowych w dobie nadchodzącego spowolnienia gospodarczego. Zmniejszony apetyt klientów na utrzymanie aktualnych limitów lub na zawarcie nowych polis powinno wpłynąć na większą konkurencyjność ubezpieczycieli – w praktyce powinniśmy otrzymywać więcej ofert. Pytanie, czy dalszym krokiem będą też korzystniejsze warunki cenowe ofert i polis”.

Marcin Olczak – Dyrektor Departamentu Ryzyk Kredytowych podkreśla: „Polski rynek ubezpieczeń należności handlowych ciągle jest w przeciw trendzie do ubezpieczeń majątkowych czy też cybernetycznych. Drugi kwartał to w dalszym ciągu zdecydowanie rynek Ubezpieczającego, co przyznają sami Ubezpieczyciele. Pogarszające się perspektywy polskiej i światowej gospodarki spowolniły tempo spadku stawek, ale go nie zatrzymały. Głównym czynnikiem wpływającym na postawę Ubezpieczycieli jest skokowy wzrost obrotów r/r w większości branż oraz utrzymująca się bardzo niska szkodowość. Jednak już perspektywy na drugą połowę 2022 są mniej optymistyczne. Należy założyć, iż wzrost stawek obejmie również i rynek ubezpieczeń należności handlowych. Spodziewane spowolnienie gospodarcze (a w niektórych krajach wręcz recesja) z pewnością będą miały swoje odzwierciedlenie w wynikach firm, a więc ostatecznie i Ubezpieczycieli”.

Badanie GfK: w lipcu nastroje konsumenckie w Polsce znów lekko w dół

Po lekkim odbiciu w czerwcu br. lipcowe dane pokazały powrót do spadku wskaźnika nastrojów konsumenckich. Nad Wisłą oznak paniki i gwałtownej zmiany zachowań nabywców wciąż jednak nie widać. Gorzej nastroje konsumenckie wyglądają w całej Unii Europejskiej, gdzie średni wynik jest na najniższym poziomie w historii.

Barometr Nastrojów Konsumenckich GfK, czyli syntetyczny wskaźnik ilustrujący aktualne nastroje Polaków w zakresie postaw konsumenckich, wyniósł w lipcu br. -15,5 i spadł o 2,4 p.p. w stosunku do poprzedniego miesiąca. To niemal identyczny wynik jak w maju br., co może zaskakiwać w obliczu stale rosnących cen i utrzymującej się niepewnej sytuacji gospodarczej i geopolitycznej w regionie. Dla porównania na terenie całej Unii średnia dla barometru wynosi już -27,3, co jest najniższym wynikiem w historii badania (wcześniejszy rekord padł w kwietniu 2020 roku). Różnice w postawach nabywców jeszcze mocniej obrazuje fakt, że pół roku temu przeciętne nastroje unijne utrzymywały się na zdecydowanie wyższym poziomie niż nad Wisłą.Nastroje konsumenckie GfK_07_2022

Dane GfK wskazują, że spadają wszystkie kluczowe składniki Barometru, z czego najbardziej ocena obecnej sytuacji finansowej gospodarstw domowych oraz kondycji ekonomicznej kraju.

Lipcowy pomiar wykonywany był równolegle do momentu ogłoszenia ostatniej podwyżki stóp procentowych. W opinii ekspertów była ona niewystarczająca, co wpłynęło na znaczące osłabienie kursu złotego, przede wszystkim względem dolara. To z kolei istotnie odbiło się w negatywnej ocenie obecnej sytuacji, zarówno domowych budżetów jak i kondycji całej gospodarkimówi Barbara Lewicka, Senior Director GfK w Polsce i dodaje, że na szczęście nie załamało to prognoz konsumentów względem przyszłości. – Wielu badanych wciąż ma nadzieję, że podwyżki stóp procentowych wreszcie przyniosą pożądany efekt jeśli chodzi o obniżenie inflacji, a w gospodarce pojawi się względna stabilizacja. Połowa roku dla wielu sektorów to także okres podwyżek wynagrodzeń, które z pewnością łagodzą negatywne nastroje. To także nie pozostaje bez wpływu na całościowe wyniki barometru – podkreśla Barbara Lewicka.

W lipcu br. ujemne nastroje konsumenckie odnotowano w większości grup wiekowych. Najniższy wskaźnik (-30,4) – ze znaczną różnicą względem pozostałych i rekordowym spadkiem w relacji miesiąc do miesiąca – odnotowano w grupie osób, pomiędzy 50 a 59 rokiem życia. Najwyższy wynik dotyczy z kolei grupy 15-22 lata i wynosi on 4,7 (to jedyna grupa w której utrzymał on wartość dodatnią). Zgodnie z danymi gromadzonymi przez GfK, niezmiennie wraz ze wzrostem wieku, wskaźnik nastrojów konsumenckich w Polsce osiąga proporcjonalnie niższy poziom.

W przypadku podziału na płeć w lipcu doszło do wyrównania wyników kobiet i mężczyzn, co oznacza znaczące pogorszenie nastrojów wśród panów. W poprzednich miesiącach to wśród kobiet notowano zazwyczaj wyraźnie gorsze statystyki w tym aspekcie.

Większe dysproporcje możemy zaobserwować w przypadku różnych poziomów wykształcenia. W lipcu br. najsłabsze nastroje konsumenckie dotyczyły grupy osób z wykształceniem wyższym (-22,3). Dla porównania wśród osób z wykształceniem podstawowym, wskaźnik osiągnął poziom -4,4.

Gorsze nastroje to także domena osób przebywających w związku małżeńskim (-20,3), co jest wynikiem o 16 punktów niższym niż w przypadku osób o wolnym statusie związku.

W lipcu br. kluczowe składowe Barometru Nastrojów Konsumenckich kształtowały się następującoBarometr_tabela_07_2022

Informacje o badaniu

Badanie zrealizowano w dniach 8-13 lipca 2022 r. w ramach wielotematycznego badania omnibusowego e-Bus metodą CAWI (wspomaganych komputerowo wywiadów z respondentami z wykorzystaniem ankiety umieszczonej w internecie) na kwotowej, reprezentatywnej przedmiotowo, ogólnopolskiej próbie n=1000 osób. Struktura respondentów została dobrana z zachowaniem rozkładu wybranych parametrów społeczno-demograficznych odzwierciedlającego rozkład tych cech w populacji generalnej.

Barometr może przyjmować wartości od –100 do +100 i jest to saldo pomiędzy opiniami pozytywnymi a negatywnymi. Dodatnia wartość barometru wskazuje na to, iż w danej fali badania liczba konsumentów nastawionych optymistycznie przeważa nad liczbą konsumentów nastawionymi pesymistycznie. Wartość ujemna barometru oznacza odwrócenie tej proporcji.

Barometr jest zagregowanym wskaźnikiem sporządzanym na zlecenie Komisji Europejskiej, wyliczanym od 1985 roku. Obecnie indeks obejmuje 27 krajów. Dane dla Polski pochodzą z badania GfK współfinansowanego przez Komisję Europejską.

Frankowicze w pół roku złożyli w sądach blisko 30 tys. pozwów. Jednak widać wyhamowanie

Według danych z sądów okręgowych, w I połowie br. wpłynęło do nich ok. 29,5 tys. spraw frankowych. To spadek o ponad 1% rdr. Eksperci zwracają uwagę na coraz trudniejszą sytuację finansową frankowiczów, w tym wysokość rat kredytowych. Z zebranego materiału wynika, że ostatnio blisko połowa pozwów trafiła do stolicy. Na kolejnych miejscach widać Gdańsk i Poznań, a na końcu listy znajdują się Zamość, Łomża i Krosno. Natomiast największy wzrost rdr. odnotowano w Suwałkach – o ponad 104%. Najmocniejszy spadek miał miejsce w Opolu – o przeszło 82%.

Równomierne wpływy

Z danych uzyskanych z 47 sądów okręgowych w całym kraju wynika, że w pierwszej połowie br. wpłynęło do nich ok. 29,5 tys. spraw frankowych. To o 1,3% mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy było ich ok. 29,9 tys. Jak stwierdza radca prawny Adrian Goska z Kancelarii SubiGo, niewielki spadek jest bez znaczenia dla utrzymującej się wysokiej tendencji zainteresowania kredytobiorców w podejmowaniu akcji procesowych. Jednocześnie ekspert zwraca uwagę na coraz trudniejszą sytuację finansową kredytobiorców. Wzrost kursu franka do złotego oraz wzrost stóp procentowych przekłada się na wyższą ratę od wielu miesięcy. To z pewnością motywuje frankowiczów do składania pozwów.

– Temat kredytów frankowych, ale także udzielanych w euro czy rzadziej w jenach lub dolarach, mimo tych danych, nadal jest bardzo aktualny. W sądach znajduje się ok. 130-150 tys. spraw, co stanowi ok. 15-20% wszystkich umów kredytowych. Stabilny wpływ świadczy także o okrzepnięciu rynku. Kolejni klienci decydują się na składanie pozwów. Jednak dzieje się to równomiernie, a nie falami, jak to można było obserwować do tej pory – komentuje adwokat Jakub Bartosiak z Kancelarii MBM Legal.

Z kolei mecenas Goska przekonuje, że pozycja banków nie uległa zmianie. One nadal w ogromnej większości przegrywają sprawy z frankowiczami. Ekspert też dodaje, że notowana jest coraz większa liczba wyroków prawomocnych potwierdzających słuszność wyboru drogi sądowej przez kredytobiorców.

– Bardzo istotnym argumentem za rozpoczęciem sprawy jest zawieszenie wpłat. Jest to możliwe, jeśli spłacona została kwota odpowiadająca otrzymanemu kapitałowi. Ponadto klienci odczuwają wzrost raty i decydują się definitywnie rozwiązać kwestię kredytu. Okolicznością, która czasami zniechęca do wniesienia pozwu, jest długi czas oczekiwania na rozpoznanie sprawy. Dlatego frankowicze powinni mieć świadomość tego, że muszą być gotowi nawet na 3-4 lata procesu – dodaje ekspert z Kancelarii MBM Legal.

Od Warszawy do Zamościa

W pierwszych sześciu miesiącach br. najwięcej spraw frankowych wpłynęło do Sądu Okręgowego w Warszawie – 13 266 (I poł. 2021 r. – 13 529). Mecenas Bartosiak zaznacza, że większość banków ma siedzibę na terenie stolicy, dlatego ten sąd jest właściwy miejscowo dla spraw z ich udziałem. Ekspert zaznacza, że zaletą postępowań przed tym sądem jest funkcjonowanie wydziału zajmującego się tylko sprawami kredytowymi i wynikające z tego jednolite orzecznictwo. Jednak m.in. wskutek bardzo dużej liczby spraw czas oczekiwania na ich rozstrzygnięcie faktycznie jest bardzo długi.

– Duży napływ pozwów w Warszawie związany jest m.in. z praktycznie stuprocentowymi pozytywnymi dla kredytobiorców wynikami spraw. Ponadto wydział frankowy w bardzo krótkim czasie, do około jednego miesiąca, wydaje postanowienia o zabezpieczeniu powództw. Z punktu widzenia frankowiczów ta sytuacja jest dość korzystna. Nie tylko zabezpiecza interes kredytobiorcy, ale i niejako rekompensuje mu dłuższy czas oczekiwania na wyrok – analizuje ekspert z Kancelarii SubiGo.

Na kolejnych miejscach widzimy sądy okręgowe w Gdańsku – 2 199 (w I poł. 2021 r. – 1 867), Poznaniu – 1 805 (1 760), we Wrocławiu – 1 001 (1 212), a także w Szczecinie – 953 (792). Dalej jest SO Warszawa-Praga w Warszawie – 912 (996), a następnie SO w Katowicach – 899 (855), Krakowie – 869 (912), Łodzi – 793 (1 146) i Olsztynie – 506 (486). Natomiast najmniej spraw frankowych wpłynęło w I połowie br. w Zamościu – 25 (I poł. 2021 r. – 43), Łomży – 30 (26), Krośnie – 36 (43), Przemyślu – 37 (48) i Tarnobrzegu – 45 (43).

– Duży wpływ spraw frankowych w Gdańsku spowodowany jest znaczącą liczbą udzielonych kredytów dla mieszkańców obszaru właściwości tamtejszego sądu. Należałoby postulować o utworzenie tam wydziału frankowego, takiego, jaki działa w Warszawie. Natomiast mniejsze ośrodki istotnie notują mniejszy napływ spraw frankowych. Być może jest to spowodowane większymi obawami mieszkańców tych obszarów o ostateczny sukces, a także wyczekiwaniem na większą liczbę spraw zakończonych korzystnym wyrokiem w dużych miastach – dodaje radca prawny Goska.

Wzrosty i spadki

Biorąc pod uwagę liczbę wpływu spraw frankowych, największy wzrost rdr. odnotowano w Sądzie Okręgowym w Suwałkach – o 104,3% (z 46 do 94). Dalej widać Białystok – o 88,3% (z 239 do 450), Siedlce – o 54,9% (z 113 do 175), Piotrków Trybunalski – o 46,5% (z 129 do 189), a także Toruń – o 33,2% (z 301 do 401). Natomiast do największych spadków rdr. doszło w Opolu – o 82,1% (z 236 na 168), Legnicy – o 61,5% (z 629 na 242) i Rybniku – o 44,3% (z 332 na 185).

– Choć procentowo wzrosty są dość istotne, to w liczbach bezwzględnych, w świetle wszystkich spraw, nie są to aż tak poważne zmiany. Skoki mogą wiązać się np. z podjęciem tego typu spraw przez prawników praktykujących w danym mieście. Z kolei źródła spadków upatrywałbym w sposobie prowadzenia postępowań sądowych – mówi adwokat Jakub Bartosiak.

Jak podsumowuje radca prawny Adrian Goska, zwiększony wpływ pozwów w niektórych sądach w mniejszych okręgach spowodowany jest sprawnym rozpoznawaniem spraw oraz korzystnymi wyrokami. Natomiast w Opolu, Rybniku i Legnicy czas oczekiwania na rozstrzygnięcie jest długi. Ponadto stosunek spraw wygranych do przegranych jest niekorzystny dla frankowiczów. Wiąże się to z koniecznością składania przez nich apelacji, którą w większości wygrywają kredytobiorcy, gdyż wyroki pierwszej instancji są zmieniane.

Koniunktura się psuje

Indeksy koniunktury są coraz słabsze. Optymizm spada nie tylko w Europie, ale i na świecie. Niewykluczone, że jakby tych problemów było mało, możemy mieć zaraz kolejną edycję konfliktu USA-Chiny.

Indeksy PMI zaczynają straszyć

Poniedziałek minął pod dyktando odczytów indeksów PMI dla przemysłu. Są to badania ankietowe prowadzone wśród managerów odpowiedzialnych za zamówienia. Badają one, czy zdaniem ankietowanych sytuacja poprawi się, pozostanie bez zmian, czy się pogorszy. Jest to o tyle cenne badanie, że skoro taka osoba spodziewa się poprawy, to prawdopodobnie zamówi więcej materiałów. W rezultacie pytane są osoby, od których częściowo owa poprawa zależy. W Polsce wynik wyniósł 42,1 pkt. To nie tylko 1,5 pkt poniżej oczekiwań, ale przede wszystkim wynik znacznie gorszy od 50 pkt, będącego poziomem równowagi pomiędzy odpowiedziami pozytywnymi i negatywnymi. Zaraz po odczycie z Polski mieliśmy krótki ruch osłabiający złotego. Przerwały go późniejsze dane z Unii…

Unia podchodzi do tematu bardziej optymistycznie

Indeks PMI dla strefy euro tylko nieznacznie spadł poniżej 50 pkt. Wynik 49,8 pkt to realnie poziom równowagi. Co ciekawe, wszystkie największe gospodarki pokazały wyniki poniżej tego poziomu. Główne lokomotywy napędowe Unii, czyli Niemcy i Francja są jednak tylko nieznacznie poniżej tego pułapu. Większe zaskoczenie miało jednak miejsce w krajach południa kontynentu. Wyniki były tam wyraźnie słabsze od oczekiwań, podczas gdy łączny odczyt oczekiwania przekroczył. Potwierdza to teorię, że rosnące stopy procentowe najprawdopodobniej mocniej dotkną południe naszego kontynentu. Lepsze ogólne dane spowodowały jednak, że inwestorzy chętniej patrzyli na euro. W rezultacie osiągnęło ono jeden z najwyższych poziomów względem dolara od miesiąca. Pomogło to również złotemu, który zyskał na wartości.

Konflikt z Chinami?

Wydawało się, że po tym, co dla relacji chińsko-amerykańskich zrobił Donald Trump, teraz gorzej już nie będzie. Okazuje się jednak, że w najbliższych dniach ma dojść do wizyty przewodniczącej Izby Reprezentantów na Tajwanie. Jeżeli coś naprawdę drażni władze w Pekinie, to jest to uznanie międzynarodowe Tajwanu, jako pełnoprawnego państwa. Warto pamiętać, że Tajwan to potężna gospodarka. Na powierzchni niewiele mniejszej niż Holandia mieszka tam ponad 23 miliony ludzi. Nie zmienia to faktu, że Chiny (pomimo absolutnego braku kontroli nad tym terytorium) uważają to za część swojego państwa. Dlaczego ta wizyta w ogóle jest ważna? Wielu analityków uważa, że Pekin jest zdolny do daleko idących prowokacji militarnych związanych z tą wizytą. To z kolei może znowu zachwiać rynkami.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Zmiany klimatyczne oznaczają droższą żywność

Już teraz widać konsekwencje wzrostów temperatur na Biegunie Północnym i Południowym oraz zmiany prądów strumieniowych. Ogromne masy powietrza są przerzucane na drugą półkulę, co wywołuje ekstremalne zjawiska pogodowe – trwające stanowczo za długo, jak dla strefy klimatycznej, w której jesteśmy. To są anomalie pogodowe, które będą trwały coraz dłużej i będziemy ponosić ich kosztowne konsekwencje. Także takie, jak wyższe ceny za żywność. Dlatego trzeba błyskawicznie podjąć działania zaradcze. Do tego służą też coroczne szczyty klimatyczne. Dzięki temu wszystkie 195 państw świata, które podpisały się pod porozumieniami paryskimi w 2015 roku rozumie, że czas ucieka i że zobowiązanie jest uzgodnieniem międzynarodowym, którego się trzeba trzymać.

– Na tym polega dorobek cywilizacji człowieka, że nauczyliśmy się też zarządzać procesem edukacyjnym i tworzyć programy nauczania. To jest wielka zdobycz cywilizacyjna gatunku ludzkiego, że mamy szkoły, uniwersytety – niestety, przy okazji straszliwie niszczymy naszą planetę. Wiemy to właśnie dzięki nauce – dzięki temu, że naukowcy są w stanie ustalić, na czym polega wielkie szóste wymieranie gatunkowe. Dokładnie wiemy co jest przyczyną globalnego ocieplenia, wiemy też jakie środki zaradcze podjąć – powiedział serwisowi eNewsroom Kamil Wyszkowski, dyrektor wykonawczy UN Global Compact Network Poland. – Teraz cały wysiłek ludzkości w naszym dobrze pojętym interesie powinien pójść w kierunku globalnej edukacji klimatycznej. Trzeba stworzyć podstawę, fundament dla polityków, którzy nami zarządzają. Tylko wtedy będą podejmować ambitne decyzje polityczne, jeśli będą mieli poparcie społeczne wyedukowanego społeczeństwa. Wystarczy spojrzeć na fatalne konsekwencje zmiany klimatu, jeśli chodzi o fale upałów. Najniższy poziomy Wisły w historii, który zaraz nas spotka, temperatury powyżej 40-45 stopni w większości europejskich miast – trwające nie dzień czy dwa dni, tylko ponad tydzień. To dopiero początek drastycznych konsekwencji, które nas czekają – przewiduje Wyszkowski.

Słabe dane z USA i niezobowiązujący Fed uderzają w dolara

Dobra passa amerykańskiej waluty z pierwszej połowy lipca to przeszłość – teraz dolar oddaje zyski. Obecnie gospodarka USA spełnia najprostszą definicję recesji technicznej. Dalsze podwyżki stóp procentowych Rezerwy Federalnej w pełni zależą od danych o inflacji i z rynku pracy, poprzedzających wrześniowe posiedzenie.

Uświadomienie sobie tego przez rynki ściągnęło w dół rentowności obligacji skarbowych w USA, prowadząc do osłabienia dolara amerykańskiego względem niemal każdej głównej waluty na świecie. Euro jednak również nie radziło sobie dobrze, reagując na redukcję przepływu rosyjskiego gazu.

Teraz, gdy zarówno Rezerwa Federalna, jak i Europejski Bank Centralny praktycznie przestały kierować oczekiwaniami rynków (stosować forward guidance), podwyżki stóp procentowych są mocno zależne od danych. Zatem w tym tygodniu uwaga skupi się na piątkowych (05.08) danych z amerykańskiego rynku pracy – mogą one mieć zauważalny wpływ na zmienność. Dotychczas tamtejszy rynek pracy pozostawał niezwykle odporny na spowolnienie gospodarcze. W czwartek 04.08 odbędzie się zaś posiedzenie Banku Anglii – powinno przynieść podwyżkę stóp procentowych o 50 pb. oraz zmianę w podejściu do kierowania oczekiwaniami w ich zakresie – ograniczenie forward guidance lub zupełne od niego odejście.

PLN

W minionym tygodniu polski złoty pozostawał rozedrgany. Z jednej strony walucie nie sprzyjały poniedziałkowe informacje o ponownym ograniczeniu przepływu gazu przez Nord Stream 1. Z drugiej strony gołębi, w ocenie rynku, wydźwięk posiedzenia Fed i słabość dolara amerykańskiego pozwoliły złotemu na umocnienie w drugiej części tygodnia.

Ostatnie dane z Polski były mieszane. Lipcowa inflacja pokazała stabilizację na poziomie 15,5%, bezrobocie w czerwcu spadło mocniej od oczekiwań, a lipcowy odczyt PMI dla przemysłu na poziomie 42,1 pkt rozczarował, jeszcze bardziej oddalając się od granicy ekspansji sektora. W ujęciu ogólnym ostatnie dane z Polski wpisują się w obraz spowalniającej gospodarki i sugerują ostrożność przy decydowaniu o stopach procentowych. Mając na uwadze krajowe dane, kontekst globalny oraz sygnały z RPP, rynek nabiera przekonania, że za rogiem koniec cyklu podwyżek stóp procentowych. Do wrześniowego posiedzenia RPP jeszcze daleko, a przed nim poznamy wiele nowych odczytów, stąd raczej nie należy mieć ugruntowanych oczekiwań na tym etapie. Niemniej wiele wskazuje na to, że decydenci raczej nie będą rozważali silniejszej podwyżki stóp niż ostatnio, a w grze będzie ruch od 0 do 50 pb.

Najbliższe dni i tygodnie przyniosą niewiele informacji z Polski. Będziemy wypatrywać ewentualnych kolejnych rządowych ogłoszeń (w zeszłym tygodniu wystartowały wakacje kredytowe, premier zadeklarował również przedłużenie tarczy antyinflacyjnej do końca roku, mówi się też o kolejnych dopłatach do paliw). Dotychczas podobne informacje miały jednak ograniczony wpływ na złotego, przynajmniej w krótkim terminie. Ponadto będziemy obserwować posiedzenia regionalnych banków centralnych – w czwartek 04.08 o stopach będą decydować Czesi, którzy wydają się być na podobnym etapie cyklu co RPP, tego samego dnia 1-tygodniową stopę depozytową ustali też Węgierski Bank Narodowy. W piątek z kolei stopy podniosą Rumuni, najpewniej o 100 pb.

EUR

Inflacja w strefie euro po raz kolejny zaskoczyła w górę, potwierdzając nasz pogląd, że podwyżki stóp EBC sięgną dalej, niż obecnie zdają się akceptować rynki stopy procentowej. Dane zostały jednak przyćmione przez dalszą redukcję przepływu gazu z Rosji i ogłoszenie szeregu środków mających na celu ograniczenie popytu. Co zrozumiałe, nie jest to interpretowane jako pozytywne dla euro. Rynek w większości zignorował lepsze od oczekiwań dane o PKB w drugim kwartale pokazujące stosunkowo wysoką ekspansję gospodarki, skupiając się na negatywnych nagłówkach dotyczących sytuacji energetycznej. Obecny tydzień będzie charakteryzował ograniczony napływ informacji. Inwestorzy powinni skupić się na czwartkowej (04.08) publikacji biuletynu ekonomicznego EBC, którego publikacja może pomóc rozwiać nieco wątpliwości co do dalszych kroków banku.

USD

Chociaż prawdą jest, że gospodarka USA odnotowała niewielki spadek PKB na przestrzeni dwóch kolejnych kwartałów, nie określalibyśmy obecnego tła gospodarczego jako recesyjne. Nietypowa kombinacja braku wzrostu, pełnego zatrudnienia i bardzo silnej presji inflacyjnej skłoniła Fed do de facto wycofania się z kierowania oczekiwaniami (porzucenia forward guidance) i ogłoszenia, że kolejne kroki będą zależały od napływających danych.

Piątkowe dane o dochodach i inflacji nie sugerują, żeby inflacja miała wracać do pożądanych poziomów w najbliższym czasie, a wysoki odczyt indeksu kosztów zatrudnienia sugerował, że może rozwijać się spirala płacowo-cenowa. Podsumowując, uważamy, że rynkowe założenia, że stopy procentowe w USA w maksymalnym punkcie będą wynosić ok. 3,25%, są zbyt optymistyczne.

Rynki obecnie kierują uwagę na piątkowy raport z amerykańskiego rynku pracy. Ma on pokazać kolejny miesiąc zdrowych przyrostów miejsc pracy w kontekście pełnego zatrudnienia. Będziemy zwracać uwagę na dane o płacach, żeby uzyskać potwierdzenie wyżej wspomnianego sprzężenia zwrotnego między wyższymi cenami i wyższymi płacami.

CNY

Juan chiński zakończył ubiegły tydzień na niemal niezmienionym poziomie w parze z dolarem amerykańskim pomimo szerokiej słabości amerykańskiej waluty. Ostatnie tygodnie przyniosły wiele niepokojących nagłówków z Chin: poczynając od rozwoju pandemii COVID-19, przez problemy sektora nieruchomości, po rosnące napięcia z USA w kontekście Tajwanu.

Teraz uwaga skupia się na danych ekonomicznych, bowiem dotychczasowe odczyty aktywności biznesowej z początku trzeciego kwartału zaskoczyły w dół. Słabym punktem jest sektor przemysłowy, w przypadku którego oficjalne dane pokazały niespodziewany spadek z 50,2 pkt do 49 pkt, wskazując na zmniejszenie aktywności. Indeks Caixin PMI dla sektora również rozczarował wynikiem nieznacznie powyżej kluczowego poziomu 50 (50,4 pkt).

Sugeruje to, że ożywienie gospodarcze w Chinach w III kwartale może być bardziej ograniczone niż oczekiwano. Przyszła ścieżka aktywności biznesowej prawdopodobnie zależy od globalnego popytu i wewnętrznej sytuacji covidowej, ponieważ wydaje się, że za ostatnią słabością danych stoi pogorszenie tych kwestii. Najnowsze dane sugerują, że tegoroczny cel PKB na poziomie „około 5,5%” niemal na pewno nie zostanie osiągnięty.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

MetLife zmienia nazwę i identyfikację wizualną

Grupa NN, po uzyskaniu zgody Komisji Nadzoru Finansowego, rozpoczęła integrację ze spółkami MetLife w Polsce. W związku z tym, od 1 sierpnia 2022 roku, MetLife TUnŻiR S.A. przyjęło nazwę NNLife TUnŻiR S.A. i będzie działać pod logo Nationale-Nederlanden. Po fuzji prawnej, która planowana jest na styczeń 2023 r., spółka połączy się z Nationale-Nederlanden TUnŻ S.A. Z kolei MetLife TFI S.A. zmieniło nazwę na Nationale-Nederlanden TFI S.A.

22 kwietnia br. Grupa NN ogłosiła zakończenie procesu przejęcia spółek MetLife w Polsce po tym, jak Komisja Nadzoru Finansowego wyraziła zgodę na realizację transakcji. Integracja ma na celu dalszy rozwój organizacji, umocnienie pozycji spółki ubezpieczeniowej na polskim rynku ubezpieczeń na życie, a także rozbudowę sieci dystrybucji. – Przejęcie spółek MetLife to bardzo ważny krok w kierunku rozwoju Grupy NN w Polsce. Wierzę, że dzięki wieloletniemu doświadczeniu obu firm, zaangażowaniu pracowników oraz silnej sieci doradców ubezpieczeniowych, wzmocnimy wartość biznesu oraz wiodącą pozycję na naszym rynku – mówi Paweł Kacprzyk, Prezes Zarządu spółek Nationale-Nederlanden: NN TUnŻ S.A., NN TU S.A., NN UF sp. z o.o. i NNLife TUnŻiR S.A. – Od początku najistotniejszymi wartościami, którymi kierujemy się w procesie integracji jest przejrzysta komunikacja, a także troska i zaangażowanie w potrzeby klientów, dlatego kluczowy jest dla nas fakt, że klienci dawnych spółek MetLife nie muszą podejmować żadnych działań w związku z toczącymi się zmianami – dodaje.

To, co ważne, pozostaje bez zmian

Z początkiem sierpnia br. MetLife TUnŻiR S.A. zmieniło nazwę na NNLife TUnŻiR S.A., z kolei MetLife TFI S.A. zmieniło nazwę na Nationale-Nederlanden TFI S.A. Spółki te teraz działają pod logo Nationale-Nederlanden. Klienci będą mogli zobaczyć nowe logo m.in. w portalach obsługowych, korespondencji oraz podczas wizyty w placówkach.

Co istotne, cały proces przeprowadzany jest z troską o klientów. Wszystkie zawarte umowy obowiązują zgodnie z zapisanymi w nich warunkami i będą obsługiwane na dotychczasowych zasadach przez zespół specjalistów oraz dotychczasowych agentów. Dodatkowo spółka ubezpieczeniowa w komunikacji
z klientami będzie się posługiwać nową nazwą NNLife TUnŻiR S.A. z dopiskiem „wcześniej MetLife”, tak aby ułatwić klientom kontakt z właściwą firmą.

Ostatni etap integracji

Obecnie NNLife TUnŻiR S.A. i Nationale-Nederlanden TUnŻ S.A., pomimo wspólnego logo, funkcjonują jako oddzielne spółki. Fuzja prawna, czyli ostatni etap mający na celu połączenie obu spółek, zaplanowany jest na początek przyszłego roku.

Malta zdjęta z „szarej listy” FATF

Malta zdjęta z „szarej listy” FATF. Czy znów stanie się popularna wśród polskich przedsiębiorców?

W połowie czerwca 2022 r. Malta została usunięta z szarej listy Financial Action Task Force, czyli specjalnej, międzynarodowej grupy ds. przeciwdziałania praniu pieniędzy. W komentarzu do tej decyzji Premier Malty podkreślił, że to zasługa przeprowadzenia w kraju niezbędnych reform, które będą kontynuowane.

Zobowiązania Malty do wzmocnienia systemu przeciwdziałania nieprawidłowościom finansowym

Malta znalazła się na szarej liście FATF, czyli organizacji kształtującej międzynarodowe standardy zapobiegania praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu, w czerwcu 2021 roku. To spowodowało, że podjęła wówczas zobowiązanie polityczne do współpracy z FATF i Moneyval (Komitet Ekspertów ds. Oceny Środków Przeciwdziałania Praniu Pieniędzy i Finansowania Terroryzmu, organ monitorujący Rady Europy), w celu wzmocnienia skuteczności swojego systemu przeciwdziałania praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu.

Financial Intelligence Analysis Unit, czyli jednostka analityki finansowej, będąca agencją rządową z siedzibą na Malcie utworzoną na mocy ustawy o zapobieganiu praniu pieniędzy, poleciła Malcie zwiększenie nacisku analizy finansowej FIAU na poważne przestępstwa podatkowe. Zalecenia wskazywały na potrzebę zwiększenia wykorzystania wywiadu finansowego w ściganiu spraw karnych związanych z podatkami i praniem pieniędzy, oraz poprawy identyfikacji nieprecyzyjnych informacji na temat rzeczywistych beneficjentów dostarczanych przez maltańskie firmy. Malta miała także uruchomić pakiet skutecznych sankcji odstraszających i proporcjonalnych wobec przedsiębiorstw i innych podmiotów za nieprzestrzeganie ich zobowiązań w zakresie ujawniania beneficjentów rzeczywistych.

Usunięcie Malty z szarej listy

Maltański rząd podjął jednak błyskawiczne działania aktualizując i poprawiając krajowe procedury AML, w tym zarządzania ryzykiem finansowym i system kontroli. Na efekty nie trzeba było długo czekać. W lutym tego roku, a więc zaledwie po pół roku od wciągnięcia na szarą listę, FATF dokonał wstępnego ustalenia, że Malta w znacznym stopniu zrealizowała zalecenia, stąd zasadna stała się wizytacja na miejscu w celu weryfikacji stopnia wdrożenia wymaganych od niej reform. Przedstawiciele FATF i Moneyval przeprowadzili audyt na Malcie w kwietniu. W głosowaniu, do którego doszło 15 czerwca 2022 r., 37 jurysdykcji oraz dwie uznane przez FATF organizacje regionalne – Komisja Europejska i Rada Współpracy Zatoki Perskiej, zadecydowało o usunięciu Malty z szarej listy.

Podsumowanie

Umieszczenie Malty na szarej liście spowodowało wzmożone kontrole w firmach i innych podmiotach, zwłaszcza posiadających złożone, transgraniczne struktury organizacyjne. Część opinii publicznej uznała to za efekt wewnętrznej walki politycznej mającej na celu zdeprecjonowanie sukcesu ekonomicznego kraju i zatarcie korzystnych różnic z konkurującymi zagranicznymi jurysdykcjami i systemami podatkowo – finansowymi.

Maltański rząd podjął jednak błyskawiczne i skuteczne działania celem złagodzenia skutków tych nie w pełni uzasadnionych sankcji, aktualizując i poprawiając krajowe procedury AML, w tym zarządzania ryzykiem finansowym i kontroli.

Autor: Robert Nogacki, właściciel Kancelarii Prawnej Skarbiec specjalizującej się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Lepsze dane z Europy wspierają euro. Inflacja w Polsce się ustabilizje?

Informacja, że wzrost cen się stabilizuje to dobra wiadomość. Złą jest fakt, że dzieje się to na poziomie 15,5%, w momencie, kiedy obywatele dostali wakacje kredytowe, a zaraz dostaną bony 3000 zł teoretycznie na węgiel.

Inflacja nie wzrasta

W piątek poznaliśmy wstępny odczyt inflacji w Polsce. Wyniósł on 15,5%, był zatem taki sam jak finalny odczyt za lipiec. Dla przypomnienia wstępny odczyt za lipiec był o 0,1% wyższy, stąd narracja o spadku inflacji. Jest to narracja bardzo wygodna dla kręgów rządowych. Wstrzymałbym się jednak z takim optymizmem do danych finalnych, na które przyjdzie nam jeszcze kilka dni poczekać. Złoty zareagował na te dane umocnieniem. Co ciekawe, nie przełożyło się to równolegle na wzrost oczekiwań wzrostu stóp procentowych. Od 11 lipca 3-miesięczny WIBOR, będący zmorą kredytobiorców, utrzymuje się na niemal niezmienionym poziomie. Ruch umacniający złotego można jednak kojarzyć z napływem zagranicznego kapitału na rynek obligacyjny. W piątek wyraźnie spadła rentowność obligacji, co świadczy o dużej liczbie kupujących.

Lepsze dane z Europy

Dane z poszczególnych państw na temat wzrostu PKB w drugim kwartale nie zawsze napawały optymizmem. Dobrym przykładem jest tutaj niemiecki wynik, który okazał się o 0,3% słabszy od oczekiwań. Finalny odczyt dla strefy euro wyniósł jednak 4% i był lepszy aż o 0,6% od oczekiwań. Z jednej strony kwartał temu było to 5,4%, zatem mamy wyraźny spadek. Z drugiej strony tak wysokiego poziomu wzrostu kwartalnego jak 4% (za wyjątkiem odbicia po pandemii) nie oglądaliśmy od początku kryzysu z 2008 roku. Nie można zatem mówić, że to zły wynik. Euro po tych danych zyskało względem dolara nieznacznie.

Dane z USA

W piątek poznaliśmy pakiet danych zza oceanu. Wydatki Amerykanów rosną szybciej, niż oczekiwano. Szybciej rosną również dochody. Jest to dobra wiadomość dla rynków. Na dłuższą metę widać jednak niepokojący trend. Skoro wydatki rosną szybciej niż dochody, to nie zanosi się na spadek zadłużenia tego społeczeństwa. Do tego trzeba dodać dwa indeksy koniunktury. Indeks Chicago PMI wypadł słabiej od oczekiwań z kolei raport Uniwersytetu Michigan wypadł nieznacznie lepiej. Dane te finalnie zostały odebrane jako dobre dla dolara i widzieliśmy umacnianie się amerykańskiej waluty po publikacji. Do końca dnia jednak ruch ten został zanegowany i dolar wciąż pozostaje relatywnie stabilny względem euro.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

15:45 – USA – indeks PMI dla przemysłu,
16:00 – USA – raport ISM dla przemysłu.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Poznań w dalszym ciągu bez nowej podaży na rynku biurowym

Całkowite zasoby biurowe Poznania od początku roku nie zmieniły się i na koniec czerwca 2022 roku wynosiły ponad 620 400 m kw. Realizowane obecnie projekty będą sukcesywnie oddawane w latach 2023-2025. Duża aktywność najemców w II kwartale roku przyniosła ponad 21 400 m kw. wynajętej powierzchni.

W pierwszym półroczu 2022 roku nie został oddany do użytku żaden nowy budynek biurowy, a w związku z tym zasoby poznańskie utrzymały się na poziomie 620 400 m kw. Warto zaznaczyć, że deweloperzy w dalszym ciągu pozostają aktywni, a w budowie znajduje się ponad 70 000 m kw. powierzchni biurowej. Największymi inwestycjami w budowie są Andersia Silver (40 000 m kw., Von der Heyden) oraz Nowy Rynek E (20 000 m kw., Skanska).

„Zdecydowanie większa aktywność najemców w okresie od kwietnia do czerwca 2022 w porównaniu do I kwartał, to na pewno pozytywny sygnał płynący z rynku biurowego w Poznaniu. W II kwartale roku podpisano umowy na ponad 21 400 m kw. co stanowi 11% całkowitego wolumenu transakcji w miastach regionalnych. W pierwszej połowie roku po stronie popytowej odnotowano wzrost o 38% w porównaniu z analogicznym okresem w 2021 roku,” – komentuje Piotr Borowski, Dyrektor działu Reprezentacji Najemcy w Knight Frank.

Analizując strukturę umów, ponad 66% stanowiły renegocjacje, nowe umowy odpowiadały za ponad 27% wolumenu, zaś ekspansje wyniosły zaledwie 6% wszystkich podpisanych umów.

,,Współczynnik pustostanów na koniec czerwca 2022 roku pozostał na tym samym poziomie co w I kw. roku i wynosił 12%, co jest drugim najniższym wynikiem spośród miast regionalnych. W porównaniu do analogicznego okresu w 2021 roku nastąpił spadek dostępności powierzchni biurowych, a wskaźnik obniżył się o 0,9 pp.” – wyjaśnia Katarzyna Bojar, Młodszy Konsultant w dziale Badań Rynku w Knight Frank.

Czynsze wywoławcze w Poznaniu w II kwartale 2022 roku pozostawały na stabilnym poziomie, wahając się od 10,00 EUR do 16,00 EUR/m kw. miesięcznie. W najbliższym czasie  możemy oczekiwać presji ze strony najemców względem właścicieli starszych biurowców na renegocjacje stawek czynszów i pakietów zachęt. W przypadku nowych inwestycji, decydujący głos obecnie mają rosnące koszty budowy oraz obsługi kredytów budowlanych, co w konsekwencji w takich projektach może wpłynąć na podniesienie stawek czynszu.

Eco5tech podpisało umowę o wartości 4,6 mln zł

Eco5tech SA, notowana na rynku NewConnect, zajmująca się projektowaniem i nadzorami w sektorze budownictwa i implementacją projektowo-wykonawczą innowacyjnych rozwiązań w zakresie Property Technology, zawarła umowę z Krajową Szkołą Sądownictwa i Prokuratury z siedzibą w Krakowie na opracowanie dokumentacji projektowej na generalny remont kompleksu Ośrodka Szkoleniowego Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury w Dębe oraz przebudowę i remont jednego z budynków dydaktycznych tegoż ośrodka. Wartość kontraktu to 4,6 mln zł brutto. W związku z ośmioetapowym procesem realizacji prac szacuje się, że realizacja inwestycji trwać będzie 72 miesiące od dnia podpisania umowy, z czego 12 miesięcy przewiduje się na opracowanie dokumentacji projektowej.

Pod względem wartości umowy jest to nasz jeden z największych  kontraktów. Skala i złożoność prowadzonych prac będzie dla nas wyzwaniem i ciekawym doświadczeniem. Posiadamy bardzo doświadczony zespół, który podoła stawianym przed nami zadaniom. – powiedziała Alicja Gackowska, Prezes Zarządu Eco5tech SA. – Obecnie będziemy skupiać się na większych zleceniach. Pozwoli to Spółce uzyskiwać większe marże przy podobnym zaangażowaniu zasobów osobowych i czasu na realizację. – dodała.

Przedmiotem zamówienia jest opracowanie wielobranżowej dokumentacji projektowej dla dwóch zadań inwestycyjnych, tj. na generalny remont kompleksu Ośrodka Szkoleniowego Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury w Dębe (gmina Serock) oraz na budowę, przebudowę oraz remont Budynku Dydaktycznego „D” w ośrodku szkoleniowym.

Eco5tech będzie odpowiedzialne za łączenie 11 zadań w ramach podpisanej umowy m.in. za przygotowanie projektu architektoniczno-budowlany, projektu zagospodarowania działki czy projektu technicznego.

Istotnym elementem prac będzie również opracowanie projektu wykonawczego, projektu aranżacji wnętrz w których to Eco5tech zastosuje najnowocześniejsze rozwiązania również z zakresu Property Technology.

– Projekt jest bardzo ciekawy pod względem możliwości zaadoptowania rozwiązań technologicznych wpływających na komfort i bezpieczeństwo korzystania z budynku przez użytkowników, jak i tych odpowiedzialnych za ograniczenie kosztów związanych z jego utrzymaniem. – zakończyła Alicja Gackowska.

Eco5tech wypracowała 1,2 mln zł przychodów ze sprzedaży w I kwartale br., co stanowi 17,5 proc. wzrost w porównaniu do okresu styczeń-marzec ubiegłego roku. Wysoki poziom sprzedaży oraz zdobyte granty przełożyły się na świetny wynik końcowy. Zysk netto Spółki był wyższy o 440 proc. w porównaniu do analogicznego okresu w 2021 r. i wyniósł  blisko 620 tys. zł. Obecnie Spółka realizuje kilkanaście projektów o łącznej wartości ponad 46 mln zł.

18 proc. Polaków planuje emigrację zarobkową. Pięciokrotnie wzrósł także odsetek niezdecydowanych

Aż 17,8 proc. niewykluczonych z rynku pracy Polaków po 18. roku życia rozważa emigrację zarobkową w ciągu najbliższego roku. Chociaż liczba biorących pod uwagę wyjazd za granicę w celach zarobkowych zwiększyła się nieznacznie w stosunku do ubiegłego roku, niemal aż pięciokrotnie wzrósł odsetek niezdecydowanych – z 2,7 proc. do blisko 15 proc., wynika z badania „Migracje zarobkowe Polaków”, zrealizowanego w lipcu br. na zlecenie Gi Group.

Odsetek rozważających emigrację zarobkową utrzymuje się na wysokim poziomie od 2020 roku. W porównaniu z rokiem ubiegłym wzrósł on z 16,1 proc. do 17,8 proc. Jednocześnie mniej Polaków opowiada się za pozostaniem w kraju – w 2021 roku odsetek nierozważających emigrację wynosił 81,2 proc., a w bieżącym jest to 67,6 proc.  Badanie ARC Rynek i Opinia na zlecenie Gi Group wskazuje na znaczący wzrost wśród osób niezdecydowanych – z 2,7 proc. do aż 14,6 proc.Czy rozważa Pan Pani emigrację zarobkową w najbliższych 12 miesiącach

– Pomimo kolejnych fal pandemii i niestabilnej sytuacji gospodarczej na całym świecie nadal wielu Polaków rozważa wyjazd z kraju w poszukiwaniu lepszych zarobków, co można tłumaczyć rosnącą inflacją, zwiększeniem kosztów utrzymania i z ogólnego poczucia braku stabilności. Wiele do myślenia daje znaczny, niemal pięciokrotny wzrost niezdecydowanych – osób, w których wizja wyjazdu za granicę w celach zarobkowych zdążyła już zakiełkować. Jeśli dodamy te blisko 15 proc. do niemal 18 proc. już rozważających wyjazd, perspektywa braków kadrowych na rodzimym rynku pracy jest jeszcze wyraźniejsza – komentuje Anna Wesołowska, Dyrektor Zarządzająca Gi Group Temporary & Permanent Recruitment.Emigracja zarobkowa Polaków na przestrzeni lat

– Wyniki badania pokazują, że plany emigracji zarobkowej ma blisko 18 proc. ankietowanych, podczas gdy dwa lata wcześniej odsetek był znacznie niższy, wynosił niespełna 10 proc. Rosnące poczucie niepewności i duża zmienność czynników zarówno ekonomicznych, jak i geopolitycznych mogą być przyczyną większej otwartości Polaków na poszukiwanie nowych możliwości zarobkowych za granicą. Jednak patrząc na długofalowe trendy widać, że potrzeba poszukiwania pracy poza krajem jest dużo mniejsza niż 20 lat temu. To, a przede wszystkim wzrost wynagrodzeń oraz ofert pracy napawają nadzieją, że największy boom emigracji zarobkowej mamy już za sobą – mówi Agnieszka Zielińska, Dyrektor Polskiego Forum HR.

Wyjechać chcą głównie mężczyźni i osoby młode

Wśród planujących wyjazd w celach zarobkowych są najczęściej osoby w wieku 25-44 (56 proc.), z czego większą liczbę stanowią młodsi w wieku 25-34 (32 proc.), z wykształceniem średnim (29 proc.) i zawodowym (26 proc.). Nieco mniejszy odsetek stanowią osoby z wykształceniem wyższym (20 proc.). Gotowość do wyjazdu deklaruje więcej mężczyzn niż kobiet (60 proc. vs 40 proc.). Są to głównie mieszkańcy mniejszych miast i wsi, osoby z regionów północno-zachodniego (23 proc.), wschodniego (17 proc.), północnego i centralnego (po 16 proc.), w mniejszym stopniu natomiast z regionu południowo-zachodniego (9 proc.) oraz województwa mazowieckiego (6 proc.).Planujący emigrację zarobkową_płećPlanujący emigrację zarobkową_wiek

– Umiejętność zabiegania o „kapitał ludzki” jest jednym z kluczowych elementów przyczyniających się do atrakcyjności i rozwoju państwa. Czy my tę lekcję odrobiliśmy?  W świetle badania niepokój budzi odsetek zdecydowanie zapowiadających emigrację (4,2 proc.) i rozważających ją (13,6 proc.). Jednocześnie potwierdza ono duży udział w tej grupie osób wykwalifikowanych, z wykształceniem zawodowym, technicznym czy wyższym, przeważają osoby w wieku do 44 roku życia, z inicjatywą, co będzie przekładało się na „drenaż” krajowego kapitału ludzkiego – komentuje Robert Lisicki, Dyrektor Departamentu Pracy Konfederacji Lewiatan.Planujący emigrację zarobkową_wykształceniePlanujący emigrację zarobkową_miejsce zamieszkania

Dokąd za pracą? Niemcy nadal na pierwszym miejscu

Od wielu lat to Niemcy są najczęściej wybieranym kierunkiem emigracji zarobkowej Polaków. W lipcu br. wskazało je 31,9 proc. osób rozważających wyjazd. Na drugim miejscu znalazła się Holandia ze wzrostem zainteresowania z 15,8 proc. w 2021 roku do 17,9 proc. w roku bieżącym, a następnie Wielka Brytania (ze znacznym spadkiem z 9,4 proc. w ubiegłym roku do obecnych 6,4 proc.) oraz Norwegia (5,9 proc.). 7,2 proc. badanych nie wie, do jakiego kraju chciałoby wyjechać.Preferowane kraje emigracji zarobkowejPreferowane kraje emigracji zarobkowej_TOP 4 na przestrzeni lat

– Emigracja Polaków ma znaczenie dla rozwoju gospodarczego i sytuacji społecznej w Polsce. Pogłębia złą sytuację demograficzną, wpływa negatywnie na krajowy rynek pracy (przy obecnie rekordowo niskim bezrobociu w Polsce), inwestycje czy w dłuższej pespektywie na stan systemu emerytalnego. Jak możemy  ograniczyć skalę lub skutki emigracji? Niestety brakuje w Polsce strategii rozwoju naszego kraju w kontekście migracji zarobkowych, zarządzania „talentami”. Konkurencyjność państw, regionów w tym obszarze staje się coraz większa – komentuje Robert Lisicki, Dyrektor Departamentu Pracy Konfederacji Lewiatan.

O badaniu. Badanie zrealizowane przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie Gi Group, metodą CAWI (samodzielnie wypełniana ankieta online) na panelu badawczym epanel.pl, administrowanym przez ARC Rynek i Opinia na próbie reprezentatywnej dla populacji Polski N=1022, w lipcu 2022 r.

Opinie eksperta z Salonów Agata – czy sposób kupowania mebli online na dobre zaistniał w Polsce?

W ostatnich latach zainteresowanie obszarem e-commerce stale wzrasta – potwierdzają to prognozy ekspertów PwC, które szacują, że wartość rynku e-commerce w Polsce w 2026 r. wyniesie 162 mld zł. Już dziś 85% Polaków deklaruje chęć dalszych zakupów online – dotyczy to również mebli.

Sukcesu branży e-commerce należy dopatrywać się w światowej pandemii

Pandemia na dobre zmieniła nawyki zakupowe Polaków, dynamizując rozwój branży e-commerce, również w sektorze meblarskim. Według raportu E-commerce B2B – biznes w sieci.

Perspektywa dla branży meblarskiej zrealizowanego przez Santander Bank Polska pod patronatem Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli, od początku pandemii zaobserwowano niemal dwukrotny wzrost obrotów detalicznych w kanale e-commerce, a jedną z najszybciej rosnących kategorii było wyposażenie wnętrz, w tym meble (zwłaszcza niezbędne do pracy i nauki w trybie zdalnym).

Właściwe kroki zarządów firm meblarskich w czasach, gdy klienci zamknięci w domach chętniej poświęcali się upiększaniu swoich mieszkań, pozwoliły relatywnie szybko uporać się ze skutkami ogólnopolskiego lockdownu. Efekt? Producenci mebli już w październiku 2021 wyrównali poziom produkcji sprzedanej

w 2020 roku, a po 11 miesiącach zanotowali blisko 20% wzrost w skali rocznej.

Jak salony mebli i artykułów wyposażenia wnętrz wspierają rodaków w zakupach?

W najtrudniejszym okresie powstało wiele inicjatyw, które wspierały klienta w zakupach, np. możliwość wynajmu samochodu dostawczego Traficar, aby osobiście odebrać wielkogabarytowe meble. Pozytywne opinie zbiera również pomysł Salonów Agata – pionierska megaskrytka, która umożliwia odbiór produktów zamówionych online, również tych wielkogabarytowych jak narożniki czy materace.

Jesteśmy świadkami zmiany nawyków zakupowych Polaków, którzy coraz chętniej kupują online. Naszym zadaniem jest ich wspierać i ułatwiać im ich decyzje zakupowe. Z całą pewnością inwestycja w Megaskrytki pomoże nam lepiej sprostać wymaganiom naszych Klientów, którzy odtąd sami mogą dokonać wyboru, kiedy i jak chcą odebrać zamówione produkty – mówi ekspert Salonów Agata.

Branża meblarska – perspektywy na przyszłość

Według ekspertów technologicznych rynek e-commerce w sektorze meblarstwa będzie dynamicznie zyskiwał na znaczeniu, jednak tradycyjna sprzedaż stacjonarna wciąż będzie cieszyła się dużym powodzeniem. W świecie mebli sprzedaż internetowa jest jednak o wiele trudniejsza, ponieważ są to nieraz produkty, które trzeba zobaczyć, dotknąć, wypróbować (zwłaszcza jeśli chodzi o meble tapicerowane, materace itp.). Branża ta stoi wobec tego przed ogromnym wyzwaniem: kluczowe jest zadbanie o dokładne opisy marketingowe produktów, zdjęcia czy filmy, a także wszelkie innowacyjne metody, które ułatwią klientowi podjęcie decyzji zakupowej. Nie mniejszą uwagę powinno się poświęcić obsłudze klienta – tak, by w sklepie online czuł się równie bezpiecznie i komfortowo jak podczas zakupów stacjonarnych.

Biorąc pod uwagę przyzwyczajenia rodaków, możemy śmiało stwierdzić, że sposób kupowania mebli online na dobre zaistniał w Polsce. Współczesne trendy sprzedaży w branży meblarskiej mają ponadto związek ze zmianą pokoleniową zarówno wśród klientów, jak i w działach zakupów czy na stanowiskach kierowniczych – w efekcie adaptacja e-commerce przebiega sprawniej i jest chętniej przyjmowana. Również klientela starszego pokolenia coraz śmielej podchodzi do nowinek technicznych, dlatego można się spodziewać, że i oni wkrótce przekonają się do nowoczesnych rozwiązań w tej branży.

15 proc. mniej gazu? Co plan UE oznacza dla polskiego przemysłu?

27 lipca 2022 r. Ministrowie krajów europejskich odpowiedzialni za kwestie energetyczne porozumieli się w sprawie propozycji Komisji Europejskiej, która kilka dni wcześniej zaproponowała środki mające zapewnić zmniejszenie zapotrzebowania na gaz. Wszyscy konsumenci, dostawcy energii i przemysł powinni podjąć działania w celu oszczędzania błękitnego paliwa. Co to konkretnie oznacza dla polskich fabryk? – Na razie nic konkretnego – komentuje Łukasz Byczkowski, ekspert DUON Dystrybucja, jednego z dostawców gazu w Polsce.

  • Komisja Europejska dąży do ograniczenia konsumpcji gazu ziemnego w Europie w okresie 1 sierpnia 2022 – 31 marca 2023 r., o 15% w porównaniu do średniej w analogicznych okresach w ostatnich 5 latach.
  • Plan to na razie zestaw rekomendacji, kraje członkowskie zobowiązały się do redukcji konsumpcji gazu, ale na razie obowiązku nie ma. Może się to zmienić zimą, ponieważ ustalenia umożliwiają wprowadzenie “unijnego stanu alarmowego”.
  • Tymczasem rynek sam dostosowuje się do sytuacji ograniczając popyt pod wpływem rosnących cen.

Komisja przyjęła Europejski plan zmniejszania zapotrzebowania na gaz, aby pomóc państwom członkowskim w niezbędnej redukcji zapotrzebowania. Określono w nim środki, zasady i kryteria skoordynowanego ograniczania popytu. Plan koncentruje się na oszczędzaniu energii we wszystkich sektorach oraz poszukiwaniu alternatywnych sposobów zasilania, gdyby gazu miało zabraknąć na skutek działań Rosji, która wbrew kontraktom ogranicza dostawy do Niemiec.

Plan zawiera wytyczne dla państw członkowskich, które należy uwzględnić przy planowaniu ograniczeń. Komisja przedstawiła także wniosek dotyczący nowego rozporządzenia Rady w sprawie skoordynowanych środków ograniczania zapotrzebowania na gaz. W nowym rozporządzeniu przewidziano zobowiązanie wszystkich państw członkowskich do ograniczenia zapotrzebowania na gaz o 15% w okresie od 1 sierpnia 2022 r. do 31 marca 2023 r. w porównaniu ze średnim zużyciem od 1 sierpnia do 31 marca w ciągu pięciu lat poprzedzających wejście w życie aktu.

15 proc. mniej? Co to oznacza w praktyce?

Plan ma zachęcać i pomóc osiągnąć oszczędności w zużyciu gazu, ale na tym etapie nie nakłada na kraje, ani podmioty gospodarcze, takiego obowiązkumówi Łukasz Byczkowski, Dyrektor Sprzedaży i Marketingu w DUON Dystrybucja. Obecnie skuteczniejszym mechanizmem redukcji zużycia energii, którego działanie widać na co dzień, jest niewidzialna ręka rynku. Popyt zmniejsza się przez rosnące ceny wszystkich paliw, w tym gazu ziemnego i LNG – dodaje.

Sytuacja może jednak ulec zmianie. Nowe rozporządzenie przewiduje również możliwość ogłoszenia przez Komisję, po konsultacji z państwami członkowskimi, „unijnego stanu alarmowego” dotyczącego bezpieczeństwa dostaw. Zobowiązuje on wszystkie państwa członkowskie do zmniejszenia zapotrzebowania na gaz. Jest to instrument, który może być uruchomiony w sytuacji kryzysowej, z własnej inicjatywy Komisji lub na wniosek przynajmniej trzech państw członkowskich. Jego uruchomienie umożliwi Komisji wprowadzenie wiążącej wartości docelowej dotyczącej zmniejszenia popytu.

Unijny stan alarmowy, o co chodzi?

Warto podkreślić, że wprowadzenie unijnego stanu alarmowego nakłada obowiązek redukcji zużycia gazu na państwa. O sposobie wprowadzenie go w życie decydują rządy poszczególnych krajów. Oznacza to, że w Polsce chronione będą przede wszystkim gospodarstwa domowe, ale co z przemysłem?

Na ten moment trudno jednoznacznie określić skutki przyjęcia nowych regulacji na sytuację odbiorców przemysłowych. Wynika to przede wszystkim z tego, że Minister Klimatu i Środowiska nie określił dotychczas sposobu realizacji redukcji zapotrzebowania na gaz o 15%. Zgodnie z planem UE takie regulacje powinny zostać przyjęte do końca września. Ale nie jest to równoznaczne z wprowadzeniem ograniczeń w poborze gazuwyjaśnia Łukasz Byczkowski z DUON Dystrybucja.

Komisja Europejska zaznacza, że państwa członkowskie powinny wyczerpać wszystkie możliwości zastąpienia paliw, nieobowiązkowe systemy oszczędności i alternatywne źródła energii, zanim zdecydują się na wprowadzenie ograniczeń. Zatem prędzej można się spodziewać wprowadzenia bardziej rynkowych środków, które mają osiągnąć skutek w postaci redukcji zapotrzebowania na gaz (np. rozpowszechnianie przykładów działań ograniczających wykorzystanie gazu na cele ogrzewania w obiektach administracji publicznej, ale także budynkach prywatnych).

Strachy na Lachy?

Ryzyko ograniczeń, które mogą dotknąć przemysł, może wzrosnąć zimą, gdy zwiększają się potrzeby gospodarstw domowych i innych chronionych odbiorców gazu.

Jednocześnie warto podkreślić, że redukcje zużycia już następują i teoretycznie możliwe jest osiągnięcie celów Unijnych bez drastycznych ruchów w sezonie grzewczymmówi Łukasz Byczkowski z DUON. – Tym bardziej, że władze mogą zdecydować się na działania, które wpłyną na konsumpcję gazu przez sektor publiczny, kampanie informacyjne zachęcające do obniżenia temperatury w domach, albo ograniczenie konsumpcji gazu przez sektory, gdzie to zużycie jest bardzo duże np. w produkcji nawozów, gdzie gaz ziemny jest surowcem. A co, jeśli to nie wystarczy? W przypadku konieczności ograniczania konsumpcji gazu przez przemysł zapewne wprowadzone zostaną stopnia zasilania, czyli istniejące rozwiązanie stosowane wielokrotnie już w przeszłości. Przemysł sobie poradzi, choć będzie trudniej – podsumowuje.

Rozporządzenie Rady miałoby obowiązywać przez okres dwóch lat od jego wejścia w życie, ale najpóźniej w sierpniu 2023 r. przewiduje się jego przegląd w kontekście ogólnej sytuacji w zakresie dostaw gazu do UE.

Medicover Stomatologia przejmuje Ambasadę Uśmiechu

Medicover Stomatologia dodaje do swojego portfolio wiodącą klinikę stomatologiczną z Opola: Ambasadę Uśmiechu – Klinikę Ortodoncji, Stomatologii i Implantologii, która może poszczycić się nie tylko 10 latami doświadczenia, ponad 70-osobowym wysoko wykwalifikowanym zespołem, ale również ponad 16 tysiącami wyleczonych i zadowolonych pacjentów. W ciągu ostatnich lat Ambasada Uśmiechu zbudowała pozycję jednej z najnowocześniejszych klinik stomatologicznych w Polsce pod względem medycznym, technologicznym i funkcjonalnym. Pozyskanie tak silnej marki z Opola przez Medicover Stomatologia to milowy krok w realizacji obranej kilka lat temu strategii rozwoju sieci.

Medicover Stomatologia to sieć, która od kilku lat konsekwentnie buduje pozycję lidera usług stomatologicznych, a do współpracy zaprasza najlepsze lokalne kliniki stomatologiczne. Uwzględniając Ambasadę Uśmiechu do Medicover Stomatologia dołączyło już 18 lokalnych liderów stomatologii w Polsce. Firma rozwija się również poprzez otwarcia centrów stomatologicznych pod własną marką z autorskim konceptem „Rytuału Uśmiechu”, w którym kluczową rolę odgrywa budowanie pozytywnych doświadczeń pacjenta, transparentność i kompleksowość leczenia oraz wysoki standard opieki, a także dostęp do nowych technologii i specjalistów różnych dziedzin.

Dziś portfolio marki Medicover Stomatologia liczy już 87 centrów dentystycznych, z czego 16 stanowią nowoczesne centra MeinDentist zlokalizowane w Niemczech (firma podpisała przedwstępną umowę przejęcia klinik w Niemczech na początku czerwca br.).

Opolski lider stomatologiczny dołącza do znanej sieci dentystycznej

Wioletta Januszczyk, dyrektor zarządzająca Medicover Stomatologia
Wioletta Januszczyk, dyrektor zarządzająca Medicover Stomatologia

Ambasada Uśmiechu buduje swoją pozycje na rynku usług stomatologicznych od 2012 r., a w 2019 roku przeniosła się do nowoczesnego budynku, którego powierzchnia została celowo zaprojektowana jako kompleksowe centrum leczenia stomatologicznego dorosłych, dzieci i osób z niepełnosprawnościami. Dzięki najnowocześniejszemu wyposażeniu to obecnie jedyne centrum na Opolszczyźnie, które oferuje pełną diagnostykę z wykorzystaniem cyfrowej radiologii, tomografii komputerowej, skanerów wewnątrzustnych 3D. Lekarze kliniki mają do dyspozycji salę operacyjną, która jest przystosowana do przeprowadzania najbardziej skomplikowanych zabiegów stomatologicznych. Pacjenci mogą skorzystać z indywidualnego projektowania uśmiechu na ekranie komputera (Digital Smile Design). Jest to obecnie najbardziej zaawansowana technologicznie metoda projektowania wyglądu nowych zębów. Ambasada Uśmiechu znana jest z całkowicie bezbolesnych wizyt przy zastosowaniu najnowocześniejszych materiałów, technologii i rozwiązań a przede wszystkim z pełnych rekonstrukcji zębów z wykorzystaniem implantów dentystycznych.

Cieszymy się bardzo, że Klinika Ortodoncji, Stomatologii i Implantologii z Opola – Ambasada Uśmiechu od pierwszego sierpnia br. dołączyła do Medicover Stomatologia. Od początku rozwoju naszej sieci jesteśmy ambasadorami uśmiechu, gdyż to właśnie w Medicover Stomatologia proponujemy autorski program leczenia „Complete Smile Check”, czy unikalny koncept z zakresu patient experience pod nazwą „Rytuał Uśmiechu”. Teraz, wraz z opolską Ambasadą Uśmiechu, będziemy rozwijać nasze indywidualne podejście do leczenia pacjenta, z dbałością o jego pozytywne doświadczenia i z wykorzystaniem nowych technologii – komentuje Wioletta Januszczyk, Dyrektor Zarządzająca Medicover Stomatologia.

Ambasada Uśmiechu, podobnie jak Medicover Stomatologia, świadczy nowoczesne usługi w eleganckich, przestronnych wnętrzach, stawiając przede wszystkim na jakość leczenia i komfort pacjenta.

U nas każdy pacjent może poczuć się jak w domu: przed wizytą odpocząć na wygodnej sofie, przeczytać ulubioną prasę i napić się wyśmienitej kawy. Mamy wielu pacjentów, którzy przyjeżdżają do nas wyłącznie na najlepszą kawę… Nasza klinika jest również przyjazna dzieciom. Wyspecjalizowany personel zadba o bezpieczeństwo najmłodszych, organizując im wolny czas w specjalnych strefach dla dzieci. Budynek i wnętrza nie posiadają również barier architektonicznych i są przystosowane do leczenia osób z niepełnosprawnościami – opowiada Michał Rokosa, Prezes Zarządu Ambasady Uśmiechu.

Klinikę z Opola wyróżnia wysoka jakość i kompleksowość usług z zakresu, m.in.: implantologii, ortodoncji, stomatologii estetycznej, chirurgii stomatologicznej oraz zabiegów w znieczuleniu ogólnym.

To jedyne centrum w regionie, w którym wykonywane są zabiegi z zakresu każdej dziedziny stomatologii. Dysponujemy własnym centrum do diagnostyki obrazowej, wykorzystujemy nowoczesne materiały i innowacyjne technologie, takie jak: mikroskopy zabiegowe w każdym gabinecie, lasery stomatologiczne, systemy CAD/CAM, Digital Smile Design, skanery wewnątrzustne Trios 3Shape, implanty umieszczane z wykorzystaniem szablonów i nawigacji cyfrowej. Co istotne, oferujemy leczenie bez bólu dzięki stosowaniu różnych metod znieczulania odpowiadającym potrzebom danego pacjenta – mówi Michał Rokosa.

Podobnie jak w Medicover Stomatologia, pacjenci Ambasady Uśmiechu mają do dyspozycji koordynatorów leczenia (opiekunów), którzy prowadzą pacjenta krok po kroku w procesie leczenia i dbają o jego potrzeby na każdym etapie opieki stomatologicznej.

Wysoko wykwalifikowany, pełen pasji personel, nowoczesne wyposażenie i pełna kompleksowość usług stomatologicznych, w połączeniu z dbałością o maksymalną satysfakcję i szeroko pojmowany komfort pacjentów, to standard, który będzie definiował stomatologię przyszłości. My chcemy taki standard oferować w Medicover Stomatologia już teraz wspólnie z kliniką Ambasada Uśmiechu, którą z przyjemnością witamy w rodzinie Medicover – podsumowuje Wioletta Januszczyk, Dyrektor Zarządzająca Medicover Stomatologia.

Agencja ochrony – w jaki sposób najlepsze firmy łączą monitoring CCTV z ochroną bezpośrednią i patrolami?

Z perspektywy wielu firm i właścicieli posiadłości standardowe usługi agencji ochrony są drogie i mało elastyczne. Koszty można jednak w prosty sposób zredukować, osiągając przy tym jeszcze wyższy poziom bezpieczeństwa. Podstawą nowoczesnych systemów jest monitoring wizyjny. Co warto o nim wiedzieć?

Czym zajmuje się nowoczesna firma ochroniarska?

Zapewnienie bezpieczeństwa osobom i mieniu może przyjmować różne formy. Sporą popularnością wciąż cieszy się ochrona fizyczna, która opiera się na zaangażowaniu agentów ochrony odpowiedzialnych np. za patrolowanie terenu i stwierdzanie potencjalnych naruszeń. Taki model działania nie jest jednak najbardziej efektywny, ponieważ w decydującym stopniu bazuje na czynniku ludzkim.

Właśnie on, w większości przypadków, okazuje się najbardziej zawodny. Przy tym takie działanie wiąże się także z bardzo dużymi nakładami finansowymi, które rosną nie tylko wraz z liczbą pracowników, ale również ich kompetencjami. Nowoczesne firmy ochroniarskie bazują natomiast na monitoringu wizyjnym, który jest podstawą inteligentnych systemów bezpieczeństwa.

Ile kosztuje ochrona domu lub firmy?

Bez wątpienia to koszty wciąż są jedną z przyczyn skłaniających wiele osób do rezygnacji z usług świadczonych przez agencje ochrony. Nic w tym dziwnego: w zależności od typu obiektu i niezbędnych zasobów mogą sięgać nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych w ujęciu miesięcznym. Dlaczego usługa jest tak droga? Nawet 90% stawki godzinowej to koszt wynagrodzenia. Bazując na ochronie elektronicznej, można zaoszczędzić natomiast 80% w stosunku do ofert agencji ochrony specjalizujących się w ochronie fizycznej. Takie rozwiązanie sprawdza się przy tym w bardzo różnych sytuacjach i miejscach.

Ochrona elektroniczna jest wybierana przede wszystkim przez małe, średnie i duże przedsiębiorstwa. Często tradycyjną ochronę zastępuje również inteligentny monitoring budowy, który pozwala na optymalizację wydatków. Co ważne: klient może nabyć samodzielnie system, co wprawdzie wiąże się ze sporymi kosztami, ale pozwala na osiągnięcie oszczędności w późniejszym terminie. Jednocześnie może również go wydzierżawić i opłacać w ramach abonamentu.

Monitoring wizyjny w pracy agencji ochrony

Ochrona elektroniczna to coraz chętniej wybierana alternatywa w różnego typu obiektach. Dla wielu podmiotów i osób fizycznych jest także – ze względu na zdecydowanie niższe koszty i wyższą elastyczność – jedynym możliwym wyborem. Nowoczesne firmy ochroniarskie, takie jak profesjonalna agencja ochrony DeltaPrime, opierają system bezpieczeństwa na monitoringu wizyjnym i redukują zaangażowanie pracowników do niezbędnego minimum.

Jak działa ochrona elektroniczna?

W przeciwieństwie do pracowników pełniących służby patrolowe system monitoringu wizyjnego jest aktywny przez cały czas, a dzięki odpowiedniej konstrukcji obejmuje cały ochraniany obiekt. Dodatkowe metody zasilania oraz przepływu danych są przy tym gwarancją jego ciągłego funkcjonowania niezależnie od okoliczności.

W przypadku stwierdzenia potencjalnego naruszenia klatka referencyjna jest przesyłana do centrum monitoringu, w którym operator może bez zbędnej zwłoki dokonać jej analizy i podjąć dalsze działania. Skuteczne może okazać się już samo nadanie komunikatu wzywającego do zaprzestania nielegalnych działań i informujące o wezwaniu jednostki policji. Na miejsce może również przybyć patrol interwencyjny. W przeciwieństwie do tradycyjnej ochrony fizycznej działanie jest więc zdecydowanie szybsze i bardziej elastyczne. Niezbędne nakłady finansowe będą natomiast dużo niższe.

Zmiana w zarządzie TUiR Allianz Polska

Monika Leżyńska odpowiada za ubezpieczenia majątkowe w zarządzie TUiR Allianz Polska, Krzysztof Wanatowicz zostaje w firmie.

Monika Leżyńska została powołana na członka zarządu TUiR Allianz Polska S.A. z dniem 1 sierpnia 2022 r. – odpowiada za underwriting i zarządzanie produktami w ubezpieczeniach majątkowych. Powołanie jest związane ze złożoną przez Krzysztofa Wanatowicza rezygnacją ze składu zarządu. Krzysztof Wanatowicz pozostaje w Allianz Polska jako dyrektor zarządzający ds. produktów korporacyjnych.

Monika Leżyńska jest związana z branżą ubezpieczeniową od ponad 15 lat. Przed przyjściem do Allianz Polska zarządzała Pionem Rozwiązań dla Klientów Indywidualnych w Uniqa. Ma bogate doświadczenie w kierowaniu zaawansowaną analityką i biznesowym podejściem do data science w obszarach projektowania produktów, taryfikacji, sprzedaży i likwidacji szkód. Pracowała dla AXA Ubezpieczenia, Warta i Link4. Jest absolwentką Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie oraz Uniwersytetu Warszawskiego.

Dziękuję za zaufanie i ciepłe przyjęcie. Cieszę się, że mogę mieć swój udział w dalszym rozwoju i wzmocnieniu pozycji Allianz w Polsce – mówi Monika Leżyńska.

Krzysztof Wanatowicz jest związany z Allianz Polska od 2016 roku. Początkowo był dyrektorem zarządzającym ds. produktów masowych w ubezpieczeniach majątkowych. Od 2018 roku jako członek zarządu odpowiadał za pion underwritingu i zarządzania produktami w obu towarzystwach ubezpieczeniowych Allianz – majątkowym i życiowym. Po połączeniu spółek Allianz Polska i Avivy, pełnił tę rolę w towarzystwie majątkowym.

Rezygnacja z roli członka zarządu była moją osobistą decyzją. Pozostaję w centrum biznesu korporacyjnego Allianz Polska i będę nadal pracował na rzecz rozwoju naszej firmy – mówi Krzysztof Wanatowicz.

Od sierpnia Krzysztof Wanatowicz obejmuje stanowisko dyrektora zarządzającego ds. produktów korporacyjnych, odpowiedzialnego również za nadzór nad apetytem na ryzyko polskiej spółki majątkowej. Jego wiedza w zakresie techniki ubezpieczeniowej oraz określania apetytu na ryzyko będzie też wykorzystywana w grupie Allianz w skali międzynarodowej.

Wspólnie, jako zespół witamy Monikę Leżyńską i życzymy jej sukcesów w rozwijaniu naszej pozycji na rynku ubezpieczeń majątkowych. Dziękujemy Krzysztofowi Wanatowiczowi za pracę w zarządzie. Cieszymy się, że pozostaje z nami na kluczowym stanowisku dla biznesu korporacyjnego i relacji z pośrednikami – mówi Matthias Baltin, prezes TUiR Allianz Polska S.A.

Michał Gondek dołączył do Zarządu Columbus Energy

Michał Gondek został powołany przez Radę Nadzorczą na stanowisko Wiceprezesa Columbus Energy S.A. Nowy Wiceprezes będzie odpowiadał m.in. za rozwój Grupy Columbus również na rynkach zagranicznych.

Uchwałą Rady Nadzorczej z dnia 1 sierpnia br. w skład Zarządu Columbus Energy S.A. został powołany Michał Gondek, dotychczasowy Dyrektor Pionu Techniczno-Inwestycyjnego Spółki. Michał Gondek obejmuje funkcję Wiceprezesa Zarządu i będzie odpowiadał m.in. za rozwój Grupy Columbus za granicą oraz nowe inwestycje.

Michał Gondek od 9 lat aktywnie uczestniczy w rozwoju Grupy Columbus. Jest autorem przełomowych projektów, inicjatorem i pomysłodawcą wielu ważnych inwestycji, dzięki którym Columbus odnosi sukcesy biznesowe. Mam ogromny szacunek do jego wiedzy i kompetencji, bo jest przede wszystkim ekspertem z zakresu energetyki. Jestem przekonany, że jego działalność w strukturach Zarządu nabierze jeszcze większej dynamiki, zwłaszcza w zakresie planowanej ekspansji Columbus za granicą twierdzi Dawid Zieliński, Prezes Zarządu Columbus Energy S.A.

Powierzone mi dzisiaj stanowisko Wiceprezesa Columbus Energy jest dla mnie dużym wyróżnieniem i dziękuję członkom Rady Nadzorczej za zaufanie. Grupa Columbus jest jednym z nielicznych podmiotów na rynku nowoczesnej energetyki, który ma bardzo precyzyjnie określone cele i realizuje je ponadprzeciętnie szybko. Wierzę, że moje dotychczasowe doświadczenie w pracy w Grupie Columbus przełoży się na jeszcze większe zaangażowanie na szczeblu Zarządu komentuje Michał Gondek, Wiceprezes Zarządu Columbus Energy S.A.

Michał Gondek od początku swojej ścieżki zawodowej jest związany z energetyką odnawialną.

Z Grupą Columbus związał się w 2013 r., a w ostatnich latach pełniąc funkcję dyrektora obszernego Pionu Techniczno-Inwestycyjnego. Był odpowiedzialny m.in. za realizację inwestycji, rozwój produktów oraz wprowadzanie nowych technologii w Grupie. Przez ostatnie dwa lata pełnił też funkcję prokurenta Columbus Energy S.A. Od lipca br. jest Prezesem Zarządu spółki Columbus Energy a.s., działającej w Republice Czeskiej. Michał Gondek jest absolwentem Akademii Górniczo-Hutniczej na Wydziale Energetyki i Paliw. Ukończył także studia podyplomowe Executive MBA.

Jak rozwiązać spółkę komandytową?

Spółka komandytowa zaliczana jest do spółek osobowych. Oznacza to, że niektórzy z jej wspólników odpowiadają za jej zobowiązania całym swym majątkiem (komplementariusze), a niektórzy odpowiadają wyłącznie w ograniczonym zakresie (komandytariusze).

W przypadku, gdy wspólnicy spółki postanowią o zakończeniu działalności, reguły te nie ulegają zmianie – komplementariusze nadal mogą ponosić odpowiedzialność za zobowiązania podmiotu całym swoim majątkiem. Ma to niebagatelny wpływ na dopuszczalne sposoby rozwiązania spółki komandytowej. Jak więc może przebiegać rozwiązanie spółki komandytowej? Czy przeprowadzenie w stosunku do niej postępowania likwidacyjnego to jedyne rozwiązanie?

Sposoby rozwiązania spółki komandytowej

Odszukanie stosownych przepisów, regulujących rozwiązanie spółki komandytowej może być dla osoby niemającej wiele wspólnego z prawem dość trudne. Ustawodawca zdecydował się bowiem, że nie będzie regulował tej kwestii w sposób wyraźny, a uczyni to poprzez odesłanie do przepisów dotyczących spółki jawnej.

Zasadniczo, właściwym sposobem, aby zakończyć działalność takiej spółki, jest likwidacja, a wyjątkiem jest… to gdy wspólnicy postanowią inaczej. W rzeczywistości otwiera to drogę do dwóch podstawowych sposobów wykreślenia spółki:

  • w wyniku przeprowadzonego postępowania likwidacyjnego;
  • bez likwidacji.

Postępowanie likwidacyjne w spółce komandytowej

Rozwiązanie spółki komandytowej w wyniku likwidacji wymaga powołania likwidatorów, którzy dbają o prawidłowy przebieg tego ostatniego stadium działalności spółki. Do ich zadań należy: zawiadomienie sądu o otwarciu likwidacji, sporządzenie odpowiednich bilansów, upłynnienie majątku spółki, czy zakończenie działalności gospodarczej spółki.

Z mocy samego prawa, likwidatorami są co do zasady wszyscy jej wspólnicy. Oczywiście mogą być nimi również niemal dowolne inne osoby.

Co istotne, w ramach postępowania likwidacyjnego nie jest wymagane publikowanie wezwania wierzycieli w MSiG, jak ma to miejsce w spółkach kapitałowych. Jest to uzasadnione charakterem spółki osobowej, a więc również nieograniczoną odpowiedzialnością komplementariusza za zobowiązania spółki, nawet po zakończeniu likwidacji podmiotu.

Zakończenie działalności spółki bez przeprowadzania postępowania likwidacyjnego

No dobrze, ale co dzieje się, gdy wspólnicy jednak postanowią, że postępowanie likwidacyjne nie zostanie przeprowadzone? Co mają wtedy zrobić wierzyciele spółki?

Nie może stać się tak, że z dnia na dzień spółka komandytowa zakończy swoją działalność, zostanie wykreślona z rejestru, a jej wierzyciele nie znajdą zaspokojenia. Aby rozwiązanie spółki komandytowej było możliwe bez postępowania, przede wszystkim muszą zgodzić się na to wszyscy jej wspólnicy. Jeśli takiej zgody nie będzie, konieczne jest przeprowadzenie likwidacji.

Drugim, ale nie mniej istotnym warunkiem jest to, że wspólnicy spółki likwidowanej nadal ponoszą odpowiedzialność na warunkach zbliżonych do tych z okresu jej pełnoprawnego funkcjonowania. Ich odpowiedzialność nie znika wraz ze spółką.

Kiedy następuje rozwiązanie spółki komandytowej?

Rozwiązanie spółki komandytowej następuje z chwilą definitywnego wykreślenia jej z rejestru przedsiębiorców Krajowego Rejestru Sądowego. Oznacza to, że od tego momentu traci jakąkolwiek podmiotowość prawną, a za ewentualne zobowiązania wyłącznie odpowiedzialni pozostają jej dotychczasowi wspólnicy.

Wybór sposobu, w który nastąpi rozwiązanie spółki komandytowej, jest niezwykle istotny z punktu widzenia wspólników i szybkości postępowania. Zapraszamy do kontaktu z naszą kancelarią – nie tylko pomożemy wybrać najlepszą metodę, ale też wesprzemy wspólników w przeprowadzeniu postępowania likwidacyjnego lub zakończeniu działalności spółki bez likwidacji.

Zapraszamy do kontaktu z naszą kancelarią – od lat wspieramy przedsiębiorców w skutecznym wszczynaniu oraz prowadzeniu postępowań upadłościowych.

Pozataryfowe bariery handlowe mogłyby zbić inflację aż o -4,5pp w UE i o -2,0pp w USA

  • Silniejszy dolar amerykański nie wystarczy, by opanować inflację w USA – wynika z analiz Allianz Trade. Choć wzrost wartości USD obniży inflację o -1,4pp na przestrzeni kolejnych trzech miesięcy, a USA jako państwo są mniej narażone na rosnące w zawrotnym tempie ceny energii, nadal przewidujemy utrzymywanie się inflacji znacznie powyżej 2% w przyszłym roku. W tym kontekście Administracja prezydenta Bidena rozważa zniesienie części środków taryfowych narzuconych na Chiny za czasów prezydenta Trumpa i zwiększenie wysiłków ku wzmocnieniu łańcuchów dostaw.
  • Tym niemniej w Allianz Trade uważamy, iż pełna liberalizacji taryfowa handlu w USA i UE nie będzie przyczynkiem do rewolucji w prognozach inflacyjnych. Gdyby stawki taryfowe dla głównych partnerów importowych (w tym Chin) zostały zredukowane do zera, inflacja spadłaby o jedynie -0,4pp w USA i -0,1pp w UE, mając na względzie wysoki udział już bezcłowego importu (72% w USA dla towarów innych niż rolne, 56% w UE).
  • Przeciwnie zaś, obniżenie pozataryfowych barier handlowych mogłoby mieć istotny wpływ. Środki pozataryfowe wpływają na niemalże 80% handlu w USA i niemalże 95% w UE. W Allianz Trade uważamy, iż redukcja środków pozataryfowych nałożonych na handel do poziomu poniżej 50% spowodowałaby obniżenie marż firm i, co za tym idzie, zbicie inflacji o -2pp w USA i -4,5pp w UE. Obniżenie ochrony zapewnianej producentom lokalnym mogłoby więc przynieść znaczące korzyści dla konsumentów, szczególnie w UE, gdzie -9% deprecjacja EUR spowoduje wzrost inflacji o ponad +1,0pp w ciągu jednego roku.
  • Według szacunków Allianz Trade zniwelowanie zakłóceń w łańcuchach dostaw mogłoby również obniżyć inflację o nawet -1,5pp zarówno w USA, jak i UE. Wymagałoby to normalizacji poziomów produkcji przemysłowej i przepływów handlowych pomiędzy kluczowymi partnerami importowymi w sytuacji, w której Chiny najprawdopodobniej utrzymają swoją politykę zero Covid do II kw. 2023 r. Oddzielnie, pomóc mogłyby polityki krajowe, takie jak plan infrastrukturalny skoncentrowany na portach i/lub wzroście konkurencyjności w branży transportu morskiego, wraz z odpowiednimi politykami dla rynku pracy.

Tabela 1: Wpływ polityk handlowych na inflację

USA UE
Pełna liberalizacja taryfowa handlu -0,4pp -0,1pp
Obniżenie barier pozataryfowych -2,0pp -4,5pp
Normalizacja łańcuchów dostaw -1,5pp -1,5pp
Waluta przyrostowo w ciągu roku -1,4pp +1,0pp (strefa euro)

Źródło: Allianz Research

Liberalizacja handlu wraca na stół

Choć wzrost wartości USD obniży inflację o -1,4pp na przestrzeni kolejnych trzech miesięcy dzięki obniżonym cenom importowym (patrz Rysunek 1), a USA jako państwo są mniej narażone na rosnące w zawrotnym tempie ceny energii, nadal przewidujemy utrzymywanie się inflacji na poziomie sprzed pandemii przez co najmniej pierwszą połowę 2023 r. Utrzymująca się wysoka inflacja rodzi coraz większe obawy polityków co do widocznie rosnących kosztów dla gospodarki i rosnącego niezadowolenia społecznego. W tym kontekście amerykańska administracja rozważa zniesienie części środków taryfowych narzuconych na chińskie towary za czasów prezydenta Trumpa Pomóc w tym może obowiązkowy czteroletni przegląd taryf, który może skutkować ich wygaszeniem w lipcu i sierpniu. W opinii Allianz Trade wycofanie części środków taryfowych nałożonych na towary importowane z Chin postrzegane jest jako sposób na złagodzenie kryzysu, jaki dotyka gospodarstwa domowe w zakresie kosztów życia poprzez obniżenie cen towarów konsumenckich.

Rysunek 1: Ceny importowe w USA i indeks dolara ważony handlem

Ceny importowe w USA i indeks dolara ważony handlem
Ceny importowe z wyłączeniem ropy naftowej – oś po lewej Indeks dolara ważony handlem (TWI) (inw., zal. 3m) –oś po prawej Źródła: US BLS, BIS, Allianz Research

Łączna amerykańska stawka celna mogłaby spaść nawet o -2,5pp, jeśli administracja zetnie do zera wszystkie dwustronne stawki celne stosowane w transakcjach z dziewięcioma największymi partnerami importowymi (którzy odpowiadają łącznie za około 75% importu amerykańskiego). Patrząc na stosowane (efektywne) stawki celne, tzn. uwzględniając strukturę importowanych towarów, stawka obowiązująca dla Chin wynosi 12,8%, czyli znacznie powyżej stawki celnej w ramach klauzuli największego uprzywilejowania (stawka MFN) wynoszącej 1,5%, która obowiązywałaby w razie braku odwetowych środków taryfowych w ramach Światowej Organizacji Handlu (WTO) (patrz Rysunek 2). Stawca celna w wysokości 1,6% stosowana dla towarów indyjskich również przekracza stawkę MFN (0,7%), ponieważ taryfy odwetowe nałożone w czasach prezydenta Trumpa na indyjską stal i aluminium nie zostały nadal zniesione. Stawki celne stosowane dla pozostałych dużych partnerów importowych są bardzo niskie i zgodne ze stawkami MFN. Stawki dla towarów kanadyjskich i meksykańskich nie istnieją, ponieważ oba kraje prowadzą handel w ramach unii celnej z zerowymi stawkami celnymi z USA (zgodnie z Umową Stany Zjednoczone-Meksyk-Kanada (USMCA), która w roku 2020 zastąpiła umowę NAFTA). W opinii Allianz Trade w przypadku obniżenia stawek celnych dla towarów chińskich i indyjskich przez USA do odpowiednich poziomów MFN, łącza (ogólna dla całego świata) amerykańska stawka celna spadłaby o -2pp.

Rysunek 2: Stawki celne stosowane przez USA dla najważniejszych partnerów importowych (%)

Stawki celne stosowane przez USA dla najważniejszych partnerów importowych
Źródła: WTO, PIIE, Allianz Research / *Wyłączono Meksyk i Kanadę (zerowa stawka celna)

Nacisk na liberalizację handlu jako środek obniżenia inflacji w UE jest niższy, ponieważ stawki celne na importowane towary są już i tak bardzo niskie, co ogranicza pole działania w tym obszarze. Łączna stawka celna w UE mogłaby spaść o jedynie -0,3pp, ponieważ sześciu największych partnerów importowych UE objętych jest już zakresem Umowy o Wolnym Handlu (FTA) lub unią celną (Zjednoczone Królestwo, Turcja, Japonia, Norwegia i Korea Południowa), gdzie obowiązują zerowe lub zbliżone do zera stawki celne. Nawet w przypadku trzech krajów, z którymi UE nie zawarła umowy o wolnym handlu (Chiny, Indie i USA), stosowane stawki celne są raczej niskie i wahają się w zakresie od 0,5% dla importu amerykańskiego do 1,8% dla importu indyjskiego (patrz Rysunek 3).

Rysunek 3: Stawki celne stosowane przez UE dla najważniejszych partnerów importowych (%)

Stawki celne stosowane przez UE dla najważniejszych partnerów importowych
Źródła: WTO, Komisja Europejska, Allianz Research

Nawet ambitne cięcia taryfowe byłyby (prawie) nieskuteczne w obniżaniu inflacji

Wpływ na inflację cen konsumenckich w „skrajnym” scenariuszu 0% stawki celnej dla głównych partnerów transportowych oceniamy przez pryzmat historycznej relacji między cenami importowymi i cenami konsumenckimi (patrz Rysunek 4 dla USA). Maksymalne obniżenie stawki celnej w USA o -2,5pp spowodowałoby obniżenie inflacji o -0,4pp, natomiast obniżenie stawki celnej w UE o -0,4pp doprowadziłoby do obniżenia inflacji o -0,1pp. Jak widać, nawet przy mało możliwym do zrealizowania ambitnym scenariuszu zakładającym eliminację stawek celnych, USA i UE osiągnęłyby niewielkie korzyści w zakresie obniżania inflacji.

Rysunek 4: Ceny importowe i inflacja w USA (%r/r)

Ceny importowe i inflacja w USA
Źródła: US BLS, Allianz Research

Usunięcie środków pozataryfowych (NTM) mogłoby mieć istotny wpływ.

W ostatnich latach przyjmowano rosnącą liczbę środków pozataryfowych (patrz Rysunek 5), w tym kwotowe ograniczenia importu, ograniczenia eksportu kluczowych surowców czy podstawowych towarów, uciążliwa biurokracja (która z pewnością utrudnia handel pomiędzy UE i Zjednoczonym Królestwie po Brexicie), czy – mówiąc bardziej ogólnie – wymogi regulacyjne. Na poziomie globalnym, towarami najmocniej dotkniętymi przez środki NTM są samochody, wyroby stalowe i telefony. Jeśli chodzi o wyroby stalowe, USA działa najbardziej aktywnie w zakresie nakładania takich środków, odpowiadając za jedną trzecią globalnych środków NTM nałożonych w tym obszarze. W Europie środki NTM stosuje się głównie w odniesieniu do towarów z sektora chemicznego i rolno-spożywczego, czasami wraz z wprowadzeniem wymogów koncesyjnych czy zupełnych zakazów handlu. W badaniach przeprowadzonych przez Uniwersytet Aston wykazano, iż wymogi w zakresie unijnych norm zdrowotnych i bezpieczeństwa dla takich produktów jak spożywcze i chemiczne, jak również specyfikacje techniczne dla maszyn to czynniki posiadające najbardziej negatywny wpływ na brytyjski eksport do UE. Już same te środki NTM odpowiadają za 15% spadek eksportu w porównaniu do scenariusza sprzed Brexitu.

Rysunek 5: Pozataryfowe środki interwencyjne stosowane w handlu

Pozataryfowe środki interwencyjne stosowane w handlu
Szkodliwy wpływ
Liberalizacja
Netto
Źródła: Global Trade Alert, Allianz Research

W USA i UE udział importu objętego środkami NTM wykracza znacznie poza globalny poziom 72%: 77% w USA i aż 94% w UE. Podobnie jak w przypadku środków taryfowych, środki pozataryfowe również przekładają się na wyższe premie cenowe (lub marże) dla wyrobów produkcji krajowej (ponieważ są chronione środkami NTM) oraz wyrobów importowanych (w związku z nałożonymi na nie środkami NTM). W badaniu autorstwa Deana i in.[1] dokonano kwantyfikacji tych premii cenowych dla dużego zbioru towarów konsumenckich (pogrupowanych na cztery sektory) dla ponad 60 krajów. Oszacowane premie spowodowane nałożeniem środków NTM są, jak można było przewidzieć, wyższe w krajach o wysokich wskaźnikach pokrycia (patrz Rysunek 6). W UE premia spowodowana środkami NTM sięga 36%. Natomiast w kraju o bardzo otwartej gospodarce, jakim jest Izrael, którego wskaźnik pokrycia wynosi jedynie 22%, premia taka wynosi jedynie 8%. Stosunek pomiędzy premią cenową spowodowaną środkami NTM i wskaźnikiem pokrycia wydaje się być wykładniczy, z premią cenową wzrastającą ostro wraz z przekroczeniem 80% wskaźnika pokrycia.

Rysunek 6: Wskaźnik pokrycia NTM i premie cenowe spowodowane nałożeniem NTM na towary

Wskaźnik pokrycia NTM i premie cenowe spowodowane nałożeniem NTM na towary
Premia cenowa spowodowana NTM (%)
Wskaźnik pokrycia (%)
Źródła: World Integrated Trade Solution, Dean et al., Allianz Research

W przypadku obniżenia poziomu środków NTM do izraelskiego, wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych (CPI) w USA mógłby spaść o -2pp, a w UE o -4,5pp. W opinii Allianz Trade rezygnacja ze środków NTM byłaby praktycznie przydatna w strefie euro, szczególnie przy przewidywanej deprecjacji EUR -9%, która spowoduje wzrost inflacji w strefie euro o ponad +1,0pp w ciągu jednego roku w związku ze wzrostem cen importowych o ponad +6pp zgodnie z szacowanym przez Europejski Bank Centralny wpływem kursu walutowego na inflację.

W tym scenariuszu – który można osiągnąć poprzez obniżenie wskaźnika pokrycia do poziomu poniżej 50% – marża na importowane towary spadłaby do 8%. Ważąc spadek marż wskaźnikiem pokrycia (tzn. udziałem importowanych towarów, których marża by spadła) uzyskujemy szacowany wpływ na ceny importowe oraz, docelowo, na wskaźnik CPI. Należy zauważyć, że są to szacunki zachowawcze – można również oczekiwać spadku cen towarów produkcji krajowej (nie tylko towarów importowych, na które środki NTM mają wpływ) wraz z usunięciem barier handlowych i wzrostem konkurencji na rynku krajowym.

Normalizacja łańcuchów dostaw mogłaby również pozwolić obniżyć inflację w USA i UE o około 1,5pp.

Znaczny wpływ na początkowy wzrost inflacji w trakcie pandemii miała dyslokacja globalnych produkcyjnych łańcuchów dostaw (patrz Rysunek 7) w kontekście reorientacji wydatków ku towarom, a także zakłócenia dostaw kluczowych materiałów (szczególnie z Azji i Chin). Szacujemy, iż pełna normalizacja łańcuchów dostaw doprowadziłaby do -1,5pp spadku wskaźnika CPI w USA i UE. Powyższe opiera się na założeniu zrównoważenia sytuacji w zakresie dostępności wyprodukowanych wyrobów oraz skrócenia terminów dostaw przez dostawców. Wymagałoby to normalizacji poziomów produkcji przemysłowej i przepływów handlowych pomiędzy kluczowymi partnerami importowymi, w szczególności w stosunku do Chin, gdzie kontynuacja polityki zero Covid w Kw II 2023 oznacza nieustające ryzyko dla funkcjonowania globalnych łańcuchów dostaw i globalnej branży transportu morskiego. Oddzielnie, polityki krajowe w USA i UE, takie jak plan infrastrukturalny skoncentrowany na portach i/lub wzroście konkurencyjności w branży transportu morskiego, mogłyby pomóc w zwalczaniu zakłóceń w łańcuchach dostaw.

Rysunek 7: Wskaźnik napięć w globalnych łańcuchach dostaw i inflacja dóbr trwałych w USA

Wskaźnik napięć w globalnych łańcuchach dostaw i inflacja dóbr trwałych w USA
Źródła: Refinitiv, Allianz Research

Tym niemniej wzmocnieniu łańcuchów dostaw przy pomocy wysokich wydatków na infrastrukturę towarzyszyć muszą odpowiednie polityki dla rynku pracy. Politycy prezentują ambitne plany inwestycyjne, które mają wzmocnić gospodarkę po pandemii po stronie dostaw, takie jak europejski Instrument na rzecz Odbudowy i Zwiększenia Odporności (RRF) w UE czy plan Build Back Better (Odbudujmy Lepiej) w USA. Jednakże fizyczną realizację przedsięwzięć infrastrukturalnych (takich jak porty) utrudniać będą prawdopodobnie znaczne niedobory siły roboczej i materiałów (patrz Rysunek 8), jeśli nie będą im towarzyszyć odpowiednio zaprojektowane polityki dla rynku pracy (np. zwiększona elastyczność przepisów regulujących rynek pracy celem ułatwienia alokacji zasobów, zwiększona elastyczność wymogów wizowych celem obniżenia liczby wolnych wakatów, tymczasowa elastyczność w zakresie obejmowania stanowisk w zawodach ograniczonych czy rozszerzenie programów szkoleń zawodowych). Problemy z dostawami powodują zahamowanie budowy nowych domów w USA, gdzie liczba wydanych pozwoleń na budowę, dla których proces budowy nie został jeszcze rozpoczęty jest rekordowo wysoka (na poziomie ok. 385.000).

Rysunek 8: Czynniki ograniczające produkcję w strefie euro (% badanych firm)

Czynniki ograniczające produkcję w strefie euro
Źródła: Komisja Europejska, Allianz Research

[1] Estimating the price effects of non-tariff barriers (Szacowanie wpływu barier pozataryfowych na ceny), Dean, Feinberg, Signoret, Ferrantino and Ludema, w Contributions in Economic Analysis & Policy (Elementy wpływające na analizę i politykę gospodarczą) – Styczeń 2009.

Brytyjska Komisja Prawna orzeka w sprawie kryptowalut

Brytyjska Komisja Prawna opublikowała dokument konsultacyjny dotyczący kryptowalut. Dokument zawiera proponowane reformy traktowania kryptowalut i innych bezpiecznych aktywów cyfrowych, takich jak NFT. Pomimo braku oficjalnych regulacji, widać jasno, że brytyjskie prawo zmierza w kierunku uregulowania finansowych produktów cyfrowych.

Pod wieloma względami prawa własności są jednymi z podstawowych założeń dobrze funkcjonujących rynków. Jest to jeden z powodów, dla których Wielka Brytania jest tak atrakcyjnym obszarem dla wielu osób poszukujących zarządzania aktywami lub innych usług inwestycyjnych. Solidne prawo własności aktywów oraz wiedza, że sądy w wybranej przez państwa jurysdykcji będą stać na straży tych praw, mają kluczowe znaczenie dla funkcjonowania rynków inwestycyjnych.

Dlatego wyniki tych konsultacji są niezwykle istotne dla brytyjskiej sceny kryptowalutowej. Kryptowaluty i szerzej aktywa cyfrowe istnieją obecnie w Wielkiej Brytanii w czymś w rodzaju szarej strefy. Gdyby jednak te proponowane reformy zostały wdrożone, znacznie wzmocniłyby prawa własności cyfrowej, a co najważniejsze, prawo właścicieli do odzyskania aktywów na drodze sądowej w razie konieczności.

Simon Peters, analityk kryptowalut na platformie eToro

Najsilniejszy od 2020 roku 29-sesyjny wzrost S&P 500

Amerykańskie akcje kontynuowały w piątek swój zwyżkę (S&P 500 +1,42 proc., DJIA +0,97 proc., Nasdaq Composite +1,88 proc.). Ten wzrost wyprowadził S&P 500 na najwyższy poziom od pierwszej dekady czerwca. Trwający od 29 sesji wzrost wartości S&P 500 jest najsilniejszym tego typu ruchem tego indeksu od 20 lat (+12,6 proc.).

Na giełdach Azji i Oceanii dziś rano również przeważały wzrosty (najsilniej – o 1,07 proc. – rósł singapurski Straits Times). Lekko traciły jedynie filipiński PSEi oraz tajwański TAIEX.
Ostrożna tendencja wzrostowa przeważała również w poniedziałkowy poranek (DAX +0,11 proc., CAC 40 +0,21 proc.).

WIG-20 rósł dziś rano o 0,83 proc. zbliżając się do poziomów swoich szczytów z 8 lipca i 28 czerwca. Nowe cykliczne maksima osiągnęły dziś ceny akcji spółek Arctic Paper, Unimotu oraz Zespołu Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin.

Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych rządy USA, która w piątek spadła do najniższego poziomu od 3 miesięcy, minimalnie dziś rano rosła. Podobnie były w przypadku 10-latek niemieckiego rządu, które pod koniec minionego tygodnia znalazły się na najniższym poziomie od końca kwietnia. Rentowność polskich 10-latek również była w piątek najniższa od kwietnia, a dziś rano nadal lekko spadała (do 5,526 proc. w porównaniu do ponad 8 proc. jeszcze niecałe 1,5-miesiąca temu.

Lekko taniały dziś rano kontrakty na ropę naftową (WTI -1,02 proc., Brent -0,44 proc.).

Japoński jen kontynuował odrabianie wcześniejszych strat, które sprowadziły jego kurs względem USD do najniższego poziomu od 1998 roku (USD/JPY -0,9 proc. dziś rano). Euro również nieco zyskiwało względem dolara (0,12 proc. ok. 9:17), ale kurs EUR/USD pozostawał poniżej poziomów swoich maksimów z ostatnich 2 tygodni. Amerykański dolar był dziś najwyżej od 2 lat względem dolara tajwańskiego.

Minimalnie umacniał się dziś rano polski złoty (EUR/PLN -0,2 proc., USD/PLN -0,17 proc.).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara, który w sobotę osiągnął najwyższy poziom od 13 czerwca (powyżej 24000 USD), spadł w niedzielę i kontynuował zniżkę dziś rano (-1,6 proc.).

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

Nabywanie nieruchomości rolnych nie jest niemożliwe

Przepisy ograniczające obrót ziemią, w powszechnej opinii są w Polsce bardzo restrykcyjne. Zgoda Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa (KOWR) wymagana jest nawet na nabycie 1 ha działki rolnej przez osobę fizyczną, jeżeli nie jest rolnikiem. „W czasie lockdownów wielu z nas szukało możliwości przeniesienia się poza miasto. Wzrosło zainteresowanie zakupem nieruchomości rolnych. I chociaż ten rynek jest nadal bardzo mocno regulowany, to statystyki wskazują, że regulator nie ingeruje tak często w ten obrót, jakby się mogło wydawać” – mówi Aleksandra Jach, Counsel w kancelarii Wolf Theiss.

Zgodnie z postanowieniami art. 2a ustawy o kształtowaniu ustroju rolnego nabycie nieruchomości rolnej przez podmioty inne niż rolnik indywidualny potrzebne jest zezwolenie Dyrektora Generalnego KOWR wyrażoną w drodze decyzji administracyjnej. Ustawa przewiduje szereg wyjątków, które dotyczą m.in.: osób bliskich zbywcy, jednostek samorządu terytorialnego oraz Skarbu Państwa, a także określonych ustawą przypadków (np. nabycia nieruchomości rolnej w wyniku dziedziczenia, nabycia nieruchomości rolnej o powierzchni mniejszej niż 1 ha lub w wyniku zniesienia współwłasności).

– Nabycie nieruchomości rolnych przez osoby indywidualne z reguły dotyczy działek do 1 ha – dzięki czemu zgoda KOWR nie jest wymagana. Ale, mimo tego, nabycie gruntu rolnego powyżej 0,3 ha nie zwalnia nabywcy z obowiązku prowadzenia przez 5 lat od jego nabycia gospodarstwa rolnego w skład którego ten grunt wszedł, ani nie wyłącza ustawowego prawa pierwokupu. Natomiast aby kupić nieruchomość rolną powyżej 1 ha, należy uzyskać już zgodę Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa, która obwarowana jest wieloma warunkami mówi Aleksandra Jach.

Jak informuje KOWR, w 2021 r. do tej instytucji wpłynęło ponad 42 tys. warunkowych umów sprzedaży dotyczących nieruchomości rolnych o łącznej powierzchni 38,23 tys. ha, w stosunku do których KOWR przysługiwało prawo pierwokupu. KOWR skorzystał ze swojego prawa w zaledwie 171 przypadkach kupując ostatecznie nieruchomości rolne o łącznej powierzchni 2,39 tys. ha.

– KOWR skorzystał w 2021 r. z prawa pierwokupu w odniesieniu do zaledwie 0,5% umów warunkowych (co odpowiadało 6,2% powierzchni gruntów będących przedmiotem tych umów). KOWR wydał jednocześnie na te zakupy ponad 80 mln złotych. Zgodnie z wytycznymi przekazanymi do dyrektorów lokalnych jednostek, korzystanie z pierwokupu musi być szczególnie uzasadnione, aby takie zakupy były możliwe – dodaje Aleksandra Jach

Ustawa o kształtowaniu ustroju rolnego przewiduje również, że grunt rolny może nabyć osoba fizyczna, nawet w przypadku powierzchni powyżej 1 ha, jeżeli nie spełnia wymogów ustawowych. By przeprowadzić taką transakcję, sprzedający powinien wystąpić do KOWR z wnioskiem o wyrażenie zgody z formie decyzji administracyjnej.

– W istocie wielu nabywców nieruchomości rolnych wcale nie spełnia kryteriów „rolnika indywidualnego”. Ustawodawca przewidział tu kilka przypadków, kiedy taka zgoda może być udzielona. Między innymi można wykazać, że nie było „rolników indywidualnych” chętnych do zakupu, będzie na tym gruncie prowadzona działalność rolnicza i nie dojdzie do zbytniej koncentracji gruntów, czyli w trybie art. 2a ust. 4 pkt 1 UKUR m.in. należy wykazać, że próbowano znaleźć nabywcę gruntu spełniającego kryteria ustawowe (zamieszczając ogłoszenie o sprzedaży na specjalnym portalu internetowym KOWRu) ale nie było chętnych nabywców w określonym czasie precyzuje Aleksandra Jach.

W 2021 r. do Oddziałów Terenowych KOWR wpłynęło łącznie ponad 12 tys. wniosków o wyrażenie zgody na nabycie nieruchomości rolnych o łącznej powierzchni 58,64 tys. ha., a decyzji administracyjnych wydano łącznie ponad 10,5 tys., które dotyczyły nieruchomości rolnych o powierzchni 52,89 tys. ha, z czego 93,4 proc. pozytywnych. W przypadku transakcji, gdzie kupcem była osoba fizyczna (tryb art. 2a ust. 4 pkt 1 UKUR) wniosków było aż ok. 6 tys.

– Jeśli zestawimy powszechne przekonanie o restrykcyjnym prawie do nabywania gruntów rolnych w Polsce, ze statystykami publikowanymi przez sam KOWR okazuje się, że osoba fizyczna, o ile zdeklaruje prowadzenie działalności rolniczej na zakupionych gruntach, nie ma większych problemów z realizacją kupna ziemi rolniczej. Warto też wskazać, że nabycie nieruchomości wbrew przepisom ustawy jest nieważne, ale to musi być potwierdzone wyrokiem sądu powszechnego. Z moich informacji wynika, że w całym 2021 r. KOWR wniósł zaledwie 4 powództwa na podstawie art. 9 ust 2 UKUR – podkreśla Aleksandra Jach.

Jak podaje KOWR, w 2021 r. wniesiono łącznie 15 odwołań do organu wyższego stopnia od decyzji dotyczących nieruchomości rolnych o łącznej powierzchni 297 ha. Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi, jako organ II instancji, utrzymał w mocy 7 decyzji Dyrektora Generalnego KOWR, a w stosunku do jednej decyzji Dyrektora Generalnego KOWR – umorzył postępowanie administracyjne. Osobie niezadowolonej z rozstrzygnięć KOWR odwoławczego w powyższym zakresie przysługuje prawo wniesienia skargi do sądu administracyjnego. Żadna decyzja administracyjna wydana w 2021 r. dotycząca zgody na nabycie nieruchomości rolnych nie została zaskarżona do wojewódzkiego sądu administracyjnego w 2021 r.

Spory popyt na biura w regionach. Najbardziej urósł rynek w Krakowie

W drugim kwartale regionalny rynek biurowy powiększył się o 68,3 tys. m kw., a najwięcej biur oddano do użytku w stolicy Małopolski. Kwartalny wolumen transakcji wyniósł blisko 190 tys. m kw. i był o prawie jedną czwartą większy niż w okresie od stycznia do końca marca br. Autorzy cyklicznego opracowania z międzynarodowej firmy doradczej BNP Paribas Real Estate Poland zwracają uwagę na bolączki, które podobnie jak w stolicy, trapią również biura w regionach – coraz bardziej uwidaczniającą się lukę podażową, wzrost kosztów pracy, rosnące koszty materiałów i usług, a także coraz droższe koszty prowadzenia biznesu.

Z końcem drugiego kwartału na ośmiu regionalnych rynkach biurowych było w sumie 6,34 mln m kw. powierzchni biurowej. Niezmiennie, na czele stawki jest rynek w Krakowie z ok. 1,67 mln m kw. biur, a za nim Wrocław z ok. 1,3 mln m kw. Trzecim pod względem wielkości regionalnym rynkiem jest Trójmiasto, któremu w drugim kwartale udało się przebić pułap 1 mln m kw. nowoczesnej powierzchni biurowej.

Od kwietnia do końca czerwca do użytku oddano 10 obiektów, których sumaryczna powierzchnia wyniosła 68,3 tys. m kw. Najwięcej nowych biur pojawiło się w Krakowie (26,3 tys. m kw.), a dalej w Trójmieście (18,7 tys. m kw.) i Łodzi (18,7 tys. m kw.). Również w Krakowie debiut zaliczył największy spośród regionalnych biurowców oddanych do użytku w ostatnim kwartale (11,7 tys. m kw.) – pierwszy budynek z kompleksu The Park Kraków, wybudowany przez White Star Real Estate. Docelowo kompleks będzie się składać z ośmiu biurowców o łącznej powierzchni około 100 tys. m kw.

O tym, że największe rynki biurowe w regionach cieszą się popularnością świadczy łączny wolumen transakcji najmu. W drugim kwartale popyt sięgnął blisko 190 tys. m kw. i był o 24 % wyższy niż w pierwszym kwartale i 12 % wyższy niż w analogicznym okresie 2021 roku. Pod względem popytu kwartalnym liderem okazał się Kraków, w którym wynajęto 73,9 tys. m kw. Prawie trzykrotnie mniej chętnych na biura znalazł Wrocław (25,6 tys. m kw. popytu) i Gdańsk (25,1 tys. m kw.).

Drugi kwartał to przede wszystkim nowe umowy z uwzględnieniem umów przednajmu oraz zabezpieczenia powierzchni na własne potrzeby właścicieli budynków. W strukturze popytu zajęły one 57%. Na renegocjacje i przedłużenia obowiązujących kontraktów przypadło 35 % natomiast ekspansje zakończyły kwartał z 8 %. udziałem. Widzimy, że coraz szybszymi krokami zbliża się regionalna luka podażowa, a najemcy szukają różnych opcji, żeby zabezpieczyć powierzchnię. Wyhamowanie nowej podaży w wielu firmach przełoży się na zmianę strategii wynajmu powierzchni przesuwając punkt ciężkości na długofalowe planowanie – mówi Michał Karolkiewicz, Konsultant w Dziale Wynajmu Powierzchni Biurowych.

Kraków okazał się również niekwestionowanym liderem jeśli chodzi o wielkość zawartych transakcji. Trzy największe umowy kwartału zostały podpisane pod Wawelem. Obejmowały one: umowę przednajmu Capgemini w budynku Fabryczna Office Park B5 (13,8 tys. m kw.), odnowienie umowy przez Cisco Systems Poland w kompleksie Enterprise Park C (12,5 tys. m kw.), a także przedłużenie najmu przez Hitachi Energy Poland w budynku High5ive 1 (8,4 tys. m kw.).

Na koniec drugiego kwartału wolumen powierzchni niewynajętej na głównych rynkach regionach wyniósł 961 tys. m kw. powierzchni, co odpowiada stopie pustostanów na poziomie 15,2 proc. To o 0,3 p.p. mniej niż w pierwszym kwartale i o 1,8 p.p. więcej niż w drugim kwartale przed rokiem. Pomimo zwiększonego zapotrzebowania na powierzchnię, spadek aktywności najemców zanotowała Łódź, w której współczynnik wolnych powierzchni wzrósł o 0,2 p.p. sięgając 18,6 proc. Na drugim krańcu skali znajduje się Szczecin, gdzie najemcy mogą wybierać jedynie z 4,9 proc. dostępnych biur. Pomimo tego, że Szczecin zanotował najniższy współczynnik pustostanów, to w drugim kwartale odnotował najwyższą zmianę współczynnika kw. /kw. (+ 1,9 p.p.).

Autorzy raportu zwracają uwagę, że w regionach rozpędza się rynek biur elastycznych. Biur typu flex przybywa praktycznie we wszystkich miastach regionalnych. Trend poszukiwania możliwości dopasowania powierzchni biurowej do dynamicznie zmieniających się potrzeb pracy hybrydowej i zdalnej starają się wykorzystać i najemcy i operatorzy, a także właściciele biurowców. Istotnym wydarzeniem w kwartale był debiut nowej marki biur elastycznych – Loftmill – powstałej na fundamentach krakowskiego operatora biur serwisowanych, Rise.pl. Loftmill zapowiedział otwarcia w kilku nowych lokalizacjach, w tym m.in. w katowickim kompleksie .KTW II i w krakowskim Brain Parku. Nowa sieć będzie też wkrótce dostępna dla najemców w Warszawie.