Polskie banki z silną pozycją w obszarze nowych technologii. To utrudnia rozwój fintechom

Brak polskich jednorożców fintechowych wynika ze specyficznej sytuacji na rodzimym rynku finansowym. Dominująca pozycja dużych, innowacyjnych banków hamuje rozwój start-upów funkcjonujących w tej branży, z kolei wielkość polskiego rynku nie skłania firm do ekspansji na kraje ościenne. Tylko nieliczne start-upy decydują się wdrożyć swoje technologie na skalę unijną bądź globalną. Podmioty z mniejszych krajów znacznie chętniej inwestują na rynkach zewnętrznych.

– Polskie fintechy działają w otoczeniu mocno innowacyjnych banków, czego nie doświadczyły podobne firmy w innych krajach europejskich – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Radosław Nawrocki, prezes PayPo. – My przeskoczyliśmy pewne etapy rozwoju usług finansowych, które wydarzyły się za granicą, i od razu weszliśmy w erę rozwiązań bardzo rozwiniętych technologicznie. Polskie fintechy muszą też od zawsze konkurować z nowoczesnymi, dobrze skomputeryzowanymi bankami z dobrymi zespołami.

Z badań przeprowadzonych przez firmę Kantar Polska wynika, że najsilniejszą polską marką fintechową wyspecjalizowaną w nowoczesnych systemach płatności jest BLIK. Znajomość spontaniczną marki oszacowano na 69 proc., a wspomaganą aż na 97 proc. Mimo to najprężniej funkcjonuje na rynku krajowym i dopiero pod koniec 2018 roku, blisko cztery lata od uruchomienia usługi przez Polski Standard Płatności, BLIK trafił na rynek globalny za sprawą umowy partnerskiej podpisanej z operatorem kart Mastercard.

Nieliczne firmy z polskiego sektora fintechowego decydują się na ekspansję zagraniczną, wiążąc z nią duże ryzyko porażki biznesowej. Jednym ze start-upów, który podjął ryzyko, jest PayPo, firma z sektora płatności odroczonych. Za pośrednictwem tej usługi można realizować płatności odroczone w ponad tysiącu polskich sklepów internetowych, a twórcy PayPo przygotowują się do wejścia na rynki zagraniczne, co ma nastąpić w ciągu kilkunastu najbliższych miesięcy.

– Dla zagranicznych fintechów znalezienie sobie miejsca w Polsce będzie wyzwaniem, biorąc pod uwagę, jak silną pozycję mają polskie banki w obszarze nowoczesnych technologii – podkreśla Radosław Nawrocki.

Funkcjonująca w tej samej branży co polskie PayPo czeska firma Twisto ze względu na ograniczony rynek wewnętrzny oferuje swoje usługi także w Polsce i przygotowuje się do wejścia na rynek rumuński. Do 2022 roku planuje pozyskać 500 tys. klientów z naszego kraju.

– W mniejszych krajach jest dużo firm, które stały się unicornami albo działają w wielu krajach europejskich. Polski rynek wewnętrzny jest na tyle duży, że właściciel dobrze prosperującej firmy nie ma potrzeby wyjścia za granicę, chyba że ma duże ambicje. Fintechy w Czechach czy w Estonii wiedzą, że jeżeli nie wyjdą na inne rynki europejskie, to zginą. Między innymi dlatego jest tak mało polskich fintechów na rynku zagranicznym – tłumaczy ekspert.

Ciekawym przykładem przełamywania ograniczeń rodzimego rynku jest polsko-białoruski start-up SPOKO (dawniej: Pay Ukraine) stworzony jako narzędzie do błyskawicznego przelewania pieniędzy zarobionych przez imigrantów w krajach Unii Europejskiej. Start-up szybko został doceniony na arenie międzynarodowej i jego twórcy celują w rozwój na skalę globalną. Firma planuje umożliwić przesyłanie pieniędzy zarobionych na 51 rynkach do 86 krajów, w których sektor usług finansowych jest wciąż słabo rozwinięty.

– Jest tak mało polskich start-upów czy fintechów, które wychodzą na rynek zagraniczny, ponieważ świetnie radzą sobie w Polsce. I był taki moment, że my też chwilowo wpadliśmy w tę pułapkę, biznes tak mocno zaczął nam rosnąć w trakcie pandemii, że przesunęliśmy nasz start na inny zagraniczny rynek w Europie. Jednak wracamy do tego planu i w przyszłym roku chcemy wystartować z naszymi usługami na kolejnym rynku geograficznym – zapowiada prezes PayPo.

Według firmy badawczej Valuates Reports wartość globalnego rynku fintechów do 2025 roku wzrośnie do 124,3 mld dol. W najbliższych latach ma  się on rozwijać w tempie blisko 24 proc. w skali roku.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia 28.09-2.10.2020

Rynki przeszły w fazę redukcji ryzykownych pozycji pod naporem czynników fundamentalnych i technicznych. Impas w negocjacjach pakietu fiskalnego w USA raczej nie zostanie przerwany aż do wyborów prezydenckich. Tymczasem Europa zmaga się z drugą falą zachorowań na COVID-19. Niepewność o perspektywy globalnego ożywienia będzie przenikać przez odczyty makro w najbliższych dniach.

Przyszły tydzień: debata prezydencka w USA, NFP, ISM/PMI dla przemysłu, Lagarde z EBC, brexit

USA

Jeśli Kongres USA nie uchwali pakietu fiskalnego albo Fed nie ugnie się pod presją zawirowań rynkowych i zainterweniuje, cały tydzień przyjdzie nam czekać na raport z rynku pracy (pt). Oczekuje się piątego miesiąca z rzędu odbudowy miejsc pracy i spadku stopy bezrobocia, choć przy postępującym wytracanie tempa poprawy. Indeks ISM dla przemysłu (czw) prawdopodobnie potwierdzi pozytywne sygnały z regionalnych indeksów koniunktury, podkreślając lepszą sytuację ekonomiczną w USA niż w Europie. Przyszły tydzień przyniesie pierwszą debatę prezydencką (śr), gdzie spór o nominację do Sądu Najwyższego będzie jednym z gorętszych tematów.

Strefa euro

W strefie euro rewizja PMI dla przemysłu (czw) przyniesie odrębne odczyty dla Hiszpanii i Włoch, ale to dane z sektora usługowego w kolejnym tygodniu powiedzą więcej o nastrojach w dobie drugiej fali pandemii. Inflacja CPI (pt) wskaże na stłumioną presję inflacyjną. Europejski Bank Centralny organizuje konferencję, w trakcie której przemawiać prezes Lagarde (śr). Szefowa EBC będzie też zdawać sprawozdanie z prac banku w PE (pon). EUR/USD był jednym z głównych wehikułów sprzedaży dolara i teraz pozostaje najbardziej wrażliwy na kontynuację korekty.

Wielka Brytania

Dla funta kluczowe będą rozstrzygnięcia w sprawie brexitu. W przyszłym tygodniu w Brukseli odbędzie się finałowa runda negocjacji handlowych, a jednocześnie parlament brytyjski będzie omawiał szczegóły ustawy Internal Market Bill, która może zaprzepaścić jakiekolwiek porozumienie z UE. Mimo to rynek funta w dalszym ciągu liczy na ugodę na ostatnią chwilę (tj. do 17 października), choć po ostatnich zawirowaniach pozytywny scenariusz nie jest ujęty w cenie.

Polska

Z Polski otrzymamy indeks PMI dla przemysłu (czw), gdzie liczymy na wzrost w ślad za mocną postawą sektora przemysłowego w Niemczech. Inflacja CPI (czw) prawdopodobnie pozostanie blisko 3 proc., nie wywierając żadnej presji na decyzjach RPP. Złoty traci przez generalną ucieczkę od ryzykownych aktywów. Choć fundamenty sugerowałyby niższe poziomy EUR/PLN, to dopóki nastroje globalne są negatywne, nie ma co walczyć z trendem.

Poza tym w mniejszych gospodarkach G10 nie ma zbyt wiele kluczowych odczytów, które mogłoby wyraźnie wpłynąć na rynek walutowy. Wśród nich: sprzedaż detaliczna ze Szwecji (pon) i Norwegii (pon), PKB z Kanady (śr) i sprzedaż detaliczna z Australii (pt). W efekcie kierunek dla walut będzie determinowany prze generalne nastawienie do ryzyka i nastroje na rynku akcji.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Sytuacja rynkowa już robi się napięta a wybory prezydenckie w USA mogą jeszcze podgrzać emocje inwestorów

Na rynkach panowało przekonanie, że listopadowe wybory w USA są niemal gwarancją hossy. Zakładano, że D. Trupowi będzie bardzo zależeć na utrzymaniu koniunktury, co zwiększyłoby jego szanse na reelekcję. Może jednak okazać się, że będzie całkiem inaczej.

Na rynkach panowało przekonanie, że listopadowe wybory w USA są niemal gwarancją hossy. Zakładano, że D. Trupowi będzie bardzo zależeć na utrzymaniu koniunktury, co zwiększyłoby jego szanse na reelekcję. Może jednak okazać się, że będzie całkiem inaczej.

Najważniejsze indeksy giełdowe znalazły się na poziomach najniższych od końca lipca. Nadal są to dość wysokie poziomy w kontekście dołków z marca, ale mamy już największą korektę całej hossy. Dodatkowo obserwujemy wyraźne umocnienie dolara amerykańskiego. Do tego dochodzą pogarszające się statystyki pandemii i ryzyko nowych restrykcji, a także tracące nieco impet dane makroekonomiczne.

Wątek wyborczy jednak nie był jak dotychczas mocno rozgrywany przez rynki. Panowało założenie, że D.Trump zrobi wszystko, aby atmosfera do tego czasu była dobra i potwierdziło się to po części w braku konkretnych działań wymierzonych w Chiny.

Jednak inwestorów może martwić co innego – chaos, który może zapanować po 3 listopada. Donald Trump ponownie zasygnalizował, że może nie oddać władzy, ponieważ jego zdaniem głosowanie listowne oznacza ryzyko nadużyć. Głosowanie listowne nie jest w USA niczym nowym, ale w tym roku ze względu na pandemię Demokraci namawiają wyborców do tej formy, a to może mieć wpływ na wynik. Sondaże dają przewagę Joe Bidenowi, ale nie jest ona wielka i jeśli Trump przegrałby nieznacznie, mógłby kontestować wynik, a sprawa skończyłaby się w Sądzie Najwyższym. Dla rynków to chyba najgorszy scenariusz.

– Wśród inwestorów emocje będą bardzo duże, ale dopiero podczas nocy wyborczej – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Jednak nie powinny być większe w porównaniu do sytuacji sprzed czterech lat, bo wtedy rynki bały się D.Trumpa, a faworytką wyborów była kandydatka Demokratów. Może to jednak się zmienić, bo istnieją inne niż wówczas czynniki ryzyka.

Sytuacja rynkowa już robi się napięta. Tracą nie tylko akcje, ale także złoto oraz (szczególnie) srebro. Wynika to z faktu, iż wcześniej większość kapitału spekulacyjnego grała w ten sam sposób – krótkie pozycje w dolarze, długie w akcjach (szczególnie spółek technologicznych) oraz metalach szlachetnych. Na ten moment wygląda to jak techniczna korekta wywołana redukcją tego skrajnego pozycjonowania. Nie wydaje się, aby mogło dojść do powtórki sytuacji z marca, kiedy były problemy z dostępnością finansowania w USD. Nie musi być to jednak koniec problemów – jesień dopiero się zaczyna, a wraz z nią ryzyko pogorszenia sytuacji pandemicznej i wytracenie tempa ożywienia przez gospodarki.

– Choć czynników ryzyka jest wiele, a przed nami wybory w USA, to jednak dla inwestorów krótkoterminowo najważniejsza jest polityka Fed – komentuje ekspert XTB.

Zdrowie pracownika, zdrowie firmy – wyniki raportu Medicover

Opieka zdrowotna to benefit zarówno z punktu widzenia pracownika jak i pracodawcy – pokazuje raport Medicover pn. „Praca. Zdrowie. Ekonomia. Perspektywa 2020”. Pracownicy pod opieką Medicover mniej odczuwają skutki chorób i o połowę krócej przebywają na zwolnieniu, co niesie za sobą oszczędności dla firmy w postaci 1.005 zł na pracownika w skali roku.

Medicover opublikował dziś wyniki raportu, na którego potrzeby przeanalizowano przypadki chorobowe 347 000 pacjentów – pracowników firm. Analizy oparte są na danych z lat 2018-2019. Jednym z wniosków jest to, że dostęp do dobrej opieki zdrowotnej przynosi mierzalne oszczędności dla firm. Raport jest elementem programu Zdrowa Firma, którego celem jest wsparcie firm we wszystkich obszarach zdrowia pracowników – fizycznego, psychicznego i społecznego.

Dobra opieka =  lepsza produktywność

Pracownik, objęty opieką zdrowotną w Medicover, przebywa na zwolnieniu średnio 5,5 dnia w ciągu roku – czyli o połowę krócej niż w przypadku ogółu pracowników, gdzie wskaźnik ten wynosi blisko 11 dni. Najczęstszą przyczyną zwolnień z pracy, nie licząc absencji związanych z opieką położniczą w ciąży, są ostre zakażenia dróg oddechowych, a także bóle pleców, urazy oraz reakcja na ciężki stres. Ponadto, pracownicy pod opieką Medicover mniej odczuwają skutki choroby i wiążący się z tym spadek produktywności, czyli tzw. prezenteizm.

W tym kontekście interesujące są także dane ukazujące, że najczęstszym powodem konsultacji lekarskich w Medicover, z których korzystają pracownicy firm, jest profilaktyka – z jakiejś formy wizyty profilaktycznej (wliczając medycynę pracy) skorzystało w ciągu roku ponad 70 proc. analizowanej populacji. To dwukrotnie więcej niż w ogólnej populacji.

Profilaktyka, dostęp do opieki zdrowotnej – w tym rozwiązania z zakresu e-zdrowia i telemedycyny, które systematycznie rozwijamy – oraz właściwe postępowanie przekładają się na krótszą nieobecność pacjentów Medicover w porównaniu z ogólną populacją w Polsce – mówi koordynator raportu, dr n. med. Piotr Soszyński, Dyrektor ds. Strategicznego Doradztwa Medycznego w Medicover Polska.

Zdrowie pracownika: perspektywa pracodawcy

Zdrowie to lepsza jakość życia, a w perspektywie rynku pracy – wyższa produktywność. Każdy pracodawca ponosi koszty, związane z nieobecnością pracowników lub ich mniejszą wydajnością, w tym tzw. prezenteizmem – czyli pracą podczas choroby – mówi Artur Białkowski, Dyrektor Zarządzający ds. Usług Biznesowych Medicover Polska – Wybór modelu opieki zdrowotnej ma istotny wpływ na biznes i może być benefitem nie tylko dla pracownika, ale i pracodawcy.

Eksperci Medicover oszacowali, że opieka firmy nad pracownikiem przynosi pracodawcy 1.005 zł oszczędności rocznie w porównaniu z pracownikami korzystającymi z innego modelu opieki. Przy wyliczeniu wzięto pod uwagę fakt, że koszty choroby są uwarunkowane czynnikami zewnętrznymi, takimi jak częstość wystąpienia choroby czy struktura populacji. Istnieje ponadto szereg czynników związanych z organizacją i jakością opieki, które mogą mieć wpływ na wymiar absencji i prezenteizmu. Należą do nich m.in.: współpraca na linii pacjent-lekarz, dostęp do koordynowanej opieki zdrowotnej, czas uzyskania adekwatnej pomocy, skuteczność leczenia, przestrzeganie zaleceń przez pacjenta.[1]

Odpowiedzią Medicover na potrzeby pracowników i pracodawców, wyrażone w raporcie, jest koncept Zdrowej Firmy – dodaje Artur Białkowski – To rozwiązania wspierające zdrowie fizyczne, psychiczne i społeczne pracowników, poprawiające odporność i kondycję, zaangażowanie, a także bezpieczeństwo w pracy.

Palenie papierosów, nadwaga, cholesterol, nadciśnienie

Z raportu wynika, że przeciętny pracownik boryka się z co najmniej jednym czynnikiem ryzyka, prowadzącym do problemów zdrowotnych w przyszłości. Wśród zatrudnionych powszechna jest nadwaga, wysoki poziom cholesterolu, nadciśnienie. Ważnym czynnikiem ryzyka jest palenie papierosów.

Ponad połowa zatrudnionych ma nadwagę, a co piąty mężczyzna i co dziesiąta kobieta to osoby otyłe. Tylko 34 proc. pracowników i niemal dwukrotnie więcej pracownic (61 proc.) ma prawidłową masę ciała. Waga wzrasta wraz z wiekiem – największe problemy mają pracownicy obojga płci po 65 roku życia, ale problem narasta zdecydowanie wcześniej, już po 40 roku życia.

U blisko połowy pracowników stwierdzono nieprawidłowe stężenie cholesterolu całkowitego. Najgorsze wyniki mają osoby w wieku 50 – 59 lat. Jednocześnie co trzeci zatrudniony cierpi z powodu nieprawidłowego ciśnienia tętniczego: tu w najgorszej sytuacji są pracownicy w wieku 60 – 64 lat.

14,5 proc. pali papierosy – to przyczyna zwiększonego ryzyka chorób układu krążenia, takich jak zawał serca, udar mózgu, nowotworów złośliwych, takich jak: rak płuc i inne, czy też choroby zakrzepowo-zatorowej; chorób płuc, takich jak przewlekła obturacyjna choroba płuc POChP (rozedma) i przewlekle zapalenie oskrzeli.Medicover_Raport_infografika_biznes_lr

Informacje o raporcie

Raport „Praca. Zdrowie. Ekonomia. Perspektywa 2020” to kompleksowa analiza stanu zdrowia populacji pracowników znajdujących się pod opieką Medicover Sp. z o.o., opisująca główne problemy zdrowotne i czynniki wpływające na absencję chorobową. Istotną częścią raportu jest uaktualniana  kalkulacja kosztów, jakie ponoszą pracodawcy z powodu wybranych chorób pracowników. W 2020 roku ukazała się szósta edycja raportu. Eksperci Medicover przeanalizowali dane za okres 2018-2019 dotyczące 347 311 osób w wieku 18-67 lat. Raport obejmuje wyniki pracowników produkcyjnych, w tym pracujących zmianowo, biurowych, pracujących mobilnie oraz osób na stanowiskach decyzyjnych. W przygotowaniu raportu wykorzystano również ogólnodostępne analizy ZUS i GUS. Materiał do pobrania: https://zdrowafirma.medicover.pl/

[1] Do analizy ekonomicznej wybrano najczęstsze problemy zdrowotne występujące wśród pracowników. Należą do nich choroby przewlekłe: nadciśnienie tętnicze, cukrzyca, bóle pleców, bóle głowy, astma i alergia oraz choroby układu pokarmowego, a także grupa chorób ostrych – infekcje układu oddechowego. Następnie przeprowadzono standaryzację populacji według wieku, co pozwoliło na porównanie populacji Medicover do populacji ubezpieczonych w ZUS. Wówczas obliczono koszty absencji i nieefektywnej obecności w pracy dla pracowników pod opieką Medicover oraz ogólnej populacji ubezpieczonych w ZUS. Uzyskane wyniki przedstawiają koszty danej choroby, ponoszone przez pracodawcę na jednego statystycznego – a nie tylko chorego – pracownika.

Kraje Trójmorza mają Warszawską Deklarację Cyfrową

Branża cyfrowa i nowoczesnych technologii z krajów Europy Środkowo-Wschodniej, w tym z Polski zawiązała koalicję i zaprezentowała wspólną Warszawską Deklarację Cyfrową – dokument określający najważniejsze zagadnienia oraz postulaty dotyczące gospodarki cyfrowej krajów regionu Trójmorza. Zostanie on przedstawiony rządom tych państw i trafi do urzędników Komisji Europejskiej.

Deklarację przedstawiono w piątek w Warszawie podczas konferencji CEE Digital Summit 2020. Dokument to wspólna inicjatywa organizacji cyfrowych z krajów Europy Środkowo-Wschodniej, wchodzących w skład Grupy Trójmorza, w tym z Bułgarii, Czech, Litwy, Łotwy, Polski, Rumunii, Słowacji i Węgier.

Warszawska Deklaracja Cyfrowa (Warsaw Digital Declaration) to dokument określający najważniejsze zagadnienia i postulaty dotyczące gospodarki cyfrowej krajów Trójmorza. – Celem Deklaracji jest pokazanie, że jako branża krajów Europy Środkowo-Wschodniej mamy zbieżne interesy, takie jak np. zbudowanie w naszym regionie infrastruktury cyfrowej i potencjału badawczo-rozwojowego jako zaplecza technicznego i naukowego, gdzie będą rozwijać się innowacyjne pomysły z zakresu, np. sztucznej inteligencji i robotyki, które następnie będą wykorzystywane na całym świecie – mówił Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska, który jest jednym z inicjatorów projektu.

Cyfrowa transformacja w czasach pandemii

Organizacje, które podpisały się pod Warszawską Deklaracją Cyfrową zwracają uwagę, że znaczenie cyfrowej transformacji wzrosło zwłaszcza w czasach pandemii. Podczas światowego kryzysu zdrowia publicznego branża cyfrowa odegrała kluczową rolę w przyspieszeniu procesu cyfryzacji ramach administracji państwowej, biznesu i życia społecznego, pozwalając wszystkim tym sferom na funkcjonowanie w obliczu nowych ograniczeń” – podkreślono w dokumencie.  „Należy utrzymać trwanie tego proces, gdy pandemia dobiegnie końca, abyśmy mogli w pełni czerpać korzyści ze wzmożonej transformacji cyfrowej w państwach Trójmorza. Ma to fundamentalne znaczenie wobec prognoz, które wskazują branżę ICT jako ratunek dla gospodarek Europy Środkowo-Wschodniej, mający nadawać im pęd w obliczu kryzysu wywołanego przez pandemię” – dodano. Zdaniem cyfrowej branży z krajów Trójmorza, potencjał intelektualny i technologiczny naszego regionu musi być rozwijany w ramach międzyrządowej współpracy krajów Europy Środkowo-Wschodniej – bo tylko w ten sposób mamy szansę stać się rynkiem konkurencyjnym na skalę świata.

Priorytety współpracy

W dokumencie wskazano na kluczowe kwestie dla rozwoju cyfrowych gospodarek. Są to m.in. budowa i wdrożenie sieci 5G, rozwój krajowych sektorów cyberbezpieczeństwa, dostęp do internetu i usług cyfrowych jako podstawowe prawo każdego mieszkańca Europy Środkowo-Wschodniej, inwestycje w nowoczesne technologie oraz podnoszenie kompetencji cyfrowych poprzez programy edukacyjne, które pozwolą osobom zatrudnionym w Europie Środkowo-Wschodniej, jak najszybciej dostosować się do zmieniającej się rzeczywistości. Wśród priorytetów znalazły się również kwestie związane z zarządzaniem danymi i zachowanie swobodnego przepływu danych, zarówno w sektorze publicznym, jak i prywatnym. Deklaracja zwraca też uwagę na konieczność wspierania i rozwoju startupów – np. poprzez rządowe programy, które pomogą komercjalizować pomysły młodych przedsięwzięć.

Niezwykle istotną kwestią jest także – zdaniem autorów dokumentu – tworzenie jednolitego i przejrzystego prawa. „Regulacje dotyczące technologii teleinformacyjnych muszą ulec poprawie w naszych poszczególnych państwach, aby nie hamować rozwoju cyfrowych innowacji. Należy dążyć do harmonizacji prawa gospodarczego w krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Umożliwi to przedsiębiorstwom w naszych państwach przeskalować swoje przedsięwzięcia na skalę rynku całego regionu i jednocześnie uczyni go bardziej atrakcyjnym dla światowych inwestorów” – podkreślono w Warszawskiej Deklaracji Cyfrowej.

Organizacje, które podpisały się pod deklaracją zaapelowały również do swoich rządów o jednolity głos w kwestiach cyfryzacji i wspólne działanie w tym obszarze. „Będąc zainteresowanymi rozwojem cyfrowej gospodarki, edukacji, nauki i społeczeństwa obywatelskiego, jesteśmy gotowi do współpracy w zakresie tworzenia legislacji oraz inicjowania odważnych projektów, które będą wpływać na rozwój cyfrowej gospodarki Europy Środkowo-Wschodniej” – zadeklarowano.

Początek CEE Digital Coalition

Jak zapowiadają, sygnatariusze Deklaracji, dokument trafi do przedstawicieli rządów krajów Europy Środkowo-Wschodniej i do unijnych urzędników. Organizacje wspólnie chcą organizować spotkania i warsztaty z udziałem decydentów w kwestiach cyfrowych.

Przyjęcie Warszawskiej Deklaracji Cyfrowej to jednocześnie początek szerokiej współpracy organizacji branży cyfrowej z 11 krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Zawiązały one branżową koalicję cyfrową – CEE Digital Coalition, która jest złożona z 14 organizacji. Koalicja ma pełnić rolę think thanku, który ma być zapleczem doradczym dla rządów naszych państw w tworzeniu regulacji dotyczących kwestii cyfrowych oraz wzmacniać głos naszego sektora na forum całej Unii Europejskiej. CEE Digital Coalition na początku września wydała pierwsze swoje stanowisko w sprawie projektowanego przez Komisję Europejską Kodeksu Usług Cyfrowych.

Kara za posiadanie gotówki w Holandii. Nietypowy sposób na walkę z handlarzami narkotyków

Dzisiaj doszły do nas informacje o tym, że osoby przemieszczające się po ulicach Holandii mające przy sobie ponad 2000 euro w gotówce, zostaną obciążone grzywną w wysokości 2500 euro. Jest to propozycja holenderskiej Partii Ludowej na rzecz Wolności i Demokracji (VVD). Limit ma zatrzymać nielegalny handel narkotykami w gminie. Czy jest to dobre rozwiązanie?

Warto zwrócić uwagę, że gotówka daje poczucie bezpieczeństwa, w przeciwieństwie do karty płatniczej, którą nie zawsze i nie wszędzie można zapłacić. Posiadanie gotówki powinno być naszą decyzją, a propozycja holenderskiej Partii Ludowej godzi w możliwość dokonywania własnych wyborów przez każdego człowieka i nie powinna być brana pod uwagę jako rozwiązanie jakiegokolwiek problemu.

Zdajemy sobie sprawę z tego, że przepis nie będzie dotyczył wszystkich osób, np. przedsiębiorców. Jednak są sytuacje, w których musimy wejść w posiadanie dużej kwoty i ją jakoś przetransportować nie będąc właścicielem żadnej firmy. Co więcej, każdy z nas ma prawo dysponować swoim majątkiem w wybrany przez siebie sposób, bez konieczności tłumaczenia się.

Zaproponowane przez holenderską Partię Ludową rozwiązanie można odebrać jako celowe wyrzucanie gotówki z obiegu i ograniczanie wolności obywateli. Jedno jest pewne każdy rynek pozbawiony gotówki szybko ją czymś zastąpi. A w przypadku tego nielegalnego można podejrzewać, że będą to chociażby kryptowaluty.

Komentarz Aleksandra Pawlaka, Prezesa Zarządu Tavex.

Sprzedaż w Warszawie spadła, ale ceny nowych mieszkań nadal są odporne na koronawirusa

Na warszawskim rynku pierwotnym w I pół. 2020 r. sprzedaż mieszkań od deweloperów spadła o 22%. Widoczna była także większa skala odstępowania kupujących od umów z deweloperami. Ceny nadal jednak trzymały się mocno, stołeczna średnia przekroczyła 10,7 tys. zł/mkw, wskazują eksperci Emmerson Evaluation na podstawie danych zebranych w bazie Evaluer.

Na  koniec czerwca w stołecznej ofercie rynku pierwotnego znajdowało się prawie 12 tys. mieszkań. To o 4,4% więcej niż w poprzednim półroczu. Największą ofertą mieszkań od deweloperów dysponowały Mokotów oraz Białołęka. Lokale oferowane w tych dzielnicach stanowiły 36% wszystkich warszawskich ofert. Natomiast najskromniejszy wybór nowych czterech kątów występował na Ochocie oraz w Wesołej, gdzie w analizowanym okresie podaż była najmniejsza.

Mieszkania podrożały wszędzie, ale w różnym stopniu

W pierwszej połowie roku średnia cena za mkw mieszkania w Warszawie osiągnęła rekordowe 10 706 zł/mkw. To o 5,6% więcej w stosunku do końca 2019 r. Natomiast w dłuższej, dwuletniej perspektywie czasowej ceny mieszkań wzrosły o 15,7%.Sprzedaż w stolicy spadła, ale ceny nowych mieszkań nadal są odporne na koronawirusa

Odnotowany przez nas w bazie Evaluer wzrost cen na stołecznym rynku pierwotnym to bezpośredni efekt aktywności deweloperów sprzed epidemii, bowiem jeszcze w styczniu i lutym zdecydowano się na kolejne podwyżki cen. Te wzrosty odnotowaliśmy we wszystkich dzielnicach Warszawy, z czego w aż połowie z nich ceny za metr przekroczyły pułap 10 tys., co jest pierwszym takim wynikiem w historii. Przy czym najbardziej podrożały mieszkania w dotąd mało popularnej dzielnicy – Rembertowie. Tu w ciągu zaledwie pół roku ceny podskoczyły o 13,3%. Wciąż jednak jest to jedna z najtańszych lokalizacji. Na drugim biegunie znalazł się Ursynów. W tej dzielnicy ceny utrzymały się na podobnym poziomie, a ich wzrost nie przekroczył 1% – wskazuje Tomasz Kaźmierski, Business Development Director w Emmerson Evaluation.

Najdroższe mieszkania tradycyjnie znajdują się w Śródmieściu, gdzie za mkw płacono średnio ponad 18 tys. (o 11,1% więcej w ciągu sześciu miesięcy). Na kolejnych miejscach podium znalazły się Praga Północ (13 682 zł/mkw) i Wola (13 356 zł/mkw). Pułap 13 tys. przekracza również Ochota (13 099 zł/mkw). Natomiast najtańsze mieszkania w Warszawie znaleźć można było w Wesołej (średnio 7 137 zł/mkw), a także na Białołęce (7 535 zł/mkw) i Rembertowie (7 742 zł/mkw).

Dzielnica Cena za mkw
Mokotów 12 230 zł
Białołęka 7 535 zł
Praga Południe 10 009 zł
Wola 13 356 zł
Ursus 8 346 zł
Praga Północ 13 682 zł
Bemowo 9 653 zł
Targówek 8 705 zł
Bielany 12 209 zł
Wilanów 9 469 zł
Śródmieście 18 136 zł
Żoliborz 11 959 zł
Ursynów 10 185 zł
Włochy 9 537 zł
Wawer 7 948 zł
Rembertów 7 742 zł
Ochota 13 099 zł
Wesoła 7 136 zł
Źródło: Baza Evaluer  

 

Pod koniec pierwszego półrocza w ofertach nowych stołecznych mieszkań coraz częściej można zaobserwować pojawianie się dodatkowych bonusów, takich jak rabaty na miejsca postojowe lub komórki lokatorskie. Wiąże się to z rosnącym pułapem cenowym przy jednocześnie spadającej liczbie transakcji. W taki sposób deweloperzy starają się zachęcać potencjalnych zainteresowanych do zakupu oferowanych mieszkań. To inna postać obniżek, niewidoczna w cenie mkw – dodaje ekspert Emmerson Evaluation.

Nowe realia

Mimo iż pandemia nie obniżyła w pierwszym półroczu poziomu cen na stołecznym rynku pierwotnym, to jej wpływ widoczny jest w zachowaniu kupujących. W tym czasie liczba sprzedanych lokali spadła o 22%. – Przyczyny takiego stanu rzeczy można upatrywać w pojawieniu się pandemii i związanym z nią zamrożeniu gospodarki w marcu i kwietniu. Realizowano wówczas głównie wcześniej uzgodnione transakcje sprzedaży. Warto zauważyć, że zaostrzona przez banki polityka kredytowa, zgodnie z którą podniósł się wymagany poziom wkładu własnego oraz marże, przełożyła się na mniejszą liczbę zawieranych transakcji – mówi Dariusz Książak, Prezes Emmerson Evaluation.

Ekspert wskazuje również, że ze względu na koronawirusa deweloperzy będą prawdopodobnie uruchamiać mniejszą liczbę nowych inwestycji, przy jednoczesnym wyprzedawaniu obecnej oferty. Ma to na celu zrównoważenie popytu oraz podaży. Taką tezę wydają się potwierdzać także dane GUS. Według jego statystyk w ciągu pierwszej połowy roku wydano o 43,6% mniej pozwoleń na budowę niż w okresie od lipca do grudnia zeszłego roku.

Dwa scenariusze rozwoju wydarzeń

Analitycy Emmerson Evaluation rozpatrują na najbliższe pół roku dwa scenariusze wydarzeń, które zadecydują o kierunku rozwoju rynku mieszkaniowego. Pod uwagę biorą przy tym dwa główne czynniki: niepewną sytuację gospodarczą, spowodowaną m.in. wzrostem bezrobocia i inflacji oraz przewidywaną drugą falę pandemii.

W pesymistycznej wersji scenariusza na jesień możemy spodziewać się ponownego zamrożenia gospodarki i związanego z tym pogłębienia recesji. W konsekwencji przyczyni się to do ponownego spadku popytu i podaży, co bezpośrednio przełoży się na spadki cen mieszkań. W drugim, optymistycznym scenariuszu zakładamy, że przejdziemy przez drugą falę epidemii w sposób kontrolowany, który nie wpłynie na pogłębianie się recesji gospodarczej. Jednak również w tej wersji rozwoju wydarzeń niekorzystne czynniki makroekonomiczne, które możemy obserwować od początku pandemii oraz wysoki pułap cenowy pozwalają przypuszczać, że w długofalowej perspektywie również możemy spodziewać się korekty stołecznych cen – zapowiada Prezes Emmerson Evaluation.

200 mln na realizację niekomercyjnych badań klinicznych – wyniki I rundy konkursu ABM

Prezes Agencji Badań Medycznych dr n. med. Radosław Sierpiński zatwierdził listę rankingową zawierającą wyniki konkursu na działalność badawczo – rozwojową w zakresie niekomercyjnych badań klinicznych w ramach I rundy konkursu.

Na podstawie listy rankingowej sporządzonej w wyniku procedury konkursowej oraz dostępnej alokacji, finansowanie w ramach I rundy konkursu otrzymało 16 projektów, których łączna kwota finansowania wynosi 182 055 876,65 zł.

W ramach I rundy konkursu wpłynęły 53 wnioski o łącznej wartości ponad 600 mln zł., z czego największą liczbę wniosków złożono w obszarze kardiologii oraz onkologii. Do oceny merytorycznej zostało skierowanych 41 wniosków.

Jednocześnie, w związku z faktem, że projekty rekomendowane do dofinansowania w ramach I rundy konkursu wyczerpują alokację przeznaczoną na konkurs, Prezes Agencji Badań Medycznych podjął decyzję o podniesieniu pierwotnej alokacji konkursu na rundę II oraz III konkursu łącznie o 100 mln zł  (po 50 mln zł na każdą z rund), z jednoczesnym zastrzeżeniem, że projekty z rundy II i III, będą mogły zostać rekomendowane do dofinansowania wyłącznie w przypadku przekroczenia progu 119 punktów tj. najniżej ocenionego projektu rekomendowanego do dofinansowania w rundzie I.

Złoty mocno traci, RPP się cieszy

Redukcja ryzykownych aktywów nieco przyhamowała. Wczorajsze delikatne odbicie indeksów giełdowych jest kontynuowane również dzisiaj. EUR/USD w trendzie bocznym po istotnym spadku w tym tygodniu. Inwestorzy z niecierpliwością czekają na pakiet fiskalny z USA, który dałby wytchnienie rynkom. Dalsza przecena krajowej waluty, EUR/PLN powyżej 4,55. Węgierski i turecki bank centralny interweniują, by zapobiec dalszej deprecjacji waluty.

Kiepski klimat do inwestycji

Nastroje w tym tygodniu zdecydowanie stoją pod znakiem risk off. Główne parkiety mienią się na czerwono, a do łask inwestorów jako bezpieczna przystań wrócił amerykański dolar. Od wczoraj sytuacja nieco się ustabilizowała, ale na ten moment brakuje czynnika, który mógłby zachęcić graczy do inwestowania w ryzykowne aktywa.

Czekamy i czekamy

Najbardziej wyczekiwany czynnik to wałkowany już od wielu tygodni pakiet fiskalny w USA. Trudności z jego wprowadzeniem to konsekwencja gry wyborczej pomiędzy Republikanami a Demokratami. Jak to bywa w polityce przed wyborami, każda ze stron chce ugrać jak najwięcej, by zwyciężyć. Nawet dotychczas oszczędni Demokraci nagle chcieli rozwiązać worek z pieniędzmi i sypnąć dolarami. I właśnie kwestia kwoty pomocy stała się kością niezgody.

Nadal bez porozumienia

Wczoraj pojawiła się informacja, że partia Joe Bidena zmniejszyła kwotę sugerowanego pakietu pomocowego do 2,4 bln USD. W teorii to nadal dużo więcej niż propozycja Republikanów. Niemniej jednak czas prezydenckiej elekcji zbliża się nieubłaganie, a nikt nie chce zostać winnym impasu we wprowadzaniu pakietu. Do tego, jak widać, brak porozumienia pobudził giełdy do korekty, a jak wiemy, spadki na indeksach kojarzą się z porażką polityków rządzących. Jest więc możliwe, że Trump zareaguje i niemal „wymusi” ten pakiet pomocowy, by na parkiety wróciła zieleń, a wtedy będzie się mógł pochwalić wzrostami jako swoim sukcesem.

RPP z radością patrzy na notowania złotego

Czwartek charakteryzował się dalszą przeceną krajowej waluty. Kurs euro skoczył do poziomu ponad 4,56, czyli znalazł się najwyżej od niemal pół roku. Teoretycznie tak silna wyprzedaż polskiej waluty nie powinna martwić RPP, która ostatnio niemal na każdym kroku sugerowała, że PLN nie dostosował się do ruchów Rady w polityce monetarnej. Trzeba jednak powiedzieć, że tak silna wyprzedaż w tak krótkim czasie też nie jest dobra, choćby dla importerów. I z reguły banki centralne w takich sytuacjach interweniują, by powstrzymać deprecjację. Szczególnie że polski bilans handlowy nie jest jakoś zdecydowanie na plus. Różnica między eksportem a importem w lipcu wyniosła 1 mld euro. RPP jednak ten problem nieco zbagatelizowała.

Inne banki centralne krajów rynków wschodzących problem ten zauważyły i wczoraj reagowały. Narodowy Bank Węgier podniósł stopę depozytową, a bank centralny Turcji dokonał podwyżki stopy repo aż o 200 punktów bazowych. Forint węgierski i lira turecka dzisiaj są mocniejsze, co można uznać za sukces tych banków w przeciwdziałaniu nadmiernej deprecjacji własnej waluty.

Niewiele danych dzisiaj

Dzisiaj na rynkach z ważnych danych poznamy sierpniowe bazowe zamówienia środków trwałych w USA (godz. 14.30). Duża dynamika może zasugerować, że również produkcja przemysłowa w najbliższym czasie odbije. O godzinie 15 swoje wystąpienie będzie miał członek Fed Williams.

Krzysztof Pawlak– analityk walutowy w InternetowyKantor.pl

 

Golden Marketing Conference w Poznaniu już za nami!

Realizacja wydarzenia w czasach światowej pandemii i znacznego reżimu sanitarnego jest niezwykle trudnym wyzwaniem, dla niektórych wręcz niemożliwym. Dlatego niezmiernie jest nam miło, że w tych szczególnych czasach wspólnie stanęliśmy ramię w ramię by stworzyć wspaniałe spotkanie branży marketingowej.

W Poznaniu przez dwa dni wysłuchaliśmy aż 25 ekspertów, którzy wygłosili prelekcje m.in. z zakresu komunikacji, digitalu, brandingu, inkluzywności czy social sellingu i aspektów prawnych naszej branży.

Mamy nadzieję, że dla osób, które 14 i 15 września zebrały się w Sali Ziemi by wysłuchać przygotowanych wystąpień były to dni przepełnione inspirującą i bardzo wartościową wiedzą. Były też momenty bardzo zabawne i takie, gdzie do oczu napływały łzy wzruszenia. Dla prelegentów ta edycja to długie tygodnie szlifowania swoich wystąpień, a dla nas, organizatorów, dziewięciomiesięczny proces by wraz z wykładowcami i partnerami stworzyć wyjątkowe wydarzenie.

Przeprowadzone po Golden Marketing Conference badania ukazują, że aż 87%  uczestników uważa poziom merytoryczny wydarzenia za bardzo wysoki lub wysoki. W kuluarowych rozmowach wielokrotnie usłyszeliśmy, że w nowej rzeczywistości nasza konferencja jest świetnym benchmarkiem jak to robić. Jesteśmy dumni i bardzo szczęśliwi, że poznańska edycja dzięki Państwa ogromnemu wsparciu, zaangażowaniu oraz zaufaniu miała szanse się odbyć.

Już teraz pracujemy nad naszym kolejnym spotkaniem, tym razem w Katowicach. Do zobaczenia 24 i 25 listopada w Vienna House Easy!

ARP uruchamia pakiet nowych instrumentów pomocowych w ramach Polityki Nowej Szansy

Agencja Rozwoju Przemysłu rozdysponuje środki finansowe w ramach programu Polityka Nowej Szansy. Dzięki temu w najbliższych 10-ciu latach z pomocy państwa będą mogły skorzystać nawet dwa miliony polskich przedsiębiorstw. Każdego roku do ich dyspozycji będzie 120 milionów złotych. Do końca 2020 r. pula ta zostanie zasilona dodatkowymi 600 milionami złotych.

Start programu w trakcie konferencji Impact’20 ogłosił Paweł Kolczyński, wiceprezes Agencji Rozwoju Przemysłu. „Dzięki współpracy z Ministerstwem Rozwoju, które jest inicjatorem tej legislacji, Agencja Rozwoju Przemysłu z dniem dzisiejszym (tj. 24 września, przyp. red.) od godziny 14 uruchamia nabór wniosków” – powiedział Kolczyński.

ARP przewiduje, że w ciągu najbliższych 10 lat ze wsparcia w ramach programu Polityki Nowej Szansy może skorzystać do 2 milionów przedsiębiorstw, zarówno tych mikro, małych, średnich, jak i dużych. Z tym zastrzeżeniem, że w przypadku dużych przedsiębiorstw, każdorazowa pomoc publiczna będzie wymagała uprzedniej notyfikacji przez Komisję Europejską. Generalnie chodzi o firmy, które znalazły się w trudnej sytuacji ekonomicznej, są w trakcie postępowania restrukturyzacyjnego lub stanęły wobec groźby likwidacji.

Ustawa w bezpośredni sposób wskazuje warunki umożliwiające udzielenie wsparcia. „Jest bardzo dużo przedsiębiorstw, które jeszcze przed koronawirusem miały problemy, ale jest również grupa, których sytuacja pogorszyła się w wyniku pandemii. Wielu z tych przedsiębiorców posiada potencjał powrotu na rynek i ten potencjał będzie weryfikowany zarówno pod względem finansowym, jak i przede wszystkim pod względem wiarygodności planu restrukturyzacyjnego oraz planów zmiany modelu funkcjonowania przedsiębiorstwa” – mówił wiceprezes Kolczyński.

Program ma funkcjonować przez całe dziesięciolecie i stanowić instrument wsparcia dla przedsiębiorców wpadających w tarapaty finansowe. Ogólna pula 1,2 miliarda złotych zostanie zasilona jeszcze w tym roku przez 600 milionów z Funduszu Przeciwdziałania COVID-19.

Na Politykę Nowej Szansy składają się trzy rodzaje pomocy. Pierwsza to pomoc na ratowanie, która zapewni przedsiębiorcy płynność finansową na czas potrzebny do opracowania planu restrukturyzacji lub przeprowadzenia sprawnej likwidacji. Ma ona formę pożyczki na okres 6 miesięcy.

Druga to tymczasowe wsparcie restrukturyzacyjne. Przeznaczona jest dla przedsiębiorców, którzy sami mogą prowadzić restrukturyzację w oparciu o uproszczony plan restrukturyzacji, ale dla zapewnienia jej skuteczności potrzebują wsparcia finansowego. To pożyczka na okres do 18 miesięcy.

Ostatnią formą wsparcia jest pomoc na restrukturyzację. Obejmuje ona środki na realizację konkretnego planu restrukturyzacji przygotowanego przez przedsiębiorcę. Proces ma przywrócić przedsiębiorcy zdolność konkurowania na rynku. W formie pożyczki, wejść kapitałowych, na czas realizacji określony w planie restrukturyzacji.
„Zachęcamy do skorzystania z nowego instrumentu tych przedsiębiorców, którzy nie mają możliwości pozyskania finansowania bankowego, nie mają też możliwości pozyskiwania finansowania z Tarczy Antykryzysowej. Polityka Nowej Szansy ma umożliwić przedsiębiorcom powrót do konkurowania z innymi podmiotami” – podsumował swoją prezentację wiceprezes Kolczyński.

Brytyjski rząd bezradny wobec rosyjskiej wojny informacyjnej

W dniu 21 lipca 2020 r., po dziewięciu miesiącach zwłoki, opublikowano raport parlamentarnego komitetu ds. wywiadu i bezpieczeństwa dotyczący rosyjskiej ingerencji w politykę Wielkiej Brytanii. Komitet został powołany w 2013 r. do nadzorowania pracy brytyjskich agencji wywiadowczych. Prawie wszystkie jego posiedzenia odbywają się za zamkniętymi drzwiami, a raporty przed publikacją są weryfikowane przez służby. Zgodnie z prawem komitet nie może upubliczniać sprawozdań bez uprzedniego zatwierdzenia przez kancelarię premiera. W przeszłości zatwierdzanie takich raportów zajmowało nie więcej niż 10 dni. Ten konkretny raport czekał znacznie dłużej. Wiele wskazuje na to, że rząd nie chciał zmierzyć się z niewygodnymi wnioskami.

Raport wykazał, że brytyjskie agencje wywiadowcze są niezdolne do zwalczania internetowych operacji psychologicznych, głównie Rosji, mających na celu wpływanie na zachodnią politykę. Kluczowa konkluzja jest następująca: rząd Wielkiej Brytanii nie zbadał dowodów ingerencji w procesy demokratyczne, nie podjął próby przeprowadzenia śledztwa w tej sprawie. Opinia publiczna nie otrzymała żadnej oceny na temat rosyjskiej ingerencji w referendum z 2016 r. czyli w tzw. Brexit. Według raportu Rosja próbowała również wpłynąć na referendum niepodległościowe w Szkocji w 2014 r.

Autorzy dokumentu stwierdzają, że rosyjskie wpływy w Wielkiej Brytanii to „nowa norma”. Rosyjscy oligarchowie witani są z otwartymi ramionami, a budowanie przez rząd relacji z głównymi rosyjskimi firmami przyniosło skutki odwrotne do zamierzonych – została stworzona „londyńska pralnia”.

Członkowie rosyjskiej elity ściśle związanej z Władimirem Putinem są zaangażowani w organizacje charytatywne i polityczne w Wielkiej Brytanii, dzięki czemu mogą pomóc Kremlowi wpływać na operacje. Wielu członków Izby Lordów ma interesy biznesowe z Rosją lub pracuje bezpośrednio dla rosyjskich firm powiązanych z państwem rosyjskim. Stosunki te należy dokładnie zbadać, biorąc pod uwagę potencjał państwa rosyjskiego do ich wykorzystania.

Według raportu społeczność wywiadowcza nie poświęciła należytej uwagi działaniom Rosji, pomimo że szefowie MI5, SIS, GCHQ i wywiadu obronnego nie zgadzają się z taką oceną. Ponadto zdaniem autorów żadna instytucja w Wielkiej Brytanii nie wzięła na siebie roli lidera w obronie procesów demokratycznych, chociaż powinno to być głównym obowiązkiem rządu i priorytetem ministerstw. Raport sugeruje, że rolę operacyjną powinien spełniać kontrwywiad MI5.

W raporcie wezwano do przyjęcia nowego ustawodawstwa, które zastąpiłoby przestarzałą i nieaktualną ustawę o tajemnicy urzędowej. Wskazano także na potrzebę zaktualizowania ustawy o nadużyciach komputerowych tak, aby uwzględniała współczesne wykorzystanie osobistych urządzeń elektronicznych.

Źródło: The Guardian z 22.07.2020 r.

CIA upoważniona do ofensywnych cyberoperacji

Według informacji Yahoo News, powołującej się na byłych urzędników administracji, Centralna Agencja Wywiadowcza została w 2018 r. potajemnie upoważniona przez Biały Dom do znaczącego rozszerzenia ofensywnego programu operacji cybernetycznych. Decyzja ta wywołała sprzeciw Departamentu Obrony, który postrzega siebie jako głównego wykonawcę amerykańskich operacji ofensywnych w cyberprzestrzeni.

Zezwolenie miało formę dyrektywy prezydenta USA, znanej również jako Memorandum of Notification, która jest przekazywana komisjom wywiadu Kongresu. W efekcie tej procedury na operacje są uruchamiane fundusze rządowe.

Dyrektywa z 2018 r. zapewniała CIA większą swobodę w doborze prowadzonych przez nią operacji, jak i celów. Umożliwiała CIA podjęcie serii ofensywnych środków przeciwko „garstce wrogich krajów”, w tym Korei Północnej, Iranowi, Chinom i Rosji. Tego rodzaju operacje różnią się od działań zwykle prowadzonych w cyberprzestrzeni, które koncentrują się na tajnym zbieraniu informacji. Operacje ofensywne mają na celu zakłócanie, sabotowanie, a nawet niszczenie wybranych systemów.

Uważa się, że oprócz rozszerzenia zakresu operacji cybernetycznych dyrektywa prezydencka ułatwiła agencji atakowanie podmiotów niepaństwowych, w tym instytucji finansowych, organizacji charytatywnych, mediów informacyjnych lub firm. Takie cele mogą zostać zaatakowane, gdy działają w imieniu obcych agencji wywiadowczych.
Yahoo News zauważa, że dyrektywa prezydencka jest postrzegana jako zwycięstwo CIA w jej długiej biurokratycznej walce z Departamentem Obrony. Tradycyjnie rząd powierzał prowadzenie ofensywnych operacji cybernetycznych Departamentowi i siłom zbrojnym. Obecnie pojawiają się pytania o potencjalne nakładanie się operacji CIA i Pentagonu oraz o koordynację działań między nimi, gdyż w przeszłości nie zawsze przebiegała ona sprawnie.

Yahoo News przesłała „obszerną listę pytań” do CIA, ale agencja odmówiła komentarza, podobnie zresztą jak Rada Bezpieczeństwa Narodowego.

Źródło: Yahoo News z 15.07.2020 r.

Stabilizacja

Rynki zahamowały pęd ku redukcji ryzykownych pozycji, przynosząc skromne odbicie indeksów i dryf boczny dolara. Na razie nie ma konkretnego punktu zaczepienia nadziei na odbicie, choć odnotowywane są pewne ruchy polityków USA w temacie pakietu fiskalnego.

Nastroje rynkowe są kreowane przez wiele czynników, choć jeden z nich jest kluczowy – pakiet fiskalny w USA. Zwrot w tym temacie dałby przynajmniej punkt odbicia, gdyż na razie aktywa ryzykowne spadają w bezdenną otchłań. Jednak na razie nic konkretnego nie dochodzi z Kongresu. Wczoraj usłyszeliśmy, że zarówno sekretarz skarbu Mnuchin, jak i przewodnicząca Izby Reprezentantów Pelosi są otwarci na nową rundę rozmów negocjacyjnych. Demokraci rzekomo mają przygotowany projekt wydatków za 2,4 bln USD. To dwukrotnie więcej niż Republikanie byli dotychczas gotowi zaakceptować. Ale ważne jest jeszcze zdanie prezydenta Trumpa, który musi myśleć o wyborach. Jakkolwiek za impas w negocjacjach winne są obie strony, tak spadki na Wall Street zwykle kojarzą się ze złą polityką rządzącego obozu. A Trump lubi chwalić się, że wzrosty indeksów to jego zasługa. W powyższym celowo nie podaję ani odrobiny ekonomicznego uzasadnienia, gdyż nie sądzę, aby Kongres i Biały Dom przejmowali się teraz gospodarczymi konsekwencjami swoich działań. Mimo to sam fakt, że strony są świadome potrzeby pakietu fiskalnego, dał inwestorom nadzieję na stabilizację. Na razie tylko tyle.

Czwartek był kolejnym dniem pod znakiem przeceny złotego, a EUR/PLN na moment wzrósł do 4,5624 – najwyżej od maja. Presja na wyprzedaż walut rynków wschodzących spotkała się z reakcjami niektórych banków centralnych, co automatycznie obudziło dyskusję, czy Rada Polityki Pieniężnej powinna także zainterweniować? Wczoraj najpierw Narodowy Bank Węgier podniósł na aukcji jednotygodniową stawkę depozytową do 0,75 proc. z 0,6 proc. Z kolei bank centralny Turcji dokonał nieoczekiwanej podwyżki stawki repo aż o 200 pb do 10,25 proc. Zarówno forint, jak i lira są dziś mocniejsze, choć sądzę, że działania banków nie są zapowiedzią istotnego zwrotu w polityce, a raczej doraźnym przeciwdziałaniem presji deprecjacyjnej. Bank Węgier podwyższył oprocentowanie tylko dla wczorajszej aukcji, gdyż pozostawił sobie prawo do elastycznego dostosowywania stawki dla zacieśniania płynności. Ale główna stopa procentowa pozostaje na 0,6 proc. tak, jak zostało to ustalone na posiedzeniu w ostatni wtorek. Podobnie ruch banku centralnego Turcji nie będzie miał swojej kontynuacji, biorąc pod uwagę, jak bardzo podwyżkom przeciwny jest prezydent kraju Erdogan. W efekcie po wczorajszych decyzjach banków uczestnicy rynku nie zyskali przekonania, że instytucje monetarne będą teraz bardziej aktywne w dostosowaniu polityki na rzecz obrony kursu. To także jest ostrzeżenie dla RPP, aby nie angażować się w walkę z siłami rynkowymi, jeśli nie ma się zamiaru grać va Banque. Inna sprawa, że ostatni przekaz z Rady sugerował niezadowolenie z siły złotego, więc ostatnie zmiany kursu będą odbierane pozytywnie.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Wielozadaniowy contact center – czym jest i jakie daje korzyści

Kilkadziesiąt lat temu ludzie byli w stanie funkcjonować w społeczeństwie i zarządzać przedsiębiorstwami praktycznie bez dostępu do jakiejkolwiek innowacyjnej technologii. Nie było komputerów, nie było telefonów komórkowych, o Internecie już nie wspominając. Obserwując dynamiczny rozwój informatyczny i teleinformacyjny, który dzieje się na naszych oczach, naprawdę można się zastanawiać “jak to wszystko kiedyś funkcjonowało, bez innowacyjnych rozwiązań”?

Na szczęście dzisiaj nie to jest naszym głównym dylematem, a raczej to jak najefektywniej wykorzystać w pracy dostępne nowinki technologiczne oraz zintegrowane systemy obsługi. Jednym z takich systemów, który zrewolucjonizował świat telekomunikacji oraz obsługi klienta i wpłynął znacząco na tempo pracy największych przedsiębiorstw są contact centers. Dzięki contact center’om najwięksi gracze na rynku mogą skutecznie zoptymalizować swoją pracę związaną z masową obsługą klienta. I nie mówimy tu już tylko i wyłącznie o kontakcie telefonicznym, ale o szerokim wykorzystaniu bardzo wielu różnych źródeł komunikacji. Dowiedz się czym są dzisiejsze contact center’y i jakie funkcjonalności mogą zaoferować.

Czym jest contact center?

Contact Center jest odpowiedzią na bieżące zapotrzebowanie dużych firm i przedsiębiorstw, którym do komunikacji z klientem nie wystarcza już tradycyjny call center oparty na kontakcie z klientami za pośrednictwem telefonu. Contact Center to rozwinięcie idei call center, gdzie do kontaktu z klientami wykorzystuje się różne formy komunikacji, takie jak chociażby  telefon, e-mail, helpdesk, webchat, SMS i sieci społecznościowe. W systemie contact center wszystkie kontakty od klientów znajdują się w jednej wspólnej kolejce oczekującej, a dopiero później są kierowane według odpowiednich kryteriów do właściwych konsultantów contact center zajmujących się obsługą danego kanału komunikacyjnego.

Jakie funkcjonalności posiada contact center?

Contact Center jest narzędziem wielozadaniowym, które łączy w sobie większość form komunikacji, wykorzystywanych w dzisiejszych czasach do kontaktu z klientem. Wśród najważniejszych funkcjonalności, które oferuje zintegrowany system contact center możemy wyróżnić: inbound – połączenia przychodzące, outbound – połączenia wychodzące, helpdesk – email, webowy czat na stronie firmy, obsługę Facebook Messengera, wykorzystanie WhatsApp do celów biznesowych, wykorzystanie Vibera do celów biznesowych, SMS czat, system CRM – Client Relationship Management, Real Time Raporting – czyli szczegółowe raporty i podsumowania, Wallboard – czyli aplikację do wyświetlania bezpośredniego statusu contact center, zaawansowaną analitykę, Chatbot dla klientów, Robocaller – czyli narzędzie do automatycznego wybierania kontaktów z listy, VideoChat i wspólne przeglądanie z klientem na żywo, Web click-to-call – czyli widżet do wykonywania połączeń umieszczony bezpośrednio na stronie internetowej, obsługę MicrosoftTeams oraz praktyczną aplikację mobilną, która zbiera wszelkie informacje na temat działania contact center w jednym miejscu.

Twoja firma się rozrosła i nie wyobrażasz sobie już dłużej kontaktowania się ze swoimi klientami w tradycyjny sposób? Szukasz godnego zaufania systemu call center dla swojej firmy? Wybierz sprawdzone rozwiązanie, jakim jest Daktela Contact Center – https://www.daktela.com/pl/. Firma opiera swoją działalność contact center na zasadzie chmury z licznymi innowacyjnymi rozwiązaniami. Przekonaj się jak to działa – to naprawdę wygodne! Zobacz jak łatwy może być dostęp do wielu różnych kanałów komunikacji, takich jak: telefon, e-mail, helpdesk, webchat, SMS i sieci społecznościowe. A to wszystko w jednej, praktycznej aplikacji! Przekonaj się jak Daktela Contact Center może rozwiązać Twoje dotychczasowe problemy ze sprzedażą czy pomocą dla klienta. Obejrzyj prezentację online i przetestuj to innowacyjne narzędzie za darmo! Sprawdź koniecznie już teraz!

R22 przejmuje lidera czeskiego rynku SMS

Notowana na GPW grupa technologiczna R22 ogłosiła akwizycję lidera czeskiego rynku komunikacji masowej SMS – Grupy ProfiSMS. Transakcja jest pierwszym dużym krokiem w międzynarodowej ekspansji segmentu Communication Platform as a Service (CPaaS, wcześniej Omnichannel Communication). Grupa R22 przejmie 100 proc. udziałów ProfiSMS, wartość transakcji wyniesie około 40 mln zł.

Grupa ProfiSMS to lider czeskiego rynku transakcyjnej i marketingowej komunikacji SMS. Grupa aktywnie działa również na rynku słowackim. W 2019 r. ProfiSMS wysłał 275 mln komunikatów SMS, generując 7,3 mln euro przychodów, co oznacza wzrost r/r o 4 proc. W tym samym czasie wynik EBITDA wzrósł o prawie 13 proc. do 1,2 mln euro.

– Jako Grupa R22 kontynuujemy międzynarodową ekspansję, jednak jest to nasza pierwsza akwizycja w segmencie CPaaS. Chcemy dynamicznie rozwijać usługi i technologie komunikacyjne zarówno w naszym regionie, jak i na rynkach Europy Zachodniej. Nie wykluczamy kolejnych przejęć, ale stawiamy też na rozwój organiczny. W tym celu zakładamy spółkę w Berlinie, która będzie naszym oknem na Europę Zachodnią. – komentuje Jakub Dwernicki, prezes R22.

Transakcję o wartości ok. 40 mln zł przeprowadził należący do Grupy R22 Vercom. Zostanie ona sfinansowana środkami własnymi oraz kredytem bankowym.

– Przejęcie ProfiSMS to nie tylko zajęcie silnej pozycji na rynku czeskim, ale przede wszystkim otworzenie się na międzynarodowy rozwój segmentu CPaaS Grupy R22. Chcemy rozwijać się na kolejnych rynkach, ale widzimy też potencjał w rynku czeskim, na którym zamierzamy dosprzedawać inne produkty Grupy – związane z komunikacją e-mail czy push. To nie tylko przejęcie dla konsolidacji, ale i eksport naszej technologii. – mówi Krzysztof Szyszka, prezes Vercom – spółki odpowiadającej za segment CPaaS Grupy R22.

Grupa ProfiSMS wyspecjalizowana jest w komunikacji SMS. Grupa R22 zakłada rozwój na czeskim rynku dzięki dosprzedaży usług związanych z komunikacją e-mail oraz push.

– ProfiSMS ma dominującą pozycję na czeskim rynku komunikacji masowej SMS. Konsekwentnie poprawiamy wyniki finansowe, a w tym roku odnotowaliśmy skokowy wzrost zainteresowania komunikacją SMS, co związane jest z pandemią SARS-CoV-2. Cieszymy się z dołączenia do Grupy R22, które umożliwia nam dostęp do bogatego know-how technologicznego i biznesowego oraz wspólny dynamiczny rozwój. – komentuje Pavel Mikulka, prezes ProfiSMS, który pozostanie związany z Grupą R22.

Recenzje w sieci ważniejsze niż reklama

ZenBusiness sprawdził, czy słowa rzeczywiście mogą ranić, tym razem jednak nie ludzi, a biznes. Okazuje się, że dla nowych firm negatywne recenzje są ciosem w prawie 100% przypadków, a dla starszych w 97%. Czy słowa Marilyn Monroe: “Nieważne co o mnie myślą, ważne, żeby mnie kochali”, stały się nieaktualne?

Klienci przestali wierzyć reklamie, a zaczęli szukać rekomendacji w sieci, zazwyczaj wśród ludzi obcych, a często nawet – anonimowych. Sascha Stockem z Nethansa, CEO sopockiej spółki specjalizującej się w e-commerce oraz wsparciu sprzedaży na platformie handlowej Amazon, tłumaczy ten fenomen w następujący sposób: – Klasyczna reklama stała się dla ludzi niewiarygodna. Zmanipulowana, pełna gwiazdek i paragrafów, zbyt często nie odnosi się do rzeczywistych cech produktu. Doskonałym przykładem, takich działań są liczne kampanie gigantów świata IT, którzy prezentując możliwości fotograficzne produkowanych przez siebie smartfonów, wykorzystywali tak naprawdę zdjęcia studyjne, wykonane profesjonalnymi aparatami o wartości samochodu, a nie telefonu – zauważa Stockem. Uważa on również, że skoro nie można wierzyć reklamie, a natura nie znosi próżni, wiedzę nt. produktów konsumenci zaczęli czerpać z osobistych rekomendacji. Co ciekawe, w ich ocenie liczy się nie tylko jakość opinii pozostawionych w sieci, lecz również ich ilość. Do takiego wniosku doszli autorzy badania opublikowanego na łamach Psychological Science, po analizie opinii zamieszczonych na Amazonie, największym globalnym serwisie e–commerce.

Dobra nowina

Mówi się, że słowa mogą ranić. Jak pokazuje raport opracowany przez firmę ZenBusiness, zasada ta obejmuje nie tylko ludzi, ale również i firmy. W ankiecie, która obejmowała zarówno pracowników monitorujących recenzje firm w mediach społecznościowych, jak i klientów, którzy je publikowali, wykazano, że opinie mają istotny wpływ na sukces biznesu.

Najważniejszy wniosek jest taki, że zarówno w przypadku nowych przedsiębiorstw, jak i takich, które mają już wypracowaną pewną renomę, recenzje mają znaczenie. Zaledwie w 0.6% nowych biznesów i niecałych 3% starych nie wykazano korelacji pomiędzy tym, co o danym podmiocie się pisze, a jego rynkowym sukcesem.

Zbieranie opinii klientów, szczególnie tych pozytywnych, nie jest łatwe. O wiele chętniej dzielimy się swoimi odczuciami, gdy mają one charakter negatywny – zauważa CEO  Nethansy. – Dlatego firmy mogą korzystać z zewnętrznego oprogramowania, które posiada moduł odpowiedzialny za komunikację z nabywcami. Sprzedawca może dzięki temu skontaktować się z wybranymi klientami i wysłać im zaproszenie do opublikowania recenzji, co istotnie zwiększa prawdopodobieństwo jej otrzymania.

Każdorazowe proszenie o wystawienie pozytywnej opinii nie jest mile widziane przez administrację serwisu i może bardziej zaszkodzić biznesowi, niż mu pomóc. W tym celu amerykanie przygotowali szczegółowe wytyczne, które ograniczają to jak, gdzie, kiedy i z kim firmy mogą się kontaktować. – Doskonale zdajemy sobie sprawę z roli, jaką na Amazonie odgrywają opinie klientów, dlatego opracowany przez nas system wsparcia sprzedaży Clipperon sam zaprasza klientów do wystawiania recenzji. Cały proces jest zautomatyzowany, a prośby o ocenę transakcji wysyłane są tylko do zadowolonych klientów. Jest to możliwe dzięki narzędziom kontroli każdego zamówienia, które sprawdzają m.in. czy przesyłka została dostarczona na czas lub czy klient zdążył już wystawić opinię – wyjaśnia Stockem. Z danych Nethansy wynika, że funkcja systemu Clipperon – Feedback Manager – powoduje wzrost pozytywnych opinii o średnio o 50%. Są one szczególnie ważne w przypadku rywalizacji o BuyBox. Oferta zwycięzcy jest mocno wyeksponowana, podczas gdy inni sprzedawcy tego samego produktu zepchnięci są na bok, co minimalizuje ich szanse sprzedaży.

Suma naszych grzechów

Jak pokazują wyniki badań, za które odpowiedzialna jest firma ZenBuisness, jednym ze sposobów, w jaki firmy mogą złagodzić negatywne nastawienie, jest bezpośrednie odniesienie się do krytyki. Z badania wynika, że ponad 75% respondentów w wieku powyżej 40 lat przestało traktować protekcjonalnie firmę, która nie rozwiązała takiego problemu. Ponad 6 na 10 osób, które ukończyły 30 rok życia, zrobiło to samo. Nie lepiej jest w przypadku dwudziestoparolatków. W tej grupie aż 56,5% respondentów postawiło krzyżyk na markach, z którymi weszło w interakcję, a te niewłaściwie odniosły się do zgłoszonych uwag.

Nie oznacza to jednak, że firmy są bezbronne i już nic nie mogą zrobić. Ponadto 33% dwudziestolatków przyznało, że negatywna recenzja stała się bardziej pozytywna po udzieleniu odpowiedzi przez firmę, zaś 27% zgłasza usunięcie negatywnej recenzji po uzyskaniu jakiejkolwiek reakcji ze strony przedstawicieli biznesu. – Publiczne odpowiadanie na złe recenzje pokazuje klientom i potencjalnym nabywcom, że nam zależy i że uważnie słuchamy tego, co mają nam do powiedzenia. Nie oznacza to wcale, że firma musi obowiązkowo odpowiadać na każdy negatywny komentarz – uważa Sascha Stockem. – W badaniu, które przeprowadziła firma Chanel Signal na grupie 14 tys. recenzji, jakie wyselekcjonowano w serwisie Amazon, ponad 80% ma wydźwięk pozytywny. Zachęcając klientów do wystawiania pochlebnych recenzji skutecznie bronimy się przed skutkami tych negatywnych. Jeśli tych pierwszych będzie naprawdę dużo, to kilka krytycznych opinii nie będzie miało większego znaczenia w odbiorze marki czy produktu.

Pycha czy wstyd?

Z raportu wynika, że młode firmy rzadziej rozpoczynają dialog ze swoimi klientami, a wydawać by się mogło, że nowe podmioty cechuje innowacyjne i bardziej responsywne podejście od komunikacji. Około 95% przedsiębiorstw, które istnieją od ponad 10 lat, skontaktowało się z klientami po uzyskaniu negatywnego komentarz. W grupie nowopowstałych firm podobnie postąpiło tylko 87,3%.

Tymczasem o dobre recenzje warto walczyć. Jak pokazują badania Zenbusiness, w przypadku 97% nowych firm istnieje wyraźna zależność pomiędzy pozytywnymi opiniami a sukcesem przedsiębiorstwa. Jeszcze wyraźniej widać to na przykładzie firm, które na rynku istnieją od dłuższego czasu – w ich przypadku jest to około 98%.

Klient ma zawsze rację – mówi stare powiedzenie sprzedawców. Nie oznacza to jednak, że na jego przekonania firmy nie mają żadnego wpływu. W czasach agresywnego marketingu, koncentracja klientów na opiniach internautów będzie systematycznie rosła. Uodpornieni na mydlące oczy zabiegi konsumenci coraz częściej szukają rzetelnego źródła informacji w sieci. Ignorancja tej istotnej tendencji w najlepszym przypadku może skończyć się dla firmy bolesną lekcją, w najgorszym – odejściem w niepamięć.

Wojny o maseczki. Klienci grożą ekspedientom pobiciem, wrzucają filmy do Internetu i dzwonią na policję

Sprawa noszenia maseczek w sklepach i punktach usługowych staje się jednym z najszerzej dyskutowanych tematów w ostatnich tygodniach. Do naszego stowarzyszenia trafiają wiadomości od pracowników, którzy nie wiedzą jak mają się zachować w sytuacji, gdy ogólne przepisy nakazują im upominanie klientów, by nosili maseczki, a z drugiej strony nie wszyscy się do tych przepisów stosują. Sytuacje te często kończą się awanturami, groźbami czy nawet wzywaniem policji. Stowarzyszenie STOP Nieuczciwym Pracodawcom podjęło współpracę z kancelarią prawną Wódkiewicz – Sosnowski. Będzie ona konsultować przypadki zgłaszane przez pracowników w związku z pandemią koronawirusa.

Kilkanaście skarg od pracowników w sprawie maseczek i dezynfekcji. Coraz częściej dochodzi do gróźb słownych i nagrywania filmów

Tylko ostatnie dwa tygodnie przyniosły aż kilkanaście zgłoszeń odnośnie kłopotliwych sytuacji związanych z koniecznością egzekwowania noszenia maseczek w miejscach usługowych i punktach handlowych. Większość dotyczyła klientów, którzy nie stosują się do przepisów porządkowych. Nie brakowało jednak także zgłoszeń od pracowników, którzy chcieli nosić maseczki, ale przykładowo kierownik placówki handlowej nie był tego entuzjastą: – Jedna z wiadomości, którą dostaliśmy to była informacja, że szef sklepu zakazał noszenia maseczek w jego sklepie. Miał powiedzieć do pracownika: zdejmij to, bo wyglądasz jak pajac. Wiadomość miała charakter informacyjny, pracownik nie zdecydował się na skargę – mówi Prezes Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom Małgorzata Marczulewska.

Zdecydowanie więcej jest skarg na relacje pracownik – klient: – Mieliśmy zgłoszenie od pracownicy jednej z galerii handlowych, która odmówiła sprzedaży towaru klientce, która nie miała maseczki. Ta zrobiła karczemną awanturę, po czym wezwała policję. Pracownica napisała do nas wiadomość, bo przyznaje, że nie wiedziała co ma zrobić i bała się reakcji szefostwa. Inna wiadomość dotyczyła gróźb karalnych. Pracownik apteki miał usłyszeć groźby, że zostanie „dorwany” oraz, że ktoś mu „wpier***” za to, że odmówił obsługi klienta, który naciągnął sobie na twarz koszulkę – mówi Małgorzata Marczulewska. – Pojawiały się także zgłoszenia ze Szczecina, że pracownicy sklepów są nagrywani telefonami, a potem te filmy są wrzucane do Internetu. Możemy powiedzieć, że mamy czas prawdziwych wojen maseczkowych, stąd też nasze aktywne działanie w tym temacie – dodaje Prezes Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom.

Opinia prawnika: „Skoro sprzedajemy wszystkim, to wszystkich obowiązują jednakowe zasady, w tym przypadku związane z odgórnym obowiązkiem zasłaniania ust i nosa”

W opinii mec. Grażyny Wódkiewicz wszelkie sprawy dotyczące maseczek i relacji jakie wywołują na linii pracownik-pracodawca należy analizować na casusie prawnym z Suwałek.  Sprzedawczyni poprosiła młodą klientkę, by zasłoniła usta i nos. Ta odmówiła, wobec czego ekspedientka odmówiła obsługi. Sprawa trafiła na policję. Mandatem ukarano sprzedawczynię, ale sąd ją uniewinnił.  – Obowiązek zakrywania ust i nosa obowiązuje w obiektach i placówkach handlowych lub usługowych oraz na targowiskach (straganach) wynika z rozporządzenia Rady Ministrów w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii. W przestrzeni publicznej pojawiają się głosy, że rozporządzenie jest niezgodnie z prawem, w tym Konstytucją, bo obowiązek stosowania środków profilaktycznych można ustanowić wobec osób podejrzanych o chorobę, a nie wszystkich, w tym zdrowych na tej podstawie sądy odmawiają ukarania osób za brak maseczki, gdzie takich spraw jest coraz więcej – mówi mec. Grażyna Wódkiewicz. – Wadliwa legislacja postawiła zarówno klientów, jak i sprzedawców w ciężkiej sytuacji – bo z jednej strony są pewne obowiązki, ale z drugiej faktycznie jest tak, że właściciele, zarządcy i pracownicy sklepów nie mają żadnych podstaw prawnych do egzekwowania obowiązku zakrywania ust i nosa – dodaje mec. Wódkiewicz.

Jak przyznaje mec. Wódkiewicz sprawa jest skomplikowana, ale pracownicy sklepów mają prawo odmówić obsłużenia klientów, którzy nie realizują obowiązku noszenia maseczek – skoro wynika on z przepisów i w połączeniu z sytuacją epidemiologiczną tworzy „uzasadnioną przyczynę odmowy sprzedaży”.

– Pracownik, sprzedawca, powinien jednak przede wszystkim powoływać się na zasadę pewnej powszechności usług świadczonych przez sklep – skoro sprzedajemy wszystkim, to wszystkich obowiązują jednakowe zasady, w tym przypadku związane z odgórnym obowiązkiem zasłaniania ust i nosa. Dla wielu klientów brak maseczki u innego klienta może być sytuacją dyskomfortową i zniechęcająca do robienia zakupów w danym sklepie jako miejscu niebezpiecznym i niedbającym o klientów. Argumentem za nieobsługiwaniem klientów jest też dbałość o bezpieczeństwo własne pracownika – mówi mec. Wódkiewicz.  – Pracownik podlega też pewnym regulacjom wewnętrznym i poleceniom pracodawcy. Jeśli więc pracodawca wyda polecenia pracownikom, aby nie obsługiwać klientów bez maseczek, to pracownik winien takie polecenie respektować. Pracownik ma jednak prawo do tego, aby domagać się jednoznacznych wytycznych dotyczących obsługi oraz ma prawo domagania się umieszczenia w sklepie informacji o tym, że polecono mu nie obsługiwać takich klientów. Taka sytuacja pozwala na uniknięcie zarzutów o personalną, indywidualną odmowę sprzedaży. W przypadku zaś interwencji policji, winien powołać się na ogólne zasady związane z tym, że klient powinien respektować zasady panujące w sklepie, powinien przestrzegać prawa i nie może swoim zachowaniem utrudniać zakupów innym klientom – dodaje prawnik współpracujący ze Stowarzyszeniem STOP Nieuczciwym Pracodawcom.

Covid 19 znacząco wpłynął na wyniki finansowe Grupy Agora w 2. kwartale 2020 r.

Wyniki operacyjne Grupy Agora w 2. kwartale 2020 r. były pod bezprecedensowym wpływem wybuchu pandemii COVID-19. Obostrzenia wprowadzone w celu zapobiegania jej dalszemu rozprzestrzenianiu, związane m.in. z zamknięciem kin, ograniczeniem działalności punktów sprzedaży i zakazem przemieszczania się ludności, miały istotny negatywny wpływ na działalność operacyjną i wyniki większości biznesów Grupy w tym okresie. Kolejne miesiące 2020 r. przynoszą jednak poprawę rezultatów Agory i jej marek, zwłaszcza dzięki coraz szybszemu powrotowi klientów do realizacji kampanii reklamowych oraz widzów przed ekrany kinowe.

Agora_2kw2020_polNasza firma bardzo dotkliwie odczuła skutki pandemii, ale jestem dumny z tego, jak zespół Agory poradził sobie z uderzeniem koronawirusa. Nasze media biły rekordy popularności. Teraz w niezłym tempie odbudowujemy biznes reklamowy, a kolejne premiery filmowe ściągają coraz więcej ludzi do kin. Z sukcesem zakończyliśmy negocjacje w sprawie pozyskania finansowania dla Heliosa i całej Agory na kolejne lata. To wszystko pozwala nam z większym spokojem i optymizmem pracować nad powrotem Agory do dawnej formy – komentuje Bartosz Hojka, prezes zarządu Agory.

Całkowite przychody Grupy Agora w 2. kwartale 2020 r. wyniosły 129,5 mln zł i były niższe o ponad 50% niż przed rokiem. Zdecydował o tym wybuch pandemii COVID-19, która negatywnie wpłynęła na wszystkie źródła przychodów Grupy oprócz sprzedaży płatnych treści w formie prenumeraty cyfrowej Wyborcza.pl i TOK FM Premium. Największe spadki wpływów miały miejsce w biznesach najmocniej dotkniętych przez skutki pandemii – w segmentach Film i Książka oraz Reklama Zewnętrzna.

Przychody ze sprzedaży usług reklamowych Grupy Agora zmniejszyły się o prawie 48% r/r, głównie z powodu negatywnego wpływu pandemii na aktywność reklamodawców oraz spadek wartości wydatków na promocję ich produktów i usług w Polsce w 2. kwartale 2020 r. Zgodnie z szacunkami Agory, wartość polskiego rynku reklamowego wyniosła w tym czasie około 1,9 mld zł i zmniejszyła się o 28,5%1 w porównaniu z 2019 r. Najistotniejsze ograniczenie budżetów reklamowych odczuły segmenty: Reklama Zewnętrzna, przede wszystkim z uwagi na obostrzenia w przemieszczaniu się ludności, a także Radio – w związku ze skurczeniem się rynku reklamy radiowej i kinowej oraz Prasa – wskutek pogłębienia dotychczasowych negatywnych trendów w zakresie sprzedaży reklamy prasowej. Najmniejszy spadek wpływów reklamowych miał miejsce w segmencie Internet. Wskutek zamknięcia obiektów kinowych w Polsce decyzją administracyjną od 12 marca 2020 r. przychody ze sprzedaży biletów do kin sieci Helios zmniejszyły się o 99,7%; nie odnotowano wpływów ze sprzedaży barowej. Przychody Grupy ze sprzedaży wydawnictw zmniejszyły się o 16,7%, głównie ze względu na ograniczenie sieci sprzedaży prasy i książek. Grupa Agora miała też niższe przychody ze sprzedaży usług poligraficznych i z pozostałej sprzedaży. Wzrosły jedynie wpływy z działalności filmowej Grupy w związku z dystrybucją coraz większej liczby tytułów z portfolio spółki NEXT FILM poprzez platformy cyfrowe.

 

W 2. kwartale 2020 r. koszty operacyjne netto Grupy Agora zmniejszyły się o ponad 34% do 182,9 mln zł. Wpłynęły na to przede wszystkim administracyjne zamknięcie obiektów kinowych i lokali gastronomicznych zlokalizowanych w galeriach handlowych oraz dyscyplina kosztowa w całej Grupie. Agora podjęła decyzję o optymalizacji portfela projektów inwestycyjnych, skupiając się podczas tego trudnego czasu na zapewnieniu bezpieczeństwa kluczowym aktywom Grupy. Na poziom kosztów operacyjnych Grupy rzutował też szereg zdarzeń o charakterze jednorazowym. Pozytywny wpływ na ich wartość miały: zysk ze zbycia przedsiębiorstwa Plan D (dawniej Domiporta) i ze zbycia nieruchomości, zaś negatywny – koszty działań restrukturyzacyjnych w spółkach Plan D i GoldenLine oraz przegląd aktywów Grupy, który skutkował odpisami wartości aktywów w różnych obszarach Grupy. Łączny negatywny wpływ tych wszystkich zdarzeń to 4,8 mln zł.

Koszty wynagrodzeń i świadczeń na rzecz pracowników były niższe o ponad 38% r/r. To głównie efekt wprowadzonej w Grupie Agora obniżki wynagrodzeń i wymiaru czasu pracy o 20,0% od 15 kwietnia do 15 października 2020 r. Zatrudnienie etatowe w Grupie na koniec czerwca 2020 r. (po wyeliminowaniu efektu obniżenia wymiaru czasu pracy) wyniosło 2 333 etaty.

W efekcie w 2. kwartale 2020 r. Grupa odnotowała stratę na poziomie EBITDA w wysokości 4,4 mln zł, a na poziomie EBIT w wysokości 53,4 mln zł. Strata netto wyniosła 41,1 mln zł2.

W opinii zarządu spółki największy negatywny wpływ pandemii na działalność Grupy Agora widoczny był już w 2. kwartale 2020 r. Dlatego też, według przewidywań Agory, tempo spadku wpływów Grupy w kolejnych kwartałach powinno być niższe, pod warunkiem jednak, że nie dojdzie do pogłębienia istotnego negatywnego wpływu pandemii na działalność Agory i jej spółek zależnych. Wszystkie podmioty z Grupy Agora podjęły szereg działań mających na celu minimalizowanie strat wywołanych przez pandemię COVID-19 oraz szybki powrót Grupy na ścieżkę wzrostu zarówno przychodów, jak i wyników operacyjnych.

Ograniczona została większość kategorii kosztowych oraz wydatków inwestycyjnych, co obniżyło wysokość kosztów operacyjnych w Grupie w samym 2. kwartale 2020 r. o 96,1 mln zł, pomimo zaistnienia zdarzeń o charakterze jednorazowym.

Według szacunków spółki efektem tych wszystkich działań będzie spadek kosztów o około 209,0 mln zł w 2. i 3. kwartale 2020 r. w porównaniu z analogicznym okresem 2019 r.

Zarówno Agora, jak i jej spółki zależne starały się również o dostępne formy wsparcia publicznego dla przedsiębiorstw. Spółki z Grupy Agora wnioskowały łącznie o 13,9 mln zł dofinansowania do miejsc pracy z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Zgodnie z rekomendacją Zarządu Spółki Walne Zgromadzenie zgodziło się na pozostawienie w Agorze zysku wypracowanego w 2019 r.

Dodatkowo, Agora i Helios sfinalizowały negocjacje z bankami, zabezpieczając finansowanie swoich działań na najbliższe lata – Agora na kwotę 100,0 mln zł, a Helios na kwotę 40,0 mln zł.

Na podstawie dostępnych danych rynkowych Agora szacuje, że frekwencja w kinach w Polsce w 2020 r. będzie niższa o ok. 50%. Natomiast wartość rynku reklamy w Polsce, który jest jednym z czynników decydujących o poziomie przychodów Grupy, nie skurczy się w takim stopniu, w jakim spółka przewidywała w raporcie za 1. kwartał 2020 r. Według najnowszych szacunków spółki, opartych na prognozie wartości PKB w Polsce oraz danych na temat rynku reklamy, w 2020 r. reklamodawcy ograniczą wydatki na promocję swoich towarów i usług o około 8-12% w porównaniu z 2019 r. Wstępne dane związane z kolejnymi kwartałami 2020 r. pokazują zmniejszenie się skali spadków wpływów reklamowych i powrót reklamodawców do mediów.

Źródło danych: skonsolidowane sprawozdanie finansowe wg MSSF, 1. poł. 2020 r.

Przypisy:

1 Źródło: dane dotyczą reklam i ogłoszeń w 6 mediach (prasa, radio, telewizja, reklama zewnętrzna, internet, kino); szacunki Agory (prasa na podstawie Kantar Media oraz monitoringu Agory, radio na podstawie Kantar Media), Izby Gospodarczej Reklamy Zewnętrznej (IGRZ), Starcom (TV, kino, internet).

2 Strata Grupy Agora na poziomie EBIT w ujęciu bez wpływu standardu MSSF 16 wyniosła w 2. kw. 2020 r. 44,8 mln zł. W tym ujęciu Grupa odnotowała stratę na poziomie EBITDA w wysokości 13,8 mln zł.

Zysk przedsiębiorców zagrożony. Rząd planuje dodatkowe opodatkowanie spółek komandytowych

Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie z inicjatywy Kancelarii Doradztwa Podatkowego EOL rozpoczyna akcje informacyjną „NIE dla komandytowych CIT”. Najnowszy projekt zmian podatków PIT i CIT polega na objęciu wszystkich spółek komandytowych i niektórych spółek jawnych opodatkowaniem CIT, co w efekcie doprowadzi do podwójnego opodatkowania – raz na poziomie dochodów spółki, a drugi raz na poziomie wypłaty zysków dla wspólników. Północna Izba Gospodarcza poprosi przedsiębiorców o wypełnienie ankiety. Wnioski z niej zostaną odpowiednio opracowane i przedstawione jako stanowisko naszej instytucji. – Północna Izba Gospodarcza jest instytucją opiniotwórczą. Za cel stawiamy sobie nie tylko opiniowanie i recenzowanie zmian, ale i aktywne zabieranie głosu np. gdy rządowe propozycje uderzają w przedsiębiorców – mówi Jarosław Tarczyński, Prezes Północnej izby Gospodarczej w Szczecinie.

Zmiana reguł w trakcie gry. Przedsiębiorcy stracą ogromne pieniądze, które można byłoby zainwestować w rozwój

Temat dodatkowego opodatkowania spółek komandytowych został poruszony na forum Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie przez Kancelarię Doradztwa Podatkowego EOL. Sprawa jest poważna, dotyczy ogromnej ilości przedsiębiorstw, a jej wprowadzenie w życie może doprowadzić do tego, że wiele podmiotów gospodarczych będzie musiało oddawać fiskusowi kolejną część dochodów. W czasach spowolnienia gospodarczego i walki z konsekwencjami pandemii koronawirusa to działanie zmierzające do znaczącego pogorszenia sytuacji przedsiębiorców.

– Zmiany w podatkach są permanentne i nawet specjaliści muszą poświęcać wiele czasu żeby być na bieżąco i odpowiednio je interpretować. Wiele zmian ma charakter techniczny, inne są bardziej merytoryczne. Zmiana o której rozmawiamy na forum Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie ma charakter bardzo merytoryczny i dotknie znaczną część przedsiębiorców. Powszechny stanie się podatek od spółek komandytowych. To zmiana totalna w całym systemie podatkowym. Dotychczas jeżeli ktoś prowadził biznes w dużym rozmiarze to prowadził spółkę z.o.o, a mniejsze firmy wybierały formułę spółek komandytowych. Ministerstwo Finansów proponuje, by spółki komandytowe były opodatkowane w podobny sposób jak spółki z.o.o. Jest to bardzo trudne do zaakceptowania dla przedsiębiorców. Biznes ma to do siebie, że planuje i analizuje sytuacje gospodarczą, patrzy na zyskowność projektów, na rentowność. W takiej sytuacji Rząd radośnie przed końcem roku proponuje całkowitą zmianą reguł systemu i przedsiębiorcy mają kilka tygodni na dostosowanie się. Nie było czasu na odpowiednie zareagowanie. Można się spodziewać, że proces legislacyjny przebiegnie szybko i zanim się nie obejrzymy będziemy mieć przepisy, które mocno uderzą w mały i średni biznes – mówi Michał Wojtas.

„Nie można ludzi zaskakiwać takimi ustawami”

Jakie będą efekty gospodarcze zmian planowanych przez Rząd? – Nie można ludzi zaskakiwać takimi ustawami. Vacatio Legis powinno być przynajmniej roczne. To czas na dostosowanie się do nowych reguł. Jeżeli ktoś realizuje projekt o konkretnej zyskowności, a teraz musi zapłacić od zysku 19% podatku to w wielu przypadkach biznes przestaje być opłacalny. Dodatkowy podatek CIT na poziomie spółek komandytowych powoduje, że pieniądze „wyparowują” ze spółek. To mniej pieniędzy na rozwój, mniej pieniędzy na inwestycje oraz straty dla przedsiębiorców – wyjaśnia Michał Wojtas.

Przedstawiciel kancelarii EOL przyznaje, że mocno stracą przedsiębiorcy sektora MŚP i firmy rodzinne. Długofalową konsekwencją może być fakt, że nie będzie dochodzić do przekształceń z firm jednoosobowych do spółek jawnych czy komandytowych. – Co zrobić teraz? Czy ta droga jest już zamknięta? To działanie obarczone ryzykiem, rachunek ekonomiczny jest prosty: przekształcamy się i nagle zaczynamy płacić większe podatki. To działanie przeciwko przedsiębiorcom – wyjaśnia nasz rozmówca.

Zapraszamy naszych przedsiębiorców do zabrania głosu w tym temacie. Wnioski trafią do parlamentarzystów i Ministerstwa Finansów

Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie włącza się w działanie mające na celu protest przeciwko zmianom. Do naszych przedsiębiorców trafi ankieta dotycząca spółek komandytowych: – Pytamy skąd przedsiębiorcy dowiedzieli się o zmianach, czy widzą zagrożenie wynikające z nowych przepisów i czy zamierzają jakoś działać, by się temu sprzeciwić. Chcemy znać opinię przedsiębiorców, a Północna Izba Gospodarcza zrzesza największą liczbę firm MŚP w Polsce. Spodziewam się dużego odzewu i raczej zdania negatywnego. Głos zachodniopomorskich przedsiębiorców zostanie sformułowany w stanowisko i przesłany do posłów, senatorów oraz do Ministerstwa Finansów – dodaje Michał Wojtas.

Polacy chcą systemu kaucyjnego finansowanego przez producentów napojów

Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE) przeprowadziło badania na temat opinii Polaków o wprowadzeniu w Polsce systemu kaucyjnego. Badania te pokazują, że aż 95% Polaków popiera wprowadzenie systemu kaucyjnego. Co więcej, 86% z nas uważa, że system ten powinien być wprowadzony jak najszybciej. Obserwacja dobrze funkcjonujących systemów kaucyjnych w krajach skandynawskich i krajach Europy Zachodniej prowadzi do wniosku, że najlepiej funkcjonujące systemy przełożyły pełną odpowiedzialność finansową i organizacyjną na stronę producentów. To oni są odpowiedzialni za stworzenie całego systemu Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenta (ROP) i organizacji odzysku – zajmują się pozyskiwaniem, odbieraniem i recyklingiem opakowań po napojach.

– Polacy dużo podróżują, obserwują inne kraje i funkcjonujące w nich systemy kaucyjne. Widzą że to się sprawdza – powiedziała serwisowi eNewsroom Sylwia Szczepańska, dyrektor ds. dialogu Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – Szczególnie uderzająca jest czystość krajobrazu – ale też to, że w krajach z dobrym systemem kaucyjnym występuje wysoka świadomość ekologiczna mieszkańców. Ma to duże znaczenie edukacyjne. Wprowadzenie systemu kaucyjnego powoduje utrwalenie właściwych nawyków i rozszerzenie edukacji ekologicznej na wszystkie grupy społeczne. Edukacja ekologiczna jest niezwykle ważna. Ona zaczyna się od przedszkola i trwa przez cały okres życia obywatela – wskazuje Szczepańska.

Pandemia zaostrzyła kryzysy wizerunkowe w sieci. Polskie firmy nie są do nich przygotowane

Na całym świecie jest już niemal 4 mld aktywnych użytkowników mediów społecznościowych, a w czasie pandemii ponad połowa z nich zwiększyła swoją aktywność w sieci. To z kolei spowodowało, że obecne w internecie organizacje musiały od nowa budować swoje strategie komunikacyjne i częściej stawiać czoła sytuacjom kryzysowym. – Polskie firmy i instytucje nie są przygotowane do radzenia sobie z kryzysami wizerunkowymi w social mediach – ocenia Adam Łaszyn, prezes zarządu Alert Media Communications, autor książki „e-Kryzys. Jak zarządzać sytuacją kryzysową w internecie”. Jak podkreśla, większość z nich uczy się tego na własnych błędach, w sytuacji kryzysu reagując na gorąco, zamiast zawczasu się do niego przygotować. Właśnie z myślą o tej grupie powstała publikacja.

– Większość kryzysów wizerunkowych w sieci wynika z nieadekwatnej reakcji, która nie uwzględnia potrzeb drugiej strony – tej społecznościowej, czyli użytkowników sieci, którzy wchodzą z nami w dialog. Bardzo poważny obszar kryzysów w internecie jest też generowany poprzez media – zarówno tzw. e-media, jak i te tradycyjne, które są obecne w sieci, bo dzisiaj już nie ma mediów offline’owych i wszystkie w niej są. W związku z tym te problemy, które są kryzysogenne w relacjach medialnych, bardzo szybko rozprzestrzeniają się w sieci i mediach społecznościowych, multiplikując skalę kryzysu  – mówi agencji Newseria Biznes Adam Łaszyn.

W ostatnich miesiącach pandemia SARS-CoV-2 i związany z nią lockdown spowodowały, że większość aktywności konsumentów przeniosła się do internetu. Lipcowy raport DataReportal wskazuje, że w wyniku pandemii wzrosła liczba użytkowników social mediów, których jest już na całym świecie blisko 4 mld. Badania wskazują, że w sieciach społecznościowych aktywnych jest ok. 50 proc. społeczeństwa, a każdego roku przybywa średnio 10 proc. nowych użytkowników.

W czasie pandemii media społecznościowe ponownie stały się miejscem wirtualnych spotkań towarzyskich. Choć w latach 2017–2020 liczba osób, dla których jednym z głównych powodów obecności w social mediach było utrzymywanie kontaktu ze znajomymi, zaczęła spadać z 42 do 33 proc., to w ciągu ostatnich miesięcy aż 55 proc. internautów zwiększyło swoją aktywność w sieci. Wydłużył się też czas spędzany w mediach społecznościowych, który teraz wynosi średnio 2 godz. i 22 min dziennie. Wzrost sieciowej aktywności zintensyfikował wszystkie kryzysy i problemy wizerunkowe, z którymi obecne w sieci firmy i marki zmagały się już wcześniej.

– Gęstsze było nagromadzenie tych negatywów, które powodują kryzysy, i siłą rzeczy również błędnych reakcji, które je nakręcają. Widzieliśmy więc takich kryzysów bardzo wiele, np. sieci detaliczne przeżywały wręcz ogromne zainteresowanie tym, w jaki sposób funkcjonują sklepy w czasie pandemii, a w związku z tym pojawiało się też dużo negatywów i nieprzychylnych opinii – mówi autor książki „e-Kryzys. Jak zarządzać sytuacją kryzysową w internecie”.

Jak podkreśla, obecnie nie da się już prowadzić biznesu ani żadnej innej formy działalności bez obecności w internecie i social mediach. Raport „Future of Marketing” Econsultancy wskazuje, że aż 64 proc. marketerów uważa media społecznościowe za ważny element obecności marki w sieci. Szersza obecność w social mediach oznacza jednak większe ryzyko narażenia się na hejt, fake newsy, wpadki wizerunkowe i kryzysy, z którymi muszą mierzyć się już nie tylko marki i firmy, ale również instytucje państwowe, a nawet organizacje pożytku publicznego. Żeby sobie z nimi radzić, trzeba mieć odpowiednią wiedzę lub doświadczenie. Polskie firmy i instytucje na ogół zdobywają to doświadczenie, ucząc się na własnych błędach.

– To jest najdroższa z form uczenia się, jak zarządzać kryzysami. Jedne firmy radzą sobie z tym lepiej, ponieważ przechodziły już kryzysy, inne gorzej, bo muszą wynajdować to koło na nowo – mówi Adam Łaszyn.

Większość firm i instytucji nie jest świadomych, że to nie negatywne wydarzenie, hejt czy nieprzychylne opinie w sieci tworzą kryzysy, ale dopiero nieadekwatna reakcja na nie. To jeden z podstawowych błędów, jakie marki popełniają w social mediach.

– Najczęstsze błędy, jakie pojawiają się w mediach społecznościowych, to niedostosowanie języka, sposobu i treści odpowiedzi do powagi sprawy. Dla przykładu, jeżeli po stronie społecznościowej ktoś ma problem albo zgłasza jakąś istotną rzecz, humor nie jest właściwą reakcją. Nieadekwatny sposób potraktowania takiej osoby również powoduje problem. W naszej książce piszemy o siedmiu grzechach głównych związanych z kryzysami społecznościowymi w internecie. Pycha jest na pierwszym miejscu. To główny grzech, z którego wynikają błędy w mediach społecznościowych – wskazuje prezes Alert Media Communications.

Jak ocenia, standardem w Polsce jest, że firmy i instytucje w ogóle nie są przygotowane do kryzysów, a tym bardziej do kryzysów w mediach społecznościowych. Właśnie dlatego ogromnie istotne jest, żeby wiedzę na temat tego, jak kryzysu uniknąć i jak reagować w sytuacji, kiedy do niego dojdzie, zdobyć wcześniej, zamiast uczyć się na błędach.

– Można się do tego przygotować. To dość specjalistyczna wiedza, która nie jest powszechna wśród osób i firm zajmujących się prowadzeniem profili, bo często wchodzą tu dodatkowe aspekty, jak np. rozlanie się kryzysu do mediów offline’owych, gdzie niezbędne są już szersze kompetencje. Te mechanizmy i metody zarządzania kryzysami i przygotowywania się do nich są opisane w naszej książce „e-Kryzys. Jak zarządzać sytuacją kryzysową w internecie”, w której można znaleźć rady, w jaki sposób uniknąć kryzysów i błędów, które je generują  – mówi Adam Łaszyn.

Książka „e-Kryzys. Jak zarządzać sytuacją kryzysową w internecie” pod jego redakcją została przygotowana we współpracy z konsultantami agencji Alert Media Communications oraz z ekspertami do spraw komunikacji z wiodących polskich firm i instytucji. Jest adresowana zarówno do osób, które samodzielnie prowadzą profile swoich firm w internecie, jak i do pracowników działów komunikacji w dużych firmach, korporacjach i organizacjach. Publikacja to zbiór praktycznych rad dotyczących komunikacji kryzysowej w internecie i social mediach, która pokazuje m.in., jak należy przygotować się na wypadek sytuacji kryzysowej w sieci, w jaki sposób postępować w przypadku zaistnienia problemu, a także jakich błędów unikać.

Zmiany w procesie globalizacji szansą dla Polski. Coraz więcej firm będzie przenosić tu swoją produkcję

Osłabienie globalizacji spowolni rozwój światowej gospodarki, ale dla Polski może być szansą na rozwój. – Firmy na całym świecie będą szukały tanich miejsc produkcji, żeby obniżyć koszty działalności, ale będą rozsądnie wybierać lokalizacje – mówi Stefan Kawalec, prezes zarządu Capital Strategy. Dla wielu – przede wszystkim z Europy Zachodniej, lecz także z Azji – dobrą lokalizacją będzie właśnie Polska, ze względu na położenie w Europie Środkowej, przynależność do Unii Europejskiej i fakt, że wciąż mamy dużo niższe koszty pracy niż na Zachodzie.

Globalizacja była bardzo istotnym impulsem wzrostu gospodarek światowych w ciągu ostatnich trzech dekad. Jednak już przed kryzysem, który spowodowała pandemia koronawirusa, pojawiły się pewne problemy. Jednym z nich był konflikt handlowy pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Chinami. Z kolei w efekcie pandemii zamknięto granice i handel się załamał, a wraz z nim łańcuchy dostaw.

Uważam, że nie dojdzie do zupełnego odejścia od globalizacji rozumianej jako dążenie firm do obniżania kosztów poprzez poszukiwanie tanich miejsc produkcji. Jednak prawdopodobnie „entuzjastyczną globalizację” zastąpi „globalizacja z ograniczonym zaufaniem”. Firmy będą w większym stopniu niż do tej pory brały pod uwagę ryzyka, z jakim wiążą się ich łańcuchy dostaw, ryzyka związane z katastrofami naturalnymi, epidemiami, konfliktami politycznymi i ekonomicznymi – mówi agencji Newseria Biznes Stefan Kawalec, prezes zarządu Capital Strategy.

Na skutek zamknięcia granic w I kwartale br. niektóre europejskie i polskie fabryki były zmuszone przerwać prace przez brak komponentów z Chin. W połowie lutego wykorzystywane moce produkcyjne w Państwie Środka szacowano na 40–50 proc. możliwości. To spowodowało poważne perturbacje w wielu sektorach, m.in. w motoryzacji, branży farmaceutycznej i elektronicznej. W konsekwencji może to prowadzić do tego, że wiele firm na świecie będzie starać się zmniejszyć swoje uzależnienie od dostaw z Chin.

Ekonomiści obawiają się, że osłabienie globalizacji może spowolnić rozwój światowej gospodarki. Jednakże dążenie firm do ograniczenia ryzyka łańcuchów dostaw akurat dla Polski jest dużą szansą – mówi prezes Capital Strategy. – Nasz kraj z racji położenia w środku Europy i jednocześnie trzy razy niższych kosztów pracy niż w Niemczech może być miejscem, gdzie będzie następowała relokacja produkcji.

Na lokowanie produkcji w Polsce mogą się decydować firmy z Europy Zachodniej, które będą wycofywać się z zakładów w Azji, lecz również inwestorzy azjatyccy, którzy będą chcieli zyskać dostęp do rynków UE. Aby jednak Polska mogła skorzystać z tej możliwości, musi zachować równowagę makroekonomiczną.

Musimy mieć firmy zdolne do działania i przewidywalne warunki prowadzenia działalności gospodarczej – mówi Stefan Kawalec.

Według prognoz Komisji Europejskiej polska gospodarka dobrze sobie poradzi z koronakryzysem w porównaniu do innych krajów członkowskich. Oczekiwany w tym roku spadek PKB w całej UE wynosi 8,3 proc., a w strefie euro – 8,7 proc. Na tym tle prognozy dla Polski (-4,6 proc.) przedstawiają się korzystnie.

Zdaniem KE odporność, którą polska gospodarka wykazała w ostatnich miesiącach, wynika głównie ze zróżnicowanej struktury ekonomicznej i relatywnie niskiego udziału sektorów najbardziej dotkniętych skutkami kryzysu. Odbudowa naszej gospodarki ma także następować szybciej niż innych krajów unijnych – w 2021 roku PKB może wzrosnąć o 4,3 proc.

W utrzymaniu stabilności na pewno pomogły pieniądze z tarcz antykryzysowych trafiające do przedsiębiorców – zarówno umorzenia płatności składek, jak i pożyczki czy dotacje. Wartość przyznanego do tej pory wsparcia to ponad 135 mld zł.

Obecnie wchodzimy w trudny okres, skończyły się ulgi i firmy będą musiały opłacić również zaległe podatki. Działalność gospodarcza prawie powróciła do poziomu sprzed pandemii, ale nie wiadomo na jak długo. Dobrze zadziałałby wzrost inwestycji publicznych i umożliwienie samorządom ich prowadzenia. Barierą są jednak możliwości budżetowe. Trzeba się będzie też przygotować do wykorzystania pieniędzy, które zaoferuje nam Unia Europejska – mówi prezes zarządu Capital Strategy.

Jego zdaniem dzisiaj trzeba się liczyć z trzema czynnikami ryzyka. Jeden z nich to przebieg pandemii, w którym mogą się pojawić trudne do przewidzenia zwroty akcji, co może wymagać wprowadzenia zwiększonych restrykcji w różnych obszarach. To się może negatywnie odbić na działalności inwestycyjnej i konsumpcji w całej gospodarce.

 Drugie ryzyko to jest utrata stabilności makroekonomicznej, jeżeli rząd czy bank centralny podjąłby jakieś mało rozsądne posunięcia. Trzecie ryzyko jest związane z tym, co się będzie działo na rynkach europejskich, w gospodarce Europy Zachodniej, a przede wszystkim niemieckiej – mówi Stefan Kawalec.

Z ostatnich danych Eurostatu wynika, że PKB w całej UE w II kwartale br. spadło o 11,8 proc. Wyniki niemieckiej gospodarki są tylko nieco gorsze od polskiej, ale tamtejszy rząd ocenia, że powrót do stanu sprzed pandemii możliwy będzie dopiero w 2022 roku.

Trwają prace nad nową ustawą o rzemiośle. Ma zmienić model edukacji i zwiększyć katalog zawodów branżowych

Nad ustawą o rzemiośle i kształceniu dualnym pracuje kilkudziesięcioosobowy zespół powołany z inicjatywy Ministerstwa Rozwoju. Jego celem jest wypracowanie takiego sposobu kształcenia zawodowego, który byłby dostosowany do współczesnego rynku i pozwolił odpowiadać na potrzeby szybko zmieniającego się świata. Szkoły branżowe mają być powiązane m.in. ze specjalnymi strefami ekonomicznymi oraz nowymi kierunkami: ekologią, elektromobilnością czy Przemysłem 4.0.

– Branżowa szkoła przyszłości ma bezpośredni związek z nową ustawą, którą Ministerstwo Rozwoju przygotowuje, dotyczącą rzemieślników i rzemiosła – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Olga Semeniuk, wiceminister rozwoju. – Resort pracuje, aby taki pakiet zawodów przyszłości związanych z ekologią, elektromobilnością, Przemysłem 4.0 przygotować w ramach nowej ustawy o rzemiośle i dualnym systemie kształcenia w rzemiośle. W ślad za tym idą oczywiście zawody branżowe, związane z konkretnymi zawodami i regionami w całej Polsce.

Pod koniec lipca resort rozwoju powołał zespół, który pracuje nad rekomendacjami do projektu ustawy. W jego skład wchodzą przedstawiciele Związku Rzemiosła Polskiego, uczelni, izb i cechów rzemieślniczych, placówek kształcenia branżowego, jednostek samorządu terytorialnego, organizacji pozarządowych, Biura Rzecznika MŚP, Ministerstwa Edukacji Narodowej, Rady Dialogu Społecznego oraz Ministerstwa Rozwoju.

Ustawa ma służyć stworzeniu dualnego systemu edukacji – równolegle teoretycznego i praktycznego, który umożliwiłby młodym ludziom wchodzenie na rynek pracy z potrzebnymi umiejętnościami. Chodzi także o to, by umieli oni na bieżąco się dokształcać w miarę zmieniających się warunków i potrzeb rynkowych.

– Efektem ma być przede wszystkim wzmocnienie poprzez branżowe nauczanie i zawody sektora małych i średnich przedsiębiorstw, również firm rodzinnych, które kumulują największy kapitał – mówi wiceminister rozwoju. – Często zdarza się, że ten sektor MŚP nie potrafi, przez brak odpowiedniego doświadczenia, rozszerzać swojej działalności, a kształcenie branżowe ma w tym pomóc.

Jak podaje Związek Rzemiosła Polskiego, obecnie w Polsce działa 38 rzemieślniczych niepublicznych szkół zawodowych, w których kształci się blisko 6 tys. uczniów, a pracuje ponad 1,1 tys. nauczycieli. Do tej pory mury tych szkół opuściło ponad 14 tys. absolwentów. Pierwsze szkoły niepubliczne, utworzone z inicjatywy organizacji rzemiosła, pojawiły się w 1993 roku. Łączą one praktyki u rzemieślnika, organizowane na podstawie umowy o pracę, z nauką teoretyczną w szkole i z rolą cechu jako organizacji pośredniczącej.

– Wyzwaniem na rynku pracy związanym z zawodami przyszłościowymi jest przede wszystkim wpisanie się w różnego rodzaju komponenty europejskie. Mówimy tutaj o bardzo ważnej strategii energetycznej czy Przemyśle 4.0 – wymienia Olga Semeniuk. – Czas pandemii pokazał, że gospodarka digitalizuje się coraz mocniej i przemysł przechodzi do internetu. To wymaga nowych umiejętności, nowych zawodów, które kreują się na naszych oczach. Jako Ministerstwo Rozwoju chcemy zapewnić możliwość poszerzenia tego katalogu branżowych zawodów przyszłości.

Polska w gronie państw najbardziej zagrożonych deficytem wody. Spodziewane dramatyczne konsekwencje społeczne i gospodarcze

– W Polsce do 2025 roku kryzys wodny będzie się pogłębiał, później będzie już tylko gorzej. Biznesy wodochłonne oczywiście wiedzą o tych analizach i one będą wycofywać się od nas w kierunku krajów, gdzie ten kryzys wodny jest mniejszy – mówi Kamil Wyszkowski, prezes UN Global Compact w Polsce. Jak wskazuje, Polska jest jednym z najuboższych w wodę krajów w Europie i na dodatek ma problem z jej magazynowaniem. Poziom retencji oscyluje wokół 6 proc., podczas gdy np. w Hiszpanii przekracza 40 proc. Jednak problem z niedoborem wody gwałtownie zaostrza się nie tylko w naszym kraju, ale i na całym świecie. – Konsekwencje będą potężne. To będzie wielka wędrówka ludów i prawdopodobnie wojna o wodę, zasoby i żywność – mówi ekspert.

– Kryzys wodny jest tak dużym zjawiskiem i wymaga tak dużych inwestycji, że to się raczej nie uda. W ramach 6. Celu Zrównoważonego Rozwoju ONZ, który dotyczy właśnie wody, widać, że tzw. financial gap, czyli środki brakujące do zrealizowania tego celu przed 2030 rokiem, sięga aż 61 proc. O tyle więcej pieniędzy potrzeba, żebyśmy byli w stanie poradzić sobie z tym wyzwaniem – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Kamil Wyszkowski.

Woda jest podstawą życia na Ziemi, ale i surowcem niezbędnym np. w produkcji żywności. Jak wynika z danych podawanych przez Rankomat.pl oraz Fundację Aeris Futuro, do produkcji 1 kg pomidorów potrzeba ok. 214 litrów wody, 1 kg ryżu – prawie 2,5 tys. litrów, a 1 kg wołowiny – 15,5 tys. litrów wody. Rolnictwo i hodowla zwierząt są wysoce wodochłonne, podobnie jak np. produkcja szkła, cementu czy stali (produkcja 1 tony stali pochłania ok. 300 litrów wody).

Jeszcze większy ślad wodny zostawia przemysł odzieżowy (do produkcji 1 kg bawełny potrzeba ok. 10 tys. litrów wody, a pary skórzanych butów – 14,5 tys. litrów) i branża opakowaniowa. Wytwarzanie opakowań pochłania zasoby wodne szacowane na 650 do 800 mld m3 rocznie. Wyprodukowanie aluminiowego opakowania pochłania tyle wody, ile wystarczyłoby mieszkańcom Londynu przez dwa i pół roku (dane z kampanii Rankomat „Poznaj swój ślad wodny”). Woda jest więc podstawą funkcjonowania całej gospodarki, niezbędną w każdej gałęzi przemysłu. Tymczasem na całym świecie zaostrza się kryzys wodny, który jest pochodną zmian klimatycznych.

– Trzeba podkreślić, że jego konsekwencje będą potężne. Już teraz ok. 700 mln ludzi na świecie musi migrować z powodu braku wody. Według ONZ w 2100 roku będzie ich już 2 mld. To będzie wielka wędrówka ludów i prawdopodobnie wojna o wodę, zasoby i żywność. Aby uchronić przed tym świat i przyszłe pokolenia, potrzebne są wspólne działania międzynarodowe. W tej układance uczestniczy także Polska – mówi prezes UN Global Compact w Polsce.

Jak pokazują dane ONZ, już w tej chwili na niedostatek wody cierpi ponad 40 proc. światowej populacji i ten odsetek będzie rósł. Obecnie ponad 2 mld ludzi żyje na obszarach, gdzie jest ograniczony dostęp do wody pitnej. W 2050 roku ten problem będzie już dotyczyć co czwartej osoby na świecie.

– Jak pokazują analizy UNEP, czyli agendy ONZ do spraw środowiska, w Polsce do 2025 roku kryzys wodny będzie się pogłębiał, później będzie już tylko gorzej. Biznesy wodochłonne oczywiście wiedzą o tych analizach i one będą wycofywać się od nas w kierunku krajów, gdzie ten kryzys wodny jest mniejszy – podkreśla Kamil Wyszkowski.

Polska jest jednym z najuboższych w wodę krajów w Europie. Na jednego mieszkańca przypada rocznie ok. 1,6 tys. m3 wody, a w okresach suszy spada do poziomu 1 tys. Średnia w Europie jest prawie trzykrotnie większa. Tymczasem statystyczny Polak bezpośrednio zużywa ok. 92 litrów wody dziennie, ale jego ślad wodny (woda zużywana pośrednio, w konsumpcji towarów i usług) wynosi już prawie 3,9 tys. litrów.

Polska jest też jednym z państw najbardziej zagrożonych deficytem wody, a kryzys wodny pogłębia się wraz ze wzrostem temperatur i ociepleniem klimatu. Przyczyniają się też do niego niskie i nieregularne opady deszczu, ale przede wszystkim działalność człowieka. Jak podaje Global Compact Network Poland, powołując się na dane GUS, w Polsce największy udział w zużyciu wody ma przemysł (ok. 72 proc.), który wyprzedza sektor komunalny (18 proc.) oraz rolnictwo i leśnictwo (10 proc.).

– Polska ma problem z nieumiejętnością magazynowania wody. Retencjonujemy tylko ok. 6 proc., a moglibyśmy – podobnie jak Hiszpania – magazynować ok. 45 proc. Program małej retencji Stop suszy! Wód Polskich zakłada inwestycje związane właśnie z magazynowaniem wody. Szacuje się, że zakończenie ich z sukcesem zwiększy poziom magazynowania wody do 20–21 proc., ale to wciąż o połowę mniej niż w Hiszpanii. Tak więc wciąż mamy tu wiele do nadrobienia, zwłaszcza w miastach. Chodzi o urbanistów i planowanie przestrzenne, czyli takie zarządzanie terenami zielonymi, ale też wodą szarą w budynkach czy zielonymi dachami, żeby miasta miały odpowiednią zdolność magazynowania wody w kontekście zmian klimatycznych – mówi prezes UN Global Compact w Polsce.

Aby zgromadzone zasoby wodne zaspokoiły wszystkie potrzeby ludzi, gospodarki i środowiska, retencja w Polsce powinna być przynajmniej dwa razy wyższa niż obecnie. Zgodnie z Programem Rozwoju Retencji, który został przyjęty przez rząd w ubiegłym roku, poziom ten ma wzrosnąć do 15 proc. w perspektywie 2027 roku.

Grafenowe baterie już wkrótce mogą trafić do samochodów elektrycznych. Zapewnią większą żywotność i błyskawiczne ładowanie

Powstały baterie samochodowe, które drastycznie skrócą czas ładowania aut elektrycznych. Do tej pory wąskim gardłem współczesnej elektroniki, w tym także elektrycznych samochodów, są przestarzałe systemy ładowania baterii oraz przechowywania energii. Bez gwałtownego przyspieszenia procesu ładowania niemożliwe będzie upowszechnienie elektryków na szeroką skalę. Pomóc mogą akumulatory od Skeleton Technologies, które można przywrócić do pełnej sprawności w kilkanaście sekund.

Ogniwo opracowane przez inżynierów ze Skeleton Technologies we współpracy z Instytutem Technologii w Karlsruhe ma rozwiązać wszystkie bolączki rynku pojazdów elektrycznych. Naukowcom odpowiedzialnym za ten projekt udało się drastycznie zredukować czas ładowania pojazdów oraz zauważalnie wydłużyć żywotność ogniw produkowanych na potrzeby rynku elektromobilności. Według testów laboratoryjnych SuperBattery ma mieć żywotność rzędu setek tysięcy cykli ładowania.

– SuperBattery to przełom w branży motoryzacyjnej. Stosowane wraz z akumulatorami litowo-jonowymi zapewnią wysoką gęstość energii i mocy, długą żywotność i 15-sekundowy czas ładowania – podkreśla Taavi Madiberk, prezes zarządu Skeleton Technologies.

Za tak wysoką wydajność odpowiada opatentowany materiał Curved Graphene stworzony przez inżynierów ze Skeleton Technologies. Aby osiągnąć tak dobre parametry ładowania oraz przechowywania energii, zespół wykorzystał w roli nadprzewodnika warstwę grafenową.

Prace nad usprawnieniem systemów ładowania pojazdów elektrycznych prowadzą także eksperci z E.ON we współpracy z Volkswagen Group Components. Firmy opracowały nowy model stacji szybkiego ładowania, która zdolna jest ładować do dwóch samochodów jednocześnie z mocą dochodzącą do 150 kilowatów. W tym przypadku przełomowa jest nie prędkość ładowania, ale system przechowywania energii. Wewnątrz stacji zamontowano bowiem zintegrowane akumulatory napełniane za pośrednictwem tradycyjnego gniazdka. Taka konstrukcja eliminuje potrzebę tworzenia skomplikowanych instalacji przyłączeniowych, dzięki czemu stacje można zlokalizować niemal w dowolnym miejscu.

Do upowszechnienia pojazdów elektrycznych potrzebne będzie jednak zauważalne przyspieszenie procesu ładowania baterii i w tym pomóc mogą baterie nowej generacji pokroju SuperBattery. Muszą jednak szybko trafić na rynek.

– Skeleton Technologies idealnie pasuje do naszego celu. Są zarówno elastyczni, jak i wystarczająco duzi, aby opracować nowy proces, stworzyć produkt na podstawie naszej wiedzy i wprowadzić go na rynek – wskazuje Maximilian Fichtner, kierownik jednostki badawczej w Karlsruhe Institute of Technology i dyrektor w Helmholtz-Institute Ulm.

Projekt zyskał duże uznanie w sektorze elektromobilności. Przedstawicielom Skeleton Technologies udało się podpisać list intencyjny na kwotę 1 mld euro z czołowymi firmami motoryzacyjnymi, które są zainteresowane wdrożeniem tej technologii do powszechnego użytku w pojazdach elektrycznych nowej generacji.

– Współpraca między europejskimi firmami zajmującymi się magazynowaniem energii ma kluczowe znaczenie dla pozycji UE jako światowego lidera w dziedzinie magazynowania energii. Cieszymy się, że podpisaliśmy umowę na rozwój SuperBattery z Instytutem Technologii w Karlsruhe i połączyliśmy siły, aby wprowadzić na rynek technologię, która usunie z wody istniejące rozwiązania do ładowania pojazdów elektrycznych – mówi Taavi Madiberk.

Przyspieszenie cyfryzacji szkół i administracji w dobie pandemii wymaga zmian systemowych. To szansa dla polskich firm informatycznych

Pandemia koronawirusa postawiła firmy i urzędy w obliczu konieczności przyspieszenia cyfryzacji. Choć dzięki zdalnej komunikacji udało się utrzymać kontakty interpersonalne, to w dłuższej perspektywie w kwestii automatyzacji procesów niewiele się zmieniło. Pomimo że wzrosła sprzedaż sprzętu komputerowego i pojawiło się wzmożone zapotrzebowanie na usługi z sektora IT, to wciąż zbyt słabo rozwija się m.in. sektor cyberbezpieczeństwa, który stanowi fundament bezpiecznej cyfryzacji. Sytuacja związana z pandemią może być szansą dla polskich firm z branży IT.

– Pandemia uświadomiła nam, że w obszarze komunikacji interpersonalnej bez wdrożenia narzędzi informatycznych nie da się utrzymać wielu rodzajów działalności. Przede wszystkim uświadomiła to w administracji, która funkcjonowała w dużej części dzięki temu, że uruchomiła środki komunikacji, takie jak komunikatory elektroniczne i wymiany informacji. Próbowała uruchomić też edukację – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Wiesław Paluszyński, prezes Polskiego Towarzystwa Informatycznego.

Jak zaznacza ekspert, choć szkoły i uczelnie podczas obowiązywania najbardziej zaostrzonych restrykcji przeszły w tryb pracy zdalnej, to rozwiązania te nie były ani wystarczająco dopracowane, ani nie zostały wdrożone na stałe. Obecnie uczelnie przeszły w większości w tryb pracy hybrydowej, a szkoły wróciły do niemal normalnego funkcjonowania.

– Włączenie komunikatora nie znaczy, że się dobrze uczy zdalnie uczniów. Niemniej jednak po długim okresie, kiedy w ogóle ten temat był niedostrzegany przez Ministerstwo Edukacji, sam z siebie pokazał, że jest istotny. Dzisiaj, gdy szkoły wróciły do normalnego nauczania, wszystkim się wydaje, że temat już jest nieistotny, a to jest nieprawda – ocenia Wiesław Paluszyński.

Podłączenie szkół do szerokopasmowego internetu i zakup laptopów dla nauczycieli nie wystarczą w procesie cyfryzacji szkolnictwa. Podobne problemy dotyczą m.in. administracji.

– Cyfryzacja to pewna automatyzacja procesów, które przebiegają zarówno w administracji, jak i w firmach czy w edukacji. Tutaj niestety niewiele się mogło zmienić, dlatego że to wymaga działań systemowych. W dalszych krokach musimy się zastanowić, jak zmodernizować nasze procesy funkcjonowania firmy, przedsiębiorstwa czy administracji, żeby efekt cyfryzacji był widoczny nie tylko wtedy, kiedy jest pandemia. To wszystko jest przed nami – ocenia prezes Polskiego Towarzystwa Informatycznego.

Jednocześnie poważnym problemem związanym z procesem cyfryzacji jest kwestia zapewnienia cyberbezpieczeństwa. Tylko w okresie od 25 lutego do 25 marca aż o jedną czwartą wzrosła liczba kliknięć w złośliwe adresy URL – wynika z raportu Menlo Security. Z kolei raport Tessiana wskazuje, że aż 43 proc. pracowników popełnia błędy, których rezultatem jest zagrożenie cyberbezpieczeństwa. Problem nie leży jednak wyłącznie po stronie pracowników, lecz także kadry zarządzającej firmami, która bardzo często nie zapewnia właściwego poziomu ochrony.

– Podstawowym elementem przy niektórych konferencjach powinno być szyfrowanie kanału komunikacyjnego, czyli tzw. zapięcie VPN-u. W znikomej liczbie przypadków w zakresie korzystania z komunikatorów taki VPN był zapięty. Oczywiście są takie procesy, które nie wymagają wysokiego poziomu bezpieczeństwa, ale jeżeli wykorzystujemy te środki komunikacji elektronicznej do kwestii biznesowych w firmie, do podejmowania różnego rodzaju decyzji w ministerstwie czy nawet do procesu edukacyjnego, żeby nikt go nam nie zakłócił, to tam te elementy bezpieczeństwa powinny być, a ich nie było – wskazuje Wiesław Paluszyński.

Choć większość sektorów gospodarki notuje straty w wyniku pandemii koronawirusa, branża IT może na niej w dłuższej perspektywie zyskać. Z analizy sporządzonej przez Market Data Forecast wynika, że sektor IT w 2020 roku zanotuje 131 mld dol. przychodów, a w 2025 roku wzrośnie do poziomu 295 mld dol. Według analityków wpłynie na to przede wszystkim ogromny wzrost zainteresowania oprogramowaniem i platformami mediów społecznościowych, takimi jak Google Hangouts, a także rozmowy wideo poprzez WhatsApp, Zoom i Microsoft Teams. Nie bez znaczenia dla kondycji branży będzie też wzrost zainteresowania technologią łączności w standardzie 5G.

– Perspektywy dla branży IT są bardzo dobre. Musi ona jednak wykazać dużą dynamikę. Jest to też okres, w którym mogą się pojawić perspektywy dla polskich firm informatycznych. Ale perspektywy to jedno, ważne jest to, czy będziemy umieli skorzystać z tych szans. Będzie to widać w przyszłym roku. Jeżeli sytuacja się unormuje i zobaczymy, że pojawią się zaawansowane produkty informatyczne na rynku stworzone przez polskie firmy, to znaczy, że potrafiliśmy z tego skorzystać – wskazuje prezes PTI.

Okulary? Dziękuję, rzuciłem!

Mogłoby się wydawać, że jeśli u kogoś na jakimś etapie życia wystąpiła wada widzenia, to przez długie lata taka osoba musi być „skazana” na okulary korekcyjne (ewentualnie soczewki kontaktowe). Jednak nic bardziej mylnego – dzięki laserowej korekcji wzroku można dziś nie tylko pozbyć się wady, ale również całkowicie porzucić okulary!

Czym jest laserowa korekcja wzroku?

Wyobraź sobie zabieg, który jest krótki, bezbolesny i bardzo komfortowy. Do tego robi różnicę, bo potrafi sprawić, że Twoje oczy znów widzą wyraźnie. Możesz z niego skorzystać i jeszcze w tym samym dniu wrócić do domu. Brzmi dobrze, prawda? Niemal jak zabieg idealny J Wszystkie wymienione cechy ma w sobie laserowa korekcja wzroku. Ta nowoczesna metoda usuwania wad widzenia z roku na rok zyskuje coraz większą popularność na całym świecie – również w naszym kraju. I nic dziwnego – trwa tylko kilkanaście minut, jest bardzo bezpieczna, a dzięki zastosowaniu miejscowego znieczulenia (w kroplach) również całkowicie bezbolesna.

Gdzie ręka nie może, tam laser pośle!

Na czym dokładnie polega laserowa korekcja wzroku? Istotą tego zabiegu jest wyprofilowanie rogówki oka za pomocą lasera. Dzięki temu jej powierzchnia ma prawidłowy kształt – tak, aby światło wpadające do wnętrza gałki ocznej trafiało dokładnie na siatkówkę; dopiero gdy się tam zogniskuje możemy ostro widzieć. Dzięki dostępnym dziś technologiom taka procedura trwa bardzo krótko – sam czas pracy lasera na jednym oku to raptem kilkadziesiąt sekund. Do tego jego zastosowanie pozwala na znacznie większą precyzję, niż gdyby zabieg wykonywano w pełni ręcznie. Dzięki temu zabieg charakteryzuje się minimalną inwazyjnością.

Laserowa korekcja wzroku a astygmatyzm, krótkowzroczność i nadwzroczność

Za pomocą laserowej korekcji wzroku możemy usunąć:

  • astygmatyzm (do 6 dioptrii),
  • krótkowzroczność (do -12 dioptrii),
  • nadwzroczność (do +6 dioptrii).

Wymienione wady refrakcji są dziś jedną z głównych przyczyn zaburzeń wzroku na całym świecie – i niestety stają się coraz powszechniejsze. Wraz z rozwojem technologii częściej diagnozowana jest krótkowzroczność. Długie i częste korzystanie z komputera, tabletu czy smartfonu może być jedną z przyczyn jej wystąpienia. WHO szacuje, że do 2050 r. tę wadę będzie miała połowa populacji naszej planety! Najbardziej narażone są dzieci, których oczy dopiero się rozwijają – ale dorośli też powinni pamiętać o odpowiedzialnym korzystaniu z wszelkich ekranów (np. poprzez robienie krótkich, ale częstych przerw, które pozwolą oczom nieco odpocząć).

Przeciwskazania do laserowej korekcji wzroku

Przed zabiegiem pacjent zgłasza się na panel badań kwalifikacyjnych. Trwa to zwykle ok. 2h, a w tym czasie lekarz może m.in. ocenić struktury oka, dobrać najlepszą metodę laserowej korekcji wzroku, a także sprawdzić, czy nie występują przeciwskazania do jej przeprowadzenia. W tym miejscu trzeba postawić pytanie – co może nam uniemożliwić poddanie się zabiegowi? Lista takich czynników jest dość krótka, a znajdują się na niej:

  • nieustabilizowana wada wzroku;
  • patologiczne zmiany na rogówce;
  • choroby takie jak np. jaskra, a także niektóre schorzenia autoimmunologiczne i silne alergie;
  • ciąża i okres karmienia;
  • skłonność do tworzenia się bliznowców;
  • poważny niedobór wydzielania łez;
  • ciężki stan ogólny.

Jak to jest z wiekiem? Kiedy mogę (a kiedy nie mogę) skorzystać z zabiegu?

Na liście przeciwwskazań zabrakło wieku. Czy są ograniczenia wiekowe laserowej korekcji wzroku? Kluczem jest pierwszy punkt powyższej listy. Żeby procedura była skuteczna, wada widzenia musi być ustabilizowana, czyli najprościej mówiąc – zatrzymać się. Do stabilizacji dochodzi przeważnie ok. 18-21. roku życia i dlatego zabiegu nie wykonuje się wcześniej. Z kolei po 45. roku życia, gdy powoli może już rozwijać się naturalna starczowzroczność, lepszym rozwiązaniem będzie refrakcyjna wymiana soczewki, która pozwala rozwiązać kwestię okularów do czytania, a przy tym jest znakomitym sposobem profilaktyki zaćmy.

Co warto wiedzieć przed zabiegiem laserowej korekcji wzroku?

Usuwaniu wad widzenia możesz poddać się w Specjalistycznym Centrum Korekcji Wzroku – Vidium Medica. Jak przygotować się do zabiegu laserowej korekcji wzroku? Choć sama procedura jest dość prosta i małoinwazyjna, warto zwrócić uwagę na kilka ważnych kwestii:

  • na dzień przed zabiegiem rezygnujemy z makijażu okolicy oczu;
  • unikamy spożywania alkoholu na 24 h przed korekcją (i przez 48 h po);
  • rano możemy zjeść lekki posiłek – ale rezygnujemy z kawy, mocnej herbaty i „energetyków”;
  • ubieramy się tak, by było nam wygodnie;
  • na zabieg przyjeżdżamy z osobą towarzyszącą – prowadzenie samochodu bezpośrednio po korekcji jest przeciwwskazane.

Dzięki zastosowaniu się do tych kilku zasad będziemy w pełni gotowi na skorzystanie z zabiegu laserowej korekcji wzroku. A stąd już tylko kilka kroków do odczucia jego efektów. Odzyskamy ostre widzenie i – zupełnie jak w tytule tego tekstu – będziemy mogli powiedzieć „Dziękuję, okulary już rzuciłem”!

Więcej informacji na temat laserowej korekcji wzroku i leczenia wad widzenia znajdziesz na stronie https://vidiummedica.pl/laserowa-korekcja-wzroku/.

Podatkowe uderzenie. Wprowadzając zmiany w CIT rząd przeczy sam sobie

Zmiany podatkowe, które chce wprowadzić Ministerstwo Finansów, uderzą w polskie firmy rodzinne. W korzystniejszej sytuacji będą te spółki, które mają zagranicznych akcjonariuszy. Propozycje zmian zaproponowano pod pretekstem uszczelniania systemu.

Zmiany podatkowe mają objąć spółki komandytowe i niektóre jawne. Wiele polskich firm rodzinnych prowadzi biznes właśnie w takiej formie prawnej.

– Analizując najnowszy projekt ustawy, przedstawiony przez Ministerstwo Finansów, nie sposób nie odnieść wrażenia, że pod nośnym hasłem walki z agresywną optymalizacją podatkową kryje się wyłącznie cel fiskalny – mówi w rozmowie z MarketNews24 Anna Turska, doradca podatkowy, wiceprezes zarządu w Kancelarii Ożóg Tomczykowski. – Zmiany mogą spowodować, że polscy przedsiębiorcy prowadzący firmy rodzinne będą płacić podatek dwukrotnie, natomiast zagraniczni udziałowcy polskich spółek komandytowych podatek zapłacą jeden raz, tak jak dotychczas.

Projekt Ministerstwa Finansów zakłada zmiany w opodatkowaniu spółek komandytowych oraz tych spółek jawnych, których wspólnikami nie są wyłącznie osoby fizyczne, gdy spółka nie poinformuje organów podatkowych o podatnikach uprawnionych (pośrednio lub bezpośrednio) do udziału w jej zysku. Co to oznacza w praktyce?

To doprowadzi do podwójnego opodatkowania spółek komandytowych oraz wybranych spółek jawnych, na poziomie samej spółki i na poziomie wspólników – przy dystrybucji zysków.

– Przykłady, które Ministerstwo Finansów przytacza w uzasadnieniu do ustawy są archaiczne, nie są aktualne, pominięto zmiany przepisów, które wprowadzono w ostatnich 10 latach – komentuje A.Turska z Kancelarii Ożóg Tomczykowski. – Wprowadzenie dodatkowych obowiązków administracyjnych oraz dodatkowego podatku w roku pandemii i lockdownu, gdy spadają przychody przedsiębiorców, jest pomysłem nie do zaakceptowania.

Dziesięć najważniejszych zmian w prawie budowlanym

W minioną sobotę weszła w życie nowelizacja ustawy o prawie budowlanym. Nowy podział dokumentacji projektowej, uporządkowanie zapisów, które mówią o tym, jakie prace wymagają pozwolenia na budowę czy legislacja samowoli budowlanej – to tylko część zmian, które w opinii ekspertów JLL będą sporym ułatwieniem dla inwestorów, deweloperów i firm budowlanych aktywnych na polskim rynku.

Dość obszerne zmiany wprowadzone w ustawie o prawie budowlanym powinny zostać pozytywnie odebrane przez inwestorów. Nowe zapisy, które obejmują niemalże każdy etap procesu budowlanego – od przygotowania inwestycji, poprzez jej realizację, aż po oddanie obiektu do użytkowania – usprawnią niektóre procesy oraz ułatwią inwestorom interpretację ustawy. – komentuje Piotr Wojdyła, Dyrektor w Dziale Zarządzania Projektami, JLL

Dziesięć najważniejszych zmian w ustawie:

1. Nowy podział oraz zakres dokumentacji projektowej

Jedną z najważniejszych zmian jest nowy podział oraz zakres projektu budowlanego, co jednocześnie wpływa na modyfikację obowiązków inwestora względem organów administracji architektoniczno-budowlanej. Jednolity dokument, jakim dotychczas był projekt budowlany, został podzielony na projekt zagospodarowania terenu, projekt architektoniczno-budowlany i projekt techniczny.

Wedle nowych przepisów projekt zagospodarowania terenu zyskuje między innymi dodatkową informację o obszarze oddziaływania obiektu. Zakres projektu architektoniczno-budowlanego zostaje zmieniony i będzie zawierał na przykład takie elementy, jak charakterystyczne parametry techniczne obiektu, zastosowane rozwiązania materiałowe, które mają wpływ na jego otoczenie i środowisko, zamierzony sposób użytkowania, opinię geotechniczną oraz (jeżeli zajdzie taka konieczność) postanowienie o udzieleniu zgody na odstępstwo. – tłumaczy Alicja Ścieszko, Senior Project Manager w Dziale Zarządzania Projektami, JLL

Projekt zagospodarowania terenu oraz projekt architektoniczno-budowlany inwestor będzie miał obowiązek dostarczyć organom administracji architektoniczno-budowlanej jako części projektu budowlanego wraz z wnioskiem o pozwolenie na budowę.
Podział projektu powinien spowodować uproszczenie procedur i przyspieszenie postępowania. Najpierw organ administracji architektoniczno-budowlanej będzie zatwierdzać projekt zagospodarowania działki lub terenu wraz z projektem architektoniczno-budowlanym w drodze decyzji o wydaniu pozwolenia na budowę. Projekt techniczny przedkładany będzie organowi nadzoru budowlanego dopiero na etapie składania wniosku o wydanie decyzji pozwolenia na użytkowanie. – dodaje Alicja Ścieszko

Ustawa wprowadziła też nową definicję projektu technicznego, który musi zostać sporządzony przed rozpoczęciem robót budowlanych, a jego zakres obejmuje m.in. projektowane rozwiązania konstrukcyjne obiektu wraz z wynikami obliczeń statyczno-wytrzymałościowych, niezbędne rozwiązania techniczne i materiałowe, charakterystykę energetyczną oraz inne konieczne opracowania projektowe. O szczegółowym zakresie projektu technicznego dowiemy się wkrótce, ponieważ rozporządzenie jest obecnie w fazie projektowania przez ustawodawcę.

2. Zmiana definicji „obszaru oddziaływania obiektu”

Nowelizacja ustawy o prawie budowlanym wprowadza też z pozoru niewielką, ale niezwykle istotną modyfikację definicji „obszaru oddziaływania obiektu”. Zmiana ta ma bezpośredni wpływ m.in. na ustalanie liczby stron w postępowaniu o wydanie decyzji pozwolenia na budowę. Na podstawie art. 28 ust. 2 prawa budowlanego stronami takiego postępowania są inwestor oraz właściciele, użytkownicy wieczyści lub zarządcy nieruchomości znajdujących się w obszarze oddziaływania obiektu.

Zmianę tę należy uznać za korzystną z punktu widzenia inwestorów obiektów budowlanych, ponieważ zmniejszy się liczba potencjalnych podmiotów mogących brać udział w postępowaniu i wnoszących ewentualne uwagi. – dodaje Alicja Ścieszko

3. Nowy, uporządkowany podział w prawie budowlanym precyzujący, jakie prace wymagają pozwolenia na budowę.

Dużym ukłonem ustawodawcy w stronę uczestników procesu budowlanego jest uporządkowanie artykułów prawa budowlanego opisujących budowy oraz roboty budowlane, które wymagają lub nie wymagają pozwolenia na budowę lub zgłoszenia.
Poprzednie zapisy tego fragmentu prawa budowlanego wymagały głębokiej analizy, odwołując odbiorcę do kolejnych artykułów, a te do następnych, co skutkowało mozolną pracą po to tylko, aby uzyskać jedną informację. Obecnie artykuł ma nową uporządkowaną formę i wyraźnie wskazuje wyjątki od zasady, kiedy to roboty budowlane można rozpocząć jedynie na podstawie pozwolenia na budowę. Dzięki temu inwestor może sprawnie zweryfikować wymagania formalne dotyczące planowanej inwestycji. – tłumaczy Patryk Kaleta, Junior Project Manager w Dziale Zarządzania Projektami, JLL

4. Brak konieczności pozwolenia na budowę lub zgłoszenia dla prac aranżacyjnych

Ważną zmianą merytoryczną, która istotnie wpływa na inwestorów aktywnych na rynku nieruchomości komercyjnych, jest wprowadzenie regulacji, dzięki którym przy spełniającej odpowiednie warunki przebudowie, w której nie ingeruje się w konstrukcję oraz przegrody zewnętrzne (czyli w znacznej części prac fit-out’owych), z inwestora zostaje ściągnięty obowiązek składania wniosku o pozwolenie na budowę lub zgłoszenia do organów administracji architektoniczno-budowlanej.

Jest to spore ułatwienie, które pozwoli znacznie ograniczyć liczbę formalności, co z kolei przełoży się na przyspieszenie procesu budowlanego. Inwestorzy muszą jednak pamiętać o szeregu wyjątków od tej zasady, które dotyczą zmiany sposobu użytkowania czy też obiektów znajdujących się pod opieką konserwatora zabytków. – dodaje Patryk Kaleta

5. Odstępstwo

Zmiany nastąpiły również w procesie ubiegania się o odstępstwo od przepisów techniczno-budowlanych. Zgody na nie udziela się przed uzyskaniem pozwolenia na budowę lub jego zmianą, natomiast nie udziela się jej w ramach postępowań naprawczych oraz legalizacji samowoli budowlanej.

Ułatwieniem dla inwestorów niewątpliwie będzie zmiana dotycząca rozwiązań zamiennych w stosunku do wymagań przeciwpożarowych dla rozbudowy, nadbudowy, przebudowy, dostosowywania obiektów budowlanych do wymagań ochrony przeciwpożarowej oraz przy zmianie sposobu użytkowania, gdzie zamiast zgody odpowiedniego ministra, wymagana będzie zgoda udzielona przez wojewódzkiego komendanta Państwowej Straży Pożarnej. Warto również wspomnieć, że zmieniają się załączniki składane przy wniosku o odstępstwo. – tłumaczy Patryk Kaleta

6. Unieważnienie decyzji o pozwoleniu na budowę lub na użytkowanie

Na podstawie obecnych przepisów decyzję o pozwoleniu na budowę można uchylić w dowolnym czasie. Nowelizacja wprowadza jednak zasadę, że decyzja o pozwoleniu na budowę nie zostanie unieważniona, jeżeli od dnia jej doręczenia lub ogłoszenia upłynęło pięć lat. W przypadku decyzji o pozwoleniu na użytkowanie również nie jest możliwe unieważnienie, jeżeli od dnia, w którym stała się ostateczna, minęło pięć lat.

7. Ekspertyza przy zmianie sposobu użytkowania budowli

W przypadku zmiany sposobu użytkowania obiektu budowlanego lub jego części, która spowoduje zmianę warunków bezpieczeństwa pożarowego – do zgłoszenia składanego właściwemu organowi administracji architektoniczno-budowlanej należy dołączyć ekspertyzę rzeczoznawcy do spraw zabezpieczeń przeciwpożarowych. Wcześniej natomiast należało wystąpić o pozwolenie na budowę.

8. Legislacja samowoli budowlanej

Nowelizacja wprowadza uproszczone postępowanie legalizacyjne dla samowoli budowlanych, obiektów budowlanych lub ich części powstałych bez wymaganej decyzji o pozwoleniu na budowę, gdy ukończenie prac miało miejsc co najmniej 20 lat temu. Należy jednak zwrócić uwagę, że nie będzie możliwe wszczęcie uproszczonego postępowania legalizacyjnego, jeśli przed 19 września 2020 roku dla samowoli budowlanej wydany zostanie nakaz rozbiórki.

9. Przejmowanie budowy przez inwestora z pozwoleniem na budowę wydanym na innego inwestora

W przypadku, gdy własność lub użytkowanie wieczyste nieruchomości po wydaniu decyzji o pozwoleniu na budowę przeszło na nowego inwestora, nie jest wymagana zgoda dotychczasowego inwestora, a wniosek o przeniesienie PnB składa nowy inwestor.

10. Zawiadomienie o rozpoczęciu robót budowlanych – obowiązek inwestora

Przy zawiadomieniu o zamierzonym terminie rozpoczęcia robót budowlanych zrezygnowano z konieczności załączania oświadczenia kierownika budowy. Obecnie wystarczy wskazanie kierownika budowy (oraz inspektora nadzoru inwestorskiego, jeśli go ustanowiono) oraz załączenie pozostałych dokumentów, czyli kopii uprawnień i zaświadczeń o przynależności do Izby Inżynierów oraz oświadczenie projektanta, że projekt zagospodarowania terenu, projekt architektoniczno-budowlany oraz projekt techniczny są zgodne z obowiązującymi przepisami i zasadami wiedzy technicznej.

Aktualnie trwają prace nad zmianami kolejnych aktów prawnych mających wpływ na proces budowlany, co ma na celu doprecyzowanie niejasno określonych zagadnień oraz uniknięcia kolizji z obecnie zmienionymi przepisami.

Liczba zmian w nowelizacji prawa budowlanego może sugerować, że proces budowlany stanie się jeszcze bardziej skomplikowany. W praktyce mamy jednak do czynienia z uproszczonymi i uporządkowanymi zasadami, co pozwoli inwestorom korzystać z nich w sposób bardziej świadomy i efektywny. Czy tak się stanie? Kolejne miesiące pokażą, jak nowe przepisy będą interpretowane i stosowane przez wszystkich uczestników procesu inwestycyjno-budowlanego. – podsumowuje Piotr Wojdyła

O strategii sustainability na Business Fashion Environment Summit

Vogue Polska, wraz z partnerem merytorycznym Boston Consulting Group, zainaugurował we wtorek pierwszą konferencję Business Fashion Environment Summit, otwierając tym samym jedną z najważniejszych dyskusji o zrównoważonym rozwoju w Europie Środkowo-Wschodniej. Do rozmowy o obecnej sytuacji w biznesie i modzie zaprosił wyjątkowych gości z całego świata, m.in. JNW Maksymiliana, księcia Liechtensteinu, Samatę Pattinson, Roberta van de Kerkhofa oraz Alexiego Lubomirskiego.

Relacja między ceną a sustainability

Vogue Polska otworzył dialog, którym chce inspirować przemysł odzieżowy do rozwijania się w zrównoważony sposób, zarówno pod względem środowiskowym jak społecznym. Dla merytorycznego przedstawienia podstaw do zmian w strategiach firm, Vogue Polska wraz z BCG przygotowuje raport, który zostanie opublikowany już w I kwartale 2021 roku. Pierwsze wyniki ujawnione podczas BFES pokazują, że droga do pełnego wdrożenia strategii sustainability stanowi wyzwanie i nie jest krótka. Przez ostatnie lata wiele firm utwierdzało opinię publiczną, że zrównoważony rozwój jest jednym z istotnych czynników przy wyborze produktów przez konsumentów – najnowsze dane BCG pokazują, że zaledwie 7 proc. badanych wskazało odpowiedzialne podejście marki jako kluczowy warunek decyzyjny. Gdy zapytano respondentów o wybór koszuli ze zrównoważonej produkcji w takiej samej cenie, jak jej konwencjonalny odpowiednik, zainteresowanie zakupem znacząco rosło. Jednak, gdy cenę pierwszej koszuli podwyższono o 20 proc., chęć kupna spadła aż o 30 proc. To jeden z powodów, dla których firmy unikają odpowiedzialności, tłumacząc się spadkiem zainteresowania przez wyższe ceny produktów zrównoważonych. Pozostaje pytanie, jakie firmy stać na realne zmiany w swojej ofercie?

– Firmy luksusowe mają możliwość być liderem zmian. Również ze względu na duże marże. Produkty pochodzące z recyklingu wymagają wyższych cen, a produkty luksusowe mają szansę sobie z tym poradzić. – powiedział Robert van de Kerkhof, CCO w Lenzing AG.

Jednym z największych wyzwań dla gospodarki, ale i całego społeczeństwa, w dzisiejszych czasach jest zahamowanie negatywnych zmian jakie mają miejsce w środowisku. Rosnąca koncentracja CO2 w atmosferze, podwyższanie się poziomu oceanów to zaledwie dwie przyczyny, które będą w przyszłości skutkować powodziami, pożarami lasów, stratami w naturze i społeczeństwie.

Zrównoważony rozwój dla mnie to postrzeganie działalności firm w długiej perspektywie. Wyróżniamy jego trzy ważne wymiary: ekonomia, środowisko i społeczeństwo. Przez ostatnie dekady widzieliśmy, jak człowiek walczy z rozwojem w zrównoważony sposób. W różnych wymiarach, które na siebie wpływają. – powiedział podczas swojego wystąpienia JNW Maksymilian, książę Liechtensteinu. – Doszliśmy już do granic zanieczyszczania i zabierania planecie surowców. Dążyliśmy do rozwoju bez zbytniej troski o środowisko. Konsumujemy, prowadzimy interesy, nie zastanawiamy się zbytnio nad przyrodą. To musi się zmienić.

Wpływ COVID-19 na zrównoważone strategie

Premiera raportu BCG i Vogue Polska została przesunięta na początek 2021 roku ze względu na potrzebę zbadania wpływu pandemii koronawirusa oraz globalnego lockdownu na nawyki konsumentów i działania producentów. Dzisiaj już wiemy, że COVID-19 wygenerował ok. 0,5 bln dolarów inwestycji bezpośrednich na całym świecie, które służą m.in. celom środowiskowym. Eksperci przekonują, że społeczeństwo ma największy wpływ na decyzje władz, które mogą zwiększać udział zrównoważonych inwestycji.

Dobrą wiadomością od wszystkich naszych partnerów jest to, że zaangażowanie w innowacje i sustainability pozostaje bez zmian po lockdownie. Szczególnie długoterminowe zobowiązania zostają niezmienione i dzięki temu innowatorzy mogą dalej pracować. Również inwestycje są wciąż kontynuowane. – skomentowała sytuację Katrin Ley, CEO w Fashion For Good.

Badanie BCG pokazuje, że 70 proc. ludzi jest bardziej świadomych niż przed pandemią jaki wpływ ma działalność człowieka na klimat na świecie. Ok. 95 proc. konsumentów oczekuje, że marki staną się bardziej przejrzyste i na nowo zdefiniują swoją rolę w społeczeństwie, z naciskiem na realne działania a nie słowa. Dlatego przedsiębiorstwa, nie tylko duże korporacje, powinny stawiać przed sobą ambitne cele, które usprawnią ich modele biznesowe, zredukują ryzyko klimatyczne i zaangażują udziałowców. Z kolei rolą inwestorów jest naciskanie na transparentność firm, wspieranie długoterminowych planów i skrupulatne sprawdzanie realizacji założonych celów.

Eksperci Cisco prezentują 4 trendy z zakresu cyberbezpieczeństwa w nowej normalności

Pandemia sprawiła, że rola specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa w biznesie znacznie wzrosła i stali się oni kluczowi dla rozwoju swoich organizacji. Plany, mające zapewnić ciągłość biznesu, które nie zawsze uwzględniały pracę zdalną, zostały poddane testowi. Działania, które stanowiły reakcję na bieżące wydarzenia stały się elementem długoterminowych strategii. Cyberprzestępcy wykorzystują pandemię szukając nowych możliwości przeprowadzenia ataków, co sprawia, że bezpieczeństwo zyskuje obecnie jeszcze większe znaczenie.

Eksperci Cisco prezentują 4 trendy, które pozwalają spojrzeć inaczej na kwestie cyberbezpieczeństwa w realiach nowej normalności:

  1. Przyszłość bez haseł

Podstawowym sposobem zabezpieczenia w wirtualnym świecie jest hasło. Niestety, jak wynika z badań Verizon DBIR, niezbyt skutecznym. W aż 81 procentach przypadków naruszeń bezpieczeństwa, doszło do kradzieży hasła lub jego odgadnięcia, gdyż okazało się zbyt słabe. Użytkownicy muszą zapamiętywać dane uwierzytelniające do różnych portali, co niekiedy bywa kłopotliwe. To stwarza pokusę, aby stosować to samo hasło w kilku miejscach, co w przypadku przechwycenia go przez niepowołane osoby stwarza zagrożenie na wielu polach.

Zdaniem ekspertów Cisco w przyszłości coraz rzadziej będziemy stosowali tradycyjne hasła. Zastąpią je zabezpieczenia biometryczne, które udzielają dostępu do urządzania czy aplikacji na podstawie wizerunku twarzy, zapisu linii papilarnych czy obrazu tęczówki.

  1. Współpraca zamiast kontroli

W wielu organizacjach cyberbezpieczeństwo jest narzucone odgórnie w formie instrukcji postępowania i polityk bezpieczeństwa. Zdaniem ekspertów Cisco ważna jest współpraca w ramach organizacji. Pracownicy powinni zostać włączeni w proces tworzenia procedur z zakresu cyberbezpieczeństwa. Takie podejście pozwoli reagować na potrzeby pracowników zdalnych, którzy oczekują przede wszystkim prostych rozwiązań wykonując swoje obowiązki z domowego zacisza.

  1. Bezpieczeństwo poza biurem

Bezpieczeństwo pracowników zdalnych nie jest nowym zagadnieniem. Jeszcze przed pandemią COVID-19 organizacje posiadały rozwiązania i procedury chroniące osoby wykonujące swoje obowiązki poza biurem. W większość przypadków z pracy zdalnej korzystała jedynie część pracowników, w szczególności ci, którzy dużo podróżowali. Ostatnie miesiące sprawiły, że więcej osób pracuje poza siedzibą organizacji niż kiedykolwiek wcześniej. To oznacza, że firmy muszą zmienić strategię cyberbezpieczeństwa, koncentrując się na rozproszonych zespołach i bezpieczeństwie większej liczby urządzeń końcowych, które łączą się z firmową siecią.

  1. Rola AI w kształtowaniu polityki Zero Trust

Chcąc zabezpieczyć się przed cyberatakami organizacje powinny wdrożyć politykę Zero Trust, zakładającą, że żaden użytkownik nie może uzyskać dostępu do sieci dopóki nie zostanie potwierdzona jego tożsamość. Niestety oznacza to, że działy IT muszą autoryzować każdą próbę dostępu. Zadanie jest jeszcze bardziej utrudnione gdy użytkownicy pracują zdalnie wykorzystując prywatne urządzenia. Firmy muszą zapewnić pracownikom dostęp do sieci niezależnie od tego gdzie się znajdują, z jakiego urządzenia czy aplikacji korzystają.

Tradycyjna polityka bezpieczeństwa opiera się na identyfikowaniu miejsca, z którego wysłano zapytanie do sieci. Natomiast Zero Trust umożliwia większą elastyczność i weryfikowanie każdego zapytania niezależnie od tego skąd zostało wysłane, jednocześnie udzielając dostępu do aplikacji i sieci tylko właściwym użytkownikom.

Wykorzystując więcej elementów autoryzacyjnych, wdrażając rozwiązania umożliwiające szyfrowanie informacji i oznaczając znane i zaufane urządzenia, organizacje mogą utrudnić cyberprzestępcom dostęp do sieci, pozyskanie danych do logowania czy swobodne poruszanie się w ramach infrastruktury IT. Pomaga w tym sztuczna inteligencja, która umożliwia automatyczne kategoryzowanie urządzeń lub użytkowników i przypisywanie im określonych ról oraz uprawnień, dzięki czemu nie ma potrzeby ciągłego potwierdzania tożsamości. W przyszłości to właśnie inteligentne systemy będą coraz częściej wspierały biznes w zachowaniu odpowiedniego poziomu cyberbezpieczeństwa, jednocześnie zapewniając wysoką produktywność zespołu.

Banki łagodzą polityki dotyczące oceny zdolności kredytowej

Banki łagodzą polityki dotyczące oceny zdolności kredytowej i przyznawania wsparcia finansowego na zakup mieszkania lub domu. Najwięksi gracze na rynku wychodzą naprzeciw oczekiwaniom osób marzących o własnych czterech kątach. Do jakich zasad sprzed lockdownu wracają banki? Jakie nowe rozwiązania wprowadzają? Oto najważniejsze zmiany, które zostały wdrożone w ostatnich kilku tygodniach.

Więcej akceptowanych dochodów

mBank daje kredytobiorcom szanse na lepszy wynik kalkulacji zdolności kredytowej. Od 25 sierpnia 2020 roku do dochodu wliczane jest ponownie wynagrodzenie pochodzące z umowy o dzieło lub zlecenie. PEKAO Bank Hipoteczny natomiast wrócił 1 września tego roku do akceptowania przy liczeniu zdolności kredytowej dochodów uzyskiwanych w ramach umowy o pracę na czas określony (wcześniej tylko na czas nieokreślony). Warto także dodać, że ING Bank Śląski zaczął dopuszczać dochody z działalności gospodarczej (oprócz branż zagrożonych).

BNP Paribas od 16 września 2020 przy liczeniu zdolności kredytowej przyjmuje dochody ze wszystkich źródeł akceptowanych przez bank – czyli np. umów o pracę, o dzieło, zlecenie, działalności gospodarczej itp. Wcześniej o kredyt hipoteczny w tym banku mogły ubiegać się wyłącznie osoby zatrudnione w oparciu o umowę o pracę na czas nieokreślony albo będące już jego klientami.

Co ciekawe, od 7 września BNP Paribas udostępnia kredyt hipoteczny z zieloną hipoteką. W ramach tego rozwiązania osoby zainteresowane finansowaniem nieruchomości energooszczędnych mogą wnioskować o kredyt hipoteczny z zastosowaniem dodatkowej obniżki marży o 0,10 %  – dodaje Kinga Burcan, ekspert kredytowy, Partner Zarządzający w Trinity Finance.

Niższy wkład własny

Bank Ochrony Środowiska (BOŚ) zdecydował się na wprowadzenie od 16 września 2020 roku nowego maksymalnego poziomu LTV – 80% (wcześniej 70%). Zmiana ta oznacza, że wymagany przez BOŚ wkład własny może wynosić 20%, zamiast 30%. Wskaźnik LTV określa stosunek kwoty kredytu do wartości finansowej nieruchomości – wyjaśnia Kinga Burcan, ekspert kredytowy, Partner Zarządzający w Trinity Finance.

Zasady swojej polityki odnoszące się do limitu wkładu własnego zmienił w ostatnim czasie również ING Bank Śląski. Od 15 września 2020 roku znów wynosi on w tym banku 20% wartości nieruchomości.

Obserwujemy obecnie kolejne ruchy banków mające na celu poluzowywanie zaostrzonej w czasie pandemii polityki kredytowej. Skutkuje to łatwiejszym dostępem do pieniądza i może pozytywnie wpłynąć na rynek kredytów hipotecznych oraz tym samym rynek nieruchomości – mówi Kinga Burcan, ekspert kredytowy, Partner Zarządzający w Trinity Finance.

Kinga Burcan, niezależny ekspert kredytowy. Jest jednym z bardziej cenionych ekspertów hipotecznych w Polsce. Obecnie jest Partnerem Zarządzającym w spółce Trinity House & Finance oraz niezależnym Ekspertem Finansowym stale współpracującym z największymi instytucjami finansowymi w Polsce. Ukończyła kierunek Finanse i Bankowość na warszawskiej SGH. Swoją karierę zawodową związała od początku z sektorem finansów, pracując na menedżerskich stanowiskach w banku ING.

Risk-off osłabia giełdy, surowce i waluty rynków wschodzących

Można pokusić się o stwierdzenie, że przedstawiciele Fed negatywnie zaskoczyli inwestorów. Przyzwyczaili się oni, że banki centralne zrobią, a przynajmniej powiedzą wszystko, co może przyczynić się do stymulacji rynków. Jednak w tym tygodniu członkowie władz monetarnych (również EBC) zaczęli przerzucać odpowiedzialność za rozruszanie gospodarek na czynniki polityczne. Wydaje się to być ze wszech miar logicznym rozwiązaniem, ale taki przekaz nie spodobał się inwestorom i wajcha risk off została jeszcze mocniej zaciągnięta.

Koniec luzowania?

Zdecydowanie nie tego spodziewały się rynki po wystąpieniach członków Rezerwy Federalnej, w tym po przesłuchaniach prezesa Jerome’a Powella w Kongresie. Po długim okresie narracji w stylu „zrobimy wszystko, co tylko w naszej mocy, aby wspomóc wychodzenie gospodarki z kryzysu”, teraz bankierzy centralni postanowili zmienić swoje nastawienie. W ostatnich dniach i godzinach z ich ust mogliśmy usłyszeć m.in., że „zrobiliśmy właściwie wszystko, o czym mogliśmy pomyśleć”, „zwiększenie QE byłoby mało efektywne”, „QE da ograniczone wsparcie gospodarce, bo stopy są już bardzo niskie”. Trudno się im dziwić, ponieważ swoimi wcześniejszymi działaniami doprowadzili się w dużej mierze pod ścianę. Stopy procentowe blisko albo poniżej zera, programy skupu aktywów QE rozdymane do granic możliwości itp. itd., co w języku potocznym nazywamy dodrukiem pieniądza na niespotykaną dotąd skalę. Oczywiście trudno mieć w tej chwili jakieś zdecydowane pretensje do władz monetarnych, ponieważ od wybuchu koronakryzsu wszyscy rzucili się, aby pomagać gospodarkom, jak tylko można. Niestety praktycznie wszyscy zapomnieli, że stymulacja gospodarki to zadanie rządów, a nie banków centralnych, których głównym mandatem jest dbałość o stabilność cen i systemu finansowego. Inwestorzy doznali szoku, że nie zostali pogłaskani przez Fed i rzucili się do wyprzedaży, która doprowadziła wczoraj amerykańskie indeksy giełdowe mocno poniżej poziomu otwarcia.

Ryzyk pełen bak

Ten tydzień zdecydowanie należy do niedźwiedzi. Rynkowy sentyment od dawna nie był tak zły, co mocno osłabia giełdy, ale też surowce i oczywiście waluty rynków wschodzących. Inwestorzy zdjęli różowe okulary i zaczęli przyglądać się ryzykom, które przecież były z nami przez cały czas. Skokowy wzrost liczby zakażonych (dziś w Polsce rekord 1136 przypadków!) i to jeszcze przed sezonem grypowym wskazuje, że przed nami jeszcze długa droga powrotu do normalności. Stąd coraz bardziej realne wydaje się wprowadzenie obostrzeń w wielu branżach, co już dzieje się np. we Francji i Wielkiej Brytanii. Z brytyjskiego rządu zaczynają nawet napływać nieśmiałe sygnały (co jeszcze przed chwilą nie przechodziło przez gardło żadnemu politykowi), że nie można wykluczać ponownego twardego lockdownu, jesli nie uda się zapanować nad przyrostem liczby zakażonych. Byłby to mocny sierpowy dla gospodarki, która musiałaby się podnosić z desek przez długie lata. Wczorajsze PMI ze Starego Kontynentu wskazują, że biznes także coraz bardziej obawia się czarnych scenariuszy i o ile przemysłowe wskaźniki wypadły przyzwoicie albo nawet bardzo dobrze (w Niemczech najwyższy wynik od ponad 2 lat), o tyle w usługach (o wiele bardziej podatnych na pandemiczne obostrzenia) widać wyraźnie pogarszające się nastroje. Do ryzyk możemy jeszcze dodać coraz bardziej konfrontacyjne podejście prezydenta Donalda Trumpa, który zaczyna kwestionować wynik batalii wyborczej jeszcze przed jej rozstrzygnięciem i ostrzega, że będzie walczył w Sądzie Najwyższym do samego końca, oczywiście, jeśli przegra.

Surowce pod presją

Spadki wycen nie omijają surowców. Metale szlachetne w dużej mierze dotknięte są rosnącą siłą dolara, w którym podaje się ich wartość. Gdy jego pozycja staje się zbyt mocna, to kapitał często ucieka w innym kierunku, nawet jeśli mowa o postrzeganym jako safe haven złocie. Dziś królewski kruszec odbija się (jeszcze) od wsparcia na poziomie 1850 USD za uncję, ale jeszcze w poniedziałek rano jego wycena była o 100 (!) dolarów wyższa. Nie inaczej wygląda obraz rynku ropy naftowej, która w czasie pandemicznych obostrzeń zwyczajnie przestaje być potrzebna w ilościach niezbędnych gospodarkom, gdy te są na ścieżce wzrostowej. Ropa WTI (amerykańska) zeszła już poniżej 40 USD za baryłkę, a Brent (notowana w Londynie) znajduje się w okolicach 41,5 $. Wydaje się, że cenie czarnego złota w trwały sposób pomoże jedynie dalsze ograniczenie jego wydobycia, ale może to być trudne do przełknięcia dla kartelu OPEC+, odpowiadającego za większość globalnych odwiertów.

Adam Fuchs analityk walutowy w InternetowyKantor.pl

Sztuczna inteligencja coraz częściej wykrywa oszustwa finansowe

Sztuczna inteligencja jeszcze nie osiągnęła poziomu znanego z filmów science fiction, jednak potrafi już całkiem sporo. Jednym z jej pierwszych, naprawdę użytecznych zastosowań jest skuteczne wykrywanie oszustw finansowych.

Większość instytucji finansowych do dziś redukuje ryzyko kredytowe poprzez ustalenie i weryfikację sztywnych kryteriów, jakie musi spełnić klient. Analizowane są: historia kredytowa, poziom dochodów czy branża, w jakiej działa lub pracuje klient. Kontrola spełniania kryteriów najczęściej jest wykonywana manualnie a sprawność działania wymaga, aby wziąć pod uwagę co najwyżej kilka istotnych kryteriów. Instytucje finansowe, starając się unikać ryzyka, często rezygnują z potencjalnie zyskownych transakcji.

Jednak wiadomo, że banki od zawsze posiadały ogromną ilość doskonale uporządkowanych danych. Oznacza to, że bardzo wiele zadań może być wykonywanych przez komputery. Identyfikacja oszustw i podejrzanych transakcji z reguły jest bardzo prosta, wśród milionów transakcji trzeba znaleźć te, które posiadają jakieś ustalone cechy. Mówiąc wprost, wystarczy znaleźć igłę w stogu siana. Takie zadanie, niemalże niewykonalne dla człowieka, to bułka z masłem dla współczesnych, szybkich komputerów. Wykonują one monotonne operacje tak długo, jak trzeba. Jednak samo wyszukiwanie podejrzanych transakcji nie jest jeszcze sztuczną inteligencją. Można o niej mówić dopiero wtedy, gdy komputer sam decyduje jakiej igły szukać, w jaki sposób i w jakim stogu. W dodatku musi on samodzielnie uczyć się podejmować coraz lepsze decyzje. Oznacza to, że musi w posiadanych danych samodzielnie rozpoznawać trendy i wzorce, następnie na ich podstawie budować prognozy.

W przeciwieństwie do analityków zajmujących się ryzykiem kredytowym, oprogramowanie z użyciem sztucznej inteligencji działa niezwykle szybko. W dodatku nie tylko analizuje spełnienie przez klienta kryteriów kredytowych, ale również analizuje jego zachowanie podczas procesu aplikacji. Jeżeli zostanie wykryte jakiekolwiek zachowanie niestandardowe, na przykład zbyt długie wypełnianie formularza, oprogramowanie analizuje, czy jest ono skorelowane ze zwiększonym ryzykiem kredytowym. W przeciwieństwie do człowieka, który również jest w stanie wykryć niestandardowe zachowania klienta, oprogramowanie jest w stanie nadać tym zjawiskom wartości liczbowe. W ten sposób możliwa staje się optymalizacja procesów biznesowych. Pod uwagę można wziąć zarówno ryzyko kredytowe, jak i ryzyko utraty potencjalnie zyskownego klienta.

Jedną z najciekawszych cech sztucznej inteligencji jest to, że może znacznie ułatwić przedsiębiorstwom finansowym dynamiczny rozwój. Przy wykonywaniu analizy ryzyka kredytowego metodami tradycyjnymi, wzrost sprzedaży nieuchronnie musiał prowadzić do wzrostu zatrudnienia w działach analitycznych. Tymczasem powierzenie analityki sztucznej inteligencji powoduje, że wzrost kosztów związanych z rozwojem firmy jest bliski zeru. Inaczej mówiąc, sztuczna inteligencja powoduje, że przedsiębiorstwa finansowe stają się skalowalne, czyli gotowe na dynamiczny rozwój.

Co więcej, zgodnie z regułami statystyki, w przypadku rozwoju firmy, wzrost ilości danych przetwarzanych przez system powinien doprowadzić do wzrostu skuteczności wykrywania oszustw. Oznacza to, że pojawiają się kolejne oszczędności dla instytucji finansowej.

Samodzielnie uczące się oprogramowanie jest doskonałym narzędziem do wykrywania oszustw nie tylko dlatego, że ma z reguły dostęp do ogromnych baz danych. Jego wielką zaletą jest możliwość samodzielnego wykrycia podejrzanych typów transakcji. Mogą to być na przykład próby uzyskania przez klienta kredytu w wielu bankach jednocześnie czy przeprowadzanie w krótkim czasie wielu transakcji przy użyciu różnych kart płatniczych. Podejrzane mogą być również duże zakupy artykułów elektronicznych czy biżuterii.

Wprowadzenie nowych technologii wykrywania oszustw to doskonała wiadomość. Dzięki nim instytucje finansowe będą mogły unikać strat, dynamiczniej się rozwijać i oferować coraz bardziej konkurencyjne produkty swoim klientom.

Autor: Bartosz Tomczyk, przewodniczący rady nadzorczej polskiego fintechu Provema

Po przyjęciu Tarczy Turystycznej: koniec branży targowej w Polsce?

– To koniec naszej branży – mówią przedstawiciele firm projektujących i budujących stoiska, a także zajmujących się spedycją, które ściśle współpracują z organizatorami targów. W przegłosowanej przez sejm i podpisanej właśnie przez prezydenta niekorzystnej dla branży targowej wersji tzw. Tarczy Turystycznej, setki firm „około targowych” pozostały bez nawet minimalnego wsparcia ze strony rządu. O pomoc – np. w postaci czasowego zwolnienia ze składek – apelowała wcześniej do rządu, sejmu i senatu Polska Izba Przemysłu Targowego (PIPT).

Przedsiębiorcy „około targowi” to setki firm realizujących zlecenia dla organizatorów cyklicznych i specjalnych imprez targowych. Dziś zastanawiają się, co dalej będzie z ich sektorem.

– Do ostatniej chwili mieliśmy nadzieję, że w tzw. Tarczy Turystycznej znajdą się zapisy o czasowym zwolnieniu nas ze składek ZUS czy o dopłatach dla pracowników do marca 2021 roku. Niestety, sejm odrzucając poprawki senatu, tak naprawdę skazał nas na likwidację – mówi Paweł Montewka – prezes Pracowni Sztuk Plastycznych, jednej z kilkuset firm projektujących i wykonujących przestrzenie wystawiennicze na targach, wchodzącej w skład Sekcji Branżowej Przedsiębiorstw Usług Targowych w Polskiej Izbie Przemysłu Targowego.

Choć imprezy targowe działają, frekwencja na nich jest bardzo słaba. Wiele z cyklicznych nie doszło do skutku, a kolejne stoją pod znakiem zapytania. Powodem jest przede wszystkim obawa przed zakażeniem koronawirusem czy wstrzymanie przez przedsiębiorstwa wydatków na udział w takich imprezach.

– W takiej niepewności oczekiwalibyśmy czasowego wsparcia przez władze, tym bardziej, że to w ogóle pierwszy raz w historii, gdy spotykamy się z takim problemem. Przed epidemią dzięki firmom z naszej branży do budżetu państwa płynęło wiele miliardów złotych z podatków – przyznaje Paweł Montewka. Dodaje, że dotychczasowe deklaracje płynące ze strony rządu pozbawione są podstaw. – Słyszymy o jakimś wsparciu, ale bez pieniędzy. Słyszymy też o jakichś rozmowach o przebranżowieniu, ale wciąż nie ma konkretów – wylicza Paweł Montewka i przypomina, że zupełnie inaczej wyglądały zapowiedzi, jakie od rządu dochodziły do branży targowej jeszcze w czerwcu czy lipcu.

– Dziś większość naszych firm będzie musiała dokonać samo likwidacji. Nie stać nas na utrzymanie w obecnej sytuacji. To koniec naszej branży – taki scenariusz kreśli dla branży targowej Paweł Montewka.

Na skutek apelu Polskiej Izby Przemysłu Targowego, abolicją składek ZUS i innymi ewentualnymi instrumentami wsparcia na kolejne miesiące objęte zostały także firmy projektujące i wykonujące stoiska targowe (PKD. 73.11 Z), firmy świadczące usługi transportu i spedycji targowej (PKD 52.29 C). – Pozwoliłoby to zawęzić beneficjentów pomocy rządowej do firm, które naprawdę jej potrzebują. Dla firm usług targowych, dziejących pod ww. PKD targi są jedynym źródłem utrzymania – przeczytać można było w apelu Polskiej Izby Przemysłu Targowego do posłów. Ostatecznie pomoc przypadła jednak tylko organizatorom targów. Przedsiębiorcy targowi proponowali zaś też inne, mniej obciążające, budżet rozwiązanie. – Działając odpowiedzialnie, zwróciliśmy się również z prośbą o udzielenie nam sektorowej pomocy w formie długoterminowych, nieoprocentowanych pożyczek płynnościowych z możliwością odroczenia spłaty do czerwca przyszłego roku – relacjonuje Krzysztof Szofer, właściciel firmy Abyss z Poznania, która też projektuje i wznosi powierzchnie wystawiennicze na targach i także należy do Sekcji Branżowej Przedsiębiorstw Usług Targowych Izby.

– To praktycznie neutralne dla budżetu i umożliwiłoby przetrzymanie trudnego dla naszych firm okresu. Dzięki temu wielu z nas mogłoby zyskać nowe, dodatkowe źródło utrzymania w tym czasie – wyjaśnia Krzysztof Szofer i kontynuuje: – Stanowiłoby to również zobowiązanie do spłaty zaciągniętego kredytu w momencie restartu branży. Niestety i takie pomysły nie zyskały akceptacji władz – wyjaśnia i podsumowuje: – Oznacza to w sposób oczywisty, że tak naprawdę nikomu z rządzących nie zależy już na ratowaniu naszej branży. Jest za dwie dwunasta – jeśli rządzący nie obudzą się, branża targowa zniknie z rynku – konstatuje Krzysztof Szofer.

W wyniku odwołania imprez targowych od blisko 7 miesięcy przychód zdecydowanej większości firm branży targowej wynosi 0 zł. Z badań PIPT wynika, iż prawie 76% firm tego sektora straciło jedyne źródło przychodu i taki stan może trwać nawet do końca 2020 r.! – Branża targowa w czasie obecnego „przestoju” traci nawet 150 mln zł miesięcznie. Co ważne, polski rynek targowy zatrudnia ok. 20 000 pracowników etatowych i drugie tyle na umowy cywilno-prawne. – Należy tu wspomnieć również o setkach firm, zatrudniających tysiące pracowników, które są podwykonawcami dla firm targowych. Z badań PIPT wynika, że co 4 firma rozważa zwolnienia co najmniej połowy swoich pracowników i współpracowników! Bez pomocy rządu dla naszej branży zbankrutuje lub ulegnie zamknięciu, w ciągu najbliższych dwóch miesięcy ponad 60% przedsiębiorstw – prognozowała Polska Izba Przemysłu Targowego.

Ustawę Tarcza Turystyczna sejm uchwalił późną nocą z czwartku (17 września) na piątek (18 września). W tym tygodniu podpisał ją prezydent.

Luzowanie polityki pieniężnej na rynkach wschodzących – potencjalne skutki i zagrożenia

Pandemia Covid-19 była punktem zwrotnym dla „niekonwencjonalnych” polityk monetarnych na Rynkach Wschodzących (RW), z których kilka zainicjowało programy skupu obligacji państwowych w celu zapobiegania przesunięciom na rynku i w celu poluzowania warunków monetarnych w krótkiej perspektywie. Największym ryzykiem, zdaniem ekonomistów Euler Hermes, pozostaje jednak zdolność do obsługi zadłużenia oraz inflacja, szczególnie w przypadku Brazylii, Kostaryki, Indii, Turcji oraz Węgier.

Ze względu na panikę wywołaną przez pandemię wśród inwestorów w marcu 2020 roku, RW doświadczyły bezprecedensowych odpływów kapitału netto (-84 mld USD, z wyjątkiem Chin), powodujących gwałtowne wahania rentowności obligacji państwowych. W związku z tym, banki centralne 16 krajów z grupy RW poinformowało o gotowości podjęcia w razie potrzeby skupu obligacji państwowych. Trzynaście z nich rozpoczęło już tego rodzaju działania z zakresu luzowania polityki pieniężnej (ang. QE – qualitative easing, zob. Rys. 4), zamiast redukcji oficjalnych stóp procentowych, które w większości utrzymywały się zdecydowanie powyżej obowiązującego dolnego progu. Na skutek wspomnianych programów skupu obligacji, według stanu na koniec kwietnia długoterminowa rentowność obligacji rządowych w analizowanej próbie RW zmalała średnio o -48 pkt bazowych w porównaniu z końcem marca (dla porównania, w okresie między końcem marca a końcem 2019 roku miało miejsce średnie zwiększenie o +69 pkt bazowych). Złagodzenie warunków polityki monetarnej na rynkach krajowych okazało się kolejnym krótkoterminowym sukcesem w zakresie luzowania polityki pieniężnej, co widać na podstawie opracowanych przez Euler Hermes wskaźników bodźców monetarnych[1] (zob. Rys. 1). Należy w szczególności podkreślić, że wskaźniki te osiągnęły najwyższy poziom przynajmniej od 2009 roku (lub były bliskie wartości rekordowej) w 12 spośród 16 przeanalizownaych przez nas krajów. Tymczasem deprecjacja walut lokalnych utrzymywała się na ograniczonym poziomie (z wyjątkiem kilku walut, które zwykle budzą podejrzenia w tym zakresie).

Rys. 1. Zmiana wskaźników bodźców pieniężnych (pkt)

Zmiana wskaźników bodźców pieniężnychŹródła: Dane statystyczne poszczególnych krajów, Dział Analiz Allianz

Niezależnie od korzyści krótkoterminowych, jeżeli programy luzowania polityki pieniężnej na rynkach wschodzących będą realizowane w sposób intensywny, mogą w średniej do długiej perspektywy spowodować poważne problemy, takie jak nadmierna inflacja oraz trudności ze spłatą zadłużenia. Systematyczny skup obligacji przez bank centralny w długim czasie może otworzyć drzwi do monetyzacji zadłużenia i zagrozić wiarygodności polityki pieniężnej.[2] Jeżeli działania z zakresu QE wiążą się z dużą liczbą zastrzyków kapitału realizowanych przez bank centralny w walucie krajowej, może dojść do wzrostu inflacji i destabilizacji kursu waluty. W takiej sytuacji, luzowanie polityki pieniężnej może skutkować poważniejszymi problemami ze względu na zagrożenie dla zdolności do obsługi zadłużenia oraz bilansów sektora prywatnego.

Brak jednoznacznych ram regulujących rozmiar i czas trwania obecnych oraz planowanych programów „QE” na rynkach wschodzących może być powodem do niepokoju. Choć banki centralne wszystkich 16 rynków wschodzących przeanalizowanych w badaniu Euler Hermes podały rozsądne cele (głównie dotyczące zapewnienia płynności oraz bezproblemowego funkcjonowania krajowych rynków obligacji państwowych) leżące u podstaw programów skupu obligacji, to większość z nich nie poinformowała ani o maksymalnej kwocie, za jaką zamierzają dokonać skupu, ani konkretnych ram czasowych realizacji programów. Istnieje zatem ryzyko, że programy QE nie będą wygaszane nawet po ogólnie rozumianej realizacji ich celów. W takich krajach może również wystąpić pokusa, aby zmniejszać rosnący poziom zadłużenia w walucie miejscowej poprzez zwiększanie inflacji. W tym kontekście pewien niepokój, iż banki centralne mogą w rzeczywistości realizować monetyzację zadłużenia państwowego poza odpowiednimi granicami, wzbudziły programy luzowania polityki pieniężnej realizowane w Indonezji oraz Polsce. W okresie od marca do sierpnia, banki skupiły – odpowiednio – obligacje rządowe w ilości mniej więcej 6,8% oraz 4,6%, co było odsetkiem najwyższym wśród wszystkich 16 rynków wschodzących. Bank centralny Indonezji jest do dziś jedynym, który realizował skup również bezpośrednio na rynku pierwotnym, co jest zwykle uznawane za „tabu”, choć rynki jak dotąd nie zareagowały na powyższe działania. Jeżeli chodzi o Polskę, występują obawy, że jeżeli zakupy będą kontynuowane w aktualnym tempie do końca 2020 roku, bank centralny sfinansowałby w zasadzie całość tegorocznego deficytu fiskalnego, prognozowanego na około -8% PKB.

W przypadku których rynków wschodzących realizujących działania związane z luzowaniem polityki pieniężnej ryzyko związane z możliwością spłaty zadłużenia jest najwyższe? Zdaniem ekonomistów Euler Hermes, najwyższe ryzyko braku możliwości obsługi zadłużenia występuje w przypadku Brazylii, Kostaryki, Indii, Kolumbii oraz Chorwacji. Brazylia uzyskała najgorszą pozycję w opracowanej Ocenie Ryzyka Związanego ze Zdolnością Obsługi Zadłużenia [Debt Sustainability Risk Score][3] ze względu na bardzo wysoki poziom długu publicznego oraz wysoką wartość zadłużenia państwa w posiadaniu banku centralnego. Jednocześnie niski poziom skuteczności władz sugeruje niskie prawdopodobieństwo przyjęcia reform podatkowych, które mogłyby doprowadzić do poprawy sytuacji. Kostarykę uznano za kraj charakteryzujący się drugim pod względem wysokości poziomem ryzyka ze względu na wysokie obciążenia spłatą odsetek oraz najwyższy wzrost spreadu dla obligacji od początku roku (+357 pkt bazowych). Jednak skup obligacji realizowany przez Kostarykę, jak również Kolumbię i Indie, utrzymuje się do tej pory na niewysokim poziomie. Sam bank centralny Chorwacji skupił już obligacje państwowe o wartości 4,2% PKB w okresie od marca, a zatem wymaga większej kontroli w krótkiej perspektywie. Tymczasem Polska, która skupiła więcej niż Chorwacja, uzyskuje dobry wynik w analizie dzięki niskim płatnościom odsetek (3.7% przychodu fiskalnego) oraz relatywnie skutecznemu rządowi. Indonezja nie znalazła się w grupie pięciu obarczonych największym ryzykiem rynków dzięki stosunkowo niskiemu całkowitemu obciążeniu w zakresie zadłużenia publicznego (37% PKB). RPA, która zwykle jest krajem charakteryzującym się ryzykiem związanym z zadłużeniem, uzyskała przeciętny wynik, ponieważ jej ogólnie wysokie zadłużenie publiczne (78% PKB) rekompensuje szybko rosnący, lecz nadal niski udział zadłużenia publicznego w walutach obcych (11% całej kwoty).

Które RW realizujące działania związane z luzowaniem polityki pieniężnej stoją przed ryzykiem najwyższej inflacji? Turcja, Węgry, Czechy, Polska i Rumunia wykazują największe ryzyko wysokiej inflacji. Ocena Ryzyka Inflacji [Inflationary Risk Score][4] sygnalizuje, że Turcja najwyraźniej stoi przed najwyższym ryzykiem inflacji, ponieważ jest jedynym krajem odnotowującym dwucyfrową stopę inflacji (w lipcu: 11,8% w ujęciu rocznym), podczas gdy aktualna stopa wynikająca z polityki monetarnej wydaje się zbyt niska (8,25%). Co więcej, wzrost M2 wykazuje wysoką korelację na poziomie 79% z inflacją w przyszłości i w lipcu zwiększył się o +44% w ujęciu rocznym, co jest zdecydowanie najszybszym tempem wśród przeanalizowanych 16 RW. Cztery kraje środkowoeuropejskie, które wraz z Turcją znalazły się w grupie pięciu charakteryzujących się najwyższym ryzykiem rynków pod względem inflacji, także wykazują istotnie ujemne stopy ustalone w polityce monetarnej (skorygowane z uwzględnieniem inflacji), podczas gdy roczna stopa inflacji wzrosła w ostatnich miesiącach i jest dziś zbliżona do docelowych wartości inflacji ustalonych przez odpowiednie banki centralne. Indie, które znalazły się tuż po nich na pozycji 6, wykazały w lipcu podwyższoną stopę inflacji na poziomie 6,9% w ujęciu rocznym i również posiadają ujemną stopę ustaloną w polityce monetarnej, jednak charakteryzują się umiarkowaną zależnością od importu podstawowych towarów i słabym powiązaniem między M2 a wzrostem cen.

Zdolność do obsługi zadłużenia i inflacja są ze sobą wzajemnie powiązane – wzrost monetyzacji zadłużenia zwiększa obciążenie zadłużeniem publicznym i podnosi ryzyko inflacji. Na podstawie analizy połączonych elementów ryzyka stwierdzono, że Turcja, Węgry, Rumunia oraz Indie są najbardziej ryzykownymi RW, które wdrożyły programy o charakterze luzowania polityki pieniężnej w następstwie pandemii Covid-19 i kryzysu (zob. Rys. 2). Aby zamknąć puszkę Pandory zanim sprawy wymkną się spod kontroli, działania o charakterze luzowania polityki pieniężnej powinny być prowadzone w sposób tymczasowy oraz w ściśle określonych ramach.

Rys. 2. Oceny Zdolności do Obsługi Zadłużenia oraz Ryzyka InflacjiOceny Zdolności do Obsługi Zadłużenia oraz Ryzyka Inflacji

Źródła: Dane statystyczne poszczególnych krajów, IMF, IIF, Bloomberg, IHS Markit, Dział Analiz Allianz

Należy także podkreślić, że bez zdecydowanego zaangażowania w działania w obszarze fiskalnym, krótkoterminowa poprawa sytuacji na rynkach zadłużenia w walutach lokalnych na skutek działań o charakterze luzowania polityki pieniężnej może odnieść przeciwny skutek, zniechęcając w średniej perspektywie inwestorów międzynarodowych. Jeżeli działania z zakresu luzowania polityki pieniężnej będą realizowane bez określonego terminu i zakresu, w średniej perspektywie doprowadzi to prawdopodobnie do wzrostu kosztów zadłużenia po stronie władz. Biorąc pod uwagę rosnącą inflację i niepokój dotyczący zdolności do obsługi zadłużenia, inwestorzy mogą żądać wyższych zwrotów z tytułu nowych emisji instrumentów dłużnych w walutach miejscowych na rynkach wschodzących. Niska gotowość do przyjęcia ryzyka może stanowić problem dla RW, które będą musiały refinansować zadłużenie o terminie spłaty przypadającym w nadchodzących latach. Rys. 3 pokazuje, że władze Brazylii, Tajlandii, Indii, Turcji, Indonezji oraz Malezji będą przed końcem 2022 roku zmuszone dokonać prolongaty spłaty ponad 50 mld USD zadłużenia publicznego. Na 2022 rok spodziewane jest także przywrócenie zwykłej polityki monetarnej przez Bank Rezerw Federalnych. To może wiązać się z dodatkową presją w zakresie kosztów zadłużenia dla rynków wschodzących realizujących szeroko zakrojone działania związane z luzowaniem polityki pieniężnej nie wykazując jednocześnie wiarygodnych starań w kierunku konsolidacji podatkowej.

Rys. 3. Struktura zapadalności zadłużenia państwowego (w mld USD)Struktura zapadalności zadłużenia państwowego

Źródła: Bloomberg, Dział Analiz Allianz 

Rys. 4. Luzowanie polityki pieniężnej (QE) na rynkach wschodzących, swoboda w zakresie luzowania oraz ryzyko wynikające z finansowania zagranicznego

Luzowanie polityki pieniężnejŹródła: Dane statystyczne poszczególnych krajów, IMF, IIF, Bloomberg, IHS Markit, Dział Analiz Allianz

Rys. 5. Ocena Zdolności do Obsługi ZadłużeniaOcena Zdolności do Obsługi Zadłużenia

Źródła: Dane statystyczne poszczególnych krajów, IMF, IIF, Bloomberg, IHS Markit, Dział Analiz Allianz

Rys. 6. Ocena Ryzyka InflacjiOcena Ryzyka Inflacji

Autorzy:

Françoise Huang
Starsza Ekonomistka ds. Rynku Azji i Pacyfiku – Dział Analiz Allianz

Selin Ozyurt
Starsza Ekonomista ds. Francji i Afryki -Dział Analiz Allianz

Manfred Stamer
Starszy Ekonomista ds. Wschodzących Rynków Europejskich i Bliskiego Wschodu – Dział Analiz Allianz

[1] Wskaźniki bodźców monetarnych posiadają następującą konstrukcję: 1-roczna zmiana 1-rocznej zmiany w zakresie podaży pieniądza w M2 (tj. druga pochodna), jako udział nominalnego PKB. Są one zatem zbliżone do wskaźników bodźców kredytowych, jednak dla ułatwienia porównań między poszczególnymi gospodarkami postanowiliśmy skoncentrować się na podaży pieniądza w M2. Wskaźniki pokazują, w jaki sposób zmienia się polityka pieniężna i kierują aktywnością gospodarczą.

[2] Innymi słowy, jeżeli działania z dziedziny luzowania polityki pieniężnej wykroczą zdecydowanie poza zakres działań polityki monetarnej polegającej na dostosowaniu się do bieżącej sytuacji, wówczas wstąpi ryzyko, że ekspansywna polityka fiskalna będzie finansowana poprzez dodruk pieniędzy. Nie byłoby to niczym nowym w historii rynków wschodzących; wiele banków centralnych RW finansowało w ten sposób wydatki rządowe aż do początku bieżącego stulecia, co powodowało poważne skutki, takie jak hiperinflacja oraz poważne trudności ze spłatą zadłużenia państwowego.

[3] Ocenę Ryzyka Związanego ze Zdolnością do Obsługi Zadłużenia określamy na podstawie zbioru sześciu wskaźników dotyczących 16 RW realizujących lub planujących luzowanie polityki pieniężnej: zadłużenia publicznego (% PKB), zadłużenia publicznego w walutach obcych (% całkowitego zadłużenia publicznego), płatności odsetek przez rząd (% przychodu fiskalnego), posiadania obligacji państwowych przez bank centralny (% PKB), zmiany spreadu dla obligacji państwowych od początku roku, a także wskaźnika skuteczności rządu (odzwierciedlającego jego zdolność do podejmowania reform strukturalnych w celu zwiększania przychodów podatkowych).

[4] Ocenę Ryzyka Inflacji określamy na podstawie zbioru czterech wskaźników dotyczących wybranych RW: stopy inflacji mierzonej wskaźnikiem cen konsumpcyjnych oraz rzeczywistej stopy oprocentowania (skorygowanej z uwzględnieniem inflacji) wynikającej z polityki monetarnej (według stanu na lipiec 2020 roku), ryzyka inflacji związanej z towarami importowanymi (udział paliw i żywności w całkowitej konsumpcji gospodarstwa domowego) oraz (opóźnionej) korelacji między wzrostem M2 podaży pieniądza a inflacją. Co istotne, wzrost M2 przyspieszył we wszystkich 16 wybranych RW w ciągu 2020 roku i wykazuje pozytywną korelację z inflacją cen konsumpcyjnych, z wyjątkiem Filipin i Kolumbii. Do określenia wskaźnika wybraliśmy korelację charakteryzującą się opóźnieniem wynoszącym dwa miesiące.

Instagram zagrożony: złośliwe zdjęcie przepustką do przejęcia smartfona przez hakerów!

Najpopularniejsza na świecie aplikacja do publikowania zdjęć – Instagram, posiadała poważną lukę bezpieczeństwa. Krytyczna podatność w systemie przetwarzania obrazów na Instagramie mogła umożliwić hakerom wykorzystanie złośliwego obrazu do przejęcia konta i przekształcenia telefonu ofiary w narzędzie szpiegowskie – ujawniają badacze z firmy Check Point.

Eksperci bezpieczeństwa z Check Pointa zidentyfikowali krytyczną lukę w najpopularniejszej na świecie aplikacji do udostępniania zdjęć i filmów. Podatność w aplikacji pozwalała na tzw. zdalne wykonanie kodu (RCE), co przekładało się na możliwość dokonania przez hakerów dowolnej czynności w aplikacji oraz wykorzystania jej uprawnień, zagrażając prywatności milionom użytkowników na całym świecie!

Aby uzyskać dostęp do urządzenia swojej ofiary za pomocą luki w Instagramie, cyberprzestępcy musieliby przygotować specjalne złośliwe zdjęcie oraz przesłać je swojej ofierze mailem lub przez komunikator – najlepiej taki, który automatycznie pobiera obrazy. Po otwarciu Instagrama i wyświetleniu ściągniętego zdjęcia, złośliwy kod wykorzystuje podatność, zapewniając hakerowi pełny dostęp do wiadomości oraz obrazów ofiary. Co więcej, dzięki rozbudowanym uprawnieniom, atakujący mógłby uzyskać dostęp również do innych funkcji urządzeń użytkowników – kontaktów, aplikacji aparatu czy danych lokalizacyjnych!

Winny dekoder jpeg

Za wykryte przez Check Pointa zagrożenie odpowiedzialna była luka w Mozjpeg, czyli dekoderze plików JPEG typu open source, który jest używany przez Instagram do przesyłania obrazów do aplikacji.

Po jej identyfikacji, analitycy firmy Check Point poinformowali o swoich odkryciach Facebooka, będącego obecnym właścicielem aplikacji. Po ostatecznym potwierdzeniu problemu, wydana została poprawka bezpieczeństwa dla Instagrama, naprawiająca lukę w nowszych wersjach aplikacji na wszystkich urządzeniach.

– Po przeprowadzeniu analiz pojawiły się przed nami dwa wnioski: Po pierwsze, biblioteki kodów stron trzecich (w tym wypadku open-source’owy Mozjpeg – przyp. red.) mogą stanowić poważne zagrożenie. Wzywamy programistów do sprawdzania zewnętrznych bibliotek, których używają do tworzenia infrastruktury aplikacji, by upewnić się, że ich integracja jest przeprowadzana prawidłowo. Kody stron trzecich są używane praktycznie w każdej aplikacji i bardzo łatwo jest przeoczyć osadzone w nich zagrożenia. – mówi Yaniv Balmas, szef działu badań cybernetycznych w Check Point Software Technologies.

– Po drugie, użytkownicy powinni poświęcić trochę czasu, aby sprawdzać uprawnienia aplikacji na swoich urządzeniach. Wiadomość „aplikacja prosi o pozwolenie” może wydawać się uciążliwa i łatwo jest bez zastanowienia kliknąć „Tak”, jednak w praktyce jest to jedna z najsilniejszych dostępnych linii obrony przed mobilnymi cyberatakami. Stąd radzę poświęcić chwilę i za stanowić się, czy naprawdę chcemy dać danej aplikacji dostęp do kamery, mikrofonu itp. – dodaje Balmas.

By mieć pewność, że wystarczająca liczba użytkowników Instagrama zaktualizowała swoje aplikacje, badacze Check Pointa przez pół roku wstrzymywali się z publikacją swoich ustaleń. Instagram jest szóstą najpopularniejszą na świecie platformą społecznościową z przeszło miliardem użytkowników. W Polsce liczbę korzystających z aplikacji szacuje się na ok. 7,5 miliona, z czego blisko 60% stanowią kobiety.

Ciche Godziny we wszystkich sklepach w Polsce?

Ponad połowa osób z autyzmem boi się wychodzić z domu. Powodem jest nieprzystosowanie przestrzeni publicznej do potrzeb osób z autyzmem. Choć hałas, mocne oświetlenie i tłum stanowią codzienność w polskich sklepach, dla osób z ASD to czynniki wywołujące duży dyskomfort, często nawet ból fizyczny. Fundacja JiM zachęca sieci handlowe do przyłączenia się do akcji Ciche Godziny, która ma na celu ułatwienie zakupów osobom w spektrum oraz podniesienie świadomości społeczeństwa na temat autyzmu.

Nadwrażliwość sensoryczna to jedno z obciążeń, z którymi mierzą się osoby z autyzmem. Korzystanie z przestrzeni publicznej oznacza dla nich codzienne zmaganie się z lękiem. Odpowiadając na potrzeby osób ze spektrum Fundacja JiM zwraca się do sklepów i sieci handlowych, aby w ramach wspólnej akcji wprowadzić tymczasowe zmiany w funkcjonowaniu placówek. Według raportu przeprowadzonego na zlecenie Fundacji JiM, w czołówce najbardziej potrzebnych zmian w funkcjonowaniu sklepów wskazanych przez osoby z ASD znalazły się: ograniczenie hałasu, kasa dla niepełnosprawnych lub pierwszeństwo w kasach, wprowadzenie cichych godzin, przygaszone światło, mniej ludzi[1].

– Stale otrzymujemy sygnały od naszych podopiecznych oraz ich bliskich na temat problemów natury życia codziennego. Osoby w spektrum autyzmu często cierpią, robiąc zakupy w pobliskim sklepie. Hałas, tłok i mocne oświetlenie powodują fizyczny ból, który zmusza je do wyjścia ze sklepu. To scenariusz, którego chcemy unikać. Dążymy do umożliwienia osobom z ASD życia na równych zasadach, dotyczących również ich codzienności. Zmiany, do których zachęcamy sieci handlowe oraz mniejsze sklepy, są możliwe do wdrożenia niewielkim nakładem pracy. Wystarczy raz, dwa razy w tygodniu wyciszyć sygnały dźwiękowe, obniżyć natężenie światła, otworzyć dodatkową kasę, aby osoby w spektrum autyzmu miały szansę na spokojne zrobienie zakupów. To naprawdę niewiele, dlatego zwracamy się do sieci handlowych o przyłączenie się do akcji oraz naszej misji tworzenia lepszego świata dla osób z autyzmem – mówi Tomasz Michałowicz, Prezes Fundacji JiM.

[1] Źródło: Fundacja JiM: Raport z analizy badania ankietowego w sprawie dostosowania sklepów do potrzeb osób z zaburzeniami ze spektrum autyzmu, 2018.

Nie ma powrotu do stawek VAT 22% i 7%

Według projektu ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu przeciwdziałaniu społeczno-gospodarczym skutkom COVID-19 odroczony został powrót do stawek VAT 22% i 7%. Rząd argumentuje to koniecznością przeciwdziałania skutkom pandemii COVID-19.

Podwyższone o 1% stawki podatku VAT obowiązują w Polsce już prawie dziesięć lat – od 2011 roku. Jak podano w uzasadnieniu do projektu: „Na podstawie danych za rok 2019 r., polska gospodarka spełniła (…) określone warunki, co oznaczałoby powrócenie do niższych stawek VAT od dnia 1 stycznia 2021 r. Jednak warunki te, z uwagi na epidemię COVID-19, nie zostały spełnione w sposób trwały. Epidemia COVID-19 oznacza konieczność zapewnienia środków finansowych na walkę z jej skutkami i wspieranie ożywienia gospodarczego, przy równoczesnym zachowaniu stabilności fiskalnej”.

Ministerstwo Finansów wskazuje też, że „Zgodnie z szacunkami zaprezentowanymi w „Programie konwergencji Aktualizacja 2020”, niższe dochody podatkowe, a także wydatki na powstrzymanie epidemii, leczenie chorych, ochronę miejsc pracy i pracowników oraz zapewnienie wsparcia płynnościowego firmom, doprowadzą do znacznego wzrostu deficytu i długu publicznego.”

Z jednej strony więc, poprzez pozostawienie wyższych stawek, rząd liczy na większe wpływy do budżetu. Jednak w tej sytuacji warto postawić pytanie: czy powrót do stawek pierwotnych nie spowodowałby obniżenia cen, a przy tym zwiększenia popytu i wpływów? Jedno jest pewne: zapowiedzi do powrotu stawek VAT póki co pozostają tylko zapowiedziami.

Piotr Juszczyk, doradca podatkowy w firmie inFakt