Złoto od zawsze stanowiło odpowiedź inwestorów na niepewne czasy. Patrząc na zachowanie cen w ostatnich miesiącach, wydaje się, że w takich czasach właśnie żyjemy. Musimy radzić sobie z ekstremalnie wysoką inflacją, wysokimi stopami procentowymi, wojną, możliwą recesją czy politycznymi rozgrywkami między największymi światowymi mocarstwami. Chociaż niepewność jest z nami od dłuższego czasu, to jednak złoto przez długi czas nie dawało poczucia pewności i zabezpieczenia. Czy jednak teraz, kiedy mamy zbieg tylu niewiadomych, złoto może być dalej odpowiedzią na ryzyko i niepewność?
Wysokie stopy procentowe, choć nie na długo
Rok 2022 był bardzo burzliwy – obserwowaliśmy dojście cen do niemal rekordowych poziomów ze względu na rozpętanie wojny przez Rosję na Ukrainie. Z drugiej strony doświadczyliśmy nadmiernej inflacji, która według historycznych przekazów powinna wspierać wysokie ceny złota. Sytuacja nie jest jednak taka prosta, gdyż wysoka inflacja skłania banki centralne do podwyżek stóp procentowych. Te z kolei bardzo negatywne dla złota. Złoto nie wypłaca odsetek tak jak obligacje czy lokaty, dlatego szukając bezpieczeństwa, inwestorzy w chwilach niepewności w środowisku wysokich stóp procentowych raczej patrzyli łaskawie na złoto. Stopy procentowe wzrosły w wielu krajach do poziomów nieobserwowalnych od wielu lat, choć wydawało się, że zerowe stopy procentowe pozostaną z nami na zawsze. Jednak teraz wiele banków centralnych zakończyło podwyżki i teoretycznie może to być dobry czas na kupowanie złota oraz innych kruszców.
Dokładnie tak było ostatnio w 2018 roku, kiedy Fed zakończył cykl podwyżek i już pół roku później w czerwcu 2019 roku zaczął stopy procentowe obniżać. To wzmocniło wcześniejsze wzrosty na złocie, czego ostatecznym rezultatem były rekordowe poziomy cenowe w 2020 roku (wspierane dodatkowo przez covidowe działania banków centralnych). Jednak obecnie ceny znajdują się blisko rekordów, dlatego pojawia się pytanie, czy można oczekiwać kolejnej fali zwyżek na nowych niezbadanych jeszcze poziomach?
Banki centralne przygotowują się na trudne czasy
Od pewnego czasu możemy obserwować nie tylko spory popyt na fizyczne złoto inwestycyjne w postaci sztabek czy monet, ale również popyt na fizyczne złoto ze strony banków centralnych. Od 2010 roku średni popyt na złoto wynosił ok. 400-500 ton rocznie ze strony tych instytucji, co stanowiło niecałe 10% całego rocznego popytu na złoto. Jednak w 2022 roku obserwowaliśmy przełom. Banki centralne zakupiły ponad 1000 ton złota w całym roku, co nie tylko było historycznym rekordem, ale stanowiło ponad 20% całego globalnego popytu i niemal przekroczyło cały popyt inwestycyjny. Zakupy złota przez bank centralny być sygnałem, że świat dosyć mocno obawia się przyszłości. Z drugiej strony warto zauważyć, że wśród kupujących mamy przede wszystkim banki centralne krajów rozwijających się lub mających problemy z inflacją. Wśród największych kupujących mieliśmy wobec tego Chiny, Indie, Turcję czy Rosję. Z drugiej strony liderem zakupów w tym roku jest Singapur, który może zmienić postrzeganie tego, że jedynie banki centralne z krajów wschodzących kupują złoto. Pierwszy kwartał 2023 roku był również pod pewnym względem wyjątkowy, gdyż nigdy tak dużo złota nie zakupiono na początku roku. Było to aż 228 ton złota, czyli mniej więcej tyle, ile banki centralne zakupiły w całym 2020 roku.
Czy sektor bankowy i same Stany Zjednoczone mogą upaść?
Rynek w ostatnich latach jest atakowany przez różne czynniki ryzyka. Najpierw była to pandemia Covid, potem była to wojna na Ukrainie, a obecnie jest to globalne oczekiwanie na recesję w czasach wysokiej inflacji. W marcu tego roku pojawił się potencjalny problem upadku sektora bankowego w USA, co przypomniało kryzys z lat 2007-2009. Amerykańskie banki regionalne nie radziły sobie ze spadkiem wartości swoich aktywów i zbilansowaniem tego z depozytami, czego wynikiem były przejęcia mniejszych podmiotów przez rządowe instytucje czy inne większe podmioty prywatne. Chociaż sytuacja wydaje się być opanowana, to jednak spora niepewność wśród inwestorów wciąż wydaje się obecna
Kolejne źródło potencjalnego ryzyka to kryzys zadłużenia w Stanach Zjednoczonych, który jeszcze mocniej podbija notowania cen złotego kruszcu. Stany Zjednoczone przekroczyły w tym roku barierę zadłużenia 30 bilionów dolarów i nie zatrzymują się na tym poziomie. Prezydent USA, Joe Biden oraz Demokraci walczą o zwiększenie limitu zadłużenia w USA, nie tylko w celu normalnego prowadzenia państwa, ale również ze względu na obsługę obecnego zadłużenia. Teoretycznie, jeśli porozumienie z Partią Republikańską nie dojdzie do skutku, możemy być świadkami problemów ze spłatą zobowiązań amerykańskiego rządu. Problem ten jest potęgowany przez wysokie stopy procentowe, które zwiększają odsetki.
Dalsze napięcia na linii USA-Chiny
Stosunki między dwoma największymi gospodarkami świata uległy znacznemu pogorszeniu po pojawieniu się „balonów szpiegowskich” na terytorium Stanów Zjednoczonych, za co obwiniane są Chiny. Oprócz tego Chiny cały czas zwiększają napięcie związane z Tajwanem, który z kolei mocno wspierany jest przez Stany Zjednoczone. Na ten moment nie widać rozwiązania tej sytuacji, a jej kontynuacja nie będzie służyć globalnemu ożywieniu gospodarczemu, co może jedynie doprowadzić do zwiększenia popytu na złoto.
Papierowe złoto nie cieszy się zainteresowaniem
W ostatnich kilkunastu miesiącach obserwowaliśmy potężny spadek zainteresowania ekspozycji na złoto poprzez tzw. fundusze ETF. W przeszłości zmiany nastawienia funduszy ETF, które zabezpieczają się fizycznym złotem kierowały krótkoterminowymi nastrojami na rynku. Kryzys bankowy, spadek rentowności i oczekiwania na koniec podwyżek doprowadziły do lekkiego wzrostu zainteresowania jednostkami funduszy ETF na złoto, ale na razie nie jest ono na tyle duże, aby fundamentalnie doszło do powstania deficytu na rynku. Na ten moment od wielu kwartałów wciąż obserwujemy nadwyżkę podaży nad popytem, choć może się to zmienić wraz z możliwymi obniżkami stóp w USA, które pobudzą popyt wśród ETFów i przeważą szalę popytu nad podażą.
Czy można liczyć na nowe rekordy?
Pod pewnymi względami złoto osiągnęło nowe historyczne szczyty, choć możemy mówić jedynie o połowicznym sukcesie. Nowe historyczne szczyty na poziomie 2078 dolarów za uncję wyznaczone były na dzień po decyzji Rezerwy Federalnej 4 maja, ale jedynie na kontraktach terminowych. Złoto notowane na rynku spot sięgnęło poziomów kilka dolarów niżej.
Niemniej patrząc na zachowanie cen oraz wiele rynkowych niepewności i niemal brak szans na mocne globalne ożywienie przy obecnych fundamentach wydaje się, że złoto ma spore szanse na sięgnięcie nowych historycznych szczytów. Warto zwrócić uwagę na inne metale szlachetne, które są dosyć odległe od historycznych szczytów i wydają się być mocno wyprzedane patrząc na inne klasy aktywów. W szczególności warto zwrócić uwagę na srebro czy platynę, które znajdują się kilkadziesiąt procent od historycznych szczytów, natomiast w przypadku złota jest to zaledwie kilka procent.
Oczywiście jeśli inflacja zacznie ponownie rosnąć, może pojawić się nowa presja na podwyżki stóp procentowych, która może zmienić perspektywy dla złota, ale z drugiej strony Fed dodatkowymi podwyżkami ryzykowałby większe ryzyko kompletnego załamania gospodarczego.
Autorzy: Michał Stajniak, CFA, zastępca dyrektora Działu Analiz XTB
Wielkie ambicje, gorzej z możliwościami – jak wynika z raportu Bloomberg i Statista, zapotrzebowanie na surowce niezbędne do produkcji aut elektrycznych wzrośnie do 2030 roku nawet 14-krotnie! Dziś nie jesteśmy w stanie zapewnić takich dostaw. Czy ratunkiem okażą się nowe technologie produkcji?
Po 2035 w salonach dealerów nie zamówimy już nowych aut z silnikiem spalinowym, chyba że… będą zasilane e-paliwem. Koniec aut z konwencjonalnym napędem miał być rychły i ostateczny, ale dzięki tej „furtce”, historia trwająca od 1888 roku będzie toczyć się dalej. Z czego wynika ten nagły zwrot akcji? Być może jednym z powodów jest widmo braku surowców niezbędnych do produkcji ogniw na o wiele większą skalę niż dziś.
Stary Kontynent chce być centrum elektrycznej rewolucji, na czym paradoksalnie skorzysta… Polska, piąty na świecie i pierwszy w Europie producent ogniw do samochodów EV. Problem w tym, że szacunki ekspertów wskazują, że wzrost popytu wymaga dramatycznego wzrostu podaży metalów potrzebnych do produkcji ogniw, a tych brakuje.
Swojego zaniepokojenia nie ukrywają również osoby, które na produkcji samochodów znają się jak mało kto – reprezentanci sektora produkcji z branży motoryzacyjnej. W badaniu przeprowadzonym przez biznes Robotyki firmy ABB oraz Automotive Manufacturing Solutions, aż 59 proc. respondentów uważa, że przejście na produkcję aut w pełni elektrycznych zgodnie z przedstawianym przez ustawodawców harmonogramem, jest niemożliwe. Tylko 11 proc. wierzy, że wszystkie regionalne cele w zakresie adopcji pojazdów elektrycznych na lata 2030-2040, są realistyczne.
Kopalnia problemów
Zbliżająca się lawina zamówień na elektryki oznacza nie lada kłopot dla przemysłu wydobywczego, ostrzegają eksperci rynkowi. Z danych opracowanych przez serwis Statista i Bloomberg wynika, że w okresie od 2019 do 2030 roku zapotrzebowanie na metale niezbędne do produkcji ogniw wzrośnie nawet kilkunastokrotnie: nikiel i aluminium – 14 razy, fosfor i żelazo – 13, miedź i grafit – 10, lit – 9 razy, a to wciąż nie koniec listy.
– Wzrost zapotrzebowania na metale wykorzystywane w akumulatorach, popycha firmy wydobywcze do inwestowania w pozyskiwanie tych kluczowych materiałów i zwiększania produktywności – mówi Krzysztof Marat z ABB. – W przypadku produkcji ogniw do samochodów elektrycznych najbardziej problematyczne jest „białe złoto”, czyli lit.
Czy zwiększenie wydobycia wystarczy? Niekoniecznie – ostrzegają eksperci ze Światowego Forum Ekonomicznego. Przygotowali oni analizę, która powinna zaniepokoić producentów pojazdów z elektrycznymi silnikami. Wg. Departamentu Energii USA, pakiet baterii litowo-jonowych dla jednego samochodu elektrycznego zawiera około 8 kilogramów litu. Jednocześnie w 2021 r. światowa produkcja tego metalu wyniosła 100 tys. ton, a globalne rezerwy szacowane są na około 22 mln ton (US Geological Survey).
Proste rachunki pokazują, że wydobytego w 2021 r. litu wystarczyłoby na niecałe 11,4 mln baterii do pojazdów elektrycznych. To mniej więcej tyle, ile – zgodnie z danymi Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA) – już niedługo będzie sprzedawać się pojazdów elektrycznych w skali roku.
Światowych zapasów wystarczyłoby na wyprodukowanie nieco poniżej 2,5 mld akumulatorów do samochodów. – Teoretycznie, światowe rezerwy litu są wystarczające do zaspokojenia spodziewanego wzrostu popytu. Czy powinniśmy jednak zakładać, że całe wydobycie trafi wyłącznie do branży motoryzacyjnej? – pyta retorycznie Krzysztof Marat.
Elektryczny second-hand
Jednym z rozwiązań jest budowa nowych kopalni, ale musiałoby ich powstać prawie 400 do 2035 roku – wynika z danych londyńskiej agencji raportującej ceny, Benchmark Minerals. Jednocześnie eksperci wskazują, że czas potrzebny do uzyskania pełnej operacyjności zakładu wydobywającego lit wynosi około 5 lat.
Można również mieć nadzieję, że kilkanaście lat to w branży motoryzacyjnej kilka epok, a w tym czasie technologia będzie się dynamicznie rozwijać (i tanieć). Dzięki wspomnianej legislacyjnej „furtce” i możliwości stosowania silników spalinowych na e-paliwa, cena paliw ekologicznych spadnie z kilkudziesięciu złotych za litr do poziomów akceptowalnych przez statystycznego Kowalskiego. Przełoży się to na mniejszy, niż obecnie zakładany, popyt na baterie litowo-jonowe.
Jest jeszcze jedno rozwiązanie. Według Światowego Forum Ekonomicznego, po 2030 roku powinniśmy spodziewać się gwałtownego wzrostu ilości zużytych baterii do pojazdów elektrycznych, które skończą swoją żywotność. Posłużą one do ponownego odzysku niezbędnych surowców, co może zmniejszyć zapotrzebowanie na lit o około jedną dziesiątą do 2040 roku.
Podobne wnioski przedstawia raport WEF „A Vision for a Sustainable Battery Value Chain in 2030″, zgodnie z którym w 2030 roku ponad połowa (54 proc.) baterii wycofanych z eksploatacji zostanie poddana recyklingowi. Eksperci szacują, że może to pokryć nawet 7 proc. zapotrzebowania na surowce wykorzystywane do ponownej produkcji. A gdzie najlepiej to robić? Na miejscu. Reshoring, czyli skrócenie łańcucha dostaw, tak by być bliżej rynków, które obsługujemy, to obok robotyzacji i wykorzystania sztucznej inteligencji, jeden z głównych trendów dla przemysłu na najbliższe lata – czytamy w raporcie opracowanym przez ABB.
– Nakładają się na siebie dwie siły: po pierwsze, Polska już jest hubem dla rozwoju elektromobilności. To tutaj wytwarzane są ogniwa dla większości sprzedawanych w Europie aut, a także opracowywane są rozwiązania i technologie dla sektora EV. Po drugie, ze względu na swoje położenie geograficzne, rozwijającą się infrastrukturę, a także dostęp do europejskich rynków, jesteśmy wymieniani jako ci, którzy mogą najwięcej zyskać na takim „powrocie” produkcji – mówi Krzysztof Marat.
Ekspert uważa, że to duża szansa dla rodzimego rynku, jednak by okazja ta została wykorzystana, musimy inwestować w technologie Przemysłu 4.0, a z tym dziś nadwiślańskie firmy mają jeszcze problem.
Do grona ekspertów Colliers dołączył Marek Paczuski, który objął stanowisko Senior Director w Dziale Doradztwa Inwestycyjnego. Jego wieloletnie doświadczenie w branży nieruchomości przyczyni się do dalszego zwiększania skali działalności Colliers na rynku inwestycyjnym w Polsce i maksymalizacji zysków po stronie klientów firmy.
Marek Paczuski posiada ponad dwudziestoletnie doświadczenie w wielu sektorach nieruchomości oraz doradztwie inwestycyjnym zdobyte w pracy w międzynarodowym środowisku biznesowym. Zanim dołączył do Colliers obejmował stanowiska dyrektorskie w DTZ, Cushman & Wakefield, a następnie w Savills. W swojej wieloletniej karierze zajmował się pozyskiwaniem klientów, kontaktami z funduszami inwestycyjnymi, firmami z branży nieruchomości, deweloperami, właścicielami nieruchomości, firmami doradczymi, wspieraniem klientów w negocjacjach, zarządzaniem zespołem oraz przeprowadzaniem procesów komercyjnych. Doradzał w transakcjach o wartości przekraczającej 3 mld EUR.
Monika Rajska-Wolińska, dyrektor generalna Colliers w Europie Środkowo-Wschodniej
– Cały region Europy Środkowo-Wschodniej, a zwłaszcza Polska, która od kilku lat zajmuje pozycję lidera pod względem wolumenu inwestycji, nieustannie postrzegany jest jako atrakcyjna lokalizacja, zarówno przez najemców, którzy chętnie lokują tu swoje biznesy, jak i inwestorów, którzy aktywnie poszukują tu rentownych aktywów z różnych segmentów. Potwierdzają to dane – w 2022 r. nasz polski zespół Investment Services osiągnął największy udział w rynku pod względem doradztwa w transakcjach biurowych w miastach regionalnych. Aby jeszcze lepiej odpowiadać na potrzeby naszych obecnych i przyszłych klientów, stale rozwijamy usługi i wzmacniamy zespół o najlepszych ekspertów z rynku, a do takich z pewnością należy Marek Paczuski. Cieszę się, że strategia, którą realizujemy jako Colliers – oparta na idei maksymalizacji potencjału naszych klientów i pracowniku w duchu zrównoważonego rozwoju – przyciąga tak duże talenty i prestiżowe firmy z całego świata o podobnych wartościach – mówi Monika Rajska-Wolińska, Dyrektorka Generalna Colliers na region Europy Środkowo-Wschodniej.
W nowej roli Marek Paczuski będzie doradzał w inwestycjach skupionych wokół nieruchomości biurowych oraz logistyczno-przemysłowych, czyli aktywów, które cieszą się największym zainteresowaniem wśród inwestorów lokujących swój kapitał w Polsce. Do jego zadań będzie należało m.in. pozyskiwanie nowych projektów, aranżacja i strukturyzacja transakcji, jak również wypracowywanie relacji z nowymi inwestorami oraz deweloperami.
Piotr Mirowski, senior partner, dyrektor Działu Doradztwa Inwestycyjnego w Colliers
– Marek jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych i uznawanych specjalistów w branży, z ogromnym doświadczeniem transakcyjnym i znakomitymi relacjami z inwestorami, dlatego bardzo cieszę, że dołączył do naszego zespołu. Jestem przekonany, że jego obecność w Colliers umożliwi nam dalsze zwiększenie skali działalności w Polsce i regionie CEE oraz przyczyni się do sukcesu naszych klientów – mówi Piotr Mirowski, Senior Partner, Dział Doradztwa Inwestycyjnego w Colliers.
– Jestem zadowolony, że dołączam do firmy i doświadczonego zespołu specjalistów rynków kapitałowych, których podejście biznesowe koncentrujące się na udzielaniu klientom kompleksowego wsparcia, dostosowanego do ich indywidualnych potrzeb, co jest mi bardzo bliskie. Moment na rynku jest niezwykle ciekawy z racji wysokiej dynamiki zmian, których doświadcza sektor nieruchomości komercyjnych. Wierzę, że moje wieloletnie doświadczenie zdobyte w różnych sektorach i fazach cyklu inwestycyjnego dały mi szeroki ogląd i zrozumienie na temat wyzwań i szans, przed jakimi stoją obecnie uczestnicy rynku, potrzeb klientów, jak również wiedzę, jak je zaspokajać, zapewniając optymalne warunki do osiągania założonych celów biznesowych – mówi Marek Paczuski, Senior Director w Dziale Doradztwa Inwestycyjnego w Colliers.
Bez zmian w polityce monetarnej w naszym kraju. Inflacja w Stanach nieco niższa od prognoz, EUR/USD odbija się od oporu na poziomie 1,10. Bank Anglii pod ścianą, wyższa inflacja zmusza do kolejnej podwyżki stóp procentowych.
Bez zaskoczeń
Tak jak się spodziewano dużo wcześniej, RPP wczorajszą decyzją pozostawiła koszt pieniądza w Polsce na niezmienionym poziomie. Rynek czeka na pierwsze informacje z gremium odnośnie do obniżek stóp. Większość analityków oczekuje, że stanie się to jeszcze w tym roku, ale wydaje się, że punktem obowiązkowym, by miało to miejsce, jest spadek inflacji do wartości jednocyfrowych. Na razie wynik jest dużo wyższy, bowiem wynosi 14,7%, ale pomóc w najbliższych miesiącach może spadkowa tendencja na notowaniach ropy naftowej, jak i innych surowców. Dzisiaj uwaga inwestorów skupiona będzie na konferencji prasowej prezesa RPP, który z pewnością o wiele barwniej opowie o tym, co się aktualnie dzieje i kiedy pierwsza obniżka stóp, bo zapewne takie pytanie otrzyma jako pierwsze.
1,10 trzyma się mocno
W USA inflacja, jak pokazała wczorajsza publikacja, wynosi dużo mniej, bo raptem 4,9%, ale nadal znajduje się powyżej celu zakładanego przez Fed. Niemniej jednak widać tendencję spadkową, może w kolejnych odczytach dość symboliczną, ale jest to zdrowy objaw dla gospodarki. Mocny zjazd mógłby zostać odebrany jako sygnał pojawiającej się recesji. Co ciekawe, początkowo dla dolara dane były niekorzystne i przyniosły osłabienie. W kolejnych godzinach jednak sytuacja się odwróciła i USD przeszedł do kontrataku. Dobrze to widać na notowaniach głównej pary walutowej świata, która początkowo ruszyła w górę, by po kilku godzinach dotrzeć do oporu technicznego i zawrócić. Kurs nadal pozostaje poniżej tego poziomu, więc jego ranga z każdym dniem będzie rosnąć, a powrót ponad ten ważny psychologicznie poziom będzie coraz trudniejszy i potrzeba będzie czegoś konkretnego, by go sforsować.
Niejednogłośna decyzja?
Bank Anglii po raz kolejny znalazł się pod ścianą. Już na poprzednim posiedzeniu miał zakończyć cykl zacieśniania monetarnego, ale wyższa inflacja wymusiła ruch o 25 pkt bazowych. Dziś mamy deja vu, bo kolejne odczyty CPI okazały się wyższe od prognoz, a ceny nadal rosną z dynamiką dwucyfrową. W takiej sytuacji, by utrzymać swoją wiarygodność w ryzach, BoE będzie musiał podjąć decyzję o podwyżce kosztu pieniądza na Wyspach i dobić do poziomu 4,5% dla głównej stopy procentowej. Oczekiwania analityków zakładają, że stanie się to proporcją głosów 7-2. Dla funta taki scenariusz może okazać się dwuznaczny, z jednej strony zacieśnianie monetarne trwa nadal, z drugiej coraz wyższa stopa procentowa może niekorzystnie wpływać na wzrost gospodarczy i pogorszenie sytuacji gospodarstw domowych. Już ostatnio dane o sprzedaży detalicznej, czy z rynku pracy wypadły blado. Decyzja Banku Anglii o 13.00.
Krzysztof Pawlak, dealer walutowy InternetowyKantor.pl
Polska nadal przyciąga najwięcej inwestycji w nieruchomości komercyjne w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. W I kwartale 2023 roku zrealizowano 26 transakcji na kwotę 651 mln euro – wynika z najnowszych danych CBRE. Większość kapitału przyciągnęły nieruchomości przemysłowo-magazynowe. Spowolnienie gospodarcze widać w wynikach całego regionu. We wszystkich krajach, łącznie z Polską, zanotowano spadki, co poza warunkami makroekonomicznymi jest spowodowane też trudniejszym dostępem do finansowania. Większej aktywności można spodziewać się nie wcześniej niż w trzecim kwartale tego roku.
– Sektor przemysłowo-magazynowy był jedynym, w którym wartość inwestycji wzrosła w ujęciu rok do roku i był to wzrost znaczący. W porównaniu do I kwartału 2022 roku, wolumen ulokowanego w nim kapitału zwiększył się ponad dwukrotnie. To pokazuje, jak odporna jest ta branża w porównaniu do pozostałych obszarów rynku nieruchomości komercyjnych. W pierwszych trzech miesiącach tego roku przyciągnęła 62 proc. całej zainwestowanej kwoty, a więc 401 mln euro. W sektorze przemysłowo-magazynowym została także zamknięta największa w kwartale transakcja. Była to akwizycja Wrocław Campus 39 przez P3. Inwestorów przyciąga zarówno stolica, jak i miasta regionalne, które dzięki coraz lepszej komunikacji i wykwalifikowanej kadrze stanowią interesujące miejsce dla rozwoju biznesu – mówi Przemysław Łachmaniuk, dyrektor w dziale rynków kapitałowych w CBRE.
Wartość inwestycji odnotowanych na rynku nieruchomości komercyjnych w I kwartale 2023 roku w ujęciu rok do roku okazała się o 61 proc. niższa. W pierwszych trzech miesiącach br. na polskim rynku zrealizowanych zostało 26 transakcji, w tym dwie portfelowe, na łączną kwotę 651 mln euro. To wynik słabszy nawet w porównaniu do lat najbardziej intensywnej pandemii.
Magazyny znów na pierwszym miejscu
Największą kwotę inwestorzy ulokowali w nieruchomości przemysłowo-magazynowe. Było to 401 mln euro, co stanowiło 62 proc. całego wolumenu, przyciągniętego w I kwartale br. przez polskie nieruchomości komercyjne. Na drugim miejscu znalazł się sektor handlowy, z wartością 134 mln euro, a więc ponad jedną piątą całej kwoty, a na trzecim biura, w które zainwestowano 116 mln euro, czyli 18 proc. całości.
– Rynek handlowy został zdominowany przez transakcje obejmujące centra handlowe z potencjałem podwyższenia wartości w miastach regionalnych i mniejszych miastach, ale parki handlowe i supermarkety wciąż przyciągają uwagę inwestorów. W sektorze biurowym aktywność dotyczyła zwłaszcza rynku warszawskiego, szczególnie obiektów „core+” lub oportunistycznych zlokalizowanych poza centrum miasta. Na rynku biurowym zauważalna jest aktywność funduszy z Czech, Węgier i Litwy. Segment mieszkań na wynajem nie zanotował w tym kwartale transakcji inwestycyjnych, ale w dalszym ciągu ma znaczny potencjał wzrostu – dodaje Przemysław Łachmaniuk z CBRE.
Europa inwestuje w Polsce
W pierwszych trzech miesiącach br. inwestycje w nieruchomości komercyjne napłynęły do Polski głównie z krajów europejskich, przede wszystkim Czech i Belgii. Całkowity kapitał europejski stanowił 57 proc. z czego 74 proc. to inwestycje z Europy Środkowo-Wschodniej, a 24 proc. to kraje zachodnioeuropejskie. Stany Zjednoczone ulokowały 8 proc., tyle samo stanowił kapitał pochodzący z Bliskiego Wschodu.
Już 22 maja br. wchodzi w życie ustawa o fundacji rodzinnej, dzięki której będzie można uniknąć rozdrobnienia majątku firmowego i rodzinnego przez członków rodziny po śmierci pierwotnego założyciela firmy. Jej celem jest budowanie kapitału na całe pokolenia oraz jego akumulacja i zaspokojenie bieżących potrzeb rodziny. Komu w szczególności jest dedykowana i jakie warunki należy spełniać by móc ją założyć, podpowiadają eksperci.
Na tę wiadomość wielu przedsiębiorców czekało całe lata. W końcu, już w maju będą mogli założyć fundację rodzinną, jako osobny podmiot przejmujący własność rodzinnego majątku i elastycznie decydować, kto z członków rodziny będzie otrzymywać świadczenia z fundacji i na jakich warunkach. W Polsce będzie to nowa instytucja prawna, lecz od wielu lat jest z powodzeniem stosowana w innych krajach, tj. Austrii, Niemczech, Holandii czy Szwajcarii.
– Fundacja rodzinna będzie przede wszystkim świetnym rozwiązaniem dla przedsiębiorców, dla których ważne jest, by ich firma żyła dłużej niż jedno pokolenie, a stworzony majątek był należycie chroniony i pomnażany. Najważniejszym plusem założenia fundacji jest z pewnością umożliwienie przeprowadzenia skutecznej sukcesji oraz rozwiązania potencjalnych problemów z zachowkiem. Do fundacji fundator wkłada majątek, który ma prawo dalej inwestować. Możemy zatem potraktować fundację jako budowanie tzw. „skarbca rodzinnego” na kolejne pokolenia – mówi Małgorzata Rejmer, doktor nauk prawnych i prezes zarządu Kancelarii Finansowej Lex.
Dotychczas przedsiębiorca mógł uporządkować swoje sprawy sukcesyjne tylko na podstawie przepisów Kodeksu spółek handlowych i Kodeksu cywilnego. Jednak nie miał wpływu na to, co sukcesor zrobi z odziedziczonym majątkiem, czy uszanuje wolę pierwotnego właściciela czy podejmie zupełnie inne decyzje niezgodne ze zdaniem założyciela firmy.
– Fundacja będzie pozwalała na bardzo elastyczne uregulowanie zasad korzystania z majątku wniesionego przez fundatora i pomnożonego przez fundację. Te zasady będzie regulował statut, który będzie obowiązywał na wiele pokoleń do przodu. Co ważne, zmiana woli fundatora będzie bardzo trudna do przeprowadzenia. Fundator określi również, kto będzie beneficjentem świadczeń z fundacji – dodaje Dawid Rejmer, doktor nauk prawnych, partner w Kancelarii Finansowej Lex.
Warto wziąć pod uwagę również to, choć nie jest to główny cel jej założenia, iż fundacja rodzinna będzie korzystnie opodatkowana. Po pierwsze samo założenie oraz wniesienie majątku nie będzie opodatkowane. Dodatkowo, dochody z działalności zgodnej z ustawą będą zwolnione z podatku CIT. Beneficjenci fundacji, którzy należą do najbliższej rodziny fundatora będą zwolnieni z podatku PIT oraz z podatku od spadków i darowizn. Podatek w wysokości 15% płacony będzie przez fundację dopiero w chwili wypłacenia świadczeń beneficjentowi, ale beneficjent należący do kręgu najbliższej rodziny już żadnego podatku nie będzie musiał zapłacić.
– Dodatkową korzyścią wynikającą z fundacji są zmiany w zakresie zachowku.Majątek wniesiony do fundacji rodzinnej po spełnieniu określonych warunków, nie wchodzi do masy spadkowej. Warto również pamiętać, że zachowki zostaną pomniejszone o wypłaty, które beneficjenci otrzymali od fundacji. Oczywiście istnieje możliwość rozłożenia zachowku na raty, odroczenia płatności czy zmniejszenia jego wysokości – kontynuują eksperci.
Założenie fundacji rodzinnej wymaga spełnienia kilku wymogów formalnych. Po pierwsze, fundatorem może być wyłącznie osoba fizyczna, która złoży oświadczenie o ustanowieniu fundacji w formie aktu założycielskiego lub w testamencie notarialnym. Po drugie, należy wnieść majątek w wysokości min. 100 tys. złotych do fundacji w różnej postaci. Mogą to być nieruchomości komercyjne (przeznaczone na wynajem), gotówka, udziały, akcje czy inne aktywa. Warto mieć na uwadze, że założenie i bieżąca obsługa fundacji wiąże się z określonymi kosztami. Instytucja ta dedykowana jest przede wszystkim dobrze prosperującym dużym i średnim przedsiębiorstwom.
Ceny zboża w USA i w Europie są już poniżej poziomów sprzed rozpoczęcia wojny w Ukrainie. Czy spadki będą kontynuowane i jakie mogą być tego skutki na polskim rynku? Jest to realne, ale istnieje też czarny scenariusz, dotyczy pszenicy.
Ceny zbóż od kilku tygodni spadały na rynkach globalnych. W przypadku pszenicy są to ceny niższe o ponad 50% niż w szczycie z minionego roku.
– Jednak nie wszystkie produkty rolne tanieją, w przypadku cukru ceny są najwyższe od dziesięciu lat, a w przypadku kakao od 2016 r. – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, ekspert XTB. – Są perspektywy, aby nadal taniały zboża, tym bardziej w Polsce temat cen pszenicy będzie z wiadomych względów wywoływał najwięcej emocji związanych z produktami rolnymi.
Gdyby ceny pozostawały na ekstremalnie wysokich poziomach, na których znajdowały się w początkowej fazie wojny pomiędzy Rosją i Ukrainą, to problem, gdzie trafia ukraińskie zboża byłby marginalny. Ceny są jednak niskie, a z sektorem rolniczym jest związane aż 10% zatrudnionych w Polsce, gdzie w krajach UE jest to bliższe raczej 3%.
Drugą kwestią jest to, że ukraińskie zboże trafiało na polski rynek bez dogłębnej kontroli, której poddane byłyby produkty z innych rejonów świata. Nie były nakładane cła, a ograniczenia sanitarne nie były częściowo przestrzegane. W niektórych krajach naszego regionu badania miały wykazać, że poziom pestycydów w pszenicy konsumpcyjnej przekracza dopuszczalne normy, co sugerowało mieszanie produkcji krajowej z produkcją ukraińską. Jeszcze gorszym procederem mogłoby być mieszanie krajowego zboża konsumpcyjnego z tzw. „zbożem technicznym”, które jest przeznaczone do spożycia i jest używane np. do produkcji mebli czy jako opał. Ogólnie ilości sprowadzonych zbóż do Polski są kilkuset razy większe niż standardowo. To pokazuje, że problem ukraińskiego zboża jest naprawdę istotny dla polskiego sektora rolniczego.
UE pozwoliła Polsce i innym krajom takim jak Czechy, Słowacja, Rumunia i Bułgaria na zakaz importu ukraińskiego zboża, ale jednocześnie podtrzymała możliwości tranzytu. Doszło do porozumienia z władzami unijnymi w postaci dopłat dla rolników, ale brakowało konkretnych rozwiązań, które miałyby w pełni rozwiązać problem, w szczególności, że zaraz może być on jeszcze większy (brak odpowiedniej infrastruktury do tego, żeby takiego tranzytu dokonać, czy to dalsza drogą naziemną, czy morską).
Do tej pory w zasadzie problem ukraińskiego zboża nie istniał w takich krajach jak Niemcy, Francja czy Holandia, ale teraz po zakazie importu do krajów Europy Wschodniej i przy potencjalnym załamaniu porozumienia o eksporcie drogą morską, ukraińskie zboże może zalać Europę Zachodnią. To z kolei mogłoby wywołać zdecydowanie większe działanie ze strony władz UE i zablokować ukraińskie zboże i doprowadzić do globalnej zwyżki cenowej
Czy pszenicy i innych zbóż faktycznie brakuje na świecie? Okazuje się, że zbóż jest całkiem sporo. W zeszłym roku zbiory w Europie były całkiem spore i w tym roku (poza w zasadzie Hiszpanią) oczekuje się wciąż sporych zbiorów. Rolnicy chcieliby jednak wyższych cen, gdyż w zeszłym roku musieli się borykać z ogromnymi kosztami w postaci cen paliw, cen gazu czy cen nawozów, które były zależne od cen energii. W Stanach Zjednoczonych zbiory mają być spore, ale są obecnie oceniane na bardzo niskiej jakości. Widzimy w takim razie wiele znaków zapytania, ale perspektywy produkcyjne globalnie wciąż pozostają wysokie, co może służyć dalszym spadkom cenowym, jeśli nie doszłoby do zwiększenia ograniczeń w swobodnym przepływie towarów.
W reakcji na niezadowolenie rolników w Polsce doszło do zapewnień rządu o „skupie interwencyjnym” i cenie gwarantowanej na poziomie 1400 zł. Sytuacja ta storpedowała m.in. eksport polskiej pszenicy, gdyż ceny rynkowe są obecnie zdecydowanie niższe sięgające 1000-1200 zł za tonę. Dopłaty te mają spowodować, że efektywna cena sprzedaży pszenicy ma sięgnąć 1400 zł za tonę. Rolnicy mają jednak sami sprzedać swój towar i jedynie później przedstawić dowody tej sprzedaży.
Obecne ceny są najniższe od połowy 2021 r., ale biorąc pod uwagę oczekiwane spore zbiory i niepewność dotyczącą popytu (wysokie ceny produktów gotowych czy również niepewność dotycząca ożywienia w Chinach) mogą spowodować, że ceny powrócą do poziomów, w których znajdowała się pszenica w latach 2018-2020, co mogłoby oznaczać nawet 20% potencjalnego dalszego spadku. Z drugiej strony w przypadku zerwania porozumienia dotyczącego eksportu ukraińskiego zboża może dojść do większego rozdźwięku między cenami w Europie oraz w USA. Ceny w Europie mogą spaść mocniej, natomiast w USA wzrosnąć, gdyż pszenica amerykańska będzie musiała załatać niedostępność ukraińskiego zboża w innych rejonach.
– Jeżeli ukraińskie zboże nie będzie transportowane drogą morską ze względu na postawę Rosji, to zboże z Ukrainy zaleje Europę i wtedy działań ochronnych będą domagali się także rolnicy z Europy Zachodniej – komentuje M.Stajniak z XTB. – Przy takim czarnym scenariuszu ceny pszenicy będą szaleć w Europie, ale na rynkach globalnych będą nadal spadać.
W I kwartale 2023 r. odnotowano rekordowo dużo bankructw konsumenckich. Tylko w marcu liczba takich upadłości po raz pierwszy przekroczyła próg 2 tys. Według danych Krajowego Rejestru Długów bankruci zostawili po sobie 159,7 mln zł niezapłaconych należności. Jak zaznaczają jego eksperci, jedno pozostaje niezmienne –symptomy problemów z wypłacalnością widać na długo przed upadłością. Ponad połowa tegorocznych bankrutów była zadłużona już na 2 lata przed ogłoszeniem niewypłacalności.
Dane Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej za pierwszy kwartał 2023 r. pokazują niepokojący wzrost upadłości wśród polskich konsumentów. W ciągu zaledwie 3 miesięcy bankructwo ogłosiły 5352 osoby, co odpowiada 1/3 ich liczby w całym 2022 r. Porównując pierwszy kwartał ubiegłego roku z obecnym widoczny jest skok aż o 55 proc. COIG przewiduje, że obecny rok może być rekordowy i liczba niewypłacalności może przekroczyć poziom 20 tysięcy.
Pytanie skąd ten przyrost, skoro bezrobocie utrzymuje się na niskim poziomie, przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw jest wyższe o 12,6 13 proc. niż rok temu, a w 2022 roku nadpłacono 563 tys. kredytów hipotecznych, czyli dwukrotnie więcej niż rok wcześniej.
Odpowiedzi należy szukać nie w aktualnych wskaźnikach, ale 2, 3 lata wstecz.
– Trend wzrostowy, który obserwujemy teraz, to efekt długofalowych skutków ostatnich kryzysów, które odbiły się wyraźnie na kondycji finansowej polskiego społeczeństwa: pandemii, rosnącej inflacji i większych kosztów życia oraz zwyżkujących rat kredytów. Kumulacja negatywnych wydarzeń z ostatnich lat zbiera teraz swoje żniwo. Na dane statystyczne też trzeba nałożyć filtr, średnia nie mówi o wszystkim. Inne bezrobocie jest np. w Wielkopolsce, a inne na Warmii i Mazurach. Wzrost pensji jest niższy niż inflacja, więc mimo podwyżek i tak możemy mniej kupić. Poza tym ten wskaźnik dotyczy tylko sektora większych przedsiębiorstw. Maleją też – to wynika z naszych badań – oszczędności Polaków – a to z nich wiele osób finansowało rosnące koszty życia czy rat kredytów – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.
Pogarszanie się kondycji finansowej Polaków widać też w bazie danych Krajowego Rejestru Długów. W I kwartale bieżącego roku zaległości Polaków wzrosły o ponad 400 mln zł. Niepokoi też to, że mamy coraz więcej do oddania. Średnio dłużnik zalega na nieco ponad 19 tys. zł. To o 2 proc. więcej niż kwartał wcześniej.
Na wzrost upadłości wśród konsumentów w pewnym stopniu może mieć też sytuacja mikrobiznesu. W jednoosobowej działalności gospodarczej za zobowiązania finansowe firmy przedsiębiorca odpowiada własnym majątkiem. W przypadku niewypłacalności, może ogłosić upadłość jako przedsiębiorca albo jako konsument, po uprzednim zamknięciu firmy. Wielu wybiera tę ostatnią opcję. Według danych COIG, 380 osób fizycznych, które ogłosiły upadłość w ciągu ostatnich 12-miesięcy, zamknęło wcześniej swoją działalność gospodarczą. W ciągu minionych 5 lat takich przypadków było łącznie 980. Ostatni rok ma więc bardzo duży udział w tym zjawisku.
Upadłość nie jest ucieczką przed odpowiedzialnością
Dane KRD za I kwartał br. wskazują, że bankrutujący konsumenci mieli nieopłacone zaległości na 159,7 mln zł. Znów, to poziom sięgający już ponad 1/3 kwoty zanotowanej w całym ubiegłym roku. W momencie zatwierdzenia niewypłacalności przez sąd, w rejestrze znajdowała się większość, bo 64,5 proc. bankrutów (3452 osoby). Dla wielu z nich długi nie były niczym nowym. Ponad połowa z nich (51 proc.) widniała w KRD 2 lata przed ogłoszeniem niewypłacalności. Im data bankructwa była bliższa, tym więcej firm zgłaszało bankrutów jako swoich dłużników. Na rok przed finansową kapitulacją odsetek ten wynosił 55 proc. Pół roku przed nią 59 proc., a 3 miesiące przed 62 proc. W efekcie na koniec I kw. br. 404 wierzycieli ma niewielkie szanse na odzyskanie choć części kwoty z prawie 160 mln zł.
Jak pokazują dane KRD, większość konsumentów odczuwa problemy finansowe znacznie wcześniej i dlatego tak ważne jest, aby szukali rozwiązania, zanim sprawy zabrną za daleko. Jedną z żelaznych zasad jest nieunikanie kontaktu z negocjatorami z firm windykacyjnych. Póki dzwonią jest jeszcze czas, aby się porozumieć i ustalić plan spłaty zadłużenia.
– Elastyczność firmy windykacyjnej jest bardzo ważna, bo jeśli sprawa trafi do sądu, a potem do egzekucji komorniczej, nie ma już pola do negocjacji. Komornik zajmie konto bankowe dłużnika lub nakaże pracodawcy przekazanie części jego wynagrodzenia, a jeśli to nie wystarczy na pokrycie długu, ma prawo zająć i sprzedać rzeczy należące do niego. Jeśli nie uda się spłacić zadłużenia, pozostaje drastyczne rozwiązanie, czyli ogłoszenie upadłości konsumenckiej. Z punktu widzenia osoby zadłużonej polubowne porozumienie się z wierzycielem jest najkorzystniejszym rozwiązaniem, które pomaga wyjść na finansową prostą – mówi Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.
Adam Łącki z KRD również uczula, że upadłość powinna być traktowana jako ostateczność, a nie sposób na uniknięcie odpowiedzialności.
– Pamiętajmy, że bankructwo pociąga za sobą konsekwencje, a jedną z nich jest utrata życiowego dorobku i kontroli nad swoimi finansami. Samo ogłoszenie upadłości nie oznacza jeszcze, że wszystkie zaległe zobowiązania zostaną umorzone. Sąd może zwolnić dłużnika z istniejących zobowiązań, ale niektóre rodzaje długów nie zostaną anulowane. Dotyczy to m.in. alimentów, grzywien lub zobowiązań z tytułu rent i odszkodowań. Wielu konsumentów nie zdaje sobie z tego sprawy – dodaje prezes KRD.
Duże miasta sprzyjają bankructwom
Wśród dłużników, którzy na początku br. zdecydowali się ogłosić bankructwo, niewielką przewagę liczebną mieli mężczyźni (53 proc.). Różnica między płciami pogłębia się, jeśli spojrzymy na kwoty zaległości. Panowie nie uregulowali 94 mln zł, a kobiety 65,7 mln zł.
Wśród grup wiekowych dłużników najczęściej spotkać można w gronie osób między 36 a 45 r.ż. (27 proc.). Wysoki odsetek stanowią też nieco starsi, z przedziału 46-55 lat (21 proc.). Zdecydowanie najmniej, bo tylko 1,5 proc. to najmłodsi bankruci, w wieku od 18 do 25 lat.
Pod kątem geograficznym widocznie wyróżniają się mieszkańcy woj. śląskiego. Stanowią najliczniejszą reprezentację (805 osób) dłużników-bankrutów, a ich nieuregulowane zobowiązania wyniosły 38,3 mln zł. Na niechlubnym podium znalazły się także Mazowsze (467) i Wielkopolska (289), gdzie bankrutujący konsumenci byli „pod kreską” na odpowiednio 26,4 mln zł i 14,2 mln zł. Najmniejsze kwoty zalegali natomiast mieszkańcy Świętokrzyskiego (1,9 mln zł).
Największy odsetek notowanych w KRD bankrutów mieszkał w miastach. Im było ono większe, tym na wyższe kwoty byli zadłużeni. Podobną zależności widać w liczbie niespłaconych zobowiązań. W największych ośrodkach, powyżej 300 tys. mieszkańców, bankruci wykazywali największą tendencję do bycia multidłużnikami, mając średnio 3-4 nieuregulowane płatności.
Większość, bo aż 94,8 mln zł zaległości, należy się firmom zarządzającym wierzytelnościami, które wykupiły je od innych podmiotów. Instytucje finansowe (banki, SKOK-i ubezpieczyciele itp.) zgłosiły zaległości bankrutów na 57,7 mln zł. Trzecia w kolejce po najwyższą kwotę (3,8 mln zł) jest administracja państwowa i samorządowa, w tym większość zaległości to niezapłacone alimenty.
Wczoraj Stany Zjednoczone zaprezentowały po raz kolejny wskaźnik cen konsumpcyjnych za kwiecień. Miesięczna dynamika zmian uplasowała się na podobnym poziomie co poprzednio. Zmiana roczna uwzględniająca ceny energii i żywności wskazała spadek z 5 proc. do 4,9 proc. a wskaźnik bazowy spadł z 5,6 proc. do 5,5 proc. Dolar na skutek publikacji danych stracił na wartości a główna para walutowa zbliżyła się ponownie do poziomu 1,10. Złoto urosło do 2048 USD/oz ale w kolejnych godzinach zredukowało zwyżki. Indeksy z Wall Street w większości przypadków świeciły kolorem zielonym, Nasdaq Composite urósł o ponad 1 proc.
Pomimo, że inflacja w USA minęła swój szczyt, to wciąż „momentu” pozostaje wysokie. Ceny energii zdołały się ustabilizować od ubiegłorocznych wakacji. Również ceny żywności przestały rosnąć. Wskaźnik bazowy, który jest bardziej znaczący pod kątem trendu, wyniósł w kwietniu 5,5 proc. co było zgodne z oczekiwaniami.
Widoczny jest postęp w przypadku czynszów w USA – najważniejszej pozycji w wydatkach konsumentów. Drugi miesiąc z rzędu rosły one w wolniejszym tempie niż miało to miejsce wcześniej, co potwierdza tezę, że rozpoczęło się odwrócenie trendu. Obecnie jednak presja inflacyjna ponownie nabiera tempa w przypadku niektórych towarów, takich jak używane samochody, które zdrożały o 4,4 proc.. Możliwe, że gwałtowny wzrost dochodów powoduje tutaj wzrost cen.
Potwierdza się scenariusz, że dynamika wzrostu cen w tym roku będzie słabnąć, jednak cały czas pozostanie powyżej celu Fed-u. Decyzja sprzed tygodnia o podniesieniu stóp procentowych o 25 punktów bazowych była prawdopodobnie ostatnią w tym cyklu zacieśniania, mimo, że nie otrzymaliśmy oficjalnego komunikatu ze strony amerykańskich decydentów. Tak przynajmniej wynika z oświadczenia, które było bardziej wyważone niż to z marca. Przypomnijmy, że pominięto stwierdzenie, które brzmiało „pewne dodatkowe zacieśnienie polityki może być właściwe”. W tym momencie poprzeczka uzasadniająca dalsze zacieśnianie jest teraz postawiona wyżej. Powell stwierdził na konferencji prasowej, że warunki bankowe poprawiły się szeroko od marca, kiedy to upadł bank Silicon Valley i Signature Bank. Fed jednak zaznaczył, że warunki kredytowe dla gospodarstw domowych i przedsiębiorstw prawdopodobnie obciążą aktywność gospodarczą, zatrudnienie i wpłyną hamująco na inflację. Ten ostatni punkt wydaje się być kluczowy. Zakładam, że Rezerwa Federalna w czerwcu pozostanie w trybie wyczekiwania. Prawdopodobną decyzją jest utrzymanie stóp na niezmienionym poziomie.
Historycznie rzecz biorąc, Fed nie pozostawia wiele czasu na cięcie stóp – w ciągu ostatnich 50 lat średni okres pomiędzy ostatnią podwyżką a pierwszym cięciem wynosił zaledwie sześć miesięcy. Jeśli chcielibyśmy trzymać się tej teorii, wówczas łagodzenie warunków monetarnych powinno nastąpić w listopadzie tego roku.
Na ten moment dochodzi jeszcze temat związany z impasem w sprawie pułapu zadłużenia USA. Powoduje on, że nad perspektywami gospodarczymi zawisły ciemne chmury, które mogą w kolejnych miesiącach wymagać szybkiej zmiany stanowiska Fed-u.
Rynek na ten moment wycenia możliwość „luzowania” już we wrześniu, choć jest to mało prawdopodobne. Do tego czasu inflacja będzie gdzieś w okolicach 4 proc. co wciąż jest wartością dwukrotnie większą niż cel Rezerwy Federalnej.
Mennica Skarbowa wygenerowała I kwartale 2023 roku 175,1 mln zł przychodów, natomiast w I kwartale 2022 r. Spółka osiągnęła przychód na poziomie 369,4 mln zł. Wysoka wartość sprzedaży w I kwartale roku ubiegłego była głównie wynikiem zdarzeń jednorazowych takich jak wybuch wojny w Ukrainie, czy trwająca pandemia COVID-19 w wariancie Omikron, które powodowały ponadnormatywne zainteresowanie lokowania kapitału w bezpiecznie aktywa, tj. złoto. Zarząd Spółki spodziewa się powrotu sezonowości, która występowała przed pandemią, kiedy większość sprzedaży realizowana była w drugim półroczu. Podobna sytuacja jest obserwowana w prawie całej Europie, która zanotowała spadki sprzedaży złota w I kwartale tego roku. Porównując jednak przychody Mennicy Skarbowej z I kwartału 2023 r. do I kwartału 2019 r., czyli okresu przed pandemicznego, które wyniosły 51 mln zł, można dostrzec efekty stałej, sukcesywnej pracy Spółki nad zwiększeniem sprzedaży poprzez rozszerzenie kanałów sprzedaży oraz dostępności produktów.
Pierwszy kwartał 2023 roku charakteryzował się w Europie dawno niewidzianym spadkiem popytu na złoto fizyczne w postaci sztabek i monet bulionowych. Choć globalny popyt wzrósł rok do roku o 5%, był to przede wszystkim efekt zakupów w Azji południowo-wschodniej i na Bliskim Wschodzie. W Stanach Zjednoczonych, na skutek marcowego upadku banku Silicon Valley kwartalny popyt wzrósł rok do roku o 4 proc., tymczasem rynek europejski odnotował w tym czasie spadek popytu na poziomie 53% r/r. Najważniejszy europejski rynek – czyli Niemcy, zakończył pierwszy kwartał z wynikiem -73% rok do roku. Ze sprzedażą na poziomie 12,6 t. Niemcy zanotowali najniższy kwartalny wynik od 2010 roku, czyli odkąd Światowa Rada Złota publikuje szczegółowe dane.
„ Najwięksi europejscy dealerzy potwierdzają te dane z poziomu swojej sprzedaży hurtowej i detalicznej, jednocześnie wskazując trend, który obserwujemy także w Polsce – znaczny wzrost skupów złota z rynku wtórnego. Jest to niewątpliwie skutek wysokich notowań kruszcu oraz poziomu stóp procentowych, zachęcających obecnie do lokowania kapitału na lokatach. Mimo tego, że zanotowaliśmy spadek sprzedaży w porównaniu do roku ubiegłego to warto zauważyć, że jednak Spółka utrzymała wysoki poziom marży brutto na sprzedaży na poziomie ok. 4,6% oraz w dalszej mierze kontrolowała wysokość kosztów operacyjnych. W kolejnych kwartałach zamierzamy zwiększać swoje wyniki, głównie ze względu na rozbudowę sieci dystrybucji, zarówno detalicznej, jak i on-line. Z naszych analiz wynika także, że wracamy do sezonowości obserwowanej 3-4 lata temu kiedy generowaliśmy lepszą sprzedaż w II półroczu. Złoto nadal jest popularne w Polsce, a my wypracowaliśmy taką pozycję na rynku, która pozwala nam z optymizmem patrzeć na kolejne kwartały a nawet lata w zakresie sprzedaży złota.”- komentuje Jarosław Żołędowski, Prezes Mennicy Skarbowej.
Zysk Spółki ze sprzedaży w I kwartale osiągnął poziom 3,2 mln zł w porównaniu do 18,4 mln zł w I kwartale 2022 r. Spadek wynikał głównie z zmniejszenia wartości uzyskanych przychodów. Zysk na działalności operacyjnej wyniósł 3,2 mln zł wobec 18,4 mln zł w I kwartale 2022 roku.
Przychody finansowe w wysokości 1,6 mln zł wynikały głównie z różnic kursowych księgowanych według średniego kursu NBP. Zarząd Spółki zaznacza, że Spółka stosuje na bieżąco zabezpieczenia kursu oraz hedging i nie prowadzi spekulacji w zakresie cen złota i euro. Wskazane zjawiska są typowymi warunkami gospodarczymi dla prowadzonej działalności, w przypadku której zdecydowana większość zakupów dokonywana jest w euro. Koszty finansowe w wysokości 0,8 mln zł w I kwartale 2023 roku wynikały głównie z odsetek od kredytów wykorzystywanych przez Spółkę do finansowania bieżącej działalności handlowej.
Przygotowanie do wzrostu sprzedaży w kolejnych okresach, szczególnie w drugim półroczu, spowodował przyjęcie polityki wysokiego zatowarowania, m.in. w celu płynnej realizacji sprzedaży towarów „od ręki”, co w wpłynęło na wzrost aktywów obrotowych Spółki. Stan towarów na koniec I kwartału 2023 roku wyniósł 95,9 mln zł, co oznacza wzrost o 19% w porównaniu do końca 2022 r. Wysoki stan towarów był wypadkową dwóch czynników. Część towarów stanowiły zamówienia Klientów, które zostały odebrane po zakończeniu kwartału. Drugą część stanowiły towary zgromadzone na poczet sprzedaży w kolejnym kwartale. Zaspokojenie ogromnego popytu, jaki wciąż panuje na rynku złota, wymaga bowiem zgromadzenia towaru w celu płynnej realizacji sprzedaży.
Poziom zobowiązań krótkoterminowych Emitenta zwiększył się z 98,1 mln zł na koniec 2022 roku do 111,7 mln zł na koniec I kwartału 2023 roku. Wzrost ten to pochodna zwiększenia poziomu zobowiązań handlowych wynikających z wysokiej liczby i wartości zamówień oraz wzrostu wartości kredytów przeznaczonych na zwiększenie zatowarowania w tym okresie.
Warty podkreślenia jest fakt, iż ostatnie trzy lata 2020-2022 stymulowane były przez czas pandemii oraz wojny na Ukrainie dlatego też okres ten charakteryzował się ponadnormatywnym popytem na złoto. Bazując na historycznych trendach w branży metali szlachetnych Zarząd Emitenta szacuje, iż kolejne lata będą charakteryzować się sezonowością sprzedaży jednak już na wyższych poziomach obrotów niż miało to miejsce w latach przed rokiem 2020. Jednakże utrzymująca się wyższa marża brutto na sprzedaży pozwoli na generowanie zadowalających dochodów pomimo mniejszego popytu na rynku.
Jak sprawić, żeby firma była postrzegana jako bardziej pożądany pracodawca na rynku, szczególnie dla osób z pokolenia Z, które dopiero wkraczają na rynek pracy? Młodzi ludzie stawiają przede wszystkim na rozwój zawodowy – wybierając pracę w organizacjach, które dbają o zapewnienie szkoleń branżowych, a także rozwój kompetencji miękkich. Nie mniej ważne są dla nich również wartości, jakimi kieruje się firma, do której aplikują i szukają pracodawcy, z którym mogliby się w tym obszarze identyfikować. Na pierwszy plan wysuwają się działania społeczne i ekologiczne. Pracownicy (szczególnie młodzi), zwracają uwagę na to, czy organizacja, którą są zainteresowani, angażuje się w działania proekologiczne i stosuje takie rozwiązania w firmie. O ekologię pracodawca może zadbać w różny sposób: umieszczając pojemniki do segregacji śmieci, montując panele fotowoltaiczne, używając energooszczędnego sprzętu czy inwestując w montaż dyspenserów do wody.
Ekologia ma znaczenie – dlaczego warto być eko?
Z przeprowadzonego przez Deloitte raportu „Global 2022 Gen Z & Millennial Survey”[1] wynika, że zarówno dla Millenialsów, jak i generacji Z, kwestie ochrony środowiska są niezwykle ważne. Blisko trzy czwarte ankietowanych uważa, że to ostatni moment na podjęcie walki ze zmianami klimatycznymi. Dodatkowo, co piąta przepytywana osoba twierdzi, że firmy podejmują zbyt mało działań proekologicznych. Aby zachęcić potencjalnych pracowników do składania CV, firmy powinny zatem częściej i dobitniej komunikować swoje zaangażowanie w kwestie ochrony środowiska naturalnego.
Wyniki raportu jasno pokazują, że firmy, które stawiają na ekologiczne rozwiązania, są postrzegane jako atrakcyjniejsze miejsca pracy od firm, które takich rozwiązań nie stosują. Proekologiczne działania są szczególnie ważne dla młodych pracowników (Millenialsów, generacji Z). Wszystko dlatego, że młodzi ludzie nie traktują pracy jedynie jako źródła zarobku, ale jako miejsce, które realizuje pewną bliską im misję. Właśnie dlatego warto być eko.
Dyspenser do wody – pierwszy krok w stronę ekologicznej firmy
Firmy, które rozumieją wagę i potrzebę angażowania się w działania proekologiczne powinny rozważyć także wprowadzenie ekologicznych rozwiązań do organizacji, na przykład wyposażając biuro w dyspensery do wody. Takie działanie pomaga w znacznym stopniu ograniczyć zużycie plastiku, raz na zawsze eliminując z obiegu jednorazowe, plastikowe butelki z wodą. Co równie ważne – zmniejszy ślad węglowy, związany z transportem i produkcją wody butelkowanej.
Dyspenser do wody to ekologiczne rozwiązanie, które podnosi prestiż organizacji. Dzięki niemu, pracownicy i klienci nie tylko postrzegają firmę jako proekologiczną, ale też zyskują dostęp do wysokiej jakości wody. W zależności od zakupionego urządzenia, mogą wybierać spośród wielu rodzajów wody: najczęściej do dyspozycji jest woda zimna i gorąca, gazowana i niegazowana.
Dyspenser Top Pro – popraw smak wody w swojej firmie
Opcja dostępu do wody gazowanej i lekko gazowanej jest miłą alternatywą dla osób, które nie przepadają za jej niegazowanym odpowiednikiem. Dodatkowo woda gazowana gasi pragnienie lepiej niż zwykła, a wszystko dzięki obecności dwutlenku węgla, którym jest nasycona. Bąbelki musują przyjemnie na języku dając uczucie orzeźwienia i chłodu.
Jaki dyspenser do wody wybrać do firmy? Warto rozważyć dyspenser Top Pro. To designerski model z kranem ze stali nierdzewnej, który jest dostępny w dwóch wersjach: nablatowej lub wolnostojącej. Dyspenser oferuje aż 4 różne rodzaje wody:
nieschłodzoną niegazowaną,
schłodzoną niegazowaną,
lekko gazowaną,
gazowaną.
Dystrybutor jest zasilany wodą z wodociągu. To ekologiczne rozwiązanie, które pozwala zrezygnować z plastiku w firmie – zastąpienie wody butelkowanej wodą z dyspensera pozwala zmniejszyć ślad węglowy aż o 86%.
W ostatnich miesiącach mieliśmy do czynienia ze wstrzymywaniem inwestycji przez deweloperów. W pierwszym kwartale 2023 r. obserwowaliśmy natomiast pierwsze oznaki ożywienia na rynku mieszkaniowym. Jakie ma to konsekwencje i czy ruch budowlany dynamicznie ruszy?
Dlaczego deweloperzy mniej budują?
Kwartalny stosunek rozpoczętych budów i wydanych pozwoleń na budowę dla deweloperów
*dane za: styczeń, luty 2023, Źródło: Opracowanie własne na podstawie danych GUS
Kwartalny stosunek rozpoczętych przez deweloperów budów i wydanych pozwoleń na budowę w poprzednim roku wynosił średnio 55 proc. W latach 2019-2021 było to średnio 80 proc. O ile wydane pozwolenia na budowę dla deweloperów utrzymywały się na bardzo wysokim poziomie, to liczba rozpoczętych budów była bardzo niska. To pokazuje skale wstrzymywania budów przez deweloperów.
Jeszcze w 2021 r. – w obliczu niskiej dostępności gruntów – deweloperzy poczynili ich rekordowe zakupy, aby uzupełnić bank ziemi pod kolejne inwestycje. Według analiz Michael/Ström Domu Maklerskiego deweloperzy notowani na GPW i Catalyst wydali w 2021 roku 2,3 mld zł na zakup gruntów, podczas gdy łącznie w latach 2019 oraz 2020 kwota ta wyniosła 2,1 mld zł. Deweloperzy w tym okresie znacząco powiększyli bank ziemi, który był dostosowywany tak, aby utrzymywać potencjał do budowy mieszkań na kilka lat do przodu. Wstrzymywanie budów nie wynika zatem z niedostatku gruntów, a jest decyzją deweloperów.
Rosnące i nieprzewidywalne koszty (budowy, gruntów, finansowe) prowadzące do erozji marż na projektach, niski popyt, stabilizacja cen nieruchomości – to mieszanka wybuchowa dla deweloperów, z którą mieli do czynienia w 2022 r. Deweloperzy musieli zmienić swoje strategie oraz harmonogramy. Wiele projektów nie wystartowało w planowanym jeszcze 2 lata temu terminie. Do sprzedaży trafiają jedynie pojedyncze etapy projektów, a kolejne są wprowadzane dopiero po odpowiednim wyprzedaniu poprzednich. Deweloperzy dostosowują ofertę do zmniejszonego popytu, a grunty kupione w ostatnich latach, czekają na swoją kolej – często z pozwoleniem na budowę. Sytuacja zupełnie odmienna od tej kilka lat wstecz. Wtedy oferta była niższa ze względu m.in. na brak gruntów i ogromny popyt na mieszkania, które były kupowane jako przysłowiowa „dziura w ziemi”. Przed zakończeniem budowy cały projekt był wyprzedany. Finansowanie takiego projektu mogło odbywać się za pomocą wpłat klientów (rachunki powiernicze), co nie wymagało od deweloperów zbytniego zadłużania i angażowania środków własnych.
Obecnie, przy niskim popycie, deweloperzy musieliby angażować więcej kapitału i zwiększać zadłużenie, aby wprowadzać wszystkie możliwe projekty. Wstrzymanie nowych projektów wpłynęło zatem na sytuację finansową deweloperów. Jeszcze rok temu nad rynkiem wisiały czarne chmury i wydawało się, że wskaźniki zadłużenia spółek szybko będą rosły. Teraz patrząc na wskaźniki zadłużenia widzimy, że sytuacja kredytowa największych deweloperów wciąż jest dobra. Wskaźniki w większości przypadków pozostały na niskich poziomach i nie rosną tak szybko jak oczekiwano. Powyższe oczywiście będzie miało swoje konsekwencje. Najpoważniejszą będzie luka w mieszkaniach oddawanych do użytkowania w kolejnych latach. Można przyjąć, że średni czas budowy to 2 lata. Oznacza to, że w kolejnych dwóch latach liczba lokali gotowych mocno spadnie. Będzie to skutkować także gorszymi wynikami netto deweloperów, zaczynając od 2023 r. w porównaniu do lat poprzednich. Nawet jeżeli popyt na mieszkania już w tym roku będzie wysoki, to wyniki deweloperów będą niższe właśnie ze względu na przesunięty harmonogram oddawania mieszkań.
Odrodzenie rynku mieszkaniowego
W pierwszym kwartale 2023 widzieliśmy pierwsze oznaki odrodzenia rynku mieszkaniowego. Kwartalna sprzedaż wzrosła średnio o 25 proc. w porównaniu do ostatniego kwartału 2022 r. Wynika to m.in. zapowiedzi programu rządowego „Bezpieczny kredyt 2%”. Pomimo że program jeszcze nie został uruchomiony, to można oczekiwać, że doprowadzi on do wzrostu cen mieszkań – dlatego już teraz obserwowany jest wzrost popytu, kiedy ceny jeszcze nie wzrosły.
Deweloperzy w swojej ofercie posiadają projekty idealnie dopasowane do ograniczeń wynikających z programu. Są to projekty z sektora popularnego, gdzie dominowali klienci kredytowi. Właśnie przede wszystkim w tym segmencie rynku deweloperzy wstrzymywali wprowadzenia czekając na wzrost popytu. Teraz te projekty z banku ziemi, z pozwoleniem na budowę, mogą zostać szybko wprowadzone do sprzedaży wraz z odradzającym się popytem. Dodatkowym czynnikiem przemawiającym za możliwością odmrożenia inwestycji jest sytuacja ekonomiczna. Koszty budowy się ustabilizowały, nie są już aż tak nieprzewidywalne, a stopy procentowe nie rosną. Do czasów prosperity jeszcze z pewnością nie wracamy, ale możemy mówić o istotnym odbiciu od dołka z poprzedniego roku.
Bartosz Wałecki, Analityk Michael / Ström Dom Maklerski
Przejście na pojazdy elektryczne z napędem akumulatorowym to zmiana zasad gry dla europejskiego przemysłu motoryzacyjnego. Sprzedaż pojazdów napędzanych energią alternatywną osiągnęła w 2022 roku rekordowo wysoki poziom 4,4 mln sztuk, co stanowi 47% wszystkich rejestracji nowych pojazdów w Europie. Liderem były pojazdy elektryczne z napędem akumulatorowym (BEV), których sprzedaż wzrosła o +28% i stanowiła 12% wszystkich rejestracji nowych pojazdów. Wraz ze zbliżającym się terminem wycofania silników spalinowych (ICE) w 2035 roku, sektor motoryzacyjny stoi u progu poważnego wstrząsu w związku z koniecznością transformacji bazy dostawców, zmieniającymi się potrzebami klientów, konkurencją ze strony nowych podmiotów oraz rzeczywistości, w której społeczeństwo w mniejszym stopniu uzależnione jest od korzystania z samochodów.
Zagrożeniem numer jeden są jednak Chiny. Chiny, które 15 lat temu dostrzegły potencjał pojazdów elektrycznych, zainwestowały ogromne środki w budowę konkurencyjnego ekosystemu pojazdów elektrycznych. W rezultacie, Chiny są obecnie liderem globalnego segmentu pojazdów elektrycznych (EV); w 2022 roku, kraj ten sprzedał ponad dwukrotnie więcej pojazdów BEV niż Europa i USA razem wzięte, a także utrzymuje przewagę konkurencyjną w niemal wszystkich aspektach łańcucha wartości pojazdów elektrycznych z napędem akumulatorowym (BEV). Ponieważ chińskie marki odpowiadają za ponad 80% sprzedaży pojazdów elektrycznych w swoim kraju, ich udział w rynku wzrósł z mniej niż 40% w 2020 roku do blisko 50% w 2022 roku, podczas gdy bilans handlowy kraju w branży motoryzacyjnej zwiększył się w tym samym okresie z -31 mld USD deficytu do +7 mld USD nadwyżki. Jednocześnie już w 2022 roku trzy z najlepiej sprzedających się marek BEV w Europie były importowane z Chin. W miarę jak pojazdy BEV będą docelowo odpowiadały za całą sprzedaż nowych samochodów w Europie, samochody produkowane w Europie będą prawdopodobnie zastępowane przez te produkowane w Chinach – niezależnie od tego, czy będą one wytwarzane przez firmę chińską, amerykańską czy europejską.
Do 2030 roku, europejscy producenci samochodów mogą łącznie tracić ponad 7 mld EUR rocznego zysku netto. Jeśli do 2030 chińscy producenci zwiększą udział w rynku krajowym do 75%, całkowita sprzedaż w Chinach realizowana przez europejskich producentów samochodów spadłaby o -39%, a lokalna produkcja zmniejszyłaby się z szacowanych 4,4 mln sztuk do 2,7 mln w 2030 roku. Allianz Trade uważa również, że jeśli europejski import samochodów produkowanych w Chinach osiągnie 1,5 mln sztuk w 2030 roku, co odpowiada 13,5% produkcji UE z 2022, wówczas w 2030 roku wpływ wartości dodanej na gospodarkę europejską wyniesie 24,2 mld EUR dla sektora motoryzacyjnego, co odpowiada 0,15% PKB regionu w 2022 roku. Jednak uzależnione od przemysłu motoryzacyjnego gospodarki Niemiec, Słowacji i Czech mogłyby odczuć jeszcze większy cios (0,3 do 0,4 % PKB).
Co mogą zrobić decydenci? Biorąc pod uwagę strategiczne znaczenie sektora motoryzacyjnego dla gospodarki europejskiej, decydenci mogliby dążyć do uzyskania równoważnych warunków handlowych z Chinami i USA, a także promować wdrożenie BEV poprzez poprawę infrastruktury ładowania. Ponadto dopuszczenie chińskich inwestycji w lokalny montaż samochodów mogłoby spowodować wytworzenie większej wartości dodanej w regionie, natomiast zwiększenie samowystarczalności w zakresie surowców niezbędnych do produkcji akumulatorów oraz inwestycje w technologie akumulatorów nowej generacji dodatkowo pomoże europejskiemu sektorowi motoryzacyjnemu przygotować się na wyzwania przyszłości.
Pojazdy elektryczne: Przetasowanie kart w globalnej grze motoryzacyjnej?
Europa w rekordowym tempie dekarbonizuje swój przemysł motoryzacyjny
Rok 2022 był rekordowy w segmencie pojazdów napędzanych energią alternatywną w Europie; sprzedaż gwałtownie wzrosła do poziomu 4,4 mln sztuk (+11% w stosunku do 2021 roku) mimo ogólnego spadku rejestracji nowych pojazdów o -5%. W latach 2019-2022 udział w rynku pojazdów napędzanych energią alternatywną wzrósł z 11% do 47% (Wykres 1). W obliczu potencjalnego zakazu sprzedaży samochodów z silnikami spalinowymi (ICE) w 2035 roku oraz celów dotyczących ograniczenia emisji, producenci samochodów wprowadzili w Europie rekordową liczbę nowych modeli. Jednocześnie konsumenci coraz częściej szukają opcji mniej zanieczyszczających środowisko, a rządowe dopłaty do pojazdów niskoemisyjnych jeszcze bardziej zwiększają popyt.
Prym wiodą zwłaszcza pojazdy elektryczne o napędzie akumulatorowym (BEV), których sprzedaż wzrosła o 28% i które stanowią obecnie 12% wszystkich rejestrowanych nowych pojazdów, co znacznie przekracza poziom 6% osiągnięty w USA.
Wykres 1: Rejestracje nowych pojazdów w UE według rodzaju paliwa (%)
Źródła: ACEA, Dział Analiz Allianz
Chiny dwukrotnie lepsze na polu pojazdów elektrycznych…
Pomimo szybkiego wzrostu, Europa pod względem przyjęcia pojazdów napędzanych energią alternatywną zajmuje dopiero drugie miejsce na świecie – i to odległe drugie. W 2022 roku w Chinach zarejestrowano ponad 5,4 mln pojazdów elektrycznych z napędem akumulatorowym – dwie trzecie całkowitej liczby na świecie – co stanowi zmianę o +83% w stosunku do 2021. Pojazdy napędzane energią alternatywną stanowią 20% wszystkich rejestracji (Wykres 2). Podobnie jak w Europie, gwałtowna penetracja rynku pojazdami EV odzwierciedla mieszankę rosnącego zainteresowania konsumentów samochodami elektrycznymi, krajowych i regionalnych programów dopłat do ich zakupu oraz wejścia na rynek nowych modeli, obejmujących segmenty samochodów miejskich i kompaktowych.
Wykres 2: Rejestracje pojazdów elektrycznych z napędem akumulatorowym na najważniejszych rynkach (2022)
Źródła: ACEA, CAAM, Dział Analiz Allianz
i odzyskanie rynku krajowego…
Szybkie postępy Chin w dziedzinie pojazdów elektrycznych prowadzą do transformacji rynku krajowego, na którym zagraniczni producenci samochodów tradycyjnie zajmowali dominującą pozycję. Po raz pierwszy w historii, w 2022 roku chińscy producenci samochodów osiągnęli poziom równy z markami zagranicznymi, a w IV kwartale prześcignęli je, zdobywając 51% udziału w rynku (Wykres 3). Ich udział w samym segmencie pojazdów elektrycznych wyniósł 80% i nie wykazywał żadnych oznak spadku w I kwartale 2023 roku.
Do głównych czynników tłumaczących rosnącą popularność chińskich marek na rynku chińskim należą:
Znaczna przewaga kosztowa w zakresie produkcji pojazdów elektrycznych z napędem akumulatorowym (BEV), wynikająca z większego rozmiaru chińskiego rynku samochodowego i konkurencyjnej bazy dostawców (rafinacja metali krytycznych, produkcja ogniw i modułów akumulatorowych, itp.) Wcześniejsze programy dopłat do zakupów były również ograniczone do pojazdów produkowanych w Chinach.
Szersza gama dostępnych pojazdów BEV (w szczególności samochodów miejskich i kompaktowych) w porównaniu z międzynarodowymi konkurentami, którzy jak dotąd koncentrowali się głównie na dużych i drogich sedanach oraz pojazdach sportowo-użytkowych. Najpopularniejszym BEV w Chinach jest czteromiejscowy samochód miejski produkowany przez amerykańsko-chińską spółkę joint-venture, który jest dostępny za równowartość 4 300 EUR.
Pozytywne recenzje produktów i odbiór przez klientów pojazdów elektrycznych marki chińskiej skutkują dobrą rozpoznawalnością marki, w odróżnieniu od bardziej negatywnego postrzegania chińskich pojazdów z silnikami spalinowymi w przeszłości.
Wykres 3: Rejestracje pojazdów elektrycznych z napędem akumulatorowym na najważniejszych rynkach (2022)
Źródła: CAAM, Dział Analiz Allianz
…zagraża europejskiemu eksportowi samochodów o wartości 24 mld EUR…
Oczekuje się, że – wraz ze wzrostem popularności pojazdów elektrycznych – do 2030 roku chińskie firmy odpowiednio powiększą swój udział w rynku i spowodują spadek importu samochodów zagranicznych. Ponieważ europejskie firmy motoryzacyjne są źródłem ponad połowy importu samochodów przez Chiny, stają przed największym ryzykiem.
Dane dotyczące handlu europejskiego mogą być nieco mylące – w 2022 roku eksport osiągnął wprawdzie rekordowy poziom 24 mld EUR, jednak skok ten wynikał głównie z efektu doganiania i korzystnych cen. Analiza chińskich danych dotyczących rejestracji importowanych modeli samochodów od głównych producentów europejskich mówi co innego: importowane ilości spadały w ostatnich latach i zmalały poniżej 500.000 w 2022 roku (Wykres 4). W ciągu ostatniej dekady udział rynkowy importu z Europy spadł z szacowanych 2,9% do 1,8% wszystkich rejestracji.
Wykres 4: Rejestracje importowanych pojazdów europejskich w Chinach
Źródła: Bloomberg, Dział Analiz Allianz
…i ponad 4 mln pojazdów z chińsko-europejskich spółek joint-venture
Rosnąca popularność chińskich producentów samochodów, prowadzących działalność wyłącznie w tym segmencie, zagraża również działalności prowadzonej przez europejskich producentów samochodów w Chinach – głównie spółkom joint venture, ale także kilku spółkom zależnym kontrolowanym w większości. Lokalne oddziały firm, odpowiadające za 85% wolumenu sprzedaży europejskich producentów samochodów na rynku chińskim, raczej nie nadążają z wdrażaniem technologii pojazdów elektrycznych w porównaniu ze swoimi odpowiednikami: z 20 najpopularniejszych pojazdów elektrycznych sprzedawanych w Chinach, w 2022 roku tylko jeden jest produkowany przez chińsko-europejską spółkę joint venture. W obliczu płaskiego, a następnie malejącego udziału w rynku (Wykres 5), europejscy producenci samochodów przyjęli przeciwne stanowiska – uznali chiński rynek za zbyt trudny do zdobycia i całkowicie się wycofali, lub odwrotnie – podwoili lokalną produkcję w celu poprawy konkurencyjności na tamtejszym rynku.
Rysunek 5: Chińskie rejestracje lokalnie produkowanych pojazdów europejskich
Źródła: Bloomberg, szacunki Działu Analiz Allianz
Dane dotyczące handlu wskazują na rosnącą konkurencyjność Chin na rynkach międzynarodowych
Rosnącą konkurencyjność chińskiego przemysłu motoryzacyjnego najlepiej odzwierciedla dwustronna wymiana w zakresie handlu motoryzacyjnego z resztą świata. Patrząc na dane na poziomie produktów dostarczane przez chińskie służby celne znajdujemy potwierdzenie, że chiński import samochodów spadł z 1,2 mln sztuk w 2017 do 0,9 mln sztuk w 2022 roku – oznacza to spadek o -30% na rynku, który zmniejszył się tylko o -6%. Jeszcze bardziej uderzające jest to, że bilans handlowy w ujęciu wartościowym przeszedł w tym samym okresie z deficytu handlowego o wartości 37 mld USD do nadwyżki handlowej 7 mld USD, co pokazuje, że rosnąca chińska konkurencyjność pozwala krajowi nie tylko na większą samowystarczalność, ale także na ekspansję na rynkach międzynarodowych (Wykres 6).
Wykres 6: Międzynarodowy handel samochodami prowadzony przez Chiny
Źródła: Chiński Urząd Celny, Dział Analiz Allianz
Podczas gdy chińscy producenci zwykli koncentrować się na potrzebach innych gospodarek wschodzących w Azji, na Bliskim Wschodzie i w Ameryce Łacińskiej, to właśnie rynki europejskie w największym stopniu przyczyniły się do boomu eksportowego; ich udział wzrósł z szacowanego 8% udziału w eksporcie w 2017 do 28% udziału w 2022 roku. Przyglądając się europejskim statystykom dla sprawdzenia spójności, znajdujemy potwierdzenie istotnego boomu w zakresie importu samochodów wyprodukowanych w Chinach, przy czym w grudniu 2022 roku – po raz pierwszy w historii – bilans handlowy Europy w zakresie pojazdów przyjął wartość ujemną.
Europejscy i amerykańscy producenci samochodów forsują w Europie samochody „made in China”…
Aby ocenić penetrację rynku przez samochody wyprodukowane w Chinach na poziomie mikro, analizujemy najlepiej sprzedające się pojazdy w 2022 roku na największym europejskim rynku motoryzacyjnym, czyli w Niemczech. Patrząc na nie pod kątem kraju montażu stwierdzamy, że trzy z 10 najlepiej sprzedających się pojazdów BEV zostały w całości lub częściowo sprowadzone z Chin, a zaledwie pięć modeli od czterech europejskich i amerykańskich producentów samochodów dominuje nad rejestracjami wytworzonych w Chinach pojazdów BEV w Europie.
…podczas gdy większość chińskich marek dopiero rozwija swoją działalność.
Tylko jeden BEV marki chińskiej trafił do 50 najlepiej sprzedających się modeli w Niemczech w 2022 roku: większość chińskich producentów samochodów jest nadal na etapie rozpoznawczym na tym największym europejskim rynku motoryzacyjnym. Przyglądając się bliżej danym za I kwartał 2023 roku stwierdzamy jednak, że postęp jest wyraźny – w Niemczech sprzedaż pojazdów BEV prowadzi obecnie sześć chińskich firm w porównaniu z zaledwie dwiema rok temu, a udział rynkowy tych firm stanowi obecnie 3,7% całej sprzedaży BEV w Niemczech, w porównaniu z 1,2% rok temu. Ponieważ chińscy gracze oferują 15 z 90 pojazdów BEV dostępnych na rynku niemieckim, sprzedaż będzie rosła w szybkim tempie w 2023 roku i w latach kolejnych. Wejście na nowy rynek w branży motoryzacyjnej wymaga czasu, ponieważ producenci samochodów muszą przejść przez typowe fazy rozwoju, obejmujące zapewnienie zgodności z przepisami, lokalizację, tworzenie sieci sprzedaży z importerami i dealerami oraz budowanie świadomości marki.
Chińska konkurencja przetrze szlak dla europejskiego przemysłu motoryzacyjnego
Identyfikujemy dwa główne kanały, dzięki którym wzrost znaczenia Chin jako konkurencyjnego ośrodka produkcji samochodów może wpłynąć na europejski przemysł motoryzacyjny:
Rosnąca konkurencyjność pomoże chińskim producentom zdobyć większy udział w rynkach krajowych, zagrozi sprzedaży i zyskom zagranicznych firm działających w Chinach, poprzez niższy eksport lub niższą sprzedaż ze strony ich chińskich spółek zależnych. Jak dowodzi 80-procentowy udział w rynku kontrolowany przez chińskie marki w zakresie chińskich rejestracji pojazdów elektrycznych, większość międzynarodowych konkurentów była zbyt powolna, aby skorzystać na przejściu na pojazdy elektryczne w Chinach. Patrząc na zapowiedzi dotyczące planów produkcji pojazdów elektrycznych na rynek chiński Allianz Trade zauważa, że tylko kilku producentów samochodów planuje zwiększenie zaangażowania na tym rynku. W miarę jak skala i technologia pomagają pojazdom elektrycznym zrównać się cenowo z pojazdami spalinowymi, nie widzimy powodów dla sprzedaży przez zagranicznych producentów samochodów znacznych ilości pojazdów spalinowych (ICE) w tym kraju. Allianz Trade spodziewa się raczej, że w najbliższych latach więcej międzynarodowych producentów samochodów wycofa się z Chin – trend ten już jest zauważalny.
Obowiązkowe przejście na asortyment produktów, w którym pojazdy elektryczne z napędem akumulatorowym będą odpowiadać za praktycznie całą sprzedaż nowych samochodów w Europie do 2035 roku, będzie sprzyjać częściowemu zastąpieniu samochodów produkowanych w Europie samochodami produkowanymi w Chinach – niezależnie od tego, czy samochody te zostaną wyprodukowane przez firmę chińską, amerykańską czy europejską. Patrząc na plany produkcyjne europejskich i amerykańskich producentów samochodów można stwierdzić, że do 2025 roku w Europie pojawi się co najmniej 11 nowych pojazdów BEV dla rynku masowego, produkowanych w Chinach, a kolejnych trzech chińskich producentów samochodów ogłosiło, że rozpocznie działalność handlową w Europie już w 2023 roku, co daje łącznie dziewięć firm. Zgodnie z informacjami przedstawionymi w Ramce 4, otwartość rynku europejskiego czyni go znacznie bardziej interesującym dla chińskiego eksportu niż rynek amerykański.
Mapowanie chińskiego wyzwania dla europejskiego przemysłu motoryzacyjnego
A co, jeśli do 2030 roku chińskie marki opanują 75% rynku krajowego, a samochody produkowane w Chinach 10% rynku europejskiego?
Aby ułatwić określenie stawki w tej grze, przeprowadziliśmy symulację możliwego scenariusza na rok 2030, w którym chińskim producentom udaje się zwiększyć udział w rynku krajowym do 75% – co jest zgodne z tendencją występującą od czasu, gdy sprzedaż pojazdów napędzanych nową energią zaczęła gwałtownie rosnąć, oraz z naszymi oczekiwaniami dotyczącymi opuszczenia rynku przez zagranicznych konkurentów.
Tymczasem import z Chin wzrasta do 10% całkowitej sprzedaży samochodów w Europie, ponieważ kontynent przechodzi na napęd elektryczny, a pojazdy BEV osiągają 80% udziału w rynku sprzedaży wszystkich samochodów osobowych. Eksport jest w pierwszej kolejności napędzany przez międzynarodowych producentów samochodów posiadających zaplecze produkcyjne w Chinach, a następnie przez chińskich konkurentów, którzy kończą budowanie swojej obecności handlowej na największych rynkach Europy. Przykłady japońskich producentów samochodów w USA w latach 1970-ych lub południowokoreańskich producentów samochodów w Europie w latach 2000-ych pokazują, że sam eksport może wystarczyć konkurencyjnym producentom samochodów do zapewnienia sobie znacznego udziału w rynkach międzynarodowych.
Allianz Trade podkreśla, że scenariusz ten nie jest prognozą, ale raczej prawdopodobnym opisem ilustrującym potencjalny rozwój sytuacji w branży motoryzacyjnej. Różne czynniki, w tym zmiany w polityce władz i wpływy geopolityczne, mogą znacząco wpłynąć na rzeczywisty rezultat.
Produkcja europejskich samochodów w Chinach może spaść o 1,7 mln pojazdów (-37%) i zmniejszyć roczne zyski netto o 7 mld EUR…
W tym scenariuszu, całkowita sprzedaż realizowana w Chinach przez europejskich producentów samochodów spadłaby o -39%, przy czym produkcja lokalna zmniejszyłaby się z szacowanych 4,4 mln sztuk w 2022 do 2,7 mln sztuk w 2030 roku, a eksport z 480.000 do 290.000 sztuk. Wpływ w walucie EUR byłby trudniejszy do oceny, ponieważ europejscy producenci samochodów nie wykazują zysku operacyjnego ani zysku netto w ujęciu geograficznym. Jednak ich łączna sprzedaż w Chinach stanowiła około 22% dostaw globalnych. Zakładając, że ich działalność w Chinach jest tak samo rentowna jak na innych rynkach, 22% łącznego zysku netto w wysokości 67 mld EUR w 2022 roku oznacza, że zagrożony byłby zysk netto w wysokości do 14,7 mld EUR. Ponieważ spółki joint venture 50-50 nadal odpowiadają za większość lokalnej sprzedaży producentów europejskich, co najmniej 7,3 mld EUR z powyższych 14,7 mld EUR można przypisać europejskim producentom samochodów.
… a chiński import może wzrosnąć do 1,5 mln pojazdów i zagrozić 13% europejskiej produkcji.
W tym samym scenariuszu, chiński eksport osiągnąłby w 2030 poziom 1,5 mln pojazdów, co odpowiada 13,5% produkcji UE w 2022 roku lub łącznej produkcji trzech największych montowni samochodów w regionie. Ponieważ rynek europejski jest w dużej części autonomiczny, rosnący import z Chin miałby większy wpływ na produkcję lokalną niż konkurencyjny, ale skromny import z Japonii i Korei Południowej. Większe uzależnienie od importu spowodowałoby obniżenie wskaźników wykorzystania mocy produkcyjnych europejskich fabryk, wpłynęło na ich rentowność i stanowiło bodziec do dalszej likwidacji mocy produkcyjnych. W ciągu ostatnich 10 lat w Europie zamknięto kilkanaście zakładów montażowych, co odzwierciedla rosnącą konsolidację wśród producentów samochodów oraz wycofywanie się niektórych producentów amerykańskich i japońskich.
Zagrożone 24 mld EUR bezpośredniej wartości dodanej w sektorze motoryzacyjnym, czyli 0,15% PKB regionu…
Jeśli dodać straty w eksporcie do strat w produkcji krajowej i uwzględnić 14.200 EUR wartości dodanej na pojazd wyprodukowany w UE w 2019 roku jako wskaźnik przybliżony, wpływ wartości dodanej na gospodarkę europejską wyniósłby w 2030 roku w przypadku sektora motoryzacyjnego 24,2 mld EUR, co stanowi równowartość 0,15% PKB regionu za 2022 rok. Ta średnia unijna maskuje znaczącą koncentrację wartości dodanej w zaledwie kilku krajach i regionach. Analiza europejskiej wartości dodanej w podziale na kraje podkreśla fakt, że Niemcy są potęgą regionu i same odpowiadają za prawie 60% wartości dodanej w regionie (Wykres 7).
Wykres 7 – Wartość dodana z europejskiego przemysłu motoryzacyjnego według krajów (dane z 2019 roku, %)
Źródła: Eurostat, Dział Analiz Allianz
W tym zakresie, ten sam wpływ na poziomie 0,15% europejskiego PKB ma zupełnie inne znaczenie dla krajów, w których przemysł motoryzacyjny odgrywa stosunkowo większą rolę w gospodarce – wpływ ten byłby ponad dwukrotnie większy niż średnia europejska dla krajów takich jak Słowacja, Czechy i Niemcy (Wykres 8).
Wykres 8 – Utracona wartość dodana w sektorze motoryzacyjnym wyrażona jako procent PKB za 2022
Źródła: Eurostat, Dział Analiz Allianz
…i jeszcze dobrych kilkanaście wśród dostawców przemysłu motoryzacyjnego
Nasze szacunki dotyczące bezpośredniego wpływu na przemysł motoryzacyjny nie uwzględniają silnego efektu domina, jaki branża ta wywiera na inne rodzaje działalności przemysłowej i usługowej. Korzystając z bazy danych OECD Trade in Value Added („Handel według wartości dodanej” – TiVA) stwierdzamy, że popyt końcowy generowany przez europejski przemysł motoryzacyjny wygenerował w 2018 roku 155 mld EUR wartości dodanej dla innych sektorów europejskich, w tym:
53 mld EUR przeznaczono na pozostałą działalność produkcyjną, w tym 19 mld EUR na metalurgię, 8 mld EUR na maszyny i urządzenia, 7 mld EUR na gumę i tworzywa sztuczne, 5 mld EUR na sprzęt elektroniczny i elektryczny oraz 4 mld EUR na chemikalia.
102 mld EUR przeznaczono na usługi, w tym 16 mld EUR na usługi wspierające (badania i rozwój, doradztwo, itp.), 12 mld EUR na usługi transportowe i magazynowe, 4 mld EUR na usługi informatyczne itp.
Wykres 9 – Wartość dodana z europejskiego przemysłu motoryzacyjnego dla wybranych innych sektorów europejskich (dane z 2018 roku, w mld EUR)
Źródła: Baza danych OECD Trade in Value, Dział Analiz Allianz
Eliminacja tych samych 14% strat w produkcji motoryzacyjnej z wartości dodanej generowanej przez przemysł motoryzacyjny w innych sektorach oznaczałaby dla gospodarki europejskiej dodatkowe 21 mld EUR strat w zakresie wartości dodanej. Należy jednak zauważyć, że jest to górna granica szacunków, biorąc pod uwagę, że niektóre usługi, takie jak handel detaliczny, są świadczone niezależnie od faktycznego miejsca montażu samochodu. I odwrotnie, ponieważ łańcuchy dostaw mają zwykle charakter lokalny, utrata działalności w zakresie montażu samochodów byłaby bardziej odczuwalna dla branż z wcześniejszych etapów łańcucha (metale, tworzywa sztuczne, chemikalia, elektronika itp.).
Czas, by Europa sprostała wyzwaniu ze strony Chin
W branży charakteryzującej się długimi cyklami rozwoju produktu i sprzedaży oczywiste jest, że przewaga Chin w globalnym wyścigu pojazdów elektrycznych nie zostanie zniwelowana przed rokiem 2030. Jednak to, w jakim stopniu Europa jest w stanie dotrzymać kroku rosnącej konkurencji chińskiej, zależy od europejskich decydentów i samej branży:
Jak wyjaśniono wcześniej, europejski rynek pojazdów BEV jest stosunkowo dużo bardziej otwarty niż rynek Chin i USA, gdzie montaż krajowy lub regionalny jest warunkiem wstępnym zakwalifikowania się do dopłat do zakupu, a cła importowe na pojazdy zagraniczne są wyższe. Dążenie do wzajemności w warunkach handlowych, nie tylko z Chinami, ale również z USA powinno być priorytetem w celu zapewnienia bardziej wyrównanych szans dla przemysłu europejskiego.
Ponieważ przewaga kosztowa Chin wynika częściowo z wielkości ich rynku krajowego, Europa powinna również zapewnić jak najlepsze warunki dla wdrożenia pojazdów BEV – nie tylko poprzez dopłaty, ale również poprzez rozbudowaną i wydajną infrastrukturę ładowania, która umożliwiłaby pojazdom elektrycznym korzystanie z mniejszych, lżejszych i tańszych akumulatorów. Dobrze działająca infrastruktura ładowania obniżyłaby cenę przeciętnego pojazdu BEV i przekonała użytkowników z obszarów mniej zurbanizowanych do zmiany. We wcześniejszym raporcie oszacowaliśmy niezbędne inwestycje w infrastrukturę ładowania na poziomie 13,4 mld EUR rocznie, co byłoby konieczne, aby osiągnąć europejski cel Fit For 55[1].
Jeśli Europa będzie miała trudności z konkurowaniem z Chinami w krótkiej perspektywie, może starać się do nich dołączyć – podobnie jak uczyniły to Stany Zjednoczone z japońskimi producentami samochodów w latach 1980-ych. Zezwolenie na chińskie inwestycje w europejski montaż samochodów nie powinno stanowić tabu, pomimo symbolicznego wymiaru takiej decyzji i prawdopodobnego sprzeciwu niektórych europejskich producentów samochodów. Bez względu na wszystko, byłoby o wiele korzystniej dla Europy mieć na swoich drogach pojazdy pod chińską marką, gdyby były one montowane lokalnie, a nie importowane. Dowody w postaci europejskich przedsięwzięć związanych z montażem akumulatorów do pojazdów elektrycznych, w których Chiny są największym inwestorem, oraz deklarowane przez chińskich producentów samochodów zainteresowanie europejskimi fabrykami samochodowymi, które mają zostać zamknięte wskazują, że transakcje miałyby duże szanse na realizację.
Ponieważ około połowy kosztów akumulatorów stanowią surowce, zwiększenie samowystarczalności w tej dziedzinie mogłoby zmniejszyć zależność Europy od importowanych elementów elektrycznych układów napędowych i wzmocnić krajowy łańcuch wartości. Europa powinna również rozważyć priorytetowe traktowanie rozwoju zdolności wydobywczych i rafinacyjnych, jeśli tylko jest to możliwe, a gdy nie ma takiej możliwości – zawieranie umów handlowych z krajami partnerskimi w celu zabezpieczenia swoich interesów gospodarczych i strategicznych. W tym względzie europejska Ustawa o surowcach krytycznych (CRMCA) jest krokiem we właściwym kierunku, którego szczegóły trzeba będzie jak najszybciej przekazać i wprowadzić w życie.
Na późniejszym etapie produkcji akumulatorów w obecnej technologii, Europa powinna również przygotować się na to, co czeka ją w przyszłości, ponieważ zarówno Chiny, jak i USA intensywnie inwestują w technologie akumulatorów nowej generacji. Rozwiązania litowo-jonowe, szczególnie NMC (nikiel, mangan, tlenek kobaltu) dominują na obecnym rynku akumulatorów ze względu na korzystne połączenie gęstości energii, mocy i charakterystyki bezpieczeństwa. Jednakże zależność od metali o ograniczonej dostępności, takich jak kobalt, wymaga badania alternatywnych technologii baterii w celu złagodzenia ryzyka związanego z dostawami i opracowania różnych rodzajów baterii dla różnych potrzeb. Pojawiające się alternatywy, takie jak akumulatory ze stałym elektrolitem (solid-state) stanowią obiecujące perspektywy dla zwiększenia gęstości energii, bezpieczeństwa i trwałości.
[1] Zob. Transport in a zero carbon EU: pathways and opportunities [Transport w UE o zerowym śladzie węglowym: ścieżki i możliwości]
Wirtualna centrala – nowoczesne narzędzie w biznesie
Wirtualna centrala to jedno z najnowocześniejszych narzędzi, jakie można zastosować w biznesie, aby oszczędzić na kosztach telekomunikacyjnych oraz zwiększyć efektywność komunikacji. Jest to system, który umożliwia połączenie różnych urządzeń, takich jak telefony stacjonarne, komputery czy smartfony, w jedną wirtualną sieć telefoniczną. Dzięki temu pracownicy firmy mogą korzystać z jednego numeru telefonu, bez względu na to, gdzie aktualnie się znajdują.
Niższe koszty telekomunikacyjne
Wirtualna centrala telefoniczna to idealne rozwiązanie dla firm, które chcą zaoszczędzić na kosztach telekomunikacyjnych, między innymi na kosztach dzwonienia na numery komórkowe i zagraniczne. Ponadto, dzięki wirtualnej centrali, można uniknąć kosztów związanych z zakupem infrastruktury tradycyjnej centrali telefonicznej oraz zatrudnieniem specjalisty do obsługi systemu telefonicznego.
Komunikacja w biznesie odgrywa kluczową rolę, a efektywność i szybkość przekazywania informacji może mieć znaczący wpływ na sukces firmy. Wraz z rozwojem technologii, pojawiają się coraz to nowocześniejsze narzędzia, które pomagają zwiększyć wydajność i redukować koszty. Jednym z takich narzędzi jest wirtualna centrala – system, który umożliwia połączenie różnych urządzeń w jedną wirtualną sieć telefoniczną.
Zwiększenie efektywności komunikacji w firmie
Wirtualna centrala to także świetne narzędzie do zwiększenia efektywności komunikacji w firmie. Dzięki niemu pracownicy mają łatwy dostęp do numerów telefonów innych pracowników i mogą przekazywać informacje bardzo szybko – w czasie rzeczywistym. Ponadto można skorzystać z takich funkcji jak przekierowanie połączeń czy rozmowy konferencyjne, znacznie ułatwiając w ten sposób pracę zespołu.
Elastyczność i mobilność w pracy dzięki wirtualnej centrali
Wiele firm decyduje się na wirtulaną centralę, ponieważ chcą być bardziej elastyczne i mobilne. Dzięki temu rozwiązaniu pracownicy mogą nawiązywać połączenia z dowolnego miejsca na świecie, korzystając z jednego numeru telefonu. Ponadto, dzięki wirtualnej centrali, można łatwo zintegrować różne systemy telefoniczne w firmie, co umożliwia szybkie przekazywanie informacji między różnymi oddziałami firmy.
Zarządzanie czasem pracy w firmie z wykorzystaniem wirtualnej centrali
Wirtualna centrala jest również świetnym narzędziem do zarządzania czasem pracy w firmie. Dzięki niemu można łatwo monitorować czas poświęcony na rozmowy telefoniczne, co umożliwia lepsze zarządzanie potencjałem zespołu oraz redukcję kosztów. Ponadto, dzięki wirtualnej centrali, można zautomatyzować wiele procesów biznesowych, co znacznie ułatwia codzienną pracę w firmie.
Podsumowanie – warto zainwestować w wirtualną centralę
Podsumowując, wirtualna centrala to jedno z najnowocześniejszych i najbardziej skutecznych narzędzi, które można wykorzystać w biznesie. Dzięki niemu można oszczędzać na kosztach telekomunikacyjnych oraz zwiększać efektywność komunikacji w firmie. Wirtualna centrala to także idealne rozwiązanie dla firm, które chcą być bardziej elastyczne i mobilne oraz chcą zarządzać czasem pracy w firmie.
Nie bez powodu coraz więcej firm wybiera wdrożenie wirtualnej centrali. Jest to narzędzie, które pozwala na oszczędność czasu, pieniędzy oraz zapewnia wygodę i łatwość w korzystaniu z różnych funkcji telefonicznych. Świetnie sprawdza się w firmach, które działają na rynku międzynarodowym i wymagają stałej komunikacji z klientami oraz kontrahentami na całym świecie.
Wirtualna centrala to inwestycja, która szybko zwróci się z powodu oszczędności na kosztach telekomunikacyjnych oraz zwiększenia efektywności komunikacji w firmie. Jednocześnie, jej wdrożenie jest łatwe i szybkie, a system jest bardzo intuicyjny w obsłudze. Warto zainwestować w wirtualną centralę, aby zwiększyć konkurencyjność swojej firmy na rynku oraz zadbać o zadowolenie klientów i pracowników.
W kwietniu codzienne zakupy w sklepach były droższe średnio o ponad 20% rdr. Sama żywność i napoje rdr. zdrożały o nieco ponad 19%. Największy wzrost odnotowały karmy dla zwierząt – o blisko 49% rdr. Drugie w rankingu są warzywa z wynikiem prawie 36% rdr. Na trzecim miejscu znalazła się chemia gospodarcza ze zwyżką o prawie 28%. Na końcu zestawienia mamy produkty tłuszczowe, owoce i używki – droższe niż rok wcześniej odpowiednio o 8,5%, ponad 10% i niecałe 13%. Komentujący te dane eksperci mówią, że dynamika wzrostu cen faktycznie spada, ale też dodają, że dwucyfrowe podwyżki wciąż utrzymują się w sklepach. To oznacza, że ceny będą dalej rosły, tylko wolniej niż do tej pory. I taki stan może potrwać nawet przez najbliższych 5 lat.
Dynamika spada, ale wciąż będzie drogo
Według raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH i Uczelni WSB Merito, w kwietniu br. codzienne zakupy były droższe średnio o ponad 20% w porównaniu z analogicznym okresem ub.r. W marcu wzrost przekroczył 23% rdr. Analiza objęła 17 kategorii i 100 najczęściej kupowanych przez konsumentów artykułów. Łącznie zestawiono ze sobą blisko 68 tys. cen. Z kolei uwzględniając tylko grupę żywność i napoje bezalkoholowe, obejmującą 13 kategorii, ceny poszły w górę średnio o nieco ponad 19% rdr.
– W analizie widać spadek tempa przyrostu cen rdr. w porównaniu z marcem 2023 roku, ale poziom z kwietnia jest prawie taki sam jak w styczniu i w lutym br. Dla mnie oznacza to stabilizację cen na wysokim, nieakceptowanym przez społeczeństwo poziomie. Biorąc jeszcze pod uwagę prognozy z Raportu o inflacji NBP z marca tego roku, musimy być przygotowani na długotrwałość wzrostu cen. Przez 4, a może nawet i 5 kolejnych lat produkty będą drożały, choć w dość wolnym tempie – komentuje prof. Marian Noga, ekonomista z Uniwersytetu WSB Merito.
Jak stwierdza Piotr Bielski, dyrektor Departamentu Analiz Ekonomicznych w Santander Bank, wzrost cen zaczął spowalniać z dwóch powodów. Po pierwsze, działają efekty statystyczne tzw. wysokiej bazy. Porównujemy obecny poziom cen z tym sprzed roku, kiedy zaczęły gwałtownie piąć się w górę. Po drugie, potaniały paliwa i niektóre inne surowce, a także umocnił się kurs złotego. To wszystko powoduje, że towary importowane stają się tańsze. Nadal jednak widać, że tzw. rozpęd cen z miesiąca na miesiąc pozostaje wysoki.
– Od strony podażowej do obniżenia dynamiki przyczyniły się głównie spadki opłat za energię, z racji wyjścia z szoku energetycznego, finalnie obniżając koszty produkcyjne. Natomiast od strony popytowej mamy konsumenta, który zmienił swoje nawyki. On rzeczywiście oszczędza pieniądze, wybierając tańsze marki własne oraz ograniczając zbyteczne wydatki. W efekcie wywiera presję na detalistów, którzy zmuszeni są do obniżania cen lub zmiany propozycji produktowej – mówi Jakub Jakubczak, analityk sektora Food & Agri z Banku BNP Paribas.
Do powyższego dr Edyta Wojtyla z Uniwersytetu WSB Merito dodaje, że dynamika wzrostu cen w sklepach nadal utrzymuje się na szkodliwym dla konsumentów poziomie. To efekt wciąż wysokich kosztów produkcji, które zostały przerzucone na klientów przy utrzymaniu marż gwarantujących producentom i sprzedawcom zyski. I jak twierdzi ekspertka, niestabilna sytuacja rynkowa i zmienne otoczenie gospodarcze wymuszają na dostawcach ustalanie zawyżonych cen. Dzięki temu mogą unikać strat np. w wyniku zmian przepisów, niedoboru surowców czy wzrostu stałych opłat. Do tego niestabilna wartość waluty krajowej podbija ceny produktów importowanych.
– Widać wyraźnie, że dynamika wzrostu cen spada, ale faktycznie dość wolno. W naszej ocenie, średnie podwyżki w sklepach przez kilka, a może nawet i kilkanaście najbliższych miesięcy wciąż będą rdr. dwucyfrowe, poza drobnymi wyjątkami. Na rynku będziemy też obserwować niekontrolowane skoki cen poszczególnych towarów, które w miarę bieżących możliwości szybko będą się stabilizować – prognozują autorzy raportu.
Ponadto prof. Noga uważa, że obniża się tempo wzrostu cen, ale nie jest to jakiś gwałtowny spadek. Wiemy też, że gospodarstwa domowe o niskich i średnich dochodach już wykorzystały na bieżące potrzeby większość swoich oszczędności. W związku z tym wyraźnie ograniczone zostały wydatki na dobra żywnościowe.
Drożyźniana „top piątka” w sklepach
Jak wynika z raportu, w kwietniu najmocniej znowu podrożały karmy dla zwierząt – o blisko 49% rdr. Zdaniem prof. Nogi, karmy dla zwierząt właśnie odnotowały szczyt cenowy. Z kolei na drugim miejscu w zestawieniu znajdują się warzywa, które podrożały o prawie 36% rdr. W obrębie tej kategorii widzimy, że np. cena cebuli rdr. poszła w górę o niecałe 130%, marchwi – o ponad 88%, a kapusty – o 32%.
– Produkcja karm nierozerwalnie wiąże się z cenami mięsa i warzyw. Te pierwsze ostatnio przestały tak szybko rosnąć, ale koszty zakupu warzyw wciąż są wysokie. Patrząc na to z perspektywy czasu, art. dla zwierząt w kolejnych miesiącach powinny stracić dużą dynamikę wzrostu, ale powrót do cen sprzed okresu drożyzny nie będzie raczej możliwy – podkreślają autorzy badania.
Z kolei w kwestii warzyw sytuacja wygląda nieco inaczej. Według Jakuba Jakubczaka wzrosty w ostatnich miesiącach wynikały z mieszanki czynników jeszcze z 2022 roku i jednorazowych wydarzeń z 2023 roku. Rekordowo wysokie koszty energii w ub. roku wpłynęły na znaczące ograniczenie produkcji szklarniowej w Polsce oraz Europie, która wspiera rynek w pierwszych miesiącach każdego roku.
– Dodatkowo atak zimy w Hiszpanii i w Afryce Północnej spotęgował braki warzyw na rynku w tym okresie. Możemy zatem spodziewać się realnych spadków cen w najbliższych miesiącach, szczególnie w sytuacji gdy na rynku pojawią się lokalne warzywa, a podaż szklarniowa i zagraniczna się odbuduje – wyjaśnia ekspert z Banku BNP Paribas.
Na trzecim miejscu w kwietniowym zestawieniu widzimy chemię gospodarczą, która podrożała o blisko 28% rdr. Na ten wynik wpływ miały przede wszystkim podwyżki cen papieru toaletowego – o ponad 63% rdr. oraz proszku do prania – o przeszło 52% rdr. Dalej w rankingu mamy nabiał – niespełna 27% rdr. oraz dodatki spożywcze – nieco ponad 26% rdr. W obrębie tej ostatniej kategorii np. majonez podrożał o prawie 52% rdr.
– To, ile płacimy za produkty chemiczne, zależy przede wszystkim od wartości energii elektrycznej. Ewentualne wyhamowanie cen jest uzależnione od regulatora państwowego. Z kolei nabiał drożeje pomimo tego, że spółdzielnie mleczarskie obniżają cenę skupu mleka, bo zaczynają notować straty. To może dawać nadzieję na to, że ceny w sklepach również wyhamują – dodaje prof. Noga.
Według autorów badania, wzrost cen w kategorii dodatków spożywczych został „nakręcony” przez majonez oraz musztardę. To mogło być wynikiem okresu przedświątecznego. Obecnie ceny tych art. powinny zacząć się stablicować. Dalej w zestawieniu mamy pieczywo ze średnim wzrostem rdr. na poziomie 25% i napoje z podwyżką prawie 19% rdr.
Tłuszcze i mięso trochę „odpuściły”
Najmniej spośród siedemnastu analizowanych kategorii rdr. podrożały produkty tłuszczowe – o 8,5%. Natomiast przedostatnie miejsce w rankingu drożyzny zajmują owoce – ponad 10% rdr. Wyżej są używki – prawie 13% oraz słodycze i desery – przeszło 13%.
– Niższa dynamika wzrostu cen produktów tłuszczowych wynika z uregulowania się rynku po stronie podaży oraz ustabilizowania cen transportu i energii. Wojna w Ukrainie, w tym utrudnienia w dostawach z tego kraju, a także sankcje nałożone na Rosję i Białoruś ograniczyły liczbę dostawców na rynku europejskim i krajowym. Ceny w tej kategorii są zwyczajowo wyższe w okresie zimowym, kiedy ogranicza się podaż jajek i masła – zaznacza dr Edyta Wojtyla.
Prof. Noga uważa, że ceny słodyczy i deserów, niebędących towarami pierwszej potrzeby, nie mają dla smakoszy większego znaczenia. I dodaje, że ekonomiści powszechnie mówią o zjawisku uniezależnienia się popytu od ceny tych produktów. Ich nabywcy to głównie ludzie dysponujący tzw. funduszem swobodnej decyzji. Od jego poziomu zależeć będzie popyt na te towary, co de facto może doprowadzić do wzrostu cen w tym obszarze.
Patrząc na pozostałe kategorie wzięte pod uwagę w badaniu, widać np. mięso i wędliny, które nie drożeją już tak mocno jak wcześniej. W kwietniu ceny poszły w górę odpowiednio o 14% i blisko 17% rdr. Dla porównania, w marcu mięso zaliczyło wzrost rdr. na poziomie ponad 22%, a wędliny były droższe o prawie 25% rdr.
– Na niższą dynamikę wzrostu cen tych kategorii względem innych przełożyło się ustabilizowanie, zaburzonej w wyniku wojny i kryzysu energetycznego, podaży pasz, leków, hodowli i usług transportowych. Jednak produkty wciąż drożeją w tempie dwucyfrowym, a więc nie należy mówić o stabilizacji, zwłaszcza gdy odniesieniem jest wysoka baza z tamtego roku. W przypadku kształtowania się cen znaczenie ma też sezonowość. W kwietniu, tuż przed Wielkanocą, zwyczajowo rosły. Klienci, nie chcąc przepłacać, zaopatrzyli się w mięso i wędliny już w marcu. Następnie po świętach, popyt spadł, co wpłynęło właśnie na wyhamowanie dynamiki wzrostu cen – podsumowuje dr Edyta Wojtyla.
Choć jak pokazują raporty rynku pracy, kandydaci z kompetencjami w obszarze nowych technologii znajdują się w czołówce tych najczęściej poszukiwanych specjalistów, na co wskazuje 27% organizacji w Polsce, to sama branża IT mierzy się aktualnie z widmem zwolnień. Jak podkreśla Justyna Mazur, liderka zespołu rekrutacji stałych z ramienia Experis, redukcje etatów są w dużej mierze konsekwencją nadmiernego przyrostu zatrudnienia podczas pandemii. Jaka jest aktualna sytuacja rynku pracy IT? Jak wobec niej zmieniła się postawa kandydatów? Dlaczego kompetencje miękkie są tak ważne u specjalistów nowych technologii?
Jak mówi Justyna Mazur, liderka zespołu rekrutacji stałych z ramienia Experis, w pierwszym kwartale 2023, branża IT mogła zwolnić już blisko 160 tysięcy pracowników na całym świecie. – Zwolnienia w organizacjach branży nowych technologii dotykają również polski rynek pracy. W dużej mierze te redukcje są konsekwencją nadmiernego przyrostu zatrudnienia podczas pandemii, kiedy to sektor zatrudniał w ciągu 12 miesięcy, tyle osób, co zazwyczaj w ciągu 2 lat. Tymczasem rynek uległ kolejnym modyfikacjom, pandemia dobiegła końca, a co za tym idzie, zakończyło się wsparcie finansowe pracodawców w formie tarcz antykryzysowych. Wszystko to przełożyło się na wyhamowanie gigantycznego popytu na usługi IT. Nie mówi się jeszcze o kryzysie, ale raczej o korekcie rynku i jego normalizacji – dodaje ekspertka.
Z drugiej jednak strony, jak pokazuje najnowsze badanie ManpowerGroup „Niedobór talentów”, wśród najczęściej poszukiwanych kompetencji u kandydatów są właśnie te z zakresu IT i analizy danych – wskazuje na nie 27% wszystkich przebadanych firm w Polsce. Biorąc pod uwagę tylko branżę IT i technologii, to o braku odpowiednio wykwalifikowanych specjalistów mówi 75% organizacji w naszym kraju. Globalnie wskaźnik ten jest jeszcze wyższy – wynosi bowiem 78%.
Umiejętności miękkie równie ważne, jak doświadczenie czy kompetencje
We wspomnianej analizie ankietowani pracodawcy zostali poproszeni o wskazanie umiejętności miękkich najtrudniejszych do pozyskania podczas rekrutacji nowych pracowników. Jak pokazuje raport, w przypadku branży IT i technologii, najbardziej deficytowe są umiejętność adaptacji oraz odporność na stres (38%), a także rzetelność i dyscyplina (35%). Brakuje osób myślących w sposób analityczny, krytyczny (27%), potrafiących działać zespołowo (25%). U kandydatów trudno znaleźć również cechy przywódcze (25%).
Jak podkreśla Justyna Mazur, to umiejętności kluczowe z punktu widzenia współczesnych organizacji, są one w dużej mierze pochodną ostatniego czasu, kiedy to home office obnażył pewne niedoskonałości oraz deficyty kompetencji wśród pracowników. – Szeroko pojęte umiejętności miękkie oraz sposób realizacji zadań są bardzo istotne również w świecie nowych technologii. Pomimo, że na pierwszy plan zwykle wysuwają się tutaj twarde umiejętności oraz kwalifikacje potrzebne do wykonywania pracy na określonym stanowisku, niejednokrotnie potwierdzane różnymi certyfikatami czy świadectwami. Firmy często są gotowe nawiązać współpracę z kandydatem, który choć nie posiada określonych umiejętności twardych, to wykazuje się odpowiednią postawą, cechami sprzyjającymi budowaniu efektywnych zespołów. Takie osoby w organizacji pomagają tworzyć otwarte środowisko pracy, a co za tym idzie, także budować przewagę konkurencyjną na rynku. Świetny specjalista w swojej dziedzinie, ale bez na przykład umiejętności sprawnej komunikacji, współpracy z innymi nie będzie efektywny w swojej pracy. Pracodawcy mają świadomość tego, że łatwiej będzie im nauczyć pracownika umiejętności twardych, niż zmienić jego postawę, czy określone zachowania. Dlatego też w ostatnich latach jeszcze bardziej wzrasta znaczenie kompetencji miękkich. Ich rozwój to długotrwały, wymagający proces. Kształtowanie umiejętności społecznych i interpersonalnych wymaga bowiem otwartości, motywacji, a także zaangażowania – dodaje ekspertka.
Specjalista IT coraz bardziej aktywny na rynku pracy
Zdaniem ekspertki z ramienia Experis, choć pracodawcy liczą, że aktualna sytuacja w branży przyczyni się do wyhamowania presji płacowej, to jednak kandydaci niechętnie rewidują swoje wymagania. – Dzieje się to jedynie w przypadku, gdy dana osoba jest aktualnie bez pracy, wówczas jest gotowa do większej elastyczności finansowej. Zatrudnienie w oparciu o umowę o pracę zyskuje wielu nowych zwolenników po stronie pracowników. Doceniają oni bowiem poczucie stabilności i dodatkowe zabezpieczenia wynikające z tej formy współpracy. Tymczasem pracodawcy ostrożniej podchodzą do tworzenia nowych miejsc pracy, obawiając się niepewnej sytuacji gospodarczej. Zauważamy również zmianę postawy specjalistów z sektora IT, którzy coraz częściej aktywne poszukują ofert zatrudnienia. To dość nowa sytuacja dla tego sektora, w którym dominował profil pasywnego kandydata, którego to rekruter próbował zainteresować nową ofertą zawodową – podsumowuje Justyna Mazur.
Inflacja za kwiecień wyniosła w USA 4,90% r/r wobec oczekiwań analityków na poziomie 5,00%. W skali miesiąc do miesiąca ceny wzrosły natomiast jedynie o 0,40%, zgodnie z oczekiwaniami rynku. Inflacja kolejny raz spada i zaskakuje pozytywnie. Na ostatnim posiedzeniu FED-u przestano posługiwać się frazą o konieczności kolejnych podwyżek stóp. Może to oznaczać, że ostatnia podwyżka była dosłownie ostatnią i do tego niewielką (25 pb.). Ten odczyt inflacyjny jest kolejnym argumentem przemawiającym za zakończeniem cyklu podwyżek. A na horyzoncie coraz wyraźniej widzimy pierwsze obniżki. Indeksy giełdowe zareagowały wzrostem, a dolar osłabieniem względem podstawowych walut. Mamy książkowe utwierdzeniu rynku, który już wita się z pivot-em FED-u.
Szymon Gil – Makler Papierów Wartościowych Domu Maklerskiego Michael/Ström
RPP kolejny raz utrzymała stopy procentowe w Polsce bez zmian. Bez zaskoczeń. Informacja po posiedzeniu to natomiast praktycznie kopiuj-wklej z ostatniego posiedzenia RPP. Zdaniem rady do spadku inflacja będzie się przyczyniać „osłabienie tempa wzrostu PKB, w tym konsumpcji następujące w warunkach istotnego obniżenia dynamiki kredytu”, spadek cen surowców i inflacji producenckie PPI oraz umacnianie się złotówki.
Natomiast inflacja będzie maleć stopniowo, ponieważ wcześniejsze szoki, zdaniem RPP są i były poza kontrolą NBP. RPP zwraca też uwagę, że EBC i FED podniosły ostatnio stopy, ale kraje naszego regionu utrzymują je na niezmienionych poziomach. Przy tej okazji warto zaznaczyć, że inflacja w strefie euro jest dwukrotnie niższa niż w Polsce (7,00%), a w USA 3x niższa (4,90%), ale to w Polsce przedstawiciele RPP zaczęli wspominać o pierwszych, możliwych obniżkach. FED rzeczywiście prawdopodobnie zakończył cykl podwyżek, EBC zapowiada kolejne.
Szymon Gil, Makler Papierów Wartościowych, Michael / Ström Dom Maklerski
RPP, zgodnie z przewidywaniami, nie zmieniła wysokości stóp procentowych. Cel inflacyjny osiągniemy dopiero w 2025 roku, a pierwsza obniżka stóp jest możliwa dopiero w 2024 roku. Okres oczekiwania na obniżkę stóp będzie rekordowo długi, podczas trzech ostatnich cykli wynosił bowiem przeciętnie pół roku. W USA ten okres wynosił 7 miesięcy.
Rada Polityki Pieniężnej, zgodnie z przewidywaniami, nie zmieniła wysokości stóp procentowych. Ostatni raz stopy podniesiono we wrześniu 2022 roku. Od tego czasu trwa pauza w podwyżkach, choć cykl właściwie został już zakończony. Obecnie najbardziej prawdopodobny scenariusz ekonomiczny to pierwsze obniżki stóp najwcześniej w 2024 roku. Kluczową zmienną dla wysokości stóp pozostaje inflacja, która w kwietniu spadła do 14,7 proc r/r. Jednak obecny spadek to głównie efekt statystyczny, a ceny cały czas rosną. Według obecnej projekcji NBP zejście do celu inflacyjnego wynoszącego 2,5 proc. nastąpi dopiero w 2025 roku.
W zeszłym tygodniu doszło do podwyżki stóp w USA – zostały one podniesione o 0,25 pp. do przedziału 5-5,25 proc. Zgodnie z przewidywaniami rynku, jest to ostatnie podwyżka, obecnie wyceniane są już pierwsze obniżki stóp. Rynek przewiduje, że do pierwszej obniżki stóp może dojść nawet już we wrześniu br. Od 1970 roku, przeciętny okres od ostatniej podwyżki stóp do pierwszej obniżki to właśnie 4 miesiące, choć w ciągu 3 ostatnich cykli jest to przeciętnie 7 miesięcy.
W Polsce okres pomiędzy ostatnią podwyżką stóp a pierwszą obniżka będzie w tym cyklu rekordowo długi. Już od ostatniej podwyżki minęło 8 miesięcy, a pierwszych obniżek spodziewamy się najwcześniej w roku 2024. Podczas poprzednich cykli podwyżek, te okresy były znacznie krótsze. W roku 2012, okres miedzy ostatnia powyżką a pierwszą obniżką wyniósł 6, w 2008 roku – 5, a w 2005 roku – 7 miesięcy. Czyli przeciętnie było to pół roku.
Nie było możliwości zaskoczenia podczas dzisiejszej decyzji o wysokości stóp procentowych. RPP utrzymuje stopy procentowe bez zmian i główna stopa wynosi 6,75%. Oczywiście dla rynków finansowych ważniejsza będzie konferencja prasowa na której być może dojdzie do jakiejś większej sygnalizacji możliwych obniżek na koniec roku, biorąc pod uwagę dosyć pozytywne zaskoczenie ostatnim odczytem inflacji.
Oczywiście inflacja pozostaje wysoka i za kwiecień wyniosła ona 14,7% r/r. Niemniej jeśli inflacja spadłaby do poziomu jednocyfrowego, nie można wykluczyć, że dyskusja w RPP na temat obniżek rozpocznie się. Ostatnio takie sugestie płynęły ze strony dwóch członków RPP: Dąbrowskiego oraz Wnorowskiego, który jednocześnie sugerowali, że Rada może rozpocząć dyskusję po sierpniu (wtedy to mamy jednodniowe niedecyzyjne posiedzenie). Na ten moment rynek wycenia ponad 40 punktów bazowych obniżki do końca roku i 75 punktów bazowych w perspektywie roku. Konsensus Bloomberga czy PAP-u nie daje szans na obniżkę w tym roku, ale konsensus sporządzany przez Obserwator Finansowy daje już szanse na cięcie stóp na koniec tego roku. Kluczowa dla tej decyzji będzie oczywiście inflacja, która musi spaść do poziomu jednocyfrowego.
Pod względem inflacji najbardziej ciekawy powinien być czerwiec oraz lipiec, kiedy ceny benzyny przekraczały 7,5 zł za litr, a czasami przekraczały nawet 8 zł. Wobec tej wysokie bazy, spadek inflacji w tych miesiącach w tym roku powinien być dosyć spory. Dodatkowo ceny gazu były najwyższe w historii w sierpniu zeszłego roku, dlatego trend spadku inflacji powinien być kontynuowany przynajmniej przez całe wakacje.
Dzisiaj komunikat po decyzji o 16:00, a jutro konferencja prasowa RPP o godzinie 15:00, podczas której jest szansa na nieco więcej sygnałów dotyczących przyszłych zmian. Z drugiej strony inflacja pozostaje wysoka, dlatego konkretne sygnały mogą nadejść po lub w trakcie miesięcy wakacyjnych. Złoty jest dzisiaj nadmiernie mocny i do dolara zyskuje nawet 1%, co wynika z niskiego odczytu inflacji w USA. Za dolara płacimy 4,11 zł, natomiast za euro nieco ponad 4,52 zł.
Z danych Polskiego Związku Faktorów wynika, że w ubiegłym roku przedsiębiorstwa przekazały do sfinansowania niemal 24 mln faktur. To wzrost o 13% w ujęciu r/r. Jeszcze w 2021 roku pułap ten wyniósł 21,1 mln. Rynek faktoringu w Polsce odnotował natomiast wzrost o 27%, osiągając rekordową wartość 460 mld zł.
Potencjał sektora faktoringowego sukcesywnie rośnie. Firmy poszukują szybkiego dostępu do gotówki, a także uwolnienia środków z wystawionych faktur. Faktoring pozwala im zarządzać płynnością finansową i prowadzić bieżącą działalność przy zachowaniu pełnego komfortu finansowego.
Ubiegły rok to zakończenie rządowego wsparcia płynnościowego, jakie towarzyszyło przedsiębiorcom od 2020 roku. W efekcie w wielu przedsiębiorstwach zniknęła tzw. poduszka finansowa i nastąpił wzrost zapotrzebowania na kapitał obrotowy. Największy wpływ na rozwój rynku miała galopująca inflacja. Faktoring w sposób naturalny stał się remedium na piętrzące się problemy.
Kredyt kupiecki, z punktu widzenia kupującego, jest najtańszym kredytem – bez kosztów i bez zabezpieczeń. Do tego jest udzielany przez innego przedsiębiorcę, z którym ma relacje handlowe. Natomiast dla sprzedającego, który takiego kredytu udziela, jest to wejście w obszar zarezerwowany dla pożyczkodawców. Nie każdy sprzedający posiada wystarczającą wiedzę i umiejętności, aby móc ocenić ryzyko braku zapłaty przez kupującego. W dodatku sprzedający już w dniu sprzedaży jest pewny, że powstałe zobowiązanie podatkowe trzeba będzie uregulować na czas, w nienegocjowalnym terminie. Aby zadbać o swoją płynność finansową oraz pozbyć się ryzyka braku zapłaty przez odbiorcę, warto zainteresować się faktoringiem – mówi Paweł Nowak, członek zarządu BNP Paribas Faktoring.
Ostatnie lata to dla przedsiębiorców bezprecedensowy okres dynamicznych zmian, nowych szans i zagrożeń. W konsekwencji zaburzenia łańcucha dostaw, dostęp do środków produkcji czy handlu stał się nowym elementem w układance ryzyk prowadzenia firmy. Po szoku związanym z wybuchem wojny w Ukrainie, pojawił się wzmożony wzrost inflacji, który dodatkowo napędził zapotrzebowanie na kapitał obrotowy. W ubiegłym roku prawie każdy przedsiębiorca troszczył się o zabezpieczenie zapasów. Po to, aby móc prowadzić działalność w obawie przed brakiem dostępu do towarów lub zadbać o rentowność swojej firmy. Budowanie zapasów było ucieczką od spodziewanych podwyżek. Ten proces ogromnie wpłynął na rynek finansowy. Aby zrozumieć skalę wzrostu potrzeb na rynku w obszarze krótkoterminowych źródeł finansowania, warto zwrócić uwagę, że sam BNP Paribas Faktoring na koniec 2022 roku zakupił faktury o wartości 8,4 mld złotych, co oznacza 50% wzrost w ujęciu r/r. Wartość obrotów faktoringowych wzrosła w roku 2022 aż o 63%.
W najbliższych kwartałach możemy spodziewać się kolejnych wzrostów, natomiast ich dynamika powinna być już mniejsza niż w ostatnich 2-3 latach. Wynika to z wysokiej inflacji oraz niskiego poziomu optymizmu wśród przedsiębiorców i konsumentów. Dodatkowo, ograniczeniem wzrostu są wysokie stopy procentowe, spowolnienie gospodarcze oraz niepewność makroekonomiczna – podsumowuje Paweł Nowak.
Aby podążać za zwiększającą się skalą biznesu, firmy faktoringowe zdecydowanie postawiły na cyfrową transformację oraz digitalizację. Procesy obsługi klientów zostały zoptymalizowane, a korzystanie z usługi stało się bardziej komfortowe i wygodne. Biznes w znacznej części przeniósł się z kanałów tradycyjnych do szeroko pojętego kontaktu online. Przedsiębiorcy mają możliwość zawierania umów zdalnie, przez Internet, wdrażane są szybkie płatności oraz automatyzacja w obszarze rozliczeń. Drastycznemu skróceniu uległ czas oczekiwania na środki. Dziś przedsiębiorcy mogą otrzymać środki za fakturę już w ciągu godziny po jej wystawieniu.
Rada Polityki Pieniężnej kolejny miesiąc utrzymała stopy procentowe
na niezmienionym poziomie. Ostatnia zmiana stóp procentowych miała miejsce dokładnie 8 miesięcy temu – we wrześniu 2022 roku. Główna stopa referencyjna NBP w maju nadal wynosić będzie 6,75 proc. Czy to definitywny koniec podwyżek? Decyzje RPP komentuje główny ekonomista Business Centre Club prof. Stanisław Gomułka.
Tak jak przewidywało większość analityków, w tym główny ekonomista Business Centre Club Stanisław Gomułka Rada Polityki Pieniężnej (RPP) podczas majowego posiedzenia po raz kolejny pozostawiła stopy procentowe NBP na niezmienieniom poziomie. Według ekonomistów taki stan rzeczy będzie miał miejsce przez kolejne miesiące i oznaczać może zakończenie cyklu podwyżek. Podobnie jak w ubiegłych miesiącach referencyjna stopa wynosić będzie w maju 6,75% proc., a pozostałe stopy w skali rocznej: stopa lombardowa – 7,25%, stopa depozytowa 6,25%, stopa redyskontowa weksli 6,80%, a stopa dyskontowa weksli 6,85%.
– Tak jak większość analityków przypuszczało RPP utrzymała stopy procentowe na dotychczasowym poziomie, w szczególności stopę referencyjną NBP. Decyzja jest więc zgodna z konsensusem rynkowym. Jest ona kluczowa ze względu na to, że wpływa bezpośrednio na koszt kredytu. W najbliższych miesiącach koszt pieniądza pozostanie więc bez zmian na najwyższym od 2002 r. poziomie. W mojej ocenie, ale także w ocenie analityków rynku taka sytuacja będzie miała miejsce przez kolejne miesiące. – wskazuje prof. Stanisław Gomułka.
Polska polityka pieniężna kontra „świat”
W ubiegłym tygodniu najważniejszym wydarzeniem dla rynków były decyzje Rezerwy Federalnej USA (FED) oraz Europejskiego Banku Centralnego (EBC) w sprawie poziomu stóp procentowych. Światowe banki centralne skupiają się przede wszystkim na ograniczaniu poziomu inflacji oraz sprowadzeniu inflacji do celu inflacyjnego 2%. Inflacja
w USA wynosi obecnie 5 proc., w strefie euro jest to zaś 7 proc.
W poprzednią środę amerykańska Rezerwa Federalna zdecydowała o kolejnej podwyżce stóp procentowych o 0,25 pkt proc. Jako powód podwyżki wskazano wciąż utrzymującą się wysoką inflację, powyżej celu FED. Poziom stóp procentowych w USA jest obecnie najwyższy od 2007 roku i jest to dziesiąta z rzędu podwyżka i trzecia z rzędu o 25 punktów bazowych. Po majowej podwyżce stopa funduszy federalnych w USA przewyższyła inflację CPI. Majowa decyzja jest zgodna z oczekiwaniami rynku, analitycy podkreślają także,
że decyzja może zakończyć trwający cykl podwyżek. Decyzje w sprawie stóp procentowych podjął także EBC, w miniony czwartek podniósł stopy o 25 punktów bazowych, uzasadniając to faktem, że inflacja zbyt długo pozostaje na podwyższonym poziomie. Po podwyżce stóp procentowych stopa depozytowa wynosi 3,25% i jest to najwyższy poziom od 2008 roku.
Zdaniem głównego ekonomisty BCC prof. Stanisława Gomułki:
– Banki centralne krajów ekonomicznie zaawansowanych (USA, UE, UK), podnosząc
w ostatnich 2-3 miesiącach stopy procentowe, utrzymują je na poziomie niewiele niższym niż inflacja, pomimo tego, że inflacja w tych krajach jest dużo niższa niż w Polsce. Strategia tych banków to sprowadzenie inflacji stosunkowo szybko do celu inflacyjnego, który tam wynosi nie więcej niż 2%. W świetle podejmowanych decyzji RPP ma ewidentnie inny cel strategiczny na lata 20023 i 2024: obniżyć inflację w tym roku do około 10-12%,
a w przyszłym do około 5-7%. Dokładnie taka jest też ostatnia prognoza MFW dla Polski. Problemem dla RPP może być prognoza MFW wzrostu PKB w roku 2023: dla Polski 0,3%, dla krajów zaawansowanych 1,3%, dla krajów doganiających 3.9%. Niemal recesyjna sytuacja gospodarcza powinna przekładać się na wzrost stopy bezrobocia i w konsekwencji na spadek presji płacowej. Ale jak dotąd takich zmian nie obserwujemy. W tej sytuacji prawdopodobieństwo podniesienia stóp procentowych NBP w najbliższych kilkunastu miesiącach jest niewielkie, praktycznie bliskie zeru. Opinie większości członków RPP są jednak teraz zróżnicowane na temat czy i ewentualnie, kiedy obniżyć stopy procentowe. Prawdopodobieństwo takiej decyzji też wydaje się w najbliższych kilku miesiącach bliskie zeru.
Dwa nowe obiekty powiększyły zasoby krakowskiego rynku biurowego o ponad 42 000 m kw. Nowa podaż w Krakowie była najwyższym wynikiem odnotowanym w miastach regionalnych. Jednocześnie, aktywność deweloperów względem realizowanych obecnie projektów jest czterokrotnie niższa w porównaniu do okresu przed 2020 rokiem.
Kraków niezmiennie utrzymuje pozycję lidera wśród rynków regionalnych pod kątem zasobów powierzchni biurowej, które na koniec marca 2023 roku wyniosły 1,75 mln m kw. W pierwszym kwartale roku do użytku oddano dwa budynki biurowe: Ocean Office Park B (Cavatina Holding) oraz Fabryczna Office Park B5 (Inter-Bud) o łącznej powierzchni ponad 42 000 m kw. Dostarczone na rynek zasoby stanowiły ponad 62% nowej podaży, a osiągnięty wynik był najwyższym spośród miast regionalnych.
„Na koniec marca w budowie było zaledwie 67 600 m kw. powierzchni, z czego 90% ma zostać ukończone jeszcze w 2023 roku. W porównaniu z latami przedpandemicznymi jest to wynik ponad czterokrotnie niższy, kiedy to w realizacji pozostawało około 250 000 – 300 000 m kw.,” – komentuje Katarzyna Bojar, Konsultant w dziale badań rynku w Knight Frank.
Do największych realizowanych obiektów należą: Kreo (23 000 m kw., Ghelamco Poland) oraz Mogilska 35 (13 500 m kw., Warimpex), których oddanie do użytkowania planowane jest na II kw. 2023 roku.
„Aktywność krakowskich najemców w pierwszym kwartale roku pozostawała na stosunkowo stabilnym poziomie. Od stycznia do marca firmy zawarły transakcje najmu powierzchni biurowej na blisko 38 400 m kw., co było wynikiem wyższym o prawie 10% w porównaniu do analogicznego okresu w 2022 roku. Warto dodać, że był to drugi najwyższy wynik, który stanowił blisko 22% całkowitego wolumenu transakcji zawartych w miastach regionalnych. Z naszych analiz wynika, że w badanym okresie dominowały nowe umowy, które złożyły się na 59% całkowitego popytu. Na kolejnych miejscach znalazły się renegocjacje – 34% i ekspansje – 7%,” – dodaje Aleksandra Markiewicz, Associate Director w dziale reprezentacji najemcy w Knight Frank.
„Odnotowana w I kwartale 2023 roku relatywnie wysoka nowa podaż wpłynęła na wzrost współczynnika pustostanów, który na koniec marca 2023 roku wyniósł 17,4%. W porównaniu do końca 2022 roku wzrost wyniósł 1,4 pp. i na chwilę obecną jest to drugi najwyższy wynik spośród miast regionalnych, ”– komentuje Katarzyna Bojar, Konsultant w dziale badań rynku w Knight Frank.
Czynsze wywoławcze w Krakowie na koniec marca 2023 roku pozostają na stabilnym poziomie wahając się od 10,00 EUR do 16,00 EUR za m kw. miesięcznie. Utrzymujące się wysokie koszty budowy, a także wciąż wysokie koszty obsługi kredytów budowlanych hamują możliwości negocjacyjne inwestorów, dlatego zwłaszcza w nowych budynkach możliwy jest dalszy wzrost stawek czynszów.
Jednocześnie, ze względu na rosnące koszty mediów i usług, zauważalny jest również wzrost stawek opłat eksploatacyjnych, które na koniec marca 2023 roku w Krakowie wahały się od 15,00 do 25,00 PLN/m kw./miesięcznie.
Trudno ukryć, że w ostatnim czasie rynek najmu wzbudza większe zainteresowanie rodzimej opinii publicznej. Dzieje się tak pomimo faktu, że w wynajmowanym lokum mieszka mniej niż jeden na dwudziestu naszych rodaków. Średni wzrost czynszów w 2022 roku wynoszący około 15% – 25% sprawił jednak, że sytuacja rynku najmu zaczęła wzbudzać większe zainteresowanie – również dziennikarzy oraz publicystów. Głos zabierają też sami właściciele mieszkań na wynajem (np. na Twitterze). Część z nich uważa, że wynajmowanie mieszkania osobom z dziećmi oznacza większe ryzyko. Postanowiliśmy wyjaśnić, czy wynajem mieszkania dla rodziny jest faktycznie bardziej ryzykowny. Taka analiza będzie przydatna nie tylko dla wynajmujących, ale również dla najemców szukających nowego lokum razem z dziećmi.
Nasz artykuł w dużym skrócie:
Rodzice małoletnich dzieci to jedna z tych grup, które w ramach obowiązujących przepisów posiadają tak zwaną gwarancję mieszkania socjalnego po eksmisji. Taka gwarancja nie dotyczy jednak eksmisji z prywatnych lokali. Mimo tego, rodzicom małoletnich dzieci bardzo często przyznawane jest mieszkanie socjalne w ramach wyroku eksmisyjnego.
Wynajem mieszkania dla rodziny będzie bardziej korzystny z punktu widzenia właściciela „M” jeśli podpisana umowa ma charakter najmu okazjonalnego lub instytucjonalnego. W przypadku takiego najmu, eksmitowany nie posiada bowiem prawa do mieszkania socjalnego i pomieszczenia tymczasowego. Mimo tego, eksmisja rodziny może się znacząco wydłużyć.
Poniżej prezentujemy więcej informacji, które odpowiadają na pytanie, czy wynajem mieszkania dla rodziny jest faktycznie problematyczny z punktu widzenia właściciela mieszkania.
Rodzicowi dużo łatwiej jest otrzymać mieszkanie socjalne
Wynajem mieszkania dla rodziny na pewno byłby mniej ryzykowny dla wynajmujących, gdyby nie utrzymywał się deficyt mieszkań socjalnych. Niestety, wspomniany deficyt istnieje już od dawna. Według danych GUS z końca 2021 roku, brak mieszkania socjalnego dostępnego „od ręki” wstrzymywał eksmisję około 42 000 gospodarstw domowych. „Tymczasem rodzina z dziećmi lub rodzic samotnie wychowujący dziecko ma bardzo duże szanse na otrzymanie przydziału do mieszkania socjalnego w ramach wyroku eksmisyjnego” – mówi Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.
Do czasu wyprowadzki rodzina powinna płacić za bezumowne zajmowanie lokalu, ale odzyskanie pieniędzy od czynszowego dłużnika bywa trudne w praktyce. Jeżeli przydział do mieszkania socjalnego został już potwierdzony przez sąd, to lokator czekający na eksmisję opłaca jedynie niewielki czynsz – taki jak w przypadku mieszkania socjalnego. „Wyrównanie względem rynkowego czynszu powinna zapłacić gmina, ale w praktyce odzyskanie pieniędzy od samorządu wymaga często oczekiwania na prawomocny wyrok sądu” – zaznacza Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.
Wielu właścicieli prywatnych lokali traktuje wynajem mieszkania dla rodziny jako ryzykowny wariant pomimo faktu, że rodzice razem z małoletnim nie posiadają gwarancji przyznania lokalu socjalnego. Gwarancja dotycząca orzeczenia przez sąd prawa do mieszkania socjalnego dla małoletniego oraz jego opiekuna dotyczy jedynie eksmisji z lokali komunalnych, spółdzielczych oraz społecznych (TBS/SIM). „Praktyka pokazuje jednak, że sądy bardzo często przyznają lokal socjalny rodzinie, w której skład wchodzą osoby małoletnie” – podkreśla Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.
Przy najmie okazjonalnym eksmisja może się przedłużyć
Przepisy teoretycznie dają właścicielowi mieszkania możliwość zmniejszenia ryzyka, z jakim wiąże się wynajem mieszkania dla rodziny. Chodzi tutaj o zawarcie umowy najmu okazjonalnego lub instytucjonalnego. W przypadku tych dwóch wariantów najmu, eksmitowanym nie przysługuje bowiem uprawnienie do mieszkania socjalnego oraz pomieszczenia tymczasowego. Dlatego najemca wybierający okazjonalny wariant wynajmu musi zadeklarować, że posiada zapasowe lokum na wypadek eksmisji. „Należy też przedstawić oświadczenie osoby posiadającej tytuł prawny do takiego lokum” – dodaje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.
„Okazjonalny” lokator powinien również znaleźć nowe lokum zabezpieczające eksmisję jeśli okaże się, że poprzedni taki dom lub lokal już nie może pełnić tej funkcji. Najem instytucjonalny, który oferują tylko firmy jest bardziej liberalny, gdyż przepisy zakładają, że lokator powinien całkiem samodzielnie zadbać o posiadanie lokum, do którego wyprowadzi się w razie eksmisji. Sytuacja jednak może się skomplikować, jeżeli „okazjonalny” lub „instytucjonalny” najemca jednak nie posiada lokum na wypadek eksmisji. „W takiej sytuacji powinna być przeprowadzona eksmisja bez prawa do pomieszczenia tymczasowego, ale często scenariusz wygląda inaczej” – komentuje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.
Warto bowiem wiedzieć, że najemca posiada możliwość złożenia zażalenia na postanowienie sądu o nadaniu klauzuli wykonalności oświadczeniu, w którym ten sam lokator wcześniej poddał się egzekucji i zobowiązał do opróżnienia lokum. Wspomniane oświadczenie z klauzulą wykonalności jest w przypadku najmu okazjonalnego oraz instytucjonalnego podstawą do działań komornika. Czasem okazuje się, że sąd uwzględnił zażalenie najemcy. „W zażaleniu lokator może argumentować, że jednak nie posiada mieszkania na wypadek eksmisji i dlatego nie powinna być wobec niego stosowana uproszczona procedura eksmisyjna” – tłumaczy Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.
Dziecko w rodzinie najemcy często wpływa na decyzję sądu
Szanse na pozytywną dla lokatora decyzję sądu rosną jeśli w skład jego gospodarstwa domowego wchodzi dziecko. Jeżeli sąd uwzględni zażalenie najemcy, to konieczne będzie złożenie tradycyjnego pozwu o eksmisję. Ten wariant wiąże się natomiast z koniecznością oczekiwania na przydział mieszkania tymczasowego lub lokalu socjalnego dla najemcy. „Opisywana sytuacja tłumaczy, dlaczego nawet okazjonalny lub instytucjonalny wynajem mieszkania dla rodziny może być ryzykowny z punktu widzenia właściciela lokalu” – podsumowuje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.
Polacy największym poważaniem darzą strażaków oraz przedstawicieli zawodów medycznych, a najniższym osoby twórców internetowych i polityków – wynika z 3. edycji badania „Ranking prestiżu zawodów i specjalności” zrealizowanego przez SW Research
Strażak i ratownik medyczny – liderzy wyścigu
Polacy ponownie zdecydowali. Ranking prestiżu zawodów obejmujący blisko 40 kategorii, realizowany od trzech lat przez instytut badawczy SW Research pokazuje pewną stabilność nie tylko w czołówce najbardziej poważanych profesji, ale również wśród specjalności zamykających zestawienie. W roku 2023, podobnie jak w latach ubiegłych, podium zdominowane jest przez dwa zawody: strażaka oraz ratownika medycznego. Pierwszy z nich poważany jest przez 84% Polaków, drugi przez 83%. Trzecie miejsce od lat jest obszarem rywalizacji między zawodem pielęgniarki i lekarza, jednak w 2023 roku brąz przypadł pielęgniarkom, z wynikiem 75%. Pozostałe miejsca w czołówce zawodów cieszących się społecznym uznaniem objęli kolejno: lekarze (74%), profesorowie wyższych uczelni (69%), farmaceuci (68%), górnicy (62%) oraz inżynierowie (60%).
W ogonie stawki – twórcy internetowi i politycy
Na przeciwnym biegunie znajdują się zawody i specjalizacje, takie jak influencer, youtuber czy działacz partii politycznej. Analogicznie do podium, również w przypadku listy najmniej poważanych zawodów można mówić o pewnej stabilizacji w latach 2021-23. Ostatnie dwie pozycje wymieniają między sobie influencerzy i youtuberzy, których poważaniem darzy średnio 13% polskiego społeczeństwa. Pozostałe pozycje (od 36 do 32) z końca tabeli to domena polityków: działaczy partyjnych (14%), posłów (16%), ministrów (20%) oraz radnych (21%).
Analiza rankingu dostarcza cennych informacji nie tylko na temat samej hierarchii zawodów w społecznej percepcji, ale również jest źródłem wiedzy o aktualnych potrzebach i wartościach polskiego społeczeństwa. Mocny i stabilny wizerunek takich profesji jak strażak, ratownik medyczny czy profesor uniwersytetu świadczą o powszechnym uznaniu dla takich cech jak pomoc innym, odpowiedzialność społeczna oraz wyższe wykształcenie. Polacy są konsekwentni również w negatywnych uczuciach, o czym świadczy niska o lat pozycja twórców internetowych oraz polityków. Okazuje się, że sama popularność, częsta obecność w mediach, marketingowa kreatywność czy krasomówstwo nie przyczyniają się, zdaniem Polaków, do tworzenia dobra społecznego w takim samym stopniu, co ratowanie zdrowia i życia – komentuje Piotr Zimolzak, wiceprezes SW Research.
Drobne przesunięcia w peletonie: specjaliści IT i adwokaci w górę, przedsiębiorcy i robotnicy w dół
Zarówno najbardziej, jak i najmniej poważane zawody utrzymały swoje zeszłoroczne pozycje. Co więcej, liderzy rankingu umocnili swoje miejsce, zyskując średnio 2-3 punkty procentowe społecznego poważania, względem roku 2022. Podobnie, najwięksi przegrani tego zestawienia pogłębili swoje końcowe lokaty, tracąc 3-4 punktów procentowych.
Jednak w środkowej części rankingu można zaobserwować pewną dynamikę. Na znaczeniu zyskał informatyk, analityk systemów komputerowych, który z miejsca 12. W 2021 awansował w roku na 9. pozycję. Jeszcze większy skok, choć nieco niżej, bo z 19. na 14. miejsce odnotował zawód adwokata.
Zauważalnie ku dołowi tabeli przesunął się za to właściciel dużej firmy, zajmując 22. pozycję i spadając aż o 6 oczek w rankingu względem 2022 r. Tendencja spadkowa dotyczy również zawodu robotnika wykwalifikowanego (np. tokarza, murarza), którego pozycja spada sukcesywnie od 2021 r. Wówczas zajmował on 6. pozycję, podczas gdy w 2023 r. dopiero 12.
Wzrost prestiżu specjalistów IT może wynikać z rosnącego znaczenia technologii cyfrowych, w szczególności rozwoju w kierunku sztucznej inteligencji (AI) oraz automatyzacji wielu procesów. To też by tłumaczyło istotny spadek prestiżu robotnika wykwalifikowanego czy pracownika call-center, których praca może być postrzegana jako zastępowalna w niedalekiej przyszłości. Z kolei przesunięcie się w górę profesji adwokata może świadczyć o dynamice w obszarze legislacji i wzroście popytu na usługi prawnicze. Z kolei pogorszenie się sytuacji materialnej wielu Polaków i niepewność o przyszłość finansową mogło osłabić postrzeganie przedstawicieli świata biznesu, właścicieli dużych firm. Może być to efekt krytyki wobec korporacyjnej kultury lub rosnących nierówności dochodowych – uzupełnia Piotr Zimolzak.
Farmaceuci, coachowie, HR-owcy i konsultanci online – nowi zawodnicy wyścigu
W tegorocznym zestawieniu po raz pierwszy Polacy oceniali takie profesje jak: farmaceuta/aptekarz, trener biznesu/coach, pracownik HR oraz pracownik call-center. Umiejscowienie tych kategorii zawodowych na tle dotychczasowych specjalności jest bardzo zróżnicowane. Przedstawiciele zawodu farmaceuty od razu trafili do czołówki zestawienia zajmując 6. pozycję, zaraz za profesorem uniwersytetu. Co ciekawe, Polacy uplasowali specjalistów ds. kadr (29 miejsce) i coachów (31 miejsce) pomiędzy przedstawicielami stanu duchownego (30 miejsce).Najmniej udany debiut zaliczył pracownik call-center, który zajął 32 pozycję tuż przed politykami i twórcami treści internetowych.
Nota metodologiczna:
Badanie przeprowadzono w dniach 25-27.04.23 techniką CAWI przez instytut badawczy SW Research na reprezentatywnej próbie 1021 Polaków w wieku 16-80 lat.
Globalne dane wskazują na 6% wzrost ruchu cyfrowego, 2% spadek w digital commerce i 7% spadek wydatków konsumenckich, jednak Europa Wschodnia notuje wzrosty.
Z danych zebranych przez Salesforce wynika, że w pierwszym kwartale 2023 Europa Wschodnia może się pochwalić wzrostem handlu online na poziomie 14% w porównaniu z 9% wzrostem w poprzednim kwartale. Średnia kwota wydana przez kupujących w przeliczeniu na wizytę wyniosła 1,14 USD, co oznacza spadek z 1,27 USD w ostatnim kwartale. W Europie Wschodniej ogólny współczynnik konwersji wyniósł 1,3% w porównaniu do 1,5% w poprzednim kwartale. Dla porównania, w tym samym okresie w Niemczech zanotowano spadek sprzedaży online o 5%, ale już Francja i Włochy mogą pochwalić się wzrostami na poziomie odpowiednio 4% i 6%. Niemcy przodują, jednak jeśli idzie o średnią kwotę wydatków w przeliczeniu na jedną wizytę i wydają niemal dwuipółkrotnie więcej niż mieszkańcy Europy Wschodniej – 2,76 USD. Na drugim biegunie pojawia się Japonia ze spadkiem sprzedaży online na poziomie aż 13%, Holandia ze spadkiem 12% czy kraje nordyckie i Wielka Brytania notujące zniżki na poziomie 10%. Podobna do Polski Hiszpania może się pochwalić najwyższymi wzrostami sprzedaży w Europie – aż 19%. Wartość zakupów jest jednak niższa niż w naszym regionie i wynosi tylko 1,07 USD.
Po odbiciu w czwartym kwartale globalna sprzedaż online spadła o 2% w porównaniu rok do roku. Było to spowodowane przede wszystkim zmniejszonym popytem na rynku amerykańskim. Spadek sprzedaży online w Stanach Zjednoczonych odzwierciedla to, czego doświadczył rok temu rynek europejski.
Przed zakupem klienci znacznie częściej porównują ceny
W 2022 roku nastąpiło przesunięcie lojalności konsumentów. W miarę wzrostu cen, kupujący wybierali marki w oparciu o ceny produktów i wielkość rabatu, a nie dostępność produktów i wygodę realizacji zamówienia. W skali globalnej, wraz z pogorszeniem warunków ekonomicznych, konsumenci stali się bardziej wrażliwi na ceny – najważniejszym powodem zmiany marki w 2022 roku, były niższe ceny u konkurencji.
Ponadto, konsumenci przeprowadzali znacznie więcej porównań i analiz przed dokonaniem zakupu. Podczas gdy ruch w sieci wzrósł, sprzedaż online i wielkość zamówień online nadal spadała. Dlaczego? Konsumenci zaczęli dokonywać porównań cen w internecie. W pierwszym kwartale globalny ruch w sieci wzrósł o 6% w porównaniu z rokiem poprzednim. To oznacza pięć kolejnych kwartałów wzrostu ruchu w sieci, pomimo pięciu kolejnych kwartałów spadku liczby zamówień online.
Oznacza to, że każda wizyta na stronie internetowej marki lub sklepu staje się mniej opłacalna, patrząc na całkowitą sprzedaż online podzieloną przez całkowitą liczbę wizyt. W skali globalnej kwota wydawana na jedną wizytę spadła do najniższego punktu w ciągu ostatnich dziewięciu kwartałów – 2,30 USD – co oznacza spadek o 7% w skali roku.
Cena ważniejsza od ulubionej marki
Dotychczasowi klienci są bardziej skłonni do pozostania przy swoich preferowanych markach i sprzedawcach detalicznych, jeśli cena jest uznawana przez nich za odpowiednią. Udział zamówień online pochodzących od powracających konsumentów w pierwszym kwartale wzrósł o 3% w stosunku do pierwszego kwartału 2022 roku i o aż 16% w stosunku do tego samego okresu w 2021 roku. Te dane ulegają poprawie od 2020 roku. Aby wykorzystać ten trend, najwięksi sprzedawcy detaliczni przestawiają się na nagradzanie lojalnych klientów, zamiast walczyć o pozyskanie nowych.
Obsługa klienta to najsłabsze ogniwo
Badania Salesforce pokazują, że aż 80% konsumentów zmieni markę po trzech złych doświadczeniach. Ze względu na coraz bardziej skomplikowane ścieżki zakupowe i ciągły niedobór pracowników, prawdopodobieństwo wystąpienia negatywnych doświadczeń z obsługą wzrosło. Konsumenci chcą szybkich, przyjaznych i spójnych odpowiedzi i bardziej niż kiedykolwiek wybierają zaangażowanie cyfrowe – takie jak usługi czatu na żywo – aby rozwiązać swój problem. Potwierdzają to dane. Liczba sesji czatu na żywo wzrosła o 16% rok do roku w pierwszym kwartale 2023.
Polacy coraz dłużej wstrzymują się z decyzją o zakupie mieszkania, a realne ceny nieruchomości mieszkaniowych nadal spadają. Złagodzenie warunków oceny zdolności kredytowej przez KNF oraz rządowa obietnica wprowadzenia dopłat do kredytów zwiększyły natomiast aktywność poszukujących własnego M. Ruszyli oni na poszukiwania mieszkań do nabycia w kolejnym kwartale roku. Na razie wzrost popytu widoczny jest jednak przede wszystkim na rynku deweloperskim w metropoliach – oceniają autorzy najnowszego Kwartalnika Mieszkaniowego Otodom i Polityki Insight.
Początek roku upłynął nie tylko pod znakiem nieco większej aktywności poszukujących, ale też niewielkiego wzrostu cen. W porównaniu do IV kwartału 2022 roku średnie ceny ofertowe wzrosły o 1,7%. Jednocześnie roczne tempo wzrostu cen jest obecnie najniższe od dwóch lat i wynosi 6,6%. A to oznacza, że realne ceny mieszkań spadły w ciągu ostatniego roku o ponad 10%.
W oczekiwaniu na ożywienie na rynku
Złagodzenie przez KNF wymogów dochodowych przy udzielaniu kredytów hipotecznych na okresowo stałą stopę procentową, rządowa obietnica wprowadzenia programu Bezpieczny Kredyt 2%, a także wzrost płacy minimalnej na początku roku spowodowały, że konsumenci aktywnie ruszyli po kredyty hipoteczne. Według danych BIK w marcu ponad 22 tys. osób ubiegało się o pożyczkę na zakup mieszkania, czyli o 17% więcej niż w lutym i aż o 81% więcej niż w grudniu ubiegłego roku.
Sprzedający spodziewają się, że łatwiejszy dostęp do kredytów sprawi, że konsumenci już teraz będą rezerwować mieszkania, aby w kolejnych kwartałach roku kupić te najatrakcyjniejsze. Dane Otodom pokazują, że na początku roku najszybciej zdrożały najmniejsze lokale, czyli te o powierzchni do 40 mkw., co może to wynikać z tego, że sprzedający właśnie w tym segmencie spodziewają się największego popytu po wprowadzeniu rządowych dopłat do kredytu.
– Program Bezpieczny Kredyt 2% będzie głównym czynnikiem kształtującym sentyment rynkowy w kolejnych kwartałach. Deweloperzy i prywatni sprzedający liczą na to, że spełnią się rządowe projekcje i z programu skorzysta w tym roku aż 40 tys. kredytobiorców. Jeżeli te oczekiwania okażą się nadmiernie optymistyczne, to rynek ponownie się wystudzi. Ceny – zwłaszcza nowych mieszkań – przestaną rosnąć, a w niektórych lokalizacjach mogą wystąpić nawet obniżki – podkreśla dr Adam Czerniak, główny ekonomista Polityki Insight i współautor Kwartalnika Mieszkaniowego
Średnie miasta tracą, metropolie zyskują
W pierwszym kwartale tego roku rosnący popyt widoczny był głównie na rynku deweloperskim w metropoliach. Z danych Otodom Analytics wynika, że sprzedaż mieszkań na siedmiu największych rynkach w Polsce wzrosła aż o 35%[1]. Tam też najmocniej w górę poszły ceny – o 1,9%.
– W dużych miastach wyraźnie nasila się przy tym fragmentacja rynku mieszkaniowego. W atrakcyjnych inwestycyjnie, prestiżowych dzielnicach ceny mieszkań rosną, a lokale cieszą się dużym zainteresowaniem ze strony kupujących przede wszystkim inwestycyjnie.
Mniejsze zainteresowanie dzielnicami peryferyjnymi, gdzie oferta jest stosunkowo duża, a możliwości potencjalnych nabywców mniejsze sprawiają, że mieszkania tam wystawiane do sprzedaży drożeją najwolniej – zauważa Karolina Klimaszewska, Senior Data Analyst w Otodom.
Najsłabszą reakcję na pozytywne sygnały dla mieszkaniówki widać w średnich miastach, liczących od 50-100 tys. mieszkańców, które najsilniej odczuły spadek zdolności kredytowej, będąc najmniej atrakcyjnymi dla inwestorów. Mały rynek najmu i niewielkie niedobory mieszkaniowe spowodowały, że ceny ofertowe utrzymują się w nich na poziomie z lipca 2022 roku. To sugeruje, że sprzedający nie spodziewają się tam znaczącego impulsu popytowego po uruchomieniu rządowego programu dopłaty do kredytów mieszkaniowych.
Rośnie oferta deweloperów
Dane GUS z ostatnich miesięcy mówiły o rekordowo niskiej aktywności deweloperów, którzy ograniczyli liczbę rozpoczynanych inwestycji. Tymczasem jak podają autorzy Kwartalnika Mieszkaniowego, to właśnie oferta mieszkań deweloperskich urosła najbardziej w pierwszym kwartale. Udział lokali z rynku pierwotnego wśród wszystkich ofert sprzedaży mieszkań wystawionych w serwisie Otodom wzrósł do 59,1 proc. i osiągnął najwyższy poziom od kiedy prowadzone są analizy na potrzeby Kwartalnika.
Wzrost ten ciągnie również za sobą ceny. Wprowadzenie na rynek nowych inwestycji, zwykle o podwyższonym standardzie, podniósł w najbardziej atrakcyjnych inwestycyjnie lokalizacjach dużych miast średnią cenę mieszkań nie tylko na rynku pierwotnym, ale i wtórnym – odpowiednio o 2,1 proc. i 1,4 proc. kw/kw.
Wielka płyta odchodzi do lamusa?
Dane Otodom wskazują też, że już trzeci kwartał z rzędu tanieją najstarsze mieszkania, wybudowane w latach 1945-1990. Chodzi głównie o lokale z wielkiej płyty znajdujące się często w mniej atrakcyjnych lokalizacjach. Ich ceny ofertowe wzrosły w ciągu roku jedynie o 1%. Jeszcze półtora roku temu 18% wszystkich wyświetleń ofert na sprzedaż w serwisie Otodom stanowiły właśnie takie lokale.
Czy to oznacza koniec sympatii Polaków do bloków z wielkiej płyty?
– Niska popularność mieszkań wybudowanych w czasach PRL wynika z dwóch czynników. Po pierwsze, są to nieruchomości mniej popularne wśród inwestorów gotówkowych, którzy poszukują mieszkań w najbardziej atrakcyjnych lokalizacjach. A to oni stanowią jedną z największych grup osób kupujących obecnie mieszkania. Po drugie, mieszkania z wielkiej płyty są często mniej efektywne energetycznie, a przez to droższe w utrzymaniu. To zniechęca część kupujących, którzy boją się o wysokość swoich przyszłych rachunków za prąd czy gaz – komentuje Adam Czerniak, ekspert Polityki Insight.
[1] Dane Otodom Analytics dla siedmiu największych rynków w Polsce: Warszawy, Krakowa, Wrocławia, Poznania, Trójmiasta, Katowic i Łodzi.
Oferta ubezpieczeniowa, która odpowiada na zmieniające się potrzeby klientów na różnych etapach życia, agent ubezpieczeniowy, który pomaga w zrozumieniu skomplikowanego świata produktów ubezpieczeniowych i oszczędnościowych oraz wprowadzanie innowacyjnych rozwiązań produktowych – to jedne z wielu obszarów, które będą wpływały na ubezpieczenia na życie, wskazanych w raporcie KPMG pt. „Future of insurance: Life and annuities”.
Ewolucja preferencji konsumenckich
Ubezpieczenia na życie muszą odpowiadać na potrzeby kolejnych generacji klientów rozpoczynających dorosłe życie, tak aby mogły odnieść sukces w dłuższej perspektywie. Jednocześnie muszą umiejętnie wkomponować się w zmieniające się preferencje zakupowe w społeczeństwie. Ubezpieczenia wbudowane kontekstowo w ekosystem produktów i usług niepowiązanych (jeszcze) z ubezpieczeniami są jednym z trendów odpowiadających na to wyzwanie. Przykłady tego typu oferty można już znaleźć wśród ubezpieczycieli majątkowych. W przypadku ubezpieczeń na życie obszarami interesującymi z punktu widzenia rozwiązań „wbudowanych” są m.in. powiązanie oferty ubezpieczeniowej z ofertą związaną ze zdrowiem, stylem życia oraz konkretnymi wydarzeniami i aspektami życiowymi (ślub, posiadanie dzieci, wyjazd z rodzinnych stron).
Klienci coraz częściej oczekują oferty komplementarnej – złożonej z dopasowanej ochrony życia, zdrowia oraz z możliwości pomnażania kapitału, gdzie wzrasta znaczenie funduszy cyklu życia wskutek zmian demograficznych. Z drugiej strony firmy ubezpieczeniowe dostrzegają potencjał w populacji niedoubezpieczonej, oferując coraz więcej mikro-ubezpieczeń – przykładem może być region Azji i Pacyfiku oraz Indie – mówi Michał Herbich, Partner, Lider doradztwa dla sektora ubezpieczeniowego w KPMG w Polsce.
Dane i technologia
W budowaniu ekosystemu danych krytyczną rolę odgrywa technologia. Trzy czwarte respondentów badania KPMG zamierza inwestować w architekturę integrującą dane z wielu źródeł w czasie rzeczywistym. Ważnymi celami gromadzenia danych oraz wykorzystania technik sztucznej inteligencji są m.in.: przyspieszenie automatyzacji underwritingu oraz poprawa personalizacji ofert.
Cyfryzacja powoduje, że konkurencja na globalnym rynku ubezpieczeń na życie wzrasta obejmując nowe obszary ryzyk związanych ze stylem życia oraz aktywnością ekonomiczną ludzi (np. sharing economy). Szukając zarówno dotarcia do obecnych klientów oraz nowych grup klientów w komunikacji, firmy ubezpieczeniowe deklarują inwestycje w inteligentną automatykę oraz dane pozwalające na personalizację komunikacji dzięki sztucznej inteligencji. Jednocześnie coraz bardziej atrakcyjnym kanałem komunikacji stają się media społecznościowe – mówi Michał Herbich, Partner, Lider doradztwa dla sektora ubezpieczeniowego w KPMG w Polsce.
Klienci są bardziej skłonni do podejmowania ryzyka związanego z innowacyjną ofertą produktową, jeżeli ufają marce. Zaufanie do marki może zwiększyć gotowość klienta do podjęcia ryzyka, co wpłynie na poziom akceptacji oferty produktowej. Zdaniem respondentów badania powiązanie to jest jeszcze silniejsze w przypadku branży ubezpieczeń w regionie Azji i Pacyfiku niż w Europie.
Branża ubezpieczeń na życie ugruntowała swoją istotną pozycję w czasie globalnego zagrożenia związanego z pandemią COVID-19 – w latach 2020 i 2021 poziom świadczeń zwiększył się o ponad 15% w stosunku do 2019 r. Zjawiskiem towarzyszącym było i nadal pozostaje zwiększone zainteresowanie produktami ubezpieczeń na życie wśród klientów.
Regulacje i ryzyka
Regulacje zaliczają się do istotnych zmiennych, kształtujących przyszłość ubezpieczeń. Kluczową rolę odgrywa ESG. Zarówno działania firm, jak i oferta dla klientów muszą obejmować kwestie środowiskowe oraz społeczne. Respondenci wskazują także na ryzyka związane z wdrażaniem elementów ESG, stawiając na pierwszych dwóch miejscach: koszty „inflacji społecznej” (na pierwszym miejscu także w USA oraz w Azji) i ochronę danych osobowych (na pierwszym miejscu wśród ryzyk ESG w Europie).
Stosunkowo powolne tempo wdrażania innowacji wśród tradycyjnych firm ubezpieczeniowychjest pokusą dla nietradycyjnych podmiotów wykorzystujących zaawansowane technologie i zwinną metodykę pracy, które stanowią magnes dla talentów. W odpowiedzi globalne, tradycyjne firmy ubezpieczeniowe rozważają lub już wdrażają idee obejmujące: wprowadzanie prostych i lekkich kapitałowo produktów, specjalizację geograficzną z dostosowaniem oferty do konkretnych wzorców zakupowych i zamożności klientów oraz zmiany modelu dystrybucji na rzecz kanałów online (sprzedaż ubezpieczeń na życie przez pośredników stanowi obecnie 99% globalnej sprzedaży) – mówi Michał Herbich, Partner, Lider doradztwa dla sektora ubezpieczeniowego w KPMG w Polsce.
Zidentyfikowane przez KPMG trendy na rynku ubezpieczeń na życie:
Ubezpieczenia wbudowane
Ubezpieczenia, które korzystają z szerszej gamy kanałów i rynków, zapewniając elastyczną, szybką i wygodną obsługę, zwłaszcza dla nowych podmiotów i mniej zamożnych konsumentów. Obecnie stanowią one mniejszość – z badań wynika, że tylko 17% decydentów z firm ubezpieczeń na życie inwestuje w sieci dystrybucyjne nowych partnerów. Jednak prawie połowa respondentów ma plany inwestowania w tego typu rozwiązania.
Model ciągłej produkcji
Zdaniem respondentów badania KPMG postawienie na ciągłe udoskonalanie oferty z wykorzystaniem danych oraz technologii stanowi klucz do nowego modelu biznesowego. Przykładowo, dwa najbardziej obiecujące przypadki wykorzystania to: zautomatyzowany i ciągły underwriting (31% respondentów) oraz budowanie skalowalnej, modułowej architektury IT.
Czytelna i prosta propozycja wartości
Propozycja sprowadzająca się do oferowania ochrony z odpowiednią oprawą informacyjną, czytelnie nawiązującą do kontekstu życiowego i korzyści związanych z ubezpieczeniem (ochroną, budowaniem kapitału) oraz przy użyciu nowych kanałów (np. mediów społecznościowych).
Efektywne korzystanie z kapitału
Niektóre firmy pozbywają się „ciężkich” kapitałowo części biznesu i inwestują w linie o wysokim potencjale zwrotu ze względu na zmiany we wzorcach zachowań klientów. Jedną z tych linii jest zarządzanie aktywami (w tym zrównoważone inwestowanie) o szerokiej skali różnorodności, masy i dopasowania do profilu klientów.
Dodatkowym trendem, potencjalnie zmieniającym krajobraz konkurencji w dłuższej perspektywie, jest globalny wzrost udziału firm Private Equity w sektorze ubezpieczeń na życie.
Głównym tematem, który zajmować będzie dzisiaj inwestorów będą dane na temat rocznej dynamiki CPI w USA, które zostaną opublikowane o godz. 14:30. Ekonomiści oczekując, że w kwietniu br. roczna dynamika CPI pozostanie na poziomie 5 proc. Gdyby tak się stało byłby to pierwszy od czerwca ub.r. miesiąc bez – choćby niewielkiego -spadku tej miary tempa inflacjo. Roczna dynamika wskaźnika inflacji bazowej („core CPI) ma zgodnie z oczekiwaniami lekko spaść z poziomu 5,6 proc. do 5,5 proc.
W oczekiwaniu na te dane dziś rano ok. godz. 9:50 cena kontraktów na S&P 500 wykazywała niewielką zmianę (-0,03 proc.).
Na giełdach Azji i Oceanii lekko przeważały dziś spadki głównych indeksów (Nikkei 225 -0,41 proc.).
Podobnie było ok. godz. 10:10 na europejskich rynkach akcji (DAX –0,43 proc., CAC 40 -0,32 proc.).
Na warszawskiej giełdzie WIG-20 tracił ok. godz. 10:10 0,29 proc., natomiast swój najwyższy od roku poziom zaliczył mWIG-40. Wśród indeksów sektorowy GPW najwyżej od stycznia ub.r. był dziś WIG-Informatyka zdominowany przez akcje Asseco Poland (udział 35,9 proc.) i LiveChat (udział 25,8 proc.). Wśród składników WIG-u 20 swe nowe cykliczne maksima osiągnęły dziś ceny akcji spółek Allegro Asseco Poland. Wśród spółek, których akcji wchodzą w skład sWIG-u 80 najwyżej od przynajmniej roku były dziś kursy akcji spółek Selena FM, Ambra, Vercom i Wittchen.
Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych Stanów Zjednoczonych lekko dziś rano spadała, ale pozostawała powyżej poziomu 3,5 proc. Natomiast rentowność tamtejszych 2-latek rosła i przebywała ponad poziomem 4 proc. W najbliższym czasie zapewne coraz bardziej uwagę inwestorów przykuwać będzie kwestia trwających w Kongresie USA negocjacji w sprawie podwyższenia dopuszczalnego poziomu zadłużenia rządu federalnego, które osiągnęło już obecnie obowiązujący limit.
Kurs EUR/USD nadal przebywał poniżej poziomu 1,10 USD, wokół którego oscyluje od prawie miesiąca. Euro i amerykański dolar osiągnęły dziś rano swe najwyższe od 2020 roku poziomy kursów w stosunku do południowoafrykańskiego randa. Minimalnie – o +0,07 proc. – słabł dziś w stosunku do amerykańskiego dolara japoński jen.
Kurs EUR/PLN „tradycyjnie” ostatnio zaliczył dziś swój najniższy poziom od lutego 2022 roku. Ponieważ kurs tej pary walutowej opuścił w kwietniu br. kanał ponad 3-letniego trendu wzrostowego, wydaje się, że w średnim terminie można tu liczyć na dalsze spadki. Kurs USD/PLN niewiele się dziś rano zmieniał (USD/PLN +0,02 proc.).
Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara nadal tkwił dziś rano poniżej poziomu 28000 USD, ale – na razie? – nie podejmował prób przełamania w dół swych minimów z drugiej połowy marca i drugiej połowy kwietnia i skierowania się w stronę kluczowego poziomu wsparcia wyznaczanego w okolicach poziomu 25000 USD przez maksima kursu z sierpnia ub.r. i lutego br.
Ceny kontraktów na ropę naftową próbowały dziś rano korygować swe wzrosty z okresu minionych 4 sesji (WTI -0,71 proc., Brent -0,66 proc. ok. godz. 9:30). Taniały także lekko na NYMEX-ie kontrakty na gaz ziemny (Henry Hub). Na rynku metali szlachetnych brak było w środę rano jednoznacznej tendencji (złoto -0,33 proc., srebro +0,15 proc., platyna +0,15 proc., pallad -0,55 proc.).
Przygotowaliśmy słownik najnowszych słów i zwrotów, które są popularne wśród młodzieży w Polsce. Z naszym przewodnikiem, dowiesz się, co oznaczają te słowa i jak ich poprawnie używać.
Props oznacza uznanie, pochwałę lub podziękowanie za coś. Pochodzi z angielskiego słowa „propers”, które oznacza „podziękowania”.
Boomer to slangowe określenie osoby starszej, którą uważa się za przestarzałą lub konserwatywną, szczególnie w kwestiach kultury, polityki lub technologii. Pojęcie „boomer” pochodzi od „baby boomers”, czyli pokolenia urodzonego w latach 1946-1964.
Slay oznacza osiągnięcie czegoś wspaniałego lub dokonanie czegoś imponującego. Słowo to jest pochodzenia amerykańskiego i zyskało popularność dzięki influencerom i celebrytom.
Cringe – to oznacza uczucie niekomfortu lub zażenowania z powodu czegoś, co jest niezręczne, dziwne lub nieodpowiednie. Może to odnosić się do zachowań, sytuacji lub wydarzeń.
Słowo „essa” to popularne określenie wśród młodzieży, używane w sytuacjach, kiedy chcą wyrazić radość, euforię lub pozytywne emocje. Jest to rodzaj skrótu lub slangowego wyrażenia, które może być stosowane w różnych kontekstach. Często słowo „essa” jest łączone z innymi słowami, które podkreślają stan luzu i błogości.
Yolo – oznacza „You Only Live Once” (Żyjesz tylko raz). Jest to popularne powiedzenie, które młodzież stosuje, aby przekazać, że trzeba cieszyć się życiem i nie martwić się zbytnio przyszłością.
Aktywność deweloperów w regionach przekłada się na wzrost średniej stopy pustostanów.
W pierwszych trzech miesiącach 2023 r. nowa powierzchnia biurowa, łącznie 68 100 m kw., została dostarczona tylko w trzech miastach: w Krakowie, Wrocławiu i Trójmieście. Jak podaje międzynarodowa firma doradcza Savills, na koniec marca br. na rynku znajdowało się ponad 1 mln m kw. dostępnej powierzchni, co przekłada się na wzrost średniej stopy pustostanów do blisko 16%.
Całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej na głównych rynkach poza stolicą, tj. w Krakowie, Wrocławiu, Trójmieście, Katowicach, Poznaniu, Łodzi, Lublinie i Szczecinie w I kw. 2023 r. wynosiły łącznie 6,47 mln m kw. Zgodnie z najnowszym raportem Savills „Market in Minutes: Rynek biurowy w miastach regionalnych”, trzy z miast regionalnych oferują ponad milion metrów kwadratowych nowoczesnej powierzchni: Kraków (1,75 mln m kw.), Wrocław (1,31 mln m kw.) oraz Trójmiasto (1,02 mln m kw.), a zasoby biurowe w trzech kolejnych wynoszą ponad 0,6 mln m kw. (Katowice – 725 800 m kw.; Łódź – 631 900 m kw. oraz Poznań – 623 100 m kw.).
Od początku roku na rynkach regionalnych do użytku oddano cztery nowe inwestycje o łącznej powierzchni 68 100 m kw. Do nowych projektów należą: Ocean Office Park B (18 600 m kw. w Krakowie), Fabryczna Office Park B5 (14 000 m kw. w Krakowie), Centrum Południe 3 (20 800 m kw. we Wrocławiu) oraz Officer (4 700 m kw. w Trójmieście).
Na koniec marca 2023 r. najwięcej powierzchni w budowie znajdowało się we Wrocławiu (149 500 m kw.), gdzie w trakcie realizacji jest siedem projektów, z których największy to Quorum Office Park B firmy Cavatina (53 200 m kw.). Kolejnym miastem z siedmioma projektami w budowie są Katowice (129 000 m kw.) z największym projektem Grundmanna Office Park również autorstwa Cavatiny (48 000 m kw.). Na ostatnim stopniu podium znalazł się Poznań (86 200 m kw.) w pięciu projektach i największym o nazwie Andersia Silver (37 800 m kw.) realizowanym przez Von der Heyden Group.
Wioleta Wojtczak, dyrektorka działu badań i analiz, Savills
„Zgodnie z danymi Savills w I kw. 2023 r. na rynkach regionalnych wynajęto 175 000 m kw., co stanowi 13% wzrost w porównaniu do analogicznego okresu 2022 r. Absorpcja netto na koniec I kw. 2023 r. wyniosła 23 500 m kw. w największych miastach regionalnych. Najwyższy jej poziom zaobserwowano w Krakowie, gdzie zaabsorbowana powierzchnia wyniosła blisko 11 000 m kw. Średnia stopa pustostanów w analizowanych miastach wzrosła nieznacznie w ujęciu rocznym i kwartalnym do blisko 16%” – komentuje Wioleta Wojtczak, dyrektorka działu badań i analiz, Savills.
Po okresie stabilizacji stawek czynszów w regionach, w pierwszym kwartale 2023 r. widoczny był ich wzrost w kilku miastach. W ostatnich miesiącach odnotowano wzrost czynszów w Krakowie do poziomu 13,90-16,00 euro za m kw. miesięcznie, a pod koniec ubiegłego roku równoległy wzrost nastąpił w Poznaniu, gdzie czynsze wynoszą obecnie 12,50-16,00 euro za m kw. miesięcznie. Czynsze we Wrocławiu wynoszą 13,75-15,50 euro za m kw. miesięcznie, a w Katowicach 13,00- 15,00 euro za m kw. miesięcznie. Podobne wartości 12,00-15,00 EUR/m kw./miesiąc obserwowane są w Łodzi.
Zgodnie z prognozami Savills, w najbliższym czasie, spodziewamy się znacznych podwyżek opłat eksploatacyjnych w budynkach biurowych. Wszystko to za sprawą inflacji, która została odzwierciedlona we wzrostach kosztów mediów jak i utrzymania nieruchomości. Według szacunków Savills, należności z tytułu obsługi budynku (np. ochrona, sprzątanie) mogą wzrosnąć o ponad 10%, a koszty części zamiennych i usług naprawczych nawet o 20%.
Stanowisko ZPP ws. poselskiego projektu ustawy zmieniającej ustawę o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych oraz niektórych innych ustaw (EW-020-1191/23).
Związek Przedsiębiorców i Pracodawców od samego początku stanowczo sprzeciwiał się planom nadmiernych regulacji i ograniczeń w limitach obrotu gotówką zarówno w relacjach B2C jak i B2B.
ZPP z przychylnością patrzy na przedmiotowy projekt ustawy, którego celem jest uchylenie art. 22 pkt 1 ww. ustawy Polski Ład.
Nieustannie wskazujemy na negatywne konsekwencje ograniczania limitów transakcji gotówkowych w relacjach B2B i B2C w postaci np. utrudnień w jednorazowych transakcjach, możliwości stymulacji szarej strefy oraz zmniejszenia poczucia bezpieczeństwa i ochrony danych przez konsumentów.
UWAGI DO PROJEKTU
Związek Przedsiębiorców i Pracodawców od samego początku stanowczo sprzeciwiał się planom nadmiernych regulacji i ograniczeń w limitach obrotu gotówką zarówno w relacjach B2C jak i B2B. Wyrazem tego są chociażby stanowiska z dnia 4 kwietnia 2023 r.[1] czy 11 sierpnia 2022 r.[2].
W stosunku do pierwotnej wersji tzw. ,,Polski Ład” w art. 22 pkt 1, wprowadził zmniejszenie limitu obrotu gotówkowego z 15 000 zł do 8 000 zł, które ma wejść w życie dnia 1 stycznia 2024 r.
Dlatego też ZPP z przychylnością patrzy na przedmiotowy projekt ustawy, którego celem jest uchylenie art.18 oraz 22 pkt 1 ww. ustawy Polski Ład znajdujących zastosowanie zarówno w transakcjach między przedsiębiorcami jak i między przedsiębiorcą a konsumentem.
Jak wskazywaliśmy już w poprzednich publikacjach w tym temacie bezgotówkowe formy płatności niewątpliwie dynamicznie rozwijają się, jednak wielu konsumentów wciąż preferuje gotówkę – czy z przyzwyczajenia, czy z innych względów (związanych np. z ochroną prywatności). Banknoty i monety emitowane przez NBP są legalnymi środkami płatniczymi w Polsce i nie znajdujemy powodu, dla którego ich wykorzystywanie miałoby być sztucznie ograniczane regulacjami.
Tak samo, nieustannie zwracamy uwagę, że ograniczenia w obrocie gotówkowym najbardziej uderzą w sektor mikro i małych przedsiębiorców oraz będą powodowały utrudnienia w jednorazowych płatnościach. Nie bez znaczenia pozostaje również fakt, że koszty płatności gotówkowych przekładają się na przychód w Polsce (centra gotówki, druk, przeliczenia, pensje kasjerów).
W końcu, cały czas podkreślamy, że starając się ograniczyć obrót gotówkowy w transakcjach B2C możemy poniekąd stymulować powstawanie patologii na rynku. W sytuacji bowiem, w której klient nie będzie miał możliwości dokonania transakcji bezgotówkowej (np. z powodu braku gotówki na rachunku bądź w ogóle braku rachunku płatniczego), a przedsiębiorca nie będzie mógł przyjąć legalnie płatności w gotówce, to może on nie wystawić faktury VAT nie chcąc tracić klienta. Tym samym, zmiana może w istocie stymulować wzrost szarej strefy, zamiast realizować swój podstawowy cel i ją ograniczać.
Dlatego też Związek Przedsiębiorców i Pracodawców popiera założenia poselskiego projektu ustawy zmieniającej ustawę o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych oraz niektórych innych ustaw.
Wyniki za kwiecień napawają optymizmem. Real Boxing 2 osiągnął zysk na poziomie najwyższym od 11 miesięcy, Eroblast odnotował wynik najlepszy od momentu premiery, a Knights Fight 2 zwiększył przychody z reklam o ponad 30% wobec marca.
Spółka przygotowuje ZWZA zatwierdzające 2022 rok i przewiduje w porządku obrad upoważnienie Zarządu do podwyższenia kapitału zakładowego, w granicach kapitału docelowego.
“Real Boxing 2 i Eroblast poprawiły w kwietniu zarówno globalne przychody jak i kluczowe metryki. Przychody Eroblast pomniejszone o wydatki na User Acquisiton poprawiły się o blisko 40%. Widzimy skuteczność nowego podejścia do pozyskiwania użytkowników i sukcesywnego dodawania kolejnych angażujących elementów do obu tytułów. W Knight Fights 2 zaimplementowaliśmy mechanizmy monetyzacyjne, pozwalające na istotne podniesienie przychodów z reklam, które dotychczas nie były na satysfakcjonującym poziomie. Jestem zadowolony też z tempa prac nad Real Boxing 3, zarówno po stronie produkcyjnej jak i poszukiwania potencjalnych partnerstw strategicznych” – podkreśla Piotr Gamracy, Prezes Vivid Games. “Podczas najbliższego WZA przedstawimy Akcjonariuszom uchwałę upoważniającą Zarząd do podwyższenia kapitału zakładowego. Tak jak deklarowałem podczas prezentacji strategii, nie planujemy emisji akcji w najbliższych miesiącach, jednak chcemy zachować elastyczność. Podobnie sytuacja wygląda z wyłączeniem prawa poboru dotychczasowych akcjonariuszy. Jeśli Spółka przeprowadzi emisję publiczną – wyłączenie prawa poboru jest mało prawdopodobne, jednak zachowanie tej możliwości może okazać się istotne w sytuacji emisji skierowanej do konkretnego inwestora” – dodaje Gamracy.
Pomimo mniejszej niepewności i wzrostów większości głównych europejskich indeksów, w pierwszym kwartale 2023 r., na rynku IPO odnotowano mniej debiutów niż w analogicznym okresie zeszłego roku. Bez większych zaskoczeń na GPW – główny rynek wciąż czeka na powrót zaufania i stabilności oraz na pierwsze IPO od prawie dwóch lat. Wartość pierwotnych ofert publicznych (Initial Public Offering, IPO) przeprowadzonych na europejskich giełdach w pierwszym kwartale 2023 r. wyniosła 1,7 mld euro (łącznie 20 debiutów). To spadek aż o 39,3% w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku (2,8 mld euro, łącznie 30 debiutów).
Pierwszy kwartał 2023 r. rozpoczął się w pozytywnym otoczeniu rynkowym, wspieranym przez zachęcające dane dotyczące inflacji, spadające ceny ropy i gazu w Europie oraz ponowne otwarcie Chin. Niemniej jednak, brak istotnych zmian w sytuacji geopolitycznej, wciąż utrzymujący się trend zacieśniania polityki monetarnej przez banki centralne oraz nieoczekiwane zawirowania światowego sektora bankowego przyczyniły się do utrzymania ograniczonego apetytu na oferty publiczne w I kwartale br. Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie jedynie z dwoma debiutami na alternatywnym rynku NewConnect – wynika z najnowszego raportu „IPO Watch Europe” przygotowanego przez firmę doradczą PwC.
Podsumowanie I kwartału 2023 r. na GPW w Warszawie
W pierwszym kwartale 2023 roku na giełdzie w Warszawie odnotowano 2 debiuty (oba na rynku nieregulowanym NewConnect) wobec 5 w analogicznym okresie ubiegłego roku. Łączna wartość IPO debiutujących spółek wyniosła 3,6 mln zł (0,8 mln euro), co oznacza spadek o 77,4%, w porównaniu do poprzedniego roku, podczas którego w pierwszym kwartale łączna wartość IPO wynosiła 16,0 mln zł (4,4 mln euro). Wśród debiutantów na NewConnect znalazła się spółka Frozen Way prowadząca studio deweloperskie i wydająca gry (IPO o wartości 2,7 mln zł) oraz spółka Olymp zajmującą się produkcją i dostawą rozwiązań dla branży fitness, która pozyskała z rynku 0,95 mln zł.
“Pierwszy kwartał 2023 roku na polskim rynku pod względem aktywności IPO – zgodnie z oczekiwaniami – bez zmian. Wyniki rodzimego rynku głównego – zasadniczo także bez zmian. Na koniec marca 2023, czyli po zniżkach związanych z problemami w światowym sektorze bankowym, indeks WIG wzrósł o 2%, a WIG20 spadł o 2% względem początku roku. To gorszy wynik niż niektóre główne indeksy zachodnich parkietów, gdzie pierwszy kwartał zamknął się wyraźnie na plusie (np. DAX 30 – 11%; CAC 40 – 11%; AEX 25 – 8%, czy STOXX 600 – 7%). Z jednej strony utrzymanie pewnego status quo jest lepsze niż brak kontroli nad niepewnością, natomiast z drugiej strony, brak wyraźnych kierunków ku poprawie nastrojów rynkowych potencjalnie odracza moment kiedy można dobrze zaplanować IPO. Kolejny kwartał na jałowym biegu oznacza, że okno IPO może pojawić się jeszcze później, czyli mowa o perspektywie drugiej połowy 2024 roku. Dodatkowo, należy pamiętać, że istotnym czynnikiem wpływającym na rynek w tym roku, ale także na początek kolejnego, będą październikowe wybory parlamentarne, które bez wątpienia spowodują baczną obserwację (a może i wstrzemięźliwość) inwestorów” – mówi Kamil Wardzyński, Senior Manager w zespole ds. rynków kapitałowych PwC Polska.
Podsumowanie europejskiego rynku ofert pierwotnych w I kwartale 2023 r.
Zgodnie z danymi uzyskanymi przez PwC, w pierwszym kwartale 2023 roku łączna wartość IPO w Europie wyniosła 1,7 mld euro i spadła w porównaniu do analogicznego okresu poprzedniego roku aż o 39,3%. Łącznie na europejskich rynkach podczas pierwszego kwartału 2023 r. odnotowano 20 debiutów wobec 30 w I kwartale 2022 r. Największym rynkiem pod względem wartości IPO w pierwszym kwartale 2023 r. okazała się giełda w Turcji – Borsa Istanbul z łączną wartością przeprowadzonych ofert na poziomie 465 mln euro. Zaraz za nią za uplasowała się Borsa Italiana (437 mln euro), a na miejscu kolejnym Deutsche Börse (389 mln euro).
Największym IPO w Europie była oferta spółki EuroGroup Laminations (393 mln euro), która zadebiutowała na włoskiej Borsa Italiana . Na pozostałych miejscach uplasowały się IONOS Group (oferta o wartości 389 mln euro, Deutsche Börse) oraz Seacrest Petroleo Bermuda (debiut na Oslo Børs z ofertą o wartości 220 mln euro).
“Wzrosty głównych europejskich indeksów giełdowych oraz poprawiające się warunki makro (relatywnie łagodna zima, niższe niż oczekiwano koszty energii, spadki inflacji) nie zdołały przełamać ostrożnego podejścia inwestorów na rynku IPO. Rynek oswaja się z nową rzeczywistością, również w zakresie wycen spółek. Powoduje to, że z jednej strony rośnie kolejka spółek – potencjalnych debiutantów, u których inwestorzy będą szukać przede wszystkim silnych fundamentów np. w postaci pozytywnych historycznych wyników finansowych i udokumentowanego rozwoju; z drugiej zaś – spółki i właściciele coraz częściej rozważają inne niż IPO strategie wyjścia, w tym sprzedaż udziałów do inwestorów finansowych lub strategicznych, czy debiuty “rozłożone w czasie” (notowanie bez oferty akcji i ewentualne późniejsze podwyższenie kapitału lub sprzedaż akcji). Mimo to, na rynku ciągle dostępne są fundusze, które mogą ożywić rynek IPO w momencie polepszenia nastrojów inwestorów” – mówi Bartosz Margol, partner w zespole ds. rynków kapitałowych PwC Polska.
Aktywność na europejskim rynku IPO w I kw. od 2019* r.
* Dane obejmują wyłącznie IPO o wartości powyżej 5 mln USD – więcej szczegółów nt. metodologii w sekcji O raporcie IPO Watch Europe oraz w Raporcie.
Aktywność na europejskim rynku IPO (kwartalnie) od 2017*
* Dane obejmują wyłącznie IPO o wartości powyżej 5 mln USD – więcej szczegółów nt. metodologii w sekcji O raporcie IPO Watch Europe oraz w Raporcie.
O raporcie IPO Watch Europe
Bieżąca i poprzednie edycje IPO Watch Europe są dostępne pod adresem: www.pwc.pl/ipowatch. Dostępne są również podsumowania roczne za lata 2004-2022.
Raport IPO Watch Europe obejmuje wszystkie debiuty na głównych giełdach w Europie (włączając w to giełdy w Unii Europejskiej, Wielkiej Brytanii, Islandii, Norwegii, Turcji, Serbii i Szwajcarii) i jest publikowany kwartalnie. Debiuty podmiotów, które przeprowadzały wcześniej pierwszą ofertę publiczną oraz przeniesienie pomiędzy rynkami w ramach jednej giełdy, nie zostały uwzględnione w statystykach. Raport dotyczy okresu od 1 stycznia do 31 grudnia 2022 roku i został sporządzony w oparciu o daty debiutów akcji lub praw do akcji.
Począwszy od raportu za II kwartał 2019 roku IPO Watch Europe obejmuje wyłącznie oferty o wartości powyżej 5 mln USD. Dla zapewnienia porównywalności, dane za poprzednie okresy prezentowane w raporcie IPO Watch Europe zostały odpowiednio przekształcone. Komentarz do rynku polskiego omawia wszystkie debiuty na rynku w Warszawie, niezależnie od ich wartości.
Prowadząc przedsiębiorstwo, warto korzystać z narzędzi, które usprawniają procesy biznesowe i zwiększają efektywność pracy. Skutecznym rozwiązaniem dla mikroprzedsiębiorstw jest program do faktur.
Tego typu narzędzie przyspiesza generowanie dokumentów sprzedażowych i zapewnia szereg innych korzyści. Sprawdź, jakie funkcje powinien posiadać skuteczny program do fakturowania!
Szybkie i intuicyjne tworzenie faktur
Intuicyjne i szybkie tworzenie dokumentów sprzedażowych. Po wpisaniu podstawowych informacji (nazwa kontrahenta i NIP) program powinien automatycznie pobrać resztę danych z GUS. Gwarantuje to oszczędność czasu i minimalizuje błędy przy wystawianiu faktur.
Automatyczne przypominanie o płatnościach
Skuteczny program do faktur daje znać kontrahentom o zbliżających się terminach płatności, wysyłając automatyczne powiadomienia. Dzięki temu przedsiębiorca nie musi wysyłać maili czy telefonować do klientów w sprawach należności. Korzyści? Eliminacja czasochłonnych zadań oraz gwarancja terminowych płatności i płynności finansowej firmy.
Elektroniczna wysyłka faktur
Wysyłka faktur drogą elektroniczną jest nie tylko wygodna, ale też ekologiczna. A przy tym szybsza od tradycyjnych usług pocztowych czy kurierskich. Warto podkreślić, że nowoczesne programy automatycznie wysyłają dokumenty sprzedażowe bezpośrednio na e – mail klienta.
Generowanie raportów, analiz i zestawień
Dobry program do faktur generuje także analizy, raporty i zestawienia nt. płatności, sprzedaży czy zakupów. Ułatwia to prowadzenie analityki biznesowej i monitorowanie sytuacji finansowej firmy.
Poniżej kilka przykładów:
Rejestry danych: funkcjonalność pozwala użytkownikom tworzyć np. rejestry obrotu towarów, zamówionych produktów czy dokumentów sprzedażowych.
Analizy sprzedaży: Zestawiają przychody i koszty z różnych okresów – w ujęciu całej działalności firmy. Wpływa to korzystnie na trafność podejmowanych decyzji biznesowych.
Rankingi najlepszych produktów i kontrahentów: Zestawiają klientów i produkty, generujących największe zyski. W zależności od preferencji mogą mieć formę wykresów kołowych lub słupkowych.
Nowoczesne programy umożliwiają także sprawny eksport raportów do Excela.
Personalizacja faktur
Kolejną istotną funkcjonalnością jest możliwość personalizacji faktur, która pozwala przedsiębiorcom dostosowywać dokument do wizerunku firmy. Można np. dodać logo, zmienić kolor czy wybrać odpowiedni szablon. Pomaga to w budowaniu spójnego wizerunku marki i zwiększa jej rozpoznawalność.
Streamsoft Firmino – czyli wszystkie funkcje w jednym narzędziu
Podsumowując, oprócz intuicyjnego wystawiania dokumentów sprzedażowych, dobry program do faktur posiada także szereg funkcjonalności, które wspierają procesy biznesowe i zwiększają efektywność pracy.
Programem, który spełnia powyższe kryteria, jest Streamsoft Firmino. Narzędzie można testować bezpłatnie przez 30 dni.
Czy sztuczna inteligencja zmieni nasz świat? Tak. Czy na lepsze? Tylko po warunkiem odpowiednich regulacji, zapewniających etyczny i odpowiedzialny sposób jej wykorzystania – uważają eksperci Check Point Software. Już dziś AI wykorzystywane jest zarówno przez firmy specjalizujące się w bezpieczeństwie sieciowym, jak i przez cyberprzestępców opracowujących nowe, wyrafinowane sposoby ataków.
– AI pokazała już swój potencjał i możliwość zrewolucjonizowania wielu obszarów, takich jak opieka zdrowotna, finanse czy transport. Może zautomatyzować żmudne zadania, zwiększyć wydajność i dostarczyć informacje, które wcześniej nie były nieosiągalne. Sztuczna inteligencja mogłaby również pomóc nam rozwiązywać złożone problemy, podejmować lepsze decyzje lub zajmować się niebezpiecznymi zadaniami, takimi jak rozbrajanie bomb, lot w kosmos lub eksploracja oceanów. Tymczasem obserwujemy masowe wykorzystanie technologii sztucznej inteligencji do tworzenia cyberzagrożeń — zauważa Wojciech Głażewski, country manager firmy Check Point Software Technologies Polska. Niewłaściwe wykorzystanie sztucznej inteligencji było już szeroko relacjonowane w mediach, jak np. wykorzystanie ChatGPT do tworzenia szkodliwego oprogramowania.
Rozwój sztucznej inteligencji nie jest tylko chwilową modą. Już wkrótce okaże się, jak pozytywny (lub negatywny) wpływ AI będzie miała na społeczeństwo. Rok 2023 zostanie zapamiętany przez opinię publiczną jako „Rok sztucznej inteligencji”. Musimy mieć realistyczne oczekiwania i nie postrzegać sztucznej inteligencji jako automatycznego panaceum na wszystkie problemy świata.
Często słyszymy obawy, że sztuczna inteligencja już wkrótce zbliży się, a nawet przewyższy ludzkie możliwości. Przewidywanie, jak zaawansowana będzie sztuczna inteligencja, jest jednak trudne… Obecna sztuczna inteligencja określana jest jako wąska lub „słaba” sztuczna inteligencja (ANI – Artificial Narrow Intelligence). Silna sztuczna inteligencja (AGI – Artificial General Intelligence) powinna funkcjonować już jak ludzki mózg: myśląc, ucząc się i rozwiązując zadania podobnie jak człowiek. Ostatnią kategorią jest Sztuczna Super Inteligencja (ASI) i będą to w zasadzie maszyny mądrzejsze od nas.
Jeśli sztuczna inteligencja osiągnie poziom AGI, istnieje ryzyko, że może działać samodzielnie i potencjalnie stać się zagrożeniem dla ludzkości. Dlatego musimy pracować nad dostosowaniem celów i wartości sztucznej inteligencji, by były zgodne z ludzkimi.
– Aby ograniczyć ryzyko związane z zaawansowaną sztuczną inteligencją, ważne jest, aby rządy, firmy i organy regulacyjne współpracowały ze sobą w celu opracowania solidnych mechanizmów bezpieczeństwa, ustanowienia zasad etycznych oraz promowania przejrzystości i odpowiedzialności w rozwoju sztucznej inteligencji. Istnieją propozycje, takie jak ustawa o sztucznej inteligencji , jednak do tej pory nie została uchwalona, co oznacza, że zasadniczo podlega wyłącznie kompasom moralnym użytkowników i programistów. W zależności od rodzaju sztucznej inteligencji firmy, które opracowują i udostępniają systemy AI, powinny zapewnić co najmniej minimalne standardy, takie jak prywatność, uczciwość, zrozumiałość lub dostępność – dodaje ekspert Check Pointa.
Niestety sztuczna inteligencja może być również wykorzystywana przez cyberprzestępców do udoskonalania ataków, automatycznego identyfikowania luk w zabezpieczeniach, tworzenia ukierunkowanych kampanii phishingowych, inżynierii społecznej lub tworzenia zaawansowanego szkodliwego oprogramowania, które może zmieniać swój kod, aby lepiej unikać wykrycia. Sztuczna inteligencja może być również wykorzystywana do generowania przekonujących podróbek audio i wideo, które można wykorzystać do manipulacji politycznych, fałszywych dowodów w procesach karnych lub nakłaniania użytkowników do zapłacenia pieniędzy.
Ale sztuczna inteligencja jest również ważną pomocą w obronie przed cyberatakami. Przykładowo firma Check Point Software wykorzystuje ponad 70 różnych narzędzi do analizy zagrożeń i ochrony, z których ponad 40 opiera się na sztucznej inteligencji. Technologie te pomagają w analizie behawioralnej, analizując duże ilości danych o zagrożeniach z różnych źródeł, w tym darknetu, ułatwiając wykrywanie luk typu „zero day” lub automatyzując łatanie luk w zabezpieczeniach.
– Ostatnio dyskutowano o różnych regulacjach i ograniczeniach sztucznej inteligencji. W przypadku ChatGPT obawy dotyczą głównie prywatności. Byliśmy już świadkami wycieku danych, a limit wiekowy użytkowników wciąż nie został ustalony. Jednocześnie centralne blokowanie takich usług ma tylko ograniczony efekt, ponieważ każdy nieco bardziej bystry użytkownik może obejść zakaz, na przykład korzystając z VPN. Problem polega na tym, że większość użytkowników nie zdaje sobie sprawy, że wprowadzone do ChatGPT wrażliwe informacje będą bardzo wartościowe w przypadku wycieku i mogą być wykorzystane w celach ukierunkowanego marketingu. Mówimy tutaj o potencjalnej manipulacji społecznej na skalę dotąd niespotykaną – podkreśla Wojciech Głażewski.
Wpływ sztucznej inteligencji na nasze społeczeństwo będzie zależał od tego, w jaki sposób zdecydujemy się rozwijać i wykorzystywać tę technologię. Ważne będzie rozważenie potencjalnych korzyści i zagrożeń przy jednoczesnym dążeniu do zapewnienia, by sztuczna inteligencja była rozwijana w sposób odpowiedzialny, etyczny i korzystny dla społeczeństwa.
Kontrowersje w reklamie mogą przynieść korzyści marce, jednak tylko w szczególnych sytuacjach. W niektórych przypadkach kontrowersyjne kampanie reklamowe mogą zwrócić uwagę na mniej znane marki, które dopiero wchodzą na dojrzały rynek i przyciągnąć uwagę konsumentów. Natomiast dla marek dobrze znanych kontrowersje niosą ze sobą ryzyko – mogą zaszkodzić reputacji marki i zrazić klientów, a ich ewentualne korzyści mogą nie przeważyć ryzyka związanego z negatywnymi skutkami. W związku z tym, decyzja o kontrowersyjnej kampanii reklamowej powinna być przemyślana, biorąc pod uwagę ryzyka i korzyści związane z daną akcją reklamową.
Wydaje się, że reklama Żabki nie była celowo viralowa, a marka nie do końca przemyślała konsekwencje swoich działań. Wychodząc z założenia, że reklama jest zgodna z przepisami prawa, nie wzięto pod uwagę kwestii etycznych lub je pominięto. W dzisiejszych czasach rośnie świadomość społeczna i konsumencka, a klienci coraz częściej zwracają uwagę na działania firm nie tylko pod kątem oferowanych produktów, ale także ich społecznego i etycznego aspektu. Firmy, które dbają o swoją odpowiedzialność społeczną, zyskują zaufanie klientów oraz budują swoją reputację jako marki, które warto popierać.
Komentarz dr Jolanty Tkaczyk, szefowej Katedry Marketingu w Akademii Leona Koźmińskiego:
26 kwietnia 2023 roku w życie weszła nowelizacja Kodeksu pracy wdrażająca w Polsce unijną dyrektywę work-life balance. Ustawa wydłuża urlop rodzicielski o dodatkowe dziewięć tygodni dla ojców. Mając świadomość dużego potencjału zmian, które mogą zajść na rynku pracy w obliczu wdrożenia nowych zasad urlopów rodzicielskich, serwis Pracuj.pl przygotował raport badający postawy zawodowe pracujących rodziców. W wydawnictwie skupiono się na analizie opinii badanych funkcjonujących na lokalnym rynku pracy na temat planowanych regulacji oraz potencjalnym wpływie, jaki mogą mieć one na postępowanie matek i ojców. Zbadano także perspektywę pracujących matek oraz to jak podchodzą do planowanych zmian.
Najważniejsze informacje:
85% badanych popiera dziewięciotygodniowe urlopy rodzicielskie dla ojców.
2/3 popiera ograniczenie urlopów ojcowskich do 1. roku życia dziecka.
3/4 spodziewa się pozytywnego wpływu regulacji na zaangażowanie ojców.
1 na 3 ojców dostrzega niechęć szefów do urlopów rodzicielskich mężczyzn.
8 na 10 matek uważa, że dłuższy urlop rodzicielski ich partnerów wsparłby bardziej sprawiedliwy podział opieki nad dzieckiem.
1/3 ogółu badanych dostrzega występowanie „kary za macierzyństwo”.
19% – tylu mężczyzn zaobserwowało w swoim otoczeniu zjawisko “premii za ojcostwo”.
Obawy i nadzieje pracujących rodziców
Z końcem kwietnia w Polsce weszła w życie nowelizacja Kodeksu pracy wdrażająca dwie unijne dyrektywy: w sprawie przejrzystych warunków pracy oraz w kwestii tzw. work-life balance. W ramach drugiej z wymienionych dyrektyw mamy do czynienia ze szczególnie istotną zmianą, a wejście przepisów w życie zakończyło długi etap konsultacji i prac nad ich wdrożeniem. Serwis Pracuj.pl regularnie przygląda się postawom Polaków w obliczu istotnych działań legislacyjnych wpływających na rynek pracy. Mając świadomość dużego potencjału zmian, które mogą zajść w obliczu wdrożenia nowych zasad urlopów rodzicielskich, autorzy raportu postanowili zapytać o postawy zawodowe pracujących rodziców.
Badanie Pracuj.pl, obok zmierzenia postaw rodziców wobec nowych regulacji, poświęcone zostało także postawom związanym ogólnie z aktywnością zawodową w obliczu posiadania potomstwa. Sprawdzono, jak regulacje mogą wpłynąć na codzienność zarówno matek, jak i ojców. A jak właściwie wygląda ich codzienne zawodowe życie? Na co zwracają uwagę, szukając pracy? Czy praca zdalna może im pomagać w łączeniu sfery prywatnej z zawodową? Na te pytania starają się odpowiedzieć autorzy raportu w najnowszym wydawnictwie. W badaniu wzięło udział 1404 pracujących rodziców dzieci do 10. roku życia. Dodatkowo wyniki wzbogacono o dane z badania „Postawy finansowe Polaków w czasach inflacji”, przeprowadzonego w marcu 2023 roku na próbie 1470 Polaków w wieku 18-65. Poniżej przedstawiono kilka ciekawych ustaleń raportu – zachęcając do zapoznania się z całą treścią i odkrywania obserwacji, obaw i nadziei rodziców.
Łączenie kariery z udanym, pełnym życiem rodzinnym bywa wyzwaniem. Widoczne jest to po skomplikowanych historiach zawodowych wielu mam i ojców, które znamy ze swoich miejsc pracy. Dlatego w tytule naszego raportu znalazło się „nowe otwarcie”. Regulacje dotyczące wydłużonych urlopów ojcowskich, które właśnie weszły w życie, mają szansę stanowić zupełnie nową szansę dla rodziców. W Pracuj.pl regularnie przyglądamy się zmianom legislacyjnym, które mogą wpłynąć na sytuację polskich pracowników i pracowniczek. Prowadzimy badania i weryfikujemy nastroje społeczne, sprawdzając, jakie jest w tych kwestiach zdanie samych zainteresowanych. – mówi Elżbieta Flasińska, Dyrektorka Marketingu B2C w Pracuj.pl.
Długo wyczekiwana zmiana
Ojcowie w Polsce otrzymali dodatkową szansę na jeszcze większe zaangażowanie się w opiekę nad dziećmi w ich pierwszych latach życia. Zgodnie ze zmianami w prawie, wymiar urlopu rodzicielskiego wydłużył się z 32 do 41 tygodni (w przypadku urodzenia jednego dziecka przy jednym porodzie) oraz z 34 do 43 tygodni (w przypadku porodu mnogiego). Co ważne, każdemu z rodziców przysługuje wyłączne prawo do dziewięciu tygodni urlopu rodzicielskiego z powyższych wymiarów i prawa tego nie będzie można przenieść na drugiego rodzica. Innymi słowy, jeśli rodzice chcą skorzystać z urlopów rodzicielskich w nowej, pełnej długości, z jego dziewięciu tygodni będzie musiał skorzystać ten z rodziców, który nie korzystał z pozostałej puli przysługującego urlopu.
Zmianami objęte mają zostać również przepisy dotyczące urlopu ojcowskiego, którego wymiar to 2 tygodnie. Według nowych regulacji, z urlopu tego ojcowie będą mogli skorzystać zasadniczo nie później niż do ukończenia przez dziecko 12. miesiąca życia. Dotychczas były na to 2 lata – intencją jest większe zaangażowanie panów w pierwszym, kluczowym i wymagającym okresie życia potomstwa.
Nowe przepisy sprawiają, że dodatkowy urlop jest nietransferowalny i musi skorzystać z niego ojciec, a nie matka. Uważam, że to wielka i dobra zmiana, zarówno, jeśli chodzi o podział obowiązków domowych, jak i nawiązywanie więzi z dzieckiem, którą buduje się od samego początku. Oczywiście nie trzeba z tego urlopu korzystać, jest on po prostu nową możliwością. Cieszy mnie fakt, że nie jest to oddolna inicjatywa, ale przepisy które mają moc. Pracodawcy będą musieli podejść do tego tematu z większą uwagą i wspierać pracowników w ich decyzjach. To z kolei prowadzi do mniejszych przerw w karierze mamy dziecka, która i tak wystarczająco często spotyka się z tzw. zawodową „karą za macierzyństwo”. – komentuje Łukasz Dominiak, założyciel profilu Who’s Your Daddy.
Świadomość zmian nieco wyższa
Dyskusja o wspomnianej regulacji toczyła się wśród ekspertów i w mediach stosunkowo szeroko już od połowy 2022 roku – jej pierwotny termin wejścia w życie wypadał bowiem 1 sierpnia ub.r. Jednak ze względu na przedłużające się prace został on przedłużony. Zespół Pracuj.pl chciał sprawdzić wówczas, jak toczące się dyskusje przekładały się na wiedzę o regulacjach wśród pracujących rodziców. Zadano im pytanie o znajomość zmian zarówno w głównym badaniu towarzyszącym raportowi (październik 2022), jak też dodatkowo tuż przed wejściem przepisów w życie (marzec 2023).
Na początku IV kwartału ub.r. znajomość planowanej nowelizacji Kodeksu pracy, dotyczącej zasad korzystania z urlopów rodzicielskich i ojcowskich, deklarowało 56% sondowanych matek i ojców posiadających niepełnoletnie dzieci. Dyskusje prowadzone w późniejszym czasie w mediach i na firmowych korytarzach miały umiarkowany wpływ na zwiększenie wiedzy na temat zmian. W marcu 2023 roku, na nieco ponad miesiąc przed wejściem w życie nowelizacji, jej świadomość była nieco wyższa, niż jeszcze pół roku wcześniej (63%). Szczególna zmiana widoczna była w przypadku ojców, gdzie nastąpił wzrost o 10 punktów procentowych.
Wśród grup wiekowych najbardziej świadomi planowanych zmian byli rodzice rodzice między 25. a 34. rokiem życia (64%). To przedział wiekowy, którego reprezentanci szczególnie często rozważają poszerzenie rodziny o kolejne dziecko, a tym samym mogą być szczególnie zainteresowani kwestiami zmian w urlopach rodzicielskich. W pozostałych grupach odsetek osób, które słyszały o zbliżającej się nowelizacji oscylował w okolicach 50%.
Szansa na pozytywną rewolucję
Badani odnoszą się pozytywnie do kwestii dotyczących urlopów dla ojców – aż 85% pracujących rodziców popierało wprowadzenie tej regulacji. Dostrzegają potencjał zmian, jakie wprowadzić mogą nowe przepisy.
54% badanych rodziców zgadza się ze stwierdzeniem, że wydłużenie urlopów rodzicielskich dla ojców będzie w przyszłości sprzyjać lepszemu wyrównaniu podziału obowiązków opiekuńczych między rodzicami. 3 na 4 badanych rodziców uważało, że dłuższe urlopy dla ojców mogą mieć istotny wpływ na zwiększenie ich zaangażowania w wychowanie dzieci (77%), a także zachęci ich do spędzania większej ilości czasu z dziećmi (70%). Zdecydowana większość respondentów dobrze oceniała także inne zapisy regulacji, w tym otrzymywanie przez ojców wynagrodzenia podczas dziewięciu tygodni urlopu rodzicielskiego (88%).
Zgodnie z zapowiedziami ustawodawców, wprowadzenie nowych przepisów niewątpliwie ma szansę stać się ważnym kamieniem milowym na drodze do bardziej różnorodnego, równego podziału obowiązków między matki i ojców. Zaoferowane mężczyznom możliwości mają na celu przede wszystkim odciążenie kobiet w obowiązkach rodzicielskich, w tym wsparcie ich w powrocie na rynek pracy czy rozwijaniu karier. Badanie Pracuj.pl pokazuje, że Polki posiadające dzieci rzeczywiście dostrzegają duży potencjał planowanych rozwiązań. To tym bardziej ważne, że respondentki zwracają uwagę na liczne wyzwania zawodowe czy z zakresu zdrowia psychicznego, związane z okresem urlopu rodzicielskiego, a następnie powrotu na rynek pracy.
Nasz raport pozwala prześledzić i lepiej zrozumieć, jakie nadzieje, obawy i szanse w obliczu nowych przepisów dostrzegają pracujący rodzice. Zapraszamy do zapoznania się z naszymi ustaleniami i wspólnej dyskusji o wsparciu rodziców w karierze, która nie wyklucza rodzicielskich partnerskich relacji. Wierzymy, że zmiana, która właśnie zachodzi, będzie znacząca i wywoła duży wpływ na kulturę pracy.
– podsumowuje Elżbieta Flasińska.
O BADANIU
Badanie zostało przeprowadzone w październiku 2022 roku przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie serwisu Pracuj.pl. Pomiar wykonany metodą CAWI przeprowadzono na grupie 1404 Polaków, reprezentatywnej dla populacji osób czynnych zawodowo w wieku 18-65 pod względem płci, wieku oraz wielkości miejscowości zamieszkania. Dane dodatkowo zostały wzbogacone o najnowsze badanie przygotowane przez serwis Pracuj.pl „Postawy finansowe Polaków w czasach inflacji”, które zostało przeprowadzone w marcu 2023 roku przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie serwisu Pracuj.pl na próbie 1470 Polaków w wieku 18-65, z czego 85% to osoby pracujące, a 15% osoby niepracujące. Struktura próby była kontrolowana biorąc pod uwagę płeć, wiek i wielkość miejscowości zamieszkania odpowiadających.
Firmy irlandzkie zwiększają inwestycje w Polsce. W 2022 r. wartość wymiany handlowej pomiędzy Irlandią, a Polską przekroczyła 6 mld EUR, co oznacza wzrost o 10%. W tym roku padnie kolejny rekord- szacują przedstawiciele irlandzkiego rządu.
W 2022 r. wartość wymiany handlowej pomiędzy Irlandią, a Polską przekroczyła 6 mld EUR, z czego eksport z Irlandii do Polski wyniósł 4 mld EUR, co oznacza ponad 10% wzrost w porównaniu do 2021 r. Ponad 130 firm irlandzkich eksportuje do Polski, a 62 mają tu swoje oddziały zatrudniające ponad 12 tys. pracowników. Kolejne firmy między innymi z sektora cyberbezpieczestwa planują otwarcie swoich oddziałów w Polsce, a inne planują rozszerzenie działalności i kolejne inwestycje. Według przedstawicieli irlandzkiego rządu także w tym roku może paść kolejny rekord jeśli chodzi o wartość wymiany handlowej pomiędzy Irlandią i Polską. 16 maja br. przyjedzie do Polski Dara Calleary, irlandzki minister stanu ds. promocji handlu, regulacji cyfrowych i firm, który spotka się z przedstawicielami firm technologicznych aktywnych w Polsce. Wizyta ministra będzie okazją do wymiany doświadczeń i prezentacji przykładów irlandzkich firm, które z sukcesami działają w naszym kraju. Przedstawiciele irlandzkiego rządu liczą na dalsze poszerzanie współpracy pomiędzy polskimi i irlandzkimi firmami, szczególnie w zakresie nowych technologii oraz innowacji dla rolnictwa.
Jedną z najnowszych irlandzkich inwestycji jest uruchomiona 16 marca 2023 r. fabryka opakowań kartonowych Smurfit Kappa w Pruszkowie zmodernizowana kosztem 40 mln EUR. Obiekt jest w tej chwili największym zakładem produkcyjnym Smurfit Kappa w Polsce i jednym z najnowocześniejszych tego typu w Europie.
„Istnieje kilka powodów dobrych stosunków gospodarczych między Polską a Irlandią, jednym z nich są na pewno trwałe, międzyludzkie, niejednokrotnie rodzinne relacje, bo w Irlandii mieszka 125 tysięcy Polaków. Są bardzo dobrze zintegrowani ze społeczeństwem irlandzkim i są największą mniejszością narodową, stanowiącą 2,5% ogółu populacji w Irlandii. Irlandzkie firmy chętnie zatrudniają Polaków, doceniają ich kompetencje i doświadczenie. Często także wykorzystują ich obecność do rozpoczęcia eksportu produktów i usług do Polski lub otwarcia tu swoich oddziałów”- komentuje Dara Calleary, irlandzki minister stanu ds. promocji handlu, regulacji cyfrowych i firm.
Drugi czynnik łączący Polskę i Irlandię to nastawienia na globalnie skalowalne innowacje i technologie cyfrowe, w tym np. fintech i cyberbezpieczeństwo.
“Irlandia plasuje się na 5 miejscu europejskiego indeksu gospodarki i społeczeństwa cyfrowego i właśnie ogłosiliśmy naszą National Digital Strategy, w ramach której chcemy aby 90% małych i średnich firm osiągnęło podstawowy poziom ucyfrowienia do 2030 i żeby 75% dużych firm analizowało posiadane dane, korzystało z chmury i sztucznej inteligencji” – dodaje minister Calleary.
Przy okazji wizyty ministra irlandzka firma 4Securitas oferująca innowacyjne rozwiązania z obszaru cyberbezpieczeństwa ogłosi start działalności na polskim rynku. „Dla 4Securitas wejście na nowy, rosnący rynek taki jak Polska jest strategicznym krokiem i dużym wyzwaniem. Naszym celem jest rozpowszechnienie rewolucyjnego modelu aktywnej cyberobrony i monitoringu zagrożeń w czasie rzeczywistym. Tworzenie suwerennych, europejskich rozwiązań w obszarze cyberbezpieczeństwa gwarantuje nam niezależność technologiczną. Wejście na polski rynek jest ważnym etapem w tym procesie i obecnie szukamy w Polsce partnerów biznesowych, którzy chcą sprzedawać i wdrażać najnowocześniejsze rozwiązania z zakresu cyberbezpieczeństwa wśród swoich klientów”, mówi Stefan Umit Uygur, prezes i współzałożyciel 4Securitas.
Kolejnym przykładem polsko-irlandzkiej technologicznej współpracy jest Oblivious, firma założona przez dwóch doktorantów Uniwersytetu Oksfordzkiego: Polaka Roberta Pisarczyka i Irlandczyka Jacka Fitzsimmonsa. Naukowcy specjalizujący się w teorii i praktycznych aplikacjach komputerów kwantowych wraz z zespołem programistów stworzyli rozwiązanie pozwalające wielu podmiotom na analizowanie danych przy zachowaniu ich poufności dzięki wykorzystaniu tzw. bezpiecznych enklaw. Oblivious właśnie pozyskał 5,35 mln EUR finansowania na rozwój od grupy funduszy inwestycyjnych. Wśród klientów Oblivious są m.in. firmy telekomunikacyjne, agendy ONZ i urzędy statystyczne.
„Polska jest bardzo atrakcyjnym rynkiem dla irlandzkich firm, co potwierdzają przykłady PM Group, JFC, ICON, Smurfit Kappa, Keywords Studios, które inwestują i z sukcesami działają tu od wielu lat czy nawet dekad i są cenionymi pracodawcami. Te firmy bardzo dobrze znane na rynku irlandzkim przetarły drogę dla kolejnych irlandzkich przedsiębiorców z branży technologii cyfrowych, medycznych, producentów maszyn rolniczych, czy sektora inżynieryjnego. Właśnie dzięki tej aktywności widzimy znaczący wzrost wymiany handlowej między Polską i Irlandią. Szacuję, że w przyszłym roku padnie kolejny rekord jeśli chodzi o wartość wymiany handlowej pomiędzy naszymi obydwoma krajami”- podsumowuje minister Calleary.
„Czasami nie zdajemy sobie sprawy, jak często sięgamy po irlandzkie produkty w naszym codziennym życiu. Jako przykład możemy podać chociażby leki, gdzie 80% z 8 najczęściej kupowanych leków na świecie jest produkowanych w Irlandii, czy stenty sercowo-naczyniowe, gdzie 75% globalnej produkcji pochodzi z Irlandii. Równie często firmy irlandzkie obecne w Polsce są pionierami nowoczesnych rozwiązań w innych dziedzinach, jak np. rolnictwo precyzyjne i ekologiczne. Innym przykładem jest silny klaster 60 firm irlandzkich zaangażowanych w budowę obiektów z obszaru tzw. wysokich technologii (high-tech construction), które z sukcesami wdrażają swoje międzynarodowe doświadczenie i know-how do projektów rozwijanych na polskim rynku” – dodaje Tonia Spollen-Behrens, dyrektor Enterprise Ireland na Polskę i kraje bałtyckie.
Branża pogrzebowa przypomina wszystkim podmiotom zajmującym się szeroko pojętymi usługami funeralnymi o respektowaniu standardów, które stanowią konieczny warunek do przeprowadzenia właściwej procedury związanej z pochówkiem. Dotyczy to całego procesu – od jego rozpoczęcia, przez przechowywanie i transport zwłok, ewentualną kremację, aż po same czynności pogrzebowe.
Do przestrzegania takich standardów zobowiązane są wszystkie podmioty należące do Polskiej Izby Branży Pogrzebowej. Dziś procedury takie to zwykle wewnętrzne unormowania wprowadzane przez poszczególne przedsiębiorstwa zajmujące się usługami funeralnymi. Polska Izba Branży Pogrzebowej ma przy tym nadzieję, że wkrótce te wewnętrzne procedury staną się bezwględnie obowiązującymi standardami i dotyczyć będą wszystkich firm działających w obszarze usług funeralnych. Stanie się tak za sprawą przepisów składających się na tzw. Prawo Pogrzebowe, które – jak się spodziewamy – zaczną obowiązywać w ciągu najbliższego roku.
Jako Polska Izba Branży Pogrzebowej już w 2019 roku, razem z Centrum Analiz Polityki Ekonomicznej, opracowaliśmy raport o stanie branży pogrzebowej w którym wskazywaliśmy na liczne niedociągnięcia i negatywne zachowania niektórych przedsiębiorców pogrzebowych, które prowadzą wręcz do patologii.
Powstały raport wzbudził zainteresowanie strony rządzącej na tyle, że znaczna część zapisów, a co za tym idzie, potrzeb, mówiących o ustandaryzowaniu usług funeralnych zmaterializowała się w postaci konkretnych przepisów w projekcie nowelizacji Prawa Pogrzebowego, które – zgodnie z zapowiedziami – już niedługo ujrzeć ma światło dzienne
Dzięki nowej ustawie zawód przedsiębiorcy pogrzebowego będzie profesją regulowaną tak, aby mieć znacznie większy niż i możliwie jak najpełniejszy obraz funkcjonowania całej branży pogrzebowej.
Funkcjonowanie przyszpitalnych czy znajdujących się przy innych tego typu placówkach prosektoriów obsługiwanych przez firmy pogrzebowe, powinno zostać szczególnie uregulowane, bowiem działanie ich w takiej formie jak dziś staje się często patologią (np. poprzez prowadzenie faktycznej akwizycji, o czym Izba jest alarmowana) i narażają na szwank firmy pogrzebowe, godząc w dobre imię tych, które działają uczciwie i prawidłowo, przestrzegając wysokich, zalecanych przez naszą Izbę, standardów zawodowych.
Rodziny osób zmarłych częstokroć zamawiają usługę pogrzebową w firmie bez żadnego zaplecza pozwalającego im na gruntowne i – co najważniejsze – prawidłowe przygotowanie osoby zmarłej do pogrzebu. Dzieje się tak, ponieważ najbliżsi zmarłych pozbawieni są możliwości uzyskania informacji, co dzieje się z takimi ciałami – w szczególności brakuje tu koniecznej wiedzy, jakie konkretnie kwalifikacje mają ci, którzy prowadzą działalność w branży pogrzebowej. Zdarzają się rzeczywiście przypadki, że osoba zmarła jest przygotowywana w rażąco sprzeczny ze standardami sposób.
Zgrozą jest także to, o czym rzadko się mówi: transport zwłok z zagranicy (masowy, nawet 9 osób w jednym małym busie, co dotyczy przede wszystkim Wysp Brytykjskich, choć nie tylko). Zdarza się bowiem tak, że zwłoki osoby zmarłej w karawanie podróżują po Europie przez nawet dwa tygodnie, rozpoczynając wyprawę z Irlandii poprzez Szkocję, Anglię, później znowu przez Irlandię, a następnie jadą po odbiór kolejnego ciała w Holandii, by ostatecznie wrócić raz jeszcze do Anglii po to, aby zapełnić całego busa, który nie spełnia norm karawanu pogrzebowego, 9 ciałami tak, aby cena transportu była konkurencyjna i bardziej atrakcyjna w stosunku do tej, jaką oferują profesjonalne firmy zajmujące się transportem i przestrzegające zalecanych przez naszą Izbę standardów. Same dyskusje o tym z osobami zarządzającymi tym procederem napotykają wciąż na ich twardy opór. Polska Izba Branży Pogrzebowej spodziewa się tu jednak przełomu, bowiem nowe przepisy przyczynią się w tym obszarze do zasadniczych zmian na lepsze.
Firmy pogrzebowe działające na terenie kraju to w większości podmioty nie zatrudniające nikogo poza ich właścicielem, bądź jedną dodatkową osobą, a przecież ceremonia obsługiwana jest – w przypadku pochówku trumny – zwykle przez 4 pracowników.
Jako Polska Izba Branży Pogrzebowej deklarujemy zatem, że w dalszym ciągu będziemy działać na rzecz standaryzacji usług pogrzebowych tak, aby dobre imię uczciwie działających i dążących do podwyższenia jakości swoich usług zakładów pogrzebowych nie zostało zszargane, a wobec tych, którzy dopuszczać się będą zachowań niegodnych przedsiębiorcy pogrzebowego, wyciągać będziemy daleko idące w skutkach konsekwencje. Wobec wszystkich zrzeszonych w Izbie firm wymagamy przestrzegania wysokich standardów branży. Ich propagowanie stanowi przecież jeden z celów działania Polskiej Izby Branży Pogrzebowej, która – jako reprezentant Federacji Przedsiębiorców Polskich – od samego początku brała udział w pracach nad nowelizacją Prawa Pogrzebowego.