Wojna cenowa w akumulatorach litowo-jonowych napędza boom na magazyny energii

Ekonomia odnawialnych źródeł energii wchodzi w nową, dynamiczną fazę dzięki rekordowym spadkom cen technologii bateryjnych. Z najnowszego raportu BloombergNEF wynika, że koszty magazynowania energii osiągnęły historyczne minima, co może znacząco przyspieszyć odchodzenie od elektrowni węglowych i gazowych na rzecz rozwiązań niskoemisyjnych. Globalny koszt referencyjny dla systemów magazynowania spadł w 2025 roku o 27%, osiągając poziom 78 dolarów za megawatogodzinę.

Głównym motorem tych zmian jest ogromna nadpodaż mocy produkcyjnych w sektorze akumulatorów litowo-jonowych, rozwijanym pierwotnie dla rynku pojazdów elektrycznych. W samych Chinach moce produkcyjne przekroczyły zapotrzebowanie o około 60%, co wywołało niezwykle silną konkurencję cenową między producentami. Na tej sytuacji korzystają inwestorzy budujący wielkoskalowe magazyny energii, które stają się coraz tańszym i bardziej efektywnym rozwiązaniem dla nowoczesnych sieci elektroenergetycznych.

Spadek kosztów sprawia, że magazynowanie energii przestaje być jedynie kosztownym dodatkiem do OZE, a staje się fundamentem stabilnego systemu energetycznego. Tańsze baterie pozwalają na skuteczne gromadzenie nadwyżek z wiatru i słońca, by wykorzystać je w godzinach największego zapotrzebowania. Jeśli obecne trendy się utrzymają, magazyny energii trwale zmienią strukturę globalnego miksu energetycznego i ostatecznie zakończą erę dominacji paliw kopalnych w sektorze energetyki.

Restrukturyzacja w HSBC przyspiesza: zwolnienia w USA i cięcie kosztów

Europejski gigant bankowy HSBC Holdings plc zredukował w czwartek zatrudnienie w nowojorskim zespole rynków kapitału dłużnego (DCM), zwalniając około 10% pracowników. Cięcia wpisują się w globalny program obniżki kosztów prowadzony przez dyrektora generalnego Georgesa Elhedery’ego.

Cięcia w Nowym Jorku w ramach globalnej restrukturyzacji

Zwolnienia objęły co najmniej sześć osób na różnych szczeblach organizacji. To kolejny element planu restrukturyzacji ogłoszonego w październiku 2024 roku, którego celem jest wygenerowanie do końca 2026 roku oszczędności rzędu 1,5 mld dolarów. Elhedery upraszcza strukturę zarządzania: połączył bankowość komercyjną i korporacyjną oraz ograniczył skład komitetu operacyjnego.

Z całej puli oszczędności około 300 mln dolarów ma pochodzić bezpośrednio z bankowości inwestycyjnej, ze szczególnym naciskiem na rynki kapitałowe w Europie i obu Amerykach. Bank ogranicza „podwójne” role menedżerskie, likwiduje stanowiska współzarządzające i usuwa dublujące się funkcje. W ramach zmian personalnych stanowisko dyrektora finansowego objęła Pam Kaur — pierwsza kobieta w historii HSBC na tym stanowisku.

Odwrót od Zachodu, większy nacisk na Azję i Bliski Wschód

Redukcja etatów w USA odzwierciedla szerszą zmianę strategiczną: HSBC przesuwa kapitał i uwagę na rynki, gdzie widzi większy potencjał wzrostu. Bank zamknął już większość zespołów zajmujących się doradztwem M&A oraz rynkami akcji w Stanach Zjednoczonych i w Europie kontynentalnej. Choć chce utrzymać obecność w obszarze finansowania długu i infrastruktury na Zachodzie, priorytetem inwestycyjnym stają się Azja oraz Bliski Wschód.

Elhedery podkreśla, że zasoby mają trafiać tam, gdzie HSBC ma wyraźną przewagę konkurencyjną i może osiągać wyższe stopy zwrotu. Zmianom towarzyszy zaostrzenie polityki wynagrodzeń: bank mocniej uzależnia premie od wyników, co w praktyce oznacza niższe — a czasem zerowe — bonusy dla osób z gorszymi rezultatami, mimo utrzymania całkowitej puli premii na poziomie 3,8 mld dolarów.

Cel: większa efektywność do 2026 roku

HSBC ogłosił dotąd wyjście z 11 obszarów działalności uznanych za niekluczowe, aby uwolnić kapitał i przekierować go do strategicznych „hubów” na Wschodzie. Reorganizacja ma zbudować bardziej zwinny model działania, lepiej dopasowany do zmiennego otoczenia rynkowego. Pełny efekt finansowy zwolnień i zmian strukturalnych ma być widoczny w wynikach banku w perspektywie kolejnych kilkunastu–kilkudziesięciu miesięcy.

Rosja upłynnia rezerwy złota: Rekordowe ceny ratują budżet przed deficytem

0

Bank Centralny Rosji zdecydował się w styczniu na sprzedaż części złota, korzystając z rekordowo wysokich cen kruszcu. Celem było wsparcie budżetu federalnego, który odczuwa skutki gwałtownego spadku wpływów z eksportu surowców energetycznych.

Mniej złota, więcej na papierze

Z danych Banku Rosji wynika, że zasoby złota zmniejszyły się o 300 tys. uncji do 74,5 mln uncji. To pierwszy fizyczny spadek rezerw od października ubiegłego roku. Przy średniej cenie rynkowej w styczniu w okolicach 4700 dolarów za uncję, operacja mogła przynieść budżetowi około 1,4 mld dolarów.

Mimo sprzedaży wartość rosyjskich rezerw złota wzrosła jednak o 23% i po raz pierwszy przekroczyła 400 mld dolarów. To efekt silnego wzrostu cen złota na świecie, który z nawiązką skompensował ubytek ilościowy. Złoto stanowi obecnie blisko 48% rosyjskich rezerw międzynarodowych — najwyższy udział od ponad trzech dekad.

Budżet pod presją taniejącej ropy

Decyzja o upłynnieniu części kruszcu wynika z napiętej sytuacji fiskalnej. Dochody z ropy i gazu, kluczowe dla rosyjskich finansów publicznych, spadły w styczniu o 50% rok do roku, osiągając najniższy poziom od pięciu lat. Deficyt budżetowy w samym styczniu sięgnął 1,7 bln rubli, czyli niemal połowy limitu zaplanowanego na cały 2026 rok.

Presję zwiększają niskie notowania ropy Urals, wyraźnie poniżej założeń budżetowych. Do tego dochodzą sankcje ze strony USA oraz słabszy popyt na kluczowych rynkach azjatyckich, w tym w Indiach. Analitycy ostrzegają, że przy obecnym tempie wydatków Rosja może w 2026 roku sięgnąć nawet po 60% płynnych środków zgromadzonych w Narodowym Funduszu Dobrobytu (NWF).

Operacje „lustrzane”: sprzedaż naprawdę fizyczna

Sprzedaż złota odbywa się w ramach tzw. operacji lustrzanych, które bank centralny wdrożył w 2025 roku. Mechanizm polega na realnej sprzedaży złota i juanów na rynku krajowym, aby zbilansować wypłaty z NWF. To istotna zmiana wobec wcześniejszych lat, gdy działania te miały w dużej mierze charakter księgowy, a złoto faktycznie nie opuszczało państwowych skarbców.

Choć Rosja zmniejsza fizyczne zasoby, wzrost cen złota od początku inwazji na Ukrainę przyniósł jej — według szacunków — zyski przekraczające 216 mld dolarów. Skala tego wzrostu jest porównywalna z wartością rosyjskich aktywów państwowych zamrożonych przez Unię Europejską. W efekcie złoto stało się jednym z kluczowych instrumentów pozwalających Moskwie finansować państwo w warunkach ograniczonego dostępu do zachodnich rynków i systemów finansowych.

Rynek metali reaguje na wyrok Sądu Najwyższego: Miedź i aluminium w górę

Piątkowe orzeczenie Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych natychmiast odbiło się na rynkach surowcowych. Inwestorzy, licząc na złagodzenie globalnych napięć handlowych po unieważnieniu kluczowych ceł wprowadzonych przez prezydenta Donalda Trumpa, zaczęli aktywniej kupować metale przemysłowe.

Wzrosty w Londynie

Na Londyńskiej Giełdzie Metali (LME) tuż po ogłoszeniu wyroku wyraźnie wzrosły notowania miedzi i aluminium. Rynki odebrały decyzję prezesa Sądu Najwyższego Johna Robertsa jako sygnał, że krótkoterminowe ryzyko dla globalnego popytu przemysłowego i płynności handlu może się zmniejszyć. Aluminium kontynuowało trend wzrostowy, odbijając od poziomu zamknięcia z 19 lutego (3068,50 USD za tonę).

Lepsze nastroje były widoczne także na rynku metali szlachetnych. Srebro drożało, korzystając z połączenia statusu „bezpiecznej przystani” i nadziei na ożywienie aktywności przemysłowej. Jednocześnie dolar lekko osłabł, co wpisywało się w rosnący apetyt na ryzyko. Na plusie zakończyły dzień również europejskie i amerykańskie giełdy, które przyjęły wyrok jako ograniczenie jednego z ważnych źródeł niepewności.

Cła sektorowe studzą euforię

Mimo optymistycznego otwarcia, wzrosty cen metali przemysłowych zostały częściowo wyhamowane. Orzeczenie dotyczy wyłącznie podstawy prawnej IEEPA, natomiast w mocy pozostają restrykcje wprowadzone na podstawie Sekcji 232 ustawy o ekspansji handlowej, uzasadniane względami bezpieczeństwa narodowego. Oznacza to, że 50-procentowe cła na import stali, aluminium oraz wyrobów miedzianych nadal obciążają dostawy do USA i nie zostały objęte skutkami piątkowej decyzji.

Rynki zachowują ostrożność także z powodu zapowiedzi szybkiego wdrożenia rozwiązań zastępczych. Biały Dom zasygnalizował możliwość wprowadzenia 10-procentowego „cła globalnego” w oparciu o Sekcję 122 ustawy o handlu z 1974 roku, która pozwala czasowo obciążyć import w celu ochrony bilansu płatniczego. Przedstawiciele administracji, w tym Jamieson Greer, potwierdzili, że prace nad zastąpieniem uchylonych przepisów nowymi regulacjami ruszą niezwłocznie.

Bilans i niepewne prognozy

Skala potencjalnych konsekwencji finansowych jest duża, zwłaszcza że cła oparte na IEEPA miały przynieść budżetowi około 142 mld dolarów w samym 2025 roku. Rząd federalny musi liczyć się teraz z możliwymi roszczeniami importerów o zwrot miliardów dolarów zapłaconych w ramach unieważnionych danin. To dodatkowy czynnik niepewności dla prognoz popytu na miedź i aluminium w kolejnych kwartałach.

Analitycy zwracają uwagę, że choć ryzyko gwałtownej eskalacji wojny handlowej chwilowo zmalało, amerykańska polityka celna pozostaje w fazie głębokiej przebudowy. Połączenie utrzymujących się ceł na stal i aluminium z perspektywą nowych, czasowych taryf sprawia, że przemysł nadal funkcjonuje w warunkach podwyższonej niepewności. Inwestorzy będą teraz uważnie śledzić, jak szybko Waszyngton wdroży alternatywne podstawy prawne dla części ceł.

20. pakiet sankcji na ostatniej prostej, ale bez przełomu. Kością niezgody embargo morskie

Ambasadorowie państw Unii Europejskiej nie osiągnęli porozumienia w sprawie 20. pakietu sankcji wobec Rosji podczas piątkowego spotkania. Największe kontrowersje budzi pomysł całkowitego zakazu świadczenia usług morskich dla tankowców przewożących rosyjską ropę.

Największy punkt zapalny: usługi dla tankowców

Proponowane embargo miałoby zaostrzyć dotychczasowe podejście i w praktyce zastąpić limit cenowy G7, który – w ocenie Brukseli – nie ograniczył skutecznie dochodów Kremla. Nowe przepisy zakazałyby unijnym firmom świadczenia usług ubezpieczeniowych, transportowych i finansowych dla jednostek przewożących rosyjski surowiec. Według założeń uderzyłoby to w znaczącą część rosyjskiego eksportu ropy, wciąż obsługiwaną przy udziale zachodnych podmiotów.

Sprzeciw wobec tak sformułowanych restrykcji zgłosiły Grecja i Malta, dysponujące największymi flotami handlowymi w Europie. Ateny i Valletta ostrzegają, że embargo mogłoby uderzyć w ich sektor żeglugowy i przełożyć się na wzrost kosztów energii w Europie. Malta domaga się też doprecyzowania rozwiązań technicznych, aby regulacje dało się wdrożyć bez nadmiernych kosztów dla europejskiej gospodarki morskiej.

Dodatkowy hamulec: Węgry i Słowacja

Negocjacje utrudniają również Węgry i Słowacja, które wskazują na ryzyko dla bezpieczeństwa dostaw ropy rurociągiem „Przyjaźń” oraz alternatywnymi trasami, m.in. przez Chorwację. Budapeszt sygnalizuje gotowość do blokowania pakietu i domaga się jednocześnie skreślenia wybranych nazwisk z unijnych list sankcyjnych.

Mimo impasu szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas ocenia, że kompromis może zostać wypracowany w weekend, a pakiet mógłby zostać formalnie przyjęty w poniedziałek.

Co jest w 20. pakiecie

Projekt, przedstawiony przez Ursulę von der Leyen, zakłada nie tylko ograniczenia w obszarze transportu morskiego, ale też uderzenie w tzw. „flotę cieni”. W planach jest objęcie sankcjami kolejnych 43 tankowców oraz nałożenie restrykcji na 20 rosyjskich banków regionalnych. Nowe ograniczenia eksportowe i importowe miałyby dotyczyć towarów o łącznej wartości blisko 1 mld euro, w tym m.in. metali, chemikaliów oraz usług z obszaru cyberbezpieczeństwa.

Nowy mechanizm i presja czasu

W pakiecie ma zostać po raz pierwszy wykorzystany unijny mechanizm przeciwdziałania obchodzeniu sankcji. Bruksela chce ograniczyć eksport obrabiarek i urządzeń radiowych do Kirgistanu, wskazując ryzyko ich dalszego reeksportu do Rosji. Komisarz Valdis Dombrovskis podkreśla, że UE jest zdeterminowana, by wprowadzić zakaz usług morskich nawet bez pełnej synchronizacji z państwami G7.

Rozmowy toczą się pod presją terminu – Bruksela chce domknąć pakiet przed 24 lutego, czyli rocznicą pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę. Ostateczne decyzje mają zapaść podczas spotkania ministrów spraw zagranicznych UE zaplanowanego na 23 lutego w Brukseli.

Przyjaciel Trumpa Juniora i rosyjski gigant gazowy podpisali porozumienie ws. projektu na Alasce

Amerykański finansista Gentry Beach, blisko związany z rodziną prezydenta Donalda Trumpa, miał jesienią ubiegłego roku potajemnie podpisać umowę z rosyjskim gigantem energetycznym Novatkiem dotyczącą rozwoju wydobycia i skraplania gazu ziemnego na Alasce — poinformował w czwartek „The New York Times”.

Gentry Beach, szef firmy inwestycyjnej America First Global i wieloletni przyjaciel Donalda Trumpa Juniora, potwierdził sfinalizowanie porozumienia z rosyjskim gigantem energetycznym Novatek. Umowa została podpisana jesienią ubiegłego roku, niedługo po sierpniowym szczycie w Anchorage, podczas którego omawiano kwestie zakończenia wojny na Ukrainie. Według relacji Beacha projekt jest monitorowany przez decydentów w obu krajach, co podkreśla jego znaczenie dla szeroko pojętej stabilizacji politycznej poprzez współpracę ekonomiczną.

Szczegóły kontraktu były doprecyzowane podczas spotkań w Dubaju i Europie, w których uczestniczył dyrektor generalny Novateku, Leonid Michelson. Choć Michelson figuruje na listach sankcyjnych Wielkiej Brytanii i Kanady, obecnie nie jest objęty restrykcjami przez Stany Zjednoczone, co otwiera drogę do sformalizowania partnerstwa. Rosyjska firma wyraziła gotowość do udostępnienia swojej technologii skraplania gazu ziemnego w surowych warunkach Alaski, co ma być kluczowym wkładem technologicznym w to przedsięwzięcie.

Gentry Beach argumentuje, że obecny układ sił w Waszyngtonie diametralnie zmienił nastawienie inwestorów do kooperacji z podmiotami rosyjskimi. Finansista określił prezydenta mianem lidera transakcyjnego, co ma ośmielać sektor prywatny do podejmowania inicjatyw wcześniej blokowanych przez napięcia polityczne. Mimo osobistych powiązań z rodziną prezydenta, Beach zapewnia, że projekt stanowi jego autonomiczną działalność biznesową i nie wiąże się z wspólnymi interesami z bliskimi głowy państwa.

Porozumienie zawarto w trudnym momencie dla rosyjskiej branży energetycznej, która w 2025 roku mocno straciła na zachodnich sankcjach. Novatek liczy, że współpraca z amerykańskim partnerem pozwoli choć częściowo odrobić straty związane z ograniczeniami uderzającymi w projekt Arctic LNG 2. Beach podkreśla z kolei, że przy obecnych przepisach może prowadzić te działania w pełni legalnie i zgodnie ze standardami korporacyjnymi.

Inicjatywa ta może stać się precedensem w budowaniu nowej architektury bezpieczeństwa opartej na wzajemnych interesach. Jest to pierwszy znany przypadek sformalizowania tak dużej inwestycji między amerykańskim podmiotem a rosyjską firmą energetyczną w obecnym klimacie dyplomatycznym.

Sąd Najwyższy USA unieważnia większość ceł Trumpa. Miliardy dolarów do zwrotu?

Sąd Najwyższy USA uchylił w piątek większość ceł wprowadzonych przez administrację Donalda Trumpa na podstawie uprawnień nadzwyczajnych. Sędziowie (stosunkiem głosów 6:3) uznali, że prezydent przekroczył swoje uprawnienia. W uzasadnieniu wskazano, że ustawa IEEPA nie upoważnia głowy państwa do samodzielnego nakładania masowych taryf importowych.

Wyrok ten stanowi najpoważniejszą porażkę prawną drugiej kadencji Trumpa i uderza w sam fundament jego agendy gospodarczej. Według szacunków ekonomistów, wpływy z ceł opartych na IEEPA przekroczyły dotychczas 175 mld dolarów.

Granice władzy wykonawczej

Orzeczenie zapadło w połączonych sprawach Learning Resources v. Trump oraz Trump v. V.O.S. Selections, Inc. Sąd badał, czy ustawa IEEPA z 1977 roku — stworzona z myślą o sytuacjach kryzysowych i sankcjach — upoważnia prezydenta do wprowadzania szerokich taryf celnych bez wyraźnej zgody Kongresu. Sąd Najwyższy uznał, że takie działanie jest bezprawne.

Należy jednak zaznaczyć, że decyzja nie obejmuje wszystkich ceł. Część z nich (m.in. na stal, aluminium czy wybrane towary z Chin) opiera się na innych przepisach (np. Sekcji 232 lub 301), które nie były przedmiotem tego postępowania i pozostają w mocy.

W uzasadnieniu prezes Sądu Najwyższego John Roberts podkreślił, że konstytucja powierza kompetencje w zakresie nakładania podatków i ceł Kongresowi. Prezydent, chcąc sięgnąć po instrumenty o takiej skali, musi dysponować jasnym i jednoznacznym upoważnieniem ustawowym.

Logistyczny i finansowy chaos

Unieważnienie ceł otwiera drogę do gigantycznej operacji zwrotu środków. Wyzwanie jest bezprecedensowe: dotyczy milionów deklaracji celnych i setek tysięcy importerów. Choć mowa o miliardach dolarów, Sąd Najwyższy nie określił technicznego mechanizmu zwrotów. Proces ten prawdopodobnie zostanie przekazany do niższych instancji i organów celnych (CBP), co zapowiada lata procedur.

Co dalej?

Biały Dom sugeruje, że Donald Trump może próbować przywrócić cła, wykorzystując inne ścieżki prawne:

  1. Sekcję 232 (bezpieczeństwo narodowe).
  2. Sekcję 301 (odwet za nieuczciwe praktyki handlowe).

Eksperci ostrzegają jednak, że te procedury są bardziej sformalizowane, wymagają przeprowadzenia dochodzeń i konsultacji społecznych, co może potrwać wiele miesięcy. Mimo że prezydent podczas niedawnej wizyty w hucie w Georgii przekonywał o słuszności swoich działań, wyrok Sądu Najwyższego stawia jego „celną rewolucję” pod znakiem zapytania.

Zmiany na szczycie BNP Paribas Real Estate: Thierry Laroue-Pont przewodniczącym zarządu, Jean-Maxime Jouis CEO

Thierry Laroue-Pont został powołany na stanowisko Przewodniczącego Zarządu, a Jean-Maxime Jouis na stanowisko Dyrektora Generalnego (CEO) BNP Paribas Real Estate.

W związku z istotnymi zmianami zachodzącymi w sektorze nieruchomości, BNP Paribas Real Estate ogłasza aktualizację struktury zarządzania i organizacji, która wejdzie w życie od 1 marca 2026 roku.

Jean-Maxime Jouis został mianowany Dyrektorem Generalnym (CEO) BNP Paribas Real Estate i będzie pracował wspólnie z Thierry Laroue-Ponta, Przewodniczącym Zarządu.

Thierry Laroue-Pont nadal będzie operacyjnie zarządzał Działem Deweloperskim, który stanowi kluczowy element strategicznej ścieżki rozwoju BNP Paribas Real Estate.

Jean-Maxime Jouis będzie kierował zarządzaniem strategicznym i operacyjnym BNP Paribas Real Estate, ze szczególnym naciskiem na segment doradztwa oraz zarządzania nieruchomościami, który prowadzi od 1 stycznia 2026 r.

Trzej zastępcy Dyrektora Generalnego (CEO) uzupełniają nowy Zespół Zarządzający:

  • Molka Langar dołącza do BNP Paribas Real Estate jako Zastępca Dyrektora Generalnego, odpowiedzialna za funkcje korporacyjne oraz transformację firmy.
  • Laurent Boucher sprawuje stanowisko Zastępcy Dyrektora Generalnego BNP Paribas Real Estate, odpowiedzialnego za segment doradztwa (transakcje, konsulting, wycena).
  • Csongor Csukas sprawuje stanowisko Zastępcy Dyrektora Generalnego BNP Paribas Real Estate, i jest odpowiedzialny za zarządzanie nieruchomościami.

 

Zespół Zarządzający będzie realizował swoje obowiązki we ścisłej współpracy z Radą Dyrektorów, w której znajdą się przedstawiciele trzech głównych linii biznesowych BNP Paribas.

Nowa struktura zarządzania ma za zadanie zapewnić wdrożenie i sukces nowego strategicznego planu transformacji BNP Paribas Real Estate. Dzięki doświadczonym i cenionym menedżerom, wspieranym przez Grupę BNP Paribas, z którą chcemy zacieśnić współpracę i rozwinąć synergie, BNP Paribas Real Estate wzmacnia się, aby osiągnąć ambitne cele wyznaczone na 2030 rok. Jestem przekonany, że obraliśmy właściwy kierunek! – podkreśla Thierry Laroue-Pont.

Biografie zawodowe:

Thierry Laroue-Pont
Thierry Laroue-Pont

Thierry Laroue-Pont jest Przewodniczącym Zarządu BNP Paribas Real Estate oraz Dyrektorem Generalnym Działu Rozwoju Nieruchomości BNP Paribas Real Estate.

Karierę rozpoczął w Jones Lang LaSalle (JLL) w 1987 roku. W 2004 roku dołączył do BNP Paribas Real Estate, gdzie objął funkcję szefa działu biur w regionie Ile-de-France, później wiceprzewodniczącego, a następnie przewodniczącego BNP Paribas Real Estate Advisory France. W 2012 roku został mianowany Zastępcą Dyrektora Generalnego BNP Paribas Real Estate, odpowiedzialnym za doradztwo (transakcje, konsulting i wycena), a w 2014 roku został Dyrektorem Generalnym BNP Paribas Real Estate. Od października 2024 roku pełni również funkcję Dyrektora Generalnego Działu Rozwoju Nieruchomości.

Thierry Laroue-Pont jest absolwentem Institut d’Etudes Politiques de Lyon oraz posiada tytuł magistra prawa i studia podyplomowe z prawa międzynarodowego.

Jean-Maxime Jouis
Jean-Maxime Jouis

Jean-Maxime Jouis jest Dyrektorem Generalnym (CEO) BNP Paribas Real Estate, odpowiedzialnym za strategiczne i operacyjne kierowanie firmą oraz nadzór nad segmentami doradztwa i zarządzania nieruchomościami. Dotychczasową karierę zawodową związał z BNP Paribas Real Estate. Do BNP Paribas REIM France dołączył w 2007 roku, kiedy była ona spółką zależną BNP Paribas Real Estate. Pracował kolejno jako Asset Manager, Fund Manager, Head of Fund Management, Global Head of Fund Management & Private Investors oraz członek Zarządu BNP Paribas REIM France. W 2022 roku Jean-Maxime Jouis został Przewodniczącym Zarządu BNP Paribas REIM France, a w lipcu 2023 roku objął stanowisko Global Head of Investment Management aż do transferu do BNP Paribas Asset Management 1 stycznia 2026 roku. Jean-Maxime Jouis jest absolwentem ESSEC.

Molka Langar
Molka Langar

Molka Langar jest Zastępcą Dyrektora Generalnego BNP Paribas Real Estate, odpowiedzialną za funkcje korporacyjne oraz transformację firmy.

Karierę rozpoczęła w Dziale Kontroli Generalnej Crédit Agricole w 2007 roku. Do Grupy BNP Paribas dołączyła w 2011 roku, początkowo w Dziale Planowania Strategicznego przy przejęciach własnych, następnie w Dziale Finansów Grupy, gdzie kierowała Zarządzaniem Finansowym dla dywizji IPS. W 2018 roku przeszła do BNP Paribas Cardif, gdzie pełniła różne funkcje w obszarze strategii korporacyjnej oraz zarządzania finansami w ramach Finance, Actuarial and Capital (FAC), a następnie została szefową Zarządzania Strategicznego i Rozwoju w BNP Paribas Cardif France od lutego 2022 do października 2024 roku. Od końca 2024 do końca 2025 roku Molka była szefową programów dla dywizji IPS, odpowiedzialną za transfer zarządzania aktywami z BNP Paribas Cardif do BNP Paribas Asset Management oraz wsparcie BNP Paribas Real Estate w rozwoju planu strategicznego. Do BNP Paribas Real Estate dołączyła w styczniu. Molka Langar jest absolwentką ESCP-EAP European School of Management.

Laurent Boucher
Laurent Boucher

Laurent Boucher jest Zastępcą Dyrektora Generalnego BNP Paribas Real Estate, odpowiedzialnym za segmenty doradztwa (transakcje, konsulting, wyceny) w Europie.

Od 1988 roku, gdy rozpoczął pracę w Auguste-Thouard jako konsultant, a następnie dyrektor, Laurent Boucher całą karierę zawodową związał w BNP Paribas Real Estate. W 2008 roku został Zastępcą Dyrektora Zarządzającego BNP Paribas Real Estate Transaction France, w 2011 roku wiceprzewodniczącym, a w 2014 roku Dyrektorem Generalnym. W październiku 2020 roku został Zastępcą Dyrektora Generalnego BNP Paribas Real Estate, odpowiedzialnym za segmenty doradztwa we Francji, Beneluksie, Hiszpanii, Irlandii, Włoszech i Polsce. Od 1 stycznia 2026 roku jego zakres obowiązków został rozszerzony o Niemcy i Wielką Brytanię.

Csongor Csukas
Csongor Csukas

Csongor Csukas jest Zastępcą Dyrektora Generalnego BNP Paribas Real Estate, odpowiedzialnym za obszar zarządzania nieruchomościami.

Csongor Csukas rozpoczął karierę w 2002 roku w BFM Facility Management, spółce zależnej PBW Hungary, gdzie w latach 2004–2008 pełnił funkcję Dyrektora Zarządzającego, później objął stanowiska Szefa Administracji i Finansów oraz Zastępcy Dyrektora Generalnego PBW Hungary. Po przejęciu PBW Hungary przez BNP Paribas Real Estate w 2010 roku, Csongor Csukás został Dyrektorem Generalnym na Węgry i Czechy. W 2014 roku objął stanowisko Szefa Międzynarodowego Zarządzania Nieruchomościami, a w grudniu 2018 roku został Przewodniczącym BNP Paribas Real Estate Property Management France.

Csongor jest absolwentem Uniwersytetu Technicznego i Ekonomicznego w Budapeszcie oraz Uniwersytetu Corvinus w Budapeszcie. Posiada również tytuł magistra z zarządzania projektami przemysłowymi Wschód-Zachód na ENSAM (Arts et Métiers ParisTech).

Rynek w hibernacji? Styczniowe ochłodzenie w budownictwie mieszkaniowym

Dane Głównego Urzędu Statystycznego o skali nowego budownictwa mieszkaniowego w styczniu ostudziły entuzjazm, który wywołały odczyty grudniowe. We wszystkich kategoriach – mieszkania oddawane do użytku, budowy rozpoczynane i pozwolenia na budowę – odnotowano wyniki gorsze niż przed rokiem.

Z najnowszych danych GUS wynika, że liczba mieszkań i domów oddanych do użytku w Polsce w styczniu 2026 roku była niższa o 40,5% w porównaniu do grudnia 2025 roku i o 8% niższa w stosunku do stycznia ubiegłego roku. W odniesieniu do styczniowych wyników sprzed dwóch lat sytuacja wygląda lepiej – wskazuje na niewielki spadek (-1,4%). Jednak warto zauważyć, że styczniowy wynik oddanych mieszkań jest najniższym odczytem w statystykach GUS od dekady.

Jak było, jak jest i czego możemy się spodziewać?

W styczniu wszystkie grupy inwestorów oddały łącznie 14,7 tys. lokali. W tej puli firmy deweloperskie odpowiadały za budowę 8,6 tys. mieszkań, co oznacza 47,5% spadek w porównaniu do grudnia i ponad 11% w zestawieniu ze styczniem ubiegłego roku.

Nie można obiektywnie analizować i oceniać tegorocznych danych GUS, prezentujących mieszkania oddawane przez firmy deweloperskie, bez uwzględnienia liczby rozpoczynanych przez te podmioty budów w pierwszej połowie 2024 roku. Należy pamiętać, że spóźniona reakcja firm deweloperskich na gwałtownie rosnący w wyniku programu BK2% popyt, zaowocowała dużą liczbą rozpoczętych budów.

Efekty działań podjętych wówczas przez deweloperów powinniśmy oglądać w liczbie mieszkań oddanych w pierwszym półroczu bieżącego roku. Styczniowe dane wskazują, że te prognozy mogą się nie zrealizować w najbliższych miesiącach z powodu spowolnienia po stronie popytowej, które nastąpiło w okresie od 2024 r. do pierwszej połowy 2025 r. W rezultacie czas budowy inwestycji deweloperskich uległ wydłużeniu, dlatego większą liczbę mieszkań oddanych do użytkowania możemy zobaczyć w danych GUS dopiero w drugiej połowie 2026 roku.

Firmy deweloperskie odpowiadają za 59% wszystkich oddanych do użytku lokali mieszkalnych w styczniu br. Ale to wyniki inwestorów indywidualnych są bardziej stabilne niż efekty działalności deweloperów, a ich udział w całości budownictwa mieszkaniowego w Polsce w poszczególnych miesiącach 2025 roku wahał się między 35% a 38% ogólnej liczby oddawanych lokali, zaś styczeń 2026 zamknęli z wynikiem 39%.

W porównaniu do pierwszego miesiąca 2025 roku gospodarstwa domowe (w terminologii GUS to inwestorzy indywidualni) zakończyły więc budowę o 1% większej liczby domów/mieszkań, ale w stosunku do poprzedniego miesiąca ich wynik był o 22% gorszy.

Początek roku przyniósł mniej pozwoleń i mniej budów

Starania różnych grup inwestorów o uzyskanie pozwoleń na budowę w styczniu 2026 roku przyniosły wyraźnie gorsze (-37%) rezultaty niż w grudniu 2025 roku – także w porównaniu do stycznia 2025 roku wyniki te są o kilkanaście procent niższe (-12%).

Łączna liczba pozwoleń wydanych w styczniu przekroczyła 17,6 tys., z czego 11,7 tys. uzyskali deweloperzy, a 5,8 tys. inwestorzy indywidualni. W efekcie suma uzyskanych pozwoleń była o 37% niższa niż w grudniu. O wyraźnie słabszym niż miesiąc wcześniej wyniku w tej kategorii zadecydowała niska aktywność firm deweloperskich (-42% w stosunku do grudnia 2025).

Statystyki GUS z pierwszego miesiąca br. dotyczące rozpoczynanych w całej Polsce budów wskazują na najsłabszy wynik od stycznia 2023 roku. Liczba rozpoczynanych przez wszystkie grupy inwestorów budów w styczniu 2026 roku jest niższa od wyniku sprzed roku o 29%, a w porównaniu z grudniem o 6%. Na ten kilkudziesięcioprocentowy spadek w kategorii ogółem złożyły się w równej mierze firmy deweloperskie, jak i gospodarstwa domowe (około – 30% w każdej z grup). Jedynie w segmencie budownictwo społeczno-czynszowe (TBS, SIM) GUS odnotował wzrost zarówno miesiąc do miesiąca (o 188%), jak i rok do roku (o 55%). Trzeba jednak zaznaczyć, że wzrosty te dotyczyły mniej niż 400 mieszkań.

Dlaczego budujemy mniej?

Bieżące dane GUS o rozpoczynanych budowach należy interpretować także w kontekście statystyki udzielanych pozwoleń. W styczniu bieżącego roku różnica między liczbami uzyskanych pozwoleń a rozpoczynanych budów wynosi 5,3 tys. Oznacza to, że 30% uzyskanych pozwoleń nie ma kontynuacji w realizowanych budowach, ale w mroźnym styczniu tak wysoki odsetek budów, których rozpoczęcie zostało odłożone, nie powinien dziwić. Warto zauważyć, że ponad połowa (niemal 3 tys.) tej nadwyżki powstała za sprawą pozwoleń na budowę domów realizowanych przez gospodarstwa domowe, które z rozpoczęciem budów z pewnością poczekają do wiosny.

Wyniki firm deweloperskich w kontekście nadwyżki pozwoleń nad rozpoczynanymi budowami należy oceniać inaczej. Tym bardziej że w tej grupie inwestorów statystyka odłożonych w styczniu budów wygląda nieco lepiej, bowiem w 2024 roku deweloperzy odłożyli 25% uzyskanych pozwoleń, w 2025 roku – 20%, zaś w styczniu 2026 roku ten wskaźnik wyniósł 24%.

Rekordowy popyt, rekordowo niska podaż: regionalny rynek biurowy w 2025 r.

Według raportu firmy doradczej Newmark Polska „Office Occupier – Rynek biurowy w regionach”, rok 2025 na regionalnych rynkach biurowych upłynął pod znakiem rekordów. Deweloperzy dostarczyli w tym czasie najmniej nowej powierzchni w historii, podczas gdy najemcy wykazali się rekordowo wysoką aktywnością. Renegocjacje pozostały głównym czynnikiem kształtującym popyt w regionach, a w ostatnim kwartale po raz pierwszy od początku 2025 roku odnotowano spadek wskaźnika pustostanów. Jednocześnie kluczowe znaczenie dla najemców przy wyborze biura nadal miały standard budynku, jego lokalizacja oraz stopień dopasowania powierzchni do indywidualnych potrzeb.

Na koniec 2025 roku całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej na ośmiu głównych rynkach regionalnych poza Warszawą (Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Katowice, Poznań, Łódź, Lublin i Szczecin) wyniosły nieco ponad 6,72 mln mkw. i zmniejszyły się w ciągu roku o ok. 1% – podobnie jak w stolicy. W tym czasie deweloperzy oddali do użytkowania niecałe 20 550 mkw. nowej powierzchni w pięciu budynkach, z których żaden nie przekroczył 10 000 mkw. Największym biurowcem ukończonym w 2025 roku był Stella Office w Krakowie o łącznej powierzchni 9900 mkw.

– Ubiegłoroczny wolumen nowej podaży oznacza spadek o ponad 83% w porównaniu z 2024 rokiem i stanowi najniższy poziom od początku prowadzenia statystyk dla rynków regionalnych w Polsce. Wolumen powierzchni w budowie utrzymuje się na niskim poziomie. Na koniec grudnia 2025 roku w trakcie realizacji znajdowało się ok. 217 000 mkw. Najwięcej nowej powierzchni powstaje w Poznaniu i Krakowie, które łącznie odpowiadają za 60% projektów realizowanych w miastach regionalnych – mówi Karol Wyka, Dyrektor Zarządzający Działu Powierzchni Biurowych, Newmark Polska.

W 2025 roku rozpoczęto budowę jedynie sześciu nowych biurowców o łącznej powierzchni niespełna 56 000 mkw., co pokazuje, że deweloperzy koncentrowali się przede wszystkim na komercjalizacji istniejących budynków. Warto również zauważyć, że 46% tego wolumenu przypadło na biurowiec Nowy Rynek C (25 750 mkw.) w Poznaniu.

Aktywność najemców na regionalnych rynkach biurowych osiągnęła rekordowy poziom zarówno w czwartym kwartale, jak i w całym 2025 roku. W ostatnim kwartale wolumen transakcji najmu przekroczył 249 300 mkw., co oznacza wzrost o ponad 84% kwartał do kwartału i przeszło 13% rok do roku.

– W okresie od stycznia do grudnia 2025 roku podpisano umowy najmu na ponad 772 550 mkw., co stanowi najwyższą aktywność najemców odnotowaną w regionach od początku prowadzenia statystyk. Coraz większego znaczenia nabiera jakość oferowanej powierzchni. Na rynku biurowym można zaobserwować coraz silniejszy podział zasobów powierzchni biurowych na nowoczesne budynki znajdujące najemców stosunkowo szybko oraz starsze obiekty wymagające modernizacji lub zmiany funkcji – dodaje Karol Wyka.

W 2025 roku, podobnie jak rok wcześniej, renegocjacje i odnowienia umów zdominowały strukturę popytu. W całym ubiegłym roku ich udział wyniósł ponad 52%, a pozostałe 48% przypadło na nowe umowy (36%), ekspansje (7%), umowy na potrzeby własne (3%) oraz umowy przednajmu (2%). Najbardziej aktywne w tym czasie były firmy z branży IT (17,3% całkowitego wolumenu transakcji najmu), sektora usług dla biznesu (16,2%) oraz produkcyjnego (15,5%).

W 2025 roku aktywność najemców w Krakowie ustanowiła kolejny rekord na poziomie 269 500 mkw., co stanowiło prawie 35% całkowitego popytu na rynkach regionalnych. Drugie miejsce zajął Wrocław (179 600 mkw.), a na trzecim uplasowało się Trójmiasto (113 850 mkw.). Łącznie w tych trzech miastach podpisano umowy najmu na prawie 73% popytu zarejestrowanego w regionach.

Na koniec grudnia 2025 roku wskaźnik pustostanów na głównych rynkach regionalnych wyniósł 16,9%, co stanowi spadek o 0,8 p.p. w ujęciu kwartalnym oraz o 0,9 p.p. rok do roku. We wszystkich miastach regionalnych, z wyjątkiem Szczecina, współczynnik powierzchni niewynajętej przekroczył 10%, a w czterech z analizowanych lokalizacji osiągnął poziom 18% lub wyższy. Największy spadek rok do roku odnotowano w Łodzi (-4,4 p.p.) oraz Katowicach (-1,7 p.p.).

Na koniec czwartego kwartału 2025 roku najemcy mieli do dyspozycji łącznie ok. 1,14 mln mkw. powierzchni dostępnej od zaraz w istniejących obiektach.

– Warto podkreślić, że najwyższy odsetek pustostanów dotyczy głównie starszych budynków, podczas gdy w nowych biurowcach obserwujemy stopniowe wchłanianie dostępnej powierzchni. W efekcie zasoby ulegają coraz wyraźniejszej segmentacji: nowoczesne biurowce odnotowują wzrost poziomu wynajęcia, a starsze obiekty, które nie spełniają oczekiwań najemców ani wymagań ESG, napotykają większe trudności z pozyskaniem najemców – mówi Agnieszka Giermakowska, Dyrektor Działu Badań Rynkowych i Doradztwa, Lider ds. ESG, Newmark Polska.

W 2025 roku czynsze za wynajem powierzchni biurowej w większości miast regionalnych pozostawały na stabilnym poziomie. Na koniec czwartego kwartału miesięczne stawki w biurach o najwyższym standardzie sięgały 16,00-18,00 euro za mkw. W najlepszych budynkach i najbardziej pożądanych lokalizacjach czynsze utrzymywały się na relatywnie wysokim poziomie, natomiast w starszych obiektach właściciele konkurowali głównie pakietami zachęt, obejmującymi m.in. zwolnienia z czynszu czy dopłaty do wykończenia biura. Takie pakiety pozostają istotnym elementem negocjacji warunków umowy najmu zarówno w przypadku starszych biurowców, jak i budynków charakteryzujących się wysokim wskaźnikiem pustostanów.

– W procesie wyboru powierzchni ważną rolę odgrywają również kwestie środowiskowe. Najemcy coraz częściej preferują budynki spełniające standardy efektywności energetycznej oraz wymagania ESG, co wpływa na ich konkurencyjność i zwiększa presję modernizacyjną na właścicieli starszych obiektów – dodaje Agnieszka Giermakowska.

Trzykrotnie spadła liczba ofert pracy dla początkujących od 2022 r. Co dzieje się dzisiaj z rynkiem pracy IT?

W IT spada dostępność ofert pracy dla programistów, a do głosu dochodzą inni specjaliści. Liczba ogłoszeń kierowanych do początkujących zmniejszyła się 3-krotnie w ciągu 4 lat.

W ostatnich latach w branży IT wyraźnie rośnie liczba rekrutacji w kategoriach Data&BI, DevOps i Business Analysis, przy jednoczesnym spadku dostępności stanowisk programistycznych – szczególnie we Frontendzie, który cały czas pozostaje najpopularniejszą specjalizacją wśród kandydatów i kandydatek do pracy. Jak zwraca uwagę ekspert od rynku pracy IT, to jaskrawy przykład wpływu rozwoju technologii AI na branżę. Sytuacja w branży stabilizuje się, ale przede wszystkim dla najbardziej doświadczonych specjalistów.

Wśród szukających pracy programistów i programistek największym zainteresowaniem od lat cieszy się Frontend. Jednak dostępność ofert pracy w tej kategorii od kilku lat systematycznie spada, jak wynika z analizy No Fluff Jobs, największego polskiego portalu z widełkami w ogłoszeniach o pracy. W 2022 r. stanowiły one 11,4 proc. ofert publikowanych na portalu. W 2023 r. ich odsetek spadł do 6 proc., w 2024 do 5 proc., a w 2025 r. wyniósł 4 proc. 

Najprostszą odpowiedzią na spadek udziału stanowisk frontendowych na rynku pracy jest rozwój sztucznej inteligencji, ale to tylko część prawdy. Inna jest taka, że bariera wejścia do tej kategorii była przez lata bardzo niska, stąd wysyp kursów i bootcampów, które w krótkim czasie kształciły w tym zakresie – mówi Tomasz Bujok, CEO No Fluff Jobs. – Przez to na rynku pojawił się nadmiar frontendowców, a ponieważ dużo specjalistów fullstack ma podobne kompetencje, firmy, w poszukiwaniu oszczędności i redukcji etatów, postawiły na tych drugich, bardziej wszechstronnych. Dziś nadal na jedno ogłoszenie w kategorii Frontend spływa średnio prawie 80 CV. Mała dostępność ogłoszeń, spadająca przez lata, powinna stanowić sygnał ostrzegawczy dla osób, które wiążą swoją przyszłość stricte z tą specjalizacją.

Rośnie liczba rekrutacji w nieprogramistycznych kategoriach IT

Od 2022 r. zmniejszenie liczby dostępnych ofert pracy, choć na znacznie mniejszą skalę, notuje również kategoria Backend. Odsetek ogłoszeń backendowych ustabilizował się na poziomie ok. 20 proc. i niezmiennie stanowi obszar największego zapotrzebowania polskich pracodawców na osoby zajmujące się programowaniem. Z kolei w kategorii Fullstack sytuacja od lat pozostaje stabilna, odpowiadając za ok. 10 proc. ofert pracy na portalu No Fluff Jobs. Jednocześnie widać wyraźny wzrost dostępności zatrudnienia w nieprogramistycznych specjalizacjach IT – szczególnie w Data&BI, DevOps czy Business Analysis. Wolniej, niż można by się było spodziewać, rośnie liczba rekrutacji w kategorii AI – tylko o 1 p.p. rok do roku. 

Branża się stabilizuje, ale brakuje ofert dla początkujących

Wśród wymagań w IT niezmiennie królują kompetencje twarde, związane z zarządzaniem architekturą systemów, cyberbezpieczeństwem, analizą danych czy inżynierią oprogramowania. Najczęściej wymieniane umiejętności to Python (23 proc. ofert), SQL (22 proc. ofert) oraz Java (18,5 proc.), czyli podstawowe narzędzia m.in. backendowców, fullstacków i analityków danych. W minionym roku wzrosła liczba rekrutacji, w których oczekuje się znajomości narzędzi takich jak Spring (+4 p.p.), RestAPI (+2,7 p.p.), SQL (+1,9 p.p.) i React (+1,7 p.p.). 

Zeszłoroczne odbicie na rynku pracy IT nie przypomina pandemicznego boomu – zamiast „gorączki złota” mamy czas stabilizacji i wysokich wymagań. To świetna wiadomość dla doświadczonych specjalistów i specjalistek, ale wciąż spore wyzwanie dla osób stawiających pierwsze kroki w branży, do których kierowane jest tylko co 20. oferta pracy. Dla porównania, w 2022 r. aż 15 proc. ogłoszeń na No Fluff Jobs dotyczyło rekrutacji na stanowiska juniorskie – mówi Tomasz Bujok, CEO No Fluff Jobs

Ultimatum Trumpa dla Teheranu i „pokaz siły” USA: Ropa na 6-miesięcznych maksimach

Donald Trump zaostrzył przekaz wobec Iranu, publicznie sugerując, że Teheran ma maksymalnie 10–15 dni na osiągnięcie porozumienia w sprawie programu nuklearnego, a brak postępu ma być dla Iranu „niefortunny” i może skutkować „naprawdę złymi rzeczami” – według relacji medialnych słowa te padły podczas rozmów z dziennikarzami na pokładzie Air Force One. Równolegle USA wzmacniają obecność wojskową na Bliskim Wschodzie. W doniesieniach pojawiają się informacje o koncentracji szerokiego zestawu sił, w tym dwóch lotniskowców, co z jednej strony stanowi komunikacyjny „pokaz siły”, a z drugiej zwiększa elastyczność operacyjną. Skala i skład przerzutu są istotne, ponieważ sugerują zdolność do działań o większym zasięgu i dłuższym horyzoncie, a nie wyłącznie ruch symboliczny. Media zwracały uwagę m.in. na obecność tankowców powietrznych (KC-46 i KC-135), samolotów transportowych (C-130J), maszyn wczesnego ostrzegania (E-3 Sentry) oraz platform rozpoznawczych, które razem tworzą zaplecze zarówno dla intensywniejszej kampanii wielodniowej, jak i dla bardziej ograniczonego uderzenia.

Ropa utrzymuje się na 6-miesięcznych maksimach. Brent kosztuje 71,80 USD za baryłkę (+0,5%), a WTI 66,45 USD (+0,9%), co przybliża rynek do pierwszego tygodniowego wzrostu od trzech tygodni. Kluczowym punktem wrażliwości pozostaje rejon Zatoki Perskiej, a zwłaszcza obawy o Cieśninę Ormuz – wąskie gardło, przez które przechodzi około 20% globalnych morskich dostaw ropy. Nawet sama możliwość ograniczeń w tym korytarzu, bez materializacji realnych zakłóceń, potrafi istotnie podbić „premię strachu” i zmienność. Temperaturę dodatkowo podnoszą doniesienia o planowanych ćwiczeniach morskich Iranu z Rosją, które rynek interpretuje jako sygnał eskalacyjny, choć nie przesądzają one o faktycznym uderzeniu w fizyczną podaż.

Ceny wsparły również krótkoterminowe sygnały z bilansu w USA. Zapasy ropy spadły o około 9 mln baryłek przy wyższym przerobie w rafineriach i rosnącym eksporcie, co chwilowo wzmacnia wrażenie zacieśnienia rynku. Jednocześnie potencjał dalszych wzrostów ograniczają czynniki makroekonomiczne i podażowe widoczne w średnim horyzoncie. Minutki Fed podtrzymały obawy, że stopy procentowe w USA mogą pozostać na obecnym poziomie jeszcze przez pewien czas, co z perspektywy popytu działa chłodząco. Równolegle inwestorzy dyskontują możliwość wzrostu wydobycia OPEC+ od kwietnia, co wzmacnia narrację o „dużej podaży” w tle. W tym duchu JPMorgan wskazuje, że nadwyżka podaży widoczna w drugiej połowie 2025 r. utrzymała się także w styczniu i „prawdopodobnie” będzie trwać. Według banku, aby uniknąć narastania zapasów w 2027 r., potrzebne byłyby dodatkowe cięcia rzędu około 2 mln baryłek dziennie. W efekcie obecne zwyżki cen wyglądają przede wszystkim na ruch napędzany premią geopolityczną i krótkoterminowymi danymi z rynku USA, podczas gdy fundamenty wciąż sugerują nadpodaż, która bez materializacji realnych zakłóceń w przepływach może ograniczać trwałość trendu wzrostowego.

Styczeń 2026 na rynku najmu: więcej zapytań, więcej ofert, bez presji na podwyżki

Styczeń przyniósł gwałtowne ożywienie na rynku najmu – popyt, mierzony liczbą zapytań w serwisie Otodom, wzrósł aż o 29% w ujęciu miesięcznym i o 40% rok do roku. Po grudniowym zastoju odbiła także podaż (o 8% m/m), co w połączeniu z tradycyjną noworoczną falą decyzji o przeprowadzkach sugeruje, że rynek wychodzi z marazmu. Jeśli wysoka aktywność najemców oraz brak presji kosztowej utrzymają się, czekają nas miesiące umiarkowanego, ale stabilnego wzrostu.

W styczniu liczba ofert mieszkań na wynajem wzrosła o około 1,7 tys. w ujęciu miesięcznym, do poziomu 23,6 tys. Choć w skali roku odnotowano niewielki, 2-procentowy spadek, można go wiązać z rekordowo wysoką sprzedażą na rynku deweloperskim pod koniec 2025 roku. Wówczas część dotychczasowych najemców zmieniła status na właścicieli. Największą dynamikę widać jednak w liczbie nowych ogłoszeń. W styczniu do obiegu trafiło ich aż 15,6 tys., czyli o 50% więcej niż w grudniu. Jednocześnie zakończono 20,8 tys. ofert, co również oznacza wyraźny, dwucyfrowy wzrost – o 27% m/m.

Spośród 18 analizowanych miast zdecydowana większość wpisała się w trend odbudowy podaży. Największe wzrosty odnotowano w Kielcach (+29%) i Bydgoszczy (+21%), jednak niekwestionowanym liderem okazał się Olsztyn. Tam liczba ogłoszeń zwiększyła się aż o 62%. Spadki wystąpiły jedynie w trzech miastach: Białymstoku (-2%), Szczecinie (-2%) oraz Sopocie (-19%). Równolegle ożywiła się strona popytowa.

– Początek roku tradycyjnie sprzyja decyzjom o zmianie mieszkania – wygasają stare umowy najmu, pojawiają się nowe plany zawodowe, a gospodarstwa domowe wracają do odłożonych wcześniej postanowień. Głęboki wgląd w motywacje osób szukających nowego miejsca do życia daje również raport „Szczęśliwy dom. Męskie oblicza szczęścia”. Według niego mężczyźni w wieku 46–55 lat stanowią istotną część grupy, która decyduje się na przeprowadzkę z powodu niezadowalających relacji z bliskimi. To potencjalni najemcy, którzy nie tylko często poszukują mieszkań dostępnych “od zaraz”, ale przede wszystkim przestrzeni pozwalającej na nowo zdefiniować własną tożsamość – wyjaśnia Agata Stachowiak, ekspertka rynku mieszkaniowego Otodom.

Wybór dojrzałego mężczyzny na najemcę może nieść ze sobą dodatkowe korzyści dla właścicieli nieruchomości. Dane z raportu Otodom wskazują, że częściej niż inni wykazują się oni sąsiedzkim zaangażowaniem. Aż 47% wszystkich „Aktywnych Sąsiadów”, czyli osób, dla których sąsiedztwo nie jest jedynie układem przestrzennym, lecz relacją opartą na wzajemności i pomocy, jest w wieku 55+.

Najemcy wracają na rynek, ale stawki pozostają stabilne

Jak przyznaje Paweł Jarząbek, menedżer ds. badań rynku i analiz Otodom, “dodatkowym czynnikiem wzrostu popytu może być relatywna stabilizacja cen, która ogranicza presję kosztową i zwiększa skłonność do aktywnego poszukiwania mieszkań”. W styczniu niezmiennie największym zainteresowaniem cieszyły się lokale dwupokojowe o powierzchni około 40 mkw. – odpowiadały one za 22% wszystkich zapytań w serwisie Otodom. W sumie mieszkania dwupokojowe wygenerowały ponad połowę całkowitego popytu na platformie. Jak na tym tle kształtują się miesięczne koszty najmu?

– Mimo wyraźnego ożywienia po stronie popytowej, stawki pozostają stabilne i nie widać presji na podwyżki. W styczniu średnia ofertowa cena najmu mieszkania w Polsce wyniosła 3 618 zł (71 zł/mkw.). To poziom o niespełna 1% niższy niż w grudniu 2025 roku oraz zbliżony do notowanego rok wcześniej – porównuje Paweł Jarząbek.

Analiza poszczególnych miast potwierdza ogólnopolski trend stabilizacji. W ujęciu miesięcznym wahania stawek w większości lokalizacji nie przekraczały 1-2%. Największe wzrosty odnotowano w Łodzi (+1,7%), Kielcach (+1,6%) oraz Rzeszowie (+0,6%). Po przeciwnej stronie znalazły się Olsztyn (-4,1%), Zielona Góra (-2,4%) i Warszawa (-1,4%).

Perspektywa roczna ujawnia jednak większe zróżnicowanie. Liderem wzrostów rok do roku okazał się Olsztyn (+8,3%), mimo odnotowanej w styczniu korekty. Zauważalne podwyżki w skali roku dotknęły także Opole (+5,5%) oraz Bydgoszcz (+4,9%). Z kolei najemcy w Zielonej Górze oraz Rzeszowie mogą liczyć na stawki niższe niż przed rokiem. Tam ceny najmu w porównaniu ze styczniem 2025 roku spadły odpowiednio o 8,0% i 6,2%.

Najwyższe średnie czynsze niezmiennie utrzymują się w Warszawie (4,9 tys. zł). Powyżej 3 tys. zł miesięcznie płacą również najemcy w Trójmieście (3,2 tys. zł), Krakowie (3, 2 tys. zł) oraz Wrocławiu (3,1 tys. zł). Z kolei najniższe stawki notowane są w Białymstoku oraz w Kielcach – 2 tys. zł.

– Początek 2026 roku pokazuje więc jednoczesne odbicie podaży i popytu przy zachowaniu równowagi cenowej. Jeśli wysoka aktywność najemców oraz brak presji kosztowej utrzymają się, rynek może wejść w fazę umiarkowanego, ale stabilnego ożywienia. W średnim terminie kluczowe pozostaną jednak czynniki makroekonomiczne, zwłaszcza sytuacja w obszarze kredytów hipotecznych oraz ewentualne zmiany regulacyjne dotyczące najmu – prognozuje Paweł Jarząbek.

Parki handlowe dominują, centra handlowe szukają drugiego życia

0

Rok 2025 upłynął na polskim rynku handlowym pod wyraźnym znakiem parków handlowych, które odpowiadały za zdecydowaną większość nowej podaży. Z kolei właściciele centrów handlowych koncentrowali się na modernizacji istniejących obiektów i poszukiwaniu nowych funkcji, pozwalających skutecznie konkurować o uwagę klientów. W 2026 roku aktywność w sektorze parków handlowych pozostanie wysoka, choć rynek ten powoli dojrzewa. Centra handlowe będą rozwijać koncepty rozrywkowe, w tym aktywnie rozwijające się kluby fitness, sale zabaw dla dzieci  oraz przestrzenie adresowane dla nastolatków.

Miniony rok ponownie należał do parków handlowych. W sumie do użytku oddano 590 tys. mkw. powierzchni handlowej, z czego 90 proc. stanowiły właśnie parki. Deweloperzy coraz odważniej kierują swoją uwagę w stronę mniejszych miast, a same formaty parków stają się bardziej zróżnicowane – od obiektów liczących poniżej 5 tys. mkw. po inwestycje o powierzchni kilkunastu tysięcy metrów kwadratowych. Największe z nich osiągają już skalę małych i średnich centrów handlowych zarówno powierzchniowo, jak i ofertowo.

Struktura najemców w parkach handlowych również uległa zmianom. O ile pierwotnie w tym sektorze dominowali operatorzy meblowi i wyposażenie wnętrz, dziś coraz silniejszą pozycję ma sektor modowy i convenience. W parkach handlowych obecne są przede wszystkim marki sieciowe między innymi z branży mody, ale także sklepy z elektroniką, drogerie czy sklepy z artykułami dla zwierząt. Dynamicznie rozwijają się również koncepty dyskontowe, co jest odpowiedzią na wrażliwość cenową polskich konsumentów. Choć sytuacja gospodarcza się ustabilizowała i inflacja wyraźnie spadła w 2025 roku, dochód rozporządzalny wciąż nie nadąża za wzrostem cen.

Centra handlowe – praca nad istniejącymi obiektami

W segmencie centrów handlowych aktywność deweloperska pozostaje ograniczona. Właściciele koncentrują się przede wszystkim na rekomercjalizacji i modernizacji istniejących obiektów. Około 60 proc. rynku stanowią obiekty starsze niż 15 lat, co stymuluje konieczność dostosowania ich do zmieniających się oczekiwań najemców i klientów.

Zmienia się struktura powierzchni – pojedyncze sklepy zajmują coraz większe metraże, a liczba butików maleje. Z analiz CBRE wynika, że najbardziej aktywne branże to moda i gastronomia. Choć liczba zamknięć sklepów modowych przewyższa liczbę otwarć, nie przekłada się to na wzrost pustostanów. Nowe sklepy powstają na większych powierzchniach, co jest trendem obserwowanym także na innych rynkach europejskich.

Oferta gastronomiczna systematycznie się rozbudowuje. Restauracji przybywa, a dobrym przykładem rozwoju tego segmentu są popularne wśród klientów i operatorów koncepty Food Hall. Takie funkcjonujące już w Warszawie to Fabryka Norblina, Hala Koszyki, Browary Warszawskie, Elektrownia Powiśle czy Montownia w Gdańsku oraz realizowana modernizacja Gdańskiej Hali Targowej. Równolegle centra handlowe coraz częściej sięgają po funkcje rozrywkowe. Sale zabaw czy ścianki wspinaczkowe pozwalają wydłużyć czas pobytu klientów oraz adresują inne niż zakupowe potrzeby klientów. Przykładami takich inwestycji są Sky Game w Sky Tower we Wrocławiu czy Arcade Bee w Hali Koszyki w Warszawie. Coraz bardziej aktywna jest również branża fitness, która chętnie lokuje swoje kluby w obiektach handlowych. Polska, na tle Europy, nadal pozostaje rynkiem nienasyconym w tym segmencie.

Nowe marki zagraniczne i rozwój rodzimych konceptów

W 2025 roku na polskim rynku działalność rozpoczęło około 30 nowych marek zarówno zagranicznych (Adopt Perfums, Burgermeister, Miramira), w tym tych, które powróciły na nasz rynek (Miniso, GAP), jak i nowych konceptów rozwijanych przez rodzimie grupy (Worldbox, Boardriders) oraz transferów z online do offline. Nowi operatorzy reprezentują zróżnicowane branże, takie jak health & beauty (np. Adopt, Alensa, Markovo), akcesoria (Longines, ZAG Bijoux), moda (Ocean, Carhartt) czy specjalistyczne produkty spożywcze i gastronomia (Bottlery, Omichise). Również z punktu widzenia krajów pochodzenia nie obserwujemy dominacji jednej geografii. Polska nadal jest atrakcyjnym rynkiem o zróżnicowanej, wysokiej jakości podaży powierzchni w obiektach handlowych, znaczącej populacji i silnej ekonomii.

Prognozy: stabilna dynamika parków, drugie życie centrów, ulice handlowe oraz projekty mixed use

Rok 2026 pod względem aktywności deweloperskiej nadal będzie zdominowany przez sektor parków handlowych. Miniony rok był kolejnym, w którym oddano około pół miliona metrów kwadratowych nowej powierzchni właśnie w tym segmencie. Aktywność deweloperów cały czas pozostanie znaczna, jednak rynek zaczyna już wykazywać oznaki dojrzewania. Kolejne lokalizacje będą poddawane coraz wnikliwszej analizie, a konkurencja pomiędzy projektami będzie rosła. Również dostępność atrakcyjnych gruntów stanie się coraz większym wyzwaniem.

Równocześnie najbliższe miesiące przyniosą intensywną pracę nad istniejącymi centrami handlowymi. Galerie poszukują wyróżników, które pozwolą im skuteczniej konkurować z parkami handlowymi. Choć odwiedzalność centrów wciąż nie wróciła do poziomów sprzed pandemii, ich obroty rosną. Szczególnie obiekty z początku lat 90. wymagają gruntownych zmian, aby pozostać atrakcyjne dla klientów i dostosować się do zmian w otoczeniu konkurencyjnym. Nowych centrów handlowych będzie wyraźnie mniej, będziemy obserwować drugie życie funkcjonujących obiektów. Na rynku już mamy przykłady starszych centrów funkcjonujących na bardzo konkurencyjnych rynkach, takich jak Arkady Wrocławskie czy Malta, w których miejsce powstaną nowe projekty o innej funkcji.

W 2026 będziemy obserwowali również dużą dynamikę w sektorze lokali usługowych poza galeriami i parkami handlowym. Popyt ze strony lokalnych przedsiębiorców jak i rozwijających się sieci nie koncentruje się już wyłącznie w ścisłych centrach miast. Coraz większą popularnością cieszą się też dzielnice poboczne. Najemcy poszukują lokali w parterach budynków mieszkalnych oraz kompleksach biurowych. Takie lokalizacje gwarantują naturalny przepływ użytkowników – mieszkańców i pracowników – co przekłada się na bezpieczeństwo biznesowe i przewidywalność obrotów.

Wśród najaktywniejszych branż niezmiennie pozostają usługi beauty, sektor medyczny oraz edukacyjny. Silną pozycję utrzymuje wciąż gastronomia – zarówno w formule kameralnych osiedli mieszkaniowych, jak i konceptów premium w atrakcyjnych punktach miast.

Rynek magazynowy w Polsce w 2025 roku: popyt +14% r/r, deweloperzy ostrożniejsi

Międzynarodowa firma doradcza Cushman & Wakefield podsumowała sytuację na rynku powierzchni magazynowo-przemysłowych w Polsce w 2025 roku. Jak pokazują dane, aktywność najemców wzrosła w ubiegłym roku o 14% r/r. Jednocześnie aktywność deweloperów mimo nieznacznych wzrostów względem początku roku, pozostaje na poziomie zauważalnie niższym względem okresu aktywnej rozbudowy rynku – wynosi około 60% średniej z lat 2021-2023. Ponadto skala inwestycji spekulacyjnych również wraca do niższych poziomów sprzed okresu aktywnej rozbudowy, udział niewynajętej powierzchni dla obiektów w budowie wynosi obecnie relatywnie niskie 39%.

POPYT: aktywność najemców na plusie

– W 2025 roku popyt na nowoczesne powierzchnie przemysłowe osiągnął poziom ponad 6,63 mln mkw., co oznacza wzrost o 14% r/r oraz 9% powyżej średniej dla lat 2020-2024, kiedy aktywność najemców oscylowała wokół 6,1 mln mkw. wynajmowanej powierzchni – komentuje Szczepan Gowin, Head of Industrial & Logistics, Cushman & Wakefield.

Struktura popytu została w ubiegłym roku zdominowana przez renegocjacje, które odpowiadały za 52% średniorocznego wolumenu transakcji najmu. Udział umów-przedłużeń dominował w każdym kwartale roku – 57% w I kw., 53% w II kw., 47% w III kw. i 53% w IV kw. Trend ten wpisuje się w obserwowaną od drugiej połowy 2022 roku tendencję wzrostu udziału odnowień – z około 30% w latach 2012-2021 do 40% w latach 2023-2024 i do spodziewanych około 40-50% w kolejnych latach.

Wolumen nowych umów i ekspansji w okresie styczeń-grudzień wyniósł blisko 3,2 mln mkw., z czego na IV kw. przypadło najwięcej, bo ponad 1 mln mkw. wynajętej powierzchni. Tym samym udział nowych kontraktów zanotował spadek o 6% r/r, co świadczy o coraz większym poziomie dojrzałości rynku, ale też ograniczonej dostępności powierzchni w wybranych lokalizacjach.

Choć oczekujemy, że renegocjacje umów będą nadal wywierać duży wpływ na cały rynek najmu sektora magazynowego, przewidujemy że nowe umowy nie stracą na znaczeniu. Rosnące zapotrzebowanie na projekty „szyte na miarę” oraz rozwój nowych lokalizacji będą sprzyjać aktywności najemców także w tym segmencie popytu,” dodaje Szczepan Gowin, Head of Industrial & Logistics, Cushman & Wakefield

PODAŻ: aktywność deweloperów lekko w górę

W IV kwartale 2025 roku deweloperzy ukończyli budowę 138 tys. mkw. nowej powierzchni magazynowej, dzięki czemu całkowite zasoby rynku wyniosły około 36,6 mln mkw. Największe zasoby zgromadzone są w trzech województwach: mazowieckim (7,34 mln mkw.), śląskim (6,19 mln mkw.) oraz dolnośląskim (5,31 mln mkw.).

Na zakończenie IV kwartału 2025 roku wolumen powierzchni w budowie wyniósł ok. 1,8 mln mkw., co oznacza lekkie odbicie względem początku roku, jednak wciąż wpisuje się w obserwowany trend spadkowy – 23% mniej niż na początku 2024 roku. Udział inwestycji spekulacyjnych wynosi obecnie 39%, co przekłada się na 690 tys. mkw. powierzchni dostępnej do wynajęcia, wskazując na podwyższone zainteresowanie najemców powierzchniami w budowie,” mówi Ewa Derlatka-Chilewicz, Head of Research, Cushman & Wakefield.

Region Mazowsza pozostaje liderem pod względem aktywności deweloperskiej – odpowiada za 36% krajowego wolumenu powierzchni w budowie. Wysoką aktywność wykazują również województwa pomorskie (12%), śląskie (11%) oraz łódzkie (11%). Cztery wymienione województwa odpowiadają za 70% całkowitej powierzchni w realizacji w Polsce.

W czwartym kwartale rozpoczęto realizację 444 tys. mkw. nowych inwestycji przemysłowych. Największą aktywność odnotowano w województwach mazowieckim, gdzie w budowie pozostawało 250 000 mkw. oraz łódzkim – 97 tys. mkw.,” komentuje Zuzanna Seger, Analityk Rynku, Cushman & Wakefield.

W obecnym otoczeniu rynkowym deweloperzy oraz instytucje finansowe podchodzą do nowych inwestycji magazynowych z umiarkowaną ostrożnością. Rozpoczęcie projektów jest coraz częściej uzależnione od wcześniejszego zabezpieczenia najmu. Inwestycje realizowane w pełni spekulacyjnie należą aktualnie do rzadkości i koncentrują się głównie na wybranych subrynkach typu „core”, charakteryzujących się niskim poziomem pustostanów,” tłumaczy Renata Krzyżanowska, Associate, Cushman & Wakefield.

PUSTOSTANY: korzystna końcówka roku, nierównomierna dostępność

W IV kwartale 2025 roku dostępna powierzchnia magazynowa w Polsce wyniosła niecałe 2,70 mln mkw., co przekłada się na poziom wskaźnika pustostanów o wielkości 7,4%. Oznacza to spadek o 0,8 pp. względem poprzedniego kwartału oraz delikatny 0,1 pkt proc. spadek w porównaniu z końcówką 2024 roku.

Najwyższy poziom pustostanów odnotowano w województwach świętokrzyskim (17,2%), lubuskim (16,2%) oraz lubelskim (10,9%). Najniższy utrzymuje się z kolei w regionach o ograniczonej podaży – podlaskim (0%), opolskim (1,2%), a także zachodniopomorskim (1,2%),” dodaje Vitalii Arkhypenko, Analityk Rynku, Cushman & Wakefield.

Ograniczony udział inwestycji realizowanych w sposób spekulacyjny, powinien ograniczać dalszy wzrost pustostanów, stabilizując rynek i wspierając jego równowagę w kolejnych kwartałach.

CZYNSZE: stawki czynszu bez zmian

W IV kwartale 2025 roku poziom czynszów pozostał stabilny – rynek nie odnotował istotnych zmian. Większe możliwości negocjacyjne dla najemców w postaci korzystniejszych zachęt poza czynszowych obserwowane są głównie na rynkach z wysokim poziomem pustostanów.

RYNEK PRACY

Końcówka roku 2025 w sektorze przemysłowym i logistycznym uwidoczniła bardzo wyraźny trend: ekstremalne spłaszczenie wynagrodzeń podstawowych.

Z danych rynkowych zebranych przez Randstad wynika, że różnica w stawce zasadniczej między pracownikiem wykonującym prace proste, a operatorem maszyn, stopniała do zaledwie 1,05 zł brutto/godz. To efekt presji na podnoszenie płacy minimalnej, która zrównała wycenę ról podstawowych ze stanowiskami technicznymi. W rezultacie premia za kwalifikacje przeniosła się niemal w całości do składników zmiennych – operatorzy zarabiają realnie więcej (średnio o 2,55 zł/godz.), ale te pieniądze ukryte są w dodatkach i premiach, a nie w podstawie. W tym roku proces rekrutacji wydłużył się już średnio do 3,3 miesiąca, a pracownicy nie podejmują pochopnie decyzji o zmianie firmy.

Jak podkreślają eksperci Randstad, strategia oparta na niskiej podstawie i „dokręcaniu” wyniku nadgodzinami może okazać się niewystarczająca dla wykwalifikowanej kadry. Operatorzy oczekują, że ich umiejętności będą docenione w stałej pensji. Jeśli różnica w podstawie między nimi a pracownikami niewykwalifikowanymi pozostanie na poziomie „symbolicznej złotówki”, firmy ryzykują utratę kluczowych specjalistów na rzecz regionów lub pracodawców oferujących bardziej stabilną strukturę płac.

Zmiana na czele Nationale-Nederlanden PTE: Paweł Giza zastąpi Szymona Ożoga

Rada Nadzorcza Nationale-Nederlanden Powszechnego Towarzystwa Emerytalnego S.A. powierzyła z dniem 1 kwietnia 2026 r. Pawłowi Gizie, dotychczasowemu Wiceprezesowi Zarządu funkcję Prezesa Zarządu Nationale-Nederlanden Powszechnego Towarzystwa Emerytalnego S.A.

– Paweł to doświadczony menedżer z ponad 20 letnim doświadczeniem finansowym i biznesowym w międzynarodowych grupach ubezpieczeniowych i finansowych. Przez ostatnie lata był wiceprezesem ds. strategii i relacji z klientem w Nationale-Nederlanden PTE, w związku z tym jest doskonale przygotowany, by pełnić nową funkcję.  Dodatkowo, jest ceniony za wysokie standardy profesjonalne, strategiczne myślenie oraz skuteczną współpracę z kluczowymi interesariuszami. W imieniu Rady Nadzorczej Towarzystwa życzę Pawłowi powodzenia w nowej roli. Wierzę, że dzięki jego zaangażowaniu Towarzystwo utrzyma pozycję lidera rynku emerytalnego w Polsce – mówi Paweł Kacprzyk, przewodniczący Rady Nadzorczej Nationale-Nederlanden PTE.

Paweł Giza zastąpi na stanowisku Prezesa Zarządu Szymona Ożoga, który pełni tę funkcję od 2020 roku do 31 marca 2026 r. Szymon pozostaje dalej w Grupie NN i od 1 kwietnia 2026 r. obejmie funkcję Członka Zarządu ds. Finansowych (CFO) spółek NN w Czechach.

Nowy prezes Nationale-Nederlanden PTE posiada ponad dwudziestoletnie doświadczenie zawodowe związane z instytucjami rynku kapitałowego. W Nationale-Nederlanden pracował od 2014 roku jako szef zespołu kontrolingu, a wcześniej był związany zawodowo z BZ WBK–Aviva Life & General Insurance, gdzie pełnił rolę Chief Financial Officera.

– To dla mnie wielki zaszczyt, że powierzono mi rolę nowego prezesa Nationale-Nederlanden PTE. Przez ostatnie lata miałem możliwość wraz z Zespołem rozwijać największy fundusz emerytalny w Polsce, zarządzając długoterminowymi oszczędnościami milionów Polaków. Skala portfela, stabilne wyniki i międzynarodowe wyróżnienia, jakie otrzymało Nationale-Nederlanden OFE oraz nasz fundusz DFE, potwierdzają, że przyjęta strategia oraz odpowiedzialne podejście do inwestowania i ładu korporacyjnego przynoszą trwałą wartość uczestnikom funduszy i całemu rynkowi kapitałowemu – mówi Paweł Giza.

Banki w 2026: spada NIM, rosną regulacje, AI ma dowieźć efektywność

Ostatnie dwa lata rozpieściły nas, bankowców, wynikami, które w wielu przypadkach były efektem rynkowej grawitacji, a nie wybitnych strategii. Wysokie zyski netto, rekordowe poziomy ROE oraz wysoka marża odsetkowa (NIM) stworzyły środowisko, w którym wyniki rosły szybciej niż presja na efektywność operacyjną. Sprzyjające otoczenie makroekonomiczne – wysokie stopy procentowe i stabilny popyt – działało jak naturalny bufor, pozwalając wielu modelom biznesowym funkcjonować bez konieczności głębokiej zmiany strukturalnej.

Rok 2026 będzie momentem weryfikacji: sprawdzi, w jakim stopniu poszczególne banki zbudowały odporność swoich modeli biznesowych na spadające stopy procentowe, a w jakim opierały się na wyjątkowo korzystnym układzie warunków rynkowych. Rok 2026 będzie również sprawdzianem, czy potrafimy myśleć o przyszłości, stąpając twardo po ziemi.

W 2026 roku spadek marż, wzrost kosztów regulacyjnych (FIDA, PSD3, DORA, ESG), rosnący fiskalizm oraz coraz bardziej świadomy klient stworzą środowisko, w którym technologia – w tym AI – przestanie być narracją, a stanie się narzędziem mierzalnej efektywności biznesowej. Sztuczna inteligencja nie zastąpi skutecznej sprzedaży, podobnie jak regulacje unijne nie są wyłącznie kolejnym projektem do „odhaczenia” przez compliance.

Aby zrozumieć dynamikę roku 2026, musimy wyjść poza proste wskaźniki makroekonomiczne i spojrzeć na strukturę sił, które będą kształtować polski sektor bankowy.

Polska gospodarka 2026: między wzrostem a rosnącą presją kosztową

Silnik polskiej gospodarki w 2026 roku będzie pracował na dwóch nierówno obciążonych tłokach: konsumpcji prywatnej i inwestycjach publicznych napędzanych środkami z Krajowego Planu Odbudowy. Po pierwsze – konsumpcja prywatna. Choć tempo wzrostu realnych dochodów i konsumpcji wyhamuje w 2026 roku wobec bardzo silnych odczytów z lat poprzednich, polski konsument pozostanie kluczową siłą napędową gospodarki. Niskie bezrobocie – jedno z najniższych w UE – daje poczucie bezpieczeństwa, co sprzyja wydatkom. Jednocześnie rynek kredytów konsumpcyjnych jest w dużej mierze nasycony, a koszt pozyskania klienta rośnie.

Po drugie – inwestycje. Odblokowanie środków unijnych – zarówno w formie grantów, jak i tanich pożyczek z KPO (ponad 29 mld EUR w pożyczkach wobec 25 mld EUR w grantach) – stworzy potężny impuls inwestycyjny. To dobra wiadomość dla bankowości korporacyjnej i segmentu SME. Przedsiębiorcy będą potrzebowali finansowania pomostowego, wkładów własnych oraz kapitału obrotowego na obsługę nowych kontraktów. Tu leży szansa dla banków, które potrafią szybko oceniać ryzyko projektowe i oferować elastyczne finansowanie.

Polityka pieniężna i presja na marżę odsetkową

Projekcje Narodowego Banku Polskiego oraz analizy rynkowe sugerują, że inflacja w 2026 roku wreszcie znajdzie się w paśmie dopuszczalnych odchyleń od celu inflacyjnego. To pozwoli Radzie Polityki Pieniężnej kontynuować cykl obniżek stóp procentowych.

Model biznesowy oparty na tzw. „recurring liabilities” – czyli darmowym osadzie na rachunkach bieżących, który w środowisku stóp 5,75% generował gigantyczne zyski bez ryzyka – będzie pod presją. Spread między kosztem pozyskania pieniądza a przychodem z aktywów się skurczy. Banki będą musiały wrócić do walki o klientów i wolumeny kredytowe, a zobaczymy, kto zdecyduje się połączyć to z akceptacją wyższego ryzyka kredytowego.

Fiskalizm państwa i dylemat alokacji kapitału

Nie możemy ignorować geopolitycznego słonia w pokoju. Polska w 2026 roku będzie wydawać rekordowe środki na obronność – ponad 4–5% PKB – co przełoży się na wysoki deficyt budżetowy.

Co to oznacza dla banków? Skarb Państwa będzie drenował rynek z kapitału, emitując obligacje na dużą skalę. Banki staną przed klasycznym dylematem alokacji aktywów: lokować środki w bezpiecznych papierach skarbowych czy finansować gospodarkę realną, akceptując wyższy poziom ryzyka?

Presja fiskalna może ograniczać podaż kredytu dla sektora prywatnego. Jednocześnie wydatki obronne będą stymulować wybrane sektory, tworząc przestrzeń dla wyspecjalizowanego finansowania korporacyjnego i projektowego – dostępnego głównie dla banków potrafiących precyzyjnie zarządzać ryzykiem i kapitałem.

AI w 2026: od „hype’u” do nowej siły wspierającej efektywność

W latach 2024 i 2025 zachłysnęliśmy się generative AI. Dla wielu instytucji wystarczyło powiedzieć „mamy AI”, by uznać transformację za rozpoczętą. W 2026 roku kończy się stopniowo czas eksperymentów, a zaczyna czas wdrożeń produkcyjnych.

Przejdziemy z etapu prostych „chatbotów”, które potrafiły tylko odpowiadać na pytania (często błędnie), do etapu „Agentic AI”. Agenci AI to autonomiczne systemy, które nie tylko przetwarzają informacje, ale wykonują zadania w systemach informatycznych, w tym – prawdopodobnie – bankowych. W 2026 roku AI przestanie być gadżetem marketingowym, a ma potencjał stać się głównym motorem redukcji wskaźnika Cost to Income. Banki będą próbowały automatyzować back office: compliance, AML, wstępną analizę ryzyka kredytowego oraz realizację dyspozycji klienckich.

Prawdziwa zmiana nie zatrzyma się jednak w back office. Największy potencjał Agentic AI ujawni się w bezpośredniej relacji z klientem. W ciągu najbliższych lat interakcja z bankiem przestanie przypominać obsługę formularza, a zacznie dialog – dynamiczny, kontekstowy, prowadzony w czasie rzeczywistym. Procesy kredytowe, decyzje finansowe i codzienna obsługa nie będą już sekwencją ekranów, lecz płynną rozmową z systemem, który rozumie intencję i potrafi ją przełożyć na działanie.

Zmiana modelu: z „coders” na „product builders”

To nie jest opowieść o kulturze pracy w IT, lecz o ekonomii banku. Przez lata technologia pełniła przede wszystkim rolę zaplecza operacyjnego – zespołu utrzymującego złożone systemy. W 2026 roku ten model coraz słabiej broni się finansowo.

Powszechna jest opinia, że programiści są drodzy. Potwierdzają to fakty – płace inżynierów rosną, a presja ta w 2026 roku będzie nadal odczuwalna mimo spowolnienia dynamiki. Jednocześnie banki potrzebują ich coraz więcej, ponieważ przez lata budowały architekturę opartą na warstwowych, często przypadkowo integrowanych technologiach: systemach legacy, mainframe’ach i kolejnych „nakładkach”. Efektem jest dług technologiczny, który nie znika – jest systematycznie spłacany rosnącymi kosztami utrzymania.

Coraz wyraźniej widać więc potrzebę przesunięcia akcentów: od technologii traktowanej wyłącznie jako funkcja wsparcia operacyjnego ku technologii, która współtworzy wartość biznesową. W takim ujęciu kompetencje inżynierskie zaczynają pracować nie tylko na stabilność systemów, lecz także na skalowalność, efektywność i długoterminową rentowność.

Na koniec – czas porzucić eksperymenty na rzecz świadomych wyborów

Banki będą musiały zdecydować, czy inwestują w „prawdziwe AI” – realnie podnoszące efektywność procesów i jakość decyzji – czy pozostaną przy kosztownych, wizerunkowych zabawkach. Równolegle kluczowe stanie się przygotowanie organizacji na nowe ramy regulacyjne, w tym FIDA, przy jednoczesnym utrzymaniu dyscypliny kosztowej.

O przewadze zdecyduje także zdolność do przyciągania i utrzymania talentów inżynierskich – nie jako zaplecza IT, lecz jako współtwórców produktów – oraz konsekwentny fokus na kliencie, którego oczekiwania w 2026 roku będą znacznie wyższe niż w okresie łatwych wyników.

Rok 2026 będzie rokiem wizjonerów-pragmatyków: liderów, którzy potrafią łączyć ambicje technologiczne z odpowiedzialnym zarządzaniem kapitałem i kosztami – w świecie, w którym Agentic AI przestaje być eksperymentem, a staje się elementem modelu biznesowego.

Atak hakerski na UW – uczelnie apelują o nowelizację ustawy o KSC

Atak hakerski na Uniwersytecie Warszawskim to sygnał, że infrastruktura cyfrowa polskich uczelni i instytutów badawczych stała się realnym polem zagrożeń. Odpowiedzią jest uchwalona 29 stycznia nowelizacja ustawy o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa, która powstała we współpracy ze środowiskiem akademickim. Nowe regulacje czekają na podpis prezydenta.

Uczelnie i instytuty naukowe są dziś integralną częścią infrastruktury cyfrowej. Przetwarzają dane osobowe, badawcze i technologiczne, realizują projekty międzynarodowe oraz kształcą niemal 1,3 mln studentów. Jednocześnie poziom cyberbezpieczeństwa w polskiej nauce przez lata pozostawał bardzo zróżnicowany – od bardzo wysokiego, charakterystycznego dla najlepszych uczelni technicznych, po niepokojąco niski w części uniwersytetów czy wyższych szkół zawodowych.

Wady starego modelu

Choć od lat obowiązywały przepisy wymagające zabezpieczenia systemów teleinformatycznych – w tym wynikające z Krajowych Ram Interoperacyjności – w praktyce brakowało jednolitego nadzoru, jasnych standardów i realnych mechanizmów egzekwowania obowiązków. Co więcej,  mimo rosnącej skali zagrożeń cyberbezpieczeństwo nie było zadaniem pierwszej potrzeby.

Teraz ma szansę się to zmienić dzięki uchwalonej 29 stycznia nowelizacji ustawy o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa. Dostosowuje ona poziom wymagań cyberbezpieczeństwa do realnego poziomu ryzyka. W praktyce oznacza to zróżnicowanie obowiązków po stronie uczelni i instytutów.

Najwyższe wymagania dotyczą konkretnych systemów i procesów związanych z badaniami stosowanymi i pracami rozwojowymi. Pozostałe obszary działalności uczelni i instytutów objęte są mniej rygorystycznymi, choć nadal wysokimi standardami.

Takie rozwiązanie pozwala skutecznie chronić te elementy systemu nauki, które rzeczywiście mają znaczenie strategiczne, bez paraliżowania codziennego funkcjonowania uczelni.

Nowy model: odpowiedzialność i nadzór

Istotna zmiana dotyczy jednoznacznego określenia odpowiedzialności. Znowelizowana ustawa wyraźnie przypisuje jednostkom naukowym, rektorom i dyrektorom instytutów obowiązki w zakresie cyberbezpieczeństwa. Przyznaje też ministrowi nauki i szkolnictwa wyższego szeregu uprawnień i obowiązków w zakresie nadzoru i kontroli. Co ważne, system nie ogranicza się do sankcji. Przewiduje bowiem zapewnienie środków na cyberbezpieczeństwo w nauce i utworzenie CSIRT Nauka.

Dzięki tym rozwiązaniom cyberbezpieczeństwo przestaje być wyłącznie kwestią techniczną. Staje się elementem zarządzania i odpowiedzialności instytucjonalnej. Uczelnie i instytuty muszą wiedzieć, jak mają działać w tym zakresie. Nowelizacja ustawy o KSC przynosi konkretne rozwiązania – mówi dr hab. Dariusz Szostek, prof. UŚ, przewodniczący Zespołu ds. Cyberbezpieczeństwa KRASP.

Współtworzenie standardów zamiast regulacji narzucanych z góry

Nowe podejście do cyberbezpieczeństwa w nauce to efekt współpracy władz publicznych
ze środowiskiem akademickim. Przepisy znowelizowanej ustawy o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa uwzględniają zarówno wymogi prawa unijnego, jak też realia funkcjonowania polskich uczelni i instytutów.

To przykład regulacji, która łączy bezpieczeństwo państwa z poszanowaniem autonomii akademickiej. Dzięki otwartej dyskusji w toku procesu legislacyjnego zostały wypracowane standardy adekwatne do ryzyka, proporcjonalne i możliwe do wdrożenia – podsumowuje prof. Bogumiła Kaniewska, przewodnicząca KRASP.

Są to rozwiązania, których potrzebuje sektor nauki i szkolnictwa wyższego. Cyberbezpieczeństwo w tym sektorze jest naszą wspólną odpowiedzialnością – zarówno uczelni i instytutów, jak też organów władzy publicznej. W imieniu całego środowiska akademickiego apeluję do Pana Prezydenta o podpisanie nowelizacji ustawy o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa – dodaje przewodnicząca KRASP.

Atak hakerski na UW

Po otrzymaniu informacji o trwającej kampanii złośliwego oprogramowania Zespół ds. Bezpieczeństwa Informacji Uniwersytetu Warszawskiego niezwłocznie rozpoczął weryfikację środowiska teleinformatycznego uczelni.

W wyniku przeprowadzonych analiz potwierdzono obecność złośliwego oprogramowania. Ustalono, że zdarzenie miało miejsce w styczniu 2026 roku. Zidentyfikowano również stację roboczą, z której wprowadzono złośliwe oprogramowanie do środowiska uczelni.

Jak informuje Uniwersytet Warszawski, trwa szczegółowa analiza techniczna i prawna. Dotychczasowe ustalenia nie wskazują na wystąpienie nieuprawnionego dostępu do danych osobowych.

UOKiK z nowymi uprawnieniami: zakupy „pod przykrywką”, blokowanie domen i przeszukania w sprawach konsumenckich

Projekt nowelizacji ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów wprowadza mechanizmy zakupów kontrolnych „pod przykrywką”, poszerzone możliwości blokowania stron internetowych oraz możliwość przeprowadzania przeszukań, także w sprawach konsumenckich. Choć legislator daje Prezesowi UOKiK coraz mocniejsze narzędzia w walce z nieuczciwymi praktykami rynkowymi, sądy mogą hamować nadmierne zapędy organu – czego przykładem może być wyrok ograniczający wykorzystywanie dowodów pozyskanych w ramach operacyjnych działań służb specjalnych.

W najnowszym projekcie nowelizacji ustawy, którego przyjęcie Rada Ministrów zapowiedziała na I kwartale br. przewidziano, że kontrolerzy UOKiK będą mogli dokonywać zakupów kontrolnych „pod przykrywką”, czyli nabywać towary i usługi, posługując się fikcyjną tożsamością w celu wykrywania naruszeń praw konsumentów. W praktyce umożliwi to organowi szybkie wychwytywanie m.in. naruszeń prawa odstąpienia od umowy, błędnego informowania o prawach konsumenta czy nieuczciwych zapisów umownych. Dane takie jak imię, nazwisko, adres czy e-mail zostaną losowo wybrane z bazy Urzędu, a organ będzie mógł obserwować realny proces świadczenia usług i sprzedaży na rynku.

„Mechanizm zakupów kontrolnych znacząco zwiększy skuteczność interwencji UOKiK, szczególnie tam, gdzie postępowania oparte są jedynie na dokumentach i zgłoszeniach konsumentów i nie dają pełnego obrazu praktyk rynkowych. Nowelizacja jednak nie tyle wprowadza całkowicie nowe narzędzie, ile formalizuje praktykę, którą UOKiK już stosował w ograniczonym zakresie. Różnica polega na tym, że zakup kontrolny zyskuje wyraźną podstawę ustawową i status pełnoprawnego środka dowodowego, co znacząco wzmacnia pozycję organu w postępowaniach konsumenckich”, wskazuje Bernadeta Kasztelan-Świetlik, Partner w kancelarii GESSEL, a wcześniej przez 13 lat związana z UOKiK w tym jako Wiceprezes, nadzorujący pracę trzech kluczowych departamentów: Kontroli Koncentracji, Ochrony Konkurencji oraz Prawnego.

Nowe przepisy mają też dawać Prezesowi UOKiK szerokie uprawnienia w zakresie stron internetowych przedsiębiorców naruszających prawa konsumentów. Obejmować to ma zarówno możliwość żądania usunięcia treści lub ograniczenia dostępu do konkretnych elementów interfejsów webowych, jak i, w ostateczności, wystąpienie o usunięcie domeny z krajowego rejestru domen (czyli de facto jej blokadę). Ma to pomóc w walce z nieuczciwymi praktykami e-commerce, gdzie dostęp do treści i funkcjonalności online jest kluczowy dla całego procederu.

Projekt nowelizacji przewiduje również możliwość przeprowadzania przeszukań u przedsiębiorców, która dotychczas stosowana była głównie w sprawach antymonopolowych. Teraz procedura ma być rozszerzona także na sprawy dotyczące naruszeń zbiorowych interesów konsumentów. Nowe przepisy wskazują, iż w toku postępowań konsumenckich sąd ma udzielić zgody na przeszukanie, a materiały znalezione w trakcie takich czynności będą mogły zostać wykorzystane jako dowody.

Choć ustawodawca przekazuje UOKiK nowe narzędzia, jednocześnie podnosi rolę sądów, które mają mieć możliwość hamowania nadmiernego wykorzystywania uprawnień przez organ.

„Blokowanie domen to rozwiązanie radykalne i powinny być stosowane w wyjątkowych sytuacjach, gdy brakuje innych skutecznych środków, dzięki którym Urząd może dążyć do usunięcia skutków naruszeń. Aby nie były nadużywane, zgodnie z intencją ustawodawcy, mają zadbać sądy. Dopiero praktyka pokaże, jak Prezes UOKiK będzie korzystał z nowych uprawnień”, dodaje Elżbieta Witkowska-Grochowalska, Senior Associate w kancelarii GESSEL, w praktyce Prawa konkurencji i prawa konsumenckiego.

Szerokim echem odbił się już wyrok Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, z 26 marca 2025 r. (sygn. akt XVII AmA 85/20), pokazując, że taka kontrola jest wręcz niezbędna. Sąd we wspomnianym wyroku stwierdził, że Prezes UOKiK nie może wykorzystywać materiałów operacyjnych pozyskanych przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW), w tym podsłuchów, w postępowaniu antymonopolowym, ponieważ nie prowadzi on postępowań karnych, w których tego typu dowody są dopuszczalne. Sąd wskazał, że dowody te są wyłączone z postępowań cywilnych i administracyjnych, nawet jeśli zostały legalnie zgromadzone przez ABW.

„Każde rozszerzenie kompetencji organu administracji musi iść w parze z realną, a nie iluzoryczną kontrolą sądową. Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów pełni tu rolę bezpiecznika systemowego – przypomina, że nawet w imię skuteczności walki z naruszeniami granice wyznaczają Konstytucja i przepisy proceduralne. Jeżeli ustawodawca wzmacnia narzędzia UOKiK, to sądy pozostają gwarantem, że organ nie będzie ich interpretował rozszerzająco”, podsumowuje Bernadeta Kasztelan-Świetlik.

Nowelizacja, mimo że znacząco rozszerza instrumentarium Prezesa UOKiK, nie eliminuje kontroli sądowej. W przypadku przeszukań w sprawach konsumenckich przewidziano uprzednią zgodę Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, natomiast legalność zakupów kontrolnych czy decyzji o blokowaniu stron internetowych będzie podlegała kontroli następczej w toku postępowania odwoławczego. Oznacza to, że sądy pozostają kluczowym arbitrem proporcjonalności i granic ingerencji organu w działalność przedsiębiorców.

Nowelizacja ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów daje Prezesowi UOKiK bezprecedensowe narzędzia do walki z naruszeniami w handlu online i e-commerce, od zakupów kontrolnych „pod przykrywką”, przez blokowanie stron internetowych, aż po rozszerzone możliwości przeszukań w sprawach konsumenckich. Jednocześnie rozwój orzecznictwa pokazuje, że sądy czuwają nad równowagą między skuteczną ochroną konsumentów a prawami procesowymi przedsiębiorców, ograniczając możliwość dowodową organu tam, gdzie uznają, że przekracza on swoje kompetencje.

Praca stała się „poczekalnią”: zaangażowanie spada, lojalność pęka

Zaangażowanie polskich pracowników spadło po raz pierwszy od czterech lat i jest dziś najniższe od czasu pandemii. Jednocześnie wzrósł odsetek osób, które można określić jako niezaangażowane. Łącznie 33% pracowników znajduje się poza aktywnym kręgiem zaangażowania. To dane z raportu „Zaangażowanie 2025” przygotowanego przez Enpulse, który prezentuje wyniki najnowszej edycji realizowanego co roku badania.

Ogólny wskaźnik zaangażowania w 2025 roku wyniósł 63 proc., co oznacza spadek o 3 p.p. rok do roku i powrót do poziomu notowanego w 2021 roku. Wskaźnik opracowywany jest na podstawie deklaratywnych odpowiedzi respondentów na pytania dotyczące 6 obszarów, takich jak nagradzanie czy praktyki i atmosfera w pracy. Każdy z obszarów oceniany jest w trzech wymiarach. Mniejsze zaangażowanie polskich pracowników potwierdzają też spadki innych parametrów analizowanych w 20 czynnikach.

Choć 3-procentowy spadek poziomu zaangażowania może wydawać się mało istotny, to wcale tak nie jest. Badanie Enpulse ma charakter kumulatywny, a to oznacza wychwycenie zmiany utrwalonej w czasie, a nie jedynie wynik incydentalny. To już systemowy sygnał ostrzegawczy, że dotychczasowe podejście do zarządzania zaangażowaniem wymaga rewizji. Problem dotyczy firm w różnych branżach i regionach, zarówno z sektora MŚP, jak i dużych – podkreśla Magda Pietkiewicz, ekspertka Enpulse oraz inicjatorka badania.

Przesunięcie w stronę obojętności

W 2025 roku udział zatrudnionych określanych jako niezaangażowani osiągnął 19 proc., co stanowi najwyższą wartość od początku realizacji badania Enpulse. Wzrost o 5 p.p. był efektem zmniejszenia się odsetka pracowników rozczarowanych oraz włączonych. Jednocześnie odsetek osób deklarujących zaangażowanie w wykonywane obowiązki służbowe obniżył się nieznacznie – o 1 p.p. rok do roku – i wyniósł 53 proc.

Struktura pracowników - rozkład zaangażowania

Spadek zaangażowania to jasny komunikat: coraz więcej osób czuje się w swojej firmie po prostu obco. To nie jest tylko kwestia braku motywacji, a tego, że codzienna praca zaczyna ich zwyczajnie uwierać. Taka frustracja jest zaraźliwa: jeden niezadowolony pracownik przy ekspresie do kawy potrafi w pięć minut zepsuć nastrój całemu działowi, a my straciliśmy umiejętność radzenia sobie z nastrojami i emocjami – mówi Magda Pietkiewicz, twórczyni Enpulse. – Dlaczego jesteśmy dziś tak bardzo na „nie”? Dane z naszego badania nie pozostawiają złudzeń: przyczyny leżą głębiej niż chcieliby przyznać managerowie. To nie są drobne potknięcia w zarządzaniu. Mówimy o systemowych błędach w tym, jak firmy w ogóle traktują ludzi. Jeśli fundamenty relacji na linii pracodawca-pracownik kruszeją, żadne owocowe czwartki tego nie naprawią – dodaje ekspertka.

Szum informacyjny

Newralgicznym obszarem wpływającym na zaangażowanie pracowników jest komunikacja. Jako jedyny czynnik w badaniu, komunikacja znalazła się w kategorii „uważaj” we wszystkich trzech wymiarach zaangażowania: emocjonalnym, motywacyjnym i racjonalnym. Wyniki badania „Zaangażowanie 2025” wskazują, że coraz częściej nie spełnia ona swojej podstawowej funkcji – nie zapewnia jasności kierunku, spójności przekazu ani poczucia sensu podejmowanych działań. Aż 40 proc. pracowników – o 4 p.p. więcej niż rok wcześniej – oceniło przepływ informacji na linii zarząd–pracownicy jako niewystarczający. Jednocześnie zmniejszył się odsetek osób deklarujących znajomość misji organizacji (z 70 proc. w 2024 do 65 proc. w 2025 roku). Wiedzę na temat planów i bieżącej sytuacji firmy potwierdziło zaledwie 56 proc. respondentów.

Na papierze wszystko wygląda świetnie: wymieniamy tysiące maili, tworzymy dziesiątki wątków na czatach i nie wychodzimy ze spotkań. Tyle że w tym wszystkim ginie to, co najważniejsze: konkretny kierunek i sens tego, co robimy – zaznacza Magda Pietkiewicz. – W wielu organizacjach komunikacja skupia się na ilości, a nie na jakości. Ludzie są zasypywani komunikatami, ale brakuje im kontekstu. Widzą zmiany, ale nie rozumieją, jakie decyzje za nimi stoją i dokąd właściwie zmierza firma. W takiej sytuacji, gdy pracownik czuje się jak trybik w maszynie, trudno oczekiwać inicjatywy czy realnego zaangażowania. Komunikacja nie jest już problemem operacyjnym. To fundamentalne zagrożenie dla zdolności organizacji do działania w warunkach niepewności – podkreśla ekspertka.

Kryzys zaufania i deficyt wpływu

Zebrane przez Enpulse dane wskazują również na rosnący kryzys przywództwa w rodzimych organizacjach. Aż 43 proc. badanych deklaruje, że nie ufa decyzjom kierownictwa. Jednocześnie 42 proc. respondentów uważa, że ich głos nie jest uwzględniany w procesach decyzyjnych – to o 3 p.p. więcej niż w poprzednim pomiarze. Skutkiem jest rosnąca niepewność i dystans pracowników. Gotowość do wpływania na to, co dzieje się w firmie, spadła rok do roku o 9 p.p. Rośnie również sceptycyzm wobec zmian wprowadzanych w organizacji. W ciągu roku o 3 p.p. zmniejszył się odsetek pracowników, którzy deklarują, że zmiany w miejscu pracy stanowią dla nich szansę na rozwój.

To, czy pracownicy ufają swoim przełożonym, czy czują, że ich głos realnie waży, i w jaki sposób interpretują zmiany zachodzące w firmie, to fundamenty organizacji. Brak otwartości w firmie to prosta droga do paraliżu – zauważa Magda Pietkiewicz. – Jeśli ludzie nie mają poczucia, że mogą być szczerzy, zadawać pytania i wyrażać wątpliwości bez obawy o konsekwencje, po prostu przestają się odzywać. Tak rodzi się wyuczona bezradność. Pracownik nie robi awantur, nie trzaska drzwiami – on po prostu po cichu wycofuje się z jakiegokolwiek starania ponad niezbędne minimum. To mechanizm, który sam się nakręca: im mniej rozmawiamy z „górą”, tym większy mur między nami wyrasta. W pewnym momencie dystans staje się tak duży, że komunikacja właściwie zamiera – dodaje.

Spadek ocen w tym obszarze niemal zawsze przekłada się na wolniejsze procesy decyzyjne i narastanie niejawnych opóźnień. Gdy pracownicy nie mają jasno określonych oczekiwań, zaczynają funkcjonować na poziomie minimum akceptowalnym, zamiast realizować pełen potencjał. Brak regularnej informacji zwrotnej prowadzi z kolei do rozmycia odpowiedzialności za wynik. W efekcie organizacja traci energię i dynamikę działania – często bez wyraźnego sygnału ostrzegawczego, takiego jak wzrost rotacji – podsumowuje ekspertka.

Zespoły tylko z nazwy

Osłabienie zaufania do organizacji coraz wyraźniej odbija się na relacjach w zespołach. Widać to w rozdźwięku między deklaracjami a rzeczywistym doświadczeniem pracy zespołowej. Choć 71 proc. badanych, o 3 p.p. więcej niż rok wcześniej, mówi, że „tworzy zespół”, to inne wskaźniki pokazują mniej optymistyczny obraz. O 5 p.p. rok do roku zmniejszyła się grupa respondentów Enpulse, którzy ocenili atmosferę w miejscu pracy jako przyjazną. Podobny spadek dotyczył odsetka osób, które uznały relacje ze współpracownikami za motywujące, a aż o 7 p.p. obniżyła się liczba badanych zgadzających się ze stwierdzeniem, że pracownicy chętnie sobie pomagają.

Kiedy w organizacji słabnie zaufanie, współpraca staje się fikcją. Formalnie zespoły nadal funkcjonują, realizują swoje zadania i dowożą wyniki, ale stopniowo słabnie to, co spaja je od środka. Tego nie widać od razu w tabelach, a w drobnych gestach, a raczej ich braku: nikt nie wyrywa się do pomocy koledze, nikt nie dzieli się wiedzą, jeśli nie musi, a branie wspólnej odpowiedzialności staje się zbyt ryzykowne. Ludzie zaczynają zachowywać bezpieczny dystans i stają się wobec siebie ostrożni. W ten sposób, krok po kroku, firma traci swoją największą wartość – autentyczne więzi, które pozwalają przetrwać trudniejsze momenty – mówi Magda Pietkiewicz.

Spadki w obszarze praktyk i atmosfery oznaczają, że organizacja traci zdolność do współpracy ponad strukturami, zanim pojawi się konflikt lub chaos – dodaje.

Marka pracodawcy pod presją

Budowanie wizerunku firmy przez jej pracowników stanowi dziś ważny element kultury organizacyjnej. Niestety, dane Enpulse wskazują, że już od kilku lat coraz mniej pracowników jest skłonnych do polecenia swojego pracodawcy. W 2025 roku ta grupa zmalała o 5 p.p. do 36 proc. w porównaniu zarówno z 2024, jak i z 2023 rokiem. Do poziomu 37 proc. wzrósł natomiast odsetek krytyków – osób najbardziej niezadowolonych z warunków panujących w organizacji i skłonnych do wyrażania negatywnych opinii na jej temat. Odsetek tej grupy rośnie nieprzerwanie od 2023 roku, a w porównaniu z 2024 rokiem zwiększył się aż o 7 p.p.

Kiedy praca zaczyna uwierać, znika też lojalność. Spadek liczby osób, które z czystym sumieniem poleciłyby swojego pracodawcę, to nie przypadek czy chwilowe wahnięcie. To efekt trendu, który narasta – wskazuje Magda Pietkiewicz.Już od kilku lat obserwujemy, że więź pracowników z firmą zwyczajnie pęka, a skumulowana frustracja zaczyna wylewać się na zewnątrz i uderzać w reputację marek. Działy HR stoją dziś przed ogromnym wyzwaniem: muszą zrozumieć, że walka o nowe talenty nie ma sensu, jeśli w tym samym czasie lojalność obecnych zespołów sypie się jak domek z kart. Wizerunek organizacji nie psuje się w mediach – psuje się najpierw w oczach własnych pracowników – podsumowuje ekspertka.

Zmiana nastrojów

Dane zebrane przez Enpulse w ramach badania „Zaangażowanie 2025” pokazują wyraźny spadek zaangażowania polskich pracowników. Co ważne, obniżeniu uległy nie tylko wskaźniki obiektywne, lecz także subiektywne odczucia zatrudnionych. W 2025 roku 69 proc. respondentów zadeklarowało wysoki poziom zaangażowania w wykonywaną pracę. Jest to wynik niższy o 6 p.p. w porównaniu z latami 2024 i 2023. Podobny odsetek ankietowanych, 65 proc., przyznał, że jest zadowolony ze swojego miejsca pracy i lubi w nim pracować, co oznacza spadek o 5 p.p. względem 2024 roku i aż o 7 p.p. w porównaniu do 2023.

Choć ogólny poziom zaangażowania wciąż można uznać za zadowalający, to dane kryją w sobie niepokojącą prawdę: dla wielu osób praca stała się poczekalnią. To bezpośredni skutek tego, co dzieje się na rynku: ofert jest mniej, konkurencja rośnie, a poczucie bezpieczeństwa zawodowego niemal wyparowało. Dla organizacji to cichy zabójca – innowacyjność wyhamowuje, najlepsi specjaliści zaczynają się wypalać, a marka pracodawcy staje się pustym hasłem. Organizacja przestaje się rozwijać, nawet jeśli na papierze rotacja pracowników wydaje się niska – podkreśla Magda Pietkiewicz.

By zapobiec temu zjawisku, konieczny jest powrót do fundamentów: przejrzystej komunikacji zarządu i oddania pracownikom realnego wpływu na firmę. One muszą być wpisane w DNA organizacji i jej procedury. Bez tego nie ma mowy o odbudowaniu lojalności zespołu. W tym kontekście kluczowe może okazać się wdrażanie norm, takich jak ISO 10018. To one motywują liderów do traktowania ludzi jako części strategii biznesowej, a nie tylko ładnego hasła na LinkedIn – podsumowuje ekspertka.

Cały raport „Zaangażowanie 2025” dostępny jest do pobrania pod tym linkiem: https://www.enpulse.eu/raport-zaangazowanie-2025

Nota metodologiczna: Badanie „Zaangażowanie 2025” zostało zrealizowane w okresie od 1 stycznia do 31 grudnia 2025 roku. Pomiar przeprowadzono z wykorzystaniem autorskiej metodologii Enpulse. W badaniu wzięło udział 100 000 pracowników polskich firm z różnych branż i regionów kraju. Próba obejmowała osoby powyżej 18. roku życia, zatrudnione na różnych stanowiskach i szczeblach organizacyjnych.

Zarządzanie agentami AI będzie kluczową kompetencją w 5 lat

Wdrażanie sztucznej inteligencji przynosi wymierne korzyści: 74% firm deklaruje pozytywny wpływ AI na biznes, ale jedynie 24% osiąga zwrot z inwestycji w wielu zastosowaniach jednocześnie – wynika z raportu „KPMG Global Tech Report”. W odpowiedzi na rosnącą rolę technologii, 90% organizacji planuje w ciągu najbliższego roku rozwijać partnerstwa i ekosystemy technologiczne, choć ponad połowa firm (53%) nadal zmaga się z niedoborem talentów niezbędnych do realizacji strategii transformacji cyfrowej. Jednym z głównych obszarów inwestycji staje się Agentic AI, a niemal wszystkie organizacje przewidują, że umiejętność zarządzania AI będzie kluczowa w ciągu najbliższych pięciu lat. Z badania wynika również, że tylko 11% organizacji osiągnęło najwyższy poziom dojrzałości technologicznej, choć połowa badanych deklaruje, że znajdzie się na tym poziomie do końca 2026 roku.

Sztuczna inteligencja jest obecnie postrzegana jako strategiczna konieczność, a nie tylko branżowy trend. 68% respondentów badania dąży do osiągnięcia najwyższego poziomu dojrzałości AI w swoich organizacjach. 88% firm już inwestuje w Agentic AI (agentowa sztuczna inteligencja) autonomicznych cyfrowych agentów, którzy przekształcają operacje i procesy decyzyjne, a 92% przewiduje, że zarządzanie agentami AI stanie się kluczową kompetencją w ciągu najbliższych pięciu lat.

Firmy inwestują w rozwój pracowników i tworzenie elastycznych zespołów

Mimo rosnącej roli sztucznej inteligencji, organizacje spodziewają się, że w 2027 roku 42% kadry technologicznej nadal będą stanowili pracownicy etatowi – to spadek zaledwie o 5 p.p. w porównaniu z 2025 rokiem. Najlepsze firmy planują utrzymać jeszcze większą część stałego personelu – aż 50% – co pokazuje, że ludzkie kompetencje wciąż mają ogromne znaczenie obok AI. Jednocześnie 53% firm przyznaje, że wciąż brakuje im odpowiednich talentów do realizacji strategii cyfrowych. Do 2027 roku cyfrowi asystenci i agenci AI mają odpowiadać za 36% całkowitej zdolności operacyjnej zespołów IT, wobec 28% obecnie – co oznacza wzrost o 8 p.p.

92% organizacji uważa, że w ciągu najbliższych pięciu lat zarządzanie agentami AI stanie się kluczową umiejętnością. Najbardziej skuteczne firmy stawiają równocześnie na technologię i ludzi, dając pracownikom narzędzia do innowacji i szybkiego przystosowywania się do zmian. Pomimo szybkiej adopcji AI kluczowe pozostaną kompetencje ludzkie: podejmowanie decyzji, nadzór, odpowiedzialność i zdolność do integracji technologii z celami biznesowymi.

Transformacja cyfrowa w Polsce wchodzi w nową fazę dojrzałości. Organizacje coraz bardziej odczuwają konsekwencje narastającego długu technologicznego, który ogranicza zdolność do dalszego skalowania innowacji. Doświadczenie pokazuje, że firmy osiągające najlepsze wyniki nie przyspieszają kosztem fundamentów – przeciwnie, inwestują w stabilną architekturę, kompetencje zespołów i długofalowe planowanie. To właśnie solidne fundamenty i wysokiej jakości dane stanowią dziś podstawę do sprawnego wykorzystania kolejnych innowacji – automatyzacji, budowy agentów AI, zaawansowanej analityki i predykcji. Dzięki temu organizacje mogą skuteczniej reagować na zmienność rynku i rosnącą presję konkurencyjną – mówi Dorota Zaremba, Partnerka, Szefowa Zespołu SAP, KPMG w Polsce.

Nowe podejście do mierzenia wartości AI

Wraz ze wzrostem skali wdrożeń sztucznej inteligencji firmy coraz częściej weryfikują sposób oceny ich efektywności. Tradycyjne wskaźniki ROI nie oddają realnej wartości inicjatyw AI – wskazuje na to 58% respondentów badania KPMG. Choć 74% organizacji deklaruje mierzalne korzyści biznesowe, tylko 24% osiąga dodatni zwrot w wielu zastosowaniach jednocześnie. Problemem nie jest brak efektów, lecz trudność w ich udokumentowaniu, co potwierdza 55% kadry kierowniczej. Dane pokazują również, że ROI w AI nie rośnie liniowo – dopiero dojrzałe, spójne podejście do transformacji przynosi trwały wzrost wartości.

Badanie KPMG pokazuje, że o sukcesie organizacji nie przesądza samo wdrożenie nowych narzędzi, lecz przemyślany plan działania i konsekwencja w jego realizacji. Firmy w Polsce coraz rzadziej pytają, czy warto sięgać po AI, a coraz częściej – jak zrobić to bezpiecznie i tak, aby rozwiązania dało się stosować szerzej w całej organizacji. Wciąż jednak przeszkodą bywa włączenie AI do codziennej pracy. Często brakuje uporządkowania danych oraz spójnych zasad nadzoru i odpowiedzialności. Firmy, które już dziś porządkują kluczowe aplikacje i bazy danych oraz ustalają jasne zasady wdrażania i używania AI, będą w najbliższych latach wyraźnie lepiej przygotowane do wykorzystania tej technologii na większą skalę – mówi Andrzej Gałkowski, Partner, Head of AI w KPMG w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej.

Partnerstwa strategiczne napędzają wzrost

W zmieniającym się otoczeniu technologicznym ryzyko staje się świadomym elementem strategii. 87% firm zaklasyfikowanych jako te o najwyższych wynikach deklaruje gotowość do podejmowania większego ryzyka w obszarze nowych technologii, aby utrzymać konkurencyjność (w porównaniu z 78% pozostałych organizacji). Jednocześnie 90% organizacji planuje w ciągu najbliższego roku rozwijać partnerstwa i ekosystemy technologiczne, by pozyskać brakujące kompetencje. Rosnąca współzależność zwiększa jednak złożoność zarządzania – kwestie bezpieczeństwa, ochrony danych i własności intelektualnej należą dziś do głównych barier współpracy.

Na polskim rynku wyraźnie widać rozdźwięk między tym, jak wysoko organizacje oceniają wartość AI, a ich zdolnością do pokazania jej w twardych liczbach. Firmy dostrzegają poprawę produktywności i jakości decyzji, ale wciąż zbyt rzadko przekładają te efekty na konkretne, mierzalne wskaźniki. Najlepsze wyniki osiągają te organizacje, które już na etapie planowania zastosowań AI określają, jak dana inicjatywa wpłynie na koszty, przychody albo poziom ryzyka, zamiast próbować udowadniać opłacalność dopiero po wdrożeniu – komentuje Leszek Ortyński, Dyrektor, Lider ds. AI i Data Science, KPMG w Polsce.

O raporcie:

Publikacja „KPMG Global Tech Report” opiera się na badaniu przeprowadzonym wśród 2 500 osób odpowiedzialnych za technologię w firmach z 27 krajów, reprezentujących osiem kluczowych sektorów gospodarki. Wszystkie analizowane organizacje osiągają roczne przychody przekraczające 100 mln USD. Raport uzupełniono wywiadami z liderami globalnych firm technologicznych, co pozwoliło połączyć dane ilościowe z praktyczną perspektywą rynkową.

Fed zmienia ton, dolar rośnie: rynek kasuje marcową obniżkę

Podczas czwartkowej sesji nie ma nudy. Zadbali o to przede wszystkim decydenci z FOMC i opublikowane wczoraj „minutki” ze styczniowego posiedzenia. Swoje dokłada też wzrost napięcia na Bliskim Wschodzie. Lokalnie dostajemy sporą paczkę rozczarowań z polskiej gospodarki.

FOMC szokuje

Wczorajsze minutki z posiedzenia FOMC przyniosły zaskakującą zmianę tonu – branżowe media prześcigają się w krzykliwych nagłówkach, bo kilku członków Komitetu wprost wskazało, że Rezerwa Federalna może być zmuszona do podniesienia stóp procentowych, jeśli inflacja pozostanie uporczywie wysoka. To istotna wolta względem wcześniejszych założeń, według których Fed miał jedynie wybierać pomiędzy kolejnymi cięciami a przerwą w procesie łagodzenia. „Most participants” ostrzegało, że postęp w kierunku celu inflacyjnego wynoszącego 2 procent może być „wolniejszy i bardziej nierówny niż powszechnie oczekiwano” oraz że ryzyko trwale podwyższonej inflacji jest „znaczące”. Głosowanie na styczniowym posiedzeniu wypadło 10 do 2 za utrzymaniem docelowego przedziału stóp na poziomie 3,5-3,75 – przeciwni byli gubernatorzy Christopher Waller i Stephen Miran, którzy optowali za natychmiastowym cięciem o 25 punktów bazowych. Stąd też rynek absolutnie nie spodziewał się, że przeciwny ruch może być „on the table”. Rynki zareagowały natychmiast: dolar umocnił się, rentowności obligacji wzrosły, a wyceny prawdopodobieństwa marcowej obniżki spadły praktycznie do zera. Wszystko wskazuje na to, że erę „łatwych cięć” można spisać na straty, zanim się ona na dobre rozpoczęła.

Rozmowy z pistoletem w kieszeni

Od wczoraj prawdopodobieństwo pełnoskalowego konfliktu zbrojnego pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Iranem dramatycznie wzrosło. Waszyngton przerzuca do regionu ogromne zasoby wojskowe – oprócz grupy uderzeniowej USS Abraham Lincoln, która już operuje na Morzu Arabskim, w drogę wyruszył drugi lotniskowiec USS Gerald R. Ford wraz z towarzyszącymi okrętami. Według wysokiego rangą urzędnika amerykańskiego cytowanego przez Reutersa „pełne siły powinny być na miejscu do połowy marca”. Sekretarz stanu Marco Rubio ma się spotkać z premierem Izraela Benjaminem Netanjahu 28 lutego w celu omówienia „kwestii irańskiej”. Były szef izraelskiego wywiadu wojskowego Amos Yadlin powiedział wczoraj w telewizji, że nie poleciałby za granicę w ten weekend – wprost sugerując, że atak może nastąpić w ciągu najbliższych kilkudziesięciu godzin. Iran nie pozostaje bierny – dziś rozpoczęły się wspólne ćwiczenia morskie Iranu i Rosji na Morzu Omańskim i północnym Oceanie Indyjskim. Jednocześnie Zjednoczone Emiraty Arabskie ostrzegły, że nie pozwolą na przeprowadzanie operacji wojskowych ze swojego terytorium lub przestrzeni powietrznej, Turcja (jak zwykle) zaoferowała mediację. Dla rynków walutowych kluczowe znaczenie ma Cieśnina Ormuz, przez którą przepływa około 20 procent światowej konsumpcji ropy, a która w razie konfliktu zostałaby całkowicie zablokowana. Każda eskalacja w tym regionie to potencjalny szok cenowy i ucieczka kapitału do bezpiecznych przystani.

Na ręcznym hamulcu

Na rynkach dzieje się zdecydowanie za dużo, jednak i lokalnie dostajemy ważne impulsy pod handel. Dzisiejsze dane makroekonomiczne z Polski to porcja złych wieści. O godzinie 10:00 GUS opublikował trzy kluczowe zestawy danych i wszystkie rozczarowały. Najważniejsze to sytuacja na rynku pracy – przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło w styczniu zaledwie o 6,1% rok do roku wobec prognozowanych 7,2% i poprzednich 8,6%. Zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw spadło o 0,8% r/r wobec prognozy -0,6% i poprzedniego -0,7%, co oznacza, że trend spadkowy się pogłębia. Jeszcze gorzej wyglądają dane o produkcji przemysłowej, która zamiast rosnąć o prognozowane 2% r/r spadła o 1,5% wobec poprzedniego wzrostu aż o 7,3% – to różnica prawie 9 punktów procentowych względem grudnia i przejście ze wzrostu w głęboki spadek. Produkcja budowlano-montażowa runęła o 12,8% r/r przy prognozie -5% i poprzednim wzroście o 4,5%. Dla złotego to wyraźnie negatywny sygnał – słabsza kondycja gospodarki osłabia argumenty za utrzymaniem obecnego poziomu stóp procentowych przez NBP, a im większa przestrzeń dla obniżek, tym mniejsza atrakcyjność PLN dla inwestorów. EUR/PLN znajduje się obecnie powyżej 4,22 zł i ma teraz solidne fundamenty do dalszego ruchu w górę.

Coal Energy S.A. podpisała umowę z amerykańskim partnerem ws. sprzedaży praw do złoża metali w Kalifornii

Coal Energy S.A., zarejestrowana w Luksemburgu i notowana na GPW spółka z branży górniczej, zawarła umowę z Minerals Plus LLC z siedzibą w Stanach Zjednoczonych, która posiada prawa do zagospodarowania złoża metali szlachetnych zlokalizowanego w Kalifornii. Przedmiotem umowy jest świadczenie przez spółkę usług polegających na sprzedaży prawa do zagospodarowania złoża Pedry Polymetallic Deposit, obejmującego złoto, srebro, miedź, cynk oraz ołów. Zawarcie kontraktu stanowi element realizacji strategii rozwoju działalności inwestycyjno-doradczej Coal Energy S.A. Wysokie ceny metali szlachetnych i potencjał tkwiący w kalifornijskim złożu sprawiają, że spółka widzi we współpracy z amerykańskim partnerem istotne perspektywy rozwoju.

– Obserwujemy obecnie wyjątkową sytuację na rynku metali szlachetnych. Pomimo krótkoterminowych wahań, ceny takich surowców jak złoto i srebro pozostają na historycznie wysokich poziomach, co znajduje odzwierciedlenie w silnym popycie ze strony inwestorów oraz instytucji finansowych. To sprzyjające otoczenie rynkowe, w połączeniu z atrakcyjnym położeniem geograficznym złoża w Kalifornii, sprawia, że dostrzegamy w projekcie wysoki potencjał komercyjny i istotne perspektywy dalszego rozwoju dla naszej spółki – mówi Wiktor Wiśniowiecki, prezes Coal Energy S.A.

Umowa zawarta 18 lutego 2026 r. zakłada, że w ramach wynagrodzenia spółka notowana na GPW otrzyma premię o wartości środków uzyskanych ze sprzedaży aktywa przez Minerals Plus LLC ponad wartość sprzedaży określoną w kontrakcie.

W ramach prowadzonej działalności inwestycyjno-doradczej Coal Energy S.A. prowadzi działania obejmujące zarówno poszukiwanie inwestorów dla projektów związanych z zagospodarowaniem złóż na zlecenie podmiotów górniczych, jak i sprzedaż aktywów górniczych lub praw do ich eksploatacji na zlecenie właścicieli tych złóż.

Wieloletnie doświadczenie Coal Energy S.A. w eksploatacji złóż węgla, przeróbce złóż oraz prowadzeniu robót górniczych pozwoliło na utworzenie wyspecjalizowanego zespołu złożonego ze specjalistów górniczo-ekonomicznych, analityków oraz ekspertów ds. negocjacji. Zespół ten funkcjonuje od dłuższego czasu w ramach działu inwestycyjnego spółki i odpowiada za realizację projektów o charakterze doradczo-inwestycyjnym, w tym także projektu dotyczącego złoża metali szlachetnych w Kalifornii.

Pokładamy duże nadzieje w naszym zespole odpowiedzialnym za prace inwestycyjno-konsultingowo-analityczne. Wyróżniają go kompetencje, które budowaliśmy przez lata w ramach działalności operacyjnej, a dziś możemy z nich czerpać w celu prowadzenia projektów takich jak ten realizowany wraz z Minerals Plus LLC, oraz kolejnych  przedsięwzięć tego typu – powiedział Wiktor Wiśniowiecki, prezes Coal Energy S.A.

W ramach projektu skoncentrowanego wokół złoża Pedry Polymetallic Deposit została przeprowadzona szczegółowa analiza potencjału złoża metali szlachetnych, oparta na rynkowej metodologii wyceny oraz porównaniu z kilkunastoma analogicznymi złożami zlokalizowanymi w Kalifornii. Pogłębiona analiza objęła m.in. ocenę struktury geologicznej złoża, selektywne podejście do jego eksploatacji, uwarunkowania ekonomiczne projektu i porównanie ze specyfiką kilkunastu innych złóż metali szlachetnych zlokalizowanych w Kalifornii.

Korzystne położenie geograficzne złoża metali szlachetnych w Kalifornii, na terenie o niskim stopniu zaludnienia oraz z dobrym dostępem do infrastruktury logistycznej, znacząco poprawia potencjał jego komercjalizacji. Tereny pustynne, na których leży złoże, ułatwiają planowanie inwestycji i redukują bariery środowiskowe i społeczne. Historycznie wysokie ceny metali szlachetnych, potencjał tkwiący w złożu oraz wyniki przeprowadzonej analizy sprawiają, że spółka dostrzega duży potencjał w realizacji nowo zawartego kontraktu.

Detoks od benefitów. Pracownicy w 2026 roku wolą gotówkę zamiast owocowych czwartków i kart sportowych

Rok 2026 przynosi na polskim rynku pracy fundamentalną zmianę preferencji pracowniczych: tradycyjne benefity pozapłacowe coraz częściej przegrywają z bezpośrednimi korzyściami finansowymi. Wchodzimy w czas twardej ekonomii HR, eliminując „employer brandingowe gadżety”. Rosną oczekiwania dotyczące wyższej pensji i transparentności płacowej. To sygnał dla pracodawców – „owocowe czwartki”, karty sportowe czy drobne dodatki przestają być magnesem rekrutacyjnym wobec realnych oczekiwań finansowych zatrudnionych w Polsce.

Inflacja stylu życia zmienia reguły gry, a „miękkie” benefity przegrywają z twardą ekonomią. To wyraźny zwrot w polityce wynagrodzeń i oczekiwaniach pracowników. Po dekadzie intensywnego rozwoju benefitów pozapłacowych, kreatywnych pakietów wellbeingowych i rozbudowanych programów brandingowych, rynek pracy wraca do fundamentów: stawki godzinowej, stabilności zatrudnienia i realnej wartości wynagrodzenia netto. Z analiz Centrum Analitycznego Gremi Personal wynika, że pracownicy, szczególnie fizyczni oraz średniego szczebla, coraz częściej rezygnują z kart sportowych, prywatnych pakietów medycznych czy ubezpieczeń grupowych, oczekując w zamian wyższej podstawy wynagrodzenia. W obliczu rosnących kosztów najmu, rat kredytowych, energii i usług, benefity przestają być postrzegane jako przewaga konkurencyjna pracodawcy. – Obserwujemy wyraźny „detoks od benefitów”. Pracownicy liczą dziś każdą złotówkę i coraz częściej zadają jedno pytanie: ile realnie dostanę na konto? – wskazują eksperci Centrum Analitycznego Gremi Personal.

Powrót do podstaw: stawka godzinowa ważniejsza niż pakiet kafeteryjny

Zmiana preferencji jest szczególnie widoczna w sektorach produkcyjnych, logistycznych, przetwórstwie, budownictwie oraz w usługach operacyjnych. Tam pracownicy kalkulują w sposób bezpośredni: podwyżka o kilka złotych na godzinie oznacza realny wzrost miesięcznego budżetu domowego o kilkaset złotych. W porównaniu z tym, karta sportowa czy okazjonalne benefity żywieniowe przestają mieć znaczenie.

Centrum Analityczne Gremi Personal w swoich badaniach jakościowych z przełomu 2025 i 2026 r. wskazuje, że:

  • pracownicy niższych i średnich szczebli w pierwszej kolejności negocjują wysokość podstawy wynagrodzenia,
  • elastyczne benefity są postrzegane jako „dodatki”, a nie element kluczowy decyzji o zatrudnieniu,
  • rośnie gotowość do zmiany pracodawcy nawet przy niewielkiej różnicy w stawce godzinowej.

Widzimy wyraźne odejście od narracji „pracuj u nas, bo mamy świetną atmosferę i benefity”. Dziś komunikat rekrutacyjny, który nie zawiera konkretnej i konkurencyjnej stawki, traci na skuteczności. Transparentność i jasne widełki płacowe stały się fundamentem procesu rekrutacyjnego – tłumaczy Oleg Rudenko, analityk Centrum Analitycznego Gremi Personal.

W praktyce oznacza to, że bez względu na to, czy pracownik ma dostęp do karty sportowej, czy prywatnej opieki medycznej, doświadcza on napięcia finansowego, które przekłada się na jego postrzeganie wartości pracy. Pracownicy coraz częściej dostrzegają, że realna gotówka daje im autonomię decydowania, jak ją spożytkować, podczas gdy benefity często narzucają z góry sposób wykorzystania środków. To fundamentalna zmiana perspektywy – z pracownika postrzegającego benefity jako dodatek do wynagrodzenia, na pracownika oczekującego, że podstawa płacowa będzie adekwatna do realnych kosztów życia.

Analitycy Centrum Analitycznego Gremi Personal wyraźnie wskazują: pracownicy nie chcą rezygnować z benefitów ze względu na ich formę, lecz dlatego, że coraz częściej widzą w nich rozwiązania zastępcze wobec wzrostu wynagrodzeń, co w obecnej sytuacji gospodarczej jest dla nich mniej atrakcyjne.                   – Pracownik w 2026 roku nie chce, aby pracodawca decydował za niego, czy ważniejsza jest karta sportowa, czy pakiet medyczny. On chce sam zdecydować, czy przeznaczy dodatkowe środki na czynsz, edukację dziecka, oszczędności czy rekreację. Gotówka daje autonomię, a autonomia jest dziś kluczową wartością – dodaje analityk.

Transparentne płace i terminowość wypłat – nowy fundament zaufania w relacjach pracodawca-pracownik

Trend oddalania się od benefitów nie oznacza automatycznego zaniku świadczeń pozapłacowych, lecz redefinicję ich roli. W warunkach, kiedy pensje nominalnie mogą rosnąć wolniej niż oczekiwania pracowników, większą wagę przykłada się do transparentności płacowej i jasnej komunikacji zasad wynagradzania. Coraz więcej pracowników oczekuje, że w ofertach pracy znajdą konkretne stawki i jasno określone widełki płacowe, zamiast ogólnikowych obietnic dotyczących pakietów benefitów. To przekłada się na większe zaufanie oraz poczucie bezpieczeństwa i sprawiedliwości, którego nie zapewniały nawet najbardziej efektowne dodatki. Centrum Analityczne obserwuje, że zadania działów HR w 2026 r. skupiają się w większym stopniu na budowaniu strategii komunikacji wynagrodzeń i eliminowaniu luk percepcyjnych między oczekiwaniami pracowników a realnymi warunkami zatrudnienia. W praktyce oznacza to, że terminowość wypłat, klarowność zasad premiowania i możliwość negocjacji stawek stały się równie istotne jak sama wysokość wynagrodzenia. W kontekście tych zmian, pracodawcy zaczynają przesuwać akcent w swoich politykach personalnych – nie tylko na to, co oferują, ale na to jak to komunikują. Dla kandydatów i pracowników klarowna struktura wynagrodzenia buduje poczucie sprawiedliwości i ich lojalność wobec organizacji.

Co to oznacza dla działów HR i zarządów? Strategiczna rewizja polityki wynagrodzeń

Zmiana preferencji zatrudnionych ma realne konsekwencje dla strategii HR i polityki wynagrodzeń. Firmy, które próbują konkurować wyłącznie poprzez bogate pakiety benefitów, mogą coraz częściej napotykać na trudności w przyciąganiu i utrzymywaniu pracowników, szczególnie w segmentach, gdzie pracownikom zależy na poprawie swojej sytuacji finansowej tu i teraz. W odpowiedzi na to, praktyki HR ewoluują w kierunku bardziej elastycznych i transparentnych struktur wynagrodzeń, które dają pracownikom poczucie kontroli i bezpieczeństwa.

W organizacjach pojawia się też rosnąca świadomość, że benefity muszą być ściśle dopasowane do faktycznych potrzeb pracowników, a nie jedynie zaprojektowane jako element wizerunkowy. To wymusza bardziej analityczne podejście do polityk HR – oparte na danych, badaniach preferencji pracowniczych oraz faktycznym wpływie oferowanych rozwiązań na życie zawodowe i prywatne zatrudnionych. – Nie mówimy o całkowitym końcu benefitów. Mówimy o ich racjonalizacji. Benefity muszą wspierać strategię firmy, ale nie mogą zastępować konkurencyjnej płacy. Rynek wraca do fundamentów: uczciwej stawki, stabilności i transparentności – podsumowuje Oleg Rudenko.

Centrum Analityczne Gremi Personal przewiduje, że firmy które nie dostosują swojego podejścia w 2026 r. mogą zauważyć spadek efektywności procesów rekrutacyjnych i większą rotację, szczególnie wśród pracowników młodszych pokoleń oraz tych, których pozycja rynkowa jest relatywnie silna.

„Detoks od benefitów” nie jest chwilową modą, lecz konsekwencją głębokich zmian ekonomicznych i społecznych. Pracownicy w 2026 roku są bardziej świadomi kosztów życia, bardziej mobilni i bardziej pragmatyczni. W tej rzeczywistości firmy, które zrozumieją powrót do „twardej ekonomii” w HR, zyskają przewagę konkurencyjną. Te, które pozostaną przy strategii opierającej się głównie na miękkich dodatkach, mogą napotkać trudności w pozyskiwaniu i utrzymaniu kluczowych kadr operacyjnych.

Ochłodzenie w budownictwie mieszkaniowym: pogoda czy początek słabszego trendu?

Styczniowe dane GUS pokazują wyraźne ochłodzenie w statystykach rynku mieszkaniowego. Liczba rozpoczętych budów spadła o blisko 30 proc. rok do roku, mniej było także pozwoleń i mieszkań oddanych do użytkowania.

Część spadków można tłumaczyć niesprzyjającą pogodą i efektem bardzo wysokiej bazy z końca 2025 r. Na jednoznaczne wnioski dotyczące trendów w 2026 r. jest jednak jeszcze za wcześnie.

Rozpoczęte budowy: pogoda mogła dać się we znaki

O ile w zestawieniu z grudniem, styczniowy rezultat 8888 lokali, których budowę rozpoczęto, jest niemal identyczny, bo wzrósł o +0,5 proc., to porównanie ze styczniem ubiegłego roku wypada dla branży dość blado. Spadek r/r wyniósł bowiem 29,6 proc.

Na tym etapie trudno jednak wyrokować, czy będzie to prognostyk delikatnego spadku dynamiki nowych inwestycji, czy też głównym winowajcą były mało sprzyjające warunki atmosferyczne. Faktem jest jednak, że w zestawieniach kwartalnych za 2025 r. widoczne było sukcesywne obniżanie wolumenów nowych projektów – zauważa Patryk Kozierkiewicz, radca prawny w Polskim Związku Firm Deweloperskich. I dodaje: – Zważywszy na bardzo wysokie poziomy dostępnych mieszkań w ofercie i bardzo dobre wyniki w 2024 r., delikatne wyhamowanie nie powinno być dla nikogo zaskakujące.

Pozwolenia na budowę

Liczba mieszkań, dla których wydano pozwolenia na budowę spadła w sektorze deweloperskim w porównaniu do stycznia 2025 r. o 14 proc. i wyniosła 11 680. Względem miesiąca poprzedzającego, wynik ten był natomiast gorszy o 41,6 proc. Warto jednak dodać, że grudzień był pod tym względem najlepszym okresem od czerwca 2022 r. – pozornie drastyczny spadek wynika zatem również z efektu wysokiej bazy.

Na dziś, trudno jest przesądzać o tendencjach, które możemy obserwować w zakresie pozwoleń w 2026 r. Szczególnie, że spory wpływ na ruchy inwestorów mogą mieć nowe regulacje. Złożenie wniosku o pozwolenie na budowę w określonym terminie jest bowiem często motywowane próbą realizacji projektu w oparciu o dotychczasowe, dobrze znane przepisy. Stąd właśnie, w pewnych okresach na przestrzeni roku, możemy obserwować nierównomierne rozłożenie uzyskiwanych pozwoleń – komentuje ekspert PZFD.

W tym roku bodźcami zakłócającymi wyniki mogą być regulacje o miejscach doraźnego schronienia, które dotyczą wszystkich wniosków o pozwolenie na budowę złożonych po 1 stycznia, oraz nowe przepisy dotyczące warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki, planowane do wprowadzenia od 20 września.

Mieszkania oddane do użytkowania

Bez wątpienia wpływ niesprzyjającej pogody mógł być najbardziej widoczny w zakresie mieszkań oddanych do użytkowania. Deweloperzy oddali 8 609 lokali, o 11,4 proc. mniej niż w tym samym okresie rok wcześniej.

Choć styczniowe mrozy nie sprzyjały finalizacji robót, a spadek względem grudnia (m/m) był znaczący (-47,5 proc.) podkreślić należy, że nigdy w historii nie zdarzyło się, aby deweloperzy oddali do użytkowania więcej lokali w styczniu niż w poprzedzającym go grudniu. – Wynika to z chęci finalizacji inwestycji przed zakończeniem roku kalendarzowego, na co wpływają zasady raportowania dotyczące przekazań lokali, a także chęć uniknięcia najbardziej srogich warunków prowadzenia robót – uważa Patryk Kozierkiewicz.

Podkreślić jednak należy, że z uwagi na dynamikę inwestycji obserwowaną w poprzednich dwóch latach, liczba mieszkań oddanych do użytkowania w ujęciu rocznym powinna na koniec 2026 r. być wyższa niż miało to miejsce w roku 2024 czy 2025.

OZE w Polsce: potencjał rośnie, system się dusi – co trzeba zmienić

Ministerstwo Klimatu i Środowiska poinformowało, że na koniec 2025 roku odnawialne źródła energii przekroczyły 50 procent mocy zainstalowanej w Polsce. To ważny sygnał, że transformacja energetyczna się dokonuje. Czy jednak we właściwym kierunki i tempie? Warto zwrócić tutaj uwagę, że moc zainstalowana to tylko potencjał technologii. O realnej sile systemu, jego stabilności, kosztach energii i konkurencyjności gospodarki decyduje przede wszystkim to, ile z tej mocy jesteśmy w stanie wykorzystać i jak wygląda struktura miksu energetycznego. Dzisiaj branża OZE boryka się z wyłączeniami źródeł w wietrzne i słoneczne dni, gdyż system nie jest w stanie odebrać tej mocy.

Dlatego pytanie na 2026 rok i nadchodzące lata brzmi: czy regulacje i administracja są gotowe, aby pozwolić OZE rosnąć w takim tempie, jakie jest potrzebne, a co najważniejsze czy nadążać będzie za zmianami po stronie całego systemu?

Moc zainstalowana a produkowana

W Polsce 2025 roku zielona energia stanowiła 31,4 procent produkcji prądu, mimo że OZE odpowiadały już za ponad połowę zainstalowanej mocy. Różnica pomiędzy mocą a realną generacją, pokazuje problem strukturalny. Polska ma podobny udział mocy OZE jak Dania, ale wykorzystuje ją zdecydowanie słabiej. Duński system, oparty przede wszystkim na wietrze, pozwala uzyskać 80-88 procent energii elektrycznej z OZE. W Niemczech, gdzie udział mocy OZE wynosi około 70 procent, udział w produkcji przekracza 56-62 procent.

W Polsce jest inaczej. OZE rosną szybko, jednak rozwój opiera się głównie na fotowoltaice, która ma niski współczynnik wykorzystania mocy, zwłaszcza zimą. To właśnie dlatego nominalnie mamy moc, ale realnie wytwarzamy z niej znacznie mniej niż nasi sąsiedzi. Brakuje spójnej strategii i odpowiedniej proporcji źródeł.

Konsekwencje są widoczne na co dzień. W momentach wysokiej generacji OZE system nie jest w stanie jej przyjąć, ponieważ bloki węglowe muszą utrzymywać minimalny poziom pracy dla zachowania stabilności sieci. W okresach niskiej generacji – szczególnie zimą – fotowoltaika nie jest w stanie wesprzeć systemu, a różnica musi być pokrywana z konwencjonalnych źródeł.

Skala ambicji i lekcje płynące z innych krajów

Plan PSE do 2036 roku zakłada duży wzrost mocy: do 43 GW fotowoltaiki, 28 GW wiatru na lądzie i prawie 14 GW wiatru na morzu. Pamiętać jednak należy że, PV pracuje efektywnie zaledwie na poziomie 10-12 procent, a energii ze słońca w miksie energetycznym mamy już całkiem dużo. Z kolei wiatr na lądzie (onshore) osiąga 25-35 procent efektywnego wykorzystania. Taki współczynnik wraz z relatywnie niskim kosztem budowy parków wiatrowych, a co za tym idzie najniższą ceną produkowanej energii, wskazuje na dużą atrakcyjność tego elementu miksu energetycznego. Offshore zbliża się nawet do 50 procent produktywności, ale cena energii jest kilkakrotnie wyższa niż wiatru “lądowego”.

Nic dziwnego, że Niemcy i Dania osiągają wielokrotnie wyższy udział OZE w produkcji energii. Oba kraje wykorzystują przede wszystkim wiatr na lądzie. Dania ma przy tym jedynie 2,9 procent mocy w offshore, ale mimo to osiąga najwyższy udział OZE w produkcji w całej Europie. Decyduje struktura, nie nominalna moc.

Offshore oraz planowana energetyka jądrowa są niezbędne w miksie energetycznym, lecz nie poprawią efektywności całego systemu. Tę rolę pełni wiatr na lądzie, który w Polsce jest wciąż jako technologia ograniczany regulacjami i brakiem jasnej polityki, sprzeczną narracją administracji rządowej i podległych instytucji.

Dekada 10H, dekada budowy nowych przeszkód

W 2016 zasada 10H zatrzymała rozwój energetyki wiatrowej na ladzie. W 2023 energetyka wiatrowa dostała swój bezpieczny dystans do zabudowy mieszkaniowej w postaci 700m. Obietnice zniesienia zasady 10H do dzisiaj się w pełni nie ziściły. Cały czas dyskutowane są dowolne interpretacje 700 metrowej odległości do zabudowy z Regionalnymi Dyrekcjami Ochrony Środowiska. W niektórych przypadkach blokada trwa mimo 700 metrów. Ciągłe zmiany prawa planistycznego znacząco utrudniają proces rozwoju projektów. Plany ogólne, zmiany terminów, do tego ZPI (Zintegrowany Plan Inwestycyjny), a na horyzoncie OPRO (Obszary Przyspieszonego Rozwoju OZE) – otoczenie regulacyjne to chaos, którego nigdy wcześniej nie było. Do tego wszystkiego wydłużające się procedury środowiskowe, wraz nowymi wytycznymi dla branży wiatrowej wprowadzanymi bez konsultacji z branżą. A przecież miała być deregulacja, przyspieszenie i nacisk na rozwój OZE.

Przyłączenia i „zamrożenie” sieci

Przyłączenia pozostają barierą rozwoju OZE. Procedury są wydłużone. To powoduje sytuację, w której moce są gotowe, projekty przygotowane, a operatorzy nie mogą ich przyłączyć. Odblokowanie „uwięzionych mocy”, przyspieszenie decyzji przyłączeniowych i jasne zasady współpracy z operatorami sieci są kluczowe, by rozwój OZE mógł być kontynuowany. Dyskusja na ten temat jednak trwa i potencjalne zmiany prawa energetycznego mogą zmienić sytuację w tym zakresie. Oceny zmian będziemy mogli dokonać po ich wejściu w życie.

Blokada rozwoju wiatru na lądzie a obronność

Nikt nie dyskutuje z koniecznością skupienia się w obecnym czasie nad budową państwa odpornego na niepokoje i zagrożenia na wschodzie. Silne i bezpieczne państwo, to również takie które posiada rozproszoną energetykę – trudną do zniszczenia w krótkim czasie. Taką przewagę zapewnia lądowa energetyka wiatrowa. Dlatego ciężko zrozumieć wykluczenie olbrzymich obszarów naszego kraju z możliwości budowania na nich elektrowni wiatrowych. Dotyczy to też nie tylko nowych mocy wiatrowych, ale też przyszłego repoweringu. Pozostaje mieć nadzieję na konstruktywny dialog w tym temacie.  Ograniczenia wynikające z potrzeb obronnych są zrozumiałe, ale muszą być oparte na przejrzystych zasadach. Nieprzewidywalność procesu jest dziś większym problemem niż same restrykcje.

Zielone paliwa

Wyzwania z jakimi mierzy się lądowa energetyka wiatrowa, to nie tylko kwestia optymalnego miksu elektroenergetycznego w naszych kraju. Blokowanie najtańszego źródła energii nie przynosi żadnych korzyści ani państwu, ani obywatelom. Z uwagi na fakt, że technologia wiatrowa jest dziś dojrzała i tania, jej potencjał wykracza daleko poza samą produkcję prądu. Pozwala ona na przekształcanie nadwyżek energii w zielone paliwa. W przeciwieństwie do węgla, ropy czy gazu, nie musielibyśmy ich sprowadzać z odległych zakątków świata – mogłyby powstawać na miejscu, dzięki synergii źródeł OZE i biogazowni. Niestety, w tak dużym i rolniczym kraju jak Polska, sektor biogazu wciąż pozostaje w dużym stopniu niedorozwinięty. W efekcie marnujemy ogromny potencjał Polski lokalnej oraz szansę na budowę gospodarki obiegu zamkniętego, co z powodzeniem robią już nasi sąsiedzi. Tymczasem wystarczyłoby po prostu tej technologii nie przeszkadzać.

Wnioski na 2026 rok

Rok 2026 może okazać się momentem zwrotnym dla polskiej transformacji energetycznej. Zbudowaliśmy już znaczącą skalę mocy odnawialnych, ale nie przełożyło się to jeszcze na efektywność, którą osiągają najlepsi w Europie. Żeby to zmienić, potrzebujemy nie tylko inwestycji w nowe technologie, ale przede wszystkim stabilnych reguł, uporządkowanego planowania, sprawnych procedur i jasnej wizji struktury miksu.

Polska ma potencjał, pod warunkiem, że odważnie postawi na rozwiązania, które realnie poprawiają bilans energetyczny. Kluczowe jest stworzenie warunków dla rozwoju wiatru na lądzie i systemów magazynowania energii, jak również wspieranie elastyczności systemu i lokalnej produkcji zielonych paliw. Dopiero wtedy OZE będą mogły w pełni pracować na bezpieczeństwo energetyczne państwa, konkurencyjność gospodarki i niższe koszty energii dla odbiorców.

Transformacja już trwa. Teraz musimy zadbać o to, by była skuteczna.

Frank szwajcarski rekordowo drogi

Obecnie za 1 franka szwajcarskiego trzeba zapłacić 4,62 zł. To najwięcej od prawie roku. Jednak swoją siłę frank szczególnie prezentuje wobec euro i dolara. W relacji do tych walut jest najdroższy od ponad dekady. A to jeszcze nie koniec, bo wielu inwestorów postrzega franka jako alternatywę dla słabnącego dolara. W okresie zwiększonych napięć Szwajcaria przyciąga kapitał dzięki niskim poziomom zadłużenia, stabilnej gospodarce i przewidywalnej polityce gospodarczej.

Frank szwajcarski umacnia się jako bezpieczna przystań – inwestorzy szukają alternatywy dla dolara, osłabianego przez polityczne napięcia w USA i wojnę handlową administracji Donalda Trumpa. Obecnie za franka trzeba zapłacić 4,62 zł, co jest najwyższym poziomem od kwietnia 2025 roku. Frankowi wciąż jednak daleko do rekordowych notowań wobec złotego. W 2022 roku na chwilę przekroczył poziom 5 zł. To efekt siły złotego, który w ostatnich latach umacnia się wobec większości walut.

To trochę zaburza nam w Polsce percepcję faktu, że wobec euro i dolara frank pozostaje rekordowo drogi. Od początku roku zyskał 2 proc. wobec euro i 3 proc. wobec dolara, osiągając najmocniejsze poziomy od ponad dekady względem obu walut. Popyt na szwajcarską walutę w relacji do euro wyraźnie wzrósł. Inwestorzy zwiększają defensywne pozycje i zabezpieczają się przed dalszą słabością dolara, który w ciągu ostatniego roku stracił na globalnych rynkach prawie 9 proc. swojej wartości.

Przez wiele lat, frank szawajacki dzielił rolę bezpiecznej przystani walutowej z dolarem. W ostatnich dwóch latach drogi tych walut wyraźnie się jednak rozeszły. Dolar silnie słabnie, podczas gdy frank w takim otoczeniu zyskuje. Szwajcaria przyciąga kapitał dzięki niskim poziomom zadłużenia, stabilnej gospodarce i przewidywalnej polityce gospodarczej.

Choć w trzecim kwartale 2025 roku gospodarka szwajcarska zanotowała spadek, częściowo związany z szokiem wywołanym 39-proc. cłami nałożonymi przez administrację Donalda Trumpa, w czwartym kwartale wróciła na ścieżkę wzrostu. W całym 2025 r. PKB wzrósł o 1,4 proc., zgodnie z prognozami rządu. Pomogła zapowiedź ograniczenia ceł USA do 15 proc., która ma zostać sfinalizowana do końca marca 2026 roku.

Dla inwestorów znaczenie ma także kwestia stóp procentowych w Szwajcarii. To ma znaczenie również dla coraz węższej, ale wciąż istniejącej w Polsce grupy osób spłacających kredyty we franku szwajcarskim. Oprocentowanie ich zobowiązań zależy pośrednio właśnie od poziomu stóp w Szwajcarii. Stopy procentowe pozostają na poziomie 0 proc. od czerwca, a rynkowy konsensus zakłada utrzymanie ich na tym poziomie w 2026 roku. SNB mógłby wrócić do ujemnych stóp procentowych, ale tylko w wyjątkowych okolicznościach, przede wszystkim w przypadku silnej deflacji. Inflacja w Szwajcarii utrzymała się w styczniu na poziomie 0,1 proc. rok do roku. To właśnie silny frank jest jednym z kluczowych czynników ograniczających wzrost cen – umocnienie waluty obniża koszty importu w gospodarce silnie uzależnionej od handlu zagranicznego.

Frank pozostaje zatem rekordowo mocny, jednak ryzykiem dla inwestorów są możliwe interwencje SNB. Ma on długą historię działań służących osłabianiu franka, a interwencja w obecnej sytuacji mogłyby poprawić opłacalność szwajcarskiego eksportu oraz ograniczyć presję deflacyjną. Z drugiej strony Szwajcaria znajduje się na amerykańskiej liście obserwacyjnej pod kątem manipulacji walutowej, a otwarta interwencja mogłaby wywołać kolejne napięcia z USA. Dane z rynku opcji pokazują jednak, że inwestorzy grają obecnie na dalsze umocnienie franka, spodziewając się dalszego osłabienia dolara.

Najlepsi naukowcy mogą wypaść z projektów FENG. Spór o finansowanie wynagrodzeń i ryzyko utraty jakości badań

Udział najlepszych polskich naukowców w projektach badawczo-rozwojowych pod znakiem zapytania. Powód? Obecna interpretacja wytycznych w programie Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki. Bez zmiany podejścia grozi nam obniżenie jakości projektów badawczych, a nawet niewykorzystanie środków unijnych.

W praktyce chodzi o brak możliwości finansowania z kosztów bezpośrednich projektów Funduszy Europejskich dla Nowoczesnej Gospodarki (FENG) wynagrodzeń osób, które wykonują w projektach konkretne zadania merytoryczne – badawcze, eksperckie czy wdrożeniowe, a jednocześnie pełnią w uczelniach funkcje kierownicze.

Dwa różne podejścia

Instytucja Zarządzająca FENG (Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej) stoi na stanowisku, że wynagrodzenia takich osób nie mogą być rozliczane w kosztach bezpośrednich.

Rektorzy podkreślają jednak, że zalecenia Komisji Europejskiej dotyczą zapobiegania podwójnemu finansowaniu kosztów zarządu, a nie zakazu finansowania pracy badawczej wykonywanej przez osoby pełniące funkcje organizacyjne.

Nie kwestionujemy zaleceń Komisji Europejskiej. Zależy nam na tym, aby były one stosowane zgodnie z ich rzeczywistym celem, czyli zapobieganiem podwójnemu finansowaniu. Nie powinno to jednak prowadzić do wykluczenia z pracy merytorycznej najwybitniejszych badaczy – mówi prof. Bogumiła Kaniewska, przewodnicząca Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich.

Jeszcze w grudniu 2025 r. Konferencja Rektorów Uniwersytetów Polskich alarmowała, że interpretacja IZ FENG nie wskazuje ani katalogu, ani definicji kosztów zarządu w jednostce, a jedynie powołuje się na przykład konkursu Ścieżka SMART i brak możliwości wynagrodzenia w ramach kosztów bezpośrednich np. kierownika katedry lub dziekana, będącego jednocześnie członkiem zespołu B+R.

W polskich uczelniach funkcja dziekana, dyrektora instytutu czy kierownika katedry nie oznacza rezygnacji z pracy badawczej. Wręcz przeciwnie – to często osoby o najwyższym dorobku naukowym, które odpowiadają za koncepcję badań i jakość realizowanych projektów – podkreśla prof. Piotr Stepnowski, przewodniczący Konferencji Rektorów Uniwersytetów Polskich.

Klasyfikować czynność, a nie stanowisko

Środowisko akademickie mówi jednym głosem. Z analizy prawnej przedstawionej Ministerstwu Funduszy i Rozwoju Regionalnego przez Uniwersytet Jagielloński jasno wynika, że obecna interpretacja IZ FENG wykracza poza zalecenia Komisji Europejskiej.

Odnoszą się one do rodzaju kosztu klasyfikowanego w oparciu o charakter czynności wykonywanej w ramach projektu, a nie do osoby, której koszt dotyczy, ani do funkcji, którą ta osoba pełni poza danym projektem – mówi prof. Wojciech Macyk, prorektor UJ ds. nauki.

Te same wytyczne, różne interpretacje

Co ciekawe, ten sam akt: Wytyczne dotyczące kwalifikowalności kosztów wydatków na lata 2021-2027 bywa interpretowany odmiennie przez Instytucje Zarządzające.

Te same wytyczne mają zastosowanie także do projektów FERS finansowanych ze środków EFS+. Instytucja FERS nie kwestionuje możliwości finansowania z kosztów bezpośrednich wynagrodzeń personelu projektu za wykonywanie czynności merytorycznych w sytuacji, gdy osoby te pełnią funkcje zarządcze lub kierownicze, niezwiązane z zarządzaniem projektem ­­– zaznacza prof. Wojciech Macyk, prorektor UJ ds. nauki.

Różne interpretacje są tym bardziej zaskakujące, że Instytucje Zarządzające są tym samym organem władzy publicznej.

Sytuacja ta narusza fundamentalną zasadę demokratycznego państwa prawa, jaką jest pewność prawa, zapewniająca podmiotom bezpieczeństwo prawne, przewidywalność skutków działań oraz jednolite stosowanie przepisów przez organy państwa – dodaje prof. Wojciech Macyk.

Ryzyko dla jakości projektów

Środowisko akademickie ostrzega, że obowiązywanie restrykcyjnej interpretacji może ograniczyć udział najbardziej doświadczonych badaczy w projektach B+R, utrudnić konstruowanie budżetów oraz zmniejszyć liczbę składanych wniosków.

Mówimy o realnej pracy badawczej wykonywanej w projekcie przez najlepszych ekspertów. Jeżeli nie będzie możliwości jej finansowania, jakość składanych wniosków i realizowanych projektów spadnie – zaznacza prof. Bogumiła Kaniewska, przewodnicząca KRASP.

W dłuższej perspektywie może to osłabić nie tylko konkurencyjność polskich uczelni, ale też efektywność wykorzystania środków z UE.

Apel o pilne rozmowy

Uczelnie nie domagają się zmiany samych Wytycznych, a jedynie doprecyzowania interpretacji, tak aby osoby pełniące funkcje kierownicze mogły wykonywać w ramach projektów również czynności merytoryczne.

Jesteśmy gotowi do wspólnego wypracowania rozwiązania, które zabezpieczy zgodność z zaleceniami Komisji Europejskiej, a jednocześnie nie ograniczy potencjału polskiej nauki. Liczymy na pilny dialog z decydentami – podsumowuje prof. Bogumiła Kaniewska, przewodnicząca KRASP.

Stawka jest ogromna. Chodzi o efektywność wykorzystania środków europejskich przeznaczonych na rozwój badań i innowacji w Polsce.

Ropa drożeje nie przez fundamenty, lecz przez ryzyko. Cieśnina Ormuz znów w centrum uwagi

0

Premia za ryzyko w cieśninie Ormuz rośnie, ponieważ amerykańska rozbudowa militarna w pobliżu Iranu podbija ceny ropy.

  • Notowania ropy Brent powyżej 71 USD odzwierciedlają rosnącą premię za ryzyko geopolityczne, ponieważ inwestorzy uwzględniają ryzyko przedłużającego się konfliktu, a nie jednorazowego wstrząsu.
  • Zamiast zmiany wyceny fundamentów, ostatni ruch sygnalizuje, że rynek wzmacnia już znaczącą premię za ryzyko geopolityczne, ponieważ najważniejsza światowa arteria transportu ropy ponownie znajduje się w zasięgu potencjalnego konfliktu.
  • Słabość wynika nie tylko z zależności Iranu od eksportu ropy, lecz także z uzależnienia całego regionu od cieśniny. Tylko Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie dysponują znaczącą infrastrukturą omijającą ten szlak.
  • Długotrwałe zakłócenia mogłyby przyspieszyć proces ponownego równoważenia rynku, wzmacniając nasze średnioterminowe, pozytywne prognozy dla ropy i największych koncernów naftowych.

Jak zauważa Ole Hansen, dyrektor ds. strategii rynku surowców w Saxo Bank powrót notowań ropy Brent powyżej 70 USD za baryłkę sygnalizuje, że rynek wzmacnia i tak już znaczącą premię za ryzyko geopolityczne, zamiast zmieniać wycenę fundamentów. Doniesienia, że ewentualna operacja wojskowa USA mogłaby przekształcić się w kilkutygodniową kampanię, w połączeniu z presją Izraela na działania zmierzające do zmiany reżimu w Teheranie, przesunęły uwagę inwestorów z jednorazowego wstrząsu na ryzyko długotrwałych zakłóceń.

W centrum rynkowej niepewności znajduje się Cieśnina Ormuz – jeden z najważniejszych światowych punktów tranzytowych ropy. Codziennie przez ten wąski szlak przepływa około 19–20 milionów baryłek ropy i produktów rafineryjnych, co stanowi blisko jedną piątą globalnego zużycia płynnych paliw. Większość pochodzi od producentów z Zatoki Perskiej: Arabia Saudyjska eksportuje przez cieśninę około 6 mln baryłek dziennie, Irak około 3,5–4 mln, ZEA i Kuwejt po około 2–3 mln, Iran około 2–2,5 mln, a Katar wysyła kondensaty i LNG. Zdecydowana część tych dostaw kierowana jest do Azji.

Ograniczone alternatywy dla cieśniny Ormuz

Słabość wynika nie tylko z uzależnienia Iranu od własnego eksportu, lecz także z zależności całego regionu od tej cieśniny. Tylko Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie dysponują infrastrukturą omijającą ten szlak.

Saudyjski ropociąg East-West Petroline umożliwia transport ropy z Abqaiq do portu Yanbu nad Morzem Czerwonym, natomiast emiracki Abu Dhabi Crude Oil Pipeline przesyła ropę z Habshan do portu Fudżajra poza Zatoką. Łącznie trasy te mogłyby przekierować kilka milionów baryłek dziennie, jednak ich praktyczna wolna przepustowość to prawdopodobnie około 2–3 mln baryłek dziennie – zdecydowanie mniej niż około 20 mln baryłek dziennie, które zwykle przechodzą przez Ormuz.

To naraża globalny rynek na ryzyko: nawet częściowe zakłócenia wymusiłyby zmiany tras, wzrost kosztów ubezpieczenia i powstawanie wąskich gardeł logistycznych na długo przed tym, zanim doszłoby do pełnej blokady.

Eksport Iranu i kluczowa rola Chin

Iran eksportuje obecnie około 1,3–1,5 mln baryłek ropy dziennie, mimo obowiązujących sankcji. Szacuje się, że ponad 80% tych dostaw trafia do Chin, głównie kupowanych przez niezależne rafinerie przyciągane rabatowanymi ładunkami.

To skoncentrowanie ma znaczenie. Jeśli eksport zostałby zakłócony, natychmiastowy szok popytowy dotknąłby przede wszystkim Chin. Z drugiej strony, jeśli ceny gwałtownie wzrosną, Chiny mogłyby złagodzić presję rynkową, korzystając ze swoich rezerw strategicznych i chwilowo ograniczając import.

W szerszej perspektywie Azja dominuje w popycie na ropę z Bliskiego Wschodu. Ponad 80% przepływów przez cieśninę Ormuz kieruje się na wschód, a głównymi odbiorcami są Chiny, Indie, Japonia i Korea Południowa. Bezpośrednia ekspozycja Europy jest ograniczona, jednak proces kształtowania cen poprzez notowania kontraktów terminowych na ropę Brent w Londynie pozostaje globalny.

Nadwyżka podaży istnieje – ale nie tam, gdzie ma to znaczenie

Pomimo napięć geopolitycznych ceny ropy nie załamały się pod ciężarem szeroko komentowanej globalnej nadpodaży. Goldman Sachs zwraca uwagę na kluczową rozbieżność: znaczna część nadwyżki zgromadziła się w objętej sankcjami ropie zalegającej na morzu, a nie w magazynach OECD, które wpływają na kształtowanie cen.

Według ich szacunków ilość ropy transportowanej drogą morską z Rosji, Iranu i Wenezueli wzrosła do około 375 milionów baryłek, co stanowi znaczną część widocznego globalnego wzrostu zapasów. Te wolumeny nie łagodzą natychmiastowej presji niedoboru na kluczowych rynkach wyceny, co pomaga wyjaśnić, dlaczego ceny ropy pozostają wspierane, mimo nagłówków o nadpodaży.

Innymi słowy, rynek może wyglądać na nadpodażowy „na papierze”, podczas gdy w rzeczywistości wciąż płaci się wysokie ceny za ropę dostarczaną od ręki.

Bufory strategiczne: Chiny i USA

Gromadzenie zapasów przez Chiny w ostatnich latach daje im elastyczność w okresach gwałtownych wzrostów cen. Poprzez uwalnianie rezerw i spowalnianie importu Pekin może łagodzić szoki popytowe.

Stany Zjednoczone również dysponują buforem. Strategiczna Rezerwa Ropy Naftowej odbudowała się do około 415 milionów baryłek z poziomu bliskiego 347 milionów w 2023 roku. Choć uwalnianie zapasów może ograniczać krajową inflację paliw, jest politycznie wrażliwe i utrudnione koniecznością późniejszego ich uzupełnienia.

Krajowa polityka może ograniczać ryzyko eskalacji

Krajowa polityka USA pozostaje kluczowym czynnikiem. Wyższe ceny ropy przekładają się bezpośrednio na koszty benzyny, a ponieważ przystępność cenowa paliw jest jednym z głównych zmartwień wyborców przed listopadowymi wyborami środka kadencji, trwały wzrost cen benzyny stwarzałby presję polityczną. Nawet jeśli Waszyngton jest w stanie strategicznie tolerować wyższe ceny ropy, ma ograniczoną tolerancję na widoczne koszty ponoszone przez konsumentów.

Premia za ryzyko kontra fundamenty

Obecna sytuacja rynkowa nadal charakteryzuje się odpowiednią podażą, solidnym popytem i rosnącą produkcją spoza OPEC. Mimo to ceny odzwierciedlają ryzyko skrajne, a nie podstawowy scenariusz oparty na fundamentach.

W środowisku podwyższonej premii za ryzyko geopolityczne dywersyfikacja staje się praktycznym narzędziem ograniczania wahań i niepewności. Kluczowe jest to, że w takich epizodach rynek często nie „przestawia się” na nowe fundamenty z dnia na dzień, tylko dopisuje do wycen zmienną premię za ryzyko, która potrafi szybko rosnąć i równie szybko się cofać, zależnie od nagłówków i eskalacji napięć. Dlatego istotą dywersyfikacji jest niewiązanie całej ekspozycji z jednym scenariuszem rozwoju sytuacji: ani w ujęciu pojedynczego rynku, ani jednego regionu, ani jednego czynnika ryzyka – tłumaczy Aleksander Mrózek, Manager ds. relacji z kluczowymi klientami regionu CEE w Saxo Banku.

Tymczasowe zakłócenie prawdopodobnie wywołałoby gwałtowny, lecz krótkotrwały wzrost cen. Zdecydowanie poważniejsze konsekwencje miałoby długotrwałe zamknięcie cieśniny lub utrzymujące się ataki na jednostki pływające – szczególnie biorąc pod uwagę ograniczoną przepustowość tras alternatywnych oraz silną zależność Azji od przepływów przez Ormuz. Poza natychmiastowym wpływem na ceny, długotrwałe zakłócenia przyspieszyłyby również redukcję obecnej nadwyżki podaży, potencjalnie przybliżając moment osiągnięcia większej równowagi rynkowej – zmiana ta wzmocniłaby podstawowe fundamenty i wsparła nasze średnioterminowe, pozytywne prognozy dla ropy i dużych koncernów naftowych.

Na ten moment cena ropy powyżej 70 USD odzwierciedla rynek, który ponownie uwzględnia w wycenach „ubezpieczenie geopolityczne” – nie jako werdykt, że zakłócenia są nieuchronne, lecz jako uznanie, że najważniejsza na świecie arteria dostaw ropy znajduje się w zasięgu potencjalnego konfliktu.

Presja płacowa słabnie – najniższy odczyt od dwóch lat

W styczniu przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło o 6,10 proc. w ciągu roku, wyraźnie poniżej rynkowych oczekiwań na poziomie 7,2 proc. Ten odczyt pokazuje, że tempo wzrostu płac wyraźnie słabnie. Średnia pensja brutto w firmach zatrudniających co najmniej 10 osób (z wyłączeniem sektora publicznego) przekroczyła 9 tys. zł i wyniosła dokładnie 9 002,47 zł.

Od blisko dwóch lat obserwujemy systematyczne wyhamowywanie dynamiki wynagrodzeń, a styczniowy odczyt jest najniższym w tym okresie. Słabnąca presja płacowa stanowi coraz mniej istotny czynnik dla dalszej ścieżki inflacji.

W świetle ostatnich danych makroekonomicznych kolejna obniżka stóp procentowych podczas marcowego posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej wydaje się być przesądzona.

Strach przed eskalacją USA–Iran podbija ropę. W Polsce gaśnie presja płacowa

Notowania ropy naftowej pokazują, że inwestorzy bardzo boją się, że dojdzie do eskalacji konfliktu pomiędzy Iranem a USA. Polski rynek pracy pokazał dużo słabsze wyniki dla pracowników niż oczekiwano. W tle oddalają się obniżki stóp za oceanem.

Zadyszka rynku pracy

Poznaliśmy dzisiaj dane na temat polskiego rynku pracy. Powiedzmy sobie wprost: jest słabiej, niż oczekiwali analitycy. W ciągu roku zatrudnienie w przedsiębiorstwach spadło o 0,8%, podczas gdy prognozowano zniżkę o 0,6%. Średnia płaca w gospodarce w styczniu wyniosła 9002,47 zł. Jak co roku jest to mniej niż w grudniu. Problem w tym, że grudzień 2025 był lepszy od grudnia 2024 o 8,6%, natomiast styczeń 2026 w porównaniu do 2025 jest lepszy już zaledwie o 6,1%. Widzimy zatem, że rynek pracy staje się dużo mniej przychylny pracownikom. Z drugiej strony presja inflacyjna ze strony płac, na którą ostatnio tak narzekał prezes Adam Glapiński, faktycznie przygasa. Te dane, zatem oprócz gorszych perspektyw dla poszukujących pracy, na otarcie łez mogą zapowiadać obniżki stóp procentowych i tańsze kredyty hipoteczne.

Ropa wierzy w atak na Iran

Jeżeli po czymś można poznać, że szykuje się atak na Iran, to jest to rynek ropy. W ciągu ostatniej doby baryłka ropy Brent notowanej w Londynie podskoczyła o 3,5 dolara. Podobnie w górę szła oczywiście ropa amerykańska. Powodem jest fakt, że jeżeli dojdzie do interwencji, Iran ma możliwość utrudniania żeglugi w cieśninie Ormuz. Gdyby do tego doszło, to na rynek trafi dużo mniej surowca z wielu państw Zatoki Perskiej. Jeżeli ta sytuacja utrzymywałaby się dłużej, to z pewnością wywołałoby to wzrost cen. Ma to wpływ nie tylko na ceny ropy, ale również pośrednio na inflację. Efekty blokady ważnych szlaków handlowych widzieliśmy już w przeszłości, gdy doszło do zablokowania Kanału Sueskiego. Przez Ormuz płynie 2,5 raza więcej ropy, natomiast przez Kanał Sueski transportowanych jest też wiele innych towarów.

Stenogram z posiedzenia FOMC

Wczoraj poznaliśmy zapiski z ostatniego posiedzenia Federalnego Komitetu Otwartego Rynku, czyli odpowiednika naszej Rady Polityki Pieniężnej. Najważniejszy sygnał jest taki, że oczekiwano szybszego spadku inflacji, a jednocześnie wskazano, iż postęp jest bardzo niestabilny. Za obniżką na ostatnim posiedzeniu głosowało tylko dwóch członków tego gremium. Pokazuje to, że na razie nie ma w tym gronie woli do obniżania stóp procentowych. Patrząc na kontrakty terminowe, szansa na utrzymanie wskaźników na marcowym posiedzeniu wynosi już 94%. Jest to parametr, który bez rewolucyjnych zmian zamyka realnie temat i jednocześnie stanowi też sygnał umacniający dolara.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych:

14:30 – USA – bilans handlu zagranicznego,

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Syndrom „uciekającego pociągu”: AI w codziennej pracy między lękiem a okazją

Wprowadzenie sztucznej inteligencji w przedsiębiorstwach miało być gwarancją wyższej efektywności i odciążenia zespołów. Tymczasem wyniki badania ADP Reasearch „Workers Sentiment Survey”, przeprowadzanego cyklicznie na 30 tys. amerykańskich pracowników, malują znacznie bardziej złożony obraz rzeczywistości. Okazuje się bowiem, że technologia zbliża nas do nowoczesności, ale może oddalać nas od siebie nawzajem i od samej firmy.

  • Tylko 21 proc. osób korzystających z AI prawie codziennie ma wysokie poczucie więzi z zespołem. To samo deklaruje aż 33 proc. korzystających z AI nieregularnie;
  • Jedynie 16 proc. osób często korzystających z AI uważa się za produktywnych w pracy, wobec 22 proc. osób rzadko pracujących ze sztuczną inteligencją;
  • Aż 30 proc. korzystających z AI prawie codziennie myśli o odejściu z pracy. W grupie mającej rzadką styczność z AI myśli o tym tylko 13 proc.

Praca zespołowa zagrożona?

Wyniki badania ADP Research mogą zapalać czerwoną lampkę w głowach HR-owców odpowiedzialnych za budowanie zaangażowania. Nic dziwnego, skoro wyniki pokazują, że tylko co piąta osoba pracująca z AI prawie codziennie deklaruje wysokie poczucie więzi z zespołem.  Zapał do digitalizacji w przedsiębiorstwach może studzić też fakt, że talenty, które korzystają z AI sporadycznie znacznie częściej deklarują przywiązanie do firmy i kolegów.

– Wdrażanie AI w firmach przynosi nowe wyzwania w obszarze HR. Przykładowo, częste korzystanie z modeli językowych eliminuje ważny element komunikacji między pracownikami. To poczucie bycia widzianym, słyszanym i docenianym przez innych, jakie możemy dostać nawet podczas zwykłej rozmowy w zespole. Brak takiego komunikacji i feedbacku może podkopywać pewność siebie oraz wiarę we własne umiejętności. Różne badania, w tym także prowadzone co roku przez ADP „People at work” pokazują, że poczucie zgrania z zespołem jest ważnym elementem budującym zadowolenie z pracy, zaangażowanie i chęć zostania na dłużej w firmie. Według naszego badania, połowa osób dobrze oceniających swój zespół jednocześnie deklaruje pełne zaangażowanie w pracę, podczas gdy wśród osób niezadowolonych ze współpracowników to zaledwie 10 procent. Przed działami HR stoi więc wyzwanie polegające na stworzeniu takiego modelu korzystania z AI, który będzie wspierał nie tylko efektywność, ale też trwałość zespołów – wskazuje Anna Barbachowska, dyrektorka HR w ADP Polska.  

Co z tą produktywnością?

Wyniki badania ADP Research rzucają też nowe światło na przekonania dotyczące efektywności i produktywności pracowników korzystających z narzędzi AI. Wśród badanych 16 proc. korzystających z AI prawie codziennie uważa się za produktywnych w pracy. Dla porównania, w grupie pracujących z AI rzadko lub nigdy produktywność deklaruje 22 proc. Jednocześnie osoby często korzystające ze sztucznej inteligencji deklarują najwyższy poziom zaangażowania, motywacji i oddania swojej pracy. Jak więc to pogodzić z subiektywnym poczuciem niższej produktywności?

– Pracownicy zaczynają pracować z AI, mając w głowie dawne schematy: przekonanie, że wykonanie takiego zadania zajmuje tyle i tyle czasu i składa się z pewnych etapów. Zmiana sprawia, że przez pewien czas pracownicy czują się nieswojo, zwłaszcza jeśli uwolniony czas nie został przekierowany na inne zadania. Zwróćmy też uwagę, że AI nie zawsze daje poczucie oszczędności czasu i wysiłku. Praca z LLM-ami (wielkimi modelami językowymi) to przecież pisanie szczegółowych promptów i ich poprawianie dla osiągnięcia rezultatów, o jakie nam chodzi. Gdy się pracuje z nowym narzędziem, to może stwarzać wręcz poczucie irytacji i straty czasu, a na końcu wrażenie, że efekt nie jest w pełni naszą zasługą – twierdzi Barbachowska.

W tym kontekście zwraca uwagę szczególnie duża dysproporcja dotycząca chęci odejścia z pracy między osobami pracującymi często ze sztuczną inteligencją i tymi, dla których profesjonalny kontakt z tą technologią stanowi rzadkość. Czy stoi za tym obawa o bycie zastąpionym przez algorytmy czy wprost przeciwnie – przekonanie, że świeżo nabyta kompetencja gdzie indziej mogłaby być wykorzystana lepiej? AI podbija zwłaszcza zawody białych kołnierzyków. Ich przedstawiciele mogą mieć syndrom „uciekającego pociągu”, na który trzeba zdążyć, by wykorzystać nową przewagę na rynku pracy.

– To trudny moment dla liderów, ale i działów HR, bo AI stale przynosi nowe zawirowania w pracy i na rynkach. Z pewnością włączenie sztucznej inteligencji do codzienności firmy powinno wiązać się z uważnością, prowadzić do głębszego przeorganizowania pracy i priorytetów, a przede wszystkim szkoleń pracowników. Wiemy już, że AI potrafi podnosić efektywność, ale też prowadzić do pustych przebiegów czy zabierać poczucie sprawczości – dodaje Barbachowska. – Warto szczególnie zwrócić uwagę na odpowiedzialne korzystanie z AI i kontrolę. Mieliśmy dość przykładów na to, że brak kontroli nad pracą z AI może skutkować błędami merytorycznymi, wyciekiem danych lub sankcjami prawnymi – puentuje.

Generatywna AI w prawie: rośnie użycie, rosną ryzyka – od halucynacji po ochronę danych

Wykorzystanie generatywnej sztucznej inteligencji w praktyce prawniczej rośnie, ale wraz z tym pojawiają się nowe zagrożenia – od halucynacji modeli językowych po ryzyka związane z ochroną danych. O tym, dlaczego nie należy bezkrytycznie ufać odpowiedziom AI mówi dr Agnieszka Skorupka, adwokat, Wydział Prawa i Komunikacji Społecznej we Wrocławiu Uniwersytetu SWPS.

Powszechny dostęp do dużych modeli językowych (ang. large language model, LLM) zmienił sposób, w jaki środowisko prawnicze podchodzi do technologii cyfrowych. Momentem przełomowym stało się uruchomienie ChatGPT, który zadebiutował na rynku w listopadzie 2022 roku. Od tego czasu pojawiało się wiele ogólnodostępnych chatbotów (bezpłatnych lub w wersji płatnej), które dają każdemu użytkownikowi dostęp do narzędzi analizy i tworzenia tekstu.

– Polscy prawnicy, nie czekając na ogólne zalecenia, wytyczne czy standardy, niezależnie od tego, czy są adwokatami, radcami prawnymi czy sędziami, zaczęli wprowadzać narzędzia AI do swojej codziennej praktyki, aby zwiększyć wydajność pracy. Prawnicy wykorzystują ogólnodostępne chatboty m.in. do analizy dokumentów, tworzenia projektów pism i opinii, tłumaczenia tekstów, korekty językowej i stylistycznej oraz wyszukiwania orzecznictwa – zauważa dr Agnieszka Skorupka, adwokat, Wydział Prawa i Komunikacji Społecznej we Wrocławiu Uniwersytetu SWPS.

Potwierdzeniem częstego korzystania z narzędzia AI przez prawników są wyniki raportu “Future Ready Lawyer 2024” przygotowanego przez Wolters Kluwer. Zgodnie z badaniami 76 proc. prawników z działów prawnych i 68 proc. prawników z kancelarii prawnych korzysta z generatywnej sztucznej inteligencji przynajmniej raz w tygodniu (przy czym 35 proc. prawników z działów prawnych i 33 proc. prawników z kancelarii robi to codziennie)[1]. Ekspertka zauważa, że choć badanie “Future Ready Lawyer 2024” nie jest najnowsze, to dostarcza ważnych wniosków, ponieważ dokumentuje skalę wykorzystania generatywnej AI przez prawników w okresie, gdy narzędzia te dopiero wchodziły do powszechnego użytku w branży prawniczej. Warto podkreślić, że wykorzystywanie narzędzi AI w pracy prawników dotyczy nie tylko adwokatów i radców prawnych, ale również środowiska sędziowskiego.

– Według ostatnich medialnych doniesień ciekawym przykładem jest wykorzystanie chatbota AI przez sędziego Sądu Rejonowego w Brodnicy, który podczas rozprawy w sprawie o sankcję kredytu darmowego w sporze dotyczącym poprawności RRSO podanej przez bank, wykorzystał duży model językowy (Gemini) do zaprezentowania stronom dodatkowego wyliczenia RRSO[2]. Sędzia omówił sposób działania narzędzia AI i wprowadzone dane, podkreślając użycie wyłącznie abstrakcyjnych wartości liczbowych bez danych identyfikujących strony oraz zaznaczając, że celem nie było zastąpienie opinii biegłego[3] – przytacza ekspertka.

Skala problemu halucynacji w narzędziach AI

Obecne modele AI, zwłaszcza LLM, nie „myślą” ani nie „rozumieją” świata. Oznacza to, że generują one odpowiedzi w oparciu o statystyczne wzorce, przewidując prawdopodobieństwo kolejnego słowa w sekwencji i nie rozumieją treści. Ekspertka zauważa, że ten model działania trafnie opisuje koncepcja „stochastycznej papugi” (ang. Stochastic Parrot) wprowadzona w 2021 r. przez profesorów z Uniwersytetu Waszyngtońskiego[4]. Zgodnie z nią modele LLM jedynie naśladują ludzką komunikację, łącząc fragmenty tekstu z danych treningowych w statystycznie prawdopodobne sekwencje, podobnie jak papuga, która powtarza zasłyszane słowa bez zrozumienia ich znaczenia.

Stosowanie narzędzi generatywnej AI wiąże się z istotnym zagrożeniem, jakim jest zjawisko halucynacji, polegające na zmyślaniu przez algorytmy nieistniejących informacji, np. przepisów prawnych, wyroków czy literatury. Badacze z Uniwersytetu Standforda wykazali w 2024 r., że w wypadku popularnych LLM w zapytaniach dotyczących kwestii prawniczych modele halucynowały z częstotliwością od 69 proc. do 88 proc. przypadków[5].

Tymczasem dostawcy technologii prawniczych, tacy jak LexisNexis[6] czy Thomson Reuters[7], twierdzą, że udało im się znacząco ograniczyć, a nawet całkowicie wyeliminować ryzyko halucynacji dzięki zastosowaniu techniki RAG (Retrieval-Augmented Generation), czyli generowanie wspomagane wyszukiwaniem, które polega na „zakotwiczeniu” sztucznej inteligencji w wiarygodnych źródłach. Model, zamiast generować odpowiedź z własnej pamięci, najpierw przeszukuje zamkniętą bazę, odnajduje właściwe fragmenty i dopiero na ich podstawie tworzy tekst.

Ekspertka zauważa, że wyniki dostępnego badania oceniającego narzędzia do analizy prawnej oparte na technice RAG nie są już tak optymistyczne, jak obietnice dostawców. Choć liczba halucynacji jest mniejsza niż w przypadku ogólnych chatbotów, takich jak np. GPT-4, to badacze ze Stanford RegLab oraz Yale ISPS w 2025 r. ustalili, że specjalistyczne narzędzia od LexisNexis oraz Thomson Reuters zmyślają informacje w granicach od 17 do 33 proc. odpowiedzi[8].

– Z powyższych badań wynika, że nie należy bezgranicznie ufać odpowiedziom tworzonym przez generatywne modele AI i koniecznie trzeba weryfikować treści dostarczane przez te narzędzia. Ekspert od prawa nowych technologii Tomasz Prus[9] dodaje, że nie ma jednego standardu badania modeli AI pod kątem halucynacji, bo zależą one od tego, jak sformułowane jest pytanie. Zgadzam się z tym stwierdzeniem, ponieważ „walka z halucynacjami”, to nie jednorazowy „problem do rozwiązania”, ale stały proces zarządzania ryzykiem w pracy prawnika, który wymaga stworzenia wewnętrznych standardów pracy z narzędziami AI – wskazuje ekspertka z Uniwersytetu SWPS.

Ryzyka i szanse sztucznej inteligencji w prawie

Innym problemem pozostaje kwestia ochrony prywatności, ponieważ wprowadzanie poufnych danych klientów czy szczegółów akt sądowych do publicznych systemów naraża je na wyciek. Ponadto, ogólnodostępne modele często nie rozumieją subtelnych niuansów lokalnego systemu prawnego i mogą opierać się na nieaktualnych lub stronniczych bazach treningowych.

Ekspertka wskazuje, że świadomość tych ryzyk wymaga od kancelarii i działów prawnych wypracowania wewnętrznych standardów w zakresie korzystania z narzędzi AI. – Samorządy zawodowe również powinny opracować standardy branżowe. Przykładem jest Krajowa Izba Radców Prawnych, która w 2025 r. przygotowała rekomendacje dotyczące korzystania przez radców prawnych z narzędzi opartych na sztucznej inteligencji[10] – podkreśla ekspertka z Uniwersytetu SWPS.

Dr Agnieszka Skorupka zauważa również, że kluczowe znaczenie dla rzetelności odpowiedzi ma jakość danych, na których wytrenowano model – każda informacja oraz źródło wygenerowane przez chatbot wymagają skrupulatnej i samodzielnej weryfikacji przez prawnika.

– Obecnie najbardziej wartościowe i zawierające mniejsze ryzyka halucynacji są narzędzia – chatboty, które działają w oparciu o zweryfikowane źródła i są przystosowane do potrzeb zawodowych prawników. W konsekwencji, niezależnie od zaawansowania wybranego narzędzia, to na prawniku spoczywa pełna i wyłączna odpowiedzialność za treść i skutki pism, dokumentów oraz opinii napisanych przy wsparciu algorytmów – podsumowuje ekspertka.

[1] Future Ready Lawyer 2024, Innowacje prawnicze: wkroczyć w przyszłość czy zostać w tyle?, Raport Wolters Kluwer, 2024, s. 5, https://www.wolterskluwer.com/pl-pl/know/future-ready- lawyer-2024, dostęp: 5.02.2026 r.

[2] Rzeczywista Roczna Stopa Oprocentowania.

[3]https://serwisy.gazetaprawna.pl/orzeczenia/artykuly/10609233,sztuczna-inteligencja-juz-pomaga-w-postepowaniach-przed-sadem.html, dostęp: 5.02.2026 r.

[4] E. M. Bender, T. Gebru, A. McMillan-Major, S. Shmitchell, On the Dangers of Stochastic Parrots: Can Language Models Be Too Big?, [w:] In Proceedings of the 2021 ACM Conference on Fairness, Accountability, and Transparency, FAccT 2021, s. 610–623, https://doi.org/10.1145/3442188.3445922.

[5] Badacze skonstruowali zestaw zadań o różnym stopniu złożoności, od prostych pytań (np. o autora orzeczenia) po bardziej skomplikowane (np. ocena relacji precedensowej między dwoma sprawami). Przetestowano ponad 200 000 zapytań na trzech modelach językowych: GPT-3.5, Llama 2 oraz PaLM 2, uwzględniając różne wymiary analizy (poziom sądu, złożoność zadania, okres czasowy), https://hai.stanford.edu/news/hallucinating-law-legal-mistakes-large-language-models-are-pervasive, dostęp: 5.02.2026 r.

[6] LexisNexis Launches Lexis+ AI, a Generative AI Solution with Hallucination-Free Linked Legal Citations, https://www.lexisnexis.com/community/pressroom/b/news/posts/lexisnexis-launches-lexis-ai-a-generative-ai-solution-with-hallucination-free-linked-legal-citations, dostęp: 5.02.2026 r.

[7] J. Ju, Retrieval-augmented generation in legal tech, https://legal.thomsonreuters.com/blog/retrieval-augmented-generation-in-legal-tech/, dostęp: 5.02.2026 r.

[8] M. Dahl, V. Magesh, F. Surani, D. E. Ho, Hallucination-Free? Assessing the Reliability of Leading AI Legal Research Tools, “Journal of Empirical Legal Studies” 2025, vol. 22, s.216-242, https://doi.org/10.1111/jels.12413

[9] T. Prus, Halucynacje AI: nowe wyzwanie dla prawników, https://legalinn.pl/2025/12/22/halucynacje-ai-nowe-wyzwanie-dla-prawnikow/#:~:text=Niestety%2C%20modelom%20AI%20zdarza%20si%C4%99,odpowiedzi, dostęp: 5.02.2026 r.

[10] KIRP, Rekomendacje KIRP dotyczące korzystania z narzędzi opartych na sztucznej inteligencji przez radców prawnych, https://oirp.wroclaw.pl/rekomendacje-kirp-dotyczaca-korzystania-z-narzedzi-opartych-na-sztucznej-inteligencji-przez-radcow-prawnych, dostęp: 5.02.2026 r.

Bank Pekao z ponad 7 mld zł zysku netto w 2025 roku

0

Rosnąca dynamika portfela kredytowego, mocny wynik prowizyjny, skuteczna akwizycja klientów, zwłaszcza w bankowości dla firm przełożyły się na ponad 7 mld zł skonsolidowanego zysku netto Banku Pekao. Bank nadal rozwijał się dynamicznie w kanałach cyfrowych, a w czwartym kwartale, jak i całym roku, utrzymał niskie koszty ryzyka.

Raportowany zysk netto w 2025 roku wzrósł o 10 proc. do 7,015 mld zł. W samym czwartym kwartale raportowany zysk netto wyniósł 1,824 mld zł.

Rok 2025 był dla sektora okresem sprzyjających warunków makroekonomicznych, jednak poprawa naszych wyników była przede wszystkim efektem konsekwentnego wypełniania strategii i wzmacniania pozycji konkurencyjnej Banku Pekao. To rezultat zespołowej pracy m.in. w obszarze jakości relacji z klientami i sprawności procesów. Wchodząc w bardziej wymagający rok 2026 pozostajemy skoncentrowani na dalszej poprawie doświadczeń klientów, podnoszeniu efektywności operacyjnej i budowaniu trwałej wartości, z determinacją i jasnym poczuciem kierunku. Wzrost jako jeden z trzech filarów naszej strategii pozostanie bardzo istotnym motywatorem naszych działań we wszystkich liniach biznesowych – mówi Cezary Stypułkowski, prezes Banku Pekao.

Jednym z najważniejszych motorów wzrostu zysku Banku Pekao w 2025 roku był wzrost akcji kredytowej. Był on dwucyfrowy w kluczowych segmentach strategicznych. W skali całego minionego roku wolumen pożyczki gotówkowej  zwiększył się aż o 13 proc. przy 1,9 mld zł nowej sprzedaży netto w samym IV kwartale 2025 r. (co oznacza wzrost rok do roku o 16 proc.). Wolumen finansowań firm z segmentów MID+MŚP także poszedł w górę o 13 proc. A w przypadku kredytów korporacyjnych ogółem wzrost przekroczył 11 proc.

We wspomnianym, kluczowym segmencie MID rekordowa była akwizycja nowych klientów: 1,1 tys. pozyskanych nowych klientów oznacza 26 procent przyrostu wobec 2024 roku. Ale bardzo dobre rezultaty w zakresie rozbudowy bazy klientów zostały też osiągnięte w bankowości detalicznej – otwartych zostało blisko 500 tys. nowych rachunków, w tym 173 tys. dla młodych klientów do 26. roku życia. Bank w strategii zapisał plan zwiększenia liczby młodych klientów do 1,4 miliona w 2027 roku z 1,1 miliona w 2024 roku.

Pozycja kapitałowa Banku Pekao pozostaje tradycyjnie bardzo dobra. Na koniec 2025 roku łączny współczynnik kapitałowy grupy (TCR) wyniósł 16,4 proc., a Tier1 15,0  proc. W obydwu przypadkach znajdowały się one bardzo wyraźnie powyżej regulacyjnych minimów.

Wiosną minionego roku Bank Pekao ogłosił strategię do 2027 roku. ROE na koniec okresu objętego planem ma wynosić powyżej 18 proc., C/I być poniżej 35 proc. a aktywnych klientów mobile ma być 4,4 miliona. Na koniec 2025 te wskaźniki wynosiły odpowiednio 21,4 proc.; 34,5 proc. (ale 32,2 proc. z wyłączeniem składki na Bankowy Fundusz Gwarancyjny) oraz 3,72 mln w przypadku aktywnych użytkowników bankowości mobilnej.

Koszty ryzyka znalazły się w 2025 na niskim poziomie 39 pb, a zakładany CoR na koniec 2027 roku ma wynieść 65-75 pb.

KRASP: potrzebujemy stabilnego finansowania i równości szans w europejskiej przestrzeni nauki

Nowy budżet UE dla badań i innowacji ma wynieść 175 mld euro. To największe w historii unijne wsparcie dla nauki. Podczas spotkania z unijnymi komisarzami polska delegacja zgodnie podkreślała potrzebę stabilnego finansowania, równych zasad wynagradzania naukowców oraz zwiększenia udziału Polski w kolejnej odsłonie programu Horyzont Europa.

Trwają negocjacje w sprawie największego w historii unijnego programu dla nauki i innowacji. Chodzi o kolejną odsłonę programu Horyzont Europa, który ruszy w 2028 roku. Na jego realizację Komisja Europejska zamierza przeznaczyć 175 miliardów euro.

W związku z negocjacjami polskie stanowisko w rozmowach z Piotrem Serafinem, komisarzem ds. budżetu oraz Ekateriną Zaharievą, komisarz ds. startupów, badań i innowacji przedstawiła delegacja z udziałem Marcina Kulaska, ministra nauki i szkolnictwa wyższego, Krystyny Szumilas, przewodniczącej sejmowej Komisji Edukacji i Nauki, Dariusza Wieczorka, zastępcy przewodniczącego komisji oraz prof. Bogumiły Kaniewskiej, przewodniczącej Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich.

Polska delegacja mówiła jednym głosem. Wskazała na potrzebę domykania luki naukowej i innowacyjnej wewnątrz Unii oraz budowania szans dla innowacyjnych małych i średnich firm. Podczas rozmów sporo uwagi poświęcono korzyściom wynikającym z rozwoju technologii dual-use, a także konieczności zapewnienia sprawiedliwych wynagrodzeń naukowców w finansowanych projektach.

Rozmawialiśmy o potencjale polskich uczelni, o potrzebie stabilnego i przewidywalnego finansowania badań oraz o tym, jak skutecznie wykorzystywać środki europejskie, aby wzmacniać naszą konkurencyjność i międzynarodową współpracę – mówi prof. Bogumiła Kaniewska, przewodnicząca KRASP.

Przełomowy moment

– Komisja Europejska położyła na stole bardzo ambitną propozycję. Państwa członkowskie negocjują teraz w Radzie swoje stanowisko wobec tej propozycji. A pod koniec roku do gry wkroczy także Parlament Europejski. To czas, by umówić się na strategiczną wizję wspierania rozwoju nauki i innowacji na naszym kontynencie –zauważył minister Marcin Kulasek w trakcie spotkania w brukselskiej siedzibie Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Szef resortu nauki i szkolnictwa wyższego podkreślił, że w zbliżającym się programie należy docenić potencjał innowacyjny i badawczy tych państw, które jednocześnie pełnią rolę unijnej flanki wschodniej.

– Rozwój sektora badawczego i technologii strategicznych w tych krajach to inwestycja w bezpieczeństwo całej Wspólnoty – stwierdził minister Marcin Kulasek.

Potrzeba równych zasad

Polska delegacja była zgodna również co do tego, że zwiększenie budżetu w ramach nowej odsłony programu Horyzont Europa musi iść w parze z bardziej sprawiedliwymi i przejrzystymi zasadami finansowania. Wskazano przy tym na zacierający się podział ekonomiczny między Zachodem a krajami z krótszym stażem w strukturach UE, a z drugiej strony – na wciąż występujący różny poziom wynagrodzeń dla naukowców w programie Horyzont Europa. To zaś było podstawą do przedstawienia postulatu, by specjaliści byli wynagradzani na sprawiedliwych zasadach.

Nierówności w poziomie finansowania oraz różnice płacowe w programach europejskich utrudniają przyciąganie talentów i osłabiają konkurencyjność uczelni z państw o krótszym stażu w UE. Nowa perspektywa budżetowa powinna te dysproporcje realnie ograniczać – mówi prof. Bogumiła Kaniewska, przewodnicząca KRASP.

Technologie dual-use i bezpieczeństwo Europy

Jednym z ważnych wątków rozmów polskiej delegacji z unijnymi komisarzami był rozwój technologii podwójnego zastosowania (dual-use), łączących potencjał cywilny i obronny. W kontekście rosnących wyzwań geopolitycznych inwestycje w badania nad technologiami strategicznymi są postrzegane jako element budowania odporności i bezpieczeństwa całej europejskiej wspólnoty.

Polska fotonika, robotyka, fizyka kwantowa, optyka, matematyka i informatyka – to jest światowa czołówka. Do konkurencji o granty w technologiach podwójnego zastosowania chcemy wkroczyć bez kompleksów, dobrze przygotowani. Musimy odblokować potencjał Horyzontu w zakresie badań na rzecz obronności, jednocześnie chroniąc jego cywilny charakter, przestrzegając norm etycznych i respektując wartości europejskie. Polska z przekonaniem podkreśla konieczność zabezpieczenia tej równowagi – zaznacza minister Marcin Kulasek.

Udział Polski na miarę potencjału

Polskie uczelnie aktywnie uczestniczą w programie Horyzont Europa, ale ambicją środowiska akademickiego jest udział odpowiadający realnemu potencjałowi polskiej nauki.

Jak podkreśla przewodnicząca KRASP, kluczowe znaczenie ma partnerski dialog między instytucjami unijnymi, rządem a środowiskiem akademickim.

Tylko dzięki dialogowi możliwe będzie budowanie silnej, odpowiedzialnej i nowoczesnej europejskiej przestrzeni nauki – opartej na jakości badań, równości szans i długofalowej stabilności finansowania – podsumowuje prof. Bogumiła Kaniewska.

Regionalne biura w 2025: popyt +8% r/r, podaż rekordowo niska, pustostany spadają do 16,9%

Jak wynika z najnowszego raportu największej polskiej firmy doradczej na rynku nieruchomości komercyjnych AXI IMMO pt.: Rynek biurowy w regionach 2025”, w 2025 roku popyt na powierzchnie biurowe w największych miastach regionalnych (Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Katowice, Łódź, Szczecin i Lublin) osiągnął w 2025 roku poziom 770 000 mkw., przy rekordowo niskiej nowej podaży wynoszącej zaledwie 20 000 mkw. Całkowite zasoby rynku wynoszą 6,72 mln mkw., a średni wskaźnik pustostanów po raz pierwszy od kilku lat spadł do 16,9%. Według analityków AXI IMMO regionalne rynki biurowe wchodzą w fazę dojrzewania, w której najemcy są bardziej świadomi, a decyzje podejmowane są na podstawie długoterminowych strategii. Jednocześnie rośnie znaczenie jakości budynków, efektywności energetycznej i elastyczności aranżacji przestrzeni.

Jak pokazują dane z raportu pt.: „Rynek biurowy w regionach 2025”, który dotyczy sytuacji na rynkach biurowych największych polskich miast poza Warszawą, Dział Badań i Analiz Rynkowych AXI IMMO wskazuje, że w 2025 roku popyt na powierzchnie biurowe w miastach regionalnych osiągnął 770 000 mkw., (+8% r/r.) Z kolei popyt netto wyniósł 370 000 mkw.  (+5% r/r) składał się z nowych umów najmu (38%), ekspansji (7%) oraz powierzchni przeznaczonej na użytek własny właściciela (3%). Wśród największych transakcji w całym 2025 r. należy wskazać m.in. przedłużenie firmy Shell w kompleksie DOT Office w Krakowie (22 900 mkw.), a Motorola Solutions ponownie wynajęła 17 100 mkw. w kompleksie Green Office w Krakowie.  Jedną z największych nowych transakcji był najem 8600 mkw. przez firmę Warta w Grundmanna Office Park A w Katowicach.

Emilia Trofimiuk, Research Manager, Dział Badań i Analiz Rynkowych, AXI IMMO, mówi: „ W 2025 r. firmy coraz częściej analizowały efektywność biur – optymalizowały metraże i poszukiwały lokalizacji, które zapewniają dobrą komunikację, dostęp do usług oraz możliwość elastycznego skalowania działalności. W wielu miastach obserwowano również wzrost zainteresowania powierzchniami w budynkach o wyższym standardzie technicznym, co wpisuje się w szerszy trend modernizacji zasobów biurowych. Najemcy byli najbardziej aktywni w IV kwartale ubiegłego roku, który odpowiadał za 32% całorocznego wolumenu. W strukturze transakcji dominowały renegocjacje i przedłużenia – 52%. Największą aktywność odnotowano w Krakowie, Wrocławiu i Trójmieście. Najsilniejsze sektory popytu to IT, usługi dla biznesu oraz produkcja”.

 Ograniczona nowa podaż w 2025 roku była konsekwencją zarówno wysokich kosztów finansowania, jak i ostrożności deweloperów, którzy wstrzymywali decyzje o rozpoczęciu budów do momentu poprawy wskaźników pustostanów. Całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w miastach regionalnych wynoszą obecnie 6,72 mln mkw. Nowa podaż natomiast osiągnęła rekordowo niski poziom – jedynie 20 000 mkw. (-83% w r/r), a największym nowym obiektem biurowym oddanym do użytku w referowanym okresie była Stella Office w Krakowie (9900 mkw.) wybudowana przez Grupę Zasada. W budowie pozostaje 240 000 mkw. (+4% r/r), głównie w Poznaniu i Krakowie, gdzie realizowane są projekty zaplanowane do oddania w 2026 roku.

W wyniku niskiej aktywności deweloperów po raz pierwszy od kilku lat na regionalnych rynkach biurowych w Polsce odnotowano istotny spadek pustostanów – średni wskaźnik wyniósł 16,9% (-0,9 p.p. r/r). Najwyższe poziomy wolnej powierzchni występują w Katowicach, najniższe w Szczecinie. Sytuacja nie miała jednak znaczenia w kontekście oczekiwanych stawek. Czynsze ofertowe w większości obiektów pozostały stabilne i mieszczą się w przedziale 8,00–18,50 EUR/mkw./m-c.

Emilia Trofimiuk, Research Manager, AXI IMMO, komentuje: „Katowice i Wrocław pozostają miastami o najwyższych wskaźnikach pustostanów. Z kolei Szczecin i Lublin wyróżniają się najniższym poziomem wolnej powierzchni, co przekłada się na węższe przedziały czynszowe i większą stabilność stawek czynszów.”.

Rynek regionalny biur – prognozy na najbliższą przyszłość

Karolina Słysz, Head of Regional Markets, Office Agency, AXI IMMO, podkreśla: „W perspektywie kolejnych lat oczekiwane jest utrzymanie stabilnego poziomu popytu na rynkach regionalnych, przy jednoczesnej zmianie jego struktury sektorowej. Udział firm z sektora BPO/SSC może stopniowo maleć, natomiast większe znaczenie zyskają branże produkcyjne oraz konsumenckie. Taka dywersyfikacja źródeł popytu może pozytywnie wpłynąć na odporność rynków regionalnych na wahania koniunktury oraz sprzyjać bardziej równomiernemu rozłożeniu aktywności najemców pomiędzy poszczególne miasta. Jednocześnie ograniczona liczba nowych projektów deweloperskich oraz rosnące znaczenie elastycznych form najmu, takich jak biura serwisowane i coworkingi, będą w średnim terminie kształtować strukturę dostępnej oferty. Właściciele obiektów o wyższym poziomie pustostanów coraz częściej analizują alternatywne scenariusze wykorzystania nieruchomości, w tym konwersje na funkcje mieszkaniowe, akademickie lub medyczne, co może przyczynić się do dalszej selekcji jakościowej podaży na rynkach regionalnych.”

W 2026 roku rynek biurowy w miastach regionalnych będzie funkcjonował w warunkach ograniczonej nowej podaży, co w połączeniu z rosnącym popytem może prowadzić do dalszego spadku pustostanów. Struktura popytu będzie w dużej mierze oparta na mniejszych i średnich najemcach, co jest kontynuacją trendu widocznego w 2025 roku, kiedy średnia nowa umowa wynosiła 700 mkw., a największą aktywność generowały renegocjacje i przedłużenia.

Nowa broń przedsiębiorców – interpretacja indywidualna Głównego Inspektora Pracy

0

Najnowszy projekt ustawy nowelizującej przepisy o Państwowej Inspekcji Pracy przewiduje wprowadzenie nowej instytucji w postaci tzw. interpretacji indywidualnej wydawanej przez Głównego Inspektora Pracy. Pomysł ten może okazać się niezwykle ciekawym rozwiązaniem, gdyż może pozwolić podmiotowi zatrudniającemu na zweryfikowanie istniejącego u niego stanu faktycznego i prawnego oraz ewentualne skorygowanie go. Warto więc zapoznać się z głównymi założeniami tego rozwiązania.

Wniosek o wydane interpretacji indywidualnej

Zgodnie z nowym przepisem art. 14b ust. 1 ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy na wniosek podmiotu zatrudniającego Główny Inspektor Pracy będzie wydawał tzw. interpretację indywidualną w zakresie stosowania przepisów prawa pracy dotyczących ustalanie czy przedstawiony we wniosku stosunek prawny stanowi umowę o pracę w rozumieniu dyspozycji art. 22 § 1 Kodeksu pracy. Nowe przepisy przewidują, że do obligatoryjnych elementów wniosku należeć będą przede wszystkim dane identyfikujące wnioskodawcę, opis stanu faktycznego lub zdarzenia przyszłego, wskazanie przepisów, które mają być przedmiotem interpretacji oraz przedstawienie własnego stanowiska w sprawie. Dodatkowo wniosek o wydanie podlega opłacie wysokości 40 zł, którą wnosi się wraz ze złożeniem wniosku. Warto zwrócić uwagę, że zgodnie z projektowanymi przepisami jedynym podmiotem uprawnionym do złożenia wniosku o wydanie interpretacji jest podmiot zatrudniający, a nie zaś druga strona stosunku zatrudnienia.

Termin na wydanie i treść interpretacji indywidualnej

Po zapoznaniu się z treścią wniosku Główny Inspektor Pracy będzie zobowiązany będzie do wydania interpretacji indywidualnej we wnioskowanej sprawie, co powinno nastąpić nie później niż w terminie 30 dni od dnia otrzymania kompletnego wniosku. Sama interpretacja indywidualna będzie zawierała ocenę stanowiska wnioskodawcy z przytoczeniem przepisów prawa oraz ich wykładni. Należy jednak pamiętać, że jeśli ustalony przez inspekcję pracy w czasie kontroli stan faktyczny będzie się różnił od tego opisanego we wniosku, to Główny Inspektor Pracy może inaczej ocenić daną sytuację niż wnioskodawca. Interpretacja indywidualna powinna zawierać wyczerpujący opis przedstawionego we wniosku zaistniałego stanu faktycznego lub zdarzenia przyszłego oraz wskazanie prawidłowego stanowiska wraz z uzasadnieniem prawnym oraz z pouczeniem o prawie wniesienia środka zaskarżenia.

Sądowa kontrola prawidłowości interpretacji

Interpretacje indywidualne wydawane przez Głównego Inspektora Pracy będą podlegały sądowej kontroli ich prawidłowości, to jest podmiot zatrudniający niezadowolony z treści takiej interpretacji będzie mógł próbować ją zmienić przed sądem. Już dzisiaj podobne rozwiązanie istnieje w przypadku interpretacji wydawanych przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych w sprawach ubezpieczeniowych. Zgodnie bowiem z nowymi przepisami samo udzielenie interpretacji będzie następowało w drodze decyzji, od której wnioskodawcy służyć będzie odwołanie do właściwego sądu pracy.

Zasada jawności zanonimizowanych interpretacji indywidualnych

Zgodnie z nowymi przepisami Główny Inspektor Pracy będzie zobowiązany do niezwłocznego zamieszczenia w Biuletynie Informacji Publicznej, na swojej stronie internetowej wydane interpretacje indywidualne. Jednakże będą musiały zostać one zanonimizowane, to jest zostaną z ich treści usunięte dane identyfikujące podmiot zatrudniający oraz inne podmioty wskazane w treści interpretacji indywidualnej.

Charakter prawny interpretacji indywidualnej

Może to niektórych zadziwić, ale interpretacja indywidualna nie będzie wiążąca dla podmiotu zatrudniającego, to jest nie będzie musiał się do niej zastosować. Jednakże podmiot zatrudniający nie będzie mógł być obciążony sankcjami administracyjnymi, finansowymi lub karami w zakresie, w jakim zastosował się do uzyskanej interpretacji indywidualnej ani daninami w wysokości wyższej niż wynikające z uzyskanej interpretacji indywidualnej. Powyższe rozwiązanie niewątpliwe stanowi wartości tej instytucji interpretacji indywidualnej dla podmiotu zatrudniającego. Natomiast ta sama interpretacja indywidualna będzie wiążąca dla Państwowej Inspekcji Pracy i będzie mogła być zmieniona lub uchylona wyłącznie w razie zmiany okoliczności sprawy. Ponadto, nie będzie możliwa zmiana interpretacji, w wyniku której nastąpiły nieodwracalne skutki prawne.

Praktyka pokaże

Jak widać z powyższego zestawienia najważniejszych charakterystyk nowego planowanego rozwiązania, przedsiębiorcy powinni zyskać nowe narzędzie pozwalające na uzyskanie ochrony prawnej funkcjonujących u nich rozwiązań. Instytucja interpretacji indywidualnej wydaje się ciekawym i pożądanym rozwiązaniem chociaż oczywiście o jej znaczeniu i sukcesie decydować będą nie tylko profesjonalne przygotowanie wniosków o wydanie interpretacji indywidualnych, ale także sposób podejścia organów Państwowej Inspekcji Pracy do tego zagadnienia. Pierwsze miesiące praktycznego funkcjonowania tej instrukcji powinny pozwolić na jej ocenę.

Ceny kawy w sklepach wystrzeliły w 2025 r. Co dalej w 2026?

Analiza ponad 44 tys. cen detalicznych wykazała, że w ub.r. kawa mielona zdrożała rdr. o 30,1%, a rozpuszczalna – o 15,7%. Jak informują autorzy analizy, arabika, z której produkowana jest kawa mielona, podrożała o ok. 100% w ciągu roku. W tym czasie robusta, będąca głównym składnikiem kawy rozpuszczalnej, zaliczyła skok o ok. 50%. Do tego długoterminowe kontrakty i wyższe marże producentów amortyzowały presję kosztową na kawę rozpuszczalną. Eksperci prognozują, że w I półroczu br. obecne ceny kawy mielonej wzrosną rdr. o 4-8%, a rozpuszczalnej – o 2-5%. W skali całego roku oczekują podwyżek odpowiednio o 3-7% i 1-4% rdr. Te zakresy będą wrażliwe na kurs dolara i koszty logistyki. W tegorocznym scenariuszu bazowym znawcy rynku zakładają stabilizację i niewielkie korekty cen, o ile nie pojawią się nowe zaburzenia podaży lub nie osłabnie złoty.

Według analizy ponad 44 tys. cen detalicznych, w całym zeszłym roku w stosunku do 2024 roku kawa mielona zdrożała rdr. o 30,1%, a rozpuszczalna – o 15,7%. Dane pochodzą z cyklicznie wydawanego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, Uniwersytetów WSB Merito i UCE RESEARCH.

– Kawa rozpuszczalna jest bardziej przetworzona i uboższa w główny surowiec niż mielona. Kiedy on zdrożał, mocniej odczuł to ten drugi segment. Ponadto kawa rozpuszczalna jest w głównej mierze oparta na robuście, czyli na tańszym gatunku ziaren. Dane International Coffee Organization wskazują, że wzrost cen tego surowca nie był aż tak trwały i gwałtowny jak w przypadku arabiki, stanowiącej dominujący składnik kaw mielonych. Między marcem 2024 roku i marcem 2025 roku robusta zdrożała o ok. 50%, czyli dokładnie dwukrotnie mniej niż ta druga – mówi dr Marek Szymański z Uniwersytetu WSB Merito.

Jak zauważa Łukasz Moszyński, jeden z konsultantów merytorycznych raportu w Grupie BLIX, ceny arabiki mocno wzrosły wskutek problemów podażowych i zmienności na rynkach globalnych. Dodatkowo handel szybciej przeniósł na sklepową półkę rosnące koszty energii, logistyki i finansowania kawy mielonej, bo ma mniejsze bufory marżowe niż rozpuszczalna.

– Kawa mielona jest w Polsce bliżej marek premium, a to właśnie w tym segmencie łańcuch dostaw był w ostatnich kwartałach najbardziej napięty. To przełożyło się na wyższe ceny zakupu i mniejszą skłonność do głębokich promocji. Poza tym większy udział kaw speciality i asortymentu świeżo mielonego podnosi średnią cenę kategorii niezależnie od samego surowca – stwierdza Julita Pryzmont, konsultantka merytoryczna raportu z Hiper-Com Poland.

Zdaniem Marcina Lenkiewicza, drugiego z konsultantów merytorycznych raportu w Grupie BLIX, kawa rozpuszczalna drożała wolniej również dzięki długoterminowym kontraktom i wyższym marżom producentów, które pozwoliły amortyzować presję kosztową. Sieci handlowe ograniczały promocje w segmencie kaw mielonych, utrwalając wyższe ceny bazowe, podczas gdy w przypadku kawy rozpuszczalnej presja cenowa konsumentów skuteczniej „hamowała” skalę podwyżek.

– Z perspektywy handlu obecny poziom cen kawy należy traktować jako etap przejściowy. Część wzrostów została już zakotwiczona w strukturze kosztów i marż, więc powrotu do cen sprzed 2024 roku nie będzie, ale dalsza dynamika zależy od stabilizacji podaży surowca i kosztu pieniądza. W najbliższym czasie handel będzie testował elastyczność popytu poprzez promocje i zmiany pack-price, co może ograniczyć tempo wzrostów, ale nie oznacza realnych obniżek cen bazowych – uważa Łukasz Moszyński.

W 2026 roku kluczowa będzie dostępność surowca i stabilność zbiorów, bo to one w pierwszej kolejności wyznaczają punkt wyjścia do negocjacji cenowych, co podkreśla Marcin Lenkiewicz. I dodaje, że drugim istotnym czynnikiem pozostaną koszty finansowania i kursy walut. Po stronie handlu coraz większe znaczenie będą miały zachowania konsumentów. Większa wrażliwość cenowa, migracja do promocji i marek własnych ograniczą przestrzeń do dalszych podwyżek cen bazowych i przeniosą konkurencję w obszar pack-price i intensywności promocji.

Jak informuje dr Marek Szymański, ceny giełdowe kawy w ub.r. były dość zmienne, lecz bez wyraźnego trendu wzrostowego. Większość presji kosztowej została już skonsumowana, więc w tym roku nie powinno być szoków cenowych. Wciąż jednak mielona arabika jest bardziej narażona na wzrosty cen w porównaniu z rozpuszczalną kawą, opartą o robustę. Dane International Coffee Organization wskazują na wzrost udziału tej drugiej w światowym eksporcie. To pozwala uznać, że presja w tym obszarze będzie niższa. Ale warto także pamiętać o tym, że koszty kawy rozpuszczalnej są wrażliwe na inne stresory, np. koszty energii.

– W I półroczu br. najbardziej prawdopodobne są wzrosty obecnych średnich cen kawy mielonej o 4-8% rdr. Kawa rozpuszczalna zdrożeje o 2-5% rdr. w stosunku do aktualnych kosztów zakupów. W skali całego 2026 roku oczekiwałabym 3-7% w przypadku mielonej i 1-4% – rozpuszczalnej, przy czym ryzyko górnego wariantu dotyczy wciąż bardziej mielonej. Tu czynnik jakościowy i słabsza elastyczność cenowa szybciej podnoszą średnią. Te zakresy są wrażliwe na kurs dolara i koszty logistyki. Mocniejszy złoty i stabilniejszy fracht mogłyby zejść z dynamiką o 1-2 p.p. – analizuje Julita Pryzmont.

W opinii Łukasza Moszyńskiego, istotnym sygnałem jest to, że na początku roku ceny kawy na rynkach światowych są niższe rdr. i wyraźnie poniżej szczytów z ub.r. Notowania kawy są dziś ok. 7% niżej rdr. i poniżej szczytów z początku 2025 roku. To ogranicza presję na natychmiastowe podwyżki w sklepach, szczególnie w I półroczu, choć ryzyko nadal jest większe w segmencie kawy mielonej, bardziej wrażliwej na kursy walut i koszty finansowania zapasów. W tegorocznym scenariuszu bazowym ekspert zakłada stabilizację lub niewielkie korekty cen, o ile nie pojawią się nowe zaburzenia podaży lub silne osłabienie złotego.

– Stabilizacja lub korekta wymagają lepszej perspektywy podaży w najbliższym cyklu, umocnienia złotego wobec dolara oraz utrzymania wysokiej intensywności promocyjnej w największych formatach. W takim scenariuszu dynamika w II połowie roku mogłaby zbliżyć się do niskich jednocyfrowych wartości, a w wybranych segmentach i sieciach pojawiłyby się okresowe spadki nominalne wobec wysokiej bazy 2025 roku. Scenariusz odwrotny, czyli powrót presji cenowej, jest możliwy przy utrzymujących się napięciach surowcowych i słabszej walucie – wyjaśnia Julita Pryzmont.

Ekspert z Uniwersytetu WSB Merito za najbardziej prawdopodobny uważa scenariusz stabilizacji, choć więcej będzie można powiedzieć, gdy producenci kawy spożywczej ogłoszą dane za cały rok 2025. Jak podsumowuje ekspertka z Hiper-Com Poland, dla konsumenta to będzie rok miękkiego hamowania. Ceny pozostaną podwyższone, a odczucie ulgi zależeć będzie od głębokości i częstotliwości promocji. W handlu wygrają ci, którzy zbalansują architekturę cen dziennych z dobrze zaprojektowaną polityką promocyjną, wykorzystają markę własną do łagodzenia kosztów i precyzyjnie zarządzą proporcjami między markami własnymi i producenckimi, rodzajami kawy oraz wielkościami opakowań.


***
Opis metody analitycznej/badawczej

Dane pochodzą z cyklicznego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH” (powstającego co miesiąc od ponad 9 lat), autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetów WSB Merito (dawniej Wyższych Szkół Bankowych). Powyższy raport powstał we współpracy agencji analityczno-badawczej Hiper-Com Poland i Grupy BLIX.

Analiza pokazuje średnią wartość cenową, notowaną miesiąc do miesiąca i rok do roku. W najnowszej odsłonie porównano wyniki z całego 2025 roku oraz 2024 roku. Łącznie zestawiono ze ponad 44 tys. cen detalicznych kawy. Badaniem objęto wszystkie na rynku dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience oraz cash&carry docierające ze swoją ofertą do większości konsumentów w Polsce.

Corendon Airlines uruchamia loty do Hurghady z Warszawy i Katowic. Start 1 listopada 2026

Corendon Airlines konsekwentnie rozwija swoją obecność na polskim rynku i ogłasza uruchomienie nowego kierunku do Hurghady w Egipcie. Połączenia realizowane będą z dwóch miast – Warszawy oraz Katowic – dwa razy w tygodniu. Start lotów przewidziano na 1 listopada 2026r.

Rejsy do Hurghady z Warszawy będą odbywać się w środy i soboty, a loty powrotne z Hurghady do Warszawy również zaplanowano na środy i soboty.

Analogiczny rozkład obowiązywać będzie dla połączeń z Katowic – w środy i soboty w obie strony.

Sprzedaż biletów ma ruszyć w ciągu najbliższych dwóch tygodni. Nowe rejsy będą obsługiwane sprawdzonym samolotem Boeing 737-800, w konfiguracji mieszczącej 189 pasażerów.

Polska odgrywa obecnie kluczową rolę w strategii rozwoju Corendon Airlines. Dynamiczny wzrost zainteresowania kierunkami wakacyjnymi oraz silna współpraca z partnerami lokalnymi sprawiają, że przewoźnik traktuje nasz kraj jako jeden z najważniejszych punktów na mapie ekspansji.

Polska jest dziś dla nas strategicznym rynkiem rozwoju. Widzimy ogromny potencjał zarówno w segmencie turystycznym, jak i we współpracy długofalowej z partnerami biznesowymi oraz sportowymi. Uruchomienie połączeń do Hurghady z Warszawy i Katowic to kolejny krok w umacnianiu naszej obecności w regionie Europy Środkowo-Wschodniej – mówi Yildiray Karaer, CEO Corendon Airlines.

Nowa trasa do Hurghady to kolejny etap rozbudowy siatki połączeń z Polski. Wcześniej linia wprowadziła do oferty loty do Heraklionu na Krecie, które spotkały się z bardzo pozytywnym odbiorem rynku i wysokim zainteresowaniem pasażerów.

Linia planuje także dalszą rozbudowę siatki połączeń z Polski w kolejnych sezonach. W przygotowaniu są nowe kierunki turystyczne w Afryce Północnej oraz w regionie basenu Morza Śródziemnego, co dodatkowo wzmocni ofertę wakacyjną przewoźnika i jego pozycję na rynku wyjazdów wypoczynkowych.

Konsekwentnie rozwijamy ofertę z polskich lotnisk, odpowiadając na rosnące zapotrzebowanie na sprawdzone, atrakcyjne kierunki wypoczynkowe. Hurghada to naturalne uzupełnienie naszej siatki połączeń i kolejny krok w budowaniu silnej pozycji Corendon Airlines w Polsce – podkreśla Halina Strzyżewska, Country Sales Manager.

Corendon Airlines stawia również na współpracę strategiczną w obszarze sportu i aktywnego stylu życia. Linia jest partnerem Górnika Zabrze oraz Polskiej Federacji Golfa, wspierając rozwój sportu i promując podróże jako element nowoczesnego, aktywnego trybu życia. Partnerstwa te wpisują się w długofalową strategię budowania rozpoznawalności marki oraz silnych relacji z polskimi kibicami i środowiskiem sportowym.

Uruchomienie połączeń do Hurghady to kolejny dowód na to, że Polska pozostaje jednym z najważniejszych rynków rozwoju Corendon Airlines, a przewoźnik konsekwentnie poszerza swoją ofertę, odpowiadając na potrzeby pasażerów poszukujących komfortowych i bezpośrednich lotów do popularnych destynacji wakacyjnych.

Polski rynek hotelowy przyspiesza: 2026 ma przynieść wyższy wolumen inwestycji niż 2025

Miniony rok był dobry dla sektora hotelowego zarówno pod względem operacyjnym, jak i inwestycyjnym. Spodziewamy się, że w 2026 r. wartość inwestycji będzie wyższa niż w 2025 r., ze względu na duże zainteresowanie sektorem „living”, w tym coraz większą popularność stabilnych aktywów hotelowych. Na polski rynek, do Warszawy i innych dużych miast, wchodzą nowe marki, w tym globalne brandy lifestylowe. Sprzyja temu rozwój i coraz silniejsza pozycja polskiej gospodarki, dostrzegana przez międzynarodowe podmioty.

Wyniki operacyjne na polskim rynku hotelowym w dużych miastach są coraz lepsze. Obserwowaliśmy to już w 2024 r., gdy liczba turystów wzrosła o ponad 7 proc. w ujęciu rocznym. W 2025 r. poziom liczby turystów dalej rósł. Wynik na koniec listopada 2025 r. pokazał wzrost turystów rok do roku o ponad 800 tysięcy podróżujących. Operatorzy pracują nad wzrostem średnich cen za pokój, co jest odpowiedzią na rosnące koszty operacyjne. Od strony popytowej sytuacja rynku hotelowego jest silnie powiązana z dobrą kondycją polskiej gospodarki. Polska wyróżnia się w regionie jako duży i stabilny rynek, z dużym popytem krajowym oraz systematycznym wzrostem liczby przyjazdów – zarówno krajowych, jak i międzynarodowych. Rozwijają się lotniska, a popyt generowany przez gości korporacyjnych pozostaje wysoki. Polska naturalnie pełni rolę regionalnego hubu biznesowego, co szczególnie widać w Warszawie, która jest postrzegana przede wszystkim jako miasto biznesowe, przy jednoczesnym silnym zapleczu turystycznym.

Stabilne obiekty przyciągają inwestycje

Rosnącemu obłożeniu hoteli towarzyszy coraz większe zainteresowanie inwestorów. Relatywnie niski na tle całego rynku nieruchomości wolumen transakcji hotelowych (65 mln euro w 2025 r.) wynika przede wszystkim z ograniczonej dostępności typowych produktów inwestycyjnych. Istotnym trendem jest rosnące zainteresowanie konwersjami biur na hotele – inwestorzy analizują takie projekty szczególnie w przypadku budynków z ograniczonym poziomem najmu.

W kolejnych kwartałach spodziewamy się wzrostu wolumenu transakcji hotelowych, szczególnie w przypadku obiektów posiadających solidne zabezpieczenia i sprawdzonych partnerów. Coraz więcej inwestorów dywersyfikuje swoje portfele w kierunku hoteli jako dynamicznie rozwijającej się klasy aktywów. Na przykład podmioty, które dotychczas koncentrowały się np. na sektorze magazynowym, zaczynają uwzględniać hotele w swoich strategiach. Widoczna jest również rosnąca aktywność polskiego kapitału, który postrzega hotele jako długoterminowy, stabilny produkt inwestycyjny, generujący zwrot w dłuższym horyzoncie. Liczymy także na wzrost aktywności operatorów specjalizujących się w zarządzaniu obiektami oraz dalszy rozwój marek lifestyle’owych i transakcji portfelowych na polskim rynku. Najlepsze perspektywy cenowe i inwestycyjne oferują obecnie Warszawa, Trójmiasto i Kraków.

Lifestyle jest coraz silniejszy

Na rynku pojawia się więcej nowych marek hotelowych, widać także ekspansję sieci już obecnych w Polsce. To sygnał dojrzałości rynku i gotowości na kolejne koncepty, w tym marki lifestyle’owe. Przykładem może być wejście na nasz rynek brandu The Hoxton, który otwiera pierwszy w kraju hotel w Krakowie. Granice pomiędzy segmentami i kategoriami hoteli coraz bardziej się zacierają – kluczowe znaczenie ma dopasowanie produktu do lokalnego rynku oraz poziomu cen, jaki dany obiekt jest w stanie uzyskać.