The Merge nie będzie oceniane na podstawie kilkudniowych wyników

Spadek wartości ethereum w ciągu ostatnich kilku dni będzie uznawany za dowód na niepowodzenie i przereklamowanie The Merge. Jednakże – jak każda inwestycja i każdy rynek – nie będzie oceniany na podstawie jedynie małego wycinka wyników.

The Merge był z natury długoterminową zmianą sposobu zarządzania siecią ethereum i wykorzystania jej zasobów. Obietnica cudownej zmiany z dnia na dzień jest przekleństwem dojrzałego, długoterminowego zrównoważonego rozwoju i powinna być traktowana z ostrożnością przez wszystkich obserwujących inwestorów.

Cena ethereum spadła poniżej niedawnego poziomu 1 400 dolarów, ale w grę wchodzi znacznie szerzej zakrojona walka rynkowa, która odwraca uwagę inwestorów od znaczących ulepszeń sieci. Zmienność cenowa dotyka całego sektora kryptowalut, a to za sprawą głównych czynników makroekonomicznych poza jego kontrolą – w taki sam sposób, w jaki akcje doświadczają znaczących wyprzedaży.

Inwestorzy rozważający swoją pozycję w tym momencie – ci, którzy mocno wierzą w długoterminowe przykłady użycia kryptowalut, takich jak bitcoin lub ethereum – powinni upewnić się, że są przygotowani na większą zmienność w przyszłości, ponieważ los gospodarki nie wydaje się jeszcze odwracać. Jednak długoterminowa teza inwestycyjna powinna być ważniejszym wskaźnikiem niż tylko ruch na rynku.

Simon Peters, analityk kryptowalut na platformie eToro

Trudność wydobycia bitcoina osiąga rekordowy poziom

Trudności wydobycia bitcoina i jego hashrate ustanowiły rekordy wszech czasów. ATH pojawiają się pomimo znacznej słabości ceny tokena. Hashrate bitcoina jest zasadniczo całkowitą mocą obliczeniową sieci, liczbą haseł generowanych i wypełnianych na sekundę.

Wskaźnik hashrate zazwyczaj wzrasta z powodu większej konkurencji między kopaczami. W tym przypadku, ATH może być sygnałem, że kopacze odchodzą od ethereum i przechodzą do innych kryptowalut proof-of-work, takich jak bitcoin. Taki trend, który trwa od kilku tygodni.

Duże grono kopaczy i wysoki poziom konkurencji w sieci, który wymusza wzrost hashrate jest zasadniczo dobrą rzeczą. Choć nie jest to skorelowane z ceną, to im więcej kopaczy w sieci, tym jest ona bezpieczniejsza. Jest to również sygnał, który jest powszechny w czasach bessy, kiedy wykorzystanie i rozwój zaplecza utrzymuje się pomimo nagłych spadków cen i może być interpretowany jako pozytywny wskaźnik długoterminowy.

Simon Peters, analityk kryptowalut na platformie eToro

The Merge to “niewypał”?

W zeszłym tygodniu, główne kryptowaluty, takie jak bitcoin i ethereum, znalazły się na nowych minimach. Stało się tak, ponieważ wyprzedaż wśród głównych aktywów, od złota po akcje, również popchnęła rynek kryptowalut w dół.

Bitcoin miał ciężki tydzień, mimo że we wtorek dotknął poziomu powyżej 22 000 dolarów po raz pierwszy od sierpnia tego roku. Największa na świecie kryptowaluta odnotowała gwałtowny spadek ceny w dalszej części tygodnia, osiągając wczoraj na platformie eToro niski poziom 18 105 dolarów, po tym jak seria negatywnych wskaźników ekonomicznych pogrążyła rynki. Obecnie, znajduje się w okolicach 19 100 dolarów.

Ethereum, tymczasem, doświadczyło podobnej wyprzedaży, z dodatkowym ciężarem oczekiwań wobec sieci ethereum związanym z The Merge. W zeszły wtorek, token znajdował się powyżej 1 700 dolarów, wczoraj jednak spadł do niskiego poziomu nieco poniżej 1 300 dolarów. Obecnie utrzymuje się w okolicach 1 350 dolarów.

Wydaje się, że The Merge miało pewien krótkoterminowy wpływ na cenę, ze znacznym spadkiem w bezpośrednim następstwie premiery. Ale patrząc szerzej, nawet na siedmiodniowe wyniki, obserwatorzy mogą zauważyć, że token wyraźnie porusza się ramię w ramię z innymi aktywami ryzyka w obliczu świeżych negatywnych wskaźników gospodarczych.

Simon Peters, analityk kryptowalut na platformie eToro

Deepfake: twarzą w twarz z nowym cyberzagrożeniem 

Wołodymyr Zelenskij nakazuje poddać się Ukrainie. Tom Cruise instruuje, jak używać detergentów, a Salvador Dali ożywa – co łączy te historie? To wierutna bzdura, a do jej stworzenia wykorzystano technologię deepfake.

Jeżeli ransomware nie dał wystarczająco popalić zespołom ds. bezpieczeństwa, to na horyzoncie pojawiło się nowe wyzwanie — fala cyfrowych oszustów używających tej technologii.

W marcu w mediach społecznościowych pojawiło się nagranie, na którym prezydent Ukrainy, Wołodymyr Żeleński wydaje polecenie swoim żołnierzom, aby poddali się siłom rosyjskim. Kapitulacja? W żadnym wypadku, to po prostu… deepfake. A to tylko jeden z wielu przykładów potencjalnych zagrożeń, jakie stworzyć może wykorzystanie tej technologii.

Ofiarami są nie tylko głowy państw, „żartownisie” upodobali sobie także gwiazdy kina i sportu, a nawet postaci historyczne. Na platformie TikTok opublikowano film z udziałem Toma Cruise’a, który doradzał, jak radzić sobie z detergentami podczas sprzątania. Film obejrzano ponad pół miliona razy, problem w tym, że jego główny bohater nigdy w nim nie uczestniczył.

Co więcej, obecnie rosnącą popularnością cieszy się socialmediowy trend Deep Nostalgia, polegający na tym, że przy użyciu technologii deepfake, opracowanej przez My Hertige i zdjęcia, internauci „ożywiają” zmarłe osoby i nagrywają swoje reakcje. Postać mruga oczami, prezentuje zadziwiająco realną mimikę twarzy, ciepło się uśmiecha, a w przede wszystkim wywołuje wzruszenie i łzy stęsknionej osoby.

Ślepa wiara

To znak, że zjawisko to staje się coraz bardziej zaawansowane i przybiera na sile. Poprzednie przypadki, które stawały się viralami, miały często charakterystyczne oznaki, że z materiałem jest coś nie tak, jak choćby nieporadne montaże czy nietypowa mimika lub gesty postaci.

Deepfake świetnie radzi sobie z naśladowaniem prawdziwych ludzi. Jest wielce prawdopodobne, że szybko stanie się to problemem dla wszystkich. Ta metoda wykorzystuje sztuczną inteligencję i techniki głębokiego uczenia do generowania sfałszowanych obrazów osób lub całych wydarzeń. Ataki tego typu wzrosły o 13% – w VMware Global Incident Response Threat Report, 66% respondentów stwierdziło, że miało z nimi do czynienia w ciągu ostatnich 12 miesięcy.

Rozwój technologii deepfake sprawia, że nietrudno wyobrazić sobie jej eksploatację przez cyberprzestępców, zwłaszcza w celu wyłudzenia pieniędzy. Zdaniem większości respondentów badania VMware ataki deepfake częściej przybierały formę wideo (58 proc.) niż audio (42 proc.), a do najpopularniejszych metod ich dostarczania należały: wiadomości e-mail (78%), mobilne przesyłanie wiadomości (57%), głos (34%), kanały social (34%).

Komplementarność cyberprzestępczości

Może i ransomware generuje więcej nagłówków, ale to włamania do firmowej poczty elektronicznej są obecnie najdroższym formatem cyberoszutsw — według szacunków FBI, każdego roku kosztuje to firmy miliardy dolarów. Cyberprzestępcy, wykorzystując wiadomości e-mail, włamują się na konta należące do przełożonych — ewentualnie sprytnie podszywają się pod ich adresy e-mail – i proszą pracowników o autoryzację dużych transakcji finansowych, które niejednokrotnie mogą opiewać na kwoty rzędu setek tysięcy.

Przykładowo: przełożony w prowadzonej korespondencji informuje, że pieniądze muszą zostać niezwłocznie wysłane, być może w ramach poufnej transakcji biznesowej, której nie wolno nikomu wyjawić. Jest to klasyczna sztuczka socjotechniczna nastawiona na zmuszenie ofiary do szybkiego przelania pieniędzy bez żądania potwierdzenia od kogokolwiek, kto mógłby zorientować się, że jest to fikcyjna dyspozycja. Nim ktokolwiek zdąży się zorientować, cyberprzestępcy i pieniądze rozpływają się w powietrzu.

Takie ataki są bardzo często skuteczne, niemniej wiele osób pozostaje podejrzliwymi wobec nietypowych, nagłych wiadomości od szefa. Gdyby jednak cyberprzestępcy mogli użyć deepfake’a do wystosowania swojej fikcyjnej prośby, wówczas ofiarom może być znacznie trudniej odmówić, ponieważ byliby przekonani, że rzeczywiście rozmawiają ze swoim szefem na kamerze. Niejedna organizacja umieszcza na swojej stronie internetowej listę kierownictwa wyższego szczebla. Członkowie zarządu często przemawiają na imprezach lub w mediach, więc z łatwością można znaleźć nagrania ich wystąpień.

Przestępcy mogliby, przy użyciu zaawansowanych technik uczenia głębokiego, wykorzystać publicznie dostępne informacje i materiały, aby stworzyć fałszywą postać np. członka zarządu. Następnie wykorzystując luki w poczcie elektronicznej, umówić rozmowę wideo z pracownikiem i poprosić go o dokonanie (fałszywej) transakcji. Jeśli ofiara uwierzy, że rozmawia ze swoim przełożonym, jest mało prawdopodobne, że odmówi wykonania polecenia. Oszuści wykorzystywali już sztuczną inteligencję, aby przekonać współpracowników, że rozmawiają przez telefon ze swoim szefem. Dodanie elementu wideo sprawi, że jeszcze trudniej będzie wykryć, że w rzeczywistości kontaktują się z oszustami.

Fałszywy obraz obnaża wady pracy zdalnej

Cyberprzestępcy używają deepfake’ów, aby ubiegać się o zdalne stanowiska pomocy technicznej IT, czyli role, które umożliwiałyby dostęp do wrażliwych danych osobowych pracowników i klientów, a te można by wykraść i wykorzystać. Co więcej, hakerzy będą wykorzystywać „fałszywe obrazy” i inne treści generowane przez AI do przeprowadzania obcych operacji wywierania wpływu.

Wprawdzie postęp technologiczny sprawia, że coraz trudniej jest odróżnić deepfake od autentycznego materiału wideo, ale FBI radzi by szukać w wideo wypaczeń obrazu, nienaturalnych ruchów głowy i tułowia, a także problemów z synchronizacją ruchów twarzy i ust czy towarzyszącym dźwiękiem. Sfałszowane wideo może bez trudu zostać nowym wektorem cyberprzestępczości, stąd powstrzymanie tego trendu będzie nie lada sztuką. Niewykluczone, że organizacje zostaną zmuszone do opracowania nowych zasad uwierzytelniania decyzji podczas spotkań online – zespoły Security Operations Center powinny baczniej monitorować i analizować stan bezpieczeństwa organizacji w tym aspekcie.

Zresztą to także wyzwanie dla wiarygodności pracy zdalnej — co to znaczy, że nie możemy wierzyć w to, co widzimy na ekranie?  Im bardziej firmy i ich pracownicy będą świadomi potencjalnych zagrożeń, jakie stwarza dziś deepfake, tym łatwiej będzie chronić się przed atakami — w przeciwnym razie mamy kłopoty.

Krzysztof Szukała, Inspektor Ochrony Danych Osobowych (ISC)2 CISSP w Grupie 3S

Szwedzi zaskakują, ale nie rynki

Inflacja producencka głównej gospodarki w Unii Europejskiej negatywnie zaskoczyła rynki. Jej wartość znacząco różni się od konsensusu. O wiele lepiej wskaźnik ten przedstawia się w Kanadzie. W Skandynawii szwedzcy decydenci próbowali zaskoczyć rynek, podnosząc stopy procentowe powyżej oczekiwań.

PPI w Niemczech

Za naszą zachodnią granicą inflacja producencka z impetem pokonała rekord sprzed miesiąca (37,2%). Tym samym ustanowiła nowe szczyty. Jej aktualna wartość wynosi aż 45,8%. Odczyt ten znacznie odbiega od oczekiwań rynku, które były na poziomie 37,5%. Niemiecka gospodarka jeszcze nigdy w historii nie miała do czynienia z takimi wartościami w przypadku omawianego wskaźnika. Co więcej, skok o 8,6 punktu procentowego w stosunku do odczytu sprzed miesiąca jest również rekordową różnicą. Warto zaznaczyć, że inflacja producencka nie jest indeksem, który znacząco wpływa na wartości kursowe. Stąd też brak większej reakcji na EUR/USD po jego publikacji. Główna para walutowa świata od wczorajszego wieczoru do wtorku godziny 10:00 utrzymuje się powyżej parytetu. Dodam, że PPI ma opóźniony wpływ na inflację konsumencką. Tutaj dochodzimy do niezbyt optymistycznego wniosku, który sugeruje gorsze dane niemieckiego CPI w kolejnych miesiącach.

W Kanadzie lepiej

W zupełnie innym kierunku podąża inflacja producencka w Kraju Klonowego Liścia. Tutaj od marca 2022 roku znajdujemy się w trendzie spadkowym. Wczorajsza publikacja znalazła się na poziomie 10,6%. Tym samym zeszliśmy do najniższych poziomów od kwietnia 2021 roku. Dobre dane kanadyjskiego indeksu nieznacznie odznaczyły się na wykresie USD/CAD. Po publikacji inflacji producenckiej w Kanadzie tracący wczoraj dolar kanadyjski odbił się od poziomu 1,334 CAD. Do dziś umocnił się o niecały cent w stosunku do amerykańskiej waluty. Dziś po południu czeka nas odczyt CPI z Kanady, co może wywołać większy ruch kursowy na USD/CAD, niż wczorajsze dane dotyczące cen producentów.

Szwedzi podnoszą stopy o 100 pb!

Bank Szwedzki podniósł stopy procentowe powyżej oczekiwań. Ich aktualna wartość to 1,75%. Zmiana ta była znacząca, gdyż decydenci ze Sztokholmu postawili na podwyżkę o 100 pb. Wydawać by się mogło, że tak znaczący ruch wpłynie na kurs korony szwedzkiej w stosunku do euro, amerykańskiego dolara czy złotego. Tak się jednak nie stało. Po chwilowym zawirowaniu kursowym związanym z ogłoszeniem decyzji Riksbanku, we wtorek przed godziną 10:30 na wykresach EUR/SEK i USD/SEK znajdujemy się powyżej poziomów obserwowanych z rana. Oznacza to, że chwile po publikacji danych korona szwedzka lekko traci do trzech wcześniej wspomnianych walut.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – Kanada – inflacja konsumencka CPI

19:00 – strefa euro – wystąpienie publiczne prezeski ECB (Christine Lagarde).

Dawid Górny, analityk walutowy InternetowyKantor.pl

Zakupoholizm, hazard, kredytoholizm – uzależnienia, które doprowadzą do katastrofalnych długów

W 2021 r. przychody branży hazardowej w Polsce wzrosły o 52,5%[1]. Najbardziej uderzający jest wzrost przychodów z gier kasynowych online, który wynosi aż blisko 109%[2]. Dlaczego tak chętnie gramy na pieniądze? Dziś od wejścia do świata hazardu dzieli nas zaledwie kilka kliknięć: dostęp online do takich aktywności jest bardzo łatwy. Korzystamy z okazji raz i drugi, a gdy uda nam się wygrać nawet drobną sumę, zachęceni, idziemy o krok dalej… Wszystko jest w porządku, dopóki jest to tylko rozrywka, kontrolujemy nasze działania. Jednak hobby szybko potrafi przerodzić się w nałóg, który nierozpoznany w porę, może doprowadzić do katastrofalnych długów. Równie groźny jest zakupoholizm czy też kredytoholizm (!), który z kolei popycha do zaciągania coraz większej liczby kredytów i pożyczek, stopniowo wpędzając uzależnione osoby w spiralę długów. Jak rozpoznać u siebie syndromy tych uzależnień i w porę zapobiec finansowej katastrofie? I co zrobić, gdy sytuacja jest tak zła, że już wiemy, że samodzielnie nie będziemy w stanie podołać spłacie wszystkich powstałych zobowiązań? O tym w kolejnym materiale Intrum z cyklu „Ogarniam finanse”!

Choroba XXI wieku – zakupoholizm

Kupujemy wszyscy, bez wyjątku, bo przecież musimy kupować, więc zakupoholizm to szczególnie groźne uzależnienie, w którym łatwo przekroczyć granicę między zaopatrywaniem się w to, czego faktycznie potrzebujemy, a tzw. kupowaniem kompulsywnym, czyli chorobliwym, nieracjonalnym nabywaniem kolejnych rzeczy. Zakupoholizm jest wyjątkowo niebezpieczny dla osób, które mają problemy z samokontrolą i podejmują decyzje pod wpływem emocji. Wydawanie pieniędzy staje się dla nich formą odreagowania stresu lub niepowodzeń. Gdy potrzeba jest już tak silna, że staje się psychicznym przymusem, tracą panowanie nad swoimi wydatkami i można już mówić o uzależnieniu. Nie chodzi przy tym o posiadanie konkretnych rzeczy, a o euforyczny stan emocjonalny towarzyszący samemu procesowi zakupów. Gdy emocje opadają i przychodzi się zmierzyć ze spustoszeniem na koncie, u kupującego pojawiają się wstyd i poczucie winy:

– Osoby dotknięte zakupoholizmem, w porównaniu do tego, jak funkcjonują na rynku „zdrowi” konsumenci, tracą możliwość racjonalnej oceny swoich zachowań finansowych. W praktyce oznacza to np., że powodowani uzależnieniem, potrafią wydać na niekontrolowane zakupy pieniądze przeznaczone na podstawowe potrzeby związane z utrzymaniem: np. opłatę czynszu. Niejednokrotnie w perspektywie miesiąca wydają przez to więcej niż zarabiają. Trwający zakupoholizm zniszczy prędzej czy później równowagę finansową nawet przy dużym budżecie – dlatego w długi wpadają przez niego także osoby, które mają stosunkowo wysokie dochody – przestrzega Justyna Pawłowska, ekspert Intrum.

Warto też zauważyć, że zakupoholizm staje się tym poważniejszą „chorobą”, im prostsze i szybsze staje się samo kupowanie – a takie możliwości daje nam dziś przede wszystkim Internet. Dynamiczny rozwój platform e-commerce sprawia, że każda rzecz jest na wyciągnięcie ręki, bez wychodzenia z domu. Do dyspozycji mamy coraz więcej wygodnych, nowoczesnych form finansowania zakupów, choćby opcję odroczonych płatności, czyli „buy now, pay later” lub zakupy ratalne. Ale pozostańmy czujni, jeśli je wybieramy:

– Nowe formy płatności mogą oczywiście być bardzo wygodnym rozwiązaniem, ale tylko wtedy, gdy mamy do nich odpowiedzialny stosunek i potrafimy właściwie ocenić ich konsekwencje. Jeśli z zakupów na raty lub płatności BNPL korzysta osoba kupująca pod wpływem emocji, to fakt, że pieniądze nie od razu znikają z jej konta, ale np. są pobierane po 30 dniach, może dodatkowo „uśpić” właściwy odruch zahamowania decyzji o zakupie. Sam fakt, że kupujący może dzięki temu „pozwolić sobie” na kolejny gadżet czy torebkę, prowadzi do nakręcania się spirali zakupów za pieniądze, których de facto może nie mieć, bo należy pamiętać, że płatności BNPL polegają przecież na zaciągnięciu kredytu. Jeśli więc zauważamy, że zdarza nam się kupować pod wpływem chwili, to stawiajmy sobie „bariery” – np. umówmy się ze sobą, że jeśli coś nam się spodoba, to nie kupujemy od razu, a dajemy sobie czas na przemyślenie i ochłonięcie z zakupowej ekscytacji. Jeśli po miesiącu stwierdzimy, że nadal tego potrzebujemy – dopiero kupujmy. Pomagajmy sobie, szczegółowo planując nasz budżet. Istnieje wiele aplikacji, dostępnych za darmo, w których możemy wpisać każdy wydatek. Jeśli będziemy regularnie obserwować swoje zachowania zakupowe, łatwiej zauważymy niepokojące sygnały. W momencie, gdy sami dostrzeżemy u siebie problem i w porę zareagujemy, jest większe prawdopodobieństwo, że unikniemy pułapki zakupowego uzależnienia i jego niszczących konsekwencji – dodaje Justyna Pawłowska, ekspert Intrum.

Zamiast ogromnej fortuny – ogromne długi. Jak nie zostać hazardzistą?

„Teraz na pewno się odkuję” – ta myśl to największa pułapka hazardzisty. Jeśli kiedyś pojawiła się w Twojej głowie, to może być pierwszy znak ostrzegawczy, że za chwilę możesz mieć problem z uzależnieniem. Dziś zdecydowana większość zakładów bukmacherskich czy gier losowych prężnie funkcjonuje w Internecie. Ich oferty są niezwykle bogate, a obstawianie np. wyniku meczu czy „szczęśliwych cyfr” – banalnie proste. Łatwo ulec złudzeniu, że od wielkiej fortuny dzieli nas zaledwie kilka kliknięć w aplikacji. Wystarczy tylko dobrze wytypować. Pokusę dalszego grania dodatkowo może spotęgować sytuacja, gdy raz na jakiś czas uda się coś wygrać – bo skoro udało się raz… to może uda się też kolejny? Zaczyna się niewinnie, od małych stawek, ale z czasem apetyt rośnie w miarę jedzenia. Warto pamiętać, że potencjalne większe wygrane to też niestety ryzyko dotkliwszych przegranych – i właśnie tak ciągłe próby „odegrania się” kończą się finalnie wpadnięciem w długi. Jak zauważa Justyna Pawłowska, ekspert Intrum:

– W przypadku osób uzależnionych od hazardu, schemat popadania w zadłużenie jest często bardzo podobny: najpierw, aby grać, wykorzystują swoje bieżące dochody i oszczędności, często w tajemnicy przed bliskimi. Potem pojawia się pożyczanie pieniędzy od banków czy firm pożyczkowych. Gdy konsument ma na koncie już zbyt wiele zobowiązań i nie przestaje wywiązywać się z ich spłaty, to oczywiście negatywnie wpływa na jego historię kredytową i banki przestają pożyczać. Nie ma więc pieniędzy nie tylko na kolejne zakłady, ale też na spłatę wszystkich wcześniej zaciągniętych długów. Często wtedy w desperacji jedyną możliwością sfinansowania dalszej gry jest wyprzedawanie majątku lub zwracanie się po pożyczki do rodziny lub znajomych. I niestety bardzo często aż do takiego krytycznego momentu długi hazardowe są ukrywane przed bliskimi.

Kredytoholizm – czyli gdy pożyczkę spłaca się pożyczką

Umiejętne korzystanie z kredytów i pożyczek, często ułatwia dziś życie i przybliża nas do osiągnięcia wymarzonego celu: kupna domu, samochodu, ale też drobniejszych rzeczy: np. najnowszego modelu telefonu, na który po prostu mamy „chrapkę”. Formalności kredytowe są coraz bardziej upraszczane i automatyzowane, a to pozwala na łatwe wzięcie kredytu, bez wychodzenia z domu. Nie ma w tym nic złego, pod warunkiem, że mierzymy siły na zamiary, a nasza decyzja o pożyczce jest poprzedzona dogłębną analizą możliwości jej spłaty. Kredytoholizm pojawia się wtedy, gdy wniosek o kredyt składamy impulsywnie, po to tylko, aby przez chwilę poczuć się bezpieczniej, widząc nowy wpływ na konto. Uczucie spokoju szybko jednak znika, bo pieniądze rozpływają się. Wtedy potrzeba znów wraca, zaciągamy więc kolejny kredyt, a potem kolejny…

– Osoby, które wpadły w kredytoholizm, zaczynają racjonalizować coraz głębsze zadłużenie i tracą racjonalne podejście do swojej sytuacji finansowej. W końcu przychodzi moment, gdy następny kredyt biorą tylko po to, by spłacić inny – w ten właśnie sposób powstaje tzw. spirala zadłużenia, a suma wszystkich rat, jakie zbierają się z pożyczek staje się w końcu niemożliwa do terminowej spłaty, bo jest wyższa niż dochody. Jeśli taka osoba nie spłaca

zaległości, zostaje wpisana do rejestru dłużników, a to oznacza, że może mieć problem nie tylko z zaciąganiem kolejnych zobowiązań, ale też z zawarciem umów na różne usługi: od abonamentu na telefon, po umowę z dostawcą energii elektrycznej. Konsekwencją braku spłaty będzie też oczywiście prędzej czy później kontakt ze strony wierzycieli, którzy upomną o pożyczone pieniądze ­– sami lub za pośrednictwem firmy windykacyjnej – wyjaśnia Justyna Pawłowska, ekspert Intrum.

Wpadłeś w długi? Windykator wie, jak Ci pomóc!

Co więc robić, gdy jednak nastąpił ten moment i w sprawie zadłużenia dzwoni do nas windykator? Warto zachować spokój i przede wszystkim nie unikać kontaktu. Dlaczego? Jeśli naszymi zaległościami zajmuje się przedsiębiorstwo zarządzające wierzytelnościami, to znaczy, że sprawa nie weszła jeszcze na drogę sądową, tylko jest na etapie windykacji polubownej. Co to dokładnie oznacza?

Zadaniem pracownika firmy windykacyjnej jest znalezienie porozumienia w spłacie między osobą, która ma dług, a jej wierzycielem. Windykator przeprowadza wywiad z zadłużonym konsumentem i na podstawie takich informacji jak np. wysokości dochodów, czy liczba niespłaconych zobowiązań, pomaga sporządzić indywidualne warunki ugody, czyli taki plan spłaty, żeby konsument krok po kroku był w stanie spłacać swoje zaległości. Może zaproponować np. odroczenie terminu zapłaty lub płatność ratalną. W ten sposób windykator ułatwia osobie zadłużonej pozbycie się zaległości, a wierzycielowi odzyskanie pieniędzy. Jeśli przyjęty plan spłaty jest realizowany pomyślnie, wówczas kierowanie sprawy do sądu i angażowanie komornika już nie grozi osobie zadłużonej, nie będzie też ponosić­ dodatkowych kosztów, które pojawiłyby się po skierowaniu sprawy do sądu. Porozumienie z windykatorem jest przede wszystkim szansą na to, by wreszcie odzyskać kontrolę nad swoim zadłużeniem – wyjaśnia Justyna Pawłowska, ekspert Intrum.

W przypadku wszystkich wymienionych w tekście uzależnień behawioralnych związanych z pieniędzmi, najlepszą prewencją jest edukacja finansowa. Jeśli jednak sytuacja wymknęła się spod kontroli, należy skorzystać z pomocy specjalistów.

[1] Sytuacja na rynku gier hazardowych online, badanie przeprowadzone przez Ministerstwo Finansów – Krajowa Administracja Skarbowa, 29 marca 2022 r.

[2] Tamże.

Supermarket online delio debiutuje w Krakowie

Lite e-Commerce uruchomił dostawę zakupów dla mieszkańców Krakowa z supermarketu online delio. Od 15 września bieżącego roku sklep e-grocery dostarcza zamówienia do domów w stolicy województwa małopolskiego nawet w ciągu godziny. To pierwsze duże miasto, poza Warszawą, gdzie wystartowała usługa oferowana przez startup.

delio działa na rynku od marca bieżącego roku, kiedy zadebiutowało w Warszawie. Od tamtej pory usługa objęła zasięgiem większość stolicy oraz rozpoczęła działalność w podwarszawskim Piasecznie oraz Konstancinie. Od teraz dostawa świeżych produktów oraz pozostałych artykułów do domu jest dostępna również w Krakowie. Zasięgiem działania została objęta znaczna część miasta.

Klienci supermarketu online mogą wybierać z ponad 5 tysięcy produktów, które są dostępne na stronie internetowej delio.com.pl. Dostawy realizowane są przez siedem dni w tygodniu na wybraną przez konsumenta godzinę, a zamówienie pojawi się pod drzwiami już nawet w sześćdziesiąt minut od jego złożenia. Dowiezie je kurier na specjalnie dostosowanym skuterze, a zakupy zapakowane będą w ekologiczne papierowe torby oraz biodegradowalne siatki.

Artykuły spożywcze, chemia gospodarcza, kosmetyki, produkty dla dzieci czy też asortyment dla zwierząt trafią do mieszkańców Krakowa z tzw. darkstore’ów, czyli małych magazynów ulokowanych w kilku dzielnicach miasta, dzięki czemu możliwa jest tak szybka dostawa. W portfolio delio znajduje się również bogata oferta produktów bio, wegetariańskich oraz wegańskich.

Klienci szybko przyzwyczajają się do zakupów w delio. Niewątpliwie jednym z naszych największych wyróżników jest niemalże błyskawiczna dostawa. Wystarczy parę kliknięć, a kurier pojawi się pod drzwiami już nawet w godzinę. Gwarantujemy użytkownikom, że przywieziemy ich zakupy szybciej niż jakikolwiek inny supermarket online – mówi Maciej Nowakowski, COO Lite e-Commerce.

Ceny niektórych produktów zamrożone do końca października

Supermarket online delio uruchomił własną akcję, która ma przeciwdziałać skutkom inflacji. Do końca października br. ceny 500 towarów, również tych pierwszej potrzeby, zarówno lokalnych marek, jak i znanych ogólnopolskich i globalnych firm, nie zostaną podniesione. W ramach kampanii zaprojektowano również specjalny landing page, który prezentuje całą promocyjną ofertę delio.

delio – asystent w codziennych zakupach

delio opiera się na prostych założeniach – chce odpowiadać na potrzeby klientów, którzy doceniają wysoką jakość, szukają szerokiego asortymentu, a jednocześnie w natłoku obowiązków chcą zaoszczędzić czas na to, co dla nich ważne. Twórcy rozwiązania porównują delio do codziennego asystenta, który nie tylko dostarczy klientom to, czego potrzebują, ale również sprawi, że zakupy staną się łatwiejsze oraz o wiele szybsze. Zagwarantować ma to między innymi najszybsza dostawa produktów w tym segmencie rynku, co w połączeniu z dużym wyborem artykułów sprawia, że użytkownicy nie muszą planować zakupów na kilka dni do przodu. Co więcej, delio oferuje promocję, która obok czasu pozwoli zaoszczędzić również pieniądze.

Na nowych, jaki i starych użytkowników delio czeka specjalny kod „DELIO”  (należy pamiętać o wielkich literach), dzięki któremu mogą zaoszczędzić aż do 450 zł. Do aktywacji promocji wystarczy, że wartość zamówionych produktów przekroczy 100 zł. Po wpisaniu kodu rabat  w wysokości 30 zł zostanie automatycznie naliczony. Na użytkowników czeka aż 15 takich zniżek, a akcja trwa do 30 listopada bieżącego roku. Regulamin promocji jest dostępny na delio.com.pl

Zamówienia dostarczane są codziennie od 7:00 do 23:00, również w niedziele i święta. Co więcej, w trakcie zakupów możemy wybrać optymalny termin dostawy, nawet w ciągu godziny od złożenia zamówienia.

Niepojące prognozy ekspertów: Ceny w sklepach rdr. mogą być wyższe nawet o 40 proc.

Eksperci komentujący najnowsze dane pochodzące ze sklepów uważają, że szczyt inflacji wciąż jest przed nami. Nie są jednak zgodni co do tego, czy nadejdzie on już jesienią czy też na początku 2023 roku, a może dopiero na wiosnę. Niektórzy prognozują, że ceny żywności wzrosną na przełomie października i listopada o 30% rdr. Inni twierdzą, że skok o 20% rdr. nastąpi tuż przed Bożym Narodzeniem, a na wiosnę podwyżki sięgną 35-40% rdr. Są także odmienne wyliczenia. Część ekonomistów przewiduje, że najbardziej zdrożeją towary energochłonne w produkcji, w tym m.in. art. tłuszczowe czy mięsne. Oczywiście pojawiają się też prognozy, że wszystkie kategorie najczęściej kupowanych produktów pójdą w górę o 30-40% rdr. Ale jest również nadzieja na to, że niskoprzetworzona żywność, dzięki tegorocznym zbiorom, odnotuje niewielkie spadki w grudniu w porównaniu do ostatnich cen. 

Szczyt przed nami

O 23,7% rdr. zdrożały codzienne zakupy w sierpniu br. Do tego każda z 12 analizowanych kategorii odnotowała dwucyfrowy wzrost. Tak przynajmniej wykazuje cykliczny raport pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, opracowany przez UCE RESEARCH i Wyższe Szkoły Bankowe. Z kolei GUS podaje, że ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosły o 16,1% (przy wzroście cen towarów – o 17,5% i usług – o 11,8%). Jak komentuje dr Andrzej Maria Faliński, były wieloletni dyrektor generalny POHID-u, ww. wyniki nie wskazują na szczyt inflacji. Ekspert przewiduje, że może on nadejść w zimie lub nawet na wiosnę.

– Sierpniowe dane nie świadczą jeszcze o szczycie inflacji w Polsce. Z dużym prawdopodobieństwem można się go spodziewać na przełomie października i listopada br. Tak będzie, jeśli nie nastąpią nagłe i nieprzewidziane sytuacje w światowej gospodarce, przede wszystkim związane ze zmianami cen ropy naftowej, energii elektrycznej oraz węgla – przekonuje dr Hubert Gąsiński, ekspert i wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Warszawie.

Z kolei dr Mariusz Dziwulski, ekspert ds. analiz sektora rolno-spożywczego w PKO BP, zauważa, że dynamika cen surowców rolnych na świecie od kilku miesięcy maleje, co jest związane m.in. ze spadkiem cen ropy czy też z uruchomieniem korytarza eksportowego dla ukraińskich zbóż na Morzu Czarnym. Może to sugerować, że niedługo zobaczymy szczyt inflacji w obrębie produktów spożywczych. Niemniej prawdopodobnie pozostanie ona na relatywnie wysokim poziomie również w 2023 roku. Ograniczenia podażowe na rynkach surowców rolnych mogą się utrzymywać m.in. z uwagi na drożejące nawozy. Dodatkowo cały czas nasila się presja kosztów pozasurowcowych w przetwórstwie żywności.

– Nawet jeśli nieco spadną ceny paliw i energii, to żywność, koszty pracy i pogoń za marżami nie wskazują na szybką poprawę sytuacji. Nachodzące wybory też nie są czynnikiem powstrzymującym wysyp pieniędzy bez realnego pokrycia. A jeśli ceny przestaną rosnąć, na co się jeszcze nie zanosi, to i tak przez długi czas pozostaną wysokie. Potrzeba co najmniej 5 lat, by dogonić je dochodami i wygasić przyczyny inflacji – uważa dr Faliński.

Dopóki koszty produkcji stale rosną, nie możemy spodziewać się spowolnienia podwyżek cen w sklepach, co podkreśla Julita Pryzmont, ekspertka z Hiper-Com Poland. Gałęzie rynku są mocno ze sobą powiązane, a obecnie wiele z nich przechodzi turbulencje, wyzwalając efekt domina. Do momentu aż energetyka, ceny surowców i koszty logistyczne nie ustabilizują się, a popyt nagle nie zmaleje, nie możemy oczekiwać, że nastąpi wyhamowanie wzrostu cen.

Tegoroczne maksima

– Na koniec 2022 roku odczyt inflacji rdr. może wynosić ok. 15%. Niech jednak nikogo nie zmyli, że prognozowany poziom jest niższy w stosunku do bieżącej sytuacji, co mogłoby sugerować obniżanie cen. Matematycznemu wyhamowaniu dynamiki inflacji będzie pomagać tzw. statystyczny efekt bazy. Znaczy to, że w grudniu br. będziemy porównywać ceny rdr. do znacznie wyższego poziomu odniesienia niż np. w sierpniu tego roku względem ub.r. Nie oznacza to jednak zmniejszenia odczuwalności podwyżek w sklepach, bo ceny z miesiąca na miesiąc z dużym prawdopodobieństwem będą dalej rosnąć. Nieuchronny wzrost opłat za energię istotnie uszczupli budżet przeciętnego Kowalskiego – mówi dr Tomasz Kopyściański, ekonomista z Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu.

Patrząc na wyniki raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, obejmującego oferty sieci handlowych, a także biorąc pod uwagę inne dane rynkowe, dr Faliński stwierdza, że żywność przed tegorocznym Bożym Narodzeniem może zdrożeć rdr. nawet o 20%, a na wiosnę – o 35-40%. To kwestia podaży pustego pieniądza, wzrostu kosztów produkcji i danin publicznych.

– W mojej opinii, już na przełomie października i listopada br. żywność w sklepach będzie średnio kosztować o ok. 30% więcej w stosunku do analogicznego okresu ub.r. Oczywiście ostatecznie uzależnione to będzie od wzrostu cen nośników energii, ale z dużym prawdopodobieństwem można spodziewać się właśnie takiego poziomu podwyżek cen detalicznych. Przewiduję, że każda z analizowanych kategorii produktów zdrożeje nawet o 30-40% – uprzedza ekspert z WSB w Warszawie.

Co najmocniej zdrożeje?

Według raportu UCE RESEARCH i Wyższych Szkół Bankowych, ostatnio rdr. najbardziej zdrożały produkty tłuszczowe, bo o 58,9%. Artykuły sypkie odnotowały wzrost o 42,1%, a tzw. inne produkty, obejmujące m.in. karmy dla psów i kotów, poszły w górę o 30%. Ponadto w ścisłej czołówce najbardziej drożejących rdr. kategorii znalazło się mięso ze wzrostem o 25,8%. W pierwszej piątce nie zabrakło również nabiału z podwyżką o 25,7%. Z kolei najmniej podrożały owoce – o 13,2%, używki – o 13,9%, a także warzywa – o 15,2%.

– Z uwagi na rosnące koszty energii w odniesieniu ściśle do żywności, należy spodziewać się większych wzrostów cen towarów energochłonnych w produkcji, np. art. tłuszczowych, serów, wędlin i słodyczy. Istnieje ryzyko, że te produkty podrożeją od sierpnia do końca roku aż o 30%. Z kolei w przypadku artykułów niskoprzetworzonych i opartych o całkiem niezłe tegoroczne zbiory możemy spodziewać się nawet niewielkich spadków w grudniu w porównaniu do obecnych cen. To będzie dotyczyło np. kasz, warzyw i owoców, ale również ryb – prognozuje dr Kopyściański.

Natomiast Marcin Luziński, ekonomista z Santander Bank Polska, zaznacza, że jeszcze przez co najmniej kilka kwartałów każda kategoria produktów codziennego użytku będzie drożała. Wśród żywności mogą najmocniej rosnąć ceny art. tłuszczowych, zbóż oraz mięsa. W ocenie Luzińskiego, w dalszej perspektywie istnieje też ryzyko, że podrożeją owoce i warzywa, ze względu na problemy z dostępnością nawozów. Z kolei dr Hubert Gąsiński twierdzi, że do końca tego roku podwyżki w sklepach będą obejmowały wszystkie kategorie, a największy wzrost cen dotknie mięso, nabiał i produkty sypkie.

To już stagflacja?

– Uważam, że prawdziwym testem dla portfeli konsumentów będzie IV kwartał tego roku, a także początek 2023 roku. Wtedy pojawi się realne ryzyko, że spirala podniesienia kosztów energii i ogrzewania zmusi przedsiębiorców do nowej fali podwyżek. Przy spodziewanym braku wzrostu wynagrodzeń może nastąpić nagły spadek popytu konsumpcyjnego. Wówczas, w związku z problemami finansowymi przedsiębiorstw i wyhamowaniem inwestycji, wzrośnie ryzyko stagflacji – ostrzega dr Kopyściański.

W opinii eksperta z WSB w Warszawie, z uwagi na koniec wakacji i rozpoczęcie okresu jesienno-zimowego nastąpi spadek konsumpcji, ale sama inflacja nie będzie bezpośrednio wpływać na spożycie konsumenckie, tylko na przejście w kierunku oszczędności. Wzrost rynkowych stóp procentowych, ustalanych przez NBP, a także zmiana nawyków finansowych Polaków przyczynią się w długim horyzoncie czasowym do zmniejszenia cen w sklepach. Dr Gąsiński wyraża pogląd, że obecna drożyzna nie doprowadzi do stagflacji czy recesji, tylko ewentualnie do spowolnienia gospodarki, które potrwa do wiosny przyszłego roku. Jednak nie wszyscy eksperci widzą to w ten sposób.

– Moim zdaniem, polska gospodarka już teraz znajduje się w stagflacji. Inflacja jest wysoka od kilku kwartałów, a PKB w II kw. br. zmniejszyło się w ujęciu kwartalnym. Definicja recesji mówi wprost, że są to co najmniej dwa kwartały spadku PKB z rzędu. W III kw. ujemny odczyt PKB jest prawdopodobny, a zatem mamy recesję, którą w połączeniu z wysoką inflacją można nazwać stagflacją – podsumowuje ekonomista z Santander Bank Polska.

Nadciąga demograficzna rewolucja, która odmieni rynek nieruchomości

Niestety wciąż mało mówi się o lawinowo rosnących potrzebach mieszkaniowych seniorów. Choć trend jest zauważalny w Polsce od lat, to z jego skutkami zmierzymy się po raz pierwszy w naszej historii. Polska starzeje się coraz szybciej i już w nadchodzącej dekadzie czeka nas wiele nowych wyzwań oraz koniecznych zmian. Dane demograficznie nie napawają optymizmem. Żyjemy coraz dłużej, a liczba osób w wieku produkcyjnym stale spada — do 2070 r. zmniejszy się o co najmniej jedną trzecią. W tym czasie populacja kraju spadnie niemal o 20 proc. 

Nadciąga demograficzne tsunami, które przedefiniuje również potrzeby rynku nieruchomości. W krajach Europy Zachodniej, czy Stanach Zjednoczonych od wielu lat sektor „senior housing” jest jednym z najszybciej rozwijających się i dochodowych segmentów rynku nieruchomości. Chociaż w Polsce temat budownictwa senioralnego wciąż nie należy do popularnych, a zainteresowanie deweloperów jest prawie zerowe, to od strony popytowej właśnie ten obszar rynku sygnalizuje największy potencjał. Według opracowanego przez międzynarodową firmę doradcza Savills indeksu możliwości mieszkaniowych seniorów, którego celem było ustalenie, gdzie w Europie rynek mieszkaniowy starszych osób ma największe pole do wzrostu, Polska znalazła się w pierwszej piątce z 23 krajów europejskich.

Szybko rośnie liczba emerytów

Nie tylko więcej Polaków umiera, niż przychodzi na świat, ale również więcej odchodzi z rynku pracy, niż rozpoczyna swoją działalność. Z danych GUS wynika, że już w 2030 r. populacja naszego kraju skurczy się do 36 mln osób. Liczba emerytów w ostatnim kwartale 2021 r. przekroczyła 6 mln. Według szacunków do 2025 r. co trzeci Polak ma osiągnąć próg wieku pow. 65 lat, a już za niecałe dwie dekady będzie ich 13,7 mln, co stanowi ponad 40,4 proc. ogółu malejącej populacji. Pojawiają się obawy, czy równolegle do przewidywanego spadku liczby ludności o 4,3 mln osób do 2050 r. kurcząca się populacja w wieku produkcyjnym będzie w stanie zapewnić emerytom, należne za lata pracy i płacone w ZUS składki utrzymanie. Według raportu Komisji Europejskiej „The 2021 Ageing Report Economic & Budgetary Projections for the EU Member States (2019–2070)”, nasz kraj znalazł się pod tym względem w gronie 6 państw UE, w których ten problem jest najbardziej palący. Wzrost współczynnika zależności osób starszych będzie w Polsce jednym z najwyższych w UE i przekroczy 65 proc.

Pod koniec 2020 r. liczba osób w wieku 60 lat i więcej wyniosła 9,8 mln, oznacza to, że blisko 26 proc. Polaków jest już w tej grupie wiekowej. W tym samym okresie, średnia życia w dobrym zdrowiu wyniosła 59,2 r. dla mężczyzn i 63,1 r. dla kobiet. Pomimo że pandemia zebrała śmiertelne żniwo wśród osób starszych, to ich udział w ogólnej populacji wzrósł. W 2021 r. przeciętna długość życia mężczyzn w Polsce wyniosła do 71,8 r., a kobiet — 79,7 r. i porównując z rokiem 1990, wydłużyła się o odpowiednio 5,6 i 4,5 r.

Dziś istniejące w naszym kraju obiekty zapewniające całodobową opiekę senioralną zamieszkuje łącznie 112 460 osób. Oznacza to, że tylko 1,14 proc. osób powyżej 60. roku życia mogłaby skorzystać z możliwości zamieszkania w stacjonarnych zakładach lub domach pomocy społecznej. Nic więc dziwnego, że w europejskim indeksie Polska została określona, jako szybko rosnąca populacja osób starszych w połączeniu z najmniejszą liczbą mieszkań na osobę. To czyni nas bardzo perspektywicznym krajem dla rozwoju rynku mieszkań senioralnych.

Sytuacja demograficzna bez względu na to, kto będzie rządził krajem, będzie miała gigantyczny wpływ na naszą gospodarkę. Już teraz coraz większą lukę w potrzebach senioralnych zaczyna wypełniać sektor prywatny. Aktualnie w Polsce ok. 30 proc. instytucji działających dla osób starszych to placówki publiczne, a aż 70 proc. – prywatne. Pomimo stosunkowo niskich emerytur Polscy seniorzy stają się coraz bardziej cenioną i ważną grupą klientów i konsumentów. Warto pamiętać, że nasz kraj ma jeden z najwyższych w Europie współczynników własności mieszkań, które mogą okazać się dużym kapitałem emerytalnym. Badania na temat sytuacji materialnej osób powyżej 60 r. życia wskazały, że swoją sytuację jako bardzo dobrą i dobrą oceniało 23 proc., ale najwięcej z nich, bo 59 proc. kwalifikowało ją jako średnią, a 18 proc. jako złą.

„Senior living” czyli nowy sposób na długie życie

W porównaniu z bogatymi krajami Unii Europejskiej krajowa oferta senioralna jest bardzo uboga i dotyczy w większości jedynie domów dla osób leżących, co wpływa na potęgowanie negatywnych stereotypów i złe postrzegania zarówno samych ośrodków spokojnej starości, w których niejednokrotnie brakuje profesjonalnej opieki medycznej, czy nowoczesnego sprzętu rehabilitacyjnego, a jedyną „rozrywką” staje się zamontowany w sali telewizor. Takie miejsca często potocznie określane są jako „domy starców” i na pewno nie są miejscami, dla których seniorzy chcą korzystać ze zgromadzonych zasobów finansowych. Choć nadciąga gigantyczna fala nowych potrzeb, to na naszym rynku wciąż brakuje odpowiedniej oferty z sektora „senior living”, w tym „assisted living” — pozwalającej seniorom, jak najdłużej pozostać sprawnymi i żyć na własnych zasadach, polegając jedynie na najpotrzebniejszej wymaganej pomocy i wsparciu.

Przeciętna emerytura w marcu 2022 r. wyniosła 2545 zł brutto, a to oznacza, że większość polskich seniorów zwyczajnie nie stać na wydatek rzędu 3-4 tys. zł miesięcznie w ośrodku o umiarkowanym standardzie, nie mówiąc o 7-9 tys. zł w tym najbardziej luksusowym. Jednak z drugiej strony, jeśli spojrzymy na rynek, to już teraz notujemy duży niedobór mieszkań dostosowanych do potrzeb osób starszych, czy miejsc w domach opieki. Nawet liczba chętnych na luksusowe placówki znacznie przewyższa możliwość przyjęcia do nich nowych osób. Powodem jest fakt, że w naszym kraju obiektów na wysokim poziomie jest jeszcze niewiele a te, które są, standardem znacznie odbiegają od tych na zachodzie Europy, czy w Skandynawii. Polski rynek jest też gotowy na senioralne usługi wysokiej jakości zarówno mieszkaniowe, jak i medyczne — specjalizujące się w różnych zaburzeniach pojawiających się z wiekiem, a także sanatoryjne czy opiekuńcze.

Chociaż w Polsce wciąż budownictwo senioralne kojarzy się przede wszystkim z domami opieki dla osób potrzebujących wsparcia, to na świecie coraz częściej powstają obiekty atrakcyjne dla ludzi dopiero rozpoczynających życie na emeryturze. W związku z dużym niedoborem personelu opiekuńczego w całej Europie Zachodniej promuje się rozwiązania pozwalające, na jak najdłuższe funkcjonowanie seniorów z jak najmniejszym wsparciem zewnętrznym. Coraz większym zainteresowaniem cieszą się rozwiązania określane jako „senior living” lub „assisted living”.

Ich podstawowym założeniem jest zaoferowanie niezależnych mieszkań, zaprojektowanych z myślą o potrzebach osób starszych. Stanowią one połączenie mieszkania, części wspólnych oraz opieki i są to z reguły nieco większe kawalerki typu studio z aneksem kuchennym lub lokale dwupokojowe dla małżeństw. Oferta skierowana jest do osób starszych, które pozostają samodzielne, jednak potencjalnie potrzebujących wsparcia. Od niezależnych mieszkań różni je stała dostępność opiekunów, stanowiąca zabezpieczenie na wypadek nagłego urazu.

Kto wypełni rynkową lukę?

Zadaniem współczesnego budownictwa senioralnego jest przede wszystkim wypełnienie przestrzeni pomiędzy profesjonalnymi domami opieki a prywatną opieką nad seniorami. Gdzie, co najważniejsze koszty tego typu mieszkań porównywalne są do najmu zwyczajnego lokalu. To, co odróżnia je, to obecność przestrzeni integracji jak ogród, sala do zajęć oraz towarzysząca im oferta usług dodatkowych. Chodzi o inwestycje mieszkaniowe dostosowane do potrzeb seniorów, którzy nie wymagają stałej opieki, lecz bardziej asysty w codziennych obowiązkach. W pozytywnie zweryfikowane światowe trendy wpisują się mniejsze obiekty liczące 60-80 mieszkań, które są rozproszone wśród zwykłych osiedli. Dla przykładu dużym sukcesem stał się Holenderski pilotażowy projekt połączenia domu senioralnego z akademikiem. Studenci poprzez dodatkową pracę opiekuńczą uzyskują tam dodatkowe dochody i tanie zakwaterowanie, ale też uczą się empatii. Projekt bardzo dobrze przyjęli też seniorzy, pełniący niejako rolę mentorów i starszych przyjaciół.

Oczywiście certyfikowane mieszkania z kategorii „obiekt bez barier” muszą spełnić określone standardy dostępności dla osób o ograniczonej możliwości poruszania się, w tym seniorów. Z jednej strony takie ośrodki funkcjonują jak typowe mieszkania, z drugiej mieści się w nich sala do rehabilitacji, ogród czy miejsce do konsultacji z lekarzem. Na miejscu oferowane są usługi dodatkowe jak pomoc pielęgniarki, rehabilitanta, pomoc w zrobieniu zakupów czy wyprowadzeniu psa. Takie osiedla mogą zapewniać jak najdłuższą samodzielność osób starszych, a to dzięki coraz większym wykorzystaniu nowych technologii. Wraz ze wzrostem odsetka osób w podeszłym wieku, będzie rosło zapotrzebowanie na lokowanie ich w obrębie dużych aglomeracji miejskich oraz w pobliżu ośrodków rekreacyjnych i hotelowych. Najważniejsze jest jednak poczucie bycia częścią społeczności i szansa na aktywne życie towarzyskie wśród podobnych sobie osób.

Emeryci coraz ważniejszą grupą konsumentów

Niestety obecnie istniejące bariery architektoniczne zbyt wcześnie wykluczają wielu seniorów z codziennego funkcjonowania. Przykładem mogą być popularne 4 i 5-piętrowe boki bez wind. Jednak biorąc pod uwagę zmieniające się uwarunkowania, rosnące wynagrodzenia oraz zmieniającą się mentalność społeczeństwa, kolejne grupy seniorów to pokolenia o coraz wyższych kompetencjach, ludzie wykształceni, którzy znają języki obce i świat, mający zaawansowaną wiedzę oraz obycie z technologiami, którzy są bardziej otwarci na nowe rozwiązania. Coraz większa grupa to single i osoby bez sukcesorów, które będą bardziej skłonne do wykorzystania zgromadzonych zasobów finansowych na przyzwoitą jesień swojego życia. Większość seniorów w naszym kraju jest właścicielami mieszkań i może skorzystać z pieniędzy w nich zamrożonych, czyli z renty dożywotniej lub tzw. hipoteki odwróconej, która w zamian za przekazanie prawa własności do nieruchomości daje dodatkowe pieniądze i nadal pozwala na korzystanie z zamieszkiwanego lokalu aż do śmierci. Stwarza to szczególnie duże możliwości w przypadku większych lokali i domów, które z wiekiem stają się za duże i trudne w utrzymaniu, a mogą generować dodatkowe spore wpływy z wynajmu.

W przypadku przeprowadzki do mniejszego i przystosowanego obiektu, typu „senior living” lub „assisted living”, senior może wrócić do swojego mieszkania lub domu, ale również oprócz emerytury i wpływów z hipoteki odwróconej, uzyskać dochód z jego wynajmowania. Jednak upowszechnienie się tego rozwiązania, prócz zmian mentalnych, wymaga wprowadzenia przepisów chroniących osoby starsze przed nadużyciami. Warto też wspomnieć o dużym potencjale polskiego rynku budownictwa senioralnego ze względu na nasze położenie geograficzne oraz niższe koszty życia, które mogą okazać się ciekawą alternatywą do spędzenia jesieni życia również dla seniorów z innych państw Europy Zachodniej, Skandynawii oraz ogromnej grupy rodaków, którzy mieszkają za granicą, ale chętnie spędzą emeryturę w kraju. W związku ze zmianami demograficznymi przyszła oferta mieszkaniowa będzie musiała ewoluować, aby zaspokajać rosnące potrzeby, coraz liczniejszej grupy osób starszych.

Wbrew globalnej tendencji liczba ludności spadać będzie również w całej Europie. Nasz kontynent w 2030 r. zamieszkiwać będzie 741 mln ludzi, a w 2100 r. o ponad 112 mln osób mniej. Według najnowszych prognoz populacja Polski zmniejszy się do 2100 r. o ponad 15 mln — z obecnych 38 mln do 23 mln osób. Zmieniająca się demografia naszego kraju będzie miała wpływ na wszystkie dziedziny życia i sektory gospodarki. Światowa populacja rosnąć będzie jednak m.in. za sprawą krajów Afryki.

Autor©: Adam Białas. Ekspert rynku nieruchomości i „senior housing”, dyrektor BIALAS Consulting & Solutions, dziennikarz biznesowy.

Kryzys energetyczny to cena za wolną Ukrainę

Czasy, w których żyjemy są bardzo skomplikowane i bardzo trudne. Mamy wiele kryzysów, które się na siebie nałożyły. Jeszcze dwa lata temu zamykaliśmy gospodarki przed pandemią i ma to swoje konsekwencje do dzisiaj. Natomiast w lutym tego roku Rosja napadła na Ukrainę – a Rosja nie jest każdym kolejnym naszym sąsiadem. Jest państwem, które jest eksporterem surowców energetycznych i szczególnie na rynku surowców energetycznych widać bardzo intensywną walkę. Widać oczywiście inflację spowodowaną różnymi tarczami pomocowymi, ale też wzrostem dóbr konsumpcyjnych. Natomiast największa inflacja i najbardziej odczuwalny jest kryzys energetyczny – dlatego, że ceny energii, surowców energetycznych i paliw wzrosły nie o 15% – tak jak przeciętna inflacja – tylko o kilkadziesiąt procent, a w niektórych przypadkach o setki procent.

– To będzie odczuwalne w gospodarstwach domowych ogrzewanych węglem, to będzie odczuwalne w naszych rachunkach za energię elektryczną, ale także w podstawowych towarach konsumpcyjnych. Energia w różnej postaci jest w każdej naszej działalności – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego. – W 2018 roku  energia elektryczna przed wakacjami kosztowała mniej więcej 160-180 złotych za 1 MWh. Dzisiaj mamy poziomy 2000-2500 zł – więc sytuacja jest naprawdę trudna. Ona kiedyś się skończy – natomiast nie jest to żadne pocieszenie dla milionów Polaków, którzy bardzo mocno odczują koszty tej zimy. W niektórych przestrzeniach – takich jak gaz – rząd już parę kwartałów temu zastosował preferencyjne taryfy dla gospodarstw domowych. Więc akurat domy ogrzewane gazem, czy woda ogrzewana gazem nie wzrośnie o setki procent. Natomiast tam, gdzie mamy do czynienia z ogrzewaniem węglowym czy innym, mogą pojawić się problemy. W czasie kryzysu powinniśmy zacisnąć pasa i oszczędzać nie tylko gotówkę – ale także energię w różnej postaci przez zmniejszenie konsumpcji. To będzie trudna zima, ale przeżyliśmy już trudne zimy w historii Polski. Tutaj stawką jest, by Ukraina była suwerennym państwem – kontrolującym swoje terytorium, a Polska nie była następnym celem agresji rosyjskiej – komentuje Roszkowski.

Na rynkach akcji dziś rano „na zielono”

Po wczorajszym wzroście głównych indeksów rynku akcji w USA (S&P 500 +0,69 proc., DJIA +0,64 proc., Nasdaq Composite +0,76 proc.) dziś „zazieleniło się” na giełdach Azji i Oceanii. Rosły wszystkie główne indeksy: najsilniej – o 1,59 proc. – zwyżkował indyjski SENSEX 30. Za wyjątkiem brytyjskiego FTSE 250 (-0,21 proc.) i bułgarskiego SOFIX-a (-0,01 proc.) zwyżkowały również wszystkie główne indeksy giełdowe w Europie (ok. godz. 9:35 DAX zyskiwał 0,98 proc., a CAC 40 +0,88 proc.).

Do tego trendu dołączyła GPW (WIG-20 +0,96 proc. ok. godz. 9:35). O prawie 6 proc. rosła dziś rano cena akcji spółki Datawalk, która poinformowała o uzyskaniu przez firmę nowych zamówień na swoją platformę analityczną.

Rentowność 2-letnich obligacji skarbowych USA zbliżała się do 4 proc. osiągając dziś rano najwyższy poziom od 2008 roku. Była wyższa od rentowności 10-latek rządu Stanów Zjednoczonych o ponad 46 punktów bazowych. Rentowność 10-latek rządu Finlandii były dziś najwyżej od 2012 roku. Wcześnie swój najwyższy poziom od 2008 roku zaliczyły 10-latki rządu Singapuru. Powyżej poziomu 6 proc. przebywała dziś rano rentowność 10-latek polskiego rządu (6,183 proc.).

Minimalnie dziś rano drożały kontrakty na ropę naftową (WTI +0,2 proc., Brent +0,38 proc.), których ceny utrzymywały się nieco ponad wrześniowych minimów. Pomimo porannego wzrost o 0,99 proc. poniżej poziomu 8 USD/mmBtu utrzymywały się ceny kontraktów na gaz ziemny na NYMEX-ie. Cena kontraktów na złoto na COMEX-ie, która w piątek spadła do najniższego poziomu do kwietnia 2020 lekko dziś rano rosła (+0,25 proc. ok. godz. 9:10).

Kurs amerykańskiego dolara względem filipińskiego peso ustanowił dziś swój historyczny rekord, a także dotarł po raz kolejny do najwyższego od 1998 roku poziomu względem malezyjskiego ringitta. Najwyżej od maja 2020 był dziś kurs USD względem dolara nowozelandzkiego. Ok. godz. 9:55 kurs EUR/USD wykazywał niewielką zmianę w stosunku do poziomu wczorajszego zamknięcia (-0,02 proc.) tuż powyżej poziomu parytetu.

Minimalnie słabł polski złoty (EUR/PLN +0,11 proc., USD/PLN +0,11 proc. ok. godz. 8:55).
Wczorajszy ataku kursu Bitcoina względem amerykańskiego dolara na jego znajdujące się poniżej poziomu minimum z połowy czerwca się nie powiódł i dziś rano kurs BTC/USD przebywał ponownie powyżej poziomu 19000 tracąc wszakże ok. godz. 8:45 0,98 proc. w stosunku do poziomu poniedziałkowego zamknięcia.

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Usługi subskrypcyjne tracą na zainteresowaniu

Rok 2022 zatrzymał dotychczasowy trend wzrostowy w segmencie usług subskrypcyjnych. 46 proc. respondentów tegorocznej edycji badania Blue Media “Finanse Polaków w czasach postpandemicznych” deklaruje, że z nich nie korzysta. Czy to tzw. wypadek przy pracy czy może jednak odwrócenie trendu?

Blue Media analizuje korzystanie z usług subskrypcyjnych od 2017 r. Do tej pory usługi internetowe zyskiwały na popularności wśród Polaków. Po raz pierwszy jednak widoczny jest spadek. Aktualnie 45 proc. badanych nie korzysta z żadnej internetowej usługi abonamentowej. To spadek o 4 p. proc. w stosunku do poprzedniego roku.

Na przestrzeni roku spadło zainteresowanie grami online, dostępem do prasy, korzystaniem z oryginalnego oprogramowania biurowego czy rozszerzonych wersji aplikacji sportowych. Niesłabnącą popularnością cieszą się natomiast serwisy oferujące dostęp do filmów i seriali – tu nieznacznie wzrosła liczba subskrybentów. Podobne zmiany odnotowały serwisy z muzyką oraz platformy e-learningowe. Te ostatnie podwoiły swój udział z 3 do 6 proc.Usługi subskrypcyjne tracą na zainteresowaniu

Spadek nie dotyczy tylko subskrypcji online. O 8 p. proc., w stosunku do zeszłego roku, wzrosła też liczba Polaków, którzy deklarują, że nie korzystają z żadnej nieinternetowej usługi abonamentowej.Usługi subskrypcyjne tracą na zainteresowaniu 2

Wśród badanych usług największą popularnością cieszy się opieka medyczna (11 proc. badanych). Na drugim miejscu ex aequo są takie usługi, jak: catering dostarczany do domu, prasa tradycyjna oraz wstęp do klubu fitness – wszystkie z udziałem po 6 proc.

Wahania popularności nie powinny niepokoić. W większości przebadanych kategorii wyniki są zbliżone do ubiegłorocznych i drobne różnice mogą być następstwem niepewności pomiaru. Na uwagę zasługuje jednak pytanie o to, czy respondent korzysta z internetowych usług subskrypcyjnych, gdzie ewidentnie przybyło osób, które twierdzą że nie – z 41 do 46 proc. Będziemy się bacznie przyglądać wynikom w przyszłym roku, bo dopiero wtedy przekonamy się, czy spadek był tzw. wypadkiem przy pracy czy może jednak odwróceniem trendu – zauważa Sylwia Frydel, Business Development Director w Blue Media.

Wygoda korzystania i chłodna kalkulacja

Najważniejszym czynnikiem decydującym o wyborze usług w modelu subskrypcyjnym jest wygoda, na którą wskazuje ponad połowa badanych. W dalszej kolejności istotne są: bliska wygodzie łatwość korzystania oraz fakt, iż są one tańsze od jednorazowych płatności. Te trzy cechy usług abonamentowych były wyraźnie częściej wskazywane w porównaniu do roku ubiegłego. Z kolei, w stosunku do zeszłorocznego badania, na znaczeniu straciło poczucie pewnej wyjątkowości i ograniczonej dostępności usług subskrypcyjnych.

– Można założyć, że usługi kupowane w modelu subskrypcyjnym stają się dostępne również w innych formach. Być może to właśnie jest kluczem do zrozumienia mniejszej liczby respondentów korzystających z usług abonamentowych online – mówi Marcin Szczur, Deputy Head of Sales w Blue Media.

Usługi subskrypcyjne tracą na zainteresowaniu 3

Wygodę doceniają przede wszystkim kobiety i osoby ze starszych grup wiekowych oraz mieszkańcy największych miast. Z kolei łatwość korzystania szczególnie cenią sobie panowie, osoby starsze oraz mieszkańcy wsi i mniejszych miast. Korzystniejsza cena ma dużo większe znaczenie dla kobiet i starszych grup wiekowych.

Płatność za subskrypcje

Z roku na rok systematycznie spada liczba osób dokonujących opłat subskrypcyjnych za pomocą przelewów wykonywanych samodzielnie – choć nadal to najpopularniejsza metoda – płaci nią co trzeci badany (35 proc.). Odwrotny trend uwidacznia się w wykorzystaniu w tym celu karty kredytowej, BLIKa oraz Google Pay.Usługi subskrypcyjne tracą na zainteresowaniu 4

Badanie “Finanse Polaków w czasach pospandemicznych” przeprowadzono w czerwcu 2022 na reprezentatywnej próbie ogólnopolskiej 1059 osób.

20% mniej pozwoleń na budowę w I półroczu 2022 r.

Pozwoleń na budowę wydanych w pierwszym półroczu 2022 r. było aż o jedną piątą mniej niż przed rokiem – podał Główny Urząd Nadzoru Budowlanego. Eksperci GetHome.pl sprawdzili, którym sektorom budownictwa grozi największe tąpnięcie. 

Ubiegły rok zaskoczył dużym wzrostem pozwoleń na budowę po covidowym spadku w 2020 r. Niestety, skutki gospodarcze wojny w Ukrainie, w tym m.in. lawinowo drożejące materiały budowlane i kredyty, zniweczyły oczekiwania na dalszą poprawę koniunktury w branży budowlanej – mówi ekspert portalu GetHome.pl Marek Wielgo.

Główny Urząd Nadzoru Budowlanego (GUNB) podał właśnie, że w I półroczu 2022 r. wszyscy inwestorzy uzyskali łącznie blisko 8,5 tys. pozwoleń na budowę ok. 108,9 tys. obiektów. Rok wcześniej było ich znacznie więcej, odpowiednio o 19% i 15%.Wykres 1 - Ruch budowlany w I półroczu

Warto zwrócić uwagę, że skutki spadku pozwoleń na budowę odczują zwłaszcza te firmy, które specjalizują się w budowie obiektów kubaturowych, czyli np. budynków mieszkalnych. Oczywiście oznacza to także zmniejszenie sprzedaży wielu materiałów budowlanych i wyposażeniowych, czyli m.in. mebli, sprzętu RTV i AGD. Największe hamowanie widać bowiem w mieszkaniówce, na którą przypadało ok. 65% wszystkich pozwoleń oraz objętych nimi obiektów. I tak, w I półroczu 2022 r. liczba pozwoleń i zgłoszeń dotyczących budowy domów jednorodzinnych zmniejszyła się aż o 17% w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku.

Taki wynik najpewniej dla nikogo nie jest zaskoczeniem. Wiele wyrobów budowlanych drożało w tempie niespotykanym od 15 lat. W takich warunkach trudno jest myśleć o budowie domu – komentuje ekspert GetHome.pl.

Deweloperom podcięły zaś skrzydła także drożejące kredyty, a w efekcie spadek możliwości finansowych wielu potencjalnych nabywców mieszkań. Z danych pierwszej ogólnopolskiej platformy do analizy rynku pierwotnego bigdata.rynekpierwotny.pl wynika, że w okresie ośmiu miesięcy sprzedaż mieszkań w największych miastach skurczyła się niemal o połowę, w porównaniu z rokiem ubiegłym. Nie dziwi więc spadek aktywności inwestycyjnej firm deweloperskich. GUNB podaje, że w pierwszym półroczu uzyskały one niespełna 3,5 tys. pozwoleń na budowę ok. 8,2 tys. budynków wielorodzinnych. Oznacza to spadek o odpowiednio: 7% i 9%.Wykres 2 - Budynki mieszkalne ze zgłoszeniem i pozwoleniem na budowę

Z drugiej strony, zarówno pozwoleń na budowę, jak i objętych nimi budynków mieszkalnych wciąż jest więcej niż przed wybuchem pandemii Covid-19. Prawdopodobnie dla wielu budujących dom jednorodzinny wciąż jest tańszą alternatywą dla mieszkania. Z kolei wielu deweloperów nie rezygnuje z budowy mieszkań w mniejszych miastach, zwłaszcza okalających największe metropolie. Wskazują na to tegoroczne statystyki budowalne GUS.

A jak wygląda sytuacja w pozostałych obszarach budownictwa kubaturowego? Przypomnijmy, że dopiero ubiegły rok przyniósł duży wzrost pozwoleń na budowę m.in. budownictwie przemysłowo-magazynowym, gospodarczo-inwentarskim, zamieszkania zbiorowego czy użyteczności publicznej. Cieszy więc to, że pierwsza połowa tego roku nie przyniosła gwałtownego spadku aktywności inwestorów.Wykres 3 - Obiekty budowlane na których wydano pozwolenia

Np. objętych pozwoleniami na budowę budynków zamieszkania zbiorowego, czyli m.in. hoteli i pensjonatów, było o 4% więcej niż przed rokiem. Budynków użyteczności publicznej było mniej więcej tyle samo. Natomiast tylko o 1% mniej jest objętych pozwoleniami budynków przemysłowych i magazynowych. Jednak rolnikom najwyraźniej minął budowlany zapał, bo na podstawie uzyskanych przez nich w I półroczu pozwoleń powstanie o 10% mniej budynków gospodarczo-inwentarskich.

Niestety, aż o 20% zmniejszyła się liczba planowanych rurociągów, linii telekomunikacyjnych i elektroenergetycznych. GUNB odnotował też 2% spadek w pozwoleniach na budowę infrastruktury transportu, czyli m.in. dróg, mostów czy torów. W I półroczu 2022 r. wydano niespełna 1,4 tys. pozwoleń na budowę ok. 1,6 tys. tego typu obiektów.

Dużym zmartwieniem branży budowlanej jest zła sytuacja finansowa samorządów. Sytuację pogarsza wysoka inflacja oraz gwałtownie rosnące ceny zleconych wcześniej robót budowlanych. No i wciąż nie wiadomo, kiedy Polska otrzyma z UE potężny zastrzyk gotówki m.in. na inwestycje infrastrukturalne w ramach Krajowego Planu Odbudowy – komentuje ekspert GetHome.pl. Nie wyklucza, że część inwestorów mających pozwolenie na budowę w ręku wstrzyma się z rozpoczęciem budowy. Mają na to 3 lata, bo potem pozwolenia utracą ważność.

Sprzedaż danych w Cloud Technologies w lipcu wzrosła o 18%

Cloud Technologies, notowana na rynku NewConnect spółka koncentrująca się na sprzedaży danych opublikowała raport z szacunkową dynamiką sprzedaży cyfrowych informacji w lipcu br. Spółka kontynuuje dalszy dynamiczny rozwój i notuje dwucyfrową dynamikę wzrostu – w lipcu sprzedaż danych wzrosła o 18% r/r.

Nasz strategiczny, skalowalny segment obejmujący sprzedaż cyfrowych informacji dalej dynamicznie rośnie. Prognoza rozwoju dla najważniejszych dla nas rynków reklamy cyfrowej, na których dystrybuujemy dane – czyli USA, Wielkiej Brytanii i rynków Europy Zachodniej – pozostaje optymistyczna. W związku z tym spodziewamy się utrzymującego się wysokiego zapotrzebowania na jakościowe informacje o internautach w przyszłościkomentuje Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies

Ponad 80% przychodów Cloud Technologies w segmencie sprzedaży danych pochodzi ze Stanów Zjednoczonych i jest rozliczana w dolarach. Jednocześnie większość kosztów spółka ponosi w złotówkach, co przy osłabieniu PLN wobec USD zwiększa rentowność Cloud Technologies.  Sprzedaż danych wzrosła w II kw. o 46% r/r i odpowiada obecnie za 71% całkowitych przychodów spółki.

Raportowany przez spółkę wskaźnik szacunkowej miesięcznej dynamiki sprzedaży danych cyfrowych obejmuje kluczowych klientów Cloud Technologies oraz jest wyliczany bezpośrednio w USD. W raportach okresowych sprzedaż danych cyfrowych obejmuje wszystkich klientów spółki oraz jest raportowana w PLN. Z tego powodu możliwe są różnice pomiędzy dynamiką sprzedaży raportowaną w szacunkach miesięcznych a dynamiką sprzedaży pokazywaną w raportach okresowych.

– Sukcesywnie pozyskujemy nowych klientów oraz zwiększamy wolumen danych dostarczanych naszym obecnym klientom, czego efektem jest rosnąca sprzedaż w kluczowym dla nas segmencie. W pierwszym półroczu 2022 r. sprzedaż danych cyfrowych Cloud Technologies wzrosła o ponad 50% r/r. Rynek reklamy internetowej cały czas się dynamicznie rozwija, dlatego spodziewamy się dalszego wzrostu sprzedaży. Procentowa dynamika będzie jednak najprawdopodobniej maleć, ze względu na rosnącą bazę historyczną – dodaje Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies.

Drugi kwartał 2022 roku był bardzo dobry dla Cloud Technologies. EBITDA kluczowego segmentu dla spółki wyniosła 5,2 mln zł co oznacza wzrost o 36,7% r/r. Natomiast marża EBITDA sprzedaży danych w II kw. 2022 r. kształtowała się na poziomie 62,7%. EBITDA w I półroczu 2022 r. jest wyższa o blisko 40% niż w I półroczu 2021 r. i wyniosła 9,6 mln zł, natomiast marża EBITDA w I półroczu jest o 18,1 p. p. wyższa niż w analogicznym okresie 2021 r. Spółka wygenerowała zysk netto na poziomie 3,7 mln zł w II kw. 2022 r. To wzrost o 190% r/r. Na wynik ten wpływ miały również dodatnie różnice kursowe w wysokości 1,7 mln zł. Wartości EBITDA oraz zysku netto uwzględniają normalizację o koszt programu motywacyjnego (0,1 mln zł w Q2 2022) oraz przychód z umorzenia pożyczki PFR (0,9 mln zł w Q2 2021).

Spółka konsekwentnie i z powodzeniem realizuje strategię rozwoju na lata 2021-2023. 8 sierpnia br. Cloud Technologies złożyła w Komisji Nadzoru Finansowego prospekt w związku z planem przejścia na główny rynek Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. Cloud Technologies zgodnie z założeniami realizuje także politykę akwizycyjną, opartą na określonych kryteriach, generujących synergie dla spółki. W lipcu tego roku Cloud Technologies zawarła umowę inwestycyjną w sprawie nabycia 100% udziałów w hiszpańskiej spółce The Linea1 MKT S.L. za 1,87 mln euro. Jednym z elementów strategii rozwoju na lata 2021- 2023 jest także skup akcji, prowadzony w ramach programu motywacyjnego. Dotychczas, czyli do 30 czerwca 2022 r., w ramach skupu akcji spółka nabyła 44,9 tys. akcji z maksymalnej liczby 250 tys. akcji, przeznaczając na ten cel 1,4 mln zł z maksymalnej kwoty 15 mln zł.

Nowy projekt ustawy o cudzoziemcach stawia na digitalizację i żegna się z biurokracją

Zgodnie z zapowiedziami, ukazał się nowy projekt ustawy o cudzoziemcach. Planowane zmiany mają zmniejszyć biurokrację, zdigitalizować proces pozyskiwania pozwoleń na pracę i utrudnić proceder nielegalnego zatrudniania cudzoziemców.

Nowa ustawa, która obecnie jest jeszcze na etapie prac ministerialnych, ma zoptymalizować procedury, które dotyczą powierzania pracy cudzoziemcom. Najkorzystniejszymi zmianami dla pracodawców będą te, które usprawnią proces wydawania dokumentów. Celem ustawy jest skrócenie czasu oczekiwania na decyzje administracyjne, a także zmniejszenie zaległości, które napiętrzyły się przez ostanie lata.

– Planowane w ustawie zmiany powinny znacząco usprawnić komunikację między urzędami
a pracodawcami. Pełna digitalizacja pozwoli pracodawcom monitorować daną sprawę, a także mieć stały kontakt z urzędami. Do minimum mają być ograniczone formalności, z którymi musieli się borykać pracodawcy starający się o pozwolenia na pracę.
mówi Daniel Sola, Dyrektor ds. Projektów Międzynarodowych agencji zatrudnienia Trenkwalder.

Cyfryzacja kontaktów z urzędami

Jedną z istotnych zmian jest pełna digitalizacja procesu pozyskiwania pozwoleń na pracę dla cudzoziemców. Do tej pory urzędy przyjmowały wnioski o zezwolenia na pracę w formie  papierowej i elektronicznej. Zgodnie z nową  ustawą, będzie można je składać wyłącznie drogą elektroniczną przez stronę praca.gov.pl, na tej samej zasadzie jak oświadczenia o powierzeniu pracy cudzoziemcowi. Decyzje w sprawie zezwoleń na pracę też będą wydawane elektronicznie. Pełna digitalizacja pozwoli na szybsze załatwianie sprawy. Do tego nie tylko pracodawca, ale i cudzoziemiec będzie mógł monitorować swoją toczącą się sprawę urzędową.

Mniej formalności na horyzoncie

W nowym projekcie ustawy o cudzoziemcach nie będzie tzw. informacji Starosty, która stanowi załącznik do zezwolenia na pracę. Po rozeznaniu, czy w danym regionie nie ma rodzimych specjalistów gotowych podjąć pracę, Starosta wydaje zgodę na zatrudnienie cudzoziemca.

W projekcie nie mamy żadnej wzmianki, która wskazywałaby na przeprowadzanie testu rynku pracy w celu wyrabiania zezwoleń o pracę. To duże ułatwienie, bo test rynku pracy de facto nie wnosi nic konstruktywnego w zatrudnianiu cudzoziemców, a znacznie wydłuża cały proces – może trwać około 4 tygodni, a dopiero po teście rynku pracy i zgodzie Starosty można składać wniosek o zezwolenie na pracę dla innych cudzoziemców. W tym momencie, w zależności od województwa, na wydanie zezwolenia na pracę czeka się od 1 do nawet 5 miesięcy.podkreśla Daniel Sola.

Kolejną istotną zmianą w oświadczeniach o powierzeniu pracy cudzoziemcowi będzie brak wymogu wpisania do ewidencji nowego oświadczenia, jeżeli:

  • zostanie zwiększony wymiar czasu pracy
  • zostanie zwiększona liczba godzin w tygodniu czy też w miesiącu,

przy jednoczesnym proporcjonalnym wzroście wynagrodzenia (w stosunku do wymiaru pracy) dla danego cudzoziemca.

Koniec z nadużyciami?

Zapisy w nowej ustawie o zatrudnianiu cudzoziemców mają sprzyjać pracodawcom, którzy dotychczas uczciwie podchodzili do zatrudniania cudzoziemców, a eliminować nieuczciwych przedsiębiorców. W planach jest stworzenie Centralnej Bazy Ofert Pracy (CBOP). Dzięki niej wynagrodzenie cudzoziemca będzie mogło być porównywane z innymi wynagrodzeniami w danej branży na lokalnym rynku. Ma to zapobiegać zaniżaniom stawek wynagrodzeń dla cudzoziemców.

Ważną zmianą jest to, że  zezwolenie na pracę będzie można otrzymać wtedy, kiedy wymiar czasu pracy będzie stanowił co najmniej ¼ pełnego etatu w miesiącu czy też 10 godzin tygodniowo. Taka zmiana ma na celu zmniejszenie nadużyć związanych z zaniżaniem czasu pracy, które obniżają koszty pracy. Do tego, zezwolenie będzie wydawane na okres nie dłuższy niż 1 rok jeżeli:

  • Zawarta umowa będzie umową cywilnoprawną
  • Podmiot starający się o zezwolenie prowadzi działalność nie dłużej niż 1 rok
  • Wymiar czasu pracy nie będzie przekraczał ½ etatu czy też 20 godzin tygodniowo

Nowy projekt ustawy ma również na celu zrewolucjonizowanie przepisów określających sposób wymiaru kary. Wymiar kary grzywny za powierzenie nielegalnej pracy cudzoziemcom, będzie proporcjonalny do liczby cudzoziemców, którym została powierzona nielegalna praca. Zapowiedziane kwoty grzywny to widełki 500 zł – 30 000 zł.  Informatyzacja pozwoli też na wprowadzenie skuteczniejszych narzędzi, które nie będą dopuszczały wydawania zezwoleń dla podmiotów ukaranych za nielegalne powierzenie pracy.

Urząd pracy będzie mógł również odmówić wydania zezwolenia na pracę cudzoziemca na podstawie informacji z ZUS-u. Jeżeli podmiot powierzający pracę będzie miał ponad 2 miesięczne zaległości w ZUS-ie, wtedy nie otrzyma zezwolenia na pracę.

Przewiduje się, że nowa ustawa ma wejść w życie jeszcze w 2022 roku, po upływie 7 dni od dnia ogłoszenia. Już dzisiaj wiadomo jednak, że nie będzie ona w całości zrealizowana, ponieważ na niektóre przepisy dotyczące systemów teleinformatycznych będzie trzeba poczekać 6 miesięcy od dnia ogłoszenia.

Mat. informacyjny Trenkwalder Polska

Zmiana przepisów dotyczących dokumentacji w zakresie tzw. transakcji rajowych

Rząd pracuje nad wprowadzeniem zmian w przepisach dotyczących transakcji z udziałem firm z rajów podatkowych i tych, których beneficjentem jest podmiot z siedzibą w takiej jurysdykcji. Zmiany będą dotyczyć wysokości progów dokumentacyjnych, a także zasad stosowania cen rynkowych i obowiązku dokumentacyjnego w zakresie pośrednich transakcji rajowych.

Obowiązek sporządzania dokumentacji cen transferowych

Przy dokonywaniu transakcji kontrolowanych podmioty powiązane są zobowiązane do sporządzania lokalnej dokumentacji cen transferowych w celu wykazania, że uzgodnione między sobą ceny nie odbiegają od wolnorynkowych. Obowiązek dokumentacyjny powstaje, gdy wartość transakcji przekracza w roku podatkowym:

  1. 10 000 000 zł – w przypadku transakcji towarowej;
  2. 10 000 000 zł – w przypadku transakcji finansowej;
  3. 2 000 000 zł – w przypadku transakcji usługowej;
  4. 2 000 000 zł – w przypadku innej.

Jeśli jednak transakcja dokonywana jest z podmiotem mającym miejsce zamieszkania, siedzibę lub zarząd w którymś z rajów podatkowych, próg dokumentacyjny wynosi jedynie 100 000 zł, niezależnie od rodzaju transakcji. Od 1 stycznia 2021 r. obowiązują przepisy, które dodatkowo nakładają na podatników nowe obowiązki przy przeprowadzaniu takich transakcji. Chodzi o konieczność zbadania czy druga strona jest jej beneficjentem rzeczywistym. Na mocy art. 11o ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, podatnicy zobligowani są do sporządzania dokumentacji także w sytuacji, gdy nie dokonują transakcji kontrolowanej, ale jej stroną jest podmiot mający siedzibę w raju podatkowym, jeśli wartość transakcji za rok podatkowy lub obrotowy przekracza 100 000 zł (bezpośrednia transakcja rajowa), lub przekracza 500 000 zł a w raju podatkowym siedzibę ma beneficjent rzeczywisty (pośrednia transakcja rajowa).

Nowe progi dokumentacyjne

Ministerstwo Finansów postanowiło zmodyfikować te regulacje. Najpierw obszerną nowelizacją ustawy o CIT z 28 czerwca 2022 r. zdecydowało się podnieść do 200 000 zł próg wymuszający dokumentacyjny obowiązek podatkowy przy zawieraniu bezpośredniej transakcji rajowej, a w przypadku pośredniej do 2 500 000 zł – dla transakcji towarowej i finansowej oraz do 500 000 zł – w przypadku innej. Jednak nim proponowane zmiany weszły w życie, najnowszym projektem nowelizacji z 25 sierpnia 2022 r. MF zaproponowało jeszcze inną strukturę progów dokumentacyjnych:

  1. dla bezpośrednich transakcji rajowych: 2 500 000 zł dla transakcji finansowych i 500 000 zł dla pozostałych,
  2. całkowite uchylenie obowiązku dokumentacyjnego dla pośrednich transakcji rajowych.

To korzystna dla przedsiębiorców propozycja, bowiem zmniejszy krąg podatników zobowiązanych do sporządzania lokalnej dokumentacji cen transferowych, zawężając ten obowiązek do większych przedsiębiorstw dokonujących bezpośrednich transakcji, zwłaszcza kontrolowanych, z podmiotami powiązanymi. A nowe progi mają mieć zastosowanie do wszystkich transakcji, nie tylko kontrolowanych. Poza tym likwidacja obowiązku dokumentacji cen transferowych przy transakcjach pośrednich zdejmie z przedsiębiorców ciężar ustalania rezydencji podatkowej beneficjenta rzeczywistego należności wynikającej z tej transakcji.

Stosowanie zasady ceny rynkowej

Powyższa zmiana oznacza, że przy zawieraniu pośrednich transakcji rajowych odpadnie też obowiązek odpowiedniego stosowania zasady ceny rynkowej. Ustawodawca proponuje, by nowe przepisy weszły w życie z mocą wsteczną od 1 stycznia 2021 r., a więc objęły transakcje rozpoczęte i niezakończone przed tą datą, lub rozpoczęte po dniu 31 grudnia 2020 roku (ale w odniesieniu do tych transakcji, które są realizowane w roku podatkowym rozpoczynającym się po dniu 31 grudnia 2020 r.). W praktyce znowelizowane regulacje obejmą transakcje z lat podatkowych 2021 i 2022.

Rozszerzenie wyłączenia stosowania przepisów dot. cen transferowych

Na mocy obowiązującego obecnie art. 11b pkt 1 ustawy o CIT regulacje cen transferowych nie mają zastosowania do transakcji kontrolowanej, w której cena lub sposób określenia ceny jej przedmiotu wynika z przepisów ustaw lub wydanych na ich podstawie aktów normatywnych. Jeśli omawiane zmiany wejdą w życie, wyłączenie to będzie mieć zastosowanie także do transakcji innych niż kontrolowane, których cena również wynika z przepisów prawa.

Podsumowanie

Główne zmiany przewidziane w nowelizacji to przede wszystkim uchylenie z mocą od 1 stycznia 2021 r. obowiązku stosowania zasady ceny rynkowej oraz dokumentacyjnego przy zawieraniu pośrednich transakcji rajowych oraz podniesienie do 500 tys. zł i 2,5 mln zł odpowiednich progów rodzących dokumentacyjny obowiązek podatkowy przy bezpośredniej transakcji rajowej.

Przedsiębiorcy mają mieć możliwość dokonania wyboru, czy wskazane rozwiązania zastosować do transakcji rozpoczętych i niezakończonych przed 1 stycznia 2021 r. oraz zawartych po 31 grudnia 2020 r. Podatnicy, dla których termin wywiązania się z obowiązku sporządzenia lokalnej dokumentacji cen transferowych przypada na ostatni dzień 2022 r. mogą więc powziąć wątpliwość, czy dopełnić go zgodnie z obowiązującymi przepisami, czy też zaczekać na wejście w życie nowelizacji. Sprawiedliwym byłoby ustanowienie przepisów przejściowych pozwalających przedsiębiorcom, którzy nie zdążą w terminie z realizacją omawianych obowiązków, uniknąć sankcji karnych skarbowych.

Projekt nowelizacji został przyjęty 23 sierpnia 2022 r. przez rząd. Nowelizacja ma wejść w życie od 1 stycznia 2023 r. Jednocześnie jak wspomniano już wyżej, niektóre przepisy mają zacząć obowiązywać z mocą wsteczną – bo od początku roku 2022.

Autor: Robert Nogacki, partner zarządzający Kancelarii Prawnej Skarbiec specjalizującej się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

DB Energy w roku obrotowym 2021/2022 z istotnym wzrostem przychodów, zysków i skali realizowanych projektów ESCO

DB Energy, notowana na rynku NewConnect spółka oferująca kompleksowe usługi efektywności energetycznej dla przemysłu, w roku obrotowym 2021/2022 osiągnęła niemal 80 mln zł przychodów ze sprzedaży, ponad 12 mln zł zysku EBITDA i 8,2 mln zł zysku netto. Firma w tym okresie zakończyła kluczowy projekt dla Słodowni Soufflet realizowany w modelu ESCO, wypracowując pierwsze i większe niż pierwotnie oczekiwane przychody z tytułu osiąganych oszczędności. Spółka obserwuje rosnące zainteresowanie energooszczędnymi rozwiązaniami wśród przedsiębiorstw i pozytywnie ocenia swoje długoterminowe perspektywy rynkowe.

DB Energy jest liderem w branży usług efektywności energetycznej dla przemysłu w Polsce. Spółka realizuje kompleksowe projekty służące poprawie efektywności energetycznej w dużych i średnich zakładach przemysłowych. Swoimi usługami obejmuje całe spektrum działań, od identyfikacji oraz opracowania koncepcji technologicznych i studiów wykonalności, poprzez wykonawstwo i nadzór nad realizacją, do finansowania projektów włącznie. Usługi świadczy w modelu generalnego wykonawcy lub ESCO (Energy Saving Contract), partycypując w kolejnych latach w oszczędnościach zużycia energii pozyskiwanymi przez klientów dzięki realizacji takich projektów.

Za nami kolejny, przełomowy rok w historii Grupy Kapitałowej DB Energy. Rok pełen zmian w otoczeniu gospodarczym i rynkowym, ale przede wszystkim kolejny rok prac nad osiągnięciem celów dotyczących efektywności energetycznej. Realizacja Polityki Energetycznej Polski, celów pakietu Fit for 55, nie jest możliwe bez wsparcie wyspecjalizowanych przedsiębiorstw, takich jak DB Energy i jej spółek zależnych, co pozwala myśleć o dalszym dynamicznym rozwoju Grupy. Zgodnie z przyjętą strategią, DB Energy sukcesywnie realizuje coraz więcej projektów inwestycyjnych z zakresu efektywności energetycznej, w tym w modelu ESCO. Przełożyło się to na wzrost skali biznesu i pozwoliło osiągnąć rekordowo wysokie wyniki finansowe – mówi Krzysztof Piontek, Prezes DB Energy S.A.

Spółka w roku obrotowym 2021/2022 wypracowała 79,4 mln zł przychodów ze sprzedaży (+163% r/r), przy zysku EBITDA rzędu 12,2 mln zł (+198% r/r) i zysku netto w wys. 8,2 mln zł (+227% r/r). Na wyniki finansowe DB Energy duży wpływ miało zakończenie realizacji inwestycji w modelu ESCO dla Słodowni Soufflet i przekazanie całej instalacji do eksploatacji w czerwcu 2022 r. W tym samym okresie Spółka otrzymała wyższe niż pierwotnie oczekiwane od Słodowni Soufflet wpływy z tytułu generowanych przez instalację oszczędności. W związku z rozpoczęciem użytkowania instalacji przez klienta, DB Energy rozpoznała w sprawozdaniu finansowym przychody z oczekiwanego wynagrodzenia stanowiącego udział w szacowanych oszczędnościach możliwych do uzyskania dzięki zrealizowanemu projektowi, co miało istotny wpływ na wyniki finansowe minionego roku obrotowego. Ponadto Spółka sfinalizowała realizację projektów prowadzonych w modelu generalnego wykonawstwa, m.in. modernizację kotła K1 dla Schumacher Packaging Zakład Grudziądz
Sp. z o.o. oraz modernizację zasilania pieców dla European Brakes and Chassis Components Sp. z o.o. Spółka kontynuowała także świadczenie usług z zakresu wytwarzania i sprzedaży energii cieplnej oraz elektrycznej dla BWI Poland Technologies.

Obserwowany w ostatnich kwartałach gwałtowny wzrost kosztów energii elektrycznej oraz gazu, a także wzrost cen uprawnień do emisji CO2 zwiększa zainteresowanie usługami Grupy Kapitałowej DB Energy ze strony potencjalnych klientów. Na powstałą sytuację rynkową wpływają także długoterminowe zmiany legislacyjne związane z nowelizacją przepisów krajowych i unijnych, dotyczących efektywności energetycznej. Ze względu na aktualną Politykę klimatyczną, ofertowane przez Spółkę projekty z zakresu efektywności energetycznej, mają coraz większy priorytet, szczególnie u dużych przedsiębiorstw – uzupełnia Prezes Zarządu.

DB Energy pozostaje liderem na rynku Białych Certyfikatów. W ciągu minionych 12 lat działalności firma przeprowadziła ponad 1,3 tys. audytów efektywności energetycznej generujących projekty o wartości ponad 5 mld zł, co przełożyło się u klientów na redukcję zużycia energii o ponad 9 TWh i roczne oszczędności w wysokości ok. 2 mld zł. DB Energy złożyła w imieniu klientów wnioski na Białe Certyfikaty o łącznej wartości ponad 650 mln zł, z czego ponad 365 mln zł zostało już przyznane klientom. W minionym roku obrotowym średnioważone ceny Białych Certyfikatów na Towarowej Giełdzie Energii wzrosły o ok. 23%, z poziomu 2  125,72 PLN/toe  w czerwcu 2021 roku do poziomu 2 610,11 PLN/toe  w czerwcu 2022 roku.

– Naszym celem strategicznym na najbliższy rok obrotowy jest realizacja kolejnych projektów poprawy efektywności energetycznej w modelu ESCO oraz dalszy rozwój na rynku Europy Zachodniej, w szczególności w Niemczech, poprzez spółkę zależną Willbee Energy GmbH. Zamierzamy wykorzystać naszą szeroką bazę klientów, firm o kapitale zagranicznym, do rozszerzenia swojej działalności także poza granice Polski, ze szczególnym uwzględnieniem usług w modelu ESCO. Do końca 2022 roku DB Energy planuje zakończenie projektu B+R DiagSys – systemu do diagnostyki pracy silników elektrycznych – uzupełnia Krzysztof Piontek.

Co czwarty Polak uważa, że jego praca cierpi z powodu złego stanu psychicznego

Samopoczucie zatrudnionych osób wpływa na jakość ich pracy. Jak wynika z badania „People at Work 2022: A Global Workforce” firmy ADP, 4 na 10 Polaków (43,96 proc.) uważa, że ich praca cierpi z powodu złego stanu psychicznego. Jednocześnie, co drugi ankietowany przyznaje, że nie czuje się wspierany przez swojego przełożonego (48,77 proc.).

Pandemia pogłębiła problem

Czas pandemii i związana z nim izolacja znacznie wpłynęły na stan psychiczny Polaków
i efektywność ich pracy. Firma ADP, globalny lider w usługach karowo-płacowych, przeprowadziła badanie na blisko 33 tysiącach pracowników z 17 krajów na całym świecie, w którym sprawdziła, jak samopoczucie psychiczne wpływa na efektywność wykonywania obowiązków zawodowych. Z raportu „People at Work 2022: A Global Workforce View” wynika, że w skali globalnej aż 53,26 proc. pracowników przyznaje, że ich praca cierpi z powodu złego stanu psychicznego. W Polsce takiego zdania jest 43,96 proc. zatrudnionych.

Kwestia zdrowia psychicznego wciąż pozostaje jednak obojętna w oczach wielu przełożonych. Z raportu ADP wynika, że prawie co drugi Polak (48,77 proc.) nie czuje się wspierany przez swojego menedżera w kwestii zdrowia psychicznego w pracy. 1/3 ankietowanych (30,33 proc.) twierdzi także, że jego pracodawca nie zrobił nic, by zadbać o jego równowagę psychiczną w czasie pandemii.

– Ponadprzeciętna absencja, gorsza efektywność w pracy lub brak motywacji to sygnały, że dzieje się coś niedobrego. Nieszczęśliwy pracownik, to nieefektywny pracownik – zaznacza Anna Barbachowska, dyrektorka HR w ADP Polska. – Dzięki rozmowom, ewaluacji postępów w pracy i wyników, możemy nie tylko ograniczyć absencję osób zatrudnionych, ale przede wszystkim sukcesywnie zwiększać ich zaangażowanie. Dobrym sposobem jest też włączenie pracownika w życie firmy, np. poprzez tworzenie silnej kultury organizacyjnej, scalanej przez wspólne wartości, cele i dobre relacje – dodaje Barbachowska.

Ludzie lubią być doceniani. Zwykła uprzejmość czy proste podziękowanie za ich codzienną pracę, wpływa na większe zadowolenie, a także motywuje do dalszego działania. Pozytywne nastawienie do wykonywanych obowiązków sprawia, że pracownicy mają więcej energii, identyfikują się ze swoim miejscem pracy, częściej także są bardziej lojalni wobec pracodawcy – komentuje Sylwia Wysocka-Sollich, psycholog Mind Health Centrum Zdrowia Psychicznego w Gdańsku. – Zadowolenie wpływa także na większą odporność psychiczną u pracownika, który lepiej radzi sobie ze stresem w życiu zawodowym, a także w prywatnym.
Nie zapominajmy, że zadowolenie z pracy stanowi ważny czynnik rozwoju każdego dorosłego człowieka –
dodaje psycholog.

Prawo do bycia offline

Home office, workation, praca hybrydowa – pandemia pokazała, że zmiany w Kodeksie pracy są koniecznością. Szczególnie ważne stało się to ze względu na nieumiejętne rozgraniczenie przez pracowników życia prywatnego od zawodowego. Z raportu „People at Work 2022: A Global Workforce View” wynika, że lokalnie przełożeni zaczęli już teraz praktykować ten trend. ¼ polskich pracowników (25,76 proc.) twierdzi, że ich przełożeni wprowadzili jeszcze w trakcie pandemii, prawo do bycia offline, czyli nieodbierania telefonów służbowych i odpisywania na wiadomości e-mail po wyznaczonych godzinach pracy.

– Formalnie w polskim prawie nie istnieją żadne, szczególne regulacje dot. ściśle prawa
do bycia offline (prawo do wyłączenia się). Polskie Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej w odpowiedzi na interpelację poselską nr 31956 (z dnia 22.03.2022 r.), wyjaśniło, że cyt. „w świetle przepisów Kodeksu pracy pracownik jest obowiązany pozostawać w dyspozycji pracodawcy tylko w czasie pracy, tj. w godzinach pracy wynikających z jego rozkładu czasu pracy. Poza takimi godzinami pracy pracodawca może polecić pracownikowi wyłącznie pracę nadliczbową albo zobowiązać pracownika do pełnienia dyżuru, z uwzględnieniem wymaganych przepisami Kodeksu pracy okresów odpoczynku dobowego i tygodniowego pracownika. Ponadto, zarówno wykonywanie pracy nadliczbowej, jak i pełnienie dyżuru (z wyjątkiem dyżuru domowego) podlega rekompensacie. W konsekwencji, pracownik nie pozostając w dyspozycji pracodawcy w ramach godzin pracy wynikających z jego rozkładu czasu pracy, pracy nadliczbowej bądź dyżuru, nie ma obowiązku pozostawania w kontakcie z pracodawcą, w tym za pośrednictwem różnego rodzaju środków komunikacji elektronicznej, w celu wykonywania pracy…” –
komentuje Tomasz Czerkies, radca prawny ADP Polska. – Zatem można wysnuć tezę, że w najbliższym czasie regulacje dot. uszczegółowienia prawa do wyłączenia się nie będą przedmiotem prac polskiego Parlamentu. W tej sytuacji każdy pracodawca, który chociażby zamierza minimalizować ryzyka związane z ewentualnymi roszczeniami pracowników, powinien w ramach własnej organizacji przemyśleć, a następnie wprowadzić regulacje, które będą definiowały uprawnienia pracodawcy i pracownika w tym zakresie. Podstawą zaś tych regulacji mogą być przepisy polskiego Kodeksu pracy, które dość jednoznacznie ustanawiają ramy czasowe pozostawania pracownika w dyspozycji pracodawcy – dodaje radca prawny.

W oczekiwaniu na FOMC

Już za dwa dni kluczowe wydarzenia ostatnich tygodni, czyli posiedzenie amerykańskiej władzy monetarnej. Dyskusja co do dalszej polityki pieniężnej nie milknie także w Polsce. Środki z unijnych funduszy oddalają się od Węgier.

Zagrożone fundusze dla Węgier

Najpierw Parlament Europejski, a teraz Komisja Europejska rekomenduje zablokowanie wypłaty 7,5 mld euro dla Węgier z Funduszu Spójności. Kwota ta stanowi aż 65% przyznanych wcześniej środków w ramach trzech programów operacyjnych. Pierwszy raz w historii KE postanowiła skorzystać z tzw. mechanizmu warunkowości, który wiąże unijny budżet z wypełnieniem kryteriów praworządności. Powodem do wstrzymania wypłaty funduszy są problemy z korupcją w państwie rządzonym przez Viktora Orbana. Unijni urzędnicy szacują, że nawet do 4% środków spływających na Węgry jest wydatkowanych z pogwałceniem prawa, co jest niechlubnym rekordem UE. Co prawda Budapeszt zapowiedział wprowadzenie nowych regulacji antykorupcyjnych, ale mało kto w Brukseli wierzy w zapewnienia, oczekuje się wdrożenia odpowiednich rozwiązań. Teraz piłka znajduje się po stronie Węgrów, którzy do 19 listopada mają przedstawić nowy raport. Jeśli nie uda im się wypełnić zobowiązań, to w ciągu trzech miesięcy Rada Europejska (szefowie rządów) kwalifikowaną większością głosów może ostatecznie przypieczętować blokadę środków. Warto przypomnieć, że Węgrzy nie otrzymują także prawie 6 mld euro z Funduszu Odbudowy.

USA nadaje kierunek

Już w środę posiedzenie amerykańskiej władzy monetarnej i to na Komitecie Otwartego Rynku skupi się w tym tygodniu uwaga inwestorów. Zdecydowana większość rynku oczekuje utrzymania tempa podwyżek stóp procentowych, a więc ruchu o 75 pkt bazowych. Dolar w tych okolicznościach pozostaje silny, ale rozgrywka pod decyzję FOMC tak naprawdę dopiero się zaczyna, a jej punktem kulminacyjnym będzie zapewne konferencja prasowa prezesa Powella. Nawet drobne sugestie szefa Fed dot. dalszej ścieżki monetarnej mogą być impulsem do zmiany lub pogłębienia aktualnego trendu. Na parkietach giełdowych utrzymuje się negatywny sentyment, z chlubnymi wyjątkami np. w postaci warszawskich indeksów. Zniżkuje także ropa (wycena baryłki Brent wraca w pobliże 90 USD), co podsyca recesyjne oczekiwania. O poranku całkiem przyzwoitą pozycję zachowuje polski złoty, z głównych walut słabnie tylko w stosunku do bezkonkurencyjnego USD. Przed godz. 11 kurs dolara utrzymuje się powyżej 4,72 zł, a kurs euro zbliża się do 4,71 zł.

RPP coraz bardziej podzielona

Skoro przy bankierach centralnych jesteśmy, to warto zerknąć na wywiad członka Rady Polityki Pieniężnej Henryka Wnorowskiego, który podzielił się swoimi przemyśleniami z „Rzeczpospolitą”. Według niego główna stopa procentowa nie powinna wzrosnąć powyżej 7% (przypomnijmy, że w tej chwili to już 6,75%). W tym miejscu decydent zaznacza, że przewidywania dotyczą sytuacji z obecnym stanem wiedzy, ale ponieważ rzeczywistość jest bardzo dynamiczna, to zachowuje on prawo do ich zmiany. Oczekiwania mogłaby zmienić wrześniowa inflacja, jeśli okazałaby się wyższa od sierpniowej. Tutaj jednak prof. Wnorowski spodziewa się słabszej dynamiki cen, ponieważ ma wygasać efekt przenoszenia kosztów producentów na ceny finalne. W dłuższej perspektywie nie spodziewa się on negatywnego silnego efektu popytowego, związanego ze skokową podwyżką płacy minimalnej od nowego roku. Ostatnie wypowiedzi różnych członków RPP wskazują, że kolejne posiedzenia Rady mogą być burzliwe. Gwoli przypomnienia w 9-osobowej Radzie pozostają wciąż dwa nieobsadzone wakaty.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Adam Fuchs, analityk walutowy InternetowyKantor.pl

W Polskich firmach wciąż króluje ręczne sterowanie organizacją

Aż 86% ankietowanych prezesów polskich firm uważa, że strategiczne decyzje powinny być podejmowane odgórnie, podczas gdy niemal połowa prezesów firm zagranicznych (46%) ufa w umiejętności swoich zespołów podejmowania właściwych decyzji biznesowych. Jednocześnie trzy czwarte polskich CEO (74%) chętniej wynagradza poszczególne osoby za wkład w realizację strategii niż zespoły za kolektywną pracę i wysiłek. W zagranicznych firmach proporcje pomiędzy tymi zachowaniami dzielą się po równo (50 % do 50%) – wynika z badania CEO Outlook Survey 2022 przeprowadzonego przez EY.

W trakcie ponad 30-tu lat od rozpoczęcia transformacji wiele się zmieniło w sposobie, w jaki funkcjonuje polska gospodarka. Okazuje się jednak, że łatwiej jest wdrożyć techniczne zmiany systemowe na szeroką skalę niż zmienić sposób, w jaki funkcjonują osoby zarządzające przedsiębiorstwami. Takie są wnioski z badania CEO Outlook Survey 2022 przeprowadzonego przez EY.

Aż 86% polskich prezesów badanych przez EY uważa, że strategia powinna być realizowana odgórnie; jedynie 14% prezesów w Polsce ufa, że ich zespoły mogą podejmować trafne decyzje strategiczne i je z sukcesem wdrażać. Dla porównania, na świecie te wartości rozkładają się praktycznie po równo – niemal połowa (46%) prezesów firm zagranicznych ufa w umiejętności swoich zespołów podejmowania właściwych decyzji biznesowych, jedynie 54% prezesów globalnie wierzy w sukces odgórnie realizowanej strategii.

Równolegle, jedynie 24% prezesów polskich przebadanych firm ma przekonanie, że posiada wystarczająco dobry zespół, by powierzyć mu wdrożenie strategii w firmie. Aż trzy czwarte ankietowanych zadeklarowało, że chętnie korzysta z pomocy zewnętrznych doradców, aby założenia strategiczne były szybciej wprowadzane w życie. Globalnie natomiast rozkład głosów zarządzających firmami wierzących w umiejętności własnych pracowników i skłonnych korzystać z pomocy zewnętrznych doradców rozkłada się niemal po połowie (53% do 47%).

W Polskich firmach wciąż króluje ręczne sterowanie organizacją

– Z naszego badania widać wyraźnie, że polscy top menedżerowie wciąż tkwią w epoce, w której królowało ręczne starowanie firmą i wciąż mają opory przed większym delegowaniem decyzyjności na pracowników niższych szczebli. Tego typu myślenie może okazać się szczególnym obciążeniem zarządów polskich firm w kryzysie, coraz wyraźniej rysującym się na gospodarczym horyzoncie gdy o losach firmy może zdecydować elastyczność w radzeniu sobie z potencjalnymi problemami – mówi Arkadiusz Gęsicki, Partner odpowiedzialny za działalność EY-Parthenon w Polsce i krajach bałtyckich oraz Lider EY-Parthenon w Regionie CESA.

Paradoksalnie, jednym z większych wyzwań, które widzą przed sobą rodzimi CEO w realizacji strategii jest zdobycie przywiązania pracowników (17% i jest to problem numer dwa, zaraz po szybkim i efektywnym wykorzystaniu danych do śledzenia rozwoju firmy), podczas gdy na świecie entuzjazm pracowników w realizacji strategii jest na dalszym, czwartym, miejscu, z 13% wskazań.

– Polscy pracodawcy, pamiętający dobrze lata kryzysu gospodarczego i wysokie bezrobocie, mają jeszcze poważną lekcję do odrobienia w zakresie zarządzania pracownikami. Wiadomo, że bardziej zaangażowani i skuteczni są pracownicy, którym powierza się odpowiedzialność za losy firmy i możliwość realizacji własnych rozwiązań. Krajowi CEO już wiedzą, że zaangażowanie jest potrzebne, nie potrafią tego jednak przełożyć na atmosferę zaufania w firmie i rozdzielenie władzy pomiędzy pracowników młodszych rangą – mówi Arkadiusz Gęsicki.

Znaczenie reputacji firm rośnie w trudnych warunkach ekonomicznych

Prezesi w badaniu przygotowanym przez EY wskazują cechy lidera potrzebne, aby odnieść sukces w warunkach post-pandemicznych: zarówno w Polsce i jak globalnie najważniejsze są wizja i determinacja – wskazywane przez odpowiednio 24% i 25% respondentów. Pewne różnice pojawiają się na dalszych miejscach; polscy liderzy stawiają bardziej na inteligencję emocjonalną (20%) i wytrwałość (16%), a międzynarodowi – wysoko stawiają otwartość i przejrzystość (16% wskazań).

– Otwartość, na którą stawiają międzynarodowi liderzy, niesie za sobą również zaproszenie do współpracy w zespołach i większą chęć wspierania różnorodności w organizacji – zauważa Arkadiusz Gęsicki.

Znaczenie reputacji firm rośnie w trudnych warunkach ekonomicznych

Rośnie znaczenie ESG, także w Polsce

Ciekawe są również odpowiedzi prezesów firm na pytanie o kluczowe zagadnienia dla nich i dla firm, którymi zarządzają. Globalnie, trzy kluczowe pozycje zajmują kwestie związane ze zrównoważonym rozwojem – poprawa wpływu firmy na środowisko z wyłączeniem kwestii ochrony klimatu (21% wskazań), większy nacisk na różnorodność (15% odpowiedzi) i ochrona klimatu (13%). W Polsce również wskazaniem numer jeden jest poprawa wpływu firmy na środowisko (26%), ale już kolejnym wskazaniem jest poprawa corporate governance (18%), co udowadnia obiegową tezę o tym, jak dużo rodzime firmy mają do zrobienia w tej ostatniej kwestii.

– Wysoka pozycja ESG w badaniu wyraźnie wskazuje na rosnącą rolę przedsiębiorstw w kształtowaniu szerszego otoczenia biznesowego. Z polskiej perspektywy to bardzo cieszy i pokazuje coraz większą świadomość, jak dużo w tym obszarze jest jeszcze u nas do zrobienia. Obok ESG coraz bardziej istotną kwestią w zarządzaniu staje się również technologia – prezesi ankietowanych firm jasno wskazują, że jednym z najważniejszych wyzwań przed nimi stojących jest efektywne zastosowanie nowych technologii w zarządzaniu. Od tej drogi nie ma odwrotu – mówi Arkadiusz Gęsicki.

Rośnie znaczenie ESG, także w Polsce

O badaniu
Ankieta CEO Outlook Survey 2022 jest częścią serii CEO Imperative, wskazującej kierunki działania, które mają pomóc prezesom w określeniu i ewentualnym przeformułowaniu sposobu funkcjonowania zarządzanych przez nich organizacji. Badanie przeprowadzono w 45 krajach na całym świecie. Pytania zadawano CEO firm z 13 sektorów w okresie listopad-grudzień 2021. Ankieta w Polsce objęła 50 prezesów dużych firm. Badane przedsiębiorstwa w 82% stanowiły firmy notowane na giełdzie, a spośród nich 78% to spółki portfelowe funduszy private equity.

Rośnie zainteresowanie polskich przedsiębiorców finansowaniem inwestycji zagranicznym kapitałem

Sytuacja polityczna, wzrost inflacji, a w ślad za nią stóp procentowych oraz rosnąca presja na banki, która może przyczynić się do zwiększenia marż na udzielanych kredytach, to czynniki nasilające zainteresowanie polskich przedsiębiorców finansowaniem inwestycji zagranicznym kapitałem. Zjawisko to widoczne jest już dziś, krajowe podmioty coraz częściej decydują się na skorzystanie z alternatyw, jakie daje finansowanie transgraniczne i wybierają tę opcję zamiast ofert banków działających w Polsce.

Zgodnie z polskim prawem w obszarze B2B nie ma większych przeszkód, by zagraniczne instytucje finansowały inwestycje polskich przedsiębiorców. Działalność ta zazwyczaj jest podejmowana w ramach wspólnotowej swobody świadczenia usług, przy wykorzystaniu zasady jednego paszportu europejskiego. Oznacza to, że instytucja kredytowa, która otrzymała zezwolenie (licencję) na prowadzenie działalności bankowej w jednym z państw członkowskich EOG nie musi uzyskiwać dodatkowych zezwoleń na prowadzenie takiej działalności w innych państwach członkowskich. Jak wynika z zestawienia opublikowanego na stronach Komisji Nadzoru Bankowego[1] (KNF), obecnie w Polsce działa 591 zagranicznych instytucji, których notyfikacje wpłynęły do KNF. Co ciekawe, najwięcej tych podmiotów pochodzi z Francji (99), wyprzedzając Niemcy (89 notyfikacji) jak i Wielką Brytanię (82). Wysoko w zestawieniu znajduje się także Austria (47), którą nieznacznie wyprzedził Luksemburg (52). Zasada jednego paszportu europejskiego wykorzystywana jest również przez instytucje spoza Unii Europejskiej. Mogą one bowiem świadczyć swoje usługi w całej wspólnocie dokonując tylko jednej rejestracji w wybranym przez siebie kraju.

Pozytywnie na wzrost udziału zagranicznych instytucji na polskim rynku finansowym wpływa na pewno dzisiejsza sytuacja na rynku bankowym w Polsce. Po serii podwyżek stóp procentowych, WIBOR 3M wynosi[2]  7 proc., a WIBOR 6M 7,29 proc. Jeśli chodzi o stawki związane z finansowaniem zobowiązań denominowanych w euro, to w przypadku EURIBOR stawki rynkowe wynoszą około 0,2 dla 3M i 0,7 dla 6M. Już tu zauważa się znaczącą dysproporcję, a należy pamiętać również o marży banku lub instytucji finansowej. Od kilku tygodni narasta bowiem presja na instytucje finansowe w Polsce, która może zakończyć się nieuchronnym wzrostem marż – zwłaszcza na produktach kredytowych. 29 lipca 2022 roku w życie wchodzi ustawa wprowadzająca tzw. wakacje kredytowe. Dzięki nim posiadacze złotowych kredytów mieszkaniowych, będą mogli do końca 2023 roku bezpłatnie przenieść aż 8 z 17 rat kredytowych na koniec okresu kredytowania. Kluczowe jest tu określenie „bezpłatnie”. Dotychczasowe rozwiązania funkcjonujące na rynku, w przypadku wakacji kredytowych, przenosiły daną ratę na koniec okresu rozliczeniowego, ale bank do tej operacji doliczał należne odsetki. Teraz koszt wakacji kredytowych ma według uchwalonych i podpisanych przez prezydenta przepisów odbyć się na koszt banku. Regulacja ta, choć dotyczy rynku konsumenckiego, znajdzie swoje odbicie na sytuacji finansowej banków w Polsce – oznacza nawet wiele miliardów złotych dodatkowych kosztów, z którymi będą musiały się zmagać rodzime instytucje kredytujące. Już teraz obserwujemy jej negatywny wpływ na banki. Przykładowo, niedawno zarząd Banku Millennium podjął decyzję o uruchomieniu planu naprawczego, ze względu na wspomniane wyżej nowe przepisy o „wakacjach kredytowych”, gdyż współczynniki kapitałowe spadną poniżej minimalnych wymogów określonych przez KNF.

Z analiz Narodowego Banku Polskiego (NBP) wynika, że koszt wyżej wspomnianych wakacji kredytowych może sięgać ok. 20 mld zł. Według szacunków Związku Banków Polskich (ZBP), przy założeniu, że z tego rozwiązania skorzysta 80% uprawnionych, łączny koszt dla banków osiągnąłby poziom 13,1-16,4 mld zł w 2022 roku oraz 21,3-27,9 mld zł w okresie 2022-2023.

Poza podatkiem dochodowym instytucje finansowe płacą w Polsce tzw. podatek bankowy, z którego wpływy wynoszą ponad 5,5 mld zł rocznie. Ponadto uiszczają składkę na Bankowy Fundusz Gwarancyjny (BFG), gdzie koszt dla całego sektora szacowany jest na 3,7 mld zł, oraz składkę na Fundusz Wsparcia Kredytobiorców (FWK) – 1,5 mld zł, a także utrzymują system nadzoru nad sektorem bankowym.

Mając powyższe na uwadze, nie możemy zapomnieć o sytuacji na rynku kredytów hipotecznych, gdzie można się spodziewać dalszego wyhamowania udzielania kredytów, z uwagi na działania KNF, która od kwietnia zaleciła bankom przy badaniu zdolności kredytowej uwzględnianie wyższego bufora na podwyżki stóp procentowych – wcześniej 2,5 proc., a obecnie nawet do 5 proc. Już dziś powoduje to, że maleje zdolność kredytowa konsumentów. Analitycy rynkowi mówią wręcz o zapaści na rynku hipotecznym.

To jednak nie koniec presji jaka wywierana jest na sektor bankowy. Z ust najważniejszych polityków padają już kolejne zapowiedzi związane z obciążeniem banków podatkiem od nadmiarowych zysków, w przypadku niepodnoszenia oprocentowania depozytów dla klientów indywidualnych. Choć to tylko zapowiedzi, to w połączeniu z uchwalonymi dotychczas przepisami muszą one przyczynić się także do wzrostu marż na wszystkich produktach bankowych, w tym tych związanych z kredytowaniem inwestycji i biznesu.

Powyżej opisane okoliczności stanowią szansę dla zagranicznych instytucji finansujących inwestycje na znaczący wzrost udziału w polskim rynku. Mogą one bowiem zastosować znacznie korzystniejsze warunki finansowania niż zmagający się ze spadającymi zyskami sektor bankowy w Polsce. Aktualnie duże inwestycje budowlane, np. na rynku nieruchomości magazynowych czy biurowych, są coraz częściej finansowane przez instytucje zagraniczne, zwłaszcza z Austrii, Niemiec, czy Skandynawii.

Czy polscy przedsiębiorcy skorzystają z nadarzającej się szansy? Mimo wzrostu ryzyka związanego z sytuacją geopolityczną i możliwością spowolnienia gospodarczego czy spadku koniunktury w Polsce, z pewnością będą podejmowali takie próby, zwłaszcza na rynku budowlanym (wspomniane magazyny, ale również biura i rynek PRS), który jest odporniejszy na spadek wartości i wahania koniunktury.

Autor: Dr Jan Gąsiorowski

*Autor jest Associate w warszawskim biurze kancelarii Wolf Theiss.

[1]https://www.knf.gov.pl/podmioty/Podmioty_sektora_bankowego/zestawienie_notyfikacji_instytucji_kredytowych_na_terytorium_RP

[2] Dane na dzień 22.07.2022

Tydzień banków centralnych

Ten tydzień obfituje w decyzje banków centralnych. Oczywiście w centrum zainteresowania jest środowa decyzja Fed-u, ale nie należy zapominać o BoE, SNB, BoJ, Riksbanku czy Norges Banku. Szwajcarzy ostatnio zaskoczyli podwyżką stóp procentowych. Bank Anglii z kolei ma nadal wiele dylematów.

Środowa decyzja Fed-u wydaje się być kluczowa. Rynek nie jest zdecydowany, czy amerykańska instytucja „dowiezie” 75 czy może raczej 100 punktów bazowych. To co jest pewne, to fakt, że czerwcowe projekcje FOMC są w tym momencie zdecydowanie za niskie. Ważnym pytaniem wciąż jest nie tylko o ile nastąpi zmiana wrześniowa ale również to, na jakim poziomie zakończy się cały cykl zacieśniający. Znaczne podwyższenie projekcji może wesprzeć jeszcze USD, choć dalsza aprecjacja może być już w pewien sposób ograniczona z uwagi na mocno wykupionego dolara.

Publikacje danych z Wielkiej Brytanii w minionym tygodniu po raz kolejny zobrazowały dylematy Banku Anglii. Z jednej strony presja cenowa jest bardzo wysoka, a napięty rynek pracy pociąga za sobą ryzyko dalszego wzrostu cen. Z drugiej strony, wysokie ceny wywierają presję na prywatne gospodarstwa domowe. Sprzedaż detaliczna gwałtownie spadła w sierpniu, podsycając obawy gospodarcze. W czwartek BoE podejmie decyzję w sprawie swojej kluczowej stopy procentowej. Wysoki poziom inflacji wymaga dalszego zacieśnienia polityki pieniężnej – to nie ulega żadnej wątpliwości. Rynek stara się odpowiedzieć na pytanie czy BoE okaże się zdecydowany w walce z inflacją i podniesie kluczową stopę o 75 pb, czy też będzie nadal działał ostrożnie, mając na uwadze ryzyka dla gospodarki i podniesie koszt pieniądza o jedyne o 50 pb?

Istnieje szansa, że SNB podejmie taką samą decyzję (+75 pb) jak ostatnio EBC i tym samym ponownie będzie o mały krok dalej. Rynek wycenia już ruch tej wielkości i dlatego taka decyzja nie powinna się przełożyć na znaczne umocnienie CHF. Jeśli jednak SNB wyda się zaskakująco umiarkowany w swoim oświadczeniu co do przyszłych podwyżek stóp, może to wywołać presję na spadek CHF. Nie byłoby to w interesie SNB, gdyż chce on również interweniować przeciwko słabemu frankowi. Bank będzie prawdopodobnie podejmował decyzje z posiedzenia na posiedzenie. Kolejne dopiero w grudniu.

Norges Bank podniósł ostatnio kluczową stopę procentową o kolejne 50 punktów bazowych do poziomu 1,75 proc. i zasygnalizował dalsze działania w tym kierunku. Aktualnie rynek wycenia ruch o 50 pb. Umocnienie NOK-a byłoby możliwe, gdyby bank zaskoczył w sposób „jastrzębi”. Możliwe jednak, że bank odniesie się do zagrożeń dla gospodarki. Dodatkowo inflacja w Norwegii niebawem prawdopodobnie osiągnie szczyt. Te dwa czynniki mogą spowodować, że Norges Bank pomimo podwyżki nie będzie skrajnie restrykcyjny w swoich wypowiedziach.

Jutro o stopach procentowych decydować będzie Riksbank. Po zaskakująco wysokich danych o inflacji w ostatnich miesiącach, które wypadły powyżej oczekiwań instytucji, jasne jest, że będzie ona musiała wyraźnie skorygować swoje projekcje inflacyjne w górę, aby zareagować na ryzyko cenowe. Wzrost o 75 pb do 1,50 proc został już w pełni wyceniony, więc Riksbank będzie musiał znacząco podnieść swoją ścieżkę stóp, aby brzmieć restrykcyjnie i zapewnić potencjał wzrostowy dla SEK.

Najmniej zrobi prawdopodobnie Bank Japonii. Instytucja będzie trzymać się konsekwentnie swojej ekspansywnej polityki monetarnej i raczej nie wyśle żadnych sygnałów wskazujących na normalizację. Jen nadal będzie znajdował się pod presją i będzie słaby w stosunku do walut krajów gdzie cykl zacieśniania monetarnego jest rozpędzony.
Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Zbyt wcześnie na optymizm

Kontrofensywa wojsk ukraińskich wywołała powiew optymizmu na rynkach finansowych. Pojawiły się nawet nadzieje na obniżki stóp procentowych. Należy się jednak uzbroić w cierpliwość i dużą dozę zdrowego sceptycyzmu.

Przez kilka ostatnich tygodni na froncie wojennym pomiędzy Ukrainą a Rosją mieliśmy do czynienia z przedłużającą się wojną pozycyjną na wyniszczenie. Kolejne próby szantażu energetycznego ze strony Rosji powodowały wystąpienie szoków cenowych na surowcach energetycznych, zwłaszcza na gazie, co jedynie potęgowało obawy inwestorów o zmaterializowaniu się scenariusza wystąpienia kryzysu energetycznego oraz recesji w Niemczech, będących gospodarczym motorem Europy. Nic więc dziwnego że optymistyczne doniesienia z frontu opisujące przełamanie kilkutygodniowego impasu spowodowały euforię inwestorów powodowanych nadzieją, że konflikt zbrojny może zakończyć się jeszcze przed nadejściem zimy.

Giełda, niestety, ma tendencję do przesadnych reakcji, tak euforycznych, jak depresyjnych. Szok podażowy na surowcach energetycznych wywołał hossę na akcjach spółek związanych z sektorem wydobywczym oraz produkcją maszyn dla górnictwa. Z drugiej strony największymi beneficjentami ewentualnego pokoju może być przede wszystkim sektor banków, który wykazuje szczególną wrażliwość na wszelkie zawirowania związane z niepewnością na arenie międzynarodowej oraz spółki wydobywcze i rolnicze prowadzące swoją działalność na terenie Ukrainy. Na sukcesy ukraińskiej ofensywy zareagowała też warszawska giełda. Przez trzy dni trwała euforia na akcjach spółek wchodzących w skład indeksu WIG-UKRAINA. Absolutnym faworytem inwestorów jest Coal Energy, spółka wydobywcza, której akcje w ciągu trzech dni potroiły swoją wartość. W skład indeksu wchodzi osiem spółek, z których większość działa w branży spożywczej oraz rolniczej.

– Gdyby założyć super optymistyczny scenariusz, że konflikt właśnie kończy się konflikt zbrojny w Ukrainie, to miałoby to gigantyczne konsekwencje ekonomiczne, zwłaszcza dla Europy – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Dla euro byłby to bardzo pozytywny scenariusz, a więc także i dla złotego. Dla złotego byłoby to usunięcie ryzyka geopolitycznego.

Na wieść o sukcesach ukraińskiej armii przez kilka dni euro znów było silniejsze od dolara, następnie oscylowało bardzo blisko parytetu.

Normalizacja cen surowców energetycznych może zmniejszyć presję inflacyjną, co z kolei może umożliwić bankom centralnym rozpoczęcie cyklu obniżek stóp procentowych. Polska uniknie stagflacji, a Europa recesji?

– Rynki lubią przesadnie reagować na jakiś nowo pojawiający się temat, dlatego obawiam się, że tak jest również w tym przypadku, dlatego mówienie, że pojawiła się szansa, że Europa uniknie recesji i skończy się tylko na spowolnieniu gospodarczym jest mocno przedwczesne – komentuje ekspert XTB. – Można się natomiast zastanawiać czy doszło do jakiegoś przełomu, a to się dopiero okaże, bo Rosja nadal jest nieobliczalna, to się nie zmieniło.

Nadchodzi koniec fikcyjnych obniżek cen

Sztuczne podwyższanie cen, aby je następnie obniżyć, zwalczać ma Dyrektywa Omnibus, która wprowadza wiele zmian korzystnych dla konsumentów nakładając jednocześnie nowe obowiązki na producentów. Najważniejsza zmiana dotyczy właśnie promocji cenowych.

Unia Europejska dostosowując przepisy do zmian na rynku i rozwoju świata cyfrowego wprowadziła Nowy Ład dla Konsumentów, który wszedł w życie 11 kwietnia 2018 r. Celem jest zwiększenie ochrony obywateli europejskich poprzez eliminację luk prawnych w przepisach krajowych dotyczących kar odstraszających i sankcjonujących naruszenia wewnątrzunijne oraz niewystarczający model indywidualnych środków ochrony prawnej dla konsumentów.

Elementem Nowego Ładu dla Konsumentów jest Dyrektywa Omnibus, znana też jako Dyrektywa Egzekucyjna i Modernizacyjna, która w UE weszła w życie 7 stycznia 2020 r. Wprowadza ona zmiany w czterech wcześniejszych dyrektywach dotyczących ochrony konsumentów: dyrektywie dotyczącej reklamy wprowadzającej w błąd i reklamy porównawczej, dyrektywie w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich, dyrektywie w sprawie praw konsumentów, dyrektywie w sprawie ochrony konsumenta przez podawanie cen produktów oferowanych konsumentom.

– Sztuczne zawyżanie cen przed wyprzedażami ma być zwalczane w ten sposób, że przedsiębiorca obok ceny promocyjnej będzie musiał również pokazać cenę najniższą w ostatnich trzydziestu dniach – mówi w rozmowie z MarketNews24 Dagmara Cieniawska, radca prawny, kancelaria Affre i Wspólnicy, ekspertka Komitetu retail Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej. – Przedsiębiorcy będą musieli zweryfikować dotychczasowy sposób pokazywania cen, wprowadzając zmiany w swoich systemach informatycznych i na swoich stronach internetowych.

Producenci będą musieli zmienić swoje kampanie promocyjne i podejście do marketingu. Zmienić muszą się także komentarze w internecie pisane na zlecenie producentów. Producent będzie zobligowany do poinformowania konsumentów o tym, że osoba wystawiająca komentarz w rzeczywistości kupiła ten produkt bądź go używała.

– Dyrektywę Omnibus łatwiej będzie wprowadzić w internecie, a trudniej w sprzedaży stacjonarnej ze względu na weryfikację komentarzy – wyjaśnia D.Cieniawska.

Dyrektywa Omnibus powinna zostać wprowadzona w Polsce 28 maja 2022 r. Prawdopodobnie będzie obowiązywać od jesieni br.

Tablica informacyjna a reklama – konsekwencje podatkowe

Organ podatkowy nie uwzględnił przedstawionego przez przedsiębiorcę stanu faktycznego i dokonując samowolnej modyfikacji opisu i nieuzasadnionych dopowiedzeń stwierdził, że tablica informująca o historii pałacu potencjalnie może być reklamą i jako taka podlega opodatkowaniu. Po stronie przedsiębiorcy stanął sąd.

Tablice informacyjne trwale związane z gruntem

Spółka podjęła się przebudowy zagospodarowania terenu pałacowo-parkowego na Opolszczyźnie dofinansowanego z projektu ochrony i promocji różnorodności biologicznej obszaru chronionego krajobrazu na terenie jednej z gmin, w ramach programu ochrony środowiska, dziedzictwa kulturowego i kultury. Na podlegającym spółce terenie zamontowała 5 wolnostojących tablic informacyjnych o dofinansowaniu projektu z unijnych pieniędzy, o stalowej konstrukcji, trwale związanych z gruntem betonowymi fundamentami.

Przedsiębiorca wystąpił do organu podatkowego o potwierdzenie, że pełniące wyłącznie charakter informacyjno-edukacyjny tablice, zawierające jedynie treści dotyczące rysu historycznego zespołu pałacowo-parkowego, bioróżnorodności zabytkowego parku, gatunków drzew, a także o wspominanym źródle dofinansowania, w żaden sposób niewykorzystywane do celów reklamowych, nie będą podlegać opodatkowaniu podatkiem od nieruchomości jako budowle.

Może i nie służą do celów reklamowych, ale mogą

Organ stwierdził, że przedmiotowe tablice będą podlegać opodatkowaniu, bowiem bez względu na to, co się teraz z nimi dzieje, stanowią budowle, a przedsiębiorca może je potencjalnie wykorzystywać do prowadzenia działalności gospodarczej. Potwierdzać to miał również fakt, że przedsiębiorca ujął wydatki na te tablice w kosztach uzyskania przychodu, a same tablice w ewidencji środków trwałych.

Niech organ uzasadni, dlaczego jego zdaniem tablice informacyjne podlegają podatkowi

Nie zgadzając się z rozstrzygnięciem organu spółka wniosła skargę do sądu. WSA w Opolu przypomniał, że Ordynacja podatkowa wyznacza granice podejmowanej przez organ interpretacji przepisów prawa podatkowego, które nie mogą wybiegać poza to, co zostało uwzględnione przez podatnika we wniosku o jej wydanie. A w opisie stanu faktycznego spółka wyraźnie poinformowała jaką rolę będą pełnić tablice. Organ natomiast analizując art. 1a ust. 1 pkt 1 ustawy o podatkach i opłatach lokalnych w związku z art. 3 pkt 3 Prawa budowlanego, który wśród budowli wymienia „wolno stojące trwale związane z gruntem tablice reklamowe i urządzenia reklamowe”, na tej tylko podstawie uznał, że skoro opisane przez spółkę tablice są trwale związane z gruntem, to są lub mogą być przez nią wykorzystywane do prowadzenia działalności gospodarczej, a zatem podlegają opodatkowaniu podatkiem od nieruchomości.

Sąd uchylając zaskarżoną przez spółkę interpretację, zalecił organowi, by przy ponownym rozpoznawaniu sprawy ustalił, czy tablice informacyjne, albo informacyjno-edukacyjne to podlegające podatkowi od nieruchomości budowle, skoro przepis art. 3pkt 3 prawa budowlanego jako budowlę klasyfikuje „tablicę reklamową”. Jeśli mimo to fiskus ponownie uzna, że jednak tablica informacyjna to w rozumieniu ww. przepisu tablica reklamowa lub inna budowla, to powinien to uzasadnić (sygn. akt I SA/Op 160/22).

Podsumowanie

Zawyżony lub nienależnie naliczony podatek od nieruchomości to powszechne zjawisko. Często jest efektem błędnej interpretacji przepisów przez urzędników i niewłaściwego klasyfikowania należących do podatników obiektów. A część właścicieli nieruchomości, przedsiębiorców, po uzyskaniu decyzji wymiarowej zapewne odpuszcza, po pierwsze ulegając powadze „urzędowej” decyzji, po drugie, by po prostu nie wdawać się w spór ze skarbówką. Powinni jednak wiedzieć, że w każdej chwili mają prawo zweryfikować, czy podatek został ustalony prawidłowo, a gdy okaże się, że został zawyżony lub był całkowicie nienależny – domagać się zwrotu nadpłaty, nawet do 5 lat wstecz.

Przy składaniu wniosku o wydanie interpretacji podatkowej, niezależnie od tego czy dotyczy ona podatku od nieruchomości, VAT, PIT, czy CIT, dobrze jest zachować dużą ostrożność. Na wstępie warto rozważyć, czy istniejących wątpliwości nie da się wyjaśnić w bardziej klarowny sposób, antycypując możliwe punkty sporne i wątpliwości, które powziąć urzędnik skarbowy. Nie jest tajemnicą, że niekorzystana interpretacja, dotycząca nawet prostej, c oczywistej kwestii podatkowej, może stanowić dla podatnika problem. Stąd jeśli do wydania takiego rozstrzygnięcia doszło, ale sprawa jest nadal aktualna, warto zaskarżyć interpretację do WSA.

Po drugie, analizując przepisy, czy wydane na ich kanwie interpretacje podatkowe należy unikać wykładni rozszerzającej. Jak trafnie zauważył WSA w Opolu, skoro wnioskujący o wydanie interpretacji wyjaśnił, że związane z gruntem tablice pełnią wyłącznie funkcję informacyjno–edukacyjną, nie można im przypisywać charakteru reklamowego tylko dlatego, że generalnie urządzenia czy szyldy stanowiące budowle, podlegają opodatkowaniu podatkiem od nieruchomości.

Autor: Robert Nogacki, partner zarządzający Kancelarii Prawnej Skarbiec specjalizującej się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Kontrowersje wokół przeznaczania pełnowartościowego drewna na produkcję pelletu

Przedsiębiorcy z branż drzewnych alarmują w sprawie planowanego wydzielenia puli tańszego drewna do produkcji pelletu.

Wydzielenie specjalnej puli tańszego drewna na potrzeby produkcji pelletu nie ma sensu technologicznego, ekonomicznego i ekologicznego, natomiast stwarza poważne ryzyko rozchwiania rynku i spekulacyjnego handlu drewnem. W dodatku, istnieje duże prawdopodobieństwo, że wyprodukowany w Polsce pellet nigdy nie trafi do polskich odbiorców, a zostanie wyeksportowany do państw Europy Zachodniej. To niektóre z problemów, przed którymi ostrzegają specjaliści z sektora drzewnego.

Organizacje branżowe – Ogólnopolska Izba Gospodarcza Producentów Mebli (OIGPM), Stowarzyszenie Papierników Polskich (SPP), Stowarzyszenie Producentów Płyt Drewnopodobnych w Polsce (SPPDwP), Ogólnopolskie Stowarzyszenie Producentów Programu Ogrodowego (OSPPO), Polski Komitet Narodowy EPAL (PKN EPAL), Polska Izba Gospodarcza Przemysłu Drzewnego (PIGPD), Związek Polskie Okna i Drzwi (POiD), Stowarzyszenie Przemysłu Tartacznego (SPT), Koalicja na Rzecz Polskiego Drewna, Zespół Roboczy przy Rzeczniku Małych i Średnich Przedsiębiorstw oraz Ogólnopolski Związek Pracodawców Przemysłu Drzewnego (OZPPD) – skierowały pismo do Ministra Rozwoju i Technologii, Waldemara Budy. W przesłanym liście apelują o zaprzestanie działań mających na celu przeznaczenie specjalnej puli drewna sprzedawanego przez Lasy Państwowe na potrzeby produkcji pelletu drzewnego w Polsce.

Organizacje branżowe są przekonane, że takie działania nie mogą zwiększyć ilości wytwarzanego w Polsce pelletu. Przyczynią się jedynie do spekulacyjnego obrotu tańszym drewnem z wydzielonej puli i tym samym zdestabilizują, już i tak rozchwiany, rynek drzewny. Pellet drzewny produkuje się z czystych trocin, a nie z drewna okrągłego. Tylko nieliczne firmy wytwarzające pellet mają możliwość rozdrobnienia drewna okrągłego do trocin. Zgodnie z informacjami pozyskanymi przez stowarzyszenia, obecnie żadna z tych firm nie jest w stanie skutecznie, w przemysłowej skali, korować tego drewna, co jest warunkiem niezbędnym w produkcji tego wyrobu.

Jak tłumaczą przedstawiciele branż, produkcja pelletu ma jedynie sens, gdy jako surowiec wykorzystywane są trociny będące produktem ubocznym przerobu tartacznego. Używanie drewna okrągłego, które wcześniej musi być poddane procesowi okorowania i rozdrobnienia, wymaga zużycia dodatkowej energii elektrycznej, co nie ma uzasadnienia ekonomicznego, a tym bardziej ekologicznego. Ich zdaniem, drewno, które miałoby być przeznaczone do produkcji pelletu powinno być przede wszystkim wykorzystane do produkcji płyt drewnopochodnych i papieru oraz w produkcji mebli i w budownictwie.

„W Polsce istnieje tylko kilka firm, które zajmują się produkcją pelletu i zgodnie z naszymi informacjami nie dysponują one wolnymi mocami produkcyjnymi. Informacje przekazywane przez Polską Radę Pelletu ani nie odzwierciedlają stanowiska najważniejszych producentów pelletu, ani nie dają rzetelnego obrazu sytuacji. W naszej opinii są one stronnicze i służą partykularnym interesom tej organizacji.” – piszą organizacje.

Autorzy listu zwracają uwagę na to, iż wydzielenie specjalnej puli drewna sprzedawanego w niższej cenie przez Lasy Państwowe spowoduje w efekcie spekulacyjny handel tym drewnem i w rezultacie  doprowadzi do powstania nowych firm zajmujących się produkcją pelletu, co w efekcie nie przełoży się na zwiększenie wolumenu pelletu, a jedynie wywoła kolejne spekulacje na rynku. Nie ma też żadnej gwarancji, że wyprodukowany z dodatkowej puli drewna pellet nie będzie eksportowany.

Obecnie nie istnieje żaden mechanizm, który pozwoliłby kontrolować sprzedaż pelletu, w tym obrót zagraniczny. Istnieje zatem duże prawdopodobieństwo, że wyprodukowany w Polsce pellet nigdy nie trafi do polskich odbiorców, a zostanie wyeksportowany do państw Europy Zachodniej.

„Wydzielenie specjalnej puli tańszego drewna dla wąskiego kręgu odbiorców, jakim są producenci pelletu, nie ma sensu technologicznego i ekonomicznego, a ponadto odbierze surowiec branżom, które zatrudniają ok. 400 tysięcy ludzi i generują wymierne korzyści dla państwa, a które dziś borykają się z problemami wynikającymi z drastycznych wzrostów cen drewna i energii oraz spadającą liczbą zamówień” – podsumowują organizacje.

Nextview Consulting przejmuje Mooza Inspire

Holenderska firma informatyczna NextView Consulting ogłosiła przejęcie czeskiej firmy Mooza Inspire, która prowadzi swoje oddziały w Polsce i Czechach. Połączenie struktur obu organizacji pozwoli zwiększyć ich rynkowy zasięg i jednocześnie wzmocni kompetencje w technologii Salesforce w regionie Europy Centralnej i Wschodniej.

Przejęcie wynika ze strategii inwestycyjnej Nextview Consulting, która zakłada rozwój swoich kompetencji w zakresie wykorzystania nowoczesnych technologii informatycznych oraz ekspansję na terenie Europy Środkowo-Wschodniej. Firma chce w pełni odpowiadać na wciąż rosnące potrzeby biznesu zarówno w zakresie transformacji cyfrowej, jak i wdrażania procesów wspierających zarządzanie doświadczeniami klientów. W tym celu wykorzystuje platformy Salesforce, Mulesoft, Tableau oraz Slack. W 2021 roku spółka otrzymała wsparcie kapitałowe od Salesforce Ventures, a w roku bieżącym od NIBC Investment Partners, co zapewniło jej środki na rozwój i ekspansję w regionie.

W wyniku przejęcia obecne struktury i zasoby Mooza Inspire zostaną włączone w organizację Nextview Consulting. To oznacza, że działające w Polsce oddziały Mooza zostaną wzmocnione kompetencyjnie i zasobowo oraz że będą działać pod marką Nextview Consulting. Obie firmy wykazują łącznie przychody na poziomie ponad 22 mln euro dysponując 200 ekspertami i ponad 700 certyfikatami Salesforce. Firmy nie ujawniają wartości transakcji przejęcia.

„W ciągu ostatnich dwóch lat realizowaliśmy coraz większe projekty. Jednocześnie zaobserwowaliśmy, że w cyfrowej transformacji, przez jaką przechodzą firmy, kluczową rolę odgrywa technologia Salesforce. Kluczem do sukcesu w tego rodzaju przemianach biznesowych jest koncentracja na klientach i ich doświadczeniach, które powstają w relacjach i interakcjach z przedsiębiorstwem. Przełożenie na pozytywne rezultaty ma również podejście oparte na Design Thinking, którym kierujemy się w projektach. Po połączeniu naszego zespołu i doświadczeń z zasobami firmy Mooza podmioty z Polski i Czech zyskają silnego partnera w Europie Środkowej i Wschodniej” – powiedział Huub Waterval, dyrektor generalny i założyciel Nextview Consulting.

„Aby przeprowadzić udaną transformację cyfrową i biznesową, nasi klienci potrzebują współpracować z silnymi i kompetentnymi partnerami. Dlatego ekosystem partnerów jest dla nas ważnym czynnikiem wzrostu. Jesteśmy pod wrażeniem historii sukcesów klientów Nextview i z zadowoleniem przyjmujemy ekspansję tej firmy na rynek niemiecki i cały region Europy Środkowo-Wschodniej. Niewątpliwie pomoże w tym połączenie doświadczeń Nextview i Mooza” – dodał Stefan Hoechbauer, wiceprezes wykonawczy i dyrektor generalny Salesforce w Europie Środkowej.

„W ostatnich latach wiele firm zwracało się do Mooza Inspire z propozycją łączenia zespołów i struktur. Przypadek Nextview Consulting był jednak całkowicie inny. Udało nam się dobrze poznać nie tylko od strony organizacyjnej, ale i na gruncie prywatnym. Każda interakcja utwierdzała nas w przekonaniu, że łączy nas wspólna wizja. Dlatego w najbardziej odpowiednim czasie zdecydowaliśmy się połączyć i dla mnie możliwość współpracy z takim podmiotem jak NextView to ważne wyróżnienie. Działając razem jesteśmy silniejsi. Wiem, że możemy działać szybciej i wywierać większy wpływ na rynek, korzystając z większej skali. Bez tego połączenia nie byłoby to możliwe” – powiedział Zdeněk Pejcel, CEO i założyciel Mooza Inspire.

Spadki

  • Długo wyczekiwana fuzja (The Merge) Ethereum zakończona
  • Bitcoin traci na wartości po publikacji raportu FED
  • Altcoin’y idą w ślad Bitcoin’a

Raport o inflacji powoduje spadki na rynkach

Chociaż tydzień rozpoczął się spokojnie (po zwyżkowym weekendzie), sytacja zmieniła się we wtorek po publikacji sierpniowego raportu inflacyjnego Rezerwy Federalnej (FED). Bitcoin i wszystkie główne kryptowaluty straciły na wartości, ponieważ sierpniowy wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych (Consumer price index) w USA, kluczowy miernik inflacji, okazał się wyższy niż oczekiwano. Wywołało to spadki na rynkach akcji i zostało odczytane jako wskazanie do bardziej agresywne podwyżki stóp procentowych przez FED. Kapitalizacja 10 największych kryptowalut zmalała, powodując jednocześnie spadek całkowitej kapitalizacji rynku kryptowalut o około 100 miliardów USD (do poziomu poniżej 1 biliona USD).

Według CPI inflacja w USA wzrosła o 0,1% na przestrzeni miesiaca i 8,3% rok do roku. Wyższe wskaźniki inflacyjne wyraźnie godzą w optymizm inwestorów i skłaniają FED do wprowadzenia jeszcze bardziej stanowczych podwyżek stóp. Najbardziej prawdopodobnym wynikiem wrześniowego posiedzenia Federalnego Komitetu do spraw Operacji Otwartego Rynku (FOMC), które odbędzie się w przyszłym tygodniu, jest podwyżka stóp o 75 punktów bazowych (wyceniana z prawdopodobieństwem 86%.).

Raport o inflacji powoduje spadki na rynkach
Żródło: TradingView

Na wszystkich rynkach panują niedźwiedzie nastroje. Gospodarki światowe zaczęły zwalniać, przy czym kilka wiodących wskaźników ekonomicznych zaczęło reagować ospale. Sentyment na rynku kryptowalut spadł z powrotem do strefy „ekstremalnego strachu”, co odzwierciedla Crypto Fear & Greed Index na poziomie poniżej 30.

Długo wyczekiwana fuzja (The Merge) Ethereum została zakończona

W czwartek rano Ethereum zakończyło długo wyczekiwaną fuzję (The Merge) z Mainnetu do Beacon Chain. Dzięki tej aktualizacji Ethereum przeszło z modelu konsensusu Proof of Work na Proof of Stake. Cena ETH wzrasta powyżej wsparcia linii trendu i jest tuż pod strefą oporu na poziomie $1.650. W ostatnich tygodniach byki ETH były bardzo aktywne, plasując silne oferty powyżej dynamicznego wsparcia linii trendu. Następny poziom oporu znajduje się przy $1,785.

fuzja (The Merge) Ethereum została zakończona
Żródło: TradingView

Aktualizacja zmieniła sposób, w jaki tworzone są nowe jednostki ETH i jak zatwierdzane są transakcje w sieci Ethereum. Przejście na Proof of Stake ma mieć również duży wpływ na stopę inflacji Ethereum, która znacznie spadnie. Przed Merge wydawano około 13 000 ETH dziennie – liczba ta spadnie teraz do około 1600 ETH dziennie. Transakcje będą szybsze, bardziej skalowalne i w ponad 99% bardziej przyjazne dla środowiska.

Bitcoin traci na wartości po publikacji raportu FED o inflacji

Bitcoin rozpoczął tydzień silnie po odzyskaniu strefy wsparcia na poziomie $19 150,  jego cena przekroczyła nawet granicę $22 000. Rynki kryptowalut wykazywały oznaki rozpędu. Jednak, amerykański raport o inflacji wystraszył rynek, powodując spadek ceny Bitcoina o ponad 10% w ciągu dnia.

Bitcoin traci na wartości po publikacji raportu FED o inflacji
Żródło: TradingView

Cena BTC zostaje zmienna na wykresie w dolnej ramie czasowej, podczas gdy wykres wyższej ramy demonstruje szeroki zakres cenowy. Po przełamaniu poziomego oporu w połowie sierpnia, BTC porusza się w trendzie bocznym w kierunku średnioterminowym i w dół w synchronizacji z ogólnym trendem niedźwiedziego rynku. Pierwsza strefa wsparcia znajduje się na poziomie $19 150, natomiast opór w górę stoi na poziomie $21 650. Trzeba jednak pamiętać, że historycznie wrzesień jest zazwyczaj najgorszym miesiącem dla Bitcoina (-5,86% średnio od 2013 roku).

Para ETH/BTC zyskała na znaczeniu, inwestorzy sprzedawali Bitcoina za Ethereum w oczekiwaniu na fuzję (The Merge). Para jest znów notowana powyżej poziomu 0.08, po ponownym testowaniu strefy wsparcia na poziomie 0.075.

Bitcoin traci na wartości po publikacji raportu FED o inflacji 2
Żródło: TradingView

Altcoin’y idą w ślad Bitcoin’a

Wiele altcoinów próbuje odzyskać pozycję po wtorkowej korekcie. Solana była jednym z najlepiej radzących sobie aktywów kryptowalutowych do czasu ogólnego załamania rynku. Cena spadła o około 14% w ciągu jednego dnia i znalazła pośrednie wsparcie na poziomie $32,70. SOL wciąż jest wyceniany powyżej 50-dniowej MA, a wskaźnik momentum RSI znajduje się na poziomie 50 (co pokazuje, że wciąż utrzymuje się byczy sentyment).

Altcoin’y idą w ślad Bitcoin’a
Żródło: TradingView

APE nakreślił duże niedźwiedzie świece, z uwagi na to, że niedźwiedzie pokazały swoją siłę przy strefie oporu $5,8. Wskaźnik siły względnej RSI nadal znajduje się na dodatnim terytorium, co sugeruje, że byki będą próbowały pchnąć cenę w górę i pokonać opór $5,50.

APE nakreślił duże niedźwiedzie świece
Żródło: TradingView

Polkadot przewodził stratom wśród 10 najważniejszych kryptowalut w ciągu ostatnich siedmiu dni, wymazując wszystkie zyski sprzed tygodnia. Cena spadła z powrotem do poziomu wsparcia przy $7. Na wykresach o większym przedziale czasowym widoczny jest nadal byczt trend, podczas gdy wykres intraday wykazuje wysoki poziom zmienności.

Polkadot przewodził stratom
Żródło: TradingView

ADA nie udało się przełamać poziomu oporu $0,5 i cena ponownie ruszyła w dół. Formuje się szeroki zakres cenowy ze wsparciem powyżej $0,42 i punktem oporu na $0,5.

ADA nie udało się przełamać poziomu oporu
Żródło: TradingView

Niniejszy materiał jest jedynie komentarzem do sytuacji rynkowej i nie stanowi analizy finansowej ani rekomendacji.

Autor/Źródło: Bitpanda

Rekordowy wzrost inflacji bazowej

W sierpniu inflacja w Polsce wyniosła rekordowe 16,1 proc. Rekordowa okazała się także inflacja bazowa, która wyniosła 9,9 proc. r/r. Polska inflacja łączy w sobie najgorsze cechy tej z USA i Europy – wysoką inflację bazową oraz wysoki wzrost cen żywności i surowców energetycznych.

Inflacja bazowa to miara wzrostu cen pozbawiona najbardziej zmiennych elementów koszyka inflacyjnego. W praktyce oznacza to, że jest to wzrost cen wszystkich dóbr poza cenami żywności i energii, których ceny mogą się najbardziej wahać. W Polsce inflacja bazowa jest wyliczana przez NBP na podstawie danych GUS. To inflacja bazowa reprezentuje tę część inflacji, na jaką wpływ mają podwyżki stóp procentowych. Bazowa część inflacji to ta, z którą najtrudniej się też walczy.

Relacja pomiędzy wartością inflacji CPI a inflacją bazową pozwala stwierdzić, jak bardzo trwały jest wzrost cen i jak szybko ewentualnie inflacja może zacząć spadać. Obecnie w Europie dominuje inflacja wywołana przez wzrosty cen energii – oznacza to, że nawet jak inflacja CPI jest wysoka, to inflacja bazowa pozostaje relatywnie niska. W sierpniu inflacja w strefie euro wyniosła 9,1 proc. r/r, z czego inflacja bazowa wyniosła 4,3 proc., a wzrost cen żywności i energii 4,8 proc.

Stany Zjednoczone także odczuwają globalny wzrost cen surowców energetycznych, jednak pozostają odporne na wstrząsy związane z sytuacją na europejskim rynku gazu ziemnego. To dlatego w USA mniejszy wpływ na inflację mają rosnące ceny energii, z 8,3 proc. r/r rocznego wzrostu cen w sierpniu, 6,3 proc. to inflacja bazowa, a tylko 2 proc. to wzrost cen energii. Na amerykańską inflację bazową oddziałuje bardzo dobra sytuacja na rynku pracy z silną presją na wzrost wynagrodzeń. Do tego dochodzi także 20 proc. wzrost cen domów r/r.

Jak na tym tle wygląda Polska? Okazuje się, że łączymy w sobie negatywne cechy inflacji w USA i Europie. Polska inflacja jak w USA charakteryzuje się wysoką inflacją bazową, która w sierpniu wyniosła rekordowe 9,9 proc. r/r. To także efekt praktycznego braku bezrobocia i rosnącej presji płacowej, a do tego efekt znacznego wzrostu kosztów utrzymania i podwyżek czynszów. Podobnie jak w Europie mamy także znaczny wzrost cen surowców energetycznych i żywności – odpowiadają za wzrost inflacji o 6,2 proc. r/r. A najwyższe podwyżki związane ze wzrostem cen najpopularniejszych surowców energetycznych: gazu ziemnego i węgla są dopiero przed nami.

To wskazuje na konieczność dalszych podwyżek stóp procentowych przez RPP. Wysoka inflacja bazowa oznacza też, że inflacja będzie spadała powoli i nawet gdyby doszło do znacznego spadku cen surowców, to bazowa inflacja jeszcze przez dłuższy czas będzie utrzymywać inflację powyżej celu. Otwarte pozostaje oczywiście pytanie o, to kiedy pojawi się recesja, co także będzie wpływało na wysokość inflacji.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Jak zmienia się SEO? Specjaliści wskazali 3 kluczowe elementy

Branża SEO wykonuje właśnie big step w kierunku… użytkownika. I choć dla jednostki ten krok może być dzisiaj jeszcze niepozorny i niezauważalny, to w obszarze SEO wywołał niemałe zamieszanie i często gruntowne transformacje w strategiach na ten rok. Zmiany nie skupiają się już tylko na podnoszeniu wartości strony w myśl „zapunktowania” u robotów Google. Idziemy o krok dalej. Punktem wyjścia jest dzisiaj użytkownik, jego wrażenia, intencja, potrzeby oraz ich kontekst. Dlatego, gdy WhitePressÒ na konferencji SEO & Content Camp organizowanej w połowie roku zapytał specjalistów o kluczowe elementy na kolejne 5 lat, wskazywali oni przede wszystkim na trzy z nich: smart content, smart link building i oczywiście – AI. To co łączyło odpowiedzi to m.in. aspekt behawioralny tych działań. Jak się zmienia branża SEO w tym obszarze i na jakie jeszcze elementy zwrócili uwagę specjaliści?

Punkt wyjścia – użytkownik

W latach 90-tych zapewne nie przypuszczano, że SEO (Search Engine Optimization) stanie się jednym z popularniejszych działań realizowanych w sieci. Wraz z rozwojem wyszukiwarek internetowych, dojrzewał również pomysł optymalizacji witryn. Kiedyś działania SEO skupiały się tylko na kilku poziomach. Nie brano pod uwagę wielu czynników m.in.: użyteczności domeny dla użytkowników, semantyki czy prędkości ładowania strony. Z tego powodu internauci często otrzymywali nieprecyzyjne lub nieadekwatne wyniki wyszukiwania. Po wprowadzeniu algorytmów Google powstał system rankingowy, który znacznie ułatwił znajdowanie najbardziej popularnych, wiarygodnych i wartościowych treści dla odbiorców. Dzisiaj pozycjonując strony kładziemy nacisk na znacznie więcej elementów niż tylko wartość strony z punktu widzenia algorytmów Google. Liczy się również odbiorca, jego wrażenia, jakość i unikatowość przekazu – idealne dopasowanie do niego i bycie 2 kroki przed jego intencją.

W badaniu zadaliśmy otwarte pytanie z prośbą o podanie 3 głównych trendów, które zdaniem specjalistów będą dominować w branży SEO na przestrzeni kilku lat. Odpowiedzi były zróżnicowane, ale jednocześnie bardzo często pojawiały się 3 elementy – wartościowy content, wartościowy link building oraz sztuczna inteligencja. Wszystkie te czynniki łączy jeden wspólny cel – trafić bezbłędnie w intencje użytkownika za pomocą jakościowych działań. Jest to bardzo trudne, o ile nie najtrudniejsze zadanie, które stoi przed całą branżą, ale z każdym rokiem udoskonalamy narzędzia i mechanizmy m.in. w obrębie tych trzech elementów. Oprócz tych trendów – specjaliści SEO i marketerzy, którzy wzięli udział w naszym badaniu, wskazywali również inne istotne aspekty, jak UX i SXO, Core Web Vitals czy nieustannie dopasowanie do algorytmów Google. To wszystko ma ogromny wpływ na rezultaty działań pozycjonujących – komentuje Patrycja Kosek, Head of Marketing & PR, WhitePress

Smart content – nie ilość a jakość

W działaniach online marketingowych i branży SEO content nabiera zupełnie nowego znaczenia. Unikatowość, wiarygodność i jakość to dzisiaj wyznacznik i warunek, bez którego marki nie mają szans z konkurencją. Aktualizacje Google, takie jak choćby BERT czy MUM, zmierzają do tego, by jak najlepiej i najtrafniej dobrać treści w wyszukiwarce. Strony internetowe dostarczające informacji w oryginalnej formie, konkretnej i bez zbędnych ogólników mogą być szybciej zauważone przez roboty Google. Możliwe, że keywordsy ustąpią miejsca jakości treści, jej zrozumiałej formie i dopasowaniu do intencji odbiorcy.

Jak twierdzi Paweł Sokołowski, prezes Contadu, prelegent na konferencji SEO & Content Camp: – Trend związany z tworzeniem jakościowo dobrych treści będzie kontynuowany. To znaczy, że lepiej dobrze, niż dużo. Jest to widoczne już od kilku lat i nadal będzie to bardzo istotne. Algorytmy Google lubią jakościowy content i wysoko go oceniają. Dlatego, pisząc tzw. „thin content” (treści o niskiej wartości) nie zbudujemy długoterminowego ruchu.

Z kolei Patrycja Kosek dodaje, że na popularności w świecie SEO zyskuje koncepcja topical authority, która zakłada budowanie pozycji eksperta w swojej dziedzinie. – W jaki sposób to zrobić? Szerokie ujęcie tematyczne przy tworzeniu treści, pogłębienie czy całościowe pokrycie danego problemu to klucz do uzyskania lepszej pozycji w Google. Można zaryzykować stwierdzenie, że użyteczność contentu to przyszłość inteligentnego pozycjonowania.

Link building – linkowanie tematyczne

Na przestrzeni lat nie zmieniło się znaczenie linków zwrotnych dla pozycjonowania witryny, a jedynie sposób ich generowania. Minęły czasy, kiedy wystarczyło linkowanie z katalogów czy pisanie tekstów przesyconych słowami kluczowymi. Od lat stawia się na jakość linków oraz ich tematyczne powiązanie, czyli na to, aby link pochodził z wartościowej strony i był powiązany z artykułami, które nawiązują do tego, czym zajmuje się marka. To zwiększa użyteczność strony i pozwala jej rywalizować o miejsce w SERP-ie. Dopasowane linki to także większa szansa na to, że zwiększymy ruch organiczny naszej witryny.

Link building to jeden z głównych czynników rankingowych w każdej wyszukiwarce, dlatego nie możemy tej działki SEO lekceważyć. Idealnym rozwiązaniem byłoby posiadanie dobrze przygotowanej i wartościowej witryny, wtedy użytkownicy mogliby sami tworzyć linki do takiej strony. Warunkiem jest jednak świadomość marki wśród odbiorców – jeżeli nie jesteśmy znaną firmą, wówczas musimy pomóc witrynie stać się widoczną. Odpowiedzią jest link building, w rozumieniu smart. Dzięki takim działaniom nie tylko pracujemy nad pozycją witryny w Google, ruchem, ale także długofalowo nad jej rozpoznawalnością. Jaka jest przyszłość link buildingu? Podczas naszej konferencji specjaliści wskazywali, że w tym obszarze również istotne są i będą jakość i tematyczność – nie możemy też zapominać, że to właśnie na linkach bazuje jeden z algorytmów EAT, który bierze je pod uwagę w ocenie witryny – wyjaśnia Tomasz Biegun, Head of Content Marketing & SEO, WhitePress.

Automatyzacja w SEO i Al

Jak wspomnieliśmy, wśród kluczowych trendów w branży SEO znalazła się również sztuczna inteligencja, która według specjalistów będzie dalej rozwijana i ulepszana szczególnie w obszarze zrozumienia języka naturalnego (NLP). Według badania WhitePressÒ ponad 60 proc. marketerów i ekspertów SEO wykorzystuje już dzisiaj technologie sztucznej inteligencji do tworzenia contentu.

AI pomoże przede wszystkim w analizowaniu i pisaniu treści. Dzięki ciągłym pracom nad modelem GPT-3Generetive Pre-traind Tansforme), tworzenie dobrego contentu przejdzie na jeszcze wyższy poziom. Kwestie związane z link buildingiem są bardzo trudne i to właśnie sztuczna inteligencja pozwoli na lepszą analizę konkurencji i zmian zachodzących w algorytmie Google’a – dodaje Dominik Fajferek, SEO Specialist, WhitePressÒ.

SEO spotyka się z UX – nowe trendy

Poza wartościowym contentem, jakościowym, tematycznym link buildingiem i sztuczną inteligencją, w ankiecie „Jak zmieni się branża SEO?”, specjaliści wskazywali jako istotne również: optymalizację pod urządzenia mobilne, a także User Experience, czyli doświadczenie użytkownika, związane z ogółem wrażeń, emocji, które odczuwa odbiorca korzystający z danych produktów. Co więcej, pojawiły się również wskazania algorytmu E-A-T (Expertinse, Authoritativeness, Trustworthinesss). Najprościej ujmując, algorytm ocenia strony według różnych kryteriów: eksperckości, autorytetu i wiarygodności i na tej podstawie ustala jej pozycję w wynikach SERP. Zasady E-A-T są zawarte w wytycznych Google.

– Widocznym trendem w obszarze pozycjonowania jest to, że SEO łączy się z innymi dziedzinami. Wcześniej mieliśmy połączenie SEO z PR-em, teraz będziemy mieli syntezę SEO z UX. Co więcej, powstają agencje typu SXO, które łączą te obszary. Dodatkowo, czynniki behawioralne w wyszukiwarce będą miały kluczową rolę w przyszłości – zauważa Damian Sałkowski, CEO, Senuto.

Automatyzacja procesów, taka jak choćby wykorzystanie AI, umożliwia przyspieszenie pracy nad projektami. W efekcie zapewnia to więcej czasu na działania związane z dostosowaniem strony do użytkowników. SEO i UX, czyli SXO, pozwala precyzyjniej diagnozować potrzeby grupy docelowej, dzięki zaawansowanym analizom.

– Można powiedzieć, że następne lata upłyną pod znakiem rywalizacji pomiędzy sztuczną inteligencją Google a narzędziami, którymi dysponują SEO-wcy, analizującymi wszystkie możliwe czynniki rankingowe. Już dzisiaj wiemy, że będzie powstawało coraz więcej rozwiązań, które czerpią możliwość z WEB 3.0, czyli zdecentralizowanego internetu. Specjaliści powinni śledzić te kwestie, ponieważ to kolejna przestrzeń, w której będzie można optymalizować dostarczanie i wyszukiwanie informacji – komentuje Tomasz Biegun, WhitePress.

Wysoka inflacja utrzyma się co najmniej przez pół roku

Inflacja, którą obecnie notujemy, jest wynikiem wielu czynników – przede wszystkim polityki prowadzonej przez rząd od wielu lat. Także czynniki zewnętrzne wywindowały ceny – czyli surowce, problemy z dostępnością produktów oraz wzmożony popyt. Polacy po okresie zamknięcia w 2020 roku i spadku aktywności ekonomicznej, ruszyli w 2021 roku do sklepów. Mieli również oszczędności, ponieważ nie mieli wcześniej gdzie ich wydać – stąd wzrósł drastycznie popyt, a podaż za nim nie nadążała. W konsekwencji zabrakło surowców, półproduktów. Następnie produkcja bardzo mocno się rozpędziła – notując ponad dwudziestoprocentowe wzrosty – ale to i tak nie wystarczyło, aby zaspokoić duży popyt. Sytuacja na świecie była analogiczna – przy czym towary i usługi, które zwykle trafiały do Polski z zewnątrz, zaczęły trafiać na rynki dużo wyższe marżowo, np. do Stanów Zjednoczonych. To jeszcze bardziej pogłębiło problemy z dostępnością produktów w Polsce. Wszystko to składa się na tak wysoką inflację. Do tego doszła sytuacja w Ukrainie – wojna i spowodowane nią braki w dostępności czy przepływie paliw z Rosji, ale również załamanie łańcuchów dostaw, które biegły przez Ukrainę i Białoruś. Chodzi tu m.in. o import drewna, które w Polsce odgrywa znaczącą rolę – obecnie mocno wzrastają ceny również tego surowca.

– W zasadzie co miesiąc mówimy o kolejnych rekordach inflacyjnych. Inflacja na poziomie 16,1% to jest inflacja już historyczna. Takie ceny płaciliśmy w sklepach jako obywatele, ale zapłacimy jeszcze więcej w ciągu roku. Bo tak wysoka inflacja będzie się utrzymywała przez co najmniej pół roku i jej konsekwencje odczujemy w swoich kieszeniach. Odczują ją również przedsiębiorcy – powiedział serwisowi eNewsroom Mariusz Zielonka, ekspert ekonomiczny Konfederacji Lewiatan. – Często zapominamy o tym, że przedsiębiorcy mają własny poziom inflacji, tzw. inflację producencką – która już dawno przebiła poziom 25%. Co za tym idzie producenci – nie mając wyjścia przy podwyższonych kosztach produkcji – muszą przenieść te obciążenia na konsumentów. W tej sytuacji bardzo mocno dziwi i zaskakuje brak jakiejkolwiek reakcji rządu, jeśli chodzi o pomoc przedsiębiorcom w walce z producencką inflacją. Należy im pomóc, żeby nie musieli przenosić wyższych kosztów na obywateli. W tym momencie przedsiębiorcy czekają na jakikolwiek ruch ze strony rządu. W mojej ocenie, jest on już lekko spóźniony – wskazuje Zielonka.

Uber zaatakowany! Haktywizm powodem cyberataku?

UBER – jedna z największych sieci taxi na świecie padł ofiara ataku hakerów. W nocy z 15 na 16 września Uber potwierdził atak na swoje systemy. Jednocześnie The New York Times ujawnił, że do redakcji zgłosił się 18-latek, który przyznał się do dokonania ataku, twierdząc, że dokonał naruszenia z powodu słabych zabezpieczeń firmy oraz… niskich zarobków kierowców Ubera.

Jeżeli ta wersja wydarzeń by się potwierdziła, można by było je uznać atak za przejaw haktywizmu, czyli ruchu w cyberprzestrzeni służącego promowaniu celów społecznych i politycznych. O rosnącej popularności i ewolucji ruchu wspominał raport „Cybersecurity Trends 2022”, opublikowany przez firmę Check Point Software, zwracając m.in. uwagę na kontekst wojny Ukraińsko-Rosyjskiej.

Wczorajszy atak nie jest jednak pierwszym naruszeniem, które doznał Uber. W 2016 r. wyciekły dane osobowe 57 milionów użytkowników, w tym nazwiska, adresy e-mail i numery telefonów. Dane zawierały również informacje o prawie jazdy około 600 tys. amerykańskich kierowców. Dwie osoby uzyskały dostęp do informacji za pośrednictwem „usługi w chmurze innej firmy”, z której korzystał wówczas Uber. Z powodu zatajenia tak poważnego incydentu bezpieczeństwa, zaledwie kilka dni temu przed sądem stanął Joe Sullivan, były szef bezpieczeństwa w Uberze.

– Wygląda na to, że poważny atak socjotechniczny znacząco naruszył Ubera. Co ciekawe atak miał miejsce tydzień po tym, jak ich były szef działu bezpieczeństwa stanął przed sądem w USA, w sprawie naruszenia danych z 2016 r., które dotyczyło 57 milionów użytkowników – zwraca uwagę Deryck Mitchelson, Field CISO EMEA w Check Point Software Technologies.

Z wstępnych ustaleń wynika, że do ataku doszło za sprawą przejęcia konta jednego z pracowników Ubera. Zostało to najprawdopodobniej dokonane za sprawą phishingu. – Inżynieria społeczna jest coraz powszechniej wykorzystywana przez cyberprzestępców. Szukają oni różnych sposobów manipulacji, aby przejąć dane użytkowników. W ostatnich dniach cyberprzestępcy rozpowszechniali w Polsce SMS-y z wezwaniem do zapłaty zaległego rachunku za prąd. Kampania miała za cel przejęcie danych logowania do systemów bankowych. Również w przypadku ataku na Ubera dostęp do baz danych również miał zostać uzyskany za sprawą socjotechniki – dodają eksperci polskiego oddziału Check Point Software.

Zdaniem specjalistów bezpieczeństwa cybernetycznego najlepszą obroną przed zagrożeniami phishingowymi jest świadomość i wiedza. Ich zdaniem przeszkoleni w wykrywaniu podejrzanych anomalii – takich jak błędnie wpisane domeny, literówki itp. – powinni zostać wszyscy pracownicy przedsiębiorstw i administracji państwowej, choć jak widać, wiedza ta przydaje się również użytkownikom domowym.

EDPR inauguruje nową farmę wiatrową we Włoszech

W ceremonii inauguracji wzięli udział dyrektor generalny EDPR Miguel Stilwell d’Andrade wraz z dyrektorem operacyjnym EDPR na Europę i kraje Latam Duarte Bello oraz dyrektorem generalnym EDPR Włochy – Roberto Pasqua. Przedsięwzięcie odzwierciedla zaangażowanie EDPR w transformację energetyczną i niezależność energetyczną tak Włoch, jak i całej Europy.

wiatraki edpr oze

Obiekt, który znajduje się w centrum Basilicaty, ma łączną moc 35 MW i produkuje 79 GWh rocznie. Wraz z farmami wiatrowymi Craco i Stigliano, EDPR zainstalował już we Włoszech łączną moc 463 MW.

EDP ​​Renewables (Euronext: EDPR), czwarty co do wielkości producent energii odnawialnej na świecie, otworzył dziś farmę wiatrową Craco i Stigliano w Basilicata we Włoszech.

W Craco i Stigliano pracuje 10 turbin, każda o mocy 3,5 MW, co daje łączną moc 35 MW. Farma wiatrowa będzie w stanie produkować 79 GWh/rok, oszczędzając tym samym
37 250 ton rocznie emisji CO2 i dostarczać energię do 26 280 gospodarstw domowych. Oprócz farmy wiatrowej EDPR zbudował również infrastrukturę przyłączeniową do sieci. Dzięki temu nowemu obiektowi EDPR zainstalował tym samym we Włoszech całkowitą moc 463 MW.

Przemawiając na inauguracji Miguel Stilwell d’Andrade, dyrektor generalny EDPR, stwierdził: „Kryzys energetyczny, którego obecnie doświadcza Europa, oraz coraz pilniejsza konieczność uzyskania niezależności energetycznej skłania nas do wzmocnienia naszego zaangażowania w pozyskiwanie i wytwarzanie energii ze źródeł odnawialnych. Ta nowa farma wiatrowa EDP z dumą przyczynia się do uczynienia Włoch bardziej ekologicznym i bardziej niezależnym energetycznie krajem”.

Pokazując zaangażowanie lokalnych instytucji i społeczności, w ceremonii wzięli udział Francesco Micucci, burmistrz Stigliano i Vincenzo Lacopeta, burmistrz Craco, którzy powiedzieli: „Jesteśmy dumni, że możemy przyczynić się jako społeczność do odpowiedzi na wielką sprawę o znaczeniu narodowym. jest wyraźnym dowodem zaangażowania naszego regionu w ochronę środowiska i zrównoważony rozwój”.

W wydarzeniu obecni byli Duarte Bello, dyrektor operacyjny EDPR na Europę i kraje Latam, oraz Roberto Pasqua, dyrektor generalny EDPR Włochy, a także reprezentacja uczniów z lokalnych szkół podstawowych.

Farma wiatrowa Craco i Stigliano dodatkowo wzmacnia związek obecność EDPR we Włoszech. Firma niedawno rozpoczęła kampanię crowdfundingową „Energia razem. Wycieczka po energii odnawialnej we Włoszech”, aby zaoferować Włochom możliwość uczestniczenia w transformacji energetycznej.

EDPR jest również zaangażowana w opracowywanie programów szkoleniowych dla młodych ludzi, aby skorzystać z możliwości zatrudnienia, jakie daje obecność farm wiatrowych na ich terytorium.

Czym jest klauzula off-limits i dlaczego się ją stosuje?

Umowy z firmami Executive Search często zawierają zapisy określane gwarancją lub off-limits. Są to bardzo istotne aspekty każdej umowy, dlatego przed nawiązaniem współpracy, warto zapoznać się z nimi bliżej. W tym artykule wyjaśniamy, czego dokładnie dotyczą oraz kiedy nie mogą być zastosowane.

Czym jest klauzula off-limits?

Klauzula off-limits to specjalny zapis w umowie, dzięki któremu firma zlecająca usługę otrzymuje dwa rodzaje gwarancji:

  • Head hunter, z którym podpisana jest umowa nie może rekrutować pracowników firmy zlecającej rekrutację.
  • Kandydat, który został zatrudniony na podstawie rekomendacji head huntera, nie może brać udziału w rekrutacji do innej firmy. Taki zapis zazwyczaj obowiązuje przez cały okres pracy danej osoby dla tej konkretnej organizacji.

Mimo, że powyższe zapisy na pierwszy rzut oka wydają się być zrozumiałe, warto przyjrzeć się im z bliska – jak to zazwyczaj bywa – diabeł tkwi w szczegółach.

Co w przypadku, gdy kandydat sam zgłosi się do rekrutacji? Czy gwarancja nadal będzie obowiązywać? 

Zdarza się, że pracownicy firmy zlecającej rekrutację są off-limits. Co to właściwie oznacza i czy ma zastosowanie w każdej sytuacji? Jak zwykle wszystko zależy od zapisów umowy. Jednak, w przypadku tego typu gwarancji często pojawia się zastrzeżenie, że dany head hunter nie będzie aktywnie rekrutował pracowników. W praktyce oznacza to, że nie powinien z własnej inicjatywy nawiązywać kontaktu z pracownikami przedsiębiorstwa ani składać im ofert rekrutacyjnych.

A co jeśli to kandydat sam wyśle swój życiorys, bo będzie chciał wziąć udział w procesie rekrutacyjnym? W takich przypadkach zapis zazwyczaj przestaje obowiązywać. Nie jest to jednak wynikiem złej woli ze strony firmy Executive Search. Powodem istnienia tego zastrzeżenia jest to, że rekruterzy zwyczajnie nie chcą dyskryminować potencjalnie dobrze dopasowanych kandydatów. Jest to istotne zwłaszcza w przypadku, gdy współpracują z firmą, która w tym samym czasie ich zatrudnia. Ograniczanie rozwoju pracownika nie powinno być ani w interesie pracodawcy ani firmy Executive Search.

Relacje z klientem, a klauzula off-limits

Podczas podejmowania działań rekrutacyjnych, priorytetem konsultanta jest zawsze relacja z klientem. W każdym przypadku, konsultant powinien szczegółowo przeanalizować sytuację i podjąć możliwie najlepszą decyzję biorąc pod uwagę okoliczności.

Zdecydowanie sprawa jest o wiele prostsza, gdy to kandydat z firmy objętej klauzulą off-limits samodzielnie aplikuje i wyraża chęć uczestnictwa w procesie rekrutacyjnym. Szczególnie jeśli jego dotychczasowa rola nie była kluczowa, a organizacja dla której pracuje, zatrudnia kilka tysięcy osób. Tak duże firmy są po prostu o wiele lepiej przystosowane do częstych zmian kadrowych na niższym szczeblu. Warto pamiętać o tym, że sytuacja będzie zupełnie inna, gdy potencjalny kandydat pracuje u klienta zarządzającego niewielką firmą produkcyjną, zatrudniającą tylko 300 osób.

Drugi rodzaj gwarancji off-limits raczej nie budzi wątpliwości – może poza jednym przypadkiem. Mowa tu o zatrudnieniu kandydata, który został polecony przez klienta, ale ścieżkę oceny w firmie rekrutacyjnej ma już za sobą. Jednakże dla firm Executive Search, które rzetelnie podchodzą do swoich obowiązków, nie powinno stanowić to wyjątku w zapisach off-limits.

Umowa ramowa, a klauzula off-limits

Zapisy off-limits wydają się być zrozumiałe w przypadku jednorazowej umowy. Pojawia się jednak pytanie, jak działają, gdy współpraca przebiega w oparciu o umowę ramową. Z naszych doświadczeń wynika, że możliwe są dwa scenariusze.

  • Gwarancja obowiązuje dopóki trwa umowa ramowa. Jest to równoznaczne z tym, że podczas jej obowiązywania head hunter nie będzie rekrutował pracowników z Twojej firmy. W takim przypadku nie ma znaczenia, czy zlecisz mu przeprowadzenie procesu rekrutacyjnego, czy nie. Rzadko spotyka się jednak taką formę zapisu, ponieważ jest ona dość ryzykowna z punktu widzenia firmy rekrutacyjnej. Z punktu widzenia partnera Executive Search, dość problematyczna jest sytuacja, w której klient nie powierza żadnych zleceń, a jednocześnie obowiązuje zakaz składania ofert pracownikom tejże firmy.
  • Zlecane rekrutacje mogą mieć wpływ na gwarancję. Oznacza to, że klauzula off-limits obejmuje ustalony okres jedynie wtedy, gdy firma rekrutacyjna otrzymuje zlecenia.

Warto pamiętać, że istotny jest termin, od którego zaczynają obowiązywać zapisy:

  • Od  momentu rozpoczęcia rekrutacji, czyli zlecenia – taki zapis zabezpiecza firmę także jeśli rekrutacja się nie powiedzie i obowiązuje również wtedy, gdy nie zatrudniono żadnego pracownika.
  • Od momentu zatrudnienia – może się okazać, że jest to tylko „pusty” zapis. Oznacza, że head huntera nie obowiązują ograniczenia w rekrutowaniu pracowników firmy, z którą współpracuje, dopóki rekrutacja nie zakończy się sukcesem.

Jak długo obowiązuje klauzula off-limits?

Zazwyczaj jest to 12 miesięcy. Jest to okres, który pozwala już na merytoryczną ocenę dotychczasowych postępów pracownika.

Na co uważać podpisując umowę z klauzulą off-limits? 

Poniżej przygotowaliśmy kilka istotnych informacji, które należy mieć na uwadze przy zawieraniu umowy z klauzulą gwarancyjną.

  • Im więcej firm rekrutacyjnych podpisało z Tobą klauzulę off-limits, tym lepiej – jest to dla Ciebie zabezpieczenie przed „wyciąganiem” pracowników z Twojej firmy.  Jest to jednak równoznaczne ze tym, że te wszystkie firmy będą również oczekiwały od Ciebie regularnych zleceń.
  • Weryfikuj, w ilu i w jakich organizacjach firma odpowiedzialna za rekrutację podpisała klauzulę off-limits. Załóżmy, że prowadzisz działalność w branży, którą reprezentuje zaledwie pięć podmiotów, a rekruter, z którym współpracujesz ma podpisaną umowę gwarancyjną aż z trzema. Co się wtedy stanie? Rekruter będzie mógł przedstawić Ci kandydatów pochodzących z jednej organizacji nieobjętej gwarancją. Niestety, to w dużym stopniu ograniczy dostęp do potencjalnych kandydatów, którzy mogą wnieść wartość do Twojej organizacji.
  • Dowiedz się, od kiedy zapisy off-limits wchodzą w życie. Dwa najczęściej spotykane warianty to:
    – od momentu podpisania umowy,
    – od momentu zakończenia rekrutacji, czyli podpisania umowy albo listu intencyjnego z kandydatem lub rozpoczęcia pracy.
  • Dokładnie określ, co w umowie oznacza zapis: „nawiązanie współpracy z kandydatem”. Miej na uwadze, że może to oznaczać dzień rozpoczęcia pracy, podpisania listu intencyjnego/umowy lub przyjęcie oferty. W każdym z tych przypadków mamy do czynienia z  zupełnie innym terminem.

Klauzula off-limits – podsumowanie

Zapisy off-limits to bardzo istotna część umowy, która może ochronić Cię przed stratą dopasowanych kandydatów. Pamiętaj, by tego typu zapisy znalazły się w dokumencie, który podpsujesz z partnerem rekrutacyjnym. Zwróć też uwagę na to, żeby dokładnie przyjrzeć się treści poszczególnych punktów i doprecyzować zapisy. Na podstawie przykładów, które przytoczyliśmy wyżej, widać, że diabeł tkwi właśnie w szczegółach.

Chcesz dowiedzieć się, na co jeszcze zwrócić uwagę, aby lepiej przygotować się do rekrutacji menedżerskiej? Zapoznaj się z naszym Przewodnikiem po rekrutacji menadżerskiej.

off-limits

Do czego wykorzystuje się stal żaroodporną?

Do czego wykorzystuje się stal żaroodporną? Jakie zalety ma stal żaroodporna? Jeśli szukasz informacji na temat stali żaroodpornych, zapraszamy do lektury poniższego artykułu.

Stal to materiał budowlany i konstrukcyjny, który cieszy się ogromną popularnością. Wykorzystuje się go praktycznie w każdym sektorze przemysłowym. Odpowiednie dodatki stopowe sprawiają, że stal może uzyskać cenne, dodatkowe parametry. Przykładem takiego rozwiązania jest stal żaroodporna. Jakie ma zastosowanie? Czym się wyróżnia? W jakiej formie można znaleźć na rynku stal żaroodporną? Na pytania odpowiadamy w dzisiejszym wpisie.

Jakie zastosowanie ma stal żaroodporna?

Jakie zastosowanie ma stal żaroodporna? Okazuje się, że bardzo szerokie! Popularna stal żaroodporna najczęściej wykorzystywana jest do produkcji elementów oraz podzespołów maszyn, które pracują w stosunkowo trudnych warunkach. Ze względu na swoje właściwości materiał ten jest doskonałą opcją do miejsc, w których występują bardzo duże temperatury. Nierzadko także sprawdzają się w agresywnym środowisku.

Do czego zatem można wykorzystać stal żaroodporną? Na przykład do produkcji kotłów parowych, ich podzespołów i rur, pieców przemysłowych, służących między innymi do wypalania ceramiki czy do komór próżniowych oraz spalania. Ponadto stal żaroodporna znajdzie zastosowanie przy tworzeniu aparatury przemysłowej, wysokoprężnej i chemicznej oraz silników, turbin gazowych czy zaworów tłokowych.

Jakie zalety ma stal żaroodporna?

Do najważniejszych zalet stali żaroodpornej zalicza się odporność na działanie wysokich temperatur. Warto wiedzieć, że niektóre parametry mogą nieco różnić się, w zależności od rodzaju stali żaroodpornej. I tym samym stal żaroodporna H20N12S2 jest wysokostopowym gatunkiem austenitycznym, chromowo-niklowo-krzemowym, który wykazuje świetną odporność na utleniania w powietrzu w temperaturze wynoszącej maksymalnie 950 – 1000 stopni Celsjusza. Dodatkowo odporna jest na działanie węgloazotujących, azotujących czy nawęglających atmosfer oraz na kruchość w trakcie pracy tam, gdzie mamy do czynienia z wysokimi temperaturami.

Stal 1.4828 wyróżnia się świetną wytrzymałością na rozciąganie w wysokich temperaturach. Z tego powodu często stosuje się ją w miejscach, gdzie wymagane są dobre właściwości mechaniczne. Stal żaroodporna może pracować tam, gdzie temperatura nie przekracza 1100 – 1150 stopni Celsjusza. Popularne odpowiedniki tej stali to przede wszystkim AISI 309 i H20N12S2. Stal może być stosowana między innymi do budowy pieców oraz różnego rodzaju elementów konstrukcyjnych, szczególnie jeżeli podczas pracy są narażone na wysokie temperatury.

W jakiej formie sprzedaje się stal żaroodporną?

W jakiej formie sprzedaje się stal żaroodporna? Dystrybutorzy zajmujący się sprzedażą hurtową oraz detaliczną z reguły proponują blachy żaroodporne, armaturę, taśmy czy kształtowniki żaroodporne. Dostępne są także rury żaroodporne oraz płaskowniki.

Pełną ofertę stali żaroodpornej znajdziesz oczywiście u interesującego Cię dystrybutora. Zapoznaj się z asortymentem i wybierz najlepszą opcję dla siebie lub Twojego przedsiębiorstwa już teraz!

Bez względu na to, czy potrzebujesz stali, która sprawdzi się w wysokich temperaturach, czy też potrzebny jest materiał do przenoszenia naprężeń mechanicznych, dostawca tego asortymentu pomoże ci wybrać najlepsze stale chromowe, stale żaroodporne i wiele innych rozwiązań.

Trzy wiedźmy nadleciały

Według powszechnego rynkowego poglądu dzisiejsza sesja powinna charakteryzować się dużą zmiennością. Rzeczywiście od poranka przynajmniej na forexie dzieje się sporo. Wypowiedzi nowej członkini RPP wskazują, że dyskusje na kolejnych posiedzeniach Rady mogą być burzliwe. Chińskie dane wbrew europejskim, recesyjnym trendom.

Piątek pełen wrażeń?

Trzy wiedźmy (nawiązanie do szekspirowskiego Makbeta) to określenie, którym inwestorzy posługują się dla opisu trzeciego piątku trzeciego miesiąca każdego kwartału. W tym dniu wygasają kontrakty i opcje na indeksy oraz akcje, przez co często pojawia się gwałtowna zmienność. Chociaż termin odnosi się głównie do rynku kapitałowego, to emocje potrafią rozlewać się także na inne aktywa. Z pewnością nie jest to jedyny powód, ale od piątkowego poranka na rynku walutowym faktycznie można zaobserwować spore zamieszanie. Wystarczy powiedzieć, że kurs dolara po godz. 8 poleciał w dół o 2 grosze, aby następnie odbić o 3 grosze, a po godz. 11 znaleźć się blisko punktu wyjścia. Sesja zapowiada się naprawdę emocjonująco.

Mało radości w Radzie

Po wywiadach nowej członkini Rady Polityki Pieniężnej Joanny Tyrowicz można wnosić, że nieszczególnie zgadza się ona z poglądami prezesa NBP. Tym samym przedstawiciele Senatu w RPP mają szansę zapewnić burzliwe posiedzenia tego gremium. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że w 9-osobowej Radzie już od dłuższego czasu pozostają dwa nieobsadzone wakaty. Wracając do prof. Tyrowicz, pozostaje ona co najmniej sceptyczna co do efektywności podwyżek stóp o 25 pkt bazowych i jest orędowniczką mocniejszych ruchów. Zapewne nie bez powodu przypomina o poglądzie części ekonomistów, który mówi, że z wysokiej inflacji można wyjść tylko z dodatnimi stopami procentowymi. Oznacza to, że koszt pieniądza powinien być wyższy od poziomu inflacji. Przypomnijmy, że wynoszą one obecnie odpowiednio 6,75% i 16,1%, czyli dzieli je prawie 10 pkt proc. Przepaść, której zasypanie trudno sobie wyobrazić, skoro już dotychczasowe podwyżki RPP spędzają sen z powiek kredytobiorcom i rozbudzają obawy o stan polskiej gospodarki. Czas pokaże, czy pokonanie dwucyfrowej dynamiki cen możliwe jest bez recesji.

Chiny rosną

W ostatnich miesiącach odczyty napływające z Państwa Środka wyglądały coraz bardziej niepokojąco. Wskazywały one, że druga gospodarka świata również wpada w tarapaty. Kontra dla tej tezy przyszła dziś wraz z nowymi danymi. Wszystkie publikacje są lepsze od poprzednich i od prognoz. Sierpniowa produkcja przemysłowa w ujęciu rocznym poszła w górę o 4,2%, a sprzedaż detaliczna urosła o 5,4%. Natomiast stopa bezrobocia spadła do 5,3% (jest najniżej od stycznia). Otwartym pozostawiam pytanie, w jakim stopniu można ufać tym odczytom, ale przynajmniej chwilowo obraz Chin rysuje się w bardziej kolorowych barwach.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Polska – bazowy wskaźnik inflacji CPI.

Adam Fuchs, analityk walutowy InternetowyKantor.pl

Uwaga na fałszywe SMS-y o zaległościach w opłacie za energię

W ostatnim czasie wiele osób otrzymuje fałszywe SMS-y, których nadawcy podszywają się pod firmy energetyczne. W treści wiadomości pojawiają się informacje o zaległości w rachunkach i planowanym z tego powodu odłączeniu dostaw prądu. Specjaliści przypominają: w żadnym wypadku nie należy klikać w linki dołączone do tego rodzaju komunikatów, ponieważ jest to próba oszustwa i kradzieży danych.

Tego rodzaju wiadomości SMS o rzekomo nieuiszczonych opłatach to przykład smishingu. Jest to jedna z najpopularniejszych metod wykradania danych. Polega na wysłaniu do potencjalnej ofiary SMS-a z informacją, która ma na celu wzbudzenie emocji (na przykład strachu). W tym wypadku nadawca podszywający się pod dostawcę energii pisze o konieczności pilnego uregulowania rzekomego zadłużenia i zachęca odbiorcę do podjęcia określonego działania. Jest to kliknięcie w link prowadzący do strony, na której można uiścić „zaległą” opłatę.

Skorzystanie z tej możliwości spowoduje jednak uruchomienie złośliwego oprogramowania, które może wykraść z mobilnego urządzenia takie informacje, jak dane logowania do bankowości mobilnej czy dane kart płatniczych.

Ludzie się boją, a oszuści działają

Oszuści już dawno odkryli, że skuteczność ich ataków często zależy od samych ofiar i ich podatności na manipulację. Jak podkreślają eksperci firmy Fortinet, cyberprzestępcy bardzo chętnie sięgają po metody socjotechniczne, które bazują na wywoływaniu określonych emocji u odbiorcy, szczególnie silnego strachu.

– Ofiary widząc informację o nieopłaconych rachunkach za prąd mogą wpadać w panikę, że nie będą mogły oświetlić domu czy ugotować obiadu. Kwoty, które rzekomo mają zapłacić, są zazwyczaj bardzo niskie, co sprawia, że odbiorca chcąc „mieć problem z głowy” klika w niebezpieczny link i infekuje swoje urządzenie złośliwym oprogramowaniem – mówi Jolanta Malak, dyrektorka Fortinet w Polsce.

Inną metodą służącą kradzieży danych jest phishing. Mechanizm działania jest taki sam jak w przypadku smishingu, ale kanałem dotarcia do ofiary nie są wiadomości SMS, lecz e-maile. Phishing może być szczególnie groźny, gdyż cyberprzestępcy często dokładają starań, by fałszywa strona internetowa, pod którą podszywają się oszuści i na którą przekierowuje link zawarty w e-mailu, jak najbardziej przypominała prawdziwą witrynę firmy. Istnieje także telefoniczna odmiana phishingu, czyli vishing. W tym przypadku cyberprzestępcy wykorzystują połączenia telefoniczne, aby uzyskać osobiste informacje od rozmówców i nakłonić ich do przekazania poufnych danych.

Jak chronić się przed kradzieżą danych?

Cechą wszelkich metod socjotechnicznych jest podszywanie się pod odbiorcę znanego ofierze. Dlatego oszuści często wysyłają wiadomości w imieniu banków czy popularnych firm i sklepów, licząc tym samym na łatwowierność ofiary. Jednak należy pamiętać, że takie instytucje nigdy nie proszą o podanie poufnych danych drogą mailową czy poprzez wiadomość SMS.

– Jeżeli w naszej skrzynce odbiorczej znajdzie się podejrzana wiadomość, należy niezwłocznie skontaktować się z prawdziwym nadawcą, np. z Biurem Obsługi Klienta. Jeżeli jednak nie korzystamy z usług firmy, pod którą podszywają się oszuści, wiadomość powinna od razu trafić do kosza. Należy także pamiętać, aby pod żadnym pozorem nie klikać w linki i załączniki zawarte w e-mailu czy wiadomości SMS. Jeden błąd może nas kosztować naprawdę dużo – ostrzega Jolanta Malak.

Wiadomości przesyłane przez oszustów bardzo często mają błędy. Mogą na przykład zawierać słowa bez polskich znaków, błędy składniowe, interpunkcyjne czy literówki. Powinno to natychmiast skłonić odbiorcę do podejrzeń i zapalić czerwoną lampkę, podobnie jak wszelkie krzykliwe i alarmujące tytuły, np. “Odetną ci prąd. ZAPŁAĆ NATYCHMIAST!”.

Cyberprzestępcy chcą wywołać u odbiorcy strach i panikę, z powodu których przekaże on oszustom swoje dane. Należy więc zachować czujność w przypadku otrzymania wiadomości o podejrzanej treści i nie klikać w żadne linki. Najskuteczniejszą metodą jest jednak zaufanie własnemu instynktowi. Jeśli coś wydaje się fałszywe, to najczęściej oznacza, że takie właśnie jest. Cyberprzestępcy są sprytni, ale ignorując podejmowane przez nich próby socjotechnicznych ataków, można skutecznie utrudnić im kradzież danych i informacji.

Branża cyfrowa za wyłączeniem analogowego sygnału radia w Polsce najpóźniej do 2030 roku i zastąpieniem go cyfrowym

Związek Cyfrowa Polska, reprezentujący najważniejszych producentów z branży nowych technologii, popiera stanowisko Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji w sprawie wyłączenia analogowego sygnału radiowego w Polsce i zastąpieniem go cyfrowym DAB+. Jednak wcześniej trzeba spełnić kilka kryteriów – piszą eksperci organizacji.

Z ogromną aprobatą przyjmujemy stanowisko KRRiT, że wyłączenie emisji analogowej FM powinno nastąpić nie wcześniej niż 31 grudnia 2026 r. i nie później niż 31 grudnia 2030 r.” – pisze Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska, w piśmie adresowanym do przewodniczącego KRRiT Witolda Kołodziejskiego.

Skąd akurat takie daty? – Choć od lat popieramy cyfryzację radia w Polsce, wiemy, że jest to proces skomplikowany i wymagający czasu na przygotowanie – mówi Michał Kanownik. – Dlatego uważamy, że wyłączenie sygnału analogowego może nastąpić dopiero w momencie, gdy zasięg cyfrowy osiągnie minimum 90 proc. populacji kraju dla ogólnopolskich programów radia publicznego oraz minimum 80 proc. populacji kraju dla ogólnopolskich programów nadawców niepublicznych. Co więcej, słuchalność cyfrowa powinna wówczas wynosić co najmniej 50 proc. – precyzuje prezes Cyfrowej Polski.

Naturalne i stopniowe przejście słuchaczy na nowy sygnał radiowy

Słuchalność cyfrowa nie równa się dostępności, bo na rynku dostępne są odbiorniki hybrydowe, pozwalające jednocześnie odbierać sygnał analogowy i cyfrowy. To właśnie one, według wskazań Związku Cyfrowa Polska, mają odegrać kluczową rolę w cyfryzacji nadawania: „Jeśli przy wymianie odbiornika, wynikającej z zakończenia jego cyklu życia, nowym odbiornikiem będzie radio hybrydowe (jednocześnie posiadające odbiornik analogowy i cyfrowy) to słuchacz w naturalny sposób, czasami nawet nieświadomy, będzie przygotowany na ewentualne wyłączenie sygnału analogowego. Doświadczenie innych rynków pokazuje, że jest to najmniej kosztowny sposób dostosowania się do zmian technologicznych” – udowadniają eksperci Cyfrowej Polski w swoim stanowisku.

Przejście na cyfrowe standardy nadawania radia oznacza spory krok naprzód w dziedzinie technologicznej. Ale są też potencjalne problemy: jeden z nich stanowią liczne radia samochodowe. Obecnie w starszych samochodach radia analogowe często są zintegrowane z panelem kokpitu samochodu; w praktyce wymiana samego radia jest nieopłacalna i niepraktykowana. – Dlatego tak istotne jest ustalenie konkretnego przewidywalnego terminu wyłączenia emisji analogowej – mówi Michał Kanownik. – Taka data pozwoliłaby przygotować się do zmian, wpłynęłaby pozytywnie na producentów, pozwoliłaby obniżyć ceny urządzeń, a na odbiorców zadziałałaby mobilizująco – przewiduje.

Reprezentanci polskiej branży cyfrowej zwracają też uwagę na konieczność stworzenia kampanii informacyjnej, która w okresie przejściowym pozwoliłaby dotrzeć do społeczeństwa z informacją o konieczności wymiany starszych odbiorników. Deklarują również merytoryczne wsparcie działań KRRiT w tym zakresie.

Wyniki branży pośrednictwa finansowego w II kw. 2022 r.

W II kwartale 2022 r. eksperci finansowi należący do Związku Firm Pośrednictwa Finansowego (ZFPF) udzielili kredytów hipotecznych na sumę przeszło 9,1 mld zł, czyli o 8 proc. niższą niż w poprzednio analizowanym okresie. Spadek to efekt podwyżek stóp procentowych oraz rekomendacji KNF, która zmieniła zasady wyliczania zdolności kredytowej. Te dwa elementy bardzo mocno ograniczyły dostępność kredytów mieszkaniowych. W rezultacie osoby zaineresowane zaciągnięciem takiego kredytu, zaczęły szukać profesjonalnej pomocy. W II kwartale udział (wartościowy) firm będących członkami ZFPF w rynku kredytów hipotecznych wzrósł do rekordowego poziomu 67%[1]. Z kolei w przypadku kredytów gotówkowych udzielonych z pomocą pośredników ZFPF w II kw., Polacy zaciągnęli je na ponad 667 mln zł, co stanowi wzrost o 3% kw./kw. W kontekście rosnących stóp procentowych i galopującej inflacji, ten wzrost jest wart odnotowania. Niestety, ta sytuacja ekonomiczna wpłynęła negatywnie na inną kategorię sprzedażową – kredyty firmowe. Już od kilku miesięcy przedsiębiorcy, czekając na rozwój wydarzeń, wstrzymują się z sięganiem po zewnętrzny zastrzyk gotówki, by sfinansować nowe inwestycje. To tłumaczy, dlaczego eksperci zrzeszeni w ZFPF w II kw. pomogli w udzieleniu kredytów firmowych o wartości przeszło 470 mln zł, czyli zdecydowanie mniej niż w I kw. br. (ponad 586 mln zł).

Nowe zasady wyliczania zdolności kredytowej (chwilowo) ostudziły popyt na kredyty hipoteczne

Z powodu nowej rekomendacji KNF do końca marca 2022 r. banki musiały wprowadzić w życie nowe wytyczne. Czego dokładnie dotyczą? Jedna z najważniejszych zmian mówi o tym, że w przy wyliczaniu zdolności kredytowej klientów banki mają brać pod uwagę zmianę poziomu stopy procentowej o nie mniej niż 5 pp. a nie, jak to było wcześniej – 2,5 pp. Ponadto, w procesie analizowania zdolności kredytowej mają przyjmować wyższe niż to miało miejsce przed zmianami koszty utrzymania gospodarstwa domowego. Nowelizacja została wywołana wzrostem stóp procentowych. Podwyżki spowodowały, że siła nabywcza i zdolność kredytowa wielu konsumentów uległa znacznemu pogorszeniu, co z kolei przełożyło się na wzrost ryzyka braku spłaty zaciągniętych kredytów. Wprowadzając nowe zasady obliczania zdolności kredytowej, KNF chciała pomóc bankom ograniczyć to ryzyko w przyszłości. W konsekwencji w II kw. można było obserwować gwałtowne ograniczenie dostępności kredytów hipotecznych dla wielu potencjalnych kredytobiorców.

Co było do przewidzenia, zmiany wpłynęły na branżę pośrednictwa finansowego. Wartość kredytów hipotecznych udzielonych przy wsparciu ekspertów ZFPF w II kw. 2022 r. wynosiła 9 102,72 mln zł, czyli była niższa blisko o 8% niż w poprzednio analizowanym okresie (I kw. 2022 r. – 9 877,98 mln zł). Sytuacja, z którą mieliśmy do czynienia w minionych miesiącach jednak nie przeszkodziła firmom należącym do ZFPF utrzymać wysokiego udziału w całym rynku kredytów hipotecznych. Aż 67% wszystkich kredytów mieszkaniowych udzielonych w II kw. 2022 r. – biorąc pod uwagę wartość – było zaciągniętych z pomocą ekspertów Organizacji. Pokazuje to, że w obliczu zaostrzania polityki kredytowej przez banki, potencjalni kredytobiorcy szukają wsparcia u profesjonalnych ekspertów finansowych, co zdecydowanie jest pozytywną tendencją.

Adrian Jarosz, Prezes Związku Firm Pośrednictwa Finansowego, Prezes Zarządu Expander Advisors:

Drugi kwartał 2022 r. to okres, w którym doszło do gwałtownego ograniczenia dostępności kredytów hipotecznych. W kwietniu weszła w życie rekomendacja KNF, która zmieniła sposób wyliczania zdolności kredytowej przez banki. To także okres, w którym znacząco wzrosły stopy procentowe. W rezultacie wartość kredytów hipotecznych udzielonych z pomocą firm zrzeszonych w ZFPF zmniejszyła się. Spadek jest jednak zdecydowanie mniejszy niż zanotował cały rynek kredytów hipotecznych. W rezultacie, w II kw. eksperci finansowi ZFPF mieli najwyższy w historii udział w sprzedaży kredytów mieszkaniowych, który wyniósł 67%. Jeśli dodamy do tego firmy niezrzeszone w ZFPF, to pośrednicy odpowiadali prawdopodobnie za ponad 75% sprzedaży kredytów hipotecznych. To efekt bardzo słabej dostępności kredytów tego rodzaju. Osoby, które chciały kupić wymarzone mieszkanie czy zbudować dom, dużo chętniej korzystały z profesjonalnej pomocy ekspertów finansowych, którzy nie tylko są na bieżąco ze zmianami w polityce banków, ale doskonale znają ich oferty i warunki przyznawania środków.

Tabela 1. Wartość kredytów hipotecznych sprzedanych przez ZFPF w I kw. 2022 r. i II kw. 2022 r.

Wartość wypłaconych KREDYTÓW HIPOTECZNYCH (w mln zł)
lp. Nazwa firmy I kw. 2022 r. II kw. 2022 r.
1 Expander Advisors 3 767,47 3 330,70
2 Notus Finanse 2 248,35 2 102,80
3 Lendi 1 645,43 1 630,46
4 Credipass 955,00 882,50
5 mFinanse 989,13 850,16
6 Phinance 272,6 306,10
Razem 9 877,98 9 102,72

Dariusz Lewandowski, Członek Zarządu Notus Finanse: W drugim kwartale 2022 r. widać dwa wyraźne trendy – spadek wolumenu wartości udzielonych kredytów hipotecznych oraz zdecydowane zwiększenie udziału pośredników finansowych należących do ZFPF w sprzedaży tych produktów. W II kw. 2022 r. wartość udzielonych kredytów mieszkaniowych dla całego rynku wyniosła 13,536 mld zł i było to o przeszło 20% mniej niż w poprzednio analizowanym kwartale i aż o 39% mniej niż w analogicznym okresie 2021 r.[2]. Z kolei wartość kredytów hipotecznych udzielonych przez firmy zrzeszone w ZFPF zmniejszyła się tylko o 8% w stosunku do I kw. 2022 r. oraz o 12% w stosunku do II kw. zeszłego roku. Te wyniki są potwierdzeniem pewnej prawidłowości – gdy zmieniają się zasady wyliczania zdolności kredytowej, a banki są zmuszone „zaostrzyć” swoją politykę, potencjalni kredytobiorcy szukają pomocy eksperta kredytowego. Udział pośredników finansowych ZFPF w sprzedaży kredytów hipotecznych w II kw. tego roku wyniósł już 67%, a jeszcze rok temu wynosił „tylko” 52%. Jednocześnie w tle widać malejącą liczbę składanych wniosków kredytowych, co przełoży się na dalsze spadki wartości udzielanych kredytów w kolejnym kwartale. Z drugiej strony, można już mówić
o stabilizacji poziomu zdolności kredytowej oraz chęci sektora bankowego do udzielania kredytów. Wydaje się, że rynek powoli znajduje równowagę, a popyt będzie wracał do „normy”.

Kredyty gotówkowe – najbardziej dostępny rodzaj finansowania dla konsumentów

Łączna wartość kredytów gotówkowych udzielonych przy wsparciu ekspertów ZFPF w II kw. 2022 r.  wyniosła 667,66 mln zł, czyli był wyższa blisko o 3% niż w poprzednio analizowanym okresie (I kw. 2022 r. – przeszło 649 mln zł). Polacy nadal są zainteresowani zaciąganiem kredytów gotówkowych mimo niepewnej sytuacji ekonomicznej – rosnących stóp procentowych i inflacji. Dla części może być to rozwiązanie problemu związanego z ograniczeniem dostępu do kredytów hipotecznych. Są też konsumenci, którzy z powodu rosnących kosztów życia muszą sięgać po pożyczki, by sfinansować większe wydatki.

Adrian Jarosz, Prezes Związku Firm Pośrednictwa Finansowego, Prezes Zarządu Expander Advisors:
Z podwyżkami stóp procentowych najlepiej poradził sobie segment kredytów gotówkowych. Wartość pożyczek gotówkowych udzielonych z pomocą ekspertów finansowych ZFPF w II kwartale 2022 r. była o 3% wyższa niż w poprzednio analizowanym kwartale. W przypadku finansowania tego rodzaju wzrost odsetek nie ma tak dużego wpływu na wysokość raty. Okres spłaty i pożyczane kwoty są bowiem zdecydowanie mniejsze niż w przypadku kredytów hipotecznych. Dodatkowo, część kredytobiorców, którzy nie mogli uzyskać kredytu hipotecznego np. na remont nieruchomości, zdecydowało się zaciągnąć kredyt gotówkowy, ponieważ ich dostępność jest teraz zdecydowanie lepsza niż kredytów hipotecznych. Pożyczek gotówkowych nie obowiązuje bowiem nowa rekomendacja KNF, dotycząca sposobu wyliczania zdolności kredytowej.

Tabela 2. Wartość kredytów gotówkowych sprzedanych przez członków ZFPF w I kw. 2022 r. i II kw. 2022 r.

Wartość wypłaconych KREDYTÓW GOTÓWKOWYCH (w mln zł)
lp. Nazwa firmy I kw. 2022 r. II kw. 2022 r.
1 mFinanse 299,23 290,38
2 Expander Advisors 141,87 152,08
3 Notus Finanse 77,68 86,25
4 Lendi 80,15 86,15
5 Credipass 39,50 40,00
6 Phinance 10,70 12,80
Razem 649,13 667,66

 

Dominik Skrzycki, Wiceprezes Zarządu ZFPF, mFinanse: To już kolejny kwartał, w którym odnotowujemy wzrost wartości sprzedaży kredytów gotówkowych. Nie jest on już tak spektakularny, jak w przypadku poprzednio analizowanego okresu – I kw. 2022 vs I kw. 2021 r. (wzrost o 38%), bo obecnie to prawie 3%, porównując do I kw. 2022[3], jednak tendencja jest zachowana. Klienci nadal są zainteresowani tą formą finansowania. Pokazuje to, że rynek w obszarze kredytów gotówkowych się stabilizuje. Zauważamy, że dużym zainteresowaniem cieszą się kredyty ze stałą stopą procentową. Klienci w dalszym ciągu najczęściej wybierają oferty z przedziału 50 – 70 tys. zł i z jak najniższymi kosztami około-kredytowymi. Potwierdza to dużą wrażliwość klientów na cenę.

Firmy wstrzymują inwestycje i zaciąganie nowych zobowiązań

Wzrost stóp procentowych i galopująca inflacja (na koniec czerwca wyniosła 15,6%!) sprawiły, że przedsiębiorcy wstrzymali się z realizowaniem kolejnych inwestycji, które planowali zrealizować dzięki sięgnięciu po zewnętrzne finansowanie. Ta sytuacja wpłynęła na wyniki sprzedaży kredytów firmowych także, tych udzielonych przy wsparciu ekspertów ZFPF. W II kw. 2022 r. wartość kredytów zaciągniętych przez przedsiębiorstwa przy udziale firm należących do ZFPF była o 20% niższa niż w I kw. br. i wyniosła nieco ponad 470 mln zł.

Adrian Jarosz, Prezes Związku Firm Pośrednictwa Finansowego, Prezes Zarządu Expander Advisors:
W przypadku kredytów firmowych, które wcześniej dobrze radziły sobie z podwyżkami stóp procentowych, nadeszło zdecydowane spowolnienie. To efekt spadku sprzedaży kredytów inwestycyjnych. Kwota pojedynczego kredytu tego rodzaju jest zwykle bardzo wysoka, więc spadek w tym segmencie mocno wpływa na wynik całej kategorii. Przyczyna spowolnienia to przede wszystkim mocny wzrost stóp procentowych w II kwartale 2022 r., który w znacznym stopniu ograniczył dostępność finansowania dla firm. Dużą popularnością cieszą się natomiast kredyty obrotowe, ale tu kwoty są zdecydowanie niższe, więc nie są w stanie zrekompensować spadku dla kredytów inwestycyjnych.

Tabela 3. Wartość kredytów firmowych sprzedanych przez członków ZFPF w I kw. 2022 r. i II kw. 2022 r.

Wartość wypłaconych KREDYTÓW FIRMOWYCH (w mln zł)
lp. Nazwa firmy I kw. 2022 r. II kw. 2022 r.
1 mFinanse 293,62 223,44
2 Expander Advisors 132,26 87,29
3 Notus Finanse 59,16 47,33
4 Lendi 39,30 44,85
5 Credipass 39,00 41,00
6 Phinance 22,9 26,10
Razem 586,24 470,01

 

Dominik Skrzycki, Wiceprezes Zarządu ZFPF, mFinanse: Mimo zachęcających sygnałów wysyłanych do przedsiębiorców przez banki, II kw. 2022 r. okazał się dużo słabszy niż pierwszy pierwsze miesiące br. pod względem wolumenu wartości udzielonego finansowania. W związku z tym firmy członkowie należące do ZFPF odnotowały spadek w sprzedaży kredytów firmowych – 586,24 mln zł w I kw. 2022 r. vs 470,01 mln zł w II kw. 2022 r. Ten wynik wiele mówi o nastrojach polskich przedsiębiorców i o tym, jak obecnie oceniają warunki prowadzenia biznesu w naszym kraju. Nie są one najlepsze. Wskaźnik PMI obrazujący koniunkturę w polskim przemyśle, w czerwcu 2022 r. spadł do 44,4 pkt z 48,5 pkt odnotowanych w maju. Jeszcze rok temu ten wskaźnik był rekordowo wysoki – sięgał 59,4 pkt. Wysoki poziom inflacji, a do tego istniejąca sytuacja geopolityczna doprowadziły do silnego spadku nowych zamówień i w konsekwencji także produkcji przemysłowej. Nie jest więc rzeczą dziwną, że zainteresowanie przedsiębiorców finansowaniem działalności dzięki wsparciu kredytu jest zauważalnie mniejsze.

[1] Wartość nowo udzielonych kredytów hipotecznych na całym rynku w II kw. 2022 r. wyniosła 13,536 mld zł. Dane: Raport AMRON-SARFiN.

[2] Wartość nowo udzielonych kredytów hipotecznych na całym rynku w II kw. 2022 r. Dane: Raport AMRON-SARFiN.

[3] Dane sprzedażowe za I kw. 2021 obejmują dane firm członkowskich ZFPF (Expander Advisors, Notus Finanse, mFinanse, Gold Finance (potem Credipass) Lendi) oraz firmy Open Finance. Dane za okres I i II kw. 2022 r. obejmuje dane firm członkowskich ZFPF: Expander Advisors, Notus Finanse, mFinanse, Credipass, Lendi, Phinance.

Bank Pocztowy z najwyższym w historii zyskiem netto za I półrocze 2022 r.

Bank Pocztowy w ciągu pierwszych 6 miesięcy 2022 roku wypracował wynik finansowy netto na poziomie 49,3 mln złotych, w porównaniu do 5,5 mln złotych wygenerowanych w analogicznym okresie roku 2021. Jest to najwyższy wynik w historii Banku Pocztowego odnotowany w tym okresie sprawozdawczym, jak również w ujęciu całorocznym. Wskaźnik ROE netto wyniósł 33,3%. Wynik Banku jest m.in. efektem zrealizowanego z sukcesem Planu Naprawy z obszaru rentowności, który pozwolił na obniżenie kosztów oraz ułatwił wprowadzenie do oferty nowych produktów oraz nowych kanałów sprzedaży. Dobre wyniki to także efekt utrzymania dobrej jakości portfela kredytowego Banku, skutkiem czego był niski koszt ryzyka kredytowego na poziomie 0,49%, oraz obserwowanego w tym okresie wzrostu stóp procentowych. Zarząd Banku wskazuje jednocześnie, że w II półroczu wyniki Banku będą obciążone wpływem wakacji kredytowych, co było już widoczne w wynikach lipca br. Jednak w efekcie wypracowania bardzo dobrych wyników w I półroczu tego roku, Bank Pocztowy wygeneruje w całym 2022 r. zysk netto zbliżony do tego z I półrocza.

Wyniki i wskaźniki ekonomiczne

Wynik finansowy netto Banku Pocztowego wyniósł w I półroczu 2022 r. 49,3 mln zł i był wyższy o 43,7 mln zł w porównaniu do 2021 r. Jest to najwyższy wynik w historii Banku Pocztowego odnotowany po półroczu, jak również w ujęciu całorocznym. Miało to przełożenie na wysoką wartość wskaźnika zwrotu  z kapitału – ROE netto – który wyniósł  33,3%. Należy podkreślić, że w omawianym okresie Bank zakończył wdrażanie Planu Naprawy,  którego celem było przywrócenie Bankowi Pocztowemu stabilności finansowej i poprawa rentowności.

– Bank Pocztowy zanotował w pierwszych sześciu miesiącach 2022 r. najlepsze wyniki finansowe w swojej historii zarówno w ujęciu półrocznym, jak i rocznym. To z jednej strony efekt zakończonego z sukcesem w I półroczu realizowanego przez nas Planu Naprawy, który pozwolił nam ograniczyć koszty, ale także ułatwił i przyśpieszył rozwój produktowy oraz cyfryzację Banku Pocztowego. Z drugiej zaś strony dobre wyniki Banku zostały osiągnięte w związku z podwyżkami referencyjnych stóp procentowych wprowadzanych przez Radę Polityki Pieniężnej. W II półroczu nasze wyniki będą obciążone wpływem wakacji kredytowych, w ramach których klienci zawieszają spłaty rat swoich kredytów hipotecznych. Do tej pory już 43% naszych klientów mogących skorzystać z tego rozwiązania złożyło stosowne wnioski. Szacujemy, że tylko w lipcu obniżyło to wynik Banku o 46-55 mln złotych na poziomie zysku brutto. Jednak w całym 2022 r. Bank zanotuje dodatnią rentowność, m.in. właśnie dzięki dobrym wynikom I półrocza tego roku. Mimo wypracowania rekordowych wyników musimy teraz zadbać o trwałą poprawę wskaźników adekwatności kapitałowej powyżej wymogów regulacyjnych w związku z trwającą przeceną skarbowych papierów dłużnych znajdujących się w bilansie Banku oraz zapewnić jego dalszy organiczny rozwój. To wymaga dokapitalizowania Banku. Razem z naszymi akcjonariuszami intensywnie pracujemy nad znalezieniem optymalnego rozwiązania  –  mówi Jakub Słupiński, Prezes Zarządu Banku Pocztowego. 

Warto zaznaczyć, że  o tak wysokim  poziomie wskaźnika zwrotu z kapitału zadecydował wzrost zysku netto przy jednoczesnym spadku wartości kapitałów własnych Banku, wynikającym z ujemnej wyceny wartości portfela papierów wartościowych wycenianych do wartości godziwej. Wyższy wzrost dochodów (o 43,2%) niż kosztów działania (o 13,6%), przełożył się na polepszenie relacji koszty/dochody (C/I). Wskaźnik C/I dla Banku wyniósł 60,1%, i był niższy o 15,7 p.p. w porównaniu do 31.12.2021 r. Suma bilansowa na 30.06.2022 r. wyniosła 8 670,0 mln zł i była niższa o 442,2 mln zł, tj. o 4,9% w porównaniu ze stanem na koniec 2021 r.

Wynik finansowy Banku w I półroczu br. determinowany był przede wszystkim przez silny wzrost wyniku z tytułu odsetek, który na 30.06.2022r. wyniósł 174,9 mln zł i był wyższy o 77,1 mln zł (78,8%) niż w I półroczu 2021 r. Wzrost wyniku odsetkowego nastąpił m.in w efekcie wzrostu stóp procentowych zapoczątkowanego w październiku 2021 r., co przełożyło się na wzrost przychodów odsetkowych o 96,3 mln zł, a także kosztów odsetkowych o 19,2 mln zł. Wzrost przychodów odsetkowych z tytułu kredytów Klientów Banku dotyczył głównie produktów dedykowanych Klientom indywidualnym. W wyniku wyższego oprocentowania Bank uzyskał również wyższe dochody z tytułu inwestycyjnych aktywów finansowych wycenianych w wartości godziwej przez pozostałe całkowite dochody.

Na wyniki finansowe wpływ miało także obniżenie kosztów odpisów na straty kredytowe od aktywów finansowych niewycenianych w wartości godziwej przez wynik finansowy.
W porównaniu do I półrocza 2021 r., ich wartość była niższa o 12,2 mln zł (o 50,8%). Wpłynęła na to przede wszystkim poprawa sytuacji w obszarze Klientów Instytucjonalnych.

Wyższa rentowność to także efekt wzrostu wyniku z tytułu prowizji i opłat o 24,7% (tj. o 5,5 mln zł), w rezultacie wyższej dynamiki wzrostu przychodów prowizyjnych (wzrost o 16,8%) niż kosztów prowizyjnych (o 8,6%). Wzrost przychodów prowizyjnych był efektem działań podjętych w ramach Planu Naprawy.

Koszty działalności wzrosły o 9 mln złotych, na co wpłynęły przede wszystkim koszty niezależne od Banku, jak opłaty na BFG i Fundusz Wsparcia Kredytobiorców z uwagi na wzrost składek.

Klienci, depozyty i działalność kredytowa

Warto zaznaczyć, że w I połowie 2022 r. Bank pozyskał 25,7 tys. nowych Klientów detalicznych. Na koniec czerwca 2022 r. z usług Banku korzystało w sumie 770 tys. Klientów detalicznych (Klientów indywidualnych) oraz 27,8 tys. Klientów instytucjonalnych, w tym z segmentu Mieszkalnictwa ok. 11,7 tys. oraz 15,3 tys. z segmentu Mikroprzedsiębiorstw.

Na koniec czerwca 2022 r. Klienci indywidualni (osoby fizyczne nie prowadzące działalności gospodarczej) ulokowali na rachunkach i lokatach w Banku łącznie
6 150 mln zł wobec 6 514 mln zł na koniec grudnia 2021 r.

Na dzień 30 czerwca 2022 r. należności kredytowe Banku od Klientów detalicznych wyniosły łącznie 3 750,8 mln zł, i były o 8,0% niższe niż na koniec 2021 r.

Warto podkreślić, że Bank skutecznie utrzymywał dobrej jakości portfel kredytowy, skutkiem czego był niski koszt ryzyka kredytowego na poziomie 0,49%. W I półroczu 2022 r. Bank zanotował w całym portfelu kredytowym nieznaczny wzrost udziału kredytów z rozpoznanym stanem niewykonania zobowiązania (NPL) do poziomu 11,21% (zmiana o 0,4 p.p. w porównaniu do grudnia 2021 r. ), co wynikało z  wyższej dynamiki salda kredytów w koszyku 3 (o 2,5%) niż salda kredytów brutto ogółem (o 6,0%).

Nowoczesne rozwiązania i dalszy rozwój

W I pół. 2022 r. Bank realizował 29 projektów inwestycyjnych, na realizację których poniósł wydatki w wysokości 18,76 mln zł.

W omawianym okresie Bank Pocztowy m.in. rozpoczął wdrażanie systemu CRM opartego o rozwiązanie Microsoft w chmurze obliczeniowej, stając się jednym z pierwszych banków, które korzystają z rozwiązań typu cloud na rzecz budowania relacji ze swoimi klientami i odpowiadania na ich potrzeby. Partnerem wspierającym wdrożenie systemu było PwC. Na drugie półrocze zaplanowano zrealizowanie kolejnego etapu czyli rozwój zarządzania relacjami z prospektami oraz rozpoczęcie prac w zakresie zarządzania relacjami z Klientami.

Ponadto w obszarze produktowym w I półroczu 2022 r. po wcześniejszym udostępnieniu karty biometrycznej, w ręce Klientów oddana została ekologiczna karta wirtualna bez plastiku.  Karta ta występuje w postaci zapisu elektronicznego w bankowości internetowej, jednak posiada także wszystkie cechy karty plastikowej – numer, datę ważności oraz kod zabezpieczający CVC2, co umożliwia dokonywanie transakcji internetowych i płatności mobilnych. Co unikalne dla kart wirtualnych – karta Banku Pocztowego posiada także bezpłatny pakiet ubezpieczeń.

Bank prowadził także projekt, którego celem jest zwiększenie sprzedaży kredytów gotówkowych przez pośredników poprzez wdrożenie rozwiązań umożliwiających nowe sposoby obsługi Klienta pozyskanego przez Agenta Banku. Projekt skróci czas potrzebny na przeprowadzenie procesu sprzedaży i umożliwi dokładniejsze dopasowanie oferty do Klienta, co przyczyni się do zwiększenia efektywności sprzedaży.