Koncerny technologiczne pod lupą urzędów antymonopolowych. Ten kierunek polityki będzie się nasilać

Koncerny technologiczne pod lupą urzędów antymonopolowych. Ten kierunek polityki będzie się nasilać 1

Rozwiązania antymonopolowe i działania rządów w tym kierunku na pewno będą się w najbliższym czasie nasilać – ocenia prezes Innovatiki Katarzyna Królak-Wyszyńska. Widać to już m.in. w Europie i Stanach Zjednoczonych. Jak podkreśla, działania cyfrowych monopolistów wywierają decydujący wpływ na rynek, przez co zagrażają innowacyjności i konsumentom, którzy nie mają kontroli nad tym, jak wykorzystywane są informacje o nich. To właśnie działania służące wzmocnieniu ochrony danych mogą zagrozić pozycji bigtechów.  

Technologiczni giganci, którzy działają w oparciu o cyfrowe modele biznesowe, monopolizują rynek i prowadzą działalność, która tak naprawdę wyklucza pojawianie się innowacyjnych rozwiązań. Wykupują swoich konkurentów i starają się trzymać wszystko pod swoją kontrolą. To rodzi ryzyko, bo taki monopolista ma dużo większą siłę niż tylko rynkową, biznesową. Zaczyna mieć władzę, do czego przyznaje się nawet Mark Zuckerberg, równoważną z siłą rządu jakiegoś państwa. To są giganci z punktu widzenia budżetowego i z puntu widzenia ich wpływu na politykę, gospodarkę, przemiany społeczne –podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Katarzyna Królak-Wyszyńska, CEO Innovatiki i ekspert w dziedzinie cyfrowych modeli biznesowych.

Działania antymonopolowe, wymierzone w technologicznych potentatów, nasilają się zarówno w Europie, jak i w Stanach Zjednoczonych. W połowie lipca br. Komisja Europejska wszczęła formalne dochodzenie antymolowe wymierzone w Amazona, które ma sprawdzić, czy e-commerce’owy potentat wykorzystuje informacje o sprzedawcach detalicznych handlujących na tej platformie z naruszeniem zasad konkurencji. Od listopada ubiegłego roku podobne dochodzenie prowadził niemiecki urząd monopolowy. Jak poinformowała na konferencji rzeczniczka Komisji Europejskiej Lucia Caudet, działania Amazona znalazły się również pod lupą urzędów ds. ochrony konkurencji w Austrii, Luksemburgu i we Włoszech.

Facebook, Google, Amazon i Apple mają też duże problemy w Stanach Zjednoczonych. Dochodzenie w sprawie technologicznych gigantów wszczęła kilka tygodni temu kongresowa podkomisja ds. antytrustowych. Niezależne postępowanie od końcówki lipca prowadzi też Departament Sprawiedliwości, który zbada, czy i jak wiodące na rynku platformy internetowe zdobyły aktualną pozycję rynkową oraz czy angażują się w praktyki, które zagrażają konkurencji albo szkodzą konsumentom.

– Monopoliści są bardzo groźni dla rozwoju gospodarki, innowacyjności oraz dla samych konsumentów. Nawet w Stanach Zjednoczonych, które są największym beneficjentem z uwagi na to, że to właśnie tam mają swoje siedziby wielkie bigtechy, podjęto działania, które mają sprawdzić, na ile praktyki stosowane przez wielkie firmy technologiczne były zgodne z zasadami rynkowymi i czy nie doszło do żadnych nadużyć. Rozwiązania antymonopolowe i działania rządów w tym kierunku na pewno będą się w najbliższym czasie nasilać – ocenia Katarzyna Królak-Wyszyńska.

Jak podkreśla, usługi gigantów technologicznych, którzy są monopolistami na cyfrowym rynku, są tylko na pozór bezpłatne. W praktyce bigtechy pobierają opłatę w postaci danych (dane osobowe, informacje o aktywności) swoich użytkowników, które często są wykorzystywane bez ich świadomej zgody i w sposób mało transparentny.

Dzielimy się naszymi danymi w sposób, którego potem nie jesteśmy w stanie kontrolować, decydować, co się z nimi dalej dzieje. Świadomość rynku jest coraz większa i jestem przekonana, że będą się pojawiać rozwiązania gwarantujące, że to właściciel danych będzie decydować, z kim chce się nimi dzielić, w jaki sposób, na co się zgadza, a na co nie. Technologią, która na razie raczkuje, ale ma duży potencjał w zakresie ochrony danych, jest blockchain. Zresztą nawet francuski minister finansów podkreśla, że widzi olbrzymią szansę na to, aby blockchain podważył fundamenty monopolu – mówi Katarzyna Królak-Wyszyńska.

Tempo ekspansji i przychody bigtechów ma także ograniczyć podatek cyfrowy, nad którym dyskusja toczy się w ramach OECD. Nowa danina miałaby się przyczynić do ograniczenia ich rynkowej dominacji. Wprowadzenie podatku cyfrowego z początkiem 2020 roku planuje także Polska. Jak ocenia CEO Innovatiki, raczej nie zagrozi on jednak cyfrowym gigantom, a dodatkowe obciążenia zostaną przeniesione na użytkowników.

– Ograniczenie dominacji technologicznych gigantów jest bardzo trudne, ale wiele imperiów w pewnym momencie runęło. Jestem przekonana, że regulatorzy będą w stanie w którymś momencie nadążyć za cyfrowością modeli biznesowych i cyfrowymi firmami. Mam też nadzieję, że doczekamy się momentu, kiedy giganci technologiczni zmienią trochę swoją rolę i funkcję. Podobnie jak dzisiaj operatorzy telefonii komórkowej służą nam tak naprawdę do tego, żeby dostarczać dane i możliwość ich przesyłu, a komunikujemy się w zupełnie inny sposób, tak samo giganci technologiczni będą musieli w pewnym momencie zmienić swoją rolę – mówi Katarzyna Królak-Wyszyńska.

Polacy chętnie inwestują w złoto i nieruchomości. Przez zwyżki cen inwestorzy szukają jednak alternatywy

Polacy chętnie inwestują w złoto i nieruchomości. Przez zwyżki cen inwestorzy szukają jednak alternatywy 2

Drożejące mieszkania i najwyższe w historii ceny złota skłoniły niektórych inwestorów do ograniczenia lokowania oszczędności w tych aktywach, tradycyjnie uważanych za pewne, i skierowania części środków na inne inwestycje. Polacy cały czas zakładają depozyty, rosną też fundusze obligacji. Zdaniem Bartosza Turka, to dobry znak, bo dywersyfikacja jest najlepszym sposobem na pomnożenie zysków i ograniczenie strat.

Polacy cały czas bardzo chętnie zakładają lokaty bankowe, chociaż trzeba zauważyć, że one są raczej słabo oprocentowane. Przeciętne oprocentowanie wynosi około 1,5 proc., a 3–4 proc. to jest górna granica, na którą możemy liczyć – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Bartosz Turek, główny analityk HRE Investments. – Jeżeli szukamy w miarę bezpiecznych inwestycji, to do wyboru mamy właściwie obligacje, przede wszystkim te detaliczne, skarbowe, ale też nieruchomości czy głośne ostatnimi czasy złoto.

Cena złota przekroczyła w lipcu 1 500 dol. za uncję, co jest wynikiem najlepszym od 2013 roku. Od początku 2019 roku wzrost wyniósł w dolarach już powyżej 19 proc. W złotych wynik był jeszcze wyższy i sięgnął 25 proc., a cena rzędu 6 tys. zł za uncję jest najwyższa w historii.

– To jest najlepszy dowód na to, że najlepszy czas na inwestowanie w złoto już minął – mówi Bartosz Turek. – Z kolei obligacje skarbowe cieszą się największą w historii popularnością. Polacy na detaliczne papiery skarbowe wydali 9 mld zł, a rok przecież się jeszcze nie skończył. Cieszy to, że duża część Polaków wybiera obligacje 4-letnie czy 10-letnie, które są indeksowane inflacją, czyli w ich przypadku oprocentowanie w drugim czy kolejnym roku inwestowania wyznaczane jest poprzez dodanie do inflacji marży.

W lipcu aktywa dłużnych funduszy inwestycyjnych wzrosły o 1,9 proc., a tych wyrażonych w złotych – o 1,8 proc. Najmocniej wzrosły środki obligacji uniwersalnych długoterminowych i długoterminowych papierów skarbowych. Łącznie fundusze obligacji stanowią już 41,2 proc. inwestycji w TFI. Im krótszy termin zapadalności obligacji, tym większe prawdopodobieństwo, że zyski zje inflacja, która w lipcu sięgnęła już 2,9 proc. w ujęciu rocznym. Za dobre zabezpieczenie przed drożyzną zawsze uważane były nieruchomości, jednak i ich ceny wzrosły już wyraźnie.

– W ostatnich latach faktycznie na nieruchomościach większość osób zarobiła, ale nikt nie może nam gwarantować tych zysków. Myśląc o zakupie mieszkania na wynajem, trzeba być świadomym, że jest to inwestycja raczej długoterminowa, na minimum 3–5 lat, aby w miarę spokojnie spać i liczyć później zyski – radzi główny analityk HRE Investments. – Jeżeli więc inwestujemy na tym rynku, to tak, aby stać nas było na to, żeby przez kilka miesięcy utrzymywać niewynajęte mieszkanie i spłacać kredyt. Albo musi być nas stać na to, że mieszkanie może stracić 10 czy 15, 20 proc. na wartości, jeżeli okaże się, że trafiliśmy na najgorszy możliwy moment i kupiliśmy mieszkanie na górce.

To ostatnie jest bardzo prawdopodobne, bo ceny mieszkań wciąż rosną i są to różnice rzędu kilkunastu procent rok do roku. Z danych NBP wynika, że przyczyną tych zwyżek jest zarówno wzrost kosztów, jak i zapotrzebowania na droższe lokale w wyższym standardzie. Do tego dzięki wzrostowi wynagrodzeń i dochodów pomimo wyższych cen rośnie dostępność 1 mkw. mieszkania. To zachęca do inwestycji.

Zalecam dywersyfikację. Jeżeli stać nas na to, aby mieć lokaty, kupować obligacje skarbowe, nieruchomości i złoto, to każde z tych aktywów powinno być w jakiejś proporcji w naszym portfelu obecne – radzi Bartosz Turek. – Żółty kruszec jest najdroższy w historii, ale mógłby nas chronić przed ziszczeniem się najczarniejszych scenariuszy gospodarczych czy politycznych. Z kolei obligacje skarbowe, te emitowane na 4, 6, 10 czy 12 lat, sprawdzą się jako ochrona oszczędności przed inflacją. Nieruchomości jako element naszego portfela inwestycyjnego powinniśmy mieć, tylko że w formie długoterminowej. Rozważajmy to na 5 czy może nawet 10 lat, a wtedy mamy niemal pewność, że wyjdziemy na tej inwestycji z zyskiem.

Leśnicy w całej Polsce walczą z zalewem śmieci. Wyrzucamy wszystko: zepsutą żywność, opony, gruz, a nawet dokumenty

Leśnicy w całej Polsce walczą z zalewem śmieci. Wyrzucamy wszystko: zepsutą żywność, opony, gruz, a nawet dokumenty 3

Śmieci w lasach to nie tylko problem ekologiczny, lecz także ekonomiczny. Znalezione odpady trzeba wywieźć i zutylizować. W nadleśnictwie Miękinia na Dolnym Śląsku kosztuje to rocznie około 50 tys. zł. Leśnicy znajdują co roku około 350 metrów sześciennych śmieci. Wszystkie możliwe odpady trafiają do lasu zamiast na wysypisko lub do przetworzenia. W tym regionie najczęściej leśnicy znajdują odpady poremontowe, pojemniki po farbach, części samochodowe, w tym elementy plastikowe, tapicerkę, a nawet całe auta.

– Ostatnio wywoziliśmy z lasu beczkę po jakiejś substancji chemicznej, którą trudno było zidentyfikować, ponieważ sprawca zadał sobie trud i pozacierał wszystkie kody. To musiało się odbyć przy pomocy specjalistycznej brygady, która zabezpieczyła i zabrała tę beczkę, ponieważ nie wiadomo było, jak toksyczne i szkodliwe jest to, co w środku. Jakby to przeliczyć, to każdego roku wyjeżdża od nas 8 wagonów śmieci różnego rodzaju – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Waldemar Zaremba, nadleśniczy Lasów Państwowych Nadleśnictwa Miękinia.

Nadleśnictwo Miękinia wchodzi w skład Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych we Wrocławiu. Jest położone na terenie województwa dolnośląskiego i obejmuje sześć powiatów: dzierżoniowski, legnicki, średzki, świdnicki, wrocławski i Miasto Wrocław. Powierzchnia zasięgu terytorialnego jest największa ze wszystkich 33 nadleśnictw Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych we Wrocławiu i wynosi 1 472,99 kilometrów kwadratowych. Część obszarów leśnych narażonych na permanentne zaśmiecanie jest stale monitorowana. Nagranie z kamery bardzo pomaga namierzyć sprawców.

– Jeżeli już nie ma innej metody, rozstawiamy nasze kamery w miejscach newralgicznych i później mamy do postępowania przed sądem cały materiał dowodowy – mówi Waldemar Zaremba.

Świadomi problemu są również mieszkańcy, którzy zgłaszają straży leśnej nielegalny wywóz odpadów. Często udaje się złapać sprawców, bo w śmieciach zostawiają charakterystyczne wskazówki.

– Naprawdę różne rzeczy się trafiają: rozbierane samochody z działalności przestępczej, elementy plastikowe samochodów, tapicerka. Widać, że części wartościowe znajdują nabywcę, a plastik zostaje w lasach. Zdarzały się podręczniki szkolne z podpisanymi zeszytami przez uczniów. Wtedy łatwo nam znaleźć właścicieli śmieci – mówi Waldemar Zaremba.

Przyłapani muszą się liczyć z konsekwencjami – od kary grzywny w wysokości nawet 1 000 zł do nawet 5 lat pozbawienia wolności po zakończeniu postępowania sądowego.

– Myślę, że system kar jest skuteczny, bo ludzie mają świadomość, że za śmiecenie czeka ich kara. Jeśli są to drobne rzeczy, w zależności od tego, jak na to spojrzy strażnik leśny, na ogół jest to pouczenie. Podobnie jeżeli to zrobi dziecko. Natomiast w sytuacji, kiedy ktoś przywozi do lasu worki śmieci, to musi się liczyć z tym, że pobłażliwości nie będzie – mówi Waldemar Zaremba.

Kary jednak nie rozwiązują skutecznie problemu, dlatego konieczna jest edukacja wśród dzieci i dorosłych mieszkańców dotycząca zachowań proekologicznych.

– Nadzieja w młodych ludziach, żeby utrwalać w nich dobre nawyki dotyczące zachowania się w lesie, środowisku. Każdy przedszkolak powie, że wie, jak się zachowywać w lesie, czego nie wolno robić, jest w pełni świadomy. Mamy nadzieję, że to w następnych latach przełoży się na zachowania osób dorosłych, rodziców, ich znajomych – mówi Waldemar Zaremba.

Odpady w lesie to duże zagrożenie dla leśnej fauny i flory. Mniejsze organizmy, takie jak owady, wpadają do butelek, puszek, które są pułapką bez wyjścia. Gdy w środku jest płyn giną. Worki ze śmieciami są rozrywane przez lisy i dziki, które często zjadają to, co w nich znajdą. Ogromnym problemem jest plastik.

– Plastikowe worki, butelki, to wszystko gdzieś krąży w ekosystemie, nie tylko szpeci, lecz także ma pośredni wpływ na to, co później znajduje się w glebie i dostaje do wód – mówi nadleśniczy.

Nowe technologie zmieniają rynek książek elektronicznych. Popularność zyskiwać będą synchrobooki, a sztuczna inteligencja podpowie interesujące tytuły

Nowe technologie zmieniają rynek książek elektronicznych. Popularność zyskiwać będą synchrobooki, a sztuczna inteligencja podpowie interesujące tytuły 4

Po e-booki i audiobooki sięga na razie tylko kilka procent Polaków, podczas gdy na Zachodzie wybiera je ponad 1/4 społeczeństwa. Na wzrost zainteresowania może przełożyć się wprowadzenie nowych rozwiązań. Na rynku są już dostępne synchrobooki, czyli książki, które można czytać i słuchać na przemian, a sztuczna inteligencja podpowie tytuły, które mogą nas zainteresować. Przyszłością są urządzenia, które będą coraz bardziej przypominać książkę, np. ze składanymi ekranami.

 Rozwój rynku e-książki wymusza stały postęp technologiczny. W zasadzie cała elektronika zmierza w kierunku cyfryzacji, cały rozwój sektora entertainment skierowany jest na usługi abonamentowe, czego przykładem są platformy telewizyjne czy muzyczne. Legimi również jest przykładem takiej firmy, która wykorzystuje model abonamentowy w czytelnictwie – mówi agencji Newseria Biznes Andrzej Tabaka, dyrektor finansowy Legimi, platformy oferującej dostęp do audiobooków i e-booków w formie abonamentu.

Według najnowszych badań Biblioteki Narodowej o stanie czytelnictwa w Polsce, w 2018 roku przynajmniej jedną książkę przeczytało 37 proc. osób. Po e-booki i audiobooki sięgamy raczej rzadko – wybiera je zaledwie kilka procent Polaków. W ubiegłym roku przynajmniej raz książkę w formacie e-booka czytało 3 proc. osób, tyle samo wskazało na audiobooki. Zdecydowanie częściej kupujemy tradycyjne książki. Zdaniem eksperta postęp technologiczny, który wymusza zmiany na rynku, może wpłynąć na rozwój elektronicznego czytelnictwa.

– Postęp technologiczny wymusza na Legimi stały rozwój, czego przykładem jest ostatnio wdrożona platforma Legimi 3.0, z wieloma udogodnieniami dla użytkownika, np. w kwestii łatwości wyszukiwania tytułów, szybkości i stabilności działania serwisu. To, co najważniejsze, to dostęp do jak największej bazy tytułów i szybkość pojawiania się tych tytułów w naszym serwisie – wskazuje Andrzej Tabaka.

Badanie Picodi wskazuje, że w płatnej subskrypcji kupowanych jest 3 proc. książek, 10 proc. stanowią e-booki w sklepach, a 1 proc. – audiobooki w sklepach.

– Kolejnym elementem technologicznym jest połączenie tych dwóch formatów, czyli z jednej strony e-booka, a z drugiej – audiobooka. Kiedy nie mamy czasu na czytanie, możemy się przełączyć na słuchanie. Taki format nazywa się synchrobookiem – mówi ekspert.

Z raportu Biblioteki Narodowej wynika, że najczęściej e-booki czytamy na laptopie (53 proc.), telefonie komórkowym i czytniku (odpowiednio 18 i 17 proc.).

– Jeśli chodzi o urządzenia, to rynek e-booków będzie musiał się dostosowywać do wymagań technologii i oczekiwań użytkowników – zapowiada Andrzej Tabaka. – Na pewno pojawią się nowe urządzenia, które będą prawdopodobnie dużo bardziej wydajne i wygodne w użytkowaniu. Można sobie wyobrazić np. składane ekrany w telefonach czy czytnikach.

Polacy są przywiązani do tradycyjnych, papierowych wydań (według Picodi w Polsce książki kupuje się w formie papierowej w księgarniach – 64 proc.). W wydaniach elektronicznych brakuje im dotyku i zapachu kartek.

– Nasza aplikacja w użytkowaniu w zasadzie odwzorowuje sposób użytkowania książki. Kiedy przewija się strony, widok jest taki, jakby się przekładało kartkę. Wszystko idzie w tę stronę, żeby jak najlepiej odwzorować tradycyjną książkę – jednocześnie minimalizować jej wady przy maksymalizacji zalet, jak mobilność, dostępność – tłumaczy dyrektor finansowy Legimi.

Przyszłością książek elektronicznych jest też sztuczna inteligencja. Dzięki uczeniu maszynowemu aplikacje są w stanie dobrać lekturę na podstawie dotychczasowych preferencji czytelnika. Algorytmy opracowują profil analizowanej książki w ciągu kilku sekund, na podstawie fabuły czy nastroju i na ich podstawie rekomendują książkę.

– Sztuczna inteligencja na rynku technologicznym odgrywa coraz większą rolę. Jest już wykorzystywana przez gigantów medialnych, którzy oferują np. video on demand czy serwisy muzyczne. Nas też to czeka – mówi Andrzej Tabaka.

Codziennie upada ponad 120 tys. firm. Zaprojektowanie start-upu na zamówienie zmniejsza ryzyko i zwiększa szanse na sukces nowego rozwiązania

Codziennie upada ponad 120 tys. firm. Zaprojektowanie start-upu na zamówienie zmniejsza ryzyko i zwiększa szanse na sukces nowego rozwiązania 5

Codziennie powstaje nawet 137 tys. start-upów, rocznie ok. 5 mln. Aż 90 proc. z nich kończy się niepowodzeniem, co oznacza, że każdego dnia upada nieco ponad 123 tys. firm. W dużej mierze to efekt nieprzemyślanych działań i brak strategii tworzenia produktu i wprowadzenia go na rynek. Możliwość założenia start-upu na wymiar, gdzie specjaliści zajmą się wszystkim – od analizy pomysłu, po testowanie produktu – to rozwiązanie przede wszystkim dla korporacji. W Europie wiodące firmy, od Bosch po Barclays, inwestują w przedsięwzięcia, aby być na bieżąco z innowacjami.

– Startup as a Service to usługa budowania start-upu, nowego przedsięwzięcia na zamówienie. Wyobraźmy sobie korporację, która działa w bardzo specyficznym kawałku rynku, ale widzi, że jest szansa gdzieś obok. Nie ma swoich własnych kompetencji, które są zupełnie inne niż wymagane i chce zbudować nowe przedsięwzięcie w oparciu o te szanse, które widzi. Wtedy może pomyśleć o takiej usłudze – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Katarzyna Królak-Wyszyńska, prezes Innovatika.

Wiele historii firm z Doliny Krzemowej koncentruje się na narracji założyciel-bohater. Start-upy, które zmieniają oblicze wielu rynków, to jednak często zasługa olbrzymich korporacji, które w ten sposób chcą być na bieżąco z innowacjami. Powstające start-upy to dla nich szansa na zwiększenie konkurencyjności i wyprzedzenie w technologicznym wyścigu innych firm. Wystarczy wspomnieć, że duże korporacje zainwestowały w ubiegłym roku ponad 50 mld dol. w start-upy (dane CB Insights), przy 36 mld dol. w 2017 roku.

Sukcesu nie zagwarantują tylko zainwestowane pieniądze – oprócz tego ważny jest pomysł, zagospodarowanie niszy i odpowiedni zespół. Tu pomocą służą usługi typu Startup as a Service, które analizują potencjał rynku.

– Pierwszy etap jest związany z upewnieniem się, że ta szansa jest na tyle duża, że da się na tym zarobić. Często się zdarza, że przekonujemy naszego klienta, że znaleźliśmy szansę dużo większą gdzieś obok. Kolejny krok polega na zbudowaniu koncepcji, którą staramy się sprawdzić, ale bez wydawania pieniędzy na kodowanie, infrastrukturę. Upewniamy się, że nasza koncepcja ma faktycznie sens i że spodziewamy się, że reakcje odbiorców będą takie, jak chcemy. Wówczas przechodzimy do następnego kroku – MVP, czyli minimum viable product. To jest produkt, który już dostarcza wartość odbiorcom – mówi Katarzyna Królak-Wyszyńska.

Cały ciężar powstania start-upu biorą na siebie firmy, które profesjonalnie zajmują się wprowadzaniem start-upów i ich rozwiązań na rynek. Badają rynek konsumentów, sprawdzają, czy znajdzie się miejsce na nowy produkt lub usługę, i dopiero, kiedy wszystkie etapy zakończą się sukcesem, rozpoczyna się właściwy proces, czyli budowania i wdrażania biznesu.

Firm, które specjalizują się w budowaniu start-upów, funkcjonuje na świecie już wiele. W Polsce jednak to rozwiązanie dopiero zaczyna budzić zainteresowanie. Dotychczas największe firmy budowały nowe pomysły na własną rękę. Często tworzyły konkursy dla start-upów, gdzie te najlepsze mogły skorzystać w przyszłości z funduszy i wsparcia korporacji. Tworzenie innowacji w ramach ogromnych firm często jest bardzo trudne, potrzeba świeżej krwi, problemem często jest też chęć chronienia biznesu, a inwestycje w nowe rozwiązania mogą się okazać problematyczne, zakończyć się porażką. Tymczasem doświadczenie pokazuje, że tylko platformy zbudowane z kilku firm podbijają rynek, te, które zamykają się na nowe rozwiązania, zostają z tyłu.

Niedawno głośno było o firmie Unilever i wprowadzonym na rynek interaktywnych szczoteczkach do zębów dla dzieci – maluch porusza szczoteczką i w ten sposób kieruje też bohaterami gry na telefonie. Pomysł i produkt zbudowała zewnętrzna firma właśnie na potrzeby Unilever.

–  Na świecie bardzo wiele korporacji albo nawet wręcz prywatnych inwestorów nie ma kompetencji albo czasu, żeby nowe biznesy budować w sposób efektywny, oszczędnościowy. Wolą outsourcować, wolą powołać zespół, dać komuś odpowiedzialność zbudowania tego biznesu, niż wpasowywać się w pewne procedury wewnętrzne, które mogą być bardzo skomplikowane – przekonuje ekspertka.

Korzystanie z pomocy specjalistów zdecydowanie zwiększa szansę na sukces start-upu. Zwłaszcza że statystyki są bezlitosne – szacuje się, że nawet 90 proc. z nich upada. Moya K. Mason wylicza w swoim badaniu, że codziennie na całym świecie powstaje nawet 137 tys. firm, jednak ponad 123 tys. – upada.

– W Startup as a Service wykonujemy pewne działania w powtarzalny sposób i proces jest bardzo pilnowany – ocenia Katarzyna Królak-Wyszyńska. – Nie powoduje też zmniejszenia kosztów budowania przedsięwzięcia, natomiast zmniejsza ryzyko popełniania błędów albo nietrafionych inwestycji – dodaje ekspertka.

Centra wielkich miast są przegrzane. Polska opracowała innowacyjne modele walki z tym problemem dla 44 miast

Centra wielkich miast są przegrzane. Polska opracowała innowacyjne modele walki z tym problemem dla 44 miast 6

Temperatura w centrach miast może być nawet o 5 stopni wyższa niż na przedmieściach i terenach wiejskich. Problem miejskich wysp ciepła jest jednym z najistotniejszych wyzwań środowiskowych, z jakimi trzeba się będzie zmierzyć w gęsto zabudowanych miastach. Polska jest jednym z liderów w innowacyjnym podejściu do walki z tego typu zjawiskami. Ministerstwo Środowiska opracowało plany adaptacyjne do zmian klimatu dla 44 miast. W największych miastach świata walka ze zbyt wysoką temperaturą w betonowej gęstej zabudowie odbywa się np. poprzez malowanie nawierzchni dróg farbami ze specjalnymi pigmentami.

– Polska należy do liderów pod względem wdrażania innowacji środowiskowych, szczególnie w obszarze adaptacji do zmian klimatu. Jako jeden z niewielu krajów na świecie, a na pewno lider w Europie, przygotowaliśmy 44 miejskie plany adaptacji do zmian klimatu we współpracy z miastami, samorządowcami, a także z ekspertami, organizacjami pozarządowymi, aktywistami i tymi wszystkimi, którzy interesują się kwestiami przystosowania miast do ekstremalnych zjawisk pogodowych – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Sławomir Mazurek, wiceminister środowiska.

Eksperci przeanalizowali historyczne dane meteorologiczne i hydrologiczne z ostatnich 35 lat. Plany opracowywane były w miastach o ludności powyżej 100 tys. osób. W wyniku prac w każdym z analizowanych miast zostały wskazane po cztery sektory najbardziej wrażliwe na zagrożenia wynikające ze zmian klimatycznych. Najczęściej była to gospodarka wodna, zdrowie i bezpieczeństwo mieszkańców oraz transport i energetyka. Na tej podstawie, we współpracy z naukowcami, zostały opracowane plany konkretnych działań pozwalających zapobiegać zdiagnozowanym zagrożeniom.

– Te działania dotyczą przystosowania infrastruktury – rozwoju błękitnej i zielonej infrastruktury. Jest to też związane z programem retencji, ponieważ zmagamy się obecnie z ekstremalnymi zjawiskami polegającymi na suszy. W miastach mamy też do czynienia ze zjawiskami, które w negatywny sposób wpływają na zdrowie, na samopoczucie mieszkańców. Dlatego rozwój zielonej, błękitnej infrastruktury przychodzi tutaj z pomocą – wymienia Sławomir Mazurek.

Jednym z problemów występujących na gęsto zabudowanych terenach miejskich jest powstawanie tzw. miejskich wysp ciepła. W otoczeniu pozbawionym zieleni oraz cieków i zbiorników wodnych, za to zabudowanym wysokimi budowlami, betonem oraz asfaltem występuje wyraźnie wyższa temperatura niż tam, gdzie zieleń jest obecna. W rezultacie mieszkańcy takich terenów odczuwają dyskomfort związany ze zbyt wysoką temperaturą zarówno za dnia, kiedy słońce nagrzewa dany obszar, jak i w nocy, kiedy materiały oddają ciepło.

W centrach dużych miast temperatura może być nawet o pięć stopni wyższa niż na terenach podmiejskich. Tymczasem, jak twierdzą badacze z CRC for Water Sensitive Cities zwiększenie zadrzewienia o 10 proc. pozwala na obniżenie temperatury gruntu nawet o jeden stopień.

– Plany pokazują, w jaki sposób rozwijać tereny, które będą przyjmować wodę i sprawiać, że mieszkańcy będą mogli w takich zrównoważonych, przyjaznych dla zdrowia warunkach przebywać w miastach. Dzisiaj rozwój miast jest bardzo dynamiczny, ale on też wymaga środowiskowego punktu odniesienia. Urbanistyka i polityka miejska muszą być ustawiona na odbetonowanie, zapewnienie właściwych klinów napowietrzających tak, aby miasta zaczęły oddychać. Wiąże się to też z szeregiem innowacyjnych narzędzi, które muszą być zastosowane – wskazuje wiceminister.

Na świecie zapobieganie powstawaniu miejskich wysp ciepła odbywa się np. poprzez modernizowanie już istniejącej infrastruktury. W Ad-Dauha, stolicy Kataru, pomalowano w ramach pilotażu na niebiesko 200-metrowy odcinek drogi znajdującej się w pobliżu obleganego targu. Przez 18 miesięcy zamontowane w tym miejscu czujniki będą badały temperaturę nawierzchni. Niebieska powłoka o grubości 1 milimetra, którą pokryty jest asfalt, zawiera specjalny pigment odbijający promienie podczerwone. Tego lata władze Los Angeles zdecydowały się na pokrycie swoich ulic szarawo-białą powłoką znaną jako CoolSeal. Okazało się, że jej temperatura jest o 5 stopni Celsjusza niższa, niż miało to miejsce na czarnym asfalcie.

Polska w opracowywaniu planów działań skupia się natomiast na pogłębionej analizie danych.

– W Instytucie Ochrony Środowiska realizujemy projekt „Klimada”, dzięki któremu mamy bardzo interesujące informacje i analizy. Pokazują one, w jaki sposób dane klimatyczne, temperaturowe czy związane z klimatem możemy przełożyć na konkretne działania. Istotne jest to, żeby tę informację dobrze zbierać. Pamiętajmy, że jesteśmy u progu wielkiej rewolucji związanej z internetem rzeczy, z właściwym wykorzystaniem big data. Chcemy integrować te dane, realizować wszystkie elementy polityki opartej na wiedzy – mówi Sławomir Mazurek.

Naukowcy w oparciu m.in. o dane satelitarne dotyczące promieniowania i przygotowywane przez Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej opracowali scenariusze zmian klimatu dla Polski do 2100 roku. Pod koniec stulecia Polskę czekać może wzmożone ocieplenie. W ostatnim trzydziestoleciu XXI wieku w miesiącach zimowych temperatura w niektórych regionach kraju może wzrosnąć nawet o 4,5 stopnia Celsjusza.

ACCIONA zwiększyła udział w Mostostalu Warszawa do 62,1% po zakończeniu wezwania

W wezwaniu na akcje Mostostal Warszawa S.A. ACCIONA nabyła łącznie 2.407.655 akcji, co razem z akcjami posiadanymi przed ogłoszeniem wezwania stanowi 62,1% kapitału zakładowego Spółki. Transakcja nabycia akcji po drugim, finalnym etapie wezwania została przeprowadzona na GPW 26 sierpnia. Transakcja po pierwszym etapie wezwania miała miejsce 8 sierpnia.

W opinii ACCIONA wynik wezwania to dla wzywającego kolejny krok w kierunku integracji Mostostalu Warszawa z Grupą ACCIONA, która jest niezbędna do zapewnienia stabilnej przyszłości tej Spółki. Po przeprowadzeniu transakcji pozycja Wzywającego w akcjonariacie Mostostalu Warszawa umocniła się, co daje mu większą elastyczność w zakresie kontroli korporacyjnej, a tym samym zwiększa realny wpływ na strategiczne decyzje, które mogą wymagać podjęcia w kontekście zabezpieczenia stabilności finansowej Spółki.

Ostateczna cena w wezwaniu oferowana przez ACCIONA wynosiła 4,5 zł za jedną akcję Mostostalu Warszawa. Wezwanie było dla akcjonariuszy tej Spółki okazją do wyjścia z inwestycji w relatywnie niepłynną Spółkę, z premią na poziomie 47,1% w stosunku do ceny zamknięcia na dzień poprzedzający ogłoszenie wezwania.

Pierwsze półrocze 2019 na rynku gruntów inwestycyjnych

W I połowie 2019 roku ceny gruntów komercyjnych pozostały na stabilnym, zbliżonym do zeszłorocznego poziomie. Tereny o przeznaczeniu mieszkaniowym kontynuowały trend wzrostowy, jednak w niższym tempie niż w podobnym okresie ubiegłego roku.

Emil Domeracki, dyrektor Działu Gruntów w Colliers International
Emil Domeracki, dyrektor Działu Gruntów w Colliers International

Rynek gruntów inwestycyjnych pozostaje rozgrzany, w szczególności w sektorach mieszkaniowym i przemysłowym. Choć ceny mieszkań osiągnęły rekordowy poziom, deweloperzy uważają, by odpowiedzieć na popyt rynku bez zalania go podażą, zwłaszcza że ich marże maleją z powodu rosnących cen surowców i wynagrodzeń w sektorze budowlanym. Mimo ograniczonej podaży gruntów gotowych do procesu inwestycyjnego ceny działek we wszystkich sektorach pozostają na stabilnym poziomie mówi Emil Domeracki, dyrektor Działu Gruntów w Colliers International.

Sektor mieszkaniowy z największą dynamiką

Polski rynek mieszkaniowy utrzymał dominującą pozycję zarówno w zakresie dynamiki wzrostu cen gruntów, jak i wolumenu transakcyjnego. W pierwszej połowie 2019 r. plasowały się one na poziomie 370-1380 EUR/mkw. PUM w centrum stolicy i od 210 do 400 EUR/mkw. PUM poza obszarem centralnym.

W porównaniu z rekordowym rokiem 2018 liczba nowych mieszkań wprowadzonych na rynek zauważalnie spadła. W wielu ośrodkach miejskich popyt wciąż przewyższa podaż i tylko w Gdańsku i Wrocławiu obserwujemy równowagę w tym zakresie. Choć rosnące koszty siły roboczej i surowców obniżają marże deweloperów, dynamika przyrostu cen powierzchni mieszkaniowej spowolniła z gwałtownego skoku do powolnego wzrostu w obliczu osiągnięcia rekordowego pułapu, szczególnie na rynkach wrocławskim i warszawskim.

Deweloperzy mieszkaniowi zaczynają też spoglądać na grunty dotychczas zajmowane przez starsze biurowce. Przykładem tego jest sprzedaż części warszawskiego parku biurowego Empark na Służewcu pod budowę osiedla mieszkaniowego.

Zdaniem ekspertów Colliers International dzięki utrzymaniu niskich stóp procentowych i kontynuacji pozytywnych trendów makroekonomicznych, deweloperzy mieszkaniowi zachowają dominującą pozycję w zakupie ziemi.

Sektor biurowy inwestuje na zabezpieczonych gruntach

Stały przyrost podaży powierzchni biurowej i aktywności najemców utrzymał ceny gruntów na stabilnym poziomie (w miastach regionalnych wynosi od 80 do 310 EUR/mkw. GLA, zaś w Warszawie między 400 a 1150 EUR/mkw. GLA). Pomimo malejącego wskaźnika pustostanów i rosnącej aktywności deweloperów popyt na grunty nie jest duży, gdyż większość bieżących inwestycji realizowanych jest na bankach ziemi zabezpieczonych w latach minionych. Jednocześnie rozwój przedsiębiorstw z sektorów IT, outsourcingu i nowoczesnych usług biznesowych w miastach regionalnych wciąż generuje zainteresowanie dobrze położonymi gruntami pod budowę biurowców klasy B i parków biurowych.

Sektor magazynowy szyty na miarę

Rozwój  infrastruktury drogowej, lotniczej oraz morskiej wpływa na spekulacyjny zakup gruntów na rynku przemysłowym, jednak największe akwizycje dotyczą ziemi pod projekty z najemcą. Rosnące zainteresowanie wschodem kraju nie przyćmiło tradycyjnie popularnych regionów logistycznych takich, jak Górny Śląsk, Centralna Polska i przedmieścia Warszawy.

Nowe rozwiązania dla usług o mniejszej skali (magazyny dla osób prywatnych, biura i magazyny dla nowych przedsiębiorstw itd.) wciąż wypełniają luki przemysłowe i magazynowe w obszarach zurbanizowanych. Realizacja niestandardowych dla rynku założeń pozwala uzyskać wyższe czynsze na mniejszej powierzchni w obliczu wzrostu cen siły roboczej i surowców budowlanych.

Ceny gruntów pod handel na stabilnym poziomie

Wysokie nasycenie powierzchnią handlową w dużych miastach wciąż ogranicza aktywność deweloperów w tym obszarze. Wzrasta zaś zainteresowanie zakupem gruntów pod budowę parków handlowych w mniejszych miejscowościach, co wskazuje na przyjęcie strategii  budowania lokalnych centrów handlowych. Pomimo niskiego wolumenu zakupów gruntów o przeznaczeniu handlowo-usługowym poziom ich cen pozostał na stabilnym poziomie.

Rynek hotelowy zorientowany na biznes

Obszary zabudowy biurowej w dużych miastach nadal tworzą popyt na nowoczesną powierzchnię hotelową zorientowaną na ruch biznesowy i przestrzeń konferencyjno-targową. Pomimo rozwoju turystyki lokalnej i międzynarodowej w Polsce, sektor ten wciąż odpowiada za najważniejsze nowe inwestycje od 2017 roku.

Decyzje planistyczne i administracyjne ograniczające zabudowę mieszkaniową w obszarach usługowych zwiększyły popularność hoteli typu condo jako alternatywę dla nabywania mieszkań przez inwestorów indywidualnych. Zarówno polscy deweloperzy, jak i doświadczeni inwestorzy i operatorzy zagraniczni poszukują gruntów pod budowę akademików, aparthoteli, mieszkań na wynajem czy domów seniora, pomimo niskiego wolumenu transakcji sprzedaży tego typu obiektów jako produktu inwestycyjnego.

Budżet bez deficytu?

Budżet na 2020 r. bez deficytu byłby znaczącym krokiem do uzdrowienia polskiej gospodarki – uważają Pracodawcy RP. Realizacja takiego planu wydatków nie byłaby łatwa, ale warto to wyzwanie podjąć.

Budżet bez deficytu to zamiar, któremu powinniśmy kibicować wszyscy, bez względu na poglądy polityczne, bo to jest dobre dla polskiej gospodarki – mówi dr Leszek Juchniewicz, główny ekonomista Pracodawców RP.

W jego opinii polskie państwo jest już i tak wystarczająco zadłużone. Czas odwrócić tę tendencję i skończyć z rokrocznym generowaniem nowych zobowiązań. – Wierzę, że budżet bez deficytu będzie priorytetem w polityce finansowej w przyszłym roku i nie okaże się przedwyborczą, pustą deklaracją – zaznacza.

Likwidacja dziury budżetowej dałaby także narzędzie do walki z pogorszeniem koniunktury gospodarczej na świecie i w rezultacie w Polsce. W przypadku zrealizowania najgorszych scenariuszy dotyczących spowolnienia, rząd będzie mógł wrócić do zadłużenia, aby ratować PKB.

Byłoby to zadłużanie na mniejszą skalę, bo inny byłby punkt wyjścia. Zadłużać się, mając zerowy deficyt to sytuacja komfortowa w porównaniu do takiej, w której dług już jest spory – wyjaśnia Juchniewicz – W tej drugiej pole manewru jest o wiele mniejsze, a pozytywne efekty trudniejsze do osiągnięcia .

Pracodawcy RP popierają pomysł budżetu bez dziury budżetowej. Deklarują przy tym gotowość do współpracy w jego realizacji w ramach prac Rady Dialogu Społecznego oraz spotkań bezpośrednich.
Pracodawcy RP

Mocne wyniki inwestycyjne w Europie Środkowo-Wschodniej w I półroczu 2019

Na rynku nieruchomości w regionie CEE sfinalizowano transakcje o łącznej wartości 5,47 mld euro, a aż 50% tego wolumenu przypada na Polskę.

Według JLL, w ciągu pierwszych sześciu miesięcy 2019 r. na rynku nieruchomości w Europie Środkowo-Wschodniej (CEE) odnotowano szereg transakcji inwestycyjnych o łącznej wartości ponad 5,47 mld euro. Polska, z wynikiem 2,72 mld euro, jest zdecydowanym liderem (prawie 50% udziału), a tuż za nią uplasowały się Czechy osiągając 1,68 mld euro (30%). W obu tych krajach inwestorzy azjatyccy, zwłaszcza ci z Korei Południowej, byli szczególnie aktywni. Na Węgrzech wolumen inwestycji w nieruchomości komercyjne wyniósł 400 mln euro, a w Rumunii i na Słowacji odpowiednio 338 i 350 mln euro.
Zakładając bardzo pozytywny scenariusz, na koniec tego roku wartość umów kupna/sprzedaży nieruchomości w regionie może nawet przewyższyć rekordowe 13,23 mld euro zarejestrowane w 2018. Polska ma szansę zbliżyć się do znakomitych ubiegłorocznych wyników, a to za sprawą dużych transakcji zaplanowanych do realizacji w drugiej połowie 2019. W Czechach apetyt inwestycyjny pozostaje silny, chociaż tamtejszy rynek odczuwa skutki ograniczonej podaży obiektów typu prime. Wyniki zanotowane na Węgrzech i w Rumunii mogą się nawet potroić do końca roku, co odzwierciedla mocną kondycję rynku, szczególnie w przypadku Rumunii. – Mike Atwell, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych w Czechach i Europie Środkowo-Wschodniej, JLL

Polska wciąż na czele w CEE

Tomasz Trzósło, Dyrektor Zarządzający JLL w Polsce
Tomasz Trzósło, Dyrektor Zarządzający JLL w Polsce

Polski rynek inwestycyjny odnotował bardzo dobre wyniki w I połowie 2019 r.
Wartość transakcji inwestycyjnych w Polsce wyniosła 2,72 mld euro w I półroczu i był to drugi najlepszy wynik w historii naszego rynku. W I połowie 2019 r. zawarto ok. 60 transakcji, a rynek biurowy dominował zarówno pod względem ich wartości, jak i liczby. W podziale na sektory, 1,67 mld euro przypadło na biura, 430 mln euro na nieruchomości handlowe, 374 mln euro na sektor magazynowy, 135 mln euro na hotele, 47 mln euro na sektor mieszkaniowy i 60 mln euro na pozostałe nieruchomości. Pod względem wartości transakcji kapitał azjatycki odpowiadał za ponad jedną trzecią przejęć, koncentrując się na polskich aktywach biurowych i przemysłowych. Stopy kapitalizacji utrzymywały się na stabilnym poziomie we wszystkich klasach aktywów. Spodziewamy się dalszej kompresji do końca roku, z wyłączeniem rynku nieruchomości handlowych. – Tomasz Trzósło, Dyrektor Zarządzający JLL w Polsce i Europie Środkowo – Wschodniej

Sektor biurowy w Polsce z historycznie najlepszym wynikiem w I półroczu

W I połowie 2019 r. polski sektor biurowy był najaktywniejszy pod kątem inwestycji, a to w dużej mierze zasługa transakcji, które były już na zaawansowanym etapie w 2018 r. i ostatecznie zostały zamknięte do końca czerwca br.

W I połowie roku zanotowaliśmy całe spektrum transakcji biurowych, zarówno dla obiektów typu core i core+, produktów oportunistycznych oraz tzw. value add. Aktywność ta będzie kontynuowana również w II połowie roku, w której przewidujemy finalizację umów kupna/sprzedaży zarówno w Warszawie, jak i poza nią. Transakcje o łącznej wartości ponad 2 mld euro znajdują się obecnie na różnych etapach zaawansowania. – Robert Sztemberg, Dyrektor ds. Rozwoju Biznesu JLL na Rynkach Kapitałowych

Największe transakcje biurowe z I półrocza to: West Station (I+II) w Warszawie sprzedane przez JV HB Reavis & PKP do singapurskiego inwestora Mapletree za ok. 190 mln euro; przejęcie 70% udziałów w regionalnym portfolio biurowym EPP (Malta Office Park w Poznaniu, Symetris Business Park I&II w Łodzi, O3 Business Park I&II w Krakowie) przez Henderson Park; sprzedaż Warsaw Trade Tower przez Akron do Globalworth za ok. 133 mln euro; oraz Ethos w Warszawie, zakupiony przez Credit Suisse Asset Management od Kulczyk Silverstein Properties za ok. 115 mln euro.

Stabilny sektor handlowy

Całkowity wolumen inwestycji wyniósł na koniec lipca br. 728 mln euro dzięki zamknięciu kilku znaczących transakcji, m.in.: Atrium Felicity w Lublinie i Atrium Koszalin kupionych przez ECE European Prime Shopping Centre Fund II od Atrium za 298 mln euro; czterech centrów M1 (Bytom, Częstochowa, Radom, Poznań) nabytych przez EPP od Chariot Top Group B.V. za 224 mln euro, zakupie przez Atrium European Real Estate centrum handlowego King Cross Jubilerska w Warszawie za 43 mln euro oraz kupnie przez NEINVER i Nuveen Real Estate niedawno otwartego Silesia Outlet w Gliwicach za 31,5 mln euro.-Agnieszka Kołat, Dyrektor, Dział Rynków Kapitałowych Nieruchomości Handlowych w Europie Środkowo – Wschodniej, JLL

W I półroczu 2019 r. odnotowano niższy wolumen transakcji handlowych (430 mln euro) w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego. Należy jednak podkreślić, że I półrocze 2018 r. było rekordowe, jako że wtedy została zawarta transakcja portfelowa Chariot o wartości ok. 1 miliarda EUR, która sama w sobie stanowiła ponad 50% całkowitego wyniku rynku handlowego w pierwszych sześciu miesiącach ubiegłego roku.
Większość tegorocznych transakcji handlowych zamknęła się w ostatnich dwóch miesiącach i zaobserwowaliśmy wzmożoną aktywność inwestorów. Mamy nadzieję, że ten trend będzie kontynuowany i w drugiej połowie roku będziemy świadkami sprzedaży kolejnych nieruchomości handlowych. – Agnieszka Kołat, Dyrektor, Dział Rynków Kapitałowych Nieruchomości Handlowych w Europie Środkowo – Wschodniej, JLL

Najlepsze półrocze na rynku inwestycji w powierzchnie magazynowo – przemysłowe
W sektorze magazynowym w I półroczu 2019 r. zarejestrowaliśmy transakcje o wartości 374 mln euro. Stanowi to najlepszy wynik w historii polskiego rynku. Podobnie jak w segmencie biurowym, inwestorzy z Azji – szczególnie z Korei Południowej – byli również bardzo aktywni na rynku nieruchomości magazynowych i logistycznych. – Robert Sztemberg, Dyrektor ds. Rozwoju Biznesu JLL na Rynkach Kapitałowych

Warto zauważyć, że wynik za pierwsze półrocze 2019 był zdominowany przez transakcje, których przedmiotem były duże projekty magazynowe zajmowane przez pojedynczych najemców. Należą do nich min. Amazon we Wrocławiu i Eurocash w Koninie przejęte przez Hines/Mirae od Blackstone za ok. 130 mln euro; centrum dystrybucyjne Zalando Lounge kupione przez Hines/IGIS AM od Hillwood za ok. 85 mln euro; oraz obiekt Castoramy w Strykowie przejęty przez Tritax od Panattoni za ok. 55 mln euro. JLL spodziewa się utrzymania zainteresowania polskim rynkiem w nadchodzących miesiącach.

Sektor hotelowy i mieszkaniowy rosną w siłę

W I półroczu 2019 r. polski sektor hotelowy odnotował wolumen inwestycyjny w wysokości 135 mln euro, przekraczając tym samym wynik za cały rok ubiegły (119 mln euro). Do największych transakcji tego okresu należały zakup Sheraton Warsaw przez Patron Capital od Benson Elliot i Walton Street za ok. 90 mln euro.

W sektorze mieszkaniowym LRC Group kupiła 175 mieszkań w Pacific Residence (Solec 24) w Warszawie za ok. 47 mln euro. Zanotowaliśmy także pierwszą na rynku polskim transakcję dotyczącą domów studenckich – spółka joint venture Kajima & Griffin Real Estate zakupiła Student Depot za prawie 60 mln euro.

Tydzień ciekawy – poniedziałek nie

W weekend odbyły się dwie niezmiernie istotne konferencje. Z jednej strony Atlantyku, we francuskim Biarritz, debatowali politycy, z drugiej, w amerykańskim Jackson Hole, rozmawiali bankierzy. Najważniejsze osoby na świecie zebrały się w dwóch miejscach, by znaleźć remedium na globalne bolączki – problem w tym, że go nie znaleźli.

G 6+1

            We francuskim Biarritz spotkali się przywódcy państw zrzeszonych w grupie G7. Kiedyś te spotkania były pretekstem do opracowania wspólnej strategii, mającej rozwiązać najważniejsze globalne problemy. Teraz jedyne, na co ich stać, to wypunktowanie miejsc zapalnych. O żadnym porozumieniu nie ma mowy, nie ma wypracowanej żadnej wspólnej linii działań. Atmosfera na szczycie była tak negatywna, że Emmanuel Macron jako gospodarz zrezygnował ze starań, by spotkanie zakończyło się wspólną deklaracją, co do tej pory było dobrym zwyczajem. Kości niezgody było znacznie więcej niż punktów wspólnych. Wystarczy wspomnieć najważniejsze z nich – wojna handlowa (na razie tylko Stanów Zjednoczonych z Chinami, ale Europa wie, że może być następna), walka ze zmianami klimatycznymi, polityka wobec Rosji czy Iranu. Obraz po spotkaniu jest raczej przygnębiający, świat zachodni chyba jeszcze nie był tak bardzo podzielony w XXI wieku.

To nie stopy są problemem

            Niewiele więcej w kwestii rozwiązania nadchodzących kryzysów mieli do zaoferowania bankierzy centralni w Jackson Hole. Rynek nastawiał się na jasne deklaracje co do nadchodzącego luzowania polityki pieniężnej. Otrzymał za to diagnozę, że za kłopoty gospodarcze odpowiedzialni są politycy i to oni powinni je rozwiązać. Do największych ryzyk globalnych zaliczono wojnę handlową, brexit, protesty w Hongkongu i upadek rządu we Włoszech. Nie da się ukryć, że są to problemy wywołane przez polityków, a kolejne cięcia stóp, co prawda mogą łagodzić skutki, ale nie zniwelują przyczyn tych kłopotów. To trochę jak naklejanie plastra na przeciętą tętnicę. Prawdziwe show zrobił Philip Lowe, szef australijskiego banku centralnego, który bez pardonu zaatakował m.in. Donalda Trumpa. Ten z kolei nie omieszkał uderzyć w Powella, nazywając go wrogiem, który nic nie robi, by ratować gospodarkę.

Ciekawy tydzień

            W ciągu najbliższych dni czeka nas kilka interesujących odczytów makroekonomicznych, jednak zobaczymy je dopiero bliżej końca tygodnia. Poniedziałkowa sesja zapowiada się raczej spokojnie, przede wszystkim ze względu na święto w Wielkiej Brytanii, przez które wolne ma londyńskie City. Dzisiaj brakuje ważniejszych odczytów, może z wyjątkiem niemieckiego Ifo, które tradycyjnie już rozczarowuje. Złoty od rana pozostaje względnie stabilny, kursy euro i funta względem naszej waluty oscylują wokół piątkowego zamknięcia. Nieznacznie drożeje dolar, który kosztuje już 3,93 zł, z kolei trochę tańszy jest frank, choć dalej pozostaje powyżej 4 złotych.

Krzysztof Adamczak – Analityk walutowy w Internetowykantor.pl

27.08.19 – Polski Dzień TIRa – za co dziękują Polacy?

Praca w branży transportowej wiąże się z wieloma trudnościami i wymaga ogromnej ilości wyrzeczeń. Prowadzący pojazd ciężarowy codziennie musi wykazać się cierpliwością, grubą skórą i odporną psychiką. Często zapominamy, że kierowca drogowy to jeden z najcięższych – ale i najpotrzebniejszych zawodów świata. Gdy etatowi pracownicy zamykają oczy do snu, zawodowi kierowcy wyruszają w drogę, stawiając czoła dalekim dystansom, trudnym warunkom pogodowym i zmagającej senności. Wszystko po to, by zapewnić nam to, co potrzebne do codziennego funkcjonowania. W ich dzień warto podziękować im za…

Nieustanny rozwój polskiego systemu gospodarczego zawdzięczamy kierowcom pojazdów ciężarowych, którzy dziennie dostarczają do naszego kraju miliony produktów. Wszystko, co widzimy na sklepowych półkach, w restauracjach, lokalach usługowych, czy warsztatach zawdzięczamy tego rodzaju transportowi. Gdyby nie on, zmuszeni bylibyśmy do zdobywania produktów na własną rękę – zupełnie jak kilkaset lat temu.

Jak wynika z badania portalu truckinginfo.com, który przebadał amerykańską gospodarkę w kontekście branży transportowej, aż 70% produktów przewożone jest przy pomocy pojazdów ciężarowych. Jeśli te zniknęłyby pewnego dnia, na świecie zapanowałby chaos. Prawdopodobnie zaledwie w ciągu tygodnia zabrakłoby środków medycznych w placówkach zdrowotnych, skończyłoby się lub znacznie zdrożałoby paliwo na stacjach benzynowych, widoczny byłby zastój w działaniu placówek pocztowych i firm kurierskich, a zapasy produktów spożywczych szybko by się wyczerpały. Warto zapamiętać jak istotny dla rozwoju polskiego przemysłu stał się transport na przestrzeni lat.

Ciężarowe mocarstwo

Według danych GUS, w naszym kraju zarejestrowanych jest blisko 3,3 mln pojazdów ciężarowych[1]. Jak pokazują badania OCRK[2], polski kierowca pokonuje w ciągu roku średnio 87 tys. kilometrów. Ponad 34% prowadzących pojazdy przemierza rocznie od 100 tys. do 200 tys. km. Polska to transportowe imperium Europy – wykonuje 17,5% całkowitej wartości tonokilometrów w Unii Europejskiej[3] i aż 40% kabotażu[4]. W tej dziedzinie prześcignęliśmy nawet Niemcy, Francję, Holandię i Belgię. Od momentu przystąpienia do UE, polska branża transportowa zdominowała rynek. Według danych GUS, w 2017 r. sektor transportu i logistyki wygenerował 6 proc. PKB – to zatem jedna z największych sił przewozowych w Europie.

W zeszłym roku odnotowano wzrost transportu ładunków oraz wykonanej pracy przewozowej we wszystkich rodzajach tranzytów, z wyjątkiem wodnego śródlądowego oraz morskiego. Przewozy kolejowe wzrosły według masy o 4,1% do 249,26 mln ton, a według pracy przewozowej o 8,4% do 59,39 mld tonokilometrów. Przewozy samochodowe wzrosły według masy o 7,2% do 1 873,02 mln ton, a według pracy przewozowej o 8,4% do 377,78 mld tonokilometrów – podał również GUS.  Biorąc pod uwagę poszczególne rodzaje transportu, w 2018 r. tranzyt ładunków dokonywany na terenie kraju dominował w transporcie samochodowym (80,8%) i kolejowym (66,8%), a w pozostałych rodzajach przeważały przewozy międzynarodowe.

Wielki krok dla kierowcy i kraju

To nie za sprawą obniżki cen Polacy osiągnęli przewozowy sukces w europejskiej wspólnocie. Transport drogowy swój dynamiczny rozwój zawdzięcza także popularyzacji zakupów w Internecie. – Widocznie wzrasta skala globalizacji handlu detalicznego. Polacy z coraz większym zaufaniem kupują przez Internet i wyposażają swoje parki maszynowe w dobrej jakości sprzęt używany. Z roku na rok na portalach handlowych przybywa ogłoszeń, a razem z nimi wzrasta także liczebność eksportu i importu maszyn – mówi Joost Goedhartl, dyrektor ds. sprzedaży na rynku europejskim z firmy Tradus.

Wszystko to wzmacnia popyt na tego rodzaju usługi oraz rozwój centrów dystrybucyjnych i firm spedycyjnych – dzięki temu rośnie także majątek Polaków i pozycja kraju na międzynarodowej arenie. Jak wynika z raportu trans.info, zagraniczni kontrahenci wybierają usługi polskich przewoźników przede wszystkim ze względu na wysokiej jakości flotę oraz niezastąpioną jakość świadczonych usług[5]. Średnia długość podróży polskich kierowców to tydzień – niektórzy z nich spędzają w trasie rocznie nawet 260 dni. 30% kierowców wykorzystuje jedynie od 1 do 10 dni wolnych[6]. To właśnie za niepodważalną pracowitość, terminowość i solidność polscy kierowcy doceniani są przez rodaków oraz sąsiadujące z krajem firmy.

[1] https://bdl.stat.gov.pl/BDL/metadane/cechy/1733

[2] „Kim jest polski kierowca”, OCRK, 2018r.

[3] https://ec.europa.eu/eurostat/statistics-explained/index.php?title=Road_freight_transport_statistics

[4] https://ec.europa.eu/eurostat/statistics-explained/index.php?title=Road_freight_transport_statistics-   cabotage

[5]„Delegowanie pracowników w transporcie – opinie i obawy europejskich przedsiębiorców”, trans.info, 2018 https://www.trans.eu/download/transinfo/raport_Delegowanie_long_version_PL_29_05_!.pdf

[6] „Zarobki kierowców zawodowych w Polsce”, trans.info, 2018 r.

https://www.transjobs.eu/Raport-TransJobs.eu-Zarobki-kierowcow-zawodowych-2018.pdf

Hasła jednorazowe do lamusa. Nadchodzi rewolucja w płatnościach

Już 14 wrześnie wejdzie w życie dyrektywa Payment Services Directive 2 (PSD 2) regulująca rynek płatności. Jedną z ważnych zmian, które wprowadzi będzie tzw. silne uwierzytelnienie klienta. Aby zainicjować płatność lub zalogować się do serwisu transakcyjnego konieczna będzie autoryzacja za pomocą co najmniej dwóch niezależnych metod uwierzytelnienia.

PSD2 to unijna dyrektywa, która wprowadza jednolity rynek płatności w krajach Unii Europejskiej. Ustala nowe zasady ochrony i bezpieczeństwa płatności oraz zwiększa konkurencję na rynku usług bankowych.

Zmiany są koniecznie, ponieważ rynek płatności online rośnie w zawrotnym tempie. Według badania Shopify globalna wartość sprzedaży w e-commerce w 2021 roku wyniesie 4,5 tryliarda dolarów. Dla porównania w 2014 roku była na poziomie 1,3 tryliarda dolarów.

Rosną również liczby oszustw i wyłudzeń związanych z realizacją płatności online. Z ustaleń firmy konsultingowej Javelin Strategy and Research wynika, że globalnie sprzedawcy wydają średnio 8% swoich rocznych dochodów na wykrywanie oszustw i zapobieganie im.

Hasła jednorazowe do lamusa

Część klientów banków do autoryzowania operacji bankowych dzisiaj używa listy haseł jednorazowych. Wykorzystują je, aby zalogować się do serwisu transakcyjnego i zlecać przelewy i inne operacje. Po 14 września taka forma uwierzytelniania przestanie być wspierana przez banki.

– Hasła jednorazowe nie spełniają warunków dyrektywy PSD 2, która wymaga tzw. silnego uwierzytelnienia. Jako najbezpieczniejsze uznane zostały hasła SMS, powiadomienia PUSH wysyłane przez aplikacje bankowe a także rozwiązania biometryczne, czyli weryfikacji za pośrednictwem odcisku palca lub skanu tęczówki oka. Tym, co łączy katalog tych rozwiązań jest smartfon, z którym większość ludzi praktycznie się nie rozstaje – zauważa Kamila Górna, Business Development Manager w firmie Infobip.

Nowa dyrektywa zwiększy bezpieczeństwo transakcji płatniczych, w tym płatności kartą. Banki będą wymagać potwierdzenia kodem PIN transakcji również poniżej 50 zł. Zasady dla płatności powyżej tej kwoty nie zmieniają się.

Obecnie w razie zagubienia karty, telefonu lub innego urządzenia, które służy do płacenia klient wciąż odpowiada za nieautoryzowane transakcje, ale w ograniczonym zakresie do wartości maksymalnie 150 euro. Dyrektywa PSD2 zmniejszy ten próg do 50 euro. W przypadku utraty karty kredytowej bank odpowiada za nieautoryzowane transakcje już od pierwszej operacji.

Większa konkurencja na rynku usług bankowych

Dyrektywa PSD2 sprawi, że na rynku usług płatniczych obok banków, instytucji płatniczych i operatorów pocztowych pojawi się nowa kategoria usługodawców. Instytucje te, określane jako TPP (Third Party Provider) będą mogły świadczyć dwa typy nowych usług.

Pierwsza z nich to Account Information Service (AIS), która pozwoli klientom uzyskać dostęp do zagregowanej informacji o stanie rachunków bankowych w kilku różnych bankach. Dzięki temu będą mogli sprawdzić w jednym miejscu, jak wygląda stan ich finansów.

Z kolei usługa Payment Initiation Service (PIS) umożliwi realizację płatności z wykorzystaniem rachunku bankowego klienta w jego imieniu. Instytucja o statusie TPP po otrzymaniu danych do logowania w bankowości internetowej klienta, będzie inicjować płatność w określonej kwocie do określonego odbiorcy i raportować klientowi o jej realizacji. W praktyce za pośrednictwem niebankowych instytucji będzie można m.in. zapłacić za cyfrowe publikacje, bilety na różne wydarzenia czy miejsce parkingowe.

– Wejście w życie unijnej dyrektywy PSD2 regulującej rynek usług płatniczych to dobry przykład pokazujący, jak technologie wymuszają zmiany w przepisach. W dużym skrócie dotychczasowe regulacje bankowe nie uwzględniały nowych rozwiązań technologicznych, które rozwijają coraz prężniej działające spółki fintechowe. Nadszedł czas, aby pogłębić rynek usług finansowych i pozwolić na nim operować innym podmiotom niż banki – uważa Kamila Górna. – W otwartym ekosystemie bankowym wiadomości SMS i powiadomienia PUSH będą odgrywać kluczową rolę w utrzymywaniu i tworzeniu relacji z klientami bankowymi. Za ich pośrednictwem będzie można skutecznie informować ich o wszelkich zmianach i nowych ofertach – podsumowuje.

Nową dyrektywę regulującą rynek płatności Parlament Europejski uchwalił w 2015 roku. Kraje członkowskie Unii Europejskiej, w tym Polska, miały dwa lata, aby dostosować krajowe przepisy do nowych regulacji.

Branża telekomunikacyjna i wyzwania związane z wdrożeniem 5G

Aż 70% firm telekomunikacyjnych ocenia perspektywy biznesowe związane z wdrożeniem sieci 5G jako bardzo pozytywne – wynika z badania 451 Research na zlecenie firmy Vertiv. Jest to efekt przekonania, że możliwości 5G zwiększą różnorodność usług i szybkość transmisji danych w odpowiedzi na popyt na szerokopasmowe usługi internetowe. Jednak, aby to osiągnąć, operatorzy będą musieli podwoić liczbę miejsc dostępu radiowego na całym świecie w ciągu najbliższych 10-15 lat.

 5G spowoduje znaczące zagęszczenie nadajników

Aby uzyskać maksymalną pojemność, prędkość transmisji danych i kontrolę nad nimi, technologia dostępu radiowego 5G wykorzystuje widmo fal milimetrowych. Są one znacznie mniejsze niż widmo submilimetrowe stosowane w generacjach komórkowych 4G i wcześniejszych.

Ze względu na rozmiar i charakterystykę propagacji fale milimetrowe nie mogą przemieszczać się tak daleko jak tradycyjne fale radiowe i mogą być łatwiej blokowane lub zakłócane przez deszcz, drzewa, betonowe ściany i inne przeszkody. Aby poradzić sobie z tymi problemami, tradycyjne nadajniki sieci komórkowych, które są zazwyczaj rozmieszczone na dużym obszarze i łączą się z tysiącami użytkowników końcowych, będą musiały zostać przeniesione do mniejszych, gęsto zaludnionych miejsc. Potencjalnie będzie to wymagać od operatorów podwojenia liczby miejsc dostępu radiowego na całym świecie w ciągu najbliższych 10-15 lat. Operatorzy będą również wykorzystywać takie technologie, jak anteny z wieloma wejściami i wyjściami (M-MIMO), aby zoptymalizować transmisję sygnału.

Klucz do sukcesu

Nowa gęstsza topologia sieci 5G wymaga od telekomów rozwiązania takich problemów, jak dzierżawa lub zakup nowych gruntów czy dostęp do wysokiej jakości połączeń –  45% respondentów uznało to za najważniejszy czynnik sukcesu. Wynik ten wyraźnie przypomina, że proces wdrożenia technologii 5G będzie w coraz większym stopniu uzależniony od przepisów dotyczących dostępu do lokalizacji, które obecnie nie istnieją. Ich uchwalenie pozwoliłoby na skrócenie czasu i kosztów administracyjnych związanych z uzyskaniem pozwolenia na rozmieszczenie nowej infrastruktury.

Wzorce czerpane z usług w chmurze

Oczywiście 5G to coś więcej niż tylko aktualizacja systemu radiowego w celu zwiększenia przepustowości pasma. Systemy 5G będą również wykorzystywać innowacje charakterystyczne dla rozwiązań chmurowych, takie jak wirtualizacja funkcji sieciowych (NFV), definiowane programowo sieci (SDN) i MEC (Multi-Access Edge Computing), aby umożliwić operatorom szybkie świadczenie nowych usług. – Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to w ciągu 15 lat operatorzy telekomunikacyjni będą działać w taki sam sposób, w jaki działają dostawcy usług w chmurze. Będą ponosili niższe koszty na bieżącą działalność, oferowali większą prędkość serwisową i wysoki stopień automatyzacji, który przyczyni się do zwiększenia rentowności mówi Piotr Wójcik, Dyrektor Działu Sprzedaży ds. Kluczowych Klientów na Polskę i kraje bałtyckie z firmy Vertiv.

Postępowanie dowodowe – co może być dowodem w postępowaniu podatkowym?

Zebrane w toku postępowania podatkowego dowody przesądzają o finalnym rozstrzygnięciu sprawy. Właśnie dlatego ich rola jest niezwykle istotna. Należy starannie przedstawiać fakty i dokumenty, które mogą mieć znaczenie w sprawie.

Czym jest dowód w postępowaniu podatkowym?

Zgodnie z przepisami Ordynacji podatkowej za dowód należy uznać wszystko to, co nie jest sprzeczne z prawem, a może przyczynić się do wyjaśnienia sprawy. W katalogu dowodów znajdą się zatem np. księgi podatkowe, deklaracje złożone przez stronę, zeznania świadków, opinie biegłych, materiały i informacje zebrane w wyniku oględzin, informacje podatkowe oraz inne dokumenty zgromadzone w toku działalności analitycznej Krajowej Administracji Skarbowej, czynności sprawdzających, kontroli podatkowej lub kontroli celno-skarbowej, a także materiały zgromadzone w toku postępowania karnego albo postępowania w sprawach o przestępstwa skarbowe lub wykroczenia skarbowe. Organ administracji publicznej jest zobowiązany zebrać i w sposób wyczerpujący rozpatrzyć cały materiał dowodowy. W ramach swoich uprawnień może on w każdym stadium postępowania zmienić, uzupełnić lub uchylić swoje postanowienie dotyczące przeprowadzenia dowodu.

Księgi podatkowe

Pierwszym rodzajem dowodów na gruncie przepisów Ordynacji podatkowej będą zatem księgi podatkowe. Jeżeli są one prowadzone rzetelnie i niewadliwie, stanowią dowód tego, co wynika z ich zapisów. Księgi podatkowe to dość ogólne sformułowanie. W ramach tej kategorii należałoby wymienić księgi rachunkowe, podatkową księgę przychodów i rozchodów, a także wszelkiego rodzaju ewidencje i rejestry, których obowiązek prowadzenia spoczywa na podatnikach, płatnikach i inkasentach. Księgi podatkowe są prowadzone rzetelnie i niewadliwie, jeżeli sformułowane w nich zapisy odzwierciedlają stan rzeczywisty. Wszelka wątpliwość fiskusa w tym zakresie może zatem spowodować zakwestionowanie ich wartości dowodowej.

Dokumenty urzędowe

Drugą kategorię dowodów w postępowaniu podatkowym stanowią dokumenty urzędowe, czyli dokumenty, w których stwierdzone zostały fakty przez upoważniony do tego organ. Powinny one zostać sporządzone w ściśle określonej formie oraz podpisane przez upoważnione do tego osoby. Nie jest jednak wykluczone przeprowadzenie dowodu przeciwko takim dokumentom.

Opinie biegłych

Popularnym dowodem jest również opinia biegłego. W sytuacjach, gdy rozstrzygnięcie sprawy wymaga wiedzy specjalnej, powołuje się wykwalifikowanego specjalistę w danej dziedzinie, który sporządza stosowną opinię. W odniesieniu do wyceny nieruchomości ma ona najczęściej postać operatu szacunkowego. Powołanie biegłego może nastąpić na wniosek strony lub z urzędu. Czasem przepisy prawa podatkowego wymagają powołania biegłego. W takiej sytuacji wszystko odbywa się z urzędu.

Przesłuchanie świadków

Wiarygodny i rzetelny materiał dowodowy niejednokrotnie zawiera również dowody z przesłuchania świadków. O przeprowadzenie takiego dowodu mogą wystąpić same strony, podając imię, nazwisko oraz aktualny adres potencjalnego świadka. Sam organ może również stwierdzić, iż przesłuchanie jest konieczne dla rozstrzygnięcia sprawy i zrobić to z urzędu. Przepisy Ordynacji podatkowej nie wskazują, kto może być świadkiem. Regulują natomiast kwestię, kto nie może zostać świadkiem. W tym katalogu znajdują się osoby niezdolne do postrzegania i komunikowania swych spostrzeżeń (a zatem osoby niepoczytalne lub chore psychicznie), osoby zobowiązane do zachowania tajemnicy państwowej lub służbowej na okoliczności objęte tajemnicą, a także duchowni, co do faktów objętych tajemnicą spowiedzi. Poprawne przeprowadzenie dowodu z przesłuchania świadków wymaga zawiadomienia o tym fakcie wszystkich stron postępowania (co najmniej 7 dni przed planowanym terminem przesłuchania). Podatnik ma bowiem prawo czynnego uczestnictwa w takim przesłuchaniu.

Przesłuchanie strony

Organ podatkowy w toku prowadzonego postępowania może chcieć nie tylko przesłuchiwać świadków, ale również strony. W art. 199 Ordynacji podatkowej przewidziano jednak w tym zakresie pewne ograniczenie. Organ podatkowy nie może przesłuchać strony bez jej zgody. Jeżeli podatnik wyrazi taką chęć, do przesłuchania stosuje się przepisy dotyczące świadka, z wyłączeniem przepisów o środkach przymusu.

Inne dokumenty

Dowodem w postępowaniu podatkowym mogą być też inne dokumenty, o ile niosą za sobą jakąkolwiek wartość dowodową. Jeżeli ustalone fakty potwierdzi korespondencja mailowa, zdjęcia lub notatki ze spotkania, wówczas one również mogą zostać dołączone do akt sprawy. Przeważnie uważa się je za mniej wiarygodne i wykorzystuje raczej pomocniczo w stosunku do innych dowodów zebranych w sprawie. Niewątpliwie jednak takie szczegóły mogą przesądzić o wyniku sprawy.

Zasada czynnego udziału strony w postępowaniu

Zebrane w sprawie dowody pozwolą na wydanie określonego rozstrzygnięcia. Istotnym obowiązkiem organu podatkowego jest natomiast umożliwienie stronom wypowiedzenia się w sprawie zebranego materiału dowodowego. W tym celu organ powinien zawiadomić strony o możliwości wypowiedzenia się w sprawie i wyznaczyć konkretny termin na przejrzenie akt sprawy. Wyjątkowymi sytuacjami, w których fiskus lub inny organ administracji publicznej może odstąpić od tego obowiązku, jest na przykład przypadek, gdy w danym postępowaniu odstąpiono od zasady czynnego udziału strony w postępowaniu z uwagi na uwzględnienie w całości jej wniosku albo w określonych sytuacjach umorzono postępowanie.

Na kim spoczywa ciężar dowodu?

Co również istotne w kontekście postępowania podatkowego, na gruncie Ordynacji podatkowej nie obowiązuje co do zasady cywilistyczny „ciężar dowodu”. Jedynym podmiotem zobowiązanym do dowodzenia określonych faktów jest bowiem sam organ podatkowy. Wynika to z potrzeby realizacji zasady prawdy obiektywnej wskazanej w art. 122 Ordynacji podatkowej. Jedyne ograniczenia w tym zakresie dotyczą członków zarządu spółki kapitałowej, którzy to, chcąc uwolnić się od odpowiedzialności za zobowiązania podatkowe spółki, muszą wykazać, że we właściwym czasie zgłoszono wniosek o ogłoszenie upadłości lub w tym czasie zostało otwarte postępowanie restrukturyzacyjne albo zatwierdzono układ w postępowaniu o zatwierdzeniu układu, a także muszą wykazać, że niezgłoszenie wniosku o ogłoszenie upadłości nastąpiło bez winy tej osoby. Praktyka często zmusza jednak podatnika do dostarczenia dowodów do sprawy i wykazania się aktywnością w tym zakresie.

Dowody w postępowaniu administracyjnym

Podatnik ma szeroki wybór narzędzi i mechanizmów, które mogą pomóc mu wygrać walkę z fiskusem. Teoretycznie wszystkie zbierane dowody mają równorzędny charakter – nie dzielą się na lepsze i gorsze. Niewątpliwie jednak organy administracji skarbowej większą wagę przywiązują do dokumentów urzędowych oraz opinii biegłych niż do wydruków korespondencji mailowej, zdjęć lub notatek służbowych. Warto mieć to na uwadze, zbierając materiał dowodowy do sprawy.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Kolejki w sklepach jak za komuny. Co trzeci klient przenosi zakupy online

Od zmierzchu do świtu trwa horror. Niestety nie w kinach, lecz w sklepach, gdzie gigantyczne kolejki wywołują strach i gęsią skórkę u klientów. To dreszczowiec serwowany Polakom regularnie, od czasu wdrożenia ustawy, zakazującej handlu w niedzielę. Co robią bohaterowie horrorów, gdy spotykają zjawę? Uciekają. Okazuje się, że to samo robią stojący w kolejkach do kasy konsumenci. Wiemy już, na jak długie postoje starcza im cierpliwości.

Co się dzieje, gdy klienci mają po dziurki w nosie czekania? 11% rezygnuje z zakupów w ogóle, 23% wyrzuca z koszyka niepotrzebne produkty, by móc skorzystać z kasy szybkoobsługowej, a aż co 3. konsument przenosi się do online – donosi firma Digimarc, która umożliwia firmom i rządom na całym świecie dodawanie kodów do odczytu maszynowego wszystkich form treści, w tym audio, wideo, opakowań i zdjęć.

W dużych miastach, takich jak Warszawa, Poznań czy Kraków, o godzinie 18, gabloty chłodnicze, w których powinno znajdować się surowe mięso świecą pustkami. “Taka sytuacja ma miejsce praktycznie co tydzień. Brakuje nie tylko mięsa, ale i pieczywa.” – skarżą się bywalcy. Na zakazie handlu tracą nie tylko “spożywczaki”, ale również sklepy z elektroniką, które wymagają więcej czasu od nabywcy, stojącego przed kosztowną decyzją zakupową.

Przez 5 minut sklepy tracą 4 mln złotych… Dziennie

Aby lepiej zrozumieć klientów, Adyen wykonał badanie na grupie ponad 5000 kupujących i 500 detalistów z terenu Starego Kontynentu. Ich wynik raczej nie spowoduje uśmiechu na twarzach retailerów – dla wielu europejskich kupujących, czekanie przy kasach dłużej niż pięć minut to stanowczo zbyt długo, wykazuje analiza. Niestety, niemożność spełnienia oczekiwań konsumentów, będzie ich słono kosztować. Dokładnie 4 mln złotych dziennie, z powodu zaledwie 5. minut! To jak codzienna wygrana w popularnego Lotka, jednak sprzedawcy potrzebują czegoś więcej niż szczęścia.

W ciągu roku europejskie sklepy straciły prawie 18 mld EUR (~77 mld PLN), ponieważ zniecierpliwieni klienci postanowili zmienić miejsce robienia zakupów. Kolejne 14 mld EUR (~60 mld PLN) zostało utracone, gdyż potencjalni nabywcy zrezygnowali z powodu długich kolejek i… wrócili do domu. Wśród konsumentów, którzy wolą nie robić zakupów w sklepach stacjonarnych, 41% twierdzi, że to właśnie z powodu kolejek.

Biorąc pod uwagę fakt, że po pierwszej konfiguracji konta i dodaniu naszej karty płatniczej w sklepach online, możemy zrealizować zamówienie w 15 sek., 5 minut brzmi jak cała wieczność. Tylko o tym pomyślmy. To 20 razy szybciej niż w sklepie stacjonarnym! A gdzie czas na wybranie produktów, przy mocno ograniczonej ofercie. Co więcej, spora część sklepów online posiada dodatkowe funkcjonalności i usługi. Na przykład w Amazonie jest Prime, które gwarantuje, że zamówienie zostanie dostarczone już na drugi dzień pod same drzwi. A to wszystko dzieje się z poziomu naszej kanapy, bez wychodzenia z domu – przekonuje Aleksandra Szarmach, Chief Marketing Officer w firmie Nethansa, która pomaga polskim przedsiębiorstwom zwiększyć zyski poprzez zagraniczną sprzedaż na Amazonie.

Kolejki w sklepach i ograniczenie handlu to nie tylko problem konsumentów, ale również biznesu, który ma o wiele mniej możliwości kontaktu ze swoim odbiorcom, a co za tym idzie – to większe ryzyko operacyjne i potencjalne straty. Nic dziwnego, że tak wiele firm przenosi swoją działalność do sieci i otwiera się na zagraniczne rynki, gdzie nabywcy mają grubsze portfele.

Trudna decyzja

Do zmiany sposobu, w jaki klienci robią zakupy, zachęca jeszcze jeden argument – łatwo dostępne i posegregowane opinie. Coraz popularniejsze stają się recenzje, których autorami są inni użytkownicy. Dotychczas takie rozwiązanie wymagało odwiedzenia zewnętrznych serwisów z opiniami i samodzielnego wyszukania.

Nowa moda przybyła też nad Wisłę. Śladami Amazona, który zapoczątkował ten sposób prezentacji walorów produktu, podążyło rodzime Allegro. Od niedawna na stronie produktu widoczna jest sumaryczna średnia ocena, przyznana przez kupujących. Mimo to sposób prezentacji jest zupełnie inny – komentuje Aleksandra Szarmach. Amazon posiada największą bazę produktów na świecie, a ze względu na ogólnoświatowy charakter serwisu Jeffa Bezosa, ilość i różnorodność opinii jest nieporównywalnie większa. W amerykańskim serwisie swoimi opiniami dzielą się klienci z całego świata. Ciężko więc oczekiwać, by polski serwis mógł dorównać światowemu potentatowi – dodaje ekspertka Nethansy.

Czy opinie rzeczywiście mają takie znaczenie? Według BrightLocal 78% konsumentów wierzy w recenzje internetowe tak samo, jak osobiste rekomendacje. Wynika więc, że opinie klientów online i recenzje osobiste są niemal równoważne pod względem wiarygodności.

Handel online z każdym dniem zyskuje na rzecz konwencjonalnych sposobów robienia zakupów. Czy to zagrożenie dla polskich firm, które dobrze czują się w tzw. realu? Tylko dla tych, które boją się otworzyć na to, co nieuniknione. Dzisiaj firmy nie muszą mieć nawet własnego serwera, strony i skryptów do obsługi sklepu online. Wystarczy przenieść się do jednego z globalnych serwisów, np. Amazon, który jest w tym momencie największą międzynarodową platformą handlową.

udział ecommerce w globalnej sprzedaży detalicznej
Opracowanie własne Nethansa, 2019.
Źródło: https://www.statista.com/statistics/534123/e-commerce-share-of-retail-sales-worldwide/

Szara strefa krótkoterminowego wynajmu

Wakacje to okres żniw dla osób, które decydują się na krótkoterminowy wynajem mieszkań. Jest do bardzo popularne szczególnie w miastach turystycznych, które latem są często odwiedzane. Trend, który przybiera na sile nie ma jednak jasnych podstaw prawnych. Wynajmowanie prywatnych mieszkań budzi też niezadowolenie sąsiadów i wspólnot mieszkaniowych.

Mariusz Łubiński, Prezes Zarządu Admus Sp. z o.o.
Mariusz Łubiński, Prezes Zarządu Admus Sp. z o.o.

Kwestia krótkoterminowego wynajmu mieszkań budzi kontrowersje już od wielu lat. Z obecnych przepisów są niezadowoleni nie tylko mieszkańcy, którzy na co dzień mają do czynienia z ciągle zmieniającymi się sąsiadami. O regulacje przepisów apelują również wspólnoty mieszkaniowe, związki zawodowe zarządców nieruchomości oraz przedstawiciele samorządów. Znam przypadki wspólnot, które same próbowały uregulować przepisy o wynajmie krótko terminowym. Poprzez uchwałę wydały zakaz takiego wynajmu, oprotestowali go jednak mieszkańcy jednego z lokali. Sprawa miała swój finał w sądzie, który ostatecznie przyznał rację właścicielom mieszkania. Podstawą prawną tego orzeczenia była ustawa o własności lokali, a dokładnie art. 22 ust. 3 pkt 4. Z treści artykułu wynika, że wspólnota może wydać zakaz w kwestii zmiany przeznaczenia jedynie wspólnych części nieruchomości. Mieszkanie nie należy do części wspólnych, wspólnota więc nie może sprzeciwić się zmianie jego funkcji.

Wedle wyroku wspólnota mieszkaniowa nie może ingerować w zmianą przeznaczenia prywatnego lokalu, jednak właściciele, którzy na stałe wynajmują mieszkanie na doby zmieniają przeznaczenie budynku czyniąc z niego parahotele, a to wymaga już zgody pozostałych współmieszkańców. Przepisy w tej kwestii wykluczają się, co sprzyja nadużyciom.

Chociaż mieszkanie nie jest częścią wspólną i wspólnota mieszkaniowa nie może ingerować w kwestie jego przeznaczenia, może zgłaszać niewłaściwe wykorzystanie lokalu. Chodzi dokładnie o naruszanie przepisów o zachowaniu porządku publicznego. Mieszkania wynajmowane na weekendy są często miejscem głośnych imprez, co przeszkadza innym mieszkańcom. Dodatkowe takie budynki są w o wiele większym stopniu narażone na zniszczenia i dewastacje.

Uregulowanie przepisów oczekują też sami wynajmujący. Wielu z nich inwestuje spore środki w remont mieszkań, na których chcieliby później zarabiać. W sytuacji, gdy nie ma co do takiej działalności jednoznacznych przepisów, jest do bardzo ryzykowna inwestycja. Należy wprowadzić takie przepisy, które wskazywałyby jakie warunki muszą być spełnione, aby właściciel mógł zarabiać na wynajmie. Pamiętajmy, że kwestie zasady krótkotrwałego wynajmu reguluje ustawa o usługach hotelarskich. Osoby, które chciałyby na krótki okres wynajmować swoje mieszkania też powinny je spełniać.

Ukraińcy w Polsce oczekują coraz wyższych wynagrodzeń

Ukraińcy od ponad roku dominują na polskim rynku pracy tymczasowej – jest ich o ponad 14 proc. więcej niż Polaków. Nasi wschodni sąsiedzi zrobili rekonesans, zweryfikowali oferty pracy i kolejny raz podnieśli swoje oczekiwania finansowe względem pracodawców znad Wisły. Prawie połowa chce zarabiać więcej niż w 2017 r, a praca za mniej niż 2,5 tys. zł już ich nie interesuje.

47 proc. Ukraińców szukających pracy w Polsce chce by była ona dobrze płatna, ciekawa i u uczciwego pracodawcy – wynika z badania zleconego przez Gdański Urząd Pracy, które przeprowadzili Pracodawcy Pomorza we współpracy z Grupą Progres. Jeśli po przyjeździe do Polski podejmują pracę niezgodną z ich oczekiwaniami to i tak często traktują ją jako chwilowe zajęcie, które umożliwi im start w naszym kraju. Ukraińcy chcą jednak by był on jak najlepszy – dobrze płatny, a ich oczekiwania finansowe kolejny raz idą w górę.

Niskie wynagrodzenie nie dla Ukraińca

Liczba Ukraińców chcących zarabiać więcej wzrosła aż o 34 proc. Minimalne stawki już ich nie interesują. Jak wynika z przeprowadzonego badania i danych Grupy Progres spory spadek (o 17 proc.) odnotowała grupa pracowników, których oczekiwania finansowe nie były wygórowane. Obecnie tylko 7 proc. jest gotowych pracować za kwotę niższą niż 2,5 tys. zł netto (24 proc. w 2017 r.). Kolejnym progiem finansowym – wynagrodzenie od 2,5 tys. zł netto do 3 tys. zł. netto – zainteresowanych jest 38 proc. Ukraińców (34 proc. w 2017 r.). Już ponad połowa osób ze Wschodu (55 proc.) oczekuje zarobków powyżej 3 tys. zł netto (42 proc. w 2017 r.).

Ukraińcy zapracowali na swoją mocną pozycję w Polsce. Chęć do pracy, skłonność do jej podjęcia od zaraz i zaangażowanie sprawiły, że krajowi przedsiębiorcy przestali mieć opory przed ich zatrudnianiem. Liczba dobrze płatnych stanowisk, które mogą zajmować Ukraińcy rośnie, a wraz z nią rosną ich oczekiwania.

Biorąc pod uwagę, że Ukraińcy przy wyborze zajęcia kierują się przede wszystkim zarobkami, a ich oczekiwania finansowe rosną polscy pracodawcy muszą starć się coraz bardziej. Co może być wyzwaniem dla wielu firm. Te działające w mniejszych miejscowościach, których nie stać na gwarantowanie stawek oferowanych w dużych miastach, będą musiały konkurować z aglomeracyjnymi gigantami. W lepszej sytuacji są pracodawcy z chętnie wybieranych przez Ukraińców miast Gdańsk, Poznań, Warszawę, Wrocław i Kraków, jednak oni też muszą podnieść wynagrodzenia i biorąc pod uwagę wynik badań, oferować więcej niż 3 tys. zł netto – mówi Justyna Lach, Dyrektor ds. Rozwoju Projektów Międzynarodowych w Grupie Progres. – Rachunek wydaje się jednak prosty, jeśli nie spełnimy tych oczekiwań Ukraińcy pójdą pracować do konkurencji, a konsekwencje braków kadrowych w firmach mogą kosztować dużo więcej niż podniesienie zarobków Ukraińcom – zaznacza Justyna Lach.

Badanie zlecone przez Gdański Urząd Pracy przeprowadzili Pracodawcy Pomorza w partnerstwie z Grupą Progres. Zbadano 1 367 respondentów – obywateli Ukrainy w wieku produkcyjnym. W informacji wykorzystano także dane Grupy Progres za 2017 r. i 2018 r. analizujące 47 228 pracowników tymczasowych.

Kontrole podatkowe – split payment, STIR i JPK uszczelniają system podatkowy

W ciągu roku liczba kontroli podatkowych, zrealizowanych przez urzędy celno-skarbowe, spadła o ponad 22%. Z kolei urzędy skarbowe podjęły takich działań o blisko 14% mniej. KAS twierdzi, że przyczyniły się do tego zmiany organizacyjne i legislacyjne. Typowanie podmiotów do sprawdzenia ułatwiają dodatkowe narzędzia. Jednak wizyta urzędników nie zawsze kończy się stwierdzeniem nieprawidłowości. Tak w pierwszym półroczu br. było w ponad 17% działań podjętych przez Urzędy Celno-Skarbowe i przeszło 7,5% przez Urzędy Skarbowe. W tym okresie kwota uszczupleń wyniosła odpowiednio 4,3 mld zł oraz 2,11 mld zł. To środki mniejsze niż rok wcześniej.

Na tropie oszustów

W pierwszych sześciu miesiącach br. urzędy celno-skarbowe zrealizowały 1 204 kontrole dotyczące podatków. To mniej niż w analogicznym okresie 2018 roku, kiedy było ich 1 553. Natomiast urzędy skarbowe przeprowadziły od stycznia do czerwca tego roku 8 912 inspekcji podatkowych. I w tym przypadku ww. działania podejmowano rzadziej niż 12 miesięcy wcześniej. Wówczas w statystykach uwzględniono 10 362 takich czynności.

– Na spadek wpłynęły zmiany organizacyjne i legislacyjne wprowadzone w ostatnich 3 latach oraz wdrożenie dodatkowych informatycznych narzędzi usprawniających typowanie podmiotów do kontroli i ich realizację, np. JPK. Na skuteczność wpływ mają też rozwiązania wprowadzone tzw. ustawą STIR. One pozwalają wykluczać z obrotu gospodarczego firmy oszukujące uczciwych przedsiębiorców oraz umożliwiają dokładne sprawdzenie, czy podmioty wykorzystują system bankowy do przestępczych procederów. W konsekwencji wdrożenia tych rozwiązań zwiększona została skuteczność typowania do kontroli oraz sam proces kontrolny – komentuje Ewa Szkodzińska, naczelnik wydziału komunikacji z Krajowej Administracji Skarbowej.

Jak zaznacza Marek Niczyporuk, radca prawny i doradca podatkowy z Kancelarii Ars AEQUI, spore znaczenie ma też sprawniejsza współpraca polskich organów skarbowych z ich zagranicznymi odpowiednikami. Ekspert zwraca uwagę na dotychczasową praktykę orzeczniczą organów skarbowych i sądów administracyjnych. Ona stawia podatnikom bardzo wysokie wymagania w zakresie weryfikacji swoich kontrahentów i zachowania we współpracy z nimi wymogów tzw. należytej staranności. Niedochowanie jej powoduje bowiem pozbawienie podatników możliwości odliczenia VAT naliczonego, a często także zaliczenia wydatku do kosztów uzyskania przychodów.

Prof. Witold Orłowski, rektor Akademii Finansów i Biznesu Vistula w Warszawie
Prof. Witold Orłowski, rektor Akademii Finansów i Biznesu Vistula w Warszawie

– W moim odczuciu, patrząc na liczbę kontroli, nie ma znaczących zmian. Nie wyciągałbym jednak z tego daleko idących wniosków, ponieważ to trzeba obserwować dłużej. Oczywiście, bardzo dobrze, że administracja skarbowa ma skuteczniejsze narzędzia. Można zakładać, że dzięki temu mniej firm jest męczonych niepotrzebnymi kontrolami, czyli takimi kiedy nie ma tak naprawdę podstaw do założenia, że przedsiębiorca oszukuje – stwierdza prof. Witold Orłowski, z Akademii Finansów i Biznesu Vistula w Warszawie i główny ekonomista firmy doradczej PwC.

W pierwszym półroczu br. spośród urzędów celno-skarbowych najwięcej kontroli zakończyły – Dolnośląski we Wrocławiu (155), Mazowiecki w Warszawie (147) i Wielkopolski w Poznaniu (102). Rok wcześniej czołówkę stanowiły te same oddziały – Mazowiecki (178), Dolnośląski (143) i Wielkopolski (129). Natomiast w minionym półroczu najwięcej kontroli podatkowych zakończono w urzędach skarbowych nadzorowanych przez IAS Katowice (1 270), IAS Warszawa (1 236) i IAS Poznań (1 012). 12 miesięcy wcześniej na szczycie zestawienia znajdowały się Katowice (1 574), Warszawa (1 390) oraz Wrocław (1 026).

– Sama kontrola prowadzona jest jedynie w przypadkach, gdy nieskuteczne okażą się mniej inwazyjne środki dyscyplinujące. Aktywność kontrolna koncentruje się na formach działalności zwiększających ryzyko niepłacenia podatków lub uzyskiwania nieuprawnionych zwrotów podatku VAT, czyli karuzele podatkowe, fikcyjne dostawy wewnątrzwspólnotowe, ukrywanie nabyć wewnątrzwspólnotowych oraz wyłudzenia zwrotu VAT – wyjaśnia naczelnik Szkodzińska.

Urzędowa (nie)skuteczność

W pierwszym półroczu br. nieprawidłowości stwierdzono w 998 kontrolach dotyczących podatków prowadzonych przez urzędy celno-skarbowe. W 206 przypadkach nie znaleziono ich. Z kolei statystyki za analogiczny okres 2018 roku wynoszą odpowiednio 1 354 oraz 199. Jeśli zaś chodzi o kontrole podatków prowadzone przez urzędy skarbowe w 2019 roku, to w 8 242 stwierdzono nieprawidłowości, a w 670 nie dopatrzono się niczego. Dane te za pierwszą połowę ubiegłego roku to 9 115 oraz 1 247.

– Z danych wynika, że w UCS stosunek kontroli, w których nie wykryto nieprawidłowości do ogólnej liczby kontroli w I półroczu 2018 roku wyniósł ok. 12%, a w I półroczu 2019 roku ok. 17%. Z kolei w US stosunek ten w I półroczu 2018  wyniósł ok. 13%, a w 2019 ok. 7%. Trudno zatem zauważyć jednoznaczną tendencję. Jednak w danym okresie organy mogły kontrolować okresy rozliczeniowe, w których nie funkcjonowały jeszcze nowe mechanizmy i przepisy. Mam na myśli JPK, split payment czy przepisy karne o tzw. konfiskacie rozszerzonej czy wprowadzające tzw. zbrodnię VAT – analizuje mec. Niczyporuk.

Marek Zuber, ekonomista
Marek Zuber, ekonomista

Z kolei jak stwierdza ekonomista Marek Zuber, w wynikach z dwóch lat może być sporo przypadkowości. Wnioski dotyczące skuteczności działań łatwiej wyciągnąć na podstawie co najmniej trzech-czterech lat. Według eksperta, jeżeli przedsiębiorcy zaczęli rzeczywiście mniej oszukiwać, to przyczyniła się do tego m.in. poprawa sytuacji w gospodarce. Lepsza płynność finansowa oznacza wyższe zarobki, a tym samym spada chęć do oszukiwania. Ponadto przed łamaniem prawa odstraszają zaostrzone kary. Jednocześnie w mediach, nie tylko tych rządowych, bardzo dużo mówi się o aresztowaniach w związku z różnego rodzaju przestępstwami, szczególnie związanymi z niepłaceniem podatków. Dlatego przedsiębiorca 3 razy bardziej się zastanowi nad oszustwem.

– Można postawić tezę, że organy nie tyle trafniej typują podmioty, w których występują nieprawidłowości, ile większą wagę przywiązują do kontrolowania tych podmiotów, w których widzą szansę skutecznej egzekucji. Niestety, jednak w wielu przypadkach impet państwa skierowany jest w stosunku do podmiotów, które nieświadomie zostały wplątane w procedery wyłudzenia podatku VAT, ale z uwagi na posiadany majątek są łatwym celem organów skarbowych – dodaje ekspert z Kancelarii Ars AEQUI.

Gra o miliardy

Z danych za okres od stycznia do czerwca br. wynika, że kwoty nieprawidłowości lub mówiąc wprost uszczupleń, stwierdzone w toku kontroli zakończonych przez urzędy celno-skarbowe, wyniosły 4,3 mld zł. 12 miesięcy wcześniej mowa była o 6,05 mld zł. Jeśli zaś chodzi o kwoty stwierdzone w toku kontroli zakończonych przez urzędy skarbowe, to pojawiają się wartości – 2,11 mld zł (I półrocze 2019 r.) oraz 3,81 mld zł (I półrocze 2018 roku). Jak przekonuje Ewa Szkodzińska, na wysokość ustaleń kontroli wpływ mają prowadzone w ostatnich latach działania systemowe w obszarach uszczelnienia podatków. One spowodowały znaczną redukcję luki VAT i zmniejszenie poziomu oszustw.

– 3 czy 4 mld zł mają bardzo duże znaczenie z punktu widzenia jednorocznego zarządzania budżetem. To kwota na poziomie 1% planowanych przychodów. Ostatnio nawet mieliśmy wielką dyskusję na temat znalezienia 1 mld złotych i dodania go do podwyżek dla nauczycieli. To, że uszczuplenia są mniejsze, jest przede wszystkim konsekwencją zmian prawnych. Wiele dziur pozatykano i ograniczono możliwości ucieczki pieniędzy z systemu – mówi Marek Zuber.

Natomiast według prof. Orłowskiego, mniejsze uszczuplenia nie muszą być efektem wdrożonych rozwiązań. Mogą być spowodowane gorszą skutecznością działania kontroli skarbowej, co byłoby niedobre. Zdaniem profesora, proste metody zwiększania ściągalności podatków właściwie się wyczerpują. Główny efekt wprowadzenia m.in. JPK już został osiągnięty i teraz nie będzie tak łatwo w tej kwestii. Choć politycy lubią twierdzić, że mają jakiś patent na odkrycie ogromnych oszustw podatkowych i zwiększenie ściągalności.

– Należy postulować, żeby tzw. uszczelnianie systemu podatkowego nie miało charakteru wprowadzania rozwiązań opresyjnych. Ewentualnie takich, które dają organom skarbowym dowolność interpretacji przepisów albo wprowadzają jedynie pozorne ułatwienia czy ulgi. Takie działania państwa przyczynić się mogą do zmniejszenia liczby kontroli kończących się stwierdzeniem nieprawidłowości, ale też do dużego niezadowolenia podatników. Oni, w celu uniknięcia sporu z fiskusem, świadomie rezygnują z realizacji przysługujących im praw. Trudno w tym przypadku mówić o większej skuteczności organów skarbowych – podsumowuje mec. Marek Niczyporuk.

Pokaż mi swoje biuro, a powiem ci czy chcę dla ciebie pracować

Już co drugi kandydat rozważający ofertę pracy ocenia biuro oraz jego lokalizację – wynika z danych Devire. Coraz częściej zdarza się również, że potencjalny pracownik odrzuca propozycję zatrudnienia właśnie ze względu na niedogodne warunki biurowe.

Atrakcyjna oferta benefitów już nie wystarczy, aby przyciągnąć najlepsze talenty do organizacji. Inteligentne budynki zintegrowane z aplikacją, możliwość sterowania temperaturą i oświetleniem, brak kart dostępu czy możliwość umówienia przejazdu carsharingowego  – to nowoczesne rozwiązania, które mają za zadanie przekonać potencjalnego pracownika. Co ciekawe, kandydaci coraz częściej oczekują również elastycznych godzin pracy oraz możliwości pracy zdalnej, jednak nie w każdej branży takie rozwiązania się sprawdzają. Jak zatem zachęcić pracownika do biurowego otoczenia?

Biuro gabinetowe, hot desk, open space, a może model hybrydowy?

Nie ma jednego, uniwersalnego modelu aranżacji biura, który sprawdza się w każdej sytuacji. Wszystko zależy od specyfiki działalności firmy oraz oczekiwań jej pracowników i klientów. Dlatego tak ważna jest szczegółowa analiza potrzeb. Pozwala ona precyzyjnie dobrać odpowiedni space plan, który stworzy przyjazne i efektywne środowisko pracy. Co do zasady dominuje open space – to rozwiązanie, które sprzyja swobodnej komunikacji wewnętrznej i integruje zespół. Są jednak organizacje, w których preferuje się model gabinetowy. Sprawdza się on zwłaszcza w przypadku firm z branży prawniczej czy finansowej, których klienci oczekują dyskrecji.

Formuła ogólnodostępnych stanowisk, nieprzypisanych do konkretnych pracowników staje się coraz bardziej popularna z uwagi na zmieniający się model pracy. Dostęp do nowoczesnych technologii komunikacyjnych „oderwał” pracowników od biurek. Coraz więcej osób pracuje w modelu elastycznym, częściowo poza biurem. Oprócz kwestii praktycznych ma to istotny wpływ na ich satysfakcję z pracy. Hot desk to w takim przypadku idealne rozwiązanie, które umożliwia optymalizację wykorzystania powierzchni biurowej i ogranicza koszty – wyjaśnia Wojciech Zebura dyrektor warszawskiego oddziału firmy Nuvalu Polska.

Zapytaj pracownika czego oczekuje

Już nie tylko wynagrodzenie, możliwości rozwoju, czy prestiż organizacji, wpływają na decyzje potencjalnego pracownika o przyjęciu oferty pracy. Coraz większą rolę odgrywa również biuro pracodawcy – lokalizacja, aranżacja wnętrza czy funkcjonalność i zagospodarowanie przestrzeni. Jak podkreśla Michał Młynarczyk, dyrektor zarządzający firmą rekrutacyjną i outsourcingową Devire – na konkurencyjnym rynku kandydata konieczne jest uwzlgędnienie potrzeb pracownika.

Jeszcze niedawno sami przechodziliśmy proces zmiany biura. Od września br. będziemy już w budynku Equator przy Al. Jerozolimskich 94. Zanim jednak rozpoczęliśmy poszukiwania idealnego miejsca, zapytaliśmy naczych pracowników o ich oczekiwania i potrzeby – dzielnice w jakich mieszkają oraz środki transportu z jakich korzystają. Z badania wewnętrznego dowiedzieliśmy się, że czas dojazdu do miejsca pracy komunikacją miejską zajmuje przeciętnie 30-40 minut. Co trzeci pracownik robi to w czasie krótszym niż 30 minut, podczas gdy niecałe 5% z nich poświęca na dojazd do biura ponad godzinę. To cenna wskazówka, która posłużyła nam za punkt wyjścia w wyborze najlepszej lokalizacji – wyjaśnia Michał Młynarczyk.

Chill-out room-y, rowery stacjonarne i kreatywne przestrzenie – wystrój biura również ma znaczenie

Wystrój biura wpływa na dwa podstawowe aspekty – jego atrakcyjność i funkcjonalność. Projektując aranżację trzeba pamiętać, że to przede wszystkim miejsce pracy. Powinno więc być praktyczne i wygodne, by wspierać pracowników i stwarzać im optymalne warunki do efektywnego wykonywania ich obowiązków – mówi Monika Szawernowska Prezes Zarządu pracowni projektowej Concept Space.

Każdy element ma na to wpływ – wystrój, dobór oświetlenia, zastosowane technologie czy wykorzystane materiały wykończeniowe. Szczególnie ważne są przestrzenie wspólne. W nich tworzy się społeczność pracowników, tam rodzą się relacje, które są niezbędne, by utrzymać wysoki poziom satysfakcji z pracy. To również miejsca umożliwiające swobodną wymianę myśli, brainstorming czy odpoczynek. Playroomy pozwalają na chwilowy reset, chillout roomy to przestrzenie, w których można się wyciszyć i zebrać myśli, sale fitness umożliwiają redukcję napięcia czy utrzymanie formy fizycznej. Przestrzenie socjalne z dobrze wyposażoną kuchnią to miejsca integrujące pracowników, które mogą jednocześnie być przestrzenią nieformalnych spotkań projektowych.

Reasumując – najważniejsze, by biuro odpowiadało realnym potrzebom pracowników, a nie wyimaginowanej wizji rodem z lifestyle’owego katalogu. Tylko wtedy będzie skutecznym narzędziem w walce o najlepszych kandydatów na rynku pracy.

RODO a Brexit – przekazywanie danych osobowych do państw trzecich

Aby zgodnie z RODO przekazać dane do państwa trzeciego – konieczne jest zastosowanie odpowiedniego mechanizmu transferu danych. Wybór mechanizmu transferu wymaga przeprowadzenia kilkuetapowej analizy oraz jej udokumentowania (aby zapewnić zgodność z zasadą rozliczalności). Stosowne regulacje znajdują się Rozdziale V RODO.

Należy jednak pamiętać, iż w pierwszej kolejności jednak – przekazywanie danych do państw trzecich powinno zostać ocenione przez pryzmat zgodności z ogólnymi zasadami ochrony danych osobowych, a dopiero potem – przez pryzmat zgodności z przepisami Rozdziału V.

Poniżej przedstawiamy najważniejsze etapy wyboru mechanizmu transferu danych do państw trzecich:

1. Czy odbiorca danych znajduje się w państwie trzecim?

Przed transferem danych do innego państwa, należy upewnić się, czy odbiorca danych znajduje się w państwie trzecim. Państwo trzecie w rozumieniu RODO to państwo spoza Europejskiego Obszaru Gospodarczego (EOG tworzą państwa Unii Europejskiej oraz Islandia, Liechtenstein i Norwegia). Warto zwrócić szczególną uwagę na współpracę z odbiorcami danych z Wielkiej Brytanii. W momencie wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, Wielka Brytania najprawdopodobniej stanie się państwem trzecim.

Prezes UODO wskazuje, iż na wypadek Brexitu, każdy administrator lub podmiot przetwarzający, którzy obecnie przekazują dane do Wielkiej Brytanii, powinni:

  • zidentyfikować, jakie dane, w jakich celach i na jakiej podstawie prawnej są obecnie przekazywane do Wielkiej Brytanii;
  • zdecydować, czy te transfery będą kontynuowane po Brexicie;
  • wybrać i wdrożyć odpowiedni mechanizm, bądź podstawę prawną umożliwiającą przekazywanie danych;
  • w razie potrzeby zmodyfikować wewnętrzną dokumentację przetwarzania danych, w tym rejestr czynności przetwarzania, klauzule informacyjne, istniejące wiążące reguły korporacyjne; a także –
    śledzić informacje dotyczące przebiegu procesu wyjścia Wielkiej Brytanii z UE, gdyż nie jest jeszcze pewne na jakich zasadach to nastąpi, co może mieć wpływ na obowiązki związane z transferem danych.[1]

2. Czy Komisja Europejska wydała decyzję stwierdzającą odpowiedni stopień ochrony?

Kolejnym krokiem jest wybór mechanizmu transferu danych do państwa trzeciego. W pierwszej kolejności należy sprawdzić, czy Komisja Europejska (KE) wydała decyzję potwierdzającą, że państwo trzecie zapewnia odpowiedni stopień ochrony. Dzięki takiej decyzji przekazywanie danych nie jest obwarowane dodatkowymi wymogami – w szczególności nie wymaga zezwolenia właściwego organu nadzoru ani wdrożenia szczególnych zabezpieczeń. Decyzje Komisji publikowane są w Dzienniku Urzędowym Unii Europejskiej. Aktualnie KE wydała takie decyzje w stosunku do następujących państw: Andora, Argentyna, Kanada, Wyspy Owcze, Guernsey, Izrael, Wyspa Man, Japonia, Jersey, Nowa Zelandia, Szwajcaria, Urugwaj oraz USA (w ramach Privacy Shield)[2].

3. Czy podmiot przekazujący dane zapewnia odpowiednie zabezpieczenia?

W przypadku braku decyzji KE, administrator lub podmiot przetwarzający mogą przekazać dane osobowe do państwa trzeciego wyłącznie, gdy zapewnią odpowiednie zabezpieczenia, i pod warunkiem, że obowiązują egzekwowalne prawa osób, których dane dotyczą, i skuteczne środki ochrony prawnej. Celem jest zapewnienie analogicznej ochrony podmiotowi danych, jaka przysługiwałaby mu w sytuacji przetwarzania jego danych wewnątrz Unii Europejskiej.

Do odpowiednich zabezpieczeń należą:

Wiążące reguły korporacyjne – czyli ustalone w ramach międzynarodowych grup przedsiębiorców zasady transferu danych, zatwierdzone przez organ nadzorczy, zgodnie z mechanizmem spójności; wiążące reguły korporacyjne są tworzone na potrzeby konkretnej grupy.

Standardowe klauzule ochrony danych – są to standardowe klauzule umowne przyjęte przez Komisję Europejską lub przez organ nadzorczy i zatwierdzone przez KE. Klauzule te powinny zostać zawarte w umowie z odbiorcą danych; mogą one stanowić element innej umowy, np. o świadczenie usług. Klauzule publikowane są w formie decyzji KE w Dzienniku Urzędowym Unii Europejskiej.

Zatwierdzone kodeksy postępowania – są to kodeksy postępowania mające pomóc we właściwym stosowaniu RODO, opracowane przez zrzeszenia i inne podmioty reprezentujące określone kategorie przedsiębiorców. Zastosowanie tego mechanizmu polega na zaakceptowaniu i przyjęciu takiego kodeksu przez podmiot z państwa trzeciego będący odbiorcą danych. Kodeks postępowania może być uznany za „odpowiednie zabezpieczenie” dopiero po zatwierdzeniu go przez właściwy organ nadzoru. Aktualnie w Polsce żaden ze zgłoszonych kodeksów nie został formalnie zatwierdzony przez Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych.

Zatwierdzony mechanizm certyfikacji – czyli uzyskanie przez odbiorcę danych w państwie trzecim certyfikacji, mającej świadczyć o zgodności operacji przetwarzania z RODO.

Przekazanie danych w oparciu o wskazane powyżej zabezpieczenia nie będzie wymagać zgód organów nadzorczych.

Klauzule umowne między podmiotem przekazującym dane a odbiorcą danych w państwie trzecim – mechanizm ten polega na zawarciu w umowie odpowiednich klauzul umownych zapewniających bezpieczeństwo danych osobowych oraz skuteczną realizację praw podmiotów danych. Niemniej jednak transfer danych z wykorzystaniem tego mechanizmu wymaga dodatkowego zezwolenia właściwego organu nadzoru.

Podmiot planujący przekazanie danych osobowych do państw trzecich powinien przeanalizować, które z odpowiednich zabezpieczeń może znaleźć zastosowanie w określonej sytuacji. Wybór będzie zależał od tego, czy przekazanie danych odbywa się w ramach grupy przedsiębiorstw, czy odbiorca danych legitymuje się zatwierdzonym certyfikatem albo czy zechce podpisać umowę zawierającą odpowiednie klauzule ochrony danych bądź przyjąć właściwy kodeks postępowania. Oprócz wdrożenia odpowiednich zabezpieczeń należy dodatkowo zapewnić, iż transfer danych nie wpłynie negatywnie na możliwość skutecznego egzekwowania praw podmiotów danych.

Autorzy:

  • Agata Jankowska-Galińska, Radca prawny, Senior Managing Associate Deloitte Legal
  • Julia Rojewska, Senior Associate, Aplikantka adwokacka Deloitte Legal

[1] https://uodo.gov.pl/pl/138/665
[2] https://ec.europa.eu/info/law/law-topic/data-protection/international-dimension-data-protection/adequacy-decisions_en#relatedlinks

Auxilia S.A. wypracowała ponad 1,37 mln zł zysku netto w 2 kw. 2019 r.

Auxilia S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od stycznia 2016 r., działająca na rynku odszkodowawczym, wypracowała ponad 1,37 mln zł zysku netto w 2 kw. 2019 r. na poziomie skonsolidowanym przy przychodach netto ze sprzedaży w kwocie blisko 3,89 mln zł. Grupa notuje wyraźną poprawę wyników finansowych dzięki skalowaniu działań sprzedażowych oraz optymalizacji kosztów funkcjonowania.

Spółka osiągnęła na poziomie skonsolidowanym w 2 kw. 2019 r. ponad 1.371 tys. zł zysku netto, a jej przychody netto ze sprzedaży wyniosły 3.889 tys. zł. W analogicznym okresie ub. roku skonsolidowany zysk netto Auxilia S.A. sięgnął 430 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży w wysokości 2.726 tys. zł. Po dwóch kwartałach 2019 r. zysk netto Grupy przekracza 2.575 tys. zł wobec 685 tys. zł rok wcześniej, a przychody netto ze sprzedaży wzrosły do 7.528 tys. zł z 5.600 tys. zł. Istotna poprawa wyników finansowych Spółki to efekt prowadzenia skutecznej polityki sprzedażowej oraz redukcji kosztów działalności. Zarząd Auxilia S.A. bardzo dobrze ocenia osiągnięte wyniki i liczy na ich dalszy wzrost.

Kamila Barszczewska – Wiceprezes Zarządu AUXILIA S.A.
Kamila Barszczewska – Wiceprezes Zarządu AUXILIA S.A.

„Jesteśmy niezwykle usatysfakcjonowani wypracowanymi przez Grupę wynikami finansowymi, bowiem wykazują one bardzo dużą progresję w ujęciu rdr. Skalowanie działań sprzedażowych, rozszerzanie oferty oraz optymalizowanie kosztów działalności przyniosło oczekiwane rezultaty i zaowocowało znaczącym wzrostem rentowności. W kolejnych kwartałach będziemy dążyli do utrzymania pozytywnego trendu poprzez kontynuowanie dotychczasowych działań. Jesteśmy przekonani, że wpłynie to bardzo dobrze na budowanie wartości całej Grupy, co będzie miało odzwierciedlenie w naszej wycenie rynkowej.” – podkreśla Kamila Barszczewska, V-ce Prezes Zarządu Spółki AUXILIA S.A.

W drugim kwartale br. Emitent kontynuował nawiązaną współpracę z PHI Wierzytelności S.A. opartą na ramowej umowie o współpracy w ramach quasi-sekurytyzacyjnego modelu monetyzacji portfela wierzytelności z segmentu odszkodowań dla biznesu, co służy skróceniu cyklu konwersji gotówki w sprawach, w których nie występuje element wypłaty odszkodowania na etapie polubownym. Spółka dokonała tym samym kolejnych transakcji zbycia wierzytelności poprzez cesję wierzytelności odszkodowawczych o łącznej szacunkowej wartości sięgającej ok. 1,75 mln zł.

Auxilia S.A. skutecznie skaluje działania sprzedażowe w obszarze odszkodowań dla biznesu oraz w zakresie testowo wprowadzonej w minionym roku usługi abonamentowej dla klientów biznesowych. Przekłada się to zarówno na wzrost wartości zakontraktowanego portfela roszczeń odszkodowawczych dla biznesu, jak i wzrost liczby sprzedanych umów oraz generowanych przychodów. Spółka pracuje również nad rozszerzeniem oferty produktowej w zakresie odszkodowań dla biznesu na kolejne sektory branżowe oraz zmodyfikowała i dostosowała funkcjonujący w ramach Grupy Kapitałowej System Utrzymania Klienta do aktualnych wymogów rynkowych oraz potrzeb klientów.

„Nasza współpraca z PHI Wierzytelności S.A. przebiega bardzo dobrze i w drugim kwartale zrealizowaliśmy z tym podmiotem kolejne transakcje o wartości ok. 1,75 mln zł. Skalowanie działań sprzedażowych pozwala nam zwiększać zakontraktowany portfel roszczeń odszkodowawczych dla biznesu oraz liczbę podpisywanych umów. Chcemy rozszerzać naszą ofertę produktową w zakresie odszkodowań dla biznesu na kolejne sektory branżowe. W tym kwartale zaplanowaliśmy działania mające na celu testowanie sprzedaży nowego produktu. Optymalizujemy też proces zarządzania strukturą sprzedażową, aby efektywniej wykorzystywać posiadane zasoby oraz pracujemy nad pozycjonowaniem marki Auxilia w Internecie przy użyciu narzędzi content marketingu.” – dodaje Kamila Barszczewska.

Auxilia S.A. zakończyła 2018 rok skonsolidowanym zyskiem netto w wysokości ponad 1,33 mln zł, a jej przychody netto ze sprzedaży wyniosły w minionym roku blisko 11 mln zł. W pierwszym kwartale tego roku Spółka zaktualizowała strategię rozwoju, zgodnie z którą będzie się ona koncentrowała na aktywności w segmentach rynku, w których zidentyfikowano istnienie wysokowartościowych należności wymagających: innowacyjnego rozwiązania prawnego lub ekonomicznego, specjalistycznej wiedzy lub zapotrzebowania na kapitał przy opracowaniu strategii, metodologii działań czy też przy wdrożeniu dochodzenia należności. Strategia Grupy Kapitałowej Auxilia S.A. zakłada dalszy rozwój dotychczas prowadzonej działalności w kilku najważniejszych obszarach, do których można zaliczyć: obszar sprzedaży, obszar oferty produktowej, obszar finansów, obszar obsługi prawnej oraz obszar procesów wewnętrznych.

Zarząd Spółki przyjął również politykę dywidendową, której głównym założeniem w zakresie rekomendowania WZA wypłaty dywidendy jest realizowanie przez Spółkę wypłat stosownie do wielkości wypracowanego zysku i możliwości finansowych. Zgodnie z przyjętą polityką, jeśli Spółka osiągnie wystarczające wyniki finansowe, to Zarząd będzie corocznie przedkładał WZA propozycję podziału zysku z uwzględnieniem przeznaczenia części lub całości zysku na wypłatę dywidendy.

Zwyczaje finansowe Polaków. Polacy lubią szukać oszczędności i uwielbiają obniżki

Ponad połowa rodaków kupuje głównie na promocjach, dwóch na pięciu nie zaparkuje jeśli trzeba będzie za to zapłacić, a co trzeci nie wyciągnie grosza na napiwek. Wielu też nie zrobi zakupów przez internet jeśli trzeba będzie dołożyć za dostawę, nie poczęstuje papierosem i nie wrzuci do puszki na pomoc humanitarną, ale na zaproszenie gości prawie każdy znajdzie pieniądze – wynika z badania „Zwyczaje finansowe Polaków” przeprowadzonego przez Quality Watch dla BIG InfoMonitor. Powód? Nie stać nas, takie mamy nawyki, jesteśmy oszczędni, skąpi, przerastają nas rosnące koszty życia, albo przytłaczają długi. Sprawdziliśmy, z czym i u kogo jest najtrudniej.

Choć rosną wynagrodzenia, pakiety socjalne, bezrobocie jest rekordowo niskie i sytuacja na rynku pracy sprzyja pracownikom, to jednak budżety domowe wielu Polaków wciąż kuleją, a wyższe zarobki często nie przekładają się na oszczędności. Jak pokazuje cykliczne badanie CBOS na temat zadowolenia Polaków z życia w różnych jego sferach, co dziesiąty rodak jest niezadowolony ze swoich perspektyw finansowych na najbliższy czas, a aż 40 proc. liczy na poprawę swojej sytuacji finansowej jeszcze w tym roku. Zadowolenie w tym obszarze jest więc umiarkowane. Cały czas wiele osób musi myśleć co zrobić, aby na wszystko wystarczyło. Wpływa to na codzienne zachowania, kształtuje nawyki zakupowe i zachowania związanie z wydawaniem pieniędzy. Zdarza się, że zakorzenione przez lata przyzwyczajenia biorą górę nawet wtedy, gdy na konto wpływa już znacznie więcej.

Promocje najbardziej lubią panie i mieszkańcy Podkarpacia

Jak wynika z badania zrealizowanego dla BIG InfoMonitor przez Quality Watch, ponad połowa Polaków (52 proc.) przyznaje, że kupuje głównie na promocjach. Miłośnicy okazji i obniżek przeważają niemal w każdej grupie wiekowej i w każdym województwie. Na czele znalazły się jednak Podkarpacie (57 proc.) i Śląsk (56 proc.), a jeśli chodzi o płeć, to polowanie na promocje zdecydowanie jest domeną kobiet (59 proc.).

Na płatne parkowanie najbardziej żal pieniędzy młodym kierowcom

Na pewno większość respondentów chciałaby też darmowego miejsca parkingowego dla swojego samochodu, bo aż 40 proc. badanych jeździ do chwili, aż znajdzie miejsce, gdzie można samochód postawić bez opłat. Pieniędzy na parking, szczególnie żal młodym, poczatkującym kierowcom, między 18 a 24 rokiem życia (48 proc.). W tym akurat przypadku wiele oczywiście zależy m.in. od miejsca zamieszkania i opłat jakie trzeba tam ponosić. Jeśli chodzi o szukanie darmowych miejsc do parkowania – robi to 50 proc. respondentów – wyróżniają się mieszkańcy Pomorza, na drugim biegunie jest woj. zachodniopomorskie – 24 proc.

Z którymi zwyczajami się utożsamiasz?

na czym lubimy oszczędzać
Źródło: badanie BIG InfoMonitor

O napiwek najtrudniej w Kujawsko-Pomorskiem

W zestawieniu zwyczajów i sposobów na ograniczenie wydatków, po zakupach na promocjach i parkowaniu za darmo, na trzecim miejscu, znalazł się zwyczaj nie dawania napiwków. Nie wręcza ich w ogóle 1/3 badanych, w tym aż co druga osoba w wieku 18-24 lat (49 proc.) oraz 45 proc. emerytów. Szanse kelnera wyraźnie rosną jeśli klienci mają między 35 a 54 lata. Pracujący jako kelnerzy w województwach kujawsko-pomorskim, zachodniopomorskim oraz wielkopolskim  (kolejno 42 proc. i po 40 proc.), mogą nie dostawać napiwków, zaś już na Podlasiu zdecydowanie częściej (23 proc.).

Papierosami nie częstują panowie po 64 roku życia

Inny sposób na oszczędności – wskazany przez co piątego badanego – to odmowa poczęstowania papierosem. Biorąc pod uwagę, że pali ok. jednej trzeciej dorosłego społeczeństwa, to jest to bardzo wysoki wynik. Widać, że w przypadku tak drogiego nałogu nie ma już miejsca na szczodrobliwość. Swoich papierosów bardziej pożałują innym palaczom panowie (27 proc.), niż panie ( 17 proc.). A już niemal na pewno nie wyciągną paczki mężczyźni po 64 roku życia z regionu kujawsko-pomorskiego, bo właśnie po 64 roku życia i w tym województwie chęć dzielenia się papierosami jest najniższa. Ale już młodzi, między 18 a 24 rokiem życia (14 proc.), również skorzy oszczędzać na różne sposoby, papierosa akurat by nie odmówili, szczególnie jeśli mieszkają na Mazowszu czy w Świętokrzyskiem.

Nie każdy chce dać pieniądze na cele charytatywne

Skromne budżety, przekonania, czy też po prostu skąpstwo sprawiają także, że niemal jeden na pięciu rodaków nie sięgnie po pieniądze na cele charytatywne oraz społeczne. Do pomocy nieco trudniej przekonać mężczyzn – 22 proc. oraz osoby starsze (65-74 lata) – 25 proc. Chęcią pomagania różnimy się również w zależności od miejsca zamieszkania. Z badania wynika, że najtrudniej będzie zakończyć sukcesem zbiórkę pieniędzy na cele społeczne i charytatywne na Warmii i Mazurach (29 proc. niechętnych do finansowania takich akcji), a najwięcej osób gotowych się dzielić jest w województwie łódzkim (13 proc. przeciwników).

W poszukiwaniu darmowych przesyłek

Na czym jeszcze można zaoszczędzić? Na opłacie za dostawę zakupów zrobionych w sieci. Wirtualne sklepy powinny wziąć pod uwagę, że co szósty rodak szuka opcji, w której nie musi płacić i stara się szukać do skutku. Wśród 16 proc. zwolenników takiego cięcia kosztów są zarówno kobiety jak i mężczyźni, najczęściej między 35 a 44 rokiem życia. Co może wydać się zaskakujące, najrzadziej zwracają uwagę na darmową dostawę e-zakupów osoby między 18 a 24 rokiem życia. Statystycznie najczęściej kupuje w sieci tylko wtedy, gdy przesyłka jest za darmo ten, kto mieszka w Opolskiem (31 proc.), podczas gdy osoby ze świętokrzyskiego przywiązują do tego niewielką wagę (8 proc.).

Polska gościnność i „happy hours” górą u kobiet i najmłodszych

Nie ma wątpliwości, że przyjmowanie gości potrafi być kosztowne. Czy to przyjęcie, domówka czy choćby zaproszenie na kawę, trzeba się przygotować i mieć na poczęstunek. Jednak polska gościnność wciąż górą nad finansami, bo z myślą o zmniejszeniu wydatków, nie wpuści do domu gości jedynie 13 proc. badanych. Im młodsza osoba, tym bardziej towarzyska i to bez względu na koszty. A jeśli jest kobietą, to już zaproszenie niemal pewne. Znaczenie ma także region, na Podkarpaciu i w Wielkopolsce chętnych do oszczędzania na gościach jest najmniej, tylko po 7 proc., ale już na Dolnym Śląsku niemal co piąty mieszkaniec deklaruje, że gości nie zaprasza.

Swoich zwolenników – 12 proc., mają też tzw. „happy hours”, czyli oferta restauracji w określonych godzinach, w ciągu których obowiązują niższe ceny na określone menu. Choć w Polsce to wciąż rzadkość, jeśli się pojawia, częściej zwracają uwagę na „happy hours” kobiety oraz osoby do 34 roku życia.

Lepiej zarabiamy, ale też coraz bardziej się zadłużamy
Źródło: badanie BIG InfoMonitor

Lepiej zarabiamy, ale też coraz bardziej się zadłużamy

W opinii ekspertów BIG InfoMonitor, następstwa zachowań finansowych Polaków mogą być uzależnione od wielu czynników. Wśród nich na pewno znajdują się problemy finansowe związane z popełnionymi wcześniej błędami, czy też nieprzemyślanymi decyzjami. Jak wynika z danych zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor, prawie 9 proc. populacji dorosłych Polaków, czyli co jedenasty rodak ma jakieś zobowiązania, których nie jest w stanie spłacać w terminie. Są to m.in. czynsz, rachunek za telefon i internet, telewizję kablową, alimenty, koszty sądowe, kara za jazdę bez ważnego biletu, raty za zakupiony sprzęt RTV lub AGD czy też raty pożyczek i kredytów, głównie konsumpcyjnych. W pierwszym półroczu liczba niesolidnych dłużników zwiększyła się o ponad 18 tys. do blisko 2,8 mln osób. Z tego niemal dwie trzecie stanowią mężczyźni, może właśnie dlatego panowie częściej są skłonni zaoszczędzić na częstowaniu papierosami, udzielaniu pomocy i zapraszaniu gości, przynajmniej w deklaracjach.

*Badanie zrealizowane na zlecenie BIG InfoMonitor przez Quality Watch, techniką komputerowo wspomaganych wywiadów internetowych (CAWI) na reprezentatywnej próbie 1296 dorosłych mieszkańców Polski, listopad 2018 r.

W tym tygodniu lepiej omijać hipermarkety i dyskonty. Polacy ruszają po artykuły szkolne

Według badania Hiper-Com Poland i Grupy Mobilnej Qpony-Blix, aż 90% konsumentów kupuje art. szkolne w sierpniu. Prawie połowa z nich odkłada je na ostatni tydzień wakacji, bo liczy na lepsze promocje. Jednak o wyborze konkretnych produktów zadecyduje ich jakość – 36%. Mniej ważne będą rabaty – 19%, a także ceny – 11%. Dość istotny będzie wygląd – 14%. Ciekawe jest też to, że większość ankietowanych zamierza kompletować wyprawki nawet w 3-4 placówkach. Rodzice najchętniej będą kierowali się do hipermarketów i dyskontów. I tam też rozegra się główna walka o przejęcie tegorocznego budżetu Polaków.

Zakupy last minute

Większość konsumentów deklaruje zakup art. szkolnych w sierpniu. Aż 46% odkłada to na ostatni tydzień wakacji. Tylko 9% badanych nabyło już takie produkty w lipcu. Katarzyna Grochowska, Project Manager w Hiper-Com Poland, przypomina, że w okresie wakacji pojawiają się wydatki związane z wyjazdami urlopowymi. Dlatego rodzice wolą zaczekać z kupnem wyprawki do końca sezonu.

– To jest okazjonalny zakup, który od lat mobilizuje cały handel. Niektórzy pracownicy bywają poddawani szkoleniom pod kątem doradztwa w zakresie produktów szkolnych. Klienci są więc pewni, że nie muszą specjalnie zabiegać o towar, który czeka niemal w każdym sklepie. To przejaw zaufania do rynku – komentuje dr Maria Andrzej Faliński, prezes Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego.

Ankietowani, którzy mają jeszcze tego typu zakupy przed sobą, czekają głównie na atrakcyjne promocje – 51%. Marcin Lenkiewicz, wiceprezes Grupy Mobilnej Qpony-Blix, potwierdza, że na przełomie sierpnia i września większość sieci handlowych oferuje art. szkolne w najlepszych cenach. Jednak konsumenci muszą również liczyć się z tym, że asortyment będzie już nieco „przebrany”. Wymagający klienci powinni to wziąć pod uwagę.

– Okres zakupów przyborów szkolnych występuje sezonowo. Zarówno producenci, jak i sprzedawcy zdają sobie sprawę z tego, że jeśli nie pozbędą się tego typu towarów najpóźniej początkiem września, to będą zmuszeni ponosić koszty składowania ich przez kolejny rok. To skutkuje najkorzystniejszymi promocjami – zwraca uwagę Justyna Lewandowska z Hiper-Com Poland.

W lipcu konsumenci nie mieli czasu na takie zakupy. Tak twierdzi 21% badanych. Brakowało też dobrych promocji – 13%. I był mały wybór asortymentu – 11%. Dr Faliński wyjaśnia, że handel nie chce, by produkty zalegały na półkach zbyt wcześnie, gdy nie interesują klientów. To generowałoby duże straty.

– Promocje na powrót do szkoły pojawiają się już w drugiej połowie lipca, ale jest ich zdecydowanie mniej niż w sierpniu. Dopiero pod koniec wakacji sieci handlowe zachęcają klientów do tego typu zakupów. Prezentują swoje oferty nie tylko w dedykowanych modułach na okładkach gazetek, ale również przygotowują specjalne publikacje o tej tematyce – dodaje ekspert z Grupy Mobilnej Qpony-Blix.

Oczekiwania klientów

Z badania wynika, że jakość jest szczególnie ważna dla klientów – 36%. Ankietowani zwracają również uwagę na promocje – 19%, a także na wygląd przyborów – 14%. Mniej istotne są dla nich ostateczne ceny – 11%. Z jednej strony konsumenci oczekują dobrego gatunku, a z drugiej – obniżek. Dr Faliński uważa, że te wymagania się nie wykluczają. Polacy chcą kupić dużo funkcjonalnych i estetycznych produktów za jak najmniej pieniędzy. Jak mówi Marcin Lenkiewicz, to tzw. złoty środek.

– Programy socjalne widocznie podniosły poziom zamożności społeczeństwa. Wiele rodzin może teraz wydać więcej pieniędzy na wyprawkę dla dziecka. Jednak dla części klientów, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach, głównym czynnikiem warunkującym zakup danego artykułu wciąż będzie cena. Polacy z założenia są oszczędni, ale coraz bardziej stawiają na jakość, bo lepsze gatunkowo produkty dłużej im służą. I to właśnie się opłaca – podkreśla Justyna Lewandowska.

Z kolei ekonomista Marek Zuber stwierdza, że powodem zwiększenia istotności jakości towaru przy decyzjach zakupowych jest poprawa sytuacji finansowej polskich rodzin. Jednak programy socjalne nie są jedyną przyczyną takiego stanu rzeczy. Zdaniem eksperta, większe znaczenie ma wzrost pensji i poprawa dostępności pracy. W ciągu ostatnich pięciu lat minimalne wynagrodzenie wzrosło o ponad 35%, a średnie – o przeszło 30%. Więcej środków do dyspozycji oznacza zmianę preferencji klientów.

– Już w zeszłym roku widoczny był efekt 500 plus. W br. możliwości zakupowe polskich rodzin jeszcze bardziej wzrosły wraz z wynagrodzeniami rodziców i emeryturami dziadków. Spodziewam się, że tym razem sieci handlowe odnotują zdecydowanie większe zyski niż w poprzednich latach – przewiduje dr Maria Andrzej Faliński.

Liczba i typy sklepów

Aż 43% badanych zadeklarowało, że będzie kompletowało wyprawkę szkolną dla dziecka w 3 placówkach. Z kolei 27% wymieniło 4 sklepy. Mniej osób będzie robiło zakupy w 1 miejscu lub w 2 punktach sprzedaży – po 11%. To oznacza, że większość klientów odwiedzi kilka sieci handlowych. Jak wynika z obserwacji Marcina Lenkiewicza, Polacy nie są lojalnymi shopperami. Lubią mieć możliwość wyboru i porównania cen w różnych kanałach sprzedaży.

– Kryteria wyboru akcesoriów szkolnych mogą być rozmaite w zależności od rodzaju produktu i wieku ucznia. Czasem wystarczającym argumentem jest atrakcyjna cena, ale np. w przypadku plecaków ważniejsze może być bezpieczeństwo. Trzeba też dodać, że w jednym sklepie nie zawsze udaje się skomponować całą wyprawkę, odpowiadającą oczekiwaniom rodzica i dziecka. Dlatego konsumenci odwiedzają kilka placówek, czasem pod wpływem impulsu lub przy okazji innych zakupów – zauważa Elżbieta Szarejko z Centrum Monitorowania Rynku (CMR).

Według wskazań, konsumenci wybierają się głównie do hipermarketów – 39%, a także do dyskontów – 27%. Na trzecim miejscu są hurtownie – 13%. Poza pierwszą trójką znalazły się sieci convenience – 9%, supermarkety – 5%, jak również cash&carry – 5%. Katarzyna Grochowska zaznacza, że sklepy o największej powierzchni zapewniają klientom najszerszy asortyment. Dyskonty w tym okresie również oferują przybory szkolne w atrakcyjnych cenach, ale w zdecydowanie mniejszej ilości. W pozostałych formatach wybór też będzie węższy niż w hipermarketach, a ceny powinny być wyższe niż w dyskontach.

– Udział hipermarketów mógłby być większy, ale w mniejszych miejscowościach po prostu ich nie ma. Supermarket – o ile jest w najbliższej okolicy – oferuje zwykle droższy asortyment. Dlatego spora grupa konsumentów zostanie niejako skazana na dyskont, który zresztą jak co roku będzie nieźle przygotowany na tzw. szkolne żniwa – podsumowuje dr Faliński.

Badanie zostało zrealizowane przez międzynarodową firmę Hiper-Com Poland i Grupę Mobilną Qpony-Blix w dniach 05-16.08.2019. Odbyło się na terenie 10 dużych miast, tj. Gdańska, Szczecina, Bydgoszczy, Białegostoku, Poznania, Warszawy, Łodzi, Wrocławia, Katowic i Krakowa oraz ich najbliższych okolic, w tym 11 średnich i mniejszych miejscowości. Analizą objęto 49 hipermarketów, 47 dyskontów, 42 supermarkety i 49 sieci convenience oraz 47 sklepów typu cash&carry. Łącznie przeprowadzono 1006 wywiadów bezpośrednich w 234 placówkach. Wśród ankietowanych było 58% kobiet i 42% mężczyzn, w wieku od 18 do 49 lat.

Teatr jednego aktora

Jackson Hole miało być dla rynków najważniejszym wydarzeniem ubiegłego tygodnia, ale „wymiana ognia” między Chinami i Trumpem przyćmiła wszystko. Cła odwetowe Chin szybko spotkały się z ostrą kontrą USA, a rynki doświadczyły kolejnego uderzenia awersji do ryzyka. Tylko po to, by dziś rano usłyszeć od Trumpa, że „Chiny dzwoniły i chcą wznowić rozmowy handlowe”.

Który to już raz jesteśmy świadkami histerii Trumpa, kiedy sprawy nie idą po jego myśli? W piątek dwukrotnie przekonaliśmy się, co oznacza niezadowolenie prezydenta USA, jeśli jego „wola” nie jest respektowana. Najpierw Trump skrytykował szefa Fed, kiedy jego przemówienie w Jackson Hole nie wywołało silnego osłabienia dolara. Prezydent retorycznie zapytał, kto jest „naszym” większym wrogiem, szef Fed Jay Powell czy prezydent Chin Xi? Później Trump podniósł wojnę handlową z Chinami na wyższy poziom. Chiny zakomunikowały nowe cła na towary z USA warte 75 mld USD, na co Trump odpowiedział podwyższeniem ceł z 25 proc. do 30 proc. na warte 250 mld USD towary. Dodatkowo cła na warte 300 mld USD towary zostały podwyższone z 10 proc. do 15 proc. W efekcie w nowy tydzień rynki wchodziły z nasileniem awersji do ryzyka i ucieczki w stronę JPY i złota. Tylko po to, aby przed rozpoczęciem sesji w Europie usłyszeć od Trumpa, że Chiny chcą wznowienia rozmów handlowych.

Pierwotna panika została złagodzona, ale przysłowiowe mleko się rozlało. Inwestorzy nie będą dyskontować ostatniej eskalacji wojny handlowej jako wyraz taktycznego blefu. Muszą wyceniać faktyczny wzrost ceł i zakłócenia w handlu międzynarodowym niezależnie od tego, kto z czym do kogo później zadzwonił. Ponadto jest jeden czynnik, który nie maleje po dzisiejszym komunikacie o telefonie z Pekinu. To nieobliczalność Trumpa, który bynajmniej nie myśli o ekonomicznych konsekwencjach swoich działań. Piątkowe załamanie S&P500 o prawie 3 proc. nie bierze się z obaw o zakłócenie dostaw z Chin. Trump rozważa też nakazanie amerykańskim firmom wycofanie się z produkcji w Chinach. I dla każdego jest jasne, że nie obędzie się to bezkosztowo. Wydaje się, że perspektyw wojny handlowej nie można oceniać z użyciem ekonomicznie racjonalnych zasad. Efekty uboczne dla gospodarki USA mogą być poważne i wymagać zdecydowanej reakcji Fed. Rynek zakładający 100 pb obniżek do przyszłego roku nie musi być daleki od czekającej nas rzeczywistości, nawet jeśli sam Fed nie chce jeszcze tego przyznać. A jeśli Jay Powell i reszta FOMC będzie się opierał presji luzowania, furia Trumpa i tutaj może zostać szybko przekuta w akty wykonawcze. Jest to scenariusz wyraźnie negatywny dla USD, nawet jeśli krótkoterminowo dolar zyskuje kosztem walut ryzykownych.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Goldman Sachs International emitentem certyfikatów strukturyzowanych na GPW

  • 26 sierpnia tego roku na GPW po raz pierwszy zadebiutowały certyfikaty strukturyzowane, których emitentem jest Goldman Sachs International
  • Instrumentami bazowymi są indeksy: WIG20, STOXX Europe 600 Automobiles & Parts Price EUR oraz Nikkei 225
  • Goldman Sachs International jest szóstym emitentem produktów strukturyzowanych notowanych na GPW

26 sierpnia 2019 r. do obrotu giełdowego trafiły trzy nowe certyfikaty strukturyzowane wyemitowane przez Goldman Sachs International. Instrumentami bazowymi są indeksy: WIG20, STOXX Europe 600 Automobiles & Parts Price EUR oraz Nikkei 225.

– W ostatnim czasie obserwujemy ożywienie na rynku certyfikatów strukturyzowanych na GPW, które nas cieszy. Świadczy o tym m.in. wzrost zainteresowania nowych emitentów wprowadzaniem kolejnych produktów strukturyzowanych do obrotu. Z kolei inwestorzy doceniają notowane na rynku wtórnym instrumenty ze względu na płynność, bieżącą wycenę i możliwość zamknięcia pozycji podczas każdej sesji giełdowej. Giełdowy rynek instrumentów strukturyzowanych stanowi bardzo interesującą propozycję, szczególnie dla inwestorów indywidualnych. Kupując odpowiedni instrument strukturyzowany na GPW, inwestor może mieć ekspozycję na zmiany cen różnych aktywów bazowych: surowców, metali szlachetnych, towarów rolnych, zagranicznych akcji, czy indeksów giełd zagranicznych. O płynność i wycenę instrumentów na tym rynku dbają animatorzy obrotu, czyli uznane instytucje finansowe, ułatwiając inwestorom zawarcie transakcji – mówi Piotr Borowski, Członek Zarządu GPW.

– Cieszymy się, że możemy rozszerzyć swoją obecność w Polscę wprowadzając do obrotu na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych certyfikaty strukturyzowane, których emitentem jest Goldman Sachs International. To okazja, by zwiększyć stopień zaznajomienia rynku z produktami strukturyzowanymi oraz zacieśnić współpracę z lokalnymi dystrybutorami – mówi Radovan Radman, Dyrektor Zarządzający w Dziale Instrumentów Finansowych Goldman Sachs.

Do obrotu giełdowego zostały wprowadzone trzy certyfikaty z terminem ostatniego notowania przypadającym na: maj 2024r. (WIG20), lipiec 2024 r. (STOXX Europe 600 Automobiles & Parts Price EUR) i sierpień 2024 r. (Nikkei 225). Cena emisyjna każdego wyniosła 100 PLN. Nowy instrument będzie notowany na GPW w Systemie Animatora Rynku. Dystrybutorem certyfikatu jest Alior Bank.

Dokładamy wszelkich starań, aby oferta Private Banking spełniała indywidulane potrzeby i oczekiwania naszych klientów oraz wykraczała poza powszechnie dostępne standardy. Dbamy o to, aby dostarczać nowoczesne rozwiązania dla inwestorów, co umożliwia współpraca z jednym z największych banków inwestycyjnych na świecie jakim jest Goldman Sachs. Oferowane rozwiązania przez Goldman Sachs i Alior Bank dają możliwość dywersyfikacji portfela inwestycyjnego, szeroki dostęp do rynków, a także ekspozycję na trudno dostępne indeksy. Mamy nadzieję, że produkty tego emitenta otworzą perspektywy i będą spełniały oczekiwania naszych inwestorów – mówi Dariusz Szwed, Wiceprezes Zarządu Alior Banku.

Karol Wyka w zarządzie HB Reavis w Polsce

Od sierpnia br. Karol Wyka objął stanowisko członka zarządu HB Reavis Poland. Ponadto, nadal będzie on pełnił funkcję dyrektora ds. wynajmu dbającego o relacje z obecnymi i potencjalnymi klientami, dla których HB Reavis tworzy nowoczesne i zdrowe środowiska pracy.

Cieszę się, że Karol dołączył do zarządu. Jego bogate doświadczenie, trwałe relacje z klientami i wiedza o rynku nieruchomości odegrały kluczową rolę w dynamicznym rozwoju naszej firmy. Jestem przekonany, że obecność Karola w strukturach zarządczych skutecznie przyczyni się do kolejnych sukcesów HB Reavis w Polsce.
-skomentował nominację Peter Pecnik, prezes zarządu HB Reavis Poland.

Karol Wyka – HB Reavis
Karol Wyka – HB Reavis

Karol Wyka posiada dziesięcioletnie doświadczenie zawodowe i bogatą wiedzę w dziedzinie nieruchomości komercyjnych. Związany ze spółką od 2013 roku, pracował nad wieloma znaczącymi transakcjami z firmami, które działają lub wkrótce przeniosą swoje siedziby do biurowców HB Reavis. Wśród jego zadań pozostaje zarządzanie 12-osobowym zespołem odpowiedzialnym za wynajem powierzchni we wszystkich budynkach HB Reavis, w tym kampusu biurowego Forest oraz wielofunkcyjnego kompleksu Varso Place. Na kilka miesięcy przed ukończeniem hotelowa wieża Varso 1 jest już wynajęta w 85%, a sąsiedni biurowiec Varso 2 może pochwalić się 75% poziomem wynajęcia.

Zanim dołączył do zespołu HB Reavis, pracował w firmie doradczej Nuvalu Polska. Jest absolwentem Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie oraz stypendystą Uniwersytetu Otago w Nowej Zelandii.

Poza Wyką, w warszawskich strukturach zarządu HB Reavis znajduje się prezes firmy Peter Pecnik oraz członek zarządu Sebastian Proć, który nadzoruje pracę działu akwizycji, a od sierpnia br. sprawuje również pieczę nad działem developmentu odpowiedzialnym za realizację projektów w Polsce. Stanowisko kierownicze w polskim oddziale HB Reavis piastuje również Jadwiga Kosińska, która zarządza budowlanym ramieniem firmy – HB Reavis Construction.

Kredyty we franku wciąż bolą Polaków. Banki nie chcą słyszeć o odwalutowaniu

Z powodu nieprecyzyjnych zapisów dotyczących walutowania i niezgodnych z prawem klauzul, umowy kredytów we franku szwajcarskim są dzisiaj wyniszczające dla kredytobiorców. Po umocnieniu się waluty szwajcarskiej w stosunku do polskiej złotówki raty kredytów bardzo wzrosły, a tysiące ludzi mieszkało w domach zagrożonych odebraniem przez bank. Horror „frankowiczów” trwa do dzisiaj, mimo przygotowanej ustawy o odwalutowaniu kredytów we franku i wprowadzonej ustawy restrukturyzującej – która pozwala na wydłużenie spłaty kredytu lub nawet na umorzenie długu. Przeciwko tym działaniom od lat bowiem lobbują bankowcy, a lipcowe nowelizacje ustawy restrukturyzacyjnej wywołały kolejną falę sprzeciwu. Banki utrzymują, że odwalutowanie lub restrukturyzacja kredytów frankowych może doprowadzić do ich bankructwa. Eksperci twierdzą jednak, że to gołosłowne argumenty.

– Nikt nie przedstawił opinii publicznej rzetelnego, niezależnego raportu, określającego skutki tego rodzaju działań. Nie ma raportu, który by pokazał, że nastąpi destabilizacja banków albo pojawi się konieczność ich dokapitalizowania. Banki szantażują obywateli i polityków – grożąc, że upadną pod ciężarem własnej niekompetencji – powiedział serwisowi eNewsroom profesor Witold Modzelewski, profesor nauk prawnych, ekonomista i były wiceminister finansów. –  Nie wiemy, jakie będą skutki odwalutowania. Wiemy jednak na pewno, że kwoty podawane przez banki są niewiarygodne, bo nie zostały potwierdzone przez żaden niezależny raport. Jeżeli ktoś przedstawi opinii publicznej nie uwikłany w interesy sektora bankowego raport o skutkach odwalutowania, będziemy mogli rzetelnie dyskutować o tym problemie. Na razie słuchamy narracji jednej ze stron, która nie chce oddać pieniędzy otrzymanych niezgodnie z prawem – podsumowuje Modzelewski.

Brakuje lekarzy, a liczba świadczeń medycznych systematycznie rośnie. Efektem może być wzrost cen usług medycznych

Brakuje lekarzy, a liczba świadczeń medycznych systematycznie rośnie. Efektem może być wzrost cen usług medycznych 7

Starzejące się społeczeństwo, zwiększony popyt na świadczenia medyczne, inwestycje w nowoczesne technologie, deficyt lekarzy i pielęgniarek, który pociąga za sobą podwyżki wynagrodzeń – to sprawia, że koszty opieki zdrowotnej w Polsce rosną. Dotyczy to zarówno publicznej, jak i prywatnej służby zdrowia, która musi waloryzować ceny usług medycznych, żeby utrzymać wysoką jakość świadczeń. Rozwiązaniem, które stwarza duże szanse na optymalizację kosztów obsługi medycznej, będzie rozwój telemedycyny.

W Polsce na jednego lekarza przypada średnio 3 tys. konsultacji rocznie. Średnia europejska to 2,1 tys., a na przykład w Szwecji na jednego lekarza przypada ich tylko 680. To pokazuje, z jakim wyzwaniem mierzą się wszystkie podmioty medyczne w Polsce. Mamy też dużą emigrację kadry medycznej, przez co coraz trudniej jest pozyskać dobry personel. Jeżeli chcemy pozyskać najlepszych lekarzy i pielęgniarki, musimy im po prostu więcej zapłacić, a to bezpośrednio wpływa na koszty funkcjonowania naszej organizacji – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Artur Białkowski, dyrektor zarządzający usług biznesowych Medicover Polska.

Jak wynika z raportu „Health at a Glance 2018”, przygotowanego przez OECD i Komisję Europejską, Polska ma najmniej lekarzy w Europie. Na 1 tys. mieszkańców przypada 2,4 lekarza przy średniej europejskiej na poziomie 3,8. Dla porównania w sąsiednich Czechach ten wskaźnik wynosi 3,7, a w Austrii – 5,1. Od kilku lat lekarzy powoli przybywa, ale z drugiej strony problemem jest rosnący wskaźnik emigracji, bo medyków z Polski rekrutuje m.in. brytyjski National Health Service (NHS).

Według majowego raportu ManpowerGroup („Niedobór talentów w służbie zdrowia”) obecnie 72 proc. polskich szpitali potrzebuje pielęgniarek wszystkich specjalizacji, 68 proc. szuka lekarzy, a 13 proc. – położnych. Co więcej, średnia wieku wśród pielęgniarek sukcesywnie wzrasta i obecnie wynosi około 50 lat. Na nieco ponad 280 tys. zarejestrowanych pielęgniarek tylko ok. 30 tys. jest w przedziale wiekowym 21–40 lat. Z danych Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych wynika, że statystycznie na 1 tys. mieszkańców przypada 5,4 pielęgniarki, co plasuje Polskę w ogonie krajów OECD (w Szwajcarii ten wskaźnik wynosi 16, a w Niemczech – 11,3).

Niedobory kadrowe w służbie zdrowia to problem, zwłaszcza w świetle danych GUS, z których wynika, że liczba konsultacji lekarskich od lat systematycznie wzrasta. W 2017 roku zrealizowano 169,4 mln wizyt lekarskich w POZ. Tylko w ciągu ostatnich dwóch lat zwiększyła się o 5 proc. Co istotne, najdynamiczniej rośnie liczba porad udzielanych osobom w wieku 40–65 lat (raport PIU „Finansowanie opieki zdrowotnej pracowników 2018”).

Rosnąca liczba badań i konsultacji jest wyzwaniem. W Medicover w ciągu ostatnich 3 lat obserwujemy wzrost liczby pacjentów z chorobami tarczycy o 30 proc. On też się przekłada na wzrost kosztów – mówi Artur Białkowski. – Kolejnym wyzwaniem dla rynku opieki medycznej jest starzejące się społeczeństwo. Do 2050 roku co trzeci mieszkaniec Europy będzie osobą starszą, a w Polsce 40 proc. społeczeństwa będą stanowić osoby powyżej 60. roku życia.

Polskie społeczeństwo jest jednym z najszybciej starzejących się na tle Unii Europejskiej. Według danych GUS w 2020 roku liczba seniorów urośnie do ok. 9,6 mln osób, które będą stanowiły prawie 20 proc. całego społeczeństwa. Dekadę później liczba ta wzrośnie do 10 mln, a seniorzy będą stanowić prawie jedną trzecią ludności kraju. Szybkie starzenie się społeczeństwa oznacza, że w nadchodzących latach sektor medyczny stanie przed wieloma wyzwaniami, związanymi ze zwiększonym popytem na świadczenia medyczne i większą częstotliwością występowania chorób przewlekłych.

Kolejnym czynnikiem, który wpływa na wzrost kosztów opieki medycznej, jest też cyfryzacja sektora medycznego oraz konieczność inwestowania w nowoczesne technologie i sprzęt diagnostyczny.

Ponosimy m.in. koszty inwestycji w ochronę danych medycznych. Zmiany prawne, w tym RODO, powodują, że trzeba budować nowe systemy, nowe zabezpieczenia dla tych danych, co oczywiście rodzi dodatkowe koszty – podkreśla Artur Białkowski. – Coraz rzadziej korzystamy z usług takich jak rentgen, zastępując je nowymi technologiami, zwiększamy dostępność do rezonansu magnetycznego czy tomografii komputerowej. Szerszy jest też zakres diagnostyki dla kobiet w ciąży. To wszystko przekłada się na dużo lepszą jakość diagnostyki i skuteczność leczenia, ale jednocześnie generuje wyższe koszty opieki medycznej.

Widzimy, że rosnące koszty opieki zdrowotnej skłaniają coraz więcej firm z naszej branży do waloryzacji cen usług medycznych. To pozwala utrzymać wysoką jakość obsługi i reinwestować pieniądze w rozbudowę naszej sieci placówek medycznych. Dla przykładu, tylko w ubiegłym roku otworzyliśmy 3 nowe centra medyczne i 3 wysokospecjalistyczne kliniki stomatologiczne oraz rozbudowaliśmy i zmodernizowaliśmy 8 istniejących centrów medycznych. Ponadto do naszej sieci placówek partnerskich dołączyło 330 nowych jednostek – dodaje Krzysztof Świetlik, dyrektor ds. sprzedaży Medicover Polska.

Jak podkreśla, duże szanse na optymalizację kosztów obsługi medycznej stwarza telemedycyna. Według szwedzkiej firmy badawczej Berg Insight w 2022 roku z systemów telemedycznych będzie korzystać już 16,5 mln Europejczyków (wobec 5,9 mln w 2016 roku). Medicover szacuje, że prawie jedna czwarta wizyt w placówkach stacjonarnych mogłaby być realizowana zdalnie.

Pacjenci z każdym rokiem coraz chętniej korzystają z takiej formy obsługi. Od momentu uruchomienia naszej platformy telemedycznej w 2012 roku udzieliliśmy im już blisko 1 mln porad. W tym roku mamy ich już blisko 150 tys. Ich wolumen rośnie z roku na rok o 40–50 proc. Od grudnia ubiegłego roku wdrożyliśmy w Medicover e-recepty, które także cieszą się coraz większą popularnością, zarówno wśród lekarzy, jak i pacjentów. Pozwala to zredukować liczbę wizyt w centrach medycznych i nasze koszty, a dla pacjentów jest ułatwieniem życia i oszczędza ich cenny czas – podkreśla Krzysztof Świetlik.

Trwają rozmowy w sprawie zakupu 32 myśliwców F-35 od Amerykanów. Eksperci krytykują sposób prowadzenia negocjacji

Trwają rozmowy w sprawie zakupu 32 myśliwców F-35 od Amerykanów. Eksperci krytykują sposób prowadzenia negocjacji 8

W ramach programu Harpia – jednego z największych programów modernizacyjnych Sił Zbrojnych – Ministerstwo Obrony Narodowej zamierza kupić 32 wielozadaniowe myśliwce piątej generacji F-35. Jak poinformował szef resortu Mariusz Błaszczak, rozmowy na ten temat są bardzo intensywne, a do sfinalizowania transakcji nie jest daleko. Z nieoficjalnych informacji wynika, że miałaby ona kosztować ok. 17 mld zł, a do sfinansowania zakupu supernowoczesnych myśliwców rozważana jest specjalna specustawa. Część ekspertów krytykuje jednak zarówno kształt negocjacji, jak i pośpiech, z jakim MON dąży do zakupu nowych maszyn.

– Jak rozumiem, decyzji w sprawie zakupu F-35 jeszcze nie ma, jest jej zapowiedź, więc sprawa nie jest jeszcze zamknięta. Natomiast nic na razie nie wskazuje na to, żeby to zwiększało naszą samodzielność strategiczną, technologiczną czy chociażby jeśli chodzi o budowę własnych możliwości produkcyjnych. To musi martwić, bo największym wyzwaniem dla Polski jest właśnie budowa samodzielnego potencjału – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Bartłomiej Radziejewski, politolog, dyrektor i założyciel Nowej Konfederacji.

Produkowany przez amerykański koncern Lockheed Martin F-35 Lightning II to myśliwiec piątej generacji, wielozadaniowy samolot bojowy o obniżonej wykrywalności dla radarów. W kwietniu przedstawiciel amerykańskiego Departamentu Obrony oficjalnie poinformował w Waszyngtonie, że USA rozważają sprzedaż takich maszyn pięciu państwom – w tym Polsce. Krótko potem szef MON Mariusz Błaszczak poinformował, że rozmowy na ten temat są bardzo zaawansowane.

MON zamierza kupić 32 wielozadaniowe myśliwce w ramach programu Harpia – jednego z największych programów modernizacyjnych Sił Zbrojnych. Jak zapowiedział w maju wiceminister Wojciech Skurkiewicz, pierwsza eskadra ma trafić do Polski jeszcze przed 2026 rokiem, druga zostanie zamówiona po tym terminie. Z nieoficjalnych informacji wynika, że miałaby ona kosztować ok. 17 mld zł, a w celu sfinansowania zakupu supernowoczesnych myśliwców rozważana jest specjalna specustawa.

– Oczywiście stać nas na F-35, ale nieoczywisty jest bilans kosztów do efektów. To będą ogromne pieniądze i pytanie, czy nie lepiej byłoby je wydać po prostu na coś innego. Można by zastanowić się nad takimi opcjami, jak zakup szwedzkich myśliwców z większymi możliwościami współudziału w ich produkcji. One zapewne miałyby niższą wartość bojową, ale z drugiej strony – zapewniałyby nam dużo więcej w zakresie rozwijania własnego przemysłu obronnego. W przypadku F-35 ten bilans kosztów i zysków wygląda dość wątpliwie, tzn. wydamy ogromne pieniądze na coś, co nie zbuduje naszej samodzielności strategicznej – ocenia Bartłomiej Radziejewski.

Jak podkreśla, Polska powinna przede wszystkim postawić na podnoszenie swojej samodzielności strategicznej i technologicznej oraz budowanie możliwości produkcyjnych. Tymczasem zakup F-35 nie daje nawet gwarancji, że Polska będzie mogła w ogóle efektywnie korzystać z nich bez amerykańskiego wsparcia.

– F-35 to supernowoczesna, bardzo groźna broń, która zwiększy polski potencjał odstraszania, Jednocześnie wszystko wskazuje na to, że F-35 będzie poza polską efektywną kontrolą. Nie mamy ani systemu identyfikacji celów, ani systemów łączności, które pozwoliłyby nam bez zgody efektywnej i bez efektywnego amerykańskiego wsparcia po prostu używać tych samolotów. To sprawia, że z jednej strony nasza zdolność bojowa i zdolność odstraszania bardzo poważnie rośnie, ale z drugiej strony jeszcze bardziej uzależniamy się w tym względzie od Amerykanów. Nie możemy być pewni, czy w sytuacji kolejnego, ewentualnego resetu amerykańsko-rosyjskiego będziemy w stanie efektywnie z tej broni skorzystać – mówi Bartłomiej Radziejewski.

Nasz rozmówca krytykuje również kształt negocjacji i pośpiech, z jakim MON dąży do sfinalizowania transakcji, wskazując, że aby poprawić swoją pozycję negocjacyjną, rząd powinien przynajmniej upozorować, że bierze pod uwagę także innych oferentów.

– Nie należałoby z góry mówić, że jest to dla nas jedyna opcja. Należałoby przynajmniej upozorować, że rozważamy zakup Eurofightera czy Gripenów, żeby wprowadzić u naszych amerykańskich partnerów element niepewności i uzyskać więcej – podkreśla politolog Bartłomiej Radziejewski – Jeżeli bierzemy broń od Amerykanów, to dobry kierunek, bo jest to najlepszy producent najnowocześniejszej i najbardziej zabójczej broni. Jednak żeby uzyskać od Amerykanów lepsze oferty, powinniśmy przynajmniej pozorować, że mamy alternatywy. My otwarcie komunikujemy, że jesteśmy zainteresowani tylko ofertami amerykańskimi, czym sami sobie zawężamy możliwość manewru i pole do negocjacji. To jest strzał w kolano.

W kolejnej dekadzie coraz dłuższe fale upałów staną się powszechne. Rząd chce przystosować gospodarkę do zmian klimatycznych

W kolejnej dekadzie coraz dłuższe fale upałów staną się powszechne. Rząd chce przystosować gospodarkę do zmian klimatycznych 9

W 41 miastach Polski mieszkańcy są narażeni na większe ryzyko występowania chorób układu krążenia czy układu oddechowego w związku z ekstremalnymi zjawiskami klimatycznymi. W 36 miastach nawałnice, powodzie i ekstremalne temperatury mogą zakłócać funkcjonowanie transportu, a w 14 – sektora energetycznego. Na przestrzeni kolejnej dekady powszechne będą w Polsce coraz dłuższe fale upałów i  krótkie, ale intensywne opady deszczu, które będą powodować lokalne zalania i podtopienia – wynika z nowej „Polityki ekologicznej państwa do 2030 roku”. Dokument będzie podstawą do inwestowania środków z UE, tworzenia nowego prawa i modernizowania infrastruktury tak, aby polska gospodarka zaadaptowała się do skutków zmian klimatycznych.

„Polityka ekologiczna państwa do 2030 roku” skupia się na wyzwaniach związanych z ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi, rozwojem gospodarczym, zapewnieniem właściwych warunków życia ludziom i zapewnieniem bezpieczeństwa ekologicznego. Jeżeli chcemy się rozwijać zgodnie z zasadą zrównoważonego rozwoju, zapewnić dynamiczny rozwój gospodarczy przy jednoczesnym zachowaniu zasobów przyrodniczych, to musimy mieć strategiczny dokument, dzięki któremu, konstruując przepisy o ochronie środowiska, będziemy wiedzieć, że zmierzamy w dobrym kierunku – mówi agencji Newseria Biznes wiceminister środowiska Sławomir Mazurek.

Jak podkreśla, „Polityka ekologiczna państwa do 2030 roku” – podpisana przez premiera na początku sierpnia – współgra z rządową Strategią na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju. Dokument wyznacza kierunki działań w obszarze środowiska i gospodarki wodnej oraz będzie kluczową strategią w tym obszarze, stanowiąc podstawę do przyszłych działań legislacyjnych i inwestowania środków UE z perspektywy finansowej na lata 2021–2027. Jest to również pierwsza przyjęta strategia z dziewięciu takich dokumentów, opracowywanych równolegle przez poszczególne ministerstwa, które razem będą wyznaczać kierunki rozwoju kraju.

Ta strategia odpowiada też na bieżące trendy, związane z gospodarką obiegu zamkniętego czy ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi. Proponujemy w niej szereg działań i adresujemy także te kwestie, które dotyczą innowacyjności oraz programowania odpowiednich instrumentów finansowych i prawnych do walki z tymi wyzwaniami – mówi Sławomir Mazurek.

Nieodpowiednia jakość powietrza, niska zasobność wód, skutki postępujących zmian klimatycznych i deficyt narzędzi kreowania ładu przestrzennego – to jedne z głównych problemów środowiskowych wymienionych w nowej strategii ekologicznej. Wyzwaniem dla Polski jest zapewnienie właściwego systemu finansowania przedsięwzięć środowiskowych, tak żeby działania sektora prywatnego i publicznego (zarówno na poziomie centralnym, jak i lokalnym) były skoordynowane i wzajemnie się uzupełniały.

Szeroko poruszanym zagadnieniem w nowej strategii są ekstremalne zjawiska pogodowe i ich wpływ na gospodarkę. Dokument typuje 41 miast w Polsce, w których zdrowie i bezpieczeństwo mieszkańców są najbardziej narażone na negatywne skutki ekstremalnych zjawisk klimatycznych, m.in. ze względu na wzrost ryzyka nasilenia się chorób układu krążenia czy układu oddechowego. W 36 miastach wzrost intensywności zagrożeń – opadów deszczu, ekstremalnych temperatur, nawałnic czy powodzi – może w przyszłości zakłócić funkcjonowanie transportu. Z kolei w 14 miastach zmiany klimatyczne mogą zakłócać funkcjonowanie sektora energetycznego (np. opady śniegu czy marznącego deszczu mogą powodować awarie sieci niskiego napięcia i nawet kilkudniowe braki zasilania).

Wszystko, co dotyczy ekstremalnych zjawisk pogodowych i tego, w jaki sposób mamy się do nich adaptować, jest ważnym kierunkiem interwencji. Tutaj z pomocą przychodzą miejskie plany adaptacji. Ministerstwo Środowiska we współpracy z samorządami i organizacjami pozarządowymi wypracowało dla 44 miast powyżej 100 tys. właściwe instrumenty interwencji, np. na wypadek ekstremalnych deszczy czy długotrwałych susz. Są tam zapisane konkretne działania, dotyczące np. rozwoju błękitnej, zielonej infrastruktury czy likwidacji miejskich wysp ciepła. Przygotowaliśmy już miejskie plany, ale chcemy nimi objąć także inne obszary Polski – tereny wiejskie i mniejsze miasta – podkreśla Sławomir Mazurek.

Oprócz miast zaadaptowania do nowych warunków będą wymagać całe sektory gospodarki, takie jak np. transport i budownictwo, szczególnie podatne na ekstremalne zjawiska (np. silne wiatry, nawalne deszcze i burze, powodzie, osuwiska, śnieg, lód, skrajne temperatury i brak widoczności). Dlatego nowo przyjęta polityka ma też wyznaczać standardy do opracowywania nowych projektów infrastruktury transportowej i modernizacji już istniejącej.

Najpilniejsze działania są też związane z poprawą jakości powietrza. To jeden z głównych priorytetów, realizowany już w ramach programu „Czyste Powietrze”, który przeznaczy 103 mld zł w ciągu 10 lat na wymianę źródeł ciepła, głęboką termomodernizację i zastosowanie OZE w gospodarstwach domowych. Kwestia poprawy jakości powietrza i likwidacji niskiej emisji jest bardzo ważna. Możemy także wymienić programy NFOŚIGW związane z rozwojem sieci ciepłowniczej, energii odnawialnej na terenach rolniczych. Wszystkie te działania wynikają bezpośrednio z „Polityki ekologicznej państwa do 2030 roku” – mówi wiceminister środowiska.

Jak podkreśla, dokument ten pozwoli podejść do tematu ochrony środowiska kompleksowo i przyczyni się do wypełnienia przez Polskę międzynarodowych zobowiązań w tym zakresie, wynikających chociażby z polityki klimatycznej UE.

Przeniesienie zasobów do chmury pomaga zmniejszyć rachunki za energię. Firmy mogą zaoszczędzić do 40 proc.

Przeniesienie zasobów do chmury pomaga zmniejszyć rachunki za energię. Firmy mogą zaoszczędzić do 40 proc. 10

Usługi chmurowe zdobywają coraz większą popularność. W Polsce wykorzystuje je na razie raptem co 10. przedsiębiorstwo, więc rynek wciąż ma duży potencjał. Przede wszystkim ze względu na korzyści, jakie daje, czyli podniesienie poziomu bezpieczeństwa danych w firmie oraz brak konieczności inwestowania w zakup i utrzymanie sprzętu IT. W kontekście drastycznych podwyżek cen energii dla polskich firm dużą zaletą może się okazać możliwość zoptymalizowania jej zużycia i obniżenia rachunków.

– W przypadku małych i średnich przedsiębiorstw, które mają swoje lokalne serwerownie, bardzo często ceny prądu były liczone ogólnie, czyli serwerownia i ceny prądu w biurze były liczone jako jeden koszt. Tymczasem według badań Pike Research przeniesienie danych firmy do chmury może zmniejszyć koszty prądu o 38 proc., co jest naprawdę bardzo dużą oszczędnością – mówi agencji Newseria Biznes Marcin Zmaczyński, dyrektor marketingu Aruba Cloud na Europę Środkowo-Wschodnią.

Rosnące ceny energii w Polsce powodują, że większość przedsiębiorstw szuka w tej chwili możliwości optymalizacji tego obszaru i sposobów na ograniczanie zużycia. Dzięki tzw. ustawie prądowej mikro- i małe przedsiębiorstwa nie zapłacą w drugiej połowie tego roku wyższych rachunków za energię elektryczną (ustawa zamroziła je na poziomie z czerwca ubiegłego roku), ale w 2020 roku ustawowe mechanizmy gwarancji cen stracą ważność i przedsiębiorstwa muszą się liczyć z tym, że uwolniona cena energii elektrycznej wzrośnie nawet o 30 do 50 proc. Tymczasem dla wielu przedsiębiorstw cena energii jest w budżecie istotnym kosztem.

– Serwerownie, które są budowane specjalnie dla dostawców chmury, są zoptymalizowane pod kątem wykorzystania energii i prądu w przeciwieństwie do lokalnych serwerowni, które zużywają go więcej – mówi Marcin Zmaczyński.

Jak podkreśla, usługi w chmurze eliminują również konieczność wyposażenia i utrzymania serwerowni, dzięki czemu firmy mogą zaoszczędzić także na kosztach sprzętu. Infrastrukturą zarządza dostawca usług chmurowych, co pozwala przedsiębiorstwu skupić się na strategicznej działalności.

– Kolejną kwestią jest tzw. dług technologiczny. Bardzo często małe i średnie przedsiębiorstwa oszczędzają na zaktualizowaniu swojego sprzętu zgodnie z zasadą, że dopóki działa, to jest dobrze. Tymczasem przez to działają na przestarzałym sprzęcie i oprogramowaniu. W przypadku chmury wszystkie części składowe infrastruktury chmurowej są na bieżąco aktualizowane i amortyzowane. Dlatego przedsiębiorstwa, które zdecydują się na przeniesienie swoich danych do chmury, mogą się pozbyć kolejnego problemu, jakim jest dług technologiczny – mówi Marcin Zmaczyński.

Kolejną istotną zaletą chmury jest bezpieczeństwo. Usługi chmurowe są po pierwsze uniezależnione od czynników zewnętrznych, takich jak pożary czy powodzie, ale i w pełni zabezpieczone przez cyberatakami.

– Wszystkie dane w chmurze są szyfrowane. Co więcej, my – jako dostawcy chmury – tak naprawdę też nie mamy do nich dostępu. Te dane są bezpieczne. Problemem, jeżeli chodzi o kwestie ataków, z jakimi borykają się dostawcy chmury, są najczęściej ataki DDoS-owe, polegające na zapchaniu łączy, przez co strona czy dane mogą być przez jakiś czas niedostępne. Ale dostawcy chmury świetnie sobie radzą z takimi atakami i potrafią je w odpowiedni sposób odeprzeć, dzięki czemu o wielu z nich nawet nie słyszymy – mówi Marcin Zmaczyński.

Cloud computing zdobywa coraz większą popularność. Według prognoz Gartnera globalny rynek chmury publicznej tylko w tym roku ma wzrosnąć o 17,3 proc. i osiągnąć wartość 206,2 mld dol. Coraz więcej firm decyduje się też na chmury prywatne i hybrydowe (połączenie chmury prywatnej i publicznej) albo tzw. multicloud, czyli korzystanie z infrastruktury różnych dostawców usług chmurowych.

– Tzw. multicloud, czyli dywersyfikacja dostawców usług chmurowych, jest najbardziej optymalną strategią, rekomendowaną przez największe instytucje. Także ostatni raport Della potwierdza, że właśnie multicloud, czyli tzw. chmura hybrydowa polegająca na wyborze dwóch do trzech dostawców, jest najbardziej optymalnym rozwiązaniem – mówi Marcin Zmaczyński.

Według danych GUS-u w Polsce rozwiązania chmurowe wykorzystuje na razie zaledwie 11,5 proc. przedsiębiorstw, przy czym jedną trzecią (ok. 37 proc.) stanowią wciąż duże firmy zatrudniające powyżej 250 pracowników. Dla porównania, według danych Eurostatu z usług chmurowych korzysta ponad połowa przedsiębiorstw w Szwecji (57 proc.) i Danii (56 proc.), a w Finlandii ten odsetek jest jeszcze wyższy (65 proc.). Polskie firmy decydują się też głównie na podstawowe funkcjonalności – spośród usług oferowanych w chmurze w ubiegłym roku najczęściej kupowane były te związane z udostępnianiem poczty e-mail.

Rośnie popularność polskich artystów za granicą. Podbój innych rynków bez wsparcia państwa może być jednak trudny

0

Rośnie popularność polskich artystów za granicą. Podbój innych rynków bez wsparcia państwa może być jednak trudny 11

Po raz pierwszy w historii za pracę polskiego artysty, popularnego na świecie, płaci się więcej w Polsce niż za granicą. Rodzimi artyści są jednak także cenieni i rozpoznawani za granicą – dotyczy to przede wszystkich tych, których dzieła osiągają największe kwoty na aukcjach. Twórczość Wojciecha Fangora, Magdaleny Abakanowicz, Henryka Stażewskiego czy Edwarda Krasińskiego choć w Polsce biją rekordy aukcyjne, są doceniane i na zagranicznych rynkach. Polska sztuka ma ogromną wartość. – Artyści potrzebują jednak wsparcia, także finansowego, i większej promocji za granicą – przekonuje Jacek Łydżba, artysta, malarz.

– Polskie malarstwo będzie poszukiwane i będzie coraz droższe, powoli już tak się dzieje, ale to zobaczymy za parę lat. Polska sztuka jest coraz droższa i te rekordy cenowe są pobijane właściwie z roku na rok. Ale to właściwie też nie chodzi o pieniądze i o cenę, tylko chodzi o to, że ta polska sztuka funkcjonuje w świadomości innych ludzi, a cena nie jest odbiciem wartości obrazu – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jacek Łydżba, artysta, malarz.

Z danych portalu Artinfo wynika, że ubiegły rok był rekordowy pod względem liczby sprzedanych dzieł, ale również i cen, jakie kolekcjonerzy byli w stanie zapłacić za twórczość najpopularniejszych artystów. Obrót sięgnął rekordowych 252 mln, a jeszcze na początku lat 2000 rocznie było to 60–80 mln. Przeprowadzono 302 aukcje, w poprzednich latach było ich średnio nieco ponad 100. Sprzedano blisko 15 tys. dzieł, padł też cenowy rekord. To wszystko pokazuje, że polski rynek sztuki rośnie w siłę. Także polscy artyści są rozpoznawani i cenieni za granicą.

– Polska sztuka bierze udział w dialogu artystycznym. Proponujemy też własny styl, własne pomysły i one są zauważane na świecie. Rzeźba Romka Stańczaka na Biennale w Wenecji została zauważona i wyróżniona. Ten polski pawilon był jednym z ważniejszych na Biennale. Polacy biorą udział w dokumentach w Kassel, w Bazylei, w bardzo wielu prestiżowych miejscach i je po prostu się widzi. Nie ma miejsca, gdzie nie byłoby polskich artystów i polskiej sztuki – tłumaczy Jacek Łydżba.

Jeszcze kilka lat temu największe zainteresowanie budziła sztuka dawna, np. obrazy Jana Matejki czy Stanisława Wyspiańskiego. Obecnie jednak sytuacja się zmieniła, a rekordowe transakcje dotyczyły sztuki współczesnej. Warto choćby wspomnieć pracę Wojciecha Fangora. Obraz M 39 osiągnął cenę 4,7 mln zł. Choć wciąż jeszcze za dzieła najpopularniejszych polskich artystów (m.in. Wojciecha Fangora, Magdaleny Abakanowicz, Henryka Stażewskiego czy Edwarda Krasińskiego) płaci się więcej w kraju niż za granicą, to na aukcjach pojawia się coraz więcej zagranicznych kolekcjonerów.

– Polscy artyści są poszukiwani za granicą. Już od wielu lat bierzemy udział w tym dialogu artystycznym. Polscy artyści istnieją w świecie i są bardzo dobrze sprzedawani, bardzo dobrze prezentowani. Ale żeby ich wartość była jeszcze bardziej znacząca, to polscy kolekcjonerzy czy polskie władze powinny jeszcze bardziej się w to zaangażować – przekonuje Łydżba.

Zdaniem artysty konieczna jest większa promocja nie tylko samych dzieł, lecz także w ogóle polskiego rynku sztuki. W przewodnikach powinny być zaznaczone wszystkie galerie sztuki, miejsca, gdzie można podziwiać rzeźby czy obrazy. Niezbędne jest też wsparcie, także finansowe.

– Problem z promowaniem polskiej sztuki polega na tym, że to niestety wymaga też nakładów finansowych i organizacyjnych. I to nie zawsze jest takie w stu procentach dlatego, że te wydatki finansowe oczywiście są potrzebne, bo promocja niestety kosztuje, na Zachodzie są to ogromne pieniądze, bo trzeba wydać katalog, trzeba promować artystę w mediach i to wymaga dużego wysiłku organizacyjnego i finansowego – ocenia Łydżba.

Także sami artyści potrzebują pomocy – nie tylko finansowej, lecz także logistycznej. Poczucia, że mogą liczyć na wsparcie państwa. Tym bardziej że polska sztuka ma dużo do zaoferowania.

– Wartości, które proponuje polska sztuka, są ogromne – od realistycznych, moralnych poprzez abstrakcyjne i uniwersalne. Wachlarz jest ogromny – podkreśla Jacek Łydżba.

Ekspert rynku: Kryptowaluty już rywalizują z oficjalnymi środkami płatniczymi. Do gry wchodzą najwięksi internetowi giganci

Ekspert rynku: Kryptowaluty już rywalizują z oficjalnymi środkami płatniczymi. Do gry wchodzą najwięksi internetowi giganci 12

Mimo że Facebook nie wydał jeszcze własnej kryptowaluty, o Librze jest już głośno. Oczekiwania są ogromne, a do biznesu dołączyło już wiele renomowanych firm, jak Uber, Vodafone czy MasterCard. Docelowo do 2020 roku Stowarzyszenie Libra ma już liczyć 100 firm. Sami użytkownicy również czekają. Libra może być przełomem w świecie szybkich, bezpiecznych i tanich płatności online, już na starcie budzi jednak spore obawy. Zdaniem części ekspertów Libra może zagrozić kursowi dolara. Współzałożyciel Facebooka Chris Hughes ocenia zaś, że Libra przeniesie władzę z banków centralnych do korporacji.

– W 2020 roku będziemy mieli do czynienia z w pełni operacyjną kryptowalutą, jaką będzie Libra. Ona już jest w dużej mierze przygotowana przez Facebooka i około 28 innych, bardzo dużych podmiotów, których liczba będzie wzrastała. Każdy z tych podmiotów musi mieć wartość rynkową co najmniej miliarda dolarów, 20 mln klientów i włożyć 10 mln dolarów w ten projekt. To ogromne pieniądze, które umożliwiły przygotowanie kryptowaluty Libra, która będzie stanowiła zupełne novum – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje ekonomista Sławomir Horbaczewski.

Libra ma być dostępna z poziomu komunikatora i powiązana z tradycyjnymi walutami. Zaproponowana przez największą sieć społecznościową na świecie z założenia ma stworzyć proste, przyjazne dla użytkowników środowisko finansowe. Zgodnie z zapowiedziami ma też rozwiązać problem braku dostępu miliarda ludzi do usług bankowych, a tym samym – do wygodnych, szybkich i tanich transakcji. Blockchain Libra rozwiąże główne problemy wszystkich rozproszonych ksiąg rachunkowych – będzie skalowalny, co oznacza, że ​​będzie mógł rosnąć i zarządzać miliardami użytkowników i transakcji, a przy tym całkowicie zabezpieczony.

– To krok naprzód, próba powiedzenia, że owszem, jest to kryptowaluta, ale zdecydowanie mniej spekulacyjna. Stabilnie oferująca nowe możliwości na rynku finansowym. Facebook ma 2,7 mld użytkowników, zatem wystarczy, że jakaś drobna część z nich skorzysta z Libry i już mamy do czynienia z dziesiątkami milionów użytkowników – przekonuje Sławomir Horbaczewski.

Kryptowaluty ma niewielki odsetek osób. Libra może być pod tym względem prawdziwą rewolucją, a jej zastosowanie praktycznie nieograniczone. Wynajem mieszkania lub samochodu, przenoszenie pieniędzy między użytkownikami, zakupy. Obecnie szanse, że właściciel mieszkania lub pojazdu, partner czy sprzedawca akceptuje bitcoiny, są niewielkie, a przede wszystkim znacznie niższe niż szansa, że mają profil na Facebooku lub używają WhatsAppa i Instagrama. Dlatego Libra ułatwi transakcje miliardom osób na całym świecie. Zwłaszcza że wiele renomowanych firm już dołączyło do Libra Association, która zarządza kryptowalutą. Stowarzyszenie ma 28 członków założycieli, w tym PayPal, Visa, Vodafone, MasterCard, Uber czy Spotify, ale do 2020 roku ma mieć już 100 członków.

– Mówimy o kryptowalutach ostrożnie, staramy się wprowadzać różnego rodzaju regulacje, które będą zapobiegały nadużyciom. Za chwilę możemy mieć do czynienia z kryptowalutami, które będą zdecydowanie bezpieczniejsze, stabilniejsze i które rzeczywiście zaczną o tyle zagrażać pieniądzom tzw. fiducjarnym, emitowanym przez banki centralne, że będzie to naturalny, kolejny etap rozwoju rynku. Wolne rynki nie mają tak naprawdę ekonomicznych ograniczeń i kryptowaluty to bardzo silnie pokazują – przekonuje ekspert.

Libra budzi jednak obawy u części ekspertów, którzy oceniają, że nowa cyfrowa waluta może zachwiać kursem dolara. Współzałożyciel Facebooka Chris Hughes nazwał możliwość sukcesu nowej kryptowaluty jako przerażającą i stwierdził, że Libra przeniesie władzę z banków centralnych do korporacji. Kryptowaluta napotyka też sprzeciw ze strony amerykańskich ustawodawców. Obawiają się oni naruszenia bezpieczeństwa danych użytkownika, zwłaszcza w kontekście niedawnych skandali – Przewodniczy House Financial Services Committee wezwał Facebooka m.in. właśnie dlatego do wstrzymania rozwoju nowej cyfrowej monety.

Libra nie jest jedyną nowością na rynku, która może całkowicie zmienić oblicze kryptowalut. Największa na świecie giełda kryptowalut, Binance, uruchamia projekt Venus. Celem jest stworzenie lokalnych kryptowalut oraz aktywów cyfrowych na całym świecie. Prawdopodobnie więc Binance będzie współpracować z rządami określonych państw w procesie tworzenia ich własnych walut cyfrowych, choć zdaniem ekspertów skupi się na rynku azjatyckim.

Kryptowaluty to tylko część nowego cyfrowego świata. Coraz więcej państw wdraża technologię blockchain, bezpośrednio powiązaną z cyfrowymi walutami, ale działającą także samodzielnie. Całkowicie bezpieczna, odporna na ataki hakerskie, wprowadza zupełnie nowy system zabezpieczeń.

– Ludzie nie wiedzą jeszcze, co to jest blockchain, a bardzo wiele krajów, organizacji i potężnych koncernów już oficjalnie zaczyna stosować tę technologię. Umożliwia funkcjonowanie, przechowywanie, zapisywanie i przekazywanie danych w taki sposób, żeby nikt nie mógł tych danych w przyszłości w jakikolwiek sposób zmienić – tłumaczy Sławomir Horbaczewski.

Według analityków MarketsandMarkets globalny rynek kryptowalut osiągnie w 2025 r. wartość 1,5 mld dol.

Polska z coraz silniejszą pozycją na światowym rynku gier. Przyszłością branży będzie e-sport i rozszerzona rzeczywistość

Polska z coraz silniejszą pozycją na światowym rynku gier. Przyszłością branży będzie e-sport i rozszerzona rzeczywistość 13

Granie to już nie tylko sposób na zapewnienie sobie rozrywki, lecz także coraz częściej bardzo wysokich zarobków, zwłaszcza w obszarze e-sportu. Do branży rozrywkowej coraz mocniej wchodzi wirtualna i rozszerzona rzeczywistość. Z roku na rok rośnie wiek statystycznego gracza. Obecnie po ten rodzaj rozrywki sięgają w dużej mierze osoby w wieku powyżej 30 lat. Polska staje się coraz bardziej liczącym się krajem na dynamicznie rozwijającym się rynku gier.

– Rynek producenta gier w Polsce jest bardzo interesujący, dlatego że powstają co rusz nowe studia, a już jest ich całkiem sporo. Polska powoli staje się powerhousem pod względem produkcji gier komputerowych. To, co jest interesujące na rynku konsumenta, to wzrastający wiek tego konsumenta. Coraz więcej osób w przedziale 30+ nadal regularnie gra w gry. Do tego dochodzi dużo młodych osób. Z tego powodu rynek konsumenta również będzie rósł –mówi agencji Newseria Innowacje Jarosław Kotowski, prezes zarządu Noobz from Poland.

Rynek gier wideo coraz bardziej ewoluuje. Coraz większym segmentem staje się e-sport. Coraz bardziej zaawansowana, a tym samym popularniejsza, jest też wirtualna i rozszerzona rzeczywistość w grach. Mimo pojawiania się coraz to nowszych technologii na rynku przeciętny gracz nie należy do najmłodszych, plasuje się w gronie millenialsów. Według Entertainment Software Association przeciętny gracz-mężczyzna ma 33 lata. W przypadku kobiet jest to 37 lat.

Z kolei e-sportem interesuje się już bardziej młodsze pokolenie. Według gamesindustry.biz 37 proc. użytkowników YouTube Gaming to osoby w wieku od 16 do 24 lat, a 36 proc. mieści się w przedziale 25–34 lat. Platformy do strumieniowej transmisji rozgrywek skupiają się głównie na turniejach e-sportowych. To jedna z najbardziej rozwijających się, a zarazem dochodowych gałęzi rynku gier. Coraz więcej zarabiają także sami e-sportowcy.

– Osoby grające w e-sport wygrywają całkiem duże kwoty. Pojawia się coraz więcej możliwości zarobku dla graczy i ten rynek będzie się profesjonalizował w taki sposób, że również gracze będą partycypowali w zyskach z gier komputerowych. Największe kwoty do zarobienia pojawią się w ramach partycypacji w turniejach – mówi prezes Noobz from Poland.

Polski zespół Virtus.pro jest notowany jako jeden z najlepiej zarabiających w turniejach Counter–Strike. Jego roczne wpływy z nagród sięgały niemal miliona dolarów. Według danych Investment Bank łączna pula nagród w e-sporcie w 2018 roku sięgnęła kwoty 121,1 mln dol. Zarabiać na grach można jednak nie tylko w ramach e-sportu. Coraz bardziej dochodowym biznesem jest np. sprzedawanie postaci i przedmiotów z gier.

– Rozwijać się będą różnego rodzaju markety, gdzie można sprzedawać np. skiny czy przedmioty w grach. W przypadku niektórych tego typu rzeczy kwoty również potrafią być już wysokie. To wszystko zależy od gry, bo każda gra ma trochę swoją specyfikę. Każdy gatunek ma swoją specyfikę. Zdarzają się przypadki, kiedy proste skiny do gry potrafią być naprawdę bardzo drogie – twierdzi Jarosław Kotowski.

Kolejnym trendem rozwojowym branży gier ma być w najbliższych latach – zdaniem eksperta – rozwój wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości. Na razie dominującym segmentem rynku są jednak tradycyjne gry, do których gracze zasiadają przed ekranem komputera. Mimo to coraz wierniejsze oddanie rzeczywistości w VR sprawi, że w najbliższych latach gracze chętniej będą sięgać po ten rodzaj rozrywki.

Westworld Awakening, najnowsza gra VR wyprodukowana przez HBO i studio Survios, oferuje unikatową mechanikę ruchu. Postać biegnie wówczas, gdy gracz porusza rękami w sposób charakterystyczny dla biegu. Dzięki temu mózg gracza uznaje, że faktycznie się porusza, przez co udaje się m.in. uniknąć nieprzyjemnych dolegliwości związanych z poruszaniem się w wirtualnym świecie przy nałożonych goglach VR.

– Gry na pewno będą coraz bardziej realistyczne, coraz bardziej intensywne. Doświadczenia graczy będą coraz bardziej przypominały realne życie. Pojawi się spora przestrzeń dla rozszerzonej rzeczywistości – przewiduje ekspert.

Z najnowszego raportu Newzoo wynika, że w 2019 r. globalny rynek gier wygeneruje przychody w wysokości 152 mld dol., co stanowi wzrost o 9,6 proc. rok do roku. Zdaniem analityków jednym z kluczowych trendów będzie rozwijanie gier w chmurze, które pozwoli na rozszerzenie dostępu do rynku gier premium. Polski rynek gier komputerowych i wideo jest wart niemal 550 mln dol. Daje nam to 24. pozycję na świecie.

Wymiana franków dla firm – gdzie najtaniej?

Przedsiębiorcy prowadzący firmy otwarte na rynek zagraniczny na co dzień posługiwać muszą się nie tylko walutą polską, ale także walutami obcymi. Chcąc dokonać przewalutowania określonej sumy pieniędzy właściciele wybierają z reguły tradycyjne metody wymiany franków CHF na złotówki PLN. Dlatego też w tym celu udają się do placówki bankowej lub pobliskiego kantoru. Wbrew ogólnie panującym przekonaniom dokonywanie transakcji między krajowych związanych z usługami importu bądź eksportu mogą być jeszcze tańsze. 

frank szwajcarski

Szwajcaria jest pięknym i bogatym krajem, który większości z nas kojarzy się głównie z popularnymi kredytami hipotecznymi we frankach chętnie zaciąganymi przez naszych obywateli. Wiele polskich firm prowadzi także interesy z lokalnymi kontrahentami co po części zmusza ich do regularnej wymiany PLN na CHF i odwrotnie. Koszty związane z opłatami przewalutowania franka zwłaszcza w sytuacji, kiedy dysponujemy dużą sumą pieniędzy są niestety często bardzo wysokie. Przedsiębiorcy poszukujący sposobu na obniżenie tych kosztów coraz częściej decydują się na zamianę tradycyjnych stacjonarnych kantorów na nowoczesne platformy wymiany walut. Jednym z zaufanych serwisów jest Walutomat, umożliwiająca przeprowadzanie transakcji w trybie online. Oferta przystosowana jest zarówno do klientów indywidualnych, jak i firm. Jeżeli chodzi o prowizję to wynosi ona jedynie 0,2 %, z kolei cała transakcja wymiany franków odbywa się za pośrednictwem platformy bez konieczności opuszczania biura.

Zastanawiasz się jaka jest aktualna cena szwajcarskiego franka? Odpowiedź na to pytanie znajdziesz na stronie internetowej https://www.walutomat.pl/kursy-walut/chf-pln/. Dostępne tam informacje z pewnością są dużym ułatwieniem dla użytkowników korzystających z platform wymiany walu. Dzięki posiadaniu tej wiedzy będziemy pewni, że postępujemy w sposób racjonalny i odpowiedzialny co w przypadku prowadzenia własnej działalności gospodarczej jest kwestią obowiązkową.

Niezależnie od tego, czy jesteś właścicielem małej firmy czy też dużego przedsiębiorstwa zajmującego się handlem zagranicznym to umiejętnie przeprowadzanie poszczególnych transakcji, w tym wymiany waluty szwajcarskiej CHF na polską PLN i odwrotnie – PLN na CHF jest kluczem do sukcesu. Korzystanie z usług kantoru internetowego jest rewelacyjnym sposobem na ograniczenie kosztów związanych z przewalutowaniem do zbędnego minimum. Co więcej przedsiębiorcy oszczędzają nie tylko pieniądze, ale także i czas.

Trendy na rynku żywności. 25 sierpnia – Dzień Polskiej Żywności

W 2018 r. średnie miesięczne bilansowe spożycie mięsa przypadające na jednego Polaka wyniosło ok. 6,38 kg, czyli 76,5 kg rocznie. To wzrost o 6 proc. w porównaniu do 2003 r. Znacznie wzrosło spożycie cukru w analizowanym okresie (2003 r. – 2018 r.) – aż o 23 proc. i w 2018 r. wynosiło ono średnio w miesiącu ok. 3,88 kg, czyli 46,5 kg rocznie na jedną osobę. Co ciekawe, trend miesięcznego zużycia tych produktów w gospodarstwach domowych w przeliczeniu na jedną osobę wygląda inaczej i na przestrzeni 15 lat (2003 r. – 2018 r.) jest malejący. W przypadku cukru spadek wyniósł 45 proc. i spożycie w 2018 r. osiągnęło 0,94 kg. Z kolei konsumpcja mięsa wyniosła 5,2 kg i była niższa o 7 proc. w porównaniu do 2003 r.– wynika z analizy ekspertów ING Banku Śląskiego na podstawie danych GUS i IERiGŻ-PIB.

25 sierpnia obchodzony jest Dzień Polskiej Żywności, który ma na celu promocję krajowych producentów żywności i artykułów spożywczych.

Zgodnie z danymi Instytutu Ekonomiki i Gospodarki Żywnościowej konsumpcja żywności w domu w przeciwieństwie do danych bilansowych nie obejmuje artykułów żywnościowych spożytych w zakładach gastronomicznych oraz w zamkniętych placówkach żywienia zbiorowego, czyli m.in. w szkołach, przedszkolach, szpitalach. Ze względu na odmienną metodologię, dane pochodzące z budżetów gospodarstw domowych nie są bezpośrednio porównywalne z danymi bilansowymi.

Niższa konsumpcja cukru w gospodarstwach domowych wynika z ograniczenia samodzielnie przyrządzanych dań na rzecz jedzenia poza domem. Zwiększona konsumpcja „na mieście” ma z kolei odzwierciedlenie w bilansowym wzroście spożycia cukru, które jest skutkiem dużego udziału w diecie gotowych, przetworzonych produktów, których istotnym składnikiem jest właśnie cukier.

Ponadto patrząc na ostatni okres mogła mieć na to wpływ cena. W 2018 r. średnia stawka za kilogram cukru białego typu kryształ wynosiła według danych GUS 2,14 zł. To blisko 30% mniej niż rok wcześniej (3,04 zł/kg).

Podobnie wygląda sytuacja w przypadku mięsa – Polacy samodzielnie przygotowują mniej posiłków i częściej spożywają je poza domem, co istotnie wpływa na rosnące spożycie w ujęciu bilansowym. Dodatnio na konsumpcję mięsa oddziałuje też wzrost dochodów społeczeństwa.

Mniej owoców, warzyw, mleka i jaj

W analizowanym okresie (2003 r. – 2018 r.) spadło średniomiesięczne spożycie owoców w gospodarstwach domowych o 6 proc. i wyniosło 3,75 kg w 2018 r.

Polacy spożywają znacznie mnie warzyw. W 2018 r. średniomiesięczne spożycie wyniosło 7,92 kg, co oznacza spadek o ponad 37% w porównaniu z 2003 r. kiedy to ta wartość wynosiła 12,67 kg. W 2018 r. zanotowaliśmy również mniejsze średniomiesięczne spożycie mleka i jaj o około 30 proc. w porównaniu do danych z 2003 r. – mówi Artur Waraksa, analityk ING Banku Śląskiego.

Mleko, podobnie jak m.in. cukier czy mięso, w ujęciu bilansowym odnotowało wzrost spożycia. W 2003 r. średnio spożycie wyniosło 181 litrów (15,1 litrów miesięcznie), w 2018 r. było o 23% wyższe i wyniosło 225 litrów (18,8 litrów miesięcznie). W przypadku masła widać większą stabilność, 4,7 kg (0,39 kg miesięcznie) w 2003 r. wobec 4,4 kg (0,37 kg miesięcznie) w 2018 r., czyli o 6%mniej.

Spadek średniomiesięcznego spożycia w gospodarstwach domowych jest zauważalny w przypadku oleju i tłuszczu – 1,07 kg, czyli 33% mniej w porównaniu do 2003 r.). Konsumpcja sera i twarogów utrzymuje się na zbliżonym poziomie 0,87 kg (spadek o 2,2% w porównaniu do 2003 r.).

Eksport żywności z nadwyżką z bilansie

W 2018 r. wartość eksportu z Polski wyniosła 221 mld euro. Import był większy i osiągnął 226,1 mld euro (bilans -5,1 mld euro). Artykuły rolno-spożywcze stanowiły 13% (29,3 mld euro) w ogólnym wolumenie polskiego eksportu i znajdowały się na trzecim miejscu pod względem udziału po wyrobach elektromaszynowych i chemicznych. Sytuacja utrzymuje się również w 2019 r. (13,4% po pierwszych pięciu miesiącach). Polskie artykuły rolne spożywcze charakteryzują się dużą nadwyżką w bilansie handlowym – dodatnie saldo sięga blisko 10 mld euro.

Drób polskim hitem eksportowym

Polskim hitem eksportowym w Unii Europejskiej jest drób. W 2018 r. wartość eksportu tego mięsa wyniosła aż 2 772,9 mln euro. Polska to największy producent drobiu w Unii Europejskiej. Głównymi odbiorcami są kraje zachodniej Europy (Niemcy, Wielka Brytania, Holandia, Francja), jednak krajowy surowiec trafia również do Wietnamu i Hongkongu.

W 2018 r. eksport cukrów i słodkich przetworów z Polski wyniósł 2 465 mln euro. Sam cukier stanowił w całości relatywnie niewielki udział, bo tylko 6% wartości (151 mln euro). Najwięcej poza granice kraju wysłano przetworzonych wyrobów cukierniczych zawierających kakao. Ich wartość w poprzednim roku sięgnęła 1 472 mln euro.

Warto zwrócić także uwagę na krajową wołowinę. Mimo, że Polska nie jest wyjątkowo dużym producentem mięsa wołowego (siódme miejsce w Unii Europejskiej) ponad 80% surowca jest przeznaczane na eksport. Wynika to m.in. z bardzo niskiego spożycia krajowego (najmniejsze w UE) i konkurencyjnej ceny w stosunku do innych producentów. W 2018 r. wartość wyeksportowanego bydła i wołowiny poza granice Polski wyniosła 1 651,8 mln euro.

Polacy lokują miliardy w obligacjach. Większość realnie nie zarabia

Detaliczne obligacje skarbowe cieszą się wzięciem. Co jest niepokojące, to wciąż bardzo duża popularność obligacji trzymiesięcznych – 31% sprzedaży i dwuletnich – 21,4% sprzedaży. Ich dość niskie oprocentowanie, odpowiednio 1,5% i 2,1% w skali roku, powoduje, że większość inwestorów może na tych papierach.

Chodzi o to, że w wyniku działania inflacji siła nabywcza pieniędzy zainwestowanych w te papiery najprawdopodobniej stopnieje, a więc po zakończeniu inwestycji za kapitał wraz z odsetkami będzie można kupić mniej niż dziś. Czemu więc te papiery cieszą się aż tak dużą popularnością? Ich przewagą jest przede wszystkim krótki horyzont inwestycyjny, stałe oprocentowanie i brak konieczności czasochłonnego polowania na promocyjne oferty bankowych depozytów. Obligacje detaliczne można bowiem kupić przez internet poświęcając na cały proces zaledwie kilka minut.

Cieszyć powinien rosnący popyt na obligacje o dłuższej zapadalności. W tym przypadku oprocentowanie znane jest tylko dla pierwszego roku, a w kolejnych wyznaczane jest poprzez dodanie marży do wskaźnika inflacji raportowanego przez GUS.

– W efekcie papiery te są dobrą tarczą przed utratą wartości przez oszczędności. I tak w lipcu obligacje czteroletnie odpowiadały za ponad 1/3 całej sprzedaży papierów detalicznych (36,2%). Ich zaletą jest to, że po pierwszym roku oszczędzania z oprocentowaniem na poziomie 2,4% można dzięki nim zarobić 1,25 pkt. proc. ponad inflację – mówi w rozmowie z MarketNews24 Bartosz Turek, główny analityk HRE Investments. – Realnie papiery te chronią więc wartość nabywczą oszczędności póki inflacja nie przekroczy poziomu 6,6%.

Jeszcze lepiej sprawdzają się w tej roli papiery dziesięcioletnie. Te są w pierwszym roku oprocentowanie na 2,7%, ale potem ich oprocentowanie wynosi 1,5 pkt. proc. ponad inflację. Dzięki temu ich posiadacz po uwzględnieniu tzw. podatku Belki realnie zarabia póki inflacja nie przekroczy poziomu 7,9%.

Wciąż niewielką popularności cieszą się za to obligacje rodzinne – sześcioletnie i dwunastoletnie. Na nie w lipcu Polacy wydali niecałe 6 mln złotych. Choć są to papiery o najwyższym oprocentowaniu, to niestety skorzystać z nich mogą tylko beneficjenci programu 500+, a do tego kupić je można tylko za kwotę otrzymaną w ramach tego świadczenia.

Skala sprzedaży wszystkich detalicznych obligacji skarbowych jest co najmniej imponująca. Pomimo wakacji – z reguły nie sprzyjających oszczędzaniu – w samym tylko lipcu br. Polacy kupili aż 15 milionów 712 tysięcy 311 detalicznych obligacji skarbowych o łącznej wartości ponad 1,57 mld złotych.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia 26-30 VIII

Inwestorzy powątpiewają w szanse na uratowanie globalnego ożywienia i kolejne słabe dane będą ich w tym myśleniu utwierdzać. Duża niepewność wokół czynników geopolitycznych będzie napędzać pesymizm, ale też oczekiwania na kolektywną odpowiedź banków centralnych i polityki fiskalnej. Szanse na zrywy optymizmu nie są wykluczone, ale raczej nie należy ich szukać w kalendarzu publikacji. Zagrożenia czają się w niemieckim Ifo, zamówieniach na dobra trwale, indeksie nastrojów konsumentów i Chicago PMI z USA oraz PKB z Kanady.

Przyszły tydzień: zamówienia na dobra trwałe, nastroje konsumentów i biznesu w USA, Ifo z Niemiec, HICP z Eurolandu, PKB, CPI z Polski, CAPEX z Australii, PKB z Kanady

USA

W USA regionalne wskaźniki koniunktury (pon, wt, pt) dadzą pierwsze wskazówki, jak zaostrzanie polityki handlowej z Chinami przekłada się na perspektywy przemysłu wytwórczego. Zamówienia na dobra trwałe (pon) będą dobrym wskaźnikiem dotychczasowej kondycji gospodarki i chęci inwestycyjnych firm, choć jeszcze sprzed eskalacji wojen handlowych. Sytuację po stronie konsumenckiej pozwolą ocenić indeks Conference Board (wt) i Uniwersytetu Michigan (pt). Rozczarowujące dane będą miały większe oddziaływanie.

Strefa euro

W Eurolandzie główna uwaga będzie na niemieckim Ifo (pon) i inflacji HICP (pt). Za nami w tym miesiącu najniższy od czasów kryzysu ZEW, ale też lekkie odbicie PMI. Ogólnie jednak indeks klimatu biznesu Ifo nie pokaże pokrzepiających wskazań; z drugiej strony rynek nie oczekuje niczego dobrego. Inflacja w Eurolandzie dalej pozostaje dużo poniżej celu EBC (1 proc. vs 2 proc.) – kolejny powód, by nie zwlekać z luzowaniem monetarnym. Perspektywa dużego pakietu monetarnego EBC jest kotwicą dla EUR, która nie pozwala na wyskok nad powierzchnie.

Wielka Brytania

Przed nami w teorii cichy tydzień po stronie wydarzeń z Wielkiej Brytanii, choć na weekendowym szczycie G7 we Francji temat irlandzkiego backstopu będzie jednym z gorętszych tematów. W minionych dniach rynek funta ożywił się na spekulacjach o możliwym ukłonie UE w stronę alternatywnych rozwiązań, ale w naszej ocenie rynek nadinterpretuje wysyłane sygnały i nie widzimy podstaw do obniżenia ryzyka bezumownego brexitu. Funt jest za wysoko.

Polska

W Polsce oczekujemy wyciszenia presji inflacyjnej (pt) po ostatniej fali wzrostowej, choć traktujemy to jako stan przed dalszym wzrostem w stronę 3 proc. do końca roku. W szczegółowych szacunkach PKB (pt) interesujący będzie wkład inwestycji i konsumpcji we wzrost. Dane powinny mieć marginalny wpływ na złotego, gdzie widzimy dalsze podwyższone ryzyko negatywnej reakcji na załamanie sentymentu. Dalej jednak traktujemy to jako fundamentalnie nieuzasadniony stan przejściowy i w kolejnych tygodniach oczekujemy powrotu w stronę 4,30 za euro.

Japonia

Prognozy dla produkcji przemysłowej z Japonii (pt) zakładają płaski odczyt m/m, co oznacza dalsze osłabienie w wartościach rocznych. Mimo to sierpień i wrzesień mogą jeszcze przynieść ożywienie produkcji pod wyprzedające zamówienia przed październikową podwyżką VAT. Oczyszczając jednak dane ze zdarzeń nadzwyczajnych, gospodarka podlega pod pogorszenie sytuacji globalnej i będzie wzrastała presja na Bank Japonii. Ale bez jednoznacznej reakcji BoJ, rynek nie zrezygnuje z transferów w stronę JPY w trybie risk-off.

Australia i Nowa Zelandia

W Australii wydatki na inwestycje przedsiębiorstw (czw) pozwolą ocenić chęci firm do rozwoju biznesu i relatywnie stare dane (za II kw.) jeszcze mogą zaskakiwać pozytywnie. Lipcowe pozwolenia na budowę (pt) domów pokażą, czy rynek odbija po zastoju z pierwszego półrocza. Będą do ostatnie wskazania przed wrześniowym posiedzeniem RBA, na którym nie spodziewamy się obniżki stopy kasowej. Mimo to pozycja aussie jest bardzo krucha. W Nowej Zelandii bilans handlowy (pon) i pozwolenia na budowę (pt) raczej nie wybiją się ponad wpływ generalnego sentymentu.

Kanada

W Kanadzie czerwcowy odczyt PKB (pt) może jeszcze pokazać względne optymistyczny obraz gospodarki, jednak obecnie ważniejsze są zagrożenia dla przyszłego ożywienia z tytułu eskalacji wojen handlowych. Stąd dobry odczyt może być tylko przejściowym przerywnikiem, jeśli generalny sentyment pozostanie negatywny dla ryzykownych aktywów, w tym walut surowcowych. Pole do aprecjacji CAD bynajmniej nie leży w rękach czynników lokalnych.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Minister Sprawiedliwości proponuje kodeks etycznego zachowania sędziów w internecie

Minister Sprawiedliwości Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro zwrócił się do Krajowej Rady Sądownictwa z apelem o przygotowanie kodeksu etyki, który będzie regulował zachowanie sędziów w internetowych mediach społecznościowych. Inicjatywa ma na celu oczyszczenie środowiska sędziowskiego z zachowań niegodnych przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości.

– Sprawowane godności sędziego to wielki przywilej, ale też ograniczenia. Jednym z nich powinna stać się zasada szczególnej powściągliwości w korzystaniu z mediów społecznościowych – podkreśla Zbigniew Ziobro.

Minister wyraża przekonanie, że Krajowa Rada Sądownictwa jest właściwym gremium do opracowania specjalnego kodeksu etycznego, we współpracy z samymi sędziami i wszystkimi środowiskami prawniczymi. W ocenie Zbigniewa Ziobro, w kodeksie powinny znaleźć się oczekiwane przez społeczeństwo regulacje, które będą przeciwdziałać łamaniu przez sędziów zasady apartyjności i apolityczności. Zasady etyczne, jak sądzi minister, nie mogą zezwalać na anonimowe angażowanie się sędziów w mediach społecznościowych i komentowanie wyroków, w tym własnych. Obywatele oczekują też, by sędziowie nie posługiwali się nienawistnym językiem, nie używali wulgaryzmów, nie publikowali obscenicznych zdjęć i nie przekraczali granic dobrego smaku.

Propozycja Ministra Sprawiedliwości związana jest z koniecznością uporządkowania sytuacji w środowisku sędziowskim. Zarówno związanej z tym, że niektórzy sędziowie, pracujący dotąd w Ministerstwie Sprawiedliwości, pomylili role, do jakich zostali powołani, jak też z licznymi przypadkami wypowiedzi o charakterze manifestów politycznych. Przykłady takich zachowań sędziów to porównanie pracy CBA do metod stalinowskich, przyrównanie prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego do Adolfa Hitlera, wzywanie do zemsty na sędziach zaangażowanych w reformę sądownictwa, grożenie kandydatom do Sądu Najwyższego, że zostaną rozliczeni „za zamach na państwo”, czy oferowanie na Twitterze – osobie podającej się za znanego dziennikarza – pomocy w zwalczaniu jednej z partii politycznych.