Maj miał być miesiącem ostrożności, a stał się miesiącem wzrostów. Zasada „Sell in May and go away”, czyli sprzedaj akcje w maju i wróć na rynek późną jesienią, w 2026 roku jak dotąd zupełnie się nie sprawdza. Od początku maja indeks S&P 500 wzrósł o 3,7 proc., technologiczny Nasdaq zyskał 5,8 proc., a warszawski WIG urósł aż o 7,3 proc. To mocny kontrast wobec historycznych danych, które pokazują, że okres od maja do października był zwykle znacznie słabszy dla akcji niż miesiące od listopada do kwietnia. Dla pięciu badanych indeksów średnia miesięczna stopa zwrotu w słabszym półroczu wynosiła tylko 0,25 proc., podczas gdy w lepszym okresie rosła do 1,18 proc. Wniosek jest więc prosty, powiedzenie nadal ma sens jako ważna obserwacja, ale nie może zastępować analizy tego, co naprawdę dzieje się na rynku.
Bezrefleksyjne stosowanie zasady „Sell in May and go away” w tym roku mogłoby okazać się kosztownym błędem. Rynek akcji nie zachowuje się obecnie tak, jak sugerowałaby sama sezonowość. Zamiast wakacyjnego osłabienia mamy powrót apetytu na ryzyko, poprawę nastrojów inwestorów i bardzo dobre zachowanie głównych indeksów. Powód jest dość prosty: sezonowy wzorzec został przykryty przez fundamenty. Spółki pokazują mocne wyniki, prognozy zysków są rewidowane w górę, a inwestorzy znów kupują nie tylko bieżącą poprawę, ale także obietnicę wzrostu w kolejnych kwartałach.
Amerykański S&P 500 ma za sobą osiem tygodni zwyżek z rzędu, co jest najdłuższą taką serią od grudnia 2023 roku. To ważny sygnał, bo pojawia się w otoczeniu, które wcale nie jest wolne od ryzyk. Wojna z Iranem ponownie rozbudziła obawy o inflację i ceny paliw, a rentowności 10-letnich obligacji skarbowych USA zbliżają się do 4,6 proc. Jeszcze mocniejszy sygnał płynie z rynku obligacji 30-letnich, których rentowności doszły do poziomów ostatnio widzianych w 2007 roku. Na pierwszy rzut oka wygląda to jak sprzeczność. Akcje wyceniają dalszy wzrost gospodarki i zysków spółek, a obligacje pokazują, że koszt kapitału może pozostać strukturalnie wyższy niż w poprzednich latach.
Ta sprzeczność jest dziś jednym z najważniejszych tematów dla inwestorów. Droższy pieniądz nie zatrzymuje rynku akcji, ponieważ w tle działa bardzo silna narreacja o rozwoju technologii, sztucznej inteligencji i rosnących nakładach inwestycyjnych. Taki rozwój wymaga jednak kapitału, a kapitał jest dziś droższy niż jeszcze kilka lat temu. Kluczowe pozostaje zatem pytanie, jak długo zyski firm będą w stanie równoważyć środowisko wysokich stóp procentowych i wysokich rentowności obligacji.
Na razie odpowiedź płynąca z wyników spółek jest dla rynku pozytywna. Po publikacji raportów przez 94 proc. firm z indeksu S&P 500 aż 84 proc. pokazało wyniki lepsze od oczekiwań. Średnio zyski za pierwszy kwartał 2026 roku były o 29 proc. wyższe niż rok wcześniej, podczas gdy przychody wzrosły o 11 proc. To bardzo ważna różnica. Pokazuje bowiem, że spółki nie tylko sprzedają więcej, ale przede wszystkim skutecznie bronią marż. W warunkach droższego finansowania i większej presji kosztowej jest to dla inwestorów informacja nawet ważniejsza niż sama dynamika sprzedaży.
Tegoroczny maj jest zatem dobrym przypomnieniem, że „Sell in May” nie jest strategią inwestycyjną, lecz sugestią opartą o obserwacjach statystycznych. Historyczny wzorzec może pomagać w myśleniu o rynku, ale nie powinien zastępować analizy zysków, płynności i sentymentu. Nie oznacza to jednak, że słynne powiedzenie straciło znaczenie. Wręcz przeciwnie, jego siła wynika z tego, że przez wiele dekad opisywało realną sezonowość rynków akcji. Dane historyczne pokazują, że na światowych giełdach okres od maja do października był wyraźnie słabszy niż sześć miesięcy od listopada do kwietnia. Dla wszystkich pięciu badanych rynków średnia miesięczna stopa zwrotu w okresie od listopada do kwietnia wynosiła 1,18 proc. Tymczasem od maja do października spadała do zaledwie 0,25 proc., a aż trzy miesiące w tym słabszym półroczu przynosiły przeciętnie straty.
Za tą sezonowością stoją konkretne mechanizmy. W pierwszym kwartale spółki często publikują prognozy na cały rok, co może wspierać ceny akcji. W czwartym kwartale wielu inwestorów przebudowuje portfele z myślą o kolejnym roku i dobrze znanym efekcie stycznia. Miesiące letnie są zwykle uboższe w takie pozytywne impulsy, a do tego charakteryzują się niższą aktywnością inwestorów.
W 2026 roku ten historyczny schemat został jednak przykryty przez bardzo konkretne dane. Wzrost S&P 500 o 3,7 proc. od początku maja, wzrost Nasdaq o 5,8 proc. i zwyżka WIG o 7,3 proc. pokazują, że rynek na razie bardziej wierzy wynikom spółek niż kalendarzowi. Inwestorzy nie ignorują ryzyk związanych z inflacją, cenami paliw, rentownościami obligacji i droższym kapitałem. Uznają jednak, że mocne wyniki firm, sztuczna inteligencja i poprawa nastrojów są dziś ważniejsze niż stare giełdowe porzekadło.
Dane historyczne:
| Rynek / indeks | Średnia miesięczna stopa zwrotu maj–październik | Średnia miesięczna stopa zwrotu listopad–kwiecień | Różnica |
| Polska WIG | 0,30% | 1,12% | 0,82 pkt proc. |
| USA S&P 500 | 0,27% | 1,05% | 0,78 pkt proc. |
| USA Nasdaq Composite | 0,68% | 1,44% | 0,76 pkt proc. |
| Wielka Brytania FTSE 100 | -0,04% | 1,09% | 1,13 pkt proc. |
| Niemcy DAX | 0,05% | 1,22% | 1,17 pkt proc. |
| Średnia dla 5 indeksów | 0,25% | 1,18% | 0,93 pkt proc. |
Źródło: LSEG eToro
Wyniki historyczne nie stanowią gwarancji przyszłych stóp zwrotu. Opracowanie przygotowano na podstawie historycznych danych cenowych indeksów do końca 2022 roku. Zakres danych obejmuje WIG od 1999 roku, S&P 500 od 1964 roku, Nasdaq Composite od 1980 roku, FTSE 100 od 1984 roku oraz DAX od 1965 roku. Dla każdego indeksu porównano średnie miesięczne stopy zwrotu w okresach od maja do października oraz od listopada do kwietnia.





