Ceny ropy wyraźnie wzrosły po kolejnej wymianie ataków między Iranem a Izraelem. Kontrakty na ropę Brent podrożały o ponad 4,5%, do poziomu 97,45 USD za baryłkę, a amerykańska ropa WTI wzrosła w okolice 95 USD za baryłkę. Głównym powodem zwyżki są obawy, że eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie utrzyma zakłócenia w transporcie surowców przez Cieśninę Ormuz. Jest to jeden z najważniejszych szlaków eksportu ropy, paliw i LNG z regionu Zatoki Perskiej, a ograniczenia w jego przepustowości mogą wpływać na dostawy energii do odbiorców na całym świecie.
Prezydent Donald Trump próbuje doprowadzić do przedłużenia zawieszenia broni między USA a Iranem o 60 dni, co miałoby stworzyć przestrzeń do szerszych rozmów politycznych i nuklearnych. Mimo tych działań Izrael przeprowadził uderzenia na cele wojskowe i energetyczne w Iranie, a Iran odpowiedział atakami rakietowymi na cele izraelskie, twierdząc, że uderzył między innymi w bazy lotnicze Nevatim i Tel Nof. Dodatkowym źródłem napięcia pozostaje aktywność wspieranych przez Iran jemeńskich Huti, którzy grożą izraelskiej żegludze na Morzu Czerwonym. USA informowały również o zestrzeleniu irańskich dronów, które miały zagrażać ruchowi morskiemu w rejonie Cieśniny Ormuz.
Konflikt oddziałuje nie tylko na rynek ropy, lecz także na europejski rynek gazu. Europejski benchmark TTF wzrósł, ponieważ przedłużające się napięcia wokół Cieśniny Ormuz mogą ograniczać globalne dostawy LNG w okresie, w którym Europa powinna odbudowywać zapasy przed kolejnym sezonem grzewczym. Równolegle OPEC+ zatwierdził zwiększenie lipcowych limitów produkcji ropy o 188 tys. baryłek dziennie, jednak znaczenie tej decyzji jest ograniczone, jeśli problemy logistyczne i ryzyko dla żeglugi utrudniają faktyczne zwiększenie dostaw na rynek.
Rynki akcyjne również to odczuły. Japoński indeks NIKKEI 225 zamknął się w poniedziałek ze stratą ponad 3,85%, a HangSeng traci ponad 1,34%. W Europie z kolei DAX traci ponad 0,86%, a nasz rodzimy WIG20 jest 0,62% pod kreską. Obecna eskalacja pokazuje, jak kruche pozostaje zawieszenie broni i jak silnie rynek ropy zależy obecnie od ryzyka geopolitycznego. Inwestorzy obawiają się nie tylko dalszych ataków, lecz także dłuższego ograniczenia żeglugi przez Cieśninę Ormuz oraz utrzymania napięć na Morzu Czerwonym. Nawet ewentualne porozumienie między USA a Iranem nie musiałoby oznaczać natychmiastowego powrotu normalnych przepływów surowca, ponieważ przeszkodą mogą być kwestie bezpieczeństwa, konieczność usunięcia min, ponowne uruchomienie części produkcji oraz naprawa infrastruktury uszkodzonej w wyniku ataków.
Ceny ropy rosną więc przede wszystkim dlatego, że inwestorzy wyceniają ryzyko przedłużenia konfliktu na Bliskim Wschodzie i dalszych zakłóceń w dostawach energii. W obecnych warunkach decyzje podażowe OPEC+ pozostają ważne, ale mają mniejsze znaczenie niż bezpieczeństwo kluczowych szlaków transportowych i realna możliwość dostarczenia surowca na rynek.





