Wyższe dochody i zysk. Rosnąca sprzedaż kredytów i baza klientów – pierwsze półrocze 2018 w Grupie mBanku.
W pierwszych sześciu miesiącach br. Grupa mBanku odnotowała wzrost biznesu we wszystkich segmentach działalności. Dochody podstawowe osiągnęły rekordowy poziom, wsparty przez stabilny wzrost wolumenów, coraz lepszą strukturę aktywów oraz rosnącą bazę i transakcyjność klientów. Nastąpiła tez poprawa zysku netto, wsparta dodatkowo transakcją sprzedaży zorganizowanej części przedsiębiorstwa spółki mFinanse.
Do najważniejszych wydarzeń I półrocza 2018 roku należą:
Wzrost zysku netto przypadającego na akcjonariuszy mBanku o 43,0% w porównaniu do zysku wypracowanego w I połowie 2017 roku do 698,4 mln zł.
Wzrost dochodów ogółem o 19,7% w porównaniu do I półrocza 2017 roku, spowodowany wzrostem dochodów z działalności podstawowej o 8,6% oraz zyskiem z transakcji sprzedaży zorganizowanej części przedsiębiorstwa spółki mFinanse w I kwartale 2018 roku.
Wzrost kosztów działalności (łącznie z amortyzacją) o 4,4% w porównaniu do I półrocza 2017 roku spowodowany wzrostem kosztów osobowych, rzeczowych i amortyzacji, przy wzroście efektywności mierzonej wskaźnikiem kosztów do dochodów (spadek znormalizowanego wskaźnika kosztów do dochodów do 44,8% w I półroczu 2018 z 46,5% w I połowie 2017 roku).
Wzrost odpisów z tytułu utraty wartości kredytów i pożyczek oraz zmiana wartości godziwej kredytów i pożyczek o 66,7% spowodowany wyższymi rezerwami w segmencie korporacyjnym i detalicznym.
Wzrost kredytów i pożyczek netto o 6,1% w porównaniu do końca 2017 roku.
Wzrost depozytów od klientów o 6,9% w porównaniu do końca 2017 roku, głównie za sprawą napływu środków na rachunki bieżące klientów indywidualnych.
Ekspansja na rynku kredytów detalicznych znalazła odzwierciedlenie w rekordowej sprzedaży kredytów niehipotecznych, która wyniosła 4 331,6 mln zł, co stanowi wzrost sprzedaży o 16,9% w stosunku do I półrocza 2017 roku. Odnotowano też znaczący wzrost sprzedaży kredytów hipotecznych – w I półroczu 2018 roku sprzedano ich 2 147,6 mln zł, co oznacza wzrost o 19,3% w stosunku do ubiegłego roku.
W efekcie przyrostu kredytów i depozytów, wskaźnik kredytów do depozytów osiągnął poziom 91,6% w porównaniu do 92,3% na koniec 2017 roku.
Wysoki poziom akwizycji klientów – w 2018 roku pozyskano 166 tysięcy klientów indywidualnych i 886 klientów korporacyjnych.
Wysoka jakość bazy kapitałowej – wskaźniki kapitałowe przekraczające wymogi regulacyjne: współczynnik CET 1 na poziomie 17,1%, łączny współczynnik kapitałowy w wysokości 20,1%.
Na rynku stopy procentowej nowy tydzień rozpoczął się od wzrostów rentowności obligacji wynikających głównie z czynników zagranicznych (niemiecka krzywa przesunęła się o około 5pb). Poniedziałkowa sesja przyniosła dalsze umocnienie złotego. Przy rosnących notowaniach euro do dolara powyżej 1,17 kurs EURPLN spadł do 4,2675.
Rynek walutowy i stopy procentowej
Poniedziałkowa sesja przyniosła umocnienie złotego. Przy rosnącym EURUSD powyżej 1,17 (pomimo rozczarowujących danych o nastrojach gospodarczych ze strefy euro i niższej od oczekiwanej inflacji CPI z Niemiec) EURPLN spadł poniżej 4,2675. Nie jest wykluczone, że osłabienie dolara związane było z zagrożeniem przez Trumpa zawieszenia działalności rządu, jeśli Partia Demokratyczna nie poprze w głosowaniu nad budżetem jego propozycji dotyczących reformy prawa imigracyjnego oraz budowy muru na granicy. Utrzymanie w najbliższych dniach obecnych poziomów złotego wydaje się raczej mało prawdopodobne biorąc pod uwagę zaplanowane w kalendarzu wydarzenia. Posiedzenia decyzyjne odbędą Fed, Bank Anglii oraz Bank Czech. Do tego inwestorzy poznają kilka ważnych odczytów (w tym dane inflacyjne i raport NFP z USA).
Dane z USA wspierają jastrzębi komunikat Fed, w którym najprawdopodobniej zostanie podkreślony solidny rozwój gospodarczy tej największej gospodarki świata. Niemniej na podwyżkę stóp przyjdzie nam zapewne poczekać do września. Cykl podwyżek powinien zaś kontynuować bank centralny Czech, a ponadto mówi się też, że koszt pieniądza może podnieść BoE. Ze względu na trudne negocjacje Brexit’owe scenariusz zakładający podwyżkę stóp o 25 pb (wg TR) może zostać jednak odsunięty w czasie. Nie zmienia to jednak faktu, że presja na złotego może w najbliższych dniach powrócić. Wraz z powrotem silniejszego dolara, kurs EURPLN też powinien rosnąć. Niemniej, we wtorek wsparciem dla PLN może okazać się poranna decyzja Banku Japonii, który po zakończonym posiedzeniu poinformował o dokonanych jedynie drobnych zmianach w polityce monetarnej bez znaczącej modyfikacji polityki akomodacyjnej.
Na rynku stopy procentowej nowy tydzień rozpoczął się od wzrostów rentowności. Zauważalnie w górę przesunęła się polska krzywa, gdzie szczególnie rosły rentowności papierów z dłuższym terminem do wykupu. Jednak pomimo przekroczenia poziomu 3,20%, papiery 10-letnie nadal poruszają się w relatywnie wąskim zakresie 3,10-3,25%. Naszym zdaniem notowania 10-latek powinny w najbliższym czasie utrzymywać się w pobliżu górnej granicy tego przedziału.
Poniedziałkowe wzrosty rentowności wynikały jednak głównie z czynników zagranicznych. Niemiecka krzywa przesunęła się o około 5pb, pomimo nieznacznie niższego odczytu inflacji (2% w lipcu z 2,1% w czerwcu). Odbicie rentowności obligacji bezpiecznej przystani pokazuje, że tymczasowo zmalały rynkowe obawy dotyczące napięć handlowych czy też rozwoju sytuacji politycznej we Włoszech.
We wtorek oczekujemy publikacji wstępnej inflacji za lipiec, która według prognoz rynkowych mogła być zbliżona do 2%, co powinno mieć neutralny wpływ na RPP. Dodatkowo Ministerstwo Finansów opublikuje plan podaży obligacji na sierpień, gdzie zakładamy sprzedaż na poziomie 6mld PLN.
Wykres dnia: Niemiecka inflacja nieznacznie obniżyła się w lipcu. We wtorek wstępny szacunek CPI w Polsce opublikuje GUS.
Źródło: Thomson Reuters
Autorzy / Źródło: Joanna Bachert, Arkadiusz Trzciołek / PKO Bank Polski
Lawinowo rośnie zagrożenie trojanami bankowymi – rodziną niebezpiecznych wirusów, które m.in. wykradają poufne informacje o naszych kontach bankowych podczas używania zainfekowanego komputera – wskazują eksperci w raporcie Globalny Indeks Zagrożeń Check Point.
Eksperci zwracają uwagę, że cyberprzestępcy za pomocą trojanów chcą m.in. wykorzystać mniejszą świadomość cyberbezpieczeństwa turystów i podróżnych, którzy korzystają z mobilnych urządzeń dokonując wielu płatności. Najwięcej ataków było na Mołdawię i Macedonię. Choć Polska ulokowała się dopiero na 22 miejscu w Europie, to należała do najmniej narażonych na ataki krajów świata.
W ciągu ostatnich czterech miesięcy, tzw. trojany bankowe zwiększyły swoją aktywność o 50%, a ich dwa rodzaje dołączyły do dziesiątki najpowszechniejszych złośliwych programów wg Global Threat Index firmy Check Point. Choć w okresie letnim rośnie zagrożenie tego typu atakami, ogólna sytuacja w poszczególnych państwach poprawiła się: Lichtenstein, Islandia i Estonia były najbezpieczniejszymi krajami w Europie; natomiast na przeciwległym biegunie znalazły się Mołdawia i Macedonia. Polska, która uplasowała się na 22 pozycji w Europie, znalazła się wśród najbezpieczniejszych krajów na świecie (współczynnik zagrożenia poniżej 40).
W czerwcu 2018 r. trojan bankowy o nazwie Dorkbot (kradnie poufne informacje i uruchamia ataki typu denial-of-service) zainfekował 7% wszystkich organizacji na całym świecie, awansując z 8 na 3 miejsce na liście najbardziej popularnych typów malware (Check Point’s Most Wanted Malware). W zeszłym miesiącu aktywny był również Emotet, bankowy trojan, który kradnie konta bankowe ofiar podczas wykorzystywania komputera ofiary do rozprzestrzeniania się. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy gwałtownie wzrosła również popularność wariantu Emotet: z 50. miejsca w kwietniowym Indeksie „awansował” na 11. pozycję w najnowszym zestawieniu. Wraz z Dorkbotem w pierwszej dziesiątce znalazł się również trojan Ramnit, który kradnie dane bankowe oraz hasła FTP.
Badacze Check Pointa zaobserwowali podobny agresywny schemat ataków cyberprzestępców wykorzystujących bankowe konie trojańskie latem 2017 roku. Sugeruje to, że cyberprzestępcy mogą próbować wykorzystywać turystów do zwiększenia swoich zysków, ponieważ podczas lata i wakacji poświęcają mniej uwagi praktykom w zakresie bezpieczeństwa cybernetycznego. Potencjalnie mogą oni uzyskiwać dostęp do bankowości internetowej za pośrednictwem współdzielonych urządzeń dostępowych i mniej bezpiecznych połączeń, takich jak publiczne punkty dostępu WiFi.
Aby zapobiec wykorzystywaniu sieci przez bankowe konie trojańskie i inne rodzaje ataków, przedsiębiorstwa muszą stosować wielowarstwową strategię bezpieczeństwa cybernetycznego, która chroni zarówno przed atakami cybernetycznymi z rodzin o ustalonej pozycji, jak i przed zupełnie nowymi zagrożeniami.
Poniżej przedstawiamy listę najpopularniejszych typów malware wg Check Pointa:
Top 5 malware w czerwcu 2018:
↔ Coinhive – Crypominer przeznaczony do wydobywania kryptowaluty Monero bez zgody użytkownika odwiedzającego stronę internetową. Coinhive pojawił się dopiero we wrześniu 2017 r., ale już w tym czasie infekował 12% organizacji na całym świecie.
↔ Cryptoloot – Cryptominer JavaScript, przeznaczony do wydobywania kryptokrypty Monero podczas odwiedzin użytkownika na stronie internetowej bez jego zgody.
↑Dorkbot- Oparty na IRC robak umożliwiający zdalne wykonywanie kodu przez operatora oraz pobieranie dodatkowego złośliwego oprogramowania do zainfekowanego systemu. Jest to bankowy trojan, którego głównym zadaniem jest kradzież poufnych informacji i przeprowadzanie ataków typu denial-of-service.
↑ Andromeda – Modułowy bot używany głównie jako backdoor do dostarczania dodatkowego złośliwego oprogramowania na zainfekowanych hostach, ale może być modyfikowany w celu utworzenia różnego rodzaju botnetów.
↓ Roughted – kampania malvertisingowa na olbrzymią skalę, dostarczająca różnego rodzaju scam, adware, exploit kity oraz ransomware. Może być przeprowadzona w atakach na każdy typ platform i systemów operacyjnych.
Eksperci Check Pointa przeanalizowali również najbardziej wykorzystane podatności. Na czele jest CVE-2017-7269, z udziałem na poziomie 40%. Kolejne miejsce zajęła podatność CVE-2017-10271 dotycząca 35% organizacji na całym świecie. Na trzecim miejscu znalazło się SQL injection wpływające na 15% organizacji na całym świecie.
Wydatki na technologię blockchain rosną w europie z prędkością 80,2 proc. rdr – szacują analitycy z międzynarodowej firmy badawczej IDC. Według jej najnowszego raportu, Europa to drugi co do wielkości rynek dla tej technologii. Prym wiodą Stany Zjednoczone, gdzie inwestorzy pompują w nią największy kapitał. Według IDC po blockchain najchętniej sięgają branże finansowa, produkcyjna i usługowa.
Blockchain to wykorzystywana przez kryptowaluty technologia rozproszonego rejestru łańcucha bloków. Mimo, że kojarzona jest przede wszystkim z Bitcoinem i Ethereum – dwoma największymi cyfrowymi środkami płatniczymi, jej zastosowanie jest stosunkowo szerokie, a firmy coraz częściej decydują się na jej wdrożenie, by osiągnąć wyższy poziom bezpieczeństwa i transparentności. Już w tym roku na Starym Kontynencie inwestycje w blockchain sięgną 400 mln dolarów — prognozuje firma doradcza IDC. To sporo, jak na stosunkowo młodą technologię, jednak niewiele w porównaniu z pulą inwestycji szacowaną na rok 2022. Za 4 lata wydatki na rozwiązania oparte o blockchain sięgną w Europie 3,5 miliarda dolarów. Oznacza to, że rynek ten rozwija się zawrotną prędkością 80,2 proc. rdr. — Dynamiczny rozwój rynku blockchain nie powinien nikogo dziwić. To technologia, która wnosi zupełnie nową jakość w obszarze zapisywania i przechowywania danych. Raz zapisanej wartości nie da się zmienić lub wymazać. Wszystko za sprawą zaawansowanej kryptografii i rozproszonego po sieci użytkowników rejestru danych. W branżach, w których przejrzystość, bezpieczeństwo i autentyczność informacji stanowią wysoką wartość, rozwiązania tej klasy są nie do zastąpienia — tłumaczy Krzysztof Gagacki, ekspert w dziedzinie technologii blockchain i twórca IOVO.IO, infrastruktury mającej zdemokratyzować obrót danymi w internecie.Oparte o nowej generacji blockchain rozwiązanie, ma przywrócić pełną kontrolę nad cyfrowymi informacjami internautom, umożliwiając ich dobrowolną monetyzację.
Ogromny potencjał rozwiązań wykorzystujących łańcuch bloków dostrzega również Carla La Croce, senior research analyst w IDC. Uważa ona, że europejskie firmy w końcu zaczynają się budzić nabierając coraz większą świadomość tego, czym jest blockchain i jak można go wykorzystać. — Europejski rynek w odróżnieniu od innych regionów jest mniej elastyczny i bardziej pofragmentowany, gdy chodzi o wielkość biznesów. Niemniej, tak jak to wcześniej podkreślaliśmy w IDC, 2018 pozostaje rokiem technologii blockchain. Europejskie firmy wykazują nią rosnące zainteresowanie, za czym podąża wzrost inwestycji — twierdzi Carla La Croce.
Najwięcej inwestycji w finansach i przemyśle
Analitycy z IDC wyodrębnili 6 sektorów, w których spodziewają się największej penetracji rozwiązań opartych o blockchain. Z prognozy wynika, że rozproszony łańcuch bloków największym zainteresowaniem cieszyć się będzie w obszarze finansów. Aż 43 proc. wydatków na tę technologię pochodzić będzie z tego sektora. Na drugim miejscu, z 20 proc. udziałem, znalazła się branża produkcji przemysłowej. 11 proc. inwestycji w blockchain pochodzić ma z branży usługowej, 8 proc. z rynku infrastruktury i tyle samo z sektora publicznego. — Blockchain od samego początku związany jest branżą finansową. Popularność kryptowalut jest dla banków, jak kubeł zimnej wody. W obawie przed marginalizacją klasyczne instytucje finansowe robią wszystko, by nowa kategoria zdecentralizowanych rozwiązań nie wypchnęła ich z rynku. Kierują się więc przekonaniem, że jeśli technologicznej rewolucji nie da się powstrzymać, to trzeba ją okiełznać i stać jej jej liderem. Stąd rosnące zainteresowanie banków blockchainem — wyjaśnia Krzysztof Gagacki.
Sektor przemysłowy, który według IDC ma odpowiadać za 20 proc. inwestycji w blockchain, przeznacza obecnie spore środki na cyfrową transformację. Polscy producenci chętnie wdrażają systemy klasy ERP oraz inne profesjonalne oprogramowanie. Sporym zainteresowaniem cieszy się również internet rzeczy oraz narzędzia do analityki danych, których implementacja wpisuje się w ideę Przemysłu 4.0. Według Piotra Rojka z DSR, firmy wspierającej producentów w informatyzacji, blockchain to stosunkowo nowe rozwiązanie, które w Polsce nie zdobyło jeszcze szerokiego grona odbiorców. — Rodzime firmy produkcyjne mają sporo do zrobienia o obszarze przetwarzania i analityki danych. Większość z nich wciąż zapisuje dane w sposób tradycyjny. Najwięcej inwestycji widzimy widzimy właśnie w tym obszarze. Blockchain tymczasem, to kolejny krok na tej drodze, niemniej jestem przekonany, że najwięksi producenci działający na Polskim rynku rozważają jego implementację. Otrzymujemy zapytania o kompetencje związane z tym zagadnieniem. Pozostali będą musieli ich dogonić — mówi Rojek i dodaje, że największe pole do zastosowania technologii rozproszonej bazy danych o architekturze peer-to-peer widzi w zarządzaniu łańcuchem dostaw.
Jeśli prognozy IDC dla poszczególnych sektorów się spełnią, a nic nie wskazuje na to, by sprawy potoczyły się inaczej, to przepaść dzieląca europejski rynek blockchain od amerykańskiego znacząco się zmniejszy. Stany Zjednoczone odpowiadają za 40 proc. wydatków w tym obszarze, a ich globalna suma w 2018 r. ma sięgnąć 2.1 miliarda dolarów. — Blockchain daje ogromne możliwości startupom i wschodzącym rynkom w regionie, gdzie wsparcie rządu i zaawansowane umiejętności stanowią delikatny grunt, na którym wiele może się wydarzyć. W technologii chodzi o szybki rozwój i zwinność, a wielcy technologiczni giganci, z powodu swojego rozwoju i dorobku nie mają tutaj przewagi — przekonuje Mohamed Hefny, systems and infrastructure solutions program manager w IDC.
W trzecim projekcie ustawy o Pracowniczych Planach Kapitałowych rząd wprowadził zapisy gwarantujące prywatność zgromadzonych pieniędzy. Pozwoli to uniknąć sytuacji jaka miała miejsce w przypadku OFE gdy zebrany kapitał uznano za publiczny i przetransferowano do ZUS. Analizę zaproponowanych zmian przygotował ekspert domu maklerskiego Michael/Ström.
Kolejny projekt ustawy o Pracowniczych Planach Kapitałowych (PPK) został opublikowany w lipcu. Jedną z głównych zmian jest umieszczenie bezpośrednio w ustawie zapisu, który gwarantuje prywatność pieniędzy zgromadzonych w ramach PPK. Według Jana Karczewskiego, eksperta Michael/Ström Dom Maklerski, zwiększa to szansę na uniknięcie sytuacji, która spotkała Otwarte Fundusze Emerytalne (OFE). – Na chwilę obecną wydaje się nie do pomyślenia, żeby podobna sytuacja jaka spotkała OFE – gdy uznano, że zebrany kapitał ma charakter publiczny i przetransferowano go do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych – mogła się powtórzyć w przypadku PPK – twierdzi Jan Karczewski.
Według eksperta warto przypomnieć, że w ramach PPK są różne składki, które różnią się pod względem stopnia „prywatności”. Bezpośrednio prywatny charakter mają dwie składki: pracownika (0,5 – 4,0 proc. wynagrodzenia brutto) oraz pracodawcy (2,0 – 4,0 proc. wynagrodzenia brutto). Takiego charakteru na początku oszczędzania nie mają składki ze strony Państwa, czyli składka powitalna (250 zł) i roczna (240 zł). Ich wysokość jest niezależna od wysokości wynagrodzenia brutto uczestnika programu. Zmienia się to jednak wraz z osiągnieciem przez uczestnika programu 60 roku życia. Wtedy państwowe składki również stają się prywatne.
Zachęty do oszczędzania
Aktualny projekt zakłada również wprowadzenie pewnych mechanizmów, które mają zachęcić najniżej zarabiających do oszczędzania. Pracownicy, którzy otrzymują łączne miesięczne wynagrodzenie nie większe niż 120 proc. minimalnego wynagrodzenia brutto mogą odprowadzać składki wynoszące zaledwie 0,5 proc. podstawy wynagrodzenia brutto. Co więcej będą oni otrzymywać pełną wysokość składek od państwa i pracodawcy. – Takie rozwiązanie to dobry pomysł jeśli chcemy by system PPK stał się powszechny. Bez tego typu ułatwień wiele osób z grupy najniżej zarabiających nie będzie w ogóle zainteresowane oszczędzaniem na emeryturę – mówi Jan Karczewski.
Czy zgromadzony kapitał będzie można dziedziczyć?
Zgodnie z projektem ustawy fundusze zgromadzone w ramach PPK będą podlegać dziedziczeniu. Uczestnicy programu będą mieć do wybory dwie metody: pierwsza z nich bazuje na zasadach ogólnych, czyli ustawowo bądź na podstawie testamentu. Druga będzie wymagać wskazania imiennie osoby do której zostaną przetransferowane pieniądze – w ten sposób nie wchodzą w skład masy spadkowej. W przypadku małżeństwa (wspólnoty majątkowej) właściwa instytucja finansowa przetransferuje połowę funduszy na rejestr w PPK, IKE lub PPE małżonka zmarłego uczestnika lub przekaże je przelewem.
Wypłaty od 60 roku życia
Aktualny projekt ustawy o PPK przewiduje, że w momencie osiągnięcia 60 roku życia przez uczestnika PPK rozpoczną się wypłaty zebranych składek, które będą trwać 10 lat. – NBP negatywnie ocenania taki pomysł, ponieważ nie wspiera on emerytów, którzy żyją dłużej niż 70 lat. Warto zauważyć, że oczekiwana długość życia w Polsce to około 80 lat, zależnie od płci.– mówi Jan Karczewski – Potencjalnie może to przełożyć się na zmiany w ustawie odnośnie sposobu wypłat składek zgromadzonych w PPK. – dodaje.
Zgodnie z najnowszymi informacjami publikowanymi na Twitterze przez Polski Fundusz Rozwoju, można spodziewać się, że PPK wejdą w życie najwcześniej od 1 lipca 2019 roku. – By zwiększyć zaufanie do powstającego programu emerytalnego warto w pierwszej kolejności przeprowadzić zapowiadaną reformę OFE. Bez tego ciężko będzie zbudować zaufanie do kolejnego programu emerytalnego pomimo wielu korzystnych zapisów w projekcie ustawy odnoszących się do subsydiowania składek czy preferencji dla najniżej zarabiających – dodaje Jan Karczewski.
Bank Japonii nie zmienia polityki monetarnej. Wzrost gospodarczy w Unii europejskiej znów spowalnia. Zamach stanu w Wenezueli.
Stopy procentowe w Japonii bez zmian
Bank Japonii nie tylko nie podniósł stóp procentowych ale również zadeklarował utrzymanie docelowej rentowności 10 letnich obligacji na poziomie 0%. W tym celu Bank Japonii podkupuje obligacje rządowe na rynku. Warto zwrócić uwagę, że po ostatnim niespodziewanym wyskoku rentowności japońskich papierów dłużnych przez chwilę można było w ciągu 10 lat zarobić ponad 1% łącznie. Jedyne co się zmieniło to prognozy dotyczące inflacji. Okazuje się, że jesteśmy dalej niż dotychczas sądzono od celu wynoszącego 2%. Informacje te spowodowały gwałtowny spadek rentowności obligacji oraz osłabienie jena względem dolara oraz innych walut.
Wolniejszy wzrost w strefie euro
Dane za drugi kwartał pokazały, że wzrost gospodarczy spowalnia. Są to nie tylko gorsze dane niż w pierwszym kwartale, ale również niż rok temu. Analitycy spodziewali się spadku do 2,2% z 2,5% w pierwszym kwartale. Dane okazały się jeszcze słabsze i wyniosły 2,1%. Nie może zatem dziwić szybki spadek jaki widzieliśmy na głównych parach z euro tuż po ogłoszeniu tych danych.
Nieudany zamach stanu w Wenezueli
W weekend pojawiły się informacje, jakoby w Wenezueli udaremniono zamach stanu. Co ciekawe aresztowano zaledwie 9 oficerów przez co wielu analityków widzi tutaj raczej kolejną okazję do umocnienia się prezydenta Nicolasa Maduro niż udaremnienie realnego zamachu. Wenezuela to ważny eksporter ropy naftowej. Kraj ten ze względu na problemy gospodarcze wydobywa ledwo połowę tego surowca co w szczytach wydobycia z lat 2012-2014, a produkcja pomimo wzrostu cen wciąż spada. To spadek produkcji Wenezueli pozwala łatwo państwom OPEC utrzymywać delikatny deficyt surowca na rynku.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – Kanada – miesięczne PKB,
14:30 – USA – dochody i wydatki amerykanów,
15:45 – USA – indeks Chicago PMI.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Z najnowszych danych EFL wynika, że od stycznia do czerwca 2018 roku firma sfinansowała maszyny i urządzenia budowlane o łącznej wartości niemal 300 mln zł, co oznacza aż 41,7% dynamikę rok do roku (prawie dwukrotnie wyższą niż rok temu). Zestawienie TOP5 najczęściej finansowanych maszyn otwierają koparki, ładowarki i spycharki. W całym 2018 roku EFL spodziewa się wzrostu finansowania budowlanych MiU na poziomie 30% r/r
– W naszym „Barometrze EFL” od początku tego roku firmy budowlane wskazywały na prosperity w ich branży. W I kwartale aż 44 proc. przedsiębiorstw prognozowało wzrost sprzedaży swoich produktów i usług, w II kwartale ten wskaźnik był jeszcze wyższy i wyniósł 55%. Spoglądając na półroczne wyniki sprzedaży leasingu maszyn i urządzeń budowlanych widzimy, że korespondują one z opiniami wyrażonymi przez samych przedsiębiorców. Taka sytuacja to odzwierciedlenie bardzo dobrej sytuacji na rynku inwestycji mieszkaniowych, prac infrastrukturalnych jak i utrzymujących się optymistycznych nastrojów konsumenckich – mówi Radosław Kuczyński, prezes EFL.
Maszyny budowlane pracują pełną parą
Sprzęt budowlany, zaraz po rolniczym, to najchętniej finansowane przy pomocy leasingu maszyny i urządzenia. Z danych Związku Polskiego Leasingu wynika, że w I półroczu br. firmy leasingowe sfinansowały prawie 8 tys. środków trwałych w „budowlance” o wartości ponad 1,7 mld zł, co oznacza dynamikę na poziomie aż 64% r/r. Po raz kolejny numerem jeden wśród leasingodawców obecnych w branży budowlanej jest EFL. Z portfelem umów o wartości ponad 298 mln zł i dynamiką na poziomie 42% r/r, udział firmy w finansowaniu maszyn budowlanych w I półroczu br. wyniósł ponad 17%.
TOP5 leasingowanych maszyn budowlanych
Zestawienie TOP5 najczęściej leasingowanych budowlanych maszyn i urządzeń (przygotowane na postawie wyników EFL) otwiera ciężki sprzęt do robót ziemnych i drogowych, czyli koparki, ładowarki i spycharki. Firma finansowała także samochody specjalne takie jak wywrotki i betoniarki. W drugiej kolejności firmy leasingowały rusztowania, a podium domykają maszyny do robót budowalnych. Czwartym najczęściej finansowanym środkiem trwałym były maszyny do robót drogowych, a na piątym miejscu uplasowały się podnośniki napędzane elektrycznie.
Dwa razy mniej sprzedażowych optymistów
Choć produkcja budowlano-montażowa od początku roku jest na najwyższych obrotach, to hamulcem może okazać się brak rąk do pracy. Jak do tej pory branża wspomaga się ukraińskimi pracownikami – z danych Personnel Service wynika, że budownictwo to jedna z tych branż, która zatrudnia najwięcej pracowników z Ukrainy. Co więcej, budowlanka otwiera również listę najbardziej opłacalnych zawodów dla Ukraińców, którzy w Polsce mogą zarobić prawie 5 razy więcej niż w swojej ojczyźnie. Jednak Polski Związek Pracodawców Budownictwa sygnalizuje, że w branży obecnie brakuje prawie 150 tys. „rąk” do pracy, dlatego realizacja planów budowlanych może być zagrożona.
Z trzeciego tegorocznego odczytu „Barometru EFL” wynika, że 29% firm budowlanych spodziewa się w III kwartale br. wzrostu zamówień na ich usługi. To prawie dwa razy mniej niż kwartał wcześniej (II półrocze 2018: 55%). – Sami przedsiębiorcy sygnalizują, że w drugiej części roku możemy nie mieć już do czynienia z tak dobrą sytuacją z I półrocza. Nie spodziewałbym się jednak drastycznego zahamowania branży, lecz wejścia na niższy bieg. W naszej opinii dynamika leasingu maszyn budowalnych w całym 2018 roku powinna oscylować na poziomie ok. 30% proc. r/r pracy – prognozuje Radosław Kuczyński, prezes EFL.
Dynamika branży leasingowej na koniec I połowy 2018 r. osiągnęła 19,7% (r/r), natomiast dynamika finansowania samych ruchomości przekroczyła 20 % r/r.
W I połowie tego roku firmy leasingowe sfinansowały inwestycje polskich firm o wartości 38,9 mld zł.
Branża leasingowa ma coraz większy wpływ na tworzenie PKB w Polsce, istotnie wyższy niż w innych państwach UE.
Związek Polskiego Leasingu, reprezentujący polski sektor leasingowy podał, że w I połowie 2018r. branża leasingowa sfinansowała inwestycje polskich firm o łącznej wartości 38,9 mld zł, przy 19,7 proc. dynamice rynku r/r. Z roku na rok rośnie udział firm leasingowych w finansowaniu inwestycji, szczególnie inwestycji firm w ruchomości.
Andrzej Krzemiński, Przewodniczący Komitetu Wykonawczego Związku Polskiego Leasingu
„Branża leasingowa ma coraz większy wpływ na tworzenie PKB w Polsce. Relacja wartości inwestycji współfinansowanych przez sektor leasingowy do łącznego PKB w Polsce była na koniec 2017 na znacznie wyższym poziomie niż w pozostałych krajach europejskich. Nasze prognozy mówią o wzroście tego wskaźnika z 3,4 do blisko 4% na koniec tego roku” – powiedział Andrzej Krzemiński, Przewodniczący Komitetu Wykonawczego Związku Polskiego Leasingu.
Na koniec czerwca 2018r. łączna wartość aktywnego portfela branży leasingowej wyniosła 136,8 mld zł, osiągając 25 proc. dynamikę wzrostu w ciągu ostatniego roku. Te dane dowodzą rosnącej roli branży leasingowej w finansowaniu krajowych inwestycji oraz istotnego znaczenia leasingu dla przedsiębiorstw z sektora MŚP.
Struktura rynku finansowania przedmiotów w I połowie 2018r.
Firmy leasingowe udzielają finansowania w postaci leasingu i pożyczki inwestycyjnej, jednak to leasing stanowi główny instrument finansowy oferowany przez branżę. Klienci firm leasingowych, w ciągu pierwszych sześciu miesięcy roku, najczęściej finansowali pojazdy osobowe i dostawcze do 3,5 tony (45,6 proc. udział w strukturze rynku). Na drugim miejscu znalazły się środki transportu ciężkiego (26,6 proc. udział) oraz maszyny i inne urządzenia, w tym IT (26,5 proc. udział). Pozostałe transakcje dotyczyły nieruchomości (0,7%) i finasowania innych aktywów (0,5%).
Trendy w grupach produktów
W pierwszej połowie 2018r. r. ożywienie na rynku leasingu było obserwowane we wszystkich głównych kategoriach rynku ruchomości: pojazdów osobowych i dostawczych do 3,5t (+21,1 proc. dynamika r/r), maszyn i urządzeń, w tym IT (+21,2 proc. dynamika r/r) oraz transportu ciężkiego (17,5 proc. dynamika r/r). Finansowanie nieruchomości pozostawało w strefie spadków.
W I połowie 2018r. polska branża leasingowa sfinansowała pojazdy lekkie o łącznej wartości 17,8 mld zł, czyli o 21,2% więcej niż przed rokiem, znacząco wspierając wzrost rynku motoryzacyjnego. Nowe pojazdy osobowe i dostawcze są w Polsce rejestrowane głównie na firmy (71,4% udział takich rejestracji w I połowie 2018 wg. oficjalnych danych). Najsilniejszą grupę, wśród nabywców instytucjonalnych, stanowią firmy zajmujące się leasingiem/CFM/RC, wyróżniając się 68 proc. udziałem (w tej grupie nabywców).
Przedstawiając prognozę rejestracji nowych pojazdów osobowych i dostawczych, Marcin Nieplowicz, Dyrektor ds. Statystyki i Monitorowania Rynku Związku Polskiego Leasingu, powiedział: „Dynamika rejestracji nowych OSD może sięgnąć w II półroczu 2018 r. 17,5% r/r, a rzeczywista (czyli po uwzględnieniu reeksportu) liczba nowych pojazdów lekkich zarejestrowanych w Polsce w całym 2018r. może wynieść 562 tys. sztuk. Warto przy tym zaznaczyć, że według danych firmy SAMAR, już obecnie firmy leasingowe są liderem na rynku rejestracji nowych pojazdów i jesteśmy przekonani, że także w II połowie roku utrzymamy tę pozycję.”
Drugim najważniejszym dla rynku leasingu segmentem były transakcje dotyczące środków transportu ciężkiego, czyli finansowania takich aktywów jak ciągniki siodłowe, naczepy/przyczepy, pojazdy ciężarowe powyżej 3,5 tony, autobusy, samoloty, statki i środki transportu kolejowego. W pierwszej połowie tego roku branża leasingowa podpisała nowe kontrakty o wartości 10,4 mld zł, odnotowując 17,5 proc. wzrost r/r w tym obszarze i istotne dodatnie dynamiki we wszystkich kategoriach produktowych, raportowanych w ramach tego segmentu (osiągnięto dynamiki na poziomie od 13 do 32 proc.).
Marcin Nieplowicz
„Poziom finansowania transportu ciężkiego jest uwarunkowany koniunkturą gospodarczą w Unii Europejskiej. Notujemy wciąż wysoki wzrost gospodarczy w strefie euro, ale lokalny szczyt koniunktury mamy już za sobą. W ślad za Eurolandem hamuje dynamika naszego eksportu, ale nie wolumenu usług transportowych. To pochodna sukcesu, jaki polskie firmy transportowe odniosły na wspólnym unijnym rynku, stając się liderem całej branży” – powiedział Marcin Nieplowicz, prezentując analizy Związku Polskiego Leasingu.
Wymieniając bariery szybkiego rozwoju sektora transportu drogowego, Marcin Nieplowicz zwrócił także uwagę na braki kadrowe oraz pogarszające się otoczenie polityczno-prawne (MiLog w Niemczech, Loi Macron we Francji, procedowana przez KE dyrektywa o pracownikach delegowanych, rosyjskie embargo czy Brexit). Pomimo zmieniającego się otoczenia polityczno-prawnego, branża leasingowa zakłada utrzymanie relatywnie wysokiej dynamik rynku TRK w II połowie 2018 roku.
W ciągu pierwszych sześciu miesięcy roku znacząco wzrosło także finansowanie maszyn i innych urządzeń (w tym IT). Łączna wartość maszyn i urządzeń sfinansowanych przez branżę leasingową w analizowanym okresie wyniosła 10,3 mld zł i była wyższa o 21,2 proc. r/r. Na bardzo dobry wynik tego segmentu rynku miały wpływ: dobra koniunktura w sektorze przemysłowym, wyraźne przyspieszenie w wydatkowaniu funduszy unijnych (do końca czerwca 2018 roku zaakceptowano projekty unijne stanowiące 57 proc. łącznej puli Polski na politykę spójności) oraz istotne przyspieszenie inwestycji publicznych. „Wyniki produkcji przemysłowej i budowlanki, jak również rekordowo wysokie wykorzystanie zdolności produkcyjnych w firmach, pozwalają oczekiwać, że sektor finansowania maszyn pozostanie głównym motorem wzrostu całego rynku leasingu w 2018 r. (+20%)” – dodał Marcin Nieplowicz.
Klienci firm leasingowych
Szacunki Związku Polskiego Leasingu pokazują, że największą, bo liczącą ok 71,6 proc. grupę korzystających z leasingu stanowią klienci o obrotach do 20 mln zł. Do tej grupy zaliczane są mikro i małe firmy. 28% stanowią klienci o obrotach powyżej 20 mln zł, a klienci indywidualni 0,4%. Finansowanie sektora publicznego pozostaje marginalne.
40 % małych przedsiębiorstw korzysta lub w przeszłości korzystało z leasingu, a 81 proc. korzystających z leasingu jest zadowolonych z tej formy finansowania[1]. Takie wnioski płyną z badania zrealizowanego przez CBM INDICATOR, na ogólnopolskiej próbie firm o obrotach nie przekraczających 5 mln zł. Jest to jednocześnie grupa, która ma najbardziej utrudniony dostęp do zewnętrznego finansowania.
„62% małych firm, aktualnie wykorzystujących leasing twierdzi, że jest on elastyczniejszą formą finansowania niż kredyt (dla kredytu analogiczny wskaźnik wyniósł tylko 8%). 59% firm aktualnie wykorzystujących leasing uznało, że jest on tańszą formą finasowania niż kredyt (dla kredytu analogiczny wskaźnik wyniósł zaledwie 8%)” – powiedział Prof. Jan Garlicki, Dyrektor Generalny Centrum Badań Marketingowych INDICATOR.
Leasing jest postrzegany, jako bezpieczniejszy (uznaje tak 64% aktualnie korzystających) i bardziej przyjazny dla przedsiębiorców niż kredyt (takie zdanie wyraziło 66% małych firm). Dla kredytu te wskaźniki wyniosły odpowiednio 8 i 7%. Do najważniejszych czynników istotnych przy wyborze firmy leasingowej respondenci zaliczyli: ofertę cenową (73% – oceniło, że miało to duży lub bardzo duży wpływ), otwartość na negocjacje (69%) oraz szybkość podejmowania decyzji (67%).
Wyniki badania koniunktury branży leasingowej
Według kwartalnego odczytu badania koniunktury branży leasingowej, realizowanego wśród osób odpowiedzialnych za sprzedaż w firmach leasingowych zrzeszonych w ZPL, w III kwartale 2018 r. ankietowane firmy oczekują nieznacznego wzrostu zatrudnienia oraz ustabilizowania jakości portfela. Jednocześnie firmy spodziewają się przyspieszenia aktywności sprzedażowej. Badane firmy spodziewają się wyższego poziomu finansowania dla wszystkich trzech głównych grup środków trwałych na rynku ruchomości. Najlepsze perspektywy rysują się dla finansowania pojazdów lekkich oraz maszyn i IT. W dalszej kolejności wskazywane są wzrosty w zakresie finansowania środków transportu ciężkiego. Najniższą dynamikę wzrostu w III kw. br. powinien uzyskać sektor finansowania nieruchomości.
Prognoza na koniec 2018 r.
2018 będzie szóstym rokiem z rzędu z dwucyfrowym tempem rozwoju. Dynamika rynku leasingu w 2018 roku na poziomie 22,7 proc. będzie zgodna z prognozowanym wzrostem inwestycji prywatnych i scenariuszem rozwoju gospodarczego w Polsce. Na koniec roku łączne finasowanie branży może przekroczyć 83 mld zł. Planowane wejście w życie, z dniem pierwszego stycznia 2019 r., zmian podatkowych dotyczących aut firmowych może przyczynić się do istotnego wzrostu wolumenu finansowanych aut osobowych, szczególnie w IV kw. 2018. Dynamika ta będzie jednak ograniczona przez możliwości podażowe importerów pojazdów. Struktura wzrostu gospodarczego, wysokie wykorzystanie zdolności produkcyjnych oraz przyspieszenie wykorzystania funduszy unijnych powodują, że finansowanie maszyn pozostanie długoterminowym, głównym motorem rozwoju całej branży leasingowej. Pojazdy ciężarowe pozostaną istotnym aktywem finansowanym przez firmy leasingowe z uwagi na rosnący wolumen przewozów i dalszy wzrost gospodarczy w strefie euro.
[1] Raport INDICATOR – Małe firmy o usługach finansowych 2018. Ogólnopolska próba firm o rocznych obrotach nie przekraczających 5 mln PLN, n=967. Konferencja prasowa ZPL. 31.07.2018
Prawo podatkowe i towarzyszące mu ustawy bardzo często nie nadążają za otaczającą rzeczywistością, która zmienia się jak w kalejdoskopie. Dobrym tego przykładem jest brak dostosowania przepisów dotyczących dokumentowania kosztów uzyskania przychodu do fenomenu kryptowalut. Dla podatników oznacza to problemy z rozliczeniami, a fiskusowi umożliwia elastyczną interpretację przepisów.
Kiedy wydatek można zaliczyć do kosztów uzyskania przychodu?
Zgodnie z przepisami podatkowymi kosztem uzyskania przychodów są koszty poniesione w celu osiągnięcia przychodów lub zachowania albo zabezpieczenia źródła przychodów. Przepisy szczegółowo wskazują, które wydatki nie mogą zostać zaliczone do kosztów uzyskania przychodu. Istnieje również ogólna zasada, zgodnie z którą podatnicy nie zaliczają do kosztów uzyskania przychodów kosztu w tej części, w jakiej płatność między przedsiębiorcami przekraczająca kwotę 15 000 zł lub jej równowartość została dokonana bez pośrednictwa rachunku płatniczego. W takiej sytuacji podatnicy mają obowiązek zmniejszyć koszty uzyskania przychodów o tę część, a w przypadku, gdy nie ma możliwości ich zmniejszenia – zwiększyć przychody. Pewna spółka kapitałowa powzięła wątpliwości, czy dokonywanie kryptowalutami zapłaty za tzw. „koparkę”, czyli sprzęt komputerowy do ich wydobywania (ang. mining) definitywnie wyklucza w świetle przepisów podatkowych możliwość zaliczenia takiego wydatku do kosztów uzyskania przychodu. W związku z tym spółka wystąpiła do Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z wnioskiem o wydanie indywidualnej interpretacji prawa podatkowego.
Regulowanie należności to nie to samo co płatność
Podatnik zwrócił uwagę, że przepisy podatkowe, nawiązując do zapisów ustawy Prawo przedsiębiorców (a wcześniej do ustawy o swobodzie działalności gospodarczej), odwołują się ściśle do pojęcia płatności, czyli regulowania zobowiązań poprzez dokonanie zapłaty. Nie uwzględniają przy tym innych sposobów stosowanych w rozliczeniach między przedsiębiorcami, takich jak choćby kompensata czy wymiana barterowa. Zdaniem podatnika rozliczenie dokonane przez niego z wykorzystaniem kryptowaluty należy uznać właśnie za kompensatę, a nie płatność, która po przekroczeniu określonej kwoty obowiązkowo musi być dokonana za pośrednictwem rachunku płatniczego. Tym samym przepis podatkowy, który wyklucza możliwość zaliczenia do kosztów uzyskania przychodu wydatku poniesionego bez wykorzystania rachunku bankowego, nie dotyczy sytuacji, w której rozliczenie dokonane zostanie poprzez zapłatę kryptowalutami.
Fiskus przyznaje rację podatnikowi
W interpretacji indywidualnej z dnia 11 maja 2018 r. nr 0114-KDIP2-2.4010.67.2018.1.JG Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej uznał stanowisko podatnika za prawidłowe. Podkreślił przy tym, że instytucja kryptowaluty nie została uregulowana w przepisach i nie jest traktowana jako środek płatniczy. Z tego względu należy uznać ją za prawo majątkowe w rozumieniu ustaw podatkowych. Fiskus podzielił pogląd podniesiony przez wnioskodawcę, iż zamianę jednej rzeczy na drugą, czyli w przedstawionym stanie faktycznym nabycie „koparki” w zamian za kryptowalutę należy uznać za kompensatę. Z tytułu zbycia kryptowaluty podatnik zobowiązany jest do rozpoznania przychodu, ale jednocześnie nabywa prawo do kosztu związanego z nabyciem sprzętu. Przepis wykluczający możliwość zaliczenia do kosztów uzyskania przychodu płatności dokonanych bez wykorzystania rachunku płatniczego nie będzie miał w niniejszej sprawie zastosowania, ponieważ zobowiązanie to nie będzie regulowane poprzez zapłatę. Fiskus podkreślił jednak przy tym, że dokonując oceny, czy dany wydatek może być uznany za koszt, należy brać pod uwagę kryteria ogólne, takie jak jego związek z prowadzoną działalnością gospodarczą oraz należyte udokumentowanie.
Przedstawiona interpretacja wyraźnie pokazuje, że choć nasze prawo nie jest dostosowane do zjawiska, jakim są kryptowaluty, to organy podatkowe dokonując wykładni przepisów, starają się wychodzić naprzeciw nowej rzeczywistości. Nie zmienia to jednak faktu, że w dalszym ciągu brakuje jasnych zasad rozliczania i opodatkowania transakcji z wykorzystaniem kryptowalut, a zmieniające się w tym zakresie stanowisko resortu finansów naraża inwestorów na ciągłą niepewność. Zważywszy na to, iż każda sprawa podatkowa jest inna i często drobne szczegóły mogą odwrócić sytuację podatnika o 180 stopni, warto złożyć wniosek o wydanie urzędowej interpretacji, która zabezpieczy nasze interesy i rozwieje wszelkie wątpliwości. Rozliczenia rachunkowe transakcji z wykorzystaniem kryptowalut dobrze z kolei powierzyć kompetentnemu doradcy, gdyż przy tak czasochłonnym i złożonym procesie nietrudno o pomyłkę w rozliczeniach. W sytuacji, gdy wpłynie ona na wysokość zadeklarowanego podatku, z pewnością nie umknie to uwadze fiskusa.
Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.
Tempo wzrostu rynku osiągnęło nie notowany od wielu lat poziom 15,5% r/r – branża zwiększyła w I półroczu 2018 r. swój udział w sprzedaży nowych samochodów do firm.
Wynajem długoterminowy samochodów zyskuje coraz większą popularność wśród przedsiębiorców w Polsce. Opublikowane przez Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów (PZWLP) dane wskazują, że wysokie do tej pory tempo wzrostu rynku wynajmu długoterminowego, w II kwartale 2018 r. jeszcze się zwiększyło i osiągnęło nie notowaną od wielu lat wartość 15,5% r/r. W całym I półroczu 2018 r. branża wynajmu długoterminowego rozwijała się znacznie, bo 2,5-krotnie, szybciej od pozostałych dostępnych form finansowania aut firmowych, nabywając na potrzeby oferowanych usług o 25,4% więcej nowych samochodów osobowych, niż w pierwszych sześciu miesiącach roku ubiegłego. Dla porównania, z wykorzystaniem kredytu, leasingu finansowego czy zakupu ze środków własnych firmy nabyły o 10,4% aut więcej niż w I półroczu 2017 r. W efekcie dużej popularności i wysokiej dynamiki wzrostu, udział wynajmu długoterminowego samochodów w łącznej sprzedaży nowych aut osobowych do firm zwiększył się w pierwszych sześciu miesiącach bieżącego roku o 2 punkty procentowe – do poziomu 20,6% – w stosunku do porównywalnego okresu rok wcześniej. Zgodnie z danymi PZWLP, bardzo duże tempo rozwoju w II kwartale 2018 r. odnotowała także branża Rent a Car (wypożyczalnie samochodów), której dynamika wzrostu wyniosła w tym okresie 28,7% r/r.
Optymistyczne prognozy z początku roku, dotyczące sprzedaży nowych samochodów w 2018 roku w Polsce, zdają się potwierdzać po I półroczu. Po ubiegłorocznym rekordzie, kiedy z salonów wyjechało najwięcej nowych aut w ostatnich 18 latach, w tym roku jest duża szansa na jeszcze większy poziom sprzedaży. W I półroczu 2018 r. na drogi z salonów wyjechało bowiem o ponad 10% więcej samochodów osobowych niż w porównywalnym czasie rok wcześniej, łącznie już ponad 273 tys. aut. Oznacza to, że przekroczenie symbolicznej bariery 0,5 mln nowych sprzedanych samochodów w tym roku staje się realne i tym samym ma szansę zostać ustanowiony nowy rekord.
Za bardzo dobre wyniki sprzedaży w salonach, podobnie jak już od kilku lat, odpowiadają przede wszystkim firmy. Co więcej, udział firm w łącznej sprzedaży nowych aut osobowych był według IBRM Samar w pierwszym półroczu 2018 r. większy o blisko 2%, niż w porównywalnym okresie rok temu i wyniósł niemalże 70% (dokładnie 69,4%).
Wynajem długoterminowy aut rośnie dużo szybciej od finansowania samochodów kredytem, ze środków własnych, czy w leasingu finansowym
Największym wzrostem popularności, a mówiąc precyzyjniej – wzrostem sprzedaży, mógł się w całym w pierwszym półroczu bieżącego roku pochwalić wynajem długoterminowy samochodów (leasing operacyjny z częściową lub pełną obsługą pojazdów). W jego przypadku zakupiono aż o ponad ¼ (25,4%) więcej nowych aut osobowych niż w pierwszym półroczu 2017 r. Wzrosty, jednakże znacząco mniejsze, odnotowane zostały również w pozostałych formach finansowania samochodów służbowych. W kredycie, z wykorzystaniem środków własnych oraz leasingu finansowym łącznie w okresie styczeń – czerwiec 2018 r. zakupiono o 10,4% większą liczbę samochodów osobowych niż w analogicznym czasie rok temu.
Dużą i wciąż rosnącą popularność wynajmu długoterminowego aut w Polsce potwierdzają nie tylko dane sprzedażowe, a więc dotyczące tempa wzrostu rejestracji nowych samochodów w tej formie finansowania. Świadczą o niej bowiem także wskaźniki pokazujące tempo wzrostu całego rynku, czyli łącznej liczby aut znajdujących się w wynajmie długoterminowym na polskich drogach. Zgodnie z danymi PZWLP (reprezentującego ok. 80% tego rynku w naszym kraju), na koniec II kw. 2018 r. łączna flota* aut firm wynajmu długoterminowego, będących Członkami tej organizacji, wynosiła już ponad 170 tysięcy (170.320) samochodów. Oznacza to, że wzrost branży wynajmu długoterminowego (mierzony łączną wielkością rynku – liczby aut – w dominującej usłudze Full Serwis Leasing) osiągnął po II kw. 2018 r. nie notowany już od wielu lat poziom – aż 15,5% r/r. Co więcej, dynamika rozwoju zwiększa się sukcesywnie od dłuższego czasu. Dla porównania, wzrost branży w całym 2014 r. wynosił 7,1% r/r, a więc obecnie (po I półroczu
2018 r.) jest już ponad dwukrotnie wyższy.
Grzegorz Szymański, Prezes Zarządu PZWLP
Imponujące wręcz wyniki dotyczące rozwoju wynajmu długoterminowego samochodów w Polsce, osiągnięte w I półroczu 2018 r., w połączeniu z rosnącą dynamiką wzrostu branży na przestrzeni ostatnich lat wskazują, że mamy do czynienia z trendem popularności tej formy finansowania aut służbowych – mówi Grzegorz Szymański, Prezes Zarządu PZWLP, Dyrektor Generalny Arval Polska. – Dane po I półroczu po raz kolejny już w ostatnim czasie pokazują również, że wynajem długoterminowy pod względem bieżącej sprzedaży, czyli wzrostu liczby nowych rejestrowanych samochodów, rozwija się znacznie szybciej od pozostałych form finansowania floty. Zjawisko to nie jest dla nas zaskoczeniem. Polski rynek wynajmu długoterminowego jest bowiem nadal bardzo nienasycony i znajduje się wciąż w fazie bardzo szybkiego wzrostu. Większość aut kupowanych obecnie w naszym kraju przez firmy znajduje się już w jakiejś formie leasingu. Naturalnym i obserwowanym na bardziej rozwiniętych rynkach zachodnioeuropejskich zjawiskiem jest sięganie przez firmy w pierwszej kolejności po najprostszą formę leasingu, a więc leasing finansowy. Następnie, po przekonaniu się do tej formy finansowania, firmy zaczynają korzystać z bardziej zaawansowanych rozwiązań, czyli leasingu operacyjnego z obsługą, popularnie zwanego wynajmem długoterminowym. Aktualnie w Polsce wchodzimy właśnie w ten etap rozwoju rynku. Część z firm, bardzo często z sektora MŚP, zaczyna powoli zastępować leasing finansowy, gwarantujący tylko sfinansowanie auta służbowego, wynajmem długoterminowym, który dodatkowo oferuje przedsiębiorcom obsługę aut firmowych, pełen serwis, ubezpieczenie, opony, likwidację szkód oraz szereg innych usług dodatkowych. A wszystko to jest w przypadku wynajmu oferowane w miesięcznej racie o stałej wysokości, co znacząco ułatwia planowanie kosztów. Na dodatek, wynajem długoterminowy, biorąc pod uwagę całkowity koszt posiadania auta, a więc m.in. utratę jego wartości, ubezpieczenie, naprawy etc., jest rozwiązaniem po prostu tańszym w porównaniu np. z leasingiem finansowym.
Rośnie udział wynajmu długoterminowego w sprzedaży nowych samochodów do firm
W efekcie szybszego, zarówno w I półroczu 2018 r., jak i wcześniejszych okresach, wzrostu rejestracji nowych aut osobowych w wynajmie długoterminowym od pozostałych form finansowania, udział wynajmu długoterminowego w łącznej sprzedaży samochodów do firm wyniósł w I półroczu bieżącego roku 20,6%. Tym samym, zwiększył się o 2% w porównaniu do analogicznego okresu w zeszłym roku. Na łącznie 189,5 tys. nowych aut osobowych sprzedanych w I półroczu 2018 r. do firm, w wynajmie długoterminowym znalazło się 39 tys. samochodów, czyli o 25,4% więcej niż rok wcześniej (wówczas było to 31,1 tys. aut).
Rosnący udział wynajmu długoterminowego aut w sprzedaży samochodów do firm, a w efekcie zwiększająca się również rola tej formy finansowania dla całego rynku motoryzacyjnego w Polsce, to naturalna konsekwencja coraz większej popularności usług tego typu w naszym kraju – mówi Leszek Pomorski, Członek Zarządu PZWLP, Prezes Alphabet Polska. – W gronie klientów wynajmu długoterminowego coraz częściej i coraz liczniej pojawiają się mali i średni przedsiębiorcy. Sektor MŚP już dzisiaj jest jedną z najważniejszych sił napędowych branży, jesteśmy jednak przekonani, że jego znaczenie będzie w najbliższych latach jeszcze dużo większe. Rosnący udział wynajmu długoterminowego w sprzedaży aut do firm to bardzo dobra wiadomość dla branży.
W porównaniu jednak do starszych rynków Zachodniej Europy, gdzie w wynajmie długoterminowym nabywanych jest w przypadku niektórych krajów nawet 70 – 80% wszystkich nowych aut kupowanych przez firmy, udział tej formy na rynku polskim jest wciąż relatywnie niski. Oznacza to jednak, że przed branżą wynajmu długoterminowego samochodów w Polsce jest jeszcze wiele lat dynamicznego rozwoju, a potencjał samego rynku jest nadal ogromny. Nie mamy bowiem wątpliwości, że odsetek aut nabywanych przez przedsiębiorców w naszym kraju w wynajmie długoterminowym będzie
w przyszłości znacząco większy.
Full Serwis Leasing dominuje
W liczącej na koniec II kwartału 2018 r. ponad 170 tys. samochodów flocie w wynajmie długoterminowym firm członkowskich PZWLP, 83% aut znajdowało się w Full Serwis Leasingu, czyli jednej z dwóch – obok Leasingu z Serwisem – usług zaliczanych do wynajmu długoterminowego. Full Serwis Leasing to usługa zdecydowanie dominująca od wielu lat w polskiej branży CFM, gwarantująca przedsiębiorcy poza finansowaniem, również pełną obsługę administracyjną i serwisową samochodów. Leasing z Serwisem jest usługą bardzo zbliżoną, jednakże zapewniająca przedsiębiorcy jedynie częściową obsługę aut. W jej zakresie zawsze znajdować się jednak musi serwis mechaniczny pojazdów, uzupełniony o jedną z wybranych, dodatkowych usług np. ubezpieczenie, czy opony.
Wśród najpopularniejszych modeli aut w wynajmie długoterminowym na koniec czerwca bieżącego roku znalazły się: Skoda Octavia, VW Passat, Ford Focus, Skoda Fabia.
Diesle to nadal większość, ale ich udział ciągle spada
Dane PZWLP na koniec I półrocza 2018 r. pokazują, że widoczny już od kilku kwartałów trend zmiany struktury rodzajów jednostek napędowych, wykorzystywanych w autach flotowych w wynajmie długoterminowym, jest nadal kontynuowany. W dalszym ciągu zmniejszał się udział samochodów z silnikami dieslowskimi, które na koniec czerwca wprawdzie nadal reprezentowały zdecydowaną większość aut, ale ich dominująca pozycja ulegała dalszemu osłabieniu. Diesle stanowiły 63,5% wszystkich pojazdów, co oznacza że ich udział zmniejszył się w ciągu ostatniego roku o 4,7%. Warto zaznaczyć, że samochody z silnikami wysokoprężnymi straciły 1,5% swojego udziału w rynku wynajmu długoterminowego tylko w ciągu ostatnich 3 miesięcy (w drugim kwartale bieżącego roku).
Udział Diesli zmniejszał się kosztem samochodów z silnikami benzynowymi oraz ekologicznymi jednostkami napędowymi (hybrydowymi i elektrycznymi). Aut benzynowych było na koniec I półrocza 2018 r. już 35,2%, a ich udział w całościowej flocie zwiększył się w ciągu roku o 4%. Auta ekologiczne z kolei stanowiły na koniec czerwca 1,3% (2298 aut) łącznego parku samochodów. To nadal bardzo mało, natomiast wzrost odnotowany w przypadku tego typu samochodów w ciągu ostatniego roku jest już znaczący. W porównaniu do stanu z końca czerwca 2017 r., łączna liczba aut ekologicznych wzrosła niemalże 3-krotnie, a ich udział był ponad 2 razy większy. Należy zaznaczyć, że wzrost w przypadku aut ekologicznych został wygenerowany przez samochody z silnikami hybrydowymi, których na koniec czerwca 2018 r. było 2270 – wobec 772 samochodów rok wcześniej. Liczba aut elektrycznych pozostawała natomiast nadal marginalna i praktycznie niezmienna w ostatnim roku. Na koniec I półrocza 2018 r. samochodów elektrycznych było 28, a w porównywalnym czasie rok wcześniej 20.
Nabywane przez firmy skupione w PZWLP pojazdy na potrzeby usług wynajmu długoterminowego były coraz bardziej przyjazne dla środowiska, jeśli chodzi o emisję dwutlenku węgla. Wynika to z jednej strony ze zmian technologicznych, jakie zachodzą w silnikach nowych aut oferowanych w sprzedaży, a z drugiej strony z coraz większej świadomości ekologicznej – zarówno klientów branży, jak i samych firm wynajmu długoterminowego, doradzających przy doborze aut do floty. W przypadku kupowanych w II kw. 2018 r. samochodów osobowych średnia emisja CO2 wyniosła 130,1 g/km i była o 2,2% (2,8 g/km) niższa niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Jeśli chodzi o auta dostawcze, to średnia emisja CO2 nabywanych w II kwartale bieżącego roku pojazdów tego typu wyniosła 137,5 g/km i była o 10,4% (16 g/km) mniejsza niż w porównywalnym czasie roku 2017.
Branża Rent a Car ze wzrostem 28,7% r/r po drugim kwartale
Drugi kwartał 2018 r. był również bardzo udany dla branży Rent a Car, reprezentowanej w PZWLP przez 7 dużych sieciowych, polskich i międzynarodowych wypożyczalni samochodów. Na koniec czerwca łączna flota firm Rent a Car w PZWLP** w usługach wynajmu krótkoterminowego (1-30 dni) oraz średnioterminowego (1 miesiąc – 2 lata) wynosiła blisko 19 tys. aut (18.714), co oznacza, że branża odnotowała wzrost na poziomie 28,7% r/r.
W I półroczu 2018 r. firmy PZWLP kupiły ¼ wszystkich nowych aut osobowych sprzedanych w salonach
Biorąc pod uwagę całokształt działalności 20 firm należących do Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów (PZWLP), a więc przede wszystkim usługi wynajmu krótko-, średnio- i długoterminowego samochodów, ale również leasing finansowy aut, firmy PZWLP zakupiły w całym I półroczu 2018 roku łącznie prawie 63 tys. (62.841) nowych samochodów osobowych. Oznacza to, że 1/3 (33,2%) nowych aut osobowych kupowanych w I półroczu 2018 roku przez przedsiębiorców w polskich salonach oraz niemalże 1/4 (23%) samochodów sprzedanych w tym czasie ogółem (do klientów instytucjonalnych i osób prywatnych łącznie) zostało nabyte przez firmy należące do PZWLP ***.
*– bez floty firmy Athlon Car Lease
**– bez floty firmy Avis Budget / Jupol – Car
***– Firmy PKO Leasing i mLeasing są również członkami ZPL (Związku Polskiego Leasingu).
Wtorek obfituje w istotne dane gospodarcze z obu stron Atlantyku. Pierwsze odczyty ze strefy euro były nieco inne od oczekiwań i przyniosły kilka ciekawych informacji.
Dzisiejsze wstępne szacunki pokazały, że ekspansja gospodarcza we wspólnym europejskim bloku w drugim kwartale była nieco słabsza niż zakładali ekonomiści. W ujęciu rocznym wzrost spowolnił z 2,5% notowanych w pierwszym kwartale do 2,1% w drugim, podczas gdy oczekiwano wyniku na poziomie 2,2%. W ujęciu kwartalnym ekspansja wyniosła 0,3% i również była niższa od oczekiwań i odczytu z pierwszego kwartału (0,4% i 0,4%). W ujęciu kwartalnym ekspansja gospodarek strefy euro była najniższa od niemal dwóch lat.
Pewne zaskoczenia przynosi również spojrzenie na to, jak radziły sobie wybrane kraje w porównaniu do początku roku. W przeciwieństwie do pierwszego kwartału okres kwiecień-czerwiec był wyraźnie lepszy dla Niemiec, które doświadczyły kwartalnej ekspansji rzędu 0,5% (pierwszy kwartał przyniósł wzrost o 0,3%), gorzej niż w pierwszym kwartale radziły sobie natomiast m.in. Hiszpania, Austria i Włochy.
Na plus zaskoczyła natomiast dynamika cen – inflacja CPI niespodziewanie przyspieszyła z poziomu 2% notowanego w czerwcu do 2,1% w lipcu. Tym samym inflacja w strefie euro osiągnęła najwyższy poziom od końcówki 2012 r. Co istotne, wygląda na to, iż na wzrost inflacji w pewnym stopniu wpłynęła również wewnętrzna presja cenowa – inflacja bazowa bowiem również wzrosła o 0,2 p.p. i osiągnęła poziom 1,1% rocznie.
W przeciwieństwie do tej w strefie euro, dynamika cen w Polsce nie przyspieszyła. Inflacja CPI w lipcu wyniosła 2% w ujęciu rocznym, tyle samo, co miesiąc wcześniej. Tym samym rozczarowała konsensus, liczący na lekkie drgnięcie wskaźnika.
SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY
EUR
Kurs EUR/PLN w poniedziałek spadł o 0,3%, wahając się w widełkach 4,27-4,29. Wspólna europejska waluta doświadczyła wczoraj umocnienia, co pozwoliło na wzrost również innym europejskim walutom (w tym złotemu, który m.in. z tego powodu zakończył dzień umocnieniem). Wzrost wspólnej waluty był interesujący biorąc pod uwagę, iż dane napływające wczoraj z europejskich gospodarek były słabe. Rozczarowała zarówno hiszpańska, jak i niemiecka inflacja, co mogło wywołać pewne obawy o dynamikę cen w całej strefie euro (jak już dzisiaj wiemy – nieuzasadnione). Wspólnej walucie we wzroście nie przeszkodziły istotnie również lepsze dane z USA, które napłynęły w drugiej części dnia.
GBP
Kurs GBP/PLN w poniedziałek spadł o 0,6%, wahając się w widełkach 4,82-4,79. Brytyjska waluta zakończyła wczorajszy dzień osłabieniem w relacji do wspólnej europejskiej waluty (z uwagi na siłę EUR) i umocniła się w relacji do dolara amerykańskiego (z uwagi na słabość USD i siłę EUR). Brak istotnych impulsów wewnętrznych sprawił, że wahania szterlinga w relacji do ważonego koszyka walut były jednak ograniczone.
Zainteresowani brytyjską walutą obecnie czekają na drugą część tygodnia – wtedy bowiem poznamy nowe, ważne dane PMI z brytyjskiej gospodarki oraz, co jeszcze bardziej istotne – w czwartek Bank Anglii prawdopodobnie po raz kolejny podniesie stopy procentowe.
USD
Kurs USD/PLN w poniedziałek spadł o 0,8%, wahając się w widełkach 3,64-3,68. Amerykańska waluta odznaczała się wczoraj słabością w relacji do koszyka walut. Dolarowi wczoraj nie sprzyjała przede wszystkim siła euro.
Wyprzedaż dolara amerykańskiego wyhamowała w drugiej części dnia, po wejściu na rynek Amerykanów i publikacji lepszych od oczekiwań danych z rynku nieruchomości. W czerwcu obywatele USA nieco chętniej nabywali nieruchomości mieszkaniowe – indeks podpisanych umów kupna domów wzrósł o 0,9% w porównaniu do poprzedniego miesiąca i był wyższy od oczekiwań 0,4%. Dane są niezwykle zmienne, dodatkowo w czerwcu indeksowi łatwiej było wzrosnąć (po ostatnim spadku), dobry czerwcowy odczyt niejako przerywa jednak słabą passę ostatnich publikacji z rynku nieruchomości.
Dziś w drugiej części dnia poznamy stosunkowo dużo odczytów z amerykańskiej gospodarki. Szczególną uwagę warto poświęcić danym o inflacji, które pójdą na pierwszy ogień, indeks PCE jest bowiem jednym z najbardziej istotnych wskaźników dynamiki cen dla Rezerwy Federalnej. Zgodnie z oczekiwaniami presja cenowa w czerwcu pozostała wysoka: zarówno sam wskaźnik, jak i bazowy indeks mają pozostać na poziomach z maja, czyli odpowiednio 2,3% i 2% w ujęciu rocznym.
KLUCZOWE PUBLIKACJE
14:30 – dane o inflacji PCE i kosztach zatrudnienia w USA w czerwcu
15:00 – dane z amerykańskiego rynku nieruchomości w maju
15:00 – indeks Chicago PMI w lipcu
16:00 – wskaźnik zaufania konsumentów Conference Board w USA w lipcu
Estoński koncern energetyczny Eesti Energia, do którego należy działający w Polsce Enefit, w II kw. 2018 r. wypracował zysk netto na poziomie 15 mln euro, co oznacza wzrost o 12% r/r. Przychody ze sprzedaży wyniosły 186 mln euro (wzrost o 5% r/r), a ich wzrost wynikał głównie z wyższych cen rynkowych energii elektrycznej i ropy bitumicznej.
– Ubiegły kwartał charakteryzował się wzrostem rynkowych cen energii. Średnia cena energii elektrycznej na giełdzie energii Nord Pool wyniosła 42,1 euro/MWh i była o 37% wyższa niż w tym samym okresie przed rokiem. Średnia cena energii elektrycznej w II kwartale była praktycznie taka sama jak zimą, gdy konsumpcja energii jest większa, a ceny zwykle najwyższe w ciągu roku – powiedział Andri Avila, dyrektor finansowy Eesti Energia.
Tak znaczący wzrost cen energii elektrycznej był spowodowany niskim poziomem wody w zbiornikach retencyjnych w Skandynawii, trzykrotnym wzrostem rok do roku ceny uprawnień do emisji CO2 oraz wzrostem cen węgla i gazu.
W porównaniu do poprzedniego roku, zarówno produkcja energii elektrycznej jak i ropy bitumicznej była niższa w II kwartale br. ze względu na wykonywane na dużą skalę prace serwisowe. W II kwartale br. Eesti Energia wyprodukowała 2 TWh energii elektrycznej (spadek o 17% r/r) i 90 tys. ton ropy bitumicznej (spadek o 15% r/r). Niemniej jednak, Estonia wciąż pozostaje jednym z nielicznych krajów w regionie eksportujących energię elektryczną. – Latem wykonane zostaną wszystkie niezbędne prace konserwacyjne w naszych elektrowniach, aby z pełną mocą mogły pracować podczas okresu jesiennego i zimowego, kiedy zużycie energii elektrycznej jest największe –powiedział Andri Avila.
W czerwcu br. w elektrowni Auvere, największej przemysłowej inwestycji w Estonii, odbyła się planowana przerwa serwisowa przed odbiorem budowy. Elektrownia przeszła wszystkie niezbędne testy związane z planowanym na III kwartał odbiorem obiektu przez Eesti Energia od generalnego wykonawcy, firmy General Electric. W budowę nowej elektrowni Eesti Energia zainwestowała dotychczas 581 mln euro.
W maju spółka Enefit Green wchodząca w skład Grupy Eesti Energia przejęła Nelja Energia, producenta energii odnawialnej w krajach bałtyckich. Nelja Energia jest właścicielem m.in. 17 farm wiatrowych w Estonii i na Litwie o całkowitej mocy 287 MW. Do finalizacji transakcji wymagana jest jeszcze zgoda właściwych organów ds. konkurencji. Przejęcie Nelja Energia pomoże Eesti Energia w osiągnięciu celu strategicznego jakim jest zwiększenie udziału energii elektrycznej produkowanej ze źródeł odnawialnych do 40% w portfelu produkcyjnym Grupy do 2022 r.
– Wzrost wyników finansowych Eesti Energia jest z całą pewnością potwierdzeniem silnej pozycji Grupy. Dla nas i naszych partnerów to także gwarancja solidnego zaplecza w postaci państwowej spółki z wieloletnim doświadczeniem, z którego korzystamy w ramach naszej działalności w Polsce – komentujeMaciej Kowalski, dyrektor zarządzający Enefit Polska z grupy Eesti Energia.
Enefit w Polsce i w regionie Morza Bałtyckiego
Poza Estonią Eesti Energia obecna jest również w Polsce, na Litwie i Łotwie oraz w Szwecji i Finlandii, gdzie działa pod marką Enefit. W Polsce działalność Enefit opiera się przede wszystkim na sprzedaży energii elektrycznej i gazu ziemnego na terenie całego kraju za pośrednictwem kanału partnerskiego (oferta skierowana do małych i średnich przedsiębiorstw) oraz własnego zespołu handlowego (oferta dla dużych firm). Ponadto działalność Enefit obejmuje również sektor energii odnawialnej, w tym m.in. sprzedaż instalacji fotowoltaicznej skierowaną do MŚP czy zakup energii od wytwórców źródeł odnawialnych.
Na Łotwie, Enefit jest obecny od 2006 r., a w ubiegłym roku stał się także drugim co do wielkości dostawcą gazu ziemnego. Enefit prowadzi także sprzedaż energii i gazu na Litwie. W II kw. 2018 r. udziały rynkowe Eesti Energia w tych dwóch krajach wyniosły odpowiednio 15,7% i 8,6%. Od marca br. Enefit obecny jest także w Szwecji i Finlandii.
***
Poniższa tabela prezentuje wyniki finansowe i operacyjne Grupy Eesti Energia:
Od maja bieżącego roku kalendarzowego notowania wszystkich surowców znalazły się pod wpływem silnej podaży. W tym przypadku możemy wręcz mówić o strachu. Sam indeks Bloomberg Commodity przez kilka miesięcy stracił na wartości 10 procent. Przecena dotknęła wszystkie surowce, nawet metale szlachetne.
Dlaczego tak się stało? Wszystko przez… wojnę handlową. Chiny są głównym importerem surowców na świecie. Bez wątpienia są także głównym eksporterem gotowych towarów. Jeżeli cło nakładane na chińskie produkty da się we znaki, to zostanie zmniejszony eksport do największego konsumenta świata – Stanów Zjednoczonych. Gdy do tego dojdzie, to Chiny będą musiały obniżyć produkcję, co przełoży się na mniejszy import surowców.
Pomimo tego, że giełda w Stanach Zjednoczonych nie została dotknięta wyższym cłem, to pozostałe instrumenty już tak. Wystarczy spojrzeć na wspomniane metale szlachetne, surowce energetyczne, czy też notowania walut surowcowych.
Notowania złota, interwał tygodniowy
Źródło: Admiral Markets
Na interwale tygodniowym wojna handlowa zepchnęła złoto na mocny poziom wsparcia 1200-1230 USD za uncję złota. Ostatnie tygodniowe świece wskazują na prawdopodobieństwo mocniejszego odbicia, tak samo jak oscylator stochastyczny. Oprócz tego warto zwrócić uwagę na pozycjonowanie się dużych graczy na rynku, o czym pisaliśmy tydzień temu. W takich warunkach bazowym scenariuszem pozostanie mocniejsza korekta.
USDPLN – czas na umocnienie
Pierwszy impuls wzrostowy na notowaniach USDPLN przypadł na połowę kwietnia, trwał przez 7 tygodni. Został zakończony minimalną korektą. Po dwóch tygodniach po raz kolejny zobaczyliśmy impuls wzrostowy, aczkolwiek był bardzo słaby. Ostatnie Pin Bary mogą sugerować na możliwe odwrócenie ostatniego ruchu.
Notowania USDPLN, interwał tygodniowy
Źródło: Admiral Markets
Zatem z punktu widzenia analizy technicznej w dalszym ciągu możemy mówić o trendzie wzrostowym, ale przy samej analizie indeksu warto spojrzeć na indeks WIG 20. W ostateczności dla polskiej waluty najważniejszy jest napływ kapitału zagranicznego, co widać po zachowaniu największych polskich spółek. Poniżej została przedstawiona grafika indeksu WIG 20 na tle kursu walutowego PLNUSD.
Źródło: Bloomberg
Jak widać notowania PLNUSD (kolor zielony) są opóźnione względem notowań WIG 20. Dlaczego? Ponieważ wzrost indeksu WIG 20 ociepla stosunki inwestorów oraz zmniejsza awersje do ryzyka. Dodatnie stopy zwrotu zachęcają również inwestorów do większej aktywności, dlatego po jakimś czasie dochodzi do umocnienia polskiej waluty. Z tego powodu ostatni wzrost notowań indeksu WIG 20 daje większe prawdopodobieństwo umocnienia polskiej waluty względem dolara amerykańskiego.
Zatem przy dalszej zwyżce polskiego indeksu bazowym scenariuszem pozostanie deprecjacja USDPLN w okolicę 3.58. Jeżeli sprzedającym uda się pokonać wspomniane wsparcie, to długoterminowym celem będzie poziom 3.37.
Agresywna polityka luzowania od lat prowadzona przez Bank Japonii nie daje zadowalających rezultatów pod postacią powrotu inflacji na wyższe pułapy i trwałego ożywienia koniunktury. Generuje ona jednocześnie coraz większe koszty i wypaczenia w funkcjonowaniu systemu finansowego. Dlatego też BoJ zdecydował się nieco uelastycznić zasady prowadzenia polityki. Zrobił to jednak przy bardzo gołębim nastawieniu, co rozmyło wydźwięk zmian w modus operandi, które zostały przedstawione w dość mglisty, mało konkretny sposób.
Dla rynku najważniejsze będzie jak Bank Japonii będzie interweniował na rynku obligacji w przypadku silniejszych od pożądanych odchyleń od celu dla rentowności dziesięciolatki (na poziomie 0 proc.). Odpowiedzi na to pytanie nie poznaliśmy dziś, ponieważ obniżenie projekcji inflacji i nowe forward guidance w zakresie utrzymywania poziomu stóp nie pozwoliły na większy ruch obligacji skarbowych. Uelastycznienie polityki to nie tylko większa pobłażliwość dla odchylania się rentowności długu od celu, ale też modyfikacja skupu ETF (w kierunku szerszego rynku) oraz wyłączenia z zastosowania ujemnych stóp korzystne dla największych megabanków.
Można zatem powiedzieć, że ogólny wydźwięk posiedzenia jest bardziej gołębi niż zakładał to rynek, ograniczając ostatnio krótką pozycję na jenie. Ryzyko umocnienia japońskiej waluty przez politykę monetarną wyparowało. Perspektywy kursu USD/JPY pozostają wzrostowe tak długo jak kurs jest ponad 110,60. Nie oznacza to jednak, że istnieje pole do natychmiastowego marszu kursu na nowe maksima. Przede wszystkim dolar wszedł w fazę letniego marazmu i konsolidacyjnego charakteru notowań. Niebagatelnym zagrożeniem stają się również załamujące się kursy technologicznych gigantów w USA, czyli spółek, które stanowiły fundament siły amerykańskiego rynku akcji. NASDAQ spadł w trzy sesje prawie 4 proc. Choć oczywiście nie jest to paniczna wyprzedaż, ale zaledwie najsilniejszy spadek od marca, to czar sektora technologicznego wyraźnie prysł. Nowych liderów hossy nie widać na horyzoncie – ostatnie zwyżki były zasługą wąskiego grona spółek. Może to generować trwalsze schłodzenie nastrojów (zgodne z szablonem sezonowym, w którym sierpień to jeden z najgorszych miesięcy dla amerykańskich indeksów), które byłoby niekorzystne dla bardziej ryzykownych walut, w tym świata EM. W tym świetle nie widzimy przestrzeni by w sierpniu złoty mógł kontynuować lipcowe umocnienie. Spodziewamy się utrzymywania kursu EUR/PLN wokół 4,30. EUR/USD utrzymuje konsolidacyjny charakter handlu, na podejście do 1,1850 mogłoby pozwolić wyjście ponad strefę 1,1740-60. Obecnie jawi się nam ono jako mało prawdopodobne. Podwyższonej zmienności można oczekiwać w tym tygodniu w notowaniach funta. Po czwartkowym posiedzeniu Banku Anglii większość rynku oczekuje podwyżki, ale seria rozczarowujących danych makro w ostatnich tygodniach przemawia za tym, że będzie to „gołębia podwyżka”, tj. bez sygnałów, że kolejna nastąpi prędko.
Dotychczasowy system opłat za autostrady się sprawdził. Do Krajowego Funduszu Drogowego na budowę dróg przyniósł już 10 miliardów złotych. Koszty wyniosły zaledwie 16 proc. tej sumy, na co składają się płace oraz rozszerzenie i zysk dla operatora. Jest to bardzo szczelny, jeden z najbardziej efektywnych systemów na świecie. Niestety w 2014 roku pomysł został zarzucony, kiedy minister Bieńkowska zapowiedziała likwidację bramek i szlabanów oraz przejście na system elektroniczny. Obecnie Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa milczy i nadal nie wiemy, jak zmieni się drogowy system płatności. W listopadzie 2018 Główny Inspektor Transportu Drogowego przejmie go od obecnego, prywatnego operatora – firmy Kapsch. Jakie udogodnienia dla kierowców wprowadzi?
– W tej chwili został dopiero ogłoszony szybki przetarg na znalezienie firmy, która dostarczy wiedzę techniczną i biznesową w zakresie tego systemu. Jako uzasadnienie takiej szybkiej ścieżki działań samo ministerstwo wskazuje brak kompetencji do jego prowadzenia – powiedział serwisowi eNewsroom Adrian Furgalski, wiceprezes ZDG TOR – Przetarg był jednak opóźniony z winy samego resortu. Gdyby nie to, pewnie nadal mielibyśmy obecnego operatora płatności lub wybrany zostałby nowy. Sytuacja, jaka ma miejsce teraz – kiedy udaje się uniknąć samochodów z rodzinami tkwiącymi w korkach w drodze na wakacje – jest prowizoryczna. Należałoby określić kiedy i w jakim sposób system będzie rozszerzany. Dzisiaj możliwość jeżdżenia po większości dróg bez opłat jest bardzo wygodna dla kierowców, jednak nie stać nas na to, aby autostrady te pozostały darmowe. Nawet Stany Zjednoczone czy Niemcy, gdzie w większości przypadków infrastruktura jest za darmo, przypłaciły to złym stanem technicznym dróg. Teraz szukają sposobu na pozyskanie dodatkowych środków od kierowców – dodał Furgalski.
Przedsiębiorcy prowadzący działalność gospodarczą muszą liczyć się z możliwością poddania kontroli podatkowej. Zwykle organy podatkowe informują o zamiarze wszczęcia kontroli, jednakże w określonych sytuacjach fiskus może rozpocząć czynności kontrolne bez wcześniejszej zapowiedzi.
Zakres kontroli podatkowej obejmuje czynności mające na celu ustalenie, czy podatnik wywiązuje się z obowiązków podatkowych względem urzędu skarbowego. Przedsiębiorca, który ma zostać poddany kontroli, musi być o tym fakcie uprzednio powiadomiony przez właściwy organ podatkowy w określonym terminie. Wówczas ma on czas na przygotowanie się do procedur kontrolnych. Jednakże w sytuacjach, w których istnieje podejrzenie łamania prawa bądź działania na niekorzyść interesu publicznego, kontrola może być niezapowiedziana.
Terminy zawiadomienia o przeprowadzeniu kontroli
Na mocy art. 48 ust. 1 ustawy Prawo przedsiębiorców organ podatkowy jest zobowiązany do powiadomienia przedsiębiorcy o zamiarze wszczęcia kontroli. Co ważne, czynności kontrolne mogą rozpocząć się nie wcześniej niż po upływie 7 dni od dnia doręczenia zawiadomienia i nie później niż 30 dni przed. Jeżeli kontrola nie zostanie wszczęta w tym terminie, wówczas jej rozpoczęcie wymaga ponownego zawiadomienia.
Zawiadomienie o zamiarze wszczęcia kontroli powinno zawierać:
oznaczenie organu,
datę i miejsce wystawienia,
oznaczenie przedsiębiorcy,
wskazanie zakresu przedmiotowego kontroli,
imię, nazwisko oraz podpis osoby udzielającej upoważnienia z podaniem zajmowanego stanowiska lub funkcji.
Ważne!
Przedsiębiorca ma także możliwość wnioskowania o przyspieszenie terminu kontroli, wówczas istnieje możliwość jej rozpoczęcia przed upływem 7 dni.
Co ciekawe, powyższy termin nie odnosi się do czynności związanych z pozyskiwaniem próbek, dokonywaniem oględzin, także pojazdów, bądź dokonywaniem pomiarów. Wymienione czynności mogą zostać przeprowadzone przez organ podatkowy przed upływem 7 dni od dostarczenia zawiadomienia, lecz nie mogą one obejmować ingerencji w dokumentację firmową. Występuje także ograniczenie czasowe co do ich wykonywania:
czynności związane z pobieraniem próbek i dokonywaniem oględzin nie mogą przekraczać jednego dnia roboczego,
czynności związane z dokonywaniem pomiarów nie mogą przekraczać kolejnych 24 godzin liczonych od chwili rozpoczęcia tych czynności.
Kiedy urząd skarbowy nie musi informować o wszczęciu kontroli?
W określonych sytuacjach organy podatkowe mogą wszcząć postępowanie kontrolne bez konieczności zawiadamiania kontrolowanego. Może to jednak nastąpić w ściśle określonych przypadkach, które reguluje art. 48 ust. 11 ustawy Prawo przedsiębiorców, zgodnie z którą zawiadomienia o zamiarze wszczęcia kontroli nie dokonuje się m.in., jeśli:
kontrola ma zostać przeprowadzona na podstawie ratyfikowanej umowy międzynarodowej lub przepisów prawa Unii Europejskiej,
kontrola może przyczynić się do przeciwdziałania popełnieniu przestępstwa lub wykroczenia,
istnieje uzasadnione podejrzenie zagrożenia życia lub zdrowia,
przedsiębiorca nie posiada adresu zamieszkania lub adresu siedziby bądź doręczanie powiadomienia na podane adresy było bezskuteczne lub utrudnione,
kontrola zostanie przeprowadzona na podstawie odrębnych przepisów.
Jedną z ustaw precyzujących sytuacje, w których organy podatkowe nie mają obowiązku informowania o rozpoczęciu procedur związanych z kontrolą podatkową, jest Ordynacja podatkowa. Zgodnie z art. 282c tej ustawy podatnik nie jest informowany o zamiarze wszczęcia kontroli, jeśli:
dotyczy możliwych nieprawidłowości przy zwrotach różnicy podatku lub zwrotach podatku VAT naliczonego,
ma zostać wszczęta na żądanie organu prowadzącego postępowanie przygotowawcze o przestępstwo lub przestępstwo skarbowe,
istnieje podejrzenie o nieujawnionych źródłach przychodu,
dotyczy niezgłoszonej do opodatkowania działalności gospodarczej,
ma być podjęta w oparciu o informacje uzyskane na podstawie przepisów o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu,
zostaje wszczęta po okazaniu legitymacji służbowej kontrolowanemu, gdy czynności kontrolne są niezbędne przeciwdziałaniu popełnieniu przestępstwa skarbowego,
ma charakter doraźny dotyczący ewidencjonowania obrotu za pomocą kasy rejestrującej, użytkowania kasy rejestrującej lub sporządzania spisu z natury,
dotyczy podatku od wydobycia niektórych kopalin,
ma charakter doraźny dotyczący sprawdzenia zachowania warunków zawieszenia działalności gospodarczej,
podatnik jest zobowiązanym w postępowaniu egzekucyjnym w administracji,
podatnik nie ma miejsca zamieszkania lub adresu siedziby albo doręczanie pism na podane adresy było bezskuteczne lub utrudnione.
Uzasadnienie braku zawiadomienia o wszczęciu kontroli
Organy podatkowe, odstępując od zawiadomienia o wszczęciu kontroli podatkowej, każdorazowo muszą wskazać przyczyny swojej decyzji oraz właściwie ją udokumentować w protokole kontroli. Brak właściwego uzasadnienia przyczyn niepowiadomienia podatnika o wszczęciu kontroli może stanowić podstawę do podważenia wyników przeprowadzonych czynności kontrolnych.
Art. 48 ust. 10 ustawy Prawo przedsiębiorców
Uzasadnienie przyczyny braku zawiadomienia o zamiarze wszczęcia kontroli umieszcza się w protokole kontroli.
Nieuzasadnienie przyczyn braku zawiadomienia o rozpoczęciu kontroli może uniemożliwić jej wszczęcie z art. 48 ust. 11 ustawy Prawo przedsiębiorców, czyli kontroli bez zawiadomienia, co może być jednym z postulatów przyczyniającym się do uchylenia decyzji wydanej przez organy podatkowe po przeprowadzeniu kontroli.
Propozycja nowego zarządzenia Prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia doprowadzi do tego, że ani lekarz, ani pacjent nie będą mieli wpływu na wybór leku stosowanego w terapii w szpitalu. Zdaniem Pracodawców RP projekt NFZ może być niezgodny z prawem oraz nieracjonalny pod względem ekonomicznym.
Pracodawcy RP w ramach konsultacji społecznych ocenili projekt zarządzenia Prezesa NFZ w sprawie określania „warunków zawierania i realizacji umów w rodzaju leczenie szpitalne w zakresie programy lekowe”. Ma ono kluczowe znaczenie dla przebiegu leczenia szpitalnego, określa bowiem jakim lekiem i w jaki sposób ma być leczony pacjent.
Niestety projekt zawiera szereg wad – nie tylko pod względem prawnym lub kwestii finansowania, ale i groźnych dla zdrowia pacjentów.
Niezgodność z prawem
W projekcie zarządzenia Prezesa NFZ znalazły się zapisy zawierające tzw. współczynniki korygujące. Premiują one zakup konkretnych substancji czynnych lub konkretne formy podania substancji czynnych, które spełnią odpowiednio niski próg kosztowy – poprzez przyznanie szpitalom je kupującym dodatkowych środków na diagnostykę lub podanie leku.
To zdecydowane nadużycie ze strony Narodowego Funduszu Zdrowia ponieważ powoduje zakłócenie konkurencji na rynku leków – a w skrajnym przypadku także w obrębie określonego programu lekowego. Zarządzenie skutkuje tym, że cena zawarta w decyzji administracyjnej staje się nieaktualna – powstaje więc pytanie kto jest kreatorem polityki lekowej w Polsce.
Prawa pacjenta
Współczynniki korygujące wpłyną na preferencje zakupowe szpitali, tym samym zarówno pacjent jak i lekarz zostaną postawieni przed faktem dokonanym. W przypadku premiowania formy podania lub określonych substancji czynnych w ramach programu lekowego – lekarze i pacjenci będą zmuszeni do korzystania z produktów „premiowanych” współczynnikiem korygującym, niezależnie od ich stanu zdrowia i indywidualnych potrzeb . Tymczasem lekarz jest zobowiązany do prowadzenia terapii zgodnie z aktualną wiedzą medyczną, a nie z preferencjami cenowymi NFZ.
Ponadto Prezes NFZ nie chce ujawniać pacjentom tego, czym będą leczeni. Zarówno w karcie wydania leku jak i karcie zgody pacjenta na udział w programie lekowym pacjent wyraża zgodę na leczenie określoną substancją czynną, a nie nazwą handlową leku. Nie będzie tym samym możliwości efektywnego zgłaszania niepożądanych działań leków.
Dotyczy to także leków biologicznych, często wymagających zwiększonego raportowania działań niepożądanych (z uwzględnieniem numeru serii). Dlatego zapisy tego zarządzenia są niezgodne z treścią i planami zawartymi w polityce lekowej państwa na lata 2018-2022, która planuje zwiększenie liczby zgłaszanych działań niepożądanych.
Wprowadzone zmiany mogą też wywołać falę pozwów zbiorowych. Wystarczy tylko by jeden pacjent uprawdopodobnił, że podmiot leczniczy nie przestrzega prawa do informacji – nie udziela pełnej informacji o leku, a tylko o jego substancji czynnej. Rzecznik Praw Pacjenta zyska wtedy prawo prowadzenia postępowania wobec tego podmiotu domniemując, że dochodzi tam do zbiorowego naruszenia praw pacjenta. W przypadku takiego postępowania, jeśli podmiot nie odstąpi od tej praktyki, Rzecznik Praw Pacjenta może nałożyć na szpital karę pieniężną do wys. 50 tyś. zł.
Finanse publiczne
W opinii Pracodawców RP trudne do uzasadnienia jest premiowanie substancji czynnej w zależności od formy jej podania. Narodowy Fundusz Zdrowia premiuje podawanie leku w droższej formie podania, w trybie pełnej hospitalizacji – zamiast tańszej w trybie ambulatoryjnym. A przecież projekt jest tworzony w sytuacji, gdy Narodowy Fundusz Zdrowia poszukuje oszczędności w związku z roszczeniami płacowymi różnych grup zawodowych.
W dodatku za premiowanie droższej formy podania Narodowy Fundusz Zdrowia będzie płacił świadczeniodawcom. De facto będzie więc tracił dwukrotnie – raz gdy będzie płacił za droższe procedury i drugi raz, gdy będzie płacił dodatkowe środki za wykonanie tych droższych procedur. Uważamy, że pozostawienie pełnej konkurencji cenowej w każdej grupie limitowej jest najlepszym rozwiązaniem z punktu widzenia finansów NFZ.
Grzegorz Chłopek, Prezes Zarządu Nationale-Nederlanden PTE
Z raportu Komisji Europejskiej, dotyczącego wyzwań związanych ze starzeniem się społeczeństw wynika, że w 2060 r. w Polsce, emerytów będzie więcej niż pracujących. Mimo to, dzisiejsi milenialsi wciąż nie są skoncentrowani na snuciu dalekosiężnych planów – zwłaszcza tych emerytalnych. Konieczną kwestią jest więc zachęcenie młodych ludzi do zadbania – już dziś – o własną przyszłość, nie odkładając tego na później.
Beztroskie podejście młodych pracowników nie zmienia się od lat, choć powinno w kontekście obecnych tendencji demograficznych. Komisja Europejska wskazuje, że stopa zastąpienia, czyli relacja pierwszej emerytury do ostatniego wynagrodzenia, spadnie z 55 proc. w 2016 r. do około 26 proc. w roku 2060 i 25 proc. w 2070 r. Nawet przy założeniu wzrostu wskaźnika aktywności zawodowej odsetek emerytów zwiększy się z 53,8 emeryta w 2016 r. do 106,3 emeryta na 100 zatrudnionych w 2060 r. Czyli za 42 lata emerytów będzie więcej niż płatników składek. Żyjemy bowiem coraz dłużej co potwierdzają prognozy dla krajów rozwiniętych. Pokazują one, że prawdopodobieństwo tego, że dzisiejsze dzieci dożyją 100 lat przekracza już 50 proc.
Pozytywnie nie nastrajają również dane GUS, który dodatni przyrost naturalny w Polsce odnotował po raz ostatni w 2010 roku. Konsekwencje tych zmian, związanych z rosnącym wskaźnikiem obciążenia demograficznego, w przyszłości szczególnie odczują właśnie milenialsi. Eksperci alarmują, o palącej konieczności zwiększenia wśród młodzieży zainteresowania tematem bezpieczeństwa finansowego i oszczędzaniem na emeryturę.
Oszczędzanie z korzyścią
Czarne przewidywania łagodzi nieco raport Nationale-Nederlanden „Dojrzałość Finansowa Polaków”, z którego wynika, że aż 1/3 osób w wieku 25-29 lat odkłada oszczędności na emeryturę. Dlatego też niezmiernie istotna jest dalsza inspiracja nowego pokolenia i edukacja dotycząca dobrowolnego oszczędzania na emeryturę. Pamiętajmy, że każde dodatkowe środki odłożone dziś, dają szansę na wyższe świadczenia w przyszłości.
Na dobry początek, oprócz krótkoterminowych depozytów, dających szansę na budowanie oszczędności, warto zwrócić uwagę na produkty, które pozwalają także zoptymalizować obciążenia podatkowe, czyli IKZE i IKE. Jak pokazują raporty, Polacy nie wykorzystują całkowitego potencjału tych produktów. I tak w 2017 r. liczba kont IKZE, na które dokonano wpłat, wyniosła zaledwie 198 tys., a IKE 314 tys. Aczkolwiek w porównaniu z rokiem 2016, w 2017 aktywa IKZE wzrosły o 628 mln PLN, natomiast IKE o 1,306 mld PLN. Pod względem dynamiki IKZE zdecydowanie góruje nad wszystkimi formami dobrowolnego oszczędzania, w tym nad IKE (aktywa zgromadzone w IKZE wzrosły o 58 proc. rok do roku, a w IKE o niecałe 20 proc.) co nie dziwi zważywszy, że IKZE przynosi zdecydowanie najlepsze korzyści podatkowe.
Dodatkowy impuls
Nową generację pracowników zainteresować powinien również pomysł wprowadzenia Pracowniczych Planów Kapitałowych (PPK), który ma stać się powszechnym sposobem dobrowolnego oszczędzania na emeryturę. To rozwiązanie ma szansę zachęcić Polaków, w tym także przedstawicieli pokolenia Y, do regularnego, długoterminowego oszczędzania. Istotnym elementem PPK jest wspólne działanie pracownika, pracodawcy i Skarbu Państwa, co powinno stanowić dodatkowy impuls do odkładania pieniędzy na emeryturę. Nie bez znaczenia są także zachęty fiskalne w postaci zwolnienia z podatku od dochodów kapitałowych.
Dzięki uczestnictwu w PPK pracownicy będą mieli szansę na zgromadzenie dodatkowego kapitału, który będą mogli wykorzystać przede wszystkim jako dodatkowe świadczenie wypłacane w okresie emerytalnym. O tym, jaka forma wypłaty tego świadczenia będzie preferowana, zadecydują sami zainteresowani, przy zachowaniu warunku, że okres wypłaty nie może być krótszy niż 10 lat. To rozwiązanie może więc stanowić realną odpowiedź na wyzwania demograficzne, z jakimi będzie musiało się zmierzyć pokolenie milenialsów – a im wcześniej zaczną oszczędzać, tym większe szanse, że ich świadczenia na emeryturze osiągną satysfakcjonujący poziom.
Możliwości oszczędzania jest wiele. Od decyzji podejmowanych przez młodych już dziś zależy, jak w przyszłości będą korzystać z uroków życia. Kluczowe jest uświadamianie i zachęcanie młodego pokolenia do większej inicjatywy w korzystaniu z możliwości dodatkowego zabezpieczania swojej finansowej przyszłości.
Grzegorz Chłopek, Prezes Zarządu Nationale-Nederlanden PTE S.A.
Dynamicznie rośnie liczba samochodów elektrycznych na ulicach. Problemem w rozwoju elektromobilności są jednak baterie litowo-jonowe. Nieodporne na działania temperatury, są nawet o 25 proc. mniej wydajne przy temperaturze poniżej zera. Amerykańscy naukowcy opracowali nowy typ baterii, które mogą się same nagrzewać, a więc nie tracą właściwości w trudnych warunkach. Pomocne w rozwiązaniu problemu mało wydajnych ogniw mogą być także prowadzone w Polsce symulacje komputerowe, w których można przetestować działanie baterii w określonym środowisku.
– Zarządzanie termiką magazynu energii pojazdu jest istotne z punktu widzenia bezpieczeństwa, ale i efektywności energetycznej. Postanowiliśmy temat zgłębić, żeby dla ogniwa litowo-jonowego, które tam jest przeważnie stosowane, opracować przede wszystkim bardzo dokładne modele elektryczne, ale również termiczne. Chodzi o to, by w symulacjach komputerowych być w stanie przewidzieć przy danym cyklu jezdnym na danej trasie, jak samochodowa bateria będzie się grzała – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Tomasz Detka, kierownik Zakładu Elektromobilności w Przemysłowym Instytucie Motoryzacji (PIMOT).
Z analizy międzynarodowej firmy doradczej Frost & Sullivan wynika, że w najbliższych latach można oczekiwać znacznego postępu technologicznego w obszarze akumulatorów do pojazdów elektrycznych. Baterie litowo-jonowe, mimo wielu zalet, nie są idealnym rozwiązaniem nie tylko z powodu wysokich kosztów zakupu, lecz także ograniczonej wydajności i nie zawsze wystarczającego poziomu bezpieczeństwa.
– Złe zarządzanie termiką czy pozwolenie na to, żeby bateria się przegrzała albo nadmiernie schłodziła, w najlepszym przypadku – szczególnie jeśli chodzi o chłodzenie – będzie powodowało, że nie możemy z niej pobrać tyle mocy, ile byśmy chcieli, czyli mamy wolniejszy samochód. Przegrzanie zaś jest szczególnie niebezpieczne, bo zachodzące wówczas w ogniwie procesy chemiczne mogą spowodować jej deformację, a ostatecznie wybuch czy zapłon takiego ogniwa – tłumaczy Tomasz Detka.
Badania przeprowadzone przez amerykański Departament Energii wykazały, że niska temperatura może wpływać na akumulatory w samochodach elektrycznych, zmniejszyć ich wydajność o ponad 25 proc., a zasięg samochodów z ok. 80 do 60 mil. Akumulatory litowo-jonowe są też podatne na wybuch przy przegrzaniu się lub przy użyciu niewłaściwej ładowarki. Naukowcy opracowują metody, które mają ograniczyć takie ryzyko.
Naukowcy z Maryland z kolei opracowali akumulator do samochodów elektrycznych, stosując ulepszone elektrody stabilizowane wysoko fluorowanym elektrolitem, które znacznie zwiększają pojemność baterii. Nad ulepszeniem baterii litowo-jonowych pracują także polscy naukowcy.
– Nie wymyślamy samej baterii czy samego ogniwa schodząc bardzo głęboko na ten poziom elektrochemiczny. Patrzymy raczej już na gotowe ogniwo i chcemy jak najlepiej zbadać jego parametry elektryczne w pierwszej kolejności, w drugiej kolejności termiczne, żeby na podstawie badań eksperymentalnych przejść do badań symulacyjnych, które są tańsze i prostsze – przekonuje ekspert.
Znajdujące się w strukturze PIMOT Centrum Bezpieczeństwa Transportu i Diagnostyki Pojazdów pozwala przetestować różne możliwe rozwiązania i sprawdzić, które z nich może okazać się najskuteczniejsze. Pomysłów, jak usprawnić baterie w samochodach elektrycznych, przybywa.
Naukowcy z Uniwersytetu Pensylwania stworzyli baterię, która może sama się nagrzewać, pozwalając na szybkie ładowanie niezależnie od zimna na zewnątrz. Kiedy czujnik temperatury podłączony do akumulatora, wykryje, że bateria znajduje się poniżej temperatury pokojowej, wysyła elektrony przepływające przez folię niklową. To powoduje, że bateria jest w pełni naładowana, dopóki nie osiągnie ponownie temperatury pokojowej. Innym rozwiązaniem jest bateria, która nie przekracza ustalonej temperatury, przed przegrzaniem może też chronić system schładzania powietrzem.
– Przyszłościową technologią jest np. zastosowanie pianek metali do chłodzenia ogniw. Ważnym zagadnieniem jest łączenie ogrzewania czy chłodzenia magazynu energii z ogrzewaniem lub chłodzeniem kabiny, możemy np. wykorzystać to powietrze, którym nagrzewamy kabinę, żeby przepływało przez magazyn energii. Chodzi o to, żeby w Polsce również mieć możliwość sprawdzenia, które rozwiązania są sensowne, żeby wspierać nasze rodzime projekty – podkreśla Tomasz Detka.
Według danych Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego, w 2017 r. w Polsce sprzedano 439 samochodów elektrycznych.
Mobilna aplikacja stworzona przez Polaków rewolucjonizuje sposób, w jaki słuchacze uczestniczą w koncertach. Przedstawia informacje o programie wydarzenia, a w jego trakcie na ekranie telefonu pokazuje zbliżenia artystów z różnych kamer. Każdy uczestnik koncertu może wybierać w swoim telefonie ujęcie, z którego chce oglądać zbliżenia w danej chwili. Obecnie z aplikacji mogą korzystać widzowie koncertów muzyki klasycznej i oper, ale trwają także prace nad dostosowaniem aplikacji do innego rodzaju wydarzeń, w tym także imprez sportowych.
– Aplikacja mobilna ONSTAGE jest rozwiązaniem przeznaczonym do wykorzystania na salach koncertowych, które może zmieniać sposób odbioru muzyki klasycznej poprzez interakcje za pomocą smartfona: podczas wydarzenia. Musimy być fizycznie w sali koncertowej, żeby móc korzystać z aplikacji. ONSTAGE pozwala niejako wejść na scenę i zobaczyć w detalach to, co było dla nas do tej pory niewidoczne – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Jakub Fiebig, prezes Julian Cochran Foundation.
Aplikacja ma zniwelować bariery, które dzielą artystę i słuchaczy. Pozwala oglądać z bliska to, co dzieje się na scenie czy na backstage’u. Każda osoba, która pobierze darmową aplikację, może dowolnie wybierać na swoim telefonie kamerę, z której obejrzy zbliżenia w czasie koncertu. Dzięki funkcjom trybu lokalizacji przed koncertem aplikacja doprowadzi słuchacza do filharmonii z dowolnego miejsca. W aplikacji znajdują się też informacje o programie i artystach. Podczas koncertu kamery pokażą zbliżenia na twarz czy dłonie artysty, a nawet wnętrze fortepianu.
– Obraz z kamery przepuszczany jest przez serwer, dalej trafia już do software’u, czyli aplikacji ONSTAGE. Jesteśmy w stanie korzystać z aplikacji dzięki naszej technologii, która pozwala na zminimalizowanie opóźnienia transmisji obrazu do mniej więcej 150 ms. To najważniejsza funkcja pozwalająca na oglądanie obrazu w czasie rzeczywistym, który „pasuje” do dźwięku wykonywanego na żywo przez artystę na scenie – podkreśla Jakub Fiebig.
ONSTAGE pozwala też na interakcje z innymi słuchaczami (live chat) oraz przeglądanie nut wykonywanych utworów i śledzenie czasu ich trwania. Po koncercie słuchacze mogą też wysłać wiadomość do artystów.
– Aplikacja jest bezpłatna dla użytkownika, jest dostarczana przez organizatora danego koncertu. To my nawiązujemy relację biznesową z organizatorem, salą koncertową czy orkiestrą, która później udostępnia aplikację swojemu słuchaczowi. Wystarczy wejść do sklepu internetowego, pobrać aplikację, zalogować się do wewnętrznej sieci w sali koncertowej i już możemy korzystać z jej funkcjonalności – mówi Jakub Fiebig.
Aplikacja stworzona we współpracy Julian Cochran Foundation oraz Altkom Software & Consulting ma pomóc przyciągnąć nowych słuchaczy do sal koncertowych. Jak wynika z danych GUS, zaledwie 16 proc. Polaków bywa w filharmonii czy operze. Twórcy prowadzą także rozmowy z instytucjami z całego świata, nie tylko filharmoniami. ONSTAGE można dostosować do innych dziedzin sztuki, także do sportu czy pokazów mody.
– Celem aplikacji jest wejście do sal koncertowych i oper na całym świecie. Jest to rozwiązanie uniwersalne, które może być wykorzystywane absolutnie w każdej sytuacji koncertowej podczas wydarzeń na żywo – mówi ekspert.
Prawie 80 proc. Polaków lubi mieć czyste mieszkanie, ale co czwarty nie lubi sprzątać, a co trzeciego to męczy. Znienawidzoną czynnością jest mycie okien, czyszczenie łazienki, prasowanie i składanie ubrań. Dlatego coraz częściej korzystamy z pomocy firm sprzątających, choć i tak robimy to znacznie rzadziej niż społeczeństwa na Zachodzie Europy. Usługę sprzątania można zamówić online, równie prosto jak taksówkę czy jedzenie. Kolejnym etapem jest zamawianie przez aplikacje mobilne.
– Relatywnie niewielka część Polaków jeszcze korzysta z usług pań sprzątających. Jest to kilka procent w porównaniu do kilkudziesięciu procent na innych rynkach Europy Zachodniej czy USA. Rynek jednak cały czas rośnie, i to bardzo dynamicznie. Kilka lat temu, kiedy zaczynaliśmy, faktycznie jeszcze mniejszy odsetek osób mógł pozwolić sobie na osobę sprzątającą, teraz widzimy bardzo dużą zmianę – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jakub Łączkowski, prezes zarządu Pozamiatane.pl.
Z danych Polskiej Izby Gospodarczej Czystości wynika, że polski rynek sprzątania wart jest ok. 5 mld zł. Coraz więcej osób decyduje się na pomoc przy porządkach, zwłaszcza że sprzątanie nie należy do naszych ulubionych czynności. Blisko 80 proc. Polaków lubi mieć czyste mieszkanie i lubi zapach świeżości po porządkach, ale ponad 25 proc. nie lubi sprzątać, a co trzecia osoba przyznaje, że ta czynność ją męczy. Nie lubimy szczególnie mycia okien, czyszczenia łazienki, mycia naczyń czy prasowania – wynika z badań przeprowadzonych w 2018 roku przez serwis Pozamiatane.pl.
– Rynek gospodarstw domowych rozwija się bardzo dynamicznie. W segmencie B2C rynek ten cechuje się bardzo wysokim wzrostem, aczkolwiek jeszcze niewielką świadomością. Rynek biznesowy rośnie w dość stabilnym tempie rok do roku. Także podmiotów, które świadczą te usługi, jest coraz więcej – wskazuje Jakub Łączkowski.
Szacunki mówią, że na rynku działa ok. 4 tys. podmiotów świadczących usługi sprzątające. Faktyczną liczbę trudno jednak jednoznacznie określić, bo w branży dużą część stanowi szara strefa, gdzie usługę zamawia się przez telefon, najczęściej z polecenia, a pieniądze płaci do ręki. Sytuacja jednak powoli się zmienia – rośnie liczba obcokrajowców, którzy podejmują prace sprzątające, a ze względu na potrzebę dokumentów legalizujących pobyt coraz więcej usług świadczonych jest legalnie.
– Chcemy ten rynek zmienić. Od ponad 3,5 roku pracujemy nad tym, żeby sprzątanie stało się taką usługą jak aplikacje taksówkarskie dostępne na wyciągnięcie ręki dla każdego – tłumaczy prezes Pozamiatane.pl.
Platformy takie jak Uber czy Taxify, które oferują tanie przejazdy, czy umożliwiające zamówienie jedzenia, cieszą się dużą popularnością. Pozwalają oszczędzić czas, dzięki aplikacjom jest to możliwe także ze smartfona, a płatności są automatycznie ściągane z konta. Podobnie działa platforma Pozamiatane.pl.
– Dużą wagę przykładamy do tego, żeby wpuszczać do domu bardzo wiarygodne i sprawdzone osoby sprzątające i pokazać to, że możemy po pierwsze zamówić sprzątanie w bardzo szybki sposób, w prostych trzech krokach, online, a po drugie, że możemy zamówić sprawdzoną, zaufaną i wiarygodną osobę sprzątającą, czyli zmieniamy ten rynek całkowicie – podkreśla Jakub Łączkowski.
Na platformie Pozamiatane.pl cały proces zamówienia usługi odbywa się elektronicznie – wystarczy wpisać kod pocztowy i zamówić usługę. Z takiej możliwości korzysta coraz więcej osób. W 2017 roku, gdyby zsumować dystans pokonany podczas dojazdów do klientów, sprzątacze okrążyliby Ziemię 1,5 raza. Ścierki zużyte podczas sprzątania wypełniłyby 9 kortów tenisowych, a zużyte gąbki – 88 bagażników małego fiata.
– Jednorazowe sprzątanie kosztuje 36 zł za godzinę. W przypadku sprzątania cyklicznego, raz na tydzień lub raz na dwa tygodnie, jest ono tańsze – 33 zł za godzinę. Możemy zamówić sprzątanie począwszy od podstawowego, bazowego sprzątania, po cykliczne, również po remoncie. Możemy zamówić prasowanie, mycie okien, czyli wszystkie usługi związane z utrzymaniem porządku w domu – wymienia Jakub Łączkowski.
Rocznie w Polsce sprzedaje się ok. 6 mln sztuk dużego i blisko 12 mln małego AGD. Dominują pralki, lodówki oraz kuchenki, ale stopniowo rośnie też popyt na płyty indukcyjne, suszarki do ubrań czy zmywarki, które wedle statystyk są ważnym elementem wyposażenia w co trzecim polskim domu. Jesteśmy otwarci na nowinki techniczne, a cena urządzenia nie przestała być kluczowym czynnikiem przesądzającym decyzje zakupowe. Dużo ważniejsza stało się dla nas kryterium klasy energetycznej sprzętu – tej najbardziej oszczędnej w tym zakresie.
– Rynek AGD w Polsce od wielu lat prężnie się rozwija i ta tendencja na pewno się utrzyma. Wszyscy musimy prać, gotować, chłodzić, dlatego ten kilkuprocentowy wzrost będzie miał również miejsce w kolejnych latach. Dochodzą również inne grupy produktowe. Suszarki oraz zmywarki mają jeszcze stosunkowo niskie nasycenie w gospodarstwach domowych, ale prognozy są optymistyczne i wkrótce odnotujemy zapewne zwyżkę na poziomie 4–5 proc. –podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Adam Cich, dyrektor generalny Electrolux w Europie Środkowo-Wschodniej (CEE, Rosja, Centralna Azja).
Z danych, które zebrał CECED Polska Związek Pracodawców AGD, wynika, że w 2017 roku do krajowych sieci handlowych trafiło blisko 6 mln sztuk sprzętu gospodarstwa domowego (przy 5,8 mln rok wcześniej). Liczba sprzedanego małego sprzętu AGD sięgnęła 12 mln (dane za 2016 rok). Rośnie nasycenie sprzętem AGD w polskich domach – w niemal każdym znajduje się chłodziarka (98,7 proc.), pralka automatyczna (95,8 proc.) i odkurzacz elektryczny (94 proc.). Coraz więcej osób kupuje też zmywarki – nasz konsumencki dostęp do nich wzrósł do niemal 30 proc, przy jeszcze ok. 14 proc. w 2010 roku.
– Polacy to otwarty na nowości naród i zauważamy to również w sprzęcie gospodarstwa domowego. Na tle krajów zachodnioeuropejskich wypadamy bardzo dobrze. Klienci w Europie Zachodniej są przy nas bardziej konserwatywni. Przykładem mogą być płyty indukcyjne. W Polsce stanowią ok. 90 proc. sprzedawanych płyt, w Niemczech i Francji 40–50 proc., w Skandynawii – do 60 proc. – ocenia Adam Cich.
Jak podkreśla ekspert, polscy konsumenci przy wyborze sprzętu nie kierują się wyłącznie ceną. Coraz większą uwagę zwracają też na klasę energetyczną, zwłaszcza że ta może się przełożyć na wymierne oszczędności w płaconych rachunkach. Według GUS w przypadku, gdy wszystkie urządzenia w domu są w klasie energetycznej A, średnie zużycie na osobę wynosi 755,5 kWh i jest o blisko 9 proc. niższe niż w przypadku mniej opłacalnej klasy B. Jeszcze większe różnice zaobserwujemy analizując sprzęt klasy A+, A++ lub A+++. Raport GUS „Zużycie energii w gospodarstwach domowych” wskazuje, że udział urządzeń należących do klas innych niż A dla żadnego z urządzeń nie przekraczał 6 proc.
– Konsumenci zwracają uwagę na efektywność sprzętu i niewątpliwie ta cecha wpływa na ich finalne decyzje zakupowe. Polska plasuje się gdzieś w połowie stawki krajów europejskich, jeśli chodzi o oczekiwania i świadomość kwestii energooszczędności. Dla porównania dodam, że w Czechach zdecydowana większość produktów jest właśnie klasy A+++ – mówi przedstawiciel firmy Electrolux.
Branża AGD, choć notuje systematyczne wzrosty, boryka się też z problemami. Najważniejszym jest brak rąk do pracy. Mimo że – jak wynika z badania Randstad Employer Brand Research – produkcja AGD zajmuje trzecią pozycję wśród najbardziej atrakcyjnych miejsc pracy. Aby utrzymać produkcję na wysokim poziomie, firmy z branży muszą posiłkować się cudzoziemcami.
– Nasze fabryki są zlokalizowane w regionie Wrocławia, a na Dolnym Śląsku brakuje rąk do pracy. Wspomagamy się więc importem pracowników spoza naszego kraju – przyznaje Adam Cich. – Wśród menadżerów mamy bardzo dobrą opinię na rynku i tutaj tych problemów nie ma. W Warszawie zatrudniamy sporo osób z innych krajów, które chętnie przyjeżdżają do Polski.
Model studiów dualnych, który pozwala łączyć naukę z pracą zawodową, wprowadza coraz więcej polskich uczelni. Cieszy się też popularnością wśród samych studentów, którzy po zakończeniu nauki otrzymują nie tylko dyplom, lecz także konkretny wpis w CV, a często mają już zapewnioną atrakcyjną pracę. Przy historycznie niskim bezrobociu studia dualne mogą być odpowiedzią na podstawową bolączkę rynku pracy – niską podaż wykwalifikowanych kadr. Dlatego we współpracę z uczelniami chętnie angażują się również pracodawcy.
– Studia dualne odpowiadają na zapotrzebowanie rynku pracy i powstają w porozumieniu z przedsiębiorcami. To oni wspólnie z naukowcami układają plan studiów, wskazują, jaki zakres praktyk może być realizowany w ich zakładzie pracy, jakimi maszynami i oprogramowaniem dysponują. Dzięki temu studenci mają najnowocześniejsze narzędzia do tego, żeby przygotowywać się do wejścia na rynek pracy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Ziółkowski, szef Gabinetu Politycznego Wiceprezesa Rady Ministrów Jarosława Gowina..
Studia dualne to popularny m.in. w Niemczech model kształcenia, wprowadzany przez coraz więcej polskich uczelni, jak na razie głównie na kierunkach technicznych. Polega na połączeniu tradycyjnych studiów akademickich i praktyk zawodowych w przedsiębiorstwie, które współpracuje z uczelnią. Program studiów jest ustalany wspólnie przez obie strony. W ten sposób studenci na etapie nauki mogą zdobywać kwalifikacje i doświadczenie zawodowe, a od razu po zakończeniu studiów są gotowi do wejścia na rynek pracy.
– Oprócz zajęć teoretycznych student równolegle rozpoczyna praktyki w zakładzie pracy, który podpisze z uczelnią porozumienie na realizację zadań i kształcenia. One służą zdobyciu umiejętności praktycznych, pracy na najbardziej zaawansowanych technologiach, które na uczelniach często nie są dostępne. Firmy szybciej się dostosowują i są na bieżąco z nowinkami technologicznymi, które wprowadzają w swoich zakładach, a uczelnia zaspokaja potrzebę wiedzy teoretycznej. Praktyka pokazuje, że studenci często już w okresie studiów znajdują pracę w tych zakładach, w których szkolili się w trakcie studiów – mówi Piotr Ziółkowski.
Model studiów dualnych różni się w zależności od uczelni. Często praktykowanym systemem są 3 dni praktyk zawodowych u pracodawcy i 2 dni zajęć dydaktycznych i wykładów na uczelni. Staż jest płatny, studenci mogą także liczyć na stypendium przyznawane przez uczelnię. Po zakończeniu nauki absolwent otrzymuje nie tylko dyplom, lecz także konkretny wpis w CV. Często jeszcze w trakcie studiów znajduje zatrudnienie w firmie, w której odbywał praktyki.
– Zakłady pracy są zainteresowane taką współpracą z uczelniami, ponieważ otrzymują wysoko wykwalifikowanego pracownika, który oprócz wiedzy teoretycznej zdobył także doświadczenie praktyczne w ich zakładzie. Dodatkowe stypendia są wsparciem i zachętą finansową dla studentów, ale także dla opiekunów naukowych czy opiekunów w zakładach pracy. Stypendia różnią się w zależności od tego, o co wnioskowała uczelnia i jakie przewidziała zachęty na danym kierunku studiów – mówi Piotr Ziółkowski.
W ramach rozstrzygniętego w lipcu konkursu Narodowego Centrum Badań i Rozwoju dofinansowanie na studia dualne otrzymało 69 projektów przedstawionych przez uczelnie (na 84 przedstawione wnioski). Granty trafiły m.in. do Akademii Leona Koźmińskiego, Politechniki Śląskiej oraz Politechniki Łódzkiej. Całość alokacji środków w konkursie wyniosła 127 mln zł, dofinansowanie dla poszczególnych uczelni w zależności od liczby studentów mogło wynieść do 10 mln zł. Efektem konkursu ma być podniesienie kompetencji co najmniej 1 750 osób. Uczelnie ubiegające się o granty muszą realizować projekty, które odpowiadają na potrzeby gospodarki, rynku pracy i społeczeństwa, realizując tym samym założenia programu operacyjnego Wiedza Edukacja Rozwój, z którego finansowana jest ich realizacja.
– Program uruchomiony w NCBiR cieszył się bardzo dużym zainteresowaniem, szczególnie uczelni technicznych i państwowych wyższych szkół zawodowych. Studia dualne to ogromne możliwości dla studentów i coraz bardziej popularne w Polsce rozwiązanie, ponieważ pokazuje, jak uczelnie kształcące na profilach praktycznych powinny współpracować z przedsiębiorcami i firmami, żeby odpowiadać na potrzeby lokalnego rynku pracy – mówi szef Gabinetu Politycznego Wiceprezesa Rady Ministrów.
Jak podkreśla, studia dualne cieszą się dużą popularnością wśród samych studentów, mimo że wymagają większego zaangażowania i nakładu pracy niż studia w modelu tradycyjnym.
– Trzeba nie tylko przygotowywać się do egzaminów, zdobywać wiedzę teoretyczną, lecz także w tygodniu czy w dodatkowe dni, czasem nawet wakacje, wygospodarować czas, żeby zdobywać również wiedzę praktyczną – mówi Piotr Ziółkowski. – Do tej pory mieliśmy doświadczenia z państwowych wyższych szkół zawodowych i kilku politechnik, które jako pierwsze rozpoczęły w Polsce kształcenie na studiach dualnych. Studenci przekazywali nam, że to był najlepszy wybór, jakiego mogli dokonać.
Efektem wsparcia dla systemu studiów dualnych ma być zacieśnienie współpracy nauki, biznesu i administracji, a tym samym rozwój innowacyjnych obszarów krajowej gospodarki. Przy obecnym historycznie niskim bezrobociu studia dualne są również odpowiedzą na podstawową bolączkę rynku pracy – niską podaż wykwalifikowanych kadr.
– Uczelniom trudno jest odpowiedzieć na potrzeby wszystkich pracodawców w regionie, ale możliwość kształcenia studentów, którzy już profilują się pod względem specyfiki danego przedsiębiorstwa, zdobywają konkretną, wyspecjalizowaną wiedzę, powoduje, że firmy będą mogły dynamicznie się rozwijać – podkreśla Piotr Ziółkowski.
W ciągu 10–20 lat prawie połowa wszystkich zawodów może zostać skomputeryzowana. Rozwój technologiczny nie pozbawi jednak ludzi pracy, ale zdecydowanie zmieni jej charakter. Dotyczy to także pracy w handlu. Wirtualne półki umożliwią klientom robienie zakupów za pomocą ekranu telewizora lub tabletu. Tym samym sprzedawca z osoby podającej towar stanie się bardziej doradcą odpowiedzialnym za budowanie relacji. Zwiększy się stopień interakcji pomiędzy sprzedawcą, klientem a daną marką.
– Dzięki rozwojowi technologii handel będzie się rozwijać w kierunku doradztwa. Będziemy mogli się skupiać na tym, żeby budować lojalność klienta do marki. Ludzie, którzy będą reprezentować firmy sprzedające, będą mieli czas i możliwość, żeby z klientem porozmawiać, a nie tylko wykonywać czynności typu: pójść, poszukać na magazynie, sprawdzić, czy jest dostępny, wybierać różne rozmiary. To są czynności, które wykonują dzisiaj sprzedawcy, ale mogą w przyszłości być zastąpione za pomocą technologii – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Zsolt Fekete, prezes zarządu Algotech Polska.
Nowe technologie coraz częściej zastępują człowieka, zwłaszcza przy mało skomplikowanych czynnościach – w produkcji i na magazynach. Będą mogły także zrewolucjonizować handel. Już teraz pojawiają się rozwiązania, które automatyzują sprzedaż. Firma Algotech Polska chce jeszcze w tym roku uruchomić wirtualne półki. Klient zamówi produkty dzięki interaktywnym ekranom, a maszyny przygotują i wydadzą towar.
– To także kwestia odmiejscowienia handlu, co już się dzisiaj dzieje dzięki internetowi. Mogę podjechać na stację benzynową, w trakcie tankowania zrobić zakupy na wirtualnej półce jednej z sieci handlowych i podjechać do tej sieci handlowej i z automatu odebrać swoje zakupy. Te technologie w dużej mierze już są dostępne. Oczywiście są wyzwania organizacyjne, ale myślę, że to jest kwestia paru lat, kiedy będziemy mogli tak robić zakupy – ocenia Zsolt Fekete.
Takie rozwiązania technologiczne mogą się przyczynić do skrócenia kolejek w sklepach. Jeśli skorzystamy z wirtualnej półki, zakupy zrobimy szybciej i sprawniej. Zupełnie inaczej będą też działać sklepy – zamiast olbrzymich supermarketów wystarczy niewielka przestrzeń z ekranami, na których zamówimy towary.
– Wyzwaniem będzie dostosowanie całego procesu logistycznego, zarządzanie powierzchnią sklepową. Może mniejszy będzie ten sklep, gdzie wystawia się towary, a większe zaplecze, które w przyszłości będzie zautomatyzowane – wskazuje prezes Algotech Polska. – Wyzwań jest szereg. One idą w parze z zagrożeniami na tyle, na ile ktoś źle odpowie na nie albo za wcześnie wdraża zmiany. Uważam, że w tej dziedzinie zmiany będą szły stopniowo. Firmy będą badać, na ile dana ścieżka im pasuje do tego, żeby być bardziej efektywnym w swoim biznesie.
Choć nowe rozwiązania w dużej mierze zastąpią człowieka, nie oznacza to, że sprzedawca przestanie być potrzebny. Zmieni się tylko jego rola.
– Automatyzacja, robotyzacja, cyfryzacja będzie dawała możliwość człowiekowi, żeby pozbył się wszystkich procesów logistyczno-informacyjnych i sfokusował na doradztwie i budowaniu relacji z klientem – mówi Zsolt Fekete.
Dzięki zautomatyzowaniu sprzedaży inne będą relacje na linii klient-sprzedawca. Dla marek oznacza to możliwość większej interakcji, a tym samym budowania lojalności.
– Interakcja będzie żywsza. Jako klient wyjdę ze sklepu z poczuciem, że ktoś mi pomógł rozwiązać mój problem, więc będę chętnie tam wracał. Będę wiedział, że jeśli mam pytania, ktoś znajdzie czas, żeby ze mną porozmawiać – mówi Zsolt Fekete.
Rozwój sadownictwa na wschodzie Europy i brak rąk do pracy – to największe zagrożenia dla polskich hodowców warzyw i owoców. Przy braku pracowników część owoców, zwłaszcza tych, które można zebrać tylko ręcznie, może zostać na polach. Polska jest jednym z największych producentów i eksporterów owoców w Europie, jednak coraz mocniej odczuwa presję konkurentów ze Wschodu. Niemal wszystkie kraje na Wschód od Polski rozwijają produkcję sadowniczą. Ukraina znacząco zwiększa eksport jabłek, malin i borówek.
– Brak rąk do pracy, szczególnie w sadownictwie, przy zbiorach owoców jagodowych czy jabłek, jest problemem. Mamy coraz mniej chętnych do pracy, zarówno jeśli chodzi o Polaków, jak i tych, którzy przyjeżdżają do Polski. Dotychczas główną siłą roboczą przy zbiorach byli obywatele Ukrainy, którzy przyjeżdżają dalej w dużej ilości, ale już coraz częściej szukają miejsca pracy poza rolnictwem – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Witold Boguta, prezes Krajowego Związku Grup Producentów Owoców i Warzyw.
Dodatkowo znowelizowane przepisy wprowadziły obowiązek zgłoszenia przez rolnika do ubezpieczeń w KRUS pomocników, z którymi zawarł umowę o pomocy przy zbiorach. Część sadowników ma problem z przygotowaniem takiej umowy. Poza tym w samym rolnictwie ceny są znacznie wyższe – rolnicy muszą płacić za pracę więcej niż rok temu. To wszystko pogarsza konkurencyjność polskich hodowców.
– Musimy mieć na uwadze to, że w krajach na wschód od Polski rozwija się produkcja zarówno owoców, jak i warzyw. Analizując ostatnich kilkadziesiąt lat, można powiedzieć, że produkcja sadownicza przesuwa się od Atlantyku poprzez Europę Środkową, ku Europie Wschodniej. Obecnie to apogeum produkcji mamy na terenie Polski, ale widzimy rozwój na Ukrainie, w Mołdawii, również Rosji. Rozwija się też produkcja ogrodnicza w krajach Azji Środkowej. To będzie dla nas bardzo istotne zagrożenie, bo będziemy musieli z tamtymi państwami konkurować w eksporcie – wyjaśnia Witold Boguta.
Polska eksportuje 1,7 mln ton owoców, w rekordowych latach ok. 2 mln ton. Już teraz jednak problemem jest silna konkurencja ze strony Ukrainy. O ile jeszcze w ubiegłym roku Ukraina miała do zagospodarowania na zagranicznych rynkach 20 tys. ton jabłek, o tyle w tym roku jest to nawet ponad 100 tys. Wschodni sąsiedzi sprzedają też coraz więcej malin i borówek. Zdaniem prezesa KZGPOiW powstające na wschód od Polski plantacje są nakierowane przede wszystkim na eksport.
– Dla części z tych przedsiębiorców rynek wewnętrzny danego państwa ma mniejsze znaczenie, natomiast ważne jest to, że skorzystają w danym państwie z niskich cen środków do produkcji, w tym kosztów pracy, wyprodukują wysokiej jakości produkt i chcą go umieszczać na rynkach europejskich – tłumaczy Boguta.
Problemem w dalszej perspektywie może być także samowystarczalność żywnościowa Rosji. Zgodnie z przyjętym programem w przypadku owoców produkcja krajowa przeznaczona na konsumpcję powinna stanowić 70 proc., w przypadku warzyw – 90 proc. Jeszcze w 2017 roku Rosja sprowadziła 7,1 mln ton świeżych owoców i warzyw. Jeśli produkcja krajowa wystarczy na zaspokojenie potrzeb większości mieszkańców, import znacząco spadnie.
– Wydaje się, że Rosja ma szansę szybciej zrealizować ten program w odniesieniu do warzyw, gdzie produkcję wielu z nich można w pełni zmechanizować, ale również rozwijają się sady i produkcja sadownicza z roku na rok w Rosji rośnie. Z tego powodu będzie ona importować mniej, w związku z tym ci, którzy dotychczas eksportowali do Rosji, będą chcieli swoje produkty umieścić w innym miejscu, tym samym konkurując również z naszymi produktami – tłumaczy Witold Boguta.
Pożyczki mogą być użytecznym narzędziem do zaciągnięcia niewielkiej kwoty na krótki okres czasu. Przy prawidłowym i dobrym wykorzystaniu możesz zapewnić sobie pozytywne doświadczenia w związku z zaciągnięciem pożyczki, która przyniesie wyniki ,które pomogą Ci w przyszłości finansowej.
Chociaż pożyczki gotówkowe mogą wydawać się atrakcyjne, prawdą jest, że od lat (szczególnie chwilówki) są przedmiotem wielu kontrowersji. Pożyczki tego rodzaju faktycznie zyskały niesławę – gdy powtarzano i przerażającej ilości długów, jaką potrafią generować. Ze względu na to, że wielu kredytobiorców niewłaściwie wykorzystuje i źle interpretuje kredyty gotówkowe, ważne jest, aby potencjalni klienci znali zarówno zalety, jak i wady tych pożyczek.
Zalety kredytów gotówkowych typu „chwilówki”
To najlepsza opcja, gdy nie ma innych. Jeśli napotkasz problem finansowy i nie masz innego rozwiązania niż pożyczka, która pomoże Ci do następnej wypłaty, ten rodzaj pożyczki może być dobrym rozwiązaniem, które warto rozważyć.
Poza tym jest łatwa do uzyskania. Pożyczki te nie wymagają kontroli kredytowej ani dostępu do kart kredytowych. Obywatele Polski od wieku osiemnastu lat z:
comiesięczną pensją,
dowodem osobistym,
dostępem do konta osobistego lub oszczędnościowego
są uprawnieni do zaciągnięcia takiej pożyczki.
Wady kredytów gotówkowych typu „chwilówki”
Są droższe niż inne kredyty. Oprocentowanie pożyczek do wypłaty może wynosić nawet od 300 do 900 procent (!). Pamiętaj, że jest to pożyczka krótkoterminowa. Ze względu na duże koszty związane z zaciągnięciem pożyczki może być trudno ją później spłacić. Jeśli okaże się, że nie jesteś w stanie spłacić pożyczki w krótkim terminie, możesz mieć do czynienia z oprocentowaniem, które wciąż rośnie. I tak łatwo popaść w błędne koło. Duża część zysku wypracowywanego przez firmy, które oferują takie pożyczki pochodzi od konsumentów, którzy nie mogą spłacić wcześniejszych pożyczek w terminie, a tym samym kończy się na ogromnych odsetkach. Skutkuje to wyższymi opłatami dla klienta, które są dodawane na poczet pierwotnie pożyczonej kwoty, co może prowadzić do skrajnego zadłużenia.
Dalszy spadek napięcia związanego z wojna handlową wpływa na coraz lepsze nastroje na rynkach. Spotkanie Donalda Trumpa z Jean-Claude Junckerem stworzyło szanse na pozytywne zakończenie negocjacji w sprawie handlu USA z UE. W poprzednim tygodniu zakończyło się także posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego, które, tak jak tego oczekiwano, nie przyniosło żadnych zaskoczeń. Stopy procentowe wraz z założeniami polityki monetarnej zostały utrzymane na niezmienionym poziomie. Indeksy w Europie w minionym tygodniu były koloru zielonego. Obóz byków wsparły również odczyty indeksów PMI dla przemysłu, które przebiły oczekiwania rynkowe. Niemiecki DAX zyskał 2,38%, francuski CAC40 2,10%, a brytyjski FTSE 100 wzrósł o 0,29%. Za oceanem indeks S&P 500 zakończył tydzień z wynikiem 0,61%, DJIA z 1,57%, a indeks giełdy Nasdaq stracił w przeciągu tygodnia -1,06%, głównie za sprawą problemów technologicznego giganta – Facebooka.
Ubiegły tydzień był wyjątkowo udany dla polskiej giełdy, bycze nastroje z globalnych rynków akcyjnych wreszcie zagościły również na naszym krajowym parkiecie. Indeks szerokiego rynku WIG zyskał 4,10%, największe spółki wzrosły o 4,94%, a indeksy mniejszych i średnich spółek sWIG80 i mWIG40 zakończyły tydzień z wynikami, odpowiednio, 2,44% oraz 2,43%. Dobrze w porównaniu z grupą porównawczą poradziły sobie fundusze akcyjne Superfund TFI: Superfund Akcji i Akcyjny, które uzyskały taką samą stopę zwrotu na poziomie 3,87%.
Zapowiada się wyjątkowo ciekawy tydzień przepełniony w dane makroekonomiczne. W tym tygodniu czekają na nas odczyty inflacji CPI dla gospodarek europejskich, indeksy PMI w usługach i przemyśle dla Europy i Stanów Zjednoczonych, a także dane z amerykańskiego rynku pracy. Na uwagę zasługują również posiedzenia banków centralnych: w środę amerykański Fed, a w czwartek decyzja Banku Anglii. Na krajowym podwórku warto zwrócić uwagę na odczyt inflacji CPI we wtorek oraz indeks PMI w przemyśle w środę.
Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych SA
Przełom miesiąca zostanie zdominowany przez posiedzenia banków centralnych. Brak impulsów na złotym skupia uwagę na czynnikach zewnętrznych. Dolar na chłodno przyjął optymistyczny odczyt o PKB. Euro boi się wojny handlowej. Funt czeka na podwyżkę stóp.
Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 23.07.2018-30.07.2018
Para walutowa
EUR/PLN
CHF/PLN
USD/PLN
GBP/PLN
Minimum
4,2720
3,6765
3,6486
4,7950
Maksimum
4,3336
3,7340
3,7162
4,8620
Kurs dolara USD/PLN
Minął właśnie czwarty kolejny tydzień spadków na USDPLN. Co prawda długość tej serii powoli może robić wrażenie, to jednak jej efektywność jest wyjątkowo niska. Obecnie amerykańska waluta kosztuje zaledwie 8 groszy mniej niż przed miesiącem. Zmienności może nie brakuje, jednak czynniki wpływające głównie na dolara względnie się równoważą. Z jednej strony mamy silne fundamenty, które pokazują, że amerykańska gospodarka ma się naprawdę dobrze i jest gotowa na kolejne podwyżki stóp. Z drugiej jednak jest Donald Trump, który swoim twitterowym orężem dba, by dolar za bardzo się nie umocnił. Takie starcie obserwowaliśmy pod koniec ubiegłego tygodnia, gdy kurs już przymierzał się, by zejść poniżej 3,65 zł, kiedy jednak dobre dane dotyczące PKB odbiły go w kierunku 3,70 zł. Ruch ten został powstrzymany przez groźbę Trumpa o możliwym zawieszeniu rządu. Wydaje się, że w najbliższym czasie to może być jeden z głównych czynników ryzyka dla dolara. Dla przypomnienia w Stanach zbliża się koniec roku budżetowego (koniec września), dlatego trwają prace nad nowym budżetem. Słynny Miłośnik Murów bardzo by chciał zabezpieczyć w nim środki na postawienie ogrodzenia na granicy z Meksykiem, jednak demokraci chętniej by wydali te pieniądze na coś (cokolwiek) innego. Sytuacja jest patowa więc Trump szuka narzędzi nacisku, a pierwszym pod ręką jest właśnie tzw. zawieszenie rządu. Całe zamieszanie dzieje się w tle nadchodzących wyborów do Kongresu i obie strony namiętnie kalkulują, kto na nim może więcej stracić. Z punktu widzenia rynku walutowego, zapewne dolar.
Kurs euro EUR/PLN
Wydawać się mogło, że na słabości dolara zyskać może euro, jednak wykres EURPLN, wyraźnie pokazuje, że obecna sytuacja najbardziej sprzyja jednak złotemu. Jeszcze nie tak dawno euro dobijało się do poziomu 4,40 zł, a teraz znajduje się kilkanaście groszy niżej. W zeszłym tygodniu co chwilę wspólna waluta rysowała kolejne minima i dzisiaj ten trend jest kontynuowany. Powoli zbliżamy się do istotnego wsparcia, które wypada trochę powyżej 4,25 zł. Test tego poziomu zobaczymy prawdopodobnie w najbliższych dniach i jego wynik będzie miał fundamentalne znaczenia dla dalszych losów tej pary. W tym tygodniu poznamy trochę danych makroekonomicznych, które mogą wspierać ewentualne ruchy. Przede wszystkim już jutro poznamy wstępny odczyt dynamiki PKB, później rynek zaleje fala indeksów PMI, które nie świecą już tym samym blaskiem co na przełomie roku. Z polskiej strony pewien potencjał mógłby mieć odczyt inflacyjny, ale jeśli dynamika cen jest ignorowana nawet przez RPP, to trudno zakładać by miał się nim przejąć rynek.
Kurs funta GBP/PLN
Siłę złotego widać także na wykresie do funta. Ten w perspektywie ostatniego miesiąca potaniał o blisko 20 groszy. Jeszcze na początku lipca trzykrotnie atakował okrągły opór 5 zł, by obecnie zejść do poziomu poniżej 4,80 zł. Ostatni raz funt tak tani był na początku maja. Obecny układ na wykresie raczej powinien wspierać dalsze spadki, jednak w nadchodzącym tygodniu głównym czynnikiem dla brytyjskiej waluty będzie posiedzenie BoE. Rynek spekuluje, że w przeciwieństwie do Fedu, Bank Anglii może podnieść stopy już w sierpniu, co powinno wyraźnie pomóc funtowi. Niezależnie od podjętej decyzji ważna też będzie konferencja prasowa Marka Carneya.
Kurs franka CHF/PLN
Względnie stabilnie zachowuje się kurs CHFPLN. Mogłoby się wydawać, że przy rosnącej sile walut z koszyka aktywów tych bardziej ryzykownych, bezpieczne przystanie jak właśnie frank powinny w pierwszej kolejności tracić. Tak jednak nie jest. Frank co prawda jest tańszy niż przed tygodniem, jednak nie wyłamał wąskiej 5-groszowej konsolidacji. Szwajcarska waluta gdzieś od połowy maja oscyluje wokół poziomu 3,70 zł i dopóki nie pokona wsparcia przy 3,66 zł, nie ma co liczyć na tańsza raty kredytu. Górnym ograniczeniem na chwilę obecną jest opór przy 3,73 zł i patrząc na szerszą perspektywę, jest on w tym tygodniu raczej bezpieczny.
Krzysztof Adamczak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl
Udzielana pomoc publiczna nie wpływa w zauważalny sposób na podwyższenie innowacyjności polskiej gospodarki. NIK zwraca uwagę, że środki finansowe zamiast na projekty o wysokim potencjale innowacyjnym zbyt często przeznaczane są na przedsięwzięcia o znikomym znaczeniu dla gospodarki. W efekcie Polska wciąż – mimo pokaźnych nakładów finansowych i specjalnych programów wsparcia – jest na dalekich pozycjach w europejskich rankingach innowacyjności.
Główna przyczyna słabości polskiej innowacyjności od lat jest taka sama – brak przemyślanej strategii oraz źle skonstruowane programy wsparcia, które nie promują najbardziej innowacyjnych projektów. Zyskują jak dotąd jedynie przedsiębiorstwa, których projekty zakwalifikowały się do programów – poprawia się ich kondycja ekonomiczna oraz wzrasta produkcja. Wciąż nie udaje się natomiast stworzenie i wypromowanie projektów o nowatorskim charakterze, których realizacja mogła przyczynić się do wykreowania np. produktu będącego marką polskiej gospodarki. Programy wojewódzkie nie preferowały z kolei innowacyjnych przedsiębiorców z konkretnymi regionalno-branżowymi specjalizacjami, ani takiego rozwoju firm z sektora małych i średnich przedsiębiorstw, aby mogły one osiągać zdolność do globalnej konkurencji.
W efekcie, pomoc ze środków publicznych udzielona w ramach skontrolowanych programów, nie wpłynęła na wskaźniki innowacyjności ani w skali kraju, ani w poszczególnych województwach objętych badaniem. Nie uległa zmianie zarówno pozycja Polski, jak i poszczególnych województw w rankingu innowacyjności krajów i regionów prowadzonym przez Komisję Europejską.
Ekonomiści oceniają, że innowacje oraz badania i rozwój (B+R) stanowią jedne z najważniejszych elementów budujących konkurencyjność nowoczesnych gospodarek. Szczególne znaczenie mają one dla krajów takich jak Polska, zagrożonych tzw. pułapką średniego wzrostu. W krajach rozwiniętych aż 2/3 wzrostu gospodarczego łączy się z wprowadzaniem innowacji. Wyniki prowadzonego przez Unię Europejskiego Rankingu Innowacyjności (European Innovation Scoreboard – EIS) wskazują, że Polska od 2010 roku znajduje się w grupie „umiarkowanych innowatorów” (25 – 26 miejsce wśród 28 państw europejskich). Według danych Ministerstwa Skarbu Państwa działania innowacyjne są prowadzone przede wszystkim w dużych firmach. W latach 2013-2015 udział przedsiębiorstw, które wprowadziły innowacje procesowe i produktowe wyniósł 44 proc., podczas gdy w przypadku małych firm było to dwukrotnie mniej: 21 – 23 proc.
Tymczasem kontrola NIK wykazała, jak istotną rolę pełnią środki publiczne w uaktywnianiu innowacyjności: przedsiębiorcy w zdecydowanej większości przypadków (24 na 30) rezygnowali z realizacji innowacyjnych projektów, gdy nie otrzymali publicznego wsparcia.
Polska obecnie stosuje około 60 instrumentów finansowego wsparcia publicznego przeznaczonych bezpośrednio lub pośrednio na rozwój innowacji oraz badań i rozwoju w przedsiębiorstwach. Są to przede wszystkim fundusze z Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP), która dysponuje środkami unijnymi z Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka (POIG), środkami własnymi oraz środkami budżetowymi. Kolejnym dysponentem jest Narodowe Centrum Badań i Rozwoju (NCBR), które wspiera politykę naukową naukowo-techniczną i innowacyjną państwa. W ramach samorządów wsparcia na innowacje mogą udzielać urzędy marszałkowskie ze środków Regionalnych Programów Operacyjnych.
Kontrola NIK dotyczyła lat 2011-2016. Izba objęła kontrolą 13 programów pomocowych, w tym 4 Regionalne Programy Operacyjne w województwach: mazowieckim, śląskim, warmińsko-mazurskim oraz lubelskim. Kontrolą objęto 34 jednostki, m. in: PARP, NCBR oraz 4 urzędy marszałkowskie oraz 24 przedsiębiorców. Przedsiębiorcy te otrzymali łącznie 15 mld zł pomocy. Sprawdzono realizację kilkudziesięciu projektów, zarówno od strony dysponentów, jak i beneficjentów pomocy, o wartości odpowiednio: 426 mln i 896 mln PLN.
System dofinansowywania projektów dotyczących wdrożenia innowacji oraz wyników prac B+R do działalności gospodarczej firm nie był spójnym mechanizmem interwencji państwa. Realizowane programy nie były komplementarne. Dodatkowo w ramach poszczególnych programów występowała niespójność między celami danego programu, a kryteriami wyboru projektów do dofinansowania. Np. zdefiniowanie innowacji w poszczególnych programach realizowanych przez PARP nie w pełni odpowiadało celom działalności przyjętym przez tę instytucję we własnych założeniach.
W ramach programów realizowanych przez PARP „Pożyczka na Innowacje”, „Bon na Innowacje” oraz „Duży Bon na Innowacje” oraz regionalnych programów pomocowych realizowanych przez Urzędy Marszałkowskie, cele określone w tych programach nie były w pełni zbieżne z celami określonymi w strategiach działania tych instytucji. Cele związane ze wspieraniem inwestycji opartych o najnowsze technologie lub rozwiązania biznesowe nie miały odzwierciedlenia w kryteriach wyboru projektów objętych dofinansowaniem. W dwóch regionalnych dokumentach strategicznych nie wskazano np. w ogóle źródeł finansowania celów operacyjnych, związanych z realizacją projektów innowacyjnych. W dwóch pozostałych, pomimo wskazania przykładowych źródeł finansowania, cele określone w tych dokumentach nie były zbieżne z celami określonym dla konkretnych działań RPO.
Kryteria wyboru projektów do dofinansowania nie zapewniały promocji najbardziej innowacyjnych projektów. Programy nie preferowały unikalnych produktów lub technologii w skali regionu, kraju lub świata, wprowadzanych do działalności gospodarczej. Nie zapewniały więc wypromowania produktu stanowiącego znak rozpoznawczy polskiej lub co najmniej regionalnej gospodarki ani wzrostu konkurencyjności zarówno w skali kraju jak i w skali danego regionu. W niedostatecznym stopniu brano pod uwagę elementy oceny dotyczące rodzaju i skali innowacji, jak też jej oddziaływania na konkurencyjność gospodarki.
Kryteria oceny wniosków oraz sposób ich oceny stwarzały ryzyko, że projekt o dużym potencjale innowacyjności może nie zostać uwzględniony ze względu na to, że nie spełnia jednego z mniej istotnych podkryteriów. Widoczne to było w procedurze oceny wniosków – np. w jednym z programów realizowanych przez NCBR za spełnienie kryterium „innowacyjność rozwiązania będącego rezultatem” wniosek mógł otrzymać maksymalnie 4 punkty na 74 możliwych do uzyskania (5,3 proc.). Z kolei w programach RPO ocena innowacyjności stanowiła tylko od 8 do 40 proc. ogólnej punktacji.
W zbadanych programach wsparcia zabrakło wymagań dotyczących skali innowacji. W rezultacie do dofinansowania kwalifikowały się wnioski dotyczące produktów i technologii nowych dla przedsiębiorców, ale niestanowiących nowości w regionie czy kraju. Dofinansowanie kierowano w dużym stopniu na przedsięwzięcia o znikomym znaczeniu dla regionalnej lub krajowej gospodarki, gdyż nie określono preferowanych specjalizacji czy technologii. Nie weryfikowano deklaracji wnioskodawców o rodzaju i skali proponowanych innowacji. Takie podejście prowadziło do paradoksów, których skrajnym przykładem jest sfinansowanie kwotą 1 923,9 tys. zł z RPO Województwa Małopolskiego jako projektu na skalę światową zmodernizowania dyskoteki, mi.in. poprzez zainstalowanie nowoczesnych urządzeń technicznych.
Procedury oceny wniosków nie były w pełni transparentne, w niektórych konkursach nie wskazano jednoznacznych kryteriów ocen lub stosowano oceny opisowe. W rezultacie zbadane przez NIK projekty cechowały się znacznie niższą skalą innowacji niż wynikałoby to z dokumentacji konkursowej, a zdecydowana większość przedsięwzięć miała charakter jedynie innowacji w skali przedsiębiorstwa.
Jednocześnie kontrola stwierdziła, ze samo rozdysponowanie środków nastąpiło sprawnie i należy ocenić je bardzo pozytywnie – firmy otrzymały 98,4 proc. zaplanowanych sum. Skontrolowani przedsiębiorcy w większości prawidłowo wykonywali obowiązki wynikające z umów wsparcia i zgodnie z przeznaczeniem wykorzystali przyznane środki publiczne na ich realizację. Wydatki były ponoszone zgodnie z zapisami umów, a nieprawidłowości nie miały istotnej wagi. Dokonane zmiany w 41 umowach nie wpłynęły na obniżenie poziomu innowacyjności, określonej w pierwotnych założeniach projektów. Natomiast w jednym przypadku istotnie zmieniono zakres rzeczowy projektu, co obniżyło skalę i charakter innowacji.
Pomoc ze środków publicznych na wdrożenie innowacji spowodowała rozszerzenie oferty produktowej przedsiębiorców, którzy otrzymali dofinansowanie, co skutkowało zwiększeniem ich przychodów (w tym przychodów z eksportu). Efekty na poziomie poszczególnych programów wsparcia były znacznie mniej zauważalne, pomimo rozdysponowania większości zaplanowanych na realizację przez przedsiębiorców innowacyjnych projektów środków.
Wskaźniki realizacji celów określone w dokumentach strategicznych dot. innowacyjności osiągnięto jedynie częściowo (w niektórych przypadkach takich wskaźników w ogóle nie określono lub nie ustalono pożądanych parametrów). Ponadto przyjęto wskaźniki były nieadekwatne do celów, co powodowało że nie były w pełni wiarygodne i miarodajne.
Udział środków publicznych na wdrażanie innowacji w objętych kontrolą województwach był na relatywnie niskim poziomie. W ramach czterech zbadanych Regionalnych Programów Operacyjnych rozdysponowano na ten cel 1,1 mld PLN, co stanowiło jedynie 0,3 proc. ogółu środków przeznaczonych na nakłady inwestycyjne w przedsiębiorstwach.
Tylko w województwach lubelskim i warmińsko-mazurskim zaplanowano działania służące wdrażaniu innowacji przez przedsiębiorców. Pozostałe programy regionalne stwarzały taką możliwość, ale jedynie w ramach ogólnych celów dotyczących przedsiębiorczości.
Nadzór nad prawidłowym wykorzystaniem środków publicznych na cele związane z wdrażaniem innowacji, prowadzony przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju nie funkcjonował prawidłowo. Centrum nie wykorzystywało uprawnień, określonych w umowach z beneficjentami do wstrzymania dofinansowania lub rozwiązania umowy w razie braku wywiązywania się przez nich z obowiązków sprawozdawczych. Sankcjami zagrożone było opóźnienie w złożeniu raportu okresowego bądź końcowego z realizacji projektu. Tylko w jednym na trzy skontrolowane projekty celowe, gdzie były podstawy do zastosowania kary NCBR naliczyło karę umowną w wysokości 53,3 mln., którą następnie umorzono bez podstawy prawnej.
Wnioski NIK
Wyniki kontroli wskazują na konieczność przeanalizowania kierunków interwencji państwa i jednostek samorządowych w zakresie wsparcia przedsiębiorców w działaniach innowacyjnych oraz naukowo-badawczych. Celem tej analizy powinno być wypracowanie spójnego modelu udzielania pomocy i zwiększenia efektywności wydatkowania środków publicznych na innowacje oraz badania i rozwój. W szczególności system wsparcia w tym zakresie powinien uwzględnić m.in.:
zdefiniowanie priorytetowych celów państwa w zakresie promocji określonych rodzajów innowacji;
powiązanie poszczególnych programów wsparcia dla innowacyjnych przedsiębiorców z regionalno-branżowymi specjalizacjami;
wsparcie dla małych i średnich przedsiębiorstw, które powinny mieć odpowiedni udział w udzielanej pomocy (obecne zasady preferują duże podmioty, posiadać zdolność do prowadzenia własnych badań rozwojowych oraz korzystania z wielu instrumentów wsparcia;
ustalenie kryteriów dofinansowania w sposób zapewniający możliwość wykreowania najnowocześniejszych technologii lub produktów, a także zwiększanie przez beneficjentów skali działalności.
Od stycznia 2019 r. w życie wejdzie nowy standard klasyfikacji umów leasingowych – MSSF16, który zdezaktualizuje obowiązującą dotychczas normę MSR17. Wpłynie on na sposób rozliczania się wielu firm, które korzystają z różnych form leasingu, w tym również wynajmu długoterminowego samochodów.
Standard rozliczeń umów finansowych MSR17, który obowiązywał w Polsce do tej pory, nakładał na wszystkie firmy realizujące usługi leasingowe obowiązek klasyfikowania każdej zawieranej umowy według skomplikowanej i bardzo nieprecyzyjnej metodologii. Poprzez weryfikację kilku podpunktów pozwolić miała ona na udzielenie odpowiedzi na pytanie, czy realizowana usługa funkcjonuje w ramach leasingu finansowego czy operacyjnego. Punkty te były jednak bardzo ogólne, a ich interpretacja mocno subiektywna, co prowadziło do szeregu niedogodności związanych z weryfikacją tego, na jakich zasadach firmy gospodarują leasingowanym mieniem.
Ma być jaśniej i precyzyjniej…
Ponieważ aktywa, które wynikają z umów leasingu operacyjnego, nie muszą być ujmowane bezpośrednio w bilansach korzystających z niego spółek, wszystkie usługi oparte na tak zwanym leasingu operacyjnym, na przykład wynajem długoterminowy samochodów, nie były w ogóle wykazywane w księgach podmiotów użytkujących. Fakt ten, wraz z bardzo niejasnymi kryteriami podziału na leasing operacyjny i finansowy, powodował, że nie można było określić, na jakie rzeczywiste zobowiązania godzą się firmy w związku z realizacją usług leasingu operacyjnego. Wchodzące na początku przyszłego roku przepisy nowego standardu rachunkowości MSSF16 mają na celu zminimalizować wynikające z tego niedogodności.
– Nowy standard sugeruje, że nie tylko usługi, które dotychczas traktowane były w kontekście leasingu, ale również umowy wynajmu, muszą być klasyfikowane jako leasing. Tyczy się to wszystkich umów, które za dokonane opłaty przekazują prawo do decydowania o wykorzystaniu oraz kontrolowania składnika będącego przedmiotem umowy. Innymi słowy, od nowego roku jako leasing będziemy uznawać również wynajem chociażby nieruchomości, który dotychczas traktowany był jako odrębny typ umowy – mówi Jarosław Pleskot, dyrektor finansowy w Carefleet S.A., jednej z czołowych na polskim rynku firm specjalizujących się w leasingu i wynajmie długoterminowym samochodów. – Najważniejszą zmianą z punktu widzenia firm CFM oferujących wynajem długoterminowy jest jednak niemalże całkowite usunięcie podziału na leasing operacyjny i finansowy. Leasing operacyjny, w takiej formie w jakiej znany jest dotychczas, de facto przestanie istnieć. Wszystkie usługi, które dotychczas można było sklasyfikować jako leasing operacyjny, od pierwszego stycznia podlegać będą pod kategorię leasingu finansowego – dodaje Jarosław Pleskot.
Nowe zasady ewidencjonowania umów
Umowy krótkoterminowe, czyli zobowiązania o czasie trwania do 12 miesięcy bez możliwości przedłużenia oraz umowy na środki o niskiej wartości, np. sprzęt komputerowy o wartości do 5 000 dolarów, będą jedynymi przypadkami umów leasingowych, które w dalszym ciągu będą kwalifikowały się do rozliczania w ramach leasingu operacyjnego. Ponieważ umowy wynajmu długoterminowego samochodów konstruowane były dotychczas w oparciu o leasing operacyjny, nowy standard wymusza całkowitą zmianę podejścia do realizacji tego typu kontraktów. Szykuje się także rewolucja w sposobie ewidencji podpisanych umów.
Opłaty, które obciążały konto leasingobiorcy, były dotychczas traktowane całościowo jako czynsz z tytułu umowy leasingowej i jednorazowo obciążały wynik. Nowy standard znacznie skomplikuje pracę księgowości i wymusi na leasingobiorcy wykazanie w pasywach wszelkich zobowiązań z tytułu użytkowania leasingowanych dóbr – mówi Jarosław Pleskot.
Co to oznacza w praktyce? W ramach opłaty za leasing, użytkownik otrzymywał również dostęp do szeregu dodatkowych usług. W przypadku wynajmu długoterminowego były to chociażby serwis, pomoc techniczna, wymiana opon czy ubezpieczenie. Od stycznia opłata za każdą z tych dodatkowych usług musi zostać wydzielona od opłaty za sam leasingowany środek i ewidencjonowana oddzielnie, co znacznie skomplikuje rozliczanie zawartych umów. Leasingodawcy będą musieli zmienić sposoby prezentacji danych.
Większe nakłady na administrację i księgowość w firmie
Jakie niesie to konsekwencje dla firm CFM i ich klientów? Przepisy wpłyną na wszystkie wskaźniki dotyczące płynności finansowej firmy. Wzrosną więc, ze względu na obowiązek wykazania po stronie pasywów zobowiązań z tytułu wynajmu samochodu, wskaźniki zadłużenia, a weryfikacji ulegnie także podstawowy element wyniku przedsiębiorstwa, czyli EBITDA.
– Wyniki mogą ulec zmianom rzędu od kilkudziesięciu do nawet kilkuset procent w przypadku niektórych gałęzi sprzedaży hurtowej, która wykorzystuje w tej chwili bardzo wiele składników podlegających pod nowy standard, takich jak chociażby nieruchomości, magazyny czy leasingi operacyjne. W konsekwencji będziemy zmuszeni ujawniać znacznie więcej informacji, a tyczy się to zarówno operatorów wynajmu, jak i ich klientów. Leasingobiorcy nie tylko będą musieli pozyskać bardziej szczegółowe dane od leasingodawców, ale także ujawniać dużą ich część w sprawozdaniach finansowych. Oczywiście wpłynie to na konieczność zwiększenia nakładów finansowych na administrację czy księgowość w firmie – twierdzi Jarosław Pleskot.
Co warte zauważenia, MSSF16 nie wprowadza jasnych wytycznych, a wyłącznie wskazówki, których różne interpretacje pozwolą dopiero po pewnym czasie poznać prawdziwe oblicze nadchodzącej rewolucji. Prace nad wdrożeniem nowego systemu powinny więc rozpocząć się jak najszybciej, a firmy muszą być gotowe na pewną elastyczność, ponieważ skalę nadchodzących zmian poznamy dopiero po pełnym roku obrotowym od wejścia w życie nowego standardu, kiedy to dodatkowo audytorzy zweryfikują niezbędne dane i ujawnienia w księgach rachunkowych.
Firma doradcza JLL podsumowała sytuację polskim rynku biurowym w I połowie 2018 r.
Karol Patynowski, Dyrektor ds Rynków Regionalnych, JLL
„Polskie miasta dynamicznie się rozwijają, a sektor nieruchomości komercyjnych stanowi istotny element tej zmiany. Korzyści wynikające z tworzenia nowych przestrzeni miejskich stają się coraz ważniejsze dla deweloperów chcących mieć wpływ na proces rozbudowy i ewolucji miasta. Niektóre nowe projekty, w szczególności te wielofunkcyjne, przyczyniają się do ożywienia danego obszaru. Do takich inwestycji należą np. Monopolis w Łodzi, Nowy Rynek w Poznaniu czy Unity Centre w Krakowie. Działania deweloperów i władz miasta pobudzają rozwój danego terenu, dzięki czemu staje się atrakcyjny dla firm, jak również odpowiada na potrzeby lokalnej społeczności. Zmiana w podejściu do nowych projektów spowodowana jest również rosnącą świadomością i wymaganiami najemców oraz konkurencją pomiędzy deweloperami”, informuje Karol Patynowski, Dyrektor ds Rynków Regionalnych, JLL.
Popyt – Kraków liderem poza stolicą
Całkowity popyt na rynku biurowym w Polsce wyniósł na koniec pierwszej połowy roku 686 500 mkw., z czego za blisko 40% odpowiadają główne rynki poza Warszawą[1].
„Stolica Małopolski nadal cieszy się największym zainteresowaniem inwestorów, zwłaszcza z sektora usług biznesowych i bankowości. Ale na uwagę zasługuje też Wrocław oraz Poznań, który dziś odpowiada za 14% popytu w regionach. Łączny popyt na głównych rynkach biurowych poza stolicą wyniósł na koniec pierwszego półrocza 261 800 mkw. Wiele wskazuje na to, że to tempo utrzyma się też w drugiej połowie roku”, dodaje Karol Patynowski.
Największe umowy najmu w I połowie roku podpisali: BZ WBK we własnym biurowcu (17 000 mkw., Wrocław), Komisja Nadzoru Finansowego (14 800 mkw., Piękna 2.0, Warszawa), BZ WBK (14 800 mkw., Business Garden, Poznań), Cambridge Innovation Center (13 500 mkw., Varso II, Warszawa) i PLL LOT, który odnowił umowę w dotychczasowej siedzibie (11 800 mkw., Warszawa).
Większa podaż
W I połowie roku ukończono 430 000 mkw. nowych biur, z czego 256 100 mkw. poza stolicą. W całej Polsce w budowie jest 1,8 mln mkw.
„Rynek biurowy przekroczył 10 mln mkw. powierzchni biurowej. Regiony są tu szczególnie aktywne. W pierwszym półroczu deweloperzy dostarczyli w głównych ośrodkach biznesowych 36% więcej nowoczesnej powierzchni niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. W samym tylko Wrocławiu podaż przekroczyła 1 mln mkw. Zdecydowana większość nowych obiektów powstaje także w Krakowie i Trójmieście. To właśnie ta trójka odpowiada za 70% wolumenu realizowanej nowej podaży, ale wzrost aktywności deweloperów widać w całej Polsce”, dodaje Łukasz Dziedzic, Analityk Rynku, JLL.
Trzy największe projekty biurowe oddane do użytku w I półroczu przypadły na główne rynki poza Warszawą. Były to: Olivia Star w Trójmieście – wieża biurowa oraz najwyższy budynek w północnej Polsce (45 700 mkw.), Sagittarius Business House we Wrocławiu (24 900 mkw.) i krakowski High 5ive – budynki 1 i 2 (20 600 mkw.). Kolejnymi projektami przekazanymi w ręce najemców były warszawskie Proximo II (20 000 mkw.) oraz O3 Business Campus III w Krakowie (19 200 mkw.).
Powierzchnie niewynajęte i czynsze
W Polsce niewynajęte jest ok. 10,2% istniejących zasobów biurowych. Poziom pustostanów w Warszawie to 11,1%, a poza nią 9,3%. Największy odsetek pustostanów Polsce obserwujemy w Lublinie (19,7%), a najniższy w Trójmieście (6,7%).
W centrum Warszawy stawki najmu wynoszą obecnie 17,0 – 23,0 euro / mkw. / miesiąc, a poza nim – 11,0 – 15,0 euro / mkw. / miesiąc. Poza stolicą, najwyższe czynsze transakcyjne notują Kraków (13,5 – 14,6 euro / mkw. / miesiąc), Wrocław (13,7 – 14,5 euro / mkw. / miesiąc) i Poznań (13,6 – 14,5 euro / mkw. / miesiąc), natomiast najniższe charakteryzują Lublin (10,5 – 11,5 / mkw. / miesiąc).
Nie tylko Orlen, ale także supermarkety Auchan stawiają na elektromobilność. Lipiec kończył się dużym ożywieniem.
Przez pół roku w naszym kraju nie uruchomiono, poza nielicznymi wyjątkami łamania prawa, żadnej nowej stacji szybkiego ładowania „elektryków”. To efekt obowiązującej od lutego ustawy o elektromobilności, która miała ułatwić budowę nowych ładowarek, ale w praktyce sparaliżowała cały biznes.
Nowe przepisy wymagały bowiem, aby każda ogólnodostępna ładowarka w Polsce była sprawdzona przez Urząd Dozoru Technicznego. Tymczasem Ministerstwo Energii do dzisiaj nie wydało przepisów na podstawie których UDT mógłby to robić.
Operatorzy od lutego budowali więc nowe stacje, ale nie mogli ich zgodnie z prawem uruchamiać. Sytuację zmieniła dopiero – opublikowana 13 lipca – nowelizacja ustawy o elektromobilności. Usługodawcy mogą włączyć stacje najwcześniej dwa tygodnie po jej opublikowaniu, czyli od 28 lipca.
– Właśnie teraz przybędzie nam kilkadziesiąt szybkich ładowarek samochodów elektrycznych, a w ciągu 2-3 lat infrastruktura będzie wystarczająca przy najważniejszych polskich drogach – mówi w rozmowie z MarketNews24 Bartłomiej Derski, ekspert WysokieNapiecie.pl.
W europejskiej gospodarce pojawiło się więcej optymizmu, zwłaszcza w Niemczech. Jeżeli taki scenariusz utrzyma się, będzie to korzystne dla Polski. Dynamika wzrostu polskiego PKB będzie spadać, ale w mniejszym stopniu i równomiernie.
– Pierwsze półrocze w europejskiej gospodarce było lekkim rozczarowaniem, tempo wzrostu osłabło, ale nastroje znów poprawiają się – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Pomimo wojen handlowych, biznes radzi sobie całkiem dobrze.
Jest to scenariusz korzystny dla Polski. Bo jak wiadomo, nie da się utrzymać tak wysokiego tempa wzrostu PKB, jak w I półroczu, ale spadek tej dynamiki może okazać si≤ę mniejszy niż zakładano.
Pokolenie milenialsów coraz bardziej obawia się o swoją przyszłość. Rozwój robotyki, sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego zmienia charakter i sposób pracy. Dlatego młodzi coraz chętniej myślą o nieetatowych formach zatrudnienia.
– 43 proc. milenialsów deklaruje, że zamierzają zmienić pracę w ciągu najbliższych dwóch lat. Natomiast tylko 28 proc. stwierdziło, że zamierza pozostać w obecnej firmie dłużej niż pięć lat – mówi w rozmowie z MarketNews24 Magdalena Bączyk, menedżer w zespole doradztwa human capital w Deloitte.
Są to wyniki tegorocznego badania Deloitte Millennial Survey, przeprowadzonego w 36 krajach. Warto przy tym zauważyć, że wyniki dla Polski są bardzo zbliżone do tych ogólnych, obejmujących wszystkie kraje.
– Usłyszeliśmy, że 80 proc. młodych oczekuje ciągłego rozwoju zawodowego i szkoleń oferowanych pracownikom przez pracodawców – wyjaśnia w rozmowie z MarketNews24 Anna Łukawska, menedżer w zespole employer brandingu w Deloitte.
Jakie wynikają z tego implikacje dla biznesu? Oczekiwane jest nowe podejście do zarządzania talentem w organizacji. Pracodawcy powinni skoncentrować się na rozwijaniu pracowników przez cały czas ich funkcjonowania na rynku pracy. Firmy powinny zbudować ofertę szkoleń pracowniczych, opartych na kompetencjach, na których najbardziej zależy milenialsom. Istotną wartością jest otwartość na zmianę, a także budowanie umiejętności współpracy w zespole.
Milenialsi chcą mieć wpływ na organizację pracy, więc elastyczne godziny są bardzo dobrym pomysłem. Coraz częściej upatrują szansy na zaspokojenie swoich oczekiwań w nieetatowych formach zatrudnienia.
– Widzimy wyraźnie, że rośnie popularność zawierania krótkoterminowych kontraktów, na czas realizacji konkretnego projektu – mówi Magdaleną Bączyk.
Firma szukająca młodych pracowników powinna to uwzględniać, jeżeli chce skutecznie zakomunikować swoją ofertę na zewnątrz.
– To powinien być element oferty employer brandingowej, przez pryzmat której przyciągamy kandydatów do organizacji i powodujemy, że młodzi ludzie wybierają właśnie nas, jako swoje wymarzone miejsce do pracy – wyjaśnia Anna Łukawska.
W porównaniu z ubiegłorocznym raportem – nowa, siódma edycja „Deloitte Millenial Survey” skupia się na pogłębieniu tego, co badani postrzegają, jako szanse, a co jako zagrożenia we współczesnym, dynamicznie zmieniającym się świecie. Badanie objęło 10 455 przedstawicieli pokolenia Y (urodzonych w latach 1983-1999) z 36 krajów, w tym 303 z Polski. W raporcie wyodrębniono również grupę niemal 1 850 przedstawicieli młodszych millenialsów (urodzonych pomiędzy 1995 a 1999 rokiem) z sześciu krajów, którzy dopiero wchodzą na rynek pracy.
Uniwersytet Coventry planuje we wrześniu 2019 roku otworzyć swoją nową filię we Wrocławiu. Kierownictwo uczelni w zeszłym tygodniu spotkało się w tej sprawie z władzami miasta.
Uniwersytet Coventry został założony w 1843 roku. Zaledwie kilka tygodni temu magazyn Times Higher Education umieścił uczelnię w gronie 100 najlepszych uniwersytetów w Europie (top 100 universities in Europe) pod względem jakości i warunków nauczania, a także w pierwszej europejskiej trójce w kategorii relacji ze studentami.
Władze Uniwersytetu brały pod uwagę również inne czołowe ośrodki akademickie w Polsce, zaś teraz ogłosiły , że swoją najnowszą filię otworzą we Wrocławiu. Ma ona oferować kursy w zakresie przedmiotów zawodowych i technicznych na studiach stacjonarnych i zaocznych, początkowo dla 300 studentów. Wszystkie zajęcia prowadzone będą w języku angielskim, a ich absolwenci otrzymają dyplom Coventry University.
Filia Uniwersytetu Coventry będzie pierwszą tego typu niezależną placówką w Polsce utworzoną przez zagraniczną uczelnię wyższą. W planach jest również możliwość wymiany studenckiej z innymi brytyjskimi jednostkami należącymi do Grupy Coventry University zlokalizowanymi w Coventry, Scarborough i Londynie.
Kształcenie w nowej filii we Wrocławiu będzie oparte na elastycznym modelu, dzięki czemu studenci mogą łączyć naukę z pracą w niepełnym wymiarze godzin, co ułatwi finansowanie studiów.
Uczelnia planuje bliską współpracę z lokalnymi firmami, aby wypracować model edukacji kształcący wykwalifikowanych absolwentów gotowych do podjęcia pracy, wyposażonych w wiedzę i umiejętności zawodowe zwiększające ich szanse zatrudnienia.
Początkowo oferowane programy będą obejmować poziom studiów licencjackich w dziedzinie biznesu, cyberbezpieczeństwa i IT, inżynierii, hotelarstwa i turystyki. Przedstawiciele uczelni zidentyfikowałali je jako jako najbardziej rozwojowe w regionie dolnośląskim. Uniwersytet zamierza rozszerzać portfel kursów.
Prorektor Uniwersytetu Coventry John Latham w towarzystwie osób reprezentujących senat uczelni odwiedzały Wrocław już kilkakrotnie w ciągu ostatnich lat, spotykając się z władzami miasta, w tym także z Prezydentem Wrocławia Rafałem Dutkiewiczem, aby ocenić możliwości uruchomienia filii.
Uczelnia współpracuje już z Politechniką Wrocławską prowadząc program magisterski w zakresie europejskich systemów i kontroli, dając studentom możliwość studiowania w Polsce i w Coventry.
Prorektor John Latham powiedział:
John Latham
„Nasze wizyty w samym mieście i na uczelni partnerskiej zainspirowały nas do założenia filii we Wrocławiu. Bardzo mocno koncentrujemy się na umożliwieniu studentom zdobycia doświadczenia i zwiększenia szans na rynku pracy, a zauważyliśmy, że lokalna społeczność nasze wartości podziela. Istnieje wielki apetyt na edukację w elastycznym modelu, jaki oferujemy. Dzięki temu studenci mogą się kształcić jednocześnie pracując i podnosząc swoje umiejętności.
Młodzi ludzie z Polski i Europy Środkowej wysoką cenią edukację w Wielkiej Brytanii, a my chcemy podkreślić, że bardzo mile ich widzimy na brytyjskich uniwersytetach, w tym także na naszym Uniwersytecie Coventry.
Otwierając filię pragniemy pokazać, że będziemy oferować elastyczną i zorientowaną na rozwój kariery lokalną alternatywę, która umożliwi zdobycie dyplomu brytyjskiej uczelni wyższej w dziedzinach, w których występuje największe zapotrzebowanie wśród pracodawców.”
Prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz powiedział:
Rafał Dutkiewicz – Prezydent Wrocławia
„We Wrocławiu od lat konsekwentnie budujemy gospodarkę opartą na wiedzy starając się przy tym jak najmocniej włączyć miasto w międzynarodową wymianę wiedzy. Inwestycja Uniwersytetu Coventry z jednej strony wpisuje się więc w naszą długofalową strategię, z drugiej stanowi przedsięwzięcie absolutnie pionierskie.
Po raz pierwszy w historii renomowana zagraniczna uczelnia zdecydowała się na tak znaczące zaangażowanie w życie polskiego miasta i otworzenie u nas swojej filii. Jesteśmy przekonani, że skorzystają na tym zarówno nasi mieszkańcy jak i Uniwersytet Coventry – uznawany za jeden z najlepszych oraz najbardziej innowacyjnych w Europie”.
Prezes Agencji Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej Ewa Kaucz powiedziała:
„Siłą Wrocławia już dziś jest bogate zaplecze akademickie, a inwestycja Uniwersytetu Coventry dodatkowo je wzmocni. Jako miasto zyskamy kolejny atut w rozmowach z potencjalnymi inwestorami oraz magnes przyciągający nowych mieszkańców. Jesteśmy przekonani, że filozofia kształcenia zaproponowana przez uczelnię, znakomicie wpisze się w realia wrocławskiego rynku pracy, otworzy kolejne perspektywy tak przed studentami jak i przed firmami, w których będą oni w przyszłości pracować”.
Pasażerowie, którzy podczas rezerwacji zrobią drobny błąd w imieniu lub nazwisku, jeśli zauważą go dopiero na lotnisku, będą musieli zapłacić za korektę nawet do 760 zł.
Nadanie bagażu do luku może podnieść cenę biletu nawet o 692 zł w jedną stronę.
Bilet dla niemowlęcia bywa cztery razy droższy od biletu dorosłego pasażera.
Dzięki tanim przewoźnikom świat dla wielu stanął otworem. Polacy mogą znaleźć tanie loty w cenach zaczynających się już od kilkunastu złotych. Moment nieuwagi może jednak o niebo podnieść końcową kwotę na bilecie: wybór miejsca na pokładzie, bagaż rejestrowany czy zmiana danych to bowiem dodatkowy koszt rzędu nawet kilkuset złotych! KAYAK.pl przeanalizował oferty najpopularniejszych tanich linii lotniczych i przygotował zestawienie usług, których podróżni powinni wystrzegać się najbardziej.
Literówka o wartości 760 zł!
Sądząc po liczbie obsługiwanych pasażerów, Ryanair jest jedną z ulubionych linii lotniczych Polaków. Nic w tym dziwnego – na stronie przewoźnika można znaleźć bilety już za 29 zł. Należy jednak pamiętać o opłatach za dodatkowe usługi, które bezlitośnie mogą obciążyć portfel podróżujących. Najkosztowniejsza może okazać się… literówka. Aby ją poprawić lub zmienić nazwisko na bilecie, pasażerowie irlandzkiego przewoźnika zapłacą aż 760 zł, jeśli błąd zauważą dopiero na lotnisku. Oznacza to, że korekta danych, może być 26 razy droższa niż sam lot!
W przypadku Norwegian Air Shuttle, cena biletu po uwzględnieniu opłaty za zmianę imienia może wzrosnąć o 432 zł. Wyjątkami w tej kategorii są EasyJet i WizzAir, które wykazują się dużą wyrozumiałością i pozwalają na bezpłatne skorygowanie literówki. Jednak każda większa lub całkowita zmiana danych personalnych w przypadku węgierskiego przewoźnika to koszt rzędu 201 zł, zaś w EasyJet – 275 zł.
Bagaż na wagę złota
Podróżowanie jedynie z bagażem podręcznym nie jest niemożliwe. Dla niektórych jednak duża walizka jest koniecznością i zapewne te osoby doskonale wiedzą, że wybierając tanie linie lotnicze, będą musiały dodatkowo zapłacić za taki luksus. Koszty nadania walizki mogą jednak wydać się zaskakująco wysokie nawet osobom, które spodziewają się dodatkowych opłat. Podróżni, którzy planują lot z Norwegian Air Shuttle, muszą liczyć się z jednymi z najwyższych cen bagażu rejestrowanego – u norweskiego przewoźnika mogą one osiągać nawet do 692 zł na międzynarodowych lotach łączonych. Drugie miejsce na tym niechlubnym podium zajmuje WizzAir, który pobiera do 372 zł za 32-kilogramowy bagaż, czyli ponad 20 razy więcej niż najtańszy bilet, jaki można znaleźć na stronie przewoźnika.
Decyzja o dodatkowej walizce podjęta na ostatnią chwilę również nie sprzyja oszczędnościom. W przypadku dodania bagażu do rezerwacji dopiero na lotnisku, zamiast wykupienia takiej opcji wcześniej, EasyJet pobiera opłatę 225 zł, a Ryanair – do 270 zł.
Miejsce przydzielone automatycznie to oszczędność nawet 150 zł
Zarówno osoby podróżujące w grupie, jak i pasażerowie, których natura obdarzyła długimi nogami, są wdzięczni liniom lotniczym za możliwość wyboru miejsca w samolocie. WizzAir oferuje taką usługę od nieco powyżej 4 zł (1€), jednak cena może osiągnąć też zawrotną kwotę 223 zł. Jak pokazuje analiza, nie tylko u tego przewoźnika za takie udogodnienie trzeba słono zapłacić. Pasażerowie Ryanaira, którzy sami chcą zdecydować, gdzie będą siedzieć w trakcie lotu, muszą się liczyć z dodatkowym kosztem 56 zł. W Norwegian Air Shuttle zapłacą do 125 zł, zaś w EasyJet – nawet do 150 zł.
Czas to pieniądz
Wszyscy popełniają błędy, ale czasami cena, jaką trzeba za nie zapłacić może wydać się wygórowana. Pasażerowie, którzy pomylili godzinę podczas kupowania biletu lub po prostu muszą zmienić datę wyjazdu, nie tylko będą zmuszeni uregulować różnicę w cenie lotu, ale również uiścić dodatkową opłatę. W szczycie sezonu i jeśli do planowanej podróży jest mniej niż 60 dni, pasażerowie linii WizzAir zapłacą do 179 zł. Koszt zmiany daty rezerwacji w EasyJet wyniesie nawet dodatkowe 275 zł, a za to samo Ryanair może pobrać aż 411 zł. Z opłatami sięgającymi 432 zł zdecydowanie najdroższy okazuje się jednak Norwegian Air Shuttle.
Niemowlę siedzące na kolanach opiekuna zapłaci za lot więcej niż dorosły?
Coraz więcej rodzin decyduje się na podróżowanie samolotem z niemowlętami. Jednak wbrew przewidywaniom, zabranie dziecka na pokład może kosztować ponad 4 razy więcej niż bilet dorosłego, nawet jeśli podróżuje ono na kolanach opiekuna.
Norwegian Air Shuttle wydaje się być linią najbardziej przyjazną małym podróżnikom. Za dziecko poniżej 2. roku życia, które leci na kolanach opiekuna, przewoźnik pobiera opłatę o wartości 10% ceny biletu dorosłego pasażera. W WizzAir niemowlęta mogą podróżować na kolanach osoby dorosłej w cenie od 36 do 120 zł za lot w jedną stronę. Jeśli jednak cena pełnego biletu jest niższa niż 116 zł (27 €), opłata za dziecko maleje i zrównuje z kosztem biletu opiekuna, co również jest ukłonem w stronę osób wyjeżdżających z maluchami. Z kolei EasyJet pobiera ryczałtowe 110 zł w jedną stronę; podobnie jak Ryanair, który nalicza stałą kwotę 120 zł.
Ryanair
Easy Jet
WizzAir
Norwegian Air Shuttle
Opłata za niemowlę
120 zł
110 zł
36-120 zł
10% ceny biletu dorosłego
Wybór miejsca
do 56 zł
do 150 zł
4-223 zł
do 125 zł
Bagaż rejestrowany
do 270 zł
(225 zł online)
do 225 zł
do 372 zł
do 692 zł
Opłata za zmianę imienia
do 760 zł
do 275 zł
201 zł
do 432 zł
Opłata za zmianę lotu
do 411 zł
(plus różnica w cenie biletu)
do 275 zł
(plus różnica w cenie biletu)
do 178 zł
(plus różnica w cenie biletu)
do 432 zł
(plus różnica w cenie biletu)
Najtańszy lot dostępny na stronie
29 zł
48 zł
18 zł
99 zł
Marta Krywult, Rzecznik Prasowy KAYAK.pl, komentuje: „Nie ma wątpliwości, że dzięki konkurencyjnym cenom połączeń tanie linie otworzyły dla wielu możliwość odkrywania świata. O ile podróżnych zadowala pakiet podstawowy, bo – jak pokazuje nasza analiza – za każde udogodnienie Polacy często muszą słono zapłacić. Wiedza o dodatkowych kosztach pobieranych przez przewoźników i wzmożona uwaga podczas rezerwacji mogą uchronić podróżnych przed wieloma niespodziewanymi opłatami. Na stronie KAYAK.pl umożliwiamy naszym użytkownikom wgląd w całkowity koszt biletu lotniczego, w tym również w opłaty za usługi dodatkowe, dzięki temu pasażerowie mogą być pewni, że wybrali najkorzystniejszą opcję podróży”.
Uwagi
Analiza powstała w oparciu o informacje dostępne na oficjalnych stronach internetowych linii lotniczych, aktualnych 12 lipca 2018 roku. Ceny podano w PLN lub w przeliczeniu zgodnie z kursem wymiany nbp.pl z 12 lipca 2018 roku. Najtańsze oferty lotnicze podane są zgodnie z promocjami promowanymi na stronach internetowych linii lotniczych w dniu 12 lipca 2018 r. Wszystkie ceny mogły ulec zmianie, mogą się różnić lub nie być dłużej dostępne.
Najpopularniejsze tanie linie lotnicze zostały wybrane według liczby pasażerów obsłużonych w 2017 roku zgodnie z danymi Urzędu Lotnictwa Cywilnego.
Firma Colliers International opublikowała najnowszy raport z badań, zatytułowany „CEE Labour Force Riddle”, z którego wynika, że bardzo niski poziom bezrobocia, dynamiczny wzrost, emigracja oraz szybki rozwój sektora usług przyczyniły się do wystąpienia w regionie CEE-6 poważnych niedoborów siły roboczej.
Dostępność pracowników to prawdopodobnie najważniejszy czynnik brany obecnie pod uwagę przez spółki podczas weryfikacji planów biznesowych i oceny perspektyw w danym regionie. Bardzo niski poziom bezrobocia, dynamiczny wzrost, emigracja oraz szybki rozwój sektora usług nałożyły się na siebie, sprawiając, że w regionie CEE-6 wystąpiły poważne niedobory siły roboczej. Jeżeli nie zostaną podjęte środki zaradcze, w perspektywie średnio- i długoterminowej należy się spodziewać zahamowania wzrostu PKB, a może nawet recesji, co najprawdopodobniej położy się cieniem na prywatnych inwestycjach w tym regionie. Jeżeli ten scenariusz się ziści, pociągnie za sobą negatywne konsekwencje w postaci spadku popytu na nieruchomości komercyjne w regionie Europy Środkowo-Wschodniej w następnym cyklu.
Mark Robinson, specjalista ds. badań w regionie CEE
— Mamy do czynienia z tego rodzaju problemami, ponieważ, jak wskazują dane historyczne, po osiągnięciu niskiego poziomu bezrobocia – co jest zjawiskiem cyklicznym – następuje zazwyczaj zastój gospodarczy. W okresie zastoju mają miejsce zwolnienia pracowników, stopa bezrobocia rośnie, a dostępność siły roboczej wraca do swoistej równowagi. Ten mechanizm pociąga za sobą trudności ekonomiczne, co nie leży w interesie decydentów, biznesu i podmiotów działających na rynkach nieruchomości — wyjaśnia Mark Robinson, specjalista ds. badań rynku w regionie CEE w Colliers International.
Dostrzegamy sześć potencjalnych rozwiązań tego problemu:
Powrót siły roboczej z Zachodu. Z danych, które przedstawiliśmy w raporcie „Labour Force Boomerang”, opublikowanym w lipcu 2017 r., wynikało, że w 2016 r. na Zachód wyemigrowało kolejne 0,5 miliona obywateli państw z grupy CEE-6. Tytułowy „bumerang” wprawdzie jeszcze do nas nie wrócił, wystąpiły już jednak warunki gospodarcze sprzyjające powrotom, takie jak wzrost płac w regionie Europy Środkowo-Wschodniej.
Imigracja ze Wschodu, z byłych republik Związku Radzieckiego i innych państw, może zasilić siłę roboczą w regionie CEE-6. W państwach należących do grupy CEE-6 po raz pierwszy daje się odczuć obecność obcokrajowców. Z danych Banku Światowego wynika, że w 2017 r. cudzoziemcy stanowili 7,1% populacji Czech. Najniższy odsetek obcokrajowców, wynoszący 1,8% populacji, odnotowano w Polsce. Jak szacuje Bank Światowy, w grupie tej znalazło się 221 307 Ukraińców, chociaż wartość ta może być w rzeczywistości znacznie wyższa. Ukraińcy przyczyniają się do dobrych wyników polskiej gospodarki i pomagają w rozwiązaniu problemów demograficznych i związanych z rynkiem pracy. Siły roboczej dostarczają również kraje należące do Wspólnoty Niepodległych Państw, takie jak Rosja, Białoruś czy Mołdawia.
Podwyższenie jakości pracy wykonywanej w regionie poprzez lepsze wykształcenie i szkolenia pracowników mające na celu poprawę wydajności. Pozyskanie pracowników zatrudnionych w sektorze publicznym może stanowić dobre rozwiązanie zwłaszcza na Węgrzech i w Słowacji.
Podwyższenie poziomu aktywności zawodowej wśród osób pomiędzy 15 a 64 rokiem życia, a być może również wśród osób w wieku emerytalnym. W ciągu ostatnich 15 lat państwa z grupy CEE-6 z powodzeniem wdrażały strategie mające na celu zwiększenie w tych grupach wiekowych odsetka osób chętnych i gotowych do podjęcia pracy.
Automatyzacja pracy i skrócenie tygodniowego wymiaru czasu pracy może stanowić skuteczne rozwiązanie. Automatyzacja pozwala zwiększyć wydajność w przeliczeniu na jednego pracownika poprzez zmniejszenie ogólnej liczby osób zatrudnionych. Napięta sytuacja na rynku pracy może sprzyjać inwestowaniu w automatyzację. Wprawdzie zagrożenie wynikające z automatyzacji pracy występuje nie tylko w regionie CEE-6, ale na całym świecie, jednak to właśnie w Europie Środkowo-Wschodniej sytuacja na rynku pracy jest napięta, a udział produkcji przemysłowej w PKB wysoki. Niewykluczone, że w przemyśle szybciej niż w sektorze usług automatyzacja pozwoli zaspokoić zapotrzebowanie na siłę roboczą. Pierwsze oznaki tego zjawiska można już zaobserwować w Niemczech, gdzie w niektórych fabrykach samochodów tydzień pracy został skrócony do 28 godzin. Region CEE-6 może równie dobrze pójść w ślady niemieckiego przemysłu motoryzacyjnego.
Recesja w państwach należących do grupy CEE-6 nie jest wprawdzie nieunikniona, jednak inflacja już rośnie, a banki centralne zaczynają podnosić stopy procentowe. Problem może więc rozwiązać się sam, ponieważ zastój gospodarczy / recesja spowodują spadek zapotrzebowania na siłę roboczą.
Naszym zdaniem scenariusze 1 i 2 będą prawdopodobnie stanowiły istotne czynniki w ujęciu krótkoterminowym. Rozwiązania 3 i 4 mają z natury charakter bardziej długoterminowy. Scenariusze 5 i 6 są mniej optymistyczne z perspektywy osób poszukujących zatrudnienia.
Jak co tydzień, w piątek wieczorem komisja CFTC opublikowała najnowszy raport Commitment of Traders. Raporty CFTC dają nam wiedzę na temat otwartych pozycji na giełdzie Chicago Mercantile Exchange oraz New York Board of Trade. W raporcie zawarte jest ponad 70% wszystkich otwartych pozycji na rynku kontraktów futures. Dzięki danym zawartym w raporcie możemy przewidywać główne trendy na rynkach finansowych, niemniej jednak warto podkreślić, że są publikowane z trzydniowym opóźnieniem. W przypadku analizy średnio i długoterminowych trendów takie opóźnienie jest do zaakceptowania.
Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku walutowy
Źródło: Opracowanie własne
Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających na rynku surowcowym
Źródło: Opracowanie własne
Strzałka zielona – na rynku znajduje się coraz więcej pozycji długich lub krótkich. Zielona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji długich
Strzałka czerwona-pozycje długie lub krótkie są zamykane. Czerwona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji krótkic
MACD – podawane jest dla USD, jako waluty kwotowanej np. JPY/USD, CAD/USD, EUR/USD
Z ostatniego raportu COT wynika, że fundusze lewarowane interesują się Bitcoinem oraz Euro.
BTCUSD – coraz więcej pozycji krótkich
Pomimo ostatniego wzrostu pierwszej kryptowaluty na świecie fundusze lewarowane w swoich portfelach utrzymują coraz więcej pozycji krótkich. Tym razem na rynku kontraktów terminowych kapitał lewarowany otworzył ponad 323 pozycji krótkich oraz zamknął 116 pozycji długich. Co więcej jest to już piąty tydzień z rzędu, gdzie fundusze otwierają coraz więcej pozycji krótkich.
Pozycje funduszy lewarowanych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone – pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto
Źródło: Cme Group
Patrząc ze strony analizy technicznej na interwale dziennym mamy krótkoterminowy trend wzrostowy. Po pokonaniu ostatniego oporu 7 700 USD strona kupująca otworzyła drogę w okolicę 8 400 USD, gdzie notowania zostały zatrzymane. Jeżeli kupującym udałoby się pokonać kolejny opór, to kolejny cel znajduje się w okolicy 9 900 USD. Aczkolwiek oscylator stochastyczny wskazuje na negatywną dywergencję (notowania wzrastały, natomiast oscylator nie).
Notowania BTCUSD, interwał dzienny
Źródło: Admiral Markets
Oprócz tego mamy niedźwiedzi wydźwięk raportu COT. W takim przypadku bazowym scenariuszem pozostanie wyprzedaż BTC w okolicę 7 400 USD. Pokonanie strefy wsparcia świadczyłoby o sile sprzedających, co mogłoby doprowadzić do kontynuacji wyprzedaży w okolicę 6 000 USD.
EUR/USD – czy to koniec spadków?
Przez kilka ostatnich tygodni fundusze lewarowane na parze walutowej EURUSD nie powiększały swojego zaangażowania po krótkiej stronie rynku. Ostatni raport wskazuje wręcz coś odwrotnego, fundusze powiększyli zaangażowanie po długiej stronie rynku o 1 594 kontrakty. Z kolei pozycje krótkie zostały zredukowane o 1 366 kontrakty. Czy jest to już odwrócenie trendu? Tak, ale czy długoterminowe? Prawdopodobnie tak, ponieważ przez ostatnie kilka tygodni fundusze nie kwapiły z dobieraniem krótkich pozycji, a sama podaż była spowodowana przez zamykanie wcześniej nagromadzonych pozycji długich.
Pozycje funduszy lewarowanych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone – pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto
Źródło: Cme Group
Z punktu widzenia analizy technicznej notowania EURUSD znalazły się w konsolidacji. Dolna banda znajduje się w okolicy 1.154, natomiast górna 1.179. Aktualnym celem kupujących jest prawdopodobnie górna banda konsolidacji. Jeżeli kupującym udałoby się ją pokonać, to kolejnym celem będzie okrągły, psychologiczny poziom 1.20.
W orzecznictwie Sądu Najwyższego oraz sądów powszechnych ukształtował się pogląd, zgodnie z którym organy podatkowe mogą wykorzystywać instytucję skargi pauliańskiej w celu dochodzenia wierzytelności publicznoprawnych. Egzekwowanie przez fiskusa należności podatkowych poprzez stosowanie środka charakterystycznego dla stosunków cywilnoprawnych – pomimo iż jest niekorzystne dla samych podatników – uznane zostało przez Trybunał za działanie zgodne z Konstytucją RP.
Organy podatkowe, choć mają wiele możliwości prawnych dochodzenia należności publicznoprawnych na gruncie przepisów podatkowych, coraz powszechniej korzystają z tzw. skargi pauliańskiej, a więc instytucji prawa cywilnego. Fiskus, chcąc rozszerzać odpowiedzialność osób trzecich za zobowiązania podatkowe w oparciu o narzędzia prawne funkcjonujące w prawie cywilnym, doprowadza do zachwiania równowagi pomiędzy ochroną interesu państwa a konstytucyjnymi prawami jednostki.
Wyrokiem z 18 kwietnia 2018 r. Trybunał Konstytucyjny (sygn. K 52/16), który rozpoznawał skargę z wniosku Rzecznika Praw Obywatelskich, orzekł, iż stosowanie regulacji cywilnoprawnej w stosunku do egzekucji należności publicznoprawnych jest zgodne z ustawą zasadniczą – Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej. To orzeczenie umacnia dotychczasową pozycję fiskusa względem podatników i osób trzecich, będących nabywcami zakwestionowanych transakcji. Korzystając ze skargi pauliańskiej, organy podatkowe będą bowiem mogły prowadzić egzekucję z przedmiotów majątkowych przeniesionych przez podatnika na osoby trzecie z pierwszeństwem przed innymi wierzycielami.
Skarga pauliańska – zasada prawna Kodeksu cywilnego w rękach skarbówki
Ustawa z dnia 23 kwietnia 1964 r. Kodeks cywilny (Dz.U. z 2017 r. poz. 459, dalej: „k.c.”) reguluje instrument prawny ochrony wierzyciela w razie niewypłacalności dłużnika, tzw. skargę pauliańską (łac. actio pauliana). Jej istota sprowadza się do tego, że jeżeli wskutek czynności prawnej dłużnika dokonanej z pokrzywdzeniem wierzycieli osoba trzecia uzyskała korzyść majątkową, każdy z wierzycieli może żądać uznania tej czynności za bezskuteczną w stosunku do niego, jeżeli dłużnik działał ze świadomością pokrzywdzenia wierzycieli, a osoba trzecia o tym wiedziała lub przy zachowaniu należytej staranności mogła się dowiedzieć (art. 527 § 1 k.c.). Czynność prawna dłużnika jest uznawana za dokonaną z pokrzywdzeniem wierzycieli w przypadkach określonych w art. 527 § 2 k.c.
Uznanie za bezskuteczną czynności prawnej dokonanej z pokrzywdzeniem wierzycieli następuje poprzez powództwo lub zarzut przeciwko osobie trzeciej, która uzyskała korzyść z tej czynności. Omawiana regulacja ma charakter prywatnoprawny i nie znajduje swojego odpowiednika na gruncie przepisów podatkowych. Dlatego też przedmiotem ochrony skargi pauliańskiej są wierzytelności cywilnoprawne. Jednakże administracja skarbowa coraz częściej decyduje się wykorzystywać omawiany środek prawny do dochodzenia należności publicznoprawnych.
Fiskus uznaje, że składanie do sądów powszechnych pozwów w sprawach podatkowych jest dopuszczalne, ponieważ posiadane przez skarbówkę narzędzia prawno-finansowe nie są tak skuteczne jak to, które zakłada, że sąd może uznać za bezskuteczną wobec Skarbu Państwa czynność prawną dokonaną przez podatnika z osobą trzecią z pokrzywdzeniem wierzyciela. Praktyka fiskusa nie ma jednak oparcia w obowiązujących przepisach prawa, a wynika jedynie z ugruntowanej w ostatnich latach linii orzeczniczej sądów powszechnych i Sądu Najwyższego, która istotnie modyfikowana była na przestrzeni ostatnich lat.
Wykorzystywanie przez organy podatkowe przepisów Kodeksu cywilnego w celu egzekucji zobowiązań podatkowych w stosunku do osób trzecich jest działaniem nieprawidłowym i niekorzystnym dla samych podatników. Potrzeba poszukiwania przez fiskusa nowych sposobów na obciążenie osób trzecich odpowiedzialnością za zobowiązania publicznoprawne nie może bowiem prowadzić do rozszerzania katalogu osób trzecich wskazanych w Ustawie z dnia 29 sierpnia 1997 r. Ordynacja podatkowa (Dz.U. z 2018 r. poz. 800, dalej: „Ordynacja Podatkowa”). Art. 107 § 1 tej ustawy określa zaś, że osobami trzecimi, które ponoszą odpowiedzialność z tytułu cudzych zaległości podatkowych, mogą być wyłącznie podmioty wskazane w art. 110–117b Ordynacji Podatkowej. Tym samym stosowanie innych środków prawnych, które nie są unormowane na gruncie przepisów prawa podatkowego czy rozszerzanie zamkniętego katalogu osób trzecich nie może stanowić podstawy legalnego stosowania skargi pauliańskiej do egzekwowania należności podatkowych przez Skarb Państwa w drodze analogii.
Dostrzegłszy te nieprawidłowości, Rzecznik Praw Obywatela zdecydował o złożeniu skargi do Trybunału Konstytucyjnego, w której wskazał na naruszenie przez organy podatkowe zasady poprawnej legislacji.
Trybunał Konstytucyjny zdecydował: działania fiskusa zgodne z Konstytucją RP
W wyroku z 18 kwietnia 2018 r. Trybunał Konstytucyjny orzekł, że skarga pauliańska w zakresie, w jakim znajduje zastosowanie na zasadzie analogii do ochrony należności publicznoprawnych, jest zgodna z art. 2 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej. Tym samym Trybunał uznał działanie organów podatkowych za prawidłowe. Podkreślił też, że wykorzystywanie skargi pauliańskiej przez Skarb Państwa nie narusza zasad poprawnej legislacji i zaufania obywatela do państwa. W ocenie Trybunału skarga pauliańska nie jest formą uprzywilejowania organów podatkowych i jest właściwie wykorzystywana w prawie publicznym.
Według Trybunału wykorzystywanie omawianej regulacji cywilnoprawnej ma na celu zabezpieczenie efektywnego wyegzekwowania istniejących wierzytelności publicznoprawnych oraz przeciwdziałanie procederowi unikania daniny należnej Skarbowi Państwa. Jako że skarga pauliańska nie nakłada na dłużnika nowych obowiązków podatkowych ani nie powoduje rozszerzenia zakresu opodatkowania, Trybunał uznał, iż nie dochodzi do naruszenia zasady ograniczonej analogii w prawie podatkowym.
Poza tym stwierdził, że organ władzy publicznej, który w swojej działalności wykorzystuje skargę pauliańską, nie działa władczo w stosunku do podatnika, a jest jedynie podmiotem dochodzącym swoich roszczeń w procesie cywilnym. Ponadto Trybunał wskazał, że stosowanie skargi w drodze analogii do ochrony należności publicznoprawnych zostało ugruntowane w orzecznictwie sądowym w Polsce.
Kolejne umocnienie pozycji fiskusa względem podatnika?
Omawiane orzeczenie umacnia dotychczasową pozycję fiskusa, który w sporach z podatnikami już wielokrotnie sięgał po instytucję skargi pauliańskiej. W praktyce fiskus będzie jeszcze odważniej stosować regulacje prawa cywilnego, które doprowadzić mogą do skutecznego podważenia zawartych umów sprzedaży, darowizn czy chociażby umów intercyzy przenoszących majątek na jednego ze współmałżonków. Poza tym nie można tracić z pola widzenia, iż organy skarbowe nie będą zobowiązane udowadniać, że nabywca miał świadomość istnienia zaległości i zobowiązań podatkowych dłużnika. Będą musiały jedynie wykazać, że nabywca mógł się o tych zobowiązaniach dowiedzieć, co będzie zmuszać podmioty do zachowania dużej ostrożności przy zawieraniu umów.
W tej sytuacji podmioty będące stronami transakcji związanych z nabywaniem praw powinny szczególnie uważnie badać aspekty finansowo-podatkowe podejmowanych transakcji, tak aby w przyszłości uniknąć potencjalnej odpowiedzialności za długi podatkowe zbywcy.
Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.
Prezydent USA ponownie wraca do swojego najgłośniejszego programu z kampaniii wyborczej. Tym razem może dojść do paraliżu rządu. Polska dzięki serii sztuczek finansowych pokazała rekordową nadwyżkę.
Trump grozi “shutdown-em”
Donald Trump wraca do swojej obietnicy wyborczej budowy muru. Zapowiedział, że w nowym budżecie znajdą się na niego pieniądze. Rok budżetowy kończy się w USA 30 września, czyli już za 2 miesiące. Jest to o tyle ważne, że w momencie nie uchwalenia budżetu pojawia się procedura zamknięcia rządu. Polega ona na tym, że na przymusowy urlop idą wszyscy pracownicy nie odpowiedzialni za szeroko pojęte bezpieczeństwo. W tym miejscu należy przypomnieć, że w czwartym kwartale są wybory uzupełniające w USA. W rezultacie obie partie będą skłonne iść na konflikt by obarczyć drugą za problemy jeszcze przed wyborami. Z tego właśnie powodu Republikanie mogą być mniej chętni realizować pomysł reformy imigracyjnej oraz budowy muru. Nie jest dobrze widziany przez umiarkowanych wyborców. Ewentualne zamknięcie rządu powinno przełożyć się na osłabienie dolara.
Nadwyżka w budżecie po 6 miesiącach
Po pół roku mieliśmy 9,5 miliarda złotych nadwyżki. Wydawać by się mogło, że to bardzo dobra wiadomość, bo mamy środki na spłatę zadłużenia. Oznaczałoby to, że nie będziemy żyć na koszt przyszłych pokoleń. Nic bardziej mylnego. Pomimo nadwyżki budżetowej zadłużenie rośnie. Na szczęście za względu na bardzo wysoką stopę wzrostu gospodarczego dług w relacji do PKB spada. Strach pomyśleć co będzie w sytuacji gorszej koniunktury. Skoro teraz przy rekordowo niskim bezrobociu wciąż się zadłużamy co będzie jeżeli sytuacja się pogorszy. Nie znaczy to oczywiście, że powinniśmy panikować bo w dalszym ciągu jest naprawdę dobrze, po prostu nie aż tak jakby z tej nadwyżki mogło się wydawać. Co zatem stanie się z nadwyżką budżetową? Prawdopodobnie to samo co w zeszłym roku. Sztuczki inżynierii finansowej mają jedną wadę – na koniec okresu rozliczeniowego trzeba je ujawnić. Zeszły rok miał do listopada bardzo dobre wyniki, po czym nagle cały deficyt się ujawnił. Wielu analityków uważa, że teraz ponownie mamy do czynienia z szybszym zbieraniem podatków a opóźnieniem wydatków. To prawdopodobnie dlatego pomimo tego, że nadwyżka niemal 10 miliardów złotych do świetna informacja złoty właściwie nie zareagował.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:00 – Niemcy – inflacja konsumencka,
16:30 – USA – Indeks Dallas FED dla przemysłu.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl