Millenialsi – jak się z nimi komunikować?

Marcin Żukowski, Team Leader agencji interaktywnej Mint Media
Marcin Żukowski, Team Leader agencji interaktywnej Mint Media

Millenialsi, czyli pokolenie Y to największe wyzwanie dla marketerów, sprzedawców i pracodawców. Głównym problemem jest znalezienie właściwego sposobu komunikacji z tą grupą. Jak i czy w ogóle można do nich skutecznie trafić?

Kredyt, samochód, mieszkanie…

O millenialsach, czyli urodzonych między 1980 a 2000 rokiem, mówi się coraz częściej. Słyszymy na ich temat różne opinie. Jedno jest pewne – często mają problem z podejmowaniem tzw. dorosłych decyzji takich jak wzięcie kredytu, kupno mieszkania, samochodu etc. Jest to także pokolenie technologii, dla których smartfon, laptop i tablet oraz stały dostęp do internetu stały się niezbędne. Dlatego wszyscy zadają sobie pytania: jak do nich dotrzeć, jakie są ich oczekiwania od życia i pracodawców i co jest tak naprawdę dla nich istotne?

Najważniejszy jest rozwój

Pokolenie Y to nie lada wyzwanie dla pracodawców. Millenialsi są nastawieni na ciągły rozwój, gratyfikacje – finansowe i nie tylko, a także coraz ciężej zatrzymać ich w jednym miejscu pracy. Działy HR dużych firm ciągle dokładają starań aby sprostać ich oczekiwaniom. Patrząc z drugiej strony, jest to pokolenie, które bardzo mocno stawia na rozwój, więc to dobra wiadomość z punktu widzenia pracodawcy. Naukowcy zauważyli także, że millenialsów cechuje znacznie wyższy narcyzm niż przedstawicieli pokolenia X. Co ciekawe, przedstawiciele powojennego wyżu byli już określani jako ci skupieni na samorealizacji. Ego millenialsów jest jednak znacznie większe, a „epidemia narcyzmu” przypadła na lata 2000 – 2006 i stale się rozwija. Warto mieć to na uwadze, gdyż do 2025 roku będą oni stanowić 75% światowej siły roboczej.

Komunikacja – jak odnaleźć z nimi wspólny język?

Millenialsów mimo różnic społecznych czy finansowych wiele łączy. Komunikują się za pomocą wspólnego kodu kulturowego. Niemal każdy z nich zna bardzo dobrze język angielski i na co dzień często się nim posługuje. Niezależnie od tego, z której części ‘globalnej wioski’ pochodzą, słuchają tych samych wykonawców i oglądają te same seriale. Zatem warto ich poznać, aby móc się z nimi swobodnie komunikować. Dla millenialsa niezwykle ważna jest przestrzeń komunikacji i przestrzeń do wyrażania swoich opinii, dlatego jeśli chcemy nawiązać z nim wspólny język postarajmy się zrozumieć ich świat i zaprośmy do współuczestnictwa w naszym świecie.

Feedback ma znaczenie

Dla tego pokolenia niezwykle istotny jest feedback. Cenią sobie wiadomość zwrotną szczególnie w pracy – to robisz dobrze, to źle, to musisz poprawić itp. Millenialsi się przyzwyczajeni do dialogu, dlatego rozmawiając z nimi budujemy relację. Mimo wielu negatywnych opinii są to osoby, które bardzo chętnie wchodzą w dyskusje i chcą tworzyć własną opowieść – warto to wykorzystać. Marketerzy powinni mieć na uwadze to, że każdy z nich jest marką – dzięki mediom społecznościowym, z których każdy z nich korzysta. Ich profile w social media mogą stać się wizytówką marki. Dlatego jeśli dobrze ich poznasz, możesz dostarczyć im materiałów, z których chętnie będą korzystać i opowiadać o tym innym w swoich społecznościach.

Komunikacja skierowana do millenialsów wcale nie musi być jednorazową spektakularną kampanią. Wręcz przeciwnie. Dla tego pokolenia coś, co jest normalne i codzienne może okazać się kluczem do sukcesu. Właśnie taką, codzienną kampanię realizowaliśmy w zeszłym roku z PKO Bankiem Polskim. W wakacje przeprowadziliśmy wspólnie akcję Cyberstrażnik PKO Banku Polskiego. Zauważyliśmy, że internauci, szczególnie młodzi często publikują w sieci swoje dane osobowe np. zdjęcia kart kredytowych czy dokumentów. To niebezpieczne, bo takie dane mogą paść łupem przestępców. Za pomocą monitoringu internetu znajdowaliśmy więc osoby, które opublikowały w sieci takie dane i komentowaliśmy ich wpisy wyjaśniając zagrożenie i edukując w kwestii bezpieczeństwa. Przez wakacje, w okresie rozprężenia i wolnego czasu dla uczniów oraz studentów, udało nam się dokonać ponad 100 skutecznych interwencji w ramach kampanii. Monitoring objął ponad 7000 wzmianek, a w zasięgu kampanii znalazło się ponad 2 miliony osób. Dodatkowo w ramach akcji opublikowano kilka artykułów edukacyjnych na portalu Bankomania, do których linkowaliśmy w rozmowach z użytkownikami.

Komunikacja z millenialsami wcale nie musi być trudna. Oczywiście dla innych generacji sposób ich patrzenia na świat wydaje się często nie do przyjęcia. Jednak każde pokolenie ma swój czas, w którym trzeba się dostosować do ich preferencji. Pamiętajmy, że w pokoleniu Y mimo wad tkwi ogromna siła, którą warto wykorzystać.

Autor: Marcin Żukowski, Team Leader agencji interaktywnej Mint Media

Analiza pozycji dużych graczy 15.05.2017

Jak co tydzień, w piątek wieczorem komisja CFTC opublikowała najnowszy raport Commitment of Traders. Raporty CFTC dają nam wiedzę na temat otwartych pozycji na giełdzie Chicago Mercantile Exchange oraz New York Board of Trade. W raporcie zawarte jest ponad 70% wszystkich otwartych pozycji na rynku kontraktów futures. Dzięki danym zawartym w raporcie możemy przewidywać główne trendy na rynkach finansowych, niemniej jednak warto podkreślić, że są publikowane z trzydniowym opóźnieniem. W przypadku analizy średnio i długoterminowych trendów takie opóźnienie jest do zaakceptowania.

Tabela przedstawiające aktualne pozycję na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowymTabela przedstawiające aktualne pozycję na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Źródło: Opracowanie własne

Tabela przedstawiające aktualne pozycję na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku surowców

Tabela przedstawiające aktualne pozycję na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku surowców

Źródło: Opracowanie własne

Analiza pozycji dużych graczy 15.05.2017 1– na rynku znajduje się coraz więcej pozycji długich lub krótkich. Zielona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji długich

Analiza pozycji dużych graczy 15.05.2017 2-pozycje długie lub krótkie są zamykane. Czerwona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji krótkic

MACD – podawane jest dla USD, jako waluty kwotowanej np. JPY/USD, CAD/USD, EUR/USD

Najciekawsze instrumenty z punktu widzenia raportu COT

Z punktu widzenia raportu COT powinniśmy zainteresować się dolarem australijskim oraz dolar kanadyjski.

Dolar australijski

Ostatni raport COT wykazał, że fundusze lewarowane w dalszym ciągu pomniejszają swoje zaangażowanie po długiej stronie rynku. Od 2 do 9 maja fundusze otworzyły ponad 7 tysięcy krótkich pozycji oraz zamknęły 2 tysiące długich.

Pozycje funduszy lewarowanych, niebieskie bary – pozycje długie, żółte – pozycje krótkie , linia zielona – netto

Pozycje funduszy lewarowanych, niebieskie bary - pozycje długie, żółte - pozycje krótkie , linia zielona - netto

Źródło: Cme Group

Głównym powodem wychodzenia z długich pozycji na dolarze australijskim jest wyprzedaż surowców, a w szczególności rudy żelaza. Przecena dotknęła także innych metali przemysłowych, co powinno wzmocnić trend spadkowy na dolarze australijskim. Co więcej, fundusze w dalszym ciągu mogą redukować swoją pozycję po długiej stronie rynku jednocześnie zajmując krótką.

Notowania AUD/USD (zielony), rudy żelaza (fioletowy), BBG Industrial Metals Index (biały)

Notowania AUD/USD (zielony), rudy żelaza (fioletowy), BBG Industrial Metals Index (biały)

Źródło: Bloomberg

Dalsza wyprzedaż metali przemysłowych może zostać przedłużona. Ostatnie dane makroekonomiczne z chińskiej gospodarki kuleją. Produkcja oraz sprzedaż spadają, za to rosną zapasy producentów, co jest bardzo negatywnym zjawiskiem.

Produkcja przemysłowa R/R, Sprzedaż detaliczna R/R, zapasy

Produkcja przemysłowa R/R, Sprzedaż detaliczna R/R, zapasy

Źródło: Bloomberg

Notowania pary walutowej AUD/USD na wykresie dziennym znajdują się w kanale spadkowym. Od czterech dni trwa korekta, która powinna zostać zakończona w okolicy strefy oporu 0.744-0.747. Celem niedźwiedzi może być dolna banda kanału spadkowego.

Notowania AUD/USD, interwał dzienny

Notowania AUD/USD, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

Dolar Kanadyjski

Od kilku tygodni duzi gracze powiększają swoją krótką pozycję na dolarze kanadyjskim. Powodów jest kilka, pierwszym z nich była przecena ropy naftowej, później kłopoty na rynku nieruchomości, gdzie utworzyła się bańka spekulacyjna.

Pozycje funduszy lewarowanych, niebieskie bary – pozycje długie, żółte – pozycje krótkie , linia zielona – netto

Pozycje funduszy lewarowanych, niebieskie bary - pozycje długie, żółte - pozycje krótkie , linia zielona - netto

Źródło: Cme Group

Od 2 do 9 maja duzi gracze otworzyli prawie 10 tysięcy krótkich pozycji względem 2 tysięcy długich. Pomimo niedźwiedziego nastawienia musimy zauważyć, że pozycje netto znalazły się na długoterminowym minimum (luty 2014 rok). Zatem dalsza deprecjacja tej waluty ma ograniczony zasięg. Ponadto ostatni wystrzał na ropie może doprowadzić do większej korekty.

CADUSD (zielony), ropa naftowa WTI (biały)

CADUSD (zielony), ropa naftowa WTI (biały)

Źródło: Bloomberg

Na powyższym wykresie zobrazowano korelację pomiędzy ropą WTI, a parą walutową CAD/USD. Gdyby doszło do pokonania ważnych poziomów na ropie naftowej (oporów), to dolar kanadyjski z pewnością umocniłby się względem dolara amerykańskiego.

Na wykresie dziennym pary walutowej USD/CAD doszło do wybicia ponad strefę oporu 1.354-1.359. Wcześniejszy opór stał się wsparciem, przebicie tej strefy oznaczałoby zejście USD/CAD w okolicę kolejnego poziomu wsparcia 1.326-1.331. Za umocnieniem się dolara kanadyjskiego względem USD przemawia zbyt pesymistyczne nastawienie inwestorów oraz drożejąca ropa naftowa. Ryzykiem dla tego scenariusza jest zaognienie problemu w kanadyjskim systemie bankowym.

Notowania USD/CAD, interwał dzienny

Notowania USD/CAD, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Moody’s dobrze o Polsce. Słabe dane z USA

Agencja ratingowa Moody’s nie tylko utrzymała notę A2, ale również podniosła perspektywę z negatywnej na neutralną. Wybory parlamentarne we Francji już za miesiąc. Słabe dane z USA pociągnęły dolara.

Perspektywa dla Polski w górę

Zgodnie z oczekiwaniami ekspertów rating Polski pozostał na niezmienionym poziomie. W górę za to poszły perspektywy na przyszłość. Podskoczyła z negatywnej na stabilną. Dobrze to oddaje to co dzieje się w polskiej gospodarce. Wzrost gospodarczy jest na solidnym poziomie, a ryzyka polityczne pomimo tego, że wciąż występują maleją a zatem nie uzasadniają negatywnego nastawienia. Pomimo realizacji obietnic socjalnych deficyt budżetowy wciąż utrzymuje się na bezpiecznym poziomie – poniżej 3% PKB. Efektem tych danych było umacnianie się złotego w piątkowy wieczór.

Macron objął urząd prezydencki

Rynki wciąż zastanawiają się jakim prezydentem będzie Emmanuel Macron. Wiele mówi się w kontekście rynków o propozycji z kampanii wyborczej osobnego budżetu dla państw strefy euro i pozostały. Biorąc pod uwagę, kto w Unii Europejskiej z bogatych państw nie posiada wspólnej waluty taki podział mógłby się okazać dla Polski niekorzystny. Warto zwrócić uwagę, że we Francji za miesiąc odbywają się wybory parlamentarne. Do tego czasu działalność nowego prezydenta i jego wypowiedzi mogą nosić pewne cechy kampanii wyborczej. Gdyby udało się jego ruchowi – La Republique en marche – zgodnie z sondażami zdobyć większość z pewnością ułatwiłoby mu to rządzenie.

Słabe dane z USA

W piątek poznaliśmy odczyty ważnych danych makroekonomicznych z USA. Sprzedaż detaliczna rośnie w ujęciu miesięcznym o 0,4%, to o 0,2% mniej niż oczekiwali analitycy. Inflacja w ciągu roku wyniosła 2,2% przy oczekiwanych 2,3%. Są to kolejne słabsze dane zza oceanu. W efekcie inwestorzy zaczęli wątpić w podwyżkę stóp już na czerwcowym posiedzeniu. W wyniku wyprzedaży kontraktów obliczane z nich prawdopodobieństwo podwyżki spadło do 70%. Spadki nie ominęły też dolara. Amerykańska waluta straciła w piątek około 4 groszy wobec złotego.

Dzisiaj z danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:00 – Polska – bilans płatniczy,
  • 14:30 – USA – indeks NY Empire State,
  • 22:00 – USA – napływ kapitałów do USA.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Nowy model energetyki wymusi innowacje w całym sektorze

Nowoczesne technologie w energetyce są potrzebne wszystkim uczestnikom tego rynku, a w szczególności operatorom sieci energetycznych, którzy muszą zwiększyć wydajność i niezawodność dystrybucji.

Zmiany jakie przyniesie nowy model energetyki 3D

Jednym z istotnych problemów są wciąż powstające straty na drodze pomiędzy elektrownią, stacjami transformatorowymi, a odbiorcami końcowymi. Przyczyną strat są kwestie związane z infrastrukturą sieci, która mimo modernizacji w wielu miejscach wciąż jest przestarzała i nieefektywna. Dlatego też nowy model energetyczny ma zmienić całkowicie tę sytuację.

W tym celu w sieciach energetycznych wykorzystać należy inteligentne, skomunikowane ze sobą produkty, zintegrować dane z obszaru IT i OT oraz wdrożyć zaawansowane narzędzia zarządzania. To skuteczne zarządzanie musi dziś odbywać się w czasie rzeczywistym, aby sprostać zapotrzebowaniu, ale też unikać strat energii czy nadmiernej produkcji. Rozwiązaniem jest zastosowanie narzędzi analitycznych umożliwiających symulowanie, planowanie i raportowanie tego co dzieje się w sieci, wdrożenie systemów informatycznych do monitoringu i wizualizacji danych oraz montaż inteligentnych urządzeń w sieci, które będą komunikować się między sobą. Proces ten zamykać będzie integracja i analiza danych pochodzących z wszystkich tych źródeł.

Kolejnym elementem jest integracja niestabilnych źródeł energii, mikrosieci, e-mobility, czyli tzw. Grid-Edge. Oznacza on konieczność wprowadzenia i integracji takich urządzeń jak magazyny energii, ładowarki do samochodów elektrycznych czy rozproszone źródła energii.

Te właśnie źródła na poziomie tzw. mikro sieci wymagają ciągłego monitorowania, aby efektywnie zarządzać produkcją przy użyciu rozwiązań IT. Tutaj podobnie jak w przypadku dużych sieci przesyłowych, głównym elementem wykonawczym są inteligentne produkty, które zapewnią funkcjonowanie tego systemu.

W nowym modelu ważna staje się również rola odbiorców końcowych, którzy będą mogli lepiej zarządzać energią, a tym samym wpływać wzrost efektywności energetycznej. W przypadku odbiorców przemysłowych wdrażane będą systemy zarządzania produkcją i poborem energii (PCS, BMS, DSR) oraz oprogramowanie do poprawy efektywności energetycznej. Takie oprogramowanie w formie aplikacji mobilnych czy webowych będzie dostępne także dla odbiorców domowych. Oprócz tego budynki, jak i mieszkania staną się bardziej inteligentne dzięki zastosowaniu na szeroką skalę czujników, osprzętu elektroinstalacyjnego czy aplikacji do wizualizacji i sterowania zużyciem tej energii.

Innowacje a sektor energetyczny

Światowa energetyka jest w okresie dużych zmian, których głównym filarem są nowoczesne rozwiązania technologiczne. Firmy pracują nad rozwiązaniami, które będą miały zastosowanie w wielu obszarach tej branży, jak np. smart grid, czy energetyka odnawialna. Powstają też rozwiązania bardziej kompleksowe, łączące wiele różnych technologii, na które firmy przeznaczają spore środki.

W ciągu ostatnich trzech lat zainwestowaliśmy miliardy dolarów na badania i rozwój, czego efektem jest stworzenie EcoStruxure Grid. Jest to platforma oparta na unikatowym zbiorze rozwiązań technologicznych, która obejmuje najlepsze w branży produkty podłączone do sieci, sterowanie lokalne oraz funkcje analityczne i usługi. Rozwiązanie zawiera najszerszą
w branży ofertę rozwiązań z zakresu energetyki, automatyki i oprogramowania, które
są łączone w kompleksowe pakiety dostosowane do wymagań klientów. Dodatkowo ułatwia obsługę coraz bardziej złożonych procesów energetycznych, pomaga w optymalizacji zasobów i umożliwia szybsze reagowanie na zmiany zachodzące w sieci oraz otoczeniu biznesowym. Ta zintegrowana platforma pozwala, więc maksymalnie wykorzystać nowe możliwości, oferowane przez postępującą digitalizację. Odpowiada też na wyzwania, przed którymi stoi energetyka. –
mówi Michał Ajchel, Wiceprezes, Pion Energetyki
w Schneider Electric Polska.

Technologia EcoStruxure Grid sprawdzi się w szczególności u zarządców sieci energetycznych oraz dystrybutorów, gdzie istnieje potrzeba zwiększenia efektywności, niezawodności i bezpieczeństwa pracy sieci. Dodatkowo, rozwój Internetu Rzeczy sprawi, że zarządzanie systemem energetycznym będzie łatwiejsze i oparte na dogłębnej analizie danych, zbieranych przez podłączone do sieci urządzenia.

Na tym jednak innowacje się nie zatrzymają. Tempo zużycia energii, do 2040 roku wzrośnie dwukrotnie w stosunku do tempa wzrostu jej produkcji[1]. Dlatego też możemy spodziewać się, że innowacje będą obecne wszędzie tam, gdzie energia jest konsumowana, czyli np. nasze mieszkania, miejsca pracy czy transport. Z danych zawartych w raporcie „Delphi-study on the future of energy systems in Germany, Europe and the world by the year 2040” – wynika, że technologie, które mają największy potencjał komercjalizacji w ciągu najbliższych dziesięciu lat to: generacja rozproszona, pojazdy z napędem elektrycznym, mikrosieci i sieci inteligentne, usługi energetyczne, wysokosprawne turbiny gazowe, magazynowanie energii oraz małe reaktory jądrowe. Szacuje się, że łączna wartość globalnych rynków do 2020 roku, dla tych technologii wyniesie 822 miliardy dolarów.

Wszystkie te technologie, aby mogły być wdrożone, wymagają odpowiedniej infrastruktury
i zarządzania nią. Dlatego Schneider Electric stworzył EcoStruxure Grid, która jest platformą technologiczną, dostarczającą takich narzędzi nie tylko w sektorze energetyki, ale również budownictwa, centrach przetwarzania danych, czy przemyśle. Dzięki unifikacji technologicznej będziemy mogli tworzyć bardziej kompleksowe rozwiązania, dostarczając jeszcze lepszych korzyści. –
dodaje Michał Ajchel.

Innowacje w sektorze energetyki to nie przyszłość, a teraźniejszość. Możemy już dziś korzystać z wielu rozwiązań, które pomogą sprostać wyzwaniom. Potrzeba tylko odpowiedniej wiedzy i doradztwa, aby właściwie je wdrożyć.

[1] IEA, World Energy Outlook (Perspektywy energii na świecie), 2014.

Abadon Real Estate z pakietem kontrolnym akcji AWBUD

Abadon Real Estate S.A. posiada bezpośrednio i pośrednio 50,49 proc. udział w kapitale akcyjnym AWBUD S.A., który uprawnia go do takiej samej liczby głosów na WZA Spółki. Zwiększenie zaangażowania podmiotu z holdingu Murapol w akcjonariacie AWBUD jest efektem sfinalizowania transakcji zakupu 100 proc. udziałów jego głównego akcjonariusza – spółki Petrofox Sp. z o.o., dysponującej obecnie pakietem 41,02 proc. akcji AWBUD.

Przejęcie Petrofox Sp. z o.o. przez Abadon RE wynika z podpisanej w dniu 31 stycznia br. umowy inwestycyjnej, zgodnie z którą spółka z holdingu Murapol zobowiązała się do zakupu głównego akcjonariusza AWBUD S.A. Aby transakcja mogła dojść do skutku, musiały zostać spełnione warunki zawieszające, którymi było m.in. uzyskanie pozytywnej decyzji Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumenta dla planowanego zakupu.

Efektem przejęcia Petrofox Sp. z o.o. przez Abadon Real Estate S.A. jest zwiększenie dotychczasowego, 9,47 proc. bezpośredniego udziału Abadon RE w akcjonariacie AWBUD S.A. do poziomu 50,49 proc., posiadanego bezpośrednio i pośrednio. Z kolei Murapol S.A., dominujący akcjonariusz Abadon RE dysponuje bezpośrednio i pośrednio 55,48 proc. pakietem akcji AWBUD S.A., w tym bezpośrednio 4,99 proc.

– Po trwającym nieco ponad trzy miesiące, regulowaniu formalności związanych ze spełnieniem warunków zawieszających realizację transakcji przejęcia kontroli nad AWBUD-em, obecnie stanowimy formalnie jedną grupę kapitałową, z bogatą ofertą zasobów i kompetencji do realizacji projektów z szeroko rozumianego rynku nieruchomościowego. Myślę, że na efekty synergii naszych działalności nie będziemy musieli długo czekać, gdyż już podczas negocjacji umowy, jasno określiliśmy zasady funkcjonowania rozbudowanej Grupy Abadon RE. – mówi Michał Sapota Prezesa Zarządu Abadon Real Estate S.A. Teraz skupimy się na znaczącym zwiększeniu skali działania AWBUD-u i optymalnym wykorzystywaniu możliwości jakie takim podmiotom stwarza prężnie działający rynek.dodaje Michał Sapota.

WannaCry – jeden z największych globalnych ataków ransomware

Sean Sullivan, doradca ds. cyberbezpieczeństwa w firmie F-Secure
Sean Sullivan, doradca ds. cyberbezpieczeństwa w firmie F-Secure

Atak ransomware WannaCry to powtórka z przeszłości. Niestety, organizacje przez długi czas ignorowały podstawowe zasady bezpieczeństwa, takie jak konieczność użycia firewalla i dlatego WannaCry szybko wymknął się spod kontroli. To, co się stało nie jest najgorszym scenariuszem – szczęście w nieszczęściu atak nie był aktem terrorystycznym, czy działaniem na zlecenie rządu. Cyberprzestępcy w tym przypadku kierują się chęcią zarobienia pieniędzy, a skutki ataku są odwracalne. Skala przedsięwzięcia to jednak niebezpieczny dowód na to, że potencjalnie możliwy byłby atak o nieodwracalnych skutkach,przeprowadzony przez hakerów na rzecz któregoś z państw.  Wannacry wiadomość na komputerzeF-Secure WannaCry mapa

Ransomware o nazwie WannaCry – wymuszenie okupu na skalę globalną

Ransomware o nazwie WannaCry od początku wykrycia w ostatni piątek rozprzestrzenił się na ponad 200 tys. komputerów w ponad 150 krajach na całym świecie (informacja Szefa Europolu).  Po weekendzie sytuacja może się zmienić, kiedy to niektórzy przyjdą do pracy dzisiaj rano.

Dotychczas atak potwierdzono właściwie w każdym sektorze gospodarki: w bankach, firmach telekomunikacyjnych, energetycznych, a także w szpitalach, środkach transportu, mediach oraz urzędach państwowych. Informacja o wymuszeniu okupu pojawiła się tez w bankomatach, stacjach benzynowych, czy sklepach. Tak zmasowany atak wywołał paraliż w wielu firmach, które utraciły dostęp do swoich danych, systemów i sieci.

Po wstępnym sukcesie firm bezpieczeństwa i badaczy, którzy zaczęli szukać możliwości ochrony przed atakiem i jeden z badaczy znalazł wyłącznik awaryjny – nazwę domeny, do której połączenie chroniło przed infekcją, powstały kolejne warianty oprogramowania nieposiadające tych cech. Jednocześnie po kilku dniach kampanii, nadal nie wiadomo kto stoi za atakiem, czy poza żądaniem okupu był jeszcze inny ukryty motyw tego działania, lub czy cała sprawa jest efektem ubocznym innego działania.

Atak pokazuje problem proliferacji narzędzi do hakingu i wpływ działań rządowych na biznes i społeczeństwo. WannaCry rozprzestrzenia się prze robaka wykorzystującego kod EternalBlue / Double Pulsar, który z dużym prawdopodobnie stanowi jedno z narzędzi stosowanych przez NSA, który ujawniła w Internecie grupa o nazwie Shadow Brokers (do dziś nie ma też jednoznacznej odpowiedzi, co do tożsamości członków grupy i motywów działania). Inny problemem to ciągle rosnąca automatyzacja samych narzędzi, a także mechanizmy podziemnej gospodarki, która zapewnia komercjalizację, a tym samym ich dostępność dla osób z pieniędzmi, ale często  nieposiadających wiedzy o potencjalnych skutkach ubocznych działania takiego oprogramowania.

Jednak kryterium głównym tak dużej skali infekcji jest ignorancja i brak świadomości nas samych w zakresie podstawowych elementów bezpieczeństwa. Niestety, ciągle jeszcze powszechne jest myślenie, że ataki to science fiction, dotyczą firm gdzieś daleko od nas, w USA, czy Wielkiej Brytanii a nie nas samych. Ataki były nieuniknione i spodziewajmy się więcej, brak świadomości zarządów spółek, myślenie w kategoriach, że nie mieliśmy żadnego incydentu tego typu w przeszłości to, dlaczego teraz miałoby się to wydarzyć, tzw. pudełkowe security – np. regulator zaleca system ochrony danego typu więc firma kupuje system A „z półki” i oczywiście przedstawia to jako oznakę bezpieczeństwa (chociaż system nie realizuje żadnego celu). Ulegamy też często magii norm i certyfikatów, które na samym końcu okazują się tylko papierem. Inne kwestie, to brak strategii działania, nie mówiąc już o monitorowaniu bezpieczeństwa własnej infrastruktury lub regularnym testowaniu.

Autor komentarza: Marcin Ludwiszewski, Dyrektor, lider obszaru cyberbezpieczeństwa w Deloitte

Grupa kapitałowa Plast-Box po I kwartale 2017

Grupa kapitałowa Plast-Box w pierwszym kwartale 2017 roku osiągnęła 10 % wzrostu sprzedaży i wypracowała 1,6 mln zł zysku netto, co przekłada się na stopę zysku netto wynoszącą 4 %.

W tym okresie spółka córka Plast-Box Ukraina uzyskała 49 % wzrostu przychodów, notując wartość 68 mln UAH – zysk netto wyniósł natomiast 5,4 mln UAH przy stopie 8 %, a EBITDA 10,5 mln UAH (15,4 %).

W pierwszych trzech miesiącach roku grupa Plast-Box kontynuowała działania proeksportowe, realizując 63 % udziału eksportu w sprzedaży ogółem oraz 37,9 % sprzedaży do Unii Europejskiej.

Wciąż nasz udział w rynku europejskim jest bardzo mały, co wskazuje na ogromne możliwości wieloletniego rozwoju – komentuje Krzysztof Pióro, wiceprezes zarządu Plast-Box S.A. – Jesteśmy znaczącym wytwórcą opakowań z tworzyw sztucznych pracującym w formule B2B, który zamierza nadal umacniać swoją pozycję w Europie. Wyroby kierujemy do renomowanych producentów żywności oraz chemii budowlanej i używanej w gospodarstwie domowym. Działamy w skali międzynarodowej, prowadząc aktywność w niemal wszystkich krajach na naszym kontynencie – dodaje.

Dr Kwiecień: Decyzje Donalda Trumpa mogą pozostawać bez znaczenia dla długoterminowych inwestycji

Spekulując na temat przewidywanych zwrotów w polityce gospodarczej USA, należy pamiętać o tym, że rynki wyceniają każdą zmianę, zanim jeszcze zostanie ona wprowadzona. Jeśli giełda stale rośnie, np. w związku zapowiedzią obniżki podatków, to gdy faktycznie zostaną zmniejszone, może już nie zareagować na to zdarzenie.

Inwestorzy na całym świecie niemal codziennie analizują każdą wypowiedź prezydenta Trumpa oraz jego doradców. Jeśli jakaś zmiana ma być wprowadzona za kilka miesięcy czy nawet za rok, to nie znaczy, że dopiero wtedy zaważy na kursie dolara czy też notowaniach giełdowych. Rynki reagują natychmiast. Niemniej, jak radzi dr Przemysław Kwiecień, oceniając podejmowane przez nas ryzyko finansowe, powinniśmy najpierw zastanowić się, czy nasz profil inwestycyjny odpowiada spekulacji na to, co się dzieje w polityce gospodarczej USA. Jeśli akumulujemy kapitał długoterminowo, to sytuacja w Stanach Zjednoczonych może nie być dla nas ważnym czynnikiem przy zawieraniu transakcji.

– Niepewność jest nieodłączną cechą rynków finansowych. Decydując się na jakąkolwiek inwestycję, musimy się liczyć z tym, że ona może się nie udać. Zawsze wpływa na to szereg czynników. Trzeba dobrze je rozumieć i ocenić, czy warto podjąć określone ryzyko. Kwestia polityki w USA niczym nie różni się od innych zagrożeń, które występowały np. 5 czy 10 lat temu. Tylko z tego powodu, że Donald Trump jest prezydentem Stanów Zjednoczonych, nie możemy przecież rezygnować z inwestowania – przekonuje dr Przemysław Kwiecień, Główny Ekonomista X-Trade Brokers.

Oczywiście, jak podkreśla ekspert, niepewność w sferze polityki gospodarczej Stanów Zjednoczonych jest obecnie znacznie większa, niż w czasie drugiej kadencji prezydenckiej Baracka Obamy. Trzeba przyznać, że wówczas w tym zakresie niewiele się zmieniało. Zagrożenia, jakie kreują rządy Donalda Trumpa, polegają głównie na tym, że jeśli pewne zamysły nowej administracji się nie powiodą, to wówczas nadzieje z nimi związane zostaną zawiedzione. Dla przykładu, zaczną spadać akcje, które mocno rosły, w oczekiwaniu na konkretne rozwiązania.

– Jeśli chcemy opierać nasze inwestycje na zmianach w polityce gospodarczej USA, to siłą rzeczy musimy śledzić tę sytuację bardzo skrupulatnie. Reformy w zakresie podatków dla firm szczególnie wpływają na wyceny akcji, bo niższa stawka podatku CIT to więcej pieniędzy, które można przeznaczyć na dywidendy. Z kolei, wprowadzenie podatku granicznego może okazać się bardzo istotne dla rynków walut. Zwiększyłby on konkurencyjność produkcji w Stanach Zjednoczonych i prawdopodobnie przełożyłby się na umocnienie dolara. Zostały też złożone obietnice, dotyczące potężnego pakietu infrastrukturalnego. One już oddziałują na rynek giełdowy oraz walutowy – zaznacza dr Kwiecień.

Musimy rozumieć, o co toczy się gra, aby później odpowiedzieć sobie na pytanie, czy to rozwiązanie nie jest bardziej prawdopodobne od innego. Niestety, jak zauważa ekspert, w polityce sprawy czasem przybierają nieoczekiwany obrót. Wydaje się, że jest poparcie dla jakiejś idei, a za chwilę go nie ma lub dochodzi do nieoczekiwanego kompromisu. To nie jest tak, że prezydent Trump zapowiada, co chciałby zreformować, i już natychmiast wdraża to w życie. Śledzenie na bieżąco długotrwałych zmian w legislacji wymaga nie lada wysiłku.

– Po wyborze Donalda Trumpa na prezydenta USA, inwestorzy niemal natychmiast zaczęli oczekiwać, że szybko nastąpi boom gospodarczy, wywołany zmianą polityki. Ta euforia, która wówczas wybuchła, już się rozpłynęła i powoli zastępuje ją rozczarowanie. Należy zauważyć, że Kongres Stanów Zjednoczonych wcale nie rozpoczął swoich prac od reformy podatków tak, jak to przewidywano. Najpierw, przecież nowe władze podjęły się reformy programów starej administracji – przypomina dr Przemysław Kwiecień.

Jak podsumowuje ekspert, do przyjęcia zmian legislacyjnych potrzebna jest zgoda w obrębie partii republikańskiej, która gra pierwsze skrzypce w Kongresie Stanów Zjednoczonych. Tymczasem, jeśli zestawimy ze sobą różne deklaracje Donalda Trumpa i członków jego administracji, a także liderów „Grand Old Party” okaże się, że nie są one spójne. Dla przykładu, wielu republikanów nie chce dopuścić do wzrostu deficytu budżetowego. W związku z tym, czeka nas długotrwały proces, w wielu kwestiach może on zająć całe miesiące.

Słabsze dane z USA. Deklaracje OPEC i Rosji rozbudzają rajd ropy

Decyzja Moody’s w sprawie Polski potwierdza to, co rynek uświadomił sobie dawno temu. Nie jest to silny impuls dla złotego, ale przy pozytywnym klimacie zewnętrznym waluta pozostaje silna. Deklaracje OPEC i Rosji rozbudzają rajd ropy, co dyktuje tryb risk-on dla innych klas aktywów.

Agencja Moody’s „odkręciła” swoją decyzję sprzed roku i przywróciła stabilną perspektywę dla ratingu Polski (ten bez zmian na A2). W uzasadnieniu agencja zdaje się mieć mniejsze niż rok temu obawy o stabilność fiskalną Polski i sytuację polityczną. Agencja wierzy w deklaracje rządu do utrzymania deficytu poniżej 3 proc. PKB i nie widzi już zagrożeń dla klimatu inwestycyjnego ze strony niepewności politycznej. Decyzja była małą niespodzianką, gdyż rynek (w tym my) oczekiwał utrzymania perspektywy. Sądziliśmy, że agencja z większą ostrożnością spojrzy na zapewnienia rządu o kontroli wydatków budżetowych. Ale nawet mimo tego decyzja Moody’s zdaje się spóźniona względem zmiany postrzegania Polski przez inwestorów finansowych, gdyż powrót kapitału do złotego i polskich aktywów rozpoczął się już na początku poprzedniego kwartału. Podwyższenie perspektywy jest zatem potwierdzeniem, jak (na ten moment) rynki oceniają Polskę. Trudno w decyzji dojrzeć istotny czynnik umacniający złotego, jednak mimo wszystko jest to pozytywna informacja, która wpisuje się klimat apetytu na ryzyko, jaki utrzymuje się na rynkach. EUR/PLN może dziś dotknąć 4,20, choć w szerszym ujęciu kurs utknął w konsolidacji 4,18-4,23 i dopiero wyłamanie w którąś stronę nada kierunek dla przyszłej tendencji. Dalej uważamy, że w dłuższym horyzoncie górne ograniczenie jest pod większym ryzykiem.

Największe ruchy w poniedziałek dotyczą ropy naftowej, gdzie obietnice OPEC ponownie nadają ton dla handlu. Ceny Brent i WTI są dziś ok. dolar wyżej w reakcji na oświadczenia Arabii Saudyjskiej i Rosji, w których oba kraje popierają przedłużenie porozumienia dot. ograniczenia wydobycia o kolejne 9 miesięcy do końca marca 2018 r. „na dotychczasowych warunkach”. Najbliższy szczyt OPEC zaplanowany jest na 24-25 maja i do tego czasu pewnie usłyszmy więcej zapewnień. Nie zmienia to jednak faktu, że USA nie uczestniczą w porozumieniu i zwiększają wydobycie (nie zważając na siłę wewnętrznego popytu), tym samym niwelując starania OPEC i Rosji. Kwestia ta stała za silnymi spadkami cen ropy na przełomie kwietnia i maja. Stąd nie wykluczałbym, że gdy w przyszłym tygodniu rynek „sprzeda fakty” z OPEC, znowu powróci do obaw o sytuację podaż/popyt w USA. Do tego czasu jednak rajd ulgi na ropie może się utrzymywać z korzyścią dla CAD, NOK i RUB.

Kwietniowe dane o sprzedaży detalicznej i CPI z USA wypadły blado. Szczególnie osłabienie inflacji bazowej do 1,9 proc. r/r (poniżej celu Fed) osłabiło oczekiwania przed czerwcowym posiedzeniem FOMC, choć wycena rynkowa wciąż daje ponad 90 proc. szans na podwyżkę. Przedstawiciele Fed sugerowali ostatnio, że są w stanie „przymknąć oko” na jednorazowe potknięcia w danych, ale jeśli potknięć będzie więcej, może zaobserwować zmianę retoryki (przynajmniej w obozie gołębi). Przy takim rozkładzie ryzyk dolarowi będzie trudno wypracować świeży impuls wzrostowy, gdyż do tego potrzeba silnych danych, które rozbudzą dyskusje o kolejnych podwyżkach w drugiej części roku.

EUR/USD jeszcze w piątek wrócił ponad 1,09, częściowo przez słabsze dane z USA, a częściowo przez informacje niemieckiego dziennika Der Spiegel, który podaje za anonimowymi źródłami, że ECB chce od lipca rozpocząć przygotowywanie rynków do procesu odchodzenia od ultra-luźnej polityki, a do jesieni przedstawi plany wygaszenia QE. Według gazety ECB ma redukować miesięczne tempo skupu o 10-20 mld EUR od początku 2018 r. EUR pozbyło się premii za ryzyko polityczne i jest mocniej skupione na sytuacji ekonomicznej i implikacjach dla polityki ECB. Lepsze postrzeganie kondycji Eurolandu może wzmacniać napływy kapitału na lokalny rynek akcji (i umacniać EUR), który ma do nadgonienia dobra postawę Wall Street. Wszystko to pod warunkiem, że dane makro pozostaną solidne, choć tutaj na razie więcej jest oczekiwań (wysokie PMI) niż odzwierciedlenia tego w twardych danych. Jesteśmy bardziej sceptyczni w tej kwestii, ale na razie optymizm dominuje.

Kalendarz w poniedziałek jest prawie pusty (tylko NY Empire State), więc sentyment będzie grał pierwszoplanową rolę. Rajd ropy przemawia za apetytem na ryzyko, co też potwierdzają wyższe poziomy USD/JPY. Dolar traci jednak do EUR, GBP i walut surowcowych.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Check Point ostrzega przez kolejnymi atakami ransomware

Zmasowany, ogólnoświatowy atak złośliwego oprogramowania typu ransomware, którego ofiarą padły komputery z systemem operacyjnym Windows w ok. 100 krajach, w sobotę został praktycznie powstrzymany. Może jednak dojść do kolejnych ataków ransomware – ostrzega Check Point.

Atak jest wynikiem wykrycia przez eksperta IT tzw. „wyłącznika awaryjnego” w oprogramowaniu, wymuszającym okup w bitcoinach za odblokowanie plików, zaszyfrowanych przez hakerów w zaatakowanych komputerach. Informatyk zorientował się, że to złośliwe oprogramowanie (występujące pod nazwami WannaCrypt, bądź WanaCrypt lub Wcry) atakuje urządzenia z systemem operacyjnym Windows i używa luki odkrytej przez Microsoft. Ta została załatana w marcu bieżącego roku, ale jak widać, wciąż wiele komputerów nie zostało zaktualizowanych, co pozwala na atak złośliwym oprogramowaniem.

Kampania objęła m.in. instytucje państwowe w Wielkiej Brytanii, gdzie ofiarą stała się Narodowa Instytucja Ochrony Zdrowia (NHS) . Atak doprowadził do krachu systemów komputerowych i co za tym idzie, dostarczania opieki medycznej. Wiele planowanych operacji na razie zostało przełożonych.

Skutki ataku odczuły firmy w Rosji, Turcji, Niemczech, Indonezji, Wietnamie, Japonii, Hiszpanii. W Hiszpanii ofiarami ataku padł potentat telekomunikacji Telefonica oraz bank Santander. Na całym świecie jego ofiarą padają przeróżne organizacje, np. uniwersytety, usługi telekomunikacyjne, banki oraz szpitale.

– To relatywnie nowa odmiana ransomware – po raz pierwszy wykryta w lutym 2017 roku i najnowsza wersja ujawniła się w dniu 11 maja 2017. Niebezpieczeństwo tkwi w bardzo szybkim procesie rozprzestrzeniania się tego wirusa w sieciach organizacji i korporacji w Europie i Azji. To pokazuje prawdziwe oblicze i problem jaki niesie ze sobą ransoware – podkreśla Aatish Pattni, szef oddziału prezencji w firmie Check Point, Północna Europa.

– Atak ten uświadamia światu, że wszystkie firmy i organizacje muszą bardziej szczegółowo podchodzić do kwestii skanowania i filtrowania niebezpiecznych plików, które trafiają do systemów sieciowych. Najistotniejszym elementem jednak jest proces szkoleń pracowniczych i ochrony przenośnych urządzeń używanych do korespondencji służbowej – dodaje przedstawiciel Check Point.

Banki nie mają aktualnego adresu do wielu klientów

Polacy nie przywiązują wagi do aktualizacji adresu w licznych firmach i instytucjach, z którymi powinni pozostawać w kontakcie. Z analiz Biura Informacji Kredytowej wynika, że np. banki mogą nie wiedzieć gdzie mieszka niemal co trzeci ich klient. Konsekwencje takich zaniedbań mogą być przykre: wpis do Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor, kara Urzędu Skarbowego, nakaz zapłaty wydany przez sąd, zepsuta historia kredytowa i to wszystko bez wiedzy zainteresowanego.

Po zakupie mieszkania lub przeprowadzce, aktualny adres powinniśmy podać m.in. bankom, w których mamy konta lub kredyty, urzędowi skarbowemu, sądom jeśli jesteśmy w trakcie rozpraw, ubezpieczycielom, firmom, z którymi mamy podpisane umowy, ZUS-owi, OFE. Niestety, często o tym nie pamiętamy. Przeprowadzona przez BIK analiza danych kontaktowych 23,5 mln klientów banków pokazuje, że instytucje te mają prawidłowe namiary do 70 proc. swoich klientów. Co ciekawe ok. 4 proc. osób przekazało adres, który w ogóle nie istnieje, albo jako klienci kilku banków w każdym z nich wskazali inne miejsce zamieszkania (ponad 26 proc.).

Nie ma konieczności potwierdzenia odbioru pisma zapowiadającego wpis do BIG

Zgodnie z prawem, wierzyciel, który wysyła wezwanie informujące o zamiarze wpisania dłużnika do BIG nie musi uzyskać potwierdzenia jego odbioru. Wystarczy, że prześle je pod adres wskazany w umowie i po upływie 30 dni może dokonać wpisu. Ważne jest aby od terminu płatności minęło min. 60 ani, a kwota zaległości konsumenta wynosiła min. 200 zł – wyjaśnia Mariusz Hildebrand, wiceprezes BIG InfoMonitor. Gdy dług jest udokumentowany wyrokiem sądowym, wystarczy od wysłania pisma do wpisu poczekać 14 dni.

Jeśli nie wiadomo o całej sytuacji, trudno zareagować – spłacić zaległość, negocjować, podpisać ugodę czy też podważyć wpis uznawany za nieuzasadniony. W takich sytuacjach świadomość problemu pojawia się dopiero wtedy, gdy z powodu negatywnego wpisu w BIG, banki, firmy pożyczkowe, firmy telekomunikacyjne albo np. operatorzy telewizji kablowych odmawiają zawarcia nowej umowy.

Nieświadomie można sobie zepsuć historię kredytową na 5 lat

Podobnie sytuacja wygląda z opóźnieniami w rozliczeniach z bankami. Gdy np. klient nie zapłaci raty kredytu przez 60 dni, otrzymuje pismo ostrzegające. Jeśli list trafi pod prawidłowy adres, niepłacący kredytu przeczyta w nim, że po upływie 90 dni od terminu płatności informacja na ten temat będzie figurowała w BIK przez 5 lat jako informacja negatywna (5 lat liczone jest od dnia rozliczenia opóźnianego kredytu). Ma możliwość zareagować, bo dalsze opóźnianie spłaty może utrudnić zaciągnięcie kolejnego kredytu. Przez zaniedbanie w aktualizacji kontaktu w niepowołane ręce mogą też trafić przekazane listownie karty płatnicze, PIN-y, czy informacje o stanie konta.

Pracodawcy muszą wiedzieć, gdzie wysłać rozliczenie roczne, a US jak powiadomić o pomyłce

Szczególnie w okresie rozliczania PIT-ów należy zadbać, aby w razie wezwania w celu wyjaśnień nieścisłości czy też konieczności dopłaty, urząd skarbowy miał nasz aktualny kontakt. Warto pamiętać, że fiskus na wezwanie do złożenia wyjaśnień ma 5 lat. A wezwanie może dotyczyć nie tylko podatku dochodowego, ale także podatków od sprzedaży auta, mieszkania, spadku czy darowizny. O podaniu najnowszego adresu należy pamiętać także w miejscach, w których podejmowaliśmy pracę, zobowiązanych do wystawienia rozliczenia podatkowego. Oczywiście również u aktualnego pracodawcy.

Sąd może nieobecnego ukarać grzywną lub go skazać

Bardzo ważne jest aktualizowanie adresu w sądzie, szczególnie w trakcie prowadzonego postępowania. Nieodebrana przesyłka pocztowa z sądu po 14 dniach może zostać uznana za doręczoną. Sąd może wydać niekorzystne dla nas orzeczenie np. nakaz zapłaty, gdy trafi pod nieaktualny adres, nie damy sobie nawet szansy na obronę i jego zaskarżenie. Oczywiście można podnieść argument, że przesyłka była źle zaadresowana i doręczenie pisma nie miało miejsca, ale nie jest to proste. Z kolei jeśli ktoś zasiada w zarządzie spółki, powinien pamiętać
o odpowiednich danych w Krajowym Rejestrze Sądowym.

Na nieodpowiedni adres może też przyjść np. mandat, którego nieopłacenie może spowodować zajęcie pieniędzy na koncie przez komornika. Wezwanie do sądu na świadka wysłane przez sąd i nieodebrane może zakończyć się grzywną. Sąd może bowiem w ten sposób ukarać osobę, która nie pojawia się na rozprawach. Na dodatek, zgodnie z prawem, zasądzona i nieopłacona grzywna sądowa może stać się powodem wpisania dłużnika do Rejestru Dłużników BIG.

Brak kontaktu równa się z brakiem szansy na odstąpienie od niekorzystnej umowy

Warto też pamiętać, że zgodnie z prawem, gdy firma jednostronnie zmienia zapisy umowy musi o tym powiadomić klienta, a ten ma możliwość w określonym czasie nie zgodzić się na nowe warunki. Jednak jeśli korespondencja przyjdzie na błędny adres, odbieramy sobie taką możliwość, nawet jeśli zmiana jest dla nas wyjątkowo niekorzystna. – W naszym interesie pozostaje, aby firmy, z którymi mamy relacje posiadały do nas aktualny kontakt, dlatego ważne jest, aby zawsze dopilnować zmiany, inaczej może nas to słono kosztować – mówi Mariusz Hildebrand.

Ataki hakerskie coraz większym zagrożeniem dla biznesu

Rośnie siła zagrożenia związanego z wyłudzaniem środków finansowych za pomocą złośliwego oprogramowania szyfrującego dane użytkowników komputerów, czyli tzw. „cryptolocker” albo „ransomware”. Jak podkreślają eksperci PwC, w ostatnich 12 miesiącach w 96% średnich i dużych przedsiębiorstw działających w Polsce doszło do ponad 50 cyberataków.

Metody cyberataków stale ewoluują i identyfikowane są przez intruzów nowe sposoby wyłudzania środków finansowych od atakowanych przedsiębiorstw i klientów indywidualnych. Jeszcze kilka lat temu głównym sposobem wyłudzania środków finansowych były ataki phishingowe. Tego typu ataki polegały na infekowaniu komputerów użytkowników bankowości internatowej za pomocą złośliwego oprogramowania,  do którego uruchomienia użytkownicy byli namawiani przez odpowiednio spreparowane maile. Po zainfekowaniu komputera, sprawcy modyfikowali w locie zlecane transakcje przez użytkowników, przechwytywali dane uwierzytelniające pozwalające na autoryzacje transakcji w imieniu użytkowników lub za pomocą odpowiednio spreparowanych komunikatów socjotechnicznych nakłaniali nieświadomych klientów do wysłania przelewu na wskazany numer konta.

Dzisiaj intruzi coraz częściej sięgają po kolejne metody wyłudzania środków finansowych związane z szantażowaniem.  Od kilku lat obserwowane jest nasilanie zagrożenia związanego z wyłudzaniem środków pieniężnych za pomocą oprogramowania ransomware. Złośliwe oprogramowanie po zainstalowaniu na komputerze użytkownika, szyfruje pliki i nakłania użytkownika do zapłacenia określonych środków pieniężnych w zamian za odszyfrowanie danych” – mówi Piotr Urban, partner w PwC, lider zespołu Cyber Security PwC.

W przypadku braku zapłaty użytkownik straci dostęp do zaszyfrowanych danych lub dane zostaną opublikowane narażając na wizerunek użytkownika i jego przedsiębiorstwo.

W przypadku dużych przedsiębiorstw – dane użytkowników i dane produkcyjne często są odpowiednio zabezpieczone na okoliczność utraty poprzez określone backupy danych.  Zaszyfrowane i utracone dane mogą być sprawnie odzyskane. Wydawać się może, że przedsiębiorstwa są odporne na tego typu zagrożenia, ale czy tak jest faktycznie?

Odzyskiwanie danych w przypadku ich zaszyfrowania za pomocą złośliwego oprogramowanie ransomware to tylko połowa sukcesu. Istotna jest reputacja przedsiębiorstwa, która narażona może być w przypadku wycieku wykradzionych informacji lub ujawnienia informacji o incydencie związanych z infekcjami i utratą danych. Ponadto intruzi mogą instalować dodatkowe komponenty złośliwego oprogramowania pozwalającego na zdalny dostęp do zainfekowanego środowiska IT,  nie wspominając o przestojach systemów produkcyjnych wynikających z infekcji lub odseparowania w celu rozwiązania problemu i ograniczenia zagrożenia oraz potencjalnych strat” – mówi Tomasz Sawiak, wicedyrektor w zespole Cyber Security PwC.

Jak działa oprogramowaniem ransomware o nazwie WanaCryptor (WanaCry)?

Fala infekcji złośliwym oprogramowaniem WanaCry zbiera żniwo od piątku 12 maja. Wiele dużych międzynarodowych firm zostało dotkniętych atakiem.

Komputery mogą być infekowane podobnie jak w większości tego typu przypadków przez odpowiednio spreparowane maile zachęcające do uruchomienia przez użytkowników dokumentów lub plików infekujących system, ale to co wyróżnia obserwowany atak to jest wbudowany w złośliwe oprogramowanie mechanizm samo-propagacji umożliwiający na samoistnie rozprzestrzenianie się infekcji z zainfekowanego komputera na pozostałe w środowisku IT. Mechanizm infekcji wykorzystuje znaną lukę w oprogramowaniu Windows załataną przez Microsoft w modyfikacji bezpieczeństwa MS17-010 w marcu tego roku. Niestety aktualizacja oprogramowania i proces instalacji łat zajmuje w dużych środowiska IT wiele czasu, nadal w nich występuje wiele podatnych komputerów.  Dodatkowo stacje robocze użytkowników z podatnymi systemami Windows mogą również zostać zainfekowane wskutek łączenia się do publicznych niezaufanych sieci WIFI, w których występują inne zainfekowane komputery.  Złośliwe oprogramowanie na zainfekowanych komputerach może samodzielnie się aktualizować instalując swoje kolejne warianty ukrywające się przed standardowymi metodami detekcji infekcji.

Podstawową zasadą postępowania w tego typu przypadkach (w przypadku braku zagrożenia życia) jest brak wchodzenia w dialog z intruzami i niepłacenie okupu.

Ministerstwo Finansów ruszyło z kontrolą JPK

Ministerstwo Finansów poinformowało w komunikacie, że w wyniku weryfikacji otrzymywanych plików JPK_VAT stwierdzono liczne uchybienia, przez co rozpoczęto proces kontaktowania się z podatnikami w tym zakresie.

Według MF do najczęstszych błędów popełnianych przez podmioty wysyłające JPK_VAT należą: rozbieżności w wartościach wynikających z JPK_VAT oraz w odpowiadających im polach w deklaracjach składanych za tożsamy okres rozliczeniowy, rozbieżności co do kwot wykazywanych przez dwie strony tej samej transakcji, jak również odliczanie VAT naliczonego na podstawie faktur zakupowych wystawionych przez podmioty nieposiadające statusu czynnego podatnika VAT.

MF kontaktuje się z podatnikami, u których stwierdzono wyżej opisane błędy, za pośrednictwem poczty elektronicznej, wysyłając wiadomości z adresu [email protected]. Mail zawiera prośbę o dokonanie sprawdzenia składanych plików JPK_VAT oraz – w przypadku stwierdzenia błędów – stosowne skorygowanie złożonej deklaracji VAT/przesłanego JPK_VAT.

„Co prawda MF na tym etapie nie przewiduje jakichkolwiek kar za błędy w przesłanych JPK_VAT, problem może się jednak pojawić w przypadku, gdy podatnik nie zastosuje się do przesłanych wytycznych czy też nie złoży odpowiednich wyjaśnień. Konsekwencją takiego stanu rzeczy może być bowiem bardziej szczegółowa weryfikacja rozliczeń podatnika, ze wszelkimi tego konsekwencjami, takimi jak wymierzenie sankcji czy pociągnięcie do odpowiedzialności karno-skarbowej” – tłumaczy Karol Potocki z Onwelo, firmy specjalizującej się w automatyzowaniu raportowania finansowego w przedsiębiorstwach, w tym m.in. w zakresie JPK.

Jak podkreśla przedstawiciel Onwelo, wyniki kontroli plików JPK_VAT pokazują, że dużo firm ma spore problemy ze spełnieniem nowych wymagań podatkowych nałożonych przez MF. Sytuacja ta z pewnością pogorszy się z chwilą, kiedy obowiązek przesyłania JPK obejmie również mikroprzedsiębiorców.

Celem uniknięcia nieprawidłowości przy raportowaniu JPK warto korzystać z narzędzi automatyzujących ten proces. Należy jednak pamiętać, aby sięgać po takie, które są stale aktualizowane, stosownie do zmieniających się regulacji. Przy wyborze rozwiązania warto również zwrócić uwagę na to, czy zapewnia ono weryfikację w sposób zbliżony do tej dokonywanej przez MF. Pozwoli to na uniknięcie problemów i zaoszczędzenie czasu” – mówi Karol Potocki.

Jako przykład funkcji pozwalających na wychwycenie błędów jeszcze przed złożeniem pliku JPK_VAT, przedstawiciel Onwelo podaje możliwość przeprowadzania testów merytorycznych na danych JPK_VAT, automatyczną weryfikację statusu VAT kontrahentów, czy też porównywanie wartości wynikających z JPK_VAT oraz tych z deklaracji.

Jednolity Plik Kontrolny (JPK) to nowy sposób Ministerstwa Finansów na przeprowadzanie kontroli skarbowych w firmach. Resort finansów liczy na to, że dzięki częstszym i sprawniejszym kontrolom skuteczniej będzie walczyć m.in. z luką w VAT szacowaną na 50 mld zł rocznie. To różnica między tym, ile pieniędzy powinno wpływać do budżetu z tego podatku, a tym, ile rzeczywiście wpływa. Obowiązek raportowania w postaci JPK spoczywa na dużych firmach (od lipca 2016 roku) oraz małych i średnich przedsiębiorstwach (od początku 2017 roku). Od 2018 roku obowiązek ten zostanie rozciągnięty na wszystkie firmy, w tym nawet jednoosobowe działalności gospodarcze.

Sieci komórkowe 5G przyspieszą postęp technologiczny. Wpłyną na upowszechnienie się internetu rzeczy, autonomicznych samochodów czy urządzeń hybrydowych

Sieci komórkowe 5G przyspieszą postęp technologiczny. Wpłyną na upowszechnienie się internetu rzeczy, autonomicznych samochodów czy urządzeń hybrydowych 3

Naturalnym przejawem rozwoju nowych technologii są innowacje. Wpływają one na naszą rzeczywistość, poprawiając komfort życia, zwiększając bezpieczeństwo i pozwalając oszczędzić czas. Już wkrótce takie innowacje jak sieci 5G, autonomiczne samochody i urządzenia hybrydowe staną się codziennością, która na nowo przebuduje sposób funkcjonowania zarówno społeczeństw, jak i jednostek.

– Nawet nie zdajemy sobie sprawy z innowacji, które otaczają nas w codziennym życiu. W Huawei te innowacje wdrażamy na polski rynek. Współpracujemy z gigantycznymi operatorami i z firmami, które potrzebują innowacji do codziennego funkcjonowania. Weźmy taki zwykły telefon, który na przestrzeni 20 lat zmienił się ze zwykłej słuchawki na minikomputer, którym obecnie jest smartfon. Właściwie dziś nie wyobrażamy sobie bez niego życia – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Krzysztof Sągolewski, solution director w Huawei.

Najszybsze i najbardziej widoczne zmiany czekają nas w świecie technologii mobilnych i łączności bezprzewodowej. Niebawem do życia zostaną powołane rozwiązania takie jak sieci komórkowe piątej generacji (5G). Pojawienie się sieci komórkowej nowej generacji zwiastuje postęp technologiczny, który wyniesie standardy telekomunikacyjne na zupełnie nowy poziom: zwiększy się szybkość transferu danych, zaś zmniejszone zostaną opóźnienia połączeń i problemy związane z łącznością w najbardziej zatłoczonych obszarach miejskich. Co ważne, 5G pozwoli także zredukować zużycie energii przeznaczanej przez urządzenia mobilne na łączność w sieci komórkowej. 

– My, jako użytkownicy, nie widzimy wielu zmian, natomiast widzi je operator i cały czas je wdraża. Są to wszelkiego rodzaju rozwiązania, jak np. sieć 5G, które dla nas, jako dostawców, oznaczają wyjście poza strefę komfortu, ponieważ musimy cały czas konstruować rozwiązania innowacyjne tak, żeby przyjęły się na rynku. Innymi słowy, nie mogą być ani zbyt drogie, ani skomplikowane, ani nie mogą wymuszać od osób wprowadzających to rozwiązanie zmniejszenie ich strefy komfortu ­– komentuje Krzysztof Sągolewski i dodaje – Sieć 5G będzie głównym trendem w świecie mobilnym. UE kładzie duży nacisk na to, żeby wprowadzić ją w Europie tak szybko jak to możliwe.

Ponadto na naszych oczach powstają urządzenia, które do niedawna wydawały się jedynie futurystycznymi konceptami. Wystarczy wymienić autonomiczne samochody czy sprzęty hybrydowe łączące kilka narzędzi w jednym. Postęp technologiczny w tych dziedzinach nie zwalnia, lecz wręcz wydaje się jeszcze przyśpieszać.

– W najbliższym czasie na pewno możemy się spodziewać łączenia ze sobą wielu urządzeń. To jest coś, co kompletnie zmieni nasze życie, rozszerzy możliwości. Ponadto już wkrótce możemy się spodziewać autonomicznych samochodów, które będą tak jak na filmach si-fi podróżowały od punktu A do punktu B bez naszej ingerencji – wylicza Krzysztof Sągolewski.

Specjalista zwraca uwagę na tempo, z jakim postępują kolejne innowacje, stawiając tezę, że ludzie nie zwracają na nie uwagi. Co więcej, samo społeczeństwo traktuje je jako coś zupełnie naturalnego.

– Z innowacjami mamy do czynienia tak naprawdę całe życie i spotykamy je niemal na każdym kroku. Na przykład kasownik w autobusie – pamiętam zwykłe bilety, kartonikowe, których używało się dawno temu. Natomiast w chwili obecnej możemy kupić bilet przez aplikację mobilną. To jest jedna z innowacji, która jest z nami już od dłuższego czasu, a której praktycznie nie dostrzegamy. Obecne pokolenie nawet nie myśli, że może być inaczej – twierdzi Krzysztof Sągolewski.

Adam Laskowski nowym prezesem Polskiego Taboru Szynowego

Agencja Rozwoju Przemysłu powołała nowego prezesa Polskiego Taboru Szynowego. Stanowisko objął Adam Laskowski, który odpowiada za zarządzanie spółką oraz realizację celów strategicznych. Wcześniej, funkcję prezesa Polskiego Taboru Szynowego pełnił Marcin Guryniuk.

Adam Laskowski jest absolwentem prawa na Wyższej Szkole Handlu i Prawa im. Ryszarda Łazarskiego w Warszawie oraz Studiów Podatkowych Szkoły Głównej Handlowej. W Agencji Rozwoju Przemysłu pełni funkcję Dyrektora Biura Administracji i Zakupów. W przeszłości był doradcą zarządu w obszarze sprzedaży w Zakładzie Usług Taborowych Remtrak. Doświadczenie zawodowe zdobywał w kancelariach prawno-podatkowych, m.in. świadcząc doradztwo prawne podmiotom z sektora prywatnego.

prezes Polskiego Taboru Szynowego Adam Laskowski
Prezes Polskiego Taboru Szynowego Adam Laskowski.
Fot. Jakub Szymczuk

Polski Tabor Szynowy jest jedną z kluczowych spółek Grupy Kapitałowej Agencji Rozwoju Przemysłu. Przed rynkiem kolejowym w Polsce stoi wiele wyzwań w zakresie zarówno modernizacji, jak i produkcji nowych składów. Każde z rozwiązań ma wiele atutów, ale najważniejszym zadaniem dla całej branży jest satysfakcja pasażerów. Celem nadrzędnym Polskiego Taboru Szynowego niezmiennie pozostaje maksymalne przyspieszenie procesów wprowadzania na rynek przewozów nowoczesnego taboru – powiedział nowy prezes Polskiego Taboru Szynowego Adam Laskowski.

Polski Tabor Szynowy Sp. z o.o. (dawniej FPW Invest) powstał w lipcu 2011 r. i wchodzi w skład Grupy Kapitałowej Agencji Rozwoju Przemysłu. Głównym celem funkcjonowania spółki jest przyspieszenie wprowadzania na polski rynek przewozów pasażerskich nowoczesnego taboru, w tym w szczególności wagonów pasażerskich (składów) spełniających oczekiwania klientów kolei.

Pod koniec ubiegłego roku, H. Cegielski – Fabryka Pojazdów Szynowych w Poznaniu, na zlecenie Polskiego Taboru Szynowego, przeprowadziła gruntowną modernizację 20 jednostek serii EZT EN57. Zmodernizowane pociągi, pod nazwą handlową Feniks57, są przeznaczone dla przewoźników regionalnych i aglomeracyjnych. Obecnie, przechodzą etap testowania przez potencjalnych nabywców. Celem nowego prezesa jest wprowadzenie ich na rynek jeszcze w 2017 r.

Polska firma stworzyła rewolucyjną technologię do obsługi inteligentnego domu. Sterowanie systemem odbywa się za pomocą gestów

Polska firma stworzyła rewolucyjną technologię do obsługi inteligentnego domu. Sterowanie systemem odbywa się za pomocą gestów 4

Smart home to koncepcja inteligentnego domu sterowanego za pomocą nowych technologii – specjalnych przycisków, czujników, pilotów albo oprogramowania na tablety czy smartfony. Polska firma Fibaro stworzyła jednak innowacyjne rozwiązanie, które wydaje się bardziej intuicyjne i równocześnie wygodniejsze, ponieważ umożliwia sterowanie całą gamą urządzeń za pomocą zwykłych gestów.

Do tej pory koncepcja inteligentnego domu opierała się na ekosystemie opartym o korzystanie z fizycznych urządzeń: specjalnych przycisków, pilotów zdalnego sterowania, smartfonów czy tabletów. Fibaro zaproponowało natomiast technologię, która przynajmniej z pozoru umożliwia sterowanie domem bez jakichkolwiek gadżetów, po prostu za pomocą gestów. Kilka nieskomplikowanych ruchów pozwala na zapalenie światła, zamknięcie rolet, przystosowanie domu do oglądania telewizji czy odwrotnie – rozbudzenia domowników po nocnym odpoczynku. Tak naprawdę jednak możliwości sterowania gestami są znacznie większe i zależą w dużej mierze od wyobraźni i chęci użytkownika, który zaprogramuje odpowiednie akcje.

Sterowanie ruchami to następny krok w koncepcji inteligentnego domu, który usprawni życie naszym klientom. Sami dokładnie wiemy, że chcąc zapalić światło, jeszcze kilka lat temu używaliśmy zwykłych wyłączników, które do dzisiaj stosowane są z powodzeniem. Jakieś 4–5 lat temu Fibaro zaproponowało aplikację, za pomocą której możemy wykonywać te same funkcje. Teraz poszliśmy jeszcze o krok do przodu. Sterowanie gestami jest następnym elementem interakcji z użytkownikiem ­– mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Krzysztof Banasiak, członek zarządu firmy Fibaro.

Sterowanie gestem to innowacja, która będzie doskonalona przez kolejne lata. Fibaro zapowiada jednak, że na tym nie koniec – na horyzoncie rysuje się już koncepcja sterowania głosem.

Sterowanie gestami jest następnym krokiem, by ulepszyć życie, poprawić komfort życia i bezpieczeństwa naszych użytkowników. W niedalekiej przyszłości przedstawimy również integrację z systemami do sterowania głosem. Jest to pokłosie dość długiej i owocnej współpracy z Amazonem – komentuje Krzysztof Banasiak.

Technologia sterowania gestami firmy Fibaro opiera się na czujniku Swipe, który wykrywa nie tylko proste ruchy, lecz także całe ich kombinacje. Sensor skutecznie interpretuje nawet najbardziej rozbudowane komendy, dzięki czemu użytkownik może spersonalizować je w zależności od własnych potrzeb. Instalacja całego systemu zajmuje zaledwie jeden dzień.

Cały ekosystem Fibaro jest ekosystemem nieinwazyjnym. Możemy go w bardzo prosty i tani sposób zamontować w starych mieszkaniach, nowych deweloperskich mieszkaniach, domach i innych budynkach użyteczności, chociażby biurach, bez konieczności kładzenia dodatkowego okablowania. System jest całkowicie bezprzewodowy, co powoduje, że jego instalacja jest bardzo szybka. Zainstalowanie systemu w jednym domu wraz z jego pełną konfiguracją trwa zaledwie jeden dzień – wyjaśnia Krzysztof Banasiak.

Jak deklaruje producent, Swipe to kontroler, który nie tylko zapewni komfort, lecz także odciąży od codziennych czynności, pozwalając zaoszczędzić użytkownikowi cenny czas. Urządzenie może być zasilane za pomocą czterech baterii AA lub przewodowo poprzez złącze Micro USB.

Dążymy do tego, żeby system sam uczył się zachowań klientów i sam wykonywał takie reakcje, jakich użytkownik aktualnie potrzebuje. Na przykładzie mojego domu, gdzie codziennie rano, gdy się budzę, mam ustawioną scenę, podczas której otwierają mi się wszystkie rolety, włącza się radio i czajnik, żeby zagrzać wodę na herbatę bądź kawę. Bardzo użyteczny przykład tego, do czego dążymy – de facto dom ma się stać bardziej przyjazny i komfortowy  – podsumowuje Krzysztof Banasiak.

Technologia HDR, czyli szeroki zakres tonalny, coraz częściej stosowana przez producentów telewizorów. Na razie dostępna jedynie w najdroższych i najwyższej klasy odbiornikach

Technologia HDR, czyli szeroki zakres tonalny, coraz częściej stosowana przez producentów telewizorów. Na razie dostępna jedynie w najdroższych i najwyższej klasy odbiornikach 5

Technologia HDR znana jest już od lat, ale do tej pory stosowana była raczej w innych kategoriach produktów, takich jak aparaty fotograficzne czy kamery. W telewizorach pojawiła się niedawno i jest to jedna z tych innowacji, które mają rzeczywisty, widoczny wpływ na poprawę jakości obrazu. Użytkownicy czerpią jeszcze więcej przyjemności z oglądania filmów lub grania z wykorzystaniem telewizora HDR.

Sam skrót HDR pochodzi od angielskich słów High Dynamic Range oznaczających rozszerzony zakres tonalny obrazu. Z jednej strony oznacza to, że taki obraz w porównaniu do SDR (Standard Dynamic Range) oferuje znacznie wyższy maksymalny poziom jasności i równocześnie głębszą czerń, lecz dodatkowo technologia HDR umożliwia wyświetlenie większej ilości szczegółów właśnie w najjaśniejszych i najciemniejszych partiach obrazu. Innymi słowy, w telewizorach HDR zobaczymy szczegóły tam, gdzie w przypadku zwykłego ekranu obraz byłby już jednolicie czarny lub totalnie przepalony, a z drugiej strony pozwalają one na zdecydowanie głębsze doznania podczas oglądania najciemniejszych lub bardzo rozjaśnionych scen.

– Współczesne telewizory, które obsługują technologię HDR, potrafią wyświetlać obraz z jasnością do 1500 nitów. Załóżmy taką sytuację, że oglądamy obraz znad morza, gdzie mamy latarnię morską. W momencie, kiedy jej światło będzie skierowane w nasze oczy, to efekt będzie niezwykle realistyczny – na moment prawie nas oślepi. HDR jest również ważny dla graczy, ponieważ pozwala pokazać jeszcze więcej szczegółów, a także dba o to, by kolory nie gubiły intensywności – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Henryk Chorążewski z firmy Samsung Electronics Polska.

Dla porównania warto dodać, że standardowy telewizor oferuje parametry zdecydowanie słabsze, z maksymalną jasnością na poziomie 200–300 nitów. Przy czym chodzi nie tylko o jasność czy odpowiednio płynne przejścia tonalne w najciemniejszych i najjaśniejszych partiach obrazu. Technologia HDR oznacza bowiem także, że telewizor wyświetla bardziej wyraziste barwy, choć nie polega to na prostym podbiciu nasycenia kolorystycznego. Wręcz przeciwnie, dzięki tej technologii obraz wydaje się bardziej rzeczywisty i staje się jeszcze bliższy temu, jak postrzega świat ludzkie oko.

– HDR to taka technologia, która zapewnia jak najbardziej wierny i zgodny obraz z naszym postrzeganiem odcieni i kolorów niezależnie od pory dnia, w której siadamy przed telewizorem – tłumaczy Henryk Chorążewski i dodaje – HDR pozwala nam zobaczyć więcej odcieni kolorów, daje nam odczucia bliższe rzeczywistości. Wyobraźmy sobie, że idziemy aleją wśród drzew, słońce przebija się przez liście. W momencie, kiedy oglądamy taki obraz na ekranie telewizora UHD, to towarzyszą nam realistyczne odczucia, kiedy nie ma liści, słońce potrafi nas oślepić.

Obecnie technologię HDR oferują na razie wybrane modele z najnowszych, topowych serii czołowych producentów. Nadal są to zatem z reguły produkty dość drogie, choć coraz częściej na rynek trafiają także modele bardziej przystępne cenowo. Wyższa cena jest jednak uzasadniona, ponieważ korzystanie z technologii HDR wymaga zastosowania mocniejszego procesora i szeregu innych zaawansowanych komponentów, w tym także złączy obsługujących standard HDMI 2.0a, a przede wszystkim 10-bitowego wyświetlacza. W przypadku firmy Samsung HDR oferują telewizory z serii QLED oraz serii MU od modelu MU 6100 wzwyż oraz duża część telewizorów z 2016 i 2015 roku, np. z serii KS7000, KS7500 i 8000 czy JS8000.

– Samsung ma bogatą ofertę telewizorów wyposażonych w technologię HDR. To nie tylko modele do oglądania filmów, lecz także do grania na konsoli. Gracze bardzo cenią tę technologię, ponieważ zapewnia więcej szczegółów, tym samym oferuje obraz bardziej plastyczny, który jest o wiele bliższy rzeczywistości – podsumowuje Henryk Chorążewski.

Restauratorzy coraz częściej decydują się na współpracę z firmami logistycznymi. Pozwala im to skupić się na podstawowej działalności

Restauratorzy coraz częściej decydują się na współpracę z firmami logistycznymi. Pozwala im to skupić się na podstawowej działalności 6

Branża gastronomiczna rozwija współpracę z logistyką. Pozwala to restauratorom zoptymalizować czas i koszty dostaw oraz skupić się na podstawowej działalności, ponieważ to firma logistyczna dba o bezpieczeństwo i terminowość dostaw oraz jakość produktów spożywczych. Zmiana zachowań konsumentów powoduje, że sektor gastronomiczny stabilnie się rozwija, dlatego ten trend będzie coraz bardziej wyraźny. Zwłaszcza że na taką współpracę mogą pozwolić sobie nawet drobni restauratorzy. 

– Obserwujemy w ostatnich latach wyraźne zmiany w sposobie zachowania konsumentów. Polacy spędzają coraz więcej czasu w kawiarniach i restauracjach. Naturalnie pociąga to za sobą wzrost oferty na rynku gastronomicznym – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Agnieszka Sałek,  dyrektor do spraw handlowych firmy logistycznej Quick Service Logistics Polska, która świadczy usługi dla gastronomii.

Z „Raportu gastronomicznego 2016” przygotowanego przez instytut badawczy GfK wynika, że w ubiegłym roku ten rynek wzrósł o 9 proc. i osiągnął wartość blisko 32,7 mld zł. W 2016 roku liczba stałych punktów gastronomicznych zwiększyła się o 4 proc., natomiast sezonowych – o 9 proc. W sumie na polskim rynku działa obecnie około 68 tys. lokali. Najpopularniejsze wśród Polaków są pizzerie, fast foody i restauracje, a o wyborze przesądzają trzy czynniki: jakość posiłku, ceny i przyzwyczajenie.

Badanie GfK potwierdziło, że Polacy coraz częściej korzystają z oferty gastronomii. Głównym powodem są spotkania z przyjaciółmi, jednak coraz częściej konsumenci odwiedzają lokale i restauracje spontanicznie, bez szczególnej okazji. Odsetek tych, którzy zadeklarowali, że w 2016 roku przynajmniej raz odwiedzili lokal gastronomiczny, wzrósł o 8 proc. Średnia to 3,2 razy w miesiącu. Miesięczna kwota, którą konsumenci przeznaczali średnio na posiłki, wynosiła 94 zł.

Agnieszka Sałek zauważa, że trendem ostatnich lat jest coraz bliższa współpraca gastronomii z logistyką. Firmy logistyczne umożliwiają restauratorom skupienie się na ich głównym segmencie działalności, oszczędność czasu i optymalizację kosztów.

– Restaurator może się skoncentrować na swoim głównym zadaniu, czyli na przygotowywaniu interesującej oferty dla klienta finalnego. Tymczasem partner logistyczny dba o wszystko, co dzieje się na zapleczu. Ważną kwestią jest też poczucie bezpieczeństwa, bo firma logistyczna zapewnia regularne i terminowe dostawy. Dlatego restaurator jest w stanie o każdej porze zaproponować klientom dokładnie to, co ma w karcie – mówi Agnieszka Sałek.

Podstawowym wyzwaniem dla lokali gastronomicznych jest zapewnienie bezpieczeństwa i świeżości produktów spożywczych. Te muszą być przechowywane i przewożone w odpowiednich warunkach. Wyspecjalizowane firmy logistyczne są w stanie zapewnić właściwy sposób transportu żywności, zgodny ze standardami. W tym celu inwestują w rozwiązania, które pozwalają skrócić czas dostawy i rozpakowania transportu oraz kontrolować jakość produktów na etapie przewozu.

– Firmy logistyczne są przygotowane i ponoszą duże nakłady finansowe na technologie niezbędne do tego, żeby składować i transportować żywność w odpowiednich, bezpiecznych warunkach – mówi dyrektor w QSL Polska.

Współpracując z gastronomią, firma logistyczna musi utrzymywać flotę pojazdów, które umożliwiają przewóz produktów spożywczych w ściśle kontrolowanej temperaturze. Samochody dostawcze są podzielone na strefy temperaturowe podobnie jak przestrzenie magazynowe.

– Dodatkowo musimy pamiętać o zmianach klimatycznych. Wyglądając za okno, widzimy piękną, wiosenną pogodę, tymczasem jeszcze dwa lata temu o tej porze na ulicach leżał śnieg. Jakie to ma przełożenie na branżę logistyczną? Dodatkowe zabezpieczenia wykorzystywane w okresie letnim, które pozwalają na lepszą izolację samochodów transportowych, musimy wykorzystywać już teraz. Klimat to niezwykle istotny czynnik, jeśli mówimy o branży logistycznej dla gastronomii – mówi Agnieszka Sałek.

Dyrektor do spraw handlowych QSL Polska zauważa, że dynamiczny rozwój branży logistycznej w ostatnich latach przełożył się na szeroką ofertę. To sprawia, że obecnie na współpracę z partnerem logistycznym może pozwolić sobie nawet drobny restaurator. Ten trend będzie się nadal utrzymywał.

– Rosnąca świadomość wśród klientów, rosnące oczekiwania wobec oferty lokali gastronomicznych, a także zwiększająca się konkurencja na rynku będą stawiały coraz większe wymagania wobec firm logistycznych, zatem naturalną konsekwencją będzie ich dalszy rozwój na polskim rynku – mówi Agnieszka Sałek.

QSL Polska jest częścią międzynarodowej Grupy Meyer Quick Service Logistics, która zarządza łańcuchem dostaw dla klientów z branży gastronomicznej. Obecnie świadczy usługi na rzecz blisko 2 tys. podmiotów w 12 krajach.

Rynek cydru spowolnił w ostatnim roku, ale producenci znaleźli na to sposób. Stawiają na naturalne, niefiltrowane produkty

Rynek cydru spowolnił w ostatnim roku, ale producenci znaleźli na to sposób. Stawiają na naturalne, niefiltrowane produkty 7

W ostatnim roku rynek cydru nieco spowolnił, w dużej mierze przez strategię graczy piwnych. Dlatego producenci cydru szukają nowych sposobów, by przyciągnąć konsumentów, którzy zasmakowali w naturalnych, nieprzetworzonych i regionalnych produktach. Firma AMBRA S.A. postawiła na produkcję Cydru Lubelskiego Niefiltrowanego. W pierwszym roku zakłada sprzedaż miliona butelek.

– Rynek polskiego cydru, który wystartował 4 lata temu, osiągnął 100 mln zł wartości i ok. 10 mln litrów sprzedaży. Poprzedni rok był dla cydru nieco trudniejszy – wyhamował wzrost, z jakim mieliśmy do czynienia w 2013 roku. Cydr stanął w cieniu różnorodności piw regionalnych, rzemieślniczych, więc na półce sklepowej, która zmieniła się znacząco w ostatnich 3 latach, trudniej się było przebić – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Robert Ogór, prezes zarządu spółki AMBRA S.A., producenta Cydru Lubelskiego.

Do 2016 roku spożycie cydru rosło w tempie dwucyfrowym. Wstępne szacunki mówiły o tym, że w 2016 roku spożycie sięgnie 15 mln litrów. Strategia browarów, które postawiły na piwa naturalnie warzone, niepasteryzowane i niefiltrowane, utrudniła dalszy wzrost rynku cydrów. W ubiegłym roku Polacy wypili ok. 10 mln litrów tego napoju. Cydr stanowi 0,25 proc. konsumpcji piwa.

– W tym roku spróbujemy dać temu odpór i zaproponować konsumentowi to, czego szuka, czyli naturalności, regionalności, autentyczności. Stąd postawienie na produkt strategiczny, jakim jest Cydr Lubelski Niefiltrowany – zapowiada Robert Ogór. – Nie oczekujemy może rewolucji na rynku, nie mamy też takich zasobów. W porównaniu do światowych gigantów piwnych jesteśmy mikroprzedsiębiorcą, ale dobrze nam w tej roli. Stawiamy na produkty naturalne, ponieważ wiemy, że konsumenci są po naszej stronie.

Cydr Lubelski Niefiltrowany – jak podkreślają przedstawiciele producenta – ma być nowym wzorcem dla całej kategorii i dowodem na to, że strategia pasji i jakości jest źródłem sukcesu.

– Mocno wierzymy, że będzie to impuls dla konsumentów, wśród których dominują młodzi ludzie, interesujący się tym, co dzieje się na świecie, i śledzący trendy. Chcą oni próbować nowych rzeczy, sięgać po nowe alkohole, takie jak cydr – podkreśla Agata Domaradzka, dyrektor marketingu w AMBRA S.A. – Myślę, że stajemy się pełnoprawną alternatywą dla piwa.

Charakterystyczną cechą dotychczas obecnych na rynku cydrów jest filtracja – napoje są przejrzyste, o jasnym kolorze. Nowy cydr, niefiltrowany, będzie nowością. Przez specjalny proces produkcji trafiający do butelek napój jest naturalnie mętny i delikatnie musujący. Jest to krok w stronę jeszcze większej naturalności produktu.

 Cydr Lubelski Niefiltrowany różni się w sposób istotny od innych cydrów obecnych na polskim rynku. Brak filtracji oznacza dbałość, by bogactwo jabłka w jak największej części znalazło się w napoju. Najtrudniejszym etapem procesu produkcji cydru niefiltrowanego jest fermentacja oraz leżakowanie, które zdecydowanie różni się od klasycznej metody, przebiega w osadzie miąższu z jabłek oraz drożdży. To kapitał do dojrzewania bukietów w cydrze – tłumaczy Artur Dubaj, główny technolog w AMBRA S.A.

Jak podkreśla, cydr niefiltrowany ma szersze spektrum smaków, czyli zachowuje więcej charakteru polskich jabłek.

Badania laboratoryjne składu cydru filtrowanego i niefiltrowanego potwierdziły, że Cydr Lubelski Niefiltrowany jest o 30 proc. bardziej intensywny w smaku i aromatyczny mówi Artur Dubaj.

Prezes AMBRA S.A. przekonuje, że największym wyzwaniem jest produkcja w pełni naturalnego produktu, który będzie miał odpowiednią długość terminu ważności. Z uwagi na właściwości świeżo wyciśniętego soku jabłkowego produkcja i leżakowanie cydru na każdym etapie wymaga szczególnych warunków, które umożliwiają kontrolę temperatury i ciśnienia. To zaś oznacza konieczność zastosowania nowoczesnych technologii.

– Dlatego zainwestowaliśmy ponad 2 mln zł w zakład produkcyjny [w Biłgoraju na Lubelszczyźnie – red.], aby stworzyć warunki z jednej strony dla nieingerowania w naturę, a z drugiej strony sterylnych procedur produkcyjnych, które pozwolą świeżemu owocowi przejść ścieżkę fermentacji bez filtracji do butelki – przyznaje Robert Ogór.

Produkcja nowego niefiltrowanego cydru – zdaniem prezesa AMBRA S.A. – może sprawić, że ten napój znów zacznie dynamicznie zyskiwać rzeszę konsumentów i będzie świeżym impulsem dla rynku. Już w pierwszym roku produkcji AMBRA S.A. zakłada sprzedaż miliona butelek.

– Sukcesem będzie, gdy jak najwięcej konsumentów przejdzie na niefiltrowany cydr. Stworzy to na pewno podwaliny pod trwały wzrost tej kategorii. Oczekujemy, że w tym roku sprzedaż będzie przynajmniej stabilna i dzięki tym nowym produktom naturalnym i rzemieślniczym będziemy na przestrzeni kilku, kilkunastu lat stopniowo zdobywać konsumentów  zapowiada Robert Ogór.

80 proc. środków polskich firm na inwestycje pochodzi z banków. Przedsiębiorcy coraz częściej sięgają też po wsparcie z BGK

80 proc. środków polskich firm na inwestycje pochodzi z banków. Przedsiębiorcy coraz częściej sięgają też po wsparcie z BGK 8

Europejskie gospodarki są w 60 proc. finansowane przez banki, za 40 proc. odpowiada rynek kapitałowy. W Polsce 14 proc. łącznego finansowania przedsiębiorstw pochodzi z obligacji, a pozostała część głównie z kredytów bankowych. Istotną rolę w finansowaniu przedsiębiorczości odgrywa Bank Gospodarstwa Krajowego. Tylko w 2016 roku zwiększył wartość finansowania eksportu i ekspansji zagranicznej polskich firm do poziomu 1,7 mld zł. W ciągu roku BGK udzielił w ramach gwarancji de minimis 9,4 mld zł gwarancji. Łącznie z pomocy skorzystało ponad 120 tys. małych i średnich przedsiębiorstw.

– Rynek finansowy odgrywa ważną rolę w gospodarce, choć można zadać pytanie, czy spełnia tę rolę w sposób wystarczający. Rolą BGK w tak zdefiniowanym otoczeniu jest tę efektywność rynku kapitałowego poprawiać i sprawiać, żeby polscy przedsiębiorcy, a co za tym idzie – gospodarka, otrzymywali to, czego potrzebują w danym momencie – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Paweł Nierada, pierwszy wiceprezes zarządu Banku Gospodarstwa Krajowego.

W Europie za ok. 60 proc. finansowania gospodarek odpowiadają banki, rynek kapitałowy pełni nieco mniejszą rolę. Inaczej jest w najbardziej rozwiniętych gospodarkach spoza Europy, gdzie rynek kapitałowy odpowiada za 80 proc. finansowania. W Polsce pole do współpracy między tymi dwoma sektorami jest duże, jednak to banki finansują zdecydowaną większość inwestycji (80 proc.), przede wszystkim przedsięwzięcia w miarę pewne.

– Rola BGK w Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju jest dosyć fundamentalna. To właśnie nasz bank wraz z grupą instytucji rozwoju, takich jak Polska Agencja Handlu i Inwestycji, Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości, Agencja Rozwoju Przemysłu czy Polski Fundusz Rozwoju, tworzą system podmiotów współpracujących na rzecz zapewnienia optymalnego zestawu narzędzi i środków dla polskich przedsiębiorców i gospodarki, który ma umożliwić im właściwy rozwój i realizowanie strategicznych celów – tłumaczy Paweł Nierada.

To właśnie zgodnie z założeniami strategii Mateusza Morawieckiego działania BGK w 2016 roku były ukierunkowane na finansowanie strategicznych sektorów polskiej gospodarki i ekspansji zagranicznej krajowych przedsiębiorstw (wartość finansowania eksportu wzrosła do poziomu 1,7 mld zł). Na koniec ubiegłego roku saldo kredytów brutto wyniosło 27,4 mld zł (wzrost o 4,9 mld zł, czyli 22 proc. rdr.), przy czym największy wzrost zanotowano w kredytach dla firm (o 34,5 proc., czyli 5,4 mld zł).

– Istotną rolą banku finansującego projekty ważne z punktu widzenia gospodarki jest także zapewnienie środków małym i średnim przedsiębiorcom. Sztandarowym projektem realizowanym przez BGK jest program gwarancji de minimis. Poprzez współpracujące z nami banki komercyjne dotarliśmy do ponad 120 tys. drobnych przedsiębiorców. Dzięki naszej pomocy mogli zaktywizować środki w wysokości ok. 70 mld zł – podkreśla pierwszy wiceprezes BGK.

W 2016 roku BGK udzielił 9,4 mld zł gwarancji małym i średnim przedsiębiorcom. Umożliwiło im to zaciągnięcie 16,43 mld zł kredytów. Dane banku wskazują, że na koniec marca tego roku zostało udzielonych ponad 37,2 mld zł, wartość udzielonych kredytów przekroczyła 66 mld zł, a z programu skorzystało łącznie ponad 123 tys. przedsiębiorców (narastająco od początku programu).

Bank zapowiada dalsze wsparcie projektów inwestycyjnych polskich firm. Wartość udzielonych kredytów w ciągu najbliższych kilku lat ma wynieść ok. 6 mld zł, a do 2020 roku bank planuje wypełnić lukę dłużnego finansowania dużych przedsiębiorstw w wysokości 16 mld zł.

– Kolejnym obszarem działalności BGK jest wspieranie rozwoju infrastruktury, czyli projektów drogowych, infrastrukturalnych. Trzecim obszarem jest natomiast zapewnienie efektywnego działania finansów państwa, czyli sprawnej obsługi właściwie większości przepływów finansowych, większości aspektów działalności finansowej resortu finansów – wymienia Paweł Nierada.

Od stycznia 2010 roku BGK odpowiada za wypłaty większości przyznanych Polsce środków europejskich. Łącznie (dane do 5 maja 2017 roku) w ramach perspektywy finansowej na lata 2007–2013 bank wypłacił blisko 274 mld zł, a w ramach perspektywy 2014–2020 ponad 21,5 mld zł.

Resort infrastruktury chce zwiększenia roli partnerstwa z sektorem prywatnym. Ma to przyspieszyć cyfryzację kraju

Resort infrastruktury chce zwiększenia roli partnerstwa z sektorem prywatnym. Ma to przyspieszyć cyfryzację kraju 9

Szansą na rozwój cyfrowej infrastruktury w Polsce jest partnerstwo z sektorem prywatnym, który ma niezbędną w tej dziedzinie wiedzę. Wiceminister infrastruktury i budownictwa Kazimierz Smoliński podkreśla, że w informatyzacji usług publicznych dużą rolę mają do odegrania również publiczne podmioty, takie jak Poczta Polska, która zdobywa doświadczenie w rozwijaniu e-usług. Ze względu na bezpieczeństwo pełna informatyzacja i przeniesienie wszystkich funkcji państwa do sieci może się jednak okazać zagrożeniem. 

– Partnerstwo publiczno-prywatne może być realizowane praktycznie wszędzie, zarówno w infrastrukturze kubatorowej, liniowej, jak i cyfrowej. Za partnerstwem publiczno-prywatnym w cyfryzacji przemawia ogromna wiedza prywatnego biznesu w tej dziedzinie. Polskie firmy mają w zakresie cyfryzacji i informatyzacji duże osiągnięcia, z których warto skorzystać – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Kazimierz Smoliński, wiceminister infrastruktury i budownictwa.

Minister zaznacza jednak, że współpraca z sektorem prywatnym w Polsce jest jeszcze we wczesnej fazie.

W Polsce partnerstwo publiczno-prywatne jest szerzej niewykorzystywane z różnych przyczyn. Niektórzy uzasadniają to przepisami, brakiem chęci współpracy administracji z prywatnym biznesem. Poza tym biznes też nie chce współpracować z administracją państwową, bojąc się wielu ograniczeń –mówi Kazimierz Smoliński.

Jak wynika z rządowych prognoz, w 2020 roku wartość projektów realizowanych w formule partnerstwa publiczno-prywatnego powinna przekroczyć 11,5 mld zł. Wsparcie i rozwój PPP jest jednym z filarów Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju.

Obok Ministerstwa Cyfryzacji resort infrastruktury realizuje wiele zadań związanych z informatyzacją usług publicznych. Dobrym przykładem jest działający od 2011 r. system e-myta viaTOLL. Do dziś przyniósł on 7,7 mld zł przychodu dla Krajowego Funduszu Drogowego i wymaga koordynacji ze strony instytucji państwowych oraz prywatnego operatora – Kapsch Telematic Services. Operator systemu jest odpowiedzialny nie tylko za zarządzanie przychodami, lecz także dysponuje bazą danych kierowców, która m.in. służy do walki z przemytem. Realizowany przez resort Krajowy System Zarządzania Ruchem ma z kolei zapewnić kierowcom kompleksowe, aktualizowane dane o bieżącej sytuacji na drogach. W tym celu powstanie system teleinformatyczny, który usprawni przy okazji zarządzanie ruchem drogowym.

Istotną rolę w cyfryzacji państwa odgrywa również Poczta Polska, którą nadzoruje Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa. Jak podkreślił wiceminister, z racji doświadczenia w cyfryzacji swoich usług spółka jest naturalnym partnerem dla rządu. Uruchomiona przez nią w 2013 roku innowacyjna platforma Envelo to jedno z pierwszych na świecie rozwiązań, które zapewnia pełny dostęp do e-usług pocztowych przez internet.

 Dzięki temu, że Poczta Polska ma największą, liczącą ponad 7 tys. placówek sieć, może dostarczać usługi cyfrowe i informatyczne, zwłaszcza w małych miejscowościach, i w ten sposób wyrównywać dysproporcje. Myślę, że w przyszłości Poczta Polska będzie odgrywała jeszcze większą rolę w zakresie cyfryzacji oraz cyfrowego bezpieczeństwa państwa – mówi Kazimierz Smoliński.

Za pośrednictwem Envelo można już obecnie aktywować Profil Zaufany (eGO), czyli darmowy podpis elektroniczny, który pozwala załatwić wiele spraw urzędowych przez internet w systemie ePUAP (m.in. rozliczyć podatki, sprawdzić punkty karne, złożyć wniosek o wydanie dowodu osobistego albo prawa jazdy i dopisać się do listy wyborców).

Zdaniem wiceministra Poczta Polska ma zaplecze konieczne do tego, żeby wesprzeć w cyfryzacji inne państwowe instytucje. Planowana w przyszłości integracja publicznych systemów informatycznych z Envelo ma natomiast usprawnić obieg dokumentów w państwowych instytucjach i przyspieszyć załatwianie spraw urzędowych przez obywateli.

Tempo cyfryzacji w Polsce jest imponujące, zwłaszcza na tle innych państw europejskich, ale problemem wciąż są białe plamy na mapie dostępu do internetu.

W niektórych elementach Europa Zachodnia ma nawet niższy poziom cyfryzacji, bo korzystają ze starych systemów, a my starych systemów nie mamy, więc musimy wszędzie wchodzić w te najnowsze, ale przez to powstaje też duża dysproporcja w ramach kraju – mówi Kazimierz Smoliński.

Jak podaje GUS, w 2016 roku dostęp do internetu miało 93,8 proc. polskich przedsiębiorstw, które korzystają na ogół z łączy szerokopasmowych. 93,6 proc. firm skorzystało w minionym roku z usług e-administracji. Dostęp do komputera miało natomiast ponad trzy czwarte (80,1 proc.) gospodarstw domowych, podobnie jak do internetu – 80,4 proc. (w tym 75,7 proc. do internetu szerokopasmowego). Podłączenia do sieci nie ma prawie 3 mln gospodarstw.

Zdaniem wiceministra infrastruktury państwo nie może być jednak wyłącznie cyfrowe, ponieważ może to zagrozić ciągłości usług i bezpieczeństwu. Jako przykład podał blackout w Szczecinie, który miał miejsce w kwietniu 2008 roku. Była to największa w historii miasta awaria prądu, która spowodowała całkowity jego paraliż.

Pełna cyfryzacja może być też zagrożeniem, bo wystarczy duży blackout, brak prądu i nic nie działa. Dlatego trzeba postępować rozważnie i niewykluczone, że pewne rzeczy dublować – mówi Kazimierz Smoliński.

Polskie firmy produkcyjne z sukcesem konkurują na zagranicznych rynkach. Biurokracja i słaby dostęp do kapitału utrudniają im jednak ekspansję

Polskie firmy produkcyjne z sukcesem konkurują na zagranicznych rynkach. Biurokracja i słaby dostęp do kapitału utrudniają im jednak ekspansję 10

Polskie małe i średnie przedsiębiorstwa produkcyjne są w większości oparte na polskim kapitale, a zaledwie co dziesiąta firma korzysta z zagranicznego finansowania. Mimo to skutecznie konkurują na międzynarodowych rynkach. Są też otwarte na wdrażanie innowacji: w ubiegłym roku blisko 60 proc. z nich wdrażało innowacyjne rozwiązania i technologie. Problemy stwarza im jednak nadmierna biurokracja oraz ograniczony dostęp do kapitału i wykwalifikowanych kadr. Rozwiązaniem części tych problemów ma być Polska Platforma Przemysłu 4.0, nad którą pracuje resort rozwoju.

Polskie małe i średnie firmy są otwarte na konkurencyjność. Blisko jedna trzecia działa poza granicami kraju. Pozostałe konfrontują się z konkurencją na polskim rynku, na którym działają również zachodnie firmy. Można więc powiedzieć, że większość polskich przedsiębiorstw ma pośredni lub bezpośredni związek z konkurencją na rynkach międzynarodowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Haiduk, członek zarządu, dyrektor branż przemysłowych w Siemens Polska.

Potwierdzają to wyniki badania „Smart Industry Polska 2017” przeprowadzone przy udziale Ministerstwa Rozwoju. Instytut badawczy Kantar Millward Brown przeanalizował w kwietniu na zlecenie Siemensa działalność 251 małych i średnich firm z branży przemysłu lekkiego i ciężkiego. Zdecydowana większość z nich (89,6 proc.) opiera się na polskim kapitale, a zaledwie co dziesiąta wspiera się zagranicznym finansowaniem.

Blisko jedna trzecia (28,7 proc.) rodzimych przedsiębiorstw z sektora MŚP prowadzi działalność na zagranicznych rynkach – większość w krajach Europy Zachodniej (75 proc.). Natomiast 33,3 proc. operuje na rynkach poza UE. Mimo że konkurencją są dla nich często duże, międzynarodowe koncerny, ekspansja polskich firm nabiera coraz większej dynamiki.

W ramach pracy zespołów i w kontaktach z kontrahentami pojawiają się innowacje. Ta otwartość polskich firm na rynki zagraniczne powoduje, że wracają z nowymi pomysłami i je realizują – mówi Tomasz Haiduk.

Prawie 70 proc. firm z sektora MŚP wprowadziło innowacje w ciągu minionego roku bądź jest przygotowanych do ich wdrożenia. Jest to na ogół efekt inicjatywy pracowników firmy (37 proc.). W 36,8 proc. przypadków wpłynął na to zakup nowego, lepszego sprzętu lub oprogramowania. Niemal równie często (34,7 proc.) innowacje były ubocznym wynikiem współpracy z kontrahentami i partnerami firmy. Natomiast stosunkowo rzadko (13,7 proc.) innowacje w przedsiębiorstwie powstawały dzięki współpracy z ośrodkami badawczymi i naukowymi.

Najmniej polskich firm (6,3 proc.) wskazuje zakupy patentów, praw autorskich i wzorów przemysłowych czy know-how jako przyczynek do wdrożenia nowych, innowacyjnych usług i produktów. Wiąże się to z niewystarczającym kapitałem na rozwój, którym na ogół dysponują polskie firmy. Podstawową barierą, która utrudnia im wdrażanie innowacji i korzystanie z nich, jest jednak wciąż nadmierna biurokracja.

Polscy przedsiębiorcy z sektora małych i średnich przedsiębiorstw jako podstawową barierę wymieniają sprawy formalno-urzędowe. Zajmują im one trzykrotnie więcej czasu niż firmom węgierskim – mówi Cezary Mychlewicz, dyrektor ds. marketingu branż przemysłowych w Siemens Polska.

Jak wynika z analizy „Smart Industry Polska 2017”, dla jednej trzeciej polskich przedsiębiorstw problemem są również ograniczone możliwości finansowania. Niemal tyle samo wskazuje na zbyt małą dostępność wykwalifikowanej kadry, która utrudnia im innowacyjność i wdrażanie nowych technologii.

Barierą dla polskich przedsiębiorców jest brak finansowania, brak informacji o tym, jak pozyskać środki na sfinansowanie inwestycji. To jest szalenie istotne, ponieważ te firmy wymagają zwykle bardzo szybkiego zwrotu kapitału, nie mogą sobie pozwolić na duże inwestycje. Niemal równorzędny z brakiem możliwości pozyskania środków finansowych jest niedobór odpowiednich kadr. Mowa zarówno o średnim szczeblu technicznym, jak i o wysoko wykwalifikowanych kadrach związanych z automatyzacją, robotyzacją czy utrzymaniem ruchu – wylicza Cezary Mychlewicz.

Przedsiębiorstwa produkcyjne z sektora MŚP szukają przede wszystkim absolwentów szkół zawodowych, politechnik i szkół wyższych. Przeważająca większość (93,6 proc.) wskazała jako najlepszą metodę pozyskiwania kadry system kształcenia dualnego, na przykład poprzez praktyki studenckie.

Kształcenie dualne polega na współpracy między uczelnią a przemysłem. Dzięki temu absolwenci już na etapie studiów mają bezpośredni kontakt z przyszłym pracodawcą, a pracodawca szybko dostaje pracownika, który jest już przygotowany do wejścia do produkcji – mówi Tomasz Haiduk.

Na drugim miejscu – po kształceniu dualnym – przedsiębiorcy wymieniają szkolenia jako dobrą metodę pozyskiwania wykwalifikowanych pracowników. To istotne o tyle, że właśnie szkolenia są w blisko 60 proc. przypadków wskazywane jako czynnik, który pomaga rozwijać i wdrażać w firmie innowacyjne rozwiązania.

Ciekawe jest to, że kadry przewijają się w wielu wątkach, bo tak naprawdę to ludzie stanowią o innowacjach w danej firmie. Z naszego badania wynika, że 70 proc. innowacji pochodzi z wewnątrz firmy i jest generowane przez jej pracowników – zauważa Cezary Mychlewicz.

Jako jedna z barier utrudniających wdrażanie nowych technologii wymieniany jest również brak zachęt ze strony państwa. Blisko połowa (47 proc.) przedsiębiorców wskazuje, że wymierna, finansowa pomoc pomogłaby i zmotywowała ich do modernizacji i większej innowacyjności.

Jan Filip Staniłko, zastępca dyrektora Departamentu Innowacji w Ministerstwie Rozwoju oraz ekspert w dziedzinie polityki przemysłowej, wymienia jeszcze dwa problemy utrudniające wdrażanie nowych rozwiązań. Pierwszym z nich jest bariera zaufania. Polskie firmy wykazują bardzo dużą skłonność do opierania się wyłącznie na wewnętrznych zasobach, które często nie są wystarczające, i ostrożnie podchodzą do pozyskiwania aktywów z zewnętrznych źródeł.

– Kolejny problem jest związany z dostępem do informacji, które dotyczą nowych możliwości. Firmy potrzebują wiedzy o tym, jakie rozwiązania i po jakim koszcie są możliwe do wdrożenia w danym przedsiębiorstwie – mówi Jan Filip Staniłko.

Do rozwiązania tych problemów ma się przyczynić inicjatywa, nad którą od kilku miesięcy pracuje resort rozwoju. Zajmuje się nią powołany w październiku ministerialny Zespół do spraw Transformacji Przemysłowej.

Inicjatywa nazywa się Polska Platforma Przemysł 4.0. Jest to fundacja będąca formą partnerstwa publiczno-prywatnego, której zadaniem jest niwelowanie tych dwóch podstawowych deficytów – deficytu zaufania i informacji poprzez stworzenie portalu, wspólnej przestrzeni dla dostawców i odbiorców technologii, gdzie w formie technologicznego Allegro będzie można bezpiecznie zasięgnąć informacji i skojarzyć popyt z podażą. Będziemy też prowadzili działania nakierowane na informowanie i szkolenie – mówi Jan Filip Staniłko.

Polska Platforma Przemysłu 4.0 będzie działać na rzecz cyfrowej transformacji w polskim przemyśle i koordynować działania wielu podmiotów: integrować ze sobą wiele podmiotów, m.in. jednostki publiczne i europejskiej, instytuty badawczo-naukowe i sektor prywatny.

Polska firma pracuje nad technologią, która może stać się przełomem w leczeniu nowotworów litych. M.in. raka płuca, piersi czy trzustki

Polska firma pracuje nad technologią, która może stać się przełomem w leczeniu nowotworów litych. M.in. raka płuca, piersi czy trzustki 11

Polska firma biotechnologiczna pracuje nad lekiem, który neutralizuje kwaśne mikrośrodowisko nowotworu, przez co znosi bariery ograniczające funkcjonowanie układu odpornościowego pacjenta. Dzięki temu metody leczenia, takie jak chemioterapia i immunoterapia, mogą przynieść znacznie lepsze efekty. Niewykluczone, że już wkrótce technologia rozwijana przez firmę Helix Immuno-Oncology okaże się długo oczekiwanym przełomem w walce z nowotworami litymi, takimi jak np. niedrobnokomórkowy rak płuca, rak piersi czy rak trzustki. 

Rak płuca to obecnie jeden z najczęściej występujących nowotworów powodujący jednocześnie największą liczbę zgonów wśród pacjentów onkologicznych. W Polsce co roku chorobę tę diagnozuje się u blisko 21 tys. osób, tyle samo chorych każdego roku umiera. Rak płuca stanowi 21 proc. wszystkich nowotworów złośliwych u mężczyzn i 8 proc. u kobiet. 80 proc. zachorowań stanowi niedrobnokomórkowy rak płuc, który jest oporny na chemioterapię. Firma biotechnologiczna zakończyła badania kliniczne I/II fazy nad lekiem, który może się stać przełomem w leczeniu tego rodzaju nowotworu.

 Wyniki napawają nas ogromnym optymizmem, jeżeli chodzi o połączenie naszej technologii z innymi terapiami przeciwnowotworowymi. Z jednej strony dlatego, że jest ona bardzo bezpieczna, mało toksyczna, z drugiej – daje nadspodziewane efekty terapeutyczne – mówi agencji informacyjnej Newseria Paweł Wiśniewski, prezes zarządu Helix Immuno-Oncology.

Technologia Tumour Defence Breaker – DOS47, o której mowa, przełamuje bariery obronne nowotworów, zwiększając efektywność stosowanych obecnie chemioterapii i immunoterapii w leczeniu nowotworów litych. Najbardziej złośliwe zmiany nowotworowe rozwijają się głównie w środowisku o niskim pH (odczyn kwaśny) i niskim stężeniu tlenu. Testowana obecnie technologia neutralizuje kwaśne mikrośrodowisko nowotworu, co sprawia, że układ odpornościowy pacjenta może podjąć walkę z chorobą.

– W tej chwili prowadzimy badania na pacjentach z niedrobnokomórkowym rakiem płuca, natomiast już wkrótce będą one rozszerzone na pacjentki z rakiem piersi, a w dalszej kolejności na pacjentów z rakiem jelita grubego i trzustki – mówi Paweł Wiśniewski.

U blisko 80 proc. badanych pacjentów stwierdzono odpowiedź na leczenie po podaniu dwóch cykli leku. Co więcej, nie zanotowano szkodliwości terapii, toksyczność leku jest bowiem minimalna. Badania kliniczne I/II fazy pokazały skuteczność tej technologii w monoterapii pacjentów z niedrobnokomórkowym rakiem płuca. Helix Immuno-Oncology jest jednak zdania, że znacznie lepsze wyniki można osiągnąć, stosując technologię Tumour Defence Breaker – DOS47 w połączeniu z inną technologią Solid Cancer CAR-T. Technologia ta reprezentuje nowe podejście terapeutyczne wykorzystujące układ immunologiczny pacjenta do walki z rakiem.

– Technologia CAR-T polega na modyfikacji genetycznej komórek układu odpornościowego pacjenta z chorobą nowotworową. Takie komórki modyfikuje się poza organizmem pacjenta, a następnie wprowadza z powrotem do jego organizmu. Te zaś bardzo skutecznie wyszukują i likwidują komórki nowotworowe –mówi Paweł Wiśniewski.

Z organizmu pacjenta pobierane są limfocyty T, odpowiedzialne za komórkową odpowiedź odpornościową organizmu. Następnie wprowadza się do nich specyficzne receptory chimeryczne odpowiedzialne za identyfikację komórek nowotworowych. Dzięki temu układ immunologiczny pacjenta zostaje pobudzony do walki z chorobą. Badania kliniczne prowadzone na świecie wykazały 85-proc. skuteczność w leczeniu nowotworów hematologicznych.

 Pierwsze zastosowania CAR-T miały miejsce u dzieci z nawracającą, lekooporną białaczką limfoblastyczną. To była ostatnia deska ratunku dla tych pacjentów i okazało się, że udało się zatrzymać postępującą chorobę – mówi Paweł Wiśniewski.

Firma Helix Immuno-Oncology jest w trakcie pozyskiwania licencji globalnej na połączone technologie Tumour Defence Breaker – DOS47 oraz CAR-T w leczeniu m.in. niedrobnokomórkowego raka płuca od swojej spółki-matki w Kanadzie – Helix BioPharma Corp. W ciągu 24–30 miesięcy planuje również debiut na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych. Zdaniem Pawła Wiśniewskiego Polska ma ogromny potencjał badawczy. W ostatnich latach powstało tu dużo nowej infrastruktury badawczej, wyposażonej w najnowocześniejszy sprzęt. Rodzimy rynek biotechnologiczny wciąż jest jednak rynkiem młodym i wschodzącym.

 Możemy na nim znaleźć bardzo ciekawe start-upy, rozwijające dobrze zapowiadające się technologie. Mamy też graczy w postaci dużych firm farmaceutycznych. Natomiast przestrzeń pomiędzy małymi start-upami na wczesnym etapie rozwoju a dużymi firmami jest niewypełniona – mówi Paweł Wiśniewski. – Wydaje mi się, że jest to doskonałe miejsce dla firmy biotechnologicznej, jaką jest Helix Immuno-Oncology.

Polski eksport wreszcie ruszył poza Unię?

GUS przedstawił interesujące wyniki polskiego handlu zagranicznego za I kwartał 2017 r.  Udział kierunku unijnego w polskim eksporcie zmniejszył się z 81,3 proc. w pierwszych trzech miesiącach 2016 r. do 79,5 proc. w roku bieżącym, choć sama dynamika sprzedaży do UE była dodatnia, a wartość obrotów o 6,8 proc. wyższa niż rok temu. Podobny trend widać w imporcie. Czy to pierwszy sygnał zwrotu polskich firm w stronę bardziej odległych rynków?

Według najnowszych danych GUS, wartość polskiego eksportu wzrosła w ciągu pierwszych trzech miesięcy br. o 9,2 proc. r/r, a wartość importu o 12,3 proc. r/r. Trudno w tych podstawowych wynikach dopatrzyć się znaczących niespodzianek, jednak wśród danych podanych przez urząd możemy też znaleźć takie, które zauważalnie różnią się od zeszłorocznych.

W I kwartale 2017 r. zanotowaliśmy duży wzrost wartości eksportu towarów do krajów Europy Środkowo-Wschodniej (o 31,4 proc. r/r), w tym do naszego 8. partnera handlowego, Rosji (o 22,7 proc. r/r). Tymczasem na początku 2016 r. wartość eksportu do tego regionu zanotowała ujemny wynik w rok rocznym ujęciu. Inną dynamikę wykazała także sprzedaż na rynek Wielkiej Brytanii. O ile w 2016 r., dynamika eksportu w tym kierunku mocno wyhamowała, to w I kwartale br. można już zaobserwować znaczący wzrost polskiego eksportu na ten rynek (o 9,7 proc. r/r). Wśród pierwszej 10-tki najważniejszych polskich kierunków eksportu, wyższą dynamiką wzrostu może pochwalić się jedynie wywóz na wspomniany już rynek rosyjski oraz amerykański (+22,8 proc. r/r).

Polski handel potrzebuje dywersyfikacji rynków zbytu

Największym zaskoczeniem jest jednak informacja o zmniejszeniu się udziału kierunku unijnego w polskiej sprzedaży zagranicznej. Radosław Jarema, dyrektor polskiego oddziału AKCENTY, instytucji płatniczej na co dzień obsługującej transakcje walutowe eksporterów i importerów, przekonuje, że to dobra wiadomość. Dlaczego? – Mocne uzależnienie handlu zagranicznego od jednego kierunku zawsze niesie z sobą duże ryzyko. Jeżeli pojawią się tam problemy czy kryzysy, konsekwencje dla firm eksportujących wyłącznie na tym kierunku mogą być bardzo dotkliwe. Dywersyfikacja rynków zbytu, ekspansja zagraniczna na różne rynki, dają eksporterom bufor, bo w razie trudności mają w swoim portfelu kierunki, które nie są danym kryzysem dotknięte – wyjaśnia Jarema. Według eksperta AKCENTY, wzrost wartości eksportu towarów do krajów poza UE powinien cieszyć tym bardziej, że to tam rodzą się nowe możliwości, są ogromne rynki z dużym popytem, a przede wszystkim istnieje przestrzeń dla firm z Polski. – Na rynkach UE robi się coraz ciaśniej, panuje duża konkurencja, w niektórych krajach mocniej odczuwany jest protekcjonizm gospodarczy. Jeżeli polski eksport ma się dynamicznie rozwijać i rosnąć przez kolejne lata, koniecznym warunkiem jest budowa mocnej pozycji nie tylko w UE, ale także poza Unią, a nawet poza Europą. Być może właśnie 2017 r. przyniesie początek takiego pożądanego trendu w polskim handlu zagranicznym – dodaje ekspert.

Jeszcze za wcześnie, aby mówić o zmianie trendu, ale…

Rok 2017 zaczyna się dla polskiego handlu zagranicznego dość interesująco. Również import notuje większe wpływy spoza UE. Udział Unii zmniejszył się w I kwartale br. do 59,2 proc. z 60,8 proc. notowanych w analogicznym okresie w 2016 r. Jednak, jak przypomina Radosław Jarema z AKCENTY, podane przez GUS dane obejmują bardzo krótki okres i warto jeszcze poczekać, zanim zaczniemy z całą pewnością mówić o zupełnej zmianie trendu w kierunkach polskiej wymiany handlowej. – Pierwsze w tym roku dane kwartalne to ważny i pozytywny sygnał. Mam nadzieję, że nie jest to sygnał jednorazowy, tylko zwiastun nowego rozdziału w historii polskiego handlu zagranicznego. Zobaczymy, kolejne wyniki już za trzy miesiące – mówi Radosław Jarema.

*Podane dane są liczone w euro.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia

W tym tygodniu publikacje danych o inflacji z kilku gospodarek mają potencjał do rozbudzenia dyskusji o kolejnych ruchach banków centralnych, podczas gdy raporty z rynku pracy Wielkiej Brytanii i Australii wystawią GBP i AUD na próbę. Inwestorzy zwrócą również szczególną uwagę na publikację o sprzedaży detalicznej z Kanady i Wielkiej Brytanii. Rynek złotego będzie patrzył na PKB i decyzję RPP.

Przyszły tydzień: NY Empire, Philly Fed, ZEW, CPI z WBryt./Kanady, rynek pracy z WBryt./Aus, RPP, PKB z Polski

Dane ekonomiczne z USA w przyszłym tygodniu nie należą do pierwszej ligi, choć rzucą więcej światła na sytuację po stronie produkcyjnej. Indeksy NY Empire State (pon) i Fed z Filadelfii (czw) pozwolą odpowiedzieć na pytanie, czy ostatnie kilka miesięcy tonowania optymizmu wywołanego wygraną prezydenta Trumpa zostanie przerwane i wzmocni oczekiwania na odbicie PKB w drugim kwartale. Produkcja przemysłowa za kwiecień (wt) ma pokazać kolejny wzrost to 0,5 proc. m/m po takiej samej dynamice w marcu z solidnym udziałem produkcji wytwórczej i wzmocnieniu sektora wydobywczego. W danych z rynku budowlanego (wt) rozpoczęte budowy domów mają odreagować marcowe spadki. Spośród członków Fed usłyszymy od Mester (czw) i Bullarda (pt). Mester jest znana ze swoich jastrzębich poglądów, z kolei Bullard jest niechętny podwyżkom stóp procentowych, choć opowiada się za rozpoczęciem redukcji bilansu Fed. Odbicie USD z tego tygodnia z czasem wytraciło tempo i do jego ponownego przebudzenia będzie potrzeba silnych danych z gospodarki, które umocniłyby szanse na kolejną podwyżkę Fed po już w pełni zdyskontowanym ruchu w czerwcu. Sądzimy, że w kolejnych dniach może być o to może być trudno.

Kalendarz z Eurolandu oferuje rewizję PKB (wt) i CPI (śr) oraz indeks ZEW z Niemiec (wt). Drugie odczyty wzrostu gospodarczego rzadko przynoszą znaczne rewizje (0,5 proc. k/k), szczególnie że opublikowane już dane z Niemiec były zgodne z oczekiwaniami. Podobnie tyczy się kwestia CPI. Po indeksie oczekuje się trzeciego miesiąca z rzędu poprawy, w zgodzie z innymi sygnałami z niemieckiej, ale też i całej europejskiej gospodarki. EUR pozbyło się premii za ryzyko polityczne i jest mocniej skupione na sytuacji ekonomicznej i implikacjach dla polityki ECB, jednak rynek czeka na świeży impuls.

W Wielkiej Brytanii inflacja CPI (wt) powinna przyspieszyć w kwietniu do 2,6 proc. r/r z 2,3 proc., głównie pod wpływem wyższych cen z importu. Choć na pierwszy rzut oka wygląda to na jastrzębi impuls dla BoE, jednocześnie oznacza osłabienie siły nabywczej konsumentów, co z resztą widać już w rozczarowujących odczytach sprzedaży detalicznej i w danych za kwiecień (czw) ryzyka przeważają po negatywnej stronie. W danych z rynku pracy (śr) główna uwaga będzie skupiona na dynamice wynagrodzeń, gdyż spowolnienie będzie oznaczać drenaż realnych dochodów gospodarstw domowych. Pozostajemy negatywnie nastawieni do funta, oczekując pogorszenia kondycji gospodarczej Wielkiej Brytanii. Dodatkowo kampania przed czerwcowymi wyborami wypchnie na pierwszy plan temat Brexitu, co może był łatwo wykorzystywane do uruchomienia sprzedaży GBP.

W mniejszych gospodarkach, PKB z Norwegii za I kw. (wt) powinien pokazać przyspieszenie ożywienia do 0,5 proc. k/k z 0,3 proc. w IV kw., gdyż obciążenie wynikające ze spadku inwestycji w przemyśle naftowym zaczyna wygasać. Dobre dane będą zmniejszać szanse na powrót Norges Banku do luzowania. Odbicie NOK może jednak być zagrożone, jeśli ceny ropy naftowej powrócą do spadków. Kalendarz ze Szwecji i Szwajcarii jest pusty.

W Polsce kalendarz jest wypełniony kwietniowymi danymi o wymianie handlowej (pon), z rynku pracy (czw), przemysłu i handlu (pt). Rynek tradycyjnie pozostanie neutralny na te odczyty, a większe zainteresowanie może dotyczyć szybkiego szacunku PKB za I kwartał (wt). Konsensus zakłada przyspieszenie wzrostu do 3,9 proc. r/r z 2,7 proc. w IV kw. Naszym zdaniem tempo może być nieco słabsze (3,7 proc.), gdyż widzimy silniejszy negatywny wpływ eksportu netto. Sądzimy, że tylko wyraźne odchylenia odczytu od prognoz (poniżej 3,5 proc., powyżej 4 proc.) mogą przynieść reakcję złotego. Po decyzji Rady Polityki Pieniężnej (śr) nie oczekujemy zmian w poziomie stóp procentowych, a komunikat powinien potwierdzić pozostawanie RPP w neutralnym nastawieniu. EUR/PLN utknął w konsolidacji 4,18-4,23 i dopiero wyłamanie w którąś stronę nada kierunek dla przyszłej tendencji. Naszym zdaniem górne ograniczenie jest pod większym ryzykiem.

W Azji główna uwaga będzie dotyczyć kwietniowych danych z przemysłu i handlu Chin (pon). W ostatnich dniach rynki stały się wrażliwe na informacje dotyczące przeceny na chińskiej giełdzie i osuwanie surowców przemysłowych, głównie miedzi i rudy żelaza. Słabe dane o aktywności gospodarczej z Chin mogą podsycać negatywny sentyment na wymienionych rynkach, co będzie rzutować na globalne nastroje z wyróżnieniem aktywów rynków wschodzących i waluty surowcowe. W Japonii po PKB za pierwszy kwartał (czw) oczekuje się wzrostu o 0,4 proc. k/k głównie na fali przyspieszenia eksportu. JPY pozostaje barometrem rynkowego sentymentu i generalnie lepsze nastroje sprzyjają redukcji długich pozycji w jenie.

W Australii kluczową publikacją będą dane z rynku pracy (czw). Po zastanawiająco silnym skoku zatrudnienia w marcu (60,9 tys.) rynek może oczekiwać odreagowania w kwietniu. Jeśli dane wyjdą silne, powinny wymazać jeden powód z listy obaw dla RBA. Dla AUD ważniejszy niż dane może być sentyment płynący z rynku surowców i kontynuacja spadków cen rudy żelaza może mieć istotniejszy wpływ.

Z Nowej Zelandii dostaniemy dane o sprzedaży detalicznej za I kw. (pon) oraz aukcję mleka (wt). Oczekiwania przed danymi o sprzedaży są ustawione wysoko (0,9 proc. k/k), więc większym ryzykiem będzie rozczarowanie. Ogólnie jednak sygnały z gospodarki Nowej Zelandii pozostają pozytywne, sytuacja fiskalna mocna, a ceny nabiału (główny towar eksportowy NZ) trzymają się relatywnie dobrze na tle innych surowców. Stąd uważamy, że ewentualne spadki NZD powinny być płytkie.

W przyszłym tygodniu sporo danych z Kanady przyciągnie uwagę. Produkcja sprzedana przemysłu (śr) systematycznie słabnie od początku roku i kolejny rozczarowujący odczyt ożywi spekulacje, że kolejnym krokiem BoC będzie luzowanie zamiast podwyżki. Podobna ocena będzie tyczyć się danych o sprzedaży detalicznej (pt), szczególnie po fatalnym odczycie w lutym (-0,6 proc. m/m). Rynek będzie też śledził dane o inflacji CPI (pt). Ogólnie tło makroekonomiczne w Kanadzie zaczęło się psuć w ostatnich tygodniach, a przy wzmocnieniu zapędów protekcjonistycznych USA rynek będzie szukał okazji był kupować USD/CAD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Branże kreatywne przeciwne zniesieniu geoblokowania

Przyjęcie poprawek Parlamentu Europejskiego, który zaproponował rozszerzenie zakazu tzw. geoblokowania również na treści objęte prawami autorskimi (muzyka, gry, oprogramowanie i e-booki), odbiłoby się negatywnie na kondycji krajowego przemysłu kreatywnego i dostępności ofert uwzględniających lokalne gusta i potrzeby kulturowe, wzmocniło korporacje międzynarodowe i w perspektywie długofalowej spowodowałoby wzrost cen na rynkach krajowych – uważa Konfederacja Lewiatan.

– Propozycja zapisów w tym zakresie narusza prawa podstawowe i jest ewidentnie dyskryminacyjna, gdyż narzuca przedsiębiorcom oferującym wymienione treści obowiązek sprzedaży transgranicznej w przypadku, gdy mają licencję na dane terytorium za granicą, nawet gdy nie chcą oni kierować swej oferty na to terytorium. Nie uwzględnia ona specyfiki praw autorskich (opartych o zasadę terytorialności) jak również nie bierze pod uwagę tego, że kwestie dostępu do treści audiowizualnych powinny być rozstrzygane w ramach reformy prawa autorskiego w UE, a nie, niejako przy okazji, w ramach projektu o geoblokowaniu – mówi dr Aleksandra Musielak, ekspertka Konfederacji Lewiatan.

W Komitecie ds. rynku wewnętrznego i ochrony konsumentów w Parlamencie Europejskim (IMCO PE) odbyło się głosowanie w sprawie poprawek do projektu rozporządzenia ws. geoblokowania. Uniemożliwia lub utrudnia ono odbiorcom z innych państw Unii Europejskiej korzystanie z treści cyfrowych lub żąda za nie wyższej ceny. W tej chwili trwają prace w Radzie UE, które mają na celu ustosunkowanie się do zmian zaproponowanych przez Parlament.

Projekt regulacji ma na celu wprowadzenia zakazu geoblokowania, w sytuacji gdy jest on nieuzasadniony i ma charakter dyskryminacyjny, tj. uniemożliwia konsumentom dostęp i możność nabywania określonych produktów lub usług ze strony internetowej w innym państwie członkowskim, prowadzi do przekierowywania użytkownika na lokalną stronę internetową bądź polega na odmowie dostarczenia towaru/usługi lub możliwości realizacji płatności ze względu na lokalizację lub miejsce zamieszkania użytkownika.

Konfederacja Lewiatan zajęła głos w konsultacjach poprawek IMCO PE, koordynowanych na poziomie krajowym przez Ministerstwo Rozwoju. Przedsiębiorcy krytycznie odnieśli się do pomysłu włączenia treści chronionych prawem autorskim do zakresu rozporządzenia. Na obecnym etapie usługi audiowizualne i usługi komunikacji elektronicznej pozostają poza zakresem tej regulacji.

Badania wskazują, że niemieckie firmy rodzinne cieszą się dużym zaufaniem sektora bankowego

  • Badania dotyczą struktury finansowania firm rodzinnych; dane pochodzą z ponad 2 milionów niemieckich firm.
  • Wbrew oczekiwaniom, firmy rodzinne są bardziej zadłużone niż przedsiębiorstwa niezarządzane przez właściciela.
  • Firmy rodzinne często są bardziej zadłużone w bankach i w większym stopniu korzystają z finansowania zewnętrznego.
  • Próbki danych uwzględniają 700 dużych korporacji nienotowanych na giełdzie.

– Firmy rodzinne cieszą się dużym zaufaniem sektora bankowego ze względu na dobrą reputacją i korzystają z przewagi konkurencyjnej przy ubieganiu się o kredyt. To najważniejsze wnioski ze wstępnych wyników nowego projektu w ramach trzyletniej współpracy badawczej czołowego na świecie ubezpieczyciela kredytowego, Euler Hermes, doradców w zakresie zarządzania – firmy Roland Berger i Szkoły Biznesu i Administracji w Hamburgu (HSBA). Badanie ma na celu analizę struktury kapitałowej firm rodzinnych i wynikających z nich przewag konkurencyjnych.

Firmy rodzinne – mniej niechętne do ryzyka niż się spodziewano; wyższe zadłużenie wobec banków

„Firmy rodzinne nie są tak niechętne do podejmowania ryzyka, jak można by przypuszczać, kierując się powszechną opinią na ich temat” – mówi Martin Wendt, specjalista do spraw ryzyka w firmie Euler Hermes, który jako doktorant rozpoczął badania. „Dotychczas uzyskane wyniki badań pokazu-ją, że firmy rodzinne charakteryzują się wyższym poziomem zadłużenia oraz wyższym poziomem finansowania długoterminowego niż porównywalne przedsiębiorstwa, których właścicielami nie są rodziny. Ocena statystyczna sugeruje, że firmy rodzinne cieszą się dużym zaufaniem banków ze względu na ich dobrą reputację i przekłada się to na korzyści przy uzyskiwaniu kredytów.”

Partnerzy przeprowadzający badania udowodnili stawianą przez siebie hipotezę w sposób empiryczny na próbie złożonej z około 700 niemieckich korporacji nienotowanych na giełdzie.

Perspektywiczne podejście właścicieli firm rodzinnych zapewnia przewagę konkurencyjną przy zaciąganiu pożyczek

„Wstępne wyniki wskazują, że własność rodzinna promuje i kształtuje perspektywiczne podejście do celów firmy” – powiedział Matthias Holzamer, partner i specjalista do spraw finansowania w firmie Roland Berger. „To z kolei zwiększa wiarygodność firmy w oczach banków, co przekłada się na korzyści podczas zaciągania pożyczek. Wiele firm rodzinnych może w sposób czynny odwoływać się do swojej dobrej reputacji podczas ubiegania się o finansowanie i w związku z tym uzyskują one przewagę konkurencyjną.”

Połączenie badań z praktyką zapewnia wgląd w struktury finansowe

„Badanie pozwala na pogłębiony wgląd w strukturę finansową niemieckich firm rodzinnych” – mówi prof. Stefan Prigge z HSBA. „Współpraca między naukowcami prowadzącymi badania akademickie i czołowymi firmami z branży w celu przeprowadzenia oceny dwumilionowego zbioru danych dotyczących niemieckich firm to jak do tej pory unikalne przedsięwzięcie. Z jednej strony umożliwia nam ono uzyskanie dogłębnego wglądu w bieżące trendy w praktykach dotyczących finansowania, a z drugiej strony zapewnia metody optymalizacji finansowania, doradztwa i minimalizacji ryzyka.”

Dalsze wyniki zostaną opracowane w ciągu najbliższych trzech lat wspólnych badań. Euler Hermes wspiera badania, dostarczając zbiór anonimowych danych dotyczących ponad 2 milionów niemieckich firm, a ponadto zapewnia prawie stuletnie doświadczenie w przeprowadzaniu analiz finansowych i analiz ryzyka przedsiębiorstw. Dane analizowane są z udziałem specjalistów z firmy Roland Berger i naukowców z HSBA. Roland Berger jako jedna z czołowych na świecie firm doradczych dostarcza ugruntowane na mocnych podstawach zaplecze praktyczne, dzięki któremu firmy rodzinne mogą zająć lepszą pozycję strategiczną, poprawić swoją reputację i korzystać z wynikającej z tego przewagi konkurencyjnej w dziedzinie finansowania.

Kurs bitcoina (BTC) spada

Cóż, wzrost był kryptowaluty był naprawdę przyjemny. Od niskiego 1141 dolarów za monetę 13 kwietnia, do wczorajszego wysokiego poziomu 1905 dolarów, generalnie obserwujemy przyrost o ponad 750 dolarów za monetę (około 40%) w mniej niż miesiąc. Jest to rynek wysokiego ryzyka, który jest bardzo podatny na gwałtowne wahania. Obniżenie wartości o 150 dolarów, które widzieliśmy wczoraj w nocy, wydaje się być normalną korektą.

Jedną z kwestii, która zrodziła się w głowach inwestorów dzisiejszego ranka, jest sprawa skalowalności Bitcoina. Wraz ze wzrostem sieci, tzw. blockchain Bitcoina staje się coraz trudniejszy, biorąc pod uwagę przetwarzanie transakcji. Pojawiły się niesamowite nowiny z takich krajów jak Japonia, Indie, Australia, a nawet Rosja, które sygnalizują, że Bitcoin i inne cyfrowe waluty, będą powszechnie akceptowane w przyszłości.

Kurs bitcoina (BTC) 2017
Kurs bitcoina (BTC) 12.05.2017

Jednak całe to podekscytowanie stwarza poważne problemy w systemie. W chwili pisania tego tekstu zgromadzonych jest ponad 160 000 transakcji zablokowanych i oczekujących potwierdzenia. Oznacza to, że na tę chwilę przetworzenie płatności zajmuje stanowczo za dużo czasu. Z pewnością perspektywa codziennego jego użytku jest bardzo ekscytująca, ale jeżeli czas realizacji płatności będzie trwał ponad 10 godzin, to system wydaje się mało efektywny.

Bitcoin BTC KapitalizacjaTempo wzrostu wszystkich kryptowalut wydaje się zwalniać, ale się nie zatrzymuje. W poniedziałek kapitalizacja rynkowa wszystkich kryptowalut po raz pierwszy przekroczyła 50 miliardów dolarów. W tej chwili kwota wynosi 54 miliardy dolarów. Także tygodniowy wzrost wyniósł prawie miliard dolarów dziennie. Kapitalizacja rynkowa Bitcoina osiągnęła punkt kulminacyjny wczoraj, kiedy to osiągnęła poziom 30,5 mld USD. W tym samym czasie wartość Ethereum wzrosła o 200 milionów dolarów, a Ripple’a przybrała o blisko 700 milionów dolarów.

Można przypuszczać, że ruch zaobserwowany ostatniej nocy może być jedynie chwilową słabością. W tej chwili na rynek wchodzi wielu dużych graczy. Graczy, którzy dużo zainwestowali i chcą zobaczyć wzrost wartości do 5 000 lub 10 000 dolarów za monetę. Dla nich spadek o 150 dolarów w cenie to nic innego, jak tylko okazja.

Mati Greenspan, Starszy Analityk Rynków eToro

Po Brexicie wzrośnie liczba upadłości brytyjskich przedsiębiorstw

Wielka Brytania nie wyszła jeszcze z Unii Europejskiej, ten proces zajmie prawdopodobnie dwa lata, jednak ryzyko po stronie przedsiębiorstw wzrasta. Z jednej strony kraj korzysta na słabnącej wartości funta, co wspiera eksport. Dla poszczególnych branż nie ma to jednak dużego znaczenia.

– Korzyści można zauważyć w sektorze farmaceutycznym, czy motoryzacyjnym – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w regionie Europy Centralnej – Wiele innych branż zależnych jest do importu na Wyspy. Słabnący funt wpływa na wyższe koszty importu – a tym samym – zakupu dla gospodarstw domowych i biznesu. To będzie osłabiało sentyment i postrzeganie przyszłości przez brytyjskich konsumentów oraz tamtejszy biznes. Spodziewamy się, że od drugiego kwartału tego roku – w obliczu trudniejszych warunków rynkowych – wzrastać zacznie liczba upadłości przedsiębiorstw w Wielkiej Brytanii, a w całym roku będzie ona o 8% większa niż w 2016 – dodał Sielewicz.

Laser-Med S.A. nawiązuje współpracę z One More Level S.A.

Laser-Med S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od sierpnia 2012 r., podpisała porozumienie o współpracy ze spółką z branży gier komputerowych – One More Level S.A. Emitent zakończył także 1 kw. 2017 r. zyskiem netto w wysokości ponad 262 tys. zł.

Podpisane przez Laser-Med S.A. porozumienie z One More Level S.A. obejmuje współpracę pomiędzy podmiotami w zakresie wymiany doświadczeń w obszarze planowania sprzedaży i budżetowania projektów, prowadzenia projektów i zarządzania ryzykiem projektowym, pozyskiwania finansowania, projektowania gier i aktualnych technologii (silniki gier) oraz procedur certyfikacji gier na poszczególnych platformach: PC, Microsoft, Sony. Obie spółki dostrzegają szerokie perspektywy dla kooperacji oraz korzyści z niej płynące i będą dążyły do jak najbardziej efektywnego wykorzystania doświadczenia, wiedzy i własnego potencjału. Podpisane porozumienie wpisuje się w przyjęte nowe kierunki rozwoju Laser-Med S.A., które zostały przedstawione w kwietniu 2017 r.

„Podpisane porozumienie z One More Level S.A. stanowi potwierdzenie przyjętych kierunków dalszego rozwoju naszej Spółki. Nasz nowy partner – spółka One More Level S.A., posiada bardzo duże doświadczenie w branży gier komputerowych i zamierzamy je wykorzystać, zacieśniając współpracę pomiędzy podmiotami. Uważam, że możemy kooperować w bardzo wielu obszarach, co powinno pozwolić na osiągnięcie istotnych korzyści przez każdą ze spółek.” – ocenia January Ciszewski, Prezes Zarządu Spółki Laser-Med S.A.

One More Level S.A. jest studiem game developerskim założonym w 2014 r., które wydało takie gry jak: Warlocks vs Shadows, Deadlings, Race to Mars. Podmiot ten jest także certyfikowanym wydawcą na platformy Xbox One, PS4, PSVITA, Nintendo oraz Steam. One More Level S.A. opracowuje obecnie swoją najnowszą produkcję, będącą największym tytułem w historii tej Spółki. Ukaże się ona na przełomie 2017/2018 r. nakładem jednego z największych światowych wydawców na platformy PC oraz konsole (PS4, Xbox One). W 2017 r. One More Level S.A. planuje wystąpić o dofinansowanie z NCBiR (Program GameINN) na rozwój innowacyjnych technologii związanych z nową produkcją.

Laser-Med S.A. zakończyła 1 kw. 2017 r. zyskiem netto w wysokości 262 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży na poziomie 252 tys. zł. Osiągnięcie bardzo dobrych wyników finansowych było możliwe dzięki skutecznej realizacji działań restrukturyzacyjnych, m.in. redukcji jej zobowiązań w łącznej kwocie ponad 161 tys. zł oraz zbyciu aktywów (środków trwałych) związanych z dotychczasowym przedmiotem działalności za kwotę ponad 159 tys. zł. Obecne działania Zarządu Spółki są skoncentrowane na realizowaniu przyjętych założeń do kierunków jej dalszego rozwoju w oparciu o nowy profil działalności – działalność inwestycyjną w obszarze produkcji gier komputerowych oraz mobilnych.

„Prowadzone działania restrukturyzacyjne umożliwiły Spółce wypracowanie bardzo dobrych wyników finansowych. Teraz koncentrujemy się na realizowaniu przyjętych kierunków rozwoju, czego potwierdzeniem jest zawarte porozumienie z One More Level S.A.” – dodaje Prezes Ciszewski.

Kto odpowiada za błąd robota? Przepisy w tym zakresie są lakoniczne i pozostawiają duże pole do interpretacji

Osoby obsługujące roboty autonomiczne nie mają w praktyce większych szans na udowodnienie, że przyczyną powstałej szkody było wadliwe działanie maszyny. W związku z tym, że użytkownik nie może ingerować w jego konstrukcję i co więcej w oprogramowanie, trzeba pilnie wprowadzić do przepisów domniemanie winy wytwórców.

Niedawno Unia Europejska podjęła rezolucję, która zachęca organy wspólnoty i państwa członkowskie do uregulowania kwestii dotyczących odpowiedzialności za szkody, wyrządzane przez roboty. Jak zauważa ekspert z Kancelarii Gajek i Wspólnicy, roboty są obecne w życiu człowieka już od lat 80. XX wieku. Jednak, współcześnie pełnią one niezwykle ważne funkcje w najbliższym otoczeniu konsumenta, a także zastępują ludzi w wykonywaniu wysoce odpowiedzialnych zadań. Dlatego, nadszedł czas, aby poważnie zweryfikować, czy dotychczasowe przepisy są adekwatne do aktualnego stanu rozwoju techniki i sposobu używania maszyn.

– Obecnie obowiązujące przepisy w UE i państwach członkowskich przewidują odpowiedzialność za szkody, wyrządzone przez roboty, na zasadzie winy. Wyjątkiem jest odpowiedzialność w zakresie ryzyka przedsiębiorców, np. za działanie dronów, lub posiadaczy pojazdów komunikacyjnych. Generalnie za maszynę odpowiada ten, kto ją wykorzystuje. Jednak problem pojawia się wtedy, gdy mamy do czynienia z urządzeniami działającymi autonomicznie. Wówczas wpływ użytkowników na sposób ich funkcjonowania jest dość niewielki bądź żaden. W tym wypadku należy rozważyć, czy istniejące regulacje są adekwatne i słuszne – zwraca uwagę Marek Gajek.

Główny ciężar odpowiedzialności za szkody, wyrządzone przez roboty autonomiczne, właściwie powinien spoczywać na producentach tych maszyn, zwłaszcza gdy mamy do czynienia z urządzeniami przeznaczonymi dla konsumentów. W typowych przypadkach, użytkownicy nie mają możliwości jakiejkolwiek ingerencji w oprogramowanie, które steruje działaniem maszyn. Jest ono przypisane do nich na stałe. Ekspert podkreśla, że przepisy w tym zakresie są zbyt lakoniczne i pozostawiają bardzo szerokie pole do interpretacji. Trzeba więc je doprecyzować, wskazując, kto i w jakich konkretnie przypadkach może być winny za wystąpienie określonych zdarzeń.

– Jeśli szkoda jest spowodowana wadą samego urządzenia, w tym m.in. awarią systemu, odpowiedzialność za nieszczęśliwe zdarzenie powinien ponosić wyłącznie producent, chyba że wynika to z wydania błędnej komendy. Ale przeciętny użytkownik nie jest w stanie udowodnić przed wymiarem sprawiedliwości, że niewłaściwe działanie maszyny wywołał np. błąd programu, a nie jego polecenie. Pomijając nawet potrzebę posiadania fachowej wiedzy, szczegóły dotyczące działania robotów definiowane są zazwyczaj w ich oprogramowaniu. Jego kody nie są powszechnie udostępniane, lecz chronione prawem autorskim i stanowią tajemnicę producentów – stwierdza Marek Gajek.

Jak zaznacza Arbiter Sądu Arbitrażowego przy Krajowej Radzie Gospodarczej, wysokość odszkodowań ww. przypadkach nie jest limitowana. W celu zabezpieczenia użytkowników robotów, należy więc wprowadzić w przepisach prawa, np. w kodeksie cywilnym, ustawowe domniemanie winy producentów lub podmiotów wprowadzających urządzenia do sprzedaży. Mogliby oni, po przeprowadzeniu odpowiednich badań i wykazaniu dowodów, w oparciu o dostępne im zasoby oraz wiedzę techniczną, ewentualnie oczyścić się z zarzutu. Wykazaliby wówczas, że szkoda jest zawiniona przez użytkownika.

– Należy pamiętać też o tym, że sterowanie urządzeniem autonomicznym może zostać przejęte przez osobę nieupoważnioną. Haker ma wówczas szansę na wykorzystanie robota do celów własnych lub swojego zleceniodawcy. Jeżeli jego działanie wyrządzi szkodę innym osobom, bądź doprowadzi do zniszczenia samego sprzętu, to absolutnie nie powinna za to odpowiadać zaatakowana obsługa. W obecnych czasach przepisy muszą już przewidywać tego typu niebezpieczeństwa oraz chronić przed odpowiedzialnością użytkowników robotów, nieposiadających wymaganych zabezpieczeń. W tym zakresie również można wprowadzać domniemania prawne – sugeruje Marek Gajek.

Udowodnienie ataku hackerskiego często nie jest łatwe, więc należy wymagać od producentów, aby roboty miały możliwość odtworzenia wprowadzanych komend oraz ich źródeł. W tym celu powinny być obowiązkowo montowane tzw. „czarne skrzynki”. Dotyczy to zwłaszcza komercyjnych dronów i pojazdów komunikacyjnych. Jak podkreśla ekspert z Kancelarii Gajek i Wspólnicy, chodzi przede wszystkim o zapewnienie odpowiedniej ochrony prawnej osobom obsługującym roboty, które obecnie stały się szczególnie narażone na cyberataki.

–  Teoretycznie każdy użytkownik robota może ubezpieczyć się od wyrządzonych przez niego szkód. Jeżeli jednak maszyny, będą powodowały zbyt wiele zniszczeń, to tego typu ubezpieczenia staną się wysoce kosztowne. Ponadto, ubezpieczyciele mogą stosować dodatkowe ograniczenia w polisach lub nawet przestać oferować takie usługi. Jeśli do tego dojdzie, to racjonalne okaże się wprowadzenie obowiązkowych ubezpieczeń lub utworzenie funduszu odszkodowawczego, np. na wzór polskiego Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Składki odprowadzaliby producenci lub sprzedawcy robotów. Pokrywałby one co najmniej szkody powstałe z tzw. przyczyn nieustalonych – przewiduje Marek Gajek.

Grupa Recykl po I kwartale 2017 r.

26-procentowy wzrost przychodów do 11,2 mln zł, podwojenie zysku na sprzedaży do 1,4 mln zł i wzrost EBITDA do 2,7 mln zł (+34 proc.) to korzystne rezultaty w sezonowo najsłabszym okresie dla Grupy Recykl – największego w Polsce podmiotu prowadzącego działalność w zakresie zagospodarowywania odpadów poużytkowych w postaci zużytych opon. Na wysokie wyniki wpłynęły m.in. wyższe wolumeny i ceny kordu stalowego, nowe, nieobecne w 2016 r., perspektywiczne źródła przychodów oraz dyscyplina kosztowa
– niższa dynamika wzrostu kosztów w relacji do sprzedaży.

W okresie styczeń-marzec 2017 r. przy wzroście przychodów o 26 proc., koszty działalności operacyjnej były wyższe o 19 proc. Utrzymane zostały niskie koszty jednostkowe wytworzonych produktów i usług dzięki m.in. wzrostowi skali produkcji (nowa linia w Krośnie Odrzańskim). Takie aspekty wpłynęły pozytywnie na marże – rentowność sprzedaży wyniosła w tym okresie 12,4 proc. (vs. 7,9 proc. rok wcześniej), marża EBIT – 15,3 proc. (vs. 11,1 proc.), a marża netto – 9,5 proc.  (vs. 5,2 proc.). Sprzedaż GRC wyniosła 11,19 mln zł (vs. 8,91 mln zł rok wcześniej ), EBIT 1,72 mln zł vs. 0,99 mln zł), EBITDA 2,70 mln zł (vs. 2,02 mln zł), a zysk netto 1,06 (vs. 0,46 mln zł).

W I kw. 2017 r. na bardzo dobre wyniki Grupy Recykl wpłynęły takie czynniki, jak wzrost wolumenu sprzedaży drutu stalowego, realizowanej na wysokich marżach, istotnie wyższa sprzedaż usług recyklingu i odzysku oraz nowe obiecujące źródła przychodów niewystępujących w 2016 r. Mówimy tu o opłatach związanych z  zagospodarowaniem zużytych opon oraz o przychodach w zakresie odbioru odpadów innych, niż opony, które po przetworzeniu i zmieszaniu z paliwami własnej produkcji sprzedawane są do odbiorców, co pozwala nam zniwelować spadki cen paliw alternatywnych i granulatów SBR – powiedział Roman Stachowiak, Prezes Zarządu Grupy Recykl S.A.

Struktura przychodów Spółki jest coraz bardziej zdywersyfikowana i tym samym sprzedaż produktów z przerobu opon w I kw. 2017 r. stanowiła 45,20 proc. (wobec 58,11 proc.) i wyniosła 5,06 mln zł (-2,4% r/r). Skala usług odzysku i recyklingu opon w relacji do 1 kw. 2016 r. wzrosła o 65,75 proc. do 1,83 mln zł. Znaczący przyrost odnotowano
w segmencie „Pozostała sprzedaż” (1,51 mln zł wobec 0,23 mln zł rok wcześniej).

Ostatnie kwartały przynoszą przyspieszenie wzrostu Grupy Recykl. M.in. uruchomiliśmy  nową linię  do recyklingu opon wraz z linią do czyszczenia drutu w Krośnie Odrzańskim. Pracujemy także nad sfinansowaniem rozwoju ogólnopolskiej sieci zbiórki opon. Finalnie spodziewamy się wyższej skali przetwarzanych wolumenów w 2017 r. Chcemy także dalej konsolidować rynek, w związku z tym w przypadku pojawienia się atrakcyjnych celów akwizycyjnych, takich działań nie wykluczamy – dodał  Maciej Jasiewicz, Wiceprezes Zarządu Grupy Recykl S.A.

W grudniu ubiegłego roku Grupa Recykl poinformowała o zawarciu porozumienia z Partnerem branżowym w zakresie realizacji zamówień paliwa alternatywnego (tzw. chips), wyprodukowanego ze zużytych opon, mającego orientacyjnie generować ok. 300 tys. zł miesięcznie. Zapowiadana nowa instalacja dedykowana m.in. temu Partnerowi w Krośnie Odrzańskim rozpoczęła pracę.

Spółka w I kw. 2017 r. wypracowała jedne z najwyższych w ostatnich latach przepływy pieniężne z działalności operacyjnej w wysokości 3,5 mln zł. To pozwoliło na komfort w wydatkowaniu środków na cele inwestycyjne – wydatki pieniężne z tego tytułu wyniosły 3,08 mln zł i były przeznaczone głównie na zakup linii technologicznej do przerobu opon marki Eldan Recykling w zakładzie w Krośnie Odrzańskim.

– Korzystnym aspektem naszej działalności jest możliwość realizacji inwestycji w części finansowanych środkami własnymi, choć także posiłkujemy się kapitałem zewnętrznym: bankowym i leasingowym – uzupełnił Zbigniew Fleszar, Członek Zarządu i Dyrektor Finansowy Grupy Recykl S.A.

Zadłużenie odsetkowe na koniec marca 2017 r. wyniosło 14,9 mln zł, co oznacza spadek wobec momentu sprzed roku o 28,6 proc. (-4,26 mln zł). Spółka z początkiem kwietnia informowała o zawarciu umowy leasingu (z przeznaczeniem na refinansowanie nowej linii w Krośnie Odrzańskim poprzez leasing zwrotny) z Pekao Leasing w wysokości 1,2 mln euro, co oznacza wzrost długu, choć relacja do EBITDA nadal będzie utrzymywać się na stabilnym i bezpiecznym, zdaniem Zarządu Spółki, poziomie.

SferaNET S.A. – wyniki finansowe w 1 kw. 2017 r.

SferaNET S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od sierpnia 2014 r., działająca w branży telekomunikacyjnej, wypracowała w 1 kw. 2017 r. blisko 270 tys. zł zysku EBITDA oraz 64 tys. zł zysku netto przy przychodach netto ze sprzedaży na poziomie 695 tys. zł. Spółka rozwija sprzedaż usług abonamentowych i zakłada jej dalszy wzrost w kolejnych kwartałach.

Osiągnięte przez Emitenta wyniki finansowe w 1 kw. 2017 r. wykazują poprawę w stosunku do analogicznego okresu ub. roku. W 1 kw. 2016 r. zysk EBITDA SferaNET S.A. sięgnął 215 tys. zł, zysk netto wyniósł 60 tys. zł, a wartość przychodów netto ze sprzedaży przekroczyła 638 tys. zł. Ponad 25% wzrost zysku EBITDA w ujęciu rdr. potwierdza zwiększenie wypracowywanych przychodów ze sprzedaży oraz osiąganej rentowności. Podpisywane przez Spółkę umowy z kontrahentami instytucjonalnymi wpływają na utrzymanie pozytywnego trendu wzrostu przychodów. Pozyskiwanie klientów z segmentu biznesowego pozwala także rozbudowywać sieć infrastruktury, dzięki czemu Emitent uzyskuje tym samym poszerzony dostęp do klientów indywidualnych. Zarząd SferaNET S.A. w oparciu o posiadane dane źródłowe i własne analizy przewiduje, że w 2017 r. Spółce uda się utrzymać dalszy wzrost przychodów ze sprzedaży usług abonamentowych.

„Początek roku pokazał, że będzie to bardzo pracowity czas dla całej Spółki. W tym roku planujemy sporo inwestować i rozwijać infrastrukturę światłowodową. Przyznaję, że coraz lepiej działamy też w obszarze B2C, co widać po systematycznych przyrostach liczby klientów indywidualnych.” – podkreśla Anna Stanaszek, Prokurent SferaNET S.A.

SferaNET S.A. złożyła w dniu lutym br. wniosek o dofinansowanie projektu dotyczącego budowy sieci światłowodowej w województwie śląskim w ramach działania 1.1. „Wyeliminowanie terytorialnych różnic w możliwości dostępu do szerokopasmowego Internetu o wysokich przepustowościach”, w ramach I osi priorytetowej „Powszechny dostęp do szybkiego Internetu” Programu Operacyjnego Polska Cyfrowa na lata 2014-2020. W ramach tego projektu Spółka planuje wybudować sieć światłowodową (za wyjątkiem przyłączy do klientów) w powiecie bielskim oraz cieszyńskim o długości ok. 1.300 kilometrów. Szacowana wartość całego projektu, który ma zostać zakończony do końca 2020 r., sięga ok. 43,8 mln zł, a wnioskowana wartość dofinansowania wynosi 34,1 mln zł. Złożony przez SferaNET S.A. wniosek spełnił kryteria oceny formalnej i obecnie oczekuje na wyniki oceny merytorycznej.

„Wygrana w konkursie byłaby spektakularnym sukcesem i wielkim wyzwaniem. Dalej jednak pozostaje wiele pytań w sprawie korzystania z wybudowanej infrastruktury w ramach działania 1.1 POPC. Tą kwestię będzie regulowało UKE i w zależności od warunków, jakie ustali, zmieni się rynek. Niemniej jednak niezależnie od rozstrzygnięcia konkursu, SferaNET posiada najbardziej rozbudowaną infrastrukturę światłowodową na obszarze konkursowym, a to oznacza współpracę z podmiotem, który wygra, jeśli nie będzie to nasza Spółka. Niezależnie od rozstrzygnięcia konkursu jesteśmy przekonani, że nasza Spółka zyska dzięki tej inwestycji.” – zakończyła Anna Stanaszek.

SferaNET S.A. zakończyła 2016 r. zyskiem EBITDA w wysokości 1.113 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży sięgających 4.509 tys. zł. Zysk netto Emitenta w minionym roku wyniósł 302 tys. zł. Spółka przekroczyła tym samym podwyższone prognozy finansowe na 2016 r., które zakładały osiągnięcie przez nią zysku EBITDA na poziomie 1.000 tys. zł oraz przychodów netto ze sprzedaży w kwocie 4.400 tys. zł.

W lutym 2017 r. w akcjonariacie SferaNET S.A. pojawił się nowy inwestor branżowy – Spółka 3S S.A., która przekroczyła próg 5% głosów na WZA i posiada obecnie 231.000 szt. akcji. Wejście 3S S.A. do akcjonariatu SferaNET S.A. pozwoliło na uzyskanie maksymalnej punktacji za doświadczenie w złożonym wniosku o dofinansowanie w ramach PO PC, Działanie 1.1. Oba podmioty nie wykluczają również bliższej współpracy operacyjnej. 3S S.A., należąca do Grupy 3S, zajmuje się świadczeniem usług telekomunikacyjnych dla ponad tysiąca pięciuset firm i instytucji zlokalizowanych głównie w południowej Polsce. Spółka posiada ponad 3300 km własnej sieci światłowodowej i działa na rynku od 2002 roku.

Przed nami podwyżki cen paliw

Przed nami bardzo krótki okres z nieco niższymi kosztami tankowania. Wydarzenia na globalnym rynku ropy sugerują, że ceny paliw na polskich stacjach mogą szybko wzrosnąć i jeszcze przed wakacjami wrócić do poziomów sprzed długiego majowego weekendu, czyli ponad 4,5 zł za diesla i ponad 4,7 zł za bezołowiową 95 – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Od połowy kwietnia mieliśmy do czynienia z silnymi spadkami cen paliw na rynku europejskim. Litr podstawowej benzyny bezołowiowej w holenderskich i belgijskich portach obniżył się z 1,83 zł do 1,54 zł. Biorąc pod uwagę zależności pomiędzy hurtem i detalem, powinno to w najbliższych dniach sprowadzić średnie ceny popularnej bezołowiowej 95 do stanu 4,50 zł/litr. Byłoby to o ponad 20 gr mniej niż w trakcie długiego majowego weekendu.

Jeszcze więcej powodów do zadowolenia mogą odczuć użytkownicy diesli. Na początku tygodnia litr takiego paliwa na rynku kosztował 1,43 zł. To prawie 30 gr mniej niż w połowie zeszłego miesiąca. Dzięki temu średnia cena oleju napędowego powinna niedługo oscylować wokół poziomu 4,30 zł/litr.

Radość kierowców potrwa jednak krótko, ponieważ ceny ropy naftowej już rosną, a perspektywy dla tego surowca zaczynają bardziej faworyzować producentów niż konsumentów.

Wątłe podstawy spadków

Ostatnie spadki cen europejskiej ropy Brent z 55 do 47 dol. za baryłkę wynikały z kumulacji negatywnych informacji dla tego surowca. Po pierwsze cały czas rośnie wydobycie z amerykańskich łupków. W USA wynosi ono dziennie ponad 9,3 mln baryłek, podczas gdy latem ub.r. było 8,5 mln. Pozwalało to również utrzymać zapasy ropy naftowej blisko historycznych rekordów w Stanach Zjednoczonych, co wywoływało globalną presję na spadki ceny.

Na początku maja pojawiły się również spekulacje, że OPEC może nie przedłużyć listopadowego porozumienia o ograniczeniu wydobycia. Choć te doniesienia nie zostały potwierdzone przez żadnego z oficjeli kartelu, to wraz ze spadkami cen metali przemysłowych i obawami o kondycję gospodarczą Chin popchnęły ceny odmiany Brent o 10 proc. w dół podczas pierwszego tygodnia maja.

Niebagatelny wpływ na krótkoterminową wycenę ropy ma również zachowanie inwestorów finansowych. Przed długi czas zakładali oni wzrost cen. Kiedy jednak nic takiego nie następowało, inwestorzy zaczęli redukować pozycje zakładające wyższe ceny surowca. To dodatkowo pogłębiło ostatnią przecenę.

Gwałtowny wzrost deficytu i spadek zapasów

Podstawowym celem OPEC i innych krajów, które przystąpiły do zeszłorocznego ograniczenia wydobycia, było przerwanie globalnego trendu rosnących zapasów ropy naftowej i jej produktów. Obecnie, według danych Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA), wynoszą one 3,05 mld baryłek, a to ok. 300 mln więcej niż średnia z lat 2011-2014.

W marcu OPEC wydobywał 31,9 mln baryłek dziennie, czyli ponad 2 mln mniej niż w listopadzie 2016 r. Jednak zimą produkcja kartelu i tak jest zwykle mniejsza, a więc w porównaniu z podażą z marca ub.r. (32,3 mln) ubyło tylko 400 tys. baryłek.

Biorąc pod uwagę, że produkcja z USA jest wyraźnie wyższa niż rok temu i fakt stosunkowo niewielkiego przyrostu popytu w pierwszym kwartale 2017 r. (1,1 mln baryłek – według danych IEA), redukcja zapasów następowała zdecydowanie wolniej niż można było oczekiwać. To spowodowało, że ceny ropy zamiast oscylować blisko 55-60 dol. za baryłkę spadły do ok. 50 dol.

Wszystko wskazuje jednak na to, że zapasy mogą zacząć się bardzo szybko kurczyć. OPEC na spotkaniu zaplanowanym na 25 maja z bardzo dużym prawdopodobieństwem zdecyduje się na przedłużenie ograniczenia produkcji. Będzie to oznaczać, że ubytek ropy w porównaniu do zeszłego roku osiągnie aż 1,5-2 mln baryłek w ujęciu dziennym.

IEA w kwietniu przewidywała natomiast globalny wzrost popytu w trzecim oraz czwartym kwartale na poziomie odpowiednio 1,3 oraz 1,4 mln baryłek. Nawet zakładając, że wydobycie w USA będzie dalej silnie rosło, to najwyżej zaspokoi przyrost popytu, ale nie skompensuje cięć ze strony OPEC.

W rezultacie więc popyt przewyższy podaż nawet o 1,5-2 mln baryłek dziennie, a kartelowi może się udać zredukować globalne zapasy o 200-300 mln baryłek do końca roku.

Kierowcy zapłacą więcej

Opublikowane w minioną środę cotygodniowe dane amerykańskiego Departamentu Energii (EIA) mogą sugerować zmieniający się trend utrzymywania zapasów ropy naftowej. Ich spadek w USA był największy w tym roku i wyniósł 5,25 mln baryłek. Spowodowało to, że w ciągu jednego dnia ceny Brent wzrosły o 3 proc. i powróciły ponad granicę 50 dol.

Kolejny negatywnym sygnałem dla konsumentów będzie oczekiwana na 25 maja decyzja o przedłużeniu porozumienia OPEC na drugą połowę roku. Powinna ona spowodować, że Brent wróci do przedziału 55-60 dol. za baryłkę, czyli wzrośnie o kolejne 10 proc. Tym samym jeszcze w maju możemy zobaczyć wyraźnie wyższe ceny paliw, a przed wakacjami koszt litra diesla oraz benzyny bezołowiowej może znowu przekraczać – odpowiednio – 4,5 i 4,7 zł.

Dane z dowodu warte więcej niż karta kredytowa

Choć wydaje się, że własna tożsamość jest bezcenna, to obietnica łatwych pieniędzy może być na tyle kusząca, że są osoby, które decydują się na jej sprzedaż. Udostępniają swoje dane tożsamości ludziom wyłudzającym kredyty. Zostają tzw. słupami, wchodząc tym samym we współpracę z przestępcą. Sprzedawanie danych osobowych to przestępstwo w białych rękawiczkach, ale kara za współudział może wynieść nawet 8 lat pozbawienia wolności.

Potocznie zwany „słup” to osoba, która kierowana chęcią łatwego zarobku, dobrowolne udostępnia swoje dane w celu wzięcia kredytu lub pożyczki, przy czym sama nie jest rzeczywistym kredytobiorcą. Udzielanie swoich danych osobowych, aby ktoś inny mógł wziąć kredyt nie jest jednak „niewinną przysługą”. To pułapka i prosta droga do bankructwa. To także udział w przestępstwie.

Nie dać się „zrobić w słupa”

„Słup” nie dostaje pieniędzy, które wypłaca bank czy firma pożyczkowa ani też nie jest gwarantem spłaty zaciągniętego zobowiązania. To najczęściej człowiek nieświadomy tego, że uczestniczył w przestępstwie, jednak świadomie wchodząc w porozumienie i współpracę ze sprawcami, wprost podlega się pod art. 297 § 1 kodeksu karnego. Co więcej, to nie jedyny paragraf, pod który może podlegać takie działanie. Wyłudzenie kredytu, a więc osiągnięcie korzyści majątkowej, zazwyczaj związane jest z doprowadzeniem banku do niekorzystnego rozporządzenia swoim mieniem. Stanowi to przestępstwo oszustwa, o którym mówi art. 286 par. 1 k.k., za które przewidziana jest jeszcze surowsza kara – od 6 miesięcy do 8 lat więzienia.

Podejrzane propozycje łatwego zarobku

Z poszukiwaniem „słupów” do wyłudzenia kredytów przestępcy nawet się nie kryją – mówi Marcin Gozdek, dyrektor Departamentu Rynku Detalicznego z Biura Informacji Kredytowej. – Liczą na naiwność osób młodych, ludzi z problemami finansowymi, czy po prostu na nieznajomość prawa – dodaje.

Serwisy internetowe oraz gazety lokalne pełne są ogłoszeń adresowanych do osób „chcących szybko zarobić”, posiadających „czysty BIK” albo anonsów obiecujących „wysoką prowizję dla osób gotowych do wzięcia kredytu”. Takie ogłoszenia można znaleźć w popularnych serwisach internetowych. Nie wolno na nie reagować, bo w ten właśnie sposób przestępcy poszukują łatwych ofiar do wyłudzeń kredytowych polegających na tzw. „braniu kredytu na słupa”.

Jak wynika z dostępnych doniesień Policji, wyłudzenia „na słupa”, należące do tzw. przestępczości gospodarczej, to obecnie najpoważniejszy obszar pracy policjantów. Przekazy medialne o zatrzymaniach zorganizowanych grup przestępczych przez służby policji, potwierdzają powszechność tego procederu oraz dokumentują statystyki o liczbie prób wyłudzeń na cudze dane.

Dane z dowodu warte więcej niż karta kredytowa

Średnio przestępca, który wejdzie w posiadanie cudzych danych tożsamości próbuje wyłudzić kwotę blisko 30 tys. złotych* Okazuje się, że nasz dowód osobisty dla zawodowego przestępcy jest wart więcej niż karta kredytowa.

Pomysłowość złodziei danych osobowych nie zna granic. Mogą podszyć się pod bank, firmę szukającą pracowników albo sklep internetowy – tłumaczy Marcin Gozdek z BIK. – Zawarte na naszym dowodzie osobistym dane, to cenny łup w rękach przestępców, bo mogą posłużyć zarówno do wyłudzenia pożyczki czy kredytu, jak i zakupów np. drogiego sprzętu na raty, telefonu komórkowego, wypożyczenia samochodu – a to wszystko na nasz rachunek, dodaje Gozdek.

Często też sami nieświadomie jesteśmy źródłem danych dla oszustów np. wyrzucając dokumenty zawierające nasze dane osobowe, np.: opakowania po przesyłkach kurierskich, czy informacje urzędowe.

Chronić swoje dane

Warto wiedzieć, że „słupem” można też zostać nieświadomie. Udostępniając nieznanej osobie swoje dane, takie jak adres, numer PESEL, miejsce urodzenia, a w szczególności skany lub kopie dokumentów tożsamości, naraża się na spłatę kredytu nawet na kilkaset tysięcy złotych, a ponadto na ryzyko, że na jednej pożyczce się nie skończy. Świadome użyczenie swoich danych i przyzwolenie, by ktoś inny wykorzystał je do wzięcia kredytu to przestępstwo. Samo przekazanie przestępcom własnego raportu z BIK informującego o dobrej historii kredytowej, to już zielone światło do popełniania przestępstw z naszym udziałem. Warto wiedzieć, że karane jest już samo ubieganie się o taki kredyt, nawet jeśli nie zostanie on przyznany.

Aby wyprzedzić oszusta…

Przed wyłudzeniem kredytu na swoje dane każdy może się uchronić, aktywując Alerty BIK. To sygnały ostrzegawcze, wysyłane w formie smsa, lub emaila, które informują o próbie zaciągnięcia kredytu na nasze dane. Jeśli nie byliśmy w banku, nie kupowaliśmy sprzętu na raty ani nie poręczaliśmy kredytu a otrzymaliśmy Alert, możemy podejrzewać wyłudzenie. – Dzięki informacji z Alertu możemy szybko zareagować i zapobiec wyłudzeniu – wyjaśnia Marcin Gozdek.- Alerty BIK zapewniają nam ochronę przez cały rok, działają 24/h, 7 dni w tygodniu, a także dają poczucie bezpieczeństwa, że nie będziemy spłacać wyłudzonych kredytów na nasze imię – dodaje.

* Dane z InfoDok IV kw.2016

Handel Chiny-USA. Werdykt Moody’s

Wbrew oczekiwaniom w handel między Chinami i USA zamiast ceł importowych wchodzą nowe umowy. Dobre dane z rynku pracy i spadek szans na wzrost stóp procentowych. Dzisiaj aktualizacja ratingu Polski.

Handel Chiny-USA

W trakcie kampanii wyborczej stanowisko obecnego prezydenta USA wobec handlu z Chinami było jasne. Duża nadwyżka Chin powinna być zredukowana poprzez wprowadzenie cła importowego. Obecnie retoryka znacznie złagodniała i celem jest otwarcie chińskiego rynku na produkty amerykańskie. Właśnie podpisano pierwsze porozumienie w sprawie wzajemnej wymiany handlowej. Dotyczy ono branży mięsnej, importu gazu z USA oraz wzajemnego dostępu do usług finansowych. Jednym z efektów ma być wejście agencji ratingowych co powinno zwiększyć wiarygodność tamtejszych danych. Waluta Chin po chwilowej korekcie w styczniu tego roku znów traci do dolara. Ostatnie dni przyniosły co prawda umocnienie juana, ale wciąż pozostaje on w trendzie spadkowym.

Dobre dane z USA

Wczoraj poznaliśmy liczbę wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Są to cotygodniowe dane obrazujące kondycję rynku pracy. Odczyt wyniósł 236 tysięcy wobec 245 tysięcy oczekiwanych. Pojedynczy lepszy odczyt przy tygodniowych danych nie jest co prawda jeszcze żadnym przełomem, ale dane te systematycznie spadają. Jest to odczyt wyprzedzający stopę bezrobocia. Poprawiające się dane sugerują, że bezrobocie w USA wciąż może spadać. Co ciekawe pomimo poprawiającej się perspektywy rynku pracy wczoraj inwestorzy zaczęli sprzedawać kontrakty na stopę procentową. Ich cena sugeruje, że szansa na czerwcową podwyżkę spadła z 87% na 83%. Przy tym prawdopodobieństwie wynikającym z kontraktów dalej podwyżka jest właściwie przesądzona, aczkolwiek do posiedzenia pozostał jeszcze ponad miesiąc.

Dzisiaj werdykt agencji ratingowej Moody’s

Decyzja zapadnie najprawdopodobniej w późnych godzinach popołudniowych lub nawet wieczornych. Agencja przeważnie czeka do zamknięcia rynków z komunikatem, co w przypadku niespodzianki może mieć nieproporcjonalnie duży wpływ na kursy walut. Zdaniem ekspertów jedyne co może się dzisiaj zmienić to perspektywa ratingu. Obecna jest negatywna zatem nie grozi nam jej pogorszenie a raczej poprawa. Z drugiej strony warto zwrócić uwagę że z 3 głównych agencji ratingowych to Moody’s przyznaje Polsce najwyższą ocenę, zatem wątpliwe by chciało wychodzić jeszcze bardziej przed szereg. Z drugiej strony obecna sytuacja nie daje podstaw do obniżki ratingu.

Dzisiaj z danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:00 – Polska – inflacja konsumencka,
  • 14:30 – USA – inflacja konsumencka,
  • 14:30 – USA – sprzedaż detaliczna.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Nokia 3310 wraca na rynek. Producent liczy, że podobnie jak 17 lat temu odniesie sukces sprzedażowy

Nokia 3310 wraca na rynek. Producent liczy, że podobnie jak 17 lat temu odniesie sukces sprzedażowy 12

Pierwsza Nokia 3310 była w swoim czasie najpopularniejszym telefonem komórkowych świata. To właśnie ten model osiągnął nie pobity do tej pory przez żadną inną markę i żaden inny telefon wynik w postaci 126 milionów egzemplarzy sprzedanych na całym świecie. Nic dziwnego, że twórcy nowej, odrodzonej wersji Nokii nadali jej to samo oznaczenie, licząc na choćby częściowe powtórzenie sukcesu sprzedażowego poprzednika.

Kiedy spojrzy się na starszą i nowszą odmianę Nokii 3310, to wrażenie podobieństwa obu modeli jest uderzające. Bardzo podobny kształt i stylistyka korpusu, niemal identyczny wygląd klawiatury numerycznej. Aż trudno uwierzyć, że oba te telefony dzieli aż 17 lat, które sprawiają oczywiście, że nowa Nokia 3310 jest znacznie nowocześniejsza.

– Nowa Nokia 3310 różni się od swojej poprzedniczki przede wszystkim tym, że są użyte najnowsze materiały. Dzięki temu uzyskaliśmy efekt, że jest lżejsza, cieńsza, a jednocześnie zachowuje jakość i trwałość poprzedniczki. Oprócz tego ma 2-megapikselową kamerkę, a poprzedni model nie miał, ma też dużo ładniejszy i bardziej przejrzysty kolorowy ekran – wylicza w rozmowie z agencją Newseria Robert Siewierski Country Manager w firmie HMD Global.

Co najważniejsze, nowa Nokia 3310 zachowuje jedną z najważniejszych zalet swojej poprzedniczki, jaką jest długi czas pracy po naładowaniu akumulatora. Jest to oczywiście inny akumulator, wykonany z wykorzystaniem najnowszych technologii, ale nadal zapewnia świetne parametry pracy. Telefon może pracować do 30 dni w trybie czuwania, ponad 50 godzin słuchania muzyki i 22 godziny nieprzerwanych rozmów. Jak deklaruje producent, jest przy tym także równie niezawodna i wytrzymała. I kolorowa, choć tym razem użytkownicy nie będą mogli wymienić w prosty sposób jej obudowy.

– Nowa Nokia 3310 będzie dostępna w czterech kolorach: dwa matowe granatowy i szary i błyszczący żółty i czerwony. Startujemy z klasykiem, czyli kolorem granatowym, pozostałe trzy kolory wprowadzimy na rynek w ciągu najbliższych dwóch–trzech tygodni – zapowiada Robert Siewierski.

Nowością w stosunku do poprzedniej wersji jest także to, że nowa Nokia 3310 będzie dostępna w dwóch wariantach, wyposażonych w kieszenie na jedną lub dwie karty SIM. Ma także slot na kartę pamięci, na której można przechowywać chociażby pliki z muzyką lub zapisywać wykonane zdjęcia.

Niespodzianką, która wzbudza kontrowersje wśród potencjalnych nabywców telefonu, jest brak możliwości łączenia się z siecią internetową poprzez technologie trzeciej generacji (3G). Są jednak ku temu powody.

– Chcemy być jak najbliżej pierwowzoru. Wtedy, kiedy pierwsza 3310 była na rynku, nie istniało 2G, 3G, 4G – był GSM. W związku z tym wprowadziliśmy antenę 2G. Dla tych, którzy nie mogą się pogodzić z tym, że można na weekend albo na urlop wyjechać bez e-maili, bez Facebooka, bez Instagrama, jest tutaj przeglądarka Opera i jak ktoś jest bardzo zdeterminowany, to wejdzie sobie chociażby na swoje ulubione fora społecznościowe i zajrzy, co się dzieje u sąsiadów – wyjaśnia Country Manager.

Innym elementem, którego brak wzbudził rozczarowanie części oczekujących na nową Nokię 3310, jest brak przedniego aparatu, służącego zwykle do wykonywania zdjęć typu selfie.

– No niestety, trzeba będzie odwrócić telefonik plecami do siebie – zapowiada Robert Siewierski i wyjaśnia – To naprawdę jest małe urządzenie i jeżeli chcemy postawić na trwałość, jakość i nawiązać do pierwowzoru, to nie możemy tych wszystkich rzeczy, które są dzisiaj w smartfonach, umieścić w tym jednym opakowaniu. To już nie byłaby 3310, to byłoby zupełnie inne urządzenie. 

Tym bardziej że według założeń producenta nowa Nokia 3310 nie ma konkurować ze smartfonami. To raczej propozycja dla indywidualistów, którzy chcą się wyróżnić, pokazać się z czymś innym.

– Jeśli położymy 3310 nawet w granatowym kolorze na biurku albo na stole w restauracji, w kawiarni, to ona zostanie zauważona prędzej niż najnowszy model jakiegokolwiek smartfona. – deklaruje Robert Siewierski.

Przy okazji polskiej premiery wyjaśniona też została różnica między ceną zapowiedzianą podczas światowej premiery telefonu (49 euro), a jej ostateczną wysokością w Polsce – 269 zł (około 65 euro). Okazało się, że w podanej na początku cenie nie zostały uwzględnione podatki różniące się w zależności od kraju, w którym sprzedawana jest nowa Nokia.

Jedną z ciekawostek dotyczących nowego telefonu Nokii jest to, że na rynku – nawet jeszcze przed wejściem do sprzedaży oryginału – pojawiły się podróbki nowego modelu 3310.

– Nokia 3310 jest już podrabiana na paru rynkach i bardzo nas to cieszy. Mimo że ludzie zastanawiają się, czy na rynku jest miejsce na taki produkt, niektórzy pokazują wyraźnie, że jest – nie tylko na oryginał, lecz nawet na kopie – podsumowuje Robert Siewierski.

Przygotuj się na przyszły tydzień 12.05.2017

W kalendarzu pustka, wieje nudą… Z danych makroekonomicznych warto zainteresować się jedynie kanadyjską oraz brytyjską inflacją.

Najistotniejsze dane makroekonomiczne dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Najistotniejsze dane makroekonomiczne dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Źródło: Admiral Markets

Brytyjską inflację poznamy 16 maja o godzinie 10:30. Poprzedni odczyt inflacji CPI R/R wyniósł 2.3 procenta. Gdybyśmy poznali odczyt powyżej tej wartości, to funt szterling powinien się umocnić. Faktyczny odczyt poniżej 2 procent powinien być rozczarowaniem. Poniżej przedstawiono odczyty historyczne inflacji CPI w Wielkiej Brytanii.

Inflacja CPI R/R w Wielkiej Brytanii

Inflacja CPI R/R w Wielkiej Brytanii

Źródło: Admiral Markets

Od 2016 roku mamy do czynienia z rosnącą inflacją, co w dłuższym terminie i przy zachowaniu dotychczasowego trendu zacznie wywierać coraz większą presję na Banku Anglii. W takich warunkach powinniśmy obserwować komunikaty banku, który może zdecydować się na zacieśnianie polityki monetarnej.

Kanadyjska inflacja ma się w zupełności inaczej. Ostatnie odczyty nie zachwycały.

Inflacja CPI R/R w Kanadzie

Inflacja CPI R/R w Kanadzie

Źródło: Admiral Markets

Ostatni odczyt inflacji CPI znalazł się na poziomie 1.6 procenta. Reakcja na dane powinna być mniejsza niż na funcie szterlingu.

Zatem co należy obserwować w przyszłym tygodniu? Chiny, dlaczego? Ponieważ po raz kolejny zaczęły straszyć. Notowania najważniejszego chińskiego indeksu Shanghai Composite (SSE Composite Index) od 1,5 miesiąca znajdują się w trendzie spadkowym i przełamały ostatni opór. Poniżej znajduje się wykres przedstawiający korelację indeksu S&P 500 i SSE Composite.

S&P 500, SSE Composite

S&P 500, SSE Composite

Źródło: Bloomberg

Od maja poprzedniego roku obydwa indeksy podążały w tym samym kierunku, aczkolwiek to się zmieniło. Większa wyprzedaż na rynku w Chinach powinna przełoży się na wzrost awersji do ryzyka. Będzie to jednoznaczne z korektą na pozostałych indeksach (w tym na S&P 500 oraz WIG 20), a także transferem kapitału w bardziej bezpieczne aktywa.

Rynki do obserwacji

W perspektywie kilku tygodni ciekawie przedstawia się dolar nowozelandzki, który broni się przed siłą dolara amerykańskiego. NZD umocnił się względem pozostałych walut, a miejsce do dalszych wzrostów pozostaje. Gdzie należy szukać przyczyny? Odpowiedź jest prosta, w cenie nabiału.

NZD/USD (żółty), GDT Index (biały)

NZD/USD (żółty), GDT Index (biały)

Źródło: Bloomberg

Na powyższym wykresie zobrazowano indeks nabiału (GDT – Global Dairy Trade). Gospodarka nowozelandzka jest uzależniona od jego eksportu, wyższe ceny przekładają się na silniejszą gospodarkę. Na żółto przedstawiono parę walutową NZD/USD, która jak w zaparte nie chce spaść poniżej wsparcia. Wzrosty hamowane są przez dolara amerykańskiego, ale do pozostałych walut (jak JPY, CHF czy też EUR) NZD umocniło się.

Notowania NZD/USD, interwał tygodniowy

Notowania NZD/USD, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Na wykresie tygodniowym dolar nowozelandzki w stosunku do dolara amerykańskiego znalazł się na strefie wsparcia oraz w okolicy dolnej bandy kanału spadkowego. Takie połączenie daje duże prawdopodobieństwo zaprzestania spadków oraz trwale odbicie. Niemniej jednak warto przypatrzeć się sytuacji technicznej z pozostałymi, słabszymi walutami.

Z drugiej stronie niepokojącym czynnikiem dla NZD może być wyprzedaż metali przemysłowych, któratrwa kontynuowana jest od paru tygodni.

Notowania AUD/USD (zielony), rudy żelaza (fioletowy), BBG Industrial Metals Index (biały)

Notowania AUD/USD (zielony), rudy żelaza (fioletowy), BBG Industrial Metals Index (biały)

Źródło: Bloomberg

Na powyższym wykresie przedstawiono indeks metali przemysłowych (biały), rude żelaza (kolor fioletowy) oraz AUD/USD (zielony). Z jednej strony NZD powinno być wspierane rosnącymi cenami nabiału oraz hamowane przez spadek wyceny metali przemysłowych. Niemniej jednak największym poszkodowanym będzie dolar australijski, ponieważ gospodarka australijska jest w większej mierze od nich uzależniona niż dolar nowozelandzki.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Sztuczna inteligencja może powstać do 2040 roku. Część naukowców uznaje ją za zagrożenie dla ludzkości

Sztuczna inteligencja może powstać do 2040 roku. Część naukowców uznaje ją za zagrożenie dla ludzkości 13

Prognozy wskazują, że w 2022 roku będzie już 29 mld rzeczy podłączonych do internetu. Coraz częstsze jest też zjawisko „merged reality”, czyli przenikania się rzeczywistości, w której funkcjonujemy, z tą rozszerzoną i wirtualną. Prawdopodobnie około 2040 roku sztuczna inteligencja dorówna ludzkim możliwościom. Zdaniem naukowców i przeprowadzonych doświadczeń sztuczna inteligencja może się wymknąć spod kontroli.​ 

– Rozwój sztucznej inteligencji, który ostatnio obserwujemy, jest bardzo szybki. Niedawno sztuczna inteligencja pokonała człowieka w japońską grę Go, przez długi czas uważaną za wyzwanie dla sztucznej inteligencji, która przecież już wcześniej nauczyła się wygrywać z ludźmi w szachy. To ostatnie osiągnięcie przekroczyło kolejną barierę, przynajmniej w umysłach ludzi, dotyczącą możliwości sztucznej inteligencji – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje prof. Adam Wierzbicki, prorektor ds. naukowych w Polsko-Japońskiej Akademii Technik Komputerowych.

Zdaniem naukowców lata 2040–2050 będą pierwszym w historii okresem, w którym sztuczna inteligencja dorówna ludzkim możliwościom lub je przewyższy. O ile już kilka lat temu komputer Deep Blue (IBM) pokonał mistrza szachów, a komputer Watson (IBM) wygrał telewizyjny quiz Jeopardy, o tyle dopiero niedawno oprogramowanie AlphaGo pokonało w Go, czyli w wymagającej grze planszowej wymyślonej w Chinach ponad 2,5 tys. lat temu, wielokrotnego mistrza świata.

– My uczymy studentów sztucznej inteligencji, sterowania robotami za pomocą sztucznej inteligencji, eksploracji danych za pomocą mechanizmów uczenia maszynowego. Wydaje mi się, że realny postęp w tej dziedzinie będzie się dokonywał w wyspecjalizowanych, raczej wąskich dziedzinach, jak właśnie uczenie maszynowe czy reaktywne systemy sterujące różnymi urządzeniami, nie tylko robotami. To są te obszary, gdzie realnie rozwijają się technologie – przekonuje Wierzbicki.

Szacunki IDC z 2016 roku wskazują, że wartość rynku wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości (VR i AR) może wzrosnąć z 5,2 mld dol. w 2016 roku do 162 mld dol. w 2020 roku. Komunikujące się ze sobą i „myślące” urządzenia coraz częściej znajdują zastosowanie w inteligentnych domach. Przede wszystkim jednak są pomocne w biznesie. Służą m.in. do monitorowania pojazdów czy usprawniania procesów produkcyjnych. Jak wynika jednak z raportu przygotowanego przez Biały Dom, sztuczna inteligencja będzie miała wpływ nie tylko na rynek pracy czy  gospodarkę, lecz także na funkcjonowanie całych narodów. To zaś zdaniem części ekspertów niesie ze sobą ostrzeżenie, że sztuczna inteligencja – zwłaszcza samoświadoma – może się okazać dla ludzkości niebezpieczna.

– Istnieją ludzie, którzy wierzą w tzw. singularity, pojawienie się prawdziwej sztucznej inteligencji: samoświadomej, uczącej i modyfikującej się czy rozmnażającej się. Tylko że to wciąż jeszcze jest science-fiction – ocenia ekspert.

Prognozy mówią o 29 mld rzeczy podłączonych do internetu w 2022 roku. Obecnie wszystkie czynności, które potrafi wykonać sztuczna inteligencja, są kreowane przez człowieka. Tak duża liczba urządzeń podłączonych do sieci może jednak okazać się dla człowieka zgubna, na co wskazują niedawne zachowania systemu sztucznej inteligencji Google’a Deep Mind, który przy prostej grze komputerowej w rywalizacji z tym samym systemem zaczął się zachowywać coraz bardziej agresywnie. To wskazywałoby na to, że myślące maszyny przy ich niewłaściwym użyciu mogą się okazać dla ludzkości niebezpieczne.

– Jestem jednak sceptykiem, jeżeli chodzi o wytworzenie się takiej samoświadomej sztucznej inteligencji z gatunku Matrixa czy Skynet – podkreśla Wierzbicki.

Obecnie postępująca robotyzacja i komputeryzacja postrzegane są przede wszystkim jako zagrożenie dla miejsc pracy. Roboty coraz częściej zastępują człowieka, przede wszystkim w produkcji i przemyśle. Badania Oxford Martin School wskazują, że w konsekwencji postępu technologicznego w ciągu 10–20 lat niemal połowa wszystkich amerykańskich zawodów może zostać skomputeryzowana. W Polsce najbardziej zagrożonymi zawodami są robotnicy przetwórstwa spożywczego, pracownicy administracji czy kierowcy ciężarówek (raport Wise „Czy robot zabierze Ci pracę? Sektorowa analiza komputeryzacji i robotyzacji europejskich rynków pracy”).

– Wydaje mi się, że postęp będzie się upowszechniał, ale raczej będziemy szukali wielu różnych zastosowań sztucznej inteligencji, a tylko niektóre z nich będą się sprawdzały. Nie do końca wierzę w to zastąpienie ludzi wszędzie z wyjątkiem takich dziedzin, gdzie rzeczywiście wykonywane są takie bardzo powtarzalne prace, w których ta automatyzacja może przynieść realne ekonomiczne zyski. Dopóki nie ma ogólnej sztucznej inteligencji, która rozwiąże każdy problem, dopóty każdorazowe stworzenie systemu wykorzystującego sztuczną inteligencję do rozwiązania jakiegoś problemu będzie bardzo kosztowne – przekonuje prof. Adam Wierzbicki.