W szybkim tempie rośnie łączna moc instalacji fotowoltaicznych w Polsce. Ich ceny są niższe niż w Niemczech

CEO Magazyn Polska
Na koniec 2015 roku całkowita moc zainstalowanych systemów fotowoltaicznych sięgnęła 120 MW. Z tego mikroinstalacje stanowią już ok. 26 proc. Duża konkurencja i rozwój technologii sprawiają, że ceny paneli fotowoltaicznych spadły o 15 proc. w porównaniu do 2012 roku. Mimo to w fotowoltaice Polska plasuje się na końcu Europy. Moce produkcyjne wykorzystujemy w zaledwie 10 proc. – wynika z raportu Instytutu Energetyki Odnawialnej.

– Na koniec ubiegłego roku mieliśmy 120 MW mocy zainstalowanej, w tym 30 MW w mikroinstalacjach. Dzięki temu fotowoltaika pojawiła się na rynku produkcji energii. To zaledwie 2 proc. energii w energetyce odnawialnej, ale jest to najszybszy przyrost ze wszystkich odnawialnych źródeł energii – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Grzegorz Wiśniewski, prezes Instytutu Energetyki Odnawialnej.

Wartość rynku fotowoltaiki w 2015 roku wzrosła o 60 proc. w porównaniu do 2014 roku. Szacuje się ją na ok. 470 mln zł. Raport IEO „Rynek fotowoltaiki w Polsce” wskazuje, że systemy fotowoltaiczne cieszą się coraz większą popularnością. Ze 119 MW zainstalowanej mocy 77 MW pojawiło się na rynku w ubiegłym roku. Jak wskazuje Wiśniewski, żadna inna technologia energetyczna nie może się pochwalić takimi wynikami, jednak na tle innych krajów europejskich wciąż wypadamy słabo.

 Wskaźnikiem do porównania jest liczba watów mocy zainstalowana na głowę mieszkańca. W Polsce to zaledwie 2,3 Wp, podczas gdy w Niemczech blisko 490. Świadczy to również o potencjale, który jest do zagospodarowania, i o wielkich nakładach inwestycyjnych, jakie powinny się pojawić. Tak niski wskaźnik 2 Wp jest miarą zacofania cywilizacyjnego – ocenia prezes IEO.

Jak podkreśla Wiśniewski, segment ten w ostatnich latach zanotował duży spadek kosztów inwestycyjnych. Średnie ceny instalacji w segmencie mikroinstalacji spadły o 15 proc. w porównaniu do 2012 roku.

– Drugą częścią są koszty instalacyjne, montażowe, serwisowe i koszty kapitału. One stanowią już połowę kosztów inwestycji. O ile światowe trendy ściągają ceny urządzeń fotowoltaicznych w dół, o tyle nie spadają koszty montażu – tłumaczy Wiśniewski.

Na początku 2016 roku koszty w segmencie mikroinstalacji spadły do poziomu 1 tys. euro na kW. To kwoty nawet o 30 proc. niższe od kosztów instalacji w Niemczech, które i tak ze względu na bardzo rozwinięty rynek są jednymi z najniższych na świecie.

– Teoretycznie moglibyśmy się cieszyć, że mamy tak niskie koszty urządzeń, pod warunkiem że utrzymamy ich wysoką jakość i wysoką jakość montażu. Ale musimy też patrzeć na to, czy jest to cena gwarantująca rozwój branży. Może się wówczas okazać, że pod tym względem jest to cena zbyt niska – przekonuje ekspert.

Łączne moce produkcyjne polskich producentów modułów fotowoltaicznych ocenia się na poziomie ok. 600 MW w ciągu roku. To zaś może się przekładać na wielkość ok. 2,4 mln produkowanych modułów rocznie. Obecnie zdolności produkcyjne są wykorzystywane na poziomie 10 proc.

– Dlatego w Polsce mamy raczej wyprzedaż produktów po zaniżonej cenie. Warunki rynkowe nie pozwalają na zrównoważony i stabilny rozwój tej branży oraz na inwestycje, a branża bez inwestycji straci konkurencyjność – podkreśla Grzegorz Wiśniewski.

Na usługi gastronomiczne i hotelowe Polacy przeznaczają znacznie mniejszą część swoich budżetów niż Niemczy czy Czesi. Poza domem jadają jednak częściej

CEO Magazyn Polska
Wydatki gastronomiczne i hotelowe pochłaniają ok. 3,2 proc. dochodów Polaków – wynika z danych Eurostatu, które przytacza PMR. Dla przykładu Niemcy i Słowacy przeznaczają powyżej 5 proc., a Czesi – ponad 8 proc. swoich budżetów. Popularność jedzenia poza domem wciąż rośnie. Polacy częściej wychodzą do restauracji i więcej przeznaczają na ten cel. Coraz istotniejsza staje się dla nich jakość zamawianego jedzenia.

Gastronomia w Polsce ma się dobrze, powiedziałbym nawet, że bardzo dobrze – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Leszek Józefowski z Restauratorzy Food Consulting. – Mamy mało czasu, dużo pracujemy, dlatego częściej korzystamy z usług gastronomicznych.

Jak wynika z raportu „Polska na talerzu 2016” firmy MAKRO Cash & Carry, liczba respondentów deklarujących, że co najmniej raz w tygodniu stołują się poza domem, wzrosła o ponad 25 proc. w porównaniu do 2015 roku. Kwota, jaką wydają na jedzenie, oscyluje zwykle w przedziale 10–30 zł. Tak zadeklarował co trzeci badany. Dla niemal połowy klientów nadal bardzo ważnym czynnikiem przy wyborze restauracji jest cena.

Mamy też większe wymagania wobec usług gastronomicznych. 62 proc. gości restauracji zwraca dużą uwagę na jakość produktów. Jakość to nie tylko to, jak smakuje to, co jest na talerzu, lecz także to, z czego danie się składa i od jakich dostawców pochodzą składniki – mówi Józefowski.

Według autorów przewodnika „Trendy w gastronomii 2016” poza jakością samej restauracji nowych klientów przyciąga także atmosfera miejsca i ludzie, którzy tam przychodzą. Wokół lokali często powstają mikrospołeczności wiernych bywalców, którzy budują atmosferę, ale dzielą się także treściami i rekomendacjami między innymi na portalach społecznościowych. To buduje wizerunek marki i przyciąga kolejne osoby.

Konkurencja na rynku jest już bardzo duża. Restauratorzy zmieniają więc swoje oferty, dostosowując je do potrzeb klientów – wskazuje Leszek Józefowski. – Wprowadzają też różnego rodzaju nowinki. Tak naprawdę są już na rynku lokale dla wszystkich. Właściciele punktów gastronomicznych wyczerpująco informują o swoich profilach, docierając do potencjalnych klientów.

Jak podkreśla, o sukcesie restauracji czy baru decyduje przede wszystkim właściwa strategii, która powinna być stworzona jeszcze przed uruchomieniem lokalu. Pozwala ona także na elastyczne reagowanie na zmieniające się trendy na rynku

Pracując w branży od lat, widzę dużą zmianę związaną z rozwojem gastronomii w Polsce. Inwestorzy, którzy przygotowali strategię działania i zbudowali koncepcję, działają bardzo dobrze. Wiele miejsc musi dostosowywać swoje usługi do potrzeb klientów, ale często można to zrobić niewielkim kosztem poprzez modyfikację menu, cen czy wystrój wnętrza lokalu. Pozwala to zachować obecnych klientów i zdobyć nowych – mówi Leszek Józefowski.

Fakt, że w Polsce udział wydatków na hotele i gastronomię jest niższy niż w wielu innych krajach europejskich pozwala z optymizmem patrzeć na rozwój rynku. Według analityków PMR na koniec 2015 roku jego wartość wyniosła 24,8 mld zł, a na koniec tego ma sięgnąć 26 mld (wzrost o 5,4 proc.).

Vigo System wchodzi ze swoimi wyrobami na masowy rynek i rozpoczyna budowę nowej hali produkcyjnej. Inwestycja ma kosztować 55 mln zł

CEO Magazyn Polska
Vigo System, spółka zajmująca się produkcją fotonowych detektorów podczerwieni, specjalistycznych komponentów dla przemysłu, planuje wejście ze swoimi rozwiązaniami na masowy rynek. Służyć ma temu rozpoczynana właśnie budowa nowej hali produkcyjnej. Zakończenie wycenianej na 55 mln zł inwestycji planowane jest na 2018 roku. Do 2020 roku stopniowo ma być uruchamiana produkcja. 

Projektujemy nowy budynek, mamy grunt i koncepcję tego, jak ma wyglądać masowa produkcja zminiaturyzowanych detektorów podczerwieni nowej generacji – informuje agencję Newseria Inwestor Adam Piotrowski, prezes zarządu w spółce Vigo System. – Wymagane są inwestycje w sprzęt, software, magazyny, tak żeby wszystko było efektywne ekonomicznie. Dotąd sprzedawaliśmy około pięciu tysięcy detektorów. Była to produkcja laboratoryjna, czysta, idealna jakościowo, ale nie za bardzo nastawiona na efekt ekonomiczny. Na rynku masowym to natomiast będzie klucz.

Inwestycja została zapowiedziana w strategii rozwoju przedsiębiorstwa Vigo 2020. Według założeń łączne nakłady na przedsięwzięcie w latach 2016–2018 szacowane są na 55 mln zł netto. Budowa zakładu ma kosztować 17,5 mln zł, wyposażenie – 32,5 mln zł, a pozostałe koszty powinny wynieść około pięciu mln zł. Finansowanie inwestycji ma pochodzić z dotacji unijnej, kredytów bankowych, których spłata rozłożona jest na pięć–siedem lat oraz wkładu własnego. Ulga podatkowa z tytułu działalności w Specjalnej Strefie Ekonomicznej wyniesie natomiast 65 proc. wydatków pomniejszonych o dofinansowanie z UE.

Już w tej chwili uzyskaliśmy finansowanie na połowę inwestycji, dofinansowanie z Banku Gospodarstwa Krajowego w ramach projektu kredyt technologiczny, co otwiera nam działania inwestycyjne – precyzuje Adam Piotrowski. – Ogłaszamy więc pierwsze konkursy i szukamy dostawców poszczególnych sprzętów itp.

Rozpoczęcie samej budowy, jak twierdzi Adam Piotrowski, przewidywane jest w przyszłym roku, a zakończenie – za dwa lata. W 2018 i 2019 roku ma się odbyć zamaszynowanie i produkcja stopniowo będzie rozpoczynana.

Dzisiaj mamy koncepcję oraz projekt technologii dla architektów – zauważa Adam Piotrowski. – Pod kątem inspektora nadzoru oraz inwestora zastępczego będziemy tworzyć projekt i budować. Już obecnie, w posiadanych aktualnie budynkach, zwiększamy skalę działalności: przebudowujemy sposób działania, organizacji, instalujemy oprogramowanie do zarządzania produkcją, aby w nowym obiekcie wszystko ruszyło bardzo szybko.

Jak przekonuje Adam Piotrowski, produkcja ma być zwiększana stopniowo do 2020 roku. Ostatecznie ma być potrojona w porównaniu do obecnego stanu. Z każdym rokiem poprawiana jest wydajność, zwiększane są wolumeny zamówień, a dostawy przyśpieszane. Chodzi o to, żeby klienci uznawali spółkę za wiarygodnego dostawcę wyprzedzającego wręcz ich harmonogramy.

Mamy innowacyjny produkt, a z tym jest tak, że część naszych klientów w ogóle nie wie, jak szybko będzie wzrastać zapotrzebowanie – twierdzi Adam Piotrowski. – Na jednych rynkach widzimy, że zwiększa się ono szybko, na innych – wolniej. Jeśli mamy gotowe zamówienie, to chcemy jak najszybciej być gotowi z dostawą, żeby z kolei nasi klienci mogli przyspieszyć swoje działania i abyśmy wspólnie reagowali dynamicznie.

Podstawowym produktem notowanej na Giełdzie Papierów Wartościowych Vigo System są niechłodzone, fotonowe detektory podczerwieni, które powstają na bazie opracowanej przez firmę technologii.

Jak sprzedają się nowe mieszkania w wakacje

Mirosław Kujawski, członek zarządu LC Corp S.A.

Od kilku lat można zauważyć prawidłowość w spadku zainteresowania zakupem mieszkań w okresie wakacyjnym. Ale już w sierpniu, a na pewno we wrześniu spodziewamy się ponownego wzrostu ilości zapytań ze strony klientów. Dokładamy wszelkich starań, aby nasza oferta była stale konkurencyjna, niezależnie od sezonu na rynku. W naszych biurach sprzedaży każdy klient traktowany jest indywidualnie i finalne warunki transakcji zawsze dostosowywane są do konkretnych potrzeb i okoliczności.

Wioletta Kleniewska, dyrektor marketingu i sprzedaży w Polnord S.A.

Sezon urlopowy z jednej strony zachęca do rodzinnych wyjazdów za miasto, z drugiej jednak mobilizuje m.in. nabywców szukających mieszkania na wynajem, by zdążyć z jego wykończeniem przed rozpoczęciem roku akademickiego. Jak co roku, w miesiącach letnich obserwujemy nieznaczne zmniejszenie liczby klientów. W ramach letnich promocji osoby zainteresowanie zamieszkaniem w Ząbkach mogą skorzystać ze specjalnej oferty cenowej, w której wybrane mieszkania w inwestycji Neptun oferujemy w cenie od 4475 zł za mkw. W olsztyńskim Tęczowym Lesie wybrane lokale po obniżce kosztują od 4200 zł za mkw. W 2 Potokach w Gdańsku nabywcy niezmiennie mogą cieszyć się gwarancją najniższej ceny.

Yael Rothschild, prezes firmy Mill-Yon Gdańsk

Wakacje już od dawna nie są sezonem ogórkowym. Od początku lipca ruch w naszych biurach sprzedaży jest większy niż w poprzednich miesiącach. Klienci zdają sobie sprawę, że w tym okresie deweloperzy oferują atrakcyjne promocje. Obserwują strony internetowe i czekają na pojawienie się informacji o okazyjnych cenach, dniach otwartych, czy ofercie wakacyjnej.

W osiedlu Aura Park Wilanów zaoferowaliśmy kilka mieszkań za 6800 zł/mkw. i te mieszkania sprzedały się natychmiast. W projekcie Aura Gdańsk na Wyspie Spichrzów mamy kilka promocyjnych ofert w gotowym etapie, ale i bez promocji wakacje są tu czasem najbardziej efektywnej sprzedaży. Klienci kupują apartamenty nad morzem na weekendowe wypady, a także w celach inwestycyjnych, bo wynajem jest w Gdańsku bardziej opłacalny niż w stolicy. Na wakacyjne promocje można także liczyć w warszawskiej Aura Sky zlokalizowanej na Pradze Południe. W przypadku mieszkań na najwyższych piętrach (od 15 do 25) mamy sztywną politykę cenową, ale na niższych kondygnacjach można teraz kupić mieszkanie od 6286 zł/mkw. Kilka lokali jest dostępnych w programie MdM.

Tomasz Sujak, członek zarządu Archicom S.A.

Mamy za sobą bardzo udane pierwsze półrocze 2016 roku. Liczymy na dobre tempo sprzedaży także w okresie letnim. Wbrew pozorom, wakacje to bardzo dobry moment na podjęcie decyzji o zakupie mieszkania, bo jest więcej czasu na załatwienie formalności i wizyty na terenie inwestycji. Widzimy, że w ostatnich miesiącach wrocławianie mobilizują się, aby uzyskać środki z programu Mieszkanie dla młodych. Klienci mogą wciąż skorzystać gwarantowanych dopłat rządowych, dzięki korzystnemu harmonogramowi realizacji projektów. Aż w czterech naszych inwestycjach – Słoneczne Stabłowice, Młodnik, Księżno, Na Ustroniu, poza nawet 90 tys. zł rządowego wsparcia, klienci mogą otrzymać do zakupionego mieszkania sprzęt AGD o wartości do 5 tys.zł w prezencie. W ostatnich miesiącach obserwujemy również wzrost zainteresowania ofertami apartamentowymi i mieszkaniami w standardzie premium, które oferujemy w River Point, czy Ogrodach Hallera.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Okres wakacyjny dla niektórych jest czasem odpoczynku, ale od kilku lat zauważamy tendencję, że część osób wykorzystuje swoje urlopy na poszukiwanie mieszkań. Poświęcenie dwutygodniowego czasu wolnego na znalezienie mieszkania jest dla nich bardziej satysfakcjonujące niż wyjazd na wakacje. W związku z tym klientów w biurach sprzedaży w okresie wakacyjnym nie brakuję. Osoby, które nas odwiedzą mogą liczyć na letnie promocje na mieszkania lub miejsca postojowe w inwestycjach na warszawskich Bielanach, Żoliborzu oraz we Włochach.

Małgorzata Ostrowska, członek zarządu oraz dyrektor pionu marketingu i sprzedaży J.W. Construction Holding S.A.

Wolny czas od pracy to dla wielu osób doskonały moment na podjęcie decyzji o zakupie mieszkania. Klienci mogą wtedy skoncentrować się na poszukiwaniu najlepszej oferty, a deweloperzy proponują atrakcyjne warunki. Największym uznaniem cieszą się promocje cenowe, dlatego atrakcyjna cena to wyróżnik całej naszej oferty. Klienci odwiedzający nasze biura sprzedaży mogą wynegocjować konkurencyjne warunki zakupu mieszkania, mogą uzyskać solidne bonusy finansowe, komórki lokatorskie, lub garaż gratis, a także uzyskać tani kredyt hipoteczny. Do końca wakacji przy zakupie mieszkania w inwestycji Nowe Tysiąclecie w Katowicach oferujemy bonus do 15 tys. zł, a w warszawskim osiedlu Zielona Dolina II zapewniamy program płatności 10/90 proc. Nabywcy lokali w osiedlu Bernadowo Park w Gdyni do końca lipca będą mieli możliwość otrzymania komórki lokatorskiej gratis. W Warszawie oferujemy dwupokojowe, dwustronne mieszkania, które można zakupić od 185 tys. zł.

Mirosław Bednarek, prezes zarządu Matexi Polska

Wakacje to dla nas pracowity czas, pełną para idą prace projektowe dotyczące kolejnych inwestycji, a także sprzedaż, szczególnie w warszawskich projektach Kolska od Nowa i Apartamenty Marymont. Tuż po wakacjach planujemy wprowadzić do sprzedaży mieszkania w trzecim etapie osiedla Kolska od Nowa, a nastepnie uruchomić kolejne inwestycje na Bielanach i Bemowie.

Roma Peczyńska, dyrektor e-marketingu RED Real Estate Development

Świadomość klientów rośnie, zdają sobie sprawę, że mieszkanie to inwestycja na wiele lat, dlatego chcą spokojnie wybrać nieruchomość, a podczas urlopu mają więcej czasu. To sprawia, że obserwujemy teraz duże zainteresowanie zakupem mieszkań. Mamy też oferty specjalne. We wrocławskim osiedlu Nowa Papiernia Ultra Nova klienci mogą liczyć na wykończenie soft loftu, czy apartamentu w cenie nieruchomości oraz bezpłatną pomoc stylisty wnętrz. W osiedlu Red Park w Poznaniu rabaty sięgają nawet 25 tys. zł, a w warszawskim osiedlu Alpha Park proponujemy mieszkania z wykończeniem w cenie od 6690 zł/mkw., w tym lokale dostępne w programie MdM.

Łukasz Szumny, dyrektor sprzedaży w HSD Arrow

W okresie wakacyjnym nie ubyło klientów w naszych biurach sprzedaży, wręcz przeciwnie zainteresowanie zakupem mieszkań jest bardzo duże. Pewne utrudnienia dla klientów wynikają tylko ze względu na organizację w Krakowie ŚDM.

Lidia Fedorczuk, manager sprzedaży w Atlas Estates

Pomimo okresu wakacyjnego zainteresowanie zakupem mieszkań w drugim etapie realizacji naszej, warszawskiej inwestycji Apartamenty Krasińskiego II, położonej na Żoliborzu utrzymuje się na stałym poziomie. Na lato przygotowaliśmy specjalny, 5 procentowy rabat dla klientów, którzy planują nabyć mieszkania trzy i czteropokojowe o powierzchni ok. 70-100 m kw. z przylegającym ogródkiem lub balkonem.

Katarzyna Pietrzak, dyrektor sprzedaży i marketingu w Victoria Dom S.A.

W czasie wakacji nie obserwujemy spowolnienia ruchu klientów, czy zmniejszenia zainteresowania zakupem mieszkań. Wręcz przeciwnie. Lipiec był miesiącem, w którym podpisaliśmy najwięcej umów od początku tego roku. Czerwiec również był dla nas bardzo pracowity i obfitujący w umowy.

Adrian Potoczek, dyrektor sprzedaży w Wawel Service

Lipiec i sierpień zazwyczaj dawały deweloperom czas na złapanie oddechu po pierwszym półroczu. Obecnie sytuacja wygląda nieco inaczej. Choć wielu klientów wyjeżdża na wakacje, nie porzucają w tym czasie kwestii mieszkaniowych. Generalnie lato sprzyja interakcjom z klientami, ponieważ pogoda sprzyja i są mniej obciążeni obowiązkami zawodowymi. W tym roku wyraźnie zauważylismy wzmożony ruch na naszej stronie, jest więcej zapytań z formularzy kontaktowych. Oczekujemy finalizacji tych aktywności w drugiej połowie sierpnia. Każdego klienta traktujemy w sposób indywidulany. Kupujący mogą liczyć na spersonalizowaną ofertę.

Jacek Bielecki, dyrektor ds. rozwoju i jakości Marvipol S.A.

Każdego roku w wakacje, ze względu na okres urlopowy, ruch w biurach sprzedaży jest nieco mniejszy w porównaniu z innymi miesiącami. Przygotowaliśmy dla klientów specjalną, letnią ofertę. W warszawskiej inwestycji Central Park Ursynów można kupić mieszkanie z dowolnym bonusem. W zależności od potrzeb klient może wybrać: pakiet wykończenia mieszkania pod klucz, garaż gratis, albo niższą niż katalogowa cenę mieszkania – od 6100 zł/mkw. Obniżone ceny mieszkań obowiązują również w sezonie wakacyjnym w inwestycjach Bemowo Residence, gdzie apartamenty dostępne są w kwocie od 199 tys. zł oraz Riviera Park, w której lokal można kupić za 194 tys. zł. W projekcie warszawskim Hill Park Apartments klienci otrzymują wykończenie mieszkania gratis. Okres wakacji sprzyja temu, by „upolować” mieszkanie w naprawdę specjalnej cenie.

Opracowanie: Kamil Niedźwiedzki

Popołudniowy komentarz walutowy z 05.08.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 05.08.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

BIK publikuje aktualne dane kredytów mieszkaniowych

Biuro Informacji Kredytowej przekazuje najbardziej aktualne dane zbiorcze (stan na 31 maja 2016 r.),  dotyczące kredytów mieszkaniowych z akcentem na kredyty walutowe, w tym frankowe, udzielone w okresie od 1 lipca 2000 r. do 26 sierpnia 2011 r. spełniające limit 350 tys. zł na jednego kredytobiorcę.  

Wg stanu na 31 maja 2016r. łączna liczba czynnych kredytów mieszkaniowych wynosiła 2  177 238 sztuk z czego:

  • 71% stanowiły kredyty w złotowe (1 538 611)
  • 29% (638 627) walutowe.

Łączne saldo do spłaty z tytułu wszystkich kredytów mieszkaniowych wynosiło 397,32 mld zł z czego:

  • 58% (231,47 mld) przypadało na kredyty złotówkowe
  • 42% (165,85 mld zł) walutowe.

W kredytach walutowych 531 027 kredytów z saldem do spłaty 137,5 mld zł stanowiły kredyty frankowe.

W okresie od 1 lipca 2000r. do 26 sierpnia 2011 banki udzieliły łącznie 953 136 kredytów mieszkaniowych w walucie obcej na łączną kwotą 184,15 mld zł.

Przyjmując wysokość kwoty zaciągniętego kredytu na poziomie 350 tys. zł na jednego kredytobiorcę:

  • 902 558 kredytów walutowych udzielonych w tym okresie (95%) spełnia ten warunek.
  • Kredyty te należą do 1 590 683 kredytobiorców.
  • Pierwotna kwota wartości tych kredytów to 147,24 mld zł.
  • Z puli 902 558 kredytów obecnie w spłacie jest 573 405 kredytów z saldem do spłaty na dzień 31 maja na kwotę 124,7 mld zł.

Ze wszystkich kredytów mieszkaniowych udzielonych pomiędzy 1 lipca 2000r. a 26 sierpnia 2011r. – 7 653 (1,3%) jest na dzień 31 maja 2016r. przeterminowanych o więcej niż 90 dni.

Z 573 405 kredytów walutowych spełniających limit 350 tys. zł na jednego kredytobiorcę, obecnie 6 433 (1,12%) jest przeterminowanych o więcej niż 90 dni.

Jak uczyć, by nauczyć – nowe techniki nauczania na studiach MBA

Tradycyjne wykłady i schematyczne ćwiczenia na studiach MBA odchodzą do lamusa. Uczelnie szukają nowych sposobów, by pozyskać uwagę studentów, często uciekając się do bardzo oryginalnych pomysłów.

Rzetelna wiedza i najświeższe nowinki z naukowego świata to wartość sama w sobie. Jednak w kształceniu menadżerów, którzy odzwyczaili się od siedzenia w szkolnych ławach, liczy się też pomysł na atrakcyjne podanie tej wiedzy. W tym celu uczelnie prześcigają się w wymyślaniu różnorodnych zajęć, które mają w studentach rozbudzać kreatywność i zdolności przywódcze. Prym wiedzie tu WU Executive Academy w Wiedniu, gdzie można zaobserwować kilka nowych interesujących metod pracy ze studentami. Czy w przyszłości staną się one standardem w kształceniu liderów biznesu?

Poczuj się jak dyrygent

Jedną z nietypowych metod nauki są warsztaty, podczas których studenci mają okazję wcielić się w rolę profesjonalnych dyrygentów. Co ma wspólnego bycie menadżerem w wielkiej korporacji z koncertem muzyki klasycznej? Otóż analogia jest tu dość prosta – tak jak dyrygent za pomocą różnych metod wpływa na członków swojego zespołu, tak w przedsiębiorstwie sprawny lider komunikuje się ze swoimi podwładnymi, zachęcając ich do wykonywania zadań i projektów zgodnie z jego zamysłem i wskazówkami. W obu przypadkach kluczowym słowem jest współpraca.

Żeby nadać ćwiczeniom odpowiednią oprawę, na zajęcia zapraszani są profesjonalni muzycy, którzy na co dzień występują na deskach najlepszych wiedeńskich sal koncertowych. Zajęcia rozpoczynają się specjalną prelekcją, podczas której jeden z muzyków opowiada o sposobach pracy różnych charyzmatycznych dyrygentów. Następnie przychodzi czas na część praktyczną. Studenci kolejno wychodzą na scenę i wcielają się w rolę kierownika zespołu. Muzycy wykonują uprzednio wybrany utwór cały czas dostosowując swe zachowania do gestów i spojrzeń, które wysyła im „student-dyrygent”. Dla osób, które nie miały w życiu nic wspólnego z muzyką, taka sytuacja bywa początkowo stresująca. Widać jednak, że po kilku próbach nabierają pewności siebie i znajdują nić porozumienia z orkiestrą. Zaczynają dostrzegać, jak każdy ich ruch wpływa na zachowanie muzyków i jak inaczej może brzmieć ten sam utwór w zależności od tego jak zachowuje się dyrygent.

Po każdorazowym wykonaniu utworu muzycy dzielą się ze studentami swoimi wskazówkami. Tłumaczą, które gesty były dla nich niezrozumiałe lub gdzie wyczuwali niekonsekwencję w zachowaniu dyrygenta. Z czasem studenci stają się bardziej rozluźnieni, a ich komunikacja z zespołem jest już na tyle sprawna, że utwór brzmi spójnie i naznaczony jest charyzmą nowego kierownika. Chodzi o to, by studenci dostrzegli, że podobne mechanizmy funkcjonują w pracy zawodowej. Liderzy w przedsiębiorstwach muszą się kontaktować ze swoimi podwładnymi za pomocą jasnych i spójnych komunikatów. Widząc konsekwencje swoich zachowań studenci  uczą się jak wpływać na grupę i egzekwować realizację konkretnych zadań.

Dirty innowations, czyli od teorii do praktyki

W tym przypadku zasada ma być prosta – zapominamy o teorii, przechodzimy do czynów. Biznesowe modele studenci testują korzystając z drukarki 3D, klocków Lego, drewna czy komputerowych wizualizacji. Jak podczas większości warsztatów menadżerowie pracują w grupach. Każde zajęcia są poświęcone wybranym problemom pojawiającym się w korporacyjnym życiu. Studenci podwijają rękawy i zgodnie ze wskazówkami prowadzących starają się wymyśleć kreatywne rozwiązania problemów, korzystając z przeznaczonych do tego celu przedmiotów. Kierują nimi mentorzy, którzy podsuwają różne pomysły i wysłuchują uzasadnienia twórców, często przedziwnych, konstrukcji. To tu powstają wieże z makaronowych nitek, pomniki z pianek marshmallows czy domki z zapałek. Jak twierdzą organizatorzy warsztatów – ta zabawa wciąga praktycznie każdego, choć największą radość mają ci, których nie ogranicza wyobraźnia.

Filozofia dla każdego

Czasu jest zawsze za mało, zwłaszcza gdy lista zadań i problemów do rozwiązania z każdą godziną zamiast się skracać – wydłuża. Niewielu liderów biznesu znajduję w ciągu dnia wolną chwilę, by oddać się zadumie nad filiżanką czarnej kawy. A jednak w Wiedniu studenci MBA dowiadują się, że takie działanie ma często większy sens niż bezładne rzucenie się w wir obowiązków. Prowadzone wraz z Akademią Filozofii zajęcia mają na celu uświadomienie im, że wzrost świadomości i refleksja pomagają na złapanie dystansu i spojrzenie na pewne problemy dnia codziennego z innej perspektywy. Dominującą ideą, która przyświeca zajęciom, jest próba połączenia dwóch płaszczyzn – filozofii i zarządzania, co w praktyce sprowadza się do szkolenia umiejętności krytycznego myślenia. Oczywiście na zajęciach poruszanych jest wiele interesujących zagadnień, choćby takich jak związek pomiędzy ludzką naturą a organizacją czy relacje pomiędzy jednostką a społecznością. Każde warsztaty Philosophy & Management trwają 2-3 dni i są dostosowane do potrzeb i wymagań organizacji, z których pochodzą studenci. To jest czas na wspólną lekturę i długie filozoficzne dyskusje, na zbudowanie przestrzeni do przemyślenia pewnych spraw, refleksję oraz odnowienie energii do działania, która towarzyszy studentom w codziennej pracy zawodowej.

Ucz się od dzieci

Na tych zajęciach w rolę trenerów personalnych studentów MBA wcielają się nastolatki. To ich ciekawość świata i świeże spojrzenie na różne problemy ma zainspirować menadżerów i liderów biznesu. Na zajęcia są zapraszani uczniowie wiedeńskich szkół podstawowych i średnich. Pracując w grupach ze studentami MBA mają do opracowania rozwiązania różnych występujących w przedsiębiorstwach problemów. Te wymyślają dorośli członkowie zespołu korzystając ze swoich własnych doświadczeń zawodowych. I tu zaczyna się prawdziwa zabawa. Dzieci często nie rozumieją skomplikowanych zależności i wymagają od dorosłych wytłumaczenia im ich istoty w najprostszy możliwy sposób, bez używania korporacyjnego żargonu i skomplikowanej biznesowej terminologii. Według twórców warsztatów – młodzież jest w stanie nauczyć dorosłych nowego spojrzenia na problemy oraz znajdowania rozwiązań, które im samych dotychczas nie wpadły do głowy. Atmosfera na tych zajęciach jest bardzo radosna, a dzieciaki szybko znajdują wspólny język z kadrą menadżerską.

Prowadź w ciemności

Podczas tych zajęć studenci mają szansę poczuć się przez chwilę jak niewidomi, ponieważ środowisko ich pracy jest kompletnie pozbawione światła. W ciemności każdy student trafia pod opiekę dwóch opiekunów – jeden z nich jest niewidomy, drugi ma zdrowe oczy. W takich warunkach studenci muszą nauczyć się komunikować w inny niż dotychczas znany im sposób – bez użycia gestów, zwracania uwagi na detale związane z fizycznym wizerunkiem, ubiorem, itp. Dzięki osłabieniu zmysłu wzroku, wyostrzają się inne zmysły, a proces komunikacji szybko zostaje pozbawiony dystansu. Studenci otrzymują w tych warunkach do wykonania różne zadania i to oni sami muszą znaleźć najdogodniejszą technikę do ich realizacji. Zaczynają od prostych ćwiczeń związanych z poruszaniem w ciemności lub rozpoznawaniem prostych przedmiotów, kończąc na zadaniach wymagających współpracy w zespole (budowa mostu z klocków) czy rywalizacji pomiędzy zespołami. Po zakończeniu zadań uczestnicy warsztatów omawiają swoje odczucia i reakcje z opiekunami oraz innymi studentami. To czas na refleksje i wyciągnięcie wniosków, które zazwyczaj doskonale sprawdzają się też w zawodowej przestrzeni menadżerów i liderów biznesu.

Akademicy z WU Executive Academy bardzo sobie chwalą wszystkie dotychczas wprowadzone warsztatowe nowości i podkreślają ich wymierne skutki w pracy ze studentami. Czy takie sposoby na przyswojenie wiedzy i rozwój zdolności interpersonalnych staną się standardem i dotrą także do Polski? Czas pokaże.

 

ABS Investment S.A. rozszerza portfel inwestycyjny

ABS Investment S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od lutego 2011 r., zajmująca się działalnością inwestycyjną oraz doradczą, aktywnie rozbudowuje swój portfel inwestycyjny, w skład którego wchodzi obecnie blisko 40 podmiotów. Emitent realizuje nowe projekty biznesowe zgodnie z założeniami przyjętej polityki inwestycyjnej.

Spółka posiada w portfelu inwestycyjnym akcje 25 podmiotów notowanych na rynku NewConnect oraz na rynku regulowanym GPW w Warszawie, których łączna wartość przekracza 17 mln zł. ABS Investment S.A. jest również udziałowcem i akcjonariuszem 12 spółek niepublicznych, a łączna wysokość zaangażowania kapitałowego w te podmioty wynosi ok. 4 mln zł. Emitent realizuje działalność inwestycyjną w oparciu o bardzo rygorystyczne kryteria, które pozwalają efektywnie selekcjonować nowe projekty biznesowe i osiągać wysokie stopy zwrotu. W pierwszym półroczu 2016 r. do ABS Investment S.A. trafiło ponad 100 projektów, co świadczy o jej bardzo mocnej pozycji na rynku funduszy kapitałowych. Dla Emitenta niezwykle istotna pozostaje zdolność spółek portfelowych do wypłaty dywidendy i w tym roku aż 12 z nich podzieli się zyskiem ze swoimi Akcjonariuszami. Dzięki realizowaniu nowych inwestycji kapitałowych Zarząd ABS Investment S.A. oczekuje utrzymania bardzo dobrych wyników finansowych w tym segmencie biznesowym w kolejnych kwartałach.

„Mamy obecnie do czynienia z bardzo ciekawą sytuacją, a mianowicie mocno wzrosła liczba interesujących i atrakcyjnych propozycji inwestycyjnych, jakie pojawiają się w ABS. Jest z czego wybierać. Oczywiście nie wszystkie transakcje można zrealizować, bowiem nie zawsze udaje się uzyskać porozumienie w zakresie warunków proponowanych przez ABS. Jak zawsze preferujemy inwestycje w firmy działające w niszach biznesowych, ale branża nie determinuje kryterium inwestycyjnego. Bardziej istotny jest model biznesowy, kompetencje zarządzających, struktura właścicielska, sytuacja finansowa i warunki transakcji. Dokonujemy dużej ilości transakcji na mało aktywnym rynku w myśl zasady: kupuj kiedy inni tego nie robią, a sprzedaj kiedy zakupy są masowe.” – ocenia Sławomir Jarosz, Prezes Zarządu Spółki ABS Investment S.A.

W ostatnim czasie w portfelu inwestycyjnym ABS Investment S.A. znalazły się akcje spółek notowanych na rynku NewConnect, m.in. Auto-Spa S.A., Akcept Finance S.A., BioMaxima S.A., Ekokogeneracja S.A., INDOS S.A., Geotrans S.A., Madkom S.A., Mode S.A. oraz XSystem S.A. Emitent zwiększa także swoje dotychczasowe zaangażowanie kapitałowe w podmiotach, w których dostrzega wysoki potencjał do wzrostu wartości spółki. Istotnym aspektem jest również możliwość kooperacji pomiędzy spółkami portfelowymi, dzięki której umocnieniu ulegają efekty synergii w ramach całej grupy ABS Investment S.A.

„Nasze nowe pozycje inwestycyjne to w 50% spółki już dojrzałe, płacące dywidendę, a w 50% to podmioty, które w naszej ocenie mają ogromną szansę na znaczący wzrost wartości w perspektywie najbliższych trzech lat. Dla każdej ze spółek z tej drugiej kategorii jest pomysł na współpracę strategiczną z ABS w zakresie pozyskiwania kapitału, kontrahentów, znajdowania celów do przejęcia lub synergii biznesowej z innym spółkami z portfela ABS.” – dodaje Prezes Jarosz.

Emitent wypłaci dywidendę z zysku za 2015 r. w wysokości 0,06 zł na akcję. Dzień ustalenia prawa do dywidendy został ustalony na 17.08.2016 r., a jej wypłata nastąpi w dniu 01.09.2016 r. Prognozy finansowe Spółki na 2016 r. zakładają osiągnięcie zysku brutto na 1 akcję w przedziale 0,50 – 0,55 zł. Z kolei wartość aktywów ABS Investment S.A. (wraz z należnościami ze sprzedaży aktywów) na 1 akcję ma wynieść na koniec 2016 r. od 3,60 zł do 4,00 zł.

Emitent opublikuje raport okresowy za 2 kw. 2016 r. w dniu 10.08.2016 r.

ABS Investment S.A. jest spółką notowaną na rynku NewConnect od lutego 2011 r., która prowadzi działalność w dwóch obszarach: inwestycji kapitałowych oraz doradztwa finansowego. We wrześniu 2014 r. jej obligacje zadebiutowały również na rynku Catalyst. ABS Investment S.A. specjalizuje się w inwestycjach w firmy działające w niszowych branżach, mające już rozwinięty biznes o ponadprzeciętnej oczekiwanej stopie zwrotu. Od grudnia 2015 r. Spółka znajduje się w składzie portfela indeksu NCIndex30, który grupuje trzydzieści najbardziej płynnych spółek z rynku NewConnect.

Dobre dane z amerykańskiego rynku pracy umacniają dolara

Dolar amerykański zyskuje na wartości do innych walut po tym jak okazało się, iż na amerykańskim rynku w lipcu przybyło aż 255 tys. nowych miejsc pracy.  Jest to znacznie powyżej oczekiwanych przez analityków 188 tys. Do tego majowe i czerwcowe odczyty zostały zrewidowane w górę o ponad 18 tys. Natomiast stopa bezrobocia pozostała na niezmienionym poziomie 4,9 proc. Dane pokazują nam, iż słaby majowy odczyt był tylko wydarzeniem incydentalnym, a amerykański rynek pracy jest wciąż w bardzo dobrej kondycji. Oczywiście wzrosną teraz oczekiwania na to, iż Fed podwyższy stopy procentowe jeszcze w tym roku. Para EURUSD traci obecnie około 0,3 proc. i handluje poniżej poziomu 1,11. Para USDJPY zyskuje około 0,1 proc. i handluje powyżej poziomu 101,30 jenów. Para GBPUSD traci około 0,2 proc. i handluje poniżej poziomu 1,31.

Polski złoty jest najmocniejszy do euro od kwietnia a para EURPLN handluje już znacznie poniżej poziomu 4,30, ocierając się dziś o poziom 4,2650. Złoty zaliczył też kolejne dwuletnie maksimum do funta brytyjskiego, a para GBPPLN handluje już tylko niecałe 4 grosze powyżej psychologicznego poziomu 5 złotych. Polski złoty traci tylko nieznacznie do dolara po dobrych danych z amerykańskiego rynku pracy, a para USDPLN handluje w okolicy poziomu 3,86.

Dolar australijski umocnił się do najwyższego od 3 tygodni poziomu do dolara amerykańskiego, po tym jak Bank Rezerwy Australii w swoim kwartalnym raporcie nie przedstawił żadnej prognozy odnośnie przyszłości stóp procentowych oraz pozostawił prognozę wzrostu gospodarczego i PKB na prawie niezmienionym poziomie. Para AUDUSD osiągnęła poziom 0,7665 dolara a obecnie, po dobrych danych z amerykańskiego rynku pracy, handluje kilkadziesiąt punktów niżej.

Największymi poszkodowanymi silnego dolara są metale szlachetne. Złoto traci już ponad 0,9 proc. handlując poniżej poziomu 1348 dolarów za uncję, a srebro traci ponad 1,9 proc. handlując już poniżej psychologicznego poziomu 20 dolarów za uncję. Natomiast kontrakty na amerykańskie akcje, wspierane przez dobre wieści z rynku pracy, wskazują na pozytywne otwarcie indeksów, co może oznaczać utrzymanie się tychże indeksów na koniec tygodnia blisko historycznych maksimów cenowych.

Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital

Sklepiki szkolne uratowane

Dobrawa Biadun
Dobrawa Biadun

Minister Zdrowia podpisał nowe rozporządzenie określające jaka żywność może być sprzedawana w sklepikach szkolnych. Zdaniem Konfederacji Lewiatan daje ono realną szansę na promocję właściwego odżywiania przy jednoczesnym zachowaniu możliwości finansowych dla najmniejszych przedsiębiorców.

Obecnie obowiązujące przepisy nie są korzystne dla sklepików szkolnych ponieważ znacznie ograniczają listę produktów, które mogą być w nich sprzedawane. Istnieje zagrożenie, że wiele sklepików, po prostu, upadnie.

– Zgodnie z propozycjami resortu zdrowia od 1 września br. do sprzedaży w szkołach dopuszcza się każdy rodzaj pieczywa (z wyłączeniem pieczywa produkowanego z ciasta głęboko mrożonego) czy czekoladę gorzką o zawartości minimum 70% miazgi kakaowej. Urealniono również możliwość sprzedaży produktów poprzez dopuszczenie takich o zawartości cukru nie wyższej niż 13,5g na 100 ml jeśli chodzi o artykuły mleczne i nie wyższej niż 15 g na 100 g/ml w przypadku wyrobów cukierniczych, napojów zastępujących mleko, płatków czy innych produktów niewymienionych w rozporządzeniu – mówi dr Dobrawa Biadun, radca prawny, ekspertka Konfederacji Lewiatan.

Do tej pory norma wynosiła 10 g cukrów w 100 ml, co właściwie zamykało możliwość sprzedaży takich produktów. Jak bowiem wskazywała Konfederacja Lewiatan w pracach nad poprzednim rozporządzeniem – niewiele wyrobów znajdujących się na rynku spełniało tak wyśrubowane normy.
Również kształt obecnego rozporządzenia jest bardziej przejrzysty, a zachowanie otwartej formuły pozwoli na budowanie asortymentu zgodnie z regułami w oparciu o dostępne na rynku produkty. Podobnie jak odwołanie do norm żywienia w zakresie opracowywania posiłków w szkołach pozwoli na ich dostosowywanie do potrzeb uczniów (np. w zależności od ich wieku).

Cieszy również wprowadzanie przepisów z odpowiednim vacatio legis. Rozporządzenie wejdzie w życie 1 września 2016 r. dając jednocześnie podmiotom opracowującym posiłki w szkołach czas na dostosowanie do 31 grudnia 2016 r.

Konfederacja Lewiatan

To nie koniec emocji

To nie koniec emocji 1

Jak co każdy pierwszy piątek nowego miesiąca inwestorzy z niecierpliwością spoglądają na zegarek. Bowiem w ten dzień o godzinie 14.30 publikowane są dane z amerykańskie rynku pracy, które mogą okazać się kluczem do przyszłych podwyżek stóp procentowych przez Rezerwę Federalną.

Dzisiejszy odczyt danych z rynku pracy Stanów Zjednoczonych jest najważniejszą publikacją miesiąca dla rynku walutowego. Tym razem konsensus rynkowy zakłada wzrost zatrudnienia na poziomie 175 tysięcy. Jak na tak niską stopę bezrobocia jest to bardzo optymistyczna prognoza. Oprócz nowych miejsc pracy w sektorze pozarolniczym, o tej samej godzinie poznamy również wzrost płacy godzinowej, co liczy się coraz bardziej dla inwestorów. W zdrowej gospodarce przy tak niskiej stopie bezrobocia pracodawcy, żeby znaleźć nowe osoby zdolne oraz chętne do pracy, muszą zaoferować coraz wyższą płacę. Jeżeli tak się nie dzieje, to nie jest to zdrowy rynek pracy. Mocny odczyt po stronie ilości nowych miejsc pracy, jak i płacy godzinowej niewątpliwie przybliży nas do kolejnej podwyżki stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych, a tym samym dolar amerykański powinien zyskać na wartości.

Powracając na Polski parkiet, inwestorzy w dalszym ciągu żyją pod wpływem wtorkowej publikacji projektu ustawy prezydenckiej w sprawie kredytów walutowych. Nowy projekt zakłada jedynie zwrot niesłusznie naliczonych spreadów, a tym samym jest to dla banków koszt 4 miliardów złotych, natomiast poprzednia ustawa zakładała koszt na poziomie 60-70 miliardów złotych. Po takiej informacji na rynku walutowym pojawił się spory popyt na rodzimą walutę. Na początku tygodnia za euro należało zapłacić 4,35 zł, natomiast teraz jest to o 6 groszy mniej, a tym samym przez ostatnie 5 dni polska waluta była najsilniejszą w regionie oraz najbardziej umocniła się względem euro.

To nie koniec emocji 2

Źródło: Bloomberg

Dobra wiadomość dla polskich inwestorów przyczyniła się również do wzrostów na Giełdzie Papierów Wartościowych, gdzie indeks WIG 20 od początku tygodnia zyskał już ponad 3%.

Tymczasem w Wielkiej Brytanii na wczorajszym posiedzeniu Bank Anglii zdecydował się na dalsze luzowanie polityki monetarnej. Stopy procentowe zostały obniżone o 25 punktów bazowych. Jednak Mark Carney na tym nie poprzestał, bowiem został rozszerzony program skupu aktywów z 375 miliardów GBP do 435 miliardów oraz wprowadzono skup obligacji o wartości 10 mld GBP w przeciągu 18 miesięcy.

Za nami bardzo emocjonujący tydzień na rynkach finansowych, jednak na tym nie koniec. Czekamy na godzinę 14.30.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Tłumaczenia medyczne – dlaczego warto zaufać profesjonalistom?

Odkąd świat stanął otworem dla przedstawicieli praktycznie każdej branży, potrzeba na specjalistów od różnego rodzaju przekładów stała się jeszcze bardziej widoczna. Póki co, żadna technologia nie jest w stanie zastąpić wiedzy i umiejętności profesjonalnego tłumacza. Dodatkowo są takie rodzaje przekładów, które mogą sprawić najwięcej trudności – mowa o tekstach z dziedziny medycznej i farmaceutycznej.

Tutaj już doskonała znajomość języka obcego nie wystarczy, by poradzić sobie z rzetelnym i logicznym przełożeniem takiego tekstu. Konieczne jest również to, by tłumacz podejmujący się takie wyzwania posiadał specjalistyczną wiedzę, jak też nieustannie dbał o samorozwój – gdyż tylko w ten sposób jest w stanie nadążyć za postępem świata nauk medycznych.

Tłumacz, który chce specjalizować się w przedkładaniu tekstów z branży medycznej oraz farmaceutycznej musi:

  1. posiadać odpowiednie wykształcenie
  2. znać specjalistyczną terminologię
  3. dbać o swoją interdyscyplinarność
  4. być świadomy ogromnego znaczenia wykonywanych przekładów.

Wykształcenie a tłumaczenia medyczne

Tak jak zostało wspomniane na wstępie – wykształcenie lingwistyczne to za mało. Specjalistyczne wykształcenie medyczne to druga, nieodzowna strona medalu. Dlatego, najlepszymi tłumaczami tekstów dotyczących farmakologii i medycyny są:

  • utalentowani studenci (medycyny bądź farmacji)
  • aktywni zawodowo lekarze

Innym wyjściem jest skorzystanie z usług profesjonalnego filologa, a następnie poddanie przełożonej treści do weryfikacji w ręce lekarza – praktyka.

Terminologia tekstów medycznych

Brak znajomości specjalistycznej terminologii w tym kontekście równa się niemożności dokładnego przetłumaczenia tekstu. Wynika to z prostej zasady wszelkich tłumaczeń mówiącej o tym, że aby móc wiernie przetłumaczyć tekst źródłowy niezbędne jest jego zrozumienie. Dla tłumaczy aspirujących do wykonywania takich przekładów bardzo pomocna zwykle okazuje się znajomość języka łacińskiego.

 

Interdyscyplinarność w tłumaczeniach medycznych

Medycyna to bogata dziedzina wiedzy – jeśli nie najszersza, to na pewno należąca do najobszerniejszych specjalizacji nauki. Interdyscyplinarność, a więc porządna wiedza z zakresu wielu dziedzin stanowi zatem kolejny 'must have’ w gamie umiejętności tłumacza treści z medycyny i farmakologii. Każda specjalizacja medyczna to całe mnóstwo dodatkowej wiedzy, treści, terminów – tak naprawdę nikt nie jest w stanie pojąć tego wszystkiego na wysokim poziomie, zatem konsultacja merytoryczna zawartości tekstu jeszcze zanim się go odda zleceniodawcy okazuje się działaniem niezwykle uzasadnionym, a wręcz wskazanym.

Świadomość tłumaczonych tekstów

Co do punktu, istotne jest jedno – uświadomienie sobie jak niezwykle istotna jest treść przekładów ze wspomnianych dziedzin. Krótko mówiąc chodzi o ogromną odpowiedzialność.

Rodzaje tekstów medycznych podlegających tłumaczeniom:

  • a) opisy sposobów postępowania w trakcie zabiegów
  • b) instrukcje użytkowania różnorakich urządzeń medycznych
  • c) ulotki leków

Przekładając tekst ma się pośredni wpływ na zdrowie wielu pacjentów, i to właśnie winien sobie uświadomić każdy tłumacz medyczny, jak również osoby zlecające takie tłumaczenia – najważniejsze, aby korzystać w tym celu wyłącznie z usług specjalistów. Postawienie na zespół ekspertów jest tutaj absolutnie najmądrzejszym rozwiązaniem, pomimo iż cenniki mniej doświadczonych biur tłumaczeń nierzadko mogą wyglądać na bardziej zachęcające. Zdrowie ludzkie jest bezcenne, dlatego profesjonalny tłumacz medyczny to skarb i to właśnie z usług takiego specjalisty winno się w tym kontekście korzystać.

Hossa trwa w najlepsze

Konrad Mikołajko Head of Support Patron FX
Konrad Mikołajko
Head of Support
Patron FX

Notowania na europejskich giełdach w czwartek zakończyły się wzrostami, głównie za sprawą decyzji, jaką podjął Bank of England w sprawie stóp procentowych. Przedstawiciele Komitetu ds. Polityki Monetarnej przy BoE zagłosowali za obniżeniem stopy o 0,25 pkt. bazowych, co było zgodne z oczekiwaniami rynku. Jednak na tym nie koniec.

Planowane jest wstrzyknięcie 170 mld GBP środków w kwiobieg gospodarki. Propozycja zakłada skupienie w ciągu najbliższych sześciu miesięcy obligacji skarbowych za kwotę 60 mld GBP, a także przeznaczenie w ciągu nadchodzących 18 miesięcy 10 mld GBP na zakupy obligacji korporacyjnych, mających silny wpływ na brytyjską gospodarkę. W celu jej stymulowania, Bank Centralny Anglii nie wykluczył dalszych obniżek stóp procentowych. Była to odpowiedź na opublikowane w lipcu wyprzedzające wskaźniki makroekonomiczne, które okazały się najsłabsze od przeszło siedmiu lat.

W reakcji na rozszerzenie QE, funt stracił na wartości, a jego prognozy na najbliższe miesiące nie są najlepsze. Nastroje na rynkach były jednak w czwartek bardzo dobre. W rezultacie, niemiecki DAX zakończył notowania wzrostem o 0,57%, brytyjski FTSE100 wzrósł o 1,59%, a francuski CAC40 o 0,57%. Warszawski indeks WIG20 zyskał na koniec dnia 1,68% przy obrotach na całym rynku na poziomie 530 mln zł.

Spośród niewielkiej ilości napływających danych makroekonomicznych, z pewnością na uwagę zwracają informacje z rodzimego rynku pracy, które nota bene zaskoczyły bardzo pozytywnie. Stopa bezrobocia w Polsce wyniosła w lipcu 8,6%. Tak dobrego wyniku nie było od 25 lat. Liczba bezrobotnych po koniec lipca br. była o 223,7 tys. osób niższa niż przed rokiem. To spadek o 14,1%.

Dziś bez wątpienia najważniejszą informacją będą comiesięczne dane dotyczące rynku pracy w Stanach Zjednoczonych (Payrolls), a także amerykański bilans hanlu zagranicznego. Po bardzo słabych danych w maju, kiedy to zatrudnienie wzrosło zaledwie o 11 tys. oraz dużej poprawie w czerwcu, kiedy gospodarka amerykańska stworzyła 287 tys. nowych miejsc pracy, rynek zakłada, że dane za lipiec wskażą na stabilizację. Konsensus rynkowy przyjmuje, że liczba nowych miejsc pracy wzrośnie o 180 tys. Stopa bezrobocia w lipcu ma wynieść 4,8% wobec 4,9 % w czerwcu.

Sesja w USA:

Czwartkowa sesja na Wall Street zakończyła się minimalnymi zmianami głównych indeksów. Inwestorzy czekają na piątkową publikację danych z amerykańskiego rynku pracy, które mogą wskazać, czy może wkrótce dojść do podwyżki stóp procentowych. W rezultacie, indeks Dow Jones Industrial Average stracił na koniec notowań 0,02%, S&P500 wzrósł o 0,02%, natomiast Nasdaq Composite o 0,13%. 

Waluty:

Kurs EURUSD na koniec czwartkowych notowań dotarł do poziomu 1,1130 i tym samym spadł o 0,17%. Para EURGBP zyskała 1,49% i osiągnęła poziom 0,8490, natomiast EURJPY spadła o 0,19%, osiągając 112,64.

Polska waluta jest po południu wyceniana przez rynek następująco: 4,2857 PLN wobec euro, 3,8409 PLN wobec dolara amerykańskiego, 3,9460 PLN wobec franka szwajcarskiego i 5,0610 PLN wobec funta szterlinga.

Surowce:

Notowania złota w czwartek wzrosły o 0,20% do poziomu 1358,80 USD za uncję. Srebro straciło 0,39% i było notowane po 20,373 USD za uncję. Ropa naftowa, w przypadku odmiany WTI, wzrosła o 2,69%, docierając do poziomu 41,93 USD za baryłkę. Odmiana Brent zyskała natomiast 2,76% i była notowana po 44,29 USD za baryłkę.

Jakie są perspektywy rozwoju rynku ubezpieczeniowego w Polsce?

Czy przyszłością ubezpieczeń w Polsce są produkty z kategorii insure tech? W jaki sposób uzyskać w ubezpieczeniach efekt skali? Jak powinien wyglądać system emerytalny? Na te i wiele innych pytań próbowano znaleźć odpowiedź podczas debaty eksperckiej zorganizowanej przez ośrodek dialogu i analiz THINKTANK. Jej wyniki komentuje jeden z uczestników – Michał Kwasek z ANG Spółdzielni Pośredników Ubezpieczeniowych.

Zdrowy tryb życia przełoży się na niższą składkę ubezpieczeń?

W Stanach Zjednoczonych osoba, o której wiadomo z sieci, że biega, ma niższą składkę niż ta, o której można powiedzieć, że źle się odżywia. Na Zachodzie ubezpieczyciele wprowadzają zniżki dla osób, które są w stanie wykazać, że w ciągu dnia dużo spacerują. Czy również w Polsce możemy wkrótce spodziewać się obserwowania przez ubezpieczycieli zachowań swoich klientów w Internecie?

Michał Kwasek: – Przez ostatnie kilkanaście lat działające na terenie Polski towarzystwa ubezpieczeniowe podchodziły do budowania oferty produktowej bardziej ilościowo niż jakościowo. Jak na każdym dziewiczym rynku, i w każdej branży, w pierwszej kolejności dostępne są produkty gorsze dla klienta, ale bardziej dochodowe dla jego producenta. W miarę rozwoju rynku wzrasta konkurencja, świadomość i wiedza klienta. Zmienia się też podejście regulatorów rynku oraz stanowionego przez nich prawa. Moim zdaniem doszliśmy do momentu, kiedy konkurencja między TU wymusza zmianę polityki w firmach i skupienie się na jakości, a nie ilości. Wdrażanie nowych pomysłów, innowacji, ciekawostek, niższych cen, wyspecjalizowanych produktów dedykowanych konkretnym grupom odbiorców. Dzisiaj TU obserwują swoich klientów, próbując chronić się przed wyłudzaniem odszkodowań. Za kilka lat będą to działania coraz bardziej przyjazne i w większym stopniu skupiające się na interesie klienta.

Efekt skali tylko jako efekt regulacyjnego przymusu?

Tradycyjny rynek ubezpieczeniowy także stoi przed nowymi wyzwaniami. Czy można w Polsce uzyskać efekt skali w ubezpieczeniach? W jaki sposób można go osiągnąć?

MK: Jeszcze dużo wody w Wiśle musi upłynąć, żeby świadomość Polaków w temacie ochrony – czy to majątku, zdrowia czy życia, zrównała się z naszymi zachodnimi sąsiadami. Istotny jest też poziom zamożności naszego społeczeństwa. Ubezpieczenia traktowane są przez niektórych, jak fanaberia, kaprys zamożnych ludzi. Dopóki nie zmienimy takiego myślenia, wyskalować da się jedynie ubezpieczenia obowiązkowe czyli np. niektóre OC (np. komunikacyjne). Osobiście widzę ogromną przyszłość dla rynku ubezpieczeniowego i zajmujących się tym osób. Model ich pracy będzie jednak diametralnie różny od dzisiejszego. Cały wachlarz produktów zdrowotnych czy emerytalnych praktycznie w Polsce nie istnieje. Dużo zależy od decyzji Państwa i kierunku, który obiorą rządzący.

Wyzwania rzucane przez system emerytalny

W polskim systemie emerytalnym, brakuje całościowej wizji systemu. Czy w ostatecznym rozrachunku doprowadzi to do tego, że emerytura będzie miała charakter socjalny i będzie wystarczała jedynie na zaspokojenie podstawowych potrzeb obywatela?

MK: O emeryturach z państwowego systemu emerytalnego moje pokolenie może zapomnieć. Czym prędzej zdamy sobie z tego sprawę tym lepiej. Niestety do ludzi nie dociera to w jakiej sytuacji znajdą się za kilka lat. Nasza historia skutecznie wybiła oszczędzanie z mentalności Polaków. Kolejne pokolenia po kilku czy kilkunastu latach oszczędzania dowiadywały się o utracie oszczędności życia z różnych powodów. Indywidualne dbanie o swoją emerytalną przyszłość stanie się jednak naszą codziennością. Już dzisiaj na portalach społecznościowych ludzie chwalą się oficjalnymi informacjami jakie otrzymują z ZUSu na temat wysokości ich przyszłych emerytur. Ja sam otrzymałem ostatnio takie pismo – nie będę w stanie utrzymać siebie za kwotę, którą tam zobaczyłem. A zdarzają się także ludzie, którzy w tych wyliczeniach widzą zero złotych. Brak jest globalnej wizji. Wdrażane są dobre rozwiązania (jak IKE czy IKZE), które nie są w żaden sposób promowane, nie są też częścią czegoś szerszego, jakiegoś większego projektu. Ludzie muszą zobaczyć sens, długoterminową wizję. Nie musi w tym być żadnych obietnic, ważne tylko, żeby pieniądze były przez cały czas własnością osoby która oszczędza, a nie stawały się własnością np. Państwa. Ogólnonarodowy program emerytalny mógłby być niesamowitą maszyną napędową dla naszej gospodarki. Mamy ogromny potencjał w przemyśle, który potrzebuje dopływu kapitału – czemu nie miałby to być kapitał obywatelski? Zamykając oczy jestem w stanie wyobrazić sobie taką ogólnopolską spółdzielnię, w której na rozwoju polskiej gospodarki zarabia każdy z obywateli. Dużo pracy przed nami, ale jestem optymistą. Na pewno jako Grupa ANG bardzo chętnie wzięlibyśmy udział w takim projekcie.

Reputacja zacznie mieć znaczenie

Przewiduje się, że regulator zacznie zwracać szczególną uwagę na zabezpieczenie przed missellingiem produktów ubezpieczeniowych. Dużą rolę w tym procesie odegrają Komisja Nadzoru Finansowego, UOKiK i media, które będą nagłaśniały nadużycia. Czy można liczyć także na to, że same zakłady ubezpieczeń i instytucje je zrzeszające będą przykuwały więcej uwagi do swojej reputacji?

MK: Faktycznie, w ostatnim czasie coraz częściej mówi się o konieczności zadbania o poprawę wizerunku branży ubezpieczeniowej. Lata nieuczciwych praktyk stosowanych przez część agentów ubezpieczeniowych sprawiły, że teraz jest to jedna z mniej szanowanych profesji. Ja mam to szczęście pracować w firmie, która od początku stawiała na długofalowe relacje z klientami, dlatego mogę tylko się cieszyć, że także inne firmy idą w ślady ANG. Wpłynie to z pewnością na całą branżę ubezpieczeniową – przede wszystkim poprawi się komfort pracy agentów. Jednak póki co, są to tylko deklaracje. Czekamy na konkretne działania i pierwsze ich efekty.

Powyższe tezy są efektem debaty eksperckiej w formule okrągłego stołu zorganizowanej przez ośrodek dialogu i analiz THINKTANK 28 czerwca 2016 r. w ramach projektu „Sektor Finansowy w Polsce – bilans i perspektywy”. THINKTANK, ośrodek dialogu i analiz, powstał w 2009 roku. Inspiruje i wzmacnia debatę publiczną w Polsce, tworzy platformę refleksji i wymiany wiedzy między liderami biznesu i administracji. Prowadzi badania, wydaje raporty i analizy, w których opisuje najważniejsze trendy z zakresu zarządzania, przywództwa i polityki państwowej.

Ekwiwalent za urlop wypoczynkowy po urlopie macierzyńskim

Ekwiwalent za urlop wypoczynkowy po urlopie macierzyńskim – tylko po rozwiązaniu umowy

Hanna Prusik, Aplikant Radcowski, Impel Business Solutions

Czy pracodawca na żądanie pracownicy musi wypłacić jej ekwiwalent pieniężny za niewykorzystany urlop wypoczynkowy po powrocie z urlopu macierzyńskiego?

Jeśli pracownica wróciła do pracy po urlopie macierzyńskim i wnioskuje o wypłacenie ekwiwalentu za zaległy urlop wypoczynkowy, powinna liczyć się z tym, że jej wniosek zostanie odrzucony. Pracodawca nie ma bowiem obowiązku jego wypłaty. Co więcej zgodnie z art. 171 Kodeksu pracy ekwiwalent pieniężny za zaległy urlop wypoczynkowy przysługuje wyłącznie w przypadku niewykorzystania należnego urlopu w całości lub w części z powodu rozwiązania lub wygaśnięcia stosunku pracy. Od tej reguły przewidziany został wyjątek i  pracodawca nie musi wypłacać ekwiwalentu pieniężnego, gdy zawiera z pracownikiem kolejną umowę o pracę bezpośrednio po rozwiązaniu lub wygaśnięciu poprzedniej, ale tylko w sytuacji, gdy strony postanowią, że zaległy urlop wypoczynkowy zostanie wykorzystany w trakcie trwania kolejnej umowy o pracę u tego pracodawcy. Postanowienie w tym zakresie można zawrzeć w treści nowej umowy o pracę, bądź w osobnym porozumieniu.

Powyższe oznacza, że pracownicy, która kontynuuje pracę po urlopie macierzyńskim u tego samego pracodawcy, nie można wypłacić ekwiwalentu pieniężnego za zaległy urlop wypoczynkowy, a urlop powinna ona odebrać w naturze. W przypadku zaległego urlopu wypoczynkowego pracodawca ma prawo samodzielnie zadecydować w jakim terminie udzieli go pracownikowi.

Podstawa prawna:

Kodeks Pracy z dnia 26 czerwca 1974 r. (tj. Dz.U. z 2014 r. poz. 1502 ze zm.)

AUD/USD – kontynuacja trendu wzrostowego

AUD/USD - kontynuacja trendu wzrostowego 3

Po emocjonującym tygodniu przyszedł czas na piątek, który będzie również interesujący. Jak co każdy pierwszy piątek miesiąca poznamy dane z amerykańskiego rynku pracy. W ten sam dzień publikowany jest również koszyk danych makroekonomicznych z Kanady, jednak jest całkowicie przyćmiony tymi ze Stanów Zjednoczonych. Konsensus rynkowy zakłada wzrost liczby miejsc pracy na poziomie 180 tysięcy, natomiast średnia płaca godzinowa ma wzrosnąć o 0.2%. Dane zostaną opublikowane o godzinie 14:30.

Na parze walutowej AUD/USD na interwale dziennym strona kupująca po raz drugi atakuje poziom oporu w okolicy 0.76430. To, czy zostanie pokonany zależy od danych z rynku pracy. Dobre dane mogłyby zapobiec kolejną próbę pokonania silnego oporu. Jednakże bazowym scenariuszem pozostanie kontynuacja trendu wzrostowego.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Do końca tego roku branża IT wyda 111 mld dolarów na technologie chmurowe

„Cloud shift”, czyli nacisk na chmurę. Tak firma analityczna Gartner określa przemianę dokonującą się w dzisiejszym biznesie, który w coraz większym stopniu decyduje się na wykorzystywanie technologii chmurowych. Zwrot przedsiębiorstw w kierunku cloud computingu stopniowo staje się biznesową codziennością w wielu firmach, zwłaszcza z sektora IT. Transformacja biznesu w kierunku coraz większej cyfryzacji zasobów i usług sprawia, że zdaniem Gartnera globalne wydatki przedsiębiorstw na cloud computing do końca tego roku sięgną aż 111 mld dolarów. W 2020 roku wzrosną już do 216 mld dolarów. Ta skala wydatków sprawia, że rynek cloud computingu jest dziś w gronie najdynamiczniej rosnących obszarów biznesowych.

Analitycy Gartnera szacują, że suma około biliona dolarów, jakie branża IT wyda do 2020 r., będzie bezpośrednio lub pośrednio skorelowana właśnie z technologiami chmurowymi. W strukturze wydatków firm na cloud computing na czoło wysuwa się segment IaaS (Infrastructure as a Service). W tym roku ma on osiągnąć wartość ponad 294 mld dolarów. Rosnącą popularność usług IaaS widać także w Polsce – przykładem mogą być wyniki sprzedaży Atmana, operatora największego w Polsce centrum danych i lidera rynku serwerów dedykowanych.

Rosnące zainteresowanie usługami IaaS obserwowaliśmy już w ubiegłym roku, ale z pewnością nie było ono tak znaczące jak obecnie. Tylko w pierwszym kwartale tego roku odnotowaliśmy 50-procentowy wzrost sprzedaży serwerów dedykowanych. Co więcej, liczba zapytań dotyczących dzierżawy sprzętu, infrastruktury sieciowej i chmury zwiększyła się o ponad 70 proc. względem tego samego okresu ubiegłego roku – zauważa Krystian Fydrych z Atmana.

Wysyp nowych firm

Z drugiej strony to właśnie IaaS jest dziś jednym z najwolniej rosnących segmentów „cloud shiftu”: ma on rosnąć do 2020 r. o „zaledwie” o 17 proc. Tu jednak warto zauważyć, że Gartner szacuje wartość rynku na 294 mld dolarów – to więcej niż wynosi łączna wartość usług PaaS i BPaaS. Co ciekawe, to segment Business Process Outsourcing) będzie rósł najszybciej o 43 proc. Wciąż szybko ma rosnąć także rynek usług SaaS. Dziś wartość sprzedaży oprogramowania jako usługi wynosi 177 miliardy dolarów, ale ta kwota ma się zwiększać co roku o 37 proc. w ciągu najbliższych 4 lat. Zainteresowanie oprogramowaniem w modelu usługowym doskonale widać w obszarze HR. Choć ciężko jeszcze mówić o prawdziwej rewolucji, to według respondentów badania Global HR Transformation Survey KPMG, aż 42proc. specjalistów HR zamierza zamienić dotychczas wykorzystywane, stacjonarne rozwiązania HR, na narzędzia działające w modelu chmurowym. Tę tendencję widać także na polskim rynku

– Coraz większa liczba naszych klientów decyduje się model współpracy oparty o SaaS. Należy tutaj wspomnieć choćby o jednej z największych polskich firm z branży oświetleniowej – czyli Kanlux, który zdecydował się na nasze rozwiązanie wspierające zarządzanie kapitałem ludzkim w modelu chmurowym. Takie decyzje podyktowane są głównie elastycznością zarówno w kwestii dostępności, jak i możliwych sposobów rozliczeń. Nie bez znaczenia pozostaje tutaj również kwestia bezpieczeństwa i stabilności danych, które w takim przypadku zapewniają profesjonalne CPD – tłumaczy Błażej Migoń, Dyrektor ds. Rozwoju Systemów HR w BPSC SA.

„Cloud shift”, jak Gartner określa globalny zwrot firm w kierunku chmury obliczeniowej, będzie jedną z najważniejszych przemian, które przemodelują biznesowy krajobraz świata w nadchodzących latach. Amerykański ośrodek badawczy podkreśla, że w ciągu najbliższych 4 lat dzięki chmurze obliczeniowej oraz analityce danych, uda się zmodernizować i zautomatyzować około 80 proc. procesów biznesowych w firmach.

W dynamicznie zmieniającej się rzeczywistości biznesowej, strategie stawiające na pierwszym miejscu wykorzystanie chmury obliczeniowej stanowią fundament pozwalający firmom pozostać w biznesowej grze – mówi Ed Anderson, Research VP w firmie Gartner – Rynek usług w modelu chmurowym wzrósł już do tego stopnia, że aktualnie wydatki firm na cloud computing stanowią pokaźny procent w strukturze całości wydatków firm na IT i przyczyniły się do pojawienia się nowej generacji startupów, a także dostawców usług nowego rodzaju, którzy swoje firmy stworzyli właśnie dzięki cloud computingowi – dodaje Ed Anderson.

Przykładem jest polska spółka Dealavo. To należący do grupy CodiLime startup, założony kilka lat temu przez informatyków, którzy wcześniej zdobywali szlify w takich firmach jak Facebook czy Google. Opracowali oni narzędzie do tzw. smart-pricingu, czyli automatyzacji polityki cenowej dla dużych firm oraz sektora e-commerce. Dealavo wykorzystuje mechanizmy uczenia maszynowego oraz fuzzy matching, czyli algorytm umożliwiający automatyczne znalezienie i dopasowanie produktów, nawet pomimo różnić w ich nazwach, opisach czy kodach. Oprogramowanie w chmurze adresowane do producentów i właścicieli e-sklepów, gromadzi i przetwarza dane z największych porównywarek cenowych, sklepów internetowych oraz portali aukcyjnych. Z jednej strony: wyszukuje ceny konkretnego produktu, a z drugiej – podpowiada firmom rozwiązania, ułatwiając prowadzenie optymalnej polityki cenowej. Firmie udało się przekonać do swojego pomysłu globalnych graczy, m.in. Samsunga, Acera, Epsona, Geberit czy Remingtona. Od początku tego roku do grona klientów polskiej firmy dołączyli choćby Karcher, ABC Data, DeLonghi, Ceramika Paradyż czy Decathlon. Byłoby to trudne gdyby nie chmura.

Sposób na cyfrowy deszcz

Chmura szturmem podbija dzisiejszy biznes. Dowodem jest choćby badanie zrealizowane przez Riverbed i Wakefield Research, przeprowadzone na grupie 900 osób decyzyjnych z globalnych firm, z 8 krajów. Korzystanie z aplikacji biznesowych opartych na chmurze obliczeniowej potwierdza aż 95 proc. ankietowanych. Wśród korzyści najczęściej wymieniane są: możliwości pojemnościowe chmury (50 proc. wskazań), oszczędność kosztów (39 proc.), zapewnienie elastycznego modelu biznesowego (36 proc.) oraz wzrost współpracy wewnątrz organizacji (36 proc.). Coraz więcej firm decyduje się również na korzystanie z zewnętrznych zasobów cyfrowych, w tym platform danych funkcjonujących w chmurze obliczeniowej i zapewniających odpowiednie szyfrowanie danych.

Kluczowym elementem trwającego w biznesie „cloud shiftu” są zewnętrzne platformy DMP (Data Management Platforms), funkcjonujące w chmurze obliczeniowej. Mogą one służyć zarówno jako repozytoria danych przedsiębiorstwa, ale też jako nowe źródła dodatkowych informacji cyfrowych, które pozwalają firmom na wzbogacenie własnych, firmowych źródeł danych oraz systemów Bi, CRM czy ERP. Ten trend określa się dzisiaj jako tzw. data enrichment, czyli – dosłownie – wzbogacanie danymi z zewnętrznych źródeł. Już teraz, jak twierdzi IDC, 70 proc. dużych firm korzysta z danych o użytkownikach gromadzonych i przetwarzanych przez zewnętrzne platformy Big Data działające w chmurze obliczeniowej. Do końca 2019 roku tym tropem mają pójść już wszystkie duże organizacje – tłumaczy Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies, spółki będącej właścicielem największej hurtowni danych o zachowaniach i zainteresowaniach internautów w tej części Europy, która dziennie przetwarza ponad 5 Terabajtów danych w chmurze obliczeniowej.

Dzięki „danym z chmury” firmy mogą zweryfikować aktualność i przydatność zgromadzonych przez siebie danych, integrując je z informacjami pochodzącymi ze źródeł zewnętrznych. Cloud computing to jednak nie tylko wzbogacanie danymi. To również nowy sposób na przechowywanie danych, które – za sprawą gigantycznego przyrostu danych w Sieci, przekraczającego już 40 proc. w skali roku – nie mieszczą się na serwerach firmowych. Wyjściem z tej sytuacji jest przechowywanie danych w zewnętrznej chmurze obliczeniowej.

Ulokowanie danych w zasobach zewnętrznego, sprawdzonego dostawcy, który przejmie na siebie obowiązki związane z zapewnieniem bezpieczeństwa cyfrowych informacji oraz i ich archiwizacją, jest rozwiązaniem nie tylko wygodniejszym, ale także bezpieczniejszym i tańszym. Ryzyko utraty czy wycieku informacji przechowywanych w chmurze jest ograniczone do minimum nie tylko ze względu na bardzo restrykcyjną politykę bezpieczeństwa stosowaną przez operatorów, ale także wykorzystywane technologie. O wysokim poziomie bezpieczeństwa niech świadczy fakt, że z chmury coraz częściej korzystają dzisiaj banki, firmy ubezpieczeniowe i medialne, które nie mogą pozwolić sobie na jakąkolwiek przerwę w dostępie do informacji – przekonuje Krystian Fydrych z Atmana.

Dane z chmury

Według ankiety przeprowadzonej na zlecenie IBM, na pytanie: „Gdybyś mógł przenieść do chmury tylko jedną usługę, to co by nią było?” – co czwarty ankietowany (25 proc.) odpowiedział: „Możliwość przechowywania danych”. Transfer firmowych danych do chmury obliczeniowej to wygodne, szybkie i tanie rozwiązanie. Zwłaszcza, że coraz więcej firm decyduje się przenieść do chmury nie tylko własne pliki czy zasoby cyfrowe, ale całą infrastrukturę. To zaś znacznie redukuje koszty wynikające z korzystania ze stacjonarnego zaplecza IT w firmie. To dlatego nakłady inwestycyjne firm na chmurę obliczeniową rosną z roku na rok. Cloud computing po prostu się opłaca: z badania IBM wynika, że 8 na 10 firm (82 proc.) deklaruje, iż dzięki przeniesieniu części usług i procesów do chmury udało się znacząco zredukować koszty prowadzenia przedsiębiorstwa. Deklarowane oszczędności sięgają nawet do 20 proc.

Transfer zasobów do chmury zewnętrznej wynika również z gigantycznego przyrostu danych w Sieci. Z roku na rok Internet powiększa swoją objętość o ponad 40 proc. nowych danych. Już w tym roku liczba danych w Sieci przekroczy próg 10 Zettabajtów. IDC szacuje, że do końca 2018 roku przepływ danych zewnętrznych w przedsiębiorstwach wzrośnie aż pięciokrotnie, zaś liderzy cyfrowej transformacji co najmniej 500-krotnie zwiększą ilość danych wychodzących. Wyzwaniem stanie się zatem przetworzenie i monetyzacja takich danych, ponieważ klasyczne rozwiązania typu BI w firmach nie radzą sobie z przechowywaniem i przetwarzaniem Big Data o takiej wielkości.

– Klasyczne systemy klasy Business Intelligence w firmach już dzisiaj nie są w stanie sprostać wolumenowi cyfrowych informacji, jakie wytwarzane są w Sieci każdego dnia. Mówimy tu o ponad 30 gigabajtach nowych danych na sekundę. W kolejnych latach ta sytuacja będzie się jeszcze pogłębiać – tłumaczy Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies – Rozwiązaniem jest właśnie cloud computing. Biznes będzie sięgał po dane z zewnętrznych hurtowni Big Data, przetwarzających dane w chmurze. Do końca tego roku z chmury jako repozytorium danych według IDC ma korzystać co drugie duże przedsiębiorstwo na świecie. Ponadto już teraz 70 proc. dużych firm korzysta z danych o użytkownikach gromadzonych i przetwarzanych przez takie podmioty Do końca 2019 roku tym tropem mają pójść już wszystkie duże organizacje. Analityka Big Data oraz gotowe dane, jako usługa świadczona w chmurze, to zatem kierunek ewolucji dzisiejszego biznesu – dodaje Piotr Prajsnar.

Wspomniana przez Piotra Prajsnara analityka wielkich zbiorów danych w jest dziś jedną z najintensywniej rosnących gałęzi cloud computingu. IDC podaje, że rynek ten rozwija się w tempie sześciokrotnie szybszym, niż cała branża IT, a benefity „zwrotu ku chmurze” biznes odczuwa praktycznie natychmiastowo.

Dowodem jest badanie Computing Technology Industry Association (CompTIA) postanowiło sprawdzić, jak przedsiębiorcy z sektora IT oceniają implementację rozwiązań chmurowych z zakresu analityki danych. Z grupy ponad 400 specjalistów IT z całego świata, 72 proc. z nich stwierdziło, że efekty wdrożenia mechanizmów służących analityce Big Data w chmurze obliczeniowej nie tylko sprostały oczekiwaniom firmy, ale nawet je przerosły. Z kolei 3 na 4 (75 proc.) ekspertów IT uważa, że ich biznes rozwijałby się lepiej, gdyby udało mu się w pełni wykorzystać potencjał danych.

Tymczasem w Polsce, jak wynika z badań PMR „Rynek przetwarzania danych w chmurze 2016. Analiza rynku i prognozy rozwoju na lata 2016-2021″, z analityki wielkich zbiorów danych w cloud computingu korzysta już co czwarta firma, zatrudniająca powyżej 250 pracowników. Nad Wisłą dynamika rynku rozwiązań IT oferowanych w modelu chmurowym rozwija się dwucyfrowo i do końca tego roku ma przekroczyć próg 30 proc. Z tych powodów eksperci PMR określili chmurę obliczeniową „jednym z motorów napędowych krajowego rynku IT”.

BoE jednak zaskoczył


BoE jednak zaskoczył 4


Bank Anglii zdecydował się na obcięcie głównej stopy procentowej o 25 p.b. pierwszy raz od 2009 roku. Ponadto zapowiedział kolejną taką samą obniżkę do końca 2016 roku.Dodatkowo BoE rozszerzył program skupu aktywów QE z 375 mld GBP do 435 mld oraz uruchomił program skupu obligacji korporacyjnych o wartości 10 mld GBP w przeciągu 18 miesięcy.


Rynek spodziewał się, a w zasadzie był pewien, że Bank Anglii obetnie stopę procentową o 25 p.b. jednak ich zaskoczył rozszerzeniem programu QE oraz skupem obligacji korporacyjnych. Po tych wydarzeniach nastąpiła wyprzedaż funta szterlinga na szerokim rynku.


Bank Anglii obniżył również prognozy makroekonomiczne. Zmiany są dosyć sporę, ponieważ PKB w 2017 roku zrewidowano z poziomu 2.3 procenta do 0.8 procenta.


BoE jednak zaskoczył 5

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

A. Rzońca (TEP): W negatywnym scenariuszu deficyt budżetowy w 2018 roku może wynieść 100 mld zł

CEO Magazyn Polska
Rządowe wydatki na już działający program 500+, procedowane obniżenie wieku emerytalnego czy zapowiadane podniesienie kwoty wolnej od podatku to łącznie kwota ponad 50 mld zł. Podatek bankowy zapewni jedynie ok. 5 mld zł, podatek od sprzedaży detalicznej – 1 mld zł. Tymczasem deficyt planowany już na ten rok wynosi niemal 55 mld zł. Oznacza to, że jeśli rządowi nie uda się uszczelnić systemu podatkowego, za dwa lata dziura budżetowa może się powiększyć dwukrotnie.

– Przewidywania Ministerstwa Finansów opierają się na założeniu, że uda się uszczelnić system podatkowy i że to przyniesie w horyzoncie 2-3 lat od kilkunastu do ponad 20 mld zł – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Andrzej Rzońca, przewodniczący rady Towarzystwa Ekonomistów Polskich, były członek RPP. – Jeżeli minister finansów nie będzie miał szczęścia i nie uda mu się uszczelnić systemu podatkowego, a jednocześnie partia obniży wiek emerytalny i skokowo podniesie kwotę wolną od podatku, wtedy w 2018 roku zamiast 40-mld deficytu, przewidywanego przez Ministerstwo Finansów możemy mieć deficyt w okolicach 100 mld zł i to przy założeniu utrzymania szybkiego wzrostu gospodarki.

Na razie największym nowym kosztem dla gospodarki jest program 500+, funkcjonujący od kwietnia br. i kosztujący ok. 22-23 mld zł rocznie (w tym roku mniej, bo zaczął działać od II kw.). Gdyby kwotę tę udało się odzyskać z uszczelnienia istniejącego systemu podatkowego bez podnoszenia podatków, nie byłoby problemu. Nowe podatki, takie jak bankowy czy od sprzedaży detalicznej zapewnią łącznie jedynie nieco ponad ćwierć potrzebnej kwoty.

Jednak jeśli rząd i prezydent zrealizują pozostałe obietnice, czyli obniżenie wieku emerytalnego do 60 lat dla kobiet i 65 dla mężczyzn (bez warunku przepracowania określonego czasu pracy) oraz podniesienie kwoty wolnej od podatku do 8 tys. zł, roczne koszty zwiększą się o kolejne ponad 30 mld zł. Grozi to wzrostem deficytu w stosunku do PKB ponad poziom 3 proc., który nie powinien być przekraczany.

– Gdyby przyszło spowolnienie, to oczywiście ten stan finansów publicznych jeszcze by się pogorszył. Dzisiaj finanse publiczne są gorzej przygotowane na spowolnienie niż w 2007 roku –  ostrzega Rzońca. – Wtedy deficyt wynosił mniej niż 2 proc. PKB, dzisiaj wynosi prawie 3 proc. PKB. Wtedy dług publiczny wynosił 44 proc. PKB, dzisiaj ma wynieść 52 proc. PKB. Wtedy istniały fundusze emerytalne, które mogły nabywać skarbowe papiery wartościowe, dzisiaj fundusze emerytalne są okrojone i mają zakaz kupowania skarbowych papierów wartościowych, przy czym za chwilę mogą przestać istnieć.

Te czynniki wpływać mogą na słabość złotego. W ostatnich dniach po przedstawieniu nowego, znacznie mniej kosztownego dla banków niż w pierwotnym projekcie planu przewalutowania kredytów frankowych przez Kancelarię Prezydenta polska waluta umocniła się do poziomów niewidzianych od przeszło 3 miesięcy wobec euro, które kosztuje mniej niż 4,30 zł. Dolar również potaniał ale do poziomu sprzed nieco ponad miesiąca i wart jest mniej niż 3,9 zł.

– Złoty jest bardzo słaby, jeżeli zestawimy jego kurs z tzw. kursem równowagi odzwierciedlającym siłę fundamentów polskiej gospodarki, w szczególności tempo jej wzrostu w porównaniu do tempa wzrostu głównych partnerów handlowych. To duże odchylenie kursu obserwowanego od kursu równowagi wskazuje na istotny potencjał aprecjacyjny polskiej waluty –  wskazuje Rzońca.

Wg prognoz Ministerstwa Finansów gospodarka ma przyspieszać, tempo jej wzrostu ma w tym roku wynieść 3,8 proc., w przyszłym 3,9, w 2018 r. 4,0 i w następnym 4,1. Mimo to deficyt ma się utrzymywać w pobliżu 3 proc. PKB: w bieżącym roku ma być to 2,6 proc. PKB, w kolejnym 2,9 proc. Wprawdzie w kolejnych latach ma się on według założeń Ministerstwa Finansów obniżać, ale w obliczu zapowiadanych wydatków wykonanie tego planu może się nie udać.

– Na kurs złotego wpływa nie tylko siła fundamentów polskiej gospodarki, ale i to jak postrzegane są gospodarki wschodzące, do których Polska wciąż się zalicza, a także polityka. A polityka generuje poważną niepewność –  zauważa były członek RPP. – Inwestorzy mają powody, żeby się obawiać, że to odchylenie kursu obserwowanego od kursu równowagi będzie się zmniejszało nie na skutek umacniania się kursu obserwowanego, ale na skutek słabnięcia fundamentów polskiej gospodarki i w efekcie słabnięcia kursu równowagi.

Prof. Gomułka: Sytuacja na rynkach finansowych nie sprzyja zmianom stóp procentowych. Umiarkowanego wzrostu można się spodziewać dopiero w 2017 roku

CEO Magazyn Polska
Przy niepewności na rynkach finansowych i związanej z nią polityce pieniężnej światowych banków centralnych nie należy obniżać stóp procentowych w Polsce – przekonuje prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC. Większość banków centralnych w Europie utrzymuje stopy procentowe na historycznie niskim poziomie. Zdaniem ekonomisty zmiany poziomu stóp w USA również nie należy się w najbliższych miesiącach spodziewać.

– Kredyty bankowe dla przedsiębiorstw i gospodarstw domowych w Polsce rosły w umiarkowanym tempie, nie było bańki spekulacyjnej i dlatego w 2008 roku nie mieliśmy kryzysu bankowego, jak w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i wielu krajach Unii Europejskiej. Ten fakt może najlepiej świadczy o tym, że polityka monetarna w Polsce, a także polityka nadzoru bankowego była właściwa – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista Business Center Club.

Jak zaznacza, mimo początkowych wątpliwości nowy prezes NBP i członkowie Rady Polityki Pieniężnej nie wpłynęli na zmiany w polityce monetarnej, a  stopy procentowe NBP od marca 2015 roku znajdują się na niezmienionym poziomie. Zdaniem Gomułki nieobniżanie stóp procentowych jest dobrym krokiem, zwłaszcza w obecnej sytuacji na rynkach finansowych.

– W sytuacji, w której mamy dużą niepewność wobec polityki pieniężnej innych banków, a także do tego, jaka przyszłość czeka Wielką Brytanię, nie należy obniżać stóp procentowych. Nawet jeśli nie mamy inflacji, a raczej deflację – przekonuje ekonomista BCC.

Dane GUS wskazują, że w czerwcu deflacja wyniosła -0,8 proc. (przy -0,9 w maju i -1,1 w kwietniu). Raport o inflacji przygotowany przez NBP wskazuje, że niska dynamika cen w otoczeniu polskiej gospodarki wynika głównie z wcześniejszego silnego spadku cen surowców wpływającego na obniżenie cen energii, te zaś przyczyniają się do obniżenia cen innych towarów i usług, a w konsekwencji ujemnych wskaźników inflacji bazowej.

– Cel inflacyjny wynosi 2,5 proc. z możliwością odchylenia do 1 pkt proc., czyli w obszarze między od 1,5 proc. do 3,5 proc. My jesteśmy wyraźnie poniżej tego celu. Niemniej obniżenie stóp procentowych teraz dałoby niewiele – analizuje Gomułka.

Inflacja powinna rosnąć stopniowo. Przy założeniu, że stopy procentowe się nie zmienią, to roczna dynamika cen znajdzie się wedle NBP z 50 proc. prawdopodobieństwem w przedziale -0,9–0,3 proc. w tym roku, 0,3–2,2 proc. w 2017 roku oraz 0,3–2,6 proc. w 2018 roku.

O stopach procentowych decyduje się w oparciu o prognozę inflacji za 1,5–2 lata. Rada Polityki Pieniężnej musi się zastanawiać, jaka będzie inflacja właśnie wtedy, a nie za parę miesięcy czy za rok. Obecna sytuacja, kiedy mamy niską stopę bezrobocia, dość wysokie tempo wzrostu gospodarczego, spadki cen energii i żywności zatrzymały się i jest raczej możliwość ich wzrostu, to w takiej sytuacji nie wchodzi nawet w grę obniżanie stóp procentowych – tłumaczy ekonomista.

Bezrobocie spadło w czerwcu poniżej 9 proc. (8,8 proc.), tempo wzrostu PKB utrzymuje się na ok. 3 proc. poziomie, a głównym źródłem wzrostu gospodarczego jest rosnąca aktywność w usługach i przemyśle. W kolejnych kwartałach tempo wzrostu PKB ma rosnąć, przyspieszy też wzrost popytu konsumpcyjnego.

Zdaniem Gomułki stopy procentowe w Polsce nie zmienią się tak długo, jak nie nastąpi to w Stanach Zjednoczonych i w strefie euro. Od podwyższenia stóp procentowych w grudniu ubiegłego roku Rezerwa Federalna utrzymuje je na niezmienionym poziomie. Rośnie prawdopodobieństwo pozostawienia stóp bez zmian do końca tego roku. Również Europejski Bank Centralny utrzymuje stopy procentowe w pobliżu zera.

– Zarówno amerykański, jak i Europejski Bank Centralny na razie wstrzymują się z takimi podwyżkami. Podejrzewam, że nawet do końca tego roku nie będzie wzrostu stóp procentowych. Możliwe, że w przyszłym roku to nastąpi, ale będzie bardzo umiarkowany – przekonuje prof. Stanisław Gomułka.

PKP chce czerpać długoterminowe zyski z nieruchomości i dzielić się nimi z inwestorami poprzez fundusze REIT

CEO Magazyn Polska
PKP wstrzymuje chwilowo transakcje w segmencie projektów deweloperskich. Spółka pracuje nad nową strategią w obszarze nieruchomości. Najbardziej strategiczne grunty i budynki zostaną w rękach PKP. Będą na nich realizowane intratne przedsięwzięcia, które pozwolą spółce osiągać długoterminowe zyski.

Jesteśmy jednym z największych posiadaczy nieruchomości w Polsce. W ostatnich latach działania strategiczne skupiały się tylko na tym, żeby te nieruchomości szybko i drogo sprzedawać. My natomiast nie chcemy, by sprzedaż była celem samym w sobie, ale jednym z narzędzi optymalizowania zarządzania naszym majątkiem. Mamy grunty o dużym potencjale inwestycyjnym i z nich właśnie chcemy czerpać długofalowe zyski – mówi agencji Newseria Biznes Jarosław Kołodziejczyk, członek zarządu PKP SA.

Dlatego na jakiś czas spółka celowa Xcity Investment wstrzymała prowadzone postępowania w zakresie projektów deweloperskich. Potencjał i ewentualne scenariusze dla każdej z nieruchomości będą rozpatrywane osobno. W portfelu PKP SA jest ponad 100 tys. nieruchomości, z czego ok. 30 proc. ma potencjał inwestycyjny. Wśród nich są nie tylko dworce i tereny przy liniach kolejowych, lecz także atrakcyjne lokalizacje w centrach miast.

– Dla każdego gruntu szukamy dobrego sposobu zagospodarowania i staramy się go jak najlepiej ulokować na rynku – zapewnia Kołodziejczyk. – Musimy sprzedać część gruntów, które są nam zbędne. Z kolei część gruntów, które są bardzo interesujące, chcemy wnieść w ciekawe przedsięwzięcia. Zamierzamy również część tych przedsięwzięć finansować ze środków własnych.

PKP SA chce rozszerzyć dotychczasowy model realizacji projektów deweloperskich, w ramach którego zbywała udziały w nieruchomościach.

Rozszerzenie filozofii inwestowania polega na tym, że dotychczas wchodziliśmy w projekt wspólnie z deweloperem i później wspólnie z projektu wychodziliśmy. Natomiast zachowanie udziału w nieruchomości, która powstaje w ramach projektu, jest działaniem bardziej długofalowym i perspektywicznym – wyjaśnia Kołodziejczyk.

Jednym z pomysłów na wykorzystanie atrakcyjnych gruntów PKP SA jest program Mieszkanie Plus. To przygotowywany przez rząd program budowy mieszkań na wynajem, przeznaczonych dla osób, których nie stać na zakup własnego M. Spółka zgłosiła do niego kilkadziesiąt gruntów, na których takie inwestycje mogłyby powstać.

– To muszą być mieszkania niedrogie, ale w dość ciekawych lokalizacjach. Trudno te dwie rzeczy pogodzić. Jak jest ciekawa lokalizacja, to cena nieruchomości nie jest niska. Po stronie firmy BGK Nieruchomości jest wybór nieruchomości i miejsca, w którym będą go budować. My będziemy tylko partnerem, który będzie wskazywał miejsce, w którym naszym zdaniem taką inwestycję można ulokować – mówi Jarosław Kołodziejczyk.

Zarząd spółki PKP wiąże duże nadzieje z wykorzystaniem możliwości, jakie dają fundusze REIT (Real Estate Investment Trust). To nowoczesna forma pośredniego inwestowania w nieruchomości – działające jako spółki akcyjne i notowane na giełdzie fundusze pozwalają na lokowanie kapitału w tym sektorze inwestorom instytucjonalnym i indywidualnym. Trwają prace nad wdrożeniem REIT-ów do polskiego prawa. Dzięki nim inwestorzy, również indywidualni, mogliby czerpać profity z należących do PKP nieruchomości, zwiększyłoby się też zainteresowanie inwestorów warszawską giełdą.

To jest  amerykański instrument finansowy, ale notowany również na giełdach w Europie. Mam nadzieję, że w Polsce też się przyjmie. Zgłosiliśmy się do tego projektu i mamy nadzieję, że będziemy jednym z pierwszych w Polsce debiutantów na rynku funduszy REIT – mówi członek zarządu PKP SA. – Fundusz REIT to bardzo korzystny model dla inwestorów instytucjonalnych. Można dokładnie określić, w co się inwestuje i dokładnie skalkulować ryzyko.

Małe i średnie porty będą modernizowane. Resort gospodarki morskiej zapowiada poprawę dostępu do portów od strony morza i lądu

CEO Magazyn Polska
Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej planuje dołączyć do Narodowego Planu Rozwoju małe i średnie porty. Dzięki ich kategoryzacji popłyną do nich środki budżetowe, które dotychczas trafiały tylko do największych portów. Chcemy pogłębić dostęp do portów od strony morza, poprawić od strony lądu i umocnić nabrzeże – zapowiada Paweł Brzezicki, podsekretarz stanu w resorcie. Nowa strategia może zostać wdrożona do końca 2017 roku.

– Obecnie w Narodowym Planie Rozwoju i we wszystkich planach, z których korzystają duże cztery porty: Szczecin, Świnoujście, Gdańsk i Gdynia, nie ma w ogóle małych i średnich portów. Bardzo trudno jest je zaszeregować ze względu na ich wielkość, bo choć to mikroskala, to są zupełnie różne. Także struktura ładunkowa tych portów jest niejednorodna – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Paweł Brzezicki, podsekretarz stanu w Ministerstwie Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej.

Źródłem finansowania inwestycji portowych są środki z Unii Europejskiej, budżetu państwa oraz środki własne podmiotów zarządzających portami. Z programu operacyjnego Infrastruktura i Środowisko w latach 2007–2013 zrealizowano 34 projekty morskie obejmujące m.in. budowę i przebudowę infrastruktury portowej oraz dostępu do portów od strony morza i lądu. Na liście projektów na lata 2014–2020 znajdują się inwestycje o łącznej wartości 11,4 mld zł.

Łącznie w Polsce oprócz czterech portów morskich o podstawowym znaczeniu dla gospodarki działa 57 mniejszych portów i przystani morskich.

– Chcemy je skategoryzować, tak by można było do tych portów kierować środki pomocowe z budżetu, czy środki zewnętrzne, wybierając najwłaściwszy rozwojowo kierunek – zaznacza Brzezicki. – Dołączymy mniejsze porty do Narodowego Planu Rozwoju i zaczniemy dzielić te środki, które są używane w dużych portach, także środki europejskie.

Polska ma duży potencjał rozwoju transportu morskiego z 788 km linii brzegowej. Rozwój portów jest niezbędny ze względu na konieczność obsługi coraz większego wolumenu towarów. Drogą morską odbywa się 75 proc. europejskiego handlu zewnętrznego i 37 proc. wewnętrznego. Słabością polskich portów jest ich oddalenie od oceanicznych szlaków żeglugowych oraz słabe połączenia transportowe na lądzie z głównymi miastami.

 W większości przypadków będziemy pogłębiać i przygotować dostęp do tych portów od strony morza, umacniać nabrzeża i poprawiać dostęp do małych i średnich portów od strony lądu. O ile duże porty mają arterie komunikacyjne z lądem, to w małych portach największą przeszkodą jest dowóz czy zabranie ciężkiego ładunku – tłumaczy przedstawiciel ministerstwa.

Konieczne jest lepsze zintegrowanie transportu morskiego z transportem lądowym, tak by maksymalnie wykorzystać przewagi poszczególnych gałęzi transportu. Istotne jest też dostosowanie parametrów infrastruktury portowej oraz dostępu do portów morskich od strony morza do obsługi większych niż dotychczas statków. Modernizację przejdą pasy nabrzeża (łącznie 2,5 km).

– Potencjał poszczególnych portów tak naprawdę zależy od ładunku. Hel czy Jastarnia to porty rybackie, ale też miejsca turystyczne, więc to trzeba pogodzić. W Darłowie zaś są bardzo duże przeładunki kruszyw różnego rodzaju. Tradycyjnie port Kołobrzeg jest bardzo aktywnym portem, ale też ma bardzo niejednorodną masę ładunkową – wskazuje Brzezicki.

Dane GUS-u wskazują, że potencjał mniejszych portów nie jest wykorzystywany. W ubiegłym roku obroty ładunkowe w portach morskich wyniosły 69,7 mln ton (wzrost o 1,4 proc. względem 2014 roku). Obroty w porcie w Gdańsk stanowiły ponad 45 proc., Gdyni – 22 proc., Świnoujściu – niemal 17 proc., Szczecinie – 12 proc., a tylko 3,5 proc. w pozostałych portach.

 Jesteśmy obecnie na bardzo wstępnym etapie rozmów z portami i samorządami, do których przede wszystkim te porty należą. Chcemy znaleźć motyw przewodni na bardziej agresywne działania marketingowe – tłumaczy przedstawiciel resortu. – Choć znaczenie gospodarcze małych i średnich portów nie jest tak istotne jak w czterech dużych portów, to stopień skomplikowania tej materii jest bardzo wysoki. Myślę, że jeżeli się z tym uporamy do końca przyszłego roku, to będzie dobrze – przyznaje.

Co piąty turysta składa reklamację na biuro podróży. Większości udaje się odzyskać część pieniędzy

CEO Magazyn Polska
Coraz więcej turystów wie, że może się domagać zwrotu pieniędzy, jeśli warunki wyjazdu nie pokrywały się z ofertą biura podróży. Polacy najczęściej skarżą się na warunki zakwaterowania, położenie hoteli i wyżywienie. Już co piąta osoba korzystająca z biur podróży złożyła choć raz reklamację na usługi touroperatora, większość z pozytywnym skutkiem – wynika z badania „Wyjazdy Polaków” Instytutu ARC Rynek i Opinia przeprowadzonego na zlecenie BIG InfoMonitor i BIK.

– Z naszych badań wynika, że co piąty Polak, który podróżuje z touroperatorami, zdecydował się choć raz na złożenie reklamacji. Ich efekty są zachęcające – ponad połowa uzyskała odpowiedź zgodną z oczekiwaniami, która zakończyła się otrzymaniem gratyfikacji finansowej za niedogodności, jakich zaznali na wyjeździe – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Halina Kochalska, rzeczniczka prasowa BIG InfoMonitor.

Najwięcej zastrzeżeń budzi zakwaterowanie. Co trzeci badany reklamował inne niż obiecane położenie obiektu, kiepski standard i nieodpowiedni pokój. Na złą obsługę związaną z zakwaterowaniem, czyli sprzątanie i wymianę ręczników, skarży się 21 proc.

– Polacy najczęściej skarżą się na standard ośrodka, w jakim przyszło im mieszkać, na to, że basenu nie było lub nie w tych rozmiarach, nie było widoku na morze, ale na ścianę sąsiedniego budynku, na niesprzątanie w pokojach, takie zaniedbania jak psująca się klimatyzacja czy windy, niedostosowanie ośrodka do liczby osób, które w nim przebywają – wymienia Kochalska.

Zwracamy także uwagę na jakość wyżywienia. Powodem niezadowolenia bywa też transport, przede wszystkim ze względu na opóźnienia.

Przy szacowaniu roszczeń można skorzystać z tabeli frankfurckiej. Nie stanowi ona co prawda obowiązujących przepisów, ale pozwala mniej więcej określić wysokość odszkodowań przy określonych zastrzeżeniach. O największe zwroty można się ubiegać w przypadku braku wyżywienia (50 proc.), hałasu w nocy czy robaków w pokoju (40–50 proc.).

– Za brak basenu można otrzymać od 10 do 20 proc. kwoty pobytu, za przymusową przeprowadzkę do innego pokoju nie z naszej winy należy nam się połowa dziennej stawki wyjazdu. Jeżeli opóźnienie samolotu przekracza trzy godziny, to za każdą kolejną godzinę należy nam się 5 proc. stawki dziennej wyjazdu – tłumaczy ekspertka BIG InfoMonitor.

Większość reklamacji (66 proc.) biura podróży uznają, w związku z czym wypłacają jeśli nie całość, to część roszczeń. Przeważa zadośćuczynienie, które nie przekracza 1 tys. zł (62 proc.). Co dziesiąty ankietowany otrzymał od 1–1,5 tys. zł, 17 proc. między 1,5 a 2 tys. zł, a 11 proc. powyżej 2,5 tys. zł.

– Wszystko zależy od kwoty wyjściowej, jaką ktoś zapłacił za wyjazd. Ale widać, że biura podróży poczuwają się do swoich pomyłek i niedociągnięć i potrafią się później porozumieć z klientem – zaznacza Kochalska.

Aby móc zareklamować usługę, trzeba dokładnie przeczytać umowę. Choć co roku jest z tym lepiej, to wciąż co czwarty Polak podpisuje umowę bez czytania. Jeszcze rok temu zapoznanie się z warunkami umowy deklarowała blisko połowa badanych, a dwa lata temu – co trzeci.

– Polacy nie do końca się orientują, że mogą złożyć reklamację, większość też nie wie, jaki jest na to termin. Z badań, które UOKiK robi regularnie, wynika, że jest niska świadomością, że można reklamować też wyjazdy last i first minute. Klienci myślą, że jeśli są to oferty specjalne, to reklamacji składać nie można – mówi ekspertka.

Na złożenie skargi jest 30 dni od dnia zakończenia reklamowanego wyjazdu. Po takim samym czasie biuro podróży powinno się do niej ustosunkować. Jeśli nie odpowie w tym terminie, reklamacje uznaje się za przyjętą. Jeśli jednak reakcji wciąż nie ma, a na konto nie wpływają pieniądze, należy złożyć kolejne pismo i załączyć do niego kopię reklamacji.

 Jeśli jest to odpowiedź negatywna, można polemizować i próbować zmienić decyzję biura lub udać się do Federacji Konsumentów, do powiatowych czy miejskich rzeczników konsumentów, którzy działają z ramienia UOKiK-u. Tam możemy szukać pomocy – przypomina Halina Kochalska.

400 osób i 7 ton sprzętu. Transport sportowców do Rio to duże wyzwanie logistyczne

CEO Magazyn Polska
Przewiezienie do Rio de Janeiro polskich olimpijczyków to duże wyzwanie logistyczne – przekonuje Michał Leman, prezes zarządu LOT Travel. Trudności nastręczała rezerwacja lotów już na początku roku, kiedy nie były znane nazwiska wszystkich zakwalifikowanych sportowców. Przelot 400 osób to koszt kilku milionów złotych, zwłaszcza że w okresie igrzysk ceny lotów poszły ostro w górę. Negocjacji z liniami wymaga też kwestia przewozu blisko 7 ton sprzętu sportowego, a najdłuższy ponadwymiarowy bagaż miał 5,5 metra.

– Mamy około 1,8 tys. e-maili wysłanych między naszymi pracownikami a liniami lotniczymi, 40 godzin negocjacji warunków z liniami lotniczymi, które wykorzystują wielką imprezę i usztywniają się w swoim podejściu do negocjacji i w ofertach. To duże wyzwanie, ale na razie wszystko idzie jak z płatka – mówi agencji Newseria Biznes Michał Leman, prezes LOT Travel, agenta, który obsługuje logistycznie wyjazd polskich sportowców na igrzyska.

W organizacji transport sportowców, sztabów i ich sprzętów do Rio były trzy kluczowe wyzwania.

Zaczynaliśmy bukować loty na początku roku, kiedy trwały jeszcze kwalifikacje. Nie było pełnego składu reprezentacji, a my już musieliśmy dokonać rezerwacji, podać nazwiska, a później dokonać ich modyfikacji. Kolejnym wyzwaniem były rosnące ceny, przed samymi igrzyskami ceny przelotów są o ponad 100 proc. wyższe niż standardowo w tym okresie. Istotną kwestią była też organizacja przesiadek i transportu nadbagaży – wymienia Michał Leman.

Teoretycznie pełny skład reprezentacji Polski na igrzyska powinien być znany 18 lipca. Niektórzy jednak o tym, że dostaną szansę walki o medale, dowiedzieli się w ostatniej chwili, jak choćby polskie tenisistki Paula Kania czy Magda Linette.

Na organizatorze spoczywa też obowiązek zapewnienia lotów w razie odwołania tych zarezerwowanych.

– Mamy niespodzianki od Grupy Air France KLM, która postanowiła strajkować podobnie jak przy Euro. Musimy pilnować, żeby żaden z rejsów, na którym są polscy sportowcy, nie został odwołany. A jeśli tak będzie, dokonać odpowiednich zmian, żeby na pewno wszyscy sportowcy dotarli zgodnie z planem – tłumaczy Leman.

Zorganizowanie przelotów to nie tylko wyzwanie logistyczne, lecz także cenowe. Jeszcze w ubiegłym roku, kiedy sportowcy próbowali się zorientować w kosztach przelotów (sportowców i sztabu trenerów) okazało się, że cena taryfowa za przeloty grupowe przekraczała 5 mln zł. Wynajęcie komercyjnego czarteru wiązało się z jeszcze wyższymi kosztami (nawet 8 mln zł).

 Nie mogę powiedzieć, jakie to dokładnie były koszty. Nie jest jednak tajemnicą, że jeśli pomnożymy 400 osób przez orientacyjne ceny biletów wyjdzie nam kilka milionów złotych. Zależy nam na tym, żeby pomóc Polskiemu Komitetowi Olimpijskiemu zrobić to jak najtaniej, a z drugiej strony w odpowiednim standardzie, żeby sportowcy dotarli wypoczęci, w miarę komfortowych warunkach i jak najszybciej, by nie dodawać negatywnych emocji przed samym startem, jednym z najważniejszych w karierze – wyjaśnia prezes LOT Travel.

Jeszcze w ubiegłym roku w terminach bliskich igrzyskom ceny biletów skoczyły do ok. 12 tys. zł. W tym roku było to już ok. 20 tys. w klasie ekonomicznej, a taką poleci większość olimpijczyków. Tylko ci o większych gabarytach mogą liczyć na wyższy standard lotu, zwłaszcza że w trasie ponad 10 tys. km w jedną stronę spędzą 13–16 godzin.

Różne grupy sportowców dotarły do Rio w innych terminach. Najwcześniej, bo 24 lipca, przede wszystkim ze względu na termin startów, pojawili się siatkarze, wioślarze, bokserzy i szermierzy. Jako jedni z ostatnich przylecieli kolarze górscy i pięcioboiści. Jak wskazuje Leman, sportowcy zostali podzieleni zgodnie z wymaganiami PKOl na kilkadziesiąt grup.

 Z reprezentacjami sportów zespołowych podróżuje dużo sprzętu, stoły do masażu, suplementy. Wiążą się z tym dodatkowe wyzwania dla nas jako agenta. Musimy to indywidualnie negocjować z każdą z linii lotniczych. Dla nadbagaży są specjalne zasady, a zazwyczaj linie wymagają, żeby pasażerowie dopiero płacili za niego w strefie check-in, kiedy są już na lotnisku – zaznacza prezes LOT Travel.

Łącznie do przewiezienia było blisko 7 ton sprzętu sportowego, z czego najdłuższe są tyczki – 5,5 metra, które nie mieszczą się do luków bagażowych wszystkich linii. Jeśli zaś polecą innymi liniami niż sportowcy, wyzwaniem jest ich dostarczenie w odpowiednim czasie.

– Ciekawie wygląda też sytuacja z karabinami sportowymi, które sportowcy wolą mieć ze sobą na pokładzie, żeby na pewno się nie uszkodziły. Przepisy mówią, że naboje muszą lecieć w luku. Dodatkowe procedury są z każdym tego typu sprzętem – młotem, kulą, oszczepem. Każdy trzeba dodatkowo zmierzyć, a przed rezerwacją zapytać jeszcze przewoźnika o zgodę – podkreśla Michał Leman.

W ramach oszczędności już po zakończeniu zmagań sportowych powroty odbędą się z przesiadką w São Paulo.

Konopie przemysłowe cieszą się coraz większym zainteresowaniem. Mogą być stosowane w kosmetyce, informatyce czy budownictwie

CEO Magazyn Polska
Z konopi przemysłowych można stworzyć 25 tys. produktów. Mają one szerokie zastosowanie – od przemysłu spożywczego i farmaceutycznego, przez kosmetyczny, aż po informatykę czy produkcję sprzętu sportowego – przekonuje Ewa Gryt, założycielka Dobrych Konopi. I podkreśla, że świadomość Polaków w tym zakresie rośnie. 

– Choć ekstrakty z konopi można zarejestrować tylko jako suplement diety, to zastosowanie lecznicze tej rośliny jest ogromne: od wspomagania leczenia chorób nowotworowych, poprzez leczenie cukrzyc, chorób układu nerwowego jak padaczka, Alzheimer, Parkinson, nerwobóle, do leczenia takich schorzeń jak osteoporoza i chorób cywilizacyjnych – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Ewa Gryt, założycielka Dobrych Konopi.

W celu leczniczym można wykorzystać pędy, kwiaty, liście i owoce konopi przemysłowych. Działają uspokajająco, w kwiatostanach znajdują się również substancje, które znieczulają. Włókna konopne mogą mieć natomiast zastosowanie w przemyśle. Są dobrymi przewodnikami, dlatego mogą zastąpić grafen. Można je stosować w informatyce i elektronice.

W krajach Europy Zachodniej zastosowanie konopi jest już bardzo mocno rozwinięte. Tam zyski z tego liczone są już w milionach euro. Cały czas poszerzany jest zakres produktowy – mówi Ewa Gryt. – W tej chwili wiele mówi się o zastąpieniu grafenu czy włókien szklanych włóknami konopnymi. Włókna szklane są dosyć uciążliwe, również ze względu na ochronę środowiska, ponieważ nie można ich zutylizować w żaden sposób. Dlatego firmy, które produkują np. jachty czy sprzęt sportowy, zaczynają się skłaniać ku temu, żeby zastąpić to włóknem konopnym.

Nasiona konopne są z kolei wykorzystywane w przemyśle spożywczym i kosmetycznym.

– Z nasion można stworzyć olej konopny, w którym niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe występują w bardzo dobrej proporcji. Znajduje się w nim rzadko występujący w przyrodzie kwas gamma-linolenowy, naturalny nośnik substancji odżywczych w głąb komórki, który może mieć zastosowanie w kosmetyce. Po zastosowaniu oleju konopnego kosmetyki są bardziej efektywne, ponieważ kwas gamma-linolenowy niesie różne substancje bezpośrednio w głąb komórki – tłumaczy Gryt.

Nasiona konopi są też źródłem białka konopnego, które zawiera komplet aminokwasów, podobnie jak białko zwierzęce, ale jest znacznie łatwiej przyswajalne. Ze względu na wartości odżywcze może być stosowane jako uzupełnienie diety u wegetarian i wegan.

Dietetycy mówią, że jest to najbardziej kompatybilne z układem pokarmowym człowieka białko. Co ciekawe, ono nie zakwasza organizmu. Jako społeczeństwo jesteśmy bardzo „przebiałkowani”, tym sposobem zakwaszamy organizmy – mówi Ewa Gryt.

Konopie przemysłowe stają się w Polsce coraz popularniejsze, wciąż jednak niska jest świadomość szerokiej skali zastosowania i korzyści, jakie ze sobą niosą. Dużo osób kojarzy konopie przemysłowe z indyjskimi. Konopie włókniste w przeciwieństwie do indyjskich zawierają bardzo mało substancji psychoaktywnej THC (do 0,2 proc.), za to substancję leczniczą CBD.

Na niskim poziomie jest też uprawa konopi. Choć w ostatnich dwóch latach – w dużej mierze dzięki dopłatom unijnym – obszar powiększył do kilku tysięcy hektarów, to wciąż bardzo daleko im do sytuacji sprzed 60 lat, kiedy to uprawiano ok. 30 tys. ha. CZEKAM NA DANE O WIELKOŚCI UPRAW

– W Polsce dopiero zaczyna się rozwijać ta świadomość. Coraz więcej osób jednak zaczyna się skłaniać ku naturalnym sposobom leczenia. Widzimy osoby, które już zaczynają stosować te preparaty, mają bardzo szybkie efekty lecznicze, więc mamy nadzieję, że ta świadomość będzie się budowała, zaczniemy rozróżniać THC od CBD i pojawią się nowe możliwości zakupu tego preparatu na konkretne schorzenia – mówi Ewa Gryt.

Jak wskazuje Gryt, zastosowanie konopi tylko w jednej gałęzi przemysłu jest nieopłacalne.

– Trudnością dla ułożenia biznesu jest konieczność globalnego spojrzenia na tę roślinę. Chodzi o to, żeby pozyskiwać też nasiona i kwiaty, a każdy z tych elementów wymaga specjalnego przygotowania kadrowego, maszynowego. Jeżeli uda się to wszystko poskładać w całość, to mamy szanse na to, że poszczególne gałęzie produkcyjne będą mocno opłacalne – tłumaczy Gryt.

Początkowo jej firma zajmowała się wyłącznie produkcją celulozy ze słomy konopnej, jednak szerokie zastosowanie wszystkich części rośliny spowodowało, że poszerza asortyment Dobrych Konopi, m.in. o produkty spożywcze czy terapeutyczno-lecznicze olejki.

– Planujemy również wprowadzenie odżywek białkowych nie tylko dla sportowców, lecz także dla osób starszych, niedożywionych, po lub w trakcie rekonwalescencji. To białko mocno odbudowuje układ odpornościowy, również układ hormonalny człowieka – przekonuje właścicielka Dobrych Konopi.

Segment gier mobilnych rozwija się dużo szybciej niż tradycyjnych. To atrakcyjny rynek dla reklamodawców

CEO Magazyn Polska
69 proc. użytkowników mobilnych to gracze – wynika z badania Mobience. Gry pod względem popularności są wyprzedzane jedynie przez portale społecznościowe, więc rynek ten z roku na rok staje się coraz bardziej dochodowy. Potencjał dostrzegli w nim także reklamodawcy. Inwestując w popularne gry, mają pewność, że zostanie ona wyświetlona przez każdego gracza kilka razy dziennie. Specyfiką gier mobilnych jest bowiem to, że są uruchamiane często, ale na krótko.

Rynek gier mobilnych dynamicznie się rozwija. Napędzają go coraz lepsze parametry techniczne smartfonów i tabletów oraz rosnące wymagania graczy. Gry przynoszą deweloperom największe zyski spośród wielu kategorii dostępnych aplikacji. Stworzenie dochodowej gry mobilnej wymaga jednak sporej wiedzy między innymi na temat monetyzacji.

– Rynek gier jest ogromny, przybywa kolejnych produkcji, kolejnych wydawców i modeli monetyzowania. Pierwszy model to powierzchnia reklamowa, ponieważ jest jej bardzo dużo i jest stosunkowo tania. Żeby to było efektywne, żeby wpływy ze sprzedaży reklam były istotne, zasięg musi być bardzo duży – mówi agencji informacyjnej Newseria Artur Zawadzki ze Spicy Mobile.

Atrakcyjność dla reklamodawców wynika stąd, że gracze włączają grę często, ale zwykle na krótszy czas.

Jeśli używamy konsoli, która jest podłączona do telewizora, to zwykle siadamy do niej wtedy, kiedy mamy dużo czasu – na godzinę, dwie lub całą noc, to zależy od użytkownika. Telefon mamy ciągle przy sobie i zwykle korzystamy z niego, kiedy mamy chwilę: w podróży, w kolejce, czekając na coś. To zwykle jest kilka minut. Te gry, które dają możliwość grania przez kilka minut, a nie godzin, są najbardziej popularne i mają największy zasięg – wyjaśnia Zawadzki.

Z rankingu Mobience wynika, że gry rekreacyjne były uruchamiane przez użytkowników średnio 73 razy w miesiącu, a poświęcony na grę czas wynosił jednorazowo 4–5 min. To daje reklamodawcom pewność, że w przypadku najpopularniejszych gier jego reklama zostanie wyświetlona kilka razy dziennie.

Kolejny model zarabiania na gracz to ich sprzedaż. Żeby jednak użytkownik był skłonny zapłacić za grę, musi ona być bardzo atrakcyjna. Dlatego bardziej efektywny jest model mieszany, czyli wprowadzenie mikropłatności do bezpłatnych gier.

Te mikropłatności polegają na dokupowaniu do swojej gry kolejnych przedmiotów, akcesoriów dla bohatera. One zwykle są nieistotne dla użytkownika, ale zbierając się do większej całości, stają się istotne dla wydawcy gry – mówi Zawadzki.

Wśród gier dostępnych na urządzenia mobilne największym zainteresowaniem cieszą się gry hazardowe. Użytkownicy poświęcają im najwięcej czasu  16 minut dziennie. Na drugim miejscu znajdują się gry rekreacyjne, angażują one graczy na 14 minut dziennie. Na gry strategiczne gracze poświęcają o 3 minuty mniej.

Eksperci widzą w rynku gier mobilnych ogromny potencjał. Do 2019 r. mają one odpowiadać za 44 proc. światowego rynku gier (szacunki Newzoo). W Polsce w ubiegłym roku było to ok. 28 proc..

– Myślę, że rynek będzie dalej rósł, będą się pojawiały nowe modele związane z zagospodarowaniem czasu użytkownika i zarabianiem na nim, ale w sposób niezauważalny, np. reklamy będą bardziej stargetowane, może bardziej subtelne, tak, które powodują mniejsze obciążenie użytkownika reklamami, wykorzystujące jego zainteresowania – mówi dodaje Artur Zawadzki. – Liczba użytkowników cały czas rośnie. Rynek amerykański i rynki rozwiniętych krajów europejskich są już dobrze zagospodarowany, jeśli jednak popatrzymy na kraje naszej części Europy, to jest tu jeszcze wiele lat rozwoju przed nami.

Grupa T4B zapowiada lepsze wyniki w trzecim i czwartym kwartale br. Spółka planuje przejęcie dwóch przedsiębiorstw z branży inżynierii środowiska

CEO Magazyn Polska
Teleinformatyczna Grupa T4B spodziewa się, że najlepsze rezultaty finansowe roku tradycyjnie ogłosi w trzecim, a zwłaszcza czwartym kwartale. W tym roku Grupa chce kupić dwie firmy z branży inżynierii środowiska. Kosztować ma to kilka milionów złotych. Co najmniej drugie tyle, głównie ze środków unijnych, spółka zamierza wydać na rozwój przejmowanych przedsiębiorstw. Mimo planowanych wydatków na giełdę się nie wybiera.

Liczymy, że spółka w tym roku będzie miała wyniki nie gorsze niż w latach ubiegłych, czyli dobre – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Robert Szczepankowski, prezes zarządu w Grupie T4B. – Specyfika naszego biznesu decyduje, że rezultat finansowy w pierwszym i drugim kwartale mamy nieco słaby niż w trzecim i czwartym, czyli najlepsze w tym roku dopiero przed nami.

Działająca od 2003 roku spółka T4B opracowuje koncepcje, projektuje i wdraża, głównie na rzecz sektora przedsiębiorstw, systemy automatyki i rozwiązania informatyczne, telekomunikacyjne oraz elektroniczne. Celem projektów jest wykonywanie nowych i optymalizowanie istniejących procesów biznesowych klientów.

Grupa T4B, w skład której wchodzi także firma budowlana oraz zajmująca się tworzeniem i dostarczaniem rozwiązań informatycznych spółka IPP (Idea, Projekt, Produkt), zatrudnia własnych inżynierów, informatyków, elektryków, elektroników, programistów, analityków i projektantów, a także instalatorów. Na wynik finansowy przedsiębiorstwa, jak zapewnia prezes Robert Szczepankowski, w największym stopniu wpływa jednak sprzedaż własnych, autorskich rozwiązań teleinformatycznych.

 Stan branży teletechnicznej w ostatnich dwóch latach nieco słabnie, ale my mamy się dobrze, poruszając się dość elastycznie po rynku – wskazuje prezes Robert Szczepankowski. – Ostatnio weszliśmy w zamówienia na rzecz wojska oraz policji. Próbujemy tam odnajdować nisze.

W połowie grudnia spółka ukończyła budowę jednego z najnowocześniejszych systemów bezpieczeństwa publicznego w Europie, czyli Systemu Zarządzania Informacją Bezpieczeństwa Fizycznego (Physical Security Information Management, w skrócie PSIM) na rzecz Polskich Kolei Państwowych. W ramach tej inwestycji na jedenastu obiektach Warszawskiego Węzła Kolejowego (WWK) spółka zaprojektowała i wdrożyła innowacyjny system umożliwiający przetwarzanie i gromadzenie informacji według ściśle określonych procedur.

Zainstalowano ponad 800 wysokiej klasy kamer do monitoringu oraz szereg nowoczesnych urządzeń wchodzących w skład złożonego systemu bezpieczeństwa, Centrum Bezpieczeństwa Dworców Kolejowych (CBDK) zostało wyposażone w tzw. sprzęt bazodanowy, czyli m.in. macierz o pojemności 2 PB przestrzeni dyskowej, a pracownicy ochrony zostali wyposażeni w kamery mobilne ze specjalnie przygotowaną do ich obsługi aplikacją.

Inwestycja kosztowała około 33 mln zł i trwała zaledwie sześć miesięcy. Głównym celem przedsięwzięcia była poprawa bezpieczeństwa podróżnych i użytkowników najważniejszych dworców i przystanków kolejowych WWK.

To był projekt, w którym nasza konkurencja w zasadzie się nie liczyła, bo wyznaczono niezwykle krótki czas realizacji – podsumowuje prezes Robert Szczepankowski. – Niewiele firm tak naprawdę mogłoby sobie z tym poradzić, a my sprawdziliśmy się świetnie. Liczę, że w kolejnych projektach skomplikowanych technologicznie i wymagających krótkiego czasu realizacji będziemy odnajdywać się jak ryba w wodzie.

W związku z szybkim rozwojem Grupa T4B, jak informuje szef tego przedsiębiorstwa, planuje w br. przejąć dwie spółki działające w obszarze inżynierii środowiska.

Jedna firma związana jest z gospodarką odpadami, druga to spółka producencka, czyli krótko mówiąc: fabryka wytwarzająca na potrzeby inżynierii środowiska różnego rodzaju taśmociągi, przenośniki i inne tego typu urządzenia – precyzuje prezes Robert Szczepankowski. – W br. zamierzamy przeznaczyć na sfinansowanie fuzji kilka milionów zł. Dodatkowo z funduszy unijnych w kolejnych latach chcemy pozyskać podobną kwotę, być może kilkanaście mln zł, na rozbudowę tych spółek.

T4B na razie nie planuje debiutu ani na warszawskim parkiecie, ani na żadnej innej giełdzie.

Myślimy o inwestowaniu długookresowym, ale raczej z własnych środków – deklaruje Robert Szczepankowski, prezes zarządu w Grupie T4B.

Grupa Idea Banku po II kwartale 2016 r.

  • W II kw. 2016 r. Grupa Idea Bank osiągnęła 276,7 mln zł zysku netto, co oznacza wzrost o 135% r/r; zysk za całe I półrocze wyniósł 337,8 mln zł i podwoił się względem ub.r.
  • Rekordowy wynik jest m.in. efektem rozliczenia transakcji sprzedaży GetBack za kwotę 825 mln zł;
  • Zwrot z inwestycji w spółkę GetBack wyniósł 205% w okresie 2 lat;
  • W II kw. sprzedaż produktów kredytowych osiągnęła rekordowy poziom ponad 2 mld zł;
  • Obniżka kosztu finansowania w okolice 50 pb. oraz sprzedaż produktów wysokomarżowych spowodowały wzrost marży odsetkowej do nowego maksimum – 3,8%;
  • Pomimo utrzymywania się rekordowo niskich stóp rynkowych, wynik odsetkowy zwiększył się o prawie 80% r/r;

W II kw. 2016 r. Grupa Idea Bank wypracowała łącznie 276,7 mln zł zysku netto. Był on o 252,2% większy niż w I kw. i o 135% większy niż przed rokiem. W całym I półroczu Grupa zarobiła netto 337,8 mln zł, o 107% więcej niż przed rokiem. Rekordowy poziom zysku netto ma związek z rozliczeniem transakcji sprzedaży GetBack, która została sfinalizowana15 czerwca br. Grupa sprzedała wówczas GetBack za kwotę 825 mln zł. Środki ze sprzedaży firmy windykacyjnej zostaną przeznaczone na wzmocnienie bazy kapitałowej.

Ujmując zysk ze sprzedaży GetBack w wynikach za drugi kwartał, ostatecznie zakończyliśmy proces sprzedaży tej spółki. Osiągając w ciągu dwóch lat zwrot z inwestycji na poziomie 205% udowodniliśmy akcjonariuszom, że potrafimy wspierać wzrost organiczny Grupy realizując bardzo rentowne inwestycje kapitałowe– podkreśla Jarosław Augustyniak, prezes Idea Banku.  – Tę strategię zamierzamy kontynuować. Obiektem naszego potencjalnego zainteresowania są firmy z otoczenia biznesu: księgowe, flotowe czy fintechowe. Tego typu inwestycje mogą być ważnym wsparciem dla działalności Grupy Idea Banku skupionej na wszechstronnym wspieraniu rozwoju małych firm – dodaje.

Przypomnijmy, że Grupa jest w trakcie procesu zakupu Getin Leasing. Do końca marca 2017 r. kupi 49,98% akcji tej spółki. W wyniku połączenia Getin Leasing z Idea Leasing powstanie największa firma leasingowa w Polsce, mająca 15-proc. udział w rynku i dysponująca portfelem należności leasingowych o wartości prawie 10 mld zł.

Drugi kwartał był również bardzo dobrym okresem w podstawowej działalności Grupy Idea Banku. Sprzedaż produktów kredytowych osiągnęła rekordowy poziom 2,4 mld zł. Na uwagę zasługuje m.in. szybko rosnąca sprzedaż faktoringu, osiągająca już co miesiąc wynik przekraczający 100 mln zł. Szacunkowy udział Grupy Idea Banku w rynku kredytów dla przedsiębiorców indywidulanych, określony na podstawie danych NBP, wyniósł na koniec czerwca 15%.

Bardzo ważnym osiągnięciem Grupy Idea Banku w II kwartale jest też zwiększenie wyniku odsetkowego o prawie 80% r/r – do kwoty 140 mln zł – pomimo utrzymywania się rekordowo niskich stóp rynkowych. Koszt finansowania obniżył się w okolice poziomu 50 pkt. bazowych, co oznacza spadek aż o 70% r/r. NIM, czyli marża odsetkowa, osiągnęła dzięki temu nowe maksimum, rosnąc do 3,8% z 3,6% w I kw. – Naszym celem jest poziom 4%, do którego szybko zbliżamy się z kwartału na kwartał. Udaje nam się osiągać ten cel dzięki sukcesowi projektów Mobilny Wpłatomat czy Idea Hub, szybkiemu umacnianiu pozycji rynkowej, jak również specyfice klienta, którego obsługujemy – zaznacza prezes.

Podkreślenia wymaga fakt, że z początkiem bieżącego roku Grupa przyjęła bardzo konserwatywną metodę rozliczania przychodów prowizyjnych, zgodnie z którą zdecydowana większość przychodów rozliczana jest w czasie. Efektem tej zmiany jest obniżenie wyniku prowizyjnego za II kw. do 74,1 mln zł. Nowa metoda będzie miała jednak pozytywny wpływ na wynik odsetkowy i marżę odsetkową w kolejnych okresach.

Na skutek podjętych działań, a zwłaszcza aktywnej sprzedaży produktów kredytowych, suma aktywów Grupy wyniosła na koniec czerwca 19,5 mld zł, rosnąc o 22% rdr. Pomimo przyrostu sumy bilansowej bank niezmiennie wykazuje bezpieczne poziomy kapitałów i funduszy własnych oraz wskaźników adekwatności kapitałowej. Na koniec czerwca współczynniki adekwatności banku (CAR) wyniósł 13,7%, a TIER 11,3%. Bezpieczne poziomy wykazują też współczynniki w ujęciu skonsolidowanym – współczynniki wypłacalności CAR wyniósł 14,4%, a TIER1 – 11,1%. Należy dodatkowo zauważyć, że w II półroczu współczynniki te zwiększą się na skutek zaliczenia do funduszy własnych wyniku za I półrocze. Będzie to możliwe po uzyskaniu zgody KNF.

– Mamy za sobą kolejny dynamiczny kwartał, który zakończyliśmy rekordową sprzedażą produktów kredytowych  i rekordowym wynikiem. Pomimo niskich stóp rynkowych, niepewności oraz nowych wymogów i obciążeń podatkowych utrzymujemy powtarzalne tempo wzrostu biznesu, do którego przyzwyczailiśmy akcjonariuszy. Cały czas realizujemy nowe projekty, które pozwalają nam umacniać pozycje Grupy na rynku usług finansowych dla małego biznesu – podsumowuje Jarosław Augustyniak.

Pracodawcom coraz trudniej znaleźć pracowników

Wiceminister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej Stanisław Szwed ogłosił wstępne dane o bezrobociu w lipcu br. Stopa bezrobocia osiągnęła 8,6%, czyli spadła w stosunku do poprzedniego miesiąca o 0,2 pkt. proc.

dr Grzegorz Baczewski, dyrektor departamentu dialogu społecznego i stosunków pracy Konfederacji Lewiatan
dr Grzegorz Baczewski, dyrektor departamentu dialogu społecznego i stosunków pracy Konfederacji Lewiatan

Komentarz dr Grzegorza Baczewskiego, dyrektora departamentu pracy, dialogu i spraw społecznych Konfederacji Lewiatan

To najniższy od 25 lat poziom bezrobocia. Jest już pewne, że ten rok okaże się najlepszym dla rynku pracy od początku lat 90-tych. Niestety malejące bezrobocie oznacza rosnące kłopoty dla pracodawców, którym coraz trudniej znaleźć pracowników.

Od początku 2016 r. stopa bezrobocia spadła o niemal 2 pkt. proc. (z 10,3% do 8,6%). To znaczący spadek, biorąc pod uwagę, że rok zaczynaliśmy już i tak z relatywnie niskim poziomem bezrobocia. Rosnące zatrudnienie i malejące bezrobocie wynikały z korzystnej sytuacji gospodarczej, która sprzyjała tworzeniu dodatkowych miejsc pracy. Dodatkowo w okresie letnim działają czynniki sezonowe: zwiększona aktywność i popyt na pracowników w budownictwie, rolnictwie i sadownictwie, turystyce oraz gastronomii. W tym roku mógł się także ujawnić inny czynnik ograniczania bezrobocia, działający poprzez rezygnację z poszukiwania pracy i przechodzenie z bezrobocia do bierności zawodowej, co wynika z poprawiającej się sytuacji materialnej gospodarstw domowych, m.in. dzięki Programowi 500+. Pracodawcy sygnalizują, że od kwietnia odnotowują zwiększoną liczbę składanych przez pracowników wypowiedzeń. Możliwe, że także część bezrobotnych zrezygnowała z poszukiwania pracy, uznając, że świadczenie wychowawcze dostarcza im wystarczającego dochodu.

Komentując dane o bezrobociu za lipiec warto zwrócić uwagę na gwałtowne odwrócenie trendu w koniunkturze sektora przemysłowego, gdzie ostatnio wskaźnik PMI spadł do 50,3 z 51,8. Niemniej pomimo wyraźnego schłodzenia koniunktury przedsiębiorstwa wciąż sygnalizują plany dynamicznego wzrostu zatrudnienia. Warto jednak zauważyć, że te plany coraz trudniej jest realizować. Spadające bezrobocie to niestety coraz gorsze informacje dla pracodawców, którzy nie mogą znaleźć chętnych do pracy, zwłaszcza przy pracach prostych i sezonowych. Liczba wolnych miejsc pracy zgłoszona do urzędów pracy tylko w czerwcu br. była o 26,6 tys., czyli o 22,2 proc. wyższa w porównaniu do tej z czerwca 2016 r.

Według Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności GUS w I kwartale 2016 r. mieliśmy niemal 360 tys. wolnych miejsc pracy w gospodarce. To o 26,5% więcej niż przed rokiem i niemal 30% więcej niż w poprzednim kwartale. Gospodarka cierpi już nie tylko na brak fachowców, ale także po prostu rąk do pracy. Wkrótce może się to okazać istotną barierą hamującą rozwój. Bez możliwości zwiększenia zatrudnienia trudno będzie realizować wzrost gospodarczy.

Konfederacja Lewiatan

 

II Edycja Kongresu SGS Standardy Zrównoważonego Rozwoju

KONGRES SGS STANDARDY ZRÓWNOWAŻONEGO ROZWOJU (2)Szanowni Czytelnicy,

mamy zaszczyt zaprosić Państwa do uczestnictwa w II Edycji Kongresu SGS Standardy Zrównoważonego Rozwoju, nad którym nasza redakcja objęła patronat medialny. Kongres odbędzie się w dniach 21-22 września 2016 roku w Hotelu Warszawianka w Jachrance.

Gościem specjalnym będzie Profesor Andrzej Jacek Blikle, który rozpocznie Kongres wykładem inauguracyjnym „ Firma XXI wieku”.

Kongres to jedyne tej rangi wydarzenie w Polsce z zakresu zrównoważonego podejścia w zarządzaniu organizacjami skierowane do najwyższego kierownictwa oraz  innych osób zajmujących się systemami zarządzania i rozwojem organizacji.

Kongres to wystąpienia najwyższej klasy specjalistów oraz case-study rozwiązań stosowanych przez największe polskie firmy i koncerny międzynarodowe.

W programie wiele ciekawych wystąpień Klientów SGS, a także Managerów oraz Auditorów SGS, kuluarowych spotkań oraz innych, niezapomnianych atrakcji.

Korzyści ekonomiczne są wynikiem skutecznie funkcjonujących systemów zarządzania organizacjami. Jednakże przetrwanie firmy na rynku jest możliwe tylko wtedy, gdy nadrzędnym celem każdego systemu zarządzania jest jej zrównoważony rozwój związany z 7 zasadami zarządzania.

Kongres pozwoli Państwu poznać korzyści wynikające ze stosowania zrównoważonego rozwoju w organizacjach – na przykładach praktycznych (case-study).

Zachęcamy do zapoznania się z pełnym programem Kongresu http://kongressgs.pl/program

Bilety można zakupić na stronie kongresu SGS http://kongressgs.pl/

Popołudniowy komentarz walutowy z 04.08.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 04.08.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Carney odpalił bazukę

Carney odpalił bazukę 6

Dzisiaj mamy tak zwany „Super Czwartek” na Wyspach, co oznacza posiedzenie i konferencje Banku Anglii oraz publikacje kwartalnego raportu dotyczącego inflacji. BoE nie zawiódł, a nawet zaskoczył rynek in plus mocniej luzując swoją politykę pieniężną, niż zakładały prognozy.

Bank Anglii zdecydował się na obcięcie głównej stopy procentowej o 25 p.b. pierwszy raz od 2009 roku. Ponadto zapowiedział kolejną taką samą obniżkę do końca 2016 roku. Ponadto BoE rozszerzył program skupu aktywów QE z 375 mld GBP do 435 mld oraz uruchomił program skupu obligacji korporacyjnych o wartości 10 mld GBP w przeciągu 18 miesięcy.

Według ekonomistów ankietowanych przez agencję Bloomberg tempo wzrostu gospodarczego na Wyspach w 2017 roku ma spaść do 0,5% z 1,5% w br. Bank Anglii prognozuje nieco wyższe PKB, które ma wynieść w przyszłym roku 0,8%. Tak czy inaczej, Wielką Brytanię czeka mocne hamowanie w najbliższym czasie.

Prognozy makroekonomiczne dla Wielkiej Brytanii

Carney odpalił bazukę 7

Źródło: Bloomberg

Rynek spodziewał się, a w zasadzie był pewien, że Bank Anglii obetnie stopę procentową o 25 p.b. Bank zaskoczył rozszerzeniem programu QE oraz skupem obligacji korporacyjnych. Na fali tych doniesień mocno zaczął tracić funt szterling, który na parze GBP/PLN jest najniżej od ponad dwóch lat i sukcesywnie zmierza w stronę 5 złoty. Z kolei indeks FTSE 100 wystrzelił i obecnie zyskuje ponad 1%. Nieco gorzej radzi sobie dzisiaj polski złoty, oczywiście nie biorąc pod uwagę pary z funtem szterlingiem, ale po silnym umocnieniu naszej waluty w ostatnim czasie przyszedł czas na odreagowanie.

Po decyzji Banku Anglii na rynkach powinien utrzymać się tak zwany „risk-on„. Decyzja powinna wesprzeć europejskie giełdy oraz waluty krajów wschodzących, w tym również polskiego złotego. Na drugim biegunie w tej sytuacji jest funt szterling oraz aktywa uważane za bezpieczne, czyli złoto.

Praca tymczasowa będzie rzadziej stosowana

Robert Lisicki, ekspert Konfederacji Lewiatan
Robert Lisicki, ekspert Konfederacji Lewiatan

Nowe przepisy dotyczące pracy tymczasowej zniechęcą przedsiębiorców do stosowania tej formy zatrudnienia – uważa Konfederacja Lewiatan, oceniając projekt ustawy, który ma uregulować ten sposób zatrudniania.

Nowelizacja ustawy jest nakierowana na ograniczenie stosowania pracy tymczasowej w ramach umowy o pracę. Niepokoją takie propozycje jak:

– zwiększanie stopnia złożoności regulacji prowadzących do braku pewności po stronie podmiotów je stosujących,
– wprowadzanie nowych obciążeń i kosztów w przypadku umów o pracę (np. przerzucenie na przedsiębiorców kosztów wydłużania umowy o pracę do dnia porodu),
– wzmacnianie umów cywilnoprawnych kosztem umów o pracę,
– brak promowania umów o pracę poprzez wydłużenie okresu skierowania pracownika tymczasowego do 24 miesięcy, przy zatrudnieniu wyłącznie na podstawie umowy o pracę.

Zdaniem Lewiatana kwestia zapewnienia prawa do zasiłku macierzyńskiego w przypadku terminowego rozwiązania umowy o pracę na czas określony w przypadku pracy tymczasowej powinna zostać rozwiązana w ramach systemu ubezpieczeń społecznych. Wyłączenie zastosowania zasady wydłużania umowy w pracy tymczasowej jest uzasadnione obiektywnie specyfiką tych form zatrudnienia. Zasada wydłużania umów terminowych do dnia porodu nie powinna mieć również zastosowania do kodeksowych umów na zastępstwo, co zaproponowano w projekcie.

Co ważne, kierunek zmian w ustawie nie uwzględnia unijnej zasady, iż zwiększaniu minimalnej ochrony pracowników tymczasowych powinna towarzyszyć weryfikacja ograniczeń i zakazów, które mogły zostać nałożone na pracę tymczasową.. Zaproponowane w ustawie zmiany budzą również zastrzeżenia z perspektywy zjawisk zachodzących na rynku pracy (zmiany demograficzne), jak i w kontekście zwiększającej się konkurencyjności i wzajemnej rywalizacji państw członkowskich na rynku wewnętrznym.

– Warto podkreślić, że praca tymczasowa, jako jedyna pośród elastycznych form zatrudnienia, ze swej istoty uwzględnia wzrost poziomu płac (m.in. poprzez wymóg porównywalności warunków zatrudnienia). Żałujemy, iż w projekcie nie skorzystano z możliwości promowania zatrudnienia na podstawie umów o pracę poprzez wydłużenie okresu wykonywania pracy tymczasowej na rzecz pracodawcy użytkownika do 24 miesięcy w przypadku wykonywania pracy w ramach umowy o pracę – mówi Robert Lisicki, ekspert Konfederacji Lewiatan.

Konfederacja Lewiatan

Bank Anglii zwiększa program skupu aktywów do 435 miliardów funtów!

Funt brytyjski mocno traci do innych walut po tym jak Bank Anglii nie tylko obniżył zgodnie z oczekiwaniami stopy procentowe do rekordowo niskiego poziomu 0,25 proc., ale również zwiększył program zakupu obligacji aż o 60 mld funtów! Para GBPUSD traci ponad 1,5 proc. handlując już w pobliżu poziomu 1,3100 dolarów. Pomimo iż od czasu brytyjskiego referendum funt traci już ponad 14 proc. do dolara amerykańskiego, to dalsze spadki są bardzo prawdopodobne, co może doprowadzić parę GBPUSD pod koniec roku do poziomu 1,20 dolara lub nawet niżej. Para EURGBP zyskuje ponad 1,2 proc. handlując powyżej poziomu 0,8450 funta. Para GBPJPY traci ponad 1,5 proc. handlując poniżej poziomu 133 jenów

Była to najbardziej oczekiwana decyzja Banku Anglii od czasu, gdy 3 tygodnie temu zaskoczył on inwestorów pozostawiając stopy na niezmienionym poziomie. Tym razem nie mogło być zaskoczenia, Bank już wcześniej sygnalizował dzisiejszą obniżkę, więc szanse na taką decyzję wynosiły niemal 100 proc. Dodatkowo po lipcowym posiedzeniu Banku pojawiły się wyprzedzające wskaźniki ekonomiczne, wskazujące na spowolnienie gospodarcze. Odczyt indeksu usługowego PMI okazał się najsłabszy od 7 lat, a sondaże wskazują, iż brytyjskie PKB spadnie o 0,4 proc. w III kwartale roku.  Ze względu na powyższe dane większość analityków spodziewała się również wprowadzenia przez Bank Anglii dodatkowych działań mających na celu pobudzenie „schłodzonej” decyzją o Brexicie gospodarki. Tak też się stało i Bank Anglii zwiększył program zakupu brytyjskich obligacji skarbowych, tzw. „gilts” aż o 60 mld funtów do rekordowo wysokiego poziomu 435 mld funtów. Program zakupu aktywów rozpocznie się 8 sierpnia i będzie trwał przez następne 6 miesięcy. Bank Anglii skupi również z rynku obligacje korporacyjne do kwoty 10 mld funtów. Dodatkowo Bank poinformował, iż w razie potrzeby jest gotów na podjęcie dalszych kroków w celu pobudzenia brytyjskiej gospodarki, łącznie z cięciem stóp procentowych do zera.

Polski złoty zareagował umocnieniem do funta na decyzję Banku Anglii. Para GBPPLN traci 0,8 proc. handlując na poziomie 5,07 złotego. Jest to najwyższa wycena złotego w relacji do funta od połowy 2014 roku. Para EURPLN zyskuje obecnie około 0,4 proc. handlując nieco poniżej poziomu 4,30. Para USDPLN zyskuje obecnie około 0,6 proc. handlując powyżej poziomu 3,86. Para CHFPLN zyskuje obecnie około 0,5 proc. handlując powyżej poziomu 3,96.

Europejskie indeksy akcyjne zyskują na wartości po decyzji Banku Anglii. Szczególnie euforycznie na plan skupu obligacji korporacyjnych zareagował brytyjski indeks FTSE 100 który zyskuje już 1,5 proc. zbliżając się do poziomu 6700 punktów. Niemiecki DAX zyskuje 0,6 proc. handlując powyżej poziomu 10250 punktów a francuski CAC 40 zyskuje 0,7 proc. handlując powyżej poziomu 4350 punktów. WIG 20 zareagował bardzo pozytywnie na wieści z Wielkiej Brytanii, kluczowego partnera handlowego Polski, i zyskuje ponad 1,1 proc. handlując powyżej poziomu 1800 punktów. Również kontrakty na amerykańskie indeksy wskazują na plusowe otwarcie tamtejszego rynku.

Ropa naftowa WTI odbiła się o ponad 3 proc. od wczorajszego dołka na poziomie 39,30 dolarów za baryłkę po tym jak wczorajsze amerykańskie dane pokazały największy od kwietnia spadek zapasów benzyny, które w zeszłym tygodniu spadły aż o 3,26 mln baryłek. Mimo to ropa handluje wciąż w pobliżu poziomu 40$ dolarów za baryłkę, najniżej od kwietnia. Miedź traci dziś ponad 1,6 proc. i handluje nieco powyżej 2,16 dolarów za funta.

Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital

Czwartek należy do Wielkiej Brytanii

Czwartek należy do Wielkiej Brytanii 8

Większość inwestorów od poniedziałku czekało na czwartek, bowiem jest to „super czwartek” w wykonaniu Banku Anglii. Poznamy najnowszy raport inflacyjny oraz koszt pieniądza. Większość ekonomistów ankietowanych przez agencję ratingową Bloomberg spodziewa się ich obniżki o 25 punktów bazowych. Jeżeli popatrzymy na zmienność implikowaną wyliczoną na podstawie opcji to możemy spodziewać się ruchu podobnego jak był na lipcowym spotkaniu Banku Centralnego, czyli w okolicy 200 pipsów.

Czwartek należy do Wielkiej Brytanii 9

Niewątpliwie będzie to emocjonujący czwartek, jednak nie możemy zapomnieć o jutrzejszych danych z rynku pracy tzw. nonfarm payrolls z Stanów Zjednoczonych.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Igrzyska Olimpijskie Rio 2016 zamiast pomóc, są utrudnieniem dla brazylijskiej gospodarki

Według przewidywań Euler Hermes, światowego lidera w dziedzinie ubezpieczeń kredytu kupieckiego, Igrzyska Olimpijskie wygenerują niewielki i krótkotrwały wzrost gospodarczy i poprawę wskaźników zatrudnienia w Brazylii, ale wynik netto Olimpiady będzie dla jej gospodarza negatywny. Organizacja Olimpiady – w sytuacji rosnącego długu publicznego – zwiększy liczbę upadłości regionalnych firm i napędzi inflację, której skutki będą odczuwalne aż do 2020 roku.

Zwiększona liczba projektów inwestycyjnych i poprawa koniunktury w sektorze turystycznym, które wiążą się z organizacją Igrzysk Olimpijskich, poprawią wskaźniki rzeczywistego wzrostu PKB w Brazylii o zaledwie 0,05 punktów procentowych. Oczekuje się, że w 2016 r. PKB zmniejszy się o 3,5%. Zgodnie z oficjalnymi danymi liczbowymi, w latach 2009-2015 całkowity poziom inwestycji w infrastrukturę związaną z Olimpiadą może osiągnąć kwotę 38,5 miliarda BRL (12 miliardów USD), co stanowi niewielką wartość biorąc pod uwagę wielkość brazylijskiej gospodarki. Sektor turystyczny wygeneruje wzrost gospodarczy na poziomie +1,3 miliardów BRL (0,4 miliarda USD), a w efekcie spowoduje zwiększenie PKB o zaledwie +0.02pp – to mniej niż połowa pierwotnie szacowanego wzrostu.

„Chociaż pozornie taki wzrost w sferze zatrudnienia i turystyki wygląda korzystnie, będzie niewystarczający, aby zrównoważyć poważne problemy gospodarcze, które ‘nawiedziły’ Brazylię przed Igrzyskami Olimpijskimi. Niektóre z tych negatywnych zjawisk, takie jak inflacja, mogą nawet zaostrzyć się w wyniku Olimpiady” – powiedziała Daniela Ordonez, ekonomistka Euler Hermes w Ameryce Łacińskiej. „Same inwestycje w infrastrukturę i wydatki publiczne pogorszyły wskaźniki zadłużenia publicznego w stosunku do PKB o 0,04 pp, a w samym Stanie Rio de Janeiro dług publiczny zwiększył się o rekordowe 17%.”

W okresie przed Olimpiadą – w fazie inwestycji – powstało bardzo dużo nowych firm, w szczególności w sferze mikro i małych przedsiębiorstw. Nagromadzenie się nowych firm we względnie niewielkiej liczbie sektorów gospodarki doprowadzi do efektu „zatłoczenia”, skutkującego wyparciem przez nowe firmy słabszych przedsiębiorstw, które nie są w stanie skorzystać na Olimpiadzie. Ponadto, wiele z takich nowych firm będzie działać tylko przez krótki okres czasu i oczekuje się, że po zakończeniu Olimpiady takie firmy zostaną zlikwidowane. Ogólnie, w 2016 r. organizacja Olimpiady spowoduje zwiększenie wskaźnika upadłości firm w Rio de Janeiro o +5%, a w obszarze małych i mikro-przedsiębiorstw aż o +12%.

Bezpośredni wpływ najważniejszych wydarzeń sportowych na inflację (w punktach procentowych)

Bezpośredni wpływ najważniejszych wydarzeń sportowych na inflację
Źródło: Źródła krajowe i szacunki Euler Hermes

Efekty w postaci zwiększonej inflacji zaczęły być widoczne już w 2009 r., kiedy ogłoszono, że oprócz Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej 2014, Brazylia będzie również gospodarzem Igrzysk Olimpijskich w 2016 r. Te dwa wydarzenia sportowe spowodują zwiększenie całkowitej inflacji w kraju o ok. +1pp, z czego +0,4pp można wytłumaczyć utrzymującymi się skutkami inflacji wywołanej Mistrzostwami Świata w Piłce Nożnej, +0,4pp można przypisać do tegorocznych Igrzysk Olimpijskich, natomiast +0,2pp wiąże się z faktem, że oba te wydarzenia zorganizowano w tak krótkim odstępie czasu.

Niestety, w obecnej sytuacji Brazylia jako gospodarz Igrzysk nie jest w stanie wykorzystać potencjalnego, pozytywnego efektu Olimpiady na gospodarkę,” powiedziała Ordonez. „Zamiast pozytywnych skutków, z uwagi na krótki odstęp czasu pomiędzy Mistrzostwami Świata w Piłce Nożnej i Igrzyskami Olimpijskimi, skutki dla gospodarki były zdecydowanie negatywne. Biorąc pod uwagę wszystkie aktualne problemy, które przeżywa brazylijska gospodarka, takie dodatkowe ‘pobudzenie i dramat’ w postaci Olimpiady były zdecydowanie niepotrzebne.”

Rynki pod presją danych makro

Sesja na Starym Kontynencie w środę zakończyła się głównie stratami na bazowych indeksach. Kursy akcji europejskich banków odbiły po kilku ciężkich dniach, jednak nie pomagało to giełdowym indeksom, którym z trudem udało się na krótki czas wyjść ponad kreskę, aby za chwilę znów zaświecić się na czerwono. W rezultacie, francuski CAC40 stracił na koniec dnia 0,16%, a brytyjski FTSE100 spadł o 0,17%. Jedynie u naszych sąsiadów zza Odry dzień zakończył się na plusie, gdzie DAX zyskał 0,26%.

Przy Książęcej wyraźnie brakowało wczoraj paliwa do wzrostów. Po wtorkowych solidnych wzrostach indeksów, na które w głównej mierze wpływały drożejące banki, strona popytowa nie była w stanie utrzymać wysokiego tempa i pozwoliła powrócić indeksowi WIG20 poniżej poziomu 1800 pkt. Wspomniany indeks stracił 0,75%.

W ciągu dnia inwestorzy otrzymali porcję danych z Azji i Europy. To wskaźniki PMI w sektorze usług na koniec lipca i dane o sprzedaży detalicznej w strefie euro w czerwcu. Indeks PMI, określający koniunkturę w sektorze usług Chin wyniósł w lipcu 51,7 pkt. wobec 52,7 pkt w poprzednim miesiącu. W Europie zać PMI we Francji w usługach w lipcu wyniósł 50,5 pkt., w Niemczech 54,4 pkt., a w strefie euro 52,9 pkt. Najsłabszy wynik otrzymali inwestorzy z Wielkiej Brytanii, gdzie powyższy odczyt wyniósł 47,4 pkt. co jest najniższą publikacją od 2009 roku. Jedynie informacyjnie, wartość wskaźnika PMI powyżej 50 punktów oznacza ożywienie w sektorze, a poniżej jego kurczenie.

Sprzedaż detaliczna w strefie euro w czerwcu w ujęciu miesięcznym pozostała bez zmian, a miesiąc wcześniej wzrosła o 0,4% (zgodnie z prognozami). Natomiast w ujęciu rocznym wzrosła o 1,6%, po wzroście w poprzednim miesiącu również o 1,6%. Tu jednak analitycy spodziawali się wzrostu o 1,8%.

W Stanach Zjednoczonych opublikowana została weryfikacja indeksu PMI dla sektora usług w lipcu, który wyniósł 51,4 pkt. (prognoza 50,9 pkt.). Większe znaczenie jednak miała publikacja indeksu ISM dla amerykańskiego sektora usług, który wyniósł w lipcu 55,5 pkt. (oczekiwano 56 pkt.). Niewielki wpływ na zachowanie inwestorów miała publikacja raportu ADP o zmianie zatrudnienia w sektorze prywatnym. Oczekiwano utworzenia 170 tys. miesjc pracy, a w rzeczywistości było to 179 tys.

Dziś, jednym z ważniejszych wydarzeń będzie publiczne wystąpienie szefa Bank of England po ogłoszeniu decyzji w sprawie stóp procentowych. Na poprzednim – pierwszym po decyzji o Brexicie – posiedzeniu, drugi najstarszy bank centralny świata zaskoczył rynek nie obniżając stóp procentowych. Tym razem inwestorzy ponownie spodziewają się kroku w stronę poluzowania polityki monetarnej. Według ekonomistów ankietowanych przez agencję Bloomberg zakładane jest cięcie stóp procentowych o 25 punktów bazowych. Po południu nadejdą dane zza oceanu – liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych w USA oraz dane o zamówieniach na dobra trwałe.

Sesja w USA:
Środowa sesja na nowojorskich giełdach zakończyła się nieznacznymi wzrostami najważniejszych indeksów. Po danych na temat zapasów ropy naftowej w USA o 3% poszły w górę ceny surowca. Z raportu Departamentu Energii USA wynika, że zapasy ropy wzrosły w ubiegłym tygodniu o 1,4 mln baryłek, jednocześnie o 3,26 mln baryłek spadły zapasy benzyny.

Na koniec dnia indeks Dow Jones Industrial Average zyskał 0,23%, S&P500 wzrósł o 0,31%, a Nasdaq Composite o 0,43%.

Waluty:
Kurs EURUSD na koniec środowych notowań dotarł do poziomu 1,1149, a tym samym spadł o 0,69%. Para EURGBP straciła 0,49% i osiągnęła poziom 0,8365, natomiast EURJPY spadła o 0,37% osiągając 112,86.

Polska waluta jest dziś rano wyceniana przez rynek następująco: 4,2938 PLN wobec euro, 3,8557 PLN wobec dolara amerykańskiego, 3,9609 PLN wobec franka szwajcarskiego i 5,1231 PLN wobec funta szterlinga.

Surowce:
Notowania złota w środę spadły o 0,61% do poziomu 1356,10 USD za uncję. Srebro straciło 1,07% i było notowane po 20,453 USD za uncję.

Po publikacji danych dotyczących zapasów ropy naftowej, cena surowca rosła o ponad 3%. Za baryłkę WTI trzeba było zapłacić na koniec środowych notowań 40,83 (+3,34%), a za Brent 43,10 (+3,11%).

Konrad Mikołajko
Head of Support
Patron FX

Jak budują Polacy?

Jeszcze kilka lat temu przy wszelkiego rodzaju inwestycjach liczył się głównie jak najkrótszy czas ich realizacji. Istotnym elementem była również niska cena, przy której jednak na drugi plan schodziła czasem jakość. Na szczęście, kierując się przykładem sąsiadów z Zachodu, coraz bardziej zależy nam na trwałości powstających inwestycji. Zaczynamy zwracać uwagę na pochodzenie materiałów oraz ich wpływ na środowisko.

Obecnie tańszym rozwiązaniem jest budowa własnego domu na terenach podmiejskich, niż zakup gotowego mieszkania w centrum miasta. Według jednego z raportów portalu Oferteo.pl, najpopularniejszym wśród Polaków typem jest dom parterowy o powierzchni od 120 do 150m2, z poddaszem użytkowym. Wykonywany jest zazwyczaj na podstawie gotowego projektu architektonicznego, co jest tańszym rozwiązaniem, niż projekt na zamówienie. Do postawienia budynku wykorzystywane są najczęściej bloczki betonu komórkowego lub cegła ceramiczna. Do pokrycia dachu używamy najczęściej dachówek ceramicznych lub blachodachówki.

Polacy mają coraz rozleglejszą wiedzę na tematy budowlane, a ich wybory są obecnie bardziej przemyślane. Pomaga w tym m.in. łatwa dostępność porównywarek cenowo – jakościowych, gdzie można sprawdzić wybrane produkty oraz dostęp do komentarzy zamieszczanych na forach branżowych. Czasem skorzystanie jedynie z wiedzy internetowej przyczynia się jednak do błędów i źle dobranych komponentów, dlatego najlepiej skorzystać z rad doradców w sklepach budowlanych lub na targach ogólnopolskich i regionalnych oraz w pismach branżowych – zauważa Marek Bednarczyk, Koordynator ds. Inwestycji SIG Sp. z o.o.

Rozpocząć należy oczywiście od fundamentów. Muszą być one odpowiednio dobrane do rodzaju podłoża oraz ostatecznej wagi obiektu. Bardzo pomocne może okazać się wykonanie badania geotechnicznego. Do tej pory najpopularniejszym wyborem były ławy i ściany fundamentowe, a od niedawna również płyta fundamentowa, która sprawdza się na niepewnych gruntach oraz w terenie o nierównym ukształtowaniu.

W przypadku ogrzewania nadal najpopularniejsze są materiały opałowe; głównie ekogroszek, najlepiej rodzimego pochodzenia. Jest to najbardziej wydajne i ekonomiczne rozwiązanie. Polacy niechętnie decydują się na ogrzewanie gazowe lub elektryczne, czy podłączenie do sieci miejskiej.

Polacy najczęściej decydują się na okna PVC, wykonane z plastiku. Swoje powodzenie zawdzięczają one niskiej cenie, w stosunku do wysokiej jakości. Dobrze wykonane i zamocowane, charakteryzują się wysoką szczelnością i izolacją porównywalną do drewnianych odpowiedników, a dzięki temu mogą posłużyć przez długie lata.

Dużym uznaniem cieszą się również sufity podwieszane, czyli konstrukcje wykonane z płyt gipsowo-kartonowych, umocowanych na stelażu. Dobrze sprawdzają się one w łazienkach, przedpokojach oraz powierzchniach biurowych. Pozwalają nie tylko wyregulować proporcje pomieszczeń, ale również ładnie ozdobić wnętrze za pomocą odpowiedniego oświetlenia.

Najczęściej budowę zlecamy wykonawcy, wykończeniem zajmujemy się natomiast samodzielnie lub szukamy małego, lokalnego i taniego fachowca. Z kolei materiałów szukamy osobno, ponieważ wciąż panuje przekonanie, że to tańszy sposób. Polski rynek materiałów budowlanych wstał jednak z kolan po ciężkim okresie. Widzimy ożywienie w budownictwie zarówno w dużych, jak i mniejszych miastach. Większość klientów indywidualnych i komercyjnych korzysta z usług profesjonalnych dystrybutorów materiałów budowlanych, którzy doradzają, jakie materiały można zamienić na tańsze substytuty, a na jakich nie powinno się nigdy oszczędzać.

Modnym trendem jest ostatnio dbałość o środowisko, dlatego też ekologiczne rozwiązania stały się bardzo pożądane we wszystkich aspektach naszego życia. Wzrost świadomości spowodował, że chętniej przychylamy się do budownictwa energooszczędnego. Wybudowanie tradycyjnego budynku może być wprawdzie nawet o 60 tys. tańsze, ale w dłuższej perspektywie ekologiczna inwestycja jest bardziej opłacalna. Dodatkowo, warto zwrócić uwagę na fakt, że utrzymanie takiej nieruchomości jest kilkukrotnie niższe.

Na rynku budynków biurowych już od dłuższego czasu obserwuje się natomiast skupienie na podwyższonych standardach. Kryzys ekonomiczny na świecie wymusił na inwestorach poszukiwa­nie nowych strategii i innowacyjne podejście do realizacji projektów. Inwestorzy chcą, aby ich budynki były konkurencyjne i nowoczesne, a jednocześnie tańsze w budowie i eksploatacji, niż te sprzed kilku lat.

Analiza WIG20, DAX i S&P500 – 4.08.2016

Obejrzyj nasz materiał wideo „Analiza indeksów: WIG20, DAX i S&P500”. Znajdziesz w nim komentarz Pawła Danielewicza dotyczący wybranych indeksów giełdowych.