Dobre dane z Niemiec, słabsze z Węgier i USA. Deflacja w Polsce wynosi 1,1%

Maciej Przygórzewski - główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat
Maciej Przygórzewski – główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat

Rano dobre dane napłynęły z Niemiec. Tamtejszy PKB w ujęciu kwartalnym, po odjęciu czynników sezonowych, rośnie od 0,7%. Gorsze okazały się zmiany cen. W Niemczech, pomimo oczekiwań, dalej mamy deflację. Interesujące jest to, że inwestorzy zareagowali na te dane przeceną euro względem dolara.

Słabsze dane nadeszły z Węgier. Produkt krajowy brutto wzrósł w ciągu roku o 0,9%. Jest to znacząco poniżej oczekiwań wynoszących 2,25%. Miejmy nadzieję, że nie jest to jeden z elementów, które mamy naśladować z Węgier. Jak nie trudno się domyślić, dane te spowodowały osłabienie się forinta.

Wczoraj poznaliśmy dane z Polski. Inflacja zgodnie z oczekiwaniami okazała się deflacją wynoszącą 1,1%. Rynki oczekują teraz na decyzję agencji ratingowej Moody’s, więc niemal nie było reakcji na te dane.

W USA opublikowano kolejne gorsze dane na temat nowo zarejestrowanych bezrobotnych.

Ich liczba wyniosła 294 tysiące. To kolejne słabsze dane z rzędu. Był już moment, kiedy liczba zarejestrowanych oscylowała wokoło poziomu 250 tysięcy. Obecnie znów wracamy do 300 tysięcy.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Wywiad z kandydatem na prezesa NBP pokazuje, że nie ma się czego obawiać

Adam GlapińskiPierwsze wypowiedzi Adama Glapińskiego, kandydata na prezesa NBP, mocno uspakajają analityków. Potwierdził on, że nie są planowane żadne niespodziewane zmiany. Zanegował również potrzebę obniżenia stóp procentowych by pobudzić akcję kredytową. Zwrócił uwagę, że w bankach nie brakuje płynności, zatem obniżki stóp czy programy luzowania ilościowego nie są potrzebne. Jako realny problem wskazał brak popytu na kredyt. Przedsiębiorcy w Polsce boją się pożyczać, czekając na lepsze szanse inwestycyjne. Co ciekawe, odciął się od udziału w rozwiązywaniu problemu kredytów walutowych. Jego zdaniem nie należy to do zadań NBP. Przypomniał przy okazji, że na przełomie maja i kwietnia Kancelaria Prezydenta przedstawi kolejny projekt. Negatywnie ocenił on realność wpływu z podatku bankowego.  Nie zabrakło frazesów o zwiększeniu udziału polskiego kapitału w bankach. Nie do końca jednak wiadomo, kto miałby tym inwestorem być.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

QubicGames S.A. rozpoczyna ofertę publiczną

QubicGames S.A., Spółka zajmująca się produkcją gier przeznaczonych na konsole oraz gier mobilnych, rozpoczęła zapisy na akcje w ramach przeprowadzanej oferty publicznej akcji serii C. Spółka zamierza pozyskać z niej środki w kwocie do 5 mln zł. Przewidywany debiut na rynku NewConnect ma nastąpić do końca 2 kw. 2016 r.

W ramach oferty publicznej akcji serii C Spółka oferuje 2,5 mln szt. akcji. Ich cena emisyjna została ustalona na poziomie 2,00 zł za 1 akcję. Zapisy na akcje będą przyjmowane w terminie od 13 do 20 maja 2016 roku. Oferującym jest Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. Kapitał pozyskany przez QubicGames S.A. z emisji akcji serii C Spółka planuje przeznaczyć na produkcję nowych gier, a także na ich promocję. Emitent zamierza również skomercjalizować swój innowacyjny projekt – silnik C-Way Engine, a także rozwijać portal B2B AdoptMyGame oraz Program Independers.

Harmonogram oferty publicznej akcji serii C

29.04.2016 r. Publikacja Memorandum Informacyjnego
12.05.2016 r. Budowa Księgi Popytu
13-20.05.2016 r. Zapisy na akcje
Do 24.05.2016 r. Przydział akcji

 

„Środki pozyskane z emisji akcji pozwolą nam na zwiększenie naszego potencjału zarówno w zakresie tworzenia, jak i wydawania gier. Mamy zamiar realizować plany rozwoju Spółki i utworzyć trzy niezależne zespoły produkcyjne. Debiut QubicGames S.A. na rynku NewConnect umożliwi nam także pozyskanie kapitału, który przeznaczymy na rozpoczęcie globalnej komercjalizacji projektów AdoptMyGame i C-Way. Powinny one przynieść Spółce znaczące korzyści wizerunkowe oraz finansowe i to w nieodległej perspektywie czasowej.” – ocenia Jakub Pieczykolan, Prezes Zarządu Spółki QubicGames S.A.

QubicGames S.A. to studio deweloperskie, które zostało założone w 2004 r. i wyprodukowało już łącznie ponad 20-ścia gier wideo. Do 2012 r. Spółka realizowała głównie gry na konsole Nintendo, a od 2014 r. zajmuje się również produkcjami na platformy iOS/Android, Sony PS4 i PS Vita, a także komputery PC/Mac. W 2016 r. miała miejsce ogólnoświatowa premiera dystrybuowanej w modelu Free2Play gry „Geki Yaba Runner”, która została wyprodukowana przez QubicGames S.A. i jest przeznaczona na urządzenia z systemem iOS/Android. Została ona wydana przez globalny podmiot o uznanej marce – Chillingo. Spółka zajmuje się obecnie produkcją gry „Robonauts”, a jej premierę przewidziano na 4 kw. 2016 r. Natomiast w 3 kw. 2017 r. QubicGames S.A. planuje rozpocząć sprzedaż gry „Shadow” (tytuł roboczy), która będzie przeznaczona wyłącznie na konsole oraz komputery PC. W 2016 r. ma również nastąpić debiut gry „Air Race Speed” na konsolę PS Vita w modelu Premium oraz urządzenia z systemem iOS/Android w modelu Free2Play.

W latach 2012-2014 Emitent realizował wspólnie z Politechniką Warszawską oraz przy wsparciu Narodowego Centrum Badań i Rozwoju projekt wieloplatformowego silnika C-Way Engine. Budżet tego przedsięwzięcia wynosił łącznie 2 mln zł. C-Way Engine to wieloplatformowy silnik do tworzenia i portowania gier 2D oraz 2.5D, a Spółka prowadzi aktualnie prace zmierzające do przygotowania go do szerokiej komercjalizacji na początku 2017 r. QubicGames S.A. rozwija również swój Portal AdoptMyGame, który jest serwisem B2B skierowanym do developerów oraz wydawców gier.

Strategia rozwoju QubicGames S.A. przewiduje tworzenie gier opartych na własnym IP, które będą produkowane przez trzy niezależne 6-10 osobowe zespoły. Emitent chce corocznie wprowadzać na rynek przynajmniej jedną dużą produkcję na nowym IP. Spółka będzie także chciała wzmocnić swój potencjał wydawniczy poprzez zacieśnienie współpracy z azjatyckimi partnerami oraz otwarcie biura sprzedażowego w Kalifornii. Ważną rolę w rozwoju QubicGames S.A. ma też odgrywać Program Independers, którego istotą będzie wsparcie 2-4 niezależnych produkcji w latach 2016-2017 w zamian za uzyskanie statusu wydawcy na wybrane platformy. W dłuższym horyzoncie czasowym Spółka nie wyklucza przekształcenia tej działalności w mikro fundusz wspierający najlepsze niezależne produkcje z Polski, a także z regionu Europy Środkowo-Wschodniej.

Jednym z Akcjonariuszy QubicGames S.A. jest notowany na rynku NewConnect fundusz kapitałowy – ERNE VENTURES. W sierpniu 2015 r. fundusz zainwestował w QubicGames środki, które pozwoliły na zwiększenie potencjału dystrybucji gry „Geki Yaba Runner” oraz rozpoczęcie realizacji gry „Robonauts”. ERNE VENTURES posiada bardzo duże doświadczenie w inwestowaniu w branżę gier, bowiem zrealizował kilka projektów inwestycyjnych w tym segmencie rynkowym, dzięki czemu podmioty portfelowe uzyskują silne wsparcie merytoryczne funduszu.

BIK Indeks – Popytu na Kredyty Mieszkaniowe wyniósł +9,7%, a BIK Indeks – Popytu na Kredyty Konsumpcyjne wyniósł +5,9% w kwietniu 2016 r.

Wartość BIK Indeks – Popytu na Kredyty Mieszkaniowe (BIK Indeks – PKM), który informuje o rocznej dynamice wartości wnioskowanych kredytów mieszkaniowych, wyniosła +9,7% w kwietniu 2016 r. Oznacza to, że w kwietniu 2016 r., w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę wyższą o 9,7% w porównaniu z kwietniem 2015 r. Średnia wartość indeksu od początku 2016 r. wyniosła +7,3%.

Kwiecień potwierdził, że nadal utrzymuje się większe zainteresowanie kredytami mieszkaniowymi  niż rok wcześniej. Wartość wniosków o kredyty mieszkaniowe złożone przez klientów w bankach w kwietniu, w przeliczeniu na dzień roboczy, była wyższa o 9,7% niż w kwietniu 2015 r. Łącznie w kwietniu o kredyt mieszkaniowy zawnioskowało 37,0 tys. klientów w porównaniu do 34,9 tys. rok wcześniej. Przedstawione wyniki oznaczają, że podwyższone koszty kredytów mieszkaniowych oraz ograniczenie dostępności wsparcia programu MDM do kwietnia nie spowodowały zmniejszenia popytu klientów na kredyty mieszkaniowe – mówi Sławomir Grzybek, ekspert Biura Informacji Kredytowej. 

Wartość BIK Indeks – Popytu na Kredyty Konsumpcyjne (BIK Indeks – PKK), który informuje o rocznej dynamice wartości wnioskowanych kredytów konsumpcyjnych, wyniosła +5,9% w kwietniu 2016 r. Oznacza to, że w kwietniu 2016 r., w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty konsumpcyjne na kwotę wyższą o 5,9% w porównaniu z kwietniem 2015 r. Średnia wartość indeksu od początku 2016 r. wyniosła -2,1%.

Kwiecień okazał się pierwszym miesiącem w 2016 r., w którym wartość wniosków złożonych w bankach o kredyty konsumpcyjne była wyższa niż rok wcześniej. Z oceną, na ile kwiecień okaże się przełomowym miesiącem, od którego ponownie zaczniemy obserwować dodatnie roczne dynamiki (m/m) wnioskowanych kredytów konsumpcyjnych, a na ile na wynikach kwietnia zawyżyły wcześniejsze w tym roku święta wielkanocne, musimy poczekać na kolejny odczyt indeksu popytu na kredyty konsumpcyjne – dodaje Sławomir Grzybek z BIK.

Metodyka indeksów:

Wskaźnik BIK Indeks – PKK obliczany jest w przeliczeniu na dzień roboczy, po wyłączeniu zapytań kredytowych na kwoty powyżej 200 tys. zł oraz zapytań o tego samego klienta w kolejnych 30 dniach. Kredyty konsumpcyjne to łącznie: kredyty gotówkowe, kredyty ratalne, karty kredytowe oraz limity kredytowe.

Wskaźnik BIK Indeks – PKM obliczany jest w przeliczeniu na dzień roboczy po wyłączeniu zapytań o kredyty mieszkaniowe na kwoty przekraczające 1 mln zł oraz zapytań o tego samego klienta w kolejnych 90 dniach.

Metodyka BIK indeks – PKK oraz BIK Indeks – PKM została opracowana przez Biuro Informacji Kredytowej we współpracy z Instytutem Rozwoju Gospodarczego SGH. Indeksy są publikowane co miesiąc.

5 zalet bycia na bieżąco z rynkiem pracy

5 zalet bycia na bieżąco z rynkiem pracy
Według raportu Pracuj.pl „Czas na zawodowe zmiany“, aż 86 proc. Polaków uważa, że warto być na bieżąco z rynkiem pracy i śledzić aktualne oferty, nawet jeśli jest się obecnie zatrudnionym. Jednocześnie okazuje się, że jedna czwarta badanych nie podejmuje żadnej aktywności w celu pogłębienia swojej wiedzy na temat aktualnych oczekiwań pracodawców. O korzyściach, jakie dla rozwoju naszej kariery może przynieść systematyczne obserwowanie sytuacji na rynku pracy i wymagań pracodawców opowiada Sabina Dąbrowska-Olbryś z Grupy Pracuj.

Jak wynika z badania Pracuj.pl, aby być na bieżąco z rynkiem pracy i aktualnymi oczekiwaniami firm, 42 proc. badanych szuka informacji w internecie. Niewiele mniej, bo 41 proc. osób odpowiedziało, że wiedzę dotyczącą najnowszych trendów na rynku pracy, pozyskuje z rozmów ze znajomymi z branży. Jednocześnie, 26 proc. Polaków regularnie śledzi pojawiające się oferty pracy. Częściej regularne śledzenie ofert pracy deklarują osoby w wieku 18 – 29 lat (34 proc.).

  1. Szansa na lepszą (i lepiej płatną) pracę

Zdaniem blisko połowy (49 proc.) pracujących Polaków, nasze perspektywy na znalezienie lepszego zatrudnienia w innej firmie zwiększają się dzięki regularnemu śledzeniu ofert pracy. Zarazem zmiana pracodawcy to często bardzo dobry sposób na przeciwdziałanie „niskopłacyzmowi”, na który narzeka 70% pracujących Polaków. Dlatego warto regularnie analizować pojawiające się oferty i zachodzące zmiany na rynku pracy. Dużym ułatwieniem w poszukiwaniach lepszej pracy, może być też funkcjonalność rekomendowania profilu zawodowego założonego na Pracuj.pl. Profile założone na Pracuj.pl nie są publicznie dostępne, mogą je obejrzeć wyłącznie osoby poszukujące pracowników. Dzięki technologii Pracuj Select użytkownicy będą polecani tylko na oferty pracy odpowiadające ich kwalifikacjom i doświadczeniu, co gwarantuje kontakt jedynie od rekruterów, którzy mogą zaproponować ofertę pracy dopasowaną do profilu zawodowego danej osoby. Użytkownicy w swoim profilu mogą również sprawdzić, ilu rekruterów na Pracuj.pl szuka kandydatów o ich kompetencjach, co dodatkowo zachęca do pozostawania na bieżąco z ofertami pracy.

  1. Stały rozwój zawodowy

W raporcie Pracuj.pl „Czas na zawodowe zmiany“, 24 proc. badanych wskazuje również, że bycie na bieżąco z rynkiem pracy zapewnia możliwość stałego rozwoju zawodowego. Analizowanie ogłoszeń o pracę, a tym samym zmieniających się w nich wymagań, bez wątpienia wzmocni naszą wiedzę na temat rynku pracy. Dzięki temu uzyskujemy cenne informacje odnośnie umiejętności, które powinniśmy nabyć i rozwijać, a następnie podjąć działania zmierzające do podniesienia pożądanych kwalifikacji. To najlepszy sposób na przeciwdziałanie „rutynizmowi”, na który według badania skarży się ponad 24 proc. pracujących Polaków.

Planowanie rozwoju zawodowego jest niezbędnym elementem współczesnego rynku pracy. Powinniśmy być gotowi do ciągłego doskonalenia naszych kompetencji. Co z kolei wymaga od nas rozeznania w obszarze obecnych trendów i wymagań na rynku pracy  – komentuje Sabina Dąbrowska-Olbryś z Grupy Pracuj.

  1. Wiedza na temat oczekiwań pracodawców

W badaniu Pracuj.pl, respondenci wskazują również kolejne korzyści z regularnego obserwowania rynku pracy. Zdaniem 24 proc. Polaków, pozwala nam to na stałe aktualizowanie niezbędnej wiedzy w kontekście kompetencji pożądanych obecnie przez pracodawców.

Powinniśmy traktować rynek pracy jak dobrego znajomego, z którym warto być w kontakcie. Obserwując trendy i oczekiwania pracodawców, mamy szansę na bardziej realny obraz samego siebie, swoich kompetencji. Jednocześnie, jeżeli widzimy gdzieś luki, obszary do rozwoju, możemy świadomie podjąć decyzję, w jakim kierunku chcemy zmierzać, czego chcielibyśmy się jeszcze nauczyć. W regularnie pojawiających się ofertach pracy w serwisie Pracuj.pl możemy sprawdzić, jakie wymagania są obecnie stawiane osobom o naszej specjalizacji zawodowej, jakie umiejętności są przez pracodawców pożądane. Dzięki temu będzie nam łatwiej określić czego nam brakuje i podjąć kroki zmierzające do uzupełnienia kwalifikacji – przekonuje Sabina Dąbrowska-Olbryś z Grupy Pracuj.

  1. Psychiczny bufor

Aż 59% badanych twierdzi ponadto, że ich praca wiąże się z dużym stresem. Złe samopoczucie w obecnej firmie, wynikające np. z nadmiernego obciążenia obowiązkami, czy konfliktu z przełożonym, współpracownikiem lub klientem, możemy zniwelować, będąc na bieżąco z rynkiem pracy. Będzie to możliwe m.in. dzięki systematycznej analizie naszej sytuacji zawodowej, w tym za sprawą analizy ofert pracy. Nawet sama świadomość, że w naszej specjalizacji stale pojawiają się nowe ogłoszenia o pracę, a tym samym ciekawe szanse rozwoju, może spełnić funkcję swego rodzaju bufora psychicznego, uodporniającego nas na stresujące sytuacje.

  1. Rozwój umiejętności autoprezentacji i świadomości swoich mocnych stron

Regularna analiza ofert pracy czy bieżąca aktualizacja CV pomagają nam też w dostrzeżeniu naszych mocnych zawodowych stron.

Bardzo często mamy problem z właściwym przedstawieniem naszych mocnych stron – kluczowych kompetencji, czy sukcesów zawodowych na spotkaniu z rekruterem lub obecnym przełożonym, kiedy negocjujemy podwyżkę lub kwestię awansu. Jeszcze przed rozmową, powinniśmy dokonać starannej analizy rynku pracy np. pod kątem zarobków na analogicznych stanowiskach w innych firmach. Wystarczy, że wejdziemy na www.zarobki.pracuj.pl i porównamy nasze wynagrodzenie z osobami znajdującymi się na tym samym etapie kariery w naszej branży. Równie ważne jest stałe aktualizowanie CV, które pozwala nam uporządkować nasze kluczowe doświadczenie zawodowe, które będziemy chcieli wykorzystać jako nasz atut w negocjacjach – uważa Sabina Dąbrowska-Olbryś z Grupy Pracuj.

W najnowszej kampanii Pracuj.pl zachęca Polaków do przyglądania się swojej karierze, bycia na bieżąco z trendami rynkowymi oraz analizy ofert pracy dostępnych w serwisie. Kampania jest oparta na zabawie słowotwórczej wykorzystującej takie słowa jak „niskopłacyzm”, „tumiwisizm” czy „rutynizm”. Niestandardowa forma przekazu ma zwracać uwagę na symptomy, które mogą być znakiem, że nadszedł czas na zmianę pracy.

*Wyniki badania zrealizowanego na zlecenie Pracuj.pl przez TNS Polska, na reprezentatywnej próbie 1000 aktywnych zawodowo Polaków (kwiecień 2016).

Powoływanie się na wyniki badania jest możliwe wyłącznie za podaniem źródła: Raport Pracuj.pl „Czas na zawodowe zmiany”.

###

Pracuj.pl to wiodący polski serwis rekrutacyjny. Kandydatom dostarcza codziennie ponad 30 tysięcy ofert pracy od atrakcyjnych pracodawców, a także porady specjalistów dotyczące poszukiwania pracy, rozwoju kariery zawodowej oraz zdobywania dodatkowych kwalifikacji. Portal powstał w 2000 r. i należy do Grupy Pracuj, będącej właścicielem wiodących marek na rynku rekrutacji on-line w Polsce i na Ukrainie.

Korzystne systemy zmniejszania opodatkowania wynagrodzeń

0

Ministerstwo Finansów akceptuje korzystniejsze warianty opodatkowania wynagrodzenia. W firmach musi istnieć ekonomiczny powód, który uzasadnia wprowadzenie korzystnego systemu.
-Nie warto naginać prawa, ale też należy wykorzystywać warunki, które zostały stworzone – mówi w rozmowie z MarketNews24 dyr. Marek Jarocki, Dział Doradztwa Podatkowego EY.

Gdzie chcielibyśmy mieszkać

0

Warszawiacy mają podobne oczekiwania, jak mieszkańcy Londynu czy Paryża. Szukają mieszkania w centrum, ale chcą niezabudowanej przestrzeni przed oknami.
O najbardziej pożądanych lokalizacjach mieszkaniowych mówi w rozmowie z MarketNews24 Karolina Kaim, prezes Tacit Investment.

Powrót mieszkańców do centrum miast

0

Polacy zrealizowali swoje marzenie o domku pod miastem i są juz znużeni codziennymi dojazdami do pracy. Trwa powrót do centrum miast. Widać to bardzo dobrze w Warszawie. Tym bardziej w stolicy więcej inwestycji powinno być realizowanych w jej centrum.
Warszawa ma szczególny problem, bo powierzchniowo jest bardzo rozległym miastem w porównaniu do liczby mieszkańców, co przekłada się negatywnie na koszty inwestowania w infrastrukturę miejską. Reurbanizacja będzie się jednak nasilać. Coraz więcej osób chce mieć blisko do szkoły dla dzieci i do pracy, do której chętnie pojadą na rowerach.
– Warszawa powinna się zagęszczać, czyli potrzebuje więcej inwestycji w centrum miasta – mówi w rozmowie z MarketNews24 Karolina Kaim, prezes Tacit Investment.

Kto kupuje najdroższe mieszkania

0

Apartamenty bardzo rzadko są jedynym i pierwszym miejscem zamieszkania. Jeżeli w Warszawie kupują je obcokrajowcy, to transakcję traktują jako inwestycję.
Apartamentowce tak bardzo różnią się od siebie, że trudno o ujęcie statystyczne. Każda lokalizacja w Warszawie jest inna. Czy można zdefiniować jakieś ogólne tendencje i kto kupuje najdroższe mieszkania, jakimi są apartamenty?
– Bardzo rzadko apartament jest pierwszym i jedynym miejscem zamieszkania, a wielu naszych klientów to osoby, które ciągle podróżują, do Warszawy wracają ze względu na resentymenty – mówi w rozmowie z MarketNews24 Karolina Kaim, prezes Tacit Investment. – Niewielu obcokrajowców kupuje u nas apartamenty, a jeżeli decydują się na taki zakup, to traktują go jako inwestycję.

Grupa OPONEO.PL po I kwartale 2016 roku

Nissan i Mitsubishi Motors formują strategiczny sojusz

Serinus Energy po I kwartale 2016

PMPG Polskie Media po I kw. 2016

Michał Maciej Lisiecki, prezes PMPG Polskie Media
Michał Maciej Lisiecki, prezes PMPG Polskie Media
    • Skonsolidowany zysk ze sprzedaży Grupy Kapitałowej PMPG Polskie Media wzrósł o 44 proc.
    • Zysk brutto wyniósł 2 mln 52 tys. i był ponad 25-krotnie wyższy niż w 2015 r.
    • Wydawca tygodników „Wprost” i „Do Rzeczy” zapowiada transformację cyfrową oraz nowe projekty – również za oceanem
okres 3 miesięcy

zakończony

31. 03.2016 r. (tys. zł)

okres 3 miesięcy

zakończony

31. 03.2015 r.

(tys. zł)

Zmiana
przychody ze sprzedaży 14.707 12.472 18 %
zysk(strata) brutto ze sprzedaży 7.783 5.412 44 %
ebitda 2.094 – 334
zysk(strata) brutto 2.052 75 2 636 %
zysk(strata) netto 1.322 2 66 000 %

Tab.1. Wybrane dane finansowe. Źródło: Grupa Kapitałowa PMPG Polskie Media S.A. Sprawozdanie finansowe za I Q 2016r. 

Kurs akcji spółki od minimów z roku 2015 wzrósł już o ponad 300 %. To oznacza, że w ostatnich dniach powrócił do poziomu sprzed tzw. afery taśmowej opisanej na łamach tygodnika „Wprost”, którego wydawcą jest Grupa PMPG.

Ponad 14,7 mln zł wyniosły skonsolidowane przychody ze sprzedaży Grupy Kapitałowej PMPG Polskie Media za I kwartał 2016 r. Oznacza to wzrost o 18 proc. w stosunku do I kwartału 2015 r. Wyższe przychody to przede wszystkim efekt wizerunkowej zmiany w tygodniku „Wprost”, który ma obecnie znacznie bardziej ekspercki charakter i przestał być kojarzony z kontrowersyjnymi materiałami. W ten sposób tytuł odzyskał zaufanie reklamodawców. Wzrost przychodów zanotował również tygodnik „Do Rzeczy”.

EBITDA wyniosła 2 mln 94 tys. zł w porównaniu do ponad 300 tys. straty w ubiegłym roku. Na pozytywną zmianę wpływ  ma wzrost efektywności sprzedaży nowych produktów, przy jednoczesnym obniżeniu kosztów obsługi prawnej wydawnictwa oraz optymalizacji produkcji i sprzedaży.

Grupa odnotowała skonsolidowany zysk brutto na poziomie 2 mln 52 tys. wobec 75 tys. przed rokiem.

Ogromne procentowe wzrosty – zarówno na poziomie wyników firmy, jak i odzwierciedlone w kursie akcji – dają powody do zadowolenia. Przywracają spółce zdrowe fundamenty i perspektywę rozwoju z początku roku 2014. Paradoksalnie pokazują również, jak ogromny był dla spółki koszt afery taśmowej. Dzisiaj możemy się zająć przyszłością spółki, jej strategią i rozwojem. Nasza perspektywa jest pozytywna. Także  dzięki coraz większej świadomości konsumenckiej i wzrostowi patriotyzmu gospodarczego. Mamy nadzieję wpisywać się w strategię „dobre i polskie”” – komentuje wyniki spółki prezes PMPG Polskie Media, Michał M. Lisiecki.

Pierwszy kwartał 2016 r. to organiczna praca nad rozwojem głównych aktywów Grupy PMPG Polskie Media oraz realizacja nowych projektów o znaczeniu strategicznym. Do końca pierwszego półrocza Grupa przedstawi planuje przedstawić prognozę finansową w oparciu o założenia strategii rozwoju.

Głównym aktywem Grupy PMPG Polskie Media SA pozostaje tygodnik „Wprost”. Przychody AWR „Wprost” stanowią ok. 40 proc. przychodów całej grupy. Pierwszy kwartał został przeznaczony na przygotowanie zmian w samym tygodniku – 9 maja ukazał się pierwszy numer pisma w nowym layoucie. Poprawiona została m.in. winieta tytułu, a na okładce pojawiło się oznaczenie „Polski Wydawca”. Podobne oznaczenie pojawi się wkrótce w udostępnionym użytkownikom w kwietniu nowym serwisie internetowym Wprost.pl. Zarówno layout gazety, jak i serwis zostały zaprojektowane w oparciu o najnowsze trendy projektowania. Nowy serwis internetowy Wprost.pl pozwala na łączenie tekstów z treściami video, cytatami z mediów społecznościowych, infografikami i animacjami wykorzystującymi wysokiej jakości zdjęcia. Jednocześnie, dzięki nowoczesnym systemom analitycznym, rozsyłania newsletterów czy baz danych, serwis zyskał narzędzia do efektywniejszego angażowania użytkowników i bardziej precyzyjnego targetowania treści. Serwis został także zoptymalizowany pod kątem wyświetlania reklam.

Nowy serwis Wprost.pl to jeden z elementów realizacji anonsowanej we wcześniejszych komunikatach strategii PMPG zwiększania udziału Internetu w strukturze przychodów Grupy. To również początek zmian w obszarze zarządzania treściami we wszystkich kanałach dystrybucji cyfrowej, monetyzacji danych i kontentu pozostających w zasobach wydawnictwa. Jednocześnie PMPG chce utrzymać wysokie przychody z reklamy prasowej. Według danych Kantar Media, mierzącego cennikowe przychody z reklam, w pierwszym kwartale 2016 r. tygodnik „Wprost” był najlepiej zarabiającym tygodnikiem opinii, notując wzrost o prawie 4 proc. w stosunku do I kwartału 2015. W tym samym zestawieniu na trzecie miejsce awansował tygodnik „Do Rzeczy” ze wzrostem o ponad 30 proc.

W pierwszym kwartale 2016 r. pod marką Wprost uruchomiony został nowy projekt – Orły Tygodnika „Wprost”. To nagrody tygodnika „Wprost” dla przedsiębiorców, samorządowców oraz wybitnych osobowości – ambasadorów poszczególnych regionów, którzy wnoszą szczególny wkład w rozwój gospodarki, regionu  i kraju. Nagrody wręczane są na uroczystych galach w poszczególnych regionach, najbliższa gala (Mazowsze) pod koniec maja, w Warszawie.

Tygodnik „Do Rzeczy”, podobnie jak „Wprost”, notował w I kwartale 2016 r. wyższe niż w ubiegłych latach przychody reklamowe. Jednocześnie marka „Do Rzeczy” rozszerza swoje pola eksploatacji. Dzisiaj pod tym brandem funkcjonuje największy w Polsce ośrodek myśli konserwatywnej, obejmujący obok samego tygodnika również miesięcznik „Historia Do Rzeczy”, księgarnię internetową oraz serwis dorzeczy.pl. Spółka Orle Pióro, wydawca „Do Rzeczy”, generuje ok. 23 proc. przychodów Grupy.

PMPG Polskie Media skoncentrował swoje działania w pierwszym kwartale na odbudowie stabilnych podstaw finansowych spółki na poziomach z roku 2014 oraz przygotowaniu projektów kluczowych z punktu widzenia strategii rozwoju całej grupy. Do takich należy m.in. transformacja cyfrowa obu głównych tytułów oraz inwestycja w biznesowy kanał telewizji internetowej Inwestorzy.tv.

Jednocześnie trwają działania zmierzające do uruchomienia projektu Machina w Stanach Zjednoczonych. Projekt ma obejmować działalność wytwórni muzycznej wprowadzającej na amerykański rynek artystów z Europy oraz portal machina.com. Latem planowane jest roadshow prezesa PMPG w USA.

Na parkiecie Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie akcje PMPG Polskie Media wróciły na ścieżkę wzrostu. Notowania spółki na koniec I kwartału były o 61, 8 proc. wyższe niż na koniec 2015 r. Obecnie kurs akcji PMPG wynosi 4,43 i jest o blisko 180 proc. wyższy niż 31 grudnia 2015 r.

Piątek trzynastego

Dziś w kalendarzu makroekonomicznym poznamy szereg wstępnych PKB za I kwartał 2016 r. w tym również dla Polski, Niemiec oraz całej strefy euro. Dowiemy się o inflacji CPI z Włoch oraz o wynikach kwietniowej sprzedaży detalicznej i inflacji PPI z USA. W Polsce, czekamy na decyzję agencji Moody’s na temat naszego ratingu. Może ona zapaść dopiero wieczorem. Agencja ma kilka opcji, a mianowicie: może w ogóle zrezygnować z wystawienia oceny, może jej nie zmieniać i pozostawić na poziomie A2, może również obniżyć tylko perspektywę lub osunąć wynik o jedno oczko w dół. Bardziej niepokojącym byłoby obniżenie o więcej niż jeden punkt. Generalnie, wyceniony jest scenariusz zejścia z A2 do A3.

Sesja w USA:

Czwartkowa sesja na amerykańskich giełdach zakończyła się lekkimi spadkami dwóch z trzech głównych indeksów. Traciły między innymi spółki technologiczne, najbardziej jednak Apple, którego notowania zamknęły się najniżej od czerwca 2014 roku. Finalnie, indeks Dow Jones Industrial Average zyskał 0,05%, S&P 500 spadł o 0,02%, a Nasdaq Composite o 0,49%.

Waluty:

Kurs EURUSD na koniec czwartkowych notowań dotarł do poziomu 1,1374 i tym samym spadł o 0,46%. Para EURGBP straciła 0,42% i osiągnęła poziom 0,7874, natomiast EURJPY zyskała o 0,20%, osiągając 124,09.

Polska waluta jest dziś rano wyceniana przez rynek następująco: 4,4080 PLN wobec euro, 3,8863 PLN wobec dolara amerykańskiego, 3,9939 PLN wobec franka szwajcarskiego i 5,6001 PLN wobec funta szterlinga.

Surowce:

Notowania złota w czwartek spadły o 0,52% do poziomu 1267,95 USD za uncję. Srebro spadło o 1,32 % i było notowane po 17,09 USD za uncję.

Ropa naftowa, w przypadku odmiany WTI, wzrosła o 0,22% do poziomu  46,33 USD za baryłkę. Odmiana Brent wzrosła natomiast o 0,65% i była notowana po 47,91 USD za baryłkę.

Konrad Mikołajko
Head of Support
Patron FX

Beskidzkie Biuro Consultingowe S.A. po I kwartale 2016

Beskidzkie Biuro Consultingowe S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od listopada 2012 r., zajmująca się świadczeniem usług ekonomiczno-finansowych, zanotowała w 1 kw. 2016 r. przychody netto ze sprzedaży w wysokości 304 tys. zł wobec 178 tys. zł rok wcześniej. Spółka chce utrzymać wzrost przychodów także w kolejnych kwartałach tego roku.

Emitent wypracował w 1 kw. 2016 r. dodatni wynik netto w kwocie 0,1 tys. zł, podczas gdy w analogicznym okresie ub. roku jego strata netto sięgnęła 46 tys. zł. Istotne zwiększenie przychodów ze sprzedaży Spółki w ujęciu rdr. było rezultatem ogłoszenia naborów na pozyskanie dofinansowań ze środków pochodzących z funduszy unijnych na lata 2014 – 2020. Beskidzkie Biuro Consultingowe S.A. koncentrowało się w minionym kwartale na przygotowywaniu dokumentacji aplikacyjnej dla swoich klientów w ramach Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój, Poddziałanie 3.2.2 „Kredyt na innowacje technologiczne” oraz Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Śląskiego, Działanie 3.2 „Innowacje w MŚP”.

„Najwięcej konkursów na dotacje ogłoszonych zostanie w III oraz IV kwartale 2016 roku i wtedy też spodziewamy się wymiernego efektu w postaci wzrostu przychodów naszej Spółki. Zapowiadają to już podpisywane umowy z klientami na realizację projektów inwestycyjnych. W tym okresie będą też znane pierwsze wyniki konkursów z początku 2016 roku.” – ocenia Bogdan Pukowiec, Prezes Zarządu Spółki Beskidzkie Biuro Consultingowe S.A.

Beskidzkie Biuro Consultingowe S.A. prowadzi aktywną działalność w obszarze świadczenia usług z zakresu pełnienia funkcji Autoryzowanego Doradcy na rzecz spółek notowanych na rynku NewConnect i skutecznie pozyskuje nowych klientów, osiągając tym samym coraz wyższe przychody w tym segmencie biznesowym. Emitent realizuje także zlecenia związane z opracowywaniem wycen finansowych. Duży udział w dobrym wyniku finansowym Spółki za 1 kw. 2016 r. miała działalność inwestycyjna, której saldo było dodatnie i wyniosło prawie 38 tys. zł. Łączna wartość portfela inwestycyjnego Emitenta na koniec marca br., w skład którego wchodziło 11 podmiotów publicznych oraz 3 nienotowane, wynosiła ponad 4,83 mln zł. Beskidzkie Biuro Consultingowe S.A. utrzymuje nadal bardzo dobrą kondycję finansową, a saldo zadłużenia kształtuje się na poziomie ok. 15,3%.

„Segment dotacji nadal odgrywa znacząca rolę w działalności BBC, ale w związku ograniczoną przewidywalnością efektów w przychodach z tego tytułu, Spółka rozwija inne segmenty aktywności, m.in. Autoryzowane Doradztwo, inwestycje kapitałowe, wyceny finansowe oraz inne usługi. Ważnym nowym segmentem biznesowym Emitenta ma stać się także zarządzanie projektami biznesowymi oraz planowane uczestnictwo w projektach restrukturyzacyjnych. Spółka będzie również rozwijała działalność inwestycyjną i prowadziła inkubację projektów, znajdujących się w fazie start-up. Ma to nam pozwolić na osiąganie ponadprzeciętnej stopy zwrotu z inwestycji przy podwyższonym ryzyku. Projekty inwestycyjne będą realizowane we współpracy z ABS Investment S.A.” – zakończył Prezes Pukowiec.

Prognozy finansowe Spółki zakładają, że w 2016 r. jej zysk brutto wyniesie 800 – 1.000 tys. zł. Głównym źródłem przychodów ma być dla Emitenta sprzedaży usług doradczych związanych z pozyskiwaniem dotacji, pełnieniem roli Autoryzowanego Doradcy oraz realizowaniem specjalistycznych usług doradczych, m.in. przygotowywaniem wycen, business planów oraz analiz. Spółka opublikuje raport roczny za 2015 r. w dniu 18.05.2016 r.

Beskidzkie Biuro Consultingowe S.A. jest Spółką notowaną na rynku NewConnect od listopada 2012 r. Zajmuje się ona pozyskiwaniem dotacji dla przedsiębiorstw, opracowywaniem analiz finansowych i wycen oraz prowadzi także działalność inwestycyjną. Spółka jest Autoryzowanym Doradcą dla rynku NewConnect oraz Catalyst.

Kupiec S.A. po I kwartale 2016

Kupiec S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect, działająca w branży transportu i spedycji, w dalszym ciągu zwiększa przychody ze sprzedaży. W 1 kw. 2016 r. ich wartość sięgnęła 6.941 tys. zł, a zysk netto Emitenta przekroczył 21 tys. zł.

W analogicznym okresie ub. roku Kupiec S.A. zanotował 91 tys. zł zysku netto przy przychodach ze sprzedaży na poziomie 6.733 tys. zł. Niższy wynik netto Spółki był związany z obniżeniem marży, głównie na zleceniach międzynarodowych. Emitent prowadzi obecnie aktywne działania, które mają pozwolić na wzrost uzyskiwanych rentowności w segmencie spedycyjnym. Kupiec S.A. cały czas optymalizuje również koszty operacyjne, co przekłada się na ich wyraźne obniżenie w stosunku do wypracowanych przychodów. Długoterminowym celem Spółki jest osiągnięcie kwartalnych obrotów w wysokości 8,4 mln zł. Zarząd Emitenta przewiduje, że stabilizacja generowanych przychodów w ostatnich pięciu kwartałach pozwoli na utrzymanie tego trendu w kolejnych okresach.

„Dla spółki spedycyjnej najważniejszym elementem jest stopniowe zwiększanie skali swojej działalności, za czym podążają zwiększone obroty i zyski. W planach na ten rok mamy osiągniecie wyższych obrotów i zwiększenie efektywności oddziałów w Tarnowie, Kielcach oraz w Katowicach. Celem jest wypracowanie minimum 1,2 mln zł miesięcznego przychodu na zadowalającym poziomie marży przez każdy z tych oddziałów. Myślimy też o otwarciu czwartego oddziału w okolicach końca roku. Nasi zleceniodawcy oczekują od nas dużego wolumenu pojazdów, którymi możemy dysponować i dlatego musimy się cały rozwijać.” – komentuje Leszek Wróblewski, Prezes Zarządu Spółki Kupiec S.A.

Kupiec S.A. zamierza skoncentrować swoją działalność na modelu inwestycyjnym i zreorganizować strukturę holdingową grupy poprzez przejęcie działalności operacyjnej w segmencie TSL (Transport-Spedycja-Logistyka) przez nowo utworzony podmiot, który będzie w 100% zależny od Spółki. Podejmowane działania są zgodne z przyjętą w 2015 r. Strategią Rozwoju Emitenta, która powinna pozwolić na dalszy dynamiczny wzrost jego wartości. Kupiec S.A. pozostaje największym akcjonariuszem notowanej na rynku NewConnect Spółki BVT S.A., która zakończyła 2015 r. zyskiem netto w wysokości ponad 2,1 mln zł. Emitent zamierza dążyć do utrzymania w najbliższych latach obecnej polityki dywidendowej tego podmiotu, która zakłada coroczną wypłatę dywidendę, co powinno korzystnie wpłynąć na wyniki finansowe Spółki. BVT S.A. przeprowadza aktualnie proces połączenia z WindykacjaPL Sp. z o.o. Pozwoli ono na znaczące rozszerzenie obszarów działalności BVT S.A. i dywersyfikację źródeł przychodów.

Kupiec S.A. rozwija również swoją działalność inwestycyjną i w 1 kw. dokonał objęcia akcji Spółki Outdoorzy S.A., która zamierza zadebiutować na przełomie 2 i 3 kw. 2016 r. na rynku NewConnect. Podmiot ten działa w branży e-commerce i prowadzi działalność handlową obejmującą sprzedaż odzieży oraz sprzętu sportowo-turystycznego za pośrednictwem własnego sklepu internetowego outdoorzy.pl. Zarząd Spółki liczy na odniesienie wysokiej stopy zwrotu na tej inwestycji.

„Dążymy do stworzenia spółki inwestycyjnej mającej w swym portfelu stabilne podmioty, o solidnych kapitałach, co roku wypłacające dywidendę swoim akcjonariuszom. Przychody i zyski generowane z działalności TSL były w 2013 roku mocną i bezpieczną platformą do budowania nowej firmy – BVT S.A., która zadebiutowała na rynku NewConnect we wrześniu 2015 roku. Teraz chcemy wydzielić z Kupiec S.A. nowy podmiot (Kupiec TSL S.A.), który stopniowo w całości przejąłby całą działalność spedycyjną. Mam nadzieję, że już w przyszłym roku dochody Kupiec S.A. będą pochodziły w dużej mierze z działalności inwestycyjnej. Posiadanie w swych aktywach dwóch spółek o znacznej wartości daje kolejne możliwości do tworzenia nowych podmiotów w innych branżach oraz wykorzystujących potencjał całej naszej grupy. Ostatnio objęliśmy akcje spółki Outdoorzy S.A., która zmierza na rynek NewConnect i myślimy już o kolejnych inwestycjach.” – podsumowuje Wróblewski.

Emitent opublikuje raport roczny za 2015 r. w dniu 27.05.2016 r. Jednym z akcjonariuszy Spółki Kupiec S.A. jest inwestor finansowy – ABS Investment S.A. Spółka jest natomiast głównym akcjonariuszem BVT S.A. i posiada akcje stanowiące 45,12% udziału w kapitale zakładowym oraz 46,12% udziału w ogólnej liczbie głosów na WZA.

FAST FINANCE po I kwartale 2016 roku

FAST FINANCE spółka notowana na GPW, specjalizująca się w obsłudze wierzytelności detalicznych – zakończyła I kwart 2016 roku skonsolidowanymi przychodami na poziomie 6,8 mln oraz wynikiem netto w wysokości 2,1 mln. Poziom zadłużenia finansowego (wskaźnik długu netto do kapitału własnego) utrzymuje się na bezpiecznym poziomie ­– 0,70.

Na koniec I kwartału 2016 r. Spółka wypracowała skonsolidowane przychody
ze sprzedaży w wysokości 6,8 mln zł. Zysk operacyjny ukształtował się na poziomie 3,2 mln zł, zysk netto wyniósł 2,1 mln zł (spadek o 0,5% r/r). W okresie sprawozdawczym FAST FINANCE osiągnęło skonsolidowaną marżę EBITDA w wysokości 48,7% natomiast marża operacyjna wyniosła 47,0%.

FAST FINANCE kontynuuje proces redukowania zadłużenia finansowego poprzez wykupy obligacji. Do dnia publikacji raportu Spółka nabyła i umorzyła łącznie 3 600 szt. obligacji serii J o łącznej wartości nominalnej 3 600 000 zł oraz nabyła w ramach okresowej amortyzacji 466 sztuk obligacji serii M o łącznej wartości nominalnej wynoszącej 466 000 zł.

Na koniec okresu sprawozdawczego Spółka utrzymała wskaźnik zadłużenia dług netto/kapitał własny na bezpiecznym poziomie – 0,70.

W I kwartale 2016 roku pozytywny wpływ na osiągnięte przez FAST FINANCE wyniki finansowe miały wpływy z portfeli wierzytelności, składające się z wpłat od dłużników oraz zarządzanie własnym funduszem sekurytyzacyjnym.

Wypracowane w I kwartale wyniki finansowe zapewniają nam stabilne podstawy do wzrostu działalności w kolejnych okresach 2016 r. Nasza strategia się sprawdza dlatego będziemy konsekwentni w jej realizacji. FAST FINANCE w dalszym ciągu będzie nabywać atrakcyjne portfele wierzytelności detalicznych, co w połączeniu z dalszymi inwestycjami w rozwój organiczny Spółki z pewnością przełoży się na naszą pozycje w branży – mówi Jacek Daroszewski, Prezes Zarządu FAST FINANCE S.A.

FAST FINANCE przewiduje utrzymanie dobrej kondycji rynku windykacji. Pozytywny wpływ na rozwój Spółki będą miały takie elementy jak wzrastająca podaż wierzytelności oraz obserwowana w ostatnim czasie poprawa wizerunku branży.

Ze względu na utworzenie w dniu 4 stycznia 2016 jednostki zależnej – FF Inkaso Spółka z o.o. – dane w raporcie FAST FINANCE za okres I kwartału 2016 r. zostały zaprezentowane w formie raportu skonsolidowanego.

Krakowski StartUp w finale Międzynarodowego konkursu

NESS Dawid ChmielarzZaczynali w Akademickim Inkubatorze Przedsiębiorczości w Krakowie, poprzez swój biznes chcieli zmieniać świat. Dzięki pasji i pomyśle, znaleźli się w elitarnym gronie 40 najbardziej przedsiębiorczych studentów i ich StartUpowych projektów w ramach konkursu Global Student Entrepreneur Awards (GSEA).

Z Krakowa do Bangkoku

Dziś na Polskim rynku są pionierami w innowacyjnej metodzie mycia samochodów bez użycia wody. Zaczynali skromnie, bez wiedzy, doświadczenia, środków ale z pasją i zapałem do pracy. Byli finalistami konkursu Kraków Business Starter organizowanym przez Akademickie Inkubatory Przedsiębiorczości w Krakowie (AIP Kraków), tam zdobyli pierwsze środki.

Wiedzę, doświadczenie i kontakty zdobyliśmy dzięki AIP Kraków. Gdyby nie ten pierwszy etap kto wie, w którym miejscu byli byśmy. Czujemy się wyróżnieni faktem, że mogliśmy reprezentować Polskę w tak prestiżowym konkursie. Udział w nim otwiera przed nami nowe perspektywy. Dzięki GSEA Global finals pozyskaliśmy bardzo cenne kontakty które dadzą nam możliwość rozwoju w innych krajach. Poznałem niesamowitych ludzi z którymi na pewno zostanę w kontakcie i chętnie podejmiemy wspólnie różne globalne inicjatywy – mówi Dawid Chmielarz.

Do konkursu zgłosili się spontanicznie, przeszli wstępne rozmowy z komisją konkursową
i zakwalifikowali się do kolejnego etapu.  W półfinale, który miał miejsce w Berlinie konkurowali z Andriy Tkachiv i jego StartUpem CallPage. Ostatecznie zwyciężył Dawid Chmielarz z Ness i to on pojechał reprezentować Polskę w międzynarodowym konkursie Global Student Entrepreneur Awards (GSEA) w Bangkoku, Tajlandia.

– Poziom był bardzo wyrównany i nawet sędziowie nie byli w stanie jednoznacznie wskazać zwycięzców konkursu. Tak czy siak do Polski wracam zainspirowany i zmotywowany – podkreśla jeden z twórców StartUpu.

Konkurs, który zmienia świat

Główną misją konkursu jest promowanie postaw przedsiębiorczych wśród młodych ludzi, edukacja z zakresu prowadzenia własnej działalności gospodarczej oraz umożliwienie wymiany doświadczeni i nawiązania nowych kontaktów biznesowych w społeczności międzynarodowej. Globalne finały w przeciągu ostatnich trzech lat odbywały się na Giełdzie Papierów Wartościowych w Nowym Jorku.

– Co ciekawe, konkurs stawia na młodych studentów, przedsiębiorców, ludzi z wizją, którzy chcą zmieniać świat na lepsze. W konkursie jury nie patrzy tylko i wyłącznie na biznes pod kątem zarabiania dużych pieniędzy. Przede wszystkim w konkursie liczy się to czy jesteś osobą z otwarta głową, która chce zmieniać świat, patrzą również na to jakim jesteś człowiekiem – dodaje Dawid

Globalne finały w przeciągu ostatnich trzech lat odbywały się m.in. na Giełdzie Papierów Wartościowych w Nowym Jorku. W poprzednich edycjach MISBEHAVE MISBHV z Polski został wyróżniony nagrodą Lessons from the Edge Award!

Czas na rozwój – myśl globalnie działaj lokalnie

Ness to projekt realizowany przez trzech studentów Ivan Kosarovych, Mateusza Patrzałek i Dawida Chmielarza. Ich pomysł polega na wykorzystaniu technologii australijskich naukowców. Metoda ta pozwala na wymycie samochodu przy wykorzystaniu zaledwie około 0,5 litra wody. Podczas mycia samochodu cząsteczki brudu są zbierane i pochłaniane w tzw. nanopowłowki, który ścieramy za pomocą szmatki z mikrofibry. Swój startup na początku założyli w AIP Kraków, dzięki czemu umożliwiło im to przetestowanie pomysłu na preferencyjnych warunkach bez płacenia ZUS’u. W ramach preinkubacji dostali wsparcie księgowych, prawników, trenerów i mentorów. Od 3 miesięcy działają już na swoim i wspólnie w założyli sp. z o.o. StartUp. Aktualnie posiadają punkt stacjonarny w Krakowskim Business Parku oraz na Parkingu Wawel Ascan.

Już niedługo wystartują z aplikacją mobilną, która będzie połączona z google maps i pozwoli zamówić usługę w każdym miejscu i o każdej porze. W najbliższym czasie planują też ekspansję na inne miasta, w związku z tym cały czas szukają partnerów do współpracy. Stopniowo wprowadzają też dodatkowe usługi, takie jak np. Hydrofobowa warstwa ochronna, która jest aplikowana na zewnętrzną stronę szyby samochodu i jak sama nazwa wskazuje odpycha wodę a efekt utrzymuje się od 3 do 6 miesięcy.

Więcej o startupie możemy dowiedzieć się na www.ness.auto.pl.

Ratunek na spadek cen

W ubiegłym roku wskaźnik koniunktury rolnej (przekładający się na poziom przychodów) spadł aż o 10 pkt. proc. – był to najgorszy wynik od 4 lat. Spowodowały go odpowiedni rozkład opadów i wczesna wiosna. Plony się zmniejszyły, a dodatkowo ceny płodów rolnych uległy obniżeniu. Miało to negatywne konsekwencje dla rolników – w razie szkody np. w wyniku gradu, przy nieodpowiednio dobranej polisie rolnicy otrzymali mniejszą rekompensatę liczoną wg cen po ich spadku. Jak wyciągnąć naukę z tej kosztownej lekcji?

Spadek cen rynkowych upraw nie będzie miał wpływu na wysokość odszkodowania, pod warunkiem, że w umowie ubezpieczeniowej są odpowiednie zapisy. Wyjaśnia ekspert Concordii Ubezpieczenia:

– Jeśli suma ubezpieczenia jest stała i według zapisów OWU nie jest obniżana w sytuacji spadku cen rynkowych upraw, rolnik zyskuje otrzymując w razie szkody większe odszkodowanie. Tak właśnie jest w Concordii, gdzie kwota wypłat nie zależy od aktualnych od cen płodów rolnych – mówi Andrzej Janc – Dyrektor Biura Ubezpieczeń Rolnych w Concordii Ubezpieczenia.

Jak to wyglądało w poprzednich latach?

W 2015 r. już w pierwszym kwartale nastąpiło silne załamanie koniunktury rolnej i spadek cen. Ogólny jej wskaźnik obniżył się z poziomu 4,4 pkt do -14 pkt i był to najniższy poziom od 4 lat. Taki spadek wpłynął na zmniejszenie się przychodów gospodarstw rolnych – spowodowanych między innymi obniżeniem cen rynkowych. Wskaźnik wyrównanych przychodów pieniężnych obniżył się z -5,7 do -20,3 pkt. Nie dziwią zatem protesty rolników, którzy przekonywali, że przy takich cenach nie opłaca się prowadzić produkcji.

Wtedy rolnicy spodziewali się łagodnej wiosny, spadających notowań rynkowych i niekorzystnych trendów w cenach zbóż i rzepaku. Potwierdzeniem tego były zawarte polisy, a właściwie spadek średniej sumy ubezpieczenia na 1 ha. Dla przykładu, w porównaniu z wiosną 2014 roku, w ubezpieczeniu zbóż średnia suma ubezpieczenia na 1 ha w zależności od regionu spadła od 5% do 12%, a w ubezpieczeniu rzepaku odnotowano spadek od 6% nawet do 18%. Najbardziej średnie sumy ubezpieczenia uległy obniżeniu w województwach dolnośląskim i opolskim. W najmniejszym stopniu obniżenie nastąpiło w województwach wielkopolskim i zachodniopomorskim.

Jak działa ubezpieczenie w przypadku spadających cen na rynku mogli się przekonać rolnicy, u których wystąpiły szkody. Najmocniej w stosunku do przedsezonowych oczekiwań w 2014 roku spadły ceny rzepaku ozimego. Rolnicy ubezpieczali się najczęściej na sumę na poziomie pomiędzy 1500-1800 zł/t, gdy podczas żniw cena rynkowa spadła nawet poniżej 1200 zł/t.

Okazywało się że przy tych samych ubytkach w plonie szacowanych przez rzeczoznawców Concordii Ubezpieczenia oraz rzeczoznawców z innych firm ubezpieczeniowych rolnik otrzymywał najwyższe odszkodowanie z Concordii. Zadziałała stała suma ubezpieczenia i naliczanie odszkodowań wg cen sprzed sezonu – wyjaśnia Andrzej Janc.

Na razie rokowania co do koniunktury w tym roku nie są jednoznaczne. Meteorolodzy zapowiadają na najbliższe tygodnie pierwsze wiosenne burze. Powstawanie komórek burzowych mogą skutkować gradobiciami. Wiosną ubiegłego roku zalążek silnych gradobić mieliśmy w połowie maja w województwie lubelskim i świętokrzyskim. Występujące trąby powietrzne przyniosły opady gradu wielkości kurzych jaj. Mając na uwadze te zagrożenia, warto pamiętać, żeby podczas zawierania umów ubezpieczeniowych sprawdzać lub pytać agenta, jak będzie obliczane odszkodowanie w przypadku spadku cen na rynku.

Spadające ceny płodów rolnych na rynku a stała suma ubezpieczenia_ – artykuł do pobrania

Globalne Centrum Rozwiązań IT Roche w Polsce planuje inwestycje warte pół miliarda złotych

CEO Magazyn Polska

O 20 proc. co roku rosną nakłady biotechnologicznego koncernu Roche na inwestycje i rozwój w Globalne Centrum Rozwiązań IT, którego siedziba mieści się w Warszawie, a biuro w Poznaniu. Firma zamierza zlecać na zewnątrz zadania, które nie są newralgiczne, a skupić się na zagadnieniach przynoszących firmie największą wartość.

– Od 14 lat konsekwentnie rośniemy równo z rynkiem. Notujemy 20 proc. wzrostu rocznie i na razie zdecydowanie nie widać końca. Cały czas jest potencjał wzrostowy. Centrala wykazuje bardzo duże zaangażowanie co do Polski w obszarze IT i myślę, że będziemy kontynuować ten wzrost – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Marcin Mazurowski, szef Globalnego Centrum Rozwiązań IT w Roche. – Zależy nam na tym, aby koncentrować się na takich obszarach rozwojowych, które przynoszą największą wartość dla firmy. Natomiast będziemy też zlecać na zewnątrz zagadnienia, które są powtarzalne, związane z utrzymaniem, a także takie, które nie stanowią zagrożenia dla naszego biznesu.

Globalne Centrum Rozwiązań IT Roche jest ośrodkiem świadczącym usługi w zakresie budowania i utrzymywania systemów informatycznych na rzecz oddziałów Roche na całym świecie. Powstało w 2004 r., zatrudnia 400 specjalistów i podzielone jest na trzy piony: aplikacji i portali informujących o lekach Roche, rozwoju i wsparcia intranetów oraz współpracy z Roche Diagnostics w zakresie oprogramowania do urządzeń diagnostycznych, a także globalnych rozwiązań wspierających m.in. procesy badań klinicznych.

– Nie mamy żadnych konkretnych planów. Aktualnie rząd inwestycji to jest 0,5 mld zł i oceniam, że może być kolejne 20 proc. w 2017 roku i w latach kolejnych – przewiduje Mazurowski.

Grupa Roche w I kw. 2016 roku zwiększyła sprzedaż o 5 proc. do 12,4 mld franków. Dział farmaceutyczny osiągnął przychód w wysokości 9,8 mld franków, z czego największa część przypadła na Stany Zjednoczone (38 proc.) oraz Europę Zachodnią (19 proc.).

Jak przekonuje Mazurowski, polskie Centrum Rozwiązań IT w ciągu 14 lat funkcjonowania wypracowało sobie wewnątrz grupy mocną pozycję.

– Historia naszego centrum sięga 12 lat wstecz i pierwszym czynnikiem, na który inwestorzy zwrócili uwagę, był zdecydowanie koszt. Natomiast przez lata bardzo konsekwentnie budowaliśmy naszą markę i reputację wśród decydentów w firmie, opartą o doskonałą wiedzę techniczną, wspaniałych ludzi, pasjonatów. Myślę, że to jest naszą zdecydowaną przewagą –  zapewnia Mazurowski.

Z. Jakubas: Polscy przedsiębiorcy oczekują od rządu wsparcia dyplomatycznego i pomocy w wejściu na nowe rynki zbytu

CEO Magazyn Polska

Przedłużający się spór polityczny osłabia kondycję polskiej gospodarki i zniechęca zagranicznych inwestorów do naszego rynku – uważa Zbigniew Jakubas, przedsiębiorca, inwestor giełdowy i właściciel Grupy Kapitałowej Multico. Z tego powodu na wartości traci zarówno rynek dłużny, jak i walutowy. Inwestor liczy jednak na szybkie zażegnanie kryzysu oraz pozytywny wpływ na gospodarkę planu ministra Mateusza Morawieckiego. Podkreśla, że prywatny biznes nie oczekuje od państwa żadnej finansowej pomocy. Przydatne byłoby natomiast wsparcie dyplomatyczne, umożliwiające przedsiębiorcom wejście na nowe rynki zagraniczne.

– Perspektywy polskiej gospodarki ogólnie oceniam pozytywnie. Nie tylko z powodu planu pana premiera Morawieckiego. Nasz kraj od wielu lat rozwija się bardzo stabilnie, a prognoza tegorocznego PKB zakłada ok. 4–proc. wzrost – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Zbigniew Jakubas, przedsiębiorca, inwestor giełdowy i prezes Grupy Kapitałowej Multico. – Natomiast niepokoi mnie zamieszanie, jaki dzieje się wokół naszego państwa. Traci na tym rating naszego kraju, co z kolei przyczynia się do osłabienia złotego i podwyższenia kosztu obsługi długu publicznego – dodaje.

Przedsiębiorca jest przekonany, że trwający obecnie spór polityczny szkodzi polskiej gospodarce. Jego zdaniem to podstawowy czynnik hamujący szybszy rozwój naszego kraju. Zauważa, że wyciszenie konfliktu m.in. wokół Trybunału Konstytucyjnego wpłynęłoby pozytywnie na otoczenie biznesowe i poprawiło postrzeganie naszego kraju za granicą.

– Dalej jesteśmy konkurencyjną gospodarką i nie jest też tak, jak sądzą niektórzy, że jesteśmy tylko biorcą know-how, wiedzy zachodnich podmiotów. Mam firmy, które się rozwijają w Polsce bardzo szybko, takie jak np. Newag, który jest dziś bezwzględnym liderem technologicznym polskiego rynku kolejowego – wyjaśnia Jakubas.

W 2015 roku kontrolowany przez Jakubasa Newag odnotował ponad 1,04 mld zł przychodów ze sprzedaży, co było wynikiem o 11,5 proc. lepszym niż rok wcześniej. Spadła natomiast rentowność spółki, która przez rokiem zarobiła na czysto 64,97 mln zł (wobec prawie 78,5 mln zł zysku netto w 2014 roku). Poza Newagiem inwestor jest także głównym udziałowcem Mennicy Polskiej, która w minionym roku mogła się pochwalić ponad 774 mln zł przychodów oraz zyskiem netto wynoszącym blisko 37 mln zł (wobec straty rok wcześniej).

Biznesmen zauważa, że obecnie polska gospodarka stanowi silny blok, gdzie rozwój w jednym sektorze pociąga za sobą wzrost innych obszarów. Szczególny potencjał dostrzega w szeroko rozumianej branży przemysłowej, która może być dodatkowo wspierana działaniami ze strony rządu, realizującego plan ministra rozwoju Mateusza Morawieckiego.

– W jedną rzecz jednak nie wierzę. Nie możemy dziś zdalnie sterować gospodarką i skutecznie kontrolować zachodzących w niej procesów, opierając się na utworzonych w tym celu grupach biznesowo-społecznych – tłumaczy inwestor.

Jako przykład nieudolnego funkcjonowania państwowych spółek biznesmen podaje sektor górniczy. Obecnie polskie kopalnie węgla kamiennego notują wielomiliardowe straty, a zadłużenie samego Katowickiego Holdingu Węglowego wynosi blisko 3 mld zł.

– Chciałbym wierzyć i o to apeluję, żeby państwo pomagało wszystkim w tym programie pana Morawieckiego, zwłaszcza prywatnym przedsiębiorcom. Nie chodzi tu nawet o pomoc stricte finansową. Nie potrzebujemy być niańczeni. Tak naprawdę chcemy tylko spokoju i żeby nam nie przeszkadzano – mówi Zbigniew Jakubas.

Właściciel Grupy Kapitałowej Multico zaznacza, że wsparcie od polskiego rządu przydałoby się przedsiębiorstwom planującym rozpoczęcie działalności na takich rynkach jak Iran czy Ukraina. W ich przypadku potrzebne jest przede wszystkim wsparcie dyplomatyczne i pomoc w nawiązaniu kontaktów z lokalnymi firmami.

– Biznes liczy na wsparcie dyplomatyczne, żeby nasi politycy nie bali się o tym mówić. Politycy we wszystkich państwach cywilizowanych rozmawiają o wspieraniu własnego interesu, wspieraniu własnych podmiotów gospodarczych, które w jakichś obszarach funkcjonują, i to powinno być też u nas oczywistwścią – podsumowuje.

Zbigniew Jakubas to inwestor giełdowy i właściciel Grupy Kapitałowej Multico. Oprócz Newagu i Mennicy Polskiej w swoim portfelu ma ona udziały m.in. w notowanych na giełdzie Zakładach Automatyki Polna oraz w Centrum Nowoczesnych Technologii. Poza spółkami publicznymi warszawska grupa jest akcjonariuszem bądź udziałowcem m.in. Energopolu Warszawa, Wartico Invest i Feroco. Kontrolowane przez nią podmioty zatrudniają w sumie ok. 12 tys. osób.

Grupa Azoty: To będzie trudny rok dla producentów nawozów. Głównie z powodu nadprodukcji w Chinach i presji na obniżkę

CEO Magazyn Polska

Obecny rok może nie być dla producentów nawozów równie korzystny jak 2015 r. Wpływa na to nadprodukcja w Chinach oraz presja na obniżkę cen ze strony klientów, którzy chcą, by producenci podzielili się z nimi zyskami wynikającymi z niskich cen gazu. Grupie Azoty udało się jednak w I kw. roku zwiększyć zarówno marżę EBITDA, jak i netto oraz utrzymać zysk.

W I kw. Grupa Azoty zwiększyła marżę EBITDA do 20,9 proc. z 17,1 proc. rok wcześniej. Marża netto wzrosła do 12,4 proc. z 10,8 proc. Spadły jednak przychody, głównie z powodu niższych cen na rynku.

– Konkurencyjność czy dostępność innych nawozów wymusza na nas dostosowanie poziomów cenowych. Z drugiej strony oczekiwanie klientów w całej Europie, ale też i na rynku polskim, abyśmy podzielili się częścią marży, jaką poprawiamy w segmencie nawozowym, będzie miała miejsce również w 2016 r. i to wykonujemy – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Andrzej Skolmowski, wiceprezes Grupy Azoty. – Tych działań poprawiających nasz kontakt będzie dość sporo. Zależy nam na dobrych relacjach z rolnikami, więc będziemy nieustannie nad tym pracować.

W I kw. Grupa Azoty wypracowała 2,48 mld zł przychodów ze sprzedaży wobec 2,8 mld zł przed rokiem. Największy udział w sprzedaży miał segment nawozy-agro, który przyniósł 1,58 mld zł. Drugi pod względem wagi dział chemia odpowiada za jedną trzecią tej kwoty. Na czysto grupa zarobiła w ciągu trzech pierwszych miesięcy roku niemal 307 mln zł wobec niespełna 306 mln zł rok wcześniej. Na akcjonariuszy jednostki dominującej przypadło 272 mln zł – o cztery miliony mniej niż w I kw. 2015 r.

– Ostatnie dwa lata były wyjątkowo dobre dla całej branży nawozowej. Przez ostatnie kilka miesięcy tę dobrą sytuację również poprawiło obniżenie cen gazu. Tym samym I kw. tego roku jest kwartałem rekordowym, jeżeli chodzi o rentowność na działalności nawozowej –  mówi Skolmowski. – Dlatego trudno będzie w związku z tą presją na ceny oraz ze zwiększoną podażą poprawiać nieustannie wyniki. W następnych latach będziemy walczyli o stabilizację w części nawozowej. Natomiast w części chemicznej to jest nieustanna praca od kilkunastu miesięcy w kierunku poprawy wyników.

Jak podała spółka w raporcie, największa presja na obniżenie cen występuje w segmencie tworzyw, który w Grupie odpowiada za 11 proc. przychodów. Spadły one o ponad 18 proc. rok do roku, zaś wynik EBITDA był ujemny i wyniósł 13 mln zł wobec straty na poziomie 2 mln zł rok temu. Sprzedaż w dziale chemia spadła wprawdzie o 12 proc. do 535 mln zł, ale EBITDA wzrosła o ponad 60 proc. do 87 mln zł. Największy dział nawozy-agro zwiększył zysk operacyjny po doliczeniu amortyzacji o 4 mln zł, choć również odnotował spadek przychodów o 12 proc.

W ciągu najbliższych czterech lat wartość amerykańskich inwestycji w Polsce będzie rosła. Stany Zjednoczone wśród głównych partnerów handlowych

CEO Magazyn Polska

Jak podaje Amerykańska Izba Handlowa, całkowite zaangażowanie amerykańskich firm w Polsce sięga 20–30 mld dol. Firmy zza oceanu zatrudniają nad Wisłą ponad 180 tys. osób. Kolejne lata powinny przynieść dalsze ożywienie w inwestycjach – oceniają eksperci. I podkreślają duży wkład amerykańskich firm w polską gospodarkę. Przykładem może być Coca-Cola, nagrodzona właśnie przez Instytut Piłsudskiego w Ameryce, które dokłada co roku 0,2 proc. krajowego PKB.

Polska jest dla Stanów Zjednoczonych ważnym partnerem europejskim, dlatego że przewodzi Europie Środkowej, jest państwem demokratycznym, bardzo dobrze się rozwijającym, z otwartym społeczeństwem, z bardzo dobrą kulturą, z dużą grupą wykształconych ludzi, którzy świetnie adaptują się do nowych wyzwań – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Iwona Korga, prezes Instytutu Piłsudskiego w Ameryce.

W 2014 roku obroty handlowe Polski ze Stanami Zjednoczonymi wyniosły 10,3 mld dol. Większość przypadła na import – 5,45 mld dol. Eksport był wart 4,85 mld dol. Rok później obroty nieco spadły do 9,7 mld dol., głównie z powodu umocnienia amerykańskiej waluty.

Wśród projektów, nad którymi pracuje Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych, dominują te amerykańskie. W kwietniu Agencja prowadziła 189 projektów, z czego 45 pochodziło z USA. Ich wartość to ponad 520 mln euro, a dzięki nim powstanie ok. 9,5 tys. miejsc pracy.

Stany Zjednoczone to ogromny kraj. Bardzo ważne jest edukowanie społeczeństwa amerykańskiego i administracji na temat tego, czym jest Polska, jakie ma zalety i jakie daje możliwości inwestorom. Jako Instytut Piłsudskiego staramy się od 70 lat budować most porozumienia polsko-amerykańskiego poprzez kulturę, poprzez to, co Polska ma ważnego i ciekawego do zaoferowania społeczności amerykańskiej, poprzez nagrody, współpracę czy konferencje – wyjaśnia Iwona Korga.

Jednym z najwcześniejszych i najbardziej znanych amerykańskich inwestorów w Polsce jest Coca-Cola. Historia obecności producenta w Polsce sięga 1971 roku, gdy podpisano umowę na licencyjne rozlewanie napojów w Polsce. Pierwsze butelki zjechały z linii produkcyjnej w Browarze Warszawskim w lipcu 1972 r. Firma rozpoczęła bezpośrednie inwestycje w Polsce w 1991 r., a tylko w ostatnich 10 latach zainwestowała ponad 1,3 mld złotych.

­– Coca-Cola jest jednym z najważniejszych inwestorów amerykańskich w Stanach Zjednoczonych, wpisuje się w naszą misję nawiązywania kontaktów polsko-amerykańskich, ich promowania, a jednocześnie jest firmą, która społecznie jest bardzo zaangażowana, z odpowiedzialnością podchodzi do ochrony środowiska i do wspierania kultury i sportu – przekonuje Iwona Korga.

Instytut Józefa Piłsudskiego w Ameryce nagrodził właśnie Coca-Colę tytułem Corporate Catalyst Award. Nagroda ta jest przyznawana podmiotom zagranicznym za stałe inwestycje w Polsce, które przyczyniają się do rozwoju społeczno-gospodarczego kraju.

Coca-Cola jest globalną firmą, ale działamy lokalnie. Wszędzie tam, gdzie jesteśmy, a jesteśmy niemal wszędzie, próbujemy, jak najbardziej zbliżyć się do społeczności lokalnej – mówi Ania Jakubowski, dyrektor generalny Coca-Cola Poland Services. – Słuchamy ich i tworzymy wspólne projekty. W Polsce dobrym przykładem może być to, co robimy na rzecz ochrony czystości wody. Mamy fundusz Kropla Beskidu razem z mieszkańcami rejonu Beskidu Sądeckiego stworzyliśmy razem prawie 100 projektów na rzecz środowiska i czystej wody.

Innym przykładem może być zaangażowanie w promocję aktywności fizycznej. W zawodach piłkarskich Coca-Cola Cup w ciągu 18 lat wzięło udział ok. 700 tys. nastolatków.

System Coca-Cola zatrudnia w naszym kraju prawie 3 tys. pracowników, ma więc realne przełożenie na gospodarkę.

Coroczny wkład Coca-Coli w gospodarkę Polski to 0,2 proc. PKB. Na każde euro wydane bezpośrednio przez nas przypada 13 euro wydanych przez naszych partnerów czy dostawców – mówi Nikos Kalaitzidakis, dyrektor generalny Coca-Cola HBC Polska. – Jeśli w ten sam sposób obliczymy nasz wkład w podatki, to okaże się, że wynosi on 0,5 proc. wszystkich podatków. Każde euro z podatków firmy Coca-Cola to kolejne 24 euro podatków od naszych partnerów, dostawców i klientów. Każde miejsce pracy, jakie tworzymy, przyczynia się do powstania sześciu kolejnych miejsc w całej gospodarce. Dla osiągnięcia takiego sukcesu kluczowe jest partnerstwo z dostawcami, partnerami biznesowymi, klientami i lokalnymi społecznościami.

Grupa Velux rozbudowała fabrykę w Namysłowie. Planuje wzrost zatrudnienia

CEO Magazyn Polska

Grupa Velux, producent okien, zakończyła inwestycję w fabryce w Namysłowie. Dzięki niej powierzchnia produkcyjno-magazynowa zwiększyła się o ponad 4 tys. mkw. i obejmuje 9 hal. Rozbudowana część zakładu ma przede wszystkim usprawnić procesy logistyczne. Firma liczy na zwiększenie efektywności produkcji i znaczące oszczędności związane zarówno z kosztami transportu, jak i ze zużyciem energii.

Przeprowadzona inwestycja umożliwia nam połączenie części magazynowej z liniami produkcyjnymi, dzięki czemu zaopatrzenie w materiały i ich rozładunek będzie szybszy i prostszy. To usprawni procesy logistyczne i doprowadzi do oszczędności – mówi agencji Newseria Biznes Jørgen M. Laursen, dyrektor fabryki Velux w Namysłowie.

Fabryka po rozbudowie liczy 9 hal i ponad 67 tys. mkw. Zakład specjalizuje się w produkcji kołnierzy aluminiowych oraz okien drewniano-poliuretanowych, czyli w technologii, którą stosuje tylko firma Velux. Przedstawiciele Grupy podkreślają, że produkty z Namysłowa trafiają na wiele europejskich rynków, i to przeważnie bardzo wymagających, m.in. do Niemiec, Szwajcarii, Francji i Wielkiej Brytanii.

Największą zmianę zauważamy w sposobie i szybkości dostaw. We wcześniejszym systemie nasze miejsce składowania materiałów oddalone było od głównych linii produkcyjnych o kilkaset metrów. Musieliśmy więc używać sprzętu przeznaczonego do transportu na zewnątrz. W chwili obecnej, kiedy rozładunek, miejsce składowania oraz linie montażowe znajdują się w jednym miejscu i pod jednym dachem, znacznie usprawnia to procesy logistyczne. Jesteśmy w stanie dostarczać materiały w bardzo dobrych warunkach na czas – podkreśla Inga Różycka, dyrektor ds. logistyki w namysłowskiej fabryce.

Inwestycja przyczyni się też do oszczędności. Długość tras transportowych zmniejszyła się o 14 tys. km rocznie, co odpowiada jednej trzeciej długości równika. Oznacza to mniejsze zużycie paliwa, redukcję zasobów w postaci sprzętu, zużycia energii i emisji dwutlenku węgla. To również oszczędność czasu dla operatorów.

Kolejna istotna zmiana to znacznie lepsze warunki pracy naszych operatorów wózków widłowych. W momencie rozładunku samochodu, który przywozi materiały, pracują w zadaszonym pomieszczeniu wolnym od wpływu czynników atmosferycznych – wyjaśnia Różycka. – Dodatkowo szerokość dróg transportowych zastosowana w nowym magazynie powoduje, że jest znacznie bezpieczniej. Ustawienie regałów i materiałów umożliwia dobrą widoczność, a zastosowana wizualizacja poprawia czas reakcji operatorów.

Fabryka firmy Velux to największy pracodawca w Namysłowie. Dziś pracują tam 763 osoby, a w tym roku zatrudnienie wzrośnie o kolejne 40 osób.

Jako burmistrz Namysłowa jestem dumny z tego, że Velux tak prężnie się rozwija. To firma przyjazna środowisku, w której standardy bezpieczeństwa i higieny pracy są na najwyższym poziomie. Jakość produktów, ich trwałość, estetyka wykonania, design lokują spółkę na najwyższej półce światowej – podkreśla Julian Kruszyński, burmistrz Namysłowa. – Mamy pewne wspólne przedsięwzięcia, plany dotyczące społecznej odpowiedzialności biznesu. Pracujemy nad finałem projektu, który jest społecznie bardzo oczekiwany.

Rozbudowa fabryki w Namysłowie to jedna z wielu ostatnio przeprowadzonych inwestycji Grupy Velux i spółek siostrzanych w Polsce. W ciągu ostatnich czterech lat nakłady na ten cel sięgnęły 500 mln zł. Jak wyjaśnia Jacek Siwiński, dyrektor generalny Velux Polska, było to związane z przejściem na produkcję okien nowej generacji.

Była to największa zmiana technologiczna w historii naszej firmy. W Polsce nastąpiły duże zmiany: zakłady się rozbudowały, zmodernizowały, wymieniliśmy bądź zmodernizowaliśmy 80 proc. naszego parku maszynowego – podkreśla Jacek Siwiński. – Właśnie dobiegły końca projekty prowadzone przez nas w zeszłym roku, a więc budowa hali malarni proszkowej w Wędkowach, rozbudowa fabryki okuć czy wspomniana hala produkcyjna w Namysłowie. W najbliższym czasie skupimy się na tym, aby wykorzystać nowy potencjał do tego, aby poprawić efektywność i zwiększyć skalę produkcji.

Firmy średniej wielkości coraz chętniej sięgają po kredyt inwestycyjny. To sprzyja gospodarce

CEO Magazyn Polska

– Widać rosnące zainteresowanie – zwłaszcza średnich firm – pożyczaniem pieniędzy na cele inwestycyjne – mówi prezes ING Banku Śląskiego. To powinno jeszcze mocniej pobudzić wzrost gospodarczy. Udział banku w rynku kredytów dla firm wzrósł do 10,5 proc.

Z naszych obserwacji wynika, że wśród klientów w grupie bardzo ważnych podmiotów gospodarczych o obrotach rzędu 100–300-400 mln zł rocznie obserwujemy nowy fenomen, a mianowicie zwiększone zainteresowanie kredytem inwestycyjnym – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Brunon Bartkiewicz, prezes ING Banku Śląskiego. – To jest bardzo dobra wiadomość, bo jeśli ten trend się potwierdzi, to mam nadzieję, że będziemy mieć dobre wiadomości dotyczące naszego wzrostu PKB w ciągu najbliższych kwartałów.

Na koniec I kwartału 2016 roku z usług banku korzystało 44,2 tys. klientów korporacyjnych. Tylko w ciągu trzech pierwszych miesięcy roku bank pozyskał 3 tys. nowych klientów w tym segmencie. Na koniec marca firmy miały zaciągnięte kredyty w ING BSK na kwotę 44,8 mld zł, co oznacza wzrost rok do roku o 16 proc. W segmencie grup kapitałowych wzrost wyniósł 15 proc., a wśród dużych i średnich przedsiębiorstw – 18 proc.

Według wszelkich schematów powinniśmy się spodziewać, że pewna niestabilność i brak przewidywalności w gospodarce sprawią, że przedsiębiorstwa powinny się wstrzymać od działalności inwestycyjnej – mówi Bartkiewicz. – Jeśli średnie podmioty chcą inwestować, to oznacza, że z jednej strony wyczerpały się ich najprostsze możliwości działania, takie jak zapasy, wolne moce produkcyjne, a  z drugiej widzą, że popyt na rynku będzie rósł. Są tego tak pewni, że chcą dokonywać inwestycji. To jest ważna informacja. My się z niej bardzo cieszymy, bo to jest pewien zaczyn, który zazwyczaj od takich podmiotów rozlewa się po całej gospodarce.

Udział inwestycji w PKB wynosi ok. 20 proc. Zgodnie z deklaracjami rządu i planem rozwoju ministra Mateusza Morawieckiego ma on do 2020 roku wzrosnąć do 25 proc. Według Brunona Bartkiewicza zauważalny wzrost popytu na pożyczki przedsiębiorstw może przyspieszyć wzrost gospodarczy Polski. Prognozy zakładają wzrost o 3,5–3,9 proc. Rząd zapowiada wzrost o 3,8 proc.

Wpływają na to mają czynniki makroekonomiczne nie tylko wewnątrz naszego kraju, lecz także na zewnątrz. Jeśli brexit się skończy inaczej, niż wszyscy sobie tego życzymy, to będziemy mieć do czynienia z pewnym zaburzeniem. Na tę chwilę nie widzę żadnych większych zagrożeń makroekonomicznych dla polskiej gospodarki. Jest mnóstwo napięć, natomiast nie traktowałbym tego jeszcze jako zagrożenia – przekonuje prezes ING Banku Śląskiego.

Mimo niskich stóp procentowych, wprowadzenia podatku bankowego i niepokoju na rynku związanego z perspektywą ustawowego rozwiązania kwestii kredytów frankowych ING Bank Śląski osiągnął w I kwartale wyniki lepsze od spodziewanych przez rynek. Wynik z tytułu odsetek wzrósł o 17 proc. rdr. do 668 mln zł, zaś wynik z prowizji i opłat do prawie 254 mln zł, czyli o 2 proc. Przychody zwiększyły się łącznie o 8 proc. do 975,6 mln zł, natomiast zysk netto spadł minimalnie z 261 mln zł do 259,2 mln zł.

Mieliśmy bardzo dobre wyniki. Znacząco wzrósł nasz udział w rynku. Dla podmiotów gospodarczych dzisiaj udział naszego banku to jest ponad 10,5 proc. – zaznacza Bartkiewicz. – W zależności od segmentu, czy to klientów detalicznych, czy klientów korporacyjnych, nadal mamy wzrosty rzędu 10 pkt proc., co przy wzroście gospodarczym rzędu 3–3,5 proc. jest naprawdę godziwym wynikiem. To jest taki mechanizm napędowy.

Wśród klientów detalicznych ING BSK miał na koniec kwartału udzielonych kredytów i pożyczek na 27,6 mld zł. To o 19 proc. więcej niż rok wcześniej. Największą część, 19,3 mld, stanowiły kredyty hipoteczne w złotych (wobec 15,8 mld zł rok wcześniej) oraz pożyczki gotówkowe (4,9 mld zł wobec 3,9 mld zł na koniec marca 2015 r.). Liczba klientów detalicznych wyniosła 4,08 mln osób.

Świadczenie rehabilitacyjne jest wypłacane osobom, które rokują powrót do zdrowia. W 2015 roku pobierało je 78 tys. Polaków

CEO Magazyn Polska

Chorzy, którzy wyczerpali okres pobierania zasiłku chorobowego przez 182 albo 270 dni, ale rokują odzyskanie zdolności do pracy, mogą liczyć na świadczenie rehabilitacyjne. Okres jego wypłaty zależy od oceny stanu zdrowia przez lekarza orzecznika ZUS. Można je pobierać maksymalnie przez 12 miesięcy.

Świadczenie rehabilitacyjne przysługuje ubezpieczonemu, który wykorzystał okres wypłaty zasiłku chorobowego i nadal jest niezdolny do pracy, ale dalsze leczenie i rehabilitacja lecznicza rokują odzyskanie przez niego zdolności do pracy – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Urszula Juszczyk z Departamentu Zasiłków w Centrali Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

O świadczenie rehabilitacyjne z funduszu chorobowego mogą ubiegać się wszyscy, którzy podlegają ubezpieczeniu chorobowemu obowiązkowo, np. pracownicy albo dobrowolnie (m.in. osoby wykonujące pozarolniczą działalność gospodarczą czy pracujący na podstawie umowy-zlecenia).

Jeśli natomiast niezdolność do pracy powstała podczas wypadku przy pracy lub jest spowodowana chorobą zawodową, można skorzystać ze świadczenia rehabilitacyjnego z funduszu wypadkowego. Trzeba jednak pamiętać o tym, że osoby prowadzące pozarolniczą działalność i osoby z nimi współpracujące, nie mogą jednak mieć zadłużenia z tytułu składek na ubezpieczenia społeczne.

Zadłużenie jest badane na dzień wypadku przy pracy lub na dzień złożenia wniosku o przyznanie świadczeń z tytułu choroby zawodowej. Jeżeli zadłużenie przekracza kwotę 6,60 zł, to świadczenie rehabilitacyjne nie przysługuje do czasu spłaty całości zadłużenia – podkreśla Juszczyk.

Świadczenie rehabilitacyjne przysługuje po okresie zasiłkowym (182 albo 270 dniach – w przypadku ciąży lub zachorowania na gruźlicę). Można je pobierać maksymalnie przez 12 miesięcy. Po tym okresie chory albo zostaje uznany za zdolnego do pracy, albo zapada decyzja o przyznaniu mu renty z tytułu niezdolności do pracy.

O tym, czy stan zdrowia ubezpieczonego uzasadnia przyznanie mu świadczenia rehabilitacyjnego, a jeżeli tak, to, na jaki okres, decyduje lekarz orzecznik ZUS, który wydaje w tej sprawie orzeczenie. Ubezpieczony, który nie zgadza się z  tym orzeczeniem, może złożyć sprzeciw w ciągu 14 dni od daty jego otrzymania. Wówczas sprawą zajmuje się komisja lekarska ZUS i wydaje orzeczenie. Na jego podstawie oddział ZUS wydaje decyzję w sprawie świadczenia rehabilitacyjnego – tłumaczy Juszczyk.

Ekspertka ZUS wskazuje, że wniosek o świadczenie najlepiej złożyć 6 tygodni przed zakończeniem pobierania zasiłku. Taki termin gwarantuje, że wypłata świadczenia nastąpi bezpośrednio po zakończeniu zasiłku chorobowego.

Aby dostać świadczenie rehabilitacyjne, trzeba złożyć wniosek na druku ZUS Np-7.

Do wniosku o świadczenie rehabilitacyjne ubezpieczony powinien dołączyć zaświadczenie o stanie zdrowia wypełnione przez lekarza prowadzącego na druku ZUS N-9 oraz wywiad zawodowy z miejsca pracy na druku ZUS N-10 – przypomina Juszczyk.

Za okres pierwszych 90 dni pobierania świadczenia jest ono wypłacane w wysokości 90 proc. przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia lub przychodu, które stanowi podstawę wymiaru zasiłku chorobowego. W dalszym okresie pobierania świadczenia wynosi ono 75 proc. podstawy. Jeśli jednak świadczenie jest wypłacane w okresie ciąży lub przysługuje z powodu wypadku przy pracy bądź choroby zawodowej, to jego wysokość przez cały okres wynosi 100 proc. podstawy wymiaru.

Jeżeli niezdolność do pracy została spowodowana wypadkiem przy pracy, do wniosku o świadczenie rehabilitacyjne należy dołączyć protokół ustalenia okoliczności i jego przyczyn, jeżeli dana osoba jest pracownikiem, albo kartę wypadku w przypadku pozostałych ubezpieczonych. Gdy natomiast niezdolność do pracy została spowodowana chorobą zawodową, ubezpieczony powinien dołączyć do wniosku decyzję o stwierdzeniu choroby zawodowej wydaną przez Inspektora Sanitarnego – wskazuje Urszula Juszczyk.

Liczba osób korzystających ze świadczenia rehabilitacyjnego systematycznie rośnie. W 2000 roku świadczenie pobierało 60 tys. osób, a w ubiegłym roku 78 tys.

Pracodawcy poszukują studentów i osób tuż po studiach. Liczba ofert staży i praktyk dynamicznie rośnie

CEO Magazyn Polska

Niskie bezrobocie sprawia, że przedsiębiorstwa coraz chętniej przyjmują do pracy osoby młode, studentów ostatnich lat oraz absolwentów tuż po szkołach, bez doświadczenia. W I kwartale liczba ofert staży i praktyk kierowanych do tej grupy wzrosła o jedną czwartą rdr. – wynika z danych Pracuj.pl. Staże i praktyki w czasie studiów odbywa 80 proc. studentów, z czego 20 proc. było płatnych. Najwięcej mogą zarobić informatycy oraz finansiści.

Rynek pracy coraz bardziej otwiera się na młode osoby, kończące studia bądź studiujących na ostatnich latach – mówi agencji Newseria Biznes Izabela Bartnicka, ekspertka Grupy Pracuj. – W I kwartale mieliśmy kilka tysięcy ofert skierowanych do młodych ludzi. Najczęściej takie staże i praktyki są ofertami dla kandydatów z branży IT, bardzo popularny staje się również cały obszar związany z big data i analityką biznesową.

Do kwietnia pracodawcy opublikowali 435 ogłoszeń do nich kierowanych, co stanowi wzrost o jedną trzecią w stosunku do pierwszego kwartału 2015 r. Ponadto w tym obszarze młodzi ludzie mogą liczyć na najwyższe zarobki, zarówno jako stażyści, jak i jako doświadczeni pracownicy.

To obszar, w którym zarobki dla osób bez doświadczenia zawodowego mogą wynosić od 3 tys. netto wzwyż. Warto też pamiętać o tym, że jest to branża, w której im więcej doświadczenia, tym wyższe zarobki – podkreśla Bartnicka.

Wśród konkretnych specjalizacji dziedziną z najwyższym wynagrodzeniem jest rozwój oprogramowania. Połowa studentów takiego kierunku w badaniu Pracuj.pl wskazała, że otrzymuje pensję w wysokości ponad 3 tys. zł netto. W innych obszarach IT wynagrodzenia są równie atrakcyjnie. Internet, e-commerce, tzw. nowe media czy IT-administracja także dają młodym ludziom szansę na przeciętne zarobki na poziomie 2,5 tys. zł netto, ale również nadzieję na wyższe pensje w przyszłości.

Młodych pracowników poszukują także pracodawcy z branży finansowej i ubezpieczeniowej. Ich oferty kierowane są głównie do studentów kierunków ekonomicznych. W I kwartale liczba tego typu ogłoszeń wzrosła o 15 proc., do 675. Na wysokie zarobki mogą liczyć pracownicy doradztwo/ konsulting – przeciętnie blisko 2,85 tys. zł netto miesięcznie.

W dalszej kolejności są takie branże, jak budownictwo, handel i usługi.

Jest kilka obszarów zawodowych, jak prawo, marketing, branża budowlana, gdzie zarobki w pierwszych latach pracy na stażu czy praktyce mogą być jeszcze niskie, ale wraz z nabywaniem doświadczenia zarobki rosną kilkukrotnie i mogą być bardzo wysokie – mówi Izabela Bartnicka.

Na najwyższe wynagrodzenie mogą liczyć zarówno studenci, jak i osoby doświadczone w województwie mazowieckim (odpowiednio prawie 2,5 tys. i 4,5 tys. zł), dolnośląskim (2,2 tys. i 3,7 tys. zł) oraz małopolskim (2,2 tys. oraz 3,5 tys. zł).

To regiony, w których biznes rozwija się najbardziej dynamicznie, powstają nowe miejsca pracy, rozwijają się pracodawcy. Tam też jest najwięcej ofert – tłumaczy Bartnicka. – Jest tam dużo firm i korporacji zatrudniających powyżej 250 pracowników. To właśnie w takich przedsiębiorstwach młodzi ludzie mogą liczyć na najwyższe pensje.

W firmach zatrudniających poniżej 10 osób odsetek pracujących studentów jest najwyższy i wynosi ponad 13 proc. Najmniejszy odsetek jest w największych firmach, zatrudniających ponad 250 osób. Podobnie jest w przypadku absolwentów.

Jak popatrzymy na skalę, to jeśli do 10-osobowej firmy przyjdzie dwóch studentów, to już mamy 20 proc. pracowników. Natomiast korporacja, która liczy minimum 250–500 pracowników, nawet jak zatrudni 10 osób, to będzie to znikomy procent pracowników. Tu jednak miejsc pracy dla nich jest najwięcej – mówi Bartnicka.

Przy poszukiwaniu staży i praktyk młodzi ludzie najczęściej korzystają z portali rekrutacyjnych oraz stron internetowych pracodawców.

Firmy powinny mieć tego świadomość. Jeżeli są nastawione na zatrudnienie młodych osób, to muszą na swoich stronach zamieszczać odpowiednie informacje i dobrze się komunikować. Równie ważne są rekomendacje i polecenia. Ich pozyskanie obecnie, w dobie mediów społecznościowych, jest łatwe i szybkie – precyzuje Bartnicka.

Badanie Pracuj.pl wskazało, że ponad 80 proc. studentów i absolwentów w trakcie studiów odbywa staż lub praktykę. Dla jednej piątej z nich wiąże się to z wynagrodzeniem.

– To jest bardzo dobry pierwszy krok do dalszego rozwoju, do szukania swojej ścieżki zawodowej i do sprawdzenia jeszcze w trakcie studiów, co nas tak naprawdę interesuje, w czym jesteśmy dobrzy i z czym chcemy związać swoją przyszłość zawodową – mówi ekspertka Grupy Pracuj.

Globalne wydatki na reklamę sięgną w tym roku 538 mld dol. Motorem wzrostu będzie segment cyfrowy

CEO Magazyn Polska

Pozycja internetu oraz mediów cyfrowych jako motorów wzrostu rynku reklamowego jest niezagrożona. W tym i przyszłym roku wydatki na tego rodzaju promocję mają wzrosnąć o kilkanaście procent. Tracić natomiast nadal będą media drukowane, w tym dzienniki i czasopisma. Cały rynek reklamy zarówno w Polsce, jak i na świecie powinien się w tym roku zwiększyć o 4,5 proc. 

Osoby zajmujące się reklamą, sprzedające czas reklamowy mogą się czuć bezpiecznie. Ten rok przyniesie dalsze wzrosty wydatków reklamowych, podobnie jak przyszły. Zarówno w ujęciu globalnym, jak i lokalnie będzie to około 4 proc. – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Łukasz Wyglądała, digital director w domu mediowym Carat Polska.

Według prognoz firmy Carat, opracowanych na podstawie danych pochodzących z 59 rynków obu Ameryk, Azji i Pacyfiku oraz Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki (EMEA), w tym roku wydatki na reklamę osiągną wartość 538 mld dol. i będą o 4,5 proc. wyższe niż w ubiegłym roku. Motorem wzrostu ma być internet, a w jego ramach przede wszystkim social media oraz reklamy w formie krótkich filmów wideo.

Zdaniem Carat Media wzrost będzie miał miejsce we wszystkich regionach. Wydatki najszybciej powinny się zwiększać w Ameryce Łacińskiej (o ponad 10 proc.).

W Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej będą to kilkuprocentowe wzrosty (odpowiednio o 4,6 proc. i 3,1 proc.). Motorem wzrostu wydatków będzie m.in. olimpiada, Euro 2016, a w samych Stanach Zjednoczonych – wybory prezydenckie – wymienia Łukasz Wyglądała.

Carat ocenia, że kampania może wygenerować wydatki na reklamę na poziomie 6 mld dol. Co ciekawe, optymistyczne prognozy na przyszły rok dotyczą także regionu Europy Środkowo-Wschodniej ze względu na spodziewaną stabilizację gospodarki rosyjskiej. Mimo prognozowanego spowolnienia gospodarek Chin i Brazylii w tym roku rynku Azji i Pacyfiku oraz Ameryki Łacińskiej utrzymają silną pozycję i powinny wzrosnąć odpowiednio o 4,4 proc. i 10,5 proc. w ujęciu rocznym.

Pozycja segmentu cyfrowego jako trwałego czynnika wzrostu wydatków na reklamę jest niezagrożona. W 2016 r. segment ten przejmie 27,0 proc. wydatków na reklamę, a w 2017 zwiększy swój udział do blisko 30 proc., wartych w skali globalnej 161 mld dolarów.

Jego motorem napędowym będą gwałtowny rozwój branży mobilnej (o 37,9 proc.), filmów online (34,7 proc.) i mediów społecznościowych (29,8 proc.).

Wydaje mi się, że Polska jest w głównym nurcie zachodniego świata reklamy – precyzuje Łukasz Wyglądała. – Wykorzystujemy Internet of Things, nie mamy problemu z mediami społecznościowymi, wiemy, czym jest reklama natywna i content marketing. Przełomową rzeczą jest programmatic, inaczej audience planning (programowanie i automatyczne, precyzyjne kampanie głównie w mediach cyfrowych – red.). Tutaj jest przed nami najwięcej pracy, bo w Stanach Zjednoczonych 50–60 proc. wszystkich wydatków na reklamę typu display przechodzi przez tego rodzaju narzędzia, a w Polsce, w zależności od źródeł, od 15 do 25 proc.

Prognoza spółki Carat potwierdza ponadto postępujący spadek mediów papierowych. W 2016 roku ich udział ma wynieść od 1,7 proc. (czasopisma) do 5,4 (prasa codzienna). Poprawa w ujęciu rocznym będzie natomiast widoczna we wszystkich pozostałych nośnikach, w tym telewizji (3,1 proc.), reklamie zewnętrznej (3,4 proc.), radiowej (2,2 proc.) i kinowej (2,8 proc.).

Polacy coraz dłużej na chorobowym

Doktor LekarzWedług danych ZUS* w 2105 roku liczba wystawionych zaświadczeń chorobowych wzrosła w stosunku do 2014 roku o 11,2 %, a liczba dni absencji o 8,3 %. Powodem mogą być trudności w dostępie do lekarzy specjalistów i długi czas oczekiwania na wizytę. To rodzi poważne koszty dla firm.

W ostatnich latach widać było tendencję spadkową ilości wystawianych zwolnień, za to długość nieobecności ze względu na stan zdrowia wydłużała się. W ostatnim analizowanym okresie wzrosła jednak również ilość wypisywanych zaświadczeń. Statystyczny czas nieobecności z tytułu choroby własnej osób ubezpieczonych w ZUS wyniósł ponad 27 dni, a przeciętna długość jednego zwolnienia od lekarza to ponad 12 dni. W pierwszym półroczu 2014 i 2015 roku ponad połowa zaświadczeń lekarskich została wystawiona na okres do 10 dni.

Jak radzić sobie z absencją chorobową w firmie

Nieobecność jednej osoby, może zaburzyć pracę całego zespołu, nie wspominając już o kosztach związanych ze zorganizowaniem zastępstwa czy opłaceniem nadgodzin i obsługi administracyjnej. Niektóre firmy premiują tylko te osoby, które w ciągłości przepracowały cały miesiąc albo nawet dłuższy okres. To może tłumaczyć fakt, że wizytę u lekarza pracownicy są skłonni odkładać na później, przeciągając w czasie moment leczenia. To z kolei może powodować stopniowe pogarszanie stanu zdrowia, a w konsekwencji wydłużenie nieobecności.

Usprawnianie modelu, w którym funkcjonują pracownicy, poprzez podnoszenie jakości warunków pracy można osiągnąć dzięki kilku – dostępnym coraz częściej także dla małych firm – narzędziom. Duże znaczenie mają tu kultura zdrowego trybu życia i promowanie „work-life balance”, dostępność kart multisport, czy specjalistycznej opieki medycznej w połączeniu z wykorzystaniem e-zwolnień (informacja o stanie zdrowia od razu trafia do pracodawcy). Dobra forma pracowników staje się ważnym elementem codziennego funkcjonowania firmy i – co bardzo ważne – pozwala skutecznie ograniczać koszty powodowane przez absencje chorobowe.

 – Coraz częściej spotykamy się z opiniami pracodawców, mówiących że podnoszenie standardów firmy przez udostępnianie pracownikom ubezpieczenia zdrowotnego nie tylko poprawia wizerunek organizacji jako dobrego pracodawcy, ale też pomaga obniżać koszty. Przy czym istotne wydaje się być to, żeby pracownik miał dostęp do wielu specjalistów. To plus, jakość wizyt daje najlepszy efekt i przekłada się na oszczędność czasu i pieniędzy przedsiębiorcy – uważa Małgorzata Jackiewicz, Dyrektor Sprzedaży Ubezpieczeń Zdrowotnych, Saltus Ubezpieczenia.

Zmiana oczekiwań pacjentów i pracowników

Opieka medyczna podlega nieustającej transformacji. Podobnie dzieje się ze zwyczajami i wymaganiami pacjentów. Jednym z trendów w polskiej ochronie zdrowia na rok 2016 wskazanych przez PwC, jest coraz większa dominacja leczenia prywatnego (podstawowego, długoterminowego, ambulatoryjnego, uzdrowiskowego, rehabilitacyjnego). Wobec problemów i ciągle niesatysfakcjonującej poprawy stanu budżetowej służby zdrowia taki trend będzie się pogłębiał. To przekłada się na wzrost rentowności i jakości prywatnych placówek, które z kolej dzięki temu mogą inwestować w swój rozwój i oferować jeszcze lepsze warunki dla pacjentów.

– Coraz częściej choremu nie wystarcza po prostu „dostanie się” do lekarza. Chce czuć komfort i jakość obsługi, wtedy, kiedy najbardziej tego potrzebuje. Chce mieć możliwość leczenia u wybranego specjalisty. Dostępność leczenia na najwyższym poziomie, możliwość monitorowania wizyt i łatwość telefonicznego kontaktu z najbliższą placówką usprawnia dbanie o zdrowie, a pracodawcy przynosi oszczędności. Pomocna jest konstrukcja nowoczesnych ubezpieczeń zdrowotnych, które można dopasować zarówno do dużej firmy jak i tej z sektora MSP. Nasza skłonność do kontraktowania nowych placówek, częściowa refundacja wizyt z poza listy, czy też łatwość wycofania się z umowy, powoduje, że klienci mają pełną dowolność wyboru usług i mogą decydować o tym, co w danym momencie najbardziej im odpowiada i czego potrzebują – mówi Małgorzata Jackiewicz z Saltus Ubezpieczenia

Rynek pracy zmieniający się na korzyść pracownika powoduje, że pracodawca musi zaoferować coraz więcej, aby zatrzymać u siebie najbardziej wartościowych ludzi. Tryb życia, konkurencyjne warunki pracy, nowe pokolenie wchodzące na rynek przynoszą firmom wyzwania względem utrzymania swojej pozycji na rynku pracy. Dbanie o dobrą formę każdego pracownika, sprostanie oczekiwaniom kandydatów i zatrudnionych, to nie tylko dążenie do bycia pracodawcą pierwszego wyboru, to coraz częściej być albo nie być dla przedsiębiorstwa.

*porównanie pierwszej połowy 2015 z połową 2014 – dane ZUS

Polacy pracowici i zestresowani. Ponad 40 proc. odreagowuje stres na bliskich

Polacy pracowici i ze<a title=stresowani. Ponad 40 proc. odreagowuje stres na bliskich" title="Polacy pracowici i zestresowani. Ponad 40 proc. odreagowuje stres na bliskich" />

Grupa Ergis po I kwartale 2016 roku

Grupa ERGIS, zanotowała po I kwartale 2016 roku przychody ze sprzedaży w wysokości 172,6 mln zł (czyli o 4,6% wyższe niż rok wcześniej), zysk operacyjny  na poziomie 10,3 mln zł (o 4,0% niższy niż w ujęciu roku do roku) oraz zysk netto na poziomie 8,8 mln zł (spadek o 11,7% w porównaniu z 2015 rokiem). Zysk EBITDA osiągnął  16,6 mln zł, czyli był o 0,2% wyższy od wypracowanego w analogicznym okresie minionego roku.

Tadeusz Nowicki, Prezes Zarządu ERGIS SA.
Tadeusz Nowicki, Prezes Zarządu ERGIS SA.
Foto: Tomek Pikula

Wzrost przychodów wynikał przede wszystkim ze znaczącego zwiększenia wartości sprzedaży opakowań przemysłowych, w tym innowacyjnej i bardzo dobrze przyjmowanej przez rynek folii nanoErgis. Wzrosła również wartość sprzedaży miękkich folii PVC.

Wyniki te wypracowano, mimo niezbyt korzystnej sytuacji surowcowej – kilkunastoprocentowego wzrostu cen LLDPE i PVC w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego.

W dniu 22 lutego 2016 roku odbyło się Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy Ergis S.A., podczas którego akcjonariusze wyrazili zgodę na nabycie do 5% akcji własnych.

Zgodnie z przyjętą Polityką Dywidendową, Zarząd zamierza rekomendować Walnemu Zgromadzeniu wypłatę dywidendy za rok 2015 w wysokości 0,16 zł na akcję, czyli najwyższej w historii Grupy.

WYNIKI FINANSOWE – SZCZEGÓŁY

Wyniki finansowe Grupy ERGIS po I kwartale 2016 roku przedstawia poniższa tabela:

 

w tys. PLN

I kw. 2016 I kw. 2015 Zmiana
Przychody ze sprzedaży 172 579 164 994 +4,6%
Zysk operacyjny 10 315 10 746 – 4,0%
Zysk brutto 8 812 10 092 -12,7%
EBITDA 16 569 16 534 +0,2%
Zysk netto 6 902 7 816 -11,7%

W I kwartale 2016 roku sytuacja surowcowa w ocenie Grupy była gorsza niż w analogicznym kwartale ubiegłego roku, ze względu na istotnie wyższe ceny LLDPE oraz PVC – materiałów istotnych z punktu widzenia profilu produkcyjnego Spółki.

Grupa zanotowała wyraźny wzrost sprzedaży opakowań przemysłowych (o 15,7% w stosunku do I kwartału 2015 r.), co jest efektem przeprowadzonej w ostatnich latach wymiany parku maszynowego w fabryce w Oławie i uruchomienia tam produkcji folii nanoErgis. Udział wartości sprzedaży opakowań przemysłowych w przychodach ogółem wzrósł w I kwartale bieżącego roku do 43,0% w porównaniu z 38,9% rok wcześniej.

W ujęciu rok do roku o 4,9% zwiększyła się również wartość sprzedaży folii miękkich PVC.

Niewielki spadek (o 2,7%) w grupie twardych folii opakowaniowych wynika z faktu, że z powodu niekorzystnej sytuacji na rynku surowcowym, Grupa ograniczała sprzedaż produktów o niższej rentowności.

Osiągnięty zysk EBITDA oraz wartość zrealizowanej sprzedaży sprawiają, że uważamy wyniki pierwszego kwartału za satysfakcjonujące. Cieszy nas dynamiczny wzrost sprzedaży w segmencie opakowań przemysłowych. Zbieramy owoce wysiłku poniesionego na prace badawczo-rozwojowe i inwestycje, które pozwoliły na osiągnięcie przewagi konkurencyjnej w tym segmencie. Sukces ten kompensuje niższą rentowność sprzedaży opakowań do żywności. Należy jednak zauważyć, że wyniki II kwartału 2015 roku, znacznie wykraczające poza średnią kwartalną, tworzą „efekt bazy”, wskazujący, że jest mało prawdopodobne powtórzenie ich w II kwartale 2016 roku. Jednocześnie, biorąc pod uwagę wyniki III kwartału 2015, powyższy fakt nie może być traktowany jako prognoza niższego wyniku za rok 2016, niż wynik zrealizowany w 2015 roku – powiedział Tadeusz Nowicki, Prezes Zarządu ERGIS SA.

Jak mądrze wydać pieniądze z 500+

Kto i w jaki sposób może skorzystać z programu?

Szacuje się, że z programu 500+ skorzysta 2,7 mln rodzin, a wsparciem będzie objętych 3,7 mln dzieci. Wniosek o świadczenie można składać od chwili startu programu, czyli od 1 kwietnia 2016 r., w gminie, w której mieszkamy lub przez Internet.

Niektóre ze współpracujących z nami banków umożliwiły składanie wniosku przez bankowość elektroniczną – tłumaczy Tomasz Kromolicki, Dyrektor Biura Bancassurance Concordii Ubezpieczenia. – Jest to duże ułatwienie dla rodziców, którzy zamiast stać w kolejkach w urzędzie, będą mogli załatwić wszystko za pomocą swojego konta bankowego.

Ustawa wprowadzająca program „Rodzina 500+” przewiduje, że każda rodzina będzie mogła otrzymać świadczenie wychowawcze w wysokości 500 zł na drugie i kolejne dziecko, bez względu na dochody. W przypadku rodzin z jednym potomkiem, niezbędnym będzie spełnienie kryterium dochodowego, czyli maksymalnie 800 zł na osobę lub 1200 zł w przypadku dzieci z niepełnosprawnością. Również rodziny wielodzietne, które spełniają kryterium dochodowe, otrzymają pieniądze na każde dziecko. Dzięki dodatkowemu 500 zł miesięcznie, przez 18 lat, rodzina z dwójką dzieci otrzymująca dofinansowanie na jedno z nich, może uzyskać kwotę w wysokości 108 tys. zł.

Nie przejedz wszystkich pieniędzy

Właśnie otrzymaliśmy zastrzyk gotówki, jak ją dobrze wykorzystać? Dodatkowy pieniądze bardzo łatwo wydać na zachcianki i bieżące potrzeby, jednak warto pomyśleć, w co zainwestować, aby zaprocentowało w przyszłości.

Rozsądnym pomysłem na 500+ jest przeznaczenie części środków na ochronę życia i zdrowia swojego dziecka.

Mamy do wyboru dwa warianty, dzięki którym zapewnimy rodzinom finansowy spokój w razie wystąpienia niespodziewanych i negatywnych zdarzeń w ich życiu – tłumaczy dr Filip Przydróżny, Dyrektor Biura Ubezpieczeń Osobowych Concordii Ubezpieczenia. – Pierwszy z nich polega na ubezpieczeniu życia rodziców, aby w razie śmierci zapewnić dzieciom środki finansowe na przykład na zdobycie wykształcenia. Drugi sposób, to ubezpieczenie dziecka od następstw nieszczęśliwych wypadków, co pozwoli na pokrycie kosztów leczenia czy rehabilitacji – dodaje dr Filip Przydróżny.

Od początku kwietnia możemy składać wnioski o pomoc finansową z programu 500+. Część z tych środków przeznaczymy zapewne na bieżące wydatki. Warto jednak pomyśleć, w jaki sposób zainwestować resztę funduszy, aby jak najlepiej zapewnić bezpieczeństwo i przyszłość dzieciom.

Małgorzata Zawadewicz nowym managerem dywizji Softlines Agito.pl

Małgorzata Zawadewicz Agito
Małgorzata Zawadewicz została managerem nowo utworzonej dywizji Softlines działu handlowego Agito.pl, jednego z pionierów rynku online w Polsce. To nowe stanowisko w strukturach firmy, Małgorzata dołącza do Tomasza Fuksa, prowadzącego dywizję Hardlines (m.in. elektronika, produkty RTV/AGD, komputery, akcesoria).

Wchodząca w skład grupy eMAG firma Agito.pl, jeden z pionierów biznesu online w Polsce, ma nowego managera produktów Softlines w dziale handlowym. Została nim Małgorzata Zawadewicz, która dołącza do Tomasza Fuksa prowadzącego dywizję Hardlines. Podział działu handlowego na dwie części ma na celu polepszenie komunikacji z partnerami i dostawcami oraz ułatwić budowanie wartości dodanej i pozytywnych doświadczeń klientów w poszczególnych kategoriach produktowych.

„Cieszę się, że do naszego zespołu dołączył kolejny tak doświadczony manager. Małgorzata pomoże nam dokończyć pozytywne zmiany zachodzące w dziale handlowym oraz zbudować jeszcze lepsze relacje z partnerami w wymagających kategoriach, takich jak produkty dla dzieci, DIY, kosmetyki czy elementy wyposażenia i dekoracji domu. Jej głównym zadaniem na najbliższe miesiące jest wypracowanie procesów współpracy z naszymi parterami handlowymi, zwiększenie liczby oferowanych produktów oraz przygotowanie spójnej i skalowalnej polityki sprzedażowej dla całej dywizji Softlines” – powiedział Remigiusz Chrzanowski, Dyrektor Zarządzający Agito.pl

Małgorzata Zawadewicz posiada wieloletnie doświadczenie w zarządzaniu procesami zakupów w znanych na rynku firmach i międzynarodowych korporacjach. Przed dołączeniem do Agito.pl pracowała w firmach takich jak Avon, Oriflame czy Smyk. Wprowadzała też program wparcia planowania zakupów w dużej firmie z branży farmaceutycznej. W trakcie dotychczasowej kariery zarządzała wielomilionowymi budżetami zakupowymi w Polsce oraz na innych rykach europejskich.

Macrologic doradzi przedsiębiorstwom komunikacji miejskiej w zarządzaniu

Polski dostawca systemów do zarządzania klasy ERP, spółka Macrologic, doradzi uczestnikom Krajowego Zjazdu Komunikacji Miejskiej w Łodzi, jak efektywnie zarządzać tego typu  przedsiębiorstwem. Doświadczenie w tym zakresie firma zdobywała, wprowadzając rozwiązania informatyczne do zarządzania m.in. w MZK w Grudziądzu.

– Już od kilku lat wspieramy właścicieli firm z branży transportowej,  w optymalizowaniu procesów zarządczych w ich organizacjach. Z wykorzystaniem oferowanych przez nas systemów informatycznych klasy ERP przedsiębiorstwa te są zarządzane bardziej efektywnie. Z tego względu nie mogło nas zabraknąć na Krajowym Zjeździe Komunikacji Miejskiej w Łodzi – mówi Jarosław Witwicki, członek zarządu oraz dyrektor ds. sprzedaży Macrologic SA.

W tym roku spotkanie przedsiębiorstw komunikacji miejskiej z całego kraju odbywa się w dniach  12–13 maja br. w Łodzi i jest jednym z najważniejszych wydarzeń organizowanych przez Krajową Izbę Gospodarczą Komunikacji Miejskiej.

Jak zaznacza Jarosław Witwicki, Macrologic posiada duże doświadczenie w zakresie wdrażania systemów klasy ERP w firmach transportowych. Spółka w zeszłym roku zakończyła implementację takich rozwiązań m.in. w Miejskim Zakładzie Komunikacji w Grudziądzu, gdzie zostały wdrożone aplikacje autorstwa Macrologic w zakresie finansów i księgowości wraz z bankowością elektroniczną, majątku trwałego, controllingu z budżetowaniem oraz kadr i płac. Firma była również odpowiedzialna za dostarczenie rozwiązań ułatwiających rozliczanie czasu pracy, gospodarki magazynowej, zarządzania wyposażeniem, sprzedaży i zakupów, gospodarki warsztatowej, a także obiegu informacji.

Wcześniej MZK w Grudziądzu pracował na systemach, które nie były ze sobą kompatybilne. Istnienie wielu źródeł informacji skutkowało problemami w prawidłowym rozliczaniu kosztów oraz niską wiarygodnością prowadzonych analiz. To przekładało się na trudność podejmowania trafnych decyzji zarządczych. Zbieranie informacji, ich scalanie i przeliczanie wykonywano „ręcznie”. Z tego względu analiza kosztów oraz przetwarzanie danych potrzebnych do opracowania raportów były procesami skomplikowanymi oraz czasochłonnymi.

W celu bardziej efektywnego zarządzania spółką zdecydowaliśmy się na wprowadzenie w 2014 roku jednego zintegrowanego systemu do zarządzania (klasy ERP), obejmującego także rozwiązanie do controllingu. Potrzebowaliśmy inteligentnego narzędzia, które przyczyni się do poprawy jakości danych oraz optymalizacji procesów poprzez ich automatyzację — mówi Paweł Maniszewski, prezes zarządu w Miejskim Zakładzie Komunikacji Sp. z o.o. w Grudziądzu.

Rozwiązania Macrologic pomogły usprawnić procesy związane z gospodarką warsztatową spółki, zwłaszcza w zakresie zarządzania wyposażeniem taboru, kontrolowania przeglądów okresowych wraz ze szczegółowym rozliczeniem kosztów wykonanych remontów i zleceń.

— Wdrożenie zintegrowanego systemu zarządzania procesami zachodzącymi w MZK w Grudziądzu okazało się niezwykle ważną inwestycją, która aktualnie przekłada się na wzrost wydajności oraz przejrzystości naszych działań — zapewnia Paweł Maniszewski.

Złoty czeka na „wielki” piątek trzynastego

Marcin Kiepas, dyrektor działu analiz Admiral Markets
Marcin Kiepas, dyrektor działu analiz Admiral Markets

Na dzień przed decyzją Moody’s złoty traci na wartości. Zmiany są jednak ograniczone i tak naprawdę to dominuje wyczekiwanie. Zaplanowana na dziś publikacja przez GUS kwietniowych danych inflacyjnych nie powinna tej atmosfery zburzyć.

O godzinie 10:20 kurs EUR/PLN testował poziom 4,4290 zł, USD/PLN 3,8815 zł, a CHF/PLN 4 zł. Za te trzy waluty trzeba zapłacić wprawdzie nieco więcej niż wczoraj na koniec dnia, ale wciąż są to podobne poziomy do tych z ostatnich kilku dniach. Na rodzimym rynku walutowym dominuje atmosfera wyczekiwania na jutrzejszą decyzję agencji Moody’s ws. ratingu Polski. Jak się powszechnie oczekuje, prawdopodobnie obniży ona swą ocenę wiarygodności kredytowej Polski. Inwestorzy różnią się jedynie w ocenach, czy Moody’s zetnie sam rating, czy tylko jego perspektywę.

Ewentualne cięcie ratingu będzie negatywną wiadomością i mocnym ostrzeżeniem wysłanym w kierunku inwestorów zagranicznych. Szczególnie, że na przestrzeni 5 miesięcy będzie to już drugi taki przypadek. Niemniej jednak w krótkim terminie taka decyzja powinna być już niemal całkowicie zdyskontowana. Stąd też, nie tylko nie musi ona wywołać przeceny złotego, ale paradoksalnie może nawet prowadzić do jego umocnienia na fali realizacji zysków z wcześniejszej gry przeciwko polskiej walucie.

Obserwowanej obecnie atmosfery wyczekiwania nie są w stanie popsuć publikowane dziś po południ inflacyjne dane z polskiej gospodarki, które z dużym prawdopodobieństwem przyniosą potwierdzenie wstępnego odczytu tych danych (CPI -1,1% R/R).

W piątek uwaga rodzimych graczy będzie się koncentrować nie tylko na ratingu, ale też na publikowanych tego dnia danych o PKB Polski za I kwartał 2016 roku (prognoza: 3,4% R/R), bilansie płatniczym (prognoza: 334 mln EUR) i inflacji bazowej (prognoza: -0,2% R/R). Ich uzupełnieniem zaś będą przyszłotygodniowe dane o produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej w Polsce w kwietniu. Dane te pozwolą odpowiedzieć na pytanie, czy marcowe załamanie obu tych „figur” (nota bene podobne załamanie w produkcji było obserwowane w całym regionie) było tylko wypadkiem przy pracy, czy jednak trwalszą tendencją? Losy złotego w drugiej połowie maja będą w dużej mierze uzależnione od decyzji Moody’s (ale tylko wtedy, gdy agencja zaskoczy) i danych płynących z polskiej gospodarki.

Komentarz przygotował:

Marcin Kiepas
Główny Analityk
Admiral Markets AS Oddział w Polsce

O co warto pytać pracowników, by stać się lepszym liderem

Jak pracodawcy mogą uniknąć negatywnych komentarzy na swój temat? Jak wynika z doświadczeń portalu opinii GoWork.pl, wystarczy odpowiednia komunikacja. Zamiast obrażać się na pracowników za to że nie zgadzają się z każdą naszą decyzją, należy zacząć słuchać tego co mają do powiedzenia i zadawać odpowiednie pytania. Opanowanie tej sztuki stanowi esencję sprawnego zarządzania. O co pytać? Oto kilka przykładów:

Jakim typem lidera jestem?

Członkowie zespołu podążają za pewnymi siebie, sprawnymi przywódcami. Za tymi skupionymi na własnym sukcesie – niekoniecznie. Prawdziwy przywódca nie kontroluje pracowników na każdym kroku, nie ogranicza ich kreatywności. Jego zadanie polega na  inspirowaniu podwładnych, by jak najlepiej wykorzystywali swoje umiejętności i przyczyniali się do realizacji wizji firmy.

Czy wiesz jaki potencjał w tobie widzę?

Szefowie dzielą się na tych, którzy zarządzają z przesadną dbałością o szczegóły i tych, którzy skupiają się na wyszukiwaniu talentów i aktywowaniu potencjału drzemiącego w każdym pracowniku. – Lider rozmawia z podwładnym, próbuje wychwycić jego mocne strony i wspólnie ustalają jakie korzyści może on przynieść firmie oraz jak dodatkowo wzmocnić te cechy, jakie szkolenia pozwolą na rozwój talentu – mówi Michał Środa z GoWork.pl.

Co o tym myślisz?

Dobry lider jest pewny siebie, ale także pokorny. Jest świadomy tego, że nie zna odpowiedzi na wszystkie pytania, a to z kolei oznacza, że przed podjęciem ostatecznej decyzji sięga po opinię swojego zespołu. Im więcej pomysłów i porad uzyska od pracowników, tym lepiej dla ogólnej idei.

W jaki inny sposób moglibyśmy rozwiązać ten problem?

Przeciętni liderzy unikają wyzwań i problemów. Najlepsi wręcz przeciwnie. Gdy okazuje się, że popełniono błąd, wkraczają do akcji i zamiast szukać winnych, szukają rozwiązań. – Próbując znaleźć rozwiązanie kryzysowej sytuacji, ważne jest by nie szukać winnych – zauważa przedstawiciel GoWork.pl. Nawet jeżeli uważamy, że należy zwrócić uwagę konkretnej osobie, należy to zrobić na osobności i bez agresji.

Jak mogę Ci pomóc? 

Prawdziwi liderzy wiedzą, że ich pozycja nie ogranicza się do sprawowania władzy nad innymi. Wiedzą, że ich rolą jest realizacja wyznaczonych celów i praca na rzecz całej firmy. W związku z tym, nie skupiają się wyłącznie na wydawaniu poleceń. Pytają jak mogą pomóc, czego inni oczekują od ich kierownictwa, jakie ich działania mogłyby wpłynąć na usprawnienie pracy zespołu.

Czy jest coś, co utrudnia wam pracę?

To pytanie może początkowo zaskoczyć członków zespołu, mimo to jest jednym z najlepszych pytań, jakie można zadać. Szef powinien uważnie wysłuchać odpowiedzi, dokładnie zastanowić się nad odpowiedzią i być gotowym na podjęcie odpowiednich działań – w innym przypadku, gdy ponownie zada to pytanie, nie otrzyma już prawdziwej odpowiedzi.

Gdzie chciałbyś zajść?

Nie należy obrażać się na pracowników, którzy postanowili rozwijać się w innej firmie. Warto jednak o nich walczyć, a najlepszym sposobem na zatrzymanie utalentowanych pracowników jest danie im swobody rozwoju. Dlatego tak ważne jest to pytanie – jaka jest twoja pasja? czego oczekujesz od swojej firmy? co chciałbyś robić? Znając oczekiwania pracowników, łatwiej im sprostać, a tym samym pozbawić motywu dla którego postanowią realizować się gdzie indziej.

Co szesnastej parze grozi rozstanie z powodu konfliktów o pieniądze

Wspólny budżet i niezgodność w podejściu do zarządzania finansami w związku potrafi dać się we znaki. Co piąta para w Polsce regularnie kłóci się o pieniądze. Co trzecia osoba po kolejnej awanturze zastanawia się nad rozstaniem – wynika z badania zrealizowanego na zlecenie BIG InfoMonitor i BIK.

Awantury o pieniądze Dla jednej piątej Polaków porozumienie się w sprawach finansowych stanowi istotny problem.  Być może właśnie z tego powodu 1/3 osób zdarzyło się ukrywać wydatki przed partnerem, a 12 proc.  zaciągnęło zobowiązanie finansowe bez wiedzy drugiej połówki – wynika z badania przeprowadzonego przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor i Biura Informacji Kredytowej. Instytut badawczy spytał o kwestie finansów osoby pozostające  w stałych formalnych i nieformalnych związkach. 64 proc. ankietowanych ma z partnerem wspólny budżet, pozostali dzielą się wydatkami.

Ponad połowa par nie kłóci się o pieniądze wcale, ale co piąta robi to regularnie

Niestety, tematy związane z budżetem są również powodem regularnych kłótni aż 21 proc. par. W nielicznych związkach budżet domowy jest na tyle popularnym wątkiem, że staje się powodem sprzeczki co najmniej klika razy w tygodniu – przyznało 3 proc. par. Raz w miesiącu i kilka razy w miesiącu kłóci się odpowiednio 10 proc. i 8 proc. Polaków. Kolejnym 22 proc. związków zdarza się spierać kilka razy do roku.

Polski rynek e-commerce na tle innych państw

Dagmara Kruszewska, Country Manager, SOFORT GmbH
Dagmara Kruszewska, Country Manager, SOFORT GmbH

Stało się faktem, że e-commerce stał się jednym z istotniejszych elementów napędzających gospodarki krajów UE. Z każdym rokiem coraz więcej firm i konsumentów wykorzystuje Internet do nabywania dóbr. Stanowi to naturalną ewolucję integracji europejskiej oraz wolnego rynku szukającego sposobów minimalizacji wszelkich barier i ograniczeń w handlu. Jest to także ogromna szansa dla polskich spółek do wyraźnego zaznaczenia swojej obecności w skali globalnej. Dlatego też, aby efektywnie konkurować na rynkach zagranicznych należy wpierw poznać ich charakterystyki i podstawowe fakty z nimi się wiążące.

Czechy i Słowacja

Nasi południowi sąsiedzi mają wiele podobnych atrybutów, ale również charakterystycznych dla siebie cech. Oba rynki, co oczywiste, są znacznie mniejsze od polskiego. Według danych Statista©[1] wartość przychodów czeskim e-commerce szacowana jest na 1,7 mld euro.
W przypadku Słowacji jest to 0,8 mld euro. Dla porównania wg Statista© w polskim e-commerce obraca się dobrami o wartości 7,8 mld euro. To pokazuje, że główną różnicę – skalę. Ale co ciekawe, a może zaskakujące, w porównywanych krajach istnieją znaczne różnice w penetracji e-commerce. Kiedy w Czechach tylko 52,7% (w 2020 roku spodziewane jest 58%) internautów kupuje za pośrednictwem Internetu, w Polsce odsetek ten wynosi 59,9% (64,2% w 2020 roku), a na Słowacji 71,4% (78,2% w 2020 roku). Dane te pokazuje na ile różne społeczeństwa są otwarte na innowacje w handlu detalicznym i zorientowane na e-commerce w ogóle.

Istnieją także pewne różnice w kategoriach produktów najczęściej kupowanych przez klientów w opisywanych krajach. Kiedy w Polsce najbardziej popularne są „Odzież i obuwie”, pierwsze miejsce zarówno w Słowacji i Czechach zajmuje „Elektronika i media”. Na drugim miejscu na Słowacji jest kategoria „hobby i zainteresowania” (obejmuje takie grupy produktów, jak zabawki, sport, sprzęt outdoor, ogród, dobra luksusowe etc.), odzież jest dopiero trzecia. Z kolei w Czechach drugie są ubrania, a „hobby i zainteresowania” trzecie. W Polsce po odzieży, na podium znajduje się „Elektronika i media”, a „hobby i zainteresowania” są trzecie. To pokazuje pewne różnice w tym, czego konsumenci w różnych krajach szukają i może być dobrą wskazówką dla specjalizujących się w określonej kategorii produktów sprzedawców.

Porównując poszczególne e-rynki warto także zwrócić uwagę na wskaźnik średnich przychodów na jednego klienta (average revenue per user – ARPU). Wartość ta bardzo dobrze ukazuje siłę danego rynku, a także pozwala dostrzec poziom dojrzałości e-commerce niwelując dysproporcje wynikające z wielkości oraz liczebności populacji badanego państwa. Statista© pokazuje, że w przypadku Polski wskaźnik ten wynosi 408 euro. Dla Czech oraz Słowacji jest to odpowiednio 356 i 244 euro.

Litwa, Łotwa i Estonia

Kraje bałtyckie także mogą być dobrym kierunkiem rozwijania działalności e-sklepu. Według danych Statista©, estymowane przychody dla tych rynków to kolejno: 0,7, 0,3 i 0,3 miliarda euro. Tempo rozwoju e-commerce we wszystkich wspomnianych 6 krajach jest podobne
i oscyluje wokół 10% rok do roku, lecz występują tu również pewne różnice w poziomie penetracji rynku. W przypadku Litwy obecnie jest to 66,7% (78,2% w 2020), Łotwy 51,2% (56,4 w 2020), a Estonii 57,4% (63,1% w 2020).

Wszyscy sprzedawcy, którzy chcą rozszerzyć swoja działalność a te rynki także powinni zwrócić uwagę na główne kategorie produktowe nabywane przez konsumentów w Internecie, gdyż
w tym przypadku też występują pewne różnice. Na Litwie najbardziej popularne są kategorie „Hobby i zainteresowania”, „Elektronika i media” oraz „Odzież i obuwie”. Na Łotwie z kolei „Elektronika i media” jest najpopularniejszą kategorią, podczas gdy „Hobby i zainteresowania” oraz „Odzież i obuwie” na bardzo zbliżonym poziomie zajmują miejsca dwa i trzy. W Estonii zdecydowanie dominują „Odzież i obuwie”, zaś „Elektronika i media” są na kolejnym miejscu.

Co jest jednakże najbardziej zaskakujące, to fakt, że zakupy przez Internet w tych trzech państwach są wykonywane przede wszystkim przez osoby młode. Jeśli na najbardziej rozwiniętych rynkach wiek nie stanowi charakterystycznej cechy klientów sklepów internetowych, w tych przypadkach jest to wyjątkowo wyraźne. To z pewnością informacja wyróżniająca i bardzo cenna dla firm planujących ekspansję w tym regionie.

ARPU w krajach bałtyckich obecnie plasuje się następująco: 336, 366 i 472 euro.

Tytani e-commerce – Wielka Brytania, Niemcy oraz Francja

Internet sprawia, że odległości w wymianie dóbr czy informacji nie stanowią obecnie żadnego problemu. Stąd też może warto rozważyć rozszerzenie działalności na największe i najbardziej rozwinięte rynki e-commerce? Niemcy to wyraźnie dobry kierunek, nie tylko dlatego, że to sąsiad Polski. W tym roku obroty na tym rynku szacowane są na wartość około 57 miliardów euro, co stanowi drugi wynik w Europie. Jest to jeden z najbardziej rozwiniętych rynków na świecie, gdzie zakupy internetowe są popularne wśród wszystkich grup wiekowych, niezależnie od dochodów, miejsca zamieszkania i poziomu wyksztalcenia – według danych Statista©, penetracja rynku jest obecnie na poziomie 73,2% (80,5% w 2020 roku). Warto również spojrzeć na średni przychód na użytkownika (ARPU). Jest to aktualnie około 1100 euro, co jest kilkakrotnie wyższą wartością w porównaniu do innych sąsiadów Polski. To pokazuje, że nie tylko większość Niemców kupuje przez Internet, ale także, że robią to systematycznie i stało się to typowym zachowaniem konsumenckim. W tym przypadku Niemcy jako najważniejszy partner gospodarczy Polski jest zdecydowanie oczywistym i naturalnym kierunkiem ekspansji polskich firm e-commerce.

Również ponieważ współczesna migracja oraz powiązania gospodarcze pomiędzy Polską
a Wielką Brytanią, ten największy europejski rynek e-commerce (ARPU jest na poziomie 1575 euro, przychody branży wynoszą 67,7 miliardów euro, a szacuje się, że w 2020 roku będą oscylować wokół 95,3 mld euro), jest także naturalnym kierunkiem rozwoju polskich sklepów.

E-commerce w Wielkiej Brytanii jest nawet jeszcze bardziej popularne niż w Niemczech – penetracja jest na poziomie 80,5%, a w 2020 roku ma wynosić nawet 89,5%. Jak w przypadku Niemiec jest to ogromna przestrzeń dla prowadzenia działalności praktycznie niezależnie od rodzaju oferowanych produktów. Co ciekawe oraz znaczące, na Wyspach zdecydowanie wyraźnie widać dominację kobiet (niezależnie od faktu, że generalnie w gospodarstwach domowych zwyczajowo już kobiety są decydentami w kwestii zakupów), które najczęściej dokonują zakupów przez Internet, nawet w porównaniu do innych rynków. To istotna informacja, szczególnie podczas tworzenia strategii marketingowych oraz planowania dotarcia z komunikatem do konsumentów.

Nie tak oczywistym dla polskich przedsiębiorców kierunkiem ekspansji jak Wielka Brytania czy Niemcy nadal pozostaje Francja. Jest to trzeci co do wielkości europejski rynek e-commerce, na którym obroty wyceniane są na 41,4 mld euro, lecz nie charakteryzuje się wysokim wskaźnikiem penetracji jak w przypadku pozostałych liderów. Dla Francji wskaźnik ten wynosi „jedynie” 63,5% (69,6% w 2020 roku). Wskaźnik ARPU jest jednak wyższy niż w Niemczech i wynosi 1190 euro, co łącznie pokazuje, że działalność na rynku francuskim może stanowić dużą szansę oraz wyzwanie w jednym.

Kraj, do którego Polska jest często porównywana – Hiszpania

Po akcesji Polski do UE nasz kraj bardzo często był porównywany do Hiszpanii. Działo się tak ze względu na zbliżoną wielkość populacji, powierzchnię oraz sytuację wyjściową. Porównania dotyczyły głównie efektywności wykorzystywania środków unijnych, rozbudowy infrastruktury czy generalnego rozwoju gospodarczego. Dlatego też warto spojrzeć na hiszpański rynek e-commerce – być może jest to cenna wskazówka mówiąca jak będzie wyglądała sytuacja w Polsce w przyszłości.

Obroty w handlu internetowym w Hiszpanii są szacowane na 19,3 mld euro (wg Statista©). Jest to ponad dwa razy więcej w porównaniu do naszego kraju, lecz może Polska będąca liderem wzrostów e-commerce w Europie w ciągu najbliższych lat osiągnie podobny wynik. Podobnie jak Polacy, Hiszpanie zdecydowanie preferują kupowanie przez Internet ubrań, a dopiero w dalszej kolejności jest elektronika oraz kategoria „hobby i zainteresowania”.

Co jest ciekawe, obecnie penetracja rynku w przypadku obu państw jest już na podobnym poziomie: w Polsce wynosi 59,9% (spodziewane 64,2% w 2020 roku), a w Hiszpanii 57% (68,5% w 2020 r.), lecz największą różnicę można znaleźć we wskaźniku ARPU. Dla Hiszpanii wynosi on 845 euro, dla Polski 408 (podobnie jak obroty całego rynku, dwa razy mniej).

Czy wszystkie te podobieństwa oznaczają, że polski rynek e-commerce w przeciągu 10-15 lat będzie tak duży jak hiszpański? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, lecz patrząc na tempo rozwoju branży oraz na ogólne zmiany w gospodarce, mamy nadzieję, że się to stanie. W naszej opinii dbałość o dobrą kondycję handlu internetowego powinien być priorytetem każdego rządu, gdyż obecnie jest to jeden z kluczowych elementów nowoczesnych, silnych, konkurencyjnych oraz efektywnych gospodarek. Stąd też wspieranie rozwoju e-commerce oraz dedykowanych temu rynkowi rozwiązaniom i pomysłów pozwoli Polsce szybciej dołączyć do grupy najbardziej rozwiniętych i najbogatszych krajów Unii Europejskiej.

Dagmara Kruszewska, Country Manager, SOFORT GmbH

[1] Źródło: www.statista.com

Polskie hity eksportowe, czyli wózki dziecięce, zabawki i gry

Polska eksportuje nie tylko żywność i samochody. Nasze największe hity eksportowe ubiegłego roku mogą zaskakiwać. Statystyki dotyczące wymiany handlowej z innymi krajami omawia Piotr Lonczak, analityk Cinkciarz.pl.

Piotr Lonczak
Piotr Lonczak, analityk Cinkciarz.pl

Ub. rok był kolejnym udanym okresem dla polskich eksporterów. Według danych GUS za 2015 r., wartość sprzedaży za granicę wzrosła o 7.8 proc. Sukces został osiągnięty mimo nieprzychylnej atmosfery w światowej gospodarce, zmagającej się ze spowolnieniem krajów rozwijających się oraz załamaniem cen surowców. Również strefa euro, najważniejszy partner handlowy Polski (56.4 proc. eksportu w ub.r.), wciąż notuje niskie tempo wzrostu PKB. Niemniej, przeciwności nie zdołały zniechęcić polskich firm do ekspansji na nowe rynki.

Nie tylko żywność

Zwykle polski sukces eksportowy jest kojarzony z handlem żywnością. O ile sprzedaż produktów z tej kategorii rosła bardzo dynamicznie zaraz po przystąpieniu naszego kraju do Unii Europejskiej, o tyle obecnie zwiększa się wolniej niż całkowity eksport. W rezultacie udział produktów spożywczych w eksporcie zmalał do 10.7 proc. w 2015 r. wobec 11 proc. i 10.9 proc. w latach 2013-14.

Ograniczenie udziału żywności w eksporcie było co prawda stosunkowo nieduże, lecz jednocześnie mamy do czynienia ze wzrostem znaczenia sprzedaży produktów z kategorii maszyny i urządzenia transportowe. W 2015 r. było to odpowiednio 38.6 proc. w eksporcie wobec 37.6 proc. i 37.8 proc. w latach 2013-14. Warto jednak pamiętać, że ponad pięć lat temu udział tej kategorii przekraczał wyraźnie 40 proc.

Obserwujemy zatem stopniową zmianę struktury polskiego eksportu od produktów nisko przetworzonych do produktów bardziej zaawansowanych. Utrzymanie takiej tendencji w długim terminie będzie prowadziło do wzrostu efektywności pracy oraz w rezultacie wyższych wynagrodzeń.

Eksportowe niespodzianki

Wśród produktów, których sprzedaż wzrosła najmocniej w 2015 r., uwagę zwraca sprzedaż broni i amunicji. Wartość eksportu wyniosła blisko 110 mln euro wobec 54 mln euro rok wcześniej. To oznacza wzrost o 102 proc. W ostatnich pięciu latach eksport tej kategorii był wyższy aż o 313 proc. Wartość tego rynku w stosunku do całego eksportu ma niewielkie znaczenie (0.6 proc.), lecz bardzo dobrze odzwierciedla poprawę skuteczności wchodzenia na nowe rynki. Największym odbiorcą sprzętu był Irak.

Kolejnym przykładem są ciągniki. Sprzedaż tych maszyn rolniczych urosła o 100 proc. (do blisko 120 mln euro z niespełna 60 mln euro w 2014 r.). W stosunku do 2011 r. sprzedaż była wyższa o prawie 200 proc. Największym odbiorcą ciągników była Belgia, a zaraz potem Etiopia. Sprzęt był sprzedawany także do takich krajów, jak Iran, Kazachstan czy Jordania.

Następną mało znaną kategorią eksportu są wózki dziecięce, zabawki i gry. Tylko w 2015 r. sprzedaż tych towarów wzrosła o niemal 50 proc., do 1.2 mld euro. Przez ostatnie pięć lat eksport tych towarów wzrósł o ponad 200 proc. Największym odbiorcą były Czechy, gdzie w ub.r. sprzedano towary za niemal 80 mln euro. W czołówce są przede wszystkim kraje europejskie – Francja, Belgia i Holandia. Uwagę zwraca wysoka pozycja Białorusi.

Wśród produktów, które zanotowały ponad 100 proc. wzrost, były między innymi instrumenty muzyczne, zegary i zegarki oraz artykuły podróżne i torebki. O ile znaczenie tych kategorii jest stosunkowo nieduże, o tyle największa pozycja eksportowa – maszyny i urządzenia transportowe – urosła o 10.1 proc. a żywności o 6.6 proc. To dobrze obrazuje sektory, które są w miarę dojrzałe oraz te, które przeżywają dynamiczny rozwój.

Uwolnienie potencjału

Struktura eksportu odzwierciedla obraz polskiej gospodarki. Widać wyraźnie, że źródłem sukcesu ostatnich lat były małe i średnie przedsiębiorstwa, potrafiące skutecznie odpowiadać na potrzeby klienta nawet w odległej Afryce czy Azji. Produkcja żywności, chociaż ma jeszcze pewien potencjał, od dłuższego czasu nie jest już głównym motorem wzrostu eksportu i nie da nam eksportowego sukcesu na miarę Niemiec.