Bank Pekao po raz 18 zagra z Orkiestrą podczas 24 Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy

W niedzielę, 10 stycznia odbędzie się kolejny Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Bank Pekao od 18 lat pełni funkcję oficjalnego Bankiera WOŚP i jak co roku przyłączy się do wspólnego grania. Ponad 2000 Pracowników Pekao będzie wspierać Orkiestrę. Poza obsługą wpłat Bank umożliwi także dokonywanie darowizn zbliżeniowo w 300 terminalach POS w całej Polsce. Dodatkowo przygotowana została limitowana edycja karty Pekao WOŚP.

W 2016 roku podczas 24 Finału, Wielka Orkiestra Świątecznej pomocy będzie zbierać fundusze na rzecz wsparcia oddziałów pediatrycznych oraz godnej opieki nad osobami w podeszłym wieku.

W finałową niedzielę w całej Polsce zagra z Orkiestrą ponad 2000 Pracowników Banku Pekao, którzy będą przyjmować, sortować i przeliczać pieniądze z puszek wolontariuszy. Przeszkoleni przez Pekao wolontariusze będą obsługiwać 300 terminali POS dostarczonych przez Bank, umożliwiając dokonanie wpłaty na rzecz WOŚP za pośrednictwem karty lub telefonu.

Bank Pekao wraz z Fundacją przygotował dedykowaną kartę debetową Pekao WOŚP z funkcją zbliżeniową. Kartę z limitowanej serii zaprojektowanej przez Jurka Owsiaka można zamówić przez stronę internetową Banku lub w oddziałach tylko do 29.02.2016!

Własną zbiórkę pieniędzy przeprowadzą jak co roku Pracownicy Banku, wpłacając je na specjalne, dedykowane konto. Zebrane przez nich środki zostaną zwiększone w ramach programu Dary do Pary prowadzonego przez Fundację UniCredit.

Po raz trzeci reprezentacja Pracowników Pekao i ich rodzin weźmie także udział w organizowanym w Warszawie w dniu Finału Biegu „Policz się z cukrzycą”. Bieg, co roku cieszy się coraz większym zainteresowaniem Pracowników Banku, coraz więcej osób chce uczestniczyć w tym wydarzeniu – w tym roku drużyna Bankiera WOŚP będzie liczyła 200 osób.

Obsługa klienta 2016 – jakie zmiany nas czekają?

Call Center.
Call Center.

„Proszę czekać na połączenie z konsultantem” – czy w 2016 roku już nie usłyszymy tego zdania? Wszechkanałowość w małych firmach, personalizacja
i optymalizacja kosztów w dużych. Polski rynek obsługi klientów, zarówno in-house, jak i outsourcowanych contact center, będzie się rozwijać dynamicznie.

 W 2016 roku do wyjątków będą należały firmy oferujące swoim klientom możliwość kontaktu tylko przez telefon lub tylko przez e-mail. Standardem staje się wielokanałowość (multichannel), co oznacza, że do działu obsługi można nie tylko dzwonić i pisać maile, ale także czatować i coraz częściej zadawać pytania przez media społecznościowe.

Można również prognozować, że w 2016 roku coraz więcej małych i średnich firm będzie korzystać z platform komunikacyjnych, które jednocześnie zbierają dane ze wszystkich kanałów komunikacji, rejestrują je we wspólnej bazie danych i w tym samym czasie udostępniają konsultantom.

Wszechkanałowość przestaje być filozofią tylko dużych firm. Dzięki oprogramowaniu
z chmury cyfrowej małe i średnie firmy nie muszą już kupować i utrzymywać specjalnego sprzętu, by udostępnić klientom obsługę przez telefon, czat czy e-mail, a konsultantom przejrzysty system z bazą danych
– mówi Cezary Małuj, prezes Focus Telecom Polska, polskiej spółki tworzącej oprogramowanie do sprzedaży i obsługi klientów.

Dynamiczny rozwój tego trendu jest bezpośrednio związany ze zmieniającymi się zachowaniami klientów. Już 95% klientów używa więcej niż jednego kanału do komunikacji z firmą (Deloitte’s Point of View), a aż 83% oczekuje pomocy konsultanta przy dokonywaniu zakupów online (eConsultancy).

W przypadku dużych firm wszechkanałowość coraz częściej będzie oznaczać szybką
i kompetentną obsługę również w mediach społecznościowych i na najaktywniejszych specjalistycznych forach. Dlaczego?

Cezary Maluj_prezes Focus Telecom PolskaPowodem dołączenia nowych kanałów komunikacji jest nie tylko chęć podniesienia satysfakcji klientów, ale także dążenie do minimalizacji ryzyka kryzysów komunikacyjnych. Niezadowoleni klienci dzielą się swoją frustracją najczęściej właśnie w mediach społecznościowych – dodaje Cezary Małuj.

Analityka i wydajność

Wielka liczba danych gromadzonych przez działy obsługi i contact center będzie coraz intensywniej wykorzystywana. Do czego posłużą zdobyte informacje? Z jednej strony, do planowania rozwoju produktu i strategii marketingowej. Z drugiej strony, umożliwią personalizację, zarówno na etapie przekazu reklamowego i promocji (marketing automation), jak i w obszarze samej obsługi.

Duże firmy będą też kontynuować strategię optymalizacji kosztów pracy. Prawie wszystkie rutynowe czynności będą automatyzowane, a przestoje likwidowane. Jak to wygląda w praktyce? To na przykład rozwiązanie, które umożliwia automatyczne udostępnienie konsultantowi informacji o kliencie w chwili, gdy ten dzwoni do firmy, czy automatyczne kierowanie połączeń od klientów od razu do tych konsultantów, którzy są specjalistami w danej sprawie.

Wykorzystywanie tego typu rozwiązań staje się coraz powszechniejsze dlatego, że umożliwiają konsultantom koncentrację na najważniejszej sprawie, czyli kontakcie z klientem. Zaawansowana analityka i dążenie do zwiększania wydajności to trendy, które moim zdaniem najmocniej zaznaczą się w 2016 roku – mówi prezes Focus Telecom Polska.

Firmy intensywnie rozwijają także kanały samoobsługowe, które są coraz chętniej wykorzystywane przez klientów (a jednocześnie oszczędzają czas pracowników firmy). W 2016 roku będziemy oglądać zarówno proste rozwiązania, takie jak świetnie przygotowane strony z odpowiedziami na typowe pytania, jak i specjalne aplikacje, które będą klientom pomagać w rozwiązaniu problemu bez udziału konsultanta. Jeśli klient będzie sobie życzył, w każdej chwili będzie mógł być z nim połączony – przez dowolny kanał.

Czy Polska może być eksporterem wysokich technologii?

W statystykach, eksport w roku 2016 prognozowany jest na 753,9 mld złotych, co oznaczać będzie wynik o 4,9 proc. wyższy niż w roku 2015. Obecnie, Polska ma najlepsze efekty eksportowe w zakresie m.in. żywności, odzieży, produkcji mebli, łodzi motorowych czy stolarki okiennej. Wiele wskazuje na to, że Polska ma szansę, bycia w czołówce wyścigu wykorzystania nowoczesnych technologii, ale potrzeba inwestycji.

W Europie niekwestowanym liderem w zakresie innowacyjności nadal pozostaje: Szwajcaria, Wielka Brytania, Szwecja, Finlandia oraz Holandia. Według danych pochodzących z raportu „The Global Innovation Index 2014: Human factor in Innovation” Polska znajduje się na 45. miejscu pod względem innowacyjności wśród 143 przebadanych państw. Polska w tym zestawieniu wyprzedza jedynie Grecję. Pokazuje to, że jeżeli nasz kraj chce być liczącym się państwem w trwającym wyścigu technologicznym musi podjąć działania na rzecz wsparcia obszaru B+R. Według danych PwC, najwięcej produktów będących wynikiem własnych prac B+R, wśród nowych produktów wprowadzanych na rynek, wykazuje właśnie sektor IT (70% wszystkich produktów), następnie producenci pojazdów i maszyn (66%) oraz sektor chemiczny i farmaceutyczny (53%), co świadczy o wysokim potencjale badawczym polskich specjalistów.

Polska myśl technologiczna doceniana za granicą  

Aktualne tempo światowego rozwoju technologicznego, powoduje że inwestycje w  rozwiązania z zakresu IT stają się koniecznością. Polska myśl IT jest ceniona na świecie i eksportowana poza granicę naszego kraju. Nasz kraj jest również znaczącym graczem pod względem outsourcingu IT. – Mamy znakomitych inżynierów i programistów, którzy z powodzeniem konkurują z innymi graczami na globalnym rynku, włączając inżynierów z Indii. Technologie, które powstają w Polsce są eksportowane do największych światowych firm. Jednym z przykładów jest chociażby oprogramowanie DCS podnoszące bezpieczeństwo i automatyzujące pracę w elektrowniach. Dziś, z tego rozwiązania korzysta 80 proc. elektrowni w Polsce – mówi prof. Konrad Świrski, Prezes Transition Technologies.

Ekspansja na zagraniczne rynki

Polskie firmy świadczące usługi z zakresu IT coraz śmielej wkraczają również na zagraniczne rynki, co jest naturalną konsekwencją i kierunkiem ich rozwoju. Analizy PwC dotyczące ekspansji w 2011 roku wskazują, że na wielu zagranicznych rynkach, szczególnie na wschodzie, Polska ma dobrą markę, ponieważ kojarzy się ona z wiarygodnością i wysoką jakością Zachodu. W Azji, polskie produkty oceniane są również pozytywnie i jednoznacznie utożsamiane z Unią Europejską. – Taki stosunek do polskich firm bierze się m.in. z doceniania z jednej strony jakości produktów i usług z zakresu IT, a  z drugiej strony atrakcyjne ceny za oferowane usługi oraz rozwiązania – mówi prof. Konrad Świrski.

Polska słynie na całym świecie ze świetnych produktów spożywczo-rolniczych, mebli czy stolarki okiennej. W obliczu aktualnie panujących trendów technologicznych i wysokiego potencjału polskich specjalistów, nasz kraj ma szanse stać się jednym z głównych graczy w zakresie eksportu technologii IT, a zwłaszcza w zakresie outsourcingu usług. Tym bardziej, że polscy programiści są doceniani przez międzynarodowe korporacje. Ponadto, dodatkowym bodźcem stymulującym do prac nad technologiami powinien stać się wzrost inwestycji w działalność badawczo-rozwojową,  prowadzącą do wdrożenia na rynek nowych, atrakcyjnych dla odbiorcy produktów i usług.

Ranking polskich banków w badaniu tajemniczego klienta

Jak skutecznie prezentować produkty podstawowe i finalizować transakcje, najlepiej wiedzą w Banku Millennium. Z kolei to w ING Banku Śląskim umieją rozpoznawać potrzeby i dbać o odpowiednią interakcję, a w Deutsche Banku można być pod wrażeniem wyglądu placówek oraz kompetencji doradców w zakresie oferty produktów dodatkowych. To wnioski płynące z badania INTERNATIONAL SERVICE CHECK, w którym tajemniczy klienci mierzyli jakość obsługi w polskich bankach.

Ogólnopolskie, niekomercyjne badanie przeprowadzone przez firmę badawczą INTERNATIONAL SERVICE CHECK w listopadzie 2015 r. objęło 60 placówek należących do 15-tu banków. Pod lupą tajemniczych klientów znalazły się: Alior Bank, Bank BPH, Bank Millennium, Bank Pekao SA, Bank Pocztowy, Bank Zachodni WBK, BGŻ BNP Paribas, Credit Agricole, Deutsche Bank, Eurobank, Getin Noble Bank, ING Bank Śląski, mBank, PKO Bank Polski oraz Raiffeisen Polbank.

W czasie wizyty tajemniczy klienci oceniali jakość zaoferowanej obsługi, a także ogólną prezencję pracowników oraz oddziału. Ich zadaniem było przeprowadzenie rozmowy informacyjnej z doradcą, albo na temat kredytu i oszczędności, albo skutkującej zakupem lub rezygnacją z produktu (otwarcie konta lub zamknięcie kilka dni po podpisaniu umowy).

Ogólny średni wynik, jaki osiągnęły wszystkie przebadane banki, wyniósł 73,2 proc. Mimo że obsługa klienta w wielu miejscach kulała, banki na pewno zadbały o wygląd placówek oraz prezencję pracowników. Całość została oceniona na 90,2 proc., co przyczyniło się do ogólnego wzrostu wyniku dla całego projektu.

 Podium dla Banku Millennium, ING Banku Śląskiego i Deutsche Banku

Pierwsze miejsce w rankingu zajął Bank Millennium osiągając wysoką ocenę – 90,8 proc. Tajemniczy klienci docenili doradców, który rzetelnie oferowali i prezentowali produkty podstawowe, a także potrafili odpowiednio finalizować i kończyć rozmowę.

Na drugim miejscu, z niewielką różnicą (2,3 punktu procentowego), znalazł się ING Bank Śląski ze średnim wynikiem 88,5 proc. W tym banku doradcy, najlepiej ze wszystkich, nawiązywali kontakt z klientami i potrafili skutecznie rozpoznawać ich potrzeby.

Trzecie miejsce na podium przypadło Deutsche Bankowi, który osiągnął średni wynik 81,8 proc., przodując ofertą produktów dodatkowych.

Dodajmy, że najsłabszy bank uzyskał wynik na poziomie zaledwie 44,9 proc.

Ranking polskich banków w badaniu tajemniczego klientaRysunek 1: Ranking banków w podziale na kategorie badania

Wygrywa Wrocław, Katowice i Toruń

Analizując wyniki dla przebadanych oddziałów banków, nieprzeciętnie wysoką jakością obsługi wyróżniły się szczególnie trzy placówki. To Bank Millennium we Wrocławiu (Rynek 36/37), który zdobył 98,2 proc., Bank BPH w Katowicach (ul. Dyrekcyjna 10) z wynikiem 97,9 proc., a także toruński Deutsche Bank (Rynek Nowomiejski 19), który został oceniony na 96,4 proc.

: Najlepsze placówki bankowe w PolsceRysunek 2: Najlepsze placówki bankowe w Polsce

Doradcy tych banków radzą sobie najlepiej

Jak ujawniło badanie przeprowadzone przez INTERNATIONAL SERVICE CHECK, na najlepszą obsługę przy zakładaniu nowego konta można liczyć w placówkach Eurobanku i Credit Agricole (94,7 proc.) oraz ING Banku Śląskiego (93 proc.).

Z kolei wizyty, w czasie których zadaniem tajemniczego klienta było zamknięcie konta, najlepiej wypadły w Banku BPH (97,9 proc.), Banku Millennium (95,8 proc.) i ponownie, w ING Banku Śląskim (91,7 proc.).

Najwięcej kompetentnych informacji na temat planów oszczędzania udzielili doradcy Banku Millennium (98,2 proc.), Deutsche Banku (96,4 proc.) oraz Banku BPH i Eurobanku (94,5 proc.).

Z kolei w tematyce kredytowej najlepiej czuli się pracownicy ING Banku Śląskiego, mBanku i BGŻ BNP Paribas (ex aequo 87,5 proc.).

Najlepsze placówki bankowe w podziale na scenariusze badańRysunek 3: Najlepsze placówki bankowe w podziale na scenariusze badań

 Tematy (nie)lubiane przez pracowników banków

Jak okazało się, doradcy bankowi najlepiej radzili sobie podczas rozmów informacyjnych na temat planów oszczędzania. Średni wynik osiągnięty przez placówki wyniósł 81,2 proc. (najsłabszy wynik – 60 proc.).

Podobnie dobrze tajemniczy klienci ocenili wizyty, które miały kończyć się zakupem (tj. założeniem konta). Średni wynik osiągnięty podczas rozmów z takim scenariuszem to 78,2 proc., choć trzeba zaznaczyć, że najsłabsza placówka otrzymała bardzo niską notę – 18,2 proc.

Na trzecim miejscu znalazły się wizyty, podczas których klienci mieli zrezygnować ze współpracy z bankiem – tj. zamykali konto. Średni wynik osiągnięty przez placówki wyniósł 67,6 proc., a najsłabszy oddział otrzymał ocenę 37 proc.

Ostatnią pozycją była rozmowa na temat oferty kredytowej. Co może dziwić, doradcy nie przejawiali większego zainteresowania w nakłanianiu klientów do skorzystania z ich oferty. Średni wynik wyniósł zaledwie 65,9 proc., a najsłabszy bank otrzymał 39,3 proc.

Średni wynik dla wszystkich banków z podziałem na kategorie i podkategorieRysunek 4: Średni wynik dla wszystkich banków z podziałem na kategorie i podkategorie

Oczywiście należy pamiętać, że badanie przeprowadzone przez INTERNATIONAL SERVICE CHECK to jedynie zarys sytuacji, a dla uzysania w pełni miarodajnych wyników, należałoby tego typu wizyty powtarzać cyklicznie, przez dłuższy okres czasu, w każdej z placówek danego banku.

Grupa Jaguar S.A. terminowo wykupuje obligacje serii C

Grupa Jaguar S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect, zajmująca się obrotem nieruchomościami gruntowymi, budową domów oraz rewitalizacją kamienic, dokonała terminowego wykupu 20% obligacji serii C. Emitent przygotowuje się także do przeprowadzenia emisji akcji serii D.

W dniu 31.12.2015 r. Spółka przeprowadziła, zgodnie z warunkami emisji oraz przyjętym harmonogramem, terminowy wykup 20% wyemitowanych i przydzielonych obligacji serii C. Wykup kolejnych 30% obligacji serii C został przewidziany na dzień 30.06.2016 r. Wraz z wykupem obligacji serii C Grupa Jaguar S.A. terminowo wypłaciła również odsetki za kolejny okres odsetkowy obligacji serii C, E oraz F. Środki pozyskane z emisji obligacji serii C zostały przeznaczone na realizację projektu deweloperskiego o nazwie „Kompleks Kamienna Góra”.

„Dla Spółki zawsze bardzo ważne były interesy naszych obligatariuszy oraz terminowe wywiązywanie się ze zobowiązań z tytułu emisji obligacji. Dzięki dobrej kondycji finansowej możemy łatwo temu sprostać. Terminowe dokonywanie wypłaty odsetek oraz wykupu obligacji pozwala nam także łatwiej przeprowadzać kolejne emisje, bowiem inwestorzy mają większe zaufanie do naszej Spółki.” – ocenia Jacek Wieczorkowski, Członek Zarządu Spółki Grupa Jaguar S.A.

Spółka przygotowuje się obecnie do przeprowadzenia emisji akcji serii D. Jest to emisja z zachowaniem prawa poboru dla Akcjonariuszy Grupy Jaguar S.A. w stosunku 1:5, a dzień ustalenia prawa poboru przypadał na 23.11.2015 r. Cena emisyjna akcji serii D będzie wynosiła 0,10 zł za szt. Emitent planuje podnieść kapitał zakładowy z dotychczasowej kwoty 121.382,30 zł do wysokości nie większej niż 728.293,80 zł poprzez emisję nie więcej niż 6.069.115 akcji serii D.

„Prowadzimy obecnie prace nad przygotowaniem emisji akcji serii D i mam nadzieję, że wkrótce będziemy mogli przedstawić jej szczegółowy harmonogram. Bardzo chcemy, żeby udało się ją przeprowadzić jeszcze w 1 kw. 2016 r. Mamy też nadzieję, że ogólna sytuacja rynkowa na giełdzie nieco się poprawi, chociaż bezpośrednio nie uzależniamy od niej naszych planów emisji.” – podsumowuje Wieczorkowski.

Grupa Jaguar S.A. zakończyła 3 kw. 2015 r. zyskiem netto w kwocie 1.053 tys. zł. Narastająco, po trzech kwartałach 2015 r. Spółka osiągnęła już 341 tys. zł zysku netto przy przychodach sięgających 1.159 tys. zł. Emitent prowadzi aktualnie kilka projektów inwestycyjnych, które powinny mu pozwolić utrzymać wzrostowy trend wyników  finansowych.

Studenckie zespoły naukowe laureatami programu stypendialnego im. Lesława A. Pagi

W X edycji Stypendium im. Lesława A. Pagi dofinansowanie zdobyło dziesięć projektów naukowo-badawczych i edukacyjnych z zakresu ekonomii i rynków kapitałowych. Celem programu skierowanego do studentów uczelni wyższych w całym kraju jest wsparcie inicjatyw promujących i poszerzające wiedzę o rynku kapitałowym. Po raz kolejny partnerem projektu jest firma doradcza Deloitte.

 Do dziesiątej edycji programu zgłosiły się 32 zespoły. Łączna wartość grantów to 50 tys. zł.

„Zwycięskie zespoły udowodniły, że potrafią realizować własne nowatorskie i ambitne projekty edukacyjne. Zdobyły także bardzo cenne umiejętności związane z pracą w grupie i doświadczenie w zarządzaniu projektami. Jesteśmy dumni, że wspieramy Fundację 2065 im. Lesława A. Pagi w jej szlachetnych i niezwykle potrzebnych działaniach. Innowatorskie inicjatywy naukowe, których autorami są polscy studenci kierunków ekonomicznych mają ogromną wartość” – mówi Marek Metrycki, Partner Zarządzający Deloitte.

Laureaci X edycji Stypendium im. Lesława Pagi będą mogli wziąć udział w warsztacie „Profesjonalne zarządzanie projektem w pigułce”, który poprowadzą Daniel Martyniuk, dyrektor w dziale doradztwa dla sektora finansowego w Deloitte Consulting oraz Dorota Dwernicka, trener i coach biznesu z obszaru kompetencji miękkich. Warsztaty zostaną oparte na realnych biznesowych sytuacjach.

Stypendium im. Lesława A. Pagi jest skierowane do organizacji zrzeszających studentów i absolwentów (do 35. roku życia) uczelni wyższych, w szczególności o profilu ekonomicznym lub prawniczym. Zespoły składające się z 3 do 6 osób mogą być nieformalne lub reprezentować organizację studencką, akademickie koła naukowe oraz inne zarejestrowane podmioty lub stowarzyszenia.

 Kapituła Stypendium im. Lesława A. Pagi postanowiła przyznać dofinansowanie następującym projektom:

  1. V Krakowska Konferencja Matematyki Finansowej
  2. Finance Helpdesk
  3. Finanse i Ekonomia dla Każdego
  4. Healthcare Catalyst Challenge
  5. High School Business Challenge
  6. Kwartalnik Finansowy Profit Journal
  7. Polska przedsiębiorczość a rynek kapitałowy
  8. Taurus Investment Fund
  9. The Deal
  10. www.RynkiKapitałowe.pl

Czego można spodziewać się po rynkach walutowych w 2016 roku?

Enrique DiazWahania na rynku walutowym były w 2015 roku dużo znaczniejsze niż spodziewali się tego analitycy i inwestorzy. Polska waluta ulegała deprecjacji przez większość 2015. W marcu deflacja zmusiła NBP do obcięcia głównej stopy procentowej do poziomu 1.5%. Jesienią natomiast Prawo i Sprawiedliwość zapewniło sobie większość parlamentarną, niepokojąc jednak inwestorów planowanymi reformami i ich potencjalnym wpływem na rodzimą gospodarkę.

Od Stanów Zjednoczonych po Azję, rynki finansowe były podatne na spore wahania. Przez większość roku prym wiodły jednak dwa tematy:

  1. Umacniająca się pozycja dolara, napędzana spekulacją i w końcu finalną decyzją o podwyżce stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych,
  1. Masowa wyprzedaż walut gospodarek wschodzących, wywołana głównie przewidywaną podwyżką stóp w USA, oraz spadające ceny ropy naftowej na światowym rynku surowców.

Zeszły rok rozpoczął się dramatycznie szczególnie dla tych, którzy zaciągnęli kredyty we frankach. Szwajcarski bank centralny zadecydował o uwolnieniu dotąd sztywnego kursu helweckiej waluty. W dniu decyzji Szwajcarów za CHF Polakom przyszło płacić nawet w okolicach 5 złotych. Tuż po styczniowej traumie rynkowej, Mario Draghi, przewodniczący Europejskiego Banku Centralnego, zapowiedział obszerny program luzowania ilościowego w celu ratowania europejskiej gospodarki.

Wiosna także nie okazała się łaskawa dla rynków walutowych: obawy o greckie wystąpienie ze strefy euro dominowały nagłówki wszystkich gazet, tymczasem w Wielkiej Brytanii David Cameron zapewnił partii konserwatywnej spokojne zwycięstwo i kolejną kadencję.

Szokowały także wydarzenia na rynku surowców: ropa rozpoczęła trend spadkowy, w grudniu osiągając najniższą cenę od sześciu lat – 35 dolarów za baryłkę.

W drugiej połowie 2015 roku spowolnienie gospodarcze w Chinach oraz spodziewana podwyżka amerykańskiej stopy procentowej spowodowały natomiast wyprzedaż wielu walut gospodarek wschodzących, w tym rosyjskiego rubla, brazylijskiego reala i południowoafrykańskiego randa. Waluty te odnotowywały najniższe poziomy w historii.

Na sam koniec roku, po miesiącach spekulacji, Rezerwa Federalna w USA zadecydowała o podwyżce głównej stopy procentowej na grudniowym posiedzeniu, podnosząc stopy po raz pierwszy od dziewięciu lat.

 Czy 2016 może zaskoczyć rynki walutowe?

Kluczowym pytaniem jest czy dwa trendy, czyli aprecjacja dolara i wyprzedaż walut gospodarek wschodzących będą nadal dominować rynek walutowy.

Spodziewamy się, że pozycja dolara będzie się dalej umacniać, ale stopniowo. Kontrast pomiędzy polityką pieniężną w Europie i Stanach Zjednoczonych będzie dodawać dolarowi skrzydeł – dodatkowo wierzymy, że rynki nie do końca uwzględniają w swojej wycenie kolejne podwyżki stóp w USA.

Grudniowy wykres obrazujący preferencje członków FED co do kolejnych podwyżek wskazuje na to, iż większość decydentów spodziewa się trzech lub nawet czterech kolejnych podwyżek stóp jeszcze w 2016. Oznaczałoby to zacieśnianie polityki pieniężnej w Stanach raz na kwartał. Jeśli taki scenariusz się sprawdzi, dolar będzie dalej wzrastał, a waluty gospodarek wschodzących znajdą się pod naciskiem, szczególnie gdy ceny surowców pozostaną na dotychczasowo niskim poziomie.

Presję na euro będzie z kolei wywierać w dalszym ciągu program luzowania ilościowego, poszerzony o nowe aktywa przez Mario Draghi pod koniec 2015 roku. Słaba kondycja europejskiego pieniądza jest widoczna głównie w zestawieniu z amerykańskim dolarem. Wciąż bardzo prawdopodobne jest także to, że Draghi zadecyduje o kolejnym poszerzeniu programu skupu europejskich aktywów w 2016 roku, szczególnie w przypadku gdy inflacja nie powróci do docelowego poziomu 2%.

Chociaż kurs euro / dolar zdecydowanie kształtuje się na korzyść tego drugiego, to waluta eurolandu radzi sobie z PLN: euro zakończyło 2015 rok na poziomie 4.25 wobec złotego.

Co do walut gospodarek wschodzących, trudno sobie wyobrazić aby brazylijski real czy południowoafrykański rand osłabiły się jeszcze bardziej. Po pierwsze, mało prawdopodobne jest, że ceny surowców będą dalej spadać, gdyż to oznaczałoby recesję na skalę światową. Po drugie, pomimo tego, że dług korporacyjny wielu gospodarek wschodzących znacząco wzrósł, jest on głównie wyrażony w lokalnej walucie co pomaga bankom centralnym i rządowi w danym kraju nim zarządzać. Co równie ważne, większość tych walut stała się bardzo konkurencyjna, gdyż ich kursy spadły – a to pomoże w przyciągnięciu inwestycji w nadchodzącym roku.

2016 rok będzie na pewno bardzo interesujący, a rynki walutowe po raz kolejny będą czujnie obserwować wydarzenia geopolityczne których w najbliższych miesiącach nie zabraknie. Dalsze podwyżki stóp procentowych w USA, a także nabierająca tempa kampania prezydencka będą wpływać na pozycję dolara; Chiny muszą zmierzyć się ze spowalniającym wzrostem gospodarczym, Europa natomiast kontynuuje walkę ze stagnacją gospodarczą i presjami deflacyjnymi. W Polsce złoty będzie pod wpływem kolejnych reform przeprowadzanych przez rządzących, a także możliwej obniżki stóp procentowych.Enrique Diaz

Prognoza walutowa dla liry tureckiej (TRY)

Uwaga rynków walutowych znów skupia się na lukach w polityce gospodarczej, które pojawiają się w głównych obszarach ekonomicznych. Rezerwa Federalna w grudniu zadecydowała o pierwszej od dziewięciu lat podwyżce stóp procentowych i spodziewamy się, że drugiej połowie 2016 r. Bank Anglii pójdzie w jej ślady. Natomiast większość pozostałych banków centralnych grupy G10, w szczególności EBC, pozostaje zdecydowanie w trybie luzowania polityki pieniężnej.

Spodziewane zaostrzenie polityki pieniężnej ze strony Rezerwy Federalnej oraz spowolnienie chińskiej gospodarki, które wysunęło się na pierwszy plan w związku z dewaluacją juana, doprowadziły do gwałtownej wyprzedaży walut większości rynków wschodzących, zwłaszcza w krajach eksportowych. Do takich walut zaliczana jest także turecka lira.

SŁABE WYNIKI TRY

Rok 2015 był fatalny dla liry tureckiej (TRY), która straciła około 18% wartości i we wrześniu spadła do rekordowo niskiego poziomu wobec dolara amerykańskiego. W rezultacie, w zeszłym roku lira okazała się jedną z najsłabszych walut na świecie, a jej ogólna kondycja wskazuje, że jest również jedną z najbardziej niestabilnych walut rynków wschodzących.

W ciągu ostatnich miesięcy 2015 roku nastąpiła jednak nieznaczna poprawa w związku z dozą optymizmu politycznego oraz ponownym zwycięstwem rządzącej Partii Sprawiedliwości i Rozwoju w listopadowych wyborach (wykres 1).

Kurs USD-TRYWykres 1: Kurs USD/TRY (2010–2015 r.)

Źródło: Thomson Reuters Datastream

ZAWIROWANIA POLITYCZNE

Przez większą część 2015 roku na losie liry zaważała niepewność na arenie politycznej, zwłaszcza po czerwcowych wyborach, które zakończyły się zawieszeniem parlamentu. Partia AK uzyskała najsłabszy wynik od trzynastu lat, a w związku z brakiem umowy koalicyjnej prezydent był zmuszony rozpisać w sierpniu przyspieszone wybory. Kraj jest obecnie zaangażowany w ataki przeciwko Państwu Islamskiemu oraz Partii Pracujących Kurdystanu w Syrii i Iraku, gdzie w ostatnich miesiącach sytuacja uległa dodatkowemu zaognieniu.

Niemniej wyniki wyborów w listopadzie spowodowały znaczącą poprawę kursu waluty. Partia prezydenta Erdogana zdobyła większość parlamentarną, co pozwoliło wyeliminować znaczną część niepewności, która pojawiła się w prognozach politycznych 2015 roku.

NIEUCHRONNE PODWYŻKI STÓP

Bank Centralny Turcji podczas swojego ostatniego spotkania dotyczącego polityki pieniężnej w listopadzie pozostawił główną stopę procentową na niezmienionym poziomie. Od obniżki, która została przeprowadzona na początku roku, stopy procentowe są utrzymywane na poziomie 7,5%.

Tak jak się spodziewaliśmy, Bank Centralny Turcji w październiku wspomniał o możliwości zakończenia okresu luzowania polityki pieniężnej. Sądzimy, że w związku ze słabym kursem liry oraz wzrastającym tempem cen, bank centralny może być zmuszony do dopasowania podwyżek stóp procentowych zgodnie z działaniami Rezerwy Federalnej w stosunku dwa do jednego. Takie stanowisko najprawdopodobniej nie ulegnie zmianie aż do znaczącej poprawy prognoz dotyczących inflacji.

KŁOPOTLIWA INFLACJA

Tempo wzrostu cen konsumpcyjnych rośnie od początku lata 2015 roku. W listopadzie osiągnęło niespodziewanie wysoką wartość 8,1%, która wynika także ze słabego kursu liry. Aktualnie poziom inflacji wyraźnie przewyższa poziom docelowy banku centralnego wynoszący 3-7%, zaś prognozy na koniec przyszłego roku uległy zwiększeniu do 5-8%. Co więcej, inflacja w Turcji utrzymuje się powyżej poziomu stóp procentowych (nawet jeśli tylko nieznacznie) ,co prowadzi do ujemnych stóp realnych (wykres 2). To nie wróży zbyt dobrze tureckiej walucie.

Stopy procentowe a inflacja w TurcjiWykres 2: Stopy procentowe a inflacja w Turcji (2012–2015 r.)

Źródło: Thomson Reuters Datastream, Data: 14.12.2015 r.

KORZYSTNE CZYNNIKI EKONOMICZNE

Optymizmem napawa jednak nieoczekiwanie silny wzrost gospodarczy w trzecim kwartale. Jego wysoki poziom znacznie przekroczył prognozowane wartości i stanowi najwyższe tempo wzrostu kwartalnego od ponad roku. Gospodarka rozwinęła się o 4,0% w ujęciu rocznym po okresie gwałtownego wzrostu inwestycji prywatnych.

Wykres 3: Wzrost PKB Turcji (2010–2015 r.)

Wzrost PKB TurcjiŹródło: Thomson Reuters Datastream, Data: 14.12.2015 r.

Deficyt handlowy również zmniejszył się do najlepszego wyniku od sześciu lat. Jednak bilans obrotów bieżących pozostaje głęboko na minusie – w ubiegłym roku odnotowano deficyt na poziomie 5,7% PKB. Obecnie jakiekolwiek poprawy w tym zakresie są mało prawdopodobne, o ile nie wystąpią znaczące reformy strukturalne.

W JAKICH BARWACH RYSUJE SIĘ PRZYSZŁOŚĆ TRY?

Odzyskanie stabilności politycznej oraz poprawa warunków gospodarczych powinny doprowadzić do nieznacznego wzmocnienia kursu liry. Mimo to przewidujemy, że turecka gospodarka będzie utrzymywać się na słabym poziomie, a potrzeby finansowe kraju doprowadzą do długoterminowego obniżenia kursu waluty do dolara amerykańskiego.

Biorąc jednak pod uwagę rozszerzenie działań Europejskiego Banku Centralnego, które mają na celu łagodzenie skutków finansowych w krajach strefy euro, można spodziewać się umiarkowanego wzmocnienia TRY w stosunku do dużo słabszego euro.

 

  USD/TRY EUR/TRY GBP/TRY
 2015 3,10 3,25 4,60
1 kw. 2016 3,10 3,15 4,50
2 kw. 2016 3,14 3,10 4,57
3 kw. 2016 3,17 3,10 4,65
2016 3,20 3,10 4,67
2017 3,30 3,15 4,80

 

Polskie miasta nieświadome swoich atutów

Miniony rok pokazał, że coraz więcej polskich miast dostrzega potrzebę promowania nie tylko swoich walorów turystycznych, ale także gospodarczych. Mimo to, w strategiach promocyjnych, w szczególności mniejszych lokalizacji biznesowych, dostrzegalny jest brak pewności siebie w konkurowaniu z miastami zagranicznymi. Czy słusznie?

Inwestorzy zagraniczni coraz częściej doceniają zalety prowadzenia biznesu w Polsce. Według danych PAIiIZ Agencja obsługuje obecnie 186 projektów inwestycyjnych, o 21% więcej niż w analogicznym okresie roku ubiegłego, które łącznie mogą stworzyć 38 495 nowych miejsc pracy. Polska jest jednak za granicą postrzegana głównie przez pryzmat 3 miast: Warszawy, Krakowa oraz Wrocławia. Mniejsze lokalizacje biznesowe mają tendencję do promowania swoich walorów inwestycyjnych głównie wewnątrz kraju.

Wiele strategii promocyjnych miast bazuje na materiałach wyprodukowanych w polskiej wersji językowej lub dystrybuowanych na terenie kraju. Polskie miasta mają tendencję do porównywania się z innymi rodzimymi ośrodkami biznesowymi, często nie patrząc szerzej na rynek, na którym faktycznie funkcjonujemy, czyli na całą Europę Centralną oraz Wschodnią. Należy skupić się na konkurowaniu z miastami zagranicznymi i na ich tle pokazywać swoje zalety. Spojrzenie w skali marko pozwala trafniej ocenić własne walory – twierdzi Dymitr Doktór, ekspert Fundacji Pro Progressio, współtwórca i główny analityk platformy Best2Invest.

Polska_SłowacjaZdaniem eksperta wśród mniejszych polskich miast, coraz silniej zaznaczających swoją obecność na inwestycyjnej mapie kraju, pokutuje błędne przekonanie, że nie mają one szans w konkurencji z zagranicznymi ośrodkami. Wystarczy jednak dokonać zestawienia polskich miast z innymi europejskimi lokalizacjami, np. krajów z Grupy Wyszehradzkiej, biorąc pod uwagę chociażby liczbę mieszkańców. Według badań przeprowadzonych przez Fundację Pro Progressio właśnie podaż kadry jest kluczowym czynnikiem przy wyborze lokalizacji biznesowej dla 92% inwestorów.

Warto mieć na uwadze, że pomijając stolice, które w biznesie stanowią odrębną kategorię, pierwsze pod względem liczby mieszkańców miasto z Grupy Wyszehradzkiej (Brno), jest na poziomie ósmego miasta w Polsce (Bydgoszcz). To ogromna przepaść, a więc duża szansa dla polskich miast, na pokazanie swoich atutów kadrowych wyróżniających ich spośród zagranicznych konkurentów.

Dziesięć największych polskich miast to: Warszawa (1,7 mln mieszkańców), Kraków (762 tys.), Łódź (706 tys.), Wrocław (635 tys.), Poznań (546 tys.), Gdańsk (462 tys.), Szczecin (407 tys.), Bydgoszcz (358 tys.), Lublin (342 tys.) i Katowice (302 tys.). Na Słowacji, tylko dwa miasta mają liczbę mieszkańców większą niż 100 tys., a są nimi Bratysława (433 tys.) i Koszyce (240 tys.). Oznacza to, że pierwsze co do wielkości miasto na Słowacji – stolica kraju, jest na poziomie naszego szóstego i siódmego miasta czyli Gdańska i Szczecina. Drugie ich miasto, jest pod względem liczby mieszkańców poniżej naszej dziesiątki i można je porównywać z Gdynią, Częstochową, czy satelitą Warszawy – Radomiem.

Polska_WęgryNa Węgrzech miast powyżej 100 tys. mieszkańców jest dziewięć, ale tylko ich stolica, Budapeszt (1,7 mln mieszkańców), może być zestawiana z dziesięcioma największymi miastami w Polsce. Drugie co do wielkości miasto na Węgrzech, to już zaledwie 211 tys. mieszkańców i plasuje się poniżej czternastego miasta w Polsce (poziom Sosnowca).

Największą konkurencję dla Polski w Grupie Wyszehradzkiej stanowią niewątpliwie Czechy, gdyż pomimo, że mają tylko sześć miast powyżej 100 tys. mieszkańców, to jednak aż trzy z nich mogą powalczyć o inwestora na podobnym poziomie co miasta z naszej pierwszej dziesiątki: Praga (1,2 mln), Brno (386 tys. – poziom Bydgoszczy) i Ostrawa (296 tys. – poziom Katowic i Białegostoku).

Jako ciekawostkę dodam, że trzecie co do wielkości miasto Francji (Lyon – 485 tys.) jest pod względem liczby mieszkańców na poziomie naszego szóstego miasta – Gdańska, drugie miasto Norwegii (Bergen – 238 tys.) jest na poziomie Gdyni i Częstochowy, drugie miasto Szwecji (Göteborg – 549 tys.) to nasze piąte miasto, czyli Poznań, a stolica Finlandii (Helsinki – 623 tys.) jest na poziomie Wrocławia, czyli naszej czwartej co do wielkości lokalizacji – mówi Dymitr Doktór z Fundacji Pro Progressio – Oczywiście sama liczba mieszkańców nie stanowi o jakości oferty inwestycyjnej danego miasta. Warto ocenić, które walory inwestycyjne należałoby wyeksponować i na nich budować strategię rozwoju, komunikacji, promocji i pozyskiwania inwestorów.

Jak zauważa ekspert, dość częstym błędem promocyjnym polskich miast jest próba pozyskiwania inwestorów na podstawie modnego trendu panującego na rynku w danym momencie – np. w Nowoczesnych Usługach dla Biznesu (tzw. BSS, BPO, SSC itp.), nawet gdy miasto nie jest odpowiednio przygotowane (brak budynków biurowych czy odpowiednio wykwalifikowanej kadry). Dobra lokalizacja naszego kraju umożliwia realizację i obsługę bardzo różnych gałęzi gospodarki, np.: turystyki, motoryzacji, przemysłu lotniczego, górnictwa, badań i rozwoju, przemysłu drzewnego czy logistyki. Istotna jest obiektywna ocena własnych możliwości i spójna, konsekwentnie, ale też odważnie prowadzona strategia promocyjna.

Panika na chińskiej giełdzie i jej konsekwencje na świecie

Dziś sesja giełdowa w Chinach trwała raptem 29 minut. Tylko tyle czasu potrzebował indeks w Szanghaju, by spaść o ponad 7 proc. i skończyć notowania. Jakie konsekwencje dla światowych rynków oraz złotego może mieć sytuacja w Azji? Odpowiada Marcin Lipka, analityk walutowy Cinkciarz.pl.

Marcin_LipkaW nocy ze środy na czwartek mieliśmy do czynienia z bezprecedensowym wydarzeniem na chińskiej giełdzie. Podstawowy szanghajski indeks w zaledwie 11 minut po rozpoczęciu notowań spadł aż o 5 proc. Zgodnie z nowymi zasadami wprowadzonymi przez regulatora (Chinese Securities Regulatory Commission), notowania zostały zawieszone. Dzieje się tak, gdy przecena sięga 5 proc. W pierwszym kroku notowania są wstrzymywane na 15 minut. Jednak gdy zmiany dochodzą do 7 proc., wtedy notowania zawieszane są do końca dnia. Tak stało się dziś. Po 15-minutowej przerwie inwestorzy potrzebowali jedynie czterech minut, by osiągnąć dolny limit zmian cen. W rezultacie cała sesja trwała niespełna pół godziny, a aktywny handel mniej niż kwadrans.

Co się dzieje w Chinach?

Pojawia się oczywiście pytanie: co powoduje takie zmiany? Po pierwsze, od początku roku dane makroekonomiczne z Chin są słabe. Indeks PMI pokazujący przyszłą kondycję przemysłu sugeruje kurczenie się sektora, a wskaźnik opisujący sytuację w usługach przygotowywany przez Markit i Caixin spadł do drugiego najgorszego poziomu od czasu opracowywania danych, czyli od listopada 2005 r.

Warto również zwrócić uwagę na inne czynniki, które mogą wzmagać panikę. W dzisiejszym „Financial Times” przeczytamy, że nowy mechanizm wstrzymywania notowań może według krytyków „rozszerzać straty, gdyż inwestorzy spieszą się, by zamknąć swoje pozycje bojąc się, że zostaną w pułapce gdy handel zostanie zawieszony”.

Na początku roku miał również zostać zniesiony, wprowadzony jeszcze w lipcu ub.r., zakaz sprzedaży akcji przez inwestorów, którzy posiadają więcej niż 5 proc. całości emisji. Czynnik ten również przyczynił się do powiększenia paniki. To prawdopodobne ze względu na możliwość pojawienia się znacznych pakietów akcji w styczniu. Teraz jednak zakaz został zmodyfikowany i według „The Wall Street Journal” sprzedaż pakietu przekraczającego 1 proc. całości emisji jest możliwy, ale musi być zgłoszona 15 sesji przed planowaną transakcją.

Z kolei we wtorek (5 stycznia) agencja Bloomberg informowała, że chińskie władze interweniowały na rynku, by powstrzymać spadki po poniedziałkowej sesji, która również zakończyła się siedmioprocentową przeceną. To zresztą nie pierwsza interwencja państwa na rynku kapitałowym. Szacunki Goldman Sachs z września ub. r. cytowane w „Financial Times” pokazują, iż „rząd przeznaczył 234 miliardów USD, by wspomóc giełdę w lipcu oraz w sierpniu, kiedy indeksy traciły 45 proc. od szczytów. Według „Goldman Sachs” państwo może być „właścicielem co najmniej 6 proc.. akcji” notowanych na giełdzie w Szanghaju i Shenzhen.

Waluta również pod presją

Dla globalnych inwestorów i ogólnych nastrojów na rynkach  od chińskiej giełdy może być ważniejsze zachowanie się juana. Przez lata chińska waluta była powiązana na stałe z dolarem. Jednak latem ub. r. Ludowy Bank Chin (PBOC) rozpoczął jego dewaluację. Przybrała ona dość gwałtowną formę w połowie sierpnia ub. r.. Wtedy lokalna waluta straciła w ciągu kilku dni ponad 3 proc. wartości w stosunku do dolara.

Działania PBOC były odbierane przez cześć inwestorów jako chęć poprawy konkurencyjności chińskiego eksportu. Interpretowano to również jako dowód na to, że gospodarka chińska może mieć większe problemy, niż wynika to z oficjalnych danych. Te pokazują wzrost PKB, oscylujący w granicach 7 proc..

Dziś dodatkowo byliśmy świadkami największej w historii różnicy pomiędzy oficjalnym kursem juana (CNY), a tym który jest notowany w Hongkongu (CNH). Chiny od kilku lat pozwalają na równoległe notowania tej samej waluty. Ma to w przyszłości doprowadzić do pełnej wymienialności juana, gdy zostaną zniesione ograniczenia przepływu kapitału.

Jednak w ostatnich godzinach kurs USD/CNY utrzymywał się w granicach 6.60, a USD/CNH sięgnął 6.76. Może to oznaczać, że popyt na aktywa denominowane w juanie spada, a inwestorzy zabezpieczają się przed dalszą dewaluacją juana, korzystając z notowań w Hongkongu. To, oprócz zmian na giełdzie, jest główną przyczyną wzrostu nerwowości na całym świecie.

Złoty traci na chińskim kryzysie

Tylko w tym tygodniu giełda w Szanghaju spadła prawie o 12 proc. Obawy o kondycję chińskiej waluty były również jednym z głównych powodów prawie siedmioprocentowej przeceny niemieckiego indeksu DAX od początku roku. Przez trzy dni 13  proc. na wartości straciła również ropa Brent, która obecnie jest wyceniana obecnie poniżej 33 dol. za baryłkę.

W środowisku tak znacznego wzrostu niechęci do ryzyka tracą również waluty rynków wschodzących. Dotyczy to niestety również złotego. Od początku stycznia o ponad 10 gr zdrożał zarówno dolar, jak i euro. Te waluty są notowane odpowiednio w granicach 4.04 zł oraz 4.35 zł. Granicę 4 zł przekroczył również frank.

Warto jednak zauważyć, że złoty w tym roku jest znacznie słabszy niż forint, który zyskał do złotego 2 proc. wartości. W gorszej kondycji od polskiej waluty są jedynie pogrążone w poważnych problemach turecka lira czy południowoafrykański rand, które straciły do głównych walut o pół proc. więcej niż zł.

Czy złoty nadal będzie tracił na wartości? Zakładając, że podobnie jak w sierpniu ub. r. panika na chińskiej giełdzie jest efektem nerwowości inwestorów indywidualnych, a nie poważniejszych problemów gospodarczych tego kraju, negatywne sygnały zza granicy powinny dość szybko ustąpić. Dodatkowo nowe osoby w polskiej Radzie Polityki Pieniężnej (RPP) mając na uwadze niestabilną sytuację, prawdopodobnie nie zdecydują się na cięcie stóp procentowych. Te dwa elementy powinny stabilizować krajową walutę i powodować powrót euro i franka do wartości odpowiednio poniżej 4.30 zł oraz 4 zł.

Nieco inaczej sytuacja może wyglądać na dolarze. Biorąc pod uwagę cały czas dobre dane gospodarcze ze Stanów Zjednoczonych oraz zakładając poprawę globalnych nastrojów, Rezerwa Federalna może nadal chcieć podnosić wysokość stóp procentowych. To nadal prawdopodobnie będzie utrzymywać siłę dolara na świecie oraz powodować, że za amerykańską walutę będziemy musieli płacić ponad 4 zł.

Toyota zatrudniła eksperta z Google Robotics do prac nad bezwypadkowymi samochodami

Toyota stworzyła „dream team” najlepszych inżynierów, managerów i naukowców do prac nad sztuczną inteligencją i autonomicznymi samochodami. Firma zainwestuje miliard dolarów w ulokowany w Dolinie Krzemowej oyota Research Institute, aby stworzyć samochody, które same zapobiegają wypadkom drogowym.

toyota_research_institute_members

 Toyota zatrudniła Jamesa Kuffnera, szefa Google Robotics, w uruchamianym właśnie Toyota Research Institute (TRI). Głównym zadaniem ośrodka będzie rozwój sztucznej inteligencji i samoprowadzących się samochodów. Dr Gill Pratt, CEO TRI, przedstawił podczas konferencji na targach CES kilkunastoosobowy zespół inżynierów i doradców nowego centrum badawczego Toyoty. Są to m.in. Eric Krotkov i Larry Jackel z wojskowej agencji zaawansowanych badań nad obronnością DARPA, John Leonard i Russ Tedrake z Massachusetts Institute of Technology oraz Brian Storey z Olin College of Engineering. Inne znaczące postaci w zespole Pratta to Rodney Brooks z Rethink Robotics i Marc Benioff z Salesforce.

ceo_of_tri_dr__gill_pratt_speaking_at_ces_2016Toyota Research Institute powstał pod koniec ubiegłego roku. Firma ma dwie siedziby w pobliżu dwóch uniwersytetów, z którymi ściśle współpracuje – w Palo Alto w Kalifornii, sercu Doliny Krzemowej, niedaleko Uniwersytetu Stanforda, oraz w sąsiedztwie Massachusetts Institute of Technology (MIT) w Cambridge. Szefem firmy został dr. Gill Pratt, który jako menadżer programowy w wojskowej agencji Defense Advanced Research Projects Agency (DARPA) był kierownikiem projektu Neuromorphic Systems and Robotics. Pratt stworzył imponujący zespół inżynierów, naukowców i managerów, którzy wraz z nim poprowadzą badania nad sztuczną inteligencją, uczeniem się robotów, komunikacją między samochodami i autonomicznymi pojazdami.

Toyota zainwestuje w TRI miliard dolarów w ciągu pięciu lat. Japoński koncern chce, aby badania doprowadziły to stworzenia samochodów, które będą bezpieczniejsze i mądrzejsze, a także do opracowania niezawodnych domowych robotów, które będą wspierać ludzi w domowych czynnościach, szczególnie osoby starsze, chore i niepełnosprawne. Jak zaznaczył Pratt podczas konferencji „Domowe roboty mogą w przyszłości okazać się bardziej przydatne niż samochody okazały się w przeszłości”. Ich rozwój ma szczególne znaczenie w starzejących się społeczeństwach. Toyota zapewnia, że przygotowała już prawie 30 projektów do opracowywania we współpracy z Uniwersytetem Stanforda i MIT.

Gill Pratt podzielił się swoimi osobistymi motywacjami, które popchnęły go do współpracy z Toyotą. Jako dziecko był świadkiem wypadku, w którym zginął kilkuletni chłopiec. Niedawno musiał z żoną podjąć trudną decyzję odebrania samochodu swoim starym rodzicom. Oba doświadczenia był na tyle bolesne, że Pratt chciałby, aby wkrótce ludzie nie musieli przeżywać podobnych momentów. Celem Toyota Research Institute jest samochód niezdolny do wejścia w kolizję, który ponadto zapewni tak daleko idące wsparcie kierowcy, że będą mogli z niego korzystać samodzielnie nastolatkowie i osoby starsze.

James Kuffner należał do pierwszego zespołu pracującego nad samoprowadzącym się samochodem Google’a, a następnie stanął na czele działu robotów. „Program TRI jest bardziej sprofilowany niż projekt robotyczny Google i sądzę, że pod kierunkiem Gilla Pratta dokonamy wielkich zmian. Uważam, że stworzenie nowego zespołu i wyznaczenie odważnych celów, które wymagają rozwiązania wielu naukowych i technologicznych problemów, będzie dla mnie świetną motywacją”.

Cinkciarz.pl 7-krotnym zwycięzcą w światowym rankingu Bloomberga

Cinkciarz.pl kolejny raz znalazł się w gronie najskuteczniej typujących instytucji finansowych na świecie. Prognozy spółki zdobyły 13 najwyższych pozycji w prestiżowym zestawieniu platformy Bloomberg. To 7 pierwszych, 3 drugie oraz 3 trzecie miejsca.

Cinkciarz.pl był już niejednokrotnie nagradzany za trafność prognoz walutowych. Przewidywania analityków spółki regularnie zajmują zwycięskie miejsca w zestawieniach agencji Bloomberg. Także w najnowszym, oficjalnym rankingu, eksperci serwisu wymiany walut uzyskali ponadprzeciętne wyniki.

Bloomberg ocenił prognozy dla par walutowych powiązanych z euro i amerykańskim dolarem za czwarty kwartał 2015 r. Jak się okazuje, Cinkciarz.pl plasuje się w ścisłej czołówce rankingu. Spółka zajęła pierwsze miejsce w prognozach dla par walutowych krajów Zatoki Perskiej. Osiągnęła także drugie miejsce w walutach państw Ameryki Łacińskiej, wyprzedzając m.in. Morgan Stanley i ING Financial Markets. W prognozach dotyczących walut azjatyckich Cinkciarz.pl zajął czwartą lokatę, pokonując m.in. ABN Amro Bank N.V., czy Danske Bank.

Cinkciarz.pl okazał się bezkonkurencyjny w typowaniu kursów sześciu par walutowych. W zestawieniu EUR/GBP (funt brytyjski) pokonał np. Banco Santander, UBS czy Westpack Banking. Zwyciężył także w parze EUR/SEK (korona szwedzka) zostawiając w tyle m.in. JPMorgan, PNB Paribas, UniCredit czy Credit Suisse Group. Najlepszy okazał się również, zestawiając USD/SEK (korona szwedzka). Ulegli mu m.in. Maybank Singapore, Societe Generale, Swedbank czy Danske Bank. Analitycy serwisu zostawili w tyle konkurencję w parach walutowych USD/CZK (korona czeska) oraz EUR/UAH (hrywna ukraińska) i USD/UAH.

Drugie pozycje zostały przyznane prognozom par walutowych USD/DKK (korona duńska) oraz USD/ILS (szekel izraelski).

Trzecie miejsce na podium zajęły przewidywania Cinkciarz.pl dla trzech par walutowych. To powiązane z dolarem: rand południowoafrykański, meksykańskie peso oraz brazylijski real.

W pierwszej dziesiątce znalazły się także prognozy dla pary dolar i juan chiński (czwarte miejsce) oraz euro w parach z frankiem szwajcarskim, forintem węgierskim oraz dolarem amerykańskim.

Prestiżowy ranking publikuje platforma Bloomberg. Ocenie jej ekspertów podlegają margines błędu, timing oraz trafność prognoz.

Bloomberg, jako czołowa międzynarodowa agencja prasowa, specjalizuje się w dostarczaniu informacji na temat rynków finansowych. Wśród jej użytkowników znajdują się największe banki i fundusze inwestycyjne, korporacje, instytucje rządowe oraz banki centralne.

Ubezpieczenia bez tajemnic: OC dla kierowców

Obowiązkowa polisa OC dla posiadaczy pojazdów mechanicznych jest najpopularniejszym produktem ubezpieczeniowym w naszym kraju. Co roku, polscy ubezpieczyciele wystawiają ponad 20 milionów polis chroniących właścicieli aut i jednośladów. Podpowiadamy, kiedy OC nas nie chroni, jakie są typowe wyłączenia, co decyduje o wysokości składki.

Mimo powszechności komunikacyjnego OC, nie wszystkie informacje na temat wspomnianego ubezpieczenia, są powszechnie znane. Dlatego pierwsza część nowego cyklu artykułów „Ubezpieczenia bez tajemnic”, przedstawia najważniejsze cechy polisy, którą musi posiadać każdy kierowca. Osoby czytające ten artykuł dowiedzą się na przykład, jaka sytuacja zwalnia ubezpieczyciela z obowiązku wypłaty odszkodowania.

Zakres ochrony ubezpieczeniowej

Ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej dla posiadaczy pojazdów mechanicznych, już od wielu lat jest obowiązkowe. Taką polisę musi posiadać każdy właściciel samochodu i motocykla zarejestrowanego na terenie Polski. Zakres ochrony, który gwarantuje komunikacyjne OC, określono w ustawie z 22 maja 2003 r. Zgodnie ze wspomnianą ustawą, OC dla kierowców chroni sprawcę wypadku przed finansowymi skutkami szkód do kwoty wynoszącej przynajmniej:

  • 5 000 000 euro podczas jednego wypadku (niezależnie od liczby poszkodowanych osób) – limit dotyczący szkód osobowych
  • 1 000 000 euro podczas jednego wypadku (niezależnie od liczby poszkodowanych osób) – limit dotyczący szkód majątkowych

Powyższe limity przelicza się na podstawie kursu EUR/PLN, który został podany przez Narodowy Bank Polski i obowiązywał w dniu powstania szkody.
Jeżeli sprawca wypadku nie posiadał obowiązkowego ubezpieczenia OC, to koszty likwidacji szkód pokryje Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny (UFG). W ramach tzw. regresu, UFG później będzie domagał się zwrotu poniesionych kosztów od kierowcy odpowiedzialnego za wypadek.

Typowe wyłączenia ochrony

Ze względu na obowiązkowy charakter polisy OC dla kierowców, wyłączenia ochrony również zostały określone ustawowo. Zatem firma ubezpieczeniowa dodatkowo nie może wprowadzać zmian w tym zakresie. Według ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych, towarzystwo sprzedające kierowcy obowiązkowe OC, nie odpowiada za szkody, które:

  • kierujący wyrządził na mieniu posiadacza pojazdu
  • dotyczą przewożonych za opłatą przedmiotów (uwaga: ta zasada nie obowiązuje jeśli za wypadek jest odpowiedzialny inny kierowca)
  • polegają na utracie cennych przedmiotów (m.in. gotówki, biżuterii, papierów wartościowych, dokumentów oraz zbiorów filatelistycznych i numizmatycznych)
  • są związane z zanieczyszczeniem lub skażeniem środowiska

Sytuacje nie wyłączające odpowiedzialności ubezpieczyciela

Warto nadmienić, że ubezpieczyciel wypłaci odszkodowanie również wtedy, gdy:

  • sprawca wypadku nie posiadał prawa jazdy
  • kierujący był nietrzeźwy lub odurzony narkotykami
  • sprawca zbiegł z miejsca wypadku
  • szkoda została wyrządzona umyślnie
  • sprawca wszedł w posiadanie pojazdu na wskutek przestępstwa (np. włamania i kradzieży)

W wymienionych sytuacjach, zakład ubezpieczeniowy będzie domagał się zwrotu kosztów od sprawcy wypadku (poprzez roszczenie regresowe).

Czynniki wpływające na cenę polisy

Cena (składka) obowiązkowego ubezpieczenia OC dla kierowców, zależy od wielu różnych czynników. Przy ustalaniu poziomu rocznej składki, ubezpieczyciele biorą pod uwagę między innymi:

  • wiek klienta
  • historię wcześniejszych szkód komunikacyjnych
  • doświadczenie właściciela pojazdu w roli kierowcy
  • rok produkcji samochodu
  • roczny przebieg oraz pojemność silnika
  • miejsce zamieszkania kierowcy.

Dane Komisji Nadzoru Finansowego wskazują, że w pierwszych trzech kwartałach 2015 roku, średnia składka przypisana brutto dla obowiązkowego OC wyniosła około 350 zł. W takich miastach jak Warszawa, Kraków, Łódź, Wrocław, Poznań i Gdańsk średni koszt zakupu OC znacząco przekracza jednak 1000 zł.

Każdy ubezpieczyciel przyjmuje nieco inny model oceny ryzyka dla tego samego kierowcy. W rezultacie składki oferowane przez różne firmy, mogą się różnić na przykład o 400 zł – 500 zł. Różnice w cenach polis OC można łatwo sprawdzić, korzystając z kalkulatora przygotowanego przez Ubea.pl

Możliwe „haczyki” w ubezpieczeniu

Główne zasady działania obowiązkowego ubezpieczenia OC, zostały określone w ustawie z 22 maja 2003 r. Mimo jednoznacznych regulacji, właściciele samochodów dość często skarżą się na praktyki ubezpieczycieli. Powody do niezadowolenia mają przede wszystkim osoby poszkodowane w wypadku. Kluczową kwestią są zasady szacowania i likwidacji szkody. Warto pamiętać, że od 31 marca 2015 r. krajowi ubezpieczyciele (zgodnie z wytycznymi KNF-u), nie mogą już uwzględniać amortyzacji uszkodzonych części pojazdu. Osoba poszkodowana dodatkowo musi otrzymać pełną kalkulację kosztów naprawy. Komisja Nadzoru Finansowego zobowiązała również ubezpieczycieli do identycznego traktowania kierowców wybierających serwisowy lub kosztorysowy tryb likwidacji szkody. Firmy ubezpieczeniowe muszą też wskazać okoliczny warsztat, który za skalkulowany koszt dokona pełnej naprawy pojazdu.

Gratisy i promocje

Rynek ubezpieczeń OC dla posiadaczy pojazdów, nadal cechuje się bardzo dużą konkurencją. Dlatego kierowcy przy zakupie obowiązkowej polisy, często otrzymują dodatkowe produkty ubezpieczeniowe (np. darmowy pakiet Assistance). Dodatkowy element promocji to zniżki dla klientów kupujących polisę w trybie on-line (np. poprzez porównywarkę Ubea.pl). Warto również wspomnieć o systemie bonusów, które są formą premiowania klientów z dobrą historią ubezpieczeniową. Osoby jeżdżące wyjątkowo bezpiecznie, mogą liczyć na obniżkę kosztów polisy OC nawet o 60% – 80%.

Złotówka pod presją. Co czeka naszą walutę?

Początek nowego roku zaczął się umiarkowanie źle dla złotego. Złoty tracił wraz z innymi walutami rynków wschodzących.  Inwestorzy przestraszyli się pierwszych poważnych danych jakie dostaliśmy z Chin, czyli indeksów PMI – mówi newsrm.tv Konrad Ryczko, wydział doradztwa i analiz rynkowych Dom Maklerski BOŚ.

Wpływ na naszą walutę mają także krajowe czynniki w postaci zmiany np. ustawy medialnej. Trzeba także pamiętać, że ostatnie sesje 2015r. mijały pod znakiem lekkiej presji podażowej na wycenie PLN, co częściowo możemy tłumaczyć obniżoną płynnością oraz niską aktywnością inwestorów.

W szerszym ujęciu wydaje się, iż umocnienie PLN w drugiej połowie grudnia zostało wyhamowane, a obecność istotniejszych wsparć na parach x/PLN ogranicza potencjał dalszej aprecjacji PLN. W zakresie ostatnich dni trudno wskazać istotniejsze czynniki rynkowe, jednak warto zwrócić uwagę na dalsze lekkie schłodzenie stosunków z UE, gdzie komisarz UE wnioskował o objecie Polski nadzorem z uwagi na ostatnią nowelizację ustawy o mediach publicznych. Wniosek ten wpisuje się w ostatnie tendencje związane z relatywnie trudnym startem rządu PiS w unijnych strukturach. Należy mieć jednak świadomość, iż poza procedurą nadmiernego deficytu, jedynie bezpośrednie decyzje w zakresie funduszy mogłyby mieć tutaj istotniejszy wpływ na rynek walutowy.

– W zakresie 2016 roku zakładałbym, że na początku pierwszego kwartału i jeszcze może drugiego będą presje podażowe na polskiej walucie. Natomiast w bilansie 2016 roku złoty powinien minimalnie umocnić się do euro i pozostać pod presją wobec dolara i franka szwajcarskiego – dodaje Konrad Ryczko.

Paniki ciąg dalszy

W Chinach już drugi raz przerwano w tym tygodniu notowania giełdowe. Tym razem po rekordowej półgodzinnej sesji. Problemy tak dużej gospodarki i jej konsekwencje są teraz tematem numer jeden na rynkach.

Dzień wolny w Polsce nie był wolny na rynkach światowych. O tym, że się dzieje świadczy chociażby sytuacja w Chinach. Od poniedziałku obowiązuje tam przepis, pozwalający wstrzymać notowania, gdy indeks spada lub rośnie o 5%. Wstrzymanie to pozwala zawiesić notowania na kwadrans. Gdy spadki/wzrosty sięgną 7% wolno je zawiesić do końca dnia. Prawo, które wydawać by się mogło będzie miało miejsce niezwykle rzadko, zostało zastosowane już dwukrotnie w tym tygodniu. Dzisiejsza sesja, włącznie z przerwaniem notowań, trwała około pół godziny po czym osiągnięto drugi poziom alarmowy i wstrzymano handel. Jak nie trudno się domyślić na rynkach panuje gorąca atmosfera. Nie ostudziły jej nowe ograniczenia w wyprzedawaniu akcji przez większych udziałowców. Analitycy przewidują, że wielu ze zmuszonych trzymać akcje przez pół roku będzie skłonnych je oddać nawet ze sporą stratą byle kolejny raz nie ryzykować zamrożenia tak dużego kapitału na tak długo. W myśl tej obserwacji mniejszościowi udziałowcy już teraz wycofują się z inwestycji.

Jaki ma to wpływ na inne rynki? Ósmy dzień z rzędu dochodzi do dewaluacji juana, a sytuacja wciąż się nie uspokaja. Giełdy sąsiednich państw, jak nie trudno się domyślić, również spadają, chociaż nie tak mocno jak chińska. Gorąco jest na surowcach. Ropa naftowa jest najtańsza od 11 lat. Poziom 30 dolarów za baryłkę, będący jeszcze niedawno bardzo złym snem producentów tego surowca staje się coraz bliższy. Brakuje już niecałych 3 dolarów do tej granicy, a końca spadków nie widać. Nie inaczej dzieje się na surowcach przemysłowych. W dół jak to często bywa przy problemach w Chinach idą miedź, cynk i nikiel. Jak reagują waluty? Tutaj również bez niespodzianek. Rynki nie lubią zbytniego ryzyka i uciekają tam gdzie bezpiecznie, czyli do dużych silnych walut. Jeszcze nie tak dawno cieszyliśmy się z umacniania złotego, a teraz znowu oglądamy poziom euro za 4,35 zł, a frank szwajcarski powyżej 4 zł. Korzystniej wypada złoty względem dolara i funta, w tym przypadku odrobił już większość spadków z wczoraj, aczkolwiek jest to głównie zaleta korekty na głównej parze walutowej świata.

Problemy Chin i idące za tym niskie ceny surowców mają jeszcze jeden ważny wpływ na rynki. Jest to silny bodziec ograniczający inflację. Wzrost cen w wielu gospodarkach od wielu miesięcy nie istnieje lub wręcz, jak w Polsce, mamy do czynienia z deflacją. Otwartym wciąż pozostaje pytanie, co stanie się z cenami, gdy ropa pójdzie w górę.

Dzisiaj z ważnych danych makroekonomicznych zobaczymy już tylko wnioski o zasiłek dla bezrobotnych w USA o godzinie 14:30. Dane ze Stanów Zjednoczonych straciły trochę na znaczeniu po wyjaśnieniu się sytuacji ze stopami procentowymi. Wciąż jednak pozostają istotne dla rynków walutowych.

EUR/PLN

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 07.10.2015 do 07.01.2016Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 07.10.2015 do 07.01.2016

Kurs EUR/PLN po ostatnich spadkach przeszedł z trendu wzrostowego w boczny. Dla ruchu w górę najbliższym oporem jest poziom 4,3650 gdzie znajduje się ostatnie maksimum lokalne. W przypadku spadków wsparcie stanowić będzie linia łącząca minima lokalne przebiegająca obecnie na 4,2250. Jest to poziom, na którym kurs już dwukrotnie odbił się w górę.

CHF/PLN

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 07.10.2015 do 07.01.2016Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 07.10.2015 do 07.01.2016

Kurs CHF/PLN przeszedł z trendu wzrostowego w boczny. Gdyby doszło do powrotu do wzrostów istotnym poziomem są wciąż okolice 4,0400, gdzie znajdują się obecne maksima. W przypadku osłabienia kursu wsparciem są testowane obecnie okolice 3,9000-3,9100, na których to kurs wielokrotnie odbijał w górę.

USD/PLN

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 07.10.2015 do 07.01.2016Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 07.10.2015 do 07.01.2016

Kurs USD/PLN powrócił do trendu bocznego. Nowym oporem są maksima na 4,0450. Dla ewentualnego ruchu w dół najbliższym wsparciem minima lokalne na 3,8400, gdzie kurs odbijał się na początku listopada.

GBP/PLN

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 07.10.2015 do 07.01.2016Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 07.10.2015 do 07.01.2016

Kurs GBP/PLN od połowy października porusza się w silnym trendzie wzrostowym po czym zawrócił. Najbliższym oporem dla ruchu w górę jest krótkookresowa linia spadkowa na poziomie 5,8500. W przypadku kontynuacji spadków ważnym wsparciem jest dopiero minimum stanowiące punkt wyjścia do obecnego ruchu wzrostowego, czyli poziom 5,6600.

Stop nadużyciom i manipulacjom na GPW. W 2016 roku wejdzie w życie dyrektywa Market Abuse Regulation

CEO Magazyn Polska

W lipcu wejdzie w życie dyrektywa Market Abuse Regulation dotycząca nadużyć na rynku giełdowym. W przypadku wykrycia manipulacji karę grzywny będzie można nałożyć m.in. na osoby handlujące kontraktami terminowymi czy stosujące strategie w oparciu o handel wysokich częstotliwości. Rozporządzenie nałoży także obowiązek raportowania na spółki notowane na rynku NewConnect. Do tej pory raporty musiały składać bowiem jedynie podmioty z głównego rynku GPW.

– Rozporządzenie Market Abuse Regulation dotyczące nadużyć na rynku wejdzie w życie 3 lipca. Do tego czasu powinniśmy wdrożyć tę dyrektywę. Oznacza to, że bardzo istotnie wzrosną kary, jakie mogą być nakładane na członków zarządów i rad nadzorczych spółek. Wzrost w niektórych wypadkach kilkudziesięciokrotny – wyjaśnia prof. Wierzbowski.

Rozporządzenie MAR umożliwia nałożenie grzywny wynoszącej przynajmniej 300 proc. wysokości zysku osiągniętego w wyniku nadużycia. Nowe regulacje zakazują przy tym manipulacji na rynkach stóp procentowych czy w oparciu o handel wysokich częstotliwości (HFT). W chwili wejścia rozporządzenia w życia obowiązkiem raportowania objęte będą także spółki notowane na rynku NewConnect (do tej pory obowiązek dotyczył wyłączenie podmiotów z rynku regulowanego GPW).

Wiceprezes Rady Giełdy jest jednak zdania, że nowe regulacje mogą negatywnie wpłynąć na obraz polskiego rynku kapitałowego.

– Jeżeli jesteśmy krajem, w którym zarabia się relatywnie mniej niż w innych krajach unijnych, a kary mają być te same, to w gruncie rzeczy one w Polsce będą bardziej dolegliwe i to niestety może podziałać negatywnie na rozwój polskiego rynku – stwierdza.

Wiceprezes Rady Giełdy ma jednak nadzieję, że ogólna sytuacja rynkowa panująca w 2016 roku będzie stabilna, a notowania powrócą do wzrostowych tendencji.

– Z punktu widzenia giełdy jako spółki giełdowej istotne jest to, gdzie będzie ulokowany obrót skarbowymi papierami wartościowymi, bo to może rzutować na przychody giełdy – mówi agencji informacyjne Newseria Inwestor prof. Marek Wierzbowski wiceprezes Rady Giełdy.

Hurtowy handel obligacjami oraz bonami skarbowymi odbywa się obecnie na rynku Tresaury BondSpot, który wchodzi w skład Grupy GPW. Instrumenty dłużne dla inwestorów indywidualnych są natomiast dostępne za pośrednictwem platformy obrotu Catalyst.

Ekspert stwierdza, że dla inwestorów fundamentalną kwestię stanowi możliwość osiągnięcia zysku. Jeśli dany rynek stwarza perspektywy wzrostu, wówczas przyciąga to inwestorów. Kwestie biurokratyczne czy inne trudności mają tu drugorzędny charakter.

– Jeżeli będzie się znowu zarabiało na polskich papierach wartościowych, indeksy pójdą do góry, to inwestorzy będą inwestować. Bez perspektywy zysku nie możemy oczekiwać, że inwestorzy będą szli tutaj tłumnie – tłumaczy.

Profesor Wierzbowski zwraca jednak uwagę na rosnący poziom konkurencji. Duża cześć inwestorów ma bowiem dostęp do rynków globalnych i obok warszawskiego parkietu może lokować kapitał także poza granicami kraju.

W 2017 roku flotę Enter Air uzupełnią nowe samoloty. Dzięki nim przewoźnik będzie mógł latać dalej i częściej

CEO Magazyn Polska

Kwota blisko 98 milionów złotych, którą Enter Air pozyskał w grudniowym IPO, posłuży przede wszystkim do rozbudowy i modernizacji posiadanej floty samolotów. Umowa z Boeingiem zakłada, że począwszy od 2017 roku, dostarczane będą dwie nowe maszyny rocznie. Dzięki temu możliwości przewozowe spółki znacznie się zwiększą. Nowe maszyny mogą bowiem pozostawać w powietrzu nawet o 6–8 godzin dłużej niż obecnie posiadane samoloty i są przy tym znacznie oszczędniejsze.

– Wejście na giełdę miało na celu pozyskanie środków na nowe samoloty. Po trzech latach negocjacji dostaliśmy bardzo atrakcyjną ofertę bezpośrednio od producenta samolotów, czyli od Boeinga. I właśnie w samoloty będziemy inwestować – tłumaczy agencji informacyjnej Newseria Inwestor Andrzej Kobielski, członek zarządu ds. handlowych w spółce Enter Air.

Enter Air, który zadebiutował na warszawskiej giełdzie 14 grudnia 2015 roku, pozyskał ze sprzedaży akcji blisko 100 mln złotych. Środki uzyskane z emisji mają na celu przede wszystkim rozbudowę i modernizację posiadanej floty samolotów.

Koncern Boeing zobowiązał się do dostarczenia pierwszych dwóch maszyn dla polskiego przewoźnika już w 2017 roku. Współpraca zakłada, że w kolejnych latach Enter Air będzie otrzymywał co roku kolejne dwa samoloty.

– Te samoloty mają szanse zwiększyć nasze przychody m.in. dlatego, że jest to kompletnie nowa technologia. Są to samoloty, które powstawały w ostatniej dekadzie. Te, którymi latamy w tej chwili i które są najpopularniejszymi samolotami na świecie, powstawały 20 czy 30 lat temu – tłumaczy Andrzej Kobielski.

Aktualnie flota spółki Enter Air liczy osiem samolotów typu Boeing 737-400 oraz siedem Boeingów 737-800. Kobielski tłumaczy, że nowoczesne samoloty mogą pozostawać w powietrzu nawet 20 godzin na dobę. Tymczasem maszyny, którymi dysponuje przewoźnik, są zdolne do prowadzenia pracy przewozowej przez maksymalnie 12–14 godzin. Dodaje przy tym, że współczesne konstrukcje mają dużo lepszą aerodynamikę, dzięki czemu są bardziej ekologiczne i zużywają znacznie mniej paliwa.

– Unia Europejska rzeczywiście w kilku swoich decyzjach w pewien sposób opodatkowała europejskie linie lotnicze. Przykładem jest opłatą za emisję dwutlenku węgla. Tu warto zwrócić na to uwagę, że wszyscy wspólnotowi przewoźnicy muszą odprowadzać proporcjonalne opłaty związane z emisją dwutlenku węgla – zauważa Kobielski.

Rozmówca dodaje, że tego typu opłat nie ponoszą natomiast kraje leżące poza Unią Europejską, czyli m.in. Turcja, Egipt czy Tunezja. W związku z tym tamtejsze firmy działające w branży lotniczej mają już na starcie pewną przewagę w stosunku do swojej europejskiej konkurencji.

– Prawo lotnicze, stojąc jednocześnie na straży praw klienta, z drugiej strony powinno zabezpieczać również prawa przewoźników i to jest chyba najistotniejsze – mówi Andrzej Kobielski na temat oczekiwań wobec obecnych władz.

Przedstawiciel Enter Air informuje poza tym, że spółka nie ma planuje przeprowadzenia kolejnych emisji akcji. Seria C, która została dopuszczona do obrotu na GPW, pozostanie jedyną, jaką mogą handlować inwestorzy.

OPTeam: Liczba terminali płatniczych w Polsce wzrośnie z 360 tys. do miliona. Spółka zamierza brać aktywny udział w tym procesie, inwestując w przejęcia

0

CEO Magazyn Polska

W I kwartale tego roku OPTeam planuje sfinalizować przejęcie pakietu kontrolnego Polskich ePłatności. Spółka sfinansuje tę operację dzięki współpracy z Innova Capital. Poszukuje też podmiotu, którego kupno pozwoli jej przekształcić się z integratora w producenta systemów informatycznych.

Polskie ePłatności to agent rozliczeniowy stworzony w 2010 roku przez Polską Wytwórnię Papierów Wartościowych oraz OPTeam. Obecnie obie spółki mają w ePłatnościach po 50 proc. akcji, a po sfinalizowaniu transakcji OPTeam zdobędzie pełną kontrolę nad firmą.

 To pozwoli nam na szybsze i efektywniejsze działanie na tym rynku  tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Wacław Szary, prezes zarządu OPTeam.  Jesteśmy w porozumieniu z partnerem Innova Capital, który pomoże nam sfinansować to przejęcie. Chcemy skutecznie dalej rozwijać ten rynek, ponieważ widzimy w nim dużą szansę. Polska ma potencjał miliona terminali płatniczych. Aktualnie jest ich ponad 360 tysięcy na rynku. Zatem potencjał wzrostu jest duży i my chcemy skutecznie w tym rozwoju uczestniczyć.

Polskie e-Płatności to dziś, jak mówi Wacław Szary, lider rozwiązań innowacyjnych i technologicznych. Należy do pięciu największych graczy na polskim rynku rozliczeń elektronicznych.

Jesteśmy w czołówce i stale zwiększamy liczbę naszych terminali. Aktualnie nasza populacja terminali liczy około 30 tys. aktywnie pracujących urządzeń. Oprócz firmy First Data i serwisu Elavon, możemy powiedzieć, że jesteśmy liderem tego rynku. Mamy prawie 8 proc. udziału w rynku terminali w kraju i sukcesywnie zwiększamy ich sieć o kilka tysięcy rocznie i chcemy ten trend utrzymać.

Oprócz inwestycji w Polskie ePłatności, którą prezes OPTeam określa jako kluczową inwestycję spółki, firma rozważa też inne przejęcia.

Myślimy o rozwoju w naszym biznesie podstawowym, w biznesie informatycznym, z którego OPTeam wyrósł. W ramach tych działań chcemy wzmocnić się produktem bądź usługą. Poszukujemy na rynku, rozmawiamy z wieloma podmiotami mniejszymi od nas, które by nas kompetencyjnie wzmocniły, dałyby nam możliwość przejścia od roli integratora do roli producenta systemów i chcemy taki podmiot pozyskać.

W ciągu trzech pierwszych kwartałów zeszłego roku przychody netto spółki sięgały 53 mln zł i były o prawie 12 mln niższe niż rok wcześniej. Zysk netto spółki spadł o ponad 0,5 mln i nieznacznie przekraczał 1 mln zł. Pomimo gorszych wyników OPTeam zamierza realizować plany inwestycyjne w szybkim tempie.

– Wszystkie procesy inwestycyjne są prowadzone, zarówno Polskie ePłatności, jak i pozyskanie produktu, usługi, podmiotu, który taki produkt ma, są prowadzone na bieżąco – podkreśla prezes Wacław Szary z  OPTeam. Chcemy proces z odkupem Polskich ePłatności domknąć skutecznie w pierwszym kwartale 2016 roku. Byłoby to dla nas najbardziej optymalne, a w pierwszym półroczu tego roku chcemy uzupełnić nasze portfolio produktowe, przejmując firmę z rynku.

Z. Jakubas: Prospołeczne postulaty PIS warto realizować. Niestety, wrzawa polityczna i sytuacja w sektorze bankowym zniechęcają inwestorów

CEO Magazyn Polska

Usprawnienie pracy urzędników i uzdrowienie prawa budowlanego to nadzieje, jakie jeden z najbardziej znanych polskich przedsiębiorców Zbigniew Jakubas wiąże z rządami Prawa i Sprawiedliwości. Nie jest też przeciwnikiem realizacji postulatów prospołecznych, zwłaszcza ulg podatkowych dla najmniej zarabiających. Jak jednak podkreśla, wrzawa polityczna i niepewność związana z sektorem bankowym skutecznie zniechęcają inwestorów do Polski i mogą utrudnić działalność przedsiębiorcom.

– Jeszcze długo przed wyborami parlamentarnymi uważałem jako przedsiębiorca, że wiele rzeczy należy zmienić, opodatkować trochę inaczej bogatych, a tym, którzy mniej zarabiają, trochę odpuścić z podatków, żeby mogli zarabiać więcej – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Zbigniew Jakubas, przedsiębiorca i inwestor, właściciel Grupy Kapitałowej Multico. – W tej chwili PiS to realizuje, mam nadzieję, że w tym zakresie uda się faktycznie te prospołeczne postulaty urzeczywistnić.

Prawo i Sprawiedliwość podczas kampanii wyborczej obiecywało podniesienie kwoty wolnej od podatku z obecnych niespełna 3100 zł do 8000 zł. Stosowny projekt został już złożony przez prezydenta Andrzeja Dudę i po pierwszym czytaniu został odesłany do Komisji Finansów Publicznych.

Zbigniew Jakubas nie ma wątpliwości, że rządząca partia zmieni nastawienie do przedsiębiorców, ale podkreśla też, że poprzednie rządy, mimo deklaracji też nie ułatwiały im działalności. Liczy na doświadczenie wicepremiera i ministra rozwoju Mateusza Morawieckiego, który zanim wszedł do rządu był prezesem trzeciego największego banku w Polsce – BZ WBK. Ma też nadzieję, że nowe władze uporządkują i usprawnią działanie państwa, zwłaszcza w zakresie prawa budowlanego. Jak przekonuje, to mogłoby pobudzić inwestycje lokalnych przedsiębiorców.

– Jeżeli PiS skutecznie usprawni nam system prawa budowlanego, to inwestycje z kapitału krajowego ruszą – uważa Jakubas. – Sam jestem zakładnikiem tego chorego systemu prawnego, jakim jest prawo budowlane: od 5 lat nie mogę rozpocząć inwestycji, w którą powinniśmy już do tej pory zainwestować około miliarda złotych. Olbrzymi teren w Warszawie jest już kupiony, ale nie możemy rozpocząć, ponieważ prawo budowlane jest tak skomplikowane, że nie pozwala nam przez 5 lat rozpocząć inwestycji.

Mowa o terenach kupionych w maju 2011 r. od FSO na Żeraniu przez należącą do Multico Mennicę Polską. Za trzy działki spółka zapłaciła 120 mln zł. Z powodu braku planu zagospodarowania przestrzennego inwestorowi wciąż nie udało się uzyskać pozwoleń na budowę. Musi natomiast odprowadzać od tego terenu opłaty za użytkowanie wieczyste.

Jak jednak zaznacza Jakubas, zmiana sposobu działania urzędników może wesprzeć kapitał krajowy, jedank inwestorzy zagraniczni wystraszyli się atmosfery politycznej, jaka nastąpiła po dojściu do władzy PIS.

– Obawiam się w ogóle pewnych igrzysk, które już się zaczęły w części niemerytorycznej, może to osłabić naszą gospodarkę i chęci do inwestowania polskich przedsiębiorców, a zwłaszcza przedsiębiorców zagranicznych – przekonuje. – Jeżeli jeszcze do tego wszystkiego banki w wyniku różnych działań rządu cofną akcję kredytową, to może się okazać, że w przyszłym roku i tak szacujemy jako przedsiębiorcy, że akcja kredytowa może spaść nawet o połowę, w związku z tym byłby to wtedy trudny rok.

Pod koniec grudnia Sejm uchwalił ustawę o podatku bankowym z wyższą od pierwotnie zapisanej w projekcie stawką 0,44 proc. podstawy opodatkowania rocznie. W bankach od podatku będą zwolnione aktywa do 4 mld zł, a w firmach ubezpieczeniowych – do 2 mld zł. Na koniec listopada przedsiębiorstwa miały ogółem zaciągnięte w polskich bankach kredyty i pożyczki na łączną kwotę niemal 290 mld zł.

Jeżeliby się okazało, że parę tysięcy inwestorów i przedsiębiorców wystraszy się, zniechęci i zacznie zastanawiać, czy warto, to kilkaset tysięcy miejsc pracy od razu będzie zagrożonych – uprzedza przedsiębiorca. – Wszystko będzie zależało po części od tego, jak polityka będzie się dalej toczyła przez następne parę miesięcy nowego roku i mam nadzieję, że wszyscy trochę ostudzą emocje, wybory już się skończyły, te obietnice, które były po części bez pokrycia, zostaną jakoś zweryfikowane i że przez ten rok przejdziemy w miarę suchą nogą.

Ruszyły konkursy na rozbudowę sieci szerokopasmowych. Na zapewnienie dostępu do szybkiego internetu przeznaczono ponad miliard euro

CEO Magazyn Polska

Do końca stycznia przedłużono firmom telekomunikacyjnym czas na składanie zgłoszeń w pierwszym konkursie w Centrum Projektów Polska Cyfrowa. W obecnej perspektywie finansowej na rozbudowę sieci przeznaczono ponad miliard euro. W ramach poprzedniej perspektywy finansowej prowadzono działania na terenie czternastu województw. 

Teraz będą realizowane projekty w ramach pierwszej osi priorytetowej programu operacyjnego Polska Cyfrowa (PO PC – red.) – informuje agencję Newseria Biznes Maciej Koziara, prezes zarządu firmy Otwarte Regionalne Sieci Szerokopasmowe. – Dzięki niemu mają powstać przede wszystkim sieci dostępowe, a nie tzw. hurtownie, do których przyłączają się operatorzy dostarczający internet użytkownikom końcowym.

Jak wynika z opisu PO PC w ramach pierwszej osi priorytetowej „Powszechny dostęp do szybkiego internetu” w obecnej perspektywie finansowej wspierane będą działania umożliwiające korzystanie z sieci szerokopasmowych. Na realizację osi przeznaczono 1 mld 20 mln euro, ale wysokość poszczególnych dotacji ma być uzależniona od potrzeb inwestycyjnych zidentyfikowanych na danym obszarze, lokalnych uwarunkowań, w tym szczególnie oceny ekonomicznej inwestycji (obecność infrastruktury, dostępność usług, gęstość zaludnienia, typ zabudowy, ukształtowanie terenu itp.).

Pomoc ma być kierowana przede wszystkim do przedsiębiorców telekomunikacyjnych i ma polegać na wsparciu budowy, rozbudowy lub przebudowy sieci telekomunikacyjnych, które będą miały na celu zapewnienie szerokopasmowego dostęp do szybkiego internetu, czyli o prędkości 30 Mb/s i większej.

Pod koniec września br. w Centrum Projektów Polska Cyfrowa ogłoszono zasady naboru, a w listopadzie rozpoczęto przyjmowanie zgłoszeń do pierwszego ogólnopolskiego konkursu. Procedura miała potrwać do końca 2015 r., jednak ostatecznie przedłużono ją do końca stycznia.

Sieć światłowodowa jest infrastrukturą XXI wieku, porównywalną z autostradami – tłumaczy Maciej Koziara. – Dzięki niej można mieć łatwiejszy dostęp do aplikacji, które są wymagane, i w rezultacie prowadzić działalność gospodarczą, nie wychodząc z domu, mieszkając w swoim terenie, nie migrując do innych miast. Będzie to również miało znaczenie dla poszczególnych gmin, bo podatki pozostaną na miejscu. To możliwość rozwijania przedsiębiorczości na danym terenie.

W ramach poprzedniej perspektywy finansowej sieci szerokopasmowe realizowane były na terenie czternastu województw. Jednak zdaniem Macieja Koziary dotychczas nie ma wśród nich liderów, bo różny był między innymi poziom dofinansowania. Pięć województw prowadziło tego rodzaju inwestycje w ramach programu Rozwój Polski Wschodniej. Łącznie do realizacji skierowano kilkadziesiąt projektów z budżetem przekraczającym 1 mld zł.

Na razie nie da się ocenić rentowności, walczymy o to, żeby nie przynosiły strat – wskazuje Maciej Koziara. – Obniżenie stawek spowodowałoby nieopłacalność inwestycji. Zobaczymy, jak będzie kształtował się rynek. Najważniejszy jest popyt. Jeżeli wzrośnie świadomość społeczeństwa, że sieci światłowodowe to infrastruktura XXI wieku, to operatorzy hurtowi mieliby zapewnione funkcjonowanie przez następne lata , a projekty byłyby rentowne.

W przyszłości planowany jest drugi konkurs, ale jego założenia nie są jeszcze znane.

Mam nadzieję, że zmienią się trochę warunki – przekonuje Maciej Koziara. – Projekty powinny podpinać się do sieci wybudowanej w ramach poprzedniej perspektywy finansowej, co zapewniłoby wsparcie. Mogłaby ona funkcjonować już po włączeniu wszystkich operatorów na danym obszarze.

Jak wynika z raportu „Digital Agenda for Europe” Komisji Europejskiej, Polska jest jednym z najmniej zinformatyzowanych krajów UE. Pod względem tzw. penetracji łączy szerokopasmowych (liczba na 100 mieszkańców – red.), zajmuje przedostatnie miejsce w Europie i wyprzedza tylko Rumunię. Sytuacja najgorzej wygląda na wsi, gdzie dysproporcja między większością państw europejskich a Polską jest jeszcze większa. O ile w krajach UE tzw. wskaźnik pokrycia wynosi około 83 proc., to na polskiej prowincji tylko 58 proc. Z raportu wynika, że pozamiejskie tereny większości państw UE mają wyższy wskaźnik niż Polska ogółem, wliczając miasta, aglomeracje oraz stolicę.

Ropa i miedź nieznacznie potanieją. Najbardziej będzie tracić złoto

CEO Magazyn Polska

2016 rok na rynku surowcowym może wyglądać podobnie jak miniony. Zdaniem analityków ceny nadal będą spadały, choć nie wszystkie w podobnym tempie. Miedź i ropa wprawdzie stracą jeszcze trochę na wartości, ale później ich ceny powinny się ustabilizować. Gorzej będzie ze złotem.

W ciągu ostatniego roku złoto straciło na wartości ponad 10 proc. Uncja, za którą w styczniu płacono między 1180 a 1300 dolarów, dziś warta jest około 1070 dolarów. Kruszec ten systematycznie tanieje od 2011 roku, gdy kosztował najdrożej w historii, czyli ponad 1900 dolarów za uncję. W 2016 roku ten trend raczej się nie zmieni i można oczekiwać dalszych, dość istotnych spadków cen złota.

– Związane jest to zarówno z mocnym dolarem, jak i przede wszystkim z polityką podnoszenia stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych  tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Marcin Kiepas, dyrektor działu analiz Admiral Markets.  Podwyżki stóp i spodziewane wzrosty rentowności będą stanowiły czynnik spychający ceny złota najpierw poniżej tysiąca dolarów za uncję, a docelowo, jak sądzę, skończymy 2016 rok w okolicach 900 dolarów za uncję.

W 2015 roku taniały praktycznie wszystkie surowce. Ceny ropy naftowej spadły o niemal 40 proc. Baryłka ropy WTI, która jeszcze w maju i czerwcu kosztowała 60 dolarów, obecnie kosztuje blisko 38 dolarów. W ciągu całego roku ceny spadły o niemal jedną trzecią.

– 2015 rok upłynął na rynku surowcowym pod znakiem spadku cen  mówi Marcin Kiepas. – Nie zanosi się także na to, żeby 2016 rok miał być dużo lepszy. Należy zakładać, że ceny ropy, jakkolwiek może już nie tak dynamicznie jak w tym roku, ale pozostaną pod presją sprzedających i będą spadały. Zakładamy, że ropa WTI może potanieć jeszcze o około 5 proc., po czym zacznie się stabilizować na tych niższych poziomach.

Producentom ropy nie sprzyja ani sytuacja polityczna, ani gospodarcza na świecie. Ceny zaczęły spadać w 2014 roku po rosyjskiej agresji na Ukrainie. Niskie ceny ropy tym łatwiej utrzymać, że popyt na paliwa spada wraz z rosnącymi problemami chińskiej gospodarki, a eksporterzy starają się zwiększać wydobycie i sprzedaż, by mimo słabych kursów zapewnić sobie potrzebne dochody i utrzymać udziały w rynku. To oznacza, że epoka drogiej ropy szybko nie powróci.

– Za takim scenariuszem przemawia z jednej strony zarówno dolar, który powinien w 2016 roku pozostać mocny, jak i przede wszystkim utrzymująca się duża nadwyżka podaży nad popytem  ocenia dyrektor działu analiz Admiral Markets.  Tutaj swoją uwagę kieruję przede wszystkim na państwa OPEC, które uczestnicząc w takiej wojnie z ropą amerykańską z łupków, za wszelką cenę bronią się przed obniżeniem wydobycia, próbując zachować obecne udziały w rynku.

Innym surowcem, który z uwagi na czynniki globalne i podaż przeważającą nad popytem również powinien tanieć, jest miedź. W 2015 roku jej ceny spadły o blisko 25 proc. Od szczytu notowań w 2011 roku, gdy za tonę tego surowca płacono ponad 10 tys. dolarów, jej notowania spadły o ponad połowę i obecnie tona miedzi kosztuje niespełna 4,5 tys. dolarów.

– W tej chwili nie ma mocniejszych przesłanek sugerujących jakieś odbicie, aczkolwiek potencjał spadkowy po tych wielu miesiącach przeceny też jest już ograniczony  prognozuje Marcin Kiepas  z Admiral Markets. Stąd też nasz scenariusz bazowy na 2016 rok, to niewielkie spadki cen miedzi ze stabilizacją cen. Natomiast, jeżeli szukać już odbicia na miedzi, to raczej będzie to 2017 rok.

 

Warszawa najpopularniejszym obok Krakowa miastem wśród turystów. Stolica dominuje w kategorii turystyki biznesowej

CEO Magazyn Polska

Pod względem liczby turystów Warszawa jest obok Krakowa najpopularniejszym polskimi miastem. Według szacunków instytutu IPSOS w 2014 roku stolicę odwiedziło około 8 mln osób, z czego niemal 3 mln to turyści zagraniczni. W strukturze przyjazdów dominują wizyty o charakterze biznesowym. Warszawska Organizacja Turystyczna stara się jednak dotrzeć także do masowego odbiorcy zainteresowanego atrakcjami, które oferuje stolica. Przykładem takich działań jest projekt Warsaw City Break, który ma zachęcać do krótkoterminowych wizyt w mieście.

Najsilniejszą destynacją turystyczną, którą mamy w Polsce, jest oczywiście Kraków, wynika to oczywiście z historii tego miejsca. Kraków był zawsze piękny, Warszawa wypiękniała niedawno – mówi agencji informacyjnej Newseria Monika Białkowska, dyrektor biura Warszawskiej Organizacji Turystycznej.

Według badania przeprowadzonego przez Małopolską Organizację Turystyczną liczba turystów, którzy odwiedzili w 2014 roku Kraków, wyniosła 9,9 mln osób. Na drugim miejscu pod względem natężenia ruchu turystycznego w Polsce plasuje się Warszawa. Stolicę według szacunków instytutu IPSOS odwiedziło w 2014 roku około 8 mln osób.

Właściwie każdy znajdzie tu jakąś ofertę dla siebie. Warszawa jest stolicą, więc dużo łatwiej jej przyciągnąć turystów zagranicznych, bo jest bardzo często pierwszym wyborem dla kogoś, kto chce odwiedzić Polskę. To nam pomaga w promocji zagranicznej – tłumaczy Monika Białkowska.

Przedstawicielka WOT dodaje, że Warszawa obok Krakowa jest najbardziej rozpoznawalnym miastem przez zagranicznych turystów. Poziom znajomości polskiej stolicy na arenie międzynarodowej jest wyższy niż Gdańska, Poznania czy Wrocławia.

W celu przyciągnięcia większej liczby odwiedzających w przyszłym roku kontynuowany będzie projekt Warsaw City Break. Akcja ma na celu zachęcenie obcokrajowców do krótkoterminowych, np. weekendowych, przyjazdów do Warszawy w celach turystycznych. Oprócz tego Warszawska Organizacja Turystyczna przeprowadziła w ostatnim roku dwie akcje promujące polską stolicę na rynkach brytyjskim oraz szwedzkim.

Plan promocji staramy się dopracować na dwa lata ze Stołecznym Biurem Turystyki, z którym dzielimy się zadaniami. Tu oczywiście mówimy o wizytach studyjnych, dziennikarskich, touroperatorskich, o wyjazdach na kluczowe targi na poszczególnych rynkach. Tych działań rzeczywiście jako Warszawa mamy sporo – informuje dyrektor biura WOT.

Rozmówczyni wskazuje na zróżnicowany charakter turystów przyjeżdżających do Warszawy. Najwięcej pieniędzy wydają tzw. turyści konferencyjni, którzy oprócz obowiązków służbowych, korzystają także z atrakcji turystycznych, które zapewnia miasto. Podczas swojego pobytu zostawiają w stolicy średnio po 700 złotych. Zdecydowanie mniej wydają turyści krajowi. Ich pobyt w Warszawie z reguły jest także znacznie krótszy.

Pozycja Warszawy w kategorii eventowej jest najsilniejsza w Polsce. Obserwujemy ogromne zainteresowanie Warszawą zarówno na poziomie rynku korporacyjnego, jak i na poziomie wyjazdów stowarzyszeniowych. Natomiast staramy się promować Warszawę również jako destynację masową – tłumaczy.

Wśród najważniejszych wydarzeń, jakie w 2016 roku odbędą się w Warszawie, Monika Białkowska wymienia m.in. lipcowy szczyt NATO, Światowy Zjazd Kobiet, Diecezjalne Dni Młodzieży czy konferencję WADA Światowej Agencji Antydopingowej.

Tylko co dwudziesty Polak dotrzymuje noworocznych postanowień. Powodem są nierealistyczne cele i nadmiar wyznaczonych zadań

CEO Magazyn Polska

Polacy chętnie robią noworoczne postanowienia, ale nie są w stanie w nich wytrwać. Zdecydowana większość poddaje się już po trzech miesiącach. W realizacji postanowień pomóc może realistyczne podejście do własnych możliwości, skoncentrowanie się na mniejszej liczbie celów i zapewnienie sobie wsparcia innych ludzi. Zmiany należy traktować jako coś dobrego, a nie powód do wyrzeczeń.

Z badań CBOS wynika, że co roku noworoczne postanowienia robi połowa Polaków. Obietnice te dotyczą przede wszystkim zdrowego stylu życia, oszczędzania, zmiany pracy lub poprawienia sytuacji finansowej. 86 proc. Polaków jest przekonana, że zdoła zrealizować zamierzenia, tymczasem, jak pokazują badania Interaktywnego Instytutu Badań Rynkowych, 90 proc. ponosi klęskę. Zdecydowana większość Polaków poddaje się już po trzech miesiącach. Często prowadzi to do poczucia niespełnionego obowiązku, frustracji i utraty wiary w siebie. Mimo to – zdaniem psychologów – warto robić postanowienia noworoczne, trzeba tylko mądrze do nich podejść.

Nie warto robić po 5 czy 7 postanowień naraz i to takich nierealistycznych, które prawdopodobnie nie dojdą do skutku, tylko raczej wybrać jedno postanowienie i konsekwentnie starać się to realizować. Takie postanowienie nie powinno być zbyt obciążające i zbyt absorbujące, ale takie, które pozwoli nam chociaż jedną małą rzecz zmienić w naszym życiu mówi agencji informacyjnej Newseria Lifestyle Katarzyna Kucewicz, psycholog i psychoterapeuta.

Zdaniem ekspertów jedno postanowienie w zupełności wystarczy, często bowiem już jedna drobna zmiana pociąga za sobą kolejne. Podstawą jest jednak przekonanie o tym, że zmiana ta jest rzeczywiście konieczna lub wynika z faktycznej chęci osoby robiącej postanowienie. Zdarza się bowiem, że ludzie robią obietnice noworoczne pod wpływem mody lub otoczenia. Wówczas utrzymanie motywacji może być trudne. Zmiana powinna wynikać z osobistych przekonań warto potraktować ją jako pozytywny aspekt życia, coś dobrego, a nie przyczynę wyrzeczeń.

– Na przykład nie dlatego chcę rzucić palenie, bo wszystkim to przeszkadza, bo nie ma takiej mody, bo wszyscy mi mówią: rzuć palenie albo cię zostawię, tylko dlatego, że chcę rzucić palenie, bo chcę zmienić swoje życie, bo chcę zadbać o swoje zdrowie, bo chcę coś wprowadzić do siebie – mówi Katarzyna Kucewicz.

Eksperci doradzają także zapewnienie sobie wsparcia innych osób, dzięki czemu łatwiej będzie utrzymać motywację. Mogą to być ludzie mający za sobą podobne doświadczenia, którzy odnieśli sukces w realizacji tego samego postanowienia, np. rzucenia palenia, albo mają ten sam cel, np. schudnięcie. Przykładem są coraz liczniejsze grupy biegaczy, którzy organizują się poprzez media społecznościowe, spotykają się na wspólne treningi i wzajemnie motywują. Dobrym pomysłem jest także nagradzanie się za postępy w realizacji postanowień. Warto też pamiętać o tym, że na drodze do urzeczywistnienia obietnic mogą zdarzyć się drobne potknięcia. Nie należy wówczas porzucać postanowienia i się załamywać.

– Jeśli to, że nie wyszło nam postanowienie sprawia, że się dołujemy, to warto sobie zadać pytanie, co jest nie tak z moją samooceną. Być może to powinno być tak naprawdę postanowieniem, że ta samoocena będzie wyższa. Bo czasami jest tak, że postanawiamy sobie: będę idealna i jeżeli to nie wyjdzie, to przestajemy siebie lubić. A postanowieniem być może powinno być to, żeby właśnie zacząć siebie akceptować mówi Katarzyna Kucewicz.

Zmiany należy wprowadzać, akceptując siebie i odczuwając do siebie samego sympatię. Wówczas nawet porażka nie będzie utożsamiana z poczuciem beznadziejności własnej osoby. Odgrywanie ról swojego największego krytyka może bowiem prowadzić do frustracji, spadku poczucia własnej wartości, a nawet depresji.

Samochód na wyjazd w góry musi być odpowiednio przygotowany

CEO Magazyn Polska

Podstawą przy zimowym wyjeździe samochodem w góry są zimowe opony. W wyposażeniu auta powinny się także znaleźć: latarka i zapasowe baterie, trójkąt odblaskowy, skrobaczka i odmrażacz do szyb. Bardzo ważne jest też bezpieczne przewożenie sprzętu narciarskiego – najlepiej w bagażniku zamocowanym na dachu auta.

Planując zimowy wyjazd samochodem, warto pamiętać o tym, że warunki pogodowe w górach znacznie różnią się od tych, które panują w pozostałych regionach Polski – często i nagle zmienia się tu pogoda, nawet wczesną jesienią lub późną wiosną mogą wystąpić opady śniegu oraz oblodzenie dróg. Opady te są często silniejsze niż w innych częściach kraju. Miejskie samochody, zwłaszcza wyposażone w napęd na tylne koła, mogą nie sprostać takim warunkom drogowym. Decydując się na taki wypad, warto pomyśleć więc o wypożyczeniu samochodu z podwyższonym zawieszeniem, np. typu SUV.

Tego typu samochód zapewni nam bezpieczeństwo i przejazd w momencie, kiedy droga nie będzie odpowiednio przygotowana – mówi agencji informacyjnej Newseria Katarzyna Dobrzyńska, PR & marketing manager AVIS.

Ze względu na trudne warunki pogodowe niezbędne jest także odpowiednie przygotowanie samochodu do jazdy. Dobrym pomysłem będzie skierowanie auta na przegląd techniczny co najmniej kilka dni przed planowanym wyjazdem. Pozwoli to uniknąć nieprzewidzianych usterek w trakcie jazdy. Przygotowując auto samodzielnie, należy przede wszystkim wymienić opony na zimowe. Przy dużych opadach śniegu przydadzą się także łańcuchy, warto więc mieć je w bagażniku.

– Przydać się mogą także elementy odblaskowe na wypadek jakiegoś zdarzenia na drodze, np. kamizelka odblaskowa czy trójkąt – mówi Katarzyna Dobrzyńska.

W wyposażeniu samochodu powinny się ponadto znaleźć: skrobaczka do szyb, latarka i zapasowe baterie, podstawowe klucze i narzędzia, odmrażacz do szyb, szczotka do odśnieżania, ewentualnie także piasek do podsypania pod koła. Jesienią i zimą wcześnie zapada zmrok, dlatego należy się zatroszczyć także o stan oświetlenia pojazdu. Dobrze jest wymienić również wycieraczki.

Osoby wyjeżdżające w góry często zabierają ze sobą sprzęt narciarski – warto zadbać o jego odpowiednie ulokowanie.

– Powinno się przewozić taki sprzęt w profesjonalnych bagażnikach, np. na dachu. Niewłaściwe przewożenie, np. wewnątrz auta, może spowodować zagrożenie dla bezpieczeństwa w przypadku jakiegokolwiek zdarzenia drogowego – mówi Katarzyna Dobrzyńska.

Mocując sprzęt sportowy w boksach na dachu, należy dokładnie sprawdzić jego mocowania. Warto też pamiętać o tym, że tego typu bagażniki wymuszają ograniczenie prędkości podczas jazdy.

Historia amerykańskiego angielskiego

Większość ludzi zdaję sobie sprawę z różnic pomiędzy amerykańskim a brytyjskim angielskim, szczególnie w kwestii pisowni. Ale czy wiesz skąd te różnice wynikają? Czy były one umyślne, czy wynikły naturalnie poprzez migracje ludności?

Walka o niepodległość

Wojna o niepodległość Stanów Zjednoczonych miała nadrzędne znaczenie kiedy mowa o dzisiejszym języku amerykańskim. Rebelianci byli zdeterminowani aby uzyskać niezależność od Wielkiej Brytanii w każdym jej aspekcie, nie tylko politycznym.

W pewnym momencie patrioci chcieli nawet narzucić krajowi zupełnie nowy język: niektórzy proponowali francuski, niemiecki, a nawet hebrajski. Pomysł jednak upadł, jako że pozbawienie Stanów Zjednoczonych tak istotnego elementu byłoby prawie niemożliwe. Nadal jednak uważano iż tak klasyczny język nie będzie w stanie przenieść tak rewolucyjnych idei.

Wkład Thomasa Jeffersona i Benjamina Franklina

Tak więc Thomas Jefferson, jeden z ojców założycieli Stanów Zjednoczonych, wymyślił słowa takie jak “belittle” (bagatelizować) oraz nowe określenia walut “centy” i “dolary”. Następnie w 1768 roku spełniając swój obowiązek Benjamin Franklin opublikował artykuł poświęcony reformie językowej, w którym słowa takie jak “theatre”, “kerb”, “honour” były zastąpione słowami “theather”, “curb”, “honor”. W ten sposób zmieniono pisownie wielu słów.

Noah Webster: Nauczyciel i twórca

Bez cienia wątpliwości ogromny wkład w amerykański angielski miały prace Noah Webstera, nauczyciela który napisał “A Grammatical Institute of the English Language”. Książka ta składała się z trzech ważnych tomów. Jeden z nich zatytułowany “Amerykańskim podręcznikiem do ortografii” został utworzony aby ujednolicić wymowę w szkołach. Potem w 1806 roku został opublikowany pierwszy słownik Webster, a następnie w 1828 “Amerykański słownik języka angielskiego”.

Webster miał ogromny wpływ na rozwój amerykańskiej odmiany języka angielskiego. Zastąpił on słowo “colour” słowem “color”, a “fibre” zamienił na “fiber”. Pozbawił on również niemego “h” w wymowie słowa “forehead”. Uważa się również, że to Webster jest odpowiedzialny za wprowadzenie rytmu języka wyróżniającego się od brytyjskiego, w którym prawie każda sylaba ma tę samą odległość. Wynikło z tego charakterystyczne wymawianie słów takich jak “Waistcoat” albo “Secretary”.

 

Tłumaczenia

tłumaczenia angielskiW amerykańskim angielskim słowo “airplane” jest zastępowane “aeroplane” w brytyjskiej odmianie. Używa się również “apartment” zamiast “flat”, “candy” zamiast “sweets” oraz “cookie” zamiast “biscuit”. Każdy tłumacz zgodzi się, że istnieje mnóstwo różnić między amerykańską odmianą języka angielskiego a brytyjską. Należy więc być tego w pełni świadomym przy dokonywaniu tłumaczeń na daną odmianę języka.

Rzec można że Stany Zjednoczone osiągnęły swój cel w dążeniu do odrębności, gdyż ich odmiana języka angielskiego jest dziś rozpoznawalna na całym świecie.

Kampanie reklamowe w mediach społecznościowych

Różne media społecznościowe na różnych rynkach

reklama 123tlumacz

W każdym kraju ludzie mają w zwyczaju używanie innych mediów społecznościowych. Pierwszym krokiem który powinno się podjąć jest więc ustalenie które platformy społecznościowe są najpopularniejsze w danym kraju zanim podejmie się decyzje o rozpoczęciu kampanii marketingowych w danych mediach. Pamiętaj, nawet jeśli dany serwis społecznościowy może wydawać Ci się nieprzystępny, może on pełnić kluczową rolę dla spopularyzowania Twojej marki na tamtym rynku.

Na przykład, jeżeli próbujesz wdrożyć swój produkt na rynek Chin, możesz zapomnieć o używaniu Youtube’a, Facebooka oraz Twittera, ponieważ wszystkie trzy zostały zakazane przez władze. Są jednak alternatywy – Renren i Qzone są popularne w tamtym kraju.

Jeśli już ustaliłeś które serwisy społecznościowe będą najlepsze dla Twoich celów w danym kraju, następnym krokiem jest dokładne zapoznanie się z nimi aby dowiedzieć się w jaki sposób są one wykorzystywane. Czy ludzie wolą dzielić się tam filmami, prowadzą mini-blogi, piszą do siebie prywatne wiadomości? Czasami ciężko jest znaleźć jednoznaczną odpowiedź, więc być może najlepszą metodą jest zadać sobie pytanie “dlaczego akurat ten kanał jest popularny i osiągnął sukces na tym rynku?” Jeśli znajdziesz odpowiedź na to pytanie, będziesz na dobrej drodze do zrozumienia sedna tej konkretnej platformy społecznościowej.

Weź pod uwagę kulturę oraz “ton” rynku

Niezbędnym jest aby Twoja reklama była odpowiednio przetłumaczona i dostosowana do innych kultur tak, aby wydawała się naturalna dla mieszkańców krajów w które celujesz. Będąc na bieżąco z politycznymi i społecznymi nastrojami możesz uniknąć wszelkich nieporozumień na tle poprawności kulturowej oraz niezręcznych sytuacji odnoszących się do sfery publicznej. W marketingowym świecie każdy wie, że jedynym sposobem na pomyślne zaprezentowanie się na nowych rynkach wiąże się z nie obrażaniem ich. Zbadaj zatem rynek i stwórz sobie przewodnik aby poszanować normy kulturowe każdego rynku. Brzmi jak dużo pracy, jednak im więcej wysiłków tym więcej szans na osiągnięcie sukcesu.

Dowiedz się o osobowości i ogólnym nastawieniu każdego z rynków. Jest to oczywiście instynktowny zabieg kiedy rozpoczynasz kampanię marketingową we własnym kraju. W obcym kraju wygląda to nieco inaczej, gdyż zwykle nie spędzamy tam zbyt wiele czasu i nie do końca potrafimy zrozumieć panującą tam atmosferę. Aby wypełnić tą lukę, warto jest zrobić zarówno badania w terenie jak i przy biurku. Informacje które w ten sposób uzyskasz powinny znaleźć się w Twoim zbiorze wiedzy o danej kulturze. Zamiast po prostu tłumaczyć Twoje kampanie na inny język, lepiej jest tworzyć je u podstaw danego języka.

Zaprojektuj materiał gotowy do umieszczenia

Prawie niemożliwym jest kreatywne myślenie o kampanii kiedy niewiadomą jest jej miejsce docelowe. Każdy marketingowiec wie jak drogie jest utworzenie materiałów takich jak ikonografie, obrazki czy filmy, lecz jeszcze bardziej irytujące jest kiedy wymaga się takich działań wobec nieokreślonego jeszcze rynku – to nic innego jak strata czasu, energii i pieniędzy. Jeśli planujesz przeprowadzić kampanię marketingową na przestrzeni kilku rynków, poinformuj swój zespół że wszystkie materiały reklamowe muszą być przemyślane względem lokalizacji oraz zrobione, jeśli to możliwe, jak najbardziej skutecznie i elastycznie. Możesz wysyłać zespołowi ikonografie w formie szablonów w Photoshopie zamiast topornych obrazów w formie “.jpg” które ciągle edytowane mogą tworzyć niepożądane rezultaty. Takie planowanie z pewnością się opłaci, a proces umieszczania reklam powinien stać się stosunkowo bezstresowy.

Unikaj używania Tłumacza Google

tłumacz GoogleMusisz posiadać ludzi, którzy będą odpowiedzialni za dostosowywanie zawartości reklamy do ich rynku. Nie używaj do tych celów Tłumacza Google! To lokalni lingwiści oraz tłumacze powinni decydować czy dany materiał jest odpowiedni i istotny dla tego kraju. Wspomniany słownik internetowy nie jest to najlepszym narzędziem do dostosowywania reklamy pod daną kulturę. Nie rozpozna on kiedy wstępujesz na niewygodny dla kultury temat ani nie wie on jak wywołać zainteresowanie społeczne. Niezbędne jest tutaj skorzystanie z usług ludzi.

Bądź na czasie

Portale społecznościowe często słyną z tego, że często się zmieniają. Szczególnie tyczy się to zasad tłumaczenia rynku. Na przykład YouTube zachowuje ostrożność względem naciąganych wyników oglądalności filmów, przez co są rygorystycznie nastawieni do marketingowców – nie możesz po prostu podmienić napisów, nic to nie przyniesie. A jeśli chodzi o Chiny, użycie w internecie niektórych zakazanych słów sprawi, że Twój dostęp do sieci zostanie zablokowany. Kluczowym jest więc pozostawać na czasie i podążać za zmianami polityki serwisów społecznościowych.

Ujednolicenie kont w jednym globalnym

Podczas gdy istotnie jest zrozumienie każdego z serwisów z osobna, równie ważnym ruchem jest zjednoczenie swoich działań na rynkach poprzez jedno główne konto sygnowane Twoją marką.

Chiński: najpopularniejszy język świata

Nawet pomimo tego, iż język angielski króluje na całym świecie od ponad wieku oraz nadal jest badany i poznawany w wielu krajach, tak na prawdę najczęściej używanym językiem na świecie jest chiński.

tłumaczenia chiński

Nawet pomimo tego, iż język angielski panuje na całym świecie od ponad wieku oraz nadal jest badany i poznawany w wielu krajach, tak na prawdę najczęściej używanym językiem na świecie jest chiński. Obecnie jest to najszerzej używany język – zestawiając ze sobą olbrzymią liczbę ludzi władających chińskim jako ojczystym językiem oraz liczbę ludzi dla których chiński jest drugim językiem.

Kantoński i Mandaryński

reklama 123tlumaczNa co dzień języka używamy na dwa sposoby: w mowie i piśmie. Tłumacze ustni często wchodzą w kontakt z tłumaczami władającymi językiem chińskim którzy pochodzą z dobrze znanych firm z całego świata. Stąd też, ważnym czynnikiem który należy brać pod uwagę przy przekładzie chińskiego jest wymagany dialekt. Kantoński i Mandaryński są dwoma dominującymi dialektami. Kantoński jest oficjalną mową używaną w kontynentalnej części Chin. Mandaryński natomiast jest używany w prowincji Guangdong oraz reszcie obszarów tego kraju wliczając w to Makau i Hong Kong.

Kantoński jest bliższy starym formom języka będąc bardziej konserwatywnym dialektem. Składa się on z dziewięciu tonów: trzech dla krótkich sylab oraz sześciu dla sylab o normalnej długości. Z drugiej strony, Mandaryński jest zupełnie odmienny od dialektów południowych, w tym Kantońskiego. Ma on cztery tony i neutralny ton który nie jest zapisywany. Wielu lingwistów uważa Mandaryński oraz dialekty południowe za odrębne języki.

Chińskie pismo “Tradycyjne” i “Uproszczone”

W minionym czasie wszyscy używali tradycyjnego pisma do czasu, aż rząd wprowadził nowe uproszczone pismo czyniąc ten język łatwiejszym do opanowania. W zamyśle miało to doprowadzić do podwyższenia poziomu edukacji chińczyków oraz wyeliminować analfabetyzm. Pismo zostało uproszczone poprzez zmniejszenie trudności zapisywania liter.

Ciągle zwiększa się tam również potrzeba na chińskie usługi tłumaczeniowe. Mandaryński jest zwykle zapisywany w Uproszczonym piśmie podczas gdy dialekt Kantoński najczęściej zapisywany jest w piśmie Tradycyjnym.

Pisemna forma wypowiedzi w języku chińskim różni się od tej w języku angielskim tym, że składa się bardziej ze znaków niż z pojedynczych liter alfabetu. Każdy znak odpowiada jakiemuś słowu lub wyobrażeniu. Oprócz tego mogą one pełnić różne funkcje co oznacza, iż osiągnięcie dokładnego tłumaczenia wymaga uwzględnienia kontekstu oraz konotacji zapisanego znaku oprócz samego dosłownego zinterpretowania go.

Tłumaczenia języka chińskiego

Tłumaczenia stanowią wyzwanie nawet dla native speakerów, gdyż chiński jest uważany przez większość tłumaczy za najtrudniejszy język do przełożenia. Aby osiągnąć precyzyjnie przełożony tekst, tłumacz musi posiadać szerokie doświadczenie. Jeżeli osobie która przekłada chiński na angielski brakuje kwalifikacji oraz wspomnianego dużego doświadczenia, w efekcie może on uzyskać tekst pełen zawiłości oraz nieporozumień.

Ewa Łuniewska prezesem ING Lease

Rada Nadzorcza ING Lease podjęła decyzję o zmianach w Zarządzie spółki. Stanowisko prezesa ING Lease z dniem 1 stycznia 2016 r. objęła Ewa Łuniewska.

Witam na stanowisku prezesa zarządu ING Lease Ewę Łuniewską, która przez wiele lat uczestniczyła w budowaniu silnej pozycji ING Banku Śląskiego na polskim rynku. Wierzę, że w nowej roli z sukcesem wykorzysta cechujące ją wyczucie biznesowe, umiejętność tworzenia dobrych i trwałych relacji oraz otwartość na nowe wyzwania –powiedział Michał Bolesławski, przewodniczący Rady Nadzorczej ING Lease.

Marcinowi Kościńskiemu dziękuję za zaangażowanie i osobisty wkład wniesiony w rozwój i transformację ING Lease. Jestem przekonany, że wielowymiarowe doświadczenie Marcina, jego otwarta osobowość i głęboko zakorzenione poczucie odpowiedzialności sprawią, że pokieruje Korporacyjną Siecią Sprzedaży w ING Banku Śląskim odnosząc dalsze sukcesy – dodał Michał Bolesławski.

Ewa Łuniewska, prezes ING Lease
Ewa Łuniewska, prezes ING Lease

Ewa Łuniewska jest związana z Grupą ING od 25 lat. Na początku kariery zawodowej odpowiadała za bankowość korporacyjną, finansowanie strukturyzowane oraz dłużne rynki kapitałowe w Oddziale ING Bank N.V. w Warszawie. W 2001 roku została powołana na stanowisko Dyrektora Departamentu Klientów Strategicznych w ING Banku Śląskim. Od 2006 roku jako Dyrektor w Pionie Korporacyjnej Sieci Sprzedaży odpowiadała za doskonalenie oferty produktów bankowych dla klientów korporacyjnych, a także rozwój przeznaczonych dla nich kanałów internetowych i mobilnych.

Ewa Łuniewska jest absolwentką Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

Marcin Kościński, dotychczasowy prezes ING Lease, z dniem 1 stycznia 2016 r. objął stanowisko Dyrektora Banku odpowiedzialnego za Korporacyjną Sieć Sprzedaży w ING Banku Śląskim. Rada Nadzorcza wyraziła podziękowania Marcinowi Kościńskiemu za jego pracę i wkład w rozwijaniu spółki i realizowaniu strategii wzrostu udziału w rynku.

Popołudniowy komentarz walutowy z 05.01.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 05.01.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Ł. Bugaj (DM BOŚ): Mocne spadki cen akcji w Chinach powstrzymane dzięki nowym przepisom giełdowym. Spodziewane kolejne spadki

CEO Magazyn Polska

Silnej korekcie cen akcji na chińskich giełdach może zapobiec decyzja tamtejszych władz utrzymująca zakaz handlu papierami wartościowymi przez dużych inwestorów. Na razie przed większą przeceną inwestorów uchroniły przepisy kończące sesję, gdy dzienne spadki przekraczają 7 proc.

Już 4 stycznia, w pierwszym pracującym dniu nowego roku, zadziałał nowy system zabezpieczenia przed zbyt dużymi spadkami na giełdzie w Chinach. Jest on tak skonstruowany, że gdy spadek głównego indeksu osiągnie 5 proc., handel jest wstrzymywany na 15 minut, po czym rusza ponownie. Tego samego dnia jednak spadki nie mogą przekroczyć 7 proc.

 Już pierwszego dnia funkcjonowania nowego systemu został on de facto uaktywniony, czyli musiał zadziałać i notowania wstrzymane zostały na 15 minut po spadku o 5 proc. Potem zostały wstrzymane w ogóle, ponieważ inwestorzy obawiali się, że zostaną z akcjami po zatrzymaniu handlu, gdy te spadki osiągną pułap 7 proc.   tłumaczył w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ.

Jak podkreśla Bugaj, chiński rynek giełdowy od wielu lat charakteryzuje się bardzo dużą zmiennością. Dzieje się tak, ponieważ w około 80 proc. jest uzależniony od decyzji klienta indywidualnego. Analityk DM BOŚ zaznacza przy tym, że klient indywidualny, a w szczególności chiński, ma naturę spekulanta i wybiera inwestycje krótkoterminowe, które są nastawione na szybki i wysoki zysk. Stąd duża zmienność  tłumaczy Łukasz Bugaj. Jak mówi, ta zmienność utrzymywała się przez cały miniony rok.

 Pierwsza połowa roku to były dynamiczne wzrosty w żadne sposób nieuzasadnione sytuacją fundamentalną. Od dłuższego czasu obserwujemy spowolnienie chińskiej gospodarki i to musiało w pewnym momencie przełożyć się na koniunkturę na rynku finansowym. Stąd załamanie rynku w II połowie minionego roku, a szczególnie latem, co zostało spotęgowane osłabieniem się juana. Z początkiem tego roku 4 stycznia doszło do podobnej sytuacji.

Tymczasem z końcem tygodnia wygasa w Państwie Środka zakaz sprzedaży akcji przez dużych akcjonariuszy. Został on wprowadzony z początkiem lipca 2015 roku, aby ustabilizować panującą wówczas panikę na rynku chińskim.

Zawsze jest tak, że po kilku dniach wyższej zmienności dochodzi do pewnego wyciszenia. W szczególności, gdy będzie jakiś czynnik stabilizujący  ocenia analityk DM BOŚ. Dodaje, że ewentualnym czynnikiem stabilizującym mogłaby być zapowiedź regulatora, że zakaz, który ma skończyć swoje funkcjonowanie z końcem pierwszego tygodnia handlu, zostanie przedłużony. – Wówczas na pewno należy się spodziewać pewnej pozytywnej reakcji na rynku – tłumaczy.

W ocenie analityka na przecenę chińskiej giełdy nie miało natomiast wpływu dramatyczne zaostrzenie stosunków między dwoma naftowymi potęgami, czyli Iranem i Arabią Saudyjską. Przetasowania na Bliskim Wschodzie odbiły się natomiast na rynku ropy. Jej ceny spadły do 37 dolarów za baryłkę typu Brent, osiągając najniższy poziom od 2004 roku. Natomiast prawdopodobieństwo, że w minionym roku PKB Chin wzrosło tylko o 6,9 proc., co oznacza najmniejszy wzrost od 1990 roku, ma ogromnie znaczenie i dla tamtejszej giełdy, i dla rynku surowcowego.

To się w pewnym stopniu łączy z sytuacją w Chinach. Chiny i Azja stały się bardzo istotnym graczem na rynku ropy pod względem popytu. Tam bardzo dużo samochodów zostało zakupionych przez ludność i konsumpcja ropy wzrosła w ostatnich latach zdecydowanie bardziej dynamicznie niż w Europie Zachodniej czy w Stanach Zjednoczonych.

Prof. S. Gomułka: W 2016 r. zastrzyki finansowe od NBP i sieci komórkowych uratują finanse państwa przed nadmiernym deficytem. W 2017 r. rząd będzie musiał ograniczyć obietnice

CEO Magazyn Polska

W 2016 roku rząd ma szanse utrzymać deficyt budżetowy w ryzach, bowiem dostanie kilkanaście dodatkowych miliardów złotych z NBP oraz z przetargów na częstotliwości dla telefonii komórkowej. Gorzej będzie w kolejnych latach, szczególnie jeżeli rząd dotrzyma obietnic dotyczących podniesienia kwoty wolnej od podatku.

Rządom PO-PSL udało się ograniczyć deficyt sektora finansów publicznych do poziomu około 3 proc. PKB, maksymalnego dopuszczalnego w ramach Unii Europejskiej. Dzięki temu w 2015 roku Rada Unii Europejskiej zdjęła z Polski procedurę nadmiernego deficytu nałożoną w 2009 roku. Główny ekonomista BCC prof. Stanisław Gomułka podkreśla jednak, że dziura w budżecie jest wciąż bardzo duża.

Stan finansów publicznych jest rzeczywiście dużo lepszy, niż był w ostatnich ośmiu latach, kiedy nastąpił bardzo duży wzrost deficytu budżetowego oraz długu publicznego – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista Business Centre Club. W ostatnich kilku latach rządowi koalicyjnemu PO-PSL udało się znacznie zmniejszyć ten deficyt, ale on w dalszym ciągu jest duży. Jest na granicy maksymalnego poziomu akceptowalnego przez Unię Europejską.

Obecny rząd został jednak wyłoniony w wyniku kampanii wyborczej, podczas której padło wiele propozycji wydatków prowadzących do zwiększenia deficytu. Na razie jednak w opinii prof. Stanisława Gomułki nie grozi to wzrostem zadłużenia ponad normy dopuszczalne w Unii Europejskiej.

Te zmiany, jakie wprowadziła ostatnio większość parlamentarna PiS, nie zaburzają stanu rzeczy, m.in. dlatego że pojawiły się dwa duże dochody niepodatkowe. Jeden jest związany z dzieleniem pozwoleń na nowe częstotliwości w telefonii komórkowej – to jest ponad 9 miliardów złotych. Nowy rząd otrzyma to jakby w podarunku na dzień dobry.

Kolejną dodatkową pozycją dochodową jest zysk netto Narodowego Banku Polskiego za 2015 rok, który przewidziano na poziomie 3,2 mld złotych.

– Ogromnymi znakami zapytania są lata 2017 i 2018, dlatego że nie będzie już tych dużych dochodów niepodatkowych zwraca uwagę główny ekonomista Business Centre Club.  Ponadto wchodzą do realizacji kolejne pomysły, takie jak znaczne zwiększenie kwoty wolnej od podatku czy dodatki rodzinne dla dzieci. Jest także kwestia darmowych lekarstw dla ludzi w wieku ponad 75 lat, a to są kolejne miliardy.

Realizacja tych planów będzie oznaczała, że Polska może ponownie wejść w obszar nadmiernego deficytu. Jest także możliwe, że rządowi powiodą się plany uszczelniania systemu podatkowego, co zaowocuje wzrostem dochodów budżetowych. Jak jednak zaznacza prof. Gomułka z Business Centre Club, istnieje ryzyko niepowodzenia i to ryzyko jest brane pod uwagę przez inwestorów krajowych i zagranicznych. Rząd nie będzie miał wyjścia i prawdopodobnie nie spełni części obietnic, choćby podniesienia kwoty wolnej od podatku z nieco ponad 3 tys. do 8 tys. złotych.

Oznacza to zagrożenie dla całego sektora finansów publicznych w skali około 20 miliardów złotych, więc w bardzo dużej skali. Myślę, że w tej chwili właśnie ci, którzy o tym mówili jako kandydaci na ministrów, na premiera, teraz już, będąc tymi ministrami i premierem, muszą przyjrzeć się tej sprawie. I to właśnie robią. Mam nadzieję, że w związku z tym będą albo odkładać realizację tych propozycji, albo będą proponować bardzo stopniowe zwiększanie tej kwoty. 

Polskie łodzie motorowe podrożeją. Admiral Boats zmienia strategię sprzedaży

Admiral Boats zmodyfikował strategię działania i sprzedaży. W minionym roku spółka zmieniła organizację produkcji, a teraz chce się skupić na budowie większych oraz droższych łodzi, dlatego podnosi ceny. Podtrzymuje też plany emisji akcji i przeniesienie się z NewConnect na główny rynek warszawskiej giełdy.

Spółka zainwestowała w specjalistyczne narzędzia do obróbki stali na potrzeby największego zakładu produkcyjnego zlokalizowanego w Tczewie. Zakupiła m.in. plazmy do cięcia blach, przecinarki taśmowe, urządzenia, które są niezbędne do precyzyjnej obróbki metalu. Producent liczy, że dzięki temu zdecydowanie zwiększy osiągane przychody, które zainwestuje dalej. Firma obecnie jest w trakcie wyboru dostawcy maszyn do laserowego cięcia cienkich blach. Zmienia też strategię sprzedaży.

– Podniesienie cen, indywidualne negocjacje z klientami, pobieranie zaliczek przed sprzedażą łodzi  wymienia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Andrzej Bartoszewicz, prezes zarządu Admiral Boats.  Kiedy byliśmy młodą firmą, nierozpoznawalną, musieliśmy ponieść koszt wejścia na rynek, jakim były odroczone terminy płatności i brak zaliczek w niektórych przypadkach. Przy takiej skali produkcji i bardzo dużym popycie na rynku możemy to zmieniać i negocjować, uzyskując większe profity.

W tym roku struktura wyników spółki uległa zmianie. Przychody po trzech kwartałach obniżyły się z ponad 33 mln zł. w zeszłym roku do niepełna 21 mln zł w tym, co spółka tłumaczy zmianami organizacyjnymi. Spadł zysk, co było związane z inwestycjami.

 Najistotniejszą zmianą w realizowanej strategii było przede wszystkim wejście w produkcję większych łodzi, ograniczenie produkcji małych modeli, a także modernizacja i usprawnienie produkcji dotychczasowych modeli łodzi  tłumaczy Andrzej Bartoszewicz.  Pozbyliśmy się części hal, które wynajmowaliśmy, ponosiliśmy koszty transportu i logistyki. Mamy teraz wszystko, produkujemy w dwóch miejscach, dzięki czemu ograniczyliśmy koszty. Ponadto zmieniliśmy strategię zatrudnienia.

Obecnie Admiral Boats jest firmą, która większość pracowników zatrudnia na umowę o pracę. To oznacza większe koszty, ale jak podkreśla prezes spółki – stabilizuje zatrudnienie, dając pracownikom poczucie bezpieczeństwa. Sytuacja firmy jest na tyle dobra, że przygotowuje się ona do przejścia z NewConnect na główny rynek giełdowy.

  Podtrzymujemy zamiar emisji akcji. Sądzimy też, że fundamenty spółki, które są silne, znajdą odzwierciedlenie w kursie i na początku 2016 roku osiągniemy odpowiednią kapitalizację. Jesteśmy w trakcie procesu tworzenia nowego prospektu. Mamy już wyłonionego doradcę i w pierwszej połowie przyszłego roku powinniśmy, jeżeli osiągniemy wymaganą kapitalizację, składać prospekt do Komisji Nadzoru Finansowego.

Przy okazji spółka nie wyklucza na początku Nowego Roku  jak to określa jej prezes Andrzej Bartoszewicz – małej emisji akcji i doprecyzowuje, że powinna ona  przekroczyć 10 proc. kapitału akcyjnego.

 Jeżeli będzie taka potrzeba, to to zrobimy, a wszystko na to wskazuje, że tak być może, ponieważ nowe kontrakty, które już podpisaliśmy i które negocjujemy w tej chwili, mogą wymagać np. doinwestowania hal produkcyjnych.

K. Stolarski (Haitong Bank): W 2016 roku złoty osłabnie, a ceny pójdą w górę

CEO Magazyn Polska

W tym roku złoty będzie tracił, inflacja wzrośnie, a Rada Polityki Pieniężnej obniży stopy procentowe NBP o pół punktu procentowego – prognozuje Kamil Stolarski z Haitong Bank. W jego ocenie rząd nie będzie próbował wzmocnić polskiej waluty, uznając, że tani złoty to najlepszy sposób na wsparcie polskiego eksportu.

Złoty słabnie od połowy 2015 roku. Praktycznie, gdy bliskie było rozstrzygnięcie wyborów prezydenckich i inwestorzy zorientowali się, że w Polsce może dojść do radykalnej zmiany na scenie politycznej, waluty zaczęły drożeć. Od tego czasu euro wzmocniło się o około 20 groszy, a dolar o ponad 30 groszy. Tylko frank szwajcarski, który zanotował potężny skok w styczniu, pozostawał przez resztę ubiegłego roku w miarę stabilny do złotego.

– Uważam, że złoty będzie słabszy w porównaniu do innych walut i straci na wartości – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Kamil Stolarski, analityk Haitong Bank. – Tutaj będzie działać kilka czynników: utrzymująca się niepewność co do decyzji podejmowanych przez polski rząd, utrzymująca się niepewność co do potencjalnego zaangażowania Narodowego Banku Polskiego w program przypominający polskie LTRO (program wspierania banków komercyjnych w celu obniżenia cen kredytów dla przedsiębiorstw – red).

Złoty może pozostać słaby dlatego, że obecnemu rządowi nie zależy na jego wzmocnieniu. Na taniej krajowej walucie stracą np. importerzy, droższe będą inwestycje i wzrosną koszty życia obywateli. Na polskich towarach sprzedawanych za granicą zarabiać się będzie jednak lepiej.

– Jedną z kluczowych rzeczy, o których mówią politycy PiS-u, jest wsparcie polskiego eksportu – zwraca uwagę Kamil Stolarski. – Najłatwiej jest wesprzeć polski eksport działaniami jeszcze bardziej osłabiającymi walutę. Uważam, że jeżeli waluta by się nagle umacniała, to rząd i NBP mają narzędzia, które mogą w krótkim okresie osłabić złotego. Jestem sceptyczny co do siły naszej waluty.

Na rynek walutowy w Polsce wpływ będzie mała niewątpliwie wymiana większości członków Rady Polityki Pieniężnej. Kadencja ośmiu z dziewięciu nominatów Sejmu, Senatu i prezydenta upływa na przełomie stycznia i lutego. W czerwcu zaś zmieni się prezes Narodowego Banku Polskiego.

– Spodziewam się, że dyskusja o nowych członkach Rady Polityki Pieniężnej będzie przypominać obecną dyskusję o członkach Trybunału Konstytucyjnego i okaże się na końcu, że kluczowe są decyzje polityczne – mówi analityk Haitong Bank. – Dlatego prognozuję, że stopy procentowe na początku roku zostaną obcięte o pół punktu procentowego.

Kamil Stolarski z Haitong Bank uważa, że obniżka stóp procentowych zostanie jednak przeprowadzona w sposób zgodny z dotychczasową logiką podejmowanych przez RPP decyzji. Zaznaczył przy tym, że nowi członkowie Rady Polityki Pieniężnej poczekają na pierwszą prognozę inflacji przygotowaną przez NBP i decyzję o obniżkach podejmą najwcześniej w marcu, a być może nawet na początku drugiego kwartału.

Stanie się to, mimo że inflacja będzie rosnąć i mimo że tempo wzrostu PKB będzie się zbliżać do 4 proc. Co do członków Rady Polityki Pieniężnej to bardzo trudno mi wskazać konkretne nazwiska. Spodziewam się, że to będą osoby, które będą widziały miejsce na cięcie stóp procentowych – mówi analityk Haitong Bank. 

Od stycznia obowiązuje nowe prawo upadłościowe. Dłużnicy mają większe szanse na uratowanie swoich firm

0

CEO Magazyn Polska

Nowe przepisy prawa restrukturyzacyjnego i znowelizowane prawa upadłościowego obowiązują od stycznia. Dzięki restrukturyzacji dłużnik ma cztery sposoby na zawarcie układu z wierzycielami, który umożliwi zachowanie firmy. Przedsiębiorca, w zależności od swojej sytuacji, może wybrać najlepszą dla siebie procedurę. W ramach nowelizacji prawa upadłościowego wierzyciele mają też większy wpływ na przebieg postępowania.

Prawo upadłościowe zmienia się przez wyłączenie z niego procedur układowych do całkowicie nowej ustawy – Prawa restrukturyzacyjnego. Nie ma już mowy o prawie upadłościowym w wersji likwidacyjnej lub układowej, mamy restrukturyzację jako kompletnie odmienne procedury wydzielone z Prawa upadłościowego. W Prawie upadłościowym przepisy mają ułatwić wierzycielom dochodzenie roszczeń, przyspieszyć postępowanie i spowodować, że wierzyciele będą mieli większy wpływ na przebieg tego postępowania – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Piotr Zimmerman, radca prawny w kancelarii Zimmerman i Wspólnicy.

Nowe regulacje to krok w kierunku przepisów, które obowiązują choćby w USA, gdzie firmy na skraju opłacalności przeprowadzają restrukturyzację. W Polsce dotychczas najczęściej ogłaszana była upadłość likwidacyjna. Teraz więcej jest usprawnień, które mogą pozwolić na uratowanie przedsiębiorstwa w złej sytuacji finansowej. Nowelizacja daje też pierwszeństwo przepisom restrukturyzacyjnym przed upadłościowym, dzięki temu dłużnik będzie miał większe szanse na zachowanie przedsiębiorstwa, chronieni będą również wierzyciele.

Zmiany będą miały największe znaczenie dla przedsiębiorców, którzy na bieżąco analizują swoją sytuację. Jeżeli zorientują się, że mają problemy i potrzebna jest im pomoc ze strony sądu i wierzycieli, to cztery nowe procedury restrukturyzacyjne pomogą im sprawnie i szybko przeprowadzić postępowanie zmierzające do zawarcie układu – ocenia ekspert.

Postępowanie restrukturyzacyjne będzie obejmować w zależności od stopnia zagrożenia firmy bankructwem: układ częściowy, przygotowaną sprzedaż w upadłości, możliwość zawarcia układu poza sądem lub postępowanie sanacyjne, przy którym następuje restrukturyzacja zobowiązań, a dłużnik ma ograniczone możliwości zarządzania swoim majątkiem.

Najbardziej nowatorskim rozwiązaniem jest postępowanie sanacyjne. Pozwoli dłużnikowi przeprowadzić bardzo głęboką restrukturyzację przedsiębiorstwa, przy wykorzystaniu instrumentów, z których dziś korzystać może tylko syndyk, czyli zwolnić pracowników, sprzedać zbędny majątek i wypowiedzieć niekorzystne kontrakty. Po 12 miesiącach takiego postępowania wierzyciele będą mogli zagłosować za lub przeciw układowi, ale już bazując na uzdrowionym przedsiębiorstwie – tłumaczy Zimmerman.

Układ częściowy dotyczy tylko określonej grupy wierzytelności. Pozwala na przedstawienie propozycji układowych tylko części wierzycieli. Dotychczas, gdy spółka znajdowała się w upadłości, a wierzytelności objęte układem nie mogły być spłacone, cierpieli wszyscy wierzyciele. Teraz to się zmieni.

Można wydzielić tylko banki albo leasingodawców czy tylko wynajmujących powierzchnie, z których korzystamy. Tym podmiotom przedstawiamy propozycje układowe, pozostałych nie zajmujemy naszymi problemami, tylko całkowicie spłacamy w terminach. Dzięki temu układ będzie mniej dokuczliwy dla dłużnika i bardziej efektywny dla wierzycieli – mówi radca prawny.

Przygotowana sprzedaż w upadłości jest wzorowana na prawie angielskim. Przedsiębiorca znajduje chętnego na firmę i zawiera z nim wstępną umowę. Warunki sprzedaży nie mogą być jednak gorsze od rynkowych, dlatego konieczna jest opinia biegłego. Wówczas sąd, ogłaszając upadłość, zatwierdza sprzedaż, dzięki temu w jednym dniu dochodzi do transakcji sprzedaży i ogłoszenia upadłości.

Wówczas nabywca z dnia na dzień wchodzi w posiadanie przedsiębiorstwa. Sąd tę transakcję tylko zatwierdza, a następujące po uprawomocnieniu się postanowienia postępowanie upadłościowe sprowadza się już tylko do rozdzielenia uzyskanych pieniędzy pomiędzy wierzycieli – zaznacza Zimmerman.

Możliwe jest również zawarcie układu poza sądem, czyli procedura samodzielnego zbierania głosów. To najmniej sformalizowana instytucja, gdzie dłużnik może sam zadecydować o wyborze doradcy restrukturyzacyjnego i zawrzeć z nim umowę. Może również samodzielnie zbierać głosy wierzycieli za układem, a kiedy to zrobi – złożyć wniosek do sądu. Jak podkreśla ekspert, przy tym rozwiązaniu istotne jest, by dłużnik rozpoczął postępowanie możliwie jak najszybciej, bo nie zawiera ono ochrony przed wierzycielami.

Postępowania restrukturyzacyjne dają całą paletę rozwiązań od pozasądowego samodzielnego zbierania głosów przez przyspieszone postępowanie układowe i zwykły układ zawierany przed sądem aż po postępowanie sanacyjne, będące hybrydą upadłości i układu. Dzięki temu zarówno dłużnik w bardzo złej sytuacji, jak i taki, którego kłopoty dopiero się zbliżają, mogą wybrać odpowiednie narzędzie do naprawienia problemów i porozumienia z wierzycielami, bo to jest podstawą sukcesu – ocenia Piotr Zimmerman.

Budowa infrastruktury cyfrowej przyciągnie do Polski nowych inwestorów. Jeśli nie będziemy innowacyjni, to kapitał popłynie gdzie indziej

CEO Magazyn Polska

Dokończenie projektów związanych z dostępem do szerokopasmowego internetu oraz ujednolicenie oprogramowania używanego przez administrację państwową to zdaniem senatora Grzegorza Napieralskiego obecnie najważniejsze zadania w zakresie cyfryzacji. Polityk podkreśla, że odpowiednia infrastruktura w połączeniu z właściwymi ramami prawnymi przyciągnie do Polski nowych inwestorów. Jeśli nie będziemy innowacyjni, to kapitał popłynie do innych państw.

– Przed rządem bardzo ważne zadanie. Po pierwsze, dokończenie tych wszystkich projektów, które dzisiaj są rozpoczęte, czyli dostarczenie jak największej liczbie ludzi szybki internet i stworzenie dostępu do taniego sprzętu, tak aby budować w Polsce nowy rynek – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes senator Grzegorz Napieralski.

Polityk podkreśla, że do realizacji celu potrzebna jest dobra wola ze strony polityków. Ma nadzieję, że nowa minister administracji i cyfryzacji Anna Streżyńska okaże się silną postacią w rządzie, która będzie wspierać realizację projektów związanych m.in. z komunikacją i internetem.

– Przede wszystkim potrzeba nam zmian w edukacji. Już w przedszkolu trzeba uczyć dzieci obcowania z maszyną, nowych technologii, pokazywać nowe mechanizmy i zagrożenia – dodaje Napieralski.

Jednym z najważniejszych zadań w zakresie cyfryzacji jest ujednolicenie oprogramowania, z którego korzystają organy administracji państwowej. Senator uważa za niedopuszczalne, aby każde z ministerstw używało do pracy rożnych systemów.

– Po drugie, to oprogramowanie musi być przyjazne i wszyscy muszą z tego korzystać, myślę też o urzędnikach. Po trzecie, jest wiele projektów, które w Polsce budowaliśmy dzięki pieniądzom z Unii Europejskiej. One muszą być skończone – stwierdza.

We współpracy z marszałkami województw należy ocenić, na jakim etapie realizacji są poszczególne projekty. Celem jest ich dokończenie, tak aby dostęp do szerokopasmowego internetu stał się faktem, a nie był jedynie koncepcją.

– Jeśli nie będziemy innowacyjni, to przegramy wyścig o inwestorów. Przegramy, bo jeśli nie będzie tu klimatu, infrastruktury i odpowiednich możliwości do inwestycji, to nie będzie także firm. Rząd musi być w dobrej relacji i z tymi małymi firmami, i z tymi dużymi firmami – tłumaczy Napieralski.

Obecnie trwa nabór wniosków w pierwszym konkursie dla firm telekomunikacyjnych na budowę szerokopasmowych sieci dostępowych w ramach I osi programu operacyjnego Polska Cyfrowa. Termin zgłaszania wniosków upłynąć miał z końcem ubiegłego roku, przedłużono go jednak do 31 stycznia 2016. Na realizację programu w ramach tego konkursu przeznaczonych zostanie 600 mln zł. Cały program jest wart ponad 1 mld zł.

Inwestycje w technologię cyfrową pozwolą na szybkie zaadaptowanie polskiej gospodarki do globalnych trendów.

– Do tego Polska musi być przygotowana, to tak naprawdę jest dzisiaj zadanie najważniejsze, bo w tych rankingach europejskich jesteśmy, niestety, bardzo daleko – podsumowuje.

W Europejskim Rankingu Innowacyjności przygotowanym przez Komisję Europejską Polska w 2015 roku została sklasyfikowana na 24. miejscu wśród państw unijnych, wyprzedzając tylko Litwę, Łotwę, Bułgarię i Rumunię.