Nawet o 10-15 proc. będą niższe plony zbóż podstawowych w Polsce, a zbiory kukurydzy mogą zmniejszyć się o 30 proc. w porównaniu do ubiegłego roku

Rekordowo wysokie temperatury i brak opadów w ostatnich tygodniach spowodowały niedobory wody w większości województw. Najtrudniejsza sytuacja jest w środkowej, północnej i wschodniej części kraju. Te czynniki oraz niewielka ilość opadów w okresie wiosennym, czyli w okresie wschodów i kształtowania się systemów korzeniowych, sprawiły, że jakość i wysokość zbiorów będzie na niższym poziomie niż w ubiegłym roku.

Na podstawie dotychczasowych zbiorów oraz z informacji uzyskanych od wybranych producentów, Bank BGŻ BNP Paribas szacuje, że największe straty mogą wystąpić zwłaszcza w uprawach kukurydzy ( do 30 proc.), zbóż jarych i rzepaku (ok. 10-15 proc.) oraz w użytkach zielonych (ok. 40 proc.)

Istotnie ucierpieć mogą także niektóre uprawy warzywne (cebula, kalafior, marchew i ziemniaki), a wśród owoców maliny. W mniejszym stopniu zaś straty dotyczyć będą owoców z drzew (jabłka) – jednak te dane będą znane dopiero po zbiorach. Dodatkowo, konsekwencją niekorzystnych warunków atmosferycznych jest również zwiększone zagrożenie pożarowe oraz niebezpieczeństwo przesunięcia w czasie jesiennych prac polowych, zwłaszcza na glebach ciężkich i gliniastych.

– Bank BGŻ BNP Paribas uważnie obserwuje rozwój wydarzeń i na bieżąco monitoruje wyniki żniw oraz notowania na rynkach żywnościowych. Jako lider w finasowaniu Agrobiznesu jesteśmy przygotowani na różne scenariusze – powiedział Bartosz Urbaniak, członek Zarządu Banku BGŻ BNP Paribas odpowiedzialny za obszar MŚP i Agro. Dodał, że w zależności od rozwoju sytuacji będą podejmowane odpowiednie działania, zarówno na szczeblu systemowym, jak i podczas indywidualnych rozmów z rolnikami. – Działania, jakie możemy zaoferować, mogą obejmować między innymi zmiany w harmonogramie spłat, w tym np. prolongaty. Dzięki współpracy z Agencją Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (ARiMR) Bank posiada w ofercie kredyty na warunkach preferencyjnych oraz dysponuje wystarczającym limitem na ich udzielanie. Spośród tych kredytów pomocna może okazać się nasza oferta linii klęskowych, dostępna po ogłoszeniu klęski oraz wydaniu odpowiedniej decyzji przez rząd i przyznaniu specjalnego limitu przez ARiMR. Już teraz jesteśmy gotowi do rozmów z naszymi klientami – podkreśla Bartosz Urbaniak.

Podobna sytuacja pogodowa występuje w dużej części Europy. Poziom dochodowości rolnictwa zależy zarówno od wysokości plonów, jaki i osiąganych cen płodów, które w przypadku spadku produkcji mogą rosnąć. Ostateczne straty będzie można oszacować na podstawie danych o zbiorach z rynków światowych, które mają największy wpływ na kształt cen.

Chiński Juan stabilny względem USD nawet do I połowy 2016 r.

Wyniki Fast Finance S.A. po I półroczu 2015 r.

Fast Finance S.A., notowana na rynku głównym Giełdy Papierów Wartościowych spółka specjalizująca się w obsłudze wierzytelności detalicznych, w I półroczu 2015 r. wypracowała zysk netto w wysokości 4,3 mln zł przy przychodach na poziomie 14 mln zł. Spółka konsekwentnie zmniejsza wskaźniki zadłużenia – na koniec czerwca dług netto stanowił 0,9x kapitału własnego.

Wypracowane w I półroczu 2015 r. przychody netto ze sprzedaży wyniosły 13.950 tys. zł i były nieznaczne niższe niż w tym samym okresie roku ubiegłego, natomiast przychody operacyjne wzrosły o 103% (do 1.069 tys. zł) a przychody finansowe o 3,7% (do 2.005 tys. zł). Największy udział w przychodach ogółem miały utrzymujące się stabilne wpływy z tytułu odzyskiwanych wierzytelności.

Pierwsze półrocze 2015 r. FAST FINANCE zakończyła zyskiem netto w wysokości prawie 4.3 mln zł, co oznacza wzrost o 1,2% r/r., zysk operacyjny wyniósł 6.6 mln zł (nieznaczny spadek o 0,2% r/r)., a zysk na działalności przed opodatkowaniem 5.331 tys. zł, tj. o 1,6% więcej niż na koniec I pół. 2014 r.

Obserwujemy wzrost wartości zaległych zobowiązań oraz rosnący poziom zadłużenia w Polsce, dlatego oczekujemy solidnych wyników biznesowych w nadchodzących latach. Z kolei nasza sytuacja finansowa jest stabilna – w pierwszym półroczu nabyliśmy w celu umorzenia obligacje o łącznej wartości nominalnej 5,9 mln zł, co w połączeniu ze wzrostem kapitałów własnych wynikającym z zatrzymania w spółce zysku za rok 2014 r. ze spokojem pozwala planować II półrocze – komentuje wyniki Jacek Daroszewski, Prezes Zarządu FAST FINANCE S.A.

Wskaźniki rentowności spółki odzwierciedlają stabilne wyniki firmy, wszystkie osiągają dodatnie wartości, a w przypadku rentowności podstawowej działalności operacyjnej oraz wyniku netto, FAST FINANCE zanotował wzrost w stosunku do wartości osiągniętych w tym samym okresie roku 2014.

Rynki pełne ryzyka, inwestorzy szukają bezpiecznych przystani

Sytuacja na rynkach finansowych jest coraz bardziej niepokojąca. Mocno zniżkują już nie tylko giełdy krajów zaliczanych do emerging markets, ale także tych najbardziej rozwiniętych. Obawy przed zapaścią chińskiej gospodarki powodują niepokój na całym świecie. Niemiecki DAX od 5 sierpnia stracił ponad 10 proc., spadając poniżej ważnego poziomu wsparcia. W tym samym czasie indeks w Szanghaju poszedł w dół o zaledwie 2,5 proc.

Coraz gorzej wygląda sytuacja na parkiecie amerykańskim. S&P500 jest o ponad 4 proc. niżej od niedawnego szczytu a Dow Jones stracił ponad 6 proc. Oba wskaźniki jednocześnie wyszły dołem z trwającej od kilku miesięcy tendencji bocznej, potwierdzając pogorszenie się nastrojów. Co ciekawe, mocne spadki pojawiły się w reakcji na sygnały o przesunięciu momentu podwyżki stóp procentowych z września na grudzień. To ważna zmiana nastawienia inwestorów, którzy do tej pory oddalenie terminu rozpoczęcia zaostrzania polityki pieniężnej odbierali pozytywnie. Tym razem przeważyły obawy dotyczące gospodarki.

Jeśli do tego dodamy utrzymywanie się, a nawet pogłębianie fatalnej tendencji na rynku surowców, otrzymujemy obraz zdecydowanie zniechęcający do inwestowania w aktywa obarczone ryzykiem. Inwestorzy na świecie wyraźnie ich unikają, na co wskazują wzrost notowań złota i mocne spadki rentowności obligacji skarbowych państw o najwyższej wiarygodności finansowej. W tej sytuacji nie pozostaje nic innego, niż radzić naszym graczom podobne podejście i poszukiwanie licznych dostępnych na polskim rynku bezpiecznych alternatyw. Najbardziej godne polecenia są aktywa odporne na złą koniunkturę i nieskorelowane z rynkami akcji, a więc fundusze papierów dłużnych, nieruchomości oraz wierzytelności.

Michał Stanek
Dyrektor ds. Komunikacji Inwestycyjnej AgioFunds TFI S.A.

Nowe wybory w Grecji

Widmo przyspieszonych wyborów w Grecji było zawsze tym, co rzucało rynkami w górę i w dół. Teraz jest inaczej: Aleksis Cipras podał się do dymisji, a rynki nie reagują. Kolejny kraj nie wytrzymał administracyjnych kursów wymiany i uwolnił walutę. Dzisiaj poznamy wskaźniki koniunktury dla najważniejszych gospodarek.

Wiadomością dnia było wczorajsze podanie się Aleksisa Ciprasa do dymisji. Co prawda nowy rząd będzie próbował tworzyć lider Nowej Demokracji, ale szanse na powodzenie tej formuły nie są za duże. Z tego powodu mówi się o rozpisaniu nowych wyborów już we wrześniu. Są to pierwsze nowe wybory w Grecji, na które rynki nie zareagowały paniką. Był krótki moment osłabiania się złotego względem głównych walut, ale przyzwyczajono nas, że po czymś takim to dolar od razu startuje w górę o co najmniej 5 groszy, a tu nic z tych rzeczy.

Kazachstan został kolejnym krajem zmuszonym przez sytuację rynkową do urealnienia kursu waluty. Oczywiście można było utrzymywać fikcję jeszcze tygodniami/miesiącami, ale widzieliśmy już wiele razy jak to się kończy. Tenge, bo tak nazywa się waluta Kazachstanu, osłabiło się po uwolnieniu kursu o 28%. Warto zwrócić uwagę, że jest to kolejny kraj, który dewaluuje swoją walutę nie tyle przez słabość własnej gospodarki, co przez siłę dolara.

Waluty krajów wyrażane w USD mają ostatnio dużo problemów, a spodziewane umocnienie dolara po podwyżce stóp procentowych w USA może się odbić poważnym problemem w wielu krajach nie mających elastycznych kursów walut. Słabsze tenge spowoduje straty wartości oszczędności obywateli wyrażone w USD, aczkolwiek zwiększy konkurencyjność gospodarki. Są również kraje, które nie decydują się na upłynnienie kursu waluty, a jedynie ją dewaluują. Dobrym przykładem jest tu Wietnam, który osłabił donga o 5% w tym tygodniu. Jest również wariant pośredni jak w Chinach, gdzie nie uwolniono kursu wymiany, ale kurs administracyjny bardziej bierze pod uwagę potrzeby rynku.

Wczoraj poznaliśmy gorsze od oczekiwań dane z Wielkiej Brytanii. Co prawda wskaźnik zamówień według CBI wzrósł, ale znacznie ważniejszymi danymi była sprzedaż detaliczna, która okazała się być o 0,2% mniejsza od oczekiwań. Dane te spowodowały osłabianie się funta wobec innych walut. Tuż przed danymi funt znajdował się w okolicach 5,90 zł, by zakończyć dzień aż 5 groszy niżej. Liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych nie zaskoczyła rynków, za to zrobiły to poranne dane z Państwa Środka. Chiński PMI dla przemysłu wynosi zaledwie 47,1 pkt i znajduje się wyraźnie poniżej symbolicznej granicy 50 pkt oddzielającej rozwój od recesji.

Dzisiaj warto zwrócić uwagę na pozostałe indeksy PMI dla głównych światowych gospodarek.

EUR/PLN

Komentarz walutowy 21.08.2015
Komentarz walutowy 21.08.2015

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 21.05.2015 do 21.08.2015

Kurs EUR/PLN porusza w krótkoterminowej formacji wzrostowej wewnątrz szerszej formacji wzrostowej. Dolne ograniczenie przebiega w okolicach 4,1650, a kolejnego wsparcia należy teraz oczekiwać w okolicach 4,1250 – 4,1300, gdzie znajduje się dolne ograniczenie głównej formacji. Dla ruchu w górę oporem jest ostatnie maksimum na 4,2400.

CHF/PLN

Komentarz walutowy 21.08.2015
Komentarz walutowy 21.08.2015

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 21.05.2015 do 21.08.2015

Kurs CHF/PLN po osiągnięciu 4,0550 utworzył trend spadkowy. Po przebiciu ważnych minimów na 3,9000, kolejnym poziomem jest 3,8350. Jeżeli przebicie poziomu 3,8700 się potwierdzi kolejnym ważnym oporem będzie najpierw wspomniane 3,9000 a następnie są maksima na 3,9350.

USD/PLN

Komentarz walutowy 21.08.2015
Komentarz walutowy 21.08.2015

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 21.05.2015 do 21.08.2015

Kurs USD/PLN porusza się w ramach szerokiej formacji wzrostowej. Opór stanowić będzie maksimum na poziomie 3,8500. Wsparciem do wczoraj było dolne ograniczenie trendu na 3,7450. Po jego przebiciu kolejnym ważnym poziomem są minima na 3,7100.

GBP/PLN

Komentarz walutowy 21.08.2015
Komentarz walutowy 21.08.2015

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 21.05.2015 do 21.08.2015

Kurs GBP/PLN podobnie jak USD/PLN porusza się w ramach szerszej formacji wzrostowej. Oporem dla ewentualnych wzrostów jest ostatnie maksimum na 5,9900. W przypadków spadków najbliższym wsparciem jest dolne ograniczenie formacji wzrostowej na 5,8300.

Akcje neutralnie, obligacje głównie korporacyjne

Radosław Piotrowski, zarządzający funduszami Union Investment TFI
Radosław Piotrowski, zarządzający funduszami Union Investment TFI

O nastawieniu do rynków globalnych rozmawiamy z Radosławem Piotrowskim, zarządzającym funduszami Union Investment TFI.

W lipcu został uruchomiony subfundusz UniDynamiczna Alokacja Aktywów. Jakie jest nastawienie Union Investment TFI do światowych rynków? Czy w obecnej sytuacji są Państwo skłonni zaryzykować, czy może podchodzą do alokacji bardziej zachowawczo?

W obliczu globalnych czynników ryzyka nasze obecne nastawienie do rynków jest neutralne. To oznacza, że nasza alokacja taktyczna w akcjach jest obecnie równa alokacji modelowej/strategicznej. Dodatkowych źródeł zysku nie szukamy jednak w obligacjach, a w neutralnych rynkowo pomysłach inwestycyjnych.

Jakie rynki akcji Państwo preferują?

Z pewnością te krajów rozwiniętych. Bowiem akcji państw rozwijających się zdecydowanie niedoważamy w portfelu. Obecnie jedynym jasnym punktem na rynkach wschodzących (emerging markets) są Indie. Na rynkach rozwiniętych (to ogromny obszar) siłą rzeczy inwestujemy na giełdzie amerykańskiej. Również poza głównym indeksem S&P 500 – ze względu na obecność w nim niezbyt perspektywicznych spółek energetycznych, materiałowych (surowcowych) czy użyteczności publicznej. Dodatkowej wartości szukamy w amerykańskich spółkach technologicznych. Do rynków rozwiniętych, które preferujemy, należy także Japonia oraz – mimo różnych czynników ryzyka – strefa euro. Wskazuje się, że dużym zagrożeniem dla gospodarek europejskich jest sytuacja w Chinach. Zwróćmy jednak uwagę, że eksport ze strefy euro do Państwa Środka stanowi ok. 6%, a branże motoryzacyjna i dóbr luksusowych są tam narażone na niepewną sytuację. Wobec tego dewaluacja jena będzie miała raczej ograniczony zasięg.

A dlaczego cieplej patrzą Państwo na Japonię?

Jest ku temu kilka przesłanek. Po pierwsze, bardzo dobre wyniki finansowe japońskich spółek za II kwartał 2015 r. (całościowo ponad 20-procentowy wzrost r/r). Po drugie, wciąż atrakcyjna wycena akcji pomimo silnych wzrostów na giełdzie. Po trzecie, spółki zwiększają efektywność i cechują się korzystną relacją zwrotu z kapitału do wskaźnika cena/wartość księgowa. W Japonii akcje wspiera (oprócz fundamentów) ekspansywna polityka monetarna japońskiego banku centralnego: niskie stopy procentowe, program luzowania ilościowego (tzw. dodruk pieniądza) oraz przeprowadzane przez rząd reformy. Warto też wspomnieć o nieprzerwanym od miesięcy napływie kapitału na japoński rynek akcji.

A Polska i nasz region?

Na polskiej giełdzie szczególnie atrakcyjne wydają nam się małe i średnie spółki. Sprzyja im otoczenie makroekonomiczne, a poza tym są one mniej podatne na ryzyko polityczne w Polsce. W Europie Środkowo-Wschodniej w dalszym ciągu widzimy potencjał na Węgrzech, gdzie zmniejszenie obciążeń publiczno-prawnych dla sektora bankowego powinno przełożyć się pozytywnie na zachowanie akcji banków, takich jak OTP Bank.

Na koniec pytanie o obligacje – jak je Państwo oceniają?

Globalnie największy potencjał widzimy w europejskich obligacjach korporacyjnych o ratingu spekulacyjnym z uwagi na ich atrakcyjną rentowność, spread oraz niewielki (w porównaniu z amerykańskimi odpowiednikami) udział sektora energetyczno-paliwowego. Dobrym rozwiązaniem – szczególnie w zestawieniu z klasycznymi obligacjami skarbowymi – są także papiery korporacyjne z ratingiem inwestycyjnym oraz instrumenty pieniężne. Choć z uwagi na ograniczoną rentowność poleca się je przede wszystkim inwestorom o mniejszej skłonności do ryzyka.

NIK o zaniedbaniach i naruszeniu zasad polityki antykorupcyjnej w GDDKiA

2

Oddziały Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad nie dbają o ustalanie terminów prac i robót na drogach krajowych w taki sposób, by naprawy nie utrudniały podróżowania i nie były przeprowadzane w porach największego natężenia ruchu. W dodatku internetowy informator Dyrekcji o utrudnieniach zawiera nieaktualne i nierzetelne informacje i kierowcy zamiast skorzystać z objazdów, stoją w korkach. NIK zwraca także uwagę na łamanie zasad polityki antykorupcyjnej przez pracowników łódzkiego Oddziału Generalnej Dyrekcji.
Skontrolowane sześć oddziałów Generalnej Dyrekcji – w Łodzi, Krakowie, Wrocławiu, Gdańsku, Szczecinie i Olsztynie – zarządza prawie 7 tys. km dróg krajowych. Najwyższa Izba Kontroli sprawdziła, jak drogowcy dbali o bieżące utrzymanie dróg, jak koordynowali remonty, i jak ich działania wpłynęły na komfort jazdy użytkowników dróg.

Kontrolerzy NIK szczególnie dużo zastrzeżeń mają do funkcjonowania oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad w Łodzi.

Tamtejszy odział nie uzgadniał z wykonawcami robót dokładnych terminów i przedziałów godzinowych prowadzenia remontów tak, by w jak najmniejszym stopniu utrudniały one kierowcom podróżowanie. W efekcie dopuszczono do zajmowania przez wykonawców robót pasa ruchu w porach największego natężenia ruchu, uznając że jedynymi wyznacznikami dla rozpoczęcia robót jest dobra pogoda i fakt, by prace nie kolidowały z innymi na danym odcinku drogi.

NIK zwraca również uwagę, że kierowcy podróżujący po drogach krajowych nie mogą mieć pewności, że informacje o remontach i utrudnieniach w ruchu – zamieszczane na stronie internetowej Generalnej Dyrekcji są aktualne i rzetelne. Stwierdzono bowiem przypadki, w których nie poinformowano kierowców o pracach drogowych na newralgicznych odcinkach dróg, bądź zamieszczone zapowiedzi nie wskazywały na utrudnienia, które de facto powstały.

Umowy z wykonawcami na bieżące utrzymanie dróg przewidywały ich kompleksowe utrzymanie, naprawę nawierzchni, poboczy, chodników i systemu odwodnienia, ale nie zawierały jednolitych zasad określających częstotliwość i terminy wykonywania takich prac jak: usuwanie zanieczyszczeń i martwych zwierząt, mycia i wymiany znaków oraz mycia ekranów akustycznych.

Zdaniem kontrolerów, którzy stwierdzili w trakcie kontroli uszkodzenia i usterki barier ochronnych, ekranów akustycznych, elementów konstrukcyjnych wiaduktów, a także niewyraźne oznakowanie pionowe i poziome dróg, drogowcy sprawowali niedostateczny nadzór nad firmami, które zajmowały się tymi zadaniami. W ocenie NIK użytkownicy dróg krajowych mają prawo oczekiwać porównywalnych standardów ich utrzymania, bez względu na to, kto jest wykonawcą usług.

Oddział w Łodzi nie był właściwie przygotowany na wypadek wystąpienia zdarzeń nadzwyczajnych na drogach krajowych: nie miał opracowanych planów ani procedur ratowniczych (za wyjątkiem płatnych autostrad), określających sposób postępowania w takich sytuacjach (np. sposobu szybkiego dotarcia na miejsce wypadku, gdy tworzą się korki lub metody wyznaczania objazdów). Takie plany Generalna Dyrekcja w Łodzi zaczęła opracowywać dopiero w trakcie kontroli NIK.

Dyrektor Oddziału zamiast nawiązać dobrą współpracę z Państwową Strażą Pożarną, weszła z nią w spór kompetencyjny. Zdarzało się często, że strażacy w trakcie akcji ratowniczych nie mogli skontaktować się z zarządcą drogi, zarządca nie pojawiał się na miejscu zdarzenia lub odmawiał przyjęcia miejsca po wypadku. Wyniki kontroli wskazują również na niewłaściwe utrzymanie infrastruktury drogowej. Kontrolerzy ujawnili np. uszkodzone, nieoznakowane lub niewłaściwie działające hydranty oraz brak możliwości szybkiego otwarcia bram wjazdowych na Miejscu Obsługi Podróżnych.

W łódzkim Oddziale odnotowano także przypadki oczywistego konfliktu interesów. Np. w rozstrzyganiu przetargów na dyżury przy zimowym utrzymaniu dróg brały udział osoby, które powinny zostać wyłączone z takich postępowań, ze względu na uzasadnione wątpliwości co do ich bezstronności, ponieważ ich małżonkowie byli zatrudnieni u wykonawcy, który wygrał przetarg. Co więcej, osoby te złożyły wcześniej oświadczenia o braku przesłanek do wyłączenia ich z postępowania.

Ponadto pracownicy łódzkiego Oddziału Generalnej Dyrekcji wykonywali zlecenia dla firm, które wygrywały przetargi ogłaszane przez Oddział. Prace zlecane były zgodnie z prawem i wykonywane „po godzinach”, jednak także tu dochodziło do nieprawidłowości. Podczas pełnienia zleconych, stacjonarnych dyżurów przy zimowym utrzymaniu dróg dla podmiotów zewnętrznych, pracownicy wykonywali jednocześnie inne prace – na rzecz Oddziału i przypisane im przez przełożonych z Oddziału. Przykładowo drogowcy zamiast sprawdzać – w ramach zlecenia – aktualne prognozy pogody i monitorować z dyżurek sytuację na drogach, robili objazdy lub przeprowadzali interwencje na drogach dla „podstawowego pracodawcy”. W dodatku wykorzystywali do tego służbowe samochody. Oznacza to, że zlecone wykonawcom usługi faktycznie nie zostały wykonane, choć oddział za nie zapłacił.

Przedsiębiorca z kolei opłacił w rzeczywistości nie czynności, które zlecił, ale codzienne obowiązki pracowników Oddziału (m.in. paliwo i wykorzystanie samochodów). W sumie koszty związane z używaniem samochodów służbowych oraz wydatki na niewykonane umowy wyniosły w 2014 r. ponad 17 tys. zł. Sami pracownicy wskazują, że podobne praktyki stosowane były w łódzkim oddziale od co najmniej 2007 r., a dyrekcja o tym wiedziała.

Zdarzało się również, że pracownicy pełniący dyżury przy zimowym utrzymaniu dróg zatwierdzali protokoły odbioru za te usługi oraz jednocześnie sprawdzali faktury za ich realizację. Tym samym naruszyli zasady polityki antykorupcyjnej obowiązujące w Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad.

Nieprawidłowości w innych oddziałach Generalnej Dyrekcji Dróg i Autostrad:

  • nierzetelnie weryfikowano oferty wykonawców na zimowe utrzymanie dróg;
  • występowały opóźnienia w przygotowaniach do sezonu zimowego, drogowcy nie zapewnili odpowiednich zapasów np. soli, piasku do zimowego utrzymania dróg;
  • obowiązkowe objazdy i kontrole dróg krajowych przeprowadzano niezgodnie z przyjętymi zasadami, nierzetelne dokumentowano te czynności lub wręcz wpisywano do rejestrów przypadki niewłaściwego utrzymania dróg dopiero po wskazaniu ich przez kontrolerów Najwyższej Izby Kontroli;
  • drogowcy z Krakowa zapłacili blisko 600 tys. zł za zlecenie, przed terminem jego faktycznego wykonania.

Wnioski

NIK zwraca uwagę na przypadki bardzo poważnych utrudnień dla użytkowników dróg, jakie stwarzają remonty i prace drogowe na drogach krajowych przeprowadzane w porze największego ruchu, w trakcie weekendów, a także w okresie wakacyjnym, gdy Polacy tłumnie wyjeżdżają na wypoczynek. W ocenie NIK Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad powinna tak koordynować remonty i prace utrzymaniowe na drogach, by w jak najmniejszym stopniu były one uciążliwe dla użytkowników dróg. Izba zwraca również uwagę na potrzebę podawania w komunikatach internetowych aktualnych informacji o utrudnieniach, tak by kierowcy mieli szanse na optymalne zaplanowanie podróży.

Szczególny niepokój NIK budzi sytuacja w łódzkim oddziale GDDKiA. Skala nieprawidłowości w łódzkim Oddziale Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad świadczy o niewystarczającym nadzorze i kompetencjach kierownictwa Oddziału. Opierając się na ustaleniach kontroli Najwyższa Izba Kontroli stwierdziła niezasadność zajmowania stanowiska przez Dyrektora Oddziału w Łodzi i wystąpiła w tej sprawie do Dyrektora Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad.

Medicalgorithmics mimo stałych przychodów w dolarach nie boi się zmiany kursu. Spółkę chroni 60-procentowa marża

0

Piotr Żółkiewicz

Od czasu osiągnięcia progu rentowności w 2010 roku przychody i zyski spółki Medicalgorithmics dynamicznie rosną. Dzięki wysokiej innowacyjności i niewielkiej konkurencji przeciętny poziom marż handlowych wynosi 60 procent rocznie. Problemem do tej pory były niewystarczające moce produkcyjne spółki, jednak po dokonaniu ostatnich inwestycji wzrosły aż ośmiokrotnie.

Notowana na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie spółka Medicalgorithmics zajmuje się sprzedażą urządzeń i oprogramowania o nazwie PocketECG, służącego do analizy pracy serca. Przedmiotem działalności jest także sprzedaż usług przetwarzania oraz analizy danych w sektorze telemedycznym.

– Mamy to szczęście, że przez te 9 już lat prowadzenia spółki w Polsce nie napotkaliśmy żadnych większych problemów ze strony otoczenia. Oczywiście, mieliśmy trudny okres na samym początku, kiedy przez 4 lata mieliśmy wyłącznie koszty i żadnych przychodów – tłumaczy Piotr Żółkiewicz, członek rady nadzorczej spółki Medicalgorithmics.

Pierwsze przychody ze sprzedaży na poziomie 4,1 miliona złotych spółka wypracowała w 2010 roku. Od tego czasu ich wielkość rośnie. W ubiegłym roku było to już prawie 29,7 miliona złotych. Podobnie wygląda sytuacja na poziomie wyniku z działalności operacyjnej. Na przestrzeni ostatnich czterech lat zysk spółki Medicalgorithmics wzrósł z 1,9 do 13,9 miliona złotych.

– Ryzyka występują w każdej branży, tylko albo je widać, albo nie. W ostatnich latach mieliśmy kilka takich momentów, które wydawały nam się ryzykowne, na szczęście z każdym sobie jakoś poradziliśmy. W tej chwili nie widzimy żadnego bezpośredniego zagrożenia – ocenia członek rady nadzorczej Medicalgorithmics.

W ostatnim roku spółka dokonała bardzo dużych inwestycji oraz znacząco zwiększyła poziom zatrudnienia. W IV kwartale 2014 roku zarząd spółki podjął decyzję o przeniesieniu zakładu produkcyjnego w Gdańsku i zwiększeniu mocy produkcyjnych.

– Faktycznie zdarzało się, szczególnie pod koniec 2012 roku i w 2013 roku, że zainteresowanie klientów naszą technologią i zapotrzebowanie na produkty było tak duże, że kolejka oczekujących na nasze urządzenia momentami wynosiła 12 miesięcy – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Piotr Żółkiewicz.

Obecnie Medicalgorithmics jest w stanie wyprodukować ośmiokrotnie więcej urządzeń i jak ocenia Piotr Żółkiewicz, posiadane moce są w pełni wystarczające. Przedstawiciel spółki zwraca także uwagę na bardzo wysoki poziom marż handlowych osiąganych przez spółkę. W ostatnich latach było to przeciętnie 60 procent.

– Marże są bardzo wysokie. Średnio przez ostatnie lata udaje nam się wypracować marże na poziomie netto, już po podatku dochodowym, na poziomie 60 proc. To potrafi się wahać z kwartału na kwartał, ale średniorocznie to jest taka wartość – tłumaczy wiceprezes Medicalgorithmics.

Piotr Żółkiewicz zaznacza jednak, że wysokość marż handlowych jest mocno uzależniona od poziomu kursów walutowych. Większość przychodów generowanych przez spółkę pochodzi z Azji oraz obu Ameryk i denominowana jest w dolarach amerykańskich. Według członka rady nadzorczej Medicalgorithmics tak wysokie marże są efektem wysokiej innowacyjności oferowanego produktu i tego, że obecnie spółka nie ma na świecie zbyt dużej konkurencji.

– Dzięki wysokim marżom nie musimy aż tak bardzo przejmować się dolarem. Z tego względu nie mamy polityki hedgingowej, ponieważ zahedgować jest łatwo kontrakt na budowę mostu. Natomiast wiemy, że przez kolejne lata będziemy mieć przychody w dolarze, a koszty związane z tymi przychodami będą niewielkie, więc tego już tak łatwo się nie da zahedgować. – wyjaśnia Żółkiewicz.

Medicalgorithmics jest już od blisko 4 lat obecna na warszawskiej giełdzie. Debiut na rynku NewConnect miał miejsce w 2012 roku, a od lutego 2014 roku akcjami spółki można handlować na głównym parkiecie GPW.

W lipcu bankructwo ogłosiło 69 przedsiębiorstw. Głównym powodem były opóźnienia w płatnościach należności przez kontrahentów

Michał Winiarski

Liczba upadłości firm w lipcu wzrosła do 69 (w czerwcu upadło 61), jednak w skali roku spadła (w lipcu 2014 roku zbankrutowało 79 przedsiębiorstw). Krajowy rynek ubezpieczeń należności obserwuje te procesy i szybko się zmienia. Rośnie liczba firm korzystających z takich polis, a o klienta walczy coraz więcej podmiotów. Przeciętny termin regulowania należności w transakcjach między krajowymi firmami wynosi około 24 dni, ale kontrahenci płacą średnio 20 dni po upływie terminu.

Najczęstsza przyczyną niespłacania należności przez firmę jest to, że jej też ktoś nie zapłacił na czas – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Michał Winiarski, dyrektor oddziału zajmującej się tego rodzaju działalnością firmy Kupeg w Polsce. – Mogą oczywiście zdarzyć się błędy w zarządzaniu, komuś zabraknie gotówki, bo przeinwestował. Natomiast najczęściej jest tak, że kontrahent nie płaci firmie, w związku z czym ona też nie ma pieniędzy, żeby wywiązać się ze swoich zobowiązań wobec dostawców.

Według opublikowanego w maju br. raportu „Barometr Praktyk Płatniczych” firmy Atradius przeciętny termin płatności w transakcjach B2B (między krajowymi przedsiębiorstwami) wyniósł w Polsce 24 dni od daty wystawienia faktury. Średnio kontrahenci dokonują płatności 20 dni po upływie terminu. To oznacza, że firmy oczekują na płatności ok. 46 dni od wystawienia faktury.

Jak wynika z danych Euler Hermes w lipcu br. opublikowano 69 orzeczeń o upadłości firm. W czerwcu było ich 61. Rok temu skala upadłości była jednak znacznie większa. W lipcu 2014 r. zbankrutowało 79 podmiotów.

W Polsce do tej pory rzadko stosowano upadłość, żeby zakończyć działalność firmy, czy też po to, żeby ją zrestrukturyzować. Upadłości było relatywnie mało w stosunku do statystyk zachodnich. Wygląda jednak na to, że rynek się cywilizuje i firmy w sposób bardziej uregulowany kończą żywot albo restrukturyzują swoje długi – mówi Winiarski. – Myślę, że to jest pozytywny trend, że nie zamykamy firmy na klucz i nie uciekamy przed wierzycielami, tylko robimy to w sposób cywilizowany, przed sądem.

Przed niezapłaconymi fakturami można się zabezpieczyć. Jak wyjaśnia dyrektor firmy Kupeg, polisa kosztuje zazwyczaj ułamek procenta obrotu.

Zgłasza się cały obrót do ubezpieczenia i część ceny, mniej niż 1 proc., trzeba oddać ubezpieczycielowi jako składkę – mówi Winiarski. – W zależności od tego, w jaki sposób firma kończy żywot, najczęściej odzyskujemy 70-80 proc. jeszcze przed wypłatą odszkodowania.

Jak podkreśla Winiarski, polski rynek ubezpieczeń należności mniej więcej od połowy ubiegłego roku bardzo mocno się zmienia. Rośnie zainteresowanie klientów polisami. Dodatkowo pojawia się na nim coraz więcej podmiotów i powiększa się dostępna oferta.

Na rynku jest jeden dominujący ubezpieczyciel, który ma około 50 proc. rynku. Myślę, że za pięć lat będzie to wyglądało zupełnie inaczej. Żeby być numerem jeden, nie będzie trzeba mieć 50 proc. rynku, tylko wystarczy dwadzieścia kilka procent – mówi Winiarski. – Wzrost rynku będzie podążał za tym, jak rośnie gospodarka, czyli miedzy 3 a 5 proc.

Ustawa o ustroju rolnym czeka na podpis prezydenta. Od maja 2016 roku obcokrajowcy bez ograniczeń będą mogli kupować ziemię w Polsce

Wiktor Szmulewicz, prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych (KRIR)

W maju przyszłego roku kończy się czas przejściowy w wolnym obrocie polską ziemią. Prawo w innych krajach europejskich w uprzywilejowanej pozycji stawia miejscowych rolników. Zdaniem Krajowej Rady Izb Rolniczych ustawa o ustroju rolnym wprowadzająca w Polsce podobne preferencje powinna być jak najszybciej podpisana przez prezydenta. W ubiegłym roku obcokrajowcy nabyli niecały tysiąc hektarów krajowych gruntów.

Maj 2016 roku, kiedy to uwolniona zostanie w Polsce sprzedaż ziemi, zbliża się nieuchronnie. Jeżeli nie wprowadzimy przepisów, które decyzją prezydenta mogą być dzisiaj podpisane lub nie, to obcokrajowcy i rodzimi biznesmeni mogą zacząć masowo kupować polską ziemię. Nie tylko Ci, którzy będą chcieli ją uprawiać, lecz także Ci, którzy będą ją traktowali jako korzystną lokatę kapitału – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Wiktor Szmulewicz, prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych (KRIR).

W traktacie akcesyjnym, na mocy którego Polska w 2004 roku weszła do Unii Europejskiej, znalazł się dwunastoletni zakaz sprzedaży ziemi. Był on podyktowany obawą strony polskiej, że po wejściu kraju do Wspólnoty bogatsi rolnicy z zachodnich państw będą mogli za bezcen kupować krajowe działki.

Działka jest dosyć łakomym kąskiem, bardzo pewnym sposobem lokowania kapitału – zauważa Wiktor Szmulewicz. – Ich ceny cały czas rosną i nie ma dzisiaj ryzyka, że mogą zacząć spadać.

Jak wynika z raportu Lion’s Banku, od wejścia Polski do UE ceny ziemi rolnej w Polsce nieprzerwanie rosną. W ciągu 10 lat wzrosły o ok. 400 proc. Za jeden hektar trzeba zapłacić średnio ok. 7,7 tys. euro. Tymczasem przeciętna wartość rynkowa takiej samej nieruchomości na terenie Unii Europejskiej wynosi 17,9 tys. euro. Najwięcej za hektar ziemi rolnej trzeba zapłacić na Malcie (130 tys. euro). Najtańszy jest on na terenie państw bałtyckich (od 1 tys. do 2 tys. euro).

System dopłat bezpośrednich powoduje, że grunty są lepszą inwestycją niż lokowanie kapitałów w inne strefy finansów, giełdę, obligacje czy fundusze inwestycyjne – przekonuje Szmulewicz. – Niektórzy więc inwestują w takie nieruchomości, przez co ziemia robi się droga i dla producentów jest coraz bardziej niedostępna. Zdarza się, że uprawiają oni ziemię, której właścicielem jest już zupełnie inna osoba biorąca dopłaty.

Zdaniem KRIR po 2016 roku potrzebne będą nowe regulacje prawne. Ważne jest przede wszystkim, aby prezydent podpisał ustawę o ustroju rolnym, która bardziej kieruje ziemię w stronę tych, którzy chcą ją uprawiać. Wprowadza ona bowiem m.in. obowiązek zamieszkiwania przez co najmniej pięć lat w danej gminie oraz obowiązek osobistego prowadzenia gospodarstwa.

Tak się dzieje w innych krajach, to nie są tylko przepisy dla Polski – argumentuje Szmulewicz. – To samo wprowadzili Węgrzy, od wielu lat stosują takie rozwiązania Francuzi oraz Niemcy, którzy bronią się przed wykupem ziemi przez Holendrów i Duńczyków, u  których ziemia jest jeszcze droższa. Każdy z krajów zgadza się, że wolno obracać nieruchomościami gruntowymi w dowolny sposób, ale stawia kilka wymagań. Sądzę, że ustawa jest ważna i trzeba ją podpisać.

Nabycie ziemi przez obcokrajowca wymaga obecnie zgody Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Jak wynika z ostatniego sprawozdania MSW, w ubiegłym roku cudzoziemcy uzyskali 271 zezwoleń na nabycie nieruchomości gruntowych o łącznej powierzchni ponad 1000 ha (rok wcześniej było ich 252 na 697 ha). Najwięcej dotyczyło działek położonych w województwach wielkopolskim (194 ha), lubuskim (163 ha), warmińsko-mazurskim (159 ha), łódzkim (91 ha), mazowieckim (78 ha), pomorskim (75 ha). Kupującymi najczęściej byli obywatele Ukrainy (59 zezwoleń na nabycie do 20 ha), Niemiec (36 zezwoleń, 78 ha), Holandii (15 zezwoleń), Francji (13 zezwoleń, 138 ha), Białorusi (13 zezwoleń, 1 ha). Pod względem powierzchni dominował kapitał holenderski. W 2014 roku obywatele tego kraju kupili łącznie 484 ha nieruchomości, a więc prawie połowę wszystkich objętych procedurą zezwolenia.

Rynek nieruchomości komercyjnych zdominowany jest przez zagraniczne podmioty. Polskie firmy szukają sposobu na umocnienie pozycji

Mariusz Łubiński, prezes firmy Admus

Konsolidacja i wyspecjalizowanie w obsłudze nieruchomości prywatnych – to szansa dla krajowych firm na zaistnienie na rynku zarządzania nieruchomościami. Segment powierzchni komercyjnych jest zdominowany przez graczy międzynarodowych, ale szansa tkwi w mieszkaniówce, która będzie się dynamicznie rozwijała w najbliższych latach.

Rynek zarządzania nieruchomościami komercyjnymi został nasycony. Dominują na nim duże podmioty, międzynarodowe korporacje, które zarządzają najważniejszymi nieruchomościami – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Mariusz Łubiński, prezes firmy Admus, zajmującej się zarządzaniem nieruchomościami. – Uważam, że polskie podmioty nie mają w tym segmencie szans z uwagi na to, że większość tego rynku stanowią światowi gracze, dla których wygodniej jest współpracować nie tylko w Polsce, lecz także w innych krajach z jednym podmiotem, który świadczy usługi zarządzania.

Inaczej wygląda jednak sytuacja na rynku nieruchomości mieszkaniowych. Działają na nim przede wszystkim wciąż silne – mimo częstych zmian prawa –spółdzielnie mieszkaniowe, ale jest na nim również miejsce dla polskich firm.

Mariusz Łubiński zauważa, że w tym segmencie rynku krajowi zarządcy nieruchomości mają pole do rozwoju, bo sam rynek będzie rósł. Według niego przez ok. 15 najbliższych lat liczba mieszkań będzie stale rosła, czego rezultatem będzie zwiększone zapotrzebowanie na usługi firm administrujących i zarządzających nieruchomościami. Żeby jednak wykorzystać ten trend, polskie firmy muszą się łączyć lub wyspecjalizować się w usługach administrowania dla krajowych podmiotów.

Bardzo ciekawy jest ten segment rynku, na którym są prywatni gracze. Tam konsolidacja będzie następowała na dwóch płaszczyznach. Po pierwsze więksi gracze będą przejmowali coraz więcej nieruchomości od mniejszych graczy. Po drugie będą następowały fuzje spółek i przejmowanie mniejszych podmiotów przez większych graczy – prognozuje Łubiński.

Konsolidacja firm pozwoli uzyskać większy efekt skali, który jest główną przewagą zarządców. Duże portfolio nieruchomości pozwala im negocjować korzystne ceny od usługodawców, m.in. ochrony, firm sprzątających czy firm konserwacyjnych.

Na rynku pojawili się gracze z Europy Środkowej i Wschodniej, którzy są zainteresowani przejmowaniem poszczególnych spółek i ich portfeli zarządzanych nieruchomości. Wiem, że było wiele podmiotów z zachodniej Europy, które też interesowały się naszym rynkiem, jednak ze względu na stawki zarządzania i rentowność, która kształtuje się na poziomie kilku procent, wycofali się z tego pomysłu – mówi Łubiński.

Zaznacza również, że wzmocnienie polskich spółek jest konieczne, bo choć teraz rynek mieszkaniowy rośnie, to prognozy długoterminowe są znacznie gorsze.

Jak szacuje GUS, w 2050 roku liczba ludności zmniejszy się o około 10 proc. i bardzo niekorzystnie zmieni się struktura demograficzna. Ponad 50 proc. mężczyzn będzie powyżej 51 roku życia, a ponad połowa kobiet – powyżej 56 roku życia. Siłą napędową tego rynku są osoby z przedziału 15-46 lat, które dokonują większość transakcji. Trend ten będzie najmniej odczuwalny w dużych metropoliach, dlatego deweloperzy przeniosą się ze swoimi inwestycjami do dużych miast – wyjaśnia Łubiński.

Duże miasta będą więc bardzo atrakcyjne dla zarządców nieruchomości.

Admus zarządza i administruje warszawskimi zasobami mieszkaniowymi należącymi do wspólnot mieszkaniowych, spółdzielni i obiektami użyteczności publicznej. Ma w portfolio 150 obiektów o łącznej powierzchni 850 tys. mkw.

23-proc. stawka VAT na e-booki hamuje ich sprzedaż

Roman Namysłowski

Zróżnicowanie stawki podatku VAT dla książek papierowych (5 proc.) i elektronicznych (23 proc.) sprzyja patologiom. Powoduje, że rynek e-booków rośnie wolniej ze względu na wysokie ceny produktów, rozwija się także szara strefa i nielegalne ściąganie książek z internetu. To jednak problem nie tylko w Polsce, lecz także w innych krajach członkowskich UE, bo wynika z przepisów unijnych. Zmiana byłaby łatwa do przeprowadzenia, ale wymaga woli politycznej wszystkich państw.

Różnica w wysokości podatku VAT powoduje, że książki tradycyjne, papierowe są dużo tańsze od elektronicznych, co może zniechęcać potencjalnych klientów do kupowania e-booków – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Roman Namysłowski, doradca podatkowy w firmie konsultingowej Crido Taxand. – Warunki konkurowania między podmiotami są nierówne. Jest to przedmiotem sporu pomiędzy przedsiębiorcami oferującymi e-booki a Ministerstwem Finansów i organami podatkowymi.

Sprzedaż książek tradycyjnych obłożona jest preferencyjną, wynoszącą 5 proc., stawką podatku VAT. Do wydań elektronicznych natomiast doliczany jest podatek w standardowej wysokości, wynoszącej 23 proc. Tymczasem przedmiotem transakcji, jak przekonuje Namysłowski, jest przecież przede wszystkim treść. Forma, w jakiej zostanie ona przekazana, nie powinna mieć kluczowego znaczenia podczas naliczania podatku.

Dla przeciętnego konsumenta nie ma znaczenia to, czy kupuje określoną treść w formie e-booka, czy wersji papierowej. W obu przypadkach otrzymuje bowiem to samo – uważa Namysłowski. – W związku z tym organy skarbowe powinny stosować identyczne zasady wobec wydawcy tradycyjnego i elektronicznego. Dzisiaj jednak tak się nie dzieje. To prowadzi do nierównych warunków konkurowania na rynku.

Przyczyną nierówności są jednak przepisy unijne. Zgodnie z nimi książki tradycyjne, niezależnie od nośnika, na którym są umieszczane, mogą korzystać z obniżonego VAT-u. Natomiast usługi elektroniczne, do których zaliczane są e-booki, powinny być opodatkowane stawką podstawową (w Polsce 23 proc.)

E-booki wiążą się z możliwością pobierania książki, przesyłania jej e-mailem, kupowania w e-sklepie, więc jest to usługa elektroniczna i na podstawie dzisiejszych przepisów dyrektywy – czytanych wprost – powinna być ona opodatkowana stawką podstawową – wskazuje Roman Namysłowski. – Ale mamy jeszcze interpretacje prawa, m.in. zasadę neutralności, która mówi, że należy identycznie traktować takie same sytuacje gospodarcze.

W sporach z organami podatkowymi wielokrotnie wskazywano, że w przypadku e-booków i książek tradycyjnych powinno się taką zasadę stosować.

W związku z tym nawet jeżeli z dyrektywy wynika, że książka papierowa może być opodatkowana stawką obniżoną, a usługa elektroniczna podstawową, to państwa członkowskie powinny ujednolicić zasadę i stosować jedną stawkę – ocenia ekspert Crido Taxand.

Ale na to nie ma politycznej zgody. W rezultacie niemal we wszystkich systemach poszczególnych krajów Unii Europejskiej jest podobne zróżnicowanie. Komisja Europejska, jak twierdzi Roman Namysłowski, doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że taka sytuacja prowadzi do patologii. Nie tylko wpływa na konkurencyjność podmiotów funkcjonujących na rynku, lecz także na decyzje konsumentów. Sprzyja to również rozwojowi takich zjawisk, jak wyłudzenia podatku czy szara strefa, które w wielu krajach, a w Polsce szczególnie, kwitnie.

Książki są nielegalnie ściągane, kopiowane i dystrybuowane – mówi Namysłowski. – Elektronika jest najbardziej narażona na tego rodzaju praktyki. A wysoka stawka VAT tylko im sprzyja.

Zmiana tej sytuacji nie byłaby trudna do przeprowadzenia, wymaga jednak jednomyślności wszystkich państw członkowskich.

Polacy płacą za badania laboratoryjne, mimo że są one refundowane przez NFZ. Część lekarzy niechętnie wypisuje skierowania

Dariusz Rembisz

Lekarze rodzinni mają coraz większe możliwości w zakresie kierowania na badania diagnostyczne. Zwiększanie ich uprawnień ma na celu nie tylko zmniejszenie kolejek do specjalistów, lecz także przyspieszenie procesu diagnostyki i wdrażania skutecznej terapii. Część lekarzy niechętnie korzysta jednak z nowych uprawnień – pacjenci skarżą się, że nie wypisują oni skierowań na badania, więc muszą płacić za nie z własnej kieszeni.

1 stycznia 2015 roku weszły w życie przepisy zmieniające zakres kompetencji lekarzy pierwszego kontaktu. Jedną ze zmian była nowa lista badań przysługujących pacjentowi w ramach podstawowej opieki zdrowotnej. Pula została poszerzona m.in. o spirometrię, PSA, FT3 i FT4, USG nerek, tarczycy, ślinianek i moszny. Wszystkie te badania opłacane są przez Narodowy Fundusz Zdrowia, wchodzą zatem w skład stawki kapitacyjnej przeznaczonej dla pacjenta z listy aktywnej każdej poradni podstawowej opieki zdrowotnej. Zdaniem ekspertów część lekarzy rodzinnych niechętnie wypisuje jednak skierowania na te badania.

Oczywiście może to być dobry sygnał, który mówi o tym, że lekarz rodzinny jest bardzo dobrze przygotowany merytorycznie i potrafi ukierunkować paletę badań diagnostycznych, aby one stanowiły podstawę do realizacji świadczeń specjalistycznych czy hospitalizacyjnych – mówi agencji informacyjnej Newseria dr Dariusz Rembisz, specjalista medycyny rodzinnej. – Niestety, często zdarzają się sytuacje, że lekarze rodzinni po prostu nie chcą tych skierowań wydawać, być może z niechęci. Czasami wynika to z pewnych oszczędności czy uzgodnień organizacyjnych, które są wewnętrzną sprawą danej placówki ochrony zdrowia.

Lekarze rodzinni bronią swoich decyzji, twierdząc, że skierowanie na badania musi być uzasadnione, natomiast pacjenci często domagają się ich z błahych powodów.

Dr Rembisz podkreśla, że w niektórych przychodniach podstawowej opieki zdrowotnej występuje problem odwrotny – lekarze rodzinni wydają zbyt dużo skierowań na badania laboratoryjne i diagnostyczne, co znacznie uszczupla budżet placówki. Z kolei taka postawa lekarzy rodzinnych wynika po części z empatii wobec pacjenta, a po części ze zbyt małej wiedzy.

Od lekarza rodzinnego wymagamy wiedzy merytorycznej, bo to ona wpływa na to, jakie badania i ile będzie zlecał dany lekarz. Im większa wiedza, tym zbiór tych badań będzie lepiej dobrany, a więc z jednej strony będzie efektywny diagnostycznie, a z drugiej strony efektywny finansowo dla danej placówki – mówi dr Dariusz Rembisz.

Nowe rozwiązania wprowadzone przez resort zdrowia mają wpłynąć na lepsze i bardziej efektywne ukierunkowanie diagnostyki. Zakres badań laboratoryjnych i diagnostycznych jest obecnie bardzo duży. Eksperci nie mają jednak wątpliwości, że zamierzony efekt osiągnie się jedynie wtedy, kiedy połączy się szerokie kompetencje lekarzy rodzinnych w zakresie zlecania badań z ich wiedzą i dobrą wolą.

Rynek słonych przekąsek notuje nieznaczny wzrost. Polacy wierni tradycyjnym smakom i wymagający wobec nowości

Małgorzata Skonieczna

W 2014 roku o 1 proc. wzrosła wartość rynku słonych przekąsek. Sprzedaż chipsów ziemniaczanych, które mają blisko połowę rynku, była większa o 3 proc. Polacy są wierni tradycyjnym smakom, ale lubią też czasem wypróbować nowości. Wśród nowych produktów rośnie przede wszystkim popularność przekąsek wielozbożowych.

W Polsce najpopularniejsze smaki słonych przekąsek to zielona cebulka oraz papryka. To są dwa smaki, które dominują niezmiennie od dwudziestu paru lat. Co roku wprowadzamy różne warianty, ponieważ Polacy są konsumentami bardzo wymagającymi. Są bardzo otwarci na nowe smaki, nowe kształty, nowe oferty i chcą mieć możliwość spróbowania czegoś innego – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Małgorzata Skonieczna, dyrektor ds. komunikacji korporacyjnej na Europę Centralną w PepsiCo.

Rynek słonych przekąsek w Polsce wzrósł w zeszłym roku tylko o ok. 1 proc. Podobne tempo jest spodziewane w kolejnych latach. 44 proc. tego rynku pod względem wartości stanowią chipsy ziemniaczane,  na które w zeszłym roku Polacy wydali o 3 proc. więcej niż w 2013 r. O połowę mniej popularne są chrupki i prażynki (22 proc. rynku), a jeszcze mniej paluszki i krakersy (18 proc.) oraz orzeszki (8 proc.). Minimalny udział w rynku mają popcorn oraz chipsy kukurydziane (nachosy).

Jak podkreśla Skonieczna, określone upodobania Polaków wymuszają na producentach żywności określone działania.

Dla nas bardzo istotne jest to, aby produkty, które wprowadzamy, odpowiadały oczekiwaniom Polaków. Przykładem jest wprowadzony w ubiegłym roku napój Pepsi Max, którego formuła była przygotowywana właśnie specjalnie na rynek polski i tylko tu jest dystrybuowana – tłumaczy Małgorzata Skonieczna.

Podobnie jest ze słonymi przekąskami – wiele z nich ma specyficzny smak lub kształt i wiele jest dostępnych tylko na rynku polskim. Co ciekawe, jak zwraca uwagę Skonieczna, smaki Polaków na emigracji nie różnią się od tych w kraju. Dlatego sprzedawcy na rynkach zagranicznych, gdzie są duże skupiska Polonii, kupują w Polsce przekąski przygotowywane specjalnie pod kątem naszego kraju.

Spośród słonych przekąsek Polacy najchętniej wybierają klasyczne chipsy ziemniaczane, które stanowią 60 proc. całej kategorii chipsów. Skonieczna dodaje, że mimo tego konserwatyzmu w doborze smaków Polacy chętnie próbują nowości. Jedną z nich są przekąski wielozbożowe. W portfolio PepsiCo jest marka Sunbites – to kolejny produkt, który PepsiCo opracowało z myślą o rynku polskim. W odpowiedzi na rosnącą popularność tego produktu spółka w tym roku wprowadziła do sprzedaży nowe smaki, nowe kształty i typy tych przekąsek. Jak podkreśla ekspertka, to też ma dla konsumentów znaczenie.

Popołudniowy komentarz walutowy z 20.08.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 20.08.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Pieniądze już płyną do Grecji. A reformy? Ich wprowadzenie graniczy z cudem

Marcin Lipka, analityk walutowy Cinkciarz.pl
Marcin Lipka, analityk walutowy Cinkciarz.pl

Parlamenty krajów należących do strefy euro przyjęły trzeci program pomocowy dla Grecji. Pieniądze już płyną do Aten. Jednak patrząc na plan reform, które musi wprowadzić pogrążony w kryzysie kraj, można liczyć tylko na cud, że cała operacja zakończy się sukcesem. Dlaczego? Komentuje Marcin Lipka, analityk walutowy Cinkciarz.pl.

W połowie lipca na szczycie strefy euro w Brukseli po kilkunastu godzinach rozmów w końcu uzgodniono plan trzeciego programu pomocy dla Grecji. Jego wartość sięga 86 mld euro. Już wtedy opisano dokładnie plan dość ambitnych reform, które muszą wprowadzić Ateny, by otrzymać pierwszą transzę pomocy oraz kolejne płatności w nadchodzących kwartałach.

Naszą uwagę zwracały zwłaszcza zapisy o głębokich reformach systemu emerytalnego, administracji publicznej, prawa, rynku produktów oraz podatków. To nie wszystko. Grecja musi również sprywatyzować majątek państwowy o wartości 50 mld euro. Te pieniądze mają być przeznaczone na dokapitalizowanie banków, spłatę zadłużenia oraz inwestycje.

Już kilka dni po publikacji bardzo ambitnego planu wyprzedaży krajowego majątku zwracaliśmy uwagę, że taka kwota jest praktycznie niemożliwa do zdobycia. Te wątpliwości potwierdza już opublikowany m.in. przez „Financial Times” oraz „The Wall Street Journal” dokument. Stworzyły go grupy robocze złożone z przedstawicieli wierzycieli oraz Grecji, wspólnie uzgadniając szczegółowe plany reform.

W protokole z ich ustaleń (Memorandum of Understanding „MoU”, 11 sierpnia 2015 r.) w sekcji dotyczącej prywatyzacji zapisano, że Grecja pozyska w latach 2015, 2016 i 2017 odpowiednio: 1.4 mld euro, 3.7 mld euro oraz 1,3 mld euro. Łącznie to niewiele ponad 10 proc. z tego, co zostało przyjęte w lipcowym porozumieniu. Nawet jeżeli w kolejnych latach prywatyzacja nadal będzie realizowana, to całe 86 mld. euro pomocy zostanie przekazane Grecji. To oznacza, że Ateny nie będą miały zachęty, aby tę mozolną pracę kontynuować, a ich wierzyciele pozostaną praktycznie bez gwarancji zwrotu pożyczonych pieniędzy.

Nierealnie ambitny plan

Choć sprawy finansowe wydają się kluczowe, to jednak uwagę skupiają również inne kwestie zawarte w memorandum. Według opisanych w opracowaniu założeń, greckie państwo ma być praktycznie zbudowane od nowa, a wszystkie ustawy dotyczące głębokich zmian kraju mają być przegłosowane do końca bieżącego roku.

Dokument zapowiada walkę ze „skomplikowanym prawem, niewydajną administracją, polityczną ingerencją, hojną amnestią (podatkową – red.) oraz chronicznie słabą egzekucją”. Podobnie ambitne działania mają dotyczyć reform systemu emerytalnego. W tym przypadku możliwość wcześniejszego otrzymania świadczeń powinna zostać praktycznie zlikwidowana. Poza tym ich wypłata ma być w większym stopniu uzależniona od wysokości wcześniejszych wpłat. Wzrosnąć ma także składka zdrowotna pobierana od świadczeń.

Gruntowne zmiany dotkną także systemu opieki zdrowotnej. Szczegóły są bardzo precyzyjnie dopracowane. Ustalono nawet, jaki procent leków generycznych ma być oferowany pacjentom.

Grecja ma także zreformować cały system szkolnictwa, zarówno na poziomie podstawowym, jak i uniwersyteckim. Dodatkowo Ateny zobowiązały się do wprowadzenia deregulacji zawodów, reformy prawa, prowadzenia działań antykorupcyjnych oraz „promowania profesjonalizmu i niezależności Greckiego Urzędu Statystycznego”.

Warto jeszcze raz podkreślić, że wiele z tych reform ma zostać przeprowadzona do końca roku, a te kluczowe – do października. Wtedy odbędzie się ich pierwsza ocena. Jeżeli wierzyciele uznają, że nie są one wprowadzane w prawidłowy sposób, wtedy kolejne raty pomocy zostaną wstrzymane. W takiej sytuacji, bez pieniędzy z zewnątrz, Grecja natychmiast ponownie stanie na granicy bankructwa, a dyskusja o jej wyjściu ze strefy euro znów wróci na czołówki gazet.

Możliwy tylko cud

Nawet w dobrze zarządzanym kraju przeprowadzenie tak głębokich zmian jest bardzo trudne do wykonania. Tymczasem Grecja nie dość, że funkcjonuje jedynie dzięki pomocy z zewnątrz, to jeszcze jest pogrążona w głębokim kryzysie bankowym, a efektywność państwa jest dodatkowo ograniczona ze względu na kontrolę przepływu kapitału.

Jest bardzo prawdopodobne, że grecki premier Aleksis Tsipras w ciągu najbliższych kilku dni poprosi parlament o wotum zaufania. Prawdopodobnie go nie otrzyma, ale chce wykorzystać swoją popularność do zdobycia stabilnej większości parlamentarnej w nowych wyborach. Można jednak przypuszczać, że prowadzenie kampanii dodatkowo utrudni pracę nad koniecznymi ustawami oraz ich wprowadzeniem. Nawet zakładając dobrą wolę administracji w Atenach, prowadzenie kampanii wyborczej utrudni proces legislacji.

Podsumowując, tylko prawdziwy cud pozwoli Grecji podnieść się z olbrzymiego kryzysu i nadrobić wiele lat zaniedbań. Niestety zdecydowanie bardziej prawdopodobne jest, że cała operacja zakończy się porażką, a za kilka miesięcy uwaga światowych mediów finansowych ponownie skupi się na Atenach.

Wydatki na wyjazdy wakacyjne Polaków wyniosą w 2015 roku ponad 20 mld zł

Jak wynika z najnowszego raportu KPMG, w 2015 roku prawie połowa Polaków wyjedzie lub już była na wakacjach wydając przy tym w sumie ponad 20 mld zł. Przeciętny koszt wyjazdu krajowego to 1,9 tys. zł, a wyjazdu zagranicznego 4,6 tys. zł. Największą popularnością cieszą się wakacje w kraju. Tylko jedna trzecia osób udających się na wyjazd decyduje się na wyjazd za granicę. Wśród najpopularniejszych kierunków zagranicznych wycieczek są Chorwacja, Hiszpania, Włochy, a także Grecja. Większość osób wyjeżdzających na wakacje organizuje swój wypoczynek na własną rękę.

Chorwacja wakacjeJak wynika z raportu KPMG Polacy wydadzą na wyjazdy wakacyjne 20,2 mld zł, z czego 10,6 mld zł stanowią wydatki na wyjazdy krajowe, a 9,6 mld zł – na wyjazdy zagraniczne. Średni koszt wyjazdu krajowego wynosi 1,9 tys. zł, a wyjazdu zagranicznego 4,6 tys. zł. Z wyjazdem wakacyjnym wiążą się tradycyjnie zakupy pamiątek, na które w kraju przeznaczymy 200 zł (na gospodarstwo domowe), a za granicą dwa razy więcej.

Wydatki polskich gospodarstw domowych poniesione na wyjazdy wakacyjne w 2015 roku*

Wydatki polskich gospodarstw domowych poniesione na wyjazdy wakacyjne w 2015 roku
* Wydatki obejmują wyjazdy rodzinne i indywidualne, dodatkowo Polacy na kolonie swoich dzieci wydadzą ok. 830 mln zł.
Źródło: Raport KPMG w Polsce „Wakacyjne wyjazdy Polaków” Edycja 2015

Polskie morze i Chorwacja najpopularniejszymi kierunkami wakacyjnymi

Wśród Polaków udających się na wyjazd wakacyjny w 2015 roku 68% decyduje się na wyjazd krajowy. Jedna trzecia Polaków spędzi lub spędziło co najmniej jeden wyjazd za granicą.

40% Polaków spędzających wakacje w kraju decyduje się na polskie wybrzeże. Znacznie rzadziej Polacy wybierają wakacje w górach czy nad jeziorem. Wśród trzech najpopularniejszych zagranicznych celów podróży znalazły się: Chorwacja, Hiszpania oraz Włochy.

Czwarte miejsce zajmuje Grecja, która mimo kryzysu wciąż przyciąga polskich turystów. Jak wynika z badania przeprowadzonego przez KPMG, ostatnie wydarzenia w Grecji, Turcji i Tunezji nie mają istotnego wpływu na decyzje Polaków dotyczące wyboru miejsca na wakacje. Aż 86% ankietowanych Polaków nie rozważało wakacyjnego wyjazdu turystycznego do tych krajów – bez względu na aktualne wydarzenia. 5% ankietowanych deklaruje, że mimo ostatnich wydarzeń i tak odbyło lub odbędzie podróż do wymienionych krajów. 9% Polaków zmodyfikowało swoje plany, najczęściej zmieniając cel podróży.

Kierunki wakacyjnych wyjazdów Polaków

Kierunki wakacyjnych wyjazdów Polaków 2015
Źródło: Raport KPMG w Polsce „Wakacyjne wyjazdy Polaków” Edycja 2015

Większość Polaków preferuje odpoczynek pasywny

Główną formą spędzania urlopu są plażowanie i inne formy odpoczynku pasywnego, zarówno w Polsce (głównym celem w przypadku 57% wyjazdów), jak i za granicą (głównym celem w przypadku 48% wyjazdów). Na drugim miejscu jest zwiedzanie (21% wyjazdów w Polsce, 35% wyjazdów zagranicznych). Trzecie miejsce zajmuje uprawianie sportu (odpowiednio 18% i 10%).

Internet ważnym źródłem informacji podczas organizacji wakacji

Większość Polaków wyjeżdzających na wakacje organizuje swój wypoczynek na własną rękę. Jedynie 12% Polaków skorzysta z oferty biur podróży. Polacy planujący turystyczne wyjazdy wakacyjne polegają przede wszystkim na własnym doświadczeniu. Aż 67% respondentów zadeklarowało, że podczas organizowania wyjazdu kieruje się własnym doświadczeniem – wybiera sprawdzone przez siebie miejsca wypoczynku. 61% z nich rozważa decyzję o wyjeździe pod wpływem rekomendacji rodziny i znajomych.

Z przeprowadzonego przez nas badania wynika, że 60% Polaków podczas planowania wakacyjnego wyjazdu turystycznego korzysta z Internetu. Odwiedzają oni zarówno fora internetowe, internetowe porównywarki cen, jak i portale społecznościowe oraz blogi. Internet niewątpliwie odgrywa dużą rolę podczas planowania wyjazdów turystycznych. Gdy Polacy są już zdecydowani dokonać zakupu lub rezerwacji wyjazdu, chętniej korzystają z tradycyjnych sposobów, jak rezerwacja telefoniczna

– mówi Mariusz Szlachta, dyrektor w dziale doradztwa podatkowego w KPMG w Polsce.

Wśród najczęściej wskazywanych sposobów rezerwacji lub zakupu wyjazdów turystycznych po rezerwacji telefonicznej znajduje się także wizyta w stacjonarnym lub internetowym biurze podróży. Portale zakupów grupowych wykorzystywane są w minimalnym stopniu – zaledwie 2% ankietowanych Polaków wskazało ten sposób dokonywania rezerwacji lub zakupu wyjazdu.

Sposoby dokonania rezerwacji lub zakupu turystycznych wyjazdów wakacyjnych

Sposoby dokonania rezerwacji lub zakupu turystycznyc wyjazdów wakacyjnych
Źródło: Raport KPMG w Polsce „Wakacyjne wyjazdy Polaków” Edycja 2015

 

 

NIK o restrukturyzacji szpitala w Gorzowie Wlkp.

Samodzielny Publiczny Szpital Wojewódzki w Gorzowie Wlkp. (SPSW) świadczył usługi medyczne dla ok. 350 tys. mieszkańców Gorzowa Wlkp. i północnej części województwa lubuskiego. Do tej pory żaden samorząd w Polsce nie przekształcił tak dużego szpitala, borykającego się z wielomilionowym długiem, jednym z największych w kraju. Na szpitalu ciążyło realne zagrożenie likwidacji, a tym samym ograniczenie dostępu do usług medycznych pacjentom z północnej części województwa.

Delegatura NIK w Zielonej Górze trzykrotnie w latach 2005-2012 kontrolowała SPSW w zakresie prowadzonych działań restrukturyzacyjnych, każdorazowo oceniając je negatywnie. W wystąpieniu pokontrolnym skierowanym w dniu 28 czerwca 2012 r. do Marszałka Województwa Lubuskiego, po kontroli przeprowadzonej w SPSW, Najwyższa Izba Kontroli sformułowała uwagę, że samodzielna spłata zobowiązań SPSW w oparciu o uzyskiwane przychody z działalności podstawowej nie jest realna i w ocenie NIK wymagała będzie pomocy organu założycielskiego lub państwa. W lutym 2013 r. samorząd województwa przyjął uchwałę w sprawie przekształcenia SPSW w spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością, a w dniu 29 sierpnia 2013 r. Zarząd Województwa dokonał przekształcenia SPSW w spółkę.

Działania samorządu województwa podjęte w 2013 r. w celu oddłużenia SPSW oraz przekształcenia go w spółkę kapitałową zapewniły nowo utworzonemu podmiotowi w pierwszym roku działalności stabilność finansową i odpowiednie warunki wykonywania działalności leczniczej.

Oddłużenie szpitala było możliwe dzięki pozyskaniu z budżetu państwa, na zasadach przewidzianych w ustawie z dnia 15 kwietnia 2011 r. o działalności leczniczej (uodl), dotacji celowych w łącznej wysokości 104,8 mln zł, które wydatkowano zgodnie z przeznaczeniem. Wynegocjowano także z wierzycielami umorzenia części przejętych zobowiązań.

Realizacja przez SPSW programu naprawczego, w szczególności w zakresie racjonalizacji zatrudnienia i usprawnienia sposobu zarządzania oraz jego oddłużenie przez Województwo Lubuskie, a następnie zwiększenie przez Spółkę efektywności działalności leczniczej wraz ze wzrostem wartości kontraktów zawartych z Lubuskim Oddziałem Wojewódzkim NFZ, umożliwiło Spółce w pierwszym roku obrachunkowym (od 6 września 2013 r. do 31 grudnia 2014 r.) osiągnięcie zysku netto w kwocie 29.880,5 tys. zł, który był ponad ośmiokrotnie większy niż ostatni wynik finansowy poprzednika.

Na tle tej korzystnej sytuacji, NIK zwraca uwagę, że w kolejnych latach działalności, Spółka będzie ponosiła znaczne wydatki wynikające z konieczności przystosowania urządzeń i pomieszczeń do wymogów art. 22 ust. 1 uodl oraz wyeliminowania nieprawidłowości ujawnionych w trakcie kontroli przeprowadzonych przez Państwowy Powiatowy Inspektorat Sanitarny w Gorzowie Wlkp. Wzrosną również raty spłaty pożyczki udzielonej przez Samorząd Województwa Lubuskiego. Istnieje także zagrożenie poniesienia dodatkowych kosztów, w wysokości ponad 19 mln zł, związanych ze sprawami odszkodowawczymi z okresu działalności SPSW, prowadzonymi przez sądy oraz Wojewódzką Komisję ds. Orzekania o Zdarzeniach Medycznych. Pogorszenie sytuacji finansowej przewiduje również sama Spółka, która na 2015 r. zaplanowała zysk netto w wysokości 2.580,5 tys. zł.

Uwzględniając powyższe zagrożenia, utrzymaniu korzystnych wyników finansowych Spółki może sprzyjać dywersyfikacja źródeł uzyskiwanych przychodów poprzez zwiększenie zakresu komercyjnych świadczeń zdrowotnych, jak również sprawne zarządzanie Spółką i właściwa jakość nadzoru właścicielskiego sprawowanego przez SWL. Z kolei realizacja zaplanowanych działań modernizacyjnych wymagać będzie aktywnych działań w celu pozyskania środków finansowych z Unii Europejskiej oraz z programów rządowych. Jednak w ocenie NIK, Spółka przed przystąpieniem do realizacji modernizacji powinna dla każdego etapu przeprowadzić rachunek ekonomiczny ich wpływu na przychody i wynik finansowy, ażeby nie doprowadzić do przeinwestowania, a tym samym pogorszenia kondycji ekonomicznej.

Atom i Mondo – to nazwy instytucji, o których będzie zapewne wkrótce głośno

Bank, który ostrzeże klienta o tym, że za chwilę zabraknie mu pieniędzy. I który zaproponuje szybką pożyczkę, a nie czeka aż będzie można pobrać karną opłatę za ujemne saldo. Bank, który zwróci uwagę na niespodziewanie wysoki rachunek i da o tym znać natychmiast wysyłając powiadomienie na smartfona. Bank, który wie, że właśnie jesteś za granicą i poinformuje cię z góry jakiego używa przelicznika przy płatnościach kartą. Tak mają działać nowe mobilne banki, które lada chwila wejdą na brytyjski rynek.

mondoAtom i Mondo – to nazwy instytucji, o których będzie zapewne wkrótce głośno. Po latach zastoju na bankowym rynku na Wyspach tamtejszy nadzór dał sygnał, że ma zamiar przychylniej patrzeć na nowych graczy. Cztery największe banki w Wielkiej Brytanii mają łącznie 77-procentowy udział w rynku bankowości detalicznej. Przez wiele lat nie wydawano nowych licencji. Trend przełamał w 2010 r. Metro Bank, który stał się pierwszym od stu lat nowym graczem wchodzącym na podwórko opanowane przez Barclays, HSBC, RBS i Lloyds.

W ciągu najbliższych lat Bank of England może wydać aż kilkanaście nowych licencji. Świeży powiew w bankowym światku mają zapewnić m.in. startupy, często finansowane przez kapitał wysokiego ryzyka. Regulatorzy rynku znacznie złagodzili podejście do debiutantów. Nowi kandydaci mogą liczyć na obniżone wymagania dotyczące kapitału na start (8 mln funtów zamiast 50 mln), łagodniejsze wymogi dotyczące funduszy własnych najwyższej jakości (4,5% Tier 1) oraz 5-letni okres po przyznaniu warunkowej zgody na działalność przeznaczony na dokapitalizowanie biznesu.

Założenie nowego banku, z punktu widzenia dawców kapitału, staje się mniej ryzykownym przedsięwzięciem, a proces uzyskiwania zezwolenia skrócił się do 6-12 miesięcy. Jeśli dodać do tego korzystny klimat dla inwestycji w sektor tzw. fintech (technologii finansowych), to nic dziwnego, że znajdują się chętni, by spróbować swoich sił w starciu z dotychczasowymi potentatami.

Mobilnie, inteligentnie, w czasie rzeczywistym

Nowe pokolenie banków stawia na wykorzystanie najnowszych technologii. Atom Bank ma początkowo być instytucją dostępną wyłącznie za pomocą smartfona. Dopiero w późniejszym czasie planowane jest uruchomienie bankowości internetowej. Aby zapewnić swoim klientom dostęp do podstawowych usług związanych z gotówką (skup czeków, obsługa wpłat), Atom będzie jednak korzystał z pomocy partnera – jednego z „klasycznych” banków.

Mondo określa się mianem „banku, dla ludzi którzy nie lubią banków”. Startup buduje biznes od zera, łącznie z własnym systemem IT, który ma mu dać przewagę nad powolnie działającymi „dinozaurami” bankowego rynku. Podstawą relacji z klientem ma być aplikacja mobilna, ale oparta na nieco innych założeniach niż to, co proponują dzisiaj banki.

Zamiast tabelek z historią transakcji główną rolę odgrywać ma odświeżany w czasie rzeczywistym „feed” zawierający ostatnie zdarzenia w finansach klienta. Transakcje automatycznie oznaczane są ikonami miejsc, w których dokonano płatności oraz hashtagami ułatwiającymi analizowanie wydatków. Istotną rolę mają odgrywać powiadomienia, za pomocą których bank informuje natychmiast np. o ostatnich operacjach, wysokości wydatków w danym dniu, podejrzanych transakcjach, niecodziennym wzroście stałych obciążeń (np. rachunków), niebezpieczeństwie wpadnięcia w debet itp.

Rewolucjoniści zderzą się z rynkiem

Nowi konkurenci chcą trafić przede wszystkim do serc młodszych klientów – pokolenia przyzwyczajonego do prostoty mobilnych usług typowej np. dla aplikacji Uber. Tempo działania starych banków, biurokracja są dla nich frustrujące. Mondo i Atom spodziewają się, że zapewniając podstawowe usługi bankowe i przyciągając do siebie tę grupę będą mogły później rozbudowywać ofertę o kolejne produkty i „rosnąć” wraz z nią.

Pod wieloma względami ambicje nowych banków, którym drogę wskazały wcześniej takie przedsięwzięcia jak Moven i Simple, przypominają zapowiedzi pierwszych banków wirtualnych sprzed ponad 15 lat. Wówczas także zapowiadano, że dzięki niższym kosztom działania, nowym technologiom Internetowi konkurenci zmiotą z rynku „marmurowych” poprzedników. Nic takiego się nie stało – bankowość okazała się trudniejszym biznesem niż wydawało się niektórym, a „dinozaury” skutecznie dostosowały się do nowych okoliczności. Nawet jeśli bankowym startupom nie uda się osiągnąć odpowiedniej do przetrwania skali, to zapewne zdefiniują one na nowo słowo „bankowość mobilna”.

autor: Michał Kisiel

Czy przewalutowanie spłaci kredyt w całości?

Przewalutowanie kredytu, w myśl przyjętych przez Sejm przepisów, w określonych przypadkach może doprowadzić do obniżenia salda zadłużenia znacznie poniżej salda analogicznego kredytu złotowego. W skrajnych przypadkach może oznaczać także całkowitą spłatę zobowiązania. Zasady rozliczania różnic w saldach zadłużenia oraz wysokości zapłaconych rat kapitałowo-odsetkowych powodują, że dla kredytów zaciągniętych na okres do 10-15 lat przewalutowanie może doprowadzić do ich całkowitej spłaty.

Ustawa przyjęta przez Sejm przewiduje, że przewalutowanie kredytu frankowego nastąpi po kursie z dnia poprzedzającego złożenie wniosku o przewalutowanie. Jednocześnie bank będzie miał obowiązek obliczenia, jakie byłoby saldo zadłużenia z tytułu kredytu, gdyby w tym samym czasie kredytobiorca zaciągnął kredyt złotowy. Warto przeanalizować to na dwóch przypadkach, tj. kredytów zaciągniętych w tym samym czasie, ale na różne okresy spłaty.

Założenia:

  • kwota kredytu – 300 tysięcy złotych,
  • marża kredytu w CHF – 1,5 p.p.,
  • okres kredytowania – Kredyt na 1 – 25 lat; Kredyt nr 2 – 10 lat,
  • uruchomienie kredytów – jednorazowo w lipcu 2008 roku,
  • spłata kredytów w ratach równych,
  • podczas przeliczeń uwzględniony średni kurs NBP pomniejszony o 3% (w dniu uruchomienia kredytu) lub powiększony o 3% (w dniu spłaty rat),
  • kurs przewalutowania – 3,8235 – kurs kupna NBP z dnia 19.08.2015.

Po ponad 7 latach spłaty kredytu aktualne zadłużenie kredytów frankowych wynosi dla kredytu nr 1 – 457 449 i dla kredytu nr 2 – 195 566. Gdyby w tym samym czasie kredytobiorca wybrał kredyt złotowy, to dzisiaj zadłużenie wynosiłoby odpowiednio 252 052 i 110 245 złotych. Zgodnie z przepisami ustawy umorzeniu podlegałoby 90% kwoty stanowiącej różnicę sald między kredytami w CHF i PLN, a kredytobiorca musiałby spłacić pozostałe 10%.

Kredyt nr 1 – 25 lat Kredyt nr 2 – 10 lat
Aktualne zadłużenie przed przewalutowaniem 457 449 195 566
Saldo zadłużenia po przewalutowaniu 252 052 110 245
Różnica w saldach 205 397 85 321
Kwota podlegająca umorzeniu 184 857 76 799
Kwota do spłaty przez kredytobiorcę 20 540 8 532

Źródło: obliczenia własne Notus Doradcy Finansowi

Zatem po przewalutowaniu kredytobiorca ma do spłaty w pierwszym przypadku łącznie 272 592, z czego 252 052 kredytu zabezpieczonego hipotecznie oraz 20 540 kredytu niezabezpieczonego hipotecznie. W drugim przypadku jest to analogicznie 110 245 oraz 8 532, co łącznie daje kwotę 118 777.

W tym miejscu warto zwrócić uwagę na zastrzeżenie w ustawie w Art. 5 Ust. 4, co należy zrobić w przypadku, gdy różnica w saldach kredytu w CHF i PLN jest ujemna. Wówczas kwota ta nie podlega umorzeniu i całości stanowi zobowiązanie kredytobiorcy. Przy obecnych kursach CHF/PLN sytuacja taka jest praktycznie niemożliwa, ale ustawodawca na wszelki wypadek takie zastrzeżenie zawarł.

Rozliczenie różnic w ratach kapitałowo-odsetkowych

Warunkiem przewalutowania kredytu i umorzenia zdecydowanej większości różnicy w saldach jest konieczność rozliczenia także różnic w zapłaconych ratach kapitałowo-odsetkowych kredytów złotowego i frankowego. Zgodnie z Art.5 Ust. 1 Pkt. 3 od sumy rat, jakie zapłaciłby kredytobiorca wybierając kredyt w rodzimej walucie, należy odjąć sumę rat, jakie zostały zapłacone przy kredycie w CHF. W większości przypadków w dotychczasowym okresie spłaty kredytobiorcy walutowi w sumie zapłacili mniej, niż kredytobiorcy złotowi. Oznacza to, że kwota wyliczona zgodnie z Art. 5 Ust. 1 pkt. 3) będzie dodatnia, jednak nie zawsze. Kwota ta będzie ujemna dla osób, które zadłużyły się w połowie 2008 roku, a więc w czasie, gdy kurs franka zbliżał się do 2 złotych. Więcej niż kredytobiorcy złotowi zapłaciły też osoby, które zadłużyły się przy wyższych kursach, ale wybrały relatywnie krótki okres spłaty. Nawet, jeśli kredyt został uruchomiony w 2006 roku, ale np. tylko na 10 lat, to kredyt ten został niemal już w całości spłacony, ale niemal przez cały okres spłaty kurs walutowy było dużo wyższy od kursu uruchomienia.

Kredyt nr 1 – 25 lat Kredyt nr 2 – 10 lat
Kwota zapłaconych rat kredytu w CHF (w zł) 179 384 398 618
Kwota zapłaconych rat kredytu w PLN 155 943 277 354
Różnica między kredytem w PLN i CHF -23 441 -121 264

Źródło: obliczenia własne Notus Doradcy Finansowi

Ustawa nie przewiduje jednak, co należy zrobić w sytuacji, gdy różnica w wysokości zapłaconych rat przy kredycie złotowym i walutowym jest ujemna. Wspomniany wcześniej Art.5 Ust. 4 mówi tylko o przypadku, gdy ujemną wartość przyjmie różnica sald, a nie różnica zapłaconych rat.

Jakie zobowiązanie ma kredytobiorca?

Po przewalutowaniu kredytu kolejnym etapem jest ustalenie kwoty zobowiązania kredytobiorcy. Zgodnie z Art. 5 Ust. 1 jest to suma kwot: salda kredytu w PLN, różnicy sald między kredytami CHF i PLN z uwzględnieniem umorzenia 90% oraz kwota stanowiąca różnicę pomiędzy zapłaconymi ratami kapitałowo-odsetkowymi kredytu w PLN i CHF.

Kredyt nr 1 – 25 lat Kredyt nr 2 – 10 lat
Saldo kredytu w PLN (Art. 5 Ust. 1 pkt 1)) 252 052 110 245
Różnica sald kredyt CHF i PLN z uwzględnieniem umorzenia 90% (Art. 5 Ust. 1 pkt 2)) 20 540 8 532
Różnica rat kapitałowo-odsetkowych (Art. 5 Ust. 1 pkt 3)) -23 441 -121 264
Razem 249 151 -2487

Źródło: obliczenia własne Notus Doradcy Finansowi

Ciekawy wynik otrzymujemy w przypadku kredytu zaciągniętego na 10 lat. Różnica w wysokości zapłaconych rat kredytów w PLN i CHF jest na tyle duża, że przekracza saldo nowego kredytu w PLN. W tym przypadku raczej nie należy oczekiwać, że bank po takim przewalutowaniu i rozliczeniu różnic sald i zapłaconych rat będzie kredytobiorcy jeszcze niespełna 2,5 tys. złotych oddawał. Art. 5 ustawy mówi, że w ten sposób zostaje wyznaczone zobowiązanie kredytobiorcy. W tej sytuacji kredytobiorca ma wierzytelność względem banku, więc nie można jej nazwać zobowiązaniem. Można jednak oczekiwać, że w takiej sytuacji zobowiązanie kredytobiorcy będzie wynosić 0 złotych i kredyt zostanie całkowicie spłacony. W innej sytuacji saldo zadłużenia zostanie obniżone, tak jak w przykładowym kredycie na 25 lat. Art. 5 ustawy wyraźnie mówi, że nowe zobowiązanie kredytobiorcy to suma wymienionych kwot, a jednocześnie ustawa zastrzega co należy zrobić z „minusem”, ale tylko tym, który pojawi się przy rozliczeniu sald kredytów walutowego i złotego.

Michał Krajkowski
Główny Analityk
Notus Doradcy Finansowi

Sytuacja w Turcji oraz wyniki spółek z GPW za II kwartał 2015 r.

17 sierpnia w Turcji odbyła się kolejna tura rozmów koalicyjnych. Próba skonstruowania rządu przez Partię Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) zakończyła się tak jak poprzednie – fiaskiem. W tej sytuacji rodzi się pytanie, kiedy sytuacja na tureckiej scenie politycznej w końcu się ustabilizuje. Ostatnie sondaże wskazują, że rozpisanie nowych wyborów parlamentarnych byłoby na rękę partii rządzącej. Nie można więc wykluczyć, że AKP celowo unika osiągnięcia porozumienia, na które zostało zaledwie kilka dni. W tym kontekście ogłoszenie nowych wyborów wydaje się prawdopodobnym scenariuszem. W Turcji (podobnie jak w Polsce) ryzyko polityczne zniechęca inwestorów do odważniejszych ruchów. To odbija się m.in. na tureckiej lirze i cenach akcji na giełdzie w Stambule.

Wygrana AKP uspokoiłaby turecką giełdę

Tomasz Matras, Zastępca Dyrektora Inwestycyjnego ds. Akcji Union Investment TFI
Tomasz Matras, Zastępca Dyrektora Inwestycyjnego ds. Akcji Union Investment TFI

Zmianie sytuacji na tureckim parkiecie na lepsze niewątpliwie pomogłoby odzyskanie większości parlamentarnej przez AKP. Dzięki temu skończyłyby się przepychanki polityczne i przywrócono by porządek gospodarczy. Jak już niejednokrotnie wspominaliśmy, Turcji szkodzi mocny dolar, a relacja amerykańskiej waluty do liry jest dla tamtejszej gospodarki i spółek coraz bardziej niekorzystna.

GPW: Przyzwoite wyniki kwartalne polskich spółek

W Polsce trwa sezon publikacji wyników spółek giełdowych za II kwartał 2015 r. Generalnie są one przyzwoite, choć oczywiście nie wszystkie. Gorsze dane finansowe niż w zeszłym roku zaprezentował m.in. sektor bankowy. W środowisku niskich stóp procentowych nie jest to dla nikogo zaskoczeniem. Dlatego inwestorzy przyjmują te wyniki ze spokojem. Całościowy obraz WIG jest pozytywny. Widać, że polskie firmy korzystają na ożywieniu gospodarczym zarówno w Polsce, jak i w Europie Zachodniej.

Inwestorzy powinni obserwować juana

Negatywnie na rynki akcji może wpłynąć spowolnienie gospodarcze w Chinach oraz – w jego następstwie – polityka chińskich władz. Dewaluacja kursu juana (w relacji do dolara), której dokonał w zeszłym tygodniu Ludowy Bank Chin, wywołała tąpnięcie w USA i krajach strefy euro. A to dlatego, że taki układ na mapie walutowej może się odbić na atrakcyjności towarów eksportowanych z Zachodu do Chin. Spory udział w eksporcie do Państwa Środka mają nasi zachodni sąsiedzi, Niemcy. Warto zatem obserwować zmiany w parach walutowych euro i juan oraz dolar i juan (a w kontekście tej drugiej – także ruchy ze strony amerykańskiej Rezerwy Federalnej).

Fałszywe ogłoszenia o pracę. Złodzieje kradną tożsamość i wyłudzają pożyczki w bankach

Redaktorzy portalu Bankier.pl otrzymali zgłoszenia od czytelników o fałszywych ogłoszeniach o pracę, które pojawiły się w serwisie OLX. Tym razem oszuści podszywają się pod firmy UPS i Blue Media. W procesie weryfikacji proszą o przesłanie przelewu na 1 zł na wskazany rachunek bankowy.

UWAGA

Taki przelew nie służy do weryfikacji kandydata na pracownika, ale do aktywacji konta w banku bez naszej wiedzy. W ten sposób złodzieje kradną tożsamość i wyłudzają pożyczki w bankach. Niedawno świętokrzyska policja informowała o złapaniu rodzeństwa, które oszukało w ten sposób ponad 70 osób i wyłudziło kredyty na kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Na czym polega przekręt?

Większość banków oferuje klientom możliwość zdalnej aktywacji konta przelewem. Klient wypełnia wniosek na stronie internetowej banku i zamiast czekać na kuriera, potwierdza swoją tożsamość wysyłając na wskazany przez bank rachunek z innego banku. W przelewie przychodzącym są bowiem wszelkie niezbędne dane pozwalające zweryfikować, czy dane we wniosku są prawidłowe.

Oszuści wykorzystują tę technikę do zakładania kont na słupy. Zamieszczają ogłoszenia o pracę, a kandydatów proszą o przesyłanie CV oraz kserokopii dokumentów. Posiadając dane kandydata, wypełniają bez jego wiedzy w jego imieniu wniosek na stronie banku o otwarcie konta. Bank prosi o wykonanie przelewu na 1 zł i podaje numer rachunku. Oszuści przekazują ten numer konta potencjalnej ofierze z prośbą o wykonanie przelewu weryfikującego tożsamość kandydata do pracy. W rzeczywistości przelew ten nie weryfikuje pracownika, a aktywuje konto w banku.

Takie konto służy potem do otwierania kolejnych rachunków, wyłudzania pożyczek, prania brudnych pieniędzy czy przyjmowania należności za fikcyjne towary wystawiane na internetowych aukcjach.

Tym razem czytelnicy donieśli nam o ogłoszeniach zamieszczonych rzekomo przez firmę kurierską UPS. Na jednym z etapów rekrutacji osoba aplikująca proszona jest o wysłanie przelewu na 1 zł na rachunek firmy Blue Media. –  Firma Blue Media to firma pośrednicząca między naszą firmą, a Panem. Jak tylko dokona Pan przelewu dodatkowo dostaniemy adnotację, iż wykonał Pan przelew. Blue Media to ogólnopolska, rzetelna firma mająca tysiące zadowolonych klientów w całej Polsce. Ma podpisane umowy z setkami firm, także z UPS Polska – przekonuje oszustka w korespondencji z kandydatem.

– Oczywiście działalnością rekrutacyjną się nie zajmujemy, a z tą panią nie mamy nic wspólnego – mówi rzecznik firmy Blue Media  Andrzej Jędrzejczak. Także przedstawiciele firmy kurierskiej UPS zapewnili nas, że nigdy nie wymagają od kandydatów do pracy wykonania przelewu na 1 zł.

Kradzieże tożsamości za pomocą „kont na przelew” to sprawa, która coraz mocniej uwiera banki. W jednej z wydanych ostatnio rekomendacji Związek Banków Polskich zasugerował, by banki rozpoczęły dyskusję nad rezygnacją z tej usługi. Dopóki jednak decyzja nie zapadnie, należy zachować szczególną ostrożność.

Pamiętajmy, żadna firma nie prosi kandydatów do pracy o wykonanie przelewu na 1 zł. Jeśli spotkamy się z taką prośbą, możemy być pewni, że jest to próba oszustwa. Zachowajmy też szczególną ostrożność przy wysyłaniu potencjalnym pracodawcom innych wrażliwych dokumentów – na przykład skanów dowodów tożsamości. Jeśli pracodawca będzie rzeczywiście zainteresowany naszą kandydaturą, zaprosi nas do biura na rozmowę i tam zweryfikuje tożsamość.

Jaki dostaniemy rabat od dewelopera? Do jakiej kwoty poszukujemy najczęściej mieszkań w Warszawie, a ile możemy wydać w innych miastach?

Analitycy portalu nieruchomości Dompress.pl sprawdzili, jakie możliwości nabywcze mają obecnie klienci deweloperów.

Mirosław Kujawski, członek zarządu LC Corp

Granicę całkowitego wydatku na zakup mieszkania wyznacza cel zakupu i możliwości finansowe nabywców. Klienci poszukujący lokali dla rodziny, w których planują mieszkać przynajmniej kilka lat, najczęściej podejmują decyzje w oparciu o swoją zdolność kredytową, a ta warunkowana jest w dużej mierze aktualnymi stopami procentowymi. Ich niski poziom w ostatnich kwartałach miał istotny wpływ na wzrost siły nabywczej Polaków kupujących mieszkania. Wciąż utrzymuje się również duże zainteresowanie zakupem mieszkań przez osoby dokonujące zakupów inwestycyjnych, dla których zakup nieruchomości pod wynajem jest bardziej atrakcyjny niż nisko oprocentowane lokaty bankowe. Dla tej grupy nabywców czynnikiem ważniejszym od ceny jest możliwa do uzyskania stopa zwrotu z inwestycji.

Na rynku warszawskim nabywcy najczęściej chcą wydać nie więcej niż 380 – 430 tys. zł, a barierę psychologiczną wyznacza konieczność wydania kwoty 500 tys. zł. Takie lokale dostępne są w inwestycjach Mała Praga, Osiedle Przy Promenadzie oraz Osiedle Krzemowe w warszawskim Mokotowie oraz na Targówku przy ul. Poborzańskiej. Dla porównania we Wrocławiu na popularnym i atrakcyjnym Osiedlu Graniczna klienci chętnie kupują mieszkania trzypokojowe o powierzchni 60 – 65 m kw. w cenach do 350 tys. zł, a barierę psychologiczną wyznacza kwota 400 tys. zł. W Krakowie jest podobnie.

W naszej ofercie jest obecnie 20 projektów w 5 miastach. Cyklicznie staramy się przygotowywać akcje promocyjne dla wybranych grup mieszkań w postaci niższej ceny lub elastyczniejszego harmonogramu wpłat.

Magdalena Rurarz, dyrektor działu sprzedaży i marketingu Victoria Dom

Klienci najczęściej poszukują mieszkań dwu i trzypokojowych. Takie mieszkania o metrażu od 35 do 50 m kw. w Warszawie można kupić w cenie 200 – 300 tys. zł. Klienci mogą obecnie liczyć na bardzo dobre ceny w naszej inwestycji Viva Garden na Białołęce, gdzie sprzedajemy ostatnie mieszkania. W pozostałych osiedlach ceny są stałe i nie podlegają negocjacjom, ponieważ znajdują się na bardzo atrakcyjnym poziomie.

Mirosław Bednarek, prezes zarządu Matexi Polska

Większość klientów kupujących w Warszawie najchętniej przeznaczyłaby na mieszkanie kwotę w granicach 400 tys. zł. Od dawna realizujemy stałą strategię dla ryku warszawskiego, w myśl której, koncentrujemy się na dobrze przemyślanej i wygodnej lokalizacji i ofercie, dostosowanej do potrzeb lokalnego nabywcy. Dużą wagę przywiązujemy także do jakości i estetyki budynków. Zawsze zastanawiamy się najpierw, jak nasi mieszkańcy chcieliby mieszkać i czego potrzebują. Staramy się rozsądnie projektować zarówno mieszkania, jak i cennik, stąd też nie stosujemy w zasadzie promocji, czy zachęt cenowych. Moim zdaniem olbrzymią przewagą naszej oferty jest rosnąca ilość lokali w zróżnicowanych i przemyślanych lokalizacjach. Dzięki temu coraz więcej osób poszukujących nowego mieszkania może poznać jakość Matexi w swoim wymarzonym rejonie miasta.

Tomasz Sznajder, wiceprezes zarządu Polnord

W Warszawie znacząca grupa nabywców to osoby, które liczą się z wydatkiem ok. 300-400 tysięcy złotych na mieszkanie, podczas gdy w pozostałych miastach kwoty te są na niższym poziomie. Stawiając klienta na pierwszym miejscu Polnord dba także o atrakcyjne warunki finansowe zakupu mieszkania. Wiele mieszkań w naszej ofercie, m.in. w Brzozowym Zakątku w Warszawie, kwalifikuje się do dopłaty w rządowym programem MdM. Ponadto proponujemy liczne promocje na wybrane lokale w popularnych inwestycjach zarówno w Warszawie, jak również np. w gdańskim projekcie 2 Potoki, który jest też objęty gwarancją najniższej ceny, czy w Tęczowym Lesie w Olsztynie, gdzie wykończoną pod klucz kawalerkę można kupić już za 165 tys. zł.

Adrian Potoczek, dyrektor ds. sprzedaży w Wawel Service

Trudno jest jednoznacznie określić maksymalny pułap kwotowy, ponieważ jest on zależny od wielu czynników. Nadal najbardziej poszukiwane są niewielkie mieszkania i to właśnie w tym segmencie najważniejszym kryterium wyboru jest cena. Na obrzeżach Warszawy można znaleźć mieszkania w przedziale cenowym 180-190 tys. złotych, jednak inwestycje dobrze skomunikowane z centrum miasta i obszarami o silnej zabudowie biurowej oferują lokale mieszkalne w cenach oscylujących wokół 300 tys. zł.

Nasza nowa inwestycja Przy Solipskiej zlokalizowana w warszawskiej dzielnicy Włochy została przygotowana właśnie w odpowiedzi na potrzeby klientów, szukających niewielkich mieszkań. Najtańszy lokal w tym kameralnym projekcie oferowany jest w cenie 186 tys. zł brutto, a trzypokojowe mieszkania o powierzchni 54 m kw. z własnym ogródkiem stanowią wyjątkową ofertę, pozwalającą wykorzystać prywatną, zieloną przestrzeń.

Z początkiem września nasi klienci będą mogli spodziewać się nowych promocji w inwestycji Wizja Mokotów, zlokalizowanej w warszawskim Mokotowie.

Urszula Hofman, reprezentująca Grupę Inwest

Klienci poszukują zazwyczaj dwupokojowych mieszkań o metrażu około 40-50 m kw. W Warszawie cena takich lokali kształtuje się w okolicach 300-400 tys. zł i taką kwotą dysponują zwykle nabywcy. Właśnie o takiej powierzchni mieszkania staramy się proponować w nowych inwestycjach. Jeśli klienci poszukują dużych mieszkań łączymy mniejsze lokale, tworząc takie, które spełniają potrzeby kupujących.

Katarzyna Żarska z firmy Marvipol

W Warszawie klienci najczęściej poszukują mieszkań w cenie do 400 tys. zł, zwracając przy tym uwagę na bonusy, które oferują deweloperzy. We wszystkich inwestycjach Marvipolu nabywcy mogą liczyć na upusty cenowe lub promocje, które pojawiają się cyklicznie i są dopasowane do aktualnych potrzeb klientów. W sierpniu osoby, które odwiedziły biura sprzedaży Marvipolu mogły wybrać jedną z wielu propozycji rabatów – wykończenie pod klucz już od 99 zł za metr kw., garaż lub komórkę w cenie mieszkania, zwolnienie z czynszu przez określony czas, czy dopłatę do kredytu.

Małgorzata Ostrowska, członek zarządu oraz dyrektor pionu marketingu i sprzedaży J.W. Construction Holding S.A.

Gro klientów to osoby poszukujące dwu i trzypokojowych mieszkań do kwoty 300 tys. zł w Warszawie i nieco niższej cenie w pozostałych miastach. J.W. Construction przykładając wielką wagę do tego, aby oferta spółki odpowiadała, zarówno gustom jak i możliwościom finansowym klientów, oferuje mieszkania w konkurencyjnych cenach. W naszej najbardziej pożądanej lokalizacji, w przedsprzedaży trzeciego etapu inwestycji Bliska Wola w Warszawie można nabyć jednopokojowe mieszkanie w cenie 179 tys. zł. Dobrze rozplanowane, gotowe do zamieszkania lokale są dostępne w osiedlach: Zielona Dolina – w cenie od 4390 zł za m kw., a ostatnie domy w programie MdM w osiedlu Villa Campina w podwarszawskich Kaputach, gdzie klienci mogą zyskać nawet do 80 tys. zł rządowej dopłaty do kredytu. W Katowicach w inwestycji Nowe Tysiąclecie oferujemy z kolei lokale z rabatem do 25 tys. zł.

Anna Sitnik, dyrektor sprzedaży w firmie Dolcan

Większość kupujących decyduje się na lokale w cenie do 400 tys. złotych i metrażu do 60 m kw., tyczy się to inwestycji we wszystkich lokalizacjach. Są to najczęściej klienci korzystający z kredytów. Konsumenci kupujący za gotówkę często decydujący się na mieszkania w wyższych kwotach oraz wybierają gotowe lokale z segmentu premium np. domy w inwestycji Wellhome Zacisze, czy segmenty w Osiedlu Magenta. Przygotowaliśmy również ofertę dla osób, które na zakup mieszkania mogą przeznaczyć mniejsze kwoty lub kupują lokale z myślą o inwestowaniu – w Miasteczku Rubikon lokale są dostępne już od 150 tys. złotych netto.

Rabat, który klient może uzyskać dla lokalu nie objętego wcześniej promocją, mieści się w przedziale 5-7 proc. wartości mieszkania. Oferujemy ponadto szereg innych profitów, jak dodatkowe miejsce postojowe, pomieszczenie gospodarcze, opłacony roczny czynsz, wykończenie w cenie, bony wykończeniowe.

Aktualnie wprowadziliśmy promocję w osiedlu Kamyk Zielony w warszawskiej Białołęce, gdzie klienci w cenie zakupu otrzymują aż 80 m kw. dodatkowej powierzchni w formie wysokiego poddasza. Tym samym kupujący staje się właścicielem dwa razy większego mieszkania, z własnym ogrodem, miejscem parkingowym oraz instalacją kominkową, w cenie jaka była przewidziana dla mniejszego lokalu.

W inwestycji Miasteczko Rubikon w warszawskich Włochach oferujemy wykończenie w cenie lokalu oraz karty prezentowe do sieci sklepów IKEA. Ponadto stworzyliśmy specjalny pakiet dla inwestora – z dodatkowym kompleksowym wyposażeniem (obejmującym meble i pościel), gotowym pod wynajem.

W pozostałych inwestycjach oferujemy duże rabaty cenowe. Mieszkania w warszawskiej Ochocie można kupić oszczędzając do 80 tys. zł. W projektach Skierniewicka City oraz Ogrody Ochota, objętych tą promocją, pozostały ostatnie mieszkania.

Zuzanna Kordzi dyrektor ds. handlowych w ECO-Classic

W inwestycji Hubertus w Warszawie preferowaną przez klientów kwotą zakupu mieszkań jest 500 – 600 tys. zł, natomiast w gdańskim Wolnym Mieście wybierane są mieszkania w cenie 300 tys. zł. Różnica wynika z poziomu wynagrodzeń, a w konsekwencji możliwości kredytowych nabywców. Ze względu na bardzo dobre tempo sprzedaży nie przeprowadzamy akcji promocyjnych. Większe rabaty oferujemy osobom, którzy kupują kolejne mieszkania w naszych inwestycjach. Ostatnio zawieramy coraz więcej transakcji z tymi samymi klientami na trzecie lub kolejne mieszkanie. Przeceniamy mniej popularne lokale np. 3 pokojowe o powierzchni 90 m kw.

Ewa Gwiazdowska, dyrektor finansowa w Atlas Estates

W Warszawie, gdzie działa Atlas Estates, stawki za metr kwadratowy mieszkania wynoszą średnio ponad 7,5 tys. zł. Ceny są wyższe niż w innych miastach, ale wynika to z mechanizmów rynkowych, takich jak ceny ziemi, czy dostępność nowych lokali w stosunku do popytu. Również w obrębie jednego miasta stawki bardzo się różnią. W stolicy można znaleźć zarówno oferty wycenione na 5 tys. zł za m kw., jak i na ponad 10 tys. zł za m kw. lub więcej.

Atlas Estates stosuje politykę, zgodnie z którą oferujemy lokale tylko w stolicy, w dobrych lokalizacjach blisko centrum oraz o ponadprzeciętnym standardzie wykończenia. Z tego wynikają nasze ceny, które odpowiadają jakości produktu. Należy zauważyć, że oferta dobrze dopasowana do profilu klienta, do którego jest skierowana, cieszy się zainteresowaniem bez względu na segment cenowy. Jednocześnie okresowo uatrakcyjniamy nasze stawki w ramach promocji, jak na przykład obecnie na ostatnie mieszkania w inwestycji ConceptHouse Mokotów.

Jarosław Jankowski, prezes zarządu Waryński S.A. Grupa Holdingowa

Bardzo ciężko jest precyzyjnie określić maksymalną kwotę, którą klienci najczęściej przeznaczają na zakup mieszkania. Naszym zdaniem tę kwestię zawsze należy rozpatrywać indywidualnie, ponieważ ma na nią wpływ cały szereg czynników, począwszy od atrakcyjności lokalizacji, rozmieszczenia i funkcjonalności mieszkań, aż po sposób finansowania zakupu. Dodatkowo, należy wziąć pod uwagę również takie elementy, jak charakterystykę inwestycji i zakres usług deweloperskich, z których korzysta dany nabywca. W naszych warszawskich projektach Stacja Kazimierz i Miasto Wola, średnia cena zakupu mieszkania oscyluje wokół 350 – 400 tys. zł. Dużym powodzeniem cieszą się jednak również duże lokale, w przypadku których łączna cena transakcyjna jest zdecydowanie wyższa.
Jeśli chodzi o różnego rodzaju promocje i zachęty dla klientów, na bieżąco monitorujemy rynek i staramy się odpowiadać na oczekiwania osób zainteresowanych mieszkaniami w naszych projektach.

Monika Kudełko z firmy Activ Investment

Activ Investment prowadzi inwestycje w Krakowie, Katowicach oraz Wrocławiu. Patrząc przez pryzmat wcześniejszych i obecnie prowadzonych inwestycji możemy stwierdzić, iż w tych miastach najchętniej kupowane są mieszkania do 250 tys. zł. Takich mieszkań mamy w ofercie najwięcej. Mieszkania droższe także znajdują swoich nabywców, jednak proces ich sprzedaży jest dłuższy.

Dla osób, które zdecydują się na zakup mieszkania w inwestycji Skarbowców II we Wrocławiu, mamy przygotowaliśmy promocję w postaci miejsc postojowych w cenie mieszkania. Klienci mają także możliwość nabycia mieszkań w atrakcyjnych cenach w przedsprzedaży, która prowadzona jest obecnie w osiedlach Konopnicka City Park oraz Banacha w Krakowie, jak również w Osiedlu Karoliny w Katowicach.

Autor: Kamil Niedźwiedzki

Rozliczenie płatności w chińskim juanie może przynieść znaczące korzyści polskim przedsiębiorcom

Według danych GUS polski eksport do Chin cały czas rośnie – w I kw. 2015 r. polscy przedsiębiorcy kupili towary z Chin o wartości 4,8 mld euro. Chiny to obecnie także największy partner handlowy Polski w Azji pod względem wartości wymiany handlowej ogółem oraz wielkości importu. Pomimo tego, iż coraz więcej przedsiębiorstw decyduje się na kooperację z Państwem Środka, często decyzja o rozpoczęciu współpracy z azjatyckim kontrahentem jest trudniejsza niż w przypadku wyboru tego z Europy.

Według badań przeprowadzonych przez Polski Instytut Spraw Międzynarodowych oraz KPMG, aż 81% średnich firm za najbardziej ograniczające czynniki współpracy z chińskimi firmami uważa odległość, a co za tym idzie wynikające z niej koszty. Problematyczna jest także inna kultura prowadzenia biznesu, odmienne warunki prowadzenia działalności gospodarczej, a także rozliczenia transakcji walutowych. – W przypadku importu z Chin, często zdarza się, że importer proszony jest np. o przekazanie pieniędzy na konto prywatne właściciela firmy, ponieważ ten chce w ten sposób uniknąć opodatkowania. Nierzadko praktykowane jest otwarcie akredytywy – mówi Jakub Makurat Dyrektor Generalny Ebury Polska, firmy specjalizującej się w zarządzaniu ryzykiem kursowym oraz realizacji transakcji walutowych – także tych w walutach odległych krajów.

Większość polskich firm współpracujących z chińskimi kontrahentami rozlicza się głównie w dolarach amerykańskich. Nie konieczne jest to jednak idealne rozwiązanie ani dla chińskich czy polskich firm. Wymiana lokalnej waluty na dolara naraża jednak obie strony na ryzyko kursowe. – Pierwszy kwartał 2015 roku był trudnym czasem dla tych importerów, którzy rozliczali się w amerykańskim dolarze. Na przestrzeni tylko 6 miesięcy różnice kursowe wyniosły prawie 40 groszy – w styczniu za dolara płaciliśmy około 3,55 zł, jednak pół roku później kurs amerykańskiej waluty poszybował w górę do poziomu 3,92 zł  w międzyczasie osiągając nawet 3,95 zł – dodaje Jakub Makurat.

Lokalna waluta czyli chiński juan sanowi alternatywę do dolara w rozliczeniach z kontrahentem z Chin. Ryzyko kursowe można skutecznie zminimalizować jeśli przedsiębiorca zdecyduje się na rozliczanie transakcji bezpośrednio w ich  rodzimej walucie. – Taki sposób rozliczeń niweluje także podwójne przewalutowanie transakcji, co z jednej strony upraszcza cały proces, a z drugiej eliminuje dodatkowe koszty, jakie przedsiębiorca musi ponieść z tytułu przewalutowania. Stosowanie rozliczeń w lokalnej walucie może także w dużym stopniu przyczynić się do zwiększenia pola negocjacji między kontrahentami oraz pomóc w budowaniu lepszych relacji z chińskim partnerem – dodaje Jakub Makurat.

Jednak nawet firmy rozliczające się w juanie powinny rozważyć odpowiednie zabezpieczenie ryzyka kursowego tej waluty, np. poprzez użycie kontraktów terminowych. – Pozwalają̨ one zakupić lub sprzedać juana po z góry określonym kursie i  w określonej  dacie, co w znacznym stopniu ogranicza ryzyko związane z wahaniem tej waluty. Dodatkowo, takie rozwiązanie umożliwia importerowi odpowiednie zaplanowanie kosztów i ochronę marży. Tym bardziej mając na uwadze wydarzenia ostatnich dni, kiedy chiński juan został administracyjne zdewaluowany, polscy eksporterzy i importerzy  powinni w szczególny sposób zwracać uwagę na ochronę swoich marż– mówi Jakub Makurat.

Mimo, iż znacząca liczba instytucji zagranicznych oferuje rozliczenia w juanie, w Polsce wciąż wiele banków nie umożliwia przedsiębiorcom realizacji takich transakcji stosując wysokie spready i opłaty transakcyjne. Również czas rozliczeń transakcji jest dosyć długi – nawet do dwóch tygodni. Odpowiedni usługodawca, który posiada doświadczenie w swojej ofercie CNY rozliczy płatność taniej i szybciej. – W Ebury współpracujemy z największymi podmiotami międzynarodowego rynku walutowego i dzięki temu jesteśmy w stanie zaoferować  atrakcyjny kurs wymiany oraz sprawnie przeprowadzić transakcje – nawet te w walutach postrzeganych przez polskie firmy jako egzotyczne – wyjaśnia Jakub Makurat. Ebury umożliwia dostęp do ponad 140 różnych walut, w tym walut odległych krajów takich jak rupia indyjska, chiński juan, real brazylijski, thajski bat, meksykańskie peso czy kenijski szyling.

Według analityków Ebury na kurs PLN/CNY nadal będzie wpływać utrzymująca się w Polsce deflacja oraz niska główna stopa procentowa. – Spodziewamy się, że te czynniki będą kształtować stabilny kurs wobec EUR przez następne 18 miesięcy, szczególnie biorąc pod uwagę skup aktywów w strefie euro. To z kolei doprowadzi do deprecjacji złotego w stosunku do CNY w 2016 i 2017 roku – mówi Enrique Diaz, Dyrektor ds. Oceny Ryzyka w Ebury.

Polacy posiadają 6,2 mln kart kredytowych w tym 3,8 mln aktywnych

Jak wynika z danych Biura Informacji Kredytowej, w portfelach Polaków jest 6,2 mln rachunków kart kredytowych, z czego 3,8 mln aktywnych, czyli takich, na których występuje zadłużenie minimum 200 zł.

W porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku, liczba aktywnych kart kredytowych nie uległa zmianie (3,8 mln w 2014 r.), o 200 tys. spadła natomiast liczba rachunków (6,4 mln w 2014 r.).

Najwięcej kart kredytowych znajduje się w portfelach osób w średnim wieku pomiędzy 35 a 59 r.ż. (45%). Posiadanie tego środka płatniczego deklaruje co druga osoba z wykształceniem wyższym (51%), oraz 37% osób z wykształceniem średnim. Zdecydowanie najmniej liczną grupę stanowią młodzi – jedynie 19% posiadaczy kart kredytowych to osoby w wieku 18 – 24 lat.*

– Jako główne korzyści płynące z posiadania karty kredytowej Polacy wymieniają wygodę płacenia, łatwy dostęp do dodatkowych finansów oraz elastyczność zarządzania środkami. Uzasadnia to wybór tego produktu przez osoby wykształcone, świadome zalet wynikających z korzystania z kredytu na karcie podczas okresu bezodsetkowego. Ponadto, dla blisko połowy ankietowanych kluczowe są dodatkowe walory karty kredytowej, takie jak możliwość rezerwowania hoteli, lotów oraz wypożyczania samochodów, co jest dla osób aktywnych zawodowo nieodłącznym elementem zarówno podróży służbowych, jak również wakacyjnych wyjazdów- mówi Sławomir Grzybek Dyrektor Departamentu Business Intelligence w Biurze Informacji Kredytowej S.A.

Blisko 40% Polaków jako główne korzyści wynikające z aktywnego korzystania z karty kredytowej wskazało zniżki u partnerów banku, programy rabatowe oraz lojalnościowe. Dostęp do tych benefitów jest także głównym powodem, dla którego aż 44% ankietowanych byłoby skłonnych wyrobić kartę w innym banku, niż ten, w którym mają główny rachunek. Dla 37% osób kluczowym argumentem za skorzystaniem z oferty innego banku byłaby akceptowalność karty na całym świecie. Na ofertę konkurencji decydują się również osoby, którym zależy na zwrocie określonego % wydatków na karcie (29% wskazań) oraz możliwości zbierania punktów i wymieniania ich na nagrody (23%).

– Racjonalne podejście Polaków do narzędzia płatniczego, jakim jest karta kredytowa, widoczne jest również w poziomie wykorzystania przyznanych limitów. Według danych na czerwiec br. właściciele kart wykorzystują średnio 40% przyznanych limitów. W przypadku osób aktywnie korzystających z kart, czyli posiadających zadłużenie na minimum 200 zł, wykorzystanie przyznanych limitów jest wyższe i wynosi 55%. Średni limit na przyznanych kartach kredytowych w I półroczu tego roku wyniósł 4 174 zł, w porównaniu do 3 868 zł w 2014 r. – wyjaśnia Sławomir Grzybek.

Pomimo wzrostu świadomości korzyści związanych z użytkowaniem kart kredytowych, ponad 30% Polaków jako powód braku karty kredytowej wymienia obawy związane z ukrytymi opłatami, utratą kontroli nad wydatkami oraz wysokim oprocentowaniem. Dla co czwartego ankietowanego problemem jest brak samokontroli ponoszonych wydatków, a w efekcie wpadnięcie w tzw. pętlę długów. Dane Biura Informacje Kredytowej wskazują natomiast, że problem nieterminowego regulowania zadłużenia dotyczy coraz mniejszej liczby Polaków. Obecnie ponad 90-dniowe opóźnienie w obsłudze zadłużenia ma 472 tysiące właścicieli kart kredytowych (na 4,8 mln osób posiadających karty), przed rokiem było ich o 100 tysięcy więcej.

*”Wiarygodność finansowa Polaków”, raport BIK i Fundacji Kronenberga przy Citi Handlowy, MillwardBrown, marzec 2014. Badanie zrealizowane na reprezentatywnej próbie 1001 respondentów Polaków w wieku powyżej 18 lat.

Wielkość polskiego rynku wierzytelności

Liczba obsługiwanych wierzytelności przez spółki zarządzające wierzytelnościami, zrzeszone w Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych, w I kwartale 2015 roku po raz pierwszy w historii badania przekroczyła 9 milionów sztuk. Jednocześnie, po raz pierwszy ich wartość przekroczyła 58 mld PLN. Dane, zawarte w najnowszym raporcie KPF: „Wielkość polskiego rynku wierzytelności” pokazują, że od końca 2010 roku rynek zarządzania wierzytelnościami znajduje się w stabilnym trendzie wzrostowym.

WARTOŚĆ OBSŁUGIWANYCH WIERZYTELNOŚCI

O ile liczba wierzytelności, zarządzanych przez firmy, uczestniczące w badaniu, w ciągu 5 lat wzrosła 2,5-krotnie, o tyle ich nominalna wartość w tym okresie zwiększyła się prawie 3-krotnie – z 20,5 mld PLN na koniec 2010 do ponad 58 mld PLN na początku 2015 roku. W porównaniu z pierwszym kwartałem ubiegłego roku, kiedy nominalna wartość portfeli osiągnęła blisko 46 mld PLN, wzrost wyniósł 26,7%.

W całym okresie objętym badaniem Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych, od czwartego kwartału 2010 roku poczynając, średnia wartość jednej obsługiwanej przez Członka KPF wierzytelności wahała się między 5,4 a 6,8 tys. PLN, którą to osiągnięto w szczytowym okresie, przypadający na marzec 2013 roku. Warto odnotować, że o ile w 2014 roku utrzymywała się ona na poziomie 6,6-6,7 tys. PLN, o tyle w I kwartale br. spadła do 6,34 tys. PLN.

Przeciętne tempo wartości obsługiwanych wierzytelności w relacji kwartał do kwartału, przez ostatnie dwa lata, rosło na poziomie 5,7%. Uwzględniając natomiast tylko pierwsze kwartały i zmiany w stosunku rocznym, wzrost wartości wyniósł średnio 28%.

– W badaniu KPF udział biorą liderzy polskiego rynku zarządzania wierzytelnościami, którzy są Członkami KPF. Dynamiczny rozwój tego rynku w ostatnich latach jest w znacznym stopniu moderowany wzrostem zaufania pomiędzy jego głównymi uczestnikami – sektora bankowego, telekomunikacyjnego i sektora firm zarządzających wierzytelnościami. Ryzyko pogorszenia reputacji i zaufania rynkowego do wierzyciela pierwotnego, jakie pojawia się zawsze przy sprzedaży wierzytelności, nie odgrywa dziś praktycznie żadnej istotnej roli – zauważa Andrzej Roter, Dyrektor Generalny KPF.

DOMINUJĄCE ZNACZENIE WIERZYTELNOŚCI SEKURYTYZOWANYCH

Łączna liczba obsługiwanych przez biorących udział w badaniu Członków KPF na początku 2015 wyniosła 9,16 mln sztuk, co w stosunku do poprzedniego kwartału oznacza przyrost na poziomie 7,8%, a w liczbach bezwzględnych przekłada się to na 660 tysięcy sztuk. Jeśli natomiast zestawić tę liczbę z danymi z analogicznego okresu 2014, to dynamika wzrostu zwiększyła się o blisko 1/3 – wówczas w portfelach spółek zarządzających wierzytelnościami znajdowało 6,96 mln sztuk wierzytelności.

Ponad połowa spośród 9,16 mln wierzytelności, znajdowała się w portfelach obsługiwanych na rzecz własnych funduszy sekurytyzacyjnych – w I kwartale br. było ich ponad 4,8 mln sztuk. Jeszcze w marcu 2013 roku liczba wierzytelności, zawierających się w tej kategorii nie przekraczała 2,7 mln – zatem w ciągu dwóch lat nastąpił przyrost o 80%! O skali zmian w tym zakresie świadczy fakt, że w 2010 roku odsetek wierzytelności, zarządzanych na rzecz własnych funduszy oscylował wokół 20% ogółu wierzytelności.

Jakkolwiek pod względem ilościowym zdecydowanie mniej jest wierzytelności, obsługiwanych w imieniu innych funduszy sekurytyzacyjnych, bo 760 tysięcy, jednak zważywszy, że w I kwartale 2014 było ich zaledwie 60 tysięcy, to okazuje się, że ich liczba wzrosła aż 13-krotnie.

Przedstawiciele firm, biorących udział w badaniu, dokonali oceny koniunktury zarówno w odniesieniu do rynku obrotu wierzytelnościami, jak i windykacji na zlecenie. Zdecydowanie korzystniej praktycy rynku oceniają segment obrotu wierzytelnościami. Porównując koniunkturę do roku ubiegłego, 72,5% z nich określa ją jako „dobrą” lub „raczej dobrą”, a odsetek z optymizmem, spoglądających w przyszłość, jest jeszcze wyższy: 90% respondentów pozytywnie ocenia sytuację w perspektywie najbliższego roku, a prawie 87% – w okresie od 1 roku do trzech lat.

– Ważnym czynnikiem wzrostu rynku zarządzania wierzytelnościami było przyjęcie przez Członków KPF, bez wątpienia liderów tego rynku, zasad dobrych praktyk windykacyjnych. Poddanie się monitorowaniu przez Komisję Etyki zwiększyło praktyczną wartość tego działania dla utrwaleniu standardów praktyk windykacyjnych. To uznanie i wdrożenie do praktyki podstawowej dziś zasady filozofii windykacji, iż zobowiązany do spłaty długu to klient, jest gwarancją utrzymania trendu wzrostowego. Mam nadzieję, że świadomość tego faktu w takim samym stopniu stanie się udziałem i filozofią działania wszystkich menedżerów tego sektora- mówi Andrzej Roter.

Badanie, każdorazowo wieńczone raportem „Wielkość polskiego rynku wierzytelności”, realizowane jest przez KPF co kwartał od 2011 roku. W najnowszym wzięło udział 16 podmiotów, a w tej liczbie liderzy sektora o dominującym udziale w rynku zarządzania wierzytelnościami.

Grupa Alior Banku po I półroczu 2015

Skonsolidowany zysk netto Grupy Alior Banku w I połowie 2015 r. wyniósł blisko 179 mln zł i był o 18 proc. wyższy w porównaniu do analogicznego okresu w roku ubiegłym.

  • Po pierwszych sześciu miesiącach br. Grupa Alior Banku wypracowała 1,045 mld zł przychodów netto z działalności operacyjnej, w tym blisko 717 mln zł z tytułu odsetek oraz 163 mln zł z tytułu opłat i prowizji. Oznacza to wzrost przychodów w ujęciu rocznym o 18 proc.
  • Na koniec czerwca 2015 r. łączna wartość kredytów udzielonych klientom przez Grupę Alior Banku wyniosła 28,3 mld zł, a wartość zgromadzonych depozytów 29,8 mld zł. To odpowiednio
    30 proc. i 39 proc. więcej, niż w porównywalnym okresie rok wcześniej. Współczynnik kredytów do depozytów ukształtował się na bezpiecznym poziomie 95 proc.
  • Grupa Alior Banku systematycznie poprawia efektywność kosztową, jednocześnie zwiększając skalę prowadzonej działalności. Współczynnik kosztów do dochodów (C/I) w I połowie
    2015 r. wyniósł 49,8 proc. (50,8 proc. w analogicznym okresie rok wcześniej).
  • 30 czerwca br.nastąpiła fuzja prawna Alior Banku i Meritum Banku. Do połączenia banków doszło w zaledwie 5 miesięcy od sfinalizowania transakcji nabycia akcji Meritum Banku. Fuzja operacyjna nastąpi do końca 2015 r.
  • W sierpniu br. Alior Bank podpisał umowę z rumuńskim operatorem Telekom Romania Mobile Communications z Grupy Deutsche Telekom.Projekt ten jest efektem udanej kooperacji z T-Mobile Polska i stanowi pierwszy krok w kierunku ekspansji Banku na rynki zagraniczne.
Wojciech Sobieraj – Prezes Zarządu Alior Banku
Wojciech Sobieraj – Prezes Zarządu Alior Banku

Dobre wyniki finansowe wypracowane w pierwszej połowie 2015 r. odzwierciedlają rosnące znaczenie Alior Banku na polskim rynku bankowym. Systematyczny wzrost efektywności kosztowej, bezpieczna pozycja kapitałowa oraz nowe strategiczne inicjatywy stanowią solidną podstawę do dalszego rozwoju Banku pomimo utrzymujących się trudnych warunków rynkowych –mówi Wojciech Sobieraj, prezes Zarządu Alior Bank SA.

Przykład Alior Banku udowadnia, że można sprawnie realizować proces fuzji i jednocześnie utrzymywać wysoką dynamikę wzrostu kluczowych wskaźników działalności biznesowej –dodaje prezes Banku.

Całkowite przychody Grupy Alior Banku z działalności operacyjnej wyniosły na koniec czerwca 2015 r. 1,045 mld zł, tj. o 18 proc. więcej, niż w analogicznym okresie rok wcześniej. W wyniku systematycznie rosnącego wolumenu udzielonych kredytów i pożyczek, wynik odsetkowy zwiększył się o 23 proc. do blisko 717 mln zł. Wynik z tytułu opłat i prowizji obniżył się o 3 proc. i wyniósł 163 mln zł, a wynik z działalności handlowej i pozostałej wyniósł blisko 165 mln zł i był o 22 proc. wyższy niż w porównywalnym okresie w roku ubiegłym.

Przychody Grupy Alior Banku (mln zł)

Skonsolidowane wyniki finansowe GK Alior Banku 2015
Skonsolidowane wyniki finansowe GK Alior Banku 2015

Systematycznemu zwiększaniu skali działalności Grupy Alior Banku towarzyszy także utrzymanie efektywności kosztowej. W pierwszym półroczu 2015 r. współczynnik C/I ukształtował się na poziomie 49,8 proc. i w porównaniu z analogicznym okresem rok wcześniej, zmniejszył się o 1 p.p. Tym samym Bank podtrzymuje plany obniżenia współczynnika C/I poniżej 48 proc. w 2015 r.

Wartość kredytów udzielonych klientom przez Grupę Alior Banku wzrosła o 30 proc. r/r osiągając poziom 28,3 mld zł na koniec czerwca 2015 r. W tym samym okresie saldo środków pozyskanych z depozytów klientów wyniosło 29,8 mld zł, czyli o 39 proc. więcej, niż rok wcześniej.

Kredyty (mld zł) Depozyty (mld zł)Skonsolidowane wyniki finansowe GK Alior Banku kredyty i depozyty 2015

W I połowie 2015 r. Alior Bank dynamicznie rozwijał współpracę z T-Mobile Polska. Od momentu uruchomienia marki T-Mobile Usługi Bankowe z jej usług skorzystało już 226 tys. nowych klientów (łącznie TMUB obsługuje ponad 0,5 mln klientów). Mogą oni otworzyć konto w sieci kilkuset punktów zlokalizowanych w całej Polsce oraz poprzez nowoczesne zdalne kanały sprzedaży. Do końca lipca br. Bank otworzył już 144 placówki typu store-in-store w salonach T-Mobile oferujących szerszy zakres obsługi, w tym produkty kredytowe. W trzecim kwartale liczba tych oddziałów wzrośnie do 165. Ponadto w czerwcu br.

T-Mobile Usługi Bankowe rozszerzył ofertę o rozwiązania dedykowane małym firmom.
Jednym z efektów udanej kooperacji z T-Mobile Polska jest rozszerzenie strategicznego aliansu z globalnym operatorem telekomunikacyjnym o kolejny rynek Europy Środkowej. W sierpniu br. Alior Bank podpisał umowę z rumuńskim operatorem Telekom Romania Mobile Communications z Grupy Deutsche Telekom. Celem inicjatywy jest utworzenie na terytorium Rumunii oddziału Banku, który będzie działał w modelu zbliżonym do obecnej współpracy Alior Banku i T-Mobile Polska. Zgodnie z przyjętymi założeniami klienci indywidualni zyskają możliwość skorzystania z usług bankowych już w pierwszym kwartale 2016 r.

Projekt ten ma strategiczne znaczenie dla Alior Banku, stanowi bowiem pierwszy krok w kierunku ekspansji Banku na rynki zagraniczne.

30 czerwca 2015 r. nastąpiła fuzja prawna Alior Banku i Meritum Banku. Do połączenia banków doszłow ciągu 5 miesięcy od momentu nabycia akcji Meritum Banku, co oznacza, że jest to jeden z najszybciej i najsprawniej realizowanych procesów integracji w polskim sektorze bankowym. Fuzja operacyjna, w ramach której dojdzie do pełnego ujednolicenia procesów, systemów i infrastruktury IT obu instytucji oraz wprowadzenia jednolitej oferty produktów i usług, nastąpi zgodnie z harmonogramem do końca 2015 r. Synergie kosztowe i przychodowe wynikające z integracji Alior Banku z Meritum Bankiem wyniosą 198 mln zł do 2017 r. (36 mln zł w 2015 r.), zaś szacowane koszty połączenia to 50 mln zł.

W wyniku fuzji prawnej z Meritum Bankiem i organicznemu rozwojowi działalności aktywa Alior Banku wzrosły o ponad 9,3 mld zł r/r i na koniec czerwca br. wynosiły 36,5 mld zł co plasuje go na 13. miejscu wśród największych banków w Polsce pod względem sumy bilansowej. Alior Bank zwiększył też udziały rynkowe do poziomu przekraczającego 3 proc. i obsługuje obecnie blisko 3 mln klientów. Optymalną obsługę klientów detalicznych i biznesowych Banku zapewnia czwarta co do wielkości bankowa sieć dystrybucji, która obejmuje blisko 1600 placówek (uwzględniając punkty T-Mobile).

Alior Bank kontynuuje projekt strategicznej współpracy z brytyjską siecią hipermarketów Tesco. Obecnie usługi finansowe pod marką Tesco Finanse są dostępne w 71 hipermarketach. Dotychczasowa kooperacja z partnerem przynosi bardzo dobre efekty – m.in. wzrost miesięcznych wolumenów sprzedaży pożyczki gotówkowej o 50% w porównaniu do 2014 r. Bank planuje wzmocnić tę współpracę rozbudowując sieć sprzedaży o kolejne lokalizacje w sklepach należących do partnera oraz stopniowo rozszerzając portfolio produktów i usług dostępnych dla klientów Tesco. Do 2018 r. planowane jest pozyskanie 250 tys. nowych klientów obsługiwanych przez Tesco Finanse.

Na początku sierpnia br. Alior Bank udostępnił klientom nowy portal internetowy https://www.aliorbank.pl, wykorzystujący najnowsze trendy i technologie projektowania stron WWW, takie jak: omnichannel, flat design, HTML5, CSS, RWD, smart suggest. Dzięki zastosowaniu nowatorskich rozwiązań serwis zapewnia bardziej intuicyjne, szybsze i łatwiejsze dotarcie do informacji, personalizację reklam oraz automatyzację komunikacji w czasie rzeczywistym. Portal Alior Banku odwiedza średnio ok. 1 mln 700 tys. użytkowników miesięcznie, z czego ponad 20 proc. stanowią osoby, odwiedzające serwis po raz pierwszy.

Ranking internetowych sklepów sportowych 2015

Zestawienie Rankingu Internetowych Sklepów Sportowych Opineo 2015 zawiera 30 najlepiej ocenianych przez konsumentów e-sklepów. Są wśród nich zarówno sportowe hipermarkety, jak i niszowe sklepy zorientowane na konkretnego klienta i określoną aktywność fizyczną.

Wystawiając opinię o sklepie internetowym, konsumenci oceniają szybkość realizacji zamówienia, poziom obsługi klienta, jakość zapakowania przesyłki oraz deklarują, czy poleciliby ten sklep sportowy swoim znajomym. Tegoroczny ranking to już drugie w historii Opineo.pl zestawienie internetowych sklepów sportowych stworzone na podstawie potransakcyjnych opinii konsumenckich. Na tle ubiegłego roku widoczny jest awans sklepów R-GOL.com, Fitnesstrening.pl, Sklep-luz.pl, Snowsport.pl, Bikestacja.pl, E-futbol.pl, Sklepbiegacza.pl oraz Sporti.pl.

Poniżej najlepiej oceniane przez konsumentów internetowe sklepy sportowe.

R-GOL.com, Hurtowniasportowa.net, Fitnesstrening.pl, Runnersclub.pl i Sportclub.com.pl to pierwsza piątka najlepiej ocenianych przez konsumentów internetowych sklepów sportowych w tegorocznym rankingu Opineo
R-GOL.com, Hurtowniasportowa.net, Fitnesstrening.pl, Runnersclub.pl i Sportclub.com.pl to pierwsza piątka najlepiej ocenianych przez konsumentów internetowych sklepów sportowych w tegorocznym rankingu Opineo

Jak pokazuje analiza opinii konsumenckich, wśród zalet e-sklepów sportowych często wymienia się szybkość wysyłki i możliwość śledzenia jej statusu. Klienci zwracają też uwagę na kulturę obsługi i pomoc przy wyborze odpowiednich produktów. Wśród negatywnych opinii pojawiają się sygnały o pomylonych lub uszkodzonych produktach. Konsumenci wytykają e-sklepom fakt, że oferują towar, którego fizycznie nie ma na magazynie.

Przykładowe opinie:

  • Błyskawiczna dostawa na następny dzień. Rakieta do squasha w 100% zgodna z opisem, razem z pokrowcem, o każdym etapie mojego zamówienia byłem informowany na bieżąco. Bezpiecznie i solidnie zapakowane. Polecam każdemu. (Marcin, czerwiec 2015)*
  • Nie mam żadnych zastrzeżeń, wysyłka błyskawiczna, ceny rozsądne i całkiem niezły wybór. Przydałoby się więcej części do rowerów DH, wtedy pewnie zamówienie by było większe 🙂 (djzatorze, kwiecień 2015)*
  • Na stronie produkty są a po zamówieniu okazuje się że nie ma. Dodzwonić się nie można bo nikt nie odbiera jednym słowem żenada. (Andi, luty 2015)*
  • W przypadku braku towaru na stanie, sprzedawca oddzwonił i poinformował mnie o zaistniałej sytuacji, zaproponował wyjście awaryjne. Bardzo duży plus 🙂 (Szymon, marzec 2015)*

Średni koszyk e-klienta

Według raportu CBOS „Aktywność fizyczna Polaków”, najchętniej uprawiane dyscypliny w Polsce to jazda na rowerze (51%) i pływanie (28%), w dalszej kolejności bieganie (18%), turystyka piesza (16%), piłka nożna (14%), siatkówka (14%), gimnastyka, fitness, aerobik (13%). Analitycy serwisu Skąpiec.pl przyjrzeli się zakupowym preferencjom klientów e-sklepów sportowych. Niezależnie od pory roku, najpopularniejszymi produktami w Internecie są właśnie rowery. W miesiącach wiosennych i letnich na pierwsze miejsca wskakują również pulsometry i komputery sportowe używane głównie przez amatorów joggingu. Średni koszyk zakupowy biegacza wynosi ok. 600 zł, rowerzysty — prawie dwa razy tyle.Średni koszyk e-klienta internetowych sklepów sportowych

Dla amatorów i wyczynowców   

Klientami internetowych sklepów sportowych bywają zarówno amatorzy danej dziedziny, którzy dopiero zaczynają przygodę ze sportem, jak i wyczynowcy, którzy doskonale wiedzą, co kupić i za jaką cenę. Jedni, i drudzy szukają w Internecie nie tylko atrakcyjnej ceny czy darmowej dostawy, ale również wartości dodanych.

Drobna różnica w cenie odgrywa już dzisiaj rolę drugoplanową. Znacznie ważniejsza jest jakość obsługi i rzetelność w realizacji zamówienia — wyjaśnia Grzegorz Sroka, product manager Opineo.pl. — Klienci, którzy poszukują fachowego doradztwa, preferują mniejsze, ale wyspecjalizowane sklepy, w których mają zapewnioną najlepszą obsługę. Często wielkim atutem takich sklepów jest to, że są zakładane i prowadzone przez pasjonatów danej dziedziny, a wtedy informacje, jakie przekazują klientom, są poparte nie tylko wiedzą teoretyczną, ale też ich własnym doświadczaniem treningowym — dodaje.

*wszystkie opinie pochodzą z serwisu www.opineo.pl

Metodologia:

Opracowując Ranking Internetowych Sklepów Sportowych 2015, wzięte zostały pod uwagę:

  • łączna ocena na dzień 01.07.2015 r.,
  • liczba recenzji zdobyta w ostatnich 12 miesiącach (od 01.07.2014 do 01.07.2015),
  • punkty za każde 100 opinii,
  • liczba opinii zdobyta w całej historii sklepu w Opineo.pl.

Do finału zakwalifikowało się 30 sklepów, które mogą poszczycić się:

  • najwyższą łączną oceną konsumencką (powyżej 9,70 punktu),
  • wysoką liczbą opinii w ostatnich 12 miesiącach (powyżej 300),
  • wysoką liczbą opinii w całej historii Opineo.pl (powyżej 500).

Dodatkowo, ogólna ocena sklepu na dzień 01.07.2015 r. nie powinna być niższa niż 9,0 pkt. Tylko spełnienie tych wszystkich wymogów było przepustką do finału w naszym branżowym rankingu.

Wystawiając opinię, konsumenci oceniają następujące parametry:

  • szybkość realizacji zamówienia,
  • poziom obsługi klienta,
  • jakość zapakowania przesyłki,
  • oraz deklarują, czy poleciliby ten sklep sportowy swoim znajomym.

Za internetowy sklep sportowy uznaliśmy taki, którego asortyment adresowany jest przede wszystkim do sportowców (profesjonalistów i amatorów) i którego głównym zakresem działalności jest sprzedaż sprzętu do ćwiczeń oraz akcesoriów sportowych (w tym odzież, obuwie, ochraniacze, odżywki).

Pragma Faktoring: Wyniki po I półroczu 2015 r.

Pragma Faktoring SA opublikowała wyniki finansowe za I półrocze 2015 r. Po raz kolejny możemy zaobserwować pozytywne efekty przyjętej strategii. W I półroczu 2015 roku Spółka osiągnęła 28% wzrost przychodów brutto w stosunku do analogicznego okresu 2014 r. Zdecydowanie wzrosły również: zysk brutto (o 26%) oraz zysk netto (o 23%). Warto zwrócić uwagę również na wzrost wartości wpłat otrzymanych na poczet portfela, które wyniosły w pierwszym półroczu 260 mln zł i były wyższe o 20% wobec otrzymanych rok wcześniej (217 mln zł).
WYBRANE DANE FINANSOWE I półrocze 2015
(w tys. zł)
I półrocze 2014

(w tys. zł)

r/r
Przychody brutto 235 784 183 615 128%
Przychody netto, w tym: 9 360 9 161 102%
Faktoring 7 183 6 835 105%
Pożyczki 2 107 2 196 96%
Wynik na sprzedaży 4 517 4 220 107%
Wynik operacyjny 3 900 4 221 92%
Wynik brutto 2 251 1 788 126%
Wynik netto 1 703 1 379 123%
Wpłaty z faktoringu 228 348 177 174 129%
Wpłaty z pożyczek 32 146 40 736 79%

„Kluczową w strategii naszej Spółki jest usługa faktoringu, która zgodnie z przyjętymi założeniami ma dominować w portfelu i przychodach nad transakcjami pożyczkowymi, mającymi charakter uzupełniający. Zgodnie z tym w I półroczu br. wartość portfela faktoringowego zwiększyła się o 16% r/r, natomiast portfel pożyczkowy uległ istotnemu zmniejszeniu. Należności faktoringowe stanowią 82% całości portfela.” – zaznacza Tomasz Boduszek, Prezes Zarządu Pragma Faktoring SA

W I półroczu 2015 r. portfel Pragma Faktoring S A kształtował się następująco:

STRUKTURA PORTFELA PRAGMA FAKTORING S A W 2015 ROKU (W TYS.ZŁ)
Saldo 1.01.2015 Kontraktacja 2015 Wpływy 2015 Saldo 30.06.2015
Wartość faktoringu netto 64 130 233 012 228 348 68 794
Kaucje 13 552 40 169 14 436
Pożyczki 21 665 30 238 32 146 19 757
Suma brutto 99 346 303 420 260 493 102 988
Suma netto 85 795 263 251 260 493 88 552

W I półroczu 2015 roku łączna wartość kontraktacji Pragma Faktoring S A wyniosła 263,2 mln zł, co stanowi wzrost o 16% w stosunku do I półrocza 2014 roku. Spółka podpisała ponadto umowy z 100 nowymi Klientami.

Sytuację finansową Spółki określam jako bardzo dobrą. Wyróżnia nas wysoka płynność aktywów. Na koniec I półrocza wskaźnik aktywa obrotowe/aktywa ogółem był równy 94%. Poziom zobowiązań oprocentowanych netto (po pomniejszeniu o posiadaną gotówkę) Spółki, wynosi jedynie 135% wartości kapitałów własnych, co biorąc pod uwagę wysoką płynność i rotację aktywów należy ocenić jako bardzo bezpieczny poziom. Należy również podkreślić, iż większość (75%) zobowiązań finansowych ma charakter długoterminowy.” – komentuje Tomasz Boduszek.

Wysoka płynność aktywów Pragma Faktoring i niski wskaźnik jej zadłużenia pozwoliły 14 czerwca br. na wypłatę akcjonariuszom dywidendy o wartości 4.002.819,60 zł, co dało 1,56 zł na każdą akcję.

„Jesteśmy przekonani, że Pragma Faktoring będzie w kolejnych kwartałach regularnie zwiększać przychody i zyski, co w powiązaniu z bardzo dobrą sytuacją finansową Spółki, pozwoli na systematyczny wzrost jej wartości.”podkreśla Boduszek.

Doradcy finansowi o nowym MdM

Czy nowy MdM ożywi rynek mieszkań?

Artur Bekta - doradca finansowy Alex T. Great Doradcy Finansowi
Artur Bekta – doradca finansowy Alex T. Great Doradcy Finansowi

Lada dzień w życie wchodzą przepisy na nowo regulujące pomoc państwa w ramach rządowego programu Mieszkanie dla Młodych. Czy zmiany w ustawie pobudzą rynek mieszkaniowy? Pytamy o to specjalistów ds. finansowania nieruchomości.

Podstawową i najważniejszą zmianą w programie jest włączenie do niego puli mieszkań z rynku wtórnego. Dzięki temu na rządowe dopłaty będą mogli liczyć teraz także mieszkańcy małych miejscowości, w których dziś próżno szukać nowych inwestycji mieszkaniowych. Sporo zyskać mogą na zmianach także rodziny wielodzietne – w ich wypadku ustawa zakłada m.in. wzrost dofinansowania oraz zniesienie obowiązującego dotychczas limitu wieku (35 lat). Dodatkowo, wzrost metrażu, dla którego ustala się poziom dofinansowania z 50 do 65 m2 oznacza, że rodziny z trójką (i więcej) dzieci będą mogły liczyć teraz na wyższe wsparcie dla swoich zakupów.

A co o takich zmianach sądzą doradcy finansowi?

– Jest spora szansa, że nowe regulacje ożywią rynek mieszkaniowy – ocenia sytuację Artur Bekta, doświadczony specjalista hipoteczny firmy Alex T. Great Doradcy Finansowi. – Ważną zmianą, o której wciąż niewiele się mówi, jest choćby włączenie do programu całego budownictwa spółdzielczego. Pamiętajmy, że w niewielkich miejscowościach spółdzielnie stanowią często jedyny podmiot, który wprowadza na rynek nowe mieszkania, stąd błędem poprzedniej ustawy było wyłączanie ich z programu. Nowe zapisy wyrównują teraz ich szanse w rynkowej walce z deweloperami, co może znacznie zwiększyć ich aktywność.

Bekta zwraca też uwagę na podstawową zmianę w programie. – Rynek wtórny od dawna czekał na to, by wyrównać jego prawa, nie jest bowiem niczym gorszym od rynku pierwotnego, a często jest wręcz jedynym rozwiązaniem dla tysięcy rodzin mieszkających w małych miejscowościach. Dobrze zatem, że w końcu o pomoc państwa będą mogły się ubiegać osoby gotowe kupić używane mieszkanie. Niepokojące są jednak wskaźniki, które regulują tu prawo do rządowej pomocy. Niskie limity cenowe dla mieszkań z rynku wtórnego mogą sprawić, że wciąż ledwie garstka takich mieszkań będzie objęta rządową dopłatą. Wskaźnik dla rynku pierwotnego wynosi dziś 110 proc. i w porównaniu z 90-procentowym poziomem przyjętym dla rynku wtórnego jest wręcz niezrozumiałym przywilejem. Warto zatem, by na nowo poddać ocenie te wartości i dobrze je oszacować, przyjmując za podstawę do takich wyliczeń sytuację na lokalnych i regionalnych rynkach nieruchomości – tłumaczy specjalista z Alex T. Great.

Wysoką ocenę doradców finansowych zyskują za to zmiany dotyczące rodzin wielodzietnych. – Doskonale, że zniesiony został w końcu rygor nieposiadania pierwszego mieszkania przez takie rodziny – tłumaczy Monika Makowska, doradczyni bankowości hipotecznej z koszalińskiego oddziału Alexa. – Trudno sobie wyobrazić, by cztero- lub pięcioosobowa rodzina nie posiadała do tej pory żadnego mieszkania, to wręcz nielogiczne. Ustawodawca słusznie zatem dokonał zmiany, która włącza teraz do programu nie tyle rodziny wielodzietne nieposiadające własnego lokum, ile rodziny wielodzietne, które chętnie zamienią zbyt małe, ciasne, dotychczasowe mieszkanie na większe i wygodniejsze.

Fachowców cieszy także zwiększenie limitów dofinansowania oraz znacznie większy dopuszczalny metraż lokali objętych programem w przypadku rodzin wielodzietnych. – Zmiany oznaczają ożywienie nie tylko na rynku wtórnym, ale także pierwotnym. Jestem przekonana, że wzrost poziomu dofinansowania dla takich rodzin nawet do 30 procent sprawi, że już niebawem w ofertach deweloperów pojawią się ciekawe propozycje mieszkań 3- i 4-pokojowych o powierzchniach powyżej 50 m2 – zauważa Monika Makowska. – Można już teraz założyć, że nowe regulacje ożywią aktywność na rynku kredytowym rodzin wielodzietnych. Większy dopuszczalny metraż mieszkania oznacza przecież, że znacznie większa liczba rodzin będzie teraz gotowa nabyć większe mieszkanie, mając w pamięci, że część tego zakupu sfinansuje państwo.

O tym, czy zmiany w programie Mieszkania dla Młodych rzeczywiście okażą się korzystne, przekonamy się już w najbliższych miesiącach. Warto jednak dodać, że – niezależnie od wprowadzonych regulacji – rządowy program pozostaje wciąż jedynym skutecznym sposobem na pozyskanie niezbędnego wkładu własnego przez osoby nieposiadające własnych oszczędności.

Opracował: Tomasz Kulpa, Alex T. Great Doradcy Finansowi

Czy Polacy aby zaoszczędzić, będą teraz masowo wybierać „angliki”?

15 sierpnia weszło w życie rozporządzenie, które pozwala na rejestrację w Polsce samochodów mających kierownicę po prawej stronie. Czy na skutek zmiany prawa przekonamy się do anglików? Które z nich będą królować na polskich drogach?

Dotychczas, aby móc jeździć w naszym kraju autem sprowadzonym z Wielkiej Brytanii, konieczna była kosztowna przeróbka pojazdu. Obecnie wymagane są jedynie niewielkie modyfikacje. W myśl obowiązujących przepisów samochodem z kierownicą po prawej stronie można poruszać się w Polsce po przystosowaniu do ruchu prawostronnego świateł i lusterek. Oprócz tego prędkościomierz ma być wyskalowany w kilometrach na godzinę. Niezbędne jest również, oczywiście, przejście przeglądu technicznego.

„Najpopularniejszymi anglikami, których poszukujemy, są auta produkcji niemieckiej (takich marek, jak: Volkswagen, Opel, Audi czy też BMW). Warto podkreślić, że kosztują one 8–10 tys. zł mniej niż ich odpowiedniki z kierownicą po lewej stronie. Ta różnica w cenie jest bardzo korzystna” – mówi serwisowi infoWire.pl Aleksandra Kubicka z serwisu Otomoto. (W Polsce oferowane są głównie modele z silnikami benzynowymi. Najczęściej w sprzedaży pojawiają się pojazdy z rocznika 2004).

Czy to oznacza, że Polacy, aby zaoszczędzić, będą teraz masowo wybierać angliki? Raczej nie. „Chociaż jazda samochodem z kierownicą po prawej stronie została zalegalizowana, pozostaje sporną kwestią, czy jest to bezpieczne i wygodne. Nasza infrastruktura – np. bramki na autostradzie – nie jest jeszcze dostosowana do tych pojazdów. Tak więc argument cenowy może być niewystarczający, żeby kupić takie auto i nim jeździć” – zauważa ekspertka.

Beyond.pl oddaje do dyspozycji klientów największą w Polsce serwerownię

Beyond.pl oddaje do dyspozycji klientów największe w Polsce centrum przetwarzania danych o łącznej powierzchni ponad 12 000 mkw. Serwerownia jest odpowiedzią na rosnące potrzeby odbiorców biznesowych.

Centrum Badań Technologii Informatycznych
Centrum Badań Technologii Informatycznych

Centrum Badań Technologii Informatycznych to druga lokalizacja firmy Beyond.pl i największy tego typu obiekt w Polsce. Pierwszy etap serwerowni przekroczy 6 300 mkw powierzchni a całość wyniesie ponad 12 000 mkw. Nieosiągalny do tej pory w regionie współczynnik PUE 1,1 zapewnia nowej inwestycji miano green data center, bowiem niższy współczynnik PUE (bliższy 1) oznacza wyższą efektywność energetyczną i bardziej optymalne zużycie energii.

Jak szacują przedstawiciele firmy Beyond.pl popyt na usługi data center rośnie w Polsce bardzo szybko, w tempie 15-20 proc. rocznie. Powstanie inwestycji Centrum Badań to dowód na olbrzymie zainteresowanie odbiorców biznesowych bezpiecznymi i innowacyjnymi ośrodkami przechowywania i przetwarzania danych.

Ubezpieczenie Assistance komunikacyjne: mężczyźni kupują, kobiety korzystają

Mężczyźni zdecydowanie częściej (72%) niż kobiety (28%) decydują się na wykupienie ubezpieczenia Assistance komunikacyjnego – wynika z danych towarzystwa ubezpieczeniowego Gothaer i Mondial Assistance. Jednak to kobiety są bardziej skłonne do zgłaszania nawet drobnych awarii – częściej niż mężczyźni potrzebują pomocy z przebitą oponą i rozładowanym akumulatorem. Mężczyźni natomiast częściej zgłaszają problemy związane z nierównomierną pracą silnika. Z pomocy Assistance Polacy korzystają najczęściej w okresie wakacyjnym, czyli w lipcu i sierpniu.

– Korzyści wynikających z posiadania ubezpieczenia Assistance komunikacyjnego jest wiele. Główna to poczucie bezpieczeństwa, a co za tym idzie otrzymania pomocy w nieprzewidzianych sytuacjach 7 dni w tygodniu i 24 godziny na dobę. Co istotne, nie tylko w Polsce, ale także na terytorium całej Europy – wskazuje Piotr Nowakowski, Menedżer Produktu w Gothaer TU S.A. – Świadomość Polaków dotycząca tego typu ubezpieczenia stale rośnie. Z danych Mondial Assistance wynika, że w 2014 roku z usług Assistance różnego typu, skorzystało blisko 1,8 mln osób. To dużo, biorąc pod uwagę, że jeszcze w latach 2012 i 2013 z ubezpieczenia rocznie skorzystało nieco ponad milion osób – dodaje Piotr Nowakowski.

Assistance najbardziej potrzebne w wakacje

Kiedy Polacy korzystają z Assistance komunikacyjnego? Z danych Gothaer i Mondial Assistance wynika, że ubezpieczeni najczęściej po pomoc dzwonią podczas miesięcy wakacyjnych oraz we wrześniu. W lipcu zgłoszono 25% wszystkich spraw z 2014 roku, w sierpniu 15%, a we wrześniu 9%. Na te trzy miesiące przypada połowa wszystkich zgłoszonych awarii w ramach Assistance w całym roku. Powodem jest wzmożony ruch na drogach związany z wyjazdami wakacyjnymi i sezonem urlopowym. To właśnie w lipcu i sierpniu Polacy najczęściej decydują się na dłuższe i często dalekie wyjazdy własnymi czterema kółkami. A właśnie na takich dystansach prawdopodobieństwo nieprzewidzianego zdarzenia jak przebicie opony, awarii czy wypadku, zdecydowanie rośnie.

Assistance domeną mężczyzn, ale to kobiety czerpią z niego więcej korzyści

Statystki pokazują, że polisy Assistance komunikacyjne znacznie częściej wykupują mężczyźni. Jeśli spojrzymy na strukturę portfela według płci widzimy, że wśród 10 ubezpieczonych mamy 7 mężczyzn i 3 kobiety (odpowiednio 72% i 28%). Warto także zwrócić uwagę na rodzaje awarii, do których jest wzywana pomoc w ramach Assistance. Najczęstszymi przyczynami unieruchomienia pojazdów na drodze, i co się z tym wiąże, wezwania pomocy, są nierównomierna praca silnika (36%), kolizje z innym przedmiotem lub pojazdem (22%), problemy z zapłonem (15%), przebita opona (14%) oraz problemy z akumulatorem (12%). Ciekawie awarie rozkładają się w podziale na kobiety i mężczyzn. Panowie częściej niż kobiety są wyczuleni na pracę silnika i w przypadku jego awarii wzywają pomoc w ramach Assistance – 39%, w stosunku do 29% kobiet. Natomiast, gdy problemem jest przebita opona lub rozładowany akumulator proporcje się odwracają i to kobiety częściej niż mężczyźni korzystają z pomocy Assistance. W przypadku przebitej opony i rozładowania akumulatora, niemal co piąta kobieta prosi o pomoc (odpowiednio 19% i 18%), w stosunku do 13% mężczyzn w przypadku awarii opony i 10% w przypadku akumulatora.

– Mężczyźni korzystają z pomocy w ramach Assistance komunikacyjnego, kiedy samodzielne zdiagnozowanie i naprawienie problemu jest bardzo skomplikowane lub niemożliwe. Zdecydowanie rzadziej potrzebują pomocy w przypadku przebitej opony czy problemów z akumulatorem – wskazuje Piotr Nowakowski z Gothaer TU S.A. – Natomiast kobiety, nawet jeżeli znają procedurę działania w przypadku przebitej opony czy rozładowanego akumulatora, częściej decydują się na wezwanie pomocy. I bardzo dobrze, bo właśnie do tego służy ubezpieczenie Assistance – dodaje Piotr Nowakowski.
PORADA EKSPERTA

Radzi Piotr Nowakowski, Menedżer Produktu w Gothaer TU S.A.:

Ubezpieczenie Assistance to nie tylko holowanie. Korzyści jest znacznie więcej. W zależności od wybranego zakresu, ochrona może obejmować organizację i pokrycie kosztów pomocy w przypadku wypadku, awarii lub kradzieży pojazdu. Na miejscu zdarzenia możemy liczyć na pomoc w zakresie podstawowym, takim jak wymiana koła, odpalenie auta przy awarii akumulatora czy otwarcie zatrzaśniętych kluczyków. Innego typu naprawy zazwyczaj dokonywane są w serwisie samochodowym. Tutaj warto pamiętać, że w ramach tzw. pomocy w podróży, ubezpieczony może liczyć na organizację i pokrycie kosztów przejazdu do najbliższego hotelu lub warsztatu, kontynuację podróży lub powrót do miejsca zamieszkania lub zakwaterowania, wynajmu samochodu zastępczego, odbiór naprawionego pojazdu czy pomoc tłumacza przez telefon. Zatem zakres może być bardzo szeroki. Wszystko zależy od naszych indywidualnych potrzeb.

Feralny post producenta wódki Extra Żytnia przejdzie do historii social media

Wtorkowy post producenta wódki Extra Żytnia, wykorzystujący bezrefleksyjnie zdjęcie śmiertelnie postrzelonego demonstranta, przejdzie do historii social media. Dziennikarze i internauci głośno komentują całą sprawę, a marka Polmos Bielsko-Biała próbuje ugasić sytuację kryzysową. „PRESS-SERVICE Monitoring Mediów” podsumował oddźwięk zdarzenia w mediach.

Grafiką z tym zdjęciem producent popularnej wódki Żytnia Ekstra skompromitował się na Facebooku
Grafiką z tym zdjęciem producent popularnej wódki Żytnia Ekstra skompromitował się na Facebooku

Jeszcze 17 sierpnia, czyli na dzień przed publikacją głośno komentowanego postu, na temat Żytniej w prasie, internecie, RTV i social media pojawiały się znikome publikacje. W dniu afery było ich 1282, a 19 sierpnia do godz. 16.00 już 1930. Ekwiwalent reklamowy doniesień medialnych wyniósł łącznie 363 tys. złotych.

Najintensywniej zareagowały media społecznościowe (2771 materiałów na Facebooku i Twitterze). Prawie równolegle z nimi internet – 393 doniesień medialnych. RTV opublikowało 10 materiałów, natomiast w prasie ukazały się zaledwie 2 informacje.

– W dziennikach ten incydent będzie omawiany najprawdopodobniej w dniu dzisiejszym. Post na fan page’u Żytnia Extra został zamieszczony 18 sierpnia w godzinach wieczornych, kiedy wydania gazet na następny dzień były już dopięte na ostatni guzik lub poszły do druku – tłumaczy Alicja Dahlke, specjalista ds. marketingu i PR z firmy „PRESS-SERVICE Monitoring Mediów”.

Wykres 1.  Liczba publikacji na temat marki Żytnia w dniach 18-19.08.2015 r.
Wykres 1. Liczba publikacji na temat marki Żytnia w dniach 18-19.08.2015 r.

Ostre wpisy internautów

Najszybciej, co naturalne zareagowały media społecznościowe. We wpisach i komentarzach nie brakuje mocnych, a nawet drastycznych opinii. Na Facebooku informacje pojawiły się natychmiast. Jeszcze w dniu publikacji postu ukazało się 667 wypowiedzi, a 19 sierpnia do godz. 16.00 pojawiły się 603 materiały. Natomiast użytkownicy Twittera  częściej o sprawie pisali wczoraj – do 16.00 922 twitty – dla porównania – przedwczoraj 579.

Wykres 2.  Rozkład w czasie publikacji na temat marki Żytnia na Facebooku i Twitterze w dniach 17-19.08.2015 r. (do godz. 16.00)
Wykres 2. Rozkład w czasie publikacji na temat marki Żytnia na Facebooku i Twitterze w dniach 17-19.08.2015 r. (do godz. 16.00)

 

 

Podwyżka stóp w USA nie we wrześniu

Środa była dniem słabszych danych makroekonomicznych zarówno z Polski jak i USA. Zarówno sprzedaż detaliczna jak i produkcja przemysłowa wypadły gorzej od oczekiwań. Dane o inflacji w USA okazały się w miarę neutralne, ale posiedzenie FOMC wskazało niską inflację jako jeden z powodów dla których chcą poczekać z podwyżką stóp.

Wczorajsze dane z Polski nie mogły zachwycić: produkcja przemysłowa rośnie rok do roku o 3,8% ale w ujęciu miesięcznym spada. Są to rezultaty wyraźnie poniżej oczekiwań. Również sprzedaż detaliczna nie spełniła oczekiwań – spodziewano się spadku ale nie tak mocnego. Takie rezultaty tłumaczą dlaczego ostatni odczyt wzrostu gospodarczego spadł o 0,3% względem poprzednich oczekiwań. Dane te osłabiły złotego względem większości głównych walut o 1-2 grosze.

Inflacja konsumencka w USA bez zmian – wynosi ona zaledwie 0,2% i jest o krok od wejścia z powrotem w rejony deflacyjne. Brak wzrostu cen był kolejnym sygnałem, że w gospodarce nie jest wcale tak dobrze jak sądzono. Słabsze wskaźniki makroekonomiczne sugerują, że do obniżki stóp procentowych dojdzie później niż dotychczas sądzono. Z tego powodu rynki reagują tak silnie na te dane. W tym wypadku ruch był krótkotrwały, gdyż inwestorzy czekali na komunikat FOMC publikowany o 20:00.

Zgodnie z oczekiwaniami opublikowany komunikat FOMC, czyli amerykańskiego odpowiednika naszej Rady Polityki Pieniężnej, znacznie zmniejszył szansę na wrześniową podwyżkę stóp procentowych. Powodem jest niewystarczające przyspieszenie w gospodarce, by sobie pozwolić na taką decyzje. Zwrócono oczywiście uwagę, że poprawa jest wyraźna, ale nie wystarczająca. Jako główne miejsca do poprawy FOMC wskazał rynek pracy oraz powrót inflacji w okolice 2%. Jak wiemy z wcześniejszych danych wzrost cen jeszcze przez chwilę nie osiągnie tego pułapu. Reakcją rynków na te dane było umacnianie się innych walut względem dolara – euro umocniło się do dolara o pełnego centa.

Przychodzą pierwsze efekty zamknięcia banków w Grecji. Opublikowany właśnie wskaźnik bezrobocia mówi o poziomie 27%. Oznacza to, że tylko przez miesiąc wzrosło ono o ponad 2%. Jest to szczególnie duży problem, biorąc pod uwagę czynniki sezonowe. Kraj żyjący z turystyki letniej, mający w okresie wakacyjnym problemy z bezrobociem, nie ma dobrych perspektyw na sezon zimowy.

Dzisiaj warto zwrócić uwagę na następujące dane makroekonomiczne:
10:30 -Wielka Brytania – sprzedaż detaliczna,
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

EUR/PLN

Komentarz walutowy 20.08.2015
Komentarz walutowy 20.08.2015

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 20.05.2015 do 20.08.2015

Kurs EUR/PLN porusza w krótkoterminowej formacji wzrostowej wewnątrz szerszej formacji wzrostowej. Dolne ograniczenie przebiega w okolicach 4,1650, a kolejnego wsparcia należy teraz oczekiwać w okolicach 4,1250 – 4,1300, gdzie znajduje się dolne ograniczenie głównej formacji. Dla ruchu w górę oporem jest ostatnie maksimum na 4,2400.

CHF/PLN

Komentarz walutowy 20.08.2015
Komentarz walutowy 20.08.2015

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 20.05.2015 do 20.08.2015

Kurs CHF/PLN po osiągnięciu 4,0550 utworzył trend spadkowy. Po przebiciu ważnych minimów na 3,9000, kolejnym poziomem jest testowane obecnie 3,8350. Jeżeli przebicie poziomu 3,8700 się potwierdzi, to kolejnym ważnym oporem są maksima na 3,9350.

USD/PLN

Komentarz walutowy 20.08.2015
Komentarz walutowy 20.08.2015

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 20.05.2015 do 20.08.2015

Kurs USD/PLN porusza się w ramach szerokiej formacji wzrostowej. Opór stanowić będzie maksimum na poziomie 3,8500. Kolejnym wsparciem dolne ograniczenie trendu na 3,7450.

GBP/PLN

Komentarz walutowy 20.08.2015
Komentarz walutowy 20.08.2015

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 20.05.2015 do 20.08.2015

Kurs GBP/PLN podobnie jak USD/PLN porusza się w ramach szerszej formacji wzrostowej. Oporem dla ewentualnych wzrostów jest ostatnie maksimum na 5,9900. W przypadków spadków najbliższym wsparciem jest dolne ograniczenie formacji wzrostowej na 5,8300.

Audytel: Rynek telekomunikacyjny może rosnąć dzięki efektowi synergii z innymi branżami i wykorzystaniu usług w technologii chmury. Niezależnie od tego branżę czeka stopniowa konsolidacja

Grzegorz Bernatek

Przedsiębiorstwa z sektora telekomunikacyjnego szukają nowych źródeł przychodów. Według danych UKE tylko w ubiegłym roku polski rynek telekomunikacyjny skurczył się o 2,6 proc. Jego wartość wyniosła 39,2 mld zł. Według spółki Audytel wzrost może zapewnić współpraca z innymi branżami, np. bankowością, lub wykorzystanie usług w technologii chmury. Niezależnie od tego rynek czeka stopniowa konsolidacja. Dzięki niej możliwe jest obniżenie kosztów i utrzymanie konkurencyjności.

– Na rynku usług telekomunikacyjnych prawie nic się już nie dzieje. To znaczy wszystkie usługi dosyć dobrze znamy, wyklarowały się i operator w zasadzie trochę nie ma pola wyboru, żeby sprzedawać lepszą usługę telefonii mobilnej albo szybszy internet – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Grzegorz Bernatek, kierownik projektów analitycznych w spółce Audytel.

Ekspert zwraca uwagę na wysokie nasycenie rynku. Większość konsumentów już teraz korzysta z pełnej palety produktowej i firmom trudno jest znaleźć popyt na kolejne usługi. W ocenie Grzegorza Bernatka przedsiębiorstwa telekomunikacyjne mogą obrać dwie drogi dalszego rozwoju.

– Pierwsza to jest wielorakie łączenie usług, czy to finansowych, czy sprzedaży energii elektrycznej, czy może jakichś innych usług, dołączanie ich do usług telekomunikacyjnych – mówi.

Efekt synergii oraz zwiększenie skali może spowodować, że pakiet oferowanych usług okaże się lepiej postrzegany przez konsumentów niż oferta pojedynczych usług. Przykładem jest tutaj łącznie telefonii komórkowej z usługami bankowymi.

– Drugą szansą jest wykorzystanie nowego rynku, rynku usług w chmurze, i oferowanie usług informatycznych i dla gospodarstw domowych, czyli  użytkowników indywidualnych, i dla przedsiębiorstw – tłumaczy przedstawiciel Audytela.

Rozmówca wylicza tutaj szereg takich usług, jak przechowywanie danych, obróbka zdjęć czy wideo. Oferowane przez operatora aplikacje mogą zyskać zainteresowanie odbiorców oraz zapewnić takiej spółce dodatkowe przychody. Dużo większy potencjał usług oferowanych w chmurze ekspert widzi jednak w przypadku klientów biznesowych, głównie małych firm.

– Tam zapotrzebowanie na systemy do fakturowania, zarządzania projektami, systemy związane z obsługą firm, ich codzienną działalnością jest naprawdę duże i oferowanie takich aplikacji przez internet na pewno spotka się z dużym zainteresowaniem – ocenia Bernatek.

Prognozy Audytela zakładają, że rynek usług oferowanych w chmurze postrzegany jako całość będzie rósł w najbliższym czasie między 10 a 20 proc. Jeszcze wyższy będzie przyrost dotyczący sprzedaży aplikacji internetowych. Ten segment osiągnie ponad 20 proc. wzrostu rocznie.

– Cały sektor telekomunikacyjny stoi przed problemem zmniejszania kosztów swojej działalności. To, że rynek podstawowych usług telekomunikacyjnych spada od kilku lat, powoduje, że operatorzy szukają możliwości oferowania coraz bardziej konkurencyjnych usług – mówi analityk, pytany o perspektywy sektora w Polsce.

Według raportu UKE wartość rynku telekomunikacyjnego w Polsce w 2014 roku wyniosła 39,2 mld złotych. W stosunku do poprzedniego roku wielkość przychodów spadła o 2,6 proc. Tegoroczne prognozy zakładają skurczenie się rynku o kolejne 0,5 proc.

– Najlepszym sposobem na obniżenie kosztów jest konsolidacja. Nasz polski rynek telekomunikacyjny jest bardzo rozdrobniony, działa na nim kilkakrotnie więcej podmiotów niż na dojrzałych rynkach zachodnioeuropejskich – wskazuje kierownik projektów analitycznych Audytela.

Przykładem działań konsolidacyjnych na krajowym rynku jest przejęcie spółki TK Telekom przez Netię. Wartość przeprowadzonej w lipcu transakcji wyniosła 222 mln zł.

– Myślę, że co roku będzie pojawiało się kilka takich informacji, 2-3 podmioty różnej wielkości będą przejmowane przez większe spółki – prognozuje ekspert.

Analityk porusza również kwestię niskich wydatków na informatykę w polskich firmach. W stosunku do zachodnich krajów jest to nawet pięciokrotnie mniej. Braki nie muszą być jednak przeszkodą.

Czasami spółki, które do tej pory nie miały pieniędzy albo przegapiły jakiś moment na inwestycję, nie wchodzą dzięki temu w technologie, które są już w tej chwili uznawane za niewłaściwe albo które nie są perspektywiczne – mówi Grzegorz Bernatek.

Rynki odraczają podwyżkę stóp procentowych

Opublikowane w środę dane z amerykańskiej gospodarki nie dały jednoznacznych podpowiedzi co do terminu podwyżki stóp procentowych. Nie przyniosła ich wprost także publikacja protokołu z lipcowego posiedzenia Fed. Z zapisków wynika, że „ten” moment się zbliża, ale wszystko zależy od dalszej poprawy na rynku pracy, inflacji i dowodów na siłę gospodarki. Dziś znacznie mogą mieć dane o zasiłkach dla bezrobotnych oraz publikacja indeksu Fed z Filadelfii i indeksu wskaźników wyprzedzających Conference Board.

dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska
dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska

Zdecydowane osłabienie dolara oraz dynamiczny spadek rentowności amerykańskich obligacji świadczą jednak o tym, że oczekiwania inwestorów przesuwają się na grudzień. Prawie 1 proc. zniżka indeksów na nowojorskim parkiecie częściowo może odzwierciedlać obawy o kondycję gospodarki, ale dużą rolę odegrała w niej przecena akcji firm wydobywczych.

O ile protokół Fed nie był jednoznaczny, to z pewnością jasna była informacja o nieoczekiwanym wzroście zapasów ropy w USA. Notowania amerykańskiego surowca typu WTI spadły o 4,5 proc., poniżej 41 dolarów za baryłkę, a ceny europejskiej ropy Brent zniżkowały o ponad 3 proc. Akcje koncernów Exxon i Chevron straciły po 2-3 proc., a wchodzących w skład S&P500 Marathon Oil i Denbury, po ponad 7 proc.

Gorsze niż się spodziewano informacje o dynamice produkcji polskiego przemysłu oraz sprzedaży detalicznej, nie wpłynęły wyraźniej na notowania złotego i obligacji, choć po ich publikacji pojawiły się opinie o możliwości obniżki stóp procentowych przez RPP.

Koszty transportu na fakturze

Przedsiębiorcy, działający w branży sprzedaży wysyłkowej, często obciążają nabywców kosztami transportu. To na nim spoczywa obowiązek odprowadzenia podatku i wystawienia dokumentu, który dokumentuje i samą sprzedaż, i koszty wysyłki. Jednak ujęcie na fakturze kosztów wysyłki sprzedanego towaru nie jest oczywistą kwestią.

Stawka VAT a koszt transportu

Wysokość stawki VAT, jaką stosuje się dla kosztów transportu, uzależniona jest od podstawy opodatkowania. Stanowi ją obrót, zdefiniowany jako kwota należna z tytułu sprzedaży, pomniejszona o kwotę należnego podatku, czyli wartość towaru netto. Obejmuje ona całość świadczenia, które osoba trzecie jest zobowiązana uiścić nabywcy. Dodaje się do niego wszystkie otrzymane dotacje, subwencje i inne dopłaty o podobnym charakterze, mające bezpośredni wpływ na cenę (kwotę należną) towarów dostarczanych lub usług świadczonych przez podatnika, pomniejszone o kwotę należnego podatku.

Art. 29a ust. 6 ustawy wskazuje, że podstawa opodatkowania dla celów VAT obejmuje:

  • podatki, cła, opłaty i inne należności o podobnym charakterze, z wyjątkiem kwoty podatku;
  • koszty dodatkowe, takie jak prowizje, koszty opakowania, transportu i ubezpieczenia, pobierane przez dokonującego dostawy lub usługodawcę od nabywcy lub usługobiorcy.
    Reasumując, koszt transportu jest elementem podstawy opodatkowania towaru i należy traktować je jako jedną całość. W konsekwencji koszty wysyłki należy objąć taką samą stawką VAT, co sprzedawany towar.

Jak ująć koszty transportu na fakturze sprzedaży?

Jeżeli sprzedawca zdecyduje się obciążyć kosztami transportu kupującego, ma dwie możliwości ujęcia tego faktu na fakturze. Może to zrobić:

  • wliczając w cenę towaru koszty przesyłki – na dokumencie figuruje wówczas jedna pozycja – nazwa towaru i jego wartość, której składowymi są cena towaru i koszty transportu,
  • ujmując cenę towaru i koszty przesyłki jako osobne pozycje faktury.
    Co ważne, stawka opodatkowania kosztów transportu jest taka sama, jak stawka opodatkowania VAT towaru bez względu na to, czy na fakturze jest on wliczony w końcową cenę produktu, czy figuruje jako odrębna pozycja.

Uwaga!
Usługi pocztowe na mocy ustawy są zwolnione z podatku VAT. Jednak dokonując ich odsprzedaży, podatnik nie może skorzystać ze zwolnienia w tym zakresie.

Podobnie sytuacja wygląda w przypadku podmiotów opodatkowanych ryczałtem, którzy koszty transportu powinni opodatkować stawką ryczałtu przewidzianą dla sprzedawanego towaru.

Przykład 1.

Przedsiębiorca dokonuje sprzedaży towaru Y opodatkowanego stawką 8% VAT. Nabywca zostanie obciążony kosztami wysyłki (kurier). Wykazując go w jednej pozycji (łącznie z towarem), przedsiębiorca powinien opodatkować sprzedaż stawką przewidzianą dla towaru, czyli 8% VAT. Analogicznie wygląda sytuacja, gdy koszty wysyłki zostaną wyszczególnione na fakturze jako oddzielna pozycja.

Przykład 2.

Przedsiębiorca dokonuje sprzedaży wysyłkowej towaru X opodatkowanego stawką 23% VAT. Wysyłka odbywa się za pośrednictwem Poczty Polskiej, która w zakresie tym korzysta ze zwolnienia z VAT. Sprzedawca w tej sytuacji opodatkowuje koszty transportu stawką 23% VAT przewidzianą dla towaru (zarówno w sytuacji, gdy wykazuje w jednej, jak i w dwóch oddzielnych pozycjach). Zastosowanie zwolnienia z VAT dla wysyłki w tym przypadku jest niemożliwe.

Przykład 3.

Przedsiębiorca opodatkowany ryczałtem od przychodów ewidencjonowanych zwolniony z VAT dokonuje sprzedaży towarów opodatkowanych stawką 3% ryczałtu. Nabywca ma zostać obciążony kosztami transportu. W takiej sytuacji podatnik powinien opodatkować je stawką przewidzianą dla towaru, czyli 3% (bez względu na fakt czy zostaną wykazane na fakturze łącznie w jednej pozycji, czy oddzielnie).

Angelika Borowska, specjalista ds. księgowości wfirma.pl

Przewidywany wzrost PKB w strefie euro 1,2 proc.

Tempo wzrostu gospodarczego w Eurolandzie było niższe od spodziewanego w drugim kwartale 2015 r. (wzrost 1,2% r./r. oraz 0,3% kw./kw.). Nasz scenariusz bazowy, zakładający stopniowe ożywienie gospodarcze strefy euro, ze wzrostem PKB 1,2% w całym 2015 roku, pozostaje jednak niezmieniony. Pomimo czynników ryzyka, takich jak wysokie zadłużenie sektora prywatnego w strefie euro czy spowolnienie gospodarcze w Chinach, gospodarkę Eurolandu wspiera słabsze EUR, tania ropa oraz inicjatywy pobudzenia inwestycji w aktywa trwałe nieograniczające się jedynie do polityki zerowych stóp procentowych.

W ujęciu kwartalnym wzrost PKB w strefie euro wyhamował w II kwartale br. i wyniósł 0,3% (w porównaniu z 0,4% w I kw. 2015 r.), plasując się poniżej powszechnie oczekiwanego poziomu (+0,4% w sondażu Reutersa), lecz jednocześnie powyżej średniego kwartalnego tempa wzrostu za okres 2013–2014. Eksport netto i popyt wewnętrzny przyczyniły się do przyspieszenia wzrostu PKB w Niemczech (+0,4% w porównaniu z +0,3%) i w Hiszpanii (+1,0% w stosunku do 0,9%). We Francji natomiast pozytywny wpływ eksportu netto nie zdołał zrównoważyć negatywnych skutków zwiększenia poziomu zapasów, które doprowadziły do zdławienia wzrostu PKB (+0,0% wobec +0,7%). Również we Włoszech stymulujący efekt popytu wewnętrznego nie zdołał zwiększyć niskiej dynamiki wzrostu PKB (+0,2% w porównaniu z 0,3%). Zaskakująco dobre wyniki odnotowała natomiast Grecja (+0,8% wobec 0,0%), gdzie wzrostowi PKB sprzyja deflacja. Należy jednak zaznaczyć, że w przypadku Grecji podane wyniki nie uwzględniają wpływu środków kontroli kapitału, jakie nałożono pod koniec czerwca oraz blisko trzytygodniowego okresu zamknięcia banków, co w znaczącym stopniu spowolni wzrost w trzecim kwartale.

W drugim kwartale 2015 r. wzrost PKB Polski zwolnił do 3,3% r/r wobec 3,6% osiągniętego w poprzednim kwartale. Dokładna struktura zmian zostanie opublikowana w przyszłym tygodniu, jednak bez wątpienia można założyć, że popyt wewnętrzny pozostaje główną siłą napędową polskiej gospodarki. Jednocześnie stabilny i zrównoważony wzrost rodzimego rynku korzysta z działalności eksportowej polskich przedsiębiorstw. Umacniamy pozycję na rynkach strefy euro, które są odbiorcą 57% polskiego eksportu. – powiedział Grzegorz SIELEWICZ, główny ekonomista Coface w Europie Środkowo-Wschodniej

Przyczyny

Kondycję gospodarki strefy euro kształtują obecnie czynniki przejściowe. Po pierwsze, ponieważ kraje strefy euro są importerami ropy, niska cena tego surowca pozwala ograniczyć koszty energii, sprzyjając utrzymaniu niskiego poziomu inflacji (0,2% w lipcu, bez istotnych zmian w stosunku do czerwca). Po drugie, spadek wartości euro względem innych walut (w okresie od stycznia 2014 r. do lipca 2015 r. realny kurs wymiany zmniejszył się o 12%) zwiększa konkurencyjność eksportu ze strefy euro.

Gospodarce sprzyja także klimat polityczny. Na tle ubiegłych lat polityka fiskalna pozostaje neutralna, podczas gdy polityka monetarna ma charakter akomodacyjny, czemu towarzyszą niskie stopy procentowe EBC (0,05%) i luzowanie ilościowe. Warto również odnotować poprawę warunków finansowych oraz częściowe rozwiązanie problemu fragmentacji w strefie euro (zawężenie różnic rentowności między obligacjami rządowymi przy upodabnianiu się do siebie obligacji korporacyjnych i bankowych), co stymuluje popyt w segmencie usług kredytowych.

Utrzymujący się brak równowagi w niektórych obszarach uniemożliwia zwiększenie dynamiki wzrostu PKB. Rozpoczął się proces delewarowania, który jednak postępuje dość wolno. W pierwszym kwartale 2015 r. wskaźnik DTI (zadłużenie do dochodów) w strefie euro nadal wynosi 94% dla gospodarstw domowych i 135% dla niefinansowego segmentu korporacyjnego, przy czym wartości te są znacząco wyższe w Hiszpanii, Irlandii i w Portugalii. Ponadto, mimo pewnych oznak poprawy sytuacji, poważnym wyzwaniem dla wielu gospodarek jest ograniczenie poziomu bezrobocia. Dotyczy to zwłaszcza Hiszpanii, gdzie w czerwcu stopa bezrobocia wyniosła 22,5%.

Ryzyko?

Na kontynuacji pozytywnego trendu mogą jednak zaważyć pewne czynniki ryzyka i niepewności. Przede wszystkim nie można wykluczyć kolejnych napięć o charakterze finansowym. Ponowne zaostrzenie greckiego kryzysu mogłoby wiązać się z negatywnymi konsekwencjami, nawet jeśli w ostatnich tygodniach nie zaobserwowano żadnych szczególnie odczuwalnych skutków obecnej sytuacji.

Poważnymi skutkami ubocznymi grozi również wyhamowanie chińskiej gospodarki, przy czym ich charakter uzależniony będzie od przebiegu ewentualnego spowolnienia gospodarczego. Zgodnie z najnowszymi wskaźnikami makroekonomicznymi realizacja celu w postaci rocznego wzrostu PKB na poziomie 7% jest zagrożona, co może negatywnie odbić się na eksporcie strefy euro. Jednak jeśli spowolnieniu towarzyszyć będą próby zrównoważenia chińskiej gospodarki poprzez ukierunkowanie jej na popyt wewnętrzny, jego wpływ na strefę euro pozostanie neutralny lub pozytywny.

W ujęciu długookresowym władze powinny podjąć starania na rzecz likwidacji wciąż utrzymujących się destabilizujących czynników oraz intensyfikacji potencjalnych wzrostów. W celu zwiększenia aktywności ekonomicznej i rozszerzenia grona beneficjentów wzrostu konieczne jest podjęcie dalszych inicjatyw, zwłaszcza w formie dodatkowych inwestycji oraz ukończenia procesu tworzenia jednolitego rynku. Dyskusje dotyczące potencjalnego Grexitu oraz ewentualna możliwość opuszczenia strefy euro mogą zahamować proces budowy struktur europejskich, co z kolei może wpłynąć na spadek atrakcyjności strefy euro dla inwestorów. Z drugiej jednak strony, dalsze pogłębienie integracji, zwłaszcza w kontekście wspólnego budżetu, choć wydaje się obecnie trudne do realizacji, może przyczynić się do ustabilizowania strefy euro.