Jak ubezpieczyć Ferrari, Lamborghini lub Bentley’a?

Każdego dnia ubezpieczyciele obejmują ochroną wiele samochodów popularnych marek. Ubezpieczenie aut takich jak Skoda, Fiat czy Opel odbywa się więc w szybki i często niemal zautomatyzowany sposób. A jak wygląda to w przypadku nowego Ferrari, Lamborghini lub Bentley’a? Czy ubezpieczenie samochodów najbardziej luksusowych i rzadkich marek odbywa się na takich samych zasadach?

Oceniając ryzyko ubezpieczyciel bierze pod uwagę dwa podstawowe czynniki: prawdopodobieństwo powstania zdarzenia oraz wartość ewentualnej szkody. W kontekście ubezpieczenia autocasco prawdopodobieństwo to nic innego jak częstotliwość występowania zdarzeń w określonym przedziale czasu, którą można dokładnie zmierzyć i przeanalizować. Poddając analizie dużą liczbę pojazdów na przestrzeni odpowiednio długiego okresu ubezpieczyciele otrzymują dane będące odzwierciedleniem rzeczywistego zachowania portfela flot pojazdów. Zakładając wystąpienie pewnej liczby zdarzeń, pozostaje oszacowanie ich rozmiaru i określenie odpowiedniego marginesu bezpieczeństwa na wypadek nadzwyczajnych okoliczności (np. powodzi, gradobicia itp.). Dysponując informacją nt. liczby pojazdów wraz z sumą ich ubezpieczenia oraz liczby szkód z ich wartościami, bez problemu da się określić średnią wysokość odszkodowania za jedno zdarzenie.

Jak zatem wygląda kwestia kalkulacji składki w przypadku aut luksusowych? W końcu wartość średniej szkody budują marki najbardziej popularne, a do takich z pewnością nie należą Bentley, Ferrari czy Aston Martin. W przypadku samochodów tych marek, zarówno w przypadku szkody całkowitej, jak i częściowej mówimy o naprawdę dużych kwotach wypłat. Czy zatem ubezpieczenie samochodu którego wartość oscyluje np. w okolicy miliona złotych jest w ogóle możliwe? Oczywiście tak, możemy być jednak pewni, że nie zostanie on ubezpieczony na takich samych zasadach jak Skoda Octavia czy Ford Mondeo. „Przyjmując do ubezpieczenia luksusowe samochody korzystamy ze specjalnych narzędzi i mechanizmów” – mówi Marcin Golko Z-ca Dyrektora Biura Ubezpieczeń Małych i Średnich Przedsiębiorstw Ergo Hestii. „Jednym z nich jest franczyza redukcyjna dla szkód częściowych, która przenosi na ubezpieczonego ryzyko drobnych uszkodzeń – np. tzw. szkód estetycznych. Warto także wspomnieć o stosowaniu dodatkowych urządzeń zabezpieczających przed kradzieżą, które umożliwiają szybką interwencję gdy auto trafi w niepowołane ręce” – dodaje Marcin Golko.

W tym miejscu nasuwa się pytanie o ryzyko kradzieży. Czy ktoś w ogóle kradnie samochody luksusowe? Niestety, podobnie jak auta popularnych marek, także one padają ofiarą złodziei i zorganizowanych grup przestępczych. Przy ubezpieczaniu takich aut ryzykiem jest ekspozycja, czyli przyjęta suma ubezpieczenia, która w przypadku marki luksusowej odpowiada sumie ubezpieczenia kilku lub nawet kilkunastu pojazdów marek popularnych. Oczywistym jest więc, że składka musi istotnie różnić się od tej, z jaką mamy do czynienia w przypadku tańszych aut.

W przypadku wystąpienia szkody klienta interesuje przede wszystkim łączna kwota przyznanego odszkodowania, natomiast wyceniający ryzyko musi brać pod uwagę jego podstawowe składowe – tj. cenę części zamiennych i koszt tzw. roboczogodziny w serwisie. Porównajmy koszty naprawy tego samego zakresu uszkodzeń w dwóch pojazdach o zbliżonych wartościach (ok. 350 tys. PLN): Mercedesie ML 350 i Lexusie RX 450. Zakładamy, że ocena techniczna kwalifikuje do wymiany prawe przednie drzwi wraz z lusterkami. Do tego dochodzą operacje technologiczne (np. cieniowanie przyległych elementów). Naprawa Mercedesa kosztuje 7 673 PLN, a Lexusa 9 356 PLN. Są to kwoty o około 40 proc. wyższe od kwoty średniej szkody, a przecież nie są to samochody „najbardziej luksusowe”. Gdyby trzeba było dokonać podobnej naprawy np. w Ferrari 458 Italia, jej koszt byłby zdecydowanie wyższy…

Widać zatem, że przyjmując do ubezpieczenia pojazdy o dużych wartościach ubezpieczyciele nie mogą stosować tych samych zakresów i rozwiązań, których używają przy ubezpieczaniu najbardziej popularnych aut. Oferty dla właścicieli luksusowych samochodów są w związku z tym dopasowane do ich potrzeb i dostosowywane do indywidualnych oczekiwań. O szczegóły trzeba zapytać doświadczonego doradcę ubezpieczeniowego.

BNP Paribas Real Estate strategicznym doradcą i promotorem marcredo Portfolio Fund

0

Dział Rynków Kapitałowych firmy BNP Paribas Real Estate został wybrany na strategicznego doradcę oraz promotora marcredo Portfolio Fund inwestującego w centra handlowe działające na rynku pod marką marcredo i zlokalizowane w jednych z najbardziej perspektywicznych polskich lokalizacji handlowych – w dynamicznie rozwijających się miastach o liczbie mieszkańców do 100 000.

Rola Działu Rynków Kapitałowych firmy BNP Paribas Real Estate polega nie tylko na dystrybucji jednostek uczestnictwa marcredo Portfolio Fund, ale także na przygotowaniu wycen nieruchomości handlowych będących w portfolio Funduszu. Jesteśmy przekonani, że inwestycja w centra handlowe marcredo to bardzo dobra strategia inwestycyjna dla międzynarodowych oraz polskich inwestorów w związku z korzystnym otoczeniem makroekonomicznym oraz rosnącą siłą nabywczą polskich konsumentów – mówi Dr Piotr Goździewicz, Dyrektor w Dziale Rynków Kapitałowych, Europa Środkowo-Wschodnia, BNP Paribas Real Estate.              

Polski rynek powierzchni handlowych jest wyraźnie spolaryzowany. Z jednej strony mamy mocno nasycone nowoczesną powierzchnią handlową rynki największych polskich miast, a z drugiej nierozwinięte rynki regionalne i lokalne, których zapotrzebowanie na nowoczesne powierzchnie gwałtownie rośnie – mówi Małgorzata Gajuk, Associate Director w Dziale Rynków Kapitałowych firmy BNP Paribas Real Estate oraz aktywny członek Retail Research Forum działającego przy Polskiej Radzie Centrów Handlowych. Jest to skutkiem rozwoju rynków regionalnych i stale rosnącej siły nabywczej konsumentów mieszkających w tych lokalizacjach – wraz ze wzrostem zasobności ich portfeli rosną ich wymagania. Twórcy konceptu centrów handlowych marcredo byli jednymi z pierwszych, którzy dostrzegli potencjał mniejszych i średnich polskich miast i bazując na dokładnej analizie lokalnych rynków oraz swoim doświadczeniu stworzyli zrównoważony portfel doskonale działających obiektów handlowych dopasowanych do potrzeb lokalnych rynków i społeczności, i posiadających najemców o ugruntowanej rynkowej pozycji działających w oparciu o długoterminowe umowy najmu – dodaje Małgorzata Gajuk.

W skład portfela funduszu marcredo wchodzi obecnie 6 centrów handlowych marcredo oraz opcja na jeszcze jedno centrum handlowe o łącznej powierzchni najmu przekraczającej 63 000 mkw.

Aktywa tworzące fundusz marcredo to: marcredo Center Ciechanów, marcredo Center Kutno, marcredo Center Szczecin, marcredo Compact Józefosław, marcredo Compact Lubin, Galeria Piotr i Paweł Poznań oraz opcja na marcredo Center Piekary Śląskie.

Wśród najemców powierzchni handlowych mieszczących się w centrach marcredo wymienić można: Intermarche, Bricomarche, Piotr i Paweł, Media Markt, Decathlon, H&M, New Yorker, Reserved, Cropp Town, House, Mohito, Jysk, Jula, CCC, Rossmann.

Fundusz marcredo to Fundusz skupiony na polskim rynku nieruchomości komercyjnych z horyzontem inwestycyjnym na poziomie 8-10 lat. Wolumen Funduszu będzie na poziomie 30-150 milionów Euro. Fundusz całość środków zainwestuje w dobrze rozwiniętą i spozycjonowaną na polskim rynku sieć centrów handlowych działających pod marką marcredo. Zakładany poziom zysku z zainwestowanego kapitału określony jest na 8,5% rocznie, a zakładana wewnętrzna stopa zwrotu (IRR) na poziomie od 11% do 12% – mówi Dr. Piotr Goździewicz, Dyrektor w Dziale Rynków Kapitałowych BNP Paribas Real Estate.

Bezrobocie w USA spadło do 5,9 proc. Rośnie liczba nowych miejsc pracy

Dolar zyskał do euro i złotego po bardzo dobrych danych z amerykańskiego rynku pracy. Bezrobocie spadło do 5,9 proc., choć oczekiwano 6,1 proc.

We wrześniu utworzono w sektorze pozarolniczym 248 tys. nowych miejsc pracy, podał Amerykański Departament Pracy. Ekonomiści spodziewali się liczby 215 tys., a średnia za poprzednich 12 miesięcy wynosiła 213 tys. Bez pracy we wrześniu było 9,3 mln Amerykanów, o 329 tys. mniej niż w sierpniu.

Zrewidowano także w górę dane o nowych miejscach pracy w lipcu i sierpniu. W lipcu było ich 243 tys., a nie, jak podano wcześniej, 212 tys., zaś w sierpniu – 180 tys., a nie 142 tys.

Ogólnopolski system ostrzegania przed zagrożeniami

Spośród wielu priorytetowych zadań nowego rządu, w swoim expose Premier Ewa Kopacz zapowiedziała wprowadzenie rządowego systemu ostrzegania przed potencjalnymi zagrożeniami i klęskami żywiołowymi.

Najnowocześniejsze rozwiązania techniczne, z których dziś korzystają Polacy, mogą znacznie polepszyć poczucie bezpieczeństwa obywateli. Nie ma powodu, aby każdy Polak posiadający telefon komórkowy czy oglądający telewizję publiczną nie mógł czuć się bezpieczniejszy dzięki świadomości, że państwo polskie bezzwłocznie powiadomi go o potencjalnych zagrożeniach i klęskach żywiołowych. Mój rząd wprowadzi taki system.” – zapowiedziała w środę w swoim expose Premier Ewa Kopacz.

Deklaracja Premier Kopacz jest bardzo ważna i oczekiwana. Na dzisiaj według naszych ustaleń tylko około 70 spośród 123 miast powiatowych 6 województw: świętokrzyskiego, podkarpackiego, małopolskiego, śląskiego, dolnośląskiego i opolskiego wysyła powiadomienia SMS do mieszkańców. Oznacza to, że wciąż prawie połowa z nich nie wykorzystuje krótkich wiadomości tekstowych do ostrzegania o nagłych zdarzeniach takich jak burze, nawałnice, podtopienia, powodzie. O tym, że system SMS jest skutecznym narzędziem również do koordynowania akcji ratunkowych świadczy przykład z USA. W Nowym Jorku, po ogromnej wichurze, która pozbawiła prądu znaczną część mieszkańców, komunikaty przesyłane drogą SMS-ową były jedyną szybką i skuteczną formą komunikacji.  Zapowiedź uruchomienia takiego systemu w Polsce to ruch w odpowiednim kierunku.  – stwierdza  Marcin Papiński, Dyrektor ds. Rozwoju w firmie Infobip.

System powiadamiania może być realizowany poprzez usługę cell brodcast polegającą na rozsyłaniu określonych informacji do abonentów sieci znajdujących się w zasięgu jednej stacji bazowej BTS. Koszt wprowadzenia takiego systemu jest jednak znaczny. Na przykład w Holandii uruchamiając takie rozwiązanie w 2005 roku rząd umówił się z  operatorami, że pokryje 40 proc. kosztów uruchomienia systemu a, pozostałe 60 proc. sfinansują firmy zainteresowane rozsyłaniem przez ten kanał treści komercyjnych.

Inną drogą, jaką może obrać rząd jest wprowadzenie rozwiązania opartego o technologię SMS. Takie systemy są już dzisiaj z powodzeniem wykorzystywane przez samorządy w całej Polsce. Jeden centralny system powiadamiania o potencjalnych zagrożeniach i klęskach żywiołowych jest lepszym rozwiązaniem, niż wiele mniejszych rozproszonych wśród wielu gmin. Dodatkową zaletą rządowego systemu byłyby prawdopodobnie mniejsze koszty funkcjonowania. Otwartych pozostaje jednak jeszcze wiele pytań: na jakim poziomie rząd będzie chciał taki system uruchomić? Czy system ostrzegania SMS będzie funkcjonował wśród wojewódzkich biur zarządzania kryzysowego czy też wystarczy rozbudować istniejącą już sieć gminnych systemów?

Warto pamiętać, że taka forma ostrzegania jest niezwykle szybka i skuteczna, ale tylko wtedy, gdy jest odpowiednio wypromowana. Trzeba opracować sposoby dotarcia z informacją do wielu różnych grup społecznych. Jeszcze większym wyzwaniem może się okazać pozyskiwanie bazy numerów. Z naszego doświadczenia wiem, że w rejonach naszego kraju gdzie kataklizmy zdarzają się dość często, ludzie dużo chętniej angażują się w działanie takiego systemu ostrzegania, niż na terenach uważanych za bezpieczniejsze. Przykłady corocznych podtopień, nawałnic czy też wichur pokazują, że mimo jeszcze wielu wyzwań stojących na drodze do utworzenia rządowego systemu ostrzegania, warto iść w tym kierunku. Miejmy nadzieję, że zapowiedź Pani Premier szybko zostanie zrealizowana.

Budimex złożył najkorzystniejszą ofertę na budowę drogi ekspresowej S19 Lubartów – Kraśnik

0

Budimex poinformował, że jego oferta została wybrana przez GDDKiA jako najkorzystniejsza w przetargu na budowę drogi ekspresowej S19. Wartość oferty to 344,62 mln zł netto.

Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad Oddział w Lublinie wybrała ofertę Budimeksu jako najkorzystniejszą w przetargu na budowę drogi ekspresowej S19 Lubartów – Kraśnik na odcinku od węzła Dąbrowica (bez węzła) do węzła Konopnica (wraz z węzłem) i połączenie z istniejącą drogą krajową nr 19 wraz z przełożeniem odcinka drogi wojewódzkiej nr 747 na odcinku od węzła Konopnica do drogi krajowej nr 19.

Wartość oferty to 344,618 mln złotych netto.

Na budowę drogi Budimex będzie miał 19 miesięcy od dnia zawarcia umowy, nie licząc trzymiesięcznych okresów zimowych.

Gino Rossi utrzymał sprzedaż we wrześniu na poziomie 14,3 mln zł, Simple rośnie o 22 proc.

0

Przychody ze sprzedaży Gino Rossi były we wrześniu takie same jak przed rokiem i wyniosły 14,3 mln zł. Spadła sprzedaż hurtowa, rosły przychody z detalu i sieci Simple.

W ciągu dziewięciu miesięcy 2014 r. sprzedaż GR zwiększyła się do 111,5 mln zł, czyli o 21 proc. w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku. Sprzedaż detaliczna Gino Rossi wzrosła w tym czasie o 26 proc., a hurtowa – o 7 proc. Sprzedaż w sieci Simple zwiększyła się o 13 proc.

Razem przychody Gino Rossi i Simple wyniosły 176,7, o 18 proc. więcej niż w okresie I-IX 2013.

W samym wrześniu łącznie spółka miała 22,7 mln zł przychodów ze sprzedaży, o 7 proc. więcej niż rok wcześniej. Najmocniej wzrosła sprzedaż Simple (+22 proc.), sprzedaż detaliczna Gino Rossi wzrosła o 3 proc., a hurtowa spadła o 7 proc. Marże w Gino Rossi spadły w porównaniu z III kw. poprzedniego roku do 41,1 proc. (z 41,6 proc.), natomiast w sieci Simple zwiększyły się do 56,1 proc. z 50,6 proc.

Od poniedziałku nastąpi zmiana cyklu rozrachunkowego z T+3 na T+2

Od 6 października zmienia się cykl rozrachunkowy z dotychczasowego T+3 na T+2. Zmiana wpłynie na realizację praw inwestorów wynikających z posiadania akcji i innych instrumentów, jak np. wypłata dywidendy, wypłata odsetek i wykup obligacji, prawo poboru, wykup lub umorzenie certyfikatów inwestycyjnych, wygaśnięcia certyfikatów strukturyzowanych. Zmiana cyklu rozrachunkowego na T+2 pozwoli na skrócenie okresu finalizacji zawieranych transakcji.

Oznacza to, że od poniedziałku wszystkie transakcje na GPW będą rozliczane w ciągu dwóch, a nie – jak dotychczas – trzech dni.

Nowy cykl T+2 dotyczy akcji, praw do akcji, kwitów depozytowych, ETF-ów oraz certyfikatów inwestycyjnych. Dla pozostałych klas instrumentów cykl rozrachunkowy nie ulegnie zmianie (np. obligacje T+2 – bez zmian).

 Zmiana cyklu rozrachunkowego z T+3 na T+2 dostosowuje polski rynek do standardów wprowadzanych w Unii Europejskiej. W szczególności zmiana ta wynika z zapisów rozporządzenia CSDR (Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie usprawnienia rozrachunku papierów wartościowych w Unii Europejskiej i w sprawie centralnych depozytów papierów wartościowych), które w tym zakresie zaczną obowiązywać od 1 stycznia 2015 r. KDPW dostosowuje polski rynek i swoje rozwiązania do nowych regulacji już od 6 października 2014 r. – powiedziała prezes KDPW Iwona Sroka.

Jak zapewnia w komunikacie KDPW, uczestnikom KDPW oraz KDPW_CCP zmiana pozwoli na skrócenie okresu utrzymywania depozytów zabezpieczających dla pozycji rozliczeniowych oraz da większe możliwości w zakresie pozyskiwania papierów wartościowych w celu przeprowadzenia pełnego rozrachunku.

Na dzień 8 października 2014 r. został określony odmienny w stosunku do standardowo obowiązującego harmonogram dnia księgowego, co wynika z faktu, że tego dnia w KDPW przeprowadzone będą rozrachunki z dwóch dni jednocześnie (dla transakcji zawartych 3 października wg schematu T+3, a dla transakcji wartych 6 października – zgodnie z cyklem T+2).

KNF: zgoda na zmianę statutu PKO BP przed połączeniem z Nordeą

Komisja Nadzoru Finansowego wydała zezwolenie na zmiany statutu PKO BP dokonane w związku z połączeniem Nordea Bank Polska z PKO Bankiem Polskim.

Zmiany statutu Banku, o których mowa powyżej, zostały przyjęte przez Zwyczajne Walne Zgromadzenie Banku, które odbyło się w dniu 26 czerwca 2014.

(Newseria Inwestor)

Clean&Carbon Energy wygrało z Contanisimo Limited przed sądem arbitrażowym

0

Sąd Arbitażowy przy Krajowej Izbie Gospodarczej oddalił w całości powództwo Contanisimo Limited z siedzibą w Nikozji (spółka zależna Komputronik) przeciwko Clean&Carbon Energy o zapłatę ponad  48,6 mln zł i zasądził od Contanisimo Limited na rzecz Clean&Carbon Energy 6,5 mln zł.

Orzeczenie w tej sprawie jest ostateczne.

Jak podkreśla w komunikacie Clean&Carbon Energy, po nadaniu klauzuli wykonalności przez sąd powszechny spółka przystąpi do egzekucji należnych kwot od Contanisimo Limited.

„Inspiracje”- rozmowy z ludźmi sukcesu

O sukcesie w biznesie najczęściej decyduje ciężka praca, dobór odpowiednich współpracowników i posiadanie wizji rozwoju własnej firmy – podkreślali przedsiębiorcy biorący udział w „Inspiracjach”.

„Inspiracje” to nowa formuła spotkań w czasie Europejskiego Forum Nowych Idei. Odbywają się one w luźnej atmosferze. Przedsiębiorcy i uczestnicy konferencji mają okazję do  ciekawych rozmów i wymiany wizytówek.

W pierwszym spotkaniu uczestniczyło kilkadziesiąt osób. Przedsiębiorcy dzielili się swoimi doświadczeniami związanymi z prowadzeniem biznesu, zarządzaniem, inwestowaniem na rynkach zagranicznych, czy edukacją zawodową. W czasie „Inspiracji” padło wiele pytań do szefów przedsiębiorstw dotyczących przyszłości ich biznesów, recept na sukces i zatrudniania pracowników.

W tym networkingowym spotkaniu udział wzięli: Jerzy Krzanowski, wiceprezes Grupy Nowy Styl, Piotr Wojciechowski, prezes WB Electronics SA, Włodzimierz Strupiński z ITME, Marian Owerko, współzałożyciel Bakallandu, Jarosław Andrzej Szczepek, prezes Wieltonu SA, Paulina Ada Kalińska i Joanna Trepka, właścicielki firmy loft37.pl oraz Irena Eris i Henryk Orfinger, właściciele Dr Ireny Eris SA.

Moderatorami rozmów byli Jakub Wojnarowski, zastępca dyrektora generalnego Konfederacji Lewiatan i Jacek Adamski, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan.

Partnerem wydarzenia była Konfederacja Lewiatan.

Zaniedbane PPE szansą dla przyszłych emerytów

Biorąc pod uwagę doświadczenia krajów zachodnich, gdzie dowiedziono, iż PPE przynosi wymierne korzyści zarówno pracodawcom, jak i pracownikom, możemy przypuszczać, że niewykorzystanie potencjału tej formy oszczędzania może nieść za sobą negatywne konsekwencje dla naszych przyszłych emerytur. Eksperci wskazują, że poza znaczącym polepszeniem sytuacji gospodarczej w kraju, również zmiana mentalności pracodawców poprzez ich edukację w tym zakresie, powinna przyczynić się do powodzenia tego projektu.

Pracownicze Programy Emerytalne stanowią dogodną formę zabezpieczenia przyszłości w ramach trzeciego, dobrowolnego filaru systemu emerytalnego. PPE tworzone są przez pracodawców, którzy odprowadzają składki podstawowe za swoich pracowników, wynoszące max. 7% wynagrodzenia. Ponadto, pracownicy mogą wpłacać do programu dodatkowe środki, by zwiększyć pule środków na zabezpieczenie emerytalne. Wszystkie wydatki ponoszone na prawidłowe funkcjonowanie PPE pracodawca ma prawo zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów. Zyskują też pracownicy uczestniczący w programie – dochody z inwestycji w ramach PPE i wypłata środków pod pewnymi warunkami nie są obciążone podatkiem dochodowym od osób fizycznych.

Sytuacja gospodarcza nie sprzyja PPE
Niestety, jak pokazuje raport Pracownicze Programy Emerytalne w 2013 roku, przygotowany przez KNF, na koniec ubiegłego roku funkcjonowało jedynie 1070 programów wobec 1094 w 2012 r. W całym 2013 roku zostało otworzonych 33 nowych PPE, niestety 57 wykreślono. Główny powód nikłego zainteresowania PPE wynika z ciągle niskiej świadomości na temat przyszłych emerytur i alternatywnych form dobrowolnego odkładania na emeryturę, osadzonej w niesprzyjającej sytuacji gospodarczej w kraju, zdefiniowanej przez wysokie bezrobocie, drastyczne redukcje kosztów w zakładach pracy czy wręcz niechęć pracodawców do dodatkowych obciążeń przy wysokich kosztach pracy.
Trwała obecność tematyki emerytur w mediach, spowodowana debatą o przesunięciu składek z OFE do ZUS, a tym samym – mało zadowalającej wysokości przyszłych świadczeń emerytalnych, nie wpłynęła na wzrost zainteresowania Pracowniczymi Programami Emerytalnymi. Poza tym należy również pamiętać – jak wskazuje Piotr Szulec, Pioneer Pekao Investment Management SA – że implementacja programu PPE i jego rozwój uzależnione są od woli pracodawcy i jego realnych możliwości sfinansowania składek pracowników. W obecnej sytuacji gospodarczej motywacja pracodawcy do poczynienia kroków w tym kierunku będzie niewielka. Możemy przypuszczać, iż na skutek osłabnięcia tempa gospodarczego, wstrzymali się oni w 2013 roku z zaciąganiem długoterminowych zobowiązań.

Wzrasta świadomość obecnych uczestników PPE
Niemniej, pomimo ogólnego spadku programów w 2013 roku w porównaniu z rokiem wcześniejszym, możemy dostrzec kilka zadowalających symptomów poprawy sytuacji. Na koniec 2013 roku w PPE uczestniczyło 375 tys. osób, co w porównaniu z 2012 rokiem oznacza wzrost o 4,4%. Wzrost liczby zaangażowanych pracowników dotyczył jednak wyłącznie funduszy inwestycyjnych, natomiast o 3,8 tys. osób spadła liczba uczestników formy ubezpieczeniowej. W przypadku umów z funduszem emerytalnym liczba ta pozostała bez zmian. Również suma wszystkich zgromadzonych aktywów wzrosła – o 13%, wynosząc ponad 9,4 mld zł. Tu również najwyższy przyrost dotyczył programów zarządzanych przez fundusze inwestycyjne – 15%. Warto również dodać, że prawie połowa, tj. 49,7% wszystkich aktywów, pracowała na podstawie umów z funduszami inwestycyjnymi.
Z funkcjonujących 1 070 programów, aż 314 było realizowanych w formie umowy o wnoszenie przez pracodawcę składek pracowników do funduszu inwestycyjnego. To 29,3% wszystkich programów, gdzie w 2012 roku odsetek ten wynosił 27,5%. Zresztą trend przejmowania udziałów w rynku pracowniczych programów emerytalnych przez fundusze inwestycyjne kosztem zakładów ubezpieczeń na życie jest zauważalny od kilku lat. Podczas gdy w przypadku produktów oferowanych przez fundusze inwestycyjne corocznie odnotowuje się najbardziej dynamiczne przyrosty podstawowych wielkości (aktywa, uczestnictwo, składki), o tyle formę ubezpieczeniową w ostatnich latach dotyka ewidentny regres. Braku wzrostu ogólnej liczby PPE oznacza – wskazuje Piotr Szulec – iż, dotychczasowi uczestnicy stają się bardziej świadomi w kwestii przyszłego zabezpieczenia emerytalnego. Odpowiedzialnie myślą o emeryturze, a przez to wybierają narzędzia mogące zapewnić najwyższą możliwą stopę zwrotu w momencie przejścia na emeryturę.

Zmiana mentalności i edukacja
Doświadczenia innych krajów dowodzą, że PPE służą zarówno pracownikom, jak i pracodawcom. Ci pierwsi budują sobie dodatkowy, silny filar zabezpieczenia emerytalnego. Firmy otrzymują zaś cenione przez pracowników narzędzie motywowania i utrzymania stabilnego oraz zaangażowanego zespołu. PPE wpisują się zatem idealnie w koncepcję budowania wizerunku pożądanego pracodawcy.
Badania i rozmowy z uczestnikami rynku wskazują, że poza sytuacją gospodarczą nikłe zainteresowanie formą oszczędzania poprzez PPE w Polsce spowodowane jest także brakiem zachęt dla pracodawców będących swoistym sponsorem składek, które to stają się jego dodatkowym kosztem. Jak zauważa Piotr Szulec – Pracownicze Programy Emerytalne funkcjonują zazwyczaj w dużych przedsiębiorstwach, które stać na finansowanie bądź współfinansowanie składki. Wydaje się więc, że bez bodźców takich jak np. zachęta fiskalna nie możemy spodziewać się popularyzacji PPE w większym gronie pracodawców. Dodatkowo, wielu pracodawców odstraszają bardzo skomplikowane procedury formalno-prawne oraz biurokratyczne związane z ich wdrażaniem.

Niemniej również sami pracownicy wykazują minimalne zainteresowanie tę formą oszczędzania, dlatego warto przemyśleć możliwe formy popularyzacji PPE wśród nich, chociażby poprzez pokazanie ich zalet w ramach rzeczowego programu informacyjno-edukacyjnego. Należy również zastanowić się nad uproszczeniem wymogów biurokratycznych i uelastycznieniem  warunków dla założenia PPE. Dopiero wtedy możemy liczyć, że program będzie rozwijać się w tempie oczekiwanym przez jego pomysłodawców.

Stworzenie pracownikom możliwości dodatkowego oszczędzania powinny rozważyć w szczególności te firmy, które chcą budować długofalową strategię, zgodną z zasadami społecznej odpowiedzialności biznesu.  Dzieląc się z otoczeniem informacją o powodach stworzenia PPE – na przykład w raportach CSR – pełnią też ważną rolę opiniotwórczą, edukując inne firmy oraz uwrażliwiając społeczeństwo na problem konieczności zabezpieczenia finansowego emerytury.

Hakerzy atakują klientów operatorów komórkowych

Niewiedzę użytkowników korzystających z udogodnienia, jaką jest e-faktura,  wykorzystują cyberprzestepcy. W ostatnich dniach proceder masowego wysyłania fałszywych dokumentów do klientów różnych operatorów telefonii komórkowej niepokoi specjalistów ds. bezpieczeństwa i samych operatorów. Sytuacja stała się na tyle poważna, iż doczekała się komentarza rzecznika prasowego firmy Play.

Niestety temat powraca. Przestępcy (…) działają po omacku i wysyłają faktury do zupełnie przypadkowych osób – informuje na oficjalnym blogu operatora Marcin Gruszka.

Niewiedza klientów

150 mld dol. to szacowana kwota strat poniesionych przez kradzieże wrażliwych danych, numerów kart kredytowych i haseł w ciągu jednego roku. Większość z danych, które trafiają do rąk przestępców, zdobyte są dzięki nieuwadze i niewiedzy klientów. Nasz rodzimy przykład działania cyberprzestępców, wycelowany w klientów operatorów telefonii komórkowej, wpisuje się niestety w światowy trend działania przestępczego świata.

Jak nie stać się ofiarą oszustwa?

Zaznaczyć trzeba, że bardzo łatwo jest zweryfikować różnicę pomiędzy oryginałema podrobionym dokumentem – informuje Paweł Żal, Lider Zespołu Testów Unizeto Technologies – Zarówno mail z e-fakturą, jak i sam dokument, są podpisane elektronicznie. Klient, po pierwsze, powinien sprawdzić, czy w wiadomości znajduje się symbol pieczęci lub załącznik „smime.p7s”, zawierający pieczęć. Po drugie, przesłany dokument powinien zawierać w górnej części informacje o dostawcy podpisu elektronicznego.

Dodatkowo źródło pochodzenia dokumentu można sprawdzić samodzielnie za pomocą darmowych narzędzi do weryfikacji podpisów elektronicznych, jak np. WebNotarius, www.webnotarius.pl.

Standard & Poor’s: W roku 2015 światowa gospodarka przyspieszy

Eksperci Standard & Poor&HASH39;s przewidują, że światowa gospodarka w roku 2015 będzie się rozwijała trochę szybciej niż w 2014.

Wzrost gospodarczy w USA może przyspieszyć do 3 proc. (z 2,2 proc. w roku 2014), a w strefie euro do 1,5 proc. (z 1 proc. w 2014 r.). Lekki spodek tempa wzrostu możliwy jest za to w Chinach – z 7,4 proc. w tym roku, do 7,1 proc. w roku 2015.

DM PKO BP podtrzymuje zalecenie „kupuj” dla akcji Emperii

DM PKO BP wciąż widzi 37-proc. przestrzeń do wzrostu ceny Emperii, stąd podtrzymuje swoją rekomendację „kupuj” dla akcji tej spółki.

Cena docelowa to wg DM PKO BP 69,1 zł. Rekomendacja wydana została przy cenie 51 zł. Na koniec czwartkowej sesji akcje były nawet tańsze i kosztowały 47,88 zł, co pozwoliłoby liczyć na 44-proc. wzrost kursu akcji.

Wprawdzie zdaniem analityków, nie ma co liczyć na poprawę sytuacji na rynku detalicznym, ale zaplanowane nowe otwarcia, zwłaszcza w IV kwartale, powinny w kolejnych miesiącach zwiększyć całkowite przychody spółki. Jednak na wzrost sprzedaży na porównywalnej powierzchni na razie wg analityków DM PKO BP, nie widać szans.

Pozytywnym aspektem działalności Emperii jest natomiast logistyka. Spółka powinna wg raportu zacząć zarabiać na własnej logistyce, na której wprowadzenie zdecydowała się w połowie 2013 r.

Marże osiągnęły poziom o 4,7 pp. wyższy niż rok temu, przed przejściem Emperii na własną logistykę – piszą autorzy raportu. – Rosnący udział dostaw własnej logistyki powoduje również spadek wskaźnika kosztów logistyki, który zmniejszył się w 2Q14 do 6,11 proc. W stosunku do całkowitej sprzedaży koszty logistyki wyniosły 5,15 proc., zatem nie zostały jeszcze „pokryte” przez wzrost marży bruLo (4,7 pp.). Spodziewamy się dalszego spadku kosztów logistyki o około 0,2 pp. kw/kw przez kolejne 3-4 kwartały, co oznacza, że pod koniec tego roku spółka zrównoważy wyższymi marżami brutto koszty logistyczne. Od początku 2015 (po półtora roku od rozpoczęcia wdrażania) Emperia powinna zacząć zarabiać na własnej logistyce.

Emperia osiągnęła już 84-proc. udział logistyki własnej w całości zaopatrzenia, co jest bliskie docelowemu poziomowi 85 proc. Pozostałe dostawy to produkty świeże, dostarczane przez producentów.

Eurostat: Sierpniowy wzrost sprzedaży w Unii Europejskiej

W sierpniu wyrównana sezonowo wielkość sprzedaży detalicznej wzrosła w porównaniu z lipcem o 1,2 proc w strefie euro i o 1,4 w całej w Unii Europejskiej – szacuje Eurostat.

W sierpniu 2014, w porównaniu z sierpniem 2013 sprzedaż detaliczna wzrosła o 1,9 proc. w strefie euro, a o 2,5 proc. w całej Unii.

Z danych unijnego urzędu statystycznego wynika, że największe wzrosty w handlu detalicznym zarejestrowano w Niemczech i Luksemburgu (po 2,5 proc.), w Portugalii i Szwecji (po 2,3 proc.) oraz w Polsce ( 2,2 proc.). Największy spadek sprzedaży odnotowano w Rumunii i na Słowacji (po 0,6 proc.).

DM PKO BP podnosi rekomendację dla Eurocashu do „trzymaj” ze „sprzedaj”

Dom Maklerski PKO BP podniósł rekomendację dla Eurocashu. Analitycy zalecają teraz trzymanie akcji hurtownika, a nie ich sprzedaż.

Cenę docelową wyznaczono na 32,1 zł. Rekomendacja pochodzi z  26 września, gdy kurs akcji Eurocashu wynosił 31,7 zł. Na zakończenie czwartkowej sesji było to już 32 zł.

Analitycy podkreślili, że drugie półrocze może być dla spółki lepsze niż pierwsze, choć wyniki należącego do niej Tradisu wciąż pozostają słabe.

– Sądzimy, że 2 półrocze może być nieco lepsze od pierwszego, choć będzie to głównie zasługą niskiej bazy z zeszłego roku (Tradis utracił kontrakt z siecią Stokrotek od połowy 2013). Ze względu na wzrost sprzedaży w segmencie Cash & Carry i Delikatesów Centrum sądzimy, że sprzedaż w H2 2014 może rosnąć o około 4 proc. rdr. Możliwy jest też niski jednocyfrowy wzrost EBIT, w porównaniu z dwucyfrowym spadkiem w 1 półroczu 2014 – napisano w raporcie.

Nanontel sprzedał obligacje za 3 mln zł

Nanotel  sprzedał 3 tys obligacji na okaziciela serii D o wartości 1 tys zł każda w subskrypcji prywatnej.

Przydział obligacji nastąpił w dniu 30 września, bez redukcji, a papiery objęło 3 inwestorów.

Łączne koszty emisji obligacji wyniosły 100 tys zł

Dom Development: Wzrost liczby sprzedanych mieszkań w III kwartale (aktualizacja)

Dom Development sprzedał w III kwartale 495 mieszkań, o 32 więcej niż w II kwartale. Nabywcom przekazano w tym czasie 374 mieszkania.

W II kwartale spółka sprzedała 463 mieszkania, a przekazała 450 mieszkań.

Spółka poinformowała, że łączna sprzedaż w trzech kwartałach to ponad  1,3 tys mieszkań co oznacza wzrost o 19 proc.

III kwartał 2014 roku potwierdził siłę rynku sygnalizowaną przez nas w poprzednim kwartale – powiedział Jarosław Szanajca, prezes Dom Development. Wciąż odnotowujemy sprzedaż rynkową na poziomie zbliżonym do hossy sprzed siedmiu lat, lecz tym razem w naszej opinii popyt rynkowy i podaż są zbilansowane, co prowadzi do wzrostu wolumenu transakcji bez efektu wzrostu cen.

Markit Economics: Wzrósł PMI dla sfery usług w Niemczech, spadł dla strefy euro

Wskaźnik PMI dla niemieckiego sektora usług wzrósł w ciągu ostatniego miesiąca o 0,6 pkt, osiągając poziom 55,7 pkt. – poinformowała 3 października firma badawcza Markit Economics. PMI sektora usług całej strefy euro spadł w tym czasie o 0,7 pkt, do poziomu 52,4 pkt.

Markit Economics, comiesięczne badania wskaźnika PMI przygotowuje na podstawie ankiety przeprowadzanej wśród menadżerów największych firm. Jeżeli  PMI osiąga wartość przekraczającą 50 pkt. oznacza, że większość menadżerów z optymizmem ocenia perspektywy swoich firm.

Ruszyły zapisy na obligacje Best SA. Spółka liczy na powtórzenie sukcesu pierwszej emisji, w której zapisy zakończono piątego dnia

CEO Magazyn Polska

Jeden z największych polskich zarządców wierzytelności rozpoczął subskrypcję drugiej emisji czteroletnich obligacji, która ma potrwać do 14 października. Wartość oferty sięga 50 mln zł, a oprocentowanie wynosi 6 proc. Środki zostaną przeznaczone na pozyskiwanie nowych aktywów i wykup jednego z funduszy, w które zaangażowana jest spółka.

– Nowością tym razem będzie to, że będziemy chcieli wykupić pozostałą część funduszu sekurytyzacyjnego BEST II, który znajduje się w chwili obecnej poza grupą – wyjaśnia Krzysztof Borusowski, prezes Best SA. –  Grupa kapitałowa BEST ma jedynie 17 proc. w tym funduszu, w związku z tym ten fundusz nie jest konsolidowany, nie jest widoczny w naszych sprawozdaniach i wynik na certyfikatach obserwujemy tylko w tej dolnej linii pełnego dochodu.

BEST II to jeden z największych funduszy sekurytyzacyjnych w Polsce. Na koniec pierwszego półrocza wartość aktywów netto wyniosła prawie 99 mln zł. Jest jednym z trzech funduszy zarządzanych przez BEST TFI, należący do Best SA. Po wykupie będzie w 100 proc. własnością grupy kapitałowej.

Obecnie przeprowadzana emisja jest drugą w całym programie wartym 300 mln zł, które spółka chce pozyskać w ciągu najbliższych 2 lat.

– Na przełomie I i II kw. uruchomiliśmy pierwszą serię K1 – to było 45 mln, które rozeszły się błyskawicznie, subskrypcję zamknęliśmy przed terminem, po zaledwie paru dniach i końcowa nadsubskrypcja sięgała 75 proc. Seria druga jest bardzo podobna – 50 mln zł, też przewidujemy zapisy w przeciągu dwóch tygodni. Jedyna różnica polega na tym, że tym razem będziemy oferowali stałe oprocentowanie na poziomie 6 proc. Obligacje będą miały termin zapadalności 4 lat, czyli tak jak poprzednie – mówi Borusowski.

Zakończenie subskrypcji przypada na 14 października, przydział – na 17 października. Przewidywany dzień emisji to 30 października, a termin dopuszczenia do obrotu to 13 listopada. Zapisu przyjmuje Dom Maklerski mBanku.

Biomed-Lublin chce wejść na GPW

0

Biomed-Lublin  zamierza wprowadzić swoje akcje na Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie.

Wytwórnia Surowic i Szczepionek Biomed-Lublin 2 października złożyła do Komisji Nadzoru Finansowego wniosek o zatwierdzenie prospektu emisyjnego, sporządzonego w związku z zamiarem ubiegania się o dopuszczenie i wprowadzenie do obrotu na rynku regulowanym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie .

Spółka chce  sprzedać  ponad 5 mln akcji serii B, 848 tys akcji serii C, 7,7 mln akcji serii D oraz 5,7 akcji serii E o wartości nominalnej 0,10 zł każda.

Biomed-Lublin od końca lipca 2011 r. notowany jest na rynku alternatywnym warszawskiej GPW.

Vistula Group: O 6,6 proc. wzrosły przychody ze sprzedaży we wrześniu

0

Skonsolidowane przychody ze sprzedaży Vistula Group, osiągnięte we wrześniu, wyniosły ok. 30,8 mln zł i były wyższe od przychodów osiągniętych przed rokiem o ok. 6,6 proc.

W ujęciu narastającym wartość przychodów ze sprzedaży zrealizowanych w okresie styczeń – wrzesień wyniosła około 302,4 mln zł i była wyższa o około 9,3 proc. od osiągniętych rok wcześniej.

Przychody ze sprzedaży detalicznej zrealizowane we wrześniu w segmencie odzieżowym pod markami Vistula, Wólczanka i Deni Cler wyniosły około 16,6 mln zł i były wyższe od przychodów osiągniętych we wrześniu 2013 roku o około 5,8 proc. W ujęciu narastającym wartość przychodów ze sprzedaży wyniosła około 161,9 mln zł i była wyższa o około 8,6 proc.

Przychody ze sprzedaży detalicznej zrealizowane w segmencie jubilerskim pod marką W.Kruk  wyniosły około 11,4 mln zł i były wyższe od przychodów osiągniętych rok wcześniej o około 7 proc. W ujęciu narastającym wartość przychodów ze sprzedaży zrealizowanych w tym segmencie w okresie od stycznia do września wyniosła około 112,7 mln zł i była wyższa o około 6,7 proc. od osiągniętych w analogicznym okresie roku ubiegłego.

(Newseria Inwestor)

Raytheon chce zaangażować polskie firmy w prace nad nową generacją rakiet Patriot

CEO Magazyn Polska

W przyszłym roku Ministerstwo Obrony Narodowej ma zdecydować, kto będzie wykonawcą systemu obrony przeciwrakietowej i przeciwlotniczej pod nazwą Wisła. Pod uwagę brane są konsorcjum Eurosam (Thales i MBDA) i amerykański koncern Raytheon. Amerykanie zapewniają, że oferowany przez nich system Patriot może zostać dostarczony w 2018 roku. Chcą zaangażować również polskie firmy w prace nad nową generacją rakiet, które zostałyby dostarczone do 2022 roku.

W wyniku dialogu technicznego w czerwcu br. MON wybrał do postępowania związanego z pozyskaniem zestawów Wisła dwa podmioty: konsorcjum Eurosam (Thales i MBDA) oferujące zestaw SAMP/T oraz firmę Raytheon oferująca zestawy Patriot.

Cieszymy się, że Ministerstwo Obrony Narodowej wybrało nas do finałowego etapu przetargu, ale piłka nadal jest w grze – mówi w rozmowie z agencją Newseria Biznes Ralph Acaba, wiceprezes Pionu Zintegrowanych Systemów Obrony Przeciwlotniczej i Przeciwrakietowej Raytheon Integrated Defense Systems. – Staramy się stale ulepszać naszą ofertę, pracujemy nad nią, współdziałając blisko z MON i polskim przemysłem.

System Patriot, którego producentem jest Raytheon, jako jedyny został sprawdzony na polu walki. Obecnie funkcjonuje w dwunastu krajach (w tym pięciu należących do NATO).

Uważam, że z perspektywy utrzymywania systemu i jego kosztów, współpraca między armiami i rządami, która wiąże się z rakietami, daje wiele możliwości, których nie oferują inne rozwiązania – zapewnia Ralph Acaba.

Jak informuje, pełną zdolność operacyjną i funkcjonalność system mógłby osiągnąć już w 2018 roku. Dodatkowo koncern chce współpracować z krajowym przemysłem nad jego modernizacją. Rakiety Patriot nowej generacji, jak przypuszcza Acaba, mogłyby mieć premierę w okolicach 2020 roku.

To poprawiłoby działanie systemu w przyszłości – twierdzi Ralph Acaba. – Jesteśmy w Polsce od roku, spotykaliśmy się z przedstawicielami przemysłu, podpisaliśmy kilka porozumień. Z polską firmą PIT-RADWAR mamy kontrakt na rozpoczęcie prac nad nową generacją anteny do radarów wyrzutni. Liczymy na więcej okazji do podobnej współpracy. Z MESKO podpisaliśmy list intencyjny dotyczący wspólnej produkcji rakiet.

Spółka podpisała też umowę z bydgoską firmą TELDAT ws. opracowania i produkcji zaawansowanych wojskowych routerów do systemu Patriot. Polska firma zaprojektuje, zintegruje i przeprowadzi próby technologii, które umożliwią łączność w przestrzeni powietrznej dla systemu.

Obecnie koncern poszukuje partnerów do prac nad ulepszaniem innych elementów systemu: od radarów po panele sterowania rakietami.

Chcę podkreślić, że wspólnie opracowane produkty byłyby sprzedawane nie tylko Polsce, lecz także na zagranicznych rynkach – mówi Acaba. – Wiele państw jest zainteresowanych systemem Patriot. Istnieje więc szansa na to, by polskie zakłady przemysłowe mogły zwiększyć eksport do innych krajów partnerskich.

Program modernizacyjny polskich sił zbrojnych na lata 2013-2022 zakłada nabycie sześciu baterii systemów rakietowych średniego zasięgu typu MRAD (Medium Range Air Defence), które mają mieć zasięg do 100 km. Do 2023 roku na budowę polskiej tarczy antyrakietowej może zostać wydanych ponad 26 mld zł.

M. Woszczyk (PGE): Wymagania środowiskowe dla energetyki będą rosnąć. Branża oczekuje stabilnej regulacji

CEO Magazyn Polska

Dywersyfikacja źródeł energii ma być odpowiedzią PGE na rosnące wymagania środowiskowe stawiane sektorowi energetycznemu. Być może jeszcze w październiku Rada Europejska przyjmie Pakiet 2030, który w zaproponowanej przez Komisję Europejską formie zakłada aż 40-proc. redukcję emisji dwutlenku węgla. PGE podkreśla, że do długoterminowych inwestycji, m.in. w energetykę jądrową, niezbędna jest stabilność regulacji.

Zakładamy scenariusz coraz bardziej ambitnych celów emisyjnych stawianych przed sektorem energetycznym przez Unię Europejską. Nasza strategia sięga horyzontu 2020, czyli takiego, w którym możemy w sposób racjonalny przewidywać zdarzenia, które nas czekają – mówi agencji informacyjnej Newseria Marek Woszczyk, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej.

Woszczyk podkreśla, że nie wiadomo jeszcze, jak daleko pójdzie unijny Pakiet 2030 w regulacji redukcji zanieczyszczeń. Zaproponowany na początku roku projekt Komisji Europejskiej wyznacza 40-proc. cel zmniejszenia emisji gazów cieplarniach i osiągnięcie 27-proc. udziału energii odnawialnej w unijnym miksie energetycznym do 2030 r.

Przywódcy państw unijnych zbiorą się na szczycie Rady Europejskiej w Brukseli 23 października. W programie obrad jest dyskusja na temat Pakietu 2030, choć nie wiadomo, czy uda się od razu przyjąć ten program. Woszczyk podkreśla, że może się to stać dopiero na początku przyszłego roku. Na kształt nowych regulacji wpływ będzie miała też nowa Komisja Europejska, której priorytety mogą się różnić od kończącej kadencję Komisji Jose Manuela Barroso.

Staramy się w sposób ekonomicznie uzasadniony zarządzać ryzykiem wyższych, a nie niższych cen dwutlenku węgla w przyszłości, bo to tak naprawdę o to chodzi – mówi Woszczyk. ‒ Chcemy dywersyfikować nasz park wytwórczy. Wciąż niewątpliwie dominującą technologią będzie ta oparta na węglu, w przypadku PGE przede wszystkim na węglu brunatnym, częściowo też kamiennym. Ale intensywnie rozwijamy też segment energetyki odnawialnej i poważnie myślimy o dywersyfikacji portfela w stronę energetyki jądrowej.

Woszczyk podkreśla, że rozwój energetyki odnawialnej i jądrowej w ramach PGE może postępować równocześnie, ale najważniejszym czynnikiem jest opłacalność.

Dobry sygnał dla rozwoju polskiej energetyki jądrowej wysłała niedawno Bruksela – odchodzący komisarz ds. konkurencji Joaquin Almunia zarekomendował zgodę na brytyjski model finansowania, polegający na długoterminowych kontraktach różnicowych dla wykonawcy elektrowni Hinkley Point C. Choć pierwsze analizy KE wskazywały, że takie rozwiązanie jest nieefektywne finansowo i może zostać uznane za niedozwoloną pomoc publiczną, w drugiej połowie września Almunia niespodziewanie wydał pozytywną ocenę. Budowa polskiej elektrowni atomowej może być sfinansowana w podobnym modelu.

Jeśli zostanie on przyjęty dla Wielkiej Brytanii, nie widzę powodów, dla których nie miałby być przyjęty w przypadku polskiej inwestycji w energetykę jądrową. To jest bardzo dobra informacja dla nas jako głównego inwestora w tym projekcie – podkreśla Woszczyk. ‒ Nie podejmiemy takiej decyzji, jeżeli nie będziemy mieli pewności, że działamy w środowisku przewidywalnym, które zapewnia ekonomiczną stabilność tego projektu.

Woszczyk zastrzega jednak, że projekt elektrowni atomowej jest wciąż na etapie studium wykonalności. Podpisano już umowę pomiędzy PGE, Eneą, KGHM-em i Tauronem (w jej ramach pozostałe trzy koncerny odkupią po 10 proc. akcji spółki PGE EJ 1), wciąż jednak nie wybrano strategicznego inwestora zagranicznego, który zapewni technologię budowy elektrowni atomowej. UOKiK nie wydał też jeszcze decyzji o zgodzie na koncentrację, nieznana jest także dokładna lokalizacja elektrowni.

Przełom w leczeniu zaawansowanego raka piersi. Kobiety mogą żyć 1,5 roku dłużej

CEO Magazyn Polska

Rak piersi jest w Polsce najczęstszym nowotworem złośliwym u kobiet (ok. 22 proc. zachorowań). Co roku jest on diagnozowany u ponad 16 tys. osób, z czego blisko połowa umiera. Wyniki badań potwierdziły, że pacjentki z HER2 dodatnim rakiem piersi leczone nowym lekiem o nazwie pertuzumab mogą przeżyć nawet o 1,5 roku dłużej niż te leczone dotychczas stosowanymi terapiami. Korzystają z niego już chore w 14 krajach UE, w Polsce nie jest jeszcze objęty refundacją. 

Co piąty nowotwór złośliwy wśród kobiet to właśnie rak piersi. Stanowi on główną przyczynę zgonów pacjentek onkologicznych (13 proc.). Eksperci podkreślają, że dzięki nowoczesnym terapiom może nastąpić przełom w jego leczeniu.

Zaprezentowane na kongresie Europejskiego Stowarzyszenia Onkologii Klinicznej (ESMO 2014) w Madrycie wyniki badania CLEOPATRA są podsumowaniem kilkuletnich obserwacji prowadzonych w grupie ponad 800 pacjentek w 25 krajach. Pacjentki leczone pertuzumabem dodanym do obecnie standardowej terapii trastuzumabem i chemioterapią (docetakselem) przeżywały dłużej.

Wyniki badania CLEOPATRA są przełomowe i wstrząsające. Mediana przeżycia całkowitego chorych leczonych z udziałem pertuzumabu wynosi 56,5 miesiąca, to jest wynik niespotykany, dotychczas nieosiągany – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria prof. Tadeusz Pieńkowski z Europejskiego Centrum Zdrowia w Otwocku.

Wyniki badania to nadzieja dla nawet 20-30 proc. kobiet z rakiem piersi. Tyle choruje na tzw. HER2 dodatniego raka piersi, wyjątkowo agresywną i dotychczas trudną w leczeniu postać nowotworu.

Przeżycie całkowite niemal 5 lat to bardzo dużo, ponieważ w przeszłości, gdy nie były dostępne terapie anty-HER2, pacjentki z tym podtypem raka piersi umierały bardzo szybko. To bardzo agresywna forma raka piersi. Zatem tak długi czas przeżycia jest po prostu niebywały – podkreśla dr Sandra Swain, dyrektor medyczny Instytutu MedStar w Waszyngtonie i główna autorka badania CLEOPATRA. ‒ Wniosek z badania jest taki, że z tego schematu leczenia mogą skorzystać wszystkie pacjentki z przerzutowym HER2 dodatnim rakiem piersi w I linii leczenia.

Jak podkreśla prof. Krzysztof Krzemieniecki ze Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, wydłużenie czasu wolnego od postępu choroby oznacza dla chorych dodatkowe pół roku normalnej aktywności zawodowej i rodzinnej. Jak dodaje prof. Krzemieniecki, szansa na skuteczniejsze powstrzymanie postępu choroby motywuje chore do leczenia.

Lek nie jest jednak dostępny w Polsce. Pomimo pozytywnej opinii Agencji Oceny Technologii Medycznych wydanej w grudniu 2013 r. Ministerstwo Zdrowia nie objęło pertuzumabu refundacją. Do końca roku resort ma czas na rozpatrzenie odwołania producenta leku. Chore na raka piersi mogą już być leczone pertuzumabem w 14 innych krajach UE, w tym w Czechach i na Słowacji.

Nie wyobrażam sobie, żeby ta sytuacja mogła trwać dłużej, dlatego że rezultaty, które udało się uzyskać w badaniu, są spektakularne. Myślę, że to leczenie z wykorzystaniem pertuzumabu będzie złotym standardem. Dobrze byłoby, żeby tym standardem stało się w Polsce tak szybko, jak to możliwe, bo każdy kolejny dzień to po prostu niepotrzebne śmierci ludzi – apeluje Bartosz Poliński, prezes Fundacji Onkologicznej Osób Młodych Alivia.

Prof. Krzemieniecki dodaje, że niemal pięcioletnia mediana czasu przeżycia (oznacza to, że w czasie pięciu lat od rozpoczęcia leczenia zmarła połowa objętych badaniem kobiet, ale druga połowa przeżyła więcej) to wynik niespotykany nie tylko w leczeniu raka piersi, lecz także w całej onkologii. W częstym raku jelita grubego wskaźnik ten przekracza jedynie dwa lata. Dodaje, że szybkie postępy w tej dziedzinie medycyny dają nadzieję na to, że wkrótce uda się jeszcze bardziej wydłużyć życie chorych z przerzutowym rakiem piersi.

Dr Swain dodaje, że nowoczesne terapie mogą być już stosowane we wczesnej postaci raka piersi, w tzw. terapii uzupełniającej (adjuwantowej), czyli po zabiegu chirurgicznym.

‒ Standardem leczenia chorych na HER2 dodatniego raka piersi z przerzutami jest zastosowanie pertuzumabu, trastuzumabu i docetakselu, czyli takiego leczenia jak w badaniu CLEOPATRA – podkreśla prof. Pieńkowski.

Biznesowa przyszłość Hongkongu niezagrożona. Niezależnie od tego, jak zakończą się protesty

CEO Magazyn Polska

Ze względu na to, że Hongkong jest najważniejszym miastem w tej części świata, dla biznesu nie będzie miało większego znaczenia, w jaki sposób zakończą się trwające demonstracje uważa prezes Centrum Studiów Polska-Azja. W krótkim terminie może mieć to wpływ na wyniki samej hongkońskiej giełdy, może też nieznacznie osłabić pozycję miasta w konkurencji z Szanghajem.

– Przez 25 lat Chiny rozwijały się bardzo dynamicznie, globalny biznes chciał tam inwestować, bo to się po prostu opłacało – tłumaczy Radosław Pyffel, prezes Centrum Studiów Polska-Azja. – Tak samo jest w przypadku Hongkongu, który oferuje usługi finansowe na tak wysokim poziomie, że niestety niezależnie od tego, czy dojdzie do krwawego stłumienia tej demonstracji, czy odbędzie się to na drodze negocjacji, to po prostu biznesowi będzie się opłacało tam być, inwestować, korzystać z usług hongkońskich centrów finansowych i to niestety niczego nie zmieni.

Ta biznesowa atrakcyjność wynika z tego, że zachodni biznesmeni cenią Hongkong za transparentne prawo, które pozostało po Brytyjczykach i jest respektowane, za kadry, które miasto wykształciło w swojej półtorawiekowej historii kontaktów z handlem światowym, oraz za to, że jest doskonałym przyczółkiem do robienia interesów w całym regionie.

W związku z tym, jeżeli tylko sytuacja się uspokoi i demonstracji nie będzie, a konflikt zostanie jakoś zażegnany, to uważam, że Hongkong swoich atutów nie utraci – one są niezależne od tego, czy demonstranci są na placu Central, czy nie – mówi Pyffel.

Jeśli dojdzie jednak do rozwiązania siłowego i demonstracje zostaną krwawo stłumione, Hongkong straci wizerunkowo, ale zdaniem eksperta nie jest powiedziane, że to będzie miało wpływ na biznes.

– Pamiętajmy o tym, że podobny kryzys przechodziły Chiny w 1989 roku, kiedy sytuacja była bardzo podobna, na placu Tian’anmen również użyto siły wobec demonstrantów i w zasadzie nic się nie stało.

Na razie traci najbardziej hongkońska giełda i działające w miejscach ogarniętych zamieszkami instytucje finansowe.

– Część pracowników tych banków, instytucji finansowych wykonuje swoją pracę zdalnie, z domu takie jest zalecenie zarządów i szefostwa. Sądzę, że ta sytuacja pewnie długo nie będzie mogła trwać. Natomiast jeżeli będzie się to przeciągać, to faktycznie odbije się to na wynikach hongkońskiej giełdy.

Punkty dla Szanghaju

Hongkong konkuruje o miano najważniejszego biznesowego regionu w Chinach z Szanghajem i w obecnej sytuacji ten drugi zyskuje, bo nie ma tam niepokojów społecznych. Ale nie oznacza to, że konflikt zmarginalizuje byłą brytyjską kolonię.

– Problemem Szanghaju jest to, że jest on pozbawiony atutów, które ma Hongkong. Czyli przede wszystkim nie ma transparentnego prawa, które zostało po Brytyjczykach w Hongkongu i nie ma autonomii jak Hongkong – mówi Pyffel. – To sprawia olbrzymi problem światowym inwestorom, że prawo w Chinach nie działa (albo nie działa tak, jak w krajach zachodnich), a w Hongkongu działa.

Do tego dochodzi ponad 150 lat kontaktów handlowych z Zachodem i wynikające stąd doświadczenie pracowników biznesu w Hongkongu. Między innymi z tych powodów obecne zamieszki, nawet jeśli pokażą, że pozostałości częściowej demokracji w tym mieście już całkiem zniknęły, nie zmniejszą zainteresowania Hongkongiem światowych biznesmenów.

Duży problem Wielkich Chin

Zdaniem eksperta są trzy aspekty obecnej sytuacji w Hongkongu, które nie są do końca rozumiane przez światową opinię publiczną. Po pierwsze – Hongkończycy otrzymali nieco swobód demokratycznych dopiero w chwili, gdy Brytyjczycy wiedzieli, że będą musieli się z miasta wycofać.

Demonstranci chcą poszerzenia tych swobód. Pekin zadeklarował w 2008 roku, że będą wolne wybory, po czym ogłosił, że będą wolne wybory, ale spośród trzech kandydatów, których sam mianuje. To doprowadziło do furii znaczną część opinii publicznej w Hongkongu i stąd te demonstracje – mówi Pyffel.

Druga sprawa to napływ turystów z Chin kontynentalnych. Jest tu ich 40 mln, czyli sześć razy tyle, ile wynosi liczba mieszkańców Hongkongu. To sprawia, że życie staje się tam trudne, mimo że turyści z Chin przywożą dużo pieniędzy i dają prace wielu mieszkańcom miasta.

– To tak jakby do Polski przyjechało 220 mln bogatych Rosjan. Polska też by się bardzo zmieniła, na pewno wiele osób by na tym zarobiło, stworzono by nowe miejsca pracy – wyjaśnia ekspert. – Zachowania przybyszów z kontynentu nie odpowiadają mieszkańcom Hongkongu: to, że wszędzie palą papierosy, autobusy są zatłoczone, a oni zachowują się głośno. Życie w Hongkongu staje się trudne albo wręcz nie do zniesienia i te protesty się też nakładają na ten resentyment.

Trzecia sprawa to protesty w innych regionach, które Chiny chciałyby sobie całkowicie podporządkować, jak choćby na Tajwanie. Mieszkańcy tych miast chcą decydować o tempie i sposobie integracji, co jest Pekinowi nie na rękę.

Te protesty odbywały się pod takimi hasłami, jak w Hongkongu: one man, one vote, czyli jeden człowiek, jeden głos, czyli nic o nas bez nas. To jest ogromny problem dla Pekinu, którego marzeniem w XXI wieku jest zjednoczenie wszystkich ziem chińskich i stworzenie wielkich Chin. Ten projekt dotychczas nie napotykał na wielkie trudności, ale te demonstracje pokazują, że nie będzie wcale tak łatwo – zauważa Pyffel.

Dynamiczny rozwój mniejszych sklepów. Sieci handlowe jednak znowu będą inwestowały w duże placówki

CEO Magazyn Polska

Na polskim rynku handlowym wciąż najszybciej rozwijają się dyskonty i sklepy typu convenience. Ekspansja super- i hipermarketów została zahamowana – wynika z raportu Cushman & Wakefield podsumowującego I półrocze. Rank Progress, deweloper zajmujący się obiektami handlowymi, ocenia, że są jednak sieci, które wracają do strategii rozbudowy największych placówek.

Przez kilka lat Carrefour nie otworzył żadnego hipermarketu. Rozwijał sieć tylko poprzez mniejsze sklepy Carrefour Express. Teraz otwiera w Pile hipermarket – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jan Mroczka, prezes zarządu Rank Progress, spółki specjalizującej się w przygotowywaniu, realizacji i wynajmie dużych obiektów handlowych.

Rank Progress realizuje wspólnie z Immofinanz Group budowę galerii w Pile. Obiekt zostanie otworzony jeszcze w tym roku. Carrefour będzie tam jednym z głównych najemców.

W segmencie największych placówek spółka współpracuje także z Auchan. Jak przypomina szef Rank Progress, sieć ta obecnie koncentruje się na przystosowaniu (m.in. rebrandingu) kupionych na początku roku hipermarketów Real. W rezultacie transakcji, która kosztowała 1,1 mld euro, Auchan ma mieć w Polsce 78 placówek zatrudniających w sumie 20 tys. osób.

To jest związane z ogromem pracy – tłumaczy Jan Mroczka. – Ale rozmawiamy i nie jest powiedziane, że bez rezultatów. Musimy negocjować już projekty, które będziemy budować za 5-6 lat.

Wyniki z I półrocza Cushman & Wakefield wskazują, że ekspansja super- i hipermarketów została wstrzymana. Jak wynika z obserwacji deweloperów, najbardziej dynamicznie rozwijają się w Polsce sieci dyskontowe i sklepy typu convenience. Inwestują szczególnie intensywnie w mniejszych ośrodkach miejskich i przy galeriach handlowych.

Czerwona Torebka teraz przeszła na rozwój dyskontowej sieci spożywczej – informuje Mroczka. – 16 maja została uruchomiona nowa placówka w Oleśnicy. Widzę, że ludzie którzy robią tam zakupy, są bardzo zadowoleni. To pokazuje, że dzisiaj powinniśmy rozwijać się w mniejszych miastach, bo to daje dużą szansę na sukces, a my na to stawiamy.

Z raportu Cushman & Wakefield wynika, że dużą ostrożność w podejmowaniu decyzji o nowych lokalizacjach widać wśród właścicieli marketów budowlano-ogrodowych (DIY) oraz parków handlowych.

Sieci chcą kupić gotowe sklepy, wynająć powierzchnię albo kupić tylko grunt. Oni robią swoje badania, my swoje i gdzieś pomiędzy znajdujemy wspólny mianownik. Dochodzimy powoli do formy, która będzie umową końcową. Nie można dzisiaj powiedzieć, że sieci tylko czekają, żebyśmy zainwestowali. One także inwestują samodzielnie – twierdzi Mroczka.

Średnia powierzchnia mieszkania oddawanego do użytku przez deweloperów w najbliższych miesiącach będzie rosnąć. To efekt niskich stóp procentowych

CEO Magazyn Polska

Deweloperzy wracają do projektów, które przewidują budowę większych lokali. Obecnie przeciętna powierzchnia mieszkania oddawanego do użytkowania przez deweloperów to ok. 60 mkw., a sprzedawane lokale są najmniejsze od 2006 roku. Zdaniem analityków Lion&HASH39;s Banku w najbliższych miesiącach średni metraż będzie jednak powoli rósł. Powodem są rekordowo niskie stopy procentowe, które prawdopodobnie jeszcze w tym roku zostaną obniżone i tanie kredyty zarówno na budowę, jak i hipoteczne.

Powód, dla którego deweloperzy budują i oddają do użytkowania najmniejsze mieszkania od 2006 roku, jest prosty: na kompaktowe, małe lokale stać Polaków – uważa Bartosz Turek, analityk nieruchomości Lion&HASH39;s Banku.

Pod koniec 2008 roku przeciętna powierzchnia mieszkania oddawanego do użytku przez deweloperów wynosiła 70 mkw., czyli była o 10 mkw. większa niż dzisiaj. Zdaniem Turka w najbliższych miesiącach może się to zacząć zmieniać.

W ciągu kilkunastu miesięcy powinniśmy zauważyć, że przeciętna powierzchnia mieszkania oddawanego do użytku przez deweloperów będzie powoli rosła – prognozuje Turek. – Od 2012 roku Rada Polityki Pieniężnej obniża stopy procentowe, a wiec kredyty stają się coraz tańsze. Zjawisko to dotyczy zarówno pożyczek na budowę, z których korzystają deweloperzy podczas finansowania projektów, jak i – co wydaje się ważniejsze  kredytów hipotecznych zaciąganych przez kupujących.

W kolejnych kwartałach można spodziewać się większej liczby oddawanych do użytku większych lokali. Analitycy obserwują, że deweloperzy rozpoczynają realizacje inwestycji, które w okresie mniejszego popytu na mieszkania zostały wstrzymane.

W największych miastach faktycznie widzimy już od przynajmniej roku, że deweloperzy rozpoczynają projekty, które wcześniej zamrozili – przekonuje Turek. – Są to realizacje bardziej odważne, droższe, z wyższej półki. Tego wcześniej nie było. Rok czy dwa lata temu mieliśmy do czynienia z sytuacją, że klient z grubszym portfelem, mający większe pieniądze do wydania, nie miał dużego wyboru. 100-metrowych apartamentów z tarasami, w dobrej lokalizacji było jak na lekarstwo. W tej chwili deweloperzy rozpoczynają więcej tego typu projektów, właściwie w większości dużych miast.

Lokal budowany z przeznaczeniem na mieszkanie w przypadku kawalerki nie powinien mieć mniej niż 25 mkw. powierzchni, mieszkania dwupokojowego – 33 mkw., a trzypokojowego – ok. 40 mkw. Obecnie, jak tłumaczy analityk Lion&HASH39;s Banku, kilkunastometrowe, kupowane od dewelopera lokale to z dużym prawdopodobieństwem powierzchnie użytkowe, które później można jedynie wykorzystywać jako samodzielne mieszkania.

Deweloperzy są w stanie rozpoczynać obecnie bardziej ambitne, odważniejsze projekty, w których mieszkania nie będą już miały jedynie minimalnej, przewidzianej prawem, powierzchni – twierdzi Turek.

Nowe narzędzie analizy danych dla firm od IBM. Ułatwia dostęp do skomplikowanej technologii

CEO Magazyn Polska

IBM udostępnia firmom nowy, zaawansowany system analizy i zarządzania sprzedażą Watson Analytics. Od listopada każdy zainteresowany będzie mógł przez 30 dni testować go za darmo. Na polski rynek trafia też usługa serwerów w chmurze obliczeniowej SoftLayer.

Każdy może korzystać z systemu do analiz, nie tylko prezesi i dyrektorzy wykonawczy. Przewidujemy, że będą korzystać z niego dyrektorzy marketingu, sprzedaży i finansowi, by najlepiej wykorzystać możliwości Watson Analytics, ustrukturyzować skomplikowane zapytania, ocenić dane, włączyć możliwości analityczne danych – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Ales Bartunek, dyrektor generalny IBM na Polskę i kraje bałtyckie.

Usługa wykorzystuje możliwości superkomputera IBM Watson. Gwarantuje przedsiębiorcom możliwości szczegółowej analizy, przechowywania i wizualizacji danych, a także wykonywania na ich podstawie prognoz. Oprogramowanie jest w dużej mierze oparte o chmurę obliczeniową i korzysta z tzw. cognitive computing, czyli nowej „uczącej się” architektury systemów obliczeniowych, skuteczniej rozwiązującej problemy z dużą liczbą często sprzecznych danych.

Dzięki Watson Analytics dostęp do tego typu zaawansowanej analityki będzie dostępny dla osób bez dużej wiedzy technicznej. W ograniczonej wersji system będzie dostępny dla użytkowników od listopada. Trzydziestodniowy test będzie darmowy.

IBM wprowadził w Polsce także drugą nowość – polskojęzyczną wersję oprogramowania SoftLayer, która zapewnia dostęp do serwerów i umożliwia przechowywanie danych w technologii chmury obliczeniowej. Jest ona dostępna już od 22 września.

Korzyścią jest to, że każdy może pozyskać o dowolnej porze dnia i tygodnia, 365 dni w roku, bardzo proste środowisko IT, by zyskać dostęp do dedykowanych lub publicznych serwerów, na których można przechowywać dane i korzystać z nich w miarę potrzeby. Są one łatwe w dostępie w ciągu kilku sekund – wyjaśnia Bartunek.

SoftLayer, podobnie jak Watson Analytics, jest dostępny za darmo w ramach trzydziestodniowych testów.

Bartunek przypomina, że w lipcu IBM ogłosił też nawiązanie wyłącznego partnerstwa z Apple, którego celem jest integracja możliwości analizy wielkich zbiorów danych przez IBM oraz możliwości urządzeń iPhone i iPad.

Przygotowujemy się do stworzenia aplikacji dla wielu sektorów, takich jak bankowość, telekomunikacja, dla samorządów lokalnych, handlu detalicznego, służby zdrowia i ubezpieczeń społecznych oraz ubezpieczeń w ogóle. Chcemy, by z tej technologii można było korzystać zawsze wtedy, kiedy potrzeba, wykorzystując do tego technologie mobilne od Apple – zapowiada Bartunek.

Inteligentny dom to niższe rachunki i większe bezpieczeństwo mieszkańców

CEO Magazyn Polska

Inteligentne rozwiązania w domu to gwarancja oszczędność finansowej i bezpieczeństwa mieszkańców. Zintegrowany system sterowania ogrzewaniem pozwala na zmniejszenie zużycia energii, a tym samym obniżenie rachunków. System czujników alarmowych i domofon połączony ze smartfonem lub komputerem osobistym chronią natomiast przed włamaniem. Instalacja tego typu technologii możliwa jest zarówno na etapie budowy nowego domu, jak i w gotowym już mieszkaniu.

Inteligentny dom to technologia oparta na sieci czujników i jednym, centralnym systemie zarządzania zintegrowanymi instalacjami. Dzięki systemowi możliwa jest regulacja wielu instalacji, np. rolet okiennych, oświetlenia i ogrzewania, za pomocą jednego przycisku. Inteligentny budynek dostosowuje się do czynników wewnętrznych i zewnętrznych, takich jak temperatura, nasłonecznienie czy wilgotność powietrza. Przy dużym słońcu system sam zasuwa rolety w oknach, a przy spadku temperatury włącza ogrzewanie. Inteligentny dom to także automatyka budynku, czyli urządzenia domowe, elektryczne i elektroniczne, zaprogramowane tak, aby samodzielnie wykonywały określone czynności.

Systemy domu inteligentnego integrują się dzisiaj z wieloma urządzeniami działającymi w domu, np. z pompą ciepła, która staje się coraz popularniejsza. Pod hasłem dom inteligentny kryje się również hasło dom energooszczędny, ekonomiczny czy pasywny – czyli taki, który praktycznie sam wytwarza energię na własne potrzeby, a nawet jest w stanie produkować i oddawać ją dalej. Jest to cały zakres urządzeń służących do pozyskiwania energii, np. wiatrowej, fotowoltaicznej czy słonecznej, i dbających o nasze bezpieczeństwo – mówi Arkadiusz Walus, przedstawiciel Dominteligentny.pl, w rozmowie z agencją informacyjną Newseria.

Najpopularniejszym elementem domu inteligentnego jest system sterowania oświetleniem. Dzięki inteligentnej instalacji możliwe jest wykreowanie w domu pożądanego nastroju, uruchomienie kilku źródeł światła jednym przyciskiem, rezygnacja z włącznika na rzecz detektora ruchu, który sam uruchamia źródło światła, np. w momencie, gdy domownik wchodzi do pomieszczenia. Inteligentny dom pozwala na sterowanie temperaturą, dzięki niemu możliwe jest ustawienie mniejszej temperatury, gdy domowników nie ma w mieszkaniu. System sam podniesie temperaturę na ustawioną wcześniej godzinę, np. czas powrotu dzieci ze szkoły.

Inteligentny dom zadba także o bezpieczeństwo mieszkańców.

Nie tylko możemy monitorować, czy ktoś wszedł na naszą posesję, lecz także  może sprawdzać podstawowe funkcje, jak chociażby czujnik dymu, czujnik pożarowy czy zalania, o którym system może nas powiadomić przez telefon komórkowy – mówi Arkadiusz Walus. – Bardzo ciekawą funkcją jest domofon. Kiedyś, żeby rozmawiać z osobą stojącą przed furtką czy przed klatka schodową, musieliśmy być w domu. Dzisiaj ta osoba nawet nie wie, że nie ma nas w domu, ponieważ kiedy przyciska przycisk i dzwoni do nas, widzimy ją na ekranie naszego smartfona i rozmawiamy, będąc w zupełnie innym miejscu, nawet w innej strefie czasowej.

Domem można sterować z dowolnego miejsca na świecie poprzez smartfon lub urządzenie z dostępem do internetu. Wystarczy zainstalować w telefonie lub na komputerze specjalną aplikację. Dzięki temu można otworzyć drzwi lub bramę wejściową przed domownikiem, który zapomniał kluczy, wpuścić gości, którzy czekają na powrót właściciela, włączyć centralne ogrzewanie lub opuścić rolety w oknach.

Istnieje obawa, że ktoś dostanie się do naszego domu, przez kamery będzie zaglądał do naszej sypialni. Ale uspokajam: poziom szyfrowania tego dostępu jest dokładnie taki sam, jak w systemach bankowych. Jedynym słabym ogniwem jest człowiek, który przy wbijaniu PIN-u do karty może pokazać go innym osobom, tak samo logując się do domu w miejscu publicznym, może komuś ujawnić PIN i wtedy takie włamanie faktycznie jest możliwe. Dopóki chronimy swoje hasło i dopóki nie jest to 1234, możemy nie myśleć o jakimkolwiek zagrożeniu – mówi Arkadiusz Walus.

Polacy uważają, że system inteligentnego domu jest bardzo kosztowny. Specjaliści przekonują jednak, że technologia ta jest o wiele tańsza, niż była jeszcze kilka lat temu. Ponadto jest to jednorazowa inwestycja, która pozwala na późniejsze, znaczne oszczędności, np. sterowanie ogrzewaniem pozwala na zmniejszenie zużycia energii, a tym samym obniżenie rachunków. Niezbędną instalację można zamontować także w istniejącym domu lub mieszkaniu, bez konieczności dużego remontu.

Osoby zainteresowane zintegrowanym systemem zarządzania domem mogą wybrać się na organizowane od 3 do 5 października Targi Dom Inteligentny 2014. Targi odbędą się na Stadionie Narodowym w Warszawie. Obecni na nich będą zarówno producenci, jak i wykonawcy, instalatorzy i architekci, którzy pomogą dobrać odpowiednią technologię do konkretnych oczekiwań klientów.

Polacy przekonują się do jedzenia sprzedawanego z food trucków

CEO Magazyn Polska

Food trucki, czyli samochody dostawcze przerobione na mobilną gastronomię, stają się w Polsce coraz popularniejsze. Przybywa właścicieli ciężarówek nie tylko z burgerami, frytkami i kiełbaskami, lecz także z daniami dietetycznymi oraz wegetariańskimi.

Moda na food trucki przywędrowała do nas mniej więcej dwa lata temu ze Stanów Zjednoczonych – tam są one najbardziej popularne. Na przykład w Nowym Jorku jest obecnie ponad tysiąc food trucków. W Warszawie jest około 30-40 i cały czas ich liczba rośnie. W food truckach jedzenie jest bardzo zróżnicowane są nie tylko burgery i frytki. Każdy klient jest wymagający i oczekuje dobrego produktu – mówi Jakub Kordek, właściciel Retro Diner, w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Lifestyle.

W menu food trucków można znaleźć dania wpisujące się w nurt slow food, czyli żywności bez sztucznych dodatków, kolorowej, pachnącej, przygotowywanej powoli, ze świeżych produktów, często według regionalnych przepisów.

Ludzie w Polsce zaczynają coraz bardziej rozumieć ten nurt. Moda na slow food opiera się na tym, że restauracje i bary wykorzystują świeże, dobre produkty, często regionalne, do stworzenia z nich czegoś fajnego, jak na przykład burgera, kanapki czy pierożków. Wielu robi same frytki – tłumaczy Jakub Kordek.

W food truckach najczęściej sprzedawane są burgery, zapiekanki, hot-dogi i makarony. Nie brakuje również dań meksykańskich, wegetariańskich oraz dietetycznych. Jedzenie z ciężarówek cieszy się dużym powodzeniem w weekendy, zwłaszcza w godzinach wieczornych. W ciągu dnia klienci korzystają z mobilnych jadłodajni najczęściej w porze śniadaniowej i obiadowej.

Najwięcej burgerów Polacy jedzą podczas przerw obiadowych w pracy, a także kiedy wracają do domu, czyli po godzinie 17.00 lub 18.00 i oczywiście w nocy. Uważam, że menu w food truckach i barach slow foodowych nie powinno bardzo rozbudowane, tak by mogłoby być dobre jakościowo, jak w najlepszych knajpach i restauracjach – mówi właściciel food trucka.

Najwięcej ciężarówek z jedzeniem jest w Warszawie, ale są również w Gdańsku, Krakowie, Poznaniu i we Wrocławiu. Pojawiają się przy ruchliwych ulicach w centrach miast, przed klubami oraz na imprezach plenerowych, m.in. na gdyńskim Open’erze.

MCI realizuje Program dla Wiceprezesa Zarządu

W dniu 1 października 2014 r. MCI Management S.A. zrealizowała par. 3 uchwały numer 15 Rady Nadzorczej MCI Management S.A. z dnia 30 maja 2014 w sprawie uchwalenia Programu Opcyjnego dla Zarządu Spółki na rok 2014 („Program”) i zgodnie z jego treścią przyznała Tomaszowi Czechowiczowi, Wiceprezesowi Zarządu Spółki, 50.000 akcji po cenie 1 zł za jedną akcję pochodzących z puli akcji własnych Spółki.

Celem Programu jest powiązanie wynagrodzeń kluczowej kadry z wartością Spółki i interesem akcjonariuszy, poprzez stworzenie mechanizmów motywujących kluczowych pracowników do działań zapewniających długoterminowy wzrost wartości Spółki. Ponadto z uwagi na brak przyznawania wynagrodzenia stałego Tomaszowi Czechowiczowi za pełnienie funkcji członka zarządu Spółki, Program ma za zadanie wzbogacić jego pakiet wynagrodzeń o element długoterminowy i stworzyć warunki do wynagradzania za wkład w budowanie wartości Spółki.

Serinus wraca na Ukrainę

Serinus Energy rozpoczął prace nad odwiertem Makiejewskoje-22. Przewiduje się, że łącznie z testami potrwają one około 80 dni. M-22 jest pierwszym z pięciu odwiertów, których wykonanie Spółka zaplanowała do połowy 2015 r.

Głównym celem M-22 jest strefa S-6, której dużą zasobność w węglowodory potwierdziły odwierty M-16, M-17 oraz O-15. Równocześnie, badaniom poddane będą także strefy S-5 i S-7. Makiejewskoje-22 zlokalizowany jest w bliskiej odległości od odwiertu M-2, którego produkcja ze strefy S-5 wynosi obecnie 7,7 tys. m sześc. gazu dziennie. Spółka zapewnia, że w przypadku powodzenia prac, odwiert zostanie natychmiast podłączony do produkcji. Będzie to możliwe dzięki, przygotowanym z myślą o nowych odwiertach, liniom przesyłowym. M-22 zostanie objęty obniżoną stawką opłat koncesyjnych, która wynosi 30,25 proc. w okresie pierwszych dwóch lat produkcji.

„Bardzo cieszymy się z ustabilizowania sytuacji na terenie naszych aktywów i powrotu do prac. Wykorzystaliśmy chwilową przerwę na przeanalizowanie aktualnej sytuacji na Ukrainie, rozpatrzenie różnych scenariuszy przyszłych działań i ustanowienie priorytetów dla Spółki. Na chwilę obecną planujemy trzymać wysokie tempo prac i poczynając od października, wykonać  co najmniej pięć nowych odwiertów do połowy 2015 r.” – powiedział Jakub Korczak, Wiceprezes ds. Relacji Inwestorskich i Dyrektor Operacji w Europie Środkowo-Wschodniej.

W ramach zaplanowanego programu prac, Serinus wykona w dalszej kolejności odwierty M-15, M-24, M-25 i NM-4. Pierwszy z nich jest odwiertem konturującym, którego celem będą strefy S5, S6 i S7 – wcześniej odkryte i rozpoznane przez odwierty M-16 i M-17. M-24 oraz M-25 badać będą te same struktury geologiczne, co odwiert M-22. Prace nad NM-4 Spółka rozpoczęła w drugim kwartale 2014 r. Tuż przed tymczasowym zawieszeniem prac w czerwcu, osiągnął on głębokość 102 m. Powodzenie prac nad odwiertem NM-4 może otworzyć nowe potencjalne obszary wydobywcze na polach Olgowskoje, Makiejewskoje i Północne Makiejewskoje.

Światowe sieci sprzedaży zaczynają walkę o kolejny miliard internautów

W 21 lat po komercyjnym debiucie globalnej sieci z Internetu korzystają blisko 3 miliardy osób. Choć to ogromna liczba, to jednak wciąż poza zasięgiem sieci pozostaje 60 proc. globalnej populacji, a nowi użytkownicy Internetu zdecydowanie różnią się od tych sprzed lat. Badanie Digital Evolution Index pomaga przewidzieć, jak rozwijać się będzie gospodarka cyfrowa i w których rejonach świata będzie rosła najszybciej.

Wiele firm i instytucji na całym świecie zdaje sobie sprawę z tego, że kolejny miliard internautów nie zacznie swojej cyfrowej przygody od poczty elektronicznej czy surfowania po stronach informacyjnych. Największa grupa nowych internautów trafia do sieci poprzez kanały mobilne, co znacznie zmienia sposób ich funkcjonowania w świecie wirtualnym. Aby zbadać wzorce rządzące ich zachowaniami, MasterCard i The Fletcher School na Tufts University w Bostonie, podjęły współpracę w celu stworzenia badania Digital Evolution Index (Indeks Cyfrowej Ewolucji).

Badanie pokazuje stopień przygotowania poszczególnych krajów na dalszy rozwój gospodarki cyfrowej, dając odpowiedź na pytanie, w których częściach świata będzie ona rosła najszybciej. Najwyższe miejsca indeksu zajęły Singapur, Szwecja i Hong Kong, które w ocenie badaczy są najlepiej przygotowane na przyjęcie milionów nowych internautów. Pierwszą piątkę zamykają Wielka Brytania i Szwajcaria, plasując się przed Stanami Zjednoczonymi. Autorzy badania wyróżnili też grupę krajów najszybciej rozwijających się pod względem liczby nowych użytkowników sieci. W tej kategorii wyróżniają się Chiny, Malezja i Tajlandia, głównie ze względu na dynamicznie rosnącą w tych krajach liczbę osób korzystających ze smartfonów.

Polska została zakwalifikowana do krajów grupy „Watch Out” (Pod obserwacją), zajmując 39. miejsce pośród 50 państw objętych raportem. Badacze zwracają uwagę na wysoki, 30-procentowy udział Polaków dokonujących zakupów online oraz na szybki rozwój e-handlu w naszym kraju. Między 2012 a 2013 rokiem wzrósł on aż o 17%, m.in. za sprawą nasilającej się ekspansji tradycyjnych sieci handlowych w cyfrowych kanałach sprzedaży, co w opinii autorów stanowi istotny trend na polskim rynku.

Choć na pierwszych miejscach Indeksu dominują kraje rozwinięte, odmienny obraz pojawia się przy mierzeniu tempa przyswajania technologii cyfrowych. W ramach badania dokonano analizy ewolucji poszczególnych rynków w ostatnich pięciu latach, co pozwoliło autorom wyróżnić cztery grupy państw:

  • Break Out (Pędzące) – są to kraje wykazujące obecnie niskie wskaźniki gotowości, lecz odnotowujące szybki rozwój. Przykładami są Indie, Chiny, Brazylia, Wietnam i Filipiny. Jeśli ich tempo rozwoju utrzyma się, kraje te stworzą silne gospodarki cyfrowe, przy czym indeks wskazuje, że następna faza rozwoju może być trudniejsza w realizacji.
  • Stall Out (W impasie) – choć mają za sobą historię silnego wzrostu, kraje te (większość Europy Zachodniej i Północnej, Australia i Japonia) osiągnęły stan dojrzałości. O dalszym rozwoju decydować będą innowacje i poszukiwanie rynków poza granicami kraju.
  • Stand Out (Wyróżniające się) – kraje te, jak Singapur, Hong Kong i USA posiadają i utrzymują wysoki poziom obrotu cyfrowego, znajdujący oparcie w najnowocześniejszej infrastrukturze i świadomych lokalnych konsumentach. Aby utrzymać pozycję rynków „wyróżniających się”, kraje te muszą nadal podążać ścieżką innowacji.
  • Watch Out (Pod obserwacją) – są to kraje borykające się z wyzwaniami, lecz – licząc łącznie 2,5 miliarda ludności – oferują znaczne możliwości inwestycyjne. Jako przykłady można wskazać Polskę, Indonezję, Rosję, Egipt i Kenię.

Sposób korzystania z rozwiązań cyfrowych zmienia się bardzo szybko, dlatego musimy te zmiany uważnie obserwować, by w pełni zrozumieć otwierające się przed nami możliwości – powiedziała Ann Cairns, President, International Markets w MasterCard. – Innowacje rozwijają się na świecie w różnym tempie, ale wszędzie stajemy przed tym samym wyzwaniem wykorzystania możliwości, jakie daje połączenie świata online i offline, a także budowania zaufania między internautą, usługą a mechanizmem płatności.”

Badanie wyróżniło cztery główne czynniki – popyt, dostępność, wsparcie instytucjonalne oraz poziom innowacyjności – których kombinacja wpływa na potencjał rozwojowy cyfrowych gospodarek poszczególnych państw.

Z wiedzy o cyfrowej przeszłości krajów Zachodu wynika bardzo niewiele przydatnych informacji na temat przyszłości reszty świata – powiedział główny badacz Bhaskar Chakravorti, starszy prodziekan Wydziału Międzynarodowej Gospodarki i Finansów w The Fletcher School. – Tempo i kierunek rozwoju poszczególnych krajów w danym okresie wynikają ze współzależności między tymi elementami. W doświadczeniu Zachodu te cztery czynniki są ściślej powiązane ze sobą. W przypadku rynków wschodzących – czyli tam gdzie jest kolejny miliard e-konsumentów – część z tych czynników zmienia się szybciej od innych; ścieżka rozwoju ma charakter nieliniowy i można dojść do zaskakujących przykładów, jak Alibaba w Chinach czy Flipkart w Indiach albo M-Pesa w Kenii. Zrozumienie instytucji i innowacji w tych krajach jest niezbędne do zorientowania się, gdzie pojawi się kolejna faza światowej ewolucji cyfrowej.”

RECESYJNY BAROMETR DRGNĄŁ

Wskaźnik medialności recesji podniósł się o 21 proc. w stosunku do poprzedniego miesiąca. Osiągnął tym samym 130 punktów – wynika z odczytu PRESS-SERVICE Monitoring Mediów za sierpień. Wartość ta w dalszym ciągu interpretowana jest przez analityków jako spokój. Przypomnijmy, że miesiąc wcześniej WMR zanotował historyczne minimum – 107 punktów.

Od niemal 3 lat wartości wskaźnika nie podnoszą się powyżej poziomów oznaczanych na wykresie kolorem zielonym. Krzywe kroczące – zarówno trzymiesięczna, jak i roczna – znajdują się w trendzie spadkowym. W dodatku wartość 130 punktów jest niższa również od średniej dla 2014 roku, która wynosi 153. Niemniej jednak WMR odnotował wyraźny wzrost i warto zastanowić się, dlaczego dziennikarze więcej pisali o recesji.

Powodem była przede wszystkim sytuacja na rynkach zagranicznych, które mogą potencjalnie zwiększyć ryzyko wystąpienia trudności ekonomicznych także w Polsce. Jednym z najistotniejszych tematów – powracających jak bumerang – były kłopoty gospodarki włoskiej, którą określa się ostatnimi czasy jako największy problem strefy euro. Dane pokazały, że II kwartał południowcy zakończyli ujemnym wskaźnikiem wzrostu PKB. Podobnie było w pierwszych trzech miesiącach roku, co oznacza, że Włochy po raz trzeci w ciągu ostatnich pięciu lat weszły w recesję.

Problemów nie uniknęła także Brazylia, do niedawna jeden z najbardziej dynamicznych rynków wschodzących. Obecnie kraj ten również wszedł w fazę recesji. Uniknąć jej nie pomogły nawet inwestycje związane z piłkarskim mundialem. Z kolei dobre informacje dotarły ze Stanów Zjednoczonych. Jeden z bardziej krytycznych ostatnio analityków giełdowych, David Rosenberg, pokusił się o prognozę, że ożywienie w USA potrwa jeszcze prawdopodobnie co najmniej cztery lata. Jeżeli to prawda, byłaby to jedna z najdłuższych takich faz cyklu koniunkturalnego w historii tego kraju.

W kontekście recesji pojawiał się także temat propozycji Komisji Europejskiej w sprawie wydłużenia urlopów pracownikom Unii. Według przedstawicieli sektora MŚP, stanowiłoby to ogromny koszt i mogłoby się przyczynić do niższej efektywności firm odpowiedzialnych za ok. 60 proc. wspólnotowego PKB.

 

O WMR

Specyfika mediów sprawia, że częstotliwość występowania słowa „recesja” w środkach masowego przekazu ma związek z aktualną sytuacją gospodarczą. Potwierdzają to długoletnie obserwacje zachowania się tego indeksu. Media wielokrotnie stosują słowo „recesja” przy okazji opisu niekorzystnych wydarzeń ekonomicznych, nawet jeżeli spadek gospodarczy nie występuje, ani nie jest prognozowany. Tym samym wzrost WMR oznacza nie tyle nadchodzącą recesję, co pogorszenie się klimatu wokół gospodarki. Medialne występowanie „recesji” ma także związek z opisem wydarzeń zagranicznych, które rykoszetem wpływają na sytuację otoczenia makroekonomicznego. Niewątpliwą zaletą wskaźnika jest odzwierciedlenie w jednym indeksie ogromnej liczby czynników decydujących o nastrojach rynkowych.

Inspirację dla WMR opracowanego przez „PRESS-SERVICE Monitoring Mediów” stanowił R-word index, publikowany przez „The Economist”. Brytyjski tygodnik kwartalnie zlicza liczbę tekstów w „Financial Times” i „Wall Street Journal”, w których pojawia się słowo „recession”. R-word index bardzo szybko i wyraźnie wskazał na nadciągającą recesję w Stanach Zjednoczonych w 1990 i 2007 roku.

Redan spłaci zadłużenie przed terminem

Redan uzgodnił z instytucjami finansowymi zasady szybszej spłaty zadłużenia objętego umową restrukturyzacyjną. Jest to kolejny element prowadzący do sfinalizowania transakcji sprzedaży mniejszościowego pakietu akcji Adesso SA za 35 mln zł na rzecz funduszu 21 Concordia. Jednocześnie nastąpi rozwiązanie umowy restrukturyzacyjnej Redan, co umożliwi realizację planowanych projektów oraz poprawę wyników Grupy będącej właścicielem marek odzieżowych Top Secret, Troll, Drywash oraz sieci TextilMarket.

Zarząd Redanu podpisał  aneks do umowy restrukturyzacyjnej, zawartej w lipcu 2013 r., regulujący możliwość częściowej lub całkowitej spłaty zadłużenia oraz docelowo rozwiązanie tej umowy. Umową objęte są zobowiązania wobec instytucji finansowych, na które składają się: kredyty i limity kredytowe, limity akredytywowe i gwarancyjne oraz obligacje. Na koniec czerwca br. ich łączne saldo wynosiło ok. 56,4 mln zł. Zgodnie z ustalonym w ub.r. harmonogramem spłat, zadłużenie powinno zostać rozliczone do końca 2018 r.

„Od momentu zawarcia w ubiegłym roku umowy restrukturyzacyjnej naszym celem było rozwiązanie jej w jak najszybszym terminie. Zawarta umowa inwestycyjna dotycząca sprzedaży mniejszościowego pakietu akcji Adesso SA [spółki zależnej Redan] umożliwi spłatę 35 mln zł. To będzie oznaczać rozwiązanie umowy restrukturyzacyjnej, a tym samym zakończenie pewnego okresu w historii naszej Grupy i powrót do normalnej działalności bez posiadania żadnych obciążeń ograniczających nasz rozwój. W efekcie będziemy mogli wdrożyć planowane projekty, które znacząco poprawią wyniki całej Grupy” –  powiedział Bogusz Kruszyński, Wiceprezes Zarządu Redan SA.

Podpisany aneks reguluje sytuację, w której zostanie dokonana przedterminowa spłata 35 mln zł. Kwota ta będzie podzielona pomiędzy instytucje finansujące Grupę Redan w ten sposób, że zostaną wykupione wszystkie obligacje zamienne serii E1 i E2 za cenę nominalną, a pozostała kwota zostanie podzielona proporcjonalnie do kwoty ekspozycji pomiędzy banki będące stronami umowy restrukturyzacyjnej. Po dokonaniu tej spłaty obligatariusze zobowiązują się zwolnić wszystkie ustanowione na ich rzecz zabezpieczenia, zaś banki – zabezpieczenia udzielone przez Adesso (zależna spółka Redanu zarządzająca rozwojem sieci TextilMarket).

Koniec z testamentami w formie ustnej

0

Komisja Kodyfikacyjna Prawa Cywilnego już rok temu zapowiedziała reformę prawa spadkowego – na razie prace trwają. Jednym z pomysłów jest całkowite zniesienie możliwości sporządzania testamentów ustnych.

Powód zmiany jest dość oczywisty – testamenty w formie ustnej były masowo fałszowane. „Tragedią polskiego systemu spadkowego jest to, że ktoś przychodził do notariusza i z całą świadomością spisywał własną ręką testament, w którym szczegółowo opisywał swoją wolę. Następnie okazywało się, że dwa tygodnie przed śmiercią cały spadek przekazał ustnie komuś innemu” – wyjaśnia notariusz Leszek Zabielski. Testament ustny sprzyja bajkopisarstwu, jest zbędny i prowadzi do dylematów prawniczych – dodaje.

Jeśli dojdzie do zmian w prawie, do dyspozycji Polaków zostaną testamenty notarialne i własnoręczne. To w zupełności wystarczy, szczególnie że notariuszy jest wielu, a i pisać też umie każdy – mówi serwisowi infoWire.pl Leszek Zabielski.

Sporządzenie testamentu jest bardzo proste, trzeba go jednak napisać samodzielnie, inaczej będzie nieważny. Należy w nim ująć najważniejsze kwestie: kto, komu, co i jakiego dnia. Jeśli spadkobierców jest wielu, warto skorzystać z pomocy prawnika.

Nowelizacja prawa budowlanego a rozwój energetyki wiatrowej

3 km od zabudowań mieszkalnych – taką sztywną odległość dla farm wiatrowych chcą wprowadzić politycy w ramach nowelizacji prawa budowlanego.

Obecnie odległość turbiny wiatrowej od terenu zabudowanego określana jest w zależności od charakteru miejsca, w którym planowana jest inwestycja. Decyzję o instalacji podejmuje się na podstawie badań głośności urządzeń. „Przepisy regulujące ten aspekt są w pełni wystarczające i spełniają unijne normy” – mówi serwisowi infoWire.pl Paweł Przybylski, dyrektor branży Wind Power w Siemensie.

Dodatkowo, zmiany w ustawie mają nakazać kwalifikowanie turbin wiatrowych o mocy powyżej 500 kW jako budowle, co według specjalisty nie jest wskazane, bo znacząco podniesie wysokość podatku od nieruchomości. Absurdem wydaje się też propozycja, by wszystkie drogi dojazdowe do farm wiatrowych miały status drogi gminnej.

Zdaniem wielu ekspertów wprowadzenie dodatkowych, niepotrzebnych kontroli lub środków bezpieczeństwa może mieć negatywny wpływ na powstawanie nowych elektrowni wiatrowych, a co za tym idzie – budżety gmin, w których miałyby być one zbudowane.

MAKRO otwiera Akademię Świeżej Żywności

MAKRO Cash & Carry otworzyło Akademię Świeżej Żywności, czyli centrum szkoleniowe skierowane do pracowników stoisk Świeżej i Ultra świeżej Żywności. Projekt obejmie cykl szkoleń, wymianę doświadczeń oraz dzielenie się dobrymi praktykami. Weźmie w nim udział blisko 600 osób w ciągu najbliższych dwóch lat

Celem Akademii jest rozwój Menedżerów Działów Świeżej Żywności MAKRO i ich zespołów poprzez dostarczenie im kompleksowej wiedzy teoretycznej oraz możliwości sprawdzenia jej w praktyce. Dzięki szkoleniom pracownicy staną się najwyższej klasy specjalistami w swojej dziedzinie. Pozwoli to nie tylko zapewnić klientom firmy możliwie jak najlepszą obsługę, ale również wpłynąć na konkurencyjność MAKRO na rynku dystrybutorów ultra świeżej i świeżej żywności.

Akademia mieści się w hali w Łodzi, dzięki bliskości powierzchni sprzedaży największy nacisk szkoleń może być położony na ich aspekt praktyczny, co jest jednym z głównych założeń projektu. Szeroki zakres szkoleń obejmuje wiedzę asortymentową, jakość i bezpieczeństwo żywności, zarządzanie zespołem, jak też doskonalenie umiejętności operacyjnych oraz zajęcia z proaktywnej sprzedaży.

Akademia Świeżej Żywności to centrum kompetencyjne, którego program szkoleniowy układany jest na pół roku z góry, dzięki czemu pracownicy odpowiednio wcześniej mogą wybrać interesujące ich opcje rozwoju. Jesteśmy pewni, że wymierne korzyści z Akademii dostrzegą zarówno nasi pracownicy jak i klienci, którym zaoferujemy jeszcze lepszą obsługę   – mówi Dominik Branny, Dyrektor Pionu HR w firmie MAKRO.

Uroczystego otwarcia Akademii Świeżej Żywności dokonał David Boner, Prezes MAKRO Polska. W otwarciu Akademii uczestniczyli również pozostali członkowie Zarządu, przedstawiciele METRO Group: Arnaud Popille, Michael Frohner, Daniel Iordache, przedstawiciele Centrum Wsparcia Biznesu MAKRO związani z projektem, trenerzy, a także Dyrektorzy Hal i przedstawiciele Pionu HR.

Linie lotnicze przyszłości – innowacyjne latanie

Paliwo lotnicze „z odzysku”, geotainment, dobieranie pasażerów siedzących obok siebie podczas lotu pod kątem wspólnych zainteresowań – między innymi takie innowacje już wprowadziły lub planują wprowadzić w najbliższym czasie linie lotnicze. Kilka najciekawszych przykładów od przewoźników z całego świata zebrała KAYAK.pl, jedna z porównywarek ofert turystycznych na świecie. 

  1. Polski LOT jest pierwszą linią lotniczą na świecie, która zastosowała na dużą skalę tzw. cloud computing (przechowywanie danych w chmurze) w procesie tworzenia aplikacji. Dzięki temu mobilna strona LOT-u działa szybko i sprawnie, niezależnie od tego, ile osób z niej korzysta. Dodatkowo rozwiązanie to zapewnia również wysokie bezpieczeństwo danych oraz łatwiejszą rozbudowę serwisu w przyszłości. 
  1. W lipcu tego roku Emirates, jako pierwsze linie lotnicze na świecie, wprowadziły z myślą o niedowidzących pasażerach filmy z audiodeskrypcją w ramach systemu rozrywki pokładowej ice Digital Widescreen. Usługa dostępna jest w przypadku 16 filmów z wytwórni Walt Disney Studios.
  1. British Airways ogłosiły niedawno partnerstwo z Solena Fuels, w ramach którego obie firmy zobowiązały się do prowadzenia prac nad ograniczeniem śladu środowiskowego generowanego przez linie. W ramach projektu GreenSky zbudowana ma zostać fabryka biopaliwa lotniczego.
  1. Air France & KLM to jedne z pierwszych linii lotniczych będących ambasadorami nowego trendu nazywanego „geotainment”. Dzięki specjalnej aplikacji pasażerowie mogą na bieżąco otrzymywać ciekawostki geograficzne oraz historyczne dotyczące miejsc, nad którymi przebiega trasa lotu. Z usługi FlightPath3D korzystać można za pośrednictwem wysokiej jakości ekranów dotykowych.
  1. Z kolei Singapore Airlines umożliwiają pasażerom lecącym Airbusem A380 podróż w jednej z 24 prywatnych, nowoczesnych kabin, oferując tym samym najwięcej przestrzeni przypadającej na jedną osobę ze wszystkich linii. Loty nie należą co prawda do najtańszych, ale wspomnienia z niego z pewnością są bezcenne. 
  1. Virgin America mogą pochwalić się wyjątkowym systemem rozrywki pokładowej Red, który pozwala m.in. rozmawiać na czacie z innymi pasażerami, przekazywać datki na organizacje dobroczynne, czy też kupować w każdej chwili jedzenie i napoje (bez konieczności czekania na obsługę pokładową). Oprócz tego każdy może również oczywiście oglądać filmy lub słuchać muzyki. 
  1. South African Airways również postawiły zainwestować w rozwiązania mające za zadanie umilić pasażerom czas spędzony na pokładzie. Linie testują narzędzie umożliwiające wybór osoby siedzącej obok podczas lotu, opierając się na danych, takich jak zainteresowania czy rodzaj wykonywanej pracy, udostępnionych z profilu na portalu społecznościowym Facebook.