Prof. M. Noga: Dalszy rozwój gospodarki będzie zależał od przedsiębiorców

CEO Magazyn Polska

Dziś poznamy dane o produkcji przemysłowej za listopad. Według prognoz, ma być ona wyższa od tej z listopada ubiegłego roku o 1,6 proc. To skromniejsza dynamika niż w poprzednim miesiącu, gdy wyniosła ona 4,4 proc. Zdaniem prof. Mariana Nogi, byłego członka Rady Polityki Pieniężnej, to właśnie od przedsiębiorców zależeć będzie dalszy rozwój polskiej gospodarki.

 – Rozwój inwestycji zacznie się wtedy, kiedy przedsiębiorcy przekonają się, że kryzys minął, że jest apetyt na ryzyko i że przede wszystkim pewne takie barometry w gospodarce, jak np. w budownictwie, ruszą – mówi Marian Noga, profesor ekonomii z Wyższej Szkoły Bankowej, dyrektor Instytutu Współpracy z Biznesem oraz Instytutu Finansów.

Optymizmem napawa sytuacja w gospodarce niemieckiej, bardzo istotnej dla polskich firm. Ta wymiana stymuluje rozwój gospodarki w Polsce.

 – Sytuacja gospodarki niemieckiej stanowi kolejny barometr dla polskiej gospodarki. Gdy te barometry zaczną pokazywać dodatni wynik, myślę, że wtedy zaczną się też inwestycje – twierdzi prof. Marian Noga.

W ostatnich kilkunastu miesiącach motorem wzrostu polskiej gospodarki był eksport. Jednak bez ożywienia popytu wewnętrznego eksport nie będzie w stanie sprostać potrzebom wzrostu gospodarki.

 – Uważam, że popyt wewnętrzny ruszy, ponieważ mamy stabilne zatrudnienie. Chociaż bezrobocie jest wysokie – na poziomie 13 proc., to jednak 14,5 mln ludzi pracuje. Na transfery zagraniczne wpływają pieniądze przekazywane od osób fizycznych z zagranicy. Drugim filarem wzrostu są kredyty, choć z danych Narodowego Banku Polskiego wynika, że ich poziom nie jest rewelacyjny, to nie spadają. Taka stabilizacja to podkład do wzrostu, do przyspieszenia inwestycji. Acz nie twierdzę, że to już klimat inwestycyjny – zastrzega Marian Noga.

Klimat inwestycyjny obejmuje wiele aspektów, m.in. również zachowanie instytucji finansowych w Polsce i na świecie.

 – Ale nawet w takiej sytuacji wiele aspektów klimatu inwestycyjnego musi się tak ułożyć, aby niewielki przedsiębiorca, z niewielką gotówką, rzędu 20-100 tys. zł uznał, że lepiej inwestować niż polegać na koncie w banku – podsumowuje Marian Noga.

Ceny prądu dla gospodarstw domowych spadną o ok. 2,5 proc.. Gaz podrożeje, ale poniżej inflacji

CEO Magazyn Polska

Urząd Regulacji Energetyki zatwierdził nowe taryfy na energię elektryczną i gaz. Będą one obowiązywać od początku nowego roku. Rachunki za prąd w gospodarstwach domowych, kupujących energię od tzw. sprzedawców z urzędu, spadną średnio o 2,5 proc. Z kolei ceny gazu wzrosną o 1,5 proc., a więc poniżej planowanego na 2014 r. wskaźnika inflacji.

Zatwierdzone przez prezesa Urzędu Regulacji Energetyki nowe taryfy na paliwa gazowe zakładają wzrost cen, ale tylko o 1,5 proc., a więc poniżej zakładanego na 2014 r. poziomu inflacji. Wzrost wynika głównie ze zmiany taryfy przez PGNiG. Firma musiała, zgodnie z rozporządzeniem URE, zlikwidować stawkę sieciową i zastąpić ją stawką dystrybucyjną bądź przesyłową. Skończył się również rabat, oferowany spółce przez Gazprom do końca III kwartału br.

 – Docelowo można się spodziewać dalszego wzrostu cen gazu dla odbiorców, przede wszystkim z uwagi na koszty pozyskania tego surowca – mówi  Robert Zajdler, ekspert ds. energetycznych w Instytucie Sobieskiego.

Ekspert podkreśla, że obecnie obowiązujące stawki są zaniżone. 

 – Obecnie spora grupa odbiorców jest dotowana przez regulacje taryfowe. Jednak regulacje wprowadzające wolny rynek gazu, doprowadzą do urealnienia cen tego surowca płaconych przez wszystkich klientów. Możemy więc spodziewać się dalszych wzrostów cen – aż do momentu, gdy odbiorcy socjalno-bytowi będą płacić realne stawki za gaz – podkreśla ekspert.

Spadną ceny energii

Ceny energii elektrycznej dla odbiorców z tzw. grupy G, czyli gospodarstw domowych, będą niższe o 6,2–6,5 proc. Z drugiej strony stawki opłat dystrybucyjnych dla gospodarstw domowych wzrosną średnio o ok. 2,1 proc. Jak podaje URE, średni spadek płatności odbiorców z grupy G, kupujących prąd od tzw. sprzedawców z urzędu, wyniesie 2,5 proc.

 – To realny zysk dla przeciętnego gospodarstwa domowego – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Robert Zajdler. – Obniżka wynika m.in. ze spadku cen energii elektrycznej na hurtowym rynku energii, która przekłada się na ceny detaliczne, jak również z mniejszego zapotrzebowania na energię w dobie spowolnienia gospodarczego – dodaje ekspert.

Spadek cen był oczekiwany przez rynek, jednak kontrakty na Towarowej Giełdzie Energii na przyszły rok świadczą o oczekiwaniu na wzrosty cen w dalszej perspektywie.

 – Zobaczymy, jak długo utrzyma się ta obniżka – mówi Zajdler. – Większość planów inwestycyjnych została obecnie wstrzymana z uwagi na niskie ceny. Obniża to podaż i może spowodować wzrost cen. Podobny efekt może mieć także spodziewane podniesienie opłat za przesył i dystrybucję – dodaje ekspert.

Nowe taryfy obowiązywać będą od początku nowego roku do 31 lipca 2014.

Giełda zamiast banku. Przybywa inwestorów indywidualnych

Ponownie rośnie liczba rachunków maklerskich  obecnie jest ich ok. 1,5 mln. Tylko w listopadzie otwarto ich ok. 10 tys. Do podejmowania ryzyka na rynku akcji zachęcają udane giełdowe debiuty oraz niskie oprocentowanie depozytów w bankach. Pomaga też program akcjonariatu obywatelskiego.

Duża liczba nowych rachunków maklerskich w listopadzie to głównie efekt udanego debiutu PKP Cargo i – na razie niespełnionych – nadziei na równie duże zyski przy prywatyzacji Energi. Do inwestycji giełdowych zachęcają też najniższe w historii stopy procentowe.

 – Nie ma sensu inwestować w lokaty, w takie instrumenty finansowe, które przynoszą bardzo małe zyski – mówi dr Rafał Parvi, adiunkt w Wyższej Szkole Bankowej w Opolu. – Inwestorzy doszli do wniosku, że będą inwestować w bardziej ryzykowne instrumenty finansowe, typu akcje, kontrakty terminowe, więc zakładają rachunki maklerskie.

Duży przyrost rachunków przed debiutem Energi to efekt apetytu inwestorów rozbudzonego poprzednimi udanymi prywatyzacjami – PKP Cargo, ale też wcześniej PKO BP, Tauronu, PZU czy GPW.

 – Są to bardzo atrakcyjne debiuty i tutaj inwestorzy zapisywali się, w rekordowych wartościach  na akcje GPW zapisało się około 323 tysięcy inwestorów indywidualnych – mówi ekspert agencji informacyjnej Newseria Biznes. – Giełdę można rozruszać poprzez instytucjonalnych i indywidualnych inwestorów, poprzez wprowadzanie nowych spółek na rynek, nowe debiuty, ale przede wszystkim poprzez coraz większą edukację inwestorów indywidualnych.

Posiadanie rachunku jest też dużo tańsze niż inwestowanie za pośrednictwem instytucji finansowych, np. towarzystw funduszy inwestycyjnych. Prowizje dla domu maklerskiego są niższe, zaczynają się już od 0,2 proc.

Do uczestnictwa w prywatyzacjach zachęca też program akcjonariatu obywatelskiego prowadzony przez Ministerstwo Skarbu Państwa. Jego podstawą jest ułatwienie inwestorom indywidualnym zakupu akcji spółek Skarbu Państwa debiutujących na giełdzie, poprzez ustalenie maksymalnej ilości akcji, na jakie zapisać się może jedna osoba. Dzięki temu akcje nie trafiają do wąskiej grupy bogatych inwestorów.

 – Kiedyś nie wiadomo było, ile akcji może nabyć inwestor, była redukcja akcji. W związku z tym ktoś, kto brał kredyt na dane akcje, a redukcja akcji było około 80 proc., to dostawał tylko 20 proc. Tym samym wartość niewykorzystanego kredytu musiała być spłacana i tracił na tym – wyjaśnia wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Opolu.

Rafał Parvi docenia też edukacyjną stronę programu.

 – Przede wszystkim odbywają się różnego rodzaju spotkania, warsztaty, na których inwestorzy indywidualni są edukowani, czyli nabywają wiedzę, która niejednokrotnie wystarcza do inwestowania  mówi ekspert.

Prawie połowa Polaków kupi prezenty w internecie. Najczęściej czytniki e-booków i tablety

CEO Magazyn Polska

Prawie połowa Polaków deklaruje, że tegoroczne prezenty kupi przez internet. Jest to szybki, bezpieczny i często tańszy sposób na zakupy niż w sklepie stacjonarnym. Tradycyjnie najczęściej kupowane w sieci są książki i kosmetyki, ale dużym zainteresowaniem cieszą się również tablety i czytniki e-booków.

 – Według badań ponad 45 proc. Polaków deklaruje chęć zrobienia świątecznych zakupów przez internet. Zakładamy, że w tym roku ta liczba może sięgnąć nawet 45-50 proc. E-commerce’owy trend jest zawsze trendem w jedną stronę, czyli trendem zwyżkowym – mówi agencji informacyjnej Newseria Lifestyle Jakub Radkowski, doradca zarządu ds. projektów specjalnych Merlin.pl.

Zakupy w internecie są coraz popularniejsze, ponieważ są bezpieczne i szybkie. Nie wymagają stania w długich kolejkach w zatłoczonych centrach handlowych. Dzięki temu pozwalają zaoszczędzić sporo czasu, a dodatkowo również pieniędzy. Kupując online można bowiem trafić na ceny niższe niż w sklepach stacjonarnych.

Ponadto handel w sieci daje konsumentowi możliwość dokładnego przeanalizowania danego zakupu.

 – Zawsze można produkt porównać łatwo i szybko z produktami konkurencji. Można także przeczytać i przeanalizować opinie innych klientów na temat danego produktu czy innych użytkowników serwisu na temat jakości sklepu – tłumaczy Jakub Radkowski.

W te święta, poza standardowymi produktami jak książki, płyty i zabawki, największy popyt w sieci jest na tablety i czytniki e-booków. Wybór tych gadżetów jest tak szeroki, że warto zrobić dokładny rekonesans cenowy i jakościowy zanim podejmiemy decyzję o zakupie, a w takiej sytuacji najlepiej sprawdzą się zakupy online.

Prezes TVP: Mniej pieniędzy w kasie telewizji oznacza cięcia w programie

TVP Regionalna szuka sposobu na rozwój. Kanał wystartował we wrześniu. Z badań oglądalności Nielsen Audience Measurement wynika, że w pierwszym miesiącu miał 0,95 proc. udziałów w rynku, a na początku grudnia – 1,19 proc. Szefostwo Telewizji Polskiej szuka nowych możliwości rozwoju. 

 – Zakres działania ośrodków regionalnych jest związany z możliwościami finansowymi. Gdyby było więcej pieniędzy, program regionalny byłby znacznie bogatszy, znacznie szerszy, także znacznie dłuższy. Jeśli pieniędzy będzie jeszcze mniej, to cięcia będą jeszcze bardziej widoczne w programie – mówi Newserii Biznes Juliusz Braun, prezes TVP SA.

Dziś lokomotywą kanału są serwisy informacyjne przygotowywane przez poszczególne ośrodki oraz wspólne pasmo publicystyczno-informacyjne emitowane codziennie o 21. Pozostały czas ramówki wypełniają audycje z archiwum oddziałów regionalnych TVP. Bez większych wpływów z abonamentu i reklamy nie należy spodziewać się wzrostu zatrudnienia i poszerzenia oferty.

 – Ośrodki w tej chwili mają już bardzo niewielu pracowników – wyjaśnia Braun Racjonalne byłoby, i to jest możliwe w tej chwili, podejmowanie pewnych wspólnych działań programowych przez poszczególne oddziały. To już się dzieje.

TVP Regionalna wystartowała 1 września tego roku. W rzeczywistości to 16 oddzielnych kanałów – za emisję każdego z nich odpowiada ośrodek terenowy Telewizji Polskiej. Docelowo ramówka ma składać się z 20 godzin emisji, w tym 4,5 godzin własnego programu premierowego i 2,5 godzin programu koprodukowanego.

Podawanie zbyt szczegółowych danych e-sprzedawcom coraz bardziej ryzykowne

CEO Magazyn Polska

Zgoda na przetwarzanie danych osobowych do celów marketingowych oznacza utratę kontroli nad tym, co się z nimi potem dzieje. Mogą być one wykorzystywane do oferowania towarów i usług, ale też np. do kradzieży tożsamości i wyłudzania kredytów. Dlatego podawanie niektórych swoich danych, np. numeru PESEL, jest bardzo niebezpieczne..

 – Jeżeli wyrazimy zgodę na przetwarzanie danych do celów marketingowych, nie mamy już tak naprawdę kontroli nad swoimi danymi osobowymi, bo one będą sprzedawane – mówi Michał Serzycki, ekspert PDP Group, były Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych. – Jeżeli trafimy na sieć nieuczciwych sprzedawców, to już w żaden sposób nie zapanujemy nad tymi danymi osobowymi.

Może to skutkować w najlepszym przypadku zasypywaniem skrzynki pocztowej (elektronicznej i tradycyjnej) ofertami handlowymi oraz telefonami od akwizytorów oferujących różne towary i usługi. W najgorszym zaś scenariuszu – osoby mające wystarczająco dokładne dane mogą wyłudzić kredyt lub dokonać zakupów na konto zupełnie nieświadomej tego osoby.

Ekspert radzi, by bardzo ostrożnie podawać swoje dane osobowe. Zawsze trzeba pamiętać, że muszą być one adekwatne do celu, w jakim są one zbierane – przypomina, że do udziału w promocji czy zakupu jakiegoś produktu nie trzeba podawać np. numeru PESEL.

 – Ten zakres danych osobowych powinien być jak najmniejszy. Jeżeli nie jesteśmy w stanie wymóc na sprzedawcy tego, żeby zawęził ilość zbieranych danych osobowych, to powinniśmy podziękować i nie korzystać z takiej promocji – mówi Serzycki.

Radzi też, żeby nie podpisywać umów, w których jest zapis o zgodzie na przetwarzanie danych osobowych. Powinien być on umieszczony na oddzielnym oświadczeniu, a zawarcie umowy nie może być uzależnione od wyrażenia zgody na przetwarzanie danych do celów marketingowych. Według prawa każdy ma dostęp do swoich danych, może je zmieniać, może też wycofać swoją zgodę na ich wykorzystywanie. To jednak sytuacja wzorcowa, w rzeczywistości trudno jest śledzić to, co się z danymi dzieje

 – Może być tak, że sprzedawca, który nam oferuje jakiś produkt, tworzy bazę danych, którą później będzie chciał odsprzedać innemu podmiotowi. W tym momencie na pewno nie zapanujemy nad tym, co się dzieje z naszymi danymi osobowymi – przestrzega ekspert.

Dane mogą być też zbierane przy okazji – albo nawet pod pozorem – przeprowadzania ankiet. W takim przypadku nie można podawać żadnych informacji, które pozwolą na dokładną identyfikację.

 – Jeżeli na przykład w sklepi podchodzi do nas student i prosi nas o wypełnienie ankiety, to miejmy świadomość, że to nie jest tylko pomoc temu młodemu człowiekowi w zarobieniu kieszonkowego, ale również dzięki temu będzie stworzona baza danych – mówi Serzycki. – I jeżeli oprócz danych podamy jeszcze informacje osobowe, to będzie stworzony nasz profil: jakie mniej więcej mamy zarobki, jakie mamy oczekiwania, czego szukamy. Jesteśmy gotowym sprofilowanym klientem, któremu wystarczy tylko przedstawić towar.

Skrajnym przypadkiem wyłudzenia danych jest uzyskanie dostępu do konta bankowego.

 – Możemy nawet nie wiedzieć, że mamy zainstalowanego wirusa, który tylko czyha i uaktywnia się wtedy, kiedy wpisujemy loginy i numery kont  on wtedy zbiera informacje. Należy mieć dobry program antywirusowy – mówi Serzycki.

Od nowego roku korzystniejsze przepisy o odliczeniu VAT na auta firmowe

Po 1 stycznia będzie można kupić samochód firmowy z pełnym odliczeniem podatku VAT. Potem, jeśli propozycje Komisji Europejskiej wejdą w życie, wysokość odliczenia będzie zależeć od tego, czy auto jest wykorzystywane jedynie w celach firmowych czy również prywatnych. Problemem będzie jednak sprawdzanie, w jaki sposób przedsiębiorca korzysta z samochodu.

 – Wreszcie pojawi się pełne prawo do odliczenia, bez konieczności szukania jakichś opcji samochodów specjalistycznych czy wstawiania kratek do samochodów – mówi Katarzyna Rola-Stężycka, ekspert Tax Care. – Jest jednak bardzo mało prawdopodobne, żeby te regulacje, jeżeli nawet zgoda Brukseli będzie jeszcze przed końcem roku, weszły w życie od początku stycznia. Z tego względu, że musi być przeprowadzony cały proces legislacyjny związany z wprowadzeniem nowelizacji do ustawy o podatku od towarów i usług.

Z końcem tego roku Polsce kończy się czas, w którym mogła stosować własne reguły odliczania podatku VAT od samochodów firmowych. Komisja Europejska ma swoje propozycje, ale zanim zostaną one uzgodnione w Brukseli i przyjęte do polskiego prawa, może minąć wiele tygodni. Od stycznia, kiedy tracą moc obecne przepisy, zgodnie z wchodzącymi w życie artykułami 86a i 88a ustawy o VAT,będzie można odliczyć pełny VAT od tzw. samochodów z kratką.

 – Jest projekt decyzji derogacyjnej KE, czyli decyzji, która pozwoli Polsce wprowadzić regulacje odmienne od tych, zawartych w dyrektywie dotyczącej VAT-u. Natomiast nie jest jeszcze zakończony sam proces związany z jej wydaniem. Projekt został przedstawiony przez Komisję Radzie UE i można przypuszczać, że właśnie to będzie wersja, która zostanie przyjęta i która będzie następnie wprowadzana w regulacje polskie – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes ekspertka Tax Care.

Kiedy nowe przepisy wejdą w życie, zgodne z unijnymi propozycjami, do końca 2016 roku obowiązywałyby w Polsce korzystniejsze niż obecnie rozwiązania podatkowe. Kupujący samochody firmowe dzieliliby się na trzy grupy – tacy, którzy korzystają z aut wyłącznie w celach służbowych (100 proc. odliczenia podatku od zakupu, eksploatacji i paliwa) oraz tacy, którzy łączą użytkowanie firmowe z prywatnym (50 proc. odliczenia). Trzecia grupa to auta mające maksymalną dopuszczalną masę powyżej 3,5 tony. Właściciele tych samochodów korzystać mają bez wyjątku z pełnego odliczenia

 – To byłaby zmiana bardzo korzystna dla tych firm, które ze względu na swój profil działalności gospodarczej nie potrzebują auta ciężarowego i faktycznie wykorzystują tylko i wyłącznie kupiony samochód na potrzeby firmowe – mówi Rola-Stężycka.

Problemem może być jednak sposób weryfikacji sposobu korzystania z samochodu firmowego. Nie wiadomo, jak fiskus ustalałby, czy auto jest również używane do celów prywatnych.

 – Być może korzystnym rozwiązaniem byłoby odniesienie tego w jakiś sposób do podatków dochodowych, czyli np. przyjęcie, że jeżeli samochód stanowi środek trwały firmy, to jest wykorzystywany tylko i wyłącznie na potrzeby działalności gospodarczej – mówi ekspertka. – Ale być może będą zupełnie inne kryteria.

Nowe rozwiązania miałyby obowiązywać do końca 2016 r. Po tym czasie Polska będzie mogła ponownie ubiegać się o możliwość procentowego ograniczenia prawa do odliczenia VAT.

PKO Bank Polski kolejny raz z rzędu najcenniejszą marką według "Rzeczpospolitej"

Bank obronił pozycję z ubiegłego roku i zajął I miejsce wśród firm finansowych oraz II w ogólnej klasyfikacji rankingu polskich marek. Brand lidera sektora bankowego został wyceniony na 3,7 mld złotych.

55% rynku budowlanego w rękach pięciu czołowych województw

Polski rynek budowlany coraz bardziej koncentruje się w pięciu głównych regionach kraju, w których wytwarzane jest aż 55% produkcji budowlanej. Samo woj. mazowieckie odpowiada za ponad 18% wartości rynku, a za kolejne 37% odpowiadają woj. śląskie, wielkopolskie, małopolskie oraz dolnośląskie. Analiza przygotowanej przez analityków PMR bazy ponad 1 000 planowanych inwestycji pokazuje, że w najbliższych latach nie nastąpi zmiana tego trendu, a wręcz może on przybrać na sile.

Według blisko 300-stronicowego raportu firmy badawczej PMR zatytułowanego „Sektor budowlany w Polsce 2014 – Analiza regionalna. Prognozy rozwoju na lata 2014-2016”, najbliższe lata w branży budowlanej ponownie będą zdominowane przez inwestycje infrastrukturalne, w których Polska ma nadal spore zaległości. W przypadku wszystkich województw poprawa stanu dróg i szlaków kolejowych znajduje się w czołówce listy projektów inwestycyjnych.

Większość nadchodzących inwestycji drogowych będzie skoncentrowana pod kątem lepszego skomunikowania największych miast − Warszawy (S2, S7 i S8), Krakowa (S7), Wrocławia (S5 oraz dojazdowa do trasy S3), Gdańska (S7 oraz ewentualnie S6), Poznania (S5) oraz Lublina (S17). Plan zakłada spięcie przede wszystkim głównych metropolii, pomijając trasy regionalne.

Tradycyjnie najbardziej przebudowywanym regionem pod względem nowych inwestycji będzie Mazowsze, któremu tempo nadawać będą inwestycje skoncentrowane wokół Warszawy. Do dużych przedsięwzięć należeć będą: kontynuacja prac w zakresie budowy obwodnicy miejskiej, tras wylotowych ze Stolicy, kontynuacja budowy II linii metra, a także modernizacja linii kolejowej Rail Baltica łączącej stolicę i Białystok − tylko jej I etap z Warszawy do Sadownego wyceniono na 1,2 mld zł. Znaczne środki finansowe zasilą także kolejowe połączenia stolicy z Radomiem i Łodzią – łącznie ponad 3 mld zł.

Pozostałe regiony nie będą miały aż tak rozbudowanych nakładów na infrastrukturę transportową acz nie zostaną one pozostawione bez spektakularnych realizacji. Przykładem jest Łódź gdzie obecnie trwają prace nad tunelem i dworcem Łódź Fabryczna oraz przygotowywane są dalsze plany rozbudowy.

Natomiast w południowej części kraju doskonale radzą sobie trzy ośrodki miejskie – Wrocław, Katowice i Kraków, a coraz częściej do grupy tej dopisywany jest także rozwijający się przyczółek na wschodzie − tj. Rzeszów, głownie dzięki planowanemu na 2014 ukończeniu budowy autostrady A4.

Z kolei północna część kraju skupi sporą część swoich wysiłków na infrastrukturze portowej, bowiem budownictwo hydrotechniczne w kolejnej perspektywie unijnej uzyska znacznie większe dofinansowanie. Największą inwestycją jest terminal LNG w Świnoujściu, który mimo że jeszcze w fazie realizacyjnej, będzie najprawdopodobniej dalej rozbudowywany. W Gdańsku z kolei kluczową inwestycją będzie budowa morskiego terminala kontenerowego DCT 2 − plany zakładają, że zanurzenie przy długim na ponad 600 m nabrzeżu będzie wynosiło 16,5 metra a docelowy koszt inwestycji sięgnie 1 mld zł. Poprawiane mają być także nabrzeża portowe w poszczególnych ośrodkach morskich.

Dane o pozwoleniach budowlanych za I półrocze 2013 r. pokazują, że inwestorzy w niektórych województwach radzą sobie obecnie dużo lepiej niż w innych. O ile w budownictwie mieszkaniowym spadki liczby pozwoleń notowane są we wszystkich regionach, o tyle w przypadku budynków niemieszkalnych sytuacja prezentuje się dużo stabilniej, co związane jest z większą dywersyfikacją rodzajów budynków oraz inwestorów. Powierzchnia planowanych obiektów niemieszkaniowych była w I półroczu 2013 r. mniejsza jedynie o 3% r/r a największe spadki pozwoleń niemieszkaniowych odnotowane zostały w woj. pomorskim, kujawsko-pomorskim oraz śląskim. Natomiast dynamiczne wzrosty odnotowano w woj. świętokrzyskim, dolnośląskim, lubuskim i warmińsko-mazurskim.

W obszarze pozwoleń na realizację inwestycji drogowych, dynamiki w czołowych pięciu regionach kraju prezentowały się przeciętnie na tle pozostałych województw. Dynamiczne przyrosty odnotowano w woj. warmińsko-mazurskim, łódzkim oraz lubelskim. Znaczące spadki miały natomiast miejsce w woj. świętokrzyskim, pomorskim, zachodniopomorskim i opolskim. Tak dynamiczne zmiany na rynku drogowym w mniej znaczących województwach spowodowane są małą liczbą planowanych inwestycji, w związku z tym nawet pojedyncze projekty są w stanie poważnie zachwiać wolumenem realizowanych robót.

Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie danych zawartych w najnowszym raporcie firmy PMR pt. „Sektor budowlany w Polsce 2014 − Analiza regionalna. Prognozy rozwoju na lata 2014-2016”.

Czy FED ograniczy QE3 przed Gwiazdką? – komentarz eksperta

Czy FED ograniczy QE3 przed Gwiazdką? Jeśli miałbym obstawiać jaka będzie decyzja FOMC, powiedziałbym, że istnieje minimalne prawdopodobieństwo, aby ograniczenie QE3 nastąpiło w tym roku, a jeśli nawet to minimalne prawdopodobieństwo się spełni, ograniczenie będzie miało równie minimalną skalę. Odpowiada Miroslav Novak, analityk AKCENTY, instytucji płatniczej zajmującej się obsługą transakcji walutowych dla firm.

Co to oznacza dla rynku walut? Wpływ na kwotowania dolara powinien być ograniczony. Co więcej, wyraźniejsza aprecjacja amerykańskiej waluty nie będzie wg mnie mieć miejsca do końca roku. A to oznacza, że nie można wykluczyć nowych szczytów na parze EURUSD.

Wszyscy inwestorzy z zapartym tchem czekają na jutrzejsze posiedzenie FOMC, na którym zostaną przedstawione aktualne projekcje dla gospodarki USA i zapadnie decyzja dotyczące QE3. Jaka będzie ta decyzja? Po obu stronach są mocne argumenty…

Argumenty ZA ograniczeniem QE3 jeszcze przed Świętami:

– Znaczna poprawa danych gospodarczych z amerykańskiej gospodarki w ostatnich miesiącach. Ożywienie dotyczy zarówno rynku pracy, jak i rynku nieruchomości. Poprawa nastąpiła także w przemyśle oraz sprzedaży detalicznej,
– Widoczne ożywienie na rynku kredytowym. Dzięki wzrostowi cen akcji rośnie zamożność gospodarstw domowych, co przekłada się na wzrost zaufania konsumentów,
– Uchwalenie budżetu federalnego na rok 2014 oraz 2015 dzięki porozumieniu amerykańskich polityków,
– Przy kontynuacji wykupu akcji w ramach QE 3 istnieje ryzyko, że korzyści płynące z tego typu polityki monetarnej będą spadać a koszty wzrastać.

Argumenty PRZECIW ograniczeniu QE3 przed Świętami:

– Naturalne obawy niektórych członków FOMC (Bernanke, Yellen) czy nie jest za wcześnie na redukcję QE 3 i czy dane z amerykańskiej gospodarki są wystarczająco mocne i przekonujące, – Wzrost inflacji konsumenckiej poniżej celu wyznaczonego przez FED (przy czym trzeba pamiętać, że FED nie należy do banków centralnych skupionych wyłącznie na odczytach inflacyjnych,
– Niższy wzrost zamówień na dobra trwałe.

Miroslav Novák, analityk firmy Akcenta, zajmującej się obsługą transakcji walutowych. Jeden z dziesięciu najczęściej cytowanych ekonomistów w czeskich mediach. Specjalizuje się w analizie makroekonomicznej, szczególnie w problematyce kursów walutowych. Doświadczenie w bankowości zdobywał w UniCredit Group, tytuł inżyniera uzyskał na Wyższej Szkole Finansów i Administracji na Wydziale Finansów i Usług Finansowych. Nie jest ortodoksyjnym zwolennikiem żadnej szkoły ekonomicznej. Obiektywne ocenia nie tylko funkcjonowanie rynków walutowych, ale także i gospodarki globalnej.

 

Sięgnąć tam gdzie Facebook nie sięga

Ostatnie regulacje Facebooka dotyczące EdgeRank, a skutkujące zmniejszeniem zasięgu postów nawet do 44% odbiły się szerokim echem w środowisku specjalistów od social media. Co w praktyce to oznacza i jak poradzić sobie z tą sporą przeszkodą na drodze do sukcesu w promocji internetowej?

Facebook oficjalnie tłumaczy te zmiany chęcią podniesienia wartości prezentowanych w serwisie treści, poprzez promowanie atrakcyjnych i różnorodnych komunikatów kosztem spamu. W praktyce jednak oznacza to spadek efektywności dotychczasowej komunikacji w social media. Czy w takim razie era obecności firm na Facebooku przeminie?

Z pewnością nie, portal ten bowiem w dalszym ciągu pozostaje niekwestionowanym liderem na arenie mediów społecznościowych i nawet pomimo tego typu komunikatów ignorowanie jego zalet jest dużym błędem. Facebook przeniknął do codziennej świadomości w sposób fenomenalny i jego idea istnieje w ogromnym stopniu w świecie offline, co jest gigantycznym osiągnięciem.

Tego typu regulacje zmuszą niejako do nałożenia jeszcze większego nacisku na jakość komunikowanych treści i zrezygnowanie ze sprawdzonych sposobów na zwiększenie zainteresowania odbiorców, jakimi są m.in. memy. Dedykowana strategia komunikacji w social media będzie miała dużo większe znaczenie w 2014 roku, a tym samym każda firma będzie musiała traktować udział w mediach społecznościowych jako istotny element promocji internetowej, a nie tylko jako dodatek.

Ostatnie wydarzenia mogą być również pretekstem do zajrzenia poza znany horyzont i zaprzyjaźnienia się kanałami, które do tej pory nie były traktowane w Polsce tak poważnie jak portal Zuckerberga. Mowa tutaj chociażby o Instagramie, który powoli lecz konsekwentnie, zwiększa swoją pozycję na rynku mediów społecznościowych. Głównie dlatego, że opiera się on na jednej z największych zalet wykorzystywanych na Facebooku – komunikacji wizualną.

Instagram posiada do perfekcji rozwiniętą główną ideę stojącą za sukcesem social media – możliwość szybkiego komunikowanie się z innymi użytkownikami, chwalenia się swoim życiem. – komentuje Bartłomiej Pałacki, PR Specialist GRUPA365NET – Obecnie w bardzo szybkim tempie powiększa się grono tzw. „Instagram Junkie”, czyli osób niejako uzależnionych od korzystania z tej aplikacji. Stanowi to dużą rzeszę osób, które są pewnymi odbiorcami komunikatów komercyjnych, czego nie powinni ignorować Brand Managerowie.

Agencja ratingowa Moody’s podnosi ratingi dla ENERGA SA

Agencja ratingowa Moody’s Investors Service doceniła odporność ENERGI na zmiany na rynku energii elektrycznej oraz duże zaangażowanie spółki w regulowany i stabilny pod kątem dochodów segment dystrybucji. Rating ENERGA SA został utrzymany na dotychczasowym poziomie Baa1, a tymczasowy rating kredytowy dla programu emisji euroobligacji na poziomie (P)Baa1. Perspektywa ratingów została podniesiona z negatywnej na stabilną.

Na utrzymanie ratingów Agencji miał wpływ wysoki udział regulowanego obszaru dystrybucji w zysku EBITDA Grupy ENERGA (około 72 proc. po 3 kwartałach 2013 roku). Dzięki temu spółka poprawia przepływy pieniężne bez względu na niskie ceny energii elektrycznej w hurcie. Agencja doceniła także mały udział segmentu wytwarzania Grupy, co czyni ją odporną na niekorzystne zmiany na rynku.

Zmiana perspektywy ratingu z negatywnej na stabilną następuje po debiucie ENERGA SA na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie w dniu 11 grudnia 2013 roku. W ramach pierwszej oferty publicznej Skarb Państwa obniżył swój udział w akcjonariacie spółki o blisko 35 proc. zachowując pakiet kontrolny powyżej 50 proc. akcji.

– Poprawa perspektyw ocen ratingowych jest rezultatem wzmacniającej się pozycji Grupy ENERGA na rynku energii – powiedział Roman Szyszko, wiceprezes Zarządu ds. finansowych ENERGA SA. – Jest to jednocześnie, skierowany do inwestorów, sygnał, który może świadczyć o wysokiej zdolności do efektywnej realizacji naszych przyszłych planów rozwojowych.

W październiku br. Agencja ratingowa Fitch utrzymała długoterminowe ratingi ENERGA SA na dotychczasowym poziomie BBB (na skali międzynarodowej) i A (na skali krajowej) z perspektywą stabilną. Grupa ENERGA podlega corocznej ocenie wiarygodności kredytowej dokonywanej przez obie agencje od 2011 roku.

W branży IT przewiduje się do 2017 roku trzykrotny wzrost przesyłania danych

Norbert Ogłoziński, Country Sales Manager ZyXEL Communications przedstawił prognozy dotyczące rynku IT. Firma ZyXEL zakłada, że w najbliższych latach trzykrotnie wzrośnie liczba przesyłanych danych, dzięki szybko rosnącej dostępności Internetu, stałemu rozwojowi technologii w tym rozwiązań w chmurze.

„Myślę, że są to realne szacunki, ponieważ w poprzednich latach również przewidywano takie wzrosty.” – mówi Norbert Ogłoziński, Country Sales Manager ZyXEL Communications – „Osobiście dostrzegam trzy przyczyny. Po pierwsze coraz większa część naszej populacji uzyskuje dostęp do Internetu. Kolejnym powodem jest po prostu rozwój technologii. Nadal pamiętam czasy, w których szczytowym osiągnięciem graficznym było umieszczanie logo firmy w wiadomości email. Dziś filmy są nie tylko pobierane, ale też przesyłane strumieniami danych. Portal YouTube był przez wiele lat liderem w dziedzinie wzrostów zarówno ilości odwiedzających jak i kliknięć. Wszyscy posiadamy aparaty w naszych smartfonach i wszyscy udostępniamy ogromne ilości treści multimedialnych oraz przeglądamy strony internetowe, gdy tylko mamy na to czas, w tramwaju, czy podczas przerwy obiadowej… Wszystko to stawia ogromne wymagania przed infrastrukturą i naturalnie w znaczny sposób zwiększa ilość transmisji danych.

Trzecim czynnikiem jest fenomen „chmury”. Wiele firm przeniosło swoje dane do „chmury” i to, co było w wewnętrznym systemie i wykorzystywane do wewnętrznej komunikacji w firmie stało się częścią sieci Internet. Naturalnie wraz ze wzrostem popularności „chmury” ilość danych przesłanych z firm gwałtownie wzrosła i cały czas rośnie.”

Dla ZyXELa, jako producenta produktów sieciowych takich jak przełączniki, bramy zabezpieczające i urządzenia bezprzewodowe – ten trend oznacza nowe możliwości biznesowe dla operatorów, którzy chcą ulepszać swoją sieć, aby ta mogła sprostać rosnącym wymaganiom użytkowników domowych oraz sieci firmowych. Aktualnie dzięki trendowi BYOD (bring you own device) doświadczają one największego wzrostu od czasu wprowadzenia technologii gigabitowej. Inną ważną kwestią jest bezpieczeństwo danych, zarówno tych osobistych, a co najważniejsze tych firmowych.

„Ostatecznie ze względów bezpieczeństwa zawsze wykonuje się kopie danych oraz szyfruje się ich transmisje, a to oznacza większą ilość przesyłanych danych. Wszystko to wymaga większej wydajności przełączników, lepszych bram zabezpieczających i zabezpieczeń sieci bezprzewodowej… i tu właśnie pojawiamy się my.” – dodaje Norbert Ogłoziński.

Wzrost mobilności w firmach m.in. dzięki BYOD

BYOD to bardzo ważny trend w rozwoju infrastruktury IT na całym świecie. Stał się znaczącym fenomenem z powodu powszechności urządzeń mobilnych np. smartfonów czy tabletów. To powoduje wzrost wymagań wewnątrz sieciowych infrastruktur firmowych. Ilość podłączanych urządzeń została wirtualnie podwojona, niezależnie czy jest to urządzenie firmowe (np. do autoryzacji, zarządzania czy kontrolowania) czy osobiste (przyczyna większości problemów). I nie ma ograniczeń połączeń do firmowej infrastruktury w miejscu pracy, ale z reguły tego typu urządzenia łączą się z siecią w celu odebrania wiadomości email lub pozyskania innych danych firmowych poza firmą np. z domu lub podczas wakacji. Wszystko to niesie ze sobą wiele różnych zagrożeń (związanych z bezpieczeństwem), ale również wiele korzyści (wiele badań BYOD ewidentnie wykazało wzrost aktywności i efektywności pracowników). Z punktu widzenia pracodawcy jest to zatem pożądany trend nawet, jeśli stanowi problem dla struktury zarządzającej IT.

Bezpieczeństwo? Co to oznacza?

„To od każdej firmy zależy, w jaki sposób jakiego rodzaju informacje zostaną dopuszczone lub zabronione w sieci. Bądźmy realistami, jednak w segmencie MŚP, który został domeną marki ZyXEL bezpieczeństwo jest często postrzegane jako „zbędny luksus dużych korporacji”. A to oznacza, że naszym zadaniem jest tłumaczenie, demonstrowanie, szkolenie, edukowanie i przekonywanie każdego, że otwarty dostęp sieci bezprzewodowej należy do prehistorii wydziału muzeum technologii.” – komentuje Norbert Ogłoziński.

Sieć bezprzewodowa zbliża się do standardu gigabitowego

Trend BYOD prowadzi z powrotem do większych wymagań od firmowej infrastruktury sieciowej – większa ilość urządzeń oznacza większe wymagania. Ta sytuacja szczególnie dotyczy sieci bezprzewodowych, które po pojawieniu się nowej technologii AC pod względem wydajności są coraz bliżej standardu gigabitowego. Do tego czasu ich wydajność była zdecydowanie mniejsza.

„Dodając dwa do dwóch możemy dostrzec, że właśnie teraz jest idealny moment, aby móc zadać naszym klientom pytanie jak się ma ich sieć bezprzewodowa. W trakcie ubiegłego roku, ZyXEL poczynił ogromne postępy w zakresie technologii bezprzewodowej. Wprowadziliśmy nowe, atrakcyjne produkty, np. kontroler NXC2500 dla 24 punktów dostępowych i całkowicie zmieniła się nasza polityka cenowa. W rezultacie posiadamy teraz bezkonkurencyjne portfolio biznesowych produktów WiFi z najlepszym na rynku współczynnikiem ceny do jakości, wspieranym dożywotnią gwarancją.” – podsumowuje Norbert Ogłoziński.

Więcej informacji o firmie: www.zyxel.com

RESPECT Index – giełdowy indeks spółek odpowiedzialnych

Spółki giełdowe, które aktywnie i w sposób systemowy podejmują starania, aby we wszystkich obszarach ESG (Environmental, Social, Governance) działać zgodnie z najlepszymi praktykami odpowiedzialnego biznesu (CSR, CR). Działania te istotnie wpływają nie tylko na sposób postrzegania tych spółek przez ich otoczenie, ale również na poziom ich dojrzałości organizacyjnej – ważnej dla skutecznej realizacji ich strategii biznesowych. To główne wnioski z weryfikacji spółek giełdowych wchodzących w nowy skład RESPECT Index, którą przeprowadziła firma doradcza Deloitte. Do 7 edycji indeksu weszły dwadzieścia trzy spółki, w tym czterech debiutantów.

RESPECT Index jest jednym ze wskaźników giełdowych budujących wiarygodność firm w oczach akcjonariuszy, potencjalnych inwestorów i partnerów biznesowych. Trafiają do niego spółki, które w największym stopniu stosują dobre praktyki w zakresie ładu informacyjnego i relacji z inwestorami, a także w obszarze dotyczącym czynników ekologicznych, społecznych, pracowniczych i ekonomicznych, w tym w sferze nowoczesnego podejścia do zarządzania organizacją. Nie bez znaczenia jest fakt, że firmy te podejmują starania skierowane na świadome umacnianie reputacji podmiotów działających w sposób odpowiedzialny i godny zaufania.

Metodyka oceny firm aplikujących do wejścia do nowego składu indeksu uległa zmianie i została oparta o najlepsze światowe wzorce w tym zakresie. Nowością jest m.in. uwzględnienie specyfiki sektorowej danej firmy, możliwość zgłaszania spółek zagranicznych (notowanych na GPW) oraz ocena praktyk i działań firmy w podziale na grupy czynników ESG (Environmental, Social, Governance).

Analiza wyników uzyskanych w podziale na grupy czynników ESG wskazuje, że analizowane spółki otrzymały w ramach każdej grupy średnio 21 na 30 możliwych punktów. Świadczy to o tym, że firmy wdrożyły dużą część „dobrych praktyk” w każdym z obszarów. Najlepsze ze spółek osiągnęły wyniki na poziomie 28 punktów w poszczególnych obszarach.

Najwyższe wyniki odnotowano w grupie czynników społecznych. Firmy planują dalszy rozwój swoich pracowników, na bazie wyników wcześniej przeprowadzanych oceniających ankiet pracowniczych. Coraz więcej spółek w sposób cykliczny przeprowadza badania satysfakcji wśród pracowników. „Jednocześnie, w obszarze pracowniczym widać potrzebę dalszego podnoszenia jakości polityk personalnych, definiowanych w ich ramach celów, a także ich regularne mierzenie, monitorowanie i raportowanie” – dodaje Jacek Kuchenbeker, Starszy Menedżer w Dziale Zarządzania Ryzykiem Deloitte, lider zespołu świadczącego usługi z zakresu CR. W obszarze środowiskowym wyzwaniem dla firm na przyszłość pozostaje systemowe podejście w zakresie monitorowania i raportowania dotyczącego ograniczenia zużycia paliw, energii, surowców, materiałów oraz wody.

Patrząc na RESPECT Index z perspektywy sektorowej okazuje się, że spółki zaliczane do sektora przemysłowego radzą sobie najlepiej z wymogami stawianymi w sferze środowiskowej. Obszar społeczny i sfera dobrych praktyk ładu korporacyjnego to domena sektora usług. Natomiast w sektorze finansowym najmocniejszą stroną spółek jest przede wszystkim obszar governance.

Wyniki weryfikacji przeprowadzonych przez Deloitte pokazują, że zarysowuje się grupa liderów, którzy aktywnie i w sposób systemowy podejmują starania, aby we wszystkich obszarach ESG wdrożyć dobre praktyki. „Jednocześnie wśród większości podmiotów (ubiegających się o wejście do Indeksu) widać stopniowe, ale konsekwentne przyjmowanie pożądanych praktyk w wybranych lub we wszystkich obszarach ESG, co dobrze rokuje przyszłości Indeksu i wchodzących w jego skład spółek. Podmioty te powinny jednak nadal się rozwijać i dbać o komunikację na temat podejmowanych działań. Rekomendowane jest m.in. systematyczne publikowanie raportów społecznych. Oczekiwania interesariuszy powinny być uwzględnione już na etapie definiowania raportów. Same raporty mogą i powinny być poddawane niezależnej weryfikacji i ocenie” – dodaje ekspert.

„Odpowiedzialny biznes to również kształtowanie odpowiedzialnego łańcucha wartości – dlatego w tym przypadku rekomendujemy, aby firmy wśród wymagań stawianych swoim dostawcom (produktów i usług) uwzględniały również oczekiwania dotyczące sfery środowiskowej, społecznej czy etycznej. Firmy mogą poszerzyć również wachlarz swoich produktów i/lub usług o takie, które odpowiadają na zidentyfikowane problemy społeczne. Wyzwań jest dużo, ale rynek staje się coraz bardziej dojrzały i rozumie konieczność oraz korzyści płynące z prowadzenia odpowiedzialnego biznesu.” – podsumowuje Jakub Bojanowski, Partner w Dziale Zarządzania Ryzykiem Deloitte.

Indeks RESPECT jest pierwszym giełdowym indeksem spółek odpowiedzialnych w Europie Środkowo-Wschodniej. Jego wartość, licząc od pierwszej publikacji (19 listopada 2009 r.) do sierpnia br., wzrosła o ponad 65 proc. W tym czasie indeks WIG, mierzący koniunkturę na całym rynku, zyskał 33 proc. Nowy skład indeksu będzie obowiązywał od 23 grudnia 2013 r.

Więcej informacji: www.odpowiedzialni.gpw.pl oraz Respect Index – Deloitte

SkyCash, system płatności przez komórkę, nawiązał współpracę z Getin Bank

Dzięki SkyCash, posiadającemu status autoryzowanego integratora płatności kartowych, klienci Getin Bank otrzymali dostęp do rozwiązań funkcjonujących w ramach inicjatywy MasterCard Mobile. To wygodny sposób na kupowanie komórką biletów komunikacji miejskiej i kolejowej, bezgotówkowe parkowanie i korzystanie z wielu innych, ułatwiających codzienne życie usług.

SkyCash, system płatności przez komórkę, nawiązał współpracę z Getin Bank, udostępniając usługę bezpiecznego łączenia numerów telefonów z kartami płatniczymi. Rozwiązanie funkcjonuje w ramach MasterCard Mobile – platformy integrującej różne rozwiązania z obszaru płatności mobilnych. SkyCash pełni w niej rolę partnerskiego systemu oraz Service Managera, czyli autoryzowanego integratora płatności kartowych MasterCard. Oznacza to, że firma spełnia wszystkie standardy organizacji płatniczych w zakresie bezpieczeństwa przechowywania danych kartowych użytkowników

Dla klientów Getin Bank współpraca między firmami oznacza możliwość używania kart płatniczych do transakcji realizowanych za pomocą telefonów komórkowych u wszystkich partnerów MasterCard Mobile. Po aktywacji rozwiązania wystarczy zainstalować w komórce wybraną aplikację i dokonać płatności w saldo swojej karty, zatwierdzając transakcję indywidualnym kodem mPIN. Systemy działające w ramach platformy umożliwiają m.in. kupowanie biletów komunikacji miejskiej i kolejowej, bezgotówkowe regulowanie należności za parkowanie, wypłacanie gotówki z bankomatów czy płatności za domowe rachunki. Wygodnym przewodnikiem po świecie płatności mobilnych jest oficjalna aplikacja MasterCard Mobile, prezentująca możliwości poszczególnych rozwiązań.

– Wierzymy, że usługi, które świadczymy jako Service Manager przyczynią się do popularyzacji bezpiecznego łączenia numerów telefonów z kartami płarniczymi, a tym samym zwiększą świadomość Polaków w obszarze możliwości, jakie dają płatności mobilne w ramach MasterCard Mobile – powiedział Dariusz Mazurkiewicz, Prezes Zarządu SkyCash Poland S.A. – Rozwiązanie, które wdrożyliśmy w Getin Bank to przykład na to, jak prosta może być symbioza banków z płatnościami mobilnymi – dodaje Mazurkiewicz.

***
SkyCash
SkyCash to uniwersalny system płatności przez telefon komórkowy, zapewniający intuicyjne i natychmiastowe przelewy z zachowaniem bezpieczeństwa na poziomie bankowości on-line i kart płatniczych. Stosowany jest do kupowania biletów komunikacji miejskiej i kolejowej, zasilania telefonów na kartę, wypłacania gotówki z bankomatów, kupowania biletów do kina oraz gier i treści elektronicznych, a także do rozliczeń pomiędzy znajomymi oraz płatności w Internecie i punktach handlowych. Do SkyCash można zaprosić posiadacza każdego spośród 40 mln numerów telefonów komórkowych zarejestrowanych w Polsce. W 2011 roku SkyCash zdobył prestiżowe wyróżnienie w kategorii „Innowacyjny Start-Up / Technostarter”, w ramach II edycji konkursu organizowanego przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości.

W Polsce najlepiej sprzedaje się Skoda, w Europie Volkswagen

Z danych Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Pojazdów (ACEA) wynika, że obywatele Unii Europejskiej kupili w listopadzie 938 tys. nowych samochodów osobowych, czyli o nieco ponad 1% więcej niż rok temu. W tym samym czasie z polskich salonów wyjechało ponad 24 tys. aut osobowych, czyli o 4% więcej niż rok temu, ale już o ponad 8% mniej niż w październiku. Zdaniem przedstawicieli Exact Systems, firmy kontrolującej części samochodowe, zarówno dla Polski jak i Eurostrefy, roczny wynik rejestracji aut osobowych i tak będzie lepszy niż w 2012 r.

Jeśli na najnowsze dane Centralnej Ewidencji Pojazdów spojrzymy w ujęciu rocznym to widzimy, że w listopadzie zarejestrowaliśmy o 4% więcej osobówek, a biorąc pod uwagę jedenaście miesięcy, jesteśmy na 4,7% plusie. Taki rezultat, choć lekko zawyżony przez zjawisko reeksportu, na tle całej Eurostrefy prezentuje się bardzo przyzwoicie – ocenia Paweł Gos, prezes zarządu Exact Systems, ekspert PIM. Jeśli jednak listopadowe dane zestawimy z bardzo dobrym wynikiem październikowym, już nie tak łatwo o optymizm. Przyczyną spadku jest przede wszystkim mniejsze zainteresowanie zakupów wśród firm, które w związku z przedłużającym się procesem wydania ostatecznej decyzji w sprawie derogacji przepisów związanych z odliczaniem podatku VAT, wstrzymują się z inwestycją w cztery kółka do momentu wyjaśnienia sytuacji – dodaje Gos.

Unia Europejska powoli rośnie
W listopadzie, jednym z najsłabszych w ciągu ostatnich dziesięciu lat, w 27 monitorowanych rynkach, właścicieli znalazło 936 tys. nowych osobówek, czyli o 1,2% więcej niż w analogicznym okresie rok temu. Ten trzeci z kolei miesięczny wzrost sprzedaży aut osobowych w Europie przyczynił się do lepszego wyniku skumulowanego. Choć łącznie po jedenastu miesiącach europejska mapa sprzedaży i rejestracji nadal pozostaje czerwona (prawie 11 mln rejestracji, 2,7% spadek r/r), to roczny wynik z pewnością okaże lepszy niż w 2012 r. – mówi Jacek Opala, dyrektor ds. rozwoju i sprzedaży w Exact Systems. Kolejny miesiąc z rzędu wzrostem sprzedaży może pochwalić się Wielka Brytania (+7% r/r) i bez wątpienia ten kraj pozostanie „zieloną wyspą” przynajmniej do końca roku. Spadki natomiast widzimy w Niemczech (-2% r/r), Włoszech (-4,5%) i Francji (-4% r/r). Liczymy, że w 2014 r. pójdziemy w ślad za Chinami i Stanami Zjednoczonymi, które od kilku miesięcy przeżywają boom na rynku samochodowym, i ponownie w Europie będziemy obserwować rosnące słupki sprzedaży aut – dodaje Jacek Opala.

W Polsce najlepiej sprzedaje się Skoda, w Europie Volkswagen
Jak podaje IBRM Samar, najchętniej kupowanym samochodem w segmencie marek popularnych w Polsce w okresie od stycznia do listopada br. była Skoda (ponad 33 tys. sprzedanych modeli), tuż za nią uplasował się Volkswagen i Toyota. Nieco inaczej prezentuje się europejska mapa producentów. Po jedenastu miesiącach, pomimo kilkuprocentowego spadku, liderem sprzedaży pozostaje marka Volkswagen z 1,4 mln sprzedanymi modelami. Trzymamy kciuki, aby potwierdziły się zapowiedzi naszego ministra gospodarki dotyczące inwestycji tego koncernu w Polsce, gdzie docelowo zatrudnienie mogłoby znaleźć aż trzy tysiące osób – mówi Opala. Drugie miejsce w Eurostrefie zajął Opel, a trzecie Renault – podaje ACEA.

Wzrost sprzedaży w całym 2013 r.
Ostatnie dane makroekonomiczne, jak i te dotyczące przemysłu motoryzacyjnego – listopadowy PMI na poziomie najwyższym od dwóch i pół roku oraz ponad 4% wzrost produkcji przemysłowej w październiku – sprawiają, że podtrzymujemy zdanie na temat wzrostu rejestracji nowych osobówek w Polsce w całym 2013 r. Grudzień to okres uruchamianych przez dealerów samochodowych promocji cenowych i wyprzedaży roczników, które skutecznie przyciągają uwagę zarówno klientów indywidualnych jak i instytucjonalnych. Liczba 285–290 tys. nowych rejestracji w tym roku, co da nam ok. 5% wzrost r/r, wydaje się więc możliwa – ocenia Paweł Gos.

W materiale prasowym zostały wykorzystane dane Głównego Urzędu Statystycznego, Centralnej Ewidencji Pojazdów, ACEA oraz IBRM Samar.

***
Exact Systems Sp. z o.o. działa od 2004 r. i jest obecnie czołowym dostawcą rozwiązań
w zakresie kontroli jakości, czyli selekcji, naprawy i sortowania części, komponentów oraz wyrobów gotowych dla przedstawicieli branży motoryzacyjnej. Głównymi odbiorcami usług firmy są dostawcy
i poddostawcy dla przemysłu motoryzacyjnego oraz producenci samochodów. Klientami firmy są również zakłady zajmujące się produkcją wielkoseryjną z branży elektronicznej, AGD oraz kosmetycznej. Obecnie firma posiada swoje przedstawicielstwa w Polsce, Czechach, Niemczech, Słowacji, Turcji, Rosji, Rumunii i Wielkiej Brytanii.
Firma kładzie duży nacisk na jakość świadczonych usług oraz na rzetelność i stabilność we współpracy ze swoimi kontrahentami. Współpraca z Exact Systems pomaga osiągnąć najwyższe standardy jakości oraz wspiera organizację procesów produkcyjnych. Więcej informacji o firmie dostępnych jest pod adresem: www.exactsystems.pl.

Intralogistyka – najważniejsze trendy 2013

Przełom grudnia i stycznia skłania do podsumowań i rozliczeń ostatnich dwunastu miesięcy. Co ważnego wydarzyło się w 2013 roku? Jakie były najważniejsze trendy w branży intralogistycznej?

Przyjrzeliśmy się tematom prelekcji na tegorocznych konferencjach TSL, produktom nominowanym do branżowych konkursów i wskaźnikom ekonomicznym związanym z nastrojami i koniunkturą w przemyśle. Na tej podstawie udało się nam wyodrębnić pięć trendów, które zdominowały mijający 2013 rok.

Oszczędność dzięki innowacjom

Kwestia oszczędnej eksploatacji była w mijającym roku odmieniana przez wszystkie przypadki. Ze względu na wciąż jeszcze żywy w pamięci kryzys, decydując się na rozbudowę parku maszynowego, inwestorzy myśleli przede wszystkim kategoriami minimalizacji kosztów. Producenci wyszli naprzeciw tym potrzebom, wykorzystując w służbie oszczędności najnowsze technologie. Upowszechniły się i trafiły do seryjnej produkcji wózki o napędzie hybrydowym. Wykorzystują one takie rozwiązania, jak dużej mocy kondensatory gromadzące energię odzyskaną z hamowania i systemy inteligentnego sterowania napędem. Zastosowane technologie pozwalają na obniżenie kosztów eksploatacji o 30%.
Nowe możliwości wpisały się w żywą dyskusję o obniżeniu emisji dwutlenku węgla. Wraz z redukcją spalania, naturalnie zmniejsza się ilość wytwarzanych zanieczyszczeń. Hybrydy będą zapewne zyskiwać więc na znaczeniu w najbliższych latach, gdy wyklarują się polityczno-ekologiczne oczekiwania wobec przemysłu.

Renesans wózków używanych

Z podobnych przyczyn rośnie również zainteresowanie używanymi maszynami. Jak wynika z raportu Warehouse Monitor, ponad 40% przedsiębiorców wyraziło chęć zakupu odnowionych wózków widłowych, które spełniałyby standardy jakości i bezpieczeństwa. Te nastroje przekładają się na strukturę popytu. – Na każde dwa sprzedawane nowe pojazdy przypada jeden używany – informuje Marco Riewe, Szef Działu Wynajmu i Wózków Używanych STILL GmbH. – Każdego roku liczba odnowionych przez nas wózków widłowych sięga nawet 25 tysięcy – dodaje.

Pozwala to na wyposażenie zakładu w konieczne zasoby w przy znacznie niższych kosztach. Na tym gruncie rozwijały się w 2013r. różnorodne formy finansowania parku maszynowego – od zaliczkowej płatności za roboczogodziny, po wynajem i leasing.

Technologie mobilne i systemy flotowe

W 2013 mogliśmy obserwować również wzrost zainteresowania wykorzystaniem w branży technologii mobilnych. Popularyzacja tabletów i smartfonów skłoniła producentów rozwiązań intralogistycznych do wykorzystania potencjału tych urządzeń.

W branżowych konkursach doceniano aplikacje zarządzania flotą, pozwalające na zautomatyzowany monitoring eksploatacji poszczególnych maszyn i optymalizację ich użytkowania. Powstały również programy, dzięki którym można na bieżąco sprawdzać stan techniczny wózka i w razie potrzeby informować o nim serwisantów.

Godnym odnotowania sposobem wykorzystania tabletów są również programy wspomagające sprzedaż. Przykładem może być nagrodzona w konkursie Red Dot Best of the Best aplikacja umożliwiająca wyszukiwanie dopasowanych do potrzeb użytkownika pojazdów i zapoznanie się z ich parametrami technicznymi. Za jej pośrednictwem dostępne są dotyczące wózków materiały interaktywne oraz wizualizacje wnętrza kabiny operatora.

Radiowe wspomaganie

Obok powyższych, jednym z najważniejszych trendów wymienianych podczas Hamburg Intralogistics Summit był wzrost popularności technologii RFID. Poświęcony był jej również cały blok podczas V Ogólnopolskiego Kongresu Magazynowania i Logistyki Modern Warehouse.

Dziś systemy identyfikacji radiowej wykorzystywane są jako sposób kierowania pracą inteligentnych wózków – do automatycznego zwalniania w szczególnie niebezpiecznych miejscach czy kontroli ruchu jednokierunkowego. Znajdują zastosowanie również w lokalizowaniu pojazdów i towarów w magazynie, pozwalając na ich śledzenie w czasie rzeczywistym.

Poprawa koniunktury

Istnieje kilka przesłanek pozwalających twierdzić, że 2013 był w dla polskiej branży logistycznej bardzo udany. Od kwietnia do listopada nieprzerwanie rósł indeks PMI interpretowany jako wskaźnik koniunktury w przemyśle. Według danych portalu stooq, przez 7 miesięcy wzrósł on z 46,9 do 54,4 punktów, osiągając wartość najwyższą od niemal dwóch lat.

Dodatkowo, jak donosi Puls Biznesu, po 23% spadku sprzedaży opon ciężarowych w 2012r., w mijającym roku mogliśmy obserwować jej stabilny, stopniowy wzrost. Po dziesięciu miesiącach 2013r. dynamika popytu była wyższa o prawie 10% w porównaniu do analogicznego okresu 2012r. Wygląda więc na to, że branża transportowa odmroziła środki na inwestycje.

Rok 2013 upłynął pod znakiem poszukiwania sposobów optymalizacji i obniżenia kosztów eksploatacji. Przyniósł wiele innowacji, ciekawych inspiracji i nadzieję na dalszą poprawy koniunktury. Oby nadchodzący rok był co najmniej równie udany.

KGHM nagrodzony w konkursie ProJuvenes 2013

0

Parlament Studentów RP nagrodził organizacje za najlepszą współpracę ze studentami. Wśród wyróżnionych znalazł się w kategorii „Firma dla edukacji”.

Gaz bez zmian, energia elektryczna nieco w dół. Dziś decyzja URE ws. taryf

CEO Magazyn Polska

Dziś mija termin ogłoszenia nowych taryf na energię elektryczną i gaz, jeśli miałyby obowiązywać od początku przyszłego roku. Według ekspertów pierwsze mogą nieznacznie spaść, a drugie prawdopodobnie nieznacznie wzrosną lub pozostaną bez zmian. To pierwsza ważna decyzja URE po tym, jak z funkcji prezesa ustąpił Marek Woszczyk, znany ze swojej niechęci do wniosków o podniesienie cen. 

 – Spodziewałbym się obniżki cen energii elektrycznej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Chmal, ekspert ds. energetyki Instytutu Sobieskiego. – W ciągu ostatnich kilku lat ceny energii na rynku hurtowym spadły o ponad 20 proc., w związku z tym ta cena również powinna przenosić obniżkę na odbiorców końcowych.

W Urzędzie Regulacji Energetyki leżą wnioski taryfowe czterech dostawców, trzech z nich wnioskuje o obniżenie cen energii o ok. 6 proc., jedna firma chce utrzymania taryf z grupy G (dla odbiorców indywidualnych) na niezmienionym poziomie.

 – W przypadku stawek opłat dystrybucyjnych spodziewałbym się raczej utrzymania ich na dotychczasowym poziomie, ewentualnie korektę o poziom inflacji, czyli 1-2 proc. – przewiduje Chmal. – Nie spodziewałbym się wielkiego ruchu w górę czy w dół.

Według eksperta, URE powinien wziąć pod uwagę nakłady inwestycyjne, jakie firmy energetyczne muszą ponieść w związku z koniecznością napraw i modernizacji sieci dystrybucyjnych.

 – W przypadku energii elektrycznej obniżka na poziomie 6-7 proc., może 5-7 proc., jest racjonalna. Odzwierciedlałaby również obniżkę cen energii na rynku hurtowym i również brałaby pod uwagę poziom inflacji, który jest stosunkowo niewielki. Więc myślę, że taryfa G będzie raczej obniżona, natomiast jeżeli chodzi o stawki dystrybucyjne, raczej pozostaną na niezmienionym poziomie – wyjaśnia Chmal.

17 grudnia to też granica czasowa dla ogłoszenia nowych taryf gazowych. Pierwszą propozycję PGNiG ówczesny prezes URE Marek Woszczyk odrzucił i wezwał spółkę do korekty.

 – Taryfy od wielu miesięcy, a nawet już ta praktyka trwa kilka lat, są bardzo niekorzystne dla PGNiG – ocenia Andrzej Szczęśniak, ekspert rynku paliw. – Od tego momentu, kiedy wynegocjowaliśmy z Rosjanami dosyć dobre umowy, zostały wykrzywione w sposób dramatyczny.

Te umowy spowodowały obniżkę cen dla klientów indywidualnych o ok. 10 proc., a dla odbiorców przemysłowych – o 2-4 proc. Te taryfy miały obowiązywać do końca III kwartału obecnego roku, ale zostały przedłużone do końca grudnia.

 – To jest chora taryfa, chora struktura, która powoduje, że PGNiG po prostu dokłada do tego interesu  mówi Szczęśniak. – Gdyby poprzedni prezes URE był, to bym zakładał, że PGNiG nie dostanie podwyżki, ponieważ prezes Woszczyk był znany z tego, że lubił PGNiG dociskać do ściany. Jego decyzje wzbudzały kontrowersje, ponieważ było to zachowanie wbrew regułom sztuki.

Teraz obowiązki prezesa pełni wiceprezes Maciej Bando.

 – Jaką teraz URE podejmie decyzję, nie jestem w stanie odpowiedzieć, bo nie wiem, jakie czynniki będą istotne – przyznaje Tomasz Chmal. 

Z drugiej strony, inne decyzje niż podejmowane do tej pory przez URE spowodowałyby, że indywidualni odbiorcy płaciliby więcej.

 – To chroni konsumentów, ale jest sprzeczne z interesem biznesowym – przekonuje Szczęśniak. – Taryfy PGNiG są wciśnięte w ziemię, są dosyć niskie. Zresztą to widać po różnicy cen między giełdą gazową a taryfami. Widać, że na giełdach gazowych są ceny europejskie, a na taryfach są ceny polskie. I tutaj jest problem dla PGNiG – przyznaje ekspert.

Resort finansów chce wprowadzić minimalny kapitał początkowy dla firm pożyczkowych i zwiększyć kary za działalność parabankową

Ministerstwo Finansów pracuje nad uregulowaniem branży parabankowej. Chce w ten sposób zwiększyć bezpieczeństwo klientów, korzystających z usług firm pożyczkowych i zapobiec sytuacji podobnej do problemów Amber Gold. Federacja Konsumentów przestrzega jednak przed nadmiernym windowaniem kar finansowych dla firm prowadzących nielegalną działalność parabankową. Po zapłaceniu grzywny mogą nie mieć pieniędzy na wypłaty dla klientów.

Ministerstwo Finansów w projekcie uregulowania rynku pozabankowego chce zwiększenia kar finansowych, nakładanych na firmy prowadzące nielegalnie działalność parabankową, czyli pobierające depozyty od klientów. Federacja Konsumentów popiera restrykcyjne karanie nieuczciwych firm, ale ostrzega, że może ono rykoszetem trafić w klientów.

 – Po uiszczeniu takiej kwoty, jak proponowane 10 mln zł, firma może nie mieć z czego oddać poszkodowanym pieniędzy. Przypomnijmy, że w przypadku Amber Gold nawet bez tej grzywny klienci i tak nie odzyskają większości swoich depozytów – zwraca uwagę  w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Piotr Czepulonis. – Skuteczniejsza powinna być raczej wyższa kara pozbawienia wolności i taką zmianę popieramy – dodaje.

Regulacja firm pożyczkowych i edukacja

MF proponuje też szereg regulacji dla firm pożyczkowych. Chce m.in., by minimalny kapitał zakładowy firmy pożyczkowej wynosił 60 tys. zł Same firmy pożyczkowe proponowały, by poziom ten zwiększyć do 1 mln złotych. Czepulonis sugeruje wprowadzenie pułapu kapitałowego w przedziale od 100 do 200 tys. złotych jako optymalnego rozwiązania.

 – Mamy wątpliwości co do wysokości kapitału początkowego, wymaganego dla firm pożyczkowych. Kwota, która pojawiała się w propozycjach – 60 tys. zł – jest zdecydowanie zbyt niska i trzeba jeszcze popracować nad jej wypośrodkowaniem. Nie można też przesadzić w drugą stronę i tym samym zablokować wejścia nowych firm na rynek – mówi Piotr Czepulonis, prawnik z Federacji Konsumentów.

Jak podkreśla prawnik, do Federacji Konsumentów wciąż trafia dużo skarg na firmy pożyczkowe. Większość z nich spowodowana jest tym, że klienci nie są w pełni świadomi kosztów, jakie wiążą się z zaciągnięciem pożyczki.

 – Myślę, że większa odpowiedzialność ciąży na przedsiębiorcach. Ale klienci i konsumenci powinni się edukować, to jest jasne. Powinni przed zawarciem umowy zapytać znajomych, może znajomego prawnika, albo pójść do organizacji, która udziela bezpłatnych porad konsumenckich, żeby się dowiedzieć, co mają podpisać – wyjaśnia Czepulonis.

Jedną z propozycji zawartych w projekcie jest też ustalenie limitu kosztów pożyczki. Według wstępnych propozycji resortu ma wynosić 30 proc. wartości pożyczki.

 – Dla nas jest jasne, że firmy pożyczkowe też muszą zarabiać. Jeśli te regulacje czy ograniczenia spowodują, że biznes będzie nieopłacalny, to wtedy na pewno nie będzie to dobre dla branży. Ważne, by regulacje były z korzyścią dla konsumentów, ale i dla branży – podkreśla Piotr Czepulonis..

Ministerstwo Finansów wykazuje, że od 5 lat wartość pożyczek zaciąganych w firmach pożyczkowych intensywnie rośnie. W 2012 roku wyniosła 2 mld 265 mln zł. Było to o 165 mln zł więcej niż w poprzednim. Blisko 1,4 miliona klientów skorzystało z usług tych podmiotów w ubiegłym roku.

UKE porówna jakość usług świadczonych przez operatorów telekomunikacyjnych

Urząd Komunikacji Elektronicznej wspólnie z operatorami i innymi przedstawicielami branży określił wskaźniki, które posłużą do pomiarów jakości w sieciach telekomunikacyjnych. Dzięki temu konsumenci mają otrzymać lepszą wiedzę na temat konkretnych usług poszczególnych operatorów, m.in. prędkości internetu mobilnego czy jakości połączenia głosowego. Pierwsze badania odbędą się w przyszłym roku.

W pracach uczestniczyło 44 firm i instytucji z branży telekomunikacyjnej, w tym najwięksi operatorzy na rynku, czego efektem jest jednolity system pomiaru (QoS – Quality of Service). Dzięki temu wypracowano wskaźniki jakości usług na rynku telefonii stacjonarnej i mobilnej oraz ustalono metodę dokonywania obiektywnych pomiarów. To część realizacji postanowień podpisanego przed rokiem przez zainteresowane podmioty „Memorandum w sprawie współpracy na rzecz podnoszenia jakości usług dostępnych na rynku telekomunikacyjnym”.

 – Po kilkunastu miesiącach dyskusji udało nam się sfinalizować prace w ramach zaproponowanego przez regulatora Memorandum – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Magdalena Gaj, prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej.

Porozumienie przewiduje, że zebrane informacje będą prezentowane publicznie w postaci tabeli, a w przyszłości w specjalnej porównywarce. Dzięki temu konsument ma otrzymywać pełną wiedzę na temat danej usługi.

 – Przed zawarciem umowy będziemy mogli sprawdzić na stronie internetowej – czy to określonego przedsiębiorcy telekomunikacyjnego, czy prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej – jaką jakość dany przedsiębiorca w obrębie konkretnej usługi i konkretnego wskaźnika oferuje – wyjaśnia Gaj.

Wypracowane zasady spowodują, że usługi telekomunikacyjne będą opisywane w tak dokładny sposób jak skład produktów spożywczych czy wysokość kosztów kredytów. To oznacza, że operator będzie musiał poinformować o takich wskaźnikach jak: prędkości transmisji danych, opóźnienia pakietów danych, jakość połączenia głosowego, statystyki dotyczące połączeń przerwanych i skuteczności połączeń telefonicznych.

 – Do tej pory konsument kupował usługę telekomunikacyjną, ale często się zdarzało, że w centrum miasta mieliśmy świetną jakość połączenia, a w domu musieliśmy stać w jednym, określonym miejscu, żeby uzyskać  połączenie – mówi prezes UKE. – Przyjęliśmy, że będą trzy kategorie: dobra jakość, zadowalająca, czyli średnia  oraz niska jakość, czyli poniżej jakichkolwiek oczekiwań.

Pierwsza kampania pomiarowa ma rozpocząć się w 2014 roku. Operatorzy uczestniczący w pracach zobowiązali się przekazywać do UKE wyniki badań dwa razy w roku.

By rozwiać obawy operatorów dotyczące wyników pomiarów, strony memorandum przyjęły kilka zasad ich realizacji. Oznacza to, że pomiary powinny być wykonywane w tym samym czasie, na tym samym terenie, a wykonywać ma je niezależny podmiot. Prezes UKE ma sprawować kontrolę nad całym procesem.

 – Żaden z krajów europejskich nie może się pochwalić takim osiągnięciem. Wypracowaliśmy to razem, więc to powinno zminimalizować spory i dyskusje zarówno z konsumentem, jak i z regulatorem, czy to jest dobra jakość, czy zła, czy spełniam te kryteria, czy nie – twierdzi Magdalena Gaj. – W efekcie konsument będzie miał dobrej jakości usługi, w sposób transparentny opublikowane wskaźniki i mierniki, a dzięki temu będzie na tym korzystał.

„Memorandum w sprawie współpracy na rzecz podnoszenia jakości usług dostępnych na rynku telekomunikacyjnym” podpisano 26 października 2012 roku. Uczestnicy porozumienia pracowali w grupach tematycznych, w sumie odbyło się 40 takich spotkań. Memorandum na charakter otwarty, więc przystąpić do niego może każdy uczestnik rynku.

Od nowego roku pośrednicy nieruchomości bez licencji

Od 1 stycznia 2014 roku pośrednikiem w obrocie nieruchomościami będzie mógł zostać dosłownie każdy. I to bez żadnych szczególnych kwalifikacji. Dlatego Polska Federacja Rynku Nieruchomości (PFRN) uruchamia własny rejestr pośredników i zarządców nieruchomości. W ten sposób zamierza ułatwić klientom orientację w rynku.

Według ustawodawcy deregulacja otworzy branżę i stworzy nowe miejsca pracy. Być może spowoduje też wejście na rynek firm spoza Polski.

 – Nie sądzę, by firmy zagraniczne zaczęły się masowo pojawiać na naszym rynku. Tym bardziej że jest na nim coraz mniej miejsca. Już dzisiaj agenci z trudnością sobie radzą, nie zarabiają takich pieniędzy jak za czasów nieruchomościowej bańki cenowej. Dziś w rejestrze pośredników jest ponad 20 tys. osób. Jeśli doliczyć do tego osoby wykonujące czynności pomocnicze, np. dwie na jednego pośrednika, to mówimy o grupie 60 tys. osób w Polsce. Na pewno są jeszcze nisze, zawsze można znaleźć dochodowe miejsce, ale wielkiego napływu do branży nie będzie. To naprawdę trudna, wymagająca doświadczenia praca – komentuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Leszek A. Hardek, prezydent Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości.

Zdaniem części ekspertów rynku nieruchomości zniesienie niemal wszystkich barier – nawet statusu niekaralności – to już nie deregulacja branży, ale wręcz likwidacja zawodu. Podkreślają oni, że likwidacja licencji zawodowych oraz brak wymagań związanych z wykształceniem i kwalifikacjami mogą utrudnić życie klientom i narazić ich na obsługę przez przypadkowe osoby, bez odpowiednich umiejętności. PFRN zamierza samodzielnie uruchomić ogólnopolski rejestr pośredników i zarządców nieruchomości, by umożliwić weryfikację ich kwalifikacji zawodowych.

 – Zgodnie z ustawą do 31 grudnia ministerstwo [infrastruktury i rozwoju] ma ustawowe prawo i ustawową delegację, aby część danych z Centralnych Rejestrów Pośredników w Obrocie Nieruchomościami oraz Zarządców Nieruchomości, a także Rzeczoznawców Majątkowych publikować na stronie internetowej. W roku 2014 rejestry znikną i trudno będzie sprawdzić, czy dany specjalista miał przyznaną licencję. Uruchamiamy więc nasz własny rejestr, by osoby z licencją nadaną w trybie ustawy mogły potwierdzić jej posiadanie. Pamiętamy też o kolejnych chętnych, którzy – bez względu na brak wymogów – będą chcieli zdobyć dokument potwierdzający ich umiejętności – tłumaczy prezydent PFRN.

Federacja nowym osobom będzie stawiała takie same wymogi, jakie zawierała ustawa przed deregulacją, łącznie z wymogiem niekaralności i co najmniej średniego wykształcenia.

 – Dodatkowe szkolenia będą już dobrowolne, ale ukończony kurs zakończony egzaminem będzie potwierdzeniem minimalnej wymaganej wiedzy pozwalającej na wejście do zawodu. Planujemy też szkolenia doskonalące umiejętności zawodowe. W branży nieruchomości wiedza i praktyka są nie do przecenienia – uważa Leszek A. Hardek.

Dzięki temu nowi pracownicy, którzy spełnią wymogi postawione przez PFRN, ukończą kurs, zdadzą podstawowy egzamin, wyrażą zgodę na przetwarzanie danych i podpiszą zobowiązanie do przestrzegania niedawno przyjętego przez Federację kodeksu etyki, także zostaną umieszczeni w nowym rejestrze.

Rejestr PFRN będzie dostępny dla każdego, podobnie jak rejestr ministerialny. Zostaną natomiast poszerzone informacje o specjalistach.

 – Do tej pory rejestr ministerialny zawierał imię, nazwisko, imiona rodziców, informację o wykształceniu oraz numer licencji. W naszym rejestrze znajdą się, oprócz wymienionych, także informacje dodatkowe, umieszczane dobrowolnie przez zainteresowanych. Będą to dane o odbytych szkoleniach, znajomości języków, specjalizacjach rynkowych – np. nieruchomości mieszkaniowe lub komercyjne. Co więcej, wśród pośredników i zarządców są także rzeczoznawcy z uprawnieniami budowlanymi czy uprawnieniami do sporządzania certyfikatów energetycznych. Także takie informacje, i dane kontaktowe, znajdą się w naszym rejestrze – wylicza Leszek A. Hardek.

Dodatkowo pojawią się też informacje o ubezpieczeniu specjalistów. Takie ubezpieczenia od stycznia nadal będą obowiązkowe (choć brak nie będzie karany), więc z rejestru klienci dowiedzą się, w jakim towarzystwie jest ubezpieczony pośrednik i jaka jest kwota gwarancyjna ubezpieczenia.

InPost postawi paczkomaty na działkach osób prywatnych. Pierwsze umowy franczyzowe możliwe w II połowie przyszłego roku

Największy konkurent Poczty Polskiej przygotowuje się do wdrożenia modelu franczyzowego. Dzięki temu paczkomaty InPostu pojawią się na prywatnych działkach, np. przy małych sklepach. Dziś w Polsce działa 1100 takich urządzeń: głównie przy stacjach benzynowych i dużych centrach handlowych.  Jeżeli będziemy rosnąć tak szybko jak teraz, to rozpoczniemy wdrożenie tego pomysłu w przyszłym roku  mówi Rafał Brzoska, prezes Grupy Integer.pl.

InPost poszerza zasięg działania i przygotowuje się do wdrożenia franczyzy. Firma rozważa model polegający na podpisywaniu umów z właścicielami działek w atrakcyjnych – z punktu widzenia firmy – lokalizacjach. Dzięki temu liczba paczkomatów mogłaby znacząco wzrosnąć. Dziś liczy ona 1100 maszyn.

 – Na swojej posesji, przy swoim sklepie rozstawia pan nasze urządzenie i pobiera z tego tytułu stałe dochody od każdej przesyłki, która trafia do tej maszyny – wyjaśnia Rafał Brzoska, prezes Grupy Integer.pl, do której należy InPost.  Kluczem jest posiadanie szybko rosnącej pozycji, rozpoznawalnej marki, tylko wtedy projekt franczyzowy ma szansę powodzenia.

Dlatego projekt ten będzie wdrażany tylko w krajach, gdzie paczkomaty już zyskały dużą popularność. Firma planuje wystartować z tym modelem w III kwartale 2014 roku. Wdrożenie oparte będzie na wynikach pilotażu przeprowadzonego przez InPost w tym roku.

 – Strategia jest już przygotowana, pilotaż był wykonany, więc wszystkie estymacje mamy już poczynione. To pozwoli nam zmniejszyć kapitałochłonność rozwoju sieci w krajach, gdzie nasza pozycja jest silna i dzięki temu możemy się skupić na ekspansji na nowe kraje – mówi Brzoska.

Nowe życie poczty

W połowie listopada InPost podpisał umowę ze spółką RUCH SA. Dzięki tej współpracy od przyszłego roku sieć powiększy się o 5 tys. punktów nadawczo-odbiorczych i ostatecznie liczyć będzie 6,7 tys. placówek.

 – Będziemy równorzędnym konkurentem dla Poczty Polskiej w zakresie zasięgu, liczby placówek i dostępności do usług pocztowych – tłumaczy szef InPostu.  Celem strategicznym jest skokowy wzrost obrotów i zasięgu. Już w 2014 roku szacujemy, że InPost może rosnąć o 100 proc. rok do roku, przez najbliższych kilka lat.

W praktyce oznacza to, że kioskach działających pod marką RUCH-u będzie można nadać list i odebrać przesyłkę awizowaną. Rozważane jest również roszczenie tej współpracy o możliwość dostarczania i odbierania w kioskach RUCH-u paczek przesyłanych przez InPost.

 – Dobra współpraca z zarządem RUCH-u rokuje bardzo dobrze na przyszłość – mówi Rafał Brzoska. – W tej chwili raczej będziemy skupiać się na rozwijaniu różnych modeli współpracy i ewentualnie nowych usług, aniżeli na poszerzaniu samej sieci.

Rozwój InPostu wiąże się ze zwiększeniem zatrudnienia. Spółka zapowiada, że do jej zespołu w przyszłym roku dołączy około 3,5 tysiąca listonoszy. W tej chwili grupa zatrudnia 7 tysięcy osób.

 – Nie jest prawdą, że prywatyzacja segmentu pocztowego powoduje zwolnienia w branży, bo my cały czas zatrudniamy nowych pracowników. I to zatrudnienie wciąż będzie rosło – mówi Rafał Brzoska.

W drodze do sądu

 

Dodatkowym motorem napędowym dla spółki będzie przejęcie Polskiej Grupy Pocztowej, do czego ma dojść w I kwartale 2014 roku. To właśnie ta spółka wygrała przetarg na obsługę sądów i prokuratur.

 – Niewątpliwie potencjalna akwizycja Polskiej Grupy Pocztowej może wzmocnić nasze działania w zakresie zarówno poszerzenia zasięgu, jak również skokowego zwiększenia przychodów – wyjaśnia szef Integera.pl.

InPost jest dziś drugim największym po Poczcie Polskiej dostawcą listów i paczek w kraju. Spółka działa od 2006 roku. Przesyłki firmy docierają do ponad 8 tysięcy miast w Polsce.

Polacy chętnie kupują dobra luksusowe. Najczęściej drogie samochody

CEO Magazyn Polska

Polacy coraz chętniej nabywają dobra luksusowe. Rynek jest już wart blisko 11 mld zł, a 40 proc. stanowi segment luksusowych samochodów, o średniej wartości 180-200 tys. zł. Polacy często kupują również kosmetyki i odzież z górnej półki. Dynamicznie rośnie również rynek prestiżowych nieruchomości. Wciąż jednak na dobra luksusowe wydajemy znacznie mniej niż mieszkańcy Europy Zachodniej.

Majątek Polaków rośnie w tempie średnio 4,1 proc. rocznie – to znacznie szybciej niż średnia w UE.

 Wciąż jednak mówimy o „luksusie po polsku”. Poziom wydatków na tego typu dobra wciąż jest zdecydowanie niższy, bo i majątek Polaków jest mniejszy. Z naszych analiz wynika, że aby osiągnąć poziom majątku średni dla Unii Europejskiej, Polacy będą musieli pracować i odkładać swój majątek jeszcze przez 50 lat – mówi Tomasz Wiśniewski, partner w firmie doradczej KPMG.

Z raportu KPMG wynika jednocześnie, że Polacy coraz chętniej sięgają po dobra luksusowe. Ekspert podkreśla, że bogaci ludzie powoli przestają się wstydzić kupować drogie przedmioty z górnej półki.

 – Kiedyś dominowało przekonanie, że jak ktoś jest bogaty, to niekoniecznie w przejrzysty sposób zgromadził swój majątek. I to nie było dobrze postrzegane. Dziś, 20 lat po transformacji polski rynek jest rynkiem przejrzystym, majątek wielu Polaków jest weryfikowany – tłumaczy zmiany w postrzeganiu zakupów dóbr luksusowych Tomasz Wiśniewski.

Rynek dóbr luksusowych – według KPMG – jest dziś wart 10,8 mld zł. Z tego 4,5 mld zł stanowi segment samochodów ekskluzywnych.

 – Polacy w pierwszej kolejności kupują samochody, którymi, po pierwsze, będzie się dobrze jeździło, a po drugie, pokazałyby światu zewnętrznemu, że stać ich na taki atrybut luksusu jak samochód. Samochód luksusowy to jest poziom 180-200 tys. złotych, co z pewnością świadczy o tym, że kogoś stać na luksus – podkreśla partner w KPMG.

Dużą popularnością cieszą się również luksusowe kosmetyki, odzież i dodatki oraz usługi hotelowe i SPA. Coraz chętniej Polacy inwestują w prestiżowe nieruchomości. Ten rynek już notuje znaczące wzrosty, a z szacunków KPMG wynika, że tak będzie do 2016 roku (wzrost o 29 proc.).

 – We Francji, gdzie spośród krajów europejskich jest najwięcej osób z majątkami powyżej miliona dolarów, część tego bogactwa opiera się właśnie na posiadaniu nieruchomości. Prawdopodobnie w Polsce też to kiedyś zrozumiemy i zaczniemy inwestować w nieruchomości luksusowe – podkreśla Tomasz Wiśniewski.

Jak wynika z raportu KPMG „Rynek dóbr luksusowych w Polsce”, w kraju obecnie ok. 2 mln osób aspiruje do bogactwa, a ok. 780 tys. to osoby zamożne (o dochodach rocznych przekraczających 85 tys. zł). W 2016 roku ta liczba ma wzrosnąć do 1 mln.

Świąteczny prezent z podatkiem

Zwyczaj obdarowywania się upominkami z okazji Świąt Bożego narodzenia dotyczy nie tylko osób prywatnych, ale także firm. Jednak przed sprawieniem komuś prezentu trzeba wiedzieć, jak interpretuje to fiskus. Dla kontrahentów podarunek jest bowiem źródłem przychodu.

 Wszystko zależy od tego, komu przekazujemy prezent. W zasadzie odbiorców możemy podzielić na trzy kategorie. Albo przekazujemy prezent kontrahentowi, albo przekazujemy go osobie, która nie jest naszym kontrahentem, ale też nie jest jednocześnie naszym pracownikiem. I trzecia kategoria, kiedy przekazujemy prezent pracownikowi – wymienia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Katarzyna Rola-Stężycka, ekspertka Tax Care.

Interpretacje podatkowe zależą właśnie od tego, do której kategorii zalicza się obdarowany. W przypadku wysyłki prezentu do kontrahenta, który również jest przedsiębiorcą, nadawca sprawami podatkowymi i rozliczaniem nie musi się interesować.

 – W tym przypadku przedsiębiorca otrzymujący prezent powinien go rozpoznać jako swój przychód z działalności gospodarczej i odpowiednio rozliczyć – tłumaczy ekspertka Tax Care.

Inaczej wygląda sytuacja w przypadku pozostałych kategorii, przy czym dla pracowników prezent może być przychodem, jeśli został zakupiony ze środków obrotowych (jako tzw. świadczenie nieodpłatne).

 – Jeżeli prezent trafi do osoby, która nie jest pracownikiem i będzie miał charakter reklamowy, to w takiej sytuacji obowiązuje zwolnienie do kwoty 200 zł. W przypadku trzeciej kategorii – pracowników – zwolnienia już nie ma. I trzeba pamiętać, że obowiązek rozliczenia, pobranie zaliczki, wystawienia później PIT 8c spoczywa na pracodawcy jako płatniku – wyjaśnia Katarzyna Rola-Stężycka.

Ostrożnie należy też podchodzić do organizacji spotkań wigilijnych, szczególnie dla kontrahentów. To, czy wydatek będzie można zaliczyć do kosztu uzyskania przychodów, zależy od ustalenia, czy ma on związek z uzyskiwanymi przychodami. A jeśli tak, to następnie należy sprawdzić, czy nie został wymieniony w katalogu w ustawach o PIT i CIT. To lista wydatków, które nawet jeżeli mają bezpośredni wpływ na uzyskiwany przychód, nie mogą być zaliczone do kosztów podatkowych. Wigilia dla kontrahentów może być wydatkiem na reprezentację nie zaliczanym do kosztów. Prościej jest w przypadku wigilii wyłącznie dla pracowników. Jeśli spotkanie ma charakter integracyjny i wiąże się z działalnością motywacyjną, można je zaliczyć do kosztów.

Polfa: w II połowie 2014 roku możliwy debiut na głównym rynku GPW

Notowana na rynku alternatywnym NewConnect farmaceutyczna spółka zamierza w przyszłym roku przenieść się na główny parkiet GPW oraz blisko trzykrotnie zwiększyć sprzedaż swoich leków. Polfa planuje także w przyszłym roku inwestycje zagraniczne, które mają przynieść spółce ponadprzeciętne stopy zwrotu. Realizację założonych celów mają umożliwić jej 10 mln zł pozyskane z zakończonej właśnie emisji obligacji oraz przejęcia zagranicznych spółek farmaceutycznych.

W przyszłym roku Polfa zamierza znacząco zwiększyć sprzedaż i poprawić wyniki, co umożliwią jej m.in. przejęcia firm ze Wschodu i Dalekiego Wschodu. Nowe akwizycje przełożą się m.in. na wzrost kapitalizacji farmaceutycznej spółki.

 – Przyszły rok będzie przede wszystkim stał pod znakiem dużego parkietu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Rafał Bednarczyk, prezes zarządu Polfa SA.

W ubiegłym tygodniu Polfa zakończyła publiczną ofertę obligacji serii C dla inwestorów indywidualnych i instytucjonalnych, z której chce pozyskać 10 mln zł. Pieniądze zamierza przeznaczyć na realizację głównych celów strategicznych.

 – Po tej emisji oczywiście mamy następne plany inwestycyjne, dotyczące własnych obszarów produkcyjnych, które chcemy pozyskać w różnych obszarach geograficznych – podkreśla prezes.

Polfa specjalizuje się w eksporcie leków, głównie na Wschód. Głównymi odbiorcami są m.in. Białoruś, Ukraina, Rosja, Kazachstan czy Azja Południowo-Wschodnia. Łącznie około 15 rynków.

 – Mówimy tutaj o Wschodzie i o Dalekim Wschodzie – tłumaczy Rafał Bednarczyk. – To tzw. „pharmerging markets” za IMS Health, czyli rynki, które zarówno rozwijają się pod względem populacji i wszystkich grup wiekowych, które konsumują leki, jak i jeśli chodzi o nakłady na ochronę zdrowia. Podpisaliśmy list intencyjny w Wietnamie na due dilligence fabryki produkującej leki, która jest własnością jednej z większych sieci sprzedaży na terenie Wietnamu. To będzie przejęcie podmiotu produkcyjnego i od razu wyjście bezpośrednio na tamtejszy rynek to jest 86 mln ludzi.

Jak podkreśla Bednarczyk działalność na tzw. pharmerging markets pozwala liczyć na wysokie stopy zwrotu, które obecnie są nieosiągalne w Polsce czy w krajach Europy Zachodniej.

Farmaceutyczna spółka chce również zainwestować w rozwój swojej sieci sprzedaży urządzeń medycznych. Duże nadzieje pokłada w produkowanych w Holandii innowacyjnych urządzeniach dla pacjentów z problemem nietrzymania moczu. Zamierza ponadto wyspecjalizować się w dystrybucji, a finalnie również w produkcji leków onkologicznych na wszystkich rynkach swojej działalności.

Tegoroczne wyniki mało satysfakcjonujące

Polfa przechodzi obecnie proces transformacji, związany m.in. z restrukturyzacją, co negatywnie przełoży się na tegoroczny wynik.

 – Ten rok zamkniemy słabym wynikiem, co jest związane z tym, że rok temu kupiliśmy biznes od Ciechu. Był to okres obarczony rezultatem wszystkich restrukturyzacji, czyli kosztów zarówno zmiany biznesu, odpraw, jak i wszystkich innych, które wiązały się ze zmianami prawnymi – tłumaczy prezes Polfy.

Szacuje, że spółka zakończy rok na plusie przy przychodach na poziomie 35 milionów złotych. Podkreśla jednocześnie, że ambitne plany na przyszły rok mają zrekompensować jej tegoroczny rezultat.

 – Z tegorocznego wyniku nie jesteśmy zadowoleni. Stąd te ambitne plany na rok przyszły – dodaje.

Polfa chce w przyszłym roku mieć sprzedaż na poziomie minimum 96 milionów złotych. Ostateczny rezultat będzie jednak zależał od liczby przyszłych akwizycji.

Grupa Vistal kończy dziś zapisy na akcje. Z emisji chce uzyskać ok. 80 mln zł

CEO Magazyn Polska

Do dziś można nabyć akcje Grupy Vistal. Cena maksymalna dla inwestorów indywidualnych to 18 zł za akcję. W sumie spółka chce sprzedać 4,21 mln akcji. Dochód ze sprzedaży przeznaczony będzie na realizację strategii rozwoju, w tym głównie na zwiększenie kapitału obrotowego.

Akcje trójmiejskiej spółki budowlanej można zakupić w domach maklerskich mBanku, Pekao, PKO BP i BZ WBK. Inwestor może złożyć dowolną liczbę zapisów. Prezes Grupy Vistal podkreśla, że obecni akcjonariusze oraz Spółka podpisali umowę na lock-up (o niesprzedawaniu akcji) przez rok.

 – Emisja i nasze wejście na giełdę nie przewiduje sprzedaży akcji przez akcjonariuszy. Akcjonariusze oraz spółka zobowiązała się do 360-dniowego niezbywania akcji. Spółka nie będzie też emitowała żadnych instrumentów finansowych związanych z rynkiem – wyjaśnia w rozmowie z Newserią Biznes Ryszard Matyka, prezes grupy.

Spółka chce przeznaczyć ponad 15 mln zł ze sprzedaży akcji na dokończenie inwestycji, a 55 mln zł na zwiększenie kapitału obrotowego, niezbędnego do dalszego poszerzania działalności na rynkach zagranicznych i w Polsce. Ma to ułatwić eksport na rynki zagraniczne, gdzie popyt na produkty firmy jest coraz większy.

Moc w stali

Z opublikowanych przez Grupę Vistal skonsolidowanych wyników za III kwartał 2013 r. wynika, że jej przychody wzrosły o 18,5 proc. rok do roku. W tym okresie spółka zanotowała przychody na poziomie 206,4 mln zł. 

 – Te wyniki potwierdzają założone przez nas prognozy. Podam przykład: w kwocie 206 mln zł, zysk netto to 9,8 mln złotych. To bardzo dobre wyniki w naszej opinii – mówi Matyka.

Na wyniki spółki składają się liczne przedsięwzięcia, w tym budowa konstrukcji, z których powstają platformy wiertnicze, mosty, hale czy specjalistyczne obiekty. Grupa Vistal działa w wielu segmentach, na wielu rynkach, specjalizuje się m.in. w segmencie offshore, związanym z przemysłem wydobycia ropy i gazu, budową wież wiatrowych oraz marine, związanym z budową elementów statków dla obsługi platform wiertniczych oraz dużych dźwigów dla  infrastruktury portowej. Obecnie głównym kierunkiem rozwoju Grupy jest marine i offshore, drugim kierunkiem jest budowa konstrukcji stalowych mostów, trzeci segment to budownictwo specjalistyczne (kubaturowe, przemysłowe, hydrotechniczne), m.in. konstrukcje i rurociągi ze stali nierdzewnej czy tytanu.

 – Nasza produkcja cechuje się tym, że nie wykonujemy dla naszych kontrahentów tylko prostych konstrukcji, ale w pełni je wyposażamy. Elementy, które są eksportowane przez nas na platformy wiertnicze, na przykład na szelf norweski, płyną bezpośrednio z Gdyni na morze i tam są instalowane – tłumaczy rozmówca Newserii Biznes.

Grupa ukończyła na przełomie listopada i grudnia 2013 r. budowę nowej hali produkcyjnej na Nabrzeżu Indyjskim Portu Gdynia, unikalnej w basenie Morza Bałtyckiego. Nowa hala podwoi moce produkcyjne Grupy z obecnych 15 tys. ton do 30 tys. ton. Przeprowadzono już odbiór techniczny i obiekt został zgłoszony do nadzoru budowlanego. W styczniu 2014 r. nowa hala produkcyjna powinna już działać.

 – Wraz ze wzrostem produkcji, której się spodziewamy, będzie także rosnąć zatrudnienie – wyjaśnia prezes grupy.

Dziś trójmiejski zakład zatrudnia ok. 380 pracowników, w tym wielu wysoko wykwalifikowanych inżynierów. Grupa Vistal zajmuje się przede wszystkim budową specjalistycznych wielkogabarytowych konstrukcji stalowych. W trójmiejskim zakładzie powstają elementy powyżej 100 metrów oraz o ciężarze nawet kilku tysięcy ton.

Klienci ENEA zapłacą mniej za energię

ENEA S.A. obniża ceny energii dla gospodarstw domowych o 6,47%. Nowe taryfy, które będą obowiązywać od 1 stycznia 2014 r. zatwierdził dziś Prezes Urzędu Regulacji Energetyki. Chociaż, zgodnie z jego decyzją, obniżki wprowadzają wszyscy tzw. sprzedawcy z urzędu, najwięcej zyskają Klienci, którzy mają podpisane umowy kompleksowe z ENEA S.A. Po uwzględnieniu wszystkich opłat, ich rachunki będą niższe średnio o 4%.

Nowy Dyrektor Operacyjny w Dziale Property Management BNP Paribas Real Estate

Michał Pszkit został mianowany Dyrektorem Operacyjnym w Dziale Property Management w firmie BNP Paribas Real Estate w Polsce. Dział Property Management oferuje kompleksowe usługi w zakresie zarządzania nieruchomościami komercyjnymi.

Michał Pszkit posiada ponad 8 lat doświadczenia na rynku nieruchomości komercyjnych. Zanim dołączył do BNP Paribas Real Estate pracował między innymi na stanowiskach Associate Director oraz Property Portfolio Manager w firmie DTZ. Pełnił również funkcję Leasing Manager w firmie Cefic Polska. Michał jest absolwentem Szkoły Głównej Handlowej, na której ukończył kierunek finanse i zarządzanie, a także Wyższej Szkoły Ubezpieczeń i Bankowości w Warszawie. Ukończył także program studiów podyplomowych – Real Estate Professional organizowany przez Polską Radę Centrów Handlowych we współpracy z Solvay Brussels School of Economics & Management.

Naszym celem jest dostarczanie klientom firmy najlepszych usług związanych z zarządzaniem nieruchomościami. Zarządzamy każdym aspektem funkcjonowania centrów handlowych, budynków biurowych oraz nieruchomości magazynowych dbając o wzrost wartości obiektów zgodnie z celami określonymi przez naszych Klientów. Dzięki przejrzystym procedurom i ustandaryzowanym systemom raportowania klienci BNP Paribas Real Estate mogą na bieżąco monitorować stan nieruchomości i realizację założonych celów biznesowych – mówi Grzegorz Dudziak, Dyrektor Działu Property Management w Europie Środkowo-Wschodniej w BNP Paribas Real Estate. Jestem przekonany, że doświadczenie Michała w pracy nad wzrostem wartości aktywów przełoży się na wypracowanie dodatkowej wartości dla naszych klientów. BNP Paribas Real Estate to jeden z liderów w obszarze doradztwa na rynku nieruchomości w krajach Europy Zachodniej dzięki świadczeniu najwyższej jakości usług. Również w Polsce rozwijając firmę oferujemy najlepsze rozwiązania, ponieważ naszym sukcesem jest sukces naszych klientów – podsumowuje Grzegorz Dudziak.

Czy firmowe przyjęcie to przychód dla pracownika?

Wbrew pozorom, urządzenie firmowego przyjęcia świątecznego w taki sposób, by zadowolony był nie tylko zarząd firmy, ale i jej pracownicy, jest nie lada sztuką. I nie chodzi wcale o to, by było drogo i wystawnie. Kluczową rolę odgrywa atmosfera.

Z perspektywy pracownika

Z różnych badań prowadzonych na przestrzeni ostatnich lat wynika, że zdecydowana większość pracowników opowiada się za organizowaniem imprez firmowych. Tylko niewielka część uważa, że to działania zbędne, a praca nie jest miejscem odpowiednim dla zawierania bliższych znajomości. Dlatego ich zdaniem spotkania w celach innych niż służbowe są stratą czasu.

Z badań Show Service Events Marketing wynika jednak, że aż 95% ankietowanych pracowników uważa, że firmowe przyjęcia są potrzebne, z czego niemal 70% sądzi, że powinny odbywać się przynajmniej 2 razy w roku, a nawet częściej. Pracownicy twierdzą też, że po takim spotkaniu łatwiej im się współpracuje i bardziej utożsamiają się z własną firmą. Zdaniem wielu, firmowe przyjęcia mają też wartość motywacyjną.

Jak pokazuje doświadczenie, coraz częściej pracownicy chcieliby też mieć realny wpływ na kształt planowanej imprezy – niezależnie od tego, czy ma być to spotkanie świąteczne, uroczystość rocznicowa, czy zwykły wyjazd integracyjny.

Poczęstunek, bankiet a może impreza?

Możliwości jest kilka – od małego poczęstunku na terenie firmy i w godzinach pracy, przez imprezę w pubie lub restauracji, po uroczysty bankiet albo wspólny wyjazd. Świąteczne spotkanie w siedzibie firmy zazwyczaj ogranicza się do złożenia pracownikom podziękowań i noworocznych życzeń oraz wręczenia drobnych upominków. Pod żadnym pozorem na tego typu uroczystości nie powinien znaleźć się alkohol.

Z badań SSEM wynika jednak, że większość pracowników preferuje spotkania w luźniejszej atmosferze. Oficjalne bankiety nie cieszą się dużą popularnością. Dlatego większą swobodę uczestnikom możemy zapewnić, organizując spotkanie np. w restauracji lub klubie. Dla imprez odbywających się z okazji innych niż święta i Nowy Rok, rozwiązaniem mogą być też wyjazdy integracyjne. Są one szczególnie atrakcyjne, gdy firma oferuje pracownikom zajęcia wymagające aktywności lub takie, które będą dla nich nowością.

Swoboda kontrolowana

Pamiętać trzeba, że nawet najbardziej swobodna impreza firmowa nigdy nie jest sytuacją w pełni prywatną. Niestety nie wszyscy potrafią kontrolować ilość spożywanego alkoholu, a to może nieść ze sobą co najmniej niezręczne konsekwencje. Wyniki ankiety przeprowadzonej przez MonsterR pokazują, że wielu osobom zdarza „zapomnieć się” podczas świątecznej imprezy firmowej – niemal co dziesiąty pracownik przyznał się do zrobienia czegoś, czego potem żałował. W najlepszym wypadku jest to kompromitacja, o której po kilku dniach wszyscy zapomną. Niestety, wyjątkowo spektakularne wpadki, takie jak bójki, przepychanki lub natrętne adorowanie koleżanek mogą zakończyć się nawet zwolnieniem z pracy.

Jest więc odrobina prawdy w opiniach mówiących o tym, że imprezy firmowe mogą sprzyjać powstawaniu konfliktów i bywają też dla kadry kierowniczej okazją do obserwowania pracowników w sytuacjach pozazawodowych.
Niezwykle ważną kwestią jest zachowanie kadry zarządzającej podczas takich spotkań. Tak jak i w innych sytuacjach, kierownicy podlegają znacznie surowszej ocenie, dlatego powinni szczególnie uważać, by podczas przyjęcia nie popełnić jakiegoś faux pas.

Firmowe przyjęcie to przychód dla pracownika?

Organy podatkowe i sądy administracyjne zgadzają się, że zasadniczo wszystko, co pracownik otrzymuje od pracodawcy, stanowi dla niego przychód ze stosunku pracy. Trudno się temu dziwić – jest to po prostu powtórzenie przepisów ustawy o PIT. Jednak organy podatkowe uważają też, że powstanie przychodu powoduje już samo zaproszenie na imprezę, co więcej, że powstaje on nawet wtedy, gdy nie ma możliwości przypisania konkretnej korzyści dla danego podatnika. Z tym nie zgadzają się sądy administracyjne, uznając w wydawanych wyrokach, że opodatkowaniu mogą podlegać tylko świadczenia przypadające w określonej wartości na pracownika.

Pomimo tego, Naczelny Sąd Administracyjny, zamiast wydać uchwałę na wniosek Rzecznika Praw Obywatelskich, złożył ostatnio wniosek do Trybunału Konstytucyjnego z pytaniem, czy przepisy ustawy o PIT w zakresie, w jakim nie precyzują określenia „inne nieodpłatne świadczenia” i stanowią podstawę do ustalenia wartości pieniężnej tych świadczeń wliczanej do przychodu ze stosunku pracy, są konstytucyjne. Ponieważ wniosek do TK został złożony w ostatnich tygodniach, nie należy oczekiwać rychłego wyjaśnienia sprawy.

Wojciech Garczyński, doradca podatkowy, TGC Corporate Lawyers

Rynek sprzętu medycznego w Polsce 2013-2016

Przerwa w dostawie środków unijnych spowodowana kończeniem się Regionalnych Programów Operacyjnych oraz Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko (POiIŚ), jak również osłabienie koniunktury gospodarczej, wpłynęły na nienajlepsze nastroje w branży sprzętu medycznego w bieżącym roku, wynika z analizy PMR przedstawionej w najnowszym raporcie „Rynek sprzętu medycznego w Polsce 2013. Prognozy rozwoju na lata 2013-2016”.

Wzrastające zadłużenie SP ZOZ nie wpływa pozytywnie na skalę zakupów sprzętu medycznego

Na nienajlepszą sytuację na rynku sprzętu medycznego (w szerokim rozumieniu tego słowa, a więc w tym ujęciu zarówno drobny jednorazowy sprzęt, jak również sprzęt do diagnostyki obrazowej i ortopedyczny), oprócz wymienionych powyżej czynników, wpłynął pośrednio wzrost cen leków będący skutkiem Ustawy Refundacyjnej, co niewątpliwie dodatkowo uszczupliło budżety gospodarstw domowych. Zamieszanie na rynku medycznym, jakie spowodowała ta ustawa, mogło też pośrednio wpłynąć na zmniejszenie zakupów dokonywanych przez jednostki medyczne. Jednocześnie, wzrastające zadłużenie SP ZOZ nie wpływa pozytywnie na skalę robionych przez nie zakupów. Część z nich, chcąc uniknąć przymusowej komercjalizacji, na pewno chciała ograniczyć koszty, aby bilans jednostek nie okazał się ujemny. Dodatkowo, samorządy w kolejnych latach wydawały coraz mniej na zakup środków trwałych w szpitalach.
Na dynamikę rynku w 2013 r. może natomiast pozytywnie wpłynąć zwiększenie środków finansowych z NFZ na zaopatrzenie ortopedyczne, jednak, w naszej opinii, nie na tyle, aby zniwelować zupełnie znikome zakupy sprzętu ze środków unijnych w bieżącym roku dokonywane przez jednostki opieki zdrowotnej.

Optymizm zmalał w wyniku kryzysu ekonomicznego

„Z badania przeprowadzone specjalnie na potrzeby tego raportu wynika, że dominuje nastrój wyczekiwania na nową transzę funduszy unijnych. Pozwolą one zwiększyć zakupy dokonywane przez placówki opieki zdrowotnej, stąd też wzrastająca ponownie dynamika rynku w kolejnych latach, np. 3% w 2014 r., do wartości 4,13 mld zł. Warto zaznaczyć jednak, że nie widać tu optymizmu obecnego jeszcze przed kilkoma latami, kiedy respondenci prognozowali kilkudziesięcioprocentowe wzrosty, co jest zrozumiałe po kilku latach przedłużającego się kryzysu ekonomicznego.” mówi Monika Stefańczyk, autor raportu.

Ocena obecnej sytuacji na rynku przez producentów sprzętu medycznego

Obecnie respondenci , podobnie jak w poprzednich edycjach badania (2011 i 2004), najczęściej jako uzasadnienie dobrej oceny sytuacji na rynku (w sumie 33% wskazań na odpowiedź, że sytuacja jest dobra lub bardzo dobra, 40% ani dobra ani zła, pozostałe to negatywne oceny) podają rosnące zapotrzebowanie na sprzęt zarówno w szpitalach, innych placówkach opieki zdrowotnej, jednostkach naukowo-badawczych, jak i wśród pacjentów. Warto zauważyć, że odsetek wskazań na ten aspekt zwiększył się m.in. z powodu konieczności spełnienia kryteriów rozporządzenia w sprawie wymagań, jakim powinny odpowiadać pod względem fachowym i sanitarnym pomieszczenia i urządzenia zakładu opieki zdrowotnej.

Warto zauważyć wzrost odsetka odpowiedzi wskazujących na dobrą jakość sprzętu, co dowodzi, że rynek staje się powoli coraz dojrzalszy.

Jednocześnie mniej firm wskazuje na duży wybór produktów i firm jako przyczynę dobrej sytuacji na rynku. Wynika to, w naszej opinii, z faktu, iż coraz większej liczbie firm konkurencja bardziej doskwiera, niż pomaga (liczba firm operujących na rynku polskim zwiększa się z roku na rok).

W bieżącej edycji badania mniej firm wspomina o dostępie do środków finansowych, co więcej, prawie w ogóle nie wymieniają one funduszy europejskich (w 2011 r. była to zdecydowana większość w tej kategorii). Wiąże się to prawdopodobnie z kończącą się transzą środków np. z POIiŚ.

W poprzednich latach pojawiały się takie wskazania, jak potencjał i wzrost rynku, lecz obecnie rynek ustabilizował się i nie rozwija się aż tak dynamicznie, dlatego respondenci nie wspominają o tym aspekcie.

Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie danych zawartych w najnowszym raporcie firmy PMR pt. „Rynek sprzętu medycznego w Polsce 2013. Prognozy rozwoju na lata 2013-2016”.

Rozwój małych i średnich firm zahamowany z powodu wysokich kosztów pracy

CEO Magazyn Polska

Jak wynika z badania firmy audytorsko-doradczej Grant Thornton, obowiązujące w Polsce przepisy prawa pracy są główną barierą administracyjną w rozwoju przedsiębiorstw. Problemem są głównie jego częste zmiany i niejednoznaczne interpretacje. Wynikające z przepisów koszty pracy, np. obciążenia w postaci składek ZUS czy wynagrodzeń chorobowych, najbardziej uderzają w małe i średnie przedsiębiorstwa, a w konsekwencji – hamują ich wzrost.

Obowiązujące przepisy prawa pracy, które przekładają się wprost na koszty zatrudnienia, powodują, że interes pracownika bardzo często jest sprzeczny z interesem pracodawcy. Zatrudnienie na umowę o pracę wiąże się z szeregiem dodatkowych, wysokich kosztów, które obciążają pracodawcę.

 – Największym obciążeniem dla pracodawców są bardzo wysokie koszty pracy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Monika Smulewicz, HR i Payroll Partner w firmie audytorsko-doradczej Grant Thornton. – Nie możemy zapominać o tym, że wynagrodzenie brutto, które oferujemy pracownikowi, jest jeszcze „opakowane” składkami po stronie pracodawcy. Są to dodatkowe koszty dla pracodawców, których nie odczuwają pracownicy.

To szczególnie odczuwalne dla firm z sektora MŚP, które dopiero rozpoczynają działalność i na starcie nie mają stabilnej sytuacji finansowej.

Istotnym obciążeniem są dla nich koszty wynagrodzeń chorobowych. W pewnym zakresie muszą one być finansowane przez pracodawcę, mimo że za każdego pracownika odprowadza on składkę chorobową w wysokości 2,45 proc. wynagrodzenia brutto.

 – W odniesieniu do osób poniżej 50. roku życia przez pierwsze 33 dni choroby w roku kalendarzowym koszty ponosi pracodawca. W odniesieniu do osób, które mają powyżej 50. roku życia – przez 14 dni – podkreśla ekspertka. – Proszę wyobrazić sobie małą firmę, zatrudniającą dwie pracownice, które w jednym czasie zachodzą w ciążę. Pracodawca musi równoległe utrzymać na wynagrodzeniu chorobowym te pracownice i jeszcze zatrudnić dwie kolejne, żeby mogła być normalnie świadczona praca.

Problemem dla części pracodawców może być również to, że podczas rocznego urlopu rodzicielskiego pracownik nie traci prawa do pełnego urlopu wychowawczego, co jest dodatkowym, istotnym kosztem dla przedsiębiorców.

Biurokracja zbyt rozbudowana

Problemem w Polsce jest również biurokracja, czyli nadmiernie rozbudowane wymogi administracyjne, które nakłada na pracodawców Rozporządzenie Ministra Pracy i Polityki Socjalnej. Chodzi o dokumenty niezbędne w procesie rekrutacji i podczas zatrudniania nowego pracownika. Zdaniem Moniki Smulewicz znacznym ułatwieniem byłoby skonsolidowanie wymaganych deklaracji i kwestionariuszy do jednego, dwóch dokumentów.

 – Większość tych dokumentów zawiera powtarzane informacje, w zależności od tego, w jakim celu są one składane, np. imię, nazwisko, pesel, adres itd. – podkreśla. – W Polsce, jako jedynym kraju UE, mamy tak rozbudowaną administrację personalną. W żadnym innym kraju nie wystawia się tak rozbudowanych świadectw pracy, z taką liczbą informacji, a w Polsce ma to istotne znaczenie.

Ograniczenie liczby dokumentów pomogłoby przedsiębiorcom zaoszczędzić koszty. Po zakończeniu stosunku pracy, pracodawca ma obowiązek przechowywania dokumentacji pracowniczej przez okres 50 lat. Nawet jeśli firma nie przetrwa na rynku takiego czasu, obowiązek archiwizacji nie znika.

Problemem niejasne prawo

Zdaniem Moniki Smulewicz polscy przedsiębiorcy potrzebują przede wszystkim jasnych przepisów. Liczba składanych przez nich wniosków o interpretację jakiegoś przepisu wskazuje, że tak nie jest. Problemem jest również to, że często stanowiska resortu pracy, Państwowej Inspekcji Pracy oraz sądów najwyższych są rozbieżne w danej kwestii.

 – Gdyby udało nam się w taki sposób konstruować przepisy prawa pracy, żeby nie pozostawiały zbyt wielu wątpliwości interpretacyjnych i tym samym pola do nadużyć, na pewno przedsiębiorcy mogliby podejmować trafniejsze i bezpieczniejsze decyzje personalne – podkreśla.

Wśród przepisów, które pozytywnie wpływają na działalność przedsiębiorstw, wymienia te, które weszły w życie 23 sierpnia 2013 roku, wprowadzając możliwość wydłużenia okresu rozliczeniowego do 12 miesięcy, oraz stosowania tzw. ruchomego czasu pracy. Na rozwiązaniu tym mogą skorzystać m.in. przedsiębiorcy, którzy prowadzą działalność o charakterze sezonowym.

Do Polski popłynie prąd z Portugalii i Skandynawii

Za rok wystartuje wspólny rynek energii elektrycznej obejmujący Europę od Skandynawii aż po Półwysep Iberyjski. – Wiatraki na wybrzeżu portugalskim będą mogły zasilać nasz przemysł – zapowiada Ireneusz Łazor, prezes zarządu Towarowej Giełdy Energii. Dzięki integrowaniu rynków energii Unia Europejska chce zwiększyć konkurencyjność i obniżenie cen oraz większe bezpieczeństwo dostaw.

 – Wspólny rynek energii to jest dopiero pierwszy krok. Kolejne doprowadzą do konsolidacji w europejskim sektorze giełdy energii – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Ireneusz Łazor.

Komisja Europejska dąży do stworzenia wspólnego rynku energii do końca 2014 r. Aby tak się stało, kraje członkowskie UE muszą wdrożyć zasady trzeciego pakietu energetycznego z 2009 r. i przyjąć m.in. kody, czyli wspólne zasady sprzedaży i transportu energii elektrycznej. To proces tzw. market couplingu, czyli mechanizmu łączenia rynków, obszarów działania giełd. Kryje się za tym połączenie mocy dostępnych na wszystkich krajowych rynkach państw członkowskich Unii Europejskiej w jeden zintegrowany system. To ma umożliwić zakup energii poprzez giełdy, na których w wyniku gry popytu i podaży ustalane będą jednolite, transparentne i wiarygodne ceny.

 – Na północy jesteśmy w fazie testów i w najbliższych kilkunastu tygodniach, w lutym przyszłego roku, powinna zafunkcjonować nowa formuła wyznaczania ceny w tej części Europy – zapowiada prezes TGE. – To jest algorytm uwzględniający zdolności przesyłowe pomiędzy poszczególnymi krajami, jak również propozycje cenowe kupna – sprzedaży uczestników rynków z tych krajów, które będą objęte właśnie wspólnym wyznaczaniem cen.

Wspólny rynek energii ma doprowadzić do większej, a zarazem równej konkurencji niezależnie od kraju działania firmy sprzedającej czy produkującej prąd i gaz, a w konsekwencji do niższych cen energii dla odbiorców. TGE jest aktywnym uczestnikiem i współtwórcą tego rynku, przygotowała m.in. giełdową Platformę Informacyjną, która zostanie uruchomiona w styczniu 2014 r. Dzięki temu uczestnicy giełdy energii będą mieli przejrzysty dostęp do informacji na temat rynku i transakcji tu zachodzących.

W nowym rozkładzie Przewozów Regionalnych więcej połączeń

CEO Magazyn Polska

Przewozy Regionalne w obowiązującym od wczoraj rozkładzie uruchomiły około 40 relacji połączeń dalekobieżnych interREGIO. Część z nich będzie jednak obsługiwana autobusami. Do marca rozkład się nie zmieni, ale potem możliwe są korekty związane z remontami. Przewoźnik zapowiada uruchomienie wiosną połączenia do Kudowy Zdrój. Znikają natomiast krajowe połączenia REGIOekspres.

Znaczna część tych połączeń jest oczekiwana przez pasażerów. Staramy się wpasować w niszę, która występuje na rynku i poprzez koordynację połączeń z innymi przewoźnikami – zapewnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Krzysztof Pawlak, naczelnik Wydziału Kształtowania Oferty Przewozów Regionalnych.

W całej Europie 15 grudnia wszedł w życie nowy rozkład połączeń kolejowych. Będzie on obowiązywał co najmniej do 9 marca. Potem możliwe są zmiany spowodowane zaplanowanymi przez PKP PLK remontami torów. Przewozy Regionalne wprowadzą część zmian dopiero na początku nowego roku.

Przewoźnik uruchomi łącznie około 70 pociągów interREGIO. Wśród nowości będzie m.in. IR „Białowieża” z Warszawy do Hajnówki przez Siedlce i Czeremchę, który będzie kursował od 10 stycznia w piątki i niedziele. IR „Starosta” pojedzie również w piątki i niedziele z Warszawy do Zielonej Góry (w pozostałe dni zakończy bieg w Poznaniu), a IR „Piast” z Warszawy do Jeleniej Góry przez Katowice i Wrocław. Ten drugi pociąg zastąpi „Chemika”, który obecnie dojeżdża tylko do Kędzierzyna-Koźla.

Z rozkładu znikną krajowe połączenia REGIOekspres. Do tej kategorii będą należeć jedynie połączenia z Wrocławia do Drezna przez Legnicę. Oznacza to, że nowoczesne bezprzedziałowe wagony wyposażone m.in. w bezprzewodowy internet, do tej pory wykorzystywane w REGIOekspresach, trafią do składów obsługujących pociągi interREGIO.

 – Planujemy już od kwietnia uruchomić taki pociąg, który będzie jechał z Warszawy do Kudowy-Zdroju. Będzie on połączony do Kędzierzyna-Koźla z pociągiem „Piast” do Jeleniej Góry, gdzie będziemy wyłączać wagony, które pojadą przez Nysę Kłodzką i połączą Duszniki, Polanicę i Kudowę-Zdrój – dodaje Pawlak.

Będzie to jedyne dalekobieżne połączenie do Kotliny Kłodzkiej. Przewozy Regionalne uzupełnią ofertę kolejową połączeniami autobusowymi. Pawlak mówi, że spółka uruchomi sześć takich tras.

 – Uruchamiamy w tym roku na większą skalę ofertę interREGIO Bus. Przykładowo z Katowic będzie można dojechać do Wadowic, z Rabki-Zdroju, z Zakopanego do Ustronia, Wisły, a z Jeleniej Góry do Karpacza i Świeradowa-Zdroju. Łącznie będzie to sześć tras w całym kraju – podkreśla Pawlak.

Dodaje, że połączenia międzywojewódzkie Przewozów Regionalnych nie będą kasowane. We wrześniu i październiku przewoźnik zdecydował o likwidacji niektórych relacji i po tej optymalizacji nie planuje kolejnych zmian. Pewne korekty wymuszą jednak remonty – m.in. wiosną mniej pociągów będzie mogło jeździć Centralną Magistralą Kolejową, czyli szybką trasą prowadzącą ze stolicy w kierunku Katowic i Krakowa.

Modernizacje sieci kolejowej są dla Przewozów Regionalnych i ich pasażerów uciążliwe już od pewnego czasu. Cierpią m.in. osoby korzystające z IR „Starzyński” z Warszawy do Krakowa, którego kursowanie co kilka miesięcy jest regularnie zawieszane i przywracane.

 – Obecnie trwa procedura uzgadniania rozkładu jazdy od 9 marca do połowy kwietnia i na chwilę obecną nie mamy sygnału, żebyśmy musieli coś odwołać, z czegoś zrezygnować. Natomiast również do marca 2014 roku będą trwały prace już nad ofertą na 2015 rok. I w tej chwili nie jestem w stanie odpowiedzieć, co planujemy, a czego nie, ponieważ nie mamy jeszcze zakresu zadań, jakie będzie wtedy wykonywała PLK na torach – podkreśla Pawlak.

Dzięki porozumieniu z Chevronem PGNiG zmniejszy ryzyko związane z wydobyciem gazu łupkowego

CEO Magazyn Polska

Współpraca PGNiG z Chevronem to dobry znak dla polskiej gospodarki – ocenia Tomasz Chmal, ekspert rynku paliw. Podobne międzynarodowe porozumienia są podpisywane na całym świecie. Choć współpraca oznacza podział zysków, jest też szansą na zmniejszenie ryzyka i szybsze rozpoczęcie wydobycia. W ślad za PGNiG powinny pójść inne spółki państwowe.

 – PGNiG ma 15 koncesji, potrzebuje zrealizować bardzo dużo odwiertów i potrzebuje pieniędzy na tego typu projekty. Jednym ze sposobów pozyskania środków jest podniesienie taryf za gaz. Ale innym sposobem jest znalezienie partnera do współpracy i realizacja tych projektów właśnie z nim. To bardzo dobry znak, że PGNiG otwiera się na inwestorów zagranicznych – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Tomasz Chmal, ekspert rynku paliw z Instytutu Sobieskiego.

Zgodnie z podpisanym w ubiegłym tygodniu memorandum, PGNiG i Chevron stworzą spółkę joint-venture, w której firmy obejmą po 50 proc. udziałów. Jeśli spółka powstanie, przejmie po dwie koncesje na poszukiwanie gazu łupkowego, które obecnie należą do PGNiG i Chevronu. Dotyczy to tzw. basenu lubelskiego.

Chmal podkreśla, że takie porozumienia są standardem na całym świecie. Co prawda PGNiG musi podzielić się z partnerem ewentualnymi zyskami po połowie, ale znacznie zmaleją koszty przygotowania inwestycji. Do tego polski koncern może zyskać wartościową wiedzę na temat gazu łupkowego.

 – My nie mamy wiedzy na temat szczelinowania hydraulicznego. Teoretycznie można ją „kupić” w firmach technicznych. Natomiast trzeba wiedzieć, co się kupuje. Trzeba wiedzieć, jak zamówić usługę, trzeba wiedzieć, jak skonfigurować parametry do tego zakupu. Myślę, że taki partner, jak Chevron daje wiedzę, know-how i umiejętności. A przede wszystkim też daje całkiem pokaźne środki, które może wyłożyć na te odwierty – zaznacza Chmal.

Memorandum to na razie pierwszy krok we współpracy polskiego i amerykańskiego koncernu. Ostateczna umowa może zostać podpisana wiosną. Chmal ma nadzieję, że tak się stanie, a w ślad zaPGNiG pójdą inne polskie duże firmy.

 – To jest coś, co powinno być realizowane nie tylko na poziomie listów intencyjnych, ale na podstawie konkretnych umów o współpracy górniczej, tzw. umów farm-out, farm-in czy umów o wspólnych operacjach, tzw. joint operating agreements – ocenia Chmal. – Bardzo się cieszę, że PGNiG otwiera się na inwestycje zagraniczne, i współpracę z partnerami zagranicznymi. Wcześniej zrobił to już Lotos na morzu. Również Orlen był bardzo bliski współpracy z firmą kanadyjską.

Ekspert zauważa, że nawet dla największych koncernów, takich jak Chevron czy Exxon, partnerstwo jest korzystne. Wydobycie paliw jest obarczone dużym ryzykiem. Dlatego, w ocenie Chmala, firmy więcej korzystają dzięki podziałowi ryzyka niż tracą na podziale zysków.

Chevron skorzysta również na wiedzy lokalnej PGNiG. Dotyczy to nie tylko znajomości polskiego prawa i uwarunkowań dotyczących gazu łupkowego, ale także umiejętności współpracy z mieszkańcami. Przeciwko wydobyciu przez amerykański koncern lokalne społeczności do tej pory głośno protestowały, a w Rumunii mieszkańcy zmusili nawet Chevron do wycofania się z poszukiwań.

 – Myślę, że to jest najbardziej racjonalna decyzja, niezależnie od tego, z jakim partnerem się współpracuje – uważa Chmal i dodaje: – Dzisiaj jesteśmy przed wielkimi inwestycjami idącymi w miliardy dolarów i tych pieniędzy żadna z polskich firm nie jest sama w stanie udźwignąć. W związku z tym uważam, że współpraca z partnerami ma jak najbardziej sens i przyszłość.

Plantatorzy buraków cukrowych gotowi zapłacić 800 mln zł za 80 proc. udziałów w Krajowej Spółce Cukrowej

CEO Magazyn Polska

Plantatorzy buraków cukrowych są gotowi zapłacić do 800 mln zł za ok. 80 proc. udziałów w Krajowej Spółce Cukrowej. Trwają rozmowy plantatorów z resortem skarbu na temat szczegółów prywatyzacji. Według Kazimierza Kobzy, dyrektora biura Krajowego Związku Plantatorów Buraka Cukrowego, sprzedaż spółki jest konieczna jeszcze przed zniesieniem unijnych kwot produkcji cukru w 2017 r.

 – Uważamy, że Krajowa Spółka Cukrowa powinna być jak najszybciej sprywatyzowana. Oczywiście nie za wszelką cenę. Przy obecnej cenie cukru spółka prawdopodobnie będzie w okolicach zera, jeżeli chodzi o zysk. Dlatego należy rzetelnie ją wycenić, my robimy swoją wycenę i chcemy z ministerstwem, żeby do stycznia ta sprawa była rozwiązana – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Kazimierz Kobza.

KSC ma w tej chwili około 40 proc. udziału w polskim rynku cukru. Ministerstwo Skarbu Państwa ma 79,69 proc. udziałów w spółce. Wszystkie one zostaną przeznaczone na sprzedaż dla pracowników i plantatorów. MSP i KZPBC różnią się jednak w wycenie wartości spółki. Jeszcze w ubiegłym roku resort liczył na zysk rzędu nawet 2 mld zł za akcje.

Kobza podkreśla, że taka wycena jest nierealna. Dlatego Związek zlecił wycenę firmie audytorskiej.

 – Według naszej wyceny średnia cena zakupu jednej tony cukru kwotowego jest w granicach 400-450 euro. Przy produkcji 550 tys. ton Krajowej Spółki Cukrowej daje to 200-250 mln euro, czyli 1 mld złotych. 20 proc. akcji jest sprzedanych, a więc 800 mln zł to wszystko, co moglibyśmy zapłacić za tę spółkę – wylicza Kobza.

W 2017 r. zakończy się okres obowiązywania unijnych kwot cukrowych. Zgodnie z limitami z 2006 r. obecnie Polska może produkować jedynie 1,4 mln ton cukru rocznie. Nadwyżka, która w tym sezonie wyniosła 0,4 mln ton, musi być eksportowana poza UE lub przerabiana przemysłowo. Polska kwota nie wystarcza na pokrycie zapotrzebowania – co roku musimy importować ok. 200 tys. ton cukru.

Zakończenie obowiązywania kwot cukrowych w 2017 r. będzie oznaczało uwolnienie rynku, co według plantatorów może najpierw doprowadzić do mocnego spadku cen, a w konsekwencji do upadku niektórych firm, spadku produkcji i wzrostu cen. Dlatego Kobza liczy, że resort skarbu zgodzi się obniżyć cenę o kolejne 20 proc.

 – Myślę, że ta spółka nie jest więcej warta niż 650-700 mln zł. I myślę, że to udowodnimy – zapowiada Kobza. – Ministerstwo Skarbu Państwa przyjmuje nasze argumenty dotyczące warunków zakupu. Oczywiście są między nami dosyć duże rozbieżności, ale z każdym spotkaniem właściwie jeden etap przeskakujemy. MSP chce poznać nasze uwarunkowania. My chcemy przyspieszenia tego.

Plantatorzy chcą być przygotowani do rozmów o prywatyzacji do końca grudnia i liczą, że do końca stycznia zakończą się analizy również po stronie ministerstwa. Dopiero po ustaleniu ostatecznej ceny akcji członkowie związku zadecydują o tym, czy i w jaki sposób brać udział w prywatyzacji.

 – Wtedy będzie wiadomo, ile pieniędzy potrzeba na pewne rzeczy, które ministerstwo proponuje, i czy my jesteśmy w stanie to osiągnąć, czyli albo wziąć kredyt, albo spłacić w buraku – precyzuje Kobza.

Dodaje, że po prywatyzacji KSC plantatorzy chcą utrzymać obecną produkcję i uprawę buraka cukrowego. Jednak docelowo chcą też rozwinąć działalność. Ważnym celem jest dywersyfikacja produkcji. Po dokapitalizowaniu spółki nadwyżki produkcji mogłyby być przetwarzane na biopaliwa.

Kobza przewiduje, że po 2017 r. konkurencja stanie się ostrzejsza. W początkowej fazie po zniesieniu limitów produkcji cukru w UE cena może spaść. Jednak część firm nie poradzi sobie na wolnym rynku i upadnie. Kobza ocenia, że może to spowodować wzrost cen cukru nawet do 1000 euro za tonę – ponad dwukrotnie więcej niż w tym sezonie.

Butelka wódki w przyszłym roku podrożeje co najmniej o 2 złote

Producenci napojów spirytusowych prognozują w przyszłym roku wzrost ceny wódki o co najmniej 2 złote na butelce. To skutek podniesienia akcyzy na alkohole mocne, która od stycznia 2014 roku wzrośnie o 15 proc. Zdaniem gorzelników doprowadzi to do zapaści rynku, wzrostu szarej strefy i niższych wpływów do budżetu.

W piątek Sejm przyjął ustawę budżetową na przyszły rok. Wcześniej obie izby parlamentu zaakceptowały ustawę okołobudżetową, podnoszącą akcyzę na alkohole mocne. Wzrośnie ona o 15 proc. w stosunku do stawki z 2009 roku. Nie pomogły protesty branży spirytusowej, która postulowała, by podwyżka akcyzy na alkohol etylowy została rozłożona na wszystkie rodzaje alkoholi, a nie dotyczyła tylko trunków mocnych. W cenie półlitrowej butelki 40-proc. alkoholu akcyza to 9,92 zł, w tej samej ilości 5-proc. piwa jest to 0,49 zł, a w przypadku 0,75 l wina (bez względu na moc alkoholu) – 1,19 zł. Udział akcyzy w cenie wódki i innych wyrobów spirytusowych wynosi 41 proc., dla piwa –16 proc., a dla wina – 11 proc.

Przedstawiciele tego sektora prognozują, że podwyżka akcyzy o 15 proc. doprowadzi do wzrostu ceny detalicznej 0,5 l wódki 40-proc. o ok. 2 zł.

 – Akcyza uderzy w branżę i obniży sprzedaż, a tym samym nasze wpływy. Straci również na tym minister finansów, który bezpodstawnie zakłada, że podwyższając akcyzę będzie w stanie zwiększyć przychody do budżetu państwa. Ale jeżeli krowa jest zbyt często dojona, to w pewnym momencie przestaje dawać mleko – mówi Andrzej Szumowski, wiceprezes Wyborowej SA i prezes Stowarzyszenia Polska Wódka.

To także może doprowadzić do spadku dostaw rynkowych o ok. 9 proc. W efekcie do budżetu trafi 300 mln zł dodatkowych wpływów, a nie 780 mln zł, jak zakłada rząd. Dla porównania w 2012 roku różnica między zakładanymi przez resort finansów wpływami z akcyzy na alkohol do budżetu państwa a tymi realnymi wyniosła 179 mln zł.

 – Konsument może zagłosować nogami, czyli przejść z sektora legalnej dystrybucji i sprzedaży do szarej strefy. Nie sądzę, że zmieni swoje upodobania i przestanie spożywać wyroby spirytusowe, czy przeniesie się do kategorii piwa czy wina. Pewnie będzie szukał tańszych substytutów, niekoniecznie właściwej jakości, zdrowych i kontrolowanych – przestrzega Andrzej Szumowski.

Stadion Wrocław ma szanse na koncerty znanych artystów w przyszłym roku. Finalizowane są negocjacje

CEO Magazyn Polska

Po spokojnym roku 2013, w przyszłym roku jest szansa, że na Stadionie Wrocław pojawią się znani artyści. Stadion chce przyciągnąć agencje zainteresowane organizacją imprez odpowiednio przygotowanym zapleczem, a także dobrą komunikacja z Górnym Śląskiem i stolicami państw sąsiadujących z Polską.

 – Jesteśmy na ostatniej prostej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Adam Burak, dyrektor ds. marketingu i promocji Stadionu Wrocław. – Prawie na ostatni guzik dopięte są 2-3 imprezy. W ciągu najbliższych tygodni, być może jeszcze w tym roku będziemy mogli ogłosić  plan koncertowy na przyszły rok. Zapewne te imprezy odbędą się na przełomie czerwca i lipca. To będą gwiazdy największego formatu. Chcemy przyciągnąć 30 tysięcy fanów.

W kończącym się roku władze stadionu koncentrowały się na pewniejszych przedsięwzięciach, czyli na sprzedaży pakietów VIP, wynajęciu powierzchni biurowych czy centrum konferencyjno-biznesowego. Adam Burak wyjaśnia, że niewielka liczba zorganizowanych przez Stadion Wrocław w 2013 r. imprez wynikała m.in. z restrukturyzacji, którą przechodziła zarządzająca stadionem spółka, oraz z sytuacji na rynku stadionowym.

 – W ostatnim roku mieliśmy wrażenie, że jest dość duża presja na wszystkich obiektach, które powstały na Euro, aby się na nich coś działo. W związku z czym doszło do patologicznej sytuacji, w której obiekty zaczęły się między sobą licytować: kto da więcej, ten pozyska atrakcyjną gwiazdę na swoim stadionie. My z tej licytacji trochę się wyłączyliśmy, co dziś przynosi swój efekt – podkreśla dyrektor ds. marketingu i promocji stadionu.

Ponadto wrocławski obiekt – w przeciwieństwie do innych aren – nie chciał ponosić ryzyka kosztowego związanego z organizacją różnego typu imprez.

 – Model, który przyjęliśmy zakłada, że to nie my, ani miasto nie będziemy organizatorami takiego wydarzenia, i w związku z tym nie będziemy ponosili ryzyka finansowego. Nasza rola ograniczy się jedynie do tego, aby obiekt wynająć i zapewnić zaplecze logistyczno-techniczne, reklamowe i promocyjne – mówi Adam Burak.

Dlatego też stadion nie negocjuje bezpośrednio z menadżerami gwiazd, ale z agencjami, które tego typu imprezy organizują. Cena katalogowa wynajęcia obiektu to ok. 250 tys. zł za dobę.

 – My im wynajmujemy obiekt i każdorazowo zarabiamy na wynajęciu obiektu bez względu na to, jaki będzie przychód z imprezy, ilu sponsorów się znajdzie, ile biletów uda się sprzedać, jaki będzie przychód ze sprzedaży praw do transmisji telewizyjnych. Cały przychód ląduje w portfelu agencji czy firmy, która daną imprezę zorganizuje. I one ponoszą ryzyko finansowe danej imprezy, czego my chcemy się całkowicie zrzec – wyjaśnia Burak.

Przewagą wrocławskiego stadionu nad innymi arenami jest dobre skomunikowanie – nie tylko z Górnym Śląskiem i innymi regionami Polski, ale też ze stolicami krajów sąsiadujących.

 – W ciągu 2,5 godziny dojeżdżamy do Pragi, w ciągu 2 godzin możemy dojechać do Berlina. Potencjał wokół jest naprawdę bardzo atrakcyjny. I to jest nasz najmocniejszy argument w rozmowach z firmami i agencjami, które chcą u nas zorganizować imprezy – mówi przedstawiciel Stadionu Wrocław.

Pracodawcy szykują hojne prezenty dla swoich pracowników

CEO Magazyn Polska

Święta Bożego Narodzenia stały się dla polskich pracodawców główną okazją w roku do obdarowywania swoich pracowników pozapłacowymi benefitami. Firmy najczęściej oferują dofinansowanie wypoczynku, sportu i kultury, a także różnego rodzaju bony, kupony rabatowe i karty przedpłacone. Z prognoz firmy Sodexo Benefits and Rewards Services wynika, że rynek firmowych podarunków, podobnie jak różnorodność jego oferty, rośnie i będzie rósł z każdym rokiem. 

 – Najwięcej pracodawców, bo ponad 64 proc. według badań ARC Rynek i Opinia, obdarowuje pracowników właśnie na święta Bożego Narodzenia – mówi agencji informacyjnej Newseria Paweł Łojewski, product manager w Sodexo Benefits and Rewards Services. – Ale na tej liście okazji do obdarowywania jest również Wielkanoc, jak i inne poboczne święta, na przykład święta branżowe.

Pracownicy mogą liczyć na bardzo szeroki wachlarz gratyfikacji. Z reguły mają też prawo do wyboru prezentu najlepiej odpowiadającego ich potrzebom. Zazwyczaj im większa jest firma, tym więcej rodzajów benefitów oferuje. Jak wynika z badania Sodexo Benefits and Rewards Services, duże firmy (zatrudniające ponad 250 osób) mają sześć i więcej propozycji do wyboru.

 – Od dofinansowania wypoczynku, które znajduje się na samym szczycie tej listy, po bony, kupony, karty przedpłacone, dofinansowanie sportu i kultury – wymienia Paweł Łojewski.

W ostatnim czasie na popularności zyskują sport i kultura. Oznacza to, że pracownicy coraz chętniej wybierają benefity, które umożliwiają im darmowy wstęp m.in. do kina, teatru czy na basen lub na siłownię. Zmienił się również sposób finansowania tego rodzaju aktywności przez pracodawców.

 – W porównaniu do 2011 roku ten obszar dofinansowania pracowników wzrósł o 5 punktów procentowych – podkreśla product manager. – Do tej pory pracodawcy zwracali pracownikom pieniądze za wyjście do teatru czy do kina lub na przykład na basen. Teraz pracodawcy inwestują w tzw. karty przedpłacone lub karty abonamentowe.

Z roku na rok w świątecznej ofercie pracodawców zmienia się także proporcja poszczególnych świadczeń pozapłacowych. Wpływ na ograniczenie liczby benefitów miało np. spowolnienie gospodarcze. Obecnie rynek firmowych podarunków osiągnął już równowagę.

 – Może nie jest to duże odbicie, ale rynek benefitów pozapłacowych zatrzymał się i utrzymuje się na tym samym poziomie – potwierdza Paweł Łojewski.

Z prognoz wynika, że rynek firmowych podarunków, podobnie jak różnorodność jego oferty, będzie rósł z każdym rokiem. Przekłada się na to m.in. zatrudnianie pracowników, którzy coraz bardziej różnią się pod względem m.in. wieku, pochodzenia, etc.

 – W firmach pracują i coraz młodsi, i coraz bardziej doświadczeni pracownicy, kobiety i mężczyźni, pracownicy pochodzący z różnych miast – tłumaczy Paweł Łojewski. – Więc przekrój tych benefitów może się zwiększyć, możemy mieć więcej rodzajów benefitów pozapłacowych, z których pracownicy będą mogli wybierać.