Sztuczna inteligencja staje się coraz ważniejszym narzędziem w pracy prawników

Już nie tylko rozwody, kradzieże i fuzje. Prawnicy coraz częściej zajmują się sprawami związanymi z cyberbezpieczeństwem czy sztuczną inteligencją. Czy prawo nadąża za zmianami społeczno-gospodarczymi? Czy rozwój technologii zmienia sposób pracy w kancelariach? Jaki powinien być nowoczesny prawnik? – wyjaśnia dr Piotr Kuźnicki, adwokat, koordynator kierunku Prawo nowych technologii na Uniwersytecie SWPS.

Wraz ze zmieniającą się rzeczywistością społeczno-gospodarczą, pojawiają się nowe problemy, które stają się obszarem zainteresowań prawników. Nowe zjawiska jak zwiększone ryzyko utraty danych, działanie sztucznej inteligencji czy ekspansja platform internetowych może wymagać reakcji prawnej. Współcześnie, gdy zmiany w społeczeństwie zachodzą coraz bardziej dynamicznie, prawnicy muszą coraz sprawniej dostosowywać się do zmieniających się warunków.

W najbliższych latach prawnicy coraz częściej będą się zajmowali prawem nowych technologii, które jest obszerne i obejmuje: grupę zagadnień związanych z prawem własności intelektualnej, prawem ochrony informacji, ale także prawo sztucznej inteligencji, gaming, cyberbezpieczeństwo czy handel elektroniczny – mówi dr Piotr Kuźnicki, adwokat, koordynator kierunku Prawo nowych technologii na Uniwersytecie SWPS.

Prawo już ma zastosowanie

Choć prawo nie zawsze nadąża za szybkimi zmianami technologicznymi, nie oznacza to, że mamy pustkę systemową. Mamy ogólny system prawny, przepisy kodeksu cywilnego czy prawa autorskiego, z których możemy korzystać, póki nie wdrożymy do polskiego porządku prawnego np. szczególnych rozwiązań prawnych związanych z regulacją sztucznej inteligencji, które będą próbą lepszego dostosowania prawa do zmieniających się innowacji – wyjaśnia dr Piotr Kuźnicki.

Nowe technologie zmieniają również sposób pracy prawników

Nowe technologie już dziś zmieniają sposób, w jaki prawnicy pracują na co dzień w kancelariach.

Kiedyś wystarczył długopis, później zaczęliśmy pisać na komputerze. Wcześniej korzystaliśmy z drukowanych dzienników ustaw, dziś wszystko jest w programach Lex i Legalis. Niedługo powszechne będzie wykorzystanie narzędzi AI w pracy prawnika – tłumaczy ekspert.

W jaki sposób AI wspiera działania prawników?

Sztuczna inteligencja może nie tylko ułatwić procesy zarządcze w kancelarii (np. pomóc w fakturowaniu, konfiguracji kalendarzy czy też wyszukiwaniu dokumentów), ale także ułatwić pracę merytoryczną. Kancelaria może stworzyć własnego “czata GPT” na bazie dokumentów kancelarii, który będzie ułatwiał pracę prawników.

Mam uprawnienia do pracy w Nowym Jorku i tam korzystamy już z oprogramowania wykorzystującego sztuczną inteligencję, czyli program Lexis+AI. Dzięki temu research informacji jest bardzo szybki. Przykładowo mogę wpisać odpowiednie hasła do programu i w kilka chwil minut mogę wygenerować gotowy research wraz z memorandum. Na razie taki dokument nie jest jeszcze idealny, ale stanowi już dobrą podstawę do dalszych prac. Dzięki temu coś, co dotychczas zajęłoby mi kilka dni, mogę zrobić w kilka minut – opowiada dr Kuźnicki.

W takim programie można również zamieścić swoją umowę, a program zasugeruje zmiany i podpowie, na co jeszcze zwrócić uwagę. Można też zamieścić pismo procesowe przeciwnika, a AI będzie szukał kontrargumentów, które można wykorzystać w procesie. Takie narzędzie funkcjonuje już w Stanach, ale prędzej czy później zapewne będzie dostępne także w Polsce.

Choć w tej chwili pojawia się temat wiarygodności sztucznej inteligencji, zagrożeń z nią związanych, to uważam, że w ciągu maksymalnie pięciu lat standardem w pracach kancelarii prawnych będzie korzystanie ze sztucznej inteligencji – dodaje dr Kuźnicki.

AI zabierze pracę prawnikom?

Choć często pojawiają się głosy, że sztuczna inteligencja zabierze pracę prawnikom, ekspert nie ma takich obaw.

Myślę, że prawnicy, także ci początkujący, mogą być spokojni o swoją pracę. AI nie zabierze im zatrudnienia, a jedynie zmieni charakter ich pracy. Przykładowo, od aplikanta będzie się oczekiwało tradycyjnej umiejętności korzystania z odpowiedniego oprogramowania AI do wykonywania researchu. Będzie to zdecydowanie tańsze i efektywniejsze. Co więcej, klienci będą oczekiwać  stosowania przez kancelarię narzędzi AI. Nikt już nie zapłaci za 36 godzin researchu, skoro może zapłacić za 2, jeżeli kancelaria będzie miała wdrożone narzędzia AI – tłumaczy prawnik.

Jakie umiejętności powinien mieć dobry prawnik?

Poza wiedzą w danej dziedzinie prawa ważne są kompetencje technologiczne. Prawnik działający w obszarze nowych technologii musi nie tylko dobrze znać prawo z tego zakresu, ale również rozumieć specyfikę branży. Musi rozumieć AI, cloud computing, specyfikę działania firm technologicznych.

Poza aspektami pozaprawnymi ważne będą również kwestie etyczne, zwłaszcza że współcześnie jest coraz więcej zagrożeń związanych z rozwojem nowych technologii. Duże znaczenie będzie odgrywała wykładnia prawa, zwłaszcza w gąszczu coraz bardziej rosnącej liczby przepisów prawa. Więc dobry prawnik musi być świetnym interpretatorem prawa. Tak było, jest i będzie.

75 to nowe 65 – wiek już nie przeszkadza firmom

Co piąty pracodawca (22 proc.) planuje przyjmować do pracy seniorów, wynika z badania Grupy Progres. Ta liczba może się zwiększyć, jeśli w życie wejdą plany polskiego rządu oferujące dofinansowanie dla firm za zatrudnienie osoby starszej poszukującej etatu, np. emeryta. Chętnych do podjęcia pracy po 60-tce nie brakuje. Według raportu SeniorApp, liczba osób w wieku 60+ chcących, podjąć pracę dodatkową, wzrosła w ciągu roku o 27 proc.

Islandia, Japonia, Nowa Zelandia, Szwecja, Estonia, Holandia, Niemcy, Czechy, Dania i Szwajcaria to kraje, w których aktywność zawodowa w grupie osób między 55 a 64 r.ż. przekracza 74 proc. (dane OECD, Q2-Q3 2023). Polsce, w której wskaźnik aktywności zawodowej wynosi 58,4 proc. (55-64 r.ż.), daleko do Islandii (82,8 proc.), nieco bliżej do średniej krajów UE (64,2 proc.). Nasz kraj wyprzedzają też m.in. Norwegia (73,4 proc.), Portugalia (67,7 proc.), Słowacja (67,3 proc.), Wielka Brytania (65,3 proc.), USA (64,5 proc.) czy Chile (61,1 proc.).

Sytuacja nad Wisłą może się zmienić, a wskaźnik aktywności zawodowej ma szansę wzrosnąć nie tylko wśród osób mających od 55 do 64 lat, ale też tych z grupy 65+. Wszystko za sprawą planowanych zmian ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy. Nowe regulacje będą wspierać zatrudnienie osób starszych, w tym tych, które ukończyły 60 lat (kobiety) i 65 lat (mężczyźni). Rząd zapewni wsparcie finansowe dla firm rekrutujących emerytów i podpisujących z nimi trzyletnią umowę o pracę. Miesięczne dofinansowanie wyniesie około 2 150 zł. W ciągu dwóch lat pracodawca otrzyma łącznie 24 wypłaty, czyli w sumie ok. 51 600 zł. W ostatnim roku zatrudnienia emeryta dofinansowanie nie będzie przyznawane.

– Do tej pory osoby starsze często nie miały wielkich szans na etat po 60-tce. Co gorsza, nie były nawet zapraszane na rozmowy kwalifikacyjne. Firmy myślały o nich jedynie w kategorii emerytów, a nie kandydatów, których warto przyjąć do zespołu. To na szczęście zaczyna się zmieniać, bo co piąta firma chce zatrudniać starszą kadrę – mówi Cezary Maciołek, prezes Grupy Progres. – Proponowane dofinansowanie do zatrudnienia silversa, to dobra wiadomość nie tylko dla firm, ale też dla ludzi, którzy mimo nabytego prawa do świadczeń wypłacanych przez ZUS, nadal chcą pracować. Biorąc pod uwagę ich wiedzę i doświadczenie, z pewnością będą konkurencyjni i mogą mieć przewagę nad młodszymi osobami, bo kandydatów z kompetencjami na rynku pracy brakuje – dodaje Cezary Maciołek.

Prawo i chęci do pracy oraz godnego życia

W 2022 r. w Polsce pracowało ponad 1,4 mln osób w wieku 60-89 lat (Badanie Aktywności Ekonomicznej Ludności BAEL). Współczynnik aktywności zawodowej tej grupy wiekowej wynosił 15,7 proc., a wskaźnik zatrudnienia ukształtował się na poziomie 15,5 proc. Wśród aktywnych zawodowo seniorów przeważali mężczyźni – było ich 979 tys. (tj. 67,1%). Nie brakowało też osób biernych zawodowo w wieku 60-74 lat – było ich 5,5 mln. Główną przyczyną ich bierności jest emerytura, a drugi istotny powód to choroba lub niepełnosprawność (GUS). Nie dotyczy to jednak każdego silversa, bo wielu z nich nadal pracuje. Jak wynika z danych SeniorApp osoby z prawem do emerytury lub w wieku przedemerytalnym – zarejestrowane na platformie – najczęściej opiekują się innymi oraz świadczą usługi robienia drobnych zakupów czy sprzątają mieszkania i w ten sposób podreperowaną swoje finanse.

Na wzrost zainteresowania taką aktywnością – o 27 proc. w ciągu minionego roku – mogła wpłynąć nowelizacja ustawy o pomocy społecznej, która wprowadziła m.in. usługi sąsiedzkie, jako nową formę usług opiekuńczych. Co więcej, prowadzenie działalności nierejestrowanej staje się coraz bardziej popularne, bo pozwala dorobić do domowego budżetu, jednak nie więcej niż 75 proc. najniższego miesięcznego wynagrodzenia i nie wymaga rozliczania z fiskusem oraz opłacania składek ZUS. Dla osób powyżej 60 r. ż. to spore udogodnienie, a często ratunek przed biedą. W Polsce, gdzie świadczenia z ZUS często nie zapewniają komfortowego życia, praca na emeryturze staje się sposobem na poprawę sytuacji materialnej.

Od marca 2024 roku najniższa emerytura w Polsce wynosi 1780,96 zł brutto, a średnie świadczenie wg danych za marzec ubiegłego roku to 3482,63 zł brutto. Z danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych wynika również, że największy odsetek emerytur – 13,8 proc. – to emerytury w przedziale od 2200,01 zł do 2,6 tys. zł. Część osób może liczyć na większe kwoty od urzędu – 258,8 tys. Polaków otrzymuje emeryturę wyższą niż 7 tys. zł, a przelewy w wysokości ponad 10 tys. zł płyną do 36,9 tys. osób (marzec 2023). W Polsce, gdzie świadczenia z ZUS często nie zapewniają komfortowego życia, praca na emeryturze staje się sposobem na poprawę sytuacji materialnej.

Według badania SeniorApp, wielu seniorom emerytura nie starcza na godne życie. 21 proc. badanych przyznaje, że potrzebuje pomocy finansowej. Co więcej, zaznaczają, że sporymi wydatkami są te związane ze zdrowiem. 51 proc. twierdzi, że ceny usług i badań medycznych są dla nich zbyt wysokie, a dla 43 proc. problemem są ceny leków. Co trzeci senior pytany o sytuację finansową przyznaje, że pogorszyła się ona w ciągu ostatniego roku, u 14 proc. badanych uległa ona poprawie, a w 53 proc. przypadków pozostała bez zmian.

– Kwestie materiale są z pewnością jednym z kluczowych powodów, dla których seniorzy decydują się na podjęcie zatrudnienia. Innym jest po prostu chęć pracy, kontaktu z ludźmi i czucia się potrzebnym – mówi Cezary Maciołek, prezes Grupy Progres. – Jeszcze kilka lat temu pracownicy tymczasowi po 60 r.ż. zgłaszali się do nas głównie w kwestiach związanych z przejściem na emeryturę. Obecnie, zamiast siedzieć w domu, często pytają o możliwość kontynuowania pracy. Co więcej, rośnie liczba osób z grupy 60+ biorących udział w rekrutacji. Nie w każdej branży i nie na każdym stanowisku zatrudnienie jest możliwe, bo w wielu przypadkach wymagane jest bardzo dobry stan zdrowia, czy siła fizyczna, ale obecny rynek pracy daje starszym wiele możliwości zarabiania. Przestają oni myśleć o emeryturze, a granica przejścia na nią przesuwa się i mimo że nie jest ona sformalizowana, to dla sporej części osób 75 r. ż. to nowe 65 lat – dodaje Cezary Maciołek.

Są zawody, w których wieloletnie doświadczenie specjalistów jest niezwykle cenione i nigdy nie stanowiło większego problemu. Należą do nich lekarze, prawnicy, nauczyciele, finansiści, w przypadku których wiek działa na korzyść i – jeśli chcą, to są chętnie zatrudniani, nawet gdy zbliżają się do emerytury. Otwartość na starszą kadrę widać też w sektorach handlu, logistyki, pielęgniarstwie czy wśród kierowców zawodowych, ale też na produkcji. To branże, które według danych Grupy Progres zatrudniają tymczasowo najwięcej osób z grupy 50-60 lat oraz 60 +. Co więcej, statystyki GUS pokazują, że w 2021 r. największy odsetek pracujących powyżej 50. roku życia odnotowano w sekcji wytwarzanie i zaopatrywanie w energię elektryczną, gaz, parę wodną, gorącą wodę. Pracujący w analizowanym wieku stanowili aż 47,6 proc. ogółu zatrudnionych w tym sektorze. Znaczący udział pracujących powyżej 50. roku życia (w ogóle pracujących) odnotowano również w sekcjach: Rolnictwo, leśnictwo, łowiectwo i rybactwo (45,9 proc.), Działalność związana z obsługą rynku nieruchomości (43,8 proc.) oraz Opieka zdrowotna i pomoc społeczna (40,3 proc). Inaczej przedstawiała się sytuacja w sekcji Informacja i komunikacja, gdzie w wieku 50 lat i więcej był niespełna co 10 pracujący. W pozostałych sekcjach gospodarki udział pracujących w omawianym wieku wahał się od 20 proc. do 40 proc.

Jest szansa na e-Sąd dla frankowiczów, ale to nie takie proste

Ministerstwo Sprawiedliwości planuje utworzenie e-Sądu, który rozpatrywałby sprawy frankowiczów. Według ekspertów, wdrożenie takiego rozwiązania mogłoby przyczynić się do odciążenia sądów i przyspieszenia procesów. Nie brakuje też opinii, że zyskałyby na tym obie strony sporu, przy czym więcej korzyści odnieśliby kredytobiorcy. Niemniej znawcy tematu prognozują, że uruchomienie e-Sądu może zająć od kilku miesięcy do nawet kilku lat. Stworzenie zupełnie nowej jednostki jest trudne, nie tylko formalnie, ale również organizacyjnie. Prawnicy dodają też, że efektywność i tempo prac będzie w głównej mierze zależeć od zaangażowania i zasobów przeznaczonych na ten cel. Jednak na razie resort nie chce wypowiadać się w kwestii szczegółów.

Jest potrzeba, ale brakuje szczegółów

W przestrzeni publicznej ostatnio coraz częściej mówi się o chęci przygotowania przez Ministerstwo Sprawiedliwości e-Sądu, który rozpatrywałby sprawy mieszkaniowe kredytów walutowych. Jednak zapytany o to resort nie chce jeszcze wypowiadać się w kwestii szczegółów. Jak stwierdza radca prawny Adrian Goska z Kancelarii SubiGo, na rynku istnieje wyraźna potrzeba usprawnienia rozpatrywania spraw związanych z kredytami walutowymi. Tradycyjne sądy często borykają się z nadmiarem procesów, co prowadzi do znaczących opóźnień w rozstrzyganiu. Zdaniem eksperta, ww. rozwiązanie może przyczynić się do odciążenia sądów i przyspieszenia procesów.

– Co do zasadności takich działań, bez wątpienia należy stwierdzić słuszność kierunku. Przewlekłość postępowań sądowych w tzw. sprawach frankowych jest problemem wielopłaszczyznowym. Zarówno dotyczy to sektora finansowego, co pośrednio przekłada się na gospodarkę, ale również, a może przede wszystkim – wymiaru sprawiedliwości. Jeżeli taki e-Sąd już powstanie, to wyspecjalizuje się we względnie wąskim obszarze na pograniczu prawa konsumenckiego i finansowego. Wiedzę warto będzie wykorzystać, dlatego – w mojej ocenie – rozszerzenie zakresu działania stanie się zasadne – komentuje dr Dariusz Kowalski, prawnik i ekonomista z Uniwersytetu SWPS.

Z kolei adwokat Jakub Bartosiak z kancelarii MBM Legal zaznacza, że sprawy kredytów w innych walutach są prowadzone w ten sam sposób, co frankowe. W związku z tym one od początku powinny być uwzględnione w nowym systemie, podobnie jak spory dotyczące kredytów złotowych, ale tych na razie nie ma jeszcze dużo. Według eksperta, włączenie ich od początku do tego systemu, w założeniu sprawnego i wydajnego, pomoże w przyszłości uniknąć zatorów w sądach.

– Odnośnie do samego pomysłu utworzenia e-Sądu, można odpowiedzieć – lepiej późno niż wcale. Ministerstwo powinno zaprezentować szczegółowy projekt, który przekona sceptyków, że jest on warty realizacji. Jeżeli ten tryb rozwiązywania sporów okaże się efektywny i przydatny w sprawach frankowych, można będzie rozważać rozszerzenie go na inne rodzaje procesów, w szczególności dotyczących zobowiązań pieniężnych. Natomiast w tej chwili dyskusja wydaje się przedwczesna – mówi dr hab. Piotr Tereszkiewicz, prof. UJ z Katedry Prawa Cywilnego UJ.

Z korzyściami i wyborem

Według mec. Adriana Goski, implementacja e-Sądu może mieć mieszane skutki dla frankowiczów i banków. Jest szansa na to, że ci pierwsi zyskają dzięki szybszemu rozstrzyganiu spraw. Jednakże digitalizacja procesu może również napotkać na kwestie techniczne lub proceduralne, które wpłyną na jakość rozstrzygnięć. Natomiast banki mogą obawiać się szybszego kończenia procesów przeciwko nim. Jednak w opinii dr. Kowalskiego, przyspieszenie spraw może być korzystne dla obu stron sporu. Ułatwi dochodzenie roszczeń kredytobiorcom, a bankom pozwoli na ograniczenie niepewności co do dalszej sytuacji. Ekspert zakłada, że więcej plusów będzie mimo wszystko po stronie kredytobiorców – obecnie przewlekłość postępowania dla wielu osób jest argumentem przeciwko wchodzeniu w spór prawny z sądem.

– Niezasadne jest budzenie nadmiernych oczekiwań po stronie frankowiczów. Potencjalne zyski i straty tego rozwiązania zależeć będą od tego, czy tryb elektroniczny będzie sprawnie funkcjonował. W idealnej sytuacji, a więc stworzenia dobrze i szybko działającego e-Sądu, zyskać mogą obie strony sporów, a co za tym idzie – cały rynek finansowy – analizuje dr hab. Piotr Tereszkiewicz, prof. UJ.

Rodzi się też pytanie, czy e-Sąd powinien być obligatoryjny dla wszystkich sporów frankowych. Zdaniem mec. Jakuba Bartosiaka, w okresie przejściowym, a więc kilku czy kilkunastu miesięcy, kredytobiorcom powinien być pozostawiony wybór. Zdarzają się osoby niekorzystające z Internetu czy mniej obyte z nowymi technologiami. Fizyczny kontakt z sądem jest dla nich ważnym elementem dostępu do wymiaru sprawiedliwości. Jak przekonuje ekspert z MBM Legal, jeśli postępowania będą prowadzone sprawnie, to kredytobiorcy zaczną chętnie korzystać z tego rozwiązania.

– Można zasugerować przyjęcie koncepcji z prawa brytyjskiego, dotyczącej postępowania dla konsumentów przed Financial Ombusdman Service (FSO), czyli specjalnym organem do rozwiązywania sporów konsumenckich. Wybór trybu postępowania przez konsumenta jest wiążący dla przedsiębiorcy. Tryb elektroniczny powinien być fakultatywny dla konsumentów. W niektórych sprawach stany faktyczne są złożone i tryb stacjonarny będzie bardziej adekwatny, przynajmniej w początkowym okresie funkcjonowania e-Sądu – dodaje dr hab. Piotr Tereszkiewicz, prof. UJ.

Oczekiwanie w miesiącach lub latach

Finalizacja działań związanych z utworzeniem e-Sądu może być procesem długotrwałym, o czym przekonuje radca prawny Adrian Goska. Ekspert zwraca uwagę na konieczność przeprowadzenia niezbędnych prac legislacyjnych, testów technicznych, szkoleń dla personelu oraz zapewnienia bezpieczeństwa danych. To wszystko może zająć od kilku miesięcy do nawet kilku lat. Efektywność i tempo prac będą zależeć od zaangażowania i zasobów przeznaczonych na ten cel przez Ministerstwo Sprawiedliwości. Inni eksperci są podobnego zdania.

– Wprowadzenie takiego rozwiązania może zająć nawet rok lub dwa lata. Przepisy wymagają przyjęcia przez Sejm i Senat, a następnie podpisu prezydenta. Konieczne będzie m.in. przygotowanie infrastruktury. Można też wykorzystać istniejący e-Sąd, który funkcjonuje przy Sądzie Rejonowym Lublin-Zachód albo przekształcić tzw. wydział frankowy w Sądzie Okręgowym w Warszawie. Jednak w każdym przypadku wymaga to sporego nakładu czasu i rzetelnego przygotowania – twierdzi mec. Bartosiak.

Z kolei dr Kowalski zaznacza, że prawodawca ograniczony jest ramami ustrojowymi. Stworzenie zupełnie nowej jednostki może się okazać trudne nie tylko od strony formalnej, ale również – organizacyjnej. Może też wydłużyć proces implementowania zmian.

– Zawsze warto myśleć o usprawnieniu postępowania. Jeszcze przez kilka lat do sądów będzie trafiać bardzo dużo spraw kredytów walutowych. Nawet jeśli nowe rozwiązania wejdą w życie za rok lub dwa lata, to usprawnią wymiar sprawiedliwości, zwłaszcza że w kolejce czekają już kredytobiorcy złotowi. Pojawią się zapewne także inne masowe sprawy, które mogłyby być procedowane właśnie w ten sposób – podsumowuje ekspert z MBM Legal.

 

Blisko 67 proc. Polaków odczuwa syndromy depresji. Gospodarka na tym traci minimum 2,8 mld zł rocznie

Jak wynika z najnowszego raportu, obecnie 66,6% dorosłych Polaków odczuwa przynajmniej jeden z syndromów najczęściej kojarzonych z depresją. Od początku ub.r. nastąpił spadek o 6,2 p.p. Wśród przeważnie wskazywanych objawów widać uczucie zmęczenia i braku energii – 34,3%, obniżenie nastroju – 32,3%, a także zaburzenia snu – 27,6%. Z kolei najrzadziej wymieniane są myśli i czyny samobójcze – 4,4%. Autorzy badania łączą ogólną poprawę wyników z obniżeniem inflacji. Niemniej ostrożnie szacują, że gospodarka wciąż traci w związku z depresją co najmniej blisko 3 mld zł rocznie. I to wyliczenie zakłada tylko nieobecność w pracy osób doświadczających epizodów depresyjnych i zaburzeń depresyjnych nawracających.

Autorzy ogólnopolskiego raportu pt. „Depresja wciąż mocno dotyka Polaków. Ile to kosztuje gospodarkę?” przygotowali listę dziesięciu objawów najczęściej kojarzonych z depresją. Ankietowani mieli wybrać te, które trwają u nich przez co najmniej dwa tygodnie. I tak z cyklicznego badania UCE RESEARCH i platformy ePsycholodzy.pl wynika, że obecnie 66,6% dorosłych Polaków odczuwa ww. syndromy. Dla porównania, w tym samym okresie ubiegłego roku ten odsetek sięgał 72,8%.

– Niższy wskaźnik może wynikać ze spadku dynamiki inflacji, która wpłynęła na zdrowie psychiczne jednostek. Wzrost cen zwiększył poziom stresu wśród ludzi. Podstawowe artykuły i usługi stały się mniej dostępne dla niektórych osób. Brak możliwości zapewnienia sobie i rodzinie podstawowych potrzeb doprowadził do frustracji i poczucia bezradności. Niepewność finansowa i obawy związane z zachowaniem standardu życia zwiększyły niepokój wśród Polaków – mówi Michał Pajdak, współautor badania z platformy ePsycholodzy.pl.

Po okresie wysokich wzrostów cen, sytuacja gospodarcza ustabilizowała się, a większość Polaków przyzwyczaiła się do wysokich cen. Autorzy raportu podkreślają jednak, że inflacja na stałe podniosła koszty opieki zdrowotnej, w tym ceny leków, wizyt lekarskich i procedur medycznych. Osoby borykające się z problemami zdrowotnymi mogło to dodatkowo obciążać i pogłębiać stres związany z chorobami. To również odbiło się na psychice części społeczeństwa.

– W 2023 roku mieliśmy do czynienia ze wzrostem o 7,85% liczby dni absencji z powodu epizodów depresyjnych i zaburzeń depresyjnych nawracających w stosunku do 2022 roku. W powiązaniu z podniesieniem kosztów pracy, straty dla gospodarki wyniosły co najmniej 2,8 mld. Kwota ta została obliczona jako koszt pracy wraz z narzutami – informuje Michał Pajdak.

W tym założeniu zastosowano 80% kosztów wynagrodzenia. Należy jednak podkreślić, że jest to bazowe wyliczenie. – Nie zawiera ono kosztów leczenia, zastąpienia pracowników, procesów rekrutacyjnych oraz utraconych korzyści, związanych z odejściem klientów, a także innych parametrów. Daje to wzrost o 27,7% w stosunku do 2022 roku i skok aż o 44% w porównaniu do 2021 roku – wyjaśnia współautor badania z platformy ePsycholodzy.pl.

Depresja staje jest zjawiskiem powszechnym. Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), około 280 milionów ludzi na całym świecie cierpi na nią, w tym 5% dorosłych na świecie i 5,7% osób powyżej 60. roku życia. Jednak rzeczywista liczba chorych na depresję może być wyższa. Dlatego realne koszty dla gospodarki mogą być zdecydowanie niedoszacowane, co podkreślają eksperci z UCE RESEARCH. I dodają, że pracownicy, którzy ukrywają swój stan, częściowo z powodu piętna tej choroby, mogą być mało efektywni w pracy. To może się dziać zarówno w prywatnych przedsiębiorstwach, jak i w państwowych instytucjach.

– Szacuje się, że na świecie 60% osób z depresją nie szuka profesjonalnego wsparcia. W Polsce cierpią na nią przynajmniej 4 mln osób. Dane NFZ wskazują, że dla 1,6 mln Polaków powyżej 7. roku życia  wykupiono w 2022 r. refundowane leki przeciwdepresyjne. Było to o 69,6% więcej niż w 2013 roku. W okresie od stycznia do czerwca 2023 roku było to już 1,3  mln – komentuje Michał Pajdak.

Uczestnicy najnowszego sondażu, którzy odpowiadali na pytania anonimowo, najczęściej wskazywali na uczucie zmęczenia i braku energii – 34,3% respondentów (poprzednio – 36,6%). Ponadto obniżenie nastroju zadeklarowało 32,4% ankietowanych (w 2023 roku – 40,3%), zaburzenia snu – 27,6% (27,1%), niską samoocenę i małą wiarę w siebie – 18,5% (19,5%), a osłabienie koncentracji i uwagi – 18% (22,9%). Jednocześnie 27,4% badanych stwierdziło, że nic, co zostało ujęte na liście, nie dotyczy ich (poprzednio – 21,1%). 6% nie potrafiło się w tej kwestii określić (6,1%).

– Osoby cierpiące na problemy zdrowia psychicznego mogą mieć trudności w koncentracji, podejmowaniu decyzji i utrzymywaniu zdrowych relacji z innymi pracownikami, kontrahentami i klientami. To może prowadzić do spadku produktywności w firmach i organizacjach, co w konsekwencji może mieć negatywny wpływ na gospodarkę – stwierdza Pajdak.

Do tego autorzy badania dodają, że opieka zdrowotna dla osób z zaburzeniami psychicznymi może być kosztowna, zarówno dla samej osoby, jak i dla systemu opieki zdrowotnej. Koszty leczenia, terapii i leków mogą być znaczne, a gdy osoby potrzebujące nie otrzymują odpowiedniej pomocy, mogą skończyć w systemie opieki długoterminowej lub kryzysowej, co generuje jeszcze dodatkowe koszty.

– Psychika ma również wpływ na zdrowie fizyczne. Osoby z problemami psychicznymi mogą mieć tendencję do prowadzenia mniej zdrowego stylu życia, co zwiększa ryzyko wystąpienia chorób fizycznych, takich jak otyłość, cukrzyca czy choroby serca. Wysokie koszty opieki zdrowotnej, związane z tymi chorobami, mogą obciążać gospodarkę jako całość – zaznacza ekspert z platformy ePsycholodzy.pl.

Spośród objawów z najmniejszą liczbą wskazań są myśli i czyny samobójcze – 4,4% (poprzednio – 6,2%). Do tego należy dodać poczucie winy i obniżonej wartości – 8,7% (10,1%), a także zmniejszony apetyt – 8,8% (8,3%). Według autorów badania, dobrą informacją jest spadek odczytów myśli i czynów samobójczych. Mają one potencjalnie szkodliwy wpływ na gospodarkę z kilku powodów. Prowadzą do konieczności interwencji medycznej, w tym hospitalizacji, terapii i rehabilitacji niedoszłych samobójców oraz wsparcia dla rodzin dotkniętych takimi tragediami.

– Natomiast w przypadku, gdy osoba popełniająca samobójstwo była kluczowym pracownikiem, może to spowodować poważne trudności finansowe i spadek produktywności w przedsiębiorstwie. Ponadto samobójstwa współpracowników negatywnie wpływają na morale i efektywność pracy innych osób w firmie. Może to wymagać wsparcia emocjonalnego i terapeutycznego dla członków zespołu i prowadzić do obniżenia jego produktywności – podsumowuje Michał Pajdak.

***
Opis metody badawczej

Badanie zostało przeprowadzone w I kwartale 2024 roku metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przez UCE RESEARCH i platformę ePsycholodzy.pl na próbie 1017 dorosłych Polaków.

Grupa ORLEN wybuduję farmę fotowoltaiczną na Dolnym Śląsku

Grupa ORLEN, poprzez Energę Wytwarzanie, przejęła projekt budowy farmy fotowoltaicznej o mocy 130 MW, która będzie w stanie zasilić czystą energią ponad 60 tys. gospodarstw domowych. Inwestycja zostanie zrealizowana do końca 2025 roku i będzie największą farmą fotowoltaiczną Grupy ORLEN w południowej Polsce. Koncern posiada obecnie około 100 MW mocy zainstalowanej w 11 działających farmach fotowoltaicznych oraz mikroinstalacjach.

Projekt farmy fotowolaticznej zlokalizowanej w gminie Kotla na Dolnym Śląsku został przejęty od brytyjskiej firmy Lightsource bp. Energa Wytwarzanie, spółka zależna Energi, przejęła spółkę celową, posiadającą prawa do budowy, wraz z kompletem pozwoleń. Rozpoczęcie inwestycji planowane jest jeszcze w kwietniu tego roku. Instalacja o mocy zainstalowanej 130 MW, w pierwszym roku eksploatacji będzie w stanie wytworzyć ponad 145 GWh energii elektrycznej, z możliwością zwiększenia produkcji w przyszłości.

Fotowoltaika jest jednym ze strategicznych kierunków rozwoju energetyki odnawialnej w Grupie ORLEN. W ubiegłym roku portfel aktywów wytwórczych koncernu powiększył się łącznie o 64 MW mocy zainstalowanej w źródłach fotowoltaicznych, zarówno poprzez rozbudowę istniejących mocy, jak i akwizycje projektów na różnych etapach rozwoju. Wśród najważniejszych projektów inwestycyjnych znajdowała się rozbudowa farm fotowoltaicznych Gryf, do 25 MW, oraz Wielbark, łącznie do 70 MW. Energa Wytwarzanie z Grupy ORLEN rozpoczęła również budowę farmy Mitra o mocy 65 MW. Grupa Energa kontynuuje także proces akwizycji kolejnych instalacji OZE, w tym źródeł fotowoltaicznych oraz farm wiatrowych. Do największych transakcji spółki należały umowy przedwstępne zawarte z Greenvolt i Lewandpol Holding, na projekty o łącznej mocy 393 MW.

Zgodnie z przyjętą strategią, do końca 2030 r. Grupa ORLEN będzie dysponować odnawialnymi źródłami energii o łącznej mocy ponad 9 GW, obejmującymi m.in. morskie i lądowe farmy wiatrowe, fotowoltaikę, elektrownie wodne oraz jednostki wytwórcze na biogaz i biometan.

Renta wdowia: Drogi i nieskuteczny sposób walki z ubóstwem

Obywatelski projekt ustawy wprowadzającej rentę wdowią jest propozycją bardzo kosztowną, a zyskałyby na niej nieproporcjonalnie wdowy i wdowcy o relatywnie wysokich dochodach. Wątpliwość budzi też założenie, że wsparcie państwa ma być uwarunkowane wcześniejszym zawarciem małżeństwa, a nie trudną sytuacją materialną.

Proponowanego rozwiązania nie można więc uznać za efektywną politykę publiczną. Zdaniem Rady TEP trzeba projekt o rencie wdowiej odrzucić. Proponowane w projekcie obywatelkim rozwiązanie – renta wdowia to możliwość łączenia części własnej emerytury z emeryturą zmarłego współmałżonka. Zgodnie z propozycją wdowa lub wdowiec ma otrzymywać pełną wysokość swojej emerytury i 50% renty rodzinnej po małżonku lub rentę rodzinną w pełnej wysokości (odpowiadającej 85% świadczenia osoby zmarłej) i 50% przysługującego własnego świadczenia.

Wprowadzenie renty wdowiej w proponowanym kształcie wiązałoby się z istotnym wzrostem wydatków publicznych. Według niezależnych szacunków ośrodka badawczego CenEA (Myck et al. 2024) w obecnej formie koszt proponowanych rozwiązań to kwota rzędu 24 mld zł rocznie, znacznie powyżej kwoty podanej w uzasadnieniu projektu (13 mld zł). Jak zaznaczają eksperci CenEA oszacowana wartość (24 mld zł) bazuje na danych z gusowskiego Badania Budżetów Gospodarstw Domowych (BBGD); natomiast dokładne wyliczenia wpływu na finanse publiczne wymagałyby informacji o wysokości emerytur obecnych wdów i wdowców oraz ostatnich świadczeń ich zmarłych współmałżonków. Obliczona przez CenEA kwota to odpowiednik ok. 0,6% PKB, a trzeba uwzględnić, że już obecnie w naszym kraju na zabezpieczenie żyjących członków rodziny (czyli przede wszystkim – renty rodzinne) wydaje się 1,5% PKB. Choć plasuje nas to nieznacznie poniżej średniej UE (1,6%), to trzeba zauważyć, że tylko 6 krajów wydaje na ten cel więcej niż Polska i to one zawyżają średnią. Te kraje to – poza Niemcami – kraje Europy Południowej. Warto wiedzieć, że w Danii i Szwecji wydatki te są bliskie zera. Porównując te liczby należy pamiętać o różnym umiejscowieniu wsparcia dla samotnych osób w ramach krajowych systemów zabezpieczenia socjalnego, dlatego proponowane zmiany trzeba widzieć w szerszym kontekście wydatków społecznych.

Wysoki koszt nowej propozycji wzbudza wątpliwość z punktu widzenia efektywności proponowanych wydatków oraz innych wyzwań stojących przed sektorem publicznym. Jak pokazuje cytowany już Myck i inni, największe korzyści z proponowanych zmian odniosłyby osoby o relatywnie wysokich dochodach. Eksperci CenEA pokazują, że podobny stopień redukcji ubóstwa wdów i wdowców można osiągnąć tańszym o niemal 60% rozwiązaniem, skoncentrowanym właśnie na osobach najuboższych. A trzeba pamiętać, że efektywność wydatków publicznych jest kluczowa w sytuacji dużych wyzwań w innych obszarach finansów publicznych Polski. Wydatki na publiczną służbę zdrowia wciąż pozostają niskie na tle Unii Europejskiej (5,3% PKB w Polsce vs 7,7% PKB w UE w 2022 roku), stoimy przed koniecznością zwiększenia wydatków na obronność (choć już są powyżej średniej unijnej, ale jako kraj graniczący z Rosją niestety jesteśmy pod większą presją). A to wszystko w sytuacji relatywnie wysokiego deficytu (3,7% PKB w 2022 roku wobec 3,3% średniej unijnej, a dostępne szacunki wskazują na istotny wzrost deficytu w 2023 roku).

Wątpliwe jest także warunkowanie pomocy państwa wcześniejszym zawarciem związku małżeńskiego. Polski system emerytalny bazuje na zdrowej zasadzie, że wysokość wypłaconej emerytury ma równać się sumie wpłaconych składek (oczywiście z dokładnością do indeksacji: wraz z rosnącymi płacami wartość wcześniej wpłaconych składek jest indeksowana by zachowały realną wartość w relacji do płac). Oczywiście system ma charakter ubezpieczeniowy – gdy ktoś żyje dłużej niż wynosiła jego tzw. oczekiwana długość życia, w momencie wyznaczania emerytury nie przestaje otrzymywać świadczenia, tylko jest ono wypłacane dalej. Drugą stroną medalu jest oczywiście niższa suma wypłat dla osób, które żyły krócej niż wynosiła oczekiwana średnia. Możliwość otrzymania 85% świadczenia po współmałżonku zaburza system i generuje deficyt ( zob. Malec i Tyrowicz 2017), jednak koszty z tym związane są prawdopodobnie znacznie mniejsze niż proponowana w ramach renty wdowiej możliwość łączenia części dwóch świadczeń. Połączenie takie oznaczałoby, że osoby w związku małżeńskim będą mogły oczekiwać od systemu emerytalnego znacznie wyższej wypłaty niż łączna kwota wpłaconych składek. Jeśli ustawa o wdowiej rencie weszłaby w życie, to jej beneficjenci będą w uprzywilejowanej sytuacji względem osób niezamężnych, i to niezależnie od ich sytuacji materialnej w momencie śmierci męża/żony.

Proponowanego rozwiązania nie można uznać za efektywną politykę publiczną. W sytuacji wysokiego deficytu czy chronicznego niedofinansowania służby zdrowia, zwiększanie transferów – pod hasłem pomocy najuboższym – kierowanych przede wszystkim do osób lepiej usytuowanych byłoby ewidentnym błędem. Jednocześnie dyskusja o ograniczeniu ubóstwa wśród osób starszych powinna dotyczyć wszystkich, bez względu na ich obecny lub przeszły stan cywilny.

NCBR przyjmuje wnioski w 4. konkursie INNOGLOBO

15 mln zł na wsparcie projektów badawczo-rozwojowych realizowanych z wybranym partnerem zagranicznym przeznaczy dla polskich innowatorów Narodowe Centrum Badań i Rozwoju (NCBR) w 4. konkursie INNOGLOBO. Nabór wniosków prowadzony jest do 30 września br.

Coraz więcej ambitnych projektów realizowanych przez naukowców i przedsiębiorców z Polski ma charakter międzynarodowy. Przybywa też instrumentów wsparcia, które służą wypracowaniu nowatorskich rozwiązań technologicznych z partnerami z zagranicy. Takie konkursy mają jednak najczęściej z góry ustalony profil tematyczny, a grupa zaangażowanych w nie państw jest ograniczona. Program INNOGLOBO wypełnia tę lukę: jest otwarty na współpracę z całym światem.

– Skala globalnych wyzwań, z którymi przychodzi nam się mierzyć, jest ogromna, począwszy od transformacji klimatyczno-energetycznej i cyfrowej, poprzez wyzwana demograficzne, zdrowotne, suszę nękającą różne rejony świata, po skokowe zmiany związane z Przemysłem 4.0. Efektywnych rozwiązań tych problemów, które dotykają każdej branży, poszukują najbardziej kreatywne umysły świata. Polscy naukowcy i przedsiębiorcy są cenionymi członkami wielu poważnych konsorcjów międzynarodowych, chociażby w dziedzinie sztucznej inteligencji. Z pewnością warto zabiegać o wspólne inicjatywy badawcze mające szansę zakończyć się wdrożeniami, które przebiją się za granicą i rozwiążą konkretne problemy ludzi. Temu właśnie służy Program INNOGLOBO – mówi prof. dr hab. inż. Marek Gzik, wiceminister Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

– Konkurs INNOGLOBO jest elastyczny, a przez to atrakcyjny zarówno dla tych podmiotów, które już rozwinęły sieć kontaktów międzynarodowych, jak i dla tych, które stawiają pierwsze kroki z myślą o stworzeniu i ekspansji zagranicznej przyszłościowych rozwiązań. Swobodny dobór partnera oraz brak ograniczeń tematycznych sprawiają, że można celować w innowacje nawet w wąskich, specjalistycznych obszarach – mówi prof. dr hab. inż. Jerzy Małachowski, p.o. dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

W 4. konkursie INNOGLOBO o granty mogą się starać polscy innowatorzy: mikro-, małe, średnie i duże przedsiębiorstwa, uczelnie, jednostki badawcze oraz inne organizacje prowadzące badania i upowszechniające wiedzę, a także konsorcja tych podmiotów w dowolnej konfiguracji. Istotnym wymogiem jest udział w projekcie przynajmniej jednego partnera zagranicznego. Partnerzy mogą pochodzić ze wszystkich państw, z którymi Polska utrzymuje stosunki dyplomatyczne, z zastrzeżeniem zapisów tzw. ustawy sankcyjnej, tj. ustawy o szczególnych rozwiązaniach w zakresie przeciwdziałania wspieraniu agresji na Ukrainę oraz służących ochronie bezpieczeństwa narodowego. Tematyka projektów powinna zaś wpisywać się w aktualną Listę Krajowych Inteligentnych Specjalizacji.

Dofinansowanie – w wysokości od 400 tys. zł do 1,5 mln zł – wnioskodawcy z Polski mogą przeznaczyć na realizację badań przemysłowych oraz prac rozwojowych. Łączny budżet konkursu został zwiększony o jedną trzecią w stosunku do poprzednich edycji i wynosi 15 mln zł. Nabór wniosków NCBR prowadzi do 30 września br.

Polska myśl techniczna podbija świat

Do tej pory odbyły się już trzy konkursy INNOGLOBO. W dwóch pierwszych do dofinansowania wyłoniono łącznie 15 projektów, a rozstrzygnięcie trzeciego nastąpi jeszcze tej wiosny.

Beneficjenci realizują projekty o wysokim potencjale komercjalizacji, wśród nich m.in.:

  • Innowacyjna technologia doustnego dostarczania małych fragmentów niekodującego RNA (microRNA) jako czynnika aktywnego w klinicznych dodatkach paszowych, dla koni cierpiących na syndrom metaboliczny i ochwat (Uniwersytet Przyrodniczy we Wrocławiu; Międzynarodowy Instytut Medycyny Translacyjnej);
  • Opracowanie innowacyjnej stałej postaci produktu leczniczego o silnym działaniu przeciwbólowym i właściwościach zniechęcających do nadużywania opioidów (ASLab Science prosta spółka akcyjna);
  • Mobilny system monitorowania warunków transportu materiałów wrażliwych, w tym żywności i materiałów niebezpiecznych (Akademia Górniczo-Hutnicza im. Stanisława Staszica w Krakowie);
  • Rozwiązania dla Przemysłu 4.0 przyczyniające się do monitorowania zużycia narzędzi skrawających (Sieć Badawcza Łukasiewicz – Krakowski Instytut Technologiczny; STALMAX Sp. z o.o.);
  • Diody laserowe na daleki ultrafiolet (Instytut Wysokich Ciśnień – Polska Akademia Nauk);
  • Warstwy pasywacyjne dla detektorów barierowych i lawinowych na bazie materiałów AIIIBV (Wojskowa Akademia Techniczna; Photonics Innovation Sp. z o.o.).

Partnerzy polskich podmiotów pochodzą z takich krajów, jak np. Hiszpania, Chorwacja, Belgia, Wielka Brytania, Szwajcaria, Francja, USA, Kanada, Indie, Oman, Nowa Zelandia.

–  Projekty realizowane są w szerokim kontekście geograficznym i kulturowym, co jest dodatkowym atutem współpracy nawiązywanej w Programie INNOGLOBO. Poznanie niekiedy bardzo odmiennego podejścia do nauki oraz uwarunkowań lokalnych rynków, dzielenie się pomysłami, wymiana wiedzy w toku wspólnej pracy nad konkretnym problemem badawczym są nie do przecenienia i mogą się stać punktem zwrotnym w karierze uczestników projektu. Takie doświadczenie otwiera niejedne drzwi. Liczę na to, że efekty projektów w postaci zagranicznych wdrożeń okażą się znaczące dla polskiej gospodarki – zwraca uwagę prof. Jerzy Małachowski.

Jak znaleźć partnera projektowego z zagranicy?

Nierzadko zdarza się, że kontakty przyszłych zagranicznych konsorcjantów z polskimi innowatorami były ugruntowane już przed ogłoszeniem konkursu – czy to dzięki długotrwałej biznesowej aktywności, czy też osobistemu udziałowi w międzynarodowych konferencjach, targach czy zjazdach.

A jeśli partnera projektowego dopiero szukamy? W tym przypadku warto np. skorzystać z udostępnionej przez NCBR wyszukiwarki partnerów do realizacji projektów międzynarodowych o nazwie PartFinder. Narzędzie umożliwia zarówno zamieszczenie ogłoszeń o chęci nawiązania współpracy, jak i wyszukiwanie partnerów do wspólnej realizacji badań.

Co istotne, przed złożeniem wniosku o dofinansowanie każdy partner zagraniczny, który chce wziąć udział w realizacji projektu w ramach konsorcjum międzynarodowego, jest zobowiązany do przekazania polskiemu wnioskodawcy oświadczenia o zabezpieczeniu środków finansowych na realizację swojej części projektu.

NCBR, w ramach 4. konkursu INNOGLOBO, kontynuuje współpracę z agencją AiF Projekt GmbH, zarządzającą niemieckimi federalnymi programami finansowania projektów z sektora MŚP. Daje to niemieckim partnerom możliwość uzyskania dofinansowania dla realizowanych przez nich zadań projektowych w zakresie prac badawczo-rozwojowych z Central Innovation Programme for SMEs (ZIM).

Od tego roku także dwustronna współpraca polsko-izraelska w NCBR jest realizowana w ramach Programu INNOGLOBO. Po stronie izraelskiej agencją finansującą pozostaje Israel Innovation Authority. Otwiera to izraelskim partnerom drogę do uzyskania dofinansowania dla realizowanych przez nich w ramach projektów INNOGLOBO prac badawczo-rozwojowych.

Amazon ogłasza inwestycję w farmy wiatrowe w Polsce

Amazon podpisał z Vortex Energy Polska, spółką zależną w całości należącą do Vitol, umowę na zakup 53 MW mocy czystej energii z dwóch farm wiatrowych zlokalizowanych w Jastrowiu i Okonku (woj. wielkopolskie, powiat złotowski). Inicjatywa stanowi pierwszą inwestycję Amazon w energię wiatrową w Polsce. Firma zainwestowała już w kraju w energię odnawialną z farmy fotowoltaicznej (PV) w Miłkowicach (2022 r.) i posiada panele fotowoltaiczne na swoim zrobotyzowanym centrum logistycznym w Świebodzinie (2021 r.).

  • Łącznie projekty wiatrowe w Jastrowiu i Okonku będą generować ok. 113 000 MWh (megawatogodzin) energii rocznie, co wystarczyłoby do zasilenia ponad 50 000 polskich gospodarstw domowych.
  • Łączna moc dwóch farm wiatrowych szacowana jest na 53 MW, a moc wszystkich inwestycji Amazon w OZE w Polsce wynosić będzie ponad 140 MW.
  • Nowe farmy wiatrowe mają zostać uruchomione w drugiej połowie 2025 r.

Inwestycje Amazon w OZE w Polsce przyczyniają się do realizacji takich celów firmy, jak osiągnięcie zerowej emisji dwutlenku węgla netto do 2040 r. oraz zasilanie do 2025 r. całej globalnej działalności Amazon w 100% energią ze źródeł odnawialnych. Umowa na zakup energii z farm wiatrowych w Jastrowiu i Okonku wspiera również cel polskiego rządu, jakim jest dekarbonizacja sektora energetycznego. Według Ember European Electricity Review 2024 udział paliw kopalnych w produkcji energii elektrycznej w Polsce w 2023 r. wyniósł 61%, podczas gdy średni udział węgla w miksie energetycznym w UE wynosi 12%. Jednocześnie w Krajowym planie na rzecz energii i klimatu na lata 2021-2030 Polska deklaruje osiągnięcie 29,8% udziału OZE w końcowym zużyciu energii brutto w 2030 r.

Z kolei Justine Ryan, Head of Renewables EMEA at Vitol and CEO of Vortex Energy podkreśla: – Energia odnawialna ma kluczowe znaczenie dla europejskiej strategii dekarbonizacji. Vortex i Amazon mają potencjał, by wnieść znaczący wkład w redukcję emisji i zapewnić bezpieczeństwo energetyczne poprzez zrównoważoną i przystępną cenowo energię elektryczną w Polsce. Jest to ogromna szansa dla obu firm, a jednocześnie Vitol i Vortex będą szukać na tym rynku dodatkowych możliwości do współpracy. W szczególności dalsza nowelizacja ustawy 10H umożliwi nowe inwestycje w lądową energetykę wiatrową, które przyniosą długoterminowe korzyści dla Polski na poziomie lokalnym i krajowym.

Inwestycje solarne Amazon w Polsce

W 2024 r. Amazon świętuje dekadę działalności w Polsce, z ponad 20 mld PLN inwestycji w kraju, czego efektem było m.in. utworzenie do 2022 r. ponad 70 000 nowych bezpośrednich i pośrednich miejsc pracy w kraju. Obecność Amazon w tej części Europy to również dbałość o lokalne społeczności i zrównoważony rozwój.

W 2022 r. Amazon podpisał jedną z największych wówczas w Polsce umów na zakup energii odnawialnej z farmy fotowoltaicznej w Miłkowicach o mocy 87 MW. Oczekuje się, że po uruchomieniu będzie ona produkować ponad 120 000 MWh (megawatogodzin) czystej energii rocznie, co pozwoliłoby na zaspokojenie potrzeb energetycznych ok. 57 000 polskich gospodarstw domowych. Zgodnie z założeniami, farma fotowoltaiczna w Miłkowicach powinna rozpocząć produkcję energii już w maju 2024 r.

Z kolei w 2021 r. Amazon uruchomił w Świebodzinie zrobotyzowane centrum logistyczne, wyposażając jego dach w 3900 paneli PV (fotowoltaicznych) o powierzchni ponad 8600 m2, które dostarczają energię odnawialną pozwalającą m.in. na częściowe zasilanie obiektu. Łączna moc instalacji na dachu świebodzińskiego centrum wynosi 1,75 MW, co wystarczyłoby do zasilenia ok. 480 domów jednorodzinnych w Polsce rocznie.

Projekty OZE Amazon w Polsce – wpływ na społeczności lokalne i gospodarkę

Według nowego modelu ekonomicznego opracowanego przez Amazon, farmy słoneczne i wiatrowe uruchomione przez firmę
na całym świecie pomogły wygenerować od 2014 do 2022 r. szacunkowo 12 mld USD inwestycji w społecznościach i wsparły ponad 39 000 miejsc pracy tylko w 2022 r. W samej Europie projekty energii odnawialnej realizowane przez Amazon wygenerowały około 2,4 mld EUR inwestycji, przyczyniając się do wzrostu PKB regionu o 723 mln EUR, wspierając 3 900 miejsc pracy w 2022 r.

Szymon Kowalski, wiceprezes Fundacji RE-Source Poland Hub wskazuje na wszechstronne korzyści płynące z energii wiatrowej:

Energetyka wiatrowa to niezwykle nowoczesny, wydajny i długoterminowy silnik napędowy całej gospodarki. Efekty mnożnikowe w postaci lokalnych łańcuchów dostaw, dołączanie polskich przedsiębiorców do dostaw globalnych dla sektora, a także możliwości rozwoju zawodowego tysięcy pracowników w obszarze najnowocześniejszych technologii tworzą wartość nie do przecenienia z punktu widzenia gospodarki i społeczeństwa. Dobroczynne skutki rozwoju sektora odczuwać będą przyszłe pokolenia – także na długo po tym, jak główne instalacje wytwórcze zostaną zbudowane.

Globalne projekty Amazon, zajmującego pozycję największego korporacyjnego nabywcy energii odnawialnej na świecie, mają generować ponad 77 000 GWh (gigawatogodzin) rocznie, co wystarczyłoby do zasilenia ponad 19 mln domów w UE.

Ceny mieszkań na rynku wtórnym wystrzelą jesienią? To przez rządowy program

Ceny mieszkań na rynku wtórnym mogą mocno wzrosnąć. Winny rządowy program.

Eksperci rynku nieruchomości przyznają, że tak duże dysproporcje między cenami na rynku wtórnym i pierwotnym nie występowały od wielu lat, o ile w ogóle kiedyś występowały. Dla porównania w dużych miastach różnica ceny metra kwadratowego może wynieść nawet 4-5 tysięcy złotych. Przykładowo w Szczecinie cena deweloperska to ok. 12,3 tyś złotych za metr kwadratowy, a na rynku wtórnym ta cena dobija do 8,5 tysiąca złotych.

– Niestety należy spodziewać się, że ceny na rynku wtórnym też wzrosną, bo gdy wejście w życie program „Mieszkanie na start” to  najpierw ludzie będą kierować się w stronę ofert, które będą w ich zasięgu. Atrakcyjne mieszkania z rynku wtórnego będą znikać w mgnieniu oka, a to będzie powodować wzrost cen – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

Zdążyć przed wzrostem cen. Rynek wtórny może wystrzelić, gdy wystartuje „mieszkanie na start”

Dla kupujących to nie jest dobra wiadomość. Należy się spodziewać, że nowy program dopłat do kredytów hipotecznych wywinduje do góry ceny mieszkań na rynku wtórnym. Obecnie za metr kwadratowy mieszkania kupowanego z drugiej ręki trzeba zapłacić kilka tysięcy złotych mniej niż u dewelopera. Taka sytuacja zostanie zweryfikowana, gdy na rynek trafi potężna grupa konsumentów, którzy zyskają zdolność kredytową i będą poszukiwać dla siebie mieszkań.

– Widzimy, że wiele ofert z rynku wtórnego jest wycofywanych z rynku. Tak się dzieje, gdy sprzedający widzą dla siebie szansę w droższej sprzedaży mieszkania za kilka miesięcy. Jeżeli sprzedający nie znajduje się pod presją finansową, to wie, że jesienią czy na początku 2025 roku, gdy w życie wejdzie program „Mieszkanie na start” może spodziewać się lepszych ofert – mówi Mirosław Król.

Jak mocno mogą wzrosnąć ceny na rynku wtórnym?

– Wszystko zależy od lokalizacji oraz od tego czy deweloperzy rzeczywiście będą nadal śrubować ceny nieruchomości na rynku pierwotnym. Wyobrażam sobie, że wzrost nawet ok. 15% pod koniec roku jest realny. Wzrosną ceny dużych mieszkań, bo to one obecnie są najtańsze. Raczej nie spodziewam się wzrostu cen kawalerek, przynajmniej nie z powodu programu rządowego. Tutaj mamy ewidentnie preferencje dotyczące rodzin, stąd też większe zainteresowanie mieszkaniami dwupokojowymi i większymi – mówi Mirosław Król.

Jest ruch na rynku nieruchomości. Niektórzy widzą nadzieję na zakup mieszkania, inni ją tracą

Jak dodają eksperci „polowanie na mieszkania” trwa, bo jeżeli ktoś ma zdolność kredytową obecnie, to zwykle stara się zdążyć przed wejściem w życie programu „Mieszkanie na start”, który może okazać się kolejnym czynnikiem podnoszącym ceny na rynku nieruchomości.

– Jest wielu klientów i wiele pytań. Niektórzy chcą zdążyć przed programem „Mieszkanie na start” i kupić mieszkanie po obecnych cenach, a jeszcze inni pytają np. o możliwość rezerwacji lokalu do momentu uzyskania kredytu. W obu przypadkach widzimy, że jest duża determinacja konsumentów, by kupić mieszkanie. Programy rządowe powodują ruch na rynku, inni widzą dla siebie nadzieję na zakup mieszkania, a inni wręcz przeciwnie, bo gdy cena wzrośnie to nieruchomość będzie poza ich obszarem zasięgu – mówi Mirosław Król.

– Niektórzy klienci mają ustawione „alerty” na portalach nieruchomościowych i gdy tylko pojawi się mieszkanie na sprzedaż od razu są nimi zainteresowani i szukają opcji zakupu. Jest widoczny pośpiech przed wzrostem cen – dodaje Mirosław Król

Program „Mieszkanie na start” wejdzie w życie jeszcze w tym roku. Obecnie trwa etap konsultacji społecznych.

Drakońskie kary za przewóz nielegalnych imigrantów do Wielkiej Brytanii

Co roku brytyjskie służby celne wykrywają tysiące prób przekroczenia granicy przez nielegalnych imigrantów w pojazdach ciężarowych, a liczba ta rośnie z roku na rok. Opór migracyjnej fali, pod groźbą wysokich mandatów, stawić muszą sami przewoźnicy, zobligowani do zabezpieczenia i kontroli swoich pojazdów. Jedynym sposobem na uniknięcie lub zmniejszenie kar jest uzyskanie akredytacji Border Force.

Akredytacja wydawana przez służby celne Border Force potwierdza, że firma transportowa wdrożyła wszystkie niezbędne wymogi bezpieczeństwa w zakresie ochrony przed nielegalnym przewozem imigrantów na teren Wielkiej Brytanii. Dzięki niej przewoźnik jest do pewnego stopnia chroniony przed mandatami nakładanymi w razie wykrycia imigrantów w pojeździe lub niedostatecznego zabezpieczenia go przed ich wtargnięciem. Posiadanie certyfikatu Civil Penalty Accreditation Scheme, wydawanego przez służby Border Force, pozwala obniżyć kary o połowę, co nabiera znaczenia w kontekście ich niedawnej podwyżki.

Kary w górę

W 2023 roku  nowelizacja przepisów znacząco podwyższyła dotychczasowe kary za nielegalny przewóz imigrantów na teren Wielkiej Brytanii i brak stosownych zabezpieczeń przed ich wtargnięciem do pojazdu. Przed zmianą stawek, w wypadku stwierdzenia obecności nielegalnego imigranta w pojeździe, kara wynosiła maksymalnie 2 tys. funtów za każdą wykrytą osobę. Obecnie to nawet 10 tys., które opłaca osobno kierowca i jego pracodawca. Kara wyniesie 6 tys. funtów, jeśli stwierdzony przemyt imigrantów był pierwszym od co najmniej 5 lat. Za każdy kolejny zostanie nałożona maksymalna kara. Maksymalny łączny wymiar kary dla wszystkich osób odpowiedzialnych za przewożenie nielegalnych imigrantów wynosi 20 000 funtów.

Wysoka kara grozi również za brak lub niewłaściwe zabezpieczenie pojazdu, nawet jeśli nie posłuży on do nielegalnego przemytu osób. Takie niedopatrzenie może kosztować nawet 6 tys. funtów każdą osobę odpowiedzialną za brak zabezpieczenia w konkretnym wypadku. 6 tysięcy to kara maksymalna, nakładana w przypadku trzeciego i kolejnego naruszenia wykrytego w ciągu 5 lat. Pierwsze ma kosztować 1,5 tys. funtów, a drugie – 3 tys. funtów – tłumaczy Lucica Kucharec, aplikantka radcowska w TC Kancelarii Prawnej.

W przypadku nałożenia kary na osobę, która jest kierowcą pojazdu ciężarowego na podstawie umowy z właścicielem lub najemcą pojazdu (niezależnie od tego, czy jest to umowa o pracę, czy nie), kierowca i właściciel lub najemca odpowiadają solidarnie za karę nałożoną na kierowcę niezależnie od tego, czy kara została nałożona również na właściciela lub najemcę.

W teorii, w razie wykrycia nieprawidłowości, kary nie da się uniknąć. W praktyce, posiadanie akredytacji Border Force może zredukować ją o połowę. Jeśli dodatkowo uda się udowodnić, że do przemytu doszło pomimo właściwego zabezpieczenia pojazdu i dbałości o procedury bezpieczeństwa, kara może zostać obniżona do zera. Te warunki stosują się zarówno do mandatów nakładanych w przypadku przemytu osób, jak i niedopatrzeń w zakresie zabezpieczenia pojazdu – mówi aplikantka radcowska w TC Kancelarii Prawnej.

Jak uzyskać akredytację Border Force?

Do programu akredytacyjnego można zgłosić się samodzielnie, wypełniając formularz dostępny na stronach służby celnej Border Force. W zgłoszeniu trzeba opisać posiadany system zapobiegający przedostaniu się imigrantów do pojazdu oraz metody weryfikacji jego skuteczności, które powinny obejmować również szkolenia i monitoring kierowców. Kluczowym elementem zgłoszenia są również dokumenty, w tym Europejska Licencja Operatora i co najmniej 5 wypełnionych list kontrolnych, potwierdzających wdrożenie systemu weryfikacji bezpieczeństwa w przedsiębiorstwie.

Szkolenie kierowców wymagane przez służby Border Force musi obejmować sposoby zapobiegania wejściu do pojazdu imigrantów lub innych osób nieuprawnionych. Udział w szkoleniu musi zostać potwierdzony dokumentem, na którym widnieje własnoręczny podpis uczestnika (kierowcy) oraz data i miejsce jego organizacji. Szkolenia mogą być powtarzane cyklicznie, co również należy odnotować – dodaje Lucica Kucharec z TC Kancelarii Prawnej.

Funkcjonariusze Border Force dokonują oceny zastosowanych rozwiązań, w ramach której mogą również złożyć wizytę w firmie. Odmowa wydania akredytacji nie zamyka drogi do jej uzyskania – w takich przypadkach Border Force wskazuje, co należy zrobić, by spełnić wymagania. Po wdrożeniu zmian i przedstawieniu informacji, certyfikat powinien zostać wydany. Firmy, którym go przyznano, są zobowiązane do przestrzegania norm bezpieczeństwa wymaganych przez Border Force, pod groźbą kary w razie wykrycia zaniedbań podczas kontroli.

Właściwe zabezpieczenie pojazdu

Brytyjskie służby przygotowały wytyczne dotyczące właściwego zabezpieczenia pojazdu przed wjazdem na terytorium Zjednoczonego Królestwa. Zgodnie z nimi, pojazd z miękkimi bokami powinien zostać zabezpieczony za pomocą linki do plandeki. Jej końce muszą zostać zaplombowane lub zabezpieczone zamkiem szyfrowym, a numer plomby wpisany na listę kontrolną. W razie kontroli pojazdu w trakcie podróży lub konieczności złamania plomby w każdym innym wypadku, powyższe czynności trzeba powtórzyć i odnotować w dokumentach transportowych, podając datę i godzinę zdarzenia. Pojazdy z utwardzonymi burtami powinno się zabezpieczać za pomocą zamka, plomby lub podobnego zabezpieczenia.

W razie załadunku kontenera, który nie został opieczętowany przez służby celne, kierowca musi sprawdzić, czy nie ma nikogo wewnątrz, a następnie ponownie go zaplombować zgodnie z powyższymi zasadami.

W każdym pojeździe powinny znajdować się zapasowe plomby lub zamki, by móc zabezpieczyć pojazd po każdej kontroli. Numery seryjne plomb i zamków muszą zostać odnotowane w dokumentach pojazdu. Obowiązek zapewnienia elementów ochrony pojazdu spoczywa na jego właścicielu, natomiast kierowca powinien mieć przy sobie dokument zawierający szczegółowy opis zastosowanych środków bezpieczeństwa – wyjaśnia Lucica Kucharec, aplikantka radcowska w TC Kancelarii Prawnej.

Jeżeli pojazdu nie można zabezpieczyć przy użyciu zamka, plomby bądź innego środka tego typu, należy wprowadzić alternatywne rozwiązania, które pozwolą zapobiec wejściu osób nieupoważnionych oraz wykazać, że takie rozwiązania zostały zastosowane i były przestrzegane.

Jak odwołać się od mandatu Border Force?

Odkrycie imigranta w pojeździe lub niekorzystny wynik kontroli bezpieczeństwa pojazdu skutkuje wysłaniem zarówno do kierowcy jak i jego pracodawcy pisma z listą pytań dotyczących zdarzenia. Na pismo trzeba odpisać i trzeba to zrobić na piśmie, w terminie 28 dni od daty pisma. W treści odpowiedzi należy zawrzeć dowody dotrzymania standardów bezpieczeństwa, w tym przeprowadzenia stosownych szkoleń i prowadzenia bieżącej dokumentacji. Gotową odpowiedź można przesłać pocztą lub mailem, a rozpatrzenie odwołania zwykle zajmuje służbom około pół roku.

Jeśli Border Force nie uzna wytłumaczeń i wyda decyzję o mandacie, obowiązuje procedura odwoławcza w identycznym terminie. W tym wypadku do już wspomnianych dowodów należy dołączyć pełna dokumentację związaną z Border Force w firmie, dokumenty poświadczające ewentualny zły stan finansowy kierowcy lub /i przedsiębiorstwa, jak również opis zdarzenia podlegającego karze. W tym wypadku Border Force musi wydać decyzję w ciągu 70 dni. Odwołanie może skutkować odstąpieniem od kary, zmniejszeniem jej lub podtrzymaniem w wyjściowej wysokości. Nałożona kara musi zostać opłacona w ciągu 60 dni od dnia wydania decyzji przez Border Force. Jeśli przewoźnik nadal kwestionuje zasadność kary, ostatnią instancją odwoławczą jest apelacja w brytyjskim sądzie Canterbury Country Court – tłumaczy Lucica Kucharec, aplikantka radcowska w TC Kancelarii Prawnej.

Dodatkowo kierowca, w którego pojeździe stwierdzono obecność nielegalnego imigranta, zostanie zatrzymany w celu złożenia wyjaśnień. Kierowca może odmówić ich składania, ale w jego interesie jest, aby przedstawił jak najwięcej informacji.

Wsparcie prawne w sprawach związanych z Border Force

Uzyskanie certyfikatu Border Force to kwestia kluczowa dla przewoźników wykonujących transporty do Wielkiej Brytanii. W związku z tym cały proce akredytacji powinien być dopięty na ostatni guzik, zaczynając od szkoleń dla kierowców, skończywszy na złożeniu pełnego i kompleksowego wniosku o wydanie certyfikatu. Skuteczne odwołanie od mandatu również wymaga dobrej znajomości przepisów i procedur, a także możliwości sprawnej komunikacji ze służbami w Border Force w języku angielskim.

W związku z tym proces starania się o akredytację warto powierzyć specjalistom od prawa transportowego. Kancelaria transportowa wspiera klientów w przygotowaniach do uzyskania certyfikatu Border Force i reprezentuje ich w procedurach odwoławczych w przypadku nałożenia mandatu. Prawnicy przygotowują dokumentację, służą pomocą w zakresie organizacji szkoleń i reprezentują klienta w kontaktach z brytyjskimi organami.

Profesjonalne doradztwo zwiększa szanse na uzyskanie certyfikatu i pomaga uniknąć wysokich kar nakładanych przez służby Border Force.

Inflacja bazowa mniej optymistycznie

Za obecne spowolnienie tempa wzrostu cen odpowiadają czynniki najbardziej zmienne, takie jak ceny żywności i energii. Po oczyszczeniu zmian cen o te czynniki uzyskujemy inflację bazową, a jej pomiar pokazuje już, że sytuacja nie jest aż tak dobra, ale nadal jest bardzo przyzwoita. Za oceanem słabsze dane z rynku nieruchomości, a inflacja w Wielkiej Brytanii nie spowalnia tak szybko, jak sądzono.

Inflacja bazowa w Polsce

Analizując zmiany cen, można korzystać z różnych wskaźników. Najpopularniejszym zdecydowanie jest inflacja CPI, czyli indeks cen konsumentów. Powstaje on, badając zmiany cen koszyka produktów. Skład koszyka w różnych krajach ustalają różne instytucje, przeważnie urzędy statystyczne, które mierzą ten wskaźnik. Są jednak inne miary. Jedną z nich jest publikowana wczoraj inflacja bazowa. Pokazuje ona ceny z wykluczeniem najbardziej zmiennych komponentów. W tym wypadku bez żywności i cen energii. W rezultacie widać, jak zmienia się reszta dóbr. Jest to o tyle istotne, że wahania rynkowe w przypadku tych dwóch kategorii powodują często spore zmiany. Inflację bazową uważa się zatem za lepszą w określaniu trendu. O ile inflacja konsumencka w Polsce wynosi obecnie 2%, o tyle bazowa spadła właśnie do 4,6%. Jest to zatem kolejny powód, który pozwala odsuwać w czasie decyzje o obniżkach stóp w Polsce.

Problemy za oceanem

Wczoraj poznaliśmy pakiet danych z Ameryki Północnej. Słabiej od oczekiwań wypadły dane z rynku nieruchomości. Mniej od oczekiwań wydano pozwoleń na budowy domów oraz zdecydowanie mniej ich rozpoczęto. Biorąc pod uwagę wysokie stopy procentowe pewne ograniczenie aktywności nie powinno dziwić. Niemniej rynek nieruchomości jest pilnie obserwowany, gdyż potencjalny problem tam może się bardzo szybko rozlać na inne części gospodarki. Obecny wynik jest drugim najniższym od dołka z początku pandemii. Sytuację na rynku uspokoiły neutralne dane o produkcji przemysłowej. Należy też pamiętać, że oddalające się obniżki stóp procentowych ciążą nie tylko branży budowlanej.

Inflacja na Wyspach

Od rana poznaliśmy dane z Wielkiej Brytanii na temat zmian cen. Ceny dla konsumentów spowalniają mniej, niż sądzili analitycy. Wynik 3,2% zamiast 3,1% to nadal jednak najniższy poziom od początku problemów ze wzrostem inflacji. W przypadku inflacji producenckiej mamy z kolei najwyższy wynik od maja 2023 roku. To może budzić spory niepokój. Warto jednak pamiętać, że owy najwyższy wynik to 0,6% w skali roku. Mówimy zatem o poziomie, który jest naprawdę bardzo niski. Obecne dane spowodowały umocnienie funta. Powód jest standardowy. Im bardziej oddalają się obniżki stóp procentowych, tym mocniejsza waluta.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
20:00 – USA – Beżowa Księga.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Brytyjskie sztuczki handlowe w celu zmniejszenia inflacji po Brexicie – ruszają brytyjskie kontrole graniczne na żywność z UE, w tym z Polski

Od 30 kwietnia ruszają brytyjskie kontrole graniczne na żywność z UE – 4 lata po Brexicie, pięć razy odkładane. Aby zrównoważyć wzrost inflacji związany ze spodziewanym wzrostem cen żywności Brytyjczycy wprowadzają ulgi na inne kategorie produktów.

  • Nowe kontrole graniczne zostaną w dużej mierze zrównoważone przez agresywne (gdyż obniżające do zera i to na wiele kategorii produktów) środki zawieszenia ceł.
  • Ponad cztery lata po Brexicie, kontrole graniczne importu produktów rolnych z UE zostaną ostatecznie wdrożone 30 kwietnia, co kosztować będzie brytyjskich importerów (i klientów) 2 mld GBP, potencjalnie podnosząc inflację o +0,15pp
  • W tym samym czasie (na chwilę obecną) Wielka Brytania zapowiedziała zawieszenie ceł na masowa skalę na prawie połowę swojego importu przez okres dwu lat. Ten sprytny kontratak może obniżyć całkowite koszty importu o 7 mld GBP, a w efekcie obniżyć inflację o -0,6 punktu procentowego
  • Podsumowując temat brytyjskiej inflacji: prognoza Allianz Trade dotycząca inflacji dla Wielkiej Brytanii zakładała wcześniej 2,6% w 2024 r. i 2,2% w 2025 r., po 6,9% w 2023 r. Biorąc pod uwagę obydwie wspomniane zmiany związane z importem do Wlk. Brytanii – jedną podnoszącą inflację, a drugą ją obniżającą (same taryfy, jak i mające podobny skutek środki pozataryfowe jak kontrole, procedury etc.), Allianz Trade spodziewa się obecnie, iż inflacja w Wielkiej Brytanii może wynieść 2,4% w 2024 r. i 2,0% w 2025 r. (przy niezmienności wszystkich innych czynników)

Ponad cztery lata po Brexicie, kontrole graniczne importu produktów rolnych z UE zostaną ostatecznie wdrożone 30 kwietnia, co będzie kosztować brytyjskich importerów 2 mld GBP i potencjalnie podniesie inflację o +0,15 pp. Równoważne kontrole graniczne dotyczące importu produktów rolnych z UE   były już opóźniane pięć razy i ostatecznie wejdą w życie pod koniec tego miesiąca. Kontrole fizyczne, świadectwa zdrowia i identyfikacja przed wjazdem do Wielkiej Brytanii będą miały zastosowanie do importu produktów rolnych z UE o wartości 21 mld GBP (zestawienie na następnej stronie), co odpowiada 3% całego importu Wielkiej Brytanii i blisko 8% importu pochodzącego z UE. Według Komisji Europejskiej oznaczać to będzie wzrost ekwiwalentu taryfowego na unijną żywność o 10%[1] lub 2 mld GBP dla firm, co nie będzie zamortyzowane przez kurs wymiany walut GBPEUR (oczekuje się, że pozostanie on zasadniczo stabilny na poziomie około 1,18). Biorąc pod uwagę: (i) 30% intensywność importu; (ii) że ich waga w brytyjskim koszyku CPI wynosi około 6%; (iii) że import tych towarów z UE stanowi około 75% całkowitego importu Wielkiej Brytanii oraz (iv) że firmy całkowicie przeniosą koszty (na klientów), Allianz Trade spodziewa się wzrostu inflacji w Wlk. Brytanii o +0,15pp w ciągu 12 miesięcy, przy czym wzrost cen w największym stopniu dotyczyć będzie produktów mleczarskich, mięsnych i rybnych.

Produkty, które będą podlegać kontrolom granicznym przy imporcie z UE

Import Wielkiej Brytanii z UE (mld GBP)
Przetwory ze zbóż, mąki, skrobi lub mleka; wyroby ciastkarskie 5.0
Mięso i jadalne podroby mięsne 4.4
Produkty mleczarskie; jaja ptasie; miód naturalny; jadalne produkty pochodzenia zwierzęcego 3.5
Przetwory z mięsa, ryb, skorupiaków, mięczaków lub pozostałych bezkręgowców wodnych 2.7
Pozostałości i odpady z przemysłu spożywczego; gotowa pasza dla zwierząt 1.9
Tłuszcze i oleje pochodzenia zwierzęcego, roślinnego lub mikrobiologicznego oraz produkty ich rozkładu; gotowe tłuszcze jadalne 1.4
Żywe drzewa i inne rośliny; cebulki, korzenie i tym podobne; kwiaty cięte i liście ozdobne 1.2
Żywe zwierzęta 0.6
Ryby i skorupiaki, mięczaki i inne bezkręgowce wodne 0.2
Produkty pochodzenia zwierzęcego, gdzie indziej niewymienione ani niewłączone 0.1
Łącznie 21.0

Źródła: ITC, Allianz Research

W tym samym czasie (wg. zapowiedzi na chwilę obecną) Wielka Brytania zdecyduje się na zawieszenie ceł na dużą skalę przez okres dwu lat w odniesieniu do prawie połowy swojego importu. Ten sprytny kontratak może obniżyć całkowite koszty importu o 7 mld GBP, a w następstwie tego pomóc obniżyć inflację o -0,6 pp. Po złożeniu 245 wniosków o zawieszenie ceł przez sektor prywatny, rząd Wielkiej Brytanii zdecydował się na wprowadzenie tymczasowego zawieszenia ceł na określone towary, które nie są objęte umowami o wolnym handlu a (kraje, z których pochodzą) mają Status Najwyższego Uprzywilejowania WTO. Stanowi to ponad 45% całkowitego importu Wielkiej Brytanii o wartości 300 mld GBP, który z dnia na dzień przejdzie ze średniej taryfy ważonej (handlem) w wysokości 3,2% do zera. Zawieszenie ceł obejmuje paliwa mineralne, metale, samochody (6,2% średniej taryfy wcześniej), perły naturalne i kamienie szlachetne (1,3% średniej taryfy), a także kilka produktów rolno-spożywczych (dotychczas 12,2% taryfa celna). Wykorzystując różnicę w taryfach, intensywność importu i udział importu każdego produktu oraz ich odpowiednią wagę w koszyku brytyjskiej inflacji obliczamy, iż zabieg ten zapewni mile widzianą ulgę w kosztach ponoszonych przez brytyjskich importerów w wysokości 7 mld GBP i potencjalnie doprowadzi do obniżenia inflacji konsumenckiej o -0,6 punktu procentowego w ciągu 12 miesięcy (zakładając, że korporacje przeniosą całe dobrodziejstwo obniżonych taryf na swoich klientów (powodzenia!)).

Podsumowując: dotychczas Allianz Trade spodziewał się inflacji w Wielkiej Brytanii na poziomie 2,6% w 2024 r. i 2,2% w 2025 r., po 6,9% w 2023 r. Biorąc obecnie pod uwagę wprowadzenie obydwu miar związanych z kosztami importu, inflacja w Wielkiej Brytanii może być nawet niższa i wynieść 2,4% w 2024 r. i 2,0% w 2025 r. (przy niezmienności wszystkich innych czynników potencjalnie na nią oddziałujących).

[1] Wpływ dyrektywy usługowej na gospodarkę: Pierwsza ocena po wdrożeniu.

Prywatne ubezpieczenie zdrowotne ma już niemal 5 mln Polaków

Liczba osób objętych prywatnym ubezpieczeniem zdrowotnym stale rośnie i na koniec 2023 r. wyniosła 4,8 mln, czyli niemal 14 proc. więcej niż rok wcześniej. W 2023 r. Polacy przeznaczyli na te ubezpieczenia ponad 1,7 mld zł. To o 33,1 proc. więcej niż w 2022 r.

Prywatne ubezpieczenia zdrowotne po IV kwartale 2023 roku:

  • 4, 806 mln – liczba osób korzystających z prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych w Polsce
  • 1 706,4 mln zł – składka przypisana brutto w ubezpieczeniach zdrowotnych

Rosnąca liczba ubezpieczonych pokazuje, że prywatne ubezpieczenia się sprawdzają. Mimo że ich cena w ostatnim roku odzwierciedla dużą inflację w sektorze medycznym, to sprzedaż polis utrzymuje się na wysokim poziomie – mówi Dorota M. Fal, doradca zarządu Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Większość polis oferuje szeroki zakres ochrony

Polacy chętnie kupują polisy z szerokim zakresem ochrony – w 2023 r. wydali na nie zdecydowaną większość środków przeznaczonych na zakup prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych.

Są to polisy, które oferują szeroką opiekę ambulatoryjną i badania diagnostyczne, profilaktykę czy dostęp do leczenia szpitalnego i jednodniowych procedur szpitalnych. Na rynku są też produkty, które charakteryzują się wąskim zakresem świadczeń. Przykładowo oferują określone badania czy wybranych specjalistów albo wysoki poziom współpłacenia pacjenta. Ubezpieczenia zdrowotne opłacają często pracodawcy jako dodatkowy bonus dla pracowników – dodaje ekspertka PIU.

Prywatne ubezpieczenia remedium na chorujące społeczeństwo

Według danych GUS w 2022 r. przeciętne dalsze trwanie życia dla 60-letniego mężczyzny wyniosło 18,7 lat, natomiast dla kobiety w tym samym wieku – 23,6 lat[1]. W obu przypadkach dostrzec można trend wzrostowy. Istotna jest jednak długość życia Polaków w zdrowiu. W 2022 r. wyniosła ona 60,1 lat dla mężczyzn i 63,7 lat dla kobiet[2]. Polacy zmagają się więc z różnymi dolegliwościami średnio przez kilkanaście ostatnich lat życia.

Mimo że zachęca się nas do tego, byśmy dłużej pracowali, a tym samym starali się o lepsze emerytury, kontynuować pracę zawodową mogą jedynie osoby, które cieszą się dobrym stanem zdrowia – dodaje ekspertka PIU.

Choroby dotykają też młodszej populacji – aktywnych zawodowo. W IV kwartale 2023 r. choroby i niepełnosprawności były drugą najczęstszą przyczyną bierności zawodowej osób w wieku produkcyjnym (18-59/64 lat). Dotyczyły one niemal jednej czwartej tej grupy (24,6 proc.)[3].

PIU podkreśla, że włączenie prywatnych ubezpieczeń do  systemu opieki zdrowotnej to krok w stronę polepszenia stanu zdrowia społeczeństwa, a w tym efektywniejszego funkcjonowania firm i całej gospodarki.

Polisy zdrowotne, które najczęściej wybierają pracodawcy, są zaprojektowane tak, by dbać o zdrowie pracownika, a więc  jak najskuteczniej ograniczać  nieobecności chorobowe w pracy i nieefektywność osób, które przychodzą do pracy mimo choroby. Ubezpieczenia ułatwiają utrzymywanie populacji w dobrej kondycji zdrowotnej. Dzięki nim wiele osób może szybciej zareagować, gdy pojawiają się pierwsze symptomy choroby. Ubezpieczenia wzmacniają też edukację prozdrowotną i profilaktykę – podsumowuje Dorota M. Fal. – Dlatego też Polska Izba Ubezpieczeń nieustannie postuluje, aby prywatne polisy stały się jednym z filarów systemu opieki zdrowotnej w Polsce.

[1] GUS, Trwanie życia w 2022 r.: https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/ludnosc/trwanie-zycia/trwanie-zycia-w-2022-roku,2,17.html

[2] GUS, Trwanie życia w zdrowiu w 2022 r.: https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/ludnosc/trwanie-zycia/trwanie-zycia-w-zdrowiu-w-2022-r-,5,3.html

[3] GUS, Pracujący, bezrobotni i bierni zawodowo (wyniki wstępne Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności): https://stat.gov.pl/files/gfx/portalinformacyjny/pl/defaultaktualnosci/5475/12/59/1/pracujacy_bezrobotni_i_bierni_zawodowo_wyniki_wstepne_bael_-_4_kwartal_2023_roku.pdf

Prywatni inwestorzy po raz trzeci z rzędu dominują na globalnym rynku nieruchomości komercyjnych

Trzeci rok z rzędu inwestorzy prywatni wyprzedzają instytucje jako najaktywniejsi nabywcy nieruchomości komercyjnych na świecie.

Według The Wealth Report, sztandarowego globalnego raportu Knight Frank, prywatni inwestorzy* pozostali najaktywniejszymi nabywcami globalnych nieruchomości komercyjnych w 2023 roku trzeci rok z rzędu. W 2023 r. kapitał prywatny zainwestował na całym świecie 338 miliardów dolarów, co stanowi 49% udziału w całkowitych inwestycjach – najwyższy udział w historii. W 2022 roku udział kapitału prywatnego stanowił 44% wszystkich inwestycji w nieruchomości. Chociaż inwestycje prywatne w 2023 r. zmniejszyły się prawie o połowę w porównaniu z wolumenem z 2022 r., był to mniejszy spadek niż inwestycje instytucjonalne i publiczne, które spadły o 53%. Oceniamy, że stopy procentowe na całym świecie nie spadną znacząco do końca 2024 roku – można więc oczekiwać, że kapitał prywatny pozostanie aktywny.

Alex James, szef działu Private Client Advisory – Commercial w Knight Frank Private Office powiedział: „Inwestycje w nieruchomości komercyjne na świecie spadły w 2023 r. o 46% do 698 miliardów dolarów, ponieważ inwestorzy zmagali się z podwyższonymi stopami procentowymi i wyższymi kosztami zadłużenia. Mniejszy wolumen w dużym stopniu wynika z ograniczonej aktwności inwestorów z USA. W 2023 r. inwestycje amerykańskiego kapitału spadły o 52% rok do roku. Wyższa aktywność prywatnych inwestorów w obecnych warunkach rynkowych nie powinna również zaskakiwać. Grupa ta jest stosunkowo dobrze przygotowana do zawierania transakcji w środowisku wyższych stóp procentowych, ponieważ kapitał prywatny jest zazwyczaj mniej zależny od zadłużenia w porównaniu do innych grup inwestorów”.

Michał Grabara, Dyrektor w dziale Capital Markets w polskim oddziale Knight Frank dodaje: „W Polsce od lat są aktywne zagraniczne family office inwestujące najczęściej w bezpieczne aktywa z długimi umowami najmu – biurowce, magazyny oraz parki handlowe. Obszar zainteresowań obejmuje również obiekty z potencjałem wzrostu wartości. W ostatnim czasie dostrzegamy jednak większe zainteresowanie ze strony prywatnego, polskiego kapitału. Do tej pory zamożni Polacy inwestowali najczęściej w mieszkania na wynajem. Obecnie na ich celowniku znajdują się również nieruchomości komercyjne, ale takie z długimi umowami najmu i niewymagające aktywnego asset maagement’u, lub też nieruchomości w bardzo atrakcyjnych cenach. Limit inwestycji dla polskich inwestorów prywatnych można określić na około 10 milionów euro.”

Po raz pierwszy w historii sektor przemysłowy i logistyczny był sektorem cieszącym się największym zainteresowaniem, pochłaniając jedną czwartą wszystkich światowych inwestycji o wartości 174 miliardów dolarów. W czasie gdy sektory logistyczny i przemysłowy, handlowy, hotelowy oraz senior housing zwiększyły swój udział w całkowitych inwestycjach w 2023 r., rynek biurowy spadł z 25% w 2022 r. do 22% w 2023 r., a udział sektora mieszkaniowego spadł z 30% do 24% . Wszystkie sektory odnotowały roczny spadek inwestycji ogółem w 2023 r., przy czym najmniejszy spadek odnotowano w sektorach mieszkaniowym i senior housing (-28%).

W przypadku kapitału prywatnego udział poszczególnych sektorów się zmienił. Najczęściej był przez nich wybierany segment living, w dalszej kolejności logostyka i przemysł oraz biura. Dla grupy High-Net Worth Individuals (HNWI) pierwszym wyborem były jednak biura, które odzyskały pozycję najpopularniejszego sektora inwestycyjnego, po tym jak w 2022 r. pozostały w tyle za inwestycjami w sektorze mieszkaniowym. Ta grupa inwestorów skorzystała na mniejszej konkurencji.

Inwestorzy z USA, Kanady i Singapuru odpowiadali za niemalże połowę wszystkich transgranicznych globalnych inwestycji w nieruchomości komercyjne w 2023 r. Jednak spośród 10 największych globalnych źródeł kapitału jedyni inwestorzy, którzy zwiększyli inwestycje w 2023 r., pochodzili ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich (+349%) i Japonii (+156%). Dla japońskiego kapitału rok 2023 był rekordowy pod względem inwestycji transgranicznych, które wyniosły 8 miliardów dolarów. Kupujący skorzystali między innymi z wolniejszego tempa transakcji oraz zmniejszonej globalnej konkurencji. Japońscy inwestorzy byli piątym co do wielkości źródłem kapitału transgranicznego w 2023 r. i jednocześnie po raz pierwszy znaleźli się w pierwszej dziesiątce.

Największym źródłem prywatnego kapitału transgranicznego w 2023 r. byli inwestorzy z Francji, którzy zainwestowali 3,1 mld USD. Prywatny kapitał francuski w 2024 r. celował głównie w aktywa europejskie, szczególnie w Niemczech, Hiszpanii, Włoszech i Wielkiej Brytanii. Inwestorzy z USA spadli z czołowego miejsca w 2022 r. na szóste miejsce w rankingu 10 największych źródeł prywatnego kapitału transgranicznego w 2023 r., przy spadku inwestycji o 72% rok do roku do 1,3 mld USD. Tymczasem transgraniczny kapitał z Hiszpanii był największym źródłem inwestycji dokonanych przez grupę HNWI w 2023 r., a te ukierunkowane były na nieruchomości komercyjne w USA, Irlandii, Holandii i Wielkiej Brytanii.

Oceniamy, że w 2024 r. największym popytem ze strony inwestorów będzie się cieszył sektor living – 14% respondentów badania Attitude Survey przeprowadzonego przez Knight Frank chce skupić się na tej klasie aktywów. Zainteresowanie jest największe w Europie, na Bliskim Wschodzie, w Ameryce Północnej i w Azji.

*Prywatni inwestorzy – spółki kontrolowane przez osoby prywatne i których działalność koncentruje się głównie na obsłudze, budowie lub inwestowaniu w nieruchomości komercyjne.

Czy zakupy online artykułów biurowych i szkolnych są opłacalne?

Bez względu na to, czy jesteśmy rodzicami przygotowującymi wyprawkę szkolną, czy menedżerami uzupełniającymi wyposażenie biura, odpowiedź może być istotna dla naszego budżetu i komfortu. Zakupy online stają się coraz bardziej popularne z wielu powodów. Możliwość porównania cen, dostępność produktów, wygoda zakupów czy czytelne opinie klientów – to tylko niektóre z aspektów, które przemawiają za e-commerce. Dodatkowo, początek roku szkolnego czy popyt na artykuły papiernicze stają się istotnymi czynnikami wpływającymi na wyprzedaże i promocje internetowe. Sprawdźmy więc, jakie korzyści niesie za sobą cyfrowa rewolucja w zakupach artykułów biurowych i szkolnych.

Zalety kupowania przyborów biurowych i szkolnych online

Decydując się na zakupy online, cieszymy się oszczędnością czasu i pieniędzy. Często pojawiające się promocje i rabaty w sklepach internetowych umożliwiają wybór selekcjonowanych artykułów szkolnych i biurowych w atrakcyjnych cenach. Porównywarki cen pozwalają nam na wyłowienie najlepszej oferty wśród ogromnego asortymentu – od piórników i zeszytów po wyposażenie biura. Dodatkowo, e-commerce funkcjonuje bez ograniczeń czasowych, przez co możemy dokonywać zakupów o dowolnej porze dnia i nocy. Jako że potrzeby rynku są różnorodne, internetowe księgarnie i sklepy papiernicze oferują szeroki wybór produktów, często dostępnych wyłącznie online.

Aspekty finansowe zakupów artykułów biurowych i szkolnych online

Odpowiadając na pytanie o opłacalność internetowych nabyć, nie możemy pominąć aspektów finansowych. Zakupy szkolne bywają znacznym obciążeniem dla domowego budżetu, dlatego internetowe promocje na artykuły szkolne przed rozpoczęciem roku szkolnego to znakomita okazja do oszczędności. Analiza cen na różnych platformach pozwala wyłapać okazje, których nie znajdziemy robiąc zakupy w supermarketach, a opcja darmowej dostawy często eliminuje dodatkowe koszty. Sklep https://pastelek.pl/ to przykład, w którym zaoszczędzimy zarówno czas, jak i środki finansowe, mając jednocześnie gwarancję bezpieczeństwa transakcji i opcji zwrotu.

Wygoda zakupów online a tradycyjne metody zakupu

Kiedy porównujemy wygodę zakupów online z tradycyjnymi metodami, wyraźnie widać, że internet daje nam więcej możliwości adaptacji do osobistych potrzeb. Bez wychodzenia z domu jesteśmy w stanie zaopatrzyć się w zeszyty, długopisy, plecaki czy materiały piśmiennicze o każdej porze. Dodatkowo, większość sklepów internetowych oferuje przesyłki kurierskie, które dostarczają nasze zamówienie prosto do domu czy biura. Możliwość przeczytania recenzji innych klientów jest nieoceniona w trafieniu w najwyższą jakość, co jest kolejnym atutem zakupów online w porównaniu do tradycyjnych sklepów, gdzie rzadko kiedy możemy polegać na opiniach innych.

Dlaczego warto robić zakupy online?

Zbierając doświadczenia zakupów online, dochodzimy do wniosku, że internetowe poszukiwania artykułów biurowych i szkolnych są nie tylko opłacalne, ale też wygodne, a przy odpowiednim podejściu – efektywne czasowo i finansowo. Rosnąca konkurencja wśród sklepów internetowych sprzyja pojawianiu się atrakcyjnych ofert, które wynoszą e-commerce na zupełnie nowy poziom usług konsumenckich. W naszym własnym tempie, bez presji i stresu związanego z tradycyjnymi zakupami, jesteśmy w stanie wyposażyć się we wszystkie niezbędne przybory szkolne oraz artykuły biurowe, jednocześnie dbając o nasz komfort i portfel.

Złoto po 2500 dolarów?

Po ostatnim skokowym wzroście napięcia na Bliskim Wschodzie, złoto osiągnęło rekordowy poziom 2400 dolarów za uncję. Od początku roku, złoto w dolarach zdrożało o 13 proc., a w polskich złotych – nawet o 18 proc. Może rosnąć dalej, ponieważ napięcia geopolityczne pozostają wysokie, zbliża się także obniżka stop procentowych w USA. Złoto może zatem zbliżyć się do psychologicznego poziomu 2500 dolarów za uncję.

W ostatnich dniach, cena złota na globalnym rynku kształtuje się na poziomie 2400 dolarów za uncję (około 31 gramów). Jego cena wzrosła o 13 proc. od początku roku, tym samym ustanawiając nowy rekord wszechczasów. Ceny złota rosły trzy razy szybciej niż ceny innych towarów. Aby kupić standardową sztabkę złota o masie 12 kg, trzeba dysponować oszałamiającą kwotą 900 tys. dolarów. Mamy obecnie do czynienia z sytuacją, gdy jednocześnie rosną ceny złota oraz wzmacnia się dolar amerykański. To powoduje, że cena złota wyrażona w złotym rośnie mocniej od ceny wyrażonej w dolarach. Od początku roku, dolar umocnił się wobec złotego o ponad 4 proc., a to oznacza, że cena złota wyrażona w polskiej walucie wzrosła o prawie 18 proc.

Rajd na złocie jest napędzany przede wszystkim przez rynkowy popyt na bezpieczne aktywa. Obecna sytuacja na Bliskim Wschodzie to kolejne z serii wydarzeń zwiększających napięcie geopolityczne na świecie. Jednocześnie toczy się przecież wojna w Ukrainie oraz liczne mniejsze kryzysy. Mamy także rok, kiedy do głosowania idą przedstawiciele krajów reprezentujących 60 proc. światowego PKB, w tym Amerykanie wybierający prezydenta. To sprawia, że inwestorzy kupują złoto jako „bezpieczną przystań”. Złoto ma długą historię zapewniania ochrony w trudnych czasach i w obliczu rosnącej niepewności geopolitycznej. Korzysta z braku ryzyka kredytowego, negatywnej korelacji z ryzykownymi aktywami i wieloletniej historii.

Złoto korzysta także na spodziewanych obniżkach stóp procentowych w USA, choć – z powodu dobrej sytuacji gospodarczej w USA – prognozowany poziom obniżek stóp się zmniejsza. Obecnie, rynek przewiduje, że pierwsza obniżka nastąpi w czerwcu, a w tym roku stopy spadną dwa razy. Wyniku spadku stóp spada też oprocentowanie konkurencyjnych wobec złota aktywów gotówkowych.

Złoto dla amerykańskich inwestorów stanowi także zabezpieczenie przed inflacją, co także wspiera obecny popyt. Inwestorzy obawiają się, że inflacja w USA może jeszcze przez dłuższy czas utrzymywać się powyżej poziom 2 proc. W tym kontekście, warto pamiętać, że złoto chroni przed inflacją w USA, natomiast dane historyczne z Polski pokazują, że złoto nie chroni przed inflacją w złotym.

Rekordowe ceny złota są wspierane przez zakupy banków centralnych, które w ostatnim roku osiągnęły rekordowy poziom. W 2022 i 2023 roku, banki centralne kupowały na rynku ponad 1000 ton złota rocznie. W minionym roku, Chiny zwiększyły swoje rezerwy o 225 ton złota (do 2235 ton). Drugim najważniejszym kupującym jest Narodowy Bank Polski, który w 2023 roku zwiększył rezerwy złota o 130 ton. Na ten moment, Polska przechowuje w złocie prawie 13 proc. aktywów rezerwowych, a celem NBP jest zwiększenie tego poziomu do 20 proc.

Jednak banki centralne odpowiadają jedynie za około 25 proc. popytu na złoto. Połowa światowego zapotrzebowania na ten metal szlachetny pochodzi z branży jubilerskiej, w której popyt napędzają głównie klienci z Chin oraz Indii. Branża elektroniczna odpowiada za 10 proc. popytu, a reszta trafia do inwestorów w postaci złotych monet i sztabek.

Chociaż złoto ma zdolność utrzymywania swojej wartości w czasie, jego cena może charakteryzować się dużą zmiennością w krótkim okresie. Ponadto, złoto nie generuje stałej stopy zwrotu, jaką znamy na przykład ze stóp procentowych obligacji lub dywidend z akcji. Zamiast tego, może zapewnić pewną dywersyfikację portfela inwestycyjnego. W przeszłości zapewniało zwykle niższe zyski niż giełda i to może być powód, dla którego inwestorzy indywidualni wstrzymują się z inwestycjami w złoto. Najnowsza ankieta eToro Puls Inwestora Indywidualnego z marca pokazuje, że 10 proc. polskich inwestorów planuje w tym roku zwiększyć udział surowców w swoich portfelach inwestycyjnych. To samo planuje 8 proc. globalnych inwestorów.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Fed znów straszy rynki

Można wyciągnąć wnioski, że Fed wykorzystuje każdą nadarzającą się okazję do tego, żeby komunikować rynkowi swoje mocno restrykcyjne nastawienie. Wczoraj taki sygnał wysłał Jerome Powell podczas The Washington Forum. W podobnym tonie wypowiadali się również inni przedstawiciele Rezerwy Federalnej. Wyniki indeksów z Wall Street były mieszane. Zmienność była umiarkowana. Dolar pozostał stabilny. Złoty dynamicznie słabł z godziny na godzinę. Ropa nieznacznie straciła a rentowności amerykańskich obligacji wciąż znajdowały się na kursie wzrostowym. Wyniki danych z Chin dały nieco sprzeczne sygnały.

Fed jak mantrę powtarza, że stopy pozostaną na wysokim poziomie tak długo, jak będzie to konieczne. To zdanie jednak jest na tyle ogólne, że niewiele wnosi nowego, a jedynie osłabia szanse obniżek stóp procentowych w czerwcu (które i tak są w tym momencie już niewielkie). Wydźwięk słów amerykańskich decydentów jest jeden: „zadanie walki z inflacją nie zostało jeszcze w pełni wykonane”. Rezerwa Federalna chce więcej danych, dlatego pozostaje nam czekać i bacznie obserwować jak przebiegają procesy cenowe w amerykańskiej gospodarce.

Na Wall Street brakowało zdecydowanego kierunku. Dow Jones zyskał 0,17 proc. natomiast dwa pozostałe benchmarki (Nasdaq Composite oraz SP500) straciły odpowiednio 0,1 oraz 0,2 proc. Rentowność 2-letnich obligacji skarbowych USA wzrosła o 7 pb do 4,99 proc., a 10-letnich o 7 pb do 4,67 proc.

Rynki nadal zmniejszały oczekiwania na obniżki stóp procentowych Fed w tym roku. Kontrakty Fed Funds Futures wyceniają 12 proc. szans na ruch w dół o 25 pb do czerwca.
Jeśli chodzi o konflikt między Izraelem a Iranem, sekretarz skarbu USA Janet Yellen jasno zakomunikowała, że Stany Zjednoczone powinny zaostrzyć sankcje wobec Iranu w ciągu kilku dni. UE ma przedstawić pewne propozycje już w przyszłym tygodniu.

Drugorzędne dane z rynku nieruchomości USA rozczarowały gorszymi wynikami. Liczba rozpoczętych budów domów w marcu spadła o 14,7 proc. m/m do 1,321 mln (prognoza -2,4 proc.) a wynik lutowy został zrewidowany w górę do 12,7 proc. z 10,7 proc. poprzednio. Marcowe pozwolenia na budowę spadły o 4,3 proc. m/m do 1,458 mln (prognoza -0,9 proc.), a luty został zrewidowany w górę do 2,3 proc. z 1,9 proc. początkowo. Produkcja przemysłowa urosła w marcu o 0,4 proc. miesiąc do miesiąca tak jak wskazywał konsensus rynkowy. Dziś poznamy Beżową Księgę Fed.

Na uwagę zasługują również publikacje z Państwa Środka. PKB Chin w I kwartale był wyższy niż oczekiwano i wyniósł 5,3 proc. w ujęciu rok do roku. Miesięczne dane sugerują jednak, że wzrost spowolnił w marcu po mocnym początku roku. Wzrost pozostawał nierównomierny. Inwestycje były solidne, wspierane przez bodźce polityczne, ale konsumpcja pozostała słaba. Mieszane sygnały płynące z poprawy wskaźników PMI i spowolnienia wzrostu aktywności w marcu budzą wątpliwości, czy ożywienie gospodarcze obserwowane na początku tego roku może zostać utrzymane.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Czy kryzys na rynku nieruchomości komercyjnych uderzy w banki w Polsce?

Prezes Deutsche Banku, Christian Sewing spodziewa się w tym roku się kontynuacji kryzysu rynku nieruchomości komercyjnych. W USA Moody’s obniżył rating regionalnego New York Community Bancorp do poziomu „śmieciowego” w związku z jego problemami na rynku nieruchomości komercyjnych. „Obawy o kondycję nieruchomości komercyjnych nie są niczym nowym, obecnie zaczynają dotykać jedynie wybranych podmiotów bankowych” – mówi dr Jan Gąsiorowski z warszawskiego biura kancelarii Wolf Theiss.

Pesymistyczne informacje dotyczące nieruchomości komercyjnych i sektora bankowego dochodzą do nas zwłaszcza z USA. W marcu br. zakończył się program bankowego finansowania terminowego (BTFP), który był ważnym narzędziem wsparcia dla amerykańskiego systemu bankowego i został uruchomiony w odpowiedzi na upadek banków Signature, Silvergate i Silicon Valley. Pod presją znalazły się zwłaszcza banki regionalne – m.in. New York Community Bancorp. Okazuje się, że kłopoty mogą mieć także japoński bank Aozora i niemiecki Deutsche Pfandbriefbank, zaangażowane w amerykański sektor nieruchomości komercyjnych.

W dużym uproszczeniu jest to efekt wzrostu stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych, którego nie notowaliśmy od 23 lat, ale także strukturalnie – braku powrotu do biur pracowników po pandemii i upowszechnieniu się modelu pracy zdalnej. W efekcie pojawiają się nawet tak kasandryczne wizje jak wieszczenie największego kryzysu na rynku nieruchomości od czasów kryzysu finansowego w 2008 r. Z drugiej strony część analityków jest nastawiona bardziej pozytywnie – do czego z perspektywy aktywów europejskich chętnie się skłaniamy – mówi dr Jan Gąsiorowski z Wolf Theiss.

W roli Kasandry występuje m.in. Fitch, który spodziewa się, że wskaźnik niespłacalności kredytów wzrośnie powyżej szczytu osiągniętego po globalnym kryzysie finansowym w 2008 r. Według agencji, w tym roku wskaźnik ten wzrośnie z 3,6 proc. i następnie osiągnie 9,9 proc. w 2025 roku. Spadająca wartość nieruchomości i rosnące koszty finansowania mają stymulować negocjacje dotyczące przedłużenia terminu zapadalności kredytów. Jest się o co bić, gdyż analitycy Goldman Sachs prognozują w USA kumulację spłat 2,2 mld USD na rok 2027 z tego tytułu.

Z kolei jak wynika z publikacji międzynarodowych mediów – analitycy The Conversation, uważają, że zamknięcie programu BTFP nie musi doprowadzić do kłopotów banków regionalnych w USA, gdyż miały one dość czasu na dostosowanie się do wyższych stóp procentowych. Dostępne są dla nich także instrumenty FED, takie jak tzw. okno dyskontowe.

Rozwój sytuacji w tym kraju jest oczywiście ważny dla światowego sektora bankowego i globalnego rynku nieruchomości komercyjnych, jednak patrząc z perspektywy Europy Środkowo-Wschodniej trudno nam zaakceptować scenariusz nawet zbliżony do 2008 r. W Polsce mówi się, o spadku średniej wielkość transakcji w zakresie najmu w sektorze biurowym o 20-30%. Zauważalne jest jednak, że firmy chętniej zabezpieczają powierzchnię biurową na dłuższy okres, czy podejmują działania dotyczące optymalizacji kosztów. Deweloperzy dostosowują też swoją aktywność i zawieszają projekty, co pozwala zachować dość niski poziom pustostanów. Kondycja branży jest więc stosunkowo niezła i nie możemy porównywać jej do tej w USA. To co może martwić, to oczywiście mniejsza aktywność na rynku transakcyjnym, która utrzymuje się w całym sektorze komercyjnym na bardzo niskim poziomie. W ostatnich tygodniach cieniem na optymistycznym podejściu kładzie się również sytuacja na rynku niemieckim – co dla nas może być znacznie groźniejsze niż sytuacja w USA – zauważa dr Jan Gąsiorowski.

Jak informuje Reuters w ostatnim kwartale 2023 roku ceny nieruchomości komercyjnych spadły w Niemczech o 12,1 proc. w ujęciu rocznym, najmocniej w historii. Od kilku miesięcy dochodzą do nas też informacje o kłopotach europejskiego giganta rynku nieruchomości – grupy Signa, która ogłosiła upadłość swoich kluczowych spółek, przy zobowiązaniach wycenianych na 13 mld euro.

W mediach pojawiają się tytuły o pełzającym krachu na rynku nieruchomości komercyjnych w Niemczech, jednak patrząc na liczby – są to głosy nie mające jeszcze odzwierciedlenia w faktach. Trzeba oczywiście przyznać, że niemieckie banki mają w Unii Europejskiej najwięcej kredytów dotyczących nieruchomości komercyjnych, jednak zaledwie niewielka część z nich jest zagrożona. Również skala zaangażowania i wielkość rynku w porównaniu choćby z sektorem mieszkaniowym jest nieporównywalna – uspokaja dr Jan Gąsiorowski.

Jaki jednak wpływ ta sytuacja międzynarodowa będzie miała na rynek nieruchomości komercyjnych w Polsce, gdzie aktywności na rynku inwestycyjnym, osiągnęła w ub.r. najniższy poziom od 2009 roku? Wolumen transakcji wyniósł na naszym rynku około 2 mld euro, przy dużym udziale powierzchni magazynowych. Spadki dotyczyły zresztą całego regionu i sięgnęły od 27 proc. w Czechach do nawet 60 proc. w Rumunii. W Polsce łączny wolumen inwestycyjny w 2023 roku stanowił jedynie 33 proc. wyniku z 2022 roku. Jak podkreślają jednak analitycy rynku, od początku br. obserwujemy wzrost aktywności na rynku transakcyjnym, co stanowi bardzo duże pole do optymizmu na kolejne kwartały.

Ożywienie na rynku transakcyjnym w nieruchomościach komercyjnych zależy w pierwszym kroku od stabilizacji cen i tańszego pieniądza. Spadek stóp procentowych, na pewno pomógłby znaleźć poziom równowagi dla ofert kupna i sprzedaży, jednak nie spowoduje wzrostu aktywności inwestorów w obliczu globalnych obaw związanych ze zwiększonym ryzykiem na linii banki – rynek nieruchomości komercyjnych. Pewnym rozwiązaniem – o czym coraz głośniej mówi sektor bankowy – mogłaby być aktywacja rodzimego kapitału. Wygórowane wymagania związane z uzyskaniem finansowania nowych projektów ograniczać będą realizację inwestycji spekulacyjnych. Paradoksalnie – efektem kryzysu na rynku bankowym i nieruchomości komercyjnych może być więc w Polsce przyspieszenie prac nad rozwiązaniami wspierającymi tzw. fundusze typu Real Estate Investment Trust (REIT), które pozwoliłyby w większym stopniu inwestorom indywidualnym i instytucjonalnym lokowanie kapitału w nieruchomościach komercyjnych – podsumowuje dr Jan Gąsiorowski.

W Czechach krajowi inwestorzy mają 60 proc. udziału w rynku nieruchomości komercyjnych. W Polsce ten odsetek stanowi zaledwie 2 proc. To mogłoby się zmienić za sprawą wprowadzenia przepisów dotyczących, czyli funduszy umożliwiających osobom indywidualnym inwestycje w nieruchomości komercyjne, które gwarantują udział w czynszach płaconych przez najemców.

Rok 2023 rekordowy dla Grupy eSky: 3,3 mln klientów i 3,5 mld zł przychodów

Polski właściciel globalnej platformy podróży po raz pierwszy w swojej historii przekroczył pułap 3 mld zł w przychodach ze sprzedaży. I to od razu o blisko pół miliarda złotych. W 2023 roku Grupa eSky obsłużyła też więcej klientów i dokonanych przez nich rezerwacji, a w kategoriach sprzedaży najszybciej rozwinęła ofertę pakietów dynamicznych, bo aż o 71 proc. względem 2022 r.

Duży popyt na podróże zagraniczne sprawił, że w 2023 roku branża turystyczna przeżywała swój kolejny rozkwit. Światowa Organizacja Turystyki podaje, że globalnie ruch turystyczny w 2023 r. zwiększył się o jedną trzecią wobec tego z 2022 roku, choć wciąż odstaje o 12 proc. od rekordowego w turystyce 2019 roku . Pozytywny wpływ tego ożywienia odczuła również Grupa eSky, polski właściciel platformy podróży, który wyprzedza rynek i kolejny rok z rzędu chwali się wzrostem wolumenu sprzedaży. W zeszłym roku wzrosła ona o 19 proc. r/r do 3,5 mld zł.

Co istotne, w porównaniu z 2019 r. przychody spółki wzrosły o 32 proc., a to właśnie wtedy branża była w szczytowym momencie rozwoju. W ubiegłym roku z usług Grupy eSky skorzystało 3,3 mln klientów, czyli 15 proc. więcej niż w 2022. Z kolei łączna liczba rezerwacji zwiększyła się o 13 proc. r/r – do 2,2 mln.

— Wyniki te pokazują, że nieustannie pogłębiamy naszą penetrację na rynkach europejskich. Rosnące przychody to oprócz wzrostu sprzedaży efekt zarówno wyższych cen biletów lotniczych na rynku, jak i wprowadzenia oferty pakietów dynamicznych City Break i Wakacje. To właśnie ten produkt w najbliższych latach będzie motorem napędowym sprzedaży. Wymaga znacznie większego zaangażowania oraz innego podejścia niż loty, jednak widzimy w nim ogromny potencjał i jesteśmy zdania, że zmieni sposób, w jaki podróżują Polacy oraz mieszkańcy krajów Europy Środkowo-Wschodniej — twierdzi Łukasz Habaj, prezes zarządu Grupy eSky.

W zeszłym roku Europa Zachodnia odpowiadała za 40 proc. wszystkich przychodów firmy. Na następnym miejscu uplasował się region Europy Środkowo-Wschodnia z udziałem 34 proc., a tuż za nią Ameryka Łacińska – 17 proc. Z kolei sprzedaż w Ameryce Północnej (Stany Zjednoczone i Meksyk) wyniosła 8 proc. w analizowanym okresie, podczas gdy na państwa Afryki i Azji przypadł ok. 1 proc. przychodu uzyskanego w 2023 r.

Inwestycje technologię i marketing zwracają się po latach

Na przestrzeni lat firma intensywnie inwestowała w technologię i marketing, co znalazło swoje odzwierciedlenie w zysku EBITDA, który w ubiegłym roku osiągnął poziom 81 mln zł ( 11 proc. r/r). Łukasz Habaj wyjaśnia, że jest to naturalny skutek wcześniejszych decyzji, które mają przyspieszyć realizację strategii firmy.

— W zeszłym roku dużo zainwestowaliśmy w rozwój technologiczny spółki, a także budowę i umocnienie marki eSky zarówno w Polsce, jak i innych krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Ponadto sporo zasobów pochłonęło uzyskanie licencji ATOL na rynku brytyjskim, która jest tam wymogiem niezbędnym do tego, by uruchomić sprzedaż oferty Lot+Hotel na Wyspach. Trzymamy w ryzach kluczowe wskaźniki finansowe i nieustannie szukamy możliwości biznesowych, które jeszcze bardziej poprawią funkcjonowanie Grupy — tłumaczy prezes Grupy eSky.

Pakiety dynamiczne to potężny impuls do rozwoju

W swojej strategii na lata 2022-2027 spółka zakłada, że pozycję platformy podróży pierwszego wyboru w Europie zbuduje przede wszystkim na pakietach dynamicznych. Istotnym aspektem rozwoju tego produktu jest nawiązanie w kwietniu 2024 roku współpracy z największą w Europie linią lotniczą z segmentu low-cost – Ryanair. Firmy podpisały porozumienie, które zwiększy nie tylko sprzedaż lotów irlandzkiego przewoźnika w serwisach eSky, lecz także poszerzy ofertę produktów City Break i Wakacje za sprawą rozbudowanej siatki połączeń linii Ryanair.

Na poziomie całej Grupy sprzedaż produktu, który łączy loty i hotele w jednej rezerwacji, a dodatkowo jest objęty Turystycznym Funduszem Gwarancyjnym (TFG) oraz gwarancją najniższej ceny, poszybowała w górę o 71 proc. względem 2022 r. W dużej mierze to klienci z Europy Środkowo-Wschodniej najchętniej rezerwują podróże w opcji lot plus hotel, a ich sprzedaż w tym regionie zwiększyła się o 170 proc. r/r. Z kolei w Ameryce Łacińskiej i Europie Zachodniej – największych rynkach zbytu dla Grupy eSky poza CEE – dynamika ta wyniosła odpowiednio 14 proc. i 11 proc. w skali roku.

— Sukcesywnie zwiększamy udział oferty Lot+Hotel w przychodach Grupy, skupiając większość naszej uwagi na produktach City Break i Wakacje, które łączą w sobie elementy oferty tradycyjnych tour operatorów, jak i dają konsumentom nieograniczoną ofertę kierunków i miejsc noclegowych. Przewidujemy, że kolejne lata upłyną pod znakiem trzycyfrowego tempa rozwoju tego produktu. Z kolei do końca tego roku zamierzamy sprzedać ok. trzy razy więcej pakietów niż w 2023 r. — podkreśla Łukasz Habaj.

Wyniki lepsze od ubiegłorocznych osiągnęły także oferta lotnicza i usługi dodatkowe: w 2023 r. wolumeny sprzedaży biletów wzrosły o 20 proc., a produktów takich jak ubezpieczenia, odprawa online czy VIP assistance – o 2 proc.

Polacy na majówkę zostają w domu

Niemal co trzeci Polak nie ma jeszcze planów na majówkę – wynika z najnowszej edycji cyklicznego badania Barometr Providenta. Wśród tych, którzy wiedzą już, jak spędzą długi weekend, przeważają domatorzy.

Dalsze wyjazdy nie należą do popularnych sposobów spędzania tych kilku wolnych dni – mówi Karolina Łuczak, Rzeczniczka Prasowa Provident Polska. – Zaledwie 5,6 proc. przepytanych Polaków deklaruje, że na początku maja zamierza wyruszyć za granicę. Natomiast podróże w obrębie Polski to plan 13,1 proc. – dodaje.

Ci którzy nie myślą o wojażach, ale zdążyli już podjąć decyzję co do majówki, spędzą ją w domu  swoim lub należącym do osób z bliskiego grona. Co trzeci Polak odpoczywać będzie sam lub z domownikami, co piąty odwiedzi rodzinę lub znajomych, a co ósmy zaprosi ich do siebie.

–  Co ciekawe, to wcale nie najmłodsi respondenci są amatorami majowych wyjazdów – niemal 40 proc. badanych w wieku 18-24 lat wolne spędzi w domu – zauważa Karolina Łuczak. – W Polskę najchętniej ruszają ankietowani w wieku 25-43 lat, a zagraniczne podróże najczęściej planują osoby w wieku 55-64 lata.

Majówka w plenerze

Dla 22,4 proc. badanych, początek maja wiąże się z dniem urlopowym – przy czym co piąty respondent decyduje się na wzięcie wolnego 2 maja. Długi weekend majowy to wydatek rzędu średnio 1274 złotych. Wyższy średni budżet planują kobiety (1363 zł vs 1173 zł wśród mężczyzn). Aż 27,4 proc. ankietowanych twierdzi, że nie zamierza wydać żadnej dodatkowej sumy w związku z początkiem maja, a około 20 proc. nie chce przekroczyć kwoty 500 zł. Dwóch na trzech Polaków planuje sfinansować majówkę z bieżących dochodów, a około 1/3 sięgnie do oszczędności.

– W długi weekend chcemy skorzystać z wiosennej pogody i spędzić te dni na świeżym powietrzu. Niemal 61 proc. Polaków planuje odpoczynek w plenerze, 51 proc. ma zamiar spacerować, a 42,5 proc. spędzić czas przy grillu – komentuje Karolina Łuczak. – Majówka to także okazja, by wykorzystać czas na czynności, na które nie mamy wystarczającej przestrzeni na co dzień – co trzeci badany wolne przeznaczy na integrację z bliskimi, a niemal co czwarty nadrobi zaległości kulturalne czytając książki lub oglądając filmy.

Wśród respondentów nie brakuje także amatorów zwiedzania (22,5 proc.) czy aktywności fizycznej (19 proc.). Zwolennikami odpoczynku w plenerze okazali się najmłodsi badani. Około 70 proc. ankietowanych poniżej 35 roku życia ma zamiar spędzić czas na świeżym powietrzu, a ok 55 proc. wybrać się na spacer. Nieco węższa grupa wiekowa (25-34 lata) przewodzi w grillowaniu – na tak sporządzone specjały ochotę ma niemal 60 proc. wśród nich. Najmłodsi natomiast najczęściej marzą o majówce z książką i filmem – wskazało tak niemal 65 proc. z nich, podczas gdy wśród innych grup odsetek ten nie przekracza dwudziestu kilku procent.

O badaniu:

Barometr Providenta to cykliczne badanie Polaków, które pozwala na lepsze rozumienie zachowań i decyzji finansowych konsumentów. Badanie zostało zrealizowane przez Danae sp. z o.o. metodą CAWI na próbie N=1000 dorosłych Polaków, w kwietniu 2024 r.

Długi polskich teatrów rosną

Nawet dla co piątego Polaka wyjście do teatru jest atrakcyjną formą spędzania wolnego czasu, wynika z opublikowanych przez CBOS danych. To, wydawać by się mogło, dość spore zainteresowanie publiczności nie uchroniło jednak instytucji kultury przed ogromnym wzrostem zaległego zadłużenia. W zaledwie rok podmioty prowadzące działalność twórczą związaną z kulturą i rozrywką zwiększyły swoje nieopłacone w terminie zobowiązania zarejestrowane w bazie BIG InfoMonitor i BIK o niemal dwie trzecie do blisko 63 mln zł.

Według prowadzącego rejestr dłużników BIG InfoMonitor oraz bazy informacji kredytowych BIK, na koniec lutego zeszłego roku zaległości firm prowadzących działalność twórczą związaną z kulturą i rozrywką wynosiła 38,5 mln zł, po roku jest to 62,6 mln zł. Liczba niesolidnych dłużników, uwzględniająca aktywne, zawieszone i zamknięte przedsiębiorstwa wzrosła z 984 do 1038. Nadal największy udział w długach (niemal 23 mln zł wobec 17 mln zł przed rokiem) ma grupa firm związana z wystawianiem przedstawień artystycznych, czyli m.in. działalność orkiestr, zespołów muzycznych oraz działalność indywidualnych artystów takich jak: aktorzy, tancerze, piosenkarze, lektorzy lub prezenterzy. Najbardziej jednak poszły w górę, z 2,2 do 16 mln zł, zaległości obiektów kulturalnych: teatrów i sal koncertowych, galerii i salonów wystawienniczych, domów i ośrodków kultury czy świetlic.

Dramatyczne koszty działalności

Powodem tak znaczącego pogorszenia się ich sytuacji są przede wszystkim rosnące koszty działalności. Te, jak wielokrotnie podnosili właściciele obiektów kulturalnych (najczęściej samorządy) rosły w ostatnich latach w ogromnym tempie. Gaz, prąd, ogrzewanie, ale też koszt utrzymania porządku czy drobnych remontów wzrosły nawet o kilkaset procent. – Drożyzna dotknęła m.in. Teatr Dramatyczny w Płocku, gdzie koszty energii elektrycznej wzrosły (w stosunku do 2021 r.) o ok. 125 proc., a ogrzewania o 50 proc. – można było przeczytać już w 2022 r. w serwisie samorządu województwa mazowieckiego. W tym roku sytuacja w wielu miejscach jest podobna. W Poznaniu już w listopadzie 2023 r. podczas omawiania uchwały budżetowej na 2024 rok było wiadomo, że z powodu zbyt wysokich kosztów stałych związanych z funkcjonowaniem, zarówno Teatr Polski, jak i Teatr Ósmego Dnia mimo dotacji, będą musiały ograniczyć plany na działalność artystyczną.

– Jednostki kultury znalazły się w ostatnich latach w swoistym imadle. Z jednej strony ogromy wzrost kosztów utrzymania obiektów i wysoka presja płacowa w wyniku wysokiej inflacji. Z drugiej strony ograniczenie kwot subwencji i dotacji od samorządów, które same borykały się z utratą dochodów m.in. w wyniku zmian w sposobie redystrybucji dochodów z podatku PIT a także ograniczenia wydatków na kulturę w wielu budżetach domowych. Należy jednak zauważyć, że sytuacja poszczególnych jednostek jest bardzo zróżnicowana. Część prywatnych teatrów i znanych publicznych nawet w tych trudnych warunkach radzi sobie dość dobrze. Na drugim biegunie znajdują się instytucje kultury w mniejszych miejscowościach, które znajdują się pod dużą presją finansową, która często uniemożliwia terminową spłatę posiadanego zadłużenia – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Z kolei zaległe zobowiązania 254 firm i podmiotów wspomagających wystawianie przedstawień artystycznych (reżyserów, scenografów, producentów, oświetleniowców itd.) na koniec lutego 2024 r. przekroczyło 12 mln zł (24 proc. więcej niż rok wcześniej).

Zarówno raporty CBOS jak i GUS potwierdzają, że zainteresowanie kulturą w Polsce wzrasta. W 2022 r. teatry i instytucje muzyczne wystawiły ponad 53 tys. spektakli i koncertów, w których uczestniczyło 9,3 mln widzów (96,2 proc. więcej niż w trudnym ze względu na restrykcje covidowe 2021 r.). A, co warto podkreślić, przez część sezonu obowiązywało jeszcze związane z pandemią ograniczenie wypełnienia widowni do 50 proc. Wg raportów CBOS w 2022 roku wizytę w teatrze zadeklarowało 19 proc. respondentów, a na koncercie był co trzeci badany. W minionym roku wskaźnik ten wzrósł już w przypadku teatrów do 22 proc., z czego blisko połowa (10 proc.) to osoby, które w ciągu roku odwiedziły teatr kilkukrotnie. Na koncercie w 2023 r. było natomiast 42 proc. Polaków.

W latach 2022 i 2023 instytucje kultury odnotowały też wzrost przychodów ogółem, odpowiednio 17,7 proc. i 16,2 proc. r/r. Koszty ogółem podwyższyły się natomiast o 17,7 proc. w 2022 i 15,7 proc. w 2023 r. W ogólnych kosztach instytucji kultury w minionym roku największy udział miały koszty podmiotów prowadzących działalność obiektów kulturalnych – 40,8 proc.

Patrząc na różnice procentowe, wzrost zaległego zadłużenia we wszystkich kategoriach podmiotów prowadzących działalność twórczą jest wyjątkowo wysoki. Warto jednak spojrzeć na liczby, a te nie wyglądają już tak groźnie. Np. te 14 mln wzrostu zaległych zobowiązań obiektów kultury, to bowiem jeden nieduży remont czy wyższe rachunki kilku teatrów.

– Analizując tendencje, m.in. wzrost liczby widzów i szybko wyprzedawane premiery, teatry i inne instytucje kultury powinny w najbliższym czasie wyjść z dołka. Ich sytuację powinno poprawić też bardziej realne planowanie budżetów przez miasta i gminy odpowiedzialne za instytucje kultury – podsumowuje prezes Sławomir Grzelczak.

Źródła:

https://www.cbos.pl/SPISKOM.POL/2024/K_011_24.PDF
https://www.cbos.pl/SPISKOM.POL/2023/K_018_23.PDF
https://mazovia.pl/pl/dla_mediow/informacje_prasowe/drozyzna-uderza-w-kulture-koszty-utrzymania-instytucji-moga-sie-nawet-podwoic.html
https://www.poznan.pl/mim/bm/news/budzety-instytucji-kultury-a-ich-potrzeby,217961.html
GUS: Dzialalnosc_teatrow_i_instytucji_muzycznych_w_2022_r.
GUS: Wyniki_finansowe_instytucji_kultury_w_2023_r.__dane_wstepne

Ruch i liczba klientów w galeriach oraz centrach handlowych wciąż są na minusie. Jednak sytuacja się poprawia

Obserwacja zachowań 450 tys. konsumentów w ponad 710 obiektach wykazała, że w I kwartale br. ruch w galeriach spadł o blisko 5% rdr. Natomiast odwiedzających było o niecały 1% mniej niż rok wcześniej. Częstotliwość wizyt zmniejszyła się rok do roku o ponad 4%, za to zwiększył się czas spędzany w tego typu placówkach. Ostatnio był średnio dłuższy o ponad 2 minuty w ramach jednej wizyty. Natomiast łącznie wydłużył się o 8,5 min. Zmiany na przestrzeni całej Polski są niewielkie, ale w podziale na województwa widać większe odchylenia. Największy spadek ruchu zanotowano w woj. śląskim – o ponad 12% rdr. Z kolei najmocniejszy wzrost zaobserwowano w woj. opolskim – o przeszło 10% rdr.

Jak wynika z badania firmy technologicznej Proxi.cloud i platformy analityczno-badawczej UCE RESEARCH, dynamika ruchu w galeriach i centrach handlowych w I kwartale br. wyglądała bardzo podobnie, jak rok wcześniej. Wprawdzie nieco ubyło wizyt (o prawie 5% rdr.) i odwiedzających (o niecały 1% rdr.), ale autorzy raportu przekonują, że tego typu placówki wciąż przyciągają wielu klientów. A same wyniki świadczą o ich popularności.

– Pandemia zakończyła się już jakiś czas temu, a zachowania zakupowe Polaków zdążyły się od tego czasu ponownie unormować. Wydaje się, że najtrudniejszy czas galerie i centra handlowe mają już za sobą. Być może odpowiada za to rozwój oferty usługowej uzupełniającej doświadczenie zakupowe lub wyższy poziom dostosowania sklepów do wymagań dzisiejszych konsumentów. Niezależnie od powodu, początek tego roku przyniósł galeriom i centrom handlowym powiew optymizmu – mówi dr Nikodem Sarna, jeden ze współautorów badania z Proxi.cloud.

Z raportu wynika również, że choć spadła nieco częstotliwość wizyt (o ponad 4% rdr.), to zwiększył się czas spędzany w tego typu placówkach. W I kw. br. trwał średnio prawie 44 min. w trakcie jednej wizyty (czyli o 2 min. i 21 sek. dłużej niż rok wcześniej) oraz blisko 6 i pół godz. (tj. o 8 min. i 32 sek. dłużej niż w I kw. ub.r.).

– Wzrost średniego czasu wizyty faktycznie może być pewnym sygnałem. W niektórych przypadkach ponad 2 min. pozwalają na upewnienie się co do jakości materiałów czy też pobieżne sprawdzenie kroju produktu. Wynik może też sugerować, że konsumenci są bardziej rozważni, porównując większą liczbę produktów offline, dokonując następnie ich zakupów online, korzystając przy tym z promocji i ze zniżek – komentuje Miłosz Sojka, drugi ze współautorów badania z Proxi.cloud.

Dr Sarna zaznacza, że nieco rzadsze zakupy konsumenci rekompensują sobie ilością czasu, który na nie poświęcają. Nie bez znaczenia wydaje się też coraz częściej stosowane przez marki łączenie kanałów w jedno spójne doświadczenie. – Dzięki temu w galeriach i centrach handlowych można nie tylko kupować, ale też odbierać zamówienia złożone przez Internet albo zamawiać produkty z dostawą do domu. To nieco wydłuża czas pojedynczych wizyt, które mogą odbywać się rzadziej – dodaje ekspert.

Analiza pokazuje też, że zmiany na poziomie całej Polski są niewielkie, ale w podziale na województwa widać większe odchylenia. O ile różnice w liczbie klientów pomiędzy badanymi kwartałami mieściły się w przedziale od ponad -2% do blisko +3% rok do roku, o tyle w przypadku liczby odwiedzin był to przedział od ponad -12% do przeszło +10%. W opinii Miłosza Sojki, względnie nieduże spadki lub wzrosty liczby klientów potwierdzają tezę o niezmiennej popularności galerii i centrów handlowych. Analitycy z UCE RESEARCH podkreślają, że dynamika ruchu była zróżnicowana lokalnie. Niektóre województwa zaliczyły solidne spadki, a inne odnotowały duże skoki.

– Przyczyn można doszukiwać się w lokalnych inwestycjach lub remontach, które mogły zablokować funkcjonowanie wybranych galerii i centrów przez jakiś czas. Na wyniki poszczególnych województw mogła też wpłynąć dynamika lokalnych rynków. Weryfikacja obu tych hipotez wymagałaby jednak dodatkowych badań – stwierdza dr Sarna.

Największe spadki ruchu zanotowano w województwie śląskim (o ponad 12% rdr.), zachodniopomorskim (o blisko 11% rdr.) i pomorskim (o prawie 11% rdr.). Natomiast najmocniejsze wzrosty zaobserwowano w woj. opolskim (o ponad 10% rdr.), świętokrzyskim (o prawie 10% rdr.) oraz łódzkim (o blisko 2% rdr.).

– W większości województw nastąpił niewielki spadek częstotliwości odwiedzin. To jest zgodne z dynamiką całego rynku. Niemniej w kilku przypadkach zanotowano jej zwiększenie. Biorąc pod uwagę, że jest to pochodna liczby klientów i liczby wizyt, potencjalne przyczyny zróżnicowania stanowią lokalne inwestycje. Może to być np. otwarcie nowych galerii lub sklepów w już obecnych centrach. Znaczenie może mieć też nieco lepsza koniunktura miejscowych rynków – analizuje dr Nikodem Sarna.

Według autorów badania, niewielkie spadki w liczbie klientów oraz wizyt w galeriach i centrach handlowych, przy nieco wydłużonym czasie trwania zakupów, pozwalają sądzić, że w badanym okresie sytuacja tej części rynku detalicznego była dość stabilna. Wizyt było nieco mniej, ale czasu spędzonego – więcej. Analitycy z UCE RESEARCH uważają, że mamy do czynienia z czymś w rodzaju rekompensaty. To może sugerować, że w dobie przeplatania się świata cyfrowego z fizycznym i łączenia kanałów sprzedaży póki co ww. obiekty wychodzą obronną ręką.

– Pomimo dużej popularności i szerokiej oferty sklepów online, istnieje małe ryzyko, że w perspektywie lat galerie i centra handlowe stracą na popularności. Są one bowiem miejscem, gdzie konsumenci nie tylko dokonują zakupów, ale spędzają również wolny czas – w kinach, na siłowniach czy w restauracjach. Ponadto w dalszym ciągu rzesza ludzi preferuje bezpośredni kontakt z produktem przed jego zakupem. Weryfikowana jest przy tym np. jego jakość – zwraca uwagę Miłosz Sojka.

Jak zastrzega dr Sarna, pojedynczy kwartał to za mało, żeby wyciągać wnioski w szerszym horyzoncie czasowym. Niemniej obecnie nic nie wskazuje na to, żeby coś miało zakłócić stabilny rytm odwiedzin w galeriach i centrach handlowych. Jeśli faktycznie dotychczasowa dynamika utrzyma się, większa część polskiej populacji nadal będzie regularnie odwiedzać tego typu obiekty.

– Już nie pierwsze nasze badanie pokazuje, że – pomimo wahań w specyficznych okresach – ruch i liczba klientów galerii handlowych pozostają na stabilnym poziomie. Jeżeli na rynku nie wydarzy się nic spektakularnego, możemy zakładać, że w najbliższym czasie nie zmieni się sytuacja tych obiektów. W kolejnych kwartałach w dalszym ciągu powinniśmy obserwować nieduże różnice. Galerie i centra handlowe zawsze były, są i będą popularne ze względu na swoją szeroką ofertę usług. Jednak jak pokazały minione lata, spory wpływ potrafią mieć czynniki zewnętrzne, które bywają nieprzewidywalne – twierdzi Miłosz Sojka.

Podsumowując badanie, autorzy raportu zauważają, że obecnie ww. wyniki wskazują na to, iż sytuacja galerii i centrów handlowych znacznie się poprawiła. I przypominają, że jeszcze nie tak dawno temu, bo w czasach pandemii, z podobnych analiz wychodziło, że spadki rok do roku są mocno dwucyfrowe. Dzisiaj widać, że sytuacja się stabilizuje, co dobrze wróży na przyszłość. Nadal jednak trudno mówić o całkowitym odbiciu. Niemniej patrząc na obecną sytuację gospodarczą w kraju, wyniki dla branży mogą być zadowalające.

***
Opis metody badawczej

Badanie zostało przeprowadzone przez firmę technologiczną Proxi.cloud i platformę analityczno-badawczą UCE RESEARCH w oparciu o dane z pierwszego kwartału 2024 roku z odniesieniem do analogicznego okresu w poprzednim roku (IQ 2023 r.), z wykluczeniem świąt oraz niedziel niehandlowych. Analiza obejmuje zachowania konsumentów odwiedzających galerie i centra handlowe.

Wielkość próby wyniosła ponad 450 tys. unikalnych konsumentów. Wejście badanej osoby w geofence było rejestrowane jako wizyta klienta w danej galerii lub centrum handlowym, gdy wizyta trwała co najmniej 2 minuty i nie więcej niż 2 godziny. Finalnie zbadano ruch w ponad 710 placówkach, których lokalizacje zostały pozyskane ze stron internetowych sieci handlowych oraz z Google Maps.

Dane zostały zgromadzone poprzez sieć aplikacji mobilnych wykorzystujących autorską technologię, opartą o geofencing metodę identyfikacji wejść i wyjść z wyznaczonych stref, wykorzystującą usługi lokalizacji urządzeń mobilnych. Rozwiązanie pozwala zbierać dane pasywnie oraz cechuje się dużą dokładnością lokalizowania użytkownika (dokładność od 2 do 20 metrów zależna jest od metody ustalania pozycji przez urządzenie mobilne). Technologia ta zapewnia pełną kontrolę nad dokładnością lokalizacji, a promień każdego geofencingu dostosowany jest do wielkości poszczególnych budynków. Ponadto, znany jest również czas przebywania użytkowników w danej lokalizacji, co stanowi dodatkowy poziom ochrony przed zliczaniem okolicznego ruchu pieszego czy ruchu pracowników badanych punktów.

Obligacje korporacyjne rozchodzą się jak ciepłe bułeczki

Popyt zgłoszony przez inwestorów kolejny miesiąc z rzędu wyraźnie przewyższył kwoty emisji i wyniósł 304,1 mln zł. W marcu emitenci przeprowadzili 6 emisji obligacji korporacyjnych na łączną kwotę prawie 165 mln zł. Średni poziom redukcji wyniósł 34,7 proc.

W marcu królowały emisje sięgające 20-25 mln zł, a ich wartość – w porównaniu z dużym popytem – w większości przypadków przesądzała o sporych redukcjach. Chemiczna spółka PCC Rokita w emisji na 25 mln zł przyciągnęła inwestorów skorych do zainwestowania ponad 86 mln zł. PragmaGo, działająca w branży finansowej, pozyskała z emisji 25 mln zł, podczas gdy inwestorzy złożyli zapisy na prawie 60 mln zł. Z kolei deweloperska Victoria Dom zaoferowała „większą” emisję publiczną o wartości 50 mln zł, ale nawet w tym przypadku wystąpiła prawie 50-procentowa redukcja, ponieważ zanotowano zapisy na kwotę 85 mln zł.

 

  Emitent Wartość emisji (mln) Oprocentowanie Tenor (lata) Wielkość zapisów (mln) Redukcja (proc.) Liczba Inwestorów
1 PCC Rokita 25 2,80%+WIBOR3M 5,25 86,43 71,07 1042
2 Cavatina Holding 21,65 6,00%+WIBOR6M 3,5 25,86 16,29 198
3 Arche 21,5 WIBOR3M 3 21,66 0,77 225
4 Victoria Dom 50 5,25%+WIBOR6M 3 85,43 47 867
5 Kredyt Inkaso 4,9999 EUR 5,20%+EUBIRBOR3M 4 5,91 EUR 15,40 232
6 PragmaGo 25 5,00%+WIBOR3M 3 59,3 58 1101
Średnia           34,78 611
Suma   164,654     304,098   3665

 

Źródło: Michael / Ström Dom Maklerski, opracowanie własne (kurs euro z dnia 29.03.2024r. 4,301).

W 6 emisjach udział wzięło 3665 Inwestorów, co oznacza, że średnio w emisji uczestniczyło 610 osób. Jedyna w marcu (i jednocześnie w tym roku) emisja publiczna, która zakończyła się bez większej redukcji pomimo względnie niskiej kwoty dotyczyła grupy Arche, działającej w branży dewelopersko-hotelarskiej.

Zapał inwestorów nieco ostygł

Pod względem liczby emisji marzec był podobny do poprzednich miesięcy tego roku. Pod każdym innym względem – marzec okazał się słabszy. Przeprowadzone emisje publiczne osiągnęły wartość „jedynie” 164 mln zł – wobec 235 mln zł w styczniu i 360 mln zł w lutym. Popyt zgłaszany przez inwestorów w ostatnim miesiącu kwartału był ponad 2 razy mniejszy niż w styczniu i 3 razy mniejszy niż w lutym. Podobnie kształtują się dane dotyczące średnich poziomów redukcji i liczby inwestorów.

  Emitent Wartość emisji Oprocentowanie Tenor (lata) Data Wielkość zapisów (mln) Redukcja (proc.) Liczba Inwestorów
1 GPM Vindexus 21,8 6,00%+WIBOR3M 3 styczeń 74,22 70,70 1154
2 PragmaGo 25 5,15%+WIBOR3M 3 styczeń 53,77 53,50 815
3 Ghelamco 125 5,00%+WIBOR6M 4 styczeń 366,68 66,00 1604
4 Kredyt Inkaso 20 5,50%+WIBOR3M 4 styczeń 71,05 71,85 947
5 Kruk (EUR) 10M EUR 43,43 4,00%+EURIBOR3M 5 styczeń 99,12 56,19 457
6 Kruk 60,47 4,00%+EURIBOR3M 5 luty 86,03 29,70 449
7 Olivia Fin 30,23 5,30%+EURIBOR3M 3,5 luty 36,63 17,45 106
8 Ronson 60 3,85%+WIBOR6M 3,5 luty 155,00 61,26 1074
9 Echo Investment 70 4,00%+WIBOR6M 4 luty 193,28 64,00 1074
10 Kruk 70 4,00%+WIBOR6M 5 luty 284,25 75,37 2244
11 Echo Investment 70 4,00%+WIBOR6M 4 luty 157,61 56,00 795
12 PCC Rokita 25 2,80%+WIBOR3M 5,25 marzec 86,43 71,07 1042
13 Cavatina Holding 21,65 6,00%+WIBOR6M 3,5 marzec 25,86 16,29 198
14 Arche 21,5 4,40%+WIBOR3M 3 marzec 21,66 0,77 225
15 Victoria Dom 50 5,25%+WIBOR6M 3 marzec 85,43 47,29 867
16 Kredyt Inkaso 21,50 5,20%+EUBIRBOR3M 4 marzec 25,42 15,40 232
17 PragmaGo 25 5,00%+WIBOR3M 3 marzec 59,30 57,83 1101
Średnia             48,9 846
Suma   760,587       1881,731   14384

 

Źródło: Michael / Ström Dom Maklerski, opracowanie własne (kurs euro z dnia 29.03.2024r.: 4,301, 29.02.2024r.: 4,319, 31.01.2024 r.: 4,343).

Powodem marcowego „ostudzenia” rynku może być nadzwyczaj mocny styczeń i luty. Na początku roku emitenci przeprowadzili liczne, duże emisje (np. Ghelamco – 125 mln zł, Echo Investment – 140 mln zł, Kruk – ponad 170 mln zł), a przecież potrzeby finansowe każdej, nawet największej firmy są ograniczone. Istnieje zatem prawdopodobieństwo, że emitenci w dużej mierze są już nasyceni. Pamiętajmy jednak, że względnie słabsze wyniki marca, rozpatrywane w oderwaniu od stycznia czy lutego, nie wypadają źle. Jednostkowo nadal mieliśmy sporo emisji i dość duży popyt ze strony inwestorów.

Intensywny pierwszy kwartał

W trzech pierwszych miesiącach 2024 roku emitenci przeprowadzili aż 17 emisji publicznych na kwotę ponad 760 mln zł. Dla porównania w analogicznym okresie rok wcześniej mieliśmy jedynie trzy emisje na łączną kwotę 174,5 mln zł, a to oznacza wzrost o 335 proc. r/r. W całym roku 2023 zostały przeprowadzone emisje publiczne na kwotę 1,353 mld zł, co oznacza, że po pierwszym kwartale 2024 roku emitenci zrealizowali 56 proc. zeszłorocznego wyniku. Bardzo podobnie jest również w przypadku liczby emisji, których w całym 2023 roku było 37 – wobec 17 w pierwszym kwartale 2024 r. Wydaje się więc, że rynek idzie po rekord.

Warto również odnotować, że w samym marcu do funduszy obligacji korporacyjnych napłynęło netto 684 mln zł, a od początku roku ponad 2 mld zł. Jeszcze na koniec 2023 r. aktywa funduszy obligacji korporacyjnych nie przekraczały 11 mld zł, a obecnie wynoszą ponad 13,2 mld zł (po wzroście o 784 mln zł w marcu). Wpływ na taki stan rzeczy mają napływy środków od inwestorów, ale i bardzo dobre wyniki inwestycyjne. Średnia stopa zwrotu funduszy obligacji korporacyjnych na koniec pierwszego kwartału tego roku wyniosła 10,30 proc., a w samym marcu pozwoliły one zarobić 0,60 proc.

Rynek nie zwalnia

W kwietniu mamy już pierwszą emisję publiczną w ramach świeżo zaakceptowanego przez KNF prospektu spółki Marvipol na 150 mln zł. W tym miesiącu wygasa również prospekt emisji publicznych spółki Dekpol o pozostałej wartości 80 mln zł. Prospekty pozostają ważne w spółkach Kruk, Ronson, Victoria Dom, PCC Rokita i PCC Exol. Złożone do akceptacji KNF są natomiast prospekty spółek takich jak Cavatina Holding, Best, Kredyt Inkaso, Olivia Fin.

W pierwszym kwartale 2024 r. doświadczyliśmy prawdziwego „boomu” na rynku obligacji korporacyjnych. Może to przesądzić o tym, że bieżący rok będzie rekordowy. Wpływ na to mogą mieć przede wszystkim:

  • względnie wysokie oprocentowanie obligacji korporacyjnych,
  • zadowalająca płynność rynku Catalyst,
  • brak materializacji ryzyka kredytowego = brak default-ów (upadków emitentów),
  • utrzymywany wysoki poziom stóp procentowych (większość emisji oparta o WIBOR),
  • duża liczba emitentów i emisji pozwalająca zbudować zdywersyfikowany portfel inwestycyjny,
  • rosnąca świadomość emitentów, którzy widzą coraz większy potencjał w finansowaniu swojej działalności poprzez obligacje,
  • rosnąca świadomość inwestorów indywidualnych, którzy coraz częściej patrzą na rynek kapitałowy,
  • a także rosnące aktywa u inwestorów instytucjonalnych.

Autor: Szymon Gil, Makler Papierów Wartościowych, Certified International Investment Analyst (CIIA) Michael / Ström Dom Maklerski

ZASTRZEŻENIE PRAWNE

Wszelkie przedstawione analizy, komentarze i konkluzje stanowią osobiste poglądy autora wyrażone w oparciu o posiadaną fachową wiedzę dotyczącą funkcjonowania rynku finansowego.

Branża automotive otwiera się na kobiety. Brakuje talentów, a firmy szukają nowych rozwiązań

Branża motoryzacyjna zawsze była i wciąż jest zdominowana przez mężczyzn. Tendencja ta utrzymuje się również w firmach IT, zajmujących się najnowocześniejszymi technologiami motoryzacyjnymi. Jak się okazuje, to właśnie niska reprezentacja kobiet w sektorze, zniechęca je do podjęcia pracy1. Dziś, w dobie niedoboru talentów na rynku pracy, wiele firm z tej branży doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że bez otwarcia się na kobiety, nie będą mieć szansy na rozwój. Aż 80% z nich deklaruje podejmowanie działań na rzecz zachęcania kobiet do podjęcia pracy2. Wygląda na to, że najlepszy czas dla kobiet na odważne wejście do branży automotive jest właśnie teraz.

Branża motoryzacyjna, podobnie jak wiele innych, boryka się z niedoborem talentów technologicznych. Gdy firmy motoryzacyjne dążą do transformacji cyfrowej i branża coraz bardziej skupia się na oprogramowaniu i cyfryzacji, zmieniają się również potrzeby dotyczące zatrudnienia. Działy HR nie skupiają się już wyłącznie na stanowiskach inżynierskich i mechanicznych, ale poszukują również osób specjalizujących się w data science, analizie biznesowej, SAP czy programowaniu. Często zdarza się nawet, że różne działy tej samej firmy konkurują o te same talenty. W końcu np. wiedza o chmurze i SAP jest tak samo ważna dla działów zakupów i HR, jak i dla produkcji oraz logistyki.

Problem branży motoryzacyjnej polega na tym, że jej potrzeby rekrutacyjne nie są wyjątkowe. Prawie wszystkie sektory biznesowe przechodzą przez podobną transformację i wymagają tych samych umiejętności. Oznacza to, że firmy automotive muszą się postarać i aktywnie zmienić swoją kulturę organizacyjną, aby przyciągnąć osoby, które tradycyjnie nie biorą jej pod uwagę, szukając miejsca do rozwijania kariery, np. kobiety.

– Z pewnością nie powinniśmy interpretować obecnej sytuacji jako takiej, gdzie kobiety są zatrudniane i promowane jedynie z powodu ogólnego niedoboru talentów. Wręcz przeciwnie, mamy do czynienia z ogólnym deficytem wysoko wykwalifikowanych specjalistów technicznych i multidyscyplinarnych. To właśnie ten brak otwiera drzwi dla każdego, kto ma odpowiednie kwalifikacje, niezależnie od płci – mówi Justyna Musioł, Talent Acquisition Operations Specialist w Capgemini Polska.

Różnorodne zespoły działają skuteczniej

W miarę wzrostu konkurencji firmy z branży automotive muszą przemyśleć, w jaki sposób zwiększyć swoją wydajność. Korzystanie z najnowszych rozwiązań technologii jest jednym z głównych rozwiązań, jednak kluczowe znaczenie mają ludzie. Obserwacje wskazują, że zespoły zróżnicowane, czyli składające się z osób różnych narodowości, etniczności, doświadczeń zawodowych, profili poznawczych, grup wiekowych, jak również płci, osiągają lepsze rezultaty. Jak pokazują dane Gartnera, często zdarza się, że zróżnicowane zespoły przewyższają wynikami te jednorodne aż o 50%3.

Różnorodność wpływa na poprawę efektywności poprzez wprowadzanie wielu perspektyw do rozwiązywania problemów. Takie podejście ma znaczenie, zarówno na poziomie pojedynczych zadań i projektów, jak i na szerszym, organizacyjnym oraz zespołowym poziomie. Dostęp do szerokiego spektrum doświadczeń, sposobów myślenia oraz umiejętności wzmacnia całą grupę. Różnorodność może również przyczyniać się do tworzenia zdrowszego środowiska pracy, co bezpośrednio przekłada się na wydajność zarówno pracowników i pracownic, jak i całej organizacji.

Trendy w mobilności nie są już męskocentryzczne

Branża motoryzacyjna przechodzi przez największą transformację w swojej historii. Elektryfikacja, cyfryzacja, pojawienie się pojazdów definiowanych przez oprogramowanie oraz wyścig w dostarczaniu mobilności autonomicznej to tylko niektóre z wyzwań napędzających tę zmianę. Dodatkowo konkurencja jest silniejsza niż kiedykolwiek wcześniej, a ugruntowane firmy OEM muszą usprawnić i wzmocnić swoją działalność. A jakby tego było mało, rośnie również potrzeba stabilizacji łańcuchów dostaw oraz realizacji celów zrównoważonego rozwoju.

Jak więc widać, branża automotive nie skupia się już głównie na inżynierii mechanicznej. W tym obszarze potrzebni są naukowcy i naukowczynie, którzy opracują nowe generacje baterii do pojazdów elektrycznych, eksperci i ekspertki z zakresu sztucznej inteligencji oraz specjaliści i specjalistki danych, którzy są w stanie przewidywać i zaradzić problemom w łańcuchach dostaw. Poszukiwani są projektanci i projektantki UX i UI oraz programiści i programistki do tworzenia nowych funkcji samochodów. Działy HR szukają osób z wizją ekologiczną, które będą projektować produkty i usługi z myślą o obiegu zamkniętym i zrównoważonym rozwoju.

– Wraz z rozwojem technologii, zapotrzebowanie na nowe rozwiązania i funckjonalności w branży automotive rośnie. Jest to idealna ścieżka rozwoju dla osób, które potrzebują wyzwań oraz ciągłego poszerzania swojej wiedzy, aby nadążać za trendami i normami automotive. Dodatkowo na każdym etapie procesu wytwarzania oprogramowania, praca wygląda inaczej, wpływa to na zróżnicowanie w obowiązkach poszczególnych stanowisk oraz zwiększa możliwość dopasowania się do zadań, ze względu na indywidualne predyspozycje. Wybrałam branżę automotive, ze względu na dostępność wielu tematów, w których mogę się rozwijać oraz możliwość wykorzystania analitycznego, kreatywnego oraz systemowego myślenia w codziennej pracy – mówi Patrycja Irzykowska Senior Software Engineer, Capgemini Engineering.

Dzisiejsza branża motoryzacyjna wymaga znacznie szerszego zakresu umiejętności, profili i perspektyw niż jeszcze 10 czy 15 lat temu. W miarę jak produkty i usługi stają się bardziej skomplikowane, coraz ważniejsze jest posiadanie interdyscyplinarnego zestawu umiejętności w zróżnicowanych zespołach.

1 https://www.gigroupholding.com/polska/wp-content/uploads/sites/9/2023/11/Automotive-Globalne-trendy-HR-2024-wersja-skrocona_PL_.pdf
2 Ibidem

Ceny materiałów budowlanych tanieją 7. miesiąc z rzędu. Kiedy koniec spadków?

W marcu po raz kolejny, siódmy już z rzędu, stawki ogromnej większości grup towarowych zanotowały regres. Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl, tym razem średni poziom ujemnej dynamiki cen w relacji rok do roku wyniósł 3,2 proc., z kolei miesiąc do miesiąca spadek osiągnął poziom -0,8 proc. Takie wielkości utrwalają stan stabilizacji przeceny na względnie stałym i dość umiarkowanym poziomie.

Korekcyjny constans cen materiałów budowlanych czwarty już miesiąc z rzędu na poziomie w okolicach -3 proc. oznacza brak przesłanek do pogłębienia przeceny, ale najprawdopodobniej również sytuację oczekiwania na ewentualne przesilenie koniunktury rynkowej już w przewidywalnej przyszłości. W najnowszym raporcie Grupy PSB dynamika cen w kanale hurtowym wyniosła -4,1 proc. oraz detalicznym -2,6 proc., czyli także bez większych zmian.Wyk.1 Średnia dynamika cen materiałów budowlanych

Odczyt dynamiki cen materiałów budowlanych autorstwa Grupy PSB w marcu br. wskazuje na systematyczną eliminację pozycji drożejących, których wolumen spadł do zaledwie dwóch pozycji. Pozycje lidera wzrostów utraciło cement-wapno z dynamiką 2 proc., czyli aż 10 pp. mniej licząc miesiąc do miesiąca, na rzecz farb i lakierów drożejących o 3,3 proc. Z kolei stolarka i chemia budowlana wyzerowały swoją dynamikę, a 16 grup asortymentowych obniżyło ceny.

Wśród materiałów najszybciej taniejących niezmiennie od miesięcy przodują płyty OSB z drewnem, taniejące w ciągu roku o blisko 23 proc., a następnie wykończenia oraz dachy-rynny, z regresem w obu przypadkach rzędu niespełna 8 proc.Tab.1 Średnia dynamika cen materiałów budowlanych

Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl wciąż brak jest jednoznacznych przesłanek, zapowiadających ewentualne przesilenie umiarkowanej tendencji spadkowej cen materiałów budowlanych już w najbliższej przyszłości. Za to wydaje się całkiem prawdopodobne, że już kolejne dane Grupy PSB mogą zakomunikować pełen komplet dwudziestu grup towarowych z ujemną dynamiką, co najlepiej potwierdziłoby rozwojowy charakter obowiązującej tendencji. Ta jednak raczej prędzej niż później skazana jest na utratę inicjatywy.

Powody są dość oczywiste i już opisywane w tym miejscu parokrotnie. Chodzi więc o środki z KPO, których pozyskanie przez Polskę wydaje się już tylko kwestią czasu, o rozwojowe perspektywy budownictwa deweloperskiego w związku z nowym programem dopłat do hipotek, czy wreszcie nieodległą już „wielką falę renowacji” związaną z przyjętą ostatnio przez Parlament Europejski dyrektywą budowlaną.

Tymczasem z rodzimego rynku budowlanego docierają już pierwsze niepokojące sygnały, wynikające z obaw o coraz bardziej realną perspektywę zakończenia wojny w Ukrainie. Nietrudno sobie bowiem wyobrazić, jakie perturbacje w krajowej budowlance może wywołać wynegocjowanie pokoju za naszą wschodnią granicą, co może nastąpić w jak najbardziej przewidywalnej przyszłości. Niewyobrażalny wręcz wzrost popytu na wszelkiego rodzaju materiały budowlane, wygenerowany przez uruchomienie wieloletniego procesu odbudowy, przy jednoczesnym odpływie dziesiątków tysięcy Ukraińców z rodzimych placów budów, wreszcie powszechny eksport na wschód usług krajowych firm budowlanych to zespół czynników, które mogą mieć trudny do oszacowania, niestety głęboko negatywny skutek dla krajowego rynku budowlanego.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Wojna za wschodnią granicą ostudziła zapał cudzoziemców do kupowania mieszkań w Polsce

W 2023 r. w ręce cudzoziemców trafiło nieco ponad 14,3 tys. mieszkań, czyli minimalnie mniej niż rok wcześniej. Portal GetHome.pl ustalił, że najwięcej kupili ich obywatele Ukrainy. Jednak najszybciej rosnącą grupą cudzoziemców kupujących mieszkania w Polsce obywatele Białorusi.

Od czasu przystąpienia Polski do UE właściwie nieprzerwanie rosła liczba transakcji mieszkaniowych z udziałem cudzoziemców. Spadek zainteresowania mieszkaniami odnotowaliśmy w covidowym roku 2022, ale już w kolejnych dwóch latach nastąpił potężny wzrost, który dość nieoczekiwania zatrzymał się w ubiegłym roku. Widać więc wyraźnie, że wojna ostudziła zapał cudzoziemców, szczególnie obywateli Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych do kupowania mieszkań w Polsce – mówi  Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl.

Przypomina, że nasz rynek mieszkaniowy jest dla cudzoziemców niemal całkowicie otwarty. Zezwolenia Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji (MSWiA) wymaga jedynie zakup nieruchomości w strefie nadgranicznej. Ograniczenie obejmuje więc m.in. Trójmiasto, Szczecin, Świnoujście czy Zakopane. Oczywiście takiego zezwolenia nie potrzebują obywatele UE.

Jednak to nie oni, a obywatele Ukrainy kupują najchętniej mieszkania w naszym kraju. Warto przypomnieć że ta tendencja utrzymuje się już od od aneksji Krymu przez Rosję w 2014 r. W kolejnych latach obywatele Ukrainy stali się największą grupą kupujących mieszkania z obcym paszportem. Szczególnie po najeździe Rosji na Ukrainę w 2022 r. MSWiA odnotowało gwałtowny wzrost transakcji z udziałem Ukrainców.

Trzeba przyznać, że jak na tak potężny napływ uchodźców z tego kraju, tych transakcji jest wciąż stosunkowo niewiele. MSWiA podało, że w 2023 r. obywatele Ukrainy kupili w naszym kraju niespełna 6,9 tys. mieszkań, czyli tylko o ok. 10% więcej niż rok wcześniej. Do tej liczby można dodać 263 lokale nabyte na podstawie zezwolenia w strefie przygranicznej. Problem w tym, że MSWiA nie precyzuje, ile z nich ma charakter użytkowy, a ile mieszkalny.

Już w ubiegłym roku zwracaliśmy uwagę, że potrzeba więcej czasu zanim znacznie więcej ukraińskich rodzin, które zostaną u nas na dłużej, będzie sobie mogło pozwolić na zakup mieszkania. Tym bardziej, że wiąże się to z ogromnym wydatkiem, a oprocentowanie kredytów jest wciąż wysokie – komentuje Marek Wielgo. Zwraca ponadto uwagę na ogromny, bo aż 46% wzrost liczby transakcji mieszkaniowych z udziałem obywateli Ukrainy. W ubiegłym roku stali się posiadaczami niemal 2 tys. lokali, nie licząc kupionych na podstawie zezwolenia MSWiA (ok. 70). Za to mniej mieszkań niż rok i dwa lata temu kupili w Polsce obywatele Rosji. Ponadto – co warto podkreślić – nie dostali oni ani jednej zgody na zakup mieszkania w rejonie przygranicznym.Wyk. 1 - Sprawozdanie MSWiA-2023-sąsiedzi ze wschodu

Z najnowszego sprawozdania MSWiA dotyczącego aktywności cudzoziemców na naszym rynku nieruchomości wynika, że w 2023 r. osoby z zagranicznym paszportem kupiły u nas 14346 mieszkań oraz 2545 lokali użytkowych. Tych drugich było aż o 17% mniej niż rok wcześniej.Wyk 2. - Sprawozdanie MSWiA-2023-transakcje-lokale

Pod względem metrażu Ukraińcy kupili więcej mieszkań, niż łącznie obywatele kolejnych 30 krajów, w tym m.in. Niemiec, Białorusi, Rosji, Włoch, Francji i Wielkiej Brytanii. Przy czym kupili oni wyraźnie mniej mieszkań niż rok wcześniej.Wyk. 3 - Sprawozdanie MSWiA-2023-powierzchnia mieszkań

Większy apetyt na nie mieli za to obywatele Indii, Hiszpanii czy Turcji. Ci pierwsi zaczęli kupować u nas mieszkania w 2005 r., czyli po przystąpieniu naszego kraju do UE. Jednak od pięciu lat robią to coraz śmielej, np. w 2023 r. kupili mieszkania o łącznej powierzchni 10,2 tys. m kw., co daje im miejsce w pierwszej dziesiątce krajów, których obywatele kupują najwięcej lokali.Wyk 4. - Sprawozdanie MSWiA-2023-transakcje-miasta

Widać też wyraźnie, że cudzoziemcy najchętniej kupują mieszkania tam, gdzie najłatwiej jest o pracę, czyli w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Łodzi i Poznaniu. Przy czym w stolicy MSWiA odnotowało wyraźny spadek transakcji. Mniej niż rok wcześniej było ich też we Wrocławiu, Poznaniu i Łodzi. Wzrosło natomiast zainteresowanie cudzoziemców mieszkaniami w Krakowie i Gdańsku, bo tam transakcji mieszkaniowych było więcej.

Autor: GetHome.pl

Software Mansion przeznaczy ponad 10 mln zł na wypłatę dywidendy

Zarząd Software Mansion zarekomendował 10.156.397,61 zł z zysku netto za 2023 rok na wypłatę dywidendy. Rekomendowana dywidenda to 0,97 zł na akcję i jest większa o ponad 21% w stosunku do roku poprzedniego. Jej wysokość to prawie 92% procent zysku netto za 2023 rok. Data wypłaty dywidendy nie jest jeszcze znana.

— Jesteśmy w bardzo dobrej kondycji finansowej, znacznie lepszej niż mogłoby wynikać ze sprawozdania finansowego – mówi Marcin Skotniczny, Prezes Zarządu Software Mansion S.A. – Duża część kosztów przedstawionych w sprawozdaniu za 2023 jest wirtualna i wynika z programów motywacyjnych. Dodatkowo udało nam się osiągnąć sukces w jednym z projektów, dzięki czemu właśnie otrzymaliśmy tokeny StarkNet o wartości oscylującej między 6 a 9 milionów złotych, a drugie tyle otrzymamy przez kolejne dwa lata. Ten zastrzyk gotówki nie był uwzględniony w naszym modelu biznesowym i zapewni nam dodatkowe bezpieczeństwo związane z płynnością operacyjną na rok-dwa naprzód. W związku z tym chcemy wypłacić najwyższą formalnie możliwą kwoty dywidendy – limituje ją art. 396. KSH, nakazujący nam wpłacać 8% zysku netto na kapitał zapasowy.

Wypłata dywidendy odbędzie się według akcjonariatu uwzględniającego emisję akcji serii G oraz wykonania praw z warrantów subskrypcyjnych serii A i B w ramach programów motywacyjnych w spółce i dotyczyć będzie 10 470 513 akcji.

Develia prezentuje nową strategię – celem jest roczna sprzedaż ponad 4500 mieszkań

Develia opublikowała nową strategię na lata 2024-2028. Priorytetem dewelopera jest dalszy dynamiczny rozwój w sektorze mieszkaniowym i zwiększenie udziału rynkowego w miastach, w których obecnie działa do 7-8%. Będzie to możliwe dzięki osiągnięciu rocznej sprzedaży ponad 4500 lokali. W ramach dywersyfikacji działalności Develia będzie również rozwijać się w segmentach PRS oraz akademików. Grupa dąży także do dokończenia do 2028 r. procesu dezinwestycji aktywów komercyjnych.

– W związku z osiągnięciem większości celów ze strategii na lata 2021-2025, a także przejęciu w ubiegłym roku grupy polskich spółek Nexity, które istotnie umocniło pozycję Develii na rynku mieszkaniowym, prezentujemy nową strategię na lata 2024-2028. Jej celem jest zwiększenie wartości przedsiębiorstwa oraz potencjału dywidendowego z równoczesnym zapewnieniem bazy pod dalszy dynamiczny rozwój spółkimówi Andrzej Oślizło, prezes Develii. – Dążymy do zwiększenia skali działalności w segmencie mieszkaniowym z poziomu sprzedaży blisko 2700 lokali do 4500 w 2028 r. Zakładamy, że to pozwoli nam osiągnąć wzrost udziału do 7-8% na rynkach, na których działa spółka. Chcemy, by w perspektywie czterech lat Develia stała się liderem rynku mieszkaniowego w Polsce i mamy niezbędne zasoby, w tym doświadczony zespół, know-how oraz warunki finansowe, by ten cel zrealizować – dodaje Andrzej Oślizło.

W ramach strategii na lata 2024-2028 grupa Develia planuje:

  • Osiągnąć roczną sprzedaż ponad 4500 lokali i zwiększyć udział w rynku mieszkaniowym do 7-8% na obecnych rynkach działalności.
  • Systematycznie uzupełniać i zabezpieczać bank gruntów zapewniający średnio ponad 4-letnią sprzedaż mieszkań. Zwiększyć bazę gruntów zabezpieczanych warunkowo.
  • Kontynuować rozwój biznesu poprzez nawiązywanie partnerstw joint venture z właścicielami gruntów, jak i partnerami kapitałowymi w celu realizacji nowych projektów Develii oraz kolejne transakcje M&A.
  • Dywersyfikować działalność poprzez realizację projektów PRS oraz akademików.
  • Rozwój własnych kompetencji generalnego wykonawcy.
  • Zwiększyć rozpoznawalność i świadomość marki Develia oraz aktywnie budować markę atrakcyjnego pracodawcy.
  • Wdrożyć strategię ESG i modelowe rozwiązania w tym zakresie w budownictwie mieszkaniowym.
  • Zakończyć dezinwestycje aktywów komercyjnych (obiektu Arkady Wrocławskie i nieruchomości przy ul. Kolejowej we Wrocławiu) oraz zrealizować projekt magazynowy w Malinie w ramach joint venture.
  • Utrzymać bezpieczną strukturę finansowania na poziomie benchmarków branży
    (dług netto/kapitały własne 0,20-0,40).
  • Wypracować dywidendę na poziomie ok. 1,35 mld w okresie lat 2024-2028, czyli 75% skorygowanego zysku netto.

Develia będzie nadal dążyć do dynamicznego rozwoju na rynku mieszkaniowym, w tym dalszego umacniania pozycji w miastach, w których aktualnie prowadzi działalność z opcją wejścia na wybrane nowe rynki – najchętniej poprzez partnerstwa lub M&A. Niezbędnym elementem do realizacji tych celów jest systematyczne uzupełnianie banku ziemi. Develia dąży do zbudowania banku gruntów na poziomie ok. 16 tys. lokali w 2028 r., uwzględniając grunty zabezpieczone warunkowo. Deweloper planuje przeznaczać na zakupy działek pod nowe projekty i M&A ponad 500 mln zł średniorocznie.

Podstawowym segmentem w ramach działalności mieszkaniowej Develii pozostanie segment popularny z zamiarem wyraźnego podkreślenia wartości dodanej produktu poprzez zastosowanie proekologicznych rozwiązań, funkcjonalność, nowoczesność i harmonijne wpisanie się w otoczenie. W portfolio Develii znajdą się także inwestycje w segmentach podwyższonym oraz premium, co pozwoli deweloperowi odpowiedzieć na różnorodne potrzeby nabywców.

Develia będzie dalej rozbudowywać kompetencje w segmentach PRS (ang. Private Rented Sector) i PBSA (ang. Purpose-Built Student Accommodation), czyli mieszkań na wynajem oraz akademików z opcją aktywnego uczestnictwa operacyjnego w budowie i zarządzania platformą PRS/PBSA. Deweloper przygotowuje kilka scenariuszy rozwoju tych segmentów, w tym pozyskanie partnerów biznesowych do wspólnych przedsięwzięć o większej skali, współpracę z funduszami wyspecjalizowanymi w tych obszarach rynku lub realizację inwestycji we własnym zakresie. Założeniem jest realizacja minimum dwóch projektów PRS oraz akademików średniorocznie.

Do 2028 r. Develia zamierza zakończyć proces dezinwestycji aktywów w segmencie biurowym i handlowym, w tym Arkad Wrocławskich i nieruchomości przy ul. Kolejowej we Wrocławiu, oraz zrealizować pierwsze etapy projektu magazynowego w Malinie w ramach joint venture.

– Dzięki systematycznej i skutecznej realizacji dotychczasowej strategii Develia ma bardzo dobrą sytuację finansową. W ciągu ostatnich trzech lat istotnie zwiększyliśmy skalę działalności, w tym sprzedaż, bank gruntów i ofertę, dzieliliśmy się zyskiem z akcjonariuszami przy stopie dywidendy na poziomie 11% i jednocześnie zapewniliśmy sobie środki na dalszy rozwój, m.in. poprzez wykorzystywanie szans rynkowych, na które pozostajemy otwarci. Zgodnie z nową strategią naszym celem jest zapewnienie atrakcyjnych zwrotów na kapitale przy utrzymaniu bezpiecznej struktury finansowania na poziomie benchmarków branży – mówi Paweł Ruszczak, wiceprezes Develii. – W najbliższych latach chcemy zapewnić akcjonariuszom atrakcyjny potencjał dywidendowy, planujemy wypracowanie w latach 2024-2028  około 1,35 mld zł dywidendy – dodaje Paweł Ruszczak.

W ciągu ostatnich lat Develia istotnie zwiększyła skalę działalności z ok. 1400 mieszkań rocznie w 2020 r. do blisko 2700 w 2023 r., dzięki czemu znajduje się obecnie w czołówce największych deweloperów mieszkaniowych w Polsce. Osiągniecie celu sprzedażowego wyznaczonego w strategii na lata 2021-2025 jest spodziewane na rok przed planowanym terminem. Dzięki skutecznej realizacji poprzedniej strategii spółka osiągnęła wzrost udziału w rynku mieszkaniowym z 2,6% w 2020 r. do 4,7% w 2023 r. na obecnych rynkach działalności. Develia przeprowadziła także dezinwestycje w segmencie komercyjnym, w tym sprzedała Sky Tower we Wrocławiu i Wolę Retro w Warszawie pomimo trudnego otoczenia rynkowego, oraz reinwestowała pozyskany kapitał w segment mieszkaniowy. Spółka istotnie poprawiła efektywność działania, co potwierdza wskaźnik ROE, który wzrósł z 7% w 2020 r. do ok. 18% w 2023 r.

Ergonomiczne stanowisko pracy – jak je stworzyć?

W pracy większość z nas spędza co najmniej 8 godzin dziennie. Dlatego tak ważne jest, aby mijały one szybko i bez bólu pleców. Ergonomiczne meble biurowe, a w szczególności biurko elektryczne, stają się nie tylko modnym dodatkiem do nowoczesnego biura, ale przede wszystkim niezbędnym narzędziem zapewniającym zdrowie i dobrostan pracowników. Jak więc stworzyć stanowisko pracy, które będzie spełniało zasady ergonomii?

Ergonomia na pierwszym planie

Ergonomia w miejscu pracy to nie tylko moda – to konieczność. Niewłaściwie zaprojektowane stanowisko pracy może prowadzić do poważnych problemów zdrowotnych, takich jak dolegliwości bólowe kręgosłupa, zespół cieśni nadgarstka czy chroniczne zmęczenie. Ergonomiczne meble biurowe to odpowiedź na te wyzwania. Meble te są nie tylko funkcjonalne, ale również zaprojektowane z myślą o zdrowiu użytkowników.

Biurko elektryczne – serce ergonomicznego biura

Biurko z regulacją wysokości to prawdziwa podstawa każdego ergonomicznego biura – zarówno tego korporacyjnego, jak i domowego. Dzięki elektrycznej regulacji wysokości, użytkownicy mogą w łatwy sposób zmieniać pozycję z siedzącej na stojącą, co jest zalecane przez w celu uniknięcia problemów zdrowotnych związanych z długotrwałym siedzeniem. Biurka te wyposażone są w intuicyjne panele sterowania, które umożliwiają szybką i precyzyjną regulację, dostosowaną do indywidualnych potrzeb każdego pracownika.Ergonomiczne stanowisko pracy

Wejdź na stronę https://www.motiondesk.pl/ i wybierz idealne biurko regulowane dla siebie!

Zalety ergonomicznych mebli biurowych

Ergonomiczne meble biurowe, a w szczególności biurko elektryczne, oferują szereg korzyści, które przekładają się nie tylko na zdrowie, ale i na wydajność pracy:

  • poprawa postawy ciała – regularna zmiana pozycji z siedzącej na stojącą pomaga w utrzymaniu prawidłowej postawy, co minimalizuje ryzyko dolegliwości bólowych pleców i szyi.
  • zwiększenie koncentracji i produktywności – badania wykazały, że pracownicy korzystający z biurek umożliwiających pracę na stojąco wykazują wyższy poziom energii oraz koncentracji.
  • personalizacja stanowiska pracy – regulacja wysokości biurka pozwala na dopasowanie mebli do indywidualnych potrzeb użytkownika, co zwiększa komfort pracy.

Design i funkcjonalność idą w parze z troską o zdrowie

Ergonomiczne meble biurowe łączą w sobie wysoką jakość wykonania z nowoczesnym designem. Estetyka tych mebli wpisuje się w najnowsze trendy w projektowaniu wnętrz biurowych, oferując nie tylko funkcjonalność, ale również styl, który inspiruje i motywuje do pracy. 

Inwestycja w ergonomiczne meble biurowe, a szczególnie w biurko elektryczne od Motiondesk, to krok w stronę zdrowszego i bardziej produktywnego środowiska pracy. Dzięki połączeniu profesjonalizmu, pasji i zrozumienia dla potrzeb użytkowników, Motiondesk ustanawia nowe standardy w projektowaniu ergonomicznych przestrzeni pracy. Warto pamiętać, że ergonomia nie jest już tylko opcją – to konieczność dla każdego, kto ceni sobie zdrowie, komfort i efektywność w pracy.

Chiny kontra Niemcy – fala handlowa odwraca się

Od komplementarności do zastępowania: produkty chińskie wypierają niemieckie nie tylko z rynków światowych, ale i ich kosztem znajdują odbiorców w Europie. Nie chodzi przy tym wyłącznie o motoryzację, ale też maszyny i urządzenia, chemikalia, komputery i telekomunikację, elektronikę i sprzęt gospodarstwa domowego

  • Pomimo podróży kanclerza Niemiec do Chin ich historycznie partnerskie stosunki handlowe mogą być zagrożone. Udział Chin w globalnym eksporcie w kluczowych sektorach, takich jak maszyny, chemikalia i sprzęt elektryczny, przewyższył Niemcy, podczas gdy zależność Niemiec od chińskiego importu znacznie wzrosła z 6% w 2004 r. do 22% w 2022 r.
  • Pomimo pięciokrotnego wzrostu niemieckich inwestycji bezpośrednich w Chinach w latach 2010-2022, firmy (inwestujące) odnotowały w 2022 roku obroty niższe o -6,2 mld EUR i zwroty z inwestycji niższe o -24,8 mld EUR (niż w scenariuszu działania bez inwestycji i transferu technologii). Aby sprostać tym wyzwaniom, firmy nie cofają się, ale reinwestują zyski w Chinach, ale jednocześnie borykają się z trudnościami gospodarczymi na macierzystym rynku, co prowadzi do redukcji zatrudnienia w Niemczech.
  • Niemiecki eksport maszyn do krajów BRICS (z wyłączeniem Chin) i krajów ASEAN spadł w ciągu trzech lat odpowiednio o -23% i -14% w porównaniu z 2019 r., Podczas gdy chiński eksport maszyn do tych regionów odnotował w tym czasie znaczny wzrost o +89% i +31%.
  • Niemcy tradycyjnie były największym dostawcą towarów przemysłowych na rynek wspólnotowy – i nadal są. Jednak zarówno w ostatniej pięciolatce, a nawet w ostatniej dekadzie spadł udział niemieckich najbardziej zaawansowanych sektorów produkcji przemysłowej w rynku unijnym (w 10 na 11 sektorów).

Pomimo podróży kanclerza Niemiec do Chin można zaryzykować stwierdzenie, że stosunki handlowe pomiędzy tymi państwami mogą być zagrożone, nawet jeśli krytyczna zależność Niemiec od Chin wyraźnie wzrosła. Podczas gdy w przeszłości oba kraje cieszyły się silnym, uzupełniającym się partnerstwem, nasilająca się konkurencja przemysłowa zagraża niemieckiej produkcji w sektorach, w których kiedyś dominowała. Z analiz Allianz Trade wynika, że struktura handlu między Niemcami a Chinami zmienia się, a udział eksportu do Chin w PKB spadł o prawie jedną trzecią od szczytowego poziomu w IV kwartale 2020 roku. Bilans handlowy Niemiec z Chinami od dłuższego czasu był przechylony, ale niemiecki deficyt handlowy nasilił się w ciągu ostatnich dwóch lat (wykres na następnej stronie). Ponadto stwierdzamy, że krytyczna zależność Niemiec od Chin wzrosła z 6% importu w 2004 roku do 22% w 2022 roku. Obejmuje to 212 rodzajów produktów, z których 74 należą do sektorów komputerów i telekomunikacji, elektroniki i sprzętu gospodarstwa domowego, podczas gdy 44 produkty należą do tekstyliów, a 33 do chemikaliów. Z biegiem lat podział sektorowy tej zależności Niemiec przesunął się w kierunku branż o wyższej wartości dodanej.

Deficyt handlowy Niemiec z Chinami, trzymiesięczna średnia ruchoma w mld USDDeficyt handlowy Niemiec z Chinami, trzymiesięczna średnia ruchoma w mld USD

Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research

Chiny pną się w górę globalnych łańcuchów wartości, a ich udział w światowym rynku eksportowym w kluczowych sektorach przewyższa Niemcy. Chińska strategia importowania wiedzy poprzez współpracę i inwestowanie w wysoce innowacyjne przedsiębiorstwa produkcyjne za granicą okazała się skuteczna. Chiny stale pięły się w górę łańcucha wartości i zdobyły udział w rynku w zaawansowanych sektorach przemysłowych, jednocześnie wypierając produkty europejskie z rynku krajowego. Wpływ ten jest widoczny w zmieniających się wzorcach handlowych. Udział Chin w globalnym rynku eksportowym stale wzrastał z mniej niż 4% w 2000 r. do 14% w 2022 r. Tymczasem udziały Niemiec w globalnym rynku eksportowym przez długi czas utrzymywały się na poziomie około 10%, a w 2022 r. ustabilizowały się na poziomie 8%. Co ważniejsze, globalny udział Chin w eksporcie przewyższył udział Niemiec w trzech z czterech głównych sektorów eksportowych (tabela poniżej): 1) maszyny i urządzenia, 2) chemikalia i 3) komputery i telekomunikacja, elektronika i sprzęt gospodarstwa domowego.

Tabela: Udział w globalnym rynku eksportowym (%) w 2022 r., Chiny vs. Niemcy, ogółem i w kluczowych sektorachUdział w globalnym rynku eksportowym

Źródła: Bank Światowy (WITS), Allianz Research. Uwaga: „Eksport związany z globalnym łańcuchem wartości” oznacza eksport związany z globalnym łańcuchem wartości. Odpowiada to towarom, które przekraczają więcej niż jedną granicę, tj. uczestniczą w różnych etapach łańcucha dostaw. Tradycyjny eksport przekracza tylko jedną granicę z kraju źródłowego bezpośrednio na rynek końcowy.

Wysoko wyspecjalizowane niemieckie firmy maszynowe, producenci pojazdów z silnikami spalinowymi i producenci specjalistycznych chemikaliów stoją w obliczu silnej konkurencji ze strony chińskich rywali, którzy są wspierani przez konkurencyjność cenową i wsparcie polityczne ze strony Pekinu. Niemcy utrzymują przewagę w zakresie producentów i dostawców samochodów oraz sprzętu transportowego, ale w ostatnich latach nieznacznie się ona zmniejszyła. Stąd gdy niemiecki eksport samochodów osobowych do Chin wzrósł o +38% w ciągu ostatniej dekady, w ciągu ostatnich dwóch lat gwałtownie spadł o -10%. Interesujące jest również rozróżnienie między eksportem związanym z globalnymi łańcuchami wartości („Eksport związany z GVC” w tabeli), a tym, który trafia bezpośrednio na rynek końcowy („Tradycyjny eksport” w tabeli). Wydaje się, że Chiny znacznie szybciej zyskują na popularności w eksporcie tradycyjnym, co prawdopodobnie odzwierciedla dwa trendy. Z jednej strony, na wcześniejszych etapach industrializacji, eksport towarów, które wymagają mniejszej wartości dodanej i mniej wyrafinowanych łańcuchów dostaw, rozwija się szybciej. Z drugiej strony, w ostatnim czasie Chiny były w stanie zintegrować długie sekwencje łańcuchów wartości w kraju, dostarczając w ten sposób towary, które wymagają mniejszego udziału innych krajów. Ten ostatni punkt jest dodatkowo poparty dowodami w handlu produktami pośrednimi między Niemcami a Chinami, który drastycznie spowolnił w 2022 i 2023 r.[1] .

Z analiz Allianz Trade wynika, że okno możliwości dla niemieckiej produkcji zawęża się, ponieważ stosunki gospodarcze między Niemcami a Chinami zmieniają się z komplementarności na substytucję – nawet w UE. Niemiecki eksport maszyn do krajów BRIS (z wyłączeniem Chin) i krajów ASEAN spadł odpowiednio o -23% i -14% w porównaniu z 2019 r., Podczas gdy chiński eksport maszyn do tych regionów odnotował znaczny wzrost o +89% i +31%. W Europie, która odpowiada za dwie trzecie niemieckiego eksportu, Chiny również zyskały udział w rynku kosztem Niemiec. Podczas gdy Niemcy historycznie były głównym źródłem importu na rynku UE, szczególnie w zaawansowanych sektorach produkcyjnych, takich jak pojazdy silnikowe i maszyny, ich udział w rynku spada. W ciągu ostatnich pięciu jaki 10 lat, 10 z 11 zaawansowanych sektorów produkcyjnych odnotowało spadek udziału w rynku, przy czym jedynymi wyjątkami były metale podstawowe (+0,3 punktu procentowego w latach 2018-2023) i produkty farmaceutyczne (+0,6 punktu procentowego w latach 2013-2023) (wykres część a poniżej). Sprzęt transportowy, z wyłączeniem pojazdów silnikowych, odczuł najbardziej znaczącego spowolnienie, ze spadkami o -5,3 punktu procentowego i -8,4 punktu procentowego. Z kolei Chiny odnotowały znaczny wzrost na rynku UE we wszystkich sektorach (wykres część b poniżej). Jedynie produkty komputerowe, elektroniczne i optyczne odnotowały niewielki spadek (-0,4%). Dynamika jest szczególnie silna w przypadku sprzętu elektrycznego, który wzrósł o 5,1 punktu procentowego w latach 2018-2023 i o 7,0 punktu procentowego w latach 2013-2023. Tendencja ta podkreśla rosnącą konkurencyjność Chin i wyzwania, jakie stanowią one dla tradycyjnych mocnych stron Niemiec na rynku.

Wykres: Zmiana udziału Niemiec i Chin w imporcie UE według działalności gospodarczej

(a)    Udział Niemiec w imporcie do UE   (b)    Udział Chin w imporcie do UE
Udział Niemiec w imporcie do UE   Udział Chin w imporcie do UE

Źródła: Eurostat, Allianz Research . Uwaga: Wyroby metalowe gotowe nie obejmują maszyn i urządzeń.

Malejące przychody i udział w rynku wywierają presję na zyski niemieckich firm działających w Chinach. Podczas gdy niektóre niemieckie firmy zraziły się do chińskiego rynku, pozostaje on atrakcyjnym miejscem dla inwestycji dużych korporacji. W latach 2010-2022 niemieckie inwestycje bezpośrednie w Chinach wzrosły pięciokrotnie, zwłaszcza w sektorze motoryzacyjnym, i czterokrotnie w sektorze chemicznym (wykres poniżej). Jednak niemieckie inwestycje osiągnęły gorsze wyniki na całym świecie w porównaniu do swoich konkurentów. W rezultacie niemieckie firmy odnotowały niższe obroty w Chinach o -6,2 mld EUR i mniejszy zwrot z inwestycji bezpośrednich o -24,8 mld EUR w 2022 r. w porównaniu ze scenariuszem alternatywnym bez transferu wiedzy i technologii.[2] Aby zachować konkurencyjność, firmy reinwestują swoje zyski osiągnięte w Chinach z powrotem w kraju, zmniejszając fundusze, które mają być wysyłane do Niemiec. Dalsze wyzwania gospodarcze w kraju macierzystym związane z wysokimi cenami energii i rosnącą biurokracją zwiększają presję na firmy działające na arenie międzynarodowej. Doprowadziło to do redukcji zatrudnienia w kraju, skłaniając do wezwań do wprowadzenia środków protekcjonistycznych i zmniejszających ryzyko. Jednak niemieckie firmy prawdopodobnie skorzystałyby bardziej na polityce, która zmniejszyłaby ich obciążenia regulacyjne i podatkowe w kraju oraz usunęła przeszkody dla innowacji. Pomogłoby to firmom odzyskać konkurencyjność na arenie międzynarodowej.

Niemieckie inwestycje bezpośrednie i pośrednie w Chinach, w mld EURNiemieckie inwestycje bezpośrednie i pośrednie w Chinach, w mld EUR

Źródła: Deutsche Bundesbank, Allianz Research

[1] Niemiecki eksport półproduktów do Chin wzrósł o +45% w ciągu ostatniej dekady, ale spadł o -7% w ciągu ostatnich dwóch lat. Podobnie niemiecki import półproduktów z Chin wzrósł ponad dwukrotnie w ciągu ostatniej dekady, ale spadł o -34% w latach 2022-2023.

[2] Elastyczności pochodzą z Hunnekes, F., Konradt, M., Schularick, M., Trebesch, C. i J. Wingenbach, 2023. Exportweltmeister- Germany’s Foreign Investment Returns in International Comparison, JIE, w przygotowaniu.

Przedsiębiorcy ocenili projekt ustawy o sygnalistach

Business Centre Club przeprowadziło wśród przedsiębiorców ankietę na temat przyjętego przez Radę Ministrów projektu ustawy o ochronie sygnalistów, której większość przepisów stanowi implementację dyrektywy 2019/1937.

Wyniki ankiety opracowanej przez BCC pokazują, że w większości poruszanych zagadnień opinie ankietowanych znacząco się różnią, co może świadczyć o braku pogłębionej wiedzy na ten nowy w polskim prawie temat.

Na pytanie: Czy jesteś za tym, aby podmiot prawny mógł rozpoznawać anonimowe zgłoszenia od sygnalisty? Ankietowani odpowiedzieli 50:50. Analogiczne wyniki uzyskano w przypadku pytania: Czy sygnalista powinien mieć prawo zgłoszenia naruszenia prawa do Rzecznika Prawa Obywatelskich bez wyczerpania procedury wewnętrznej w podmiocie prawnym, w którym istnieje podejrzenie naruszenia prawa? Połowa ankietowanych wskazała też, że sankcje za naruszanie praw sygnalistów powinny być cywilne.

W trybie autopoprawki Rząd zmienił przepisy w stosunku do wersji projektu z dnia 26 lutego 2024 r. Przede wszystkim obniżono wysokość odszkodowania przysługującego sygnaliście, wobec którego dopuszczono się działań odwetowych z dwunastokrotności przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w gospodarce narodowej w poprzednim roku do jednokrotności takiego wynagrodzenia.

-Tak wysokie minimalne odszkodowanie, które było przewidziane w projekcie tej ustawy w poprzedniej wersji było rozwiązaniem niespotykanym dotychczas w polskim systemie prawnym. Sankcja ta, która mogła spotkać przedsiębiorców była oderwana od realnej szkody, jaką mógłby ponieść sygnalista.podsumowuje Artur Rycak – ekspert prawa pracy BCC, Przewodniczący Komisji Pracy BCC.

Link do wyników ankiety:

Głos przedsiębiorców w sprawie projektu ustawy o ochronie sygnalistów.

Wilanowski salon Audi GCZ zamienia się w garaż najszybszych modeli RS w Polsce

Najmocniejsze i najbardziej zaawansowane technologicznie modele AUDI w sportowych wersjach RS wkrótce wypełnią cały warszawski salon Audi Wilanów Cichy-Zasada. Prezentacja wielu modeli kultowej serii RS zbiega się z pożegnaniem z modelem R8 oraz specjalnym pokazem mody Art Deco Anny Krzyżanowskiej.

To wydarzenie jakiego nie było dotąd w Polsce i Europie – salon z „cywilnymi” pojazdami zmieni się w jedyny w swoim rodzaju showroom prezentujący sportowe wersje RS – tłumaczy Justyna Grudzińska, dyrektor marketingu Grupy Cichy-Zasada.  Wydarzenie jest częścią przygotowań do pożegnania kultowego, sportowego modelu Audi R8, którego produkcja została zakończona w 2024. Jednocześnie w salonie odbędzie się pokaz mody Art Deco uznanej, polskiej projektantki Anny Krzyżanowskiej. Weekendowe święto Audi RS Days rozpocznie się w 18 kwietnia w Wilanowskim salonie Audi Cichy-Zasada przy ul. Łukasza Drewny 24.

Obecni na pokazie goście będą mieli okazję nie tylko podziwiać najmocniejsze wersje serii Audi Sport, poznać ich historię i specyfikację, ale również (po umówieniu wizyty) przetestować wybrany przez siebie model, by zrozumieć na czym polega fenomen pojazdów ze znaczkiem RS. Zainteresowani będą mieli okazję porozmawiać z ludźmi, którzy znają wszystkie podzespoły samochodów Audi RS od podszewki. To cenna okazja, ponieważ wiedza na temat zaawansowanych technologicznie konstrukcji pozwala lepiej wykorzystać potencjał, jaki drzemie w tych wyjątkowych samochodach i zrozumieć ich filozofię – dodaje Justyna Grudzińska.

W tym roku Audi obchodzi 30. rocznicę produkcji modeli z serii RS. W 1994 roku do sprzedaży trafił protoplasta linii – RS 2 Avant. Do dziś powstało 25 modeli typu RS. W 2023 roku producent stworzył jubileuszowy model RS6 w specjalnej kolorystyce, upamiętniającej pierwsze modele tej sportowej marki.

Jubileuszowy model RS6
Jubileuszowy model RS6

Audi z serii RS to modele budzące najwięcej emocji wśród fanów marki z Ingolstadt. Napęd na cztery koła oraz duże i mocne silniki to znaki rozpoznawcze sportowych odmian modeli Audi. Do dziś Audi Sport GmbH (dawniej quattro GmbH) zaprezentowało aż 25 modeli typu RS. Grupa Cichy-Zasada to największa grupa dealerska w Polsce (Ranking Top 50 dealerów)

Inflacja poniżej 2% nie dla nas

Kolejny spadek inflacji w Polsce nie był tak silny, jak oczekiwano. Dobre dane z USA i dalsze odsuwanie terminu wzrostu stóp procentowych umacniają dolara. Pakiet ważnych danych z Chin pokazuje, co dzieje się w ramach tej gospodarki.

Inflacja dalej spada

Wczoraj poznaliśmy dane na temat inflacji konsumenckiej w Polsce. Oczekiwania mówiły o pierwszym od marca 2019 roku wyniku poniżej 2%. To co prawda nie miało miejsca, ale biorąc pod uwagę ostatnie lata, czy naprawdę możemy narzekać na 2% wzrostu cen w skali roku? Jeszcze nie tak dawno widywaliśmy tego typu rezultaty w ujęciu miesięcznym. Teraz inflacja miesięcznie rosła o 0,2%. Warto zwrócić uwagę, że inflacja w Polsce ma cel na 2,5% z tolerancją 1%. Pozostaje pytanie otwarte, czy nie powinien on być trochę obniżony, biorąc pod uwagę rozwój polskiej gospodarki od czasów, gdy został ustanowiony. Co obecny odczyt zmienia na rynkach? Wbrew pozorom niewiele. Potencjalne obniżki stóp procentowych będą wynikać z danych za kwiecień i maj, jeżeli wtedy nie będzie efektu jojo, powinniśmy spodziewać się przyspieszenia terminu obniżek stóp procentowych, czyli osłabienia złotego. Z drugiej strony odbicie w górę nie powinno silnie umocnić złotego, gdyż już teraz rynki nie bardzo wierzą w obniżenie stóp w tym roku.

Dane z USA

Rynki obecnie weszły w tryb, w którym szukają powodów, by racjonalizować ucieczkę do dolara. Powodem są oczywiście oddalające się perspektywy obniżek stóp procentowych. Jeszcze tydzień temu z kontraktów terminowych wynikało około 40% na utrzymanie stóp procentowych w czerwcu. Obecnie są to już okolice 75%. Przy takich szansach realnie można nie oczekiwać na decyzję Federalnego Komitetu Otwartego Rynku. Pytanie, na którym z kolejnych posiedzeń spodziewać się zmiany stóp. Obecnie analitycy wskazują raczej wrzesień, ale nie wiadomo, czy do tego na pewno dojdzie. Oprócz oddalania obniżek stóp procentowych, które umacniają dolara, mamy również dane zza oceanu. To one przyspieszają kolejne umocnienia amerykańskiej waluty.

„Lepsze” dane z Chin

W nocy poznaliśmy dane z Chin. Interpretując te dane, należy pamiętać, że chińskie dane statystyczne nie zawsze są szczególnie wiarygodne. Słabiej od oczekiwań wypadała produkcja przemysłowa, która rosła o 4,5% wobec oczekiwanych 6% oraz sprzedaż detaliczna, która rosła o 3,1%, zamiast oczekiwanych 4,6%. W skali roku spadły również ceny nieruchomości o 2,2% – tak, są kraje, gdzie mieszkania tanieją czasem, niestety nie należy do nich Polska. Patrząc na te dane cząstkowe, wydaje się, że wskaźnik wzrostu PKB powinien również być złą wiadomością. Nic bardziej mylnego. PKB miało wzrosnąć o 4,6%, a wzrosło o 5,3%. Na juanie było widać dużą zmienność od rana. Rozpoczęła się sporą przeceną, ale po tych danych kurs odrobił większość strat.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:00 – Polska – inflacja bazowa,
14:30 – Kanada – inflacja konsumencka,
14:30 – USA – budowy domów,
15:15 – USA – produkcja przemysłowa.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Coraz więcej zwolnień grupowych w Polsce. Zwalniają giganci i przemysł, sektor IT też niepewny

Widmo zwolnień grupowych wisi nad gospodarką. „Sytuacja niepokojąca”.

Tylko w marcu 2024 roku do Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Szczecinie zamiar zwolnień grupowych zgłosiły cztery duże firmy z regionu. Do jesieni pracę może stracić ponad 500 osób. Dla porównania w całym 2023 roku w ramach zwolnień grupowych pracę straciło 600 osób. W ostatnim czasie coraz więcej słyszy się, że światowi giganci oraz firmy zajmujące się głównie przemysłem i sektorem IT prowadzą przeglądy zapotrzebowania kadrowego. – Zwolnienia nigdy nie są zwiastunem czegoś dobrego. Sytuacja może być niepokojąca, szczególnie gdy mamy do czynienia ze zwolnieniami w przemyśle – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Przemysł, branża metalowa, a nawet… offshore. To nie są dobre czasy dla „twardej gospodarki”

Zwolnienia grupowe o których poinformował w ubiegłym tygodniu Wojewódzki Urząd Pracy w Szczecinie budzą niepokój wśród przedsiębiorców. Na ten moment trudno jednak na wysnucie tezy, czy zbliżają się trudne czasy dla gospodarki i czy zgłoszone cztery przypadki zwolnień grupowych są poważnym problemem czy incydentalną sytuacją.

– Firmy, które zgłosiły plan zwolnień grupowych działają w przemyśle, w mniejszych miejscowościach regionu, w prężnie działających strefach ekonomicznych. Nie martwię się o pracowników, bo na pewno zostaną szybko zagospodarowani przez innych pracodawców. Musimy jednak być bardzo czujni, bo zwolnienia zwiastują, że na rynku pracy coś się dzieje i to nie są dobre tendencje. Widzimy, że przemysł, branża metalowa, branża drzewna, produkcja podzespołów i elementów konstrukcyjnych wciąż jest w bardzo trudnej sytuacji – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie. – Najgorzej jeżeli firma nie dywersyfikowała swojego portfela, a bazowała na klientach np. tylko z Niemiec. Takie firmy są dzisiaj w trudnym położeniu – dodaje Hanna Mojsiuk.

Duże firmy prowadzą obecnie przegląd kadr.

– Takie przeglądy są charakterystyczne dla momentu, gdy następuje pewien gospodarczy spokój i można przyjrzeć się temu, gdzie można zoptymalizować działalność. Widzimy, że zwalniają światowi giganci, firmy wykazujące rekordowe obroty. Tutaj nie zawsze chodzi o oszczędności, a czasem o uprządkowanie struktury i optymalizację procesów. Nie bez znaczenia jest tu technologizacja, zastosowanie sztucznej inteligencji czy rosnące koszty pracy – dodaje Hanna Mojsiuk.

„Decyzje związane z redukcją zatrudnienia, związane są bowiem często z globalną polityką danej firmy”

Niepokojąca zdaje się być również sytuacja poszczególnych sektorów gospodarki.

– Przemysł do 2022 roku działał siłą rozpędu i zleceniami pozyskiwanymi jeszcze przed pandemią. Obecnie widzimy, że agregacja nowych kontraktów jest dużo mniejsza. Poważne problemy może mieć tu np. branża drzewna, papiernicza czy produkcja skierowana na eksport. Nie bez znaczenia są tutaj także bieżące koszty, które często przerażają przedsiębiorców np. koszt energii czy kaskadowy wzrost płacy minimalnej – mówi Dorota Siedziniewska – Brzeźniak, ekspertka rynku pracy IDEA HR Group.

– Zatrzymały się także rekrutacje w IT. Nie mamy jednak informacji o zwolnieniach w tej branży – dodaje ekspertka.

Wiele firm może więc przygotowywać zwolnienia grupowe, ale nie wszystkie muszą zostać zrealizowane. Wiele firm weryfikuje swoje zamiasry np. gdy uda się pozyskać nowych klientów lub na rynku pojawi się lepsza koniunktura. Przedsiębiorcy uważają, że trudno jeszcze mówić o fali zwolnień grupowych. Bezrobocie wciąż jest niskie, a eksperci pożądani.

– Trudno jednak jednoznacznie uznać, że mamy do czynienia ze stałym trendem zwolnień pracowniczych, który będzie się nasilał. Decyzje związane z redukcją zatrudnienia, związane są bowiem często z globalną polityką danej firmy, w kontekście chociażby szukania oszczędności w obliczu rosnących kosztów pracowniczych czy też reakcją na istotny spadek zamówień w określonej branży. Co ciekawe pewne ujemne ruchy kadrowe można zauważyć w szeroko rozumianej branży IT czy innych obszarach usług on-line, gdzie okres pandemii istotnie podbił poziom zatrudnienia a teraz obserwujemy pewnego rodzaju korektę w tym zakresie – mówi Łukasz Żak, prawnik i ekspert rynku pracy.

Mariusz Michałek – nowym prezesem PTEZ

Mariusz Michałek, wiceprezes zarządu PGE Energia Ciepła S.A., został wybrany na stanowisko prezesa Polskiego Towarzystwa Elektrociepłowni Zawodowych (PTEZ). Wyboru dokonano w trakcie Nadzwyczajnego Zgromadzenia Członków PTEZ, którego odbyło się 15 kwietnia w Warszawie.

Nowy prezes Polskiego Towarzystwa Elektrociepłowni Zawodowych podziękował za zaufanie, którym obdarzyli go przedstawiciele PTEZ. Wskazał na istotną rolę, jaką Towarzystwo odgrywa w procesie współpracy z administracją rządową i instytucjami europejskimi, we wprowadzeniu zmian legislacyjnych w obszarze elektroenergetyki i ciepłownictwa, które mają istotny wpływ na działalność przedsiębiorstw branżowych. Zadeklarował także kontynuację wspólnych działań w najbliższej przyszłości.

Mariusz Michałek zaznaczył, że w obliczu przyspieszającej transformacji energetycznej rola PTEZ w działaniach na rzecz wypracowania narzędzi pozwalających na jej skuteczną realizację ma kluczowe znaczenie. Towarzystwo jest istotnym głosem branży w ogólnopolskiej i międzynarodowej debacie na temat przyszłości energetyki i ciepłownictwa w najbliższych dekadach. Jednym z priorytetów nowego prezesa jest dalsza merytoryczna i bliska współpraca z administracją rządową, samorządową i przedstawicielami branży elektroenergetycznej oraz ciepłowniczej.

Przed sektorem ciepłownictwa systemowego szereg wyzwań, w tym realizacja projektów inwestycyjnych i modernizacyjnych, które pozwolą na osiągnięcie kolejnych kamieni milowych wyznaczanych przez politykę klimatyczno-energetyczną Unii Europejskiej. W tym procesie rola PTEZ – organizacji zrzeszającej czołowe przedsiębiorstwa sektora energetycznego, pozostaje kluczowa. Towarzystwo aktywnie działa w obszarze otoczenia regulacyjnego wspierającego proces dekarbonizacji i transformacji energetycznej w naszym kraju – podkreśla Mariusz Michałek, nowy Prezes PTEZ.

Nadzwyczajne Zgromadzenie Członków PTEZ podjęło również decyzję o uzupełnieniu składu zarządu Towarzystwa. Stanowiska członków zarządu objęli:

  • Wojciech Dobrak – PGE Energia Ciepła S.A.
  • Katarzyna Dziurska –PGE Energia Ciepła S.A.
  • Wojciech Jabłoński – Enea Ciepło sp. z o.o.
  • Marcin Staniszewski –Tauron Ciepło sp. z o.o.

Mariusz Michałek posiada ponad 24-letnie doświadczenie zawodowe w zakresie kreowania, kierowania i zarządzania podległym mu obszarem w przemyśle i energetyce, zarówno w międzynarodowych koncernach, jak i spółkach prawa handlowego z udziałem Skarbu Państwa. Jest absolwentem Wydziału Elektrycznego Politechniki Częstochowskiej. Równolegle ukończył również Fakultatywne Studium Przygotowania Pedagogicznego na Politechnice Częstochowskiej, ponadto Menedżerskie Studia Podyplomowe w WSB Dąbrowa Górnicza, Podyplomowe Studia w zakresie Prawo Gospodarcze i Handlowe na Uniwersytecie Śląskim oraz studia Executive MBA organizowane przez Instytut Nauk Ekonomicznych Polskiej Akademii Nauk. Uczestniczył także w wielu szkoleniach i seminariach z obszaru zarządzania, finansów, komunikacji i perswazji. Obecnie pełni funkcję wiceprezesa zarządu PGE Energia Ciepła S.A. W trakcie kariery zawodowej m.in. ponad 4 lata pracował na stanowisku dyrektora PGE Energia Ciepła Oddziału nr 1 w Krakowie, 6 lat w Grupie Tauron, m.in jako wiceprezes zarządu Tauron Wytwarzanie Serwis oraz jako dyrektor operacyjny – prokurent w Tauron Serwis, 14 lat w Danfoss Poland – części duńskiego koncernu Danfoss w okresie rozwoju sprzedaży oraz produkcji na rynku polskim. Uczestniczył w realizacji inwestycyjnych projektów w energetyce, strategicznych projektów związanych m.in. z poprawą efektywności biznesowej oraz projektów realizowanych w ramach Funduszy norweskich i EOG.

Polskie Towarzystwo Elektrociepłowni Zawodowych założone zostało w październiku 1991 roku i działa na podstawie prawa o stowarzyszeniach. Członkami PTEZ są osoby zawodowo związane z wytwarzaniem i wykorzystaniem energii cieplnej i elektrycznej. Działalność Towarzystwa obejmuje swoim zakresem wszystkie najważniejsze obszary elektrociepłownictwa, i przede wszystkim skupia się na realizacji swojego statutowego zadania tj. promocji rozwoju kogeneracji w Polsce. Głównym celem Towarzystwa jest wskazywanie sposobów rozwiązywania problemów związanych z wytwarzaniem i wykorzystaniem energii elektrycznej i cieplnej, wykraczających poza jednostkowe interesy członków Towarzystwa, z uwzględnieniem interesów ogólnospołecznych i ochrony środowiska naturalnego oraz inspirowanie kierunków rozwoju źródeł wytwarzania energii w gospodarce skojarzonej.

MCI wesprze globalną ekspansję Profitroom – kupiło 65 proc. akcji tej spółki

MCI nabyło 65 proc. akcji Profitroom przy wycenie spółki 290 mln zł. Profitroom to największy regionalny dostawca rozwiązań systemów rezerwacji on-line dla hoteli oferujący oprogramowanie w modelu SaaS.

Profitroom od kilku lat systematycznie zwiększa swoją globalną sprzedaż. Spółka zatrudnia blisko 300 osób, działa w blisko 50 krajach i dostarcza swoje produkty do ponad 3 tys. hoteli. MCI chce wesprzeć Profitroom w osiągnięciu pozycji globalnego lidera w segmencie „hotel online booking engine”.

– Jesteśmy pod wrażeniem pozycji, którą Profitroom osiągnął w Polsce oraz uznania, jakie ich produkt zyskał na świecie. Spółka przez ostatnie 5 lat blisko 4-krotnie zwiększyła swoje przychody i odnotowała ponad kilkunastokrotny wzrost przychodów zagranicznych. Widzimy bardzo duży potencjał w dalszym skalowaniu produktu w wybranych regionach zagranicznych – mówi Filip Berkowski, partner inwestycyjny w MCI.

Profitroom oferuje kompleksowe rozwiązanie umożliwiające efektywną i zautomatyzowaną obsługę rezerwacji, zarządzanie kanałami sprzedaży, relacjami z klientem oraz obsługę płatności. Umożliwia to hotelom budowę niezależnego – od dużych platform bookingowych – kanału sprzedaży.

– MCI posiada duże doświadczenie w rozwijaniu spółek B2B oferujących własne oprogramowanie, jak i we wspieraniu firm w ekspansji zagranicznej. W obecnym portfelu posiadamy takie podmioty B2B SaaS jak: IAI, lidera w obszarze rozwiązań e-commerce w Polsce, Focus Telecom, lidera w segmencie CPaaS, czy Webcon, lidera w segmencie low-code BPA w Polsce. Teraz będziemy mogli wspierać również Profitroom w globalnym skalowaniu rozwoju – dodaje Tomasz Czechowicz, partner zarządzający MCI.

– Cieszymy się, że sprzedajemy nasz pakiet akcji w Profitroom funduszowi MCI. Wierzymy, że będzie to bardzo dobry partner na kolejne lata, który umożliwi dalsze globalne skalowanie spółki. Jesteśmy zadowoleni z procesu transakcyjnego: przebiegł on sprawnie i bez zaskoczeń. Równocześnie chcemy podziękować całemu zespołowi Profitroom za ostatnie 4 lata wspólnej podróży i osiągnięte wyniki w tym okresie – mówi Jakub Dwernicki, prezes oraz założyciel Cyber_Folks.

– W czasie naszej przygody z Cyber_Folks udało nam się rozszerzyć działalność na szereg nowych regionów zagranicznych i obecnie zaczynamy być zauważani jako globalny gracz w branży Hotel-Tech. Poza ekspansją rynkową wchodzimy również w nowe segmenty klientów coraz większych sieci hotelowych – mówi Marcin Dragan, prezes oraz założyciel Profitroom. – Takie szybkie skalowanie Profitroom wymaga od nas nieustającej transformacji organizacji i pokonywania kolejnych barier. Szukaliśmy więc inwestora, który wesprze naszą ambicję dalszego wzrostu. O wyborze MCI zdecydowało doświadczenie funduszu z podobnymi, ale większymi od nas spółkami technologicznymi, które są na dalszych etapach rozwoju – dodaje Dragan.

Sprzedającym, czyli założycielom oraz spółce Cyber_Folks doradzał EY oraz kancelaria Dentons.

MCI przy transakcji doradzała kancelaria DJM, firmy Deloitte, Bain & Company oraz Vienna Capital Partners.

MCI Capital jest wiodącym regionalnym funduszem Private Equity specjalizującym się w inwestycjach w obszarze technologicznym. Obecnie pod zarządzaniem posiada blisko 700 mln euro kapitału. Do ostatnich inwestycji MCI należą zakupy większościowych udziałów w takich spółkach jak Focus Telecom i Webcon w roku 2023, czy eSky w 2022 roku.

Dolar umacnia się, złoty traci. Jak głęboka będzie korekta na giełdach?

Poniedziałkowa sesja przyniosła kontynuację wyprzedaży na amerykańskim rynku akcji. Rentowności obligacji skarbowych USA wzrosły po lepszych niż oczekiwano danych o sprzedaży detalicznej, które potwierdzają pogląd, że Fed nie będzie spieszyć się z obniżkami stóp procentowych. Utrzymujące się napięcia geopolityczne spowodowały, że „indeks strachu” VIX ponownie wzrósł powyżej 19 pkt. Dolar zyskał a kurs EUR/USD dziś rano jest blisko poziomu 1,06. Złoto po początkowym spadku odzyskało wigor. Ropa zakończyła dzień na minusie.

Spadki na giełdach to po części efekt dobrych danych z USA, które oddalają perspektywę obniżek stóp procentowych. Rynek wciąż pamięta ostatnie wysokie dane o inflacji za marzec a także solidny raport NFP. Wczoraj doszły dobre odczyty sprzedaży detalicznej, która wzrosła o 0,7 proc. m/m a wynik lutowy został zrewidowany w górę do 0,9 proc. z 0,6 proc. początkowo. Jeśli do tego wyłączymy samochody oraz paliwa wynik był jeszcze lepszy i wyniósł 1 proc. a sprzedaż jedynie bez auto uplasowała się na poziomie 1,1 proc. Wyniki zatem okazały się wyższe od tych miesiąc wcześniej oraz wypadły zdecydowanie lepiej od prognoz.

Oczywiście dane makro to jedno, drugim elementem rynkowej układanki są wydarzenie geopolityczne. Wczoraj Izraelski dowódca zapowiedział odwet za weekendowy atak, który przeprowadził Iran. Nie otrzymaliśmy żadnych szczegółów, ale z pewnością zapowiedź eskalacji nie będzie wpływać pozytywnie na nastroje i po prostu część inwestorów zaczyna pomału wycofywać się z ryzykownych aktywów. Sojusznicy Izraela, w tym USA i UE, wezwali do powściągliwości. Tymczasem kraje G7 pracują nad pakietem skoordynowanych środków przeciwko Iranowi.

Z Fed-u głos zabrał John Williams, który oczekuje obniżek stóp proc. w USA w tym roku. Nie padły jednak żadne konkrety co do tempa oraz startu luzowania polityki monetarnej. Przedstawiciel Rezerwy Federalnej podkreślił, że instytucja bacznie obserwuje to co dzieje się na Bliskim Wschodzie i aktualnie nie postrzega tych wydarzeń jako głównego czynnika ryzyka mogącego wpłynąć na perspektywy wzrostu USA.

Na rynku doszło wczoraj do lekkiego wzrostu rentowności amerykańskich obligacji rządowych. 2-latki osiągnęły poziom 5,00 a dzień zakończyły w okolicy 4,92 proc. Z kolei 10-latki po wzroście i wyjściu nad poziom 4,66 proc. w kolejnych godzinach lekko spadły do 4,61 proc. Indeksy z Wall Street coraz mocniej są przeceniane i oddalają się od swoich rekordów. Kontrakt CFD oparty o notowania indeksu Dow Jones znalazł się najniżej od 19 stycznia, ten odwzorowujący zachowanie SP500 od 7 marca a naśladujący indeks Nasdaq100 od 22 lutego bieżącego roku. Obecna korekta jest obecnie jeszcze dużo mniejsza pod katem zasięgu od tej, która wydarzyła się w ubiegłym roku. Jednak nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zniżki osiągnęły rozmiar spadków z 2023 roku. Dla traderów może to stanowić pewnego rodzaju punkt odniesienia. Dolar zyskiwał kolejny dzień z rzędu co spowodowało, że kurs głównej pary walutowej znajduje się bardzo blisko poziomu 1,06. Para USD/JPY wyznaczyła nowy rekord w okolicy 154,40. Siła dolara powoduje, że dynamicznie traci złoty. Kurs EUR/PLN jest we wtorek rano na poziomie 4,3150 a USD/PLN wskazuje 4,0644.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Jedynie w co 10. polskiej spółce giełdowej kobieta stoi na czele rady nadzorczej

Udział kobiet w radach nadzorczych i zarządach nadal pozostaje za niski, a tempo zmian jest zbyt wolne. Najnowsza edycja raportu firmy doradczej Deloitte pt. Women in the boardroom. Budowanie kultury równości i włączającego przywództwa w radach nadzorczych i zarządach wskazuje, że liczba kobiet na stanowiskach nadzorczych i zarządczych w Polsce wzrosła jedynie o 2 punkty procentowe między 2021 r. a 2023 r. Na blisko 400 zbadanych rad nadzorczych w składzie aż w 120 z nich występuje tylko jedna kobieta. Sytuacja nie wygląda lepiej w zarządach. W 103 spółkach w zarządzie zasiada tylko jedna kobieta, a jedynie 19 ma prezeskę.

Najnowszy raport Deloitte omawia sytuację reprezentacji kobiet w zarządach i w radach nadzorczych, na kilku płaszczyznach: społecznej, ekonomicznej, wymogów ustawodawczych i parytetów płci. Ekspertki i eksperci cytowani w raporcie wskazują, nie tylko wyzwania, które stoją przed polskimi organami zarządczymi, ale również przykłady działań na rzecz równości i różnorodności, które mogą podejmować organizacje.

Badanie ilościowe przeprowadzone przez Deloitte obejmuje 393 spółki z ponad 400 notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Analiza dotyczy blisko 3,5 tys. osób zasiadających w radach nadzorczych i zarządach spółek. Aż 300 z nich pełni swoje funkcje w spółkach notowanych w indeksie WIG20, który stanowi elitę polskiego rynku kapitałowego. Dodatkowo, raport uwzględnia ponad 750 osób zasiadających w radach nadzorczych i zarządach spółek notowanych w indeksie sWIG80, ponad 443 osób z indeksu mWIG40 oraz ponad 2 tysiące osób związanych z firmami z innych indeksów.

Jak się okazuje, pomiędzy 2021 a 2023 r., odnotowano niewielki wzrost udziału kobiet na kluczowych stanowiskach decyzyjnych do poziomu 17 proc., czyli o 2 p.p. W ciągu 2 lat odnotowano wzrost obecności kobiet w radach nadzorczych o 3 punkty procentowe, który obecnie wynosi 19 proc. W badanym okresie nie uległ zmianie udział kobiet na stanowisku przewodniczących rad nadzorczych i pozostał na poziomie 12 proc. Z kolei w zarządach utrzymał się wynik 14 proc., a na stanowisku prezeski zarządu 5 proc.

Musimy działać już teraz, jeśli chcemy zobaczyć odpowiednią reprezentację kobiet w organach zarządczych i nadzorczych w ciągu najbliższych kilku lat. Żeby przyśpieszyć zmiany – nie tylko w Polsce – nie wystarczą jedynie dyrektywy unijne o jawności wynagrodzeń i równej reprezentacji. Na poziomie organizacji istnieje potrzeba, aby wprowadzać rozwiązania systemowe, takie jak konkretne cele równościowe czy sprecyzowane ścieżki sukcesji – mówi Iva Georgijew, przewodnicząca rady dyrektorów Deloitte Central Europe, założycielka i liderka Klubu SheXO Deloitte.

Kobiety na rynku kapitałowym

Wśród przewodniczących rad nadzorczych zauważono spadek zarówno w indeksie WIG 20 (-4 p.p. do poziomu 28 proc.), jak i w mWIG40 (-5 p.p. do poziomu 9 proc.). Może to świadczyć o pewnych wyzwaniach związanych z osiągnięciem równości płci na najwyższych szczeblach decyzyjnych. Natomiast w sWIG80 odnotowano wzrost do 18 proc. (+3 p.p.). Z kolei przyglądając się ogólnemu udziałowi kobiet w radach nadzorczych, zauważalne są pozytywne zmiany we wszystkich indeksach. W WIG 20 i mWIG40 wzrost wyniósł odpowiednio o 4 i 5 punktów procentowych (do 27 proc. i 21 proc.), podobnie jak w sWIG80 (+5 p.p. do 19 proc.). W kategorii prezesek zarządów, indeksy WIG 20 i sWIG80 zanotowały istotne spadki odpowiednio o 5 oraz 2 p.p., a udział kobiet wynosi 11 proc. i 1 proc. Równocześnie w mWIG40 i innych indeksach odnotowano wzrost o 2 i 1 p.p. do poziomów 5 proc. i 6 proc. Badanie wykazało również pozytywne zmiany pod względem ogólnego udziału kobiet w zarządach, w indeksach WIG 20, mWIG40 i innych indeksach, gdzie wzrost wyniósł po 1 p.p. – odpowiednio do 18 proc., 16 proc. i 15 proc.). Natomiast w indeksie sWIG80 spadł o 1 p.p. do 11 proc.

Analiza Deloitte wskazuje, że w 120 z blisko 400 analizowanych rad nadzorczych zasiada tylko jedna kobieta. Co więcej, jedynie 40 radom przewodniczy kobieta, a w zarządzie 103 spółek zasiada tylko jedna kobieta i tylko 19 ma prezeskę.

Regulacje okazją do strategicznych zmian

Wspomniana unijna dyrektywa o równowadze płci zakłada, że do 30 czerwca 2026 r. spółki giełdowe powinny postarać się, by osoby należące do niedostatecznie reprezentowanej płci zajmowały minimum 40 proc. stanowisk dyrektorów niewykonawczych lub co najmniej 33 proc. wszystkich stanowisk dyrektorskich (wykonawczych i niewykonawczych).

Niektóre z państw członkowskich wprowadziły natomiast regulacje wewnątrzkrajowe. Hiszpania, Francja czy Belgia zdecydowały się na określenie minimalnego udziału niedoreprezentowanej płci w radach nadzorczych i zarządach spółek. Inny model został wdrożony przez Finlandię, Austrię i Danię, gdzie zmiany dotyczą w pierwszej kolejności tych spółek, w których państwo posiada co najmniej 50 proc. udziałów.

Wdrożenie nowych regulacji dotyczących jawności wynagrodzeń, raportowania niefinansowego i równego reprezentowania to nie tylko obowiązek. To również okazja do wprowadzenia trwałych strategicznych zmian, umożliwiających odpowiedź na zmieniające się społeczno-kulturowe realia oraz oczekiwania pracowników i otoczenia biznesowego, w tym inwestorów. W ostatnich latach punkt widzenia tych ostatnich uległ znacznemu poszerzeniu. Patrzenie jedynie przez pryzmat wyników finansowych firmy jest już niewystarczające – zauważa Malwina Choińska, partnerka w Dziale Audit & Assurance, Deloitte.

Demografia i ekonomia za wzmocnieniem kobiet

Osiągnięcie odpowiedniego udziału kobiet w radach nadzorczych i zarządach to nie tylko kwestia społecznej sprawiedliwości, ale również strategiczny ruch dla przedsiębiorstw. Wymaga to zdecydowanych działań, ale przynosi też znaczne korzyści zarówno dla organizacji, jak i dla społeczeństwa jako całości. Szereg badań znajduje pozytywny wpływ silniejszej reprezentacji kobiet na najwyższych stanowiskach na wyniki finansowe firm.

Nie jest to kwestia czysto ekonomiczna – równie ważny jest aspekt społeczny, gdzie rosnąca reprezentacja kobiet jest wartością samą w sobie. Nie należy również zapominać o polskim kontekście demograficznym – liczba osób w wieku produkcyjnym się kurczy, co oznacza mniejszą pulę talentów. W tej sytuacji, w interesie firm będzie leżało, aby szukać kandydatów na najwyższe stanowiska możliwie szeroko i otwierać się na różnorodność.

Równość płci to proces wymagający długotrwałych zmian. Potwierdza to badanie „Women in the boardroom” oraz nasze własne doświadczenie. W Deloitte wciąż jesteśmy w drodze ku równości na najwyższych stanowiskach w naszej firmie znajduje się obecnie ok. 24 proc. kobiet. Jednym z naszych strategicznych celów jest zwiększenie udziału liderek i podejmujemy w tym celu konkretne kroki, takie jak: wprowadzenie programu sponsoringowego dla top talentów wśród menedżerek i dyrektorek WAVE”, tzw. global panel promise”, czyli zobowiązanie się do udziału jedynie w panelach i dyskusjach (wewnętrznych i zewnętrznych), w których jest zróżnicowanie płci, mentoring rodzicielski czy wspieranie pracowniczej Sieci Gender Balance – mówi Joanna Świerzyńska, prezeska Deloitte Polska i partnerka zarządzająca Deloitte w Polsce, Krajach Bałtyckich i Ukrainie.

O badaniu

Dane obejmują rady nadzorcze i zarządy 393 spółek notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie na indeksach WIG20, sWIG80, mWIG40 i innych, które w 2023 r. publikowały raporty giełdowe. Dane zostały zebrane w październiku 2023 r. Dodatkowo na potrzeby raportu przeprowadzono wywiady i zebrano opinie ekspertek i ekspertów wewnętrznych Deloitte oraz zewnętrznych działających jako prezesi, prezeski, członkinie i członkowie zarządów oraz rad nadzorczych.

FH DOM podsumował rok 2023. Firma zarządza 260. nieruchomościami o wartości 100 mln zł

Nieruchomości, które są przedmiotem umów o dożywocie lub umów renty, zawartych pomiędzy seniorami a Funduszem Hipotecznym DOM, przekroczyły wartość 100 mln zł. Instytucja zarządzała na koniec minionego roku 260 nieruchomościami zlokalizowanymi głównie w dużych i średnich miastach. Łączny metraż tych nieruchomości przekracza 13 tys. m kw.

Fundusz Hipoteczny DOM, najstarsza i największa instytucja oferująca rentę dożywotnią w Polsce, podsumowała rok 2023. Liczba świadczeń wypłaconych seniorom (z tytułu renty dożywotniej) przekroczyła 24 mln zł. Wartość zarządzanych nieruchomości zbliżyła się do 100 mln zł, a z początkiem bieżącego roku ten poziom przekroczyła.

– Wolumen nieruchomości jest coraz większy nie tylko ze względu na coraz większą liczbę obsługiwanych umów, ale również ze względu na rosnące ceny mieszkań. Większość nieruchomości, którymi zarządzamy to małe mieszkania (średni metraż to ok. 50 m kw.) zlokalizowane w dużych i średnich miastach. Pandemia zmieniła rynek nieruchomości, a wprowadzenie w ubiegłym roku preferencyjnego kredytu na zakup pierwszego mieszkania odbiło się również na cenach na rynku wtórnym. W naszym portfelu wartość niektórych nieruchomości wzrosła o kilkanaście procent, a w Gdańsku nawet o 20 proc. Widzimy również, że wraz z upływem lat klienci, którzy zgłaszają się do Funduszu są posiadaczami coraz większych nieruchomości, co poza wzrostem cen dodakowo wpływa na wartość nieruchomości, którymi zarządzamy – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

Najwięcej umów fundusz podpisuje w województwie mazowieckim, następnie w pomorskim, śląskim, dolnośląskim, małopolskim i wielkopolskim. Najmniejsza liczba zawartych umów (a co za tym idzie nieruchomości) jest w województwach: podkarpackim i podlaskim.

13 tysięcy metrażu

Na koniec 2023 roku suma metrów kwadratowych  mieszkań zarządzanych przez Fundusz przekroczyła 13 tys. Suma lat wszystkich klientów przekroczyła 20 tys. lat (średni wiek seniora przekracza 77 lat).

Warto przypomnieć, że hipoteka odwrócona działa w Polsce od ponad 15 lat. Funkcjonuje ona w dwóch modelach: sprzedażowym (jest to renta dożywotnia oferowana m.in. przez fundusze hipoteczne) oraz kredytowym (jest to odwrócony kredyt hipoteczny, który mogłyby w Polsce oferować banki, ale żaden z nich nie wprowadził do swojej oferty takiego rozwiązania). Senior, który podpisuje z funduszem umowę o dożywocie lub umowę renty przekazuje prawo własności do nieruchomości świadczeniodawcy, może dożywotnio korzystać z nieruchomości, a fundusz wypłaca mu świadczenia pieniężne (miesięcznie, ale również większe kwoty jednorazowo).

Rynek można podzielić na ten profesjonalny i P2P, czyli umowy zawierane pomiędzy osobami prywatnymi. Warto przypomnieć, że rynek profesjonalny stanowi mniej niż 1 proc. wszystkich umów. Większość umów, to kontrakty zawierane indywidualnie. Z danych Ministerstwa Sprawiedliwości wynika, że w Polsce w ubiegłym roku podpisano ok. 16 tys.  umów o dożywocie. Dla porównania, w Wielkiej Brytanii, która jest rozwiniętym rynkiem, podmioty profesjonalne zawierają rocznie ok. 40-50 tys. nowych umów hipoteki odwróconej (w większości w modelu kredytowym), a liczba seniorów, którzy skorzystali z tego produktu przekroczyła milion osób.

PSPA to teraz PSNM – Polskie Stowarzyszenie Nowej Mobilności

PSPA, największa organizacja branżowa kreująca rynek zrównoważonego transportu w Polsce i w regionie CEE, zmieniło nazwę na PSNM – Polskie Stowarzyszenie Nowej Mobilności. PSNM zrzesza ponad 250 podmiotów z całego łańcucha wartości e-mobility w Polsce i Europie. Łącznie zatrudniają one ponad 500 tys. osób i generują 16% polskiego PKB. 

PSNM (Polskie Stowarzyszenie Nowej Mobilności), do tej pory szeroko znane jako PSPA (Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych), powstało w 2016 r. Naczelnym celem organizacji od samego początku był rozwój zrównoważonego transportu, w szczególności elektromobilności, oraz różnych form nowej mobilności. Po prawie 8 latach od założenia organizacji, zarząd Stowarzyszenia zadecydował o zmianie nazwy organizacji.

– Decyzja o zmianie nazwy PSPA na PSNM to naturalny efekt rozwoju naszej organizacji. Sektor zrównoważonego transportu cały czas ewoluuje, a my zmieniamy się wraz z nim. Mimo zmiany nazwy, pozostajemy wierni naszym wartościom. Cały czas koncentrujemy się na popularyzacji zeroemisyjnego transportu, a także na rozwoju mobilności intermodalnej, autonomicznej, współdzielonej oraz zrównoważonej mobilności miejskiej. Cele PSNM niezmiennie obejmują wspieranie transformacji krajowego przemysłu oraz wzrost innowacyjności i konkurencyjności polskiej gospodarki. Biorąc to wszystko pod uwagę, nazwa Polskie Stowarzyszenie Nowej Mobilności najlepiej oddaje naszą wizję i priorytety – mówi Maciej Mazur, dyrektor zarządzający PSNM.

W 2016 r., kiedy powstawała organizacja, po światowych drogach jeździło ok. 1,2 mln samochodów całkowicie elektrycznych, dziś jest ich już ponad 20 razy więcej. Udział rynkowy EV w Unii Europejskiej wzrósł w tym czasie z ok. 1% do niemal 25%.

– Obecnie PSNM jest największą organizacją sektora nowej mobilności w Polsce i w regionie CEE, jak również jedną z największych w Europie. Do grona ponad 250 członków wspierających PSNM należą m.in. wiodący producenci pojazdów zeroemisyjnych, operatorzy i dostawcy stacji ładowania, wytwórcy baterii litowo-jonowych, instytucje finansowe, operatorzy usług nowej mobilności, przedsiębiorstwa z branży TSL oraz retail, koncerny energetyczne i paliwowe, kancelarie prawne i firmy doradcze. Podmioty zrzeszone w PSNM zatrudniają ok. 500 tys. osób. Przychód firm członkowskich Stowarzyszenia w 2022 r. wyniósł ponad 500 mld zł, co stanowiło 16% polskiego PKB. PSNM współpracuje również z ponad 100 partnerów instytucjonalnych: samorządami, uczelniami wyższymi oraz NGO – mówi Aleksander Rajch, członek zarządu PSNM.

Od 2016 r. PSNM zrealizowało kilka tysięcy działań i projektów, których celem był rozwój rynku pojazdów zeroemisyjnych. Organizacja wydała ponad 500 raportów merytorycznych, analiz i opinii, w tym cykliczny „Polish EV Outlook”. Przeprowadziła także ok. 400 szkoleń i wydarzeń branżowych, jak również zrealizowała kilkadziesiąt projektów badawczych i pilotażowych.

– Nowa nazwa, nowa energia, nowa mobilność, ale te same wartości i ta sama dynamika działania. Jesteśmy świadomi naszej pozycji, jako wiodącej organizacji z otoczenia biznesu i instytucji w Polsce i będziemy wypełniać naszą misję. Naszym celem jest zapewnienie jak najlepszych warunków do stabilnego i zrównoważonego rozwoju rynku nowej mobilności w Polsce i w Europie, przy korzystnym ukształtowaniu otoczenia prawnego oraz gospodarczego. Stowarzyszenie nadal będzie wspierać konkurencyjność nowej mobilności w wymiarze rynkowym i przemysłowym, tak aby sprostała ona współczesnym wyzwaniom gospodarczym, społecznym i klimatycznym – mówi Łukasz Witkowski, wiceprezes PSNM.

PSNM pozostaje członkiem AVERE, największej i najstarszej organizacji kreującej rynek zrównoważonego transportu w Unii Europejskiej, na której czele, jako Prezydent, od 2023 stoi dyrektor zarządzający PSNM, Maciej Mazur.