Optymistyczne przyśpieszenie w danych GUS budownictwa mieszkaniowego

Najnowsza informacja GUS, prezentująca statystyki budownictwa mieszkaniowego we wrześniu oraz pierwszych trzech kwartałach bieżącego roku, zakomunikowała bardzo długo oczekiwane przyśpieszenie ich dynamiki. Języczkiem u wagi pozostaje aktywność inwestycyjna deweloperów, która w ubiegłym miesiącu pozytywnie zaskoczyła wartościami nie notowanymi od połowy ubiegłego roku.

Tym razem zdecydowanie pozytywna zmiana stała się udziałem dwóch najważniejszych z punktu widzenia bieżącej koniunktury kategorii gusowskich danych budownictwa mieszkaniowego, czyli mieszkań rozpoczętych oraz pozwoleń. Zwłaszcza nowe budowy deweloperskie, których dane od miesięcy pozostawały w głębokiej defensywie, a które w ostatnim okresie wzmożonego popytu na mieszkania za sprawą programu kredytów preferencyjnych generowały zagrożenie dla rynkowej stabilności popytowo-podażowej, stanowią szczególnie optymistyczny akcent gusowskiej informacji.

Razem we wrześniu w ramach wszystkich kategorii inwestycyjnych ruszyła budowa 19 tys. mieszkań i domów, co oznacza wzrost w relacji rdr o niemal dokładnie jedną piątą oraz 6 proc. w stosunku do poprzedniego miesiąca. W sumie w trzech pierwszych kwartałach bieżącego roku rozpoczęto budowę 139 tys. lokali, co oznacza wynik gorszy od uzyskanego w analogicznym okresie ub. roku o niemal 16 proc.

Z kolei sami deweloperzy od początku roku przekroczyli we wrześniu poziom 80 tys. nowych budów, co także oznacza kilkunastoprocentowy regres w relacji rok do roku. Jednak zdecydowanie bardziej liczącym się wynikiem jest ten osiągnięty w samym wrześniu na poziomie 12,2 tys. jednostek, o 13 proc. lepszym mdm i aż 40 proc. powyżej osiągniętego w analogicznym okresie ub. roku. Nie jest to może jeszcze rezultat gwarantujący zrównoważenie napierającego za sprawą BK2% popytu na nowe mieszkania, ale na pewno świadectwo determinacji deweloperów w dążeniu do eliminacji ryzyka zupełnego załamania równowagi popytowo-podażowej pierwotnego segmentu mieszkaniówki. Tym samym istotnie wzrosło prawdopodobieństwo zdecydowanego odreagowania trwającego od ponad roku marazmu inwestycyjnego.Statystyki GUS mieszkaniowych inwestycji deweloperskich w Polsce

Co ciekawe, obok znacznej poprawy gusowskich danych dotyczących mieszkań rozpoczętych, wrzesień zaowocował podobnie wyraźnym ożywieniem w przypadku nowych pozwoleń na budowę lub zgłoszeń z projektem budowlanym. Wynik ogółem na poziomie grubo powyżej 23 tys. decyzji administracyjnych jest zarówno rok do roku, jak i miesiąc do miesiąca, lepszy odpowiednio o 4 i 16 proc. Natomiast rezultat od początku roku na poziomie ponad 174 tys., jest o ponad jedną czwartą gorszy od osiągniętego w analogicznym okresie 2022 r.

W przypadku tej kategorii danych ponownie na duże wyróżnienie zasłużyli deweloperzy, których wrześniowy wynik  na poziomie  16,3 tys.,  wyższy od osiągniętego miesiąc wcześniej aż o 28 proc., można już zaliczyć do średnich w ostatnich latach. Z kolei wolumen blisko 115 tys. decyzji uzyskanych od początku roku oznacza regres w stosunku do analogicznego okresu ub. roku o 29 proc. W tym przypadku spadek ów wydaje się jednak mniej istotny od wyniku miesięcznego, który być może jest zapowiedzią poprawy nastrojów inwestycyjnych deweloperów.

Tymczasem statystyki mieszkań oddanych do użytkowania, jak wiadomo niewiele znaczące dla rozwoju i oceny bieżącej koniunktury, utrwalają stabilizację swych notowań na poziomach zbliżonych do dolnego ograniczenia wahań z ostatnich lat. Wynik ogółem z września na poziomie 16,3 tys. jest słabszy o niecałe 11 proc. od  osiągniętego w poprzedzającym sierpniu i aż o jedną czwartą w relacji rok do roku. Rezultat od początku roku na poziomie 161 tys. oddanych lokali jest minimalnie gorszy od uzyskanego w analogicznym okresie trzech pierwszych kwartałów 2022 roku.

O ile sierpniowe dane GUS budownictwa mieszkaniowego dawały realną nadzieję na przełamanie wyraźnie słabnącego potencjału inwestycyjnego krajowej mieszkaniówki, to wrzesień już dość mocno wzmacnia oczekiwania na wzrost aktywności inwestycyjnej deweloperów, tak potrzebny dla zaspokojenia sztucznie wywindowanego popytu.  Szczególnie mogą cieszyć statystyki deweloperskich mieszkań rozpoczętych, które sygnalizują możliwość poprawy relacji popytowo-podażowych rynku pierwotnego już w bliskiej perspektywie. Pytanie, czy poprawy w stopniu wystarczającym.

Z danych serwisu BIG DATA RynekPierwotny.pl nie wynika bowiem, aby w relacjach popytowo-podażowych rynku pierwotnego następowała istotna statystycznie poprawa. We wrześniu w stosunku do sierpnia nastąpił wprawdzie pewien postęp, jednak w przypadku największych rynków Warszawy, Krakowa czy Wrocławia, w dalszym ciągu stosunek nowych wprowadzeń do wolumenów lokali sprzedanych wygląda dość deprymująco.

Dlatego też wyraźny wzrost aktywności inwestycyjnej deweloperów we wrześniu, choć na pewno jest zjawiskiem jak najbardziej pożądanym, może okazać się niedostateczny dla eliminacji szeregu zagrożeń, jakie pojawiły się na rynku w ostatnim okresie wzmożonego popytu, stymulowanego programem kredytów preferencyjnych BK2%.

Z kolei dalsze znaczące podnoszenie poprzeczki dla nowych inwestycji może okazać się dla deweloperów dość ryzykowne. Sytuacja rynkowa jest w dalszym ciągu mało przewidywalna, podobnie jak nieprzewidywalny jest wpływ jedynego praktycznie stymulatora popytu w postaci BK2%. Na razie wzrost inwestycji i pozwoleń deweloperskich zdaje się ostrożnie korespondować z przypominającymi efekt śnieżnej kuli statystykami popularności programu kredytów preferencyjnych. Jednak jak wiadomo obawy o jego perspektywy i sprawczość rynkową narastają z tygodnia na tydzień, co nie pozostanie zapewne bez wpływu na decyzje przedsiębiorców. Niepewność wzmaga także oczekiwana w kraju zmiana przy sterach władzy, co dodatkowo komplikuje możliwości prognostyczne koniunktury w rodzimej mieszkaniówce już w średnim okresie. Stąd choć perspektywy dla rynkowych statystyk inwestycyjnych na najbliższe miesiące wydają się niezagrożone, to w dłuższym terminie bardzo trudno jest cokolwiek prognozować.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Spadek wakatów i stopniowy powrót aktywności deweloperskiej na rynku biurowym w Warszawie

Na rynku nieruchomości biurowych w Warszawie maleje dostępność powierzchni biurowej. Jak podaje firma doradcza Savills, współczynnik wakatów w całym mieście spadł do 10,6%, a w samym centrum do nieco ponad 9%. Na większy wybór najemcy będą mogli liczyć wraz z odmrażaniem projektów kolejnych inwestycji biurowych. Proces ten powoli się rozpoczyna, na co wskazuje wzrost ilości powierzchni w budowie.

Jak wynika z najnowszego raportu firmy Savills, całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Warszawie na koniec września 2023 r. wyniosły 6,2 mln m kw. Rynek biurowy w stolicy wzbogacił się o 20 300 m kw. powierzchni, która została dostarczona w czterech nowych projektach, z których największy to kolejny budynek w kompleksie The Park (White Star Real Estate, 11 000 m kw.).

W budowie znajduje się obecnie blisko 263 000 m kw. nowoczesnej powierzchni biurowej, z której aż 82% znajduje się w centrum miasta. Zgodnie z planami deweloperów, 143 000 m kw. ma zostać wybudowane do końca 2024 r.

„Po systematycznym spadku aktywności deweloperów, który trwał od wybuchu pandemii Covid-19 w 2020 r., obecnie obserwujemy stopniowe odwrócenie trendu. W 2023 r. w Warszawie rozpoczęto realizację pięciu nowych inwestycji biurowych. W dalszym ciągu część deweloperów wstrzymuje się jednak z uruchomieniem kolejnych projektów w oczekiwaniu na większy stopień komercjalizacji tych, które są obecnie realizowane” – komentuje Daniel Czarnecki, dyrektor działu powierzchni biurowych, reprezentacja właściciela, Savills.

Do największych projektów biurowych, które zostaną dostarczone na rynek w latach 2025-2026 należą m.in. The Bridge (Ghelamco, 47 000 m kw.), Upper One (Strabag Real Estate, 35 500 m kw.) oraz Towarowa 22B (Echo Investment, 31 100 m kw.).

Całkowity popyt na powierzchnię biurową w Warszawie wygenerowany przez najemców między styczniem a wrześniem 2023 r. wyniósł 496 600 m kw., co stanowi spadek o około 18% w porównaniu z tym samym okresem ubiegłego roku. Mimo to eksperci Savills zaobserwowali delikatny wzrost popytu z kwartału na kwartał (157 400 m kw. w I kw., 165 200 m kw. w II kw. i 174 000 m kw. w III kw. br.).

Największy udział w popycie miały nowe umowy (52%). Umowy przednajmu wygenerowały prawie 7% całkowitego popytu, a ekspansje nieco poniżej 4%. Najemcy renegocjowali prawie 189 000 m kw., co oznacza 38% udział w całkowitym popycie. Dla porównania w całym 2022 r. renegocjacje wyniosły 39%, nowe umowy najmu 43%, ekspansje 8%, a umowy przednajmu 10%.

Operatorzy elastycznych powierzchni biurowych w Warszawie wynajęli 10 600 m kw. w sześciu transakcjach, z których trzy dotyczyły nowych lokalizacji: OmniOffice w budynkach Warsaw UNIT (3200 m kw.) i Grzybowska Park (1400 m kw.) oraz Business Link w budynku Studio B (3000 m kw.).

Zgodnie z danymi Savills, na koniec września 2023 r. współczynnik powierzchni niewynajętej w Warszawie wyniósł 10,6% i spadł o 1,5 pp. w ujęciu rocznym. Miesięczne stawki w najbardziej prestiżowych lokalizacjach strefy Centrum utrzymały się w przedziale 22,5-26 euro za m kw. miesięcznie, a na Służewcu na poziomie 13,00-15,00 euro za m kw. miesięcznie. Najemcy muszą się jednak liczyć z wysokimi kosztami związanymi z opłatami eksploatacyjnymi w budynkach.

Szukasz biura w Warszawie? Znajdź nieruchomość i skontaktuj się z ekspertami Savills. Doradzamy bez prowizji.

Wybory w Polsce: entuzjazm na rynkach, ale tylko na chwilę

Wynik wyborów w Polsce przyniósł silny entuzjazm na rynki. Z drugiej strony kolejne dni powodowały, że ten entuzjazm gasł, a rynki wracały na stare pozycje. W tle mamy wzrosty złota i bitcoina przy przecenie obligacji.

Sprzedaż detaliczna przyspiesza

Polska utrzymuje pewną niezdrową tendencję w gospodarce. Cały czas rośnie sprzedaż detaliczna napędzana wydatkami socjalnymi, podczas gdy produkcyjne wskaźniki nie wyglądają najlepiej. Wzrost sprzedaży detalicznej był nawet szybszy od oczekiwań i wyniósł 3,6% w skali roku. Oczekiwania wynosiły 3%, co oznacza, że jest to pozytywna niespodzianka dla polskiej waluty. Ta jednak podąża w ostatnich dniach głównie za doniesieniami z polskiej polityki, gdzie inwestorzy odczytali przez różowe okulary wyniki wyborów.

Powyborczy rynek

Po samych wyborach widać było wyraźny entuzjazm zarówno na giełdzie, jak i na walutach. Szybko jednak nadszedł moment refleksji, że od wyniku wyborów do utworzenia rządu to jednak minie wiele tygodni. Dodatkowo pojawiło się kilka niepokojących wypowiedzi z grona zwycięskich partii i szybko się okazało, że początkowy entuzjazm okazał się nadmierny. W rezultacie na otwarciu poniedziałkowym kurs euro spadł z okolic 4,53 zł do 4,47 zł. Następnie we wtorek przebijał w dół okolice 4,42 zł, by finalnie zatrzymać się w piątek już na 4,46 zł. Jeszcze gorzej wyglądało to na giełdzie. W momencie pierwszego entuzjazmu WIG20 wyskoczył z okolic 1980 pkt do 2140 pkt we wtorek. Od tego jednak czasu mieliśmy równię pochyłą, kończąc tydzień w okolicach 2030 pkt.

Alternatywne inwestycje zyskują

W ostatnich dniach byliśmy świadkami dużego wzrostu kilku instrumentów uważanych za inwestycje alternatywne. Dobrym przykładem jest złoto. Jeszcze dwa tygodnie temu znajdowaliśmy się wyraźnie poniżej 1900 dolarów za uncję, teraz atakowany jest poziom 2000 dolarów. W górę idzie także najpopularniejsza kryptowaluta świata. Instrument, który miał być odpowiedzią na podlegającego inflacji dolara, zyskuje jednak dopiero gdy perspektywy inflacyjne spadają. Ruch w ciągu 2 tygodni z okolic 27 000 dolarów na niemal 31 000 z pewnością robi wrażenie. Co ciekawe, pieniądze uciekają z rynku obligacyjnego. Tam wyraźnie rosną rentowności obligacji 10-letnich. W USA dzisiaj rano przekroczyły pierwszy raz od 15 lat poziom 5%.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Popyt na domy wzrósł o 19 proc. – podsumowanie III kwartału na rynku nieruchomości

Rynek domów: podaż trzyma się stabilnie, a podwyżki cen omijają wiele miast.

Kiedy na rynku mieszkań oferta topnieje w szybkim tempie, w segmencie domów jednorodzinnych wybór wciąż jest dość spory. To jeden z czynników, które spowodowały, że w 7 z 18 miast wojewódzkich nie zaobserwowano wzrostu średnich cen ofertowych – wynika z analizy cen na rynku wtórnym, którą po III kwartale br. przygotował portal Nieruchomosci-online.pl.ceny domów

W ostatnich miesiącach wiele mówi się o spadającej liczbie ofert na rynku nieruchomości, ale nie dotyczy to domów jednorodzinnych. Dane portalu Nieruchomosci-online.pl wskazują, że sytuacja podażowa w tym segmencie wygląda inaczej niż w przypadku mieszkań, które znikają z rynku dość szybko.

– Kiedy porównamy III kwartał do II kwartału br., liczba ogłoszeń domów jednorodzinnych wystawionych na sprzedaż na portalu spadła bardzo nieznacznie, bo tylko o 2 proc. k/k, co może określać obecny poziom zainteresowania tego typu nieruchomościami wśród klientów. Tak naprawdę możemy więc mówić o stabilizacji podaży, która widoczna jest mniej więcej od kwietnia. W tym segmencie wybór jest cały czas stosunkowo szeroki; w przypadku naszego serwisu dostępnych jest aktualnie blisko 44 tys. ofert w całej Polsce. Analizując szerszy okres, można powiedzieć, że od 2022 r. oferta się odbudowuje z miesiąca na miesiąc po wyprzedaży, która nastąpiła w 2021 r. – komentuje Rafał Bieńkowski, PR manager w Nieruchomosci-online.pl.

– Oczywiście wpływ na wysokość podaży ma też dłuższy czas sprzedaży domów, który charakteryzował ostatnie 12 miesięcy. Blisko połowa pośredników biorących udział w naszym cokwartalnym badaniu nastrojów rynkowych przyznała niedawno, że czas życia oferty domów (od momentu wystawienia ogłoszenia do zamknięcia transakcji) wynosi od 6 do 12 miesięcy. A 21 proc. agentów doświadczyło sprzedaży trwającej dłużej niż rok. Innymi słowy: niektóre oferty są obecne na portalach ogłoszeniowych już od dłuższego czasu. Podaż budują też nieruchomości, na które szczególnie trudno znaleźć nabywców. Dotyczy to dużych, wysłużonych domów, które wymagają generalnych remontów – dodaje Rafał Bieńkowski.

Brakuje mieszkań, więc rozglądamy się też za domami

Jeszcze w pierwszej połowie 2023 r. popyt na domy jednorodzinne odbudowywał się bardzo powoli. Jak informowaliśmy, w II kwartale br. liczba zapytań ze strony osób poszukujących była większa o 2 proc. w porównaniu z I kwartałem 2023 r. Ostatnie miesiące przyniosły jednak spore przyspieszenie.

W III kwartale br. liczba kontaktów, które osoby poszukujące nawiązały z ogłoszeniodawcami za pośrednictwem portalu Nieruchomosci-online.pl, wzrosła o 19 proc. k/k. Chociaż „Bezpieczny Kredyt 2%” był impulsem głównie dla mieszkaniówki, to jednak i segment domów do pewnego stopnia na nim skorzystał – część domów z drugiej ręki, szczególnie na mniejszych rynkach, wpisywała się bowiem cenowo w limity nakładane przez ten program. Na wzrost popytu zadziałało też złagodzenie warunków oceny kredytowej przez Komisję Nadzoru Finansowego (obniżenie buforu), co otworzyło niektórym osobom drzwi do normalnych kredytów.

– Kolejnym powodem wzrostu zainteresowania domami jest też niska podaż w mieszkaniówce. Na wielu lokalnych rynkach liczba ofert mieszkań do kupienia jest ograniczona, dlatego część poszukujących zmieniła plany i rozpoczęła poszukiwania domów, najczęściej w mniejszym metrażu – mówi Rafał Bieńkowski.

Ciekawe spostrzeżenie wyłania się też z opinii pośredników, którzy w badaniu nastrojów rynkowych (INPON) po III kw. 2023 r. ocenili, że największym zainteresowaniem cieszą się domy w stanie do zamieszkania lub niewielkiego remontu/odświeżenia, podczas gdy podaż nowych ofert zasilają przeważnie domy w stanie surowym/deweloperskim lub starsze wymagające generalnego remontu.

Domy drożeją rzadziej niż mieszkania

W III kwartale br. sytuacja cenowa w segmencie domów z rynku wtórnego różniła się w zależności od regionu. Jest więc to inna sytuacja niż na rynku mieszkań, gdzie większość głównych miast zanotowała wzrost średnich cen ofertowych, i to zarówno w przypadku mieszkań 1-, 2-, jak i 3-pokojowych.

Dane Nieruchomosci-online.pl wskazują, że 11 miast wojewódzkich zanotowało wzrost średniej ceny ofertowej za mkw. domu, ale zmiany najczęściej wynosiły od 1 do 5 proc. k/k. Dotyczyło to także Warszawy, gdzie średnia „urosła” o 3 proc. (chociaż i to pozwoliło stolicy przekroczyć granicę 10 tys. zł/mkw.). Patrząc procentowo, średnie oczekiwania sprzedających na portalu mocniej wzrosły jedynie w Łodzi (8 proc.), Białymstoku (7 proc.) i Kielcach (6 proc.).

Co za tym idzie, w III kwartale podwyżki średniej ceny ofertowej ominęły aż siedem miast wojewódzkich. Przeciętna stawka za metr kwadratowy praktycznie nie drgnęła w Gdańsku, Lublinie, Olsztynie i Zielonej Górze, a spadła w Katowicach (-5 proc.), Szczecinie (-2 proc.) i Gorzowie Wielkopolskim (-4 proc.).

85 proc. Polaków pracuje w nadgodzinach

Badania pokazują jasno: praca w nadgodzinach to realny problem na rynku pracy. Dotyka zdecydowanej większości specjalistów oraz osób pełniących stanowiska kierownicze – bez względu na płeć, wiek czy zawód. Ma negatywny wpływ na życie prywatne, samopoczucie oraz zdrowie, a także często prowadzi do irytacji. Jak wynika z najnowszego raportu „Nadgodziny 2023”, stworzonego przez Hays Poland we współpracy z kancelarią Baker McKenzie, z pracą w godzinach nadliczbowych mierzy się aż 85 proc. pracowników i 92 proc. osób zarządzających zespołem.

Choć nadgodziny definiuje się jako pracę wykonywaną ponad normy czasu, to wnioski płynące z najnowszego badania Hays Poland i Baker McKenzie pokazują, że jest to tylko wierzchołek góry lodowej. W perspektywie pracowników nadgodziny to znacznie więcej niż realizacja bezpośredniego polecenia przełożonego lub przełożonej. Za przepracowanymi godzinami nadliczbowymi bardzo często stoją bowiem braki w komunikacji, niezdrowe przyzwyczajenia kulturowe i stare, niewspółmierne do aktualnych warunków, modele biznesowe.

Specjalistki i specjaliści zgodnie przyznają, że praca ponad miarę nie wpływa dobrze na ich zdrowie, satysfakcję i życie prywatne. Gdyby było to możliwe, większość osób chciałoby całkowicie wyeliminować nadgodziny ze swojego życia zawodowego. Co zatem sprawia, że profesjonalistki i profesjonaliści pracują za dużo? W rzeczywistości to nie tylko zbyt wysoki nakład pracy, ale i kwestie mentalności oraz kultury pracy – komentuje Alex Shteingardt, Dyrektor Regionalny na Europę Środkowo-Wschodnią oraz Dyrektor Zarządzający Hays w Polsce.

Zbyt dużo pracy, za mało czasu

Zdecydowana większość respondentek i respondentów badania opisanego na łamach raportu Hays przyznaje, że zdarza im się zostawać w pracy dłużej. Prawie 7 na 10 osób z tej grupy wykonuje swoje obowiązki służbowe także w dni wolne od pracy – wolne weekendy, święta, w trakcie urlopu. Niemal połowa respondentów (49 proc.) deklaruje, że nadliczbowo najczęściej przepracowuje maksymalnie 5 godzin w skali tygodnia. Przypadki ekstremalne należą natomiast do rzadkości, chociaż wiele zależy też od pełnionej funkcji – im wyższe stanowisko, tym więcej przypadków pracy w godzinach nadliczbowych.

Zbyt dużo pracy, za mało czasu

Źródło: „Nadgodziny 2023”, raport Hays Poland i Baker McKenzie

Nadgodziny to efekt dużego nakładu pracy, mentalności i kultury pracy

W kontekście przyczyn powstawania nadgodzin, respondentki i respondenci są raczej zgodni. Jako główny powód pracy ponad miarę 78 proc. wskazuje zbyt wiele obowiązków służbowych. Aspekt ten można natomiast analizować wielowymiarowo. Nadmiar pracy może wynikać rzeczywiście z niewspółmierności zakresu zleconych zadań do wymiaru czasu pracy. Natomiast w niektórych przypadkach powodem występowania nadgodzin jest też brak umiejętności priorytetyzacji lub problemy z produktywnością. Te natomiast mogą wynikać zarówno z niedostatecznych kompetencji miękkich pracowników, jak również z nieefektywnych procesów biznesowych w organizacji, nieskutecznego modelu zarządzania lub niskiego poziomu cyfryzacji przedsiębiorstwa.

Nadgodziny to efekt dużego nakładu pracy, mentalności i kultury pracyŹródło:  „Nadgodziny 2023”, raport Hays Poland i Baker McKenzie

Zdaniem Agnieszki Czarneckiej, Head of HR Consultancy CEE w Hays, powodów powstawania nadgodzin w organizacjach warto upatrywać znacznie głębiej, gdyż zbyt duży nakład pracy to tylko jedna strona medalu.

Częsta praca w nadgodzinach może wiązać się z kulturowymi, często nieuświadomionymi przekonaniami o pracy, które poniekąd wynikają z historii Polski. Jako naród od zawsze byliśmy przyzwyczajeni do wymagającej pracy w niesprzyjających warunkach. Stąd też wielu pracowników do dziś funkcjonuje w – nie do końca zdrowej – kulturze ciężkiej pracy i przeświadczeniu, że zostając w niej dłużej niż 8 godzin dziennie, zyska się uznanie współpracowników oraz szefowej lub szefa, co zaowocuje lepszymi perspektywami rozwojowymi i zarobkowymi – zaznacza Agnieszka Czarnecka.

Znajduje to odzwierciedlenie w wynikach badania. 39 proc. ankietowanych ma poczucie, że nadgodziny wynikają z oczekiwań przełożonych. Istnieje zatem szansa, że praca ponad miarę bardzo często jest rezultatem przekonań obu stron – pracowników o tym, że nadgodziny prowadzą do lepszej oceny przełożonych oraz menedżerów zakładających, że nadgodziny są naturalnym elementem pracy i świadczą o zaangażowaniu zatrudnionych. Co więcej, przeszło co trzeci respondent badania twierdzi, że problem nadgodzin tkwi w kulturze organizacyjnej, a 28 proc. powołuje się na niesprzyjające procesy i niedostateczną technologię. Jest to ważny sygnał dla pracodawców, aby pochylić się nad sposobem zarządzania w firmie, wzajemnym zrozumieniem oraz wsparciem.

Luka w komunikacji

W obrębie kultury ciężkiej pracy często mówi się o tym, że czas poświęcony na wykonywanie obowiązków służbowych świadczy o zaangażowaniu pracownika. W wielu przypadkach jest to niesłuszne i krzywdzące wyobrażenie. Natomiast być może to właśnie przez nie część pracowników z własnej inicjatywy decyduje się zostawać w pracy dłużej, nie postrzegając tego jako problemu i nie komunikując tego menedżerce lub menedżerowi.

To z kolei stanowi podłoże kolejnego problemu – niedostatecznej komunikacji. Pracę w nadgodzinach deklaruje 85 proc. profesjonalistek i profesjonalistów. Jednak o tym, że członkowie zespołów pracują w nadgodzinach, przekonanych jest niespełna 1/3 osób pełniących stanowiska menedżerskie. Skąd ta rozbieżność opinii? Być może rzeczywiście jest tak, że pracownicy odnotowują nadgodziny, natomiast z różnych powodów nie komunikują tego problemu przełożonym, przez co ci nie traktują tej sprawy jako priorytetowej do rozwiązania.

Potencjalna przyczyna tkwi również w samym postrzeganiu nadgodzin. W perspektywie kadry menedżerskiej, nadgodziną może bowiem być praca po godzinach realizowana na polecenie przełożonego lub przełożonej. Tymczasem pracownicy jako nadgodziny mogą interpretować każdą sytuację, gdy w pracy musieli zostać dłużej, ponieważ z różnych względów nie udało im się wykonać wszystkich zadań w ciągu standardowego, 8-godzinnego dnia pracy.

Jak przytacza Michał Lisawa, Partner kierujący Działem Prawa Pracy w kancelarii Baker McKenzie: – Pracę w nadgodzinach można polecić podwładnym w razie szczególnych potrzeb pracodawcy oraz w razie konieczności prowadzenia akcji ratowniczej. Jeśli mają one miejsce, to praca ponadwymiarowa jest obowiązkiem pracownika. Z drugiej strony należy pamiętać, że pracodawca nie powinien ustalać nadgodzin jako planowego, standardowego harmonogramu pracy. Polecenie pracy w godzinach nadliczbowych może być wydane w dowolny sposób, np. pisemnie lub ustnie. W praktyce może zostać wydane także nie wprost, czyli w sposób dorozumiany. Dlatego w niektórych sytuacjach za takie polecenie może zostać uznany sam brak sprzeciwu przełożonego na wykonywanie dłużej pracy w jego obecności bądź zlecenie pilnych zadań, których nie da się wykonać w godzinach pracy.

Ekspert Baker McKenzie podkreśla również, że pracę w nadgodzinach trzeba pracownikom zrekompensować dodatkowym czasem wolnym albo specjalnym dodatkiem do wynagrodzenia. Przy czym rekompensata finansowa za pracę ponadwymiarową nie przysługuje pracownikom zarządzającym zakładem pracy. Nie przysługuje ona także kierownikom wyodrębnionych jednostek, chyba że pracowali w niedzielę lub święto i nie otrzymali za to innego dnia wolnego.

Gdzie jest kres pracy w nadgodzinach?

Choć obecny krajobraz nadgodzin na polskim rynku pracy nie wygląda optymistycznie, to wiele może się zmienić wraz z wchodzeniem na rynek pracy kolejnych osób z pokolenia Z.

Dzięki obserwacji pracy swoich rodziców i dziadków, Zetki w większości mają jasną wizję tego, jak nie chcą pracować. Najmłodsze osoby na rynku mają jasno postawione cele w kontekście swojej kariery i work-life balance. – zaznacza Agnieszka Czarnecka z Hays Poland i dodaje – Ponadto, aby zatrzymać rozwój kultury ciężkiej pracy, czasami warto po prostu pogodzić się z faktem, że w życiu prywatnym i zawodowym nie zawsze jesteśmy w stanie zrobić wszystkiego, co byśmy chcieli lub co jest od nas oczekiwane. Rosnąca świadomość tego faktu może przyczynić się do pozytywnej zmiany w polskiej kulturze pracy. 

Nawet małe, wprowadzane stopniowo zmiany mogą przyczynić się do odwrotu od przytłaczających nakładów pracy oraz niezdrowych nawyków na rzecz większej koncentracji na własnym dobrostanie oraz większego wsparcia i zaufania w organizacjach.

O RAPORCIE

Raport Hays Poland i Baker McKenzie „Nadgodziny 2023” został opracowany na podstawie danych uzyskanych w badaniu przeprowadzonym we wrześniu 2023 roku wśród blisko 1500 specjalistów i specjalistek oraz 750 osób zarządzających zespołem. Celem publikacji jest analiza doświadczeń pracy w nadgodzinach na polskim rynku pracy oraz zachęcenie pracowników i pracodawców do głębszego przyjrzenia się problemowi pracy w godzinach nadliczbowych.

Wniesienie składników majątkowych do fundacji rodzinnej – skutki podatkowe

Wniesienie składników majątkowych do fundacji rodzinnej przez fundatora w celu pokrycia funduszu założycielskiego, w szczególności w postaci posiadanych akcji lub udziałów w spółkach prawa handlowego, nie będzie skutkować powstaniem dochodu po stronie fundatora – potwierdził Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej w interpretacji z 21 września 2023 r.

Fundacja rodzinna

W Polsce jest obecnie zarejestrowanych ponad 2,6 mln aktywnych firm z czego niemal co trzecia to firma rodzinna. W dniu 22 maja 2023 r. weszła w życie ustawa o fundacji rodzinnej, która reguluje zasady organizacji i funkcjonowania takiej fundacji, prawa i obowiązki beneficjenta oraz fundatora. Za jej pomocą przedsiębiorcy mogą dokonywać skutecznej i bezpiecznej sukcesji mienia i firmy. Jest to więc instytucja wciąż młoda w krajowym porządku prawnym, stąd założyciele i uczestnicy fundacji rodzinnych napotykają liczne wątpliwości w tym zakresie.

Założenie fundacji rodzinnej

Jeden z przedsiębiorców w oparciu o nową ustawę utworzył fundację rodzinną. Obawiał się o to, że w przyszłości jego spadkobiercy, rozdrobnią gromadzony latami majątek wykorzystując go na własne, niezwiązane z prowadzoną działalnością gospodarczą cele. Jego zamiarem było więc zabezpieczenie dalszej integracji majątku i umożliwienie zarządzania nim w sposób pozwalający na zachowanie aktywności gospodarczej i dostarczanie środków utrzymania przyszłym pokoleniom. Na potrzeby pokrycia funduszu założycielskiego fundacji zdecydował wnieść do niej posiadany majątek, w szczególności akcje w spółce akcyjnej lub udziały w spółkach prawa handlowego. W efekcie fundacja miała stać się akcjonariuszem spółki akcyjnej oraz udziałowcem pozostałych spółek. Przedsiębiorca stał się jednocześnie fundatorem oraz beneficjentem fundacji.

Wątpliwości podatkowe fundatora

W przyszłości fundacja będzie mogła dokonywać okresowych wypłat posiadanych środków na rzecz beneficjentów. Będą nimi, oprócz przedsiębiorcy-fundatora, osoby należące do jego najbliższej rodziny. Warunki wypłaty precyzyjnie reguluje jej statut. Fundator powziął jednak wątpliwość, czy dokonane w opisany sposób wniesienie składników majątkowych do fundacji nie zrodzi po jego stronie dochodu podlegającego opodatkowaniu na podstawie art. 11 ust. 1 ustawy o PIT. Zgodnie z tym przepisem, opodatkowaniu podatkiem dochodowym od osób fizycznych podlegają otrzymane lub postawione do dyspozycji podatnika w roku kalendarzowym pieniądze i wartości pieniężne oraz wartość otrzymanych świadczeń w naturze i innych nieodpłatnych świadczeń. Fundator zaznaczył, że wnosząc udziały w spółkach nie otrzyma w zamian żadnych udziałów lub innych instrumentów prawnych, które dawałyby mu tytuł prawny do wniesionego do fundacji majątku lub do uzyskania od fundacji innego świadczenia.

W opublikowanej 27 września interpretacji indywidualnej Dyrektor KIS potwierdził, że ustanowione od 22 maja 2023 r. przepisy ustawy o PIT wskazują jako moment powstania przychodu wyłącznie ewentualne przychody otrzymane od fundacji, zarówno w trakcie jej istnienia, jak i uzyskane wskutek jej rozwiązania. Żaden z przepisów nie stanowi, aby w momencie wniesienia do fundacji majątku na pokrycie jej funduszu założycielskiego, także w postaci udziałów i akcji, dochodziło do powstania po stronie fundatora przychodu (sygn. 0113-KDIPT2-3.4011.655.2023.1.JŚ).

Podsumowanie

Zgodnie z założeniami ustawy z dnia 26 stycznia 2023 r. o fundacji rodzinnej, fundacja jest osobą prawną tworzoną w celu gromadzenia majątku i zarządzania nim w interesie beneficjentów oraz spełniania świadczeń na ich rzecz. Jej cel określa fundator w statucie fundacji. Co ważne beneficjentami są z założenia członkowie rodziny fundatora, jednak mogą nimi być także inne osoby przez niego wskazane. Beneficjentem może być również sam fundator, tak jak to ma miejsce w opisanej sprawie. Fundacja rodzinna może przekazywać zyski, składniki majątku, swoim beneficjentom, pokrywać koszty utrzymania lub kształcenia beneficjenta, jak i wspierać działalność pożytku publicznego. Ideą fundacji rodzinnych, fundacji prywatnych, jest właśnie owa prywatność i dyskrecjonalny charakter wewnętrznego zinstytucjonalizowania rodzinnych spraw i interesów.

Autor: Robert Nogacki, radca prawny, partner zarządzający, Kancelaria Prawna Skarbiec, specjalizująca się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

„Indeks strachu” urósł do najwyższego poziomu od marca

Amerykańskie indeksy w piątek odnotowały kolejną spadkową sesję. „Indeks strachu” VIX urósł tym samym do najwyższego poziomu od marca (21,7 pkt.), kiedy rynek żył kryzysem w regionalnych bankach w USA. Rentowności długu Stanów Zjednoczonych zniżkowały a dolar pozostał stabilny. Złoto po dotarciu do poziomu bliskiego 2000 USD spadło i aktualnie jest na poziomie 1980 USD za uncję trojańską. Korekcie spadkowej poddały się również ceny ropy naftowej. WTI obniżyła się do poziomu 87 USD za baryłkę. Sytuacja na Bliskim Wschodzie jest wciąż tematem nr jeden dla rynków finansowych.

Sytuacja na Bliskim Wschodzie wciąż jest napięta. Stany Zjednoczone udzieliły rady Izraelowi, aby ten opóźnił swoją ofensywę lądową w Strefie Gazy, która miała by być skierowana w Hamas. Z kolei CNN cytuje izraelskiego urzędnika, który deklaruje, że zawieszenia broni świat nie powinien się spodziewać. Liczba ofiar stale rośnie. Pomoc humanitarna jest kierowana do Palestyny. Wg danych śmierć poniosło już ponad 4 tys. osób, w tym duża część to dzieci.

Na Wall Street trwa sezon wyników kwartalnych za III kwartał . Jak wynika z danych zebranych przez Blommberg-a, spośród 86 spółek z indeksu SP500, które ogłosiły raporty do piątkowego poranka, aż 74 proc. z nich okazało się lepsze od szacunków. W tym tygodniu dane podadzą m.in. Alphabet, Meta Platforms, Microsoft, Amazon, Visa czy General Motors.

Z danych makro i wydarzeń ekonomicznych uwaga inwestorów powinna być skupiona na decyzji Europejskiego Banku Centralnego. To oczywiście w czwartek. Tego samego dnia zobaczymy wynik PKB USA za III kwartał a dzień później raport na temat wydatków Amerykanów, który zawiera preferowaną przez Fed miarę inflacji. Szacunki wskazują, że gospodarka USA raczej przyspieszyła niż spowolniła. Sytuacja jest o tyle wyjątkowa, że jeszcze rok temu prognozy wskazywały na recesję w USA do tego czasu ze względu na agresywne podwyżki stóp procentowych przez Rezerwę Federalną. Jeśli otrzymamy mocny raport o inflacji PCE wzmocnią się oczekiwania, że bank centralny będzie musiał zrobić więcej, aby stłumić presję cenową.

EBC prawdopodobnie nie podniesie kosztu pieniądza w strefie euro. Stopa inflacji znacznie spadła we wrześniu co wpisało się w oczekiwania banku. Po ostatniej podwyżce stopa depozytowa wynosi 4 proc. a refinansowa 4,5 proc. i prawdopodobnie jest to szczyt całego cyklu zacieśniania. Oczywiście przedstawiciele EBC w swoich wypowiedziach nie wykluczają całkowicie kolejnych kroków w górę. Gdyby sądzili inaczej, byłoby to ryzykowane w otoczeniu tak wielu niewiadomych i tylu ryzyk. Trzeba przyznać, że walka z inflacją nie jest jeszcze wygrana. Przeważająca jednak część osób z Rady uznaje, że kolejna podwyżka nie jest już raczej wymagana w momencie, kiedy inflacja pozostaje w granicach ostatniej projekcji instytucji.

Przeciwko podwyżce na nadchodzącym posiedzeniu EBC przemawia również fakt, że członek Rady Prezesów – Peter Kazimir – przyznał w ostatnich dniach szczególne znaczenie nadchodzących projekcji w grudniu i marcu. Sugeruje to, że w przyszłości, podobnie jak miało to miejsce wcześniej, EBC ponownie będzie wolał podejmować ważne decyzje w terminach posiedzeń, na których są one prezentowane, a najnowsze prognozy banku będę zaprezentowane dopiero w grudniu.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

10 aktualnych trendów na rynku pracy, o których trzeba wiedzieć

Pół dnia w biurze, skromniejsze podwyżki i coraz mniej awansów.
10 aktualnych trendów na rynku pracy, o których trzeba wiedzieć.

Z najnowszej, 13. edycji raportu Antal “Aktywność specjalistów i menedżerów na rynku pracy” wynika, że ponad połowa specjalistów i menedżerów nie dostrzega istotnej poprawy swojej sytuacji zawodowej. To zjawisko staje się szczególnie widoczne w kontekście wynagrodzeń. Warto zaznaczyć, że pracownicy otrzymali niższe podwyżki w porównaniu do lat ubiegłych, a jedynie 8% z nich miało szansę na podwyżkę przekraczającą 20%.

Antal opublikował raport na próbie 1022 specjalistów i menedżerów w terminie 3 czerwca – 20 lipca 2023. Ukazuje on aktualne trendy na rynku pracy takie jak: postawy pod kątem poszukiwania pracy, liczbę ofert jaką otrzymują kandydaci, motywację i warunki do zmiany zatrudnienia czy gotowość do relokacji.

#1 Specjaliści mogą wrócić do biur, jednak na własnych warunkach

Znaczący odsetek badanych, aby wyrazić zainteresowanie propozycją pracy, oczekuje średnio 2-3 dni pracy zdalnej w ciągu tygodnia. Dla zwiększenia czasu spędzanego w biurze najistotniejszym czynnikiem dla 50% specjalistów i menedżerów jest elastyczność czasu pracy, umożliwiająca przyjazd np. na pół dnia lub na wybrane spotkania. Dodatkowo badani wskazują zainteresowanie korzyściami w postaci posiłków oferowanych przez pracodawcę (36%).

Istotne jest, aby pracownicy dostrzegali wartość i sens powrotu do biur, a nie odczuwali to jako przymus. Znaczenie ma stworzenie środowiska pracy, które promuje kolaborację, innowacyjność i wzajemne wsparcie, a które jednocześnie jest dostosowane do indywidualnych potrzeb każdego zespołu i pracownika. Kluczowa będzie adaptacyjność pracodawców, którzy powinni skupić się na tworzeniu elastycznych modeli pracy, łączących zalety pracy zdalnej i stacjonarnej, aby w pełni zaspokoić potrzeby i oczekiwania swoich pracowników – komentuje Artur Skiba, Prezes Antal.

#2 Podwyżki skromne, ale nadal na plusie

Mimo że tylko niewielki odsetek, czyli 8% beneficjentów, mógł pochwalić się podwyżkami przekraczającymi 20% swojego dotychczasowego wynagrodzenia, istotne jest, że aż 36% pracowników doświadczyło wzrostu w przedziale 6-20%.

Wydaje się, że kandydaci stają się bardziej realistyczni w kwestii swoich oczekiwań finansowych. Jednak warto zwrócić uwagę, że eksperci z obszarów IT i HR wciąż oczekują nieco wyższych podwyżek (około 26%). W obliczu dynamicznych zmian na rynku pracy specjaliści zdają się być bardziej elastyczni i dostosowywać się do aktualnych trendów – wyjaśnia Anika Jabłońska, Senior Recruitment Consultant Antal IT Services.

#3 Mniej aktywności, lecz większa otwartość

W porównaniu do roku 2022 odsetek tych, którzy aktywnie poszukują pracy, spadł aż o 17 punktów procentowych. Co ważne, ponad połowa badanych specjalistów nie szuka pracy aktywnie, ale jest gotowa na nowe możliwości zawodowe.

Główną motywacją do zmiany pozostaje korzyść finansowa. Zmieniamy pracę, aby zarabiać więcej, nie jest to tajemnicą. Tuż za nią plasuje się – szeroki w swoim znaczeniu – rozwój. Następnie można wyróżnić korzyść ze zmiany pracy, która wpływa na poprawę work-life balance – dodaje Joanna Cieślik, Team Leader w Antal, Finance & HR.

#4 Rosnące znaczenie umów o pracę

Niezmiennie jako konieczne elementy nowej oferty pracy wymieniane są wyższe wynagrodzenie od dotychczasowego (78%). Aczkolwiek na znaczeniu przeważająco, bo aż o 18 p. w porównaniu z rokiem poprzednim zyskała umowa z o pracę (57%).

Rośnie świadomość pracowników odnośnie stabilności zatrudnienia i zabezpieczenia prawnego, jakie niesie ze sobą formalna umowa o pracę. Nie można jej lekceważyć, ponieważ zapewnia ona pracownikom ochronę prawną, regularne wynagrodzenie, a także dostęp do świadczeń socjalnych i innych benefitów. W dobie niepewności i dynamicznych zmian na rynku pracy, umowa o pracę staje się gwarantem pewnej stabilności i bezpieczeństwa zawodowego – komentuje Michał Borkowski, Regional Manager Antal, Finance & Accountancy.

#5 Pracownik przychodzi do firmy, a odchodzi przez złe zarządzanie

Najczęstszym powodem zmiany pracy aż dla 43% specjalistów i menedżerów jest złe zarządzanie a dla 39% zła atmosfera w organizacji – to są powody pozostające w czołówce w ostatnich edycjach raportu. Warto zauważyć, że w przypadku zmiany pracy na nieco dalszy plan schodzą propozycja wyższego wynagrodzenia (-11 p.p. w stosunku do roku ubiegłego) oraz większe możliwości rozwoju kariery u nowego pracodawcy (-16 p.p.).

Specjaliści i menedżerowie poszukują spójności i autentyczności w zarządzaniu. Wartości organizacji muszą być widoczne w codziennym działaniu, a brak konsekwencji może prowadzić do rotacji pracowników. Unikanie mikrozarządzania oraz dawanie pracownikom autonomii jest równie istotne, ponieważ brak samodzielności i poczucie kontroli mogą prowadzić do frustracji i niezadowolenia. Kluczową rolę odgrywa zaufanie, zarówno ze strony pracownika, jak i pracodawcy – komentuje Maryla Aftanasiuk-Lisiecka, Business Unit Director Antal, Sales & Marketing

Podobne wnioski można wyciągnąć z lektury raportu „Kobiety w Finansach” przygotowanego przez  Antal wraz z CFA Society Poland, we współpracy z Bankiem BPH i Izbą Zarządzających Funduszami i Aktywami (IZFiA). Z badania wynika, że na zadowolenie względem kariery zawodowej wpływają przede wszystkim atmosfera w pracy (74 proc.) oraz wysokie zarobki (72 proc.).

Na zadowolenie względem kariery zawodowej wpływa kilka czynników, z czego wyróżnić należy atmosferę w pracy. Dla przedsiębiorstw jest to sygnał, że aby przyciągać do firm utalentowanych kandydatów i zatrzymać pracowników o wysokich kwalifikacjach, dbałość o ten aspekt staje się konieczny i wpływa na ocenę marki pracodawcy. Jest to także powód, dla którego pracownicy są skłonni ponownie wkroczyć do raz opuszczonej rzekidodaje Maryla Aftanasiuk-Lisiecka.

#6 Przebierać w ofertach mogą… specjaliści IT

Dane przedstawiają jasny obraz: osoby specjalizujące się w technologiach informacyjnych otrzymują średnio 14 zaproszeń do procesów rekrutacyjnych każdego roku, znacznie przewyższając swoich odpowiedników w innych dziedzinach, którzy mogą liczyć na średnio 4 takie propozycje rocznie.

Na współczesnym rynku pracy dostrzega się tendencję, że specjaliści z branży IT przejęli prym w zakresie liczby ofert pracy. Warto zaznaczyć, że nie jest to zjawisko tak samo wyraźne i ze znaczącą dynamiką wzrostu, jak w okresie pandemicznym, ale wydaje się, że sytuacja na rynku pracy osób z tego sektora nadal jest raczej stabilna – mówi Fabian Pietras, Business Unit Director Antal IT Services.

#7 Mężczyźni bardziej rekrutacyjnie aktywni

Choć dominującą tendencją wśród wszystkich specjalistów jest uczestniczenie w procesach rekrutacyjnych raz na kilka lat, dane wskazują na zwiększoną aktywność rekrutacyjną wśród mężczyzn. Konkretnie 27% mężczyzn angażuje się w takie procesy raz na kilka miesięcy, co sugeruje ich większą skłonność do eksplorowania nowych możliwości zawodowych w krótszych okresach.

Analizując aktywność na rynku pracy wśród specjalistów z różnych branż, obserwuje się pewne różnice w zachowaniach rekrutacyjnych między płciami. Może to wynikać z różnych czynników, takich jak motywacje zawodowe, oczekiwania co do kariery czy percepcja rynku pracy, ale podkreśla też różnorodność podejścia do rekrutacji w zależności od płci – komentuje Roman Zabłocki, Business Unit Director Antal, Engineering & Operation.

#8 Coraz mniej awansów

Jedynie 13% badanych w 2023 roku stwierdziło, że odczuło znaczącą poprawę w swojej sytuacji zawodowej, co stanowi spadek o 15 punktów procentowych w porównaniu z danymi z 2021 roku.

Ta tendencja może świadczyć o różnych czynnikach wpływających na rynek pracy, takich jak dynamika gospodarcza, zmieniające się warunki zatrudnienia czy ogólna niepewność sektora biznesowego i podkreśla potrzebę głębszej analizy oraz adaptacji strategii zarządzania zasobami ludzkimi przez przedsiębiorstwa – podsumowuje Sebastian Sala, Business Unit Director Antal, SSC/BPO.

#9 Atrakcyjna oferta skłoni do relokacji

W przypadku atrakcyjnej oferty pracy 87% specjalistów i menedżerów rozważyłoby pracę całkowicie zdalną zarówno w Polsce, jak i za granicą. Jedna czwarta respondentów wzięłaby pod uwagę taką propozycję, tylko jeśli dotyczyłaby ona polskiego regionu.

Możliwość pracy zdalnej zarówno w Polsce, jak i za granicą w największym stopniu zostałaby wzięta pod uwagę przez wyższą kadrę zarządzającą oraz specjalistów i menedżerów reprezentujących marketing, natomiast w poprzedniej edycji byli to reprezentanci sprzedaży oraz branży IT – dodaje Artur Migoń, Wiceprezes Antal.

#10 Trójmiasto najbardziej atrakcyjne na polskim rynku pracy

Składające się z Gdańska, Gdyni i Sopotu Trójmiasto zyskuje coraz większą popularność wśród specjalistów i menedżerów. Bogata oferta kulturalna, bliskość morza i rozwijający się rynek pracy sprawiają, że wiele osób rozważa relokację do tej części Polski. Co ważne, w 2023 roku Trójmiasto wyprzedziło nawet Warszawę pod względem atrakcyjności.

Mimo tych zmian pewne miasta w Polsce utrzymują swoją dominującą pozycję. Warszawa jako stolica kraju, wciąż przyciąga ogromną liczbę specjalistów, oferując im największe spektrum możliwości zawodowych. Wrocław, z jego międzynarodowym charakterem i rozwijającym się rynkiem IT, oraz Kraków, znany z kultury i nauki, również pozostają na czołowych miejscach listy najbardziej pożądanych miast w Polsce – podsumowuje Justyna Śliwińska, Team Leader Antal IT Services.

Rynek nieruchomości pod podwójną presją. Konsumenci obawiają się wzrostu cen i ograniczenia programu Bezpieczny Kredyt 2%

Osoby planujące zakup nieruchomości pod koniec roku 2023 znajdują się pod podwójną presją – z jednej strony czują, że od nowego roku wzrosną ceny mieszkań, więc szybko decydują się na zakupy bądź rezerwacje. Z drugiej niepewna jest przyszłość programu Bezpieczny Kredyt 2%, więc podejmowane decyzje w tym zakresie również obciążone są presją czasu. – Klientów nie brakuje i są oni bardzo zdeterminowani, by dopiąć transakcję jeszcze w tym roku. Obawiają się wzrostów cen nieruchomości, ale i tego, że jak będą czekać to zabraknie dla nich pieniędzy w nowym programie „Bezpieczny kredyt 2%” – przyznaje Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

Co dalej z „Bezpiecznym kredytem 2%?”

30 milionów złotych? A może 50 milionów? Nie da się ukryć, że lipcowy start programu „Bezpieczny Kredyt 2%” okazał się wielkim sukcesem i już w pierwszych tygodniach po uruchomieniu, można było mówić o rekordowym zainteresowaniu i dosłownie setkach składanych wniosków kredytowych.

Sytuacja jednak nie jest łatwa, bo o ile wnioski lipcowe i sierpniowe rozpatrywane były w 3-4 tygodnie. Tak obecnie trzeba czekać na decyzję nawet kilka miesięcy. To trudne, bo osoby chcące kupować mieszkanie widzą, jak oferty znikają im sprzed nosa albo jak ceny ich wymarzonych mieszkań rosną.

– Program „Bezpieczny Kredyt 2%” padł ofiarą swojego sukcesu. Im więcej wniosków, tym większe zatory w bankach. One dzisiaj sięgają zwykle 2-3 miesięcy – przyznaje Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

– Inny problem to kwestia tempa. Rodziny starające się o kredyt nie są pewni, kiedy skończą się na niego środki i jak będzie wyglądać dystrybucja środków w roku przyszłym. Ta niepewność powoduje, że wszyscy chcą zdążyć i złożyć wnioski w tym roku, a to powoduje jeszcze większe zatory – mówi Mirosław Król. Ekspert dodaje, że wiele osób do dzisiaj powołuje się na stare programy wsparcia dla młodych rodzin typu: „Mieszkanie dla młodych”, gdzie chętnych było tak wielu, że środki kończyły się po zaledwie kilku dniach.

Ceny będą rosnąć? Deweloperzy szykują się do podwyżek cen

Sytuacja na rynku nieruchomości w roku 2023 była dość stabilnym odbudowywaniem się po kryzysie, który wcześniej trwał kilkanaście miesięcy. Poprawiała się zdolność kredytowa Polaków, a jednocześnie program „Bezpieczny kredyt 2%” sprawił, że wiele osób mogło się starać o swoje mieszkania.

– Na rynku wtórnym jeszcze kilka miesięcy temu można było trafić na naprawdę dobre oferty, obecnie widać, że ceny już powoli rosną. Z rynku znikają mieszkania, które jeszcze niedawno czekały przez rok i nie było na nie chętnych – mówi Mirosław Król.

Największe wzrosty będą mieć miejsce na rynku deweloperskim.

– Niektórzy chcą jak najszybciej kupić mieszkanie albo je zarezerwować, by zdążyć jeszcze przed kolejnym skokiem cenowym. Na rynku pierwotnym ceny powyżej 12 tysięcy złotych za metr kwadratowy już nikogo nie zaskakują. Niestety kolejne korekty cenowe są bardzo prawdopodobne, stąd też duży zwrot w kierunku rynku wtórnego. Deweloperzy wiedzą, że ich mieszkania niebawem będą cieszyć się jeszcze większym zainteresowaniem. Mają czas na to, by poczekać na klientów – mówi Mirosław Król.

Obecnie największym zainteresowaniem cieszą się mieszkania o metrażu między 45-55 metrów kwadratowych. Najlepiej blisko ciągów komunikacyjnych i w okolicach centrów miast. Co ciekawe, coraz częściej miejsce parkingowe nie jest warunkiem zaporowym, by zdecydować się na zakup mieszkania.

Aktywa funduszy obligacji korporacyjnych dynamicznie rosną

że to sierpień był bardzo dobrym miesiącem, kiedy to napływy netto wyniosły ponad 300 mln zł i był to najlepszy wynik od ponad 2 lat. Jednak to we wrześniu inwestorzy wpłacili do tej grupy aktywów aż 411 mln zł.

Tym samym aktywa funduszy obligacji korporacyjnych wynoszą na koniec września około 9 mld zł, a warto wspomnieć, że jeszcze w kwietniu balansowały na granicy 7,5 mld zł. Przy czym obie z tych wartości mają bardzo daleką drogę do rekordowych poziomów – ponad 18 mld zł w roku 2018, czy ponad 15 mld zł jeszcze w roku 2021.Aktywa funduszy obligacji korporacyjnych dynamicznie rosną

Na wzrost aktywów, oprócz wpłat netto inwestorów, duży wpływ mają także świetne wyniki inwestycyjne funduszy obligacji korporacyjnych. Ich średnia stopa zwrotu za ostatnie 12-miesięcy to 10,30%, a tylko we wrześniu zarobiły one średnio 0,59%. Tym samym w ubiegłym miesiącu były jedną z najlepiej radzących sobie klas aktywów tuż obok obligacji skarbowych.

Dobre wyniki inwestycyjne, wzrost aktywów, zainteresowanie inwestorów, wciąż wysokie stopy procentowe, brak materializacji ryzyka kredytowego – to tylko niektóre z czynników przemawiających za funduszami obligacji korporacyjnych w co najmniej średnim terminie. Do rekordowych ponad 18 mld zł aktywów wciąż jednak daleka droga.Aktywa funduszy obligacji korporacyjnych dynamicznie rosną 2

Autor: Szymon Gil, Makler Papierów Wartościowych, Certified International Investment Analyst (CIIA). Michael / Ström Dom Maklerski.

Złoto, rentowności amerykańskich obligacji i oczekiwania wobec EBC

Miniony tydzień to bezprecedensowe wzrosty GPW oraz umocnienie złotego. Duża zmienność to pokłosie wyników wyborów parlamentarnych. Globalne rynki natomiast żyły ryzykiem napięć na Bliskim Wschodzie. Złoto w warunkach wojny ponownie zachowuje się jak bezpieczna przystań i podrożało do poziomu ponad 1980 USD. Na zawirowaniach geopolitycznych zyskuje również ropa naftowa, ponieważ rynek obawia się, USA ponownie rygorystycznie będą egzekwować sankcje nałożone na Iran. Dolar lekko stracił na wartości a rentowności amerykańskich obligacji wyznaczyły nowe, wieloletnie maksima. Indeksy z Europy oraz z Wall Street spadały.

Nadchodzący tydzień to przede wszystkim decyzja EBC w sprawie stóp procentowych. Instytucja prawdopodobnie nie podniesie ich. Stopa inflacji znacznie spadła we wrześniu co wpisało się w oczekiwania banku.

Po ostatniej podwyżce stopa depozytowa wynosi 4 proc. a refinansowa 4,5 proc. i prawdopodobnie jest to szczyt całego cyklu zacieśniania. Oczywiście przedstawiciele EBC w swoich wypowiedziach nie wykluczają całkowicie kolejnych kroków w górę. Gdyby sądzili inaczej, byłoby to ryzykowane w otoczeniu tak wielu niewiadomych i tylu ryzyk. Trzeba przyznać, że walka z inflacją nie jest jeszcze wygrana. Przeważająca jednak część osób z Rady uznaje, że kolejna podwyżka nie jest już raczej wymagana w momencie, kiedy inflacja pozostaje w granicach ostatniej projekcji instytucji.

Przeciwko podwyżce na nadchodzącym posiedzeniu EBC przemawia również fakt, że członek Rady Prezesów – Peter Kazimir – przyznał w ostatnich dniach szczególne znaczenie nadchodzących projekcji w grudniu i marcu. Sugeruje to, że w przyszłości, podobnie jak miało to miejsce wcześniej, EBC ponownie będzie wolał podejmować ważne decyzje w terminach posiedzeń, na których są one prezentowane, a najnowsze prognozy banku będę zaprezentowane dopiero w grudniu.

O stopach procentowych decydować będą również banki centralne Kanady oraz Turcji. Z istotnych danych makro na pierwszy plan wysuwa się raport na temat wydatków Amerykanów (piątek). Inwestorzy będą jednak również spoglądać w stronę wyniku PKB dla USA za III kwartał. Poznamy również wstępne szacunki indeksów PMI dla Europy oraz Stanów Zjednoczonych (wtorek), które dadzą kolejne informacje na temat kondycji tych dwóch regionów gospodarczych i dalszych perspektyw.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Prędkość na torze, sukces w biznesie: prowadź swoją firmę jak zespół Formuły

Wywiad z Miguelem Gasparem, kierowcą wyścigowym r-ace Inside.

Miguel Gaspar – Kierowca Wyścigowy z Portugalii

Miguel Gaspar - Kierowca Wyścigowy z Portugalii

Pierwszy raz prowadził gokart w wieku 13 lat, na torze kartingowym w Almeirim, a jego debiutancki wyścig miał miejsce w 2012 roku w Mistrzostwach Kartingowych Portugalii, gdzie zdołał zająć drugie miejsce rywalizując z bardzo doświadczonymi kierowcami.

Zdobywał doświadczenie podczas udziału w mistrzostwach kartingowych, w tym Red Bull Kart Fight i ART Pro Racing jako kierowca testowy ścigając się na niemal wszystkich portugalskich torach kartingowych.

Od 2019 roku jest kierowcą zespołu Euroformula, gdzie po raz pierwszy prowadził samochód Formuły Renault 2.0. Podczas dwóch dni testów we Francji rywalizował z 10 innymi kierowcami i okazał się najszybszym kierowcą na torze.

W 2020 roku prawie ustanowił rekord toru podczas dwóch dni testów w lutym na torze Circuit La Chatre we Francji.

Dwa lata później dołączył do zespołu Lamo Racing w 5. rundzie sezonu Pucharu Formuły Renault i wziął udział w ostatniej rundzie sezonu Club Euroformula na torze Estoril, zajmując drugie oraz trzecie miejsce.

W tym roku dołączył do zespołu R-ace, gdzie na Circuit Fontenay-le-Comte udało mu się zdobyć pierwsze oraz trzecie miejsce podczas swojego pierwszego występu na tym torze.

Twoje doświadczenie jest imponujące. Przeszedłeś z klubu Euroformula do R-ace Inside. Co ta zmiana oznaczała dla Ciebie zawodowo? Dla tych, którzy nie znają szczegółów, proszę wyjaśnij różnice w strukturze tych klubów i jakie możliwości Ci oferują?

Ogólnie rzecz biorąc te wydarzenia są do siebie podobne. Celem jest osiągnięcie najszybszych czasów okrążeń w każdej sesji. Club Euroformula zazwyczaj dzieli je na dwa dni, podczas gdy w R-ace ścigamy się tylko przez jeden dzień. Program R-ace pomaga kierowcom rozwijać umiejętności i doświadczenie, które mogą być przydatne w dążeniu do kariery w motorsporcie.

R-ace Inside jest częścią klubu R-ace Gp, w którym wcześniej jeździli Pierre Gasly, Esteban Ocon i Oscar Piastri. Czy miałeś okazję spotkać któregoś z nich osobiście? Czy kariera któregoś z tych graczy jest podobna do Twojej pod względem celów i marzeń?

Nie miałem jeszcze okazji spotkać tych kierowców osobiście. Szczerze mówiąc, moja ścieżka była inna niż większości czołowych kierowców, zwłaszcza jeśli chodzi o karting i kategorie młodzieżowe. Oczywiste jest, że wszyscy kierowcy formuły dzielą tę samą pasję i marzenia, a naszym celem jest jedno – „Nigdy się nie poddawaj.”

Jaki jest Twój obecnie najważniejszy cel do osiągnięcia i jakie jest Twoje największe marzenie?

Największym celem i marzeniem jest możliwość profesjonalnego ścigania się.

W wyścigach samochodowych standaryzacja i powtarzalność procesów są niezwykle ważne, zarówno dla skutecznego prowadzenia, bezpieczeństwa uczestników, jak i współpraca między zespołami. Który z tych procesów (np. pit-stopy, testy techniczne) uważasz osobiście za najważniejszy i dlaczego?

Wszystkie są niezwykle ważne, ponieważ możemy wygrać lub przegrać, jeśli którykolwiek z tych procesów nie będzie działał prawidłowo. Nie można pominąć żadnego kroku, jeśli chce się odnieść sukces. Oprócz postojów i testów, wszystkie elementy wymagają ciężkiej pracy i zaangażowania każdego dnia.

Jak dostosowujesz swoje tempo w różnych fazach wyścigu, aby dopasować je do własnej strategii? Kto obecnie nadzoruje Twoje wyścigi?

Przed wsiadaniem do samochodu i rozpoczęciem wyścigu umysł musi być świeży i klarowny, a w trakcie wyścigu ważne jest zarządzanie nim we wszystkich fazach. Podczas jazdy istotne jest również zarządzanie oponami, hamulcami i efektywną komunikacją. Wszystkie te procesy są ze sobą powiązane. Jestem w pełni odpowiedzialny za każdy wyścig, jeśli chodzi o jego prowadzenie.

Czy podczas wyścigu podjąłeś kiedyś ryzykowne decyzje strategiczne, które przyniosły ogromny sukces?

Jak dotąd każdy wyścig był bardzo dokładnie obliczany i planowany, podobnie jak wszystkie związane z nim działania. Mówimy o usprawnianiu pracy, która na poziomie detali nigdy się nie kończy.

Jak Twój zespół wdraża koncepcje ciągłego doskonalenia w logistyce, obsłudze samochodu i pitstopach?

Każdy dzień w świecie motorsportu rozpoczyna się od planowania. Kierowca, wraz z inżynierami i resztą zespołu, analizuje harmonogram treningów lub dnia wyścigowego i przewiduje warunki pogodowe, co jest kluczowe przy wyborze strategii i ustawień samochodu. Po każdym treningu i wyścigu kierowca analizuje zebrane dane telemetryczne i wyniki. Jest to niezwykle ważne, ponieważ pomaga zrozumieć, jak samochód zachowywał się na torze, jakie były czasy okrążeń, jakie zmiany wprowadzono w ustawieniach i jakie były wyniki tych zmian. Zespół robi to tak często, że staje się to dla nich naturalne. Komunikują się, opracowują strategie i stale je wdrażają.

Podaj przykład takiej analizy wyników. Oprócz wskaźników, jakich narzędzi używasz?

Analizuję je wspólnie z inżynierem wyścigowym i omawiam w kontekście tego co można poprawić. Przed wyścigiem lub testem przygotowuję się na symulatorze i oglądam filmy z jazdy na danym torze. W wyścigach liczy się każdy szczegół, dlatego proces ciągłego doskonalenia jest integralną częścią pracy każdego kierowcy. Ten proces jest kluczem do sukcesu zarówno na torze, jak i poza nim.

Masz ogólną technikę lub własną, którą stosujesz, aby poprawić swoją wydolność fizyczną i mentalną? Jaki jest Twój najlepszy sposób na regenerację po wyścigu?

Znajduję własny sposób na relaks, oglądając filmy i zdjęcia z wyścigów, gdy jestem
w samolocie lub w drodze do domu. Resztę czasu generalnie lubię spędzać w przytulnym otoczeniu domowym.

Jak na Twój sukces jako kierowcy wpływa rola trenera-lidera i jaka bardzo istotna jest ta rola w Twojej karierze?

Najważniejsze jest ciągłe uczenie się, dlatego dla mnie bardzo przydatna jest możliwość nauki od trenera zespołu. Czuję, że staję się lepszym kierowcą, gdy uczę się czegoś nowego. Zazwyczaj dokonuję postępów w ciągu dnia i dostaję świetne wskazówki na kolejny dzień, tak aby sukcesywnie stawać się coraz lepszym.

Jeśli miałbyś wymienić kompetencje i podejście swojego trenera, które uważasz za najważniejsze i bez których nie osiągnąłbyś tak dobrych wyników to które wskazałbyś w pierwszej kolejności?

Umiejętności komunikacyjne, zarówno podczas treningów, jak i w stresujących sytuacjach na torze. Inżynier musi być w stanie jasno komunikować się z kierowcą. Każdy kierowca ma swoją unikalną osobowość i styl jazdy. Trener musi potrafić dostosować swoje podejście i zrozumieć jak działa jego strona mentalna, aby pomóc mu rozwijać umiejętności mentalne potrzebne do osiągnięcia sukcesu. Kierowca musi być cierpliwy w każdej możliwej sytuacji, co może być kluczowe dla osiągnięcia wyników w dzień wyścigu lub po prostu w dniu testowym.

Sekcja krótkich pytań:

1.Zespół, który ma najlepszego lidera kierowców w F1?

Red Bull

2.Najlepsze jedzenie przed wyścigiem to…?

Banan

3. Najdroższy samochód, który zniszczyłeś, to… 🙂
Formula Renault 2.0

  1. Mistrz świata Formuły 1 (były lub aktualny), który Cię inspiruje?

Ayrton Senna (mój kask jest inspirowany jego barwami)

5. Jeśli musiałbyś podzielić te trzy kategorie na 100%, to na jaką część przydzieliłbyś każdą z nich?

Talent 60% Procesy powtarzalne i trening 20% Lider zespołu i wsparcie 20%

  1. Najtrudniejszy i najbardziej wymagający wyścig dla Ciebie to…?

W moich czasach kartingowych, kiedy wygrałem swój pierwszy wyścig w 2012 roku na torze Kartódromo de Almeirim w Portugalii. Rywalizowałem z kierowcami o 30 lat starszymi ode mnie i o dużo większym doświadczeniu, więc nie było łatwo radzić sobie z presją mając tylko 14 lat.

  1. Symulator zespołu? Prywatny? A jeśli prywatny, to jakie gry/symulatory lubisz najbardziej?

Ćwiczę na Symulatorze Center i zazwyczaj używam R-Factor2, a w wersji prywatnej zazwyczaj używam Asseto Corsa.

8. Ulubiony tor? uliczny, wyścigowy czy mieszany?

Ulubiony tor to wyścigowyJ

Z Miguelem Gasparem rozmawiała:

Agata Nowak, trenerka menedżerów w efektywnym zarządzaniu procesami

Agata Nowak, trenerka menedżerów w efektywnym zarządzaniu procesami. Pasjonatka optymalizacji, stara się dostrzegać „więcej”, nieustannie poszukując innowacyjnych, ale również praktycznych rozwiązań w trudnych i niejednoznacznych sytuacjach. Absolwentka MBA, wykładowca MBA Lean Management, certyfikowany Lean Six Sigma Black Belt. Nagrodzona m.in. jako Business Women 2021 w kategorii Lider Kompetencji Przywódczych oraz Business Women 2022.

Prywatnie fanka Formuły 1, Harry’ego Pottera, tańca, gorzkiej czekolady i herbaty matcha.

https://www.linkedin.com/in/agata-n-b93774137/

Porzucony koszyk – co to oznacza w e-commerce? Jak można temu przeciwdziałać?

W czasach tak dużej konkurencji na rynku e-commerce sprzedawcy muszą troszczyć się o każdy szczegół, aby zatrzymać klienta. Zjawisko porzuconego koszyka jest bardzo częstą bolączką przedsiębiorców działających w internecie. Co zrobić, aby użytkownicy nie wychodzili ze sklepów bez realizacji zamówienia?

Czym są porzucone koszyki zakupowe w e-commerce?

Porzucone koszyki w sklepie internetowym mogą przytrafić się każdemu – zarówno młodemu przedsiębiorcy, jak i doświadczonemu sprzedawcy. Jest to zjawisko, w którym klient rezygnuje z zakupów online w momencie, kiedy jego koszyk jest już skompletowany. Oznacza to, że dodał do niego wszystkie towary, jakie chciał kupić, ale na etapie finalizacji zamówienia jednak zmienił decyzję.

Kluczowe w rozwiązaniu tego problemu jest odkrycie przyczyny zjawiska. Dlaczego klient, który był zainteresowany zakupami, nagle porzuca ten pomysł? Zazwyczaj wina leży po stronie sprzedawcy – szczególnie gdy zdarza się to dość często lub coraz częściej. Wszystkie porzucone koszyki w sklepie to strata dla przedstawiciela e-commerce, który w ostatniej chwili utracił swojego klienta.

Przyczyny porzucania koszyków przez klientów sklepów internetowych

Przyczyn porzucania koszyków w sklepach internetowych jest sporo i są one dość zróżnicowane, co tylko unaocznia, na jak wiele aspektów sprzedawca musi zwracać uwagę. Dlaczego dochodzi do takiego zjawiska?

  • Wysoka cena zakupów – klient czasami dodaje do koszyka mnóstwo towarów, które mu się podobają, ale nie zważa na ich ceny. Gdy na końcu widzi sumę, jaką musiałby za nie zapłacić, rezygnuje z zakupu. Niekiedy szuka tych samych towarów u konkurencji, dlatego warto dbać o to, aby ceny nie były wygórowane.

  • Konieczność rejestracji – konsumenci bardzo nie lubią stron, na których nie da się złożyć zamówienia bez zakładania konta. Zajmuje to sporo czasu, ponieważ trzeba wprowadzić wszystkie dane, a następnie potwierdzić email. Klient nie zawsze czuje potrzebę rejestracji, ponieważ prawdopodobne jest, że chce skorzystać z danego asortymentu tylko raz. Obawia się nie tylko straty czasu, ale i otrzymywania zbędnych wiadomości i niepotrzebnego zobowiązania. Najlepiej oferować możliwość zakupów zarówno z zalogowaniem, jak i bez.

  • Niewygodne metody dostawy i płatności – to, w jaki sposób i w jakim czasie paczka dotrze do klienta, jest kluczowe. Liczy się również fakt, jak da się opłacić zakupy. Bardzo często porzucony koszyk wynika z tego, że konsument nie znajduje dogodnej formy dostawy lub nie zna oferowanych przez sprzedawcę form płatności. Warto oferować szybkie przelewy za pośrednictwem znanych bramek, a także opłaty mobilne, kartą oraz z portfela internetowego. Mało kto wykonuje już tradycyjne przelewy za zakupy online.

  • Koszty dostawy – sposób doręczenia to nie wszystko, ponieważ liczy się jeszcze jego koszt. Warto zainteresować się umowami z wybranymi przewoźnikami, ponieważ wtedy ceny usług są niższe, a co za tym idzie – klienci płacą mniej za dostawę, co zachęca ich do zakupów. InPost oferuje korzystne pakiety dla przedsiębiorców, w ramach których można zdecydować się na fulfillment. To sposób na bardzo sprawną i szybką obsługę konsumentów.

  • Źle zaprojektowana witryna – coraz częściej użytkownicy robią zakupy za pośrednictwem urządzeń mobilnych. Okazuje się, że wiele witryn nie działa odpowiednio na smartfonach czy tabletach. Kiedy strona zaczyna sprawiać problemy podczas składania zamówienia, najczęściej konsument, zamiast walczyć z uciążliwym systemem, rezygnuje z zakupów i udaje się do konkurencji.

Dlaczego nie można ignorować porzucanych koszyków?

Nie wolno ignorować porzucanych koszyków, ponieważ zwykle są one sygnałem o tym, że w sklepie coś działa nieprawidłowo. To znak dla sprzedawcy, że powinien nad czymś jeszcze popracować, jeśli chce utrzymać przy sobie konsumentów i generować satysfakcjonujące zyski. Brak interwencji w przypadku nagminnie porzucanych zakupów może skutkować wielkimi stratami dla przedsiębiorstwa.

Jak zdiagnozować problem w procesie zakupowym w swoim e-commerce?

Dla użytkowników oprogramowania Shoper porzucone koszyki są łatwe do zidentyfikowania. Informacja o nich znajduje się w panelu administratora, więc skalę zjawiska da się monitorować na bieżąco. Problem można dostrzec również poprzez spadek sprzedaży produktów. Niekiedy okazuje się, że pewne metody płatności czy dostaw stają się przestarzałe. Kiedy konkurencja wdroży nowsze rozwiązania, Twój biznes prawdopodobnie pozostanie w tyle. Procesy handlu w sieci cały czas się zmieniają.

InPost Pay – nowa usługa pomagająca w walce z porzuconymi koszykami

Usługa InPost Pay to innowacyjne rozwiązanie na rynku, które oferuje nowy sposób na szybkie i wygodne zakupy online. To kompleksowe rozwiązanie technologiczne, które umożliwia dokonywanie płatności i realizację dostawy za pomocą jednego przycisku. Dzięki sparowaniu z przeglądarką, klient sklepu internetowego może wygodnie finalizować zakupy i przenieść swój koszyk do aplikacji InPost Mobile, która umożliwia śledzenie wszystkich zamówień z różnych sklepów w jednym miejscu. InPost Pay pozwala na spójne doświadczenie zakupowe w każdym sklepie internetowym. Więcej informacji znajdziesz na stronie: https://inpostpay.pl/biznes.

Dzięki wdrożeniu usługi InPost Pay, liczba porzuconych koszyków w Twoim sklepie internetowym może się zmniejszyć. Usługa ta oferuje skuteczne przypomnienie klientowi o dokończeniu zakupów w Twoim sklepie w łatwy i oryginalny sposób. Co więcej, finalizacja zakupów jest szybsza i bardziej intuicyjna, co może wpłynąć pozytywnie na zadowolenie klientów i zwiększyć liczbę zrealizowanych transakcji.

Inne sposoby na walkę z porzuconymi koszykami

Aby dopasować idealny sposób na walkę z tym problemem, trzeba znaleźć w swoim sklepie aspekt, który wpływa na porzucanie transakcji. Sprzedawca wie, że jego produkty odpowiadają klientom, ale musi zmienić proces ich nabywania. Co zatem można zrobić?

Warto unikać zakładania swojego sklepu na bazie oprogramowania, które wymaga od użytkowników niepotrzebnych działań. Na przykład porzucone koszyki często wynikają z konieczności zarejestrowania się w serwisie. Sprzedaż produktu da się prowadzić bez zmuszania klienta do zakładania kolejnego konta w internecie.

Z porzuconymi koszykami sprzedawcy walczą także za pomocą specjalnych powiadomień. Są to:

  • przypomnienia o porzuconym koszyku – klient otrzymuje wiadomość, która zachęca go do powrotu na stronę i sfinalizowania zakupu; zwykle znajduje się w niej kod rabatowy, który ma go przekonać co do korzystności oferty;

  • banery remarketingowe – porzucone koszyki sprawiają, że użytkownikowi wyświetlają się spersonalizowane reklamy od sklepu, z którego zrezygnował; dzięki temu za ich pomocą może szybko powrócić na witrynę i zrealizować płatność.

Poza tym trzeba zadbać o to, aby formularz zakupowy dobrze wyświetlał się na wszystkich urządzeniach. Musi zawierać różnorodne formy dostawy i zaufane metody płatności. Poczucie bezpieczeństwa jest dla konsumentów bardzo ważne. Najlepiej oferować im rozwiązania, które znają i które mogą znaleźć w innych sklepach.

Ograniczenie wydatków i ESG – kluczowe wyzwania dla branży nieruchomości

W 2024 roku światowa branża nieruchomości komercyjnych będzie musiała zmierzyć się z wieloma wyzwaniami, jak wynika z raportu 2024 Commercial Real Estate Outlook przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte. Wśród nich, oprócz wysokich kosztów finansowania i jego ograniczonej dostępności, istotne są kwestie związane z ESG oraz technicznym długiem wynikającym z niskiego zaawansowania cyfrowego branży.

Najnowsze badanie Deloitte analizujące rynek nieruchomości obejmuje najważniejsze spostrzeżenia dyrektorów finansowych firm będących właścicielami nieruchomości komercyjnych na całym świecie. Raport przedstawia ich perspektywę zagrożeń, jak i szans stojących przed branżą w 2024 roku. Wśród największych wyzwań znalazły się kwestie związane z: ograniczeniem wydatków, obszarem ESG, implementacją nowych technologii, outsourcingiem usług, czy regulacjami podatkowymi.

Największe problemy i wyzwania branży

W świetle przewidywanych spadków przychodów, dla większości dyrektorów finansowych ograniczenie wydatków okazuje się być priorytetem, a obszarami o największym potencjale w tej kwestii są: HR (49 proc.) oraz wykorzystanie przestrzeni biurowych w obliczu nowych modeli pracy (46 proc.).

Nasze tegoroczne badanie wykazało, że oczekiwania liderów działających na rynku nieruchomości dotyczące wyników finansowych znów spadły, bo aż 60 proc. z nich spodziewa się obniżenia przychodów do końca tego roku. Dla porównania, w ubiegłym roku wskazywało na to jedynie 48 proc. badanych. Z kolei wśród największych zagrożeń wpływających na sytuację finansową w 2024 roku znajdują się działania cybernetyczne, regulacje klimatyczne i sytuacja makroekonomiczna wynikająca z wysokiej inflacji i związanym z tym rosnącym kosztem kapitału – mówi Dominik Stojek, partner, lider sektora nieruchomości w Polsce, Deloitte.

Jedną z szans dla firm z branży nieruchomości na lepszą optymalizację i zwiększenie wydajności ich pracy jest wykorzystanie outsourcingu. Zlecanie części zadań na zewnątrz może pomóc przedsiębiorstwom w uchronieniu się od części przewidywanych przez ekspertów zagrożeń. Większość respondentów (61 proc.) planuje wykorzystać takie działanie, by za pomocą technologii usprawnić swoje działania oraz zwiększyć elastyczność i odporność organizacji. Wdrożenie modeli outsourcingu lub co-sourcingu jest o tyle istotne, że pozwala zespołom wewnętrznym skoncentrować się na ofercie podstawowych usług, dzięki czemu mogą zyskać przewagę konkurencyjną.

Technologie przyszłością branży nieruchomości

Badanie Deloitte pokazało, że liderzy z branży nieruchomości wciąż nie wykorzystują potencjału, jaki niosą za sobą rozwiązania IT. Aż 61 proc. badanych przyznaje, że podstawowa infrastruktura technologiczna ich firm w dalszym ciągu opiera się na starych systemach teleinformatycznych.

Natomiast największą popularnością cieszy się sztuczna inteligencja (AI). Aż 72 proc. respondentów zapytanych o ich zainteresowanie i inwestycje w tym obszarze, odpowiedziało, że albo są w fazie pilotażowej, albo na wczesnym etapie wdrożenia lub w pełnej implementacji rozwiązań wspieranych przez AI. Jedynie 3 proc. respondentów zadeklarowało, że nie jest zainteresowanych tą technologią. Wśród pozostałych rozwiązań IT, które najczęściej wskazywali badani znalazły się Cyfrowe Bliźniaki i kryptowaluty do dokonywania płatności.

Poszerzanie możliwości w zakresie wykorzystania technologii na rynku będzie prawdopodobnie wynikiem tego, że liderzy będą więcej oczekiwać od partnerów oraz dokonają ponownej oceny opłacalności powstających rozwiązań technologicznych.

ESG w cyklu życia inwestycji budowlanej

Oprócz technologii istotny wpływ na kształt sektora nieruchomości ma budowanie w duchu zrównoważonego rozwoju. Przepisy w tym zakresie ewoluują i z czasem będą wymagać od firm uwzględniania szczegółowych wskaźników ESG w przeprowadzanych procesach. Jak się jednak okazuje, jeszcze wiele firm z branży nieruchomości nie jest gotowych, aby sprostać przepisom dotyczącym ochronie środowiska, społeczeństwa i ładu korporacyjnego (ESG). Niemal 60 proc. ankietowanych twierdzi, że ich organizacjom brakuje danych, procesów i narzędzi kontroli wewnętrznej, które są niezbędne do spełnienia oczekiwanych standardów.

Autorzy raportu wskazują, że liderzy rynku nieruchomości, którzy chcieliby budować, eksploatować i utylizować budynki w sposób bardziej zrównoważony, powinni rozważyć przeprowadzanie regularnych ocen jakości działań. Miałyby one zapewnić kompleksowość i weryfikowalność wskaźników ESG, a także przyspieszyć przechodzenie na rozwiązania w zakresie czystej energii.

Zmiany legislacyjne szansą na lepsze wyniki finansowe

W ostatnim czasie zostały uchwalone lub podjęte inicjatywy legislacyjne, które w ciągu najbliższych 12–18 miesięcy będą miały znaczący wpływ na rynek nieruchomości Wśród zmian, które mają znacząco wpłynąć na branżę znalazła się ustawa o ograniczaniu inflacji (IRA), która ma się przyczynić m.in. do poprawy efektywności energetycznej budynków komercyjnych w Stanach Zjednoczonych. To również unijny plan przemysłowy Zielonego Ładu, który ma z kolei uelastycznić zasady państwowej pomocy. Ten drugi program ma umożliwić rządom krajów UE m.in. dotowanie inwestycji w energię odnawialną lub inicjatywy dotyczące dekarbonizacji.

Pomimo pojawienia się pozytywnych inicjatyw legislacyjnych, aż połowa dyrektorów finansowych wyraża obawy związane z możliwą eliminacją lub zmniejszeniem ulg i korzyści podatkowych. Natomiast kolejną najczęściej wskazywaną przez 46 proc. firm obawą były kwestie zawiązane z cenami transferowymi – mówi Dominik Stojek.

Eksperci Deloitte przewidują, że najbliższe 18 miesięcy będą miały kluczowe znaczenie dla liderów branży w kwestii ustanowienia solidnej bazy operacyjnej na kolejne lata. Sposób, w jaki organizacje zdecydują się odpowiedzieć na zidentyfikowane wyzwania oraz potencjalne szanse dla rynku nieruchomości, będzie decydujący dla ich przyszłości.

O badaniu

Centrum Usług Finansowych Deloitte przeprowadziło ankietę wśród 750 dyrektorów finansowych (CFO) i ich bezpośrednich podwładnych u głównych właścicieli nieruchomości komercyjnych i firm inwestycyjnych na całym świecie. Respondenci zostali podzieleni na 3 regiony: Ameryka Północna (Stany Zjednoczone i Kanada); Europa (Wielka Brytania, Francja, Niemcy, Holandia i Hiszpania); oraz Azja i Pacyfik (Australia, Japonia, Chiny kontynentalne i Singapur). Badanie objęło spółki z branży nieruchomości posiadające zarządzane aktywa o wartości co najmniej 50 mln USD.

Wiatr zmian w Polsce. Nowy rząd, finanse publiczne i perspektywy inflacyjne

Wynik wyborów nie oznacza przełomu w oczekiwaniach odnośnie inflacji w 2024 r., podobnie w odniesieniu do deficytu budżetowego – zmiana polityki i ich redukcja prawdopodobna od 2025r.

  • Polska jest na drodze do zmiany rządu po wyborach parlamentarnych, które odbyły się w ubiegłą niedzielę. Początkowa reakcja rynku była pozytywna, złoty zyskał +2%
    w stosunku do euro, a polska giełda wzrosła o +6%. Utworzenie nowego rządu zajmie jednak trochę czasu
  • Dominują tematy oczekiwania na decyzję prezydenta Andrzeja Dudy o desygnacji premiera oraz poprawy stosunków z UE (i odblokowania środków z KPO) jeśli rząd utworzy koalicja pod przewodnictwem Donalda Tuska
  • Co z gospodarką? Prawdopodobna jest kontynuacja w 2024 roku luźnej polityki fiskalnej, jaką rząd PiS prowadził od 2022 r., ponieważ wszystkie partie polityczne obiecały wydatki (transfery)
  • Różnica w podejściu do deficytu (pomiędzy PIS a trzema partiami dotychczasowej opozycji) – finansowaniu wydatków długiem widoczna będzie dopiero
    w średnioterminowej perspektywie
  • Wynik wyborów nie będzie oznaczał przełomu w oczekiwaniach odnośnie inflacji w 2024 r., ale spodziewamy się nieco szybszego procesu dezinflacji od 2025 r.

W najbliższej przyszłości – co oczywiste…

Negocjacje koalicyjne mogą okazać się trudne i wymagać znacznych kompromisów, ponieważ dotychczas opozycyjne partie różnią się ideologicznie, ale powinny osiągnąć porozumienie, biorąc pod uwagę ich wspólne zobowiązanie do zakończenia ośmiu lat rządów PiS. Formalne przeszkody mogą pojawić się ze strony prezydenta, wywodzącego się z PiS, który ma 30 dni na zwołanie pierwszej sesji nowego parlamentu, a następnie 14 dni na nominowanie kandydata na premiera. Prezydent Duda zasugerował, że najpierw zaproponuje kandydata PiS, który następnie będzie miał 14 dni na utworzenie rządu. Dopiero po niepowodzeniu kandydata w grę wejdą pozostałe partie. W rezultacie mało prawdopodobne jest powołanie nowego rządu przed grudniem, a proces może ten potrwać nawet do przyszłego roku. Utworzenie koalicji pod przewodnictwem Donalda Tuska pomogłoby poprawić stosunki Polski z UE i odblokować fundusze unijne, co mogłoby pobudzić wzrost gospodarczy i pomóc ustabilizować finanse publiczne w perspektywie średnioterminowej.[1]

Polityka fiskalna i inflacja – w 2024 kontynuacja dotychczasowej ścieżki

W opinii Allianz Trade prawdopodobna jest kontynuacja w 2024 roku luźnej polityki fiskalnej, jaką rząd PiS prowadził od 2022 r., ponieważ wszystkie partie polityczne obiecały wydatki (transfery). Prognozujemy, że w tym roku deficyt fiskalny wyniesie około -5% PKB i jest mało prawdopodobne, aby w przyszłym roku znacznie się zmniejszył. Opierając się na przedwyborczych obietnicach PiS i zakładając przedłużenie  sporów z UE, co nadal wstrzymywałaby część unijnego finansowania dla Polski, prognozowaliśmy utrzymanie rocznych deficytów fiskalnych w przedziale od -4% do -5% PKB do 2028 r., jeśli PiS pozostałby u władzy. Dług publiczny wzrósłby wówczas do około 60% PKB do 2028 r. z obecnych 50%. Z kolei prawdopodobny nowy rząd kierowany przez KO zapewniłby możliwość odblokowania funduszy unijnych w wysokości do 14% PKB w latach 2024-2027. Pobudziłoby to inwestycje i aktywność gospodarczą, a tym samym do pewnego stopnia pomóc może obniżyć deficyt fiskalny i wskaźniki długu publicznego do PKB po 2024 roku. Ostrożne szacunki Narodowego Banku Polskiego (NBP) sugerują, że samo odblokowanie środków z KPO (Krajowy Plan Odbudowy – Instrument Odbudowy i Zwiększania Odporności), czyli około 14% PKB, może zwiększyć wzrost PKB o około +0,4 punktu procentowego w pierwszym roku i +0,2 punktu procentowego w drugim roku. Ponadto oczekuje się, że rząd kierowany przez KO będzie w większym stopniu skłonny do współpracy z UE i może nawet rozpocząć pewną konsolidację fiskalną po 2024 r., aby zachować zgodność z unijnymi przepisami fiskalnymi, które prawdopodobnie zostaną ponownie nałożone w pewnym momencie. Szacujemy, że roczny deficyt fiskalny stopniowo zmniejszy się do około -3% PKB do 2028 r., a dług publiczny pod rządami KO ustabilizować się może na poziomie około 52% PKB (poniższy wykres ilustruje nasze dwa scenariusze dla finansów publicznych Polski do 2028 r.).

Polskie finanse publiczne (% PKB)

Polskie finanse publiczne (% PKB)Źródła: Refinitiv Datastream, Allianz Research

Wynik wyborów nie będzie oznaczał przełomu w oczekiwaniach odnośnie inflacji w 2024 r., ale spodziewamy się nieco szybszego procesu dezinflacji, który rozpocznie się w 2025 r. Po silnych szokach cenowych w 2022 r. inflacja zasadnicza gwałtownie spadła ze szczytowego poziomu 18,4% r/r w lutym 2023 r. do 8,2% r/r we wrześniu. NBP podniósł stopę procentową do 6,75% we wrześniu 2022 r. i utrzymał ją na tym poziomie przez rok, aż do dużej obniżki stóp o 75 pb we wrześniu 2023 r., a następnie o 25 pb w październiku (wykres poniżej) . Dzięki szybkiemu procesowi dezinflacji Narodowy Bank Polski skupił się na wspieraniu słabnącej gospodarki (spodziewamy się, że realny PKB skurczy się w 2023 r. o -0,2%) i tym samym NBP był jednym z pierwszych banków centralnych w Europie, który rozpoczął cykl łagodzenia polityki pieniężnej. Patrząc w przyszłość, odreagowanie zeszłorocznych szoków cen energii i żywności będzie kontynuowane i powinno wspierać dezinflację, podczas gdy zanikające efekty bazowe spowolnią ten proces w 2024 roku. Jednak niektóre wczesne wskaźniki, takie jak kurcząca się akcja kredytowa dla sektora prywatnego i spowolnienie podaży pieniądza, wspierają oczekiwania dalszego spadku inflacji (kolejny wykres). Z drugiej strony, znaczące obietnice wydatków fiskalnych obu obozów politycznych, a także silny wzrost płac pozostają czynnikami zwiększającymi ryzyko inflacyjne, zwłaszcza że realny wzrost płac powrócił do dodatniego poziomu (ostatni wykres).

Konsolidacja fiskalna od 2025r.

Allianz Trade spodziewa się większego zaangażowania w konsolidację fiskalną od 2025r., a także presji politycznej na bardziej jastrzębie stanowisko w polityce pieniężnej, ponieważ KO zaatakowała NBP za większą niż oczekiwano obniżkę stóp o 75 pb we wrześniu. Ogólnie rzecz biorąc, Allianz Trade prognozuje stopniową dezinflację, z inflacją zasadniczą na poziomie około 5% r/r na koniec 2024 r. i powrót do górnej granicy celu NBP na poziomie 2,5% ± 1pp na koniec 2025 roku. NBP będzie kontynuował wybraną ścieżkę łagodzenia polityki pieniężnej, choć mniejszymi krokami, aby osiągnąć prognozowaną stopę procentową na poziomie 4,25% na koniec przyszłego roku (poniższy wykres).

Inflacja i stopy procentowe polityki pieniężnej

Inflacja i stopy procentowe polityki pieniężnej
Źródła: Refinitiv Datastream, Allianz Research. Uwaga: Linie przerywane to prognozy Allianz Research.

Wzrost podaży pieniądza M2 i kredytów dla sektora prywatnego (% r/r)

Wzrost podaży pieniądza M2 i kredytów dla sektora prywatnego (% r/r)
Źródła: Refinitiv Datastream, Allianz Research

Średni wzrost płac nominalnych i realnych (% r/r)

Średni wzrost płac nominalnych i realnych (% r/r)
Źródła: Refinitiv Datastream, Allianz Research

[1] Wynik wyborów będzie również pozytywny dla UE, ponieważ Polska powinna powrócić jako konstruktywny gracz w polityce europejskiej.

Słabszy dolar. Fed ostrożny w sprawie podwyżek stóp procentowych

Dolar po wczorajszych słowach Powella osłabił się. Główna para walutowa urosła na moment powyżej 1,06. Prezes Fed-u dał jasno do zrozumienia, że bank będzie nadal robił wszystko, aby osiągnąć swój cel inflacyjny na poziomie 2 proc. Dalsze podwyżki stóp procentowych w tym roku są jednak na ten moment mało prawdopodobne. Rezerwa Federalna będzie postępować ostrożnie. Rynek dostosował swoją wycenę. Indeksy amerykańskie zakończyły dzień mimo wszystko niżej, najwięcej stracił Nasdaq Composite, blisko 1 proc.

Rynek ze słów Powella wnioskuje, że jeszcze jedna podwyżka stóp procentowych jest już mało realna. Szef Fed-u wskazał na dużą niepewność i szereg ryzyk a także podkreślił, że Rezerwa Federalna do tej pory wykonała już dużo pracy. Wydaje się zatem, że instytucja osiągnęła już szczyt całego cyklu zacieśniania. Powell jest oczywiście dużym dyplomatą i nie omieszkał zaznaczyć, że dalsze decyzje będą uzależnione od danych i na ten moment nie można całkowicie wykluczyć, kolejnego ruchu w górę. Krótko mówiąc Fed pozostaje ostrożnie jastrzębi.

Kontrakty Fed Fund Futures obniżyły oczekiwania na podwyżkę stóp o 25 pb w listopadzie do poniżej 2 proc. i do 26 proc. w grudniu.

Aktualnie jednak polityka pieniężna jest pewnego rodzaju tłem dla rynku. Nadal najważniejszym tematem jest ryzyko geopolityczne. Dolar zatem może w każdej chwili zyskać w przypadku wybuchu większej awersji do ryzyka. Ponownie będzie pełnił wówczas rolę waluty pierwszego wyboru lub po prostu bezpiecznej przystani.

Pozostając na rynku walutowym należy spojrzeć na ciekawą sytuację na parze USD/JPY. Kurs znajduje się bardzo blisko psychologicznej bariery 150,00. W przeszłości dochodziło do interwencji ze strony Ministerstwa Finansów lub Banku Japonii kiedy to notowania osiągały ten poziom. Ostatnio takie działania widzieliśmy na początku października. Jen pozostaje słaby względem dolara amerykańskiego i nic nie zapowiada, żeby ta tendencja uległa zmianie. Maleją szanse na to, że BoJ zrezygnuje z ekspansywnej polityki monetarnej. Co prawda inflacja (3 proc. r/r) od dłuższego czasu utrzymuje się powyżej celu inflacyjnego, ale swój szczyt osiągnęła kilka miesięcy temu. Inflacja bazowa (2,8 proc. r/r) pozostaje podwyższona ale tu również widać powolną tendencje spadkową. Dziś w nocy poznaliśmy najnowsze dane na temat wskaźników CPI.

Na wykresie USD/JPY widoczny jest układ łudząco zbliżony do trójkąta zwyżkującego, który daje większe szansę na „wyjście górą” notowań. Oznaczałoby to wówczas możliwy w niedalekiej przyszłości „atak” na szczyt z października 2022, który został ustanowiony w okolicy poziomu 152,00.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Odpowiedzialność za produkty wadliwe – zmiany w dyrektywie unijnej

Nowa wersja przepisów dyrektywy w sprawie odpowiedzialności za produkty wadliwe (w polskim prawie – za produkty niebezpieczne) ma przede wszystkim zwiększyć odpowiedzialność biznesu i dbałość o to, by produkt pojawiający się na rynku spełniał wszystkie wymagania. Ma to się przełożyć na lepszą ochronę konsumentów, którzy będą mogli liczyć na adekwatne odszkodowanie, jeśli dany produkt spowoduje u nich powstanie szkody – zarówno o charakterze fizycznym, jak i szkody niematerialnej.

Komisje legislacyjne działające przy Parlamencie Europejskim zatwierdziły wstępną wersję nowych przepisów, które wprowadzają jednolite dla całej wspólnoty zasady przyznawania odszkodowań za szkody spowodowane przez wadliwe produkty.

Odpowiedzialnością za wytwarzane przez siebie towary mają zostać objęci także producenci, którzy nie mają siedziby na terenie UE. Nowe przepisy będą wymagały od nich posiadania swojego przedstawicielstwa w jednym z krajów członkowskich. W ten sposób łatwiej będzie znaleźć i pozwać podmiot odpowiedzialny za wadliwy produkt. Nowa dyrektywa stanowi, że importer wadliwego produktu, autoryzowany przedstawiciel producenta lub, w ostateczności, dostawca usług realizacji zamówień (firma, która zazwyczaj zajmuje się magazynowaniem, pakowaniem i wysyłką produktu) również mogą zostać pociągnięte do odpowiedzialności za szkody. W przypadku, gdy z jakichś względów ustalenie producenta okaże się niemożliwe, odszkodowania będzie wypłacało państwo.

Europosłowie zaproponowali także zniesienie minimalnej kwoty doznanej krzywdy, od której można ubiegać się o odszkodowanie. Dotychczas ten próg był ustalony na poziomie 500 euro. W nowej wersji przepisów nie przewidziano jakichkolwiek limitów. Dodatkowo ciężar przeprowadzenia dowodu będzie przerzucony z konsumenta na producenta. W praktyce oznacza to, że sąd będzie mógł zażądać od wytwórcy wadliwego towaru dostarczenia dokumentacji, z której mogą wynikać wnioski niekorzystne dla niego samego.

Podkreślenia wymaga fakt, iż konsumenci będą mogli dochodzić nie tylko odszkodowania za szkody o charakterze fizycznym, ale również rekompensat za potwierdzone medycznie szkody psychiczne oraz zniszczenia lub nieodwracalnego uszkodzenia danych (np. usunięcia plików z dysku twardego), gdy strata ekonomiczna przekroczy 1000 euro. W tym kontekście szczególne znaczenie ma to, że za produkt niebezpieczny będzie mógł zostać uznany nie tylko przedmiot, ale też produkt elektroniczny. Wiąże się to z szybkim rozwojem narzędzi opartych na sztucznej inteligencji. Posłowie do Parlamentu Europejskiego dodatkowo przedłużyli okres odpowiedzialności z zaproponowanych przez Komisję 20 lat do 30 lat w wyjątkowych przypadkach, gdy objawy pojawiają się powoli.

– Podobnie jak w przypadku obowiązującej wersji dyrektywy, nowe przepisy maja zapewnić równowagę między zapewnieniem efektywnych narzędzi dla poszkodowanych wadliwymi produktami a zapewnieniem pewności, na jaką zasługują podmioty gospodarcze na szybko zmieniającym się rynku charakteryzującym się cyfryzacją, gospodarką o obiegu zamkniętym i globalnymi łańcuchami wartości – stwierdził po głosowaniu komisji współsprawozdawca Komisji Prawnej Pascal Arimont.

Kontekst
Unijny system odpowiedzialności za produkt ustanowiono, by zrekompensować poszkodowanym szkody fizyczne lub majątkowe, które osoby te poniosły w związku z wadliwym produktem (np. przegrzewającą się suszarką do włosów lub przeciekającą pralką). Będzie to możliwe po prostu przez udowodnienie, że produkt był wadliwy i że wada spowodowała uszkodzenie ciała lub inną szkodę.
Obecne przepisy unijne pochodzą z 1985 r., kiedy to niewiele produktów posiadało jakiekolwiek cechy cyfrowe, a obieg zamknięty był dopiero kształtującą się koncepcją.

Autor: r. pr. Aleksandra Diskau, Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy

Sprzedaż detaliczna w Polsce niższa niż przed rokiem

Sprzedaż detaliczna w cenach stałych we wrześniu była niższa niż przed rokiem o 0,3%. Ujemna dynamika sprzedaży detalicznej wciąż się utrzymuje, jednak jak się wydaje jesteśmy już blisko wyjścia na dodatnie dynamiki, co będzie oznaczało realny wzrost konsumpcji. Dezinflacja postępuje wraz z nią realnie zaczynają rosnąć również wynagrodzenia. Spodziewam się kontynuacji tych trendów, co powinno przełożyć się na wzrost konsumpcji w kolejnych okresach. Teraz, o ile sprzedaż detaliczna w cenach bieżących rośnie, to jest to zasługą jedynie inflacji. Konsumpcja nie wzrosła w relacji rocznej.

Dzisiejsze dane okazały się lepsze niż prognozy ekonomistów. Nie oznacza to jednak, że konsumpcja szybko i mocno odbije, raczej będzie to stopniowy ruch korespondujący z oczekiwanym dalszym spadkiem inflacji. Wydaje się, że przyszłe ożywienie koniunktury może opierać się w pierwszej kolejności właśnie na odbiciu w konsumpcji. Stąd tak ważne jest „pokonanie inflacji”, co wymiernie przełoży się na zachowania konsumentów.

Bartosz Wałecki, Analityk z Michael / Ström Dom Maklerski

Sony zmniejszył Playstation 5 żeby powiększyć zyski

Jesień to najgorętszy okres dla producentów gier i konsoli. Sony wkrótce rozpocznie sprzedaż mniejszej wersji Playstation 5. Ma to pomóc firmie sprzedać w tym roku aż 25 mln sztuk. Microsoft prawdopodobnie zaprezentuje nowego Xbox’a dopiero za rok, a tymczasem, zakończył przejęcie Activision Blizzard.

Jeszcze w listopadzie Sony rozpocznie w USA sprzedaż nowej wersji konsoli Playstation 5. Będzie ona o 30 proc. mniejsza od poprzedniego modelu (i o 1/4 lżejsza). Ma umożliwiać modułowe dołączanie napędu optycznego i będzie wyposażona w dysk SSD o pojemności 1TB. Nowy model powinien trafić do globalnej (a także polskiej) dystrybucji jeszcze przed Świętami Bożego Narodzenia.

Nowy model PlayStation 5 zastąpi całkowicie dostępną obecnie na rynku wersję. Stanie się to po opróżnieniu magazynów z poprzedniego modelu. Premiera nowej konsoli w okresie przedświątecznej gorączki to ruch mający zwiększyć przychody firmy. Konsola jest mniejsza i lżejsza co zmniejszy koszty związane z transportem i logistyką, możliwe, że konsola będzie także tańsza w produkcji.

Nowa konsola będzie w USA kosztować 449 dolarów, czyli 50 dolarów więcej niż wycofywana wersja PS5 Digital. Modułowa budowa powoduje, że napęd optyczny (kosztujący dodatkowych 80 dolarów) można dokupić i podłączyć do konsoli w dowolnym momencie. Tym samym, wersja z dyskiem drożeje o 30 dolarów (z 499 na 529 dolarów). W Polsce oficjalne ceny nowej konsoli będą wynosił około 2100 zł za model podstawowy i około 2500 zł wraz z napędem optycznym. Można się jednak spodziewać, że przed świętami ceny będą wyższe z uwagi na wysoki popyt i ograniczoną podaż na naszym rynku.

Nowy model ma pomóc Sony osiągnąć ambitny plan sprzedaży aż 25 mln sztuk konsoli w roku budżetowym kończącym się w marcu 2024. Rok wcześniej, sprzedaż wyniosła 19,1 mln sztuk. W okresie od kwietnia do czerwca 2023, sprzedaż konsol wyniosła 3,3 mln sztuk, co oznacza, że aby osiągnąć ten zamierzony sukces, sprzedaż powinna ulec podwojeniu w kolejnych kwartałach. Wyniki za kwartał zakończony we wrześniu Sony opublikuje 9 listopada.

Dochody firmy zwiększy także ostatnią podwyżka ceny Playstation 5 Plus. W Polsce wzrost ceny rocznej wyniósł od 55 do 150 zł, zależnie od wariantu. Warto jednak zauważyć, że w przypadku Sony, udział posiadaczy cyfrowych subskrypcji wśród graczy jest mniejszy niż w przypadku Microsoftu. Udział sprzedaży konsoli Xbox bez napędu optycznego to ponad 50 proc., podczas w przypadku Sony, było to dotychczas poniżej 20 proc. A to posiadacze konsoli bez napędów chętniej korzystają z gier w modelu subskrypcyjnym. Wydaje się zatem, że przychody Sony Game & Network Services powinny w najbliższych kwartałach rosnąć. Rynek spodziewa się, że w całym roku budżetowym, kończącym się w marcu 2024 Sony osiągnie wzrost przychodów o 5,3 proc., a marża brutto wzrośnie do 36,14 proc., przebijając 27,22 proc. rok wcześniej.

Główny konkurent Sony na rynku konsoli – Microsoft, w tym roku nie zaprezentuje nowych wersji Xbox’a. Według rozmaitych doniesień, firma planuje premierę nowych modeli dopiero za rok. Obecnie, Microsoft skupił się na ostatecznym zakończeniu procesu zakupu producenta gier firmy Activision Blizzard. Wartość tej transakcji wyniosła 69 mld dolarów.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

ORLEN VC inwestuje w polski start-up CTHINGS.CO

ORLEN VC zainwestował w CTHINGS.CO, polski start-up specjalizujący się w tworzeniu innowacyjnych rozwiązań z obszaru 5G, przemysłowego Internetu rzeczy i aplikacji chmurowych. Ich wdrożenie umożliwia m.in. zdalny nadzór nad infrastrukturą, prognozowanie potencjalnych awarii, a także kompleksową kontrolę nad procesami produkcyjnymi. CTHINGS.CO jest już dziewiątą spółką w portfelu największego w Polsce korporacyjnego funduszu venture capital. W ciągu niespełna dwóch latach działalności ORLEN VC zainwestował łącznie ponad 200 mln zł w spółki technologiczne z całej Europy oraz w dwa zagraniczne fundusze inwestycyjne. Koncern realizuje już z polskim start-upem projekty w Zakładzie Produkcyjnym w Płocku.

– Zależy nam na tym, żeby praca naszych zakładów była maksymalnie wydajna, niezawodna i dopasowana do zmieniającego się otoczenia. Dlatego odpowiadamy na światowe trendy i nieustannie wdrażamy innowacyjne technologie. Ważną rolę odgrywa w tym spółka ORLEN VC, która konsekwentnie nawiązuje współpracę z firmami technologicznymi i poszukuje nowatorskich projektów. Rozwiązania bazujące na zastosowaniu sieci 5G, którą testowaliśmy już w Zakładzie Produkcyjnym w Płocku, pozwolą nam jeszcze lepiej wykorzystać potencjał cyfryzacji procesów produkcyjnych. To ważny krok w realizacji naszej strategii do 2030 roku, w ramach której prowadzimy program digitalizacji koncernu – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu ORLEN.

Spółka CTHINGS.CO specjalizuje się w budowaniu m.in. na potrzeby nowoczesnego przemysłu rozwiązań z zakresu 5G, Internetu rzeczy i edge computing (umożliwia przechowywanie i przetwarzanie danych lokalnie, bliżej punktu, w którym są generowane). Start-up współpracuje z globalnymi operatorami komórkowymi oraz dostawcami infrastruktury chmurowej. Do tej pory spółka aktywnie pozyskiwała klientów i realizowała kontrakty w krajach skandynawskich, Niemczech, Austrii, Hiszpanii i Polsce.

Kapitał, który CTHINGS.CO pozyskał od ORLEN VC, a także PKO VC, Freya Capital oraz Level2 Ventures, wynosi łącznie 20 mln zł i zostanie przeznaczy na dalszy międzynarodowy rozwój, w tym przyspieszenie ekspansji na nowe rynki.

– Nasza inwestycja w spółkę CTHINGS.CO to przykład generowania wartości w całym ekosystemie innowacji Grupy ORLEN. Wspólnie realizujemy już pilotażowy projekt związany z systemem do monitorowania ścieków w rafinerii w Płocku, a także projekt proof of concept w zakresie testowania ekosystemu technologii sieci i usług 5G, uruchomionych za pośrednictwem naszego akceleratora innowacji ORLEN Skylight. Zaangażowanie kapitałowe w CTHINGS.CO to nie tylko efekt dotychczasowej, dobrej współpracy. Wspieramy ten start-up, ponieważ w Polsce i Europie obserwujemy wzrost zainteresowania inteligentnymi rozwiązaniami dla przemysłu, a polska spółka skutecznie odpowiada na te potrzeby i ma dobre perspektywy do dalszego wzrostu – mówi Marek Garniewski, Prezes Zarządu ORLEN VC.

Szacuje się, że w latach 2023-2030 globalny rynek zastosowania urządzeń typu IoT będzie rósł w tempie blisko 60 proc. rocznie, a w samym 2026 r. ma osiągnąć wartość ok. 250 mld dolarów. Integracja możliwości łączności w coraz większej liczbie urządzeń jest jednym z głównych czynników napędzających szybkie przyjęcie rozwiązań Internetu rzeczy w globalnej gospodarce, a CTHINGS.CO może na tym rynku pełnić wiodącą rolę.

– Inwestycja następuje w kluczowym dla nas momencie. Obserwujemy wzrost zainteresowania europejskiego i amerykańskiego rynku naszymi produktami i usługami. Przemysłowe sieci 5G stają się rzeczywistością, a nasze rozwiązania idealnie wpasowują się w istniejące potrzeby. Konsorcjum inwestycyjne to grono największych inwestorów z rejonu Europy Środkowej. Będziemy rozwijać współpracę na kilku płaszczyznach – technologicznej, biznesowej i finansowej. W planach mamy dalszy rozwój technologiczny, ekspansję biznesową i zawiązywanie międzynarodowych partnerstw. Naszym priorytetem jest zajęcie kluczowego miejsca w ekosystemie technologii 5G branży przemysłowej – mówi Arnold Wierzejski, CEO CTHINGS.CO.

Dla ORLEN VC spółka CTHINGS.CO jest siódmym start-upem, w który zainwestował fundusz. W swoim portfelu posiada też dwa zagraniczne fundusze inwestycyjne. Natomiast w wyniku połączenia z PGNiG VC do portfolio ORLEN VC zostały włączone kolejne dwie nowe spółki. Tym samym w ciągu niespełna dwóch lat swojej działalności ORLEN VC dołączył do zestawienia największych i najbardziej aktywnych funduszy inwestycyjnych w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. ORLEN VC planuje dokonywać rocznie średnio 5-6 inwestycji bezpośrednich, skupiając się na najbardziej perspektywicznych spółkach posiadających innowacyjne i gotowe do komercjalizacji technologie, zgodne ze strategią ORLEN2030.

Zapisy w wezwaniu na akcje TIM S.A. przedłużone do 6 grudnia 2023 r. Ponad 50% akcji już objętych zapisami

Künzelsau. Grupa Würth przedłużyła termin zapisów w drugim wezwaniu na sprzedaż wszystkich akcje TIM S.A. („Wezwanie”) do 6 grudnia 2023 r. Około dwa tygodnie od rozpoczęcia zapisów w Wezwaniu, zapisami zostały objęte akcje uprawniające do wykonywania co najmniej 50% ogólnej liczby głosów na walnym zgromadzeniu TIM S.A. O spełnieniu się tego warunku Wezwania poinformował Grupę Würth podmiot pośredniczący w Wezwaniu, tj. Santander Bank Polska S.A. – Santander Biuro Maklerskie. Zainteresowani inwestorzy mogą złożyć zapis na sprzedaż akcji, w cenie 50,69 zł za jedną akcję, w swoim biurze maklerskim.

Zebranie zapisów na akcje TIM S.A. („Spółka”) reprezentujących co najmniej 50% ogólnej liczby głosów to m.in. konsekwencja złożonych wcześniej zapisów w ramach wezwania przez największych akcjonariuszy i kluczowych menadżerów TIM S.A. Zgodnie z zawartymi 24 marca 2023 r. umowami, Krzysztof Folta (prezes Zarządu i założyciel Spółki), Krzysztof Wieczorkowski (przewodniczący Rady nadzorczej Spółki), Piotr Tokarczuk (CFO Spółki), Piotr Nosal (CCO Spółki), Maciej Posadzy (prezes Zarządu 3LP S.A.), Ewa Folta oraz Jan Walulik zobowiązani byli do złożenia zapisów na sprzedaż akcji w ramach Wezwania po uzgodnionej cenie 50,69 zł za akcję.

– Cieszymy się, że akcjonariusze okazują duże zainteresowanie podobne jak w pierwszym wezwaniu. Pozostajemy w stałym dialogu z UOKiK i utrzymujemy pełną współpracę. Pozostajemy przekonani o uzyskaniu pozytywnej decyzji organów antymonopolowych.  – komentuje Ulrich Liedtke, wiceprezes odpowiedzialny za międzynarodową sprzedaż hurtową produktów elektrotechnicznych w Grupie Würth.

Cena akcji w Wezwaniu wynosi 50,69 zł za jedną akcję i jest równa cenie z pierwszego wezwania. Cena akcji w Wezwaniu zawiera premię w wysokości 93,8% w stosunku do ostatniego kursu zamknięcia przed ogłoszeniem przez Spółkę przeglądu opcji strategicznych w dniu 22 sierpnia 2022 r. i 34,1% premii względem ostatniej ceny akcji poprzedzającej dzień ogłoszenia intencji przeprowadzenia pierwszego wezwania.

Zapisy do sprzedaży akcji w ramach Wezwania rozpoczęły się 28 września i będą przyjmowane do 6 grudnia 2023 r. Dyspozycje sprzedaży akcji w Wezwaniu należy złożyć w swoim biurze maklerskim. Szczegóły dotyczące Wezwania znajdują się pod adresem https://wezwanie-tim.pl.

Wezwanie na akcje TIM S.A. ogłosiła FEGA & Schmitt Elektrogroßhandel GmbH, należącą do Grupy Würth („Wzywający”). Celem Wzywającego jest osiągnięcie 100% głosów na Walnym Zgromadzeniu Spółki oraz wycofanie Spółki z giełdy. Jeżeli w wyniku Wezwania zostanie osiągnięty próg co najmniej 95% ogólnej liczby głosów na Walnym Zgromadzeniu Akcjonariuszy, Wzywający zamierza ogłosić przymusowy wykup akcji posiadanych przez akcjonariuszy mniejszościowych TIM S.A. Następnie, zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa, Wzywający zamierza wycofać Spółkę z Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

Coraz więcej Polaków podejmuje pracę dodatkową

41 proc. Polaków pracujących zawodowo podejmuje się zleceń poza swoim głównym etatem, a jeszcze więcej, gdyż blisko połowa z nich planuje kontynuować lub podjąć dodatkową pracę w ciągu najbliższych sześciu miesięcy. Nie powinno to dziwić, gdyż 7 na 10 pracowników odczuwa skutki pogorszenia sytuacji gospodarczej, wynika z badania „Jak dorabiają Polacy” przeprowadzonego przez SW Research na zlecenie Gi Group.

Istotnym czynnikiem mobilizującym do pracy poza etatem jest odczuwanie pogorszenia sytuacji gospodarczej, co potwierdziło aż 71,9 proc. badanych. Pomimo wzrostu przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw o ponad 10 proc. rok do roku coraz częściej zarobki nie zaspokajają rosnących potrzeb gospodarstw domowych.

Wysokie zainteresowanie dodatkową pracą odzwierciedla pogarszającą się sytuację finansową dużej części społeczeństwa, która wynika ze spadającej siły nabywczej wynagrodzeń w kontekście szybkiego wzrostu kosztów usług i produktów. Oznacza również, iż odnotowywane w sektorze przedsiębiorstw podwyżki wynagrodzeń nie są w stanie zrekompensować rosnących kosztów życia. Ma to istotne znaczenie w perspektywie przyszłego roku – trudno spodziewać się w 2024 roku utrzymania tempa wzrostu wynagrodzeń. Pracodawcy podchodzą do rozmów o podwyżkach z dużą ostrożnością – komentuje Robert Lisicki, dyrektor departamentu prawnego Konfederacji Lewiatan.Czy odczuwa Pan Pani skutki pogorszenia sytuacji gospodarczej

Połowa ankietowanych planuje kontynuować lub podjąć dodatkową pracę w ciągu najbliższych sześciu miesięcy. Warto zauważyć, że znaczna ich część (28 proc.) nie potrafiła jednoznacznie określić swoich zamiarów, co wskazuje na brak pewności co do przyszłej sytuacji gospodarczej kraju, tym samym ich własnej sytuacji finansowej i zawodowej.

Zainteresowanie pracą dodatkową nie dziwi, jeżeli weźmiemy pod uwagę obecną koniunkturę, wahania inflacji, spadającą siłę nabywczą oraz niepewność przyszłości. Jednocześnie dowodzi tego, że Polacy przejęli inicjatywę – szukają dodatkowych możliwości zarobkowania, by poprawić swoją sytuację finansową. Coraz częściej też – co wynika z różnych naszych badań – rozglądają się za zwiększeniem możliwości rozwoju zawodowego i są w coraz większym stopniu otwarci na podwyższanie oraz zmianę kwalifikacji – wyjaśnia Anna Wesołowska, dyrektor zarządzająca Gi Group Poland.

Praca dodatkowa domeną młodszego pokolenia

Praca dodatkowa jest częściej podejmowana przez osoby młodsze – podczas gdy decyduje się na nią 32 proc. osób w wieku 50 lat i starszych, wśród respondentów w wieku poniżej 34 lat odsetek ten wynosi blisko 49 proc.

W pierwszych etapach kariery zawodowej młodzi ludzie intensywnie rozwijają swoje umiejętności i zdobywają doświadczenie zawodowe. Praca dodatkowa staje się istotnym elementem tego procesu, pozwalając na zgromadzenie cennego doświadczenia, wzbogacenie własnego portfolio zawodowego oraz wzmocnienie CV. Niewątpliwie ważnym czynnikiem motywującym jest tu aspekt finansowy. Praca dodatkowa przyczynia się do poprawy ich domowego budżetu, umożliwiając radzenie sobie z bieżącymi wydatkami oraz oszczędzanie na przyszłość – mówi Agnieszka Zielińska, dyrektor Polskiego Forum HR.

Częściej niż ogół badanych dodatkowych zajęć podejmują się osoby z wykształceniem wyższym (45%). Na dorabianie zdecydowanie częściej decydują się również osoby, które swoją główną pracę wykonują na podstawie umów cywilno-prawnych, a także pracownicy tymczasowi (54% z nich). Dzieje się tak przypuszczalnie dlatego, że takie formy zatrudnienia są postrzegane jako mniej stabilne, a dywersyfikacja źródeł utrzymania staje się sposobem zabezpieczenia na wypadek utraty głównego źródła dochodu. Istotny jest też fakt, że takie umowy dają większą elastyczność w zakresie godzin pracy, co ułatwia podjęcie dodatkowego zajęcia.

Ile, jak i gdzie dorabiamy po godzinach?

Co druga osoba podejmująca pracę dodatkową poświęca jej od 1 do 9 godzin tygodniowo, od 10 do 19 godzin poświęca jej 3 na 10 badanych. Co dziesiąta osoba zdecydowana jest na pracę dodatkową trwającą od 20 do 29 godzin, podczas gdy 4% poświęca jej aż 30 do 40 godzin w tygodniu. Co dziesiąta osoba podejmuje pracę dodatkową w sposób nieregularny.Ile czasu w tygodniu poświęca Pan Pani na pracę dodatkową 2

Praca dodatkowa cieszy się największym zainteresowaniem pracujących na pół etatu – umożliwia uzupełnienie budżetu co drugiej osobie pracującej w tym wymiarze godzin. W przypadku zatrudnienia na cały etat na dodatkowe zlecenia decyduje się 4 na 10 pracujących.

Wymiar czasu poświęcanego na dodatkowe formy zarobkowania zależy przede wszystkim od liczby godzin pracy w głównym miejscu zatrudnienia. Zdecydowana większość (ponad 80 proc.) pracujących od 21 do 39 godzin tygodniowo poświęca na zadania dodatkowe ponad 9 godzin w tygodniu. W przypadku osób pracujących w pełnym wymiarze godzin ten odsetek spada do 39 proc.W jakiej formie wykonuje Pan Pani pracę dodatkową

Niezależnie od podstawowej formy zatrudnienia praca dorywcza jest najpopularniejszym sposobem dodatkowego zarobkowania. Decyduje się na nią ponad połowa podejmujących dodatkową pracę, ponad 28 proc. ma stałe dodatkowe zatrudnienie u innego pracodawcy, a 24 proc. wykonuje dodatkowe zlecenia lub bierze godziny nadliczbowe w swoim głównym miejscu zatrudnienia.

Wybór formy pracy dodatkowej różni się też od poziomu wykształcenia. Osoby z wykształceniem podstawowym i zawodowym częściej wypracowują nadgodziny u swojego głównego pracodawcy. Osoby z niższym wykształceniem częściej niż absolwenci szkół wyższych decydują się również na stałe dodatkowe zatrudnienie w innej firmie.

Praca dorywcza a wydajność

Większość pracujących dodatkowo (57 proc.) jest przekonana, że nie wpływa to niekorzystnie na ich wydajność i zaangażowanie w główną pracę. Co trzecia osoba przyznaje jednak, że jest inaczej, przy czym częściej wskazują na to mężczyźni niż kobiety. W dłuższym okresie czasu taka sytuacja może być obciążająca dla pracownika, wpływając negatywnie na jego życie prywatne oraz efektywność wykonywanej pracy, zarówno głównej, jak i dodatkowej.Czy praca dodatkowa ma negatywny wpływ na Pana Pani wydajność i zaangażowanie w pracy głównej

Ewolucja rynku pracy – wieloetatowość

Praca poza głównym etatem staje się coraz bardziej popularna w Polsce, co może świadczyć o rosnącej akceptacji tej praktyki.

Praca dodatkowa zasługuje na szczególną uwagę, gdyż umożliwia pracownikom zwiększoną aktywność, rozwój zawodowy i osobisty oraz uzyskiwanie wyższych dochodów. Cechuje ją duża elastyczność – pracownicy mogą podejmować dodatkowe zajęcia zgodnie ze swoimi kwalifikacjami zarówno u obecnego, jak i innego pracodawcy, o ile nie dochodzi do kolizji interesów. Co więcej, mogą sami ustalać sposób wykonywania pracy, zwłaszcza gdy ma ona charakter projektowy, twórczy. Niejednokrotnie zwiększa zadowolenie pracowników, bez względu na rodzaj zajęć, jakie są wykonywane. Pozwala ona zyskać dodatkowe doświadczenie i umiejętności, które mogą okazać się przydatne w głównej pracy. Co więcej, sprzyja aktywności zawodowej osób marginalizowanych na rynku pracy, np. kobiet i ludzi młodych – komentuje prof. Grażyna Spytek-Bandurska, ekspert prawa pracy Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Dla przedsiębiorców – przede wszystkim z sektorów logistyki, produkcji i handlu – wysoki odsetek Polaków zainteresowanych pracą dodatkową jest dobrą wiadomością. Daje możliwość wsparcia się dodatkową kadrą w sytuacjach sezonowego lub punktowego wzrostu aktywności związanego z popytem na produkty czy usługi lub koniecznością czasowego zastąpienia pracowników stałych w okresach urlopowych.

To istotne rozwiązanie szczególnie w sytuacji obserwowanych obecnie trudności z pozyskaniem pracowników – zarówno tych o odpowiednich, oczekiwanych przez firmy kwalifikacjach, jak i osoby wykonujące proste prace fizyczne. Warto tu zaznaczyć, że znacząca liczba pracujących realizuje dodatkowe zlecenia i pracuje w godzinach nadliczbowych w swoim stałym miejscu zatrudnienia – wyjaśnia Anna Wesołowska, dyrektor zarządzająca Gi Group Poland.

Link do raportu: https://www.gigroupholding.com/polska/insights/jak-dorabiaja-polacy-raport-o-pracy-dodatkowej/

O badaniu:

Badanie zostało przeprowadzone przez SW Research na zlecenie Gi Group w okresie 22-24.08.2023 r. W ramach badania przeprowadzono 1206 ankiet. Ankietowani byli Polacy i Polki powyżej 18 roku życia, zgodnie z rozkładem płci, wieku i klasy wielkości miejscowości i. Głównym celem badania było sprawdzenie sytuacji Polek i Polaków w związku z pracą dodatkową.

Czy rynek hipoteki odwróconej się nasycił? Nowe dane Ministerstwa Sprawiedliwości

Z najnowszych danych Ministerstwa Sprawiedliwości, mimo iż są to dane wstępne i jeszcze podlegające weryfikacji, wynika że w 2022 roku podpisano łącznie 16 451 nowych umów o dożywocie.[1] To niewielki wzrost względem roku 2021, w którym podobnych umów zawarto 16 426. Warto przypomnieć, że statystyki prowadzone przez resort sprawiedliwości dotyczą głównie kontraktów zawieranych przez osoby indywidualne np. seniora i jego sąsiada. Niewielki wzrost liczby umów dożywocia w 2022 roku może być spowodowany nasyceniem takimi umowami względem liczby emerytów, a także poprawą sytuacji finansowej gospodarstw emeryckich.

Ministerstwo Sprawiedliwości gromadzi dane dotyczące liczby podpisywanych umów o dożywocie (mowa zarówno o nieruchomościach rolnych, jak i nierolniczych) od ponad 30 lat. Gdy porównamy umowy podpisane w roku 2020 oraz 2021 możemy zauważyć dynamikę wzrostu na poziomie 21,8 proc. W 2020 roku zawarto bowiem łącznie ponad 13 tys. nowych umów o dożywocie (w wyniku których przeniesiono prawo własności nieruchomości w zamian za świadczenia pieniężne lub opiekę), a w 2021 roku było ich już ponad 16 tys. Trend rosnący, można było obserwować – z różnymi perturbacjami – od ponad dekady. Dlaczego teraz liczba podpisywanych umów wyhamowała?

– Moim zdaniem to wypłaszczenie krzywej, którą widzieliśmy na wcześniejszych wykresach, może wynikać ze specyficznego nasycenia rynku, ale równie dobrze może być też wynikiem poprawy sytuacji finansowej gospodarstw emeryckich. Z danych GUS wynika, że 53,8 proc. przedstawicieli gospodarstw emeryckich z miast, w roku 2018 oceniało swoją sytuację finansową dobrze lub bardzo dobrze. W roku 2021, po wprowadzeniu czternastej emerytury, ten wskaźnik urósł do 62,7 proc. Warto podkreślić,że gospodarstwa emeryckie to grupa, w której sytuacja finansowa poprawiła się najbardziej w stosunku do innych grup społecznych – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

Umowy o dożywocie. Bez dużych wzrostów

Z danych Ministerstwa Sprawiedliwości wynika, że w latach 2000-2010 zawarto łącznie 43 tys. umów dożywocia, ale w następnym dziesięcioleciu nastąpiło ożywienie i podobnych kontraktów było już 98 tys. W kolejnych latach też można było obserwować tendencję wzrostową, o coraz większej dynamice. Ta dynamika przyrostu w 2021 roku sięgnęła 21,8 proc. (względem roku poprzedniego). Warto też przyjrzeć się danym dotyczącym nieruchomości rolnych oraz nierolniczych. Okazuje się, że znacznie większa liczba zawieranych kontraktów dotyczyła nieruchomości nierolniczych. W 2021 było ich ponad 14 tys., podczas gdy umów dotyczących nieruchomości rolnych było (w analogicznym okresie) nieco ponad 2 tys.

Oferta ewoluuje, ale tylko w profesjonalnych instytucjach

Profesjonalna branża zrzeszona w Związku Przedsiębiorstw Finansowych nieraz postulowała, by seniorzy analizowali każdą umowę renty dożywotniej zawieraną z osobą indywidualną. Mimo ostrzeżeń, że takie kontrakty mogą być ciężko egzekwowane (m.in. w sytuacji, w której świadczeniodawca przestanie wypłacać seniorowi rentę dożywotnią) liczba umów indywidualnych stanowiła ok. 99 proc. wszystkich umów, a liczba kontraktów zawieranych z funduszami hipotecznymi jedynie 1 proc.

– Profesjonalna branża hipoteki odwróconej ewoluuje, podobnie jak oferta. Kiedyś na rentę dożywotnią decydowały się głównie osoby po 70 roku życia, dziś zapytania przychodzą od osób przed sześćdziesiątką, a nawet pięćdziesięciolatków. Seniorzy są coraz bardziej świadomi swoich praw i mają większą wiedzę na temat renty dożywotniej, co jest dużym plusem. Sama oferta zmienia się i jest dopasowana do potrzeb seniorów. Niedawno wprowadziliśmy jednorazowe duże wypłaty na start rzędu kilkudziesięciu a nawet kilkuset tysięcy złotych. Dostrzegamy, że emeryci potrzebują tych większych pieniędzy, by spłacić zadłużenie, pomóc dzieciom albo dać wnuczkowi na wkład własny pod kredyt hipoteczny – podsumowuje Robert Majkowski.

[1] Dane Ministerstwa Sprawiedliwości, odpowiedź na wniosek Funduszu Hipotecznego DOM o udzielenie informacji publicznej z dnia 12 września 2023 r.

Stabilizacja złotego

Zobaczyliśmy lepsze od oczekiwań dane z Polski. Produkcja przemysłowa spada, ale wolniej. Pensje rosną wyraźnie szybciej od inflacji. Z drugiej strony polski złoty miał moment stabilizacji po ostatnim zamieszaniu powyborczym. W tle dobre dane z USA.

Dane z Polski

Wczoraj poznaliśmy dane na temat produkcji przemysłowej oraz rynku pracy. Produkcja przemysłowa wypadła lepiej od oczekiwań. Problem w tym, że oznacza to, że spadła mniej, niż oczekiwali tego analitycy. Skurczyła się jednak o 3,1%, co jest smutnym podsumowaniem przestawiania naszej gospodarki z inwestycji na konsumpcję. Słabiej wypadły też zarobki. Średnia płaca wzrosła do 7379,88 zł brutto. Mowa oczywiście o średniej płacy w przedsiębiorstwach powyżej 9 pracowników, bo takie dane są publikowane. To wzrost o 10,3% w skali roku. Z jednej strony to aż 2,1% powyżej inflacji, z drugiej rynki oczekiwały poziomu 10,8%. Warto też pamiętać, że ostatni raz wolniej niż teraz wynagrodzenia rosły w styczniu 2022 roku. Nie zmienił się też poziom zatrudnienia, co przy niskich poziomach bezrobocia wcale nie jest złym rezultatem.

Stabilizacja złotego

Po bardzo dużej zmienności ostatnich dwóch tygodni (ze szczególnym uwzględnieniem dni zaraz po wyborach) przyszedł moment oddechu. Wczoraj przez większość dnia kurs euro oscylował w przedziale 4,45 – 4,46 zł. Najwyraźniej emocje powoli cichną. Warto zwrócić uwagę, że to i tak bardzo korzystna sytuacja względem giełdy. W przypadku WIG20, który najczęściej jest celem zagranicznych inwestorów, mieliśmy wczoraj około 2% spadku. Co gorsza, dzisiaj ten ruch jest kontynuowany. Najwyraźniej po początkowym entuzjazmie okazało się, że z jednej strony ten rząd nie powstanie w ciągu najbliższych dni, a raczej na przełomie tego i następnego roku. Z drugiej strony w mediach słychać trochę zgrzytów. Część inwestorów boi się powtórki z 2005 roku kiedy w kampanii wyborczej lewicę od władzy odsuwała koalicja PO i PiS a potem się okazało, że chemia między nimi jest, ale nie taka jak oczekiwano.

Dane z USA

W czwartek jak co tydzień poznaliśmy liczbę wniosków o zasiłek dla bezrobotnych w USA. 198 tysięcy to spora niespodzianka. Jest to najniższy wynik od wielu tygodni. Wpisuje się on jednak w trend spadkowy liczby wniosków widziany w ostatnich dwóch miesiącach na rynku. Tak niski poziom był jednak pewną niespodzianką na rynku. Lepiej wypadły też dane na temat sprzedaży domów na rynku wtórnym. Dane te zderzyły się jednak w czasie ze spadkiem szans na podwyżki stóp procentowych. W rezultacie wczoraj byliśmy świadkami osłabienia dolara względem euro.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Rekordowe wzrosty cen i historycznie niska oferta deweloperów w III kwartale 2023 r.

III kwartał na rynku nieruchomości upłynął pod silnym wpływem programu Bezpieczny Kredyt 2%. Jego skutki widoczne były szczególnie w metropoliach, gdzie średnie ceny ofertowe wzrosły aż o 5,5% kw/kw -najwięcej od czasu ostatniego boomu na rynku. Pomimo wyraźnego wzrostu aktywności kupujących, ostrożność deweloperów przy wprowadzaniu nowych inwestycji zaowocowała spadkiem udziału nowych mieszkań w ofercie do rekordowo niskiego poziomuwynika z najnowszego „Kwartalnika Mieszkaniowego” Otodom i Polityki Insight.

Deweloperzy są nadal powściągliwi

W ciągu pierwszych 3 miesięcy obowiązywania programu Bezpieczny Kredyt 2% największy wzrost cen zauważalny był w metropoliach. W miastach liczących powyżej 500 tys. mieszkańców średnia cena ofertowa wzrosła aż o 5,5% kw./kw. i przekroczyła 13 tys. zł/mkw. Takie tempo podwyżek nie dotknęło największych aglomeracji nawet w szczycie boomu, czyli w latach 2020-2011. Z kolei lokale w mniejszych miejscowościach drożały wolniej – średnio o ok. 2% kw/kw.Podsumowanie III kwartału 2023 r. na rynku mieszkaniowym

Najwięcej, bo o ponad 10% r/r, zdrożały mieszkania z rynku pierwotnego. Przyczyniła się do tego niska aktywność deweloperów. Pomimo dużego wzrostu zainteresowania kupujących, niechętnie uruchamiali oni nową sprzedaż. W konsekwencji, w III kwartale br. udział mieszkań z rynku pierwotnego w całej ofercie spadł do historycznie niskiego poziomu – 55,5 %.Podsumowanie III kwartału 2023 r. na rynku mieszkaniowym

Deweloperzy zachowali zimną krew w obliczu nagłego wzrostu popytu napędzanego rządowym programem dopłat Bezpieczny Kredyt 2%. Po okresie spowolnienia w 2022 roku część z nich ograniczyła plany inwestycyjne i nie zdecydowała się na ich wznowienie w tym roku. W dużych miastach często brakuje gruntów, na które można byłoby szybko uzyskać pozwolenia na budowę, co wstrzymało z kolei rozpoczęcie nowych projektów mieszkaniowych. Jednak największym hamulcem prawdopodobnie była obawa o załamanie popytu po zakończeniu programu rządowych dopłat. W minionym kwartale deweloperzy wyprzedawali więc posiadaną już ofertę oraz dostosowywali ją do limitów cenowych obowiązujących w ramach BK2% – podkreśla dr hab. Adam Czerniak, główny ekonomista Polityki Insight i współautor Kwartalnika Mieszkaniowego.

Ceny gruntów ponownie ruszyły

Od trzech kwartałów ceny gruntów budowlanych utrzymywały się na stabilnym poziomie. Natomiast w okresie od lipca do października br. wzrosły do 241 zł/mkw., czyli o blisko 6% w porównaniu do II kwartału. Tak wysokie podwyżki ostatni raz były notowane w połowie 2021 roku.

Niedobór atrakcyjnych gruntów w obrębie największych miast może kierować uwagę deweloperów na tańsze tereny na obrzeżach aglomeracji. W ten sposób będą mogli odpowiedzieć na wysoki popyt, o ile ten się utrzyma. Wzrost cen działek może być zatem efektem takich oczekiwań – zaznacza Adam Czerniak, ekspert Polityki Insight.

Wzrostu zainteresowania można było spodziewać się również w kategorii najmniejszych działek, nabywanych przez inwestorów indywidualnych zainteresowanych budową domu. Program rządowych dopłat umożliwiał sfinansowanie budowy Bezpiecznym Kredytem 2% o wartości do 1 mln zł.

Wydaje się jednak, że to wciąż zbyt mało, bo dane o liczbie zamkniętych w serwisie Otodom ogłoszeń sprzedaży takich działek wskazują na stosunkowo niewielkie ożywienie w tej kategorii. Podobnie zresztą wyglądała sytuacja w przypadku domów wolnostojących. Wprawdzie popyt wzrósł, ale tempo obrotu domami wolnostojącymi utrzymuje się na poziomie z połowy 2022 r. – komentuje Karolina Klimaszewska, starsza analityczka, Otodom.

Rynek po wyborach

Jaki scenariusz rysuje się dla rynku nieruchomości w najbliższym czasie? W segmencie najmu sytuacja wydaje się być stosunkowo stabilna.

Oferta na rynku najmu w ostatnich 3 miesiącach osiągnęła najwyższy poziom od czasów pandemii. Duża podaż mieszkań na wynajem ograniczy więc możliwość podnoszenia czynszów w najbliższym czasie. Dodatkowo możemy założyć, że część obecnych najemców stanie się beneficjentami programu BK 2% i wkrótce przeprowadzi się do własnych M. Tym samym pula dostępnych lokali na wynajem będzie się zwiększała – komentuje Karolina Klimaszewska, starsza analityczka, Otodom.

Z kolei na rynku mieszkań na sprzedaż wiele będzie zależało od nadchodzących zmian w polityce mieszkaniowej państwa, w tym tych związanych z ograniczaniem deficytu budżetowego.

Kluczowym czynnikiem kształtującym krajobraz rynku mieszkaniowego nadal będzie inflacja. Jej utrzymujący się wysoki poziom ograniczy możliwości zakupowe gospodarstw, a co za tym idzie – przełoży się na spowolnienie obrotu mieszkaniami – podsumowuje Adam Czerniak, ekspert Polityki Insight.

Wyciek milionów profili DNA

Cyberprzestępcy wykradli i opublikowali na forum hakerskim 4,1 miliona profili genetycznych klientów firmy 23andMe. Ofiarami są użytkownicy z Wielkiej Brytanii i Niemiec. Wcześniej, w tym miesiącu ujawniono również skradzione dane 1 miliona Żydów aszkenazyjskich, którzy korzystali z usług firmy w celu znalezienia informacji o swoim pochodzeniu i predyspozycjach genetycznych.

23andMe przekazało serwisowi BleepingComputer, że dane zostały uzyskane w wyniku ataków na konta użytkowników chronione słabymi hasłami lub danymi uwierzytelniającymi, ujawnionymi w wyniku wcześniejszych wycieków. Firma twierdzi, że nie znajduje śladów wskazujących na incydent bezpieczeństwa w swoich systemach informatycznych. Deklaruje również, że tylko ograniczona liczba kont została naruszona, jednak, jako że celem ataku była również funkcja „Krewni DNA”, przestępcy mogli wykraść dane milionów spokrewnionych osób.

Komentuje Beniamin Szczepankiewicz, analityk laboratorium antywirusowego ESET:

Z serwisu została wykradziona naprawdę duża ilość danych: identyfikatory kont użytkowników, imiona i nazwiska, płeć, data urodzenia, profile DNA i szczegółowa lokalizacja. Dokładnie takich informacji szukają cyberprzestępcy. Użytkownicy mogą spodziewać się, że dane te zostaną niebawem sprzedane w darknecie.

Niestety, swojego DNA nie można zastąpić tak łatwo, jak konta w mediach społecznościowych lub zmienić, jak hasła. Klienci niewiele mogą zrobić, aby ochronić bardzo wrażliwe dane, które zostały skradzione.

W przypadku takich danych istotny jest również aspekt osobisty: cyberprzestępcy weszli w posiadanie informacji, które są bardzo prywatne i istnieje spora szansa, że ich właściciele nie chcieli się nimi dzielić. Niestety, czasu nie da się cofnąć i obecnie nie mają już wpływu, na to kto dowie się z kim są spokrewnieni i skąd pochodzili ich przodkowie. Wiele osób korzysta z serwisów śledzących połączenia rodzinne i genetyczne z czystej ciekawości. Kluczowe jest, abyśmy dokładnie przemyśleli, komu przekazujemy nasze dane i czy naprawdę jest to konieczne, zwłaszcza jeżeli chodzi o sprawy tak bardzo osobiste, jak profile DNA.

Po raz kolejny dowiadujemy się, że hasła, które kiedyś dobrze radziły sobie z odpieraniem podstawowych ataków, obecnie już nie wystarczają. Uwierzytelnianie wieloskładnikowe, uwierzytelnianie oparte na jednorazowych hasłach lub kluczach sprzętowych to środki, które powinniśmy wybierać.

Dlatego też firmy przetwarzające wrażliwe dane medyczne powinny wdrożyć odpowiednie środki bezpieczeństwa, które pomogłyby uniemożliwić atakującym dostęp do dużych zbiorów danych. Ich odpowiedzialnością powinno również być stałe  monitorowanie swoich sieci pod kątem nieprawidłowości, aby zatrzymać atak na jak najwcześniejszym etapie. Dobrą praktyką byłoby potwierdzanie innym kanałem komunikacji dostępu do danych wrażliwych (dane medyczne) np. poprzez powiadomienie SMS lub powiadomienie w aplikacji.

Euforia na akcjach Netflixa

  • Netflix ogłosił wyniki za III kwartał 2023 r. wczoraj po zamknięciu rynku
  • Akcje wzrosły o 13% w handlu po sesji w USA
  • Firma odnotowała rekordowy wzrost liczby subskrybentów od II kwartału 2020 r.
  • Walka z dzieleniem haseł udana – podwyżki cen w USA, Wielkiej Brytanii i Francji
  • Wytyczne silnego wzrostu liczby abonentów również w IV kwartale 2023
  • Akcje prawdopodobnie otworzą się powyżej 200-sesyjnej średniej kroczącej

Finansowy raport Netflixa okazał się znakomity, zwłaszcza jeśli chodzi o liczbę nowych subskrybentów. Jesienno-zimowa sezonowość ponownie sprzyja firmie? Rzućmy okiem na raport i wytyczne, którymi podzieliła się firma.

Sprzedaż zgodna z oczekiwaniami, ogromny wzrost liczby subskrybentów

Netflix odnotował wzrost przychodów w trzecim kwartale o 7,8% rok do roku, do 8,54 mld USD, co było mniej więcej zgodne z oczekiwaniami rynku. EPS na poziomie 3,73 USD był wyższy niż oczekiwane 3,49 USD i wyższy niż 3,10 USD sprzed roku. Jednak uwaga skupiała się głównie na liczbie subskrybentów  ponieważ inwestorzy chcieli zobaczyć, czy rozprawienie się z udostępnianiem haseł doprowadziło do wzrostu liczby nowych płatnych subskrypcji. Oczekiwania były wysokie i wskazywały na 6,7 miliona nowych subskrybentów w okresie od lipca do września 2023 roku. Raport zdołał pobić te oczekiwania i pokazał wzrost o 8,76 miliona subskrybentów w tym okresie, napędzany wzrostami w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie, a także na rynkach EMEA! Jest to nie tylko ogromny wzrost, ale także największy przyrost liczby subskrybentów od II kwartału 2020 r., kiedy to firma dodała 10,09 mln subskrybentów dzięki pandemicznemu trendowi pozostawania w domu.Euforia na akcjach Netflixa

Netflix odnotował największy przyrost liczby subskrybentów od II kwartału 2020 r., kiedy to firma cieszyła się pandemicznym boomem. Źródło: Bloomberg Finance LP, XTB

Nadchodzą podwyżki cen!

Ważną rzeczą, na którą należy zwrócić uwagę w przypadku Netflixa, jest to, że w przeciwieństwie do konkurentów firma jest rentowna. Netflix ma silną pozycję w branży, a silny wzrost liczby subskrybentów  podkreśla, że nie bez powodu spółka utrzymuje status streamingowego hegemona. Nie powinno być zaskoczeniem, że firma zdecydowała się podnieść ceny swoich planów podstawowych i premium w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Francji o 10-20%. Taki ruch miał nastąpić, gdyby rozprawa z udostępnianiem haseł przez firmę zakończyła się sukcesem. Rywale Netflixa, tacy jak Disney+, Hulu czy Peacock, podnieśli już ceny swoich usług streamingowych w ostatnich miesiącach. Netflix zdecydował się jednak pozostawić je bez zmian. Takie posunięcie może zachęcić klientów do wyboru tańszych planów z reklamami i jest zgodne z celem Netflixa, jakim jest zwiększenie przychodów z reklam. Plany z reklamami odnotowały wzrost o 70% kwartał do kwartału w 3. kwartale 2023 r.

Netflix optymistycznie patrzy w przyszłość

Oprócz opublikowania solidnego raportu o wynikach za III kwartał, Netflix opublikował również optymistyczne prognozy na bieżący kwartał. Podczas gdy prognoza przychodów na IV kwartał na poziomie 8,69 mld USD i prognoza EPS na poziomie 2,15 USD były nieco słabsze niż oczekiwano na Wall Street, Netflix powiedział, że spodziewa się, że przyrost liczby abonentów w IV kwartale 2023 r. Będzie podobny do tego z III kwartału 2023 r. To stawia firmę na dobrej drodze do dodania 20 milionów nowych subskrybentów w całym 2023 roku, co byłoby największym rocznym wzrostem liczby subskrybentów od 2020 roku, kiedy to firma dodała 36,5 miliona członków dzięki boomowi pandemicznemu. Netflix poinformował również, że w trzecim kwartale 2023 r. odkupił własne akcje o wartości 2,5 mld USD i zezwolił na zwiększenie wykupu o 10 mld USD.

Podsumowanie wyników i prognoz Netflixa

  • Przychody: 8,54 mld USD wobec oczekiwanych 8,53 mld USD (+7,8% r/r)
  • Zysk na akcję (EPS): 3,73 USD vs 3,49 USD oczekiwane (3,10 USD rok temu)
  • Płatne członkostwo w streamingu: 247,15 mln vs 244,41 mln (+11% r/r)
  • Zmiana netto płatnych członkostw w streamingu: +8,76 mln vs +6,20 mln oczekiwanych
  • Stany Zjednoczone i Kanada: +1,75 mln vs +1,22 mln oczekiwane
  • EMEA: +3,95 mln vs +2,22 mln oczekiwane
  • LATAM: +1,18 mln vs +1,15 mln oczekiwane
  • APAC: +1,88 mln vs +1,41 mln oczekiwane
  • Dochód operacyjny: 1,92 mld USD vs 1,9 mld USD oczekiwane (+25% r/r)
  • Marża operacyjna: 22,4% vs 22,1% oczekiwano (19,3% rok temu)
  • Wolne przepływy pieniężne: 1,89 mld USD wobec oczekiwanych 1,27 mld USD

Prognozy na IV kwartał 2023 r.

  • Przychody: 8,69 mld USD vs 8,76 mld USD oczekiwano
  • EPS: 2,15 USD vs 2,17 USD oczekiwane
  • Marża operacyjna: 13,3% vs 14,0%

Prognoza całoroczna

  • Wolne przepływy pieniężne: 6,5 mld USD vs 5,27 mld USD oczekiwano
  • Marża operacyjna: 20% wobec oczekiwanych 19,8%

Autor: Eryk Szmyd, analityk XTB

Polscy producenci żywności roślinnej powołują organizację branżową

O interesy i dalszy rozwój branży produktów roślinnych zatroszczy się Polski Związek Producentów Żywności Roślinnej. Nowa organizacja branżowa będzie reprezentować wspólny głos przedsiębiorców skupionych wokół segmentu żywności roślinnej i inicjować rozwiązania na poziomie politycznym, prawnym i instytucjonalnym, które przyczynią się do zwiększenia udziału produkcji roślinnej w polskim i europejskim systemie żywnościowym.

Według GfK Polonia, polski rynek produktów roślinnych jest wart 1,5 mld zł, produkty bazujące na roślinach docierają już do 5,9 mln polskich gospodarstw domowych. Mimo skali i potencjału rozwoju  firmy zajmujące się produkcją roślinnych alternatyw nie miały branżowej reprezentacji, a w debacie publicznej brakowało organizacji działającej w imieniu tego rozwijającego się segmentu branży spożywczej.

Wraz z dynamicznym rozwojem kategorii roślinnych produktów, potrzeba założenia organizacji skupiającej niezwykły potencjał tej branży, wybrzmiewała coraz głośniej pośród producentów tego typu wyrobów. Założenie PZPŻR to moment, w którym biznes łączy siły we wspólnym interesie, aby przyspieszyć zieloną transformację żywieniową w profesjonalnym stylu – zaznacza Rafał Czech, założyciel firmy Bezmięsny oraz członek zarządu Polskiego Związku Producentów Żywności Roślinnej.

Nowo powołana organizacja będzie inkluzywna. Dołączyć do niej mogą wszystkie firmy zajmujące się produkcją roślinnych alternatyw dla mięsa i nabiału. Już na etapie prac nad jej uruchomieniem przy wspólnym stole zasiedli przedstawiciele lokalnych marek, takich jak Dobra Kaloria, Roślinna Magda, Apollo Roślinny Qurczak czy Bezmięsny, jak i reprezentanci międzynarodowych firm jak Danone czy Upfield. W grono członków założycieli Związku wchodzą także podmioty z ekosystemu branży roślinnej: akcelerator start-upów Foodtech.ac i kampania RoślinnieJemy.

Ponieważ  roślinny kierunek zmian w branży spożywczej jest kluczowy w dążeniu do  zrównoważonego systemu żywnościowego, liderzy rynku produktów roślinnych powołali Polski Związek Producentów Żywności Roślinnej, by lepiej reprezentować interesy całej branży wobec organów państwowych i samorządowych, wspierać tworzenie norm żywieniowych oraz wytycznych w żywieniu publicznym. Do zadań nowej organizacji będzie nalezało również wspieranie zmian legislacyjnych w procesie komercjalizacji nowych technologii produkcji żywności pochodzenia roślinnego.

Biorąc pod uwagę dane pozyskane przez Biostat na zlecenie RoślinnieJemy, 52% Polaków poparłoby działania rządowe ku zwiększeniu inwestycji dla produkcji zamienników mięsa oraz nabiału opartych na roślinnych źródłach białka. To dodatkowo legitymizuje potrzebę powstania organizacji takiej jak Polski Związek Producentów Żywności Roślinnej i reprezentacji głosu roślinnych producentów w rozmowach z przedstawicielami władz – komentuje Maciej Otrębski, strategic partnership manager w RoślinnieJemy i członek zarządu PZPŻR.

Założyciele organizacji planują dokładne zbadanie wielkości polskiej branży roślinnej pod kątem wielkości obrotów, jak i poziomu zatrudnienia. W związku z tym, że w ostatnich latach w Polsce przybywa przedsiębiorstw skupionych w znacznym stopniu na produkcji roślinnej, jednym z tematów, którymi Związek jako organizacja branżowa zajmie się w pierwszej kolejności są działania na rzecz stworzenia nowego kodu PKD dla takich firm tj. producentów alternaty dla mięsa, nabiału, jajek itd. Uzyskanie dedykowanej klasyfikacji w PKD da możliwość bardziej regularnego, ale też jednoznacznego i dokładnego wskazania wielkości i potencjału branży roślinnej.

Powstanie Związku to milowy krok dla rozwoju branży i upowszechnienia produktów roślinnych. Mają one zdecydowanie niższy ślad środowiskowy w porównaniu z produktami odzwierzęcymi. Mamy nadzieję, że dzięki powstaniu Związku jako silna grupa marek przyczynimy  się do zmiany nawyków żywieniowych Polaków i Polek  w kierunku diet bardziej roślinnych.  – podkreśla Paulina Kaczmarek, Head of Sustainability w Danone&Alpro i członkini zarządu Polskiego Związku Producentów Żywności Roślinnej.

Z jak zwalniam się. Na czym naprawdę zależy pracownikom z Pokolenia Z

Wypłata jest najmniej istotna dla pracowników z Pokolenia Z (57,88 proc.). Liczy się dla nich o wiele mniej niż dla badanych z innych grup wiekowych – wynika z raportu ADP „People at Work 2023: A Global Workforce View”. Co ciekawe, to również Zetki mają w sobie najwięcej optymizmu. Aż 74,10 proc. pozytywnie postrzega swoje aktualne miejsce pracy w perspektywie kolejnych pięciu lat.  Jakie więc jest Pokolenie Z oraz ile prawdy jest w stereotypach o najmłodszych osobach na rynku pracy?

Opinie o Pokoleniu Z, od kiedy jego przedstawiciele weszli na rynek pracy, od początku nie są pochlebne. Stereotypy na ich temat głoszą, że to pracownicy roszczeniowi, niezaangażowani i mało ambitni, przy jednoczesnym oczekiwaniu wynagrodzenia niewspółmiernie wysokiego do ich doświadczenia i umiejętności. Wyniki badania ADP rysują jednak inny obraz najmłodszych osób, które wkroczyły na rynek pracy.

Pieniądze to nie wszystko

Pomimo faktu, że młodym pracownikom nadano miano „skoczków” (ponieważ rzekomo tak często zmieniają miejsce zatrudnienia) to aż 90,03 proc. z nich jest zadowolonych ze swojej obecnej pracy.

Co jednak najbardziej przeszkadza tym, którzy nie odnaleźli się w aktualnych organizacjach? Z raportu ADP „People at Work 2023: A Global Workforce View” wynika, że na szczycie tej listy znajdują się: zwiększenie zakresu obowiązków bez współmiernego wzrostu wynagrodzenia (41,94 proc.), brak szkoleń i rozwoju (32,26 proc.) oraz brak wsparcia ze strony menedżerów (16,13 proc.). Innym stereotypem związanym z pokoleniem Z jest ten mówiący o braku chęci brania na siebie odpowiedzialności za wykonywane zadania i dążenie za wszelką cenę do osiągnięcia work-life balance.

Z badań wynika, że to właśnie tej grupie pracowników – bardziej niż pozostałym grupom wiekowym – najbardziej zależy na awansie (15,43 proc.), poszerzaniu swoich kompetencji (32,80 proc.) oraz szkoleniach i rozwoju (26,05 proc.). Priorytetem jest zaś zadowolenie z dnia pracy (43,73 proc.), rozwój kariery (34,73 proc.) oraz elastyczne godziny pracy (32,80 proc.).

Rynek pracy zadrżał w posadach, gdy wstąpiło na niego najmłodsze pokolenie. A to wszystko dlatego, że młodzi odważyli się zmieniać zastany porządek. Zamiast nieograniczonych nadgodzin – często nieuzasadnionych – wybrali work-life balance i stanowcze rozgraniczenie życia prywatnego od zawodowego. Rynek jednak dość szybko zauważył, że przypięta etykieta ma niewiele wspólnego z rzeczywistością i dzięki umiejętnemu zarządzaniu oczekiwaniami i potencjałem pracowników, możliwe jest tworzenie efektywnych zespół skoncentrowanych na osiąganiu celów zawodowych i rozwoju swoich kompetencji – mówi Anna Barbachowska, dyrektorka HR w ADP Polska.

Zaangażowani i zestresowani

Aż 63,34 proc. młodych pracowników twierdzi, że ich pensja jest sprawiedliwa w stosunku do oferowanych firmie umiejętności, a 60,13 proc. ma taką samą opinię na temat pełnionej przez siebie roli i zakresu obowiązków. A co z zarzutem braku zaangażowania w wykonywaną pracę? Co jedenasty młody pracownik (13,83 proc.) codziennie odczuwa stres związany ze swoją pracą. Stres i zmęczenie nie są jednak dla nich powodem do porzucenia miejsca zatrudnienia czy emigracji. Co prawda już co drugi (48,87 proc.) młody pracownik rozważa przeprowadzkę np. zagranicę, co jednak wcale nie oznacza odejścia z firmy, a jednak zmianę modelu współpracy z obecnym pracodawcą.

Pracodawcy stanęli przed nie lada wyzwaniem pogodzenia interesów kilku generacji aktywnych na rynku pracy, przy jednoczesnym poszanowaniu różnic międzypokoleniowych. Kwestię nadgodzin, która dla starszych pracowników jest dość naturalna, dla najmłodszych jest kompletnie niedopuszczalna – mówi Anna Barbachowska, dyrektorka HR w ADP Polska. – Pracodawcy powinni więc skupić się na wypracowywaniu jasnych regulaminów i zasad pracy, które będą akceptowalne dla wszystkich zatrudnionych – dodaje ekspertka.

E-commerce w Polsce: kryzys na horyzoncie? Zaległości firm handlujących online rosną

Wszelkie raporty i badania dotyczące rynku e-commerce pokazują, że od lat rośnie zarówno liczba kupujących, jak i sprzedających przez internet. Choć mogłoby się wydawać, że od czasu pandemii, nastał złoty okres dla handlu online, to jak pokazują dane GUS za dwie trzecie roku, średni miesięczny udział e-handlu w ogólnej sprzedaży detalicznej jest sporo niższy, niż w analogicznym okresie dwóch poprzednich lat. W Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie BIK, sytuacja wielu firm jest daleka od ideału. Przeterminowane zadłużenie podmiotów handlujących przez internet przez rok wzrosło niemal dwa razy bardziej niż w całym handlu detalicznym i na koniec sierpnia przekroczyło 400 mln zł.

Najnowszy raport Gemiusa[1] podaje, że na ok. 30 mln internautów w Polsce, aż 79 proc. robi zakupy w sieci, a ich popularność ciągle się zwiększa. Na przestrzeni ostatnich 10 lat stale rosła także wartość polskiego rynku e-commerce, która wystrzeliła jeszcze mocniej po roku 2020. Według danych raportu e-Izby „Dekada polskiego e-commerce”[2], rynek handlu online B2C i B2B był warty pod koniec 2020 r. niemal 550 mld zł. Szacunki dotyczące końca roku 2022 mówiły już o wartości przekraczającej 850 mld zł. Jednocześnie stale przybywa sklepów internetowych. Jak podaje e-Izba, w ciągu ostatnich pandemicznych lat liczba e-sklepów rosła każdego roku o 14 proc., co stawia nasz kraj w gronie najbardziej dynamicznych rynków e-commerce w Europie. Sprzedaż produktów i usług przez internet prowadzi dziś ok. 150 tys. przedsiębiorców.

Skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle?

Choć w okresie pandemii rynek e-commerce zanotował bardzo wysoki wzrost obrotów, to obecnie, podobnie jak wiele innych sektorów, mocno odczuwa skutki wysokiej inflacji i załamania gospodarczego. Jak podaje Gemius zakupy ograniczyło 30 proc. kupujących online, a spadek popytu w tym kanale po prostu wpisuje się w trend widoczny w całej branży handlowej.

– Jak donosi GUS, w relacji do zeszłorocznych wydatków, Polacy kupują mniej już siódmy miesiąc z kolei. Choć niższe ceny to istotny atut sklepów internetowych, to trudno go wykorzystać, jeśli część konsumentów oszczędza i kupuje mniej i rzadziej lub nie kupuje wcale. A ponieważ Polacy w internecie robią głównie zakupy chemii i kosmetyków, odzieży, produktów związanych z hobby, rozrywką czy sprzętu RTV i AGD, czyli artykułów, które nie zawsze należą do kategorii pierwszej potrzeby, to sklepy internetowe musiały to odczuć – tłumaczy Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

– Z tego m.in. względu handel w sieci nie jest w stanie nadrobić spadku koniunktury i konsumpcji wzrostem udziału w sprzedaży detalicznej. W pandemii wydawało się, że osiągnięcie na stałe przynajmniej 10 proc. udziału kanałów online w sprzedaży detalicznej jest w zasięgu ręki. W minionym roku, liczbą 9,5 proc., udało się zbliżyć do tego wyniku. Jednak bieżący rok zaczyna branżę cofać w czasie. Analizując udział e-handlu w ogólnej sprzedaży detalicznej w pierwszych 8 miesiącach tego roku 2023 r. jest to 8,3 proc. W ub.r. w tym samym okresie było to 9,1 proc., a dwa lata temu 8,9 proc. – dodaje Sławomir Grzelczak.

Fakt, że zaciskanie pasa przez konsumentów odbija się na e-commerce bardziej niż na sklepach tradycyjnych widać w danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK. Zaległości wobec banków i dostawców firm zajmujących się sprzedażą wysyłkową lub przez internet (PKD 4791Z) wzrosły między sierpniem 2022 r. a sierpniem 2023, o ponad 22 proc. W przypadku całego handlu detalicznego zmiana ta wynosiła blisko 12 proc. Wrażenie robi też wysokość zaległości podmiotów zajmujących się sprzedażą wysyłkową lub handlem online. Na koniec sierpnia br. wynosiły one niemal 401 mln zł, a przez rok zwiększyły się o ponad 73 mln zł.

Wprawdzie liczba niesolidnych dłużników nieznacznie spadła (o 256 firm) i jest ich obecnie blisko 4,9 tys., licząc podmioty prowadzące działalność jak i te zawieszone i zamknięte, to jednak sytuacja wielu jest trudna. Średnia zaległość z tytułu zobowiązań pozakredytowych wynosi niemal 22 tys. zł. W przypadku zaległości kredytowych jest to ponad 176 tys. zł, mowa tu o opóźnieniach o co najmniej 30 dni i na min. 500 zł. Przez rok średnie zaległości pozakredytowe wzrosły o ok. 600 zł, natomiast kredytowe o 27 tys. zł.

Raport e-Izby podaje, że od początku roku 2021 działalność zawiesiło ponad 4,4 tys. zarejestrowanych w Polsce sklepów internetowych posiadających własne witryny. Cytowane w raporcie dane międzynarodowej wywiadowni gospodarczej Dun & Bradstreet mówią z kolei, że obecnie 67 proc. e-sklepów znajduje się w słabej kondycji finansowej, a 8,3 proc. w bardzo złej. W dobrej sytuacji finansowej jest 23 proc. sprzedawców online, a w bardzo dobrej jedynie 1,5 proc.

Nadzieja w rosnącym popycie i w zmianach technologicznych

Mimo, że sytuacja w polskim e-commerce jest dynamiczna, a wiele e-sklepów ma problemy z utrzymaniem się na rynku, to eksperci przewidują, że segment ten będzie się nadal szybko rozwijał. Przede wszystkim za sprawą nowych technologii, rozwoju omnichannel oraz rosnącego popytu, zwłaszcza w określonych kategoriach produktowych. Z analiz wynika, że 18 proc. badanych twierdzi, że kupuje online więcej niż wcześniej. Wydatki najbardziej wzrosły w kategorii żywność – ze średnio 213 do 405 zł miesięcznie. W niektórych kategoriach e-commerce generuje już co 5-tą złotówkę ze sprzedaży, w szczególności, gdy chodzi o: odzież, meble, RTV, AGD, prasa i książki.

– Obroty e-sklepów ratuje nieco oferta odroczonych płatności „kup teraz zapłać później” dla transakcji wykonywanych w sieci. Ich popularność sukcesywnie rośnie, na co wskazują badania firmy Quality Watch wykonane na zlecenie BIK. Wynika z nich, że z tej formy płatności korzysta już 21 proc. ankietowanych, podczas gdy jeszcze pod koniec zeszłego roku odsetek ten wynosił 15 proc. Zapewne bez tego rozwiązania e-handel miałby się jeszcze gorzej – Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Mimo wysokiej inflacji, ogromnej konkurencji oraz rotacji, e-commerce wciąż pozostaje najprężniej rozwijającą się gałęzią polskiej gospodarki. Gdy dziś udział sprzedaży internetowej w całościowej sprzedaży detalicznej to ok. 9 proc., w 2013 roku było to około 3,5 proc. Trend już został wyznaczony, ale działające online biznesy powinny skupić się jednak nie tylko na rozwoju technologicznym, ale też zadbać o uporządkowanie swoich finansów i zachowanie ostrożności w relacjach B2B.

– Ważne jest by nie narażać się na dodatkowe kłopoty i sprawdzać solidność płatniczą nawet dobrze znanych kontrahentów. Bez problemów ze ściąganiem należności łatwiej będzie przetrwać dekoniunkturę. W kolejnych kwartałach stopniowy spadek inflacji, wzrost realnych wynagrodzeń oraz historycznie niskie bezrobocie powinny już przyczynić się do wyhamowania spadków w sprzedaży detalicznej, a nawet wywołać wzrost konsumpcji prywatnej, która prawdopodobnie będzie w 2024 r. jednym z głównych czynników wzrostu PKB – podsumowuje Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

[1] Gemius, „E-commerce w Polsce 2023” https://www.gemius.pl/wszystkie-artykuly-aktualnosci/id-79-internautow-kupuje-online-raport-e-commerce-w-polsce-2023-juz-dostepny.html

[2] Izba Gospodarki Elektronicznej, „Dekada polskiego e-commerce 2013-2023” https://eizba.pl/premiera-raportu-e-izby-dekada-polskiego-e-commerce/

Do CBOP wpływa coraz mniej ofert [Dane MRiPS]

W okresie pierwszych siedmiu miesięcy br. ponad 132 tys. pracodawców zgłosiło oferty pracy do Centralnej Bazy Ofert Pracy. Tym samym nastąpił spadek o 17,9% rdr. Najwięcej z nich było w woj. mazowieckim i śląskim, a najmniej – w opolskim i podlaskim. Do tego liczba zgłaszanych miejsc pracy wyniosła ponad 707 tysięcy, czyli o 18,4% mniej niż rok wcześniej. Przełożyło się to na przeszło 263 tys. ofert. To ubytek na poziomie 19% rdr. Z przekazanych danych wynika również, że w tym okresie pracę najczęściej można było znaleźć w takich branżach, jak kierowanie podstawowymi rodzajami działalności publicznej, fryzjerstwo i pozostałe zabiegi kosmetyczne, a także działalność wspomagająca edukację. Natomiast zawody najczęściej wskazywane to sprzedawca, pracownik biurowy i robotnik gospodarczy.

Maleje liczba zgłaszanych ofert

Jak wynika z danych Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej (MRiPS), liczba pracodawców, którzy zgłosili oferty zatrudnienia do Centralnej Bazy Ofert Pracy (CBOP) w okresie od 1 stycznia do 31 lipca tego roku, wyniosła nieco ponad 132 tys. To o 17,9% mniej niż w pierwszych siedmiu miesiącach 2022 roku, kiedy było ich 161 tys. Pojawia się zatem pytanie, czy o spadku zadecydowały czynniki związane z sytuacją na rynku pracy, czy też pracodawcy zaczynają odchodzić od naborów za pośrednictwem powiatowych urzędów pracy. Katarzyna Siemienkiewicz, ekspertka ds. Prawa Pracy z organizacji Pracodawcy RP, uważa, że spadek liczby ofert odzwierciedla sytuację na rynku pracy.

– Podobny spadek odnotowały również portale komercyjne, dlatego można stwierdzić, że główna przyczyna leży w obecnych realiach gospodarczych. Pracodawcy w bieżącym roku mają mniej wakatów niż w ubiegłym. Ponadto zauważalna jest tendencja dużego ubytku ofert pracy dla specjalistów HR. W firmach są likwidowane ich działy. To świadczy o tym, że przedsiębiorcy nie zamierzają zwiększać zatrudnienia, skoro rezygnują z instrumentów wspomagających ten proces – uważa ekspertka.

Grzegorz Kuliś, ekspert rynku pracy z Business Centre Club, zauważa, że na razie żadne wskaźniki nie mówią o rosnącym bezrobociu. Pracownicy są potrzebni przede wszystkim w obszarach profesji deficytowych. Niemniej widać pewne spowolnienie, czego przykładem może być branża automotive. Ekspert dodaje przy tym, iż opieranie się na danych z urzędów pracy jest niemiarodajne o tyle, że rynek sukcesywnie, z roku na rok, odchodzi od publikowania tam ogłoszeń. Oczywiście w pewnych sytuacjach jest to nadal konieczne.

– Myślę, że z czasem urzędy pracy będą zajmowały się głównie legalizacją pobytu pracowników zagranicznych. Będą pomagały pracownikom przekwalifikować się, by umieli oni zaadaptować się do dynamicznie zmieniającego się rynku pracy. Uważam też, że w przyszłości rola tych instytucji będzie w mniejszym stopniu dotyczyła pośrednictwa pracy – wyjaśnia Kuliś.

Spadki nie dotyczą tylko „pośredniaków”

W pierwszych siedmiu miesiącach br. liczba miejsc pracy zgłoszonych do CBOP wyniosła nieco ponad 707 tys. To o 18,4% mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy było ich lekko ponad 867 tys. Przełożyło się to na przeszło 263 tys. ofert. To o 19% mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy było ich ponad 325 tys. Dr Sylwia Wiśniewska z Katedry Zarządzania Zasobami Pracy Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie uważa, że można to wyjaśnić pogorszeniem koniunktury, związanym także z wysoką inflacją. W jej ocenie, biorąc pod uwagę aktualną sytuację gospodarczą, zwłaszcza spowolnienie w branżach, takich jak budownictwo, a nawet IT, ponad 263 tys. ofert pracy zgłoszonych do CBOP stanowi dobry wynik.

– Obserwowane w pierwszej połowie br. spowolnienie gospodarcze, skutkujące trudnościami dla firm chociażby z branży budowlanej, mogło przełożyć się na liczbę ofert pracy zgłaszanych do CBOP. Wydaje się, że spadek liczby ofert wynika także ze specyfiki publikowanych ogłoszeń, które często dotyczą stanowisk pracy związanych z pracą fizyczną. Jednocześnie warto zauważyć, że ubytek nie dotyczył jedynie CBOP, ale także największych portali rekrutacyjnych. Ma to więc związek z koniunkturą gospodarczą i sytuacją na rynku pracy – uważa dr Wiśniewska.

Najwięcej ofert w mazowieckim i śląskim

Biorąc pod uwagę województwa, w pierwszych siedmiu miesiącach br. najwięcej pracodawców, którzy złożyli oferty pracy do CBOP, było w mazowieckim – 17,2 tys. Dalej w zestawieniu widać śląskie – 11,9 tysięcy, małopolskie – 11,6 tysięcy, wielkopolskie – 9,7 tys. i podkarpackie – 9,5 tys. Na końcu rankingu mamy lubuskie – 3,3 tysięcy, opolskie – 3,7 tys. i podlaskie – 3,9 tys. – Wyniki są uzależnione od tego, ile miejsc pracy jest w danym województwie. Najwięcej firm oferujących zatrudnienie jest na obszarach, które znajdują się w czołówce i to pozostaje niezmienne od wielu lat – dodaje ekspertka z Pracodawców RP.

Oferty pracy zgłoszone do CBOP w okresie siedmiu miesięcy br. przeważnie dotyczyły takich branży, jak kierowanie podstawowymi rodzajami działalności publicznej, fryzjerstwo i pozostałe zabiegi kosmetyczne, a także działalność wspomagająca edukację. Natomiast zawody najczęściej wskazywane w ofertach pracy to sprzedawca, pracownik biurowy oraz robotnik gospodarczy.

– Umieszczeniem ofert pracy w CBOP najczęściej są zainteresowane małe i średnie przedsiębiorstwa. Fryzjerstwo czy branża beauty to obszary, gdzie przedsiębiorcy prowadzą jednoosobową działalność gospodarczą i szukają pracowników poprzez wskazany portal. Często jest tak, że mniejsze firmy wolą korzystać z darmowych rozwiązań, takich jak CBOP niż publikować oferty na komercyjnych portalach, często za wysoką opłatą. Wymienione profesje nadal są zawodami deficytowymi na rynku pracy, chodzi tu przede wszystkim o tzw. prace proste, czyli robotnik gospodarczy czy ekspedient. Branże te już od dłuższego czasu informują o braku rąk do pracy i – jak widać – tendencja ta nie ulega zmianie – wyjaśnia Katarzyna Siemienkiewicz.

Sytuacja na rynku pracy będzie trudna

Dr Sylwia Wiśniewska z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie uważa, że trendy zachodzące w gospodarce pozwalają przewidywać, iż w najbliższym czasie wzrośnie liczba ofert pracy zgłaszanych do CBOP. Ekspertka wskazuje m.in. na wskaźnik koniunktury w budownictwie, który w lipcu 2023 r. był najlepszy od stycznia ubiegłego roku.

– Analizując plany pracodawców na najbliższy okres, można się spodziewać, że nowe oferty będą dotyczyły zarówno branży IT, jak i zawodów deficytowych, czyli kierowcy, pielęgniarki, psychologa czy psychoterapeuty. Specyfika profilu kandydatów do pracy, którzy korzystają z CBOP, może wskazywać na to, że do bazy będą zgłaszane także oferty pracy fizycznej. A biorąc pod uwagę deklarowane przez przedsiębiorców problemy z pozyskaniem wykwalifikowanych pracowników, należy też domniemywać, że pracodawcy mogli dostrzec potrzebę zatrzymania dotychczasowych pracowników, także w wieku senioralnym – wyjaśnia dr Wiśniewska.

Z kolei Grzegorz Kuliś z BCC jest zdania, że niezależnie od trudności gospodarczych, w dalszym ciągu będziemy rynkiem pracowników, gdyż firmy nadal będą zmagały się z niedoborami wykwalifikowanej siły roboczej. Ponadto na rynek wchodzi pokolenie, które ma wysokie oczekiwania wobec pracodawców. Do tego afera wizowa poskutkuje tym, że mniej pracowników zagranicznych przyjedzie do Polski. Międzynarodowych czynników, które spowodują, że przedsiębiorcom trudniej będzie zrekrutować zatrudnionych, jest oczywiście więcej.

– Prezydent Białorusi zapowiedział niedawno dekret, który przewiduje konfiskatę majątków osób, które wyjadą i nie wrócą do kraju. Ukraina nie zezwala na wyjazd mężczyzn w wieku poborowym. Ukraińcy, do tej pory u nas pracujący, wyjeżdżają do Europy Zachodniej i Kanady, która czeka na nich z otwartymi rękami. Nie wróży to dobrze naszemu rynkowi pracy. Zatem nie skupiałbym się na danych, że o kilkanaście procent zmniejszyła się liczba ofert, bo aktualnie wszyscy szukają pracowników – podsumowuje Grzegorz Kuliś.

Silver tsunami. O sytuacji starszych pokoleń na polskim rynku pracy

Aż 4 na 10 polskich pracowników z grupy wiekowej 55-65 lat planuje kontynuować karierę zawodową po przekroczeniu wieku emerytalnego. 39% z kolei planuje wówczas pracować zarobkowo, ale nie na pełny etat. Jak wynika z badania Pracuj.pl, 22% przedstawicieli pokolenia silver uważa, że sytuacja osób w wieku 55+ na rynku pracy poprawiła się w ciągu ostatnich 10 lat. Firmy wiedzą już, że muszą przemyśleć swoje podejście do budowy różnorodnych wiekowo zespołów, z uwagi na czynniki demograficzne i fakt, że żyjemy w starzejącym się społeczeństwie. Uwzględnienie różnorodności pod tym względem nie tylko będzie sprzyjać bardziej włączającemu środowisku pracy, odblokuje niewykorzystany potencjał i utoruje drogę dla innowacji.

Najważniejsze informacje:

  • 62% silversów chętniej zaaplikuje do firmy otwartej na zatrudnianie osób 55+.
  • 59% respondentów twierdzi, że osoby w wieku przedemerytalnym są mniej chętnie zatrudniane.
  • 22% starszych uważa, że sytuacja osób 55+ na rynku pracy poprawiła się w ostatnich 10 latach.
  • 41% badanych planuje kontynuować karierę zawodową po przekroczeniu wieku emerytalnego.
  • Starsi pracownicy za swój największy atut uważają wieloletnie doświadczenie zawodowe (72%).
  • To pokolenie jak żadne inne cechuje także lojalność wobec pracodawcy, co jako atut wskazało aż 53% badanych w wieku 55-65 lat.

Choć społeczeństwo się starzeje, to dziś wciąż jest relatywnie młode

Jak wynika z danych Eurostatu, średnia wieku w Unii Europejskiej na przestrzeni lat 2012-2022 wzrosła o 2,5 roku. Ten wynik wskazuje, że społeczeństwo UE należy do szybko starzejących się. W Polsce ten wzrost jest jeszcze wyższy i w analogicznym okresie wyniósł 3,5 roku. Najszybciej we wskazanym dziesięcioleciu starzała się Portugalia (+4,7 roku), a w najmniejszym stopniu problem ten dotyczył Szwecji, gdzie współczynnik starzenia nie wystąpił, wręcz przeciwnie – społeczeństwo nieco odmłodniało (-0,1). Choć dziś bliżej nam do najmłodszych społeczeństw w Europie niż do tych najstarszych, to z perspektywy rynku pracy coraz istotniejsza staje się rola pracowników ze starszych grup wiekowych. Te osoby coraz częściej będą współpracować ramię w ramię z dużo młodszymi przedstawicielami generacji Y czy Z.

Widząc, jak rynek pracy ewoluuje, serwis Pracuj.pl sprawdził, jak wygląda on dziś z perspektywy silver generation. W części badania „Nowe prawa rekrutacji” poświęconej seniorom na rynku pracy serwis sprawdza, jak podchodzą oni do rekrutacji, czy spotykają się (lub chcieliby) z wyjątkowym traktowaniem i czy zauważają dyskryminację. W tej części badania Pracuj.pl przepytano 424 pracujących przedstawicieli grupy wiekowej 55-65 lat.

Srebrne pokolenie na wagę złota dla pracodawcy

Społeczeństwa, w których średni wiek wzrasta, muszą mierzyć się z wieloma trudnościami, od tzw. obciążenia demograficznego, po wzrastającą inflację. Z perspektywy organizacji, w których w takiej sytuacji może brakować zasobów osobowych, ta najstarsza grupa pracowników aktywnych zawodowo może okazać się metodą rozwiązania problemu. Jest to możliwe zwłaszcza z uwagi na to, że w Polsce aż 4 na 10 badanych z grupy wiekowej 55-65 lat planuje kontynuować karierę zawodową po przekroczeniu wieku emerytalnego. 39% z kolei planuje wówczas pracować zarobkowo, ale nie na pełny etat.

Niestety na ten moment sytuacja nie wygląda w pełni pozytywnie. Aż 59% przedstawicieli pokolenia silver zbadanych przez Pracuj.pl twierdzi, że osoby w wieku przedemerytalnym są mniej chętnie zatrudniane przez pracodawców niż inne. Częściej taką niechęć dostrzegają kobiety (63%) niż mężczyźni (55%).

Niestety wciąż jeszcze zdarza się, że pracodawcy wahają się przed zatrudnianiem osób w wieku 50+. Jedną z powszechnych obaw jest założenie, że starsi kandydaci mogą nie być tak zdolni do przystosowania się do nowych technologii lub mogą nie wykazywać takiego samego poziomu energii i entuzjazmu, co ich młodsi koledzy. Jednak pominięcie specjalistów z tej grupy wiekowej może oznaczać utratę wiedzy, umiejętności i doświadczenia, które mogą przynieść firmie ogromne korzyści. Starsi pracownicy, poza wieloletnim doświadczeniem, często wnoszą do miejsca pracy silną etykę pracy oraz stabilność. Mogą też zaoferować cenną opiekę mentorską młodszym kolegom i zapewnić inną perspektywę, która może prowadzić do innowacyjnych rozwiązań. Co więcej, różnorodność wiekowa przyczynia się do tworzenia włączającego i dynamicznego środowiska pracy – komentuje Łukasz Marciniak, Dyrektor Sprzedaży w eRecruiter.

A jak czerpać z tej wartościowej puli doświadczonych ekspertów, jak ich przyciągać? Najlepiej poprzez jasne informowanie. 62% badanych przedstawicieli pokolenia silver deklaruje, że pracodawca, który komunikuje swoją otwartość na zatrudnianie osób 55+, w większym stopniu ma szansę przyciągnąć ich uwagę niż pozostałe organizacje.

Co więcej, pracodawcy do swoich pracowników z grupy 55-65 lat mogą (a nawet powinni) podchodzić dokładnie tak, jak do innych członków zespołu czy uczestników rekrutacji. 1/3 badanych z pokolenia silver deklaruje, że w rekrutacji nie chcą oni być traktowani na wyjątkowych warunkach. Co ciekawe, taką deklarację składa istotnie więcej mężczyzn (37%) niż kobiet (27%). Jednocześnie 18% respondentów jest zdania, że pracodawcy nie powinni oczekiwać od kandydatów by podawali swój wiek lub datę urodzenia w CV.

Wiek nigdy nie powinien być czynnikiem decydującym przy ocenie przydatności kandydata na dane stanowisko. Eliminując wymóg podawania daty urodzenia w CV, możemy w pewnym zakresie wyrównać szanse wszystkich kandydatów. Rekrutacja neutralna pod względem wieku promuje równość szans i umożliwia ocenę kandydatów wyłącznie na podstawie ich kwalifikacji. Dzięki temu starsi, doświadczeni specjaliści nie będą niesprawiedliwie pomijani na korzyść młodszych kandydatów i odwrotnie. Usunięcie daty urodzenia z CV to tylko jedna z metod pomagających w walce z dyskryminacją ze względu na wiek, która niestety nadal ma miejsce w wielu branżach. To, co jest dziś konieczne, to zmiana standardów i zaangażowanie na rzecz bardziej włączającego środowiska pracy, w którym jednostki są cenione za swój wkład, a nie stereotypowo na podstawie wieku
– dodaje Agata Roszkiewicz, Ekspertka ds. wynagrodzeń i benefitów w Pracuj.pl.

Niestety są miejsca, w których wciąż dochodzi jeszcze do nieprawidłowości. 18% badanych z grupy najstarszych pracowników wskazuje, że osobiście doświadczyli oni dyskryminacji ze względu na wiek w miejscu pracy, takich jak problemy z awansem, niechęć zatrudnienia czy gorsze warunki pracy. 17% respondentów doświadczyło osobiście lub w swoim otoczeniu zwolnienia przez firmę osoby, która zbliżała się do przedemerytalnego okresu ochronnego. Istotnie częściej takie doświadczenia dotyczą kobiet (22%) niż mężczyzn (13%).

Na rynku można zaobserwować jednak również pozytywny trend, zmianę na lepsze – 22% starszych pracowników uważa, że sytuacja osób w wieku 55+ na rynku pracy w ostatnich 10 latach poprawiła się w stosunku do przeszłości. Można zatem wnioskować, że w ramach upływu czasu i zwiększającej się otwartości pracodawców, sytuacja ta będzie się polepszać, a zrozumienie jak dużą wartość ma różnorodna pula talentów w organizacji będzie coraz większe. Zwłaszcza biorąc pod uwagę szereg niezaprzeczalnych zalet, jakie wnoszą do zespołów pracownicy o wieloletnim doświadczeniu.

Starszy pracownik zna już swoje najmocniejsze strony

Lata doświadczenia sprawiają, że przedstawiciele pokolenia silver doskonale znają swoje mocne strony. Zapytani o swoje atuty, badani w wieku 55-65 lat najczęściej wskazują właśnie wieloletnie doświadczenie zawodowe (72%). Ponad połowa (53%) badanych wskazuje, że ich bogate doświadczenie przekłada się na możliwości w pracy. Nie sposób nie przyznać tu racji badanym – doświadczenie zawodowe często wpływa na poszerzenie perspektywy, a mnogość problemów rozwiązanych w dotychczasowej karierze może szybciej doprowadzić do osiągnięcia zamierzonych efektów dziś.

Starsi pracownicy są nie tylko doświadczeni, ale często cechuje ich także pozytywne podejście. Aż 58% silversów wśród swoich mocnych stron wskazało przyjazne nastawienie do współpracowników. Co więcej, to pokolenie jak żadne inne cechuje także lojalność wobec pracodawcy, co jako atut własnej generacji wskazało aż 53% badanych z grupy wiekowej 55-65 lat.

Wiele cech charakteryzujących silver generation wynika właśnie z bogatego doświadczenia. 45% osób jako swoją zaletę na polu zawodowym wskazuje doskonałą znajomość branży, w której pracują bądź pracowali. Z kolei niemal połowa pracowników (49%) jako swoją przewagę konkurencyjną wskazuje opanowanie i spokój w stresujących sytuacjach.

Wbrew opinii, która może funkcjonować w opinii publicznej, przypisując szybkość uczenia się pokoleniu Z, badani z generacji silver w dużej mierze widzą tę kompetencję także u siebie – 45% z nich jako swój atut wskazało szybkie przyswajanie nowych umiejętności. Nie tylko potrafią się uczyć, ale także potrafią uczyć innych. Dla 30% niewątpliwą pokoleniową zaletą jest unikalna wiedza i umiejętności na tle współpracowników. W tym zakresie bardziej doceniają się mężczyźni, którzy wskazywali te cechy istotnie częściej niż kobiety (36% w stosunku do 22%). 44% przedstawicieli silver generation uważa, że ich atutem na polu zawodowym jest zdolność skutecznego przekazywania wiedzy mniej doświadczonym osobom.

Pośród badanych z grupy najstarszych aktywnych zawodowo kobiet, 4 na 10 badanych wskazuje, że ich atutem jest wysoka inteligencja emocjonalna. Ten aspekt u siebie widzi i docenia nieco mniej, bo 3 na 10 mężczyzn. 38% kobiet i 31% mężczyzn z kolei wskazało jako mocną stronę pokolenia silver wysokie umiejętności interpersonalne.

Nie brakuje im także kreatywności, często kojarzonej z przedstawicielami młodszych pokoleń – 42% respondentów uważa się za kreatywnych w codziennych obowiązkach, co postrzegają jako niewątpliwą zaletę. Równo ¼ badanych podkreśla z kolei wagę rozległych znajomości i kontaktów zdobytych w trakcie kariery.

Nie spoczywają na laurach i stale chcą się dokształcać – 60% badanych z pokolenia silver uważa, że osoby z najstarszego pokolenia pracowników mogą się wiele nauczyć od młodych osób, wchodzących na rynek ze świeżym spojrzeniem. Z drugiej strony aż 83% najstarszych badanych deklaruje, że osoby dopiero rozpoczynające karierę mogą sporo zyskać, jeśli trafią na dobrych, doświadczonych mentorów i mentorki.

Nie ma już wątpliwości co do tego, że wartość pokolenia silver osiągnęła dla pracodawców bezprecedensowy poziom. Ta zmiana paradygmatu wymaga ponownej oceny strategii rekrutacyjnych i nowego podejścia do budowania zespołu. Uwzględnienie różnorodności pod względem wieku nie tylko będzie sprzyjać bardziej włączającemu środowisku pracy, ale także odblokuje niewykorzystany potencjał i utoruje drogę dla innowacji. Można powiedzieć, że dla firm to srebrne pokolenie jest dziś… na wagę złota.

O BADANIU

Badanie „Nowe prawa rekrutacji” zostało przeprowadzone we wrześniu 2023 roku przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie serwisu Pracuj.pl. Pomiar wykonany metodą CAWI wykonano na próbie 2120 Polaków w wieku 18-65, w tym 424 osoby w wieku 55-65. Struktura próby była kontrolowana biorąc pod uwagę płeć, wiek i wielkość miejscowości zamieszkania odpowiadających.

Rentowności obligacji USA na najwyższym poziomie od 23 lat. Akcje i złoto w odwrocie

Utrzymuje się presja na amerykański rynek obligacji skarbowych. Rentowność 2-letnich obligacji skarbowych rządu Stanów Zjednoczonych (5,244 proc.) jest o krok od pokonania swego szczytu z 2006 roku, co oznaczałoby wyjście na najwyższy poziom od 23 lat. Zbliżała się do poziomu 5 proc. rentowność 10-letnich obligacji rządu USA (4,955 proc.), a już go przekroczyła rentowność amerykańskich 30-latek. Swe nowe cykliczne maksima osiągnęły dziś również rentowności 10-letnich obligacji skarbowych rządów Australii, Japonii, Nowej Zelandii i Włoch.

Amerykański rynek akcji być może odczuwa presję płynącą z obligacyjnej części rynku kapitałowego. Wczoraj S&P 500 spadł o 1,34 proc., a Nasdaq 100 stracił 1,41 proc. i oba indeksy znalazły się na najniższym poziomie od 7 sesji. Średnia przemysłowa Dow Jonesa straciła w środę 0,98 proc. Dziś ok. godz. 9:35 kontrakty na główne indeksy giełdowe notowały niewielkie spadki (S&P 500 -0,18 proc.).

Po wybuchu w szpital w Gazie ponownie wzrosły obawy przed eskalacją trwającego od poprzedniego tygodnia kolejnego epizodu izraelsko-palestyńskiego konfliktu.

Kilku przedstawicieli Fed wyraziło wczoraj swe opinie na temat polityki pieniężnej USA. Przewodniczący oddziału Fed z Nowego Jorku John Williams stwierdził, że stopy procentowe w USA powinny pozostać na restrykcyjnych poziomach przez jakiś czas, by tempo inflacji spadło do poziomu 2 proc. Gubernator Fed Chris Waller zasugerował, że Fed może zaczekać na nowe dane, by ocenić, czy gospodarka USA wymaga dodatkowego zaostrzenia polityki pieniężnej. Gubernator Fed Michelle Bowman stwierdziła, że FED pozostaje bardzo skoncentrowany na osiągnięciu swego celu inflacyjnego.

Dziś ok. godz. 9:35 główne indeksy europejskiego rynku akcji były na minusach (DAX -0,37 proc., CAC 40 -0,99 proc.).

Na GPW WIG-20 korygował tegotygodniowy powyborczy skok w górę (-1,17 proc. ok. godz. 9:50).

Trzeci dzień z rzędu rosła dziś rano rentowność 10-letnich obligacji skarbowych polskiego rządu (5,792 proc.).

Kurs amerykańskiego dolara względem tureckiej liry był dziś na najwyższym w swej historii poziomie. Ruchy kursów dolara względem głównych walut były dziś rano minimalne (EUR/USD +0,09 proc., USD/JPY -0,03 proc. ok. godz. 9:20).

Podobnie stabilny był po wczorajszym osłabieniu polski złoty (EUR/PLN +0,03 proc., USD/PLN -0,05 proc.).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara, który w poniedziałek próbował szturmować najwyższy od ponad 2 miesięcy poziom 30000 USD dziś rano nie wykazywał większych zmian.

Cena kontraktów na cukier notowanych na ICE zaliczyła wczoraj swój najwyższy poziom od 2011 roku. Lekko spadały dziś ok. godz. 9:10 ceny kontraktów na ropę naftową (WTI -0,42 proc., Brent -0,66 proc.), natomiast niewielki wzrost notowała cena notowanych na NYMEX-ie kontraktów na gaz ziemny (+0,43 proc.). Cena kontraktów na złoto notowanych na COMEX-ie osiągnęła wczoraj swój najwyższy od początku września br. poziom, a dziś o ok. godz. 9:15 spadała o 0,29 proc. Gdyby cena kontraktów na pallad notowanych na NYMEX-ie zamknęła się dziś na poziomie obserwowanym ok. godz. 9:15, byłoby to najniższe zamknięcie od końca 2018 roku.

Autor: Wojciech Białek, OANDA TMS Brokers

Dwa kolejne gazowce we flocie ORLEN

„Święta Barbara” i „Ignacy Łukasiewicz” to dwa kolejne statki do przewozu skroplonego gazu ziemnego (LNG), które wkrótce dołączą do floty Grupy ORLEN. W stoczni Hyundai Samho Heavy Industries w koreańskim Mokpo odbyła się uroczystość nadania imion tym jednostkom. Statki rozpoczną służbę morską jeszcze w tym roku, zwiększając możliwości koncernu w zakresie pozyskania gazu ziemnego, a tym samym przyczyniając się do wzmocnienia bezpieczeństwa energetycznego kraju.

– Nowe gazowce Grupy ORLEN to kolejny krok w budowaniu niezależności energetycznej Polski i rozwoju działalności koncernu na globalnym rynku skroplonego gazu ziemnego. Realizowana od kilku lat strategia dywersyfikacji importu błękitnego paliwa w oparciu o dostawy LNG okazała się skuteczna i umożliwiła całkowitą rezygnację z rosyjskiego surowca w niezwykle trudnym okresie europejskiego kryzysu energetycznego. W tym czasie zbudowaliśmy kompetencje, które wykorzystamy do dalszej dywersyfikacji źródeł pozyskania gazu, aby zaspokoić zapotrzebowanie naszych odbiorców w Polsce i innych krajach regionu. Gaz ziemny pozostaje surowcem strategicznym, który jest niezbędny nie tylko w gospodarstwach domowych i przemyśle chemicznym, ale umożliwia też efektywną i bezpieczną transformację energetyczną. Własne statki do przewozu LNG poszerzają możliwości logistyczne Grupy ORLEN, a tym samym wzmacniają pewność dostaw, przy jednoczesnym obniżeniu kosztów transportu -– mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu ORLEN.

Nowe gazowce otrzymały imiona: „Święta Barbara” („Saint Barbara”), na cześć patronki górników, naftowców i gazowników, oraz „Ignacy Łukasiewicz” – w hołdzie pionierowi światowego przemysłu naftowego, wybitnemu wynalazcy, przemysłowcowi i działaczowi niepodległościowemu. Statki zostały wybudowane przez południowokoreańską firmę Hyundai Samho Heavy Industries, a użytkowane będą na podstawie długoterminowej umowy czarteru z armatorem Knutsen OAS Shipping.

Gazowce będą wykorzystywane zarówno do realizacji umów długoterminowych, jak i kontraktów spotowych w formule free-on-board (FOB), zgodnie z którą za odbiór i transport ładunku odpowiada kupujący, czyli Grupa ORLEN.

Flota budowana na zamówienie koncernu skutecznie wesprze obsługę ładunków LNG dostarczanych do Polski. Wybuch wojny w Ukrainie oraz zaprzestanie dostaw do Europy gazu z kierunku wschodniego sprawiły, że popyt na LNG w tej części świata istotnie wzrósł. W pierwszym półroczu 2022 roku import skroplonego gazu ziemnego do krajów Unii Europejskiej wyniósł 54,6 mld m sześc., podczas gdy w analogicznym okresie 2021 r. było to 34,3 mld m sześc. Trend wzrostowy utrzymuje się również w tym roku. Dostawy skroplonego gazu do UE w pierwszym półroczu 2023 r. wyniosły 61,3 mld m sześc. (o ok. 79 proc. więcej niż w analogicznym okresie 2021 r.). Wysokie zapotrzebowanie na LNG przełożyło się na mniejszą dostępność gazowców na rynku oraz wzrost kosztów frachtu. Dlatego przewagę zyskały podmioty, które – jak Grupa ORLEN – dysponują własnym zapleczem transportowym.

Docelowo flota Grupy ORLEN liczyć będzie 8 jednostek. Pojemność każdego ze statków to około 70 tys. ton LNG, co odpowiada ok. 100 mln m sześc. gazu ziemnego w stanie lotnym. Rozmiar gazowców został tak dobrany, aby jednostki mogły wpłynąć do niemal każdego terminala LNG na świecie. Wszystkie statki wyposażono w rozwiązania zwiększające ich efektywność energetyczną i ograniczające wpływ na środowisko naturalne. To, między innymi, zintegrowane zarządzanie poborem energii elektrycznej oraz system ponownego skraplania (reliquefaction system), pozwalający na odzyskanie gazu, który w czasie transportu ulega naturalnemu odparowaniu.

Działalność operacyjną, od tego roku, realizują już dwa gazowce z floty ORLEN – „Lech Kaczyński” i „Grażyna Gęsicka”, które pierwsze ładunki LNG dostarczyły do Polski odpowiednio w marcu i czerwcu. Kolejny transport – gazowcem „Grażyna Gęsicka” – spodziewany jest już na przełomie października i listopada br.

LNG dla Grupy ORLEN to jeden z filarów strategii dywersyfikacji kierunków i źródeł pozyskiwania błękitnego paliwa dla Polski. Udział surowca dostarczanego drogą morską, w imporcie koncernu, systematycznie rośnie. W 2021 r. wynosił on zaledwie 24 proc., przy wolumenie sięgającym 3,94 mld m. sześc. Rok później LNG stanowiło już 43 proc. całego importu, a jego wolumen wyniósł 6,04 mld m sześc. To wzrost o ponad 50 proc., potwierdzający że skroplony gaz ziemny stał się głównym źródłem pozyskania surowca z zagranicy przez Grupę ORLEN.

LNG koncern odbiera przede wszystkim w Terminalu im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Świnoujściu. Dotychczas były to 254. dostawy o wolumenie wynoszącym ok. 20 mln ton LNG. Najwięcej ładunków przypłynęło z Kataru (127) oraz USA (106). Dostawy do Polski docierały także z Norwegii (13), Nigerii (3), Trynidadu i Tobago (3), Egiptu (1) oraz Gwinei Równikowej (1).

Od maja 2022 roku koncern korzysta także z terminalu w Kłajpedzie na Litwie. Dla Grupy ORLEN dostarczono tu dotychczas 10 ładunków o łącznym wolumenie blisko 655 tys. ton skroplonego gazu ziemnego. Po regazyfikacji surowiec trafia do Polski gazociągiem Polska-Litwa. Część paliwa jest kierowana również na rynki krajów bałtyckich.

Oprócz budowy własnej floty ORLEN poszerza także możliwości odbioru skroplonego gazu w krajowych terminalach. W sierpniu tego roku koncern zawarł z GAZ-SYSTEM umowę na rezerwację zdolności regazyfikacyjnych w pływającym terminalu FSRU (ang. Floating Storage Regasification Unit), który powstaje w Zatoce Gdańskiej. Rozwój infrastruktury pozwoli zwiększyć liczbę dostaw skroplonego gazu ziemnego odbieranych przez Grupę nawet o 58 w skali roku.

Zmiany w opłatach drogowych w UE: wyższe koszty dla przewoźników

Zmienia się system opłat dla pojazdów ciężarowych za korzystanie z dróg i autostrad w Unii Europejskiej. O ich wysokości decydować mają już nie tylko koszty utrzymania infrastruktury i sytuacja gospodarcza kraju, ale też kwestie środowiskowe, dążenie do dekarbonizacji, wykorzystywania proekologicznych technologii i alternatywnych paliw. Niemcy wprowadzają nowe opłaty drogowe już 1 grudnia, a podwyżki, które proponują, mogą zwiększyć koszty przewoźników nawet o 80%. Jak to wpłynie na działalność firm transportowych i całą branżę – wyjaśnia Girteka, bazujący na cyfryzacji usług największy  europejski przewoźnik drogowy.

Droga do ekologicznego transportu

Przypomnijmy, opłaty drogowe w UE wprowadziła dyrektywa o eurowinietach z 1999 r (1999/62/WE). System ich poboru opierał się na dwóch zasadach. Winiety, czyli stała kwota, która pozwalała na korzystanie z dróg w określonym czasie oraz opłaty za przejazd odcinkowy, uzależniony od przebytej odległości. W 2011 r. przyjęto poprawki do Dyrektywy 1999/62/WE, zgodnie z którymi opłaty za korzystanie z dróg i autostrad mają odzwierciedlać wpływ transportu drogowego na środowisko. Stawki opłat zostały dostosowane do poziomu emisji zanieczyszczeń, aby zachęcić firmy do stosowania ekologicznych alternatyw i przenoszenia potoku ładunków na kolej i drogi wodne.

W tym roku uchwalono kolejne zmiany. Dyrektywą 2022/362, która weszła w życie 24 marca 2023 r. wprowadzono stopniową zmianę modelu opłat drogowych, opierając go na odległości oraz emisji CO2. Do 2024 r. stawki opłat drogowych muszą być zróżnicowane w zależności od klasy emisji CO2 pojazdów w państwach UE. Ponadto wszystkie pojazdy ciężarowe o masie dmc powyżej 3,5 tony również będą podlegać opłatom drogowym (obecnie Niemcy, Dania, Szwecja i Luksemburg zwalniają z opłat niektóre lub wszystkie pojazdy ciężarowe z naczepami o dmc od 3,5 do 12 ton). Finalnie, z dniem 25 marca 2030 r. wycofane mają być winiety w całej transeuropejskiej sieci transportowej (TEN-T), z wyjątkiem uzasadnionych sytuacji.

– Zmiany w systemie opłat drogowych nie pozostaną bez wpływu na koszty prowadzenia działalności transportowej. Zachęcanie do korzystania z bardziej ekologicznych aut ciężarowych przy jednoczesnym zniechęcaniu do korzystania z mniej wydajnych pojazdów będzie miało wpływ na całkowity koszt posiadania pojazdu, a także na decyzje związane z zakupem floty – wyjaśnia Mindaugas Pasilauskas, CEO Girteka Europe West.

Rekordowe podwyżki w Niemczech już od 1 grudnia

Jako pierwsi, podwyżki opłat drogowych według nowych zasad wprowadzają Niemcy. Proponowane przez nich stawki mogą zwiększyć koszty działalności transportowej nawet o 80%.  1 stycznia 2023 r. niemiecki rząd przedstawił projekt nowelizacji ustawy o opłatach za korzystanie z dróg federalnych, różnicując stawki opłat w zależności od masy pojazdu i liczby osi. Większy nacisk położono na koszty związane z zanieczyszczeniem powietrza i hałasem. Wzrost opłat za korzystanie z dróg będzie więc szczególnie dotkliwy już dla pojazdów Euro 5 i jeszcze starszych.  Dodatkowa stawka częściowa za emisję CO2 wejdzie w życie 1 grudnia 2023 r.

Wraz z 1 grudnia 2023 roku Niemcy zamierzają też dodać dopłatę za emisję CO2 w wysokości 200 euro za tonę emisji CO2 do opłat drogowych dla pojazdów ciężarowych, w tym także rozszerzyć ją na pojazdy o dopuszczalnej masie całkowitej powyżej 3,5 tony od 1 lipca 2024 roku. Obecnie pojazdy ciężarowe, które emitują dużo CO2, podlegają wyższym opłatom drogowym, jeśli ważą ponad 7,5 tony. Wysokość nowych opłat drogowych w Niemczech będzie zależeć od jednej z pięciu klas pojazdów (klasyfikowanych przez sześć lat od daty pierwszej rejestracji):

  • Klasa 1: najwyższa emisja CO2 i odpowiednio najwyższa możliwa dopłata. Na początku wszystkie pojazdy są automatycznie klasyfikowane w tej klasie, którą można zmienić na wniosek właściciela pojazdu (dla pojazdów z datą rejestracji 1 lipca 2019 r. lub później).
  • Klasy 2 i 3: przydzielane po wprowadzeniu danych odpowiedniego pojazdu do portalu Toll Collect (jeśli używane jest urządzenie pokładowe Toll Collect – OBU), zgodnie z określonymi poziomami emisji CO2 pojazdu.
  • Klasa 4: dotyczy niskoemisyjnych pojazdów ciężarowych, takich jak pojazdy napędzane gazem ziemnym (NGV).
  • Klasa 5: dotyczy wyłącznie bezemisyjnych pojazdów ciężarowych, w szczególności pojazdów elektrycznych zasilanych bateriami lub wodorem. Są one całkowicie zwolnione z opłat drogowych do 31 grudnia 2025 r., po czym zostaną one objętę 25% stawki opłaty drogowej na rzecz kosztów infrastruktury.

Jak wygląda to w praktyce? Obecnie stawka za opłaty drogowe w Niemczech wynosi 0,19 euro/kilometr. Zgodnie z nowym systemem opłata wzrośnie prawie dwukrotnie do 0,34 euro. To oznacza wzrost o 0,15 euro za kilometr dla pojazdów o dmc powyżej 18 ton, 5-osiowych i większych. Niemieckie Ministerstwo Transportu szacuje, że zmiany w opłatach drogowych przyniosą dodatkowe przychody na poziomie 7,62 mld euro rocznie.

– W najbliższej przyszłości trzeba liczyć się z większą presją na wzrost opłat drogowych. Presja na dekarbonizację transportu jest ogromna i nie uciekniemy od tego. Osiągnięcie celów redukcji emisji CO2 staje się priorytetem, niezależnie od wielkości firmy. Każde przedsiębiorstwo będzie musiało uwzględnić w swojej działalności koszty związane z ochroną środowiska. Dla firm transportowych oznacza to zmianę podejścia. Gdyż wykorzystanie digitalizacji, odpowiednia strategia dotycząca rozwoju taboru, będą odgrywać kluczową rolę w konkurencyjności na tym już bardzo wymagającym rynku – podkreśla Mindaugas Pasilauskas, Girteka Europe West.

Pieniądze szczęścia nie dają? Nastolatkowie są innego zdania

Z badania przeprowadzonego na zlecenie Santander Bank Polska dla projektu Finansiaki wynika, że ponad 60 proc. nastolatków wiąże swoje szczęście z posiadanymi pieniędzmi. Równocześnie ponad połowa nastolatków w wieku 12-18 lat obawia się problemów finansowych w swojej rodzinie.

Wyniki badania przeprowadzonego wśród nastolatków i rodziców na zlecenie Santander Bank Polska pokazują, że sześciu na dziesięciu nastolatków niezależnie od wieku uważa, że czułoby się szczęśliwszymi, gdyby miało więcej pieniędzy, aby móc kupować więcej rzeczy. Tego samego zdania jest co drugi badany rodzic. Niemal połowa młodszych dzieci w wieku 12-15 lat deklaruje, że lubi ludzi, którzy mają „fajne” rzeczy i ubrania, natomiast z wiekiem traci to na znaczeniu. Tylko dla 23 proc. nastolatków w wieku 16-18 lat jest to nadal istotne.

Pieniądze mają duże znaczenie dla badanych nastolatków również w kontekście planowania przyszłej kariery zawodowej. Aż 66 proc. dzieci w wieku 12-15 lat chce mieć tylko taką pracę, która zapewni im duże zarobki. Takie samo pragnienie ma niemal 60 proc. nastolatków w wieku 16-18 lat.Grafika – posiadanie i kupowanie rzeczy– Poczucie, że pieniądze i dobra materialne są czymś, co może dawać nam szczęście i szacunek innych, czyli postawa materialistyczna, wiąże się często z wysokim poziomem lęku finansowego. Dla materialistów ważne jest posiadanie kosztownych przedmiotów i prowadzenie luksusowego stylu życia, a utrzymanie tego wymaga znacznych środków finansowych. W sytuacji pogorszenia sytuacji finansowej albo kryzysu gospodarczego takie osoby będą odczuwały wyższy poziom niepokoju. Zaczną obawiać się, że nie będą w stanie spełnić swoich konsumenckich oczekiwań. A te w ich przekonaniu decydują o ich szczęściu i szacunku otrzymywanym od innych osób – wyjaśnia dr Agata Trzcińska z Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego.

Potwierdzają to wyniki badania Santander Bank Polska – pieniądze dla większości badanych są również źródłem lęku. Ponad połowa rodziców obawia się bezrobocia, a aż 86 proc. wysokich kosztów życia. Lęki rodziców wpływają na dzieci, które obawiają się problemów finansowych w swojej rodzinie. Dane z badania Santander Bank Polska wskazują, że aż 57 proc. dzieci w wieku 12-15 lat oraz niemal co drugi nastolatek w wieku 16-18 lat boi się utraty pracy przez swoich rodziców. To oznacza, że ponad połowa młodych ludzi doświadcza lęku związanego z niepewną sytuacją zawodową swoich bliskich.

Rozmowy z nastolatkami o pieniądzach

Połowa badanych nastolatków w wieku 12-15 lat deklaruje, że rozmawia na temat finansów z rodzicami, którzy są dla nich głównym źródłem wiedzy. Zmienia się to jednak z wiekiem. Zaledwie 38 proc. nastolatków powyżej 16 roku życia porusza ten temat w rozmowie z rodzicami.

Jeśli chodzi o poruszanie kwestii sytuacji gospodarczej – aż 3 na 4 rodziców dzieci w wieku 16-18 lat rozmawia z nimi na ten temat rzadko lub nie robi tego wcale. W przypadku młodszych dzieci takie rozmowy podejmuje rzadko lub wcale niemal 60 proc rodziców. 38 proc. przyznaje jednak, że aktualna sytuacja gospodarcza skłoniła ich do częstszych rozmów z dziećmi na tematy finansowe.Grafika – rozmowy na temat sytuacji gospodarczej

Nowe pokolenia stają się coraz bardziej materialistyczne, nastolatkowie coraz częściej skupiają się na wyglądzie, popularności i pieniądzach. Materializm może prowadzić w przyszłości do zadłużeń i braku umiejętności oszczędzania oraz właściwego zarządzania pieniędzmi. Dlatego ważne, aby starać się ograniczać tendencje materialistyczne młodych ludzi. W tym kontekście warto zauważyć, że edukacja finansowa to nie tylko znajomość pojęć i definicji, ale również kształtowanie u dzieci wartości innych niż materialistyczne, np. bycie blisko z rodziną i przyjaciółmi, wzmacnianie samooceny, zachęcanie do rozwijania pasji i budowania wartościowych relacji – dodaje dr Agata Trzcińska.

Materiały i wskazówki, pomocne rodzicom w rozpoczęciu rozmów z dziećmi o pieniądzach, a także scenariusze lekcji dla nauczycieli można znaleźć na stronie www.finansiaki.pl.

Badanie przeprowadzone przez agencję badawczą IQS na zlecenie Santander Bank Polska dla programu Finansiaki. Badanie przeprowadzone metodą CAWI na próbie 1500 osób, w tym 500 rodziców, 500 nastolatków w wieku 12-15 lat i 500 nastolatków w wieku 16-18 lat.

Powyborcza euforia na polskich aktywach minęła, ale perspektywy są dobre

Powyborcza euforia na polskich aktywach minęła. W krótkim terminie ryzyko odreagowania, czy to na złotym, czy giełdzie jest dość duże, w dłuższym horyzoncie czasowym perspektywy są obiecujące. Brak kontynuacji ruchu w górę na głównej parze walutowej świata, w tle znów wzrost rentowności amerykańskiego długu.

Wiara w to, że nowa władza przyniesie lepsze

Efekt wyniku wyborów w Polsce, mimo że przyniósł spektakularny efekt w postaci niespotykanego apetytu na nasze aktywa, musiał w końcu wygasnąć. Kapitał zagraniczny, który napływał niemal z każdej strony, przyniósł ponad 1,5% umocnienie złotego w relacji do euro i jeszcze wyższe do dolara amerykańskiego. Giełda warszawska w dwa dni skoczyła w górę o prawie 7%. Czar jednak prysł i czego można było się spodziewać, doszło do korekty i powiązania sytuacji naszych aktywów z rynkiem zewnętrznym ponownie. Tym bardziej że teraz czeka nas kilka tygodni dość mało spektakularnych w polityce w naszym kraju, gdyż oba obozy władzy będą pracować nad możliwymi rozwiązaniami. Partia rządząca nad mimo wszystko utrzymaniem w jakiś sposób władzy, z kolei opozycja już nad nowym rozdaniem w rządach RP. Bądź co bądź perspektywy złotego, czy to krajowej giełdy mocno się poprawił i w perspektywie dłuższej powinny znów się odezwać. Mowa o przede wszystkim odblokowaniu środków z programów pomocowych UE.

Otoczenie risk off

Trzeba pamiętać, że euforia na złotym odbyła się w momencie, gdy na świecie trwają konflikty zbrojne. O Ukrainie wiemy od ponad 1,5 roku, a nowy punkt zapalny pojawił się w Strefie Gazy, gdzie wojska izraelskie próbują raz na zawsze zakończyć istnienie Hamasu, czyli palestyńskiej organizacji terrorystycznej. W powietrzu ciągle tli się ryzyko eskalacji konfliktu, pojawia się temat czynnego udziału Iranu, co przy obecności wojsk amerykańskich dość blisko mogłoby wywołać niespotykany zbieg niekorzystnych scenariuszy. Nie trzeba nikogo przekonywać, że poza tragedią ludzi, którzy zamieszkują te terytoria, doszłoby do sporych perturbacji choćby na notowaniach ropy naftowej, gdyż Iran jest ważnym graczem na tym rynku. Jak nerwowo zachowują się rynki na wszelkie informacje z tej części świata, świadczy rzekomy atak Izraela na szpital w Strefie Gazy i podana przez media liczba zgonów w granicach 500. Inwestorzy szybko przetrawili to jako możliwość eskalacji konfliktu i zyskiwały aktywa bezpieczne, a na rynkach pojawił się twardy risk off. Teraz więc krajowa waluta może już wrócić do zerkania na to, co się dzieje właśnie na szerokim rynku i tutaj mogą pojawić się problemy z kontynuacją umocnienia. Warto jeszcze wspomnieć o innym czynniku korzystnym dla PLN, a mianowicie polityce monetarnej. Jak pokazują kontrakty na stopę procentową, znacznie bardziej restrykcyjnie podchodzi się po wyniku wyborów do ewentualnych dalszych obniżek stóp w Polsce. Tydzień temu kontrakty FRA zakładały spadek o 150 pkt bazowych do wiosny 2024, teraz już tylko 90 pkt, co będzie działać na plus dla złotego.

5% w zasięgu wzroku

Wspominaliśmy o szerokim rynku, a tutaj wczoraj doszło do powrotu do umocnienia USD. W relacji do EUR, gdy wydawało się, że możliwy jest większy ruch w górę, doszło do cofnięcia i powrotu w bliskie rejony 1,0530. Poza oczywiście risk off na rynkach, który sprzyja większej sile dolara, nie można nie zwrócić uwagi na to, co się dzieje na rynku długu w USA. Rentowność 10-latek jest już na poziomie 4,96, co oznacza nie mniej ni więcej, że test granicy 5% jest kwestią godzin. Ten czynnik będzie sprzyjał mocniejszemu dolarowi na szerokim rynku. Dzisiaj w kalendarzu przede wszystkim wystąpienie szefa Fed, czy jest on w stanie słownie wywrzeć presję na rynek długu, tu już można mieć wątpliwości. Od początku tygodnia starali się to robić pozostali członkowie FOMC, sugerując, że czas podwyżek stóp się skończył, niemniej jednak rynek rozgrywa to po swojemu. Nie bez znaczenia jest też fakt, jakie potrzeby pożyczkowe ma teraz amerykański rząd, który całkiem niedawno zwiększył zadłużenie i tym samym emituje obligacje na grube mld, co przynosi spadek ich ceny, ale zwiększa rentowność.

Krzysztof Pawlak, analityk walutowy Internetowykantor.pl

Ubezpieczenie auta w leasingu – najważniejsze informacje

Korzystasz z floty samochodowej w leasingu? Zabezpiecz swoje pojazdy, kierowców oraz finanse dzięki dobrze dopasowanej polisie ubezpieczeniowej. Sprawdź, jak wybrać najlepszą ofertę dostosowaną do specyfiki działalności firmy oraz jaki zakres ubezpieczenia warto rozważyć w takiej sytuacji. Podpowiadamy, co wpływa na wzrost i obniżenie kosztów.

W artykule poruszymy następujące kwestie:

  • Rodzaje ubezpieczeń aut dla floty w leasingu

Ubezpieczenie OC (odpowiedzialności cywilnej)

Ubezpieczenie AC (autocasco)

Ubezpieczenie NNW (następstw nieszczęśliwych wypadków)

  • Wymagania leasingodawcy co do ubezpieczenia i uregulowania prawne

  • Proces wyboru ubezpieczyciela i dostosowanie polis do floty

  • Wysokość ubezpieczenia auta w leasingu

  • Ubezpieczenie aut w leasingu i zarządzanie ryzykiem we flotach samochodowych

  • Ubezpieczenie a długoterminowy wynajem auta – różnice i podobieństwa

Rodzaje ubezpieczeń aut dla floty w leasingu

Planując korzystanie z floty samochodowej, należy wziąć pod uwagę konieczność wykupienia polisy dla aut. Niektóre rodzaje ubezpieczeń będą obligatoryjne, obecność innych może zależeć od szczegółów umowy leasingowej oraz potrzeb konkretnej firmy. Głównymi rodzajami ubezpieczeń dla floty samochodowej w leasingu są: OC, AC i NNW.

Ubezpieczenie OC (odpowiedzialności cywilnej)

Ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej, czyli OC komunikacyjne jest w Polsce obowiązkowe oraz niezwykle przydatne, zwłaszcza w przypadku zarządzania flotą samochodową. Jego zasady reguluje ustawa. Zabezpiecza przed finansowymi skutkami wypadków spowodowanych przez pojazd objęty tym ubezpieczeniem. Jeśli dojdzie do takiego zdarzenia, poszkodowany otrzyma odszkodowanie z ubezpieczenia.

Ubezpieczenie AC (autocasco)

Autocasco to rodzaj dobrowolnego ubezpieczenia majątkowego. Chroni od zdarzeń losowych, np. utraty auta, jego zniszczenia, uszkodzenia lub kradzieży. Podczas wyboru firmy ubezpieczeniowej warto w tym wypadku zwrócić uwagę na zakres AC (w kontekście udzielanej ochrony, wyłączenia odpowiedzialności ubezpieczyciela oraz obowiązków, jakie ponosi ubezpieczający), ponieważ oferta – ze względu na swoją nieobligatoryjność – może się różnić. Leasingodawca może też wymagać konkretnych zapisów w umowie ubezpieczenia autocasco.

Ubezpieczenie NNW (następstw nieszczęśliwych wypadków)

Ubezpieczając flotę samochodową można zdecydować się także na ubezpieczenie osobowe NNW. W jego wypadku ochroną objęte jest zdrowie i życie człowieka. Można w ten sposób uniknąć kosztów leczenia, rehabilitacji i opieki medycznej oraz odszkodowania w wyniku trwałego kalectwa i niezdolności do pracy. Ubezpieczenie NNW jest dobrowolne, a jego zakres zależy od umowy zawartej z leasingodawcą oraz oferty firmy ubezpieczeniowej.

Oprócz głównych rodzajów ubezpieczeń specyfika prowadzonego biznesu lub leasingodawca może wymagać jeszcze wykupienia innych pakietów, np. zawierających Assistance (przydatne w sytuacjach awaryjnych, np. potrzeby holowania lub zapewnienia pojazdu zastępczego) lub GAP (Guaranted Asset Protection – w przypadku, gdy pojazd zostanie skradziony lub całkowicie zniszczony, a wartość ubezpieczenia AC nie pokrywa całkowitej kwoty leasingu, ubezpieczenie GAP może pokryć różnicę).

Chcesz dowiedzieć się więcej o zarządzaniu flotą? Sprawdź ofertę NFM >>>

Ubezpieczenia auta w leasingu – wymagania leasingodawcy

W przypadku umowy leasingowej leasingodawca może mieć duży wpływ na wybór firmy ubezpieczeniowej oraz zakresu ochrony. Zazwyczaj jest on też zapisany jako współubezpieczający (zostaje uwzględniony w polisie jako beneficjent). Najczęściej oprócz ustawowo obowiązkowego OC wymagane jest również wykupienie autocasco oraz ustalenie sumy ubezpieczenia pokrytego przez AC. Zależeć ona będzie od wartości pojazdu oraz rodzaju umowy leasingowej. Leasingodawca może oczekiwać, że suma ubezpieczenia pokryje wartość rynkową samochodu.

Często zalecane jest również dołączenie ubezpieczenia GAP. Umożliwia ono pokrycie ewentualnej różnicy między wartością ubezpieczenia AC a kwotą pozostałą do spłaty w umowie leasingowej w przypadku całkowitego zniszczenia pojazdu.

Wybór ubezpieczyciela auta w leasingu

Leasingodawca może zaproponować ubezpieczenie w racie leasingu. Jest to korzystne dla leasingobiorcy pod względem oszczędności czasu i zmniejszenia ilości procedur, jednak może (ale nie musi ze względu na lepsze warunki umów między firmami leasingowymi a ubezpieczycielami) okazać się droższe. Jeśli nie chcemy mieć ograniczonego wyboru i wolimy zdecydować się na samodzielne szukanie odpowiedniej polisy, powinniśmy przede wszystkim porównać ceny oraz zakres ochrony.

Dla działalności floty ważne może okazać się również zagwarantowanie samochodu zastępczego.

Polisa powinna być też dopasowana do specyfiki floty oraz potrzeb firmy.

Warto sprawdzić dodatkowe zapisy, które mogą być korzystne dla działalności, np.:

  • ubezpieczenie wyposażenia i wartościowych przedmiotów w pojeździe – przydatne, jeśli flota wykorzystuje specjalistyczny sprzęt;

  • ochrona kryzysowa – dodatkowe ubezpieczenie może pokryć koszty związane z utratą działalności czy pracowników w razie, np. pandemii;

  • ubezpieczenie na życie i trwałe kalectwo pracowników;

  • ubezpieczenie od aktów wandalizmu;

  • assistance 24/7 zapewniające pełną pomoc w drodze;

  • rozszerzenie ubezpieczenia na inne kraje;

  • ubezpieczenie przed skutkami żywiołów, np. gradu, huraganu, powodzi, pożaru.

Wysokość ubezpieczenia auta w leasingu

Flota samochodowa w leasingu może wpływać na wysokość składki ubezpieczeniowej.

Obniżać ją mogą takie czynniki jak:

  • wielkość floty – im więcej samochodów do niej należy, tym składki będą niższe, ponieważ można wtedy skorzystać z polisy grupowej;

  • pozytywna historia braku szkód;

  • wyposażenie aut w systemy bezpieczeństwa i zabezpieczenia przed kradzieżą;

  • doświadczeni kierowcy z dobrą historią jazdy.

Na wzrost kosztów ubezpieczenia będą mieć wpływ:

  • wartość floty – im droższe auta, tym wyższe składki;

  • częste wypadki i szkody;

  • typ działalności związany z większym ryzykiem (kurierzy, flota taksówek);

  • lokalizacja (np. miejscowość o wyższym wskaźniku kradzieży lub wypadków drogowych);

  • szerszy zakres ochrony.

Więcej o leasingu znajdziesz na blogu NFM >>>

Ubezpieczenie aut w leasingu – jak minimalizować ryzyko?

Ubezpieczenie floty w leasingu to podstawowa kwestia w zakresie zarządzania ryzykiem w firmie. Dzięki dobrze dopasowanej polisie można lepiej chronić swoje aktywa i zapewnić stabilność finansową w przypadku sytuacji kryzysowych, wypadków czy ucierpienia pracowników. Rozszerzony pakiet takiego zabezpieczenia, który będzie dobrze dopasowany do specyfiki działalności firmy, lokalizacji i ewentualnych niebezpieczeństw (np. wysokiego ryzyka kradzieży), pomoże lepiej zarządzać flotą.

Jak minimalizować ryzyko i maksymalizować korzyści ubezpieczenia?

  • Porównuj oferty i dostosuj je do własnych potrzeb. Zmieniaj zakres ochrony, kiedy zmieni się też twoja działalność (np. rozszerzasz ją na inne kraje lub przenosisz do innego miasta);

  • współpracuj ze specjalistami, np. z NFM w zakresie zarządzania flotą. Mogą oni podpowiedzieć, jaka polisa będzie najlepsza dla twojego biznesu;

  • dokładnie sprawdzaj zakres ochrony polisy ubezpieczeniowej i upewnij się, że rozumiesz wszystkie jej warunki;

  • zainwestuj w szkolenia pracowników w zakresie bezpieczeństwa;

  • monitoruj ryzyko, np. statystyki wypadków, kradzieży i szkód w okolicy;

  • wypracuj działania w razie sytuacji awaryjnych, kryzysowych czy wypadku.

Ubezpieczenie a długoterminowy wynajem auta – porównanienfm grafika

Strategia LEAN jako metodologia sprawnego przedsiębiorstwa

Strategia Lean, znana ze swojego podejścia do eliminacji marnotrawstwa i optymalizacji procesów, stała się kluczowym elementem w wielu przedsiębiorstwach na całym świecie. O tym jak dokładnie wpływa na zarządzanie procesami i jakie korzyści może przynieść, opowiada ekspert Lean, dyrektor operacyjny w firmie MS Industry – Joanna Chmielarz.

Jest pani ekspertem od strategii LEAN, czy można powiedzieć, że ta strategia wyszła od CSR’u? Czy te dwie metodologie mają ze sobą cos wspólnego?

Strategia Lean i CSR to dwie różne koncepcje, ale mogą mieć ze sobą pewne punkty styczne. Lean koncentruje się głównie na eliminacji marnotrawstwa w procesach produkcyjnych, podczas gdy CSR skupia się na społecznej odpowiedzialności przedsiębiorstwa. Działania Lean mogą prowadzić do bardziej efektywnego wykorzystania zasobów, co może przyczynić się do ograniczenia wpływu przedsiębiorstwa na środowisko, więc po części jest to spójne z założeniami strategii CSR. Obie te strategie mogą dążyć do sytuacji win-win. Strategia Lean odgrywa też kluczową rolę w zarządzaniu procesami w firmie. Jakość usług i efektywność operacyjna są często istotnymi czynnikami sukcesu przedsiębiorstwa, a Lean pomaga osiągnąć te cele. Pomaga ona w identyfikacji, projektowaniu, organizacji i monitorowaniu procesów, a także w eliminacji marnotrawstwa. Niezależnie od rozmiaru firmy, dobre zarządzanie procesami przy użyciu Lean może przyczynić się do poprawy jakości i efektywności działań. Lean jest obecny w przemyśle od dekad. Głównie rozpoznawany w przemyśle motoryzacyjnym, rozszerzał się przez lata na wszystkie aspekty operacji przedsiębiorstw małych i dużych, ponieważ skutecznie pomaga nam w jakości świadczonych przez nas usług. Dla MS INDUSTRY jest ona fundamentalna w zarządzaniu. Jakość naszych usług jest głównym czynnikiem naszego sukcesu. Nie da się osiągnać jakości bez standardów i tu potrzebny jest LEAN. Dużo małych i średnich firm uważa, że zarządzanie procesami to temat dla wielkich przedsiębiorstw, ale my nauczyliśmy się, że nawet w najmniejszej skali dobry proces może zdziałać cuda. Wielkość zespołu nie jest aż tak ważna, jak wiedza o procesach zachodzących w firmie. Wszyscy borykamy się z kompletowaniem odpowiedniej kadry do naszych zespołów, a nie zdajemy sobie sprawy, że jako liderzy organizacji jesteśmy odpowiedzialni również za to jak się u nas pracuje. Czy wiemy kto ma jakie role, jakie zadania ma wykonać i kiedy, a na koniec jaki rezultat świadczy o dobrej jakości? To nie są sprawy tylko dla produkcji, ale również dla sektora usług.

Jakie są pani doświadczenia w zarządzaniu procesami MS Industry?

Od samego początku ważna dla mnie była sprawna organizacja. Nasz zespół jest mały i dynamiczny, wszyscy muszą mieć wiedzę szerszą niż zakres obowiazków. Takie matrycowe podejście nie jest nowe, ale często trudne do wdrożenia. Więc zaczęłam od procesów. Wszyscy musimy wiedzieć jaki jest nasz zestaw procesów i jakie są standardy. Dużo się też szkoliłam, aby poznać wszelkie niuanse tej metodologii. Zaczęłam od podstawowej identyfikacji procesów i ich regualcji. Priorytetem było objęcie obszarów krytycznych dla naszego sukcesu.

Co jest nadrzędnym warunkiem sprawnego zarzadzania procesami?

Jest kilka warunków do spełnienia. Dobre rozpoznanie naszych potrzeb – co z procesu powinno wynikać. Dobrze zaprojektowany i przetestowany , wdrożony i monitorowany proces oraz dobrze wyszkolony zespół.Chciałabym również zwrócić uwagę na element osobiście ważny dla mnie. Jest nim komunikacja z zespołem. Ilość czasu poświęcona na komunikowanie procesu w zespole, zbieranie informacji i ich ulepszanie plus wyjaśnianie szczegółów przekłada się bezpośrednio na jakość po wdrożeniu standardu.  Wszyscy wiemy, że skuteczna metoda uczenia się to 10% edukacji, 20% mentoringu i 70% eksperymentów. Dajmy naszym zespołom czas i szanse na odpowiednie zapoznanie się i eksperymentowanie z procesem. Daje to dużo większą szansę na dobre wdrożenie.

Dlaczego zainteresowała się pani metodologią LEAN?  Czy są to wymogi konkurencyjnego rynku, by dyrektorzy operacyjni byli dziś ekspertami LEAN, czy to tylko wartość dodatkowa dyrektora?

Rynek zawsze wymaga żebyśmy mieli najnowszą i najszerszą wiedzę. Warto mieć wokół siebie ludzi z różnych dziedzin i z różnymi kompetencjami. Dobrze jest rozmawiać o aspektach prowadzenia firmy, o zarządzaniu i o technologii. To wszysto poszerza horyzonty i pozwala nam zwiększać swoją wartość. Każde nowe doświadczenie i nowa wiedza to wartość dodana. Osobiście od zawsze interesuję się różnymi aspektami zarządzania firmą, od podstaw prawnych i administracyjnych, po zarzadzanie zasobami i projektami. Zbieram wiedzę z różnych źródeł i gdy jest to temat, który mnie bardzo interesuje, zgłębiam go. I tak własnie zdecydowałam się na Strategię LEAN.

Czy trzeba być trochę psychologiem, by być dobrym LEAN managerem czy wystarczy wiedza merytoryczna i zmysł obserwacji?

Najważniejszym aspektem psychologii w zarządzaniu jest dla mnie praca nad świadomością o sobie samej. Dopiero gdy sama wiem, co jest dla mnie ważne w życiu, czy w pracy, zgłebiam różne tematy . Dzięki temu mogę dobrze zrozumieć innych ludzi. Empatia i cierpliwość, ale też stanowczość i jasność sytuacji, to ważne cechy dla liderów. Nie musimy być psychologiem, ważne, aby pamiętać, że jesteśmy dla ludzi.

Jak MS Industry realizuje tę strategię? Czy wyłącznie stosując narzędzia (Lean 1.0), całą kulturę (Lean 2.0) czy już jest to Lean 3.0.

Jest takie stare powiedzenie, ze kultura je strategię na śniadanie. I tego się trzymamy. Dynamiczna kultura, zwinność, dopasowanie do potrzeb klientów, świetni specjaliści w zespołach, to dla nas bardzo ważne. Nie chcemy żeby jedna czy druga wielka strategia nam to zmieniła. Szukamy metod i rozwiązań, które dadzą nam jak najlepsze wyniki w jak najkrótszym czasie. Wybieramy co dla nas najlepsze. Oczywiście dla całego zespołu.

Według pani ta metodologia jest popularna dziś w konkurencyjnych firmach ? Jakie widzi pani perspektywy dla tak zarządzanych przedsiębiorstw?

LEAN jest dziś jedną z najpopularniejszych strategii w przemyśle. Uważam jednak, że wiele firm, zwłaszcza w Polsce, nadal do niej nie dotarło. Jesteśmy młodą firmą ze świeżym/nowoczesnym poglądem na prowadzenie biznesu. Chcemy aby ludzie przychodzili do pracy, bo kochają to co robią, a nie dlatego że muszą. Firmy z wieloletnim stażem niestety straciły pasję i chęci rozwoju przez co stały się nieatrakcyjne i nierozwojowe. MS Industry powstała w najtrudniejszym okresie w jakim można sobie wyobrazić –pandemii – i dzięki temu że mamy takie podejście udało nam się nie tylko przetrwać kryzys ale i odnieść sukces. Ostatnio natknęłam się na artykuł z Harvard Business Review, że najlepszym momentem na otwarcie firmy jest kryzys. Dla mnie to było tylko potwierdzenie, że był to dobry ruch. Jest to ogromny sukces całego naszego zespołu. Przede wszystkim wiedza jaką posiadamy ale i niesamowite zaangażowanie każdego z nas na pewno były kluczowe w tamtym momencie. Cały czas pracujemy nad naszymi wynikami. Mamy parę wskaźników, ciągle ze wzrostem, ale jeszcze długa droga przed nami w myśl zasady „Jak się nie rozwijasz, to się cofasz”. Natomiast z mojej perspektywy, jako managera w MS Industry, najważniejsza będzie praca z naszymi wykwalifikowanymi specjalistami od projektów. To są osoby z wielką wiedzą i doświadczeniem. Dużo czasu spędzają w terenie, niejednokrotnie poza granicami kraju. Ich wiedza jest bezcenna, musimy to jak najlepiej wykorzystać i mieć dla nich scieżki rozwoju. Drugim ważnym elementem działalności w nadchodzącym roku będzie usprawnienie i zautomatyzowanie niektórych naszych procesów administracyjnych. Nasz zespół w biurze ma nowe ważne priorytety, i musimy zoptymalizować nasz czas, by zgłębić nowe tematy.

W 2024 roku opłaty i podatki lokalne wzrosną o 15%

Zgodnie z przepisami Minister Finansów w formie obwieszczenia ogłosił maksymalne stawki podatków i opłat lokalnych na rok 2024. Zgodnie z obowiązującymi przepisami, stawki te corocznie są korygowane o wskaźnik inflacji za pierwsze półrocze roku. W tym roku wskaźnik ten wynosi 15%, co oznacza znaczący wzrost tych opłat.

Podniesienie stawek opłat lokalnych będzie miało wpływ na obciążenia finansowe zarówno gospodarstw domowych, jak i przedsiębiorców. Już dziś można odczuć rosnące koszty eksploatacji nieruchomości, takie jak ogrzewanie i energia elektryczna. Teraz przedsiębiorcy zostaną jeszcze obciążeni wzrostem podatków.

W roku 2024 stawki podatku od posiadania nieruchomości mieszkalnych zostaną zwiększone o 0,15 zł na każdy metr kwadratowy, natomiast dla nieruchomości wykorzystywanych do celów gospodarczych wzrosną one o 4,32 zł na każdy metr kwadratowy. Po tej korekcie, nowe stawki podatku wyniosą kolejno 1,15 zł i 33,10 zł za każdy metr kwadratowy – tłumaczy Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt.

Ostateczna decyzja należy do samorządów

Warto podkreślić, że obwieszczenie określa najwyższe możliwe stawki, a ostatecznie to samorządy lokalne decydują o ich konkretnej wysokości. W miastach o dużych obciążeniach finansowych, takich jak Warszawa, Wrocław czy Gdańsk, stawki te były już na maksymalnym poziomie w 2023 roku. – Polski Ład ograniczył wpływy samorządów z podatku dochodowego, więc nie ma co liczyć na zmianę tej sytuacji. Warto jednak dodać, że istnieją miasta, w których w roku 2023 nie zastosowano maksymalnych stawek. Przykładem jest Kraków – wskazuje ekspert inFakt.

Wzrosnąć ma również podatek od posiadania psów – o prawie 23 zł, z 150,91 zł do 173,55 zł. Również opłaty uzdrowiskowe w kurortach zostaną podniesione, a ich maksymalna wysokość wyniesie 6,20 zł za dobę, w porównaniu do obecnych 5,40 zł.

Lista podatków lokalnych na rok 2023Maksymalne podatki od nieruchomości

Podatek od gruntów:

  • Związane z prowadzeniem działalności gospodarczej, niezależnie od kategorii ewidencji gruntów i budynków: 1,34 zł za każdy metr kwadratowy powierzchni.
  • Dla gruntów położonych nad powierzchniowymi wodami stojącymi lub płynącymi jeziorami i zbiornikami sztucznymi: 6,66 zł za każdy hektar powierzchni.
  • Pozostałe, w tym przeznaczone na prowadzenie odpłatnej statutowej działalności pożytku publicznego przez organizacje pożytku publicznego: 0,72 zł za każdy metr kwadratowy powierzchni.
  • Niezabudowane gruntów objętych obszarem rewitalizacji, zgodnie z przepisami: 4,39 zł za każdy metr kwadratowy powierzchni.

Podatek od budynków lub ich części:

  • Mieszkalnych: 1,15 zł za każdy metr kwadratowy powierzchni użytkowej.
  • Związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej oraz od budynków mieszkalnych lub ich części wykorzystywanych do celów gospodarczych: 33,10 zł za każdy metr kwadratowy powierzchni użytkowej.
  • Wykorzystywanych do prowadzenia działalności gospodarczej w zakresie obrotu kwalifikowanym materiałem siewnym: 15,50 zł za każdy metr kwadratowy powierzchni użytkowej.
  • Związanych z udzielaniem świadczeń zdrowotnych, zgodnie z przepisami o działalności leczniczej, zajmowanych przez podmioty udzielające tych świadczeń: 6,78 zł za każdy metr kwadratowy powierzchni użytkowej.
  • Pozostałych, w tym zajmowanych na prowadzenie odpłatnej statutowej działalności pożytku publicznego przez organizacje pożytku publicznego: 11,71 zł za każdy metr kwadratowy powierzchni użytkowej.

Podatek od środków transportowych

Od samochodów ciężarowych o dopuszczalnej masie całkowitej:

  • od 3,5 tony do 5,5 tony: 173,19 zł,
  • powyżej 5,5 tony do 9 ton: 1957,12 zł,
  • powyżej 9 ton: 2348,52 zł.

Od ciągników siodłowych lub balastowych przystosowanych do używania łącznie z naczepą lub przyczepą o dopuszczalnej masie całkowitej od 3,5 tony do poniżej 12 ton: 2739,90 zł.

Od ciągników siodłowych lub balastowych przystosowanych do używania łącznie z naczepą lub przyczepą o dopuszczalnej masie całkowitej równej lub wyższej niż 12 ton:

  • do 36 ton: 3463,95 zł,
  • powyżej 36 ton: 4481,57 zł.