Zarobki w gastronomii – najmniej dla barmana, najwięcej dla piekarza

Według danych GUS spośród wybranych zawodów związanych z gastronomią najmniej w 2012 roku zarabiali barmani. Wynagrodzenia połowy z nich nie przekraczały 1 500 PLN – czyli wysokości płacy minimalnej w roku badania.

Najprawdopodobniej jednak w większości przypadków płaca wykazywana w sprawozdaniach, z których korzystał GUS, stanowiła jedynie część faktycznych przychodów. Specyfika zawodu barmana jest taka, że pracownicy na tym stanowisku często dostają napiwki, które czasami mogą przewyższać ich podstawowe wynagrodzenie.

Na dodatki do wynagrodzenia w postaci napiwków od zadowolonych klientów mogą również liczyć kelnerzy. Wynagrodzenie całkowite wynikające z umowy w 2012 roku co drugiego kelnera przekraczało 1 790 PLN. Mediana wynagrodzenia całkowitego brutto cukierników w 2012 roku wynosiła 1 749 PLN, a ich budżetu raczej nie podreperowały napiwki.

Dwa najlepiej opłacane zawody, to kucharz i piekarz. Mediana ich wynagrodzeń w 2012 roku przekraczała 2 000 PLN odpowiednio o 7 i 42 PLN.

Na potrzeby artykułu korzystaliśmy z wyników badania Głównego Urzędu Statystycznego. Badanie struktury wynagrodzeń według zawodów przeprowadzane jest przez GUS co dwa lata. Najnowsze wyniki, opublikowane w 2014 roku, obejmują osoby zatrudnione na umowę o pracę, na pełen lub część etatu, w firmach zatrudniających powyżej 9 osób. Badanie przeprowadzono w październiku 2012 roku na próbie 725 tys. pracowników.

 

Nadzór rynku – raport UOKiK

Ponad 17 tys. skontrolowanych wyrobów, spośród których niemal 30 proc. nie spełniało stawianych im zasadniczych wymagań – to efekt kolejnego roku funkcjonowania systemu nadzoru rynku w Polsce. Działa on od naszego przystąpienia do Unii Europejskiej

Wypowiedź Pawła Ratyńskiego z Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów na temat znaku CE

Znak CE na produkcie – dla konsumenta kupującego w dowolnym państwie Unii Europejskiej oznacza bezpieczeństwo użytkowania. Stanowi on deklarację producenta, że wprowadzany przez niego do obrotu wyrób spełnia zasadnicze wymagania obowiązujące w całej Unii Europejskiej. Ujednolicone przepisy dotyczą ponad trzydziestu grup produktów – m. in. urządzeń elektrycznych (w tym sprzętu elektronicznego i AGD), zabawek, środków ochrony osobistej, materiałów budowlanych, maszyn i wind. Z kolei dla przedsiębiorców korzystne jest to, że produkty zgodne z zasadniczymi wymaganiami mogą bez ograniczeń wprowadzać na rynek europejski.

System nadzoru rynku w Polsce działa od przystąpienia do UE i jest monitorowany przez Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który współpracuje z wyspecjalizowanymi organami prowadzącymi kontrole. Są to: Inspekcja Handlowa, Państwowa Inspekcja Pracy, Urząd Komunikacji Elektronicznej, Inspekcja Ochrony Środowiska, Urząd Transportu Kolejowego, Nadzór Budowlany, Wyższy Urząd Górniczy, Urzędy Morskie oraz Inspekcja Transportu Drogowego .

Raport z działania systemu

W roku 2013 i pierwszym półroczu 2014 skontrolowano łącznie 17 308 wyrobów, kwestionując 5 111 (blisko 30 proc.) z nich. Najczęściej zastrzeżenia wzbudzały: zbiorniki i urządzenia ciśnieniowe, dźwigi, maszyny, sprzęt radiowy i telekomunikacyjny, urządzenia spalające paliwa gazowe, niskonapięciowe urządzenia elektryczne i zabawki.

Wobec wyrobów, które nie spełniały wymagań lub stwarzały zagrożenie wszczęto 610 postępowań administracyjnych. Cieszy fakt, że w 570 przypadkach przedsiębiorcy podjęli skuteczne działania naprawcze.

W ramach systemu nadzoru Urząd prowadzi także rejestr wyrobów niezgodnych z zasadniczymi, szczegółowymi lub innymi wymaganiami i uczestniczy w Europejskim Systemie Szybkiej Wymiany Informacji o Produktach Niebezpiecznych RAPEX .  W okresie objętym raportem Prezes UOKiK wpisał 68 wyrobów do rejestru – głównie sprzęt elektryczny i zabawki (odpowiednio 22 i 32 wyroby i przekazał do pozostałych krajów Unii 40 zawiadomień o wyrobach zagrażających konsumentom (19 z nich to zabawki i artykuły dziecięce). W tym samym czasie 139 produktów, które przestały stwarzać zagrożenie zostało usuniętych z rejestru.

Szczegółowe dane znaleźć można w raporcie na stronie UOKiK. Ogólne informacje na temat bezpieczeństwa produktów można znaleźć w sprawozdaniach z działalności Inspekcji Handlowej i Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Produkt nie spełnia wymagań – jak zgłosić

W każdym wypadku, gdy mamy podejrzenia, że produkt może stwarzać zagrożenie, możemy sprawdzić, czy nie znajduje się on w rejestrze wyrobów niezgodnych z wymaganiami na stronie internetowej lub w w Europejskim Systemie Szybkiej Wymiany Informacji o Produktach Niebezpiecznych RAPEX .  Można również zgłosić się do Inspekcji Handlowej, której dane znajduja na stronie Urzędu, a także zawiadomić UOKiK, korzystając ze specjalnego formularza.

Za miesiąc na tory wyjadą Pendolino

Za miesiąc na tory wyjadą pierwsze pociągi Pendolino. 14 grudnia oficjalnie wystartuje nowa kategoria pociągów PKP Intercity – Express InterCity Premium. Wprowadzenie szybkich pociągów pasażerskich oraz trwające duże inwestycje kolejowe spowodowały utrudnienia w ułożeniu rozkładu satysfakcjonującego wszystkich przewoźników, ale jak zapewnia Urząd Transportu Kolejowego, wkrótce nastąpi długoterminowa poprawa przepustowości.

Myślę, że to przede wszystkim dobra informacja dla pasażerów, którzy będą mogli skorzystać z nowego rodzaju taboru, którym jest Pendolino. Oczywiście są pewne sygnały wskazujące, że problemy z ułożeniem rozkładów jazdy związane są z Pendolino. Myślę jednak, że to trzeba wiązać z czym innym: ze zwiększeniem na pewnych trasach częstotliwości przejazdów różnych rodzajów pociągów – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Krzysztof Dyl, prezes Urzędu Transportu Kolejowego.

Dyl przypomina, że przepustowość niektórych kluczowych linii kolejowych jest zmniejszona ze względu na trwające inwestycje. UTK rozpoczęło już dyskusję na temat poprawy możliwości operacyjnych szczególnie w węźle śląskim i trójmiejskim. Pendolino pojadą zarówno do Katowic, jak i do Gdańska, a obydwa te węzły mają też duże znaczenie dla ruchu regionalnego i towarowego.

Zgodnie z polskim prawem priorytet przy ustalaniu rozkładów jazdy mają pociągi kwalifikowane, czyli dalekobieżne połączenia obsługiwane przez PKP Intercity. Najważniejszymi wśród nich są wprowadzane połączenia EIC Premium, czyli Pendolino.

Dzisiaj kolej jest jednym wielkim placem budowy, dlatego są pewnego rodzaju objazdy. Ale rozmawiamy na temat węzła na Śląsku i węzła trójmiejskiego. Opublikowaliśmy raport, który rozpoczyna dużą dyskusję. Wiem, że zmieniono priorytety związane z inwestycjami w trójmiejskim węźle, co ma skutkować długoterminową poprawą – podkreśla Dyl.

Na utrudnienia w planowaniu własnych rozkładów jazdy w związku z priorytetem dla Pendolino skarżą się przede wszystkim przewoźnicy regionalni dowożący pasażerów do miast, przez które będą przejeżdżać te pociągi. Uwagi zgłaszały m.in. władze województwa opolskiego i małopolskiego, a także Koleje Mazowieckie. Niewystarczająca przepustowość oraz większe odstępy potrzebne do zapewnienia bezpieczeństwa nowych, szybkich pociągów wpływają na gorsze godziny połączeń, którymi wielu ludzi dojeżdża codziennie do pracy lub szkoły.

PKP PLK rozważa możliwość poprawy częstotliwości podróżowania pasażerów i jazdy pociągów na obecnej infrastrukturze – zapewnia Dyl.

Poza tym trwające remonty zmniejszają przepustowość m.in. Centralnej Magistrali Kolejowej – linii łączącej Warszawę z Krakowem i Śląskiem, a dalej Wrocławiem. Zamiar podniesienia prędkości minimalnej na CMK również może wywołać utrudnienia dla przewoźników towarowych.

Polskie lotniska potrzebują środków unijnych na dostosowanie się do międzynarodowych wymagań

Polskie lotniska mogą mieć problemy ze sfinansowaniem wymaganych przepisami modernizacji dróg startowych bez udziału środków unijnych. Większość lotnisk musi spłacać zadłużenia zaciągnięte na inwestycje w ostatnich latach, a do 2018 r. Międzynarodowa Organizacja Lotnictwa Cywilnego (ICAO) wymaga zmiany parametrów pasów. W krajowych priorytetach na lata 2014-2020 lotnictwo jest jednak za innymi środkami transportu, dlatego porty lotnicze szukają nowych źródeł przychodów.

Obecnie inwestycje są finansowane z trzech źródeł, czyli z własnych środków wypracowanych przez porty, ze środków Unii Europejskiej i środków zewnętrznych. Część portów emitowała obligacje, część zaciągnęła kredyty na inwestycje. W przyszłej perspektywie finansowej Unia daje możliwość rozbudowy infrastruktury portów, ale w naszych priorytetach krajowych porty dzisiaj nie są brane pod uwagę – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Artur Tomasik, prezes zarządu Związku Regionalnych Portów Lotniczych oraz prezes lotniska w Katowicach.

Do 2018 r. polskie lotniska muszą dostosować się m.in. do wymogów ICAO dotyczących tzw. niwelety, czyli nachylenia podłużnego dróg startowych. Porty lotnicze będą musiały także wyrównać drogi kołowania, a nawet płyty postojowe. Jak przekonuje Urząd Lotnictwa Cywilnego, obecnie wymogi spełniają jedynie lotniska w Lublinie i częściowo w Warszawie, a wkrótce także w Katowicach.

Katowice od początku przyszłego roku zakończą bowiem duży program inwestycyjny związany z płaszczyznami lotniskowymi.

Praktycznie wszystkie inwestycje oddamy do użytkowania w pierwszej połowie przyszłego roku. Będzie to droga startowa, nowe płyty postojowe dla cargo, płyta do odladzania, drogi kołowania i ważna inwestycja nowy terminal przylotowy – wylicza Tomasik.

Inne lotniska jednak muszą znaleźć środki na przeprowadzenie niezbędnych inwestycji. Tomasik podkreśla, że najlepszym źródłem są środki unijne. Są one dostępne, jednak Polska zadecydowała, że w nowej perspektywie unijnej będzie stawiać na inne środki transportu. Tomasik ma nadzieję, że decyzja ta zostanie zmieniona.

Mam nadzieje, że można to zmienić, że ten priorytet się pojawi, dlatego że jest wiele inwestycji, które musimy zrealizować do 2020 roku – podkreśla prezes ZRPL. ‒ Modernizacja pasów będzie kosztowała kilkaset milionów złotych, a porty są zadłużone, dlatego że wybudowaliśmy infrastrukturę, która jest dzisiaj wykorzystywana przez pasażerów. W związku z tym zdolności kredytowe i zdolności do rozwoju są dużo mniejsze, niż były przed realizacją tych inwestycji. Niezbędne jest więc współfinansowanie tych inwestycji ze środków Unii Europejskiej.

Równocześnie porty lotnicze muszą jednak szukać nowych źródeł przychodów. Dla Katowic to m.in. ruch towarowy. Jak zapowiada Tomasik, wkrótce port lotniczy podpisze umowę z wykonawcą nowego terminalu cargo. Będzie on miał łącznie 12 tys. mkw., w tym 2 tys. mkw. biur. Obiekt ma zostać oddany do użytku w 2016 r.

Jak ocenia Tomasik, cargo lotnicze nie jest łatwym rynkiem, bo przewozy są skoncentrowane w największych hubach. Ale dzięki konsekwentnej strategii lotniska w Katowicach w tym roku obsłuży ono ok. 20 tys. ton frachtu. To niemal 100-proc. wzrost w stosunku do ubiegłego roku – w całym 2013 r. Katowice odprawiły ok. 10,8 tys. ton. W pierwszym półroczu br. Katowice, wyłączając Warszawę, zdecydowanie dominowały w tym sektorze, odprawiając ok. trzykrotnie więcej ładunków niż następny port regionalny, czyli Gdańsk.

Więcej ofert pracy na portalach rekrutacyjnych. W okresie przedświątecznym ich liczba jeszcze wzrośnie

Na portalach rekrutacyjnych w tym roku jest więcej ofert. Branże takie jak IT czy produkcja stale poszukują nowych pracowników, inne – zgłaszają większe zapotrzebowanie w określonych miesiącach. W najbliższych tygodniach portale spodziewają się natężenia ofert dla pracowników sezonowych. Skuteczność tego typu serwisów jest coraz większa. Ponad połowa zarejestrowanych była na chociaż jednej rozmowie kwalifikacyjnej, a jedna trzecia znalazła dzięki nim pracę.

Poczynając od końca września, liczba ofert nieco spada ze względu na sezonowość prac letnich. Aczkolwiek w tym roku nie widzimy dużych spadków – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marek Jurkiewicz, dyrektor generalny portalu infoPraca.

Potwierdzają to również statystyki resortu pracy. Bezrobocie spada już dziewiąty miesiąc z rzędu i w październiku wyniosło 11,3 proc. Od początku roku zmniejszyło się o 475 tys. osób.

W całym roku widać ożywienie i jest ono związane z samym rozwojem gospodarki i wzrostem dynamiki zarówno pod względem PKB, jak i zatrudnienia. W związku z tym też pojawia się coraz więcej ofert pracy, również na portalach rekrutacyjnych – podkreśla Marek Jurkiewicz.

Jak wynika z Licznika rynku infoPraca, w III kwartale największy wzrost zapotrzebowania na pracowników odnotowała branża przemysłowa – ofert pracy było ponad 5 tys., co oznacza ponad 20 proc. wzrost względem II kwartału.

Są też branże, które cały czas szukają pracowników, mowa o IT i centrach usług wspólnych – zaznacza Jurkiewicz.

W III kwartale ogłoszeń z branży IT było ponad 4,2 tys. Poprawiła się sytuacja w budownictwie (wzrost o 29 proc. do blisko 1,9 tys. ofert).

Widzimy zdecydowaną korelację rynku pracy z działalnością portali. Wzrost produkcji powoduje, że stanowiska produkcyjne i specjalistyczne są dużo częściej poszukiwane niż dotychczas – mówi dyrektor portalu infoPraca.

W najbliższych tygodniach portale spodziewają się wielu nowych ofert dla pracowników sezonowych.

To będą oferty pracy związane z promocjami i wzrostem zapotrzebowania na pracowników w marketach, przy akcjach promocyjnych, akcjach świątecznych, ofert dla Mikołajów – wymienia Jurkiewicz.

Portale rekrutacyjne stają się coraz popularniejszym narzędziem w poszukiwaniu pracy. Z badań przeprowadzonych przez serwis infoPraca wynika, że 60 proc. respondentów ma konta na co najmniej trzech takich portalach. Ok. 44 proc. zarejestrowanych korzysta z portali pracy każdego dnia.

W tej chwili mamy około miliona aktywnych użytkowników w skali miesiąca. Gdybyśmy dodali użytkowników innych portali, to te liczby będą kształtowały się w okolicach kilku milionów. Ofert pracy na naszym portalu jest ponad 20 tys., na portalach konkurencyjnych też jest ich tysiące – mówi Marek Jurkiewicz.

Zdecydowana większość użytkowników uważa, że portale są bardzo skuteczne. Ponad połowa z nich dzięki nim umówiła się na rozmowę kwalifikacyjną. Jedna trzecia znalazła zatrudnienie.

Na portalach rekrutacyjnych można znaleźć nie tylko oferty pracy, lecz także porady pomocne przy poszukiwaniach pracy. Eksperci doradzają, jak poprawnie napisać CV czy list motywacyjny oraz jak zaprezentować się podczas rozmowy. Korzysta z tego ponad połowa ankietowanych przez infoPracę. Dla 47 proc. istotne są raporty wynagrodzeń, które pozwalają zweryfikować swoje oczekiwania finansowe.

Dlaczego odbiorcy gospodarstw domowych wolą przepłacać za energię?

Chociaż możliwość zmiany sprzedawcy energii funkcjonuje w Polsce już od siedmiu lat, to nadal nie jest zbyt popularna wśród odbiorców grupy taryfowej G. Co zniechęca polskich konsumentów do dokonania zmiany, skoro niejednokrotnie niesie ona za sobą realne korzyści finansowe?

Według ostatniego monitoringu Urzędu Regulacji Energetyki, do tej pory z prawa do zmiany sprzedawcy energii skorzystało w Polsce niewiele ponad 220 tys. gospodarstw domowych, z czego ponad 88 tys. dokonało jej w tym roku. Wynika z tego, że zmiany na rynku energetycznym idą w dobrym kierunku, jednak w stosunku do funkcjonujących 15 mln gospodarstw domowych, liczba ta jest nadal niewielka. Przyczyn takiego stanu rzeczy jest kilka.

Jedną z nich jest między innymi niski poziom świadomości wśród konsumentów, co do możliwości zmiany sprzedawcy energii. Odbiorcy gospodarstw domowych nie mają wpływu na dobór dystrybutora, ale w wyniku liberalizacji rynku energetycznego, od 2007 roku zyskali prawo do zmiany sprzedawcy energii. – Polscy konsumenci powinni pamiętać, że energia elektryczna jest produktem, tak samo jak chleb czy mleko i mogą ją nabyć od wybranego przez nich sprzedawcy, który oferuje najkorzystniejsze warunki umowy – mówi Krzysztof Noga – prezes zarządu DUON Marketing and Trading S.A, alternatywnego dostawcy energii i gazu.

Sama zmiana sprzedawcy nie jest skomplikowana. Procedura została ujednolicona i składa się z kilku kroków. Dodatkowo, jeśli umowa z nowym sprzedawcą zostanie zawarta poza lokalem przedsiębiorcy i jej zapisy po lekturze nie odpowiadają odbiorcy, ma on prawo do  rozwiązania umowy w ciągu dziesięciu dni.

Nieczytelne rachunki

Jednak w sytuacji, kiedy konsument ma wiedzę na temat prawa do zmiany sprzedawcy i chciałby obliczyć potencjalne oszczędności z tytułu zmiany, trafia na nieprzyjazny system rozliczeń w postaci skomplikowanej faktury. Jak potwierdza Federacja Konsumentów, konsumenci  zgłaszają, że treść oraz liczby dotyczące obliczeń zużytej energii na rachunkach są dla nich niezrozumiałe. Uniemożliwia to nie tylko samodzielne oszacowanie ewentualnych oszczędności, ale również weryfikację prawidłowości wyliczenia kwoty do zapłaty za zużytą energię.

Niektórzy sprzedawcy energii elektrycznej, mając świadomość trudności, jakie napotyka konsument, oferują pomoc w analizie rachunku, a także w doborze odpowiedniej taryfy. – Każdy, kto prześle za pomocą specjalnego elektronicznego formularza DUON fakturę za energię, może liczyć na jej szczegółową analizę. Dodatkowo dowie się, ile może zaoszczędzić w skali roku, zmieniając sprzedawcę. Uczestnicy akcji otrzymają gadżet – przenośną ładowarkę power bank – mówi Krzysztof Noga.

DUON to wiodący niezależny sprzedawca gazu ziemnego i energii elektrycznej. Jedna z najszybciej rozwijających się spółek obrotu w Polsce. Początki firmy sięgają 2000 roku, zaś obecna forma – Grupa DUON S.A. – funkcjonuje od 2012 roku, z powodzeniem zdobywając rynek sprzedaży energii i gazu.

DUON posiada własną infrastrukturę służącą dostawom gazu, pozyskiwanego zarówno z Polski, jak i zagranicy. Do ponad 400 km gazociągów Grupy jest przyłączone niemal 4000 klientów. W ramach segmentu obrotu Grupa DUON sprzedaje gaz ziemny i energię elektryczną odbiorcom końcowym na zasadzie Third Party Access.

Polska rodzina chce wydać w tym roku na Święta ok. 1.160 zł

Tegoroczne świąteczne wydatki Polaków będą wyższe o 13 proc. w stosunku do ubiegłego roku. Jest to najwyższy procentowy wzrost w Europie. Na prezenty, jedzenie oraz spotkania z najbliższymi polska rodzina planuje wydać prawie 1.160 zł. Polacy skoncentrują się przede wszystkim na praktycznych prezentach, które w większości kupią w tańszych sklepach. Najchętniej pod choinką zarówno ofiarowaliby, jak również sami chcieliby dostać książki. Upominki coraz częściej kupują przez Internet, ale wciąż największą popularnością cieszą się sklepy tradycyjne. Zakupy spożywcze Polacy zrobią najczęściej w dyskontach. Prawie 3/4 osób po prezenty wybierze się pomiędzy 1 a 24 grudnia. To najważniejsze wnioski płynące z 17. edycji badania przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte w 16 krajach europejskich i w RPA.

Polacy nie zamierzają ograniczać swojego budżetu świątecznego. Na tegoroczne wydatki planują przeznaczyć 13 proc. więcej niż wydali w ubiegłym roku. Zdaniem badanych, na bożonarodzeniowe prezenty, jedzenie oraz spotkania z najbliższymi w 2013 roku wydaliśmy rzeczywiście ok. 1. 028 zł (wobec wcześniejszych planów 1.126 zł). W tym roku kwota ta ma się zwiększyć do prawie 1.160 zł., czyli porównując wydamy nieco mniej niż wyniósł w 2013 roku przeciętny miesięczny dochód rozporządzalny (tj. po odliczeniu kosztów stałych) na osobę w polskim gospodarstwie domowym – 1.299 zł.1

Bożonarodzeniowy średni budżet w przebadanych krajach2  wyniesie 1.847 zł. „Struktura wydatków układa się podobnie jak w Polsce – największa część zostanie przeznaczona na prezenty, najmniejsza natomiast na spędzanie czasu z bliskimi” – analizuje Magdalena Jończak, Dyrektor w Dziale Konsultingu Deloitte.

W Polsce, odwrotnie niż w roku ubiegłym, wydamy procentowo więcej pieniędzy na prezenty (40 proc.) niż na jedzenie (33 proc.). Udział wydatków na żywność nie uległ zmianie, ale wzrósł (z 30 % w 2013 roku na 40% w 2014 roku) udział wydatków na prezenty. W pozostałych badanych krajach wydatki na produkty spożywcze pochłoną średnio 26 proc. środków, a upominki 39 proc. We wszystkich państwach, które wzięły udział w badaniu świąteczne spotkania towarzyskie nie obejmą więcej niż 9 proc. całkowitego budżetu na Święta. Dla porównania w Polsce wydatki te nie przekroczą 8 proc.

Poza Wielką Brytanią, Niemcami oraz Danią, respondenci (osoby fizyczne) ze wszystkich krajów oceniają negatywnie obecną sytuację gospodarczą (ujemny wskaźnik optymizmu czyli nadwyżka opinii negatywnych nad pozytywnymi). „Pod względem nastrojów gospodarczych Europę możemy umownie podzielić na dwie części. Respondenci z Europy Południowej, którzy najboleśniej odczuli skutki kryzysu gospodarczego, bieżącą sytuację niezmiennie oceniają źle. Z kolei kraje Europy Północnej oraz Wschodniej zdają się być w lepszej formie. W Polsce widzimy spadek pesymizmu – wskaźnik optymizmu dla obecnej sytuacji gospodarczej wynosi – 29 p.p., a dla przyszłej minus 14 p.p.3” – mówi Jakub Rosiecki, Menedżer w Dziale Konsultingu Deloitte.

Jedynie 1/5 Polaków lepiej ocenia swoją sytuację finansową w porównaniu do ubiegłego roku. Pozostała część głosów rozłożyła się niemal po równo pomiędzy tych, którzy uważają, że mają tyle samo pieniędzy co w zeszłym roku i tych, którzy deklarują, że dysponują mniejszym budżetem. Wyniki te są niemal identyczne jak w roku 2013. W ocenie przyszłych możliwości finansowych, Polacy są bardziej optymistyczni: 32 proc. twierdzi, że ich sytuacja finansowa się nie zmieni, a 24 proc. wierzy, że w przyszłym roku będzie posiadać więcej pieniędzy niż obecnie. „Jak jednak pokazują wyniki badania, nasz początkowy optymizm dotyczący przyszłości, w konfrontacji z późniejszą rzeczywistością nie sprawdza się. W 2013 roku 22 proc. Polaków zakładało, że w 2014 roku ich sytuacja się pogorszy, w rzeczywistości pogorszyła się dla 36 proc.” – mówi Magdalena Jończak.

Polacy, podobnie jak reszta badanych, deklarują, że postarają się nie kupować prezentów pod wpływem impulsu. 31% badanych mówi, że „w większym stopniu niż w zeszłym roku” skoncentruje się na praktycznych podarunkach, a 26% zakłada że „w większym stopniu niż w zeszłym roku” będzie robiła zakupy w tańszych sklepach.

36% Polaków (a średnio 41% respondentów we wszystkich badanych krajach) deklaruje, że będzie częściej niż przed rokiem szukało informacji o niższych cenach, specjalnych okazjach, rabatach czy bonach zakupowych w Internecie. Jedynie 6 proc. ankietowanych Polaków, częściej niż w roku poprzednim skorzysta z kredytów konsumpcyjnych oferowanych przez instytucje finansowe oraz sprzedawców detalicznych.

Najbardziej pożądany prezent, czyli co chciałbyś dostać pod choinkę?

Po roku przerwy, w Polsce wygrywają książki, które wybrało aż 42 proc. respondentów. Wyprzedziły one gotówkę (38 proc.), która była ubiegłorocznym zwycięzcą rankingu. Na trzecim miejscu tradycyjnie znajdują się kosmetyki i perfumy (27 proc.). W pierwszej dziesiątce najbardziej pożądanych prezentów świątecznych po raz pierwszy pojawiły się podarunki w formie wykupionych zabiegów upiększających, masaży oraz zabiegów w gabinetach odnowy biologicznej (np. bony spa). Może to wskazywać na to, że w Polsce rośnie zainteresowanie nowoczesnymi formami prezentów, jakimi są usługi. Spośród pozostałych badanych krajów, książki również okazały się najbardziej oczekiwanym prezentem m.in. we Francji, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Włoszech i Niemczech. Co ciekawe, w większości przypadków, podobnie jak w Polsce, zastąpiły one na pierwszym miejscu pieniądze.

Lista najbardziej popularnych prezentów pod choinkę.

A jakimi prezentami zamierzamy obdarować naszych najbliższych? Pod tym względem także wygrywają książki, które wyprzedziły kosmetyki i perfumy oraz słodycze. Co więcej, respondenci aż z 14 spośród 17 państw biorących udział w badaniu, wskazali książki jako najczęściej kupowany prezent pod choinkę.

Wybierając prezenty dla dzieci, tradycyjnie myślimy przede wszystkim o ich rozwoju intelektualnym. Z tego powodu najchętniej kupujemy im zabawki edukacyjne i naukowe (27 proc.), a także książki (18 proc.) oraz zabawki kreatywne (16 proc.). Podobnie jak w zeszłym roku trzy najpopularniejsze prezenty dla nastolatków to książki, gry wideo i słodycze.

Jak pokazują wyniki badania większość respondentów nie zostawia wyboru odpowiednich upominków na ostatnią chwilę. „Co piąty badany deklaruje, że prezenty kupuje w listopadzie, a 43 proc. wybiera się na zakupy w pierwszej połowie grudnia. Wciąż jednak 30 proc. z nas zwleka z nimi do ostatnich dni przed Świętami. Pamiętajmy jednak, że powyższe wyniki to przedświąteczne deklaracje i chęci, które w konfrontacji z rzeczywistością mogą wyglądać nieco inaczej” – mówi Jakub Rosiecki.

Wyszukanie prezentu, porównanie oferty/produktu i zakup – sklep tradycyjny vs Internet

W poszukiwaniu prezentów Polacy coraz częściej (wzrost od 2012 roku o 12 pp.) korzystają ze sklepów internetowych, w tym roku 41% osób będzie szukało inspiracji w Internecie. W celu porównania jakości produktu i jego ceny, konsumenci decydują się w przeważającej części na jeden z dwóch kanałów sprzedaży – tradycyjny lub internetowy. Jeszcze dwa lata temu dużo więcej osób wybierało porównywanie w systemie dwukanałowym (2014 r. – 40%, 2012 r. – 57%). Kupując prezenty decydujemy się jedynie na jeden kanał – wciąż częściej tradycyjny niż internetowy. 60% konsumentów chce bowiem na żywo zobaczyć, dotknąć i wypróbować produkty oraz uzyskać porady doradcy klienta/ sprzedawcy na ich temat. Decydując się na zakup prezentów w tradycyjnych sklepach, najczęściej są to galerie handlowe (32 proc.) oraz supermarkety i hipermarkety (30 proc.). Spada natomiast zainteresowanie sklepami specjalistycznymi (17 proc., spadek w ciągu roku o 5 pp.).

Polska jest jedynym z badanych krajów, w którym konsumenci zamierzają robić świąteczne zakupy spożywcze przede wszystkim w sklepach dyskontowych, które wyprzedzają hipermarkety i supermarkety. Popularność dyskontów rośnie z roku na rok. Dla obecnej edycji badania 63% osób kupi w dyskontach artykuły spożywcze, w 2012 roku odsetek ten wynosił 28%. „Pomimo dużej popularności sklepów internetowych, Polacy wciąż nie są przekonani do robienia w nich zakupów spożywczych. W tej kategorii zajmują one dopiero piąte miejsce. Można jednak zakładać, że w perspektywie najbliższych lat będą one wzmacniać swoją pozycję” – tłumaczyMagdalena Jończak.

1 Źródło: GUS.

2 Badane kraje: Wielka Brytania, Francja, Portugalia, Hiszpania, Włochy, Grecja, Szwajcaria, Niemcy, Luksemburg, Belgia, Holandia, Dania, Finlandia, Polska, Ukraina, Rosja, RPA.

3 Obecnie sytuacja pogorszyła się dla 44% polskich badanych, polepszyła się wg. 15% badanych. Sytuacja gospodarcza w przyszłości będzie gorsza wg. 31% osób, lepsza dla 17% osób.

Mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa o działaniu władzy

Przedsiębiorcy mikro, mali i średni (MMŚP) nie dostrzegają działań władz samorządowych (gminnych, powiatowych i wojewódzkich) wspierających rozwój przedsiębiorczości i MMŚP. Czują się też traktowani przez władze samorządowe gmin na terenie których działają jak osoby podejrzane, bez żadnych ku temu powodów – wynika z 12. już edycji badań Konfederacji Lewiatan „Monitoring kondycji sektora MMŚP’2014″ przeprowadzonych przez CBOS w okresie 06 maja-18 lipca 2014 r. na losowej próbie 1111 przedsiębiorstw.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan i autorki badania

Samorządy gminne, powiatowe i wojewódzkie mają w zakresie swoich zadań m.in. obsługę administracyjną obywateli, czyli także przedsiębiorców, tworzenie infrastruktury gospodarczej (drogi, telekomunikacja), zapewnienie ładu przestrzennego, tworzenie warunków dla prowadzenia i rozwijania działalności gospodarczej, a samorząd wojewódzki – także pobudzanie aktywności gospodarczej oraz podnoszenie konkurencyjności i innowacyjności gospodarki regionu. Tymczasem większość, bo ponad 50 proc. przedsiębiorstw mikro, małych i średnich uważa, że władze samorządowe są „neutralne”, czyli nie prowadzą działań na rzecz rozwoju przedsiębiorczości i MMŚP.

Gminy, w ocenie przedsiębiorców, podejmują więcej działań na rzecz rozwoju przedsiębiorczości i MMŚP niż samorządy powiatowe czy wojewódzkie – 21 proc. MMŚP uważa, że władze samorządowe gminy prowadzą działania sprzyjające rozwojowi przedsiębiorczości i MMŚP, a jedynie 12% firm tak ocenia działania władz samorządowych województwa. Jednocześnie jednak więcej jest ocen negatywnych działalności samorządów gminnych (18 proc. MMŚP) niż wojewódzkich (10,4 proc.).

Te opinie wynikają zapewne z faktu, iż kontakt firm z lokalną, gminną administracją jest znacznie częstszy niż z administracją powiatową czy wojewódzką – stąd po prostu więcej opinii, i tych pozytywnych i tych negatywnych. Jednak nie to powinno zastanawiać i martwić, a „neutralność”. Badania, które przeprowadziła ostatnio jedna z gazet wskazują, że Polacy nie chcą aquaparków tylko pracy, czystości i zieleni. A nie ma pracy i nie ma środków finansowych na zieleń i czystość bez przedsiębiorstw. Samorządy zatem nie mogą być „neutralne” wobec swoich zadań związanych gospodarką. A te zadania nie są, w opinii mikro, małych i średnich firm, realizowane – ponad ¾ MMŚP ma poważne zastrzeżenia do pracy gminnych samorządów – zbyt duża biurokracja (ponad 75 proc. MMŚP), zbyt wysokie lokalne podatki (ponad 65 proc.), zbyt długi proces wydawania pozwoleń na budowę (ponad 57 proc.) i brak planów zagospodarowania przestrzennego (46 proc.). A to wszystko podstawowe zadania samorządów gminnych w obszarze gospodarczym. Niestety tych zadań funduszami europejskimi nie da się zrealizować, tak jak aquaparków.

Do tego potrzebne jest dobre zarządzanie, długoterminowe planowanie, dobra organizacja pracy, czyli chęć i potrzeba wykonania nieco większego wysiłku niż tylko aplikowanie o fundusze unijne i ich rozliczanie.

I potrzebne jest jeszcze jedno – traktowanie przedsiębiorców jak partnerów, którzy zasileni dobrą obsługą administracyjną, przewidywalnością (plany zagospodarowania przestrzennego) i szybkością decyzji administracyjnych (wydawanie pozwoleń na budowę), brakiem lokalnego fiskalizmu, będą tworzyć nowe miejsca pracy – co jest wyraźnie artykułowaną potrzebą Polaków, pomagać budować infrastrukturę społeczną (co jest także zadaniem samorządów), a także przynosić w konsekwencji większe wpływy do gminnych budżetów.

Czy przedsiębiorcy to osoby podejrzane?

Tymczasem przedsiębiorcy czują się traktowani jak osoby podejrzane. I to bez żadnych ku temu powodów. Tak odczuwa stosunek gminnych władz samorządowych do siebie 45 proc. mikro, małych i średnich firm. I czym firma mniejsza, tym większe poczucie podejrzliwości wobec niej. W największym stopniu, co ciekawe, takie poczucie występuje w firmach (60 proc.) z sektora działalność profesjonalna, naukowa i techniczna (m.in. działalność prawnicza, rachunkowo-księgowa, doradztwo w zakresie zarządzania, działalność w zakresie architektury i inżynierii, badania naukowe i prace rozwojowe, badania rynku, reklama, tłumaczenia).

Przy takim podejściu do przedsiębiorców (MMŚP), którzy tworzą 66 proc. PKB wytwarzanego przez sektor przedsiębiorstw, zatrudniają 60 proc. osób pracujących w sektorze przedsiębiorstw i przypada na nie prawie 50 proc. inwestycji całego sektora przedsiębiorstw, nie uda się zrealizować tych zadań, które samorządy mają ustawowo przypisane – także w obszarze społecznym.

Brak zaufania to bolączka ogólnopolska, ale kiedyś trzeba przerwać to błędne koło. Może przy okazji nowego otwarcia po wyborach samorządowych.
*/ Dane wykorzystane do opracowania tej informacji prasowej pochodzą z badania przygotowanego przez Konfederację Lewiatan w ramach projektu „Monitoring kondycji sektora MMŚP w 2014 r.”. Wywiady realizowało CBOS. Badanie ankietowe zostało przeprowadzone w okresie 06 maja – 18 lipca 2014 r. na losowej próbie 1111 mikro, małych i średnich przedsiębiorstw będących pracodawcami, czyli zatrudniających przynajmniej 1 pracownika (i nie więcej niż 249 pracowników) z 10 sekcji gospodarki. To już 12. edycja badania sektora mikro, małych i średnich przedsiębiorstw realizowana przez Konfederację Lewiatan.

Konfederacja Lewiatan

Deflacja coraz większa

Spadek cen pogłębia się. W październiku br. ceny były niższe o 0,6 proc. niż przed rokiem – podał GUS.

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek
Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Mimo optymistycznych zapowiedzi niektórych członków Rady Polityki Pieniężnej, że polska gospodarka miała jedynie krótką wakacyjną przerwę, w czasie której nieco wolniej się rozwijała, ceny towarów i usług konsumpcyjnych w październiku nie potwierdzają tego, bowiem obniżyły się mocniej niż w miesiącach letnich. Zadecydowały o tym przede wszystkim niższe ceny żywności, paliw oraz odzieży i obuwia. Na spadek cen żywności w coraz większym stopniu oddziałuje rosyjskie embargo. Najbardziej potaniały bowiem owoce i mięsa, czyli produkty objęte embargiem. Natomiast nieźle radzą sobie ze sprzedażą producenci warzyw, też objętych rosyjskimi sankcjami, gdyż ich ceny w październiku wzrosły w ujęciu miesiąc do miesiąca.

Jutrzejsze dane o PKB w trzecim kwartale (szybki szacunek) powinny potwierdzić, że mamy do czynienia z nietypową sytuacją – wzrostowi gospodarczemu na poziomie bliskim 3 proc. kolejny miesiąc z rzędu towarzyszy spadek cen. Podobne zjawisko obserwujemy w wielu gospodarkach, w tym także np. w gospodarce chińskiej, gdzie wzrostowi gospodarczemu na poziomie ok. 7 proc. towarzyszy niski jak na takie tempo wzrostu PKB wzrost cen (1,6 proc. w ciągu ostatniego roku), a ceny producentów spadają już prawie od 3 lat.

Deflacja z jednej strony wzmacnia siłę nabywczą Polaków, ale z drugiej zaś stanowi poważny problem dla firm, które ilościowo sprzedają więcej towarów, lecz nie zwiększa to ich przychodów ze sprzedaży , co na pewno wpływa na ich decyzje inwestycyjne. Po 20 listopada powinniśmy otrzymać wyniki finansowe przedsiębiorstw po 3. kwartałach br., które zapewne to potwierdzą. To także problem dla budżetu państwa, ponieważ wpływy z podatku od towarów i usług (VAT) są mniejsze. W tym roku nie zagrozi to wykonaniu założeń budżetowych, ale w przyszłym może być barierą dla wyjścia z procedury nadmiernego deficytu.

Mamy zatem problem. Tym bardziej, że ostatnia prognoza inflacji przygotowana przez NBP wskazuje, że nawet do 2016 roku nie osiągniemy poziomu celu inflacyjnego (2,5 proc.).

To powinno skłonić RPP do podejmowania decyzji dotyczących stóp procentowych nie tylko w oparciu o jednomiesięczny wskaźnik PMI, ale analizę czynników podażowych (ich siły i trwałości), a także identyfikację przyczyn słabości czynników popytowych, które mimo wzrostu wynagrodzeń nie generują najmniejszej nawet presji na wzrost cen.
Konfederacja Lewiatan

Z przedsiębiorcami o podatkach

W czwartek 13 listopada wiceminister finansów i pełnomocnik rządu ds. informacji i edukacji finansowej Izabela Leszczyna spotkała się z przedsiębiorcami oraz przedstawicielami środowiska kupieckiego ze Szczecina i okolic. Debata dotyczyła nowych przepisów podatkowych.

Wiceminister Leszczyna przedstawiła m.in. zakres zmian w Ordynacji podatkowej, które wejdą w życie na początku przyszłego roku oraz w ciągu najbliższych 2 lat. – Minister finansów i przedsiębiorcy mają wspólny cel. To racjonalne i przejrzyste procedury podatkowe sprawiające, że pobór podatków jest efektywny, tzn. skuteczny i tani – powiedziała Izabela Leszczyna. – Wspólnym celem jest także uszczelnienie systemu podatkowego, bo to gwarantuje uczciwą konkurencję. Oprócz prawa materialnego bardzo istotna jest zmiana funkcjonowania administracji podatkowej. Urzędy skarbowe mają pełnić rolę usługową, tworzyć system obsługi i wsparcia podatnika. Temu ma służyć, między innymi, asystent podatkowy dedykowany rozpoczynającym działalność gospodarczą – dodała wiceminister przekonując, że zadaniem urzędów skarbowych będzie pomaganie w prowadzeniu działalności.

Izabela Leszczyna przedstawiła również nową usługę wstępnie wypełnionego zeznania PIT oraz wyjaśniła tzw. klauzulę unikania opodatkowania (która ma przeciwdziałać unikaniu opodatkowania w sposób zamierzony, przy użyciu sztucznej konstrukcji prawnej, zmierzającej do uzyskania niezgodnej z przepisami znacznej korzyści podatkowej). Jak wyjaśniała wiceminister, klauzula nie będzie dotyczyć przeciętnego podatnika, a jej stosowanie będzie powiązane z licznymi rozwiązaniami zabezpieczającymi.

Spotkanie miało także na celu wskazanie przez przedsiębiorców najpoważniejszych problemów, z jakimi się spotykają w prowadzeniu działalności gospodarczej.

Secus AM: Giełdy w USA szykują się do rajdu św. Mikołaja. Warszawa może liczyć na wzrosty w przyszłym roku, o ile gospodarka przyspieszy

CEO Magazyn Polska

Na rajd św. Mikołaja mogą w tym roku liczyć Amerykanie. Tamtejsze giełdy idą w górę od połowy października, widać też oznaki dalszych wzrostów. W Polsce wzrostów można się spodziewać, gdy gospodarka mocniej przyspieszy.

Polska gospodarka rozwija się na razie zbyt wolno, by wywołać entuzjazm giełdowych inwestorów. Polski rynek akcji znajduje się w trendzie bocznym, czyli wartość indeksów zmienia się w niewielkim stopniu: WIG20 spadł od początku roku o niecałe 3 proc., w ciągu miesiąca wzrósł o 0,3 proc.

Zdaniem Jacka Rzeźniczka z Secus Asset Management wiele wskazuje na to, że w takim trendzie bocznym utrzyma się do końca roku. Bardziej perspektywiczny, jeżeli chodzi o dobrą koniunkturę, może być przyszły rok, o ile gospodarka w kolejnym roku przyspieszy.

Wynika to przede wszystkim z tego, że w przyszłym roku prawdopodobnie gospodarka wyjdzie już z tego dołka spowolnienia, w którym obecnie jest – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Jacek Rzeźniczek, dyrektor Departamentu Zarządzania Portfelami Secus Asset Management SA. – Makroekonomiści szacują, że wzrost PKB w przyszłym roku może sięgnąć 3,3-3,5 proc. wobec szacowanych 3 proc. na ten rok. W związku z tym postrzegałbym przyszły rok jako zdecydowanie ciekawszy dla polskiej giełdy.

Prognozy te pochodzą jednak sprzed najnowszej projekcji PKB, w której NBP obniżył swoje przewidywania wzrostu gospodarczego na przyszły rok z 3,6 proc. do 3,0 proc. Należy jednak pamiętać o tym, że możliwe są kolejne odchylenia, zwłaszcza że w 2015 r. do Polski powinien ruszyć strumień pieniędzy z nowej perspektywy UE. Wtedy dobre nastroje mogą też wrócić na giełdę.

Wydaje mi się, że jeżeli ten trend boczny się utrzyma, to poziom indeksu WIG30 na koniec roku może być zbliżony do obecnego – ocenia Jacek Rzeźniczek. Oczywiście jakieś wahania będą, natomiast wydaje mi się, że pokonanie tych maksimów, z jakimi mieliśmy do czynienia we wrześniu, będzie w tym roku trudne.

Zupełnie inaczej przedstawia się sytuacja na amerykańskim rynku. Tam jest kilka powodów, by oczekiwać rajdu św. Mikołaja, czyli tradycyjnego grudniowego wzrostu cen akcji.

Rynek amerykański jest w tej chwili po dosyć silnej korekcie z dość twardym lądowaniem w połowie października – zwraca uwagę dyrektor Departamentu Zarządzania Portfelami Secus Asset Management. Takie głębokie korekty nie zdarzają się często i na pewno w związku z tym rynek w jakimś sensie zdołał się oczyścić, co powinno pomóc w kolejnych okresach utrzymać dobrą koniunkturę na Wall Street.

Co więcej, trend ten powinien być kontynuowany w kolejnych miesiącach. Dla oczekujących wzrostów cen na amerykańskich giełdach ważny jest bowiem czynnik polityczny. Rok 2015 w Stanach Zjednoczonych jest rokiem przedwyborczym. W 2016 roku odbędą się tam bowiem wybory 45. prezydenta. Statystyki wskazują, że lata przedwyborcze są dobrym okresem dla rynków kapitałowych. Na dodatek sytuacja gospodarcza USA jest coraz lepsza.

W ostatnich miesiącach poprawiała się sytuacja na rynku pracy w Stanach Zjednoczonych – podkreśla Jacek Rzeźniczek. Powinno to zaktywizować amerykańskiego konsumenta do zakupu i być może te zwiększone zakupy zobaczymy właśnie w okresie przedświątecznym. Myślę, że nawet jeżeli po ostatnim silnym odbiciu rynek amerykański mógłby zaliczyć kolejny nieco słabszy miesiąc, czyli listopad, to w grudniu rajd św. Mikołaja jest jak najbardziej możliwy.

Ronson: w przyszłym roku spodziewamy się zdecydowanej poprawy przychodów. Będziemy sprzedawać więcej mieszkań, drożej i z wyższą marżą

0

CEO Magazyn Polska

Ronson, spółka specjalizująca się w budownictwie mieszkaniowym, zapowiada, że w przyszłym roku wprowadzi do sprzedaży blisko tysiąc mieszkań, czyli dwa razy więcej niż w br. Będą one też przeciętnie o około 20 proc. droższe. Marża na tych projektach została zaplanowana także na ok. 20 proc. Dzięki temu firma liczy na zdecydowaną poprawę przyszłorocznych przychodów. Czwarty kwartał br. nie będzie jednak lepszy od trzeciego.

W przyszłym roku mamy zakontraktowanych kilka inwestycji, których budowy będą się kończyły, począwszy od pierwszego kwartału, a w całym roku przewidujemy zakończenie budowy w sumie blisko tysiąca lokali, a więc nieporównywalnie więcej niż w br. – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Tomasz Łapiński, prezes zarządu Ronson Development. – Dodatkowo warto zwrócić uwagę na to, że inwestycje kończone w 2015 roku obejmują takie projekty, jak np. wysokomarżową Tamkę czy projekty Verdis i Sakura. Są to realizacje, które na pewno będą miały marżę dwucyfrową, a w większości przypadków kształtować się ona będzie na poziomie powyżej 20 proc. Nasze możliwości wygenerowania dobrych wyników finansowych w roku 2015 są więc duże.

Mimo wzrostu limitów cenowych w rządowym programie „Mieszkanie dla Młodych” (MdM) na większości rynków lokalnych przedsiębiorstwo w niewielkim stopniu, jak informuje prezes Łapiński, będzie jego beneficjentem.

Nam ten program specjalnie nie pomaga, tzn. klienci, którzy kupują mieszkania w naszych projektach, raczej z niego nie korzystają – tłumaczy Tomasz Łapiński. – Mieszkania, które oferujemy, to lokale ze średniej bądź trochę wyższej półki, stąd też trzeba za nie nieco więcej zapłacić.

W Warszawie limit na czwarty kwartał br. w programie MdM został ustalony na poziomie 6583,1 zł za metr kw. W takiej cenie Ronson, jak informuje prezes Łapiński, nie oferuje na tym rynku żadnego lokalu. Natomiast w Poznaniu, gdzie limit wynosić będzie 5915,8 zł, jest on zbliżony do średnich cen rynkowych. Spółka w tym mieście prowadzi obecnie trzy inwestycje, które w większości wypełniają kryteria cenowe programu.

Wydaje się, że co trzeci klient, a może nawet więcej, kupujący od nas mieszkanie w Poznaniu korzysta z tego programu – zauważa Tomasz Łapiński. – Dlatego muszę przyznać, że MdM wspiera jednak sprzedaż w naszych inwestycjach.

Po trzech kwartałach br. przychody spółki wyniosły 142,5 mln zł w porównaniu z 168 mln zł w tym samym okresie ub.r. Mimo większej liczby lokali firma w br. sprzedała mniejszą powierzchnię. Najlepszy dla spółki był pierwszy kwartał, nieco trudniejszy – drugi, a trzeci kwartał przyniósł już stratę. Jak tłumaczy Tomasz Łapiński, strata ta była planowana, ale czwarty kwartał br. nie będzie lepszy. Wynika to stąd, że w tym roku Ronson nie przekaże już żadnego projektu.

Blisko 100 lokali, które przekazaliśmy w trzecim kwartale klientom, były to lokale głównie w projekcie Młody Grunwald w Poznaniu, który realizowany jest przy niskiej, jednocyfrowej marży, stąd zysk brutto ze sprzedaży był niewystarczający, aby pokryć koszty funkcjonowania firmy, które wynoszą w sumie około 6 mln zł kwartalnie – tłumaczy prezes zarządu spółki Ronson Development. – Stąd, zgodnie z przewidywaniami, ostatni kwartał zamknęliśmy stratą. Obecnie narastająco jesteśmy jeszcze na niewielkim plusie, ale czwarty kwartał zapowiada się podobnie jak trzeci, nie planujemy bowiem zakończenia żadnej istotnej inwestycji. Nie należy więc się spodziewać, że zysk brutto pokryje koszty działania firmy i raczej na pewno również przyniesie nam stratę.

DM BZ WBK: Kurs Asseco rośnie, choć warunki prowadzenia biznesu w spółce poprawią się dopiero w 2016 r.

CEO Magazyn Polska

Kurs Asseco Poland w ciągu ostatnich 4 miesięcy urósł o niemal 30 proc. Trudna sytuacja spółki na polskim rynku ostatnio lekko się poprawia, ale realne szanse na wzrost dać jej mogą środki z nowej unijnej perspektywy – ocenia Łukasz Kosiarski, analityk DM BZ WBK. Na ten zastrzyk trzeba jednak będzie poczekać przynajmniej do 2016 roku.

– Sentyment dla Asseco nigdy nie był najlepszy. Ostatnio się lekko poprawia, to widać po kursie. Aczkolwiek patrząc na wyniki, trudno dostrzec jakieś oznaki poprawy – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Łukasz Kosiarski, analityk DM BZ WBK. – Na razie mamy do czynienia ze spowolnieniem spadku marż, głównie w biznesie polskim, z tytułu dużych kontraktów w ZUS-ie, Orange i ARiMR-ze. Przyszły rok będzie jeszcze dosyć trudny dla tej spółki, bo odchodzi kontrakt z PZU, jeden z tych wysokomarżowych.

Spółka zapowiada jednak silny rozwój i regularne wypłacanie dywidendy. W 2013 roku podzieliła się zyskiem na poziomie 2,6 zł na akcję. Dało to łącznie kwotę 215,8 mln zł. Dywidenda w ostatnich latach systematycznie rosła i zdaniem analityka jest to głos za tym, żeby tę spółkę mieć w portfelu. Do tego firma powinna skorzystać na inwestycjach finansowanych z nowej perspektywy unijnej.

– Realne pieniądze spółka zobaczy pewnie w 2016 roku, to prawdopodobnie będą jakieś duże kontrakty publiczne. Powinno to poprawić wyniki szczególnie w spółce matce, co pozwoli trochę zastąpić przychody z tych dużych starych kontraktów właśnie tymi nowymi – mówi analityk.

Asseco od dawna zapowiada, że chce być firmą globalną. Chce wchodzić na rynki wschodzące, myśli o Etiopii i Wietnamie, firma rozpoczęła też działalność w Kazachstanie, ale najlepiej idzie jej w Izraelu: operujące tam spółki grupy rosną najszybciej.

– Najsłabsze dynamiki ma Matrix, ale to jest największa spółka, dominująca na tamtym rynku IT. Natomiast dwie globalne spółki Magic i Sapiens z dobrymi własnymi produktami potrafią utrzymywać dynamiki wzrostu około 20 proc. rok do roku – wskazuje Kosiarski.

Zdaniem analityka spółka jest też dość stabilna w porównaniu z innymi firmami informatycznymi na GPW.

– Potrafi z kwartału na kwartał, mimo tych problemów, o których wspomniałem, poprawiać wyniki. Jeśli ktoś chce mieć ekspozycję na polski rynek z globalnych graczy, to warto mieć takie Asseco w portfelu – podsumowuje Kosiarski.

Asseco Poland opublikuje raport finansowy za 3 kwartał br. w piątek 14 listopada po sesji. Inwestorzy liczą na dobre wyniki – cena akcji Asseco przekroczyła już 50 zł, a jeszcze w połowie października było to o ponad 6 zł mniej.

Nawet 1,5 mld zł na wsparcie ekspansji zagranicznej polskich firm. Trwają prace nad nowym funduszem

0

CEO Magazyn Polska

Ministerstwo Skarbu Państwa i Bank Gospodarstwa Krajowego pracują nad powołaniem Funduszu Ekspansji Zagranicznej, który będzie wspierał inwestycje polskich małych i średnich firm poza granicami kraju. Na początku na wsparcie zostanie przeznaczone 100 mln zł, a w perspektywie siedmiu lat kapitał funduszu – działającego w ramach programu „Inwestycje polskie” – może wzrosnąć do 1,5 mld zł.

To ukłon w stronę małych i średnich przedsiębiorstw, z których prawie 40 proc. planuje ekspansję zagraniczną w najbliższych dwóch latach.Z drugiej strony ponad 90 proc. polskich przedsiębiorstw prowadzących ekspansję zagraniczną finansuje ją ze środków własnych. Brak dogodnych instrumentów finansowania rozwoju międzynarodowego bywa czynnikiem ograniczającym – mówi Włodzimierz Karpiński, minister skarbu państwa.

Jak podkreśla minister, wsparcie dla firm z tego sektora może być nie tylko impulsem do ich rozwoju i zwiększania zysków, lecz także może przyczynić się do wzrostu całej gospodarki. MŚP stanowią dziś zdecydowaną większość firm w kraju. Poza tym jest to sposób na promocję marki polskiej na innych rynkach.

Naszą intencją jest to, by wspólnie z tymi podmiotami zainwestować w takie przedsięwzięcie. Cele będą bardzo różne, w zależności od tego, jakie priorytety stawia sobie dane przedsiębiorstwo. Często będziemy mówić o dodatkowym rynku zbytu, podniesieniu efektywności kosztowej czy dostępie do surowców, więc będziemy starali się pozostawać elastyczni i odpowiadać na różne prośby polskich przedsiębiorców – zapewnia Dariusz Kacprzyk, prezes zarządu Banku Gospodarstwa Krajowego.

Na zagranicznych rynkach coraz częściej inwestują duże koncerny, również te należące do Skarbu Państwa, np. KGHM, PKO BP, PKN Orlen czy PGNiG. W przeciwieństwie do nich małe i średnie przedsiębiorstwa często mają problem z pozyskaniem kapitału, brakuje im też odpowiedniego know-how.

Duże spółki Skarbu Państwa prowadzą coraz śmielszą ekspansję zagraniczną. Liczymy, że Fundusz Ekspansji Zagranicznej będzie impulsem do rozwoju dla firm z sektora MŚP, umożliwi im pozyskiwanie know-how i rozszerzenie rynków zbytu, co przełoży się na wyższe zyski, a w ogólnym rozrachunku na wzrost polskiej gospodarki. Wejście partnera publicznego daje możliwość bezpiecznego przekraczania formalnych granic gospodarczych – poprzez wsparcie finansowe, rozłożenie ryzyka pomiędzy inwestora prywatnego i publicznego oraz zwiększenie wiarygodności firmy – mówi Włodzimierz Karpiński.

BGK i MSP badają teraz, jaki jest potencjalny popyt na tego typu finansowanie. Pozwoli to określić, ile firm i w jakiej skali będzie zainteresowanych wsparciem. Etap analiz ma się zakończyć w I kwartale 2015 roku. Pierwsze projekty mogą pojawić się już w I połowie przyszłego roku.

Finansowanie z funduszu będzie przeznaczone na inwestycje o wartości od kilku do kilkudziesięciu milionów złotych. Kacprzyk liczy na to, że po wsparcie będą zgłaszać się firmy prężnie rozwijające się w Polsce, które do dalszego rozwoju i pełnego wykorzystania swoich możliwości potrzebują nowych rynków zbytu.

W tej chwili jesteśmy w fazie rozmów z pierwszymi przedsiębiorcami, którzy mają tego typu zamysły. Nie ukrywam, że inicjatywa ta narodziła się także w trakcie wspólnych rozmów z konkretnymi klientami. Ale szczegóły naszej partycypacji w tych transakcjach oraz szczegóły stworzenia samego funduszu wymagają jeszcze dopracowania. Do końca pierwszego kwartału będziemy gotowi z uruchomieniem funduszu, natomiast pierwsze transakcje będziemy zawierali jeszcze w pierwszej połowie roku – deklaruje Dariusz Kacprzyk.

Podobne rozwiązania funkcjonują już z powodzeniem w innych krajach europejskich, np. w Niemczech, Holandii, Danii, Szwecji.

Fundusz Ekspansji Zagranicznej będzie kolejnym funduszem przygotowanym przez Bank Gospodarstwa Krajowego w ramach programu „Inwestycje polskie”.

Bank Gospodarstwa Krajowego jako filar dłużny i gwarancyjny programu „Inwestycje polskie”, jest kołem zamachowym polskiej gospodarki. Pomaga realizować potężne inwestycje w infrastrukturę przemysłową i logistyczną oraz wspiera samorządy poprzez Fundusz Infrastruktury Samorządowej z kapitałem 600 mln zł. Dzięki niemu będą one mogły jeszcze efektywniej wykorzystywać środki z nowej perspektywy finansowej – mówi minister skarbu państwa.

Minister finansów: Dobra polityka gospodarcza procentuje wzrostem PKB. Polska pozostaje jednym z liderów w UE

CEO Magazyn Polska

Wzrost polskiego produktu krajowego brutto, mimo pewnego spowolnienia, należy do najszybszych w Unii Europejskiej. Przewagę nad innymi krajami daje Polsce duży rynek, samodzielna waluta oraz relatywnie niskie zadłużenie – podkreśla minister finansów Mateusz Szczurek.

Wyraźnie szybciej od Polski, bo w tempie 4,6 proc., ma się w tym roku rozwijać tylko Irlandia. Zgodnie z listopadowymi prognozami Komisji Europejskiej dwa kolejne kraje – Wielka Brytania i Węgry – mogą liczyć na wzrost PKB odpowiednio w okolicach 3,1 i 3,2 proc.

W Polsce Komisja Europejska szacuje tegoroczny wzrost PKB na poziomie 3,0 proc. (to czwarte miejsce, ex aequo z Maltą). Z opublikowanej w tym tygodniu projekcji Narodowego Banku Polskiego wynika jednak, że możemy liczyć na nieco więcej, bo na ok. 3,2 proc.

– Oficjalne prognozy rządowe mówią o 3,3 proc. wzrostu w tym roku i 3,4 proc. w 2015 roku, a więc one są nieznacznie większe niż prognozy międzynarodowych instytucji finansowych mówi agencji informacyjnej Newseria minister finansów Mateusz Szczurek. Wprawdzie jest to jeden z najszybszych wzrostów w Europie, ale ciągle niewystarczająco wysoki, aby w pełni zniwelować na przykład problem bezrobocia. Chcielibyśmy, aby wzrost gospodarczy był szybszy, to nie wszystko na co stać polską gospodarkę.

Polski wzrost PKB należy jednocześnie do najbardziej stabilnych w Unii Europejskiej. Nawet w kryzysowych latach polska gospodarka była na plusie, a później miała najwyższy wzrost w Europie.

Mamy, i to już od wielu lat, szereg powodów, dla których polska gospodarka radzi sobie lepiej i rośnie szybciej niż większość krajów Europy ocenia minister finansów. Pierwszy to bardzo zdrowa struktura gospodarki, duże jej zróżnicowanie, możliwość elastycznego reagowania na wstrząsy zewnętrzne, których nie brakuje, niestety, w ostatnich latach. Drugi to ograniczone zadłużenie zarówno sektora prywatnego, jak i publicznego, a to zapobiega problemowi przygniatającego ciężaru długu.

Zdaniem ministra atutem Polski jest też polityka gospodarcza  zarówno NBP, gdy chodzi o stopy procentowe, jak i rządu, który trzyma na wodzy deficyt budżetowy. Pozwala to elastycznie dostosowywać się do zmieniającej koniunktury.

W przypadku problemów gospodarczych w sektorze prywatnym mamy drugą stronę popytu, a więc inwestycje publiczne zwraca uwagę Mateusz Szczurek. Nie moglibyśmy prowadzić takiej polityki przy większym zadłużeniu. Polskiej gospodarce pomaga też to, że mamy płynny kurs walutowy.

W przypadku nadzwyczajnych zmian w konkurencyjności czy zachwiania koniunktury u naszych partnerów handlowych jest to – zdaniem ministra czynnik, który pozwala na szybkie dostosowanie konkurencyjności zewnętrznej. W rezultacie Polska dobrze radzi sobie z przyciąganiem zagranicznych inwestycji. Jest bowiem tym krajem europejskim, w którym jednocześnie występują wzrost popytu i wzrost podaży.

Konkurencyjność polskich firm i polskich pracowników rośnie cały czas podkreśla szef resortu finansów. Chociaż to nie wystarczy, bo jest też wiele krajów europejskich, które obniżają koszty pracy lub zwiększają swoją wydajność, to jednak niewiele robi to tak szybko, jak Polska. Poza tym mamy duży rynek wewnętrzny, rosnący, na którym dobrze działa się firmom, które inwestują w Polsce, nawet w bardzo trudnym otoczeniu stagnacji w Unii Europejskiej.

M. Witucki: e-usługi, internet rzeczy oraz zarządzanie danymi najważniejsze dla rozwoju rynku telekomunikacyjnego

Rozwój e-usług administracyjnych i medycznych – to najbliższa przyszłość rynku telekomunikacyjnego w Polsce. W ciągu 25 lat można spodziewać się również większej integracji między urządzeniami domowymi (tzw. internet rzeczy) oraz rozwoju big data, czyli przetwarzania i wykorzystywania danych. Operatorzy zaś w jeszcze większym stopniu postawią na sprzedaż łączoną usług – prognozuje Maciej Witucki, odznaczony przez prezydenta Bronisława Komorowskiego za zaangażowanie w rozwój technologii informacyjnych i telekomunikacyjnych.

Gdybym po 25 latach miał mówić o kolejnych 25 latach rynku telekomunikacyjnego, wskazałbym inteligentne, połączone ze sobą urządzenia domowe, np. nasze inteligentne lodówki rozmawiające z inteligentnym sklepem, nasze inteligentne domy oszczędzające energię. Właśnie internet rzeczy, to „zaszywanie” kart SIM coraz głębiej, już nie tylko w naszych GPS-ach, samochodach czy licznikach energii, ale w codziennych urządzeniach domowych. To będzie nasz czekało w przyszłości – prognozuje Maciej Witucki, przewodniczący rady nadzorczej Orange Polska.

Jego zdaniem działalność operatorów będzie się rozszerzała i to nie tylko w samej branży telekomunikacyjnej. Już dziś trzy telekomy z czterech głównych operatorów (w tym Orange) oferują sprzedaż energii elektrycznej czy usług finansowych jako dodatek do usług telekomunikacyjnych.

Myślę, że możliwości wspólnego wykorzystania baz klienckich będzie więcej – mówi Witucki.

Z tym też wiąże się kolejna kwestia, czyli big data. Przetwarzanie i wykorzystywanie danych klientów pozostawianych w takich miejscach, jak banki, firmy ubezpieczeniowe, sklepy online czy wreszcie telekomy, pozwoli działającym na rynku firmom budować ofertę spersonalizowaną, a tym samym lepiej odpowiadającą na potrzeby poszczególnych odbiorców.

– To jest ogromna szansa dla biznesu, dzięki niej może powstać wiele nowych firm. Oczywiście trzeba rozwiązać jeszcze kwestie regulacyjne, ochrony prywatności, ale myślę, że to będzie przyszłością naszej branży w ciągu następnych 10 lat – ocenia przewodniczący rady nadzorczej Orange Polska.

Jak podkreśla, w krótkiej perspektywie można oczekiwać szybkiego rozwoju e-usług, szczególnie w najbardziej potrzebnych obszarach, m.in. administracji. W porównaniu z innymi krajami europejskimi polskie samorządy bardzo dobrze absorbują środki unijne na rozwój sieci internetowych i rozwijają usługi telekomunikacyjne. Drugim obszarem, który zrewolucjonizują technologie telekomunikacyjne, będzie służba zdrowia.

Tu kwestia jest finansowania – musimy części środków, które wciąż są pompowane w tradycyjną medycyną, przeznaczyć na rozwój zdalnej pomocy dla pacjentów – wyjaśnia Maciej Witucki. – Dobrym przykładem jest chociażby podejście do osób przewlekle chorych. Miliony Polaków pojawiają się co 3-6 miesięcy u swojego lekarza na standardową wizytę czy po receptę. Wszystko to mogłoby się odbyć przy użyciu komunikatora, przy wirtualizacji kontaktu i recepty.

Nowoczesne e-rozwiązania w służbie zdrowia przyniosłyby – jak zapewnia Witucki – korzyści każdej ze stron. Dla placówek medycznych to sposób na rozładowanie kolejek i poczynienie oszczędności, chory zaś ma możliwość załatwienia sprawy z domu, bez potrzeby podróży czy stania w kolejce.

Wyrównane szanse w szwajcarskim referendum. „Tak” dla zwiększenia rezerw złota może odwrócić trend na rynku

Szanse na referendalne zwycięstwo zwolenników zwiększenia szwajcarskich rezerw złota do 20 proc. oceniane są mniej więcej pół na pół, choć liczba zwolenników tego rozwiązania maleje. Gdyby jednak tak się stało, na rynku metali szlachetnych może dojść do zmiany trendu i powstrzymania spadków cen złotego kruszcu.

Złoto na światowych rynkach tanieje od trzech lat. W sierpniu 2011 roku cena tego kruszcu osiągnęła najwyższy pozom w historii. Za uncję złota płacono niemal 2 000 tys. dolarów. Od tego czasu jednak ceny spadają i dziś za podobną ilość można dostać nieco ponad 1 050 dolarów. Gdyby Szwajcarzy zaczęli kupować złoto, spadki cen zostałyby co najmniej powstrzymane.

Szacuje się, że aby doprowadzić do poziomu 20 proc. rezerw walutowych w złocie, Szwajcaria musiałaby kupić koło 1,7 tys. ton złota mówi agencji informacyjnej Newseria Maciej Kołodziejczyk, zarządzający funduszem Investors Gold FIZ Investors TFI. – To jest około 70 proc. produkcji światowej, czyli stosunkowo dużo. Natomiast ta propozycja referendalna zakłada, że zakupy będą poczynione w ciągu 5 lat. Więc tutaj można byłoby się spodziewać około 15 proc. produkcji światowej dodatkowego popytu.

Ewentualna decyzja o zwiększeniu szwajcarskich rezerw złota miałaby nie tylko wpływ na sam rynek, na którym przedstawiciele banku centralnego rozpoczęliby spore zakupy. Jeszcze ważniejszy byłby czynnik psychologiczny, czyli zwrócenie uwagi inwestorów na metale szlachetne.

Skoro bank Szwajcarii i Szwajcarzy wybrali złoto jako ważny element rezerw walutowych, to być może pojawią się na tym rynku nowi inwestorzy albo zmieni się podejście do tego rynku, który w sporej części opiera się na sentymencie. W tym sensie może dojść do odwrócenia tendencji spadkowych ocenia Maciej Kołodziejczyk.

Szwajcaria sprzedała największą część swych rezerw złota w latach 2000-2004, gdy notowania kruszcu były niskie. W kolejnych trzech latach pozbyła się mniejszej porcji zapasów. Obecnie, mimo trzyletnich spadków cen, złoto pozostaje 3-4 razy droższe niż wtedy.

Szwajcarzy mają nosa do biznesu, więc myślę, że narodowi mogło się nie spodobać, że bank Szwajcarii po prostu sprzedał złoto niemalże w samym dołku uważa zarządzający funduszem Investors Gold FIZ Chcieliby pewnie wrócić do tej sytuacji, która była 10 lat temu, że właśnie 20 proc. lub więcej rezerw walutowych było utrzymywanych w złocie.

Z drugiej strony Szwajcarom może się też nie podobać idea kupowania, gdy jest drogo. Sondaże przedreferendalne, choć wskazują na lekką przewagę zwolenników zakupów złota, potwierdzają, że spora część społeczeństwa nadal się waha, po której stronie się opowiedzieć. Kolejne sondaże wskazują jednak, że liczba zwolenników przywrócenia wysokich rezerw maleje, a przeciwnicy zaczynają przeważać, choć różnica to ciągle tylko kilka punktów procentowych.

Dostęp do broni. Policja chce powrotu komunistycznych standardów?

0

Komenda Główna Policji przygotowała projekt zmian w ustawie o broni i amunicji, w którym proponuje m.in. powrót do zasady uznaniowości odnośnie wydawania pozwoleń na posiadanie broni palnej. – Wejście w życie nowelizacji będzie oznaczało przywrócenie standardów funkcjonujących w czasach komunistycznych. Policja chce znowu mieć prawo do całkowicie swobodnego decydowania o tym, kto może otrzymać zezwolenie na broń – alarmuje stowarzyszenie Ruch Obywatelski Miłośników Broni.

Za budzący kontrowersje projekt ustawy (z dnia 18 września 2014 r.) o zmianie ustawy o broni i amunicji odpowiada oficjalnie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, ale „opiekunem merytorycznym projektu” jest dyrektor Biura Prewencji i Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji.

Głównym deklarowanym celem zmian jest konieczność wdrożenia do polskiego prawa przepisów unijnego rozporządzenia nr 258/2012 z dnia 14 marca 2012 r., które dotyczy przede wszystkim przeciwdziałania nielegalnemu wytwarzaniu  i obrotowi bronią palną.

Poza implementacją regulacji wspólnotowych, w projekcie przewidziano jednak również m.in. otwarcie katalogu osób, którym nie należy przyznawać pozwolenia na posiadanie broni palnej. W efekcie, jeżeli nowelizacja wejdzie w życie, organy Policji uzyskają prawo do swobodnego decydowania o tym, które osoby „stanowią zagrożenie dla siebie, porządku lub bezpieczeństwa publicznego”. Większego znaczenia nie będą odgrywać już konkretne przepisy ustawy.

Więcej władzy dla Policji

W projekcie zaproponowano zmianę brzmienia art. 15 ust. 1 ustawy. W ustępie tym określone są obecnie przypadki, w jakich nie wydaje się pozwolenia na broń. Modyfikacji miałby ulec konkretnie pkt 6. Aktualnie mówi on, że pozwolenia na broń nie wydaje się osobom „stanowiącym zagrożenie dla siebie, porządku lub bezpieczeństwa publicznego: a) skazanym prawomocnym orzeczeniem sądu za umyślne przestępstwo lub umyślne przestępstwo skarbowe, b) skazanym prawomocnym orzeczeniem sądu za nieumyślne przestępstwo: – przeciwko życiu i zdrowiu, – przeciwko bezpieczeństwu w komunikacji popełnione w stanie nietrzeźwości lub pod wpływem środka odurzającego albo gdy sprawca zbiegł z miejsca zdarzenia.”.

Jak wynika z projektu, w art. 15 ust. 1 pkt 6 ustawy dodane ma zostać – po słowach „stanowiącym zagrożenie dla siebie, porządku lub bezpieczeństwa publicznego” – poprzedzone przecinkiem wyrażenie „w szczególności”. W konsekwencji katalog przesłanek mówiących o tym, w jakich przypadkach nie należy przyznawać pozwolenia, nie będzie już zamknięty. Wskazane w art. 15 ust. 1 pkt 6 przypadki będą w praktyce pełnić wyłącznie funkcję przykładów.

W uzasadnieniu projektodawca wprost przyznaje, że zmiana „ma na celu otwarcie katalogu osób, którym nie może być wydane pozwolenie na broń”.

Należy bowiem zauważyć, iż nie tylko osoby skazane za pewne rodzaje przestępstw stwarzają zagrożenie dla siebie, porządku lub bezpieczeństwa publicznego. Do takich osób zaliczyć należy także osoby, którym postawiono zarzut popełnienia przestępstwa np. przeciwko życiu lub zdrowiu, przeciwko rodzinie i opiece” – uważają autorzy projektu.

KGP chce „państwa policyjnego”?

Jak twierdzi stowarzyszenie Ruch Obywatelski Miłośników Broni, wprowadzenie w życie propozycji legislacyjnych KGP doprowadzi do złamania założeń, na których oparto obecne przepisy dotyczące dostępu do broni palnej.

Aktualnie jest tak, że gdy wnioskodawca spełnia kryteria opisane w ustawie – Policja musi wydać pozwolenie na broń. Tego niestety KGP nie może w żaden sposób zaakceptować. Pod przykrywką implementacji prawodawstwa unijnego próbuje więc przemycić zapisy, które ponownie nadadzą Policji niczym nieograniczoną uznaniowość w wydawaniu pozwoleń na broń. Nie możemy się godzić na psucie prawa i powrót tego, co było domeną komunistycznego prawodawstwa związanego z bronią palną – uznania, komu broń dać a komu nie” – mówi prezes ROMB, adwokat Andrzej Turczyn.

Według Andrzeja Turczyna, równie poważnym problemem jest w tym przypadku także to, że KGP bardzo aktywnie zaangażowała się w tworzenie projektu nowelizacji. Jak wskazuje, tworzenie prawa przez Policję, która nie posiada żadnych przewidzianych prawem kompetencji do pełnienia roli ustawodawczej, powinno spotkać się z powszechną krytyką, ponieważ stanowi to zaprzeczenie konstytucyjnej zasady podziału władzy.

Dochodzi to takich absurdów, że to MSW zwraca uwagę i proponuje zmiany w projekcie, a KGP odrzuca uwagi resortu. Formalnym autorem projektu będzie tymczasem MSW. To sytuacja nie do pomyślenia w demokratycznym państwie prawa, ale do pomyślenia w państwie policyjnym” – dodaje prezes ROMB.

Nowe zasady składania wybranych PIT-ów do urzędów skarbowych

Udostępnienie usługi wstępnie wypełnionych zeznań podatkowych, zmniejszenie liczby błędów popełnianych przez podatników oraz usprawnienie automatycznej wymiany informacji podatkowych to kluczowe elementy budowy elektronicznej administracji podatkowej. Kolejnym krokiem do wprowadzenia tych zmian jest ustawa z dnia 26 września 2014 r. o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. poz. 1563), która wchodzi w życie 1 stycznia 2015 r. i ma zastosowanie do dochodów uzyskanych od 1 stycznia 2014 r.

Ustawa określa nowe zasady składania urzędom skarbowym wybranych PIT-ów. Zgodnie ze zmianami obowiązującymi od 1 stycznia 2015 r., jeżeli na podstawie przepisów ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych informacje PIT-8C, PIT-11, PIT-R, IFT-1 lub roczne obliczenie podatku PIT-40 sąsporządzane za dany rok za więcej niż 5 podatników, lub są składane przez biuro rachunkowe, ww. informacje, roczne obliczenie podatku oraz deklaracje PIT-4R oraz PIT-8AR należy przekazywać urzędowi skarbowemu wyłącznie za pomocą środków komunikacji elektronicznej zgodnie z przepisami Ordynacji podatkowej. W formie dokumentu elektronicznego należy również przekazywać IFT-3.

Natomiast, jeżeli na podstawie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych informacje PIT-8C, PIT-11, PIT-R, IFT-1 lub roczne obliczenie podatku PIT-40 jest sporządzane za nie więcej niż 5 podatników i czynności tych nie wykonuje biuro rachunkowe, ww. informacje oraz roczne obliczenie podatku, a także deklaracje PIT-4R oraz PIT-8AR można złożyć w formie papierowej. Powyższy wyjątek nie dotyczy IFT-3, który składany jest wyłącznie za pomocą środków komunikacji elektronicznej.

PIT-8C, PIT-11, PIT-R, IFT-1 oraz PIT-40 sporządzany w formie papierowej składa się urzędom skarbowym w terminie do końca stycznia roku następującego po roku podatkowym. Termin sporządzenia i przesłania informacji PIT-8C, PIT-11, PIT-R, IFT-1 lub rocznego obliczenia podatku PIT-40 podatnikowi pozostaje bez zmian (koniec lutego roku następującego po roku podatkowym).

Spełnienie warunku do przesyłania ww. dokumentów w tradycyjny (pisemny) sposób nie pozbawia prawa do ich złożenia za pomocą środków komunikacji elektronicznej.

Powyższym zmianom towarzyszy udostepnienie przez Ministerstwo Finansów  Uniwersalnej Bramki Dokumentów (UBD), umożliwiającej złożenie w ramach jednej transmisji danych do 20 000 PIT-11, PIT-8C, PIT-R, PIT-40 (które w UBD zostały oznaczone: PIT-11Z, PIT-8CZ, PIT-RZ oraz PIT-40Z)  oraz pobranie jednego Urzędowego Poświadczenia Odbioru (UPO) dla całej wysyłki. Oznacza to wprowadzenie dokumentu wielopozycyjnego, umożliwiającego wysyłanie urzędowi skarbowemu zbiorczej informacji o dochodach osób fizycznych, opatrzonej jednym podpisem.

Dodatkowo przewiduje się wdrożenie rozwiązania, które umożliwi płatnikom podatku dochodowego od osób fizycznych oraz podmiotom niepełniących funkcji płatnika w tym podatku, będących osobami fizycznymi, podpisywanie PIT-8C, PIT-11, PIT-R, IFT-1, IFT-3 oraz PIT-40, danymi autoryzującymi. W przypadku pozostałych podmiotów (niebędących osobami fizycznymi) e-deklaracje należy podpisywać bezpiecznym podpisem elektronicznym weryfikowanym za pomocą ważnego kwalifikowanego certyfikatu w rozumieniu ustawy o podpisie elektonciznym.

Zakłada się, że wzrost liczby dokumentów podatkowych przekazywanych administracji podatkowej za pomocą środków komunikacji elektronicznej pozwoli na natychmiastowe gromadzenie w systemie informatycznym danych niezbędnych do uruchomienia usługi wstępnie wypełnionych zeznań podatkowych dla niektórych podatników podatku dochodowego od osób fizycznych (PFR). W pierwszym etapie usługa PFR zostanie udostępniona dla podatników składających zeznanie podatkowe PIT-37. PFR za 2014 r. będzie można pobrać ze strony Portalu Podatkowego (www.portalpodatkowy.mf.gov.pl), a korzystanie z tej usługi będzie mieć charakter fakultatywny – będzie prawem podatnika, a nie obowiązkiem.

Zmiany przyczynią się do budowy elektronicznej administracji podatkowej, co powinno podwyższyć poziom dobrowolnego wypełniania obowiązków podatkowych oraz ograniczenie najczęściej popełnianych błędów podczas rozliczeń podatkowych.

List do podatników VAT ws. zagrożenia oszustwami w obrocie paliwami

0

Ministerstwo Finansów i Ministerstwo Gospodarki informują o zagrożeniu oszustwami w zakresie podatku VAT, zidentyfikowanymi w obrocie paliwami.

Niniejszy list kierowany jest do wszystkich podatników VAT dokonujących obrotu paliwami ciekłymi. List ma charakter wyłącznie informacyjny, co oznacza, że nie jest źródłem praw i obowiązków.

Przyczyny ostrzeżenia

Analiza ryzyka przeprowadzona przez służby skarbowe, potwierdzona wynikami postępowań kontrolnych, wskazuje, że obszarem szczególnie narażonym na unikanie zapłaty lub wyłudzanie nienależnego zwrotu VAT jest obrót paliwami ciekłymi. Działaniom tym towarzyszyć może również unikanie realizacji innych obowiązków publiczno-prawnych, takich jak podatek akcyzowy, obowiązek gromadzenia zapasów obowiązkowych, czy też realizacji Narodowego Celu Wskaźnikowego.

Ponieważ istnieje niebezpieczeństwo, że uczciwi przedsiębiorcy dokonujący zakupów paliw, a także działający w branży paliwowej, dokonujący obrotu zarówno transgranicznego, jak i wyłącznie krajowego, mogą nieświadomie stać się uczestnikami procederu, zachęcamy do zachowania szczególnej ostrożności i staranności przy podejmowaniu decyzji handlowych. Zawarty w niniejszym liście katalog cech charakterystycznych dla transakcji wykorzystywanych w oszustwach w podatku VAT jest tylko wyliczeniem przykładowym i nie może być traktowany jako wykaz bezwzględnych przejawów oszustwa. Ideą wskazania pewnych, powtarzających się elementów, jest poinformowanie przedsiębiorców o istniejącym ryzyku, a także umożliwienie zachowania wzmożonej ostrożności. Przedsiębiorca, oceniając wiarygodność kontrahenta i rzeczywisty charakter transakcji, powinien kierować się standardami biznesowymi, z uwzględnieniem specyfiki rynku i realiów ekonomicznych, jak również doświadczeniem wynikającym z prowadzenia działalności gospodarczej. Wartość informacyjna niniejszego listu jest ukierunkowana na zwiększenie bezpieczeństwa obrotu i uczciwej działalności gospodarczej.

W ostatnich latach, zarówno w Polsce, jak i w innych państwach członkowskich Unii Europejskiej, obserwuje się niepokojące zjawisko wykorzystywania mechanizmów konstrukcji podatku od towarów i usług do uzyskiwania niezgodnych z prawem korzyści, kosztem budżetu państwa oraz innych uczestników rynku paliw. Dotyczy to przede wszystkim, uszczuplania należności budżetu państwa lub wyłudzania nienależnego zwrotu podatku. Rozmiary zjawiska, charakter i cechy procederu uprawniają do stwierdzenia, że w tej dziedzinie przejawia się aktywność zorganizowanej przestępczości gospodarczej. Charakterystyczną cechą zjawiska jest wykorzystanie w łańcuchu transakcji podmiotu pełniącego rolę, tzw. „znikającego podatnika” (missing trader). Podmiot taki nie odprowadza należnego podatku do budżetu, a jednocześnie tworzy formalne podstawy do żądania jego zwrotu lub odliczania przez inne powiązane podmioty na dalszym etapie obrotu. Taka fikcyjna konstrukcja służy do uzyskiwania uprzywilejowanej pozycji rynkowej poprzez możliwość oferowania towarów po cenach obniżonych o wartość podatku. W tę najpopularniejszą formę oszustwa w podatku VAT jednorazowo zaangażowanych jest co najmniej kilka, a nawet kilkanaście podmiotów zarejestrowanych dla celów VAT w Polsce i innych państwach UE. Skutki procederu to zarówno możliwość realnego zagrożenia konkurencyjności dla uczciwych przedsiębiorców, prowadzących działalność zgodnie z prawem i regułami rynku, poprzez zaniżanie cen o wartość nieodprowadzonego podatku, jak i bezpośrednie straty budżetu państwa, w wyniku wyłudzania zwrotów lub uszczuplania jego należności. Mechanizm ten może także stanowić niebezpieczeństwo dla rzetelnych podatników, ponieważ przepisy prawa podatkowego przewidują wyłączenie lub ograniczenie w odliczaniu podatku VAT naliczonego przy nabyciu towarów, w przypadku uczestniczenia w procederze oszustwa.

Opis mechanizmu oszustwa

Przedmiotem obrotu są towary nabyte w ramach transakcji dostawy wewnątrzwspólnotowej. Pierwszym nabywcą towarów na terytorium kraju jest, z reguły, podmiot pełniący rolę tzw. „znikającego podatnika” składający lub nieskładający deklaracji podatkowych, ale finalnie nigdy nieodprowadzający należnego podatku do urzędu skarbowego. Podmiot tego typu często zgłasza siedzibę w tzw. „wirtualnym biurze”, w którym nie są wykonywane żadne czynności, jakich należałoby oczekiwać, mając na uwadze branżę i rozmiary (skala obrotów) działalności. Zazwyczaj całkowicie niemożliwy jest bezpośredni kontakt z osobami formalnie reprezentującymi podmiot. Opisany pierwszy, na terenie Polski, podmiot dokonuje szybkiej (najczęściej w tym samym lub kolejnym dniu) sprzedaży towaru do kolejnych podmiotów – ogniw łańcucha. Podmioty te formalnie spełniają obowiązki związane z rozliczeniami podatku od towarów i usług. Ich głównym celem nie jest jednak zysk na transakcji w rozumieniu rynkowym, a jedynie wydłużenie łańcucha obrotu. Często są to spółki specjalnie w tym celu utworzone. Świadomie lub w sposób niezamierzony mogą uczestniczyć w tym łańcuchu obrotu także prawidłowo działający przedsiębiorcy. Towar po cenie zaniżonej o wartość VAT, który nie został nigdy na wcześniejszych etapach obrotu odprowadzony w wyniku zastosowania oszukańczego mechanizmu, a często również o wysokość podatku akcyzowego oraz kosztów związanych z realizacją NCW i obowiązku zapasów obowiązkowych, trafia na rynek.

Charakterystyczne, najczęściej powtarzające się cechy transakcji wykorzystywanych w procederze oszustwa (pojedyncze cechy z poniższego wykazu nie muszą automatycznie stanowić przejawu oszustwa):

  • dostawcą jest nowo powstała firma (w okresie 2012-2014), a jej właścicielem lub reprezentantem jest osoba młoda lub w wieku 50-60 lat bez doświadczenia w branży, często obcokrajowiec (pochodzący z krajów trzecich, spoza UE), z którym utrudniony lub niemożliwy jest bezpośredni kontakt,
  • częsta zmiana siedziby bez zgłoszenia jej nowego adresu do urzędu skarbowego i organu rejestrowego,
  • podmiot, szczególnie przy dużej skali działalności, zgłasza siedzibę firmy pod adresem, pod którym brak jest oznak prowadzenia działalności gospodarczej (tzw. „wirtualne biuro”) lub w wynajętym lokalu mieszkalnym, nie posiada zaplecza technicznego niezbędnego do prowadzenia tego rodzaju działalności,
  • dostawcy i odbiorcy w łańcuchu dostaw często zmieniają się bez żadnego ekonomicznego uzasadnienia (pojawiają się nowe firmy, ponownie uruchamiane są przedsiębiorstwa po zmianach udziałowców),
  • nieuzasadniona, duża liczba podmiotów biorących udział w obrocie (w normalnych warunkach rynek dąży do wyeliminowania zbędnych pośredników w obrocie, by uzyskać jak najwyższą marżę, natomiast w oszustwie podatkowym łańcuch obrotu jest nienaturalnie długi),
  • oferta cenowa określająca rabat większy niż ok. 200 złotych/1000 litrów od ceny rafineryjnej, wynikającej z istniejącego mechanizmu kształtowania cen w obrocie paliwami,
  • oferowanie paliwa bez biokomponentów (np. olej napędowy B0),
  • paliwa oferowane są wyłącznie z dostawą do odbiorcy lub oferowany jest zwrot kosztów transportu przy odbiorze własnym (z uwagi na brak infrastruktury i środków transportu) lub miejscem odbioru zamówionego paliwa przez nabywcę jest miejsce inne niż siedziba bądź stałe miejsce prowadzenia działalności gospodarczej sprzedawcy,
  • zachodzi bardzo szybka wymiana handlowa – natychmiastowa odsprzedaż towaru do kolejnych podmiotów,
  • stosunkowo krótkie terminy płatności, biorąc pod uwagę rozmiar transakcji,
  • zapłata za towar następuje na rachunek innego niż sprzedawca podmiotu gospodarczego lub na rachunek w krajach trzecich.

Przy dokonywaniu zakupu paliw należy zwrócić szczególną uwagę na wiarygodność dostawcy oraz historię jego funkcjonowania na terenie Polski. Istotne jest, aby dostawca paliwa był podmiotem uprawnionym do obrotu paliwami na terytorium kraju, tj. posiadał odpowiednią koncesję, realizował obowiązki związane z NCW i zapasami obowiązkowymi, bądź też znajdował się w odpowiednich rejestrach Agencji Rezerw Materiałowych oraz Urzędu Regulacji Energetyki.

W przypadku zetknięcia się z opisanym procederem prosimy o niezwłoczne informowanie służb kontroli skarbowej, pod adresem [email protected] lub organów ścigania, o wszelkich próbach uwikłania przedsiębiorcy w oszukańczy proceder.

Warszawa, 13 listopada 2014 r.

Pomoc de minimis w 2013 roku

0

Ponad 6 mld zł – to kwota pomocy de minimis udzielonej w 2013 roku – wynika z raportu UOKiK. Ten rodzaj wsparcia nie wymaga zgłoszenia Komisji Europejskiej. Większość pieniędzy trafiła do mikroprzedsiębiorstw

Wypowiedź Piotra Pełki, Dyrektora Departamentu Monitorowania Pomocy Publicznej w UOKiK

Pomoc de minimis to wsparcie państwa udzielane przedsiębiorcom, które nie wymaga notyfikacji Komisji Europejskiej. Zgodnie bowiem z zasadą prawa rzymskiego de minimis non curat lex (prawo nie troszczy się o drobiazgi), pomoc o niewielkich rozmiarach nie powoduje naruszenia konkurencji na rynku. Jednak łączna wartość pomocy de minimis dla jednego beneficjenta nie może przekroczyć 200 tys. euro w okresie trzech lat podatkowych, a przypadku przedsiębiorców z sektora transportu drogowego towarów – 100 tys. euro.

W 2013 roku wartość pomocy de minimis wyniosła 6,14 mld zł. To o 40 proc. więcej niż w 2012 roku (4,32 mld zł). Z tego wsparcia skorzystało 244 tys. beneficjentów. Najczęściej przedsiębiorcy otrzymywali różnego rodzaju dotacje, ulgi podatkowe. Mikro, mali i średni przedsiębiorcy korzystali też z gwarancji Banku Gospodarstwa Krajowego na zabezpieczenie spłaty kredytu przeznaczonego na finansowanie działalności bieżącej i inwestycyjnej.

Beneficjenci

Proste zasady udzielania pomocy de minimis powodują, że najczęściej korzystają z niej mniejsze podmioty. 70 proc. wartości pomocy de minimis (4,24 mld zł) trafiło do mikroprzedsiębiorstw, a 17 proc. (1,02 mld zł) do małych. Jedynie ok. 4 proc. (231 mln zł) pomocy de minimis trafiło w 2013 roku do dużych przedsiębiorców.

Instytucje udzielające pomocy

W 2013 roku największej pomocy de minimis udzieliły jednostki samorządu terytorialnego (2,18 mld zł) głównie na dofinansowanie zatrudniania osób bezrobotnych skierowanych do pracodawców przez urząd pracy, czy dokształcanie młodocianych pracowników. Gminy często stosowały zwolnienia podatkowe i umarzały zaległości podatkowe lub rozkładały je na raty. Również Bank Gospodarstwa Krajowego udzielił pomocy o dużej wartości – 933 mln zł w ramach programu wspierania przedsiębiorczości, udzielając poręczeń lub gwarancji spłaty kredytu.

Województwa

Od kilku lat utrzymuje się stała tendencja, zgodnie z którą najwięcej pomocy de minimis udziela się w kilku tych samych województwach. W 2013 roku pomocy de minimis o największej wartości udzielono przedsiębiorcom z województwa mazowieckiego (1,018 mld zł), wielkopolskiego (724,3 mln zł), śląskiego (587,9 mln zł), małopolskiego (470,2 mln zł). Najmniej otrzymali natomiast przedsiębiorcy z województwa podlaskiego (159,8 mln zł),opolskiego (142,2 mln zł) oraz lubuskiego (141,4 mln zł).

Kompetencje Prezesa UOKiK

Pomoc de minimis nie podlega notyfikacji Komisji Europejskiej, Prezes UOKiK monitoruje jednak jej udzielanie. Projekt programu pomocowego przewidującego udzielenie pomocy de minimis wymaga zgłoszenia do Prezesa UOKiK w celu przedstawienia przez niego ewentualnych zastrzeżeń.

 

Toya – wprowadzenie w błąd

(…) Po dwóch latach (…) Twoja opłata za dostęp zostaje zmniejszona z 15 lub 20 zł za miesiąc do złotówki. Zasada obejmuje wszystkich abonentów Telewizji 3G – to hasło reklamowe operatora telewizji kablowej Toya z Łodzi. Aby skorzystać z oferty, należało spełnić dodatkowe warunki, o których nie wspominała reklama. Spółka zobowiązała się do usunięcia skutków wywołanych przez wprowadzające w błąd hasło

Wypowiedź Anny Bogrycewicz z Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów na temat wydanej decyzji

Postępowanie przeciwko łódzkiemu operatorowi telewizji kablowej Toya zostało wszczęte w listopadzie 2013 roku. Wątpliwości Urzędu wzbudziła reklama promocji 2 Urodziny 3G, która ukazała się w magazynie abonenckim w czerwcu 2012 r: 2 Urodziny Telewizji 3G. Z okazji drugich urodzin Telewizji 3G TOYA wprowadzamy nową zasadę: po dwóch latach korzystania z Odbiornika 3G HD lub 3G HD PVR, Twoja opłata za dostęp zostaje zmniejszona z 15 lub 20 zł/mc do złotówki. Odbiornik za 1 zł. Zasada obejmuje WSZYSTKICH Abonentów Telewizji 3G. Od początku jej istnienia.

Przeciętny konsument mógł pomyśleć, że aby płacić mniej, wystarczy spełnić jeden warunek: przez dwa lata korzystać z odbiornika 3G. W rzeczywistości, oferta była dostępna dla tych klientów, którzy mieli abonament wyższy niż Oszczędny i wiązała się z zawarciem kolejnej umowy. Konsumenci nie mogli sprawdzić warunków w regulaminie, ponieważ został upubliczniony dopiero trzy miesiące po ogłoszeniu promocji.

Toya zobowiązała się do podjęcia działań zmierzających do usunięcia skutków wywołanych przez wprowadzające w błąd hasło:

  1. klienci, którzy nie skorzystali z promocji zostaną poinformowani o jej przedłużeniu. Będą mieli możliwość zawarcia umów, niezależnie od posiadanego pakietu, na czas nieoznaczony , a promocyjne warunki będą obowiązywać przez 24 miesiące. W przypadku wcześniejszego wypowiedzenia zawartych umów, nie poniosą konsekwencji finansowych (zwrotu ulgi);
  2. klienci, którzy zawarli umowę i nadal korzystają z usługi na warunkach promocyjnych, będą mogli m.in. wypowiedzieć umowę bez konsekwencji finansowych (zwrotu ulgi) lub ewentualnie zmienić pakiet bazowy na tańszy do końca obowiązywania promocyjnych warunków;
  3. klienci, którzy wcześniej skorzystali z promocji, ale minął dwuletni okres  obowiązywania promocyjnej oferty będą mogli ponownie z niej skorzystać niezależnie od posiadanego pakietu. Kolejna umowa będzie mogła zostać wypowiedziana przez klienta bez konsekwencji finansowych.

Toya została zobowiązana do złożenia sprawozdania z wykonania decyzji Prezesa UOKiK.

Przypominamy, że każdy konsument, który zawarł umowę pod wpływem wprowadzającej w błąd reklamy, można indywidualnie na drodze sądowej starać się o odszkodowanie, posiłkując się m.in. decyzją Urzędu. Dochodzenie roszczeń może ułatwić również ustawa o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym, która daje konsumentom możliwość wytoczenia powództwa w ich indywidualnych sporach z przedsiębiorcami. W toku takiego postępowania sąd weryfikuje, czy dana praktyka rynkowa przedsiębiorcy jest nieuczciwa. W takim przypadku to przedsiębiorca musi udowodnić przed sądem, że stosowana przez niego praktyka rynkowa nie wprowadza konsumentów w błąd.

 

ZPC Otmuchów: W połowie przyszłego roku kolejny etap konsolidacji. Chcemy, aby jedna piąta naszej produkcji trafiała na eksport

rp_4196881153_1465927023-otmuchow-popek.pngW połowie przyszłego roku ma się rozpocząć trzeci etap konsolidacji w ZPC Otmuchów. Po zamknięciu dwóch zakładów spółka analizuje, w jaki sposób jeszcze poprawić efektywność produkcji. Przedsiębiorstwo chce osiągnąć 20-proc. udział eksportu w całości sprzedaży. Na rynki zagraniczne trafiają głównie produkty pod markami własnymi sieci handlowych.

Przygotowujemy się do trzeciego etapu konsolidacji, który prawdopodobnie rozpocznie się w połowie przyszłego roku – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Mariusz Popek, prezes zarządu ZPC Otmuchów SA, producenta słodyczy, słonych przekąsek i płatków śniadaniowych. – Dzisiaj jeszcze nie mamy żadnych konkretów, pracujemy nad nimi, analizy trwają. Wdrożymy scenariusze, które będą się wydawały najbardziej efektywne.

Spółka poszukuje bardziej efektywnych modeli produkcji. Obecnie firma prowadzi działalność wytwórczą w czterech zakładach. Konsolidacja w tym zakresie trwa i znajduje się mniej więcej w połowie.

Mamy za sobą dwa etapy konsolidacji, w ramach których zlikwidowaliśmy zakład w Pawłowie, gdzie wytwarzane były sezamki, oraz w Gorzyczkach – przypomina prezes giełdowej spółki. – Ale proces ten wciąż postępuje. Zmiany są czymś ciągłym. Cały czas ich dokonujemy. Przygotowujemy więc analizy pod kolejne konsolidacje.

Innym elementem restrukturyzacji są zmiany w asortymencie. Spółka wycofuje z produkcji mało rentowne marki, a stopniowo wprowadza na rynek nowe produkty.

W przyszłym roku będą się pojawiały kolejne – zapowiada Popek. – Na razie nie chcemy o tym mówić, żeby nie ułatwiać zadania konkurencji.

Coraz ważniejszy dla rozwoju spółki jest eksport. Największymi odbiorcami wyrobów spółki są Niemcy, Wielka Brytania, Francja i inne kraje Europy Zachodniej. Ale w tym roku wiele artykułów firma sprzedała na południe Starego Kontynentu: do Włoch, Hiszpanii oraz Portugalii. Nie wysyła natomiast swoich artykułów do Rosji ani na Ukrainę.

Eksport rośnie i dzisiaj stanowi 14 proc. obrotów, co oznacza dwudziestokilkuprocentowy wzrost rok do roku – wskazuje Popek. – Naszym celem jest jednak osiągnięcie udziału sprzedaży zagranicznej na poziomie 20 proc.

Zwiększenie eksportu ma dokonywać się głównie poprzez rozwój współpracy z innymi firmami w ramach produkcji private labels (marki własne) oraz w kanale B2B (business to business).

Nasza marka nie jest znana na rynku europejskim, chociaż z niektórymi artykułami, np. chałwą, która ostatnio pojawiła się w brytyjskim Tesco, wchodzimy na zagraniczne rynki – tłumaczy prezes Popek. – Jeśli jednak mówimy o dużym przyroście udziału eksportu, to myślimy głównie o private label, kontraktach, które zawarliśmy chociażby z Tesco na Europę Środkowo-Wschodnią, gdzie dostarczamy śniadaniówkę, czy sfinalizowanej niedawno umowie z firmą Danone . Takie produkty to nasz sposób na to, by zdywersyfikować portfolio sprzedaży poprzez wzrost eksportu.

Zgodnie z ostatnim raportem finansowym w trzecim kwartale br. grupa wypracowała ok. 69 mln zł przychodów, 3 mln zł zysku operacyjnego oraz 2,5 mln zł zysku netto.

To efekt restrukturyzacji, którą rozpoczęliśmy w grudniu ubiegłego roku – tłumaczy prezes Popek. – Na nasze wyniki miały także wpływ zmiany cen surowców, chociaż nie aż tak duży, jak szacowaliśmy na początku roku. Niektóre kluczowe dla nas surowce podrożały. Wzrosła cena zarówno zwykłej czekolady, jak i kuwertury [czekolada wysokiej jakości zawierająca więcej masła kakaowego niż zwykła – red.]. Mają one dość istotny udział w strukturze naszych surowców. Podrożała także miazga sezamowa, która jest wykorzystywana do produkcji kluczowego na rynku tradycyjnym artykułu, czyli chałwy.

Spadki sprzedaży, jak przekonuje prezes ZPC Otmuchów, to efekt m.in. likwidacji mniej rentownych i szukania bardziej dochodowych linii produktów.

To oczywiście odbija się na przychodach, ale najważniejsze jest to, że zarabiamy i nasze dochody rosną mimo niższych przychodów, co bardzo nas cieszy – podsumowuje Mariusz Popek. – Jesteśmy optymistycznie nastawieni do zmian i tego, jakie wyniki będziemy publikować na koniec roku.

Dzięki deflacji realne wynagrodzenia rosną. Konsumpcja powinna ruszyć

CEO Magazyn Polska

Polacy wciąż ostrożnie wydają pieniądze, ale konsumpcja w krajowej gospodarce będzie stopniowo rosnąć – ocenia główny ekonomista X-Trade Brokers Domu Maklerskiego. Wzrost popytu napędzają niskie stopy procentowe oraz spadające ceny paliw, a także rosnące – z uwagi na deflację – realne dochody Polaków. Tegoroczny wzrost gospodarczy wyniesie ponad 3 proc., ale w przyszłym roku, co przyznaje także NBP, będzie nieco niższy.

Polski konsument cały czas czuje się trochę niepewnie. Nie każdy jest ekonomistą i nie każdy oczekuje, że poprawa, którą widać teraz, będzie miała trwały charakter, zwłaszcza że jednak cały czas dużo mówi się w mediach o kryzysie – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Przemysław Kwiecień, główny ekonomista X-Trade Brokers Domu Maklerskiego. ‒ Natomiast są podstawy do ostrożnego optymizmu w kwestii popytu konsumpcyjnego, dlatego że mimo niskiej dynamiki wynagrodzeń, którą obserwujemy, mamy na chwilę obecną spadek cen w ujęciu rocznym.

Kwiecień podkreśla, że choć pod względem wartości bezwzględnych wzrost wynagrodzeń nie jest duży – we wrześniu według GUS w sektorze przedsiębiorstw zanotowano przyrost płac o 3,4 proc. rok do roku – dzięki deflacji realne wynagrodzenia Polaków wyraźnie rosną. Według danych GUS ceny spadają już od lipca. Rok do roku deflacja wyniosła 0,2 proc. w lipcu oraz po 0,3 proc. w sierpniu i we wrześniu, w październiku według prognoz pogłębiła się do 0,4 proc.

Duży wpływ na deflację mają spadające ceny paliw. Jak podkreśla Kwiecień, dzięki niższym wydatkom na paliwo Polacy mogą większą część swojego budżetu przeznaczyć na konsumpcję, a to wpływa na wzrost popytu w całej gospodarce. Ocenia, że jest szansa na dalszy spadek cen paliw, co jeszcze bardziej napędzi krajową konsumpcję. Do tego dochodzą niskie stopy procentowe, które już wpływają na większą liczbę udzielanych kredytów hipotecznych. Wpływ mniej widać w obszarze kredytów konsumpcyjnych, choć Kwiecień przypomina, że dzięki niskiemu oprocentowaniu zadłużeni Polacy mniej odczuwają obciążenie odsetkami.

Wszystkie te czynniki razem wzięte powinny sprawić, że popyt konsumpcyjny będzie rósł trochę szybciej niż do tej pory – prognozuje Kwiecień. ‒ Ten rok już się kończy, więc niepewność jest już relatywnie nieduża, dlatego wzrost prawdopodobnie będzie nieco powyżej 3 proc. Natomiast w przyszłym roku jak wskazywano w pierwszych prognozach na początku tego roku ‒ może wynieść nawet 4 proc. W ostatnim czasie prognozy były dość powszechnie rewidowane w dół. Myślę, że na ten moment, jeżeli w 2015 roku osiągniemy taki sam wzrost gospodarczy jak w tym roku, to będzie to może nie sukces, ale dobry wynik.

Prognozy dla Polski obniżył także NBP, który obecnie zakłada wzrost na poziomie 3,2 proc. w tym roku oraz 3 proc. w 2015 r. W kolejnym roku tempo rozwoju gospodarczego ma przyspieszyć i wynieść 3,3 proc.

Kwiecień przypomina, że na spowolnienie wzrostu polskiego PKB wpływ mają przede wszystkim czynniki zewnętrzne – niestabilna sytuacja polityczna na Wschodzie, słabnąca koniunktura w strefie euro i wynikający z tego spadek popytu na polskie towary.

Nie pomaga także osłabienie złotego wobec dolara. Według Kwietnia trend ten będzie kontynuowany i należy spodziewać się, że wkrótce za amerykańską walutę możemy płacić ponad 3,40 zł (obecnie cena wynosi ok. 3,39 zł). Stabilniejsze będą za to kursy euro i franka szwajcarskiego, szczególnie ważne dla kredytobiorców.

Sądzę, że ten kurs będzie się wahał odpowiednio w okolicach 4,20 i 3,50. Tutaj niewiele powinno się zmienić, o ile oczywiście nie dojdzie na rynkach finansowych do jakiejś większej nerwowości, takiej jaką mieliśmy w połowie października. Mówię tutaj raczej o zagrożeniu ruchem o 5, 7, 8 groszy, jeżeli chodzi o kurs franka do złotego. Na chwilę obecną widzę nieduże ryzyko tego, żeby ten kurs wzrósł powyżej 3,60 – ocenia Kwiecień.

Powstaje Koalicja na rzecz przedsiębiorczości

17 listopada rozpocznie się siódma edycja Światowego Tygodnia Przedsiębiorczości w Polsce. Tegoroczny „Tydzień” będzie wyjątkowy: oprócz setek bezpłatnych szkoleń, wykładów i debat dla przyszłych i obecnych pracowników i przedsiębiorców, w czasie inauguracji będzie zainicjowana Koalicja na rzecz przedsiębiorczości – płaszczyzna dialogu i współpracy dla instytucji, firm i organizacji, które wspierają rozwój polskiej przedsiębiorczości.

– Zauważyliśmy, że na rzecz wspierania przedsiębiorczości i rozwiązywania problemów związanych z rynkiem pracy podejmowanych jest w Polsce bardzo wiele działań. Urzędy pracy, parki technologiczne, inkubatory przedsiębiorczości, korporacje, małe firmy szkoleniowe czy organizacje pozarządowe – wszystkie te instytucje realizują własne programy wsparcia, przyznają granty i dotacje, organizują szkolenia. Niestety, często nie wiedzą o sobie nawzajem, a jeśli wiedzą – nie współpracują ze sobą – mówi Justyna Politańska, prezes Fundacji Światowego Tygodnia Przedsiębiorczości.

– Nasze wspólne działania mają szansę przynieść systemowe zmiany tylko, jeśli będziemy współpracować – dbać o przepływ informacji między sobą, a przede wszystkim między nami a odbiorcami naszych działań. Wyzwaniem obecnych czasów jest szczere, uczciwe i partnerskie traktowanie, które jest realizowane poprzez wspólne działania. W obszarze rynku pracy i przedsiębiorczości jedynie takie podejście może być skuteczne – dodaje wiceprezes Fundacji, Jakub Gontarek.

Do Koalicji dołączyli już licznie przedstawiciele biznesu i organizacji pozarządowych, m.in.: Konfederacja Lewiatan, Akademia Leona Koźmińskiego, Centrum Przedsiębiorczości Smolna czy Nestle. Od nowego roku koalicjanci będą spotykać się regularnie, dzielić swoimi doświadczeniami, inicjować wspólne działania lub szukać partnerów do już realizowanych przedsięwzięć. Pojawi się również możliwość dołączenia do Koalicji.

– Konfederacja Lewiatan od początku swojego istnienia wspiera inicjatywy, które w słusznej sprawie łączą różne środowiska. Uważamy bowiem, że ogromne znaczenie dla naszej przyszłości ma wzmacnianie postaw związanych z otwartością, aktywnością społeczną, zdolnością do współpracy, wzrostem zaufania. Bez tego trudno rozwiązywać problemy dnia dzisiejszego, czy zaprojektować lepszą Polskę dla następnych pokoleń. Wcielanie w życie idei współpracy to też szansa na budowę przyjaznego klimatu dla przedsiębiorców i przedsiębiorczości – mówi Henryka Bochniarz, prezydent Konfederacji Lewiatan.

Uroczyste zainicjowanie Koalicji nastąpi 18 listopada, podczas Inauguracji siódmej edycji Światowego Tygodnia Przedsiębiorczości. Uroczystość będzie także okazją do wręczenia dla laureatów i wyróżnionych w konkursie „Twarze Przedsiębiorczości”. Jury konkursowe, w skład którego weszli przedstawiciele Fundacji ŚTP, Banku Gospodarstwa Krajowego, Europejskiego Funduszu Leasingowego i Amway Polska oraz tygodnika „Wprost” – wyłoniło zwycięzców w trzech kategoriach: Młody Przedsiębiorca, Firma wspierająca młodych i Instytucja wspierająca przedsiębiorczość.

– Organizując konkurs chcieliśmy uświadomić Polakom, że stereotyp przedsiębiorcy – wyzyskiwacza jest krzywdzący i w większości przypadków nieprawdziwy. Polscy przedsiębiorcy to ludzie odważni, wytrwali, pracujący z pasją i często pomagający innym w potrzebie. Warto zapoznać się z tym, co robią nasi nominowani i laureaci – mówi Justyna Politańska.

Agenda spotkania i możliwość rejestracji na wydarzenie dostępne są na stronie Fundacji: www.tydzienprzedsiebiorczosci.pl/wydarzenia/inauguracja-wiatowego-tygodnia-przedsibiorczoci.html
Patronat honorowy nad wydarzeniem objęli: Ministerstwo Gospodarki, Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji, PARP, Prezydent m.st Warszawy i Konfederacja Lewiatan.

Polacy dopuszczają pracę w sobotę za dodatkowe wynagrodzenie

Trzy piąte pracujących Polaków (62%) przynajmniej raz w ciągu ostatnich 12 miesięcy pracowało w sobotę. Najczęściej w zamian otrzymywali dodatkowe wynagrodzenie (27%), nieco rzadziej dzień „wolny” (19%) – wynika z badania TNS Polska zrealizowanego dla Instytutu Badań Strukturalnych. Zdaniem Konfederacji Lewiatan widać, że Polacy chcą pracować w sobotę za dodatkowe pieniądze.

Za sobotę spędzoną w pracy, zgodnie z obecnymi przepisami , należy się dzień wolny. Posłowie proponują jednak, aby pracownik na etacie mógł wybrać formę rekompensaty – albo tak jak dziś mógł odebrać dzień wolny, albo mógł dostać dodatkowe wynagrodzenie. Teraz nie można płacić za pracę w sobotę. Badania pokazują jednak, że Polacy pracują w sobotę i dostają za to wynagrodzenie, co jest niezgodne z przepisami.

– Obecne rozwiązania są fikcją, która zmusza pracowników i pracodawców do omijania prawa – mówi dr Grzegorz Baczewski, dyrektor departamentu dialogu społecznego i stosunków pracy Konfederacji Lewiatan.

W 11% przypadków sobotnia praca nie odbywała się w ramach umowy o pracę, natomiast w 10% pracownicy nie otrzymali żadnej rekompensaty. Mężczyznom częściej niż kobietom zdarzało się w tym roku pracować w sobotę (72% wobec 50%). Również ludzie młodzi (w wieku 18-39 lat) częściej aniżeli starsi pracowali w ten dzień (67% wobec 62% dla ogółu). Częściej w weekend pracowały osoby z wykształceniem zasadniczym zawodowym niż pozostali badani (72% wobec 62% dla ogółu).

69%, czyli zdecydowana większość pracujących Polaków dopuszcza możliwość pracy w sobotę. Tym, co przekonuje respondentów do tego, by pracować w weekend jest przede wszystkim możliwość zarobienia dodatkowych pieniędzy (34%). Jedna piąta badanych (22%) dopuszcza pracę w sobotę tylko w szczególnych sytuacjach ze względu na nagłą potrzebę pracodawcy. Co ósmy pracujący (13%) akceptuje możliwość pracy w sobotę tylko pod warunkiem, że w zamian zostanie mu przyznany dzień wolny.
Jedna czwarta pracujących Polaków (26%) w ogóle nie bierze pod uwagę pracy w sobotę niezależnie od okoliczności lub formy rekompensaty. Częściej tę postawę można spotkać wśród kobiet niż wśród mężczyzn (31% wobec 21%). Natomiast najmłodsi badani (w wieku 18-29 lat) częściej niż pozostali są skłonni zgodzić się na pracę w sobotę (83% wobec 69% dla ogółu).

Osoby, którym zdarzyło się pracować w ciągu ostatnich 12 miesięcy w sobotę, częściej niż ci, co nie pracowali w ten dzień, dopuszczają w pewnych sytuacjach możliwość pracy w sobotę (74% wobec 62%).

Zdecydowana większość pracujących Polaków rozważyłaby możliwość pracy w sobotę, ale pod pewnymi warunkami. Najczęściej za satysfakcjonującą rekompensatę respondenci uznawali pieniądze w formie podwyższonej stawki za pracę wykonaną w dniu wolnym (38%) lub system naprzemienny – czasem dzień wolny, a czasem rekompensata pieniężna (37%). W tym wariancie decyzję o tym, która z dwóch form rekompensaty byłaby zastosowana, podejmowałby pracownik. Najmniej osób preferowałoby wyłącznie odbiór dnia wolnego (9%) lub system naprzemienny, ale taki w którym to pracodawca ma „ostatnie słowo” i to on decyduje, która forma rekompensaty zostałaby zaproponowana. Tylko nieliczni badani (7%) nie mają w tej sprawie konkretnej opinii i mówią: „trudno powiedzieć”.

Osoby, którym zdarzyło się pracować w ciągu ostatnich 12 miesięcy w sobotę, częściej niż ci, co nie pracowali w ten dzień, byliby zadowoleni z rekompensaty w formie podwyższonej stawki za pracę wykonaną w dniu wolnym (42% wobec 32%).

Badanie zostało przeprowadzone 30-31 października br. na reprezentatywnej grupie 500 osób pracujących w wieku 18 i więcej lat.

Konfederacja Lewiatan

MCI rozważa publiczną emisję obligacji. Nie wyklucza też emisji akcji

Fundusze z Grupy MCI pracują nad ośmioma projektami inwestycyjnymi. Spółka podtrzymuje swoje plany i rozważa emisję obligacji. 

– Jesteśmy w trakcie rozpatrywania ośmiu projektów inwestycyjnych – mówi Cezary Smorszczewski, partner zarządzający i prezes zarządu MCI Management SA. – Wyemitowaliśmy już obligacje o łącznej kwocie ponad 160 mln zł, mamy również dostęp do środków w formie linii kredytowych i innych, które dają prawie 300 mln zł. Te pieniądze będą przeznaczone na inwestycje.

Do marca, kiedy dla spółki kończy się rok inwestycyjny, MCI zamierza zrealizować plan inwestycji na poziomie 305 mln zł przy jednoczesnym wyjściu z inwestycji wartych 100 mln zł. Jak dodaje Smorszczewski, wyniki funduszu są bardzo zadowalające. Najważniejszy dla takich spółek wskaźnik NAV (aktywa netto na akcję) wynosi obecnie 16,1 zł, wobec planowanych 16,5 zł na koniec roku.

W planach jest pozyskiwanie dodatkowego finansowania.

– Myślę, że rozważymy publiczną emisję obligacji. Co do emisji akcji, to zobaczymy. Na razie uważamy, że cena akcji w odniesieniu do NAV-u jest relatywnie niska, co obrazuje rozpoczęty buyback przez jednego z głównych akcjonariuszy – mówi prezes MCI.

Obecne inwestycje MCI rozwijają się zgodnie z planem. W trzecim kwartale tego roku fundusze grupy zrealizowały trzy nowe inwestycje. Fundusz Internet Ventures wsparł ponad 2 mln zł serwis LepszaOferta.pl i 4 mln zł – rozwój serwisu MyBase.com. MCI.TechVentures uczestniczył w finansowaniu spółki Travelata, rosyjskiego lidera rynku e-travel.

– W sprawie Netii nic się nie zmieniło na obecnym etapie – dodaje Smorszczewski. – Wchodziliśmy w inwestycję z pewnymi założeniami inwestycyjnymi. Mamy nadzieję, że będą one realizowane. Patrzymy na tę inwestycję w perspektywie średnio-długoterminowej od 2 do 4 lat, nie wykluczamy jednak innych scenariuszy. Jeżeli krótkoterminowo pojawi się ciekawa okazja, czy to zakup, czy to wyjście z inwestycji, to też jest możliwe.

Do debiutu na GPW szykuje się Private Equity Managers. Prezes MCI zapewnia, że tu też wszystko idzie zgodnie z planem.

– Planowany debiuty to czwarty kwartał 2014 lub pierwszy kwartał 2015 roku, ale już w 2014 roku będziemy przygotowani na ten debiut – mówi Smorszczewski.

Po III kwartałach 2014 r. Grupa MCI osiągnęła wynik netto na poziomie 240,5 mln zł, czyli o blisko 46 proc. wyższy niż w porównywalnym okresie poprzedniego roku.

VIGO System przydzielił akcje. Inwestorzy indywidualni zapisali się na 7 razy więcej akcji niż dla nich przeznaczono

CEO Magazyn Polska

VIGO System jest światowym monopolistą w produkcji specjalistycznych czujników podczerwieni. Wyroby spółki spotkać można nawet na Marsie. W środę przydzieliła ona akcje inwestorom indywidualnym przy 86-proc. redukcji. Giełdowy debiut oczekiwany jest jeszcze w tym roku.

VIGO System zajmuje się fotoniką. Jest to jedna z tak zwanych Key Enabling Technologies, czyli technologii kluczowych, które mają bardzo silny wpływ na szybki rozwój wielu dziedzin techniki na rynku światowym i w krajach wysoko rozwiniętych.

Mam tutaj na myśli technologie wojskowe, kosmiczne i medyczne, w tym te wykorzystywane w diagnostyce chorób nowotworowych i diagnostyce stomatologicznej, oraz technologie związane z diagnostyką kolei wielkich prędkości – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Mirosław Grudzień, prezes zarządu VIGO System. Na wszystkich tych rynkach już jesteśmy zarówno w Polsce, jak i za granicą.

Podstawowym produktem VIGO System są detektory podczerwieni. To jest produkt, który wytwarza wiele firm na świecie, jednak detektory polskiej spółki są dopasowane do potrzeb szczególnych klientów.

 Do dzisiaj jesteśmy w wielu przypadkach monopolistą zwraca uwagę prezes spółki. Nasze produkty nie mają odpowiedników na rynku światowym i stąd są to produkty, które znajdują zastosowanie w bardzo wielu zaawansowanych technologiach. Są to produkty drogie. Musze powiedzieć, że jeden detektor, który w istocie ma wielkość nie większą niż głowa od szpilki, kosztuje tyle, co dwa wagony węgla, 2 tys. euro.

Na świecie istnieją trzy firmy, jedna japońska i dwie amerykańskie, które pracują nad podobnymi technologiami. Oni jednak oferują produkty katalogowe. Z ich oferty można coś wybrać, nie można jednak kupić detektora wykonanego na zamówienie.

– My produkujemy detektory, które są precyzyjnie dostosowywane do indywidualnych potrzeb, do budowy bardzo wyrafinowanych urządzeń, na przykład do badań markerów chorób nowotworowych na podstawie analizy oddechu człowieka – mówi Mirosław Grudzień. Są to niezwykle skomplikowane urządzenia, w tej dziedzinie praktycznie konkurencji nie mamy. Dość powiedzieć, że nasze detektory pracują aktualnie na lądowniku marsjańskim Curiosity właśnie dlatego, że nie było lepszych na świecie.

Z pieniędzy pozyskanych na giełdzie, niemal 53 mln zł, większość spółka zamierza przeznaczyć na badania naukowe, m.in. nad nową technologią wytwarzania warstw półprzewodnikowych.

Fundamentem rozwoju naszej firmy są badania naukowe, bo tylko to pozwala nam nadążać za potrzebami rynku – deklaruje prezes VIGO System. Badania, które prowadzimy, wynikają z potrzeb rynku, prowadzone są przez wybitnych ludzi, zatrudniamy w firmie wielu doktorów, profesora, kilkudziesięciu inżynierów. Większość z nich robiła prace magisterskie dokładnie pod nasze potrzeby. W naszej firmie zrobiono kilka doktoratów, trzy kolejne są w przygotowaniu.

W roku 2013 spółka miała 20,65 mln zł przychodów, a jej zysk netto sięgał 6,94 mln zł. W I półroczu tego roku przychody VIGO System przekraczały 11,1 mln zł, a zysk sięgał 4 mln zł. Na badania VIGO System wydawał dotąd ok. 2 mln złotych rocznie. Większość tych środków była refinansowana albo przez Unię Europejską, albo przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju.

Minister finansów: Deflacja nie jest problemem polskiej gospodarki. Rząd nie będzie uzupełniał działań NBP

0

CEO Magazyn Polska

Obecna deflacja nie jest groźna dla polskiej gospodarki – ocenia minister finansów. NBP i resort finansów prognozują, że powinna się skończyć jeszcze w tym roku. Dlatego rząd nie będzie podejmował działań, by walczyć z tym zjawiskiem.

Ceny w Polsce spadają od lipca. Deflacja w III kwartale nie przekroczyła jednak 0,3 proc. w skali miesiąca. Choć w październiku spadki się utrzymały, a być może nawet lekko pogłębiły (prognoza -0,4 proc.), w ocenie Ministerstwa Finansów nie ma powodów do niepokoju, bowiem dla polskiej gospodarki są one nieszkodliwe i powinny się skończyć jeszcze w tym roku.

Deflacja jest znacznie mniej groźnym problemem w takiej gospodarce jak Polska, gdzie problem zadłużenia sektora prywatnego oraz sektora publicznego jest widoczny na znacznie mniejszą skalę niż na przykład w Europie Zachodniej mówi agencji informacyjnej Newseria minister finansów Mateusz Szczurek. Poza tym deflacja w Polsce jest w dużej mierze efektem spadku cen surowców i bardzo niskich cen żywności w 2014 roku. To pomaga, a nie przeszkadza większości polskich przedsiębiorstw czy gospodarstw domowych i nie jest aż tak bolesne dla budżetu państwa.

Zgodnie z najnowszą projekcją inflacyjną Narodowego Banku Polskiego w całym roku będziemy mieć do czynienia z inflacją, choć symboliczną. Ceny mają bowiem wzrosnąć o 0,1  proc. Także na kolejne lata NBP prognozuje niewielką inflację 1,1 proc. w roku 2015 oraz 1,6 proc. rok później. Z punktu widzenia resortu finansów nie dzieje się nic, co wymagałoby interwencji rządu.

Odpowiedzialne za stabilność cen, także za brak deflacji, są Narodowy Bank Polski i Rada Polityki Pieniężnej. I to głównie te instytucje powinny przeciwdziałać niekorzystnym zjawiskom inflacyjnym  podkreśla Mateusz Szczurek. Jednym z takich działań jest obniżka stóp procentowych. Są też dalsze działania Rady Polityki Pieniężnej, które również będą przyczyniały się do osiągnięcia celu NBP.

Celem NBP jest inflacja na poziomie 2,5 proc. z odchyleniami o 1 pkt proc. w górę i w dół. W ocenie Mateusza Szczurka do jego osiągnięcia wystarczą narzędzia, którymi dysponuje bank centralny. Rząd mógłby się włączyć, gdyby zmiany cen mocno uderzały w firmy lub gospodarstwa domowe.

Rząd i Ministerstwo Finansów mają wiele celów do osiągnięcia i wkraczanie w tę dziedzinę, za którą odpowiedzialny jest głównie Narodowy Bank Polski, może mieć miejsce tylko w nadzwyczajnych okolicznościach deklaruje minister finansów. Wtedy, kiedy deflacja czy nadmierna inflacja stawałyby się już problemem uderzającym w gospodarstwa domowe, strukturę gospodarki czy system zachęt, z którymi muszą zmierzyć się przedsiębiorstwa i osoby prywatne.

Ostatni raz dwucyfrowa inflacja – przekraczająca 10 proc. wystąpiła w 2000 roku. Później tempo wzrostu cen w Polsce systematycznie spadało, nie przekraczając 5 proc. nawet w okresach gospodarczych kryzysów.

W nadzwyczajnych okolicznościach długotrwałej deflacji lub inflacji, która rośnie na przykład do 10 proc., działania powinny podjąć także Ministerstwo Finansów i rządu. Ale nie przy takiej skali wzrostu czy spadku cen, jaka jest w tym przypadku  zaznacza szef resortu finansów.

Ciech liczy na zdobycie nowych rynków eksportowych dzięki nowemu właścicielowi i coraz lepszej kondycji finansowej

CEO Magazyn Polska

Wprowadzany w Ciechu od dwóch lat program restrukturyzacji przynosi efekty. Dzięki redukcji zatrudnienia i inwestycjom rozwojowym, m.in. w nowe linie produkcyjne, firma nie tylko zaczęła zarabiać, lecz także po I półroczu była najbardziej rentowną spółką chemiczną na giełdzie, chodzi tu o rentowność EBITDA. Ciech liczy na to, że nowy właściciel, czyli KI Chemistry, spółka zależna Kulczyk Investments, pomoże w zdobyciu nowych rynków.

Marka Ciech jest bardzo dobrze rozpoznawalna praktycznie na wszystkich kontynentach – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Dariusz Krawczyk, prezes Grupy Chemicznej Ciech. – Korzystając z faktu, że mamy nowego właściciela, który już działa na przykład na rynkach afrykańskich, będziemy starali się zwiększyć naszą obecność poza rynkami rodzimymi.

Od czerwca większościowym udziałowcem Ciechu jest KI Chemistry, spółka zależna Kulczyk Investments. W opublikowanej strategii na lata 2014-2019 władze Grupy zakładają, że średnioroczne przychody wzrosną do poziomu około 3,8 mld zł, zaś średnioroczna znormalizowana EBITDA sięgnie około 660 mln zł.

– Ciech już jest grupą międzynarodową, mamy fabryki w Polsce, Rumunii i Niemczech – zwraca uwagę prezes Ciechu. – Eksportujemy do wielu krajów świata. W segmencie sodowym korzystamy z tego, że nasza rumuńska spółka połowę swojej produkcji eksportuje przez port w Konstancy praktycznie na cały świat: do Indii, Afryki Północnej, a także Ameryki Południowej.

W I półroczu 2014 roku przychody spółki były wyższe niż 1,6 mld zł, a zysk netto wyniósł 27 mln zł. Jeszcze dwa lata temu strata netto przekraczała 484 mln zł. Spółka ograniczyła zadłużenie o 18 proc. Dzięki temu wskaźnik EBITDA, czyli zysk przed potrąceniem podatków, odsetek od kredytów oraz amortyzacji, wzrósł do poziomu 251 mln zł. W tym samym okresie w zeszłym wskaźnik ten wyniósł 226 mln zł, podczas gdy w 2012 roku spółka zanotowała stratę w wysokości 108 mln zł.

Po analizie wyników za I półrocze okazało się, że jesteśmy najbardziej rentowną firmą chemiczną na giełdzie, mówimy tu o rentowności EBITDA – mówi Dariusz Krawczyk. – W porównaniu ze stanem spółki, który zastaliśmy dwa lata temu, ten fakt jest źródłem naszej osobistej, wielkiej satysfakcji. Jest to skutek programu restrukturyzacyjnego, jaki wprowadziliśmy w całej grupie. Obejmował on oprócz zmian organizacyjnych i cięcia kosztów inwestycje i rozwój. Myślę, że inwestorzy także po publikacji wyników za III kwartał będą usatysfakcjonowani.

W ramach restrukturyzacji władze spółki postawiły na dwa główne kierunki rozwoju: produkcję sody oraz segment organiczny. Na inwestycje zwiększające moce produkcyjne firma do końca dekady zamierza wydać około 1 mld zł.

Efektem działań rozwojowych są chociażby otwierane w tej chwili linie produkcyjne w Organice-Sarzyna czy Rumunii. To jest właśnie pokłosie decyzji, które były podejmowane dwa lata temu. Jednoczesny rozwoju i cięcie kosztów dały spektakularne wyniki – dodaje Dariusz Krawczyk.

LPP pracuje nad nową marką. Na rynku powinna pojawić się wiosną 2016 roku

0

CEO Magazyn Polska

Firma LPP, właściciel takich marek, jak Reserved czy House, planuje odświeżenie części z nich. Pracuje także nad wprowadzeniem na rynek szóstej marki, która ma zagospodarować rynek bardziej luksusowych produktów. Będzie skierowana do wymagających klientów, co oznacza również nieco wyższe ceny. Pierwsze sklepy powstaną w I kwartale 2016 roku w Polsce, potem będą otwierane również w innych krajach, w których LPP jest już obecne.

Planujemy wprowadzić pewne udoskonalenia i zmiany w wyglądzie naszych sklepów. To proces ciągły, który powtarza się wielokrotnie w ciągu życia marek. Chcemy też kontynuować prace nad naszą nową, szóstą już marką, która wejdzie na rynek w I kwartale 2016 roku – mówi agencji informacyjnej Newseria Dariusz Pachla, wiceprezes zarządu LPP.

LPP w swoim portfolio ma 5 marek – Reserved, Cropp, House, Mohito i Sinsay. Nowa marka będzie pierwszą skierowaną do bardziej wymagających klientów, zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Oferta ma obejmować nie tylko odzież, lecz także dodatki. Produkty z wyższej półki to także wyższe ceny. Firma spodziewa się jednak zainteresowania nową ofertą. Jak podkreśla wiceprezes LPP, krajowi konsumenci, choć na ubrania wydają kilkakrotnie mniej niż mieszkańcy Europy Zachodniej, doceniają dobre produkty i są w stanie zapłacić za nie znacznie więcej.

Ubrania w Mohito czy Reserved odbiegające od średnich cen bardzo szybko znajdują swoich nabywców. To jeden z czynników, który powoduje, że strefa klientów, którzy są skłonni zapłacić więcej za atrakcyjne dla nich wyroby, stała się przedmiotem naszych badań i dlatego chcemy ją zagospodarować – podkreśla Pachla.

Powierzchnia nowych sklepów ma być większa niż pozostałych marek, w zależności od lokalizacji wyniesie 300-500 mkw. Pierwsze placówki powstaną w Polsce, w ciągu roku od otwarcia firma chce ich otworzyć 20. Dopiero później LPP zamierza wprowadzić markę na inne rynki, na których firma już funkcjonuje – w Europie Środkowo-Wschodniej, Niemczech i na Bałkanach. Jeszcze w tym roku sklepy spółki mają pojawić się również na Bliskim Wschodzie. Obecnie firma posiada sieć niemal 1500 salonów o łącznej powierzchni 681 tys. mkw.

ECOFIN: dyskusja o unikaniu opodatkowania i budżecie UE

Zmiany dyrektywy w sprawie opodatkowania spółek dominujących i zależnych w zakresie wprowadzenia ogólnej klauzuli służącej zapobieganiu unikaniu opodatkowania były tematem posiedzenia Rady ECOFIN 7 listopada br. w Brukseli z udziałem ministra finansów Mateusza Szczurka. Dyskutowano również o rozliczeniach należnych wpłat do budżetu UE z tytułu VAT i stawki pobieranej od dochodu narodowego brutto (DNB) za lata 1995-2013 oraz negocjacjach w sprawie zmian budżetu UE na rok 2014 i projektu budżetu UE na rok 2015.

Z uwagi na zastrzeżenia dwóch państw członkowskich, związane z pracami ich parlamentów krajowych, nie było możliwe przyjęcie dyrektywy ws. unikania opodatkowania na posiedzeniu Rady 7 listopada br. i ECOFIN powróci do tej kwestii na kolejnym posiedzeniu w grudniu br.

Proces weryfikowania podstaw środków własnych UE pod koniec roku budżetowego jest technicznym procesem, który następuje corocznie i wynika wprost z przepisów UE. Tym co odróżnia tegoroczne rozliczenie od lat poprzednich jest wystąpienie w bieżącym roku wyjątkowo wysokiej kwoty łącznych korekt dla państw członkowskich (9,5 mld EUR) w porównaniu do ubiegłych lat (ok. 0,5-2 mld EUR), co oznacza dodatkowe wpłaty do budżetu UE dla niektórych państw członkowskich. Polski to nie dotyczy, dla niej korekta oznacza redukcję składki członkowskiej w kwocie ok. 316 mln EUR.

Ministrowie wezwali KE do przedstawienia zmiany rozporządzenia, która pozwoli na uwzględnianie tego rodzaju nadzwyczajnych okoliczności w przyszłości. Jednocześnie z uwagi na kwestię niespłaconych zobowiązań we wszystkich rozdziałach i programach w budżecie UE Rada zgodziła się na konstruktywne podejście, w tym wykorzystanie instrumentów elastyczności uzgodnionych w Wieloletnich Ramach Finansowych 2014-2020, w zakresie przyjęcia zmian do budżetu UE na 2014 r. i w trakcie negocjacji budżetu UE na 2015 r. Dzięki inicjatywie Polski oraz mobilizacji tzw. państw kohezyjnych, które zdecydowanie ją poparły, Rada jednomyślnie zgodziła się co do konieczności rozwiązania problemu braku wystarczających środków na płatności w budżecie UE. Dzięki temu rosną szanse na satysfakcjonujące rozwiązanie podczas negocjacji budżetowych, które mają się odbyć w bieżącym tygodniu.

Ponadto ministrowie zapoznali się ze stanem prac w zakresie opodatkowania transakcji finansowych prowadzonych w ramach wzmocnionej współpracy między 11 państwami członkowskimi UE oraz nad wprowadzeniem standardowej deklaracji VAT, zmierzającej m.in. do ograniczenia obciążeń po stronie przedsiębiorstw, zwłaszcza sektora małych i średnich przedsiębiorstw. Dyskusje będą kontynuowane na szczeblu technicznym, aby osiągnąć porozumienie najszybciej jak to możliwe.

Rada przyjęła także konkluzje w ramach corocznego przeglądu zarządzania statystyką europejską oraz stanowiące mandat UE na negocjacje klimatyczne w ramach Konferencji Stron w Limie (1-12 grudnia 2014 r.) w zakresie finansowania działań na rzecz klimatu w krajach rozwijających się.

Dynamiczny rozwój rynku dostaw leków do szpitali w Polsce

Jak wynika z najnowszego raportu firmy badawczej PMR pt. „Dystrybucja na rynku farmaceutycznym w Polsce 2014. Prognozy rozwoju na lata 2014-2019”, rok 2013 okazał się lepszy dla rynku dystrybucji od roku 2012, kiedy to w życie weszła ustawa refundacyjna, a jej prawne konsekwencje spowodowały zmniejszenie wartości rynków sprzedaży hurtowej do aptek oraz sprzedaży aptecznej. Obecnie, najszybciej rozwijającym się segmentem dystrybucji jest hurt szpitalny.

Przyspieszenie rynku sprzedaży aptecznej dopiero od roku 2015

Jak wynika z prognoz firmy PMR, w roku 2014 rynek sprzedaży aptecznej zanotuje około 2% wzrost i osiągnie wartość 28,4 mln zł. Prognozowana dynamika wzrostu rynku jest mniejsza niż ta, którą rynek osiągnął w roku ubiegłym, mimo że czynnik warunkujący wysokie wzrosty na rynku aptecznym w 2013 r., takie jak liczba zachorowań na grypę i podobne infekcje, jest aktualny także dla roku 2014. Jednak w ocenie PMR, wahania cen leków mają obecnie większe znaczenie niż korzystana dla rynku liczba zachorowań. Ogólnie, w pierwszej połowie 2014 r. średnia cena produktów w aptece zanotowała ujemną dynamikę, a dodatkowo ceny leków OTC, które wartościowo mają największy udział w sprzedaży aptecznej (biorąc pod uwagę podział na 3 grupy: leki bez recepty, refundowane i pełnopłatne na receptę), przez co wywierają duży wpływ na dynamiki cen, wzrosły tylko nieznacznie w pierwszej połowie 2014 r. Dodatkowo, w tym okresie, zarówno średnia cena leków refundowanych, jak i pełnopłatnych, zanotowała ujemną dynamikę wzrostu[1]. Jak wynika z prognoz firmy PMR, począwszy od 2015 r. rynek sprzedaży aptecznej przyspieszy, co będzie związane z niską bazą roku 2014 oraz stabilizacją rynku farmaceutycznego po tegorocznej obniżce urzędowej marży hurtowej na leki refundowane (kolejne obniżki marzy nie są planowane).

Przyspieszenie na rynku sprzedaży hurtowej do aptek w latach 2015-2019

Rok 2014 okaże się dużo gorszy także dla rynku sprzedaży hurtowej do aptek, w porównaniu z wynikami uzyskanymi w roku 2013. Według szacunków PMR, w 2014 r. wartość tego segmentu wyniesie 24,4 mld zł notując około 2% dynamikę wzrostu. Czynnikiem kluczowym dla spowolnienia rynku w 2014 r. jest wprowadzenie 5% urzędowej hurtowej marzy na leki refundowane. Obniżka marży miała także miejsce w styczniu ubiegłego roku, ale w 2013 r. jego negatywny wpływ na rynek został zniwelowany przez fakt, że był to rok rekordowy, jeśli chodzi o liczbę zachorowań na grypę i podobne infekcje oraz fakt, że przedsiębiorcy wypracowali pewne strategie ograniczenia skutków tej regulacji (np. firmy ograniczyły projekty rozwojowe lub też zmniejszyły częstotliwość dostaw, co ograniczyło koszty działalności i wpłynęło na rentowność prowadzenia hurtowni). Obecnie, te środki zaradcze częściowo wyczerpały się. W latach 2015-2019 rynek będzie rozwijał się jednak już szybciej niż w samym 2014 r. i osiągnie w latach 2014-2019 CAGR (średnioroczne tempo wzrostu) na poziomie 6%.

Perspektywiczny rynek szpitalny

W 2013 r. dynamika wzrostu sprzedaży hurtowej do szpitali była wyższa niż w przypadku sprzedaży do aptek, a prognozy PMR dla rynku szpitalnego wskazują na 16% wzrost wartości rynku. Rynek szpitalny nie jest aż tak dotknięty przepisami ustawy refundacyjnej, jak sektor apteczny. Czynniki, które przyczyniły się do wysokich wzrostów sprzedaży hurtowej na rynku szpitalnym w ostatnim czasie, to dość dynamicznie postępujący proces oddłużania szpitali w 2013 r. oraz wzrost wydatków na programy lekowe (zwłaszcza jeśli chodzi o rok 2014 r). Ogólnie, jak wynika z danych NFZ, w ostatnich latach wydatki na programy terapeutyczne znacząco rosły, co przełożyło się na wyższe wzrosty sprzedaży w porównaniu do rynku aptecznego. W 2013 r. wprowadzono nowe programy lekowe, co wygenerowało dodatkowe wydatki szpitali. Czynnikiem, który będzie napędzał rynek szpitalny w 2014 r., jest również fakt, że w styczniu i marcu 2014 r. wprowadzono w sumie cztery kolejne programy lekowe. Rok 2015 będzie mniej korzystny dla rynku zakupów szpitalnych, głównie z uwagi na planowane ograniczenie wydatków publicznych. Mimo prognozowanych niższych dynamik wzrostu w latach 2015-2019 (w porównaniu do roku 2014), rynek szpitalny nadal będzie rozwijał się szybciej, niż rynek sprzedaży do aptek.

[1] Na podstawie danych PharmaExpert.

DM BZ WBK: Mimo nieoczekiwanej zmiany prezesa Cyfrowy Polsat ma potencjał. Ceny akcji będą rosnąć

CEO Magazyn Polska

Po nieoczekiwanej zmianie na stanowisku prezesa Cyfrowego Polsatu inwestorzy pozbywali się akcji spółki. Analitycy jednak dostrzegają jej dobre strony i oczekują raczej wzrostu cen.

Gdy 28 października Dominik Libicki, wieloletni prezes Cyfrowego Polsatu, zrezygnował ze stanowiska, ceny papierów spółki gwałtownie zanurkowały. Jak żartowano na rynku, wartość tego menadżera można ocenić na miliard zł, bo o tyle obniżyła się wycena spółki. Obecnie kurs akcji Polsatu nieco odrobił tamte straty. Do ceny 26,90 zł sprzed odejścia Libickiego nadal mu jednak daleko i obecnie papiery spółki wyceniane są na 25,50 zł. Niektórzy uważają, że to dobry moment, by je kupić.

Mamy rekomendację kupuj, 32 zł z groszami na tę spółkę – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Łukasz Kosiarski, analityk DM BZ WBK. – Spółka nam się podoba. Podoba nam się też nastawienie grupy spółek Zygmunta Solorza-Żaka do dostarczania wartości akcjonariuszom, generowania synergii, obcinania kosztów.

Dominika Libickiego na stanowisku prezesa zastąpił inny z menadżerów ze stajni Zygmunta Solorza-Żaka – Tomasz Gillner-Gorywoda. Związany ze spółką od dawna, ale nie na tyle znany, by po jego nominacji prognozować nowy kurs firmy.

Wszystko będzie jasne, kiedy wreszcie nowy prezes pokaże się rynkowi i przedstawi swoje poglądy mówi Łukasz Kosiarski.  Według mnie co do zasady główna strategia pozostanie taka sama. Skupienie się na połączeniu biznesu telekomunikacyjnego Polkomtela ze starym Cyfrowym Polsatem, wydobycie jakiejś tam synergii z tego tytułu.

Do odejścia prezesa Libickiego doszło w bardzo niekorzystnym momencie i tym też można tłumaczyć gwałtowne załamanie notowań Polsatu. Polsat i Polkomtel połączyły się niedawno i proces poszukiwania obszarów, gdzie mogą się wzajemnie wspierać, jeszcze trwa.

Pytanie, co tam dokładnie się stało – zastanawia się analityk DM BZ WBK. Tego nie wiemy, ale według mnie to też widać po kursie, że rynek źle odebrał rezygnację prezesa Libickiego. Prawdopodobnie mało kto zna też nowego prezesa spółki. Wiadomo o nim tyle, że był menadżerem dość długo związanym z różnymi biznesami Zygmunta Solorza-Żaka. Mogę się domyślać, że jest bardziej na przeczekanie niż na stałe.

W II kwartale przychody Cyfrowego Polsatu przekroczyły 1,7 mld zł. EBITDA spółki wyniosła 708 mln zł, a zysk netto 132 mln zł. Zyski jednak nie oznaczają, że akcjonariusze mogą liczyć na wypłatę dywidendy. Tym bardziej że Polsat szykuje się do przejęcia NFI Midas. I nie wyklucza następnych inwestycji, na które też potrzebne będą pieniądze.

Pierwsza dywidenda tak realnie była oczekiwana pewno w 2016-2017 roku – przypomina Łukasz Kosiarski z DM BZ WBK. Tu jeszcze dochodziła kwestia potencjalnego przejęcia Midasa. Ten Midas na pewno jest celem numer jeden. Pytanie, czy Cyfrowy Polsat nie wejdzie na przykład w biznes telewizji kablowej. Tutaj mają telewizję satelitarną, telekomunikację, telefonię, brakuje im jeszcze takiego biznesu stacjonarnego.

Polska gospodarka wychodzi z dołka. PKB za III kwartał będzie niższe niż w I półroczu, ale październikowy PMI napawa optymizmem

Polska gospodarka spowolnienie ma już za sobą. Po sierpniowym dołku rośnie eksport i zamówienia krajowe, a zmniejszają się zapasy. To oznacza, że musi wzrosnąć produkcja, by je uzupełnić. Wyniki październikowego badania PMI polskiego sektora przemysłowego napawają optymizmem.

PMI z wrześniowego poziomu 49,5 pkt wzrósł w październiku do 51,2 pkt, co było odczytem o 1,3 pkt wyższym od średniej oczekiwań. Wskaźnik tworzony jest na podstawie badań m.in. produkcji, zamówień, zatrudnienia oraz zapasów.

Październikowy wskaźnik PMI okazał się dosyć dużym zaskoczeniem dla analityków rynkowych – zwraca uwagę w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Monika Kurtek, główna ekonomistka Banku Pocztowego. Jest to najwyższy odczyt od kwietnia bieżącego roku. Ostatni odczyt powyżej 50 punktów mieliśmy w czerwcu. Sugeruje to poprawę głównie w sektorze przemysłowym, ale to oczywiście pokazuje, że następuje poprawa w całej gospodarce.

Jak policzył Eurostat, stopa bezrobocia spadła w Polsce we wrześniu do 8,7 proc. (według metodologii GUS 11,5 proc., a w październiku 11,3 proc.) i jest najniższa od 5 lat. Korporacja Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych podała, że eksport wyniósł we wrześniu 14,1 mld euro i był o 22,7 proc. większy niż w sierpniu oraz o 5 proc. większy niż we wrześniu 2013. GUS poinformował o wrześniowym wzroście produkcji, która była o 2 proc. wyższa niż przed rokiem. Wzrosły też zamówienia.

–  To są zamówienia głównie krajowe, bo niestety zamówienia eksportowe nadal nam spadają, chociaż w niższym tempie – podkreśla Monika Kurtek. Ma oczywiście związek z sytuacją zagraniczną, w szczególności z konfliktem rosyjsko-ukraińskim, z powodu którego dużo mniej produktów wysyłamy za granicę.

Kondycja polskiej gospodarki w dużym stopniu zależy od zagranicznych odbiorców. Wschód praktycznie przestaje się liczyć, a nasz największy partner gospodarczy, Niemcy, ma własne problemy. W rezultacie dalsze dobre wyniki polskiego eksportu nie są pewne.

Ten dołek koniunkturalny, który był widoczny zwłaszcza w sierpniu, to jest coś, co było takim dnem i w tej chwili nastąpi niewielkie ożywienie – mówi główna ekonomistka Banku Pocztowego. – Trzeba być jednak bardzo ostrożnym, ponieważ sytuacja zewnętrzna w dużym stopniu determinuje to, co dzieje się w naszej gospodarce. W IV kwartale spodziewałabym się bardziej stabilizacji w gospodarce niż jakiegoś dużego ożywienia.

Jak ocenia Monika Kurtek, biorąc pod uwagę ostatnie wskaźniki makroekonomiczne z gospodarki, które napłynęły za wrzesień, oraz październikowe PMI można uznać, że najgorsze gospodarka ma już za sobą.

Zmniejszają się zapasy – zauważa. To pokazuje, że w przyszłości produkcja powinna szybciej rosnąć, aby te zapasy odbudowywać. Sama produkcja przemysłowa też dosyć szybko rośnie. Zarówno odczyt samego wskaźnika PMI, jak i jego struktura są dosyć dobre i wskazują na to, że przynajmniej w październiku sytuacja w polskiej gospodarce uległa pewnemu ożywieniu.

Europejskie telekomy przegrywają konkurencję z rywalami z USA. Rynek jest zbyt rozdrobniony

Na europejskim – ok. 500-milionowym – rynku działa 120 operatorów telekomunikacyjnych. Amerykański – liczący 300 mln osób – obsługuje trzech operatorów. Tak duże rozdrobnienie powoduje rywalizację między firmami, co obniża ich konkurencyjność w skali światowej. Dodatkowo możliwości inwestycyjne pojedynczych operatorów mogą nie wystarczyć, by Europa w pełni zrealizowała cele Agendy Cyfrowej – uważa Maciej Witucki, który we wtorek został odznaczony przez prezydenta Bronisława Komorowskiego za jego zaangażowanie w rozwój przedsiębiorczości, technik informacyjnych i telekomunikacyjnych.

Nie wyobrażam sobie Europy bez konsolidacji. Jeśli europejski rynek telekomunikacyjny się nie zjednoczy w średnim i długim terminie, to zdecydowanie przegra z resztą świata. Możliwości inwestycyjne pojedynczych, nawet tych największych, operatorów nie wystarczają do tego, by tę wymarzoną Agendę Cyfrową w pełni zrealizować – ostrzega Maciej Witucki, przewodniczący rady nadzorczej Orange Polska.

Zgodnie z założeniami Europejskiej Agendy Cyfrowej do 2020 roku wszyscy obywatele UE powinni mieć dostęp do internetu o prędkości co najmniej 30 Mbps, a połowa gospodarstw domowych do szybkiego internetu – 100 Mbps. Z tym wiąże się rozbudowa infrastruktury. Resort administracji i cyfryzacji ocenił, że w Polsce potrzebne będzie ok. 9 mln nowych łączy, co oznacza wydatek rzędu 25 mld zł. Zdecydowaną większość tej kwoty będą musieli wyłożyć prywatni inwestorzy, również operatorzy telekomunikacyjni.

Mamy 120 operatorów na 500 mln Europejczyków, podczas gdy Amerykanie mają 3-3,5 operatorów na 300 mln mieszkańców. Dzisiejsza konkurencja sprowadziła ceny w dół – u nas są one nieco niższe niż za oceanem. Z drugiej strony Verizon czy AT&T [operatorzy w USA – red.] masowo inwestują w światłowody i nowe technologie, a my, Europejczycy, przepychamy się z naszymi politykami i regulatorami – mówi Witucki.

Jego zdaniem rynek europejski potrzebuje zmian w regulacjach. Te dziś obowiązujące zostały utworzone 20 lat temu, kiedy rynek był zmonopolizowany przez operatorów zasiedziałych. Rynek w pełni konkurencyjny wymaga zupełnie innych przepisów. W instytucjach unijnych trwają prace nad rozporządzeniem ustanawiającym jednolity rynek telekomunikacyjny w UE.

Ta mnogość operatorów rodzi komplikację, nad którą muszą zapanować europejscy regulatorzy. Muszą oni zadecydować, czy wciąż pomagać tym małym, czy wciąż pilnować tych dużych. Najważniejsze jest to, by budować dostęp dla klientów i konkurencyjny rynek. Myślę, że trzeba ramy regulacyjne w UE jeszcze raz zburzyć i zbudować od początku – podkreśla przewodniczący rady nadzorczej Orange Polska.

Polacy pożyczają coraz chętniej i coraz więcej, również w firmach pożyczkowych

CEO Magazyn Polska

Firmy pożyczkowe zmieniają polski rynek bankowy. Co trzecia mała pożyczka zaciągana przez osoby fizyczne pochodzi spoza systemu bankowego. By sprostać tej konkurencji, banki starają się zwiększyć elastyczność swych produktów. Coraz atrakcyjniejsze oferty i optymizm konsumentów powodują, że kredyty sprzedają się coraz lepiej.

Polacy pożyczają coraz więcej pieniędzy. Ożywienie notowane jest w m.in. segmencie kredytów mieszkaniowych. Chętniej też zaciągane są kredyty konsumpcyjne. W I półroczu zanotowano rekordową sprzedaż kredytów gotówkowych i ratalnych. Polacy pożyczyli w ten sposób 37,7 mld zł – wynika z danych Biura Informacji Kredytowej.

Rynek kredytowy zmieniają też działające na nim firmy pożyczkowe W segmencie pożyczek niskokwotowych mają już dosyć wysoki udział. Jak informują przedstawiciele BIK, co trzecia pożyczka poniżej 4 tys. zł zaciągana jest poza sektorem bankowym.

De facto ta sytuacja zdynamizowała część banków, a części z nich kazały myśleć o tym, czy mogą rywalizować z firmami pożyczkowymi, dlatego że firmy pożyczkowe rywalizują elastycznością, szybkością, dostosowaniem się do klienta i transparentnymi regułami gry. Wiele banków zaczęło oferować produkty, które konkurują z tymi proponowanymi przez firmy pożyczkowe – mówi Sławomir Grzelczak, wiceprezes zarządu BIK SA.

Ze względu na rosnącą liczbę klientów firmy pożyczkowe zdecydowały się zaangażować w międzybranżową wymianę informacji. Podobnie jak banki dzielą się z innymi uczestnikami rynku informacjami m.in. o nierzetelnych pożyczkobiorcach. Przedstawiciele BIK podkreślają, że na wymianę danych decyduje się coraz więcej podmiotów z różnych branż, m.in. leasingowej i faktoringowej.

Międzysektorowe dzielenie się danymi to liczne korzyści dla instytucji finansowych, firm udzielających kredytów konsumenckich i klientów. Uwzględnienie informacji dotyczących wiarygodności finansowej ze wszystkich sektorów pozwala nie tylko na lepszą ocenę zdolności kredytowej, lecz także na lepsze zarządzanie relacjami z konsumentem dzięki wcześniejszej identyfikacji napięć finansowych u klienta i podjęciu działań w celu zredukowania ewentualnych zaległości w płatnościach oraz możliwości zaoferowania odpowiednio dopasowanych limitów kredytowych – mówi Neil Munroe, prezes Stowarzyszenia Rejestrów Kredytowych, organizacji zrzeszającej 45 biur kredytowych w 34 krajach.

Jak podkreśla, korzystnie wpływa to na cały rynek kredytów. Jak wynika z publikowanego przez BIK Indeksu Kondycji Kredytów Konsumpcyjnych, polski rynek charakteryzuje się wysoką terminowością spłaty kredytów.

Rośnie rola pożyczek społecznościowych

W najbliższym czasie na rynek wpływ mogą mieć również pożyczki społecznościowe (czyli social lending), które polegają na bezpośrednim zawieraniu transakcji między pożyczkodawcą, który może być osobą prywatną, a pożyczkobiorcą. Operacje zwykle udzielane są przez stworzone do tego serwisy internetowe. W ocenie Grzelczaka upowszechnienie social lendingu będzie mieć zdecydowanie mocniejszy wpływ na rynek niż rosnąca popularność firm pożyczkowych.

Firmy pożyczkowe z natury rzeczy oferują dosyć drogi pieniądz. RRSO [rzeczywiste roczne stopy oprocentowania – red.] są liczone w tysiącach. W social lendingu pożyczkodawcy zadowalają się stopami zwrotu rzędu 20-30 proc., co dla pożyczkobiorców jest w miarę akceptowalne przy małych projektach – mówi Sławomir Grzelczak.

Prognozuje dynamiczny wzrost tego typu pożyczek w Polsce – podobnie jak ma to miejsce w Stanach Zjednoczonych czy Wielkiej Brytanii.

Tam stopy zwrotu dla inwestorów wynoszą od 20 do 30 proc., a odsetek niespłaconych pożyczek sięga zaledwie 3 proc. Moim zdaniem przyszłość to social lending, dlatego że to jest usługa prawie tak samo szybka, a przy tym nie tak bardzo droga dla pożyczkobiorców – przewiduje wiceprezes BIK.

Lepsza sytuacja na rynku pracy. Bezrobocie spada dziewiąty miesiąc z rzędu

CEO Magazyn Polska

Poprawia się sytuacja na rynku pracy. Październik był dziewiątym miesiącem z rzędu, w którym spadła liczba bezrobotnych  podało ministerstwo pracy. Od początku roku zmniejszyła się ona o 475 tys. osób. Rośnie też średnie wynagrodzenie. W tym roku – o 3,4 proc., zdaniem ekspertów presja płacowa będzie jednak coraz większa. Zwiększająca się mobilność zawodowa i zdolność do przekwalifikowania się sprawia, że Polska jest jednym z atrakcyjniejszych gospodarczo krajów do inwestowania.

Rok 2014 był przełomowy na rynku pracy. Od początku roku bezrobocie zmniejszyło się o ponad 2 punkty procentowe. W liczbach bezwzględnych to ponad 400 tys. bezrobotnych mniej – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Jacek Męcina, wiceminister pracy i polityki społecznej.

Jak wynika z danych ministerstwa, bezrobocie w październiku wyniosło 11,3 proc. To o 0,2 pkt proc. mniej niż we wrześniu i o 2,7 pkt proc. mniej niż w styczniu. To dziewiąty miesiąc z rzędu, w którym liczba bezrobotnych jest coraz mniejsza. Wyniki Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności wskazują na jeszcze lepszą sytuację – wedle tych danych stopa bezrobocia w II kw. 2014 roku nieznacznie przekroczyła 9 proc. Jak podkreśla Męcina, pod koniec tego roku bezrobocie może sezonowo wzrosnąć (do poziomu 12 proc.), jednak od lutego ma znów spadać, nawet do 10 proc.

Rosną też średnie płace w Polsce, choć wzrost jest niewielki.

W 2014 roku ta dynamika wyniosła 3,4 proc. Spodziewamy się, że w 2015 roku ta tendencja będzie jeszcze bardziej wyraźna, bliższa 4 proc. Poprawia się sytuacja na rynku pracy, utrwala się pewna równowaga, zatem presja płacowa może będzie się nieco zwiększać – zaznacza wiceminister.

Polska ma szansę przyciągnąć zagranicznych inwestorów. Nasz kraj ma dobrze wykształconą kadrę, która jest mobilna, zdolna nie tylko do podnoszenia kwalifikacji, lecz także do przekwalifikowania. W tym roku z Krajowego Funduszu Szkoleniowego przeznaczono na ten cel 40 mln zł. W przyszłym roku kwota ta ma być kilkukrotnie większa i wynosić 179 mln zł.

Dostęp do kapitału ludzkiego w Polsce jest dość duży przy jednocześnie stosunkowo niskich płacach, które jednak mają tendencje wzrostową. Z punktu widzenia kapitału ludzkiego Polska jest jedną z atrakcyjniejszych destynacji w Europie do inwestowania – podkreśla Jacek Męcina.

Sektor energetyczny atrakcyjnym pracodawcą. Wynagrodzenia na poziomie europejskim

Pod względem wynagrodzeń i kosztów pracy sektor energetyczny znalazł się już na poziomie, jaki notowany jest w krajach Europy Zachodniej. To między innymi efekt przywilejów wywalczonych przez pracowników tego sektora. Dla gospodarki sektor energetyczny tworzy 7,9 proc. wartości dodanej – wynika z raportu DNB i Deloitte.

Według raportu przygotowanego przez Deloitte i DNB Bank Polska wynika, że energetyka, wraz z branżami powiązanymi, daje pracę ok. 612 tys. osób (3,3 proc. ogółu zatrudnionych). Pod względem kosztów pracy krajowa energetyka jest znacznie bliżej Europy niż reszta gospodarki.

O ile w gospodarce koszty pracy stanowią w Polsce ok. 40 proc. wartości dodanej w porównaniu z trochę ponad 50 proc. wartości dodanej w krajach rozwiniętych UE, o tyle w energetyce ta różnica jest bardzo niewielka – w granicach paru punktów procentowych – mówi Rafał Antczak, członek zarządu Deloitte Business Consulting.

Również wynagrodzenia w energetyce są znacznie wyższe niż w innych sektorach gospodarki. Najwyższe wynagrodzenie w klasie wytwórców energii elektrycznej to 10 137 zł brutto, więc średni koszt etatu jest o ok. 60 proc. wyższy niż w sektorze przedsiębiorstw.

To skutek dość dużych przywilejów, które sektor energetyczny sobie wywalczył i zachował – uważa Antczak.

W raporcie podkreślono również, że sektor energetyczny jest bardzo kapitałochłonny. Na inwestycje przeznacza niemal dwukrotnie więcej niż średnio cały sektor przedsiębiorstw. Natomiast efektywność inwestycji w energetyce jest niższa niż w sektorze przedsiębiorstw ogółem.

Sektor energetyczny stanowi 7,9 proc. polskiej gospodarce, mówimy to zarówno o firmach energetycznych, jak i spółkach z nimi powiązanych. To nie jest zaskakująco duży udział, bo są sektory, w których jest on większy. Handel na przykład ma dwukrotnie większy udział w polskiej gospodarce – mówi agencji Newseria Biznes Rafał Antczak.

Dla niektórych branż energetyka ma jednak kluczowe znaczenie. To m.in. górnictwo węgla kamiennego i brunatnego.

Połowa wartości dodanej tworzonej w górnictwie węgla kamiennego i brunatnego jest związana z sektorem energetycznym. W przemyśle przetwórczym jest to nieco ponad 2 proc., czyli nie jest on tak silnie uzależniony od sektora energetycznego – dodaje Antczak.

Podkreśla, że dostęp do pewnych, stabilnych i niskich cen energii ma bardzo duży wpływ na każdą gałąź gospodarki. Głównymi odbiorcami energii finalnej są w Polsce gospodarstwa domowe (31 proc.), a w dalszej kolejności transport (27 proc.) i przemysł (z budownictwem – 23 proc.).

Według autorów raportu w latach 1995-2012 PKB Polski realnie się podwoił, a zużycie energii pozostało praktycznie bez zmian. Jednak jej poziom był w 2012 r. i tak nadal o 15 proc. wyższy od średniej dla UE28, o 19 proc. od średniej dla UE15 i o 21 proc. od energochłonności gospodarki niemieckiej.  Jak wskazuje Deloitte, zarówno Polska, jak i inne kraje regionu Europy Środkowo-Wschodniej mają wciąż proste rezerwy efektywnościowe do wykorzystania w celu zwiększenia efektywności energetycznej i zbliżenia się do wskaźników rozwiniętych krajów UE.

Wzrosty na giełdzie uzależnione są od kondycji amerykańskich spółek globalnych. W wyniku ostatnich działań EBC euro będzie się raczej osłabiać

CEO Magazyn Polska

Według domu maklerskiego Secus Asset Management ewentualny powrót koniunktury na giełdach uzależniony jest od kondycji amerykańskich spółek globalnych. Ekspansja monetarna Europejskiego Banku Centralnego w połączeniu z odwrotnym ruchem Rezerwy Federalnej będzie nadal skutkować osłabieniem euro wobec dolara. To z kolei powinno podnieść konkurencyjność europejskiej gospodarki. Spowolnienie w Chinach i Rosji oraz niewielki apetyt na kredyty ze strony banków komercyjnych nie pozwalają jednak na przesadny optymizm.

Ostatnie miesiące i kwartały pokazują, że siłą napędową światowej gospodarki są Stany Zjednoczone, co wyraźnie widać po trendach na nowojorskiej giełdzie – zauważa w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Jacek Rzeźniczek, główny analityk Secus Asset Management. – Akcje spółek amerykańskich, szczególnie tych, które nastawione są na popyt globalny, dalej będą czołowymi aktywami. Szybko rosnąć raczej nie powinny, ale z pewnością będą stabilnym motorem dobrych wyników w portfelach.

W Europie słabsza kondycja krajów strefy euro, ich niższa od spodziewanej aktywność gospodarcza, zmusiła Europejski Bank Centralny do podjęcia działań, które mają pobudzić europejską gospodarkę (tzw. długoterminowe operacje refinansujące). Zdaniem analityka Secus Asset Management są to działania, które wydają się trochę spóźnione, dlatego że amerykańska Rezerwa Federalna przeprowadziła tego rodzaju działania, z dobrym skutkiem, już jakiś czas temu (kolejne rundy tzw. luzowania ilościowego, z ang. quantitative easing, w skrócie QE).

Teraz amerykański bank centralny zaczyna prowadzić działania odwrotne, czyli za oceanem mamy raczej ograniczenie luzowania ilościowego i perspektywę rozpoczęcia cyklu podwyżek stóp procentowych – wskazuje Jacek Rzeźniczek. – Jeśli EBC luzuje, a Fed zaczyna działać w kierunku przeciwnym, mamy do czynienia z warunkami, które zdecydowanie osłabiają euro.

Spadek wartości euro wobec dolara widać już było wyraźnie w ostatnich miesiącach. W maju kurs euro-dolara wynosił 1,4, a ostatnio spadł nawet poniżej 1,25.

Tak duże osłabienie europejskiej waluty i działania Fed powinny wpływać na zwiększenie konkurencyjności cenowej strefy euro w stosunku do amerykańskiej oraz poprawę kondycji gospodarek poszczególnych państw Eurolandu – uważa Rzeźniczek. – Musimy mieć świadomość, że jednocześnie słabnie aktywność głównych rozwijających się gospodarek, które są ważnym rynkami zbytu dla produktów europejskich. Mamy oznaki spowolnienia w Rosji, które przynajmniej częściowo wynikają z sankcji, ale sygnały osłabienia napływają także z Chin.

Zwalniające gospodarki wschodzące, jak przekonuje Rzeźniczek, będą negatywnie wpływać na eksport strefy euro, głównie gospodarki niemieckiej.

W związku z tym może się okazać, że działania, które podejmuje obecnie EBC, będą miały ograniczoną skuteczność – obawia się Jacek Rzeźniczek. – Podstawą powodzenia będzie to, że wzrośnie popyt na kredyt za strony banków komercyjnych. Tego jednak po ostatnich operacjach TLTRO na razie nie widać.