W przyszłym roku inflacja może niemile zaskoczyć. Dalsze obniżki stóp niepewne

CEO Magazyn Polska

W środę NBP opublikuje nowy raport o inflacji, którym kierowała się RPP, podejmując ostatnią decyzję o nieobniżaniu stóp procentowych. To może sugerować, że wzrost cen przyspieszy mocniej niż oczekuje tego rynek. Zdaniem Piotra Soroczyńskiego, głównego ekonomisty KUKE, prawdopodobne jest odwrócenie czynników, które w tym roku sprzyjały niskim cenom. Październikowa obniżka stóp byłaby wówczas pierwszą i zarazem ostatnią.

Początek przyszłego roku to będą coraz wyższe rejestry inflacji – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Piotr Soroczyński, główny ekonomista KUKE. Myślę, że na początku roku to będzie inflacja w skali rocznej rzędu 0,6-0,8 proc. Natomiast już od II kw. to może być 1,5 proc. albo nawet trochę więcej. Pamiętajmy, że będziemy wchodzili w efekt bardzo niskiej bazy.

Średnie ceny towarów i usług w Polsce przestały rosnąć w lecie, a w pierwszej połowie roku ich wzrost był niewielki. W szczytowym momencie (luty i marzec) inflacja sięgnęła zaledwie 0,7 proc. w ujęciu rocznym. Od lipca ceny zaczęły być niższe niż rok wcześniej. We wrześniu były o 0,3 proc. niższe niż rok wcześniej. W ocenie ekonomistów podobna sytuacja miała miejsce jeszcze w październiku – prognoza wieszczy spadek o 0,4 proc.

Zatem ceny w 2015 roku będzie się porównywać do tych z roku 2014. Wystarczy, że teraz zaczną rosnąć w standardowym tempie i inflacja gwałtownie skoczy. Podobnie może być z cenami żywności.

Mieliśmy doskonałe zbiory warzyw i owoców tym roku, nie było przymrozków – przypomina Piotr Soroczyński. Całkiem dobre były zbiory, jeżeli chodzi o zboża, tak naprawdę nie wiemy, czy uda się w przyszłym roku mieć takie samo szczęście i mieć takie same plony. Więc jeżeliby się okazało, że nie jest nadzwyczaj dobrze, tak jak było, tylko po prostu zwyczajnie, to będzie to już generowało wzrosty pewnych cen.

Dodatkowo trzeba pamiętać o tym, że konsumenci zyskali na rosyjskim embargu. Dzięki decyzjom Kremla na polskim rynku pozostało znacznie więcej towarów, które musiały tanieć, by konsumenci zechcieli je kupić. Producenci jednak ponieśli w związku z tym straty i szukają nowych możliwości eksportowych.

Gdyby się okazało, że część dostaw na rynek wschodni jest odblokowana, dlatego że embargo rosyjskie zostanie zniesione, czy dlatego że uda nam się plasować więcej towarów, omijając embargo, to okaże się, że będziemy mieli więcej zamówień niż zwykle i wtedy ceny żywności mogą nas tym razem bardzo niemile zaskoczyć – uważa główny ekonomista KUKE. W związku z tym może się okazać, że właśnie żywność będzie od maja, czerwca podbijała dosyć istotnie inflację.

Kolejną przyczyną niskich ostatnio cen w Polsce są rekordowo niskie notowania ropy i gazu. Po wybuchu konfliktu na Ukrainie USA rozpoczęło sprzedaż na światowych rynkach własnych surowców, obniżając ceny i ograniczając zyski Rosjan. W razie zakończenia konfliktu sytuacja może się zmienić.

A co będzie, jeżeli ropa wróci znowu na sto, sto kilkanaście dolarów za baryłkę? zastanawia się Piotr Soroczyński z KUKE. Co będzie, jeżeli gaz będzie droższy? To nie tylko gaz dla nas do ogrzewania, lecz także surowiec dla przemysłu chemicznego. To są czynniki ryzyka, które powodują, że z tą inflacją nie będzie tak łatwo i tak bajecznie, jak w tej chwili.

W tej sytuacji kolejne obniżki stóp procentowych przez RPP wcale nie wydają się przesądzone. W ocenie głównego ekonomisty Korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych Rada może teraz zachowywać powściągliwość.

Warto zobaczyć, co się będzie działo z procesami inflacyjnymi i  gospodarką w ciągu najbliższych co najmniej kilku miesięcy. Dopiero co mieliśmy dosyć istotny ruch Rady, który będzie widoczny w statystykach najwcześniej za 6-7 miesięcy, a tak naprawdę szczyt jego oddziaływania będzie przypadał na jesień przyszłego roku, kiedy inflacja już może być całkiem spora.

Rabobank: Polska giełda jest dobrze rozwinięta, ale potrzebuje zastrzyku płynności

CEO Magazyn Polska

Jak na standardy środkowoeuropejskie polski rynek akcji  zdaniem analityków Rabobank International  jest już dobrze rozwinięty. Problemem jest struktura inwestorów, wśród których przeważają drobni akcjonariusze, niedysponujący kapitałem, który mógłby zapewnić większą płynność notowań. Konieczne jest zatem wprowadzenie ułatwień dla inwestorów zagranicznych oraz wzmocnienie roli lokalnych, krajowych funduszy emerytalnych i inwestycyjnych, które mogą pełnić rolę animatorów rynku, dostarczając płynności.

– Struktura inwestorów w Polsce jest bardzo zbliżona do innych rynków i giełd środkowoeuropejskich, ale całkowicie inna niż w rozwiniętych krajach Europy Zachodniej przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Jacek Więcławski, specjalista ds. instrumentów o stałym dochodzie i derywatów na rynkach globalnych Rabobank International (GFM FI Fixed Income & Derivatives). – Polega to na tym, że jest zbyt duży udział inwestorów retailowych [detalicznych – red.], a zbyt mały inwestorów zagranicznych. Należy więc ją zmienić, aby wprowadzić większą płynność.

Według Giełdy Papierów Wartościowych w I półroczu br. największy udział w strukturze notowań na podstawowym rynku akcji mieli inwestorzy zagraniczni. Wartość przeprowadzonych przez nich transakcji wyniosła 104 292 mln zł, co stanowiło blisko połowę (49 proc.) obrotów. Jednak na innych parkietach wciąż największy udział mają krajowi inwestorzy indywidualni. Na NewConnect transakcje przez nich przeprowadzone stanowiły 62 proc., kontraktów terminowych – 46 proc., opcji – 48 proc., produktów strukturyzowanych – 49 proc.

Zdaniem Więcławskiego większy udział w transakcjach powinni mieć animatorzy rynku – podmioty, które na podstawie umowy z GPW zobowiązują się do dokonywania na własny rachunek czynności mających na celu wspomaganie płynności danego instrumentu finansowego.

Oni są uwielbiani przez giełdę, bo powodują, że struktura inwestorska jest zachowana, płynność bardzo wysoka i na rynku bardzo łatwo się handluje – argumentuje Więcławski. – Byłoby to bardzo dobrze widziane przez wszystkich inwestorów, także zagranicznych.

Według analityka Rabobank International można by wprowadzić ułatwienia dla inwestorów zagranicznych i animatorów rynku, którzy powinni mieć bardzo łatwy dostęp do giełdy i większe pole do gry na polskiej giełdzie.

Inwestorom indywidualnym brakuje kapitału i wiedzy eksperckiej, aby wprowadzić dodatkową płynność – uważa Jacek Więcławski. – Nie chcę mówić, że ten rodzaj inwestorów jest zły, jest bardzo dobry i świadczy również o dojrzałości rynku. Ale uważam, że większy udział inwestorów zagranicznych i animatorów jest konieczny do tego, aby polska giełda była bardziej porównywalna z zachodnioeuropejskimi niż lokalnymi parkietami.

Dla rozwoju rynku kapitałowego ważni są inwestorzy międzynarodowi, ale ich udział – zdaniem analityka Rabobanku – nie powinien być większy niż inwestorów indywidualnych czy instytucji krajowych.

Rola funduszy inwestycyjnych, emerytalnych powinna natomiast być bardzo znacząca – uważa Więcławski. – To było widać bardzo wyraźnie na przestrzeni ostatnich lat, kiedy Skarb Państwa prywatyzował bardzo wiele spółek. Aktywa kupowali właśnie główni animatorzy rynku, którzy zawsze bardzo aktywnie uczestniczyli ofertach. Uważam, że aby struktura rynku była poprawna, należy wzmocnić zaangażowanie tych inwestorów lokalnych.

Poprawa kondycji rynku reklamy telewizyjnej pozytywnie wpływa na wyniki TVN. W pełni powinna być widoczna w wynikach za przyszły rok

0

CEO Magazyn Polska

Na wyniki Grupy TVN istotny wpływ ma poprawiająca się kondycja rynku reklamy telewizyjnej – uważają analitycy. Ich zdaniem z tego względu TVN może liczyć na poprawę przychodów mimo inwestycji poniesionych m.in. na programming.

TVN to spółka, której wynik w dużej mierze zależy od rynku reklamy. Po przeszło dwóch latach spadków widać tendencję wzrostową i TVN powinien poprawić przychody właśnie dlatego – komentuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Łukasz Kosiarski, analityk Domu Maklerskiego BZ WBK.

W III kwartale zysk netto przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej grupy TVN wyniósł 17,2 mln zł i choć okazał się niższy od średniej przewidywań analityków na poziomie 22,9 mln zł zysku, to i tak był to wynik nieporównanie lepszy od ubiegłorocznego, gdy spółka odnotowała 169,8 mln zł straty. Prognozy analityków wahały się w przedziale 13,3-35,1 mln zł zysku netto.

Zysk operacyjny grupy w III kwartale 2014 roku wyniósł 71,6 mln zł i był niższy od średniej prognoz na poziomie 79,2 mln zł. Z kolei przychody ze sprzedaży grupy wyniosły w tym okresie 328,5 mln zł i były zbliżone do oczekiwań na poziomie 326,9 mln zł. W tym roku przychody z reklam zwiększyły się o 8,3 proc.

Po trzech kwartałach nadawca ma już 143,4 mln zł zysku netto wobec 243,5 mln zł straty rok wcześniej, a jego przychody związane z reklamą wzrosły w porównaniu z rokiem ubiegłym o 4,9 proc.

Zdaniem Kosiarskiego w przyszłym roku rynek reklamy telewizyjnej urośnie o kolejne 4-5 proc., co powinno przełożyć się na wyniki TVN.

Z drugiej strony TVN w tym roku jeszcze nie w pełni skorzysta z tego odbicia rynku reklamy, ponieważ spółka trochę więcej zainwestowała w programming i w związku z tym, że te koszty się zwiększyły, EBITDA biznesu telewizyjnego zostanie praktycznie na niezmienionym poziomie rok do roku, czyli lekko powyżej 500 mln zł – zauważa Kosiarski.

Analityk DM BZ WBK dodaje, że historycznie TVN potrafił przy płaskich kosztach programmingu większość wzrostu przychodów przekładać na EBITDĘ, więc w najbliższym czasie należy spodziewać się utrzymania tej tendencji.

TVN na sprzedaż?

W połowie października Grupy ITI i Canal+ ogłosiły, że są zainteresowane sprzedażą kontrolnego pakiet akcji grupy TVN.

– Decyzja o sprzedaży pakietu ITI i Canal+ przyszła dość niespodziewanie – przyznaje Łukasz Kosiarski i w gronie potencjalnych nabywców wymienia Liberty Global oraz koncerny medialne Bertelsmann, Axel Springer i Time Warner.

Zarządy Grupy ITI i Grupy Canal+ potwierdziły, że w ostatnich miesiącach kontaktowali się z nimi strategiczni oraz finansowi inwestorzy wyrażający zainteresowanie przejęciem kontrolnego pakietu akcji grupy.

Myślę, że do tej transakcji dojdzie. Tak bez powodu, bez zainteresowania drugiej strony ITI nie wyszedłby z taką propozycją na rynek – uważa Kosiarski.

Kredyt dla rolnika, realna szansa na rozwój gospodarstwa

Skok cywilizacyjny, jaki dokonał się na polskiej wsi w ciągu ostatnich kilkunastu lat jest nieporównywalny z żadnym innym. Dziś rolnictwo to nowoczesny dział gospodarki, zaopatrujący w żywność krajowych konsumentów oraz dostarczający produkty najwyższej jakości na rynki zagraniczne. Mnogość państwowych zachęt czy dopłat płynących z UE nie zaspakaja potrzeb rolników, którzy muszą inwestować w rozwój swoich gospodarstw. Najbardziej prężni szukają zewnętrznych form finansowania działalności. Niestety, w oczach banków komercyjnych, rolnik, mimo, że nowoczesny, to jednak nieatrakcyjny. Gdzie w takim razie szukać finansowego wsparcia?

Ciężki kawałek chleba

Działalność rolnicza do łatwych nie należy. Wymaga nie tylko bardzo ciężkiej i systematycznej pracy, ale także ciągłego rozwoju oraz inwestycji, choćby w środki produkcji i dbania o to, aby wyprodukowane towary były wysokiej jakości i szybko znajdowały zbyt. Z drugiej strony, rolnictwo to jeden z najbardziej nieprzewidywalnych sektorów produkcji. Wpływ warunków pogodowych czy decyzji politycznych może w ciągu kilku dni zniweczyć ogromny wysiłek czy nakłady finansowe wkładane w konkretną działalność w przeciągu całego roku.

Gdzie szukać wsparcia

W Polsce działalnością rolniczą zajmuje się 4,5 mln osób. 99,1 proc. z nich, prowadzi gospodarstwa indywidualnie. Mimo, że skrupulatnie spłacają swoje zobowiązania i ciężko pracują na to, aby ich wysiłki przyniosły oczekiwany plon to stabilność dochodów w tym sektorze jest jedną z najniższych w całej gospodarce. To z kolei rzutuje na fakt, że wiele banków nie chce brać na siebie ryzyka, które charakteryzuje działalność rolniczą i nie jest zainteresowanych finansowaniem ich w jakiejkolwiek formie. A przecież każda działalność gospodarcza, rolnicza w szczególności, wymaga dużych nakładów inwestycyjnych by się rozwijać. Na co w takim razie mogą liczyć rolnicy, którzy muszą korzystać z zewnętrznego finansowania?

Rolnicze dopłaty

Rolnicy mogą ubiegać się o dopłaty krajowe, jak i unijne. Przyjmowaniem wniosków i dalszym procedowaniem zajmuje się Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. W przypadku unijnych dopłat, płatności dokonywane są w ramach bezpośrednich programów wsparcia na wniosek rolnika składany od 15 marca do 15 maja 2015r. Katalog płatności bezpośrednich na rok 2015 obejmuje: jednolitą płatność obszarową, płatność na zazielenienie, płatność dla młodych rolników, płatność dodatkową, płatności na produkcję, płatności w ramach przejściowego wsparcia krajowego. Szczegółowe informacje dostępne są na stronach www.arimr.gov.pl. Pomoc krajowa Agencji dotyczy wsparcia rolników w ramach budżetu krajowego. Udzielana jest ona w formie dopłat do oprocentowania preferencyjnych kredytów inwestycyjnych i klęskowych, poręczeń spłaty kredytów studenckich, dofinansowania kosztów ponoszonych przez producentów rolnych na utylizację padłych zwierząt, dofinansowania kosztów poniesionych na przygotowanie wniosku o rejestrację nazw i oznaczeń geograficznych pierwotnych produktów rolnych.

Inne formy finansowania

Rolnictwo wymaga stałych inwestycji. Koszty środków produkcji rosną z roku na rok, a nowe przepisy unijne zobowiązują rolników do spełnienia szeregu tzw. wymogów ekologicznych. Na to, by z własnej kieszeni wyłożyć odpowiednie środki stać tylko niewielu. Z drugiej strony zrezygnowanie z zakupu np. wydajnego kombajnu czy ciągnika, może oznaczać spowolnienie produkcji lub przekreślić szanse na zapewnienie konkurencyjności rolnika na rynku. Gdzie w takim razie powinni szukać wsparcia i na co tak naprawdę mogą liczyć rolnicy?

Kredyt inwestycyjny – w banku lub z dopłatą ARiMR

Największe wsparcie, na jakie mogą liczyć rolnicy dotyczy kredytów inwestycyjnych. Oferowane są one przez banki komercyjne samodzielnie lub z dopłatami ARiMR. Kredyty oferowane we współpracy z Agencją są przeznaczone na wydatki związane z rozbudową gospodarstwa poprzez zakup gruntów rolnych, maszyn i urządzeń oraz stad podstawowych. By uzyskać kredyt na preferencyjnych zasadach wymagany jest wkład własny od 10 do 30 proc. Maksymalna wartość kredytu to 4 mln złotych. Oprocentowanie takiego kredytu to nie więcej niż 1,3 stopy redyskonta weksli, co obecnie wynosi 3 proc. w skali roku. Dodatkowo połowę odsetek spłaca Agencja, co oznacza także mniejsze wymagane zabezpieczenie właśnie o tę kwotę. Minusem są jednak dość skomplikowane procedury.

W przypadku banków komercyjnych oferty są nieco gorsze. Nie dość, że są droższe – oprocentowanie waha się w przedziale 6-8 proc. w skali roku, to jeszcze banki wymagają ustalenia lepszego zabezpieczenia dla udostępnionych środków. Najczęściej żądają ustanowienia hipoteki na nieruchomości niewchodzącej w skład gospodarstwa rolnego. Kredyty zazwyczaj oferowane są na 15 lat, z możliwością wydłużenia okresu kredytowania. Wymagane jest wówczas poręczenie Funduszu Poręczeń Unijnych.

Kredyt obrotowy

W przeciwieństwie do ARiMR, banki komercyjne mają w swojej ofercie kredyty przeznaczone na finansowanie działalności bieżącej, czyli zakup np. pasz, nasion, paliwa rolniczego. Środki te są znacznie mniejsze w porównaniu do kredytów inwestycyjnych, a okres kredytowania zdecydowanie krótszy. Atutem jest natomiast uproszczona procedura, która umożliwia szybki dostęp do środków finansowych bez konieczności angażowania środków własnych. W zależności od banku, wysokość takiego kredytu nie przekracza 1 mln zł, a okres spłaty 15 lat. Oprocentowanie takiego kredytu waha się w przedziale 8-10 proc. w skali roku.

Kredyt hipoteczny

Zdecydowanie najgorzej wygląda sytuacja rolników w przypadku kredytów hipotecznych. W bardzo wielu bankach rolnik nie dostanie kredytu, jeśli osiąga dochody jedynie z działalności rolniczej. W bankach, które takie kredyty oferują, rolnicy jednak nie mogą liczyć na specjalne uprzywilejowanie. Dodatkowo, często wymagany jest odpowiednio długi czas prowadzenia działalności rolniczej. Jak każdy inny klient, musi wykazać się zdolnością kredytową. Wyliczana jest ona na kilka sposobów, w zależności od banku. Osiągane dochody można udokumentować poprzez przedstawienie faktur dotyczących swojej sprzedaży z jakiegoś okresu. Czasem wymagane jest zaświadczenie z Urzędu Gminy dotyczące ilości hektarów przeliczeniowych. Konieczne także bywa przedstawienie rozliczenia z urzędem skarbowym czy KRUS. Pomocnym może okazać się wyciąg z rachunku bankowego albo istnienie dopłat bezpośrednich.

Oprócz kredytów hipotecznych, dostępne są także pożyczki hipoteczne. Z uwagi na to, że są one
z reguły udzielane bez określania celu wydatków, dość często rolnicy wykorzystują takie środki na zakup maszyn lub ziemi. Wielkość pożyczki uzależniona jest od banku, który jej udziela, podobnie jak wysokość zabezpieczenia. Zazwyczaj udzielana jest na okres nie dłuższy niż 15 lat.

Banki spółdzielcze

W Polsce działa ponad 570 banków spółdzielczych, a to oznacza, że co trzecia jednostka bankowa to jednostka banku spółdzielczego. Są one mocno związane z poszczególnymi regionami, w których prowadzą działalność. Ich klientami z racji lokalnego charakteru są nie tylko instytucje samorządowe czy tradycyjnie osoby fizyczne, firmy prywatne i przedsiębiorstwa. Większość klientów stanowią właśnie rolnicy, dla których banki te przygotowują zazwyczaj specjalną ofertę. Na skutek olbrzymiej różnorodności w proponowanych ofertach m.in. związanych z charakterem danego regionu, chcielibyśmy jedynie wspomnieć, że banki spółdzielcze w swojej ofercie posiadają zarówno kredyty inwestycyjne, obrotowe jak i hipoteczne z uwzględnieniem specyfiki działalności rolniczej, co znacznie podnosi atrakcyjność ich propozycji.

Pośrednicy finansowi

Instytucje pośrednictwa finansowego najlepiej rozumieją potrzeby rolników. Dlatego proponują wsparcie finansowe ściśle dopasowane do realnych potrzeb tej grupy zawodowej. Rolnicy, którzy poproszą o poradę doradcę finansowego (np. Idea Expert) otrzymają zarówno aktualną informację na temat wszystkich możliwych form finansowania działalności, jak również szczegółowy opis kredytów „uszytych na miarę” specjalnie dla niego. Dzięki szerokiemu dostępowi do ofert specjalnych każdy rolnik może liczyć na to, że z pomocą pośrednika znajdzie możliwości finansowania odpowiednie do swoich potrzeb, związanych z gospodarstwem rolnym. Wysokość wsparcia finansowego, które można otrzymać szybko i bez zbędnych formalności wynosi maksymalnie 300 tysięcy zł, przy okresie kredytowania nawet do 120 miesięcy. Brak wymogu zabezpieczenia dodatkowo podnosi jego atrakcyjność. Warto wiedzieć, że zainteresowani rolnicy mogą liczyć także na możliwość elastycznej współpracy z przedstawicielami pośrednika, którzy są gotowi na to, aby umówić się na wizytę w domu, dzięki czemu rolnik nie będzie musiał tracić czasu na dojazd do oddziału.

Osoby, które szukają środków na prowadzenie działalności rolniczej, powinny pamiętać, by:

  • Sprawdzić aktualne możliwości wsparcia przez ARiMR, mimo skomplikowanych procedur są to zazwyczaj najtańsze środki
  • Korzystać z ofert banków spółdzielczych, które mają najbogatszą ofertę, w dodatku szytą na miarę potrzeb rolników
  • Przeglądać oferty banków komercyjnych, szczególnie w przypadku kredytów hipotecznych
  • Korzystać z usług pośredników finansowych (np. Idea Expert), mają oni najlepszą wiedzę o aktualnych ofertach dostępnych na rynku a także oferty specjalne, które są znacznie bardziej elastyczne i lepiej dostosowane do rzeczywistych potrzeb rolników

Remigiusz Stupnicki, ekspert Idea Expert

Piesi i rowerzyści

NIK przeprowadzi w 2015 roku kontrolę dotyczącą bezpieczeństwa pieszych i rowerzystów na drogach publicznych. W ubiegłym roku zginęło na polskich drogach 1140 pieszych i 304 rowerzystów. Ginęli najczęściej pod kołami samochodów na przejściach i skrzyżowaniach. NIK sprawdzi jak administracja państwowa i samorządowa dba o bezpieczeństwo pieszych i kierowców.

W Polsce od lat poważnym problemem jest bardzo wysokie zagrożenie pieszych oraz rowerzystów, czyli tzw. niechronionych (karoserią, pasami, poduszkami powietrznymi) uczestników ruchu, którzy razem stanowią w ostatnich latach ok. 50% zabitych i 40% rannych w wypadkach drogowych. Polska jest w Europie krajem najwyższego ryzyka dla tej grupy uczestników ruchu drogowego. Zagrożenie pieszych Polaków utratą życia w wypadku drogowym jest blisko trzy razy wyższe niż w Niemczech, Hiszpanii, Francji czy Wielkiej Brytanii. Tam rocznie ginie ok. 400 pieszych, w Polsce ponad 1100 osób (ok. 1/3 ogółu ofiar śmiertelnych – w 2013 roku na polskich drogach zginęło ogółem 3357 osób, w tym 1140 pieszych).

Najwięcej pieszych ginie w Polsce na przejściach (232 zabitych) i skrzyżowaniach (182 zabitych). Ponad 9000 pieszych zostaje co roku rannych. Wypadki z udziałem pieszych stanowią ponad 26 proc. ogółu wypadków. W 2013 roku doszło do 9489 tego rodzaju wypadków. Głównymi przyczynami było nieudzielenie pierwszeństwa pieszemu. Tak zginęły 142 osoby. Nieprawidłowe przejeżdżanie przejść przez kierowców przyniosło śmierć 80 osobom. Pędzący z nadmierną prędkością kierowcy przyczynili się do śmierci 96 osób.

W 2013 roku na polskich drogach zginęło 304 rowerzystów, a 4144 zostało rannych. Do większości wypadków doszło w terenie zabudowanym (ponad 4000 wypadków z 4723 ogółem). Główną przyczyną było nieprzestrzeganie przez kierowców samochodów pierwszeństwa przejazdu rowerzysty.

Analizy przyczyn wypadków, których ofiarami są niechronieni uczestnicy ruchu drogowego, w szczególności piesi i rowerzyści, wskazują na różne działania, które należy podjąć, aby realnie poprawić bezpieczeństwo pieszych i rowerzystów. Są to m.in.:

  • poprawa infrastruktury drogowej – budowa i modernizacja dróg z uwzględnieniem interesów pieszych i rowerzystów
  • uczynienie przestrzeni miejskiej i pozamiejskiej bardziej bezpieczną dla pieszych i rowerzystów (budowa chodników, zwłaszcza we wsiach i małych miejscowościach przeciętych różnej klasy drogami, budowa  kładek, przejść podziemnych, zamkniętych dla ruchu pojazdów placów i deptaków, sygnalizacji świetlnej przy przejściach w miejscach dużego natężenia ruchu),
  • wprowadzenie rozwiązań chroniących rowerzystów, czyli m.in. wyodrębnionych ścieżek rowerowych, konstruowanie prawne i infrastrukturalne przestrzeni bezkonfliktowej w trójkącie: rowerzysta – pieszy – kierowca
  • poprawa świadomości społecznej w tym zakresie, a w przypadku dzieci i młodzieży, możliwie powszechne wychowanie komunikacyjne,
  • poprawa egzekwowania w stosunku do pieszych i rowerzystów przepisów ruchu drogowego.

NIK w czasie kontroli sprawdzi, czy działania organów państwa przyczyniają się do poprawy bezpieczeństwa pieszych i rowerzystów.

W szczególności kontrolerów Izby będzie interesowało:

  1. Czy prowadzone działania edukacyjne i prewencyjne zwiększyły bezpieczeństwo pieszych i rowerzystów?
  2. Czy infrastruktura drogowa w dostatecznym stopniu zapewnia bezpieczeństwo pieszych i rowerzystów?
  3. Czy przedsięwzięcia w zakresie kontroli ruchu drogowego realizowane przez Policję, Inspekcja Transportu Drogowego i straże gminne (miejskie) przyczyniły się do zwiększania bezpieczeństwa pieszych i rowerzystów?
  4. Czy obowiązujące przepisy chronią w dostatecznym stopniu pieszych i rowerzystów?
  5. Czy w planach rozwoju przestrzeni miejskiej i pozamiejskiej uwzględniono interesy pieszych i rowerzystów? Jakie przedsięwzięcia podjęto, aby była to przestrzeń bardziej bezpieczna dla pieszych i rowerzystów?

Najwyższa Izba Kontroli będzie prowadziła kontrolę w:

  • Ministerstwie Infrastruktury i Rozwoju,
  • oddziałach Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad,
  • Urzędach Marszałkowskich,
  • Zarządach Dróg Wojewódzkich,
  • Starostwach Powiatowych,
  • urzędach miast (zarządy dróg miejskich),urzędach gmin,
  • Ministerstwie Spraw Wewnętrznych,
  • Komendzie Głównej Policji,
  • w wybranych komendach wojewódzkich, powiatowych (miejskich),
  • Głównym Inspektoracie Transportu Drogowego,
  • strażach gminnych (miejskich);
  • Ministerstwie Edukacji Narodowej,
  • wybranych szkołach podstawowych, gimnazjach i liceach.

Kolejne firmy pójdą śladem KGHM. Chilijski rynek otwarty na polskie inwestycje

0

CEO Magazyn Polska

KGHM zachęca inne firmy do inwestowania w Chile. Po udanym starcie projektu Sierra Gorda spółka będzie zwiększać swoją obecność na tamtejszym rynku i chciałaby przy tym współpracować z rodzimymi partnerami. Wymiana handlowa między oboma krajami systematycznie rośnie, a KGHM chce się dzielić swoimi doświadczeniami z innymi przedsiębiorcami, którzy myślą o inwestowaniu w Chile.

Jesteśmy bardzo otwarci. Chcemy m.in. budować farmę fotowoltaiczną z udziałem już nie tylko nauki polskiej, lecz także biznesu polskiego. Jesteśmy po owocnych rozmowach z polskimi firmami, ale to oczywiście wymaga ustaleń z naszych japońskim partnerem – mówi Herbert Wirth, prezes zarządu KGHM Polska Miedź.

Będą to na początku firmy dostarczające maszyny, części do nich czy wykonujące usługi na zlecenie KGHM. Ale nie oznacza to, że na tym rynku nie funkcjonują już inni polscy przedsiębiorcy. Jak podkreśla ambasador Chile w Polsce Alfredo Garcia Castelblanco, polskie firmy są coraz bardziej obecne w Chile i to nie tylko na rynku wydobywczym.

– Współpraca polsko-chilijska wciąż jest w początkowej fazie rozwoju. Dlatego inwestycja KGHM jest tak istotna. Oczekujemy, że pociągnie ona za sobą kolejne inwestycje polskich firm – mówi Alfredo Garcia Castelblanco. – Spodziewamy się również rozwoju w odwrotnym kierunku – że dobre relacjach z KGHM w Chile, skłonią również chilijskie firmy do wchodzenia na polski rynek. Polska odgrywa coraz ważniejszą rolę w Europie, jest więc bardzo atrakcyjna dla Chile.

Widać to w statystykach – obroty handlowe między Polską a Chile rosną, a wartość eksportu z Chile do Polski wynosi już 259 mln dolarów (2013 rok). Polska eksportuje do tego kraju na razie mniej, równowartość 97 mln dolarów. Za sprawą popularyzacji mody na Chile przez takie firmy jak KGHM, może się to zmienić. W przypadku Polskiej Miedzi współpraca z tym krajem jest zaplanowana na bardzo długo.

– Jesteśmy na dobrej drodze do zakotwiczenia się na co najmniej 40 lat, jeżeli chodzi o eksploatację miedzi, molibdenu i złota w Chile – mówi prezes miedziowego koncernu.

Chilijczycy doceniają to zaangażowanie. Herbert Wirth został uhonorowany najwyższym chilijskim odznaczeniem państwowym – Orderem Bernardo O’Higginsa, a w ambasadzie tego kraju w Warszawie otwarto salę im. Ignacego Domeyki, polskiego badacza, który w XIX wieku tworzył podstawy eksploatacji bogactw mineralnych tego kraju.

Order Bernardo O’Higginsa jest dla KGHM bardzo ważny, poświadcza, że inwestycja, która ze swej istoty jest inwestycją gospodarczą, znalazła też uznanie również pod względem aspektów środowiskowych i społecznych – mówi Wirth. – Środowiskowych, bo zostały spełnione wyśrubowane normy, a społecznych, bo rzeczywiście stworzyliśmy dobre warunki pracy dla 9 tys. osób, które budowały tę kopalnię.

Rozwojowi współpracy sprzyjają podejmowane coraz częściej działania promujące zagraniczną ekspansję polskich firm. Rozwój inwestycji KGHM będzie jednym z głównych tematów IV konferencji think tanku Poland, Go Global, która odbędzie się 18 listopada w Warszawie.

Trwają prace nad regulacją obrotu ziemią rolną. Większość państw UE wdrożyła już podobne

CEO Magazyn Polska

Cena ziemi rolnej w obrocie prywatnym w Polsce, w zależności od klasy ziemi i województwa, kształtuje się na poziomie 3,5-15 tys. euro za hektar. W Niemczech jest to 20-30 tys. euro, a w Holandii – około 55 tys. Jeżeli Polska nie wprowadzi żadnych ograniczeń w obrocie ziemią, od maja 2016 roku istnieje duże ryzyko wykupu ziemi przez obcokrajowców w celach spekulacyjnych.

Prawo dotyczące obrotu gruntami rolnymi zmienia się dosyć wolno – mówi agencji informacyjnej Newseria Marek Zagórski, prezes Europejskiego Funduszu Rozwoju Wsi Polskiej. – To oczywiście od nas zależy, czy chcemy zmienić przepisy tak, żeby zabezpieczyć się przed głównie spekulacyjnym obrotem gruntami rolnymi. Problem bierze się stąd, że w tej chwili mamy pewne regulacje, które na razie dotyczą tylko obywateli polskich.

1 maja 2016 roku przestaną obowiązywać ograniczenia w sprzedaży ziemi rolnej obcokrajowcom. W Sejmie na zatwierdzenie przez parlamentarzystów czeka projekt nowej ustawy o kształtowaniu ustroju rolnego, która ma uregulować tę kwestię. Na razie, po zaopiniowaniu przez komisje, projekt został zwrócony wnioskodawcom do uzupełnienia uzasadnienia.

Po pierwsze, powinniśmy dbać o to, żeby ziemia trafiała do rolników. Po drugie, powinniśmy pilnować, żeby interes rodzimych rolników był celem nadrzędnym – przekonuje Zagórski. – Na przykład w Austrii jest wymóg pracy w gospodarstwie, które się kupuje.

Jego zdaniem decydujące znaczenie ma jednak cena ziemi. W porównaniu z innych krajami grunty w Polsce są wciąż jeszcze tanie i może to zachęcać do zakupów w innych celach niż rolnicze.

Jak popatrzymy na zasobność rolników oraz na dostępność do kapitału osób na zachodzie Europy, która jest większa niż w Polsce, to zobaczymy, że ryzyko istnieje – uważa Marek Zagórski.

Z danych GUS wynika, że w połowie 2014 roku najtańszą ziemię rolną w Polsce można było kupić od 14 tys. zł za hektar (słabej jakości grunty w województwie świętokrzyskim). Najdroższe były grunty wysokiej klasy na Opolszczyźnie, których cena była czterokrotnie wyższa. To jednak wciąż mniej niż w sąsiednich Niemczech, gdzie za hektar zapłacić trzeba 20-30 tys. euro. Najdroższa pod tym względem jest Holandia (55 tys. euro/ha).

– Musimy mieć świadomość, że obrót ziemią rolną w zasadzie w żadnym państwie Unii Europejskiej nie jest wolny. Wszędzie podlega jakimś większym czy mniejszym regulacjom – dodaje Marek Zagórski.

Specyfiką nieruchomości, jaką są grunty rolne, jest to, że ich podaż nie rośnie, może się za to zmniejszyć, natomiast popyt po 1 maja 2016 roku może być wyraźnie wyższy, co podniesie ceny.

– Ziemia rolna jest takim dobrem, którego zasoby wskutek presji rozwoju miast i przemysłu, kurczą się. Do tego jeszcze mamy grunty, które powinniśmy specjalnie chronić, bo są dobrej jakości – dodaje prezes.

Bloober Team szykuje premierę poprawionej gry z początku roku. Na 2015 r. przewidziano dwie premiery

0

CEO Magazyn Polska

Mimo wypuszczenia wadliwej gry „Basement Crawl” krakowski Bloober Team w I półroczu podwoił przychody i zwiększył zysk sześciokrotnie. Rynek czeka teraz na poprawioną wersję gry, która ma pojawić się pod koniec roku oraz na wyniki III kwartału, które najprawdopodobniej zostaną opublikowane w najbliższą środę.

– Nie możemy być zadowoleni z sytuacji, w której się znaleźliśmy, bo nasza gra była jedną z najsłabiej ocenianych gier na premierze, mimo że przyniosła nam sowite zyski – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Piotr Babieno, prezes zarządu Bloober Team. – Gracze byli zawiedzeni tym, że podstawowy tryb gry nie działał. W związku z tym postanowiliśmy, że zrobimy coś, czego jeszcze nikt w branży wideo gier nie robił.

Ostatni produkt spółki, „Basement Crawl”, który miał swoją premierę pod koniec stycznia, ma nieskomplikowaną fabułę. Gracz porusza się w labiryncie piwnic, w którym musi przeżyć, zabijając wszystkie napotkane postaci. Miłośnicy takich rozgrywek chwalili produkt za nowoczesną grafikę oraz wyzwania, z którymi można sobie radzić dzięki sprytowi i pomysłowości. Problem w tym, że wiele opcji gry nie chciało działać.

Po wpadce Bloober Team zaprosił do współpracy zawiedzionych klientów. Spółka zdecydowała, że stworzy grę całkowicie od początku, bazując na tym, czego chcą gracze.

– Gracze stali się jakby współautorami gry – podkreśla prezes Bloober Team. – Cały czas jesteśmy z nimi w kontakcie, dopytujemy, co im się nie podobało, co im się podoba i staramy się tworzyć tę grę w oparciu o to, czego oczekują. Dodatkowo wszyscy użytkownicy, którzy kupili poprzednią wersję gry na PlayStation 4, dostaną nową wersję gry za darmo.

Mimo kryzysu wizerunkowego notowana na NewConnect spółka miała w tym roku dobre wyniki. Jej przychody w I półroczu podwoiły się, sięgając niemal 2,5 mln zł. Zysk netto wzrósł do 411 tys. zł z niespełna 67 tys. w I półroczu 2013 r. Dane za III kwartał rynek pozna 12 listopada.

– Nowa strategia sprzedaży i nowa strategia spółki opierają się na tym, że firma Bloober wreszcie postanowiła iść w jednym kierunku – deklaruje Piotr Babieno. – Będziemy tworzyli gry z gatunku horror/thriller przeznaczone głównie dla gracza hardcorowego. W związku z tym specjalizacja w platformach jest bardziej związana z konsolami next-genowymi, takimi jak Xbox 1, PlayStation 4, i platformami typu PC, Mac.

Marketingowo spółka postanowiła zbudować strategię sprzedaży poprawionej wersji gry „Basement Crawl” (nowy tytuł to „Basement Brawl”) na poniesionej porażce. Ci, którzy ją przetestują, ocenią też, ile jest warta.

– Finalna cena gry będzie uzależniona od średnich ocen dziennikarzy – zaznacza Babieno. – Nie boimy się tego, że dziennikarze ocenią negatywnie naszą produkcję i zdecydowaliśmy się na taki krok. Nazwaliśmy go „fair play’’, bo uważamy, że gramy całkowicie fair razem z graczami i innymi uczestnikami rynku.

Premiera odnowionej wersji ma nastąpić jeszcze w tym roku, natomiast w 2015 roku zadebiutuje „Scotophobia” oraz tytuł, z którym spółka wiąże największe nadzieje, czyli „Medium”.

Długoterminowe inwestycje ożywią wzrost gospodarczy w UE

Finansowanie wzrostu niezbędnego do pobudzenia gospodarczego w UE to temat konferencji zorganizowanej 6 listopada br. w Brukseli przez Komisję Europejską i prezydencję włoską.  Minister finansów Mateusz Szczurek wziął udział w panelu dyskusyjnym pt. „Odpowiedź i dalsza droga” pod przewodnictwem ministra finansów Włoch, wspólnie z szefami resortów finansów Francji i Holandii oraz przewodniczącym Komisji Gospodarczej i Monetarnej Parlamentu Europejskiego (ECON).

Paneliści byli zgodni, że Europa potrzebuje zarówno odpowiednich projektów inwestycyjnych, jak i dodatkowego finansowania. Przedstawili jednak różną ocenę dotychczas podjętych działań czy konieczności dodatkowych rozwiązań.

Minister Szczurek zwrócił uwagę na konieczność realizowania długoterminowych inwestycji, które sprzyjają wzrostowi w UE. Według ministra tego rodzaju inwestycje potrzebne są zawsze, ale szczególnie w obecnej sytuacji, kiedy otoczenie biznesowe nie pomaga w przezwyciężeniu wyzwań wynikających ze słabego wzrostu gospodarczego oraz niskiego poziomu inwestycji. Minister podkreślił też przeszkody w sferze regulacyjnej, które ograniczają możliwości finansowania przez sektor bankowy oraz zauważył, że większość państw członkowskich ma ograniczone możliwości wspierania inwestycji przy wykorzystaniu środków publicznych, a dalsze działania w postaci restrukturyzacji budżetów mają swoje granice. Zwrócił przy tym uwagę, że Polska przeprowadziła takie działania, których wynikiem było zwiększenie w budżecie wydatków inwestycyjnych z poziomu 4 do 6 procent.

Ponadto zdaniem ministra Szczurka głównym problemem jest brak finansowania typu equity (inwestycje w podmioty z długą historią na rynku, poszukujące źródeł finansowania na dalszy rozwój) co sprawia, że banki niechętnie finansują inwestycje, zwłaszcza na wstępnym etapie ich tworzenia i funkcjonowania. Problemami są też asymetria informacji oraz trudności z rozłożeniem ryzyka inwestycyjnego, szczególnie dla projektów długoterminowych w niepewnym otoczeniu regulacyjnym.

Mateusz Szczurek przypomniał, że odpowiedzią Polski na ww. wyzwania dotyczące niskiego poziomu inwestycji było przedstawienie na początku września br. koncepcji utworzenia Europejskiego Funduszu na rzecz Inwestycji. Rozpoczęcie działalności tego mechanizmu wymagałoby wpłat kapitału przez wszystkie państwa członkowskie UE. Kapitał Funduszu byłby zwiększany przez wykorzystanie pożyczek na rynku finansowym. Bezpośredni koszt dla budżetów państw członkowskich UE byłby niewielki w porównaniu do efektów, jakie można stworzyć poprzez taki mechanizm. Fundusz miałby pozytywny wpływ na ograniczenie fragmentacji rynków i płynność. Zaangażowanie środków publicznych pomogłoby w ograniczeniu ryzyka wiążącego się z projektami inwestycyjnymi. Tego typu paneuropejski fundusz pozwalałby finansować projekty, które w przypadku jego braku nie zostałyby podjęte, gdyż nie byłyby nimi zainteresowane państwa członkowskie tylko w swoim zakresie. Jednocześnie służyłyby one długotrwałemu, zrównoważonemu rozwojowi gospodarczemu UE i wspomagałaby dokończenie budowy Wspólnego Rynku.

Dyskusja ta jest obecnie kluczowa dla przyszłości wzrostu gospodarczego w UE. Decyzje w tej sprawie powinny zostać podjęte na posiedzeniach Rady ECOFIN w najbliższych miesiącach.

Pożyczka pozabankowa w miesięcznych ratach

38% Polaków, których czekają nieprzewidziane wydatki, sięga po pożyczkę niebankową. Decydujący się na nią zwracają uwagę nie tylko na oprocentowanie, ale też na system spłaty.

Najczęściej z pożyczek oferowanych przez firmy z sektora pozabankowego korzystają ci, którzy nie mają szans na kredyt w banku. Otrzymują niewielkie kwoty, które spłaca się w systemie tygodniowym do 30 dni. Dla budżetu domowego, który czasem trudno jest dopiąć, to niekorzystne rozwiązanie, stąd pomysł na wprowadzenie pożyczki gotówkowej z miesięcznym systemem spłaty rat.

Jak mówi serwisowi infoWire.pl Michał Kuchta z Provident Polska, „taką pożyczkę można zaciągnąć maksymalnie do wysokości 8 tys. zł na okres od 3 do 12 miesięcy. To odróżnia nas od tradycyjnej pomocy finansowej w sektorze pozabankowym”. Comiesięczny cykl spłaty rat zapewnia większe bezpieczeństwo i sprawia, że pożyczka nie jest tak dużym ciężarem. Jej zaciągnięcie jest łatwe – wystarczy wypełnić wniosek i drogą elektroniczną przesłać go firmie do rozpatrzenia.

Rowery dla dzieci – kontrola IH

Brak osłony łańcucha rowerowego, niepełne informacje w instrukcji lub jej brak – to najczęstsze nieprawidłowości z kontroli rowerów dla dzieci. Inspekcja Handlowa na zlecenie UOKiK zbadała 303 partie rowerów, fotelików i bagażników. Zastrzeżenia wzbudziła co trzecia partia – nieprawidłowości zostały od razu wyeliminowane

Kontrola Inspekcji Handlowej (IH) odbyła się w II kwartale 2014 roku na terenie całego kraju. Inspektorzy sprawdzali bezpieczeństwo i oznakowanie rowerów dla dzieci, fotelików do przewożenia najmłodszych czy bagażników. Sprawdzono 303 partie produktów u 66 przedsiębiorców, zakwestionowano 106 partii (35 proc.). Dla porównania – w II kwartale 2013 roku zastrzeżenia inspektorów wzbudziło 40 proc. partii. Sprawdzane w tym roku produkty kwestionowano ze względu na niepełne informacje w instrukcji obsługi (76), jej brak (11), dołączenie jedynie instrukcji w języku obcym (4). Ponadto, w rowerach dla dzieci brakowało osłony łańcucha (6 partii).

Cieszy fakt, że większość przedsiębiorców (32 spośród 37, u których wykryto nieprawidłowości) natychmiast wyeliminowała nieprawidłowości – np. uzupełnili brakujące informacje lub zwracali nieprawidłowo oznakowane towary do dostawców. Produkty, które stwarzały zagrożenie dla najmłodszych, dwie partie zostały wycofane ze sprzedaży. Ponadto, Prezes UOKiK wszczął dwa postępowania wobec towarów, które nie spełniały wymagań bezpieczeństwa. Ze względu na nadal występujące nieprawidłowości kontrole tych produktów będą kontynuowane w kolejnych latach.

Porady Agnieszki Majchrzak z Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów na temat zakupu rowerków dziecięcych

Rodzicu – kupujesz dziecku rower – pamiętaj o:

  1. Nie kieruj się tylko ładnym wyglądem czy atrakcyjną ceną – dopasuj rower do wieku, wzrostu i umiejętności dziecka.
  2. Elementy rowerów, z którymi dziecko ma kontakt podczas jazdy nie powinny mieć zadziorów, pęknięć oraz ostrych krawędzi, elementy wystające powinny być zaokrąglone, a wszelkiego rodzaju śruby odpowiednio zabezpieczone.
  3. Sprawdź hamulce – każdy rower powinien być wyposażony w co najmniej dwa niezależne układy hamulcowe, z czego co najmniej jeden z nich powinien działać na koło przednie i jeden na koło tylne.
  4. W rowerach dla dzieci hamulec tylny powinien być uruchamiany stopami rowerzysty poprzez nacisk na pedały. Rowery dziecięce nie powinny mieć elementów podtrzymujących stopę w pedałach (np. pasków).
  5. Rowery dla najmłodszych muszą mieć pełną ochronę łańcucha (osłania łańcuch z boku, od góry oraz przednie i tylne koło łańcuchowe).
  6. Zastrzeżenia co do bezpieczeństwa lub oznakowania produktów należy zgłaszać do Inspekcji Handlowej lub Departamentu Nadzoru Rynku w UOKiK.

I.Morawski (BIZ Bank): W III kwartale PKB Polski wzrósł o 2,6 proc. Pod koniec 2015 r. może zbliżyć się do 4 proc.

CEO Magazyn Polska

W tym roku polska gospodarka już nie przyspieszy. Od wiosny jednak PKB powinno zacząć rosnąć szybciej. Ignacy Morawski, główny ekonomista BIZ Banku, szacuje, że wzrost PKB w III kwartale wyniesie 2,6 proc.

Jego zdaniem w IV kwartale tempo wzrostu gospodarki jeszcze trochę spowolni, do 2,5 proc. Początek przyszłego roku nie zaimponuje jeszcze wysokimi wskaźnikami ze względu na porównanie z I kwartałem 2014 r., gdy PKB wzrósł o solidne 3,4 proc. W kwietniu polska gospodarka jednak powinna przyspieszyć.

Od drugiego kwartału przyszłego roku powinniśmy obserwować wzrost gospodarczy z powrotem powyżej 3 proc. – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Ignacy Morawski, główny ekonomista BIZ Banku. – A pod koniec przyszłego roku będzie to około 4 proc. Wydaje mi się, że ten dołek gospodarczy, w którym jesteśmy teraz, jest płytki i przejściowy.

Relatywnie dobrą, mimo ostatniego spowolnienia, sytuację gospodarczą pogorszyć mogą kłopoty sąsiadów zarówno z Zachodu, jak i ze Wschodu.

Rosja jest w sytuacji prawie kryzysowej – ocenia Ignacy Morawski. – Gdyby w rosyjskiej gospodarce doszło do jakiegoś tąpnięcia finansowego, kryzysu finansowego, wówczas my to odczujemy i wzrost gospodarczy będzie niższy. Dlatego z jednej strony chcemy, żeby Rosjanie dostali trochę w kość po tym zamieszaniu, którego narobili na Ukrainie. Z drugiej strony – dla polskiej gospodarki kryzys w Rosji byłby niedobry.

Czynnikiem ryzyka jest jednak nie tylko kryzys rosyjski. Także Zachód, gdzie trafia zdecydowana większość polskiego eksportu, jest ważny dla polskiej gospodarki. Tam zaś panuje obecnie stagnacja.

Dopóki zachodnia Europa, szczególnie Niemcy, nie przyspieszy, nasza gospodarka nie dostanie takiego dobrego, pozytywnego kopa – podkreśla główny ekonomista BIZ Banku. – Wydaje mi się jednak, że wiele pozytywnych tendencji pojawi się w przyszłym roku. Zresztą to, co się dzieje teraz, to nie jest żaden kryzys czy załamanie, chciałbym uspokoić, mamy po prostu nieco wolniejszy wzrost gospodarczy. Spada jednak bezrobocie, więc ludzie nie odczuwają tego spowolnienia.

Polska gospodarka ma dziś wiele atutów, które powinny przynieść przyspieszenie jej wzrostu w przyszłym roku. Wtedy nastąpić powinien napływ pieniędzy z unijnego budżetu oraz związane z tym ożywienie inwestycji publicznych. Inwestycje powinny się też rozpocząć w polskich przedsiębiorstwach, które od wybuchu bankowego kryzysu w 2007 roku raczej zaciskały pasa.

Firmy mają duże potrzeby inwestycyjne, chociażby w zakresie odtwarzania majątku. Stosunek inwestycji do aktywów w firmach jest najniższy od kilkunastu lat. Oznacza to, że majątek jest dosyć zużyty i firmy będą potrzebowały tych inwestycji – zauważa Ignacy Morawski. – Poza tym wydaje mi się, że spadające bezrobocie będzie sprzyjało wzrostowi konsumpcji. Teraz te dynamiki sprzedaży nie są takie wysokie, ale konsumpcja mimo wszystko rośnie i pozytywnie wpływa na PKB, czyli popyt wewnętrzny powinien ciągnąć naszą gospodarkę w górę.

4 złote za franka szwajcarskiego to nieprawdopodobny scenariusz. Nawet jeżeli Szwajcarzy zwiększą rezerwy złota

CEO Magazyn Polska

Frank szwajcarski jest najdroższy od połowy 2013 roku, co sprzyja pojawianiu się kolejnych postulatów ustawowego ulżenia zadłużonym w tej walucie Polakom. Szwajcarska waluta może się jeszcze umocnić w wyniku referendum, w którym Szwajcarzy zagłosują 30 listopada. Analitycy jednak uspokajają: 4 zł za franka to nieprawdopodobny scenariusz. 

Spekulacje, w których rozważa się tak potężne wzmocnienie szwajcarskiej waluty, związane są z zaplanowanym na 30 listopada referendum na temat zastąpienia tamtejszych rezerw walutowych złotem. Pozytywny wynik głosowania (choć mało prawdopodobny) rzeczywiście mógłby spowodować wzmocnienie franka. Zdaniem Łukasza Wardyna, dyrektora zarządzającego w City Index, wzrost do 4 zł nie jest jednak realny.

Faktycznie pojawiły się jakieś oceny analityków o poziomie 4 zł za franka. W krótkim terminie to jest niewątpliwe przesadzone – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Łukasz Wardyn. Spokojnie spójrzmy na to, co się dzieje na wykresach. W tym momencie stabilizuje się frank pomiędzy 3,48 a 3,51. Wyjście w jedną albo w drugą stronę wyznaczy kierunek na najbliższe tygodnie, ale na razie nie mówimy o jakichś skokowych, mocnych ruchach.

Frank szwajcarski jest walutą stabilną. Dodatkowo tamtejszy bank centralny ustanowił barierę, zgodnie z którą wzmacnianie franka wobec euro musi zostać powstrzymane na poziomie 1,20. Mniej za europejską walutę Szwajcarzy nie chcą płacić. Zniesienie tej bariery w razie sukcesu zwolenników zwiększenia rezerw złota jest możliwe, jednak nawet w takiej sytuacji będzie to mało prawdopodobne.

Do tego jest tak naprawdę daleko – ocenia Łukasz Wardyn.  Sposobów na zwiększanie rezerw też jest wiele. Pamiętajmy, że Narodowy Bank Szwajcarski, tak jak każdy bank centralny, musi uchodzić za stabilny, zdecydowany, wiąże się to z kwestiami wizerunkowymi. Ale przede wszystkim  musi dbać o stabilność gospodarki i kondycję eksporterów.

Mocniejszy frank spowodowałby poważne kłopoty szwajcarskiej gospodarki. Tamtejsze towary podrożałyby w eksporcie i ich sprzedaż by spadła. Wraz z nią spadłaby produkcja oraz tempo wzrostu. Według prognoz PKB Szwajcarii wzrośnie w tym roku o słabe 1,8 proc.

Rezygnacja z tej bariery 1,20 mogłaby też zwiększyć presję deflacyjną, więc wszystko co złe mogłoby nagle dotyczyć gospodarki szwajcarskiej – podkreśla dyrektor zarządzający City Index. Trudno sobie wyobrazić, żeby w krótkim terminie zrezygnowano z tego poziomu 1,20, a nawet jeżeli trzeba by kupować więcej złota, to będzie to proces wieloletni.

Zresztą w ocenie analityków szansa na przekonanie Szwajcarów do zwiększenia krajowych rezerw złota jest bardzo niewielka. W tamtejszych referendach niezbyt często zapadają wiążące władze decyzje. Zaledwie 15 proc. z nich kończy się sukcesem organizatorów. W kwestii zwiększenia rezerw złota swego sprzeciwu nie kryje też szwajcarski bank centralny. Polscy kredytobiorcy nie maja więc specjalnych powodów do obaw.

Rynek ostatnio jest bardzo szalony i zmienny – przyznaje Łukasz Wardyn  z City Index. Ale nawet przy tak nerwowym rynku, zakładając, że ta bariera 1,20 pozostanie, wahania będą czysto rynkowe i do końca roku trudno sobie wyobrazić, że zapłacimy 4 zł za franka.

Drogi pracodawco, na święta poproszę…

Tradycja wspólnego celebrowania świąt jest od lat zakorzeniona w polskiej kulturze. Potwierdzają to najnowsze wyniki niezależnego badania „Świadczenia pozapłacowe według pracowników[i]”, które pokazały, że 55% pracowników otrzymało od firmy upominek z okazji Świąt Bożego Narodzenia, a 22% otrzymało więcej niż jeden prezent. Pracownicy najbardziej chcieliby dostać od pracodawcy pod choinkę bon podarunkowy – tak odpowiedziało 63% respondentów oraz kartę podarunkową – 41% ankietowanych.

Okazje, które przedsiębiorstwa wykorzystują do dodatkowej motywacji personelu są od lat niezmienne. Najczęściej pracownicy otrzymują świadczenia pozapłacowe w związku z najważniejszymi w Polsce świętami. Najwięcej firm decyduje się na przyznanie pracownikom dodatkowych motywatorów z okazji Bożego Narodzenie. Skoro już firmy inwestują pieniądze i czas, by budować lojalność oraz motywować pracowników, a także kreować pozytywną atmosferę w miejscu pracy, warto wiedzieć jakich upominków oczekują zatrudnieni. Tylko odpowiednio dobrany, czyli trafiony prezent, przyniesie zakładany rezultat, jakim w długim okresie jest większa efektywność w pracy i zaangażowanie pracowników.

Co chcieliby dostać pracownicy pod choinkę od pracodawcy?

Wyniki badania „Świadczenia pozapłacowe według pracowników” przeprowadzonego przez  niezależny Instytut Badawczy ARC Rynek i Opinia, na zlecenie Sodexo Benefits and Rewards Services, w listopadzie 2014 roku, jednoznacznie wskazują, że wśród świadczeń pozagotówkowych, blisko dwie trzecie pracowników (63%) chciałoby otrzymać od pracodawcy na gwiazdkę kupon podarunkowy, na zakupy w hipermarketach i innych sklepach. Ponadto 41% badanych wskazało na przedpłaconą kartę podarunkową, a 21% chętnie skorzystałoby z dodatkowego dnia płatnego urlopu. Jak pokazują wyniki tego badania pracownicy nie dostają tego czego oczekują. W ubiegłym roku jako prezent świąteczny ponad jedna czwarta respondentów (26%) otrzymała kupon podarunkowy, a 12% odebrało paczkę świąteczną i taki sam odsetek zaproszenie na imprezę firmową.

Od sześciu lat badamy firmy, czyli pracodawców, pod kątem przyznawanych świadczeń pozapłacowych. W tym roku po pierwszy zbadaliśmy potrzeby pracowników – zapytaliśmy samych zainteresowanych co chcieliby dostać z okazji zbliżających się Świąt, oraz o to jakie świadczenia, poza gotówką, chcieliby otrzymać w ciągu roku. Codziennie doradzamy naszym klientom jakie rozwiązania motywacyjne są najskuteczniejsze, a wiedza płynąca z tego badania pozwoli nam jeszcze celniej odpowiedzieć na potrzeby naszych klientów i dobrać takie narzędzia, które spotkają się z uznaniem większości zatrudnionych. – powiedziała Magdalena Słomczewska – Klimiuk, Kierownik Kategorii Motywacja Pracowników w Sodexo Benefits and Rewards Services w Polsce.

Motywacja nie tylko od święta

Badanie pokazało także, że 60% zatrudnionych otrzymuje pozagotówkowe świadczenia pozapłacowe w ciągu roku. Najczęściej są to wyjazdy integracyjne i imprezy firmowe (20%), dofinansowanie sportu i rekreacji (19%) oraz opieka medyczna (16%) i dodatkowe kursy oraz szkolenia językowe (15%). Bony podarunkowe w ciągu roku trafiły do 12% ankietowanych. Te statystyki znacząco odbiegają od realnych oczekiwań pracowników, którzy chcieliby otrzymać bony podarunkowe (47%), karty przedpłacone (33%), a także dofinansowanie sportu i rekreacji (24%) oraz opiekę medyczną (24%). Niemal jedna czwarta respondentów za pożądany motywator uznała dodatkowy dzień płatnego urlopu. Taka postawa doskonale wpisuje się w obecnym model zarządzania zasobami ludzkimi oparty o idee zachowania równowagi pomiędzy życiem prywatnym i zawodowym pracowników.

Wiem co chcę, chętnie wybiorę

Zespoły stają się coraz bardziej różnorodne, zarówno pod kątem wieku, jak i doświadczenia czy zainteresowań. Trudno więc wprowadzić dla wszystkich te same świadczenia i oczekiwać, że dla każdego pracownika będą one w równym stopniu motywujące. Jak pokazały wyniki badania aż w 78% przypadków to firma decyduje jakie świadczenia otrzymają pracownicy. Tymczasem, aż 85% ankietowanych chciałoby mieć większy wpływ na wybór świadczeń. Z praktyki biznesowej wynika, że pozostawiając zatrudnionym wybór, firmy zwiększają efekt motywacyjny świadczeń, a tym samym w bardziej optymalny sposób wykorzystują przeznaczony na nie budżet. Przedsiębiorstwa, które oferują swoim zespołom wybór świadczeń są świadome faktu, że najbardziej zmotywuje ich takie rozwiązanie, które będzie najlepiej dobrane do ich indywidualnych potrzeb.

Z praktyki biznesowej wynika, że wręczając pracownikowi oczekiwany prezent, firmy zwiększają efekt motywacyjny świadczeń, a tym samym w bardziej optymalny sposób wykorzystują przeznaczony na ten cel budżet.

 

Bezpieczeństwo na drogach. Co udało się już zrobić?

W latach 2004–2013 wypadki drogowe w Polsce pochłonęły życie ponad 47 tysięcy osób. Dalsze 554 tysiące osób zostały ranne. Koszty ekonomiczne zdarzeń drogowych wynoszą ponad 28 mld zł rocznie. I choć liczba zabitych i rannych w ostatnich latach spada, to Polska, w porównaniu do innych państw Unii Europejskiej, wciąż pozostaje krajem o niskim poziomie bezpieczeństwa ruchu drogowego.

Stan bezpieczeństwa na polskich drogach w ciągu ostatnich dziesięciu lat ulegał poprawie. Jest to niewątpliwie efekt szeregu działań podejmowanych przez organy państwa, samorządy terytorialne, instytucje naukowe, organizacje pozarządowe, przedstawicieli mediów, a także osoby prywatne. Na przestrzeni ostatnich 10 lat liczba śmiertelnych ofiar wypadków spadła o 41 procent, a liczba osób rannych o 31 procent. Tendencja spadkowa utrzymuje się w całym 10-letnim okresie i to pomimo stałego wzrostu liczby pojazdów poruszających się po polskich drogach.

Do wyraźnego spadku liczby ofiar śmiertelnych i rannych w wypadkach drogowych, w ocenie  NIK, przyczyniły się przede wszystkim:

1) Rozbudowa i modernizacja infrastruktury drogowej

Budowa nowych odcinków autostrad i dróg ekspresowych powoduje przeniesienie ruchu z niebezpiecznych dróg jednojezdniowych na drogi dwujezdniowe.  Przyczynia się to do ograniczenia liczby najgroźniejszych w skutkach wypadków, zwłaszcza zderzeń czołowych i bocznych.

Kolejnym czynnikiem poprawiającym bezpieczeństwo w ruchu drogowym była:

2) Modernizacja dróg lokalnych

Pozytywne zmiany w sieci dróg samorządowych, powstanie nowych odcinków i modernizacja dotychczasowych poprawiły infrastrukturę dróg lokalnych służącą bezpieczeństwu w ruchu drogowym. W wielu małych miejscowościach wzdłuż jezdni wybudowano chodniki, skrzyżowania zostały poprzedzone wysepkami rozdzielającymi pasy ruchu. W miejscu niebezpiecznych skrzyżowań powstały ronda. Oznakowano przejścia dla pieszych, w ich pobliżu w wielu miejscach stanęły fotoradary i niekiedy sygnalizacja świetlna. Załatane zostały niebezpieczne dziury, zlikwidowano głębokie koleiny. Wszystko to zdaniem NIK w istotny sposób wpłynęło na spadek liczby wypadków, ofiar śmiertelnych i rannych.

Na poprawę stanu bezpieczeństwa ruchu drogowego istotny wpływ miał też:

3) Wzrost aktywności Policji

NIK w swoich kontrolach oceniła pozytywnie nasilenie działań podjętych przez  Policję, zwłaszcza wzrost liczby policjantów ruchu drogowego, pełniących służbę bezpośrednio na drodze. Szczególnie istotne znaczenie mają działania zmierzające do eliminowania z ruchu kierowców zagrażających innym uczestnikom ruchu drogowego, w tym zwłaszcza kierowców prowadzących pod wpływem alkoholu lub środków odurzających. Liczba wypadków z udziałem nietrzeźwych kierowców spadła o blisko 40 proc. na przestrzeni  ostatnich 5 lat. NIK doceniła też zwiększenie aktywności policjantów w dziedzinie eliminowania z ruchu piratów drogowych. Z naszych kontroli wynika, że radiowozy oznakowane i nieoznakowane z wideorejestratorami dokumentującymi różnego rodzaju wykroczenia, w tym m.in. przekroczenia prędkości, były przez policję dyslokowane na odcinki dróg rzeczywiście niebezpieczne, gdzie wcześniej dochodziło do groźnych wypadków.

Do spadku liczby wypadków niewątpliwie przyczyniła się:

4) Budowa automatycznego systemu nadzoru nad ruchem drogowym

W ocenie NIK działania Głównego Inspektora Transportu Drogowego w zakresie wykorzystania i rozbudowy sieci fotoradarów stacjonarnych były prawidłowe. NIK poświadcza, że maszty fotoradarów stanęły w miejscach, w których rzeczywiście wcześniej dochodziło do niebezpiecznych wypadków.  Z bazy danych prowadzonej w Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym wynika, że w 2013 r. w większości miejsc, w których zainstalowano stacjonarne fotoradary, w porównaniu do 2012 r., odnotowano poprawę stanu bezpieczeństwa ruchu drogowego.

Niewątpliwie na spadek liczby ofiar śmiertelnych miał wpływ także:

5) Rozwój służb ratowniczych

Działania ratownicze w stosunku do ofiar wypadków drogowych podejmowane są przez jednostki działające w ramach Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego oraz Państwowego Ratownictwa Medycznego.

Stale wzrasta liczba jednostek należących do Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego. Na przestrzeni ostatnich 10 lat skrócił się czas dojazdu do miejsc wypadków. W 2004 roku w ciągu 15 minut jednostki ratowników docierały do 90 proc. zdarzeń, obecnie do ponad 97 proc.  Strażacy zazwyczaj pierwsi na miejscu wypadku w kompetentny sposób udzielali pomocy medycznej osobom poszkodowanym do czasu dotarcia jednostek Państwowego Ratownictwa Medycznego.

System ratownictwa medycznego w Polsce  zapewniał szybkie udzielenie pomocy na miejscu zdarzenia osobom w stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego oraz transport i leczenie w szpitalnych oddziałach ratunkowych. Stworzono ponadto 12 specjalistycznych centrów urazowych służących leczeniu osób, które doznały ciężkich obrażeń ciała , a zakup nowoczesnych śmigłowców w znaczący sposób poprawił operacyjny zasięg Śmigłowcowej Służby Ratownictwa Medycznego oraz wpłynął na zwiększenie liczby lotów, w tym lotów realizowanych w nocy.

Pozytywnie, w aspekcie poprawy bezpieczeństwa na drogach, NIK oceniła też:

6) Działania w zakresie  planowania strategicznego

Narodowy Program Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego na lata 2013-2020 trafnie określa cele oraz kierunki polityki państwa w zakresie bezpieczeństwa ruchu drogowego. Kierunki działań określone w programie odpowiadają międzynarodowym zaleceniom w zakresie bezpieczeństwa ruchu drogowego.

Polskie drogi wciąż jednak należą do jednych z najbardziej niebezpiecznych w Unii Europejskiej. Polska jest na przedostatnim miejscu w Europie pod względem liczby ofiar śmiertelnych w przeliczeniu na milion mieszkańców.

Umowa z EBI na dofinansowanie sektora B+R i infrastruktury

Europejski Bank Inwestycyjny (EBI) udzielił Polsce kredytu na realizację kluczowych inwestycji w dziedzinie badań, rozwoju i innowacji, wspierających gospodarkę opartą na wiedzy oraz rozwój administracji cyfrowej. Część środków zostanie przeznaczona także na rozbudowę infrastruktury transportowej we wschodniej Polsce. Kredyt EBI pomoże Polsce w jeszcze lepszym wykorzystaniu funduszy strukturalnych UE.

Umowę kredytową pomiędzy Rzeczpospolitą Polską a EBI pod nazwą „EU Funds Co-financing 2014-2020″ podpisali 5 listopada 2014 r. w Warszawie podsekretarz stanu w MF Artur Radziwiłł oraz wiceprezes EBI László Baranyay. Obecnie podpisana umowa na lata 2014-2020 stanowi drugi taki projekt dla Polski po podobnej umowie dla lat 2007-2013. Projekt ma współfinansować wkład budżetu państwa do wybranych programów/priorytetów w ramach nowej perspektywy finansowej na lata 2014-20 i będzie obejmować zadania z obszaru programów operacyjnych – Polska Cyfrowa, Inteligentny Rozwój, Wiedza – Edukacja – Rozwój, a także Polska Wschodnia. Założenia projektu skupiają w sobie cele strategii Europa 2020, są również spójne ze strategią dla państw bałtyckich (EU Baltic Regional Strategy) oraz Krajowym Programem Reform 2020. Kwota kredytu 1,3 mld EUR jest kwotą ramową, do wykorzystania do roku 2020.

Bank na obecnym etapie okresu programowania udostępnia Skarbowi Państwa 700 mln EUR kredytu, który zostanie wypłacony w transzach. Okres kredytowania – do 15 lat. Kredyt udzielony przez EBI przyniesie Polsce wymierne korzyści finansowe, wynikające z długiego okresu zapadalności i atrakcyjnych warunków cenowych, a także ułatwi szybką dystrybucję środków na konkretne inwestycje realizowane w ramach programów operacyjnych. Właśnie ze względu na istotne korzyści finansowe dla budżetu państwa, kredyty z EBI zaciągane przez Skarb Państwa stanowią obecnie istotne dla Ministra Finansów źródło finansowania potrzeb pożyczkowych budżetu państwa.

Będzie wspólne stanowisko pracodawców w sprawie umów terminowych

Organizacje pracodawców jeszcze w tym miesiącu wypracują wspólne stanowisko dotyczące umów terminowych. Konfederacja Lewiatan krytykuje propozycję Ministerstwa Pracy, żeby można było podpisać maksymalnie tylko trzy umowy o pracę na czas określony, a łączny ich czas nie mógł być dłuższy niż 33 miesiące.

Zdaniem pracodawców okres na który mogą być zawarte umowy powinien wynosić 48 miesięcy bez określania ich liczby. Wprowadzenie okoliczności, w których umowy mogą być zawarte na dłuższy okres niż zaproponowane 33 miesiące nie jest wystarczające. Tym bardziej, że wskazano tu konieczność zgłaszania takich przypadków do Państwowej Inspekcji Pracy.

– To niepotrzebna i nadmierna restrykcja – mówi dr Grażyna Spytek-Bandurska, ekspertka prawa pracy Konfederacji Lewiatan.

Pracodawcy zgłosili wiele uwag do projektu nowelizacji kodeksu pracy przedstawionego przez resort pracy dotyczących, m.in. liczenia stażu pracy u danego pracodawcy, długości okresów wypowiedzenia, powiadamiania Inspekcji Pracy o stosowaniu dłuższych umów na czas określony, umów na okres próbny, czy wykonania pracy.

Konfederacja Lewiatan

Inwestycje w papiery skarbowe są coraz mniej atrakcyjne. Chcąc zarobić, trzeba zaakceptować większe ryzyko

CEO Magazyn Polska

Spada rentowność polskich obligacji. Wciąż rekordowo niskie stopy procentowe NBP obniżają oprocentowanie najbezpieczniejszych papierów dłużnych. Większe zyski mogą dać obligacje korporacyjne.

Na listopadowym posiedzeniu RPP utrzymała stopy procentowe na niezmienionym poziomie, co nieco zaskoczyło część ekonomistów. Mimo to wciąż pozostają one najniższe w historii. Stopa referencyjna, która ma największy wpływ na oprocentowanie papierów skarbowych, wynosi 2 proc.

Jeżeli inwestorzy są zainteresowani inwestycjami w papiery dłużne, to w tej chwili stopy zwrotu będą trochę gorsze niż te osiągnięte w ostatnim roku – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Marek Warmuz, zarządzający funduszami obligacji Union Investment TFI. Mieliśmy bardzo dobry okres dla obligacji. Stopy zwrotu funduszy obligacyjnych kształtują się na poziomie 6-7 proc., czyli znacząco wyżej niż stopa interwencji Narodowego Banku Polskiego.

Teraz jednak stopa zwrotu z obligacji znacząco spadła. Jeśli NBP zdecyduje się na dalsze obniżki stóp – co nie jest wykluczone – spadnie jeszcze bardziej.

– W tej chwili 5-letnia obligacja skarbowa daje rentowność około 2 proc., 10-letnia – 2,5 proc. W środowisku niskich stóp procentowych z natury rzeczy zwroty z inwestycji w obligacje będą niższe. W najbliższym czasie inwestorzy muszą zweryfikować swoje oczekiwania, gdyż w obecnych warunkach rynkowych trudno będzie powtórzyć tegoroczne rezultaty – ocenia Marek Warmuz.

Inwestorzy staną więc przed dylematem. Malejące, choć bezpieczne zyski, czy potencjalnie większe, ale obarczone pewnym ryzykiem straty. Jak podkreśla zarządzający funduszami obligacji Union Investment TFI, nie ma czegoś takiego jak optymalna polityka inwestycyjna dla każdego inwestora, bo każdy ma inną akceptację ryzyka.

Wydaje się, że dla tych, którzy chcieliby jednak wziąć troszeczkę więcej ryzyka, ciekawą klasa aktywów mogą być obligacje korporacyjne – sugeruje Marek Warmuz. Ten rynek w ostatnim okresie dosyć dynamicznie się rozwija, pojawiają się nowe emisje i wybór spośród tych instrumentów może dawać wyższe stopy zwrotu niż inwestowanie w obligacje skarbowe.

Transakcje między podmiotami należącymi do jednej grupy pod ściślejszą kontrolą resortu finansów

CEO Magazyn Polska

Fiskus bardziej szczegółowo zbada, czy transakcje i zmiany organizacyjne w ramach jednej grupy mają uzasadnienie biznesowe, czy służą jedynie korzyści podatkowej. Na kontrolę najbardziej narażone są firmy, które dokonują transakcji z podmiotami zagranicznymi, w szczególności mającymi siedzibę lub zarząd w krajach, gdzie obowiązują niższe stawki podatkowe niż w Polsce.

Ceny transferowe to jeden z kolejnych obszarów, któremu przygląda się Ministerstwo Finansów. Poprzez nieprawidłowe stosowanie cen transferowych pomiędzy podmiotami powiązanymi można w łatwy sposób obniżyć globalną podstawę opodatkowania, a w efekcie zaniżyć dochody dla fiskusa – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Michał Szwed, menadżer w firmie doradztwa podatkowego Accreo.

Ministerstwo Finansów od 2013 roku wdraża przepisy, które uszczegóławiają zasady kontroli cen transferowych, czyli transakcji miedzy podmiotami powiązanymi. W lipcu ub.r. wydało nowelizację rozporządzenia w tej sprawie. Jedna z nowszych regulacji dotyczy kontroli restrukturyzacji biznesowych.

Przepisy mają pomóc w weryfikacji tego, czy przedsiębiorcy, którzy prowadzą działalność w grupach kapitałowych i dokonują zmian w ramach tych grup, nie tylko mają na celu osiągnięcie korzyści podatkowych, lecz także stoi za tym racjonalność biznesowa, a korzyść, którą przedsiębiorcy chcą osiągnąć jest zorientowana na zyski dla całej grupy kapitałowej – podkreśla Michał Szwed.

Jego zdaniem nieprawidłowości nie muszą dotyczyć tylko firm powiązanych z podmiotami zagranicznymi, lecz również wewnątrz kraju.

Można wyobrazić sobie taką sytuację, że podmiot, który działa na przykład w specjalnej strefie ekonomicznej (SSE) byłby również potencjalnie zainteresowany transferowaniem dochodów pomiędzy spółkami – argumentuje Szwed. – Ministerstwa chce sprawdzić, czy transakcje, których dokonują podmioty powiązane, nawet krajowe, nie prowadzą do zaniżenia dochodu.

Celem zmian jest zwiększenie efektywności kontroli. Dlatego sama dokumentacja cen transferowych, której kontrola wynika z przepisów, nie jest wystarczająca dla kontrolujących. Potrzebne będzie również uzasadnienie dokonania danych transakcji, rozliczeń czy zmian w grupie kapitałowej. Jak wynika z informacji Accreo, kontrolujący intensywnie weryfikują procesy restrukturyzacyjne, także te z minionych lat. Są już także przypadki skutecznego zakwestionowania restrukturyzacji.

Regulacje w zakresie cen transferu mówią, że rozliczenia pomiędzy podmiotami powiązanymi powinny być dokonywane na zasadach rynkowych i nie powinny faworyzować podmiotów działających w grupie.

W pierwszej kolejności na szczegółową weryfikację narażone są przedsiębiorstwa, które dokonują transakcji z podmiotami zagranicznymi, w szczególności z krajów, w których obowiązują dużo niższe stawki podatkowe – mówi szef działu doradztwa TP w Accreo. – W grupie wysokiego ryzyka są również firmy, które na przykład osiągają stratę w Polsce, a jednocześnie mają wiele transakcji z krajami bardziej liberalnymi pod względem fiskalnym.

Ryzyko kontroli można ograniczyć, stosując przed dokonaniem transakcji uprzednie porozumienia cenowe, które określają zestaw kryteriów (m.in. metodę, obiekty porównań, korekty do nich oraz założenia dotyczące przyszłych zdarzeń). Podstawową karą w razie nadużycia, jak informuje Michał Szwed, jest doszacowanie dochodu.

Jeżeli nastąpiło rozliczenie między podmiotami bez uwzględnienia stawek rynkowych, organ podatkowy w pierwszej kolejności może zarządzić doszacowanie dochodu, czyli skorygować podstawę opodatkowania po to, by odzyskać niezapłacony podatek – twierdzi Michał Szwed.

Od stycznia 2015 r. regulacje w zakresie cen transferowych w pełni obejmą także spółki osobowe, co wpłynie na możliwość weryfikacji alokacji dochodów pomiędzy wspólnikami. Zdaniem Szweda może to być następny obszar, któremu przyjrzą się urzędnicy.

Polskie firmy ruszają na podbój Arktyki. To atrakcyjny kierunek m.in. dla firm wydobywczych i transportowych

0

Wraz z ociepleniem klimatu rośnie dostępność Arktyki oraz jej znaczenie ekonomiczne. Ministerstwo Gospodarki chce zachęcić polskie przedsiębiorstwa do inwestowania na tym terenie m.in. w ramach planowanego programu Go Arctic. Na Grenlandii działa już spółka KGHM Polska Miedź, która przygotowuje się do wydobycia molibdenu ze złoża Malmbjerg. Szansą jest też obsługa w tych rejonach szlaków morskich, które będą zyskiwać na znaczeniu.

Ocieplenie klimatu, które w Arktyce następuje dwa razy szybciej niż wynosi średnia w pozostałych częściach świata, powoduje większą dostępność tego regionu oraz wzrost jego znaczenia ekonomicznego.

Polskie firmy są już obecne w Arktyce. Mamy chociażby inwestycje KGHM-u na Grenlandii. Słyszałam, że PCC planuje być na Islandii albo prowadzi rozmowy na ten temat – mówi Ilona Antoniszyn-Klik, wiceminister gospodarki.

We wschodniej Grenlandii, charakteryzującej się ekstremalnymi warunkami klimatycznymi (całkowity brak światła dziennego zimą), KGHM International przygotowuje się do uruchomienia wydobycia molibdenu ze złoża Malmbjerg. Jak szacują naukowcy, znajdują się tam jedne z największych złóż tego metalu na świecie. Natomiast Grupa PCC planuje budowę nowoczesnej instalacji do produkcji żelazokrzemów (składnik stopów aluminium stosowany w przemyśle chemicznym m.in. do produkcji siloksanów oraz silikonów) na Islandii. Instalacja o wydajności 32 tys. ton rocznie ma rozpocząć działalność w 2016 roku.

Są też inne firmy, które specjalizują się przede wszystkim w wydobywaniu oraz transporcie – wskazuje Ilona Antoniszyn-Klik. – W związku z eksploatacją tych obszarów chcemy także znaleźć odbiorców na polskie statki i usługi logistyczne.

Jak podkreśla, wraz z odbudową polskiego przemysłu stoczniowego w Gdańsku dużą aktywność w zakresie ewentualnego prowadzenia działalności na terenach arktycznych wykazują przedsiębiorstwa pomorskie.

Chcielibyśmy także wesprzeć nasz przemysł stoczniowy, żeby ruch, który będzie generowany przez Arktykę z racji ocieplania się klimatu w najbliższych 20-30 latach, był także obsługiwany przez polskie statki – zapowiada wiceminister gospodarki.

Chodzi m.in. o Przejście Północno-Wschodnie, czyli drogę morską łączącą Europę z Pacyfikiem biegnącą wzdłuż północnych brzegów Eurazji, przez m.in. Morze Barentsa, Morze Karskie, Cieśninę Wilkickiego, Morze Łaptiewów, Wschodniosyberyjskie, Cieśninę De Longa, Morze Czukockie i Cieśninę Beringa.

Arktyka jest terenem, który potrzebuje nieco innego rodzaju ekspansji, wyczulonej ekologicznie – zauważa Antoniszyn-Klik. – Sądzę, że nasz pakiet GreenEvo może być elementem wspierającym.

Akcelerator Zielonych Technologii GreenEvo to projekt resortu środowiska, który wspiera polskie technologie służące ochronie środowiska w walce o rynki zagraniczne.

Obok Holandii, Niemiec i Wielkiej Brytanii Polska jest stałym obserwatorem w Radzie Arktycznej, międzynarodowej organizacji powołanej w 1996 r. i mającej największy wpływ na kształtowanie decyzji dotyczących problemów tego regionu. Jej stałymi członkami jest osiem państw arktycznych (Dania, Finlandia, Islandia, Kanada, Norwegia, Rosja, Szwecja oraz Stany Zjednoczone).

Do tej pory jesteśmy jednym z najdłużej istniejących zespołów badawczych na terenie Arktyki – zauważa Ilona Antoniszyn-Klik. – Polska nauka będzie, jak sądzę, także jednym z lepszych partnerów dla polskiego rządu w zakresie wsparcia gospodarczego w ramach programu Go Arctic.

CI Games znowu triumfuje. Gra „Lords of the Fallen” może powtórzyć sukces „Snajpera”

Lords of the FallenGiełdowa spółka CI Games, jeden z największych polskich producentów gier komputerowych, znowu triumfuje. Wypuszczona pod koniec października gra ma szansę powtórzyć międzynarodowy sukces „Snajpera”, flagowego produktu spółki. W ciągu 10 dni od premiery sprzedano 200 tys. gier. Jak oceniają analitycy, ta najdroższa w historii spółki produkcja zwróci się po sprzedaży ok. 530 tys. egzemplarzy.

Pierwsza część „Lords of the Fallen” dostała dobre oceny. Amerykański portal Metacritic, publikujący recenzje filmów, płyt i gier, przyznał jej 7 na 10 punktów. Magazyn CD Action dał nawet 9. Są to najlepsze wyniki w historii spółki.

Myślę, że gra spełnia oczekiwania graczy i recenzentów – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Łukasz Kosiarski, analityk DM BZ WBK. – Według mnie powinna w miarę szybko sprzedaż tyle, by osiągnąć próg rentowności, czyli około 530 tys. sztuk według moich wyliczeń. Szacujemy, że w tym roku sprzedaż gry wyniesie jakieś 750-800 tys. sztuk, co da firmie całkiem dobry zarobek.

Po 10 dniach od premiery spółka poinformowała o sprzedaży 200 tys. sztuk gry z 700 tys. nakładu. Pozytywny odbiór „Lords of the Fallen” może zapewnić producentowi zysk w całym 2014 roku.

Wyniki CI Games z I półrocza nie wyglądają korzystnie. Przychody netto ze sprzedaży to zaledwie 25,8 mln zł. Przy 92,4 mln zł osiągniętych w podobnym czasie rok wcześniej nie dziwi, że zamiast 44,7 mln zysku netto z I półrocza 2013 rok firma wykazała 13,4 mln zł straty. Wpływ na ten wynik miała zapewne słaba sprzedaż innego z produktów, gry „Enemy Front”. Dane za III kwartał spółka opublikuje 14 listopada.

Wynik IV kwartału powinien być na plus mimo nawet potencjalnych rezerw, które spółka może zawiązać z tytułu poprzedniej gry „Enemy Front” – uważa Łukasz Kosiarski. – Jeszcze część kosztów nie była spisana, sprzedaż gry była słaba. Według mnie nie ma szans na osiągnięcie w przypadku tej gry break even.

„Lords of the Fallen” ma dobre recenzje i można oczekiwać sprzedaży znacznie przewyższającej koszty produkcji. Dla spółki oznacza to niemal czysty zysk.

Koszt produkcji gry jest w miarę stały. Po prostu każdy przychód dodatkowy powyżej break even wpływa na EBITDA. Im większa sprzedaż, tym wyższa marża – podkreśla analityk DM BZ WBK.

CI Games jest firmą, która produkuje gry komputerowe ze średniej półki. Znana jest z tego, że dobrze planuje budżety i trzyma w ryzach koszty. Jej najważniejszym produktem jest „Snajper”, który zdobył popularność na świecie. Spółka podaje, że sprzedała ponad 3 mln egzemplarzy tej gry. Obecnie na rynku dostępna jest II część „Snajpera”, a trwają prace nad trzecią.

CI Games ma prostą strategię: utrzymać te dwie główne franczyzy, czyli „Snajpera” i „Lords of the Fallen”. Raczej nie będą szukali kolejnej, tylko skupią się na tym, co już mają – prognozuje Łukasz Kosiarski. Niebawem będą ogłaszali kolejnego „Snajpera” i drugą część Lords of the Fallen”, bo prezes twierdził, że to jest gra przygotowana na trylogię. 

Kontrola koncentracji: sześć decyzji

0

UOKiK wydał sześć zgód na koncentrację. Transakcje dotyczą sprzedaży artykułów codziennego użytku, samochodów ciężarowych, wyrobów kosmetycznych, zakładów bukmacherskich, branży medycznej oraz gospodarki odpadami

Pierwsza decyzja dotyczy przejęcia części mienia Bernard Trucks przez Volvo Polska. Przejmująca spółka jest właścicielem dwóch fabryk: autobusów oraz koparkoładowarek. Ponadto zajmuje się m.in. handlem samochodami ciężarowymi Volvo Trucks oraz Renault Trucks. Przejmowana część mienia Bernard Trucks  to nieruchomości  w Poznaniu, Zielonej Górze i ewentualnie Gdyni, w których Bernard Trucks  sprzedaje samochody ciężarowe marki Renault.

Zielone światło otrzymali również przedsiębiorcy zajmujący się sprzedażą artykułów codziennego użytku. Są to Piotr i Paweł, Bać-Pol (sieć sklepów Słoneczko i Spar), Przedsiębiorstwo Handlowo-Usługowe Topaz oraz POLOmarket. W lutym 2014 r. trzej pierwsi otrzymali zgodę na utworzenie  spółki  GH PL Plus, która ma m.in. udzielać licencji na wspólną markę i logo oraz pełnić funkcję agencyjną przy zawieraniu umów handlowych. Obecna decyzja wyraża zgodę na przystąpienie POLOmarket do wspólnego przedsiębiorcy.

Zgodę otrzymała także spółka Eneris Polska, która  może przejąć Veolia Usługi dla Środowiska. Eneris Polska nie prowadzi obecnie żadnej działalności operacyjnej. Przejmowany przedsiębiorca zajmuje się przede wszystkim przetwarzaniem, odbieraniem oraz unieszkodliwianiem odpadów.

Kolejna decyzja dotyczy zakupu spółki Polbita przez Corporation of European Pharmaceutical Distributors. Przejmujący przedsiębiorca należy do grupy kapitałowej Pelion, której spółki zajmują się dystrybucją produktów farmaceutycznych. Polbita  prowadzi drogerie działające pod marką Drogerie Natura.

Urząd wydał również zgodę na zakup spółki Milenium, która prowadzi działalność w zakresie oferowania zakładów wzajemnych, w tym bukmacherskich. Kontrolę nad nią przejmie osoba fizyczna.

Ostatnia z decyzji dotyczy branży medycznej. Life Healthcare International oraz ABC Medicover Holdings mogą utworzyć wspólnego przedsiębiorcę. Pierwsza ze spółek należy do grupy kapitałowej Life Healthcare Group Holdings z siedziba w Republice Południowej Afryki. W Polsce podmiotem pośrednio zależnym grupy jest Scanmed Multimedis. ABC Medicover Holdings należy do grupy kapitałowej Medicover, która jest właścicielem dwóch szpitali i 30 wyspecjalizowanych placówek medycznych. Wspólny przedsiębiorca ma m.in. zarządzać projektami inwestycyjnymi wspólników z zakresu opieki szpitalnej.

Zgodnie z przepisami, transakcja podlega zgłoszeniu do urzędu antymonopolowego, jeżeli biorą w niej udział przedsiębiorcy, których łączny obrót w roku poprzedzającym przekroczył 1 mld euro na świecie lub 50 mln euro w Polsce.

Decyzje wyrażające zgodę na dokonanie koncentracji wygasają, jeżeli połączenie nie zostanie dokonane w terminie 2 lat od ich wydania. Na stronie internetowej Urzędu zamieszczane są informacje na temat wszystkich prowadzonych przez Urząd postępowań antymonopolowych w sprawach koncentracji. Więcej informacji o zasadach łączenia przedsiębiorców w przygotowanym specjalnie opracowaniu.

 

BGŻ – wyrok sądu

0

Umowa rachunku bankowego powinna precyzyjnie określać okoliczności w jakich bank może dokonać jej jednostronnej zmiany ­– Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów podtrzymał decyzję Prezesa UOKiK

Wzorce umowne stosowane przez banki powinny być jasne i precyzyjne. Potwierdza to wyrok SOKiK dotyczący decyzji UOKiK z lipca 2012 roku. Urząd zbadał praktyki Banku Gospodarki Żywnościowej w ramach ogólnopolskiej kontroli wzorców umów indywidualnych kont emerytalnych.

W wyniku postępowania ustalono m.in., że wzorce umowne BGŻ dotyczące prowadzenia indywidualnych kont emerytalnych nie precyzowały sytuacji, w jakich kontrakt może być jednostronnie zmieniony przez bank. Jeżeli konsument nie godzi się na taką zmianę, ma możliwość wypowiedzenia umowy. Modyfikacja umowy w przypadkach nieokreślonych w jej treści jest możliwa jedynie pod warunkiem wyrażenia zgody zarówno przez bank jak i konsumenta. W razie braku takiej zgody kontrakt powinien być kontynuowany na dotychczasowych warunkach. W opinii Urzędu bank powinien ściśle określić w jakim zakresie umowa może podlegać jednostronnym zmianom.

Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów w Warszawie podzielił stanowisko Urzędu potwierdzając zasadność nałożenia na BGZ kary pieniężnej w łącznej wysokości 1 373 973 zł. Wyrok z 28 października 2014 r. (XVII AmA 39/13) nie jest prawomocny. Przedsiębiorcy przysługuje apelacja.

 

Pomoc publiczna w 2013 roku – Raport UOKiK

Ponad 20 mld zł – to kwota pomocy publicznej udzielonej w 2013 roku – tak wynika z najnowszego raportu Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Najwięcej udzielono pomocy regionalnej

Prezes UOKiK jest odpowiedzialny za monitorowanie pomocy publicznej oraz sporządzanie corocznego raportu. Zgodnie z najnowszym ogólna wartość pomocy w 2013 roku wyniosła 20,62 mld zł. To mniej w porównaniu z 2012 rokiem, kiedy udzielono pomocy w kwocie 21,80 mld zł. Podana ogólna kwota pomocy uwzględnia pomoc udzieloną w sektorze transportu, która w 2013 r. wyniosła 4,05 mld zł – czyli ok. 300 mln więcej niż rok wcześniej (w 2013 ok. 57 proc. tej kwoty przyznano spółkom kolejowym). W raporcie i komunikacie prasowym analizę udzielonego wsparcia dokonano z wyłączeniem pomocy udzielonej w sektorze transportu.

Najczęściej stosowaną formą pomocy były, podobnie jak w latach poprzednich, ulgi podatkowe i dotacje (97,8 proc. wartości pomocy).

Wśród instytucji udzielających najwięcej pomocy w 2013 roku udzielił Prezes Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych –3,23 mld zł (w 2012 r. – 2,97 mld zł) – wsparcie to niemal w całości zostało przeznaczone na dofinansowani do wynagrodzeń pracowników niepełnosprawnych. Następnie: Prezes Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości – 2,72 mld zł (w 2012 r. – 2,27 mld zł) i marszałkowie województw – 2,48 mld zł (w 2012 r. – 2,52 mld zł). O 0,75 mld zł mniej pomocy udzielił Minister Gospodarki – 1,33 mld zł (w 2012 r. – 2,08 mld zł).

W ramach pomocy horyzontalnej rozdysponowano 4,99 mld zł– w 2012 r. było to 5,81 mld zł. Największe środki przeznaczono na zatrudnienie– 3,37 mld zł (w 2012 r. – 3,07  mld zł), prace badawczo-rozwojowe 0,93 mld zł (w 2012 r. – 1,27 mld zł), na szkolenia – 0,40 mld zł (w 2012 r. 0,44 mld zł). Najbardziej zmniejszyła się pomoc na ochronę środowiska – 0,04 mld zł (w 2012 r. – 0,28 mld zł).

W przypadku pomocy sektorowej nastąpił znowu spadek – do 1,71 mld zł z 3,09 mld zł w 2012 r. Najbardziej w tym okresie zmniejszyła się pomoc w sektorze energetyki z tytułu dobrowolnego rozwiązania umów długoterminowych sprzedaży mocy i energii elektrycznej o 0,92 mld zł. Pomoc udzielona podmiotom działającym w sektorze gazu wyniosła 0,47 mld zł – najwięcej pieniędzy zostało przeznaczonych na budowę terminalu regazyfikacyjnego dla spółki Polskie LNG (0,27 mld zł). Wsparcie w sektorze górnictwa wyniosło 0,39 mld zł – największym beneficjentem była Spółka Restrukturyzacji Kopalń (0,37 mld zł).

Wartość pomocy regionalnej wyniosła 9 mld zł (2012 – 8,25 mld zł) – wzrost wynika głównie z większej ilości środków udzielanych na wspieranie nowych inwestycji. Najwięcej pomocy o tym przeznaczeniu udzielili: Prezes Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości – 2,60 mld zł, marszałkowie województw – 2,40 mld zł, organy skarbowe – 1,33 mld zł.

Wsparcie według województw

Największa średnia wartość pomocy w przeliczeniu na jednego zarejestrowanego przedsiębiorcę została udzielona w województwie podkarpackim – 8,8 tys. zł, następnie w województwie łódzkim – 6 tys. zł, śląskim – 5,5 tys. zł oraz lubuskim i warmińsko mazurskim – po 4,5 tys. zł. Najmniej pomocy w przeliczeniu na jednego przedsiębiorcę udzielono przedsiębiorcom z województwa opolskiego – 2,3 tys. zł, zachodniopomorskiego i małopolskie – po 2,9 tys. zł.

Wsparcie według beneficjentów

W 2013 roku duże przedsiębiorstwa otrzymały mniej pomocy (6,5 mld zł) – w 2012 trafiła do nich ponad połowa środków, rok później – 40 proc. ogólnej wartości pomocy. Natomiast, średnim przedsiębiorcom udzielono około 4,34 mld zł (26,2 proc. ogólnej wartości pomocy), małym 3,43 mld zł (20,7 proc.), mikro – 2,29 mld zł (13,8 proc.).

Największym beneficjentem pomocy (z uwzględnieniem pomocy w transporcie) były Przewozy Regionalne – 0,96 mld zł, PKP Intercity – 0,60 mld zł. Następnie: Spółka Restrukturyzacji Kopalń (0,37 mld zł), PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna (0,32 mld zł), Telewizja Polska (0,28 mld zł).

Sprawozdawczość

Zgodnie z prawem, podmioty udzielające pomocy są zobowiązane do sporządzania i przedstawiania Prezesowi UOKiK sprawozdań o udzielonej pomocy publicznej albo informacji o nieudzieleniu takiej pomocy w danym okresie sprawozdawczym. Należy to zrobić za pomocą aplikacji SHRIMP (System Harmonogramowania, Raportowania i Monitorowania Pomocy). SHRIMP umożliwia wprowadzanie danych o udzielonej pomocy bezpośrednio przez organ udzielający pomocy w systemie on-line. Dodatkowe informacje i wyjaśnienia związane z rejestracją i użytkowaniem systemu SHRIMP zamieszczone są na stronie UOKiK w zakładce: Pomoc Publiczna – Sprawozdawczość – Sporządzanie sprawozdań z wykorzystaniem aplikacji SHRIMP. Więcej informacji o zasadach przyznawania pomocy publicznej znajduje się w publikacji UOKiK.

Sprostowanie

Informujemy, że w poprzedniej wersji raportu oraz komunikatu prasowego podaliśmy błędną informację dotyczącą wielkości pomocy publicznej, którą otrzymała spółka Przewozy Regionalne. Zamiast, jak podaliśmy, 1,77 mld zł, spółka ta otrzymała 961,5 mln zł. Informacja ta została poprawiona zarówno w raporcie jaki i w komunikacie prasowym.

 

Międzysektorowa wymiana informacji

Dane Biura Informacji Kredytowej mogą o 20% zwiększyć trafność przewidywań dotyczących szkodowości w obszarze ubezpieczeń komunikacyjnych OC – wynika z badania przeprowadzonego we współpracy z UFG. Badanie pokazało wysoką, nawet na poziomie blisko 80%, korelację pomiędzy pewnymi kategoriami informacji kredytowej a szkodowością w zakresie ubezpieczeń OC. Znaczenie międzysektorowej wymiany informacji dla bezpieczeństwa transakcji ubezpieczeniowo-bankowych było głównym tematem konferencji prasowej, która odbyła się podczas IX Kongresu Ryzyka Bankowego – wydarzenia, które BIK organizuje dla szerokiego grona firm sektora finansowego i instytucji zainteresowanych ograniczaniem ryzyka w swoich działaniach biznesowych.

– Badanie przeprowadzone z Biurem Informacji Kredytowej pokazało, że UFG jako integrator danych dla sektora ubezpieczeń w Polsce może brać czynny udział w międzysektorowej wymianie danych. Z takiej wymiany korzyści powinny odnieść nie tylko instytucje, ale również klienci indywidualni, uzyskując dodatkowe benefity w związku z pozytywną historią kredytową czy ubezpieczeniową. Zastosowanie  zaawansowanych narzędzi analitycznych i aktuarialnych wykazało ponadto duży potencjał informacyjny bazy Ośrodka Informacji UFG możliwy do wykorzystania w przyszłości – powiedziała Małgorzata Ślepowrońska, Dyrektor Zarządzający Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego.

Korelację potwierdzają również dane Federalnej Komisji Handlu (FTC), wskazujące, że wiarygodność finansowa jest dobrym wyznacznikiem prawdopodobieństwa zgłaszania roszczeń  z tytułu ubezpieczenia. Ludzie z dobrymi nawykami kredytowymi na co dzień zachowują się uważniej – wykazują staranność w zachowaniu bezpieczeństwa wobec siebie i składników swojego majątku.

W krajach wysokorozwiniętych funkcjonują już modele scoringowe do przewidywania ryzyka ubezpieczeniowego oparte na danych kredytowych. Uzyskane wyniki wskazują, że również w Polsce istnieją statystyczne podstawy do wymiany danych między sektorem ubezpieczeniowym i bankowym na potrzeby ryzyka ubezpieczeniowego. Dla ubezpieczycieli oznacza to możliwość wzmocnienia oceny klienta i lepszego identyfikowania ryzyka klientów, co pozwoli w efekcie zaproponować lepsze warunki ubezpieczenia i zatrzymać dobrych klientów, charakteryzujących się ryzykiem niższym od przeciętnego – powiedział dr Mariusz Cholewa, Prezes  Zarządu Biura Informacji Kredytowej S.A.

Gościem specjalnym IX Kongresu Ryzyka Bankowego był Neil Munroe, Prezes Stowarzyszenia Rejestrów Kredytowych (ACCIS), organizacji zrzeszającej 45 biur kredytowych w 34 krajach. Doświadczenie biur kredytowych z wielu krajów w obszarze wymiany międzysektorowej wciąż jest dla BIK przykładem dobrych praktyk w tym obszarze – Międzysektorowe dzielenie się danymi to liczne korzyści dla instytucji finansowych, firm udzielających kredytów konsumenckich i klientów. Uwzględnienie informacji dotyczących wiarygodności finansowej ze wszystkich sektorów pozwala nie tylko na lepszą ocenę zdolności kredytowej, ale również na lepsze zarządzanie relacjami z konsumentem poprzez wcześniejszą identyfikację napięć finansowych u klienta i ewentualną interwencję odnośnie do zredukowania zaległości w płatnościach oraz możliwości zaoferowania odpowiednio dopasowanych limitów kredytowych. Możliwe jest także rozszerzenie oferty na nowe kategorie pożyczkobiorców, którzy bez informacji o zachowaniach płatniczych w innych sektorach, nie byliby w stanie uzyskać kredytu – powiedział Neil Munroe.

BIK od lat prowadzi działania edukacyjne mające na celu uświadomienie korzyści wynikających z międzysektorowej wymiany informacji. W efekcie coraz więcej firm podejmuje współpracę z Biurem Informacji Kredytowej – w ostatnim czasie firmy pożyczkowe, ale również branża leasingowa oraz faktoringowa. W ramach Grupy BIK, poprzez spółkę zależną BIG InfoMonitor, w międzybranżową wymianę informacji zaangażowały się również firmy infrastrukturalne, jednostki samorządu terytorialnego, sektora publicznego, firmy windykacyjne oraz telekomunikacyjne, dostawcy mediów oraz małe, średnie i duże przedsiębiorstwa.

Dane o spłacalności zobowiązań wobec banków, a więc wiarygodność finansowa, mają kluczowy wpływ na wydajność procesów oceny ryzyka dokonywanych zarówno przez instytucje finansowe, jak również firmy spoza sektora. Zapewnienie dostępu do pełnej informacji prowadzi do automatyzacji kontroli i monitoringu bieżącej aktywności kredytowo-finansowej klientów, co przeciwdziała nadmiernemu zadłużaniu się.

Międzysektorowa wymiana informacji to kierunek współpracy wszystkich uczestników rynku finansowego, który w systemowy sposób pozwoli zapewnić standardy bezpieczeństwa, w tym także chronić  inne branże przed wyłudzeniami.

Finansiści dobrze opłacani przez pracodawców

Jak pokazują dane serwisu zarobki.pracuj.pl, w 2014 roku doradca korporacyjny ds. średnich i dużych przedsiębiorstw zarobił przeciętnie 7 664 złotych netto. Wpływ na zarobki finansistów, przekraczające średnią krajową, ma wiele czynników. Jednym z nich może być fakt, że – jak wynika z raportu Pracuj.pl „Podwyżka bez tabu” – 50% z nich samodzielnie podejmuje z szefem rozmowy o podwyżce.  

Ile można zarobić w finansach?

Jak pokazują dane serwisu zarobki.pracuj.pl, dotyczące wysokości zarobków w obszarze finansów w 2014 roku, najlepiej opłacane były osoby na stanowisku doradcy korporacyjnego ds. średnich i dużych przedsiębiorstw w bankowości. Miesięczne wynagrodzenie na tym stanowisku wyniosło przeciętnie 7 664 złotych netto. Z kolei osoby na stanowisku business controllera zarabiają przeciętnie 6 840 złotych netto. W pierwszej trójce najlepiej zarabiających jest także dealer walutowy w bankowości, z przeciętnymi zarobkami w wysokości 6 667 złotych netto miesięcznie.

 Aż połowa finansistów inicjuje rozmowy o podwyżkach z szefem

Jak pokazują dane przedstawione w raporcie Pracuj.pl „Podwyżka bez tabu”, finansiści potrafią nie tylko świetnie kalkulować, ale i doskonale negocjować swoje własne wynagrodzenie. Połowa z nich (50%) podejmuje rozmowy o podwyżce z własnej inicjatywy. To duży odsetek w porównaniu do całej populacji pracujących Polaków, gdzie tylko 38% osób samemu zaczyna taką rozmowę. Wyniki raportu pokazują, że 55%finansistów deklaruje podjęcie tematu podwyżki z szefem w momencie, gdy wzrośnie zakres ich obowiązków, a27% gdy dowie się, że inna osoba na ich stanowisku zarabia więcej. Niewiele mniej, bo 24%, idzie do szefa z prośbą o wzrost wynagrodzenia zaraz po osiągnięciu sukcesu w pracy. Stres towarzyszący finansistom w ich codziennej pracy nie odpuszcza także w momencie rozmowy o podwyżce. Jak pokazują wyniki raportu „Podwyżka bez tabu”, prawie 60% finansistów odczuwa zdenerwowanie podczas rozmowy o podwyżce.

Jakie benefity otrzymują specjaliści ds. finansów?

Najnowsze dane serwisu zarobki.pracuj.pl dotyczące benefitów oferowanych przez pracodawców pokazują, że aż66% finansistów otrzymuje dodatkowe świadczenia. To duży odsetek w porównaniu do całej populacji aktywnych zawodowo Polaków, gdzie 55% deklaruje otrzymywanie benefitów. Prawie połowa finansistów (45%) otrzymuje prywatną opiekę medyczną. Drugim, najczęściej deklarowanym przez nich benefitem są kupony sportowo-rekreacyjne (26%). Pierwszą trójkę najczęściej ofererowanych przez pracodawców usług dodatkowych zamyka ubezpieczenie na życie – otrzymywanie tego benefitu deklaruje 24% badanych finansistów.

Finansiści poszukiwani

Analizując ilość ofert pracy dla finansistów, jakie pojawiły się na portalu Pracuj.pl, można powiedzieć, że zainteresowanie specjalistami z tego obszaru utrzymuje się wciąż na bardzo wysokim poziomie. W trzecim kwartale bieżącego roku na Pracuj.pl pojawiło się aż 16 170 ofert pracy dla finansistów. Najczęściej poszukiwani są księgowi, zaraz po nich specjaliści od analiz finansowych i ekonomicznych. Pierwszą trójkę najczęściej poszukiwanych pracowników zamyka specjalista ds. bankowości detalicznej. Stale wzrasta zapotrzebowanie na analityków od kwestii ryzyka w bankowości (7% więcej ofert w III kwartale niż w II) i kontrolingu (8% więcej ofert pracy w III kwartale).

Dane dotyczące benefitów i zarobków pochodzą z serwisu zarobki.pracuj.pl. Serwis zarobki.pracuj.plumożliwia sprawdzenie, czy nasza pensja jest odpowiednia do naszego doświadczenia i stanowiska.

Raport Pracuj.pl: „Podwyżka bez tabu” został opracowany na podstawie badań przeprowadzonych przez TNS na zlecenie Pracuj.pl w dniach 10-15 września 2014 r. na reprezentatywnej grupie pracujących Polaków (n=1000). Metodologia: wywiady telefoniczne wspomagane komputerowo (CATI).

Informatycy nie boją się rozmów o podwyżce

Jak powszechnie wiadomo, praca w IT jest dochodowym zajęciem. Potwierdzają to najnowsze dane serwisu zarobki.pracuj.pl, według których Software Architect zarabia przeciętnie 8 280 złotych netto miesięcznie. Oprócz zarobków, informatycy posiadają także wysokie umiejętności negocjacyjne – jak wynika z raportu Pracuj.pl „Podwyżka bez tabu”, prawie połowa z nich samodzielnie inicjuje rozmowy o podwyżce.

Ile można zarobić w IT?

Jak pokazują dane serwisu zarobki.pracuj.pl, Software Architect zarabia przeciętnie 8 280 złotych netto miesięcznie. Niewiele mniej otrzymuje Starszy Programista C++. Przeciętne zarobki na tym stanowisku oscylują w okolicach  7 200 zł netto. Wśród stanowisk, które są najlepiej opłacane w tym obszarze, znajduje się również Architekt Sieci, z wynagrodzeniem przeciętnym w wysokości 6 880 zł netto miesięcznie.

Informatycy często rozmawiają o podwyżkach

Specjaliści od IT znają swoją wartość i potrafią negocjować, o czym świadczą dane przedstawione w raporcie Pracuj.pl „Podwyżka bez tabu”. Prawie połowa z nich (47%) podejmuje rozmowy z pracodawcą na temat podwyżki z własnej inicjatywy. To duży odsetek w porównaniu do całej populacji pracujących Polaków, gdzie tylko 38% osób aranżuje takie rozmowy. Z kolei aż 58% z biorących udział w badaniu pracowników IT deklaruje inicjowanie takich rozmów, gdy wzrośnie zakres ich obowiązków, a 26%, gdy dowie się, że inna osoba na ich stanowisku zarabia więcej.

Jakie benefity otrzymują specjaliści ds. IT?

Najnowsze dane serwisu zarobki.pracuj.pl dotyczące benefitów oferowanych przez pracodawców pokazują, że aż67% informatyków otrzymuje dodatkowe świadczenia. Pracownicy w obszarze IT otrzymują najczęściej prywatną opiekę medyczną – deklaruje to aż 48% z nich. Drugim najczęściej otrzymywanym przez nich benefitem są kupony na usługi sportowo-rekreacyjne (30%). W pierwszej trójce najczęściej ofererowanych przez pracodawców usług dodatkowych znajduje się także ubezpieczenie na życie – otrzymywanie tego benefitu deklaruje 25% pracujących w obszarze IT.

Pracy w branży IT coraz więcej

Jak pokazują dane Pracuj.pl, świadczące o ilości ofert pracy publikowanych na portalu, w trzecim kwartale 2014 roku na rynku pojawiło się aż 14 370 ofert dla osób z sektora IT, o 4% więcej niż w II kwartale. Najczęściej poszukiwani są programiści, do nich skierowana jest ponad połowa ofert pracy dla IT. Często poszukiwanymi pracownikami z obszaru IT są również specjaliści od administracji w IT, testerzy oprogramowania i architekci IT.

Dane dotyczące zarobków i benefitów pochodzą z serwisu zarobki.pracuj.pl. Serwis zarobki.pracuj.plumożliwia sprawdzenie, czy nasza pensja jest odpowiednia do naszego doświadczenia i stanowiska.

Raport Pracuj.pl: „Podwyżka bez tabu” został opracowany na podstawie badań przeprowadzonych przez TNS na zlecenie Pracuj.pl w dniach 10-15 września 2014 r. na reprezentatywnej grupie pracujących Polaków (n=1000). Metodologia: wywiady telefoniczne wspomagane komputerowo (CATI).

Zawody najbardziej uprzywilejowane w Polsce

Najbardziej uprzywilejowane grupy zawodowe w Polsce kosztują nas rocznie co najmniej 46 mld zł. Statystycznie, każdy podatnik dokłada do nich 1194 złote rocznie – pisze portal Money.pl.

Parlamentarzyści

Ranking uprzywilejowanych otwierają parlamentarzyści. Utrzymanie Sejmu i Senatu rocznie kosztuje nas blisko 515 mln złotych. Blisko 30 procent tej kwoty – ponad 150 mln złotych – to koszt przeróżnych dodatków, na jakie mogą liczyć i z jakich chętnie korzystają. Oprócz tego parlamentarzyści mogą też korzystać z niskooprocentowanych (3-4 proc. rocznie) pożyczek: 20 tys. zł na remont lub 25 tys. zł na zakup domu lub mieszkania.

Nauczyciele

Największą grupą zawodową cieszącą się licznymi przywilejami są nauczyciele. Mimo dziury w kasie państwa i samorządów, dzięki silnym związkom zawodowym 660-tysięczna rzesza pedagogów zdołała utrzymać przywileje wynikające z Karty Nauczyciela. Ich koszt to – jak podaje Money.pl – co najmniej miliard złotych rocznie. Karta jest nadrzędna w stosunku do Kodeksu pracy. Zgodnie z nią, oprócz wynagrodzenia zasadniczego, nauczycielom przysługują dodatki za wysługę lat, motywacyjne, funkcyjne, za szkodliwe warunki pracy, mieszkaniowe oraz za pracę na wsi i w miastach poniżej 5 tys. mieszkańców.

Oszacowanie wartości wszystkich przywilejów przysługujących nauczycielom – szczególnie dłuższych urlopów czy krótszego czasu pracy (pensum)  –  jest praktycznie niemożliwe. Samorządy ujawniły jednak, że urlopy na podratowanie zdrowia kosztuje je rocznie miliard złotych. Liczba nauczycieli korzystających z tego przywileju to już blisko 20 tys. osób.

Sędziowie i prokuratorzy

Państwo jest niezwykle hojne dla przedstawicieli Temidy, czyli sędziów i prokuratorów. Z naszych pieniędzy płaci za nich składki i w rzeczywistości funduje im emerytury i renty. Rocznie, jak szacuje Money.pl,  te przywileje kosztują budżet 1,3 mld złotych. To aż 30 proc. tego, co wydaje się na system sprawiedliwości w Polsce. Wynagrodzenie zasadnicze sędziów w danym roku oblicza się jako iloczyn przeciętnego wynagrodzenia w II kwartale roku poprzedniego oraz mnożnika dla poszczególnych stanowisk. Bazą do ustalania wynagrodzenia zasadniczego w 2014 roku jest kwota 3612,51 zł. Od wynagrodzenia sędziów nie odprowadza się składek na ubezpieczenie społeczne (ZUS). Oznacza to, że sędziowie zarabiający tę samą kwotę, co przeciętny obywatel, dostają na rękę znacznie więcej.

Jeżeli chodzi o wysokość zarobków prokuratorów, im wyższą funkcję piastują – tym są one wyższe. Prokurator Generalny osiąga miesięczne zarobki w wysokości nawet 17 tys. zł miesięcznie. Z kolei wynagrodzenie prokuratora rejonowego zaczyna się już od 7,5 tys. zł miesięcznie. Prokuratorzy otrzymują dwa rodzaje dodatków: funkcyjny oraz za wysługę lat. Przykładowo, Prokurator Generalny do pensji zasadniczej otrzymuje dodatkowo ponad 4,3 tys. zł.

Duchowni

Dochody z tacy, za udzielanie ślubów, chrztów, za pogrzeby, stanowią dochody z niegospodarczej działalności Kościołów są zwolnione od podatku dochodowego od osób prawnych oraz VAT i w tym zakresie kościelne osoby prawne nie mają obowiązku prowadzenia ewidencji. To tylko początek przywilejów. Konkordat zagwarantował dodatkowo Kościołowi katolickiemu swobodę w prowadzeniu zbiórek pieniędzy. Z tacy i z co łaska w całym kraju do kiesy Kościoła katolickiego wpływa rocznie ponad 6 mld zł. W ubiegłym roku duchowni zapłacili w formie zryczałtowanego podatku dochodowego około 13,3 mln zł  Gdyby musieli odprowadzać podatek dochodowy jak pozostali płatnicy – płacący normalnie PIT czy CIT, do kasy państwa wpłynęło by co najmniej 1,1 mld zł.

Państwo zapewnia nie tylko ulgi, ale też płaci. Najwięcej wykłada przy okazji finansowania Funduszu Kościelnego, współfinansowania szkół katolickich, współfinansowania kościelnych zabytków sakralnych, uposażenia katechetów szkolnych i kapelanów. To w sumie blisko 2 mld zł rocznie. Łącznie przywileje kleru kosztują nas rocznie około 3,1 mld złotych.

Górnicy

Najwięcej pieniędzy z budżetu idzie na  dodatki do górniczych rent i emerytur. Tylko w ubiegłym roku wypłacono w ich ramach 4,6 mld złotych. Pod koniec ubiegłego roku prawo do emerytury górniczej miało już ponad 206 tys. osób. W ubiegłym roku przeciętna emerytura górnicza wynosiła blisko 3800 zł. przy średniej emeryturze nieprzekraczającej 2 tysięcy zł. Górnicy nie są w stanie zgromadzić kapitału wystarczającego na wypłatę tak wysokich świadczeń. Finansują je pozostali składkowicze. Górnik pobiera emeryturę średnio przez 20 lat, a składki opłaca co najwyżej przez 25 lat. Na swoje przyszłe świadczenie odprowadza tylko niecałe 20 proc. swojej pensji. W efekcie około 70 procent świadczenia górniczego jest finansowana z podatków.

Górnik za swoją pracę dostaje na rękę średnio 4,4 tysiące złotych. Może też liczyć  na wiele dodatków. Raz w roku – w grudniu – otrzymuje Barbórkę, czyli równowartość jednej pensji, oraz czternastą pensję, czyli nagrodę wypłacaną w lutym. Oprócz tego, we wrześniu, pracownicy kopalni dostają ołówkowe. Około 500 zł na dziecko i tak zwane deputaty węglowe, czyli 8 ton węgla rocznie. Zamiast opału, może to być ekwiwalent pieniężny.

Mundurowi

Co prawda od 2013 obowiązują ich nowe przepisy emerytalne, ale i tak na emerytury, renty, zasiłki i wszelkie dodatki dla funkcjonariuszy mundurowych w tym roku z budżetu państwa pójdzie blisko 8,3 mld złotych – szacuje Money.pl. Funkcjonariuszy służy teraz w Polsce blisko 180 tysięcy. Najliczniejsi są policjanci, jest ich blisko 98 tysięcy. Tymczasem emerytów i rencistów czyli byłych funkcjonariuszy jest teraz ponad 200 tysięcy. Przeciętne świadczenie, czyli emerytura lub renta, sięga 3,2 tys. złotych miesięcznie.

Prawo do emerytury nabywają funkcjonariusze po łącznym spełnieniu dwóch warunków: wieku oraz stażu służby. Minimalny wiek emerytalny to 55 lat, a minimalny staż służby to 25 lat, a nie jak wcześniej 15 lat. Dopiero połączenie 25 lat stażu służby i 55 lat zagwarantuje prawo do emerytury. Podstawę wymiaru emerytury mundurowej stanowi średnie uposażenie z 10 kolejnych lat służby wraz z nagrodą roczną i dodatkami stałymi. Ważne jest, że funkcjonariusz może sam wybrać najbardziej korzystny dla siebie okres, który będzie podstawą do wyliczenia przyszłego świadczenia.

Żołnierze

Około 25 procent budżetu MON stanowią wydatki na emerytury, renty i inne świadczenia dla żołnierzy, takie jak dodatki do służbowych mieszkań czy zakupu mundurów. Rocznie te cele pochłaniają co najmniej 8,7 mld złotych. Płace w wojsku są bardzo zróżnicowane. Goła pensja szeregowego to około 2,6 tys. zł brutto miesięcznie. Zarobki rosną wraz z szarżą. Podoficerowie otrzymują 3,2 tys. zł brutto, a oficerowie co najmniej 4,5 tys. Generałowie mogą liczyć na pensje przekraczające 10 tys. zł.

Do nich dochodzą różne dodatki: dodatkowa pensja – trzynastka, nagrody jubileuszowe, dodatek za wysługę lat, dodatek funkcyjny, dodatek za stopień służbowy, dodatek służbowy lub motywacyjny, gratyfikacje urlopowe dla każdego członka rodziny i dodatek mundurowy.

Rolnicy

To co państwo dokłada z pieniędzy podatników do KRUS, zdecydowanie przebija pozostałe wydatki na emerytalne przywileje. W tym roku emerytury, renty i zasiłki dla rolników, będą nas kosztować 16,1 mld złotych. Dla porównania, sami rolnicy wpłacą do KRUS w ramach obowiązkowych składek niewiele ponad 1,5 mld złotych. Oznacza to, że każdy Polak dokłada rocznie do rolniczych świadczeń blisko 420 złotych.

Rolnicy mogą przechodzić na emeryturę o pięć lat wcześniej (60 lat mężczyźni, 55 lat kobiety), ale pod warunkiem, że płacili składki przez 30 lat i przestali pracować w zawodzie. Na przykład przepisali gospodarkę na dziecko. Jednak trzeba zaznaczyć, że rolnicy na emeryturze nie dostają wysokich wypłat. Średnie świadczenie z KRUS to niewiele ponad tysiąc złotych brutto. System generuje więc kolejne osoby, które nie mogąc się same utrzymać sięgają po dodatkowe pieniądze w formie zasiłków lub dotacji.

Ranking województw Bankier.pl

Wzrost mobilności Polaków spowodowany rozwojem technologicznym oraz zmianami zachodzącymi w społeczeństwie sprawia, że coraz częściej zadajemy sobie pytanie, gdzie najlepiej się żyje? Zwykle odpowiedzi prowadzą nas do dalekich krajów. 

Nie każdy Polak chce żyć na obczyźnie, ale trudno oszacować, który region jest najbardziej przyjazny w sensie ekonomicznym dla przeciętnego Polaka. Właśnie do tych celów porównawczych zespół Działu Analiz Bankier.pl przygotował prosty ranking województw oraz raport: Co się zmieniło w samorządach od 2010 roku?

– Różnice w rozwoju i potencjale gospodarczym polskich regionów w niektórych przypadkach są tak wielkie, że – przekraczając granice danego województwa – można odnieść wrażenie, że wjechało się na teren innego państwa. Polska to nie tylko bogate okolice Warszawy, czy Wrocławia. To również prowincja ze stolicami województw, których populacja czasem ledwo przekracza 100 tys. mieszkańców, a średnia pensja stanowi niecałe 80% przeciętnej krajowej.  Ocena sukcesu gospodarczego państwa nie może opierać się jedynie na widocznych osiągnięciach najbogatszych, ale powinna być również oceniana przez pryzmat „najsłabszego ogniwa”, a niestety skupia ono 2/3 ludności kraju – komentuje Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

Mazowsze, Śląsk i Wielkopolska – trzy najbardziej przyjazne mieszkańcom województwa

Na pierwszym miejscu znalazło się woj. mazowieckie. Chociaż są tutaj bardzo drogie mieszkania, to mimo wszystko rekompensują je stosunkowo wysokie zarobki. Na drugim miejscu znalazło się województwo Śląskie, które cechuje wysoka przeciętna pensja i w miarę niskie ceny transakcyjne (w porównaniu do większych metropolii) metra kwadratowego mieszkania na rynku pierwotnym. Miejsce na podium zajęło jeszcze woj. wielkopolskie, gdzie mamy bardzo niską stopę bezrobocia. Dużym zaskoczeniem jest 4. pozycja woj. lubuskiego. Tutaj decydujące znaczenie miały bardzo tanie mieszkania, nawet jak na poziom stosunkowo niskiego przeciętnego wynagrodzenia.

Raport Bankier.pl „Regiony 2014: co się zmieniło w samorządach od 2010 roku?” to opracowanie najistotniejszych danych gospodarczych dotyczących wszystkich województw. Zwykły pracujący Kowalski zwykle nie ma czasu, sił i energii, by przeanalizować ponad 1000 stron raportów GUS-u, Banku Światowego czy OECD, które zwykle zawierają kilkanaście tysięcy danych. Dlatego  stworzyliśmy możliwie najprostszą syntezę zrozumiałą dla przeciętnego Polaka, który na co dzień nie jest zainteresowany ekonomią, a gdy przychodzi czas wyborów, chciałby wiedzieć, co tak naprawdę się zmieniło.

Rada Polityki Pieniężnej podjęła decyzję o nieobniżaniu stóp procentowych

Rada Polityki Pieniężnej podjęła decyzję o nieobniżaniu stóp procentowych. Decyzja nie była jednomyślna – podał NBP.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan.

Referencyjna stopa procentowa pozostaje zatem po dzisiejszej decyzji RPP na poziomie 2 proc., a stopa lombardowa na poziomie 3 proc. Prezes NBP Marek Belka i członkowie Rady obecni na konferencji prasowej po posiedzeniu stwierdzili, że dla decyzji Rady ważniejszy jest teraz wzrost gospodarczy a nie inflacja, bowiem prognozy (NBP) dotyczące zmian cen wskazują, że w 2016 r. CPI może znaleźć się (z 50 proc. prawdopodobieństwem) w przedziale 0,6-2,3 proc., czyli poniżej celu inflacyjnego. A wg członków Rady osłabienie tempa wzrostu gospodarczego obserwowane w 3. kwartale br. może być przejściowe. Czyli nie ma dzisiaj przesłanek do obniżki stóp procentowych, ale nie są one wykluczone w przyszłości. Rozumiem, że przesłanką do pozytywnej oceny sytuacji w polskiej gospodarce był październikowy wskaźnik PMI (51,2 pkt.). Bo ostatnio żadnych innych informacji wskazujących na poprawę w polskiej gospodarce nie było.

Obniżenie stóp procentowych zapewne nie zwiększyłoby skłonności przedsiębiorstw do inwestycji, bo o niej decyduje dzisiaj nie koszt pieniądza a perspektywy wzrostu popytu wewnętrznego i zewnętrznego. A te, nawet patrząc na październikowy PMI, ciągle nie są na tyle optymistyczne, aby rozpoczynać większe inwestycje. Co prawda, firmy leasingowe wskazują na dość silny, bo ponad 20 proc. wzrost w 2014 r. inwestycji przez nie finansowanych, jednak należy pamiętać, że leasing to instrument finansowy przede wszystkim dla mniejszych firm, skierowany na finansowanie mniejszych inwestycji (średnia inwestycja to 80 tys. zł). Ale w bankach rosnącej skłonności do inwestycji nie widać, bowiem we wrześniu 2014 r. depozyty przedsiębiorstw były wyższe o 20 mld zł niż we wrześniu 2013 r., a należności firm wobec banków – o 25 mld zł.

Rzeczywiście dzisiaj stymulowanie gospodarki przez politykę pieniężną jest trudne i mało skuteczne. Ale jest jeszcze jeden aspekt decyzji RPP ważny dla gospodarki, ważny dla przedsiębiorstw. Przewidywalność. A o tę w decyzjach RPP trudno. Wydaje się, że Radzie sprawia przyjemność bawienie się z rynkiem w kotka i myszkę. Pytanie tylko, czy o to powinno chodzić.

Konfederacja Lewiatan

Prezes Krezusa przechodzi do centrali Chevronu w Houston

0

CEO Magazyn Polska

Paweł Konzal, dotychczasowy prezes spółki Krezus dołączy z końcem listopada do głównego zespołu odpowiedzialnego za rozwój biznesu Chevronu na świecie. Ma się zajmować wsparciem długoterminowego wzrostu i wyników Chevronu poprzez przejęcia i sprzedaż aktywów związanych z ropą i gazem.

Pracując w Houston, Paweł Konzal będzie członkiem zespołu odpowiedzialnego m.in. za strategię globalnego rozwoju firmy, wycenę oraz zarządzanie portfelem aktywów spółki, a także za negocjacje przejęć i sprzedaży aktywów oraz spółek na całym świecie. Zajmować się będzie także oceną ekonomiczną, analizą decyzji, rozwoju i podtrzymywania relacji z zewnętrznymi partnerami oraz wsparciem dla transakcji aż do ich zamknięcia. Pierwszy rok będzie skupiony na wdrożeniu w firmę i uczestnictwie w treningu obejmującym wzmocnienie i budowę kompetencji koniecznych do dalszej działalności w rozwoju biznesu.

Konzal od wielu lat zajmuje się działaniami skupionymi wokół kwestii energetycznych. W Krezusie przeprowadził proces zmiany profilu spółki z funduszu inwestycyjnego skoncentrowanego na polskim rynku na firmę poszukiwawczo-wydobywczą aktywną na rynkach zagranicznych. W Republice Gwinei, gdzie umiejscowione są główne projekty (boksyty i złoto), Krezus został pierwszą spółką płacącą lokalne podatki w transparentny sposób przy współudziale społeczności lokalnych i władz regionalnych.

Za mną ważny okres dla Krezusa w Afryce – mówi Paweł Konzal – Zakończyłem etap pozyskiwania koncesji i reprofilowania spółki. Na tym moja rola się zakończyła. Jestem przekonany, że firma jest gotowa do dalszego dynamicznego rozwoju, zarządzana już przez nowe władze.

Ustępujący prezes Krezusa reprezentował też polski rząd, a później PGNiG w grupach roboczych poświęconych kwestiom sektora energii, a także bezpieczeństwu dostaw gazu ziemnego na forum europejskim.

Chevron jest drugą największą amerykańską firmą paliwową o rocznych przychodach rzędu 230 miliardów dolarów i  zysku w wysokości 21,5 miliarda dolarów, co dało mu trzecie miejsce na liście Fortune 500 w 2014 r.

Benefit Systems: nasze przychody rosną o 20 proc. rocznie. Z karnetów pracowniczych korzystają firmy, sądy, a nawet kurie

0

CEO Magazyn Polska

Przychody Benefit Systems, spółki działającej na rynku pozapłacowych świadczeń dla pracowników, rosną o ok. 20 proc. rocznie. Marża utrzymuje się na poziomie 21 proc. Jak przekonuje Tomasz Józefacki, prezes spółki, obecny rok pod tym względem nie będzie wyjątkiem. Z oferty spółki korzystają przede wszystkim firmy, ale także uczelnie, sądy czy kurie.

Rynek zmienia się wraz z pracownikami, którzy dołączają do przedsiębiorstw – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Tomasz Józefacki, prezes Benefit Systems. – Widzimy wyraźnie strumień wchodzących właśnie na rynek pracy osób z tzw. pokolenia Y  – wyżu demograficznego, urodzonych między 1980 i 1995 rokiem, które są zainteresowane naszymi produktami, zachowaniem równowagi między pracą i spędzaniem czasu wolnego. To one przede wszystkim zwiększają zainteresowanie naszymi produktami.

Jak wynika z ostatniego raportu „Świadczenia dodatkowe w oczach pracowników w 2014 roku” zajmującej się analizą rynku pracy firmy Sedlak & Sedlak, 75,2 proc. zatrudnionych deklaruje, że ich firma oferuje tego rodzaju benefity. To o ok. 8 proc. więcej niż w 2012 roku. Potencjał rynku pozafinansowych świadczeń pracowniczych – zdaniem Tomasza Józefackiego – jest więc duży. W ostatnich latach przychody Benefit Systems rosną o ok. 20 proc. rocznie. Marża utrzymuje się na poziomie 21 proc.

Na razie nie przesłanek, by myśleć, że kolejny rok będzie inny – zapewnia Józefacki.

Jak wynika z analizy firmy Sedlak & Sedlak, zatrudnieni dzisiaj oczekują od swoich pracodawców w ramach pozapłacowych benefitów pracowniczych przede wszystkim świadczeń medycznych (52 proc.), ubezpieczenia na życie (52 proc.), telefonu służbowego do prywatnego użytku (43 proc.) oraz zajęć sportowych (43 proc.). Jednak, jak zauważa Józefacki, nie zawsze wymagania pracowników pokrywają się z zakresem świadczeń kupowanych przez zatrudniające ich organizacje.

Jeżeli patrzymy z perspektywy firm, to najważniejsze są świadczenia ubezpieczeniowe, urlopowo-wakacyjne, oferta kolonijna dla dzieci i ubezpieczenie zdrowotne – wylicza prezes zarządu Benefit Systems. – Pracownicy natomiast przede wszystkim oczekują świadczeń medycznych i sportowych. Właśnie takim przykładem jest karta MultiSport. To dzisiaj najbardziej pożądane przez zatrudnionych świadczenia.

Do grupy klientów spółki należy obecnie ponad 6,5 tys. firm i instytucji zatrudniających ponad dwa miliony pracowników. Z samych produktów sportowych korzysta blisko pół miliona osób, które mają do dyspozycji niemal 4 tys. obiektów sportowo-rekreacyjnych w 650 miastach Polski. Największym klientem spółki, jak informuje Tomasz Józefacki, jest Poczta Polska. Swoje usługi firma kieruje jednak zarówno do instytucji, korporacji, jak i małych firm lokalnych, zatrudniających więcej niż dziesięciu pracowników.

W gronie naszych klientów mamy wiele instytucji: od sądów, prokuratur, poprzez szkoły podstawowe, uczelnie wyższe, aż po kurie – zauważa Józefacki. – Grono odbiorców i instytucji, które korzystają i kupują tego typu świadczenia dla swoich pracowników, jest więc bardzo szerokie.

W zakresie budowy oferty produktowej firma współpracuje z kilkoma tysiącami firm w całej Polsce.

Przede wszystkim skupiamy się dzisiaj na rozwoju oferty sportowo-rekreacyjnej oraz rozbudowujemy nowe produkty o oferty kinowe, teatralne, wydarzenia kulturalno-rozrywkowe, np. koncerty czy festiwale. Cały czas zwiększamy liczbę partnerów, którzy zapewniają nam dostęp do unikalnej oferty.

Spółka, jak przekonuje Tomasz Józefacki, sama motywuje swoich pracowników, realizując liczne programy motywacyjne.

Firma rozwija się bardzo dynamicznie, w związku z tym chcemy odpowiednio motywować nasz zespół – tłumaczy Józefacki. – Robimy to na dwa sposoby: jednym jest plan akcyjny, skierowany do 35 kluczowych menadżerów, szefów i pracowników spółki, mamy również gotówkowe plany motywacyjne. Staramy się w tym zakresie działać bardzo aktywnie i w szybkim trybie. Nasze plany są ustawiane na pół roku, żeby jak najlepiej realizować założone wyniki.

Hawe planuje zwiększyć dochody i nie wyklucza przejęć. Nowe władze modyfikują strategię spółki

0

CEO Magazyn Polska

Telekomunikacyjna spółka Hawe pracuje nad zwiększeniem dochodów i zysków, a także chwilowo ogranicza inwestycje. Nowy zarząd deklaruje chęć konsolidowania rynku. Spółka nie wyklucza zainteresowania przejęciem TK Telekom od PKP.

Na pewno trzeba w tej chwili bardziej skoncentrować się na bieżącej działalności operacyjnej i uzyskiwaniu szybkiego dochodu – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Piotr Kubaszewski, prezes zarządu Hawe. Spółka do niedawna słynęła z takich projektów jak FTTH. Nie odkładamy tego projektu na półkę, cały czas chcemy go realizować z naszymi partnerami biznesowymi. Oni też podtrzymują swoje zainteresowanie, ale chcemy jeszcze bardziej skoncentrować się na uzyskiwaniu przychodów i przede wszystkim dochodów.

Z raportu opublikowanego po I półroczu wynika, że przychody Grupy Hawe przekroczyły 138,1 mln zł i były wyższe od zeszłorocznych o 68 proc. Zysk netto spadł jednak w tym czasie z 39,3 do 17,7 mln zł.

Poza FTTH, czyli projektem dostarczania szerokopasmowych usług internetowych do gospodarstw domowych, spółki z Grupy Hawe realizują projekty budowy sieci szerokopasmowych w województwach warmińsko-mazurskim i podkarpackim, których łączna wartość wynosi 627 mln zł. Wydzierżawiają też partnerom biznesowym sieć ciemnych włókien, czyli łączy światłowodowych.

– Spółka jest postrzegana przez partnerów jako bardzo solidna – podkreśla jej prezes. – Nie tylko dobrze sprzedaje, ale też bardzo dobrze wykonuje serwis swojej sieci, kiedy umawia się, dotrzymuje słowa. Dlaego muszę powiedzieć, że w mojej ocenie to, jak ona wygląda, budzi szacunek. Jestem zadowolony z tego, co się dzieje w spółce, i mam nadzieję, że ten rozwój będzie cały czas przyspieszał.

Spółka czeka też na zastrzyk pieniędzy z budżetu Unii Europejskiej, która zamierza wspierać w Polsce budowę tzw. ostatniej mili, czyli przyłączenia gospodarstw domowych do sieci. Zgodnie z Europejską Agendą Cyfrową do roku 2020 każdy obywatel Unii ma mieć dostęp do szerokopasmowego internetu.

Wiemy, że na to mają być przeznaczone fundusze unijne, i liczymy, że to będą projekty podobne do tych realizowanych teraz – zaznacza prezes Hawe.

Spółka deklaruje, że w planach ma jeszcze kilka projektów, które ma nadzieję sfinalizować jeszcze w tym roku. W przyszłym roku zamierza podpisać następne kontrakty i umowy. Trwa też restrukturyzacja grupy.

Aktualnie kończymy wezwanie na akcję Mediatela [zakończyło się 4 listopada – red.] – przypomina Piotr Kubaszewski. W tym momencie będziemy posiadali ponad 99 proc. akcji tej firmy. Planujemy połączenie jej z Hawe Telekom. Hawe SA będzie więc właścicielem świetnego, nowoczesnego podmiotu z branży telekomunikacyjnej, który jest w tej chwili wysoko wyceniamy przez Giełdę Papierów Wartościowych.

W ocenie prezesa konsolidacji jest nieunikniona na polskim rynku telekomunikacyjnym. Te podmioty, które pozostaną, powinny stać się dużym graczami. Hawe deklaruje, że ma zamiar brać aktywny udział w tym procesie.

Może nie mamy takiego potencjału, żeby samemu integrować i konsolidować wszystkich, ale jeżeli słyszymy o takich przetargach, jak w tej chwili na zakup TK Telekom, to jesteśmy nim zainteresowani – deklaruje prezes Piotr Kubaszewski. Nie chcę składać żadnych obietnic, ale omawiamy szczegóły z partnerami finansowymi i biznesowymi, żeby ewentualnie brać udział w takich przetargach.

PKP chce sprzedać 100 proc. TK Telekom. Oferty wstępne zbiera do 19 listopada, a due diligence przewidywane jest na przełom 2014 i 2015 roku.

Niska rentowność obligacji skarbowych utrzyma się jeszcze przez przynajmniej dwa lata

CEO Magazyn Polska

Obligacje skarbowe pozostaną na obecnym lub nawet niższym poziomie rentowności przynajmniej przez najbliższe dwa lata – przewiduje Jacek Rzeźniczek, główny analityk Secus Asset Management. Przyczyną są spadające stopy procentowe i luzowanie ilościowe w krajach strefy euro. Odbicie nastąpi dopiero wtedy, gdy inflacja ruszy w górę.

Rentowność polskich obligacji 10-letnich jest obecnie na poziomie nieco powyżej 2,5 proc. Tak niski poziom oznacza, że są one najdroższe w historii.

 Przypominam sobie, że kiedy rentowność spadała do poziomu 3 proc., wydawało się, że jest bardzo nisko i że już niżej nie ma prawa zejść. Okazuje się, że takiego twardego dna na rynku jednak nie ma – mówi Jacek Rzeźniczek, główny analityk Secus Asset Management.

Taka sytuacja utrzyma się – według eksperta – przez najbliższe 2 lata, co wynika z zapowiedzi Europejskiego Banku Centralnego dotyczących programów upłynniania rynku. Przez dłuższy czas utrzyma się też bardzo niski poziom inflacji w Polsce i krajach strefy euro.

 Niski wzrost gospodarczy przy tej niskiej inflacji otwiera bankom centralnym drogę do dalszego luzownika  u nas luzowania stóp procentowych,  krajach strefy euro do luzowania ilościowego – ocenia rozmówca agencji informacyjnej Newseria Inwestor. – To są działania, które w długim okresie czasu prowadzą do tego, że rentowności obligacji będą się utrzymywały nisko.

Na wczorajszą nieco zaskakującą, choć przewidywaną przez część ekonomistów, decyzję RPP o niezmienianiu stóp procentowych obligacje nie zareagowały. Taki stan rzeczy będzie trwał, jeśli nie dojdzie do jakichś spektakularnych wydarzeń. Te trudno jednak przewidzieć, ale w Polsce nawet zawirowania polityczne mają krótkotrwały wpływ na rynek długu. W długim terminie – jak ocenia Rzeźniczek – rentowności utrzymają się na obecnym poziomie lub nawet jeszcze spadną.

Wadliwe opodatkowanie użytkowania aut służbowych

Przepisy uchwalone przez Sejm, a dotyczące opodatkowania użytkowania samochodów służbowych do celów prywatnych nie są pozbawione wad, ponieważ obejmują wyłącznie świadczenia nieodpłatne. Pominięto sytuację, w której pracownik, może użytkować auto również odpłatnie lub częściowo odpłatnie – uważa Konfederacja Lewiatan.

Podczas trwającego posiedzenia Senatu rozpatrywany jest projekt ustawy o ułatwieniu wykonywania działalności gospodarczej. Zawiera kilkadziesiąt propozycji mających na celu zmniejszenie obowiązków administracyjnych związanych z prowadzeniem biznesu. Wprowadza również oczekiwane przez przedsiębiorców ryczałtowe opodatkowanie nieodpłatnego świadczenia z tytułu użytkowania przez pracownika samochodu służbowego do celów prywatnych, zwolnienie z opodatkowania dojazdów do pracy organizowanych przez pracodawcę oraz wiążącą informację akcyzową.

– Niestety, przepisy uchwalone przez Sejm są źle skonstruowane, bowiem zakładają, że ułatwienie (czyli określenie przepisami wartości świadczeń) dotyczyć będzie wyłącznie świadczeń nieodpłatnych. Pominięto sytuację, w której pracownik, może użytkować pojazd również odpłatnie lub częściowo – odpłatnie. Jak wynika z praktyki są pracodawcy, którzy stosują mechanizm pobierania odpłatności od pracowników z tytułu prywatnego użytkowania samochodów. Zatem w sytuacji pobierania płatności za udostępnienie samochodu służbowego do celów prywatnych pracownika wysokość świadczenia ustalana będzie według cen rynkowych. Oznacza to, że regulacja nie jest pełna i różnicuje podmioty w zależności od sposobu udostępnienia samochodu, co oczywiście nie było celem ustawodawcy – mówi Przemysław Pruszyński, sekretarz Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan.

Odesłanie w nowym przepisie do przypadków, w których samochód udostępniony jest nieodpłatnie spowoduje konieczność szacowania przychodu według cen rynkowych świadczeń częściowo odpłatnych. Zatem wszyscy pracodawcy, którzy odpłatnie udostępniają samochody, dalej będą narażeni na spory co do wysokości świadczenia. Obecny zapis doprowadzi do absurdalnej sytuacji, w której gdy pracodawca udostępni pracownikowi samochód i nie pobierze żadnej opłaty, pracownik uzyska przychód w wysokości 400 zł, natomiast, gdy pobierze 100 zł, organ uzna, że wysokość nie odpowiada wysokości rynkowej (jednocześnie nie zastosuje ryczałtu, gdyż będzie on miał zastosowanie tylko dla świadczeń nieodpłatnych) i wartość pomiędzy kwotą zapłaconą przez pracownika a wartością całego świadczenia oszacuje wg. cen rynkowych.

W celu wyeliminowania wskazanego problemu, niezbędne jest określenie, że w przypadku świadczenia odpłatnego lub częściowo-odpłatnego, z tytułu użytkowania samochodu służbowego do celów prywatnych, pomniejsza się wartość świadczenia o wysokość odpłatności ponoszonej przez pracownika.

Propozycję zmiany Konfederacja Lewiatan zgłosiła senatorom, którzy mogą jeszcze wpłynąć na kształt przepisu i usunąć jego wadliwość. Brak doprecyzowania w znacznej mierze zniweczy pozytywny skutek tej regulacji, gdyż utrzyma obecny, niekorzystny stan prawny
w stosunku do tych przedsiębiorców (ok. 20%), którzy dzisiaj pomimo trudności i ryzyka dokładają należytej staranności, aby nieodpłatne świadczenia z tytułu użytkowania samochodów służbowych opodatkowywać. Stanowić to będzie sankcję dla uczciwych przedsiębiorców co stoi w sprzeczności z zasadami demokratycznego państwa prawnego.

Wprowadzenie mechanizmu zryczałtowanego opodatkowania nieodpłatnego świadczenia przysługującego pracownikowi z tytułu wykorzystywania samochodu służbowego do celów prywatnych jest rozwiązaniem oczekiwanym przez środowisko przedsiębiorców. Nie ze względu na korzyści podatkowe, gdyż de facto ryczałt wprowadza, a nie likwiduje opodatkowanie. Przedsiębiorcy zyskają pewność prawa, która uchroni ich przed sporami z organami podatkowymi o sposób i wysokość ustalania tych świadczeń.

Konfederacja Lewiatan

I. Morawski: Włochy największym zagrożeniem stabilności strefy euro. Działania EBC w najlepszym przypadku okażą się umiarkowanie skuteczne

CEO Magazyn Polska

Włochy mają istotny wpływ na stabilność strefy euro, dlatego brak reform i utrzymująca się recesja są ciężarem dla innych krajów. Te jednak też nie radzą sobie najlepiej, czemu ma przeciwdziałać rozpoczęty w październiku przez EBC program skupu aktywów. Pieniądze z niego mają posłużyć do finansowania pożyczek dla firm, te jednak pożyczać nie chcą, bo nie widzą możliwości inwestowania. Dlatego – zdaniem głównego ekonomisty BIZ Banku – efektywność działań EBC będzie niewielka.

Sytuacja w poszczególnych krajach PIIGS (Portugalia, Włochy, Irlandia, Grecja, Hiszpania) jest skrajnie różna. Najlepiej ma się Irlandia, z kryzysu również powoli wychodzi Hiszpania. Na drugim biegunie są Grecja i Włochy. Ta pierwsza nie powinna raczej już niczym zaskoczyć – musi realizować założone reformy, bo od nich zależy zagraniczne finansowanie.

– Grecja jest uzależniona od zagranicznego finansowania. Otrzymała kredyty od Unii Europejskiej, Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Europejskiego Banku Centralnego i prędko tych kredytów nie spłaci. Także Grecja jest uzależniona od pomocy zagranicznej na długie lata – mówi Ignacy Morawski, główny ekonomista BIZ Banku.

Jego zdaniem kluczowa dla Europy jest sytuacja Włoch, które są jedną z największych gospodarek Unii Europejskiej i – w odróżnieniu od mniej istotnej Portugalii – mają duży wpływ na stabilność całej strefy euro. Od lat nie mogą sobie jednak poradzić z rosnącym długiem publicznym i recesją.

Irlandia jakoś sobie radzi, Hiszpania jakoś będzie sobie radzić, Grecja jest na zewnętrznym finansowaniu, podczepiona pod pomoc zagraniczną jak pod kroplówkę, czyli to nie jest tak istotne, poza tym to jest mały kraj – mówi Morawski. – Włochy to jest duży kraj, który ma rosnący dług publiczny, jest w recesji, a reformy strukturalne idą bardzo wolno, dlatego wydaje mi się, że mogą one zagrażać stabilności strefy euro.

Eurolandowi pomóc ma świeżo rozpoczęty program skupu aktywów opartych o kredyty, co ma ożywić rynek pożyczek dla małych i średnich firm, które stanowią fundament gospodarki. EBC ma jednak znikomy wpływ na niechęć banków do udzielania takich kredytów i firm – do ich zaciągania.

– Po pierwsze, banki wciąż naprawiają swoje bilanse, podziurawione po ostatnim kryzysie finansowym. Po drugie, jest niski popyt na kredyt, firmy nie chcą inwestować. EBC ma małe możliwości wpływania na chęć firm do inwestowania, natomiast ma wpływ na podaż kredytów.

To może być jednak za mało, by ruszyć z miejsca gospodarkę strefy euro. Dlatego – zdaniem Morawskiego – powodzenie tego programu będzie dość umiarkowane.

Lepszy ten program niż nic, natomiast najlepiej byłoby, gdyby Europejski Bank Centralny kupował bezpośrednio długookresowe obligacje skarbowe krajów znajdujących się w kryzysie i żeby z emisji tych obligacji kraje mogły sfinansować cięcia podatków lub wzrost inwestycji publicznych. Krótko mówiąc – żeby doszło do finansowania deficytów przez Europejski Bank Centralny.

To jednak stoi w sprzeczności z traktatami europejskimi, więc pozostają działania wspierające podaż kredytów. Morawski podkreśla jednak, że aby ten program zadziałał, firmy muszą zacząć sięgać po kredyty na inwestycje.

Kampanie wyborcze i wybory mogą opóźnić modernizację polskiej energetyki o kilkanaście miesięcy

CEO Magazyn Polska

Niezbędna modernizacja sektora energetycznego i wydobywczego może odsunąć się w czasie. Polska weszła w kilkunastomiesięczny okres wyborczy, kiedy politycy są bardziej skłonni iść na ustępstwa, a związki zawodowe to wykorzystują – podkreślają eksperci Instytutu Jagiellońskiego. Branża energetyczna jest zdominowana przez firmy państwowe, gdzie pozycja związkowców jest nadal bardzo silna.

To jest, niestety, bardzo zły dla Polski moment – przekonuje Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego. – Zainteresowani wyborami politycy podejmują nieracjonalne i niedobre dla całego kraju decyzje. Jeżeli chodzi o górnictwo i dużą konwencjonalną energetykę, to wciąż dominują tam koncerny państwowe. Związkowcy są w stanie, wywierając nacisk, wynegocjować na przykład bardzo wysokie wynagrodzenia, dlatego bez wstrzymania się i zastanowienia restrukturyzacja energetyki będzie niemożliwa.

Problem związków zawodowych, jak zauważa Roszkowski, występuje przede wszystkim w firmach państwowych, które wymagają działań naprawczych. Tymczasem pozycja i wpływy syndykatów pracowniczych od lat skutecznie uniemożliwiają ich przeprowadzenie.

Zawsze w krytycznych momentach, takich jak na przykład prywatyzacja Jastrzębskiej Spółki Węglowej, związki zawodowe wstawały, podnosiły głowę i mówiły: „Zróbcie rezerwę, z której nam jeszcze coś wypłacicie” – mówi Roszkowski. – Każdy proces w państwowych spółkach może zostać wypaczony albo dramatycznie spowolniony właśnie przez to, że mamy takie dodatkowe grupy interesów.

Według Instytutu Jagiellońskiego problemem jest samo usytuowanie związków zawodowych w systemie.

Nieuczciwość polega na tym, że nie ma symetryczności – argumentuje Roszkowski. – Jeżeli jest dobrze, to związkowcy mówią, że pracownicy chcieliby mieć większy udział w zysku, a jeśli jest źle, to umywają ręce, bo to nie jest już ich odpowiedzialność, tylko państwa, które powinno ratować zakład, albo właściciela, który musi coś dopłacić czy zrestrukturyzować. Niestety, w krytycznych momentach takie struktury bardzo przeszkadzają i nie służą Polsce, tylko poszczególnym osobom, które załatwiają sobie i swojemu otoczeniu jakiś bonus, a nie wpływają na efektywność całej gospodarki.

Tymczasem, jak wskazuje Instytut Jagielloński w swojej analizie, sektor energetyczny i wydobywczy wymagają gruntownej modernizacji. Bez niej niemożliwe będzie sprostanie zagranicznej konkurencji i efektywnej realizacji kluczowych dla bezpieczeństwa energetycznego Polski zadań. Tym bardziej że 90 proc. polskiej energetyki pochodzi ze spalania węgla czarnego i brunatnego. Wysoka cena surowca, na którą wpływ ma np. utrzymywanie nierentownych zakładów z powodu weta związkowców, obniża efektywność całej gospodarki.

Jeżeli chodzi o pakiet klimatyczny, to Polska będzie wydawała teraz pieniądze na restrukturyzację w przyspieszonym tempie, bo potencjalny sprzeciw wobec jego zapisów czy w ogóle niechęć do realizacji wynikają z tego, że po prostu nas na to w dużej części nie stać – zauważa Roszkowski. – Tutaj konieczne są odważne kroki, ponieważ im dłużej będzie to trwało, tym drożej za to zapłacimy.

Według ekspertów Instytutu Jagiellońskiego związkowcy branży energetycznej powinni patrzeć na restrukturyzację nie tylko jako na zagrożenie, lecz także jako na szansę. Przykładem może być PKP Cargo, spółka, która dziś stoi mocno na nogach, jeszcze kilka lat temu była symbolem upadku polskiej kolei. Związki zawodowe, rozumiejąc, że brak zgody na radykalne zmiany będzie oznaczał likwidację spółki, wypracowały tam kompromis, który okazał się dla przedsiębiorstwa kołem ratunkowym. Pozytywnym przykładem jest także działalność Przedsiębiorstwa Górniczego Silesia. Zostało ono uratowane przed upadkiem m.in. dzięki konstruktywnej postawie syndykatów pracowniczych, które znalazły inwestora.

Spekulacja ziemią rolną przez cudzoziemców będzie utrudniona

CEO Magazyn Polska

Od maja 2016 roku cudzoziemcy zyskają możliwość zakupu ziemi. Nowa ustawa, która będzie regulować obrót ziemią, nie będzie nikogo dyskryminować, ale resort rolnictwa chce, by przy nabywaniu gruntów pierwszeństwo mieli rolnicy, którzy zamieszkują na terenie tej samej gminy lub miejscowości. Zdaniem Marka Sawickiego odpowiedni zapis w ustawie ma zabezpieczyć przed zakupem ziemi rolnej do celów inne niż produkcyjne.

1 maja 2016 roku przestaną obowiązywać ograniczenia w sprzedaży ziemi rolnej obcokrajowcom. W Sejmie na zatwierdzenie przez parlamentarzystów czeka nowa ustawa, która będzie regulowała obrót tymi gruntami.

To jest ustawa, która ma uregulować zasady obrotu ziemią rolniczą w Polsce, nie dyskryminując nikogo z zewnątrz. Chcemy po prostu, żeby pierwszeństwo zakupu gruntów mieli sąsiedzi – mówi agencji informacyjnej Newseria Marek Sawicki.

Według niego ustawa ma także uwzględniać możliwość kształtowania wielkości gospodarstw. Oznacza to, że gospodarstwa małe, do 300 ha, będą miały pierwszeństwo zakupu. Znaczenie mieć będzie także wiek kupującego grunt rolnika.

Jeśli mamy dwóch kupujących: jeden ma 25 lat, a drugi 64, to trudno decydować się na sprzedaż temu starszemu. Chcemy, żeby izby rolnicze wzmocnione samorządem terytorialnym wybierały nabywcę, a niekoniecznie, by o zakupie decydowała cena – wyjaśnia Marek Sawicki.

Dodaje, że cena powinna być określona przez rzeczoznawcę. Natomiast wybór nabywcy powinien prowadzić do poprawy struktury agrarnej w Polsce.

Jeśli wprowadzimy mechanizmy na wzór francuskich czy niemieckich, to rzeczywiście ziemię kupią sąsiedzi, czyli lokalni mieszkający. Jeżeli tych zabezpieczeń nie wprowadzimy, to kupią ją bogatsi – dodaje minister rolnictwa.

We Francji każdą transakcję związaną z gruntami rolnymi kontroluje Stowarzyszenie Zagospodarowania Ziemi i Urządzania Obszarów Wiejskich. Ma ona również prawo pierwokupu. Jak podają krajowe media, średnia cena gruntów rolnych we Francji, dzięki działalności Stowarzyszenia, jest niższa niż w Polsce.

Zdaniem Marka Sawickiego w Polsce zdarzają się przypadki spekulacji ziemią rolniczą, choć nie jest to zjawisko częste.

Dlatego rozwiązania, które są już przygotowane w projekcie ustawy, jak również te, nad którymi pracujemy w ministerstwie rolnictwa, o charakterze poprawek do tej ustawy, mają przede wszystkim zabezpieczyć przed spekulacją ziemią rolniczą – dodaje Sawicki.

O zapisach w ustawie mówił również niedawno w mediach Leszek Świętochowski, prezes Agencji Nieruchomości Rolnych. Jeśli kupującym lub sprzedającym grunty rolne nie będzie rolnik, obywatel Polski, wtedy w obrocie ziemią pośredniczyć będzie ANR. Agencja przymierza się również do stworzenia rejestru gruntów rolnych. W 2013 roku cudzoziemcy kupili od ANR 61 ha ziemi rolnej, a od 2004 roku – niecałe 1 800 ha.

Badanie BIK i UFG: Rzetelni kredytobiorcy są mniej szkodowymi klientami firm ubezpieczeniowych

CEO Magazyn Polska

Wymiana informacji pomiędzy różnymi instytucjami rynku finansowego może w znaczący sposób pomoc w ocenie wiarygodności kontrahentów. Dzięki informacjom o rzetelności kredytowej klientów sektor ubezpieczeniowy mógłby o jedną piątą zwiększyć trafność przewidywań dotyczących ich szkodowości.

Z badań wynika, że ludzie z dobrymi nawykami kredytowymi na co dzień zachowują się uważniej i wykazują staranność w zachowaniu bezpieczeństwa wobec siebie i składników swojego majątku. Połączenie historii zdarzeń ubezpieczeniowych, którą gromadzi UFG, z informacjami o spłacalności kredytów, które posiada Biuro Informacji Kredytowej, pozwoliłoby lepiej prognozować ryzyko ubezpieczeniowe.

– Z jednej strony oznacza to dla instytucji finansowych, że mogą lepiej zarządzać ryzykiem i dopasowywać ofertę do klientów w zależności od profilu ryzyka – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr Mariusz Cholewa, prezes zarządu Biura Informacji Kredytowej. – Dla klientów byłaby to okazja do tego, by ci, którzy odpowiedzialnie zarządzają finansami i odpowiedzialnie zachowują się na rynku ubezpieczeniowym, mogli skorzystać z lepszych ofert.

Biuro Informacji Kredytowej gromadzi komplet informacji o historii kredytowej klientów indywidualnych w bankach, SKOK-ach, również w bankach spółdzielczych. Obecnie łączy te dane z informacjami z kolejnych sektorów: firm pożyczkowych, firm leasingowych oraz firm faktoringowych.

– Często klienci indywidualni, którzy prowadzą działalność gospodarczą, mieszają swoje prywatne źródła finansowania z biznesowymi – tłumaczy prezes BIK. – Instytucje finansowe powinny więc mieć pełny obraz zachowań tych klientów na rynku finansowym.

Dlatego Biuro Informacji Kredytowej przez swą spółkę córkę BIG InfoMonitor zbiera informacje pozytywne i negatywne o tych klientach, którzy zalegają z płatnością za energię, gaz czy telefon komórkowy, oraz informacje o wzajemnych relacjach firm, jeżeli nie płacą swoich faktur.

– Takim obszarem, który ma duży potencjał, jest sektor ubezpieczeniowy. Potwierdza to sytuacja na rynkach światowych, gdzie już taka wymiana informacji istnieje – podkreśla dr Mariusz Cholewa. – W Polsce ze względu na ochronę tajemnicy bankowej i ubezpieczeniowej nie można się w bezpośredni sposób wymieniać danymi, niewątpliwe jednak jest to ogromny potencjał.

Informacje zebrane przez Biuro Informacji Kredytowej mogą znacząco – aż o 1/5 – zwiększyć trafność przewidywań dotyczących szkodowości w obszarze ubezpieczeń komunikacyjnych OC – wynika z badania przeprowadzonego we współpracy z UFG.

– Razem z Ubezpieczeniowym Funduszem Gwarancyjnym BIK zrobił taki projekt badawczy, w którym szukaliśmy zależności między zachowaniami klientów na rynku kredytowym i ubezpieczeniowym – mówi prezes zarządu Biura Informacji Kredytowej. – Badanie to przeprowadziliśmy na bazie statystycznej w oparciu o kody pocztowe. I tylko na tej podstawie wyszło nam, że zależność między zachowaniami klientów na rynku kredytowym a ubezpieczeniowym jest bardzo duża, prawie 79 proc.