Prezes BIG Infomonitor: duże firmy pożyczkowe bezpieczne dla klientów

CEO Magazyn Polska

Pomysł Ministerstwa Finansów, by uregulować rynek firm pożyczkowych, ma służyć wyeliminowaniu patologii uważa Mariusz Hildebrand, prezes Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor. Jego zdaniem duże, reklamujące się firmy pożyczkowe, nie mają się czego obawiać po wprowadzeniu nowego prawa. Są one bowiem wiarygodne i angażują pieniądze własne lub swoich inwestorów.

 – Rynek firm pożyczkowych jest rozwojowy. W tej chwili szacowany jest na 2,5-4 mld złotych – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Mariusz Hildebrand, prezes BIG InfoMonitor. – W stosunku do kwot, których udzielają banki, jest to niewielki procent wszystkich operacji.

Kwotę finansowania udzielanego przez banki szacuje się nawet na  900 mld zł, dlatego  zdaniem Mariusza Hildebranda  konkurencja firm pożyczkowych nie stanowi dla sektora bankowego żadnego zagrożenia, a jedynie uzupełnienie jego oferty. Podkreśla również, że rynek firm pożyczkowych w Polsce nie był dotychczas mocno regulowany, stąd bierze się jego dążenie do samoregulacji.

 – Rynek nie ma w tej chwili instytucji nadzorczych. Z drugiej strony, widać pewne ruchy ze strony samych firm – chcą się samoregulować, czyli kontrolować swoje działania, żeby ten rynek był bezpieczniejszy – przekonuje prezes BIG InfoMonitora. Podkreśla przy tym, że do samoregulacji dążą głównie duże firmy pożyczkowe. Te, które najaktywniej działają na rynku, starają się, aby sposób działania branży został ucywilizowany – tłumaczy.

Jego zdaniem, podmiotom tym zależy na wiarygodności, bo angażują pieniądze własne lub swoich inwestorów. Dlatego zależy im na budowaniu pozytywnego wizerunku własnej działalności, a tym samym na uczciwości całego rynku pożyczek pozabankowych.

  Te firmy raczej odcinają się od działań nieetycznych – uważa Hildebrand. – Firmy pożyczkowe widzą potrzebę lepszego ułożenia relacji z rynkiem po to, by były lepiej postrzegane.

Tłumaczy, że firmy, które dążą samoregulacji bądź objęcia nadzorem, są podmiotami, które cenią sobie wartość informacji z rynku oraz opinię klienta. Często też w swoich władzach mają ludzi, którzy wcześniej pracowali w sektorze bankowym i rozumieją potrzebę wprowadzenia pewnych regulacji.

 – Nie jest trudno udzielić finansowania. Podstawową sprawą jest odzyskanie tych pieniędzy. Firmy finansują swoją działalność z własnych środków bądź ze środków inwestorów. Tu nie ma mowy o zbieraniu depozytów, w związku z powyższym muszą bardzo mocno zwracać uwagę na to, z kim pracują i w jaki sposób – przekonuje Mariusz Hildebrand.

 

Mariusz Hildebrand zwraca też uwagę, że uczciwe firmy często i aktywnie wymieniają się informacjami z BIG InfoMonitorem. Tłumaczy, że etyka zawodowa jest wpisana  w zasady ich funkcjonowania. Inaczej bywa natomiast w wypadku małych, nieznanych podmiotów.

 – Firmy pożyczkowe, które reklamują się na słupach hasłem: „Bez BIK”, czyli mówiąc krótko pokazują swoją działalność trochę poza nawiasem funkcjonowania, raczej nie są tymi, które będą chciały się samoregulować – dodaje prezes BIG Infomonitor.

Ministerstwo Finansów proponuje objęcie firm pożyczkowych nadzorem KNF, podwyższenie kar za nieuczciwą działalność parabankową oraz utworzenie rejestru legalnie działających firm pożyczkowych. Bierze też pod uwagę wprowadzenie maksymalnego limitu kosztu kredytu. Do stworzenia projektu przez resort w dużej mierze przyczyniła się afera związana z Amber Gold.

Prezes Fakro: polskim firmom trudno konkurować na europejskich rynkach

CEO Magazyn Polska

Producent okien dachowych Fakro chce nawet kilkukrotnie zwiększyć swoją sprzedaż w krajach Europy Zachodniej. Żeby na równi konkurować z rywalami, chce mieć co najmniej 20-proc. udział w tamtejszych rynkach. Prezes firmy Ryszard Florek podkreśla jednak, że konkurencja z europejskimi producentami jest bardzo nierówna.

 W tej chwili w UE polskie firmy praktycznie nie mają szans konkurowania na rynkach Europy Zachodniej – mówi agencji informacyjnej Newseria Ryszard Florek, prezes Fakro. – Nie uwzględniono efektu skali i korzyści z niego płynących, które mają firmy ze „starej” Unii, a których nie mają polskie przedsiębiorstwa. Te korzyści czasami sięgają 15-20 proc. Mniejsze koszty powodują, że trudno w ogóle nawiązać jakąkolwiek konkurencję.

Zdaniem prezesa Fakro, ten efekt skali jest niewłaściwie wykorzystywany przez wiodące w Europie firmy. Dlatego chciałby, żeby polski rząd na forum unijnym wziął rodzimych przedsiębiorców pod większą ochronę.

 – Firmy dominujące mają o kilkanaście procent niższe koszty: badań, rozwoju, produkcji i dystrybucji przede wszystkim – wyjaśnia Florek. – Gdy UE powstawała, takich problemów nie było, a teraz doszły nowe kraje, które nie mają tego efektu skali, nie mają kapitału, nie mają silnych marek. Najwyższy czas, żeby te regulacje zmienić.

Jak mówi Florek, jednym z najważniejszych działań jest informowanie klientów o nadużywaniu dominującej pozycji przez producentów zachodnich.

 – Wtedy dominanci będą mniej tego prawa nadużywać. Poza tym dystrybutorzy i konsumenci też będą ich mogli odpowiednio za to ocenić – proponuje prezes Fakro.

Kolejna sprawa to skuteczny lobbing w Komisji Europejskiej przeciwko próbom liberalizacji prawa dla firm dominujących, a nawet za jego zaostrzeniem.

 – Zawsze to prawo będzie nadużywane w stosunku do polskich firm – mówi Florek. – W UE prawo to jedna sprawa, a polityka – druga. Jeżeli polski rząd nie będzie tam lobbował, to żadna polska firma nie ma szans konkurować na rynku europejskim.

Firma Fakro dobrze sobie radzi zagranicą, jest obecna w ponad 50 krajach.

 – Są jeszcze szanse na podbój rynków afrykańskich czy dalekowschodnich, natomiast w zasadzie na wszystkich najważniejszych rynkach już jesteśmy. Ważne jest dla nas, żeby zdobywać coraz większy udział w tych rynkach, żeby powiększać efekt skali, bo tylko wtedy możemy mieć niższe koszty, wtedy możemy walczyć o równe szanse konkurowania na rynku globalnym – mówi Florek.

Jego firma jest jednym z liderów rynków Europy Środkowo-Wschodniej. Jak wyjaśnia Florek, to jednak sukces na rynkach zachodnioeuropejskich daje największą szansę na globalny rozwój.

Bardzo nam zależy na zwiększaniu udziałów w rynkach Europy Zachodniej. Tam mamy średnio od 2 do 10 proc., a żebyśmy mieli szanse konkurowania jak równy z równym, z liderem rynku, powinniśmy mieć przynajmniej 20 proc. tamtego rynku – mówi prezes polskiego producenta okien.

Lotnisko w Modlinie wraca do gry. Na razie poza Ryanairem może liczyć na loty czarterowe.

CEO Magazyn Polska

Powrót Ryanaira na lotnisko w Modlinie to dopiero początek trudnej drogi do budowy pozycji podwarszawskiego portu. Irlandzkie linie wróciły do Modlina w ubiegłym tygodniu, po ponad 9 miesiącach przerwy i będą stamtąd latać w 26 kierunkach. Drugi tani przewoźnik Wizz Air, pozostał na Lotnisku Chopina, które chociaż nieco droższe, zdecydowanie wygrywa z Modlinem dostępnością dla podróżnych. Lataniem z Modlina mogą być zainteresowani jeszcze mniejsi tani przewoźnicy i linie czarterowe.

 Wrócił ten „gorszy” przewoźnik, który jest chyba najbardziej drapieżny i najbardziej wymagający – mówi agencji informacyjnej Newseria Sebastiana Gościniarek, ekspert ds. rynku lotniczego z firmy BBSG. – Nie rokuje to łatwego życia dla lotniska, ale lepiej, że jest ten operator, który będzie rozwijał połączenia z Modlina, i który rzeczywiście umie to robić, aniżeli na lotnisku miałoby wiać pustką.

Drugi tani przewoźnik, Wizz Air, pozostał na Okęciu. Nic na razie nie wskazuje na to, by miało się to zmienić w najbliższych tygodniach.

 – Wizz Air otrzymał bardzo korzystny pakiet promocyjny na Lotnisku Chopina – tłumaczy Gościniarek. – Nie dlatego, że to jest Wizz Air, tylko dlatego, że takie są reguły narzucone przez Lotnisko Chopina i każdy inny przewoźnik, spełniający warunki, też taki pakiet by otrzymał.

Dlatego oferta Modlina nie jest już dla węgierskiego przewoźnika tak atrakcyjna. Zdaniem eksperta, pozostanie na Okęciu jest też elementem konkurencyjnej walki Węgrów z Ryanairem.

 – Ryanair próbował „demolować” Wizz Aira, otwierając dokładnie te same kierunki w bardzo podobnych slotach czasowych – mówi. – Wizz Air, nie mogąc się zmierzyć z Irlandczykami w bezpośredniej walce w Modlinie, próbuje teraz poprawić swoją pozycję konkurencyjną, operując z lotniska, które jest znacznie lepiej dostępne, a jednocześnie oferuje całkiem przyzwoite warunki finansowe.

Lotniska Chopina ma zdecydowaną przewagę nad Modlinem w kwestii dostępności, szczególnie dla podróżnych z samej Warszawy i południowej części Mazowsza.

 – Modlin jeszcze przez długi czas będzie się borykał z problemem dostępności. Dopóki nie uruchomiona zostanie kolejka, która będzie dowoziła pasażerów pod sam terminal, dopóty skomunikowanie lotniska z resztą województwa będzie pozostawiało wiele do życzenia – twierdzi Gościniarek.

Problem dostępności to istotny, ale nie jedyny problem portu lotniczego w Modlinie. Drugi to kwestie środowiskowe, które mogą blokować jego dalszy rozwój. Lotnisko sąsiaduje z obszarem Natura 2000 i przez to przepustowość ekologiczna portu kształtuje się dziś w granicach 2 mln pasażerów rocznie.

 – Gdyby Ryanair bardzo dynamicznie się rozwinął lub gdyby na lotnisko zawitali jeszcze inni przewoźnicy, czy to niskokosztowi, czy czarterowi, to granica 2 mln pasażerów zostanie osiągnięta bardzo szybko – mówi Sebastian Gościniarek.

Jego zdaniem, szanse na zdobycie nowych przewoźników są, ale ocenia, że stanie się to raczej w dłuższej perspektywie.

 – Zawsze twierdziłem i twierdzę, że pomysł lotniska w Modlinie jest bardzo dobry, przyszłościowy. W tej chwili jako potencjalnych klientów widzę przede wszystkim linie czarterowe. Być może jeszcze jacyś mniejsi tani przewoźnicy będą chcieli operować z Modlina, natomiast na pewno nie będzie to żaden dynamiczny skok – raczej powolne, mozolne budowanie pozycji lotniska – prognozuje ekspert.

Port lotniczy w Modlinie został uruchomiony w lipcu 2012 roku. W grudniu ubiegłego roku Wojewódzki Inspektor Nadzoru Budowlanego cofnął zgodę na użytkowanie pasa startowego. Powodem były dziury w nawierzchni, zagrażające bezpieczeństwu lotów. Wykonujące stąd swoje loty Wizz Air i Ryanair zostały zmuszone do przeniesienia się na Lotnisko Chopina w Warszawie. Przebudowa pasa w Modlinie trwała kilka miesięcy. Pod koniec czerwca Urząd Lotnictwa Cywilnego wydał zgodę na wznowienie operacji lotniczych, ale na powrót na podwarszawskie lotnisko zdecydował się jedynie irlandzki przewoźnik.

Inteligentne domy nie tylko w ekskluzywnych rezydencjach

CEO Magazyn Polska

Urządzenia, które potrafią automatycznie ustawić temperaturę, zasłonić rolety, a nawet zamówić jedzenie do lodówki, są coraz bardziej popularne już nie tylko wśród właścicieli ekskluzywnych domów. – Taka automatyka domowa wkracza do wszystkich mieszkań  – mówi Arkadiusz Walus z portalu dominteligentny.pl.

Są dwie przyczyny, które sprawiły, że klientów przybywa, a rynek z takimi urządzeniami wciąż się rozszerza.

 – Ceny bardzo mocno spadają – wyjaśnia Arkadiusz Walus z dominteligentny.pl i dodaje, że ludzie coraz chętniej inwestują w inteligentne domy również z tego powodu, że urządzenia zapewniają oszczędzanie energii oraz nie niszczą środowiska. Są to m.in. automatyczne regulatory ogrzewania, oświetlenia, sterowniki klimatyzacji, wentylacji czy żaluzji.

Najpopularniejsze według eksperta jest obecnie inwestowanie w oświetlenia typu LED, dzięki czemu właściciel zużywa mniej energii.

 – Poprzez dopasowanie oświetlenia do miejsca, gdzie w danym czasie funkcjonujemy, używamy światła i co za tym idzie, tylko wtedy i tam, gdzie jej potrzebujemy – mówi Arkadiusz Walus.

Bardzo popularnym urządzeniem energooszczędnym są regulatory temperatury.

 – Możemy ustawić sobie komfortowy zakres, a temperatura będzie się automatycznie ustawiać – tłumaczy i podsumowuje energooszczędne właściwości automatyki domowej: – Jeśli wychodzimy z domu, ten dom wie o tym i nie zużywa niepotrzebnie energii na klimatyzację, która jest jeszcze droższa od ogrzewania bądź na ogrzewanie, kiedy jest zimno. Kiedy wchodzimy, dom już wie o tym, kto przyszedł i czego potrzebuje. Mamy więc odpowiednią temperaturę, odpowiednio ustawione światło, w zależności od pory dnia bądź pogody, bo instalacje współpracują ze stacją pogodową – mówi Arkadiusz Walus Agencji Informacyjnej Newseria.

Rynek automatyki domowej wciąż się rozszerza i ciągle pojawiają się nowe technologie.

 – Mamy już dzisiaj w ofercie producenta urządzenia, które potrafią zamawiać zakupy do lodówki, aby nigdy nie świeciła pustkami – opowiada ekspert.

Polish Weekly Review, 4 października 2013

The first week of October brought us surprisingly strong PMI release, a further sign of a forthcoming recovery in Polish economy. The surprise was mainly due to unexpected increase in employment, which indicates a brighter future for polish labour market. Wednesday’s MPC meeting was a non-event. Everything went according to the plan, as rates remained unchanged and a quasi-forward guidance was maintained. Our baseline scenario (accelerating growth and stable interest rates) is materializing itself.

Ekstraklasa piłkarskiego biznesu – ranking finansowy klubów Ekstraklasy

Mistrz Polski z sezonu 2012/2013 został zwycięzcą rankingu finansowego opublikowanego w piątej edycji raportu „Ekstraklasa piłkarskiego biznesu”. Publikację tradycyjnie przygotowali eksperci z firmy doradczej EY i spółki Ekstraklasa S.A. Legia po raz pierwszy zajęła najwyższą pozycję w rankingu finansowym. Do tej pory wygrywał go Lech Poznań (trzykrotnie) oraz KGHM Zagłębie Lubin (raz). Drugie miejsce w tegorocznym zestawieniu zajął Kolejorz, a trzecie Lechia Gdańsk. W raporcie „Ekstraklasa piłkarskiego biznesu” obok rankingu finansowego po raz pierwszy znalazły się kompleksowe dane o frekwencji na stadionach, oglądalności przed TV, medialności i skuteczności działań marketingowych wszystkich klubów najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce.

Autorzy rankingu finansowego, oceniając kluby Ekstraklasy, wzięli w tym roku pod uwagę 7 kryteriów. Były wśród nich: wysokość przychodów, koszt zdobytego punktu (stosunek kosztów operacyjnych do liczby punktów zdobytych we wszystkich rozgrywkach), poziom dywersyfikacji przychodów, rentowność, obciążenie majątku zobowiązaniami, wskaźnik płynności i dynamika przychodów. Po nadaniu tym wskaźnikom odpowiednich wag powstał ranking 18stu zespołów – 16stu występujących w Ekstraklasie w sezonie 2012/2013 oraz dwóch beniaminków sezonu 2013/2014.

Dominacja Wojskowych

Legia Warszawa zdystansowała konkurencję przede wszystkim w najważniejszym z kryteriów finansowych – wysokości przychodów. Wyniosły one w 2012 r. 89,9 mln PLN i były aż o 36,9 mln PLN wyższe od wpływów drugiego w tej kategorii Lecha Poznań. Wysokie przychody Legii to m.in. zasługa gry w Lidze Europy (Legia grała mecze 1/16 Ligi Europy z sezonu 2011/2012) oraz sprzedaży Borysiuka, Komorowskiego i Rybusa. Legia zdominowała też konkurencję w materii przychodów z transferów. Wyniosły one w 2012 r. ponad 23 mln PLN. Lech z tego tytułu uzyskał 18 mln, a Górnik 10. W przypadku żadnego innego klubu wpływy z transferów nie wyniosły więcej niż 5 mln PLN.

– Można sobie zadawać pytanie czy awans do Ligi Europy w sezonie 2013/2014 zagwarantuje Legii finansową hegemonię na kilka następnych lat. Odpowiedź brzmi – raczej nie. Liga Europy to jednak nie Liga Mistrzów. Jednak niełatwo będzie zdetronizować Wojskowych. Najbliżej tego mógłby być poznański Lech – dziś chyba niezagrożona drużyna numer dwa pod względem biznesowym w Ekstraklasie. Jednak trzeci z rzędu sezon bez Ligi Europy powoduje, że Kolejorz dalej będzie musiał mocno koncentrować się na równoważeniu kosztów i przychodów. A jak trudne jest to zadanie widać na przykładzie Wisły – mówi Krzysztof Sachs, Partner w EY i pomysłodawca raportu „Ekstraklasa piłkarskiego biznesu”. W porównaniu do poprzedniej edycji raportu – Biała Gwiazda spadła aż o 9 pozycji w rankingu finansowym, a jej wpływy ogółem w porównaniu do roku 2011 zmniejszyły się prawie o połowę i wyniosły 32,5 mln PLN. Trzecie miejsce w kategorii przychodów ogółem zajęło KGHM Zagłębie Lubin z wpływami na poziomie prawie 41 mln. Najniższe przychody za rok 2012 wśród klubów sklasyfikowanych w rankingu wykazał Zawisza Bydgoszcz – beniaminek Ekstraklasy w sezonie 2013/2014 – 4,1 mln PLN.

Gliwicka niespodzianka

Jak podkreślają autorzy raportu, Piast Gliwice był sprawcą największych niespodzianek, zarówno na boiskach Ekstraklasy w sezonie 2012/2013 jak i w roku finansowym, którego dotyczy ranking. Piast zajął w rankingu finansowym pierwsze pozycje w kategoriach dynamiki przychodów (wzrost o 234,7%!) i wskaźnika płynności oraz drugie pozycje w kategoriach kosztu zdobytego punktu i rentowności. Wszystko to jednak nie wystarczyło do pokonania Legii, gdyż przychody Piasta były drugimi najniższymi wśród sklasyfikowanych klubów. Ww. osiągnięcia dały gliwiczanom bardzo dobre 4. miejsce w rankingu finansowym – tuż za Lechią Gdańsk. Oba kluby, w porównaniu z poprzednią edycją zestawienia, zanotowały awans o 5 pozycji.

Zawisza i Cracovia w Ekstraklasie dają nadzieję na wyższe przychody z dnia meczu

Eksperci z firmy doradczej EY zwracają uwagę na pierwszy od lat spadek przychodów wszystkich klubów sklasyfikowanych w rankingu finansowym. W porównaniu z rokiem 2011 spadły one jednak nieznacznie – o 7 mln PLN z 449 do 442 mln. – Nawet jeśli uznamy, że przy pominięciu dużego spadku wpływów Wisły Kraków, suma przychodów reszty klubów wzrosła, to nie da się nie zauważyć, że w dobie kryzysu finansowego również piłkarski biznes popadł w lekką stagnację – zauważa Krzysztof Sachs – Trzeba też uczciwie przyznać, że frekwencja na stadionach Ekstraklasy nie rosła tak, jak się tego spodziewaliśmy. Minął już efekt EURO. Pozostało kilka wspaniałych stadionów, kolejne się modernizują, a średnia frekwencja na ligowych meczach nie chce przekroczyć 10 tys. Choć w tym zakresie jest nadzieja na poprawę. Słabe kibicowsko Bełchatów i Polonię zastąpiły w Ekstraklasie Zawisza i Cracovia, których stadiony i tradycje gwarantują zwyżkę frekwencji. Wzrosła liczba widzów na stadionach Lecha i Legii. Do tego kończy się modernizacja stadionu w Zabrzu i Białymstoku. Musi być lepiej! – dodaje.

48 milionów widzów T-Mobile Ekstraklasy

Według danych przedstawionych w raporcie „Ekstraklasa piłkarskiego biznesu 2013” w sezonie 2012/2013 dało się zauważyć znaczący wzrost atrakcyjności Ekstraklasy mimo niewielkiego spadku frekwencji na stadionach. Świadczy o tym rosnąca po raz kolejny w tempie dwucyfrowym oglądalność spotkań w TV. Dlatego prezes Ekstraklasy S.A. jest optymistą jeśli chodzi o przyszłość naszej ligi zawodowej. Podkreśla, że Ekstraklasa to dzisiaj najsilniejsza marka w polskim sporcie.

– Jak wynika z badań Millward Brown na zlecenie Ekstraklasy S.A., ponad 10 milionów dorosłych Polaków deklaruje zainteresowanie rozgrywkami Ekstraklasy, a ponad 4 miliony przyznaje, że ogląda w telewizji przynajmniej jeden mecz co dwie kolejki. Te okoliczności powodują, że wartość marki Ekstraklasa systematycznie wzrasta, co w kolejnych latach powinno przełożyć się na większe przychody uzyskiwane przez Ekstraklasę S.A. i jej kluby z tytułu praw medialnych i marketingowych – mówi Bogusław Biszof. Dane o oglądalności spotkań potwierdzają słowa prezesa ligi. Średnia oglądalność meczów w TV w sezonie 2012/2013 wzrosła o 47%. Łącznie mecze najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce oglądało ponad 48 mln widzów. W tym samym czasie frekwencja na arenach Ekstraklasy wyniosła 8,3 tys. osób w porównaniu z 8,7 tys. w sezonie 2011/2012.

Legia najatrakcyjniejsza dla Pań – czyli raport naszpikowany ciekawostkami

W tegorocznej edycji raportu „Ekstraklasa piłkarskiego biznesu”, oprócz szczegółowych danych finansowych, o frekwencji w klubach i oglądalności telewizyjnej spotkań znalazły się również setki ciekawostek dla kibiców piłki nożnej. I tak najchętniej oglądanym klubem przez płeć piękną jest Legia Warszawa. Panie stanowiły aż 27% widzów oglądających Legię w TV. Druga w tej kategorii Lechia gromadziła 26,9% kobiet przed telewizorami. Najwięcej fanów na Facebooku ma również Legia Warszawa (284 tys. – stan na 30 czerwca kiedy były gromadzone dane do raportu). Drugi jest Lech z wynikiem 279 tys. Najpopularniejszym wśród kibiców Lechii Gdańsk gadżetem z klubowego sklepu z pamiątkami była silikonowa bransoletka, której sprzedało się prawie 3,5 tys. sztuk. Najchętniej oglądanym zespołem w Canal+ była Jagiellonia Białystok, która nawet grając o godz. 14.30 w sobotę (poza prime time) potrafiła zgromadzić przed telewizorami 229 tys. widzów.

– W mocno zmienionym, w stosunku do lat poprzednich, raporcie „Ekstraklasa piłkarskiego biznesu” po raz pierwszy odchodzimy od spojrzenia na kluby, w którym dominowałyby finanse. Bierzemy pod lupę każdy z klubów, który w 2012 roku występował w Ekstraklasie i 2 beniaminków sezonu 2013/2014. To pierwsza aż tak kompleksowa publikacja o lidze zawodowej piłki nożnej i jedyny oficjalny raport finansowy, który firmuje swoim logo nasza spółka – konkluduje Bogusław Biszof.

ATM S.A. sprzedaje akcje mPay S.A.

ATM S.A., zgodnie ze wcześniejszymi zapowiedziami, przystąpiła do sprzedaży posiadanych akcji spółki mPay S.A. Za pośrednictwem doradcy finansowego przekazane zostanie do określonych podmiotów zaproszenie do składania ofert kupna wszystkich 42 927 227 akcji mPay S.A. będących w posiadaniu ATM. Decydującą rolę w wyborze oferty będzie miała cena oferowana za sprzedawane akcje. Podejmowane czynności, mające charakter oferty prywatnej, są istotnym krokiem prowadzącym do ostatecznego wycofania się ATM z działalności w zakresie płatności mobilnych. O decyzji w tej sprawie Spółka informowała w ostatnich dwóch raportach okresowych.

Najnowszy raport DTZ – Investment Market Update

Według najnowszego raportu DTZ – Investment Market Update podsumowującego aktywność inwestycyjną na rynku nieruchomości komercyjnych, w pierwszym półroczu 2013 roku odnotowano w Polsce najlepszy wynik wolumenu transakcyjnego od 2007 roku. Polska jest nadal postrzegana przez zagranicznych inwestorów, jako rynek o silnych fundamentach makroekonomicznych, utrzymującym się wzroście PKB (prognoza na 2013 – 0, 9% oraz lata 2014 – 2, 5%, 2015 – 3, 3%), silnej sprzedaży detalicznej oraz rosnącym popycie.

W pierwszych 6 miesiącach 2013 roku wartość transakcji inwestycyjnych na rynku nieruchomości w Polsce wyniosła 1, 2 miliarda euro wartości transakcji i oczekuje się, że w kolejnych miesiącach wartość transakcji wyniesie 1,3 miliarda euro, osiągając poziom 2,5 miliarda euro na koniec 2013 roku. Mimo wzrostu wartości inwestycji ich średnia wartość spadała z 71 milionów euro w 2012 roku do 43 milionów euro w pierwszej połowie 2013 roku, z tylko 4 transakcjami przewyższającymi 100 milionów euro.

Przez okres 30 miesięcy od 2011 roku do 1. poł. 2013, Niemieccy inwestorzy zdominowali polski rynek i odpowiadali za ok. 29% wartości wszystkich inwestycji. Na drugim miejscu znaleźli się inwestorzy międzynarodowi (22% wartości wszystkich inwestycji), inwestorzy z Francji (14%), Austrii i Polski (odpowiednio 8% i 7%).Podobnie jak w latach ubiegłych, również w pierwszej połowie 2013 roku nieruchomości biurowe były dominującym rodzajem aktywów nabywanych przez inwestorów. W całej 1 połowie 2013, inwestycje w biura stanowiły 48% wartości wszystkich inwestycji w nieruchomości komercyjne w Polsce. Na drugim miejscu znalazł się sektor przemysłowy (dzięki dwóm znaczącym transakcjom typu joint venture pomiędzy Prologis i Norges Bank oraz SEGRO i kanadyjskim PSP) z 28% udziałem w całkowitej wartości inwestycji. Inwestycje w nieruchomości o funkcji mieszanej stanowiły 12% całkowitej wartości inwestycji.

Wartość inwestycji w sektorze handlu detalicznego spadła z 25% w 2012 roku do 11% w pierwszej połowie 2013, jednakże oczekuje się, że udział tego sektora zwiększy się w drugiej połowie roku w związku z finalizacją wielu transakcji, np. sprzedaży Galerii Katowickiej. Pomimo tego spadku, centra handlowe pozostały najbardziej poszukiwanym rodzajem aktywów na rynku handlu detalicznego (83% wartości wszystkich inwestycji w sektorze), na dalszych miejscach znalazły się sklepy zlokalizowane przy głównych ulicach (6% całkowitej wartości inwestycji w sektorze detalicznym) i parki handlowe / magazyny (5% całkowitej wartości inwestycji).

Stopa kapitalizacji we wszystkich sektorach w 2 kw. 2013 pozostała bez zmian i dla najlepszych aktywów w danym sektorze wynosiła 6, 00% dla centrów handlowych, 6, 25% dla biur i 8, 00% dla sektora magazynowego. Od 2011 roku zauważalna jest tendencja do wydłużania przez banki terminu zapadalności kredytów deweloperskich. Ze względu na bardziej rygorystyczne kryteria przyznawania kredytów, większość polskich banków, mimo niesprzyjających warunków rynkowych, utrzymało poziom rezerw z tytułu utraty wartości tych kredytów na akceptowalnym poziomie. Ponadto, banki oczekują od deweloperów wyższego wkładu własnego, wynoszącego obecnie około 20-40% całkowitych kosztów inwestycji (w zależności od typu projektu i sektora). W konsekwencji deweloperzy zwiększyli emisję obligacji własnych, która staje się alternatywnym źródłem finansowania dla wielu projektów inwestycyjnych – mówi Kamila Wykrota, szefowa działu doradztwa i analiz w firmie DTZ.

Komentarz dzienny, 4 października 2013

Zgodnie z opublikowanymi w dniu wczorajszym danymi, liczba osób ubiegających się po raz pierwszy o zasiłek wzrosła w ostatnim tygodniu września o 1 tys., do 308 tys., po raz kolejny sprawiając pozytywną niespodziankę. Ze względu na dużą wahliwość, w analizie danych tygodniowych z rynku pracy wygodnie jest korzystać z wartości uśrednionych. Czterotygodniowa średnia spadła do 305 tys. i jest najniższa od maja 2007 roku, sugerując bardzo niską destrukcję miejsc pracy.

PGNiG dostarczy gaz za 3 mld zł dla Elektrociepłowni Gorzów

CEO Magazyn Polska

PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna zostało jednym z największych klientów gazowej spółki. PGNiG zapewni dostawy gazu ziemnego do nowo budowanego bloku gazowo-parowego w Elektrociepłowni Gorzów. Surowiec z lokalnych kopalni PGNiG będzie dostarczany przez 20 lat. Wartość umowy szacowana jest na 3 mld zł.

Podpisana 3 października między koncernami umowa zapewni  dostawy gazu ziemnego na potrzeby planowanego do uruchomienia w 2015 r. kogeneracyjnego bloku parowo-gazowego w Elektrociepłowni Gorzów o mocy 138 MWe netto. Oznacza to, że od momentu jego uruchomienia PGNiG będzie sprzedawać PGE GiEK aż 281 mln m3 gazu ziemnego rocznie.

 – Podpisana umowa jest bardzo ważnym elementem naszej strategii, w której pokazujemy, że PGNiG jest stabilnym dostawcą dla naszych klientów, a w szczególności dla naszych dużych odbiorców. Pokazujemy, iż gaz, który dostarczamy, może być podstawą dla przeprowadzenia poważnych inwestycji przez duże firmy energetyczne – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Jerzy Kurella, p.o. prezesa PGNiG.

Na potrzeby tej inwestycji PGNiG będzie dostarczało gaz ziemny ze złóż krajowych, w tym z niedawno otwartej kopalni ropy naftowej i gazu ziemnego Lubiatów. Niedalekie położenie kopalni od elektrociepłowni pozwala obniżyć koszty dostarczanego paliwa.

 – Ta umowa jest dla nas umową korzystną. Jej efektywność jest tak skalkulowana, iż PGNiG osiągnie przychód. Jest to głównie spowodowane faktem, iż mówimy o dostarczeniu gazu bezpośrednio z naszych złóż zlokalizowanych obok Gorzowa Wielkopolskiego, jak również z nowo otwartej kopalni Lubiatów. To jedna z największych w kraju oraz jedna z najnowocześniejszych w Europie inwestycji tego typu, którą PGNiG otwierało ponad dwa miesiące temu – zaznacza Jerzy Kurella.

Nowa umowa zastępuje wcześniejszą z 1996 roku, która zapewniała dostawę paliwa do istniejącego bloku parowo-gazowego.

 – Podpisaliśmy umowę z wykonawcą, z konsorcjum firm Siemens na realizację nowej inwestycji, nowego bloku parowo-gazowego – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Waldemar Szulc, wiceprezes zarządu PGE GiEK SA. – Stąd zapotrzebowanie na ten gaz radykalnie się zwiększy, dlatego negocjowaliśmy z PGNiG w zakresie warunków dostawy tego gazu dla nowego, jak i dla starego bloku.

Zaznacza przy tym, że budowany blok będzie dużo bardziej efektywny niż dotychczasowy. Ma przynieść korzyści zarówno spółce, jak i całemu regionowi oraz kontrahentom PGE.

 – Ten nowy blok po uruchomieniu zapewni nam produkcję większej ilości energii elektrycznej, którą będziemy mogli sprzedać do krajowego systemu, a produkcja ciepła z tego systemu pozowali nam zastąpić produkcję ciepła z dotychczasowych starych kotłów węglowych, które są już nieekonomiczne, nie są dostosowane do wymagań środowiskowych, które będą obowiązywały od 1 stycznia 2016 roku,  więc te stare instalacje będą wyłączone, a będą zastąpione przez nowoczesny blok parowo-gazowy – mówi  Szulc.

Gazowa spółka liczy na kolejne kontrakty.

Rozwój krajowego upstreamu wpisany jest w strategię PGNiG. Spółka liczy na to, że w przyszłości uda jej się zawrzeć podobne umowy, jak ta z PGE GiEK. Będzie to jednak zależało od uwarunkowań prawnych.

 – Mam nadzieję, że jest szansa, żeby takie umowy podpisywać w niedalekiej przyszłości. Natomiast aby tego typu inwestycje mogły być realizowane, bardzo ważnym elementem musi być system wsparcia – tłumaczy  p.o. prezesa PGNiG. – Nasi partnerzy, czyli inwestorzy tego typu projektów energetycznych, muszą mieć zapewnione odpowiednie warunki prawne związane z certyfikatami. Dopóki tego typu warunki prawne nie zaistnieją, będzie trudno naszym partnerom zdecydować się na inwestycje w bloki gazowe.

Trwają prace nad nowym prawem wodnym. Energetyka i rolnicy zapłacą za pobór wody z rzek.

CEO Magazyn Polska

Ministerstwo Środowiska zakończyło konsultacje nad założeniami nowego Prawa wodnego i w najbliższym czasie prześle projekt do Komitetu Stałego Rady Ministrów. Po przyjęciu założeń przez rząd, ruszą pracę nad konkretną ustawą. Resort nie wie jeszcze, w jaki sposób będzie uregulowana kwestia opłat za pobór wody z rzek przez branżę energetyczną i rolników.

Ważnym elementem nowego prawa będzie wprowadzenie wymogów Ramowej Dyrektywy Wodnej, unijnego prawa z 2000 roku. Jednym z nich są opłaty za pobór wody z rzek. Dotkną one m.in. branżę energetyczną, rolników oraz hodowców ryb.

Jak podkreśla wiceminister środowiska Stanisław Gawłowski, cały czas trwają konsultacje dotyczące sposoby pobierania tych opłat i ich wysokości.

 – Postaramy się wprowadzić te opłaty w niezbędnej, minimalnej wysokości – mówi Stanisław Gawłowski. – Nie mam w tej chwili gotowej odpowiedzi, czy to będzie ułamek grosza od metra sześciennego wody pobieranej na potrzeby turbin hydroenergetycznych, czy jeszcze mniejsza kwota pobierana na potrzeby chłodzenia reaktorów czy w elektrowniach konwencjonalnych. Energetyka dzisiaj wie, że nie mamy wyboru i że z naszej strony jest wola poszukania dobrego rozwiązania.

Gawłowski w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria zapowiada, że ministerstwo będzie forsować proste rozwiązania oparte o stawki za objętość pobranej wody. Mają one być uzależnione od miejsca poboru i celu. Według niego najlepsze rozwiązanie to takie, które nie będzie powodować dodatkowych komplikacji.

 – W najbliższym czasie spotykam się też z przedstawicielami firm rybackich, które pobierają wodę na potrzeby hodowli ryb, do stawów. Tam też będziemy szukać takich rozwiązań, które z jednej strony wprowadzą tę zasadę, ale z drugiej strony, nie będą stanowić jakiegokolwiek nadzwyczajnego obciążenia w tym środowisku – zapewnia wiceminister środowiska.

Poza wprowadzeniem wymogów Ramowej Dyrektywy Wodnej nowe Prawo wodne ma też spowodować szereg innych zmian prawnych.

 – To jednoznaczna odpowiedzialność za poszczególne rzeki, czyli jeden gospodarz i jedna rzeka. To budowa całego systemu finansowania, utrzymania całej infrastruktury przeciwpowodziowej. To rozdzielenie władztwa wodnego, administracji od zarządzania majątkiem – wylicza główne założenia nowych przepisów Stanisław Gawłowski.

Zakończyły się już konsultacje społeczne samych założeń. Ich projekt trafi do Komitetu Stałego Rady Ministrów. Gawłowski przewiduje, że rząd zajmie się nim w ciągu kilkunastu najbliższych tygodni. Jego zdaniem, nie będzie to proces szybki, ponieważ prawo jest bardzo skomplikowane i wprowadza liczne zmiany.

Jeszcze przed uchwaleniem nowego Prawa wodnego resort środowiska chce znowelizować obecne przepisy. Ich zmianą już wkrótce zajmie się Rada Ministrów, a potem propozycja trafi pod obrady Sejmu. Nowelizacja przede wszystkim dostosuje polskie prawo do wymogów unijnych.

Dzięki nowym składom zespołowym PKP Intercity obniży koszty przejazdu pociągów nawet o 40 proc.

CEO Magazyn Polska

PKP Intercity dzięki inwestycjom w nowy tabor lub modernizację używanego może zmniejszyć koszty o nawet 30-40 proc. Przewoźnik poszerzy również swoją ofertę, zwłaszcza na trasach niezelektryfikowanych, gdzie dziś pociągi prowadzone są lokomotywami spalinowymi. Elastyczność producentów taboru w kwestii terminów dostaw stanowi dla PKP Intercity jeden z priorytetów w prowadzonych przetargach.

 Nasz program inwestycyjny w tej chwili jest wart około 5,5 mld złotych. Oczywiście, najbardziej znany projekt to zakup 20 składów zespołowych z prędkością maksymalną 250 km/h, czyli pociągów Pendolino. Ale to tylko część tego, co robimy. Realizujemy też dwa przetargi na zakup składów zespołowych z prędkością do 160 km/h – wylicza w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria Paweł Hordyński, członek zarządu PKP Intercity ds. finansowych. Dodaje: – Zostało wszczęte postępowanie w sprawie zakupu 10 składów zespołowych piętrowych. Oprócz tego modernizujemy 218 wagonów na linię Przemyśl – Szczecin. Kupujemy 45 nowych wagonów, 10 nowych lokomotyw spalinowych i modernizujemy 20 lokomotyw spalinowych.

Hordyński podkreśla, że dzięki zakupom nowych elektrycznych zespołów trakcyjnych (czyli składów, które nie mają osobnej lokomotywy) spółka zaoszczędzi w segmencie kosztów eksploatacyjnych. EZT, zabierające tyle samo osób, co tradycyjne składy wagonowe z lokomotywą, są konstrukcyjnie lekkie, w porównaniu z tradycyjnymi pociągami ważą o ok. 30-40 proc. mniej. To w praktyce oznacza mniejsze koszty eksploatacji nowych składów, bo 25 proc. kosztów spółki to koszty dostępu do infrastruktury, które są wyliczane na podstawie masy pociągów. Nowe EZT pobierają również mniej energii elektrycznej. „Odchudzenie” składów oznacza obniżenie kosztów o 30-40 proc.

W tej chwili PKP Intercity ma 14 elektrycznych składów zespołowych ED74 Bydgostia, wyprodukowanych przez bydgoską Pesę. W grudniu 2014 roku służbę rozpocznie 20 szybkich Pendolino wyprodukowanych we Włoszech przez francuski koncern Alstom. Pod koniec sierpnia przewoźnik rozstrzygnął przetarg na 20 EZT o prędkości 160 km/h – zamówienie warte 1,5 mld zł zdobyło konsorcjum Stadler i Newag. Trwa również postępowanie na kolejnych 20 EZT o prędkości 160 km/h.

 – Zakup 40 EZT oznacza uzupełnienie naszego parku taborowego o kolejne nowoczesne pociągi, dedykowane m.in. trasom Kraków-Olsztyn czy Jelenia Góra – Białystok. Początkowo planowaliśmy jedynie zakup 11 EZT w tej perspektywie, jednak uzyskaliśmy możliwość wykorzystania większej ilości środków. Stąd inwestycja w 40 nowych pojazdów. Jest to dla rynku producentów duże zamówienie, ale liczymy, że zgodnie z umową składy kursować będą już w 2015 roku – mówi Hordyński.

Dzięki modernizacji 20 lokomotyw spalinowych oraz zakupie 10 nowych, przewoźnik będzie mógł nie tylko zaoszczędzić na kosztach przejazdów wynajmu taboru, ale uruchomi również nowe połączenia, które teraz nie są obsługiwane przez pociągi PKP Intercity. Dzięki inwestycjom pasażerowie skorzystają z nowych połączeń, np. w Bieszczady.

Nowe i zmodernizowane lokomotywy spalinowe, używane również do prac manewrowych, dzięki zastosowanym technologiom oferować będą mniejsze koszty eksploatacyjne, np. pozwolą zużywać znacznie mniej paliwa.

 – Lokomotywy emitować będą mniej spalin i hałasu. W części maszyn zastosowane zostaną dodatkowe urządzenia umożliwiające zasilanie pociągu w energię elektryczną. Tego typu lokomotywy pozwolą nam nie tylko na prowadzenie prac manewrowych, ale używanie lokomotyw na szlakach niezelektryfikowanych, np. na Hel. Pomimo wykorzystania lokomotywy spalinowej skład pociągu nadal będzie zasilany w energię elektryczną, co oznacza możliwość m.in. korzystania z klimatyzacji– tłumaczy Paweł Hordyński.

W SKOK-ach depozyty będą gwarantowane. S. Kluza (SGH): zmiany wprowadzane są zbyt późno

Od 29 listopada Bankowy Fundusz Gwarancyjny zapewni bezpieczeństwo depozytów w Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo-Kredytowych. Według Stanisława Kluzy, ekonomisty SGH i byłego szefa KNF to potrzebna zmiana, ale spóźniona. Jego zdaniem, powinno to nastąpić najpóźniej w momencie, gdy SKOK-i zostały objęte nadzorem KNF, czyli w październiku ubiegłego roku.

 Oceniam, że wprowadzenie nadzoru nad systemem SKOK-ów w Polsce jest, po pierwsze, potrzebne, po drugie, nastąpiło za późno, po trzecie, dostrzegam pewnego rodzaju słabości w sposobie, w jaki to wprowadzenie nastąpiło – uważa Stanisław Kluza, były przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego.

Spółdzielcze Kasy Oszczędnościowo-Kredytowe (SKOK-i) objęto państwowym nadzorem Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) w październiku 2012 r. Pół roku później Sejm zdecydował, że depozyty do wysokości 100 tys. euro, gromadzone w tych instytucjach, objęte będą – tak jak te w bankach – gwarancjami Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Stanie się to 29 listopada.

Obecnie SKOK-i posiadają fundusz stabilizacyjny Kasy Krajowej, tworzony na wzór Bankowego Funduszu Gwarancyjnego (każda z Kas odprowadza składki – część swoich aktywów, do Kasy Krajowej), a dodatkowo korzystają z ubezpieczeń do równowartości 100 000 euro.

 – Z punktu widzenia każdego systemu, każdego podmiotu na rynku finansowym, bardzo ważną rzeczą jest bycie w systemie gwarantowania, który zwiększa reputację i zaufanie klientów do takich instytucji finansowych – podkreśla w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria Stanisław Kluza. – Poddanie jakiejkolwiek działalności pod nadzór publiczny powinno iść równolegle z objęciem również publicznym systemem gwarantowania.

Zarówno nadzór, jak i gwarancje powinny korzystnie wpłynąć na sytuację SKOK-ów. Przede wszystkim oznaczają większe bezpieczeństwo, a tym samym lepszy wizerunek wśród klientów.

 – Państwo gwarantując daje wiarygodność, że nawet w przypadku zachwiań, materializacji się pewnych ryzyk, ulokowane tam depozyty do znaczącej kwoty jednak nie ulegną przepadkowi – mówi ekonomista.

Jak podkreśla, nowe regulacje są kosztowne dla SKOK-ów, ale i korzyść z nich jest większa.

 – To niesie ze sobą bardzo dużą wartość, która wiąże się z trwałością i dobrymi fundamentami do rozwoju w przyszłości. Wprowadzenie takich rozwiązań na odpowiednio wczesnym etapie rozwoju poszczególnych instytucji finansowych jest im bardzo potrzebne, żeby w późniejszym okresie, kiedy częściej doświadczają etapów krótkookresowych, dynamicznych wzrostów, nie zostały w ten sposób zdestabilizowane – wyjaśnia Stanisław Kluza.

Jego zdaniem, stabilny rozwój takich instytucji jak SKOK-i gwarantuje, że polski system finansowy jest dobrze „zdywersyfikowany”.

 – Funkcjonują w nim instytucje o różnej wielkości, odmiennym profilu ryzyka, interesujące się różnymi grupami klientów. SKOK-i ze względu na swoje podstawy chcą być obecne w szczególności w pewnym segmencie klientów mniej zarabiających, bardziej obecnych w społecznościach i środowiskach lokalnych, czasami mniej zamożnych – mówi Stanisław Kluza. – Myślę, że jest dużo miejsca na różnego rodzaju spółdzielcze formy działalności finansowej, przykładowo SKOK-i bądź banki spółdzielcze.

Dyskonty pogrążają branżę spirytusową

W ciągu ostatnich pięć lat zbankrutowało osiem Polmosów. Z blisko 1000 gorzelni w ciągu 20 lat zostało 100. To jeden z najmniej rentownych rynków sektora spożywczego. Polacy piją więcej whisky, a wódkę wolą kupować w dyskontach, co jeszcze bardziej obniża zyski branży.

 – Najtańszy alkohol, te wódki ekonomiczne i mainstreamowe, można kupić w sieciach dyskontowych, które mają bardzo niskie marże, ale też z uwagi na wolumen zakupów są bardzo ważne dla producentów  mówi Leszek Wiwała, prezes Związku Pracodawców Polski Przemysł Spirytusowy.  Dostarczając tam, siłą rzeczy, producent traci zysk, ale jakby nie dostarczał, to dramatycznie traci rynek. Jesteśmy między młotem a kowadłem.

Od 2008 roku spożycie wódki w Polsce spada. Branża określa ten spadek jako „dramatyczny”. Rentowność gorzelni jest bardzo niska w ubiegłym roku zarobiły niecałe 200 mln zł, co nie starczyło nawet na pokrycie długu z poprzedniego okresu.

 – W kraju producenci dopłacili w 2011 roku ponad 300 mln zł do produkcji wódki, nierentowna była połowa przedsiębiorstw – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Leszek Wiwała.  W ciągu ostatnich pięciu lat zbankrutowało osiem państwowych Polmosów. Teraz już nie ma ich w ogóle. Nie ma zakładów, które należały do Skarbu Państwa. Liczba gorzelni dramatycznie spadła na przestrzeni ostatnich 20 lat. To spadek z blisko 1 tys. gorzelni do działających około 100 gorzelni.

Jak wyjaśnia prezes ZP PPS, od momentu wejścia do Unii Europejskiej Polacy bardzo polubili whisky. Kiedyś to była kategoria niszowa, obecnie jest na czwartym miejscu pod względem spożycia po wódce, piwie i winie.

 – Część Polaków, być może są to ludzie, którzy pracowali za granicą, jeździli do Irlandii, Wielkiej Brytanii czy do Francji, gdzie whisky jest bardzo popularna, wrócili do Polski i chcą pić ten alkohol. W Polsce whisky nie produkujemy, więc to importerzy obecni na naszym rynku na tym zyskują  mówi przedstawiciel pracodawców przemysłu spirytusowego.

Ale na unijnym rynku polscy producenci też zyskali. Polska wódka cieszy się na Zachodzie dużą popularnością, szczególnie w Wielkiej Brytanii. Dla branży to jednak za mało, bo gros produkcji idzie na rynek polski, a ten od pięciu lat się kurczy, a konkurencja na nim rośnie.

 – Mieliśmy do czynienia z takim ewenementem, że wódki, które były znane z tego, że są wódkami gatunkowymi, smakowymi, miały swoje odnowione wersje w postaci wódek czystych. One zyskały bardzo dużą popularność  dodaje Wiwała.  Natomiast kiedy wchodziły na rynek, to dostały odpowiednie dofinansowanie, bo nowy produkt musi być sprzedawany trochę taniej, żeby w ogóle jego sprzedaż zaczęła się liczyć. To też jest jeden z elementów, który obniżał rentowność całej branży, ale też funkcjonowanie małych firm.

Z tych powodów producenci z obawą patrzą na podniesienie od przyszłego roku akcyzy na alkohole wysokoprocentowe. Jej wzrost o 15 proc. oznacza średnią podwyżkę ceny pół litra wódki o 1,8 zł. Zdaniem branży, przełoży się to na jeszcze niższą sprzedaż, a co za tym idzie  jeszcze niższą rentowność polskich zakładów.

 – Być może Polacy zmienią swoje zapatrywanie i cena przestanie być dla nich ważna. To byłby bardzo pozytywny scenariusz dla wszystkich, i dla Ministerstwa Finansów, i dla producentów, gorzej dla dyskontów. Ale wydaje mi się, że gigantyczny boom gospodarczy nam raczej nie grozi i nasz przemysł będzie nadal jedną z najmniej rentownych części sektora spożywczego – mówi Wiwała.

Firmy, które nie mają szans na kredyt bankowy, mogą dostać pieniądze z funduszu pożyczkowego

CEO Magazyn Polska

Około 70 proc. małych i średnich firm w ogóle nie korzysta z finansowania zewnętrznego. Często problemem w uzyskaniu kredytu są wysokie wymagania, jakie przedsiębiorcom stawiają banki. Dla nich szansą na rozwój firmy może być oferta funduszy pożyczkowych, czyli instrumenty zwrotne finansowane głównie ze środków unijnych. Pożyczyć mogą również ci, którzy dopiero chcą uruchomić swój biznes.

 Polskie małe i średnie przedsiębiorstwa generalnie są niechętne zadłużaniu się – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Tomasz Sypuła, prezes Mazowieckiego Regionalnego Funduszu Pożyczkowego. – Szacuje się, że około 70 proc. małych i średnich przedsiębiorstw w ogóle nie korzysta z finansowania zewnętrznego, co wcale nie jest dobre, bo żeby firma się rozwijała musi na pewnym etapie z niego korzystać.

Niektóre małe i średnie firmy mają utrudniony dostęp do kredytów. Dlatego coraz częściej korzystają oni z ofert funduszy pożyczkowych.

 – Fundusze pożyczkowe są określane funduszami wysokiego ryzyka. My udzielając pożyczki bierzemy na siebie bardzo duże ryzyko, którego bank bardzo często nie chce wziąć – mówi Sypuła. – Więc po pierwsze, łatwiej takiej firmie uzyskać finansowania, po drugie, jest mniej formalności i prostsze procedury.  

O finansowanie z funduszu mogą starać się również początkujący przedsiębiorcy, którzy mają pomysł na biznes, ale nie mają za co go rozkręcić. Mazowiecki Regionalny Fundusz Pożyczkowy oferuje początkującym firmom pożyczki w wysokości do 120 tysięcy na okres pięciu lat.

 Wspieramy start-upy, czyli firmy, które zakładają osoby bezrobotne czy absolwenci, którzy nie mogą znaleźć pracy i decydują się na podjęcie własnej działalności gospodarczej. Dla takiej osoby szanse otrzymania kredytu bankowego są zerowe. Tymczasem fundusze pożyczkowe udzielają wsparcia  – w naszej instytucji około 50 proc. pożyczek przeznaczonych jest dla start-upów – podkreśla prezes MRFP.

Firmy działające na rynku ponad rok mogą liczyć na pół miliona zł pożyczki. Można też negocjować spłaty w razie niepowodzenia przedsięwzięcia.

 – Jeśli rynek zweryfikuje dany pomysł negatywnie lub wystąpią nieprzewidziane przeszkody, to staramy się pomóc dłużnikowi i zrestrukturyzować zadłużenie, np. rozłożyć raty na dłuższy okres – mówi Sypuła. – Nie możemy umorzyć długu, gdyż operujemy środkami publicznymi, głównie unijnymi. Jednak w przypadku problemów staramy się rozłożyć spłatę w czasie i poczekać, aż przedsiębiorca odzyska zdolność kredytową.

Polski rynek handlu elektronicznego warty ok. 5 mld euro. Rośnie udział transakcji mobilnych

CEO Magazyn Polska

Polski rynek handlu elektronicznego jest już wart ok. 5 mld euro i cały czas bardzo szybko się rozwija. Co dziesiąta transakcja jest dokonywana za pomocą urządzeń mobilnych. Mimo to udział tego typu handlu w całej sprzedaży detalicznej to tylko ok. 3-4 proc.

 – Polska to duży rynek e-commerce i m-commerce w Europie, tak duży jak Hiszpania. Jego całkowita wartość to ok. 4-5 mld euro. Wciąż obserwujemy na nim znaczący, dwucyfrowy wzrost, czego nie widać na dojrzałych rynkach jak Wielka Brytania czy Niemcy, które są bardzo duże, ale nie rosną już tak szybko – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Damien Perillat, dyrektor zarządzający PayPal w Europie Środkowo-Wschodniej.

Odsetek transakcji dokonywanych za pomocą internetu i technologii mobilnych rośnie w całej Europie, ale w Polsce wciąż jest na bardzo niskim poziomie i wynosi 3-4 proc. całej sprzedaży detalicznej. Perillat zauważa jednak, że coraz więcej przedsiębiorstw z każdego segmentu wielkości korzysta z internetowych kanałów sprzedaży. Wraz ze wzrostem liczby smartfonów i tabletów, rośnie też liczba konsumentów korzystających z m-commerce.

W tym roku na całym świecie PayPal planuje przetworzyć płatności mobilne o wartości 20 mld dolarów. Spółka przewiduje, że dynamika wzrostu tego segmentu płatności wyniesie w 2013 r. w Polsce ponad 5 proc. Z kolei w ciągu kolejnych dwóch lat 10 proc. transakcji elektronicznych w naszym kraju będzie wykonanych za pomocą urządzeń mobilnych. Rozwój tego segmentu wpłynął na decyzję o udostępnieniu w Polsce aplikacji mobilnej PayPal na systemy operacyjne iOs oraz Android.

 – Można również zauważyć, że telefony komórkowe zdobywają coraz większą część w handlu internetowym. Ten trend będzie coraz wyraźniejszy w nadchodzących latach – przewiduje Perillat.

Dodaje, że dzięki rozwojowi handlu elektronicznego i mobilnego nawet małe firmy mogą znacznie łatwiej sprzedawać towary za granicę – nie tylko na rynki Europy Środkowo-Wschodniej, ale także globalnie.

 – Mamy znakomite przykłady polskich firm, które ruszyły ze sprzedażą online na całym świecie. To pozytywny trend, ponieważ koszty prowadzenia biznesu w internecie są bardzo niskie – podkreśla Perillat.

Według niego, najważniejszym problemem dla dalszego rozwoju handlu elektronicznego i mobilnego pozostaje zaufanie pomiędzy kupującymi a przedsiębiorcami. Z tego powodu niezwykle istotne są dobre przepisy dotyczące ochrony danych osobowych oraz bezpieczeństwa transakcji online. Zdaniem Perillata, klienci sklepów kupujący towary przez internet muszą mieć pewność, że zakup jest tak samo bezpieczny, jak w tradycyjnym sklepie.

Tylko niecałe 4 proc. Polaków szczepi się przeciwko grypie

CEO Magazyn Polska

W ubiegłym roku przeciwko grypie zaszczepiło się niecałe 4 proc. Polaków. Powodem jest najczęściej niepewność co do skuteczności szczepionek oraz brak wiedzy na temat konsekwencji grypy.

 – To naprawdę skandaliczne, że w Polsce w ostatnim sezonie 2012/2013 zaszczepiło się jedynie 3,75 proc. populacji, mimo że urzędy marszałkowskie w wielu województwach zapłaciły za szczepionkę dla osób po 64. roku życia – mówi polska wirusolog prof. Lidia Brydak. – Niestety my, Polacy, nie chcemy się szczepić przeciwko grypie. To choroba lekceważona, bardzo często mylona z przeziębieniem.

Liczba szczepień była w ubiegłym sezonie niższa niż rok wcześniej, kiedy ze szczepionek skorzystało 4,5 proc. Polaków. Mimo to przypadków zachorowań na grypę i podejrzeń takich przypadków było niemal półtora miliona. W ubiegłym sezonie – już 2,4 miliona. Z raportu EY wynika, że nawet w latach, gdy nie ma epidemii grypy, koszty związane z tą chorobą sięgają 836 mln zł rocznie. Eksperci wyliczyli, że gdyby zaszczepiło się 45 proc. populacji, gospodarka zaoszczędziłaby netto pół miliarda złotych.

Szczepionki obecnie są już dostępne w aptekach, ale skorzystać z nich można nawet za kilka tygodni lub miesięcy, kiedy wirus zacznie krążyć w populacji, czyli kiedy Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego ogłosi, że wyizolowano wirus grypy określonego typu.

 Zgodnie z decyzjami WHO nie ma terminów, co do szczepień. Osoby z grupy podwyższonego ryzyka powinny jednak się zaszczepić, kiedy szczepionka jest w aptekach – tłumaczy profesor w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria.

Osobami szczególnie narażonymi na zachorowanie na grypę są dzieci oraz przewlekle chorzy.

 – Dzieci od 6 miesiąca życia do 18. roku życia zostały zaklasyfikowane do grupy podwyższonego ryzyka. Ale to są również osoby po przeszczepach, osoby z problemami kardiologicznymi, neurologicznymi, nefrologicznymi, osoby, które mają astmę, z POChP [przewlekła obturacyjna choroba płuc – red.] oraz wszystkie te osoby, które były wielokrotnie hospitalizowane – wymienia profesor.

Dziś dzień bez drukowania. Przeciętny Polak zużywa w ciągu miesiąca więcej niż ryzę papieru do drukarki

Przeciętny Polak zużywa w pracy ponad ryzę papieru do drukarki w ciągu miesiąca. Łączna powierzchnia kartek wydrukowanych w ciągu roku pozwoliłaby aż sześciokrotnie przykryć powierzchnię Warszawy. Drukując świadomie, oszczędzamy pieniądze i środowisko przekonuje firma doradcza KPMG, inicjator corocznej akcji „No printing Day”, odbywającej się w każdy pierwszy piątek października.

Blisko 60 proc. pracujących Polaków używa drukarki w miejscu pracy, z czego 63 proc. robi to codziennie – wynika z badania II edycji akcji „No printing Day”. W skali roku daje to gigantyczne zużycie papieru, biorąc pod uwagę, że łączna powierzchnia wydrukowanych kartek pozwoliłaby aż sześciokrotnie przykryć powierzchnię Warszawy lub ponad trzydziestokrotnie powierzchnię największego polskiego jeziora – Śniardwy.

Jak tłumaczy Jerzy Kalinowski, partner w KPMG,  ideą nie jest wyłączenie wszystkich drukarek, ale przemyślane korzystanie z papieru. Chodzi o to, by dokładnie zastanowić się nad koniecznością wykonania danego wydruku oraz liczbą jego kopii.

 – Przeciętny Polak produkuje w skali miesięcznej 560 stron papieru, czyli ryzę papieru plus kilkadziesiąt stron – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Jerzy Kalinowski, partner firmy doradczej KPMG.

Z drukarek najczęściej korzystają osoby zatrudnione w sektorze administracji publicznej (93 proc.), edukacji (85 proc.) oraz usługach finansowych, telekomunikacyjnych, profesjonalnych i technicznych (73 proc.). Z kolei najrzadziej drukuje się w budownictwie (34 proc.) oraz przy produkcji dóbr konsumpcyjnych i przemysłowych (po 40 proc.). Niestety, Polacy chętnie korzystają z drukarek nie tylko w pracy, ale też prywatnie.

 – 70 proc. Polaków pracujących, którą zbadaliśmy, zadeklarowało, że ma drukarki, a ponad połowa korzysta z nich przynajmniej raz miesięcznie. Na dodatek ta drukarka jest też wykorzystywana często do wydruków służących w pracy, nie tylko w domu – tłumaczy Jerzy Kalinowski.

Świadomie drukując, możemy obniżyć zużycie papieru, czyli przyczynić się do ochrony drzew w Polsce. Dlatego akcja „No printing Day” zachęca firmy, instytucje i osoby prywatne do powstrzymania się od drukowania na jeden symboliczny dzień, aby w realny sposób pozytywnie wpłynąć na środowisko. Z badań firmy doradczej wynika, że świadomość ekologiczna Polaków z roku na rok wzrasta.

 – Trzy czwarte tych, których pytaliśmy, jak korzystają z papieru, odpowiadało: tak, jesteśmy świadomi, staramy się oszczędzać – mówi Jerzy Kalinowski.

Podkreśla, że szansę na zwiększenie skali oszczędności, a co za tym idzie, również ochrony środowiska, stwarza rozwój technologiczny. Na rynku pojawiają się coraz tańsze i coraz ciekawsze urządzenia mobilne, które zaczynają zastępować tradycyjne nośniki informacji.

 – Wiążemy duże nadzieje związane z możliwością wykorzystania w przyszłości czytników czy tabletów – podkreśla partner KPMG. – To nie są jeszcze narzędzia popularne, ale osoby, które je mają, wskazują to jako substytut drukarki  zamiast drukować sobie tekst, można go załadować do tabletu, mieć go tam na stałe, zdecydowanie łatwiej jest wyszukać potrzebną informację.

Jak wynika z badania KPMG, z elektronicznych czytników korzysta bardzo niewiele osób – co trzeci respondent nigdy nie użył go w pracy, a co drugi w domu. To najgorszy wynik w porównaniu do statystyk dotyczących innych działań proekologicznych. Największą wagę przywiązujemy bowiem do oszczędzania energii elektrycznej i wody oraz do segregacji śmieci – zarówno w miejscu pracy, jak i w domu.

Podsumowanie sezonu turystycznego 2013

W bieżącym roku Polska odnotowała 15% wzrost zagranicznych wyjazdów wakacyjnych. W dobie kryzysu to bardzo dobry wynik.

„Wyjazd na wakacje w dzisiejszych czasach nie jest dużym wydatkiem. Nie jest też luksusem, tylko elementem składowym normalnego trybu życia – ludzie wypoczywają po ciężkiej pracy” – mówi Jarosław Kałucki, Rzecznik Travelplanet.pl.

Polacy w tym roku chętnie wyjeżdżali do Egiptu mimo, że dochodziło tam do krwawych zamieszek. Wynikało to przede wszystkim z faktu, że kurorty, w których wypoczywali turyści, były bezpieczne. O zamieszkach, bójkach i płonących budynkach urlopowicze dowiadywali się od bliskich z Polski. „Egipt od lat należy do ulubionych destynacji wypoczynkowych Polaków – jest stosunkowo tani i dobry jeśli chodzi o standardy” – mówi Jarosław Kałuski.

Urlop w Polsce jest konkurencją dla kurortów zagranicznych pod warunkiem, że dopisuje nam pogoda, a z nią bywa różnie – nawet w okresie wakacyjnym. Sposób spędzania wolnego czasu zależy od preferencji każdego urlopowicza – jedni lubią aktywnie spędzać czas i zwiedzać zabytki, inni wolą opalać się na plaży.

Najchętniej odwiedzanym przez Polaków krajem jest Bułgaria. Na drugim miejscu plasuje się Grecja. Tunezja poprawiła swój wynik odwiedzin, nie znalazła się jednak w pierwszej piątce najchętniej odwiedzanych miejsc.

Liderem w organizacji wyjazdów zagranicznych jest Itaka – aż 1/3 polskich turystów korzysta z usług tego biura. Na zajęcie wysokiej pozycji w rankingu mają szanse biura specjalizujące się w jednym kierunku. Przykładem może tu być organizator greckich wakacji Grecos Holiday, który uplasował się na trzecim miejscu.

„Po ubiegłorocznej fali bankructw wszyscy spodziewali się, że rynek mocno się zachwieje. Tymczasem tegoroczne wyniki są zaskakujące – pokazują zupełnie coś innego. Polacy lubią korzystać z usług biur podróży, ponieważ chcą mieć wszystko dopięte na ostatni guzik” – mówi Jarosław Kałucki.

Bank Zachodni WBK z sukcesem kończy kolejny etap fuzji

Bank Zachodni WBK zrealizował z sukcesem kolejny etap fuzji – całkowitą integrację marki „Kredyt Bank”. We wrześniu zakończono zmianę oznakowania placówek, a do połączonej sieci wprowadzona została jednolita oferta produktowa. Synergie z połączenia zostaną osiągnięte wcześniej, niż zakładano.

Promocję oferty oraz nowe pozycjonowanie Banku Zachodniego WBK wesprze słynny amerykański aktor, dwukrotny laureat Oscara – Kevin Spacey.

Z końcem września zakończył się kolejny etap fuzji, zakładający ujednolicenie oferty w całej sieci oraz wycofanie z rynku marki „Kredyt Bank”, zgodnie z pierwotnym założeniem, że połączony bank będzie działał pod marką Bank Zachodni WBK. Proces integracji rozpoczął się 4 stycznia 2013 r. rejestracją połączenia.

– Dla Banku Zachodniego WBK pojęcie fuzji jest tożsame ze zwiększaniem efektywności naszego banku. Dlatego od początku tego roku zoptymalizowaliśmy sieć placówek, dokonaliśmy odpowiednich zmian w strukturze organizacyjnej i polityce produktowej. Wszystkie te działania pozwoliły nam osiągnąć pierwsze synergie biznesowe szybciej, niż zakładaliśmy, co zmotywowało nas do zwiększenia celów na obecny i przyszły rok. Dowodem na skuteczność integracji jest też fakt, że jeszcze przed rebrandingiem i pełną integracją systemów zaoferowaliśmy Klientom połączonego banku wspólny produkt. Dlatego śmiało mogę powiedzieć, że fuzja z Kredyt Bankiem jest jak dotąd jednym z najsprawniej przeprowadzonych tego typu procesów w Polsce – powiedział Mateusz Morawiecki, Prezes Zarządu Banku Zachodniego WBK.

Od początku września w nowej sprzedaży dostępna jest pełna, jednolita oferta. Integrację rozpoczęto od stopniowej zmiany oferty produktowej – wiosną do sprzedaży wprowadzono jako pierwsze fundusze Arka, a następnie m.in. przelewy Western Union, Konto Godne Polecenia. Bank uspójnił ofertę kredytów hipotecznych i gotówkowych. We wszystkich oddziałach nastąpiło ujednolicenie oferty kart kredytowych. Wydane do kont karty debetowe będą stopniowo, od IV kwartału, zastępowane nowymi kartami Banku Zachodniego WBK.

Także dla klientów z segmentu SME dostępna jest pełna oferta Banku Zachodniego WBK. Pierwszym produktem wprowadzonym w sieci dawnego Kredyt Banku był flagowy produkt BZ WBK – kredyt Biznes Ekspres. Od września wszyscy klienci połączonego banku mogą korzystać z ujednoliconej oferty rachunków, depozytów i pozostałych produktów kredytowych. Produkty dla SME sprzedawane są w jednym procesie kredytowym; dodatkowo wybrana grupa korzysta z oferty prelimitów. Dostępna jest też oferta faktoringu oraz leasingu.

W segmencie bankowości korporacyjnej Bank wdrożył wiele zmian i działań uspójniających, ale też rozszerzających ofertę. Bank proponuje klientom korporacyjnym produkty kredytowe, finansowania handlu, leasing i faktoring oraz bogatą ofertę bankowości transakcyjnej. Wdrożone zostały nowe produkty m.in. cashpooling rzeczywisty, gwarancja de minimis, karta korporacyjna. Usprawniono też procesy np. obsługi gotówki. Specjalny moduł obsługi gwarancji, dostępny już w systemie bankowości elektronicznej iBiznes24, stanowi dziś niekwestionowaną przewagę rynkową.

Klienci są obsługiwani w prawie 1000 placówek, z których część zlokalizowana jest w nowych dla Banku Zachodniego WBK miastach. Obecnie jest to trzecia pod względem liczby sieć placówek bankowych w Polsce.

Jednocześnie zakończył się proces wycofywania marki „Kredyt Bank” z rynku – wszystkie placówki oznaczone tym logo zmieniły szyldy na Bank Zachodni WBK, strona internetowa została przekierowana na www.bzwbk.pl, zmieniła się również kolorystyka serwisów transakcyjnych, ale nadal będą one działać pod dotychczasowymi nazwami.

Obecnie trwają zaawansowane prace nad ostatnim etapem połączenia – migracją informatyczną na wszystkie systemy Banku Zachodniego WBK. Ten proces bank zakończy do końca 2014 r. Wtedy też wszyscy klienci będą korzystać z jednego systemu bankowości elektronicznej czy mobile bankingu.

Wprowadzenie jednolitej marki zostanie podkreślone zintegrowaną kampanią reklamową. Bank przygotował jesienną ofensywę marketingową, w której twarzą kampanii będzie amerykański aktor, dwukrotny laureat Oscara Kevin Spacey.

– To dobry moment, aby rozpocząć budowanie silnej, rozpoznawalnej marki trzeciej największej instytucji finansowej w Polsce. Zakończyliśmy właśnie bardzo istotny, najbardziej widoczny dla naszych klientów etap fuzji – wprowadzenie marki Banku Zachodniego WBK w całej połączonej sieci, dla wszystkich klientów. Teraz, poprzez kampanię, chcemy im zaprezentować nowy wizerunek. Jestem przekonany, że Kevin Spacey wesprze nowe pozycjonowanie banku zorientowanego na długofalowe relacje z klientami, oparte na wzajemnym zaufaniu i wspierającego ich skutecznie w realizacji planów. Ważnym wyróżnikiem banku mają być też nowoczesne i wygodne dla klientów rozwiązania finansowe – uważa Artur Sikora, dyrektor Obszaru Komunikacji Korporacyjnej i Marketingu.

Wybór Kevina Spacey jest nieprzypadkowy. Błyskotliwy, znany z profesjonalizmu, inteligencji i poczucia humoru aktor świetnie wpisuje się w nowe pozycjonowanie Banku Zachodniego WBK – banku godnego zaufania, skutecznego, wygodnego i nowoczesnego. Banku dla tych, którzy wymagają więcej.

– Właśnie pozytywne postrzeganie aktora i cechy mu przypisywane powodują, że Kevin Spacey doskonale portretuje naszego docelowego klienta: wymagającego, ceniącego jakość i relacje. Z drugiej strony aktor dobrze komunikuje się z młodszą grupą docelową: docenia niekonwencjonalne rozwiązania, zachęca do oryginalnych pomysłów wykorzystujących nowe technologie czy kanały komunikacji – dodaje Artur Sikora.

Pierwszym produktem promowanym w jesiennej kampanii jest Konto Godne Polecenia. To produkt bardzo dobrze oceniany przez jego użytkowników. Aż 96% jego posiadaczy deklaruje, że poleciłoby go innym. Uzupełnieniem tej kampanii będzie komunikacja aplikacji mobilnej BZWBK24, która umożliwia wygodne korzystanie z konta.

Bank wykorzysta w promocji TV, prasę, internet, outdoor, media własne i media społecznościowe.
Spot reklamowy konta (45’) pojawi się w stacjach głównych, m.in. TVP, TVN, Polsat oraz tematycznych.

Za koncepcję i kreację kampanii odpowiada agencja Red8 Advertising, za przygotowanie kreacji interaktywnych agencja LemonSky, za negocjacje z gwiazdą Business Sport Solutions. Zakup mediów powierzono Starcomowi. Reżyserem spotów jest Jurek Bogajewicz („Kasia i Tomek”, „Niania”, „Camera Café”), a wyprodukował je dom produkcyjny Propeller Film.

Komentarz dzienny, 3 października 2013

Decyzje i komunikowane konkluzje z posiedzenia RPP okazały się absolutnie nieprzełomowe. Stopy pozostały na poziomie 2,5%. Utrzymano dotychczasowe forward guidance, a więc wskazówkę do tego kiedy stopy pozostaną bez zmian (w komunikacie pozostało zatem sformułowanie, że będzie tak do końca roku). Ton komunikatu okazał się nieco bardziej optymistyczny, jeśli chodzi o diagnozę sytuacji w gospodarce globalnej i dostrzeżone pierwsze sygnały ożywienia w gospodarce polskiej. Już na konferencji Prezes Marek Belka podtrzymał oczekiwania, że ożywienie w Polsce będzie postępować, ale bardzo powoli. W komunikacie potwierdzono wreszcie, że utrzymuje się niska presja inflacyjna.

Kraków: bilety komunikacji miejskiej przez komórkę

W Krakowie można już kupować bilety komunikacji miejskiej za pomocą SkyCash – systemu płatności przez komórkę. Rozwiązanie działa już w blisko 30 miastach na terenie całej Polski, obejmując swoim zasięgiem zarówno mniejsze miejscowości, jak i duże aglomeracje, m.in. Poznań, Wrocław, Łódź, Warszawę i Trójmiasto. Korzystanie z aplikacji daje możliwość kupowania biletów w każdym miejscu, bez potrzeby szukania otwartego punktu sprzedaży czy dokonywania zakupu u kierowcy. Dużym udogodnieniem dla pasażerów jest też możliwość płacenia za bilety w ciężar karty płatniczej, co eliminuje konieczność pamiętania o regularnym zasilaniu konta.

– Władze samorządowe coraz częściej zauważają korzyści płynące z płatności mobilnych dla mieszkańców miast i regionów – mówi Dariusz Mazurkiewicz, dyrektor zarządzający SkyCash Poland S.A. – Takie rozwiązania, jak SkyCash ułatwiają nam życie każdego dnia. Oszczędzają czas, pieniądze i zmniejszają stres, na który narażeni jesteśmy we współczesnych miastach – dodaje Mazurkiewicz.

Bilety komunikacji miejskiej to już kolejna usługa SkyCash dostępna w Krakowie. Korzystając z aplikacji można też kupować bilety do Multikina, a od początku roku regulować należność za postój w strefach płatnego parkowania. System oferuje też szereg innych usług, jak przelewy na numer telefonu, wypłacanie gotówki z bankomatów, doładowania GSM czy płatności za domowe rachunki.

SkyCash

Tauron inwestuje w zieloną energetykę. Barierą jednak jest brak odpowiednich ustaw

0

CEO Magazyn Polska

Tauron inwestuje w farmy wiatrowe i instalacje do spalania biomasy. Zdaniem prezesa Dariusza Lubery, spółka jest obecnie najaktywniejszą pod tym względem grupą energetyczną w Polsce. Jednak do dalszego intensywnego rozwoju zielonej energetyki niezbędne są regulacje prawne.

 – W październiku oddamy do użytku farmę wiatrową o mocy 82 MW w miejscowości Marszewo. Kilka dni temu uzyskaliśmy zgodę na użytkowanie drugiej farmy wiatrowej o mocy 40 MW, którą wybudowaliśmy w tym roku w miejscowości Wicko. Tylko w tym roku oddamy do eksploatacji 122 MW zainstalowanych w elektrowniach wiatrowych. Kilka miesięcy temu oddaliśmy do eksploatacji trzy bloki spalające tylko biomasę – 50 MW w Jaworznie, 40 MW w Tychach i 20 MW w Stalowej Woli – wylicza prezes Tauronu Polska Energia, Dariusz Lubera. Jesteśmy najbardziej aktywną grupą energetyczną biorąc pod uwagę ilość źródeł odnawialnych, które przekazaliśmy w tym roku do eksploatacji.

Jeszcze w 2010 roku 98 proc. zainstalowanej mocy przypadało na technologie węglowe. W 2020 r., zgodnie ze strategią Tauronu, ich udział spadnie do ok. 70 proc., z czego 15-20 proc. pochodzić będzie z nowych bloków. Udział technologii niskoemisyjnych, tj. gazowej, wiatrowej, wodnej, biomasowej i biogazowej, wyniesie ok. 30 proc.

Realizację nowych projektów utrudnia brak nowych regulacji prawnych.

 – Mamy projekty na przyszłość, ale czekamy na rozwiązania docelowe dotyczące nowej ustawy o OZE. Treść tej ustawy, zwłaszcza zapisy dotyczące systemu wsparcia, zadecydują o ewentualnej aktualizacji naszej strategii – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Dariusz Lubera.

Oprócz regulacji dotyczących ustawy o OZE, Tauron czeka na ustawę o korytarzach przesyłowych. Ma ona znacznie ułatwić proces budowy linii energetycznych i gazociągów.

 – Bardzo liczymy na tę ustawę. Dzisiaj budowa sieci przesyłowych to jest droga przez mękę. Od wielu lat pracuje się w Polsce nad ustawą korytarzową, która ułatwiłaby budowę sieci. Możemy mieć takie sytuacje w Polsce, że będziemy mieć nowoczesne źródła wytwarzania, odnawialne źródła energii, ale nie będziemy mieli czym przesyłać tej energii na dalszą odległość – przestrzega Dariusz Lubera.

Barierą w inwestycjach w farmy wiatrowe może okazać się z kolei prezydencki projekt ustawy o ochronie krajobrazu, który może ograniczyć możliwości stawiania wiatraków.

 – Przy każdej inwestycji kwestia uzyskania wszystkich pozwoleń, szczególnie w Polsce, jest procesem czasochłonnym. W przypadku farm, które w tym roku oddajemy, kupiliśmy gotowe projekty, które już miały pozwolenia na budowę. To było w latach 2008-2009, a więc od momentu kupna gotowego projektu do momentu wybudowania farmy minęło ok. pięciu lat. Od kształtu tej ustawy będzie na pewno zależało tempo inwestycji, jaką są farmy wiatrowe – zaznacza prezes Tauronu.

A. Olechowski: mam wielkie pretensje do ministra finansów w sprawie OFE

CEO Magazyn Polska

Pomysły rządu dotyczące reformy otwartych funduszy emerytalnych według Andrzeja Olechowskiego to pójście po linii najmniejszego oporu i chciałby, aby rząd się z nich wycofał. Ma nadzieję, że rządowe rozwiązania okażą się niezgodne z konstytucją.

 Mam nadzieję, że to się okaże niekonstytucyjne i trzeba będzie naprawdę głowę wysilić i zastosować jakieś rozwiązanie racjonalne, a nie tak pójść po linii najmniejszego oporu, jak poszedł minister finansów, do którego mam wielkie pretensje – komentuje w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria Andrzej Olechowski, ekonomista, były minister finansów w rządzie Jana Olszewskiego oraz przewodniczący Rady Nadzorczej Citi Handlowy.

Główną zmianą proponowaną w systemie emerytalnym, którą rząd ogłosił na początku września, jest nacjonalizacja obligacji z portfela OFE. Miałyby one zostać w całości przeniesione do ZUS–u. Kolejna to tzw. „suwak bezpieczeństwa”, polegający na przesunięciu aktywów zgromadzonych w otwartym funduszu emerytalnym do ZUS–u na 10 lat przed emeryturą. Taki zabieg eliminowałby tzw. ryzyko złej daty, związane z przechodzeniem na emeryturę w czasie nagłego załamania koniunktury.

Rząd proponuje, by po wejściu w życie reformy członkowie OFE mieli trzy miesiące na zadeklarowanie chęci pozostania w funduszu. Jeśli tego nie zrobią, ich oszczędności automatycznie trafią do ZUS.

 – Na pewno coś trzeba zrobić i są najrozmaitsze pomysły, w jaki sposób ulżyć budżetowi w dziedzinie długu publicznego, ale one nie musiały polegać na takim prymitywnym cięciu siekierą. Można to zrobić lepiej – przekonuje.

Andrzej Olechowski liczy na to, że reforma zostanie cofnięta albo zmodyfikowana. Zdaniem ekonomisty, demontaż OFE nie powinien być brany pod uwagę.

 – Najważniejsze, żeby nie niszczyć tego filaru kapitałowego w reformie, który jest i dobry, i korzystny dla ludzi, i również ważny dla celów edukacyjnych. Żyjemy i będziemy żyć w środowisku rynkowym, i dlatego taki filar był potrzebny. Nie można niszczyć zaufania do państwa w taki sposób, że co parę krótkich lat zmieniają się podstawowe zasady systemu, który będzie dla mnie ważny za parędziesiąt lat. Dlatego mam nadzieję, że to wszystko jest niekonstytucyjne – wyjaśnia.

Jak wynika z sondażu przeprowadzonego w lipcu przez Instytutu GfK Polonia dla Konfederacji Lewiatan – ponad połowa Polaków nie przekazałaby swoich składek z OFE do ZUS, gdyby rząd wprowadził taką możliwość. Z kolei aż 70 proc. ankietowanych czułoby się bezpieczniej, gdyby ich emerytura pochodziła, jak do tej pory, z dwóch źródeł.

USA zamknięte do odwołania. Prawdziwe starcie za dwa tygodnie.

CEO Magazyn Polska

Rynki finansowe nie reagują na shutdown, czyli częściowe zamrożenie działania sektora publicznego w USA, które jest skutkiem nieuchwalenia budżetu. Republikanie twierdzą, że nauczyli się na swoich błędach podczas podobnej sytuacji sprzed 17 lat i nie ustąpią w kwestii polityki zdrowotnej. Inwestorzy czekają jednak na decyzję o zwiększeniu limitu zadłużenia USA, która ma zapaść 17 października.

Zdaniem Romana Rewalda, członka Rady Dyrektorów Amerykańskiej Izby Handlowej w Polsce, brak reakcji rynków finansowych na nieuchwalenie budżetu w USA wynika z przyzwyczajenia inwestorów do tego typu utarczek w Kongresie amerykańskim. Dla inwestorów kluczowe znaczenie będzie mieć to, czy politycy porozumieją się w sprawie podniesienia limitu zadłużenia USA.

 – Teraz to jest przygrywka do prawdziwej wojny, która będzie mieć miejsce 17 października. Niepodniesienie pułapu pożyczkowego może spowodować, że nie będą wypłacalne amerykańskie papiery wartościowe. To może spowodować krach na całym świecie, ponieważ to są najbardziej wiarygodne, najcenniejsze papiery wartościowe – wyjaśnia Rewald. – Sytuacja jest bardzo skomplikowana. W tej chwili mamy pat, w którym żadna ze ston nie chce się poddać i nikt nie wie, jak długo to potrwa.

To nie pierwsza tak sytuacja w historii Stanów Zjednoczonych 17 lat temu konflikt prezydenta Billa Clintona z republikańskimi kongresmenami spowodował 21-dniowy shutdown.

Tym razem pat wynika ze sporu pomiędzy Partią Republikańską a Demokratyczną o kształt systemu opieki zdrowotnej w USA. To program przeforsowany przez Baracka Obamę. W ramach tzw. Obamacare niezamożni Amerykanie będą dostawać od państwa dopłatę do ubezpieczenia zdrowotnego (w USA nie ma systemu powszechnych ubezpieczeń). Program wprowadza też kary dla tych, którzy się nie ubezpieczają, chociaż ich na to stać. A firmy ubezpieczeniowe mają obowiązek ubezpieczać nawet osoby chore. I to właśnie jest przyczyna sprzeciwu Republikanów, którzy w tych rozwiązaniach widzą rodzaj podatku i traktują je jako niepotrzebne zwiększanie obciążeń budżetu państwa.

 – Republikanie próbowali 41 razy odwołać to prawo, które zostało przyjęte kilka lat temu. To się nie udało, więc teraz powstał bardzo radykalny ruch konserwatywny w Partii Republikańskiej, który chce użyć nowej broni, żeby odwołać Obamacare – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Rewald, partner Weil, Gotshal & Manges.  Warunkiem uruchomienia pieniędzy federalnych, którego może dokonać tylko Kongres, jest właśnie odwołanie Obamacare, a przynajmniej opóźnienie jego wejścia w życie.

Jak dodaje ekspert, ruch radykalnych Republikanów nie jest liczny, ale udało mu się zdominować partię do tego stopnia, że jej szef obawia się pójścia na jakikolwiek kompromis.

 – Najważniejsze instytucje rządowe nadal mają pieniądze i funkcjonują, np. armia, poczta, wypłata emerytur, lotniska. Ale te mniej ważne pozostają zamknięte. 800 tys. pracowników federalnych w zasadzie zostało odesłanych na bezpłatny urlop. Nie pracują, ale również nie dostaną za to pieniędzy. To poważne uszczuplenie budżetów domowych. Taka sytuacja może spowodować duże starty dla gospodarki mówi Roman Rewald.

Polska chmura coraz większa

CEO Magazyn Polska

Liczba klientów korzystających z pierwszej polskiej chmury publicznej wzrosła w ciągu roku o prawie 40 proc. – poinformowała firma e24cloud. Ponad 80 proc. jej użytkowników to spółki z sektora MŚP. Najaktywniej z rozwiązań cloud computingu korzystają obecnie agencje reklamowe i interaktywne (34 proc.) oraz firmy z sektora internet software house (23 proc.). Rosnące zainteresowanie usługami w chmurze to przede wszystkim efekt wzrostu świadomości i zaufania przedsiębiorców.

 – Korzystanie z usług cloud computingu jest 2,5 razy efektywniejsze niż praca w tradycyjnym modelu – podkreślają przedstawiciele e24cloud. – Rozwijając bezpieczeństwo swoich usług, od 2 października e24cloud, jako pierwsza polska chmura, daje możliwość utrzymywania serwerów w dwóch lokalizacjach, dotychczasowej Beyond w Poznaniu albo nowej, Data Center Plix w Warszawie. Firma zaprezentowała także nowe możliwości dopasowywania usług w chmurze i aplikację mobilna do zarządzania infrastrukturą.

Dla firm chmura oznacza przede wszystkim oszczędności i likwidację finansowych barier wejścia na rynek. To szczególnie ważne w przypadku mikro i małych przedsiębiorstw, w tym start-up’ów, przekonują przedstawiciele e24cloud.

– Wśród firm, które najchętniej wykorzystują chmurę obliczeniową, możemy wymienić firmy dostarczające rozwiązania w zakresie e-commerce, agencje reklamowe i sektor internet software house (firmy tworzące aplikacje internetowe), czyli wszystkie te przedsiębiorstwa, które muszą działać szybko i bardzo elastycznie reagować na potrzeby rynku. Często funkcjonują w dużym zakresie geograficznym, nie tylko na polskim rynku, ale również poza granicami naszego kraju – mówi Rafał Roszak, dyrektor marketingu firmy e24cloud.

Chmura daje małym i średnim firmom możliwość konkurowania z wielkimi potentatami. Jak wyjaśnia Roszak, ponad 80 proc. klientów e24cloud to reprezentanci sektora MŚP.

– Kiedyś, by konkurować z dużą korporacją lub ze swoim odpowiednikiem z zagranicy, małe firmy musiały podjąć bardzo duże inwestycje, co często było poza ich zasięgiem – mówi dyrektor marketingu e24cloud. – Obecnie dzięki rozwiązaniom chmurowym, małe i średnie przedsiębiorstwa mają dostęp do tej samej technologii, co ich olbrzymi konkurenci, bez potrzeby takich nakładów finansowych.

Według analiz firmy, korzystanie z usług cloud computingu jest 2,5 razy efektywniejsze niż praca w tradycyjnym modelu. Nic dziwnego, że rosnąca świadomość przedsiębiorców oraz wzrost zaufania do bezpieczeństwa rozwiązań cloud computingu sprzyja szybkiemu rozwojowi tego rynku.

– Ważny trend na rynku cloud computingu, związany jest z bezpieczeństwem, zarówno od strony formalnej, jak i fizycznej infrastruktury. Wynika to przede wszystkim z edukacji i rosnącej świadomości na temat tego, czym chmury obliczeniowe są i w jaki sposób można je efektywnie w ramach przedsiębiorstwa wykorzystać – mówi Roszak.

Jednym z najważniejszych elementów bezpieczeństwa infrastruktury w chmurze jest rozproszenie geograficzne, dlatego e24cloud, jako pierwsza firma w Polsce oferuje możliwość utrzymywania serwerów w dwóch lokalizacjach. Klienci mogą wybierać pomiędzy infrastrukturą i łączem Beyond w Poznaniu albo nową lokalizacją – Data Center Plix w Warszawie.

– Druga lokalizacja daje naszym klientom dużo większą elastyczność działania ze względu na możliwość wykorzystania dwóch, niezależnych serwerowni dla stworzenia swojej infrastruktury. Druga lokalizacja to też możliwość bliższego wyjścia do klienta i dostarczenia mu infrastruktury sieciowej bliżej jego miejsca działania – zapewnia Rafał Roszak.

e24cloud jako pierwsza firma w Polsce zdecydowała się także na wprowadzenie rozwiązania pozwalającego na dowolną konfigurację pamięci RAM i mocy obliczeniowej. Firma zaprezentowała również nową, bezpłatną aplikację mobilną do zarządzania infrastrukturą. Aplikacja dostępna jest w sklepie Google Play.

Dziś rozprawa w KIO w sprawie przetargu na wywóz śmieci w Warszawie

CEO Magazyn Polska

W ciągu kilku dni poznamy decyzję Krajowej Izby Odwoławczej ws. odwołania od wyniku przetargu na wywóz śmieci w stolicy. Dwie firmy zaskarżyły kryterium niskiej ceny, którym kierowały się władze Warszawy przy rozstrzyganiu przetargu. Tymczasem wywóz odpadów na podstawie nowych zasad wymaga nowoczesnych i kosztownych technologii, którym tanie firmy mogą nie sprostać.

Znowelizowana ustawa o utrzymaniu czystości i porządku w gminach nałożyła na samorządy obowiązek rozpisania przetargów na wywóz śmieci na nowych zasadach. Procedury przetargowe w tej sprawie miały się zakończyć w gminach przed 1 lipca 2013 r. Warszawa jako jeden z nielicznych samorządów w Polsce, nie wypełniła tego obowiązku. Postępowania odwoławcze odrzuconych oferentów w stolicy trwają do dziś.

 – Przetarg na odbiór i zagospodarowanie odpadów w Warszawie został pierwotnie ogłoszony na początku maja tego roku. Obecnie miasto rozstrzygnęło już przetarg i wybrało w oparciu o kryterium najniższej ceny wykonawców do obsługi poszczególnych dzielnic. Przegrani konkurenci złożyli odwołanie do Krajowej Izby Odwoławczej (KIO) wskazując, że miasto wybrało wykonawców, których oferty miały rażąco niskie ceny – wyjaśnia w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria Kacper Sampławski z KS Legal Kancelaria Prawa Publicznego.

Dalsze postępowanie gminy w Warszawie w sprawie firm zajmujących się wywozem odpadów będzie zależało od decyzji, jaką podejmie KIO. Ma na nią czas do 4 października.

 – Jeżeli KIO nie podzieli argumentacji odwołujących, wówczas oddali odwołania, a miasto będzie mogło zawrzeć umowy z wybranymi już teraz wykonawcami. Jeżeli natomiast KIO podzieli argumentację odwołujących, wówczas nakaże miastu unieważnienie poprzedniego rozstrzygnięcia, dokonanie ponownego badania ofert i sprawdzenie, czy sporne oferty zawierają ceny rażąco niskie – mówi Kacper Sampławski.

Zdaniem prawnika, plany miasta, aby zakończyć procedury przetargowe do lutego 2014 r. są nawet w takim wypadku realne i możliwe do zrealizowania. Natomiast problemem może okazać się w praktyce wybór przez gminę warszawską firm oferujących zbyt niską cenę za usługi.

 – Wymagania dotyczące postępowania z odpadami wymagają nowoczesnych technologii, które kosztują. W związku z tym jest obawa, że samorządy, zlecając przetargi po najniższej cenie, nie będą w stanie zakupić usług proekologicznych i o wysokich standardach. Samorządy często nie chcą tego robić, żeby nie wikłać się w spory na tym tle. Dużo prościej jest wybrać tańszą ofertę bez zadawania sobie pytania, czy na podstawie tej oferty usługa rzeczywiście będzie prawidłowo wykonana – stwierdza Kacper Sampławski.

Ekspert mówi, że zamawiający może i powinien w każdym postępowaniu o udzielenie zamówienia publicznego sprawdzić oferentów, którzy proponują niską cenę usługi. Samorządy wciąż zbyt rzadko wykorzystują tę możliwość.

 – Prawo zamówień publicznych stanowi, że jeżeli w toku oceny ofert urzędnicy dojdą do przekonania, że oferta jest rażąco niska, mogą zwrócić się na piśmie do wykonawcy o stosowne wyjaśnienia. Wówczas na wykonawcy spoczywa ciężar udowodnienia, że za tę cenę, którą on oferuje, będzie w stanie należycie zrealizować zamówienie. To jest bardzo trudne do zastosowania, dlatego samorządy tak niechętnie po nią sięgają, a powinny ją stosować znacznie częściej – reasumuje Kacper Sampławski.

Polska zdobywa sprzymierzeńców w obronie gazu łupkowego w UE

CEO Magazyn Polska

Prace nad unijnymi regulacjami w sprawie gazu łupkowego mogą się przedłużyć na kolejną kadencję Parlamentu Europejskiego. To dobra wiadomość dla Polski, dla której wyśrubowane wymogi związane z ochroną środowiska mogłyby oznaczać trudności w poszukiwaniach i wydobyciu gazu niekonwencjonalnego. To również szansa, że regulacje w dotychczas omawianym kształcie w ogóle nie powstaną, bo stopniowo zmienia się podejście w UE do tego surowca.

 – W tej chwili dopiero toczy się debata. Są przygotowywane pewne rozwiązania, jeszcze nie wiemy jakie. Na pewno decyzje KE będą jeszcze weryfikowane przez Parlament Europejski i rządy, więc mogą zostać złagodzone, i to jest bardzo ważne. Po drugie, myślę, że nie wejdą bardzo szybko w życie właśnie ze względu na zmianę Komisji po wyborach do Europarlamentu, a wtedy już cała sytuacja może się zmienić – mówi Lena Kolarska-Bobińska, europosłanka. – Nie wpadałabym w całkowitą panikę.

W Polsce szacowane zasoby gazu niekonwencjonalnego są jedne z największych w UE, więc dodatkowe wymogi związane z ochroną środowiska mogą utrudnić, a nawet uniemożliwić jego wydobycie.

Dlatego czas działa na korzyść Polski. Po pierwsze, będziemy więcej wiedzieć o tym, jakie są rzeczywiste zasoby gazu łupkowego. Po drugie, jak przekonuje europosłanka, może być łatwiej o poparcie naszego stanowiska wśród innych państw członkowskich, ponieważ powoli Unia zaczyna przekonywać się do gazu z łupków.

 – Dzięki dyskusji o sytuacji energetycznej w Europie, o kosztach energii i o tym, jak bardzo koszty i ceny energii w Stanach Zjednoczonych spadły dlatego, że zaczęto wydobywać gaz łupkowy, zmienia się atmosfera wobec gazu łupkowego – mówi Kolarska-Bobińska. – Rzeczywiście nie jest łatwo, bo Polska jest głównym źródłem tego surowca i tutaj, poza Anglią, leżą te zasoby, więc to my odbijamy wszystkie zarzuty, trudności, problemy. Wpływamy na tę europejską legislację, ale pionierzy nigdy nie mają łatwej drogi.

Zdaniem europosłanki gaz łupkowy przestał być sprawą polską, bo możemy liczyć na wsparcie kilku innych krajów, m.in. Holandii i Wielkiej Brytanii.

 – Sprzymierzeńcami Polski są również europosłowie z niektórych landów z Niemiec, którzy rozumieją co to znaczy energia, wydobycie, ceny. To są również europosłowie z Francji, którzy mówią: gaz jest gazem, tyle że gaz łupkowy wydobywa się inaczej, a ponieważ stawiamy na zmiany, odchodzimy od węgla, chcemy więcej czystego powietrza, a więc postawmy też na gaz łupkowy – mówi Lena Kolarska-Bobińska. – Ja jestem dobrej myśli. Chciałabym tylko, żeby się okazało, że ten gaz łupkowy w Polsce jest naprawdę i że uda się go wydobyć w taki sposób, że będzie to opłacalne.

Ostateczny kształt przepisów zaproponowanych przez Komisję Europejską ma być znany przed końcem roku.

Polskie Radio zwiększy zatrudnienie

Cyfryzacja i poszerzenie oferty przełożą się na większe zatrudnienie w Polskim Radiu. Publiczny nadawca planuje zatrudnianie nowych dziennikarzy. Szansę na pracę będą mieli m.in. absolwenci, którzy zdobyli doświadczenie w studenckich rozgłośniach.

 Z całą pewnością będą zatrudniani nowi dziennikarze – mówi Agencji Informacyjnej Newseria prezes zarządu Polskiego Radia Andrzej Siezieniewski. – Potrzebujemy dopływu świeżej krwi. Korzystamy m.in. z dziennikarzy, którzy szlify zawodowe zdobywają w Radiu Kampus albo w innych rozgłośniach studenckich. To bardzo dobrze przygotowani do pracy radiowej młodzi ludzie i chętnie będziemy z ich umiejętności korzystać – zapewnia.

Utworzenie nowych miejsc pracy wiązać się będzie z poszerzeniem oferty antenowej Polskiego Radia.

 – Będziemy tworzyli nowe redakcje, które będą obsługiwały przyszłe anteny – wyjaśnia Siezieniewski. – Jednak wzrost zatrudnienia nie będzie wprost proporcjonalny do ilości nowych kanałów. To będzie niewielkie uzupełnienie kadrowe, które sprawi, że będziemy realizować nasze zadania jeszcze sprawniej i skuteczniej.

Od 1 października Polskie Radio objęło sygnałem cyfrowym aglomerację warszawską oraz katowicką. Cyfryzacja zostanie poszerzona 1 sierpnia 2014 r. o Wrocław, Kraków, Kielce, Gdańska i Szczecin, a do końca 2020 r. obejmie całą Polskę. Słuchacze mogą odbierać w systemie cyfrowym cztery programy ogólnokrajowe, jeden przeznaczony dla  zagranicy, a także dwa programy dodatkowe. To stacje publicystyczno-informacyjna PR24 oraz muzyczna – Polskie Radio Rytm.

Przygotowano także nowe stacje, takie jak m.in. kanał popularno-naukowy Eureka; Kanał Krasnal dla rodziców i dzieci, i stację Retro dla słuchaczy w wieku powyżej 60 lat.

Jak podkreśla Siezieniewski, restrukturyzacja, która wcześniej miała miejsce w Polskim Radiu nie wynikała z kryzysu, jaki dotknął media w Polsce, lecz z przemian, które spowodowały, że niektóre miejsca pracy stały się niepotrzebne.

 – Klasycznym przykładem są tu spikerzy radiowi. Kiedyś to była bardzo duża grupa osób, które prowadziły program zawodowo, natomiast odkąd zaczęliśmy wprowadzać prowadzenie programów przez dziennikarzy, zapotrzebowanie na pracę spikerów malało – mówi Siezieniewski. – Dziś mamy tylko kilku lektorów, a w zasadzie całość anten prowadzą dziennikarze. Zmienia się sposób produkcji, ale także i odbioru radia, i tego typu zmiany kadrowe muszą następować.

Wygląd i wystrój mocną stroną polskich sklepów odzieżowych. Gorzej z jakością obsługą klientów

Jakość obsługi w sklepach odzieżowych w polskich galeriach handlowych pozostawia wiele do życzenia – wynika z rankingu sklepów firmy badawczej International Service Check. Z badań wynika, że sprzedawcy unikają kontaktu z klientami. Testowane sklepy najlepiej wypadają natomiast w kategorii „wygląd i atmosfera”.

 – Z wyników naszego projektu wynika, że w bardzo wielu sytuacjach „tajemniczy klienci” w ogóle nie zostali dostrzeżeni po wejściu do sklepu – komentuje w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria Michał Sępioło, ekspert ds. zarządzania jakością usług i menadżer w International Service Check. – Dopiero po pewnym czasie rozglądania się, oglądania asortymentu, klienci musieli sami poprosić o pomoc.

Z badania „tajemniczego klienta” wynika również, że nie zawsze sprzedawcy potrafili wykazać się profesjonalną wiedzą na temat sprzedawanego asortymentu. Pracownicy na tym etapie badania mieli wykazać się nie tylko komunikatywnością, ale również umiejętnościami prosprzedażowymi, czyli zachęcić klienta do zakupu danego produktu.

 – „Tajemniczy klienci” bardzo często skarżyli się na to, że pracownicy właściwie w żaden sposób nie namawiali ich do zakupu. Kontakt polegał jedynie na lakonicznych odpowiedziach na zadane przez klienta pytanie, czy towar w określonym rozmiarze jest dostępny  mówi Michał Sępioło.

W efekcie aż 64 proc. uczestniczących w badaniu „tajemniczych klientów” wyraziło opinię, że umiejętności sprzedażowe pracowników wymagają poprawy. Michał Sępioło zwraca uwagę, że obsługa nie skupiała się na kliencie, mimo że często był on jedyną osobą, która wstąpiła do sklepu. Co więcej, im dłużej przebywał w sklepie, tym mniejsze było zainteresowanie ze strony sprzedających.

Zdaniem „tajemniczych klientów”, jedyny element, którego sklepy nie muszą poprawiać, to wygląd i atmosfera panująca w sklepach. W tej kategorii oceniano wygląd zewnętrzny, wnętrza sklepu, prezentację produktów oraz wygląd pracowników.

 – Muszę przyznać, że ten element badania wypadł zdecydowanie najlepiej – podkreśla Michał Sępioło.

W ramach badania International Service Check tajemniczy klienci odwiedzili 33 centra handlowe w 20 miastach na terenie Polski. Przetestowali 54 marki odzieżowe w 162 sklepach.

Zadaniem „tajemniczego klienta” było odwiedzenie wskazanych sklepów i przeprowadzenie krótkiej rozmowy na temat wybranego elementu garderoby. Pierwszym etapem testowania jakości placówek handlowych była ocena obsługi klienta, podzielona na trzy części: powitanie, pomoc i doradztwo oraz pożegnanie. Na kolejnym etapie badania oceniono wygląd i atmosferę panującą w salonach sprzedaży.

Badania Mystery Shopping polegają na odwiedzaniu i testowaniu jakości placówek handlowo–usługowych, takich jak sklepy, restauracje czy salony. Wykonuje je „tajemniczy klient”, który w ramach wizyty testowej przeprowadza standardową konsultację z pracownikiem, ocenia wygląd placówki oraz styl prezentacji produktów. Następnie wypełnia ankietę i sporządza raport, w którym wystawia placówce ocenę końcową. Może ona stanowić ważną informację m.in. dla właścicieli i zarządców centrów handlowych czy właścicieli marek odzieżowych. Dzięki niej mogą bowiem dowiedzieć się, jak przebiega proces decyzyjny klienta, a także co sprawia, że klient kieruje się do danego sklepu.

Małe szanse do 2014 r. na nową umowę o unikaniu podwójnego opodatkowania między Polską a USA

CEO Magazyn Polska

Polskie firmy wciąż czekają na ratyfikację przez Stany Zjednoczone nowej umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania między naszymi krajami. Eksperci uważają, że prawdopodobnie wejdzie ona w życie dopiero w 2015 r.

 – Polska już ratyfikowała nową umowę o unikaniu podwójnego opodatkowania między Polską a Stanami Zjednoczonymi. Czekamy jeszcze ciągle na ratyfikację po stronie amerykańskiej – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Adam Soska, współprzewodniczący Komitetu ds. Podatków i Usług Finansowych w Amerykańskiej Izbie Handlowej w Polsce. – Prace w Kongresie się opóźniają. Prawdopodobnie nowa umowa nie wejdzie w życie w przyszłym roku, być może od 2015. Jest to dla nas zawód, ponieważ dla polskich przedsiębiorców jest istotne, żeby nowa umowa zaczęła obowiązywać.

Nowa umowa o unikaniu podwójnego opodatkowania pomiędzy oboma krajami jest konieczna, ponieważ poprzednią przyjęto w 1974 r. i w wielu kluczowych sprawach jest ona przestarzała, niedostowana do obecnej sytuacji gospodarczej i społecznej oraz nie reguluje wielu istotnych kwestii.

 – W prawie amerykańskim umowy międzynarodowe podatkowe mają status równy z ich przepisami krajowymi. Czyli w przypadku umowy zawartej w 1974 r., jeżeli były jakieś nowe ustawy w prawie amerykańskim, które miały podobny zakres regulacji, ta ochrona traktatowa pod obecną umową może być iluzoryczna. Stąd też potrzebujemy świeżej umowy między Polską a USA – wyjaśnia ekspert.

Polska podpisała nową umowę z USA o unikaniu podwójnego opodatkowania w lutym br. Konwencja obejmuje m.in. opodatkowanie dochodów z nieruchomości, prowadzenia działalności gospodarczej w drugim państwie, zysków kapitałowych, wynagrodzeń oraz emerytur i rent.

 –  Bardzo istotną zmianą jest tzw. klauzula ograniczania korzyści. Jest to klauzula antyabuzywna, która powoduje, że jedynie podmioty uprawnione, prawdziwi ekonomiczni rezydenci Polski czy Stanów Zjednoczonych będą mieli prawo powoływać się na korzyści z tej umowy. Oznacza to, że w przypadku polskich podmiotów, zwłaszcza tych z udziałem obcego kapitału, niezbędne będzie wykazanie, że mogą stosować ochronę traktatową wynikającą z tej umowy, że są uprawnieni do korzyści w tej umowy – mówi Adam Soska.

Inne zmiany dotyczą opodatkowania nieruchomości. Przepisy umowy w sprawie dochodów z nieruchomości będą miały zastosowanie także do dochodu z majątku nieruchomego firmy. Zmiany obejmą też opodatkowanie emerytur.

 – Emeryci czy Polonia, którzy wrócili do Polski, ale ciągle pobierają emerytury ze Stanów Zjednoczonych, czekają na tę umowę, ponieważ w obecnej umowie w 1974 roku brakuje odpowiednich zapisów, w związku z czym oni byli opodatkowani zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak w Polsce. Mogli zaliczyć ten podatek amerykański na poczet polskiego na podstawie lokalnych przepisów, natomiast musieli się rozliczać w obu krajach. Pod nową umową będzie to tylko rozliczenie w jednym z krajów, w zależności od typu emerytury. Na pewno jest to uproszczenie, a w niektórych przypadkach będzie również ten podatek niższy, bo będą mogli się powołać na polski podatek – tłumaczy ekspert.

Umowa reguluje opodatkowanie dywidend, należności licencyjnych i odsetek.

 – Zwłaszcza dla inwestorów amerykańskich, którzy inwestują w Polsce, będzie istotna klauzula nieruchomościowa, czyli w przypadku zbycia udziałów w polskich spółkach, również pośrednio, Polska będzie miała prawo do opodatkowania zysków z takiego zbycia – mówi Adam Soska.

Umowa pomiędzy Polską a USA zmieni też przepisy o opodatkowaniu dochodów studentów i praktykantów, wprowadza sporo ułatwień  w tej kwestii. Wprowadzi także zasady opodatkowania dochodów artystów i sportowców, w związku z ich występami w drugim państwie, bo w obecnej umowie nie było przepisów w tym zakresie.

Lubelski Węgiel „Bogdanka” SA 2,16 mln ton węgla w trzecim kwartale 2013 r.

Spółka Lubelski Węgiel BOGDANKA S.A., najnowocześniejsza i najbardziej efektywna kopalnia węgla kamiennego w Polsce oraz krajowy lider rynku producentów węgla energetycznego, zanotowała w III kwartale 2013 roku wydobycie w wysokości 2,16 mln ton, czyli o 13,9% wyższe niż w tym samym okresie rok wcześniej. Łączne wydobycie po trzech kwartałach 2013 roku wyniosło 6,24 mln ton, czyli było wyższe o 2,8% od osiągniętego po trzech kwartałach 2012 roku.

MCI coraz popularniejszy wśród warszawskich inwestorów

0

Według raportu portalu animujemy.pl we wrześniu inwestorzy MCI Management byli odpowiedzialni za największy obrót na GPW wśród spółek z sektora: finanse inne

24 491 900 zł wyniósł obrót akcjami MCI Management we wrześniu 2013 r. Wynik pozwolił funduszowi zająć 1. miejsce pod względem wartości miesięcznych obrotów wśród wszystkich giełdowych spółek notowanych w sektorze: finanse i inne. W zestawieniu uwzględniającym wszystkie spółki notowane na rynku głównym GPW, MCI Management zajął wysokie 52. miejsce na 436 sklasyfikowanych firm, poprawiając swój wynik z sierpnia br. o osiem pozycji.

Rosnąca popularność akcji MCI Management jest również odzwierciedlona w kursie jej waloru. Według danych na dzień 2 października 2013 r. akcje funduszu podrożały w ciągu roku o ponad 120%, w ciągu 6 miesięcy o 50%, a w ciągu ostatnich 3 miesięcy o ponad 25%. Kapitalizacja MCI Management wynosi 629,7 mln zł.

Animujemy.pl to platforma monitorująca płynność wszystkich spółek notowanych na Rynku Głównym oraz New Connect Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. Jej ranking płynności według obrotu miesięcznego przygotowywany jest w oparciu o łączne obroty ze wszystkich dni sesyjnych w miesiącu. W jego konstruowaniu obowiązuje zasada: im większy obrót, tym wyższe miejsce w rankingu.

L’Oréal stawia na Polskę, inwestując 20 mln euro w nowoczesną fabrykę

Jedna z największych fabryk Grupy L’Oréal na świecie – w Polsce? Tak – L’Oréal stawia na Polskę, inwestując 20 mln euro w nowoczesną fabrykę Kosmepol o najwyższych standardach jakości, bezpieczeństwa i produkcji. Zakład będzie jeszcze bardziej przyjazny dla środowiska i – co najważniejsze – dla ludzi. Inwestycja w Kaniach przynosi wymierne korzyści lokalnym społecznościom, ponieważ Kosmepol współpracuje aktualnie z ponad 600 firmami lokalnymi oraz zapewnia pracę osobom wykluczonym społecznie.

Założona w 1997 roku, fabryka Kosmepol w Kaniach bardzo szybko stała się punktem strategicznym grupy L’Oréal na mapie Europy. L’Oréal wybrał Polskę jako platformę do swojego międzynarodowego rozwoju, produkując tutaj pełen asortyment szamponów, mleczek do ciała, toników, dezodorantów oraz farb do włosów. Fabryka w Kaniach zaopatruje nie tylko rynek polski, ale cały kontynent.

Zakończenie rozbudowy polskiej fabryki przewidywane jest na koniec 2013 roku. Zakład Kosmepol stanie się wtedy jedną z największych fabryk grupy L’Oréal na świecie.

Kilka faktów i liczb: powierzchnia fabryki powiększy się dwukrotnie, o kolejne 20 000 m2. Powstanie nowa hala produkcyjna, gdzie zostanie zainstalowanych 15 linii produkcyjnych, oraz obszerny magazyn. Zakład będzie mógł znacząco zwiększyć produkcję: o 30%, począwszy od 2014 roku. Mimo rozbudowy utrzymane zostało tempo produkcji, które jest aktualnie na rekordowym poziomie.

To prawdziwe wyzwanie dla Dyrektora fabryki – Alberto Meloni – oraz jego zespołu. – To będzie bardzo nowoczesna fabryka, spełniająca najwyższe standardy bezpieczeństwa, jakości i produkcji – mówi Nicolas Quintin, kierownik opowiadający za rozbudowę w Kosmepolu. Nowy budynek ubiega się o certyfikat LEED, co oznacza, że wszystkie materiały użyte podczas budowy spełniają wysokie standardy w dziedzinie ochrony środowiska. Fabryka jeszcze bardziej ograniczy zużycie energii elektrycznej i gazu, co doprowadzi do znacznej redukcji emisji Co2.

Prace prowadzi japońska firma budowlana Kajima, znana z bezpieczeństwa (czterokrotny laureat konkursu „Bezpieczna Budowa”) i precyzji wykonania.

Przy realizacji nowej inwestycji, zgodnie z polityką firmy, zatrudnione są osoby wykluczone społecznie. Kosmepol zaangażował się w projekt „Solidarity Sourcing”. – Podczas rozbudowy fabryka L’Oréal, pracując z firmami takimi jak Kajima, wspiera bezrobotnych i niepełnosprawnych z regionu Pruszkowa, dając im możliwość powrotu do godnego życia – zaznacza Alberto Meloni, który – na poprzednim stanowisku – osobiście zetknął się z osobami autystycznymi, zatrudnionymi przy produkcji. Potwierdza, że bez problemu adoptują się one do pracy w fabryce.

Grupa L’Oréal zdecydowała się rozszerzyć swoją działalność w Polsce nie tyko z powodu korzystnego położenia geograficznego, ale również – co ważniejsze – przyjaznego otoczenia biznesu, jaki kraj oferuje inwestorom: stabilną gospodarkę, wykwalifikowaną siłę roboczą i rozwiniętą sieć dostawców. Inwestycja w Kaniach przynosi wymierne korzyści lokalnym przedsiębiorcom, ponieważ Kosmepol współpracuje aktualnie z ponad 600 firmami lokalnymi.

Rozbudowa polskiej fabryki, jedna z najważniejszych inwestycji grupy L’Oréal, o wartości 20 mln euro, jasno pokazuje zaufanie firmy, łączącej swoją przyszłość z Polską.

Smartfony w Polsce rosną w siłę, a Android nie ma sobie równych

Smarfony z systemem operacyjnym Android dominują – stanowią one aż 69-procent wszystkich aparatów znajdujących się w rękach Polaków. Telefony wyposażone w iOS ma zaledwie 5 procent użytkowników.

Co ciekawe, większym powodzeniem niż komunikatory pracujące w środowisku iOS cieszą się też urządzenia z systemami Windows Phone (9 procent) oraz Symbian (9 procent). Zdecydowanie największą popularnością cieszą się smarfony z ekranami dotykowymi – wybiera je aż 83 procent klientów. Pozostali użytkownicy dysponują aparatami z klawiaturą QWERTY.

Raport „Zwyczaje Polaków związane z korzystaniem ze smartfonów i tabletów” przeprowadzony przez pracownię Millward Brawn SMG/KRC na zlecenie firmy Eniro, wydawcy „Panoramy Firm”, pokazuje, że urządzenia te równie często jak do czytania wiadomości, wysyłania korespondencji i wyszukiwania informacji wykorzystywane są w celach rozrywkowych. Muzyki słucha na nich ponad połowa badanych w grupie posiadaczy tabletów i smartfonów, po gry sięga 57 (tablety) i 40 (smartfony) procent użytkowników, zaś telewizję i materiały wideo ogląda 65 (tablety) i 41 (smartfony) procent ankietowanych.

Badania Eniro wychwytują także dwa istotne trendy z biznesowego punktu widzenia. Po pierwsze, użytkownik, który nie znajduje za pomocą swojego mobilnego gadżetu potrzebnej informacji produktowej lub ma kłopot z wyszukaniem ustalonej firmy, aż w 63 procentach decyduje się na inną marką i inną firmę. Warto więc zadbać o wyraźną obecność w sieci i właściwą prezentację danych kontaktowych oraz opis usług i produktów. Po drugie – ponad 1/3 Polaków jest gotowa używać smartfonów i tabletów do płacenia. „To pokazuje, że zainteresowanie tą formą płatności już w tej chwili jest duże i można się spodziewać, iż wkrótce urządzenia mobilna mogą przejąć funkcję tradycyjnych kart” – mówi Magdalena Wypychowicz, dyrektor działu rozwoju produktów i usług w Eniro Polska.

Zwyczaje Polaków dotyczące korzystania ze smartfonów i tabletów

Instytut badawczy Millward Brown SMG/KRC przeprowadził na zlecenie firmy Eniro Polska, właściciela Panoramy Firm, która służy do wyszukiwania lokalnego miejsc, produktów i usług, badanie którego celem było poznanie preferencji użytkowników smartfonów i tabletów. O opinię zapytano 524 osoby w wieku 18-65 lat. Wnioski z badania dowodzą, że Polacy są coraz bardziej mobilni, a urządzenia mobilne, zwłaszcza smartfony, odgrywają dużą rolę w poszukiwaniu informacji o firmach, produktach i usługach. W poszukiwaniu lokalnych informacji, korzystamy z dedykowanych aplikacji jak np. Panorama Firm.

Eniro jest firmą, która specjalizuje się w wyszukiwaniu lokalnym w mediach elektronicznych. Obecnie naszym wiodącym produktem jest aplikacja mobilna – Panorama Firm. Aby produkt mógł osiągnąć sukces na rynku niezbędne jest poznanie grupy docelowej – jej zachowań, preferencji i charakterystyki. Zleciliśmy to badanie firmie badawczej Millward Brown, ponieważ bardzo dogłębnie analizujemy zwyczaje osób korzystających z mobilnego Internetu – mówi Magdalena Wypychowicz, Dyrektor Działu Rozwoju Produktów i Usług w Eniro Polska.

W badaniu zapytano respondentów o następujące obszary:

Częstotliwość korzystania z urządzeń mobilnych

Częstotliwość korzystania z urządzeń mobilnych zależy od preferowanego nośnika. Jak wynika z badania na co dzień to komputer jest nadal najczęściej używany do przeglądania stron internetowych – 96,1% korzysta z niego codziennie lub prawie codziennie. Wśród osób posiadających smartfon – 72% osób używa go równie często, zaś wśród osób posiadających tablet – 53,9% osób. Wśród smartfonów najpopularniejsze są telefony z ekranem dotykowym (82,7%) i systemem operacyjnym Android (68,8% badanych).

Miejsca korzystania z Internetu

Smartfony i tablety w pełni zaspokajają potrzeby informacyjne i rozrywkowe. Analizując częstotliwość użytkowania tych dwóch urządzeń, w warunkach domowych częściej korzystamy z tabletu niż z telefonu (92,7% vs. 87,1%).W pozostałych sytuacjach niekwestionowanym liderem jest smartfon.

Cel korzystania z urządzeń mobilnych

Jeśli chodzi o cele korzystania z Internetu w urządzeniach mobilnych, telefonu używamy m.in. do czytania wiadomości (81%), obsługi poczty (78%), pozyskiwania informacji i korzystania z portali społecznościowych (61%). Tablet z kolei dominuje podczas oglądania filmów i seriali (65%), grania w gry (57%), internetowych zakupów i dokonywania wszelkiego typu rezerwacji.

W odniesieniu do poszukiwania informacji lokalnych za pośrednictwem smartfona czy tabletu, kluczowe dla zwolenników urządzeń mobilnych są dane kontaktowe firmy (41, 5 %), lokalizacja, trasa dojazdu (34,7%) oraz adres strony www (34,1%). Informacje są głównie uzyskiwane poprzez wyszukiwarki (84,1%), opinie na forach internetowych (78, 4%), a także opinie ekspertów (61,1%). Dla użytkowników smartfonów najważniejsze są dane teleadresowe, natomiast większy ekran tabletów ułatwia przeglądanie opinii i porównywanie cen.

Znajomość aplikacji mobilnych

Badanie Eniro Polska, właściciela Panoramy Firm, która służy do wyszukiwania lokalnego miejsc, produktów i usług,potwierdziło również popularność aplikacji mobilnych. Prawie 98% badanych deklaruje znajomość nowoczesnych trendów w poszukiwaniu informacji lokalnych.Jak można się spodziewać, użytkownicy najchętniej wybierają aplikacje bezpłatne (99,6%). W przypadku konieczności zapłacenia za usługę najbezpieczniejszym i najłatwiejszym sposobem płatności okazał się SMS (30,3%). Użytkownicy z zainteresowaniem patrzą również na zupełnie nowe możliwości smartfonów, jak możliwość otrzymywania zniżek (38,4%), zbierania punktów lojalnościowych (28,8%) i używania jako kartę płatniczą (13,5%).

Wśród wymienianych przez respondentów znalazła się również bezpłatna aplikacja mobilna Panorama Firm, która pozwala na lokalne wyszukiwanie firm, produktów oraz usług bezpośrednio na mapie poprzez jedno pole wyszukiwania. Jest również zintegrowana z serwisem Facebook, co pozwala na sprawdzenie, gdzie ostatnio „meldowali się” nasi znajomi.

Podsumowanie

Raport „Zwyczaje Polaków związane z korzystaniem ze smartfonów i tabletów” potwierdził, iż dynamicznie przybywa zwolenników urządzeń mobilnych, którzy zgodnie z aktualnymi trendami korzystają z aplikacji umożliwiających szybkie i efektywne zdobywanie informacji o firmach, produktach i usługach.

Z myślą o rosnących potrzebach Polaków związanych z szybkim docieraniem do użytecznych informacji w życiu prywatnym i zawodowym, firma Eniro Polska wdrożyła w tym roku aplikację mobilną Panorama Firm, która umożliwia lokalne wyszukiwanie informacji.

Na podstawie wyników badania zrealizowanego przez Instytut Badawczy Millward Brown dla Eniro Polska oraz szybkości rozwoju nowych technologii, można spodziewać się w przyszłości znacznej dominacji urządzeń mobilnych nad komputerami, bądź też ich zastąpienia kolejnym innowacyjnym urządzeniem.

Nowe technologie na dobre zagościły w naszym życiu zarówno zawodowym jak i prywatnym. Jak wynika z badania zdecydowana większość posiada smartfon, niewiele mniej – tablet, korzystając z niego codziennie do różnych celów. To ważny sygnał dla firm, których obecność w nośnikach mobilnych staje się dziś koniecznością. Jest to bowiem medium przyszłości, w którym są również ich Klienci.

Usługi dodane i multimedialne na polskim rynku telekomunikacyjnym

W związku ze stagnacją rynku usług telekomunikacyjnych w Polsce operatorzy coraz większą uwagę poświęcają segmentowi usług dodanych i multimedialnych. Ich działania skupiają się przed wszystkim na segmencie płatnej telewizji oraz różnego rodzaju usług dodanych w telefonii komórkowej, wraz z mobilnym internetem.

Wartość rynku usług dodanych i multimedialnych w Polsce w 2012 r. kontynuowała tendencje wzrostowe widoczne w ubiegłych latach. Według raportu PMR „Rynek usług dodanych i multimedialnych w Polsce 2013. Prognozy rozwoju na lata 2013-2017” w 2012 r. przychody operatorów z usług dodanych w telefonii komórkowej oraz stacjonarnej, w segmencie mobilnego internetu oraz płatnej telewizji były o 7% wyższe niż rok wcześniej. W rezultacie przekroczyły one poziom 10 mld zł.

Największym segmentem rynku usług dodanych i multimedialnych w Polsce jest segment płatnej telewizji. W 2012 r. obejmował on około dwie trzecie rynku usług dodanych i multimedialnych. Z tego powodu spośród wszystkich usług dodanych i multimedialnych oddziaływanie tego segmentu na rynek telekomunikacyjny w Polsce jest najwyższe. „Dynamika zmian wartości rynku usług telekomunikacyjnych i rynku płatnej telewizji wykazuje wyraźną dysproporcję. Wartość usług płatnej telewizji nieprzerwanie notuje silny wzrost, podczas gdy rynek usług telekomunikacyjnych po spadku w 2009 r. w ostatnich trzech latach znajduje się w stagnacji. W rezultacie wpływ rynku płatnej telewizji na rynek telekomunikacyjny w Polsce uwzględniający trzy podstawowe segmenty – internet, telefonię komórkową oraz stacjonarną – okazuje się pozytywny” – stwierdza Zoran Vuckovic, jeden z autorów raportu.

W przeciwieństwie do segmentu usług telekomunikacyjnych, rynek płatnej telewizji nawet w kryzysowym 2009 r. oparł się spadkom i zanotował prawie 12% wzrost wartości. Nie dziwi więc duże i stale rosnące zainteresowanie operatorów telekomunikacyjnych tym segmentem. Integracja rynku działa właściwie w obie strony. Z jednej strony, operatorzy telekomunikacyjni do swojej oferty dodają usługi płatnej telewizji. Z drugiej – spółki zajmujące się oferowaniem usług płatnej telewizji rozszerzają swoją ofertę o takie usługi, jak dostęp do internetu, telefonia komórkowa czy telefonia VoIP. Takie przenikanie się rynków płatnej telewizji i usług telekomunikacyjnych jest bardzo ważnym trendem widocznym na przestrzeni ostatnich kilku lat. W konsekwencji dochodzi do coraz większego scalania rynku usług telekomunikacyjnych z usługami multimedialnymi i do powstania szerszej kategorii uwzględniającej również usługi płatnej telewizji.

Rynek usług dodanych i multimedialnych nie ogranicza się jednak wyłącznie do płatnej telewizji. Segmentem, który w ostatnich paru latach systematycznie rośnie i ma coraz większy wpływ na przychody operatorów komórkowych (w obliczu spadku stawek MTR), jest mobilny internet. Należy jednak zaznaczyć, że z powodu spadających cen usług w 2012 r. wzrost wartościowy tego segmentu okazał się znacznie niższy niż rok wcześniej, pomimo utrzymującego się na stałym poziomie przyrostu nowych użytkowników. Istotne w przychodach operatorów komórkowych okazują się również różnego rodzaju usługi dodane, związane na przykład z muzyką mobilną, usługami geolokalizacyjnymi czy płatnościami mobilnymi.

Marketingowe rewolucje branży nieruchomości

Chcesz wiedzieć, jakie najczęściej błędy popełniają firmy deweloperskie przy sprzedaży mieszkań? Zawsze chciałeś wykorzystać Internet w kampaniach marketingowych, ale nie wiedziałeś, jak się za to zabrać? Sprzedaż lokali spada w okresie rynkowej suszy i nie wiesz, jak odwrócić ten trend? Potrzebujesz prawdziwej marketingowej rewolucji.

Czy ceny mieszkań będą dalej spadać? Dowiedzieć się togo można chyba tylko będąc posiadaczem czarodziejskiej kuli. Z jednej strony podaż mieszkań w dużych miastach Polski wciąż utrzymuje się na wysokim poziomie – według firmy doradczej REAS to do kupienia jest ok. 48 tys. lokali – a dane makroekonomiczne dotyczące rynku pracy i wynagrodzeń nie zachęcają do mieszkaniowych zakupów. Z drugiej, wskutek całej serii obniżek stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej mamy rekordowo tanie kredyty hipoteczne, a wchodzący w życie 1 stycznia 2014 r. wymóg 5 proc. wkładu własnego przy zaciąganiu takiego kredytu z pewnością sprawi, że Polacy na tegoroczną gwiazdkę rzucą się do kupowania mieszkań. Jedno jest pewne – niezależnie od tego czy ceny będą spadały czy rosły, na coraz bardziej konkurencyjnym pierwotnym rynku mieszkaniowym utrzymają się ci, którzy w czasach rynkowej suszy będą sprzedawać swoje mieszkania. A sprzedaż tak wyjątkowego towaru, jakim jest mieszkanie lub dom nie jest rzeczą łatwą. Z pomocą mogą przyjść nowe technologie i kanały sprzedaży, ale jak je efektywnie wykorzystać?

Odpowiedź na to pytanie będzie można poznać na pierwszej konferencji z cyklu „Marketingowe rewolucje branży nieruchomości”, którą firma Blue Ocean Media S.A. organizuje 3 grudnia 2013 r. w Warszawskim Centrum EXPO XXI. Program konferencji ułożony został według specjalnego klucza – jako przeanalizowanie krok po kroku całego procesu sprzedaży nieruchomości mieszkaniowych, od zaprojektowania produktu aż po obsługę posprzedażową. Uznani rynkowi eksperci i najlepsi specjaliści wskażą najczęściej popełniane błędy, podpowiedzą, jakie narzędzia marketingowe będą najbardziej odpowiednie do sprzedaży danego typu nieruchomości, zaznajomią z najnowszymi technologiami e-marketingu. Jeśli twoja firma buduje więcej niż sprzedaje, reklama w tradycyjnych mediach nie przynosi skutków, a na dodatek obawiasz się o rynek mieszkaniowy po wprowadzeniu przepisów nowej rekomendacji S – ta konferencja jest dla Ciebie.

Przychody PwC na świecie wzrosły do 32,1 mld USD

PwC – uzyskała w roku finansowym zakończonym 30 czerwca 2013 r. przychody w wysokości 32,1 mld USD brutto. Przy stałych kursach wymiany oznacza to wzrost o 4%. W tym samym okresie PwC także w Polsce wypracowało imponujące przychody na poziomie 517,2 miliona złotych, czyli o ok. 3% wyższe niż w poprzednim roku finansowym.

Na tegoroczny wynik finansowy PwC składają się osiągnięcia poszczególnych działów firmy – zarówno praktyki audytowej i księgowej, doradztwa biznesowego, jak i usług doradztwa podatkowego, które odnotowały w ostatnim roku znaczący wzrost przychodów.

Ogólnoświatowe przychody działu usług doradczych zwiększyły się w roku finansowym 2013 o 8%, do poziomu 9,2 mld USD. Działalność w tym zakresie generuje obecnie 29% całkowitych globalnych przychodów PwC. Przychody działu audytu PwC na świecie wzrosły o niemal 1,5%, do poziomu 14,8 mld USD przy stałych kursach wymiany walut. Ta część biznesu PwC utrzymuje stabilny wzrost pomimo silnej konkurencji na rynku usług audytowych i księgowych, a także presji na obniżanie cen. Z kolei przychody działu doradztwa podatkowego w zakończonym roku finansowym wzrosły o 5%, do 8,2 mld USD. Jest to efekt rosnącego zapotrzebowania klientów na usługi w zakresie zgodności z przepisami podatkowymi, jak i doradztwa podatkowego. Spółki PwC działają przestrzegając zasad globalnego kodeksu postępowania w zakresie podatków, który po raz pierwszy firma opracowała w 2004 r. (więcej: Globalny kodeks postępowania PwC w zakresie podatków).

Uwzględniając wszystkie rodzaje usług, PwC obsługuje aktualnie 84% spółek znajdujących się na liście Global 500 wg magazynu Fortune oraz 90% spółek Global 500 wg dziennika Financial Times.

Pomimo wpływu utrzymującej się w wielu krajach niekorzystnej sytuacji gospodarczej, przychody wzrosły o 2% w Europie Zachodniej oraz o 3% w państwach Europy Środkowo-Wschodniej. Wraz ze stabilizacją sytuacji w strefie euro w 2014 r. PwC przewiduje stopniowy powrót do większego wzrostu gospodarczego w znacznej części tego regionu.

W ujęciu geograficznym, największy wzrost przychodów – na poziomie odpowiednio 7% i 9% – PwC zanotowało jednak w obu Amerykach – Północnej i Południowej.  W 2013 roku utrzymał się również trend zwiększania przychodów na rynkach rozwijających się na Bliskim Wschodzie i w Afryce. Na skutek kontynuowanych inwestycji i zysków z konsolidacji spółek PwC w Afryce przychody w tym regionie wzrosły o 7%. W przypadku Azji przychody zwiększyły się o 2%. To dobry wynik, biorąc pod uwagę coraz większą konkurencję na rynku usług audytowych i księgowych oraz spowolnienie wzrostu gospodarczego w całym regionie, a w szczególności w Chinach i Indiach. Trudniejsze warunki gospodarcze miały również wpływ na sytuację w Australii i Oceanii, gdzie przychody spółek PwC zmalały o 1%.

Dobre wyniki firmy znalazły swoje odzwierciedlenie także we wzroście zatrudnienia – w roku finansowym 2013 liczba pracowników PwC na świecie zwiększyła się do 184 tys. osób. Dodatkowo PwC zajęło jedno z czołowych miejsc na świecie pod względem rekrutacji absolwentów, zatrudniając rekordową liczbę 20 000 osób. W obecnym roku finansowym PwC planuje dalsze rozbudowywanie zespołu zarówno o najlepszych specjalistów z doświadczeniem,  jak i osoby dopiero wchodzące na rynek pracy.

„Pomimo utrzymujących się trudnych warunków ekonomicznych i rosnącej w siłę konkurencji spółki PwC na całym świecie osiągały w ostatnim roku coraz większe przychody” – powiedział Dennis M. Nally, globalny prezes PwC. „Wszędzie tam, gdzie działamy, cała nasza praca skupia się na budowaniu zaufania i zapewnianiu pomocy w rozwiązywaniu ważnych problemów — zarówno w odniesieniu do naszych klientów, jak i całych społeczności, w których funkcjonujemy. W ciągu najbliższych trzech lat planujemy zainwestowanie ponad 1 mld USD w rozwój działalności PwC na całym świecie. Szczególny nacisk chcemy położyć na rynki wschodzące i rozwijającą się ofertę dla klientów, obejmującą m.in. usługi z zakresu bezpieczeństwa IT i zarządzania ryzykiem”.

„Wzrost gospodarczy na rynkach rozwijających się, choć zwalnia, jest w dalszym ciągu bardziej dynamiczny niż w gospodarkach ustabilizowanych” – dodała Olga Grygier-Siddons, prezes PwC w Polsce. „Po pięciu latach globalnego kryzysu, recesji i powolnego wzrostu obserwujemy pozytywne oznaki trwałego ożywienia gospodarczego. Stany Zjednoczone i Japonia znów odnotowują wzrosty, a strefa euro wychodzi z recesji, co – z uwagi na nasze ekonomiczne powiązanie z tym obszarem – ma ogromne znaczenie.”

„Choć jesteśmy optymistami, zachowujemy ostrożność i w nadchodzącym roku spodziewamy się realnego globalnego wzrostu na poziomie 3% „– stwierdził Dennis M. Nally.

PwC jest firmą odpowiedzialną społecznie. W roku finansowym 2013 spółki i pracownicy PwC wpłacili blisko 74 mln USD na działania społeczne, a ponad 47 000 pracowników PwC spędziło ponad pół miliona godzin, angażując się w wolontariat.

Przychody PwC w roku finansowym (FY – Financial Year) 2013 w podziale na linie serwisowe oraz regiony (mln USD)*

Przychody wg segmentu usług

FY13 przy kursach z FY13

FY12 przy kursach z FY12

Różnica wyrażona w %

Różnica przy stałym kursie wyrażona w %

Audyt

14 761

14 864

-0,7%

1,4%

Doradztwo Biznesowe

9 153

8 702

5,2%

7,6%

Podatki

8 175

7 944

2,9%

4,9%

Przychody brutto

32 088

31 510

1,8%

4,0%

Przychody geograficznie

FY13 przy kursach z FY13

FY12 przy kursach z FY12

Różnica wyrażona w %

Różnica przy stałym kursie wyrażona w %

Azja

3 706

3 728

-0,6%

2,1%

Australia i Oceania

1 642

1 681

-2,3%

-0,9%

Europa Środkowa i Wschodnia

809

816

-0,7%

2,6%

Europa Zachodnia

11 828

11 984

-1,3%

1,5%

Bliski Wschód i Afryka

1 074

1 077

-0,2%

6,8%

Ameryka Północna i Karaiby

12 000

11 187

7,3%

7,3%

Ameryka Południowa i Środkowa

1 028

1 037

-0,9%

9,4%

Ogółem

32 088

31 510

1,8%

4,0%

* Przychody za rok finansowy 2013 to suma przychodów wszystkich firm w globalnej sieci PwC wyrażona w dolarach amerykańskich, po średnim kursie wymiany walut w roku finansowym 2013. Zagregowane przychody z roku finansowego 2012 wyrażone są po średnim kursie wymiany z roku finansowego 2012.Przychody brutto uwzględniają wydatki fakturowane na klientów. Rok finansowy kończy się 30 czerwca. Prognozowany przez PwC wzrost PKB jest „realnym” wzrostem PKB, nieuwzględniającym inflacji cen.

Raport płacowy. Polska i Świat

Ostatnie miesiące przyniosły realny wzrost średniego wynagrodzenia. Według danych GUS, w całym 2012 roku przeciętne miesięczne wynagrodzenie, w porównaniu do 2011 roku, wzrosło o 3,5%. Jednakże był to bardziej efekt nagłego spadku inflacji niż nominalnego wzrostu płac, albowiem nieprzerwanie od pięciu lat wynagrodzenia nie rosną tak szybko jak PKB. Efektem tego są widoczne w statystykach rokroczne wzrosty wynagrodzenia, które jednak nie są odczuwalne w kieszeni przeciętnego Polaka. Według danych NBP, presja płacowa jest nadal niska. Odnotowuje ją tylko 6 na 100 firm. W większości wypadków maksymalnie do 5%. Oznacza to, iż presja płacowa jest nadal niewielka, co można potraktować jako potwierdzenie tezy, iż ewentualne symptomy końca kryzysu nie są jeszcze odczuwalne na rynku pracy.

Tradycyjnie najwyższe wynagrodzenia notuje się w województwie mazowieckim. Przeciętna pensja jest aż o 21,5% wyższa niż średnia krajowa. Najniższe wynagrodzenia odnotowano w woj. warmińsko-mazurskim (o 13,6% mniejsze niż średnia w kraju), podkarpackim (o 13,4%), lubuskim (o 13,2%) i kujawsko-pomorskim (o 13,1%). Powyższa klasyfikacja wygląda nieco inaczej jeżeli nie uwzględnimy miast wojewódzkich. Wówczas pozycję lidera zajmuje pomorskie (3,9 tys.), a tuż za nim plasuje się mazowieckie, dolnośląskie i wielkopolskie.

Co ciekawe, rośnie wydajność pracy. Z danych OECD wynika, że w Polsce wynosi ona 66,7% średniej UE. Tymczasem płace w Polsce są ponad trzykrotnie niższe niż przeciętna w całej Wspólnocie.

Wynagrodzenia członków zarządu największych spółek giełdowych wzrosły w 2012 roku o około 10% w porównaniu do roku poprzedniego. Głównym czynnikiem kształtowania wysokości płacy zasadniczej pozostaje wielkość spółki i stopień skomplikowania biznesu. W 2012 roku najwyższe płace otrzymała kadra menadżerska pracująca w bankach – 1,68 mln PLN.

Wysokość płac na stanowiskach członków zarządu jest dość często krytykowana. Opinia publiczna oczekuje lepszej kontroli nad wynagrodzeniami prezesów firm. Zwłaszcza tych z udziałem Skarbu Państwa. Należy jednak pamiętać, iż działając na rynku światowym, polskie spółki powinny przyjąć światowe standardy wynagradzania, tzn. przyznawać adekwatnie wysokie zarobki uzależnione od wyniku firmy i przekładające się na zysk akcjonariuszy. W przeciwnym razie najlepsi menadżerowie będą szukali zatrudnienia w zagranicznych przedsiębiorstwach. Skutki tego mogą być bardzo przykre dla polskiej gospodarki.

Raport płacowy