Ponad 3 tysiące osób z całej Polski dowiedziało się, jak świadomie inwestować na giełdzie. Spotkaniem w Krośnie zakończyła się druga edycja spotkań o inwestowaniu na giełdzie organizowanych przez Ministerstwo Skarbu Państwa wraz z liczną grupą partnerów. W ciągu niecałych 4 miesięcy w warsztatach wzięło udział 3 074 inwestorów giełdowych. Eksperci giełdowi odwiedzili w sumie 33 miasta w całej Polsce. Szczególną popularnością cieszyły się spotkania w Krakowie (250 uczestników), Krośnie (170) i Warszawie (165).
Nowy kalkulator pomiaru jakości EPS
W dniu 22 stycznia 2013 odbyła się w siedzibie Instytutu Technologii Budowlanej w Warszawie, konferencja prasowa Polskiego Stowarzyszenia Producentów Styropianu. ITB, na zlecenie PSPS, przeprowadziło badanie, którego celem było ustalenie relacji pomiędzy najistotniejszymi parametrami materiałów izolacyjnych a jego gęstością. Analizę przeprowadzono na podstawie danych zebranych w bazie Instytutu oraz próbek pobranych z rynku. Wyniki Badań potwierdzają bezpośrednią zależność współczynnika przewodzenia ciepła l oraz wytrzymałość na ściskanie w relacji do gęstości materiału.
Teraz podjęcie decyzji o wyborze najlepszego styropianu do ocieplenia budynków jest znacznie łatwiejsze. Wystarczy zważyć paczkę styropianu zwykłą wagą i porównać wyniki z tabelą publikowaną w ulotkach i na stronie PSPS.
Aby ułatwić dobór właściwego styropianu, Synthos S.A. wraz z Polskim Stowarzyszeniem Producentów Styropianów przygotował kalkulator pomiaru jakości EPS. Ta wygodna aplikacja (dostępna w dwóch wersjach – uproszczonej i zaawansowanej) nie tylko pozwala uchronić się przed złej jakości wyrobami, ale pozwala również na dobór właściwej izolacji oraz wylicza korzyści płynące z zastosowania Gwarantowanego Styropianu.
***
Synthos S.A. jest trzecim największym producentem EPS w Europie. Ma dwa zakłady produkcyjne ulokowane w Europie Centralnej (Polsce i Republice Czeskiej). Oprócz produkcji EPS, firma jest znana z produkcji kauczuku, polistyrenów, XPS, dyspersji, klejów oraz innych innowacyjnych produktów w branży chemicznej
Zmiany w funkcjonowaniu specjalnych stref ekonomicznych
Do końca roku ma zapaść decyzja w sprawie przyszłości specjalnych stref ekonomicznych, które zgodnie z prawem działać mogą tylko do 2020 roku. Wicepremier i minister gospodarki Janusz Piechociński liczy na to, że rząd – już w oparciu o nowe kryteria – „podejmie solidarną i racjonalną decyzję o wydłużeniu funkcjonowania stref”. Zgodnie z proponowanymi zmianami strefy mają funkcjonować w szczególności na terenach objętych strukturalnym bezrobociem.
Specjalne strefy ekonomiczne powstały w Polsce blisko 20 lat temu, na mocy ustawy z 1994 roku. Pierwotnie miały być wygaszone w 2014 roku. Decyzją z 2008 roku Sejm przedłużył okres ich działalności do końca 2020 roku. Od kilku miesięcy trwa ożywiona dyskusja na temat dalszego wydłużenia o kolejne lata.
– Sądzę, że decyzja w sprawie przedłużenia funkcjonowania stref w Polsce zapadnie stosunkowo szybko, bo jeszcze w roku 2013 – zapowiada wicepremier i minister gospodarki.
Na ubiegłotygodniowym posiedzeniu rząd zdecydował, że ministrowie finansów i gospodarki wspólnie mają przeanalizować kryteria decydujące o wpuszczeniu do strefy określonego rodzaju działalności gospodarczej, ale też dopuszczalne formy pomocy publicznej, biorąc pod uwagę również doświadczenia europejskie.
– Jestem przekonany, że w oparciu o czytelniejsze niż dotąd kryteria, gdzie w pierwszej kolejności będzie przesuwanie aktywności stref do terenów: powiatów, grupy gmin, gdzie jest duże strukturalne bezrobocie, cały rząd podejmie solidarną i racjonalną decyzję o wydłużeniu funkcjonowania stref – mówi Agencji Informacyjnej Newseria wicepremier i szef resortu gospodarki, Janusz Piechociński.
Rozporządzenia, którymi tydzień temu miał się zająć rząd, zakładały, że SSE będą działać do końca 2026 roku. Waldemar Pawlak, były minister gospodarki, był zwolennikiem bezterminowego wydłużenia ich funkcjonowania.
W dyskusje włączyli się przedstawiciele czternastu działających dzisiaj w Polsce specjalnych stref ekonomicznych, przedsiębiorcy, samorządowcy i politycy. Chodzi o wypracowanie nowych mechanizmów pomocy publicznej, będących formą przyciągania inwestycji. Największym problemem jest spór na linii resort gospodarki – resort finansów, który do tej pory blokował decyzje w tej sprawie.
– My mówimy, że nie tylko trzeba oszczędzać, ale inwestować i zarabiać. Inni zwracają uwagę, że przez niższe podatki, np. CIT, skuteczniej niż poprzez nadzwyczajne formy, przyciąga się inwestycje – mówi minister gospodarki. – Na jakimś poziomie trzeba zawrzeć kompromis.
Może o niego być trudno, bo ewentualne dalsze ulgi dla firm działających w strefach osłabiłyby wpływy do budżetu. Janusz Piechociński mówi, że to tylko jedna strona medalu. Druga to korzyści wynikające z dalszego istnienia SSE – stabilne miejsca pracy, działalność związana z rozwojem wysoko technologicznych, innowacyjnych projektów, kooperacja z innymi podmiotami – poddostawcami i podwykonawcami.
Wicepremier dodaje, że w jego ocenie dotychczasowe rozwiązania prawne, system zachęt, adresowanych do inwestorów, sprawdziły się. Mimo trudnej sytuacji gospodarczej do Polski wciąż napływają bezpośrednie inwestycje zagraniczne, których wartość w 2011 roku osiągnęła pułap 10,9 mld euro, a w ubiegłym roku była wyższa o 6 proc. Biorąc pod uwagę wzrost procentowy byliśmy lepsi, m.in. od Niemców, Francuzów i Włochów. Nieznacznie ustąpiliśmy Wielkiej Brytanii, Litwie i Macedonii.
– To, że dziś, na początku 2013 roku, polski rząd analizuje i dyskutuje na ten temat, pokazuje bardzo wyraźnie, jak poważnie traktujemy inwestycje bezpośrednie, jak tym mechanizmem chcemy wspierać tereny poprzemysłowe albo tereny, gdzie jest bardzo mało lokalnej przedsiębiorczości, a bardzo dużo strukturalnego bezrobocia – dodaje wicepremier.
Na wiążące decyzje w tej sprawie liczą potencjalni inwestorzy, którzy muszą wiedzieć, na jakich zasadach mają inwestować swój kapitał, z jakich ulg będą mogli korzystać i do kiedy będą one obowiązywać. Jak podkreśla Janusz Piechociński, w strefach jest dzisiaj około 5 ha niezagospodarowanych terenów, ale są też obszary, na których wygasła już działalność gospodarcza, a pozostała pełna infrastruktura techniczna.
– Marnotrawstwem byłoby pozostawienie tego stanu rzeczy i przyzwolenie na dewastację, na niewykorzystanie tych terenów – ocenia Janusz Piechociński.
Z danych resortu gospodarki wynika, że dzięki istnieniu czternastu stref ekonomicznych przez kilkanaście lat powstało w Polsce ok. 250 tys. nowych miejsc pracy, a wartość inwestycji przekroczyła 75 mld zł.
Szefowie polskich firm przewidują koniec kryzysu w 2015 r.
Polscy prezesi i dyrektorzy zarządzający, choć wciąż pozostają pesymistyczni wobec sytuacji swoich firm w krótkim okresie, wykazują więcej optymizmu w dłuższym horyzoncie czasowym. Prawie połowa z nich pozytywnie ocenia perspektywy wzrostu w ciągu najbliższych trzech lat. Nadal, wśród działań mających na celu zwiększenie konkurencyjności przedsiębiorstw, dominuje kompleksowa restrukturyzacja kosztów, planuje ją aż 45% respondentów – to główne wnioski z badania „CEO Survey 2013” przeprowadzonego przez firmę doradczą PwC.
Z badania firmy doradczej PwC wynika, że zaledwie 26% polskich prezesów ocenia, iż przychody ich firm zdecydowanie wzrosną w ciągu najbliższych 12 miesięcy, w porównaniu do 28% rok wcześniej. Jest to z jednej strony, znacznie poniżej średniej dla naszego regionu (Europa Środkowo – Wschodnia -aż 42%) i świata (36%), ale z drugiej, nieco lepiej niż średnia dla Europy Zachodniej (22%), z którą jesteśmy najsilniej związani gospodarczo. Bardzo poprawiły się natomiast oczekiwania dotyczące perspektyw rozwojowych firm w dłuższej perspektywie. Aż 45% polskich prezesów wykazuje optymizm w horyzoncie 3-letnim (rok temu było to tylko 33%), podczas gdy na świecie odsetek silnie przekonanych co do wzrostu przychodów ich firm w ciągu 3 lat wciąż spada (46% wobec 47% rok temu).
Szefowie polskich firm najbardziej obawiają się negatywnych tendencji makroekonomicznych, bezpośrednio związanych z obecną sytuacją gospodarczą. 88% respondentów odczuwa niepokój w związku z niepewnym lub bardzo nieregularnym wzrostem PKB, a 77% pytanych obawia się zmiany zachowań konsumenckich (wobec 49% na świecie).
„Znacznie mniej niepokoju wśród polskich liderów budzą długookresowe trendy biznesowe, które mogą mieć wpływ na sposób prowadzenia firm i trwale zmieniają ich funkcjonowanie. Zaledwie 37% respondentów obawia się o dostępność pracowników o kluczowych umiejętnościach, a 23% pytanych zmian technologicznych czy problemów z ochroną własności intelektualnej. W wynikach światowych, tendencja ta jest odwrotna. Świadczy to o tym, iż globalne procesy natury strukturalnej wciąż docierają do naszego kraju z pewnym opóźnieniem” – mówi prof. Witold Orłowski, Główny Doradca Ekonomiczny PwC.
Działania restrukturyzacyjne planowane na 2013 r. będą bardzo podobne do tych z roku ubiegłego. Ich zakres związany jest ze strategią zmian w przedsiębiorstwach, która koncentruje się na działaniach obronnych. Firmy zarówno w Polsce (45%) jak i na świecie (70%) planują przede wszystkim kompleksowe programy restrukturyzacji kosztów. Na drugim miejscu jest wyprowadzenie na zewnątrz (outsourcing) procesu lub funkcji biznesowej, co wskazało 30% prezesów w Polsce (wobec 31% na świecie). Rzadziej w polskich firmach planowane są natomiast kroki w zakresie zawarcia aliansu strategicznego lub joint-venture (25% wobec aż 47% na świecie) czy realizacji transakcji międzynarodowej z zakresu fuzji i przejęć (15% wobec 28%). Działania te są jak widać filarami budowy przewagi firm na świecie. Zdaniem ekspertów firmy doradczej PwC, jeżeli polskie firmy chcą być konkurencyjne na światowych rynkach, muszą poszukać nowych, odważniejszych rozwiązań.
Z badania firmy doradczej PwC wynika również, że polscy CEO częściej niż w poprzednich latach planują wyjście na rynki zagraniczne, choć rzadko z nowymi produktami. Rok temu gotowość taką deklarowało tylko 5% ankietowanych, w tym roku jest to już 12%. Mimo tego, że 68% prezesów deklaruje zwiększenie zakresu prac badawczo-rozwojowych w firmie, częściej widzą oni szanse w zdobyciu nowych rynków zagranicznych, niż w opracowaniu nowego produktu lub usługi.
„Trudne czasy wymagają właściwego przywództwa. Polscy prezesi są gotowi brać na siebie to wyzwanie, 71% respondentów deklaruje, że odpowiedzialność za zarządzanie ryzykiem jest w firmach coraz bardziej scentralizowana, a 82%, że kluczowe decyzje podejmowane są na najwyższym szczeblu. Proces ten oznacza, iż bardzo istotne dla długookresowego rozwoju przedsiębiorstwa staje się zarówno przygotowanie odpowiednich następców dla obecnej kadry kierowniczej, jak i opracowanie efektywnych metod wyłaniania przyszłych liderów” – podkreśla prof. Witold Orłowski z PwC.
Narzędzia stosowane w polskich firmach są tu bardzo zbliżone do stosowanych na świecie: angażowanie menedżerów niższego szczebla w podejmowanie decyzji strategicznych (78% w Polsce wobec 79% na świecie), dedykowane programy rozwoju (odpowiednio 66% i 68%) oraz rotacje pomiędzy funkcjami (odpowiednio 63% i 62%). Zdecydowanie rzadziej w polskich firmach stosowane są promowanie różnorodności (36% wobec 58% na świecie) oraz aktywne planowanie sukcesji (55% wobec 71%).
Polscy prezesi lepiej niż na świecie oceniają funkcjonujące modele wynagrodzeń kadry menedżerskiej. W ocenach światowych liderów biznesu widać gorzkie lekcje, które wyciągnięto w krajach rozwiniętych z systemów wynagradzania nadmiernie premiujących ryzyko i skłaniających do poszukiwania krótkookresowych zysków. W przypadku polskich prezesów, akceptacja dla tych modeli jest dużo większa.
Amazon przejmuje polską firmę IVONA Software
Polska firma IVONA Software, której syntezator mowy Ivona zyskał uznanie tak rodzimych, jak i zagranicznych użytkowników komputerów, została przejęta przez Amazon. Przejęcie jest kolejną odsłoną rywalizacji między Amazonem a jego konkurentami mającymi własne syntezatory mowy, takie jak Samsung S-Voice czy Siri należąca do Apple.
Firmę założyli w 2001 roku dwaj absolwenci Politechniki Gdańskiej, Łukasz Osowski i Michał Kaszczuk. W 2011 roku pierwotna nazwa firmy (IVO Software) została zmieniona na IVONA Software. Firma tworzy i rozwija wielokrotnie nagradzany na świecie syntezator mowy IVONA TTS (ang. Text-to-Speech) – program zmieniający tekst na mowę. Jego możliwości technologiczne, wysoka jakość mowy porównywalna z mową ludzką, różnorodność głosów, kodeków i licencji sprawia, że korzystają z niego zarówno duże korporacje, jak i małe firmy. Amazon korzysta już z technologii firmy IVONA Software w swoich tabletach Kindle Fire, które oferują takie funkcje jak Text-to-Speech, Voice Guide oraz Explore by Touch.
„Opracowana przez IVONA Software wyjątkowa technologia text-to-speech wyróżnia się naturalnością, dokładnością wymowy oraz łatwością wykorzystania. Jest ona kluczowym elementem funkcji zwiększających dostępność Kindle Fire, w tym Text-to-Speech, Voice Guide, czy Explore by Touch”, powiedział Dave Limp, Vice President, Amazon Kindle. „Zespół IVONA podziela naszą pasję do innowacji i koncentrację na potrzebach klienta. Liczymy na dalszy rozwój i dostarczanie świetnych produktów pozwalających na budowę najwyższej klasy rozwiązań głosowych klientom na całym świecie.”
„Od ponad dziesięciu lat nasz zespół koncentruje się na budowie innowacyjnej technologii text-to-speech,” mówi Łukasz Osowski, Prezes i współzałożyciel firmy IVONA. „Cieszymy się, że wsparcie Amazon pozwoli nam na dalszy rozwój, innowacje oraz dostarczanie nowych głosów i języków klientom na całym świecie.”
Szczegóły finansowe transakcji nie zostały ujawnione przez żadną ze stron.
Kryzys w Chinach i gaz łupkowy zwiększą PKB Polski
Wyhamowanie dynamiki wzrostu gospodarczego Chin może oznaczać wzrost polskiego PKB o 1 proc. w ciągu trzech lat. Z kolei rozpoczęcie wydobycia gazu łupkowego w Polsce może zwiększyć PKB naszego kraju łącznie o ponad 3 proc. w latach 2013-2022. Analizy przyczyn i skutków tych czynników – „chińskiego kryzysu” i wydobycia gazu łupkowego – dokonał Bank DnB NORD z firmą doradczą Deloitte w raporcie „Kierunki 2013. Pozytywne szoki gospodarcze?”.
Po pierwsze: „kryzys” w Chinach
Szacunki i prognozy na najbliższe dwa lata wskazują na stabilizację wzrostu PKB w krajach rozwiniętych, na poziomie około 2,5 proc. w Stanach Zjednoczonych i 1,5 proc. w strefie euro oraz 8 proc. w Chinach. W analizie przygotowanej przez Bank DnB NORD wspólnie z Deloitte rozważany jest też scenariusz zakładający spowolnienie dynamiki PKB Chin do 5 proc. rocznie.
– Skutki takiego, prawdopodobnego naszym zdaniem, zdarzenia będą odczuwalne dla gospodarek na całym świcie – podkreśla Rafał Antczak, członek zarządu Deloitte Business Consulting, jeden z autorów raportu. – Nie będzie to kryzys w dosłownym tego słowa znaczeniu, ale „kryzys chiński”, który wywoła pozytywny szok podażowy na świecie, którego echa dotrą także do Polski.
Chiny mogą doświadczyć spowolnienia wzrostu do „zaledwie” 5 proc., ponieważ – według twórców publikacji – kraje rozwinięte, czyli główni partnerzy handlowi Chin, przechodzą właśnie terapię ograniczania deficytów i konsumpcji. Równocześnie chińskie rezerwy wzrostu (oparte o inwestycje i eksport) są na wyczerpaniu, a potencjalne jego nowe źródła (związane z wewnętrzną konsumpcją i innowacyjnością) będą wymagać zmian o charakterze politycznym i społecznym, co w obecnej sytuacji wydaje się mało prawdopodobne.
– Polski przemysł, choć nie jest bezpośrednio powiązany z koniunkturą w Chinach, to pośrednio poprzez eksport komponentów do produkcji unijnego eksportu do Chin pozostaje z nią dosyć silnie skorelowany – wyjaśnia Artur Tomaszewski, prezes zarządu banku DnB NORD Polska. – Spowolnienie dynamiki chińskiego PKB wpływać będzie na polską gospodarkę dwoma kanałami: poprzez handel międzynarodowy, a także spadek cen surowców – dodaje prezes Tomaszewski.
Według autorów raportu ewentualne spowolnienie w Chinach wpłynie pozytywnie na polską gospodarkę. Spadek dynamiki PKB Chin o 1 pkt proc. (poprzez związany z nim spadek indeksu cen surowców na rynkach światowych) spowoduje wzrost PKB Polski o 0,16 pkt proc. w każdym roku. Natomiast łączny wpływ „kryzysu chińskiego” na sytuację gospodarczą Polski przez kolejne trzy lata byłby bardziej korzystny i wyniósłby w sumie około 1,1 pkt proc. To niemało, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę możliwą niską dynamikę wzrostu PKB Polski w najbliższych latach – na co się zapowiada, biorąc pod uwagę przewlekłość globalnego kryzysu finansowego.
Po drugie: gaz łupkowy (także w Polsce).
Największe szacowane złoża gazu łupkowego znajdują się w Ameryce Północnej (26 proc. światowych zasobów) i Azji (23 proc.). Biorąc pod uwagę poszczególne kraje największe złoża są zlokalizowane w Chinach. Europa posiada raczej symboliczne zasoby (8 proc. światowych złóż), ale mają one istotne znaczenie, gdyż znajdują się w krajach (w tym w Polsce) silnie uzależnionych od importu gazu.
W przypadku wzrostu wydobycia gazu łupkowego obecna zależność wielu krajów od importowanego gazu ulegnie zmniejszeniu, a co za tym idzie – zmienić się może bilans eksportu-importu gazu na świecie. Obserwujemy spadek cen gazu nie tylko na rynku amerykańskim, ale i globalnym. Powyższe procesy będą miały raczej charakter trwały i mogą doprowadzić do rewolucji na rynku źródeł energii – piszą autorzy raportu.
Co to oznacza dla polskiej gospodarki?
W kontekście szacowanych zasobów gazu łupkowego na terenie naszego kraju różnice pomiędzy dwoma możliwymi scenariuszami: pierwszym (fiasko wydobycia istotnych ilości gazu łupkowego) oraz drugim (sukces łupkowego przedsięwzięcia), nie są dramatycznie duże. Polska nie będzie zatem drugą Norwegią. Niemniej korzyści, które odniesie gospodarka będą widoczne. Autorzy raportu szacują, że dla polskiego PKB korzyści netto w postaci wzrostu konsumpcji – mimo wszystko tańszego gazu, inwestycji w rozbudowę wydobycia i infrastrukturę oraz spadku importu wynosić mogą łącznie ponad 3 proc. PKB w latach 2013-2022. Jest to poziom zbliżony do korzyści, jakie odniosła z tytułu wydobycia i konsumpcji gazu łupkowego gospodarka USA w latach 2005-2010.
Rynek nowych mieszkań w Polsce w 2012 r.
Ostatni kwartał roku był pod względem liczby zawartych transakcji bardzo dobrym okresem, zaś cały rok 2012 – niezłym rokiem dla większości firm. Kluczowe znaczenie dla takiego wyniku mieli nabywcy kupujący mieszkania ze wsparciem programu „Rodzina Na Swoim”. Pomimo dostrzegalnego spowolnienia gospodarczego i perturbacji spowodowanych wejściem w życie ustawy o ochronie praw nabywców sektor deweloperski wykazał dojrzałość i umiejętność elastycznego reagowania na zmiany w otoczeniu rynku.
Komentując sytuację na rynku deweloperskim Kazimierz Kirejczyk, Prezes REAS powiedział: „Ze względu na spodziewaną sytuację makroekonomiczną w 2013 r. nasili się proces różnicowania sytuacji poszczególnych deweloperów. Firmy z największymi problemami mogą być zmuszone do wyprzedaży mieszkań po bardzo atrakcyjnych dla nabywców cenach. Natomiast te, które zachowają dobrą kondycję finansową, będą mogły nadal sprzedawać mieszkania z satysfakcjonującymi marżami. Dostrzegalny będzie także proces konsolidacji rynku.
Niemniej, o ile nie wystąpią szczególnie silne negatywne czynniki w otoczeniu rynku, to sam sektor deweloperski powinien sobie poradzić ze spowolnieniem gospodarczym, a rok 2014 może przynieść wyraźną poprawę koniunktury na polskim rynku mieszkaniowym.” dodał Kazimierz Kirejczyk.
Daniel Ścigała nowym dyrektorem Biura Maklerskiego Banku BGŻ
Daniel Ścigała związany jest z rynkiem finansowym od kilkunastu lat. Ostatnio w Grupie BNP Paribas odpowiadał za bankowość prywatną, uruchomienie biura maklerskiego oraz pełnił funkcję Prezesa TFI BNP Paribas Polska.
W latach 2000-2010 związany był z BRE Bankiem, gdzie m.in. odpowiadał za bankowość prywatną, tworzył i kierował domem maklerskim BRE Wealth Management. Daniel Ścigała zajmuje się komentowaniem bieżącej sytuacji na rynku kapitałowym, usług i produktów inwestycyjnych oraz komentarzami giełdowymi. Zespół analityków Biura Maklerskiego przygotowuje szczegółowe analizy spółek giełdowych oraz komentarze giełdowe. Głównie są to firmy z branży przemysłowej, budowlanej, finansowej, handlowej, telekomunikacyjnej, IT czy energetycznej.
Apple ogłasza rekordowe wyniki kwartalne
Firma Apple ogłosiła dzisiaj wyniki finansowe za pierwszy, 13-tygodniowy kwartał roku obrotowego 2013, który zakończył się 29 grudnia 2012 r. Spółka zadeklarowała rekordowe przychody kwartalne w wysokości 54,5 miliarda USD i rekordowy kwartalny zysk netto w wysokości 13,1 miliarda USD, czyli 13,81 USD na akcję rozwodnioną. W analogicznym 14-tygodniowym kwartale poprzedniego roku przychody wyniosły 46,3 miliarda USD, a zysk netto 13,1 miliarda USD, czyli 13,87 USD na akcję rozwodnioną. Marża brutto wyniosła 38,6 procent w porównaniu z 44,7 procent w analogicznym kwartale poprzedniego roku. 61 procent przychodów ze sprzedaży w zakończonym kwartale przypadało na sprzedaż poza USA.
Średni przychód tygodniowy w zakończonym kwartale wyniósł 4,2 miliarda USD w porównaniu z 3,3 miliarda USD w analogicznym kwartale poprzedniego roku.
Spółka sprzedała w tym kwartale rekordową liczbę 47,8 miliona telefonów iPhone w porównaniu z 37 milionami w analogicznym kwartale poprzedniego roku. Spółka Apple sprzedała też w zakończonym kwartale rekordową liczbę 22,9 miliona iPadów w porównaniu z 15,4 miliona w analogicznym kwartale poprzedniego roku. Spółka sprzedała 4,1 miliona komputerów Mac w porównaniu z 5,2 miliona w analogicznym kwartale poprzedniego roku. Spółka Apple sprzedała w zakończonym kwartale 12,7 miliona iPodów w porównaniu z 15,4 miliona w analogicznym kwartale poprzedniego roku.
Rada dyrektorów Apple zadeklarowała dywidendę gotówkową w wysokości 2,65 USD na akcję zwykłą. Dywidenda jest płatna w dniu 14 lutego 2013 r. dla akcjonariuszy zarejestrowanych na koniec dnia pracy 11 lutego 2013 r.
„Niezwykle cieszą nas rekordowe przychody w wysokości ponad 54 miliardów USD i sprzedaż ponad 75 milionów urządzeń z systemem iOS w jednym kwartale”, powiedział Tim Cook, Dyrektor Generalny Apple. „Jesteśmy głęboko przekonani o wartości naszej oferty i modelu dystrybucji, nadal koncentrując na innowacjach i tworzeniu najlepszych produktów na świecie”.
„Znakomite wyniki działalności przyniosły w ciągu kwartału ponad 23 miliardy USD w gotówce”, powiedział Peter Oppenheimer, Dyrektor Finansowy Apple. „Ustanowiliśmy nowy rekord wszechczasów w kwartalnej sprzedaży telefonów iPhone i iPadów, znacząco poszerzyliśmy nasz ekosystem i wygenerowaliśmy najwyższe kwartalne przychody ze sprzedaży w historii Apple”.
Apple prognozuje następujące wyniki w drugim kwartale roku obrotowego 2013:
• przychody ze sprzedaży: od 41 do 43 miliardów USD;
• marża brutto: od 37,5 do 38,5 procenta;
• koszty operacyjne: od 3,8 do 3,9 miliarda USD;
• pozostałe przychody/(koszty): 350 milionów USD
• stawka opodatkowania: 26%
Apple udostępni na żywo transmisję telekonferencji z prezentacją wyników finansowych za 1. kwartał roku obrotowego 2013 o godzinie 14:00 czasu pacyficznego (PST)/23:00 czasu CET w dniu 23 stycznia 2013 r., pod adresem www.apple.com/quicktime/qtv/earningsq113. Webcast ten będzie dostępny do odtworzenia jeszcze przez około dwa tygodnie po tym terminie.
Niniejsza informacja prasowa zawiera wybiegające w przyszłość stwierdzenia, w tym bez ograniczeń te dotyczące szacowanych przychodów ze sprzedaży, marży brutto, kosztów operacyjnych, pozostałych przychodów/(kosztów) i stawek opodatkowania. Ze stwierdzeniami tymi wiążą się elementy ryzyka i niepewności, a faktyczne wyniki finansowe mogą być różne od prognozowanych. Do elementów ryzyka i niepewności należą bez ograniczeń: wpływ czynników konkurencyjnych i ekonomicznych (oraz reakcji Spółki) na decyzje konsumentów i przedsiębiorców dotyczące zakupu produktów Spółki; nieustanna presja konkurencyjna na rynku; zdolność Spółki do terminowego wprowadzania na rynek nowych programów, produktów i innowacji technologicznych oraz stymulowania popytu na nie; wpływ zmian w produktach, ich cenach lub ofercie i/lub wzrost kosztów podzespołów na marżę brutto Spółki; ryzyko związane z utrzymaniem zapasów zamawianych przez Spółkę z wyprzedzeniem, zanim klienci zamówią produkty Spółki; dostępność, na akceptowalnych warunkach, określonych podzespołów i usług niezbędnych do prowadzenia przez Spółkę działalności, a obecnie nabywanych ze źródeł o ograniczonej dostępności lub takich, dla których nie ma alternatywy; wpływ zależności Spółki od usług produkcyjnych i logistycznych świadczonych przez firmy trzecie na jakość, ilość lub koszt produktów bądź usług; czynniki ryzyka związane z działalnością zagraniczną Spółki; zależność Spółki od własności intelektualnej i treści cyfrowych dostarczanych przez firmy trzecie; potencjalny wpływ ewentualnego orzeczenia, że Spółka naruszyła prawa własności intelektualnej innych podmiotów; zależność Spółki od wyników działalności dystrybutorów, operatorów telekomunikacyjnych i innych pośredników w sprzedaży produktów Spółki; wpływ ewentualnych problemów z jakością produktów i usług na sprzedaż i zysk operacyjny Spółki; ciągłość pracy i dostępność kluczowych członków kadry zarządzającej i pracowników; wojny, akty terroru, kryzysy zdrowia publicznego, katastrofy naturalne i inne okoliczności, które mogłyby zakłócić dostawy, transport i kształtowanie się popytu na produkty; niekorzystne wyniki innych postępowań prawnych. Dodatkowe informacje na temat potencjalnych czynników wpływających na wyniki finansowe Spółki zamieszczane są niekiedy w sekcjach pt. „Risk Factors” (Czynniki ryzyka) i „Management’s Discussion and Analysis of Financial Condition and Results of Operations” (Omówienie i dokonana przez Zarząd analiza stanu finansowego i wyników działalności) wchodzących w skład ogólnodostępnych sprawozdań Spółki składanych w amerykańskiej Komisji ds. Papierów Wartościowych i Giełdy (SEC), w tym Formularza 10-K za rok obrotowy zakończony 29 września 2012 roku i Formularza 10-Q za kwartał zakończony 29 grudnia 2012 roku, który zostanie złożony w komisji SEC. Spółka nie zobowiązuje się do aktualizowania stwierdzeń lub informacji wybiegających w przyszłość. Informacje takie powinny być interpretowane w kontekście daty ich ogłoszenia.
Ponad 21 mld zł to kwota pomocy publicznej udzielonej w 2011 roku
Zgodnie z najnowszym raportem ogólna wartość wsparcia w 2011 roku wyniosła 21,47 mld zł, w 2010 – 24,09 mld zł. W 2011 roku ponad 4 mld zł to pomoc udzielona w transporcie (ok. 70 proc. tej kwoty przyznano spółkom kolejowym). W Raporcie analizę udzielonego wsparcia dokonano z wyłączeniem pomocy udzielonej w sektorze transportu.
Najczęściej stosowaną formą pomocy były, podobnie jak w latach 2005-2010, ulgi podatkowe i dotacje (97,3 proc. wartości pomocy). Wśród instytucji udzielających pomocy w 2011 roku na pierwszym miejscu znalazł się Prezes Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych – 2,75 mld zł, Prezes Zarządu Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej – 2,12 mld zł – prawie trzykrotnie więcej niż w 2010. Mniejszego wsparcia udzielili za to: marszałkowie województw 1,69 mld zł (w 2010 – 4,66 mld zł), organy skarbowe i celne – 2,01 mld zł (w 2010 r. – 2,86 mld zł) czy Prezes Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości -1,69 mld zł (w 2010 r. – 3,28 mld zł).
W ramach pomocy horyzontalnej rozdysponowano ponad 5,6 mld zł – w 2010 było to 6,22 mld zł. Największe środki przeznaczono na zatrudnienie (2,80 mld zł, w 2010 – 2,98 mld zł), ochronę środowiska (1,07 mld, w 2010 – 1,48 mld zł), szkolenia (0,70 mld zł, w 2010 – 0,45 mld zł).
W przypadku pomocy sektorowej środki utrzymały się na podobnym poziomie – 3,39 mld zł w 2010, a rok później – 3,43 mld zł. Największy wzrost pomocy (o 982 mln zł) odnotowano w sektorze energetyki. Pomoc dla podmiotów z tego sektora została udzielona w ramach rekompensaty za dobrowolne rozwiązanie umów długoterminowych sprzedaży mocy i energii elektrycznej – 1,89 mld zł.
Wartość pomocy regionalnej wyniosła 6,43 mld zł – w 2010 -10,72 mld zł. Najwięcej pomocy o tym przeznaczeniu udzielili marszałkowie województw (1,58 mld zł). 1,40 mld zł trafiło od Ministra Gospodarki do przedsiębiorców z przeznaczeniem na pomoc na inwestycje w produkcję energii elektrycznej lub ciepła z odnawialnych źródeł energii oraz inwestycje o dużym znaczeniu dla gospodarki.
Wsparcie według województw
Na pierwszych miejscach ponownie znaleźli się przedsiębiorcy z: mazowieckiego – 2,95 mld zł (w 2010 – 4,77 mld zł), śląskiego – 2,34 mld zł (w 2010 – 3,16 mld zł) oraz łódzkiego – 1,92 mld zł (w 2010 – 1,64 mld zł). Najmniejszą pomoc przekazano przedsiębiorcom z województw: świętokrzyskiego – 371,3 mln zł, lubuskiego – 431,6 mln zł, warmińsko-mazurskiego – 435,9 mln zł. Wysoka wartość pomocy w niektórych województwach wynika z faktu, że wielu przedsiębiorców wybiera na swoje siedziby duże miasta.
Wsparcie według beneficjentów
Podobnie jak w latach poprzednich w 2011 roku beneficjentami ponad połowy pomocy były duże przedsiębiorstwa. Największym beneficjentem pomocy (z uwzględnieniem pomocy w transporcie) była spółka PKP Intercity – 1,25 mld zł, PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna – 1,18 mld zł. Na drugim miejscu znalazła się spółka Przewozy Regionalne – 1,04 mld zł. Następnie: Polskie LNG – 440,9 mln zł, Polskie Sieci Elektroenergetyczne Operator – 396,5 mln zł, Krakowski Holding Komunalny – 377,0 mln zł, Spółka Restrukturyzacji Kopalń – 371,5 mln zł, PKN Orlen – 322,7 mln zł, Międzygminny Kompleks Unieszkodliwiania Odpadów ProNatura – 318,0 mln zł, Południowy Koncern Energetyczny – 239,4 mln zł, PGE Elektrownia Opole – 235,3 mln zł, Zakład Unieszkodliwiana Odpadów – 222,1 mln zł, Telewizja Polska – 205,4 mln zł.
Spadek wartości pomocy
W 2011 roku w porównaniu z 2010 odnotowano spadek całkowitej wartości pomocy o 2,62 mld zł. Związane jest to przede wszystkim z tym, że to właśnie w 2010 roku rozstrzygnęło się wiele konkursów o wsparcie unijne i w związku z tym zostało zawartych więcej umów. Spadła również wartość pomocy udzielanej przez marszałków województw w ramach regionalnych programów operacyjnych (o ok. 3 mld zł) oraz przez Prezesa PARP w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka (o ok. 1,7 mld zł).
Asseco Poland wybuduje w Radomiu sieć w technologii LTE
Przetarg nieograniczony na opracowanie dokumentacji i budowę infrastruktury szerokopasmowej sieci bezprzewodowej w Radomiu wygrało konsorcjum z Asseco Poland jako liderem, które zaproponowało zastosowanie nowoczesnej technologii LTE (Long Term Evolution). Dzisiaj wiceprezes Asseco Poland, Włodzimierz Serwiński i prezydent Radomia, Andrzej Kosztowniak, podpisali umowę o wartości niemal 6 mln zł brutto.
W ciągu 9 miesięcy konsorcjum zaprojektuje i wybuduje sieć, która da bezpłatny dostęp do Internetu dla 1500 gospodarstw domowych w Radomiu, zagrożonych wykluczeniem cyfrowym z powodu ubóstwa lub niepełnosprawności. Jedna trzecia tych gospodarstw zostanie wyposażona w sprzęt komputerowy przystosowany do potrzeb osób niepełnosprawnych (jego zakup i ubezpieczenie objęte są oddzielnym postępowaniem przetargowym). Uruchamiając projekt „Bezpłatny Internet dla mieszkańców Radomia zagrożonych wykluczeniem cyfrowym” gmina miasta Radomia chce niwelować różnice w dostępie do Internetu i wyrównywać szanse edukacyjne swoich mieszkańców. Wszyscy uczestnicy projektu zostaną przeszkoleni z zakresu obsługi uruchomionego łącza, podstaw komunikacji elektronicznej, obsługi komputera oraz podstawowego oprogramowania. W ten sposób także mniej zamożni mieszkańcy Radomia i osoby niepełnosprawne zyskają dostęp do zasobów i usług internetowych. To podstawowy, ale nie jedyny cel budowy sieci szerokopasmowej w Radomiu.
– Znakomite parametry transferu danych nowoczesnej technologii LTE – w Polsce obecnej zaledwie od roku – pozwalają na świadczenie wielu zaawansowanych usług, np. wysokiej jakości wideokonferencji czy transmisji serwisów telewizyjnych. Radom, będąc de facto operatorem swojej sieci LTE, będzie mógł po zakończeniu programu wykorzystywać ją także do innych celów komunikacyjnych i za jej pomocą budować naprawdę inteligentne miasto na miarę XXI w. Sprawując dwuletni serwis nad wybudowaną infrastrukturą, z ochotą będziemy władze Radomia w takich zamierzeniach wspierać – powiedział po podpisaniu umowy Włodzimierz Serwiński, wiceprezes Asseco Poland.
Projekt „Bezpłatny Internet dla mieszkańców Radomia zagrożonych wykluczeniem cyfrowym” jest współfinansowany przez Unię Europejską w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka 8 Oś Priorytetowa: Społeczeństwo informacyjne – zwiększanie innowacyjności gospodarki, Działanie 8.3 „Przeciwdziałanie wykluczeniu cyfrowemu – eInclusion”. Wartość projektu to 10 149 100 złotych, z czego dofinansowanie ze środków europejskich i dotacji celowych z publicznych środków krajowych wynosi 8 626 735 zł.
Ekonomiści BRE zapowiadają bardzo trudny rok dla polskiej gospodarki
Recesja w pierwszej połowie roku i PKB w całym 2013 roku na poziomie 0,5 proc., dalszy spadek dynamiki kredytów hipotecznych oraz wolumenu kredytów korporacyjnych. Stopy procentowe na poziomie 3,25 pp oraz umocnienie złotego w końcówce roku – to główne prognozy ekonomistów BRE Banku na 2013 r.
Ekonomiści BRE Banku w swoich prognozach na rok 2013 spodziewają się ożywienia w USA oraz polepszenia sytuacji gospodarczej w strefie euro, jednak bez silnego ożywienia. Według nich, w najlepszej sytuacji będzie gospodarka niemiecka, jednak zobaczymy to dopiero w drugiej połowie roku. Kraje peryferyjne eurolandu będą znajdowały się w recesji.Ubezpieczenie ryzyka rozpadu strefy euro i kryzysu finansowego oraz widoki na kontynuację ożywienia w USA, wobec bardzo ograniczonej przestrzeni do dalszego spadku rekordowo niskich rentowności bezpiecznych obligacji, wzmagać będą rotację w doborze aktywów w stronę tych o większym ryzyku. Skutkiem powinien być wzrost rentowności obligacji niemieckich i amerykańskich. Wobec obecnego przecenienia premii za ryzyko rozpadu strefy euro, co już skutkowało umocnieniem euro, kurs EURUSD w kolejnych miesiącach w większym stopniu wiedziony będzie różnicą stóp procentowych, a więc i sekwencjami odczytów makro. W efekcie dolar powinien umocnić się do euro.
Sytuacja w gospodarce globalnej będzie miała duży wpływ na polską. – Uważamy, że konsensus prognoz wzrostu polskiego PKB na rok 2013, to jest 1,5 proc. rok do roku jest ciągle zbyt wysoki. – mówi Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista BRE Banku – W IV kwartale polskie PKB wzrosło według naszych szacunków zaledwie o 0,5 proc. rok do roku, co nie jest jeszcze dołem cyklu. W całym roku, dzięki ożywieniu w III i IV kwartale powinien osiągnąć poziom 0,5 proc.
Ekonomiści BRE Banku zwracają uwagę, że spadek koniunktury w Polsce to pogłębiać będzie brak spektakularnego przyspieszenia eksportu niemieckiego i stąd względnie płaska ścieżka polskiego eksportu (5-10 proc. r/r).Relatywnie mocny złoty będzie przyczyną niższej opłacalności eksportu, niższe oraz niższych marż eksporterów. Spodziewają się także dalszego wyhamowania inwestycji publicznych i mieszkaniowych oraz ograniczenia inwestycji prywatnych ze względu na pogorszenie perspektyw dla popytu.
Zwracają także uwagę, że w Polsce w kolejnych miesiącach spadać będzie zatrudnienie oraz optymizm konsumentów. Kolejne spadki zatrudnienia w ujęciu rocznym przekreślają scenariusz nawet niewielkiego odbicia dynamiki dochodu realnego gospodarstw domowych – stawia to duży znak zapytania nad finansowaniem konsumpcji i potencjalnie może nawet zatrzymać już i tak rachityczną ścieżkę dynamiki konsumpcji w 2013 roku, którą obecnie zakładamy.2013 rok przyniesie dalszy spadek dynamiki kredytów hipotecznych, oraz spadek wolumenu kredytów korporacyjnych.
Osłabienie wewnętrznych czynników wzrostu już teraz skutkuje w Polsce silną dezinflacją widoczną nie tylko w cenach producentów, ale i w cenach konsumenckich. Tu też konsensus prognoz odbieramy jako zbyt ostrożny. Uważamy, ze inflacja obniży się do poniżej 2 proc. w I kw. i do końca II kw. spadnie poniżej dolnej granicy celu NBP, t.j. 1,5 proc. Inflacja netto obniży się do poniżej proc. Recesja w I połowie 2013 i kontynuacja negatywnych zaskoczeń powinny skutkować dalszymi obniżkami stóp. Stopa REPO spadnie do około 3,25 proc.
Według ekonomistów BRE Banku rok 2013 nie będzie rokiem polskich obligacji. Sekwencje słabszych danych będą w najbliższym okresie prowadzić jedynie do niewielkiego spadku ich rentowności. Pomóc mogą obniżki stóp przez RPP. Według scenariusza na 2013 złoty umiarkowanie się osłabi w najbliższych miesiącach, co będzie wynikiem pogłębienia spowolnienia gospodarczego i zmniejszenia napływów na rynek obligacji. – W perspektywie końca 2013 złoty powinien jednak zyskiwać z powodu ożywienia globalnego oraz postępującego równoważenia polskiej gospodarki – mówi Marcin Mazurek, ekonomista BRE Banku.
Polska największym producentem sprzętu AGD w Europie
W 2012 roku wartość wyprodukowanych w Polsce artykułów gospodarstwa domowego wynosiła ok. 14 mld zł. 90 proc. tej produkcji stanowiło tzw. duże AGD: pralki, lodówki i kuchenki. Dziewięć na dziesięć egzemplarzy wysyłanych jest na eksport. Jednak jak wynika z raportu przygotowanego przez ekspertów Biura Analiz Sektorowych BRE Banku, branża musi walczyć z narastającą konkurencją ze strony azjatyckich rynków oraz stagnacją konsumpcji na rynku krajowym. Mimo tych wszystkich niesprzyjających czynników sektor ten znajduje się w stabilnej kondycji.
Pod względem wielkości produkcji sprzętu AGD Polska wyprzedza Włochy i Niemcy. W zależności od roku jej wartość rośnie od 5 do 10 proc. Ulokowanie wiodących producentów z tej branży akurat w naszym kraju wiąże się z korzystnym położeniem geograficznym, bliskością rynków wschodnich i stosunkowo tanią siłą roboczą.
Według danych za pierwsze dziesięć miesięcy 2012 roku pod względem wolumenowym zauważalny jest znaczny wzrost produkcji dużego AGD (o 8,6 proc. vs. analogiczny okres roku poprzedniego) oraz spadek wolumenu produkcji małego AGD (m.in. roboty kuchenne, blendery – o -17,3 proc.). „Powodem tej malejącej tendencji jest import sprzętu z Azji, znacznie tańszego niż polski, choć jakościowo gorszego. Rodzimi producenci nie mają szans wygrać cenowo z tamtejszymi przedsiębiorcami, choćby ze względu na dużo wyższe koszty pracy. Na szczęście z Dalekiego Wschodu, ze względu na gabaryty, nie opłaca się importować lodówek, pralek czy kuchenek, stąd niezagrożona pozycja Polski na tym rynku” – tłumaczy Mateusz Zieliński z Biura Analiz Sektorowych BRE Banku.
W pierwszej połowie 2012 roku wartość polskiego eksportu AGD wyniosła ok. 6,5 mld zł, co oznacza wzrost o 17,3 proc. w porównaniu z tym samym okresem w 2011 roku. Około 80 proc. sprzętu trafia do krajów UE, głównie Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii. Przytoczone wcześniej dane potwierdzają wcześniejsze założenia, że tempo wzrostu eksportu powinno wynieść około 15 proc. Ratunkiem dla naszego eksportu jest Rosja i Ukraina, gdzie trafia coraz więcej polskich wyrobów w 2011 roku wzrost dynamiki sprzedaży wyniósł odpowiednio 26 i 11 proc..
Tylko niewielki procent wyprodukowanego towaru pozostaje w kraju. Sprzedawany u nas sprzęt jest średnio o 5-15 proc. tańszy od tego w starych krajach UE, dlatego na krajowym rynku w mijającym roku zauważalne były podwyżki cen o 5-7 proc. Ten proces rozpoczął już w 2011 roku giełdowy Zelmer. Jest on największym graczem na rynku tzw. małego AGD. Choć jego akcje w całości, w pierwszej połowie 2013 roku, ma zamiar przejąć niemiecki producent BSH Sprzęt Gospodarstwa Domowego. Co oczywiście umocni pozycję firmy Bosch/Siemens na rynku małego AGD.
Biorąc pod uwagę wszystkich producentów sprzętu AGD, zatrudniających łącznie ok. 20 tys. osób, w Polsce obecne są największe międzynarodowe podmioty: LG, BSH ,Electrolux, Indesit oraz Whirlpool. Na rynku panuje duża konkurencja, dlatego Samsung i LG w 2012 roku otworzyły nowe linie produkcyjne, a Indesit nową fabrykę. Ponadto ten ostatni na początku 2013 roku planuje uruchomić kolejny oddział.
Zdecydowana większość polskich domów jest wyposażona w podstawowy sprzęt gospodarstwa domowego, choć nie stać nas jeszcze na wymianę lodówki czy pralki tak często jak choćby naszych zachodnich sąsiadów. Według szacunków średnia długość użytkowania artykułów AGD w zależności od ich rodzaju wynosi u nas od siedmiu do czternastu lat. Lodówkę, pralkę, kuchenkę czy odkurzacz posiada ponad 95 proc. gospodarstw domowych. Ten rodzaj sprzętu AGD nie ma więc już dużego potencjału wzrostu. W polskich rodzinach zdecydowanie gorzej jest za to z kuchenkami mikrofalowymi (ma je jedynie ok. 50 proc. badanych), robotami kuchennymi (ponad 60 proc.), a przede wszystkim ze zmywarkami (ok. 15 proc.). To właśnie wśród tych produktów, a także sprzętu do zabudowy, istnieje duży potencjał wzrostu.
Gdzie Polacy kupują sprzęt AGD? Sprzedaż detaliczna prowadzona jest w Polsce przez około 5,6 tys. punktów handlowych. Należy jednak zaznaczyć, że w tej branży coraz większą wagę odgrywają sklepy internetowe. Z raportu Centre for Retail Research wynika, że wartość polskiego rynku e-Commerce miała wynieść w 2012 roku 5,6 mld euro, co oznaczałoby wzrost o 24 proc. rok do roku. „Dużą część zakupów przez Internet stanowią zakupy sprzętu elektronicznego. Należy się spodziewać, że udział ten w najbliższych latach będzie jeszcze wzrastać” – mówi Mateusz Zieliński. Znaczącą rolę odgrywają tu niezależni sprzedawcy oraz platformy handlowe jak Allegro. Dodatkowo, coraz więcej stacjonarnych sieci handlowych otwiera własne sklepy internetowe. Silną pozycję w tym segmencie mają Neonet oraz Euro-net, choć coraz bardziej muszą się liczyć z konkurencją ze strony największego detalisty Media Saturn Holding Polska (marki Media Markt i Saturn), który także zdecydował się na sprzedaż internetową. Pod względem liczby sklepów wygrywa zaś Neonet z około 500 placówkami, należy jednak zaznaczyć, że są one powierzchniowo znacznie mniejsze niż u konkurentów.
Zdaniem ekspertów z BRE Banku w związku ze spowolnieniem gospodarczym i znacznym obniżeniem się tempa wzrostu krajowej konsumpcji należy spodziewać się stagnacji na rynku detalicznej sprzedaży sprzętu AGD. Zakupy produktów zaliczanych do segmentu dużego AGD są podejmowane po dogłębnej analizie, dlatego popyt na nie ulega wahaniom koniunkturalnym. „W związku z tym, nie bez przyczyny zdecydowanie w lepszej kondycji podczas spowolnienia gospodarczego jest segment małego AGD (znacznie tańszego niż duże AGD), gdzie zakupy są często dokonywane pod wpływem emocji oraz chwili. Znaczenie ma również fakt, że podkategoria ta oznacza się dużą różnorodnością, co powoduje, że spadki w dynamice sprzedaży jednego produktu mogą zostać nadrobione wzrostami w innych obszarach” – wyjaśnia Mateusz Zieliński.
Handel hurtowy zdominowali w Polsce sami producenci. W 2011 roku wartość sprzedanych artykułów gospodarstwa domowego wyniosła 5,1 – 5,6 mld zł, z czego 4,3 mld zł przypadło na duże AGD. Na polskim rynku dużego AGD pod względem liczby sprzedanego sprzętu liderem jest giełdowa Amica tuż przed globalnymi producentami – Electroluxem oraz Boschem. Jednak biorąc pod uwagę wartość sprzedanych produktów to pierwsze miejsce przypada Electroluxowi. Sprzedaż małego AGD zdominowana jest zaś przez firmę Zelmer z 22 proc. udziałem sprzedaży oraz wicelidera (jednocześnie lidera w tym segmencie w Europie Środkowowschodniej) – firmę Philips (18 proc.). Po ewentualnym przejęciu Zelmera przez BSH grupa ta znacząco wzmocniłaby się jako lider na poziomie ok. 28 proc.
Pod hasłem artykuły gospodarstwa domowego kryje się nie tylko sprzęt elektroniczny. To także szkło gospodarcze oraz stołowe wyroby ceramiczne. Wartość sprzedaży szkła wyprodukowanego w Polsce wyniosła w 2011 roku 2,1 mld zł (wzrost o 6,9 rok do roku). Aż 80 proc. stanowiły opakowania, a resztę szkło użytkowe (np. szklanki). Polska jest szóstym co do wielkości producentem szkła w Europie. Jednak tylko co 11 opakowanie używane w naszym kraju wykonane jest z tego surowca i to mimo że cenowo jest on tańszy od papieru czy tworzywa sztucznego.
Przemysł szklarski przeszedł w ostatnich latach etap transformacji. Znaczna konkurencja cenowa sprawiła, że wiele polskich hut szkła uległo likwidacji, a lepiej prosperujące zostały przejęte przez międzynarodowych potentatów. Dzięki temu firmy zyskały dostęp do środków na modernizację linii produkcyjnych i zwiększenie efektywności. Cały przemysł szklarski obejmuje ok. 100 przedsiębiorstw, które zgodnie z prognozami w 2012 roku miały wytworzyć ponad 3 miliona ton szkła. Największymi graczami na tym rynku są: O-I, Ardagh Glass oraz Warta Glass.
Krótkoterminowe prognozy dla producentów szkła gospodarczego są pozytywne. Wysoki, sięgający ok. 40 proc. udział gazy w kosztach bezpośrednich produkcji od początku przyszłego roku będzie tańszy, co będzie skutkowało niewielkim pozytywnym wpływem na wyniki finansowe firm z branży szklarskiej. Długoterminowo sytuacja wygląda także dobrze ze względu na fakt, że zużycie opakowań szklanych na jednego mieszkańca Polski jest w zależności od szacunków w skali roku średnio od 10 do 20 kg niższe niż w krajach Europy Zachodniej, gdzie wynosi ono ok. 52 kg rocznie.
Spore zagrożenia występują na rynku wyrobów ceramicznych, których wartość produkcji w 2011 r. wynosiła 326 mln zł, co było spadkiem w porównaniu z 2010 rokiem o 5,7 proc. Spadek jest również możliwy w 2012 roku. Krajowi producenci oprócz presji kosztowej wpływającej negatywnie na marże muszą konkurować z tanimi produktami chińskimi (o gorszej jakości), które w coraz większym stopniu znajdują nabywców na rynkach europejskich. Co prawda w połowie 2012 roku UE nałożyła na chińskich producentów ceramiki cła antydumpingowe, co pomoże konkurować z Chińczykami, lecz należy pamiętać, że na razie będą one obowiązywać tylko do połowy maja 2013 roku. Wyższe koszty bezpośrednie oraz wyższe koszty pracy niż u dalekowschodnich producentów decydują o niższej konkurencyjności cenowej polskich przedsiębiorców. Branża producentów ceramicznych wyrobów stołowych i ozdobnych zdominowana jest przez małe i mikroprzedsiębiorstwa. Liderem pod względem wartości sprzedaży produkcji na tym rynku jest Lubiana, wyprzedzająca zakłady ZPS Karolina i Porcelanę Chodzież.
Raport Rynek Pracy Specjalistów w 2012 roku
Na rynku pracy bywało już lepiej. Jak wynika z raportu Pracuj.pl „Rynek Pracy Specjalistów”, w 2012 roku z kwartału na kwartał perspektywy na znalezienie pracy były coraz gorsze. Nie wszystkie grupy specjalistów miały jednak z tym problem.
Według danych Głównego Urzędu Statystycznego I połowę 2012 roku na rynku pracy charakteryzował stopniowy spadek bezrobocia (z 13,2% w styczniu do 12,3% w lipcu), a II połowę jego stopniowy wzrost (w listopadzie stopa bezrobocia wynosiła już 12,9%, a w grudniu, według danych MPiPS, 13,3%). Również analizując dane Pracuj.pl, dotyczące liczby ofert opublikowanych przez pracodawców w serwisie, można powiedzieć, że zdecydowanie lepsza była pierwsza połowa roku, a szczególnie I kwartał, kiedy odnotowano rekordową w historii serwisu liczbę opublikowanych propozycji zatrudnienia – ponad 91 tysięcy.
Sytuacja zaczęła się pogarszać po wakacjach, choć warto wspomnieć o wyjątkowo dobrym październiku (blisko 30 tys. ofert w serwisie). W sumie w drugiej połowie roku liczba ofert była o 10% niższa niż w pierwszej, a najgorszy był IV kwartał. Trzeba jednak pamiętać, że tradycyjnie już w tym okresie, a szczególnie w grudniu, firmy wstrzymują procesy rekrutacyjne.
Analiza rocznej dynamiki wzrostu* liczby ofert pracy w podziale na poszczególne miesiące pokazuje, że sytuacja na rynku pracy w 2012 roku była relatywnie gorsza niż w 2011. Krzywa całego 2011 roku znajduje się po dodatniej stronie – co oznacza, że każdy miesiąc tego roku był pod względem liczby ogłoszeń lepszy niż analogiczny okres w roku poprzedzającym, czyli w 2010. Amplituda wzrostu waha się od 13% do nawet 60%.
Natomiast w 2012 roku dynamika wzrostu w pięciu miesiącach znalazła się poniżej zera, co oznaczało mniejszą niż rok wcześniej liczbę ofert pracy. W ubiegłym roku najlepsze dla osób szukających pracy były pierwsze trzy miesiące roku, kiedy to było od 10 do 20% ofert więcej niż rok wcześniej oraz październik (o 8% więcej ogłoszeń). Co prawda nie można jeszcze mówić o kryzysie, ale z pewnością obserwujemy spowolnienie przyrostu liczby ofert i początek stagnacji na rynku pracy. Potwierdza to też całkowita liczba opublikowanych ofert w Pracuj.pl. W 2012 roku było ich bowiem prawie tyle samo (niecałe 330 tys.) co w 2011 (wzrost zaledwie o 1,85%).
Budownictwo w dół, turystyka do góry
W porównaniu do 2011 roku popyt na pracowników spadł najbardziej w branży budowlanej (o 18%) oraz
w przemyśle lekkim (spadek o 12%). Ubiegły rok był za to lepszy od 2011 – przede wszystkim za sprawą Mistrzostw Europy w piłce nożnej – dla osób szukających pracy w branży turystycznej i gastronomii (wzrost liczby ofert o 14%). Ale wzrosty odnotowano również w sektorze edukacyjnym i szkoleniowym (także o 14%) oraz w branży IT (wzrost o prawie 10%).
Najwięcej pracodawców poszukujących ludzi do pracy pochodziło z branż: handel i sprzedaż (28% wszystkich opublikowanych ofert); bankowość, finanse i ubezpieczenia (17%); telekomunikacja i zaawansowane technologie (12%) oraz przemysł ciężki (11%).
Handlowcem albo informatykiem być
W 2012 roku najczęściej poszukiwano specjalistów do działów sprzedaży oraz działów IT. W sumie oferty dla tych dwóch specjalizacji stanowiły 65% wszystkich opublikowanych w Pracuj.pl. Poszukiwanymi pracownikami byli również: pracownicy działów obsługi klienta i call center, działów finansowych (choć sporą część wakatów stanowiły tu oferty dotyczące doradztwa dla klienta i wsparcia sprzedaży) oraz różnego rodzaju specjaliści z wykształceniem technicznym. Trzeba jednak podkreślić, że ofert dla tych ostatnich było zdecydowanie mniej niż w 2011 roku (spadek aż o 10%). Natomiast w stosunku do 2011 najbardziej, bo prawie o 26%, wzrosło zapotrzebowanie na szkoleniowców, a także na księgowych (prawie 21% wzrostu).
W minionym roku prawie co 5. opublikowana oferta pochodziła z woj. mazowieckiego, ale w porównaniu z 2011 rokiem liczba propozycji zatrudnienia od pracodawców z tego regionu spadła najbardziej, bo o 3,5%. Wpływ na to miał przede wszystkim spadek zapotrzebowania na pracowników w branży budowlanej.
Więcej ofert było za to w woj. małopolskim (wzrost o 9,6%) i woj. dolnośląskim (wzrost o 6,8%). W przypadku tych regionów większa liczba ofert pracy wynikała przede wszystkim z rozwoju centrów usług wspólnych oraz sektora badawczo-rozwojowego. Szukano tam przede wszystkim specjalistów do działów badań i rozwoju, IT, księgowych, a także do działów personalnych. W 2012 roku nie zmieniła się natomiast prawie w ogóle liczba propozycji oferowanych przez zagranicznych pracodawców.
W 2012 roku pracodawcy szukali specjalistów i kierowników (wzrost liczby propozycji względem 2011 o ok. 3%). Mniej propozycji miały za to kadry najwyższego i najniższego szczebla. W tym ostatnim spadek wyniósł ponad 8%.
*Roczna dynamika wzrostu liczby ofert pracy to pokazany w procentach wzrost/spadek liczby opublikowanych ogłoszeń w danym miesiącu roku do analogicznego okresu w roku poprzedzającym.
Sąd Apelacyjny podtrzymał korzystny wyrok dla MCI
Sąd Apelacyjny we Wrocławiu na rozprawie 17 stycznia wydał werdykt w sprawie z powództwa MCI przeciwko Skarbowi Państwa. Zgodnie z sentencją wyroku odczytaną przez Sąd MCI wygrał spór o odszkodowanie za utratę wartości akcji JTT w wyniku jej upadłości. Na jego rzecz zasądzono kwotę 28.821.828,28 zł plus ustawowe odsetki.
Sąd Apelacyjny ponownie zajął się sprawą JTT po uchyleniu wyroku przez Sąd Najwyższy w czerwcu 2012 roku. Na dzisiejszym posiedzeniu ogłosił wyrok w rozprawie z powództwa MCI Management S.A. przeciwko Skarbowi Państwa – Dyrektorowi Urzędu Kontroli Skarbowej we Wrocławiu w sprawie upadłości spółki JTT Computer S.A, w którym podtrzymał werdykt tego samego sądu z kwietnia 2011 r. przyznając MCI odszkodowanie w wysokości 28.821.828,28 zł. Zasądzona kwota jest niższa od poprzednio przyznanej o 83 tys. zł. W sumie po uwzględnieniu odsetek ustawowych Sąd przyznał MCI Management odszkodowanie w kwocie ok 46 mln zł.
– Sąd Apelacyjny w sposób jednoznaczny potwierdził prawo MCI Management do otrzymania odszkodowania za doprowadzenie do upadłości JTT wskutek błędnych decyzji służb skarbowych. Czujemy satysfakcję, że Sąd Apelacyjny przyznał nam rację i wieloletni spór z Urzędem Kontroli Skarbowej zakończył wyrokiem korzystnym dla MCI – skomentowała Magda Pasecka, Członek Zarządu MCI Management SA.
Wyrok jest prawomocny i jest kolejnym rozstrzygnięciem w toczącym się postepowaniu, którego historia sięga 2006 r. JTT Computer SA to niegdyś jedna z największych polskich firm komputerowych. Jej udziałowcem było m.in. MCI Management, które posiadało ponad 40% udziałów w spółce komputerowej. Wskutek bezprawnych decyzji Urzędu Kontroli Skarbowej we Wrocławiu spółka została doprowadzona do upadłości. W czerwcu 2012 r. Sąd Najwyższy uchylił wyrok Sądu Apelacyjnego przyznającego MCI Management 28,9 mln odszkodowania wraz z odsetkami ustawowymi, co stanowiło kwotę 46,5 mln na dzień wypłaty, i przekazał sprawę Sądowi Apelacyjnemu do ponownego rozpoznania. 17 stycznia 2013 r. sprawa była ponownie przedmiotem rozprawy sądowej.
Ponad 3,4 mld zł – to kwota pomocy de minimis udzielonej w 2011 roku
W 2011 roku wartość pomocy de minimis wyniosła 3 446,6 mln zł. To o 25 proc. mniej niż w 2010 roku. Najczęściej przedsiębiorcy otrzymywali różnego rodzaju dotacje, ulgi podatkowe. Wsparcie było udzielane głównie ze źródeł zasilanych jednocześnie ze środków krajowych i zagranicznych. Spadek wartości pomocy związany jest przede wszystkim z zawarciem w 2011 roku mniejszej ilości umów związanych ze wsparciem środków funduszy unijnych.
Pomoc de minimis to wsparcie państwa udzielane przedsiębiorcom, które nie wymaga notyfikacji Komisji Europejskiej. Zgodnie bowiem z zasadą prawa rzymskiego de minimis non curat lex (prawo nie troszczy się o drobiazgi), pomoc o niewielkich rozmiarach nie powoduje naruszenia konkurencji na rynku. Jednak łączna wartość pomocy de minimis dla jednego beneficjenta nie może przekroczyć 200 tys. euro w okresie trzech lat kalendarzowych, a przypadku przedsiębiorców z sektora transportu drogowego – 100 tys. euro.
Proste zasady udzielania pomocy de minimis powodują, że najczęściej korzystają z niej mniejsze podmioty. W 2011 roku z tej formy wsparcia skorzystało 130 tys. przedsiębiorców, a 77 proc. wartości pomocy de minimis trafiło do mikroprzedsiębiorstw, co wiąże się głównie z prostymi zasadami jej udzielania i brakiem powiązania z konkretnymi projektami. Jedynie ok. 5 proc. pomocy de minimis trafiło w 2011 roku do dużych przedsiębiorców.
W 2011 roku największej pomocy de minimis udzielił Prezes Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (1 167,3 mln zł). To ponad 30 proc. całej wartości pomocy de minimis. Kwota ta została głównie przeznaczona na działania w ramach programu Rozwoju Obszarów Wiejskich. Na drugim miejscu znalazły się jednostki samorządowe (1 151 mln zł) – większość pieniędzy rozdysponowali starostowie powiatów głównie w ramach dotacji i refundacji związanych z zatrudnieniem i instytucjami rynku pracy. Gminy często stosowały zwolnienia podatkowe i umarzały zaległości podatkowe lub rozkładały je na raty. W 2011 roku pomocy de minimis o dużej wartości udzielili także beneficjenci Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki (306,9 mln zł) głównie na szkolenia i usługi doradcze.
Od kilku lat utrzymuje się stała tendencja, zgodnie z którą najwięcej pomocy de minimis udziela się w kilku tych samych województwach. W 2011 roku pomocy de minimis o największej wartości udzielono przedsiębiorcom z województwa wielkopolskiego (472,1 mln zł), mazowieckiego (462,2 mln zł), małopolskiego (323,9 mln zł). Najmniej otrzymali natomiast przedsiębiorcy z województwa podlaskiego (117,1 mln zł), lubuskiego (82,5 mln zł) oraz opolskiego (76,3 mln zł).
Rośnie zadłużenie branży budowlanej
W porównaniu do ubiegłego roku liczba firm z tego sektora notowanych w Krajowym Rejestrze Długów wzrosła o 23%. Ich zadłużenie to już prawie 400 milionów złotych. Na liście dłużników znajduje się 9 648 firm budowlanych z całej Polski. Rekordzista ma prawie 6 milionów złotych długu. Wśród zadłużonych firm budowlanych dominują te z Mazowsza (15,5%), Śląska (13,81%), Dolnego Śląska (9,36%) i Wielkopolski (8,92%). Ponad 56% procent długów firm budowlanych to zobowiązania wobec innych przedsiębiorstw z tego samego sektora.
Jak wynika z najnowszego badania „Portfel Należności Polskich Przedsiębiorstw” zrealizowanego przez Krajowy Rejestr Długów i Konferencję Przedsiębiorstw Finansowych problem zatorów płatniczych narasta w całej gospodarce, ale w budownictwie jest najbardziej dotkliwy. O ile w całej gospodarce 24,9% przedsiębiorstw wskazuje, że ma coraz większe kłopoty z otrzymaniem na czas należności, to w budownictwie problem ten dotyka 30,2% firm i jest to najwyższy wskaźnik spośród wszystkich branż. Podobnie sytuacja wygląda jeśli chodzi o odsetek niezapłaconych w terminie faktur. W skali całej gospodarki jest ich 26,6%, a w budownictwie 29,9% i to też najgorszy wynik, jeśli chodzi o branże. Trudno się w takiej sytuacji dziwić, że także w tym sektorze jest najwięcej pesymistów, którzy z obawą patrzą w przyszłość.
71,5% przedsiębiorców z tej branży twierdzi, że zaległe zobowiązania są ogromną barierą, która bardzo mocno wpływa na działalność biznesową. To również wskaźnik mocno odbiegający od średniej dla całej gospodarki, gdzie wynosi on 63%. Trudno się zatem dziwić, że 47,2% firm budowlanych musi tylko z powodu zatorów płatniczych ograniczać inwestycje, 40,7% nie jest w stanie regulować swoich należności, a 21,4% redukuje zatrudnienie.
– Sytuacja tej branży jest trudna. Dynamika produkcji budowlano-montażowej kolejny kwartał z rzędu bardzo znacząco spadła i jest o blisko 5% niższa niż w analogicznym okresie roku poprzedniego. Niestety jest to zarówno związane z bardzo słabą sytuacją na rynku mieszkaniowym – ogromną nadpodażą nowych mieszkań, a także z coraz gorszą sytuacją w inwestycjach infrastrukturalnych, gdyż impuls związany z budową infrastruktury na Euro 2012 powoli wygasa. Trzeba też pamiętać, że znacząca grupa przedsiębiorstw poniosła straty na projektach infrastrukturalnych, co przekłada się na spadek zaufania do branży budowlanej w całości, a także zmniejsza zdolność firm z tej branży do podejmowania nowych projektów inwestycyjnych – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA.
Dynamiczny rozwój Polski do 2030 roku, a potem stopniowe wyhamowanie
Do 2030 roku PKB Polski z uwzględnieniem parytetu siły nabywczej wzrośnie z 813 mld USD do 1415 mld USD. Później nasza gospodarka będzie rozwijać się znacznie wolniej i w 2050 roku wypadnie z pierwszej dwudziestki najsilniejszych rynków globu. Aby temu zapobiec musi zwiększyć się poziom krajowych oszczędności i inwestycji – są to główne wnioski z raportu przygotowanego przez firmę doradczą PwC „World in 2050”.
Raport PwC publikowany od 2006 roku po raz pierwszy objął Polskę, która jako wiodący kraj Unii Europejskiej w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, znalazła się na liście 20 najsilniejszych gospodarek świata, zajmując osiemnastą pozycję. W 2011 roku polskie PKB z uwzględnieniem siły nabywczej przewyższa produkt krajowy brutto Argentyny oraz Arabii Saudyjskiej. Liderami zestawienia są odpowiednio w kolejności USA, Chiny oraz Japonia.
Według analiz PwC nasz kraj będzie nadal się rozwijać i w 2030 roku polskie PKB z uwzględnieniem siły nabywczej osiągnie poziom dzisiejszego produktu krajowego brutto takich znaczących gospodarek, jak Korea Południowa, czy Kanada. Po 2030 roku rozwój niestety wyhamuje. Według prognoz w 2050 roku, w porównaniu do roku 2030, Polska, podobnie jak Australia, znajdzie się poza czołową dwudziestką najsilniejszych gospodarek świata, a w zestawieniu pojawią się nowe kraje takie jak Wietnam czy Nigeria.
Do 2050 roku PKB Polski będzie rosło średnio w tempie około 2,5 proc. rocznie. Aby zobrazować zmiany w poziomie produktu krajowego brutto w poszczególnych okresach, analitycy PwC zestawili ze sobą dane oraz prognozy dla Polski i Niemiec. „Na początku procesu reform z 1990 roku polskie PKB na głowę mieszkańca według rynkowych kursów wymiany stanowiło jedynie 8 proc. niemieckiego, a uwzględniając parytet siły nabywczej – 32 proc. Bieżące wskaźniki porównujące Polskę i Niemcy wynoszą odpowiednio 30 proc. i 54 proc.” – komentuje Mateusz Walewski, Starszy Ekonomista w PwC.
Dotychczas polska gospodarka rozwijała się znacznie szybciej niż niemiecka, co było efektem kumulacji kilku czynników. „Polska to nadal stosunkowo biedny kraj, który ciągle się modernizuje. Poziom zatrudnionych w rolnictwie sięga 12 proc. i należy do najwyższych w Unii Europejskiej. Dzięki obecności w UE nasz kraj jest jednak postrzegany jako atrakcyjny rynek dla inwestorów zagranicznych. Polska to też europejska czołówka pod względem współczynnika skolaryzacji. To daje nadzieję dla potencjalnych inwestorów na pozyskanie wykwalifikowanej, obeznanej we współczesnych technologiach kadry. Dodatkowo, co najmniej do 2020 roku, Polska będzie jednym z największych odbiorców funduszy UE, co pozwoli na rozwój infrastruktury i unowocześnienie gospodarki” – analizuje Mateusz Walewski.
Ten stan też, jak prognozują analitycy PwC, ma szansę trwać do 2030 roku. Później różnice w tempie rozwoju zaczną się wyrównywać, co oznacza, że Polska praktycznie przestanie gonić swego zachodniego sąsiada.
Podstawowym czynnikiem zahamowania tempa wzrostu dla naszego kraju jest demografia. W wieku produkcyjnym (pomiędzy 15-64) w 2035 roku będzie nas aż o 14 proc. mniej. Polska ma jeden z najniższych wskaźników dzietności w UE (1,3), co więcej nie jest tak atrakcyjnym miejscem dla emigrantów jak np. sąsiednie Niemcy.
Inną barierą na drodze szybkiego rozwoju w kolejnych dekadach jest niska skłonność do oszczędzania. Znaczna część inwestycji w Polsce w ostatnich latach była finansowana przez napływ kapitału zagranicznego. Średni deficyt obrotów bieżących w polskiej gospodarce od 2004 r. wynosi 4,5 proc. PKB.
„Aby proces rozwoju polskiej gospodarki po 2030 roku mógł być kontynuowany, konieczne jest podniesienie poziomu zarówno krajowych oszczędności, jak i inwestycji” – podsumowuje Mateusz Walewski.
Raport „Word in 2050” został opublikowany przez firmę doradczą PwC po raz pierwszy w marcu 2006 roku i zawierał prognozy dotyczące potencjalnego wzrostu PKB w 17 wiodących gospodarkach świata w okresie do 2050 roku. Obejmował on kraje z tzw. grupy G7 (USA, Japonię, Niemcy, Wielką Brytanię, Francję, Włochy i Kanadę), Australię, Koreę Południową, Hiszpanię oraz kraje z tzw. grupy E7 , czyli siedem najszybciej rozwijających się krajów na świecie (Chiny, Indie, Brazylię, Rosję, Indonezję, Meksyk i Turcję). Prognozy te były aktualizowane w marcu 2008 i styczniu 2011 r., przy rozszerzeniu listy krajów o Argentynę, RPA, Arabię Saudyjską, Wietnam i Nigerię. Obecna analiza obejmuje również Polskę (jako wiodącą gospodarkę UE w regionie Europy Środkowo-Wschodniej) oraz Malezję (jako szybko rozwijającą się średnią gospodarkę w regionie Azji i Pacyfiku).
Do końca 2013 roku liczba użytkowanych smartfonów zbliży się do 2 miliardów
W tym roku globalna sprzedaż smartfonów sięgnie miliarda, a to oznacza, że pod koniec 2013 r. w użytku będzie ich na całym świecie blisko 2 mld. Pomimo zaawansowania technologicznego nowych telefonów aż 20 proc. właścicieli używa ich jedynie do podstawowych funkcji, np. połączeń telefonicznych czy wysyłania wiadomości tekstowych. W Polsce wskaźnik ten sięga nawet 30 proc. Rok 2013 zapowiada się też jako okres dalszego rozwoju telewizji hybrydowej i OTT oraz stopniowego wprowadzania bardziej skomplikowanych zabezpieczeń naszych kont na różnych portalach, które będą skuteczniej chronić nas przed atakami hakerów. Na te właśnie trendy kształtujące rynek nowoczesnych technologii, mediów i telekomunikacji wskazuje firma doradcza Deloitte w tegorocznej, 12. edycji raportu „TMT Predictions 2013”. Sprawdzalność ubiegłorocznych prognoz Deloitte wyniosła aż 82 proc.
W 2013 r. jeden na pięciu właścicieli smartfona na świecie nie połączy się z Internetem za pośrednictwem sieci komórkowej lub Wi-Fi. Oznacza to, że 400 mln smartfonów będzie wykorzystywane jedynie do podstawowych funkcji komunikacyjnych. Użytkownicy, którzy nie umieją lub nie chcą korzystać z pełnej gamy funkcjonalności smarfonów najczęściej obawiają się związanych z tym kosztów. Jak wynika z badania Deloitte przeprowadzonego w 15 krajach na świecie, od 26 do 60 procent użytkowników telefonów komórkowych dostało w ciągu ostatniego roku rachunek wyższy niż oczekiwali. W Polsce odsetek użytkowników wykorzystujących potencjał smartfonów w bardzo ograniczonym zakresie sięga nawet 30 proc. „Wśród użytkowników smartfonów trzeba cały czas kreować popyt na usługi transmisji danych, budować świadomość możliwości tych urządzeń. Można to osiągnąć na przykład przez wspieranie rozwoju aplikacji mobilnych, odpowiednie konstruowanie planów taryfowych czy też rozbudowywanie sieci. Są w Polsce smartfony poza zasięgiem sieci 3G, które tylko czekają na sygnał i… ciekawą taryfę” – tłumaczy Grzegorz Sencio, Starszy Menedżer w Dziale Konsultingu Deloitte.
Zdaniem ekspertów Deloitte w tym roku już nawet 100 operatorów komórkowych na świecie będzie oferować nielimitowany dostęp do określonych aplikacji w ramach stałych miesięcznych abonamentów. Oferta typu AYCA („all-you-can-app”, korzystanie z aplikacji bez ograniczeń) oznacza, że użytkownik w zamian za stałą, miesięczną opłatę, ma do niej nieograniczony dostęp. W ocenie Deloitte ceny usług typu AYCA będą się kształtować od zera do kilkudziesięciu dolarów miesięcznie. Wśród najpopularniejszych aplikacji, które są wskazywane przez użytkowników smartfonów jako te, do których chcieliby mieć nieograniczony dostęp przeważają media społecznościowe, usługi e-mail oraz wideo. Facebook był najbardziej pożądanym serwisem w ubiegłym roku w 12 z 14 przebadanych krajów (oprócz Rosji i Japonii), na drugim miejscu znalazł się YouTube (badanie Deloitte, grudzień 2012 r.).
Smartfony i tablety zrewolucjonizowały nie tylko rynek telekomunikacyjny, ale także medialny i technologiczny. Coraz większa ich popularność mogła stwarzać wrażenie, że niebawem zastąpią one komputery osobiste. Według ekspertów Deloitte nie ma takiego zagrożenia, a PC ciągle trzymają się mocno. W tym roku będą generować ponad 80 proc. ruchu w Internecie mierzonego w bitach. Co więcej, w dalszym ciągu ponad 70 proc. godzin spędzanych przy różnego rodzaju urządzeniach przetwarzających dane (PC, smartfonach, tabletach) przypadać będzie na komputery osobiste. Dużą część tego czasu spędzamy przed komputerem w godzinach pracy, ale również prywatnie prawdopodobnie przez więcej niż połowę czasu ciągle będziemy używać pecetów. Zdaniem Deloitte nie ma zatem mowy o „erze postpecetowej”, nadeszła wręcz era „peceta plus”. „Użytkownicy komputerów są nie tylko biernymi odbiorcami treści, ale są też jej twórcami. Łatwiej jest pracować na PC niż na tabletach czy smartfonach. Dlatego w 2013 r. na świecie nadal w użytku będzie aż 1,6 mld komputerów osobistych” – wyjaśnia Jakub Wróbel, Starszy Menedżer w Dziale Konsultingu Deloitte.
Coraz częstsza obecność w Internecie powoduje, że więcej spraw, w tym dotyczących naszych finansów, załatwiamy za jego pośrednictwem. Jak zwraca uwagę Deloitte, powinno to zwiększać naszą wrażliwość na kwestie bezpieczeństwa. Zabezpieczenia dotychczas uważane za wystarczające mogą się okazać coraz mnie skuteczne w obliczu ataków hakerów. W tym roku aż 90 proc. haseł generowanych przez użytkowników będzie w ocenie Deloitte podatnych na ataki hakerów. Niewystarczające zabezpieczenie haseł może spowodować straty liczone w miliardach dolarów, spadek zaufania do transakcji internetowych i znaczące naruszenie reputacji spółek, którym nie udało się powstrzymać ataków.
Przez lata, często stosowane ośmioznakowe hasła, wykorzystujące małe i wielkie litery oraz cyfry i znaki specjalne uznawane były za bezpieczne. Niestety internauci powszechnie ułatwiają sobie życie, a przy okazji niestety również hakerom, poprzez stosowanie zbyt oczywistych kombinacji. Często popełniają też kardynalny błąd, używając wielokrotnie tego samego hasła w różnych serwisach, w tym jednocześnie, np. do transakcji bankowych i na serwisach społecznościowych. Jeszcze gorzej jest w przypadku transakcji wykonywanych za pośrednictwem urządzeń mobilnych. Ich użytkownicy nie chcą tracić czasu na wpisywanie hasła, więc je zbytnio upraszczają. Zdaniem ekspertów Deloitte rozwiązaniem, które znajdzie szersze zastosowanie już w tym roku będzie uwierzytelnianie wielopoziomowe. „Polega ono na tym, że oprócz loginu i hasła, wpisujemy także np. hasło otrzymane na telefon komórkowy lub autoryzujemy operację odciskiem palca. Zabezpieczenia tego typu są zdecydowanie bardziej skuteczne, ponieważ prawdopodobieństwo, że hakerzy mają, np. jednocześnie dostęp do naszego komputera i telefonu komórkowego jest małe” – wyjaśnia Jakub Wróbel.
W mediach rok 2013 będzie przede wszystkim okresem rozwoju telewizji hybrydowej, ale też zmiany sposobu spędzania czasu przed telewizorem. Jak zauważają eksperci Deloitte, telewizja hybrydowa, polegająca na połączeniu telewizji cyfrowej z usługami interaktywnymi, rozwija się dziś niejako „przy okazji” postępującej ewolucji odbiorników TV. Okazuje się bowiem, że konsumenci decydujący się na zakup telewizora umożliwiającego dwukierunkową łączność z Internetem rzadko korzystają z tej funkcjonalności. W większości przypadków o zakupie decydują bowiem takie czynniki jak: cena, wielkość ekranu, grubość telewizora czy wręcz szerokość jego ramy. W 2013 r. liczba odbiorników umożliwiających korzystanie z telewizji hybrydowej przekroczy 100 milionów. Do końca dekady natomiast zdecydowana większość nowych telewizorów sprzedawanych w krajach rozwiniętych będzie miała taką możliwość.
Mimo przewidywanego wzrostu sprzedaży, zaledwie niewielka część – bo co najwyżej 15 procent odbiorników telewizji hybrydowej, które zostaną kupione w tym roku, będzie trafi do użytkowników głównie z powodu tej właśnie funkcjonalności. Co więcej, jak zauważają eksperci Deloitte, wiele gospodarstw domowych ma już telewizory hybrydowe, czasami nawet o tym nie wiedząc. „Odbiornik może być podłączony do Internetu nie tylko bezpośrednio, ale również za pomocą wielu urządzeń peryferyjnych, m.in. dekoderów cyfrowych czy nowoczesnych konsoli do gier, które często mają dwukierunkową łączność z siecią” – wyjaśnia Maciej Klimek, Starszy Menedżer w Dziale Konsultingu Deloitte. „W co najmniej dziesięciu krajach badanych przez Deloitte, telewizory hybrydowe znajdują się już w ponad 30 proc. domów, a na kilku rynkach o dużej penetracji szerokopasmowego Internetu może to być nawet 60 proc.”- dodaje. W Polsce na razie telewizja hybrydowa jest w początkowej fazie rozwoju. Jak dotąd jedynie TVP i Eska TV udostępniła widzom możliwość korzystania z takiej usługi.
Jak wynika z prognoz Deloitte rok 2013 będzie też końcem ery domowej walki o pilota. Około dziesięciu procent rodzin w krajach rozwiniętych i około trzech procent w krajach rozwijających się będzie oglądało telewizję jednocześnie na kilku ekranach. Innymi słowy, w domach pojawią się dwa lub więcej odbiorniki, najprawdopodobniej różnych rozmiarów, na których będzie można oglądać jednocześnie różne programy telewizyjne w tym samym pomieszczeniu. „Dwa ekrany w jednym salonie” nie oznaczają jednak, że koniecznie muszą to być dwa telewizory. Tym drugim odbiornikiem najczęściej jest i będzie laptop lub tablet.
Inflacja ponownie poniżej celu NBP
W grudniu roczny wskaźnik inflacji obniżył się do 2,4 proc. z 2,8 proc. zanotowanych w listopadzie 2012 r. Tym samym inflacja okazała się niższa od celu NBP na poziomie 2,5 proc.
– W grudniu jedyny istotny wzrost, zresztą typowo sezonowy, zanotowano w kategorii ceny żywności, gdzie ceny zwiększyły się o 0,8 proc. w skali miesiąca – mówi Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista BRE Banku. – W wielu kategoriach, takich jak odzież i obuwie, paliwa, transport, rekreacja i kultura ceny spadły. Ceny użytkowania mieszkania nie zmieniły się – dodaje ekonomista. Inflacja bazowa obniżyła się do 1,4 proc. – Tym samym z danych wyłania się obraz silnej dezinflacji w Polsce. Nie tylko potwierdza to skalę spowolnienia popytu wewnętrznego, ale i kontrastuje z obawami Rady Polityki Pieniężnej, jakoby inflacja bazowa miała spadać za wolno – tłumaczy Ernest Pytlarczyk.
– W kolejnych miesiącach spodziewamy się dalszego spadku inflacji. W styczniu będzie ona niższa niż 2 proc. Do końca II kw. spadnie poniżej dolnego ograniczenia celu NBP – ocenia Marcin Mazurek, starszy analityk BRE Banku. Jego zdaniem inflacja bazowa powinna w 2013 roku notować niemal monotoniczny spadek. – Nasz model oparty na opóźnionej dynamice spożycia indywidualnego oraz kursie walutowym wskazuje, że do końca 2013 roku ta miara inflacji obniży się grubo poniżej 1 proc., nawet przy założeniu – na dzień dzisiejszy coraz bardziej realnym – osłabienia kursu walutowego do poziomu 4,25 – uzupełnia Ernest Pytlarczyk.
Zdaniem ekonomistów BRE w takim scenariuszu, okraszonym dodatkowo słabymi danymi ze sfery realnej, ciężko będzie RPP dokonać pauzy w lutym, czy wiarygodnie uzasadnić czynnikami globalnymi sygnalizowaną zmianę tonu. – Oczekujemy zatem, że RPP obniży stopy w lutym i wbrew obecnym komentarzom jastrzębich członków kontynuować będzie cykl poluzowania do poziomu 3,25 proc. – mówi główny ekonomista BRE Banku.
Dzisiejsze dane spowodowały spadek stawek na krótkim końcu krzywej o około 5pb. Są one początkiem sekwencji prowadzącej do korekty ostatnich wzrostów stóp rynkowych. Większego efektu (tj. spadków stóp rynkowych) eksperci BRE spodziewają się po serii piątkowych danych (prognozują spadek produkcji przemysłowej o 9,1 proc. r/r). Korekta ta odbędzie się jednak trochę wbrew oczekiwaniom co do globalnego trendu (oczekiwanie ożywienia w USA i wygaszanie QE do końca 2013 r.).
Komentarz indeksowy BossaFX 14 stycznia 2013 r.
Komentarz indeksowy BossaFX 14 stycznia 2013 r.
Analityk Techniczny- Michal Pietrzyca
Sławomir Komiński objął stanowisko dyrektora e-commerce grupy Komputronik
Sławomir Komiński, pełniący do tej pory funkcję Prezesa Zarządu benchmark Sp. z o.o., objął nowo utworzone w strukturach Grupy Kapitałowej Komputronik stanowisko Dyrektora e-commerce. Do jego obowiązków będzie należał m.in.: nadzór nad sklepami internetowymi Komputronik.pl i Karen.pl oraz nadzór nad działaniem K24 International SRO (spółka zależna Komputronik), która rozwija sprzedaż na rynku czeskim i słowackim. Będzie również koordynował prace zespołu roboczego odpowiedzialnego za działania marketingowe, rozwój platform i systemów informatycznych.
Wraz z przebudową struktur odpowiedzialnych za rozwój e-commerce, Spółka wyznacza nowe cele rozwoju, m.in.: rozpoczęcie sprzedaży konsumenckiej na nowych rynkach Europy Zachodniej, pozyskiwanie dużych przedsiębiorstw jako partnerów, którzy skierują ofertę Komputronik do swoich pracowników; rozwój oferty o nowe branże i projekty e-commerce; uruchomienie sprzedaży poprzez urządzenia mobilne – zarówno dzięki dedykowanym aplikacjom iOS / Android / Windows Phone, jak i odpowiednio przygotowanej mobilnej wersji strony internetowej.
Sławomir Komiński jest magistrem socjologii UAM w Poznaniu, ukończył również studia podyplomowe na kierunku Zarządzanie marketingowe na rynku B2B na Akademii Ekonomicznej w Poznaniu. Jest również absolwentem studiów Executive MBA w Wielkopolskiej Szkole Biznesu przy Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu i Nottingham Trent University.
Przez większość swojej kariery zawodowej związany jest z branżą interaktywną i nowymi technologiami. Najpierw w firmie będącej operatorem serwisu aukcyjnego dla jednego z portali internetowych, później, od początku istnienia firmy, związany z giełdową Spółką One-2-One, która jest integratorem usług mobilnych i świadczy usługi związane z marketingiem mobilnym. W firmie tej przeszedł przez wszystkie szczeble związane z szeroko pojętym „tworzeniem biznesu” – od stanowiska business development menagera, poprzez dyrektora działu kluczowych klientów, aż do wiceprezesa zarządu. Pod koniec 2010 roku rozstał się z firmą One-2-One i poświęcił się działalności w branży winiarskiej. Od kwietnia 2012 roku związany jest z Grupą Kapitałową Komputronik, pełniąc funkcję prezesa zarządu Spółki Benchmark.pl. Do momentu wyłonienia jego następcy, będzie nadal sprawował tę funkcję.
Sławek pracuje w Grupie Kapitałowej Komputronik od kilku miesięcy i dał się poznać jako sprawny i bardzo dynamicznie działający menedżer. Sektor e-commerce to strategiczny obszar działania i dalszego rozwoju Spółki, dlatego też przed nowym szefem stoją bardzo ambitne cele. Obserwując jednak dotychczasową pracę Sławka, jego wiedzę i zaangażowanie, jestem przekonany, że doskonale sobie z tymi zadaniami poradzi. Życzę mu samych sukcesów – powiedział Wojciech Buczkowski, Prezes Zarządu Komputronik S.A.
Komputronik to organizacja, która z jednej strony posiada ugruntowaną i stabilną pozycję w branży, z drugiej zaś jest firmą elastyczną, zdolną do szybkiego reagowania na zmieniające się warunki rynkowe. Jest to też firma tworzona przez zespół młodych ludzi, entuzjastów i ekspertów z dziedziny IT, dobrze znających rynek i nowe technologie. Cieszę się, że Zarząd docenił moje zaangażowanie i kompetencje, które, mam nadzieję, będę mógł w jeszcze większym stopniu rozwijać, a przede wszystkim współuczestniczyć w procesie budowania sukcesu Spółki. Praktycznie całe moje życie zawodowe spędziłem w branży nowych technologii, najczęściej uczestnicząc w tworzeniu firm i projektów od podstaw, teraz przede mną nowe wyzwanie – dalsze rozwijanie i umacnianie pozycji Komputronika, nie tylko jako lidera, ale i kreatora trendów w handlu elektronicznym. To duże wyzwanie, ale szczerze powiem, że już nie mogę doczekać się pierwszych projektów – powiedział Sławomir Komiński, Dyrektor e-commerce w Grupie Kapitałowej Komputronik.
Tylko 3 proc. firm zamierza zaciagnąć kredyt w tym roku
Z badania Homo Homini dla BRE Banku wynika, że co czwarta firma zamierza redukować swoje zadłużenie, a połowa chce je utrzymać na aktualnym poziomie. Tylko 3 proc. zapowiada, że zamierza zaciągnąć kredyt, wśród średnich firm ten odsetek wynosi 12 proc. Zdaniem analityków BRE Banku, w tym roku kredyty dla przedsiębiorstw i kredyty inwestycyjne będą spadać, prawdopodobnie nawet szybciej niż w końcówce ubiegłego roku. Nie oznacza to jednak ograniczenia inwestycji, bo tylko 7 proc. firm chce w ten sposób oszczędzać w kryzysie.
– Większość firm będzie dążyła do tego, żeby utrzymać poziom finansowania na obecnym poziomie, a nawet go zmniejszyć. Z drugiej strony, banki są w pełni przygotowane do tego, żeby przedsiębiorstwa kredytowo wspierać – mówi w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria Przemysław Gdański, wiceprezes BRE Banku.
Problemem nie będzie więc dostęp do finansowania zewnętrznego, ale popyt na kredyty.
– Spodziewam się, że czeka nas ostra walka o dobre transakcje i dobrych klientów pomiędzy wiodącymi bankami – twierdzi Gdański.
Jednocześnie zapowiada, że BRE Bank nie będzie obniżać wymagań dotyczących udzielania kredytów ani marż.
– Staramy się być szybcy, sprawni w naszej obsłudze, w naszych procesach. Budować trwałe relacje z klientami, wieloproduktowe. Natomiast na pewno nie chcielibyśmy być tym bankiem, który pożycza najtaniej – mówi Przemysław Gdański. – Nie spodziewam się poluzowywania warunków, natomiast też nie spodziewam się ich zacieśniania.
Nowy mBank zawalczy o klientów korporacyjnych
Przed Grupą BRE stoi w tym roku dodatkowe wyzwanie, czyli połączenie placówek Multibanku i BRE Banku pod marką mBanku. Start tego projektu przesunięto z początku na połowę tego roku.
– BRE Bank wciąż pracuje nad tzw. nowym mBankiem. W to inwestujemy dużo czasu i zasobów. Przy okazji będzie parę rzeczy dla klientów korporacyjnych – wyjaśnia Gdański.
Grupa musi opracować nową strategią komunikacyjną, by przekonać klientów korporacyjnych i tych bardziej konserwatywnych, że nowy mBank będzie odpowiadał również na ich potrzeby. Do tej pory mBank skierowany był głównie do młodych klientów.
– mBank też będzie inną organizacją i trochę inaczej będziemy się komunikowali z rynku. Zniknie pewna frywolność czy żartobliwość naszych kampanii. Będziemy mówili zarówno do bardziej statecznego klienta korporacyjnego, jak i do młodego dynamicznego klienta detalicznego – mówi wiceprezes BRE Banku.
Grupa nie planuje likwidacji placówek Multibanku. Zostaną one włączone w projekt Nowego mBanku.
BRE Bank zajmuje w Polsce 3. miejsce pod względem posiadanych aktywów. Jego głównym udziałowcem jest niemiecki Commerzbank AG.
Słaby początek roku dla biur podróży. Sprzedaż niższa o kilkadziesiąt procent
Sprzedaż wyjazdów zimowych w pierwszych dniach stycznia była mniejsza o ok. 30 proc., a letnich – o 25 proc. w porównaniu z tym samym okresem roku 2012. Przedstawiciele branży twierdzą jednak, że wpłynął na to rozkład dni świątecznych i patrzą w przyszłość z optymizmem, bo mimo trudnej sytuacji gospodarczej, liczba ich klientów w ubiegłym roku wzrosła o kilkanaście procent.
– Mimo że mówiliśmy o roku 2012 jako o roku kryzysowym, przyniósł on kilkunastoprocentowy wzrost liczby klientów, a w najbardziej popularnym segmencie imprez turystycznych, czyli czarterowych lotniczych wyjazdach turystycznych ten wzrost sięga blisko 20 proc. – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Krzysztof Piątek, prezes Polskiego Związku Organizatorów Turystyki.
Szczegółowych danych za cały zeszły rok jeszcze nie ma, ale wiadomo, że sprzedaż całego zeszłorocznego sezonu letniego (rozpoczęta jeszcze jesienią 2011 roku) jest w ujęciu rocznym o 15 proc. wyższa. Przychody branży z turystyki wyjazdowej mogą być wyższe nawet o jedną piątą. Nie zmieniły się najpopularniejsze kierunki wyjazdów Polaków, do których od lat należą: Egipt – 18,1 proc., Hiszpania – 13,5 proc., Grecja – 9,6 proc., a także Turcja – 9,4 proc. i Włochy – 9,3 proc.
– Dostrzegamy jednak pewnie zmiany w zachowaniu konsumentów, którzy skracają okres dzielący ich pomiędzy terminem dokonywania rezerwacji a terminem wyjazdu – zauważa Krzysztof Piątek. – Później podejmujemy decyzje, być może niepewni, co do terminów naszych urlopów, może po prostu później planujemy wyjazdy, w każdym razie coraz liczniej korzystamy z turystyki i ten stan się nie zmieni – podkreśla.
78 proc. turystów kupuje wycieczkę nie wcześniej niż na dwa tygodnie przed wylotem. Z tego ponad połowa płaci zaledwie na tydzień przed imprezą.
Zastój po Nowym Roku
Pierwszy tydzień 2013 roku pokazał jednak, że rynek rozkręca się bardzo powoli. Z danych Polskiego Związku Organizatorów Turystyki zebranych miedzy 31 grudnia 2012 a 6 stycznia 2013 wynika, że liczba klientów, którzy wykupili wyjazdy zimowe była o prawie jedną trzecią mniejsza niż w tym samym czasie rok wcześniej. Chętnych na wyjazdy letnie było z kolei o około 25 proc. mniej. Po części wynikać to może z układu dni w wolnych w okresie świątecznym.
W tym czasie klientów najbardziej interesowały wyjazdy do: Grecji (18,9 proc.), Turcji (18,2 proc.), Hiszpanii (15,1 proc.), Egiptu (10,2 proc.), Włoch (6,5 proc.), Bułgarii (3,8 proc.), Portugalii (2,7 proc.), na Cypr (2,2 proc.), a także do Chorwacji (2,1 proc.) i Tunezji (2,1 proc.).
– Świadomy turysta rezerwuje na parę miesięcy przed terminem urlopu, z reguły bardzo chętnie korzystając z licznych promocji. Te promocje obecnie trwają, na pewno do końca stycznia można kupić wakacje letnie ze zniżkami sięgającymi nawet 30 proc. – uspokaja jednak prezes Polskiego Związku Organizatorów Turystyki. I podkreśla: – Jesteśmy na stromej ścieżce wzrostu konsumentów korzystających z usług biur podróży. Ten proces na pewno nie zostanie zachwiany w kolejnych latach.
Jak na razie, mimo przedsprzedaży, ceny wakacyjnych wyjazdów są na dość wysokim poziomie. Za tygodniowy wyjazd do Egiptu przyjdzie nam zapłacić średnio 2,3 tys. zł, do Grecji – 2,8 tys. zł, Turcji – 2,9 tys. zł, a Hiszpanii – 3,2 tys. zł. W pierwszej dziesiątce najpopularniejszych krajów najtańsza jest Chorwacja – 1,8 tys. zł, a najdroższa z kolei Portugalia – 3,4 tys. zł.
Marka własna w Polsce zyskuje na wartości
Według szacunków zawartych w raporcie PMR „Marki własne detalistów w Polsce 2012. Analiza rynku i prognozy rozwoju na lata 2012-2014”, rynek marek własnych w Polsce wzrósł o 18% i w 2011 roku osiągnął wartość prawie 29 mld zł.
Wysoka dynamika rynku w 2011 roku była rezultatem znaczącego wzrostu wartości sprzedaży w supermarketach i dyskontach, który wyniósł odpowiednio po 20%. W konsekwencji oba formaty zanotowały wzrost udziałów w rynku. Intensywnie rozwijała się również sprzedaż poprzez hipermarkety, lecz z dynamiką niższą niż w ubiegłym roku (18%). Handel tradycyjny rósł znacznie poniżej poziomu rynkowego.
Na 2012 rok i kolejne lata PMR przewiduje dalszy dynamiczny wzrost rynku marek własnych, średnio o 21%. Do wzrostu rynku przyczyniać się będzie rozwój oferty private label we wszystkich kanałach handlu nowoczesnego, jak również w hurtowniach zaopatrujących sklepy tradycyjne.
Oferta marek własnych w Polsce systematycznie się rozwija. Detaliści powiększają dotychczasową ofertę produktów z własnym logo, wprowadzają marki własne w nowych kategoriach, a także optymalizują asortyment, wycofując produkty mniej rotujące, a na ich miejsce wprowadzając nowe. Rozszerzaniu asortymentu marek własnych sprzyja wciąż odczuwalne spowolnienie gospodarcze. Konsumenci ostrożniej wydają pieniądze, szukają tańszych produktów, a sieci, wychodząc naprzeciw ich potrzebom, proponują im produkty marek własnych.
Ponadto, więcej produktów w ramach wyższych półek cenowych, ich lepsza jakość oraz bardziej atrakcyjne opakowania przekładają się na wzrost zaufania do marek detalistów oraz lepszego ich postrzegania. Niebagatelne znaczenie w tym procesie odgrywa wzmożona aktywność promocyjna sieci handlowych, a zwłaszcza rosnące nakłady na reklamę telewizyjną.
Spada wartość rynku telekomunikacyjnego w Polsce
Od 2009 r. wartość rynku telekomunikacyjnego w Polsce spada. Zgodnie z ogólnymi tendencjami na rynku, do 2011 r. również przychody operatorów z segmentu biznesowego notowały spadki, chociaż na nieco niższym poziomie. W 2012 r. jednak sytuacja uległa zmianie i segment ten po raz pierwszy od czterech lat wszedł w okres wzrostu. Pomimo tego, w tym samym roku wartość rynku usług telekomunikacyjnych w Polsce ogółem, uwzględniając zarówno przychody operatorów z firm, jak i klientów indywidualnych, zanotowała kolejny spadek wartości.
Od 2007 r. dynamika zmian wartości usługach telekomunikacyjnych dedykowanych dla segmentu biznesowego w Polsce przejawiała mniejsze wahania niż rynek ogółem. Sytuacja ta zmieniła się w 2010 r., kiedy segment biznesowy nadal znajdował się pod silniejszym wpływem trendów negatywnych – firmy bowiem nadal odczuwały skutki spowolnienia. W roku następnym z kolei dynamika rynku ogółem i segmentu biznesowego znalazły się na zbliżonym poziomie. W 2012 r. jednak, według obliczeń zawartych w raporcie „Usługi telekomunikacyjne dla segmentu biznesowego w Polsce 2012. Prognozy rozwoju na lata 2012-2016”, pozytywna dynamika segmentu biznesowego przyczyni się do zahamowania głębszego spadku rynku telekomunikacyjnego w Polsce ogółem. W rezultacie zanotuje on spadek na poziomie 0,8% – tyle samo, ile w liczbach absolutnych wyniesie wzrost wartości segmentu biznesowego w danym roku.
Największym segmentem rynku usług telekomunikacyjnych dla segmentu biznesowego jest telefonia komórkowa. W latach 2007-2012 oddziaływanie tego segmentu na rynek usług biznesowych zwiększyło się. W 2007 r. usługi dla segmentu biznesowego w telefonii komórkowej wynosiły 48% wartości całego rynku. Szacujemy natomiast, że w 2012 r. odpowiadały one za 50% wartości rynku. Podobne trendy zanotował segment DLISP, którego wartość w 2009 r. po raz pierwszy przewyższyła wpływy z telefonii stacjonarnej. Udział przychodów z usług transmisji danych, łączy dzierżawionych oraz dostępu do internetu wzrósł z 21% w 2007 r. do 30% w 2012 r. Segmentem, który w okresie 2007-2012 r. zanotował spadek udziałów, była telefonia stacjonarna. Udziały segmentu obniżyły się z o 10 p.p., z 30% w 2007 r. do 20% w 2012 r.
Należy zaznaczyć, że pod względem wielkości zatrudnienia odbiorców końcowych, na polskim rynku telekomunikacyjnym dla segmentu biznesowego przeważają przychody pochodzące od firm małych i średnich. Jak zaznacza Zoran Vuckovic, jeden z autorów raportu – „ich udział nie jest jednak identyczny we wszystkich segmentach rynku. W segmencie telefonii komórkowej jest on najwyższy i odpowiada za ponad cztery piąte rynku. W segmencie telefonii stacjonarnej z kolei jest niższy i generuje połowę jego przychodów. Udział MŚP w przychodach z usług dostępu do internetu oscyluje wokół 70%”.
W opinii przedstawicieli firm telekomunikacyjnych badanych przez PMR w trzecim kwartale bieżącego roku, przedsiębiorstwa powinny w ciągu najbliższych 12 miesięcy zwiększyć swoje wydatki na większość usług telekomunikacyjnych. Spośród wymienionych segmentów najwyższe wzrosty powinien osiągnąć segment usług dostępu do internetu mobilnego, transmisji danych oraz hostingu. Około dwie trzecie respondentów oczekuje zwiększenia przez przedsiębiorstwa wydatków w tych obszarach. Należy zaznaczyć, że największy odsetek respondentów wymienił systemy komunikacji zunifikowanej jako najbardziej perspektywiczne – 70% respondentów uznało, że wydatki przedsiębiorstw na tego typu systemy będą się zwiększać w następnych 12 miesiącach. Jedynie 2% ankietowanych zgłosiło natomiast obawy co do analogicznych wydatków. Segmentami, co do których opinie respondentów pod kątem przewidywanych wydatków w następnych dwunastu miesiącach są podzielone, są usługi łączy dzierżawionych, rozmów za pomocą sieci telefonii komórkowej oraz dostępu do internetu stacjonarnego. Należy zaznaczyć, że spadek lub wzrost wydatków w opinii respondentów może być konsekwencją zarówno zmian w korzystaniu z danego typu usług, jak i zmian cen. Drugi czynnik jednak oddziałuje znacznie częściej i jest następstwem walki cenowej toczonej przez operatorów.
Kobiety częściej niż mężczyźni korzystają z usług mobilnych na smartfonach
Kobiety, które od lat są intensywnymi użytkowniczkami telefonów komórkowych, wyprzedzają mężczyzn pod względem zachowań związanych z używaniem smartfonów. Korzystają z nich do załatwiania codziennych spraw. W skali globalnej używają usługi SMS aktywniej niż panowie.
77% wysyła i odbiera fotografie, 59% korzysta z mediów społecznościowych, 24% używa aplikacji jako biletów lub kart wstępu, a 17% realizuje kupony za pomocą smartfonów.
Najaktywniejsze w wysyłaniu wiadomości tekstowych są Rosjanki, Egipcjanki i Turczynki. Kobiety przodują pod względem wysyłania i odbierania fotografii w rozwiniętych krajach Azji (87% kobiet vs 79% mężczyzn). W Europie Zachodniej aż 60% użytkowniczek smartfonów korzysta z sieci społecznościowych, w porównaniu z 52% użytkowników płci męskiej. Jedna czwarta kobiet w Ameryce Północnej (znacznie więcej niż w pozostałych regionach) używa smartfonów jako biletów lub kart wstępu. W Ameryce Łacińskiej panie częściej niż panowie realizują kupony, choć ogólne wskaźniki korzystania z tej usługi są tam niższe od średniej globalnej.
Sławomir Topczewski dołączy do zarządu Grupy Nokaut
Z dniem 1 lutego 2013 do zarządu Grupy Nokaut dołączy Sławomir Topczewski, który będzie odpowiedzialny za wzrost efektywności Grupy (Chief Operating Officer).
Sławomir Topczewski – absolwent organizacji i zarządzania Politechniki Warszawskiej. Posiada kilkunastoletnie doświadczenie menedżerskie związane z budowaniem efektywnych zespołów oraz restrukturyzacjami firm – również w koncernach międzynarodowych. Przed dołączeniem do zespołu Grupy Nokaut zarządzał Biurem Projektów oraz IT w Platformie Cyfrowej „n” (ITI Neovision) – w trakcie przygotowywania spółki do konsolidacji z Cyfrą +. Wcześniej związany był z Grupą Polpharma – jako dyrektor korporacyjny IT odpowiedzialny za teleinformatykę w spółkach i biurach w Polsce oraz za granicą (Rosja, Ukraina, Kazachstan i kraje bałtyckie) oraz z firmą Philips, gdzie odpowiadał za struktury korporacyjne IT w Polsce i regionie Europy Centralnej. Ponadto, współtworzył polski oddział koncernu informatycznego Origin (obecnie AtosOrigin/Atos), a także pracował w sektorze finansowym dla spółki Olivetti.
Jednocześnie od stycznia 2013 stanowisko doradcy zarządu ds. strategii i rozwoju Grupy Nokaut objął Stefan Nowak, który będzie odpowiedzialny za współtworzenie i realizację strategii, rozwój nowych przedsięwzięć, w tym za szczególnie istotny obszar mobilny. Pokieruje również pracą warszawskiego, nowo tworzonego oddziału firmy.
Stefan Nowak ostatnio pracował jako strateg na rzecz spółki Dirlango, należącej do Łukasza Wejcherta (m.in. rozwijał projekt Virgin Mobile w Polsce). Wcześniej był związany z Onet.pl, gdzie jako Head of Mobile odpowiadał za strategię partnerstwa oraz kształtowanie produktu mobilnego. Jeszcze wcześniej był dyrektorem zarządzającym polskiego oddziału międzynarodowej agencji konsutlingowo-reklamowej Wunderman (grupa Young & Rubicam Brands/WPP), zaś na stanowisku Portals & eMarketing Director przez prawie cztery lata współtworzył i rozwijał sieć telefonii komórkowej Play.
„Na bieżąco monitorujemy sytuację w firmie, dlatego zdecydowanie rekomendowaliśmy rozszerzenie zarządu oraz kluczowej kadry menedżerskiej o doświadczonych menedżerów o dużych uprawnieniach. Oczekujemy przeorganizowania kompetencji zarządczych w firmie i podniesienia efektywności, niezależnie od nakładów inwestycyjnych ponoszonych na rozwój nowego biznesu. W razie potrzeby podejmiemy dalsze działania, zmierzające do pełnego wykorzystania potencjału rozwoju Grupy Nokaut” – mówi Dariusz Piszczatowski, przewodniczący rady nadzorczej Grupy Nokaut.
„Cieszy mnie ta wyczekiwana decyzja. Zawsze szukamy najlepszych, więc proces rekrutacji był złożony. Spółka cały czas dynamicznie się rozwija, co wymaga zwiększania efektywności przez porządkowanie wielu różnych procesów. Osobiście w większym stopniu swój czas będę mógł poświęcić sprawom strategicznym. Szerokie doświadczenie obu Panów ma zasadnicze znaczenie dla kierunków naszego rozwoju. Razem – w poszerzonym składzie – planujemy położyć szczególny nacisk na wzrost efektywności dotychczasowego biznesu oraz zbudowanie nowych strumieni przychodów – między innymi w przyszłościowym obszarze mobilnym” – mówi Wojciech Czernecki, prezes zarządu Grupy Nokaut i zarazem jej największy akcjonariusz.
W 2012 roku Grupa Nokaut zrealizowała pierwszy etap projektu przekształcenia porównywarki w platformę handlową. Serwis oferuje swoim Użytkownikom możliwość dokonywania zakupów wybranych produktów na stronach Nokaut.pl w opcji “Kup teraz”, bez przechodzenia na stronę sklepu, bezpośrednio na stronach serwisu. Dalsze plany rozwoju platformy handlowej zakładają m.in. systematyczne poszerzanie funkcjonalności koszyka zakupowego oraz udostępnienie funkcjonalności platformy handlowej Użytkownikom aplikacji mobilnych Nokautu (Nokaut 24 i Nokaut Skaner).
Spółka zwiększyła przychody za III kwartał 2012 o 55% wobec analogicznego okresu 2011 – do poziomu 2,83 mln zł. Zysk netto wzrósł o 121%. Grupa mocno postawiła na rozwiązania mobilne i wprowadziła Nokaut24, czyli nową aplikację mobilną porównywarki cenowej Nokaut.pl na tablety z systemem iOS, wyznaczając nowe standardy w branży zakupów online. Ponadto, spółka po raz drugi znalazła się w gronie laureatów prestiżowego rankingu Deloitte Technology Fast 50 Central Europe 2012. Szacunkowe skonsolidowane przychody Grupy Nokaut za cały 2012 rok wyniosły 10,5 mln zł, czyli o 29% więcej w porównaniu do wyników za rok 2011.
Porównywarkę Nokaut.pl – współpracującą z ponad 3.700 sklepami i oferującą 12 mln produktów – odwiedza ponad 3,2 mln realnych użytkowników. W styczniu 2012 roku Nokaut.pl zajął– w rankingu przygotowanym przez serwis Wirtualnemedia.pl –pierwsze miejsce wśród polskich porównywarek cen, nieznacznie wyprzedzając Ceneo.pl.
Komentarz indeksowy BossaFX 11 stycznia 2013 r.
Komentarz indeksowy BossaFX 11 stycznia 2013 r.
Analityk Techniczny- Michal Pietrzyca
Komentarz indeksowy BossaFX 7 stycznia 2013 r.
Komentarz indeksowy BossaFX 7 stycznia 2013 r.
Analityk Techniczny- Michal Pietrzyca
Komentarz indeksowy BossaFX 4 stycznia 2013 r.
Komentarz indeksowy BossaFX 4 stycznia 2013 r.
Analityk Techniczny- Michal Pietrzyca
Adam Głos nowym prezesem zarządu Tax Care
Adam Głos, dotychczasowy wiceprezes odpowiedzialny za sprzedaż, objął funkcję prezesa firmy Tax Care. Pod starymi-nowymi rządami spółka będzie kontynuowała dotychczasową strategię tworzenia kompleksowych rozwiązań dla małych firm, których trzonem są usługi księgowe.
Decyzją Rady Nadzorczej, Adam Głos objął funkcję prezesa należącej do Idea Banku firmy Tax Care. Na tym stanowisku zastąpił Adriana Jarosza, który podjął się tworzenia nowego przedsięwzięcia w strukturach Grupy Idea Banku. Nowym wiceprezesem zarządu Tax Care został Rafał Krukowski, dotychczasowy dyrektor zarządzający obszaru księgowości.
Adam Głos jest związany z Tax Care od 2010 roku, od maja ub.r. w randzie wiceprezesa, a wcześniej dyrektora sprzedaży. Wśród jego dokonań wymienić można m.in. zbudowanie w bardzo krótkim czasie ogólnopolskiej sieci sprzedaży produktów księgowych i finansowych. W ciągu dwóch lat osiągane przez spółkę przychody ze sprzedaży produktów finansowych wzrosły ponad czterokrotnie. Adam Głos wprowadził ponadto w Tax Care nowatorskie rozwiązania zapewniające konsekwentny wzrost portfela stałych klientów korzystających z usług księgowych. Wcześniej Adam Głos współpracował z Getin Noble Bankiem, gdzie odpowiadał m.in. za budowę oddziałów franczyzowych, a karierę zawodową rozpoczął w firmie Expander, w której bardzo szybko awansował na stanowisko regionalnego dyrektora sprzedaży. Nowy prezes Tax Care jest absolwentem kierunku finanse i rachunkowość na Akademii Ekonomicznej w Katowicach.
Rafał Krukowski , wiceprezes zarządu Tax Care, związany jest z firmą od kwietnia 2010 roku. Ostatnio nadzorował pion księgowości, a wcześniej był m.in. dyrektorem sprzedaży, współtworząc innowacyjny model biznesowy Tax Care. Jest menedżerem z 11-letnim doświadczeniem. Przed rozpoczęciem pracy w Tax Care, z sukcesem zbudował m.in. sieć franczyzową firmy Expander. Jest absolwentem Politologii i Dziennikarstwa na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Na tej uczelni ukończył też studia podyplomowe z psychologii zarządzania.
– Nowy zarząd Tax Care będzie kontynuował dotychczasową strategię dostarczania małym firmom kompleksowych rozwiązań, których trzonem są profesjonalne usługi księgowe – zapewnia Adam Głos. Obok tych usług klienci Tax Care mają też dostęp do wielu innych rozwiązań wspomagających prowadzenie własnego biznesu, wśród których można wymienić doradztwo finansowe, obsługę kadrowo-płacową, usługi windykacji i faktoringu, czy oferowane wspólnie z zewnętrzną kancelarią doradztwo prawne. Obok kompleksowej oferty dla małych firm, która wpisuje się w misję całej Grupy Idea Banku, na szczególną uwagę zasługuje elektroniczna księga przychodów i rozchodów zintegrowana z kontem firmowym w Idea Banku – unikalne rozwiązanie do zarządzania finansami firmy, redukujące do minimum czynności związane z wykonywaniem płatności czy monitorowaniem wystawionych i otrzymanych faktur.
Portret polskiego kredytobiorcy w 2012 roku
Aż ¼ kredytobiorców przy wyborze banku zwraca uwagę na kulturę osobistą prezentowaną przez jego pracowników. Po raz pierwszy w historii trzyletniego badania firmy doradczej PwC, dotyczącego rynku consumer finance, jest ona ważniejsza od dobrej oferty. W dobie zaawansowanej konkurencji cenowej jeszcze większa dbałość o indywidualne podejście do klienta, ma szansę stać się wyróżnikiem dla banków.
W porównaniu z poprzednią edycją raportu firmy doradczej PwC, w 2012 roku wyraźnie spadło znaczenie dobrej oferty banku dla klienta – w tej chwili wynosi ono 15 proc. wobec 25 proc.w 2011 roku. Dla 19 proc. kredytobiorców ważniejsza od samej oferty jest kultura osobista prezentowana przez pracowników banku i to właśnie ona znajduje się na pierwszym miejscu wśród cech wskazanych przez kredytobiorców. Na znaczeniu zyskała również dobra znajomość oferty przez pracownika banku (wzrost z 4 proc. w 2011 roku do 14 proc. obecnie).
„W kontekście coraz bardziej ujednoliconej cenowo oferty produktów bankowych nowego znaczenia nabiera podejście do klienta. Coraz ważniejszym elementem wyróżniającym dla banków powinny stać się wysoka jakość obsługi oraz rzetelna rozmowa z klientem. Część potencjalnych kredytobiorców oczywiście nadal będzie się koncentrować na cenie czy wysokości miesięcznej raty, ale dla większości z nich już dziś ważne są osobiste odczucia i zadowolenie z oferowanych usług oraz indywidualne podejście pracowników banku do ich potrzeb” – mówi Łukasz Bystrzyński, partner, lider zespołu ds. sektora finansowego w PwC.
Badanie firmy doradczej PwC pozwala na dokonanie segmentacji klientów w zależności od postawy wobec rynku consumer finance. W porównaniu z poprzednim rokiem spadła liczba tzw. klientów „lękliwych”, czyli bojących się zarówno banków, jak i kredytów (z 28 proc. do 22 proc. obecnie). Widoczny jest natomiast wzrost liczby klientów deklarujących postawę „pragmatyczną” (28 proc. wobec 24 proc. rok wcześniej) oraz „swobodną” (16 proc. w 2012 roku wobec 14 proc. w 2011 roku). Jednocześnie zwiększa się średnia liczba posiadanych kredytów – wynosi ona obecnie 1,8, wobec wskaźnika 1,7 w 2011 roku. Oznacza to większą znajomość produktów oferowanych przez banki oraz większą swobodę w korzystaniu z nich przez klientów. W tej chwili 41 proc. Polaków posiada jakikolwiek kredyt konsumpcyjny (w porównaniu z 36 proc. w roku ubiegłym).
„Wzrasta świadomość klientów banków dotycząca z jednej strony ich osobistych budżetów i zdolności do spłacenia kredytów, a z drugiej strony – oferty banków i umiejętności korzystania z poszczególnych produktów bankowych. Dlatego tak ważne jest indywidualne podejście do klienta – tworzenie przez bank modelu sprzedaży pozwalającego na dobre rozpoznanie potrzeb potencjalnego kredytobiorcy, a następnie przygotowanie oferty dopasowanej do tych potrzeb. Takie podejście pozwoli bankowi na osiągnięcie przewagi nad konkurencją” – wyjaśnia Piotr Siciak, dyrektor w zespole ds. sektora finansowego PwC.
Z raportu firmy doradczej PwC wynika, że polski kredytobiorca nadal, jeśli chce wziąć kredyt, udaje się przede wszystkim do oddziału banku, choć widać wyraźny wzrost w korzystaniu z Internetu, szczególnie w przypadku kart kredytowych (obecnie 10 proc., co oznacza wzrost o 4 pkt. proc. w porównaniu z poprzednią edycją badania) oraz kredytów odnawialnych (10 proc. w 2012 roku w porównaniu z 1 proc. w 2011 roku).
„Coraz więcej klientów banków przekonuje się do Internetu. Chętnie zakładamy konta typowo internetowe, a także korzystamy z mobilnego dostępu do nich. Biorąc pod uwagę jednocześnie wzrost znaczenia dla potencjalnego klienta czynników pozamerytorycznych, czyli innych niż tylko oprocentowanie i warunki spłaty, banki powinny zastanowić się nad stworzeniem jak najbardziej przejrzystego i intuicyjnego nawigowania w sieci. Ważne jest również umożliwienie pełnego dialogu klienta z bankowym specjalistą” – dodaje Łukasz Bystrzyński.
Z raportu firmy doradczej PwC wynika, że rynek kredytów konsumpcyjnych dla klientów indywidualnych rozwijał się w Polsce bardzo dynamicznie niemal do końca 2009 roku, czyli do czasu globalnego kryzysu. Od początku 2010 roku rynek maleje, przy czym nie mamy tutaj do czynienia z dramatycznymi ruchami, lecz długofalowym trendem spadkowym o umiarkowanym tempie.
„Rynek kredytów konsumpcyjnych jest jednym z tych obszarów, w którym Polska nie odstaje od rozwiniętych krajów europejskich. Średnioroczne tempo zmiany wielkości zadłużenia z tytułu kredytów konsumpcyjnych w naszym kraju w ostatnich dwóch latach jest zgodne ze średnią strefy euro. Na tle innych krajów europejskich tempo spadku kredytów w Polsce, wynoszące obecnie 3 proc., można określić jako umiarkowane” – mówi Łukasz Bystrzyński.
Polski sektor bankowy czeka konsolidacja
Polski rynek bankowy jest największy i najbardziej stabilny w Europie Środkowej. Jednocześnie krajowy sektor finansowy jest najmniej skoncentrowany a poziom ubankowienia Polaków jest na stosunkowo niskim poziomie. To zmieni się w najbliższych latach – piszą w swoim pierwszym raporcie zatytułowanym „The Banking Sector in Central Europe – Performance Overview” eksperci nowopowstałego Centrum Rozwiązań dla Sektora Finansowego, powołanego przez firmę doradczą Deloitte.
Aktywa banków w ośmiu największych krajach Europy Środkowej, które objął raport, wyniosły w 2011 r. 893 mld euro. To wciąż niewiele biorąc pod uwagę wyniki państw Europy Zachodniej. Mimo krótkiej historii sektora bankowego w Europie Środkowej, charakteryzuje się on dużą dojrzałością. Jest to wynik wykorzystania (przy jego konstruowaniu) najnowocześniejszych technologii, metod oraz narzędzi. Jego dynamiczny rozwój został jednak mocno zahamowany wraz z nadejściem kryzysu gospodarczego w 2008 r. Niektóre rynki nie wróciły jeszcze do poziomu sprzed czterech lat.
„W najlepszej kondycji jest sektor bankowy w Polsce, Czechach i na Słowacji. Dużo gorzej jest w krajach na południu regionu, w tym na Węgrzech, gdzie zwrot z kapitału własnego banków, jako najważniejszy miernik oceny działalności banków, jest znacznie poniżej 10 proc. lub nawet ujemny” – wyjaśnia Zbigniew Szczerbetka, Partner Deloitte, Lider Sektora Instytucji Finansowych w Polsce i Europie Środkowej, Dyrektor Zarządzający Centrum Rozwiązań dla Sektora Finansowego..
Rentowność (ROE) środkowoeuropejskich banków jest obecnie o średnio 40 proc. niższa niż w 2008 r. Na tym tle Polska, dziś z ROE na poziomie 12,2 proc., wypada bardzo dobrze. Lepsze wyniki mają jedynie Czechy (14,7 proc.) i Słowacja (15 proc.). Podobieństw pomiędzy poszczególnymi krajami regionu jest jednak sporo. Najważniejsze to obecność inwestorów zagranicznych wśród właścicieli banków, a także konsolidacja rynku, znacznie większa niż ma to miejsce w Europie Zachodniej. Dziesięć największych banków w Chorwacji jest w posiadaniu aż 92 proc. aktywów całego sektora w tym kraju. Na Słowacji jest to 85 proc., a w Czechach – 78 proc. Średnia dla całego regionu wynosi 76 proc. W Polsce ten wskaźnik wynosi jedynie 60 proc. i jest najniższy w regionie.
Od naszych sąsiadów różnimy się także tym, że i u nas instytucje bankowe należą w większości do inwestorów zagranicznych. Największy udział w polskim rynku (14,5 proc.) ma PKO Bank Polski. Eksperci Deloitte podkreślają jednak, że w związku z koniecznością obniżenia wskaźnika kosztów do przychodów, które najłatwiej uzyskuje się zwiększając skalę działalności, a także z uwagi na problemy finansowe banków-matek, które często są zmuszone pozbywać się aktywów na mniej istotnych rynkach, w najbliższych latach będziemy obserwować w naszym kraju przyspieszoną konsolidację.
Po zapaści gospodarczej w 2008 r. banki w Europie Środkowej starają się odbudować swoją pozycję. Corocznie ich aktywa rosną średnio o 8 proc., co zaowocowało wynikiem 893,4 mld euro na koniec 2011 r. Jest to bardzo niewiele w porównaniu z krajami starej Unii. Aktywa banków w niewielkiej Danii wyniosły w tym samym czasie 919,7 mld euro. Tempo wzrostu dla całego sektora w regionie wyniosło 5,8 proc. w 2011 r. i jest to zasługa przede wszystkim banków z Polski i Czech.
„Podobnie jak w innych krajach Europy Środkowej aktywa bankowe Polski pod koniec ubiegłego roku stanowiły 84 proc. wartości PKB. Nasz sektor, mimo spowolnienia gospodarczego, wciąż może osiągnąć wysokie tempo wzrostu przychodów i w tym aspekcie wyprzedza wszystkie inne kraje Unii Europejskiej. Taka sytuacja nie będzie jednak trwała wiecznie, stąd banki intensywnie poszukują sposobów na zmianę struktury dochodów” – wyjaśnia Michał Dubno, Dyrektor w Sektorze Instytucji Finansowych Deloitte.
W sektorze bankowym naszej części Europy niepokoi wzrastający od 2008 r. poziom kredytów nieregularnych, czyli takich, których spłata następuje z opóźnieniem (NPL). O ile w wiodących gospodarkach regionu, w tym w Polsce, nie ma jeszcze powodu do paniki (poniżej 7,3 proc.), o tyle na przykład w Serbii już prawie jedną piątą wszystkich udzielanych kredytów stanowią właśnie takie pożyczki. Eksperci Deloitte spodziewają się jednak, że sytuacja makroekonomiczna, w tym przede wszystkim wzrost bezrobocia, może powodować kolejne nasilenie tego zjawiska. Innym problemem jest brak płynności oraz to, że banki są zmuszone do szukania finansowania na otwartym rynku i nie mogą korzystać, jak przed kryzysem, z finansowania od swoich „matek”.
Rozwiązaniem dla banków regionu są inwestycje w innowacje, zarówno w technologie, jak i w świadczone usługi. Konkurencja na rynku jest wysoka, dlatego instytucje muszą skupić się na poprawie jakości usług, aby zagwarantować sobie lojalność klientów. Muszą też szukać nowych źródeł dochodu, bo dotychczasowe, jak choćby opłaty bankowe, kurczą się. „Struktura dochodów polskich banków jest wciąż bardzo konserwatywna. Około 60 proc. stanowią odsetki, jedną czwartą zaś opłaty i prowizje za poszczególne usługi. Uzupełniającym, a jednocześnie najbardziej niepewnym składnikiem są operacje finansowe, na które przypada od 14 do 21 proc. udziału w strukturze przychodów. W 2011 r. dochody polskich banków wyniosły 14 mld euro i był to po kilku latach spadków powrót do poziomu z 2008 r. W najbliższych latach możemy już jednak nie zobaczyć takich wyników”- mówi Michał Dubno.
Dla krajowych banków szansą na lepsze wyniki jest zwiększenie poziomu ubankowienia. W Polsce klientami przynajmniej jednego banku jest 20,4 mln osób, podczas gdy mogłoby być ich 10 mln więcej. Obecnie poziom ubankowienia polskiego społeczeństwa wynosi 67. proc.. To niewiele, biorąc pod uwagę rozmiar naszego rynku. Przyczyną dość niskiego wyniku jest m.in. to, że w Polsce wciąż ponad jedna trzecia ludności mieszka na wsi, a tam najtrudniej jest dotrzeć z ofertą bankową. Z prognoz Centrum Rozwiązań dla Sektora Finansowego Deloitte wynika, że w 2015 r. ubankowienie wzrośnie do 73 proc., a dziesięć lat później, w 2025 r. osiągnie poziom 82 proc. To duży potencjał do polepszania wyników.
Raport „The Banking Sector in Central Europe – Performance Overview” powstał w Centrum Rozwiązań dla Sektora Finansowego w Europie Środkowej, niezależnej, specjalistycznej jednostce analityczno-badawczej, powołanej przez Deloitte. „Będziemy dzielić się z rynkiem wiedzą publikując raporty eksperckie dotyczące sektora finansowego w Polsce i w całym regionie. Interesują nas kierunki jego rozwoju, w tym wykorzystanie nowoczesnych technologii, wpływ regulacji na rozwój banków oraz analiza opinii i doświadczeń klientów na temat jakości obsługi” – mówi Zbigniew Szczerbetka. „Naszą ambicją jest nie tylko pokazywanie, jak dziś funkcjonują banki, ale także prognozowanie rozwoju rynku dla różnych produktów, sektorów i segmentów klienta, rozwiązania, które pomogą instytucjom finansowym w realizacji strategii rozwoju. Sektor bankowy, bardziej niż kiedykolwiek, potrzebuje dziś rzetelnych danych, informacji, wiarygodnych rekomendacji, niezależnych opinii i wizji rozwoju” – dodaje. Centrum skupiać będzie doświadczonych przedstawicieli sektora bankowego, ekspertów z innych branż powiązanych z usługami finansowymi oraz ekspertów Deloitte, posiadających ogromne doświadczenie w rozwiązywaniu złożonych problemów branżowych. Powołanie Centrum podkreśla znaczenie, jakie Deloitte przywiązuje do rozwoju sektora instytucji finansowych w Polsce i w regionie Europy Środkowej.
Więcej informacji: www.deloitte.com/pl/cfsCE

