Czy zaostrzenie warunków finansowania spowodowane wzrostem stóp spowoduje zapaść kredytową?

Strefa Euro: uwaga na warunki kredytowe.

  • Kryzys kredytowy? Na pewno wzrost kosztów finansowania

Czy po podwyżce stóp procentowych przez EBC po raz pierwszy od ponad 11 lat, od razu o 50 punktów bazowych, to gwałtowne zaostrzenie warunków finansowania może wywołać kryzys kredytowy? Choć w porównaniu z kryzysem zadłużeniowym sprzed ponad dekady banki są w lepszej kondycji, to już mają większą awersję do ryzyka. Rezygnacja ze środków wsparcia kryzysowego jeszcze bardziej ograniczy ich zdolność do udzielania kredytów. Większość moratoriów na zadłużenie i gwarancji na dług publiczny została wycofana, a trzecia transza TLTRO EBC wygasła z końcem czerwca, kończąc okres ponad ośmiu lat dostępu do taniego pieniądza banku centralnego. W tym kontekście opinii Allianz Trade sektor prywatny może stanąć w obliczu znacznego wzrostu kosztów finansowania, co może spotęgować negatywny wpływ inflacji na konsumpcję i inwestycje.

  • Czy rosnące ryzyko pogorszenia sytuacji (gospodarczej) może zmusić wkrótce EBC do zmiany polityki, a przynajmniej jej złagodzenia z czasem?

W sytuacji, gdy zasadnicza inflacja osiąga rekordowe poziomy, EBC ze zrozumiałych względów koncentruje się na tym, by nie dopuścić do wymknięciu się oczekiwań inflacyjnych spod kontroli. Ponieważ jednak rosnąca awersja banków do ryzyka powoduje spowolnienie akcji kredytowej, niższy popyt na pieniądz powinien mieć działanie dezinflacyjne. Dlatego też gwałtowne zaostrzenie warunków kredytowych w opinii Allianz Trade może skłonić Radę Prezesów EBC do przyjęcia wkrótce bardziej stopniowego tempa normalizacji polityki w obliczu rosnącego ryzyka recesji.

Rada Prezesów EBC rozpoczęła proces wychodzenia z ujemnych stóp procentowych i na posiedzeniu w ubiegłym tygodniu podniosła stopy procentowe o 50 punktów bazowych. Jednak w warunkach kredytowych i tak zaczynają już pojawiać się pierwsze rysy w związku z pogarszającymi się perspektywami gospodarczymi – wynika z analiz Allianz Trade. Ogólny impuls kredytowy pozostaje pozytywny, ponieważ kredyty dla sektora prywatnego nie zwalniają (ogólny wzrost kredytów w strefie Euro wyniósł w zeszłym miesiącu 5,7% r/r, głównie dzięki kredytom dla przedsiębiorstw), obecna dynamika kredytowa wydaje się być powiązana z odejściem od (kurczącej się) akcji kredytowej dla sektora publicznego (wykres poniżej). Ponadto, stopa kredytowa dla nowych kredytów dla MŚP (rozumianych jako kredyty o wartości nominalnej do 1 mln EUR) spadła w krajach członkowskich strefy euro i jak na razie, w ciągu pierwszych pięciu miesięcy 2022 r. wynosiła od 1,4% do 3,8% (w porównaniu z 2,7% do 7,2% w pierwszej połowie 2012 r. w szczytowym momencie europejskiego kryzysu zadłużeniowego).

Strefa euro – wzrost kredytów i aktywa zagraniczne netto monetarnych instytucji finansowych (MFI)

Zmiana w wysokości kredytów pozostających do spłaty

Zmiana w wysokości kredytów pozostających do spłaty

Wzrost akcji kredytowej (r/r %)

Wzrost akcji kredytowejŹródła: Refinitiv, Allianz Research

Zdrowszy sektor bankowy, z większym buforem bezpieczeństwa mógłby zapewnić lepsze perspektywy kredytowe.

Chociaż rentowność pozostaje głównym wyzwaniem dla banków w strefie euro, kapitał i jakość ich aktywów uległy w ostatnich latach poprawie, dzięki zharmonizowanym i wzmocnionym regulacjom oraz wysiłkom na rzecz efektywności kosztowej. Te pierwsze pomogły bankom zbudować solidne pozycje kapitałowe, przy czym wskaźnik CET1 (wskaźnik kapitału podstawowego Tier 1) spadł tylko nieznacznie do 15,2% w I kw. 2022 r. z 15,8% na koniec ubiegłego roku. Wysiłki mające na celu zmniejszenie zasobu kredytów zagrożonych (NPL), zwłaszcza w krajach Europy Południowej, okazały się skuteczne, a środki pomocowe związane z pandemią zapobiegły znacznemu pogorszeniu jakości aktywów. W konsekwencji wskaźnik NPLs spadł z 3,2% na koniec 2019 r. do 1,9% w I kwartale 2022 r.

Jednocześnie udział ryzykownych kredytów (sklasyfikowanych jako etap 2) pozostał zasadniczo niezmienne w tym okresie (na poziomie 9,3% w I kwartale, przy wskaźniku pokrycia wynoszącym 4%). Pomimo znacznej poprawy, wskaźnik ceny do wartości księgowej banków w strefie euro wskazuje, że trudne otoczenie nadal wpływa na wyceny, co ogranicza zdolność banków do udzielania kredytów ze względu na wysoki koszt kapitału oraz wzmacnianie buforów kapitałowych, aby z czasem zwiększyć ich odporność.

Zapewne dlatego według najnowszej ankiety EBC dotyczącej kredytów bankowych, po roku stabilizacji standardów kredytowych, banki stały się znacznie bardziej niechętne do podejmowania ryzyka. Wskazując, że normalizacja polityki pieniężnej zwiększyła koszt funduszy i ograniczenia bilansowe, w II kwartale 2022 r. znacznie zaostrzyły również kryteria kredytowe (tj. wewnętrzne wytyczne lub kryteria przyznawania kredytów), podobnie jak w przypadku pandemii Covid-19.

Jednocześnie utrzymuje się silny popyt na kredyt netto ze względu na zapotrzebowanie na kapitał obrotowy. Z analiz Allianz Trade potrzeby firm w zakresie finansowania są prawdopodobnie związane z rosnącymi cenami energii i surowców oraz ciągłymi zakłóceniami w łańcuchu dostaw, które doprowadziły do wyższych kredytów o krótszych terminach zapadalności. Jednak spadek zaufania przedsiębiorców osłabił popyt netto firm na kredyty na finansowanie inwestycji (wykres).

Strefa euro – zmiana kredytu dla przedsiębiorstw niefinansowychStrefa euro - zmiana kredytu dla przedsiębiorstw niefinansowych

(według terminów zapadalności, w procentach)

 Źródła: Refinitiv, Allianz Research

Co zaostrzenie warunków finansowych oznacza dla gospodarstw domowych i przedsiębiorstw?

W przypadku przedsiębiorstw, przełożenie pomiędzy rynkowymi i bankowymi stopami procentowymi było historycznie silniejsze niż w przypadku gospodarstw domowych (których stopy procentowe są średnio wyższe, ze względu na niższą stopę odzysku kredytów konsumenckich i dłuższy okres spłaty kredytów hipotecznych w porównaniu z krótszymi liniami kredytowymi dla przedsiębiorstw).

W większości krajów efekt przeniesienia jest również większy w przypadku mniejszych kredytów (do 1 mln EUR). Analiza Allianz Trade sugeruje, że wrażliwość kredytów dla przedsiębiorstw na podwyżki stóp procentowych była po GFC równa jeden, podczas gdy dla kredytów dla gospodarstw domowych wrażliwość ta wynosiła około 0,5-0,6.

Strefa euro — wrażliwość oprocentowania kredytów dla przedsiębiorstw niefinansowych i gospodarstw domowych na zmiany stopy procentowej (szacunki kroczące, 10 lat)

Strefa euro — wrażliwość oprocentowania kredytów dla przedsiębiorstw niefinansowych i gospodarstw domowychŹródła: Refinitiv, Allianz Research

Jednak od początku pandemii oprocentowanie kredytów dla gospodarstw domowych stało się bardziej wrażliwe na zmiany stopy procentowej; sugeruje to zwiększoną wrażliwość długiego końca krzywej dochodowości (który wpływa na gospodarstwa domowe) na zmiany stóp banku centralnego (wpływające głównie na przedsiębiorstwa niefinansowe).

Jeśli chodzi o firmy, obawy o jakość aktywów mogą wkrótce powrócić.

Niewypłacalność przedsiębiorstw już wzrasta w miarę wygasania moratoriów (zawieszających prawo) upadłości i gwarancji długu publicznego, a skutki kryzysu stanowią wyzwanie dla firm w mocno dotkniętych sektorach. Większe firmy mające dostęp do rynku w większości pokryły już swoje potrzeby w zakresie refinansowania w najbliższym czasie, co czyni je mniej wrażliwymi na zaostrzenie warunków finansowania. Również znaczne bufory gotówkowe (wzrost o 13% w 2021 r. w porównaniu z 2020 r.) mogą pomóc firmom w absorpcji obecnej presji cenowej – ale tylko pod warunkiem, że wzrost gospodarczy nie ulegnie dalszemu spowolnieniu, a ceny energii nie będą dalej rosły. Dlatego w Allianz Trade spodziewamy się, że w tym roku przypadki niewypłacalności przekroczą poziom sprzed pandemii jedynie w Hiszpanii i Grecji, podczas gdy w pozostałych gospodarkach bloku bankructwa będą prawdopodobnie możliwe do opanowania.

 

Czy w tym kontekście rosnące ryzyko pogorszenia sytuacji może zmusić EBC do zmiany polityki?

W sytuacji, gdy inflacja zasadnicza w strefie euro osiągnęła w czerwcu rekordowe poziomy (8,6% r/r), EBC powinien słusznie skupić się na tym, by nie dopuścić do wymknięciu się oczekiwań inflacyjnych spod kontroli. W Allianz Trade oczekujemy, że inflacja w strefie Euro osiągnie szczyt w tym kwartale (o ile Rosja nie wyłączy całego eksportu gazu).

Akcja kredytowa w strefie Euro

Źródła: Refinitiv, Allianz Research

Jednocześnie silny popyt na kredyty sugeruje, że firmy i gospodarstwa domowe ponownie zaczęły stosować dźwignię finansową, aby poradzić sobie z obecną presją cenową (wykres). Jednak rosnące ryzyko dla perspektyw wzrostu może wkrótce uzasadnić wolniejsze zacieśnianie polityki pieniężnej, zwłaszcza jeśli wzrost kredytów ostatecznie spowolni. Ponieważ rosnąca awersja banków do ryzyka powoduje dalsze zaostrzenie warunków kredytowych, niższy popyt na pieniądz i zmniejszająca się dynamika strumienia pieniądza powinny mieć działanie dezinflacyjne. W związku z tym Rada Prezesów EBC może wkrótce skłonić się ku przyjęciu bardziej stopniowego tempa normalizacji polityki wobec narastających obaw o wzrost gospodarczy w strefie Euro.

Rentowność 10-latek polskiego rządu nadal poniżej 6 proc.

Główne indeksy amerykańskiego rynku akcji skorygowały w piątek wcześniejszy wzrost do najwyższego poziomu od 6 tygodni (S&P 500 -0,93 proc., DJIA -0,43 proc., Nasdaq Composite -1,87 proc.). Dziś rano cena kontraktów na S&P 500 nadal lekko spadała (-0,15 proc. ok. 9:40). Na giełdach w Azji i Oceanii również przeważały lekkie spadki (Nikkei 225 -0,77 proc.).

Również pod znakiem lekkich spadków nowy tydzień rozpoczął się na giełdach europejskich (ok. 9:40 DAX -0,59 proc., CAC 40 -0,44 proc.).

WIG-20 spadał na początku poniedziałkowej sesji o 0,84 proc. Najwyższy poziom od 2 lat osiągnął dziś kurs akcji XTB. Najwyższy od 2010 roku poziom osiągnęła dziś cena akcji spółki Arctic Paper, natomiast najniższa od I kw. 2021 był dziś rano kurs akcji Ferro.

Rentowność amerykańskich 10-letnich obligacji skarbowych zaatakowały w piątek poziom swych minimów z końca kwietnia i końca maja osiągając na koniec dnia poziom 2,75 proc. Dziś rano ten silny spadek był lekko korygowany (2,792 proc.). Nadal wyższa niż w przypadku amerykańskich 10-latek była rentowność 2-letnich obligacji tamtejszego rządu (2,9888 proc. ok. 9:10) cały czas generując ostrzegający przed gospodarczą recesją sygnał „inwersji” krzywej rentowności. Rentowność 10-latek polskiego rządu pozostawała poniżej poziomu 6 proc. (5,872 proc. ok. 9:30).

Ceny kontraktów na ropę naftową spadały dziś 4-tą sesję z rzędu (ok. 9:25 WTI -1,2 proc., Brent -1,23 proc.). Cena kontraktów na gaz ziemny na NUMEX-ie utrzymywała się w okolicach swych 6-tygodniowych maksimów. Lekko taniały dziś rano metale szlachetne. W piątek najniżej od przynajmniej roku były ceny kontraktów na owies i rzepak, natomiast najwyższy poziom od 2015 roku osiągnęła na CME cena kontraktów na bydło opasowe („feeder cattle”).

Amerykański dolar korygował dziś rano lekko swój ubiegłotygodniowy spadek względem japońskiego jena (+0,26 proc. ok. 9:15). Kurs EUR/USD minimalnie spadał (-0,08 proc. ok. 9:15).

Złoty lekko się dziś rano umacniał (EUR/PLN -0,36 proc., USD/PLN -0,12 proc.).

Kurs Bitcoina względem USD kontynuując rozpoczętą 5 dni wcześniej korektę spadł poniżej poziomu 22000 USD.

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Promocja „30 gr na litrze” marketingowym strzałem w 10. Spadki wizyt na Orlenie mniejsze niż u konkurencji

Promocja, obejmująca trzy bony na tankowanie o 30 gr taniej na litrze, uchroniła Orlen przed istotnymi stratami, wywołanymi wzrostem cen paliwa. Na początku wakacji ruch na stacjach koncernu zmniejszył się tylko o 0,21%. Unikalnych klientów ubyło o 0,23%. A cała konkurencja odnotowała spadki odpowiednio o 6,97% i 7,02%. Tak wynika z obserwacji zachowań 347,5 tys. konsumentów, którzy łącznie odwiedzili ponad 4,5 tys. placówek należących do 11 sieci. Eksperci nie mają wątpliwości co do tego, że branża nie zdoła powstrzymać części Polaków przed rezygnacją z jej usług. Jednocześnie dodają, że czerwcowy rabat paliwowego giganta rozbudził ostrą rywalizację między stacjami, która będzie eskalować.

Wakacyjna promocja Orlenu, obejmująca trzy bony na tankowanie o 30 gr taniej na litrze, ewidentnie wpłynęła na ruch konsumencki na stacjach koncernu. Tak wykazała analiza firmy technologicznej Proxi.cloud i platformy analityczno-badawczej UCE RESEARCH. Porównano liczbę wizyt na stacjach tego koncernu i wyniki konkurencji (IDS, Circle K, Amic, Huzar, Shell, Lotos, Avia, BP, Moya i AS 24) przed i po wprowadzeniu ww. rabatu. Obniżka zaczęła obowiązywać 27 czerwca 2022 roku i ta data była graniczna dla rozróżnienia dwóch okresów, tj. od 13 do 26 czerwca i od 27 czerwca do 10 lipca br. Łącznie zbadano ruch na ponad 4,5 tys. stacji paliw, w tym 1,8 tys. placówek Orlenu i ponad 2,7 tys. innych sieci. Obserwowano zachowania przeszło 347,5 tys. konsumentów.

– Według naszych obserwacji, liczba wizyt na samym Orlenie, porównując okres po wprowadzeniu promocji do poprzedzającego ten moment, zaliczyła niemal niezauważalny spadek, bo o zaledwie 0,21%. Natomiast pozostałe stacje na rynku straciły aż 6,97%. Dzięki zestawieniu wyników polskiego giganta i jego konkurencji widać, że akcja lidera wpłynęła na utrzymanie ruchu w jego placówkach, mimo rosnących cen – komentuje Adam Grochowski, Data Analyst w Proxi.cloud.

Trzeba też zaznaczyć, że spadek ruchu w placówkach największej sieci stacji paliw w Polsce był o 6 p.p. mniejszy niż na całym rynku. W ocenie analityków z UCE RESEARCH, to dość istotna różnica, która może pozwolić spółce na znaczne powiększenie przewagi konkurencyjnej, wynikającej z największej liczby placówek w Polsce. W dobie szalejącej inflacji istnieje ryzyko, że najmniejsi gracze na rynku mogą wręcz czuć się zagrożeni marketingową zagrywką Orlenu. Jak wiadomo, część Polaków niestety rezygnuje z zakupu paliwa, przechodząc na korzystanie z transportu publicznego. Gdy jesienią ceny większości towarów w sklepach po raz kolejny mocno pójdą w górę, odpływ klientów może być jeszcze dotkliwszy dla branży paliwowej.

– Wakacyjny rabat Orlenu rozbudził walkę o konsumenta między stacjami. Zaraz po wprowadzeniu go konkurencyjne stacje zastosowały inne obniżki. Przewiduję, że konkurencja między stacjami paliw będzie się nasilać. Jednak w związku z tym, że lider rynkowy jako pierwszy odebrał ruch konkurencji i obronił się przed znacznymi spadkami wizyt na stacjach, trudno będzie go zepchnąć z wygranej pozycji. Co więcej, koncern działa na największą skalę na rynku, co potencjalnie umożliwi mu oferowanie paliw w najniższych cenach. A w obecnych czasach cena jest dla konsumentów najważniejszym kryterium wyboru – przypomina Mateusz Chołuj, szef zespołu analitycznego w Proxi.cloud.

Analiza wykazała również, ze liczba unikalnych klientów Orlenu spadła tylko o 0,23%. Natomiast cała konkurencja poniosła stratę na poziomie 7,02%. Różnica wyniosła 6,79 p.p. Przy tym warto zwrócić uwagę na to, że wyniki dotyczące ruchu i unikalnych klientów są mocno zbliżone.

– Te dane potwierdzają trend widoczny w Polsce od kilku miesięcy. Wraz ze wzrostem cen paliw część Polaków decyduje się na ograniczenie podróży bądź wybiera transport publiczny. Jednak promocja i niekwestionowany sukces Orlenu pokazuje, że stacje benzynowe mogą zmniejszyć odpływ konsumentów poprzez właściwe akcje promocyjne, skierowane do klientów indywidualnych – podkreśla Adam Grochowski.

Do tego Mateusz Chołuj dodaje, że przewaga konkurencyjna Orlenu ma szansę utrzymywać się przez dłuższy czas, co oczywiście nie oznacza monopolu na sukces. Zdaniem eksperta, firmy, które poddadzą się i pozostaną bierne w czasach rosnącej inflacji, mogą bezpowrotnie stracić w oczach konsumentów. Brak marketingowego ruchu może okazać się najgorszy w skutkach. Polacy czekają na rabaty i stają się coraz mniej lojalni wobec jakichkolwiek sieci. Zresztą to samo dotyka branżę retailową. Dla wielu osób liczy się już tylko to, ile mogą faktycznie zaoszczędzić.

Przedwyborcze obietnice rządu osłabiają warszawską giełdę

Kondycję warszawskiej giełdy osłabiają przedwyborcze obietnice rządu. Lista obietnic wydłuża się, nie wiadomo gdzie jest giełdowe dno, od którego można się odbić, a to byłaby okazja dla inwestorów.

Giełdowi inwestorzy zareagowali nerwowo na informację premiera, że rząd chce dodatkowo opodatkować spółki energetyczne i paliwowe – w których akcjonariuszem jest Skarb Państwa – aby podzieliły się swoimi rekordowymi zyskami osiąganymi przy bardzo wysokiej inflacji i bardzo wysokich cenach na stacjach paliw.

Spółki te reprezentowane są w WIG20, co osłabiło ten indeks największych spółek. W ciągu sześciu miesięcy indeks WIG20 stracił już ponad 30%. Jaka jest kondycja warszawskiej giełdy?

W ostatnich tygodniach posypał się kurs akcji banków, silnie reprezentowanych w WIG20. Notowania banków znajdowały się od dłuższego czasu po presją głównie z uwagi na ryzyko polityczne objawiające się wprowadzeniem przez rząd wakacji kredytowych.

– Mówi się, że nie ma hossy bez banków, a te cierpią z powodów makro i mikro, te mikro to właśnie wakacje kredytowe – mówi w rozmowie z MarketNews24 Maciej Kietliński, ekspert XTB. – Dodatkowo bardzo wysoka inflacja może okazać się zagrożeniem dla banków bo wzrost stóp procentowych tylko do pewnego momentu będzie dla nich korzystny, kłopoty zaczną się, gdy kredytobiorcy przestana spłacać swoje zobowiązania.

Wakacje kredytowe umożliwiają zawieszenie spłaty kredytu hipotecznego udzielonego w polskim złotym przez łączny okres 8 miesięcy: po 2 miesiące w trzecim i czwartym kwartale 2022 r. i po 1 miesiącu w każdym z czterech kwartałów roku 2023. Okres kredytowania ulega wydłużeniu o liczbę miesięcy, którą wykorzystało się na zawieszenie spłaty kredytu. Ustawa zakłada również wzrost środków przeznaczonych na dopłaty z Funduszu Wsparcia Kredytobiorców. Banki są zobowiązane do wpłacenia na fundusz dodatkowych 1,4 mld zł końca roku.

Szacunkowy koszt wakacji był dyskontowany przez rynek od momentu ogłoszenia przez premiera M.Morawieckiego 25 kwietnia Planu Pomocy dla Kredytobiorców. Szacunkowy koszt dla sektora bankowego wahał się w granicach od 20 do 28 mld zł przy założeniu iż 80% uprawnionych kredytobiorców zdecyduje się na skorzystanie z powyższego rozwiązania.

– Czynnikiem powodującym niepewność była wysokość kosztów dla poszczególnych banków oraz sposób jego ujęcia w sprawozdaniu finansowym, nie było wiadomo czy pokażą je w wynikach za Q2 czy za Q3 – wyjaśnia ekspert XTB.

Finalnie banki zdecydowały się na ujęcie tego kosztu jednorazowo, w wynikach za Q3 2022r., co mityguje jeden z istotnych czynników ryzyka dla sektora. Większość banków opublikowało już szacunkowy koszt związany z wprowadzeniem wakacji kredytowych.

Lista przedwyborczych zobowiązań wydłuża się. W Sejmie głosowano nad rozwiązaniami, które mają zrekompensować wyższe ceny węgla dla obywateli. Jak widać zaczynamy coraz szybciej wkraczać w okres kampanii wyborczej, więc zdaje się, że w otoczeniu wysokiej inflacji i wysokich stóp procentowych możemy się spodziewać coraz to nowych rozwiązań rządowych mających na celu pozyskanie głosów wyborców.

– Trudno znaleźć obszary korzystne do inwestowania na GPW, gdy prezes NBP mówi, że przed nami recesja techniczna, a więc co najmniej dwa kwartały spadku PKB – dodaje M.Kietliński z XTB. – Sentyment na GPW jest bardzo słaby, co jednak będzie stwarzać okazje do kupowania akcji po bardzo niskiej cenie.

Węgla dla gospodarstw domowych będzie brakować

Wprowadzenie dodatku węglowego nie zakończy chaosu wywołanego działaniami rządu. Na świecie jest zbyt mało węgla kamiennego, nadającego się do spalania w polskich domach.

Sejm poparł wprowadzenie nowej pomocy dla osób palących węglem. Każdemu gospodarstwu domowemu będzie przysługiwać 3 tys. zł. Ustawa nie precyzuje, że pieniądze te trzeba wydać akurat na węgiel.

W Polsce brakuje węgla dla drobnych odbiorców, dla gospodarstw domowych i małych lokalnych kotłowni czy szklarni, które zużywają rocznie 10-11 mln ton węgla kamiennego średniego i grubego. Takiego węgla wydobywaliśmy od kilku lat o połowę za mało, potrzebny był import z Rosji czy Kazachstanu.

– Jest to taki węgiel, który jest deficytowy na całym świecie, a nikt na świecie nie ogrzewa domów węglem na taka skalę jak Polska – mówi w rozmowie z MarketNews24 Bartłomiej Derski, ekspert WysokieNapiecie.pl. – W Polsce spala się 11 mln ton takiego węgla, gdy w całej Europie 13 mln ton. Jeżeli będziemy zwiększać import z Afryki, Australii czy Ameryki Południowej, to węgiel, który przypłynie do nas będzie dużo bardziej pokruszony, nie będzie w nim dużo węgla nadającego się do wykorzystania w gospodarstwach domowych.

Reakcje na narastający węglowy kryzys były chaotyczne. Polska Grupa Górnicza należąca do Skarbu Państwa sprzedawała węgiel dla gospodarstw domowych po 1 200-1 300 zł za tonę, gdy cena rynkowa przekroczyła 3 tys. zł (w ilości do 5 ton na osobę).

– To absurd, bo różnica w cenie dla jednego odbiorcy wynosiła 10 tys. zł, dlatego powstała kolejka „słupów”, kupujących dla innych i dostających 1 tys. zł prowizji, natomiast sprytne firmy kupowały węgiel za pośrednictwem bootów – wyjaśnia B.Derski. – Jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest powrót do cen rynkowych i wspieranie najbiedniejszych odbiorców poprzez ośrodki pomocy społecznej.

Węgla dla gospodarstw domowych będzie więc brakować, a skala kłopotów będzie już zależeć przede wszystkim od tego jako bardzo mroźna okaże się tegoroczna zima.

Złoto wraca do świata finansów

W świecie niestabilnej i coraz mniej przewidywalnej gospodarki coraz częściej sięgamy po sprawdzone na rynku wymiany towarowo-pieniężnej instrumenty. Jednym z takich instrumentów jest złoto. W ciągu ostatnich dziesięcioleci „władcy pieniądza” zrobili wiele, aby wyrzucić złoto ze świata finansów i zastąpić je dolarem.

Ten metal szlachetny został zdegradowany z ogólnego ekwiwalentu finansowego do towaru/surowca giełdowego, a cena złota była sztucznie zaniżana. Jednak żadne tego typu działania nie pomogły – złoto pozostało konkurentem dolara, a teraz ma okazję się odegrać: 28 czerwca 2021 roku, przyjęte zostały nowe przepisy Banku Rozrachunków Międzynarodowych w Bazylei[1], znane jako Bazylea III, zgodnie z którymi cena złota już nie będzie manipulowana przez USA i Wielką Brytanię. Dodatkowo na te „zachodnie” regulacje na rynku złota, nakładają się „wschodnie” plany dokonania zmian w światowym systemie finansowym, w których złoto odgrywa nie poślednią rolę. Czy wywyższenie złota oznacza koniec dolara? Wielu ekspertów uważa, że trudno będzie go uratować. Inni twierdzą, że dolara nie ma czym zastąpić, i tu pretendentem nie jest nawet złoto.

Złoto na finansowej banicji

To, co w świecie finansów do niedawna stanowiło wielką tajemnicę jest dziś wiedzą powszechną. Mianowicie od dziesięcioleci złoto było energicznie wypierane ze świata pieniądza, a jego cena sztucznie zaniżana. Polityka deprecjacji złota jako środka płatniczego została przyjęta przez tych, którzy narzucili swoje decyzje Jamajskiej Konferencji Monetarnej i Finansowej w 1976 roku[2], konferencji, która zdecydowała o zastąpieniu standardu złotego dolara, dolarem papierowym. Złotu nakazano opuścić świat pieniądza. Zostało arbitralnie zdegradowane do poziomu towaru/surowca. Jednak w rzeczywistości finansowej pozostało konkurentem dolara.

Wtedy postanowiono „stłumić” cenę złota. W świecie finansów istniała cyniczna formuła: „Im niższa cena złota, tym silniejszy dolar” (i odwrotnie: „im wyższa cena złota, tym słabszy dolar”). Przez cztery kolejne dekady „władcy pieniądza” (główni akcjonariusze Rezerwy Federalnej USA) prowadzili dyskretną wojnę ze złotem. Wojna ta prowadzona była wyrafinowanymi metodami:

  • Na rynku złota – realizowane były oficjalne interwencje w złoto dokonywane kosztem rezerw Skarbu USA i MFW (prowadzone głównie pod koniec lat 70.);
  • Założono tajny kartel złota, obejmujący Bank Rezerwy Federalnej w Nowym Jorku, Bank Anglii, kilka banków z Wall Street i City of London, które obniżały cenę złota. Kartel wykorzystywał metal z oficjalnych rezerw złota USA i prawdopodobnie Anglii. W rzeczywistości miała miejsce kradzież złota z oficjalnych rezerw, przykryta fałszywymi umowami dotyczącymi pożyczek i leasingu złota.
  • Na przełomie XX-XXI wieku zawarto tak zwane Porozumienie Waszyngtońskie[3], w którym uczestniczyło ponad dwadzieścia państw zachodnich. Porozumienie wymagało od władz monetarnych kontrolowanej wyprzedaży złota z oficjalnych rezerw. Umowa działała skutecznie (sprzedaż złota przez banki centralne Szwajcarii, Anglii, Francji, Niemiec itd.) do 2010 roku;

Równolegle stosowano takie środki „tłumienia” cen złota jak pochodne instrumenty finansowe powiązane z tym metalem szlachetnym. Były to różne kontrakty terminowe (futures) i opcje[4], należności (i zobowiązania) denominowane w złocie. W 90-99% przypadkach w operacjach tych nie było rzeczywistej podaży fizycznego metalu.

Powstało pojęcie tzw. „papierowego złota”[5]. Gigantyczna skala handlu „papierowym złotem” obniżała cenę fizycznego metalu. Giełdy, o których mówiono, że są „złote”, faktycznie handlowały (i nadal handlują) wirtualnym („papierowym”) złotem. Największa na świecie platforma handlu złotem znajduje się w Londynie, gdzie działa London Bullion Market Association (LBMA). Tutaj złoto jest wymieniane średnio na 20 miliardów dolarów dziennie, czyli ponad 5 bilionów dolarów rocznie. I prawie cały handel sprowadza się do kupna i sprzedaży „papierowego złota”. Drugą co do wielkości platformą handlu metalami szlachetnymi na świecie jest nowojorski COMEX. Znany analityk finansowy Patrick Heller wypowiadał się o roli tej giełdy w obniżaniu ceny złota i wspieraniu dolara amerykańskiego, w sposób następujący: „handel kontraktami terminowymi i opcjami na COMEX rozpoczął się w połowie lat siedemdziesiątych XX w. po to, aby rząd amerykański i główni partnerzy Rezerwy Federalnej mogli manipulować ceną złota”.

Głównymi uczestnikami handlu „papierowym złotem” są banki. Pracują z dwoma rodzajami złota. Pierwszym z nich jest tzw. złoto alokowane, będące własnością klientów banku. Jest to fizyczny metal, zidentyfikowany (sztabki o określonym standardzie, ponumerowane), przechowywany w specjalnie wyposażonych pomieszczeniach. Złoto to nie jest wykazywane w bilansie banku, jest aktywem pozabilansowym. Drugi rodzaj – to złoto niealokowane. Złoto to jest własnością banku, odzwierciedloną w jego bilansie. Bank przeprowadza różne transakcje takim złotem, które znajdują odzwierciedlenie w aktywach i pasywach banku. Klient banku może na przykład otworzyć depozyt na 1000 uncji niealokowanego złota, a obowiązkiem banku jest spłata wierzytelności w walucie lub w formie metalu. Większość transakcji „metalowych” nie kończy się dostawą fizycznego złota. Dlatego banki mają minimalny (a czasami zerowy) zapas fizycznego złota. Tu pojawia się analogia z gotówką. W kasie banku komercyjnego gotówka jest czasem tysiące razy mniejsza niż sumaryczne wymagania wszystkich klientów, którzy założyli w tym banku rachunki depozytowe. W odniesieniu do złota można powiedzieć, że banki pracujące ze złotem niealokowanym mają niepełne (częściowe) pokrycie swoich zobowiązań z tytułu transakcji z tym metalem szlachetnym. Oczywiście ten czynnik zwiększa niestabilność banku. Niektóre banki, które specjalizują się w pracy z niealokowanym złotem, mogą upaść podczas kryzysów bankowych, gwałtownych wahań cen na rynku złota itp. W rzeczywistości niealokowane złoto banków jest jedną z odmian „papierowego złota”. Oczywistym jest, że w celu zwiększenia stabilności banków zajmujących się złotem, konieczna jest zmiana proporcji złota fizycznego i „papierowego” na korzyść tego pierwszego. A jeśli bank nie chce (lub nie może) zmienić tej proporcji i jest skłonny pracować z „papierowym” złotem, musi zwiększyć kapitał własny, który mógłby pokryć ryzyko pracy ze złotem niealokowanym.

Bitwa za Bazyleę III

Problemy związane ze złotem od dawna są przedmiotem troski Banku Rozrachunków Międzynarodowych (ang. Bank for International Settlements – BIS) w Bazylei. Wiadomo, że bank ten opracowuje standardy adekwatności kapitałowej dla banków w celu zwiększenia stabilności instytucji kredytowych. Pierwsza generacja takich standardów nosiła nazwę Bazylea I. Następnie zostały one zastąpione przez standardy Bazylea II. Ale kiedy wybuchł światowy kryzys finansowy lat 2008-2009, okazało się, że standardy Bazylea II są niewystarczające, i że konieczne jest zaostrzenie wymagań co do wielkości i jakości kapitału banków komercyjnych. Rozpoczęto opracowywanie i stopniowe wdrażanie standardów Bazylea III, ale nie zostały one jeszcze w pełni wprowadzone. Szczególnie wrażliwa dla wielu państw i banków jest kwestia złota w nowych regulacjach bazylejskich.

Na początku 2019 roku pojawiła się plotka, że 29 marca tego samego roku weszła w życie nowa zasada rozliczania złota, jako części kapitałów własnych banków, dzięki czemu ten metal szlachetny stał się bardziej atrakcyjnym dla banków. Stymulowało to banki do pozyskiwania kapitału w oparciu o złoto. Jednak ku rozczarowaniu wielu ekspertów nowe zasady finansowe nie zostały wdrożone. Pojawiła się wersja, że: „władcom pieniądza” udało się wywrzeć presję na BIS i uniemożliwić wprowadzenie zasad, osłabiających pozycję amerykańskiego dolara. W 2021 r. BIS wznowił wysiłki na rzecz postępu w zakresie zasad Bazylei III. Nowe reguły mają zapobiec powtórce z czasów kryzysu finansowego 2008- 2009, kiedy upadające banki były ratowane na koszt podatnika. W tym celu nadzorcy bankowi z Bazylei dążą do podniesienia limitów minimalnego kapitału własnego, dźwigni finansowej, minimalnych wskaźników płynności oraz do ograniczenia ryzyka podejmowanego przez banki na rynkach finansowych.

Jednak to kwestia złota spowodowała, że temat nowych Reguł Bazylejskich, który rzadko kiedy wychodzi poza hermetyczne środowisko bankowe i akademickie, tym razem od dłuższego już czasu rozgrzewa wyobraźnię analityków i inwestorów z rynku złota. Powodem jest to, że nowe regulacje przynoszą istotny zmianę w mechanizmach funkcjonowania rynków metali szlachetnych, a w szczególności złota, a w tym między innymi:

  • Po pierwsze, złoto wraca do systemu bankowego. Bazylea III mocno zmienia się sposób traktowania złota w bilansach banków. Metal alokowany będzie miał zerową wagę ryzyka na potrzeby obliczania kapitału regulacyjnego. Stanie się tak zwanym Tier1 asset, podczas gdy wcześniej traktowany był jak każdy inny surowiec przemysłowy (Tier3 asset). W ten sposób złoto leżące w bankowym skarbcu i będące własnością banku zrówna się swym statusem z gotówką czy obligacjami skarbowymi.
  • Po drugie zmieni się podejście do złota w bankowej rachunkowości. W ramach Bazylea III złoto będzie traktowane jak waluta obca, a nie jako pozycja na rynku surowcowym, jak to było do tej pory. Zdaniem części analityków zwiększy to popyt na fizyczne złoto ze strony banków komercyjnych, ale także banków centralnych[6].
  • Po trzecie, banki będą musiały spełnić minimalne wymogi wskaźnika o nazwie Net Stable Funding Ratio (NSFR – Wskaźnik Stabilnych Funduszy Netto). NFSR nakłada na banki obowiązek posiadania zabezpieczenia na wszystkie transakcje finansowania i rozliczania pozycji na rynkach metali szlachetnych. W przypadku złota wskaźnik ten został ustalony na minimum 85%. Oznacza to, że złoto niealokowane będzie traktowane jako znacznie bardziej ryzykowne, niż złoto fizycznie znajdujące się w skarbcu, czyli złoto alokowane. Do tej pory oba rodzaje złota były traktowane jednakowo.

Zaostrzenie przepisów Bazylei ostatecznie przestało być tajemnicą, gdy 4 maja 2021 roku, LBMA i Światowa Rada Złota (WGC)[7] wysłały do brytyjskiego Urzędu Regulacji Prudential (Prudential Regulation Authority) wniosek o niewprowadzanie standardów Bazylei III dla handlu niealokowanymi metalami szlachetnymi (nie tylko złotem, ale także srebrem). Istniały bowiem obawy, że nowe przepisy doprowadzą do likwidacji londyńskiego rynku „papierowego złota”. Co zaskakujące, do apelu LBMA przyłączył się WGC. Ta ostatnia instytucja przez wiele lat podawała się za organizację chroniącą interesy tych, którzy pracują z fizycznym złotem (górnicy złota, przemysł jubilerski). Najwyraźniej WGC już dawno przeszedł na stronę tych, którzy pracują z „papierowym złotem” i chronią dolara amerykańskiego.

Z pewnością BIS jest pod presją sił, które bronią słabnącego dolara. Tak więc, pomimo że 28 czerwca 2021 roku w Unii Europejskiej ogłoszono regulacje Bazylei III, to już 27 października tegoż roku, Komisja Europejska ujawniła projekt dyrektywy, w której proponuje odroczenie wprowadzenie reform do 2025 roku. Wcześniej, na mocy globalnego porozumienia ustalono, że datą, od której banki Unii Europejskiej miały rozpocząć przejście do nowej wersji Bazylei, miał być wspomniany 28 czerwca 2021 r., a nowe wskaźniki adekwatności kapitałowej miały obowiązywać w od 1 stycznia 2023 (w Stanach Zjednoczonych – od 1 lipca 2021, a w Wielkiej Brytanii od 1 stycznia 2022 r.). Zaistniałe opóźnienie KE tłumaczy pandemią, chociaż niektórzy eksperci mówią, że w ostatniej chwili BIS i regulatorzy finansowi UE, Anglii i innych krajów mogli się wycofać i próbują przynajmniej opóźnić wprowadzanie nowych przepisów.

Na innowacje związane z handlem złotem w ramach nowych uregulowań Bazylea III zareagował jeden z bardziej znanych uczestników rynku metali szlachetnych, meksykański miliarder Hugo Salinas Price. Price od dawna twierdzi, że na światowym rynku ceny złota i srebra są sztucznie obniżane. 31 maja 2021 roku, biznesman ten opublikował artykuł pt. „June 28: Bank for International Settlements Caves into Russia and China” („28 czerwca – Bank for International Settlements poddaje się Rosji i Chinom”). Warto przytoczyć najważniejsze stwierdzenia tego artykułu: „To operacje z niealokowanym, czyli z raczej mitycznym złotem, pozwoliły najważniejszym bankom w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych kontrolować i obniżać rynkową cenę złota. Zgodnie z nowymi przepisami, które zostały zaprezentowane 28 czerwca 2021 roku, cena złota nie będzie już manipulowana przez USA i Wielką Brytanię, ponieważ najważniejsze banki tych państw nie będą już mogły korzystać z niealokowanego, czyli nieistniejącego złota, jako narzędzia w ich zmowie, mającej na celu kontrolowanie ceny tego kruszcu”.

Zachodzi pytanie, dlaczego Hugo Salinas Price twierdzi w tytule swego artykułu, że „BIS poddaje się Rosji i Chinom”? Należy wątpić, aby Moskwa lub Pekin miały jakakolwiek możliwość wywierania presji na Bank Rozrachunków Międzynarodowych w Bazylei (stworzony przez USA i państwa Europy Zachodniej), aby ten zmienił swoją politykę i wprowadził nowe przepisy dotyczące złota. W rzeczywistości BIS długo prowadził politykę pro-dolarową, ale dziś sytuacja na rynkach finansowych jest taka, że stawianie na dolara obarczone jest dużym ryzykiem. Jego dalsze wsparcie poprzez obniżanie ceny złota, może doprowadzić do sytuacji, wobec której kryzys finansowy lat 2008-2009 wyglądać będzie jak dziecinna zabawka. BIS to rozumie i wie, że jego priorytetowym zadaniem nie jest ratowanie dolara, ale ratowanie światowego systemu kapitalistycznego.

Jednak rzeczywiście trzeba przyznać, że jeśli nowe zasady BIS ostatecznie wejdą w życie, to będą one korzystne dla Rosji i Chin. Zapotrzebowanie na fizyczne złoto zacznie bowiem gwałtownie rosnąć, a Chiny i Rosja są wiodącymi, światowymi producentami tego kruszcu. Poza tym, w dalekosiężnych planach tych krajów złoto ma odegrać ważną rolę w tworzeniu nowego światowego ładu finansowego.

Złoto w zmaganiach Rosji i Chin z Zachodem

Przez pewien czas wydawało się, że złoto – uniwersalna miara wartości – pozostaje na marginesie trwających obecnie rozgrywek ekonomicznych na świecie. Tymczasem po pewnym okresie neutralności staje się ono obecnie jednym z instrumentów wojny sankcyjnej między Rosją a Zachodem, a szerzej między Zachodem a Wschodem. Pieniądz od dawna jest bronią, a złoto – jako wieczny pieniądz – nie jest tu wyjątkiem. O tym, że złoto może być doskonałym instrumentem wojen ekonomiczno-finansowych świadczyć mogą chociażby trzyinformacje ze złotem we wspólnym mianowniku, które jedna po drugiej pojawiły się w końcu czerwca bieżącego 2022 roku:

  • 21 czerwca Reuters poinformował, że Unia Europejska rozważa możliwość nałożenia ograniczeń na rosyjskie złoto w ramach siódmej rundy sankcji. Wcześniej, decyzję o sankcjach na rosyjskie złoto podjęły USA;
  • 22 czerwca państwowa rosyjska korporacja VEB.RF przedstawiła ideę emisji „złotego krypto-rubla” nastawionego na rozliczenia międzynarodowe;
  • Tego samego dnia prezydent Rosji Władimir Putin w swoim powitalnym przemówieniu do uczestników Forum Biznesu BRICS[8] zapowiedział badanie kwestii stworzenia międzynarodowej waluty rezerwowej, opartej na „koszyku” walut krajów BRICS.

Sytuacja gospodarcza i finansowa na świecie powoduje, że coraz wyraźniej rysują się perspektywy powrotu – chociaż w zmienionej, unowocześnionej formie – do standardu złota. W nowych realiach możemy mówić o dwóch rozwiązaniach: „towarowym standardzie” – pieniądzu wspieranym przez kluczowe zasoby złota i quasi-pieniądzu z punktu widzenia gospodarki krajów rozwijających się. Pieniądze fiat[9] wydrukowane na kolosalną skalę, głównie dolar amerykański, stają się coraz bardziej toksycznym instrumentem rozliczeń międzynarodowych. A po zablokowaniu rezerw walutowych Banku Rosji, z perspektywą ich wywłaszczenia dolar i euro stają się dla wielu państw ryzykownym narzędziem oszczędzania i akumulacji[10].

Proces porzucania dolara ze zrozumiałych względów postępuje w miarę szybko głównie w Rosji, ale także w Chinach, gdzie tempo wyprzedaży amerykańskiego długu rządowego sięgnęło ostatnio miliarda dolarów dziennie. Jednak powszechna de-dolaryzacja na świecie poza USA, UE i krajami satelickimi jest ograniczona. Ograniczenia te wynikają przede wszystkim z braku instrumentów, które mogłyby zastąpić dolara. Proces tworzenia alternatyw dla amerykańskiej waluty jest również ograniczony szeregiem parametrów finansowych i politycznych:

  • Po pierwsze, liczba krajów, które są na tyle zainteresowane de-dolaryzacją, aby zająć proaktywną postawę i działać na rzecz wprowadzenia innej waluty, jest ograniczona. Trzeba mieć świadomość, że dla zdecydowanej większości państw rozliczenia międzynarodowe w dolarach są obecnie dobrze znane i wygodne. Dlatego, z punktu widzenia państw dążących do osłabienia pozycji dolara, uzasadnienie mają działania, wykorzystujące w tym celu potencjał BRICS. Łatwiej jest uzgodnić utworzenie nowego narzędzia rozliczeniowego w ramach wpływowej „piątki” państw BRICS, niż prowadzić dyskusję z nieograniczoną liczbą krajów;
  • Po drugie, kluczowym dla zmian w światowych walutach rozliczeniowych są szczegółowe rozwiązania techniczne. Na przykład powiązanie instrumentu rozliczeniowego ze złotem upraszcza proces rozliczeń, ale jednocześnie ma swoje wady, w tym przede wszystkim niewystarczający fizyczny wolumen złota. Co prawda trzy z pięciu krajów BRICS – Chiny, Rosja i Republika Południowej Afryki – należą do dziesięciu największych producentów złota i mają wystarczające możliwości, aby je wyemitować na poparcie powiązanej z nim waluty. Jednak ta ilość złota nie wystarczy, aby zapewnić rozliczenia międzynarodowe dla szerokiego grona krajów. W tym kontekście – z punktu widzenia Zachodu i jego walki z nowymi instrumentami rozliczeniowymi opartymi o złoto – uzasadnione jest uderzenie sankcyjne w rosyjski złoty kruszec. Cel takiego uderzenia jest jasny. Dotowane rosyjskie złoto, będące „nieetycznym” towarem dla świata zachodniego, będzie sprzedawane z dyskontem na rynkach wschodnich, podobnie jak z dyskontem sprzedawana jest rosyjska ropa Urals. W tym sensie negatywny wpływ na potencjalny krypto-rubel – nową walutę surowcową – jest realizowany poprzez nakładanie sankcji na rosyjskie surowcowe towary eksportowe, w tym metale szlachetne (a jest to nie tylko złoto, ale także diamenty, platyna itp.). Osłabia to pozycję negocjacyjną Rosji w rozmowach dotyczących koszyka walutowego BRICS. Oparty na wartości sankcjonowanego złota krypto-rubel, znalazłby się w takim koszyku z rabatem.
  • Po trzecie, kryptowaluty z definicji nie są kontrolowane przez rządy krajowe. A jeśli chodzi o stworzenie międzynarodowego centrum emisyjnego takiej waluty, kwestie utrzymania kontroli nad takim centrum, mnożą się. Z tego powodu na przykład Rosyjski Bank Centralny z dystansem podchodzi do legalizacji kryptowalut jako środka płatniczego.

Tak czy inaczej wojna o kontrolę nad nowym systemem globalnych rozliczeń finansowych już się toczy. A zachodnie sankcje wobec złota, jako potencjalnej, uniwersalnej miary wartości i jednego z istotnych składników koszyka walut, zorganizowanego:

  • czy to w oparciu o walutę BRICS,
  • czy w oparciu o chińskiego juana,
  • czy nawet w oparciu o rubla, funkcjonującego w ramach Unii Euro-Azjatyckiej,

odgrywają znaczącą rolę w walce o utrzymanie dominującej roli dolara. Z kolei w Rosji podejmowane są działania, skierowane na wsparcie państwa dla przemysłu wydobywczego złota. Przy czym inwestycje w wydobycie złota ze względu na jego potencjał jubilerski i przemysłowy mają drugorzędne znaczenie. Władze na Kremlu ciągle mają nadzieję, że złoto już wkrótce wyznaczać będzie miejsce Rosji w zaktualizowanym systemie rozliczeń międzynarodowych.

Literatura:

  1. Глеб Простаков, Русское золото как звено новой системы международных расчетов, https://vz.ru/opinions/2022/6/24/1164516.html
  2. King World News, Multi-Billionaire Hugo Salinas Price – Gold Is Back! As BIS Caves Under Pressure From Putin And China, May 31, 2021, https://kingworldnews.com/multi-billionaire-hugo-salinas-price-gold-is-back-as-bis-caves-under-pressure-from-russia-and-china/
  3. Krzysztof Kolany, Złoto, banki i Bazylea III, 2021-06-30, https://www.bankier.pl/wiadomosc/Zloto-banki-i-Bazylea-III-8142582.html
  4. Paweł Kowalewski, Komisja Europejska proponuje: Bazylea III od 2025 roku, 25.10.2021, https://alebank.pl/komisja-europejska-proponuje-bazylea-iii-od-2025 roku/?id=387624&catid=32532&cat2id=32534&cat3id=25926

Autorzy: Robert Nogacki – Twórca Kancelarii Prawnej Skarbiec, płk rez. dr inż. Krzysztof Surdyk

[1] Bank Rozrachunków Międzynarodowych (ang. Bank for International Settlements (BIS)) – najstarszy bank międzynarodowy, utworzony 17 maja 1930 roku na konferencji w Hadze, jako efekt realizacji Planu Younga. Pierwotnie jego głównym celem było zarządzanie środkami wynikającymi z reparacji wojennych Niemiec po I wojnie światowej. Obecnie misją banku jest pomoc bankom centralnym i instytucjom uprawnionym do prowadzenia polityki pieniężnej w zapewnieniu monetarnej i finansowej stabilności, pełnienie funkcji banku dla tych instytucji oraz wspieranie ich międzynarodowej współpracy. Bank przyjął formę spółki akcyjnej, w której udziałowcami są banki centralne. Łącznie jest ich 60 (w tym Narodowy Bank Polski) plus dodatkowo Europejski Bank Centralny. Siedziba organizacji znajduje się w Bazylei.

[2] Jamajski System Walutowy to współczesny system wzajemnych rozliczeń i relacji walutowych oparty na swobodnie płynnym kursie walutowym. Nazwany na cześć konferencji Międzynarodowego Funduszu Walutowego w Kingston na Jamajce w styczniu 1976 r. Zastąpił tak zwany system monetarny z Bretton Woods.

 

[3] Washington Gold Agreement został podpisany 26 września 1999 r. w Waszyngtonie podczas dorocznego spotkania Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) w obecności sekretarza skarbu USA Lawrence’a Summersa i prezesa Rezerwy Federalnej Alana Greenspana. Druga wersja umowy została podpisana w 2004 roku, a następnie przedłużona w 2009 i 2014 roku. Zniechęcone niskimi cenami złota, niektóre banki centralne zaczęły wyprzedawać swoje rezerwy. Czyniły to w sposób zupełnie nieskoordynowany i aby zapobiec dalszym spadkom, we wrześniu 1999 r. podpisano tzw. pierwsze porozumienie waszyngtońskie regulujące i precyzujące ilość dopuszczanego do sprzedaży złota. Wielu uznaje je za przełomowe. Porozumienie było odpowiedzią na obawy na rynku złota po tym, jak brytyjskie Ministerstwo Skarbu ogłosiło, że oferuje sprzedaż 58% brytyjskich rezerw złota na aukcjach Banku Anglii, a także perspektywę dużej sprzedaży przez Szwajcarski Bank Narodowy oraz możliwość bieżącej sprzedaży z Austrii i Holandii, a także oferty sprzedaży z MFW.

[4] Kontrakty terminowe (futures) oraz opcje należą do grupy instrumentów finansowych, których wartość uzależniona jest od zachowania się innych aktywów, tzw. instrumentów bazowych. Z uwagi na tę zależność nazywa się je instrumentami pochodnymi lub z angielskiego derywatami. Instrumentami bazowymi mogą być akcje, obligacje, stopy procentowe, indeksy, różnego rodzaju towary oraz surowce, waluty a także różnego rodzaju wskaźniki czy mierniki.

[5] Złotem „papierowym” przyjęto nazywać wszelakie instrumenty finansowe dające inwestorowi ekspozycję na cenę złota. W zdecydowanej większości tego typu produktów złota nawet nie zobaczymy, ale będziemy mogli zarobić na wzroście jego wartości (lub stracić w przypadku spadku cen). Cała transakcja zostanie rozliczona w fiducjarnym (tj. opartym o zaufanie) pieniądzu, bez dostawy fizycznego metalu. Warto pamiętać, że nawet najlepszy „papier” zawsze pozostaje tylko papierem i nie stanowi substytutu dla prawdziwego kawałka złota.

[6] Trzeba dodać, że informacja o zmianie reguł bazylejskich nie jest niczym nowym. O tym, jak będą wyglądać nowe regulacje, wiadomo już od jesieni 2010 roku

[7] Misją Światowej Rady Złota (ang. World Gold Council) jest tworzenie warunków dla rozwoju rynku złota, działanie na rzecz odpowiedzialnego biznesu i popularyzowanie wiedzy o inwestowaniu w złoto. Członkami Światowej Rady Złota jest 19 kopalń złota, które prowadzą działalność w 47 krajach. Główna siedziba tej organizacji znajduje się w Londynie a odziały w Nowym Jorku, Szanghaju, Hong Kongu, Singapurze, Tokio, Bombaju, Madrasie oraz Pekinie. Rada wspiera swych członków poprzez stymulowanie popytu na istniejących i dopiero rozwijających się rynkach złota. Prowadzi badania analityczne i współpracę partnerską z producentami, inwestorami, jubilerami oraz uczelniami.

 

[8] BRICS – określenie grupy państw rozwijających się – Brazylii, Rosji, Indii, Chin oraz od 2011 Republiki Południowej Afryki (ang. South Africa). Nazwa pochodzi od pierwszych liter nazw tych państw. Kraje BRICS nie tworzą sojuszu politycznego (jak np. Unia Europejska) ani formalnego stowarzyszenia handlu. Cele krajów BRICS to m.in.: stworzenie nowego systemu walutowego, zwiększenie roli państw rozwijających się w światowych instytucjach walutowych, reformowanie ONZ.

[9] Waluta fiat, inaczej pieniądz fiducjarny, swoją nazwę wzięła od łacińskiego słowa fides, oznaczającego wiarę. Wartość takiego pieniądza nie opiera się bowiem na zabezpieczeniu kruszcem, czy innym dobrem, a po prostu na zaufaniu do emitenta. Definicja waluty fiat mówi, że jest to legalny środek płatniczy na określonym terenie, czyli np. na obszarze danego państwa. Waluty fiducjarne zastąpiły m.in. złoto i inne systemy towarowe, które kiedyś były ogólnie obowiązującymi środkami płatniczymi.

[10] Nawiązanie do sprawy zamrożenia rosyjskich rezerw walutowych zamrożonych w zachodnich bankach, w ramach sankcji nałożonych na Moskwę w 2022 roku (około 300 mld USD).

Polskie firmy otwierają się na Azjatów

Rodzimi pracodawcy coraz chętniej zatrudniają pracowników z Azji – podaje międzynarodowa agencja zatrudnienia Gremi Personal. W grę wchodzą już nie tylko państwa byłego Związku Radzieckiego, ale i bardziej odległe, takie jak Indonezja czy Filipiny. Pracodawców jednak nadal martwią kwestie językowe, kulturowe czy religijne, jak również kwestia legalizacji pobytu i zatrudnienia.

– Jeszcze kilka miesiecy temu nasi partnerzy podchodzili z dużą rezerwą do pracowników z tzw. państw trzecich. Przede wszystkim wskazywali na problemy komunikacyjne – większość z nich nie ma brygadzistów angielskojęzycznych, a cała infrastruktura przedsiębiorstwa: opisy stanowisk, przepisy BHP, informacje na halach i w magazynach są po polsku, ewentualnie po rosyjsku. Wymieniali zbyt małe doświadczenie we współpracy z tymi obcokrajowcami i szczerze przyznawali, że obawiają się różnic kulturowych i w podejściu do wykonywania samej pracy. Pomijając oczywiście największą przeszkodę jaką jest wynikający z przepisów prawa zbyt długi czas oczekiwania na takiego pracownika – mówi Damian Guzman, zastępca dyrektora generalnego ds. rozwoju agencji Gremi Personal.

Według Damiana Guzmana to się powoli, ale zmienia. W związku z dotkliwym brakiem siły roboczej w niektórych branżach firmy – dotąd niechętne – otwierają się na nowych pracowników. Pracodawcy wciąż mają jednak sporo obaw.

– Jedna z firm z branży nowoczesnych technologii zatrudnia od lat pracowników z Indonezji i wręcz komunikuje nam, że takich Azjatów potrzebują, bo są nie tylko bardzo pracowici, ale sumienni i dokładni, co akurat w tej branży jest zasadnicze. Firma z branży przetwórstwa rybnego zatrudnia Peruwiańczyków i też ich bardzo chwali. Wystarczy jedno pozytywne doświadczenie z pracownikami innymi, niż Ukraińcy, żeby otworzyć się na inne kraje.

Inny partner Gremi Personal – firma z branży drobiarskiej – z powodzeniem zatrudnia od niedawna Kirgizów i też są zadowoleni z ich pracy, więc proszą o więcej osób z tego kraju. Ale początki były trudne – zadawali mnóstwo pytań o to, co jedzą (pracownicy są karmieni w fabryce, ponieważ z powodów sanitarnych i obecności alergenów panuje zakaz wnoszenia na teren zakładu własnego jedzenia), ile razy modlą się w czasie pracy (żeby dostosować produkcję do ew. dodatkowych przerw), jakiego są wzrostu (również z powodu obsługi maszyn tacy pracownicy nie mogą być zbyt niscy).

– Oferujemy pomoc we wprowadzaniu pracowników, przygotowaniu instrukcji i brygadzistów mówiących po angielsku. Choć są takie firmy, które nalegają na pracowników z krajów rosyjskojęzycznych, tym bardziej, że w firmach, które od dawna zatrudniają obcokrajowców z krajów ościennych już obecna jest kadra kierownicza, która może porozumiewać się z nimi po rosyjsku. Zaczęliśmy rekrutację w państwach postsowieckich, czyli Kazachstanie, Tadżykistanie, Uzbekistanie. Widzimy tam dużą perspektywę, ponieważ wcześniej głównym kierunkiem migracji zarobkowej dla obywateli tych krajów była Rosja, teraz już nie taka atrakcyjna z powodu sankcji i kryzysu gospodarczego. Na przykład liczba zapytań kierowanych do Gremi Personal z kazachstańskich agencji pośrednictwa pracy co do możliwości zatrudnienia obywateli Kazachstanu w Polsce przez ostatnie dwa miesięcy wzrosła o 50 proc – reasumuje Damian Guzman.

Czy internet rzeczy zmieni świat?

Technologia internetu rzeczy ang. Internet of Things znana pod skrótem IoT ma za zadanie skomunikowanie wszelkich urządzeń i rzeczy, tworząc sieć w celu optymalizacji procesów produkcyjnych, logistycznych oraz poprawy ogólnej jakości życia i korzyści płynących z użytkowania urządzeń. Internet rzeczy można porównać do gigantycznej, wirtualnej sieci, która dzięki szczegółowej analizie i integracji może skracać procesy decyzyjne, przyspieszać i optymalizować produkcję, umożliwiać analizę danych i eliminację błędów w infrastrukturze.

IoT może tworzyć niemal wszystko, od domowej klimatyzacji oraz “inteligentnego” centralnego ogrzewania przez sygnalizację świetlną, samochód wybierający najkrótszą z dostępnych dróg do celu i smartwatch analizujący pracę serca po rozwiązywanie złożonych problemów w produkcji przemysłowej czy globalnych łańcuchach dostaw.
Czy internet rzeczy zmieni świat

Internet of Things staje się jednym z głównych tematów rozmów wśród prezesów giełdowych spółek wyprzedzając popularnością tematy takie jak: inwazja na Ukrainę, recesja, chmura obliczeniowa, transformacja cyfrowa czy Covid. Źródło: IoT Analytics

Jak działa IoT i dlaczego jest potrzebny?

Choć sama nazwa Internet of Things została pierwszy raz użyta dopiero w 1999 roku przez Kevina Ashtona, cała koncepcja IoT zdążyła nabrać wielowymiarowego znaczenia ze względu na możliwą skalę zastosowania i adopcji wśród miliardów nowych urządzeń zintegrowanych w sieci. Skoncentrujemy się zatem na dwóch przestrzeniach: przemyśle i łańcuchach dostaw, które mogą stanowić motor dla jej dalszego rozwoju.

Wszystkie czujniki i urządzenia dostarczają dane na temat stanu, w jakim się znajdują. Istotne jest jednak w jaki sposób dane te są emitowane, gdzie są agregowane i jak je analizować. Dlatego sieć IoT tworzy chmurę, do której trafiają opisane we wspólnym języku informacje, dzięki czemu urządzenia mogą komunikować się ze sobą, a systemy analityczne – zbierać i integrować dane z wielu źródeł umożliwiając komunikację i dokładną analizę z pomocą AI lub zespołów analityków.

Zasadniczo IoT opiera się na kilku fundamentach:

  • Narzędzia – sprzęt lub maszyny zdolne emitować i agregować dane bez ingerencji zewnętrznej
  • Skomunikowanie – wysyłanie i odbieranie danych na dowolne odległości, również poza Ziemię w czasie rzeczywistym
  • Oprogramowanie – czyli systemy IT, które zajmują się przetwarzaniem, zbieraniem i zabezpieczaniem otrzymywanych danych
  • Integracja – która umożliwia współpracę urządzeń w ramach systemów IT na każdym etapie

Czy internet rzeczy zmieni świat 2

Lista pokazuje kluczowe dla technologii IoT przypadki wykorzystania takie jak zdalna kontrola aktywów, automatyzacja procesów, zdalne zarządzanie pojazdami czy śledzenie lokalizacji. Źródło: IoT Analytics

Dwa kluczowe sektory

Przemysł – Industrial Internet of Things obejmuje połączone i współpracujące ze sobą urządzenia dzięki IT. Współpraca ta obejmuje przemysłowe systemy sterowania, komputery, mobilne urządzenia i czujniki. Dzięki integracji IoT implementujące nową technologię firmy ograniczają ryzyka produkcyjne, optymalizują procesy wewnętrzne i przyspieszają wymianę danych między zakładami. Technologia IoT w produkcji i przemyśle ściśle współdziała z innymi nowoczesnymi technologiami jak: sztuczna inteligencja, uczenie maszynowe, analiza big data, przetwarzanie brzegowe i chmura obliczeniowa.

Łańcuchy dostaw – Mimo odejścia pandemii COVID-19 na dalszy plan wyzwania jakie stoją przed logistyką wciąż są aktualne w obliczu zmian w geopolityce, kryzysu energetycznego i przestoju chińskiej gospodarki. Internet of Things redukuje ryzyko i koszty co pozytywnie wpływa na marżowość i może tworzyć asymetryczne przewagi nad konkurencją. Dzięki komunikacji urządzeń na wszystkich etapach od produkcji po wysyłkę, śledzenie i głęboką analizę IoT umożliwia m.in.: inteligentne zarządzanie flotą i towarami, automatyzację procesów uzupełniania zapasów, ocenę wydajności i analizę tzw. “wąskich gardeł”. Umożliwia też kontrolę zasobów w czasie rzeczywistym i zdalną diagnostykę.

Kto może zyskać?

Choć zaimplementowana technologia IoT może przyspieszyć cyfryzację i wydajność w niemal każdej branży, bezpośrednim beneficjentem jej adopcji są spółki, które dostarczają oprogramowanie i rozwiązania w ramach nowej, wirtualnej infrastruktury. Wybraliśmy trzy technologiczne spółki, które w naszej ocenie mogą stać się beneficjentami rozwoju i wzrostu znaczenia internetu rzeczy.

Cisco Systems

Cisco jest światowym gigantem w dostarczaniu sprzętu sieciowego dla przedsiębiorstw, co w bezpośredni sposób poddaje spółkę ekspozycji na rozwój wysoko zaawansowanych rozwiązań IoT. Jednym z flagowych projektów Cisco jest platfotma Kinetic, która umożliwia dystrybucję danych między urządzeniami i aplikacjami używanymi w danym biznesie a centralną siecią łączącą infrastrukturę informatyczną podmiotu. To jednak nie wszystko, autorskie rozwiązania IoT amerykańskiej spółki są powszechnie stosowane w zarządzaniu efektywnością linii produkcyjnych (Nissan Motor korzysta właśnie z rozwiązań Cisco w automatyzacji robotów na liniach montażowych), systemach transportu miejskiego (prowadząc ruch komunikacyjny w taki sposób, aby ograniczyć ryzyko powstawania niedogodnych korków ulicznych) czy w transporcie towarowym (rozwiązania IoT firmy Cisco implementuje m.in. Port w Rotterdamie, jedno z największych centrów przeładunkowych na świecie).

Dla dalszej wyceny walorów Cisco kluczowym jest, w jaki sposób będzie się kreował popyt na infrastrukturę informatyczną w czasie podwyższonych obaw o światową recesję. Niemniej jednak, zapotrzebowanie na transformacje infrastruktury informatycznej w firmach nadal rośnie, a przyszłe lata mogą przyspieszyć ten trend. Rosnąca adopcja pracy zdalnej wymusza na przedsiębiorstwach inwestycje w zwiększanie przepustowości oraz efektywności sieci. W chwili obecnej wskaźnik P/E wynosi 15.11 (dla indeksu S&P 500 jest to obecnie 20.24). Stopa dywidendy wynosi 3,48%.
Czy internet rzeczy zmieni świat 3Prognoza wydatków przedsiębiorstw w zależności od segmentu w miliardach USD. Dobre perspektywy popytowe na zaawansowane systemy informatyczne może wspierać biznes Cisco w szerokiej perspektywie. Źródło: Bloomberg

Samsara

Samsara jest spółką technologiczną, która działa bezpośrednio w branży Internet of Things, debiutowała na NASDAQ jesienią 2021 roku. Firma koncentruje się na zwiększaniu wydajności klientów w ramach platformy technologicznej Connected Operations Cloud, która umożliwia agregację i wykorzystanie danych w ramach IoT. Jej partnerem są zarówno duże firmy jak Ford Motor jak i podmioty rządowe jak m.in. miasto Boston. Spółka udostępnia kompleksowe rozwiązania zarówno dla agencji rządowych jak i małych korporacji, a jej celem jest włączenie do platformy COC jak największej liczby klientów z wielu branż.

Dzięki analizie danych podmioty korzystające z usług Samsary są zdolne do analizy i opracowania praktycznych wniosków oraz różnego rodzaju optymalizacji prowadzonych biznesów i operacji. Wspomniany Connected Operations Cloud znajduje zastosowanie w produkcji, transporcie, energetyce, opiece zdrowotnej i handlu.

Akcje Samsary wyglądają na ryzykowne na tle innych spółek oferujących usługi IoT, jednak potencjalnie mogą przynieść wysokie zwroty jeśli spółce uda się stworzyć optymalny model biznesowy i przyciągać coraz większą liczbę klientów. Aktualnie wskaźnik P/B Samsary wynosi 7,50 co znaczy, że spółka notowana jest z wysoką premią zwłaszcza biorąc pod uwagę, że nie jest jeszcze rentowna. Jednocześnie obrazuje to, że oczekiwania rynku wokół jej przyszłości pozostają wysokie.
Czy internet rzeczy zmieni świat 4Mimo rekordowego osłabienia głównych indeksów oraz blisko 30% spadków NASDAQ w pierwszej połowie 2022 roku inwestorzy instytucjonalni nie prowadzili dystrybucji walorów firmy i zwiększyli swoje udziały w Samsara. Źródło: Fintel.io

Xerox

Spółka znacznie osunęła się od rekordowych wycen z czasów hossy dot-com, gdy korzystała na wzroście popularności kserokopiarek. Xerox dysponował szeregiem patentów, z których korzystały m.in. Apple i Microsoft i wciąż posiada szeroką wartość intelektualną (Palo Alto Research Center). Teraz ma ambicje by odzyskać dawną świetność dzięki technologii druku 3D, która znajduje zastosowanie w produkcji i przemyśle. Spółka opracowuje energooszczędne, zaawansowane technologicznie czujniki. Flagowym produktem firmy jest drukarka 3D ElemX, która w lipcu tego roku zadebiutowała jako pierwsze urządzenie tego typu w Marynarce Wojennej USA. Xerox w kwietniu 2022 roku zawarł strategiczną umowę z firmą Siemens. Kluczowa dla przyszłości firmy stanie się dalsza adopcja jej autorskich technologii, które mogą okazać się szczególnie potrzebne w dobie problemów w łańcuchach dostaw i niedoborów.

1 lipca, w wieku 59 lat odszedł CEO Xerox, John Visentin, w związku z czym Xerox będzie musiał zmierzyć się z budową strategii. Wpływowym akcjonariuszem spółki pozostaje miliarder, Karl Icahn posiadający 22% udziałów, który znany jest z wywierania wpływu przedsiębiorstwa, których jest udziałowcem. W najbliższym czasie kwestia przejęcia ze strony HP może ponownie wrócić, prawdopodobnie ze wsparciem Icahna, który w przeszłości próbował do niej doprowadzić.

Spółka posiada atrakcyjny dla inwestorów opierających się na analizie fundamentalnej wskaźnik P/B na poziomie 0,54 oraz wskaźnik P/E na poziomie 12 przy średniej S&P 500 na poziomie 20,24.
Czy internet rzeczy zmieni świat 5
Z technicznego punktu widzenia walory Xerox notowane są obecnie w rejonie oporów wyznaczonych przez 50- dniową, wykładniczą średnią kroczącą (niebieska krzywa) oraz zniesienie 23,6% Fibo fali spadkowej zapoczątkowanej w marcu 2021. Źródło: xStation 5

Autor: Eryk Szmyd i Mateusz Czyżkowski, analitycy XTB

EBC wreszcie podnosi stopy procentowe

Posiedzenie EBC wywołało duże poruszenie na rynkach walutowych. Po 11 latach Europejski Bank Centralny podniósł stopy procentowe o 50 punktów bazowych. Ich wzrost był bardziej znaczący niż początkowo zakładano, ale nie był dużym zaskoczeniem dla rynków, gdyż przed posiedzeniem nie wykluczano takiej skali podwyżki. Interesująca była również prezentacja planu, który ma zapobiec fragmentacji rozwoju sytuacji na rynkach obligacji poszczególnych krajów strefy euro. Innymi słowy, EBC nie chce, aby oprocentowanie obligacji problematycznych gospodarek rosło znacznie szybciej niż tych zdrowych. Zostanie to osiągnięte poprzez większą elastyczność w reinwestowaniu obligacji będących w posiadaniu EBC.

Warto też zwrócić uwagę na wyniki z polskiej gospodarki. Produkcja przemysłowa spadła w czerwcu o 0,9% m/m i wzrosła o 10,5% r/r. Podczas gdy wzrost przemysłowy w ujęciu rocznym nadal wygląda wizualnie bardzo silnie, w danych przedstawianych miesięcznie widać już oznaki spowolnienia. Podobnie czerwcowa sprzedaż detaliczna (-1,4% m/m i +3,2% r/r) wyraźnie wskazuje, że polscy konsumenci zaczynają oszczędzać. Na podstawie danych wyrównanych sezonowo, szczytowy poziom sprzedaży detalicznej minął i druga połowa tego roku prawdopodobnie będzie charakteryzowała się słabszą konsumpcją. Wynika to głównie z negatywnych skutków inflacji, która obniża realne dochody gospodarstw domowych, przy czym ten spadek będzie się pogłębiał. Na to, że inflacja konsumencka nie przestanie przyspieszać, wskazują zmiany zarówno w cenach energii, jak i żywności.

Złoty w tym tygodniu lekko się umocnił, w piątek rano notowany był na poziomie 4,76 PLN/EUR, podczas gdy eurodolar w tym samym czasie notowany był na poziomie 1,014 USD/EUR.

Malwina Krakus, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

Columbus planuje budowę przemysłowego magazynu energii o mocy 133 MW

Columbus planuje budowę przemysłowego magazynu energii o mocy 133 MW, który powstanie w południowej Polsce. To pierwsza tego typu inwestycja spółki, a jej wartość może sięgnąć nawet 1 mld zł.

Columbus, poprzez spółkę, do której posiada prawa, uzyskał warunki przyłączenia dla przemysłowego magazynu energii o mocy 133 MW oraz pojemności 532 MWh, zlokalizowanego w południowej części kraju. Urządzenie pozwoli stabilizować sieć oraz zwiększy możliwości dla przyłączenia nowych źródeł OZE w regionie.

–  Magazyny energii są nie tylko kluczową technologią dla poprawy jakości funkcjonowania sieci energetycznych, ale także niezbędnym narzędziem dla transformacji energetycznej i zrównoważonego rozwoju kolejnych źródeł OZE w naszym kraju mówi Dawid Zieliński, prezes zarządu Columbus Energy S.A.To nasza pierwsza inwestycja w wielkoskalowy magazyn energii, a w planach mamy kolejne tego typu przedsięwzięcia. Magazyn energii o takiej mocy jest w stanie zasilić przez cały dzień 150 000 domów.

Realizacja przedsięwzięcia planowana jest na lata 2024-2026. Szacunkowa wartość inwestycji wynosi ok.1 mld zł.

Inwestorzy szybko odwrócili się od euro

Europejski Bank Centralny zrobił wariant wielokrotnie rozgrywany ostatnio w Polsce. Odważnej decyzji towarzyszyła konferencja prasowa, która zupełnie zmieniła wydźwięk decyzji. Pomimo dużej podwyżki rynki patrzą podejrzliwie na euro.

EBC podnosi stopy procentowe

Na wczorajszym posiedzeniu Europejskiego Banku Centralnego podjęto decyzję o podniesieniu stóp procentowych o 0,5%. Rynek oczekiwał wzrostu o 0,25%. To właśnie przez tę różnicę początkowa reakcja rynków była bardzo optymistyczna. Większa od oczekiwań podwyżka stóp procentowych spowodowała, że inwestorzy zaczęli nagle skupować europejską walutę. Zyskiwał również polski złoty i forint węgierski, jako waluty silnie powiązane z euro. Złoty zyskiwał nawet pomimo porannych słabszych danych na temat sprzedaży detalicznej. To był moment, kiedy rynki wierzyły, że EBC rozpoczyna swoją krucjatę antyinflacyjną.

Zimny prysznic na konferencji prasowej

Jak nietrudno wywnioskować z poprzedniego akapitu, nastroje szybko się zmieniły. Na konferencji prasowej okazało się, że wcale nie jest tak dobrze. Zaczęło się od tego, że owszem stopy procentowe rosną szybciej, ale by nie miało to zbyt silnego wpływu na gospodarki południa kontynentu, to będzie specjalny program skupu tamtejszych obligacji. W rezultacie mamy sytuację, gdzie jednocześnie zmniejszamy i zwiększamy ilość pieniądza na rynku. Do tego doszła informacja, że to nie jest początek cyklu, a EBC będzie podejmował decyzję na bieżąco na podstawie danych, zamiast sygnalizować swoją politykę z wyprzedzeniem. Co to znaczy w praktyce? Bankierzy widzą problemy z inflacją, ale boją się również recesji. Dzięki temu zabiegowi mają pełną elastyczność podnoszenia stóp i ewentualnego nietracenia twarzy, jak przez spowolnienie tego nie zrobią. Strasznie wygodne, ale komunikacja z rynkiem tak nie działa. Nie może zatem dziwić, że inwestorzy szybko odwrócili się od euro.

Więcej bezrobotnych za oceanem

W międzyczasie euro pomogły również dane z USA. Liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych wzrasta tam z tygodnia na tydzień. Przekroczyła już 250 tysięcy. Poziom ten powoli zaczyna budzić niepokój. Nie można absolutnie mówić o panice, ale też nie da się udawać, że są to dobre dane. To taki uczciwy neutralny poziom, mogący sugerować, że stopa bezrobocia jest blisko stabilizacji.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Wyniki finansowe Biedronki za I półrocze 2022 roku

Ostatni wzrost inflacji spowodowany wojną na Ukrainie, problemy z łańcuchami dostaw, rosnące ceny i osłabienie tempa ożywienia gospodarczego w wyniku COVID-19 sprawiły, że konsumenci zaczęli zwracać większą uwagę na stosunek jakości produktu do ceny. W efekcie konsumenci w Polsce jeszcze uważniej starają się zarządzać swoimi wydatkami, niekoniecznie kupując taniej, ale raczej kupując to, na co ich stać.  Wśród firm widać zwiększone starania, by zapewnić dobre jakościowo produkty przy zachowaniu przystępności cenowej oraz dostosowaniu oferty do głównych priorytetów konsumentów, takich jak wygoda, personalizacja produktów i prostota.

Według Euromonitor International, Biedronka (Jeronimo Martins Polska SA) pozostaje niekwestionowanym liderem polskiego rynku spożywczego, generując 24% udziałów wartościowych w 2021 roku, podczas gdy drugi gracz Lidl generuje jedynie 10% sprzedaży wartościowej. Firma konsekwentnie realizuje swój plan rozwoju oraz skutecznie odpowiada na trendy konsumenckie. Jeronimo Martins inwestuje w działania związane z rozwojem zrównoważonym w całej swojej sieci. Na przykład, 89% produktów spożywczych dostępnych w sieci pochodzi od lokalnych dostawców, co jest ważne zarówno dla lokalnego biznesu, jak i społeczeństwa.

Postrzeganie dyskontów przez konsumentów zmieniło się znacząco w ostatniej dekadzie – od sklepów oferujących głównie tanie produkty o niskiej jakości do takich, które dysponują produktami o najlepszym stosunku jakości do ceny oraz są zlokalizowane w dogodnych miejscach. Globalny trend optymalizacji, który wynika z szybkiego rozwoju technologii – robotyzacji i automatyzacji – znacznie obniżył koszty wielu procesów. Korzystają na tym przede wszystkim sklepy z ograniczonym i ustandaryzowanym asortymentem, czyli dokładnie takim, jakie oferują dyskonty. Dlatego dyskonty mogą sprzedawać swoje produkty po wyjątkowo niskich cenach ze względu na wysoką efektywność w porównaniu z detalistami głównego nurtu. W związku z tym prognozuje się, że sklepy dyskontowe odnotują największy wzrost w kanałach spożywczych w Polsce – 4% wzrostu rocznie w ujęciu ciągłym w ciągu najbliższych 5 lat.

Mimo że konsumenci preferują najlepszy stosunek ceny do wartości, nie są gotowi poświęcać dużo czasu na szukanie ofert i rabatów podczas zakupów.  W oparciu o badanie Euromonitor International Lifestyles Survey, z 2022 roku, konsumenci w różnych grupach wiekowych w Polsce stali się mniej skłonni do spędzania czasu na poszukiwaniu okazji od 2016 roku. W 2016 roku 59% respondentów wspomniało, że lubi szukać okazji, podczas gdy w 2022 roku tylko 50% wybrało tę samą odpowiedź. Konsumenci raczej wolą odwiedzać zaufane marki sklepów, które oferują dobry stosunek wartości do jakości. Na podstawie tego samego badania Euromonitor, 31% Polaków planuje częściej robić zakupy w dyskontach w ciągu najbliższych 12 miesięcy, w porównaniu do 26% w 2016 roku.

Dyskonty w Polsce mają najwyższą penetrację w całkowitym handlu detalicznym artykułami spożywczymi w Europie. Oczekuje się, że kanał ten będzie dalej umacniał swoją pozycję w najbliższych latach. Biedronka jako wiodący gracz dyskontowy w Polsce ma ogromny potencjał do stabilnego rozwoju nawet w burzliwym czasie w Europie.

Marija Milasevic, Senior Consultant w Euromonitor International

Coraz mniej osób poszukuje mieszkań

Ograniczenie w dostępie do kredytów hipotecznych oznacza coraz mniejsze zainteresowanie zakupem mieszkań. Mimo słabszego popytu, najnowszy raport przygotowany przez ekspertów RynekPierwotny.pl, Metrohouse i Credipass wskazuje, że średnie ceny mieszkań w największych miastach nadal rosną.

Jak wiadomo, cykliczność jest stałym elementem rynku nieruchomości. Lata wzrostów cen i intensywnego rozwoju rynku przeplatają się z okresami korekt i stagnacji. Jednak są też czynniki, które bywają nieprzewidywalne. Wojna, pandemia, inflacja, globalne problemy gospodarcze – te i inne zdarzenia odciskają głębokie piętno na lokalnych rynkach nieruchomości. Decyzje banku centralnego dotyczące kolejnych podwyżek stóp procentowych zamykają drogę kolejnym grupom potencjalnych nabywców mieszkań do realizacji planów związanych z zakupem. – Rynek mieszkaniowy staje się otwarty dla dobrze sytuowanej klasy średniej, której dochody pozwalają na zaciągnięcie kredytu lub dla klientów gotówkowych, którzy nie muszą posiłkować się przy zakupie zewnętrznym finansowaniem, mówi Marcin Jańczuk z sieci biur nieruchomości Metrohouse, współautor raportu Barometr Metrohouse i Credipass II kw. 2022 r.

Jak w sytuacji kumulacji różnorakich czynników zareaguje rynek? Na to pytanie poznamy zapewne odpowiedź za kilka miesięcy, ponieważ rynek nieruchomości ze znamiennym opóźnieniem reaguje na pojawiające się wszelkie bodźce gospodarczo-rynkowe. – Odpływ z rynku klientów powinien w rezultacie wpłynąć na kształtowanie się poziomów cenowych dostępnych na rynku mieszkań. Nie jest to jednak tak oczywiste, ponieważ prawdopodobnym scenariuszem może stać się ograniczenie produkcji przez deweloperów oraz coraz liczniejsze wstrzymywanie się ze sprzedażą klientów indywidulanych, co nie stworzy obszaru dla zjawiska nadpodaży, komentuje Marcin Jańczuk z Metrohouse.

Na rynku pierwotnym ceny znowu w górę

Tymczasem w II kw. 2022 r. na rynku pierwotnym odnotowujemy wzrosty cen we wszystkich największych miastach wynoszące od 0,8 proc. do prawie 4 proc. Liderem wzrostów jest Wrocław (wzrost o 3,9 proc. kw./kw.). Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl twierdzi, że podwyżki dotyczące Warszawy (3 proc.) oraz Wrocławia, na pewno należy określić jako znaczące. – Stolica Dolnego Śląska już w najbliższym czasie może „przebić” kolejny próg cenowy. Tym razem chodzi o stawkę 11 000 zł/mkw. na rynku pierwotnym. Mimo cenowej pogoni, wrocławski rynek mocno ustępuje krakowskiemu i gdańskiemu pod względem oferty najdroższych mieszkań deweloperskich. Mowa o lokalach kosztujących ponad 15 000 zł/mkw.

Najwięcej takich drogich „M” znajdziemy oczywiście w cennikach stołecznych deweloperów. Na warszawskim rynku już co czwarte nowe mieszkanie kosztuje więcej niż 15 000 zł/m kw. Jak wskazują eksperci portalu RynekPierwotny.pl, spośród sześciu analizowanych w Raporcie Barometr miast, w czterech średnia cena nowych mieszkań przekracza już 10 000 zł/m kw. Jedynie w Poznaniu i Łodzi stawki są niższe.Tab.1 - Zmiana średniej ceny ofertowej 2Q2022

Mieszkania z rynku wtórnego:  stabilizacja w kilku miastach

Na rynku wtórnym nie ma już takiej cenowej jednomyślności. W analizowanych przez Metrohouse sześciu największych miastach widać spore dysproporcje. Pierwsza grupa miast (Wrocław, Poznań, Łódź) to lokalizacje, w których można mówić o porównywalnych cenach do tych sprzed kwartału. W drugiej grupie (Kraków, Warszawa, Gdańsk) transakcje przeprowadzane w II kwartale pokazują silne zwyżki od 7 do 10 proc. Średnie ceny na rynku wtórnym w Gdańsku przekroczyły 11 tys. zł i są już wyższe od cen w stolicy Małopolski. Natomiast w Warszawie powoli zbliżają się do poziomu 13 tys. zł za m kw. Najciekawsze obserwacje przynosi jednak analiza wzrostów w skali r/r. Rekordzistą jest Gdańsk, gdzie ceny wprost wystrzeliły i są wyższe o 30 proc. od transakcji sprzed roku. Średnia kwota, jaką wydajmy tam na mieszkanie tylko nieznacznie ustępuje cenom stołecznym. Powyżej 10 proc. ceny wzrosły w Krakowie (16,3 proc.) i Warszawie (14 proc.).Tab. 2 - Średnie ceny transakcyjne 2Q2022

Jak można się było spodziewać, Indeks Popytu notuje swoje rekordowo niskie wartości. Silnie spadła liczba osób aktywnie poszukujących nieruchomości do zakupu. Natomiast na wysokim poziomie (41 proc.) utrzymuje odsetek zakupów inwestycyjnych. Ciekawe, czy coraz wyższe oprocentowanie lokat i rekordowo wysokie zainteresowanie obligacjami wpłynie na osłabienie aktywności klientów lokujących swoje nadwyżki na rynku mieszkań?

Coraz wyższe ceny mieszkań i specyfika obecnej sytuacji powoduje, że widoczne są dość istotne zmiany w parametrach nabywanych lokali. W Warszawie na rynku wtórnym 67 proc. nabywanych w II kw. 2022 r. mieszkań ma powierzchnię nie większą niż 50 m kw. To aż 19 pkt. proc. mniej niż rok temu. Wyraźnie więc widać, że w stolicy kupujemy coraz mniejsze mieszkania.  W koszyku innych największych miast również popularne są lokale do 50 m kw. (54 proc.), choć częściej niż w stolicy w transakcjach pojawiają się większe metraże.

Kredyty hipoteczne dostępne dla nielicznych

Rodzina zarabiająca łącznie 8 tys. zł. netto może liczyć na zdolność kredytową w średniej wysokości 246 tys. zł, choć przed rokiem było to 629 tys. zł. Wszystkiemu winne są wprowadzone w kwietniu rekomendacje KNF a przede wszystkim rosnące stopy procentowe. Nie wiemy, czy czekają nas jeszcze kolejne ich podwyżki i na ten moment trudno jest prognozować do jakiego poziomu możemy dojść. – Ciekawą sytuację obserwujemy na początku lipca na notowaniach stawek WIBOR, które symbolicznie od kilku dni zaczynają spadać. Może być to chwilowe wahnięcie lub sygnał, że dotknęliśmy już „dna” i sytuacja zaczyna się stabilizować. Do tego dochodzi fakt, że w ostatnich tygodniach już cztery banki obniżyły oprocentowanie stałe swoich kredytów hipotecznych, mówi Andrzej Łukaszewski ekspert finansowy Credipass. Aktualnie średnie oprocentowanie kredytu przy 20% wkładu własnego ze zmienną stopą procentową wynosi 9,09% a ze stopą stałą 9,16%, co też świadczy o pewnej stabilizacji ofert.

Obecna sytuacja sprawia, że II kw. 2022 r. był jednym z najsłabszych w ostatnich latach jeśli chodzi o wartość nowo podpisanych umów o kredyt hipoteczny. Autorzy raportu oceniają, że wolumen kredytów hipotecznych w II kw. przekroczy nieznacznie 14 mld zł.

Wybory w USA – w tym roku odbicie rynku może być jeszcze większe

Śródterminowe wybory w USA odbędą się za cztery miesiące, kiedy to amerykańscy wyborcy pójdą do urn, aby wybrać całą 435-osobową Izbę Reprezentantów, jedną trzecią 100-osobowego Senatu, a także dwie trzecie gubernatorów z 50 stanów.

Republikanie wydają się korzystać z tradycyjnych anty inkumbenckich nastrojów partyjnych, niskiego poparcia prezydenta Bidena, a także powszechnych obaw o inflację, a sondaże pokazują, że odzyskają kontrolę nad Izbą Reprezentantów, a jednocześnie zdobędą kontrolę nad Senatem dzięki łatwemu zwycięstwu w Kongresie. Prawdopodobnie spowoduje to dalszy impas w polityce USA i zwiększy ryzyko polityczne, jeśli Stany Zjednoczone wpadną w recesję i konieczne będzie podjęcie dwupartyjnych działań fiskalnych.

Miesiące poprzedzające wybory śródterminowe zazwyczaj są niesprzyjające dla rynków akcji, ale po nich przeważnie następuje pewna ulga. Ten tradycyjny dla tego sezonu trend, jeśli zrówna się ze słabnącą inflacją i końcem podwyżek stóp procentowych FED (co – jak się spodziewamy – pobudzi rynki globalne), może teraz zostać zintensyfikowana.

Ben Laidler, strateg ds. rynków globalnych w eToro

LinkedIn, Microsoft i Adidas wśród najczęściej wykorzystywanych marek przez hakerów

  • LinkedIn wciąż jest najczęściej wykorzystywaną marką w atakach phishingowych (45%)
  • Największy wzrost w drugim kwartale odnotował Microsoft, którego znaki graficzne wykorzystywane były w 13% wszystkich prób phishingu z wykorzystaniem wizerunku znanych marek
  • W pierwszej dziesiątce rankingu pojawiły się również zupełnie nowe marki, takie jak Adidas, Adobe i HSBC

Cyberprzestępcy, chcąc wykraść nasze dane, najchętniej podszywają się pod znane marki portali społecznościowych oraz firmy technologiczne. W ostatnich miesiącach blisko połowa ataków phishingowych wykorzystujących znane marki była opatrzona logo LinkedIn. Jednocześnie hakerzy coraz częściej podszywają się pod Adidasa, Adobe czy bank HSBC – ostrzega Check Point Research.

W kwietniu, maju i czerwcu analitycy Check Point Research zaobserwowali, że platforma społecznościowa dla profesjonalistów LinkedIn wciąż jest najczęściej wykorzystywaną marką w atakach phishingowych. Udział LinkedIna w „torcie phishingowym” nieznacznie spadł: z 52% w pierwszym kwartale do 45% wszystkich w kwartale drugim. Badania Check Pointa wykazały jednocześnie, że portale społecznościowe nadal są instytucjami, pod które najczęściej podszywają się hakerzy. Na drugim miejscu tym razem znalazły się firmy technologiczne, które wymieniły się pozycją z firmami kurierskimi.

Największy wzrost w drugim kwartale odnotował Microsoft, którego znaki graficzne wykorzystywane były w 13% wszystkich prób phishingu z wykorzystaniem wizerunku znanych marek. Był to wynik ponad dwukrotnie wyższy niż na początku roku 2022. Eksperci Check Pointa zauważają, że phishing wykorzystujący konta Microsoft stanowi zagrożenie zarówno dla osób prywatnych, jak i organizacji, bowiem zdobywając dane logowania do naszych kont, hakerzy uzyskują dostęp do wszystkich aplikacji, które za nimi stoją, takich jak Teams czy SharePoint; to także zwiększone ryzyko narażenia konta e-mail w Outlooku.

Trzecie miejsce (spadek z drugiego), z 12% udziałem, przypadło DHL-owi. W pierwszej dziesiątce rankingu pojawiły się również zupełnie nowe marki, takie jak Adidas, Adobe i HSBC.

Jak wyjaśniają eksperci Check Point Research, atak typu brand phishing nie tylko wykorzystuje nasze zaufanie do znanych marek, ale także oddziałuje na ludzkie emocje, takie jak strach przed utratą korzystnej oferty. Konsumenci klikają w pośpiechu, bez uprzedniego sprawdzania czy wiadomość e-mail rzeczywiście pochodzi od danej marki.

– Linkedin i Microsoft to dwie najczęściej naśladowane marki. Dla nas to sygnał, że cyberprzestępcy nadal uważają pracę zdalną za atrakcyjny trend do wykorzystywania exploitów. E-maile phishingowe są ważnym narzędziem w arsenale każdego hakera, ponieważ można je szybko wdrożyć i mogą dotrzeć do milionów użytkowników przy stosunkowo niskich kosztach. Dają one cyberprzestępcom możliwość wykorzystania reputacji marek, w celu przejęcia danych osobowych lub istotnych informacji handlowych i – w efekcie – korzyści finansowych – mówi Wojciech Głażewski Country Manager firmy Check Point Software w Polsce.

Najpopularniejsze marki wykorzystywane w atakach phishingowych w II kwartale 2022 r.

  1. LinkedIn (45%)
  2. Microsoft (13%)
  3. DHL (12%)
  4. Amazon (9%)
  5. Apple (3%)
  6. Adidas (2%)
  7. Google (1%)
  8. Netflix (1%)
  9. Adobe (1%)
  10. HSBC (1%)

84%-procentowy wzrost powierzchni magazynowej dedykowanej do obsługi e-commerce w Polsce od 2019 roku

7,35 mln mkw. powierzchni magazynowej w Polsce, czyli 30,7% całkowitej podaży, przeznaczone jest do obsługi e-commerce. Największy wzrost tego rodzaju powierzchni zaobserwowano w województwach: dolnośląskim, wielkopolskim oraz śląskim – wynika z raportu międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield: „E-commerce pęka w szwach, a magazyny razem z nim”.

Ubiegły rok był rekordowy pod względem dostarczanej powierzchni magazynowej

Wolumen nowych umów najmu (popyt netto) w ciągu ostatnich 12 miesięcy wyniósł 5,8 mln mkw., co stanowi wzrost o 68% w porównaniu do roku 2020. Wysokie zapotrzebowanie na powierzchnie magazynowe wynika z potrzeby dywersyfikacji sieci logistycznej dostosowanej do potrzeb rynku e-commerce, a także zatorów zauważalnych wciąż w globalnych łańcuchach dostaw, co skłania wiele firm do zwiększania poziomu zapasów.

Warto podkreślić, że tylko w ciągu pięciu ostatnich lat na polski rynek dostarczono 12,5 milionów mkw. nowej powierzchni magazynowej – jest to ponad 50% całego rynku. Mamy więc w Polsce dominującą przewagę nowoczesnych budynków magazynowych spełniających najwyższe standardy i wymagania, co odróżnia nas od rynków Europy Zachodniej, gdzie sporą część zasobów stanowią magazyny znacznie starsze i niekwalifikujące się do kategorii „A” – komentuje Damian Kołata, Partner, Head of Industrial & Logistics Agency Poland, Head of E-Commerce CEE, Cushman & Wakefield.

Ponad 7 mln mkw. powierzchni magazynowej dedykowane pod e-handel

Biorąc pod uwagę wolumen powierzchni magazynowej w Polsce, wzrost tej przeznaczonej na potrzeby e-commerce na przestrzeni ostatnich trzech lat osiągnął aż 84% – w 2019 roku wskaźnik ten wyniósł 3,9 mln mkw., a obecnie jest to 7,35 mln mkw. Z kolei udział powierzchni przeznaczonej do obsługi e-commerce w całkowitym ujęciu powierzchni magazynowej w Polsce wyniósł o 6,2 pp. więcej; odnotowano wzrost z 24,5% w 2019 roku do 30,07% obecnie.

Największe nasycenie magazynów, których działalność ukierunkowana jest na e-commerce, zauważalne jest w województwie dolnośląskim, łódzkim oraz śląskim. Powierzchnie magazynowe poświęcone obsłudze rynku e-commerce wynoszą tu odpowiednio: 1 445 000 mkw., 1 046 000 mkw. i 1 032 000 mkw. Popularność tych regionów wynika z ich sąsiedztwa z rynkami zagranicznymi. Takie inwestycje znajdują się m.in. wzdłuż trasy S3 w zachodniej Polsce (np. Legnica, Głogów, Zgorzelec, Słubice, Rokitno, Świebodzin, Zielona Góra, Gorzów Wielkopolski).

Województwo dolnośląskie, wielkopolskie i śląskie z najwyższym wzrostem powierzchni dedykowanej pod obsługę branży e-commerce

W ujęciu regionalnym zachodnie regiony Polski zanotowały najwyższy wzrost powierzchni magazynowej przeznaczonej do obsługi e-commerce w stosunku do 2021 r. W kontekście udziału powierzchni magazynowej wykorzystywanej do obsługi rynku e-commerce w relacji do całkowitej powierzchni tego typu, wyróżnia się województwo dolnośląskie (729 tys. mkw. podaży), w którym odnotowano 102%-owy wzrost tego typu powierzchni. Województwa wielkopolskie (579 tys. mkw.) i śląskie (411 tys. mkw.) zanotowały odpowiednio 142% i 66%-owy wzrost.

Euro nie otrzymało wsparcia od Lagarde

Plotki okazały się faktem. Europejski Bank Centralny podniósł stopy procentowe o 50 punktów bazowych, choć na czerwcowym posiedzeniu zapowiadano ruch o 25 pb. Euro zyskało chwilę po decyzji. W trakcie konferencji prasowej niestety ruch aprecjacyjny został zredukowany a próba wyjścia EUR/USD ponad 1,0265 okazała się nieudana.

Ruch o 50 punktów bazowych nie był w pełni wyceniony. Widać to było chwilę po 14:15, kiedy rynek obiegła informacja o decyzji EBC. Kupujący podeszli jednak do sprawy zachowawczo i czekali na słowa Christine Lagarde. Tu widzieliśmy rozczarowanie i w konsekwencji osłabienie wspólnej waluty.

Wczorajsze wyjście EBC z ujemnych stóp procentowych było bez wątpienia wydarzeniem historycznym. Rada Prezesów przechodzi jednak do podejścia polegającego na podejmowaniu decyzji z posiedzenia na posiedzenie. Pamiętamy, że w czerwcu komunikowano mały krok w lipcu (25 pb) oraz większy we wrześniu. W tym momencie EBC wycofał się z klarownych deklaracji o mocniejszej podwyżce na początku jesieni, uzależniając ją od napływających danych dotyczących inflacji. Można przypuszczać, że EBC po prostu zamienił kolejnością decyzje o wzroście stóp procentowych. Co najważniejsze ostateczny pułap, do którego może zaprowadzić cykl podwyżek, w żaden sposób się nie zmienił. Dlatego też euro nie było w stanie zyskać względem dolara podczas wczorajszego handlu.

Mocniejsza wczorajsza zmiana parametrów polityki monetarnej była z pewnością możliwa dzięki wprowadzeniu nowego narzędzia o nazwie TPI (Transmission Protection Instrument) – który ma na celu ograniczanie rozszerzania się spread’ów między obligacjami państw strefy euro. Radę skłoniły do tego ostatnie duże rozbieżności w rentownościach między papierami włoskimi a niemieckimi. TPI to nic innego jak skup obligacji. Jednak, żeby dany kraj otrzymał takie wsparcie musi spełnić kilka warunków, m.in. prowadzić zrównoważoną politykę makroekonomiczną oraz fiskalną (zgodną z ramami fiskalnymi UE).

Euro nie osłabiło się bardziej tylko dlatego, że kryzys energetyczny został przesunięty jedynie w czasie. Gaz do Europy znów płynie i na moment to ryzyko zostało zażegnane. Ale niepewność pozostaje. UE wezwała wczoraj do znacznego ograniczenia zużycia gazu o 15 proc. w ciągu najbliższych ośmiu miesięcy i zagroziła obowiązkowym racjonowaniem. Prezydent Rosji zapowiedział dalsze ograniczenie dostaw na przyszły tydzień. Nie można również wykluczyć całkowitego odcięcia.

Notowania pary EUR/USD są aktualnie „zamknięte” w wąskiej konsolidacji pomiędzy poziomami 1,0270 a 1,0153.

Łukasz Zembik DM TMS Brokers

Managed Services: czym jest ta usługa i dlaczego się opłaca?

W ostatnich latach zainteresowanie Managed Services rośnie. Coraz więcej firm dostrzega, że współpraca z partnerem, który w pełni przejmuje określony proces, po prostu się opłaca. Czy Twoja firma również powinna skorzystać z Managed Services? W jakich obszarach można liczyć na wsparcie? I wreszcie, co można zyskać, decydując się na Managed Services?

Na czym dokładnie polega Managed Services?

Managed Services (usługi zarządzane) to rozwiązanie polegające na przekazaniu realizacji określonego procesu zewnętrznemu dostawcy. Najczęściej Managed Services dotyczą usług IT, co jest spowodowane szybkim tempem rozwoju nowych technologii – wewnętrzne działy IT nie nadążają za zmianami, pojawiają się też braki kadrowe. Jednocześnie równie często firmy szukają podmiotów specjalizujących się w marketingu, HR czy finansach (np. zapobieganiu i wykrywaniu nadużyć finansowych).

Mimo że Managed Services mogą kojarzyć się outsourcingiem, to jednak ta usługa jest bardziej wyspecjalizowana i kompleksowa. W tym przypadku na zewnątrz organizacji nie zleca się jedynie wycinka zadań z danego obszaru – dostawca przejmuje cały proces. W ramach Managed IT Services klient może liczyć choćby na opiekę nad systemami operacyjnymi czy bazami danych. Więcej na ten temat dowiesz się ze strony: prodataconsult.pl/uslugi/managed-services/.

Jakie problemy rozwiązuje?

Atrakcyjność modelu Managed Services można postrzegać przez pryzmat zarówno jakości, jak i finansów. Firma, która zdecyduje się powierzyć zewnętrznemu dostawcy proces z zakresu IT, rozwiązuje następujące problemy:

  • brak specjalistów w dziale IT – dostawca Managed Services zatrudnia specjalistów i ma dostęp do know-how, dzięki czemu jest w stanie usunąć zgłoszone awarie czy wesprzeć w wyborze technologii i budowie dedykowanych rozwiązań,
  • zbyt wysokie koszty utrzymania działu IT – współpraca z zewnętrznym dostawcą eliminuje niepewność kosztów; klient otrzymuje fakturę i dokładnie wie, za co płaci, dzięki czemu łatwiej mu zaplanować budżet,
  • rozproszenie uwagi, niemożność skupienia się na priorytetach – wybór Managed IT Services pozwala skoncentrować się na podstawowym zakresie działalności firmy, bez potrzeby ciągłego angażowania się w funkcjonowanie działu IT.

Managed IT Services: jak przebiega wdrożenie?

Zauważasz, że Twojej firmie coraz trudniej utrzymać dział IT? Brakuje specjalistów, koszty rosną oraz pojawiają się awarie i błędy, które powodują przestoje? Rozwiązaniem kłopotów mogą być właśnie Managed IT Services.

Ich wdrożenie wymaga określenia aktualnych potrzeb i budżetu, w jakim powinien zmieścić się wybrany dostawca. Dopiero następnym krokiem jest jego poszukiwanie. Wybierając dostawcę, szczególną uwagę trzeba zwrócić na jego doświadczenie, staż na rynku czy rekomendacje otrzymane od klientów.

Decyzja o wyborze dostawcy usług IT wymaga też sprawdzenia, czy zapewnia on elastyczny model współpracy. Najlepiej, aby firma nie wymagała terminowej umowy. To spowoduje, że w razie konieczności możliwe będzie np. przejście z kompleksowej obsługi do współpracy w modelu time and material.Pragmatic Coders - Managed services dla NSM

Polacy kupują wycieczki, jakby jutra miało nie być

Sezon turystyczny na Pomorzu Zachodnim rozpędza się. Nie ma mowy o 100% obłożeniu, ale zainteresowanie turystów jest większe niż przedsiębiorcy spodziewali się w maju i w czerwcu. Jak wygląda sytuacja biur podróży? Zrzeszone w Izbie organizacje zapewniają, że sezon jest bardzo dobry, mimo wzrostu cen i relatywnie sporej niepewności związanej np. z lotami samolotów. – Turystyka odrodziła się po pandemii COVID-19, ale potem całą branże przydusiła wojna w Ukrainie oraz inflacja. Z relacji naszych przedsiębiorców wynika, że jesteśmy tak spragnieniu odpoczynku, że często wydajemy na niego ostatnie pieniądze. To jest trochę znak czasów, że obecna sytuacja gospodarcza sprawia, że decydujemy się na wyjazd teraz, nawet jeżeli jest to delikatnie w sprzeczności z racjonalnym planowaniem naszego domowego budżetu – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Szturm na biura podróży mimo wojny w Ukrainie i inflacji

Relacje przedsiębiorców zrzeszonych w Północnej Izbie Gospodarczych zajmujących się obsługą turystyczną są pozytywne. To jest dobry sezon, a zainteresowanie Polaków wyjazdami za granicę jest wyższe niż się spodziewano. Przedsiębiorcy przyznają jednak, że zarówno inflacja jak i wojna w Ukrainie są generatorami niepewności. Nie ma jednak takich sytuacji, by Polacy masowo rezygnowali z urlopów.

– Jest wiele osób, które nie jeździły nigdzie przez dwa lata z powodu pandemii i w tym roku jadą, nawet jeżeli te ceny są wyższe. Niektórzy mówią: jak nie teraz to kiedy? – mówi Agnieszka Strojny z biura podróży Aga Holiday. – W tym roku trochę kupujemy „jakby jutra miało nie być”. Klienci mówią, że nie wiedzą czy w przyszłym roku będzie ich stać, więc jadą na wczasy i chcą po prostu odpocząć od problemów. Poza tym urlop zagranicą i tak jest pewnie tańszy niż urlop w polskich kurortach – dodaje ekspertka. – Turcja, Grecja, Hiszpania, Egipt. Klienci interesują się egzotyką, bo coraz częściej daleka podróż jest tańsza albo podobna cenowo niż kraje europejskie – mówi Agnieszka Strojny.

Katarzyna Derlecka z biura podróży Britas przyznaje, że od maja ilość klientów w biurach podróży przybywa, choć pierwszy kwartał roku 2022 z powodu wojny w Ukrainie był bardzo ciężki. – Mimo wzrostu cen biletów i benzyny, to klienci są spragnieni wczasów. Mamy wysokie obłożenie w krajach europejskich, ale także połączenie Szczecin-Turcja jest prawdziwym przebojem. – Nie odrodziła się jeszcze turystyka biznesowa. Spotkania online sprawiły, że połączenia krajowe w tygodniu cieszą się mniejszym zainteresowaniem niż przed pandemią – dodaje Katarzyna Derlecka. Eksperci przyznają, że oferty turystyczne krajowe również cieszą się zainteresowaniem, ale tutaj w dużej mierze wypoczywający decydują się na samodzielne poszukiwanie zarówno hoteli jak i atrakcji turystycznych.

Polacy jadą zagranicę, ale czy turyści z zagranicy przyjeżdżają do Polski?

– Silna turystyka to ważny sektor naszej gospodarki. Jako Północna Izba Gospodarcza aktywnie działamy na rzecz naszych hoteli, obiektów gastronomicznych oraz szeroko rozumianego sektora wypoczynkowego. Widzimy, że zainteresowanie Polską turystów z zagranicy jest duże, ale to wciąż nie jest sytuacja idealna. Budowa bazy hotelowej, która będzie atrakcyjna dla osób spoza Polski trwało wiele lat. Hotele i organizatorzy wycieczek bardzo liczą, że turystów będzie przybywać. Niestety wojna w Ukrainie sprawiła, że ten ruch w pierwszym półroczu był mniejszy niż przed pandemią, ale i tak delikatnie wyższy niż w roku 2021 – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Informacje, jakie otrzymujemy od hoteli są raczej pozytywne. Nie ma obłożenia na poziomie 100%, ale statystyki z czerwca i lipca są lepsze niż się spodziewano – dodaje Hanna Mojsiuk.

Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie jest organizatorem kampanii informacyjnej „Polska jest bezpieczna na wakacje” w której informujemy o atrakcjach zachodniopomorskiego pasa nadmorskiego i dementujemy informacje o tym, że wojna w Ukrainie sprawiła, że wypoczynek tutaj jest naznaczony jakimkolwiek dyskomfortem czy zagrożeniem.

Rośnie rynek kamperów i elektryków

Chociaż czasowo rynek kamperów wykazuje wyniki słabsze niż w roku ubiegłym to pamiętajmy, że wciąż znajdujemy się poza sezonem. Można przypuszczać, że w kolejnych miesiącach zainteresowanie kamperami będzie rosło. Szczególnie zainteresowanie firm, które te kampery użyczają – zakup kampera na własne potrzeby często jest decyzją mało opłacalną, bo są to pojazdy drogie. Niemniej jednak w ostatnich latach widać, szczególnie w okresie pandemii, że zainteresowanie podróżami indywidualnymi z wykorzystaniem pojazdu z zabudową umożliwiającą nie tylko przemieszczanie się, ale przede wszystkim swobodne mieszkanie w tym pojeździe, rosło – a w przyszłości będzie jeszcze większe. To jest jeden ze środków transportu – nasz dom na kółkach, który będziemy wykorzystywali w okresie urlopowym.

– Nie jest to oczywiście jedna jedyna możliwość. Każdy, kto posiada samochód, może swobodnie się przemieszczać. Koszty przemieszczania co prawda znacząco wzrosły ze względu na ceny paliw, niemniej jednak ta swoboda wciąż pozostaje – powiedział serwisowi eNewsroom Wojciech Drzewiecki, prezes Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego SAMAR. – Samochody elektryczne w Polsce są wciąż niszą, chociaż rynek samochodów elektrycznych w porównaniu do rynku samochodów z napędem klasycznym rośnie. Te wzrosty są wysokie – bo przekraczają poziomy 30% – niemniej jednak to wciąż 1% całego rynku. Niestety, wielu osób nie stać na zakup samochodu elektrycznego, bo wciąż są zdecydowanie droższe od aut z napędem klasycznym. Dodatkowo, surowce częściowo potrzebne do produkcji elektryków pochodziły z ryku rosyjskiego – a więc ich dostępność dzisiaj jest ograniczona, a ceny wzrosły o wiele bardziej niż innych surowców. Do tego auta elektryczne są ściśle związane z infrastrukturą ładowania i tu wielu potencjalnych kandydatów na kierowców czy właścicieli samochodów elektrycznych zadaje sobie pytanie, czy to już jest ten moment do zakupu elektryka. Może się okazać, że nie ma go gdzie ładować. Choć to niepotrzebne obawy – ja jeżdżę elektrykiem, łatwo go ładować, można jeździć, a jak się ma dom i fotowoltaikę, to koszty bieżące eksploatacji auta są bardzo rozsądne – zachęca Drzewiecki.

EBC podniósł stopy po raz pierwszy od 11 lat

Rada Prezesów Europejskiego Banku Centralnego zdecydowała o podwyżce stóp o 50 pb z -0,5 pp. do zera. Podwyżka jest większa niż wynikało z zapowiedzi EBC przed miesiąca – wtedy anonsowano podniesienie stóp o 0,25 pb. Skala podwyżki jest jednak wynikiem coraz mocniejszej inflacji w strefie euro oraz rosnącej presji na osłabienie euro. Zgodnie z zapowiedziami, od początku lipca EBC zakończył powiększanie swojego programu skupu aktywów.

Podwyżka ma pomóc w walce z inflacją która w czerwcu w strefie euro wyniosła 8,6 proc. (dla porównania w Polsce było to 15,5 proc.). Między poszczególnymi krajami w strefie występują jednak znaczące różnice. Najwyższą inflację notują Estonia – 22 proc., Litwa – 20,5 proc., Łotwa – 19,2 proc. oraz Słowacja – 12,6 proc. Najniższa zaś jest na Malcie – 6,1 proc., we Francji – 6,5 proc. oraz w Finlandii – 8,1 proc.. Inflacja w Niemczech, największej gospodarce w strefie euro wynosi 8,2 proc.

EBC bardzo późno rozpoczyna swój cykl podwyżek stóp. Amerykański FED rozpoczął taki cykl w marcu br., a RPP – w październiku 2021. Opóźnienie jest związane ze znacznym strukturalnym zróżnicowaniem gospodarki strefy euro, co przekłada się na różnice w inflacji i wzroście gospodarczym. Walka z wysoką inflacją w części krajów mogłaby bowiem doprowadzić do silnej recesji w innych krajach. Stąd bardzo ostrożna polityka EBC.

Jednak rynek wywierał ostatnio na EBC coraz mocniejszą presję, głównie poprzez znaczne osłabienie euro. 12 lipca przez chwilę za jedno euro płacono mniej niż za jednego dolara, co było sytuacja nienotowaną od prawie 20 lat. Przed decyzję o podwyżce euro nieznacznie się jednak umocniło i obecnie 1 euro kosztuje 1,02 dolara. Podwyżka stóp może pomóc w ustabilizowaniu kursu euro.

Podwyżka stóp będzie tez oznaczać wyższe kosztu obsługi długu przez kraje strefy euro. EBC zdecydowało się wdrożyć program, który ma zapobiegać fragmentacji, czyli znacznemu zróżnicowaniu oprocentowania obligacji między krajami. To pomoże obniżyć koszty obsługi długu przez kraje postrzegane jako bardziej narażone na ryzyko recesji i jej skutków. W strefie euro, najmniej za swoje obligacje płacą obecnie Niemcy – 1,29 proc., a najwięcej, pogrążeni w kolejnym kryzysie politycznym, Włosi – 3,69 proc.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Administrator rapidu.net i darkw.pl zapłaci CANAL+ za naruszenia praw autorskich

W ramach monitoringu sieci Internet, prowadzonego przez Sekcję dw. z Piractwem CANAL+ Polska S.A., wykryto, że w serwisach internetowych funkcjonujących pod adresami rapidu.net, darkw.pl oraz freshfile.pl, zarządzanych przez tego samego Administratora, użytkownicy tych serwisów udostępniają i tym samym rozpowszechniają, w formie plików możliwych do pobrania przez innych użytkowników, znaczne ilości utworów, w tym m.in. filmy i seriale do których prawa posiada Spółka.

Sekcja dw. z Piractwem CANAL+ Polska od dawna obserwowała serwisy rapidu.net, darkw.pl oraz freshfile.pl podejmując szeroko zakrojone działania zmierzające do zaprzestania naruszeń w nich dokonywanych. Od stycznia 2019 roku lutego 2022 roku pracownicy Sekcji dw. z Piractwem CANAL+ Polska wykryli w samym tylko serwisie rapidu.net ponad 240 tys. plików z filmami, serialami oraz innymi materiałami audiowizualnymi, do których Spółka posiada prawa. O ogromnej skali nielegalnego rozpowszechniania bez zgody podmiotów uprawnionych, świadczą również dane z raportu przejrzystości firmy Google zawierające informacje o żądaniach usunięcia linków/adresów URL z wyników wyszukiwania, mogących naruszać prawa autorskie. W przypadku domeny rapidu.net Google na wniosek ponad 600 podmiotów z całego świata, w tym CANAL+ Polska, HBO, Fox, Disney, Netflix, CD Projekt, TVN i wielu innych, usunął ponad 12,6 miliona adresów URL, co plasuje ten serwis na 20 miejscu w globalnym rankingu.

Serwisy zostały wyłączone przez administratora w wyniku działań wielu podmiotów oraz organów ścigania.

Administrator rapidu.net oraz innych powiązanych ze stroną serwisów (darkw.pl i freshfile.pl) zawarł z CANAL+ porozumienie i przekazał CANAL+ Polska domeny rapidu.net oraz darkw.pl oraz zapłaci za naruszenie praw autorskich.

W wyniku podjętych rozmów dotyczących działalności serwisów rapidu.net, darkw.pl oraz freshfile.pl, CANAL+ Polska oraz Administrator zawarli porozumienie i polubownie, w sposób satysfakcjonujący obie strony, zakończyli spór.

Serwisy zostały wyłączone przez administratora w wyniki działań wielu podmiotów oraz organów ścigania.

W ramach zawartego porozumienia Administrator rapidu.net, darkw.pl oraz freshfile.pl uznał roszczenia CANAL+ Polska dotyczące naprawienia wyrządzonej szkody poprzez zapłatę ustalonej kwoty, podjął działania zapobiegające podobnym naruszeniom w przyszłości, czego domagała się Spółka, zdecydował nie kontynuować ich funkcjonowania, zobowiązał się, że w przyszłości nie będzie prowadził tego typu serwisów a także przekazał CANAL+ Polska domeny rapidu.net oraz darkw.pl.

Przekazane domeny wykorzystywane są obecnie do budowania świadomości wśród dotychczasowych użytkowników rapidu.net oraz darkw.pl, informując ich o legalnej ofercie serwisu CANAL+ online. To pierwsza tego typu inicjatywa w Polsce, która z jednej strony pokazuje skuteczność CANAL+ Polska w działaniach antypirackich i poważne podejście do ochrony własności intelektualnej a z drugiej demonstruje innowacyjny sposób edukowania i promowania legalnej oferty wśród użytkowników, którzy dotychczas korzystali z treści nielegalnie rozpowszechnianych.

Rekordowe dane GUS, czyli „łabędzi śpiew” prosperity budownictwa mieszkaniowego

Najnowsza informacja GUS, komunikująca wstępne wyniki budownictwa mieszkaniowego w czerwcu oraz w pierwszym półroczu bieżącego roku, wciąż nie koresponduje z postępującym załamaniem sprzedaży lokali deweloperskich, którego rynek pierwotny doświadcza już od trzech kwartałów. Niestety, są to zapewne ostatnie symptomy inwestycyjnego eldorado budowniczych mieszkań.

Narastająca od końca ubiegłego roku nierównowaga popytowo-podażowa na pierwotnym rynku mieszkaniowym, znalazła ostatnio potwierdzenie w statystykach sprzedaży deweloperów giełdowych. Jak przeanalizowali eksperci portalu RynekPierwotny.pl, kontraktacja branżowych tuzów tąpnęła rok do roku o ponad 40 proc. i aż 16 proc. w relacji kwartał do kwartału. To najlepiej obrazuje stan koniunktury rynkowej, który sugerowałby przynajmniej stopniowe ograniczanie produkcji nowych lokali przez deweloperów, choćby w trosce o utrzymanie rynkowej stabilności bez ryzyka pompowania nawisu podażowego. Tymczasem dwie główne GUS-owskie statystyki inwestycyjne wciąż mierzą się z rekordowymi poziomami, a relatywne osłabienie widać jedynie w przypadku mieszkań oddawanych do użytkowania.Dane GUS - 2018 - 2022

Tym razem na plan pierwszy wysuwają się GUS-owskie dane dotyczące nowych pozwoleń na budowę lub zgłoszeń z projektem budowlanym, komunikujące wciąż brak słabnięcia rynkowej euforii inwestycyjnej. W sumie w czerwcu w ramach wszystkich form budownictwa wydano 34810 przedmiotowych decyzji administracyjnych, co jest najwyższym wynikiem w historii. Główna w tym zasługa deweloperów, którzy rezultatem blisko 26 tys. pozwoleń pobili swój rekord z grudnia 2020 roku. Tym samym wynik ogółem pierwszego półrocza zrównał się prawie z wynikiem analogicznego okresu ub. roku, a deweloperzy poprawili go o ponad 7 proc.

Jak wiadomo nowe pozwolenia na budowę są podstawowym parametrem oceny potencjału popytowego rynku w przyszłych okresach przez deweloperów oraz wiarygodnym wskaźnikiem ich optymizmu inwestycyjnego. Jednak w dzisiejszych warunkach rynkowych tego typu relacja traci na aktualności, pozostawiając pole do popisu efektowi znacznej różnicy w czasie od złożenia wniosku o pozwolenie do momentu jego uzyskania.

Jak wskazują eksperci portalu RynekPierwotny.pl nie mniej ciekawie ma się sytuacja z nowymi inwestycjami. W czerwcu było ich ogółem 24 tys., o kilka procent mniej rdr. Tymczasem sami deweloperzy osiągnęli w minionym miesiącu wynik blisko 16 tys. rozpoczętych mieszkań, czyli jeden z kilku najlepszych w rynkowej historii, korespondujący z ich rekordowym rezultatem z marca 2021.

W tym miejscu mamy oczywiście do czynienia z efektem ucieczki przed regulacjami noweli ustawy deweloperskiej, która wchodząc w życie z początkiem lipca dość poważnie skomplikowała działalność gospodarczą branży budowniczych mieszkań. Mimo wszystko zarówno ogółem, jak i u samych deweloperów mamy słabsze pod tym względem półrocze rdr o blisko jedną piątą.

W związku z tym kwestią pozostaje jedynie skala osłabienia aktywności inwestycyjnej deweloperów w drugim półroczu. Oni sami oceniają tegoroczny spadek nowych inwestycji na mniej więcej 40 proc. względem roku poprzedniego, co należy uznać za bardzo prawdopodobną prognozę. Nie lepiej będzie z inwestorami budującymi na własne potrzeby. W tym przypadku czerwiec okazał się bardzo słaby, zapowiadając dalsze spadki wolumenów budów domów jednorodzinnych w kolejnych miesiącach. Przyczyną są przede wszystkim rosnące koszty budowy połączone z załamaniem zdolności kredytowej Polaków.

Z kolei statystyki lokali oddawanych do użytkowania, najmniej istotne dla oceny bieżącej koniunktury, wciąż trzymają się na przeciętnych, jednak w obecnej sytuacji zadowalających poziomach, bliższych dolnemu zakresowi wahań. W tym przypadku zdecydowanego regresu nie należy oczekiwać w najbliższej przyszłości, co jest oczywistym efektem charakteru tej kategorii danych, odzwierciedlających stan koniunktury rynkowej sprzed około 2 lat.

W sumie bardzo dobre czerwcowe wyniki inwestycyjne rynku mieszkaniowego tym razem nie zapowiadają kontynuacji boomu budowlanego, a wręcz są przysłowiowym „łabędzim śpiewem” prosperity budownictwa mieszkaniowego, co jest dość osobliwym znakiem obecnych czasów.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

W transporcie brakuje nawet 150 tysięcy kierowców

– Jesteśmy w stanie wyszkolić i znaleźć pracę każdej liczbie kierowców – mówi Aleksander Igielski, dyrektor zarządzający w Grupie Igielski w Szczecinie. Eksperci Północnej Izby Gospodarczej przyznają wprost, że tak dramatycznej sytuacji w sektorze transportowym jeszcze nie było. Według różnych szacunków na rynku pracy brakuje obecnie przynajmniej 150 tysięcy osób gotowych do pracy w charakterze kierowcy zawodowego. – Brakuje kierowców na trasach krajowych, międzynarodowych, w komunikacji miejskiej, właściwie do każdy, kto ma uprawnienia i chęci do pracy to znajdzie w tym zawodzie zatrudnienie bez większego problemu – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

„Obawiamy się, że zaraz nie będzie komu wozić węgla i produktów spożywczych do dyskontów”

Nie ma jasnej ewidencji na której można się opierać oceniając braki kadrowe w sektorze transportowym. Eksperci jednak nie mają wątpliwości, że przepaść powiększa się właściwie z tygodnia na tydzień. Nie przybywa nowych kierowców, a Ci, którzy pracują coraz częściej rezygnują z długich tras międzynarodowych na rzecz krajowych. Potężnym problemem jest także odpływ kierowców z Ukrainy, który jest coraz silniej odczuwalny w całym sektorze TSL.

– Bijemy na alarm, bo sytuacja jest gorzej niż krytyczna. Nie ma w tym momencie w Polsce firmy logistycznej, która nie chce zatrudnić kierowców – mówi Hanna Mojsiuk. – Najbardziej brakuje kierowców w spedycji międzynarodowej, ale widać również poważne braki w strukturach samorządowych i spółkach zajmujących się np. komunikacją miejską. Największym problemem jest, że zawód kierowcy zawodowego nie jest atrakcyjny dla młodych ludzi. Nabory są bardzo słabe, zupełnie nieadekwatne do wielkich potrzeb rynku pracy. To jest moment w którym warto zaapelować do młodych ludzi i ich rodziców: to jest naprawdę dobry, perspektywiczny i świetnie płatny zawód. Warto go rozważyć – dodaje Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej.

– Obawiamy się, że zaraz nie będzie komu wozić węgla i produktów spożywczych do dyskontów. Nie mówiąc już o autobusach i komunikacji miejskiej. Braki kierowców są naprawdę dotkliwe i trzeba z tym coś szybko zrobić  – mówi Hanna Mojsiuk.

„Polska jest logistyczną i transportową potęgą, ale brak kierowców może nas strącić z pozycji lidera”

Eksperci sektora TSL nie mają wątpliwości, że sytuacja jest bardzo poważna i wymaga rozwiązań systemowych. Inaczej niedługo wszyscy Polacy odczują brak kierowców przez np. brak towarów dowiezionych do sklepów czy zastój w sektorze e-commerce.

– Polska stała się hubem wojennej Ukrainy. To wielka szansa dla logistyki, by obsługiwać nowe towary. Boimy się jednak, że nie będziemy mieli możliwości kadrowych, by być w stanie sprostać wszystkim oczekiwaniom – mówi Laura Hołowacz, Prezes Grupy CSL.  – Polska jest logistyczną i transportową potęgą, firmy dają sobie radę jak tylko mogą, ale braki kadrowe są coraz bardziej odczuwalnym problemem. Brak kierowców może nas strącić z pozycji międzynarodowego lidera – dodaje Prezes Laura Hołowacz.

– Sytuacja w ciągu roku się nie zmieniła. Kumuluje się coraz więcej zjawisk gospodarczych jak np. pandemia, wojna w Ukrainie, braki produktów spożywczych.  Kierowców bardzo brakuje, firmy coraz bardziej poważnie rozglądają za pracownikami z takich krajów jak np. Filipiny. Nie możemy także zapominać o tym, że demografii nie da się oszukać. Kierowcy pracujący zawodowo po prostu się starzeją i widzimy tutaj również coraz więcej osób odchodzących na emeryturę  – mówi Jerzy Gębski z firmy Enterprise Logistics.

Zawód kierowcy może być atrakcyjny dla osób planujących zmianę zawodu. To również szansa dla osób z Ukrainy, które dotarły do Polski przez wojnę: –  Zawód kierowcy jest potrzebny wszędzie. Każdy pracodawca, każdy przedsiębiorca potrzebuje kierowców do obsługi przedsiębiorstwa. Wśród naszych klientów nie brakuje debiutantów, są tacy, którzy chcą dopiero zacząć pracę. Pojawia się także duża rzesza osób, które chcą poszerzać swoje kwalifikacje: jeździł ciężarówką, a teraz chce jeździć z przyczepą. Jeździł małym autobusem, a teraz będzie jeździć takim większym i wyższym. Pandemia ogołociła przedsiębiorstwa z kierowców i obecnie pilnie pracujemy nad tym, by tę kadrową lukę załatać – mówi Aleksander Igielski, zarządzający Grupą Igielski.

„Kierowcy z komunikacji miejskiej są podkupywani przez firmy komercyjne”

Poszukiwania kierowców na rynku pracy nie należą do łatwych. Problemem jest ich brak, a nie małe stawki, które oferowane są przez pracodawców.

– Przedsiębiorcy będąc świadomi jak trudno o dobrego kierowcę zawodowego, są w stanie zaoferować osobie gotowej do pracy stawki zarobkowe na poziomie nawet 50% wyższym niż przed pandemią COVID-19. Kierowcy to zręcznie wykorzystują i rzeczywiście rotacja między firmami jest bardzo duża. Najtrudniejsza sytuacja jest w sektorze samorządowym, gdzie kierowcy komunikacji miejskiej są podkupywani przez firmy zajmujące się przewozem komercyjnym. Trochę bardziej skomplikowana jest sytuacja na rynku międzynarodowym. Widzimy wyraźny odwrót od jazdy na długich trasach. Wielu kierowców zraziło się do takiej pracy w czasie pandemii – przyznaje Dorota Siedziniewska – Brzeźniak, ekspert rynku pracy Idea HR Group.

– Rekrutacja w sektorze TSL jest na pewno wielkim wyzwaniem i dowodem na to, że logistyka, transport i spedycja stają się naszymi narodowymi specjalizacjami. Im większy rozwój sektora e-commerce, tym więcej pracowników potrzeba. Nie będzie jednak tego rozwoju bez odpowiednich kadr, a kierowcy są fundamentem tej branży – dodaje ekspertka.

Brak wykwalifikowanej kadry i starzejące się systemy główną barierą cyfryzacji

Według opublikowanego przez Veeam raportu Data Protection Trends Report 2022, największym wyzwaniem dla firm związanym z cyfryzacją są braki wykwalifikowanej kadry IT i starzejące się systemy. Aż 1/3 przedsiębiorstw w razie awarii i braku dostępu do zasobów planuje przywracać działanie serwerów w trybie ręcznym. Wiąże się to z dużym ryzykiem, że dane nie zostaną odzyskane tak szybko, jak to konieczne dla zapewnienia ciągłości biznesu. Firmy najczęściej wskazują utratę wiarygodności oraz zaufania klientów i pracowników jako konsekwencję przestoju w działalności.

Postępy w cyfryzacji firm wciąż utrudnione

W ciągu ostatnich dwóch lat aż 73% dużych firm przyspieszyło proces cyfryzacji. W 2021 roku największym wskazywanym wyzwaniem było utrzymanie działalności operacyjnej w czasie pandemii (53%). W najnowszej edycji raportu Veeam przedsiębiorstwa zwracały uwagę przede wszystkim na takie czynniki utrudniające cyfryzację, jak brak wykwalifikowanej kadry IT (54%) oraz uzależnienie od starszych systemów (53%). Wśród przeszkód wymieniane były także brak poparcia wśród kadry managerów (43%), brak czasu (39%) oraz środków finansowych (35%). Jedynie 8% firm nie odczuwa żadnych problemów związanych z cyfryzacją.

Platformy, na których firmy przetwarzają dane, stale się zmieniają, a wraz z nimi także rozwiązania konieczne do ochrony zasobów i wymagane umiejętności kadry IT. Może to powodować problemy ze znalezieniem specjalistów. Digitalizację spowalniają także przestarzałe systemy. Są one drogie w utrzymaniu i często wymagają ręcznej obsługi procesów, przez co firmy mają mniejszy budżet i ograniczoną siłę roboczą na nowe inicjatywy.

Ręczne przywracanie działalności dużym ryzykiem dla firm

Raport Veeam wskazuje, że przestój w działalności firmy, spowodowany utratą dostępu do danych i aplikacji w przypadku połowy przedsiębiorstw może skutkować utratą zaufania klientów oraz wiarygodności marki. Jako inne kluczowe konsekwencje 44% firm na świecie wskazuje problemy z obsługą długoterminowych i ważnych projektów, a 39% utratę zaufania pracowników. Co trzecie przedsiębiorstwo dostrzega też ryzyko spadku kursu akcji oraz negatywnych skutków prawnych.

W przypadku awarii, aby ponownie uruchomić procesy, aż 30% firm planuje przywracać do pracy serwery w trybie ręcznym. 45% przedsiębiorstw w przypadku przestoju użyje skryptów, a 25% skorzysta z orkiestrowania tych zadań. Ręczne przywracanie działalności to jednak duże ryzyko – jeśli nie uda się to wystarczająco szybko, może skutkować nawet upadłością biznesu. Nieodpowiednio utrzymywane skrypty mogą być podatne na błędy podczas odzyskiwania danych. Pewność, że wszystko zadziała prawidłowo w momencie kryzysu, daje jedynie orkiestracja. Dzięki niej możliwe jest także wcześniejsze testowanie procesu, aby w trakcie odzyskiwania zasobów nie wystąpił błąd.

Ważny nie tylko wzrost wydatków

Od dwóch lat dynamicznie postępuje modernizacja środowisk IT. Zmiany skłoniły wiele firm do refleksji, że ich systemy ochrony nie są unowocześniane równie szybko, nawet w sytuacji rosnącego uzależnienia biznesu od danych. Coraz więcej jest także zasobów, które trzeba chronić. W ciągu ostatniego roku liczba firm, które zaobserwowały luki w ochronie danych wzrosła o 14%. Aby nie pogłębiały się one, potrzebne są rozwiązania nadążające za rosnącą ilością danych i aplikacji. Nie wystarczy jednak samo zwiększanie wydatków na cyfryzację i zabezpieczenia. Rozwiązania nowoczesnej ochrony danych wykorzystują kopie zapasowe w chmurze i technologie odzyskiwania, które sprawiają, że zabezpieczanie zasobów w dużej skali staje się bardziej ekonomiczne. Oznacza to, że firmy mogą chronić więcej danych mniejszym kosztem. Można to osiągnąć dzięki prostym, elastycznym i niezawodnym rozwiązaniom ochrony danych, które zapewniają ciągłość biznesową.

Andrzej Niziołek, Dyrektor Regionalny na Europę Wschodnią w firmie Veeam

O raporcie:

Raport Data Protection Trends Report 2022 powstał na podstawie wyników badania zleconego przez Veeam niezależnej firmie Vanson Bourne. Wzięło w nim udział 3 tys. osób, które podejmują decyzje dotyczące infrastruktury IT w przedsiębiorstwach zatrudniających ponad 1000 pracowników, z 28 krajów. Tematyka badania dotyczyła m.in. trendów na rynku rozwiązań do ochrony danych oraz stopnia ich wdrożenia.

Rynek czeka na EBC

Już dzisiaj posiedzenie EBC, na którym pierwszy raz od ponad 6 lat ma dojść do zmiany stóp procentowych. Określenie wzrostu o 0,25%, bo takiego oczekują analitycy, jako „przełomowy” wydaje się dziwne, ale wszystko wygląda na to, że może to być ważne wydarzenie.

Rynek pracy w Polsce

Poznaliśmy wczoraj dane na temat zmiany wynagrodzeń i zatrudnienia. W zeszłym miesiącu wielu analityków zwracało uwagę, że wzrost wynagrodzeń przestał wyprzedzać inflację. Wtedy była to różnica ułamka procenta. Po tym, jak zobaczyliśmy spadek tempa wzrostu wynagrodzeń do 13% w ujęciu rocznym, różnica wynosi już 2,5%. Nie brzmi to zbyt dobrze. Warto jednak zwrócić uwagę, że do obywateli płynie strumień mniej lub bardziej dziwnych transferów pieniężnych. Ostatnio pojawiła się dotacja węglowa, której przecież na węgiel wydać nie trzeba, bo węgla nie ma. Gdyby doliczyć ją do średniej pensji, dałoby to miesięcznie jeszcze 3,8% wzrostu. Warto zwrócić uwagę, że wciąż rośnie zatrudnienie. 2,2% w skali roku nie jest szczególnie imponującym rezultatem, Musimy jednak pamiętać, że mamy relatywnie niskie bezrobocie, stąd sam wzrost powinien cieszyć. Jest to też dobry prognostyk dla wynagrodzeń. Gdy brakuje rąk do pracy, często rosną płace.

Produkcja przemysłowa zwalnia

Produkcja przemysłowa rośnie o 10,4% w ujęciu rocznym. Nie są to fatalne dane, ale o tym, iż nie są też najlepsze, dobrze świadczy fakt, że to najniższy wynik w tym roku. Ostatni raz niższy wzrost widzieliśmy w październiku 2021. Z drugiej strony to obecnie 4 wynik w Unii Europejskiej, co pozwala spojrzeć na ten parametr znacznie przychylniej. Analitycy spodziewali się, jednak wyniku 11,2%. Tłumaczy to wczorajsze delikatne osłabienie złotego po tych danych. Część winy można oczywiście przypisać do symbolicznie niższego wzrostu wynagrodzeń, aczkolwiek rynki zwyczajowo silniej reagują na produkcję przemysłową.

Japonia utrzymuje stopy procentowe

Bank Japonii utrzymał na niezmienionym poziomie stopy procentowe. Wynoszą one obecnie -0,1% i jeżeli tendencja się utrzyma, wkrótce mogą być ponownie najniższe na świecie. W sumie do tego ruchu brakuje obecnie dwóch decyzji. Mowa o Szwajcarii i Danii. Jeżeli dojdzie do podwyżek stóp procentowych w strefie euro, raczej obydwa te organizmy gospodarcze podążą za EBC i również podniosą stopy procentowe. Należy pamiętać, że o ile Szwajcaria ma jeszcze inflację pod względną kontrolą na poziomie 3,4%, ale już podnosi stopy procentowe, to wzrost cen w Danii wynosi 8,2% i brak decyzji jest mocno zastanawiający.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych należy zwrócić uwagę na decyzję EBC o 14:15 i konferencję prasową po tej decyzji o 14:45.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

GUS o e-handlu w czerwcu

Wg najnowszych danych GUS w czerwcu 2022 r. w porównaniu z majem br. odnotowano spadek wartości sprzedaży detalicznej przez Internet w cenach bieżących (o 3,2%). Udział sprzedaży przez Internet w sprzedaży „ogółem” zmniejszył się z 8,9% w maju br. do 8,6% w czerwcu br.

Najnowsze dane komentuje poniżej ekspert Unity Group:

Sebastian Błaszkiewicz, Head of Sales Excellence, Unity Group

„Ostatnie miesiące to czas dużej zmienności, także w obszarze handlu. Z uwagi na galopującą inflację i ostrożniejsze zarządzanie domowymi budżetami ulega stagnacji lub spada sprzedaż większości dóbr (wyjątkiem są produkty pierwszej potrzeby). Przekłada się to na większą wrażliwość cenową klientów, którzy zwykle w poszukiwaniu przecen kierują się do internetu. Oczywiście negatywne konsekwencje wyraźnie malejącej, realnej siły nabywczej Polaków odbiją się na całym handlu detalicznym, ale to kanał online, jako że jest najszybszy i najbardziej wrażliwy na zmiany cen, odczuł to jako pierwszy. Dane GUS na koniec czerwca, według których sprzedaż detaliczna przez internet zmalała m/m o 3,2% a udział e-commerce w całej sprzedaży detalicznej obniżył się do 8,6%, potwierdzają tę tezę.

Są jednak widoczne na horyzoncie duże możliwości, jakie stoją przed cyfrowymi kanałami sprzedaży. Te pozytywne sygnały dla e-commerce będą odczuwalne zwłaszcza w najbliższych miesiącach: okres wakacyjny to czas zakupów letnich ubrań, sprzętu turystycznego i sportowego, a to tradycyjnie kategorie, w których rynek sprzedaży internetowej jest bardzo konkurencyjny, a to z kolei pozwoli konsumentom z powodzeniem szukać tych najtańszych ofert. W sierpniu zaczną się przygotowania do szkoły, czyli zakup podręczników, art. szkolnych i materiałów biurowych. Niedługo później wkraczamy w sezon jesienny – najlepszy pod względem obrotów w roku. W tym okresie możemy spodziewać się bardzo mocnej konkurencji cenowej podmiotów handlowych, która, biorąc pod uwagę rosnące zadłużenie sklepów online, dla wielu może być walką o przetrwanie i utrzymanie się na rynku.”

Jak pozyskać nowych klientów do swojego biznesu za pomocą telemarketingu?

Zainteresowanie potencjalnych klientów ofertą nie jest łatwe, gdy konkurencja stale rozwija swoje usługi lub wdraża nowe produkty. Z myślą o wysokiej skuteczności działań marketingowych proces ten warto zlecić firmie zewnętrznej, która specjalizuje się we wsparciu procesu sprzedaży. Co należy do zadań telemarketerów i jak pozyskać nowych klientów dzięki wielokanałowej obsłudze w call center?

Czym jest telemarketing?

Telemarketing to popularny zestaw narzędzi marketingowych o wysokiej skuteczności, który bazuje na wykorzystaniu systemów teleinformatycznych w kontaktach z klientami. Stanowi jedną z form marketingu bezpośredniego, którego celem jest utrzymanie relacji, przedstawienie oferty lub nakłonienie do zakupu, najczęściej poprzez kontakt telefoniczny.

Główną misją call center jest realizacja projektów sprzedażowych w imieniu klientów firmy. Nowoczesny telemarketing oferuje jednak o wiele większy zakres działań i często jest tożsamy z wielokanałową obsługą klientów przez zewnętrzną firmę.

Tego rodzaju kompleksowe usługi świadczy Polcall – contact center zajmujące się profesjonalnym outsourcingiem usług telemarketingowych. 

Jakie usługi wybrać przy pozyskiwaniu nowych klientów?

Telemarketing oferuje wiele możliwości dotarcia do nowego klienta i zainteresowania go ofertą firmy. Najpopularniejszym ze sposobów jest kontaktowanie się z potencjalnymi kontaktami, tzw. leadami i przedstawianie oferty dostosowanej według ich potrzeb. Call center w ramach wykonywanych usług może zająć się również telefonicznym umawianiem spotkań o charakterze handlowym – proces rozpoczyna się od pozyskania klienta i trwa aż do umówienia terminu oraz miejsca dalszych rozmów.

Na początku współpracy z call center warto rozważyć również telesprzedaż. Specjaliści zajmują się wykonywaniem połączeń telefonicznych do precyzyjnie określonej grupy odbiorców, zachęcając do skorzystania z oferty. Właściciele sklepów internetowych mogą natomiast wybrać opcję callback. W ramach tej usługi call center (https://www.polcall.pl/pl/uslugi.html) odpowiada za automatyczne nawiązanie połączenia z klientem, który poprosił o kontakt przez formularz kontaktowy lub okienko czatu umieszczone na stronie.

Skuteczność telemarketingu

Współcześnie dostępnych jest wiele metod pozyskiwania klientów, jednak telemarketing wciąż cieszy się niezmiennie wysoką efektywnością. Smartfony stały się nieodłącznym atrybutem każdego konsumenta, dlatego relatywnie łatwo pozyskać tą drogą uwagę potencjalnych klientów i namówić ich do zakupu. Zlecenie obsługi procesów przedsprzedażowych zewnętrznej firmie to również oszczędność kosztów. Powierzając prowadzenie projektów profesjonalistom, budżet nie ulegnie przepaleniu związanym z nieprecyzyjnym określeniem grupy docelowej. Ponadto każdy etap sprzedaży jest dostosowany do wymagań RODO i przeprowadzany zgodnie z przepisami.

Telemarketing a zadowolenie klientów

Usługi telemarketingowe w wykonaniu profesjonalistów cieszą się pozytywnym odbiorem wśród większości klientów. Specjaliści wiedzą, jak w nienachalny sposób przedstawić ofertę, która skłoni do zakupu i pozwoli zbudować pozytywny wizerunek firmy. Poziom satysfakcji z obsługi można zweryfikować poprzez przeprowadzenie badania CATI, które jest dostępne w ofercie większości firm profesjonalnie zajmujących się telemarketingiem.

Więcej o badaniach satysfakcji przeczytasz na stronie: https://www.polcall.pl/pl/uslugi/badanie-satysfakcji-badanie-cati.html

Jaki scenariusz czeka polską gospodarkę w obliczu obecnych wydarzeń?

Około 57% Polaków przewiduje wzrost cen paliw, a niemal 51% uważa, że sankcje nałożone na Rosję przełożą się na sytuację energetyczną w Polsce. Jaki scenariusz dla polskiej gospodarki w obliczu wojny na Ukrainie widzą Polacy? Tego dowiadujemy się z wyników ogólnopolskiego Raportu pt. Czego Polacy boją się najbardziej w obliczu konfliktu na Ukrainie. Zdaniem badanych, najlepszymi rozwiązaniami na zaistniałą sytuację byłoby przejście na alternatywne, zielone źródła energii oraz inwestycja w wydobycie polskich surowców energetycznych. Raport został przygotowany przez Procontent Communication.

Sytuacja kryzysowa w Europie Wschodniej ma wpływ na wiele krajów, a Polska jako kraj sąsiadujący z Ukrainą  w obliczu zaistniałych okoliczności podjęła decyzje m.in. o odcięciu się od dostaw rosyjskich surowców energetycznych. Konsekwencje powziętych działań mogą mieć odzwierciedlenie na wielu płaszczyznach, np. w zmianie dotychczasowego trybu życia Polaków poprzez zamianę transportu samochodowego na rowerowy w związku z rosnącymi cenami paliw.

Zagrożenia dla polskiej gospodarki

Na pytanie o sektory polskiej gospodarki najbardziej dotknięte wojną w Ukrainie, 57,4% badanych wskazuje transport ze względu na wzrost paliw, a ponad połowa (50,8%) przemysł energetyczny, argumentując to sankcjami. Z kolei 32,5% Polaków wskazuje sektor finansowy, a 30,5% zdrowie i opiekę zdrowotną jako sektory gospodarki, które zostaną najbardziej dotkniętymi w wyniku wojny. Branżę budowlaną wskazuje 23,9% ankietowanych, wymieniając brak podwykonawców jako potencjalne zagrożenie dla sektora. Branżę turystyczną typuje 16,6% ankietowanych pod kątem zamykania poszczególnych destynacji podróży. Z kolei 15,5% deklaruje, że opóźnienia w realizacji inwestycji mogą mieć wpływ na branżę deweloperską. Tylko 4,3% badanych sygnalizuje, że w ich ocenie wojna na Ukrainie będzie służyć polskiej gospodarce lub nie będzie dla niej stratna.Jakie sektory polskiej gospodarki będą najbardziej dotknięte wojną na Ukrainie

Alternatywne źródła energii naszym ratunkiem?

Polacy zapytani o najlepsze rozwiązania wobec aktualnej sytuacji społeczno-gospodarczej związanej z konsekwencjami odcięcia się od rosyjskich surowców energetycznych najczęściej (34,7% badanych) wskazywali przejście na alternatywne, zielone, źródła energii, np. wiatr, wodę, czy też fotowoltaikę. Jako alternatywne rozwiązania zostały również wskazywane inwestycje w wydobycie polskiego gazu lub korzystanie z własnych zasobów tam, gdzie to możliwe (23,8% badanych). Skutecznym rozwiązaniem dla 19% ankietowanych jest inwestycja w energię atomową, a dla 17,2% dywersyfikacja zakupów ropy i gazu. Jedynie 4% uważa, że zgoda na warunki stawiane przez Rosję – przez co rozumiana jest płatność za surowce w rublach – jest alternatywnym, lepszym rozwiązaniem.Jakie rozwiązanie byłoby najlepsze dla Polski

Podsumowanie raportu

Zdaniem większości Polaków branża transportowa (54,7%) oraz  energetyczna (50,8%) mogą spodziewać się najpoważniejszych konsekwencji spowodowanych wojną. Wśród alternatyw dla odciętych rosyjskich surowców energetycznych najwięcej, bo 34,7%, proponuje przejście na bardziej ekologiczne rozwiązania (np. wiatr, woda, czy też fotowoltaika). Celem raportu pt. „Czego Polacy boją się najbardziej, w obliczu konfliktu na Ukrainie” jest nie tylko ukazanie obaw ludzi, ale też nastroju społecznego wobec zachodzących zmian w kontekście konfliktu zbrojnego w Ukrainie.  Badanie powstało na reprezentatywnej próbie 832 dorosłych Polaków.

PKN ORLEN finalizuje fuzję z Grupą LOTOS

Akcjonariusze PKN ORLEN zdecydowaną większością 98,3% głosów wyrazili zgodę na połączenie z Grupą LOTOS. Dzień wcześniej korzystną decyzję w tej sprawie podjęło prawie 99% Akcjonariuszy Grupy LOTOS. To zamyka proces pozyskiwania zgód korporacyjnych i otwiera drogę do ostatniego kroku do finalizacji fuzji, czyli rejestracji połączenia w Krajowym Rejestrze Sądowym. Finalizacja procesu uwolni synergie, które przełożą się na konkretne i wymierne korzyści dla obu spółek, ich Akcjonariuszy, klientów i pracowników. Ważnym efektem fuzji będzie również skuteczne zwiększenie niezależności energetycznej Polski, co ma olbrzymie znaczenie w kontekście trwającej wojny w Ukrainie. Zgodę na przeprowadzenie transakcji w oparciu o wynegocjowane środki zaradcze, a także na partnerów do ich realizacji wydała Komisja Europejska.

– Zgoda Akcjonariuszy to przypieczętowanie trudnego i wymagającego procesu. Jednak przede wszystkim to zdecydowane, mocne potwierdzenie, że nasza decyzja o budowie silnego koncernu multienergetycznego była słuszna, a obrany przez nas kierunek dalszego rozwoju gdańskiej rafinerii jest właściwy i gwarantuje pełne wykorzystanie jej potencjału. Jesteśmy w historycznym momencie. Tworzymy nową Grupę ORLEN, złożoną z aktywów PKN ORLEN, Grupy Energa, Grupy LOTOS, a docelowo także PGNiG. Wspólnie będziemy realizować warte miliardy złotych, strategiczne dla bezpieczeństwa energetycznego Polski i regionu, inwestycje w zero- i niskoemisyjną energetykę. Zwiększymy także nakłady na badania i poszukiwanie innowacyjnych rozwiązań, które wzmocnią naszą konkurencyjność na międzynarodowym rynku. Pełne wykorzystanie efektu synergii pozwoli nam maksymalizować korzyści biznesowe, a tym samym zapewni koncernowi stabilny, długofalowy rozwój – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Połączenie zostanie zrealizowane poprzez przejęcie Grupy LOTOS S.A. przez PKN ORLEN S.A. To oznacza, że w momencie przejęcia akcjonariusze Grupy LOTOS obejmą nowe akcje w podwyższonym kapitale zakładowym PKN ORLEN i staną się akcjonariuszami tej spółki. W wyniku fuzji PKN ORLEN i Grupy LOTOS udział Skarbu Państwa w połączonym koncernie wzrośnie do ok. 35%. Zakładając następnie połączenie z PGNiG, udział ten zwiększy się istotnie.

Połączenie PKN ORLEN i Grupy LOTOS oraz docelowo PGNiG jest nierozerwalnie związane z bezpieczeństwem energetycznym Polski i całego regionu Europy Środkowej, w tym m.in. Litwy, Łotwy, Estonii, a także Czech i Słowacji. Fuzja oznacza budowę jednego silnego koncernu multienergetycznego z przychodami na poziomie ponad 250 mld zł rocznie, który będzie z powodzeniem prowadził działalność biznesową na konkurencyjnym rynku i obsługiwał ok. 100 mln klientów w Europie, gwarantując im bezpieczeństwo dostaw paliw i energii.

Fuzja oznacza także korzyści dla pracowników Grupy LOTOS, którzy zyskają nowe możliwości rozwoju zawodowego w silnym koncernie o międzynarodowej pozycji. Ponadto w ramach porozumienia podpisanego w lipcu br. pomiędzy PKN ORLEN, Grupą LOTOS i Związkami Zawodowymi obu firm pracownikom Grupy LOTOS zapewniono m.in. 48-miesięczny okres obowiązywania gwarancji zatrudnienia oraz 24-miesięczny okres utrzymania dotychczasowych warunków pracy i płacy, w tym w szczególności miejsca świadczenia pracy.

Koncern, po połączeniu z Grupą LOTOS, a docelowo także z PGNiG, wzmocni pozycję lidera transformacji systemu energetycznego, opierając inwestycje na nisko- i zeroemisyjnych źródłach wytwarzania energii. Realizując inwestycje m.in. w zieloną energetyką, w tym morskie i lądowe farmy wiatrowe oraz fotowoltaikę, a także w paliwa alternatywne, małą energetykę jądrową i biomateriały, nowa Grupa ORLEN istotnie przyczyni się do zmniejszenia uzależnienia polskiej gospodarki od paliw kopalnych.

W czerwcu br. zgodę na połączenie PKN ORLEN i Grupy LOTOS wyraziła Komisja Europejska, co jednocześnie oznaczało jej pełną akceptację dla wynegocjowanych przez PKN ORLEN umów i partnerów do ich realizacji. Decyzja KE potwierdziła również, że fuzja spółek nie zaburzy konkurencji w żadnym z obszarów działalności, nie tylko w Polsce, ale też w regionie.

W wyniku połączenia firm wzrośnie skala nakładów inwestycyjnych na rozwój poszczególnych segmentów biznesowych, które będzie tworzyć koncern multienergetyczny. Tylko w 2021 r. Grupa ORLEN przeznaczyła na inwestycje rekordowe 9,9 mld zł, natomiast nakłady inwestycyjne na ten rok wyniosą aż 15,2 mld zł, najwięcej w historii firmy. To z kolei przełoży się na wzrost wpływów odprowadzanych przez koncern do budżetu państwa. W 2021 r. PKN ORLEN wpłacił do budżetu z tytułu różnych opłat i podatków prawie 35,5 mld zł. Łącznie od 2018 r. do 2021 r. było to ok. 143 mld zł.

Dubaj wysyła urzędników i lekarzy do metaverse. W wirtualnym świecie rozwiążemy realne problemy

Wizyta w urzędzie nadal budzi niechęć wielu z nas. Dodatkowo tradycyjna korespondencja nie zawsze oddaje znaczenie i emocje słów w niej zawartej, a często znacznie opóźnia załatwianie sprawy. Komunikacja online również nadal kuleje, a rządowe aplikacje często nie są intuicyjne, wprowadzają chaos, a często i tak korzystanie z nich kończy się na wizycie w urzędzie. Tym bardziej decyzja emiratu Dubaju o wejściu w metaverse u wielu wzbudza niedowierzanie, ale tak już wkrótce może wyglądać korzystanie z usług publicznych.

Dubaj, stolica emiratu i największe miasto w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, coraz śmielej wchodzi w świat nowych technologii. Już dziś jest jednym z najbardziej liczących się centrów kryptograficznych na świecie, ale plany są znacznie bardziej śmiałe. Dubaj wprowadza bowiem strategię wejścia do metaverse, aby stać się jedną z dziesięciu najbardziej liczących się gospodarek w świecie wirtualnym. “Dubai Metaverse” ma przynieść aż 40 tys. nowych miejsc pracy, która będzie świadczona w świecie wirtualnym. Strategia ma zwiększyć aż cztery miliardy dolarów PKB miasta w ciągu następnych pięciu lat.

Dziś wszystkie oczy entuzjastów od metaverse zwracają się właśnie ku Dubajowi. Oczywiście emirat jest na tyle bogaty, że może sobie pozwolić na eksperymenty. Zapewne nie unikną błędów, więc tym bardziej musimy wyciągać z nich wnioski, żeby móc wprowadzać te rozwiązania wkrótce i u nas z pominięciem wielu potknięć ”wieku dziecięcego”, a przecież doskonale wiemy, że w Polsce mamy wiele do zrobienia w kwestii usług publicznych i udostępniania ich w formie online – zaznacza Michał Jeska, prezes zarządu oyou.me, platformy społecznościowej łączącej twórców, fanów oraz ludzi biznesu, która wykorzystuje rozwiązania Internetu 3.0 takie jak analiza big data, technologie blockchain czy NFT.

Rozszerzona rzeczywistość zastąpi stetoskop?

W ramach strategii Dubaj zamierza przenieść część departamentów rządowych do metaverse i właśnie tam załatwiać swoje sprawy będą mieszkańcy emiratu. Plan zakłada również stworzenie nowego modelu działań w turystyce, edukacji, przeniesieniu części handlu detalicznego, ale także stworzenie nowego wymiaru dla opieki zdrowotnej czy sektora prawnego.

Szczególnie warto zwrócić uwagę na możliwości technologii rozszerzonej rzeczywistości (AR). Wirtualny urzędnik otrzyma wiele narzędzi podczas rozmowy z interesariuszem. Może wyświetlić film, wykres, objaśnić coś na wirtualnej tablicy. Rozmowa też przebiega inaczej. Awatar może bowiem w większym stopniu odzwierciedlać emocje, a zrozumienie komunikacji niewerbalnej może przyspieszyć załatwienie sprawy – mówi Michał Jeska z oyou.me.

Dubaj stawia na edukację

Zanim w Dubaju urzędnicy przejdą do świata wirtualnego, emirat musi przystąpić do inwestycji. Oprócz wspomnianych już 40 tys. nowych miejsc pracy związanych z metaverse władze Dubaju chcą swoje działania skupiać na rozwiązaniach opartych na sztucznej inteligencji i internecie 3.0, a co za tym idzie, niezbędne będzie pełne wdrożenie sieci 5G. Strategia “Dubai Metaverse” obejmie współpracę badawczo-rozwojową, która w pierwszym etapie, ma przyciągnąć firmy i projekty  z zagranicy, a także zapewnić wsparcie w edukacji o metaverse skierowanej do programistów, twórców treści i użytkowników platform cyfrowych, którzy chcą przenieść się do wirtualnego świata.

Działalność w metaverse daje twórcom nowe możliwości. Przede wszystkim część z nich po raz pierwszy może pokazać się szerszej publiczności. Szczególnie twórcy tradycyjni mogą tworzyć kopie swoich prac w cyfrowej wersji. Dzięki temu mają szansę uzależnić się od skostniałego systemu galerii. Jednak twórcy mają uzasadnione wątpliwości, nie wiedzą jeszcze jak publikować, budować swoją markę osobistą, budować społeczność czy monetyzować treści w nowej wirtualnej  rzeczywistości – podkreśla Michał Jeska z oyou.me, które tworzy narzędzia, które ułatwią poruszanie się w metaverse jak np. algorytm oyou.ai, który pomoże w lepszym zrozumieniu odbiorców, a cała platforma oparta jest o technologię blockchain, dzięki czemu w przyszłości będzie można zarabiać na twórczości poprzez tokeny NFT.

Emirat futurystyczną kolebką

Dubaj już dziś jest niezwykle ważnym ośrodkiem technologii futurystycznych. Technologie VR i AR stworzyły już ok. 7 tys. miejsc pracy i wniosły do gospodarki ZEA aż 500 milionów dolarów. Dodatkowo wartość finansowania venture capital i private equity w metawersie osiągnęła 13 miliardów dolarów w 2021 roku, podczas gdy sprzedaż nieruchomości w wirtualnej rzeczywistości przekroczyła w zeszłym roku 500 milionów dolarów.

Największe firmy w emiracie już wkraczają do metawersu. Linie Emirates zapowiedziały, że rozszerzą wykorzystanie tej technologii, a Grupa Damac planuje budowę cyfrowych miast. Od początku czerwca Dubai Virtual Assets Regulatory Authority (VARA) wydał lub przedłużył licencje na wirtualne aktywa dla kilku kluczowych platform kryptograficznych, takich jak Crypto.com, Huobi i OKX. Dubaj jest też miejscem największych konferencji czy targów futurystycznych jak np. corocznej wystawy Crypto Expo.

Złożenie wniosku o rozłożenie zaległości na raty nie zatrzyma fiskusa

Samo złożenie wniosku o rozłożenie zaległości podatkowej na raty, czy o odroczenie płatności nie ma wpływu na możliwość jej egzekwowania. Tak wynika z wyroku sądu (NSA o sygn. akt III FSK 440/21). Orzeczenie NSA świadczy o tym jak ważne jest dochowanie terminów w postępowaniu administracyjnym. Zbyt późne działania, podejmowane często „po fakcie” mogą nie przynieść oczekiwanych skutków.

Czego dotyczyła sprawa?

Spółce zostało wymierzone zobowiązanie podatkowe do zapłaty zaległego VAT za niektóre miesiące 2012 r. w łącznej kwocie blisko 161,5 tys. zł. Egzekucja do powyższych spraw została zakończona poprzez całkowitą realizację zajęcia przez Urząd Skarbowy (przekazanie środków pieniężnych przez bank w grudniu 2017 r. na konto depozytowe Urzędu Skarbowego ww. kwoty). Nastąpiło to przed złożeniem wniosku o rozłożenie zaległości na raty w dniu 21.12.2017 r.

Z takim sposobem egzekucji oraz jej zakończeniem nie zgadzała się spółka, która podkreśliła, że organ podatkowy prowadził egzekucję pomimo, że spółka złożyła wniosek o rozłożenie tej zaległości na raty. Należy zaznaczyć, że wniosek spółki został złożony po wszczęciu egzekucji administracyjnej.

W ocenie spółki wniosek o rozłożenie na raty może świadczyć o tym, że podatnik nie zamierza uchylać się od spełnienia swego obowiązku, a to oznacza, że prowadzenie przeciwko niemu postępowania egzekucyjnego jest niedopuszczalne i narusza zasadę pogłębiania zaufania do organów oraz zasadę celowości, i niezbędności postępowania egzekucyjnego.

Strona na poparcie własnego stanowiska powołała się na wyroki NSA o sygn. akt II FSK 1705/12 oraz II FSK 1722/12 twierdząc, że wystąpienie z wnioskiem o rozłożenie zapłaty zaległości podatkowej może sygnalizować, że podatnik ma zamiar zapłacić należność. W ocenie spółki organy unikają podania daty wszczęcia postępowania egzekucyjnego w konfrontacji z datą zawiadomienia dłużnika o dokonanych czynnościach egzekucyjnych (daty nie doręczenia, a wysłania do niego pisma). Strona zdaje się tym samym sugerować, że wszczęcie egzekucji było przedwczesne.

Istota problemu

Główną osią sporu jest osadzenie w czasie dwóch czynności: momentu złożenia wniosku o rozłożenie płatności podatku na raty oraz momentu wszczęcia postępowania egzekucyjnego.

 

 

Zgodnie z art. 26 § 5 ustawy o postępowaniu egzekucyjnym w administracji wszczęcie egzekucji administracyjnej następuje z chwilą:

  1. doręczenia zobowiązanemu odpisu tytułu wykonawczego lub
  2. doręczenia dłużnikowi zajętej wierzytelności zawiadomienia o zajęciu wierzytelności lub
  3. innego prawa majątkowego, jeżeli to doręczenie nastąpiło przed doręczeniem zobowiązanemu odpisu tytułu wykonawczego lub
  4. podpisania protokołu zajęcia ruchomości przez pracownika obsługującego organ egzekucyjny, jeżeli to podpisanie nastąpiło przed doręczeniem zobowiązanemu odpisu tytułu wykonawczego lub
  5. wpisu w księdze wieczystej o wszczęciu egzekucji z nieruchomości lub złożenia wniosku o wpis o wszczęciu egzekucji z nieruchomości do zbioru dokumentów, jeżeli ten wpis lub to złożenie nastąpiło przed doręczeniem zobowiązanemu odpisu tytułu wykonawczego.

Powyższe warunki funkcjonują na zasadzie alternatywy w zależności od tego, które zdarzenie nastąpi wcześniej.

W omawianej sprawie dzień wszczęcia egzekucji został przyjęty jako dzień zawiadomienia banku o zajęciu rachunku bankowego spółki.

Stanowisko fiskusa

W ocenie fiskusa dopiero wydanie decyzji o zastosowaniu ulgi w postaci rozłożenia zaległości na raty może stanowić podstawę do zatrzymania egzekucji. Ponadto fiskus potwierdził, że działał prawidłowo, a jako datę wszczęcia egzekucji należy przyjąć datę zawiadomienia banku. Zatem w ocenie organu podatkowego dokonał on wszelkich niezbędnych czynności, a prowadzone postępowanie nie miało na celu jedynie „wyłudzenia” opłat egzekucyjnych, ale dochodzenie do spłaty zobowiązania.

Wyroki sądów administracyjnych

W omawianej sprawie wyroki sądów administracyjnych były zgodne. Zarówno Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gorzowie Wlkp. w wyroku z 08.08.2018 r., sygn. I SA/Go 227/18, jak również Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z 30.03.2022 r. sygn. III FSK 440/21 nie wsparły stanowiska spółki, wskazując, że ostateczny charakter decyzji wymierzającej zaległy VAT do zapłaty oraz brak wstrzymania jej wykonania powoduje, że obowiązek z niej wynikający staje się wymagalny. W ocenie sądów decydujący był moment doręczenia zawiadomienia o zajęciu dłużnikowi zobowiązanej, co nastąpiło 20 grudnia 2017 r. (czyli przed złożeniem wniosku o rozłożenie na raty). Fakt, że zajęcie rachunku bankowego nastąpiło przed doręczeniem zobowiązanemu tytułów wykonawczych, nie świadczy o wadliwości prowadzonego postępowania egzekucyjnego.

Autor: Robert Nogacki, właściciel Kancelarii Prawnej Skarbiec specjalizującej się doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Prawnik podpowiada, jak zachować się podczas upadłości pracodawcy i nie narazić się na dodatkowe kłopoty

W przypadku ogłoszenia upadłości przedsiębiorcy, pracownicy stają się jego wierzycielami. Są zaspokajani w pierwszej kolejności z masy upadłości, szczególnie w zakresie zaległych pensji. Nie muszą zgłaszać swoich roszczeń syndykowi. Należności wynikające ze stosunku pracy są umieszczane na liście wierzytelności z urzędu. Sąd upadłościowy uznaje je m.in. na podstawie listy płac i obecności. Jednak pracownik może nie mieć pewności, czy dokumenty były prowadzone w prawidłowy sposób i czy sąd w ogóle nimi dysponuje. W celu weryfikacji, czy upadły ujął wierzytelności w prawidłowej wysokości, zatrudniony ma prawo sam wystąpić z roszczeniem. Jeśli pracodawca jest niewypłacalny, to należność zostanie uregulowana ze środków Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. W określonych przypadkach pracownikowi przysługuje też odszkodowanie oraz odprawa.

Potrzebna czujność

Sąd, wydając postanowienie o ogłoszeniu upadłości przedsiębiorcy, m.in. wyznacza syndyka oraz wzywa wierzycieli upadłego do zgłoszenia wierzytelności w terminie trzydziestu dni od obwieszczenia. Pracownicy mają prawo dochodzić z masy upadłości należności ze stosunku pracy, w szczególności zaległego wynagrodzenia. I w ich przypadku nie jest nawet wymagane zgłoszenie.

Należności wynikające ze stosunku pracy są umieszczane na liście wierzytelności z urzędu. I podlegają zaspokojeniu w pierwszej kolejności, co wynika wprost z art. 342 prawa upadłościowego. Jednak, niezależnie od tego, pracownicy upadłego mają prawo do samodzielnego zgłoszenia wierzytelności. To może okazać się pomocne w celu weryfikacji, czy upadły pracodawca ujął je w prawidłowej wysokości.

Pracownik może zwrócić się z roszczeniem zarówno do syndyka, jak i do sądu upadłościowego, który uznaje należność dla niego na podstawie prowadzonej przez pracodawcę dokumentacji kadrowo-płacowej, tj. listy płac, listy obecności oraz innych dokumentów. Jeżeli nie były one prowadzone w prawidłowy sposób, zatrudniony musi sam zadbać o swoje interesy, wskazując, iż ujęte wierzytelności ze stosunku pracy powinny być ujęte w innej wysokości. Biorąc pod uwagę to, że na rynku może być coraz więcej upadłości, warto zawczasu kilka rzeczy na ten temat wiedzieć.

Jeśli wierzytelności wynikają z dokumentacji finansowo-kadrowej upadłego pracodawcy, a ich wysokość nie będzie sporna, to stosownie do art. 237 p.u. zostaną umieszczone na liście wierzytelności z urzędu. Dotyczy to również tych o charakterze majątkowym, które przysługują pracownikowi względem upadłego pracodawcy, ale wymagają niekiedy dodatkowych ustaleń co do ich faktycznego przysługiwania albo wysokości. Może chodzić m.in. o wykazanie liczby przepracowanych godzin nadliczbowych, spełnienie przesłanek z regulaminu premiowania, a także innych dodatkowych świadczeń przewidzianych w układach zbiorowych pracy czy regulaminach wynagradzania. Jeżeli roszczenie dotyczy np. pracy w nocy, w sobotę lub święta, to jego wysokość wynika wprost z listy obecności i listy płac.

Niewypłacalny pracodawca

Zgodnie z przepisami, syndyk posiada inicjatywę w dochodzeniu należności pracowników. Jego powinnością  jest niezwłoczne wykonanie obowiązków przewidzianych przepisami ustawy o ochronie roszczeń pracowniczych w razie niewypłacalności pracodawcy, która określa zasady, zakres i tryb ich ochrony w przypadku niemożności ich zaspokojenia z powodu niewypłacalności przedsiębiorcy.

W okresie miesiąca od daty niewypłacalności pracodawcy syndyk sporządza i składa marszałkowi województwa (właściwemu ze względu na siedzibę pracodawcy) zbiorczy wykaz niezaspokojonych roszczeń. Określa osoby uprawnione oraz tytuły i wysokość roszczeń wnioskowanych do zaspokojenia ze środków Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych.

Zbiorczy wykaz obejmuje roszczenia z okresów poprzedzających datę niewypłacalności pracodawcy. Marszałek województwa, po stwierdzeniu jego zgodności, przekazuje niezwłocznie odpowiednie środki finansowe Funduszu syndykowi, który wypłaca świadczenia.

Osobami uprawnionymi do otrzymania świadczeń są pracownicy niewypłacalnego pracodawcy, a także byli pracownicy, członkowie rodziny zmarłego pracownika lub byłego pracownika, uprawnieni do renty rodzinnej. To również ci, którzy wykonują pracę zarobkową na innej podstawie niż stosunek pracy, jeżeli z tego tytułu podlegają obowiązkowi ubezpieczenia społecznego.

Niezależnie od inicjatywy przysługującej syndykowi, ww. osoby mogą także samodzielnie wnioskować o wypłatę świadczeń z Funduszu u marszałka województwa. Powinny to zrobić jednak nie wcześniej niż dwa tygodnie po upływie terminu przewidzianego do złożenia wykazu niezaspokojonych roszczeń przez syndyka.

Do wniosku należy załączyć dokumenty potwierdzające uprawnienie do świadczeń oraz kwotę niezaspokojonych roszczeń. Wówczas marszałek województwa dokonuje wypłaty świadczeń niezwłocznie po stwierdzeniu, że roszczenia podlegają zaspokojeniu ze środków Funduszu i powiadamia o tym syndyka.

Jednak Fundusz wypłaca wynagrodzenia przysługujące pracownikowi za okres maksymalnie trzech miesięcy. Mogą one poprzedzać datę wystąpienia niewypłacalności pracodawcy albo ustanie stosunku pracy.

Wypowiedzenie umowy

Jak stanowi art. 41(1) kodeksu pracy, w razie ogłoszenia upadłości lub likwidacji pracodawcy, nie stosuje się art. 38, 39 i 41 ani przepisów szczególnych dot. ochrony pracowników przed wypowiedzeniem lub rozwiązaniem umowy o pracę. Oznacza to też, że osoby w wieku przedemerytalnym, na zwolnieniach lekarskich lub przebywające na urlopach również nie są chronione.

W myśl art. 36(1) kodeksu pracy, jeżeli wypowiedzenie pracownikowi umowy o pracę zawartej na czas nieokreślony lub określony następuje z powodu ogłoszenia upadłości bądź likwidacji firmy albo z innych przyczyn niedotyczących pracowników, pracodawca może, w celu wcześniejszego rozwiązania umowy o pracę, skrócić okres trzymiesięcznego wypowiedzenia do jednego miesiąca. W takim przypadku zatrudnionemu przysługuje odszkodowanie w wysokości wynagrodzenia za pozostałą część okresu wypowiedzenia. Wlicza się on też osobie pozostającej bez pracy do okresu zatrudnienia.

Odszkodowanie, o którym mowa w powyższym przepisie, stanowi swego rodzaju ekwiwalent za pozostawanie bez pracy przez zatrudnionego. Jego istotą jest zrekompensowanie szkody majątkowej, jaką pracownik ponosi wskutek utraty możliwości zarobkowania w czasie pozostałego okresu wypowiedzenia. Przyjmuje się, że odszkodowanie powinno zostać wypłacone pracownikowi najpóźniej w ostatnim dniu pracy, jeżeli jest wypłacane przez pracodawcę.

Pracodawca lub odpowiednio syndyk wypłaca pracownikom odszkodowania, oczywiście jeżeli posiada odpowiednie środki. Jeśli brakuje na to zasobów, to należność taka może zostać zaspokojona z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych.

Zwolnienie grupowe

Zagadnienie odpraw pieniężnych reguluje Ustawa z dnia 13 marca 2003 r. o szczególnych zasadach rozwiązywania z pracownikami stosunków pracy z przyczyn niedotyczących pracowników. Jej przepisy stosuje się w razie konieczności rozwiązania umowy przez pracodawcę zatrudniającego co najmniej 20 pracowników z przyczyn, które ich nie obejmują.

Dotyczy to sytuacji, gdy w okresie nieprzekraczającym 30 dni pracodawca zatrudniający mniej niż 100 pracowników zwalnia co najmniej 10 osób. Jeśli ma minimum 100 pracobiorców, ale mniej niż 300, to zwolnienie jest uznawane za grupowe, gdy 10% traci pracę ww. okolicznościach. A jeżeli przynajmniej 300 osób jest zatrudnionych w danej firmie, to powyższe obejmuje 30 zwolnionych pracowników.

W ramach grupowego zwolnienia pracownikowi przysługuje odprawa pieniężna w wysokości jednomiesięcznego wynagrodzenia, jeżeli był zatrudniony u upadłego pracodawcy krócej niż 2 lata. Równowartość dwumiesięcznej pensji należy się osobie, która pracowała u niego od 2 do 8 lat. Natomiast odprawa odpowiadająca trzymiesięcznemu wynagrodzeniu jest należna, gdy zatrudniony przepracował u danego pracodawcy ponad 8 lat. W każdej z ww. sytuacji powinien ją wypłacić pracodawca, ale jeżeli nie posiada on odpowiednich środków, to przejmuje ten obowiązek Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych.

Autorem komentarza jest radca prawny, dr Karolina Mazur

Dzień decyzji

EBC pierwszy raz od dekady podniesie dziś stopy procentowe. Jeszcze 2 dni temu rynek oczekiwał ruchu o skromne 25 punktów bazowych. Kiedy to na rynku pojawiły się plotki o możliwym dwukrotnie większym ruchu ze strony europejskiej instytucji euro zyskało. Poprzeczka przed EBC zawieszona została jednak wysoko. Jeśli EBC rozczaruje, wspólna waluta prawdopodobnie ulegnie deprecjacji. Dostawy gazu przez Nord Stream 1 zostały wznowione. W pierwszej godzinie przepływ wynosił 30 proc. pełnych możliwości. Euro jest stabilne a kurs głównej pary walutowej oscyluje wokół 1,02.

Na wstępie chciałbym jedynie przypomnieć, że sama decyzja EBC będzie ogłoszona o 14:15 a konferencja prasowa zapowiedziana jest na 14:45. W przeszłości te wydarzenia odbywały się 30 minut wcześniej.

Dzisiejsza decyzja nabrała dodatkowych barw. Wszystko przez plotki podane przez agencję Reuters o tym, że Rada rozważa wzrost kosztu pieniądza o 50 punktów bazowych. Narosłe oczekiwania spowodowały, że wytworzyła się dodatkowo presja na EBC, a ryzyko osłabienia wspólnej waluty urosło. Jeśli plotki okażą się jedynie plotkami a Rada będzie realizować plan z czerwca, wówczas wspólna waluta odda to co wypracowała w ostatnich dniach. Jeszcze niedawno ruch o 25 pb byłby prawdopodobnie neutralny dla euro. W tym momencie będzie dużym rozczarowaniem. Oznaczać to również będzie, że EBC świadomie i celowo zawodzi oczekiwania rynku. Jeśli wtorkowe doniesienia zmaterializują się, uważam, że euro ma jeszcze potencjał do aprecjacji a główna para walutowa może w krótkim czasie znaleźć się przy 1,0370. Rynek w tym momencie wycenia 44 proc. prawdopodobieństwo zmiany stóp o 50 pb. Ryzyko zakręcenia kurka z gazem przez Rosję zostało oddalone, dlatego też ten czynnik nie powinien w tym momencie ograniczać wzrostów EUR.

Dodatkowo rynek czeka na przedstawienie przynajmniej ogólnego zarysu nowego narzędzia o nazwie TPM (Transmission Protection Mechanism), który EBC zamierza wykorzystać do walki ze wzrostem spread’ów pomiędzy obligacjami europejskimi. Ostatnio duża rozbieżność nastąpiła między papierami włoskimi a niemieckimi.

Złoty wczoraj lekko się osłabił. Dziś rano EUR/PLN jest przy 4,77 a USD/PLN przy 4,67. Teoretycznie brak materializacji czarnego scenariusza związanego z przesyłem gazu powinno działać korzystnie na złotego. Jak na razie nie widać większej reakcji.

Łukasz Zembik DM TMS Brokers

Dążenie do niezależności napędza niemiecką transformację energetyczną

W perspektywie średnioterminowej nowe, ambitne cele Niemiec powinny zwiększyć udział energii odnawialnej w ich miksie energetycznym nawet powyżej poziomu, który byłby potrzebny do osiągnięcia celów klimatycznych z Paryża do 2035 roku.

Wyścig o suwerenność energetyczną, wywołany inwazją Rosji na Ukrainę, może sprawić, że niemiecka transformacja ekologiczna znacznie przekroczy linię mety. Pomimo zwiększonego wykorzystania węgla do produkcji energii elektrycznej w krótkim okresie, system EU ETS (Europejski System Handlu Emisjami – znany także jako „wspólnotowy rynek uprawnień do emisji dwutlenku węgla ”) ograniczy dodatkowe emisje, węgiel nadal więc jest na dobrej drodze do wycofania go z użycia do 2030 roku.

Konieczna koordynacja rozbudowy infrastruktury

Osiągnięcie celu czterokrotnego wzrostu mocy energii odnawialnej wymaga zmiany paradygmatu w kluczowych obszarach systemu elektroenergetycznego. Procedury planowania i zatwierdzania dla sieci energii odnawialnej, elektrycznej i wodorowej muszą być konsekwentnie upraszczane i przyspieszane. Ponadto pilnie potrzebna jest koordynacja rozbudowy infrastruktury dla sieci elektrycznych, gazowych i wodorowych, co jest mało prawdopodobne bez zintegrowanego planu rozwoju systemu.

Rozwój odnawialnych źródeł energii będzie dużym bodźcem rozwoju gospodarczego:
40 mld EUR wartości dodanej rocznie do 2035 r. (1,1% w PKB w 2021 r.) i 440 000 miejsc pracy w samych Niemczech.

Wyścig o suwerenność energetyczną wywołany inwazją Rosji na Ukrainę sprzyja przekroczeniu pierwotnych planów zielonej transformacji Niemiec

Zbliżająca się groźba wstrzymania importu gazu z Rosji postawiła w centrum uwagi zależność energetyczną Niemiec. Krótkoterminowe rozwiązanie polegało na większym poleganiu na węglu do wytwarzania energii elektrycznej, co budzi obawy, że zielona transformacja kraju zejdzie z kursu. Jest to jednak mało prawdopodobne z trzech powodów:

  • Większa produkcja energii elektrycznej z węgla nie spowoduje wzrostu emisji CO2 w UE, ponieważ są one ograniczone przez unijny system handlu uprawnieniami do emisji (EU ETS). Dodatkowe wykorzystanie węgla spowoduje jednak wzrost cen CO2 w tym systemie, prowadząc do mniejszej emisji CO2 w innych gałęziach przemysłu objętych EU ETS.
  • Ceny w EU ETS pozostaną powyżej poziomów, które pozwoliłyby na konkurencyjność węgla na rynku energii elektrycznej. Węgiel w energetyce wymaga cen EU ETS poniżej 60 euro, podczas gdy obecne ceny wahają się między 80-90 euro i oczekiwany jest ich dalszy wzrost.
  • Niemiecki rząd nadal jest zaangażowany w wycofywanie węgla do 2030 r., choć zobowiązanie to nie zostało jeszcze uregulowane. Biorąc pod uwagę podwyższone ceny w ramach EU ETS, jest bardzo mało prawdopodobne, aby węgiel przetrwał zbyt długo jako substytut rosyjskiego gazu; wspomniane ceny (uprawnień) “wypchną” go z rynku.

W perspektywie średnioterminowej ambitne nowe cele Niemiec zakładają ponad czterokrotny wzrost mocy odnawialnych, co przyspieszy odchodzenie od rosyjskiego gazu. Pozytywną stroną kryzysu energetycznego jest to, że w jego następstwie cel 1,5°C (cel z konferencji w Paryżu ograniczenia zmian klimatycznych do 1,5° C) może nawet zostać przekroczony, ponieważ planowany miks energetyczny na 2030 r. jest bardzo zbliżony (a nawet nieco bardziej ambitny) w porównaniu z niezbędnym miksem dla „paryskiego celu 1,5°C”.

Co trzeba zrobić, aby do 2035 roku czterokrotnie zwiększyć moc energii odnawialnej?

Podstawą do zwiększenia mocy energii odnawialnej jest niemiecki „pakiet wielkanocny” (ogłoszony w kwietniu), który przewiduje, że do 2030 roku energia zielona będzie stanowić 80% zużycia energii elektrycznej brutto (z 42% obecnie i poprzedniego celu 65%). Ponadto planuje się, że do 2035 roku krajowa produkcja energii elektrycznej będzie niemal neutralna pod względem emisji gazów cieplarnianych. Niemcy realizują w ten sposób zalecenie Międzynarodowej Agencji Energii (IEA) dotyczące neutralnych dla klimatu dostaw energii elektrycznej do 2035 roku, co zostało również wspólnie ogłoszone przez grupę G7 na jej ostatnim spotkaniu w Elmau w Niemczech.

Planowane przyrosty mocy energii odnawialnej w NiemczechPlanowane przyrosty mocy energii odnawialnej w Niemczech

Źródła: Allianz Research

Są to bez wątpienia ambitne cele. W końcu, zakładając zużycie energii elektrycznej brutto na poziomie 750 terawatogodzin (TWh) w 2030 r. – ponieważ zapotrzebowanie na energię elektryczną ma gwałtownie wzrosnąć ze względu na rosnącą elektryfikację procesów przemysłowych, ciepła i transportu (sprzężenie sektorowe) – oraz w celu bezpiecznego osiągnięcia celu 80% bioenergii, wytwarzanie energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych będzie musiało wzrosnąć z nieco poniżej 240 TWh obecnie do 600 TWh w 2030 r. i 875 TWh w 2035 r. Oznacza to, że w 2035 r. moc zainstalowana wyniesie blisko 160 GW w przypadku lądowej energii wiatrowej (54 GW w 2020 r.), 60 GW morskiej energii wiatrowej (8 GW w 2020 r.) oraz ponad 300 GW w przypadku fotowoltaiki (PV, 54 GW w 2020 r.). W rezultacie, do 2035 roku udział energii odnawialnej w produkcji energii elektrycznej wyniesie prawie 90%, podczas gdy wodór wniesie kolejne 7% neutralnej dla klimatu energii elektrycznej. Przynajmniej na papierze, można by się skłaniać do twierdzenia, że do tego czasu będzie to neutralność klimatyczna. Ponieważ w 2035 roku Niemcy będą eksportować ponad 4% energii elektrycznej, produkcja energii elektrycznej neutralnej dla klimatu przewyższy krajowe zużycie energii elektrycznej. Jednak aby zintegrować rosnący udział energii odnawialnej, potrzeba około 75 GW mocy dyspozycyjnej, która wypełni lukę w przypadku braku energii odnawialnej. Obejmuje to elektrownie biogazowe oraz elektrownie na gaz ziemny, które będą musiały przestawić się na korzystanie z wodoru tak szybko, jak tylko pozwoli na to wzrost produkcji wodoru.

Oprócz elektrowni dyspozycyjnych potrzebne jest blisko 100 GW mocy z dodatkowych „usług elastycznych”

Wymagane zmiany: koordynacja i uproszczenie budowy infrastruktury, a także zwiększenie rezerw elastyczności systemu

Osiągnięcie tego celu wymaga jednak zasadniczej zmiany paradygmatu w kluczowych obszarach systemu elektroenergetycznego. Procedury planowania i zatwierdzania sieci energii odnawialnej, elektrycznej i wodorowej muszą być konsekwentnie upraszczane i przyspieszane. Rząd pokazał, że jest to możliwe, wydając nadzwyczajne zezwolenia i rozpoczynając już budowę wciąż brakującej, ale niezbędnej infrastruktury LNG.

W celu uzupełnienia rozwoju odnawialnych źródeł energii, oprócz wspomnianych elektrowni „dyspozycyjnych” swoje zdolności zwiększyć muszą także podmioty zapewniające elastyczność systemu, aby poradzić sobie z rosnącą zmiennością produkcji energii elektrycznej spowodowaną brakiem ciągłości mocy uzyskiwanej z wiatru i PV. Usługi w zakresie elastyczności mogą reagować na niskie dostawy energii elektrycznej poprzez zmniejszenie zapotrzebowania na energię elektryczną lub nawet odwrócenie przepływu i dostarczanie energii elektrycznej do sieci. Moc elastyczności będzie musiała wzrosnąć dziesięciokrotnie z 10GW obecnie do prawie 100GW w 2035 roku (wykres).

Planowane przyrosty mocy energii odnawialnej w NiemczechPlanowane przyrosty mocy energii odnawialnej w Niemczech

Sources: Agora, Prognos, Consentec, Allianz Research

Atrakcyjne obszary przyjaznego dla systemu zarządzania stroną popytową obejmują ładowanie pojazdów elektrycznych, wytwarzanie ciepła (obsługa 9 mln pomp ciepła w 2035 r.) oraz produkcję wodoru przez elektrolizery. Magazynowanie w akumulatorach i elektrowniach szczytowo-pompowych już dziś przyczynia się do elastyczności, przy czym akumulatory stanowią ogromny potencjał do dalszej rozbudowy. Przewiduje się, że lwia część pojemności akumulatorów nie będzie pochodzić z dużych sieci, lecz raczej z wysoce zdecentralizowanych domowych systemów magazynowania energii (w połączeniu z fotowoltaiką dachową) oraz akumulatorów pojazdów elektrycznych, które są „sprzężone sektorowo” dzięki dwukierunkowemu ładowaniu z powrotem do sieci elektrycznej za pośrednictwem systemu vehicle-to-grid. Łącznie akumulatory mogłyby zapewnić około 90% potrzebnej pojemności elastycznej w 2035 r.

440 000 miejsc pracy: neutralny klimatycznie system energetyczny Niemiec to także (znaczny) bodziec gospodarczy

Neutralny klimatycznie system elektroenergetyczny Niemiec wiązać się będzie także ze znacznymi korzyściami dla wzrostu gospodarczego i zatrudnienia. Samo zwiększenie mocy ze źródeł odnawialnych do 2035 roku wymaga inwestycji o wartości średnio 28 mld euro rocznie (bezpośrednich i pośrednich – te ostatnie dotyczą łańcuchów dostaw inwestycji w energię odnawialną). Spowoduje to powstanie dodatkowej wartości dodanej w wysokości 40 mld euro rocznie, co stanowi 1,4-krotność inwestycji lub 2,7-krotność wsparcia fiskalnego ze strony rządu. W międzyczasie ekspansja w zakresie energii odnawialnej będzie związać się z zatrudnieniem w latach 2022-2035 średnio 440 000 pracowników. Może to być jednak błogosławieństwo lub przekleństwo. Jeśli gospodarka pozostanie słaba, będzie to bardziej niż mile widziany bodziec gospodarczy. Jeśli jednak gospodarka ponownie wejdzie w fazę hossy lub ożywienia globalnych łańcuchów dostaw, nie będzie nadążać za ekspansją i może to wywołać dalszą presję cenową na ograniczone zasoby (pracy), prowokując inflację lub nawet ułatwiając powstanie spirali płacowo-cenowej.

Nasza analiza obejmuje krótkoterminowe korzyści ekonomiczne w pierwszych pięciu latach funkcjonowania instalacji. Ich wkład w wartość dodaną waha się od 37% dla nowo tworzonych instalacji fotowoltaicznych do 52% dla energii wiatrowej pozyskiwanej na morzu. Wielkość inwestycji przekroczy 1% obecnego PKB pod koniec dekady, a w całym okresie wartość dodana brutto przyczyni się do wzrostu gospodarczego średnio o ponad 1%. Liczba 440 000 miejsc pracy jest obliczona raczej „konserwatywnie” i zakłada tylko wpływ ekspansji energii odnawialnej. Także rzeczywisty wkład we wzrost PKB będzie prawdopodobnie znacznie większy niż 1% rocznie.

Dr Remigiusz Kopoczek dyrektorem Narodowego Centrum Badań i Rozwoju

W wyniku konkursu dr Remigiusz Kopoczek został powołany przez Ministra Edukacji i Nauki, prof. Przemysława Czarnka na stanowisko dyrektora Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Kadencja dyrektora NCBR trwa cztery lata.

Przez ostatnie pięć miesięcy dr Remigiusz Kopoczek pełnił obowiązki dyrektora instytucji. Zastąpił on na stanowisku dra inż. Wojciecha Kamienieckiego, który 17 lutego br. złożył rezygnację ze stanowiska. Zgodnie z Ustawą o Narodowym Centrum Badań i Rozwoju, pozycja została obsadzona w drodze konkursu przeprowadzonego przez Ministra właściwego do spraw nauki.

– Powierzam panu dyrektorowi funkcję w szczególnym momencie przygotowywania przez Centrum pierwszych konkursów w ramach nowej perspektywy budżetowej Unii Europejskiej. Jestem przekonany, że rozpoczęte już przez niego działania będą sprawnie i efektywnie kontynuowane, a NCBR wzmocni swoją pozycję największego ośrodka kreującego innowacje nie tylko w Polsce, ale również w Europie Środkowo-Wschodniej – powiedział prof. Przemysław Czarnek, Minister Edukacji i Nauki.

NCBR, jako Instytucja Pośrednicząca w wydatkowaniu środków europejskich, będzie ich dysponentem w ramach programów Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki (FENG) oraz Fundusze Europejskie dla Rozwoju Społecznego (FERS). Już w czwartym kwartale br. planowane jest ogłoszenie pierwszego konkursu na dofinansowanie innowacyjnych projektów. Centrum cały czas organizuje również konkursy o granty w ramach środków krajowych, współpracy międzynarodowej czy w ramach programu Horyzont Europa.

– Przez piętnaście lat działalności, NCBR prężnie działał na rzecz polskich innowacji – stworzył platformę do współdziałania biznesu i nauki, by rozwiązania jutra służyły nam już dziś. To ogromny zaszczyt ale również odpowiedzialność kierować tak ważną dla krajowej gospodarki instytucją – komentuje nominację dyrektor Kopoczek. – Nowe technologie cały czas się zmieniają, świat pędzi do przodu. Przyjazna dla środowiska energetyka, technologie kosmiczne czy cyberbezpieczeństwo – potrzeby tych oraz wielu innych branż muszą zostać przez Centrum właściwie zaadresowane by rodzime przedsiębiorstwa dotrzymały kroku zagranicznym konkurentom.

Dr Remigiusz Kopoczek jest od lat związany ze środowiskiem naukowym. Doktoryzował się na Uniwersytecie Szczecińskim. Od 2020 roku jest członkiem Senatu Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. W latach 2012-2016 pełnił funkcję prodziekana ds. kształcenia i studentów na Wydziale Artystycznym Uniwersytetu Śląskiego. Jest współautorem kierunków studiów z dziedziny projektowania gier i przestrzeni wirtualnej oraz autorem i współautorem publikacji m.in. na temat procesu tworzenia gier komputerowych, wykorzystywania multimediów i rzeczywistości wirtualnej w edukacji. W ostatnich latach sprawował stanowisko prezesa zarządu pierwszego akceleratora gier wideo ARP Games. Przed objęciem pełniącego obowiązki dyrektora NCBR był prezesem zarządu jednej z największej konferencji gospodarczej w Polsce – Kongres 590.

Akcje Netflixa szarżują po wynikach

Wczoraj po zakończeniu sesji kasowej gigant streamingowy, Netflix przekazał wyniki za II kwartał. Rynki oczekiwały ich z zapartym tchem ponieważ poprzednie raporty kwartalne były przyczyną dramatycznych wyprzedaży akcji firmy i okazywały się być zapowiedzią podaży na głównych indeksach. Tym razem Netflix pobił oczekiwania analityków, a cena akcji rośnie prawie 8% przed otwarciem rynku jednak czy wyniki naprawdę są tak dobre?

Wyniki jakimi podzielił się Netflix:

Przychody: 7,97 mld USD vs 8.05 mld USD prognozowanych (7,87 mld USD w I kw. 2022)

EPS: 3,20 USD vs 2.99 USD prognozowanego (3,53 USD w I kw. 2022 )

Subskrypcje: Strata 970 k vs 2 mln prognozowanej (200 000 straty w I kw. 2022)

Spółka podzieliła się wstępnymi prognozami na III kw. 2022:

Przychody: 7,87 mld USD vs 8,18 mld USD oczekiwań

EPS: 2,14 USD vs 2,74 USD oczekiwanego

Subskrypcje: Wzrost o 1 mln vs 1,8 mln oczekiwań

  • Wyniki Netflixa mają mieszany wydźwięk jednak popyt uwolnił się ponieważ spółka straciła ponad połowę subskrybentów mniej niż zakładała. Dodatkowo Netflix pokonał prognozy zysku na akcję. Jednocześnie jednak przychody okazały się być poniżej oczekiwań, a spółka oczekuje dalszego spowolnienia;
  • Warto wziąć poprawkę na to, że prognozy spółki z I kw. zakładające stratę 2 mln subskrypcji były nie tyle ostrożne co katastroficzne. Poprzeczka została zaniżona w taki sposób, że spółce de facto ciężko byłoby jej nie pokonać, zwłaszcza biorąc pod uwagę premierę nowego sezonu Stranger Things. Firma przyznała się do obniżenia prognoz przychodów płatnych subskrypcji w bieżącym kwartale m.in. ze względu na ryzyko kursowe rzutujące na sprzedaż;
  • Analitycy Bloomberg Intelligence podzielają obawy wokół osłabionych prognoz spółki na III kw. tego roku oraz podkreślają brak katalizatorów (w tym kwartale był nim Stragner Things) i presję walutową, która może wspierać niedźwiedzi dla Netflixa scenariusz rosnącej konkurencji i zmiany wydatków gospodarstw domowych. To wszystko rodzi obawy wokół dłuższego utrzymania popytu na walorach Netflixa;
  • Silny dolar może ciążyć Netflixowi w przyszłości. Blisko 60% przychodów spółki pochodzi spoza USA, dodatkowo Netflix większość wydatków ponosi w dolarach zatem nie korzysta na mocnej walucie. Specjalnie w związku z nadzwyczajną sytuacją na rynku walut Netflix zamieścił sekcję F/X Neutral Operating Margin Disclosure, która ma za zadanie pokazać jak wpływ F/X wpłynął na marżowość. Spółka podkreśliła negatywny wpływ aprecjacji dolara na obecne wyniki. Przychody wzrosły blisko 9% rok do roku jednak wzrosłyby o prawie 13% jeśli negatywnego wpływu nie miałby rynek walutowy. Zysk operacyjny i marża nieznacznie przekroczyły szacunki firmy;
  • Netflix mimo głośnej premiery Stranger Things stracił prawie 1 mln klientów w tym kwartale, to wciąż blisko 500% więcej niż w poprzednim kwartale. Dodatkowo strategia polegająca na budowaniu zaniżonych prognoz co kwartał w celu zbudowania atmosfery wokół “pozytywnego zaskoczenia” wydaje się być drogą do nikąd. Rynek oczekuje od Netflixa skokowego wzrostu przychodów i nowych subskrypcji, by firma potwierdziła swój status lidera rynku platform streamingowych, który został zakwestionowany w obliczu osłabienia i rosnącej konkurencji;
  • Spółka wciąż jest w stanie gromadzić przed ekranami miliony, a w czerwcu udział Netflixa w oglądaniu telewizji w USA niemalże pobił połączone wyniki gigantów NBC i CBS i wybił historyczne szczyty osiągajac blisko 7,7 %  całkowitej oglądalności. Pośrednio to jednak zasługa nowego, udanego sezonu Stranger Things, które wygenerowało 1,3 mld godzin oglądalności w pierwszych 4 tygodniach po premierze oraz spowodowało wzrost oglądalności starszych sezonów.

Reklamy i dzielenie kont

List do akcjonariuszy nie sprecyzował dokładnej daty pojawienia się reklamodawców w platformie streamingowej jednak szacowany przez Netflixa termin to “około początku 2023 roku”. Poprzednio spółka poinformowała o wprowadzeniu nowego modeli biznesowego jeszcze w tym roku.

Spółka przekazała, że znajduje się w początkowej fazie prac nad monetyzacją blisko 100 mln gospodarstw domowych, które korzystają z jej usług nie płacąc. W 2023 roku Netflix zamierza stworzyć uproszczony model płatnego dzielenia się hasłami między gospodarstwami domowymi we wszystkich krajach (obecne stawki za dzielenie konta w wybranych krajach Ameryki Łacińskiej wynoszą 2,99 USD).

Wykres akcji NetflixWykres akcji Netflix (NFLX.US), interwał MN. Spółka znajdowała się w długoterminowym kilkuletnim silnym trendzie wzrostowym, który został zakwestionowany w 2022 roku. Po potężnych spadkach, w których Netflix stracił od początku 2022 prawie 67% wyceny akcje próbują odreagowywać, dzisiejsze otwarcie sugeruje poziomy w okolicach 220 USD. Wczorajsza sesja sprawiła, że Netflix zamknął się powyżej 200 USD i zarazem powyżej 21.6 zniesienia fali spadkowej  wg. Fibonacciego, co rodzi nadzieję wokół odreagowania nawet w kierunku 270 USD, gdzie obserwujemy zniesienie 31.8. Odreagowanie może jednak okazać się tymczasowe. Spółkom growth ciążyły wygórowane oczekiwania analityków, dziś zderzają się z inną rzeczywistością. Źródło: xStation5

PGE zbuduje największy magazyn energii w Europie

Unikalny na skalę europejską projekt magazynu energii PGE w Żarnowcu o mocy powyżej 200 MW uzyskał pierwszą w Polsce promesę koncesji na magazynowanie energii elektrycznej w wielkoskalowym elektrochemicznym magazynie energii. Promesa została wydana przez Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki.

Grupa PGE pracuje nad budową największego magazynu energii w Europie. Projekt otrzymał, jako pierwszy w Polsce, promesę koncesji na magazynowanie energii. Celem strategicznym Grupy w obszarze magazynowania energii jest posiadanie 800 MW nowych instalacji magazynowania energii w Polsce w 2030 roku. Instalacje zapewnią bezpieczną integrację systemową nowych odnawialnych źródeł energii, przyczynią się do stabilizacji systemu elektroenergetycznego oraz poprawią bezpieczeństwo energetyczne kraju – mówi Wojciech Dąbrowski, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej – Projekt magazynu energii w Żarnowcu wpisuje się w cele Europejskiego Zielonego Ładu
w zakresie lepszej integracji energii elektrycznej z OZE oraz ograniczenia wykorzystania wysokoemisyjnych jednostek konwencjonalnych
– dodaje.

Projekt budowy wielkoskalowego Bateryjnego Magazynu Energii Elektrycznej (dalej: BMEE) przy Elektrowni Szczytowo-Pompowej (dalej: ESP) Żarnowiec o mocy nie mniejszej niż 200 MW i pojemności ponad 820 MWh jest jednym z największych tego typu projektów na skalę europejską.

W czerwcu 2022 roku projekt uzyskał Decyzję o środowiskowych uwarunkowaniach, która jest niezbędnym, niezwykle istotnym krokiem na drodze kontynuacji prac projektowych. Kolejnym krokiem milowym w realizacji inwestycji było uzyskanie pierwszej w Polsce promesy koncesji na magazynowanie energii elektrycznej.

Potencjał na innowacyjną instalację hybrydową w Żarnowcu

Projekt ten ma na celu połączenie istniejącej ESP Żarnowiec o mocy 716 MW z BMEE o mocy nie mniejszej niż 200 MW i pojemności ponad 820 MWh. Uzyskana dzięki temu innowacyjna instalacja hybrydowa o mocy co najmniej 921 MW i pojemności ponad 4,6 GWh, co odpowiada mocy największych konwencjonalnych bloków w Polsce, będzie w stanie świadczyć pełen zakres regulacyjnych usług systemowych, posłużyć do „odbudowy” systemu energetycznego lub zasilić energią około 200 tysięcy domów przez okres co najmniej 5 godzin (przy średnim obciążeniu 5 kW na dom).

W pierwszym kwartale 2022 roku planowany BMEE został wpisany do rejestru Rynku Mocy, a prowadzone już wcześniej prace projektowe doprowadziły do uzyskania dla niego warunków przyłączenia do sieci przesyłowej.

Dodatkowo BMEE będzie pełnił funkcję bilansowania technicznego i handlowego dla niestabilnych źródeł energii odnawialnej tj. lądowych i morskich farm wiatrowych oraz farm fotowoltaicznych należących do Grupy PGE.

Prace nad projektem realizowane są zgodnie z przyjętym harmonogramem. Skala, funkcjonalność, położenie i znaczenie tego projektu dla Krajowego Systemu Energetycznego (dalej: KSE) oraz rozwoju odnawialnych źródeł energii pozwala stwierdzić, że jest to projekt innowacyjny nie tylko na skalę kraju, ale również Europy.

Projekt ubiega się o dotacje ze środków Komisji Europejskiej oraz dodatkowo Grupa PGE poszukuje także partnerów biznesowych w celu sfinansowania inwestycji.

Hub energetyczny ze wsparciem magazynu energii

Lokalizacja projektu oddalona jest o ok. 10 km od Morza Bałtyckiego, na którym PGE posiada trzy decyzje lokalizacyjne umożliwiające budowę morskich farm wiatrowych o łącznej mocy 3,5 GW. Ok. 30 km od ESP Żarnowiec i planowanego magazynu energii znajduje się należąca do Grupy PGE Farma Wiatrowa „Lotnisko” o mocy ok. 100 MW z potencjałem rozbudowy o kolejne 140 MW w tym m.in. o wielkoskalowe farmy fotowoltaiczne. Wszystkie wymienione aktywa Grupy PGE będą połączone z KSE poprzez stację elektroenergetyczną „Żarnowiec” 400/110 kV znajdującą się ok. 2 km od ESP Żarnowiec i BMEE oraz stację elektroenergetyczną „Choczewo” 400 kV budowaną na potrzeby morskich farm wiatrowych w niedalekiej odległości (ok.15-20 km) od stacji Żarnowiec. Połączenie wymienionych jednostek w jednym obszarze KSE umożliwi integrację zielonej energii elektrycznej wytworzonej w tych aktywach oraz zwiększy ich elastyczność i sterowalność.

Potencjał planowanej instalacji hybrydowej może również okazać się pomocny dla wzrostu bezpieczeństwa energetycznego Polski i krajów Bałtyckich. Będzie mieć również wpływ na konkurencyjność rynków energii oraz synchronizację systemów energetycznych Litwy, Łotwy i Estonii z systemem Europy kontynentalnej poprzez projekt Harmony Link, będący międzysystemowym połączeniem do wymiany energii elektrycznej między Litwa i Polską. Dzięki temu połączeniu system elektroenergetyczny Litwy zostanie połączony z polskim systemem za pomocą podmorskiego kabla o długości 330 kilometrów między stacjami elektroenergetycznymi w Żarnowcu i Dorbianach na Litwie.

Jednorazowe butelki szklane w systemie kaucyjnym – to zniszczy polski handel detaliczny i radykalnie obniży zbiórkę szkła

Ok. 70% – to wysokość recyklingu opakowań szklanych w Polsce, pozyskiwana już teraz w gminnych systemach zbiórki i segregacji odpadów opakowaniowych. Włączenie butelek szklanych jednorazowego użytku do systemu kaucyjnego – to rozwiązanie najgorsze z możliwych. Uderzy w polski handel detaliczny i pogorszy zbiórkę frakcji szklanej, której – na tle pozostałych opakowań plastikowych i puszek – pozyskuje się najwięcej. Polska Izba Handlu wraz z 16 organizacjami branżowymi napisała w tej sprawie list do premiera Mateusza Morawieckiego oraz Ministrów: Anny Moskwy – z resortu Klimatu i Środowiska oraz Waldemara Budy – z resortu Rozwoju i Technologii. Zaapelowano w nim o pozostawienie jednorazowych butelek szklanych w systemie gminnym i wyłączenie ich z planów objęcia systemem kaucyjnym.

Polska Izba Handlu wraz z 16 organizacjami związanymi z produkcją i recyklingiem opakowań szklanych oraz polskim sektorem handlu przyjęła treść wspólnego oświadczenia, w którym apeluje się o pozostawienie butelek szklanych jednorazowego użytku w gminnych systemach zbiórki oraz nieobejmowanie jednorazowego szkła systemem kaucyjnym.

Koalicjanci wyrażają przekonanie, że premier polskiego rządu przychyli się do argumentacji instytucji takich jak Polska Izba Handlu najszerszej reprezentacji handlu w Polsce, co uchroni przedstawicieli m.in. 40% małego i średniego, polskiego, handlu przed rozwiązaniami, które zagrażają rodzimej gospodarce – w tak ważnym sektorze, jakim jest sprzedaż żywności i napojów – i w tak niesprzyjających warunkach gospodarczych (galopująca inflacja) oraz geopolitycznych (niestabilne łańcuchy dostaw, wojna w Ukrainie, obostrzenia pandemiczne).

Włączenie butelek szklanych jednorazowego użytku to dla sklepów osiedlowych, które są domeną polskiego handlu detalicznego – to wyzwania organizacyjne, logistyczne i finansowe niewspółmierne do zakładanych przez ustawodawcę efektów. Dodatkowe obowiązki związane z odbieraniem opakowań wszystkich frakcji od klientów, ich dystrybucją do recyklera i sprawozdawczością, mogą obniżyć poziom uczestnictwa sklepów w systemie kaucyjnym. Pamiętajmy, że podstawowym celem ustawy i implementowanej przez nią Dyrektywy SUP 2019/904, powinna być zbiórka opakowań jednorazowego użytku z tworzyw sztucznych.

W przypadku handlu detalicznego ważną kwestią jest problem bezpieczeństwa i ograniczeń przestrzennych przy magazynowaniu opakowań szklanych. Składowanie butelek szklanych wymaga wygospodarowania i odpowiedniego zabezpieczenia dużej części powierzchni sklepu, co w przypadku wielu sklepów będzie powodowało utrudnienia w działalności handlowej. Równie istotne są względy bezpieczeństwa i higieny pracy, w tym zwiększone ryzyko stłuczek. Po stronie placówek pozostaje proces bezpiecznego odbioru butelki szklanej od klienta, przeniesienia jej w wydzielone na terenie sklepu miejsce do składowania oraz pozostałe czynności związane ze sprawozdawczością, które łącznie zakłócą przebieg procesu handlowego.

Pod treścią listu skierowanego do premiera Mateusza Morawieckiego oraz ministrów Anny Moskwy – i Waldemara Budy, o pozostawienie zbiórki butelek szklanych jednorazowego użytku w systemach gminnych, podpisali się przedstawiciele łącznie 17 organizacji, w tym handlu: Polskiej Izby Handlu, Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji; producenci napojów: ze Stowarzyszenia Krajowa Unia Producentów Soków, Stowarzyszenia Polska Wódka, Związku Pracodawców Polski Przemysł Spirytusowy, Związku Pracodawców Polska Rada Winiarstwa; producenci szkła: Związku Pracodawców Polskie Szkło; producenci rolni i sadowniczy: Federacji Branżowych Związków Producentów Rolnych, Krajowego Związku Grup Producentów Owoców i Warzyw, Krajowego Stowarzyszenia Przetwórców Owoców i Warzyw, Stowarzyszenia Polskich Dystrybutorów Owoców i Warzyw „Unia Owocowa”, Polskiej Izby Produktu Regionalnego i Lokalnego, Związku Sadowników RP, Stowarzyszenia Sady Grójeckie, Stowarzyszenia Plantatorów Jagody Kamczackiej; recyklingu: Izby Pracodawców Recyklingu Opakowań EKOPAK, a także Interzero.

Rosną obroty w centrach handlowych, ale w dużej mierze jest to efekt inflacji

  • Obroty w centrach handlowych w maju 2022 r. były o 22% wyższe niż w maju 2019 r.
  • W podziale na kategorie najlepsze wyniki notowały: żywność (+67%) i gastronomia (+34%). Bazą porównawczą był maj 2019 r.
  • Obroty wzrosły we wszystkich kategoriach obiektów. Najszybciej w największych galeriach (powyżej 60 tys. mkw. GLA), gdzie obroty były o 29% wyższe niż w maju 2019 r. Duże obiekty (40-60 tys. mkw. GLA) notowały wzrosty o 18%, a średnie (20-40 tys. mkw. GLA) i najmniejsze (5-20 tys. mkw. GLA) o 15%.

Odwiedzalność centrów handlowych w czerwcu 2022 r., mierzona liczbą klientów na 1 mkw. powierzchni najmu, była o 1,4% wyższa niż w czerwcu 2019 r.

– Obroty w centrach handlowych rosną kolejny miesiąc z rzędu, a klienci odwiedzają je częściej niż przed pandemią. Ze wskaźnika Turnover Index wynika, że w maju obroty wzrosły o 22%, czyli nieco szybciej niż inflacja. Odwiedzalność, prezentowana w oparciu o Footfall Density Index, w czerwcu była o 1,4% wyższa niż w czerwcu 2019 r. Najnowsze dane potwierdzają, że klienci wrócili do zwyczajów zakupowych sprzed pandemii. To pozwala z ostrożnym optymizmem oceniać możliwości wzrostu w branży centrów handlowych. Nadal bowiem należy pamiętać o wciąż rosnącej inflacji, kosztach energii i niepewności dalszego rozwoju sytuacji gospodarczej – mówi Krzysztof Poznański, dyrektor zarządzający Polskiej Rady Centrów Handlowych.

Już trzeci miesiąc z rzędu duży wpływ na wzrost obrotów mają zwiększone zakupy spożywcze. Dotyczą one tak Polaków, jak i dodatkowych konsumentów, którymi są uchodźcy z Ukrainy. Z kolei wzrost obrotów w gastronomii pokazuje, że klienci spragnieni kontaktów z innymi wrócili do przyzwyczajeń sprzed pandemii i spędzania wolnego czasu w galeriach. Aspekt społeczny centrów handlowych znów mocno nabiera znaczenia, a teorie o zmierzchu handlu stacjonarnego okazały się nietrafione.

Równolegle ze zwiększonymi obrotami rośnie odwiedzalność, która od kwietnia 2022 r. jest wyższa od tej sprzed pandemii. W wynikach odwiedzalności widać obecność grupy dodatkowych konsumentów, pochodzących z Ukrainy. Ich wpływ na odwiedzalność jest widoczny zwłaszcza w tych miejscach, gdzie koncentrują się uchodźcy.

Footfall Density Index – wskaźnik odwiedzalności centrów handlowych, pokazujący liczbę klientów w ciągu miesiąca, w przeliczeniu na 1 mkw. powierzchni najmu. Jest przygotowywany na podstawie informacji dostarczanych z nowoczesnych systemów kamer, pozwalających na rzeczywiste, codzienne mierzenie ruchu w centrach handlowych. Klienci odwiedzający galerie są liczeni za pomocą kamer 3D zainstalowanych przy każdym wejściu. Aby zminimalizować możliwość błędów, kamery montowane są również w dodatkowych miejscach, kluczowych dla weryfikacji ruchu w danym obiekcie. To najbardziej miarodajny system analizujący przepływy klientów w centrach handlowych, wyróżniający się dokładnością sięgającą 98%. Dane są zbierane w ponad 120 obiektach handlowych o łącznej powierzchni powyżej 4,5 mln mkw., co stanowi 35% rynku centrów handlowych w Polsce. Nieprzerwalnie od 2008 r., dane te są zbierane i weryfikowane przez PwC, wiodącego międzynarodowego audytora.