Warszawa stolicą wieżowców. Skupia 74 proc. wysokościowców w Polsce

Warszawa pozostaje centrum rozwoju wysokościowców w Polsce. Skupia aż 74 proc. budynków tego typu w kraju, z których większość pełni funkcje biurowe – wskazują dane CBRE. Choć wieżowce stanowią jedynie niewielki udział wszystkich biurowców, odpowiadają za znaczną część takiej powierzchni na rynku, a zarządzanie nimi można porównać do gospodarowania małym miasteczkiem. Nowe projekty wciąż koncentrują się głównie w stolicy. Tylko w ciągu najbliższych pięciu lat może tu powstać nawet 19 takich obiektów, z których część będzie pełnić funkcje biurowe, ale także inne, w tym mieszkaniowe i hotelowe.Warszawa miastem wież. Tu znajduje się trzy czwarte wysokościowców

Za wysokościowiec uznaje się obiekt wyraźnie wyższy od typowej zabudowy miejskiej przeznaczony na funkcje biurowe, mieszkalne, hotelowe lub usługowe. W samej Warszawie od 2015 do 2026 roku powstało 16 wieżowców, które mają funkcję biurową oraz sześć z innym przeznaczeniem. Ich dynamiczny rozwój w Polsce istotnie wpłynął na strukturę rynku biurowego oraz sposób funkcjonowania organizacji. Choć budynki, których wysokość przekracza 70 metrów stanowią zaledwie 2,5 proc. ogółu biurowców w dziesięciu największych miastach kraju, odpowiadają za 11,5 proc. całej powierzchni biurowej.

Rozwój wieżowców w Polsce, a zwłaszcza w Warszawie, która skupia większość takich obiektów, jest efektem strategicznych decyzji inwestycyjnych oraz odpowiedzi rynku na rosnące wymagania międzynarodowych najemców. Symbolem tej transformacji są m.in. Varso Tower – najwyższy budynek w Unii Europejskiej, Warsaw Unit z ikoniczną falującą fasadą tzw. dragon skin i ruchomą platformą widokową usytuowaną na 46 poziomie, czy też oddawany wkrótce do użytku Upper One, wyróżniający się proekologicznymi rozwiązaniami i najwyższymi standardami w zakresie well-beingu. Projekty te potwierdzają, że wysokościowce pełnią dziś rolę flagowych aktywów w biurowych portfelach zagranicznych inwestorów – mówi Sebastian Biedrzycki, Senior Director, Head of Office Property Management and Landlord Services Poland w CBRE.

Powierzchnia najmu w wysokościowcach sięga nawet 70 tys. mkw., gdzie zazwyczaj w standardowym budynku biurowym jest to ok. 4 razy mniej. Na przykład warszawski Varso Tower, mógłby pomieścić w sobie prawie 3 tys. kawalerek. W praktyce oznacza to tysiące użytkowników dziennie oraz wielu najemców, często z jednym kluczowym, globalnym graczem, wokół którego budowana jest strategia zarządzania obiektem. Skala takich obiektów determinuje zastosowanie zaawansowanych technologii zarządzania budynkiem i bezpieczeństwa, a jednocześnie redefiniuje doświadczenie pracownika. Nowoczesny wieżowiec różni się od standardowego budynku biurowego nie tylko wysokością, lecz przede wszystkim poziomem integracji usług i systemów, standardem środowiska pracy oraz zakresem udogodnień dostępnych w jednym obiekcie.

Zarządzanie taką nieruchomością jest wyzwaniem, które można porównać z gospodarowaniem małym miastem – codziennie korzysta z niej nawet kilka tysięcy osób. Dla zapewnienia komfortu użytkowników kluczowe znaczenie mają precyzyjna koordynacja działań podmiotów odpowiedzialnych za funkcjonowanie budynku oraz indywidualnie dopasowany plan współpracy, komunikacji i angażowania najemców.

Więcej wieżowców na horyzoncie

Do 2031 r. w Polsce może powstać kolejnych 25 wysokościowców. Liderem pozostanie Warszawa, w której planowanych jest najwięcej wysokościowców (19). Osiem z nich to biurowce, dziewięć będzie pełnić funkcje mieszkaniowe, w tym najmu instytucjonalnego. W planach są również dwa wielofunkcyjne wieżowce. W Katowicach planowane są dwa obiekty o funkcji mieszkaniowej, podobnie jak w Łodzi – jeden przeznaczony na mieszkania, a drugi wielofunkcyjny. Wieżowiec o funkcji mieszkaniowej powstanie także w Gdyni.

Koniec rynku najemcy? Firmy muszą planować biura nawet z pięcioletnim wyprzedzeniem

Latami najemcy mogli zakładać, że jeśli nie znajdą odpowiedniego biura, rynek szybko podsunie im kolejną alternatywę. Dziś ta logika przestaje działać. Przy rekordowo niskiej aktywności deweloperów i kurczącej się podaży najlepszych powierzchni, decyzje trzeba podejmować wcześniej i często w warunkach dużej niepewności co do przyszłości biznesu. O tym, dlaczego intuicja przestaje wystarczać, a wybór biura staje się jedną z ważniejszych decyzji mówi Karol Wyka, Dyrektor Zarządzający Działu Powierzchni Biurowych w firmie Newmark Polska.

Jeszcze niedawno firmy planowały relokację dwa lata naprzód. Jak to się stało, że kilkanaście miesięcy później rynek biurowy działa na zupełnie innych zasadach?

Karol Wyka: Mamy do czynienia z historycznie niską aktywnością deweloperów. Nie „trochę niższą”, ale najniższą od kilkunastu lat. W Warszawie pod koniec pierwszego kwartału tego roku w budowie pozostawało niewiele ponad 115 tys. mkw., czyli prawie o 40 proc. mniej niż kwartał wcześniej, i o ponad 50 proc. mniej, licząc rok do roku. Jednocześnie w ciągu ostatnich 12 miesięcy rozpoczęto budowę jedynie jednego projektu AFI Tower, który odpowiada za ponad 43% powstającej powierzchni biurowej w stolicy.

To jest sytuacja bez precedensu, szczególnie że deweloperzy mają przygotowane projekty, zabezpieczone działki i ważne pozwolenia na budowę, ale z uruchomieniem inwestycji coraz częściej czekają na duże umowy przednajmu. Dlatego dwa lata to zdecydowanie za mało. W praktyce decyzję o nowej siedzibie trzeba podejmować nawet pięć lat wcześniej. Jeśli doliczymy do tego standardowy okres najmu, który zwykle wynosi 10 lat lub więcej, okaże się, że firmy planują swoje biura w perspektywie kolejnych 15 lat, czyli 2040 roku. A to oznacza konieczność przewidywania nie tylko własnego rozwoju, lecz także wpływu AI, zmian pokoleniowych czy nowych modeli pracy na funkcjonowanie organizacji.

Co sprawiło, że deweloperzy niemal jednocześnie zdjęli nogę z gazu?

Projekty biurowe przestały spinać się finansowo. Przed wybuchem konfliktu w Ukrainie, okresem wysokiej inflacji i gwałtownym wzrostem kosztu pieniądza stopy kapitalizacji dla najlepszych biurowców w stolicy wynosiły około 4-4,5 proc. Rynek inwestycyjny był płynny, a inwestorzy kupowali budynki po wysokich cenach.

Później nałożyło się na siebie kilka niekorzystnych zjawisk: pogorszenie sytuacji geopolitycznej, drogie finansowanie, wzrost kosztów budowy oraz chwilowe zamrożenie rynku inwestycyjnego. Dlatego dziś mówimy już o yieldach na poziomie 6-6,5 proc. w Warszawie, co dla właścicieli oznacza często kilkadziesiąt milionów euro różnicy w wycenie tego samego budynku. Deweloperzy nie stracili wiary w rynek, ale nowe projekty uruchamiają znacznie ostrożniej, najczęściej dopiero po zabezpieczeniu dużego przednajmu.

Ale firmy nie mogą czekać. Potrzebują biur tu i teraz

I właśnie dlatego kończy się rynek najemcy. Przez lata firmy były przyzwyczajone, że zawsze znajdzie się alternatywa: nowy budynek, kolejny projekt, wolna powierzchnia w dobrej lokalizacji. Dziś sytuacja wygląda inaczej. Na pierwszy rzut oka dane mogą wydawać się komfortowe – współczynnik pustostanów w stolicy wynosi blisko 10 proc., ale w Centralnym Obszarze Biznesu i nowoczesnych biurowcach oddanych po 2020 roku dostępność biur jest bliska zeru. Jednocześnie część starszych lokalizacji, takich jak Służewiec Przemysłowy czy rejon ul. Żwirki i Wigury, przechodzi transformację. Niektóre budynki wrócą na rynek po modernizacji, ale część zostanie wyburzona, co jeszcze bardziej ograniczy podaż dostępnych biur.

Aktywność deweloperów w regionach jest jeszcze niższa?

Powiedziałbym, że minimalna. Na wszystkich rynkach regionalnych aktualnie w budowie znajduje się 16 budynków biurowych, z czego tylko w czterech zaplanowano powierzchnię powyżej 10 tys. mkw. To bardzo małe inwestycje – żeby to zobrazować, wspomnę, że jeszcze niedawno o średnim biurowcu mówiliśmy, gdy miał ok. 20 tys. mkw.

W efekcie całkowity wolumen nowej podaży w regionach w tym roku nie przekroczy 100 tys. mkw., co będzie drugim, po 2025 roku (20,5 tys. mkw.), najniższym wynikiem od prawie dwóch dekad. W niektórych miastach z dużym potencjałem, jak np. Wrocław, nie powstaje dziś żaden nowy budynek. Największą aktywność deweloperów w ostatnich miesiącach obserwowaliśmy natomiast w Poznaniu i Krakowie.

Niektórzy najemcy wstrzymują decyzje, licząc na korektę czynszów. Mają na to szansę?

Czynsze rosną praktycznie z miesiąca na miesiąc. W Warszawie stawki zaczynające się od „trójki” w najlepszych lokalizacjach przestają już kogokolwiek dziwić. W obecnym cyklu rynkowym niestety nie widzę przesłanek, które mogłyby doprowadzić do spadku czynszów. Jeśli popyt pozostaje wysoki, a nowej podaży praktycznie nie ma, rynek reaguje w przewidywalny sposób. To oznacza nie tylko wyższe stawki, ale również coraz mniejszy wybór dostępnych powierzchni i słabszą pozycję negocjacyjną najemców.

Początek formularza

Dół formularza

Jak w takich warunkach zmienia się rola doradcy reprezentującego najemcę?

Dzisiaj doradztwo biurowe to znacznie więcej niż wskazanie kilku dostępnych budynków. Coraz częściej chodzi o zarządzanie czasem, ryzykiem i elastycznością biznesu. Jeśli firma rozpoczyna proces zbyt późno i nie ma realnej alternatywy dla obecnej lokalizacji, jej pozycja negocjacyjna wyraźnie słabnie.

Dlatego tak istotne jest odpowiednio wczesne przygotowanie strategii. Nie chodzi wyłącznie o wybór konkretnego biura, ale także o zabezpieczenie w umowie rozwiązań, które pozwolą najemcy reagować na zmiany. Mowa między innymi o prawie do ekspansji, możliwości zwrotu części powierzchni czy wcześniejszego zakończenia najmu w określonych sytuacjach. Zadbanie o tego typu zapisy często decyduje o komforcie funkcjonowania firmy w kolejnych latach.

Wspomniałem już wcześniej, że na rynku dominują dziś 10-letnie umowy najmu, co utrudnia przewidzenie, jak organizacja będzie funkcjonować w tak długiej perspektywie. Dlatego elastyczność zapisów umownych staje się równie istotna, jak lokalizacja czy wysokość czynszu.

Czy w ogóle da się dziś zaprojektować biuro, które będzie odpowiadało potrzebom firmy w przyszłości?

To jedno z najważniejszych wyzwań, przed którymi stoją dziś najemcy i doradcy. Właśnie dlatego coraz większego znaczenia nabiera workplace strategy, czyli podejście polegające na przewidywaniu, w oparciu o dane, w jaki sposób organizacja będzie korzystała z biura.

W tym procesie rola doradcy nie polega na podejmowaniu decyzji za klienta, lecz na dostarczaniu mu możliwie pełnych informacji, które pozwalają podjąć świadomą decyzję. Pewne jest jedno – odchodzimy od projektowania biur opartego wyłącznie na intuicji czy indywidualnych preferencjach zarządu. Analizujemy sposób funkcjonowania organizacji, przepływ pracowników między zespołami, model współpracy działów, miejsca zamieszkania pracowników, a także potrzeby wynikające z różnic pokoleniowych i specyfiki konkretnych funkcji. Dzięki temu udaje się nam stworzyć przestrzeń, która odpowiada realnym potrzebom firmy teraz, ale również w kolejnych latach.

Czy firmy są już gotowe, żeby patrzeć na biuro w tak strategiczny sposób?

Coraz bardziej, choć wielu menedżerów prowadziło ostatnie procesy relokacji 5-10 lat temu, gdy rynek wyglądał zupełnie inaczej, a część doświadczeń z tamtego okresu straciła już na aktualności. Długoterminowy najem to decyzje warte miliony złotych, które wpływają na organizację przez dekadę albo dłużej. Dlatego rośnie znaczenie rzetelnych analiz, a wraz z nim profesjonalnego doradztwa.

Czy dziś decyzja o biurze należy do najważniejszych decyzji biznesowych firmy?

Tak i to chyba najlepiej podsumowuje obecną zmianę. Dobre biuro może wspierać rozwój organizacji, przyciąganie i utrzymanie talentów, współpracę między zespołami, a nawet realizację strategicznych zmian. Źle zaprojektowana lub przeprowadzona relokacja będzie tylko bardzo drogim kosztem. Dlatego doświadczenie i odpowiednie przygotowanie procesu mają tak duże znaczenie. Dziś najdroższym błędem nie jest wynajęcie zbyt drogiego biura. Najdroższy jest wybór biura, które za kilka lat przestanie odpowiadać potrzebom organizacji.

Japonia wraca do stóp z lat 90. Symboliczny koniec pewnej epoki

Japonia właśnie wraca ze stopami procentowymi na poziomy obserwowane ostatnio w połowie lat 90. Tym samym kończy się epoka ultraluźnej polityki pieniężnej tego kraju. Australijczycy stóp nie podnieśli, ale za to uważnie patrzą w kierunku Chin, skąd napływają ambiwalentne odczyty. Do tego wszystkiego Kanada organizuje nie tylko mundial, ale również szczyt G-7.

Zawsze pod prąd

Wtorkowa sesja upływa pod znakiem decyzji Banku Japonii, który podniósł stopy procentowe do najwyższego poziomu od połowy lat 90. (stopa referencyjna wynosi od dzisiaj 1,00%). Sama skala ruchu nie była dla rynku zaskoczeniem, jednak jego symboliczne znaczenie jest większe, niż mogłoby się wydawać. Przez ponad dwie dekady Japonia funkcjonowała w świecie zerowych (bądź ujemnych) stóp procentowych, walcząc nie z inflacją, lecz z deflacją i słabym wzrostem gospodarczym. To właśnie wtedy jen stał się podstawową walutą finansującą globalny carry trade, a część inwestorów uzależniła się od darmowego pieniądza. Dziś ten obraz stopniowo odchodzi do historii. Utrzymująca się inflacja, mocny wzrost płac oraz presja wynikająca ze słabego jena sprawiają, że Bank Japonii kontynuuje proces normalizacji polityki pieniężnej. Paradoks polega na tym, że dzieje się to w momencie, gdy większość dużych banków centralnych zastanawia się już nie nad kolejnymi podwyżkami, lecz nad terminem powrotu do obniżek stóp procentowych. Jeszcze kilka lat temu taki układ sił wydawałby się trudny do wyobrażenia.

Bez fajerwerków, ale nie bez znaczenia

Drugim ważnym wydarzeniem dnia jest posiedzenie Banku Rezerw Australii, który zgodnie z oczekiwaniami pozostawił stopy procentowe bez zmian. Sama decyzja nie wywołała większej reakcji rynku, jednak inwestorzy uważnie analizowali ton komunikatu w poszukiwaniu wskazówek dotyczących nadchodzących miesięcy. RBA nadal podkreśla, że inflacja pozostaje zbyt wysoka, ale jednocześnie dostrzega oznaki stopniowego schładzania gospodarki. W podobnym kierunku płyną dane z Chin, które tradycyjnie mają duże znaczenie dla australijskiej gospodarki. Produkcja przemysłowa okazała się nieco mocniejsza od oczekiwań, jednak sprzedaż detaliczna ponownie rozczarowała, pokazując, że chiński konsument nadal nie odzyskał dawnej siły. W Europie warto zwrócić uwagę na niemiecki ZEW, który zupełnie zaskoczył analityków – z głębokiego minusa wyszliśmy na dość pokaźny plus. Rynek spodziewał się poprawy sentymentu, ale nikt raczej nie zakładał przejścia na pozytywną stronę szali. Krajowi inwestorzy będą natomiast czekać na publikację inflacji bazowej, która może dostarczyć kolejnych argumentów zarówno zwolennikom, jak i przeciwnikom dalszego łagodzenia polityki pieniężnej przez Narodowy Bank Polski.

Polityczny mundial

W cieniu decyzji banków centralnych trwa również szczyt państw G7 w Kanadzie, choć na razie trudno mówić o wydarzeniu, które mogłoby wywołać przełom na rynkach finansowych. W centrum rozmów znajdują się przede wszystkim sytuacja na Bliskim Wschodzie, bezpieczeństwo energetyczne oraz napięcia handlowe pomiędzy największymi gospodarkami świata. Szczególną uwagę przyciąga postawa Stanów Zjednoczonych, które próbują wykorzystać niedawne porozumienie z Iranem jako argument za stabilizacją sytuacji w regionie. Jednocześnie przywódcy starają się wypracować wspólne stanowisko wobec Chin, choć już pierwsze komentarze medialne wskazują, że osiągnięcie jedności w tej kwestii nie będzie łatwe. Analitycy zwracają uwagę, że tegoroczny szczyt ma przede wszystkim charakter polityczny i symboliczny, a nie gospodarczy. Mimo to inwestorzy będą uważnie śledzić końcowy komunikat, szukając sygnałów dotyczących przyszłości globalnego handlu, bezpieczeństwa dostaw surowców oraz potencjalnej współpracy największych gospodarek w obliczu rosnącej niepewności geopolitycznej.

Jako że w komentarzu walutowym nie może zabraknąć kursów – dziś obserwujemy dalszy powiew optymizmu, na którym korzysta złoty. Euro dziś tanieje o cały grosz, schodząc do poziomu 4,24 zł, jeszcze mocniejszy ruch obserwujemy względem dolara, który tanieje o dwa grosze do pułapu 3,655 zł. Jest to po części efekt wydarzeń na głównej parze walutowej globu, która dzisiaj pnie się w górę, przekraczając granicę 1,16$.

KNF zatwierdziła Prospekt ROBYG S.A. Rusza Oferta Publiczna Akcji

Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) zatwierdziła Prospekt ROBYG S.A. („ROBYG”, „Spółka”, a łącznie ze swoimi spółkami zależnymi „Grupa” lub „Grupa ROBYG”), w związku z planowaną Ofertą publiczną („IPO” lub „Oferta”). Spółka ubiega się o dopuszczenie i wprowadzenie akcji do obrotu na głównym rynku GPW. Zapisy dla inwestorów indywidualnych oraz proces budowy księgi popytu wśród inwestorów instytucjonalnych rozpoczną się jutro i będą prowadzone do 23 czerwca. Cenę maksymalną akcji ustalono na poziomie 36,00 PLN za akcję.

„Planowany debiut giełdowy stanowi ważny i naturalny etap rozwoju Grupy, który naszym zdaniem wzmocni pozycję rynkową ROBYG oraz wesprze dalszą ekspansję działalności, otwierając przed nami jeszcze większe możliwości dostarczania klientom wysokiej jakości lokali. Wierzę, że jako spółka posiadająca doświadczenie w funkcjonowaniu na rynku publicznym będziemy w stanie efektywnie wykorzystać pozyskany kapitał i kontynuować tworzenie wartości dla naszych akcjonariuszy.” – komentuje Eyal Keltsh, Prezes Zarządu ROBYG.

„Jako jeden z wiodących deweloperów mieszkaniowych w Polsce, obecny na rynku od 26 lat, posiadamy dogłębną znajomość polskiego rynku nieruchomości. Naszą pozycję rynkową potwierdzają zarówno dotychczasowe osiągnięcia, obejmujące m.in. około 38 tys. zakontraktowanych lokali oraz bank ziemi pozwalający na realizację około 18 tys. Lokali, jak i wysoka jakość realizowanych projektów oraz zaufanie klientów. Potwierdza je fakt, że znacząca część naszej sprzedaży pochodzi od klientów powracających lub pozyskanych dzięki rekomendacjom. Jesteśmy rozpoznawalną i cieszącą się zaufaniem spółką, opartą na solidnych fundamentach i dysponującą znaczącym potencjałem dalszego wzrostu oraz rozwoju.” – powiedział Oscar Kazanelson, Przewodniczący Rady Nadzorczej ROBYG.

Oferta obejmuje sprzedaż części istniejących akcji posiadanych przez akcjonariusza Spółki – TAG Beteiligungs- und Immobilienverwaltungs GmbH („Akcjonariusz Sprzedający”), będącego w całości własnością TAG Immobilien AG, który bezpośrednio posiada około 96,4 mln akcji reprezentujących 100% kapitału zakładowego Spółki. Akcjonariusz Sprzedający oferuje do 25 mln akcji. W ramach Oferty Spółka oferuje również do 9,6 mln nowo wyemitowanych akcji („Nowe Akcje”). Wpływy brutto z emisji nowych akcji wyniosą około 345 mln PLN. Po przeprowadzeniu IPO TAG Beteiligungs- und Immobilienverwaltungs GmbH pozostanie akcjonariuszem większościowym ROBYG.

Równolegle z Ofertą Spółka wyemituje około 2,4 mln zwykłych akcji imiennych serii C, które zostaną zaoferowane wybranym kluczowym menedżerom Grupy, członkom zarządu Spółki oraz przewodniczącemu rady nadzorczej Spółki. Złożenie oferty objęcia Akcji Serii C uprawnionym osobom będzie uzależnione od dojścia Oferty do skutku i nastąpi nie wcześniej niż w dniu ustalenia ceny. Liczba Akcji Serii C przydzielonych do objęcia przez każdą uprawnioną osobę zostanie ustalona indywidualnie. Przy założeniu, że cena emisyjna Akcji Serii C będzie równa cenie emisyjnej Nowych Akcji oferowanych w ramach Oferty, pomniejszonej o 10%, łączna wartość wpłat dokonanych przez uprawnione osoby wyniesie około 78,1 mln PLN. Środki te zostaną przez Spółkę przeznaczone na te same cele co wpływy z Oferty. Przewiduje się, że wybrani kluczowi menedżerowie Grupy, członkowie zarządu Spółki oraz przewodniczący rady nadzorczej, którzy obejmą akcje serii C, zobowiążą się do nieofertowania i niesprzedawania tych akcji przez okres 18 miesięcy od daty pierwszego dnia notowań akcji Spółki (lock-up).

ROBYG zakłada, że wpływy brutto z emisji nowych akcji wyniosą około 400 mln PLN i zostaną przeznaczone na dalszy rozwój działalności, w szczególności na powiększenie banku ziemi.

Oferta jest skierowana do inwestorów indywidualnych i instytucjonalnych w Polsce, a także do wybranych zagranicznych inwestorów instytucjonalnych poza terytorium Stanów Zjednoczonych Ameryki i Polski, w każdym przypadku zgodnie z Regulacją S na podstawie amerykańskiej Ustawy o Papierach Wartościowych („Amerykańska Ustawa o Papierach Wartościowych”), oraz do kwalifikowanych nabywców instytucjonalnych (QIB) w Stanach Zjednoczonych w oparciu o przepis Rule 144A.

Zamiarem Spółki, Akcjonariusza Sprzedającego oraz Globalnych Współkoordynatorów jest, aby do 10% łącznej liczby akcji oferowanych ostatecznie w Ofercie zostało przydzielonych inwestorom indywidualnym.

Akcjonariusz Sprzedający zobowiąże się do nieofertowania i niesprzedawania akcji Spółki, z zastrzeżeniem zwyczajowych wyjątków, przez okres dwóch lat od daty pierwszego dnia notowań akcji Spółki (lock-up). Spółka zobowiąże się do tego samego przez okres 365 dni od daty pierwszego dnia notowań akcji Spółki.

Cenę maksymalną akcji ustalono na poziomie 36,00 PLN za akcję.

Spółka zamierza ubiegać się o dopuszczenie i wprowadzenie do obrotu na rynku regulowanym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie wszystkich 96,5 mln istniejących akcji Spółki, do 9,6 mln nowo emitowanych akcji Spółki („Nowe Akcje”) oraz do 9,6 mln praw do Nowych Akcji („PDA”).

Erste Group Bank AG, Goldman Sachs Bank Europe SE oraz mBank S.A. pełnią funkcję Globalnych Współkoordynatorów i Współprowadzących Księgę Popytu. WOOD & Company Financial Services, a.s. Spółka Akcyjna, Oddział w Polsce pełni funkcję Współprowadzącego Księgę Popytu.

mBank S.A. pełni ponadto rolę firmy inwestycyjnej, a Erste Securities Polska S.A. pełni rolę agenta współoferującego w ramach Oferty. Baader Bank Aktiengesellschaft pełni rolę współmenedżera, a mInvestment Banking S.A. pełni rolę doradcy finansowego.

VICTORIAPARTNERS GmbH pełni funkcję doradcy w procesie IPO. InnerValue pełni funkcję doradcy PR.

Urlop właściciela firmy jako test organizacji. Wakacje pokażą, czy biznes działa bez szefa

Dla wielu właścicieli firm wakacje to najbardziej stresujący okres w roku. Z jednej strony marzą o odpoczynku, z drugiej obawiają się, że po kilku dniach bez telefonu wszystko zacznie się sypać. Klienci będą czekać na decyzje, zespół utknie z problemami, a skrzynka mailowa zamieni się w pole minowe. Tymczasem – jak przekonuje Iwona Borawska, founderka i CEO The Process® oraz autorka podcastu „O skalowaniu” – właśnie wakacje są jednym z najlepszych momentów na uporządkowanie firmy i przygotowanie jej do dalszego rozwoju.

– „Jeżeli właściciel nie może wyjechać na dwa tygodnie bez ciągłego odbierania telefonów, to problemem nie są wakacje. Problemem jest sposób, w jaki działa firma przez pozostałe jedenaście miesięcy w roku” – mówi ekspertka. 

Urlop właściciela jako test organizacji

Według badań Gallupa przeciętny właściciel małej firmy pracuje nawet o 50 proc. więcej niż jego pracownicy. Wielu przedsiębiorców przez lata buduje organizacje, które są skuteczne tylko wtedy, gdy sami znajdują się w centrum wszystkich decyzji.

– „Właściciel często staje się działem sprzedaży, marketingu, HR-u, obsługi klienta i kontroli jakości w jednej osobie. Dopóki firma jest mała, to działa. Ale kiedy zaczyna rosnąć, taki model staje się największym ograniczeniem rozwoju” – tłumaczy Iwona Borawska. Dlatego okres wakacyjny może pełnić funkcję swoistego audytu. Jeśli każda nieobecność właściciela powoduje chaos, oznacza to, że procesy wymagają uporządkowania. – „Nie pytajmy, czy firma poradzi sobie bez właściciela przez dwa tygodnie. Pytajmy, dlaczego nie radzi sobie przez dwa dni” – dodaje. 

Wakacje to nie przestój. To czas na porządki

Wielu przedsiębiorców traktuje lato jako sezon spowolnienia. Tymczasem część firm właśnie wtedy ma szansę przeprowadzić zmiany, na które brakuje czasu w najbardziej intensywnych miesiącach roku.

– „Kiedy rynek zwalnia, pojawia się przestrzeń na rzeczy ważne, ale niepilne. A to właśnie one najczęściej decydują o tym, czy firma będzie rosła za rok, dwa czy pięć lat” – mówi Iwona Borawska.

Do takich działań należą między innymi:

  • uporządkowanie procesów sprzedażowych,
  • aktualizacja procedur i standardów pracy,
  • analiza rentowności klientów,
  • uporządkowanie struktury organizacyjnej,
  • wdrożenie narzędzi automatyzujących powtarzalne zadania,
  • przygotowanie planów rozwoju na kolejne miesiące.

– „Największym błędem jest czekanie na idealny moment. W biznesie taki moment praktycznie nie istnieje. Dlatego wakacje często okazują się najlepszym czasem na wdrażanie zmian” – podkreśla. 

Firma nie może być zakładnikiem jednej osoby

Jednym z najczęstszych problemów rozwijających się przedsiębiorstw jest nadmierna zależność od właściciela. Klienci chcą rozmawiać wyłącznie z nim, pracownicy pytają go o każdą decyzję, a najważniejsza wiedza istnieje wyłącznie w jego głowie. – „Jeżeli jedyną osobą, która wie, jak coś zrobić, jest właściciel, to nie mamy procesu. Mamy ryzyko” – mówi przedstawicielka The Process.

Dlatego przed wakacjami warto odpowiedzieć sobie na kilka prostych pytań:

  • Kto podejmuje decyzje podczas mojej nieobecności?
  • Czy zespół zna swoje kompetencje i odpowiedzialności?
  • Czy kluczowe procedury są spisane?
  • Czy każdy wie, do kogo zwrócić się w konkretnej sprawie?

– „Firmy często szukają skomplikowanych rozwiązań, a zaczynają od złego końca. Najpierw trzeba uporządkować podstawy” – dodaje ekspertka. 

Delegowanie nie oznacza utraty kontroli

Jednym z największych wyzwań właścicieli jest oddawanie odpowiedzialności. – „Przedsiębiorcy często mówią: szybciej zrobię to sam. I zazwyczaj mają rację. Tylko że jeśli zawsze będą robić wszystko sami, nigdy nie stworzą organizacji zdolnej do wzrostu” – zauważa Iwona Borawska.

Zdaniem ekspertki delegowanie nie polega na przekazywaniu pojedynczych zadań, ale na budowaniu odpowiedzialności w organizacji. – „Prawdziwe delegowanie zaczyna się wtedy, gdy przekazujesz nie tylko zadanie, ale również prawo do podejmowania decyzji” – tłumaczy.

Jesień wygrywa się latem

Choć wakacje kojarzą się z odpoczynkiem, dla wielu firm są również okresem przygotowań do najbardziej intensywnej części roku. – „Wrzesień jest dla biznesu trochę jak styczeń. Wiele projektów rusza właśnie wtedy. Dlatego firmy, które wykorzystają lato na uporządkowanie procesów i planowanie działań, często zaczynają jesień kilka kroków przed konkurencją” – mówi ekspertka i podkreśla, że przewaga konkurencyjna rzadko wynika wyłącznie z lepszego produktu. – „Najczęściej wygrywają firmy lepiej zorganizowane. Takie, które potrafią działać szybko, podejmować decyzje i skutecznie realizować plany” – dodaje. 

Odpoczynek też jest strategią

Zdaniem Iwony Borawskiej jednym z najczęściej ignorowanych elementów rozwoju firmy jest regeneracja właściciela. – „Zmęczony przedsiębiorca podejmuje gorsze decyzje. Dlatego odpoczynek nie jest nagrodą za ciężką pracę. Jest częścią odpowiedzialnego zarządzania firmą” – mówi. Paradoksalnie właśnie wakacje mogą pokazać, czy organizacja jest gotowa na dalszy rozwój. – „Dobrze zorganizowana firma pozwala właścicielowi odpocząć. A jeśli nie pozwala, to daje bardzo cenną informację, nad czym trzeba pracować po powrocie” – podsumowuje Iwona Borawska.

Wakacje nie muszą być sezonem ogórkowym. Mogą stać się momentem, w którym firma porządkuje procesy, wzmacnia zespół i przygotowuje się na kolejne etapy rozwoju. A wtedy po urlopie wraca się
nie do zaległości, ale do organizacji, która działa sprawniej niż przed wyjazdem.

Modernizować, przekształcać czy wyburzać? Stare biurowce i galerie handlowe pod presją

0

Według najnowszego raportu firmy doradczej Colliers „Ostatnia szansa starzejących się nieruchomości – modernizować, przekształcać czy wyburzać?” na rynkach biurowych największych polskich miast budynki dojrzałe i starsze stanowią już od 40% do nawet 77% zasobów, a co trzeci nowoczesny obiekt handlowy ma ponad 20 lat. Oznacza to, że znacząca część istniejących zasobów wymaga modernizacji lub gruntownej transformacji, aby sprostać rosnącym wymaganiom najemców i inwestorów.

Raport pokazuje skalę wyzwań stojących przed właścicielami budynków biurowych i handlowych, które – ze względu na wiek, standard techniczny oraz zmieniające się oczekiwania najemców – tracą konkurencyjność. Starsze budynki często borykają się z wyższym poziomem pustostanów i presją na obniżki czynszów. Jednocześnie rosną koszty ich utrzymania, a dostęp do finansowania staje się bardziej ograniczony, zwłaszcza bez jasno określonej strategii transformacji.

Skala zmian na rynku

Od 2020 r. z warszawskiego rynku wycofano ponad 500 tys. mkw. powierzchni biurowej w 52 budynkach, a kolejne 222,6 tys. mkw. zniknęło z rynków regionalnych. Jak podaje Colliers, rekordowy pod tym względem był 2025 r., kiedy tylko w Warszawie wyłączono z użytkowania 165,8 tys. mkw. biur w 17 budynkach. Co więcej, już w 2023 r. stołeczny rynek po raz pierwszy w historii zaczął się kurczyć – wycofano ponad 84 tys. mkw. powierzchni, podczas gdy deweloperzy dostarczyli 61 tys. mkw. nowych biur.

– Polski rynek biurowy w ostatnich latach przechodzi istotne zmiany strukturalne, wynikające zarówno z ewolucji modelu pracy, jak i rosnących wymagań regulacyjnych oraz jakościowych. Obecnie obserwujemy rosnącą polaryzację rynku – nowoczesne, dobrze zlokalizowane obiekty utrzymują wysoki popyt, podczas gdy starsze budynki, zwłaszcza te zlokalizowane poza centrum,  mierzą się z rosnącą presją pustostanów oraz koniecznością dostosowań technicznych i funkcjonalnych. Dla właścicieli nieruchomości oznacza to konieczność podjęcia strategicznych decyzji dotyczących modernizacji, zmiany funkcji lub nawet wyburzenia aktywa. W najbliższych latach to właśnie sposób zarządzania dojrzałym i starszym zasobem, a nie skala nowej podaży, będzie jednym z głównych czynników kształtujących rynek biurowy w Polsce – mówi Dominika Jędrak, dyrektor działu Market Insights w Colliers.

Struktura wiekowa zasobów biurowych coraz wyraźniej różnicuje sytuację poszczególnych rynków. W Warszawie już 28% zasobu stanowią obiekty starsze niż 21 lat, a 64% powierzchni biurowej znajduje się w budynkach mających ponad 10 lat. Podobny proces obserwujemy na rynkach regionalnych – w Szczecinie budynki dojrzałe i starsze odpowiadają za 77% zasobów, a w Poznaniu za 58%. Coraz wyraźniej widać również wpływ wieku budynków na ich wyniki rynkowe, zwłaszcza w strefach pozacentralnych, gdzie wskaźnik pustostanów w budynkach mających 11–20 lat sięga już 14,2%, natomiast we Wrocławiu w najstarszych obiektach osiąga nawet 34%.

Trzy scenariusze „drugiego życia” budynku

Właściciele starszych nieruchomości coraz częściej stają przed wyborem jednej z trzech ścieżek „drugiego życia” budynku: modernizacji, konwersji lub wyburzenia i ponownej zabudowy. Najmniej inwazyjnym rozwiązaniem pozostaje modernizacja. Tego typu projekty pozwalają utrzymać funkcję biurową obiektu, poprawić efektywność energetyczną, podnieść standard techniczny oraz zwiększyć czynsze nawet o 10–25%, jednak ich opłacalność uzależniona jest od lokalizacji obiektu i poziomu stawek czynszowych.

Coraz większe znaczenie zyskują również konwersje biurowców, czyli zmiana funkcji budynku na mieszkaniową, akademikową lub hotelową. Najczęściej dotyczą one projektów mieszkaniowych, które odpowiadają za ok. 55% analizowanych przez Colliers transformacji, podczas gdy akademiki stanowią 13%, a hotele 9%. Choć proces ten wymaga znacznie większych nakładów kapitałowych oraz dłuższego horyzontu realizacji, może generować stopy zwrotu z inwestycji na poziomie 10–16%. Jednocześnie umożliwia uwolnienie wartości aktywów w lokalizacjach tracących atrakcyjność biurową oraz lepsze dopasowanie funkcji budynku do zmieniającej się struktury popytu.

Najbardziej radykalnym scenariuszem pozostaje wyburzenie, opłacalne głównie tam, gdzie możliwe jest istotne zwiększenie powierzchni użytkowej nowej inwestycji. To rozwiązanie wiąże się z najwyższym ryzykiem oraz najdłuższym okresem bez przychodów, ale jednocześnie daje inwestorom pełną swobodę projektową i potencjał osiągnięcia stóp zwrotu z inwestycji sięgających 12–20%.

Konwersje napędzane luką mieszkaniową i akademikową

Rosnące zainteresowanie konwersjami wynika w dużej mierze z realnych luk podażowych w innych segmentach rynku nieruchomości. Szczególnie widoczne jest to w sektorze akademików – przy blisko 1,3 mln studentów w Polsce prywatny rynek PBSA oferuje zaledwie kilkanaście tysięcy miejsc, co pokazuje skalę niezaspokojonego popytu.

– Konwersja starszego biurowca na funkcję mieszkaniową może być procesem nawet o ponad połowę szybszym niż realizacja nowej inwestycji od podstaw, co istotnie skraca czas wejścia projektu na rynek. Temu rozwiązaniu sprzyjają także zmieniające się warunki ekonomiczne – spadek wartości starszych biurowców, wzrost cen mieszkań oraz dynamiczne dojrzewanie rynku PRS. W efekcie coraz więcej właścicieli i inwestorów postrzega konwersję nie jako alternatywę, lecz jako racjonalny sposób odbudowy wartości aktywa i dostosowania go do aktualnych potrzeb rynku – mówi Paweł Szafarczyk, dyrektor, Colliers Define.

Przykłady z rynku

Przykłady z polskiego rynku pokazują, że zarówno modernizacja, jak i konwersja mogą skutecznie przywracać starszym budynkom konkurencyjność i nową wartość rynkową. Jednym z projektów modernizacyjnych przeprowadzonych w ostatnim czasie jest warszawski
V Tower, dawniej Warta Tower, gdzie zamiast wyburzenia zdecydowano się na kompleksową rewitalizację istniejącej struktury budynku.

Rewitalizacja V Tower to pełna transformacja technologiczna, obejmująca większość instalacji budynkowych – w tym wind, wentylacji i klimatyzacji – oraz instalacji sanitarnych po oświetlenie LED z czujnikami ruchu. Po modernizacji oczekiwane jest ograniczenie emisji operacyjnych CO2 o ponad 40% oraz redukcja zużycia energii pierwotnej o ok. 31%.

– Największym wyzwaniem przy tym projekcie była praca na istniejącej strukturze budynku. Modernizacja wymagała bardzo precyzyjnego podejścia do wymiany kluczowych systemów technicznych bez ingerencji w konstrukcję. Jej zachowanie, podobnie jak elewacji, pozwoliło dodatkowo zminimalizować wpływ prac na środowisko – w przypadku wyburzenia i budowy od zera do atmosfery trafiłoby ponad 27 tysięcy ton CO, czyli tyle, ile generuje kilka tysięcy samochodów osobowych rocznie – wyjaśnia Bartosz Jankowski, partner, dyrektor Colliers Define.

Z kolei przykład SHED Sky Living, powstałego w miejsce części kompleksu Lipowy Office Park, pokazuje potencjał konwersji starszych biurowców na funkcje mieszkaniowe dla studentów i młodych profesjonalistów. W ramach projektu dwa budynki biurowe przekształcono w 582 pokoje dla 733 mieszkańców, a cały proces trwał zaledwie 11 miesięcy. Inwestycja pozwoliła nie tylko skrócić czas realizacji względem budowy od podstaw, ale również ograniczyć skalę odpadów i emisji CO2 dzięki wykorzystaniu części istniejącej infrastruktury i elementów technicznych budynków.

ESG i regulacje wzmacniają presję na modernizację

Wymiar środowiskowy jest dziś jednym z ważnych argumentów przemawiających za modernizacją i ponownym wykorzystaniem starszych budynków zamiast ich wyburzania. Emisje związane z realizacją nowego obiektu mogą być nawet o 40–80% wyższe niż w przypadku głębokiej modernizacji istniejącej nieruchomości. Coraz większe znaczenie ma więc zachowanie już istniejącej substancji budowlanej, szczególnie konstrukcji żelbetowych, których odtworzenie generuje wysokie emisje CO2. Presję na modernizację dodatkowo wzmacniają regulacje unijne. Dyrektywa EPBD będzie zobowiązywać państwa członkowskie do poprawy efektywności energetycznej 16% najniżej ocenianych w tym zakresie budynków niemieszkalnych do 2030 r. oraz kolejnych 10% do 2033 r., co oznacza, że w ciągu najbliższych lat renowację będzie musiał przejść co czwarty tego typu obiekt w Unii Europejskiej.

Co z obiektami handlowymi?

Podobne procesy coraz wyraźniej dotyczą również rynku handlowego, który wchodzi dziś w analogiczną fazę dojrzałości. Spośród blisko 14 mln mkw. nowoczesnej powierzchni handlowej w Polsce aż 4,5 mln mkw. stanowią obiekty mające ponad 20 lat. Dla wielu centrów handlowych oznacza to konieczność redefinicji swojej funkcji i pozycji rynkowej w odpowiedzi na zmieniające się oczekiwania konsumentów, rozwój e-commerce oraz rosnące wymagania środowiskowe. W efekcie właściciele coraz częściej decydują się nie tylko na rekomercjalizację i modernizację obiektów, ale również częściowe wyburzenia, przebudowy czy całkowitą zmianę funkcji nieruchomości. Na rynku pojawiają się już przykłady całkowitych rozbiórek starszych galerii handlowych, jak Galeria Plaza w Krakowie, Malta w Poznaniu czy Arkady Wrocławskie, ale także rozszerzenie funkcji o komponent biurowy – jak w przypadku Placu Unii w Warszawie, Renomy we Wrocławiu czy katowickiego Supersamu.

Podobne wyzwania w całym regionie CEE

Podobne procesy obserwowane są w regionie Europy Środkowo‑Wschodniej, gdzie rynki biurowe również wchodzą w fazę dojrzałości. W większości stolic CEE rośnie udział starszych budynków, a jednocześnie ograniczana jest nowa podaż, co prowadzi do wyraźnej polaryzacji rynku. Najemcy coraz częściej wybierają nowoczesne, energooszczędne biura, podczas gdy starsze obiekty notują wyższe poziomy pustostanów i wymagają kosztownych modernizacji lub zmiany funkcji. Jednocześnie, podobnie jak w Polsce, rośnie znaczenie konwersji – szczególnie na cele mieszkaniowe i PRS – co wynika z niedoborów lokalowych w największych miastach regionu oraz zmieniającej się struktury popytu. W efekcie transformacja istniejących zasobów staje się jednym z kluczowych trendów kształtujących rynek nieruchomości biurowych w całym CEE.

Rynek w punkcie zwrotnym

Eksperci Colliers podkreślają, że najbliższe lata będą okresem intensywnych zmian i redefinicji rynku nieruchomości.

Właściciele, którzy odpowiednio wcześnie podejmą decyzje transformacyjne, mogą nie tylko ochronić wartość swoich aktywów, ale również zbudować przewagę konkurencyjną – podsumowuje Bartosz Jankowski z Colliers Define.

Inflacja bazowa w maju zgodna z prognozami. Stabilizacja stóp coraz bardziej prawdopodobna

Inflacja bazowa – po wyłączeniu cen żywności i energii – wyniosła w maju 2026 roku 3,1 proc. w ujęciu rocznym. Odczyt okazał się zgodny z rynkowymi prognozami.

To właśnie inflacja bazowa jest jednym z najważniejszych wskaźników obserwowanych przez bank centralny. Pozwala ona lepiej ocenić trwałe procesy inflacyjne zachodzące w gospodarce, ponieważ eliminuje wpływ czynników zewnętrznych i przejściowych, takich jak wahania cen surowców energetycznych czy żywności. W obecnych warunkach ma to szczególne znaczenie, gdyż ceny energii pozostają pod wpływem konfliktu na Bliskim Wschodzie.

Ostatnie wypowiedzi Prezesa NBP oraz niektórych członków Rady Polityki Pieniężnej wskazują obecnie na scenariusz stabilizacji stóp procentowych w najbliższych kwartałach.

Dzień Praw Osób Starszych. Ochrona, która zaczyna się od relacji i uważności

Z jakimi wyzwaniami prawnymi najczęściej mierzą się seniorzy? Gdzie dochodzi do naruszeń praw osób starszych? Ochrona praw osób starszych w praktyce nie ogranicza się wyłącznie do kwestii prawnych czy systemowych. Najczęściej problemy pojawiają się w codziennych relacjach – rodzinnych, społecznych i zawodowych – gdzie seniorzy są szczególnie narażeni na nierówne traktowanie, presję lub nadużycia.

Z okazji Dnia Praw Osób Starszych coraz częściej powraca pytanie, jak realnie chronić seniorów przed przemocą, wykluczeniem i nadużyciami – nie tylko prawnymi, ale także emocjonalnymi i finansowymi. Sama znajomość przepisów nie wystarcza, jeśli nie idzie w parze z codzienną uważnością i wsparciem społecznym. – Ochrona praw osób starszych nie kończy się na przepisach. W praktyce kluczowe znaczenie ma to, czy senior nie jest pozostawiony sam sobie i czy ma realne wsparcie otoczenia – mówi Karolina Praszek-Gołębiewska, inicjatorka kampanii Bezpieczne Relacje z Kancelarii Bezpieczeństwa.

Nadużycia wobec seniorów – problem relacji, nie tylko prawa

Jednym z najczęstszych problemów są sytuacje, w których osoby starsze stają się zależne od innych – emocjonalnie lub finansowo. – W przypadku seniorów bardzo często problemem nie jest brak świadomości praw, ale zależność od osób trzecich, która może prowadzić do nadużyć lub manipulacji – podkreśla Karolina Praszek-Gołębiewska.

Jak skutecznie chronić osoby starsze?

Ekspertka wskazuje, że kluczowe są zarówno działania systemowe, jak i codzienna czujność bliskich oraz instytucji. – Najważniejsze jest szybkie reagowanie na zmiany w zachowaniu seniora – wycofanie, niepokojące decyzje finansowe czy izolację od rodziny i znajomych – zaznacza. Istotną rolę odgrywa także edukacja. – Świadomość własnych praw i mechanizmów ochrony to fundament bezpieczeństwa osób starszych. Senior, który wie, że może podejmować samodzielne decyzje i ma do nich prawo, jest mniej podatny na manipulację – dodaje ekspertka i podkreśla, że naruszenia praw osób starszych najczęściej nie mają charakteru spektakularnych zdarzeń. To są powtarzalne, codzienne sytuacje, w których senior stopniowo traci wpływ na własne decyzje

Rynek pracy – dyskryminacja i „wiek jako bariera”

Jednym z pierwszych obszarów, w którym dochodzi do naruszeń, jest rynek pracy. Seniorzy często spotykają się z ograniczonym dostępem do zatrudnienia, mimo posiadanych kompetencji i doświadczenia. – Dyskryminacja wiekowa nie zawsze jest wprost wyrażona. Często przyjmuje formę „cichych decyzji rekrutacyjnych”, w których wiek staje się nieformalną barierą, mimo że nie ma to uzasadnienia w kwalifikacjach – wyjaśnia ekspertka. Problemem bywa również wypychanie z rynku pracy lub ograniczanie zakresu obowiązków bez realnej podstawy merytorycznej.

Rodzina – presja, zależność i przejmowanie kontroli

Najbardziej wrażliwą przestrzenią są relacje rodzinne. To właśnie tam najczęściej dochodzi do nadużyć wynikających z zależności emocjonalnej lub finansowej. – W relacjach rodzinnych często obserwujemy sytuacje, w których senior stopniowo traci decyzyjność – począwszy od drobnych spraw życia codziennego, aż po kwestie finansowe czy majątkowe – mówi Karolina Praszek-Gołębiewska.

Do częstych problemów należą:

  • presja na przekazanie majątku za życia (np. darowizny, przepisywanie nieruchomości),
  • uzależnianie wsparcia od konkretnych decyzji finansowych,
  • brak realnej zgody seniora przy podejmowaniu decyzji „w jego imieniu”.

Opieka nad wnukami – obowiązek zamiast wyboru

Kolejnym obszarem jest nieformalna presja związana z opieką nad wnukami. – Pomoc dziadków w opiece nad wnukami jest czymś naturalnym, ale problem pojawia się wtedy, gdy przestaje być wyborem, a staje się obowiązkiem bez możliwości odmowy – podkreśla ekspertka. W praktyce seniorzy często nie czują się uprawnieni do stawiania granic, co prowadzi do przeciążenia fizycznego i psychicznego.

Finanse i majątek – najpoważniejsze nadużycia

Jednym z najpoważniejszych obszarów naruszeń są kwestie finansowe i majątkowe. Dotyczy to zarówno presji rodzinnej, jak i działań osób trzecich. – Seniorzy bardzo często stają się celem nacisku w zakresie rozporządzania majątkiem – poprzez presję emocjonalną, sugestie „wdzięczności” lub poczucie obowiązku wobec rodziny – zaznacza Karolina Praszek-Gołębiewska.

Do najczęstszych sytuacji należą:

  • wymuszanie przepisania nieruchomości lub oszczędności,
  • ograniczanie dostępu do własnych środków,
  • „zarządzanie finansami” seniora bez jego pełnej kontroli i świadomości.

Izolacja i ograniczanie kontaktów społecznych

Istotnym, często niedostrzeganym problemem jest izolowanie seniorów od otoczenia. – Ograniczanie kontaktów z rodziną, znajomymi czy instytucjami wsparcia to jedna z form kontroli, która może prowadzić do całkowitej zależności od jednej osoby – mówi ekspertka. Izolacja zwiększa ryzyko dalszych nadużyć i utrudnia uzyskanie pomocy.

Jak się zabezpieczyć? Na co zwracać uwagę?

Ekspertka podkreśla, że kluczowe znaczenie ma świadomość i szybka reakcja na pierwsze sygnały naruszeń. – Najważniejsze jest to, aby nie ignorować sytuacji, w których senior zaczyna tracić wpływ na własne decyzje – szczególnie w sprawach finansowych, mieszkaniowych i zdrowotnych – zaznacza Karolina Praszek-Gołębiewska.

Do sygnałów ostrzegawczych należą m.in.:

  • nagłe zmiany w decyzjach majątkowych,
  • wycofanie społeczne,
  • zależność od jednej osoby w codziennych sprawach,
  • brak swobodnego kontaktu z rodziną lub instytucjami.

– Ochrona seniorów zaczyna się od uważności otoczenia i gotowości do reagowania, zanim dojdzie do utrwalenia niekorzystnych zmian – podsumowuje ekspertka.

Ultima Markets świętuje 10-lecie istnienia w 2026 roku

Ultima Markets z dumą obchodzi jubileusz 10-lecia działalności pod oficjalnym hasłem: „10 lat zaufania. Z myślą o przyszłości”. Od momentu założenia w 2016 roku, Ultima Markets przekształciła się w wiodącego globalnego brokera, pozostając wierną swoim korzeniom i konsekwentnie zapewniając inwestorom przewagę rynkową.

Nasza droga od 2016 roku

Przez ostatnią dekadę Ultima Markets z zaangażowaniem budowała światowej klasy przestrzeń inwestycyjną, opierając się na ultraszybkiej technologii oraz rygorystycznym przestrzeganiu przepisów (compliance). Począwszy od wdrożenia autorskiego terminala UM i integracji z platformą MT4 w 2018 roku, przez udostępnienie opartej na sztucznej inteligencji platformy MT5 w 2020 roku i aplikacji mobilnej UM App w 2021 roku – każdy kamień milowy był projektowany z myślą o zapewnieniu inwestorom środowiska transakcyjnego klasy premium. Zwieńczeniem tej drogi jest rok 2026, w którym firma świętuje dekadę udokumentowanej stabilności oraz niezachwianego zaufania globalnej bazy klientów.

Kamienie milowe w obszarze regulacji i rozwój instytucjonalny

Dynamiczny wzrost Ultima Markets jest efektem zobowiązania do zapewnienia bezpieczeństwa, przejrzystości oraz najwyższych standardów regulacyjnych. Do kluczowych osiągnięć firmy należy uzyskanie licencji brytyjskiego nadzoru Financial Conduct Authority (FCA) dla spółki z grupy w Wielkiej Brytanii w 2025 roku oraz autoryzacji FSC Mauritius w 2023 roku, co ugruntowało pozycję marki na rynkach o najwyższym rygorze prawnym. Równie istotny jest rozwój instytucjonalny, którego wyrazem są: strategiczne partnerstwo z Willis Towers Watson zapewniające ochronę funduszy do kwoty 1 miliona dolarów, przystąpienie do UN Global Compact w 2024 roku oraz zdobycie ponad 50 globalnych nagród branżowych do 2026 roku. Osiągnięcia te odzwierciedlają misję Ultima Markets polegającą na ciągłym utrzymywaniu najwyższych standardów nadzoru regulacyjnego i ochrony klientów.

W stronę trwałych relacji partnerskich

Aby uczcić dekadę obecności na rynku, Ultima Markets uruchamia zrównoważony, generujący wartość ekosystem, którego celem jest nagrodzenie wieloletnich partnerów współtworzących markę. Przez cały rok jubileuszowy klienci i partnerzy mogą spodziewać się globalnych projektów oraz ekskluzywnych inicjatyw, w tym:

●     Ultimate Trader Cup – najbardziej prestiżowy konkurs tradingowy w historii Ultima Markets, rzucający wyzwanie inwestorom, by udowodnili swoją przewagę i zapisali się na kartach historii firmy.

●     Program Lojalnościowy Ultima – nowy system poziomów lojalnościowych, umożliwiający inwestorom podnoszenie statusu i przekuwanie stałej obecności na platformie w długoterminowe korzyści.

●     Program Partnerski Ultima – bazujący na 10-letnim zaufaniu rynkowym program wyposażający partnerów w sprawdzone narzędzia, które pozwalają przekształcić ich sieci kontaktów w stałe źródło przychodów.

●     Benefity z Partnerstwa z Interem – ekskluzywny dostęp do meczów i wydarzeń VIP dla inwestorów, będący efektem globalnego sojuszu zawartego z klubem Inter Mediolan w 2025 roku.

Przedstawiamy „Pięć U”: Nasze kluczowe wartości

W rocznicę tej wyjątkowej dekady Ultima Markets z dumą oficjalnie prezentuje zestaw podstawowych wartości – „Pięć U” (w języku angielskim) – które wyznaczały naszą dotychczasową drogę i ukształtują kolejną dziesięciolatkę:

●     User (Użytkownik): Stawiamy na proklienckie podejście, projektując rozwiązania w oparciu o realne potrzeby inwestorów i eliminując bariery operacyjne.

●     United (Zjednoczeni): Tworzymy zintegrowaną społeczność, rosnąc razem dzięki edukacji i bliskiej współpracy.

●     Upright (Uczciwi): Definiuje nas nienaganna integralność; działamy w sposób przejrzysty, odpowiedzialny i zgodny z silnymi zasadami etycznymi.

●     Upward (Rozwijający się): Dążymy do stałego wzrostu, nieustannie ulepszając zarówno nasze produkty, jak i wyniki operacyjne.

●     Upgrade (Doskonalący): Istniejemy po to, by podnosić potencjał inwestorów, umożliwiając im rozwijanie umiejętności, narzędzi i osiąganie lepszych rezultatów.

Jak będzie wyglądać kolejna dekada Ultima Markets?

Kierując się zasadami „Pięciu U”, Ultima Markets wkracza w kolejną dekadę z wzrokiem skierowanym w przyszłość. Firma będzie nadal inwestować w innowacje, transparentność oraz globalną ekspansję, aby dostarczać stabilne i gotowe na wyzwania przyszłości środowisko transakcyjne. Opierając się na ostatnich wdrożeniach, takich jak Copy Trading Pro czy UM Academy, Ultima Markets nie poprzestanie jedynie na przyspieszaniu technologii. Zobowiązaniem firmy jest zapewnienie najwyższej przewagi rynkowej oraz elitarnego wsparcia dla inwestorów na całym świecie. W nadchodzących latach Ultima Markets będzie kontynuować realizację projektów o dużym znaczeniu dla rynku, które wzmocnią pozycję traderów i podniosą ogólną jakość doświadczeń inwestycyjnych na arenie międzynarodowej.

Bądź na bieżąco z Ultima Markets, aby śledzić najnowsze wiadomości i dowiadywać się o nadchodzących planach. Obserwuj nasze oficjalne kanały społecznościowe, na których przez cały rok będziemy prezentować inicjatywy związane z obchodami 10-lecia.

O Ultima Markets

Ultima Markets to Twoja brama do świata inwestycji, oferująca bezpieczny i regulowany handel kontraktami CFD. Jako Oficjalny Partner Regionalny FC Internazionale Milano, łączymy piłkarską pasję z wiedzą tradingową. Od 2016 roku obsługujemy klientów w ponad 170 krajach, oferując dostęp do ponad 1000 instrumentów finansowych. Działamy globalnie za pośrednictwem podmiotów regulowanych przez FCA i FSC. W 2026 roku zdobyliśmy ponad 50 globalnych wyróżnień, w tym tytuł Best CFD Broker Global. Jako dumny członek United Nations Global Compact, dopasowujemy nasze praktyki biznesowe do światowych Celów Zrównoważonego Rozwoju, co odzwierciedla nasze długoterminowe zaangażowanie w obszarze ekologii, edukacji oraz odpowiedzialnego wzrostu.

Nowa rola, nowe możliwości – dlaczego udział w warsztatach BeSmarter to przełom w Twojej karierze?

Awans na stanowisko kierownicze to jeden z najbardziej satysfakcjonujących momentów w życiu zawodowym każdego ambitnego pracownika. To sygnał, że Twoje kompetencje, lojalność i ciężka praca zostały dostrzeżone przez organizację. Jednak tuż po opadnięciu pierwszych emocji związanych z sukcesem, często pojawia się refleksja: „co dalej?”. Przejście z roli eksperta do roli lidera to nie tylko zmiana tabliczki na drzwiach, ale przede wszystkim konieczność przedefiniowania swojego sposobu myślenia i działania. Z perspektywy pracownika, udział w programach rozwojowych oferowanych przez BeSmarter.pl to nie kolejny obowiązek, ale realne wsparcie, które pozwala zamienić stres związany z nowymi zadaniami na pewność siebie i profesjonalizm.

Dla wielu osób największym wyzwaniem jest zmiana relacji z dotychczasowymi kolegami z zespołu. Jak zarządzać ludźmi, z którymi jeszcze wczoraj piło się kawę w biurowej kuchni? Jak egzekwować zadania, nie tracąc przy tym sympatii i szacunku? BeSmarter.pl oferuje narzędzia, które dają konkretne odpowiedzi na te pytania, pozwalając na płynne i bezbolesne wejście w buty lidera.

Profesjonalne szkolenia menedżerskie jako sposób na budowanie pewności siebie w nowej roli

Największym wrogiem młodego lidera jest niepewność. Brak wiedzy o tym, jak zareagować w trudnej sytuacji, jak poprowadzić rozmowę o błędach czy jak sprawiedliwie rozdzielić zadania, generuje ogromne pokłady stresu. Profesjonalne szkolenia menedżerskie w BeSmarter są zaprojektowane tak, aby tę niepewność wyeliminować. Zamiast ogólnych teorii, uczestnik otrzymuje gotowe algorytmy i schematy, które może zastosować w biurze już następnego dnia. To poczucie posiadania „mapy” w nowym terenie jest dla pracownika bezcenne – pozwala skupić się na celach, a nie na lęku przed popełnieniem błędu.

Korzyści osobiste, jakie odniesiesz wybierając tę ścieżkę rozwoju, to przede wszystkim:

  • Oszczędność czasu i energii – nauczysz się, jak przestać „gasić pożary” i jak efektywnie planować pracę własną oraz zespołu.
  • Rozwój inteligencji emocjonalnej – lepiej zrozumiesz motywacje swoich podwładnych, co pozwoli Ci unikać niepotrzebnych konfliktów.
  • Budowanie autorytetu opartego na kompetencjach – nie musisz krzyczeć ani stosować presji, by być słuchanym; nauczysz się budować szacunek poprzez spójność i jasne zasady.
  • Wzrost wartości na rynku pracy – certyfikat ukończenia prestiżowego warsztatu to silny atut w Twoim CV, otwierający drzwi do dalszych awansów.

Dodatkowo, udział w warsztatach to okazja do spotkania liderów z innych branż. Wymiana doświadczeń w kuluarach pozwala uświadomić sobie, że wyzwania, przed którymi stajesz, są uniwersalne. To buduje poczucie wspólnoty i daje unikalną szansę na spojrzenie na swoje problemy z zupełnie nowej, świeżej perspektywy.

Praktyczne szkolenie z komunikacji i zarządzanie zespołem – Twoja recepta na spokój i lepsze relacje

Większość problemów, które spędzają liderom sen z powiek, ma swoje źródło w komunikacji. Złe zrozumienie polecenia, niedopowiedzenia czy brak konstruktywnej informacji zwrotnej to prosta droga do spadku efektywności i pogorszenia atmosfery. Dlatego szkolenie z komunikacji w BeSmarter.pl to fundament, który zmienia jakość Twojego życia zawodowego. Ucząc się precyzyjnego wyrażania oczekiwań i asertywnego stawiania granic, dbasz przede wszystkim o swój komfort psychiczny.

Kluczowe umiejętności, które zdobędziesz, przekładają się bezpośrednio na Twoją codzienność:

  • Narzędzia takie jak model FUKO – dowiesz się, jak mówić o rzeczach trudnych w sposób, który nie rani, ale motywuje do zmiany.
  • Skuteczne zarządzanie zespołem – nauczysz się delegować zadania tak, abyś nie musiał poprawiać wszystkiego po swoich pracownikach.
  • Asertywność lidera – zyskasz umiejętność mówienia „nie” bez poczucia winy, co uchroni Cię przed nadmiernym obciążeniem zadaniami.
  • Rozwiązywanie konfliktów – nauczysz się mediować między pracownikami, zanim napięcia wpłyną na wynik całego działu.

Bardzo istotnym aspektem jest również to, że oferujemy szkolenie stacjonarne. W dobie wszechobecnych webinarów, możliwość bezpośredniego treningu z ekspertem jest luksusem, który gwarantuje trwałość efektów. Na sali szkoleniowej masz przestrzeń na błędy, na zadawanie pytań „na żywo” i na otrzymanie natychmiastowej korekty Twoich zachowań. To sprawia, że nauka jest wielokrotnie szybsza i bardziej angażująca.

Po powrocie z warsztatów nie zostajesz sam. BeSmarter zapewnia dostęp do platformy edukacyjnej z materiałami wideo i zadaniami wdrożeniowymi. Dzięki temu proces zmiany nawyków jest wspierany przez długi czas po zakończeniu spotkania. Dla Ciebie jako pracownika oznacza to realną szansę na trwały wzrost kompetencji, który przełoży się na Twoje sukcesy, mniejszy poziom stresu i większą satysfakcję z każdego dnia spędzonego w roli lidera. Inwestując czas w szkolenia menedżerskie, inwestujesz w swoją przyszłość, budując fundamenty pod karierę opartą na solidnej wiedzy i autentycznym autorytecie. Przygotuj się na to, że Twoja praca stanie się nie tylko łatwiejsza, ale i znacznie bardziej inspirująca.

Magazyny przyspieszają na dwóch frontach: najem rośnie o 47%, a udział w rynku inwestycyjnym sięga 44%

Polski rynek magazynowy wszedł w 2026 rok z mocnym impulsem wzrostowym. W pierwszym kwartale najemcy wynajęli ponad 1,6 mln mkw. powierzchni magazynowej, czyli o 47% więcej niż rok wcześniej. Jednocześnie sektor magazynowy odpowiadał za 44% całkowitego wolumenu inwestycyjnego na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce, potwierdzając swoją pozycję jednej z najważniejszych klas aktywów dla inwestorów.

Fundamenty polskiego rynku magazynowego pozostają bardzo silne. Wysoki popyt przy jednoczesnym ograniczeniu nowej podaży skutkuje systematycznym spadkiem poziomu pustostanów. Według danych Knight Frank, w pierwszym kwartale 2026 roku całkowity wolumen najmu przekroczył 1,6 mln mkw. Jeśli podobna aktywność utrzyma się w kolejnych kwartałach, tegoroczny wynik może zbliżyć się do rekordowego poziomu odnotowanego w 2021 roku.

„Pierwszy kwartał potwierdził, że rynek magazynowy pozostaje jednym z najmocniejszych segmentów nieruchomości komercyjnych w Polsce. Szczególnie istotny jest wzrost udziału nowych umów i ekspansji, które odpowiadały łącznie za ponad połowę wynajętej powierzchni. To wyraźny sygnał, że firmy nie tylko przedłużają istniejące kontrakty, ale również rozwijają swoją działalność i zwiększają zapotrzebowanie na nowoczesne powierzchnie logistyczne,” – komentuje Szymon Sobiecki, analityk w dziale badań rynku w Knight Frank.

Ograniczona podaż wspiera rynek

Na koniec pierwszego kwartału 2026 roku całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowej w Polsce przekroczyły 37,4 mln mkw. W pierwszych trzech miesiącach roku deweloperzy dostarczyli na rynek około 650 000 mkw. nowej powierzchni, z czego najwięcej w Trójmieście, Warszawie i na Górnym Śląsku.

Mimo wzrostu aktywności budowlanej względem poprzedniego kwartału, skala nowych inwestycji pozostaje ograniczona. W budowie znajduje się obecnie jedynie 1,4 mln mkw. powierzchni, co jest jednym z najniższych wyników obserwowanych w ostatniej dekadzie. Co więcej, niemal dwie trzecie realizowanych projektów jest zabezpieczonych umowami przednajmu.

„Nowa podaż pozostaje pod kontrolą i w dużej mierze odpowiada na rzeczywiste potrzeby najemców. To zdrowa sytuacja dla całego sektora. Ograniczona liczba projektów spekulacyjnych, przy jednocześnie wysokim poziomie aktywności najemców, będzie w kolejnych kwartałach wspierać dalszą absorpcję dostępnej powierzchni oraz spadek wskaźnika pustostanów,” dodaje Przemysław Piętak, kierujący działem doradztwa w zakresie wynajmu powierzchni magazynowo-produkcyjnych w Knight Frank.

Pustostany nadal spadają

Połączenie wysokiego popytu i ograniczonej podaży przekłada się na dalszy spadek poziomu niewynajętej powierzchni. Na koniec marca 2026 roku wskaźnik pustostanów wyniósł 7,2%, czyli o 1,2 punktu procentowego mniej niż rok wcześniej.

Najniższy poziom pustostanów odnotowano w regionie Szczecina, gdzie wynosił zaledwie 1,4%. Najwyższy wskaźnik pozostaje w zachodniej części Polski w pobliżu granicy z Niemcami, gdzie sięga 15%.

Stawki czynszów wywoławczych pozostają stabilne. W przypadku obiektów logistycznych typu big box mieszczą się obecnie w przedziale od 3,8 EUR/mkw. do 5 EUR/mkw. miesięcznie, natomiast magazyny miejskie osiągają poziom od 5 EUR/mkw. do 7,5 EUR/mkw.

Magazyny liderem rynku inwestycyjnego

Równie silny pozostaje rynek inwestycyjny. W pierwszym kwartale 2026 roku wolumen transakcji inwestycyjnych w sektorze magazynowym wyniósł 446,5 mln EUR, co oznacza wzrost o ponad 100% względem analogicznego okresu ubiegłego roku.

Sektor magazynowy odpowiadał za 44% całkowitego wolumenu inwestycyjnego na polskim rynku nieruchomości komercyjnych, wyprzedzając pozostałe klasy aktywów. Największą transakcją była sprzedaż portfela nieruchomości logistycznych firmy Raben o powierzchni przekraczającej 170 000 mkw., który został przejęty przez amerykańskiego inwestora W.P. Carey.

„Rosnący udział magazynów w całkowitym wolumenie inwestycyjnym pokazuje, że inwestorzy postrzegają ten segment jako jeden z najbardziej stabilnych i perspektywicznych na rynku. Szczególnym zainteresowaniem cieszą się nieruchomości oferujące długie okresy obowiązywania umów najmu oraz wysokiej jakości najemców. Duży udział w rynku mają transakcje typu sale and lease back, które pozwalają przedsiębiorstwom uwolnić kapitał przy jednoczesnym zachowaniu kontroli operacyjnej nad nieruchomościami,” – uzupełnia Michał Grabara, dyrektor w dziale rynków kapitałowych w Knight Frank.

Eksperci Knight Frank prognozują, że przy utrzymaniu obecnych trendów rynek magazynowy pozostanie jednym z głównych motorów wzrostu polskiego sektora nieruchomości komercyjnych również w kolejnych kwartałach. Silny popyt, ograniczona nowa podaż oraz wysoka aktywność inwestorów tworzą fundamenty sprzyjające dalszemu rozwojowi tego segmentu.

Local content jako test dojrzałości polskiej polityki gospodarczej

Podczas konferencji „Energia z Polski. Local First – Forum Dostawców Przemysłu Energetycznego i Obronnego” w Rzeszowie jednym z najczęściej powracających tematów była koncepcja local content. Minister Aktywów Państwowych Wojciech Balczun przedstawił ją nie jako kolejny program wsparcia przedsiębiorców, ale jako element szerszej strategii gospodarczej państwa, związanej z bezpieczeństwem, odpornością łańcuchów dostaw oraz budową krajowych kompetencji przemysłowych. (Gov.pl)

Dyskusja o local content jest jednak znacznie ciekawsza niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Nie chodzi bowiem wyłącznie o to, czy polskie firmy powinny otrzymywać więcej kontraktów. Prawdziwe pytanie brzmi: czy da się zmienić sposób myślenia uczestników rynku bez wprowadzania administracyjnych nakazów, kwot i ograniczeń, które często okazują się nieskuteczne albo wręcz szkodliwe?

Rząd przyjął definicję local content i zapowiedział stworzenie mechanizmów wspierających udział polskich przedsiębiorstw w strategicznych inwestycjach realizowanych w obszarze infrastruktury, energetyki, obronności czy cyfryzacji. Założeniem nie jest jednak formalne wykluczanie podmiotów zagranicznych, lecz zwiększenie udziału krajowego komponentu w realizowanych przedsięwzięciach. To podejście wydaje się rozsądne. Polska jest członkiem Unii Europejskiej i uczestnikiem wspólnego rynku. Wprowadzenie otwartych preferencji narodowych w zamówieniach publicznych byłoby nie tylko trudne prawnie, ale mogłoby wywołać reakcje odwetowe ze strony innych państw. Dlatego też rząd konsekwentnie podkreśla, że local content nie ma być protekcjonizmem, lecz zmianą sposobu myślenia o gospodarce. (PAP MediaRoom portal, Gospodarka Morska)

W tym miejscu pojawia się jednak zasadnicza wątpliwość. Czy rzeczywiście problemem polskiej gospodarki jest brak odpowiednich regulacji? A może problem leży gdzie indziej – w utrwalonych przez lata schematach decyzyjnych?

W wielu sektorach można zaobserwować zjawisko, które trudno nazwać inaczej niż gospodarczym konformizmem. Menedżer, urzędnik czy członek zarządu wybierający zagranicznego dostawcę często czuje się bezpieczniej niż wtedy, gdy decyduje się na firmę krajową, nawet jeśli parametry techniczne, doświadczenie i cena są porównywalne. Mechanizm jest prosty. W przypadku sukcesu decyzja nie budzi emocji. W przypadku problemów łatwo wskazać, że wybrano „uznanego międzynarodowego dostawcę”. Odpowiedzialność rozmywa się w renomie marki. Wybór polskiego przedsiębiorcy wymaga natomiast większej odwagi decyzyjnej. W razie niepowodzenia łatwiej postawić pytanie: dlaczego nie wybrano podmiotu zagranicznego?

To właśnie ten psychologiczny aspekt wydaje się jednym z największych wyzwań dla idei local content. Przez wiele lat Polska funkcjonowała jako rynek przyjmujący zagraniczne technologie, kapitał i know-how. Model ten przyniósł niewątpliwe korzyści. Dzięki niemu nastąpiła modernizacja wielu sektorów gospodarki. Jednocześnie utrwalił jednak przekonanie, że rozwiązania zagraniczne są z definicji lepsze, bezpieczniejsze i bardziej profesjonalne.

Dzisiaj sytuacja wygląda już inaczej. W wielu branżach polskie przedsiębiorstwa nie są podwykonawcami zagranicznych koncernów, lecz samodzielnymi uczestnikami globalnych łańcuchów dostaw. Dysponują własnymi technologiami, kompetencjami projektowymi i doświadczeniem zdobywanym na rynkach międzynarodowych. Mimo to w praktyce nadal często przegrywają nie z powodu jakości czy ceny, ale z powodu stereotypów.

Dlatego szczególnie interesująca wydaje się koncepcja kodeksu dobrych praktyk local content, o której coraz częściej mówi się w otoczeniu administracji publicznej i spółek z udziałem Skarbu Państwa. Założenie jest proste. Zamiast tworzyć kolejne obowiązki prawne, należy budować kulturę organizacyjną, w której analiza krajowego komponentu staje się naturalnym elementem procesu decyzyjnego. Pytanie jednak, czy to wystarczy. Historia gospodarcza pokazuje, że same deklaracje rzadko prowadzą do trwałej zmiany zachowań. Kodeksy etyczne, standardy ESG czy polityki compliance zaczynały przynosić efekty dopiero wtedy, gdy za deklaracjami pojawiały się mierzalne wskaźniki oraz realna odpowiedzialność kadry zarządzającej za ich realizację.

Podobnie może być z local content. Jeżeli koncepcja ma wyjść poza poziom konferencyjnych deklaracji, konieczne będzie regularne mierzenie udziału krajowego komponentu w strategicznych inwestycjach oraz publikowanie porównywalnych danych. Właśnie taki kierunek zapowiada Ministerstwo Aktywów Państwowych, wskazując na potrzebę monitorowania poziomu local content na różnych poziomach wykonawstwa. (Gospodarka Morska)

Kluczowe znaczenie będzie miała również zmiana sposobu oceny efektywności inwestycji. W Polsce nadal dominującym kryterium pozostaje cena bezpośrednia. Tymczasem coraz więcej państw analizuje również efekt mnożnikowy dla gospodarki, wpływ na rozwój kompetencji krajowych, odporność łańcuchów dostaw czy bezpieczeństwo strategiczne. (www.eecpoland.eu)

Nie oznacza to oczywiście, że każda polska firma powinna wygrywać z zagraniczną wyłącznie dlatego, że jest polska. Taki model szybko doprowadziłby do spadku konkurencyjności i jakości. Local content nie powinien być tarczą chroniącą słabszych uczestników rynku. Powinien być instrumentem umożliwiającym uczciwe konkurowanie tym przedsiębiorstwom, które posiadają odpowiednie kompetencje, ale przez lata pozostawały poza głównym nurtem dużych projektów inwestycyjnych.

Być może zatem najważniejszym wyzwaniem nie jest stworzenie kolejnych regulacji. Być może prawdziwym testem dla idei local content będzie odpowiedź na pytanie, czy polskie elity gospodarcze są gotowe porzucić utrwalony odruch, zgodnie z którym zagraniczne oznacza lepsze. Jeżeli odpowiedź będzie twierdząca, kodeks dobrych praktyk może okazać się początkiem trwałej zmiany. Jeżeli nie – nawet najbardziej rozbudowane definicje i wytyczne pozostaną jedynie kolejnym dokumentem, który dobrze wygląda w prezentacjach, ale nie zmienia rzeczywistości.

A właśnie od zmiany rzeczywistości, a nie od tworzenia kolejnych deklaracji, zależy powodzenie całego projektu local content.

Pracownicy nie odrzucają AI. Odrzucają narzędzia, które nie pomagają w codziennej pracy

W najbardziej zaawansowanych technologicznie gospodarkach świata znaczna część pracowników biurowych określa siebie jako sceptycznych wobec AI. Tymczasem na rynkach wschodzących odsetek ten jest wyraźnie niższy. Liderzy biznesu, którzy uznają tę różnicę za wyłącznie kulturową lub przecenioną przez media, błędnie interpretują jeden z najcenniejszych sygnałów, jakie mają do dyspozycji.

Badanie Salesforce przeprowadzone wśród ponad 1500 pracowników biurowych wykazało, że w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Francji ponad połowa respondentów identyfikuje się jako sceptycy AI. Dla porównania, na rynkach takich jak Meksyk odsetek ten wynosi zaledwie 26%. Podobny obraz wyłania się z raportu Stanford AI Index 2026: poziom zaufania do AI oraz regularnego korzystania z tej technologii przekraczał 80% w krajach takich jak Indie, podczas gdy w USA oscylował wokół 50%.

Różnicę w podejściu najbardziej rozwiniętych gospodarek oraz krajów aspirujących do tego miana potwierdza badanie AI Readiness Index, które objęło 200 dużych, średnich oraz małych polskich firm. Polska od dawna przoduje w światowych rankingach otwartości na implementację technologicznych innowacji i jest poligonem dla rozwiązań z obszaru bankowości, sprzedaży czy automatyzacji. W efekcie aż 44% polskich firm deklaruje, że AI stanowi dla nich wysoki lub wręcz kluczowy priorytet wśród planów wdrożeniowych. Jedynie 25% ankietowanych firm nie wiąże ze sztuczną inteligencją żadnych planów. Podział wynika z doświadczeń, a nie ze strachu

Różnica w poziomie optymizmu między gospodarkami wschodzącymi a rozwiniętymi jest głębsza, niż sugerują nagłówki prasowe. Badanie KPMG wykazało, że dla pracowników na rynkach wschodzących sztuczna inteligencja stanowi szansę na awans społeczny, większą sprawiedliwość oraz rozwój kreatywności. W krajach rozwiniętych sytuacja wygląda bardziej złożenie. Pracownicy nie kwestionują samej idei AI. Mogą natomiast nie ufać rozwiązaniom AI, które otrzymali do dyspozycji.

Nieudane projekty pilotażowe nie są głównym problemem. Na rynkach o najwyższym poziomie adopcji AI pracownicy częściej deklarują, że zanim zaczęli korzystać z AI na co dzień, mieli za sobą doświadczenia z nieudanymi wdrożeniami pilotażowymi. Drogą do sukcesu jest iteracja, a nie perfekcja. Liderzy, którzy potrafią tworzyć ambasadorów AI, dają swoim zespołom przestrzeń do eksperymentowania, popełniania błędów i ponownych prób. Takie powtarzalne doświadczenia budują kompetencje, poczucie bezpieczeństwa oraz zaufanie do AI, zachęcając pracowników do dalszego korzystania z tych narzędzi.

Co łączy pracowników w organizacjach o wysokiej adopcji AI

Droga od sceptyka do ambasadora AI opiera się na czterech warunkach, które konsekwentnie występują wśród pracowników, którzy przeszli od fazy pilotażu do codziennego korzystania ze sztucznej inteligencji:

  • Szkolenia to coś więcej niż jednorazowa, godzinna sesja wdrożeniowa. Prawdziwą biegłość buduje ciągłe, dopasowane do roli wsparcie i coaching.
  • AI jest bezpośrednio zintegrowana z narzędziami, z których pracownicy już korzystają, a nie funkcjonuje jako odrębna platforma. Gdy korzystanie z niej jest naturalne i konwersacyjne, adopcja staje się samonapędzającym procesem.
  • Zaufanie buduje się poprzez bezpieczne rozwiązania AI, które uwzględniają kontekst pracy i nigdy nieujawniają wrażliwych danych. Dla pracowników aktywnie korzystających z AI jest to warunek niepodlegający negocjacji.
  • Agentyczny workflow jest dostosowany do konkretnych ról, a nie oparty na ogólnych asystentach odpowiadających na ogólne pytania.

Wśród pracowników na całym świecie, którzy przeszli do regularnego, codziennego korzystania z AI, 76% stało się aktywnymi ambasadorami tej technologii. W firmach, które tworzyły agentów AI przeznaczonych dla konkretnych ról zamiast uniwersalnych zastosowań, zespoły konsekwentnie raportowały lepsze rezultaty – zarówno pod względem produktywności, jak i zaangażowania pracowników.

Luka między wdrożeniem a doświadczeniem

Prawdziwą miarą skuteczności strategii AI jest codzienne doświadczenie pracowników działów obsługi klienta, działu prawnego czy sprzedaży, którzy wypróbowali AI dwa razy, otrzymali ogólne i mało przydatne odpowiedzi, a następnie po cichu wrócili do wykonywania swoich obowiązków w sposób tradycyjny.

Umiejętność skutecznego rozwijania kompetencji związanych z AI odróżnia firmy, które jedynie wdrożyły nową technologię, od tych, które rzeczywiście zmieniły sposób wykonywania pracy.

Liderzy, którzy traktują każdego sceptyka AI nie jako problem do rozwiązania, lecz jako źródło cennych informacji, zbudują zespoły zdolne utrzymać konkurencyjność przez wiele lat. Inwestują oni w warunki, które sprawiają, że technologia staje się niezbędna oddolnie: w szkolenia, odpowiednie zabezpieczenia oraz agentyczny workflow dostosowany do konkretnych ról.

Ostrożność wobec AI nie jest oporem wobec przyszłości. To najbardziej szczery sygnał, jaki pracownicy mogą wysłać na temat tego, gdzie doświadczenie użytkownika zawiodło i od czego liderzy powinni zacząć jego odbudowę.

Miliony ze streamów Łatwoganga i pytania o podatki. Ekspert wyjaśnia zasady

Miliony złotych zebrane podczas charytatywnych streamów Łatwoganga dla dzieci chorych na DMD wywołały nie tylko falę wsparcia, ale także pytania o podatki. Czy organizatorzy internetowych zbiórek rzeczywiście muszą obawiać się, że fiskus potraktuje wpłaty od darczyńców jak zwykły dochód? Zdaniem ekspertów Zrzutka.pl – nie.

Niedawno zakończył się drugi charytatywny stream youtubera Łatwogang, podczas którego zebrano miliony złotych na rzecz chłopców chorujących na dystrofię mięśniową Duchenne’a (DMD). W ślad za sukcesem akcji w mediach pojawiło się wiele publikacji sugerujących, że organizatorzy zbiórek prowadzonych za pośrednictwem popularnych polskich platform, takich jak zrzutka.pl, mogą obawiać się kontroli urzędu skarbowego. Autorzy tych materiałów wskazywali, że fiskus może uznać środki wpłacane przez darczyńców nie za darowizny, lecz za tzw. „przychód z innych źródeł”, podlegający opodatkowaniu według skali podatkowej.

Przyczyną tego zamieszania są niektóre interpretacje podatkowe wydane w ostatnim czasie przez Krajową Informację Skarbową – mówi adwokat Paweł Maliszewski, kierujący działem prawnym Zrzutka.pl sp. z o.o. – Organ przyjmuje w nich, że wpłaty od anonimowych darczyńców lub osób, których nie można zidentyfikować, nie spełniają definicji darowizny określonej w art. 888 Kodeksu cywilnego, ponieważ nie da się ustalić, kto jest darczyńcą. W konsekwencji uznaje, że wpłaty dokonywane za pośrednictwem portali zbiórkowych, które nie zawierają co najmniej imienia i nazwiska darczyńcy, nie są darowiznami i powinny być traktowane jako przychód z innych źródeł – dodaje.

Jest to błędna interpretacja przepisów.

Art. 888 Kodeksu cywilnego stanowi jedynie, że przez umowę darowizny darczyńca zobowiązuje się do bezpłatnego świadczenia na rzecz obdarowanego kosztem swojego majątku. Przepis nie wymaga, aby dane osobowe darczyńcy były znane obdarowanemu. Tymczasem organy skarbowe utożsamiają brak znajomości danych darczyńcy z niemożnością uznania danej czynności za darowiznę.

Na co dzień bez problemu zawieramy różne umowy z ludźmi, których danych nawet nie znamy. Kupując produkt w sklepie nie musimy znać danych właściciela sklepu, a on nie musi znać naszych. Nie budzi to jednak żadnych wątpliwości co do ważności umowy sprzedaży. Tak samo jest w przypadku darowizny – tłumaczy Paweł Maliszewski.

Dane darczyńcy są za to wymagane na etapie składania formularza podatkowego SD-3, który należy złożyć w przypadku otrzymania darowizny przekraczającej ustawowe limity zwolnienia z podatku. W przypadku osób niespokrewnionych próg ten wynosi obecnie 5 733 zł.

W praktyce mamy do czynienia z sytuacją, w której organy skarbowe chciałyby dostosować rzeczywistość do formularza deklaracji podatkowej, zamiast dostosować formularz do rzeczywistości. Problematyczne przy darowiźnie od nieznajomego otrzymanej przez internet nie jest ustalenie, czy mamy do czynienia z darowizną, lecz prawidłowe wypełnienie formularza. Nie widzę przeszkód, by zgodnie z prawdą wpisać w odpowiednich rubrykach słowo „nieznane” lub pozostawić je niewypełnione, a następnie odprowadzić należny podatek od darowizny otrzymanej od osoby, której danych nie znamy – podkreśla Paweł Maliszewski.

Pojedyncze wpłaty na zbiórki internetowe są darowiznami. Dopóki pojedynczy darczyńca nie przekroczy ustawowego limitu 5 733 zł, organizator nie ma obowiązku zapłaty podatku.

Zdaniem Zrzutka.pl nie ma również wątpliwości co do charakteru prawnego wpłat dokonywanych za pośrednictwem portali zbiórkowych. Jeżeli z opisu zbiórki wynika, że organizator prosi o darowizny i nie oferuje darczyńcom żadnego świadczenia wzajemnego, to dokonanie wpłaty oznacza zawarcie umowy darowizny.

Podobnie jak na portalu aukcyjnym wybierając produkt, klikając „kup” i dokonując płatności zawieramy umowę sprzedaży, tak na portalu zbiórkowym wybierając zbiórkę i dokonując wpłaty zawieramy umowę darowizny. Nie ma znaczenia, czy organizator zna dane konkretnego darczyńcy – wyjaśnia Paweł Maliszewski.

Ekspert zwraca także uwagę, że w rzeczywistości internetowej nie istnieją całkowicie anonimowe wpłaty. Nawet jeśli organizator nie zna danych darczyńcy, organy podatkowe mają możliwość ich ustalenia. W przypadku płatności realizowanych za pomocą systemu BLIK możliwe jest prześledzenie numeru transakcji i pozyskanie danych osoby dokonującej wpłaty od odpowiednich podmiotów obsługujących płatność.

Jak zatem prawidłowo rozliczać środki otrzymywane za pośrednictwem internetowych zbiórek?

Wpłaty na zbiórki, z których opisu wynika, że organizator nie oferuje darczyńcom żadnego świadczenia zwrotnego, niewątpliwie stanowią darowizny. Należy rozliczać je właśnie w ten sposób, traktując każdą wpłatę jako odrębną darowiznę (zliczając ewentualne wpłaty pochodzące od jednej osoby). W praktyce oznacza to, że obowiązek złożenia deklaracji podatkowej i zapłaty podatku będzie pojawiał się bardzo rzadko, ponieważ wpłaty przekraczające 5 733 zł należą do wyjątków (dla przykładu średnia wartość wpłaty na portalu zrzutka.pl to około 80 zł, a wartość 5 733 zł osiąga mniej niż 0,036% wpłat). Jeżeli jednak taka wpłata się pojawi, należy złożyć odpowiednią deklarację i odprowadzić podatek od nadwyżki ponad tę kwotę – podsumowuje Paweł Maliszewski.

W ocenie ekspertów Zrzutka.pl medialne doniesienia o rzekomym opodatkowaniu całej wartości internetowych zbiórek wynikają w pełni z błędnej interpretacji przepisów dotyczących darowizn i nie znajdują oparcia w obowiązującym prawie.

Znaczenie tej kwestii wykracza daleko poza pojedyncze zbiórki. Na największej polskiej platformie crowdfundingowej zrzutka.pl założono już ponad 1,35 mln zbiórek, a każdego dnia powstaje ich ponad 400. Do tej pory zgromadziły one ponad 21 mln wpłat o łącznej wartości przekraczającej 1,7 mld zł.

Najwięcej pracy w budownictwie, najwyższe podwyżki w logistyce. Przemysł nadal szuka specjalistów

Polski przemysł pozostaje pod presją rosnących kosztów, niestabilnego popytu i niepewności geopolitycznej. Obraz sektora nie jest jednolity. Podczas gdy część przedsiębiorstw ogranicza etaty, inne zwiększają zapotrzebowanie kadrowe. Największy popyt na pracowników utrzymuje się w budownictwie, natomiast wynagrodzenia najszybciej rosną w logistyce i centrach dystrybucyjnych, wynika z „Raportu wynagrodzeń w sektorze przemysłowym 2026” Grafton Recruitment. Firmy nadal poszukują zarówno pracowników fizycznych, jak i inżynierów, automatyków czy ekspertów logistyki.

Kondycja sektora

Mimo poprawy względem ub. roku oczekiwane odbicie koniunktury w przetwórstwie przemysłowym nie nastąpiło – w marcu 2026 r. indeks PMI wzrósł do poziomu 48,7 pkt., pozostając jednak poniżej 50 pkt., co świadczy o przedłużającej się niskiej aktywności w sektorze. Potwierdza to wskaźnik ogólnego klimatu koniunktury, który wyniósł w analogicznym okresie -5,2 wobec -6,3 rok wcześniej. W budownictwie wzrósł z -4,9 do -2,8, co sugeruje odbudowywanie optymizmu w branży. Z kolei w transporcie i gospodarce magazynowej spadł do -3,4, głównie pod wpływem rosnących cen paliw oraz niestabilności na rynkach surowcowych.

Ubiegłoroczne prognozy zakładały znaczącą poprawę koniunktury w polskim przemyśle. Mimo oznak ożywienia rodzimy sektor przemysłowy nie wrócił jeszcze na ścieżkę wzrostu. Firmy nadal mierzą się ze słabnącym popytem, niepewnością oraz zakłóceniami w łańcuchach dostaw i niedoborami surowców. Perspektywy dla całej gospodarki pozostają niepewne, na co wpływają m.in. napięcia geopolityczne oraz sytuacja na rynkach energii i surowców – wyjaśnia Danuta Protasewicz, Manager Regionalny Grafton Recruitment.

W takich warunkach wiele firm ostrożnie podchodzi do zwiększania zatrudnienia, skupiając się na efektywności i kontroli kosztów. W marcu br. zatrudnienie w większości gałęzi przemysłu było niższe niż rok wcześniej. Największe spadki odnotowano w branży automotive (-3,6 proc.) oraz produkcji mebli (- 3,4 proc.), a także w produkcji wyrobów z gumy i tworzyw sztucznych (-2,8 proc.) i urządzeń elektrycznych (-2,7 proc.). Jednocześnie część segmentów korzystających z nowych inwestycji i modernizacji przemysłu zwiększa zatrudnienie. Dotyczy to przede wszystkim produkcji maszyn i urządzeń (+1,5 proc.) oraz magazynowania, działalności wspomagającej transport oraz produkcji artykułów spożywczych (+0,3 proc.).

Zapotrzebowanie zależne od branży, największe w budownictwie

Jak wynika z „Raportu wynagrodzeń w sektorze przemysłowym 2026” Grafton Recruitment, popyt na pracowników poszczególnych branż jest silnie zróżnicowany.

– Obraz sektora nie jest jednorodny. Część firm nadal odczuwa skutki gorszej koniunktury i ostrożniej podchodzi do zatrudnienia. Inne, głównie z branży energetycznej, budowlanej czy z sektora obronnego, korzystają z napływu nowych inwestycji, zwiększając zapotrzebowanie kadrowe. W efekcie różnice pomiędzy poszczególnymi branżami są dziś widoczne zarówno w skali prowadzonych rekrutacji, jak też oczekiwaniach dotyczących kompetencji kandydatów – wyjaśnia Danuta Protasewicz, Regional Manager w Grafton Recruitment.

Liderem pod względem zapotrzebowania na pracowników jest budownictwo, które jako jedyna kategoria utrzymuje wyraźną przewagę nad średnią rynkową. W I kwartale 2026 roku wskaźnik popytu osiągnął tu poziom 1,39. Wysoka aktywność inwestycyjna związana z modernizacją infrastruktury, transformacją energetyczną, rozwojem OZE oraz projektami energetycznymi generuje zapotrzebowanie zarówno na pracowników fizycznych, jak i wykwalifikowanych specjalistów.

Tymczasem indeks popytu na pracowników dla obszaru produkcji, jakości, procesów i utrzymania ruchu wyniósł 0,99, czyli tyle, ile rynkowy benchmark. Dane sugerują jednak stopniowe osłabienie aktywności rekrutacyjnej, widoczne od drugiej połowy 2025 roku.

Firmy sektora nadal inwestują w rozwój zakładów i modernizację procesów, jednak coraz większy nacisk kładą na efektywność operacyjną oraz optymalizację kosztów, co przekłada się na bardziej selektywne podejście do zatrudnienia. Z drugiej strony rozwój projektów związanych transformacją energetyczną, rozbudową infrastruktury czy inwestycjami w sektorze obronnym zwiększa popyt zarówno na pracowników fizycznych, wykwalifikowanych specjalistów, jak i kadrę managerską – tłumaczy Antonio Carvelli, Prezes Zarządu Gi Group.

W logistyce i zarządzaniu łańcuchem dostaw, zapotrzebowanie na pracowników pozostaje stabilne, z lekką tendencją wzrostową. Wskaźnik popytu osiągnął poziom 0,84.

Najmniejsze zapotrzebowanie widoczne jest w obszarze badań i rozwoju. Indeks popytu na pracowników dla centrów R&D i centrów inżynieryjnych wyniósł zaledwie 0,37 – to najniższy poziom spośród wszystkich analizowanych kategorii stanowisk. Wynik ten potwierdza utrzymujące się od 2024 roku zmniejszenie skali rekrutacji w sektorze, który jeszcze kilka lat temu należał do najmocniejszych magnesów dla inwestycji badawczo-rozwojowych w Europie Środkowo-Wschodniej.

Widoczne wyhamowanie w branży badań i rozwoju nie oznacza utraty potencjału, raczej przesunięcie decyzji inwestycyjnych w czasie. Wiele wskazuje na to, że impulsem do odbudowy mogą stać się megaprojekty, które w najbliższych latach będą wymagały zaawansowanych kompetencji inżynieryjnych – ocenia Danuta Protasewicz, Regional Manager w Grafton Recruitment.Popyt na pracowników_Stanowiska_Wynagrodzenia w przemysle_Grafton

Zapotrzebowanie na pracowników fizycznych nadal wysokie

Największe zapotrzebowanie niezmiennie dotyczy niewykwalifikowanych pracowników fizycznych, w tym pracowników produkcji oraz budowlanych – tu indeks popytu w I kwartale 2026 roku wyniósł 1,4.  Oznacza to, że mimo obserwowanego spowolnienia w porównaniu z rokiem ubiegłym firmy nadal zatrudniają pracowników produkcyjnych i budowlanych częściej niż wynikałoby to ze średniej dla całego sektora.

Odporne na cykliczne wahania pozostaje zapotrzebowanie na wykwalifikowanych pracowników fizycznych, m.in. mechaników, elektryków, automatyków, serwisantów, monterów, spawaczy czy kontrolerów jakości. Popyt na te specjalizacje wzrósł do 1,05, co potwierdza, że przedsiębiorstwa w pierwszej kolejności zabezpieczają kompetencje kluczowe dla ciągłości procesów produkcyjnych i utrzymania ruchu. To właśnie te role odpowiadają dziś za sprawność operacyjną zakładów, efektywność wykorzystania parku maszynowego oraz wdrażanie kolejnych etapów automatyzacji.

W przypadku stanowisk specjalistycznych, w szczególności inżynierów jakości, inżynierów utrzymania ruchu i procesu oraz specjalistów ds. logistyki i zakupów, popyt pozostaje stabilny (075), choć niższy od średniej dla wszystkich ról. Pracodawcy prowadzą rekrutacje selektywnie, koncentrując się na specjalistach kluczowych dla utrzymania ciągłości produkcji. Poszukiwani są specjaliści posiadający wysokie kompetencje techniczne, ale także osoby, które potrafią łączyć je z umiejętnością optymalizacji procesów, pracy projektowej czy analizy danych.Popyt na pracowników_Branże_ Wynagrodzenia w przemysle_Grafton

Firmy ostrożniejsze z podwyżkami, ale specjaliści nadal mogą liczyć na wysokie stawki

W 2026 r. podwyżki są bardziej selektywne i coraz częściej koncentrują się na stanowiskach mających bezpośredni wpływ na efektywność biznesową, realizację inwestycji oraz rozwój nowych technologii.

Najwyższą dynamikę wzrostu płac odnotowały centra dystrybucyjne (+5,1 proc. r/r) oraz centra rozwoju i R&D (+4,3 proc.), podczas gdy bardziej umiarkowane podwyżki obserwowano w sektorze automotive (+1,6 proc.) oraz farmacji i chemii (+2,1 proc.). Z perspektywy kategorii stanowisk najszybciej rosły wynagrodzenia specjalistów (+3,4 proc. r/r), w przypadku kadry menedżerskiej dynamika wzrostu płac wyniosła 2,2 proc., a pracowników fizycznych 2,1 proc.

W obszarze centrów dystrybucyjnych kierownicy magazynów mogą liczyć na wynagrodzenia do 17 tys. zł brutto miesięcznie, a wzrost dolnych widełek płac sięgnął tam nawet 20 proc. r/r. Kierownik logistyki zarabia do 21,5 tys. zł miesięcznie, natomiast dyrektor centrum dystrybucyjnego nawet do 32 tys. zł brutto. W logistyce szczególnie szybko rosły również wynagrodzenia kierowników transportu, specjalistów ds. logistyki oraz pracowników odpowiedzialnych za zarządzanie magazynami i operacjami wysyłkowymi. Operatorzy wózków widłowych mogą obecnie liczyć na wynagrodzenia sięgające 8 tys. zł miesięcznie, a specjaliści ds. logistyki nawet 13 tys. zł w najlepiej wynagradzanych lokalizacjach.

Najwyższe wynagrodzenia w całym sektorze przemysłowym nadal oferują centra rozwoju i R&D. Dyrektorzy R&D mogą liczyć na wynagrodzenia sięgające 57 tys. zł brutto miesięcznie, kierownicy działów projektowania do 35 tys. zł, liderzy zespołów projektowych do 28 tys. zł, a programiści systemów wbudowanych do 24 tys. zł.

W budownictwie wynagrodzenia rosły średnio o 2,4 proc. r/r, jednak podobnie jak w innych branżach największa presja płacowa koncentrowała się wokół stanowisk związanych z realizacją inwestycji oraz kompetencjami technicznymi. Rosnące nakłady na infrastrukturę, energetykę i projekty transformacji energetycznej utrzymują wysokie zapotrzebowanie na kierowników budów, kierowników kontraktów, projektantów oraz inżynierów posiadających uprawnienia budowlane. To właśnie te grupy zawodowe pozostają jednymi z najlepiej wynagradzanych w branży. Wynagrodzenia dyrektorów kontraktów sięgają obecnie około 28–33 tys. zł, kierowników budów 16–20 tys. zł, a doświadczeni projektanci i inżynierowie mogą liczyć na wynagrodzenia przekraczające 15 tys. zł.

W przeciwieństwie do części gałęzi przemysłu, gdzie podwyżki wynikają głównie z konieczności utrzymania kluczowych kompetencji, w budownictwie nadal są one w dużej mierze napędzane przez realny wzrost liczby projektów inwestycyjnych – zauważa rekruter Grafton Recruitment.

W farmacji i chemii wynagrodzenia plant managerów sięgają obecnie około 30-35 tys. zł, kierowników produkcji 18-22 tys. zł, a specjalistów ds. jakości 8-14 tys. zł. W branży motoryzacyjnej wynagrodzenia dyrektorów sięgają 35 tys. zł, stawki kierowników produkcji wahają się w granicach 15-20 tys. zł, a inżynierów automatyków 9,5-14 tys. zł miesięcznie. W FMCG najwyżej wynagradzani pozostają dyrektorzy zakładów produkcyjnych, których wynagrodzenia sięgają 33 tys. zł, podczas gdy kierownicy utrzymania ruchu otrzymują 13-18 tys. zł, a inżynierowie produkcji 8,5-13 tys. zł.

Dane pokazują, że rynek odchodzi od modelu równomiernych podwyżek. Coraz częściej o poziomie wynagrodzenia decyduje nie tyle branża, ile dostępność wyspecjalizowanych kompetencji i ich znaczenie dla realizowanych inwestycji.

Rynek najbardziej premiuje dziś osoby posiadające kompetencje, które trudno pozyskać i które mają bezpośredni wpływ na efektywność operacyjną, automatyzację procesów oraz realizację kluczowych inwestycji. Dotyczy to zarówno specjalistów technicznych, jak i ekspertów łączących wiedzę inżynieryjną z doświadczeniem w zarządzaniu projektami i optymalizacji procesów – mówi Ewa Gumbarewicz, rekruterka w Grafton Recrtuitment.

Uczelnie techniczne odzyskują zainteresowanie kandydatów

Po kilku latach spadków pozytywnym sygnałem dla rynku jest wzrost liczby studentów na kierunkach związanych z techniką, przemysłem i budownictwem. Choć skala zmiany pozostaje umiarkowana, może oznaczać początek odwracania trendu, który od lat budził obawy pracodawców. Przedsiębiorcy podkreślają jednak, że problem niedoboru kompetencji technicznych pozostanie jednym z największych wyzwań rynku pracy w kolejnych latach. W wielu specjalizacjach liczba dostępnych kandydatów nadal jest niewystarczająca względem potrzeb przedsiębiorstw, a rozwój nowych inwestycji będzie dodatkowo zwiększał konkurencję o wykwalifikowane kadry.

Nawet w okresie słabszej koniunktury firmy nie rezygnują z rekrutacji inżynierów, automatyków czy specjalistów utrzymania ruchu. To pokazuje, że długoterminowa konkurencyjność polskiego przemysłu będzie zależała przede wszystkim od jakości kształcenia technicznego oraz zdolności do przyciągania młodych ludzi do zawodów inżynierskich i technicznych – podkreśla Danuta Protasewicz, Regional Manager w Grafton Recruitment.

O raporcie: „Raport wynagrodzeń w sektorze przemysłowym 2026” to już 10. edycja cyklicznego opracowania przygotowanego przez ekspertów Grafton Recruitment. Zawiera zestawienia wynagrodzeń pracowników wszystkich szczebli (fizycznych, specjalistów, aż po kadrę menedżerską) w różnych gałęziach przemysłu, takich jak farmacja i chemia, motoryzacja i produkcja urządzeń, FMCG, badania i rozwój, centra inżynieryjne i dystrybucyjne, budownictwo oraz branża zbrojeniowa. Badanie wynagrodzeń zostało przeprowadzone od marca do kwietnia 2026 roku na próbie 9345 kandydatów pracujących w sektorze przemysłowym oraz 178 firm. Publikacja została wzbogacona o komentarze ekspertów, które pokazują aktualne wyzwania i perspektywy rozwoju sektora.

Mabion reaktywuje projekt MabionCD20. Spółka rozpoczyna współpracę z Oddifact

  • 16 czerwca br. Mabion S.A. i Oddifact SAS zawarły umowę regulującą zasady pierwszego etapu współpracy (zgodnie z podpisanym między stronami listem intencyjnym) w zakresie zbadania i oceny możliwości zastosowania leku MabionCD20 w nowym wskazaniu klinicznym w obszarze chorób sierocych
  • Pierwszy etap współpracy obejmuje prace przygotowujące projekt MabionCD20 do konsultacji z amerykańską Agencją Żywności i Leków (FDA) w wybranym przez strony wskazaniu terapeutycznym. W ocenie Spółki potencjalna roczna wartość rynkowa leczenia przeciwciałem monoklonalnym CD20 w tym wskazaniu w Stanach Zjednoczonych może być szacowana na ok. 100 mln USD
  • Współpraca z Oddifact SAS stanowi kolejny krok w realizacji Strategii Mabion na lata 2025–2030. Oprócz rozwijania działalności CDMO i świadczenia usług dla klientów zewnętrznych, Spółka konsekwentnie wykorzystuje swoje wieloletnie kompetencje w obszarze rozwoju przeciwciał monoklonalnych do budowy projektów o wysokiej wartości dodanej opartych na własnym know-how i własności intelektualnej
  • Mabion zapewni dostęp do danych i dokumentacji w zakresie dotychczasowego rozwoju MabionCD20 oraz wsparcie naukowe i techniczne, a Oddifact SAS wesprze dalszy rozwój projektu z wykorzystaniem zaawansowanych narzędzi analitycznych i sztucznej inteligencji (AI), w tym zaprojektowanie programu badań klinicznych
  • W związku z zawarciem umowy Zarząd Mabion S.A. zdecydował o odwróceniu odpisu aktualizującego wartość zapasów przypisanych ewidencyjnie do projektu MabionCD20 w kwocie ok. 4,79 mln PLN

„Zawarcie umowy z Oddifact SAS uruchamia pierwszy etap prac, które mają zweryfikować potencjał MabionCD20 w nowym obszarze terapeutycznym. Współpraca łączy nasze doświadczenie w rozwoju przeciwciał monoklonalnych z podejściem opartym na zaawansowanej analityce i narzędziach AI, co może pomóc w sprawnym przygotowaniu projektu do dialogu regulacyjnego z FDAkomentuje Gregor Kawaletz, Prezes Zarządu Mabion S.A.

„Dzisiejsza umowa potwierdza, że Mabion konsekwentnie realizuje założenia Strategii 2025–2030. Widzimy istotną wartość nie tylko w rozwijaniu działalności CDMO, ale również w selektywnym wykorzystaniu aktywów i kompetencji wypracowanych przez Spółkę na przestrzeni ostatnich lat. MabionCD20 jest projektem, który dzięki współpracy z Oddifact może uzyskać nowe życie i stać się przykładem efektywnego połączenia naszego doświadczenia biologicznego z nowoczesnym podejściem do rozwoju leków opartym na danych i sztucznej inteligencji dodaje.

„MabionCD20 pozostaje projektem o istotnym potencjale naukowym i biznesowym. Pomyślna realizacja pierwszego etapu oraz konsultacje z FDA będą podstawą do rozmów o kolejnym etapie współpracy, obejmującym dalszy rozwój projektu w wybranym wskazaniupodsumowuje Detlef Behrens, Dyrektor ds. Biznesowych Mabion S.A.

Na podstawie zawartej umowy Mabion S.A. i Oddifact SAS rozpoczną prace, których efektem ma być przygotowanie projektu MabionCD20 do konsultacji z FDA. Przedmiotem konsultacji będzie rozwój projektu w wybranym przez strony wskazaniu terapeutycznym z obszaru chorób sierocych.

Zgodnie z ustaleniami, strony będą współpracować przy przygotowaniu dokumentacji regulacyjnej, zaprojektowaniu programu badań klinicznych oraz opracowaniu strategii rejestracyjnej, produkcyjnej i komercjalizacyjnej MabionCD20 w wybranym wskazaniu. Jeśli prace w ramach pierwszego etapu oraz konsultacje z FDA przebiegną pomyślnie, strony przystąpią do uzgodnienia zasad drugiego etapu współpracy.

Równolegle Zarząd Mabion S.A. przeprowadził ponowną analizę ekonomicznej użyteczności zapasów materiałów przypisanych do projektu MabionCD20 i objętych dotychczas odpisem aktualizującym w wysokości ok. 4,8 mln PLN. W świetle obecnych przesłanek dotyczących wykorzystania tych materiałów w reaktywowanym projekcie Zarząd uznał za zasadne przywrócenie ich wartości bilansowej i podjął decyzję o odwróceniu odpisu aktualizującego w kwocie ok. 4,79 mln PLN.

Reaktywacja projektu MabionCD20 wpisuje się w strategiczny cel dywersyfikacji działalności Mabion poprzez rozwój wybranych programów własnych, które mogą uzupełniać podstawowy model biznesowy CDMO i wzmacniać długoterminowy potencjał wzrostu Spółki.

Turyści na celowniku hakerów. W maju powstało ponad 47 tys. domen związanych z podróżami

Osoby planujące wakacje oraz sektor turystyczny to aktualny cel hakerów. W maju 2026 roku firmy z branży doświadczały średnio 2291 cyberataków tygodniowo. To o 24 proc. więcej niż rok wcześniej i aż o 122 proc. więcej niż trzy lata temu. Cyberprzestępcy polują również na turystów, tworząc setki fałszywych stron znanych operatorów – Booking, Airbnb czy SkyScanner.

Cyberprzestępcy celują w turystykę. Wzrost ataków o 122%

W maju 2026 roku zarejestrowano ponad 47 tysięcy nowych domen związanych z podróżami. Aż o 33 proc. więcej niż w kwietniu – wynika z danych Check Pointa. Co szczególnie niepokojące, część z nich (1 na 112) została już sklasyfikowana jako złośliwa lub podejrzana. Przestępcy wykorzystują nazwy bardzo podobne do znanych serwisów rezerwacyjnych, licząc na to, że użytkownik nie zauważy jednej zmienionej litery lub dodatkowego znaku w adresie strony – wśród wykorzystywanych marek są m.in. Booking, Airbnb czy SkyScanner.

Fałszywe strony www pod które podszywali się cyberprzestępcy

Fałszywe strony www pod które podszywali się cyberprzestępcy

Celem jest wyłudzenie loginów, haseł, danych kart płatniczych oraz zaliczek za nieistniejące rezerwacje. Dla ofiary taki scenariusz może oznaczać nie tylko utratę pieniędzy, ale również przejęcie kont internetowych czy kradzież danych osobowych wykorzystywanych później w kolejnych oszustwach.

Ataki w tym okresie nie są przypadkowe. Cyberprzestępcy planują swoje działania dokładnie tak samo jak firmy z branży turystycznej planują sezon sprzedażowy. Latem użytkownicy częściej podejmują szybkie decyzje zakupowe, działają pod presją czasu i obawiają się utraty atrakcyjnej oferty. – To właśnie nasze emocje – pośpiech, ekscytacja i chęć zaoszczędzenia pieniędzy – są jednym z najskuteczniejszych narzędzi wykorzystywanych przez oszustów – zaznacza Wojciech Głażewski, dyrektor zarządzający polskim oddziałem firmy Check Point Software.       Cyberprzestępcy celują w turystykę. Wzrost ataków o 122%

Bank Japonii podnosi stopy do 1 proc. Tak wysoko nie były od 31 lat

BoJ podnosi stopy procentowe, aktualna stawka 1% ostatni raz widziana była 31 lat temu. Główny Urząd Statystyczny potwierdza wstępny szacunek inflacji CPI sprzed dwóch tygodni na poziomie 3,1%. Spadki na notowaniach ropy naftowej wyhamowały, WTI utrzymuje się tuż pod granicą 80 USD za baryłkę.

7 członków za podwyżką

Stało się to o czym analitycy spekulowali już dłuższy czas – Bank Japonii podniósł stopy procentowe do poziomu 1%. W teorii nic nadzwyczajnego tyle tylko, że mówimy o kraju, który przez ćwierć wieku był globalnym orędownikiem zerowego kosztu pieniądza. Ostatni raz tak „wysoko” stopy procentowe w Kraju Kwitnącej Wiśni były 31 lat temu, więc można mówić o sytuacji bez precedensu. W samym gremium decyzyjnym panowała praktycznie jednomyślność, a stosunek głosów za podwyżką wyniósł 7-1. Powodem takiego scenariusza jest inflacja w Japonii, która staje się głównym problemem, a konflikt na Bliskim Wschodzie w tej materii jeszcze go uwypukla. Co ciekawe, wskaźnik CPI wynosi raptem 1,4%, ale to tylko wyimaginowany obraz, bo prawda jest taka, że wiele elementów jest przez rząd dotowanych, choćby paliwa czy edukacja. Prawdę mówi przykładowo inflacja producencka, która wyniosła 6,3% w maju, a jej dynamika była najmocniejsza od 3 lat. W komunikacie BoJ znalazła się informacja o tym, że wysokie ceny ropy znajdą swoje odzwierciedlenie w cenach konsumenckich. Oznacza to, że presja inflacyjna rozleje się na całą gospodarkę, więc jedynym stosownym kierunkiem jest podnoszenie stóp. Kluczowe pytanie dla inwestorów na teraz jest takie: co dalej? Spekuluje się, że jeszcze w tym roku dojdzie do kolejnej podwyżki, a w przyszłym poziom stóp może osiągnąć 1,5%. Mimo dzisiejszej decyzji jen zachowuje się dość spokojnie, a notowania USD/JPY oscylują w pobliżu „granicy bólu”, czyli 160.

Pozytywne 3,1%

Wczoraj opublikowano ostateczny wynik inflacji CPI z krajowej gospodarki za maj – potwierdził się wstępny szacunek sprzed dwóch tygodni na poziomie 3,1%. Przypomnijmy, że oczekiwania analityków były znacznie wyższe, a miał się pojawić odczyt na poziomie 3,7%. To z pewnością duże zaskoczenie, bo rzadko widzimy taki rozstrzał między publikacją a oczekiwaniami. To także duży argument dla RPP, że aktualne stanowisko utrzymywania stóp procentowych bez zmian jest tym prawidłowym. Zagłębiając się w strukturę CPI, obserwujemy mimo wszystko zaskakujący spadek cen żywności w ujęciu miesięcznym, biorąc oczywiście większe koszty po stronie dostaw i widmo przerzucenia ich na konsumenta. Patrząc na ostatnie doniesienia z Bliskiego Wschodu i możliwe już w tym tygodniu podpisanie porozumienia, dostrzegamy perspektywę dla obniżek cen ropy naftowej, co mogłoby się przełożyć na mniejszą presję inflacyjną w kolejnych miesiącach. Co jeszcze ważniejsze, odsuwa się też czarny scenariusz pojawienia się symptomów stagflacyjnych w Polsce, czyli wyższej inflacji przy hamowaniu wzrostu gospodarczego. Krajowa waluta zachowuje się dzisiaj stabilnie o poranku, a EUR/PLN znajduje się tuż pod granicą 4,25.

Delikatne zwątpienie

W ostatnich dniach rynki zdecydowanie żyły tematem zakończenia wojny na Bliskim Wschodzie, a notowania ropy naftowej w przypadku odmiany WTI spadły w okolice 80 USD za baryłkę. Wtorkowy poranek przynosi jednak wyhamowanie tempa spadków, a po fali optymizmu nastąpiła chwila zwątpienia nad brakiem szczegółów odnośnie tego porozumienia. Zaczęły się też pojawiać wątpliwości w kontekście ponownego uruchomienia cieśniny Ormuz dla żeglugi i przede wszystkim tego, w jakim czasie zostanie przywrócony normalny transfer ropy naftowej czy gazu ziemnego na świat. Inna sprawa to kwestia bezpieczeństwa, czy będzie można bez przeszkód przepłynąć tym wąskim gardłem i czy rzeczywiście nic nie grozi statkom. Każdy ewentualny sygnał, że ugoda może podpisana być w późniejszym czasie, może spowodować, że znów zobaczymy zmienność na notowaniach ropy naftowej, która jest bardzo wrażliwa na wszelkie doniesienia. Jeszcze pozostaje jedna kwestia, czyli niezadowolenie Izraela z porozumienia, który uważa, że jest katastrofalne. Ewentualne nierespektowanie założeń planu pokojowego, może spowodować, że stół negocjacyjny znów się wywróci.

Ceny żywności poniżej inflacji GUS. Dyskonty hamują wzrosty cen w sklepach

Analiza blisko 90 tys. cen detalicznych wykazała, że w maju br. codzienne zakupy w sklepach zdrożały średnio o 3,4% rdr. W kwietniu wzrost rdr. był na poziomie 3,7%, z kolei w marcu – 3,8% rdr. Widać, że w sklepach wciąż jest drogo, ale dynamika wzrostów coraz bardziej słabnie. Według autorów raportu, to w dużej mierze efekt cen żywności, które ostatnio poszły w górę rdr. o 2,4%. Ten wynik jest poniżej ogólnej wartości inflacji podawanej przez GUS. Do tego jest wyraźnie niższy niż w poprzednich miesiącach. W kwietniu i marcu wynosił odpowiednio – 3,3% i 3,2% rdr.

Jak wynika z najnowszej edycji raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetów WSB Merito, w maju br. codzienne zakupy w sklepach zdrożały średnio o 3,4% rdr. Analiza objęła łącznie 17 kategorii, w tym m.in. żywność, napoje bezalkoholowe i alkoholowe oraz pozostały asortyment, np. chemię gospodarczą i art. dla dzieci. W kwietniu wzrost rdr. wyniósł 3,7%, a w marcu – 3,8% rdr. Widać, że ogólnie ceny w sklepach wciąż rosną, ale sam wzrost jest coraz mniejszy.

– Ważne jest, aby poprawę sytuacji prawidłowo interpretować. Ceny nie spadają, tylko wolniej rosną. To zasadnicza różnica, którą trzeba na każdym kroku podkreślać. Dla przeciętnego konsumenta oznacza to, że portfel jest obciążany nieco mniej dotkliwie niż kilka miesięcy temu, ale skumulowany efekt poprzednich podwyżek wciąż jest bardzo odczuwalny – komentuje dr Robert Orpych z Uniwersytetu WSB Merito.

Z ww. raportu wiadomo też, że w maju ceny samej żywności poszły w górę średnio o 2,4% rdr. W kwietniu wzrost rdr. wyniósł 3,3%, a w marcu – 3,2% rdr. Zdaniem dr inż. Anny Motylskiej-Kuźmy z Uniwersytetu DSW Ideis, obecny odczyt oznacza zauważalne przyspieszenie procesu stabilizacji cen w jednej z najważniejszych kategorii zakupowych dla gospodarstw domowych. Istotne jest to, że obserwowane wyhamowanie nie wynika wyłącznie z efektów statystycznych czy wysokiej bazy odniesienia. Według wstępnych danych GUS, ceny żywności i napojów bezalkoholowych spadły w maju o około 1% względem kwietnia.

– Mamy do czynienia z okresową korektą cenową w części kategorii żywnościowych. Na taki obraz rynku zasadniczo mogło wpłynąć kilka czynników. Po pierwsze, utrzymała się silna konkurencja pomiędzy sieciami handlowymi, które w warunkach wysokiej wrażliwości cenowej konsumentów mają ograniczone możliwości dalszego podnoszenia cen. Po drugie, poprawiła się sytuacja podażowa w części kategorii żywnościowych, zwłaszcza produktów sezonowych. Po trzecie, relatywnie stabilne pozostają koszty importu, wspierane przez stosunkowo mocnego złotego – analizuje ekspertka.

Patrząc na wszystkie analizowane kategorie, widać spadek wzrostu cen mdm. Natomiast wynik samej żywności jest nawet poniżej ogólnej wartości inflacji podawanej przez GUS. Dr Robert Orpych zwraca uwagę na to, że obecnie żywność drożeje wolniej niż reszta koszyka detalicznego. Wynika to z tego, że jest szczególnie wrażliwa na konkurencję cenową. Sklepy wiedzą o tym, że to właśnie ceny chleba, mleka czy mięsa konsument sprawdza najuważniej i to właśnie tu rywalizacja między sieciami jest najbardziej odczuwalna.

– Powyższy wynik żywności, będący poniżej CPI, to z kolei efekt tego, że koszyk GUS obejmuje szerszy zakres dóbr i usług, w tym te które w ostatnim czasie drożały szybciej. Natomiast sam rynek żywnościowy w sklepach, w obliczu dużej podaży i walki dyskontów o klienta, wyhamował. To dobra informacja szczególnie dla gospodarstw domowych o niższych dochodach, gdzie żywność stanowi znaczącą część ich wydatków – uważa ekspert z Uniwersytetu WSB Merito.

Z kolie analitycy z UCE RESEARCH podkreślają, że ceny w sklepach nie rosły w maju tak szybko, jak niektórzy eksperci rynkowi zapowiadali w kontekście sytuacji geopolitycznej na świecie. – W znacznym stopniu wpłynęły na to ceny żywności. Było to tym bardziej zaskakujące, że po wydarzeniach marcowych, związanych z agresją USA na Iran, część ekonomistów zakładała, iż zawirowania na rynku ropy i gazu będą oddziaływać w kierunku wzrostu cen – mówi dr inż. Anna Motylska-Kuźma.

Ekspertka dodaje również, że najnowsze dane potwierdzają prognozy z początku roku, formułowane przed eskalacją konfliktu amerykańsko-irańskiego. Wskazywały one, że możliwe będzie dalsze ograniczanie dynamiki wzrostu cen. Obecnie widać, że te procesy rzeczywiście zachodzą. Nie oznacza to jednak, że presja kosztowa zniknęła. Nadal obserwujemy wzrost kosztów energii oraz paliw w ujęciu rocznym, co wpływa na funkcjonowanie całego łańcucha dostaw. W praktyce oznacza to, że ceny w sklepach pozostają podatne na ewentualne zewnętrzne szoki kosztowe.

– Wpływ konfliktu na Bliskim Wschodzie na polskie ceny detaliczne jest pośredni, bowiem dociera do nas przede wszystkim przez ceny ropy, koszty transportu morskiego i globalne notowania surowców rolnych. Tymczasem żaden z tych mechanizmów nie uruchomił się w skali, która przełożyłaby się na wyraźny wzrost cen w polskich sklepach. Do tego sieci handlowe, obawiając się utraty klientów, postawiły na utrzymanie konkurencyjnych cen, a nie na ich podnoszenie. Zamiast przerzucać potencjalne ryzyka kosztowe na konsumenta, część z nich wzięły na siebie. To dowód na dojrzałość rynku i ogromną siłę konkurencji, szczególnie między dyskontami – zaznacza dr Robert Orpych.

Jak ostrzega ekspertka z Uniwersytetu DSW Ideis, wpływ wydarzeń geopolitycznych na ceny detaliczne często pojawia się z opóźnieniem. Koszty energii, paliw czy transportu nadal pozostają ważnym elementem kształtującym ceny w handlu detalicznym, jednak w maju zostały one przyćmione przez czynniki działające w przeciwnym kierunku. Można więc powiedzieć, że rynek okazał się bardziej odporny na zewnętrzne szoki kosztowe, niż zakładano jeszcze kilka miesięcy temu, ale ryzyko ponownego wzrostu presji cenowej w przypadku pogorszenia sytuacji geopolitycznej nadal pozostaje aktualne.


***
Opis metody analitycznej/badawczej

Dane pochodzą z cyklicznego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH” (powstającego co miesiąc od ponad 9 lat), autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetów WSB Merito (dawniej Wyższych Szkół Bankowych). Analiza pokazuje średnią wartość cenową (cen regularnych oraz w promocjach), notowaną miesiąc do miesiąca i rok do roku. W najnowszej odsłonie porównano wyniki z maja 2026 r. i tego samego okresu z 2025 r. Dotyczyło to 17 kategorii i ponad 100 najczęściej wybieranych przez konsumentów produktów codziennego użytku. Łącznie zestawiono ze sobą blisko 90 tys. cen detalicznych z prawie 41 tys. sklepów należących do 62 sieci handlowych. Badaniem objęto wszystkie na rynku dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience oraz cash&carry docierające ze swoją ofertą do większości konsumentów w Polsce.

Sloneek wchodzi do Polski. Start-up chce uprościć procesy HR

Na polski rynek HR wkracza nowy gracz. Sloneek to europejski start-up z ponad 500 klientami w 25 krajach, który właśnie otwiera rozdział w Polsce. Cel jest prosty: HR bez zbędnej komplikacji. Jedna platforma obejmująca wszystkie procesy — od rekrutacji i onboardingu aż po płace i raportowanie — w kilku kliknięciach. I bez konieczności utrzymywania osobnych narzędzi dla każdego z nich. Operacje HR napędzane przez AI jako odpowiedź na realia polskiego rynku pracy.

Polski rynek pracy jest pod realną presją. Polska należy do najszybciej rozwijających się gospodarek UE, a bezrobocie utrzymuje się na poziomie około 3% — firmy nieustannie rywalizują o pozyskanie i utrzymanie pracowników. Koszty wynagrodzeń rosną w tempie 7–8% rocznie, a w najbardziej poszukiwanych specjalizacjach nawet o 10–15%. Dynamiczny wzrost, niedobór talentów i niedoinwestowane technologie HR tworzą razem poważne nieefektywności i prowadzą do wypalenia zespołów HR.

„Przeciętna polska firma traci około 30% kosztów pracowniczych przez rotację, odpływ talentów, błędne decyzje rekrutacyjne i niedopasowane wynagrodzenia — i to jeszcze bez strat produktywności. To ogromne kwoty, zwłaszcza że koszty zatrudnienia w Polsce stale rosną. Menedżerowie HR mogliby to zmienić, ale większość z nich tonie w rutynowej administracji i rzadko ma przestrzeń na prawdziwie strategiczne działania. Właśnie to chcemy zmienić” — mówi Filip Lukáč, dyrektor generalny i współzałożyciel Sloneek.

Polska staje się rynkiem priorytetowym — lokalne firmy otrzymają obsługę, której globalni gracze nie są w stanie zapewnić

Sloneek należy do europejskich pionierów wdrożenia agentycznej AI w HR — to właśnie ten atut napędza jego międzynarodowy rozwój i przyczynił się do pozyskania nowej rundy inwestycyjnej w wysokości 6 milionów dolarów od Orbit Capital i VFF. Te możliwości trafiają teraz do Polski. Firma buduje lokalny zespół pod kierownictwem Beaty Jaroszewskiej, co pozwoli na nawiązanie partnerskich i długofalowych relacji z polskimi firmami niezależnie od ich wielkości czy branży.

„Sloneek stworzył produkt cyfrowy głęboko zakorzeniony w realiach firm z sektora MŚP, często stając się ich pierwszym systemem wykorzystywanym w całej organizacji. Zwróciły naszą uwagę tempo i skuteczność, z jakimi spółka rozwija nowe narzędzia, w pełni wykorzystując potencjał AI. Połączenie wysokiej efektywności kapitałowej i wyraźnego potwierdzenia rynkowego sprawia, że venture debt naturalnie wpisuje się w finansowanie jej dalszego wzrostu. To spółka, która udowodniła, że potrafi skutecznie przekuwać kapitał w rozwój biznesu – wspierając zarówno rozwój technologii, jak i ekspansję na nowe rynki” — mówi Vít Javůrek, Orbit Capital.

Sloneek obejmuje wszystko, czego potrzebuje specjalista HR: ATS, rekrutację i onboarding, zarządzanie danymi pracowników, ewidencję czasu pracy i nieobecności, monitorowanie wyników, analitykę personalną oraz mapowanie kompetencji zespołu. To, co naprawdę go wyróżnia, to Sloneek Intelligence — flagowa funkcja AI, która dzięki nowej inwestycji będzie się dalej rozwijać. Sloneek Intelligence eliminuje do 90% rutynowej administracji HR za pomocą dedykowanego agenta HR, a co być może najważniejsze — daje polskim zespołom HR coś, czego dotąd nie miały: pełny, aktualny obraz organizacji i jej pracowników w czasie rzeczywistym.

„Polskie firmy mierzą się teraz z wyjątkowo trudnym zestawem wyzwań: dynamiczny wzrost, rosnące koszty wynagrodzeń i działy HR, które wciąż pracują na arkuszach kalkulacyjnych albo zestawie niepołączonych narzędzi. Efekt to chaos raportowy, niekończące się ręczne zadania i bardzo mało czasu na HR, który naprawdę robi różnicę. Zapotrzebowanie na automatyzację i narzędzia AI w Polsce jest duże — firmy aktywnie szukają rozwiązań. Ale wiele z nich nadal nie może znaleźć narzędzia, które połączy cały cykl życia pracownika w jednym miejscu” — mówi Beata Jaroszewska, szefowa zespołu Sloneek Polska.

Platforma wspiera zarząd i liderów jako warstwa strategicznych danych HR dla całego zespołu zarządzającego — wspiera analitykę talentów, planowanie sukcesji, śledzenie wyników i efektywność zasobów ludzkich w całej organizacji. Wszystko w bezpiecznym środowisku zaprojektowanym z myślą o odpowiedzialnym przetwarzaniu wrażliwych danych pracowniczych.

„Naszą ambicją w Polsce nie jest wprowadzenie kolejnego narzędzia HR na rynek. Chcemy stać się zaufanym partnerem HR dla polskich firm — łącząc cały cykl życia pracownika, od rekrutacji i onboardingu po płace i raportowanie, w jednym zintegrowanym ekosystemie i w kilku kliknięciach. Lokalna obecność pozwala nam być blisko klientów i reagować na ich potrzeby szybciej i trafniej niż platformy działające bez bezpośredniej obecności na rynku” — dodaje Beata Jaroszewska.

AI nie ma zastępować specjalistów HR — ma dawać im więcej czasu na to, co robią najlepiej: rozwój ludzi i budowanie silnych organizacji

„Chcemy być pierwszą agentyczną platformą HR, którą można obsługiwać w całości głosem lub poleceniami tekstowymi. Kierunek jest jasny: za kilka lat nikt nie będzie myślał o Sloneeku jak o aplikacji, ale jak o partnerze, który jest tam, gdzie jest potrzebny. Przy pisaniu maila, w narzędziach używanych na co dzień, naturalnie wbudowanym w rozwiązania AI i złożone dane firmowe” — wyjaśnia Filip Lukáč. „Od analizy CV i przygotowania wiadomości do konkretnego pracownika, przez zmianę umowy o pracę, stworzenie kluczowej prezentacji dla zarządu, aż po przygotowanie materiałów dla księgowej ds. płac. To, co dziś zajmuje godziny pracy, będzie możliwe do wykonania jednym poleceniem głosowym.”

Znaczna część inwestycji zostanie przeznaczona na dokończenie unifikacji wszystkich procesów HR w ramach jednej platformy. Bezpośrednie integracje z lokalnymi systemami ATS, narzędziami płacowymi i portalami pracy sprawią, że Sloneek znajdzie się w wąskim gronie platform oferujących naprawdę kompleksowe doświadczenie HR od początku do końca. Platforma będzie też mogła komunikować się z innymi agentami AI w obszarach finansów, marketingu i innych działów — stając się częścią ogólnofirmowej sieci.

„To wyraźnie określa naszą rolę: platforma AI-first i all-in-one, która znacząco redukuje liczbę systemów HR potrzebnych firmie i uwalnia organizacje każdej wielkości od prowadzenia akt pracowniczych w wielu miejscach i opłacania kilku platform jednocześnie” — mówi Filip Lukáč. „Mamy realną przewagę w AI, zbudowaną na latach własnego rozwoju i głębokiej wiedzy dziedzinowej. Naszym celem nie jest zastąpienie specjalistów HR — chodzi o to, by dać im najpotężniejsze narzędzie, jakie mogą sobie wyobrazić, żeby mogli skupić się na tym, czego AI nie zastąpi: na ludzkim wymiarze zarządzania i troski o ludzi.”

To podejście znajduje odzwierciedlenie w historii Sloneek jako jednego z najszybciej rosnących start-upów HRIS w Europie. Roczne przychody powtarzalne (ARR) wynoszą obecnie 2,5 miliona euro i podwajają się rok do roku. Z platformy korzysta już ponad 500 firm na całym świecie, które łącznie zarządzają procesami HR i ścieżkami zawodowymi około 50 000 pracowników. Wśród klientów znajdują się Grant Thornton, MAN, WPP Media i Twisto.

„Z niecierpliwością czekamy na powitanie nowej fali wybitnych polskich firm w naszej społeczności — i na to, by pomagać im rosnąć i utrzymywać przewagę, zarówno na lokalnym rynku, jak i w całej Europie” — podsumowuje Filip Lukáč.

Pure Biologics podpisał umowy z inwestorami multiQure

Biofund Capital Management oraz JD Copilot, inwestorzy projektu, podpisali umowę objęcia akcji z Pure Biologics, a w zamian za nie wnieśli w formie wkładu niepieniężnego 100 procent udziałów w spółce Dystrogen Gene Therapies Inc, będącej właścicielem projektu multiQure. Jednocześnie, umowę objęcia akcji w zamian za potrącenie wierzytelności podpisał ACRX Investments Limited, istotny akcjonariusz Pure Biologics. Podpisane umowy są następstwem uchwał podjętych na niedawnym NWZ. Ostatnim, warunkowym krokiem do wprowadzenia multiQure na giełdę jest pozyskanie finansowania w ramach emisji akcji serii S.

Jesteśmy o krok od wprowadzenia na giełdę niezwykle perspektywicznego projektu biotechnologicznego, nie tylko na tle Polski i Europy, ale w skali globalnej. Mamy zgodę Akcjonariuszy oraz podpisane umowy, które sprawiają, że polscy inwestorzy niebawem uzyskają ekspozycję na platformę multiQure. Ostatnim krokiem do realizacji wszystkich postanowień WZA jest pozyskanie finansowania w ramach emisji akcji serii S. Trwają już przygotowania do tego procesu, a o jego rozpoczęciu poinformujemy oficjalnymi kanałami komunikacji – komentuje dr Kris Siemionow, czołowy inwestor projektu multiQure, jeden z udziałowców funduszu Biofund.

W ramach podpisanej umowy inwestorzy projektu multiQure obejmą 146 700 000 akcji serii Q po cenie 1,00 zł za akcję, z czego 112 850 000 akcji trafi do funduszu Biofund Capital Management, a do JD Copilot LLC – pozostałe 33 850 000 akcji. Tytułem zapłaty za akcje inwestorzy wnieśli w formie wkładu niepieniężnego do spółki Pure Biologics 100 procent udziałów w spółce Dystrogen Gene Therapies Inc, będącej wyłącznym właścicielem projektu multiQure.

W tym samym czasie spółka Pure Biologics podpisała umowę objęcia 16 804 603 akcji serii R skierowanych wyłącznie do ACRX Investments Limited z siedzibą w Nikozji, dotychczasowego największego akcjonariusza Pure Biologics, w zamian za konwersję na akcje pożyczek udzielonych Spółce przez ACRX. Dzięki tej operacji ACRX zwiększa swoje zaangażowanie w nowej strukturze właścicielskiej, a Spółka istotnie obniża zadłużenie oraz poprawia strukturę bilansu.

Podczas NWZ, które odbyło się 10 czerwca br., akcjonariusze Pure Biologics zatwierdzili również emisję akcji serii S – do 50 000 000 nowych papierów wartościowych w drodze oferty publicznej skierowanej do inwestorów kwalifikowanych oraz inwestorów nabywających akcje o łącznej wartości co najmniej 100 tys. Euro na jednego inwestora. Cena emisyjna zostanie ustalona przez Zarząd w oparciu o wyniki procesu budowania księgi popytu. Pozyskane w ten sposób środki zasilą rozwój platformy multiQure RNAi – przede wszystkim projekt terapii na chorobę Huntingtona.

Platforma RNAi rozwijana przez multiQure to terapia na chorobę Huntingtona i inne choroby poliglutaminowe. Jej rewolucyjność polega na tym, że celuje w przyczynę choroby, zatrzymując jej postęp, a przy odpowiednio wczesnym i właściwym zastosowaniu ma potencjał do zapobiegania wystąpieniu jej objawów. Kolejną ogromną zaletą jest jednorazowy charakter zabiegu. Potencjał ekonomiczny projektu był przedmiotem wyceny ekspertów firmy Baker Tilly, którzy oszacowali jego wartość na obecnym etapie na 111,3 mln USD, co w przeliczeniu na PLN wynosi ponad 400 mln zł.

Niemcy nie chcą znieść kontroli na granicy. Przedsiębiorcy mówią o kosztach dla gospodarki

Komisja Europejska oraz Polska stanowczo wzywają Niemcy do zniesienia tymczasowych kontroli na granicach wewnętrznych strefy Schengen. Berlin jednak odrzuca te apele, uzależniając decyzję o powrocie do normalnego ruchu bez kontrolnego od pełnego wdrożenia unijnej polityki azylowej. Eksperci nie mają wątpliwości, że nie ma szans, by w 2026 roku sytuacja uległa zmianie. O ile przedsiębiorcy starają się funkcjonować możliwie sprawnie, tak trudno nie myśleć o negatywnych konsekwencjach długoterminowo trwających kontroli.

„Element polityki wewnętrznej Niemiec”

Pakt o Migracji i Azylu funkcjonuje w Europie od 12 czerwca 2026 roku. Jest on efektem kompromisu w całej Europie, ale jednocześnie momentami budzi krytykę wewnętrzną. Niemcy zarzucają Polsce, że zawieszona w Polsce jest polityka azylowa w przypadku migrantów na granicy białoruskiej, a Polska krytykuje Niemcy za utrzymywane kontrole na granicy, mimo że odnotowywany jest wyraźny spadek nielegalnych migrantów na granicy.

– Daleka jestem od tego, by dyktować stronie niemieckiej rozwiązania dotycząca kreowania polityki azylowej i troski o bezpieczeństwo granic. Wiemy, że Niemcy przez lata borykali się z gigantycznym problemem związanym z migracją, a efekty sytuacji z lat 2018-2023 są w tym kraju odczuwalne do dzisiaj. Wprowadzone już blisko trzy lata temu kontrole na granicy, zamiast być narzędziem doraźnym, stały się trwałym elementem życia na pograniczu, co uznajemy za marnowanie wypracowywanych przez lata wspólnych wartości związanych ze swobodnym przepływem towarów i usług między Polską, a Niemcami – Komentuje Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie

– Trwające i przedłużające się kontrole na granicy należy traktować jako element polityki wewnętrznej Niemiec, która odbija się na relacjach z sąsiednimi krajami, a także na naszej współpracy gospodarczej. Stoimy na stanowisku, że bezpieczeństwo jest najważniejsze, ale należy chronić zewnętrznych granic Unii Europejskiej, a wewnętrznych pilnować przy jednoczesnym przestrzeganiu zasad choćby Strefy Schengen. Północna Izba Gospodarcza popiera więc apel Komisji Europejskiej, by kontrole na granicy ze strony niemieckiej zostały zracjonalizowane –  dodaje Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie

Konsekwencje gospodarcze wynikające z sytuacji są poważne dla Polski

Przedsiębiorcy z jednej strony przyznają, że kontrole nie są najbardziej uciążliwe, ale z drugiej dla handlu, usług i życia na pograniczu jest to problem.

– Mówimy o długotrwałym efekcie utracie naszej inwestycyjnej renty geograficznej. Nie wiemy tak naprawdę, ilu inwestorów zrezygnowało z lokowania inwestycji na pograniczu polsko-niemieckim przez to, że trwają kontrole, a sytuacja związana z migracją była mocno komentowana jako potencjalne niebezpieczeństwo. Odbieramy także sygnały, że kontrole graniczne bywają problemem dla sektora TSL, z zaznaczeniem, że sytuacja najtrudniejsza jest na przejściu granicznym w Zgorzelcu lub po świętach i długich weekendach – mówi Hanna Mojsiuk.

Z tą tezą zgadza się prezes Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych Dariusz Matulewicz.

– Sytuacja zależy od przejścia granicznego. W województwie zachodniopomorskim nie ma obecnie wielkich problemów. One pojawiają się np. po długich weekendach czy po czasie świątecznym, gdy ruch jest zintensyfikowany. Najpoważniejsza sytuacja ma jednak miejsce np. w Zgorzelcu, gdzie kolejki aut ustawiają się na kilka lub nawet kilkanaście kilometrów. Jest wiele europejskich przejść dla pieszych, gdzie obecnie na granicach jest duży problem. W województwie zachodniopomorskim udaje się przejść przez sytuację w miarę bez wielkich strat – dodaje prezes Dariusz Matulewicz.

8 lipca PIP zyska nowe uprawnienia. Umowy B2B i zlecenia pod większą kontrolą

Ryzyko reklasyfikacji umów cywilnoprawnych od 8 lipca br. znacząco wzrośnie. Wchodząca w życie nowelizacja ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy (PIP) daje okręgowym inspektorom pracy nowe narzędzie: możliwość administracyjnego stwierdzenia istnienia stosunku pracy, gdy rzeczywisty sposób świadczenia pracy odpowiada przesłankom zawartym w kodeksie pracy. To istotna zmiana dla firm korzystających z modeli współpracy opartych na B2B, umowach zlecenia czy innych kontraktach cywilnoprawnych.

Ryzyko reklasyfikacji umowy cywilnoprawnej w umowę o pracę od lat pozostaje jednym z najważniejszych zagadnień dla pracodawców. O charakterze relacji nie decyduje bowiem nazwa kontraktu, lecz faktyczny sposób wykonywania pracy. Kluczowe znaczenie mają przesłanki wskazane w art. 22 § 1 Kodeksu pracy, takie jak podporządkowanie organizacyjne, osobiste wykonywanie pracy, odpłatność czy wykonywanie obowiązków w miejscu i czasie wyznaczonym przez zatrudniającego.

Jeżeli te elementy występują, relacja może zostać uznana za stosunek pracy niezależnie od ustaleń stron. Dotychczas ostateczne rozstrzygnięcie w tym zakresie należało przede wszystkim do sądów. Od lipca inspekcja pracy zyska jednak znacznie silniejsze kompetencje.

„Przez lata wielu przedsiębiorców zakładało, że ostateczna ocena charakteru współpracy nastąpi dopiero przed sądem. Od lipca punkt ciężkości przesuwa się na etap kontroli. To oznacza, że firmy powinny analizować nie tylko treść umów, ale przede wszystkim codzienną organizację współpracy z kontraktorami” – mówi Anna Panek, Senior Associate w kancelarii Wolf Theiss.

Nowe uprawnienia inspekcji pracy

Nowelizacja ustawy o PIP przyznaje okręgowym inspektorom pracy kompetencję do administracyjnego stwierdzenia istnienia stosunku pracy, jeżeli ustalą, że sposób jej wykonywania odpowiada cechom stosunku pracy.

Przed wydaniem decyzji inspektor będzie zobowiązany najpierw wydać polecenie usunięcia stwierdzonych naruszeń. Termin jego wykonania zostanie określony w taki sposób, aby możliwa była jeszcze w trakcie kontroli weryfikacja podjętych działań. Dopiero niewykonanie polecenia otworzy drogę do wydania decyzji administracyjnej.

Przy ocenie charakteru współpracy inspektor będzie musiał uwzględnić również wolę stron dotyczącą rodzaju zawartej umowy, ale tylko wtedy, gdy pozostaje ona zgodna z przepisami prawa pracy i nie prowadzi do obejścia prawa.

Skutki mogą wykraczać poza prawo pracy

Decyzja stwierdzająca istnienie stosunku pracy będzie wywoływała skutki od momentu jej wydania, nie tylko na gruncie prawa pracy, lecz także w obszarze ubezpieczeń społecznych, zdrowotnych oraz rozliczeń publicznoprawnych. Reklasyfikacja za okresy wcześniejsze nadal będzie wymagała rozstrzygnięcia sądowego.

Nowelizacja przewiduje również przyspieszoną procedurę sądową dla spraw dotyczących ustalenia stosunku pracy. Pierwsze posiedzenie powinno odbyć się nie później niż miesiąc od wniesienia pozwu lub usunięcia jego braków formalnych.

Czas na audyt modeli współpracy

Zmiany obejmują także podwyższenie sankcji za naruszenia przepisów prawa pracy, możliwość występowania o interpretacje indywidualne dotyczące kwalifikacji konkretnej relacji oraz rozszerzenie współpracy i wymiany danych pomiędzy PIP, ZUS i Krajową Administracją Skarbową.

Jednocześnie ustawodawca przewidział rozwiązanie pozwalające pracodawcom uporządkować istniejące modele współpracy. Podmioty, które w ciągu 12 miesięcy od wejścia nowych przepisów w życie dobrowolnie dostosują relacje do wymogów prawa pracy, będą mogły skorzystać z przewidzianych w ustawie mechanizmów ograniczających odpowiedzialność za wcześniejsze naruszenia. W praktyce oznacza to, że nie będą podlegać odpowiedzialności za naruszenie polegające na zastępowaniu umowy o pracę umową cywilnoprawną, o którym mowa w art. 281  Kodeksu pracy. Warto jednak podkreślić, że zakres tego rozwiązania jest ograniczony – wyłączenie odpowiedzialności dotyczy wyłącznie wskazanego wykroczenia i nie obejmuje innych potencjalnych konsekwencji.

„Największym błędem byłoby skupienie się wyłącznie na dokumentacji. Nawet najlepiej przygotowana umowa B2B nie zminimalizuje ryzyka, jeżeli w praktyce wykonawca pracuje pod stałym nadzorem, w określonych godzinach i na zasadach typowych dla pracowników. Właśnie te elementy będą miały kluczowe znaczenie podczas kontroli. W praktyce oznacza to konieczność realnego przeanalizowania sposobu organizacji pracy – w szczególności poziomu podporządkowania, zakresu autonomii oraz sposobu rozliczania współpracy. To nie zapisy umowne, lecz faktyczne warunki wykonywania pracy będą decydować o ocenie inspekcji” – podkreśla Anna Panek, Senior Associate w kancelarii Wolf Theiss.

Dla pracodawców najbliższe tygodnie powinny być okresem przeglądu wszystkich modeli współpracy opartych na umowach cywilnoprawnych. Od 8 lipca większe znaczenie niż kiedykolwiek wcześniej będzie miało nie to, jak strony nazwały swoją relację, ale jak faktycznie wygląda ona w codziennej praktyce. Weryfikacja obowiązujących rozwiązań jeszcze przed pierwszymi kontrolami może okazać się najskuteczniejszym sposobem ograniczenia ryzyka prawnego, finansowego i organizacyjnego.

Zniknie „najtańsze paliwo w UE”, ale nie znikną ryzyka

Wczoraj ceny ropy spadły o prawie 5 proc. i znalazły się na najniższym poziomie od początku konfliktu na Bliskim Wschodzie. Rynki z entuzjazmem przyjęły zapowiedź Donalda Trumpa dotyczącą zawarcia porozumienia z Iranem. Dla polskich kierowców dobra wiadomość może jednak okazać się krótkotrwała. Rząd zapowiada bowiem stopniowe wygaszanie programu CPN, co oznacza powrót wyższej akcyzy i podatku VAT na paliwa. W efekcie z polskich stacji może zniknąć „najtańsze paliwo w Unii Europejskiej”. Jednocześnie samo porozumienie pokojowe wygląda dziś bardziej na zawieszenie broni niż trwałe rozwiązanie konfliktu. Paradoksalnie więc najbliższe tygodnie, a być może nawet miesiące, mogą okazać się dla kierowców w Polsce, bez programu CPN, bardziej nerwowe niż poprzednie miesiące konfliktu.

Donald Trump zapowiedział zawarcie w tym tygodniu porozumienia pokojowego z Iranem, co wywołało gwałtowną reakcję na rynku ropy. Po tym ogłoszeniu w poniedziałek amerykańska ropa WTI potaniała o 4,8 proc. do 80,75 USD za baryłkę, a Brent o 4,7 proc. do 83,17 USD. Są to najniższe poziomy od początku marca, czyli od pierwszych dni wojny. A ceny ropy spadały już w poprzednich dniach, bowiem rynek od pewnego czasu zakładał możliwość zawarcia porozumienia.

Pozytywnie na zapowiedz porozumienia zareagowały również giełdy. Indeks S&P 500 wzrósł w poniedziałek o 1,6 proc., a Nasdaq zyskał 3 proc., głównie dzięki spółkom związanym ze sztuczną inteligencją. Inwestorzy uznali, że uspokojenie sytuacji na rynku ropy może ograniczyć presję inflacyjną i zmniejszyć ryzyko dalszych podwyżek stóp procentowych. To szczególnie ważne dla firm technologicznych, które realizują ogromne inwestycje finansowane często długiem. W Warszawie historyczny szczyt ustanowił szeroki indeks WIG, choć w drugiej części sesji inwestorzy zaczęli realizować zyski po wcześniejszych wzrostach.

Sama treść porozumienia nie została jeszcze ujawniona. Wiele wskazuje na to, że nie przyniesie ono trwałego pokoju, lecz raczej przedłuży zawieszenie broni i sformalizuje uzgodnienia dotyczące funkcjonowania cieśniny Ormuz. Według medialnych doniesień dokument zakłada zakończenie działań wojennych, częściowe odblokowanie szlaku morskiego i rozpoczęcie dalszych negocjacji, które mają potrwać 60 dni. Donald Trump zapowiedział, że cieśnina jest już częściowo otwarta, a żegluga ma zostać przywrócona od piątku. Iran twierdzi jednak, że cały proces może potrwać nawet 30 dni.

To dopiero początek trudniejszych rozmów dotyczących między innymi irańskiego programu nuklearnego czy odmrożenia zagranicznych aktywów tego kraju. Takie negocjacje zwykle są długie, skomplikowane i pełne napięć. Ryzyko kolejnych kryzysów pozostaje wysokie, tym bardziej że Iran przekonał się, jak skutecznym narzędziem nacisku może być kontrola nad cieśniną Ormuz. Trudno zakładać, że całkowicie zrezygnuje z tak ważnej karty przetargowej.

Oznacza to, że mimo obecnego spadku cen ropy, rynek pozostaje bardzo wrażliwy na wszelkie informacje dotyczące regionu. Ceny paliw na świecie są nadal o ponad 25 proc. wyższe niż przed wybuchem konfliktu, kiedy ropa kosztowała około 65-70 dolarów za baryłkę. Tymczasem polscy konsumenci mogą wkrótce stracić dodatkową ochronę wynikającą z programu CPN.

Rząd zapowiada jego stopniowe wygaszanie. Najpierw miałaby wrócić wyższa akcyza, wcześniej obniżona o około 30 groszy na litrze paliwa. Następnie stawka VAT miałaby ponownie wzrosnąć do 23 proc. Łącznie oznaczałoby to możliwość wzrostu cen paliw nawet o około 1 zł na litrze. Program jest bowiem kosztowny dla finansów publicznych. Obniżki akcyzy i VAT oznaczają dla budżetu ubytek przekraczający 1,5 mld zł miesięcznie. Część tych kosztów rząd chce odzyskać poprzez podatek od nadzwyczajnych zysków firm paliwowych. Ma on objąć producentów i sprzedawców osiągających ponadprzeciętne zyski, a jego stawka ma wynieść 60 proc.

Program CPN pomógł ograniczyć wpływ wzrostu cen ropy na inflację w Polsce. W maju inflacja wyniosła 3,1 proc. rok do roku wobec 3,2 proc. miesiąc wcześniej. Polska znalazła się dzięki temu w grupie nielicznych krajów, które uniknęły gwałtownego wzrostu cen po wybuchu konfliktu. Kluczowe będzie jednak to, jak będą zachowywały się ceny paliw w kolejnych miesiącach oraz jak szybko rząd zdecyduje się wycofywać z osłon podatkowych.

Rynki cieszą się dziś z perspektywy pokoju, ale jednocześnie zdają sobie sprawę, że obecne porozumienie jest dopiero początkiem długiej drogi, która może prowadzić do trwałej stabilizacji rynku energii. W wielu krajach wcześniejszy szok energetyczny zdążył już rozlać się po całej gospodarce, podnosząc ceny usług i wynagrodzeń. To właśnie tego obawiają się banki centralne, które coraz częściej mówią o ryzyku utrzymania podwyższonej inflacji nawet po ustabilizowaniu cen ropy.

Pełna normalizacja transportu przez cieśninę Ormuz wymaga kilku miesięcy spokoju. Dlatego inwestorzy nie powinni jeszcze ogłaszać pełnego sukcesu porozumienia. Szczególnie istotna pozostaje asymetria ryzyka. Problemy z realizacją zapowiadanych ustaleń mogą szybko doprowadzić zarówno do ponownego wzrostu cen ropy, jak i pogorszenia nastrojów na światowych giełdach. Dlatego ostrożność i realistyczna ocena sytuacji pozostają dziś bardziej wskazane niż euforia.

KPMG: regulacje i cyberbezpieczeństwo najmocniej kształtują strategie TPRM

Cyfryzacja, globalizacja łańcuchów dostaw oraz rosnące wymogi regulacyjne sprawiają, że zarządzanie ryzykiem stron trzecich (Third-Party Risk Management, TPRM) staje się jednym z istotnych elementów budowania stabilności organizacji. Tymczasem jedna trzecia firm doświadczyła w ciągu ostatnich trzech lat strat finansowych lub reputacyjnych związanych z podmiotami trzecimi, a 28% odnotowało zakłócenia w łańcuchu dostaw. Jednocześnie aż 83% menedżerów planuje dalszą rozbudowę sieci partnerów w ciągu najbliższych trzech lat wynika z raportu „2026 Global Third-Party Risk Management Survey” opracowanego przez KPMG. Mimo rosnących inwestycji w technologie wiele organizacji nadal zarządza ryzykiem w sposób rozproszony i reaktywny.

Regulacje i cyberbezpieczeństwo kształtują strategie zarządzania ryzykiem

Zgodnie z wynikami raportu KPMG głównymi czynnikami wpływającymi na strategie TPRM są wymogi regulacyjne (48%) oraz ryzyka z zakresu cyberbezpieczeństwa (37%). Organizacje koncentrują się przede wszystkim na zagrożeniach, które mogą bezpośrednio przełożyć się na funkcjonowanie całego przedsiębiorstwa poprzez słabości po stronie dostawców.

W wielu organizacjach zarządzanie ryzykiem stron trzecich wciąż koncentruje się głównie na weryfikacji kontrahenta na początku współpracy, podczas gdy ryzyka mogą zmieniać się w trakcie jej trwania. Coraz większego znaczenia nabiera więc podejście oparte na ciągłym monitorowaniu oraz wykorzystaniu danych z różnych źródeł, które pomaga szybciej identyfikować potencjalne sygnały ostrzegawcze. W praktyce najlepiej sprawdzają się rozwiązania, w których zarządzanie stronami trzecimi jest skoordynowane pomiędzy różnymi funkcjami m.in. zakupów, compliance i bezpieczeństwa informacji – mówi Iwona Sprycha, Partner w Dziale Deal Advisory w KPMG w Polsce.

Inwestycje koncentrują się na ocenie ryzyka i technologiach

Wydatki organizacji w obszarze zarządzania ryzykiem stron trzecich koncentrują się przede wszystkim na procesach oceny ryzyka oraz narzędziach technologicznych. Z badania wynika, że 52% firm inwestuje w działania związane z oceną ryzyka i procesami due diligence wobec dostawców, 51% rozwija technologie i narzędzia wspierające TPRM, a 49% przeznacza środki na cyberbezpieczeństwo i ochronę danych. Istotnym kierunkiem inwestycji pozostają również audyty regulacyjne, wskazywane przez 45% respondentów.

Technologia – potencjał większy niż obecne rezultaty

Technologie cyfrowe coraz częściej wspierają procesy zarządzania ryzykiem stron trzecich. Od 50% do 58% respondentów deklaruje wykorzystanie AI w wybranych obszarach TPRM, takich jak analiza danych, raportowanie czy automatyzacja oceny ryzyka. Jednocześnie tylko 22% badanych ocenia jej skuteczność jako bardzo wysoką, a około 40% jako umiarkowaną.

Zdaniem respondentów, największą wartość przynoszą rozwiązania, które integrują dane z różnych źródeł i wspierają cały cykl życia relacji z dostawcą, zamiast działać w oderwanych od siebie narzędziach.

Rosnące znaczenie analizy ryzyka

Coraz większego znaczenia nabiera także perspektywa tzw. Nth-party, czyli analiza ryzyk wykraczających poza bezpośrednich dostawców. Koncentracja geograficzna produkcji, zależność od jednego podwykonawcy czy brak przejrzystości w kolejnych ogniwach łańcucha wartości mogą prowadzić do poważnych zakłóceń operacyjnych i reputacyjnych.

regulacje i cyberbezpieczeństwo najmocniej kształtują strategie TPRM

Outsourcing i usługi zarządzane pomagają skalować procesy

Ponad 80% organizacji korzysta z outsourcingu lub usług zarządzanych w wybranych elementach TPRM, takich jak ocena ryzyka, monitoring dostawców czy procesy due diligence. Jednocześnie kompleksowe modele obejmujące cały cykl życia relacji z dostawcą pozostają rzadkością – stosuje je zaledwie 5% badanych.

Firmy najczęściej przekazują na zewnątrz zadania o dużym wolumenie i powtarzalnym charakterze, zachowując kontrolę nad kluczowymi decyzjami strategicznymi oraz nadzorem nad relacjami z partnerami.

O raporcie:

Raport „2026 Global Third-Party Risk Management Survey” został opracowany przez KPMG na podstawie globalnego badania wśród 851 przedstawicieli kadry kierowniczej i menedżerskiej z Ameryki Północnej, Ameryki Południowej, Europy oraz regionu Azji i Pacyfiku. Respondenci reprezentowali różne sektory gospodarki, m.in. usługi finansowe, ochronę zdrowia, technologie, przemysł, handel detaliczny oraz energetykę. Badanie analizowało m.in. dojrzałość programów zarządzania ryzykiem stron trzecich, poziom integracji z zarządzaniem ryzykiem korporacyjnym, wykorzystanie technologii i sztucznej inteligencji, modele operacyjne oraz jakość danych w procesach TPRM.

Chińskie marki zmieniają polski rynek motoryzacyjny. Nowe auta wypierają import używanych

0

Polski rynek nowych samochodów osobowych bardzo udanie rozpoczął 2026 rok, kontynuując ubiegłoroczne pozytywne trendy zakupowe. Pomimo wyzwań regulacyjnych, branża wynajmu długoterminowego (CFM) odnotowała skokowy wzrost raportowanej floty, a sektor Rent a Car (RaC) zanotował pierwsze od roku wzrosty, jednoznacznie sygnalizując zakończenie trudnego okresu korekty.

W pierwszym kwartale 2026 roku klienci indywidualni oraz instytucjonalni w Polsce zakupili łącznie 151,6 tys. samochodów osobowych, co przełożyło się na wzrost na poziomie 6,7% r/r. Krajowa dynamika wciąż istotnie przewyższa średnią europejską, która na koniec marca wyniosła 4%. Tak wysokie rezultaty w kraju to efekt kumulacji końcówki wyprzedaży rocznika oraz intensyfikacji działań sprzedażowych związanych z zakończeniem roku fiskalnego u wielu producentów. Na rynku europejskim wzrostom sprzyjały natomiast nowe i zaktualizowane ulgi podatkowe oraz programy motywacyjne. Równocześnie w Polsce pogłębia się trend spadkowy w imporcie aut używanych. Jest to bezpośredni skutek coraz szerszej i atrakcyjniejszej cenowo oferty nowych samochodów od producentów chińskich oraz idących za tym korekt cenowych u pozostałych marek motoryzacyjnych, co silnie stymuluje zakupy konsumenckie.

Finansowanie firmowe pod wpływem zmian regulacyjnych

W obszarze zakupów flotowych widoczna była ostrożność przedsiębiorców powiązana z nowymi przepisami amortyzacyjnymi. W I kwartale 2026 roku dynamika rejestracji nowych aut w wynajmie długoterminowym wyniosła +1,7% r/r, co przełożyło się na 21,3% udziału tej formy finansowania w zakupach firm. Pozostałe formy – w tym zakup za gotówkę, kredyt oraz pożyczka leasingowa – objęły 78,7% rynku dostaw dla firm, notując wzrost o 7,6% r/r. Na taki podział wpływ miały również przesunięcia decyzji zakupowych przedsiębiorstw kończących rok obrachunkowy w marcu oraz ogólna niepewność regulacyjno-gospodarcza wśród klientów firmowych.

Wynajem długoterminowy (CFM): Wyraźny wzrost bazy pojazdów

Wzrost wolumenu łącznej aktywnej floty w usłudze Full Serwis Leasing (FSL) w I kwartale 2026 roku wyniósł +11,3% r/r[1]. Eksperci PZWLP podkreślają, że rynek wynajmu rozwija się dość dynamicznie osiągając nawet dwucyfrowe wzrosty rok do roku w zakresie poziomu sfinansowanej i aktywnej floty. Względna odporność branży na czynniki zewnętrzne oraz niesprzyjające zmiany w otoczeniu gospodarczym i jednocześnie popularność produktu dającego stabilizację finansową dla korzystających potwierdza się w kolejnym kwartale.

Anna Makarewicz, Członek Zarządu PZWLP:

„Mimo względnie dobrych wyników pierwszego kwartału, cała branża CFM musi mierzyć się z wyzwaniami o charakterze znacznie bardziej fundamentalnym i strukturalnym. Obserwujemy bezprecedensową, trudną rynkowo kumulację kilku potężnych czynników. Z jednej strony mamy do czynienia z niesłabnącą presją cenową ze strony marek chińskich oraz przepełnionymi stockami aut u dealerów tradycyjnych producentów, co generuje wysokie rabaty i agresywne wyprzedaże samochodów fabrycznie nowych. Z drugiej strony na rynek silnie rzutowało zaostrzenie sytuacji międzynarodowej i kryzys w Cieśninie Ormuz związany z Iranem. Ten geopolityczny wstrząs dotknął nie tylko regulowanych cen paliw, ale drastycznie zdestabilizował rynek wtórny samochodów używanych z napędem spalinowym, które stanowią zdecydowaną większość w naszych flotach. W wyniku tego globalnego zamieszania wartość aut używanych na rynku drastycznie spadła. Taki obrót spraw uderza bezpośrednio w kluczowy element i zarazem największe ryzyko wpisane w model biznesowy CFM – czyli w wartości rezydualne (RV) pojazdów po kontraktach. Firmy wynajmu będą zmuszone radykalnie zweryfikować i dostosować swoje dotychczasowe oczekiwania co do wartości końcowej aut. Może to przełożyć się na odczuwalnie niższe dynamiki biznesowe całego sektora w kolejnych kwartałach. Jednocześnie, niezależnie od bieżących zawirowań makroekonomicznych jako PZWLP aktywnie i konsekwentnie uczestniczymy w konsultacjach dotyczących unijnego projektu Rozporządzenia Clean Corporate Vehicles. Dbamy o to, by transformacja energetyczna w opierała się na realiach rynkowych oraz rzetelnej ocenie TCO, a nie na oderwanych od rzeczywistości, drastycznych nakazach”.

Postępująca transformacja napędów i struktura emisji

We flotach CFM niezmiennie dominują samochody z silnikami benzynowymi, stanowiąc 56,3% parku przy wzroście o 13,7% r/r. Najdynamiczniej rozwija się segment pojazdów zero- i niskoemisyjnych (hybrydy oraz auta w pełni elektryczne), które łącznie stanowią już 19,3% całego parku PZWLP, rosnąc w tempie aż +51,3% r/r. Wewnątrz tej grupy najszybciej przybywa aut czysto elektrycznych (BEV) – ich udział wzrósł do poziomu 6,8% przy rocznej dynamice rzędu +103,0% r/r. Udział jednostek wysokoprężnych (Diesel) wynosi obecnie 24,4% i zanotował spadek o 10,3% r/r.

Większa liczba firm raportujących szczegółowe dane emisyjne pozwoliła na precyzyjne określenie średniej emisji CO2 nowych aut zakupionych w I kwartale 2026 roku. Dla samochodów osobowych wyniosła ona 123,8 g/km (+23,4% r/r), natomiast dla aut dostawczych do 3,5t osiągnęła poziom 145,3 g/km (spadek o 5,9% r/r).

Rent a Car (RaC): Powrót do wzrostów

Po trudnym okresie wielokwartalnych korekt i optymalizacji flot, branża Rent a Car zanotowała wyczekiwane odbicie. W I kwartale 2026 roku sektor ten odnotował pierwszy od czterech kwartałów wzrost na poziomie +6,3% r/r. Sygnalizuje to stabilizację rynku. Zmiana ta jest odpowiedzią na rosnące zapotrzebowanie przedsiębiorców na wysoce elastyczne formy mobilności, pozwalające sprawnie reagować na wciąż zmienną sytuację regulacyjną i rynkową.

Paweł Piórkowski, Prezes Zarządu PZWLP:

„Zgodnie z przewidywaniami, początek 2026 roku przynosi wyraźne, długo wyczekiwane ożywienie w branży Rent a Car. Wzrost na poziomie +6,3% r/r zamyka trudny okres restrukturyzacji baz pojazdów. Widzimy wyraźnie, że poprawa wyników sektora RaC idzie w parze ze stopniowym powrotem całej polskiej gospodarki na ścieżkę stabilnego wzrostu. W obliczu niepewności regulacyjnej, menedżerowie flot i przedsiębiorcy znacznie przychylniej patrzą na usługi krótkoterminowe i średnioterminowe (STR/MTR), ceniąc ich elastyczność i brak długofalowych zobowiązań finansowych. Choć tempo transformacji energetycznej i rozwój infrastruktury masowej oraz TCO pozostają wyzwaniem, stabilizujący się rynek Rent a Car zyskuje silne fundamenty operacyjne na kolejne miesiące tego roku”.

[1] Począwszy od 1 kwartału 2026 PZWLP we współpracy z IBMR Samar (partnerem odpowiedzialnym za zbieranie i przetwarzanie raportowanych danych statystycznych) dokonał rewizji definicji i sposobu prezentowania zbieranych danych statystycznych, uwzględnił nowych członków, którzy dołączyli w ostatnim czasie do związku oraz zostały zaktualizowane założenia definicji prezentowanych danych. Nowy model raportowania dużo lepiej odzwierciedla dzisiejsze realia rynkowe oraz dynamikę branży. We wcześniej używanym modelu raportowania adekwatna dla opisywanego okresu dynamika wzrostu finansowanej aktywnej floty wyniosłaby 9,4%.

Nowy hub AI w północnej Francji. Data4 zapowiada inwestycję za 5 mld euro

Firma Data4 zainwestuje pięć miliardów euro, aby przekształcić poprzemysłowy teren typu brownfield na północy Francji w nowy kampus centrów danych. Dzięki mocy 700 MW będzie on spełniał wymogi klientów z obszaru AI i będzie największym projektem Data4 we Francji. Do 2030 roku grupa planuje zainwestować ponad 20 miliardów euro w rozwój swoich kampusów w Europie.

Firma Data4 ogłosiła rozpoczęcie realizacji nowego projektu kampusu data center w mieście Escaudain, w regionie Hauts-de-France, położonym w północnej Francji. W transformację poprzemysłowego terenu „Parc des Soufflantes” w innowacyjny kampus technologiczny firma zainwestuje pięć miliardów euro. Po ukończeniu projektu powstanie w regionie 2 400 stałych miejsc pracy. Pod koniec 2025 roku grupa ogłosiła, że została wybrana przez lokalną administrację aglomeracji La Porte du Hainaut jako wyłączny partner do rewitalizacji terenu dawnej fabryki Usinor.

Data4, lider w służbie europejskiej suwerenności

W czasach, gdy większość danych Europejczyków jest przechowywana poza kontynentem, rozwój kampusów centrów danych na europejskim kontynencie jest niezbędny, by wspierać wzrost wykorzystania usług cyfrowych, dynamiczny rozwój sztucznej inteligencji oraz zapewnić Europie strategiczną autonomię w sektorze cyfrowym.

Stawiając rewitalizację terenów poprzemysłowych jako priorytet, Data4 przekształciła już dawne fabryki Alcatela (kampus PAR01) i Nokia (kampus PAR03) w pobliżu Paryża, w jeden z największych w Europie hubów centrów danych o mocy 500 MW. Planowany kampus w Escaudain, o mocy 700 MW, mieszczący się na obszarze 33 hektarów, będzie obecnie największym projektem Data4 we Francji. Wzmocni on obecność grupy w regionie położonym w sercu Europy, na przecięciu szlaków wymiany danych z innymi kontynentami, mocno zakotwiczając Europę w globalnym wyścigu technologicznym.

– Z dumą nadajemy naszemu projektowi realny kształt. Region Hauts-de-France jest obszarem o ogromnym znaczeniu strategicznym i jednym z głównych europejskich węzłów łączności i komunikacji — mówi Olivier Micheli, prezes Data4.Przy wsparciu administracji krajowej i regionalnej będziemy mogli ożywić ten obszar, włączyć go do branży cyfrowej i budować suwerenną, zrównoważoną i konkurencyjną infrastrukturę, której Francja i Europa tak pilnie potrzebują – dodaje.

– Dzięki nowemu kampusowi centrów danych odpowiadającemu na zapotrzebowanie związane z rozwojem AI, chcemy otworzyć nowy, technologiczny rozdział naszej poprzemysłowej aglomeracji. Będziemy wspierać tę transformację, aby nasi mieszkańcy mogli korzystać z możliwości zatrudnienia i perspektyw, także w zawodach opartych na nowych technologiach, takich jak ochrona zdrowia, usługi czy bezpieczeństwo. Chcemy wspierać region i jego mieszkańców w kreowaniu miejsc pracy przyszłości — deklaruje Aymeric Robin, burmistrz Raismes i przewodniczący aglomeracji Porte du Hainaut. – To współpraca typu win-win, która buduje wartość dla naszej społeczności.

Aby usprawnić prace w regionie, uruchomiono „fast track”, procedurę stworzoną w zeszłym roku przez francuski rząd i RTE (francuskiego operatora przesyłowego energii elektrycznej). Jej celem jest wskazanie lokalizacji gotowych do inwestycji i ułatwienie budowy centrów danych, zgodnie z francuskimi ambicjami w zakresie innowacji i sztucznej inteligencji.

Dodatkowe badania oraz wstępne prace budowlane potrwają przez najbliższe 12 miesięcy. W kolejnych latach powstaną cztery centra danych nowej generacji. Projekt budynków uwzględnia najnowsze innowacje środowiskowe, takie jak wykorzystanie niskoemisyjnego betonu oraz odzysk ciepła odpadowego emitowanego przez serwery, co pomoże ograniczyć ślad środowiskowy.

Północna Francja: skrzyżowanie łączności i serce cyfrowej przyszłości Europy

Region Hauts-de-France, położony na przecięciu czterech głównych rynków FLAP (Frankfurt, Londyn, Amsterdam, Paryż), dysponuje licznymi kadrami oraz korzysta z niezawodnej, niskoemisyjnej oraz dostępnej energii, wspierającej szybki rozwój centrów danych. Lokując tam swoją inwestycję, Data4 chce przyczynić się do przemysłowej odnowy i wzmocnienia regionu, przekształcając go w nowy hub dedykowany chmurze i AI.

Data4 chce wywierać pozytywny wpływ we wszystkich regionach, w których działa. Dlatego wzmacnia swoje działania na rzecz zrównoważonego rozwoju i innowacji, budując ekosystem przyszłości, który tworzy miejsca pracy i przynosi korzyści wszystkim interesariuszom. W ramach tych działań Data4 stworzy w kampusie w Escaudain nowe centrum innowacji pod nazwą „Data4 For All”, zaprojektowane jako miejsce szkoleń, badań i rozwoju przedsiębiorczości we współpracy z lokalnymi szkołami, instytucjami i stowarzyszeniami.

16,5 tys. uszkodzonych aut z USA sprzedano jako bezwypadkowe. Za procederem stała litewska siatka przestępcza

0

Według analizy CARFAX tylko w 2024 r. z USA do Europy wyeksportowano ok. 303 tys. używanych pojazdów, z czego prawie ¾ było po szkodzie całkowitej. Prokuratura Europejska rozpracowała siatkę przestępców, którzy po pobieżnych naprawach sprzedawali poważnie uszkodzone auta z USA w krajach europejskich jako bezwypadkowe. Tylko przez litewską strukturę siatki przestępczej sprzedano co najmniej 16,5 tys. takich pojazdów o wartości ok. 612 mln zł (144 mln euro)*. Dla polskich kupujących to istotny sygnał ostrzegawczy, bo USA są trzecim najczęstszym krajem pochodzenia używanych aut importowanych do Polski. 

W ramach śledztwa o kryptonimie „Nimmersatt” Prokuratura Europejska (EPPO) opisała mechanizm sprowadzania do Unii Europejskiej poważnie uszkodzonych pojazdów ze Stanów Zjednoczonych. Były one kupowane na aukcjach, transportowane do Europy, naprawiane jedynie pobieżnie, a następnie sprzedawane klientom jako pojazdy bezwypadkowe – mimo tak poważnych wad jak np. uszkodzone systemy bezpieczeństwa, brak poduszek powietrznych czy poważne naruszenia konstrukcji pojazdu. Pierwsza fala przeszukań i zatrzymań miała miejsce w 2025 r., a w 2026 r. nastąpiła kolejna. 

Szacuje się, że tylko litewskie struktury siatki przestępczej sprzedały co najmniej 16,5 tys. takich pojazdów o wartości ok. 612 mln zł (144 mln euro)*. Szacowana strata z tytułu niezapłaconych podatków i ceł wynosi co najmniej 131,7 mln zł (31 mln euro)*. Do tego należy doliczyć koszty następcze, wynikające z wypadków i szkód spowodowanych przez niesprawne auta lub niezbędnych do wykonania w nich napraw. 

Fałszywa dokumentacja i dwuminutowe przeglądy techniczne

Tylko w 2024 roku z USA do Europy wyeksportowano ok. 303 tys. używanych pojazdów, z czego ok. 220 tys. po szkodzie całkowitej, jak wynika z analizy danych CARFAX, firmy dostarczającej raporty o historii aut używanych z wiarygodnych i certyfikowanych źródeł. Według dostępnych danych USA są trzecim najczęstszym krajem pochodzenia używanych aut importowanych do Polski – w pierwszym kwartale 2026 r.sprowadzono stamtąd 31 tys. używanych pojazdów. 

Szczególnie niepokojący jest fakt, że w wielu przypadkach pojazdy te otrzymywały dokumenty dopuszczające je do ruchu mimo poważnych wad technicznych. W niemieckich mediach opisywano przypadki postępowań wobec rzeczoznawców i diagnostów podejrzewanych o wystawianie fałszywych raportów i ekspertyz lub potwierdzanie sprawności pojazdów, których nigdy nie badali. Niektóre badania techniczne miały być przeprowadzane w ciągu zaledwie dwóch minut. 

16 proc. Polaków padło ofiarą poważnego oszustwa przy zakupie używanego auta

Według badania przeprowadzonego przez CARFAX aż 94 proc. Polaków obawia się potencjalnych oszustw podczas zakupu auta na rynku wtórnym. Aż 16 proc. przyznaje, że padło kiedyś ofiarą poważnego oszustwa, takiego jak fałszywe ogłoszenie, nieujawnione zastawy lub inne obciążenia finansowe dotyczące danego auta, mocno zmanipulowany przebieg czy nieujawnione poważne uszkodzenia, a nawet próba sprzedaży pojazdu kradzionego lub ze sklonowanym numerem VIN. Kolejne 28 proc. badanych zetknęło się z mniejszymi nieprawidłowościami, takimi jak drobniejsze manipulacje przebiegiem lub nieujawnione uszkodzenia.

Raport historii pojazdu może pomóc wykryć wcześniejsze szkody powypadkowe, orzeczone szkody całkowite, manipulacje przebiegiem czy rozbieżności w międzynarodowej historii auta. Chodzi m.in. o sytuacje, w których samochód oferowany w jednym kraju ma większość wcześniejszych zapisów w innym państwie albo jego historia nie pasuje do deklarowanego pochodzenia. W międzynarodowym handlu samochodami używanymi dokumentacja może być niepełna, rozproszona albo celowo zniekształcona. Dlatego dane historyczne z wielu źródeł są ważnym narzędziem nie tylko dla kupujących, ale też dla dealerów, platform ogłoszeniowych i instytucji, które chcą ograniczać skalę oszustw na rynku.

Platformy sprzedażowe i organy ścigania muszą współpracować

Sprawa „Nimmersatt” oraz inne europejskie śledztwa pokazują, że oszustwa na rynku samochodów używanych nie są marginalnym zjawiskiem, ale doskonale zorganizowanym międzynarodowym biznesem. CARFAX Europe, wspólnie z Renato Schipanim, oficerem wywiadu kryminalnego INTERPOLu z 30-letnim doświadczeniem, przedstawił analizę takich mechanizmów podczas tegorocznej konferencji AutosBuzz Marketplace. W centrum dyskusji znalazły się narzędzia, które mogą wzmacniać bezpieczeństwo kupujących.

Uzyskanie dostępu do możliwie pełnych informacji o pojazdach jest dziś dla kupujących ważniejsza niż kiedykolwiek. Przejrzysta historia pojazdu jest kluczowym elementem w wykrywaniu groźnych oszustw, bezpiecznym podejmowaniu decyzji i zwiększaniu bezpieczeństwa na europejskich drogach – mówi Frank Brüggink, dyrektor zarządzający i założyciel CARFAX Europe. – Jak stwierdził ekspert INTERPOLU, Renato Schipani, podczas konferencji AutosBuzz, platformy sprzedażowe w branży samochodów używanych mogą stać się bezpieczniejsze dla klientów, jeśli wzmocnią współpracę z organami ścigania. 

Kurs NBP z dnia 16 czerwca 2026 r.: 1 EUR = 4,25 PLN.

Wakacje 2026: większość Polaków planuje wyjazd. Najczęściej na tydzień, za pieniądze z oszczędności

Ponad sześciu na dziesięciu Polaków planuje w tym sezonie wakacyjny wyjazd – wynika z najnowszego Barometru Providenta. Łącznie odpowiedzi wskazujące na wyjazd dają 63,1 proc. badanych. Najczęściej wybierane kierunki to kraje Europy oraz polskie Morze Bałtyckie, a najpopularniejszy zakładany budżet mieści się w przedziale od 2001 do 4000 zł.

Dane pokazują, że urlop pozostaje dla Polaków ważnym elementem roku, ale jego organizacja coraz częściej podporządkowana jest kalkulacji kosztów, możliwościom finansowym i ograniczeniom czasowym. Większość badanych chce zapłacić za wypoczynek z własnych środków – oszczędności, bieżących dochodów albo połączenia obu tych źródeł.

Polacy wybierają krótsze wakacje

Z Barometru Providenta wynika, że w tym roku Polacy częściej stawiają na krótsze wyjazdy. 30,1 proc. respondentów deklaruje, że ich najdłuższy wakacyjny urlop potrwa maksymalnie 7 dni. Taki model wypoczynku najczęściej wybierają osoby w wieku 25–34 lata – w tej grupie wskazało go 43,1 proc. badanych.

Kolejne 25,8 proc. ankietowanych zakłada wyjazd trwający od 8 do 14 dni. Na dłuższy urlop, przekraczający dwa tygodnie, planuje zdecydować się 7,1 proc. respondentów. Jednocześnie 21,6 proc. badanych deklaruje, że w tym roku w ogóle nie wyjedzie na wakacje, a 15,3 proc. nie potrafi jeszcze określić swoich planów.

Oznacza to, że choć większość Polaków myśli o wakacyjnym wypoczynku, część decyzji pozostaje jeszcze otwarta. Może to wynikać zarówno z niepewności dotyczącej cen, jak i z konieczności dopasowania wyjazdu do obowiązków zawodowych, rodzinnych lub szkolnych.

Europa i Bałtyk na czele wakacyjnych planów

Wśród osób, które nie wykluczają wyjazdu, najczęściej wskazywanym kierunkiem są kraje europejskie. Taki plan ma 27 proc. respondentów. Wyjazdy zagraniczne w Europie są szczególnie popularne wśród najmłodszych dorosłych – w grupie 18–24 lata wskazuje je 40,7 proc. badanych.

Niemal równie często Polacy wybierają krajowy wypoczynek nad morzem. Polski Bałtyk pojawia się w odpowiedziach 25,6 proc. respondentów. Dalej znalazły się polskie góry, wskazane przez 14,7 proc. badanych, oraz wyjazdy poza Europę, które planuje 8,9 proc. ankietowanych.

Mniej popularne, ale nadal obecne w wakacyjnych planach, są wyjazdy na wieś – 8,1 proc., do polskich miast – 7,6 proc. oraz na Mazury – 5,3 proc. Co istotne, 17,5 proc. osób nadal nie wie, dokąd pojedzie.

– Wyniki naszego badania pokazują, że wakacje są dla Polaków ważne, ale coraz częściej planowane bardzo pragmatycznie. Najczęściej wybierany jest wyjazd do tygodnia, a więc taki, który łatwiej dopasować zarówno do budżetu domowego, jak i obowiązków zawodowych czy rodzinnych. Widać też, że część osób wciąż odkłada decyzję – niepewność dotycząca miejsca wyjazdu czy samego terminu może wynikać właśnie z kalkulowania kosztów – komentuje Karolina Łuczak, Rzeczniczka Prasowa Provident Polska.

Brak pieniędzy główną barierą

Wśród osób, które nie planują wakacyjnego wyjazdu, najczęściej wskazywaną przyczyną jest brak pieniędzy. Taką odpowiedź podało 57,9 proc. ankietowanych z tej grupy. Pokazuje to, że rosnące koszty wypoczynku pozostają istotną barierą dla części gospodarstw domowych.

Drugim najczęściej wskazywanym powodem jest brak potrzeby wyjazdu i preferowanie odpoczynku w domu – 17,5 proc. badanych. Kwestie zdrowotne wskazało 15,9 proc. respondentów, a obowiązki rodzinne – 11,8 proc.

Na dalszych miejscach znalazły się trudności ze znalezieniem opieki dla zwierzęcia lub zwierząt domowych oraz remont albo inne ważne zobowiązania – po 8,2 proc. wskazań. Brak osoby towarzyszącej podało 7 proc. ankietowanych, a brak możliwości wzięcia urlopu w pracy – 4 proc.

Urlop ma być czasem bez pracy

Dla większości osób planujących lub rozważających wyjazd wakacje mają być realnym odpoczynkiem od obowiązków zawodowych. 55,5 proc. badanych deklaruje, że chce całkowicie odciąć się od pracy. Kolejne 18,3 proc. odpowiada, że raczej nie będzie pracować, chyba że pojawi się pilna potrzeba.

Pracę lub służbową dostępność podczas urlopu z góry zakłada łącznie 10,8 proc. respondentów. 3,8 proc. planuje w dużej mierze normalnie pracować zdalnie, natomiast 7 proc. zamierza być częściowo dostępna.

Wyniki sugerują, że mimo upowszechnienia pracy zdalnej i elastycznych form zatrudnienia, dla większości badanych wakacyjny wyjazd nadal oznacza potrzebę wyraźnego oddzielenia czasu prywatnego od zawodowego.

Najczęstszy budżet: od 2001 do 4000 zł

Polacy pytani o planowane wydatki na wakacyjny wyjazd najczęściej wskazują przedział od 2001 do 4000 zł. Taki budżet deklaruje 19,9 proc. badanych. Niższy przedział, od 1001 do 2000 zł, wybrało 15,3 proc. respondentów.

Stosunkowo duża część ankietowanych planuje jednak wydatki przekraczające 4000 zł. Budżet w granicach 4001–6000 zł zakłada 14,2 proc. badanych. Kwotę od 6001 do 8000 zł wskazało 9,6 proc. respondentów.

Na wakacje kosztujące ponad 10 000 zł planuje zdecydować się 6,9 proc. Polaków, a 5,3 proc. wskazało przedział od 8001 do 10 000 zł. Z kolei 7,2 proc. ankietowanych chce przeznaczyć na tegoroczny urlop maksymalnie 1000 zł. Ponad jedna piąta badanych, czyli 21,6 proc., nie potrafi jeszcze określić planowanego budżetu.

Wakacje głównie z oszczędności i bieżących dochodów

Najczęstszym źródłem finansowania wakacyjnego wyjazdu będą oszczędności. Taką odpowiedź wskazało 38,6 proc. badanych. 24,3 proc. respondentów planuje połączyć oszczędności z bieżącymi środkami, a 21,8 proc. sfinansuje wyjazd z bieżących dochodów.

Z pożyczki lub karty kredytowej chce skorzystać 1,5 proc. ankietowanych. 4 proc. deklaruje, że za wyjazd zapłaci ktoś inny.

– Polacy podchodzą do wakacyjnych wydatków ostrożnie. Zdecydowana większość chce finansować urlop ze środków własnych – oszczędności, bieżących dochodów albo połączenia tych dwóch źródeł. To pokazuje dużą świadomość finansową, ale również presję, jaką koszty wypoczynku wywierają na domowe budżety. Dla wielu rodzin decyzja o wakacjach jest efektem wcześniejszego planowania i odkładania pieniędzy – dodaje Karolina Łuczak z Provident Polska.

Wśród osób, które finansują wyjazd przynajmniej częściowo z oszczędności, 36,2 proc. odkładało na ten cel krócej niż 6 miesięcy. 32,4 proc. gromadziło pieniądze przez okres od 7 do 12 miesięcy. Dłużej niż rok oszczędzało 7,9 proc. badanych, a 23,4 proc. nie potrafi określić, jak długo odkładało środki.

Wakacje pod presją kosztów

Wyniki badania wskazują, że Polacy nie rezygnują z wakacyjnego wypoczynku, ale coraz częściej planują go ostrożnie. Popularność krótszych wyjazdów, duży odsetek osób finansujących urlop z oszczędności oraz znaczenie kosztów jako bariery pokazują, że wakacje są dziś dla wielu gospodarstw domowych istotnym, ale wymagającym wcześniejszego przygotowania wydatkiem.

Największą grupę stanowią osoby, które chcą wyjechać, ale jednocześnie kontrolują budżet i unikają nadmiernego zadłużania się. Z tego punktu widzenia tegoroczne wakacje można określić jako sezon pragmatycznych decyzji: krótszych urlopów, sprawdzonych kierunków i finansowania przede wszystkim z własnych pieniędzy.

O badaniu

Barometr Providenta to cykliczne badanie Polaków, którego celem jest lepsze rozumienie zachowań i decyzji finansowych konsumentów. Badanie zostało zrealizowane przez Danae sp. z o.o. metodą CAWI na próbie N=1002 dorosłych Polaków w maju 2026 r.

Produkcja usług przyspieszyła. Marzec przyniósł dwucyfrowy wzrost

Marzec przyniósł wyraźne przyspieszenie w polskim sektorze usług. Według danych GUS produkcja usług wzrosła o 11 proc. rok do roku i o 10,7 proc. wobec lutego, a najszybciej rosły działalność profesjonalna, transport, logistyka, informacja i komunikacja. Dane potwierdzają dobrą kondycję dużej części usług, choć ożywienie nie obejmuje wszystkich branż w równym stopniu.

Produkcja usług przyspieszyła. Marzec przyniósł dwucyfrowy wzrost

Produkcja usług w Polsce wzrosła w marcu 2026 r. o 11,0 proc. rok do roku oraz o 10,7 proc. wobec lutego – wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego. Po wyrównaniu sezonowym dynamika roczna wyniosła 7,9 proc., co potwierdza utrzymującą się dobrą kondycję dużej części sektora usługowego.

Dane: GUS, produkcja usług w marcu 2026 r.; podmioty o liczbie pracujących 10 osób i więcej.

+11,0%
Produkcja usług r/r
rok wcześniej +3,2%
+10,7%
Zmiana m/m
wobec lutego 2026 r.
+7,9%
Po wyrównaniu sezonowym
+1,9% m/m
134,2
Indeks produkcji usług
średnia 2021 = 100

Marcowe dane pokazują wyraźne przyspieszenie aktywności w usługach. Wskaźnik produkcji usług osiągnął poziom 134,2, co oznacza, że wolumen usług był o 31,8 proc. wyższy niż przeciętna miesięczna produkcja w 2021 r. W ujęciu rocznym wynik był znacznie lepszy niż rok wcześniej, kiedy wzrost wynosił 3,2 proc.

Produkcja usług obejmuje wartość obrotów w cenach stałych uzyskiwanych przez przedsiębiorstwa usługowe. Badanie dotyczy m.in. transportu i gospodarki magazynowej, zakwaterowania i gastronomii, informacji i komunikacji, obsługi rynku nieruchomości, działalności profesjonalnej, naukowej i technicznej oraz usług administrowania i działalności wspierającej.

Produkcja usług — poziom wskaźnika
Ceny stałe; przeciętna miesięczna 2021 = 100; wybrane punkty szeregu 2021–2026
90 105 120 135 150 2021 2022 2023 2024 2025 III 2026
dane niewyrównane dane wyrównane sezonowo

Usługi profesjonalne i transport w czołówce wzrostu

Najwyższą dynamikę w ujęciu rocznym odnotowano w działalności profesjonalnej, naukowej i technicznej, gdzie produkcja usług wzrosła o 15,0 proc. Mocny wynik zanotował także transport i gospodarka magazynowa, ze wzrostem o 13,8 proc.

W sekcji informacja i komunikacja, która ma duże znaczenie dla całego wskaźnika, produkcja usług wzrosła o 10,1 proc. rok do roku. Najsłabsze tempo wzrostu wśród analizowanych sekcji zanotowało zakwaterowanie i gastronomia, gdzie produkcja była wyższa o 3,9 proc. niż rok wcześniej.

Produkcja usług według sekcji PKD — zmiana rok do roku
Marzec 2026 r.; ceny stałe; dane niewyrównane
M — Działalność profesjonalna, naukowa i techniczna
+15,0%
H — Transport i gospodarka magazynowa
+13,8%
L — Obsługa rynku nieruchomości
+10,4%
J — Informacja i komunikacja
+10,1%
N — Administrowanie i działalność wspierająca
+6,3%
I — Zakwaterowanie i gastronomia
+3,9%
Sekcja PKD r/r m/m 2021 = 100
Usługi ogółem +11,0% +10,7% 134,2
M — Działalność profesjonalna, naukowa i techniczna +15,0% +8,8% 139,9
H — Transport i gospodarka magazynowa +13,8% +10,8% 124,1
L — Obsługa rynku nieruchomości +10,4% +9,4% 115,2
J — Informacja i komunikacja +10,1% +16,7% 154,4
N — Administrowanie i działalność wspierająca +6,3% +5,1% 117,0
I — Zakwaterowanie i gastronomia +3,9% −2,9% 133,2

Liderzy wzrostu: produkcja filmów, doradztwo i usługi profesjonalne

Na poziomie działów PKD największy wzrost w marcu odnotowano w działalności związanej z produkcją filmów, nagrań wideo, programów telewizyjnych oraz nagrań dźwiękowych i muzycznych. Produkcja usług w tym obszarze była o 31,0 proc. wyższa niż rok wcześniej.

Bardzo wysoką dynamikę zanotowało także doradztwo związane z zarządzaniem, gdzie produkcja usług wzrosła o 27,8 proc. Wysoko znalazły się również pozostała działalność profesjonalna i naukowa, reklama i badania rynku oraz usługi w zakresie informacji.

Największe wzrosty produkcji usług według działów PKD
Zmiana rok do roku, marzec 2026 r.
Produkcja filmów i nagrań
+31,0%
Doradztwo w zakresie zarządzania
+27,8%
Pozostała działalność profesjonalna i naukowa
+22,6%
Reklama i badania rynku
+22,0%
Usługi w zakresie informacji
+20,2%
Administracyjna obsługa biura
+18,0%
Magazynowanie i logistyka
+17,1%
Oprogramowanie i doradztwo IT
+16,8%

Nie wszystkie branże rosły. Spadki w mediach, wynajmie i usługach prawno-księgowych

Mimo dobrego wyniku całego sektora, część działalności zanotowała spadki. Najmocniej obniżyła się produkcja usług w nadawaniu programów ogólnodostępnych i abonamentowych — o 27,7 proc. rok do roku.

Ujemną dynamikę odnotowano również w wynajmie i dzierżawie oraz w działalności prawniczej, rachunkowo-księgowej i doradztwie podatkowym. W tych przypadkach spadki wyniosły odpowiednio 3,2 proc. oraz 2,7 proc.

Wybrane działy PKD — wzrosty i spadki rok do roku
Marzec 2026 r.; wartości dodatnie i ujemne
Produkcja filmów i nagrań
+31,0%
Doradztwo w zakresie zarządzania
+27,8%
Oprogramowanie i doradztwo IT
+16,8%
Organizatorzy turystyki
+0,4%
Usługi prawne i księgowe
−2,7%
Wynajem i dzierżawa
−3,2%
Nadawanie programów TV/radio
−27,7%
Dział PKD Zmiana r/r
Produkcja filmów, nagrań wideo, programów telewizyjnych oraz nagrań dźwiękowych i muzycznych +31,0%
Doradztwo związane z zarządzaniem +27,8%
Pozostała działalność profesjonalna, naukowa i techniczna +22,6%
Reklama, badanie rynku i opinii publicznej +22,0%
Usługi w zakresie informacji +20,2%
Usługi prawne, rachunkowo-księgowe i doradztwo podatkowe −2,7%
Wynajem i dzierżawa −3,2%
Nadawanie programów ogólnodostępnych i abonamentowych −27,7%

Miesiąc do miesiąca: mocny skok po słabszym początku roku

W porównaniu z lutym produkcja usług ogółem wzrosła o 10,7 proc. Największy miesięczny wzrost odnotowano ponownie w produkcji filmów i nagrań, gdzie dynamika wyniosła 51,9 proc. Na drugim miejscu znalazła się działalność wydawnicza ze wzrostem o 28,9 proc.

Najgłębszy spadek względem lutego wystąpił w działalności organizatorów turystyki, pośredników i agentów turystycznych. Produkcja usług w tym dziale obniżyła się o 31,0 proc. Spadek odnotowano również w doradztwie związanym z zarządzaniem, gdzie miesięczna dynamika wyniosła −9,2 proc.

Produkcja usług według działów PKD — zmiana wobec lutego 2026 r.
Wybrane działy; dane niewyrównane
Produkcja filmów i nagrań
+51,9%
Działalność wydawnicza
+28,9%
Reklama i badania rynku
+22,8%
Oprogramowanie i doradztwo IT
+21,5%
Zakwaterowanie
−5,5%
Doradztwo w zakresie zarządzania
−9,2%
Organizatorzy turystyki
−31,0%

Co oznaczają dane GUS dla gospodarki?

Dwucyfrowy wzrost produkcji usług potwierdza, że sektor usług pozostaje jednym z ważnych źródeł aktywności gospodarczej w Polsce. Szczególnie mocno rosną obszary związane z wiedzą, technologią, treściami cyfrowymi, doradztwem oraz logistyką. To segmenty, które w dużym stopniu korzystają z cyfryzacji, popytu firm na specjalistyczne kompetencje oraz roli Polski jako zaplecza transportowo-magazynowego regionu.

Jednocześnie dane pokazują zróżnicowanie sytuacji wewnątrz sektora. Tradycyjne media, część usług administracyjnych oraz wybrane usługi prawno-księgowe nie korzystają z ożywienia w takim samym stopniu jak IT, logistyka czy działalność profesjonalna. W kolejnych miesiącach istotne będzie to, czy marcowe przyspieszenie okaże się jednorazowym efektem sezonowym, czy początkiem trwalszego wzrostu.

Najważniejsze wnioski

  • Produkcja usług wzrosła w marcu o 11,0 proc. rok do roku i o 10,7 proc. miesiąc do miesiąca.
  • Po wyrównaniu sezonowym wzrost wyniósł 7,9 proc. r/r, co ogranicza ryzyko, że dobry wynik jest wyłącznie efektem sezonowości.
  • Najmocniej rosły usługi profesjonalne, produkcja treści audio-wideo, doradztwo, reklama, informacja oraz IT.
  • Transport i logistyka utrzymały wysoką dynamikę, co wzmacnia znaczenie Polski jako rynku usług zaplecza gospodarczego.
  • Spadki w nadawaniu programów oraz słabsze wyniki części usług administracyjnych pokazują, że ożywienie nie obejmuje wszystkich branż równomiernie.

Źródło danych: Główny Urząd Statystyczny, „Produkcja usług w marcu 2026 r.”, dane wstępne. Opracowanie własne. Dane dotyczą podmiotów o liczbie pracujących 10 osób i więcej. Dynamiki dla transportu wodnego i lotniczego nie zostały opublikowane ze względu na tajemnicę statystyczną.

TikTok Shop oficjalnie wystartował w Polsce

TikTok oficjalnie wchodzi na polski rynek e-commerce, uruchamiając swoją usługę TikTok Shop. To strategiczny krok, dzięki któremu użytkownicy zyskują możliwość finalizowania zakupów bezpośrednio w aplikacji, bez konieczności opuszczania platformy czy przechodzenia na zewnętrzne strony internetowe. Polska, obok Austrii, Belgii i Holandii, staje się jednym z kluczowych rynków, na których usługa zadebiutowała w 2026 roku.

Platforma stawia na model tzw. discovery e-commerce, co oznacza, że sprzedaż jest ściśle powiązana z odkrywaniem produktów podczas konsumpcji treści. Mechanizm ten opiera się na kilku kanałach: oznaczeniach w filmach w kanale „Dla Ciebie”, interaktywnych transmisjach LIVE, dedykowanych sekcjach na profilach marek oraz centralnej zakładce ShopTab, służącej do przeglądania ofert i zarządzania zamówieniami. W dniu startu oferta platformy jest już dość bogata i obejmuje zarówno znane marki, takie jak L’Oréal, Modivo czy Eveline Cosmetics, jak i lokalnych graczy z segmentów mody, kosmetyków oraz artykułów codziennego użytku.

Dla przedsiębiorców TikTok Shop stanowi nową odnogę sprzedaży online, integrującą promocję z obsługą transakcji. Model rozliczeń oparto na prowizjach: standardowo wynoszą one 9 proc., przy czym dla elektroniki ustalono preferencyjną stawkę 7 proc. Aby przyciągnąć sprzedawców na starcie, TikTok oferuje im promocyjną prowizję na poziomie zaledwie 2 proc. przez pierwsze trzy miesiące działalności. Co istotne dla lokalnych firm, platforma udostępnia narzędzie „Sell Across Europe”, które pozwala na szybką ekspansję transgraniczną i sprzedaż na innych rynkach unijnych w ramach jednej rejestracji.

Istotnym elementem strategii TikToka jest również program afiliacyjny, który ma zacieśnić współpracę między markami a twórcami internetowymi. Influencerzy posiadający co najmniej 1,5 tys. obserwujących mogą promować produkty w swoich materiałach i czerpać z tego tytułu prowizje.

Z punktu widzenia polskiego konsumenta, proces zakupowy został zoptymalizowany pod kątem wygody i bezpieczeństwa. Dostawy realizowane są przez popularnych operatorów, takich jak InPost, DPD czy GLS, przy deklarowanym czasie realizacji wynoszącym maksymalnie 4 dni robocze. Użytkownicy mają do dyspozycji szeroki wachlarz płatności, obejmujący m.in. BLIK-a, Apple Pay oraz Google Pay, a także 30-dniowe prawo do zwrotu towaru. Aby zadbać o jakość oferty, TikTok wprowadził procesy weryfikacji sprzedawców oraz samych produktów, wspierane przez dedykowane zespoły moderatorów i zaawansowane narzędzia technologiczne, co ma na celu zapewnienie bezpiecznego środowiska zakupowego od pierwszych dni funkcjonowania usługi w Polsce.

Co czwarta mała firma w Polsce bez budżetu na cyberochronę. Co trzecia nie reaguje po ataku

  • W przypadku 19% zaatakowanych małych firm w Polsce, skutki ataku cybernetycznego były bardzo poważne, jednocześnie 32% zaatakowanych podmiotów nie wprowadziło żadnych zmian po incydencie;
  • 26% małych firm deklaruje, że nie ponosi żadnych wydatków na zabezpieczenie przed atakami cyfrowymi. W dużych organizacjach kwoty sięgają powyżej 50 000 zł rocznie;
  • W średnich i dużych podmiotach cyberbezpieczeństwem najczęściej zajmuje się pracownik lub dedykowany zespół IT, w małych podmiotach za ten obszar częściej odpowiada właściciel;
  • 85% małych i 45% średnich firm na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy nie przeprowadziło żadnej oceny ryzyka cybernetycznego swoich organizacji.

Koszty finansowe i operacyjne jednego ataku

Badanie Mastercard przeprowadzone na przełomie 2025 i 2026 r. wśród specjalistów ds. IT w polskich małych, średnich i dużych firmach pokazało skalę ataków cybernetycznych na polskie przedsiębiorstwa oraz podejście właścicieli firm do cyberzagrożeń. Wśród ankietowanych, do cyberataku lub naruszenia bezpieczeństwa cyfrowego w organizacji przyznała się co druga duża firma, 44% średnich i 25% małych. Jaki był ich wpływ na działalność organizacji? W przypadku małych podmiotów, 42% ankietowanych stwierdziło, że skutek incydentu był poważny lub umiarkowany powodując duże (19%) lub częściowe (23%) zakłócenia działalności. Niemal co trzecia (31%) średnia firma odczuła niewielkie komplikacje
i umiarkowane zakłócenia. Przedstawiciele firm zostali zapytani również o to, ile realnie kosztował ich przedsiębiorstwo atak cyberprzestępców. Co piąta mała przyznała, że straty finansowe były niewielkie (do 1 tys. zł). W przypadku średnich i dużych firm skutki ataków są częściej zdecydowanie bardziej kosztowne i sięgają nawet 50 tys. zł.

Duże firmy, które częściej mają plan reagowania na incydenty i regularnie szkolą swoich pracowników, znacznie częściej deklarują, że skutecznie blokują ataki. Cyberataki na małe firmy często oznaczają natomiast duże zakłócenie ich działalności. Choć, jak pokazuje nasze najnowsze badanie, większość firm deklaruje brak strat finansowych, to wraz ze wzrostem wielkości organizacji, rośnie niepewność co do realnych kosztów incydentu – mówi Małgorzata Domagała, VP, dyrektorka ds. produktów i rozwiązań Mastercard na Polskę, Czechy, Słowację.

Dość spora część ankietowanych w badaniu Mastercard – 19% wśród średnich firm i 16% wśród dużych – przyznaje, że nie jest w stanie oszacować strat finansowych lub odmawia udzielenia na ten temat odpowiedzi.

– Wyniki naszego badania wskazują, że wciąż potrzebujemy zwiększać świadomość na temat cyberzagrożeń oraz wyzwań związanych z cyberprzestępczością. Jednocześnie, w miarę jak cyberzagrożenia rosną pod względem skali i stopnia zaawansowania, Mastercard konsekwentnie inwestuje w technologie, wiedzę ekspercką i partnerstwa, które pomagają organizacjom wzmacniać cyberodporność oraz zwiększać bezpieczeństwo – dodaje ekspertka.

Co trzecia mała firma (32%), 28% dużych oraz co piąta średnia nie zmieniły swojego podejścia do cyberbezpieczeństwa mimo tego, że doświadczyły ataku. Drobne zmiany wprowadzono natomiast średnio w 30% z nich. Działania prewencyjne i zapobiegawcze – takie jak audyty zewnętrzne i ocena ryzyka cybernetycznego częściej spotykane są w dużych i średnich firmach – w ciągu 12 miesięcy od momentu badania, przeprowadzono je kolejno w 72% i 55% z nich. Jeśli chodzi o małe organizacje, 85% przyznało, że nie przeprowadzają takich czynności.

Wydatki na cyberbezpieczeństwo

Budżet firm przeznaczony na cyberbezpieczeństwo wzrasta wraz ze skalą działalności – im mniejsza organizacja, tym mniejsze środki finansowe przeznacza na ten cel. Wyniki badania Mastercard pokazały, że 26% małych podmiotów nie ponosi żadnych wydatków związanych z bezpieczeństwem cyfrowym, a 55% deklaruje na ten cel mniej niż 10 tys. zł rocznie (ok. 833 zł miesięcznie). Co trzecia średnia organizacja szacuje kwoty rzędu 10-50 tys. zł rocznie, a 44% dużych określa je na poziomie przekraczającym nawet 50 tys. zł.

Zaufany partner od IT – kryteria wyboru w polskich firmach

Zgodnie z wynikami badania Mastercard, w małych firmach cyberbezpieczeństwo powierza się właścicielowi (60%) lub pracownikom zajmującym się zarówno IT, jak i innymi zadaniami (10%). Za cyberbezpieczeństwo średnich i dużych firm częściej odpowiada pracownik lub zespół zatrudniony w firmie i dedykowany wyłącznie do zadań IT (66% i 76% wskazań) albo osoba/ firma zatrudniona zewnętrznie, ale pracująca w trybie ciągłym tylko w tym obszarze (30% i 24%).

Przy wyborze partnera ds. cyberbezpieczeństwa lub zewnętrznych dostawców, małe firmy polegają głównie na referencjach i opiniach innych (53%), doświadczeniu / renomie (33%), szybkości reakcji i wsparcia (30%), ale istotna jest dla nich również cena usługi (27%). Średnie przedsiębiorstwa w pierwszej kolejności stawiają na doświadczenie / renomę (53%), zakres oferowanych usług i ich kompleksowość (53%). Duże podmioty priorytetowo traktują natomiast kwestię certyfikatów i zgodności z normami (61% wskazań).

– Budżety firm na cyberochronę są zróżnicowane. Jednak nawet przy stosunkowo dużych kwotach, problemem może być nieodpowiednie lokowanie środków oraz nieumiejętne zarządzanie cyberodpornością. Wyzwaniem pozostaje zatem również kwestia delegowania odpowiedzialności za ten obszar odpowiedniemu partnerowi o właściwych kompetencjach. Prewencja i zaufanie profesjonalistom ma realne przełożenie na siłę ataku i może zminimalizować jego skutki – podsumowuje Małgorzata Domagała z Mastercard.

Nowe przepisy Eurodac. Unia wzmacnia kontrolę nad procedurami migracyjnymi i azylowymi

0

12 czerwca 2026 r. rozpoczęto stosowanie rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady Unii Europejskiej ustanawiającego zmodernizowany system Eurodac. To jedna z najważniejszych zmian w unijnej polityce migracyjnej i azylowej ostatnich lat. Nowe przepisy są częścią Paktu o Migracji i Azylu, który ma uporządkować zasady zarządzania migracją w Unii Europejskiej, usprawnić procedury azylowe oraz ograniczyć nieuprawnione przemieszczanie się cudzoziemców pomiędzy państwami członkowskimi.

Eurodac nie jest nowym systemem, ale jego rola zmienia się zasadniczo. Dotychczas służył przede wszystkim do porównywania odcisków palców osób ubiegających się o ochronę międzynarodową i pomagał ustalić, które państwo członkowskie odpowiada za rozpatrzenie wniosku azylowego. Po wejściu w życie nowych regulacji system zostaje przekształcony w znacznie szersze narzędzie wykorzystywane w ramach unijnej polityki migracyjnej, azylowej i bezpieczeństwa.

Eurodac zyskuje nową funkcję w polityce migracyjnej UE

Modernizacja Eurodac oznacza odejście od wąskiego modelu bazy służącej głównie mechanizmowi dublińskiemu. Nowy system ma wspierać identyfikację osób objętych procedurami migracyjnymi i azylowymi, kontrolę nad przepływami migracyjnymi oraz realizację nowych procedur wynikających z Paktu o Migracji i Azylu. W praktyce oznacza to, że Eurodac stanie się jednym z kluczowych wielkoskalowych systemów informacyjnych Unii Europejskiej.

Celem nowych przepisów jest m.in. zwiększenie skuteczności postępowań azylowych, ograniczenie tzw. wtórnych przemieszczeń oraz lepsze monitorowanie sytuacji osób, które znalazły się na terytorium Unii Europejskiej w związku z migracją. Wtórne przemieszczenia polegają na tym, że osoba, która złożyła wniosek o ochronę lub została zarejestrowana w jednym państwie członkowskim, przemieszcza się następnie do innego państwa UE poza przewidzianymi procedurami.

Nowy Eurodac ma ułatwiać państwom członkowskim szybkie ustalenie, czy dana osoba była już wcześniej zarejestrowana w innym kraju Unii, czy ubiegała się o ochronę międzynarodową, czy została objęta procedurą kontroli przesiewowej, a także czy wobec niej zapadły określone decyzje w ramach procedur migracyjnych lub azylowych.

Więcej kategorii danych w systemie

Jedną z najważniejszych zmian jest rozszerzenie zakresu danych gromadzonych w systemie. Eurodac nie będzie już opierał się wyłącznie na danych daktyloskopijnych, czyli odciskach palców. Nowe przepisy przewidują również przetwarzanie dodatkowych danych biometrycznych i alfanumerycznych, w tym wizerunków twarzy.

Dane alfanumeryczne mogą obejmować informacje identyfikacyjne, które pozwalają powiązać dane biometryczne z konkretną osobą i przebiegiem procedury. W określonych przypadkach w systemie mogą być odnotowywane także informacje dotyczące zagrożeń dla bezpieczeństwa oraz decyzji podejmowanych przez właściwe organy w ramach procedur migracyjnych i azylowych.

Rozszerzenie zakresu danych ma poprawić skuteczność identyfikacji cudzoziemców i ograniczyć ryzyko wielokrotnego występowania pod różnymi tożsamościami. Z punktu widzenia ochrony danych osobowych oznacza to jednak konieczność zapewnienia szczególnie silnych gwarancji prawnych, organizacyjnych i technicznych.

Dane biometryczne dzieci od 6. roku życia

Szczególnie istotną zmianą jest objęcie systemem Eurodac danych biometrycznych dzieci od ukończenia 6. roku życia. To rozwiązanie budzi szczególne znaczenie z perspektywy praw dziecka, prywatności oraz zasady minimalizacji danych.

Rozporządzenie przewiduje gwarancje mające chronić dzieci podczas pobierania danych biometrycznych. Pobieranie takich danych powinno odbywać się z poszanowaniem godności dziecka, jego wieku, sytuacji psychicznej i fizycznej oraz w warunkach, które ograniczają stres i ryzyko naruszenia jego praw. Organy stosujące przepisy muszą pamiętać, że dziecko objęte procedurą migracyjną lub azylową znajduje się często w sytuacji szczególnej podatności na krzywdę.

Z perspektywy państw członkowskich oznacza to konieczność odpowiedniego przygotowania funkcjonariuszy i pracowników odpowiedzialnych za rejestrację danych. Nie wystarczy techniczne zapewnienie możliwości pobrania danych. Konieczne jest także stworzenie procedur, które będą zgodne z prawami podstawowymi, zasadą proporcjonalności i dobrem dziecka.

Polska dostosowuje krajowe przepisy

Wdrożenie zmodernizowanego Eurodac wymagało dostosowania polskich przepisów krajowych. W toku prac legislacyjnych nad ustawą dotyczącą udziału Rzeczypospolitej Polskiej w systemie Eurodac głos zabierał Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych. UODO wskazywał na potrzebę zapewnienia skutecznych mechanizmów realizacji praw osób, których dane będą przetwarzane w systemie.

Chodzi przede wszystkim o prawo dostępu do danych, prawo do informacji, możliwość żądania sprostowania nieprawidłowych danych oraz zapewnienie jasnych zasad odpowiedzialności organów krajowych. W przypadku systemów wielkoskalowych szczególnie ważne jest to, aby osoba, której dane dotyczą, wiedziała, do którego organu może się zwrócić i w jaki sposób może dochodzić swoich praw.

Prezes UODO zwracał również uwagę na konieczność zapewnienia pełnej wykonalności obowiązków wynikających z rozporządzenia Eurodac oraz stworzenia odpowiednich warunków do sprawowania niezależnego nadzoru nad systemem. Część postulatów zgłoszonych przez organ nadzorczy została uwzględniona w toku prac legislacyjnych.

Koniec dotychczasowej grupy nadzorczej

Wraz z rozpoczęciem stosowania nowych przepisów zakończyła działalność Grupa ds. Koordynacji Nadzoru nad Eurodac. Przez lata była ona forum współpracy krajowych organów ochrony danych oraz Europejskiego Inspektora Ochrony Danych. Jej zadaniem było wspieranie spójnego nadzoru nad przetwarzaniem danych w systemie Eurodac.

W związku z przejściem do nowego modelu nadzoru zakończyło się również pełnienie przez Marię Jędę, Główną Koordynatorkę ds. Wielkoskalowych Systemów Informacyjnych UE w UODO, funkcji Wiceprzewodniczącej tej Grupy.

Nowy model przewiduje, że zadania związane ze skoordynowanym nadzorem nad Eurodac będą realizowane w ramach Komitetu Skoordynowanego Nadzoru działającego przy Europejskiej Radzie Ochrony Danych. Ma to zapewnić większą spójność działań nadzorczych w odniesieniu do wielkoskalowych systemów informacyjnych UE.

Rola UODO w nadzorze nad systemem Eurodac

Urząd Ochrony Danych Osobowych od lat uczestniczył w pracach dotyczących nadzoru nad Eurodac. UODO angażował się m.in. w analizę relacji pomiędzy rozporządzeniem Eurodac a przepisami dotyczącymi kontroli przesiewowej. Istotnym obszarem były także zagadnienia związane z realizacją prawa dostępu do danych przez osoby, których informacje są przetwarzane w systemie.

W 2025 r. UODO prowadził również działania nadzorcze dotyczące wykonywania obowiązków wynikających z przepisów regulujących funkcjonowanie Eurodac. Tego typu działania mają znaczenie nie tylko formalne, ale również praktyczne. Pozwalają sprawdzić, czy organy krajowe rzeczywiście stosują przepisy w sposób zgodny z prawem, czy prawidłowo dokumentują operacje na danych i czy osoby objęte systemem mają realną możliwość korzystania ze swoich praw.

Nowe rozporządzenie wzmacnia rolę krajowych organów ochrony danych. Do zadań Prezesa UODO należy monitorowanie zgodności z prawem przetwarzania danych osobowych przez właściwe organy krajowe. Dotyczy to zarówno przekazywania danych do Eurodac, jak i wykorzystywania informacji zgromadzonych w systemie.

Dostęp do danych na potrzeby ścigania przestępstw

Szczególne znaczenie mają przepisy dotyczące dostępu do danych Eurodac na potrzeby ochrony porządku publicznego i ścigania przestępstw. Dane biometryczne są jedną z najbardziej wrażliwych kategorii danych osobowych, dlatego ich wykorzystanie przez organy ścigania musi podlegać ścisłej kontroli.

Zgodnie z nowymi przepisami każde państwo członkowskie musi zapewnić coroczną, niezależną kontrolę przetwarzania danych osobowych w tym obszarze. Kontrola ma obejmować analizę próby elektronicznych wniosków kierowanych do systemu. Oznacza to, że sprawdzane będzie nie tylko formalne istnienie procedur, ale również sposób ich praktycznego stosowania.

Wyniki takich kontroli będą uwzględniane w corocznych sprawozdaniach przekazywanych Parlamentowi Europejskiemu, Radzie i Komisji Europejskiej. Ma to zwiększyć przejrzystość wykorzystywania systemu oraz zapewnić, że dostęp do danych na potrzeby bezpieczeństwa nie będzie nadużywany.

Migracja, bezpieczeństwo i ochrona danych — trudna równowaga

Modernizacja Eurodac pokazuje, jak skomplikowane staje się zarządzanie migracją w Unii Europejskiej. Z jednej strony państwa członkowskie potrzebują skutecznych narzędzi identyfikacji, wymiany informacji i prowadzenia procedur azylowych. Z drugiej strony system oparty na szerokim przetwarzaniu danych biometrycznych musi być stale oceniany z perspektywy praw podstawowych, prywatności i zasady proporcjonalności.

Największym wyzwaniem będzie pogodzenie skuteczności administracyjnej z ochroną jednostki. Osoby objęte procedurami migracyjnymi i azylowymi często znajdują się w szczególnie trudnej sytuacji życiowej. Nie zawsze znają język państwa, w którym przebywają, nie zawsze rozumieją procedury i nie zawsze mają łatwy dostęp do pomocy prawnej. Dlatego prawo do informacji i prawo dostępu do danych nie mogą pozostawać wyłącznie formalnym zapisem.

Zmodernizowany Eurodac będzie wymagał od państw członkowskich nie tylko sprawnej infrastruktury technicznej, ale również przejrzystych procedur, szkoleń dla funkcjonariuszy i skutecznego nadzoru. Dane biometryczne, raz wprowadzone do systemu, mogą mieć istotny wpływ na sytuację prawną konkretnej osoby. Błędy w rejestracji, nieprawidłowe przypisanie danych lub nieuprawnione wykorzystanie informacji mogą prowadzić do poważnych konsekwencji.

Co oznaczają nowe przepisy w praktyce?

Dla organów państwowych nowe przepisy oznaczają szerszy zakres obowiązków związanych z rejestrowaniem, przekazywaniem, wykorzystywaniem i zabezpieczaniem danych. Konieczne będzie zapewnienie zgodności z przepisami unijnymi i krajowymi, prowadzenie dokumentacji, obsługa praw osób, których dane dotyczą, oraz współpraca z organami nadzorczymi.

Dla osób ubiegających się o ochronę międzynarodową i migrantów objętych procedurami oznacza to, że ich dane mogą być przetwarzane w szerszym zakresie niż dotychczas. Dotyczy to nie tylko odcisków palców, ale również wizerunków twarzy i dodatkowych informacji identyfikacyjnych. W niektórych przypadkach w systemie mogą znaleźć się także informacje związane z decyzjami podejmowanymi w toku procedur migracyjnych i azylowych.

Dla organów ochrony danych osobowych nowe regulacje oznaczają większą odpowiedzialność za kontrolę systemu. Nadzór nad Eurodac będzie prowadzony zarówno na poziomie krajowym, jak i europejskim. UODO zapowiada aktywny udział w monitorowaniu stosowania nowych przepisów oraz w pracach skoordynowanego nadzoru.

Nowy etap funkcjonowania Eurodac

Rozpoczęcie stosowania rozporządzenia ustanawiającego zmodernizowany Eurodac otwiera nowy etap w zarządzaniu migracją i azylem w Unii Europejskiej. System ma być bardziej kompleksowy, skuteczniejszy i lepiej dostosowany do nowych procedur przewidzianych w Pakcie o Migracji i Azylu. Jednocześnie jego rozbudowa oznacza większą skalę przetwarzania danych osobowych, w tym danych biometrycznych.

Dlatego najbliższe lata pokażą, czy państwom członkowskim uda się zachować właściwą równowagę pomiędzy bezpieczeństwem, sprawnością procedur i ochroną praw człowieka. W przypadku Eurodac nie chodzi bowiem wyłącznie o techniczne porównywanie danych. Chodzi o system, który może wpływać na losy osób poszukujących ochrony, przemieszczających się przez granice Unii Europejskiej i objętych jednymi z najbardziej wrażliwych procedur administracyjnych.

UODO podkreśla, że będzie aktywnie uczestniczył w monitorowaniu stosowania nowych przepisów zarówno w Polsce, jak i na poziomie europejskim. Rola organów ochrony danych będzie w tym procesie kluczowa, ponieważ to one mają stać na straży zgodności przetwarzania danych z prawem oraz poszanowania praw osób, których dane trafiają do systemu Eurodac.

PragmaGO rusza z największą emisją obligacji w historii spółki

PragmaGO rozpoczyna zapisy na trzyletnie*, niezabezpieczone obligacje korporacyjne. Zapisy będą przyjmowane w dniach 17 czerwca – 2 lipca br. Oprocentowanie (zmienne, oparte o WIBOR 3M + marża z zakresu między 3,35 p.p. a 3,75 p.p. w skali roku) wyniesie 7,21%** w skali roku. Celem Spółki jest pozyskanie co najmniej 60 mln zł***.

„Rozpoczynamy największą w historii Spółki emisję obligacji. Pozyskane środki umocnią naszą pozycję kapitałową i pozwolą na obniżenie kosztu obsługi długu oraz wydłużenie jego ważonego tenoru. Aby wzmocnić popyt, w trakcie trwania zapisów wykupimy obligacje zapadające w styczniu 2027 o wartości 25 mln złotych. Jednocześnie wprowadziliśmy do warunków emisji możliwość opłacenia nabywanych obligacji przez potrącenie z kolejnej serii zapadającej w marcu 2027” – mówi Jacek Obrocki, Wiceprezes PragmaGO.

W pierwszym kwartale 2026 Grupa PragmaGO sfinansowała ponad 782 mln zł należności, co stanowi wzrost o 9% rok do roku. Z usług Grupy skorzystało 15,3 tys. mikro- i małych przedsiębiorców (+7% r/r), realizując ponad 227 tys. transakcji (+26% r/r). W modelu embedded finance B2B (w tym BNPL, Merchant Cash Advance) PragmaGO udzieliła 248 mln zł (+35% r/r) finansowania.

Równolegle z dynamicznym wzrostem działalności w Polsce PragmaGO konsekwentnie rozwija swoją obecność na rynkach zagranicznych przez co wzmacnia model embedded finance B2B oparty na partnerstwach strategicznych. Usługi są tak zaprojektowane – zarówno w zakresie UX, analizy ryzyka, jak i aspektów technologicznych – aby były łatwe do skalowania i przenoszenia na kolejne rynki. PragmaGO jest obecna w Rumunii, a od niedawna także w Hiszpanii i Chorwacji. Spółka rozwija współpracę z partnerami kierującymi swoje usługi do sektora MŚP. Do partnerów PragmaGO należą takie zagraniczne marki jak Glovo, Pluxee, Gomag czy Qonto. Dzięki temu finansowanie może być dostępne dla przedsiębiorców bezpośrednio w procesach zakupowych i sprzedażowych. Ekspansja międzynarodowa oraz nowe partnerstwa mają wspierać dalszy wzrost skali działalności Grupy, dywersyfikację źródeł przychodów i budowę pozycji PragmaGO jako jednego z wiodących fintechów finansujących sektor MŚP w Europie.

Emitowane obligacje zostaną wprowadzone do obrotu na rynku regulowanym Catalyst GPW. Inwestorem strategicznym PragmaGO jest Enterprise Investors.

Porozumienie USA-Iran wspiera złotego i obniża ceny ropy

Rynki z entuzjazmem przyjęły porozumienie pokojowe między USA a Iranem, dzięki któremu ceny ropy spadły do najniższych poziomów od pierwszych dni konfliktu.

Kluczowe punkty:

  • PLN odrabia straty w obliczu porozumienia USA–Iran.
  • Ramowe porozumienie pokojowe między USA a Iranem prowadzi do spadku cen ropy i wspiera sentyment do ryzyka.
  • Waluty surowcowe radzą sobie gorzej, dolar pozostaje odporny.
  • Inflacja CPI w USA rośnie, nie widać jednak szerszych efektów drugiej rundy.
  • EBC podniósł stopy po raz pierwszy od trzech lat, ale nie czyni dalszych zobowiązań.
  • Rynki czekają na pierwsze posiedzenie Fedu, któremu przewodzić będzie nowy prezes Kevin Warsh.

Jak przewidywały rynki, a wiadomości z weekendu potwierdziły, tym razem porozumienie pokojowe między USA a Iranem rzeczywiście jest w zasięgu ręki. Ceny ropy gwałtownie spadły, rentowności obligacji wzrosły, indeksy giełdowe wystrzeliły w górę, wprowadzenie na giełdę SpaceX przebiegło bez żadnych komplikacji i niemal wszystkie główne waluty świata umocniły się względem dolara, najsilniej – waluty rynków wschodzących. Dolar wykazał się jednak ogólnie niezwykłą odpornością. Bardzo dobre wyniki amerykańskiej gospodarki i poczucie, że degradacja instytucjonalna w USA nie jest tak poważna, jak się obawiano, pozwoliły walucie odzyskać część blasku. Względem walut europejskich oddała ona tylko niewielką część zysków wypracowanych podczas wojny. Dla kontrastu, waluty rynków wschodzących na ogół radziły sobie znacznie lepiej podczas tego cyklu wojny i pokoju.

Podczas gdy zeszłotygodniowe posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego zgodnie z oczekiwaniami nie wywołało żadnej reakcji, posiedzenie Rezerwy Federalnej w środę (17.06) powinno wzbudzić więcej emocji. Wysokość stóp procentowych niemal na pewno nie ulegnie zmianie, w centrum uwagi znajdzie się jednak głęboki podział zdań między głosującymi członkami. Będzie to również ważny tydzień dla Wielkiej Brytanii – w środę (17.06) opublikowane zostaną dane o inflacji w maju, a w czwartek (18.06) odbędzie się posiedzenie Banku Anglii. Dodatkowo przeprowadzone zostaną wybory uzupełniające, których wynik zadecyduje o tym, czy Andy Burnham będzie mógł rzucić wyzwanie Keirowi Starmerowi w walce o przywództwo w Partii Pracy. Posiedzenia głównych banków centralnych będą więc konkurować o uwagę inwestorów ze skutkami porozumień między USA a Iranem, których szczegóły dopiero poznamy.

PLN

Polski złoty, podobnie jak inne waluty rynków wschodzących, w ostatnich dniach odrabiał straty, reagując pozytywnie na wieści o porozumieniu na linii USA–Iran. Skala zmian nie jest jednak znaczna, co potwierdza, że premia za ryzyko zaszyta w kursie nie była zbyt duża – jej skalę ogranicza również dość odporny dolar.

W ostatnich dniach nie poznaliśmy przesadnie dużo lokalnych informacji. Dzisiejsze (15.06) odczyty potwierdziły, że inflacja w maju spadła do 3,1%. Zachęcające dane inflacyjne oraz spadek cen ropy zwiększają szanse na to, że stopy procentowe w Polsce nie będą rosnąć. Przed nami jeszcze majowe dane o inflacji bazowej (wtorek 16.06) oraz odczyt produkcji przemysłowej (piątek 19.06) – uwaga jednak powinna skupiać się przede wszystkim na sytuacji zewnętrznej.

EUR

EBC podniósł stopy procentowe i nie zobowiązywał się do przyszłych ruchów. Komunikaty były do pewnego stopnia jastrzębie, niemniej porozumienie między USA a Iranem i wynikający z niego spadek cen ropy sprawiły, że rynki wycofały się ze swoich oczekiwań jeszcze dwóch podwyżek stóp w tym roku. Wspomniane porozumienie jest bez wątpienia pozytywne zarówno dla gospodarki strefy euro, jak i wspólnej waluty, niemniej reakcja tej drugiej jest jak dotąd minimalna.

Ten tydzień przyniesie niewiele wieści, niemniej poznamy rewizję majowych danych inflacyjnych (środa 17.06), a indeksy ZEW (wtorek 16.06) mogą pokazać pierwszy wzrost na fali optymizmu dotyczącego zakończenia walk na Bliskim Wschodzie. Spodziewamy się, że euro, wspierane przez porozumienie pokojowe i dobre nastroje inwestorów, będzie zmierzać ku górnej granicy przedziału wahań w ostatnim czasie.

USD

Choć główna miara inflacji wzrosła przez skok cen energii do 4,2%, miara bazowa, która utrzymuje się tuż poniżej poziomu 3% i nie pokazuje szerszych efektów drugiej rundy, przyniosła Fedowi lepsze informacje. Ceny producenckie pokazują jednak w dalszym ciągu rozlewanie się inflacji po łańcuchach dostaw.

Wysoka inflacja i odporne dane gospodarcze dadzą jastrzębiom amunicję podczas posiedzenia FOMC w środę (17.06), gołębie będą zaś czerpać siłę z porozumienia pokojowego i gwałtownego spadku cen kontraktów futures na ropę, który automatycznie cofnie większość niedawnego skoku cenowego. Spodziewamy się, że dolar wznowi swój stopniowy trend spadkowy, jako że wsparcie z przepływów do safe haven ulegnie przynajmniej częściowemu odwróceniu, a nadchodzące debiuty giełdowe firm z sektora AI wraz z ogromną podażą długu skarbowego zwiększą pulę aktywów dolarowych czekających na inwestorów.

GBP

Ostatni trend ogólnej siły funta względem walut europejskich czeka w tym tygodniu poważna próba. W najbliższym czasie poznamy kluczowe wieści z frontu makroekonomicznego, monetarnego i politycznego. Raport inflacyjny za maj (środa 17.06) nada ton posiedzeniu BoE następnego dnia (czwartek 18.06). Oczekuje się utrzymania stóp procentowych na niezmienionym poziomie, liczba jastrzębich głosów członków Komitetu Polityki Monetarnej (MPC) dostarczy jednak kluczowych informacji na temat prawdopodobieństwa ich podwyżek w tym roku.

I wreszcie, wygrana Andy’ego Burnhama w czwartkowych wyborach uzupełniających w okręgu Makerfield jest daleka od bycia przesądzoną, choć jest on faworytem bukmacherów. Niespodziewana porażka przeciwnika Starmera przyniosłaby zapewne gwałtowny wzrost kursu funta. Podsumowując, będzie to dla brytyjskiej waluty jeden z najciekawszych tygodni 2026 r.

Pozorna równowaga na rynku magazynowym. Czynsze mogą wzrosnąć jeszcze w 2026 roku

Choć oficjalne statystyki nadal pokazują relatywnie wysoki poziom dostępnej powierzchni magazynowej, rzeczywista sytuacja na rynku jest znacznie bardziej napięta niż wynika z raportów. Zdaniem ekspertów SQM Advisory rynek magazynowy w ciągu najbliższych kwartałów stanie przed gwałtownym spadkiem dostępności powierzchni. Powrót popytu przy ograniczonej nowej podaży może szybko zmienia układ sił na rynku.

Ostatnie dwa lata na rynku magazynowym upłynęły pod znakiem ostrożności. Najemcy koncentrowali się na optymalizacji kosztów i renegocjacjach umów, a deweloperzy ograniczali realizację nowych projektów bez zabezpieczonych kontraktów najmu. W efekcie rynek wszedł w okres pozornej równowagi, gdzie dostępność powierzchni pozostaje relatywnie wysoka, a firmy przynajmniej teoretycznie nadal mogą liczyć na korzystne warunki negocjacyjne.

Największym błędem byłoby dziś zakładanie, że oficjalny poziom pustostanów gwarantuje komfortową sytuację w kolejnych latach. Wiele wskazuje na to, że rynek bardzo szybko przejdzie od nadwyżki dostępnej powierzchni do walki o najlepsze lokalizacje. Obserwujemy wzrost popytu, który jest stymulowany aktywnością najemców z zagranicy, w tym z Azji – mówi Tomasz Arent, Partner w SQM Advisory.

Zdaniem ekspertów SQM Advisory obecny obraz rynku może nie oddawać rzeczywistej skali zmian zachodzących po stronie popytu. Największe dostępne moduły w atrakcyjnych lokalizacjach są sukcesywnie absorbowane przez najemców.

Wiele wskazuje na to, że obecne dane pokazują bardziej przeszłość niż przyszłość rynku. Widzimy rosnącą aktywność firm logistycznych i e-commerce, które przejmują największe dostępne moduły. Obecny poziom dostępnej oficjalnie powierzchni może dawać poczucie bezpieczeństwa najemcom, ale rynek nie jest przygotowany na moment, w którym popyt ponownie gwałtownie wzrośnie. Dla najemców oznacza to konieczność wcześniejszego planowania relokacji i renegocjacji umów, oraz ryzyko wzrostu stawek czynszów – mówi Tomasz Arent.

Jednocześnie nowa podaż pozostaje ograniczona. Deweloperzy ostrożnie podchodzą do uruchamiania projektów spekulacyjnych, a instytucje finansowe znacznie dokładniej niż jeszcze kilka lat temu analizują ryzyko nowych inwestycji.

Według danych Polskiej Izby Nieruchomości Komercyjnych (PINK) zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowej w Polsce przekraczają obecnie 37 mln m.kw., a wskaźnik pustostanów utrzymuje się na poziomie około 7 proc. Dane te stanowią jednak jedynie tło dla procesów zachodzących na rynku. Coraz większe znaczenie ma bowiem nie sama skala dostępnej powierzchni, lecz jej lokalizacja, jakość i faktyczna dostępność dla nowych najemców. Jak podkreślają eksperci z SQM Advisory, obecnie praktycznie nie ma na rynku atrakcyjnych dużych powierzchni, gdzie nie toczą się już rozmowy z potencjalnymi najemcami.

Na koniec marca 2026 roku według PINK w całej Polsce w budowie znajdowało się 1,44 mln m.kw. Wśród regionów największy udział powierzchni w realizacji odnotowano w województwie mazowieckim (37 proc. budowanej powierzchni), śląskim (15 proc.) i łódzkim (11 proc.). Tymczasem najniższy poziom wskaźnika pustostanów odnotowano w województwie podlaskim (0,0 proc.), opolskim (1,1 proc.) oraz zachodniopomorskim (1,4 proc.).

Jeżeli kilka silnych grup najemców zacznie jednocześnie zwiększać aktywność w wybranych regionach, dostępność powierzchni może kurczyć się znacznie szybciej niż dziś zakłada większość uczestników rynku. – podsumowuje Tomasz Arent.

Jak podkreśla SQM Advisory, kurcząca się dostępność powierzchni i ograniczona liczba nowych inwestycji zwiększają ryzyko skokowego wzrost czynszów efektywnych jeszcze w 2026 roku.

Nowe mieszkania spółdzielcze? Początek 2026 roku przyniósł negatywny rekord

Spółdzielnie mieszkaniowe mają budować więcej tanich mieszkań. Jednak od stycznia do kwietnia 2026 r. rozpoczęły budowę tylko 1 lokalu w modelu spółdzielczym.

O konieczności aktywizacji spółdzielni mieszkaniowych mówi się w Polsce od dawna. Trudno się dziwić wziąwszy pod uwagę fakt, że jeszcze w latach 90. wspominane instytucje budowały stosunkowo dużo nowych lokali (nie wspominając już o latach 60. – 80.). Obecnie większość spółdzielni jedynie zarządza starzejącymi się blokami, a tylko niektóre budują mieszkania – zwykle jednak w modelu komercyjnym, czyli deweloperskim. Inwestycji typowo spółdzielczych jest bardzo niewiele. Wystarczy powiedzieć, że przez pierwsze cztery miesiące 2026 roku spółdzielnie mieszkaniowe z całej Polski rozpoczęły budowę tylko jednego mieszkania dla swoich członków.

Artykuł w dużym skrócie:

  • Nowych inwestycji mieszkaniowych w modelu typowo spółdzielczym od lat jest niewiele. Jednak na początku 2026 r. negatywny rekord został pobity. W przypadku wyników z całego 2026 roku, również trudno będzie się spodziewać pozytywów.
  • Spółdzielnie mieszkaniowe budują więcej w modelu deweloperskim, czyli działając jak deweloperzy. Wtedy sprzedaż mieszkań następuje bez konieczności przystępowania do spółdzielni i wnoszenia wkładu budowlanego lub mieszkaniowego (na zasadach określonych przez ustawę o spółdzielniach mieszkaniowych).
  • Rząd chce zachęcić spółdzielnie mieszkaniowe do bardziej aktywnej działalności w modelu spółdzielczym, ale niektóre planowane rozwiązania budzą kontrowersje. Chodzi głównie o przekazanie praw do gruntów na preferencyjnych zasadach w zamian za budowę nowych lokali spółdzielczych i dogęszczanie starszych osiedli.

Poniżej Leszek Markiewicz prowadzący agencję nieruchomości z Warszawy (NieruchomosciSzybko.pl) przedstawia więcej ciekawych informacji dotyczących spółdzielni mieszkaniowych oraz ich inwestycji.

Jaki jest negatywny rekord spółdzielni w 2026 roku?

Wydaje się, że opis aktualnej sytuacji warto rozpocząć od dokładniejszego przedstawienia wspomnianego wcześniej negatywnego rekordu spółdzielni. Mianowicie, według danych GUS, przez pierwsze cztery miesiące poszczególnych lat rozpoczęto budowę następującej liczby mieszkań spółdzielczych w całej Polsce:

  • 2020 r. – 790 mieszkań
  • 2021 r. – 672 mieszkania
  • 2022 r. – 323 mieszkania
  • 2023 r. – 9 mieszkań
  • 2024 r. – 136 mieszkań
  • 2025 r. – 168 mieszkań
  • 2026 r. – 1 mieszkanie

Zaledwie jedno mieszkanie spółdzielcze z okresu styczeń – kwiecień 2026 r. prawdopodobnie zostało rozpoczęte razem z lokalami, które spółdzielnia będzie oferować na zasadach wynikających z ustawy deweloperskiej. „Natomiast liczba lokali rozpoczętych w modelu spółdzielczym (według przepisów ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych), pod koniec roku będzie raczej dużo większa. Nie należy się jednak spodziewać wysokich wyników w całym 2026 roku” – przewiduje Leszek Markiewicz.

Spółdzielnia jako deweloper to częstszy wariant …

Temat działalności spółdzielni jako typowych deweloperów jest niewątpliwie interesujący, lecz w jego przypadku napotykamy na problem. Otóż, dane GUS nie pozwalają stwierdzić, ile mieszkań spółdzielnie rozpoczęły w danym okresie na zasadach deweloperskich (z uwzględnieniem ustawy deweloperskiej). Spółdzielczy inwestorzy są bowiem w takim wariancie traktowani na równi z deweloperami. „Informacje GUS prezentowane wyżej dotyczą natomiast lokali spółdzielczych sensu stricto, a więc takich, które spółdzielnia buduje dla swoich członków z wykorzystaniem m.in. wkładu mieszkaniowego (patrz: spółdzielcze lokatorskie prawo) lub wkładu budowlanego (odrębna własność mieszkania)” – wyjaśnia Leszek Markiewicz.

Nowa propozycja rządu może budzić kontrowersje

Już od lat mówi się, że budownictwo spółdzielcze realizowane na tradycyjnych zasadach mogłoby pomóc wielu młodym Polakom. Jednak te spółdzielnie mieszkaniowe, które nadal budują bloki, wolą to robić w modelu deweloperskim. Rząd chciałby zachęcić spółdzielnie, aby mocniej rozwijały swoją działalność w kierunku budowania mieszkań na tani wynajem (oferując spółdzielcze lokatorskie prawa do lokali). W maju 2026 r. zapowiedziano przepisy, których celem jest „uproszczenie procedur uzyskiwania publicznego wsparcia oraz dostosowanie ich dla spółdzielni mieszkaniowych, Towarzystw Budownictwa Społecznego i Społecznych Inicjatyw Mieszkaniowych” – cytuje Leszek Markiewicz.

Jednocześnie rząd pracuje nad przepisami, które mają rozwiązać problem nieuregulowanych gruntów pod spółdzielczymi blokami. Rozwiązanie tego problemu dotyczącego ponad 100 000 lokali (głównie w Warszawie) stanowiłoby przełom. Jednak już teraz, na wczesnym etapie prac legislacyjnych widzimy, że wypracowanie ostatecznych rozwiązań nie będzie łatwe. Projekt ustawy o uregulowaniu praw do gruntów zabudowanych przez spółdzielnie mieszkaniowe wskazuje bowiem, że spółdzielnia, na rzecz której uregulowane zostanie prawo do gruntu poza obszarem niezbędnym do prawidłowej obsługi budynków, będzie mogła realizować tam wyłącznie inwestycje w ramach społecznego budownictwa czynszowego. „Innymi słowy rząd proponuje spółdzielniom wymianę pod hasłem uregulowanie praw do gruntów w zamian za możliwą realizację na tych działkach tylko inwestycji ze społecznego programu” – wyjaśnia Leszek Markiewicz.

Dogęszczanie osiedli to wcale nie jest łatwy temat

Opisywane wyżej rozwiązanie może wydawać się ciekawe, ale jednocześnie jest niekoniecznie akceptowalne z punktu widzenia niektórych spółdzielni – tym bardziej, że planowane przepisy przewidują dla spółdzielni możliwy obowiązek budowy nowych bloków w określonym terminie. Pamiętajmy również, że sama koncepcja dogęszczania osiedli zabudowanych wcześniej starszymi blokami (najczęściej z lat 60. – 80.), wzbudza nierzadko sprzeciw lokalnych mieszkańców. „Z jednej strony trudno się dziwić protestom, natomiast z drugiej trzeba pamiętać o ograniczonym zasobie gruntów pod zabudowę w lepszych miejskich lokalizacjach” – podsumowuje Leszek Markiewicz prowadzący agencję nieruchomości z Warszawy (NieruchomosciSzybko.pl).

Green Capital wzmacnia zarząd. Jarosław Broda i Marta Złotkowska dołączają do spółki

Green Capital, deweloper i operator projektów OZE oraz magazynów energii, wzmacnia zespół zarządzający. Do spółki dołączyli Jarosław Broda, który objął stanowisko Chief Operating Officer, oraz Marta Złotkowska, która jako Head of International będzie odpowiedzialna za nadzór nad strategicznymi projektami spółki za granicą na kolejnych etapach ich przygotowania, finansowania i realizacji. Zmiany mają wesprzeć dalszy rozwój Green Capital w Polsce i na rynkach zagranicznych, w szczególności w obszarze projektów OZE, bateryjnych magazynów energii oraz infrastruktury energetycznej dla sektora cyfrowego.

Rozbudowa zespołu zarządzającego następuje w ważnym momencie rozwoju Green Capital. Spółka konsekwentnie wzmacnia swoją pozycję jako deweloper i operator projektów OZE oraz magazynów energii, rozwijając jednocześnie kompetencje niezależnego producenta energii elektrycznej (IPP). Green Capital zarządza pełnym cyklem życia projektu – od zabezpieczenia praw do gruntów i uzyskiwania pozwoleń, przez realizację inwestycji, po długoterminowe zarządzanie operacyjne aktywami. W Polsce krajowy pipeline spółki przekracza 13 GW i obejmuje projekty fotowoltaiczne, lądową energetykę wiatrową oraz magazyny energii. Poza Polską Green Capital rozwija działalność w Europie Środkowo-Wschodniej i Ameryce Południowej, wzmacniając swoją obecność na styku sektora odnawialnych źródeł energii i infrastruktury cyfrowej.

Jarosław i Marta wnoszą do Green Capital doświadczenie, którego potrzebujemy na kolejnym etapie rozwoju organizacji. Jarosław wzmacnia nasze kompetencje operacyjne, inwestycyjne i zarządcze, szczególnie w kontekście dużych projektów infrastrukturalnych. Marta będzie wspierać rozwój naszej działalności międzynarodowej i projektów, które wymagają umiejętności łączenia perspektywy energetycznej, finansowej, regulacyjnej i technologicznej. To ważny krok w budowie organizacji zdolnej do realizacji ambitnych projektów w Polsce i za granicą – mówi Michał Polanowski, Prezes Zarządu Green Capital S.A.

Jarosław Broda objął stanowisko Chief Operating Officer 25 maja 2025 r. To menedżer z ponad 20-letnim doświadczeniem w sektorze energetycznym, obejmującym zarówno technologie konwencjonalne, jak i odnawialne źródła energii. Jako CEO i współdyrektor projektu Baltic Power uczestniczył w realizacji pierwszej polskiej morskiej farmy wiatrowej. Jego rolą było wsparcie pozyskania rekordowego finansowania project finance o wartości 4,4 mld euro oraz budowa zespołu odpowiedzialnego za rozpoczęcie budowy inwestycji o mocy 1,2 GW. Wcześniej, jako członek zarządu Tauron, odpowiadał m.in. za rozwój portfela OZE, nadzór nad kluczowymi inwestycjami oraz wdrażanie innowacji.

W Green Capital Jarosław Broda będzie odpowiadał za wzmacnianie zdolności operacyjnych organizacji, rozwój struktur umożliwiających skuteczną realizację projektów oraz wsparcie spółki w przechodzeniu od fazy deweloperskiej do budowy i długoterminowego zarządzania aktywami. Jego doświadczenie w prowadzeniu dużych projektów infrastrukturalnych, finansowaniu projektowym, zarządzaniu zespołami oraz transakcjach M&A będzie istotne z perspektywy dalszego skalowania działalności Green Capital.

Dołączam do Green Capital z przekonaniem, że spółka ma potencjał, aby skutecznie realizować złożone projekty energetyczne i infrastrukturalne w Polsce oraz na rynkach zagranicznych. Moim celem jest wniesienie do organizacji doświadczenia związanego z prowadzeniem dużych inwestycji, transakcji M&A oraz budowaniem struktur pozwalających skutecznie przechodzić od fazy rozwoju projektów do ich realizacji. Wierzę, że transparentność, współpraca i dzielenie się wiedzą są fundamentem skutecznych organizacji, a największą satysfakcję daje wspólne osiąganie ambitnych celów – mówi Jarosław Broda, Chief Operating Officer, Green Capital S.A.

Do zespołu Green Capital dołączyła również Marta Złotkowska, obejmując stanowisko Head of International. W nowej roli będzie odpowiadać za rozwój międzynarodowej działalności spółki oraz nadzór nad strategicznymi projektami na kolejnych etapach ich przygotowania, finansowania i realizacji.

Marta Złotkowska ma doświadczenie w rozwoju i prowadzeniu złożonych projektów energetycznych oraz infrastrukturalnych w Europie, Afryce i Ameryce Łacińskiej. Jej kompetencje obejmują obszary odnawialnych źródeł energii, magazynowania energii oraz ekosystemu data center. Łączy doświadczenie w zakresie project development, finansowania, regulacji oraz współpracy z partnerami publicznymi i prywatnymi.

Wzmocnienie kompetencji międzynarodowych jest szczególnie istotne z perspektywy strategicznego kierunku rozwoju Green Capital. Spółka buduje zintegrowaną platformę energetyczno-cyfrową na rynkach, na których deficyt stabilnej mocy i rosnący popyt na infrastrukturę obliczeniową tworzą przestrzeń dla nowego modelu biznesowego. W tym modelu odnawialne źródła energii, magazyny energii oraz infrastruktura gotowa do obsługi sektora data centers i AI tworzą spójny ekosystem odpowiadający na potrzeby gospodarki cyfrowej.

Green Capital znajduje się dziś w ważnym momencie rozwoju. Nie tylko rozwijamy projekty energetyczne, ale budujemy platformę, która może wspierać sposób, w jaki infrastruktura AI i data centers będą zasilane w przyszłości. Doświadczenie międzynarodowe Marty, jej podejście do realizacji złożonych projektów oraz kompetencje strategiczne będą istotnym wsparciem dla dalszego skalowania naszej działalności. Cieszymy się, że dołącza do naszego zespołu – dodaje Michał Polanowski, Prezes Zarządu Green Capital S.A.

Nowe nominacje są elementem konsekwentnego wzmacniania organizacji przed kolejną fazą rozwoju. Green Capital rozwija projekty w obszarze magazynów energii, fotowoltaiki oraz lądowej energetyki wiatrowej, a jednocześnie przygotowuje się do długoterminowego zarządzania wybranymi aktywami jako niezależny producent energii i dostawca usług elastyczności dla systemu elektroenergetycznego.

Rynki uwierzyły w porozumienie wokół Ormuzu. Przed inwestorami gorący tydzień

Podobno porozumienie jest już naprawdę za rogiem Cieśniny Ormuz. Przynajmniej rynki są o nim przekonane, chociaż żarliwość tej wiary nie rozkłada się równomiernie. Czy nowy szef Fed przekona Komitet do swojego spojrzenia na świat? Czy może piątkowe trzy wiedźmy staną się katalizatorem odwrotu? Przed nami gorący tydzień.

Płynie przekaz, czy popłynie ropa?

Zgodnie ze starą tradycją na urodziny władcy zorganizowano igrzyska. Jednak sama impreza na trawniku Białego Domu to za mało, potrzebny jest też chleb. Ten ma się pojawić, dzięki zakończeniu kryzysu surowcowego. Podobno nigdy nie było tak blisko… przedłużenia zawieszenia broni. Jednak chyba po raz pierwszy naprawdę pojawia się szansa na szersze otwarcie Cieśniny Ormuz, chociaż strony mają sobie dać miesięczny okres na udrożnienie kanału żeglugi. Według ostatnich doniesień formalne podpisanie dokumentów może nastąpić w piątek w Szwajcarii. A to oznacza, że mamy niemałe szanse na kolejne zwroty akcji przed osiągnięciem wielkiego, historycznego dealu. Największą niewiadomą pozostaje to, czy Izrael jest już gotowy do respektowania jakichkolwiek porozumień.

Done deal?

Rynki w praktyce nie mają wątpliwości – porozumienie jest na stole, żadnego kryzysu nie ma, idziemy dalej (a może raczej biegniemy?). Ceny ropy wybijają właśnie kolejne dołki i są już na poziomach z początku marca. Lipcowy kontrakt na amerykańską WTI podejmuje próbę zejścia poniżej 80 USD, podczas gdy sierpniowy kontrakt na europejski Brent wybił właśnie 83 USD. Spadkowa euforia nie omija też rynku gazu, holenderski TTF traci blisko 6%, a za Mwh trzeba płacić 47 euro. W tyle nie chcą pozostać rynki kapitałowe, a najmocniej dotknięta blokadą Ormuzu Azja wpadła prawie w ekstazę, japoński Nikkei oraz koreański KOSPI zyskały dziś w okolicach 5%. Europejskie otwarcie było już mniej euforyczne, ale wciąż jest bardzo mocne. Niemiecki DAX i francuski CAC40 rosną nawet 1,7%. Za rynkami bazowymi stara się nadążyć Warszawa – WIG20 idzie w górę o 1,3%. Kontrakty futures na Wall Street wskazują na otwarcie powyżej +2%. Po trudnym okresie do wzrostów powraca złoto, za uncję trzeba znowu płacić powyżej 4300 USD. Za zyski metali szlachetnych częściowo może odpowiadać zachowanie dolara amerykańskiego. Ten przy szerokorynkowym risk on wyraźnie traci, chociaż zachowanie forex już zwyczajowo w ostatnich tygodniach można nazwać najbardziej wyważonym. Kurs EUR/USD wrócił powyżej kluczowego poziomu 1,157 USD i balansuje na okrągłym 1,16 USD. Przekłada się to na kurs USD/PLN testujący od góry 3,65 zł. Kurs EUR/PLN balansuje na 4,24 zł.

Będzie się działo!

W tym tygodniu czeka nas spora dawka fundamentalnych impulsów. Oczywiście inwestorski wzrok w dalszym ciągu musi zerkać w stronę Bliskiego Wschodu. Jednak, przynajmniej w teorii, wydarzeniem tygodnia powinno być posiedzenie amerykańskiej władzy monetarnej. Konsensus nie zakłada żadnego ruchu na stopach ze strony FOMC, ale Komitet pokaże swoje oczekiwania na ich wysokość w kolejnych kwartałach (tzw. dot spot). Możliwe, że jeszcze istotniejszy będzie sposób komunikacji ze strony nowego szefa Fed. Kevin Warsh wchodzi na scenę w blasku sporej niepewności, a podstawowe pytanie brzmi: czy przekona resztę decydentów do swojej wizji polityki monetarnej? Nie brakuje też innych wątpliwości. Czy – kiedy wraz ze zbliżającym się weekendem napięcie wokół możliwego porozumienia w Zatoce Perskiej będzie zapewne rosło – przyjdą trzy wiedźmy i zjedzą całe zyski? Równie dobrze mogą dolać więcej paliwa do inicjowanych już dziś ruchów, jeśli traderzy ustawią kontrakty na trzeci kwartał według logiki przeszłego konfliktu.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 11:00 – strefa euro – produkcja przemysłowa (kwiecień)
  • 14:30 – USA – produkcja przemysłowa (maj)

Ceny luksusowych nieruchomości na świecie wzrosły o 3,2%. Liderami Tokio i Dubaj

Firma Knight Frank opublikowała jubileuszowe, 20. wydanie raportu The Wealth Report. Zawarty w nim Prime International Residential Index (PIRI 100) analizuje zmiany cen luksusowych nieruchomości mieszkaniowych na 100 najważniejszych rynkach na świecie.

Rosnąca liczba osób ultra-zamożnych oraz coraz większa mobilność kapitału sprawiają, że luksusowe nieruchomości pozostają jedną z najbardziej odpornych klas aktywów na świecie.

Według najnowszych danych ceny luksusowych nieruchomości wzrosły średnio o 3,2% w 2025 roku, osiągając lepszy wynik niż rynek mieszkaniowy ogółem już drugi rok z rzędu.

Najważniejsze wnioski z raportu

  • Na 73 spośród 100 analizowanych rynków odnotowano wzrost cen luksusowych nieruchomości.
  • Tokio było najszybciej rosnącym rynkiem na świecie – ceny nowych luksusowych apartamentów wzrosły tam o 58,5%.
  • Dubaj zanotował wzrost o 25,1%, utrzymując pozycję najbardziej aktywnego rynku nieruchomości o wartości powyżej 10 mln USD. W 2025 roku zawarto tam 500 transakcji w segmencie super-prime.
  • Najlepsze wyniki regionalne osiągnął Bliski Wschód (+9,4%). Wzrosty odnotowano również w Ameryce Łacińskiej i na Karaibach (+4,7%), regionie Azji i Pacyfiku (+3,6%) oraz w Europie (+3,3%).
  • Ameryka Północna była jedynym regionem ze spadkiem cen (-0,9%), głównie za sprawą korekty na rynku kanadyjskim.
  • Ograniczona podaż gotowych do zamieszkania nieruchomości nadal przekłada się na wyższe ceny najlepiej przygotowanych aktywów.
  • Coraz większa mobilność najzamożniejszych inwestorów wpływa na zmiany wzorców zakupowych. Rośnie liczba osób ultra-zamożnych (UHNWI), które spędzają mniej niż 90 dni rocznie w swoich tradycyjnych lokalizacjach, co napędza popyt na luksusowe nieruchomości na wynajem.
  • Wśród rynków o największym potencjale wzrostu raport wskazuje m.in. Mumbaj, Brisbane, Miami oraz Hongkong.

Luksusowe nieruchomości coraz bardziej odporne na zawirowania gospodarcze

Jak podkreśla Liam Bailey, redaktor raportu The Wealth Report:

– Na wielu rynkach segment luksusowych nieruchomości wyraźnie oddzielił się od szerokiego rynku mieszkaniowego, korzystając z dynamicznego przyrostu globalnego majątku. Podczas gdy rynek masowy pozostaje bardziej podatny na presję gospodarczą, tempo wzrostu liczby zamożnych osób pomaga utrzymać stabilny popyt na nieruchomości premium, nawet pomimo zmienności kosztów finansowania.

Ekspert zwraca również uwagę na rosnącą mobilność najbogatszych inwestorów:

– Osoby ultra-zamożne coraz częściej organizują swoje życie pomiędzy kilkoma krajami, a family offices aktywnie zarządzają ryzykiem podatkowym, politycznym i związanym ze stylem życia. W efekcie tradycyjne globalne centra, takie jak Londyn, coraz częściej pełnią funkcję miejsc wykorzystywanych okresowo – do prowadzenia biznesu, korzystania z oferty kulturalnej czy budowania relacji – zamiast stałego miejsca zamieszkania.

Ile luksusowych nieruchomości można kupić za 1 mln USD?

W ciągu ostatnich pięciu lat siła nabywcza inwestorów na rynku nieruchomości premium wyraźnie się zmieniła. W niektórych miastach za 1 mln USD można dziś kupić znacznie mniej metrów kwadratowych niż w 2020 roku, co pokazuje skalę wzrostu cen w segmencie luksusowym.

Miasto Powierzchnia za 1 mln USD (Q4 2020) Powierzchnia za 1 mln USD (Q4 2025)
Monako 17,3 m² 16,0 m²
Hongkong 22,6 m² 22,5 m²
Genewa 37,2 m² 27,9 m²
Singapur 36,2 m² 28,1 m²
Londyn 30,7 m² 32,9 m²
Nowy Jork 34,9 m² 33,9 m²
Los Angeles 50,4 m² 36,4 m²
Tokio 62,4 m² 36,6 m²
Paryż 41,9 m² 37,1 m²
Wiedeń 41,0 m² 39,0 m²
Sydney 44,2 m² 42,1 m²
Szanghaj 49,8 m² 44,4 m²
Mediolan 59,9 m² 45,8 m²
Miami 97,0 m² 58,1 m²
Berlin 66,4 m² 58,8 m²
Dubaj 182,8 m² 62,2 m²
Madryt 93,1 m² 75,1 m²
Lizbona 92,5 m² 79,4 m²
Melbourne 79,4 m² 82,6 m²
Mumbaj 104,9 m² 95,5 m²

Źródło: Knight Frank, Prime International Residential Index (PIRI 100), Q4 2025

Najbardziej spektakularna zmiana dotyczy Dubaju, gdzie za 1 mln USD można dziś kupić niemal trzy razy mniej powierzchni niż pięć lat temu. Silne wzrosty cen widoczne są także w Tokio, Miami i Genewie.

Jednocześnie takie rynki jak Londyn czy Melbourne pozostają relatywnie bardziej stabilne pod względem siły nabywczej inwestorów.