Hotele wznawiają działalność. Turyści masowo rezerwują pobyty weekendowe, ale muszą się liczyć ze wzrostem cen

– Proszę się nie dziwić, że czasami ceny mogą być wygórowane. Hotelarze chcą w jakiś sposób odrobić straty, naturalnie zdroworozsądkowo – mówi Adam Latek, członek Polskiej Izby Hotelarzy. Otwarcie hoteli i pensjonatów od 12 lutego już w pierwszy weekend przyciągnie osoby świętujące walentynki, a w góry ruszą fani zimowych sportów, bo stoki również wznawiają działalność. Hotelarze widzą już zwiększoną liczbę rezerwacji także na kolejne weekendy, również na Dzień Kobiet czy Święta Wielkanocne. Już w tej chwili turyści wybierający się w najbliższych dniach w góry mogą mieć kłopot ze znalezieniem wolnych kwater.

Od 28 grudnia ub.r. hotele i inne miejsca noclegowe pozostają zamknięte nawet dla gości podróżujących służbowo. Decyzją rządu od piątku 12 lutego mogą wznowić działalność, ale tylko do 50 proc. obłożenia miejsc noclegowych i z zachowaniem ścisłego reżimu sanitarnego.

– Jesteśmy z tej decyzji zadowoleni, ale czekamy na otwarcie gastronomii. Bez niej cała gastronomia hotelowa będzie odbywać się na zasadzie room service’u, czyli każde zamówienie, śniadania, obiadokolacje czy lunche będą serwowane wyłącznie do pokojów. To będzie niesamowita operacja logistyczna, żeby 50, 90 czy 110 takich zamówień dostarczyć na czas. Na szczęście goście wiedzą i są na tyle wyrozumiali, że na śniadanie mogą dłużej poczekać – mówi agencji Newseria Biznes Adam Latek, członek Polskiej Izby Hotelarzy, właściciel Latek Hotels.

Hotelarze podkreślają, że są przygotowani na nowy reżim sanitarny, ale liczą, że rząd pozwoli także na otwarcie gastronomii i hotelowych restauracji, z których czerpią też istotną część przychodów.

 Wszystkie procedury są przez hotelarzy ściśle przestrzegane, czyli m.in. dezynfekcja, maseczki, dystans i odległość między stolikami, bo mamy nadzieję, że z początkiem marca otworzy się też gastronomia. Na ten krok też jesteśmy przygotowani – zapewnia Adam Latek. – Pokoje po każdym gościu są dezynfekowane, każda osoba pracująca w obiekcie hotelowym jest przeszkolona i podczas serwisu, opieki nad gościem zachowuje pełny reżim sanitarny. Pod tym względem można dziś śmiało przyrównać hotele do szpitali, bo jeśli chodzi o czystość sanitariatów, pokoi, odkurzanie, odświeżanie etc., wszystko jest na takim samym poziomie. 

Zgodnie z danymi GUS w połowie ubiegłego roku baza noclegowa w Polsce wynosiła 10 291 obiektów, z których większość (2149) stanowiły właśnie hotele. W obiektach noclegowych w Polsce funkcjonuje około 7195 placówek gastronomicznych (pomiędzy lipcem 2019 a lipcem 2020 roku ubyło ich aż 774), z których prawie połowę stanowią właśnie hotelowe restauracje (3134), a następnie bary i kawiarnie (1979).

Rentowność hoteli przy 50-proc. obłożeniu zależy od tego, jak duży jest obiekt. Jeśli przy stu pokojach połowa jest zajęta, to wystarczy na pokrycie kosztów stałych i poniekąd odrobienie strat – mówi członek Polskiej Izby Hotelarzy. – Te 50 proc. to takie minimum, które pozwoli nam w miarę funkcjonować.

Jak wskazuje, otwarcie hoteli i pensjonatów przypadające tuż przez wypadającymi 14 lutego walentynkami spowodowało zwiększone zainteresowanie podróżnych.

 Z racji weekendu walentynkowego ta aktywność rezerwacyjna rzeczywiście była bardzo zauważalna. Ale turyści rezerwują również późniejsze terminy na pakiety romantyczne, rehabilitacyjne czy pobyty seniora. Wiele osób będzie mogło wyjechać z dziećmi i skorzystać wreszcie z bonu turystycznego – mówi Adam Latek.

Na szybką rezerwację pobytu w hotelu powinni zdecydować się zwłaszcza ci, którzy planują wyjazd w góry. Śnieżna zima i ponowne otwarcie stoków narciarskich sprawiły bowiem, że hotele w górskich kurortach cieszą się w tej chwili sporym zainteresowaniem.

– W innych regionach Polski z dostępem nie ma na razie problemu, choć kolejne weekendy też są już w jakimś procencie pozajmowane. Na pewno turystom, którzy chcą mieć wybór i rezerwować następne weekendy – przypadające w Dzień Kobiet czy Wielkanoc – sugerowałbym podejmowanie decyzji już teraz. Nie ukrywamy, że zainteresowanie rezerwacjami weekendowymi jest dość spore – mówi właściciel Latek Hotels.

Jak wskazuje, turyści muszą liczyć się jednak ze wzrostem cen, bo po miesiącach lockdownu i zamrożenia działalności hotelarze będą chcieli odrobić choć część poniesionych strat.

– Proszę się nie dziwić, że czasami te ceny mogą być wygórowane. Hotelarze w jakiś sposób chcą odrobić straty, ale naturalnie zdroworozsądkowo. Aczkolwiek z drugiej strony nie oczekujmy, że obiekt hotelowy będzie wynajmował za pół ceny, bo to już naprawdę byłoby dla hotelarzy gwoździem do trumny – mówi Adam Latek.

Branża hotelowa, podobnie jak cała HoReCa, jest jedną z tych, które na pandemii COVID-19 ucierpiały najdotkliwiej. Już w połowie roku przedstawiciele Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego prognozowali, że do końca roku obostrzeń może nie przetrwać 20 proc. hoteli. Także tegoroczne ferie zimowe okazały się dla nich straconym sezonem. Z danych KRD wynika, że w całym ubiegłym roku zadłużenie branży HoReCa zwiększyło się aż o 33 proc.

Ubezpieczyciele coraz chętniej sięgają po sztuczną inteligencję czy blockchain. Pandemia koronawirusa przyspieszyła rozwój branży insurtech

Polska branża ubezpieczeń staje się coraz bardziej innowacyjna. W porównaniu z pozostałymi krajami UE nasz rynek nie tylko nie odstaje od nich, ale też często jest pionierem, podobnie jak ma to miejsce w bankowości. Obecnie wykorzystuje się praktycznie wszystkie nowoczesne technologie związane z przetwarzaniem danych i komunikacją, takie jak sztuczna inteligencja czy blockchain. Dzięki wprowadzaniu cyfrowych rozwiązań firmy ubezpieczeniowe uzyskują możliwość całkowitej zmiany swojego modelu biznesowego, a także doświadczeń klientów, partnerów czy pracowników. Mogą również ograniczać swoje koszty poprzez optymalizację procesów związanych z likwidacją szkód czy sprzedażą ubezpieczeń.

– Branża ubezpieczeniowa wydaje się stosunkowo innowacyjnym rynkiem. Patrząc na to, jak wyglądały zmiany na rynku finansowym w ostatnich latach, widać, że podąża tym samym tropem, co bankowość. Natomiast z drugiej strony technologie, które są wykorzystywane przy wprowadzaniu innowacji, obecnie są znacznie dojrzalsze. Dotyczy to zarówno sztucznej inteligencji i blockchainu, jak również technologii związanych z kanałami dystrybucji – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Romuald Paprzycki, prezes zarządu i współzałożyciel Minte.ai.

Jak wynika z raportu Polskiej Izby Ubezpieczeń i firmy Accenture, już w 2018 roku aż 62 proc. konsumentów było zadowolonych z przebiegu procesów wspieranych przez sztuczną inteligencję i doceniało korzyści płynące z nowoczesnych technologii. W ciągu ostatnich dwóch lat świat ubezpieczeń jeszcze bardziej zainwestował w tę warstwę technologiczną.

Jednym z głównych celów wykorzystania technologii i budowania insurtechów przez firmy ubezpieczeniowe jest zmniejszenie dystansu pomiędzy nimi a klientem. Zanim ubezpieczyciele zaczęli korzystać z innowacyjnych rozwiązań, zakres interakcji ograniczał się wyłącznie do dwóch aspektów – podpisania umowy, a następnie w przypadku zaistnienia szkody do realizacji zapisów zakupionej przez klienta polisy. To czasem nie pozwalało na długotrwałą współpracę czy choćby pozostawienie u klienta pozytywnych doświadczeń z tej interakcji. Zmienić to mogą właśnie nowoczesne technologie.

– Branża ubezpieczeniowa wykorzystuje praktycznie wszystkie nowoczesne rozwiązania związane z przetwarzaniem danych i komunikacją. W ramach sztucznej inteligencji mogą one dotyczyć komunikacji z klientem, rozpoznawania wniosków, również analizy szkodowości czy przeciwdziałania nadużyciom. Blockchain pozwala na bezpieczną wymianę danych lub stworzenie np. sejfu czy miejsca, gdzie mamy zebrane wszystkie swoje polisy ubezpieczeniowe, łącznie z dokumentacją medyczną. Inne technologie, takie jak telematyka oraz internet rzeczy, pozwalają na dokładniejsze dostosowanie oferty firm ubezpieczeniowych do potrzeb ich klientów, a w szczególności na pokonanie bariery sprzedaży ubezpieczeń, kiedy firma ubezpieczeniowa ma kontakt ze swoim klientem dwukrotnie – wymienia ekspert.

Dzięki nowym technologiom firmy ubezpieczeniowe mogą ograniczać swoje koszty poprzez optymalizację procesów związanych zarówno z likwidacją szkód, jak i sprzedażą ubezpieczeń. Wykorzystywane są tam również narzędzia z obszaru robotyki, gdzie zadania standardowe wykonywane przez pracowników firm mogą być zautomatyzowane za pośrednictwem np. Robotic Process Automation. Także w Polsce zaczynają działać insurtechy ułatwiające ocenę merytoryczną szkody samochodowej czy osobowej. Ponadto sztuczną inteligencję wykorzystuje się do szacowania ryzyka. Dotychczas to zadanie wykonywali w firmach ubezpieczeniowych specjaliści zwani aktuariuszami.

Pandemia koronawirusa przyspieszyła i jeszcze bardziej ustandaryzowała te procesy.

– Wiele technologii było dostępnych już wcześniej, takich jak identyfikacja biometryczna czy telemedycyna. Natomiast pandemia pozwoliła firmom pokonać barierę mentalną przed wprowadzaniem i wykorzystaniem tych technologii. Można np. spojrzeć na to, co się dzieje przy wykorzystaniu chmury obliczeniowej, dużych zbiorów danych czy zawieraniu polisy na odległość – wskazuje Romuald Paprzycki.

Polski skaner 3D pozwoli wyjątkowo precyzyjnie odwzorować sylwetkę człowieka. Dzięki mobilności może znaleźć zastosowanie w wielu branżach

Skanery 3D ciała człowieka znalazły już zastosowanie w przemyśle odzieżowym, medycznym czy branży fitness. Stają się kluczowym narzędziem do uzyskiwania cennego wglądu w ludzkie ciało – od niestandardowych protez czy drukowanych figurek po doskonale dopasowane ubrania i realistyczne awatary z gier. Opracowany przez Polaków skaner sylwetki człowieka HUBO, dzięki fotogrametrii i technologii lidarowej, pozwala uzyskać obraz z dokładnością nie gorszą niż 1,5 mm. W przyszłości znajdzie zastosowanie nie tylko w przemyśle, będzie też alternatywą dla tradycyjnej fotobudki.

– Skaner sylwetki człowieka HUBO to zautomatyzowane rozwiązanie, które umożliwia w stosunkowo krótkim czasie uzyskanie dokładnego modelu sylwetki człowieka. Jest to rozwiązanie mobilne, co ułatwia transport – mówi agencji Newseria Innowacje dr hab. inż. Maciej Trojnacki, pomysłodawca skanera i prezes EDUROCO. – HUBO pozwala zebrać serię zdjęć bądź dane z lidara i na tej podstawie jest tworzona chmura punktów i bryłowy model 3D sylwetki człowieka.

Skanery 3D stają się kluczowym narzędziem do uzyskiwania cennego wglądu w ludzkie ciało. Pojawienie się technologii otworzyło nowe możliwości w wielu branżach, m.in. w opiece zdrowotnej, fitness czy odzieżowej. Skaner pozwala szybko i dokładnie uchwycić ludzkie ciało w trzech wymiarach i uzyskać dane o kształcie czy proporcjach. Początkowo technologia została wprowadzona w odpowiedzi na rosnące potrzeby przemysłu odzieżowego, ale obecnie jest szeroko stosowana w wielu dziedzinach.

Częstym problemem są jednak niezbyt dokładne skany. Opracowany przez Polaków skaner HUBO skalę błędów zmniejsza do minimum.

– Mamy losowo wybranych 100 punktów pomiarowych na naszej sylwetce i liczymy dla nich błąd względem wzorca. Tym wzorcem jest bardzo dokładny skan sylwetki i mając błędy policzone dla 100 punktów, liczymy odchylenie standardowe. Ostatecznie błąd to wartość średnia tych błędów i odchylenie standardowe. W projekcie jako wymóg przyjęliśmy, że musimy uzyskać dokładność 1,5 mm, natomiast na etapie demonstratora udało nam się uzyskać znacznie lepszy wynik. Będziemy pracować nad dalszym zwiększeniem dokładności oraz czasu skanowania, jak i przetwarzania danych – podkreśla Maciej Trojnacki.

Dostępnych jest wiele skanerów 3D, które wykorzystują technologię laserową lub światło strukturalne do tworzenia pliku 3D. Niektóre skanery lepiej nadają się do określonych zastosowań, np. część nadaje się do digitalizacji małych obiektów z bliskiej odległości, podczas gdy inne lepiej digitalizują duże obiekty ze średniej i dużej odległości. Skanery różnią się rozdzielczością i dokładnością, mogą wykorzystywać własne zastrzeżone oprogramowanie i typy plików.

Większość skanerów 3D jest laserowych. Wykorzystują proces triangulacji trygonometrycznej, gdzie co najmniej dwa lasery są oświetlane w punkcie obiektu, po czym kąty odbitych wiązek są rejestrowane przez jeden lub więcej czujników. W ten sposób można stworzyć mapę powierzchni skanowanego obiektu. Po zakończeniu skanowania 3D pobiera się wymiary, takie jak odległość czy kąt.

– Na tę chwilę dokładnie przetestowaliśmy fotogrametrię i teraz testujemy technologie lidarowe. Mamy już za sobą ponad rok prac nad projektem, zwłaszcza prace konstrukcyjne, nad oprogramowaniem. Udało nam się pozytywnie zweryfikować tę technologię w badaniach laboratoryjnych z udziałem ludzi – zaznacza ekspert.

Urządzenie sprawdzi się w branży fitness, gdzie pozwoli szybko i dokładnie zmierzyć postępy w ćwiczeniach, może je też stosować branża modowa – dzięki skanowi nie trzeba będzie mierzyć ubrań, sztuczna inteligencja sama oceni kształt ciała i dobierze odpowiednie ubrania. Zastosowań jest jednak znacznie więcej.

– Z marszu możemy wdrożyć to rozwiązanie w branży edukacyjnej i rozrywkowej oraz jako ogólnodostępną usługę skanowania i druku 3D. Planujemy także opracować skanobudkę, czyli alternatywę dla fotobudek, co byłoby ogólnodostępną usługą, w pełni zautomatyzowaną. Natomiast wdrożenie tego rozwiązania w branży odzieżowej czy fitness wymaga opracowania dedykowanego oprogramowania – ocenia Maciej Trojnacki.

Skaner polskiej firmy może wejść do użytku już we wrześniu 2021 roku.

– W grudniu zakończyliśmy badania laboratoryjne oraz z udziałem ludzi. W tym momencie prowadzimy prace nad prototypem, są one związane przede wszystkim ze zwiększeniem szybkości przetwarzania tak, żeby uzyskać jak najszybciej model 3D sylwetki człowieka. Pracujemy też nad testowaniem i implementacją alternatywnych czujników, w szczególności lidarów – mówi prezes EDUROCO.

PE o social mediach: samoregulacja to za mało, potrzebne są przepisy

Media społecznościowe wymagają ram prawnych ograniczających ich potencjalnie negatywny wpływ na funkcjonowanie demokracji i zachodzące w Europie procesy społeczne. Przepisy te muszą jednak gwarantować poszanowanie wolności wypowiedzi oraz innych praw podstawowych i nie mogą prowadzić do ustanowienia cenzury – mówili europarlamentarzyści w trakcie środowej debaty w PE na temat social mediów.
Debata na temat platform mediów społecznościowych w europarlamencie była istotnym punktem trwającej od wielu miesięcy wewnątrzunijnej debaty o potrzebie wypracowania przejrzystych regulacji dotyczących cyfrowych koncernów. W UE trwają prace nad dwoma fundamentalnymi dla tego rynku aktami prawnymi: ustawą o usługach cyfrowych (DSA) i ustawą o rynkach cyfrowych (DMA). Mają one zdefiniować zasady dotyczące platform oraz zapewnić rozwiązania służące zwalczaniu szkodliwych lub nielegalnych treści w internecie, takich jak dezinformacja.

Uczestniczący w dyskusji europosłowie zgodzili się co do zasady, że przestrzeń cyfrowa nie może być regulowana wyłącznie poprzez wewnętrzne wytyczne komercyjnych platform i wymaga przejrzystych ram prawnych, które z jednej strony będą umożliwiały walkę z wszelkimi nadużyciami, w tym dezinformacją czy mową nienawiści, z drugiej zaś zagwarantują poszanowanie praw podstawowych.

Dragoş Tudorache (Rumunia) stwierdził, że rozróżnienie pomiędzy światem wirtualnym i realnym jest niezasadne, ponieważ istnieje „tylko jeden świat, w którym musimy chronić prawa naszych obywateli w takim samym stopniu online jak offline”. Podkreślił przy tym konieczność bliższej współpracy pomiędzy państwami demokratycznymi a platformami mediów społecznościowych w tym względzie, a także zwrócił uwagę na potrzebę przeciwstawienia się agresywnym działaniom Chin i Rosji w cyberprzestrzeni. „Musimy wykorzystać cały potencjał naszego dyplomatycznego arsenału, by chronić prawa naszych obywateli i nasz styl życia”.

Marina Kaljurand z Estonii zwracała uwagę, że obecne możliwości zwalczania dezinformacji i mowy nienawiści w sieci są dalece niewystarczające, „by zapobiegać atakom na naszą demokrację”. Argumentowała, że „po zamieszkach na Kapitolu cena niereagowania na dezinformację i mowę nienawiści w internecie jest jasna dla nas wszystkich”.

Również Annalisa Tardino (Włochy) podkreślała potrzebę stworzenia jasnych reguł wobec internetowych gigantów, których działania „mają wpływ na świat realny”. Jej zdaniem decyzji dotyczących tego, co można, a czego nie można publikować w internecie nie należy pozostawiać w gestii komercyjnych platform i stosowanych przez nie arbitralnie zasad. „To jest zadanie dla prawodawców (…) UE musi chronić wolną i demokratyczną debatę w mediach społecznościowych” – stwierdziła.

Według Alexandry Geese (Niemcy) pozostawienie w rękach gigantów rynku cyfrowego prawa do arbitralnego podejmowania decyzji dotyczących potencjalnie szkodliwych treści „nie jest (właściwą – PAP) opcją dla demokracji”. Jej zdaniem rozwiązaniem problemów wynikających z obracania przez wielkie firmy rynku cyfrowego danymi osobowymi setek milionów osób jest „zakazanie inwigilacyjnego modelu biznesu”. Jako pierwszy krok w tym kierunku Geese wskazała wprowadzenie zakazu profilowania (targetowania) reklam.

„Musimy położyć kres cyfrowemu Dzikiemu Zachodowi” – powiedziała wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej Vera Jourova.

Zabierający głos w debacie europosłowie zwracali również uwagę na zagrożenia dla wolności słowa wynikające z aktualnego modelu funkcjonowania mediów społecznościowych.

„W internecie wolność (…) nie może się kończyć tam, gdzie postanowią szefowie wielkich platform (…). Treści nie mogą być cenzurowane bez decyzji sędziów… Cenzura nigdy nie jest rozwiązaniem” – podkreślała Anne-Sophie Pelletier (Francja).

Z kolei Geert Bourgeois (Belgia) mówił, że „wolność słowa musi być naszym punktem wyjścia (…) Są państwa, w których zakaz cenzury jest wpisany do konstytucji – niech tak będzie również w UE”.

„Oczekujemy od platform internetowych wzięcia udziału we wspólnej walce, ale to demokratyczne instytucje, nasze prawodawstwo, nasze sądy powinny ustalić reguły gry, zdefiniować, co jest legalne, a co nie, co powinno zostać usunięte (z sieci – PAP), a co nie” – stwierdziła przemawiająca w imieniu portugalskiej prezydencji Rady Unii Europejskiej Ana Paula Zacarias.

Polsko-amerykański startup AI Clearing pozyskał finansowanie na rozwój technologii do nadzoru prac budowlanych

– AI Clearing, polsko-amerykański startup oferujący oparte na sztucznej inteligencji rozwiązania do monitorowania prac budowlanych, pozyskał 2 mln dolarów finansowania od funduszy venture capital. Nowe środki przeznaczy na dalszy rozwój technologii i ekspansję rynkową.

W rundzie finansowania typu seed liderem był Tera Ventures, globalny fundusz VC inwestujący w cyfrowe startupy. Uczestniczyły w niej także fundusze Inovo Venture Partners oraz Innovation Nest.

Polscy inżynierowie z AI Clearing opracowali narzędzie, które przy użyciu sztucznej inteligencji analizuje materiał zdjęciowy i wideo, na przykład pozyskany z dronów, i porównuje go z dokumentacją projektową z programów CAD i BIM. Dzięki temu menedżerowie zarządzający dużymi projektami infrastrukturalnymi takimi jak drogi na bieżąco mają wgląd w przebieg prac i mogą ocenić ich zgodność z projektem i założonym harmonogramem.

Każdy, kto kiedykolwiek miał do czynienia z nawet najmniejszym projektem budowlanym, wie, jak łatwo o błąd i niezgodność z projektem. W przypadku dużych projektów infrastrukturalnych ryzyko, że coś pójdzie nie tak jest jeszcze większe i zdecydowanie bardziej kosztowne – powiedział Michał Mazur, prezes i współtwórca AI Clearing.

Wartość globalnego rynku monitorowania prac budowlanych szacuje się na 49 mld dolarów rocznie. Obecnie większość czynności związanych z kontrolowaniem, czy prace przebiegają zgodnie z planem odbywa się ręcznie. Jest to żmudny i czasochłonny proces, obarczony dużym ryzykiem pomyłki. Błędy wykonawcze i opóźnienia wynikające z konieczności wykonania napraw powodują, że jedna czwarta projektów budownictwa infrastrukturalnego kończy się sporami sądowymi. To zwiększa koszt projektu infrastrukturalnego o średnio 43 mln dolarów.

Nasza platforma analityczna pozwala klientom wykrywać błędy wykonawcze na wczesnym etapie i od razu je korygować. To duża oszczędność czasu i mniejsze koszty – powiedział Adam Wiśniewski, CTO i współtwórca AI Clearing. – Biorąc pod uwagę, że usuwanie błędów wykonawczych pochłania około 4-8 proc. budżetu projektu budowlanego, pole do redukcji kosztów jest naprawdę duże – dodał.

Z rozwiązań opracowanych przez AI Clearing korzystają już największe na świecie firmy budowlane. Wśród nich jest PCL Construction, jeden z dziesięciu największych wykonawców budowlanych w USA, oraz największa na świecie grupa budowlana Vinci.

AI Clearing działa w obszarze, który jest wręcz idealny do zastosowania sztucznej inteligencji i w sektorze, który pozostaje w tyle, jeśli chodzi o wykorzystanie zautomatyzowanych rozwiązań do zarządzania złożonymi projektami – powiedział James McDougall, partner w Tera Ventures. – AI Clearing jest liderem rozwiązań w tym obszarze i wierzymy, że pozyskane od nas środki pomogą mu umocnić tę pozycję – dodał.

W ostatnich latach sektor budowlany gromadzi coraz większe ilości cyfrowych danych przestrzennych, które wykorzystywane są w zarządzaniu procesem projektowym i inwestycyjnym. Rozwiązania opracowane przez AI Clearing pozwalają w większym stopniu wykorzystywać potencjał dostępnych już danych. O ile człowiek jest w stanie przeanalizować zaledwie część informacji, platforma AI Clearing niemal w 100 proc. wykorzystuje ich potencjał. Analiza jest też znacznie szybsza. To, co ekspertowi zajęłoby około trzech tygodni, narzędzie AI Clearing jest w stanie przeanalizować w ciągu trzech godzin.

W opublikowanym ostatnio raporcie „Rise of the platform era: The next chapter in construction technology” firma konsultingowa McKinsey napisała, że dynamiczny rozwój firmy technologicznych działających w branży budowlanej napędzają inwestorzy finansowi i strategiczni, a pandemia tylko przyśpieszyła ten proces. Zdaniem ekspertów z McKinsey platformy analityczne to jeden z najbardziej interesujących obszarów w ConstructionTech.

W przeciwieństwie do innych rozwiązań, którym się przyglądaliśmy, AI Clearing oferuje analizę danych właściwie w czasie rzeczywistym i bez udziału człowieka. I to są te przewagi, które zadecydowały, że zdecydowaliśmy się zainwestować – powiedział Maciej Małysz, partner w Inovo Venture Partners. – Klienci nie muszą poświęcać ani chwili na analitykę. Otrzymują gotowy raport – dodał.

Przedsiębiorcy korzystają z uproszczeń przepisów. Firmy stawiają na restrukturyzację

Coraz większą popularnością cieszy się wprowadzona przez tarczę antykryzysową procedura uproszczonego postępowania o zatwierdzenie układu. Przedsiębiorcy jednak mają coraz mniej czasu, aby z niej  skorzystać. Według obowiązującego stanu prawnego jest to możliwe tylko do końca czerwca tego roku. Krajowe spółki decydują się więc na dynamiczny proces restrukturyzacji.

Opublikowany 1 lutego br. raport MGW CCG „Restrukturyzacja przedsiębiorstw w 2020 roku – Analiza i interpretacja postępowań restrukturyzacyjnych” pokazuje, że w dobie koronawirusa polskie przedsiębiorstwa coraz chętniej korzystają z narzędzi, jakie zapewniają im obowiązujące przepisy prawa restrukturyzacyjnego.

W ciągu ostatnich lat zainteresowanie przedsiębiorców postępowaniami układowymi kształtowało się na stałym poziomie. Od początku 2018 do połowy 2020 roku liczba kwartalnie otwieranych postępowań cały czas utrzymywała się w przedziale między 100 a 130. Sytuacja uległa zmianie dopiero w III kwartale 2020 roku, gdy odnotowano wzrost do 215 postępowań. Tendencja umocniła się z kolei w IV kwartale, kiedy otwarto ich aż 305.

Początek wzrostu ilości postępowań restrukturyzacyjnych zbiegł się z dwoma wydarzeniami. Pierwsze z nich to wprowadzenie w II kwartale 2020 roku poważnych ograniczeń działalności gospodarczej związanych z epidemią, drugim jest wprowadzenie możliwości otwierania przez przedsiębiorców uproszczonych postępowań o zatwierdzenie układu. Trudno przesądzić, który czynnik miał większy wpływ na zwiększenie ilości postępowań, jednak niezaprzeczalnym faktem jest, że zarówno wzrosła ilość podmiotów gospodarczych w trudnej sytuacji finansowej, jak i wzrosły ich możliwości ochrony przed wierzycielami.

Jakie rodzaje postępowań wybierają przedsiębiorcy?

Zgodnie z obecnie obowiązującym prawem restrukturyzacyjnym, przedsiębiorca chcący zrestrukturyzować swoje zadłużenie ma do wyboru cztery możliwości: postępowanie układowe, postępowanie sanacyjne, przyspieszone postępowanie układowe oraz postępowanie o zatwierdzenie układu. Wprowadzone przez tarczę antykryzysową uproszczone postępowanie o zatwierdzenie układu (UPOZU) jest formą przejściową, która obowiązywać ma jedynie czasowo, a została głównie wprowadzona jako instrument umożliwiający lepsze wykorzystanie instytucji restrukturyzacji w dobie pandemii. Dane zawarte w raporcie MGW CCG wyraźnie wskazują na to, że nowy rodzaj postępowania, czyli uproszczone postępowanie o zatwierdzenie układu, od razu po jego wprowadzeniu, stał się dominującym narzędziem restrukturyzacyjnym stosowanym przez przedsiębiorców.

 

Spośród 742 postępowań restrukturyzacyjnych otwartych w 2020 roku, UPOZU stanowią aż 386 (52 proc.). Drugą najpopularniejszą procedurą jest przyspieszone postępowanie układowe – 210 otwartych postępowań – czyli 28 proc. Otwarto również 116 postępowań sanacyjnych i 30 postępowań układowych, co stanowi odpowiednio 16 proc. i 4 proc. Dominacja uproszczonych postępowań o zatwierdzenie układu bardzo się nasiliła w IV kwartale, kiedy stanowiły one 245 z 305 otartych postępowań, a więc aż 80 proc.

Dla wielu analityków zaskakujący jest stosunkowo niewielki udział firm młodszych niż 5 lat w ogólnej ilości podmiotów otwierających postępowania restrukturyzacyjne. Stanowią one zaledwie 14 proc. ogółu, z kolei dominującą – 30-proc. grupę stanowią przedsiębiorstwa starsze niż 5 i młodsze niż 10 lat. W pozostałych grupach również skłonność do otwierania postępowania układowego wzrasta wraz z wiekiem przedsiębiorstwa. Firmy w przedziale między 10 a 15 lat stanowią 16 proc., w przedziale między 15 a 20 lat 18 proc. a starsze niż 20 lat 22 proc. ogółu. Może to oznaczać, że firmy otwarte niedawno mają niższe zobowiązania. Nie sposób również nie odbierać tego zjawiska jako efektu wzrastającego poziomu innowacyjności gospodarki, dzięki któremu nowo otwierane przedsiębiorstwa są coraz lepiej przystosowane do zmian w otoczeniu rynkowym i technologicznym.

Kryzys najbardziej dotyka branżę usługową

Analizując geograficzną strukturę otwartych postępowań, wyraźnie widać, że koncentrują się one w dużych miastach, gdzie zarejestrowanych jest najwięcej podmiotów gospodarczych. Aż 22 proc. postępowań restrukturyzacyjnych jest otwieranych w województwie mazowieckim, 11 proc. w wielkopolskim i śląskim, a 9 proc. w dolnośląskim. Jednak proporcje te zmieniają się, gdy weźmiemy pod uwagę stosunek ilości otwieranych postępowań do liczby podmiotów gospodarczych zarejestrowanych w danym województwie. Wtedy zaczynają dominować województwa podlaskie, warmińsko-mazurskie i kujawsko-pomorskie. Z kolei najmniej postępowań, w stosunku do ilości zarejestrowanych firm jest otwieranych w województwach: podkarpackim, pomorskim i małopolskim.

Dane zawarte w raporcie wyraźnie wskazują, że kryzys najbardziej dotyka branżę usługową. Firmy z sektora usług stanowią aż 57 proc. wszystkich podmiotów szukających ochrony przed wierzycielami. Wśród nich największą grupę stanowią przedsiębiorstwa klasyfikowane jako „pozostałe usługi” – 28 proc. ogółu, z kolei firmy handlowe to 19 proc., a transportowe 9,5 proc. Ponad 17 proc. ogółu postępowań jest otwieranych przez grupę klasyfikowaną jako rolnictwo i górnictwo, niecałe 16 proc. to firmy przemysłowe, a 10 proc. to spółki budowlane.

Ponad połowę postępowań otwierają osoby fizyczne

Postępowania otwierane przez osoby fizyczne prowadzące działalność gospodarczą stanowią 52,4 proc. w grupie uproszczonych postępowań o zatwierdzenie układu i 54,8 proc. wśród przyspieszonych postępowań restrukturyzacyjnych. Co ważne, na pierwszą możliwość zdecydowało się prawie dwukrotnie więcej przedsiębiorców indywidualnych, a więc wyraźnie widać, że „UPOZU” jest rozwiązaniem bardzo dobrze odpowiadającym na potrzeby małych i średnich przedsiębiorstw. Jest to prawdopodobnie związane z niskimi kosztami, szybką i sprawną procedurą realizacji oraz możliwością łatwego uzyskania ochrony przed wierzycielami na okres czterech miesięcy.

Niestety, te korzystne rozwiązania będą obowiązywać tylko do końca czerwca 2021 roku, a więc przedsiębiorcy mający problemy finansowe wynikające z pandemii mają coraz mniej czasu. Wiadomo po prawdzie iż szykują się zmiany w przepisach prawa restrukturyzacyjnego, które mogą spowodować wykorzystanie doświadczeń zebranych przy realizacji postępowań opartych o UPOZU do modyfikacji niektórych form restrukturyzacji, ale nie wiadomo kiedy one będą miały miejsce.  Kto będzie wielkim wygranym, a kto wielkim przegranym nowego przetasowania w dobie covidu? Sporo nadziei już teraz można pokładać w coraz bardziej elastycznych spółkach kategorii MŚP.

Autor: Mariusz Grajda, partner zarządzający, członek zarządu MGW Corporate Consulting Group Sp. z o.o.

Beyond.pl członkiem Climate Neutral Data Centre Pact

Przyśpieszona cyfryzacja sprawia, że szacowane zużycie energii przez centra danych wzrośnie do 2030 roku o 18%. Pakt Neutralności Klimatycznej Centrów Danych ma pomóc ograniczyć emisję CO2 przez operatorów i dostawców chmury do zera. Beyond.pl jako pierwszy polski dostawca usług data center i cloud computing dołącza do inicjatywy.

Pakt na rzecz Neutralności Klimatycznej Centrów Danych jest oddolną inicjatywą europejskich dostawców usług data center i platform chmurowych, która opiera się o zasady samoregulacji. Jest to odpowiedź największych firm z branży na potrzebę ochrony środowiska oraz projekt Europejskiego Zielonego Ładu, inicjatywę Komisji Europejskiej, dzięki której Europa ma osiągnąć neutralność klimatyczną w 2050 roku. Pakt ma pomóc w ograniczaniu śladu węglowego generowanego przez sektor data center oraz wesprzeć działania w zakresie budowy ekologicznej i neutralnej klimatycznie infrastruktury. Do tej pory przyjęło go już 29 firm i 20 stowarzyszeń.

Pierwszym polskim członkiem Paktu został Beyond.pl, zarządzający jednym z najbardziej energooszczędnych obiektów przetwarzania danych w Polsce. Wysoka efektywność energetyczna pozwala osiągnąć w poznańskim Data Center 2 PUE na poziomie 1.2, podczas gdy średnia rynkowa w Polsce wynosi 1.4-1.6. Obiekt jest w całości zasilany zieloną energią i wykorzystuje szereg ekologicznych rozwiązań. Jako pierwszy w polskiej branży posiada adiabatyczny system chłodzenia serwerów, który eliminuje klasyczne szafy wentylacyjne na rzecz schładzania powietrza wodą. Dodatkowo, energię cieplną pozyskaną z urządzeń w komorach serwerowych Beyond.pl wykorzystuje do ogrzania budynku biurowego na terenie kampusu.

Przystąpienie do inicjatywy jest dla nas naturalnym krokiem, ponieważ zrównoważony rozwój jest wartością wpisaną w nasze DNA. Przez lata inwestowaliśmy w zielone rozwiązania. Dziś standardy ekologicznie Beyond.pl nie odbiegają od europejskich, a wręcz je przewyższają. Wyróżnia nas adiabatyka i PUE, korzystamy w 100% z czystej energii. Podejmujemy świadome decyzje biznesowe, by wdrażać w praktyce ideę green data center. Zależy nam jednak na kolejnych usprawnieniach, stąd decyzja o dołączeniu do inicjatywy. Cieszę się, że Beyond.pl reprezentuje polski sektor w tym przedsięwzięciu” – podkreśla Wojciech Stramski, CEO Beyond.pl.

Ambitne cele Paktu

Wg. badań Mordor Intelligence w 2020 roku w samych Stanach Zjednoczonych sektor centrów danych mógł zużyć nawet 139 mld kilowatogodzin energii elektrycznej i wyemitować do atmosfery nawet 147 mln ton CO2. Pokazuje to jakie znaczenie centra danych mają dla globalnego klimatu i jak ważna jest ich efektywność energetyczna.

Uczestnicy paktu chcą ograniczyć wpływ na środowisko i zmniejszyć zużycie energii ustanawiając nowe, wysokie standardy energetyczne, a także kładąc nacisk na wykorzystanie odnawialnych źródeł energii. Pakt zakłada, że:

  • do 2025 roku centra danych mają korzystać w 75% z odnawialnych źródeł energii;
  • do roku 2030 wartość ta ma wzrosnąć do 100%;
  • do 2025 nowo powstałe centra danych w zimnym klimacie muszą osiągnąć efektywność PUE na poziomie 1.3, a w ciepłym 1.4.;
  • do 2030 te standardy mają wdrożyć już istniejące centra danych;
  • centra danych będą przetwarzać i recyklingować swój sprzęt i komponenty.

Zielona Europa

Cele i postępy Paktu na rzecz Neutralności Klimatycznej Centrów Danych będą weryfikowane przez Komisję Europejską co najmniej 2 razy w roku. Według badań Komisji zapotrzebowanie na energię centrów danych od 2018 do 2030 roku wzrośnie o ponad 18%, co będzie stanowiło aż 3,2% ogólnego zapotrzebowania krajów członkowskich. Żeby neutralność klimatyczna Europy stała się możliwa, niezbędne jest wspieranie nowych rozwiązań technicznych takich jak bardziej efektywne systemy chłodzenia, wykorzystanie wytworzonego już ciepła lub rozwój źródeł energii odnawialnej.

Europejski Zielony Ład ma sprawić, by Europa stała się pierwszym, neutralnie klimatycznym kontynentem do roku 2050. Z tego powodu nie możemy lekceważyć naszego zużycia prądu oraz tego w jaki sposób jest produkowany. Pod tym względem nowoczesne i bardziej ekologiczne technologie cyfrowe są kluczowe dla osiągnięcia ambitnych celów Europy – mówi Margrethe Vestager, Europejska Wicekomisarz odpowiedzialna za strategię Europa na miarę ery cyfrowej.

QUIOSQUE działa w obronie franczyzobiorców

Od 1 lutego 2021 centra handlowe działają ponownie w najwyższym reżimie sanitarnym. Nie oznacza to jednak końca problemów dla przedsiębiorców, którzy skupiają się teraz na ratowaniu miejsc pracy i wyrównaniu ogromnych strat, jakie ponieśli z powodu pandemii. Właściciel marki odzieżowej QUIOSQUE – której sieć sprzedaży w połowie opiera się o system franczyzowy – wspiera swoich partnerów biznesowych i walczy o poprawę ich sytuacji.

Wraz  z otwarciem sklepów, nie zamknął się  niestety rozdział dotyczący problemów przedsiębiorców. Franczyzobiorcy nadal borykają się w ogromnymi trudnościami. Kluczowym problemem jest nieugięta postawa przedstawicieli większości galerii handlowych, którzy nie chcą dostosować zasad współpracy z najemcami do nowej rzeczywistości. Kolejną bolączką jest spadek liczby wejść do salonów wynikający z obaw klientów przed zarażeniem koronawirusem, a także uciążliwe obostrzenia wynikające z reżimu sanitarnego.

„Nie ma mowy o porównywaniu rzeczywistości handlowej 2019 roku do tej w roku 2021. Pandemia zmieniła diametralnie warunki w jakich funkcjonujemy, centra handlowe nie wyglądają tak, jak kiedyś, a klienci zmienili zwyczaje zakupowe” – komentuje Zarząd ZPPHiU.

QUIOSQUE – stając w obronie swych franczyzobiorców – aktywnie działa w Związku Polskich Pracodawców Handlu i Usług (ZPPHiU) oraz Polskim Stowarzyszeniu Najemców Powierzchni Handlowych (PSNPH). Obecnie działania są skoncentrowane głównie na negocjacjach z centrami handlowymi i walce o zmianę art. 15ze tzw. Tarczy Antykryzysowej.

Zgodnie z ust. 1 tego artykułu, w okresie obowiązywania zakazu prowadzenia działalności wygasają wzajemne zobowiązania stron umów najmu. Art. 15ze przewiduje również procedurę składania przez najemców lokali w galeriach ofert dotyczących przedłużenia umowy najmu na dotychczasowych warunkach, o okres obowiązywania zakazu przedłużony o sześć miesięcy; oferta powinna być złożona w okresie trzech miesięcy od dnia zniesienia zakazu.

Tym samym złożenie takiej oferty z zachowaniem terminu wynikającego z Tarczy Antykryzysowej jest warunkiem koniecznym dla wygaśnięcia zobowiązań najemcy do zapłaty czynszu, a brak złożenia oferty w tym terminie skutkuje obowiązkiem zapłaty.

„W obecnej sytuacji, gdy walczymy o przetrwanie – mając gigantyczne straty spowodowane pandemią –  nie wiemy co przyniesie jutro. Trudno nam zobowiązywać się do deklarowania obecności w galeriach handlowych i płacenia czynszów na dotychczasowych zasadach. Pandemia zmieniła wszystko, dlatego apelujemy o dostosowanie umów do nowej rzeczywistości.” – mówi Piotr Żabicki, franczyzobiorca QUIOSQUE

Mimo licznych protestów artykuł 15ze 1-3  Tarczy Antykryzysowej nie został doprecyzowany przez legislatora. Przewidziane w nim rozwiązanie – czyli brak opłat za czas kiedy nie można prowadzić działalności  oraz warunkująca możliwość konieczność złożenia oferty  przedłużenia najmu o czas zamknięcia i sześć miesięcy każdorazowo – także obowiązują bez wyjątków.

„Obarczanie przedsiębiorców zobowiązaniem  do przedłużenia umowy na 21 miesięcy z powodu 3 miesięcy lockdownu to absurd. Budzi to nasze głębokie oburzenie i sprzeciw, w związku z czym domagamy się stanowczo natychmiastowego doprecyzowania legislacyjnego  art. 15.” – konkluduje Zarząd ZPPHiU.

Sfinks ze zgodą wierzycieli na układ

Sfinks Polska, spółka zarządzająca m.in. sieciami Sphinx, Piwiarnia Warki czy Chłopskie Jadło, otrzymała zgodę wierzycieli na zawarcie układu zaproponowanego w ramach Uproszczonego Postępowania Restrukturyzacyjnego. To jeden ze sposobów, za pomocą którego gastronomiczna spółka chce ustabilizować trudną sytuację finansową wynikającą w dużej mierze z pandemii i wielomiesięcznego lockdown. Równolegle Sfinks ubiega się o wsparcie dla przedsiębiorstw w restrukturyzacji, czyli o pożyczkę z Agencji Rozwoju Przemysłu w ramach programu Polityka Nowej Szansy, by móc przetrwać okres zamrożenia branży. Jednak do dziś spółka nie otrzymała decyzji w sprawie wniosku przesłanego do ARP jeszcze 30 października 2020 r.

Przyjęty właśnie układ reguluje sposób spłaty wierzytelności Sfinksa i ma zapewnić spółce wsparcie w procesie zmian w biznesie oraz odzyskanie stabilności utraconej wskutek zamknięcia branży gastronomicznej spowodowanego pandemią. Na bazie układu nastąpi m.in. przesunięcie spłaty w czasie części wierzytelności, rozłożenie na raty, zmiana sposobu naliczania odsetek, zamiana części długu na akcje oraz częściowe umorzenie wierzytelności. Do układu przystąpił także główny wierzyciel Sfinksa, czyli BOŚ Bank.

– Bardzo doceniamy postawę banku i innych partnerów biznesowych, którzy poparli nasz plan wychodzenia z obecnego kryzysu. Przyjęte rozwiązanie układowe stabilizuje sytuację spółki i pozwala na obniżenie kosztów kredytu. W każdej grupie układowej poparcie dla zaproponowanego planu znacznie przekroczyło wymogi ustawy. Zaakceptowanie układu to zatem bardzo dobra wiadomość dla spółki, bo oznacza ułożenie relacji z wierzycielami i możliwość zaplanowania przepływów dla nas i naszych partnerów. Powodzenie układu nie będzie jednak możliwe bez otrzymania wsparcia z ARP na pokrycie luki płynnościowej w związku z trwającym już prawie cztery miesiące zamrożeniem naszej działalności i brakiem widoków na otwarcie branży w następnych tygodniach. W kilka dni po jesiennym zamknięciu lokali złożyliśmy wniosek do Agencji Rozwoju Przemysłu o zwrotną pożyczkę, ale procedury trwają prawie tyle co lockdown, a decyzji niestety nadal nie ma. Bez tego wsparcia wobec zamknięcia branży nie będziemy mogli uregulować należności powstałych po otwarciu postępowania układowego, a to jest jednym z warunków zatwierdzenia układu przez sąd   – mówi Sylwester Cacek, prezes Sfinks Polska.

Kolejnym etapem prowadzonego przez Sfinksa postępowania restrukturyzacyjnego jest wniosek do sądu o zatwierdzenie układu. Zostanie on złożony do końca lutego. Po uprawomocnieniu się postanowienia sądu, rozpocznie się realizacja układu.

Restauracje sieci Sfinks Polska w wyniku decyzji rządu są zamknięte dla gości od 24 października 2020 r. Większość lokali prowadzi sprzedaż dań w dostawie lub na wynos, a jednocześnie spółka rozwija sieć restauracji i marek wirtualnych (The Burgers, YOLO Chicken, Da Mamma, Och!PIT i in.), starając się w ten sposób zwiększyć zasięg. Dania można zamawiać m.in. poprzez własny serwis Sfinksa smacznieiszybko.pl oraz inne znane platformy online. Oprócz tego spółka rozwija inne źródła przychodów – w połowie stycznia w Delikatesach Centrum ruszyła sprzedaż dań gotowych pod marką Sphinx.

Zdrowie za miliard dolarów – branża fitness w Polsce i jej znaczenie dla ducha, ciała i PKB

Sport to zdrowie. Mimo to w trakcie pierwszego lockdownu, wprowadzonego w Polsce w marcu 2020 r., ustanowiono de facto zakaz uprawiania aktywności fizycznej poprzez zakaz funkcjonowania związanych ze sportem branż (i to bez głębszej analizy/badań). Działania te podjęto bez uwzględnienia ich kosztów gospodarczych oraz społecznych, a także bez uwzględnienia tych ich aspektów zdrowotnych, które nie są związane z koronawirusem. Dzisiaj – na podstawie dostępnych już danych empirycznych – można domniemywać, że zamykanie obiektów sportowych przyniosło więcej szkody niż pożytku. Niestety, sektor rekreacyjno-sportowy został jesienią 2020 r. dotknięty drugim lockdownem i w ten sposób narażony na bardzo poważne straty.

Dlatego też w raporcie ”Zdrowie za miliard dolarów – branża fitness w Polsce i jej znaczenie dla ducha, ciała i PKB” przyjrzeliśmy się wartej ponad 4 mld zł branży rekreacyjno-sportowej i jej oddziaływaniu na gospodarkę. Okazuje się ono znacznie szersze i głębsze niż mogą sugerować roczne notowane przez nią przychody. Branża fitness generuje efekty zewnętrze w postaci ograniczonej zachorowalności na choroby przewlekłe, co przekłada się na wielomiliardowe oszczędności dla pracodawców i budżetu państwa. Stymuluje także rozwój branż pokrewnych – odzieżowej oraz spożywczej. Lockdown jest równoznaczny z ograniczeniem tych pozytywnych efektów i dodatkowymi kosztami długoterminowymi dla całego środowiska gospodarczego.

W raporcie postulujemy jak najszybsze otwarcie klubów fitness, pływalni i innych obiektów sportowych przy zachowaniu następującego reżimu sanitarnego:

– 12 m2 na jednego ćwiczącego w strefach czerwonych, 7 m2 w żółtych, a w zielonych 4m2,
– dystans społeczny: 2 metry odległości,
– obowiązkowe maseczki w trakcie pobytu w lokalu,
– zwiększona częstotliwość serwisu sprzątającego,
– regularne wietrzenie pomieszczeń,
– zwiększona liczba stacji z płynami do dezynfekcji rąk i sprzętu sportowego,
– obowiązek dezynfekcji sprzętu sportowego po każdorazowym jego użyciu.

W związku z tym, że branża rekreacyjno-sportowa, w tym fitness ma duży wpływ na zdrowie publiczne i działanie gospodarki jako całości, przedstawiamy następujące rekomendacje:

Krótkoterminowe:

1. Uszczelnienie tarczy antykryzysowej tak, by każdy z podmiotów branży fitness mógł z niej w pełni skorzystać. Jednocześnie, zważywszy na zakładany rychły powrót do normalnego działania branży, należy zachęcić banki do otwarcia linii płynnościowych dla przedsiębiorców.

2. Całkowite odmrożenie działalności branży fitness w reżimie sanitarnym, uzgodnionym pomiędzy przedstawicielami branży a rządem i ekspertami medycznymi, połączone z gwarancją, że nie zostanie ona zamrożona ponownie.

3. Pakiet tymczasowych ułatwień podatkowych obowiązujących także po zakończeniu lockdownu przez dokładnie taki okres, ile trwało w sumie zamrożenie branży (obecnie to dodatkowe 5 miesięcy; stan na 20.01.2021).

Długoterminowe:

1. Stałe zachęty podatkowe do kultywowania aktywności fizycznej:

– Podniesienie limitu zwolnienia podatkowego dla kart typu Multisport z 1000 zł do 2000 zł.
– Wprowadzenie ulgi podatkowej na wydatki na korzystanie z obiektów sportowych (dowolnych) w wysokości nieprzekraczającej 10 proc. dochodu. Ulga taka funkcjonowała już w Polsce w roku 2006 r.
– Wprowadzenie stałego VAT-u w wysokości 8 proc. na zakup sprzętu sportowego.

2. Prowadzenie regularnych kampanii społecznych promujących aktywność fizyczną z naciskiem na aktywizację seniorów; kampanie powinny mieć jasno oznaczony target oraz mierzalne cele.

3. Wprowadzenie sportu jako metody leczenia. Włączenie w program kształcenia przyszłych medyków wiedzy nt. użyteczności aktywności fizycznej w leczeniu chorób cywilizacyjnych oraz uruchomienie zachęt systemowych, by w ramach profilaktyki i leczenia „przepisywali” pacjentom konkretne aktywności. Taki system „recept sportowych” funkcjonuje we Francji.

4. Współpraca systemu edukacji z placówkami fitness. Zajęcia sportowe w polskich szkołach nie zawsze mogą odbywać się z użyciem najnowszego i profesjonalnego sprzętu, czy w odpowiednich warunkach przestrzennych. Należy zachęcać władze samorządowe oraz same szkoły do podejmowania współpracy z okolicznymi placówkami fitness, które te braki mogą zrekompensować. Programy kształcenia powinny jednocześnie uwzględniać tematykę wpływu regularnej aktywności fizycznej na zdrowie i zachęcać młodzież do jej podejmowania.

Rozbieżności między podażą a popytem na transport morski powodują wzrost cen

Kryzys związany z koronawirusem odbił się również na transporcie morskim. Ograniczone możliwości przewozowe, rosnące stawki i cyfryzacja firm spedycyjnych sprawiają, że rynek jest bardziej złożony i zmienny niż kiedykolwiek wcześniej – powiedział Rolf Mertins, Head of Global Ocean Freight w DACHSER Air & Sea Logistics.

Jaka jest obecna sytuacja na rynku frachtu morskiego?

W ubiegłym roku wszystko wyglądało inaczej. Dotychczas mogliśmy planować zakupy przestrzeni ładunkowej na podstawie doświadczeń i danych z poprzedniego roku. W związku z pandemią koronawirusa musieliśmy dosłownie wyrzucić te założenia za burtę.

W czwartym kwartale 2020 r. produkcja w Azji wróciła do pełnej sprawności, a popyt na przewozy kontenerowe gwałtownie wzrósł. Zdolności transportowe były jednak znacznie niższe niż w roku poprzednim. Poza brakiem pustych kontenerów w zakładach produkcyjnych w Azji, w wyniku lockdownu zmieniły się również harmonogramy dostaw, a tym samym możliwości przewozowe. Niedobór kontenerów wpływa przede wszystkim na dostawy do Stanów Zjednoczonych, ale także do Europy. Należy zaznaczyć, że transport powrotny pustych kontenerów z USA trwa co najmniej sześć do dziesięciu dni dłużej niż w okresie przed wybuchem pandemii. Wynika to głównie z ograniczeń związanych z COVID-19 obowiązujących w terminalach portowych oraz z braków kadrowych, np. pracowników portów czy kierowców ciężarówek. Ma to wpływ także na opóźnienia w rozładunku statków. Zdarza się, że wśród załogi diagnozowany jest COVID, część personelu poddana jest kwarantannie, a w konsekwencji statek musi stać na kotwicy.

Ponadto, wiele frachtowców jest czasowo wyłączanych z eksploatacji w celu zamontowania w silnikach katalizatorów zmniejszających emisję spalin. Wszystko to oznacza, że przestrzeń ładunkowa staje się towarem deficytowym, a rozbieżność między popytem a podażą powoduje „astronomiczny” wzrost cen przewozu ładunków.

Czy widzą Państwo jakieś oznaki ożywienia? Jaka przyszłość czeka rynek kontenerowców?

Zakładamy, że obecna sytuacja utrzyma się do końca lutego, a nawet przez cały pierwszy kwartał 2021 roku. Według prognoz wolumen przesyłek nie powinien się zmniejszyć aż do końca lutego 2021 r. Chiński Nowy Rok rozpocznie się w lutym i będzie kolejnym impulsem do dalszego wzrostu popytu na transport kontenerowy. Stawki mogą jeszcze wzrosnąć, a na pewno nie spadną. Później – po odrobieniu znacznych zaległości – być może problemy z przestrzenią ładunkową, a także z dostępnością kontenerów, zaczną się zmniejszać. Jednak jeszcze przez długi czas ani zdolności przewozowe, ani poziom stawek nie powrócą do poziomu sprzed pandemii.

Obecnie europejskie firmy spedycyjne intensywnie pracują nad digitalizacją procesów logistycznych. Oznacza to, że jeśli chcemy się rozwijać i zabezpieczyć przyszłość usług transportu pełnokontenerowego (FCL) musimy dokonać rewizji dotychczasowego systemu obsługi zamówień oraz rezerwacji i dostosować go do nowej rzeczywistości.

W ramach usług LCL DACHSER oferuje skuteczne rozwiązania logistyczne dla globalnych, skonsolidowanych przesyłek drobnicowych. Jakie są korzyści dla klientów, zwłaszcza w trudnych czasach?

Usługi LCL są rodzajem transportu morskiego oraz niezawodnym i przejrzystym rozwiązaniem dla firm, które chcą dostarczać przesyłki drobnicowe pomiędzy oraz wewnątrz Azji, Europy, Południowej Afryki oraz w obu Amerykach. Jest to szczególnie ważne w czasach kryzysu np. trwającej pandemii, gdy z powodu przestojów w produkcji lub zamknięcia krajów docelowych nie ma tak wielu pełnych kontenerów do przewiezienia.

Kluczowymi zaletami naszych usług LCL są regularne, cotygodniowe rejsy realizowane na stałych trasach i szybka dostawa, co czyni je ważnym elementem utrzymania międzynarodowego łańcucha dostaw. Przede wszystkim są mniej podatne na kryzysy. Dzięki temu stanowią bezpieczne rozwiązanie dla każdej branży, nawet w porównaniu z transportem lotniczym, jeśli można zaplanować zlecenia z dużym wyprzedzeniem. Dlatego w przyszłości będziemy jeszcze intensywniej rozbudowywać nasze portfolio LCL oraz uruchamiać kolejne połączenia.

Rząd zapowiada wsparcie dla kolejnych branż

– Do tej pory pomoc otrzymało 48 branż, które ucierpiały wskutek pandemii Covid-9. Wkrótce wsparciem zostaną objęte kolejne. Wydłużony zostanie też okres udzielanej pomocy. Trwają rozmowy na ten temat – poinformowała Iwona Michałek, sekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju, Pracy i Technologii, w czasie konferencji „Praca 4.0. Zawirowanie czy nowa era”, którą zorganizowała Konfederacja Lewiatan.

Zdaniem Iwony Michałek stosunkowo dobra sytuacja na rynku pracy i niewielki wzrost bezrobocia, to efekt ogromnej pomocy państwa dla przedsiębiorstw. Skala pomocy udzielonej firmom stawia nas w europejskiej czołówce.

– Nadal część branż jest jednak zamknięta. Chcemy je stopniowo otwierać, ale w reżimie sanitarnym, bo boimy się wzrostu zachorowań na koronawirusa. Kryzys pokazał, że pracownicy i pracodawcy, mimo rozbieżnych interesów, potrafią współpracować – dodała Iwona Michałek.

Anna Wicha, prezes Polskiego Forum HR uczestnicząca w panelu „Trendy na rynku pracy” podkreśliła, że w czasie pandemii ucierpiało tylko ok. 5 proc. branż i to ma wpływ na dobrą kondycję naszego rynku pracy.

– Z badań przeprowadzonych w styczniu br. wynika, że 51 proc. firm nie tylko chce utrzymać, ale i zwiększyć zatrudnienie, a 57 proc. planuje w tym roku podwyżki.

– Ewa Flaszyńska, dyrektor departamentu rynku pracy w Ministerstwie Rozwoju, Pracy i Technologii, poinformowała, że jeszcze w tym półroczu gotowy będzie projekt ustawy dotyczącej rynku pracy.

Prezydent Konfederacji Lewiatan Maciej Witucki zwrócił uwagę, że koronawirus zmienił rzeczywistość, stworzył nowe wyzwania przed którymi stanęli pracownicy i pracodawcy. Jednym z nich jest praca zdalna.

– Trwają prace nad jej uregulowaniem w prawie. Nie jest to zadanie łatwe, ponieważ są rozbieżne opinie dotyczące efektywności tej formy pracy, jej wpływu na produktywność gospodarki. Poszukujemy kompromisu, który byłby do zaakceptowania dla pracowników i pracodawców – powiedział Maciej Witucki.

W czasie konferencji „Praca 4.0, Zawirowanie czy nowa era”, odbywają się m.in. panele dotyczące przygotowania przedsiębiorstw do transformacji cyfrowej, czy wyzwań w prawie pracy.

W najbliższy piątek i poniedziałek odbędą się natomiast zamknięte warsztaty równoległe. Przygotowane zostały dwie ścieżki tematyczne: Wyzwania działów HR w dobie pandemii oraz Prawo pracy w nowej rzeczywistości.

Sprawdź, która z nich jest dla Ciebie i zarejestruj się http://bit.ly/39iHNbN

Patronem konferencji jest Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii oraz PARP Grupa PFR.

Serwisowanie elektryka jest drogie i skomplikowane?

Nowoczesne rozwiązania i wszelkie innowacje kojarzą się ze skomplikowaną konstrukcją i wysokim stopniem zaawansowania technicznego. Stąd pewnie przekonanie o tym, że samochód elektryczny musi być trudny w obsłudze i kosztowny w serwisowaniu. Nic bardziej mylnego! Choć napęd EV to rewolucyjne rozwiązanie w motoryzacji, bazuje on na prostym silniku elektrycznym wraz z zestawem baterii i kilku sterowników.

Inżynierowie wskazują, że przeciętnie samochody w pełni elektryczne (BEV) mają pięcio- lub nawet sześciokrotnie mniej części niż pojazd o napędzie konwencjonalnym. To oznacza zdecydowanie mniejszą liczbę podzespołów, które mogą ulec awarii. Przy właściwym użytkowaniu pojazdu, będziemy więc znacznie rzadziej odwiedzać warsztat samochodowy, co wiąże się też z niższymi kosztami eksploatacji.

Czego nie musisz naprawiać?

W przeciwieństwie do współczesnych silników benzynowych czy wysokoprężnych, pojazdy o napędzie elektrycznym nie posiadają m.in. wtryskiwaczy paliwa, turbosprężarki, kompresora, filtra cząstek stałych, koła dwumasowego, zaworu EGR, a nawet rozrusznika czy chociażby alternatora!

W przypadku poważnych usterek silnika spalinowego za naprawę lub wymianę tych elementów w trakcie całego okresu użytkowania samochodu, kierowca może zapłacić, lekko licząc, od kilku do nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych. To zatem kwota realnej oszczędności, którą niesie za sobą wybór elektryka.

Jakie prace serwisowe będą konieczne?

Oczywiście auto elektryczne także wymaga wizyt w warsztacie, lecz wiele prac serwisowych odbywa się z mniejszą częstotliwością niż w pojazdach z napędem konwencjonalnym. Oto podstawowe czynności, które trzeba będzie cyklicznie realizować:

  • wymiana płynu chłodzącego baterie – zazwyczaj co 4 lata
  • regularna wymiana oleju w przekładni napędowej mniej więcej co 150-160 tys. km lub co 3-4 lata
  • wymiana filtra kabinowego
  • wymiana klocków i tarcz hamulcowych jest znacznie rzadsza niż w przypadku tradycyjnych aut, ze względu na systemy odzyskiwania energii kinetycznej podczas zwalniania. Układ napędowy w pojazdach elektrycznych może redukować prędkość i produkować energię. W efekcie wystarczy zdjąć nogę z gazu i pojazd zwalnia, a kierowca znacznie rzadziej musi używać hamulca. To oznacza wydłużenie okresu żywotności klocków i tarcz hamulcowych. Ważne jest jednak, by nie rezygnować ze standardowego hamowania, ponieważ nieużywany układ może… zardzewieć.

Radosław Kitala – Consultant & Arval Mobility Observatory Manager

Burzliwe czasy na giełdach

Tesla w grze o Bitcoiny, ceny srebra mocno w górę i zamieszanie z akcjami GameStop – tak zaczął się 2021 rok. Jak interpretować dotychczasowe wydarzenia? Co przyniesie przyszłość? Sytuacje na giełdach opisuje ekspert firmy Tavex.

Początek 2021 roku można nazwać kontynuacją wśród inwestorów renesansu metali szlachetnych. Ceny srebra skoczyły do najwyższego poziomu od kilku miesięcy. Może to być wynik „buntu” drobnych inwestorów, nawołujących – m.in. na platformie Reddit – do zakupu tego metalu.

Już wcześniej mieliśmy do czynienia z podobnym działaniem. Wówczas mali inwestorzy komunikujący się na platformie Reddit zainicjowali kampanię wykupu akcji sieci sklepów GameStop. Było to działanie wymierzone w firmy z Wall Street, które grały na spadek wartości tych aktywów. Działania te spowodowały, że fundusze, które grały na spadek notowań GameStop, poniosły spore straty, gdy kurs (notowań GameStop) wzrósł – mówi Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex. Rosnąca społeczna frustracja wywołana różnymi manipulacjami największych firm finansowych, którą wszyscy widzieliśmy ostatnio na akcjach spółki GameStop, przenosi się teraz na inne rynki. Co istotne, dotyczy to również sektora metali szlachetnych. Mimo, że wszystkie znaczące mennice na świecie pracują na pełnych obrotach i przerabiają rekordowe ilości złota oraz srebra, to ich cena spada. Ten brak reakcji na realny rynek przyczynił się do niezadowolenia branży – dodaje.

Warto wiedzieć, że obecnie możemy również obserwować inne kampanie wykupu m.in. akcji sieci kin AMC i Nokii, które – w ostatnich tygodniach – również notowały znaczne wzrosty.

Jesteśmy także świadkami dołączenia się Tesli do gry o bitcoiny. Spółka Elona Muska w styczniu tego roku zakupiła bitcoiny za 1,5 mld USD. Kurs BTC/PLN urósł do ponad 170 tys. zł.

Przesunięcie około 15% wolnej gotówki Tesli w Bitcoiny jest potwierdzeniem braku wiary w pozycję USD. Warto podkreślić, że Rada Nadzorcza Tesli upoważniła zarząd nie tylko do otwarcia ekspozycji na kryptowalutę, ale również na złoto. Pokazuje to jednoznacznie, że największe korporacje również są zainteresowane zabezpieczeniem swojego kapitału, którego w danej chwili nie potrzebują. W naturalny sposób wygrywają na tym zarówno metale szlachetne jak i kryptowaluty. Warto wiedzieć, że aktualne wahania na cenie Bitcoina w skali kwartału przewyższają wyniki operacyjne z produkcji samochodów. To notowania Bitcoina w tej chwili determinują wyniki Tesli bardziej niż główny przedmiot jej działalności – podsumowuje Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex.

Wspólny posiłek w domu lub maraton filmowy we dwoje – tak Polacy spędzą Walentynki

  • Wydatki Polaków z okazji Walentynek wzrosły prawie czterokrotnie w ciągu ostatniej dekady
  • W tym roku królują zakupy prezentów przez internet – w ciągu ostatnich 10 lat liczba transakcji w sieci w okresie walentynkowym wzrosła 17-krotnie
  • Pandemia nie zniechęca nas do celebrowania – sprawiła, że jesteśmy bardziej kreatywni, planując tegoroczne święto zakochanych
  • Wspólny posiłek w domu przygotowany we własnej kuchni lub zamówiony z restauracji, a także maraton filmowy we dwoje – to najpopularniejsze pomysły na romantyczne Walentynki 

Mastercard opublikował wyniki najnowszej edycji badania Mastercard Love Index. Tegoroczne zestawienie jest wyjątkowe – nie tylko ze względu na sytuację na świecie, która wpływa na zwyczaje zakupowe konsumentów, ale również dlatego, że porównane zostały dane z roku 2020 i 2011. Można więc zaobserwować, jak zmieniały się trendy w walentynkowych zakupach przez ostatnią dekadę. Wydatki Polaków z okazji Dnia Zakochanych wzrosły w tym czasie o 388%.

Zakupy dyktowane sercem

Na co najwięcej wydają Polacy? Do tej pory największą popularnością cieszyła się romantyczna kolacja w restauracji. I tego, zgodnie z badaniem, będzie Polakom najbardziej brakowało. Ale brak możliwości wyjścia do lokalu nie zniechęca do świętowania. 56% badanych twierdzi, że wykazało się większą kreatywnością, planując tegoroczne Walentynki.

Popularnymi prezentami dla drugiej połówki niezmiennie są kwiaty – wydatki na nie wzrosły niemal 13-krotnie (1284%) w porównaniu do 2011 r. Coraz częściej wręczamy też biżuterię – w ciągu dekady na wyroby jubilerskie wydawaliśmy coraz więcej (wzrost w porównaniu roku 2011 do 2020 o 260%). Co ciekawe, prawie połowa Polaków (48%) w najbliższe święto zakochanych podaruje ukochanej osobie także tradycyjną kartkę walentynkową.

Widocznym trendem są coraz częstsze zakupy prezentów walentynkowych w sieci. W ciągu ostatnich 10 lat ich liczba wzrosła 17-krotnie. W 2021 roku nieco ponad połowa Polaków (51%) również planuje zakup podarunku w e-commerce. Jednocześnie połowa badanych zapowiedziała wsparcie lokalnych biznesów, decydując się na zakup bukietu lub innego upominku w okolicznym sklepie.

Walentynki inne niż wszystkie

Pandemia utrudniła ludziom spotykanie się z bliskimi, ale nie powstrzymała ich przed szukaniem miłości. Prawie co piąta osoba (18%) odnalazła w minionym roku partnera lub partnerkę przez internet. Popularne stają się także spotkania online – 19% badanych było w ciągu ostatnich 12 miesięcy na wirtualnej randce, a 22% założyło konto na portalu randkowym.

Obostrzenia związane z koronawirusem wpłynęły również na plany par związane z obchodami Dnia Zakochanych. W tym roku 45% zakochanych spędzi ten dzień w domu, przygotowując wspólnie posiłek Prawie tyle samo ankietowanych (42%) planuje zamówienie jedzenia z dostawą. Popularnym pomysłem jest również maraton filmowy we dwoje (33%).

Plany Polaków na Walentynki 2021:

  1. Wspólny posiłek przygotowany w domu – 45%
  2. Zamówienie jedzenia z dostawą do domu – 42%
  3. Maraton filmowy we dwoje – 33%
  4. Spacer w parku – 28%
  5. Spacer po rodzinnym mieście – 19%
  6. Piknik pod dachem – 16%
  7. Domowe spa – 15%
  8. Wieczór gier – 11%
  9. Piknik na świeżym powietrzu – 4%
  10. Wirtualna randka (np. Zoom, Facetime) – 4%

Inne ciekawe wyniki Mastercard Love Index w Europie:

  • Włosi lubią „błyskotki”: najwyższe wydatki na biżuterię w poprzednim roku zanotowano we Włoszech i wyniosły one prawie 33 mln dolarów.
  • Ukraińcy są najhojniejsi: na Ukrainie odnotowano 9-krotny wzrost wydatków związanych z obchodami Walentynek w ciągu ostatniej dekady.
  • Holendrzy dają kwiaty: ponad 23-krotny wzrost wydatków Holendrów na kwiaty w ciągu ostatnich 10 lat.

 

FPP: Wybiórcze zwiększanie akcyzy w kryzysie gospodarczym to zła propozycja

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) zwraca uwagę, że obecny system akcyzy powinien pozostać nienaruszony – zwłaszcza, że dopiero co (w październiku 2020 roku) wszedł podatek na nowe kategorie wyrobów akcyzowych. Jeżeli zaś rozważano by zmiany w akcyzie w celu zwiększenia dochodów budżetowych – to należałoby wówczas zmienić strukturę sposobu obliczania tego podatku, szczególnie na wyroby tytoniowe i podnieść stawki dla wyrobów najbardziej szkodliwych (czyli np. dla tradycyjnych papierosów i dla mocnych alkoholi), utrzymując bądź zmniejszając stawki dla wyrobów mniej szkodliwych (nowatorskich wyrobów tytoniowych, płynów do papierosów elektronicznych produkowanych przez polskie MŚP oraz dla alkoholi słabych, typu piwo). Podwyższanie podatków płaconych wprost z kieszeni obywatela w czasie pandemii i wywołanego nią kryzysu gospodarczego jest nierozsądne i szkodliwe dla całej gospodarki, szczególnie jeśli dotyczyć miałoby tylko produktów ekologicznych lub mniej szkodliwych dla zdrowia. Należy przede wszystkim uszczelnić system obliczania i poboru podatku CIT!  Brak podwyżek akcyzy i VAT w 2021 roku jest racjonalną i uzasadnioną polityką rządu.

Akcyza – podatek pośredni doliczany do ceny produktu i płacony w rzeczywistości przez konsumenta – jest nazywana podatkiem ‘od grzechu’. Oznacza to, że różne wyroby są opodatkowane różnymi stawkami akcyzy – zgodnie z zasadą: grzechy najcięższe powinny być najbardziej opodatkowane, a grzechy lżejsze mniej. Państwo za pomocą zróżnicowanych stawek akcyzy realizuje także politykę prośrodowiskową (np. niższe stawki na samochody hybrydowe czy elektryczne) czy prozdrowotną (np. niższe stawki na tytoń do podgrzewania, napoje niskoalkoholowe). Obecna polityka akcyzowa Polski jest efektywna zarówno fiskalnie jak i prospołecznie, z sukcesami realizuje cele zmierzające do zmniejszenia szarej strefy, właściwie stymuluje zachowania konsumentów, zapewnia satysfakcjonujące wpływy do budżetu państwa i jest zgodna z wymogami Unii Europejskiej. W niektórych obszarach polskie regulacje już gwarantują wpływy z tytułu akcyzy, chociaż nie ma takich wymogów europejskich – przykładem jest akcyza na samochody czy nowatorskie wyroby tytoniowe, która w tym ostatnim przypadku dzięki różnicy w stosunku do akcyzy na najbardziej szkodliwe dla zdrowia wyroby tj. papierosy wspiera tym samym cele polityki zdrowotnej” – podkreśla Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP), prezes Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

Należy stymulować popyt wewnętrzny i bardzo ostrożnie podchodzić do podnoszenia podatków, które wprost przekładają się na ceny i inflację oraz są odczuwalne przez konsumentów. Dzisiejszego konsumenta nie stać na zaakceptowanie wzrostu cen, szczególnie na wyroby eko lub mniej szkodliwe – podnoszenie podatków może więc przynieść odwrotny skutek czyli spadek konsumpcji i wpływów z podatków. Takie niekorzystne rozwiązania – poza negatywnymi skutkami dla środowiska czy zdrowia – mogą też zwiększać szarą strefę, gdyż są prostą zachętą do przemytu tanich wyrobów zza wschodniej granicy, gdzie wskutek niższych kosztów pracy i produkcji są one znacząco tańsze niż w Polsce.

„Stawki akcyzy w Polsce są oparte na dyrektywach unijnych tworzących spójny i logiczny system pozwalający państwom członkowskim na osiągnięcie zarówno celów fiskalnych jak i pozafiskalnych. W państwach UE nie stosuje się jednakowych stawek akcyz na poszczególne kategorie wyrobów alkoholowych i tytoniowych – właśnie dlatego, że akcyzy służą – oprócz celów fiskalnych – także jako instrument polityki prozdrowotnej, czy – w wypadku akcyz od wyrobów energetycznych – prośrodowiskowej. Unia Europejska między innymi dlatego przeprowadziła ograniczoną jedynie harmonizację akcyz, aby państwa członkowskie mogły za ich pomocą realizować funkcje pozafiskalne. W części korzystanie z pozafiskalnych funkcji akcyz jest prawnym obowiązkiem państw członkowskich UE (np. w stosunku do papierosów na mocy ramowej konwencji WHO o ograniczeniu użycia tytoniu). Warto zauważyć, że chociaż tytoń do podgrzewania i wyroby nowatorskie nie podlegają akcyzie na mocy dyrektyw UE, Polska i 19 innych państw UE wprowadziła na nie akcyzę, zabezpieczając wpływy do budżetu państwa. Spośród tych 20 państw 14 (w tym Polska) nakłada akcyzę na poziomie równym lub niższym 30% stawki na tradycyjne papierosy. Ponadto w najbliższej przyszłości można spodziewać się zmian dyrektywy tytoniowej – UE przyjmie ogólne zasady opodatkowania wyrobów nowatorskich, płynu do e-papierosów i innych wyrobów alternatywnych. Należy poczekać na te regulacje, aby uniknąć kolejnych zmian zasad opodatkowania, w tym stawek” – dodaje prof. UMK, dr hab. Krzysztof Lasiński-Sulecki, profesor Uniwersytetu, Katedra Prawa Finansów Publicznych, Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu, Wydział Prawa i Administracji.

„Pojawiające się w ostatnim czasie apele o rzekome „urealnienie stawek akcyzy” czy też „usunięcie luki akcyzowej” są po prostu nietrafione. Są to najczęściej tezy firm zagranicznych, które mimo wysokich obrotów deklarują relatywnie niski podatek dochodowy w Polsce, a całość podatków próbują przerzucić na polskich konsumentów – i to w ramach ceny wyrobów ich rynkowych konkurentów. Padające w przestrzeni medialnej kwoty i liczby również opierają się na nierealnych założeniach, jakoby cena produktów nie miała wpływu na ich popyt, a więc że można dowolnie zwiększyć opodatkowanie akcyzą, a społeczeństwo kupi tyle samo produktów jest to po prostu nieprawda. Zwiększenie akcyzy na jedną grupę wyrobów raczej przeniesie konsumpcję na inną kategorię wyrobów – np. zwiększenie akcyzy i wzrost cen piwa, skłoni społeczeństwo do picia wódki, a wzrost akcyzy na mniej szkodliwy tzw. podgrzewany tytoń spowoduje powrót do bardziej szkodliwych tradycyjnych papierosów. Akcyza jest obecnie podatkiem dość szczelnym, zaś same różnice w stawkach akcyzy – np. w motoryzacji, wyrobach alkoholowych czy tytoniu – nie mają nic wspólnego z rzekomą „luką”. Samo posługiwanie się pojęciem „luki” sugeruje, że w systemie podatkowym jest jakaś nieszczelność, że system nie funkcjonuje prawidłowo. Tymczasem różnice w stawce akcyzy pomiędzy poszczególnymi kategoriami produktów akcyzowych nie są żadną „luką”, lecz uzasadnionym elementem polityki państwa. Tak jest w całej Europie w odniesieniu do różnego rodzajów dóbr – takich jak zielona energia, samochody, paliwa, alkohol, tytoń, itd. Chwytliwe hasła dotyczące rzekomego „manipulowania” akcyzą przy najniższym w historii poziomie szarej strefy są w mojej ocenie po prostu elementem gry lobbingowej na rzecz wyrobów konkurencyjnych (substytutów) względem tych, o których podniesienie akcyzy te głosy postulują– wyjaśnia Krzysztof Rutkowski, radca prawny, doradca podatkowy, partner, Kancelaria Doradztwa Celnego i Podatkowego Rutkowski i Wspólnicy sp. z o.o.

Warto sprostować nieprawdziwe informacje pojawiające się w odniesieniu do akcyzy – rynek wyrobów tytoniowych to 70 mld sztuk (papierosy, tytoń do palenia, cygara i cygaretki, płyny do e-papierosów, wyroby nowatorskie i wyroby nielegalne). Wyroby nowatorskie to nadal bardzo niewielka część rynku – nie więcej niż 3,4%. Stąd nie ma możliwości, aby opodatkowanie wyrobów nowatorskich wyższą akcyzą przyniosło 1,5 mld zł czy też 5 mld zł z piwa poprzez zrównanie opodatkowania z wódką. Takie obliczenia są całkowicie błędne – konsumenci zrezygnują z zakupu lub kupią tańsze, ale bardziej szkodliwe wyroby albo tak jak w przypadku piwa przeniosą swoje preferencje na inne napoje w tym wódkę. Według takiej logiki można podnieść akcyzę o 100% na wszystko i wyliczyć dziesiątki miliardów w budżecie. Potężnym nadużyciem jest porównywanie luki w VAT do rzekomej luki w akcyzie. Podczas gdy ta pierwsza wynikała z działań przestępczych, to ta druga to nie luka tylko świadoma prozdrowotna polityka rządu. W rzeczywistości system akcyzy ze swoją różnorodnością stawek jest spójny, szczelny i logiczny – analizuje Wojciech Bronicki – Doradca Podatkowy, wieloletni dyrektor Departamentu Podatku Akcyzowego w Ministerstwie Finansów, obecnie Partner w BBGTAX. Kancelarii Podatkowej.

„Stawki akcyzy powinny wspierać politykę państwa w zakresie ograniczania użycia towarów zagrażających zdrowiu na rzecz tych, które mają mniejszą szkodliwość. Podnoszenie obciążeń wpływa na wzrost szarej strefy, zwłaszcza w czasie kryzysu. Trudno zrozumieć zerowe obciążenie akcyzową zastosowane wobec zawierającego nikotynę tytoniu do żucia przy jednoczesnych planach podwyższenia akcyzy na wyroby nowatorskie” – wskazuje Agnieszka Durlik, ekspert prawno-gospodarczy Krajowej Izby Gospodarczej, dyrektor generalny w Sądzie Arbitrażowym, Krajowa Izba Gospodarcza (KIG).

„Polityka zdrowotna nie jest tylko kwestią wspierania palaczy w wychodzeniu z nałogu, ale też ograniczaniem możliwości jego inicjacji. Jednoznaczne w tym względzie są badania Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny. Ponad połowa Polaków (52,4%) wpada w nałóg od zapalenia papierosa. Nie powodują tego nowatorskie wyroby tytoniowe, czyli podgrzewacze tytoniu, bo tylko 0,2% badanych zaczyna od nich swój nałóg. Inne badanie, autorstwa Biura ds. Substancji Chemicznych działającego pod Ministerstwem Zdrowia, wykazało, że podgrzewacze tytoniu pomogły 86% palaczy rzucić tradycyjne papierosy, a e-papierosy pomogły 20%. Trzeba również mieć na uwadze olbrzymie koszty leczenia palaczy, które ponosi budżet w związku z tym nałogiem. W takiej sytuacji wyroby alternatywne dla papierosów, jako mniej od nich szkodliwe, stwarzają szansę na ograniczenie i zmniejszenie kosztów takiego leczenia w przyszłości” – podsumowuje Andrzej Sadowski – Prezydent Centrum im. Adama Smitha.

Nagła słabość złotego. Kurs euro znów powyżej 4,50 zł

Niedługo cieszyliśmy się euro poniżej granicy 4,50 zł. Do ponownego powrotu powyżej tej bariery niepotrzebne były żadne sygnały z Polski. Wystarczyło pogorszenie nastrojów na rynkach światowych.

Dane z USA bez niespodzianek

Informacje zza oceanu nie wywołały wczoraj specjalnego poruszenia na rynku. Spadająca nieznacznie liczba kredytów hipotecznych mogłaby budzić niepokój, ale wiemy, jaką mamy sytuację. Inflacja w skali roku wynosi przyzwoite 1,4%, ale nawet symbolicznie nie wzrosła, jak oczekiwali analitycy. Jest to poziom uważany przez wielu analityków za niższy od optymalnego i przyspieszenie wzrostu cen o dodatkowe 0,5% do nawet 1% byłoby jeszcze dobrze widziane przez rynki. Wczoraj doszło do stabilizacji na parze EURUSD, nie można jednak zakładać, że ten stan utrzyma się na dłużej, szczególnie biorąc pod uwagę dzisiejsze odczyty.

Rosnące ceny ropy

Od początku roku jesteśmy świadkami wyraźnego wzrostu cen ropy naftowej. Rok rozpoczął się w okolicach 51 dolarów za baryłkę, dzisiaj oglądamy już ponad 61 dolarów i nie widać, gdzie ten ruch miałby się skończyć. Dodatkowo warto zwrócić uwagę na wczorajsze dane z USA, które pokazały istotny spadek zapasów ropy naftowej, część pojawiła się, co prawda, w zwiększonych zapasach benzyny, ale widać, że popyt wciąż jest wysoki, a to powinno pchać ceny w górę. Z drugiej strony mamy najwyższy poziom od początku pandemii, co może sugerować pewną korektę.

Nagła słabość złotego

Wczoraj dość niespodziewanie złoty zaczął tracić na wartości. Tylko wczoraj euro podrożało o 2 grosze. Dzisiaj od rana podrożało kolejny grosz i znów jesteśmy powyżej granicy 4,50 zł za 1 euro. Ruch ten wynika jednak z czynników zewnętrznych. Ogólny wzrost ryzyk na rynku potwierdza para EURCHF, która przeważnie gdy przechyla się na korzyść franka, oznacza to problemy walut krajów rozwijających się.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych. 

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Gdy chodzi o finanse, coraz częściej ufamy technologii, nie ludziom

Pandemia bardzo mocno wpłynęła na nasze poczucie bezpieczeństwa – wynika z globalnych badań, z których raport opublikowała właśnie firma Oracle. Blisko połowa badanych nie może spokojnie spać, odwróciliśmy się od gotówki, a w kwestiach finansowych coraz bardziej preferujemy współpracę z… cyfrowymi asystentami. Dotyczy to zarówno konsumentów, jak i środowiska biznesu.  

Ubiegły rok diametralnie zmienił nasz stosunek do pieniędzy i otaczającej rzeczywistości. Tam, gdzie w grę wchodzi zarządzanie osobistymi finansami, ludzie dużo bardziej niż sobie ufają wspieranym przez sztuczną inteligencję botom. Takie wnioski przynosi najnowszy raport opracowany przez firmę Oracle. O preferencje finansowe zapytano ponad 9000 konsumentów i przedstawicieli biznesu z 14 krajów.

Nie mogę zmrużyć oka

Wyniki badania nie pozostawiają wątpliwości – pandemia COVID-19 zwiększyła finansowe obawy ludzi na całym świecie. Zmieniła też ich opinie na temat tego, komu i czemu mogą zaufać w kwestii zarządzania pieniędzmi. W grupie konsumentów w ciągu roku od jej wybuchu, poziom stresu związanego z finansami podwoił się. Obawy o finansową przyszłość odczuwa aż 87%  konsumentów. Pytani o najważniejsze powody takiego stanu rzeczy na pierwszym miejscu wymieniają oni strach przed możliwą utratą pracy. Przyczynę tę wskazało blisko czterech na dziesięciu biorących udział w badaniu ankietowanych (39%). Na podium znalazły się też możliwość utraty oszczędności (38% wskazań) oraz ewentualne poważne problemy z wyjściem z długów (26%).

Powyższe obawy są na tyle silne, że 41% ankietowanych konsumentów przyznaje, iż spędzają im one sen z powiek. – Niepewność związana z sytuacją epidemiczną i gospodarczą sprawia, że ludzie podchodzą do kwestii finansowych inaczej niż do tej pory. Poszukują nowych sposobów zarządzania pieniędzmi. Jednocześnie przeniesienie pracy, edukacji do świata online, przyśpieszona cyfryzacja z którą mieliśmy do czynienia, zmieniła nasze podejście do technologii – komentuje Tomasz Bochenek, Dyrektor Generalny Oracle Polska.

Boty pomogą napełnić portfele

Obserwowana niepewność finansowa wpłynęła na to komu i czemu ufamy, gdy w grę wchodzą nasze pieniądze. Zarówno konsumenci, jak i przedstawiciele firm biorący udział w badaniu, coraz mocniej wierzą w to, że dziś to raczej technologia, a nie ludzie, pomoże im w poruszaniu się po zawiłościach świata finansów. W kwestiach finansowych 52% respondentów z grupy konsumenckiej bardziej niż sobie ufa technologii. Prawie dwie trzecie (63%) ma większe zaufanie do cyfrowych asystentów niż do osobistych doradców finansowych. Zdaniem ankietowanych, boty mogą być pomocne m.in. w wykrywaniu oszustw (33%), ograniczaniu wydatków (22%) czy dokonywaniu inwestycji giełdowych (15%). Co ważne, 76% klientów indywidualnych chce, aby to właśnie cyfrowi asystenci pomagali im w zarządzaniu finansami, natomiast zdaniem 32% procent z nich, już w ciągu najbliższych pięciu lat sztuczna inteligencja może zastąpić osobistych doradców finansowych.

Z punktu widzenia potencjalnych klientów, cyfrowi asystenci mają szereg zalet. Są zawsze dostępni i gotowi do pomocy. Nie tylko doskonale radzą sobie z liczbami, ale też brak ich emocjonalnego stosunku do pieniędzy klienta sprawia, że mogą być cennym wsparciem. Oczywiście upłynie jeszcze sporo czasu zanim boty będą powszechnie stosowane w finansach, niemniej obszar ten szybko zmienia się na naszych oczach – tłumaczy Tomasz Bochenek. Mimo, że wciąż chcemy, by osobiści doradcy finansowi udzielali nam wskazówek m.in. przy podejmowaniu ważnych decyzji dotyczących zakupu domu (45%), kupna samochodu (41%) czy planowania emerytury (38%), to liczymy na pomoc cyfrowych asystentów w ograniczeniu zbędnych wydatków (31%), czy poprawie terminowości płatności.

Gotówka? Nie, dziękuję!

Wydarzenia z ubiegłego roku radykalnie zmieniły sposób myślenia konsumentów o pieniądzach. Jak pokazuje raport Oracle, klienci odwracają się od gotówki. W związku z pandemią ludzie coraz mniej chętnie korzystają z banknotów i monet, zwracając się w stronę elektronicznych metod płatności. Aż 72% badanych konsumentów przyznało, że w porównaniu z ubiegłym rokiem ich stosunek do posługiwania się gotówką uległ diametralnej zmianie. Pytani o powody takiego stanu rzeczy, wymieniają m.in. niepokój związany z korzystaniem z banknotów (26%), które mogą być brudne (19% wskazań), a tym samym przenosić np. wirusy. Co więcej, ponad jedna czwarta (29%) pytanych konsumentów twierdzi, że stosowanie w rozliczeniach wyłącznie gotówki uniemożliwia prowadzenie interesów. Oczywiście zmiana postrzegania fizycznego pieniądza przez klientów spotkała się z szybką reakcją przedsiębiorców. 69% pytanych liderów biznesowych przyznało, że zainwestowało w zwiększenie możliwości płatności cyfrowych, a 64% stworzyło nowe formy angażowania klientów lub zmieniło modele biznesowe w odpowiedzi na pandemię COVID-19.

Biznes stawia na sztuczną inteligencję

Zmiana podejścia do pieniądza obserwowana jest również środowisku biznesowym. Podobnie do klientów indywidualnych, także decydenci biznesowi coraz chętniej powierzają kwestie finansowe opiece cyfrowych asystentów. Aż 73% ankietowanych menedżerów przyznaje, że w tym obszarze ufa im bardziej, niż sobie. Z kolei niemal ośmiu na dziesięciu z nich (77%) ma większe zaufanie do technologii, niż do własnych zespołów finansowych. Zdaniem 89% badanych liderów biznesowych, wspierani przez sztuczną inteligencję asystenci cyfrowi mogą usprawnić ich pracę poprzez wykrywanie oszustw (34%), generowanie faktur (25%) czy przeprowadzanie analizy kosztów i korzyści (23%). Pytani o to, jakiej pomocy oczekiwaliby od cyfrowych asystentów, 85% decydentów przyznaje, że chce wsparcia botów w realizacji zadań finansowych, w tym w zatwierdzaniu finansów (43%), budżetowaniu i prognozowaniu (39%), raportowaniu (38%) oraz zarządzaniu zgodnością z przepisami i ryzykiem (38%).

Zmiana podejścia nie pozostaje bez wpływu na sytuację doradców finansowych. Powinni oni skupić się na rozwijaniu dodatkowych umiejętności miękkich, ponieważ ich rola ewoluuje. Decydenci biznesowi pragną, by specjaliści ds. finansów korporacyjnych skupili się na komunikacji z klientami (40%), negocjowaniu rabatów (37%) i zatwierdzaniu transakcji (31%). – Procesy finansowe w naszym osobistym i zawodowym świecie od wielu lat stają się coraz bardziej cyfrowe, a wydarzenia ubiegłego roku przyspieszyły ten trend – komentuje Juergen Lindner, wiceprezes Oracle i szef działu globalnego marketingu – Cyfrowość to nowa norma. Technologie, takie jak sztuczna inteligencja i chatboty odgrywają istotną rolę w zarządzaniu finansami. Organizacje które nie przyjmą tych zmian ryzykują, że pozostaną w tyle za swoimi równolatkami i konkurencją. Ucierpieć może na tym produktywność, morale i samopoczucie pracowników. Konsekwencją mogą być też trudności z przyciągnięciem następnej generacji utalentowanych finansistów wykorzystujących AI – podsumowuje wiceprezes Oracle.

Wyniki badania opierają się na ankiecie przeprowadzonej przez firmę Savanta Inc. w okresie od 10 listopada do 8 grudnia 2020 r. Wzięło w niej udział 9001 respondentów z 14 krajów. W badaniu sprawdzano opinie i zachowania konsumentów i liderów biznesowych dotyczące pieniędzy, finansów i budżetów oraz roli sztucznej inteligencji i botów oraz oczekiwań wobec tych technologii w dziedzinie finansów i zarządzania.

Polska siódmą gospodarką na świecie pod względem perspektyw rozwoju eksportu

Eksport był jednym z głównych czynników szybkiego wzrostu gospodarczego Polski po 1989 r. Do 2003 firmy z kapitałem zagranicznym generowały 74 proc. przyrostu eksportu towarów z Polski i aż 90 proc. przyrostu eksportu wyrobów bardziej zaawansowanych technicznie. Do 2018 r. już tylko 41 proc. przyrostu eksportu towarów ogółem i 49 proc. przyrostu eksportu towarów wysokiej i średnio-wysokiej techniki pochodziło z działalności firm zagranicznych. Do naszych „hitów eksportowych” należą nie tylko produkty tradycyjne, ale również te z grupy tzw. wysokiej techniki. Jednocześnie, spośród przeanalizowanych 1236 grup produktów, Polska posiada przewagi komparatywne w aż 451, co daje 7. miejsce na świecie. Takie wnioski płyną z przygotowanego przez Polski Instytut Ekonomiczny raportu „Transformacja polskiego eksportu – 30 lat wzrostu i co dalej?”.

W początkach transformacji gospodarczej wartość polskiego eksportu w relacji do PKB wynosiła 15 proc., a wpływy pokrywały tylko 60 proc. wydatków na import. Już w 2015 r. Polska osiągnęła nadwyżkę obrotów towarowych, zaś wartość polskiego eksportu
w relacji do PKB wzrosła w 2019 r. do 45 proc. Było to możliwe przede wszystkim dzięki zwiększeniu zaangażowania krajowych przedsiębiorstw w globalne łańcuchy wartości – dzisiaj niemal 60 proc. polskiego eksportu towarów i usług jest rezultatem integracji ze światowym systemem produkcji. Przełomowym momentem było przystąpienie Polski do Unii Europejskiej. W okresie członkostwa w UE, wartość polskiego eksportu wzrosła 5-krotnie. Najważniejszym rynkiem zagranicznym dla polskich eksporterów są Niemcy –
w 2019 r. na rynek niemiecki kierowano 27,5 proc. polskich produktów eksportowych.Polska siódmą gospodarką na świecie pod względem perspektyw rozwoju eksportu

Dywersyfikacja kluczem do sukcesu

Pomimo znaczących zmian, jakie dokonały się w strukturze polskiego eksportu na przestrzeni ostatnich 30 lat, jego dalszy rozwój jest uzależniony przede wszystkim od zwiększenia wolumenu zaawansowanej technologicznie produkcji kierowanej na rynki zagraniczne.

Analiza PIE pokazała, że udział dóbr wysokiej techniki w polskim eksporcie w latach 1996-2019 wzrósł z poziomu 4,5 proc. do 11,3 proc. To zauważalny postęp, aczkolwiek dobra stosunkowo mało zaawansowane technologicznie wciąż przeważają. Transformacja polskiego eksportu wymaga zmiany jego struktury w kierunku wzmocnienia tych specjalizacji, które wpłyną na zwiększenie wartości krajowego koszyka eksportowego. Należy tu wymienić przede wszystkim te branże, które z jednej strony stanowią najbardziej wartościowe grupy produktów w światowym handlu, a jednocześnie leżą stosunkowo najbliżej specjalizacji już obecnych w polskim eksporcie  –  powiedział Marek Wąsiński, kierownik zespołu handlu zagranicznego w Polskim Instytucie Ekonomicznym.

Wśród 23 wyróżnionych przez analityków PIE jako najbardziej perspektywiczne grup produktowych znajdują się m.in.: maszyny przemysłowe i urządzenia produkcyjne, chemia przemysłowa, chemia organiczna, wyroby farmaceutyczne oraz urządzenia specjalistyczne.

Katalog polskich hitów eksportowych rośnie

Polska dysponuje dobrami podbijającymi światowe rynki w różnych grupach produktów. Jeżeli chodzi o wyroby zaawansowane technologicznie, to pierwsze miejsce pod względem wartości w polskim eksporcie zajmuje aparatura odbiorcza dla telewizji kolorowej. W 2019 r. Polska wyeksportowała w ramach tej pozycji towarowej wyroby
o wartości 3,7 mld EUR. Hitem są także bramownice drogowe i wozy okraczające podsiębierne oraz aparaty słuchowe. W przypadku tych produktów udział polskich produktów w eksporcie światowym wynosi odpowiednio 42 proc. oraz 20,7 proc. Polska jest także europejskim liderem w produkcji i eksporcie sprzętu AGD. Udział polskich zmywarek do naczyń w światowym eksporcie to 18,8 proc., zaś pralek automatycznych 15,6 proc. Istotny udział w europejskim i światowym eksporcie mają także wyprodukowane w Polsce leki zawierające hormony (30,6 proc. w eksporcie UE i 12,4 proc. w światowym). Co więcej, eksport produktów z tej kategorii w latach 2012-2019 wzrósł aż o 3530 proc. Rośnie rola eksportu autobusów elektrycznych oraz akumulatorów litowo-jonowych. W latach 2012-2019 eksport akumulatorów wzrósł o 2268 proc. do wartości 2 mld EUR, co przekłada się na 2,4 proc. udziału w światowym eksporcie. Jeżeli chodzi o wyroby tradycyjne, wciąż silnym punktem na mapie polskiego eksportu jest sektor rolno-spożywczy – wartość krajowego eksportu produktów z tego sektora wyniosła w 2019 r. 31 mld EUR.

Wartość stanowiąca podstawę opodatkowania podatkiem od spadków i darowizn

W przypadku nabycia przez osoby fizyczne rzeczy oraz praw majątkowych w związku z dokonanym dziedziczeniem, zapisem windykacyjnym, poleceniem testamentowym, zapisem zwykłym, dalszym zapisem czy darowizną, poleceniem darczyńcy, zasiedzeniem, nieodpłatnym zniesieniem współwłasności, zachowkiem, nieodpłatną rentą, użytkowaniem oraz służebnością powstaje konieczność rozliczenia podatku od spadków i darowizn. Niezmiernie istotne jest prawidłowe określenie podstawy opodatkowania, co z uwagi na skomplikowanie przepisów nie w każdym przypadku jest proste.

Podstawa opodatkowania

Zgodnie z art. 7 ust. 1 ustawy z dnia 28 lipca 1983 r. o podatku od spadków i darowizn podstawę opodatkowania podatkiem od spadków i darowizn stanowi różnica pomiędzy wartością nabytych praw i rzeczy a wartością długów i ciężarów. Powyższe ustala się na podstawie stanu praw majątkowych i rzeczy w dniu nabycia i cen rynkowych z dnia powstania obowiązku podatkowego. Jeżeli przed dokonaniem wymiaru podatku dojdzie na skutek siły wyższej do ubytku wartości, wtedy ustala się ją na dzień dokonania wymiaru, a wartość odszkodowania za ubytek wynikającą z ubezpieczenia wlicza się do podstawy wymiaru.

Problematyczne jest określenie podstawy opodatkowania w przypadku odziedziczenia roszczeń o odszkodowanie, które w dacie powstania obowiązku podatkowego nie zostało określone. W ocenie sądów administracyjnych inna jest sytuacja nabywcy dziedziczącego same roszczenie o wypłatę odszkodowania od sytuacji podmiotu, którego roszczenie zostało zmaterializowane (wyrok NSA z dnia 19 lutego 2020 r., sygn. II FSK 735/18).

Co zalicza się do długów i ciężarów

Podstawę opodatkowania pomniejszają długi i ciężary. Pierwszą taką kategorią jest obciążenie spadku lub darowizny koniecznością wykonania polecenia, co wlicza się do wartości ciężarów.

Kolejną kategorią zaliczaną do długów i ciężarów są koszty leczenia i opieki w czasie ostatniej choroby spadkodawcy, jeżeli nie zostały wydatkowane za jego życia z jego majątku. Ponadto do takich ciężarów zalicza się także koszty pogrzebu oraz nagrobka, ponad wartość pokrytą z zasiłku pogrzebowego lub z innego źródła, wynagrodzenie wykonawcy testamentu, wypłatę zachowku oraz inne zapisy i polecenia wynikające z testamentu. Warto zwrócić uwagę, że nie każde polecenie darczyńcy może być zaliczone do ciężarów, a jedynie takie, którymi obdarowany został „obciążony” (wyrok WSA Łódź z dnia 10 września 2020 r., sygn. I SA/Łd 188/20). Istotne jest zatem wykonanie polecenia darczyńcy, a nie samo wskazanie takiego polecenia.

Zgodnie z art. 7 ust. 3a długi oraz ciężary związane z prowadzonym przedsiębiorstwem nie mogą być odliczone, jeżeli obciążają to przedsiębiorstwo.

Dodatkowo w przypadku zasiedzenia z podstawy opodatkowania wyłącza się nakłady dokonane przez nabywcę w czasie biegu zasiedzenia. Podobnie jest w przypadku budynku zbudowanego na gruncie będącym przedmiotem zasiedzenia, tj. wartość tego budynku wyłącza się z podstawy opodatkowania.

Określenie wartości rzeczy i praw

Kluczowe dla prawidłowego wyliczenia podstawy opodatkowania w podatku od spadków i darowizn jest prawidłowe określenie wartości rzeczy i praw. Ustawodawca przyjął, że wartość ta powinna zostać określona przez nabywcę w wartości rynkowej tych rzeczy i praw na podstawie przeciętnych cen stosowanych w obrocie gospodarczym tymi towarami lub prawami, w zależności od rodzaju i gatunku, miejsca położenia oraz czasu, a także stanu i stopnia zużycia.

Właściwy naczelnik urzędu skarbowego może sam określić wartość rzeczy lub praw w sytuacji, gdy wartość ta nie została wskazana przez nabywcę albo została wskazana w wartości nieodpowiadającej wartości rynkowej. Przed dokonaniem samodzielnego określenia wartości naczelnik powinien wezwać nabywcę do jej wskazania, ewentualnie podwyższenia lub obniżenia, w terminie nie krótszym niż 14 dni. W takiej sytuacji naczelnik powinien podać także własną wartość wynikającą ze wstępnej oceny. Do określenia wartości można także posłużyć się opinią biegłego. Przy czym, jeżeli wartość określona przez biegłego różni się o ponad 33% od wartości wskazanej przez nabywcę, koszty opinii biegłego ponosi nabywca.

Kwoty wolne

Niezmiernie istotnym elementem prawidłowego określenia podstawy opodatkowania są kwoty wolne od podatku. Co do zasady zależą one od kwalifikacji do nabywcy do określonej grupy podatkowej. Grupy podatkowe są trzy i zależą one od stopnia pokrewieństwa stron transakcji. Kwoty wolne dla tych grup wynoszą odpowiednio: dla pierwszej grupy 9 637 zł, dla drugiej grupy 7 276 zł i dla trzeciej grupy 4 902 zł. W przypadku więcej niż jednej transakcji nabycia rzeczy i praw majątkowych od tej samej osoby w okresie pięciu lat wartości nabyć należy ze sobą zsumować, a kwota wolna ma zastosowanie do zsumowanej wartości.

Innymi słowy, jeżeli w okresie ostatnich pięciu lat przed nabyciem kwota nabyć praw i rzeczy nie przekroczyła kwot wolnych, nie dochodzi do opodatkowania transakcji. W przypadku przekroczenia kwot wolnych podstawę opodatkowania stanowi różnica pomiędzy kwotą nabycia a kwotą wolną od podatku.

Świadczenia powtarzające się

W przypadku świadczeń powtarzających się, gdzie wartość prawa nie może być ustalona wcześniej co do zasady jako podstawę przyjmuje się wartość rzeczy lub praw w miarę wykonywania tych świadczeń. Naczelnik urzędu skarbowego może jednak w tej kwestii dogadać się z podatnikiem i przyjąć za podstawę opodatkowania prawdopodobną wartość tych świadczeń za cały okres. W takiej sytuacji za wartość świadczenia powtarzającego się przyjmuje się wartość rocznego świadczenia pomnożonego przez liczbę lat jego trwania lub w przypadku świadczeń na czas nieokreślony, pomnożona przez 10 lat.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Wycinka Lex Szyszko w Łodzi – dane Uniwersytetu Łódzkiego szokują

Badacze z Zakładu Analiz Systemów Społeczno-Ekologicznych Uniwersytetu Łódzkiego sprawdzili straty w miejskim drzewostanie Łodzi na przestrzeni lat 2010–2019. Skutki liberalizacji ustawy o ochronie przyrody, popularnie nazywanej Lex Szyszko (od nazwiska ówczesnego ministra środowiska) okazały się u nas katostrofalne! Wyniki zostały przedstawione w artykule opublikowanym w Landscape and Urban Planning. Szefem zespołu badaczy jest Prof. Jakub Kronenberg z EkSoc UŁ.

Wycinka dekady

Analizy ubytków drzew przeprowadzone zostały na podstawie porównań zdjęć satelitarnych na powierzchniach próbnych w Łodzi (pokrywających łącznie 8,5% powierzchni miasta, reprezentatywnych dla różnych struktur urbanistycznych charakterystycznych dla tego miasta). Wyniki te pokazują szerszą skalę i charakterystykę wycinek przeprowadzonych w efekcie funkcjonowania przez pierwszą połowę roku 2017 zliberalizowanej ustawy o ochronie przyrody.

W ciągu całej dekady z analizowanych powierzchni usunięto drzewa, których korony pokrywały 0,73 km2, co odpowiadało niemal 3% analizowanej powierzchni miasta i 5,6% powierzchni pokrytej zielenią tylko na analizowanym terenie. Łącznie odpowiada to ok. 20 700 drzew.

40% tych drzew usunięto tylko w czasie obowiązywania Lex Szyszko, a zatem – innymi słowy – w ciągu obowiązywania zliberalizowanych przepisów usunięto niemal tyle samo drzew, ile usunięto w ciągu dziewięciu pozostałych lat (przed i po tej liberalizacji).
W przypadku naszego badania korzystaliśmy z dostępnych za darmo zdjęć satelitarnych dostarczonych przez Google Earth, mapując je ręcznie. Nawet jeśli ta procedura jest praco- i czasochłonna, jest relatywnie łatwa do przeprowadzenia i można ją wykorzystać do szerszych analiz efektów wdrażania Lex Szyszko i innych postępujących ubytków zieleni w polskich miastach (jak i poza nimi). – Prof. Jakub Kronenberg , EkSoc UŁWycinka Lex Szyszko w Łodzi – dane UŁ szokują

Korzyść prywatna…

W czasie obowiązywania zliberalizowanych przepisów najwięcej drzew usunięto z terenów prywatnych (ok. 80%), co jednoznacznie potwierdza, że prywatni właściciele wykorzystali okazję, a wielu z nich zrobiło to „na wszelki wypadek” – na wypadek, gdyby przepisy znów miały się zmienić, a raczej nie z powodu nagłej potrzeby uporządkowania swojego ogrodu.

Zdecydowaną większość drzew usunięto nie z prywatnych ogrodów, ale z nieformalnych terenów zieleni, nieużytków, terenów leżących odłogiem, ale pozostających prywatną własnością. Prawdopodobnym wyjaśnieniem może być chęć sprzedaży tych działek w dłuższej perspektywie oraz przekonanie, że łatwiej będzie je sprzedać, jeśli nie będą porośnięte drzewami.

Tak zresztą zaczyna się przecież większość procesów budowlanych w Polsce – od wycięcia drzew, które porastają daną działkę. Tego typu działania są zaskakujące w świetle często przytaczanych w literaturze wyników badań wskazujących na potrzebę bliskości zieleni i pozytywny wpływ zieleni na jakość życia człowieka.

Potwierdzają to także wyniki badań dotyczących rynku nieruchomości, konsekwentnie wskazujących (tak w Polsce, jak i za granicą), że ceny nieruchomości w otoczeniu zieleni są wyższe od cen porównywalnych nieruchomości pozbawionych otoczenia zieleni. Tak jak o tym zjawisku mówi się jako o głosowaniu za zielenią za pomocą portfela (zakup lub wynajem nieruchomości), tak w przypadku Lex Szyszko mogliśmy zaobserwować „głosowanie za pomocą pił spalinowych” – przeciwko zieleni.

Niedoceniana zieleń

Wyniki badań pokazują, że zieleń w miastach wcale nie jest jednoznacznie doceniana przez ich mieszkańców – jest raczej areną różnego rodzaju konfliktów między jej zwolennikami i przeciwnikami. W przypadku Lex Szyszko tłem dla tych sporów były dyskusje nt. domniemanej wolności właścicieli nieruchomości do dysponowania znajdującymi się tam drzewami, egzekwowania przez nich „świętego prawa własności”, którego znaczenie w zdominowanych przez neoliberalny dyskurs krajach postsocjalistycznych wydaje się wypaczone.

Nawet jeśli drzewa rosną na terenach prywatnych, świadczone przez nie usługi (korzyści) mają znacznie szerszy charakter dóbr publicznych, co uzasadnia kontrolę organów samorządowych nad procesem usuwania drzew nawet z terenów prywatnych. Ma więc miejsce konflikt między interesem publicznym związanym z zachowaniem dostępu do usług ekosystemów (drzew), a prywatnymi interesami związanymi z zarządzaniem prywatnymi nieruchomościami (ewentualnym sprzątaniem liści, zapewnieniem bezpieczeństwa itp.).

Oczywiście korzyści uzyskiwane przez innych mieszkańców miasta mogą być traktowane jako pozytywne efekty zewnętrzne utrzymania tych drzew przez prywatnych właścicieli nieruchomości. Liberalizacja stworzyła możliwości do wyjścia z systemu zarządzania wspólnym dobrem (usługami ekosystemów) opartym na wcześniej przyjętych rozwiązaniach prawnych i normach społecznych.

Konieczne są szersze dyskusje na ten temat, ale ekonomicznie i politycznie nieuzasadnione jest pozostawianie pełnej swobody gospodarowania drzewami prywatnym właścicielom nieruchomości. – Prof. Jakub Kronenberg, EkSoc UŁ

Ochrona dla „prywatnej” zieleni

Konieczne jest także znacznie szersze spojrzenie na problem zarządzania terenami zieleni w mieście, z których zdecydowaną większość stanowi właśnie tzw. zieleń nieformalna, często znajdująca się na gruntach prywatnych (była o tym mowa w komunikacie z naszych wcześniejszych badań).

Zieleń w mieście powinna być postrzegana w kategoriach zielonej infrastruktury – która, podobnie jak każdy inna infrastruktura, do efektywnego funkcjonowania wymaga postrzegania jej jako systemu połączonych elementów.

W sytuacji braku kontroli nad tym, co dzieje się z większością terenów porośniętych roślinnością w polskich miastach (dodatkowo pogarszanej przez „eksperymenty” takie jak Lex Szyszko), istnieje duże ryzyko utraty kluczowych elementów takiego systemu zanim zdamy sobie sprawę z ich znaczenia.

Konieczna jest więc inwentaryzacja i waloryzacja takich terenów, tak aby wskazać te, które kategorycznie muszą zostać zachowane, aby system nie stracił swojego potencjału do dostarczania korzyści mieszkańcom.

Inwentaryzacja drzew (czy kompleksowa inwentaryzacja terenów zieleni w ogóle) ułatwiłaby również ocenę efektów liberalizacji przepisów w ramach Lex Szyszko. Dotychczas – poza prezentowanym tu badaniem – nie zostały one ocenione, co jest w głównej mierze związane z brakiem danych nt. drzew w polskich miastach, a także uchylonym w ramach liberalizacji obowiązkiem zgłaszania usuwanych drzew.

PayU: E-commerce siłą napędową dla sektora MŚP

Rynek e-commerce w Polsce staje się coraz bardziej nasycony. Obecnie na 1 tys. mieszkańców przypada średnio 1 sklep internetowy, podczas gdy trzy lata temu było to 0,5 sklepu. Pomimo szybko rosnącej konkurencji, wciąż jednak jest na nim miejsce dla nowych sprzedawców, którzy mogą zawalczyć o swój kawałek tortu wartego według szacunków 100 mld złotych.

Już ponad 20 mln Polaków kupuje online i liczba ta systematycznie rośnie. Z powodu wielomiesięcznego zamknięcia sklepów tradycyjnych 27 proc. internautów zaczęło robić zakupy w sieci nawet częściej niż dotychczas – informuje Izba Gospodarki Elektronicznej w jednym ze swoich raportów. Odpowiedzią na coraz częstszą obecność konsumentów w wirtualnym świecie jest rosnący trend przenoszenia tam biznesu – e-commerce stał się tym samym siłą napędową dla małych i średnich przedsiębiorstw.

Aby skutecznie konkurować na rynku, nowo powstające e-sklepy muszą od razu sprostać rosnącym oczekiwaniom kupujących. Zapewnienie szybkich, bezproblemowych i bezpiecznych zakupów w internecie to kwestia podstawowa. Jednym z kluczy do sukcesu, który każda firma sprzedająca w internecie powinna zastosować, jest wdrożenie elektronicznych kanałów płatności.

Maksymalnie uproszczenie procesu płacenia za zakupy przekłada się na większą satysfakcję kupujących. Z kolei zakres oferowanych kanałów płatności może decydować o tym, czy konsument dokona zakupu, czy jednak z niego zrezygnuje, np. ze względu na brak możliwości zapłacenia z poziomu telefonu komórkowego lub niewystarczające środki na rachunku bankowym. Dlatego też tak ważne w budowaniu pozytywnego doświadczenia zakupowego jest dostosowanie płatności do urządzeń mobilnych, udostępnienie szerokiego wachlarza metod płatniczych, a także wprowadzenie rozwiązań one-click’owych.

Zapewniamy odpowiednie rozwiązania płatnicze dla każdego modelu biznesowego funkcjonującego w e-handlu, a dla początkujących sprzedawców oferujemy preferencyjne warunki na start – mówi Joanna Pieńkowska-Olczak, Prezes PayU S.A. i dodaje: Rozumiemy jak ważna w przypadku małych i średnich sklepów może być szybkość nawiązania współpracy. Dlatego też od strony sklepu proces ten jest w pełni zautomatyzowany: przedsiębiorca otwiera stronę PayU i wypełnia formularz, który kończy się wygenerowaniem i podpisaniem umowy elektronicznej. Firmy te mogą liczyć także na preferencyjne warunki finansowe i do 28 lutego w prosty sposób ustawić bramkę płatności dla swojego e-sklepu, ponosząc jedynie połowę standardowej prowizji.

Obserwując dużą liczbę ofert na rynku oraz tempo powstawania nowych podmiotów sprzedających w internecie, część kupujących może nie być od razu w pełni przekonana do nowej formy zakupów. Ważne jest zatem, aby przedsiębiorca zadbał o rozpoznawalność sklepu i dobre opinie dotychczasowych klientów, które będą pochodną przyjaznego procesu zakupowego. Skorzystanie z usług najbardziej rozpoznawalnych i cenionych na rynku operatorów płatności może w tym bardzo pomóc.

Dostawcą płatności wybieranym najczęściej przez małe i średnie firmy działające w branży e-commerce w Polsce jest PayU – wynika z badania e-Gazele Biznesu. Korzystanie z usług operatora potwierdziło 54 proc. badanych firm. PayU jest również pierwszym wyborem dla większości e-konsumentów, aż 53% kupujących online wskazuje, że korzysta z tego systemu płatności (raport eCommerce 2020, Izba Gospodarki Elektronicznej).

W 2020 roku niemal każda osoba kupująca online w Polsce przynajmniej raz skorzystała z płatności PayU. Zaufanie naszych użytkowników i bezpieczeństwo ich środków jest dla nas najważniejsze. Podczas gdy konsumenci mogą wybierać z coraz szerszego wachlarza udostępnianych przez nas kanałów płatności, my pracujemy również nad tym, aby zapewnić odpowiedni sposób ich uwierzytelniania, mając jednocześnie na uwadze zwiększanie konwersji w sklepiepodsumowuje Joanna Pieńkowska-Olczak.

Jak sfinansować zieloną transformację gospodarek i firm?

W najbliższych dziesięcioleciach czeka nas ogromna zmiana związana z reformą całych gospodarek tak, aby były bardziej „zielone”. Unia Europejska dąży w stronę zeroemisyjności, w tym celu zaproponowano nową strategię wspólnoty „Europejski Zielony Ład”. Zakłada ona wdrożenie działań związanych z ochroną środowiska oraz przeciwdziałaniem zmianom klimatycznym, aby w 2050 roku Europa była kontynentem neutralnym klimatycznie.

„Europejski Zielony Ład” zakłada m.in. transformację energetyczną – redukcję emisji CO2 i przejście z „brudnej” energetyki na odnawialne źródła energii. Ważnymi punktami strategii są także: zrównoważony transport, oparty na paliwach alternatywnych oraz efektywne energetycznie budownictwo i gospodarowanie odpadami w zamkniętym obiegu. Dla niektórych krajów wspólnoty zaproponowane działania będą ewolucją i przyspieszą zmiany wprowadzane już od dłuższego czasu. Jednak dla wielu krajów Unii, w tym dla Polski, strategia i jej ambitne cele niosą za sobą rewolucyjne zmiany. Dostosowanie się do nich będzie szczególnie dużym wyzwaniem dla naszego sektora energetycznego, który w Polsce w ponad 75 proc. jest oparty na węglu.

– Firmy energetyczne funkcjonujące w Polsce już teraz podejmują działania mające na celu redukcję CO2 i przejście na OZE. Wiele z nich widzi, że od tego trendu nie ma odwrotu i bycie bardziej „zielonym” jest koniecznością. Obecnie szczególnie dynamicznie rozwija się segment fotowoltaiki, której moc zainstalowana w Polsce wzrosła w ciągu ostatniego roku prawie trzykrotnie, osiągając 3,7 GW. Kolejnym etapem będą morskie farmy wiatrowe. Santander Bank Polska jest zaangażowany w ten proces, oferując jako pierwsza instytucja finansowa w kraju, rozwiązania finansowe oparte na zasadach ESG (Environmental, Social, Governance) czy SDG (Sustainable Development Goals). Są to m.in. zielone obligacje, kredyty ESG-linked czy transakcje zabezpieczające ryzyko zmienności stóp procentowych oparte na zasadach zrównoważonego rozwoju, czyli zielone IRS. Jesteśmy też zaangażowani w finansowanie największych w kraju farm wiatrowych i solarnych – wyjaśnia Maciej Tarnawski, dyrektor departamentu rynków kredytowych w Pionie Bankowości Korporacyjnej i Inwestycyjnej Santander Bank Polska.

Jak zauważają eksperci S&P Global Ratings, zainteresowanie międzynarodowych inwestorów pozyskiwaniem szczegółowych i rzetelnych informacji dotyczących zagadnień związanych z kwestiami ochrony środowiska naturalnego, relacjami społecznymi oraz kształtem ładu korporacyjnego przedsiębiorstw, gwałtownie rośnie. Obecnie, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, doceniają oni wartość uwzględniania czynników ESG w podejmowanych przez siebie decyzjach inwestycyjnych, zarówno w celu ograniczenia potencjalnego ryzyka, jak i odkrywania nowych możliwości biznesowych. Jednocześnie, dla dalszego rozwoju rynku instrumentów finansowych opartych o kryteria ESG, niezwykle istotna jest odpowiednia komunikacja oraz transparentność – inwestorzy coraz częściej chcą wiedzieć czy instrumenty oferowane im jako „zielone” lub „społecznie odpowiedzialne” są takimi w rzeczywistości, dlatego też pełna przejrzystość w tym zakresie jest niezbędna.

– Narzędziem wspierającym dynamiczny rozwój rynku jest Ocena ESG stworzona przez S&P Global Ratings. Jej celem jest zwiększenie transparentności poprzez przeprowadzenie szczegółowej analizy przedsiębiorstw pod kątem ewaluacji czynników ryzyka związanych z ochroną środowiska naturalnego, społecznej odpowiedzialności oraz zarządzania organizacją. Ocena ESG wykorzystywana jest zarówno przez inwestorów dla określenia akceptowalnego przez nich ryzyka, jak i firmy, które za jej pośrednictwem wzmacniają swoją reputację oraz wiarygodność wśród kluczowych interesariuszy – podkreśla Łukasz Olszewski, Dyrektor Generalny Oddziału w Polsce oraz Dyrektor Rozwoju Biznesu na Europę Środkową i Wschodnią, Turcję, Grecję i Ukrainę w S&P Global Ratings.

Energetyka to nie jedyna gałąź gospodarki, która dynamicznie się zmienia i w której aspekty środowiskowe stają się kluczowym tematem. Także w branży produkcyjnej, transporcie, handlu czy usługach, zasady zrównoważonego rozwoju i ograniczenie negatywnego wpływu na środowisko są coraz poważniej traktowane. Zmiany, które są wdrażane dotyczą oszczędności poprzez poprawienie efektywności energetycznej, wykorzystywania w większym stopniu energii z OZE, redukcji ilości śmieci i lepszego ich recyklingu, zmiany opakowań na bardziej ekologiczne, czy zmiany floty samochodowej na auta z napędem alternatywnym. O tym, że „zielona transformacja” nie jest chwilowym trendem a trwałą zmianą przekonani są uczestnicy debaty eksperckiej „Zielona transformacja okiem przedsiębiorców i inwestorów”. Zdaniem przedstawicieli sektora finansowego, którzy brali udział w dyskusji, już teraz można powiedzieć, że duże inwestycje nie spełniające kryteriów ESG, są trudne do sfinansowania, bo wiele instytucji finansowych wymaga, aby firmy realizowały „zielone” kryteria.

– Finansując projekty firm z przeróżnych branż widzimy, że coraz ważniejszym aspektem jest dążenie do zminimalizowania wpływu na środowisko. Większość dużych firm już teraz planuje wdrażanie ambitnych projektów ekologicznych, które są rozłożone na lata i pozyskuje na nie finansowanie. Liderzy zmian w tym zakresie kompletnie przestawili swój sposób myślenia i nie traktują takich działań jako kosztu a raczej jako inwestycję, która w przyszłości da wymierne oszczędności finansowe oraz zysk w postaci ochrony środowiska. Bycie nie ekologicznym w najbliższych latach będzie wiązało się z coraz większym kosztem, dlatego niezależnie od branży warto już teraz myśleć o tym w jaki sposób zredukować wpływ na środowisko – dodaje Maciej Tarnawski, dyrektor departamentu rynków kredytowych w Pionie Bankowości Korporacyjnej i Inwestycyjnej Santander Bank Polska.

Cele „Zielonego ładu” zakładają redukcję zużycia węgla 0 60-80 proc do roku 2030, a w roku 2050 ma on całkowicie zniknąć z europejskiego rynku energii. W ciągu ostatnich prawie trzydziestu lat emisja gazów cieplarnianych w Polsce zmalała z 447 megaton ekwiwalentu dwutlenku węgla do 380 w 2017 roku. Aby do 2050 nasza gospodarka stała się zeroemisyjna, redukcja emisji musiałaby przyspieszyć czterokrotnie. Zdaniem analityków firmy McKinsey dekarbonizacja polskiej gospodarki w ciągu 30 lat będzie kosztowała 380 mld euro. Przyniesie też spadek kosztów operacyjnych, rozwój nowych branż oraz 300 000 nowych miejsc pracy[1].

[1] Raport McKinsey „Neutralna emisyjnie Polska 2050”, czerwiec 2020

Fed nie zaskoczył. Huśtawka na Wall Street

Wstrząsy na środowym otwarciu Wall Street uderzyły w aktywa ryzykowne po całej szerokości, skutkując konkursem na najlepsze wyjaśnienie zjawiska. Ale im więcej pojawia się teorii, tym większe szanse, że przyczyna tąpnięcia jest bardziej prozaiczna. Stabilizacja nastrojów po półgodzinnej huśtawce jest tego najlepszym dowodem.

Wczoraj zaraz po rozpoczęciu handlu kasowego na nowojorskiej giełdzie główne indeksy zaczęły nurkować, co zaraz rozlało się po wszystkich klasach aktywów. Na tamten moment jedyną informacją wartą uwagi były dane o inflacji z USA, które wypadły poniżej oczekiwań – w styczniu inflacja bazowa spowolniła do 1,4 proc. r/r z 1,6 proc., o 0,1 pkt proc. mniej niż prognozowano. Wstępnie dane odebrano jako pozytywne dla trendu reflacyjnego – bez przyspieszenia inflacji nie ma presji na Fed, by szybciej normalizował politykę pieniężną, więc słabość dolara z korzyścią dla aktywów ryzykownych może trwać. Ale gdy Wall Street na otwarciu zaczęło spadać, zaczęto „szyć” nowe wytłumaczenie – skoro ekspansja monetarna i fiskalna nie generują inflacji, to gospodarka jeszcze długo nie stanie na równe nogi. Celowo użyłem określenia „szyć”, ponieważ uważam taką hipotezę za mocno naciąganą i powstałą w wyniku konieczności znalezienia jakiegokolwiek uzasadnienia. Z drugiej strony chyba trzeba się cieszyć, że preteksty do korekty nie znajdują się poważniejsze. Osobiście jestem zdania, że przesz Wall Street przeszedł efekt kuli śnieżnej w związku z realizacją zysków po ostatnich wzrostach. Fakt, że handel szybko się ustabilizował, przemawia za tym, że powód musiał być bardziej techniczny niż fundamentalny. Nie bez znaczenia jest też zamknięcie na kilka dni głównych ośrodków finansowych w Azji z powodu świąt, przez co ewentualny rajd reflacyjny nie będzie miał punktu zaczepienia przez jedną trzecią doby. Naprawdę, czasami nie ma sensu szukać bardziej wymyślnych wytłumaczeń.

Prezes Fed Powell nie zaskoczył podczas środowego wystąpienia w Nowym Jorku. Podtrzymany został przekaz ze styczniowego komunikatu FOMC. Stwierdził, że potrzebne jest cierpliwe podtrzymywanie akomodacyjnej polityki pieniężnej i poczekanie na faktyczne efekty gospodarcze. Dodał, że kondycja rynku pracy jest daleka od silnej. Nawet jeśli inflacja zacznie rosnąć, nie będzie to miało większego znaczenia, gdyż odczyty podbiją efekty bazy niż strukturalne zmiany. Dlatego też Fed poczeka na materializację stabilnego trendu inflacyjnego niż będzie polegać na zmianach oczekiwań inflacyjnych. Powell jasno daje do zrozumienia, aby rynek nie rozpędzał się w dyskontowaniu normalizacji polityki w oparciu o odbicie inflacji. Jeśli inflacja zacznie rosnąć, a stopy procentowe zostaną nisko, będzie to ciążyć na wycenie USD w średnim terminie. Ale inwestorzy pozostaną inwestorami i zapewne Fed będzie musiał cyklicznie przypominać, że przez dobre kilka miesięcy nic się w jego polityce nie zmieni.

Złoty ucierpiał na wczorajszym skoku awersji do ryzyka i dziś rano EUR/PLN zahacza o 4,50. Nie widzimy fundamentalnych podstaw za zmianą trendu i w osłabieniu złotego widzimy techniczne odreagowanie ostatniego umocnienia po zatrzymaniu spadków EUR/PLN na 4,47. NBP wyraźnie trzyma się na uboczu i nawet ostatnia opinia banku centralnego w temacie przewalutowania kredytów frankowych jest pośrednio pozytywna dla waluty. Rynek złotego wyznacza nową półkę dla bocznego dryfu w przedziale 4,47-4,5050 w oczekiwaniu na kolejny zryw globalnego apetytu na ryzyko. W horyzoncie następnych kilkunastu dni spodziewam się wznowienia aprecjacja złotego w kierunku 4,45.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Polacy krytykują lockdown w gastronomii. Nie chcą też kar dla przedsiębiorców łamiących obostrzenia

Blisko 76% Polaków nie chce kar dla gastronomii za otwieranie lokali pomimo rządowych obostrzeń. Niecałe 70% uważa, że rząd popełnił błąd.rzad zle zrobil ze przedluzyl lockdown infografika

Z najnowszego sondażu opinii społecznej wynika, że blisko 70% Polaków źle ocenia ponowne przedłużenie obostrzeń w gastronomii. Do tego niecałe 76% stwierdza, że nie należy bezwzględnie karać właścicieli lokali, które są otwierane mimo zakazu. Za lockdownem w tej branży częściej opowiadają się mężczyźni niż kobiety. Z kolei za stanowczym egzekwowaniem przepisów wobec przedsiębiorców jest prawie 22% badanych. Głównie są to osoby z wykształceniem zawodowym, podstawowym i gimnazjalnym.

Jak wynika z ogólnopolskiego badania UCE RESEARCH i SYNO Poland, 68,5% Polaków uważa, że rząd podjął złą decyzję, przedłużając lockdown w gastronomii. Natomiast 23,4% jest przeciwnego zdania, a 8,1% nie ma wyrobionej opinii w tej kwestii. Widać więc wyraźnie, że społeczeństwo chce otwarcia tej branży, co podkreśla Krzysztof Zych, główny analityk UCE RESEARCH. I dodaje, że ludzie mają już dość ograniczeń. Chcieliby swobodnie spotykać się w restauracjach, kawiarniach i pubach.

Prof. Witold Orłowski, główny doradca ekonomiczny PwC w Polsce
Prof. Witold Orłowski

– Nie ma dobrej odpowiedzi na pytanie, czy dzisiaj należy otwierać lokale gastronomiczne. Z jednej strony są potrzeby i oczekiwania ludzi, ale z drugiej jest też pandemia. Być może rząd nie ma dzisiaj innego wyjścia, jak tylko przedłużać obostrzenia. Ale przecież był czas na to, by ustalić zasady bezpiecznego korzystania z takich miejsc, przynajmniej od pół roku istniała możliwość wypracowania procedur, w ramach których restauracje mogłyby dziś działać – komentuje prof. Witold Orłowski, główny doradca ekonomiczny PwC w Polsce.

Wśród osób, które twierdzą, że rząd podjął dobrą decyzję, większy odsetek stanowią mężczyźni niż kobiety. Najwięcej zwolenników jest w przedziale wiekowym 56-80 lat i w grupie rodaków z wykształceniem podstawowym i gimnazjalnym. Natomiast uwzględniając miejsce zamieszkania, widać, że największe poparcie dla restrykcji jest w miastach mających powyżej 500 tys. ludności, a także w miejscowościach liczących od 20 tys. do 49 tys. mieszkańców.

– Zdrowie i życie jest zawsze na pierwszym miejscu, ale państwo powinno lepiej pomagać przedsiębiorcom. Przecież gastronomia to dla niego przede wszystkim podatnik. A przy braku obrotów, raczej nie odprowadzi danin. Ucierpią też ludzie, którzy pracują w tej branży. Już słychać, że windykatorzy i prawnicy zacierają ręce, bo w dłuższej perspektywie będą mieli mnóstwo klientów – dodaje główny analityk UCE RESEARCH.

75,7% Polaków uważa, że restauracje, puby i kawiarnie, otwierające się pomimo rządowych obostrzeń, nie powinny być bezwzględnie karane. Przeciwnego zdania jest 21,6% badanych, a 2,7% nie ma opinii w tej kwestii. Jak podkreśla Krzysztof Zych, Polacy nie chcą stosowania represji wobec tej grupy przedsiębiorców. W opinii eksperta, rządzący powinni to wziąć pod uwagę. Zamiast karać, należy podjąć realną próbę wyjścia z tej trudnej sytuacji.

– Takie przyzwolenie na działanie mimo zakazów oznacza po prostu brak zaufania do tego, co robi rząd. To również przekonanie, że pewne rzeczy są robione niewłaściwie, niepotrzebnie albo nie wiadomo dlaczego. Myślę, że te wyniki nie oznaczają solidarności z przedsiębiorcami, choć oni i osoby z nimi związane tak twierdzą. To po prostu wyraz coraz bardziej powszechnego przekonania, że zarządzanie pandemią w Polsce jest dość nieudolne – mówi prof. Orłowski.

Więcej zwolenników bezwzględnego karania ww. przedsiębiorców jest wśród mężczyzn niż kobiet. Głównie za takim rozwiązaniem opowiadają się osoby w wieku 36-55 oraz 56-80 lat, a także z wyksztalceniem zawodowym. Ponadto orędownicy kar w dużej mierze zamieszkują miasta od 50 tys. do 99 tys. mieszkańców oraz wsie i miejscowości do 5 tys. mieszkańców.

– W tym przypadku kierowanie się nadrzędnością prawa, niezależnie od uciążliwości oraz konsekwencji przepisów, może przynieść więcej szkody niż pożytku. Tu nie chodzi o dobry PR, tylko o zwykłą ludzką solidarność i zrozumienie dramatu przedsiębiorców. Niestety, w tej sytuacji pat może się pogłębiać. I jeżeli nic się nie zmieni, to będzie skutkowało dalszą eskalacją problemu i niepotrzebnymi napięciami – podsumowuje Krzysztof Zych.

Badanie zostało przeprowadzone w dniach 05-07.02.2021 r. metodą CAWI przez UCE RESEARCH i SYNO Poland dla Gazety Wyborczej na reprezentatywnej próbie 1017 dorosłych Polaków.

Rekordy popytu na powierzchnię magazynową w 2020 r.

Międzynarodowa firma doradcza Cushman & Wakefield podsumowała rok 2020 na polskim rynku nieruchomości magazynowych.

  • W 2020 roku popyt całkowity osiągnął rekordowy poziom prawie 5 mln mkw.
  • Prawie 70% całkowitego wolumenu transakcji stanowiły nowe umowy i ekspansje.
  • W czwartym kwartale ilość dostępnej do wynajęcia powierzchni magazynowej zmalała o prawie 300 000 mkw.
  • Aktywność deweloperska utrzymuje się na wysokim poziomie.

W 2020 roku popyt całkowity osiągnął rekordowy poziom prawie 5 mln mkw.

W 2020 roku całkowity popyt na nowoczesną powierzchnię magazynową pierwszy raz w historii sięgnął prawie 5 mln mkw. i wzrósł znacząco o 24% w ujęciu rocznym. Około 3,45 mln mkw. tj. prawie 70% całkowitego wolumenu transakcji stanowiły nowe umowy i ekspansje.

Na tak wysoki wynik aktywności najemców wpływ miały zarówno realizacje decyzji inwestycyjnych podjętych jeszcze w 2019 roku i na początku ubiegłego roku, tj. w okresie poprzedzającym pandemię koronawirusa, jak i gwałtowny wzrost dynamiki rozwoju branży e-commerce spowodowany ograniczeniami handlu stacjonarnego w kolejnych miesiącach 2020 roku. Przedłużenia umów najmu dotyczyły pozostałych 1,54 mln mkw., co również świadczy o swoistej, wysokiej odporności firm z sektora magazynowego w trudnych warunkach rynkowych – mówi Joanna Sinkiewicz, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych w Cushman & Wakefield.

W strukturze popytu, podobnie jak przed rokiem, największy udział miały dwie branże tj. logistyczna/KEP (34%) oraz handlowa (17%), napędzane przez rosnący popyt konsumentów na produkty szybko zbywalne (FMCG), elektronikę/AGD oraz meble/artykuły wyposażenia wnętrz.

Czynsze: w ubiegłym roku nie zaobserwowaliśmy istotnych zmian w poziomie czynszów magazynowych.

Nie zaobserwowaliśmy istotnych zmian w poziomie czynszów magazynowych, choć na niektórych rynkach widoczny był nieznaczny trend spadkowy w związku z dużym poziomem podaży i wzrostem pustostanów. Czynsze bazowe wahają się od 2,50-3,80 €/mkw/miesiąc w przypadku obiektów typu BIG-BOX do 4,00-5,25 €/mkw/miesiąc w przypadku obiektów typu SBU (Small Business Units) w obszarach miejskich na kluczowych rynkach. Zachęty finansowe oferowane przez deweloperów sięgają zazwyczaj 10-30% stawki bazowej czynszu, w zależności od warunków najmu. Składają się na nie okresy bezczynszowe wynoszące od jednego do dwóch miesięcy za każdy rok najmu oraz kontrybucja finansowa na wybrane prace wykończeniowe, czy koszty potencjalnej relokacji najemcy.

W czwartym kwartale ilość dostępnej do wynajęcia powierzchni magazynowej zmalała o prawie 300 000 mkw.

Pod koniec IV kwartału 2020 roku na rynku magazynowym dostępne do wynajęcia było ok. 1,42 mln mkw., co stanowiło 6,8% całkowitej podaży w Polsce. Silny wzrost popytu w IV kw. 2020 roku oraz relatywnie niski poziom nowej podaży w porównaniu do poprzednich kwartałów przyczyniły się do znaczącego spadku poziomu pustostanów o ponad 300 tys. mkw. Mniejsza dostępność powierzchni magazynowej oraz wysoki poziom zabezpieczenia umowami przednajmu projektów w budowie, może wskazywać na prawdopodobne, nieznaczne ograniczenie skali zachęt finansowych oferowanych najemcom w 2021 roku na niektórych rynkach regionalnych.

Podaż: aktywność deweloperska utrzymuje się na wysokim poziomie

W 2020 roku na rynku magazynowym ukończono prawie 2 miliony mkw. powierzchni magazynowej, a całkowite jej zasoby w Polsce wzrosły o 11 % r/r. W porównaniu do rekordowego 2019 roku, wolumen nowej podaży spadł o 27% (lub 0,74 mln mkw.). Pomimo podobnej liczby ukończonych inwestycji zauważalny był znacznie niższy udział dużych projektów o powierzchni przekraczającej 50 tys. mkw. W 2020 roku wyniósł on 370 tys. mkw. w porównaniu do 1 mln mkw. w 2019 roku, gdy finalizowano kolejne duże inwestycje dla firm takich jak Amazon, Zalando, Leroy Merlin, Castorama i Carrefour. Natomiast pod koniec ubiegłego roku w budowie znajdowało się ponad 2 miliony mkw., o około 100 000 mkw. więcej niż rok wcześniej. Około 73% wolumenu inwestycji w budowie zostało już zabezpieczone umowami przednajmu (pre-let), co stanowi znaczący wzrost tego wskaźnika o 23 pp. r/r wynikający zarówno z wysokiego popytu oraz tendencji do ograniczania inwestycji spekulacyjnych w związku z wyższym ryzykiem rynkowym w czasie pandemii COVID-19.

W 2021 roku planowane jest rozpoczęcie wielu nowych projektów deweloperskich, w tym dużych jak np. Wrocław CAMPUS 39 firmy Panattoni Europe (180 000 mkw., Wrocław), 7R Park Gdańsk-Port (123 000 mkw., Trójmiasto), Hillwood Rokitno (110 000 mkw., Polska Zachodnia) czy DL Invest Park Teresin (100 000 mkw., okolice Warszawy).

Oprócz parków magazynowych oferujących większe moduły magazynowe (BIG-BOX) oraz inwestycji typu BTS (build to suit), deweloperzy aktywnie rozwijają inwestycje w ramach nabierającego rozpędu trendu rozwoju logistyki „ostatniej mili”. Dobrym przykładem jest Warszawa, gdzie deweloperzy realizują kolejne projekty tego typu na Okęciu, w rejonie Żerania, Targówka Przemysłowego i Bielan. Na celowniku deweloperów są także inne miasta w Polsce jak np. Poznań, Wrocław, Łódź, Kraków, Gdańsk, Gdynia czy Rzeszów. Zmianie ulega standard obiektów magazynowych oferując dogodne rozwiązania dla realizacji specyficznych operacji związanych z logistyką pod e-commerce czy lekką produkcją. Silny wpływ na standard nowych obiektów ma również trend ekologiczny i automatyzacja. Deweloperzy i najemcy coraz chętniej inwestują w nowe technologie IT, automatykę przemysłową, energię odnawialną i przyjazne środowisko pracy – mówi Adrian Semaan, Senior Research Consultant, Cushman & Wakefield

Prognoza

Podczas gdy wiele branż przeżywa ogromne trudności w związku z pandemią, rynek magazynowy odnotował silny wzrost. To głównie zasługa długofalowego rozwoju napędzanego w dużej mierze  wysoką dynamiką rozwoju sektora e-commerce, który w warunkach ograniczeń handlu stacjonarnego dodatkowo zyskał na znaczeniu. Strategiczna lokalizacja Polski na przecięciu głównych szlaków handlowych, a także dalsze inwestycje w infrastrukturę transportową w powiązaniu z rozwojem logistyki miejskiej i transgranicznej, pozwalają z optymizmem patrzeć na kondycję rynku w 2021 roku. Długofalowy wzrost przewidują również inwestorzy, którzy na projekty przemysłowe wydali w 2020 roku rekordowe 2,6 mld euro – dodaje Joanna Sinkiewicz.

Pełna treść raportu dostępna pod linkiem: https://info.cushmanwakefield.com/l/263412/2021-02-11/3gprfx

Rynek dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych w III kw. 2020 r. zanotował ponad 10% wzrost

Według opublikowanych przez Polską Izbę Ubezpieczeń danych liczba osób korzystających z dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych na koniec III kwartału 2020 roku wynosiła ponad 3,1 mln. To o 10,6% więcej niż rok wcześniej. Wydaliśmy na nie łącznie 665 mln zł, czyli 4,3% więcej niż w tym samym okresie 2019 r.

Ostatni rok zdecydowanie zmienił podejście ubezpieczających i ubezpieczonych do polis zdrowotnych, zarówno grupowych, jak i indywidualnych. Po pierwsze, zaczęły być one jeszcze bardziej pożądanym benefitem pracowniczym niż rok temu. Po drugie, zmieniło się podejście kupujących do zakresu polis – świadczenia wcześniej marginalizowane i uważane za dodatki są teraz jednymi z najistotniejszych, jak telemedycyna.

Na co zwracamy uwagę wybierając polisę w 2021 r.?

Dotychczas dla ubezpieczających najważniejsza była jak najdłuższa lista świadczeń dostępnych w ramach polisy. Nie analizowali oni jednak aż tak dokładnie, co ona zawierała. A krótsza lista wcale nie musi oznaczać słabszej ochrony. Kluczem, według którego powinno wybierać się świadczenia, są:

– problemy zdrowotne, z jakimi borykają się ubezpieczeni,
– choroby zawodowe, które im grożą,
– wiek ubezpieczonych i wynikające z niego zagrożenia dla zdrowia.

Obecnie świadczeniami, które są szczególnie „w cenie”, są ochrona przed chorobami zakaźnymi, zwłaszcza COVID-19, pomoc zdalna oraz wsparcie w walce z problemami psychicznymi. Pandemia i spowodowana nią izolacja odcisnęły piętno na naszym zdrowiu – zarówno fizycznym, jak i psychicznym.

W ofertach ubezpieczycieli, zwłaszcza tych dotyczących polis grupowych, pojawiła się więc możliwość organizacji testów przesiewowych na koronawirusa wśród pracowników. Ponadto, część towarzystw przygotowuje się do włączenia do akcji szczepień przeciw COVID-19 w ramach mobilnych punktów szczepień, które będzie można zorganizować w firmie. Co więcej, nieustająco rozwijane są usługi z zakresu telemedycyny, ponieważ ta forma kontaktu nie straci na popularności przez długi czas. Jestem wręcz zdania, że zostanie z nami na stałe. Trzeba też zaopiekować się rosnącą liczbą osób z problemami natury psychicznej, do czego przyczyniły się ograniczenia spowodowane lockdownem. Na szczęście coraz bardziej otwarcie mówimy o tych schorzeniach i coraz chętniej zwracamy się po pomoc. Dlatego coraz więcej osób wybierając ubezpieczenie, dba o to, żeby obejmowało również konsultacje psychiatryczne i psychologiczne.

Pracodawcy powinni zachęcać do korzystania z polis grupowych

Biorąc pod uwagę fakt, że przez pandemię zdecydowanie pogorszyła się nasza dbałość o odpowiednią profilaktykę zdrowotną, poza ochroną przed COVID-19, ubezpieczający w ramach polis grupowych (pracodawcy) powinni pełnić nie tylko rolę dostawcy ochrony, ale też aktywnie zachęcać do korzystania ze świadczeń. Przedsiębiorcy powinni przede wszystkim wyjść poza schemat obowiązkowych badań okresowych i zachęcać pracowników do częstszego sprawdzania swojego stanu zdrowia. Zwłaszcza że pojęcie medycyny pracy jest bardzo pojemne i można w jej ramach całościowo zadbać o zdrowie, tworząc np. pracownicze programy profilaktyczne, pomagające kompleksowo diagnozować i leczyć najpowszechniej występujące wśród pracowników schorzenia.

Robert Łoś, Prezes SALTUS Ubezpieczenia

Prywatne ubezpieczenia coraz ważniejsze w ochronie zdrowia

Ubezpieczenie zdrowotne ma już ponad 3,1 mln Polaków – wynika z danych Polskiej Izby Ubezpieczeń po III kw. 2020 r. To o 10,6 proc. więcej niż w analogicznym okresie 2019 r. Wartość składki wzrosła o 4,3 proc. i przekroczyła łącznie 665 mln zł. Zainteresowanie prywatnymi polisami zdrowotnymi w Polsce ciągle rośnie.

– Prywatne ubezpieczenia stały się ważnym elementem ochrony zdrowia dla Polaków, ponieważ zapewniają szybki dostęp do wysokiej jakości opieki medycznej. Pomimo niepewności wywołanej spowolnieniem gospodarczym, pracodawcy nie rezygnują z polis zdrowotnych. Co więcej, kolejne firmy decydują się na zakup takiego ubezpieczenia w ramach benefitów pracowniczych. Ponadto zwiększyła się liczba posiadaczy indywidualnych polis zdrowotnych. Wzrost jest tu prawie trzykrotnie wyższy niż w przypadku ubezpieczeń grupowych. Wpływ na to może mieć trudna sytuacja w publicznej opiece zdrowotnej, obciążonej walką z SARS CoV-2 – mówi Dorota M. Fal, doradca zarządu PIU.

Coraz większe możliwości dla ubezpieczonych

W 2020 r. duża część opieki medycznej była świadczona zdalnie. Szczególnie w początkowej fazie pandemii bardzo wielu pacjentów korzystało z e-konsultacji z lekarzami. Ubezpieczyciele rozszerzyli w związku z tym zakres usług telemedycznych. Wzmocniona została obsługa w call center, a dodatkowo pacjenci oraz lekarze zyskali lepszy dostęp do wyników badań przekazywanych zdalnie.

Oferta zakładów ubezpieczeń została w wielu przypadkach wzbogacona także o usługi podstawowej opieki zdrowotnej (POZ). Przed wybuchem pandemii dla ubezpieczonych ważny był przede wszystkim dostęp do specjalistów. W sytuacji epidemicznej wzrosło natomiast zainteresowanie konsultacjami z internistami i pediatrami. Wiele firm ubezpieczeniowych włączyło też w zakres polisy opiekę psychologa, ponieważ w warunkach izolacji, wprowadzonych obostrzeń i dużej niepewności gospodarczej zwiększyło się zapotrzebowanie na usługi psychologiczne. Dodatkowo ubezpieczyciele zaoferowali organizację testów na COVID-19 – dodaje Dorota M. Fal.

W III kwartale 2020 r. wielu Polaków wróciło do wizyt stacjonarnych, co przełożyło się na wzrost ogólnej liczby badań i konsultacji medycznych. Wracają też powoli badania profilaktyczne. Telemedycyna nadal cieszy się jednak dużą popularnością, a wizyty zdalne pozostaną w ofercie ubezpieczycieli na stałe.

Jak zwiększyć wpływy z akcyzy na wyroby tytoniowe?

W Warszawie zawisł „Licznik Strat Lockdownowych”. Jaką kwotę pokazuje?

Na elewacji warszawskiego pubu „Świetlicy Wolności” pojawiły się ekrany wyświetlające Licznik Strat Lockdownowych. W sumie od marca 2020 r. polska gospodarka w wyniku wprowadzenia lockdownu straciła już ponad 30 mld zł.

Odmrożenie gospodarki zaplanowane na 12 lutego jest tylko częściowe (dotyczy kin, hoteli, teatrów i stoków) i tymczasowe (po dwóch tygodniach możliwy jest powrót do obostrzeń). Oznacza to, że polska gospodarka wciąż ma do czynienia z pełzającym lockdownem. Licznik Strat Lockdownowych wskazuje w czasie rzeczywistym skumulowaną stratę gospodarczą w rozumieniu utraconego dochodu od pierwszego, wiosennego lockdownu – oraz wyszczególnia straty czterech najważniejszych branż, które były lub są zamrożone (gastronomia, fitness, rozrywka, hotele). Będzie też aktualizowany w zależności od bieżących zmian reżimu sanitarnego. Twórcy licznika, Warsaw Enterprise Institute oraz Związek Przedsiębiorców i Pracodawców, stoją na stanowisku, że straty poniesione w wyniku lockdownu nie były koniecznością. Gospodarka powinna funkcjonować w sposób ciągły – pod warunkiem zachowania zaostrzonego rygoru sanitarnego.

Wyliczenia WEI i ZPP wskazują, że największe szkody uczynił w gospodarce wiosenny lockdown. Wówczas PKB Polski skurczyło się o 0.74%. Do spadku przyczyniły się w największym stopniu ograniczenia w handlu detalicznym i związane z nim zamknięcie galerii oraz targowisk rolno-spożywczych. Spadek wartości dodanej generowanej przez sektor handlu detalicznego sięgnął 5.47 mld zł. Jako efekt pośredni spadki wystąpiły również w sektorach powiązanych z sektorem sprzedaży detalicznej tj. handle hurtowy 4.10 mld zł, przemysł 0,45 mld zł, energia 0.17 mld zł, transport 0,21 mld zł. W usługach indywidualnych tj. fryzjerzy i kosmetyczki straty wynikające z wiosennego lockdownu wyniosły 1,03 mld zł. Wysokie spadki odnotowały również branża rozrywkowa i kulturalna, turystyczna, sport i rekreacja, transport lotniczy, hotelarska.

Według wstępnego szacunku GUS produkt krajowy brutto (PKB) w 2020 roku był realnie niższy o 2,8% w porównaniu z 2019 r. Do tego spadku przyczyniły się, oczywiście, nie tylko obostrzenia gospodarcze, lecz także spadek popytu zagranicznego oraz obniżenie się nastrojów konsumenckich i zwiększona ostrożność sanitarna. Licznik – oparty na modelu input-output – odsiewa jednak te zjawiska, koncentrując się wyłącznie na stratach wywołanych lockdownem. Bierze pod uwagę nie tylko utracone dochody w branżach zamrożonych, lecz także rezultaty pośrednie jakie ich zamrożenie miało dla innych sektorów.

Licznik dostępny jest także w Internecie pod adresem: http://licznik.wei.org.pl/

Zniknie wraz z odmrożeniem ostatniej zamrożonej branży i ostateczną rezygnacją z polityki lockdownowej.

Biznes w pandemii potrzebuje dopływu gotówki, ale to nie banki, a usługi faktoringowe leczyły i utrzymywały przy życiu firmy dotknięte Covidem

  • W 2020 r. przedsiębiorcy zostali odcięci od kredytów – zaciągnęli ich o prawie 1/3 mniej niż rok wcześniej (dane BIK).
  • Dostęp do finansowania był jednak ważny jak nigdy – wg danych Polskiego Instytutu Ekonomicznego w grudniu 79 proc. firm utrzymało w ujęciu miesięcznym poziom finansowania bieżącej działalności środkami zewnętrznymi.
  • Biznes w pandemii potrzebuje dopływu gotówki, ale to nie banki, a usługi faktoringowe leczyły i utrzymywały przy życiu firmy dotknięte Covidem. W tym roku będzie podobnie.

Wg danych Biura Informacji Kredytowej (BIK) w 2020 r. przedsiębiorcy zaciągnęli o prawie jedną trzecią kredytów mniej niż rok wcześniej. Od stycznia do listopada 2020 r. banki udzieliły mikroprzedsiębiorcom 119,5 tys. kredytów, czyli o 32,2 proc. mniej niż w 2019 r. Ich łączna wartość wyniosła 15,8 mld zł, o 27 proc. mniej niż przed rokiem.

W stabilnej gospodarczo sytuacji pierwszym adresem, pod który firmy udają się po pieniądze są banki. Wg Związku Banków Polskich (ZBP) w czasach dobrej koniunktury gospodarczej kredyt w banku wymieniany jest jako najbardziej powszechne zewnętrzne źródło finansowania działalności biznesu. Tak twierdzi 53% średnich firm oraz 43% mikro- i małych przedsiębiorstw (badania z 2018 roku). W pandemii to się zmienia. Pod koniec sierpnia 2020 roku wg Polskiego Instytutu Ekonomicznego z kredytu korzystało już tylko 35 proc. badanych firm.

Nowy model finansowania w pandemii

Spadła dostępność kredytów, a pozyskiwanie środków było dla firm ważne jak nigdy wcześniej. Pod koniec 2020 roku aż 79 proc. firm utrzymało w ujęciu miesięcznym poziom finansowania bieżącej działalności środkami zewnętrznymi. Tak wynika z badania PIE oraz Banku Gospodarstwa Krajowego przeprowadzonego na początku stycznia 2021. Przedsiębiorcy zaciekle walczą o utrzymanie swoich firm, o zachowanie stanu zatrudnienia i pozycji rynkowej. Do tego potrzebna jest wysoka płynność i obieg pieniądza.

Trafiają do nas setki przedsiębiorców, którzy w bankach usłyszeli odmowę. Ci, którzy wcześniej mogli liczyć na finansowanie bankowe, teraz również otrzymują brak zgody na zwiększenie obecnego finansowania lub zostaje ono ograniczone. W pewnym sensie faktoring staje się szpitalem dla firm, miejscem, gdzie znajdują tlen, czyli finansowanie. Faktoringiem w pandemii interesuje się coraz większa grupa firm – ilość zgłoszeń wzrosła u nas w ubiegłym roku o kilkadziesiąt procent. Ta forma finansowania sprawdza się w trudnych czasach lepiej niż kredyt, bo przy ocenie ryzyka najważniejsze są perspektywy biznesowe, a nie zdolność kredytowa firmy. W ostatnich miesiącach to się potwierdziło – przedsiębiorcy podejmowali przemyślane i odpowiedzialne decyzje, a mimo to stali się zbyt ryzykowni dla systemu bankowego. Zmieniają więc adresata i idą po pomoc do faktorów. Skrócenie cyklu rotacji należności otwiera przed nimi nowe możliwości, np. udziału w przetargach czy inwestowania w rozwój firmy, a także regulowania swoich bieżących zobowiązań – Marek Sikorski, Dyrektor Sprzedaży Finea.

Przedsiębiorcy muszą przetrwać pierwszy kwartał

Po wybuchu pandemii banki ograniczyły akcję kredytową. Zapowiedziały, że uruchomią ją ponownie jesienią zeszłego roku. Druga fala pandemii rozbiła w pył te zapewnienia. W dodatku szef Związku Banków Polskich spodziewa się w tym roku wzrostu liczby tzw. złych kredytów, na które banki muszą uważać. Nie wróży to dobrze firmom, które będą szukać finansowania.

Przedsiębiorstwa weszły w 2021 rok w dość trudnych warunkach – w grudniu 2020 r. 48 proc. firm odnotowało niższą wartość sprzedaży w porównaniu do listopada. Spadku w styczniu spodziewa się jeszcze więcej firm (52 proc. – dane PIE). Początek tego roku będzie obfitował w sytuacje kryzysowe. Na wyraźne polepszenie się sytuacji gospodarczej trzeba poczekać do drugiej połowy roku.

– Problem w tym, że przedsiębiorcy tego czasu już nie mają. Podczas ubiegłorocznego zamrożenia gospodarki wielu z nich wykorzystało rezerwowe środki, więc nie mogą w nieskończoność czekać aż sytuacja się poprawi. Szukają więc finansowania poprzez faktoring.  Oczywiście, aby móc skorzystać z faktoringu, firma musi sprzedawać. Faktur w obrocie jest mniej, ale te, które są obecnie wystawiane mają jeszcze większe znaczenie – Marek Sikorski z Finea.

Faktoring oparł się niekorzystnym dla biznesu tendencjom ograniczania finansowania. Dodatkowy napęd w postaci gwarancji wartych 11,5 mld zł. otrzymał w połowie zeszłego roku od Banku Gospodarstwa Krajowego. Ten model pozwala firmom zachować płynność i łagodzi konsekwencje nawarstwiających się w gospodarce zatorów płatniczych. Nie obciąża przy tym zdolności kredytowej, a niektórzy faktorzy przyjmują do finansowania nawet pojedyncze faktury (zamiast pakietów).

Nowe czeskie prawo może uderzyć w polskich eksporterów żywności

Kurs korony czeskiej wobec złotego od prawie dziesięciu lat nie był tak korzystny dla importerów z Czech jak obecnie. To dla nich wymarzone warunki do handlu z polskimi producentami. Tymczasem czescy politycy chcą ograniczyć ilość sprowadzanej, głównie z Polski, żywności. Jeśli nowe prawo wejdzie w życie, stracą na tym nie tylko firmy po obu stronach granicy, ale i czescy konsumenci.

– Kiedy pijecie kawę, najpewniej wlewacie do niej niemieckie mleko – tego argumentu użył czeski minister rolnictwa Miroslav Toman, przekonując parlamentarzystów do wprowadzenia nowego prawa, które teoretycznie ma zapewnić ochronę rynku wewnętrznego w Czechach.

Rzeczywiście, niemieckiego mleka z importu jest w Czechach najwięcej. Ale niepokój mogą czuć również polscy producenci, od których Czesi kupują mleko za około 30 mln zł rocznie (wyliczenie na podstawie danych The Observatory of Economic Complexity: 7,78 mld dol.).

W czeskim parlamencie trwają właśnie prace nad przepisami, które mają zobowiązać duże sklepy (powyżej 400 m kw.) do tego, by od początku 2022 r. co najmniej 55 proc. udziału w oferowanej w nich żywności stanowiły towary wyprodukowane w Czechach. Do 2028 r. ten odsetek ma wzrosnąć do 73 proc. Nowymi ograniczeniami mogą zostać objęte podstawowe artykuły spożywcze importowane przez Czechy, m.in. mięso, warzywa i owoce oraz nabiał. Obecnie ustawą zajmuje się Senat, później będzie ona wymagała jeszcze podpisu prezydenta.

Czesi cenią polską żywność

Czechy są bardzo ważnym rynkiem dla polskich eksporterów żywności. Jak podaje Główny Urząd Statystyczny, tylko w okresie I–XI 2020 r. polskie firmy sprzedały do Czech produkty pochodzenia zwierzęcego o wartości prawie 2 mld zł, produkty roślinne za ponad 780 mln zł oraz gotowe artykuły spożywcze warte ponad 3 mld zł.

Na sklepowych półkach wśród produktów pochodzenia zwierzęcego można znaleźć przede wszystkim polskie mięso: drób, wieprzowinę oraz wołowinę. Jeżeli chodzi o importowane z Polski towary roślinne, to dominują jabłka i gruszki, kapusta, ale też kukurydza i banany.

To wszystko produkty, za które Czesi bardzo cenią polskich producentów. Jeżeli przepisy wejdą w życie, stracą na tym przede wszystkim czescy konsumenci. Będą musieli liczyć się z mniejszym wyborem produktów często gorszej jakości i z wyższymi cenami, bo rodzimi producenci nie będą w stanie w wystarczającym stopniu zaspokoić popytu.

Polskie artykuły pochodzenia zwierzęcego w czeskim imporcie

Polskie artykuły pochodzenia zwierzęcego w czeskim imporcie
Źródło: OEC

Czescy importerzy bardzo cenią sobie współpracę z polskimi partnerami handlowymi. Z rozmów z nimi wiemy, że chcą rozwijać te kontakty. W żaden sposób nie odczuwają, by polska żywność mogła być jakimkolwiek zagrożeniem dla lokalnych producentów.

Przedstawicieli biznesu nie przekonuje też argument o konieczności ochrony czeskiego rynku. Dlaczego? Po pierwsze, to konsument powinien decydować o tym, jakie produkty chce kupować. Po drugie zaś, Czechy są w Unii Europejskiej, a żaden kraj, który do niej należy, w odwecie nie zamyka się na współpracę handlową z Czechami. Gdyby tak się stało, skutki mogłyby okazać się groźne dla czeskiego eksportu i PKB.

Tymczasem czeska gospodarka już teraz mocno odczuwa skutki pandemii i kryzysu w Europie – jak podaje tamtejszy urząd statystyczny (Czech Statistical Office), w 2020 r. PKB Czech spadł o 5,6 proc. w porównaniu z poprzednim rokiem. To najgorszy wynik od lat.

Kurs walutowy korzystny dla czeskich importerów

W tym samym czasie, gdy w czeskim parlamencie trwają prace nad nowymi przepisami, sytuacja na rynku walutowym wręcz zachęca do tego, by czescy importerzy kupowali towary od polskich partnerów. Sprzyja im kurs korony czeskiej do złotego – w tych walutach rozliczana jest zdecydowana większość transakcji w handlu na linii Polska–Czechy.

Jeden złoty kosztuje obecnie około 5,75 korony. To najniższy kurs od prawie 10 lat. Korona czeska umacnia się wobec polskiej waluty systematycznie od wiosny 2015 r. Od tamtej pory kurs PLN/CZK spadł o ok. 15 proc.

Kurs walutowy korzystny dla czeskich importerów
Źródło: Investing.com

Czescy importerzy korzystają więc teraz z doskonałego dla nich układu sił na rynku walutowym – bowiem im mocniejsza korona, tym niższy koszt polskich towarów wyrażony w czeskiej walucie. W tej sytuacji rozsądnym krokiem z punktu widzenia importerów wydaje się zabezpieczenie kursu wymiany, by można było używać go w rozliczeniach z polskimi kontrahentami w przyszłości.

Warto budować handlowe mosty, nie mury

Chociaż nowelizacja prawa, nad którą pracuje czeski parlament, dotyczy żywności, warto pamiętać, że relacje handlowe między Polską a Czechami zostały zbudowane na wymianie szeregu innych produktów.

Czechy są drugim, po Niemczech, partnerem eksportowym Polski. Według ostatnich danych GUS w okresie I–XI 2020 r. polskie firmy sprzedały do Czech towary o wartości 56,2 mld zł. Wypracowały w ten sposób nadwyżkę nad importem z Czech na poziomie 27,2 mld zł.

Tak dużą nadwyżkę eksportu w bilansie handlowym z Czechami Polska wypracowała nie tylko w sprzedaży produktów pochodzenia zwierzęcego (eksport: 2 mld zł; import: 377 mln zł), ale także m.in.: maszyn i urządzeń (eksport: 11,4 mld zł; import: 5,7 mld zł), tworzyw sztucznych (eksport: 4 mld zł; import: 2,2 mld zł) czy artykułów włókienniczych (eksport: 1,9 mld zł; import: 669 mln zł).

Biura Ebury zlokalizowane i w Warszawie, i w Ostrawie wspierają na co dzień eksporterów i importerów działających po obu stronach granicy. Z licznych, wieloletnich kontaktów wiemy, że zarówno firmy z Polski, jak i Czech chcą przede wszystkim nawiązywać nowe kontakty handlowe i rozwijać biznes bez sztucznych barier stwarzanych przez polityków.

Polska dołączyła do grupy europejskich krajów, które na szczeblu unijnym zaprotestowały przeciwko planowanym ograniczeniom na czeskim rynku. Pozostaje mieć nadzieję, że czescy politycy postawią na budowanie mostów w handlu międzynarodowym oraz wsparcie małych i średnich przedsiębiorców. Spory, niepewność i budowanie murów nigdy nie są dobre dla żadnej ze stron.

Autorzy: Jakub Łańcucki, Dyrektor Zarządzający Ebury Polska
Tomáš Kudla, Dyrektor Zarządzający Ebury Czech Republic

Zdalny styl i szyk. Strój Polaka na home office

Czytanie maili w piżamie w łóżku, wideokonferencja w dresie, zakładanie do pracy codziennych ciuchów, które nigdy nie widziały biura… Większość z osób, które wykonywały pracę zdalną z domu, zna podobne sytuacje z autopsji. Według badań Pracuj.pl aż 2 na 3 Polaków ubiera się na tzw. home office mniej formalnie, niż do siedziby firmy. Ponadto blisko połowie zdarzyło się usiąść do takiej pracy w piżamie czy dresie. Czy wzrost popularności pracy zdalnej na stałe zmieni nasz modowy zawodowy savoir vivre? Sprawdzamy to razem z badaczami.

Czego dowiesz się z tekstu:

  • Praca z domu ma ogromny wpływ na zawodową garderobę Polaków.
  • 2 na 3 badanych ubiera się do pracy zdalnej mniej formalnie, niż do biura.
  • Blisko połowie zdarzyło się pracować na home office w piżamie czy dresie.
  • 7 na 10 nie uważa, że praca w takim stroju jest czymś nagannym.
  • Tylko co trzeci uważa, że ubiór na home office ma wpływ na efekty pracy.

Zamieszanie w modowym tyglu

Garnitur, żakiet, krawat, ale też ciuchy robocze, firmowy kombinezon czy specjalistyczna odzież – strój do pracy niejedno ma imię. Jego charakter różni się w zależności od specjalizacji, kultury firmowej czy poziomu stanowiska, które zajmujemy. Jakby tego było mało – ogromny wzrost popularności tzw. home office dodatkowo namieszał w zawodowej garderobie, zacierając granice między czasem pracy i czasem prywatnym.
Jak zmiany z ostatnich kilkunastu miesięcy wpłynęły na styl ubioru? Nasza garderoba na home office to kolejny temat, któremu przyjrzeliśmy się w badaniu Pracuj.pl „Polacy w środowisku pracy”. Jak się okazuje – większość z nas jest tolerancyjna w sprawie domowo-zawodowego ubioru, a wielu ma na koncie własne modowe „grzeszki” związane z pracą zdalną. Praca w piżamie z łóżka czy elegancka koszula założona do dresu na rozmowę wideo – to coraz rzadziej wyłącznie oryginalna anegdota.zdalny dress code

Zdalna szafa – inna od biurowej

Jak wynika z badań Pracuj.pl, 56% Polaków deklaruje, że ma za sobą doświadczenia pracy zdalnej, a więcej niż co trzeci (35%) pracuje w tym modelu obecnie – w pełni lub hybrydowo. Innymi słowy tzw. home office to zjawisko znane w praktyce ponad połowie respondentów. Niewątpliwie grono to jest tak duże w wyniku zmian z ostatnich kilkunastu miesięcy – w okresie pandemii COVID-19 wiele firm wyniosło działalność poza siedziby i biura.Zdalny styl i szyk. Strój Polaka na home office

Jak sytuacja ta wpływa na naszą zawodową garderobę?

Więcej niż 2/3 badanych przyznaje, że do pracy zdalnej ubiera się mniej formalnie, niż do pracy w biurze czy siedzibie firmy – przy czym aż 42% „zdecydowanie” mniej. Jak zauważa Michał Kędziora, ekspert mody męskiej i autor bloga Mr Vintage, sytuacja długotrwałej popularności pracy zdalnej przekłada się bezpośrednio na zainteresowanie odzieżą domową.

W ostatnich miesiącach bardzo mocno wzrosła sprzedaż takich produktów, jak dresy, piżamy, kapcie i szlafroki. Wiele marek wprowadziło lub poszerzyło ten asortyment w swoich kolekcjach zdając sobie sprawę, żę to nie chwilowy trend lecz coś, co zostanie z nami na dłużej. Ubieramy się mniej elegancko, bo wiele osób nie chodzi codziennie do biura, w warunkach domowych motywacja do strojenia się spada. Czy to dobrze? Jeśli taki rodzaj stroju nie wpływa negatywnie na naszą motywację, to nie ma w tym nic złego. Oczywiście wyjątkiem są sytuacje, w których trzeba i wypada ubrać się bardziej elegancko, np. rozmowy kwalifikacyjne, ważne negocjacje czy spotkania – komentuje Michał Kędziora (Mr Vintage).

Opowiadania o pracy z domu w dresie czy piżamie to nie mit. Jak się okazuje blisko połowa badanych przyznaje, że podczas home office zdarzało im się siadać do zadań w takim właśnie stroju. Co wolno w domu – nie zawsze przeszłoby oczywiście w firmie. Ponad połowa respondentów potwierdza bowiem, że do pracy w biurze nie ubraliby się w ten sam sposób, co podczas wykonywania obowiązków zdalnie.
praca w dresie

W dresie nie gorzej niż w koszuli?

Czy jednak praca w domu wolna od „tradycyjnego” biurowego stroju jest właściwie czymś nagannym? Niekoniecznie – uważa tak tylko 27% badanych, a 43% wyraźnie się z tą opinią nie zgadza. Co więcej, tylko co trzeci respondent (33%) wyraża opinię, że ubiór wybierany podczas pracy w domu ma przełożenie na efektywność wykonywania zadań.
praca w pizamie

Choć jednak badani wykazują się dość dużą tolerancją dotyczącą zasad zawodowego dress code w domu, według ekspertów często może on naprawdę znacząco wpływać na osiągane wyniki. Już nawet częściowe odtworzenie „biurowych” warunków pracy w domu może poprawiać np. naszą koncentrację. Ważnym elementem tego procesu jest dobór stroju.

Każdy z pracujących z domu przeżył swoje momenty modowej słabości i nie ma w tym nic złego. Zauważmy jednak, że podczas pracy zdalnej zacierają się granice między przestrzenią prywatną i służbową. Dlatego tak ważne jest, by umieć wyznaczyć między nimi odpowiedni dystans. Z pomocą przychodzą pewne rytuały, znane nam z biur czy zakładów pracy. Strój, na który się decydujemy, to też ważny element tej układanki, mogący jasno sygnalizować otoczeniu i nam samym, na co poświęcamy obecnie uwagę. Warto nie lekceważyć wpływu takich pozornie drobnych elementów na to, jak myślimy o pracy. Oczywiście wiele zależy tu od osobistych predyspozycji. Jedni lepiej znoszą rozluźnienie zasad sprzed pandemii, innym ich brak realnie zaburza efektywność pracy – komentuje Łukasz Marciniak, Dyrektor Sprzedaży w eRecruiter, ekspert Pracuj.pl.

Elegancko – na specjalne okazje

Na jakie okazje wybieramy bardziej formalny strój podczas wykonywania pracy zdalnej? Według badań zazwyczaj są one związane z kontaktem z osobami na wyższych stanowiskach od naszego lub pochodzącymi spoza naszej organizacji. Najwięcej, bo połowa respondentów wskazuje na trzy sytuacje, w których ubierają się bardziej elegancko na home office: rozmowy kwalifikacyjne wideo i wirtualne spotkania z przełożonym lub menedżerem (po 53%), a także konferencje z klientem lub kontrahentem (50%). Zdecydowanie rzadziej jesteśmy gotowi wybierać bardziej formalny strój na spotkania ze współpracownikami tego samego szczebla (35%) czy webinaria oraz konferencje biznesowe (31%).

Casual nie tylko na home office

Praca zdalna poluzowuje zasady zawodowego dress code. Czy jednak aby to wyłącznie zjawisko zrodzone związane ze zmianami po wybuchu pandemii COVID-19? Według badań Pracuj.pl przeprowadzonych w połowie 2019 roku już wówczas aż 7 na 10 Polaków uważało, że w idealnym miejscu pracy powinna istnieć swoboda ubioru, przy zachowaniu odpowiednich granic i zasad. Jak komentował wówczas Michał Kędziora, poluzowywanie zasad ubioru jest zjawiskiem zachodzącym stopniowo od wielu lat, a moda „casualowa” coraz mocniej wpływa także na ubiór w branżach kojarzonych dotychczas z bardziej formalną garderobą.

Coraz więcej ekspertów zastanawia się, jak będzie wyglądać nasza rzeczywistość zawodowa i biurowa po opanowaniu pandemii. Ubiór to także jedna z dziedzin, które warto pod tym względem obserwować. Na odpowiedź na pytanie czy uda nam się wrócić do dawnych, bardziej rygorystycznych zasad stroju, czy też czekają nas kolejne zmiany w biznesowym stylu ubioru – trzeba jeszcze poczekać.

Plan Odbudowy Europy pozwoli Polsce już w przyszłym roku stworzyć ponad 155 tys. nowych miejsc pracy

  • Z raportu DNB Bank Polska i Deloitte „Kierunki 2021. Nowy Plan Marshalla. Odbudowa polskiej gospodarki po COVID-19” wynika, że Polska będzie jednym z największych beneficjentów Planu Odbudowy Europy.
  • Już w 2022 r. środki unijne spowodują wzrost polskiego PKB o 66,7 mld zł.
  • Obszary priorytetowe, na których skupia się UE to cyfryzacja i ochrona środowiska – aspekty, w których Polska ma luki inwestycyjne. Dla polskich firm to szansa na intensywniejsze niż dotychczas działanie.
  • Najpopularniejszym obecnie sposobem na wykorzystanie technologii w przedsiębiorstwach jest praca zdalna (97 proc.). Jednak jak wynika z zestawienia DESI Index, Polacy mają wiele do nadrobienia w zakresie podstawowych umiejętności cyfrowych, tak niezbędnych na rynku pracy.
  • Aż 70 proc. firm podjęło inicjatywy mające na celu bardziej efektywne zużycie energii, ale dane z SDG Index wskazują, że kluczowym wyzwaniem dla Polski nadal są działania w dziedzinie klimatu.

Choć przed wybuchem pandemii polska gospodarka nie miała istotnych nierówności makroekonomicznych, doświadczyła wyraźnego spowolnienia po dynamicznym wzroście w poprzednich latach. W drugim kwartale 2020 r. PKB w Polsce obniżył się o 8,2 proc. r/r. Dla porównania w I kwartale poprzedniego roku PKB wzrósł o 2 proc. Spadek wynikał głównie z obniżenia konsumpcji gospodarstw domowych, ale także niższych inwestycji i redukcji zapasów. Dodatni wkład do zmiany PKB miała konsumpcja publiczna oraz eksport netto.

Mimo gwałtownego rozwoju pandemii COVID-19 w Polsce oraz wielu innych krajach jesienią, krótkoterminowa sytuacja w gospodarce wyglądała lepiej niż w drugim kwartale br. Spadek PKB w Polsce w trzecim kwartale 2020 r. był relatywnie niski w porównaniu z krajami UE. Znamy jednak pierwsze wyliczenia dotyczące stanu gospodarki za cały ubiegły rok. To pierwszy raz od 28 lat, kiedy Polska przeszła recesję. Chociaż spadek PKB był niższy niż przewidywano, musimy skorzystać ze wsparcia zewnętrznego, by zminimalizować skutki kryzysu – mówi Julia Patorska, Partner Associate, Liderka Zespołu Analiz Ekonomicznych, Deloitte Advisory.

Unijna finansowa szczepionka

Dwa kluczowe w najbliższych latach programy to nowy budżet UE, prawidłowo nazywany Wieloletnimi Ramami Finansowymi (WRF) na lata 2021-2027 oraz antykryzysowy Plan Odbudowy Europy – Next Generation EU (NGEU), porównywany do Planu Marshalla. W sumie dysponują one kwotą przekraczającą 1,8 biliona euro, co stanowi niemal 13 proc. PKB Unii Europejskiej.

Co istotne, mniejsza skala budżetu ogłoszona w 2018 roku była istotnym ryzykiem dla wielu gospodarek, w tym polskiej, dla których fundusze unijne stanowiły ważny impuls inwestycyjny. Tym samym ogłoszenie nowych WRF rozszerzonych o antykryzysowy program NGEU rozwiało obawy o istotny spadek wysokości napływających funduszy europejskich po 2020 r., zwłaszcza w Polsce, która ma szansę stać się jednym z głównych beneficjentów nowych programów.

NGEU został podzielony na trzy główne filary. Pierwszy z nich to inwestycje i reformy, którego elementem jest Instrument na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności stanowiący 90 proc. całego NGEU. Drugi filar to pobudzenie gospodarki UE poprzez zachęcanie do inwestycji prywatnych. Mieszczą się w nim głównie programy oparte na pożyczkach i gwarancjach. Ostatni obszar to wyciągnięcie wniosków z kryzysu, w tym 13,5 mld euro na program „Horyzont Europa”. Skala pomocy, którą oferuje Unia Europejska jest ogromna. Naszym zadaniem jest podjęcie starań, by wykorzystać ją jak najlepiej – mówi Artur Tomaszewski, Prezes Zarządu, DNB Bank Polska S.A.

Pierwsze pozytywne skutki programu widoczne będą już w 2022 roku. To wtedy polskie PKB wzrośnie dzięki niemu o 66,7 mld zł. W latach 2022-2023 wpływ funduszy NGEU odpowiadać będzie za ponad połowę całkowitego wzrostu PKB w tym okresie, a w kolejnych latach udział ten będzie utrzymywał się na znaczącym poziomie. Środki unijne wpłyną również na strukturę zatrudnienia. W 2022 r. środki NGEU i finansowane nimi projekty inwestycyjne pozwolą utworzyć i utrzymać ponad 155 tys. stanowisk pracy. Szczególnie zyskają na tym usługi oraz przemysł przetwórczy. Po 2025 r. corocznie projekty z NGEU będą utrzymywać ponad 30 tys. miejsc pracy.

Wsparcie tam, gdzie jest najbardziej potrzebne

Przyszłość jest tam, gdzie cyfrowa i ekologiczna rewolucja. Wzrost wydajności w tych obszarach jest konieczny do dalszego rozwoju gospodarczego. Dla wielu polskich firm oznacza to konieczność dostosowania swoich modeli biznesowych. Przedsiębiorstwa będą też potrzebowały odpowiednich instrukcji i wsparcia.  Celem Unii Europejskiej jest pobudzenie przyszłych inwestycji, które pozwolą Polsce na odrobienie zaległości w różnych obszarach, co przełoży się na dalszą konkurencyjność kraju w przyszłości. Raport Kierunki 2021 zachęca do refleksji i działania – mówi Herman Van Rompuy, były Przewodniczący Rady Europejskiej.

Odbudowa po pandemicznym kryzysie nie może być mierzona tylko kryteriami ekonomicznymi. W swoich projektach Unia Europejska zobowiązuje państwa członkowskie do działania w obszarach cyfryzacji i ochrony środowiska, czyli tam, gdzie Polska ma obecnie znaczne luki inwestycyjne.

W przypadku transformacji cyfrowej miarą postępu poszczególnych państw UE może być DESI Index. To zestaw wskaźników, który obejmuje pięć głównych kategorii: łączność, kapitał ludzki, wykorzystanie Internetu, integracja technologii cyfrowych oraz cyfrowe usługi publiczne. W 2020 roku Polska znalazła się na niechlubnym 26. miejscu w dziedzinie umiejętności – tak istotnych w dobie upowszechnienia użycia komputerów i Internetu na każdej płaszczyźnie życia.

Druga kluczowa kategoria, w której Polska wypada słabo na tle UE (25. miejsce) to integracja technologii w biznesie. Na wynik wpływa głównie niski stopień wykorzystania usług w chmurze, big data czy elektronicznej wymiany dokumentów, ale również sprzedaży online.

Z kolei w kontekście inicjatyw środowiskowych odpowiednim punktem odniesienia jest SDG Index, mierzony po przyjęciu przez państwa członkowskie ONZ 17 celów, które muszą być osiągnięte do 2030 roku. Polska ma wynik na poziomie 78,1 proc., określający odsetek wykonania założeń i zajmuje 23. miejsce na 193 badane kraje. Kluczowe wyzwania, które nadal stoją przed Polską to: czysta i dostępna energia, działania w dziedzinie klimatu, życie pod wodą oraz partnerstwo na rzecz celów.

Plan Odbudowy – górnolotna obietnica czy realna pomoc?

Na potrzeby raportu „Kierunki 2021. Nowy Plan Marshalla. Odbudowa polskiej gospodarki po COVID-19” przeprowadzono ankietę, w którym wzięli udział klienci DNB Bank Polska, czyli przede wszystkim duże przedsiębiorstwa i korporacje z wybranych sektorów gospodarki. Wśród nich wyraźny jest sceptycyzm dotyczący Planu Odbudowy dla Europy. Jedynie w przypadku inicjatywy „Zwiększenie mocy“ więcej niż połowa ankietowanych przedsiębiorstw wskazała, że może się ona przyczynić do rozwoju firmy. Priorytet ten zakłada rozwój czystych technologii, a więc wykorzystanie odnawialnych źródeł energii, w tym promowany przez Unię Europejską wodór.

Przedsiębiorstwa postrzegają Plan Odbudowy jako deklaracje o dużym stopniu ogólności, których przełożenie na praktyczne działania i inwestycje nie jest jeszcze pewne. Również w swoich strategiach na najbliższe lata pomijają scenariusze, w których otrzymaliby dodatkowe środki unijne. Oznacza to, że w Polsce potrzebna jest kampania informacyjna, która mówiłaby o korzyściach płynących ze środków zaproponowanych przez UE. Symulacje przeprowadzone na potrzeby raportu pokazały, że wpływ na gospodarkę będzie realny, a z kryzysu wyjdziemy dużo szybciej, niż gdybyśmy walczyli z nim samodzielnie – tłumaczy Julia Patorska.

Co czeka firmy po pandemii?

Z raportu wynika, że 62 proc. firm nieznacznie odczuło skutki kryzysu, 26 proc. wskazało na poważne konsekwencje pandemii, a 5 proc. na takie, które zagrażają stabilności firmy. Tylko 7 proc. badanych nie doświadczyło żadnych negatywnych skutków.

Firmy, które odczuły poważne skutki niestabilnej sytuacji gospodarczej w najbliższym czasie skupią się na odbudowaniu popytu, wejściu na nowe rynki, digitalizacji oraz redukcji kosztów związanych z zatrudnieniem. Przedsiębiorstwa nie zamierzają z kolei szukać nowych dostawców oraz wykwalifikowanych pracowników. Oznacza to, że w pierwszej kolejności chcą ustabilizować funkcjonowanie biznesu, a nie go rozwijać.

Natomiast grupa przedsiębiorstw, która doświadczyła nieznacznych niedogodności związanych z pandemią, najczęściej wskazywała na konieczność wdrażania nowych innowacji i odkrywania nowych rynków. Wśród priorytetów znalazła się również digitalizacja i ekspansja poprzez przejęcia.

–  Plany firm odpornych na kryzys pokazują, że wydarzenia ostatniego roku nie wpłynęły znacząco na ich strategie, a ich celem jest unowocześnienie działalności. Wiele z nich zrobi to poprzez systematyczne wdrażanie technologii i inicjatyw środowiskowych. Z raportu wynika jednak, że dla wielu przedsiębiorstw takie innowacje to zarówno szansa, jak  i bariera rozwoju. Z naszych doświadczeń wynika jednak, że aktywność w obszarze technologii i klimatu przekłada się na rozwój firmy. Pozytywnie postrzegają go zarówno klienci, jak i pracownicy czy inwestorzy – mówi Artur Tomaszewski.

W przypadku wykorzystania technologii cyfrowych najbardziej popularna jest praca zdalna (97 proc.), a najmniej powszechne – robotyzacja i automatyzacja procesów biznesowych (35 proc.). Z kolei w przypadku inicjatyw środowiskowych, aż 70 proc. przedsiębiorstw podjęło już działania mające na celu bardziej efektywne zużycie energii.

Jeśli chodzi o plany firm, to 48 proc. z nich planuje wdrożenie robotyzacji i automatyzacji procesów biznesowych, a także big data (28 proc.). Połowa badanych zamierza skorzystać z odnawialnych źródeł energii oraz rozwijać produkty i usługi bardziej przyjazne środowisku. Wyniki pokazują, że polskie przedsiębiorstwa chcą wzmacniać się w obszarach, które zostały wskazane jako zaniedbane w indeksach DESI i SDG.

40 lat na rynku. SM Mlekpol idzie na rekord

Spółdzielnia Mleczarska Mlekpol – lider rodzimego rynku nabiału w Polsce podsumował miniony rok i przedstawił plany na kolejne miesiące. A wśród nich zwiększenie przychodów do 5 mld zł pod koniec 2021 r., wejście na nowe, zagraniczne rynki zbytu oraz szeroki rozwój oferty produktowej dostosowany do obecnej sytuacji pandemicznej i wymogów konsumentów. Co więcej, SM Mlekpol właśnie obchodzi 40-lecie istnienia. Zdobycie mocnej pozycji na rynku było możliwe dzięki zbudowaniu i rozwojowi własnej bazy surowcowej, modernizacji przejmowanych zakładów oraz zaangażowaniu pracowników.

Spółdzielnia Mleczarska Mlekpol podsumowała wyniki finansowe za 2020 rok, przedstawiła plany na kolejne miesiące. Podczas spotkania prasowego Prezes Zarządu Edmund Borawski podkreślił, że SM Mlekpol obchodzi właśnie jubileusz – 40-lecie istnienia na polskim rynku.

Trudna droga do pozycji lidera

W momencie powstania Mlekpolu, spółdzielnia skupowała 35 mln litrów mleka rocznie. 40 lat później ta liczba zwiększyła się do 2 mld litrów rocznie.

Mlekpol swoją działalność rozpoczął w trudnym okresie poprzedzającym tzw. transformację ustrojową. Wówczas nastąpił gwałtowny kryzys gospodarczy, który dotknął również branżę mleczarską. Musieliśmy dołożyć wszelkich starań, aby sprostać wymaganiom rynku, uzyskać jak najwyższą jakość surowca i zintensyfikować produkcję mleka i innych przetworów nabiałowych – mówi Edmund Borawski, Prezes Zarządu SM Mlekpol.

Dzisiaj spółdzielnię tworzy 2800 wykwalifikowanych pracowników zatrudnionych w 13 zakładach produkcyjnych, w których przetwarzanych jest ok. 5,5 milionów litrów mleka dziennie od 9 tys. dostawców oraz 4 miliony płynnej serwatki.

Poprzedni rok zamknęliśmy przychodem na poziomie 4,5 miliarda złotych. Skupiliśmy od rolników blisko 2 mld litrów mleka, a w roku 2021 przewidujemy dalszy wzrost o 3-5 proc. – dodał prezes Borawski.

Silna ekspansja poza UE

Polska jest znaczącym graczem na rynku europejskiego mleczarstwa. Udział eksportu w sprzedaży SM Mlekpol wyniósł ponad 25 procent i spodziewa się dalszego wzrostu w 2021 roku.

Zagraniczni konsumenci doceniają jakość i walory smakowe naszych produktów. W ubiegłym roku wyeksportowaliśmy o 50 procent więcej produktów mleczarskich do Chin niż w analogicznym okresie – wyjaśnia Małgorzata Cebelińska, Dyrektor Handlowy SM Mlekpol. – Aktualnie, oprócz krajów UE, współpracujemy bardzo ściśle z większością krajów Azji południowo-wschodniej, krajami Afryki i Bliskiego Wschodu, a nawet Dominikaną.

Zapotrzebowanie na świecie na produkty mleczarskie z Polski jest duże. W rozwoju eksportu pomaga nowo wybudowany Zakład Produkcji Sproszkowanych Wyrobów Mleczarskich. To największa inwestycja w historii SM Mlekpol i jeden z najnowocześniejszych tego typu zakładów w Europie. Umożliwia on wyprodukowanie blisko 220 ton sproszkowanego mleka i serwatki w ciągu doby.

Optymalizacja procesów produkcyjnych w SM Mlekpol

Cztery dekady na rynku wiele zmieniły w procesie produkcyjnym w SM Mlekpol.

  – Postęp techniczny wdrażany jest we wszystkich zakładach z wykorzystaniem najnowocześniejszych technologii dostępnych na rynku. Automatyzacja procesów produkcyjnych ma za zadanie ograniczenie uciążliwości pracy oraz zwiększenie wydajności i efektywności realizowanych procesów. Jedną z niezwykle proekologicznych metod optymalizacji funkcjonowania Spółdzielni jest również system kogeneracji – mówi Zbigniew Groszyk, Wiceprezes Zarządu SM Mlekpol ds. Produkcji – Oznacza ona możliwość wytwarzania energii elektrycznej i cieplnej z niskoemisyjnych źródeł. Metoda ta z powodzeniem została wdrożona w Zakładzie Produkcji Sproszkowanych Wyrobów Mleczarskich w Mrągowie. Technologia ta zdecydowanie obniża koszty czynników energetycznych. Planujemy, aby w najbliższym czasie rozwiązanie to zostało wdrożone m.in. w zakładach w Zambrowie i Radomiu – dodaje.

Jakie są trendy na 2021 rok?

  – W 2021 roku konsument będzie szczególnie zainteresowany bezpieczeństwem, jakością i polskim pochodzeniem produktu. Coraz częściej doceniane są znane, lokalne marki i produkty wytworzone w naszym kraju, z polskiego surowca i w procesie zrównoważonego rozwoju. W dobie pogarszającej się sytuacji ekonomicznej wielu rodzin ważna jest również cena podstawowych produktów spożywczych. Dlatego dbamy, żeby mieć w swojej ofercie również ekonomiczne rozwiązania ich produkcji i pakowania. Konsument w 2021 znowu będzie zainteresowany nowościami produktowymi. Zdecydowanie przeważać będą trendy prozdrowotne w tym dodatek składników mających wpływ na odporność organizmu czy mniejsza ilość cukru w jogurtach czy deserach mlecznych. A marki, które traktują kwestie środowiskowe i społeczne poważnie, będą konsumentom o wiele bliższe – kończy Małgorzata Cebelińska, Dyrektor Handlowy SM Mlekpol.

2,7 mln zł przychodów Miraculum w styczniu

Notowana na rynku głównym GPW firma kosmetyczna Miraculum w styczniu 2021 roku osiągnęła 2,7 mln zł przychodów. W minionym miesiącu spółka przeprowadziła największą w historii akcję marketingową z drogerią Rossmann – flagowa marka Pani Walewska znalazła się w ponad 1400 placówkach tej sieci i została bardzo dobrze odebrana przez klientów.

– Jesteśmy zadowoleni z poziomu przychodów w styczniu. Choć są one niższe o 13 proc. r/r., to należy pamiętać, że styczeń 2020 r, był rekordowy dla spółki m.in. ze względu na pierwsze zatowarowanie nowych partnerów w krajach arabskich o wartości prawie 1 mln zł. Wyłączając powyższe, to drugi najlepszy miesięczny wynik osiągnięty na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy – komentuje Sławomir Ziemski, członek zarządu Miraculum.

Spółka konsekwentnie rozwija sieć sprzedaży i poszerza dostępność swoich marek między innymi w największych drogeriach, o czym świadczy przeprowadzona w styczniu współpraca z siecią Rossmann z okazji 50-lecia flagowej marki Pani Walewska.

– Jubileuszowe standy z produktami Pani Walewska w drogeriach Rossmann, była to jak do tej pory największa akcja przeprowadzona z tą siecią. Jej efekty mają swoje odzwierciedlenie w wynikach sprzedaży, ale także bardzo pozytywnie wpłynęły na zwiększenie rozpoznawalności marki wśród młodszego pokolenia odbiorców – dodaje Ziemski.

W związku z dynamicznym rozwojem, Miraculum rozpoczęło zapowiadaną w grudniu 2020 r. emisję akcji. Celem spółki jest pozyskanie około 2 mln zł w wyniku emisji 1,4 mln akcji w cenie 1,40 zł za jedną akcję. Pozyskany kapitał zostanie przeznaczony na zwiększenia kapitału obrotowego, a docelowo wpłynie na zwiększenie przychodów i sfinansowanie nowych wdrożeń m.in. w marce Miraculum, JOKO, CHOPIN czy Pani Walewska. W tym roku planowany jest również rebranding marek WARS i Paloma.

Miraculum to polska firma kosmetyczna z prawie 100-letnią tradycją. Kosmetyki Miraculum powstają w oparciu o własne, oryginalne receptury, bazujące na nowoczesnych składnikach pochodzenia naturalnego. Spółka skupia w swoim portfolio 11 marek, w tym m.in. Pani Walewska, Joko, Chopin i Tanita. Cały proces produkcyjny odbywa się z dbałością o  środowisko naturalne.

Prawie 2 mln zł przychodów Vivid Games w styczniu

Niespełna 2 mln zł przychodów wypracował Vivid Games w styczniu bieżącego roku, wynika ze wstępnych wyników finansowych opublikowanych przez spółkę. Jarosław Wojczakowski, nowy prezes Vivid Games zapowiada, że bieżący rok to kontynuacja stabilnego wzrostu. W kalendarzu premier na 2021 rok znajdują się już 3 nowe tytuły i kilka gier, które będą wydane na konsoli Nintendo Switch, w tym kultowy Real Boxing 2.

Nowy rok zaczął się dla Vivid Games zmianą u steru. Jarosław Wojczakowski – nowy prezes zarządu – zapowiada, że spółka będzie kontynuowała stabilny wzrost przychodów, wykorzystując do tego doświadczenia w zakresie pozyskiwania użytkowników zdobyte w 2020 roku. – Biorąc pod uwagę, że historycznie styczeń to jeden z najsłabszych miesięcy w całym roku, jesteśmy zadowoleni z wypracowanych wyników i spodziewamy się stabilnego wzrostu w kolejnych okresach. Składową przyszłych wyników będą zarówno przychody z nowych tytułów i platform jak i w dużej mierze właściwie prowadzone działania z zakresu płatnego pozyskiwania użytkowników. Planujemy wzmocnić metodę pozyskiwania użytkowników dzięki zaangażowaniu do predykcji przychodów uczenia maszynowego już pod koniec obecnego kwartału – podkreśla.

Płatne pozyskiwanie użytkowników to jedna z kluczowych składowych strategii bydgoskiej spółki. Arnaud Benefice odpowiedzialny w Vivid Games za realizację strategii User Acquisition jest przekonany o ogromnym potencjale tego rodzaju działań. Inwestycja w płatne pozyskiwanie użytkowników w ciągu ostatnich 12 miesięcy zapewniła nam ponad 7,5 mln nowych pobrań oraz średni zwrot z inwestycji na poziomie ok. 110% dla Real Boxing 2. Dodatkowo zwiększenie liczby użytkowników zapewnia nam wysokie miejsca w rankingach, co przekłada się na wzrost pobrań organicznych – podkreśla Benefice.

Spółka potwierdziła, że na 2021 rok zaplanowane są premiery m.in. Right Swipes (Q2), gry akcji The Cash (Q2/Q3) oraz rozbudowanej gry RPG Mythical Showdown (Q2/Q3). Dzięki współpracy z QubicGames do dystrybucji na Nintendo Switch trafi m.in. największy hit Studia – Real Boxing 2.

Coraz bliżej 8 miliardów złotych obrotów wypracowanych przez Grupę Muszkieterów w Polsce

Grupa Muszkieterów w 2020 roku wypracowała obroty na poziomie blisko 7,8 miliarda złotych. Nie licząc stacji paliw, Muszkieterowie wypracowali obroty wyższe o 223 miliony złotych w stosunku do poprzedniego roku, ze wzrostem na sklepach porównywalnych o prawie 3,5 proc. Grupa ma ambitne plany rozwoju na 2021 rok względem zarządzanych sieci – Intermarché i Bricomarché. Wyznaczone cele to m.in. otwieranie nowych supermarketów, rozwijanie usług z zakresu e-commerce czy intensyfikacja działań marketingowych.

– Z uwagi na pandemię COVID-19 i wynikające z niej obostrzenia, które wpłynęły na obroty wypracowane przez nasze supermarkety zlokalizowane w galeriach handlowych czy na terenach przygranicznych, zakończyliśmy rok 2020 o krok od naszego celu – 8 miliardów złotych obrotu. Oczywiście rok 2020 dla wolumenu sprzedawanego na stacjach paliw pozostanie rokiem trudnym, co nie odbiega od obserwowanego trendu na rynku paliw mówi Marc Dherment, Dyrektor Generalny Grupy Muszkieterów w Polsce i nadmienia Rok 2021 nie będzie łatwy, gdyż jeszcze przez wiele miesięcy będziemy odczuwać skutki trwającej pandemii koronawirusa. Szczególnie zauważalne jest niepewne otoczenie gospodarcze, spadający optymizm konsumentów oraz ich duża ostrożność w zakresie wydatków. Nie możemy także wykluczyć stopniowego spowolnienia na rynku budowlanym i wyhamowania sprzedaży w sektorze DIY. Niemniej bogatsi o wiedzę zdobytą w ubiegłym roku, jesteśmy pełni zapału i ambicji, by rozwijać nasze szyldy i jak najlepiej dostosowywać ofertę do zmieniającego się rynku i oczekiwań klientów.

Intermarché – intensywny rozwój usługi click&collect w kolejnych miastach

bricomat

Rok 2020 obfitował w intensywny rozwój usługi click&collect – Intermarché Drive, prezentację nowego konceptu sklepu – Power, otwarcia kolejnych stacji paliw, a także liczne akcje marketingowe. W 2020 roku Muszkieterowie wprowadzili ofertę zakupów online do kolejnych 43 lokalizacji i obecnie jest ona dostępna w ponad 50 placówkach. W kolejnych latach sieć planuje rozwój tej usługi, aby była ona dostępna wszędzie gdzie będzie to możliwe. Rozwiązanie umożliwia klientom zamawianie produktów przez stronę internetową oraz ich odbiór w specjalnie wyznaczonej do tego strefie, znajdującej się przed lub wewnątrz supermarketu.

Innym przykładem działań podjętych przez Intermarché w 2020 roku było wprowadzenie nowego konceptu supermarketu. W pilotażowej placówce w Pabianicach zmieniono układ sklepu, poszerzono wybrane gamy produktowe, zastosowano dłuższe taśmy kasowe oraz odświeżono szatę graficzną wnętrza i elewacji. Koncept spotkał się z pozytywnym odbiorem klientów, dlatego obecnie trwa proces remodelingu kolejnych sklepów. Dodatkowo nowe supermarkety Intermarché w Poznaniu oraz Miliczu, które sieć planuje otworzyć do końca kwietnia 2021 roku, będą już w nowym koncepcie. Otwarcia nowych placówek handlowych świadczą o powracaniu sieci na ścieżkę rozwoju. Do Intermarché na zasadach partnerstwa mogą także przyłączyć się właściciele sklepów z produktami spożywczymi zlokalizowanymi w dowolnym mieście w Polsce.

Dzięki otwarciom kolejnych przymarketowych stacji paliw, Intermarché wzmocniło pozycję lidera w tym segmencie. Nowe obiekty pojawiały się w Śremie i Skierniewicach. W obu część gastronomiczna została zaprezentowana w nowej odsłonie – „Café Marché” ze świeżo parzoną kawą oraz posiłkami z rozszerzonej oferty. Dodatkowo kierowcy korzystający z usług stacji w Skierniewicach mogą zatankować paliwo, ale również naładować swój pojazd elektryczny.

Do działań marketingowych zrealizowanych w 2020 roku zaliczyć można m.in. kampanię „Sprawdzony sposób na własny biznes”, której celem było dotarcie do nowych przedsiębiorców chcących dołączyć do sieci Intermarché. Z kolei kampania edukacyjna pod hasłem „Nie marnuj. Żywność traktuj z szacunkiem” była skierowana zarówno do klientów, właścicieli i pracowników sklepów, a także centrali Grupy Muszkieterów w Polsce. Jej celem było zachęcenie do rozsądnego gospodarowania żywnością oraz jej właściwego przechowywania zarówno w domach, jak i w sklepach.

Sieć Intermarché, wraz z przymarketowymi stacjami paliw w 2020 roku wypracowała obroty na poziomie ponad 4,91 miliarda złotych. Co szczególnie istotne w ubiegłym roku sieć zakończyła proces restrukturyzacji. Na wyniki wypracowane w 2020 roku wpływ miała także zmiana nawyków Polaków, którzy np. ograniczyli podróże prywatnymi samochodami, a tym samym rzadziej korzystali z usług stacji paliw.

– Ostatnie trzy lata były czasem głębokiej transformacji sieci Intermarché. Rok 2020, mimo że był trudny, pozwolił nam wrócić na właściwe tory. Mamy jeszcze dużo do zrobienia, aby znaleźć się w miejscu, do którego dążymy. Naszym celem w bieżącym roku jest powrót sieci Intermarché w Polsce na ścieżkę rozwoju. Wszelkie kroki w tym kierunku zostały już podjęte i zaowocują w ciągu paru najbliższych miesięcy otwarciami nowych sklepów. Prowadzimy również rozmowy w zakresie przyłączenia do naszej sieci kolejnych placówek komentuje Marc Dherment, Dyrektor Generalny Grupy Muszkieterów w Polsce i dodaje – Na liście naszych tegorocznych planów i ambicji znajduje się także m.in. wprowadzenie nowego konceptu Power w kolejnych placówkach, rozwijanie udogodnień z zakresu e-commerce, a także intensyfikacja działań marketingowych.

Bricomarché – 2020 rok upłynął pod hasłem dalszego rozwoju e-commerce

W 2020 roku sieć Bricomarché dynamicznie rozwinęła udogodnienia z zakresu e-commerce. W momencie pojawienia się pierwszych obostrzeń związanych z pandemią, sieć udostępniła klientom wszystkich sklepów możliwość złożenia zamówienia online i opcję dostawy za pośrednictwem firmy kurierskiej. Innym udogodnieniem jest odbiór zamówionych produktów w Bricomatach. Jest to autorskie rozwiązanie sieci – boksy działają w systemie 24/7, a klienci mogą z nich odbierać także wielkogabarytowe artykuły. Portfolio Bricomatów w 2020 roku wzrosło o 30 kolejnych maszyn i obecnie dostępnych jest ich łącznie ponad 40.

Poza Bricomatami sieć zwiększyła także liczbę sklepów w Polsce otwierając kolejne dziewięć placówek – w Babicach, Bytomiu, Bytowie, Gostyninie, Koszalinie, Oświęcimiu, Staszowie, Środzie Śląskiej i Świnoujściu. Tym samym liczba supermarketów działających w Polsce pod szyldem Bricomarché wzrosła do 171. W trzecim kwartale 2020 roku sieć przeprowadziła także relokację supermarketu w Nowej Soli, a w czwartym kwartale 2020 roku przyłączyła na zasadach partnerstwa sklep w Łasku. To ostatnie otwarcie było jednocześnie efektem realizacji strategii Grupy Muszkieterów w zakresie dotarcia do przedsiębiorców prowadzących już sklepy pod innymi szyldami. Grupa Muszkieterów proponuje trzy, elastyczne formy współpracy, które zapewniają właścicielom sklepów zachowanie niezależności biznesowej oraz dostosowany do ich potrzeb pakiet wsparcia.

Innym przykładem aktywności na rzecz wsparcia przedsiębiorców Bricomarché jest organizacja targów dwa razy do roku. Podczas wydarzenia mogą oni bezpośrednio poznać dostawców i skorzystać ze specjalnej, targowej oferty. W wiosennej edycji poświęconej materiałom budowlanym oraz majsterkowaniu, wzięła udział rekordowa liczba wystawców – 180 oraz uczestników – 4 000. Z kolei jesienna edycja wyróżniła się tym, że jako pierwsza odbyła się online. Na trzech wirtualnych halach targowych właściciele i pracownicy sklepów Bricomarché poznali oferty blisko 100 dostawców oferujących produkty z działów: ogród i dekoracje.

Ubiegły rok był kolejnym, w którym Bricomarché wypracowało znaczące wzrosty. Obroty sieci były rekordowo wysokie i wyniosły ponad 2,88 miliarda złotych.

Kolejny rok z rzędu sieć Bricomarché wypracowała wzrost obrotów powyżej dynamiki rynkowej, co oznacza pozyskiwanie przez nią kolejnych udziałów w rynku DIY. Jesteśmy zadowoleni, że strategia, którą realizuje zespół Bricomarché zapewnia systematyczny wzrost obrotów rok do roku na tak wysokim poziomie. Jest to dla nas także symboliczne, dlatego, że w 2020 roku sieć świętowała 20-lecie swojej obecności na polskim rynku mówi Marc Dherment, Dyrektor Generalny Grupy Muszkieterów w Polsce i podsumowuje Nie zwalniamy tempa i mamy ambitne plany na 2021 rok, w którym powinniśmy przekroczyć próg 3 miliardów złotych obrotów. Będzie to możliwe zarówno dzięki intensyfikacji otwarć kolejnych placówek, jak i wzrostowi like-for-like.

Tłusty Czwartek nie pomoże na chudy rok branży piekarniczo-cukierniczej

W Tłusty Czwartek przed cukierniami ustawiają się kolejki chętnych i nie odstraszają ich ani pogoda, ani trochę wyższe ceny tego dnia. Tradycja powoduje, że Polak z tej okazji potrafi w jeden dzień zjeść kilka pączków – w minionym roku było to średnio 2,5 na osobę, czyli 100 mln w skali kraju. Nawet ten dodatkowy popyt może jednak nie wystarczyć, by poprawić sytuację branży piekarniczo-cukierniczej. Jak wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz BIK, w ubiegłym roku przeterminowane zadłużenie producentów wyrobów piekarniczych i ciastkarskich przekroczyło 118 mln zł. Oznacza to wzrost o 10 proc. w sytuacji, gdy zaległości ogółu firm podwyższyły się o 4 proc.

Porównanie tegorocznych statystyk liczby zjedzonych pączków z danymi za zeszły rok pokaże, jak bardzo zależy nam na odzyskaniu wagi sprzed pandemii, bo z informacji zgromadzonych przez Narodowy Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowy Zakład Higieny jasno wynika, że w czasie koronawirusa mocno sobie pofolgowaliśmy. Od wiosny do jesieni 2020 r. 28 proc. Polaków w wieku 20 lat lub więcej (28 proc. mężczyzn i 29 proc. kobiet) stwierdziło, że zwiększyło masę ciała. Na pewno nie sprzyja to zakupom ciastek i pieczywa, choć z drugiej strony uczucie znudzenia wynikające z licznych ograniczeń wywołanych Covidem sprawia, że jemy po prostu więcej.

Firmom piekarniczo-cukierniczym nie jest łatwo. Jeszcze przed wybuchem pandemii nie sprzyjały im zmieniające się trendy dietetyczne. W ich wyniku z roku na rok maleje spożycie chleba i bułek, które coraz częściej i nie zawsze słusznie postrzegane są jako produkty wysoko przetworzone, kaloryczne i źle wpływające na wagę konsumentów. Według ostatnich danych GUS w 2019 r. zjadaliśmy 2,98 kg wyrobów piekarniczych na osobę w ciągu miesiąca, podczas gdy w 2018 r. było to 3,15 kg, a jeszcze w 2014 r. 3,94 kg. Z drugiej strony, na tle producentów wielu innych towarów, których sprzedaż ze względu na koronawirusa gwałtownie spadła, pieczywo jako jeden z podstawowych produktów spożywczych nie zniknęło z list zakupów.

– Mimo to, po danych na temat zaległości, można wnioskować, że miniony rok nie należał dla branży piekarniczej do łatwych. Z danych zawartych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor oraz w bazie BIK wynika, że przeterminowane zobowiązania producentów pieczywa i świeżych wyrobów ciastkarskich i ciastek, wobec dostawców i banków, wzrosły o 10 proc., podczas gdy w całej gospodarce zaległości podwyższyły się o 4 proc. – mówi Halina Kochalska, ekspert BIG InfoMonitor. – Negatywną zmianę sytuacji w 2020 r. jeszcze dobitniej widać na tle tego, co działo się w 2019 r. Wówczas zaległości branży spadły o ponad 3 proc., mimo że wszystkie firmy podwyższyły zaległości o 9 proc. – dodaje.

Rosły ceny, strach przed koronawirusem i zaległości

Bezpośredniego uderzenia w branżę piekarską obostrzeń i lockdownów nie było, ale pandemia nie okazała się obojętna. Według szacunków w czasie kwietniowej kwarantanny 2020 r. sprzedaż pieczywa spadła o ok. 10-15 proc. A cukiernie skutki trudnej sytuacji odczuły jeszcze bardziej, bo sprzedawały nawet 30-40 proc. mniej wyrobów. Jednocześnie część osób niepewnych sytuacji, z którą będą musieli się zmierzyć, kupowała pieczywo na zapas, a inni zaczęli też wypiekać chleb w domu. Jednym z powodów, by zostać domowym piekarzem, poza obawami o zarażenie się Covid-19 w kolejce, czy strachem, że wirus znajdzie się na kupionych produktach, mógł być również wzrost cen.

Według GUS przy średniej inflacji za zeszły rok wynoszącej 3,4 proc., pieczywo należało do produktów spożywczych, których ceny po owocach – 17,6 proc. i wędlinach – 9,5 proc. wzrosły w 2020 r. najbardziej – o 8,1 proc. Z pewnością wpływ na to miały wyższe koszty składników i mediów, np. mąka zdrożała o 5,5 proc., cukier o 6,2 proc., a energia elektryczna aż o prawie 12 proc.

Jak pokazują dane zebrane w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i BIK, zaległości piekarni wzrosły z 107,6 mln zł w 2019 r. do 118,1 mln zł na koniec 2020 r. Ale jednocześnie nieznacznie ubyło firm, które miały kłopoty i ostatecznie udział niesolidnych płatników, wynosi w tej branży 6 proc., czyli podobnie jak w całej gospodarce. Jest też zbliżony do odsetka ryzykownych przedsiębiorstw wśród sprzedawców wyrobów piekarniczych i cukierniczych. Choć jeśli chodzi o zadłużenie, to w przypadku punktów handlowych w minionym roku podniosło się ono mniej, bo o 5 proc., do 12,7 mln zł. Średnia kwota przeterminowanych o min. 30 dni zobowiązań przekracza tu 40 tys. zł, a w przypadku producentów pieczywa i ciastek 122 tys. zł.
Tłusty Czwartek nie pomoże na chudy rok branży piekarniczo-cukierniczej 3

Tłusty Czwartek nie pomoże na chudy rok branży piekarniczo-cukierniczej 2

Tłusty Czwartek nie pomoże na chudy rok branży piekarniczo-cukierniczej
Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor i BIK

Najtrudniej piekarniom z Górnego i Dolnego Śląska oraz Pomorza

Kłopoty z regulowaniem zaległych zobowiązań rozkładają się bardzo nierówno między regionami. Najbardziej zadłużeni są piekarze i cukiernicy z woj. śląskiego, którzy mają 14,2 mln zł zaległości, tam też jest najwięcej firm z problemami – 132. Niewiele mniej niespłacanych zobowiązań przypada na woj. pomorskie (13,6 mln zł) i dolnośląskie (13 mln zł). Największy odsetek zadłużonych piekarni jest natomiast w woj. kujawsko-pomorskim, gdzie kłopoty z regulowaniem faktur i rat kredytowych ma niemal 9 proc. firm. Najsumienniej finansami zarządzali natomiast w 2020 r. piekarze podlascy (3,8 proc.), świętokrzyscy (3,9 proc.) i małopolscy (4 proc.).

Zaległości producentów pieczywa oraz świeżych wyrobów ciastkarskich

Województwo Liczba firm Odsetek firm Kwota zaległości w mln zł
ŚLĄSKIE 132 6,22% 14,3
POMORSKIE 66 7,86% 13,6
DOLNOŚLĄSKIE 96 6,87% 13,0
MAZOWIECKIE 130 5,66% 11,0
MAŁOPOLSKIE 65 3,97% 10,4
LUBELSKIE 49 6,59% 9,9
KUJAWSKO-POMORSKIE 57 8,66% 7,4
WIELKOPOLSKIE 65 5,15% 6,8
WARMIŃSKO-MAZURSKIE 28 6,56% 6,5
ŁÓDZKIE 78 6,23% 6,3
LUBUSKIE 32 7,80% 3,6
ZACHODNIOPOMORSKIE 44 5,94% 3,3
PODKARPACKIE 46 5,91% 3,1
ŚWIĘTOKRZYSKIE 19 3,89% 1,8
OPOLSKIE 36 6,98% 1,7
PODLASKIE 14 3,77% 1,3

Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor i BIK

W przypadku sprzedawców pieczywa i ciast najwięcej firm z kłopotami z regulowaniem zaległych zobowiązań zlokalizowanych jest na Mazowszu (61), mają one też najwyższą kwotę niezapłaconych w terminie zobowiązań (3,4 mln zł).

Wyniki finansowe DB Energy I-II kw. roku obrotowego 2020/2021

W II kw. br. obrotowego spółka zanotowała kolejny raz z rzędu dwucyfrowy wzrost sprzedaży i skokową poprawę marży, co przełożyło się na zyski. Obecny portfel zleceń gwarantuje stabilny rozwój spółki w perspektywie najbliższych kwartałów. W negocjacjach mamy nowe interesujące projekty z obszaru poprawy efektywności energetycznej przemysłu, co jest dobrym prognostykiem dla wyników finansowych spółki w następnym roku, podsumowuje Krzysztof Piontek, Prezes DB Energy SA.    

I-II kw. roku obrotowego 2020/2021 – rok obrotowy trwa od 1 lipca 2020 r. do 30 czerwca 2021 r.

w tys. zł 01.10.2020- 31.12.2020 01.10.2019-31.12.2019 Zmiany % 01.07.2020-31.12.2020 01.07.2019-31.12.2019 Zmiana %
Przychody ze sprzedaży 4 586,14 3 159,01 +45% 9 931,45 9 585,85 +4%
EBIT 1 021,3 93,24 +995% 1 256,99 1 159,62 +8%
Marża EBIT 22,3% 3,0% 12,7% 12,1%  
EBITDA 1 178,71 113,31 +940% 1 563,78 1 223,74 +28%
Marża EBITDA 25,7% 3,6% 15,7% 12,8%
Zysk netto 889,21 35,86 2380% 1 010,49 870,79 +16%

Sprzedaż przyśpiesza

W II kw. 2020/2021 r. sprzedaż DB Energy wyniosła 4 586,14 tys. zł, tj. 45% wzrostu rdr, co daje narastająco w okresie I-II kw. br. obrotowego 9 931,45 tys. zł przychodów. Wpływ na przychody spółki w II kw. miało głównie rozliczenie kolejnych etapów prac z 14 projektów, w tym projektu dla Schumacher Packaging. Zgodnie z przyjętym modelem działalności, spółka realizuje coraz więcej projektów inwestycyjnych. W strukturze sprzedaży spółki, w I-II kw br. obrotowego, projekty inwestycyjne, w tym w modelu ESCO stanowiły 87% całości sprzedaży, segment doradczy (audyty efektywności energetycznej, pozyskiwanie Białych Certyfikatów oraz audyty energetyczne przedsiębiorstw itp.) stanowił 8% przychodów, podczas gdy pozostałe usługi stanowiły 5%.

Rosną zyski i marże

EBITDA spółki w II kw. 2020/2021 r. wyniosła 1 178,71 tys. zł wobec 113,31 tys. zł w analogicznym okresie ubiegłego roku; a marża skoczyła do poziomu 25,7%. Narastająco w I-II kw. br wynik EBITDA był na poziomie 1 563,78 tys. zł, tj. 28% wzrostu rdr. Marża EBITDA wyniosła 15,7% wobec 12,8% w analogicznym okresie ubiegłego roku. W II kw. 2020/2021 r. spółka odnotowała 1 021,3 tys. zł zysku operacyjnego (wobec 93,24 tys zł w II kw. 2019/2020 r.), a w I-II kw. 1 256,99 tys. zł, co dało narastająco 8% wzrostu rdr. Marża EBIT wyniosła narastająco 12,7% wobec 12,1% w analogicznym okresie ubiegłego roku.

Koszty operacyjne w II kw. br. wyniosły 4,19 mln zł, tj. 36% wzrostu rdr, w tym 68% stanowiły koszty usług obcych, pochodna skali realizowanych projektów. Narastająco koszty operacyjne wyniosły 9,31 mln zł, tj. 10% wzrostu rdr, z czego koszty usług obcych stanowiły 74% całości kosztów.

Zysk netto na koniec II kw. 2020/2021 r. wyniósł 889,21 tys. zł wobec 35,86 tys. zł w analogicznym okresie ubiegłego roku. Narastająco spółka zanotowała 1 010,49 tys. zł zysku, tj. 16% wzrostu rdr. Na koniec II kw. spółka dysponowała gotówką w kwocie 5,67 mln zł wobec 2,84 mln zł w analogiczym okresie ubiegłego roku.

Perspektywy dalszego rozwoju

Stosownie do przyjętej strategii rozwoju oraz w odpowiedzi na zapotrzebowanie rynku, spółka sfinalizowała ramową umowę z międzynarodową instytucją finansową SUSI Partners, która w ramach funduszu Efficiency Solutions II SV S. à r. l. zapewni DB Energy finansowanie inwestycji z zakresu efektywności energetycznej w modelu ESCO. SUSI Partners AG jest jedną z wiodących instytucji finansowych w Europie w zakresie finansowania projektów dotyczących odnawialnych źródeł energii, efektywności energetycznej oraz magazynowania energii.

Porozumienie umożliwi DB Energy finansowanie projektów o łącznej wartości co najmniej 20 mln euro do 2023 roku. Dotychczas spółka zidentyfikowała ponad 30 projektów inwestycyjnych o szacowanej wartości blisko 40 mln euro, które mogą zostać objęte finansowaniem w modelu ESCO w ramach współpracy z SUSI Partners. Spółka jest zaangażowana w kilka procesów negocjacyjnych, które mogą skutkować zawarciem umów na realizację projektów ESCO w kolejnych kwartałach. Obecnie spółka realizuje i rozlicza 4 projekty w modelu ESCO, których nakłady inwestycyjne na realizację wynoszą łącznie 34,75 mln zł (nakłady poniesione oraz przyszłe).

W okresie od października 2020 roku do grudnia 2020 roku widoczny był wzrost cen certyfikatów do poziomu 1933,86 PLN/toe z blisko 1 800 PLN/toe[1]. Kolejni klienci oczekują na decyzje w zakresie przyznania certyfikatów przez Urząd Regulacji Energetyki. Spółka posiada ponad 70 umów na rozliczenie Białych Certyfikatów i pracuje nad pozyskaniem nowych klientów tym obszarze.

W omawianym okresie działalność spółki zależnej Willbee Energy była ograniczona ze względu na pandemię. Spółka wdraża obecnie rozwiązania umożliwiające świadczenie usług audytowych w formie zdalnej, jak również kontynuuje działania promocyjne.

W II pół. 2021 r. spółka planuje zakończenie projektu B+R DiagSys. Stan zaawansowania prac nad realizacją projektu Zarząd szacuje na 90%.

[1] Średnioważone miesięczne ceny PMEF-F