Sklep internetowy… na telefonie? Z aplikacją mobilną Sky-Shop to możliwe

Sklepy internetowe to wygoda. Możliwość dokonywania zakupów z dowolnego miejsca na świecie. Z dowolnego urządzenia. Dlaczego wszystkie te korzyści miałyby dotyczyć tylko klientów e-sklepów?

Na szczęście tak nie jest. Ta mobilność i dostępność może być również udziałem osób prowadzących sklep internetowy. Do jego założenia i prowadzenia nie potrzebujesz bowiem miesięcy planowania, zespołu programistów do ciągłej dyspozycji, ani nawet wykupionego miejsca na serwerze.

Na start wystarczą chęci i dostęp do Internetu. A później? Smartfon.  

E-commerce w 2020 roku – postaw na mobile

2020 rok z doskonale znanych wszystkim powodów zmienił nasze podejście do handlu. Cały czas zmieniają się nawyki zakupowe konsumentów, dla których w przypadku zakupu wielu produktów oczywistym wyborem są dziś sklepy internetowe. E-commerce to więc jedna z niewielu branż, która zyskała w tym wyjątkowo trudnym dla gospodarki czasie. 

Najnowsze badania mówią o tym, że w Polsce zakupy w sieci robi już 7 na 10 internautów. Daje to 21 milionów potencjalnych klientów. Przyjrzyjmy się jednak bardziej szczegółowym danym. Analitycy Santander Bank Polska obliczyli, że udział branży e-commerce w handlu detalicznym w 2020 roku może się ustabilizować na poziomie ok. 8%, podczas gdy w 2019 r. wynosił on 5,4%. 

Co więcej, w pierwszej połowie lipca poziom wydatków na zakupy w sieci był równy blisko 140% wydatków z analogicznego okresu w 2019. Zgodnie z przewidywaniami analityków, do 2025 roku co piątą złotówkę będziemy wydawać za pośrednictwem Internetu.

Branża ma więc ogromny potencjał. Pojawia się jednak pytanie – co zrobić, aby nadążyć za tempem jej rozwoju?

Możliwości platformy e-commerce

Tradycyjne biura powoli odchodzą dziś w zapomnienie. Nie jest to jednak zła wiadomość dla właścicieli sklepów internetowych – ci od dawna wiedzą, że do zarządzania sprzedażą w sieci nie są potrzebne przestronne pokoje wypełnione stertą dokumentów, kilkudziesięcioma komputerami i nieustannie pracującymi drukarkami.

To właśnie w nowoczesności i elastyczności tkwi potencjał e-commerce. Wraz z nim i wartością branży, rosną jednak wymagania klientów. Dziś jak nigdy liczą się szybkie reakcje i nienaganna obsługa klienta. Przetwarzanie płatności, dostawa, przesyłanie faktur – to wszystko musi przebiegać bez żadnych opóźnień. 

W spełnieniu tych oczekiwań może pomóc niezawodne oprogramowanie, z którym błyskawicznie uruchomisz sprzedaż, a następnie będziesz mógł ją obsługiwać z dowolnego miejsca i o dowolnej porze. Bez zbędnych formalności, wiedzy programistycznej czy umiejętności graficznych. 

Oto, co zyskujesz, wybierając platformę e-commerce Sky-Shop:

  • możliwość korzystania z ponad 1200 funkcji, umożliwiających prowadzenie sklepu internetowego na miarę trzeciej dekady XXI wieku,
  • sklep zaprojektowany w technologii RWD,
  • intuicyjny panel administracyjny,
  • hosting w cenie abonamentu,
  • gotowe integracje z ponad 330 hurtowniami,
  • gotowe integracje z Allegro, eBay, marketplace’ami, systemami płatności, kurierami oraz narzędziami marketingowymi,
  • bezpłatne wsparcie techniczne doradców
  • i oczywiście – wygodną aplikację mobilną do zarządzania sklepem!

Funkcje aplikacji mobilnej Sky-Shop

Głównym założeniem aplikacji mobilnej jest to, byś mógł zarządzać swoim sklepem internetowym gdziekolwiek jesteś. Nie chodzi oczywiście o to, że nie możesz z niego spuścić oka – a raczej o to, by trzymać rękę na pulsie i móc reagować tak szybko, jak oczekują tego współcześni klienci.Funkcje aplikacji mobilnej Sky-Shop

Jakie dokładnie możliwości daje Ci aplikacja?

  • Dostęp do przejrzystego dashboardu

Sprawdzisz tam najistotniejsze dane dotyczące sprzedaży w Twoim sklepie, takie jak liczba zamówień. Będziesz mógł również upewnić się, czy działania marketingowe przebiegają sprawnie – w oparciu o liczbę wizyt w sklepie oraz liczbę aktualnie aktywnych klientów.

  • Możliwość obsługi zamówień

Z poziomu aplikacji możesz podejrzeć wszystkie zamówienia oraz edytować ich parametry, takie jak: sposób płatności, forma wysyłki, dane klienta oraz dane do faktury. Sprawdzisz również stan realizacji zamówień, a więc status płatności i wysyłki. 

  • Zarządzanie produktami

Aplikacja mobilna umożliwia podgląd listy produktów oraz aktualnych stanów magazynowych. Z jej pomocą możesz także edytować ich parametry, wgrać dodatkowe zdjęcia oraz określić widoczność danego produktu.

  • Obsługa klientów

Dzięki aplikacji masz stały dostęp do listy klientów. Możesz także edytować ich dane oraz sprawdzić status (aktywny/nieaktywny).

Znajdziesz tam również informacje o nowościach w oprogramowaniu Sky-Shop. Co ważne, z poziomu aplikacji możesz obsługiwać nawet kilka sklepów.

Chcesz własnoręcznie sprawdzić możliwości aplikacji mobilnej do zarządzania sklepem? Sprawdź Sky-Shop – i testuj bezpłatnie przez 14 dni. 

Biała lista podatników VAT – to jeden z największych bubli podatkowych 2020 r.

82% członków zarządu, prezesów, księgowych i właścicieli firm korzystało ze szkoleń podatkowych przynajmniej raz w roku, a 64% więcej niż raz w roku. Podatnicy mają problemy ze zrozumieniem przepisów i opanowaniem ogromnej liczby zmian podatkowych – wynika z badania, które przeprowadziła Rada Podatkowa Konfederacji Lewiatan. Księgowi dostrzegają zagrożenia związane z podatkami w innych miejscach niż właściciele, prezesi i członkowie zarządów. Przepisy podatkowe nie powinny być domeną tylko księgowych. Wśród ocenianych zmian w podatkach najgorsze oceny zebrały przepisy o Białej Liście i raportowaniu schematów podatkowych. Zaskakująco pozytywnie oceniono nowy schemat JPK_VAT. Dobrze przyjęte zostały też nowe stawki PIT (17%) i CIT (9%).

Rada Podatkowa Konfederacji Lewiatan przygotowała raport o świadomości podatkowej przedsiębiorców. Ankietę, jeszcze przed rozpoczęciem pandemii, wypełniło 457 księgowych, członków zarządów, prezesów, właścicieli firm i innych osób na co dzień borykających się z przepisami podatkowymi.

Przedsiębiorcy na pytanie, co zmienić w przepisach podatkowych, najczęściej odpowiadali: uprościć podatki, ograniczyć liczbę zmian, wyeliminować rozbieżności interpretacyjne i większy nacisk położyć na konsultacje społeczne.

Wśród pozytywnych zmian w podatkach (zarówno w 2019 r. jak i 2020 r.). ankietowani najwyżej ocenili: wprowadzenie JPK VAT (53,6% – uwaga badanie jeszcze przed wprowadzeniem w życie), nową 17% stawkę PIT (36,3%), 9% CIT (36,1%), podniesienie limitu amortyzacji samochodów (28,9%), skrócenie terminów w uldze na złe długi w VAT (27,1%) zerowy PIT dla młodych (26,7%) oraz ulgę na złe długi CIT (17,1%).

Natomiast najgorsze oceny otrzymały Biała Lista (61,7%), raportowanie schematów podatkowych – MDR (58,2%) limitowanie kosztów podatkowych – najem, leasing (51,2%) zmiany dotyczące obowiązkowego split payment (46,4%), tzw. test przedsiębiorcy (42%) i odpowiedzialność podmiotów zbiorowych (40%).

– Z badania wynika, że obraz świadomości podatkowej przedsiębiorców prezentuje się całkiem dobrze, ale istnieją różnice w postrzeganiu zmian podatkowych w grupie księgowych, członków zarządu oraz prezesów i właścicieli. Kadra zarządzająca koncentruje się przede wszystkim na wybranych zmianach, które dotyczą ich bezpośrednio (leasing samochodów, danina solidarnościowa) oraz wpływających na wynik finansowy firmy. Księgowym pozostawia zaś kwestie bardziej techniczne. Często brakuje podejścia całościowego – mówi Arkadiusz Łagowski, wiceprzewodniczący Grupy VAT Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan, partner w Martini i Wspólnicy.

Zdaniem autorów raportu to nastawienie osób zajmujących najwyższe stanowiska w firmach powinno ulec modyfikacji. Mamy bowiem do czynienia z rosnącym ryzykiem podatkowym spowodowanym: dużą presją szybko wprowadzanych, niejasnych przepisów, nowymi karami za nieprawidłowości, zaostrzeniem stanowiska fiskusa w wielu kwestiach połączonym ze zmianą modelu działania organów podatkowych, nowymi wymogami raportowymi (MDR, GTU w JPK) oraz zdecydowanie lepszymi narzędziami informatycznymi organów podatkowych. To powoduje, że przepisy podatkowe nie powinny być domeną tylko księgowych.

Poradnik: istota, definicja i najważniejsze pojęcia przedsiębiorstwa

Ze względu na epidemię COVID-19 i jej skutki dla gospodarki słowo „przedsiębiorstwo” odmieniane jest przez wszystkie przypadki. W tym kontekście warto przypomnieć podstawowe pojęcia ekonomiczne związane z przedsiębiorstwem, jak np. kapitał, bilans, rachunek zysków i strat, które mają istotne znaczenie dla funkcjonowania każdej firmy.

Przykładem opisu stanu polskich przedsiębiorstw w czasach pandemii COVID-19 może być poniższy raport NBP.

Z lipcowego Szybkiego Monitoringu NBP wynika, że pandemia COVID-19 i towarzyszący jej wstrząs administracyjny (m.in. czasowy lockdown znacznej części gospodarki) doprowadziły do tego, że w II kwartale ocena bieżącej sytuacji przedsiębiorców gwałtownie pogorszyła się i jest najniższa od momentu przystąpienia Polski do UE.

Jak zaznaczono w raporcie NBP, wpływ pandemii COVID-19 na ocenę sytuacji bieżącej charakteryzował się dużym zróżnicowaniem – zarówno pomiędzy branżami, jak i przedsiębiorstwami, spośród których aż 68 proc. nadal uważa swoją sytuację za dobrą albo bardzo dobrą. Z ankiety prowadzonej wśród firm w okresie od lutego do czerwca br. wynika, że w II kwartale pogorszyła się deklarowana ocena płynności przedsiębiorstw oraz zdolność do terminowej obsługi zadłużenia. Jednocześnie większość ankietowanych przez bank centralny przedsiębiorców przewidywała dość szybki powrót do sytuacji sprzed wybuchu pandemii, choć w niektórych obszarach może być on trudniejszy.(…) Według opinii respondentów – ok. 2/3 przedsiębiorstw deklaruje odzyskanie kondycji przedkryzysowej w przeciągu co najwyżej 2-3 kwartałów, a w sumie niemal 80 proc. w czasie nie dłuższym niż rok (…).

Pamiętajmy jednak, że powyższe dane odnosiły się do sytuacji z wiosny i pierwszej „fali” epidemii i dziś, w obliczu nowych restrykcji i ograniczeń wprowadzanych przez rząd, ocena sytuacji przez część przedsiębiorców mogłaby być inna.

Niemniej jednak, żeby łatwiej zrozumieć, jak radzą sobie firmy i jaka jest ich kondycja, warto przypomnieć najważniejsze terminy i ich definicje, które odnoszą się do funkcjonowania przedsiębiorstw. W poniższym artykule omawiamy takie pojęcia jak: przedsiębiorstwo – jego kapitał i majątek, sprawozdanie finansowe oraz mierniki kondycji finansowej przedsiębiorstwa.

Czym jest przedsiębiorstwo?

Kodeks cywilny definiuje przedsiębiorstwo jako zorganizowany zespół składników niematerialnych i materialnych przeznaczony do prowadzenia działalności gospodarczej. Obejmuje ono w szczególności:

  1. oznaczenie indywidualizujące przedsiębiorstwo lub jego wyodrębnione części (nazwa przedsiębiorstwa),
  2. własność nieruchomości lub ruchomości, w tym urządzeń, materiałów, towarów i wyrobów, oraz inne prawa rzeczowe do nieruchomości lub ruchomości,
  3. prawa wynikające z umów najmu i dzierżawy nieruchomości lub ruchomości oraz prawa do korzystania z nieruchomości lub ruchomości wynikające z innych stosunków prawnych,
  4. wierzytelności, prawa z papierów wartościowych i środki pieniężne,
  5. koncesje, licencje i zezwolenia,
  6. patenty i inne prawa własności przemysłowej,
  7. majątkowe prawa autorskie i majątkowe prawa pokrewne,
  8. tajemnice przedsiębiorstwa,
  9. księgi i dokumenty związane z prowadzeniem działalności gospodarczej.

Cel działalności gospodarczej przedsiębiorstwa, począwszy od zysku księgowego do maksymalizacji wartości wszystkich interesariuszy, ewoluował wraz ze zmianami wiedzy ogólnej, zmieniających się światopoglądów czy też rozwoju demokracji. We współczesnych finansach przyjmuje się, że głównym celem działalności przedsiębiorstwa jest pomnażanie bogactwa właścicieli, który jest realizowany poprzez maksymalizację wartości przedsiębiorstwa. Osiąganie głównego celu przedsiębiorstwa możliwe jest dzięki wypełnieniu celów cząstkowych, wzajemnie powiązanych, tworzących hierarchiczną siatkę celów firmy zaprezentowaną w tabeli 1 (w atrykule).Cel działalności gospodarczej przedsiębiorstwa

Istnieje wiele kryteriów dokonywania podziału przedsiębiorstw uwzględniających ich wielkość, rodzaj działalności, formę własności przedsiębiorstwa czy formę prawną. Powszechnie stosowaną klasyfikację przedsiębiorstw zaprezentowano na rysunku 1 (w artykule).Powszechnie stosowaną klasyfikację przedsiębiorstw

Najbardziej rozbudowaną oraz rozwiniętą formą prawną przedsiębiorstw jest spółka akcyjna należąca do najczęściej wybieranych form prawnych przedsiębiorstw działających na dużą skalę. Minimalny kapitał zakładowy spółki akcyjnej wynosi 100000 zł, a cena jednej akcji nie może być niższa niż 1 gr. Spółka akcyjna jest zobowiązana do powołania rady nadzorczej oraz zarządu reprezentującego spółkę na zewnątrz oraz prowadzącego jej interesy. Kapitał zakładowy spółki powstaje z wkładów założycieli, którzy w ten sposób stają się współwłaścicielami przedsiębiorstwa w formie posiadania pakietu akcji spółki. Kapitał akcyjny może zostać podniesiony w dalszej działalności przedsiębiorstwa poprzez dodatkową emisję akcji skierowaną do dotychczasowych akcjonariuszy lub przeznaczoną do publicznej oferty. Właścicielem akcji może być zarówno osoba fizyczna jak i prawna. Akcjonariusze, w zależności od zysku wypracowanego przez przedsiębiorstwo, posiadają prawo do dywidendy.

Kapitał w firmie

Kapitał w przedsiębiorstwie można scharakteryzować według różnych kryteriów. Jednym z nich jest źródło jego pozyskiwania. Kapitał ogółem dzieli się na własny i obcy. Do kapitałów własnych zalicza się:

  • kapitał podstawowy, inaczej nazywany zakładowym,
  • kapitał zapasowy,
  • kapitał z aktualizacji wyceny,
  • kapitał rezerwowy.

Kapitał własny w spółce akcyjnej stanowią środki wniesione przez właścicieli oraz wypracowane w trakcie działalności przedsiębiorstwa. Do najważniejszych funkcji kapitału własnego zaliczają się następujące:

  • założycielska – kapitał własny stanowi podstawę spółki akcyjnej i jest niezbędny do zarejestrowania działalności,
  • pomiarowa – na podstawie wysokości wpłaty na kapitał zakładowy dokonuje się podziału wypłacanej dywidendy,
  • gwarancyjna – kapitał własny jest zabezpieczeniem dla wierzycieli spółki, ponieważ w przypadku upadłości są oni spłacani przed właścicielami,
  • finansowa – kapitał własny zapewnia środki finansujące działalność i pozwala na zwiększenie jej skali,
  • reprezentacyjna – wysokość kapitału własnego świadczy o pozycji, skali działalności przedsiębiorstwa i kondycji finansowej,
  • wyrównawcza – rezerwy utworzone w ramach kapitału własnego są wykorzystywane do pokrywania strat i wypłaty dywidendy.

Należy podkreślić bezpieczeństwo i stabilność, jakie zapewnia kapitał własny. Jest on wniesiony do spółki na czas nieokreślony, czyli bezterminowy. Stanowi gwarancję dla wierzycieli, ponieważ to oni są zaspokajani w pierwszej kolejności w przypadku bankructwa.

Kapitał obcy to kapitał pozyskiwany tylko i wyłącznie na zewnątrz firmy. Do źródeł pozyskiwania kapitału obcego zalicza się m.in. kredyty bankowe, leasing finansowy oraz wpływy z emisji papierów dłużnych. Do zalet finansowania pozyskiwanego od wierzycieli, określanego mianem kapitału obcego, zalicza się m.in.:

  • zwiększenie własnych zdolności inwestycyjnych przedsiębiorstwa,
  • korzystny wpływ na rentowność kapitału własnego, przez zakwalifikowanie do kosztów podatkowych obciążeń wynikających z obsługi długu pomniejszających podstawę opodatkowania.

Aktywa przedsiębiorstwa

Majątek firmy dzieli się na aktywa trwałe i obrotowe. Zgodnie art. 3 pkt. 1 ustawy o rachunkowości środki trwałe to zdatne do użytku, kontrolowane przez jednostkę, przeznaczone na potrzeby jednostki rzeczowe aktywa trwałe, których okres użytkowania określa się na dłużej niż rok. Przez aktywa obrotowe rozumie się środki majątku przeznaczone do wykorzystania lub sprzedaży w ciągu 12 miesięcy od dnia bilansowego. Tym samym, do aktywów trwałych zalicza się:

  • wartości niematerialne i prawne, np. licencje, znaki towarowe, prawa do patentów,
  • rzeczowe aktywa trwałe, np. budynki, budowle, grunty, środki transportu, maszyny i urządzenia techniczne,
  • inwestycje długoterminowe, np. nabyte obce długoterminowe papiery wartościowe, nieruchomości i grunty nabyte nie na własne potrzeby, a z zamiarem późniejszej odsprzedaży z korzyścią ekonomiczną,
  • należności długoterminowe,
  • długoterminowe rozliczenia międzyokresowe, np. aktywa z tytułu odroczonego podatku dochodowego.

Z kolei wśród aktywów obrotowych wymienia się:

  • zapasy (w tym materiały), wyroby gotowe, półprodukty, towary,
  • inwestycje krótkoterminowe, np. krótkoterminowe papiery wartościowe, udzielone krótkoterminowe pożyczki, środki pieniężne w kasie i na rachunkach bankowych,
  • należności krótkoterminowe, np. z tytułu podatków i ubezpieczeń społecznych, dostaw i usług,
  • krótkoterminowe rozliczenia międzyokresowe, np. ubezpieczenia majątkowe, podatki od nieruchomości, czynsze płacone z góry.

Zgodnie z praktyką firmy produkcyjne charakteryzują się zazwyczaj relatywnie dużym udziałem majątku trwałego w aktywach ogółem. W przedsiębiorstwach usługowych udział ten będzie najniższy, ponieważ swoją wartość opierają one na wypracowanej marce, rozpoznawalności oraz jakości świadczonych usług. W firmach handlowych udział aktywów trwałych w aktywach ogółem jest zależny od przyjętego modelu biznesowego. Korzystając z wynajętego magazynu i powierzchni sklepowej, mogą ograniczać zapotrzebowanie na majątek trwały. W firmach handlowych obserwuje się za to wysoki udział zapasów ze względu na zamrożenie kapitału w zaopatrzonych sklepach. Spółki mogą minimalizować wartość tych aktywów przez optymalizację wielkości i częstotliwości dostaw oraz wysyłek.

Sprawozdanie finansowe firmy

Sprawozdanie finansowe jest usystematyzowanym zbiorem danych finansowych. W Polsce sprawozdania są tworzone według ustawy o rachunkowości z dnia 29 września 1994 roku. Wszystkie jednostki gospodarcze, które prowadzą księgi rachunkowe, są zobligowane do tworzenia uproszczonych sprawozdań finansowych, w których skład wchodzą: bilans, rachunek zysków i strat oraz informacja dodatkowa, stanowiąca uzupełnienie sprawozdania finansowego. Dodatkowo sprawozdanie jednostek określonych w art. 64 ust. 1 ustawy o rachunkowości obejmuje: zestawienie zmian w kapitale bądź funduszu własnym (w przypadku funduszy inwestycyjnych – zestawienie zmian w aktywach netto) oraz rachunek przepływów pieniężnych.

Bilans

Bilans określany jest jako jeden z podstawowych dokumentów sprawozdawczych. Sporządzany jest na dany dzień, w języku polskim i w obowiązującej walucie. Bilans zamknięcia poprzedniego okresu jest bilansem otwarcia kolejnego. Przedstawia się go w formie tabeli z podziałem na aktywa, czyli składniki majątku oraz pasywa, czyli źródła finansowania tego majątku. Suma aktywów musi być równa sumie pasywów. Uproszczony wzór bilansu zgodny z ustawą o rachunkowości przedstawia tabela 2 (w artykule).rachunek zysków i strat

Zazwyczaj obok siebie prezentuje się wartości na ostatni dzień danego roku oraz roku poprzedniego. Za rok obrotowy przyjętych jest kolejnych i pełnych 12 miesięcy, przez co w większości przypadków rok obrotowy pokrywa się z kalendarzowym. Przez aktywa rozumie się zasoby, które: są wynikiem zdarzeń przeszłych, podlegają kontroli jednostki, przyniosą korzyści ekonomiczne w przyszłości. Uporządkowuje się je według kryterium zapadalności, tzn. od najtrudniej do najłatwiej zamienialnych na gotówkę i jej ekwiwalenty. Z tego względu najwyżej prezentowane są aktywa trwałe, tj. środki trwałe czy wartości niematerialne i prawne. Poniżej wykazuje się składniki obrotowe, do których zalicza się m.in. zapasy, należności krótkoterminowe czy środki pieniężne. Ich cykl obrotowy nie przekracza roku. Z zasady aktywa wycenia się według ceny nabycia lub kosztów wytworzenia.

Pasywa w podstawowym ujęciu klasyfikuje się jako kapitał własny lub zobowiązania i rezerwy na zobowiązania. Są uporządkowane według okresu wymagalności, tzn. od trwale pozostających w przedsiębiorstwie kapitałów własnych do zobowiązań krótkoterminowych o najpilniejszym terminie zwrotu.

Rachunek zysków i strat

Kolejnym istotnym elementem sprawozdania finansowego jest rachunek zysków i strat. Podstawowy układ zaprezentowano w tabeli 3 (w atrykule).rachunek zysków i strat 2

Rachunek zysków i strat stanowi zestawienie kosztów i przychodów z działalności podstawowej, finansowej, pozostałej działalności operacyjnej oraz z tytułu podatku dochodowego za dany okres, dlatego ma charakter dynamiczny. Może być sporządzony w wersji porównawczej lub kalkulacyjnej. Niezależnie od wybranej wersji musi wykazywać tę samą wartość wyniku finansowego. Główną różnicę w tym zakresie stanowi ujęcie kosztów.

W ustawie o rachunkowości za przychody i zyski uznaje się uprawdopodobnione korzyści ekonomiczne oczekiwane w okresie sprawozdawczym, z wiarygodnie określoną wartością, zwiększające wartość aktywów lub pomniejszające zobowiązania, przez co doprowadzają do wzrostu kapitału własnego lub spadku jego niedoboru, jednak w inny sposób niż wniesienie środków przez właścicieli. Z kolei za koszty przyjmuje się uprawdopodobnione pomniejszenie korzyści ekonomicznych w okresie sprawozdawczym, z wiarygodnie określoną wartością, prowadzące do zmniejszenia wartości aktywów lub zwiększenia wartości zobowiązań, co skutkuje pomniejszeniem kapitału własnego lub zwiększeniem jego niedoboru w inny sposób niż wycofanie środków przez właścicieli. Analiza rachunku zysków i strat nie powinna ograniczać się do interpretacji pojedynczych wartości. Należy brać pod uwagę poszczególne składowe wyniku finansowego, szczególnie przychody i zrównane z nimi koszty.

Rachunek przepływów pieniężnych

Dokumentem odzwierciedlającym stan płynności finansowej przedsiębiorstwa jest rachunek przepływów pieniężnych, inaczej zwany „cash flows”. Tabela 4 (w artykule) przedstawia wzór rachunku przepływów pieniężnych ukazujący przepływy z działalności operacyjnej dwoma metodami, bezpośrednią i pośrednią.wzór rachunku przepływów pieniężnych

Rachunek przepływów pieniężnych rejestruje faktyczne wpływy i wydatki gotówkowe przedsiębiorstwa w podziale na trzy rodzaje jego działalności, to znaczy: operacyjną, inwestycyjną oraz finansową.

Działalność operacyjna jest równoznaczna z podstawową działalnością przedsiębiorstwa. Do działalności inwestycyjnej zalicza się kupno i sprzedaż aktywów trwałych oraz krótkoterminowych aktywów finansowych. Dodatkowo dolicza się wszelkie pieniężne koszty i przychody z nimi związane. Przez finansową działalność rozumie się pozyskanie lub stratę źródeł finansowania wraz ze związanymi z nimi pieniężnymi korzyściami i kosztami. Istnieją dwa sposoby prezentacji danych z działalności operacyjnej. Metoda bezpośrednia jest różnicą faktycznych, zaistniałych wpływów i wydatków, czyli ustalonych w myśl zasady kasowej. Natomiast punktem wyjścia w metodzie pośredniej jest wynik finansowy ustalony wcześniej według zasady memoriałowej, następnie jest on skorygowany o operacje gospodarcze o charakterze niepieniężnym i o operacje niezaliczane do działalności operacyjnej. Do najczęstszych korekt zalicza się: amortyzację, wynik z tytułu różnic kursowych, dywidendy uzyskane od innych spółek, wynik na działalności inwestycyjnej, zmiany stanu rezerw, zapasów, należności, rozliczeń międzyokresowych i zobowiązań krótkoterminowych, z wyłączeniem kredytów i pożyczek.

W wyniku obliczeń otrzymuje się przepływy pieniężne netto z działalności operacyjnej. Bez względu na wybraną metodę, wynik powinien być taki sam. Następnie powinna zostać obliczona różnica wpływów i wydatków z działalności inwestycyjnej oraz finansowej. W konsekwencji otrzymuje się całkowite przepływy pieniężne netto oraz środki pieniężne na koniec okresu.

Zestawienie zmian w kapitale własnym i informacja dodatkowa

Zestawienie zmian w kapitale własnym to informacje na temat zmian poszczególnych składowych funduszu własnego. Dotyczy obecnego oraz minionego roku obrotowego. W tym dokumencie ujmowane są takie zdarzenia jak wyniki aktualizacji aktywów, korekty błędów czy tworzone rezerwy. Informacja dodatkowa jest uzupełnieniem sprawozdania finansowego. Zawiera kluczowe dane oraz wszelkiego rodzaju sprostowania i wyjaśnienia. Dokument obejmuje wstęp do sprawozdania finansowego, w którym opisuje przyjętą politykę rachunkowości oraz metody sporządzania sprawozdania finansowego i wyceny składowych, dodatkowo określa zakres i długość trwania roku obrotowego. Ponadto zawiera noty, czyli objaśnienia dla lepszego zrozumienia składowych sprawozdania, informacje na temat pracowników i organów spółki oraz zaproponowany podział zysku lub pokrycia straty.

Victoria Dom pozyskała 43 mln zł z emisji obligacji

Deweloper Victoria Dom zakończył prywatną emisję trzyletnich obligacji korporacyjnych, z której pozyskał 43 mln zł. Środki przeznaczy na zasilenie kapitału obrotowego, a tym samym na finansowanie bieżących projektów i zakup gruntów pod nowe inwestycje mieszkaniowe.

Deweloper Victoria Dom zakończył prywatną emisję obligacji korporacyjnych, w ramach której inwestorzy objęli trzyletnie papiery dłużne o łącznej wartości 43 mln zł. Pozyskane środki zostaną przeznaczone na zasilenie kapitału obrotowego, a w szczególności na realizację projektów deweloperskich oraz zakup gruntów pod nowe inwestycje.

„Cieszymy się z okazanego zaufania inwestorów, którzy chętnie inwestują w papiery korporacyjne podmiotów o silnym standingu finansowym. Wśród obligatariuszy jest kilka nowych instytucji, z którymi z pewnością będziemy w przyszłości rozwijać współpracę w zakresie finansowania naszej działalności. Pozyskane środki zamierzamy przeznaczyć na zakup gruntów pod kolejne inwestycje oraz realizację bieżących projektów deweloperskich” – powiedział Waldemar Wasiluk, Wiceprezes Victoria Dom S.A. Podkreślił, że osiągnięty w pierwszych dziewięciu miesiącach br. poziom sprzedaży był zgodny z planem. „Ze względu na przedłużające się procedury administracyjne mieliśmy jednak w trzecim kwartale ograniczoną podaż mieszkań. Dlatego obecnie na bieżąco staramy się rozszerzać naszą ofertę mieszkaniową. Sytuacja na rynku pozostaje stabilna. Klienci są szczególnie zainteresowani zakupem kompaktowych i funkcjonalnych mieszkań w lokalizacjach z dobrym dostępem do komunikacji miejskiej” – dodał Waldemar Wasiluk.

Victoria Dom, będąca jednym z największych warszawskich deweloperów, w pierwszych trzech kwartałach 2020 r. sprzedała 1166 mieszkań. Oznacza to wzrost o 3% w porównaniu do analogicznego okresu poprzedniego roku.

Fiskus odmówił przedsiębiorcy prawa do odliczenia VAT, bo ten nie sprawdził komornika, który zdaniem organu był oszustem

Organ podatkowy odmówił firmie prawa do odliczenia VAT z faktur wystawionych przez komornika. Chodziło o dwie faktury na kwotę ponad 3,7 mln zł, które komornik sądowy wystawił spółce za towar przejęty w ramach czynności egzekucyjnych od dłużnika. Fiskus stwierdził, że komornik nie zajął żadnych towarów, ruchomości. A skoro nie zajął żadnych towarów u dłużnika, to spółka, jako rzetelny i staranny podatnik, nie powinna przyjmować od niego faktur ani też dokonywać w oparciu o nie odliczenia VAT. Przedsiębiorca tłumaczył, że komornik to funkcjonariusz publiczny, więc jak ma mu nie ufać, czy też w jaki sposób, dla dochowania wymaganej przez fiskusa należytej staranności, ma komornika sprawdzać? Po stronie przedsiębiorcy stanął sąd.

Kontrola nabyć od komornika wszczęta po trzech latach

W grudniu 2016 r. dyrektor urzędu kontroli skarbowej wszczął wobec spółki z o.o. spółki komandytowej postępowanie kontrolne w zakresie prawidłowości jej rozliczeń w podatku dochodowym od osób prawnych i podatku od towarów i usług za 2013 r. Organ stwierdził, że spółka zawyżyła kwotę podatku naliczonego w wysokości ponad 695 tys. zł, ujmując w swoich rozliczeniach dwie faktury zakupu wystawione jej przez komornika sądowego na łączną kwotę brutto ponad 3,7 mln zł. Chodziło o sprzedaż egzekucyjną w ramach przeprowadzonych na wniosek tej spółki postępowań egzekucyjnych.

Organ stwierdził, że komornik wystawił fikcyjne faktury

W wyniku tych ustaleń naczelnik urzędu celno-skarbowego w sierpniu 2018 r. odmówił przedsiębiorcy prawa do odliczenia VAT w kwocie ponad 695 tys. zł z tychże faktur. Po odwołaniu się spółki decyzję naczelnika podtrzymał dyrektor izby administracji skarbowej. W decyzji z grudnia 2018 r. organ drugiej instancji wskazał, że komornik nie zajął żadnych ruchomości na podstawie wniosku o wszczęcie egzekucji złożonego przez spółkę od wskazanych przez nią podmiotów. A skoro zajęć nie dokonał, to i nie miał czego spółce odsprzedać. Stąd też wystawione przez komornika faktury są fikcyjne.

Zmowa…

Dyrektor IAS co prawda zgodził się z przedsiębiorcą, że komornik jako funkcjonariusz publiczny powinien działać zgodnie z prawem. Jednocześnie zarzucił jej, że zarówno dłużnicy, u których zajęto ruchomości, jak i sama spółka wiedzieli o tym, że działania komornika są nieprawidłowe. W powyższej sprawie organy skarbowe ustaliły bowiem, że komornik ani nie był w miejscach faktycznego przechowywania ruchomości, ani też nie zajmował ich na miejscu. Sporządził jedynie protokół zajęcia tych ruchomości w siedzibie dłużników. Dlatego też, odmawiając spółce prawa do odliczenie VAT z zakwestionowanych faktur, zarzucił jej, że jako rzetelny i staranny podatnik nie powinna przyjmować tych faktur ani też dokonywać w oparciu o nie odliczeń.

W opinii dyrektora organ podatkowy nie jest uprawniony jedynie do badania formalnej poprawności faktur VAT zaewidencjonowanych w księgach rachunkowych, ale do szerokiego badania okoliczności, które mają bezpośredni wpływ na stan faktyczny sprawy i skutki prawno-podatkowe przeprowadzonych transakcji.

Nie do fiskusa, a do sądu powszechnego należy weryfikacja działań komornika

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie, przywołując przepisy obowiązującej do końca 2018 r. – a więc i w poddanym przez fikusa kontroli okresie działalności spółki – Ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o komornikach sądowych i egzekucji, zwrócił uwagę, że w myśl art. 3 ust. 2 pkt 1 prezes sądu rejonowego, przy którym działa komornik, sprawuje nadzór nad jego działalnością. Zaś z przedstawionych w tej sprawie przez organ wywodów nie wynika, czy i jakie środki organ przedsięwziął, by zgłosić prezesowi sądu zarzucane komornikowi nieprawidłowości, a przede wszystkim, czy istnienie tych nieprawidłowości zostało potwierdzone we właściwym trybie, przeznaczonym do nadzoru działalności komornika.

Sąd przyznał spółce rację co do tego, że działalność komorników ma charakter szczególny i może być weryfikowana tylko przez konkretne, wskazane w przepisach podmioty. Takiego prawa nie posiadają natomiast organy podatkowe. A i potwierdzenia swoich zarzutów wobec komornika organ podatkowy nie może szukać w sądzie administracyjnym, bo komornik nie stanowi części administracji publicznej.

Hipokryzja organów

Jednak to nie koniec. Warszawski sąd zwrócił również uwagę na to, iż fiskus zarzuca przedsiębiorcy, że ten nie podniósł w postępowaniu egzekucyjnym dostrzeżonych przez organ nieprawidłowości, podczas gdy sam organ nie zwracał się do tegoż komornika o ich wyjaśnienie. A przecież przedsiębiorca, w przeciwieństwie do organu, o rzekomych nieprawidłowościach nie wiedział. Do tego organ zarzuca spółce, że wręcz aprobowała je, a nawet działała z komornikiem w zmowie.

Nabywając własność od komornika, spółka korzystała ze szczególnej ochrony

Pomijając fakt, że organ podatkowy wykracza poza swoje kompetencje, oceniając rzetelność działań komornika sądowego, to na dodatek bezpodstawnie wywodzi, że w wyniku tych zarzucanych nieprawidłowości komornik nie mógł skutecznie przenieść własności rzeczy w postępowaniu egzekucyjnym. Zgodnie bowiem z powoływanym przez skarżącą spółkę przepisem art. 879 Kodeksu postępowania cywilnego w przypadku nabycia egzekucyjnego od komornika przeciwko nabywcy nie można podnosić zarzutów co do ważności nabycia.

Zatem w sytuacji sprzedaży egzekucyjnej ten, który tą drogą uzyskał własność rzeczy, zyskuje silniejszą ochronę niż w przypadku nabycia własności na podstawie przepisów prawa cywilnego, co potwierdza wskazany przepis art. 879 K.p.c., wyłączając możliwość podważania ważności takiego nabycia. Co prawda w doktrynie istnieje pogląd, iż wyjątkowo można wystąpić przeciw ważności takiego nabycia, ale tylko wówczas, gdy czynności egzekucyjne komornika, polegające na zajęciu i sprzedaży rzeczy, oraz nabywcy działającego wspólnie i w porozumieniu z komornikiem zostaną prawomocnym wyrokiem skazującym uznane za przestępstwa.

Organ nie rozumie, na czym polega egzekucyjne przeniesienie własności

Tym samym sąd wskazał organowi drogę, na jaką powinien wstąpić, chcąc podważyć ważność zakwestionowanego nabycia przez spółkę. Organ może bowiem powiadomić o swoich podejrzeniach właściwe organy ścigania, choć w opinii sądu powinien najpierw rozważyć uruchomienie czynności nadzorczych nad komornikiem, które leżą w kompetencjach prezesa sądu rejonowego. WSA odniósł się również do zarzutów organu, jakoby spółka nie mogła nabyć ruchomości udokumentowanych wystawionymi przez komornika fakturami, skoro ów komornik nie dokonywał w rzeczywistości fizycznego zajęcia. Sąd zwrócił uwagę, że organ nie rozumie, na czym polega egzekucyjne przeniesienie własności.

WSA w Warszawie uchylił zaskarżoną, niekorzystną dla przedsiębiorcy decyzję dyrektora izby administracji skarbowej i poprzedzającą ją decyzję naczelnika urzędu celno-skarbowego. W uzasadnieniu swojego wyroku wskazał:

„Zaskarżona decyzja nie odpowiada prawu. Organ podatkowy nie może egzekucyjnego przeniesienia własności rzeczy przez komornika sądowego traktować jak zwyczajnej czynności handlowej. Organ nie może stwierdzać, że dostawa towarów, będąca wynikiem egzekucyjnego przeniesienia własności rzeczy przez komornika, nie miała miejsca bez wytaczania przed sądem powszechnym powództwa o ustalenie nieistnienia stosunku prawnego (przeniesienia własności rzeczy) lub nieistnienia prawa własności Spółki (…) Dokonując egzekucyjnego przeniesienia rzeczy, komornik nie handluje towarem, ani też nie pośredniczy w takim handlu. (…) Organ nie ma kompetencji, aby arbitralnie stwierdzać nierzetelność działania komornika sądowego, a nadto nie ma prawa, aby samodzielnie oceniać czy stopień ewentualnej nierzetelności w działaniu komornika sądowego jest tak poważny, że przekłada się na bezskuteczność nabycia egzekucyjnego rzeczy” (wyrok z 4 września 2020 r., sygn. akt III SA/Wa 678/19).

To przedsiębiorcy muszą weryfikować, czy kontrahenci nie są oszustami, a oszustami tymi mogą być nawet funkcjonariusze publiczni i organy władzy

Minister Finansów, czyli szef fiskusa, w kwietniu 2018 r. wydał dokument zatytułowany: „Metodyka w zakresie oceny dochowania należytej staranności przez nabywców towarów w transakcjach krajowych”. W instrukcji tej czytamy: „W przypadku podatnika, który nie wiedział, że transakcja nabycia towaru została zorganizowana w związku z popełnieniem przez inny podmiot oszustwa lub nadużycia, prawo do odliczenia podatku naliczonego nie powinno zostać mu odebrane, jeżeli podatnik, przy zachowaniu należytej staranności nie mógł wiedzieć, że transakcja ta służy oszustwu lub nadużyciu w zakresie VAT (…) Co do zasady, dla dochowania należytej staranności podatnik powinien zweryfikować swojego kontrahenta, czyli dostawcę towaru i okoliczności transakcji z nim zawieranej” (www.podatki.gov.pl).

Opisana sprawa nasuwa konkluzję, że dla dochowania wymaganej przez fiskus, owej należytej staranności w doborze kontrahenta, aby nie zostać posądzonym o złą wiarę czy też, co gorsza, o zmowę w popełnieniu oszustwa, przedsiębiorcy będą musieli weryfikować nie tylko innych przedsiębiorców, ale nawet i organy oraz funkcjonariuszy władzy publicznej. Jak bowiem stanowi obowiązująca Ustawa z dnia 22 marca 2018 r. o komornikach sądowych (Dz.U. 2018 poz. 771, ze zm.), komornik sądowy, prócz tego, że w zakresie wykonywania czynności w postępowaniu egzekucyjnym i zabezpieczającym jest organem władzy publicznej, to jest również funkcjonariuszem publicznym (art. 2 i 3).

W kwietniowym wywiadzie dla Forbesa Adam Góral, prezes jednej z największych polskich firm – Asseco Poland, powiedział:

„Przedsiębiorca w Polsce to nie jest człowiek sukcesu, tylko ten, który coś kombinował. To jest straszne, bo bez przerwy ktoś sugeruje, że przedsiębiorcy to nieuczciwi ludzie, zamiast doceniać ich wysiłek w dochodzeniu do pieniędzy” (www.forbes.pl).

Jak widać, obecnie fiskus tak mocno i bezkompromisowo zaangażował się w ściąganie podatków, że o oszustwa, nieuczciwość i kombinatorstwo nakazuje podejrzewać nawet organy państwa. No, ale zarzucanie przedsiębiorcom braku dochowania należytej staranności w doborze kontrahenta to jeden z najczęstszych powodów, na jakie fiskus powołuje się, odbierając firmom pieniądze.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Złoty na przecenie

Po ponad tygodniu walk złoty w końcu przekroczył barierę 4,60 zł. To, co cieszy polskich eksporterów, zdecydowanie nie podoba się osobom posiadającym zobowiązania walutowe i importerom. Dla tych osób znów nadchodzą trudne finansowo czasy.

Euro za 4,63 zł ?

Wczoraj doszło do mocno oczekiwanego ruchu. Od kilku dni dochodziło do regularnych przebić na parze EURPLN poziomu 4,59 zł, jednakże po chwilowych wyskokach znajdowało się wystarczająco dużo chętnych, by nabyć polską walutę i kurs zawracał. Wczoraj nie zawrócił i byliśmy świadkami kilkugodzinnego ruchu, w wyniku którego euro podrożało niemal 5 gr i dotarło do 4,63 zł. Jest to o tyle istotne, że już przekroczyliśmy o ułamek grosza najwyższe poziomy od początku pandemii. Poprzedni raz tak drogo było w 2009 roku zaraz po kryzysie z 2008 roku.

Czy to tylko polski problem?

W przypadku tak silnych ruchów zawsze istotne jest pytanie o jego powód. To, czy rozwiązania trzeba szukać wewnątrz, czy na zewnątrz, można ocenić sprawdzając, jak zachowują się podobne instrumenty. Patrząc na wyrażoną w forintach, czy czeskich koronach cenę euro widzimy, że nie jest to tylko polski problem. Oznacza to, że powodem jest raczej ogólny niepokój związany z pandemią, a wydarzenia w kraju nie są jeszcze uwzględnione w notowaniach, o ile w ogóle będą mieć na nie w obecnej sytuacji znaczący wpływ.

Kolejne spadki na ropie

Jeszcze wczoraj pisaliśmy o najtańszej ropie naftowej od początku miesiąca. Po dzisiejszej przecenie jest ona już najtańsza od czerwca. Patrząc na sytuację pandemiczną i lockdown w kolejnych państwach, możemy zamknąć ten tydzień znacznie niższymi poziomami. Na uwagę zasługują szczególnie rosnące zapasy ropy w USA, co świadczy o tym, że surowca wciąż jest na rynku za dużo.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
13:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
14:00 – Niemcy – inflacja konsumencka.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Polacy chcą częstszych wypłat wynagrodzeń

Obecny system czasu pracy i wynagrodzeń nie odpowiada sporej części Polaków. Aż 21 proc. pracowników wolałoby dostawać pensję co dwa tygodnie, a jedynie 38 proc. chce zostać przy dotychczasowym, ośmiogodzinnym dniu pracy
– wynika z badania „Workforce view in Europe 2020” firmy ADP. Do zmian najbardziej pozytywnie nastawieni są przedstawiciele pokolenia Z i millenialsi.

Z danych ADP wynika, że miesięcznego systemu wypłaty wynagrodzenia wcale nie popiera zdecydowana większość pracowników. Choć 85 proc. badanych dostaje pensję co miesiąc,
to jedynie 52 proc. chciałoby przy tym rozwiązaniu pozostać. Aż 21 proc. polskich pracowników wolałoby dostawać wynagrodzenie co dwa tygodnie, a 15 proc. co tydzień. Co ciekawe, najwięcej chętnych na wypłaty dwa razy w miesiącu jest wśród młodych pracowników w wieku 18-24 lata (21 proc.) i 25-34 proc. (23 proc.) oraz wśród osób w wieku 55+ (24 proc.). Zaskakująco wysoką popularnością cieszy się również tygodniowy tryb wypłat i to wśród osób w wieku 45-50 lat – aż 19 proc. tej grupy chciałoby otrzymywać pensję co tydzień.

Widać wyraźną zmianę w podejściu pracowników do pracy przede wszystkim oczekują od pracodawców większej elastyczności. Jedną z konsekwencji tego trendu jest chęć zmiany w systemie wypłat. Istotna część pracowników, zamiast dostawać wynagrodzenie co miesiąc, woli otrzymywać je co dwa tygodnie lub nawet co tydzień. Dzięki temu mogą swobodnie zarządzać swoimi wydatkami i być bardziej elastyczni, co zwłaszcza w czasach pandemii może dawać im poczucie większego bezpieczeństwa. Choć w Polsce prawnie jest taka możliwość, to system ten może okazać się wyzwaniem dla pracodawców, ponieważ zwiększy to liczbę formalności związanych na przykład z rozliczaniem składek czy czas poświęcony na poprawne wyliczenia wynagrodzeń – mówi Anna Barbachowska, HR Business Partner z firmy ADP Polska.

8 godzin dziennie przez 5 dni w tygodniu odchodzi do lamusa

Potrzeba zmian widoczna jest także w opiniach polskich pracowników o czasie pracy. Jedynie 38 proc. chciałoby kontynuować pracę w obecnym systemie – czyli osiem godzin dziennie przez pięć dni w tygodniu – otrzymując takie samo wynagrodzenie. Bardziej przywiązane do tego rozwiązania są kobiety (40 proc.) niż mężczyźni (37 proc.). Wyraźnie też widać, że za utrzymaniem „tradycyjnego” modelem są osoby starsze– tylko 35 proc. pracowników w wieku 18-24 lata chce zachowania obecnego systemu, podczas  gdy wśród pracowników 55+, odsetek ten wynosi 54 proc.

Co ciekawe, aż 32 proc. zatrudnionych opowiada się za wydłużonym tygodniem pracy, ale
z wyższą pensją. Opcja ta jest szczególnie popularna wśród młodych pracowników (37 proc. ankietowanych  w wieku 18-24 lat). Nie brakuje jednak zwolenników innego rozwiązania, czyli krótszego tygodnia pracy, ale z większą liczbą dziennych godzin za te same wynagrodzenie.  Taką opcję popiera 23 proc. pracowników.

Pojawia się coraz więcej badań świadczących o tym, że pracownicy, nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie, chcą zmian w systemie pracy. Od pewnego czasu mówi się
o czterodniowym tygodniu pracy, a testy, takie jak na przykład eksperyment japońskiego Microsoftu, pokazują, że taka zmiana może być korzystna nie tylko dla pracownika, ale i dla pracodawcy. Widoczny jest wzrost efektywności i większe zadowolenie z pracy. Ostatnio do krajów, które rekomendują takie rozwiązanie dołączyła także Nowa Zelandia. Choć Polacy nie są jeszcze wielkimi entuzjastami tego pomysłu, to rośnie świadomość dotycząca korzyści takiego trybu pracy i stale przybywa osób przekonujących się do tego rozwiązania
– komentuje Anna Barbachowska.

Stres cyfrowy realnym zagrożeniem – jak dbać o pracowników?

Ostatnie miesiące pokazały, że rewolucja cyfrowa nabrała tempa na całym świecie. Jesteśmy otoczeni technologią, która nie tylko dostarcza nam rozrywki, ale pozwala na wykonywanie obowiązków zawodowych bez wychodzenia z domu. Videokonferencje, emaile, komunikatory ułatwiają życie, ale w nadmiarze mogą mieć też negatywne skutki na nasze zdrowie przede wszystkim te psychiczne. Dlatego świadomy manager powinien też zadbać o digital well-being
w firmie.

Coraz więcej mówi się o dbaniu o dobre samopoczucie pracowników i tworzenie przyjaznej kultury organizacyjnej w firmie. Dzięki zadbaniu o wellbeing pracownicy czują się częścią danej firmy, ponieważ szefowie dają im odczuć, że są dla nich ważni. Mając świadomość jej współtworzenia, czerpią zdecydowanie większą satysfakcję i radość z wykonywanych zadań. Managerowie i kadra zarządzająca zaczęli dostrzegać związek między kondycją psychiczną pracowników, a ich efektami i jakością wykonywanych obowiązków. A do tego ostatnie miesiące uwydatniły potrzebę wsparcia pracowników również od strony kondycji psychofizycznej.

Do czego prowadzi nadużywanie technologii?

42%[1] osób odczuwa stres wynikający z pracy, co przekłada się na ich samopoczucie i narastające przytłoczenie nadmiarem obowiązków zarówno w pracy, jak i w domu. Towarzyszy im nieustanne wrażenie presji i niedosytu, które często wynika z ich poczucia obowiązku i chęci dorównania innym. W ostatnich miesiącach jeszcze bardziej zaczęła się zacierać granica między życiem prywatnym i zawodowym, co stanowi źródło dodatkowych napięć i stresu, które mogą prowadzić do wypalenia zawodowego i depresji.

Jedną z przyczyn złego stanu zdrowia pracowników  jest ich przebodźcowanie się i stres cyfrowy. Szczególnie podczas pracy zdalnej są oni narażeni na nadmiar informacji, emaile, telefony służbowe, videokonferencje. Konsekwencją ciągłego bycia online jest spadek produktywności i kreatywności oraz większa rotacja i zwolnienia lekarskie pracowników. Nadużywanie technologii cyfrowej negatywnie wpływa na kondycję psychofizyczną pracowników, przekładając się tym samym.in. na obniżenie ich nastroju, spłycenie więzi społecznych, a także na chroniczny stres utrudniający wykonywanie codziennych obowiązków, nie tylko zawodowych, ale też tych rodzinnych.

– Warto uświadomić sobie, czym tak naprawdę jest stres cyfrowy. To napięcie, które pojawia się w trakcie naszej interakcji z technologiami cyfrowymi, czyli podczas np. czytania emaili lub przeglądania aktualności w social mediach. Stresorem w tym przypadku staje się przeciążenie informacyjne, wielozadaniowość, czy poczucie niedoczasu – podkreśla Katarzyna Richter, międzynarodowy specjalista z obszaru HR i komunikacji międzykulturowej.

Digital well-being odpowiedzią na cyfrowy stres

Digital well-being to zyskujący na coraz większym znaczeniu trend i element współczesnego biznesu, pozwalający pracownikom na utrzymanie zdrowej równowagi cyfrowej – balansu pomiędzy życiem realnym, a wirtualnym.

– Krótko mówiąc jest to postawienie wyraźnych granic w naszej „relacji” z technologią. To umiejętność wyłączenia się, odcięcia od napływających informacji i zadbania o swoje ludzkie potrzeby. Robimy to dla siebie i swojego zdrowia psychicznego – podkreśla Katarzyna Richter.

Świadomy leader powinien zadbać o swoich pracowników umożliwiając im skorzystanie
z pakietu świadczeń wspierających ich zdrowie nie tylko fizyczne, ale przede wszystkim psychiczne. Postawienie granic i trzymanie się wyznaczonych zasad bywa trudne, szczególnie gdy mamy do czynienia z uzależnieniem od Internetu. Dlatego wsparcie specjalistów staje się często konieczne.

– Jest to szczególnie ważne w czasie, kiedy pracujemy z domu, w którym trudniej jest oddzielić życie prywatne od zawodowego. Co więcej, zadbanie o digital wellbeing przeciwdziała wypaleniu zawodowemu, chronicznemu stresowi, a także zdominowaniu naszych myśli przez natłok informacji. Pomocne w tym mogą okazać się cyfrowe detoxy czy warsztaty online z digital wellbeing – podsumowuje Katarzyna Richter.

[1] Raport „Bezpieczeństwo Pracy w Polsce 2019” Koalicja Bezpieczni w Pracy, 2019.

Jak Polki zarządzają swoim czasem?

Na podstawie wyników badania „Siła Kobiet”, które we współpracy z Ambasadorkami, ekspertami i internautkami zrealizowała agencja badawcza Mobile Institute.

Polki w ciągu dnia wykonują szereg aktywności, na które doba to zdecydowanie za mało. Zarządzanie czasem, łączenie życia zawodowego z prywatnym i wygospodarowanie czasu dla siebie, to nie lada wyzwanie. Wyniki badania „Siła Kobiet. Jakie są współczesne Polki?” nie pozostawiają wątpliwości, że Polki są bardzo zapracowanymi kobietami.

Ja… nigdy na pierwszym miejscu

Stawianie siebie i swoich potrzeb na pierwszym miejscu nie jest raczej mocną stroną Polek. Mimo tego, że deklarowany czas poświęcany na rożne aktywności w ciągu dnia znacznie przekracza 24 godziny (zliczając wszystkie aktywności w ciągu dnia doba kobiet trwa 36 godzin, a mam 41), to Polki wciąż poświęcają swój czas na rzecz bliskich – partnera, dzieci, rodziny czy przyjaciół. Ze swoich potrzeb na rzecz innych osób na co dzień rezygnuje 58% kobiet. Najczęściej są to przedstawicielki pokolenia X i Silver Power. W tych grupach odpowiednio tylko 24% i 9% zawsze stawia siebie ponad innymi. To, że nigdy nie rezygnują ze swoich potrzeb na rzecz innych, najczęściej deklarują kobiety z pokoleń Millennials i Xennials, czyli dziewczyny w wieku 25-45 lat,

Work-life balance raczej w teorii

Work-life balance, slow life, czy midfulness to pojęcia, za którymi stoi szereg zasad i rad, które pomagają wprowadzić równowagę w życiu prywatnym i zawodowym oraz (przynajmniej w tegorii) osiągnąć pełnię szczęścia i spokoju w innych dziedzinach życia. Osiągnięcie harmonii w życiu zawodowym i prywatnym, czyli tzw. równowagi work-life-balance jest dla Polek nie lada zadaniem  i wydaje się być jeszcze trudniejsze w pełnym wyzwań świecie. Okazuje się, że wymienione pojęcia i założenia za nimi idące przemawiają do około 15% badanych kobiet, najczęściej do tych z pokolenia X. Kobiety z pokolenia Old Millennials i Xennials w dużym stopniu znają pojęcia „slow life”, „work-life-balance” i „mindfulness”, ale w najmniejszym stopniu wskazują, że te założenia są dla nich ciekawe i godne wdrożenia w życie. Mała znajomość i zastosowanie wymienionych idei nie znaczy, że Polki nie czują potrzeby równowagi między czasem w pracy a czasem spędzonym z rodziną, przyjaciółki i samą sobą. Potrzebę harmonii na linii praca-rodzina odczuwa 2/3 kobiet. Niestety, jednocześnie tylko 1/3 internautek przyznaje otwarcie, że są w stanie taką stabilizację osiągnąć. Jakie są rady kobiet, którym udało się osiągnąć taką równowagę? Jak wspominają, podstawą są szczere rozmowy z dziećmi i partnerem oraz konsensusy, czyli wspólne wypracowywanie rozwiązań.

Czas na odpoczynek, ale nie na pełny relaks

Pogodzenie wielu ról i wielu obowiązków jest nadzwyczaj trudne. Choć Polki wskazują, że pomiędzy różnymi aktywnościami znajdują czas na odpoczynek (maksymalnie 3 godziny dziennie), to jednocześnie połowa internautek przyznaje, że nie potrafi się w tym czasie w pełni relaksować. Odpoczynek i relaks zdają się stanowić najtrudniejszą sztukę dla kobiet w wieku 25-45 lat oraz mieszkanek wsi i małych miejscowości. Jak w takim razie Polki spędziłyby 3 dni bez pracy, rodziny i obowiązków, czyli wszystkich codziennych aktywności, które realizują pomiędzy chwilą na odpoczynek? Okazuje, że Polki bez wahania odpowiadają, że najchętniej spędziłyby ten czas same, na leżeniu (najlepiej we własnym łóżku) lub na wakacjach – oddając się błogiemu „nicnierobieniu”.

Obowiązki, obowiązki

Skąd to zmęczenie? W około połowie gospodarstw domowych obowiązki są podzielone między partnerów i kobiety (oraz mężczyźni) utrzymują, że jest to podział dość równy. Z drugiej strony, gdy zapytać Polki, czy uważają, że tych obowiązków ciąży na nich zbyt dużo, w większości zgadzają się z tym stwierdzeniem (58%). Dodatkowo, gdy przyjrzymy się szczegółowo obowiązkom, jakie wykonują na co dzień kobiety i mężczyźni widać pewne dysproporcje. Co prawda, to panowie wskazują, że wypełniają takich obowiązków więcej (5 vs 4 w przypadku kobiet), ale już kobiety zapytane o obowiązki codzienne partnera, mówią o maksymalnie 3. Najczęściej wersje partnerki i partnera różnią się w kwestii zarządzania budżetem, sprawach administracyjnych i zakupach, do których mężczyźni przyznają się znacznie częściej niż potwierdzają to ich partnerki. Wychowanie dzieci pozostaje w dużej mierze w gestii kobiet, a zarabianie pieniędzy, to wciąż w deklaracjach badanych, męska “rzecz”. Co ciekawe, badani, zapytani wprost o to, czy to mężczyzna powinien utrzymywać rodzinę, nie są już tak pewni – w szczególności właśnie mężczyźni, a także dobrze zarabiające kobiety.

2 osoby, 2 sakiewki

Połowa gospodarstw domowych ma oddzielne budżety. Co więcej, 41% kobiet w stałych związkach przyznaje, że nie wiedzą, ile zarabia ich partner. Niewiedza jest zdecydowanie mniejsza w gospodarstwach domowych, gdzie oboje partnerzy zarabiają dobrze, w dużych miastach oraz w związkach milenialsów i xenialsów.

Już 03 listopada 2020 odbędzie się kolejny z cyklu webinarów towarzyszących premierze raportu “Siła Kobiet. Jakie są współczesne Polki?”. Podczas webinaru “Matki, żony, kochanki, supermanki” porozmawiamy o rolach współczesnych kobiet. Panel ekspercki poprowadzi Jacek Kotarbiński, a udział w nim wezmą eksperci: Dorota Minta (psycholog, prezes zarządu fundacji STOMAlife), Justyna Pokojska (Wydział Socjologii UW), Magdalena Czaja (mentorka, certyfikowany coach, nauczycielka, a także twórczyni autorskiej metody Lovefiting) oraz Maria Magnuszewska (działaczka w Kole Gospodyń Wiejskich, mama dwóch córek).

Link do rejestracji: https://app.livewebinar.com/938-329-507/3982ee08c64492f212f47ed5ee747290

Kolejne webinary zaplanowane są na:

10.11.2020 – Kobiety pistolety – praca i finanse współczesnych Polek

Link do rejestracji: https://app.livewebinar.com/484-240-357/c0a10309c5ea031e0277f9f945710a9a

17.11.2020 – Polki w swoim ciele – samoakceptacja, dbanie o siebie, wygląd, moda

Link do rejestracji: https://app.livewebinar.com/663-420-871/de7398e8a3e847665d2aea58cb1287dc

Raport „Siła Kobiet” powstał na podstawie szeroko zakrojonego badania, w którym zebrano opinie ponad 1600 internautów, z czego ponad 1000 stanowiły kobiety. W ramach badania zostało zadanych ponad 170 różnorodnych pytań. Przy tworzeniu kwestionariusza badawczego oraz analizie wyników brały udział ambasadorki projektu i eksperci. Pytania do badania zgłosiły również w ramach akcji #kobietypytająkobiety internautki. Raport jest dostępny do pobrania na stronie: https://mobileinstitute.eu/kobiety

Koronawirus, smog, klimat – te globalne wyzwania interesują Polaków

Ostatnie miesiące mogły skłaniać do silniejszego przyglądania się problemom współczesnego świata. Pandemia, susza, powodzie dotykają nas bezpośrednio, ale czy sprawiają, że z większą uwagą śledzimy informacje na te tematy? Gdzie szukamy informacji, kto jest dla nas autorytetem, czy widzimy lokalny wymiar globalnych problemów? Najnowsza edycja badania opinii społecznej „Barometr Bayer”, odpowiada na te pytania.

Ogłoszono wyniki badania opinii społecznej „Barometr Bayer”, realizowanego na rzecz Bayer przez Kantar[1]. Celem tegorocznej, 9. edycji badania było określenie społecznego zainteresowania w Polsce tematyką globalnych wyzwań w obszarach zdrowia, rolnictwa i zrównoważonego rozwoju: oceny własnej wiedzy, źródeł informacji i zaufania do nich.

Jakie tematy interesują Polaków?

Najważniejszym dla respondentów globalnym wyzwaniem jest – co wydaje się zupełnie naturalne – koronawirus (47%). Drugie miejsce to zanieczyszczenie powietrza (29%) i globalne zmiany klimatu (28%). Ważne są dla nas kwestie zdrowego żywienia i nowych szczepionek (po 24%), a także zanieczyszczenie gleby i wód.

Czy mamy wiedzę?

Swoją wiedzę na istotne dla życia i zdrowia tematy Polacy oceniają jako przeciętną. Częściej czujemy się poinformowani w zakresie koronawirusa, smogu, zdrowej diety i zmian klimatu. W pozostałych tematach większość osób deklaruje niedoinformowanie. Co piąty Polak nie ma żadnej wiedzy na temat nowych szczepionek i leków, głodu na świecie, rozwoju rolnictwa zrównoważonego. Jako główne powody niedoinformowania respondenci podają słabe rozpowszechnienie informacji (28%), które są zbyt ogólnikowe (23%) i wielokrotnie powtarzane w różnych mediach (23%).

Gdzie szukamy informacji?

Głównym źródłem informacji jest Internet, z którego wiedzę o globalnych wyzwaniach czerpie 52% badanych, przede wszystkim z portali ogólnotematycznych (43%) – tam najczęściej szukamy informacji na temat problemów dotyczących zdrowia.

To właśnie z ogólnotematycznych mediów: wiadomości telewizyjnych, portali internetowych, prasy codziennej i radia czerpiemy wiedzę najczęściej. Tylko 11% informacji o globalnych wyzwaniach czerpiemy z mediów rozrywkowych – blogów znanych osób czy mediów społecznościowych.

Kto jest dla nas autorytetem?

Naukowcy, lekarze, specjaliści? Tak! Najbardziej cenionymi komentatorami doniesień naukowych są eksperci (78%). W dalszej kolejności budujemy opinie na podstawie wyników wyszukań Google i posiłkując się rozmowami z najbliższym otoczeniem. Najrzadziej ufamy doniesieniom przekazywanym przez celebrytów (16%), którzy nieco więcej posłuchu znajdują wśród osób młodych (23%).

Wiedza, nie intuicja

Opinie na tematy dotyczące globalnych wyzwań współczesnego świata budujemy w oparciu o umiarkowaną przewagę informacji naukowych nad intuicją. Najsilniej na twardych danych opieramy opinie o nowych lekach, a także o nowych szczepionkach, panującej suszy i ginących gatunkach roślin i zwierząt. W najmniejszym stopniu dopuszczamy informacje naukowe w przypadku budowania opinii o samoleczeniu i dietach, jednak nawet w tym przypadku opinia ta jest prawie równo wyważona w oparciu o intuicję i o dane.

Wiedza a codzienna praktyka

Okres przymusowej izolacji będzie miał wpływ na zachowania prozdrowotne Polaków. Zamierzamy na stałe wprowadzić w swoje życie wzmożone zasady sanitarne, takie jak częste mycie rąk (78%). Planujemy również unikać tłumów (69%) i uważniej przyglądać się symptomom własnym i naszych bliskich (67%). Więcej uwagi odpowiedzialnemu samoleczeniu, w tym zapoznawaniu się z ulotkami dołączanymi do leków, zamierza poświęcić 55% badanych. 9% Polaków nie zamierza wprowadzać żadnej z tych zmian. W czasie pandemii z telemedycyną zetknęło się 60% respondentów, korzystających z tego typu świadczeń osobiście lub czynili to ich najbliżsi. Pozytywnie tę formę ocenia 62% badanych.

Zrównoważony świat po pandemii? Komentarze ekspertów

– Koronawirus to zjawisko globalne, które zaczyna dotykać nas bezpośrednio. To zarazem namacalny lokalny dowód na ważność wyzwań globalnych – mówi prof. Andrzej Rychard, socjolog – A czy ludzie wierzą bardziej specjalistom – jak wynika z badań „Barometru Bayer” – czy też chcieliby abyśmy myśleli, że tak czynią? Ludzie zawsze wolą się prezentować jako bardziej racjonalni niż nieracjonalni, ale potem niekiedy myślą „może rzeczywiście ten celebryta nie zna się na tym, o czym mówi, ale ja go lubię i mu wierzę”. Dlatego tak fundamentalnie znaczenie ma to, by sprawdzać i weryfikować źródła. To, co sprawdzalne, jest naukowe, co nie jest sprawdzalne – nienaukowe. Niekiedy słuchamy autorytetów lub pseudoautorytetów po to, żeby zredukować lęk. Nauka czasem pogłębia w ludziach ten lęk, ponieważ nie zawsze jest zrozumiała lub nie potrafi komunikować się z opinią publiczną, i – pomimo wzrostu poziomu wykształcenia w naszym społeczeństwie – staje się niekiedy trudna i niedostępna dla tzw. przeciętnego obywatela. Nierzadko też wolimy uciekać w bardzo proste wyjaśnienia. Myślę jednak, że Covid będzie sprzyjał racjonalności, choć w międzyczasie ta armia szermierzy irracjonalności zdecydowanie nadmiernie urosła.

– Tacy ludzie jak ja, w niewielkim – jak wynika z badania „Barometr Bayer” – stopniu są postrzegani przez społeczeństwo jako źródło wiedzy naukowej. Niemniej – staram się zachęcać do tego, by ludzie zastanowili się nad swoim podejściem do rzeczywistości – mówi Artur Barciś, aktor – Na swoim kanale na Youtube prezentuję różne wierszyki i w ten sposób – łagodny i dowcipny – staram się do nich docierać. Znany przykład to wierszyk pt. „Czy Was wszystkich po…kręciło”, który napisałem pod wpływem wakacyjnych obserwacji tłumów ludzi bez masek. Film z wierszykiem zdobył ogromną oglądalność i mnóstwo komentarzy – a więc dotarł do dużej liczby ludzi i może pozwolił coś zmienić. Apeluję o to, żebyśmy weryfikowali informacje, żebyśmy nie ulegali temu, co chcemy usłyszeć. Namawiajmy znajomych, przyjaciół, którzy głoszą różne niedorzeczności, żeby je sprawdzali. By dociekali kto jest źródłem przekazywanej informacji – czy jest to wiarygodny naukowiec. Wiedza naukowa zawsze opiera się na sprawdzonych dowodach. Kluczowa jest edukacja i przekonywanie młodych ludzi, że warto wiedzieć, że warto się uczyć, bo wiedza nie będzie ich wyprowadzała na manowce.

– Mamy dziś do czynienia z czasami testowania tego, na ile ludzie wierzą nauce – mówi prof. Witold Orłowski, ekonomista – Z jednej strony mamy naukowe podstawy wiedzy o drobnoustrojach, wywoływanych przez nie chorobach i zasadach walki z pandemią. Z drugiej – ruchy antyszczepionkowe, wezwania do nieprzestrzegania zaleceń epidemiologów, osoby publiczne otwarcie poddające w wątpliwość istnienie zagrożenia Covid-19. Sądzę, że już wkrótce społeczeństwa będą mogły stwierdzić, kto ma rację. Z podobnymi problemami mamy do czynienia w dziedzinie ekonomii. Ludzie są zagubieni i nie bardzo wierzą w prezentowane dane i prognozy, ekonomiści dzielą się w swoich poglądach, sparaliżowany przez pandemię rynek finansowy zamarł w oczekiwaniu na wyklarowanie się sytuacji. Sądzę jednak, że i tu w ciągu kilku kwartałów doczekamy się powrotu do normalności. Prawa ekonomii znów zaczną działać, tak jak działa prawo grawitacji.

– Rok 2020 należy uznać za globalny punkt zwrotny: wirus wstrząsnął naszą rzeczywistością we wszystkich wymiarach, prywatnych i zawodowych – mówi Markus Baltzer, prezes Bayer Sp. z o.o. – Te fundamentalne zmiany w życiu publicznym dają możliwość wglądu w gospodarkę i jej wpływu na klimat. Prezes naszej firmy, Werner Baumann podkreśla, że – pomimo ogromnych ograniczeń w tym roku, gdy duża część światowej gospodarki uległa spowolnieniu – emisja dwutlenku węgla nadal stanowi ponad 90% tego, co w 2019. Dlatego potrzebujemy nowych technologii, przełomowych innowacji i zrównoważonych modeli biznesowych.

[1] „Barometr Bayer” realizowany przez Kantar na rzecz Bayer w sierpniu 2020, N=1001, CAWI

Wsparcie pracodawców dla pracujących rodziców pilnie potrzebne

W poniedziałek, 26 października, uczniowie klas IV-VIII przeszli na nauczanie zdalne. Już od kilku tygodni jednak w wielu placówkach nauka odbywała się w tym trybie. Także dzieci z młodszych klas i przedszkoli zostawały w domu ze względu na punktowo zarządzaną kwarantannę. Wracamy do sytuacji z pierwszych miesięcy pandemii, kiedy większość rodziców stanęła przed koniecznością godzenia pracy z opieką nad dziećmi i organizacją zdalnej nauki. Właśnie ukazał się raport Well.hr pt. „Rodzina, ach rodzina”, w którym pracodawcy znajdą odpowiedź na pytanie, jak pomóc pracownikom. Partnerem raportu jest firma PwC. 

Większość firm w Polsce zaczynała swoją przygodę z programami wellbeing od wspierania pracowników

w godzeniu ról zawodowych i rodzicielskich. Pandemia ponownie zwróciła uwagę pracodawców na ten problem. – Podczas lockdownu, gdy zamknięte zostały przedszkola i szkoły, pracodawcy nie mogli powiedzieć: „to nie nasza sprawa”. Od tego, czy ich pracownicy poradzą sobie z opieką nad dziećmi zależała ich praca. Dziś sytuacja się powtarza, a temat wspierania pracowników będących rodzicami staje się kluczową kwestią w wielu firmach. Zwłaszcza, że trudno nakreślić jakiś realny termin powrotu do normalnościmówi Joanna Kotzian, strateg well-beingu w Well.hr.

Z badania przeprowadzonego podczas pandemii przez Nationale Nederlanden wynika, że 39% rodziców w Polsce ma duże trudności z łączeniem pracy zdalnej i opieki nad dziećmi, 32% współdzieli sprzęt z dziećmi, 31% czuje się sfrustrowanych koniecznością zapewnienia opieki dziecku/dzieciom, 44% uważa, że nie ma kompetencji, by edukować zdalnie swoje dziecko, a 42% nie ma możliwości izolacji w czasie pracy zdalnej.[1] Eksperci Well.hr przeanalizowali doświadczenia pracodawców, którzy wspierają pracowników w godzeniu ról zawodowych i rodzicielskich. Efektem ich pracy jest raport, który zawiera podpowiedzi i inspiracje dla firm.

Czym zająć znudzone dzieci?

Na początku pandemii bardzo ważne było pozyskanie wiedzy na temat tego, jak zorganizować sobie pracę w towarzystwie dzieci. Wiele firm, np. Colliers International, prowadziło szkolenia online dla pracowników z tego zakresu. Podczas lockdownu kluczowe stało się zapewnienie znudzonym dzieciom zajęcia, które sprawi, że rodzice będą mogli skoncentrować się na pracy. Pracodawcy sięgali po różne formy wsparcia, głównie oparte o Internet. PwC przygotowało specjalną sekcję dla rodziców na stronie z komunikacją dotyczącą pandemii. Rodzice mogli tu znaleźć podpowiedzi dotyczące zajęć i wydarzeń online dla dzieci w różnym wieku. W Dniu Dziecka zorganizowano tematyczne zabawy online dla młodszych i starszych dzieci. Santander Bank postawił na newslettery i porady dotyczące tego, jak organizować pracę zdalną z dziećmi na pokładzie. W Banku uruchomiono również sesje czytania dzieciom książek przez pracowników, tzw. „Poczytajki”. Dodatkowo Fundacja Santander Bank Polska organizowała dla dzieci różne wydarzenia: przedstawienia teatralne, spotkania z iluzjonistą oraz spotkania z rysunkiem.

Firma Wedel zapewniła pracownikom i ich bliskim dostęp do rozrywki i różnych form rozwoju. Na platformie e-tutor prowadzone były lekcje angielskiego, firma udostępnia również kody do platform Player i Legimi. Pracownicy Wedla chętnie korzystali także z dostarczanych im podpowiedzi, jak w trakcie pandemii spędzać czas z dziećmi.  BNP Paribas postawił na edukację – wolontariusze Banku w ramach programu Bakcyl, którego celem jest edukacja finansowa, prowadzili zdalne zajęcia dla dzieci. W kierunku edukacji poszła też GFT Group. Firma zorganizowała dla dzieci pracowników zajęcia programowania oraz naukę matematyki z wykorzystaniem klocków LEGO. Pracownicy otrzymywali także newslettery z ofertą online placówek kulturalnych – np. wirtualnych muzeów, projekcji filmowych, przedstawień teatralnych i koncertów. Firma Bosch zorganizowała przedszkole online, w którym animatorzy prowadzą warsztaty dla dzieci w wieku 6 – 10 lat.

Niektórzy pracodawcy uruchamiali także sieci, w ramach których pracownicy wspierali się nawzajem np. przy odrabianiu lekcji z dziećmi i opiece nad nimi. Taka sieć działa m.in. w Credit Agricole.

Wsparcie mentalne

W dobie pandemii nie wszyscy rodzice radzą sobie z dodatkowymi obciążeniami i lękiem o siebie i bliskich. Pracodawcy coraz częściej dostrzegają nasiloną potrzebę wsparcia mentalnego pracowników, dlatego organizują dla nich zajęcia mindfulness, szkolenia dotyczące radzenia sobie z lękiem o zdrowie i obejmują pracowników i ich rodziny wsparciem psychologicznym. Przykładowo, Wedel udostępnił pracownikom programy do medytacji na platformie Inspiro by Audioteka. Firma zaoferowała im także możliwość udziału w webinarach na temat dbania o wewnętrzny spokój, radzenia sobie z lękiem i niepokojem oraz wzmacniania odporności. Pracownicy firmy mają też możliwość skorzystania ze wsparcia psychologicznego. W PKN ORLEN pracownicy i ich rodziny mogą liczyć na bezpłatne i anonimowe konsultacje psychologiczne w miejscu pracy w ramach funkcjonującej w strukturze firmy Pracowni Psychologii Pracy. Firma Ringer Axer Springer podczas pandemii przeniosła do sieci istniejący w niej Klub Rodzica i zaoferowała pracownikom wsparcie psychologa dziecięcego. Sporo uwagi poświęciła także indywidualnemu wspieraniu pracowników za pośrednictwem sesji mentoringowych, coachingowych i konsultacji psychologicznych.

Firmy, które nie mogą sobie pozwolić na takie konsultacje, udostępniają pracownikom listy z kontaktami do instytucji, które świadczą takie wsparcie nieodpłatnie.

Wcześniejsze doświadczenia pomagają

Z analizy Well.hr wynika, że w firmach, które miały wcześniej doświadczenia w pracy zdalnej pracownicy (w tym pracujący rodzice) szybciej adaptowali się do nowych warunków, np. większość pracujących w PwC rodziców było dobrze przygotowanych do pracy zdalnej i potrafiło elastycznie zarządzać swoim czasem, bo system ten był im już dobrze znany. Podobnie sytuacja wyglądała np. w BNP Paribas. Bank przed pandemią był pionierem wdrażania nowych modeli pracy w branży finansowej.

Z drugiej strony, firmy, które wcześniej wspierały swoich pracowników w godzeniu ról zawodowych i rodzicielskich w tracie pandemii, starały się znaleźć możliwość dostosowania tych form wsparcia do covidowych warunków, np. firma Bosch, która rok temu organizowała podczas wakacji półkolonie dla dzieci pracowników, w tym roku również zdecydowała się na ich organizację, tyle że w reżimie sanitarnym.

Wsparcie na czas covidu to nie jedyny temat poruszany przez ekspertów Well.hr w ich nowym raporcie. Raport pt. „Rodzina, ach rodzina” przynosi także odpowiedzi na pytanie, jak tworzyć w firmie warunki sprzyjające godzeniu różnych ról społecznych. Autorzy przyglądają się, jak zmienia się współczesna rodzina, jaki wpływ ma na nią środowisko pracy, analizują trendy i podpowiadają rozwiązania sprawdzone przez pracodawców reprezentujących różne branże i rodzaje działalności. Raport jest dostępny nieodpłatnie na stronie: www.well.hr.

[1] Rodzina przyszłości, Nationale Nederlanden 2020.

Polki i Polacy odłożyli średnio 3200 zł na osobę dzięki sejfom Revolut w 2020 r.

  • Ponad 38 000 Polek i Polaków korzysta dziś z Revolut do odkładania pieniędzy, aktualnie na sejfach Vault przechowują 32 miliony zł w walucie narodowej (PLN), 8 milionów zł w walucie euro (EUR) i 1 milion zł w bitcoinach (BTC)
  • Klientki i klienci z Polski odkładają pieniądze w Revolut w ponad 30 różnych walutach, zarówno tradycyjnych jak i kryptowalutach, korzystają także z ekspozycji na złoto i srebro
  • Które kraje i miasta odkładają w sejfach Vault najwięcej środków „na czarną godzinę”?

Revolut z okazji przypadającego w sobotę Światowego Dnia Oszczędzania (31.10), zachęca klientki i klientów do oceny stanu posiadanych oszczędności. Revolut publikuje też dane o tym jak z sejfów Vault korzystają w tym roku Polki i Polacy i jakie waluty wybierają do przechowywania oszczędności.

Polki i Polacy odłożyli w sejfach Vault Revolut średnio 3200 zł na osobę w 2020 roku. Sejfy Vault to najprostszy sposób by jednorazowo, cyklicznie lub automatycznie odkładać pieniądze na później, lub na z góry upatrzone cele, wykorzystując do tego 30 wspieranych przez Revolut walut i kryptowalut. Środki zablokowane na sejfach Vault nie ulegają zmniejszeniu na skutek realizowanych płatności kartowych, ale mogą być w każdej chwili uwolnione dla potrzeb klienta jednym kliknięciem i wedle uznania przewalutowane.

Revolut obsługuje ponad 1 milion klientek i klientów w Polsce, ich grono od zeszłego roku powiększyło się dwukrotnie. Aktualnie ponad 38.000 Polek i Polaków posiada odłożone na aktywnych sejfach Vault środki o wartości 53 milionów zł. W ciągu bieżącego, 2020 roku, ponad 47 tysięcy klientek i klientów utworzyło łącznie ponad 80 tysięcy sejfów Vault – część z nich, po osiągnięciu celów oszczędnościowych, została rozwiązana i zamknięta.

Dominującą walutą, w której Polki i Polacy przechowują środki w sejfach Vault jest polski złoty (PLN), w tym momencie to ponad 32 miliony zł. Kolejną popularną walutą jest euro (EUR), klienci przechowują w niej ponad 8 milionów zł. Następnie, walutami wybieranymi do odkładania środków w sejfach Vault jest dolar amerykański (USD) i funt brytyjski (GBP), Polki i Polacy mają odłożoną w nich dziś, w obu przypadkach, równowartość 4 milionów zł. Jeśli chodzi o franka szwajcarskiego (CHF), tradycyjnie uznawanego za walutę chroniącą wartość, w sejfach Vault Polki i Polacy przechowują w nim nieco ponad 1 milion zł.

Revolut sejfy Vault (4)Polskie klientki i klienci Revolut odkładają środki w sejfach Vault także w walutach cyfrowych. Podobnie jak w przypadku franka szwajcarskiego (CHF), w przypadku kryptowaluty bitcoin (BTC) Polki i Polacy odłożyli w niej na sejfach Vault środki warte ponad 1 milion zł. Klientki i klienci Revolut, którzy do odkładania pieniędzy wybrali kryptowalutę ethereum (ETH) przechowują w niej obecnie 400 tysięcy zł, a w XRP (nazywanym też “Ripple”) w kwocie 130 tysięcy zł.

Prócz tego, wiele klientek i klientów trzyma wymienione waluty “luzem” na subkontach Revolut, nie są one jednak wtedy zablokowane przed bieżącymi wydatkami kartowymi. Na świecie klientki i klienci Revolut utworzyli ponad 4 miliony sejfów Vault, z czego obecnie aktywnie używana jest połowa. Klientki i klienci Revolut używają sejfów Vault przeważnie do odkładania pieniędzy na “czarną godzinę” lub na cele takie jak “wakacje”, “remont” i “święta”.Revolut sejfy Vault (3)

Jak Polska wypada względem innych rynków? Przy średniej kwocie na osobę odłożonej w tym roku w sejfach Vault na poziomie 3182 zł wyprzedzamy Węgrów (2642 zł) i nieco ustępujemy Rumunom (3320 zł). Na szczycie stawki plasują się Wielka Brytania (7628 zł), Francja (7085 zł) i Hiszpania (6679 zł). W przypadku średnich kwot zebranych na pojedynczym sejfie, rozstrzał jest podobny – najmniej Węgry (126 zł), najwięcej Francja (438 zł).Revolut sejfy Vault (2)

A jak wypadają miasta? W przypadku 10 europejskich stolic średnio najmniej, w przeliczeniu na pojedynczy sejf Vault, zbierają mieszkańcy Budapesztu, Bukaresztu i Warszawy (150 zł, 193 zł i 206 zł), a najwięcej mieszkańcy Berlina, Londynu i Zurychu (643 zł, 588 zł i 535 zł). W polskiej czołówce znajdują się Szczecin, Katowice i Łódź (233 zł, 232 zł i 215 zł), a stawkę zamykają Poznań, Wrocław i Lublin (145 zł, 147 zł i 156 zł).

***

*liczby szacunkowe, wg. kursów z 28 października 2020 roku, bazowa waluta GBP, wartość walut i kryptowalut podlega zmienności. *Światowy Dzień Oszczędzania (link): https://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%9Awiatowy_Dzie%C5%84_Oszcz%C4%99dzania

Polacy zaczynają inwestować oszczędności

W sobotę 31 października obchodzimy Światowy Dzień Oszczędzania. Z tej okazji analizujemy, jak obecnie oszczędzają Polacy i jak zmienia się struktura ich oszczędności.

Bliskie zera nominalne stopy procentowe, w połączeniu z podwyższoną inflacją, skłaniają Polaków do zmiany nawyków oszczędnościowych i inwestycyjnych. To element nowej normalności, z którą muszą się mierzyć oszczędzający oraz inwestujący kapitał. Oszczędzanie środków w formach, które przed wybuchem kryzysu zapewniały utrzymanie realnej wartości kapitału, obecnie prowadzi do spadku jego realnej wartości. Według dostępnych danych, w Polsce ponad połowa aktywów finansowych gospodarstw domowych lokowana jest na standardowych lokatach bankowych*. To jeden z najwyższych odsetków w Unii Europejskiej, znacznie przewyższający średnią dla Wspólnoty.

W obecnych uwarunkowaniach środki te praktycznie nie generują dochodu, choć posiadają wielki atut w postaci wysokiego bezpieczeństwa i ochrony nominalnej wartości kapitału. Dopóki więc stopy procentowe banku centralnego utrzymywane będą na poziomie bliskim zera, najbezpieczniejsze formy oszczędzania (lokaty terminowe, obligacje skarbowe), będą generowały bardzo niską stopę zwrotu. W tej sytuacji dodatnią realną stopę zwrotu może przynieść właśnie inwestowanie oszczędności, związane jednak oczywiście z akceptacją wyższego niż dotychczas poziomu ryzyka inwestycyjnego, w tym również ryzyka utraty części lub całości zainwestowanego kapitału.

W rezultacie powinna stopniowo zmieniać się struktura aktywów finansowych i napływ środków do aktywów akcyjnych, w tym także do funduszy inwestycyjnych i produktów ubezpieczeniowych, mających formę długoterminowego inwestowania. W ostatnich miesiącach widoczne są zmiany nawyków oszczędnościowych Polaków, co znajduje odzwierciedlenie zwiększonym napływie do funduszy inwestycyjnych**. Biorąc pod uwagę, że w znacznej grupie krajów Unii Europejskiej udział alternatywnych dla lokat bankowych form oszczędzania jest wyższy niż w Polsce, to trend ten może utrzymać się w kolejnych miesiącach. Oczywiście nie oznacza to, iż sektor bankowy czeka masowy odpływ depozytów. Ich udział będzie zapewne stopniowo obniżał się, jednak lokaty bankowe pozostaną moim zdaniem główną formą oszczędzania. Widać to nawet w krajach rozwiniętych, takich jak Niemcy, gdzie udział lokat bankowych w aktywach finansowych sięga 40%. To bezpieczna część oszczędności, która chroni nominalną wartość kapitału, jednak aby ich zasób wygenerował wyższą stopę zwrotu, konieczna jest większa dywersyfikacja oszczędności czyli większe zróżnicowanie metod oszczędzania/inwestowania.

Należy przy tym pamiętać, że inwestycje w akcje, surowce lub inne aktywa niefinansowe, w przeciwieństwie do lokat,  nie zawsze muszą oznaczać wyższy zysk czy zwrot kapitału. To rynki o dużej zmienności, a przez to i ryzyku. W czasach dekoniunktury inwestowanie na tych rynkach może przynieść ujemne stopy zwrotu w krótkim terminie, natomiast w długim okresie, kilkuletnim, szanse na dodatnią stopę zwrotu rosną (choć nie jest to gwarantowane). Dlatego też warto mieć na uwadze dłuższy horyzont inwestycyjny. Także w kontekście oszczędzania na emeryturę, ponieważ biorąc pod uwagę trendy demograficzne, należy liczyć się ze znacznym spadkiem przyszłych emerytur. Dla wielu z nas temat ten wydaje się zbyt odległy, ale warto pamiętać o zabezpieczeniu finansowym na starość. Obecnie emerytura stanowi ok. 56% średniego wynagrodzenia w gospodarce. Natomiast za 20 lat będzie wynosiła prawdopodobnie ok. 37%, a w dalszej perspektywie spadnie do nawet 25%. To liczby, które w mojej ocenie są mocnym argumentem za wyrobieniem w sobie nawyku długoterminowego oszczędzania.

Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium

* Na podstawie danych Eurostatu

** Na podstawie danych Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami

Projekt dyrektywy Komisji Europejskiej w sprawie płacy minimalnej to przepis na katastrofę

Komisja Europejska zaproponowała dziś europejską dyrektywę w sprawie płacy minimalnej i rokowań zbiorowych. Propozycja ta jest sprzeczna z poglądem większości państw członkowskich UE – wiele z nich opowiada się za niewiążącym instrumentem – i ignoruje zdecydowany sprzeciw europejskiego środowiska biznesowego.

Sprzeciwiają się temu również nordyckie związki zawodowe, które sprzeciwiają się prawnej ingerencji w autonomiczne negocjacje zbiorowe dotyczące wynagrodzeń między partnerami społecznymi. Wniosek jest sprzeczny ze słowem i duchem Traktatu UE, który chroni kompetencje krajowe w zakresie wynagrodzeń i rokowań zbiorowych. BusinessEurope nie sprzeciwia się niektórym wytycznym UE w tych delikatnych kwestiach, ale nalega, aby instytucje UE dążyły do ​​wyznaczonych celów za pomocą niewiążącego prawnie narzędzia, takiego jak zalecenie Rady.

„Chcemy sprawiedliwych wynagrodzeń ustalanych przez krajowych partnerów społecznych, a nie płac minimalnych manipulowanych politycznie. Chcemy prawdziwie autonomicznego dialogu społecznego, a nie quasi-obowiązkowych rokowań zbiorowych narzucanych przez władze publiczne. Tymczasem to, co proponuje Komisja, to legalny potwór. Może to prowadzić tylko do problematycznego orzecznictwa, ponieważ proponowane odstępstwa nie mogą złagodzić problemów spowodowanych przewidzianymi obowiązkami. Firmy walczą o przetrwanie i uratowanie miejsc pracy zagrożonych kryzysem COVID. Nie mają marginesu, by pokryć koszty niebezpiecznych eksperymentów na minimalnych płacach na szczeblu UE” – powiedział Dyrektor Generalny BusinessEurope Markus J. Beyrer.

Jak powinni postępować zadłużeni rolnicy, żeby nie utracić majątku i wyjść z kłopotów

  • Jest koło ratunkowe dla zadłużonych rolników. Daje też ochronę, nawet przed już wszczętą egzekucją.
  • Rolnicy mogą uchronić się przed wszczętą egzekucją. 
  • Rolnicy też mogą korzystać z restrukturyzacji. Ekspert radzi, jak bezpiecznie zrobić to krok po kroku.

Rolnicy, nieprowadzący działalności gospodarczej, często nawet nie wiedzą, że mogą ogłosić upadłość konsumencką. Ponoszą wówczas mniejsze wydatki niż upadli przedsiębiorcy. To jednak wiąże się z likwidacją ich majątku. Dlatego warto rozważyć restrukturyzację, która pozwala na zachowanie gospodarstwa i oddłużenie go. Daje też ochronę przed egzekucją, nawet jeśli już została wszczęta. Procedura może przebiegać w ramach pomocy publicznej, udzielanej przez ARiMR lub KOWR. Kluczowe jest sporządzenie planu restrukturyzacyjnego i przekonanie większości wierzycieli do układu. Ale to już są zadania dla profesjonalnego doradcy.

Ogłoszenie upadłości

Rolnik, który nie figuruje w Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej i faktycznie nie prowadzi działalności na dużą skalę, nie jest przedsiębiorcą. Nie może więc korzystać z praw przysługujących właścicielowi przedsiębiorstwa. Tak jest m.in. w sytuacji zadłużenia.

Według art. 6 pkt. 5 ustawy Prawo upadłościowe, osoby fizyczne prowadzące gospodarstwa rolne, które nie wykazują żadnej działalności gospodarczej lub zawodowej, nie mogą ogłosić upadłości. Oznacza to, że nie są uprawnione do skorzystania z procedury przewidzianej dla przedsiębiorców. Mają jednak do wyboru inne możliwości uwolnienia się od długów. Mogą skorzystać m.in. z upadłości konsumenckiej.

Przy zastosowaniu tego rozwiązania wierzyciel nie może złożyć windykacyjnego wniosku o ogłoszenie upadłości, jak to ma miejsce w przypadku rolnika prowadzącego działalność gospodarczą. Jednak w pewnych przypadkach istnieje możliwość uznania podmiotu prowadzącego gospodarstwo rolne za przedsiębiorcę bez formalnego wpisu do CEIDG. Jest to indywidualnie oceniane przez sąd rozpoznający wniosek wierzyciela.

Nie bez znaczenia dla sytuacji prawnej rolnika, nieprowadzącego działalności gospodarczej, jest okoliczność, iż nie ma on obowiązku złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości. W przypadku przedsiębiorcy brak takiego wnioskowania wiąże się z odpowiedzialnością nie tylko cywilnoprawną, ale również karną.

Warto też podkreślić, że rolnik, nieprowadzący działalności gospodarczej, ponosi jedynie koszt związany z opłatą sądową od wniosku o ogłoszenie upadłości. Wynosi on 30 zł. Z kolei upadłość przedsiębiorcy wiąże się z dużo większymi wydatkami. Uiszcza on opłatę sądową w wysokości jednego tysiąca złotych i zaliczkę na wydatki w toku postępowania w przedmiocie ogłoszenia upadłości, równą 5148,07 złotych. Co więcej, sąd upadłościowy może oddalić wniosek przedsiębiorcy z uwagi na ubóstwo masy upadłości.

Trzeba jednak wiedzieć o tym, że upadłość wiąże się nie tylko z oddłużeniem, ale również z likwidacją całego majątku upadłego. Rolnik może znaleźć nabywcę, który wykupi gospodarstwo, nie pozostawiając na nim obciążeń. Ma też prawo wybrać osobę z rodziny. Wtedy tzw. ojcowizna zostaje w rękach krewnych lub innych wskazanych osób.

Lepsza restrukturyzacja?

Należy również dodać, że rolnik, nieprowadzący działalności gospodarczej, może skorzystać z procedury restrukturyzacyjnej. Ma taką możliwość oddłużenia swojego gospodarstwa, chociaż nie posiada przedsiębiorstwa.

Restrukturyzacja umożliwia uniknięcie upadłości, czyli utraty gospodarstwa. I pozwala je oddłużyć. Jednak zainteresowany nie może sam przeprowadzić takiej procedury. Konieczna jest pomoc doradcy restrukturyzacyjnego. Samodzielne działania kończą się z reguły niepowodzeniem. Tylko wsparcie specjalisty odpowiednio może zabezpieczyć interesy rolnika.

Podmiot prowadzący gospodarstwo rolne ma możliwość ubiegania się o restrukturyzację w ramach pomocy publicznej, świadczonej przez Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Jest ona oferowana m.in. w formie dopłat do oprocentowania kredytu udzielonego przez bank. Możliwa jest też pożyczka na sfinansowanie spłaty długu.

Ponadto Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa (KOWR) może pomóc podmiotowi prowadzącemu gospodarstwo rolne w formie gwarancji zabezpieczającej spłatę kredytu restrukturyzacyjnego. Ośrodek może również przejąć dług pod warunkiem przeniesienia całości albo części własności nieruchomości rolnej na rzecz Skarbu Państwa, za zgodą wszystkich wierzycieli. Przy skorzystaniu z tej opcji rolnik może dzierżawić gospodarstwo i ma prawo jego pierwokupu.

Agencja udziela dopłat w wysokości od 40% do 60% oprocentowania kredytu restrukturyzacyjnego, za pośrednictwem banku, na podstawie umowy. Ich suma nie może przekroczyć 5 mln złotych, a okres kredytowania – 10 lat. Z kolei pożyczka na sfinansowanie zadłużenia jest udzielana na maksymalnie 15 lat, w kwocie identycznej jak wyżej.

Natomiast gwarancja spłaty kredytu restukturyzacyjnego jest udzielana przez KOWR bankowi, z którym rolnik zawarł umowę. KOWR może przejąć dług o charakterze pieniężnym, który powstał w związku z prowadzeniem działalności rolniczej. Jego wysokość nie może przekraczać wartości nieruchomości pomniejszonej o sumę ustanowionej na nią hipoteki.

Warunki oddłużenia

W celu uzyskania pomocy publicznej przez Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (ARMiR) należy opracować plan restrukturyzacyjny. Musi go zaakceptować właściwy, ze względu na miejsce zamieszkania rolnika, dyrektor wojewódzkiego ośrodka doradztwa rolniczego w terminie 30 dni od dnia złożenia wniosku o restrukturyzację.

Przepisy ustawy o restrukturyzacji zadłużenia podmiotów prowadzących gospodarstwo rolne określają zakres planu, który sporządza doradca restrukturyzacyjny przy wsparciu ekonomisty. Musi on wskazać źródła finansowania działań oraz prognozę ekonomiczno-finansowych efektów ich wdrożenia.

Nawet wypowiedzenie umów istotnych dla funkcjonowania gospodarstwa rolnego czy prowadzenie postępowań egzekucyjnych nie zamyka możliwości korzystania z prawa restrukturyzacyjnego. Otwarcie postępowania skutkuje uzyskaniem ochrony przed wierzycielami i ich agresywnymi działaniami. W takiej sytuacji komornik nie może już prowadzić egzekucji w stosunku do rolnika, a w szczególności – licytacji gospodarstwa i maszyn.

Dzięki uproszczonemu postępowaniu restrukturyzacyjnemu rolnik ma instrument prawny umożliwiający oddłużenie bez konieczności poddawania się na początkowym etapie procedurom wymagającym udziału sądu restrukturyzacyjnego. To zmniejsza koszty i pozwala szybko uzyskać ochronę. Trzeba tylko przekonać większość wierzycieli do przyjęcia układu. Łatwiej uzyskać takie poparcie, zwołując zgromadzenie niż organizując pisemne głosowanie. Decydują o tym różne sposoby liczenia głosów.

Prowadzenie rozmów z wierzycielami i przekonywanie ich do układu to już zadania doradcy restrukturyzacyjnego. Przy jego wsparciu rolnik uzyskuje możliwość przeprowadzenia restrukturyzacji nie tylko zadłużenia, ale również samych aktywów.

Na koniec warto dodać, że uproszczone postępowanie restrukturyzacyjne jest najtańszą dostępną procedurą dla rolnika. Jednak każde postępowanie jest inne, dlatego nie można precyzyjnie wskazać jego kosztów. Doświadczenie pokazuje, że oscylują one w przedziale od 15 tys. do nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych. Uzależnione jest to m.in. od liczby wierzycieli i struktury wierzytelności.

Autorem publikacji jest Adrian Parol, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny

Strajkuję, więc nie pracuje! Czy pracodawca może nas upominać za udział w protestach?

Ostatnie kilka dni to czas wielkiej aktywności społecznej – tysiące Polek i Polaków wychodzą na ulice miast w całym kraju, by wyrazić swoje stanowisko i oburzenie w sprawie wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który zaostrza przepisy antyaborcyjne. Nasze Stowarzyszenie nie zajmuje się tematami politycznymi, ale z punktu widzenia obecnej sytuacji epidemicznej spodziewamy się szeregu pytań odnośnie tego czy pracodawca może pytać pracowników czy uczestniczą w tego typu wydarzeniach. – Mamy czas epidemii. Jeszcze tydzień-dwa tygodnie temu docierały do nas informacje o tym, że pracodawcy rozliczają swoich pracowników z udziału w weselach i uroczystościach rodzinnych. Obawiamy się, czy udział w manifestacjach nie będzie brany „pod lupę” pracodawców – mówi Prezes Małgorzata Marczulewska. – Zdezorientowani są zarówno pracownicy jak i pracodawcy. Uczestniczyć? A jak tak, to czy komuś o tym mówić? – dodaje.

Pracownik ma prawo do udziału w manifestacjach. W czasie pandemii musimy jednak zachowywać się odpowiedzialnie

W minionym miesiącu do Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom dotarło kilkanaście skarg i podobna ilość pytań w związku z rozmaitymi „ankietami” oraz „dokumentami” do wypełnienia na okoliczność przeciwdziałania pandemii koronawirusa. Część pytań była standardowa: Czy mieliśmy kontakt z zakażonym? Czy czujemy się dobrze? Itp. Część pytań ingerowała w sferę prywatną pracowników i niektórzy wprost nazywali je inwigilacją, bo pracodawcy chcieli wiedzieć czy braliśmy udział w weselach lub pogrzebach, czy byliśmy w minionym czasie w teatrze lub kinie. Zdarzały się też pytania czy posiadamy w bliskiej rodzinie lekarzy lub ratowników medycznych.

Przez Polskę przechodzi fala protestów, z epidemicznego punktu widzenia uczestnictwo w nich może być traktowane jako zachowanie ryzykowne: – Pracodawcy chcieli wiedzieć czy uczestniczyliśmy w weselach, mogą więc też pytać o udział w manifestacjach. To, co robimy poza godzinami pracy jest naszą prywatną sprawą i podobnie jak w przypadku udziału w weselach czy w wydarzeniach kulturalnych nie musimy o tym mówić pracodawcy. Musimy jednak być odpoiedzialni i jeżeli czujemy się źle lub gdy podejrzewamy u siebie zakażenie, to pod żadnym pozorem nie należy iść do pracy. Wskazana jest tu po prostu samoizolacja lub badanie. Żyjemy w czasie epidemii i musimy być jednocześnie solidarni i odpowiedzialni, a to wiąże się często z podejmowaniem trudnych decyzji – przyznaje Prezes Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom Małgorzata Marczulewska.

Kiedy udział w proteście może być powodem upomnienia ze strony pracodawcy?

– Kiedy np. wykonujemy pracę zdalną i nie informujemy pracodawcy o tym, że jesteśmy poza obszarem zasięgu, a jednocześnie w tym czasie jest zadanie do wykonania – mówi Prezes Małgorzata Marczulewska. – Nikt nie ma prawa zwracać nam uwagi na uczestnictwo w wydarzeniach, które mogą być identyfikowane z konkretnym światopoglądem czy opcją polityczną. Gdyby pracodawca zwrócił nam uwagę, że „to nie wypada” albo, że „pracując w instytucji publicznej nie powinniśmy”, to jest to oczywiste łamanie przepisów prawa pracy. Jesteśmy wolnymi ludźmi. Apeluję jednak o odpowiedzialność, bo o epidemii zapominać nie należy – dodaje.

Jak z punktu widzenia Prawa Pracy powinna być uregulowana sytuacja udziału pracownika w manifestacjach, kiedy te odbywają się w godzinach pracy?

Każdy pracownik ma prawo do czterech dni „urlopu na żądanie” w roku. Pracodawca nie ma prawa odmówić żadnemu pracownikowi urlopu w cztery wskazane przez pracownika dni w roku kalendarzowym. Warunkiem jest zgłoszenie przez pracownika żądania urlopu najpóźniej w dniu rozpoczęcia urlopu oraz oczywiście posiadanie „w puli” niewykorzystanego urlopu w danym roku.

W pozostałych kwestiach pozostaje kwestia umownego ustalenia kwestii zwolnienia z obowiązku pracy z pracodawcą lub innej formy np. odebrania wolnego za wypracowane nadgodziny – mówi mec. Mateusz Galikowski, prawnik Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom.

Nie możemy jednak powiedzieć szefowi: „Strajkuję, więc nie pracuję”: – Strajk w rozumieniu przepisów prawa jest „zbiorowym powstrzymaniem się pracowników od wykonywania pracy w celu rozwiązania sporu dotyczącego interesów wskazanych w art. 1” (art.17), tj. sporu „pracowników z pracodawcą lub pracodawcami” dotyczących warunków pracy, płacy lub świadczeń socjalnych oraz praw i wolności związkowych pracowników lub innych grup (art. 1) – w tym wypadku nie mamy więc do czynienia ze strajkiem wobec pracodawcy wobec czego nie widzę tu możliwości zastosowania przepisów o prawie do strajku w oparciu o tę ustawę – dodaje mec. Mateusz Galikowski.

Czasowe wycofanie z ruchu samochodu osobowego już niedługo będzie możliwe

Wycofanie auta z ruchu i oszczędność na OC – teraz możliwe? Niedawna nowelizacja przepisów wprowadza możliwość tymczasowego wycofania auta z ruchu i obniżenia składki OC o przynajmniej 95%. Kto i kiedy może skorzystać z tej opcji?

Zdecydowana większość właścicieli prywatnych pojazdów opowiada się zapewne za nieskrępowaną możliwością czasowego wycofania samochodu lub motocykla z ruchu. Opisywane rozwiązanie pozwoliłoby bowiem wielu osobom na obniżenie kosztów obowiązkowego ubezpieczenia OC.

Na razie nie ma szans na aż tak liberalną regulację. Z możliwości czasowego wycofania samochodu z ruchu będą mogli już niebawem skorzystać jednak właściciele naprawianych aut. Dzięki temu obniżą swoją składkę OC o co najmniej 95%.

Eksperci porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl sprawdzają wymogi i ograniczenia związane z tym nowym rozwiązaniem.

Wycofanie auta z ruchu – dla kogo już teraz możliwe?

Już od dłuższego czasu wycofanie samochodu z ruchu jest możliwe dla właścicieli większych pojazdów mechanicznych. Konkretnie mowa o:

  • samochodach ciężarowych,
  • przyczepach o dopuszczalnej masie całkowitej od 3,5 tony,
  • ciągnikach samochodowych,
  • pojazdach specjalnych,
  • autobusach.

Właściciele takich pojazdów mogą wycofać je z ruchu na czas od 2 do 24 miesięcy. Istnieje także możliwość przedłużenia tego okresu, ale łączny czas wycofania z ruchu nie może przekroczyć 48 miesięcy począwszy od pierwszej decyzji starosty.

Co ważne, aby wycofać pojazd z ruchu, ich właściciele nie muszą podawać żadnej konkretnej przyczyny takiej decyzji – podkreśla Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki Ubea.pl

Czasowe wycofanie z ruchu samochodu osobowego – kiedy będzie możliwe?

Niedawna nowelizacja ustawy prawo o ruchu drogowym wprowadziła możliwość czasowego wycofania z ruchu również dla samochodów osobowych będących w naprawie.

Kierowcy muszą jednak jeszcze nieco poczekać, zanim ta opcja stanie się faktycznie dostępna. Najpierw trzeba bowiem przygotować odpowiednią bazę danych – tłumaczy Paweł Kuczyński z Ubea.pl

Jakie będą warunki czasowego wycofania z ruchu samochodu osobowego?

  1. Wniosek o czasowe wycofanie auta z ruchu będzie można złożyć jedynie w przypadku poważnych uszkodzeń pojazdu (np. uszkodzenie zasadniczych elementów nośnych konstrukcji samochodu).
  2. Przepisy przewidują odpowiedzialność karną dla kierowcy, który wbrew prawdzie oświadczy o istnieniu takich poważnych uszkodzeń.
  3. Samochód osobowy będzie można wycofać z ruchu na czas od 3 do 12 miesięcy (bez możliwości przedłużenia).
  4. Wycofanie z ruchu auta będzie możliwe raz na 3 lata.
  5. Przed przywróceniem auta do ruchu właściciel będzie musiał wykonać badanie techniczne samochodu.

Ile zaoszczędzisz na OC?

Co ważne, auto czasowo wycofane z ruchu nadal będzie musiało posiadać ubezpieczenie OC, ale jego koszt będzie o wiele niższy. Ustawodawca zastosował bowiem te same zasady, które dotyczą większych pojazdów wycofanych z ruchu.

Właściciel auta wycofanego z ruchu, kupując OC, będzie więc mógł skorzystać z obniżki składki wynoszącej co najmniej 95%.

Warto jednak podkreślić, że wspomniane przepisy obligują ubezpieczyciela do okresowego obniżenia składki dopiero na wniosek kierowcy” – zaznacza Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Polacy chcą finansować samochody elektryczne leasingiem

61 proc. klientów posiadających aktualną umowę leasingową na samochód do 3,5 tony, rozważa w najbliższym czasie zakup samochodu elektrycznego, i chce go sfinansować leasingiem – wynika z ankiet PKO Leasing.[1] Według badania PSPA, taką możliwość chciałoby mieć ok. 80 proc. potencjalnych beneficjentów kwalifikujących się do programu „Zielony samochód” w ramach wsparcia NFOŚiGW.

W związku z zakończeniem trzech programów Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, obejmujących dopłaty do pojazdów elektrycznych, PKO Leasing postanowił zapytać swoich klientów o ich preferencje zakupowe związane z samochodami zeroemisyjnymi. Z ankiety przeprowadzonej w sierpniu br. wynika, że ponad połowa klientów jest zainteresowana finansowaniem samochodu elektrycznego przy kolejnej umowie leasingowej. Ponad 90 proc. respondentów wskazało, że chciałoby wyleasingować elektryczny samochód osobowy, a 10 proc. ankietowanych wykazało zainteresowanie nabyciem w leasingu samochodu dostawczego do 3,5 tony z napędem alternatywnym.

Bez dotacji, ale to powinno się zmienić

Leasing samochodów osobowych w programie „Zielony samochód” nie został objęty subwencją w ramach finansowania Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska. Wśród trzech dostępnych programów tylko dwa zawierały finansowanie leasingiem, ze znacznym zakresem obostrzeń. Według wytycznych instytucji, obejmowały one elektryczne samochody dostawcze do 3,5 tony (program eVan) oraz samochody osobowe służące do przewozu osób w transporcie drogowym (program Koliber). Program zakończył się w lipcu br., a pula dofinansowania nie została wykorzystana.

Z danych Instytutu Samar wynika, że to firmy najczęściej kupują nowe samochody osobowe. Ich udział stanowi ok. 70 proc. całości rynku. Z kolei firmy finansują swoje flotowe inwestycje głównie za pomocą leasingu lub wynajmu długoterminowego.

– Leasing w istotny sposób finansuje motoryzację w Polsce. Samochody osobowe stanowią 40 proc. całości rynku aktywów leasingowych. To daje w przyszłości duży potencjał do zagospodarowania finansowania samochodów elektrycznych właśnie przez leasing. Firmy w sposób naturalny będą chciały finansować pojazdy z takim napędem w wynajmie lub leasingu – podkreśla Paweł Pach, prezes Grupy PKO Leasing.

Podobne wnioski wskazują badania przeprowadzane przez Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych. Z analiz podsumowujących programy NFOŚiGW wynika, że ok. 80 proc. respondentów uznała wykluczenie z dotacji pojazdów nabytych w drodze finansowania leasingiem za główną barierę ograniczającą popularność programu.

– Włączenie leasingu, jako jednej z form finansowania samochodów elektrycznych objętych dotacją jest jednym z głównych postulatów zgłaszanych przez PSPA – podkreśla Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych. – Elektryfikacja polskich dróg musi się zacząć od przedsiębiorców, a oni korzystają głównie z finansowania leasingiem. Naszym celem jest ułatwienie im dostępu do dopłat również poprzez włącznie leasingu w realizowane programy.

Finansowanie, to jedno z wyzwań rozwoju

Rynek elektromobilności w Polsce rozwija się dynamicznie, ale samochody elektryczne wciąż stanowią niszę. We wrześniu do rąk klientów trafiły 444 egzemplarze EV. W stosunku do sierpnia br. jest to wzrost o ponad 50 proc. Do końca trzeciego kwartału 2020 roku, Polacy zarejestrowali 2 168 nowych aut osobowych na prąd, co oznacza 82 proc. wzrost liczony rok do roku. Co może wpływać na decyzje zakupowe klientów w przyszłości?

Ponad 80 proc. klientów w badaniu PKO Leasing wskazuje, że objęcie subwencją leasingu pozytywnie wpłynie na ich decyzję zakupową dotyczącą takiego pojazdu. Jednak klienci nie widzą elektromobilności tylko w „zielonych barwach”. Nadal 39 proc. badanych nie jest zainteresowana zakupem pojazdu elektrycznego. Co zatem zniechęca przedsiębiorców? Jak się okazuje, cena nie jest najistotniejszym z czynników blokujących taką decyzję. 59 proc. ankietowanych wskazało, że nie zdecydują się na zakup samochodu z alternatywnym napędem z powodu niedostatecznie rozwiniętej infrastruktury ładowania i wydajności takich pojazdów.

– Przed nami wiele wyzwań, ale elektromobilność już dzisiaj jest funkcjonalna i praktyczna – zapewnia Jan Wiśniewski z Obserwatorium Rynku Paliw Alternatywnych. – Pod koniec czerwca br. na jedną stację ładowania w naszym kraju przypadało mniej niż 6 osobowych samochodów całkowicie elektrycznych (BEV). To jeden z najlepszych wyników w Europie. Dla porównania, na jedną stację benzynową przypadało aż ok. 2 970 pojazdów osobowych. Stacji ładowania przybywa z dnia na dzień. Rozwija się też technologia. Jeszcze niedawno samochody elektryczne dysponowały stosunkowo niewielkim zasięgiem. To jednak przeszłość. Elektryki najnowszej generacji są w stanie przejechać ok. 500 km na jednym ładowaniu (WLTP), a średni zasięg elektrycznego, osobowego samochodu sprzedawanego w Polsce wynosi ok. 360 km.

Partnerstwo dla elektromobinlości

PSPA dostrzega potrzebę edukacji w zakresie elektromobilności, także przedsiębiorców. Wynikiem tego jest kampania społeczna elekromobilni.pl, realizowana wspólnie z Krajowym Ośrodkiem Zmian Klimatu. Jej celem jest wzrost świadomości społecznej, edukacja i propagowanie zeroemisyjnych rozwiązań w transporcie w Polsce. W ramach kampanii stworzony został serwis elektromobilni.pl. To źródło rzetelnej informacji na temat elektromobilności w Polsce, które dostarcza wiedzę i narzędzia, niezbędne do podejmowania świadomych decyzji o zamianie pojazdu na elektryczny – teraz lub w przyszłości. Grupa PKO Leasing, w skład której wchodzą PKO Leasing oraz spółka Masterlease, została partnerem strategicznym tego projektu. – Firmy leasingowe rozwijają ofertę dotyczącą samochodów elektrycznych. Do tej pory czynnikiem blokującym jej popularność była cena oraz trudność w ustaleniu prawidłowej wartości końcowej pojazdu na koniec kontraktu. Spółki z Grupy PKO Leasing posiadają ofertę na samochody eklektyczne zarówno w wynajmie długoterminowym, jak i w leasingu. Co ważne, nasz produkt jest dostępny dla osób fizycznych, co nie jest standardem na rynku. W planach mamy dalsze poszerzanie oferty w tym zakresie – podkreśla prezes PKO Leasing

– W serwisie docelowo znajdzie się 12 narzędzi ułatwiających podjęcie odpowiedzialnej decyzji o przejściu na elektromobilność, a także wiele treści edukacyjnych – dodaje Maciej Mazur.

[1] Ankieta przeprowadzona w sierpniu 2020 roku na próbie 1000 klientów PKO Leasing posiadających aktywną umowę leasingową na samochód do 3,5 tony.

Kontrowersje wokół interfejsów mózg – komputer

Interfejsy dawno wyszły już z wnętrz laboratoriów. Pojawiły się rozwiązania o znaczeniu komercyjnym. Odbiór sztuki przez człowieka poprzez bodźce audiowizualne, futurologiczne projekty pozwalające sterować dronami i maszynami bojowymi omawia w komentarzu eksperckim dr Dominika Kaczorowska-Spychalska z Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Łódzkiego.

Sama technologia nie wystarcza. Jej upowszechnienie wymaga najpierw ewolucji mentalnej człowieka i przełamania barier wobec tego, co nieznane. – dr Dominika Kaczorowska-Spychalska.

Interfejs mózg – komputer

Interfejs mózg – komputer to system komputerowy, który rozpoznaje sygnały mózgowe, analizuje je, przetwarza i przekazuje do urządzenia mającego podjąć określone działania. Czyta nasze myśli by przełożyć je na rozpoznawalną dla naszego otoczenia mowę, lub pozwolić nam sterować różnymi urządzeniami zewnętrznymi.

Takie interfejsy wydają się być doskonałym rozwiązaniem w przypadku dolegliwości wynikających z takich chorób, jak np. stwardnienie rozsiane czy udar mózgu. Ale idea interfejsu mózg – komputer może mieć jednak dużo szersze zastosowanie i to ono jest najczęściej przedmiotem wielu kontrowersji.

Kontrowersyjny Neuralink Elona Muska

Ekscentryczny właściciel Tesli pracuje nad trudną i ryzykowną metodą połączenia komputera z mózgiem za pomocą czipu. Musk chwali się bardzo dobrymi wynikami eksperymentów dokonywanych na zwierzętach i zapowiada rychłe testy z udziałem ludzi. Bardzo niewielkich rozmiarów implant byłby umieszczony pod skórą; implant łączyłby się z mózgiem wyposażonymi w elektrody polimerowymi nićmi o grubości ćwierci ludzkiego włosa.

Ponadto w ciele umieszczone byłyby cztery sensory – trzy w obszarach ruchowych, jeden w obszarze somatosensorycznym. Ponieważ łączność ma się odbywać bezprzewodowo, za uchem człowieka miałby się znajdować transmiter. Za jego pomocą możliwa byłaby łączność z komputerem lub telefonem.

Technologia opracowana przez Neuralink miałaby doprowadzić do pełnej symbiozy człowieka ze sztuczną inteligencją. Korzystać z niej mogłyby osoby z zaburzeniami pracy mózgu z powodu chorób (np. epilepsji) lub innych uszkodzeń.

Neuralink budzi oczywiste niepokoje, jak lęk o utratę kontroli nad wspomnieniami i myślami. Krytykowana jest też obrana przez startup inwazyjna metoda instalowania implantu. Naukowcy wskazują na wysoki stopień ryzyka uszkodzeń mózgu związany z umieszczaniem w nim przewodów. Firma boryka się z problemem znalezienia odpowiedniej powłoki, a także ze stworzeniem elektrod, które przetrwają dziesięciolecia i nie będą wymagały kłopotliwych wymian.

Czy Neuralinkowi uda się obejść istniejące problemy? Czy planowane na 2020 rok testy z udziałem ludzi dojdą do skutku? Czy Agencja Żywności i Leków (FDA) udzieli startupowi Muska stosownych pozwoleń? Te pytania wciąż pozostają otwarte.

Uniwersytet Łódzki bada nowe technologie

Tematyka interfejsów jest tylko jednym z zagadnień, które leżą w obszarze zainteresowań badawczych dr Spychalskiej. Naukowczyni raportowała ostatnio o nadchodzącej erze zetabajtów w kontekście sieci 5G, o algorytmach, którymi posługuje się sztuczna inteligencja, jak również o dyskryminacji człowieka przez A.I.

Ponadto, dr Kaczorowska-Spychalska reprezentowała Uniwersytet Łódzki w pierwszej edycji akcji „Posłuchaj naukowca” Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz Stowarzyszenia Rzecznicy Nauki. Badaczka zmierzyła się z tematem fake newsów – sposobów odróżniania informacji rzetelnych od nieprawdziwych, konsekwencjach nieprawdziwych informacji, również w wymiarze politycznym i biznesowym.

Dominika Kaczorowska-Spychalska jest dyrektorem Centrum Mikser Inteligentnych Technologii CMIT na Wydziale Zarządzania Uniwersytetu Łódzkiego. Jako ekspert uczelni w obszarze technologii cyfrowych, zajmuje się w szczególności sztuczną inteligencją (AI) i Internetem Rzeczy (IoT) oraz ich implikacją w biznesie. Pasjonuje ją wpływ tych technologii na zachowania człowieka (Homo Cyber versus Homo Roboticus) oraz zakres i charakter interakcji między nim a technologią (Human-to-Machine, Machine-to-Human), w tym problematyka Digital Ethics.

Wprowadzenie dodatkowych ograniczeń w handlu doprowadzi do bankructw i zwolnień pracowników

Polska Rada Centrów Handlowych, która zrzesza ponad 200 największych podmiotów działających w branży nieruchomości handlowych, stoi na stanowisku, iż ewentualne wprowadzanie dodatkowych ograniczeń dla handlu jest obecnie nieuzasadnione. W ostatnich dniach klienci przychodzą do galerii po to, żeby zaspokoić najważniejsze potrzeby zakupowe, co potwierdza spadająca odwiedzalność w obiektach handlowych, obowiązują godziny dla seniorów oraz ograniczenia dotyczące liczby osób, mogących przebywać w sklepach. Wprowadzono zakaz korzystania z oferty restauracyjnej, poza zamawianiem posiłków na wynos. Obowiązkiem branży centrów handlowych jest zapewnienie klientom możliwości zrealizowania potrzeb zakupowych w maksymalnie bezpiecznych warunkach, zgodnie z obowiązującym zaostrzonym reżimem sanitarnym.

Sektor centrów handlowych był i jest przygotowany do bezpiecznej obsługi klientów także przy pogarszającej się sytuacji epidemiologicznej. Po pierwsze stosowane są najwyższe standardy sanitarne, w tym m.in.  nieograniczony dostęp do środków dezynfekujących, regularna i częsta dezynfekcja miejsc dotykanych przez ludzi, po drugie zaawansowane technologie –systemy kamer zliczające klientów w czasie rzeczywistym, pozwalające na kontrolowanie liczby osób przebywających w obiekcie oraz po trzecie –prowadzone są intensywne działania informacyjno-edukacyjne kierowane do klientów.

Wiosenny lockdown mocno zdestabilizował sytuację finansową wielu podmiotów z branży handlowej, zarówno najemców, jak i wynajmujących, które mozolnie zaczęły odrabiać straty i nadal muszą mierzyć się z kolejnymi zagrożeniami. Wprowadzenie dodatkowych ograniczeń może zagrozić przyszłości wielu podmiotów z sektora handlowego i doprowadzić do bankructw, a w konsekwencji do zwolnień pracowników.

W pierwszym półroczu 2020 roku PRCH Turnover Index wskazujący na poziom obrotów branży centrów handlowych był o jedną trzecią niższy (31,2 proc.) w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Wynikało to z lockdownu wprowadzonego od 14 marca do 4 maja. Rekordowo niskie obroty zanotowano w kwietniu br., kiedy indeks był niższy aż o 79,6 proc. rok do roku. Na tzw. lockdownie najbardziej ucierpiały usługi. Według danych PRCH Turnover Index, obroty w tej kategorii zakupowej w pierwszej połowie 2020 roku były niższe niż przed rokiem o ponad połowę, czyli o 58,8 proc. Z kolei moda i akcesoria odnotowały spadek obrotów o 38,6 proc. r/r. Trudna sytuacja pandemiczna najmniej wpłynęła na sklepy z żywnością, które w okresie wiosennym mogły działać nieprzerwanie. W tej kategorii odnotowano spadek obrotów o 12,2 proc. (r/r),

Skutki drugiej fali pandemii już widać w spadających wskaźnikach odwiedzalności w ostatnim tygodniu (19 – 25 października), kiedy PRCH Daily Footfall Index był niższy o 10 punktów proc. w porównaniu do wcześniejszego tygodnia (11-18 października) i wyniósł dla dni handlowych 70 proc. W zależności od dnia tygodnia i wielkości obiektu, odwiedzalność w ostatnim tygodniu była niższa nawet o 40 proc.

Pragniemy również wyrazić poparcie dla postulatów  branży gastronomicznej, fitness oraz rozrywkowej o uruchomienie realnej pomocy, która pozwoli przetrwać tym podmiotom nie tylko miesiąc, ale przede wszystkim kolejne tygodnie w oczekiwaniu na poprawienie się sytuacji epidemicznej.

Tarcza Branżowa nie osłoni biznesu. Pomoc jest niewystarczająca wobec skali problemów

26 października do Sejmu wpłynął poselski projekt tzw. Tarczy Branżowej. Przedsiębiorcy, m.in. z branży gastronomicznej czy rozrywkowej, fotografowie lub fizjoterapeuci, będą mogli liczyć na wsparcie w postaci zwolnienia ze składek ZUS za listopad oraz dodatkowego świadczenia postojowego. Zdaniem ekspertów inFakt proponowana przez rząd pomoc jest niewystarczająca wobec skali problemów, z jakimi zmagają się właściciele firm.

Poza zwolnieniem z ZUS i świadczeniem postojowym premier Morawiecki zapowiedział 5 000 zł bezzwrotnej dotacji. – Z tej formy pomocy mieliby skorzystać przedsiębiorcy, których przychód z działalności uzyskany w październiku lub listopadzie 2020 roku będzie niższy co najmniej o 40% w stosunku do przychodu uzyskanego odpowiednio w październiku lub w listopadzie 2019 roku. Niestety obecnie nie są znane pozostałe regulacje związane z dotacją, a nawet to, które branże będą mogły z niej skorzystać – tłumaczy Piotr Juszczyk, doradca podatkowy w firmie inFakt.

Zdaniem eksperta pomoc jest na pewno niezbędna, zwłaszcza w branżach, które nie mogą funkcjonować – jak kluby fitness –  lub funkcjonują tylko częściowo, jak np. gastronomia. – Jednak czy świadczenie postojowe w wysokości 2 080 zł i zwolnienie z ZUS pozwoli na wypłacenie pensji pracownikom i dokonanie opłat niezbędnych do utrzymania działalności gospodarczej? Firmy borykają się z utratą płynności finansowej, zaczynają się masowe zwolnienia. Dla wielu z nich proponowana przez rząd pomoc to za mało – ocenia Piotr Juszczyk.

Wniosek o zwolnienie ze składek ZUS można składać do 31 stycznia 2021 r. Poniżej lista branży wg PKD, którym przysługuje zwolnienie za listopad:

  • 47.71.Z (sprzedaż detaliczna odzieży)
  • 47.81.Z (sprzedaż detaliczna żywności na straganach i targowiskach)
  • 47.82.Z (sprzedaż detaliczna wyrobów tekstylnych na straganach i targowiskach)
  • 47.89.Z (sprzedaż detaliczna pozostałych wyrobów na straganach i targowiskach)
  • 56.10.A (restauracje)
  • 56.10.B (ruchome placówki gastronomiczne)
  • 56.29.Z (pozostała działalność gastronomiczna)
  • 56.30.Z (przygotowywanie i podawanie napojów)
  • 59.11.Z (produkcja filmów, nagrań wideo itp.)
  • 74.20.Z (działalność fotograficzna)
  • 77.21.Z (wypożyczanie sprzętu rekreacyjnego i sportowego)
  • 82.30.Z (organizacja targów, wystaw i kongresów)
  • 85.51.Z (pozaszkolna edukacja sportowa)
  • 86.90.A (działalność fizjoterapeutyczna)
  • 86.90.D (działalność paramedyczna)
  • 90.01 Z (wystawianie przedstawień artystycznych)
  • 90.02.Z (wspomaganie przedstawień)
  • 93.11.Z (działalność obiektów sportowych)
  • 93.13.Z (działalność obiektów dot. poprawy kondycji fizycznej)
  • 93.19.Z (pozostała działalność sportowa)
  • 93.21.Z (działalność wesołych miasteczek)
  • 93.29.A (działalność pokojów zagadek)
  • 93.29.B (pozostała działalność rozrywkowa niesklasyfikowana)
  • 93.29.Z (pozostała działalność rozrywkowa)
  • 96.04.Z (działalność usługowa dot. poprawy kondycji fizycznej).

Warunki:

  • przedsiębiorca był zgłoszony jako płatnik składek do dnia 30 czerwca 2020 r.,
  • przedsiębiorca prowadził działalność gospodarczą na dzień 30 września 2020 r.,
  • przychód z tej działalności w rozumieniu przepisów podatkowych uzyskany w listopadzie 2020 r. był niższy co najmniej o 40% w stosunku do przychodu uzyskanego w listopadzie 2019 r.,
  • przesłanie deklaracji rozliczeniowych lub imiennych raportów miesięcznych należnych za listopad 2020 r. – do dnia 31 grudnia 2020 r., chyba że płatnik składek zwolniony jest z obowiązku ich składania.

 

Dodatkowe świadczenie postojowe za listopad również jest przeznaczone dla przedsiębiorców świadczących usługi określonych PKD:

  • 47.71.Z (sprzedaż detaliczna odzieży)
  • 47.81.Z (sprzedaż detaliczna żywności na straganach i targowiskach)
  • 47.82.Z (sprzedaż detaliczna wyrobów tekstylnych na straganach i targowiska)
  • 47.89.Z (sprzedaż detaliczna pozostałych wyrobów na straganach i targowiskach)
  • 56.10.A (restauracje)
  • 56.10.B (ruchome placówki gastronomiczne)
  • 56.29.Z (pozostała działalność gastronomiczna)
  • 56.30.Z (przygotowywanie i podawanie napojów)
  • 59.11.Z (produkcja filmów, nagrań wideo itp.)
  • 74.20.Z (działalność fotograficzna)
  • 77.21.Z (wypożyczanie sprzętu rekreacyjnego i sportowego)
  • 82.30.Z (organizacja targów, wystaw i kongresów)
  • 85.51.Z (pozaszkolna edukacja sportowa)
  • 86.90.A (działalność fizjoterapeutyczna)
  • 86.90.D (działalność paramedyczna)
  • 93.11.Z (działalność obiektów sportowych)
  • 93.13.Z (działalność obiektów dot. poprawy kondycji fizycznej)
  • 93.19.Z (pozostała działalność sportowa)
  • 93.21.Z (działalność wesołych miasteczek)
  • 96.04.Z (działalność usługowa dot. poprawy kondycji fizycznej).

Warunki:

  • przedsiębiorca prowadził działalność gospodarczą na dzień 30 września 2020 r.,
  • przychód z tej działalności w rozumieniu przepisów podatkowych uzyskany w październiku lub listopadzie 2020 r. był niższy co najmniej o 40% w stosunku do przychodu uzyskanego odpowiednio w październiku lub w listopadzie 2019 r.

Połowa Europy ma bardziej przyjazne od polskich przepisy księgowo-podatkowe dla biznesu

– Polska znalazła się na 17. miejscu w Europie i 37. na świecie wśród państw o najbardziej złożonych przepisach księgowo – podatkowych. Wśród „najprzyjaźniejszych dla biznesu” pod tym względem wyprzedza nas połowa Europy, w tym nasi najbliżsi sąsiedzi – Ukraina i Czechy.  To wyniki najnowszego raportu przygotowanego przez TMF Group, globalną firmę świadczącą usługi biznesowe dla firm działających lokalnie i międzynarodowo. Krajem z najmniej przyjaznym systemem księgowo – podatkowym dla firm na Starym Kontynencie okazała się Grecja. Na najbardziej przyjaznym pod tym względem systemie w Europie mogą polegać przedsiębiorcy działający w Danii.

W raporcie zatytułowanym Accounting & Tax (z ang. Księgowość i Podatki) eksperci TMF Group porównali główne systemy księgowo-podatkowe w kontekście prowadzenia biznesu w poszczególnych krajach, w ramach 77 jurysdykcji na całym świecie. Tego typu opracowania brane są pod uwagę przez międzynarodowe firmy podejmujące decyzję o rozpoczęciu działalności w danym kraju.

W Europie krajami o najbardziej przyjaznych regulacjach księgowo – podatkowych dla biznesu są Dania (jednocześnie druga na świecie, przedzielając na podium Brytyjskie Wyspy Dziewicze i Curaçao), Szwajcaria, Irlandia, Norwegia i Holandia. Polska znalazła się daleko za nimi. Przyjaźniejszymi krajami pod względem systemu podatkowo – księgowego okazały się od nas również m.in. Ukraina, Rumunia i Czechy, z którymi przychodzi nam walczyć o zagraniczne inwestycje.

W ogonie Europy znalazła się Grecja (najniższa pozycja w Europie i trzecia najniższa na świecie), a także Portugalia, Węgry, Chorwacja i Słowacja.

Czynnikami wpływającymi na złożoność w zakresie rachunkowości i podatków są częste i szybko wprowadzane zmiany w ustawodawstwie, równie często niejasne i trudne do zrozumienia lub interpretacji. W krajach najbardziej przyjaznych dla biznesu pod tym względem organy podatkowe są partnerami dla firm. Relację tę cechuje elastyczność, jak na przykład możliwość wydłużania terminów raportowania finansowego oraz zasada zaufania do podatnika.

– Wiele organów podatkowych przeszło od sankcji do modelu bazującego na relacji partnerskiej z przedsiębiorstwami, współpracując z nimi w celu prawidłowego stosowania przepisów podatkowych i określenia właściwych podstaw opodatkowania. Z punktu widzenia kosztów tańsze jest pomaganie podatnikom w przestrzeganiu przepisów niż późniejsze sprawdzanie zgłoszeń i identyfikowanie błędów. Z perspektywy przedsiębiorcy działalność w takim kraju obarczona jest mniejszym ryzykiem, co jest jednym z magnesów przyciągających zagraniczne inwestycje – mówi Dagmara Witt-Kuczyńska, lider praktyki Księgowości i Podatków na obszar CEE w TMF Group, obejmujący Polskę, Czechy, Słowację, Ukrainę, Rosję i Kazachstan.

Jednym z zauważalnych trendów w zakresie rozwiązań księgowo-podatkowych jest wprowadzanie sprawozdawczości w czasie rzeczywistym, w ramach której przedsiębiorstwa muszą zapewnić organom krajowym widoczność poszczególnych transakcji. Takie rozwiązania automatyzują proces rozliczeń podatkowych. Z drugiej strony dostosowanie się międzynarodowych firm do takich standardów wymusza wdrożenie systemów informatycznych zintegrowanych z portalami podatkowymi państw, w których prowadzą działalność.

– Kwestie sprawozdawczości w czasie rzeczywistym określiła OECD przygotowując międzynarodowy standard elektronicznej wymiany wiarygodnych danych księgowych z organizacji do krajowego organu podatkowego – JPK (ang. SAF-T). Polska jest jednym z kilku europejskich krajów, które przyjęły ten standard – mówi Dagmara Witt-Kuczyńska z TMF Group.

Jak wskazują autorzy raportu na przyjazność jurysdykcji pod kątem podatkowo-księgowym, obok dobrej komunikacji z organami skarbowymi, ma również wpływ przejrzystość co do stanowienia regulacji w tym zakresie. Z punktu widzenia międzynarodowych inwestorów najbardziej przyjazne kraje to te skłaniające się do wdrażania międzynarodowych regulacji, bardziej niż skupiania się na lokalnych, często trudnych do zrozumienia i przestrzegania przez firmy niuansach.

Przykładem działań w kierunku internacjonalizacji są podatki od usług cyfrowych i alokacja zysków, zapewniające płacenie podatków w kraju, w którym powstaje wartość i uniemożliwiające przedsiębiorstwom przenoszenie zysków do innych jurysdykcji.

– Do najnowszych z nich należy MDR (ang. Mandatory Disclosure Reporting) – tzw. obowiązek raportowania schematów podatkowych. Jednak polskie przepisy mają znacznie szerszy zakres od tych zapisanych w dyrektywie Komisji Europejskiej i zawierają rozszerzoną definicję rozwiązań podatkowych podlegających obowiązkowi sprawozdawczemu, tak aby obejmowały nie tylko transgraniczne, ale również krajowe rozwiązania podatkowe. A to rozwiązanie jest dodatkowym obowiązkiem dla międzynarodowych inwestorów – mówi Dagmara Witt-Kuczyńska z TMF Group.

Utrudnieniem dla międzynarodowych firm jest też konieczność prowadzenia księgowości w języku danego kraju. W ponad 30 proc. jurysdykcji na świecie nie jest to konieczne. Polska nie należy do tej grupy. Kolejną barierą, z którą często borykają się przedsiębiorstwa prowadzące działalność międzynarodową, jest wymóg dokonywania płatności podatkowych z lokalnego konta bankowego. Nasz kraj znajduje się w tej grupie państw, które nakładają taki obowiązek na firmy międzynarodowe.

W krajach zabiegających o międzynarodowy biznes aktywnie stosuje się zasadę zaufania do podatników. W Irlandii, trzecim najprzyjaźniejszym pod względem regulacji księgowo-podatkowych kraju w Europie, występują znaczne uproszczenia w odniesieniu do obowiązku przeprowadzania procedur audytowych. Natomiast w USA istnieją relatywnie okrojone wymogi w zakresie sprawozdawczości podatkowej, a firmy mogą na ogół przedłużyć terminy składania dokumentacji księgowo-podatkowej w przypadku wejścia w życie istotnych zmian w przepisach. W niewielkiej grupie jurysdykcji (sześć procent), przedsiębiorcy mogą płacić VAT nawet rzadziej niż raz na kwartał –
w Europie możliwe jest to w Szwajcarii i w Wielkiej Brytanii. W Irlandii, Danii i Stanach Zjednoczonych dyrektorzy nie ponoszą osobistej odpowiedzialności za przestrzeganie przepisów podatkowych.

– Pozycja Polski w środku europejskiej stawki pod względem przyjazności przepisów księgowo – podatkowych nie jest przypadkowa. Nie mamy tak skomplikowanych regulacji pod tym względem, jak Grecja czy Portugalia, ale daleko nam do liderów, którzy obdarzają podatników dużym zaufaniem, są mniej zbiurokratyzowani, za to bardziej elastyczni w stanowieniu i egzekwowaniu przepisów podatkowych, a dodatkowo oddają do dyspozycji doskonale przygotowane narzędzia internetowe pozwalające skupić się przedsiębiorcom na swoim podstawowym biznesie, zamiast tracić ich energię i zasoby na czasochłonne i kosztochłonne procedury – podsumowuje Dagmara Witt-Kuczyńska.

Raport Accounting & Tax jest pogłębioną analizą Global Complexity Index 2020 w zakresie regulacji księgowo – podatkowych obowiązujących firmy w poszczególnych krajach. We wrześniu br. TMF Group opublikowała również raport Rules, Regulations and Penalties (z ang. Przepisy, Regulacje i Kary), w którym eksperci TMF Group porównali główne regulacje prawne i administracyjne dotyczące prowadzenia biznesu w poszczególnych krajach w ramach 77 jurysdykcji na całym świecie.

Jak skutecznie reagować na kryzys wizerunkowy

Bieżący rok za sprawą pandemii zapewne przejdzie do historii także pod względem dużej ilości zleceń dotyczących działań kryzysowych. Zwykle stanowiły one kilka, zaś w tym roku nawet kilkadziesiąt procent zadań agencji PR. Od serii złych opinii, po poważny skandal, czy negatywny incydent, który może mieć potężny wpływ na reputację. Jeśli myślisz, że Twoja organizacja nigdy nie popełni błędu, ani nie doświadczy kryzysu wizerunkowego, skazujesz swoją markę na katastrofę. Kryzys wizerunkowy jest jak pożar – bez wcześniejszego przygotowania trudno skutecznie z nim walczyć oraz szybko i odpowiednio zareagować.

Zwykle wydarzenia kryzysowe „lubią” pojawiać się w czasie, kiedy firmy są zamknięte, jak np. w weekendy, święta czy pory wieczorowe. Wiąże się to z wzmożonym ruchem w aktywnościach  interpersonalnych, medialnych i społecznościowych.  Specyfiką działań kryzysowych jest bieżące reagowanie, zatem zdanych na przypadek, nie czeka nas nic dobrego, a chaos i panika będzie najgorszym doradcą, co zdecydowanie odbije się na nieproporcjonalnie dużych stratach dla organizacji.

Chowanie głowy w piasek i nadzieja, że problem sam zniknie to zwykle duży błąd, czego przykładem mogą być wielkie skandale z Volkswagenem czy FIFA, w których nieodpowiednia reakcja doprowadziła do jednych z największych i najkosztowniejszych katastrof wizerunkowych tej dekady.  Przyczyn kryzysów może być wiele: trudny klient, fake news, czarny PR konkurencji, czy pomówienie. Słowem – kryzysem jest wszystko, co może zaszkodzić reputacji Twojej organizacji i spowodować utratę zaufania. Wszelkie ryzyko dla zdrowia, życia lub bezpieczeństwa personelu, klientów, pacjentów, usługodawców lub innych interesariuszy.

Od naruszenia naszych danych na Facebooku, po skargi na molestowanie seksualne przez kierowcę Ubera-a, aż po np. wiodących deweloperów, z których niedawno jeden niejako rykoszetem został negatywnie skojarzony z czarnym PR dotyczący starych kwestii (tak naprawdę ich rozstrzygnięcie mogło jedynie poprawić wynik finansowy), a przez złe zarządzanie kryzysem odnotował gigantyczny spadek sprzedaży. Inny, który nie wdrożył działań CSR oraz osłonowych został niesłusznie zaatakowany przy jednym z nowych projektów i sporo stracił na ogólnym wizerunku swojej marki. Duża firma z sektora high-tech, której nowy produkt został negatywnie przyjęty przez rynek przez błędne zarządzanie kryzysem, straciła zespół mogący w trybie pilnym dokonać jego modyfikacji i wybrnąć zwycięsko z opresji. Celebryta, który oszukał swoich fanów nie będąc przygotowany na reakcje, doprowadził do utraty cennego wizerunku zamiast dynamicznie obrócić sytuację w żart i zyskać na tym pozytywny rozgłos, wobec czego głęboki kryzys spowodował utratę sponsorów.

Często, szczególnie w obszarze „trudnych klientów”, ten roszczeniowy i wymagający, agresywny, niecierpliwy, nadmiernie rozmowny i niezdecydowany, utrudniający zaoferowanie wysokiej jakości usługi “klient” wcześniej, czy później pojawi się w każdej organizacji. Bez przygotowania odpowiednich procedur oraz ze źle przeszkoloną obsługą klienta czy działem sprzedaży, firmy ryzykują obniżenie zysków, a nawet zniknięcie z rynku. Takie przykłady można by mnożyć… Prawie 30% konsumentów waha się przed zakupem produktów od marek, które doświadczyły negatywnej prasy.

Doświadczenie pokazuje, że przywództwo organizacyjne często nie rozumie, że w przypadku braku odpowiedniej komunikacji wewnętrznej i zewnętrznej:

  • Reakcja operacyjna załamie się.
  • Interesariusze nie będą wiedzieć, co się dzieje i szybko stają się zdezorientowani, wściekli i negatywnie zareagują.
  • Organizacja będzie postrzegana w najlepszym przypadku jako nieudolna, a w najgorszym jako niedbała z powodu zaniedbań karnych.
  • Czas wymagany do pełnego rozwiązania problemu wydłuży się, często dramatycznie. Wiemy, jak dużo czasu w dużych korporacja wymagają niezbędne akceptacje.
  • Wpływ na wyniki finansowe i reputację będzie znacznie poważniejszy.

Firmy powinny opracować i aktualizować plany reagowania, aby móc odpowiednio je wdrożyć natychmiast po wystąpieniu kryzysu. Pamiętajmy też, aby dostosować strategię do rodzaju kryzysów, które generalnie dzielimy na trzy kategorie:

  1. Kryzysy pełzające – zapowiadające serię wydarzeń.
  2. Kryzysy powolnego spalania – pewne ostrzeżenie z wyprzedzeniem, zanim sytuacja spowoduje jakiekolwiek rzeczywiste szkody.
  3. Nagłe kryzysy – szkody już wystąpiły i będą się pogłębiać.

7 zasad, jak złagodzić skutki kryzysu i chronić organizację:

  1. Przewiduj kryzysy

Warto być proaktywnym i przygotować się na kryzysy, zebrać zespół ds.komunikacji kryzysowej i zrobić burzę mózgów na temat wszystkich potencjalnych kryzysów, które mogą wystąpić w Twojej organizacji.

To ćwiczenie przynosi co najmniej dwie bezpośrednie korzyści:

  • Możesz zdać sobie sprawę, że niektórym sytuacjom można zapobiec, po prostu modyfikując istniejące metody działania.
  • Możesz zacząć myśleć o możliwych reakcjach i najlepszych / najgorszych scenariuszach, itp. Lepiej opracować to bez presji rzeczywistego kryzysu.

Oczywiście są też kryzysy kontrolowane, ponieważ sam je planujesz – np. w celu zwolnienia pracowników, dokonania przejęcia konkurencji lub wycinki drzew pod inwestycje. Ten proces oceny powinien prowadzić do stworzenia planu reagowania kryzysowego, który jest dokładnie dopasowany do Twojej organizacji, obejmujący zarówno elementy operacyjne, jak i komunikacyjne. Angażując się na wczesnym etapie, Twoi pracownicy będą lepiej przygotowani do kontrolowania dialogu. Niewłaściwe postępowanie w sytuacji awaryjnej, na którą nie masz wpływu – na przykład podczas huraganu lub przestępstwa – może zmienić sposób postrzegania firmy przez klientów i partnerów. Dlatego ważne jest, aby wykorzystać siłę ludzkich kontaktów podczas każdego kryzysu. Istotne jest dodanie elementu ludzkiego do reakcji na kryzys, wnosząc ciepło i zrozumienie, bo w przeciwnym razie firma mogłaby wydawać się rozległą, pozbawioną twarzy korporacją. Podczas komunikacji i odpowiadania na komentarze, pytania lub skargi zespół powinien zawsze starać się być pozytywny, przyjazny i ciepły. Celem powinno być sprawienie, aby klient lub partner poczuł, że otrzymują osobistą uwagę od prawdziwego człowieka.

  1. Zachowaj spójność przekazu

Trudno zapewnić, aby organizacja była w stanie szybko reagować i mówić jednym głosem, gdy wiele osób zaczyna mówić w jej imieniu bez odpowiedniego przygotowania. Ważne jest, aby cała komunikacja była spójna i oparta na marce. Pomoże to zapewnić poczucie stabilności. Jednym ze sposobów zapewnienia spójności komunikatów jest uzyskanie wstępnej zgody na wszystkie komunikaty kryzysowe, w tym komunikaty prasowe, posty w mediach społecznościowych, aktualizacje witryn internetowych i inne istotne dokumenty lub oświadczenia.

Przygotuj dokumenty dla każdej potencjalnej sytuacji awaryjnej, z jak największą liczbą szczegółów. Następnie przekaż je do zatwierdzenia wszystkim zainteresowanym stronom. Gdy nadejdzie kryzys, zespół może dostosować te kluczowe komunikaty do konkretnej sytuacji i reakcji. Jednak rdzeń treści zostanie już napisany i zatwierdzony, co może zaoszczędzić niezliczone ilości czasu. Zespół PR również powinien pomagać w utrzymaniu spójności komunikatów mówionych, takich jak wywiady z kierownictwem czy konferencje prasowe i rozmowy telefoniczne z obsługą klienta. Partnerowi lub przedstawicielowi prasy może być ciężko zrozumieć lub błędnie zinterpretować wypowiedziane oświadczenie. Szkolenie rzeczników, aby pozostali na bieżąco z przesłaniem może pomóc w zachowaniu ogólnego tonu reakcji kryzysowej.

Wiele zespołów ds. public relations w zakresie zarządzania kryzysowego przeprowadza sesje szkoleniowe zanim nadejdzie kryzys, a następnie przekazuje każdemu rzecznikowi kluczowe punkty, które mogą przejrzeć i odwołać się do nich w razie potrzeby. Dzięki tego typu przygotowaniom, zespół może pomóc w upewnieniu się, że cała organizacja „mówi” dokładnie to, co powinna. Najbardziej efektywne zespoły składają się zarówno z wewnętrznych profesjonalistów, którzy mają wiedzę o firmie, jak i zewnętrznych ekspertów, którzy potrafią spojrzeć na tę sytuację z dziennikarskiej perspektywy.

3.Wyznacz zespół reagowania i opracuj strategię komunikacji kryzysowej

Protokół jest niezbędny do prawidłowego zarządzania działaniami w zakresie komunikacji kryzysowej. Oznacza to informowanie wszystkich pracowników, interesariuszy, członków zarządu itp. o tym, kto ma rozmawiać z mediami i jak mają kierować wszelkie zapytania. Dzięki temu firma nie będzie musiała wyjaśniać uwag nieoficjalnych przedstawicieli. Niezależnie od strategii, firma musi przekazywać protokół wszystkim osobom, do których można się zwrócić, aby zabrać głos w ich imieniu.

Należy wyznaczyć niewielki zespół managerów wyższego szczebla, który będzie pełnić funkcję zespołu ds. komunikacji kryzysowej w organizacji. Idealnie byłoby, gdyby dyrektor generalny organizacji przewodził zespołowi, a jego głównymi doradcami byli szefowie ds. public relations i radca prawny firmy.

Jeśli wewnętrzny dyrektor PR nie ma wystarczającej wiedzy i doświadczenia na temat komunikacji kryzysowej, może zdecydować się na zatrudnienie agencji lub niezależnego konsultanta w tej dziedzinie. Inni członkowie zespołu są zazwyczaj szefami głównych działów organizacyjnych, ponieważ każda sytuacja, która osiągnie poziom kryzysu, wpłynie na całą organizację. Czasami w skład zespołu muszą wchodzić również osoby posiadające specjalną wiedzę związaną z obecnym kryzysem, np. eksperci z danej dziedziny.

  1. Utwórz skrypty kryzysowe i przeszkol rzeczników

Organizacja powinna zapewnić, poprzez odpowiednią politykę i szkolenia, aby wypowiadali się w jej imieniu tylko upoważnieni rzecznicy. Jest to szczególnie ważne w czasie kryzysu. Każdy zespół ds. komunikacji kryzysowej powinien przygotować ludzi, którzy zostali wstępnie sprawdzeni i przeszkoleni, aby pełnić rolę wiodących i / lub zastępczych rzeczników w różnych kanałach komunikacji. Wszyscy rzecznicy organizacyjni w sytuacji kryzysowej muszą posiadać: właściwe umiejętności i  pozycję oraz zostać stosownie przeszkolonym.

Spotkałem menedżerów wyższego szczebla, którzy mogliby bez stresu występować przed wielotysięczną publicznością konferencyjną, ale nie radzili sobie w trakcie kameralnego  wywiadu w studio telewizyjnym. W dzisiejszych czasach do obowiązków rzecznika niezmiennie należy komunikacja online, a media społecznościowe są bardzo łatwym miejscem do popełnienia błędu. Kluczowe znaczenie ma dopasowanie umiejętności potencjalnych rzeczników do ich zadań jako członków zespołu ds. komunikacji kryzysowej. Niektórzy rzecznicy mogą naturalnie wyróżniać się we wszystkich formach komunikacji kryzysowej – w tradycyjnych mediach, mediach społecznościowych, B2B, wewnętrznych, itp. Tylko niektóre rodzaje bardzo wrażliwych kryzysów (np. te, w których doszło do ofiar śmiertelnych) praktycznie upoważniają dyrektora naczelnego do bycia głównym rzecznikiem.

Faktem jest, że niektórzy dyrektorzy generalni są błyskotliwymi liderami organizacyjnymi, ale niezbyt skutecznymi osobami w komunikacji. Decyzja o tym, kto powinien zabrać głos, zapada po rozpoczęciu kryzysu – lecz pula potencjalnych rzeczników powinna zostać wcześniej zidentyfikowana i przeszkolona.

Rzecznicy są potrzebni nie tylko do komunikacji medialnej, ale do wszystkich typów i form komunikacji, wewnętrznej i zewnętrznej. Obejmuje to zdjęcia przed kamerą, na spotkaniu publicznym, na spotkaniach pracowników, itp. Z doświadczenia wiem, iż nikt nie chce podejmować decyzji dotyczących tak wielu różnych rodzajów rzeczników, będąc „pod ostrzałem”.

Podczas gdy opracowanie pełnego przekazu musi czekać na wybuch rzeczywistego kryzysu, „oświadczenia wstrzymujące”, czyli komunikaty przeznaczone do użytku natychmiast po wybuchu kryzysu mogą być opracowane z wyprzedzeniem do wykorzystania w wielu różnych scenariuszach. Przykładem może być oświadczenie sieci hoteli z nieruchomościami dotkniętymi klęską żywiołową, zanim centrala organizacji otrzyma jakiekolwiek twarde informacje faktograficzne:

„Wdrożyliśmy nasz plan reagowania kryzysowego, który kładzie największy nacisk na zdrowie i bezpieczeństwo naszych gości i personelu. W pełni współpracujemy ze służbami ratowniczymi i wojewodą. Będziemy dostarczać dodatkowe informacje, gdy będą dostępne i umieszczać je na naszej stronie internetowej”.

Należy uzgodnić, w jaki sposób sformułujecie swoją odpowiedź o najbardziej przejrzystym sposobie zaradzenia tej sytuacji i tego, co firma zrobiła lub zrobi w tej sprawie.  Starbucks dobrze poradził sobie ze swoim ostatnim skandalem. To doskonały przykład tego, co należy zrobić: natychmiast przeproś, weź odpowiedzialność za zdarzenie i daj jasno do zrozumienia, że ​​to się więcej nie powtórzy. Jeśli firma ma wielu zwolenników w mediach społecznościowych, uczyń ją bardziej osobistą, prosząc prezesa lub dyrektora generalnego firmy o przeproszenie za błąd. Jednak w niektórych przypadkach lepiej nie publikować oświadczenia. Ważne jest, aby być cierpliwym, a jednocześnie reagować i nie wygłaszać zbyt wielu stwierdzeń. Często lepiej jest nic nie mówić w odpowiedzi na kryzys. W sytuacjach prawnych, w których przeprosiny są przyznaniem się do winy, to nie spowolnią cofnięcia się negatywnej historii. Wtedy komunikat prasowy może zalać internet treściami na temat kryzysu, który mówi SEO wyszukiwarkom, że jest to powszechny temat, więc może następnie utrudnić oczyszczenie reputacji firmy w internecie. Może też zintensyfikować falę negatywnych komentarzy, szczególnie bez odpowiedniego połączenia z działaniami buzz marketingu.

  1. Zidentyfikuj i zwrócić się do zainteresowanych stron

Należy zidentyfikować osoby, które muszą wiedzieć o sytuacji, takich jak pracownicy, interesariusze, partnerzy biznesowi, klienci i media.  Wysłać wiadomości lub informacje prasowe do przyjaznych dziennikarzy, którzy prawdopodobnie przedstawią tę historię w uczciwym lub korzystnym świetle. Powinieneś przygotować oświadczenia i komunikaty prasowe gotowe do publikacji, zanim zwrócą się inni reporterzy. Istotna jest też właściwa komunikacja do innych wybranych grup, które mogą okazać się swoistym rzecznikiem w rozwiązaniu problemu, ale też często pozwala to na uspokojenie sytuacji.

  1. Ustanów systemy powiadamiania i monitorowania

Kluczowym elementem skutecznej komunikacji kryzysowej jest zrozumienie tego, co w danym momencie mówią o organizacji różni odbiorcy i interesariusze. Nigdzie wiadomości o kryzysie nie rozprzestrzeniają się szybciej i bardziej poza Twoją kontrolą, niż w mediach społecznościowych. Ważne jest, aby śledzić, co  mówią o Twojej firmie w Internecie. Firmy są narażone na utratę 22 procent swojej reputacji, jeśli tylko zaindeksuje się jeden negatywny artykuł w top10 wyników wyszukiwania  Spójrz też na obrazy Google, witryny z recenzjami online, platformy mediów społecznościowych, a nawet własną witrynę internetową pod kątem wszelkich negatywnych treści generowanych przez użytkowników.

Musimy dysponować środkami, które pozwolą nam dotrzeć do naszych wewnętrznych i zewnętrznych interesariuszy przy użyciu wielu metod.  Przed kryzysem absolutnie konieczne jest ustanowienie systemów powiadamiania, które pozwolą na szybkie dotarcie do interesariuszy. Obecnie istnieje wiele technologii spełniających te kryteria.

Gromadzenie danych i śledzenie rynku jest zasadniczym elementem zarówno zapobiegania kryzysom, jak i reagowania na nie.

Wiedza o tym, co mówią o Tobie w mediach społecznościowych czy w mediach tradycyjnych, Twoi pracownicy, klienci i inni interesariusze często pozwala wychwycić negatywny „trend”, który, jeśli się go nie kontroluje, zamienia się w kryzys. Podobnie, monitorowanie informacji zwrotnych od wszystkich interesariuszy podczas sytuacji kryzysowej pozwala dokładnie dostosować strategię i taktykę. Oba działania wymagają wcześniejszego ustanowienia systemów monitorowania. W przypadku mediów tradycyjnych i społecznościowych bezpłatne alerty Google są ulubionym rozwiązaniem, ale są też bezpłatne aplikacje do śledzenia mediów społecznościowych. Istnieje wiele płatnych usług monitorowania, które zapewniają nie tylko monitorowanie, ale także możliwość raportowania wyników w wielu formatach. Monitorowanie innych interesariuszy oznacza szkolenie personelu, który ma bezpośredni kontakt z interesariuszami (np. działem obsługi klienta), w celu zgłaszania tego, co słyszą lub widzą decydentom z zespołu ds. komunikacji kryzysowej. Z doświadczenie dodam, że skuteczny monitoring zapewnia hybryda kilku narzędzi odpowiedzialnych za różne obszary. Rekomenduję stworzenie systemów monitorowania również marki i kluczowych słów kryzysowych, , influencerów i konkurencji, które szybko ujawnią negatywne trendy, zanim staną się większym problemem i przeniosą się do mediów.

  1. Dokonaj przeglądu sytuacji i wyciągnij wnioski

Po zakończeniu kryzysu warto przeprowadzić przegląd sytuacji i ocenę, aby wyciągnąć wnioski na przyszłość. Standardem jest ewaluacja, jak pracownicy i kierownictwo poradzili sobie z sytuacją. Warto omówić, co można było zrobić inaczej i jakie zmiany są konieczne, aby zapobiec podobnej sytuacji w przyszłości. Kluczowe jest też zarządzanie reputacją czyli  skupienie się na odzyskaniu wiarygodności po kryzysie. Postaraj się przenieść sytuację na pozytywne wiadomości od Twojej marki.

Na co należy szczególnie uważać, czyli najczęstsze błędy:

Nie działaj pod wpływem emocji, myśl strategicznie. Częstym błędem jest „uderzenie”, nawet jeśli strona przeciwna powiedziała coś całkowicie fałszywego na temat Twojej firmy, to nigdy nie jest dobrym pomysłem udzielanie odpowiedzi negatywnej lub obwinianie skarżącego za sytuację.

Odpowiedzi typu „bez komentarza”. Brak odpowiedzi na potencjalne pytania, to także jedna z  najgorszych rzeczy, jaką można zrobić w czasie kryzysu. Choć czasami naprawdę nie możesz udzielić dobrej odpowiedzi na podstawie informacji, które obecnie posiadasz. Chociaż użycie „bez komentarza” jest lepsze niż wymyślanie czegoś tylko po to, aby udzielić „jakiejś” odpowiedzi. Łatwo jest zauważyć, jak można to błędnie zinterpretować jako próbę zatuszowania lub uniknięcia problemu. Jeśli nie masz wystarczających informacji, aby udzielić solidnej odpowiedzi, powiedz to i zapewnij osobę proszącą o wydanie oświadczenia, gdy będziesz mieć więcej szczegółów.

Odpowiadanie za szybko lub za wolno. Radzenie sobie z kryzysem wizerunkowym polega na wyczuciu czasu. Konieczność cofania się lub zaprzeczania wcześniejszym stwierdzeniem może później zaszkodzić reputacji. Opóźnienie czasu odpowiedzi również nie przyniesie żadnych korzyści. Cykl informacyjny jest krótki i sytuacja prawie na pewno się skończy. Okres „złej” prasy to często tylko czkawka na drodze do sukcesu – nie powinieneś też pozwolić, aby całkowicie odciągnął Cię od prowadzenia firmy. Ludzie mogą wybaczyć i zapomnieć o twoim błędzie, ale nie zapomną, jak się zachowywałeś. Zawsze pamiętaj, aby kierować się dobrym smakiem, bez względu na to, jak złe perspektywy się wydają, Okazuj empatię i współczucie.

Chociaż humor może być ryzykownym podejściem do kryzysu PR, może być również genialnym posunięciem. Na przykład Kentucky Fried Chicken doświadczył kryzysu z powodu błędu firmy kurierskiej, przez co  prawie 900 brytyjskich franczyz nie miało w ofercie kurczaków przez prawie 2 tygodnie. Chociaż reakcja sieci była nieco prymitywna, uzyskała pozytywny odbiór grupy docelowej na całym świecie,  zwiększając lojalność jej fanów.

Odpowiedzią KFC na kryzys był prosty obraz ze skróconą wersją słowa „F…”, które zastąpiło logo KFC. Czasami przekleństwo mówi wszystko….

Kampania zakończyła się nagrodą na Festiwalu Kreatywności Cannes Lions. To była doskonale zgrana w czasie i genialna odpowiedź dla publiczności. KFC przeszło przez kryzys i zdołało rozszerzyć swój zasięg, zyskując sympatię fanów na całym świecie.

Kryzys w KFC to doskonały przykład tego, jak poznanie docelowych odbiorców tworzy silny związek między klientami a marką.

Amerykański Czerwony Krzyż musiał zmierzyć się z kryzysem, z którym wcześniej nie miał do czynienia. Kryzys miał miejsce w mediach społecznościowych, kiedy to ich menedżer pomylił oficjalne konto Amerykańskiego Czerwonego Krzyża na Twitterze z kontem osobistym. Jak wiemy, umieszczanie prywatnych tweetów na temat alkoholu i nietrzeźwości nie jest najlepszym sposobem na promowanie tej kojarzonej z pomocą organizacji. Amerykański Czerwony Krzyż odpowiedział ponownie, używając swojego konta – najpierw usuwając oryginalny tweet, a następnie wyśmiewając się z własnego błędu przeprosił za jego omyłkową publikację.

Robert Gronkowski, który jest w USA popularny niczym Robert Lewandowski w Polsce, to gwiazda NFL grająca na pozycji skrzydłowego w zespole New England Patriots. Znany jest również jako rzecznik detergentu do prania produkowanego przez Procter & Gamble. W 2018 roku, użytkownicy Twittera i Instagramu – a wielu to dzieci lub nastolatki –  brali udział w tak zwanym #TidePodChallenge, w którym zjadali detergenty i publikowali filmy ze swoich prób w mediach społecznościowych. Sprawiło to, że marka znalazła się w ogólnokrajowym centrum uwagi ze wszystkich niewłaściwych powodów. Chociaż fakt ten nie był spowodowany przez samą „Tide Pod”, marka otrzymała złą prasę ze względu na ich zwykły związek z tą akcją, bo spowodowało to wiele obrażeń, a nawet kilka zgonów z powodu toksycznych chemikaliów obecnych w detergentach do prania. Procter & Gamble przedstawili Gronkowskiego w filmie, w którym zdecydowanie potępił konsumpcję Tide Pods. P&G uznało to za wielkie posunięcie, ponieważ Gronkowski był celebrytą, którego łatwo było rozpoznać wśród osób biorących udział w niebezpiecznym wyzwaniu.

Nie każda marka ma możliwości lub budżet, aby rekrutować i zatrudniać znaną osobę, taką jak Robert Gronkowski, ale każda marka może naśladować działania podjęte przez P&G. W przypadku mniejszych marek z mniejszymi budżetami reklamowymi taką „twarzą” może być dyrektor generalny, pracownik lub społeczność konsumentów, którzy mogą publicznie bronić reputacji marki, odcinając ją od działań grupy zewnętrznej.

Autor: Adam Białas, dyr. Agencji Core PR, dziennikarz, ekspert rynku.

Regiony wyprzedziły Warszawę w ilości wynajętej przestrzeni biurowej

W III kwartale 2020 r. największym zainteresowaniem najemców cieszył się Wrocław, który odpowiadał za 37% popytu brutto. Rynek wrocławski to także lider w ilości nowej podaży dostarczonej na rynek w III kwartale. W trzech nowych biurowcach przekazano najemcom do użytkowania prawie 49 000 m kw. powierzchni. W perspektywie następnych kilku kwartałów najdynamiczniej będą rosły rynki: krakowski i wrocławski, natomiast w 2021 r. Trójmiasto może przebić pułap 1 mln m kw. istniejących zasobów biurowych. Biorąc pod uwagę największe transakcje najmu wydaje się, że firmy z branży IT zdają się być najbardziej odporne na obecny koronakryzys.

Małgorzata Fibakiewicz, Dyrektor, Dział Powierzchni Biurowych, BNP
Małgorzata Fibakiewicz, Dyrektor, Dział Powierzchni Biurowych, BNP Paribas Real Estate Poland

Rynki regionalne aktualnie podlegają tym samym procesom ewaluacyjnym, co rynek w stolicy, choć naturalnie na mniejszą skalę. Znajduje to swoje odzwierciedlenie w strukturze popytu, wskaźniku pustostanów czy wolumenie transakcji. W dłuższej perspektywie jednak, ośrodki regionalne, jak m.in. Kraków, Wrocław czy wyrosłe na czwartą potęgę regionalną Trójmiasto, które od strony biurowej wspierają rozwój sektora usług wspólnych, IT czy finansowego, nie stracą na swojej atrakcyjności. Trwająca pandemia spowodowała wprawdzie wstrzymanie ekonomicznego oddechu, a praca zdalna będąca naturalną konsekwencją, wywołała lawinę pytań o przyszłość biur, w naszej ocenie obecna sytuacja nie spowoduje jednak gwałtownego wyhamowania dalszego rozwoju rynków regionalnych, co najwyżej ich spowolnienia w następnych miesiącach. Liczne ośrodki akademickie, dobrze wykształcona kadra, rosnąca podaż nowoczesnej powierzchni biurowej, relatywnie niskie koszty najmu i pracy, a także postępujący trend near-shoring dla sektora usług będą czynnikami decydującymi o dużej atrakcyjności Polski na mapie Europy i miast regionalnych na mapie Polski- Małgorzata Fibakiewicz, Dyrektor ds. sektora biurowego & projektów strategicznych, BNP Paribas Real Estate Poland

Na koniec września 2020 r. całkowite zasoby biurowe na ośmiu największych rynkach regionalnych (Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Katowice, Łódź, Poznań, Szczecin, Lublin) przekroczyły 5,7 mln m kw. Kraków, gdzie mieści się 1,52 mln m kw. powierzchni biurowej, co stanowi 26% całkowitego wolumenu biur istniejących w regionach, niezmiennie pozostaje liderem pod tym względem. Poziomem ponad 1 miliona m kw. może pochwalić się także Wrocław (ok. 1,2 mln m kw.), natomiast w pozostałych sześciu ośrodkach biurowych wielkość zasobów istniejącej powierzchni waha się od ok. 184 tys. m kw. w Szczecinie do ok. 900 tys. m kw. w Trójmieście.

W III kwartale br. oddano do użytkowania 14 nowych biurowców o łącznej powierzchni około 129 500 m kw. Najwięcej nowej podaży – 48 500 m. kw. – przypadło na rynek wrocławski, gdzie najemców przyjęły trzy nowe inwestycje: Centrum Południe (23 700 m kw.), I faza kompleksu West 4 Business Hub (14 400 m kw.) oraz City 2 (10 900 m kw.) w kompleksie City Forum. Obiekty te stanowią prawie 40% wolumenu nowej podaży zrealizowanej na ośmiu rynkach regionalnych w ciągu ostatnich trzech miesięcy. Drugim rynkiem pod względem wielkości nowej podaży w III kw. 2020 r. jest Kraków z 38 200 m kw. powierzchni. Sektor biurowy w tym mieście powiększył się o cztery obiekty, m.in kolejną fazę kompleksu Podium Park (budynek B – 16 400 m kw.), etap B (12 800 m kw.) parku biurowego Zabłocie Business Park oraz Eastern Office Building (7700 m kw.) w kompleksie Unity Centre. Rynek w Trójmieście z 30 400 m kw. nowej powierzchni uplasował się na trzeciej pozycji. Sfinalizowane zostały trzy projekty w Gdańsku, z których największy, Wave A, mieści 23 600 m kw. nowej powierzchni biurowej. W ostatnim kwartale wzrost zasobów nowoczesnej powierzchni biurowej zanotował również rynek łódzki, gdzie w sumie oddano do użytkowania 12 000 m kw. w trzech kameralnych biurowcach.

Chociaż w przeciągu ostatnich czterech lat rynki biurowe w regionach powiększyły się o 2 mln m kw. nowych zasobów, aktywność deweloperów wciąż utrzymuje się na wysokim poziomie. Na koniec września na etapie budowy było 71 projektów o łącznej powierzchni biurowej ok. 800 000 m kw., z terminem ukończenia do 2023 r. Pod względem wielkości wolumenu nowej powierzchni w budowie prym wiodą: Kraków (ok. 24% wolumenu budowanych obecnie nowych zasobów) i Katowice (również ok. 24%).
W stolicy Małopolski największe z powstających obecnie biurowców to Kreo w strefie Południowy – Wschód oraz kolejny etap kompleksu Unity Centre – Unity Tower – w strefie Centrum. W Katowicach, które są wiodącym rynkiem Metropolii Górnośląsko-Zagłębiowskiej, powstaje 14 biurowców. Największym rozmachem mogą pochwalić się .KTW II, I faza Silesia 4 Business, Global Office Park, który po zrealizowaniu całego projektu zaoferuje niemal 50 000 m kw. biur oraz II faza kompleksu Face 2 Face, wszystkie usytuowane w największej w mieście i całym regionie strefie biurowej Korytarz DTŚ. We Wrocławiu, na który przypada ok. 13% realizowanej obecnie powierzchni biurowej, na etapie budowy jest Mid Point 71, mieszczący się na południowym obrzeżu ścisłego centrum miasta.

Do końca przyszłego roku najbardziej dynamiczny rozwój spodziewany jest w Krakowie i Wrocławiu, natomiast Trójmiasto może dołączyć do grona rynków regionalnych o wolumenie istniejących zasobów przekraczającym pułap 1 mln m kw. powierzchni biurowej.

Chociaż rynek stara się zachować racjonalny optymizm, wielkość popytu brutto w III kwartale i jego struktura w podziale na typy zawieranych umów odzwierciedlają niepokój spowodowany trwającym koronakryzysem. W okresie lipiec – wrzesień na ośmiu rynkach regionalnych wynajęto łącznie 126 500 m kw. powierzchni, czyli o 10% więcej niż w poprzednim kwartale, ale aż o prawie 40% mniej niż w analogicznym okresie 2019 r. Kolejny kwartał z rzędu w strukturze najmu biur dominowały umowy odnowienia, na które przypadła ponad połowa wielkości popytu brutto. Wolumen umów podpisanych na nowe lokalizacje wyniósł ok. 36%, a około 17% dotyczyło powiększenia zajmowanej już powierzchni.

W III kwartale 2020 r. największym zainteresowaniem najemców cieszył się Wrocław, gdzie wynajęto ok. 46 000 m kw. powierzchni, czyli 37% wolumenu całkowitego popytu. Na drugim i trzecim miejscu pod względem ilości wynajętej powierzchni w III kwartale znalazły się: Trójmiasto (30 400 m kw.) i Kraków (25 400 m kw.). We Wrocławiu największe zapotrzebowanie na powierzchnie biurowe pochodziło z sektora IT, który odpowiadał za ponad 60% wolumenu zawartych transakcji. W Trójmieście prawie połowa wynajętej powierzchni przypadł na sektor handlowy, natomiast w Krakowie za prawie 60% wolumenu podpisanych umów, mniej więcej w równych częściach, odpowiadały branża bankowa i handlowa.

Stopa pustostanów na 8 rynkach regionalnych osiągnęła poziom 11,9%, co w porównaniu z II kwartałem b.r. oznacza wzrost o 1,7 p.p., a w porównaniu do analogicznego okresu 2019 r. oznacza wzrost aż o 2,8 p.p. Duży wzrost powierzchni niewynajętej w III kwartale wynika między innymi z dostarczenia na rynek 129 500 m kw. nowej powierzchni, z czego najwięcej przypada na Wrocław i Kraków (odpowiednio 38% i 30% wolumenu). Najwyższe współczynniki powierzchni niewynajętej, wynoszące po 14,3% zarejestrowano we Wrocławiu i Łodzi (wzrost odpowiednio o 3,1 p.p i 1,1 p.p. w porównaniu do poprzedniego kwartału), najniższy natomiast, wynoszący 7% odnotowano w Katowicach (wzrost o 0,9 p.p. w porównaniu do poprzedniego kwartału). Rynek łódzki zanotował wzrost poziomu pustostanów ze względu na oddanie do użytkowania 12 000 m kw. powierzchni w trzech kameralnych biurowcach.

Nowe mieszkania w Poznaniu drożeją, ale wolniej niż w innych miastach

W Poznaniu w I półroczu 2020 r. na rynku pierwotnym wprowadzono do sprzedaży o 1/3 mniej nowych mieszkań niż pół roku wcześniej, a wolumen sprzedaży spadł w tym czasie o prawie 36%. To pierwsze oznaki wpływu pandemii COVID-19 na rynek nieruchomości w stolicy Wielkopolski. Mimo wyhamowania sprzedaży, wzrost cen mieszkań nie ominął żadnej dzielnicy miasta, wskazuje Emmerson Evaluation na podstawie danych z bazy Evaluer.

Średnio za mkw. nowego mieszkania w Poznaniu w pierwszej połowie roku trzeba było zapłacić rekordowe 7 802 zł. To o 5,2% więcej niż jeszcze pół roku wcześniej. – Lokale z pierwszej ręki w ciągu dwóch lat podrożały o 8%. To jeden z najniższych wzrostów spośród analizowanych przez nas największych polskich aglomeracji – zauważa Tomasz Kaźmierski, Business Development Director w Emmerson Evaluation.

Poznań znalazł się dość nisko w zestawieniu najdroższych rynków pierwotnych. Według średniej ceny za metr plasuje się na 3. miejscu od końca wśród 9 poddanych analizie miast. Tańsze okazały się tylko Katowice i Łódź.

Droższe mieszkania we wszystkich dzielnicach

Rosnące ceny poznańskich mieszkań były bezpośrednim efektem aktywności deweloperów sprzed epidemii. Analitycy Emmerson Evaluation odnotowali podwyżki we wszystkich dzielnicach miasta. Najdroższe lokale znajdowały się w dzielnicy Wilda, gdzie mkw. kosztował średnio 8 348 zł. W dzielnicy Nowe Miasto nowe lokale osiągnęły średnią cenę 7 888 zł/mkw. Na podium najdroższych dzielnic znalazły się też Jeżyce (7 837 zł/mkw).

Dzielnica Średnia cena za mkw. w I półroczu 2020 r.
Wilda 8 348 zł
Nowe Miasto 7 888 zł
Jeżyce 7 837 zł
Stare Miasto 7 759 zł
Grunwald 7 410 zł
Źródło: Baza Evaluer  

 

Najniższe ceny w Poznaniu odnotowano w dzielnicach Stare Miasto (7 759 zł/mkw) i Grunwald – tam w I pół. 2020 r. cena za nowe mieszkanie wyniosła 7 410 zł/mkw. Najmocniej natomiast wzrosły ceny na terenie Nowego Miasta (o 8,4%) i Jeżyc (7,1%). Najmniejszą dynamiką cen w analizowanym okresie charakteryzowało się Stare Miasto (wzrost o 1,2%).

Perspektywy dla poznańskiego rynku nieruchomości

W pierwszych sześciu miesiącach 2020 r. w stolicy Wielkopolski sprzedaż nowych mieszkań spadła o 36% w porównaniu do II połowy 2019 r. To jeden z pierwszych symptomów wpływu koronawirusa na rynek nieruchomości, któremu uległa większość aglomeracji analizowanych przez Emmerson Evaluation. Deweloperzy nie rezygnują jednak z uruchomiania nowych inwestycji. Według danych GUS w okresie od stycznia do czerwca wydano o 1,9% więcej pozwoleń na budowę niż w okresie w okresie lipiec-grudzień 2019 r.

Na podstawie liczby wydanych pozwoleń można wnioskować, że w najbliższych miesiącach nie powinniśmy spodziewać się gwałtownego ograniczenia podaży w stolicy Wielkopolski. Rozwój rynku pierwotnego w tym mieście będzie zależny od tego, jak cały kraj stawi czoła drugiej fali pandemii, którą zaczynamy coraz dotkliwiej odczuwać. Mniejsza sprzedaż może także skłonić deweloperów do rozważenia obniżek cen – zauważa ekspert Emmerson Evaluation

Środki pomocowe dla przedsiębiorstw ze wsparciem BGK

W trudnym bieżącym okresie, gdzie wiele podmiotów ma trudności z pozyskaniem i odnowieniem finansowania, ciągle istnieje możliwość zabezpieczenia dodatkowego z Funduszu Gwarancji Płynnościowych Banku Gospodarstwa Krajowego. Wiele firm skorzystało ze wsparcia tarczy antykryzysowej i z programów oferowanych przez Polski Fundusz Rozwoju, co z pewnością zaspokoiło w większości ich potrzeby bieżące. Jednak niebawem może się okazać, że to zbyt mało, aby radzić sobie na rynku.

Wielu ekspertów uważa, że obecne wydarzenia mogą wróżyć nie do końca stabilną sytuację gospodarczą w nadchodzącym roku. Mając na uwadze bieżące zachowania banków, obserwujemy zainteresowanie transakcjami wyłącznie dobrze zabezpieczonymi. Pomijając typowe finansowanie kredytem obrotowym, z którego korzysta zwykle większość podmiotów, ciągle nie widzimy rosnącego apetytu na finansowanie w postaci faktoringu.

W 2019 roku polski rynek faktoringu urósł wprawdzie o 21 proc. w porównaniu do poprzedniego roku, jednak ciągle nie jest porównywalny do innych rynków na świecie. A szkoda, bo faktoring jest doskonałym rozwiązaniem pozabilansowym, więc firmy powinny być nim zainteresowane. Co ciekawe, rzadko jest wykorzystywany w eksporcie, co z pewnością pomogłoby potwierdzić wiarygodność nieznanych kontrahentów i zwiększyć bezpieczeństwo transakcji.  Wiele firm faktoringowych, które są członkami międzynarodowego zrzeszenia faktorów, oferuje bezpłatny wywiad lokalny nawet w dość egzotycznych krajach. To duża zaleta przy rozszerzaniu eksportu i ograniczaniu ryzyka transakcji oraz kursowego.

Ochrona przed utratą płynności

Nadal największym zainteresowaniem wśród przedsiębiorców cieszy się faktoring pełny, który jest szczególnie ważny w aktualnej sytuacji pandemii. To rozwiązanie chroni firmy przed ryzykiem utraty płynności i doskonale eliminuje zatory płatnicze. Okazuje się, że faktoring pełny jest najczęściej stosowany w firmach o profilach produkcyjnym i dystrybucyjnym. Zastanawiające jest natomiast to, że nadal nie jest zbyt popularny w firmach transportowych, budowlanych czy usługowych.

Warto podkreślić, że istnieje wiele możliwych wariantów budowania relacji firmy z kontrahentami z wykorzystaniem faktoringu. Zaliczają się do tego na przykład programy związane z budowaniem kanałów dystrybucji i działań lojalnościowych. Faktoring pełny to również doskonały sposób na prowadzenie działań z zakresu stock financing.

Zabezpieczenie do 80 proc. wartości limitu faktoringowego

Faktoring daje dużo możliwości, które na naszym rynku są wykorzystywane raczej przez firmy z segmentu korporacyjnego, natomiast nie są popularne w innych segmentach przedsiębiorstw. Teraz jest to tym bardziej łatwe, ponieważ do końca roku firmy mogą korzystać z gwarancji BGK, który zabezpiecza do 80 proc. wartości limitu faktoringowego. Program dostępny jest dla wszystkich firm bez względu na wielkość przychodów i branże.

Oferta gwarancji faktoringowych jest jednym z elementów pakietu pomocowego BGK dla polskich przedsiębiorców i ma ograniczyć negatywne skutki pandemii COVID-19. Całkowita wartość limitów zabezpieczonych przez BGK może wynieść 14,4 mld zł, a udzielonych gwarancji 11,5 mld zł. Oferta powstała przy współpracy z Polskim Związkiem Faktorów. Ta formuła dzielenia ryzyka pomiędzy faktorów a BGK jest zupełnie nowa. Program umożliwia firmom korzystniejsze od standardowych warunki finansowania np. niższe koszty, wyższe limity czy udzielenie limitu faktoringowego na dłuższy okres. Z programu gwarancji faktoringowych przedsiębiorcy mogą korzystać do końca 2020 r. Rynek spodziewa się wzrostu zapotrzebowania na takie finansowanie z uwagi na wolniejsze odbicie gospodarki w ostatnim kwartale i skutki pandemii odzwierciedlające się w wynikach finansowych podmiotów.

250 mln zł na pokrycie kredytu

Gwarancje płynnościowe oferowane przez BGK to również znane już gwarancje de minimis na spłatę kredytów dla firm niezależnie od branży. Gwarancje obejmują spłatę kapitału bez odsetek i kosztów związanych z udzieleniem finansowania. Prowizja za jej udzielenie gwarancji wynosi od 0,25 proc. do 1,15 proc. i jest uzależniona od wielkości firmy oraz czasu, na jaki zaciągany jest kredyt. Udzielana jest na finansowanie do 24 miesięcy. Zabezpieczenie stanowi weksel własny kredytobiorcy. Maksymalna kwota gwarancji to 200 mln zł, zaś maksymalna wielkość kredytu — 250 mln zł. BGK w systemie gwarancji zabezpiecza do 80 proc. kwoty na okres do 27 miesięcy (24 + 3 miesiące). Wszystkie produkty związane z gwarancjami płynnościowymi oferowanymi przez BGK są dystrybuowane przez banki i firmy faktoringowe, które podpisały umowy z bankiem BGK.

Pomoc specjalistów

Faktoring jest zawsze lepszą opcją w porównaniu do finansowania kredytem, co jest istotne z uwagi na pozabilansowość. Szczególnie w przypadku tych firm, które są zobowiązane do utrzymywania odpowiednich wskaźników zadłużenia ze względu na np. kredyt inwestycyjny lub inne produkty kredytowe. Jednak zrozumiałe jest, że w obecnej sytuacji przedsiębiorcy mogą nie nadążać nad szybko zmieniającymi się przepisami oraz programami pomocowymi. Dlatego ważne jest korzystanie z pomocy doświadczonych specjalistów w zakresie wyboru najlepszej formy finansowania. To zadanie wydaje się dziś szczególnie ważne, gdy patrzymy na otoczenie rynkowe i sytuację gospodarczą i związaną z bezpieczeństwem firm w sytuacji COVID-19.

Autor: Benedykt Wiśniewski , partner zarządzający, członek zarządu MGW Corporate Consulting Group Sp. z o.o.

Sytuacja początkujących specjalistów IT na rynku pracy w 2020 roku

Ten rok nie jest łatwy dla młodych, początkujących specjalistów IT. Pandemia koronawirusa zahamowała wzrost zarobków i rozwój ich kariery, wstrzymała rekrutacje na stanowiska juniorskie, kosztem poszukiwania przez firmy doświadczonych pracowników.  Do 30 proc. juniorów w branży nie zarabia obecnie więcej niż 3 tys. zł na rękę, a pensje blisko 80 proc. nie przekraczają 5 tys. zł netto. Aż 77 proc. juniorów uważa, że znalezienie pracy w IT jest trudne – wynika z najnowszego raportu portalu z ogłoszeniami o pracę dla branży IT No Fluff Jobs.

Zarobki juniorów – oczekiwania a rzeczywistość77 proc juniorów ma lub miało ostatnio problem ze znalezieniem pracy

Połowa początkujących specjalistów IT  (niezależnie od płci) zarabia między 3 a 5 tys. zł netto, ale pensje aż jednej trzeciej nie przekraczają dolnych widełek. Zarobkami powyżej 8 tysięcy zł netto może pochwalić się jedynie 2 proc. juniorów ankietowanych przez portal No Fluff Jobs we wrześniu i październiku tego roku. Spośród pytanych, ile chcieliby zarabiać, niemal połowa zadeklarowała kwotę pomiędzy 5 a 8 tys. zł netto. Z kolei pensją w przedziale między 3 a 5 tys. zł netto zadowoliłoby się 45 proc. kobiet i 32 proc. mężczyzn.  O zarobkach powyżej 8 tys. zł netto marzy ponad 13 proc. mężczyzn i tylko 5 proc. kobiet.

Liczą się umowa o pracę i możliwości rozwoju

Z ankiety No Fluff Jobs wynika, że najbardziej pożądaną formą zatrudnienia przez juniorów jest umowa o pracę – takiej odpowiedzi udzieliło 71 proc. ankietowanych. Z kolei umowę zlecenie, jak i umowę B2B jak pierwszy wybór wskazuje ten sam odsetek początkujących – po 14 proc.

Czego młodzi specjaliści IT oczekują od pracodawców? Aż dla 97 proc. juniorów najważniejsze są możliwości rozwoju, a dla 80 proc. atmosfera w pracy. Najmłodsi stażem specjaliści IT liczą także na sukcesywny wzrost zarobków (65 proc. respondentów), równie ważna jest dostępność szkoleń (57 proc.) czy szansa na awans (54 proc.). Na dodatkowych benefitach zależy tylko co piątemu juniorowi.

Studia informatyczne i kursy programowania są podstawowym źródłem wiedzy dla juniorów w branży IT. 33 proc. uczyło się programowania na studiach licencjackich, a jedynie 7 proc. kontynuuje naukę na magisterskich. Uczestnictwo w kursach zadeklarowało 30 proc. młodych specjalistów, a 16 proc. zawodu uczyło się w szkołach programowania.

Juniorom coraz trudniej znaleźć wymarzoną posadę

Raport No Fluff Jobs pokazuje niepokojącą tendencję, na którą mogła wpłynąć pandemia i czasowe wstrzymanie rekrutacji juniorów.  – Aż 77 proc. respondentów na poziomie Junior miało lub ma problem ze znalezieniem pracy w branży.  Blisko połowa ankietowanych, nadal szuka pracy. Optymizmem napawają dane od tych, którzy zatrudnienie już znaleźli. Większości z nich (24 proc.) zdobycie pracy zajęło niespełna 3 miesiące, a maksymalnie pół roku szukało jej kolejne 8 proc. ankietowanych – mówi Tomasz Bujok, CEO No Fluff Jobs.

Juniorzy skarżą się między innymi na bardzo mały wybór ofert, dużą konkurencję na jedno miejsce i wysokie wymagania pracodawcy względem osób młodych stażem. Trudność stanowi też często brak doświadczenia komercyjnego, choć – jak wynika z ankiety – 47 proc. początkujących programistów ma już na swoim koncie przynajmniej jeden zrealizowany projekt komercyjny.

Zdalne rekrutacje i zdalna praca

Pandemia koronawirusa zmieniła rynek pracy – wiele firm nie wróciło do stacjonarnych form pracy, także pozyskiwanie nowych pracowników odbywa się online. Z badania No Fluff Jobs wynika, że aż 41 proc. juniorów w ostatnich kilku miesiącach, kiedy życiem zawodowym i społecznym rządzi koronawirus, brało udział w rekrutacjach zdalnych. Co trzeci młody specjalista IT dobrze ocenia przygotowanie firm do procesu rekrutacji na odległość, ale niektórzy mają też pewne zastrzeżenia co do przekazywanej przez rekruterów informacji zwrotnej, liczby stanowisk juniorskich i przygotowania do rozmów z kandydatami. Aż 2/3 juniorów pozytywnie ocenia pracę zdalną, a co czwarty wskazuje, że wykonywanie obowiązków spoza biura podnosi jego efektywność.

– Miejsce pracy nie determinuje jej jakości. Znajdziemy porównywalną ilość zwolenników i przeciwników tak pracy zdalnej, jak i pracy stacjonarnej. Wszystko zależy od indywidualnych predyspozycji, a także warunków do pracy w trybie home office. Z naszych doświadczeń wynika, że choć przybywa ofert w trybie całkowicie zdalnym i skuteczność tych rekrutacji jest większa, to jednak nie wszyscy chcą i mogą pracować w trybie zdalnym – komentuje Tomasz Bujok, CEO No Fluff Jobs.

Prognozy są optymistyczne?

Raport o sytuacji początkujących specjalistów IT na rynku pracy w 2020 roku od No Fluff Jobs wskazuje, że choć na ścieżce do pierwszej pracy i zdobywania doświadczenia w branży zawsze było mnóstwo zakrętów i wybojów, to w tym roku, na tej już i tak mocno problematycznej trasie, pojawiły się dodatkowe przeszkody,  jakimi są skutki pandemii koronawirusa. Skupienie się firm na poszukiwaniu doświadczonych pracowników oraz zaciekła rywalizacja o stanowisko to problemy, z jakimi mierzą się mniej doświadczeni kandydaci. Co czeka juniorów w najbliższej przyszłości? No Fluff Jobs w swoim raporcie pokusiło się o kilka prognoz:

Tomasz Bujok, CEO No Fluff Jobs: Wymuszona przez pandemię przyspieszona cyfryzacja usług, zwiększone zapotrzebowanie na pracę zdalną oraz szybkość, z jaką firmy chcą realizować projekty, sprawiają, że skurczyła się przestrzeń dla juniorów na rynku pracy. Firmy szukające pracowników walczą o skończone zasoby doświadczonych programistów coraz bardziej zaciekle. Warto pamiętać o tym, że każdy doświadczony specjalista był kiedyś juniorem. Budowanie kompetencji młodszych stażem programistów to długoterminowa inwestycja w rozwój całej branży. Nie ma innej drogi do zwiększenia liczby doświadczonych specjalistów IT.

Aleksandra Kubicka, HR BP, No Fluff Jobs:  Wyniki naszego badania jasno wskazują na to, że pandemia zmieniła rynek pracy. Zmniejszenie ilości otwartych rekrutacji wśród stanowisk juniorskich wymusza zmianę podejścia do zdobywania i podnoszenia kompetencji u początkujących w branży IT. Gdy połowa juniorów obecnie szuka pierwszej pracy, nie wystarczy już skończyć szkoły czy kursu programowania. Warto zainwestować w umiejętności, które mogą się okazać asem w rękawie podczas rekrutacji. Mówię tutaj przede wszystkim o umiejętnościach technicznych, choć nie tylko. Motywacja do nauki i dążenie do ciągłego rozwoju zawsze są w cenie. Jako junior, warto nieustannie rozwijać swoje skille i budować portfolio np. pisząc proste aplikacje czy rozwiązując zadania na portalach pozwalających szlifować swoje umiejętności z danego języka programowania takich jak HackerRank. Warto również poznać wzorce projektowe i kluczowe zasady programowania, np. DRY, KISS i SOLID. Oczywiście nie bez znaczenia pozostają umiejętności miękkie takie jak komunikatywność, umiejętność współpracy w zespole czy samodzielność.

Karolina Pawłowska, Senior Tester i współautorka książki “Podróż przez świat testowania”: W najbliższych latach sytuacja może być podobna do obecnej. Jakość oprogramowania cały czas zyskuje na znaczeniu, więc specjaliści z tego zakresu będą potrzebni. Wiele firm działa i będzie działać w trybie zdalnym, przez co doceniane będą umiejętności miękkie. Zatrudniane będą osoby, które potrafią skutecznie się komunikować, zadawać trafne pytania oraz szybko się uczyć. Coraz bardziej pożądana będzie niezależność i samodzielność junior testera, a jednocześnie umiejętność pracy w zdalnym zespole.

Olga Stefaniuk, Frontend developer, koordynatorka girls.js w Krakowie, autorka bloga “Sowa Programuje”: Zdalne wdrażanie juniorów może być trudniejsze, ale przy dobrej organizacji jest najbardziej możliwe. Ważne, by od początku zachęcać taką osobę do zadawania pytań w razie niejasności co do powierzonych zadań. Konsultowanie na bieżąco kolejnych etapów pracy nad jakąś funkcjonalnością lub ticketem pozwala na wychwycenie błędnego toru na wczesnym etapie, bądź nakierowanie na optymalne rozwiązania. Wszelkie wskazówki oraz code review będą dla takiej osoby nieocenione.

Monika Pudło, Pega: Za sukcesem organizacji stoją ludzie, a za tym największym różnorodne zespoły, także pod kątem doświadczenia. To co często charakteryzuje juniorów, to ogromna chęć do nauki, zapał i otwarta głowa. Swoją postawą i pozytywnym podejściem zarażają innych, a to dobrze wpływa na dynamikę zespołu. Kluczem do sukcesu w zatrudnieniu juniora jest odpowiednio zaplanowane wdrożenie. Musimy mieć pewność, że nowo przyjęty junior będzie mieć swój indywidualny plan na rozwój, nad którym czuwa manager oraz mentor. Włączenie całego zespołu w proces onboardingu pomoże każdej ze stron. Każdy powinien znać swoją rolę w tym procesie. Dzięki temu wszyscy mogą odnieść z tego najlepsze dla siebie korzyści – seniorzy satysfakcję z dzielenia się wiedzą, a kompleksowo wdrożeni juniorzy, w konsekwencji dużą wartość do zespołu, i to szybciej niż byśmy się tego spodziewali. Ponadto mentoring prowadzony przez seniorów jest dla nich świetną okazją do rozwoju umiejętności miękkich, co jest nieodzowne na tym etapie rozwoju ich kariery.

Magda Markocka, JAMF: Ludzie z mniejszym doświadczeniem zawodowym wnoszą do zespołu nową energię, pomysły, są otwarci na zdobywanie wiedzy oraz poznawanie nowych narzędzi. Sami niejednokrotnie proponują wiele rozwiązań, które nie były do tej pory wdrożone lub po prostu nikt wcześniej się nad nimi nie zastanawiał. W interakcji z zespołem wymiana doświadczeń występuje w dwie strony i dzięki temu nawet bardziej doświadczeni pracownicy mogą czerpać z tego korzyści. W kontakcie rekruterów z Juniorami najlepiej być transparentnym i od razu przekazywać wszystkie informacje, zwłaszcza dotyczące dalszej ścieżki kariery czy możliwości rozwoju.

Metodologia:

Raport No Fluff Jobs powstał na bazie odpowiedzi ankietowych od 2100 specjalistów IT z Polski na poziomie junior lub stażysta. Ankietę przeprowadzono we wrześniu i październiku 2020 roku przy użyciu narzędzia online, a jej celem była diagnoza sytuacji zawodowej początkujących pracowników w sektorze IT. Błąd statystyczny w badaniu wynosi 2%.

Marcin Roszkowski: inny porządek

Przez pierwsze 20 lat po przemianach ustrojowych, które zaszły po roku 1989 wydawało nam się, że Polska znalazła się na peryferium światowych wydarzeń. Myślenie to dopełniało przesłanie Francisa Fukuyamy mówiące o „końcu historii” mającym nastać wraz z upadkiem „żelaznej kurtyny”, Układu Warszawskiego, a w efekcie całego zła w postaci Związku Sowieckiego. W świadomości Polaków jawiliśmy się jako państwo zbyt małe, aby odgrywać znaczącą rolę w światowej grze mocarstw. Postrzegani byliśmy jako zwyczajny przeciętniak. Przeciętność ta dawała nam jednak względne poczucie bezpieczeństwa. Wpływy z Zachodu zaczęto postrzegać jako „ofensywa dobra i nowoczesności”. Wszystko co nam dostarczał Zachód miało być lepsze i stanowić wzór do naśladowania. Naszym celem stało się bycie „Zachodem” w pełnym tego słowa znaczeniu, a przynajmniej jego młodszym bratem. Chcieliśmy być zachodnią gospodarką, żyć według zachodnich standardów i czuć się bezpiecznie jak zachodnie społeczeństwa. Kierunkiem naszych dążeń było NATO stanowiące podstawę bezpieczeństwa oraz Unia Europejska mająca stać się gwarantem naszego przyszłego ekonomicznego bogactwa. Szczególnie usilnie spoglądaliśmy na USA, które w nieodległej przyszłości stały się naszym najbliższym aliantem. Świat wydawał się niezbyt skomplikowany, jednak jedynie z pozoru. Szybko okazało się, że przestrzeń pozostawioną po upadłych sowietach i komunizmie zastąpiły lokalne siły, które nie miały analogicznych do polskich aspiracji. Zjawisko to sparafrazował doskonale amerykański historyk Robert Kagan w swojej książce „Dżungla Odrasta”. Ameryka jako hegemon zaczęła napotykać praktycznie w każdym zakątku świata opór, nie scentralizowany jak poprzednio, tylko rozproszony i lokalny. Jako próbę wyjścia z impasu George W. Bush stworzył pojęcie „Osi Zła”, do której zaliczył Iran, Irak oraz Koreę Północną. Ten zabieg działał na potrzeby wojny z terroryzmem, ale nie tylko wojna klasyczna była efektem podważania roli hegemona.

Poza działaniami zbrojnymi, Stany Zjednoczone zaczęły coraz chętniej korzystać ze swojej siły gospodarczej, wykorzystując między innymi uzależnienie świata od dolara pozostającego główną walutą rezerwową świata, w której rozliczna jest większość transakcji międzynarodowych. Poza „gorącymi wojnami” coraz częściej byliśmy świadkami wojen mniej spektakularnych, jednak znacznie bardziej brzemiennych w skutkach dla całych społeczeństw-wojen handlowych i walutowych.

Proces globalizacji świata postępuje nieubłaganie. Interesy ekonomiczne mieszają się z interesami politycznymi. Często pozostają one w sprzeczności. Czasem uderzają w podmioty, które nie są w nie bezpośrednio zaangażowane. Pomimo faktu przynależności do międzynarodowych sojuszy militarnych oraz organizacji gospodarczych nieustannie jako państwo doświadczamy krzyżowania się różnych interesów. Doskonałym przykładem jest budowa gazociągu Nord Stream 2 łączącego Rosję oraz Niemcy. Projekt ten pomimo faktu nazywania go przez obie strony projektem ekonomicznym, nacechowany jest mocno politycznie, zwłaszcza jeżeli przyjrzymy się polityce zagranicznej, jaką Federacja Rosyjska prowadzi wobec swoich sąsiadów. Gruzja, Ukraina, a ostatnio także Białoruś niejednokrotnie doświadczyły krwawej polityki rosyjskiej.

Działa to także w drugą stronę. Polityka światowa wpływa na naszą gospodarkę. Polskie przedsiębiorstwa narażone są na ryzyko strat przez globalne wojny handlowe. Jedna z największych polskich firm KGHM, która podpisała wielomiliardowe kontrakty z chińskimi przedsiębiorcami na eksport między innymi miedzi, może utracić rynek chiński przez spory polityczne, które nie dotyczą sektora metali półszlachetnych. Embarga, wojny handlowe ograniczają dostęp do rynku chińskiego.

Trudnością jaką niosą za sobą procesy globalizacyjne pozostaje dla Polski struktura polskiego długu, który w dużym udziale nie jest oparty o kapitał lokalny, polski.

Świat przestał być czarno-biały. Na naszym polskim poletku wciąż trwają podziały, określane przez wielu socjologów jako wybór pomiędzy frakcją „pro amerykańską” a „pro niemiecką”. Inaczej można to określić jako kierunek atlantycki oraz kierunek europejski. Tylko czy rzeczywiście świat tak wygląda? Wspólna kolacja ambasador USA Georgette Mosbacher i ambasadora RFN Arendta Freytaga von Loringhovena, która, sądząc po relacjach zdjęciowych zamieszczonych przez obydwu dyplomatów na Twitterze przebiegała w kordialnej atmosferze, przeczy nieco wykreowanemu medialnie wizerunkowi. Obie strony mają swoje partykularne interesy często ścierające się ze sobą oraz doprowadzające do różnorakich zgrzytów, jednak tam gdzie poglądy są zbieżne prowadzone są konieczne rozmowy. W polskich realiach, jak mogliśmy przeczytać, tematyką łączącą obydwa podmioty pozostaje zagadnienie praworządności (sic!), a także udział zarówno Niemiec, jak również USA w funkcjonowaniu inicjatywy Trójmorza i wolność mediów w Polsce (sic!).

Polska potrzebuje stabilnej sytuacji geopolitycznej, aby móc gospodarczo wzrastać. Nasze położenie wskazuje, że w czasie pokoju, pozostając pomostem pomiędzy wschodem oraz zachodem, północą i południem mamy niebagatelną rolę do odegrania. Projekty infrastrukturalne jak Via Baltica czy Via Carpatia pokazują, że coraz mocniej zwracamy uwagę na nasze strategiczne położenie. Pisał już o tym profesor Zbigniew Brzeziński w swoim dziele pt. „Wielka Szachownica”, nazywając region Europy Środkowej obszarem węzłowym świata, gdzie przecinają się różne szlaki komunikacyjne, skąd kontrolować można ruchy wielu graczy, w tym Rosji i Chin. Polska i Polacy potrzebują czasu, aby się bogacić i wzmocnić. Dopiero wtedy sukcesywnie wzrastać będzie nasza pozycja w międzynarodowej układance interesów, intryg i sporów. Bardziej zasobne państwo zawsze ma większe możliwości oddziaływania na otaczającą rzeczywistość, również w momentach kryzysowych, których przed nami na pewno będzie jeszcze sporo.

Marcin Roszkowski, prezes, Instytut Jagielloński

Ponad 90 proc. Europejczyków deklaruje, że chciałoby zrobić więcej, aby wspierać selektywną zbiórkę i recykling

Zdecydowana większość Europejczyków twierdzi, że po pandemii COVID-19, działania związane z ochroną środowiska będą ważniejsze niż kiedykolwiek wcześniej – wynika z  sondażu przeprowadzonego w czternastu krajach europejskich przez agencję badawczą LUCID. Coraz większe znaczenie tematów środowiskowych wiąże się także ze zwiększeniem wysiłków w zakresie selektywnej zbiórki i recyklingu odpadów. Badania odbywały się we współpracy z inicjatywą Każda Puszka Cenna (eng. Every Can Counts), która ma na celu zwiększenie świadomości na temat korzyści płynących z recyklingu aluminiowych puszek po napojach.

„Wyniki badania pokazują, że rośnie świadomość potrzeby selektywnej zbiórki i recyklingu jak największej ilości odpadów, a pandemia COVID-19 tylko przyspieszyła ten proces. Konsumenci zdają sobie sprawę, jak naglący jest to problem i są gotowi dołożyć swoich starań do stworzenia prawdziwej gospodarki o obiegu zamkniętym” – powiedział dyrektor Every Can Counts Europe, David Van Heuverswyn.

Pomimo spowolnienia gospodarczego spowodowanego COVID-19, 52% ankietowanych Europejczyków nie uważa wyzwań stojących przed gospodarką za ważniejsze niż ochrona środowiska naturalnego. Dwóch na trzech stwierdziło, że selektywna zbiórka i recykling odpadów to powszechny obowiązek i istnieje pilna potrzeba wzmocnienia działań w tym zakresie.

Polacy także przykładają dużą wagę do środowiska naturalnego. 62% badanych z Polski stwierdziło, że w trakcie pandemii segregowało odpady częściej niż zwykle. Jednocześnie aż 35% badanych dostrzegło utrudnienia związane z segregacją odpadów. Co ciekawe, my także przedkładamy ochronę środowiska nad kwestie gospodarcze. Zaledwie 47% Polaków stwierdziło, że gospodarka ma większy priorytet niż środowisko naturalne. To wynik niższy niż w Hiszpanii (60%), Wielkiej Brytanii (57%) czy Rumuni (56%).

              “Przejście na gospodarkę obiegu zamkniętego to słuszny kierunek i na szczęście coraz więcej ludzi zdaje sobie z tego sprawę. Odpadem, który już teraz funkcjonuje w myśl zasad GOZ są puszki aluminiowe. Opakowania te można poddawać recyklingowi w nieskończoność, ale żeby tak się stało muszą trafić w odpowiednie miejsce. To może być zarówno punkt skupu metali, żółty pojemnik na odpady czy punkt selektywnej zbiórki odpadów. Najtrudniej odzyskać te puszki, które trafią do odpadów zmieszanych. Dlatego tak ważna jest segregacja. Pamiętajmy, że możemy dać puszkom szansę na drugie życie i tym samym ograniczyć nasz wpływ na środowisko naturalne.” – podkreślił Bartłomiej Wojdyło, Członek Zarządu Fundacji RECAL.

W Polsce już dzisiaj zbieramy 80% puszek aluminiowych, ale wizją programu Każda Puszka Cenna jest aby 100% puszek po napojach konsumowanych w Europie trafiało do recyklingu. Podobne oczekiwanie wyraziło 90% respondentów sondażu LUCID.

Notka badawcza:

Badanie objęło 13 793 respondentów w wieku powyżej 16 lat, równomiernie zróżnicowanych pod względem wieku i płci w 14 krajach, w których Każda Puszka Cenna prowadzi działania (Belgia, Serbia, Austria, Węgry, Grecja, Rumunia, Polska, Czechy, Irlandia, Holandia, Wielka Brytania, Hiszpania, Włochy, Francja) w dniach od 5 sierpnia do 14 września 2020 r.

7Levels uplasował emisję akcji serii D. Krakowski producent i wydawca gier pozyskał 1,6 mln zł

7Levels, krakowski producent i wydawca gier, przydzielił akcje oferowane w drugiej publicznej ofercie akcji. Zdobyte fundusze zostaną przekazane m.in. zwiększenie zespołu odpowiadającego za rozwój kolejnego autorskiego tytułu oraz poszerzenie działalności wydawniczej.

Wyniki napawają nas optymizmem – inwestorzy wsparli nas funduszami, które pozwolą na realizację naszych planów związanych z wynikami emisji akcji serii D. Niezwłocznie podjęliśmy czynności związane z rejestracją akcji i dopuszczeniem ich do obrotu na giełdzie NewConnect. – skomentował Krzysztof Król, wiceprezes 7Levels.

Zebrane środki zostaną przeznaczone przede wszystkim na zwiększenie zespołu tworzącego najnowszą grę 7Levels. Prototyp gry został zaprezentowany wybranym wydawcom i już na bieżącym etapie zebrał pozytywne oceny. Tytuł ma do zaoferowania graczom rozbudowaną opowieść, zróżnicowane zadania, nietuzinkowe zagadki logiczne oraz walkę z wymagającymi przeciwnikami. Gra przeznaczona będzie dla nieco starszego odbiorcy niż dotychczasowe produkcjei będzie przedstawiona w charakterystycznym dla spółki widoku 2,5D.

– Produkcja naszego najnowszego tytułu potrwa co najmniej do przełomu 2021 i 2022 roku, i w zależności od etapu, pracuje nad nią od kilku do kilkunastu osób. Pragniemy powiększyć zespół o co najmniej kilku specjalistów, zasilając zarówno zespoły grafików, developerów, jak i designerów. Zarazem kontynuujemy pracę nad projektem GameINN, który wg naszych szacunków przyspieszy pracę nad przyszłymi projektami od 10 do nawet ponad 20%. Ostateczny finisz projektu szacujemy na wrzesień 2022 roku. – kontynuuje.

Ostatni kwartał 2020 stanowi okres premier w sektorze gier i nie inaczej będzie w przypadku 7Levels. Do końca roku spółka planuje minimum dwie premiery na Nintendo Switch oraz nie wyklucza debiutu gry Jet Kave Adventure na nowych platformach.

– Pracujemy nad dwoma premierami, które mają zadebiutować jeszcze w tym roku na konsoli Nintendo Switch, a także nad portem Jet Kave Adventure na komputery osobiste i konsole Xbox. – kończy wiceprezes 7Levels.

Złoty kontynuuje fatalną passę

Rynki finansowe przeżyły w tym tygodniu brutalne zderzenie z pandemiczną rzeczywistością a inwestorzy zostali zmuszeni do ponownej wyceny perspektyw wzrostu gospodarczego. Szok zdaje się jednak ustępować i inwestorzy swoją uwagę przenosić będą na dzisiejsze posiedzenie EBC i przyszłotygodniowe wybory prezydenckie w USA.

Kilkuprocentowemu załamaniu na europejskim rynku akcji i ostrym zniżkom kursu ropy towarzyszy stosunkowo przytłumiona reakcja rynku walutowego. Przynajmniej w przestrzeni G-10. Eurodolar utrzymał ubiegłotygodniowy przedział wahań 1,17 -1,19. Ba, pomimo gwałtownego spadku poniżej ważnego pułapu 1,18 nie został on poważnie zagrożony. GBP/USD szybko odbił ponad 1,30. USD/JPY pozostaje nisko i umocnienie jena powinno w najbliższych dniach postępować.

W zdecydowanie poważniejszych tarapatach jest złoty i poza zdecydowanym zwycięstwem Joe Bidena wytrącającym Trumpowi z ręki możliwość kontestowania wyniku wyborów i przybliżającym pakiet fiskalny trudno widzieć szanse na odmianę tego stanu rzeczy. EUR/PLN puka do wiosennych szczytów 4,63 i wszystko wskazuje, że lada moment wyjdzie na nowe maksima. Złą wróżbą jest fakt, że PLN w najmniejszym stopniu nie odrabia strat.
Dzisiejsze posiedzenie EBC ma miejsce w newralgicznym momencie. W III kwartale poprawa koniunktury w strefie euro przebiegała znacznie szybciej niż spodziewali się tego decydenci. Gwałtowne załamanie sytuacji epidemicznej nie pozostawia jednak szans, by w komunikacji EBC wybrzmiały optymistyczniejsze tony. Odwrotnie: ryzyka znów przeważają a sięgnięcie po dodatkowe wsparcie koniunktury staje się nieodzowne.

Sytuacja epidemiczna wymyka się spod kontroli w kolejnych państwach i rządy Włoch, Hiszpanii a następnie Francji i Niemiec kierują się ku nowym obostrzeniom. Obawy o kolejny kolaps wzrostu są żywotne bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.
Październik nie jest jednak optymalnym terminem na ogłaszanie zmian. Na kolejnym posiedzeniu Rada Prezesów będzie przecież znać nowe prognozy. Niewiadomymi są oczywiście także przebieg negocjacji brexitowych oraz wynik wyborów prezydenckich w USA. Wartość ratunkowego PEPP (750 + 600 mld euro) jest wystarczająca by w obecnym a nawet bardziej intensywnym tempie skupować aktywa. Zwiększenie skali i wydłużenie ilościowego luzowania są dla rynków finansowych scenariuszem bazowym.
Perspektywa samego rozszerzenia i wydłużenie skupu aktywów nie jest realnym zagrożeniem dla euro. Stanie się nim dopiero chęć obniżenia stóp procentowych albo osłabiania wspólnej waluty. Choć nagłówki ostatnich dni nie mogą napawać optymizmem, to sądzimy, że Europejski Bank Centralny poprzestanie na silniejszym zaakcentowaniu zagrożeń w komunikacji i zapowiedzeniu kierunku modyfikacji polityki w grudniu.

Sporządził:
Bartosz Sawicki
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

W UE 50 tys. pracowników branży sportowej straciło już pracę. To głównie osoby młode

Wiosenne obostrzenia związane z pandemią dotknęły wiele sektorów rynku. Branża sportu i fitnessu była jedną z najbardziej ograniczanych – zamknięto w Polsce siłownie, baseny czy aquaparki. Podobnie było w całej UE, gdzie pracę straciło 50 tys. reprezentantów tych profesji (-6% kw/kw) – wynika z danych Eurostatu za II kwartał 2020 r. Jak zauważają eksperci Personnel Service, zwolnienia dotykają głównie ludzi młodych, których miejsca pracy znów są zagrożone przez nawrót pandemii i obostrzeń. 17 października ponownie zamknięto w naszym kraju obiekty sportowe.

W II kwartale 2020 roku w Unii Europejskiej w sektorze sportu i fitnessu było zatrudnionych ponad 800 tysięcy osób w wieku powyżej 15 lat – to 0,4% ogółu zatrudnionych. Większość w branży stanowią mężczyźni (57%), a niemal co drugi pracownik (48%) jest między 15. a 34. rokiem życia.

Przy obecnych ograniczeniach pracownicy siłowni czy basenów mierzą się z bardzo trudną sytuacją. W Unii Europejskiej pierwsza fala pandemii odebrała pracę 50 tys. ludzi, stanowiących 6% zatrudnionych w tym sektorze. Ucierpieli głównie młodzi. To właśnie w tej grupie wiekowej, w porównaniu do I kwartału 2020 r., zaszły największe zmiany. Odsetek zatrudnionych mężczyzn w wieku 15-34 lata spadł o 13%, a odsetek kobiet w tym wieku – aż o 18%. Spodziewamy się, że podczas drugiej fali koronawirusa problemy młodych pracowników branży sportowej mogą ulec znacznemu pogłębieniu. Nie wiemy bowiem ile te obostrzenia potrwają i jak zniosą je pracodawcy, których finanse już są nadwyrężone. Szukając oszczędności w pierwszej kolejności będą zwalniać osoby bez umowy o pracę, czyli zazwyczaj młodych – zauważa Krzysztof Inglot, prezes Personnel Service i ekspert ds. rynku pracy.

Polski rynek sportu i fitness jednym z najmniejszych w UE

W UE, pod względem liczby pracowników branży przypadających na 100 000 mieszkańców danego kraju, sektor sportu i fitnessu jest zdecydowanie największy w Szwecji, gdzie wskaźnik ten wynosi 583 pracowników. Cypr (340), Irlandia (327), Finlandia (316) i Dania (310) także znalazły się w czołówce państw UE, ale nie mogą się równać ze Szwecją. Średnia dla Unii Europejskiej wyniosła 215 pracowników. Polska w zestawieniu uplasowała się na 3 miejscu od końca, wyprzedzając jedynie Rumunię (87) i Belgię (81). W naszym kraju na 100 000 mieszkańców przypada zaledwie 109 pracowników z branży sportu i fitnessu.

Chociaż w naszym kraju branża sportowa nie zalicza się do rynkowych gigantów, nie można lekceważyć jej problemów. Te biznesy zamknięto niemal z dnia na dzień, a trzeba dodać, że pandemia już w poprzednich miesiącach wpłynęła na mniejsze zainteresowanie zajęciami sportowymi wśród społeczeństwa. Niepokój o przyszłość i obawa przed bankructwem sprawiły, że część pracodawców w tym sektorze próbuje wykorzystać luki we wprowadzonych przepisach. Dlatego np. siłownie w ostatnich dniach zaczęły oferować możliwość przygotowania się do zawodów czy nawet… testowania sprzętu. Są to jednak działania doraźne i obarczone ryzykiem kar. Przedsiębiorcy czekają na rządowy plan pomocy dla branż zagrożonych – podsumowuje Krzysztof Inglot.

Cena kredytu jesienią 2020 – sprawdzamy marże i oprocentowanie

Kredyt mieszkaniowy w czasach zarazy? Sprawdzamy jakie warunki banki oferują swoim klientom jesienią. Czy w związku z wyraźnym spadkiem popytu na kredyty w II kwartale roku, zdecydowały się nieco poluzować politykę w tym zakresie?

Z ostatniego raportu Amron Sarfin dla Związku Banków Polskich za II kw. 2020, a więc za okres przypadający na tzw. lockdown, czyli zamknięcie gospodarki i życia społecznego, w analizowanym okresie liczba udzielonych kredytów mieszkaniowych przekroczyła poziom 45 tys. i była o blisko 20 proc. nisza niż w pierwszym kwartale, to samo dotyczy wartości udzielonych kredytów. Wyraźny spadek akcji kredytowej widoczny jest również przy porównaniu rok do roku.

Eksperci mimo to mają nadzieję, że tąpnięcie w akcji kredytowej nie będzie bardzo mocne, zwłaszcza, że zeszły rok był rekordowy. Wg Amron-Sarfin jest możliwe, by obecne 12 miesięcy zamknąć wynikiem akcji kredytowej na poziomie o 12-15 proc. niższym niż w 2019 roku, co byłoby rezultatem umiarkowanie optymistycznym, biorąc pod uwagę okoliczności. Na optymizm bankowców przekłada się fakt, że już w miesiącach letnich zauważono odbicie w akcji kredytowej. Kluczowe będą oczywiście jednak pozostałe miesiące.

W II kwartale 2020 banki zaostrzyły wymogi w zakresie dostępności kredytów mieszkaniowych. Przede wszystkim wzrósł minimalny wymagany wkład własny bez dodatkowych zabezpieczeń – z 20 do 30 procent wartości nieruchomości. Bankowcy znacznie ograniczyli również możliwości finansowania dla osób zarabiających na umowach cywilnoprawnych i w ramach działalności gospodarczej, a także w tych sektorach gospodarki, które mogą ucierpieć na kolejnym lockdownie – m.in. w gastronomii, fryzjerstwie czy turystyce.

W analizowanym okresie średnia marża ofertowa kredytu hipotecznego wyniosła 2,25%, a WIBOR pozostawał na poziomie 0,26 proc. Jak jest obecnie?

Kredyty – jesień 2020

Z informacji instytucji finansowych przede wszystkim wynika, że banki dość wyraźnie złagodziły swoją politykę odnośnie wkładu własnego. Część instytucji znów akceptuje 10 procentowy wkład, pojawiły się też oferty dla samozatrudnionych i osób na umowach cywilnoprawnych.

Są również i promocje skierowane do klientów, co oznacza, że banki postanowiły odrobić przynajmniej część start z wiosny. Obecnie już wszystkie banki, przynajmniej w ofertach promocyjnych, zmniejszyły swoje wymogi w zakresie wkładu własnego, jednak uzyskanie dobrych warunków kredytowania obwarowane jest wieloma wymogami m.in. posiadaniem konta w danym banku itp.

Ciągle też niewielka liczba instytucji finansuje kredyty z wkładem wynoszącym jedynie 10 proc. Takich kredytów udzielają obecnie: Bank Millenium, Alior Bank, Santander Bank, Credit Agricole i mBank.

Ile kosztują kredyty?

Im niższy wkład, tym są oczywiście droższe. Marże dla kredytów z wkładem na poziomie 10 proc. przekraczają już najczęściej 3 proc. Mimo to jednak całość oprocentowania będzie i tak niska biorcą pod uwagę , że aktualnie (początek października 2020) WIBOR 3M jeszcze spadł od czerwca o 6 punktów bazowych, do poziomu 0,22 proc. Tym samym najczęściej oprocentowanie kredytu z najniższym możliwym wkładem nie przekracza 3,30 proc.

Przeciętne marże kredytowe, przy wkładzie własnym na poziomie 20 proc., na okres 30 lat wynoszą obecnie około 2,5 proc. Najniższe zaczynają się od niecałych dwóch procent.

Zakładając, że zadłużamy się na okres 30 lat, w ratach równych, na kwotę 300 tysięcy złotych, a nasz wkład własny wynosi 20 proc., to średnie raty kredytów będących w ofertach banków wyniosą aktualnie 1150 – 1250 zł miesięcznie. Jeśli chodzi o całkowity koszt kredytu, to przy kwocie 300 tysięcy złotych i warunkach, jakie podaliśmy, wyniesie on od około 110 tysięcy złotych w najtańszych ofertach do nawet ponad 200 tysięcy w najdroższych.

Warto więc dobrze przejrzeć aktualne promocje i produkty w ofertach banków, pamiętając jednak, że wysokość marży to nie wszystko. Bardzo często uzyskanie odpowiednich warunków wiąże się z koniecznością np. wykupienia polisy na życie, ubezpieczenia pomostowego, opłacenia czasem wysokiej prowizji czy ubezpieczenia niskiego wkładu. Wszystko to przekłada się finalnie na koszty kredytowania.

Co dalej z rynkiem kredytowym?

Dziś ciężko powiedzieć, bo „karty” rozdaje tu pandemia. Jeśli nie dojdzie do lockdownu podobnego do tego z wiosny, który po prostu fizycznie „zablokował” dostęp ludzi do banków, być może finalnie na koniec roku uda się ograniczyć negatywne skutki pandemii. Należy pamiętać, że mimo pewnego poluzowania rygorów kredytowych, ciągle furtka do bankowego finansowania nie jest tak otwarta, jak było to wcześniej – zwłaszcza, gdy nie zarabiamy na podstawie umowy o pracę, a jesteśmy na własnej działalności.

Jeśli nie są to usługi dla byłego pracodawcy lub w branży, w której działaliśmy dotychczas – powinniśmy prowadzić firmę przynajmniej przez rok i z zeznaniem podatkowym rozpocząć starania o kredyt. Jeśli kontynuujemy wcześniejszą działalność, ale już na działalności, ten czas może być mniejszy – przeciętnie 6 miesięcy, ale w aktualnym okresie banki mogą zaostrzać wymagania w tym zakresie.

Opracowanie: Marcin Moneta, ekspert portalu GetHome.pl.

Red Hat w firmie

Pomimo tego, że istnieje od dwóch dekad i jest jedną z najpopularniejszych dystrybucji serwerowych Linuksa, ceny Red Hat® Enterprise Linux® (RHEL), czasami nazywanego Red Hat Linux, są nadal powszechnym źródłem zamieszania, zarówno wśród jego obecnych użytkowników, jak i tych, którzy dopiero myślą o wdrożeniu tego rozwiązania.

Red Hat® Enterprise Linux® – w skrócie RHEL – wywodzi się od jednej z najstarszych i niegdyś najpopularniejszych dystrybucji Linuksa – Red Hat. Red Hat® Enterprise Linux® RHEL został wydany po raz pierwszy w 2000 roku. Z odsłoną nowej strategii produktowej pojawił się nowy model cenowy, a także Fedora Linux – wolna, wspierana przez społeczność dystrybucja Linuksa, która działa jako poligon doświadczalny dla systemu RHEL. Podczas gdy zarówno RHEL, jak i Fedora mogą być używane do celów komercyjnych, tylko Red Hat® Enterprise Linux® otrzymuje wsparcie komercyjne. 

Nowe funkcje są zazwyczaj najpierw udostępniane użytkownikom Fedory a następnie dopiero po ich przetestowaniu i dopracowaniu są wprowadzane do RHEL. Ten koncept przenoszenia technologii ze społeczności open source i przygotowywanie ich na potrzeby przedsiębiorstw przynosi korzyści zarówno społecznościom open source, jak i firmom, które dostosowują się do potrzeb nowoczesnego biznesu cyfrowego. 

RHEL jest dostępny w wielu wariantach, z których każdy skierowany jest do innej grupy użytkowników, oferując unikalny pakiet funkcji, w tym pewien poziom obsługi klienta. Rodzaj licencji na Red Hat Enterprise Linux zależny jest od rodzaju procesora jaki i środowiska, w którym będą one funkcjonowały.

Wybór właściwej dystrybucji Linuksa zależy od przypadku użycia i wymagań sprzętowych. Niektóre dystrybucje Linuksa działają lepiej dla różnych zastosowań. Niektóre dystrybucje są zaprojektowane jako środowiska graficzne, podczas gdy inne są przeznaczone do obsługi backendowych systemów IT (takich jak serwery korporacyjne lub internetowe).

System Red Hat Linux Enterprise udostępniany jest w wersji dla stacji roboczych (Desktop), serwerów (Server) oraz jako rozwiązanie przeznaczone do wdrażania prywatnych i publicznych chmur obliczeniowych na bazie oprogramowania OpenStack. Red Hat Enterprise Linux OpenStack Platform z funkcjami związanymi z wirtualizacją i obsługą sieci w chmurze. System Red Hat Linux Enterprise jest przeznaczony przede wszystkim dla firm i korporacji, które przetwarzają duże ilości danych.

Sprawdź aktualne ceny na dystrybucje Linux Red Hat

Wicepremier Gowin chce, aby RDS wypracowała wspólne stanowisko dot. uniknięcia lockdownu

Robimy wszystko, aby uniknąć całkowitego lockdownu polskiej gospodarki. Chciałbym, abyśmy razem ze stroną społeczną, reprezentowaną przez związki zawodowe i organizacje pracodawców, wypracowali rekomendacje i wspólne stanowisko w tej sprawie, które będzie można następnie przedstawić premierowi Mateuszowi Morawieckiemu – mówi wicepremier, minister rozwoju, pracy i technologii Jarosław Gowin.

Kwestia ta była przedmiotem dzisiejszego posiedzenia Rady Dialogu Społecznego pod przewodnictwem szefa MRPiT. Od minionego tygodnia Radzie przewodniczy strona rządowa.

Inne tematy posiedzenia RDS to: analiza aktualnej sytuacji gospodarczej oraz omówienie strategii walki z pandemią Covid-19 na kolejne tygodnie.

W spotkaniu uczestniczyła także wiceszefowa MRPiT Olga Semeniuk. Nawiązała do zapowiedzianej w tym tygodniu przez wicepremiera Gowina tzw. tarczy prawnej: – Poza tarczą branżową, w tej chwili przygotowujemy też tzw. tarczę prawną – katalog zamrożenia lub odroczenia niektórych regulacji prawnych. Ma ona pozwolić polskim przedsiębiorcom toczyć skuteczną walkę ze skutkami pandemii.

Co to jest Rada Dialogu Społecznego

Rada Dialogu Społecznego to najważniejsze krajowe forum współpracy rządu, związków zawodowych oraz organizacji pracodawców. W jej skład wchodzą przedstawiciele reprezentatywnych organizacji związkowych, reprezentatywnych organizacji pracodawców oraz rządu. Członków Rady powołuje Prezydent RP.

Przedstawicielami strony rządowej w RDS są:

  • Jarosław Gowin – Wicepremier, Minister Rozwoju, Pracy i Technologii – przewodniczący RDS,
  • Jacek Sasin – Wicepremier, Minister Aktywów Państwowych,
  • Marlena Maląg – Minister Rodziny i Polityki Społecznej,
  • Andrzej Adamczyk – Minister Infrastruktury,
  • Mariusz Kamiński – Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji,
  • Adam Niedzielski – Minister Zdrowia,
  • Przemysław Czarnek – Minister Edukacji i Nauki,
  • Tadeusz Kościński – Minister Finansów, Funduszy i Polityki Regionalnej,
  • Michał Kurtyka – Minister Klimatu i Środowiska.

oraz

  • Olga Semeniuk – Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Rozwoju, Pracy i Technologii odpowiedzialna za dialog społeczny
  • Sebastian Skuza – Sekretarz Stanu w Ministerstwie Finansów odpowiedzialny za budżet.

Organizacje związkowe reprezentowane w RDS:

  • Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych,
  • Forum Związków Zawodowych,
  • NSZZ „Solidarność”
  • Reprezentatywne organizacje pracodawców:
  • Pracodawcy Rzeczypospolitej Polskiej,
  • Konfederacja „Lewiatan”,
  • Związek Rzemiosła Polskiego,
  • Związek Pracodawców Business Centre Club,
  • Związek Przedsiębiorców i Pracodawców.
  • Z głosem doradczym przedstawiciele:
  • Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej,
  • Prezesa Narodowego Banku Polskiego,
  • Prezesa Głównego Urzędu Statystycznego,
  • Głównego Inspektora Pracy.

Małgorzata Jarosińska-Jedynak wiceministrem w MFiPR

Małgorzata Jarosińska-Jedynak 29 października 2020 r. została powołana na stanowisko sekretarza stanu w Ministerstwie Funduszy i Polityki Regionalnej.

Od 29 listopada 2018 r. do 15 listopada 2019 r. podsekretarz stanu w Ministerstwie Inwestycji i Rozwoju. Od 15 listopada 2019 r. do 6 października 2020 r. pełniła funkcję ministra funduszy i polityki regionalnej.

Wiceminister Jarosińska-Jedynak od początku swojej kariery związana jest z samorządem. Przez kilkanaście lat zajmowała się funduszami unijnymi, rozwojem regionalnym i wsparciem przedsiębiorczości. Pracowała w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Podkarpackiego, gdzie przeszła wszystkie szczeble – od inspektora do dyrektora Departamentu Wspierania Przedsiębiorczości.

Wcześniej pracowała w Podkarpackim Urzędzie Wojewódzkim i Urzędzie Gminy i Miasta Tyczyn. Jest absolwentką Wydziału Budownictwa i Inżynierii Środowiska Politechniki Rzeszowskiej, gdzie uzyskała dyplom magistra inżyniera w specjalności inżynieria komunalna. Ukończyła też Studia podyplomowe z zakresu zarządzania bezpieczeństwem i higieną pracy na tej samej uczelni.

Zna język angielski. Potrafi też rozmawiać w języku migowym.

Sławomir Peszko twarzą alkomatów Xblitz

Xblitz, jeden z największych producentów wideorejestratorów w Polsce, a także lider w kategorii alkomatów i zestawów głośnomówiących poinformował o rozpoczęciu współpracy ze znanym reprezentantem Polski w piłce nożnej. Sławomir Peszko sam zaznacza, że lubi dobrą zabawę, ale ma w niej pewne granice. Dlatego też zdecydował się wraz z marką Xblitz promować odpowiedzialną jazdę, a także walczyć o bezpieczeństwo na polskich drogach.

Sławomir Peszko, urodziny 19 lutego 1985 w Jaśle jest polskim piłkarzem, który obecnie występuje na pozycji pomocnika w klubie Wieczysta Kraków. Utalentowany zawodnik uczestniczył w Mistrzostwach Europy 2016, Mistrzostwach Świata 2018, a także był reprezentantem Polski w latach 2008 – 2018. Co ciekawe, rozpoczął karierę w wieku zaledwie 11 lat. W 2000 roku przeniósł się do Płocka by jako junior zacząć przygodę w klubie Orlen Płock. Podczas kariery seniorskiej mógł pochwalić się grą w klubach takich jak Wisła Płock, Lech Poznań, FC Koln, Wolverhampton Wanderers, czy Lechii Gdańsk. Rok temu trafił do Wisły Kraków, jednak w tym sezonie przeniósł się do Wieczystej Kraków. Dziś dowiedzieliśmy się o tym, że Sławek Peszko zdecydował się na podjęcie kooperacji z producentem alkomatów – polską marką Xblitz.

Sławomir Peszko ambasadorem marki Xblitz

Były reprezentant Polski w piłce nożnej poinformował swoich fanów o rozpoczęciu współpracy z Xblitz za pośrednictwem mediów społecznościowych. Informacja spotkała się z bardzo pozytywnym odbiorem, czego dowodem są liczne komentarze. “Pełen szacunek za udział w akcji”, “Brawo, napić się zawsze można, ale życia nie wrócisz, warto dbać o siebie i innych ludzi”. Sławomir Peszko doskonale zdaje sobie sprawę z tego, jak ważne jest bezpieczeństwo na drodze. Dlatego też został ambasadorem Xblitz. Firma oferuje alkomaty elektroniczne, które zapewniają pewność pomiaru. Jest ona zagwarantowana przez najwyższą jakość podzespołów.

MedApp przekracza próg rentowności w III kwartale br. Prawie 1 mln zł przychodów i 244 tys. zł EBITDA

MedApp S.A., polska spółka technologiczno-medyczna specjalizująca się w sztucznej inteligencji, mieszanej rzeczywistości oraz gromadzeniu dużych zbiorów danych opublikowała raport okresowy za III kwartał 2020 roku. W minionym kwartale Spółka odnotowała istotny wzrost przychodów oraz przekroczyła próg rentowności. Przychody wyniosły 950 tys. zł, EBITDA wyniosła ponad 244 tys. zł, a zysk netto osiągnął poziom 45 tys. zł. Spółka realizowała w tym czasie dotychczas zawarte umowy komercyjne, pracowała nad prospektem oraz nawiązała współpracę z kolejnymi placówkami medycznymi. Spółka kontynuuje komercjalizację rozwiązań CarnaLife Holo oraz CarnaLife System, poszerza ich funkcjonalności oraz pracuje nad prospektem, który umożliwi przeprowadzenie oferty akcji (Serii H) i wprowadzenie akcji na rynek regulowany GPW.

Na wyniki III kwartału miały wpływ zawarte dotychczas umowy oraz nowe komercyjne kontrakty zawarte w tym okresie. MedApp podpisał umowę dystrybucyjną z firmą WLOG Solutions Sp. z o. o., w ramach której partner zajmuje się dystrybucją rozwiązań CarnaLife Holo oraz CarnaLife System do polskich placówek medycznych oraz producentów urządzeń medycznych. Spółka kontynuuje również współpracę z NEO Hospital w ramach, której specjaliści Szpitala Na Klinach w Krakowie wykorzystują CarnaLife Holo do wsparcia m.in. zabiegów onkologicznych. Umowa jest realizowana w systemie Software as a Service (SaaS). Tego typu system rozliczeń pozwala Spółce generować regularne i powtarzalne przychody.

– Dobre wyniki finansowe oraz przekroczenie progu rentowności wynikają z systematycznej pracy nad komercjalizacją naszych rozwiązań. Staramy się wykorzystać szansę jaką dla naszych rozwiązań jest pandemia COVID-19. Realizujemy nowe umowy oraz kontynuujemy współpracę w ramach zawartych dotychczas kontraktów, co ma kluczowy wpływ na wzrost przychodów ze sprzedaży. Nie zwalniamy tempa. Zamierzamy poszerzać współpracę z aktualnymi placówkami partnerskimi oraz wprowadzać na rynek nowe usługi, takie jak ogłoszona niedawno Wirtualna Przychodnia. Warto zaznaczyć, że dodatni wynik finansowy został zrealizowany w warunkach zwiększającego się zatrudnienia, rosnących nakładów związanych z wdrożeniami nowych funkcjonalności naszych aplikacji oraz kosztów związanych z przygotowaniami do przejścia na rynek główny GPW. – komentuje Krzysztof Mędrala, prezes MedApp S.A.

Spółka kontynuuje komercjalizację swoich rozwiązań m.in. poprzez poszerzanie portfolio oferowanych rozwiązań. W grudniu Spółka planuje wprowadzać na rynek usługę Wirtualna Przychodnia. Jest to pierwsze oprogramowanie w Polsce umożliwiające lekarzom, placówkom medycznym i szpitalom prowadzenie zdalnej opieki polegającej nie tylko na konsultacji, ale przede wszystkim diagnostyki i monitoringu zdrowia pacjenta, który rejestruje wyniki badań przy pomocy urządzeń telemedycznych. Platforma przeznaczona dla specjalistów umożliwia specjalistyczną analizę wyników zarejestrowanych samodzielnie badań, ich opisy oraz generowanie raportów. Rozwiązanie wykorzystuje sztuczną inteligencję oraz analizę dużych zbiorów danych medycznych (big data analytics). Wirtualna Przychodnia bazuje na technologii analitycznego systemu telemedycznego CarnaLife, który oferowany jest w regularnej ofercie MedApp.

– W minionym kwartale wprowadziliśmy do oferty w ramach CarnaLife System min. wideokonsultacje, a od października br. w ramach holografii i wizualizacji 3D oferujemy nową aplikację, SurgeonEye wykorzystywaną do celów edukacyjnych, która opiera się na chmurze Azure Microsoftu i goglach HoloLens 2. W ten sposób dotykamy coraz bardziej popularnego obszaru edu-tech, który szczególnie teraz, w dobie Covidu cieszy się rosnącym zainteresowaniem – informuje Krzysztof Mędrala.

Ponadto wykorzystując naszą aplikację CarnaLife Holo przeprowadziliśmy już pierwsze zabiegi z wykorzystaniem najnowszych gogli Microsoft HoloLens 2, w których lekarze, na sali operacyjnej korzystali z tak zaawansowanych rozwiązań zarówno sprzętowych jak i software’owych. CarnaLife Holo wspomogło skuteczne zaplanowanie i przeprowadzenie zabiegów. Koncentrujemy się na pozyskiwaniu nowych klientów i skalowaniu biznesu nie rezygnując z rozwoju naszych technologii. Wierzymy, że w ten sposób będziemy mogli osiągać powtarzalne, skalowalne  wyniki finansowe – dodaje. 

Od października MedApp oferuje również aplikację SurgeonEye, która jest nowoczesnym, uniwersalnym narzędziem prowadzenia zajęć edukacyjnych jak i wszelakiego rodzaju prezentacji produktów dla potrzeb sprzedażowych i marketingowych. Aplikacja umożliwia jednoczesne przedstawienie różnej zawartości w postaci hologramów m.in. tekstu, prezentacji multimedialnych, filmów, modeli trójwymiarowych czy wizualizacji wolumetrycznych z pełną interakcją z obiektami. Świat widziany oczami użytkownika może być przesyłany do studentów czy klientów rozrzuconych po całym świecie. Jest to niezwykle istotne w dobie obecnej pandemii. Jest to idealne narzędzie do prowadzenia zajęć klinicznych, zajęć z zakresu anatomii czy fizjologii, ale również wykładów czy zajęć laboratoryjnych w uczelniach technicznych. Dodatkowo, SurgeonEye stanowi idealne rozwiązanie do prezentacji produktów i rozwiązań podczas spotkań z klientami zarówno bezpośrednio jak i w trybie zdalnym. Przyglądamy się zastosowaniu tej technologii w odniesieniu do e-commerce.

Miniony kwartał był również okresem przygotowań MedAppu do wejścia na rynek regulowany GPW oraz do towarzyszącej temu emisji akcji. Po przygotowaniu oraz złożeniu 20 lipca br. do Komisji Nadzoru Finansowego wniosku o zatwierdzenie prospektu, w Komisji trwa postepowanie w sprawie zatwierdzenie prospektu Spółki. Środki pozyskane w ramach emisji zostaną przeznaczone m.in. na zwiększenie skali działalności poprzez rozpoczęcie procesu certyfikacji CarnaLife Holo przez Agencję Żywności i Leków (FDA) w Stanach Zjednoczonych, a następnie wprowadzenie produktów MedAppu do obrotu na rynku amerykańskim. Środki uzyskane w ramach emisji pozwolą również na prowadzenie dalszych działań związanych z rozwojem oraz komercjalizacją rozwiązań oferowanych przez MedApp S.A.

Czy warto ciągle się uczyć, dla kogo studia prawnicze – prof. Michał Kleiber z PAN i Agnieszka Durlik z KIG

Wyuczony dziś zawód za 10-20 lat nie będzie pewnie istniał – mówi prof. Michał Kleiber, członek Polskiej Akademii Nauk, były minister nauki i informatyzacji, w wypowiedzi dla platformy edukacyjnej Akademia Zarządzania i Rozwoju (azir.edu.pl). Według niego, aby odegrać pewną rolę w obecnym świecie, należy ciągle się uczyć i być gotowym do robienia w życiu różnych rzeczy. Z kolei Agnieszka Durlik, dyrektor generalny Sądu Arbitrażowego przy Krajowej Izbie Gospodarczej, opowiada słuchaczom AZiR o specyfice studiów prawniczych. Jej zdaniem, by przekonać się, czy kariera prawnika to coś dla nas, warto już w szkole średniej brać udział np. w konkursach arbitrażowych.

Na platformie edukacyjnej azir.edu.pl co tydzień zamieszczane są nowe filmy z wypowiedziami znanych menadżerów, ludzi nauki i sztuki. Opowiadają oni o swoich studiach, radzą, jaki kierunek wybrać i jak rozpocząć biznes, a także dzielą się refleksjami dotyczącymi swojej kariery. Kilkuminutowe filmy, nagrane specjalnie dla Akademii, można oglądać bezpłatnie.

– Wszyscy widzimy, że świat, w którym żyjemy, jest pełen chaosu, strasznie dużo w nim znaków zapytania. W związku z tym prawie wszystkim wydaje się, że jest bardzo trudno cokolwiek zaplanować. Ale trzeba pamiętać, że ta niepewność i dynamika rozwoju, którą dzisiaj obserwujemy na świecie, oferuje jednocześnie możliwości, które kiedyś nie były takie ważne – mówi prof. dr hab. Michał Kleiber z PAN w wypowiedzi dla Akademii Zarządzania i Rozwoju.

Podkreśla też, że niezwykle istotne jest, by ciągle się uczyć, być otwartym, elastycznym i gotowym do robienia bardzo różnych rzeczy. – Musimy pamiętać, że wyuczony dziś zawód po 10-20 latach pewnie w ogóle nie będzie istniał – zaznacza prof. Kleiber, który ukończył studia na Wydziale Inżynierii Lądowej Politechniki Warszawskiej oraz na Wydziale Matematyki, Mechaniki i Informatyki Uniwersytetu Warszawskiego. Obronił doktorat i habilitację, a w 1989 r. uzyskał tytuł profesora nauk technicznych. Jest autorem ok. 250 publikacji naukowych i kilku książek poświęconych zastosowaniom nowoczesnych metod komputerowych w badaniach naukowych, technice i medycynie. Jak zdaniem prof. Kleibera dokonać wyboru studiów, czy wystarczy jeden kierunek? O tym można się przekonać słuchając jego miniwykładu dla AZiR: https://azir.edu.pl/wyklad/wyuczony-dzis-zawod-za-10-20-lat-nie-bedzie-pewnie-istnial/

Studia prawnicze przedstawia natomiast słuchaczom Akademii Agnieszka Durlik, dyrektor generalny Sądu Arbitrażowego przy Krajowej Izbie Gospodarczej, absolwentka Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz Podyplomowego Studium Zarządzania Zasobami Ludzkimi Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

– To studia trudne, wymagające bardzo dużo pracy, związanej z uczeniem się, powtarzaniem i zrozumieniem – zaznacza. Jej zdaniem, ukończenie studiów prawniczych pozwala jednak lepiej zrozumieć świat, a także czuć się bezpiecznie przy podpisywaniu umów. Absolwenci prawa mają również wiele możliwości zawodowych. – Na początku trzeba się nauczyć prawie wszystkiego i ze wszystkiego zdawać egzaminy, głównie z prawa cywilnego, które jest najtrudniejsze. Ale potem można się specjalizować – być doradcą przedsiębiorcy, adwokatem i bronić ludzi w sądzie karnym czy sądzie rodzinnym, można też pracować w administracji i wydawać decyzje, czy też przed sądem administracyjnym reprezentować tych, którzy z tymi decyzjami się nie zgadzają – podkreśla dyrektor generalny Sądu Arbitrażowego przy KIG

Gwałtowny spadek kredytów udzielanych mikroprzedsiębiorcom

We wrześniu 2020 r., w porównaniu do września 2019 r., banki udzieliły dużo mniej kredytów mikroprzedsiębiorcom zarówno w ujęciu liczbowym (-26,3%), jak i wartościowym (-17,8%).

Sprzedaż kredytów dla mikroprzedsiębiorców według produktów kredytowych

W ujęciu liczbowym banki przyznały o (-34,7%) mniej kredytów w rachunku bieżącym, o (-21,6%) mniej kredytów obrotowych oraz o (-9,3%) inwestycyjnych. Spadła także wartość udzielonych we wrześniu 2020 r. kredytów inwestycyjnych o (-22,8%), kredytów w rachunku bieżącym (-17,3%) oraz obrotowych (-11,4%).

W trzech pierwszych kwartałach 2020 r. banki udzieliły łącznie 98,2 tys. kredytów mikroprzedsiębiorcom (-32,1%) na łączną kwotę 12,712 mld zł (-28,9%), w tym: 6,8 tys. kredytów inwestycyjnych (-28,1%) na kwotę 2,052 mld zł (-38,8%), 34,5 tys. kredytów obrotowych (-30,3%) na kwotę 5,449 mld zł (-23,7%) oraz 26,8 tys. (-34,9%) kredytów w rachunku bieżącym na kwotę 3,345 mld zł (-26,1%).

Jakość portfeli kredytów dla mikroprzedsiębiorców według produktów kredytowych

Wrześniowy odczyt Indeksu Jakości kredytów mikroprzedsiębiorców wyniósł 4,17% w ujęciu wartościowym. Produktowe Indeksy jakości we wrześniu kształtowały się tak w ujęciu wartościowym – kredyty inwestycyjne 1,88%, kredyty obrotowe 8,1% oraz kredyty w rachunku bieżącym 3,36%. We wrześniu 2020 r. w porównaniu do sierpnia 2020 r. poprawił się (spadł) ogólny indeks jakości o (-1,42). Również polepszył się (spadł) indeks w okresie 12 miesięcy o (-1,73). Obecnie pozytywnym zjawiskiem jest jego polepszenie pomimo niekorzystnego stałego trendu pogarszanie się od czterech lat. Osiągnął on we wrześniu najniższą (najlepszą) wartość od 2016 r. Źródłem polepszenia są dwa czynniki: tarcze finansowe pozwalające zachować płynność finansową w obliczu spadku sprzedaży oraz korzystanie z wakacji kredytowych. Zmiana wartości Indeksu w okresie 12 miesięcy jest jednak zróżnicowana co do wartości. Najwyższe polepszenie o (-2,8) wystąpiło w przypadku kredytów obrotowych oraz inwestycyjnych (-1,83), a najniższe w przypadku kredytów w rachunku bieżącym (-0,8).

Sprzedaż kredytów dla mikroprzedsiębiorców według sektorów

Na 11,2 tys. kredytów udzielonych mikroprzedsiębiorcom we wrześniu br., 5,3 tys. zaciągnęły firmy usługowe (47,3%) i 2,8 tys. handlowe (25,0%). Łącznie więc ponad 72% udzielonych we wrześniu kredytów przypada na te sektory. Z łącznej kwoty 1,496 mld zł, banki udzieliły 620 mln zł (41,5%) kredytów firmom z sektora usług oraz 394 mln zł (26,3%) mikroprzedsiębiorcom prowadzącym działalność handlową. Finansowanie tych dwóch sektorów to 67,8% łącznej wartości udzielonych kredytów we wrześniu 2020 r.

W okresie styczeń – wrzesień 2020 r. najwyższe spadki liczby udzielonych kredytów dotyczyły finansowania usług (-33,7%) oraz produkcji (-33,3%) i handlu (-32,2%). W ujęciu wartościowym w okresie pierwszych dziewięciu miesięcy 2020 r. w porównaniu do analogicznego okresu 2019 r. najwyższa ujemna dynamika dotyczyła kredytów mikroprzedsiębiorców z sektora produkcyjnego (-32,5%). We wrześniu nie był jednak kontynuowany spadek zanotowany w sierpniu. We wrześniu w stosunku do sierpnia (m/m) we wszystkich sektorach BIK odnotował wysokie wzrosty. W ujęciu liczbowym, jak i wartościowym najwyższe wzrosty dotyczyły kredytów udzielanych firmom z sektora produkcji: (+20,3%) oraz (+33,5%). Najniższe, ale nadal dodatnie dynamiki, związane były z akcją kredytową skierowaną do firm z sektora handlu: odpowiednio (+11,7%) oraz (+10,2%).

Jakość portfeli kredytów dla mikroprzedsiębiorców według branż

Według odczytów Indeksu Jakości najgorzej (najwyższy poziom wskaźnika) we wrześniu 2020 r. spłacane były kredyty przez firmy handlowe – we wrześniu wartość indeksu wyniosła 4,44%. Wartość Indeksu jest najniższa od 2016 r. W okresie ostatnich 12 miesięcy Indeks polepszył się (spadł) o (-1,61). Najlepszy odczyt we wrześniu odnotował Indeks Jakości firm z sektora budowlanego i wynosił on tylko 2,65%, ponadto jego odczyt polepszył się (spadł) w okresie ostatnich 12 miesięcy o (-2,02).