PKN ORLEN ogłosił wezwanie na 20 proc. pozostałych akcji Grupy Energa

PKN ORLEN ogłosił wezwanie na mniejszościowy pakiet akcji Grupy Energa. Ułatwi to dalszą skuteczną integrację aktywów Grupy ORLEN i Energa. Przyniesie też wymierne korzyści dla Akcjonariuszy i inwestorów Grupy ORLEN, którzy będą mogli w pełni korzystać z synergii płynących z połączenia.

– Budujemy silny koncern multienergetyczny, który będzie mógł sprostać wyzwaniom związanym z transformacją energetyczną Polski. Skuteczna integracja w ramach Grupy jest kluczowa dla tego procesu, dlatego od początku zapowiadaliśmy chęć pozyskania 100 proc. akcji Grupy Energa. Pełna kontrola kapitałowa oznacza wymierne korzyści zarówno organizacyjne, jak i operacyjne. Nasze wezwanie to także odpowiedź na zgłaszane oczekiwania Akcjonariuszy, którzy nie wzięli udziału w pierwszym wezwaniu. Ich zainteresowanie najlepiej świadczy o tym, że zaproponowane przez nas warunki były i nadal są optymalne i korzystne – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Wezwanie na 20 proc. akcji Grupy Energa rozpocznie się 9 października i potrwa do 20 listopada br. Ich cena została ustalona na tym samym poziomie co w przypadku pierwszego wezwania czyli 8,35 zł za akcję. Jednocześnie PKN ORLEN będzie dążył do wycofania Energi z Giełdy Papierów Wartościowych. W tym celu złożony został wniosek o zwołanie Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy spółki. Podjęte działania mają na celu maksymalne wykorzystanie potencjału Energi w ramach Grupy ORLEN.

W kwietniu br. PKN ORLEN nabył 80 proc. akcji Grupy Energa, które stanowią ok. 85 proc. ogólnej liczby głosów na walnym zgromadzeniu tej spółki. To największa tego typu transakcja na polskim rynku paliwowo-energetycznym. Proces zakupu został zrealizowany w ciągu zaledwie 4 miesięcy. Na sprzedaż po cenie 8,35 zł za akcję zdecydowali się akcjonariusze posiadający łącznie ok. 80 proc. udziału w kapitale spółki, w tym Skarb Państwa z 53 proc. udziałem w spółce, oraz inni akcjonariusze posiadający kolejne 27 proc. udziałów, w tym duża grupa inwestorów instytucjonalnych.

Przejęcie Grupy Energa to ważny element budowy przez PKN ORLEN koncernu multienergetycznego, co wpisuje się w megatrendy i działania realizowane przez inne, międzynarodowe koncerny z branży paliwowej. Dywersyfikacja źródeł przychodów zwiększa bowiem odporność spółki na wahania rynkowe i zmiany w otoczeniu makroekonomicznym. W ten sposób budowana jest dodatkowa wartość dla Klientów i Akcjonariuszy.
Grupa ENERGA posiada łącznie 54 aktywa produkujące energię z odnawialnych źródeł, w tym przede wszystkim elektrownie wodne, lądowe farmy wiatrowe i farmy fotowoltaiczne. OZE stanowią 39 proc. mocy elektrycznych zainstalowanych w elektrowniach Grupy. Aż 47 proc. wyprodukowanego wolumenu energii elektrycznej w drugim kwartale 2020 r. pochodziło z OZE. Dla PKN ORLEN to ciekawy portfel aktywów, który bilansuje posiadane przez spółkę aktywa konwencjonalne, na przykład bloki parowo-gazowe w Płocku i Włocławku. Wpisuje się to w plany PKN ORLEN rozwoju aktywów energetycznych w kierunku źródeł nisko i zeroemisyjnych. Dlatego też w kwietniu br. PKN ORLEN wyraził chęć zaangażowania się w projekt budowy elektrowni Ostrołęka pod warunkiem zmiany technologii z węglowej na gazową. Z kolei już w maju br. podpisane zostało porozumienie, w którym PKN ORLEN zadeklarował udział w finansowaniu projektu oraz przystąpienie do inwestycji w charakterze wspólnika. Decyzja Koncernu spotkała się z pozytywną oceną rynku.

Aktywa Grupy Energa stanowią też istotne wsparcie w strategii osiągnięcia neutralności emisyjnej do 2050 r. zapowiedzianej przez PKN ORLEN. W ramach dochodzenia do tego celu, do 2030 roku koncern o 20 proc. zredukuje emisje CO2 z obecnych aktywów rafineryjnych i petrochemicznych oraz o 33 proc. CO2/MWh z produkcji energii elektrycznej.

PKN ORLEN ogłosił wezwanie na 100 proc. akcji Grupy Energa 5 grudnia 2019 r. Pierwotnie miało ono potrwać do 9 kwietnia br. W związku z m.in sytuacją spowodowaną epidemią koronawirusa, 26 marca br. termin przyjmowania zapisów na akcje pomorskiej Grupy został wydłużony do 22 kwietnia 2020 r. Bezwarunkową zgodę Komisji Europejskiej na przeprowadzenie transakcji Koncern otrzymał 31 marca br. Cena za jedną akcję gdańskiej grupy w wezwaniu została 15 kwietnia br. podwyższona z 7 do 8,35 zł. Z kolei 18 kwietnia br. podpisane zostało porozumienie ze Skarbem Państwa dotyczące kontynuacji strategicznych inwestycji Grupy Energa i utrzymania polityki zatrudnienia zapewniającej prawidłowe funkcjonowanie jej spółek. Ostatni warunek zawieszający, czyli osiągnięcie progu 66 proc. akcji objętych wezwaniem, został spełniony 20 kwietnia br. Formalnie transakcja sfinalizowana została 30 kwietnia br. nabyciem akcji Energa stanowiących około 80% kapitału zakładowego spółki oraz około 85% ogólnej liczby głosów na walnym zgromadzeniu. Cena wszystkich nabytych akcji wyniosła około 2,77 mld zł i została pokryta przez Spółkę gotówką pochodzącą ze środków własnych oraz z dostępnego kredytu konsorcjalnego.

Rząd bierze się za łatanie finansów publicznych. Czeka nas rewolucja w podatkach

Nadal nie jest pewne czy podatkiem CIT od przyszłego roku będą obciążone spółki komandytowe i spółki jawne. Zmiana opodatkowania przygotowywana przez rząd może być bardzo niekorzystna dla drobnych biznesów ponieważ spółki komandytowe były zakładane najczęściej przez małych i średnich przedsiębiorców.

Taka spółka ma dwa rodzaje udziałowców. To komplementariusze, którzy za zobowiązania spółki odpowiadają całym swoim majątkiem i komandytariusze, którzy na równych zasadach mogą korzystać z zysków spółki, ale nie ponoszą takiej odpowiedzialności majątkowej.

– Dotąd obowiązywała formuła jednokrotnego opodatkowania dochodów na etapie wspólników, a nie samej spółki komandytowej – mówi w rozmowie z MarketNews24 Grzegorz Baran z kancelarii Baran&Pluta. – Nadal nie wiadomo czy rząd wprowadzi podatek CIT nakładany na samą spółkę, pozostawiając opodatkowanie wspólników podatkiem dochodowym od osób fizycznych bądź prawnych czy też zmieni się zupełnie formuła opodatkowania i spółki komandytowe na podobieństwo spółek z o.o. będą opodatkowane jednokrotnie w postaci CIT, a wspólnicy tym podatkiem nie będą obciążeni.

W połowie września rząd opublikował projekt ustawy, mającej uszczelnić system podatkowy, a w uzasadnieniu można odnaleźć zapis, że „w przypadku spółek komandytowych, w których powiązania między wspólnikami nie wskazują na „optymalizacyjny cel” ich utworzenia, przewiduje się wprowadzenie zwolnienia z opodatkowania podatkiem dochodowym przychodów komandytariuszy takich spółek”. Eksperci obawiają się jednak, że proces legislacyjny może wiele zmienić, a prawdopodobnie rządowi będzie zależeć na wprowadzeniu podwójnego opodatkowania ze względu na trudną sytuację budżetu państwa.

– Gdyby wprowadzono jednak podwójne opodatkowanie spółek komandytowych przedsiębiorcy powinni zastanowić się czy nie skorzystać z rozwiązania znanego u nas jako estoński CIT, ale w rzeczywistym jego modelu, a nie w rozwiązaniu proponowanym przez rząd wyjaśnia mec. Grzegorz Baran. – Przedsiębiorca, który się na to zdecyduje powinien założyć w Estonii spółkę z o.o. Nie jest to skomplikowany proces, a przynosi efekt zerowego podatku dochodowego od samej spółki, do momentu dopóki spółka nie wypłaci dywidendy.

Co ważne, spółki korzystające w Estonii z takiej ulgi podatkowej muszą spełniać tylko ten jeden warunek, dotyczący dywidendy, w przeciwieństwie do rozwiązania podatkowego zaproponowanego przez polski rząd, w którym takich obostrzeń jest wiele.

– Gdy wspólnicy zdecydują się jednak na wypłatę dywidendy, to w Estonii obowiązuje jednokrotny podatek dochodowy – dodaje G.Baran. – I opodatkowanie jest wówczas niższe niż w Polsce.

100% energii z OZE w działalności PepsiCo na całym świecie do roku 2030

Światowy lider w dziedzinie produkcji żywności i napojów, firma PepsiCo, dołącza do międzynarodowej inicjatywy RE100, w wyniku której do roku 2030 wdroży projekty pozwalające na zapewnienie 100% energii pochodzącej ze źródeł odnawialnych do zasilania własnej działalności operacyjnej na całym świecie. Do roku 2040 energią pochodzącą z OZE zasilane będą ponadto wszystkie podmioty współpracujące z PepsiCo na zasadach franczyzy oraz znajdujące się pod zarządem osób trzecich. Według szacunków, do roku 2040 ta istotna zmiana może doprowadzić do redukcji emisji gazów cieplarnianych (GHG) o około 2,5 mln ton, co jest równoznaczne z wycofaniem z użytku ponad pół miliona aut w okresie jednego roku.

Nowy cel jest zbieżny z globalnymi dążeniami firmy zmierzającymi do zwiększenia proporcji wykorzystania odnawialnych źródeł energii w całej działalności przedsiębiorstwa oraz nawiązuje do ogłoszonego na początku 2020 roku przejścia na zasilanie energią elektryczną pochodzącą w 100% z OZE wszystkich obiektów PepsiCo w USA.

– Wszyscy odczuwamy niszczycielskie skutki zmian klimatycznych na całym świecie, przez co globalny system żywnościowy znalazł się pod ogromną presją. W tej sytuacji potrzebujemy przyspieszyć podejmowane działania – powiedział Jim Andrew, Dyrektor ds. zrównoważonego rozwoju w PepsiCo. – Jesteśmy świadomi odpowiedzialności, jaka wiąże się ze skalą i wielkością naszych działań, dlatego uważamy, że przejście na zasilanie wszystkich naszych zakładów i obiektów na całym świecie energią pochodzącą w 100% z odnawialnych źródeł energii to właściwy krok naprzód. Dzięki temu uzyskamy znaczący wpływ nie tylko na własne działania, a dodatkowo stale będziemy realizować zamierzenia naszego programu zrównoważonego rozwoju – dodał Jim Andrew.

Na początku 2020 roku PepsiCo przystąpiła do zobowiązania ONZ „Business Ambition for 1.5°C”, dołączając w ten sposób do wiodących na świecie koncernów, które zobowiązały się zredukować emisje w całym łańcuchu wartości. Celem podmiotów zaangażowanych w inicjatywę  jest realizacja naukowo potwierdzonego dążenia do ograniczenia globalnego ocieplenia do 1,5°C, a jednocześnie opracowanie długoterminowej strategii doprowadzenia do redukcji emisji do zera do roku 2050. Dotychczas PepsiCo poczyniła znaczące postępy w ograniczaniu emisji gazów cieplarnianych w całym łańcuchu wartości, w tym w wyniku podejmowanej współpracy z rolnikami przy wdrażaniu praktyk zmniejszających emisję dwutlenku węgla, globalnego programu zrównoważonego rolnictwa, a także wdrożenia do eksploatacji jednego z największych taborów elektrycznych na kontynencie północnoamerykańskim.

Aktualnie PepsiCo pozyskuje odnawialną energię elektryczną w 18 krajach świata, a dziewięć z nich, w tym Polska, już teraz zaspokaja 100% swojego zapotrzebowania na energię ze źródeł odnawialnych.

– Jesteśmy dumni, że Polska znajduje się w gronie dziewięciu krajów europejskich, które korzystają w 100% z energii wytwarzanej ze źródeł odnawialnych. Wszystkie cztery zakłady produkcyjne PepsiCo w naszym kraju i biuro główne zasilane są wyłącznie zieloną energią, pochodzącą głównie z farm wiatrowych – powiedział Michał jaszczyk, prezes PepsiCo Polska. – Dodatkowo w Polsce uwzględniamy rozwiązania fotowoltaiczne już na etapie projektowym i wdrażamy nowe instalacje przy okazji kolejnych inwestycji. Doskonałym przykładem są panele słoneczne zainstalowane w nowoczesnym magazynie centralnym naszej firmy w Mszczonowie, otwartym w 2020 roku. A także nowa instalacja słoneczna zasilająca nową linię do produkcji napojów w puszkach w zakładzie w Michrowie. Zamierzamy ponadto zwiększać moce instalacji energii odnawialnych instalowanych w naszym kraju poprzez inwestycje własne w OZE, jak również podpisywanie umów typu PPA – dodał Michał Jaszczyk.

Uwzględniając tegoroczne przejście na energię elektryczną pochodzącą ze źródeł odnawialnych we wszystkich obiektach firmy na terenie USA szacuje się, że do końca 2020 roku na całym świecie poziom wykorzystania energii elektrycznej pochodzącej ze źródeł odnawialnych wyniesie 56%.

Ogłoszenie nowego celu wiąże się jednocześnie z przystąpieniem PepsiCo do inicjatywy RE100 prowadzonej przez Climate Group we współpracy z CDP, mającej na celu uzyskanie zobowiązania najbardziej wpływowych firm na świecie w angażowanie się w projekty zapewniające zaopatrzenie w energię elektryczną pochodzącą w 100% ze źródeł odnawialnych.

– Dokonując zmian w działalności operacyjnej na całym świecie i przechodząc na zasilanie własnych zakładów i obiektów energią elektryczną pochodzącą ze źródeł odnawialnych, PepsiCo potwierdza zaangażowanie w walkę ze zmianami klimatycznymi, a tym samym daje dowód na konieczność wykorzystywania odnawialnych źródeł energii w coraz większym stopniu – powiedział Sam Kimmins, szef inicjatywy RE100 w Climate Group. – Dokonując inwestycji w rozwój nowych farm słonecznych i wiatrowych na całym świecie, które pomogą PepsiCo osiągnąć swój cel, firma wnosi realny wkład w proces szybszego przechodzenia na wykorzystanie czystej energii – dodał Sam Kimmins.

– Zmiana klimatu nie będzie czekać, więc musimy podjąć wyzwanie. Nasze firmy w dziewięciu krajach europejskich już teraz wykorzystują w 100% odnawialną energię elektryczną. PepsiCo w Europie będzie liderem w realizacji globalnego zobowiązania firmy do osiągnięcia 100% odnawialnej energii elektrycznej. W całej Europie osiągniemy ten cel do 2022 r. dodał Silviu Popovici, Prezes PepsiCo na Europę.

Aby osiągnąć cel polegający na wykorzystaniu energii elektrycznej pochodzącej w 100% ze źródeł odnawialnych we wszystkich obiektach i zakładach PepsiCo na całym świecie, firma zamierza wykorzystać szeroki wachlarz rozwiązań. Będzie on obejmował m.in. umowy PPA, które będą przyczyniać się do rozwoju nowych projektów, w tym farm słonecznych i wiatrowych na całym świecie, a także nabywanie certyfikatów energetycznych, co z kolei umożliwi stosunkowo szybkie przechodzenie na zasilanie energią pochodzącą ze źródeł odnawialnych w wielu regionach świata. Oprócz tego PepsiCo będzie stale poszerzać lokalne wdrożenia projektów wiatrowych i słonecznych w obiektach na całym świecie – dachowe panele słoneczne zostały zainstalowane na budynkach światowej centrali firmy PepsiCo w miejscowości Purchase w stanie Nowy Jork na początku tego roku.

Polska szósta w Europie pod względem najbardziej skomplikowanych przepisów i regulacji dla biznesu

Sposób, w jaki Polska określa zasady i tworzy przepisy dotyczące prowadzenia biznesu, plasuje kraj na 6. miejscu w Europie i 24. na świecie. Takie wnioski płyną z najnowszego raportu przygotowanego przez TMF Group, globalną firmę świadczącą usługi biznesowe dla firm działających lokalnie i międzynarodowo. Najwięcej barier w Europie w tym zakresie napotykają przedsiębiorcy we Francji, najmniej w Holandii.

W raporcie zatytułowanym Rules, Regulations and Penalties (z ang. Przepisy, Regulacje i Kary) eksperci TMF Group porównali główne regulacje prawne i administracyjne dotyczące prowadzenia biznesu w poszczególnych krajach w ramach 77 jurysdykcji na całym świecie. Tego typu opracowania brane są pod uwagę przez międzynarodowe firmy podejmujące decyzję o rozpoczęciu działalności w danym kraju.

W Europie krajami o najbardziej przyjaznych przepisach i regulacjach dla biznesu są Holandia, Ukraina, Dania i Norwegia. Polska znalazła się tuż za najniżej notowaną w raporcie europejską piątką – Francją, Grecją, Niemcami, Szwajcarią i Rosją. Na świecie najwyżej notowane pod tym względem są Curaçao, Izrael i Stany Zjednoczone, a najniżej Indonezja, Nikaragua i Zjednoczone Emiraty Arabskie.

Jednak, jak wskazują autorzy raportu, to nie coraz bardziej złożone przepisy i regulacje dla biznesu, które często obejmują wszystkie kraje m.in. z powodu wdrażania międzynarodowych przepisów dotyczących prowadzenia działalności biznesowej, decydują o przyjazności danego kraju pod tym względem, a sposób ich implementowania. W raporcie pojawia się pojęcie „obsługi klienta”, jako sposobu komunikacji pomiędzy instytucjami państwowymi, a biznesem, na której jakość największy wpływ ma wykorzystanie nowoczesnych technologii.

– „Złożoność przepisów i regulacji to jedno. Te same przepisy dotyczą często wielu krajów. Praktyka pokazuje jednak, że nawet przy konieczności przestrzegania podobnych przepisów w jednych krajach przedsiębiorcy mogą zrobić to łatwiej, podczas gdy w innych napotkają trudności. Te wynikają głównie ze sposobu implementacji danego przepisu. W krajach, gdzie użyte do tego są nowoczesne technologie, komunikacja z administracją jest prosta i szybka” – mówi Joanna Romańczuk, dyrektor zarządzająca TMF Group w Polsce i na Ukrainie.

Eksperci TMF Group analizując przepisy i regulacje dla biznesu zwrócili uwagę na rosnącą rolę międzynarodowych regulacji, których celem jest na przykład przeciwdziałanie praniu pieniędzy. Przykładami są tu amerykańska ustawa o ujawnianiu informacji o rachunkach zagranicznych dla celów podatkowych FATCA (The Foreign Account Tax Compliance Act) wdrożona już obecnie w 79 proc. jurysdykcji podatkowych na świecie czy jeszcze powszechniej wdrażany (82 proc. jurysdykcji) CSR (ang. common reporting standard) – globalny standard w zakresie automatycznej wymiany informacji w sprawach podatkowych opracowany przez OECD.

W raporcie wskazano również, że na drodze do większej przyjazności danych krajów biznesowi stoją tradycyjne przepisy i procedury. Najlepsze kraje w zestawieniu radzą sobie z tym problemem wdrażając całkowicie nowe procedury formalne, znacznie łatwiejsze do zrozumienia i przestrzegania przez firmy międzynarodowe. Korzystają przy tym z nowoczesnych technologii umożliwiających skrócenie procesów i ich uproszczenie.

– Dobrym przykładem uproszenia procedur dla biznesu jest Dania, która wdrożyła dwa portale, każdy w języku duńskim i angielskim, które pozwalają przeprowadzić zagranicznemu inwestorowi cały proces rejestracji i uruchomienia firmy w tym kraju. Komunikacja ze wszystkimi zaangażowanymi w proces rejestracji firmy urzędami odbywa się online. W Polsce radzimy sobie z upraszczaniem procedur o wiele gorzej niż większość europejskich krajów, z którymi przecież przychodzi nam walczyć o zagraniczne inwestycje.” – mówi Joanna Romańczuk.

Istotnym wyzwaniem są również regulacje związane z rozpoczynaniem działalności za granicą przez  spółki publiczne, choć 25 proc. jurysdykcji umożliwia założenie działalności w takim przypadku nawet w tydzień – przykładem są tu Dania, Hong Kong czy Kajmany – to nadal w większości  miejsc na świecie ten proces trwa o wiele dłużej, czasem nawet ponad rok. W Polsce to średnio dwa miesiące.

Utrudnieniem dla biznesu są również regulacje związane z transparentnością prowadzenia biznesu. Przykładem może być tu wdrożony pod koniec zeszłego roku w Polsce Centralny Rejestr Beneficjentów Rzeczywistych (stosowany już w 68 proc. jurysdykcji na świecie), czy jeszcze nie tak powszechna (stosowana w 26 proc. jurysdykcji) KYC (ang. know your customer) – procedura należytej staranności oraz regulacja bankowa jaką muszą przeprowadzać instytucje finansowe oraz inne prawnie określone podmioty do zidentyfikowania swoich klientów i uzyskania określonych informacji wymaganych do prowadzenia interesów ze stroną zainteresowaną.

– Wiodące jurysdykcje pokazują, że nowe przepisy nie muszą prowadzić do większego skomplikowania. Najbardziej innowacyjne z nich udoskonalają swoje procesy tak, aby nowe przepisy i regulacje nie były boleśnie odczuwane przez przedstawicieli biznesu. Kluczową strategią w tym zakresie jest wykorzystanie technologii w celu jak najprostszych interakcji pomiędzy organami władzy, a przedsiębiorstwami – dodaje Joanna Romańczuk.

Raport Rules, Regulations and Penalties jest pogłębioną analizą Global Complexity Index 2020 w zakresie regulacji i przepisów obowiązujących firmy w poszczególnych krajach.

Budownictwo mieszkaniowe wciąż na fali

Ostatnia publikacja GUS-owskich statystyk, prezentująca wyniki budownictwa mieszkaniowego w sierpniu oraz pierwszych ośmiu miesiącach bieżącego roku, wciąż nie zawiera żadnych sygnałów słabnięcia koniunktury inwestycyjnej na mieszkaniowym rynku pierwotnym. Pytanie, jak długo podobna sytuacja będzie w stanie się utrzymać.

Po zaskakująco udanym w tym roku okresie wakacyjnym, inwestorzy mieszkaniowi z powodzeniem kontynuują starania o utrzymanie statystyk inwestycyjnych rynku mieszkaniowego na optymalnych poziomach. Jednak już w najbliższych miesiącach sytuacja ta może ulec wyraźniejszej zmianie, zwłaszcza w przypadku deweloperów.

Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl sierpień przyniósł bowiem spadkowe odreagowanie gusowskich statystyk budownictwa mieszkaniowego po wiosenno-letnim ożywieniu, które należy ocenić bardzo pozytywnie jak na rynkowe okoliczności okresu pandemii. W ubiegłym miesiącu zanotowano regres we wszystkich trzech kategoriach danych: mieszkań oddanych, rozpoczętych i nowych pozwoleń. Tymczasem nie jest to jednak jakikolwiek sygnał osłabienia koniunktury inwestycyjnej pierwotnego segmentu mieszkaniówki, choć niewykluczone, że takowego należy wypatrywać już w niedalekiej perspektywie.

Zawsze głównym wyznacznikiem inwestycyjnej koniunktury mieszkaniowego rynku pierwotnego jest ewolucja statystyk mieszkań rozpoczętych. Tym razem rezultat ogółem za 8 miesięcy br. osiągnął poziom ponad 141 tys. lokali, co oznacza spadek rok do roku dokładnie o jedną dziesiątą. Jednak wyniki miesięczne liczone rok do roku są już niemal identyczne zarówno dla deweloperów jak i inwestorów budujących na własne potrzeby, a także odpowiadające średniej miesięcznej z ostatnich lat. Są to jednoznaczne sygnały utrzymywania się bardzo dobrej passy rynku pierwotnego w jego odsłonie inwestycyjnej.

Tradycyjnie od dłuższego czasu bardzo mocnym ogniwem bieżących danych GUS pozostaje sytuacja dotycząca mieszkań oddawanych do użytkowania. Ogółem w okresie styczeń – sierpień br. oddano prawie 136 tys. mieszkań, czyli o 5,5 proc. więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Statystyki mieszkań ukończonych, będąc wypadkową mieszkań rozpoczętych w przeszłości, są najbardziej przewidywalną kategorią danych mieszkaniowych GUS. W związku z tym ich optymistyczna wymowa nie powinna tu dziwić ani obecnie, ani w przewidywalnej przyszłości.

Wg portalu RynekPierwotny.pl zdecydowanie mniej przewidywalne, za to dużo bardziej przydatne w prognozowaniu przyszłych trendów rynku mieszkaniowego, są dane dotyczące nowych pozwoleń na budowę lub zgłoszeń z projektem budowlanym. Tych inwestorzy wspólnie zgromadzili od początku roku już ponad 168 tys., czyli o 4,6 proc.  mniej niż w analogicznym okresie 2019 roku. Sami deweloperzy od stycznia do sierpnia br. uzyskali ponad 100 tys. pozwoleń, czyli nieco ponad 5 proc. mniej licząc rdr. Wypracowany przez nich wynik miesięczny na poziomie 12,3 tys. decyzji administracyjnych jest wprawdzie gorszy o nieco ponad 10 proc. zarówno rok do roku jak i miesiąc do miesiąca, jednak pozostaje w strefie ponadprzeciętnych wartości z ostatnich lat.

Tab.1 Budownictwo mieszkaniowe od stycznia do sierpnia 2020

Statystyki nowych pozwoleń na budowę są naturalnym parametrem oceny potencjału popytowego rynku w przyszłych okresach przez deweloperów. Utrzymanie bardzo wysokiego wolumenu tych decyzji administracyjnych, niewiele tylko ustępującego wartościom zeszłorocznym, mówi samo za siebie o ich wciąż zdecydowanie optymistycznej ocenie perspektywy rozwoju koniunktury pierwotnego segmentu mieszkaniówki w dłuższym terminie.

W sumie sierpień okazał się miesiącem korekcyjnym w odniesieniu do statystyk inwestycyjnych GUS rynku mieszkaniowego. Co istotne jednak, wyraźniejsze spadki ujawniły się w relacji miesiąc do miesiąca, natomiast rok do roku były już tylko symboliczne. Tradycyjnie drugi wakacyjny miesiąc prawie zawsze wypada spadkowo, co prawdopodobnie wynika z okresu kumulacji wakacyjno-urlopowej.

Krajobraz rodzimej mieszkaniówki od strony inwestycyjnej wciąż nie zdradza więc jakichkolwiek widocznych symptomów osłabienia. Czy pojawią się one już w przewidywalnej przyszłości? W głównym stopniu będzie to zależało od wyników kontraktacji mieszkań deweloperskich w III kwartale, które poznamy już za dwa tygodnie, jak również w kolejnych okresach. Najważniejsze, żeby już wkrótce nie wystąpił niepokojących rozmiarów rozdźwięk pomiędzy mieszkaniami rozpoczętymi a sprzedanymi. Przy widocznej awersji deweloperów do ograniczania produkcji nowych mieszkań, wciąż istnieje bowiem ryzyko ich nadpodaży, która jest głównym katalizatorem sytuacji kryzysowych na rynku nieruchomości.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Czego nauczyły nas cyberataki w dobie COVID-19?

Według analityków z FortiGuard Labs firmy Fortinet, okres pandemii jest czasem wielkich żniw dla cyberprzestępców. Korzystają z dobrze sprawdzonych metod, które zapewniają im wysoką efektywność. Najskuteczniejszym działaniem prewencyjnym, które powinni podjąć użytkownicy komputerów oraz urządzeń mobilnych, jest zadbanie o cyberhigienę, stosowanie technicznych zabezpieczeń oraz udział w szkoleniach mających na celu uświadamianie, jak zachować się w obliczu wszechobecnych cyberzagrożeń.

Hakerzy wykorzystują panikę i stres

Ataki socjotechniczne pozostają najskuteczniejszym sposobem na wyłudzenie danych, rozwijają się w szybkim tempie i przynoszą większe korzyści od innych metod oszukiwania w sieci. Nawet w „zwykłym” okresie cyberprzestępcy żerują na ludzkich słabościach i emocjach. Nic więc dziwnego, że w czasie pandemii te metody stosowane są jeszcze chętniej.

Wiele kampanii phishingowych, obserwowanych przez analityków bezpieczeństwa w ciągu ostatnich kilku miesięcy, było adresowanych do szpitali, producentów sprzętu medycznego oraz ubezpieczycieli. W miejscach, gdzie nasila się strach z obawy przed niedoborem sprzętu medycznego, hakerzy dostrzegają idealną okazję do wykorzystania ludzkich emocji i siania dezinformacji. Wysyłane przez nich maile phishingowe miały wyglądać na takie, których nadawcami są takie instytucje jak amerykańskie Centrum Kontroli Chorób (CDC) lub Światowa Organizacja Zdrowia (WHO). Miało to skłonić odbiorców do otwarcia maila i kliknięcia w złośliwy załącznik.

Takie zachowanie wskazuje na stały i najważniejszy problem z bezpieczeństwem: niezależnie od tego, jakie środki się podejmuje, punktem newralgicznym pozostaje ludzka psychika. Negatywne emocje oraz problemy, np. finansowe czy sprzętowe, dostrzegalne w czasie pandemii, są punktem zaczepienia dla cyberprzestępców.

Tradycyjne metody cyberataków wciąż przynoszą zyski

Działania cyberprzestępców są obecnie skuteczniejsze z uwagi na niespotykaną wcześniej popularność pracy zdalnej. Aktualnie wiele osób jednocześnie jest połączonych z internetem przez większą część dnia, zarówno w celach zawodowych, jak i dla rozrywki. Niestety, domowe sieci i urządzenia są często niedostatecznie chronione, w odróżnieniu od środowisk korporacyjnych.

Poczta elektroniczna jest notorycznie wykorzystywana do rozsyłania złośliwego oprogramowania, jak np. ransomware, które szyfruje dane na zainfekowanym urządzeniu, gdyż często przedsiębiorstwa wolą zapłacić okup, niż utracić krytyczne zasoby potrzebne do zapewniania ciągłości działania użytkownikom i obsługi klientów.

Warto podkreślić, że nie są to nowe metody ataku. W rzeczywistości wiele technik używanych przez cyberprzestępców w dobie COVID-19 nie jest ani innowacyjnych, ani nowatorskich. Wręcz przeciwnie, są to te same sztuczki stosowane od lat.

Jest to działanie pragmatyczne, gdyż atakujący niechętnie zmieniają taktykę, dopóki nie zaobserwują spadku jej efektywności. Mimo że firmowe systemy chronione przez zaporę sieciową są zabezpieczone, to wiele urządzeń podłączanych do prywatnych sieci zdalnych pracowników stanowi łatwy cel dla hakerów. Są oni również świadomi, że przezorność w cyberprzestrzeni jest obecnie zmniejszona. Takie zachowanie jeszcze bardziej ułatwia atakowanie tymi samymi metodami co zwykle.

Większość cyberataków jest przeprowadzanych za pomocą masowych kampanii spamowych. Potwierdzają to dane zebrane w marcu przez FortiGuard Labs, mówiące o wzroście o 131% liczby wykrytych wirusów. Nie powinno to zaskakiwać, zważywszy na fakt, że załączniki mailowe są najpowszechniejszym sposobem na rozsyłanie złośliwych treści. Niektóre z nich są wysyłane do konkretnych osób, a inne losowo. Czasami też służą do zainfekowania komputera specjalnym narzędziem, które będzie czekało na rozkazy z centrali, a gdy dotrą stanie się jednym z tysięcy podłączonych do globalnej sieci urządzeń wykorzystywanych do przeprowadzenia ataku typu DDoS, uniemożliwiającego normalne korzystanie z wziętej na celownik cyberprzestępców internetowej usługi.

Cyberhigiena ważniejsza niż kiedykolwiek

Teraz, bardziej niż kiedykolwiek, należy zadbać o „cyberhigienę”. Ludzie są najsłabszym ogniwem w łańcuchu procedur zapewniających bezpieczeństwo. Prowadzenie szkoleń z zakresu ochrony danych jest nieodzowne, by uzmysłowić im jak wielką rolę odgrywają w całym procesie. Pod wieloma względami pandemia okazała się ważną lekcją dla przedsiębiorstw. Zmusiła wiele z nich do zorganizowania zaległych szkoleń dla personelu, które pomogą zwiększyć świadomość zagrożeń.

Cyberbezpieczeństwo: Firmy wydają na nie już 124 mld dolarów

Świadomość firm odnośnie kwestii związanych z zagrożeniami cybernetycznymi stale rośnie. Pracownicy przechodzą szkolenia z zakresu cyberbezpieczeństwa, ale w praktyce nadal miewają problemy z przestrzeganiem wdrożonych zasad. Ekspert 7N wskazuje proste rozwiązania, z którymi styka się w pracy z dużymi korporacjami, dotyczące zapobiegania najczęściej spotykanym błędom.

Zainteresowanie cyberbezpieczeństwem nasiliło się wraz z pandemią i masowym przejściem na pracę zdalną. – Bezpieczeństwo przestało być zagadnieniem niszowym i znajduje się w centrum zainteresowania zarządów firm, nie tylko tych największych – mówi Bartosz Różański, Software Security Engineer z 7N, firmy IT prowadzącej zaawansowane projekty informatyczne dla dużych organizacji, także w dziedzinie cyberbezpieczeństwa.

Nic dziwnego. Nie ma bowiem tygodnia, by media nie donosiły o wycieku danych z dużej organizacji. McDonald’s, Warner Music Group czy Garmin to tuzy biznesu, lecz nawet im zdarzają się takie sytuacje. A to tylko najświeższe przykłady.

Za błędy firmy muszą słono zapłacić. Polski Urząd Ochrony Danych Osobowych nałożył ostatnio karę sięgającą kilku milionów złotych na sklep internetowy za brak zachowania odpowiednich środków ostrożności, co skutkowało wyciekiem danych klientów. Gorzej, jeśli okup trzeba płacić hakerom. Kilka tygodni temu Garmin dokonał przelewu na konta cyberprzestępców, by urządzenia tej firmy mogły znowu normalnie działać. Istnieją przypuszczenia, że kwota mogła sięgać nawet 10 milionów dolarów.

Dlatego organizacje systematycznie zwiększają nakłady na ochronę danych. Według firmy badawczej Gartner globalnie wydatki na ten cel rosną z każdym rokiem, a w 2020 r. mają być o 2,4 proc. wyższe niż dotychczas, osiągając 123,8 mld dolarów – i to mimo cięć budżetowych związanych z pandemią.

Banki i firmy medyczne najbezpieczniejsze

Wraz ze wzrostem nakładów na bezpieczeństwo firm w sieci, idzie zmiana zachowań pracowników. Przedsiębiorstwa tworzą na własny użytek zasady bezpieczeństwa dostosowane do ich specyfiki oraz do tego, jak cenne są dane, które mają chronić.

– Rosnąca świadomość w kręgach decyzyjnych sprawia, że firmy nie ograniczają się do przeprowadzenia rutynowych szkoleń, a same zatrudniają specjalistów, którzy zajmują się nie tylko wdrażaniem polityk bezpieczeństwa, ale też autentycznie pilnują ich przestrzegania – wyjaśnia Bartosz Różański z 7N.

Najbardziej rygorystyczne regulacje obowiązują w sektorze bankowym, gdzie poziom zabezpieczeń jest porównywalny z wojskiem i administracją rządową. Podobnie wymagające są przepisy wobec branży medycznej.

Najczęściej mylą się ludzie

Jednak niezależnie od branży to człowiek jest “najsłabszym ogniwem” systemów bezpieczeństwa informacji. – Wszystkich zachowań użytkownika nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Nigdy do końca nie wiemy, jak się zachowa lub jakie polecenie wprowadzi, więc nie możemy zapobiec wszystkim sytuacjom. Możemy jednak minimalizować ryzyko przez wdrażanie odpowiednich mechanizmów ochrony – mówi Bartosz Różański z 7N.
Zalecenia specjalistów od cyberbezpieczeństwa wielu osobom wydają się banalne. Jednak ekspert wyjaśnia, że nawet najbardziej wyrafinowany system bezpieczeństwa nie będzie skuteczny, jeśli szeregowi użytkownicy nie będą na co dzień stosować podstawowych zasad cyberhigieny.

Praktyczne wskazówki

Ekspert 7N wskazuje ABC bezpieczeństwa, którego stosowanie pozwala ograniczyć ryzyko błędu ludzkiego:

  • wymuszanie przez system stosowania silnych haseł i managerów haseł,
  • unikanie praktyki “zapamiętywania” hasła przez przeglądarkę,
  • zakaz udostępniania danych logowania innym osobom,
  • dostęp do aplikacji wewnętrznych firmy tylko przez szyfrowane łącze z wykorzystaniem technologii VPN.

Dobrą praktyką jest tzw. uwierzytelnianie wieloskładnikowe: – Tożsamość potwierdza się dodatkowym kanałem np. przez telefon z zainstalowaną aplikacją uwierzytelniającą. Jeszcze bardziej zaawansowane jest uwierzytelnianie z udziałem kluczy sprzętowych, czyli specjalnych urządzeń – na pierwszy rzut oka przypominających pendrive – które mają “zaszyte” specjalne klucze identyfikujące użytkownika. Takie sprzętowe utrudnienia dostępu znacznie zmniejszają ryzyko przypadkowego wycieku wrażliwych danych – ocenia Bartosz Różański z 7N.

Pandemia sprawiła też, że wielu użytkowników zaczęło wykorzystywać prywatne urządzenia w celach zawodowych. Ekspert zwraca uwagę, że powinny one przejść praktycznie identyczną procedurę co służbowe komputery. – Specjaliści do spraw bezpieczeństwa odpowiednio je konfigurują, np. instalując dodatkowe oprogramowanie do kontroli ruchu sieciowego i tworząc jednocześnie listę aplikacji zakazanych, np. gier czy przeglądarek plików PDF nieznanego pochodzenia. Często uniemożliwiają też przeglądanie internetu z innych przeglądarek niż ta wybrana i również odpowiednio skonfigurowana, aby blokować dostęp do niebezpiecznych stron – objaśnia Bartosz Różański.

Ciągła nauka cyberodporności

Cyberodporność jest cechą biznesu, dzięki której firma jest w stanie przygotować się na potencjalne zagrożenie np. utraty lub wycieku danych, zamortyzować je, odpowiedzieć na nie, a finalnie usunąć jego skutki, przez cały czas funkcjonując i dostarczając swój produkt klientom – Każdy wychwycony błąd w systemie powinien skutkować dodawaniem nowych elementów do polityk bezpieczeństwa. System musi się stale uczyć – wyjaśnia ekspert 7N.

TMS Brokers laureatem nagrody Invest Cuffs 2020

Podczas corocznej gali wręczenia najbardziej prestiżowych nagród branży inwestycyjnej Invest Cuffs dom maklerski TMS Brokers został wyróżniony jako Broker Forex Roku. Uroczystość odbyła się po konferencji „ABC Inwestowania”.

W ogólnopolskim konkursie firma TMS Brokers została nominowana w kategorii Broker CFD 2019 oraz Broker Forex 2019. Zwycięzców w poszczególnych kategoriach wybrali internauci, głosując na stronie konkursu fundacji Invest Cuffs.

Plany wręczenia nagród w marcu zostały pokrzyżowane przez pandemię, dlatego przyznanie jej teraz jest zwieńczeniem etapu dużych zmian w TMS Brokers.

– Jako firma inwestycyjna zostaliśmy wpisani na Mapę Polskiego Fintechu, nasz zespół analityków został wyróżniony przez światowe agencje tj. Reuters i Bloomberg za trafność prognoz, a ponadto rozszerzyliśmy ofertę produktów. Nie tylko wprowadziliśmy nowe kontrakty na fundusze ETF, ale też rozszerzyliśmy ofertę TMS Kantor i Doradztwa Korporacyjnego. Wprowadziliśmy wiele udogodnień w aplikacji do mobilnego tradingu i stworzyliśmy innowację na skalę całej Europy. Nasz dostosowany do trudnych realiów pandemii proces otwarcia konta pokazuje, że konta maklerskie można otwierać wygodnie i całkowicie zdalnie, w mniej niż  8 minut! – mówi Dyrektor Marketingu i Kierownik Rozwoju Mobile w TMS Brokers Piotr Kardasz i dodaje: „nie spoczywamy na laurach. Niedawno ogłosiliśmy, że TMS Brokers stanie się częścią OANDA Global Corporation, więc przed nami kolejne miesiące intensywnej pracy nad rozwojem usług”.

Nagroda Broker Forex Roku uzupełnia wachlarz wyróżnień, które ostatnio zebrał dom maklerski TMS Brokers, a były to m.in. wyróżnienia za transparentność oferty według Invest Cuffs, miano najlepszych prognostyków pary EURPLN we wszystkich kwartałach 2019 roku według agencji Bloomberg, czy tytuł Analityka Roku 2019, który zdobył kierownik departamentu analiz TMS Bartosz Sawicki.

Kontrola krzyżowa – prawa i obowiązki

Organy podatkowe w toku prowadzonej kontroli podatkowej u podatnika mogą dokonać weryfikacji rozliczeń jego kontrahentów. Dzięki temu poznają dokładny przebieg transakcji i mogą zweryfikować, czy obie jej strony wykazały ją poprawnie na potrzeby podatkowe. Kontrahenci kontrolowanego podatnika mają ograniczone prawa i obowiązki w związku z prowadzoną kontrolą. Zawsze jednak powinni wiedzieć, w jakich granicach może poruszać się organ podatkowy, jakich dokumentów żądać czy jakie czynności wykonać. Rozszerzenie zakresu uprawnień organów podatkowych może prowadzić w praktyce do utrudnień w funkcjonowaniu przedsiębiorców związanych z dodatkowymi czynnościami administracyjnymi, ponieważ organy podatkowe mogą weryfikować cały łańcuch dostaw.

Żądanie przedstawienia dokumentów

Zgodnie z treścią art. 274c Ordynacji podatkowej w toku postępowania lub kontroli podatkowej organy mogą żądać od kontrahentów podatnika prowadzących działalność gospodarczą określonych dokumentów. Organ może zażądać od kontrahenta przedstawienia dokumentów objętych czynnościami u podatnika w celu sprawdzenia ich rzetelności i prawidłowości oraz przekazania wyciągu z ksiąg podatkowych i dowodów księgowych w odpowiednich strukturach Jednolitego Pliku Kontrolnego. Obowiązek przekazania plików JPK wynika z dodanego do Ordynacji podatkowej art. 193a, zgodnie z którym w przypadku prowadzenia ksiąg rachunkowych przy użyciu programów komputerowych organ może zażądać przekazania całości lub części ksiąg w formie elektronicznej.

Należy wskazać, że na podstawie tego przepisu organ może badać jedynie prawidłowość i rzetelność dokumentów. Nie powinien więc wykraczać poza te dwa obszary. Nieco inaczej jest w przypadku przekazywania struktur JPK, gdzie ustawodawca nie ograniczył się jedynie do prawidłowości i rzetelności. Oznacza to, że organ może w sposób swobodny w ramach prowadzonego postępowania weryfikować JPK kontrahenta.

Pomimo iż przepisy te umiejscowione są w Ordynacji podatkowej w dziale „Czynności sprawdzające”, to w praktyce stanowią kontrolę krzyżową u kontrahenta podatnika. Taka klasyfikacja oznacza brak pełnej ochrony dla kontrahenta, jaką przewidują przepisy o kontroli podatkowej. W szczególności zasady postępowania z dowodami nie są tak precyzyjnie uregulowane w przypadku czynności sprawdzających. Z przeprowadzonych czynności sprawdzających sporządza się protokół. Wszelkie czynności opisane powyżej kontrahent powinien wykonać na własny koszt.

Ponadto należy dodać, że zgodnie ze stanowiskiem sądów administracyjnych kontrola krzyżowa możliwa jest tylko w ramach prowadzonego postępowania podatkowego lub kontroli podatkowej, ale nie poza nimi. Ponadto kontrola kontrahenta została ograniczona do konkretnej dostawy i konkretnego okresu kontrolowanego u podatnika. Teoretycznie więc organ nie może zażądać dokumentów z innych okresów albo dotyczących innych dostaw.

Nie można też prowadzić kontroli krzyżowej w sytuacji, gdy u podatnika zostały wszczęte jedynie czynności sprawdzające (por. wyrok WSA w Warszawie z dnia 14 marca 2017 r., sygn. III SA/Wa 1149/16).

Kontrola pośredników

Ponadto w § 1c tegoż artykułu ustawodawca dopuścił możliwość kontrolowania kontrahentów kontrahenta, czyli także pośrednich dostawców uczestniczących w dostawie tego samego towaru lub świadczeniu tej samej usługi. Jedyne ograniczenie w tym zakresie sprowadza się do możliwości żądania dokumentów związanych wyłącznie z tą dostawą czy tym świadczeniem usług. Rozszerzenie zakresu kontroli umożliwia organom weryfikację całego łańcucha dostaw tego samego towaru lub świadczenia tej samej usługi.

Odpowiednie zastosowanie art. 155 O.p. do kontroli krzyżowej

Szerszy zakres uprawnień w stosunku do kontrahenta kontrolowanego podatnika mają organy podatkowe w przypadku art. 155 Ordynacji podatkowej. Przewiduje on, że organ może zażądać od kontrahenta złożenia wyjaśnień, zeznań, przedłożenia dokumentów czy dokonania określonych czynności. Przepis ten wskazuje na bardzo szeroki katalog dokumentów oraz czynności, jakich może żądać organ. Począwszy od przedstawienia faktur, umów, porozumień czy korespondencji z kontrahentem, na przesłuchaniu i konieczności składania zeznań skończywszy. Ponadto zgodnie z podejściem Naczelnego Sądu Administracyjnego (wyrok z dnia 3 kwietnia 2019 r., sygn. II GSK 485/17) organ podatkowy powinien uprawdopodobnić, że żądane dokumenty są niezbędne do wyjaśnienia stanu faktycznego lub rozstrzygnięcia sprawy. Oznacza to więc, że pismo skierowane do kontrahenta powinno zawierać coś więcej niż tylko wykaz żądanych dokumentów. Art. 155 Ordynacji podatkowej można zastosować do kontroli krzyżowej z pominięciem rozdziału 11, czyli postępowania dowodowego.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Kryzys w polskim rządzie. Bardzo słaby odczyt sprzedaży detalicznej

W koalicji rządzącej wrze, więc krajowa waluta pozostaje w defensywie. Czy w Polsce możliwe są wcześniejsze wybory? Tydzień rozpoczyna się dość spokojnie, ważniejsze wydarzenia będą miały miejsce w dalszej części tygodnia. Wystąpienie szefa Fed w centrum uwagi. Bardzo słaby odczyt sprzedaży detalicznej w Polsce. 

Tarcia w koalicji coraz większe

Media w Polsce prześcigają się w nowych doniesieniach na temat przyszłego kształtu koalicji rządzącej w naszym kraju. Coraz więcej głosów mówi, że może nastąpić podział i co za tym idzie, realnym stanie się temat wcześniejszych wyborów. Dzisiaj o godzinie 13 mamy poznać decyzję PiS. Jeśli Solidarna Polska Zbigniewa Ziobry nie ustąpi, to z dużą dozą prawdopodobieństwa kierownictwo Prawa i Sprawiedliwości ogłosi zerwanie koalicji. Nadal nie wiadomo, jaki los czeka innego koalicjanta, czyli Porozumienie Jarosława Gowina. Podział obozu Zjednoczonej Prawicy prawdopodobnie będzie oznaczał nowe wybory, bo nie sądzimy, że PiS zdecyduje się na rząd mniejszościowy i szukanie nowych koalicjantów w obecnym Sejmie. W całym tym zamieszaniu najbardziej cierpi krajowa waluta. EUR/PLN przebił właśnie poziom 4,47, a CHF/PLN 4,15. Strach inwestorów nie jest oczywiście nieuzasadniony, nie mniej jednak nie wydaje się, by nawet w wyniku nowych wyborów polityka gospodarcza naszego kraju mogła się zmienić.

Dzisiaj wieje nudą

Poniedziałkowy kalendarz makro jest niemal pusty, więc inwestorzy wracają do tematów z zeszłego tygodnia. Piątkowe zamknięcie przyniosło odwrót na giełdach i dzisiaj ten trend jest kontynuowany. Niemiecki DAX schodzi poniżej 13 tys. pkt. Kolejne dni na rynkach powinny być znacznie ciekawsze i zdecydować, czy wyprzedaż na rynkach akcyjnych i tym samym risk off na walutach będzie kontynuowany. Wtorek i środa to przesłuchanie szefa Fed w Izbie Reprezentantów. Często bywa tak, że jeśli podczas konferencji po posiedzeniu Rezerwy Powell mówi o czymś niejasno, to nieścisłości są wyjaśniane później podczas właśnie takich wystąpień. Szczególnie jeśli prezes Fed próbowałby lobbować kwestię szybkiego porozumienia w kwestii nowego pakietu fiskalnego w USA, które utknęło w walce przedwyborczej Republikanów i Demokratów.

Polski konsument czeka z zakupami

Jedyny ważny odczyt, jaki dzisiaj pojawił się w kalendarzu, to sprzedaż detaliczna z naszego kraju za sierpień. Wiadome było, że w tych danych nie będzie już efektu odroczonego popytu, który miał miejsce w publikacjach miesiąc czy dwa miesiące wcześniej. Niemniej jednak spodziewano się solidnego odczytu na poziomie 2,4%. To i tak byłaby wartość słabsza aniżeli w lipcu, gdy odnotowano dynamikę 2,7%. Niestety dzisiejsza publikacja niemile zaskoczyła i zobaczyliśmy raptem 0,4%. Bez wątpienia te dane pokazują, że konsumenci w Polsce obawiają się dalszych losów pandemii i pojawienia się drugiej fali, przez co wstrzymują się z zakupami. Mimo wszystko w tym momencie czynnikiem decydującym dla losów złotego pozostaje otoczenie zewnętrzne i sentyment na rynkach, jak również czynnik wewnętrzny w postaci możliwych nowych wyborów parlamentarnych.

Krzysztof Pawlak dealer walutowy w InternetowyKantor.pl

Stanowisko ZPP ws. projektu budżetu państwa na rok 2021

• Nasz niepokój budzi fakt, że z lektury projektu budżetu na rok 2021 wynika, iż rząd przyjął, że w przyszłym roku Polska powróci na ścieżkę dynamicznego, niezagrożonego wzrostu z roku 2019. Wszystko wskazuje na to, że COVID-19 pozostanie istotnym problemem gospodarczym, zatem należy się spodziewać dalszego operowania w warunkach kryzysu. Założenia przyjęte do opracowania budżetu na rok 2021 wydają się zbyt optymistyczne.
• Przewidywany wysoki deficyt budżetowy na rok 2021 może dodatkowo wzrosnąć, jeśli nie uda się wygenerować przewidzianych w projekcie budżetu wpływów podatkowych w pełnej wysokości, jest to scenariusz prawdopodobny, wziąwszy pod uwagę przywołany optymizm zawartych w projekcie budżetu założeń.
• Jednorazowy bardzo wysoki deficyt w roku 2020 nie stanowi jeszcze istotnego problemu, jednak budżety na następne lata powinny być projektowane z myślą o odrabianiu kosztów poniesionych w bieżącym roku na ratowanie gospodarki. Narastający dług publiczny może hamować wzrost gospodarczy w następnych latach.
• Rząd może skorzystać z prostej rezerwy i zrezygnować z części dodatkowych programów socjalnych (500+ na pierwsze dziecko bez progu dochodowego, 13. i 14. emerytury, program „Dobry start”), by obniżyć deficyt o ponad połowę. Tego rodzaju posunięcie zapewniłoby też komfort możliwości uruchomienia dodatkowych środków w razie wyraźnej potrzeby spowodowanej nieprzewidzianym rozwojem sytuacji epidemicznej.
• Nie ma innego sposobu na budowanie zamożności, niż ciągły rozwój gospodarczy. Rozbudowana polityka społeczna nigdy nie zastąpi racjonalnej polityki gospodarczej prowadzącej do bogacenia się społeczeństwa. Nadmierny dług publiczny będzie hamował wzrost w przyszłości – jest jeszcze czas, by zareagować i zmniejszać deficyt w latach następujących po nadzwyczajnym roku 2020.

Rok 2020 zachwiał ścieżką dynamicznego wzrostu gospodarczego Polski, dotychczas wręcz zaskakująco konsekwentną. Analiza wskaźników każe przypuszczać, że prowadzona od marca polityka pozwoliła złagodzić negatywny wpływ koronawirusa na gospodarkę, jednak oczywiście również i ona ma swoją cenę. Wystarczy stwierdzić, że budżet na 2020 rok miał być wg założeń pierwszym zrównoważonym budżetem po 1990 roku, podczas gdy jego nowelizacja z sierpnia przewiduje rekordowy deficyt sięgający 109 mld zł. Nie ma wątpliwości, że był to koszt, który należało ponieść – po zamknięciu gospodarki trzeba było szybko zapewnić płynność finansową firmom. Nie jest też wcale pewne, że przyjęcie innego (np. szwedzkiego) wariantu walki z koronawirusem wiązałoby się z obniżeniem wysokości koniecznych do poniesienia wydatków budżetowych. Nie zmienia to faktu, że ochrona gospodarki przed negatywnym wpływem pandemii kosztowała podatników miliardy złotych, a recesja i tak była nieuchronna. W tej sytuacji, konieczna jest stymulacja dynamicznego rozwoju gospodarczego w najbliższych latach, pozwalającego nie tylko odrobić straty wywołane koronawirusem, lecz wrócić na stabilną ścieżkę szybkiego bogacenia się – to jest perspektywa, w której naszym zdaniem należy rozpatrywać projekt budżetu państwa na rok 2021.

Mając na uwadze powyższe, niepokój muszą budzić stosunkowo optymistyczne założenia dotyczące zakładanych na 2021 rok wpływów budżetowych, przy jednoczesnym pozostawieniu wydatków, szczególnie socjalnych, na względnie wysokim poziomie. W opinii ZPP, z części świadczeń społecznych należałoby zrezygnować (bądź ewentualnie zawiesić ich wypłatę w przyszłym roku) – pozwoliłoby to obniżyć planowany na 2021 rok deficyt o ponad 40 mld zł, bądź też wygenerować tej wysokości zapas możliwy do uruchomienia w przypadku konieczności poniesienia dodatkowych wydatków w związku z sytuacją epidemiczną.

Przedstawiony przez Ministerstwo Finansów („MF”) projekt budżetu na rok 2021 zakłada dochody budżetu państwa na poziomie 403 mld zł, wydatki budżetu państwa w kwocie 486 mld zł, a tym samym deficyt budżetu państwa na poziomie około 82 mld zł.

Prognozowane na rok 2021 dochody budżetu państwa są wyższe od prognozowanych dochodów na rok 2020 o 5 mld zł (398 mld zł) i wyższe tylko o 3 mld zł od uzyskanych dochodów w 2019 r. (400 mld zł). Warto wspomnieć, iż pierwotnie zakładano w 2020 r. dochody na poziomie 435 mld zł. Istotne obniżenie kwoty prognozowanych dochodów za rok 2020 wynika z wybuchu pandemii COVID-19 pociągającej za sobą ograniczenia w prowadzeniu działalności gospodarczej, a w konsekwencji znaczne obniżenie dochodów podatkowych.

Głównymi założeniami przyjmowanymi do wykonania prognoz dochodów jest przyjęcie wzrostu realnego PKB o 4% r/r oraz stopy inflacji na poziomie 1,8% (w stosunku do zakładanych 3,3% w 2020 r.). Ważne jest także przyjęcie założenia o wzroście konsumpcji prywatnej o 6,3% (przy zakładanym spadku o 4,4% w 2020 r.). Zakłada się także spadek bezrobocia z 8% w 2020 r. do 7,5% w 2021 r.

W zakresie dochodów podatkowych przyjęta prognoza zakłada kwotę 368 mld zł, co jest poziomem zbliżonym do przed-pandemicznego 2019 r. (367 mld zł). Większość kategorii dochodów podatkowych kształtuje się na poziomie 2019 r. Nowością jest założenie w 2021 r. dochodów z tytułu podatku od sprzedaży w kwocie 1,5 mld zł (wprowadzenie tego podatku zostało uchwalone w 2016 r., ale ze względu na spór przed Trybunałem Sprawiedliwości UE i COVID-19 jego pobór odłożono w czasie). Utrzymanie dochodów podatkowych, szczególnie w zakresie podatku VAT opiera się na założeniu wzrostu PKB i odbudowy konsumpcji prywatnej w 2021 r. w stosunku do 2020 r. oraz na rozszerzeniu stosowania mechanizmu podzielonej płatności, wprowadzenia kas on-line, objęciu podatkiem akcyzowym substytutów tradycyjnych wyrobów tytoniowych.

W zakresie dochodów niepodatkowych planuje się także uzyskanie dochodów na poziomie 2019 r. (32 mld zł w 2020 r. wobec 31 mld zł w 2019 r.). W 2020 roku planuje się uzyskanie z ramach tego typu dochodów 46 mld zł, co wynika z rekordowej wpłaty z zysku NBP (kwota 7 mld zł wobec planowanych 1,3 mld zł w 2021 r.) oraz wysokich dochodów jednostek budżetowych z tytułu pobieranych przez nie opłat (31 mld zł w 2020 r., które spadną do 23 mld zł w 2021 r.).

W zakresie wydatków zakłada się ich poziom w kwocie 486 mld zł, przy znowelizowanych planowanych wydatkach w kwocie 508 mld zł w 2020 r. (planowane pierwotnie wydatki wynosiły 435 mld zł). W 2019 r. wydatki wyniosły 414 mld zł. Dokonując porównania do przed-pandemicznego okresu 2019 r. warto zauważyć wzrost wydatków o 70 mld, podczas gdy dochody wzrosły tylko o 3 mld zł. Jednocześnie spadek wydatków w 2021 r. w stosunku do znowelizowanego poziomu w 2020 r. nie wydaje się istotny (508 mld w 2020 r. wobec 486 mld zł w 2021 r.). Największą i rosnącą grupą wydatków są dotacje i subwencje (2019 r. – 233 mld zł, 2020 r. (nowelizacja) 291 mld zł, 2021 r. – 272 mld zł). W tej grupie rząd planuje głównie wzrost w zakresie nakładów na służbę zdrowia do poziomu 5,3% PKB co skutkuje wzrostem wydatków o 11,6 mld zł w 2021 r. oraz wydatków na obronę narodową (wzrost o 15 mld zł w stosunku do 2019 r.). Ponadto można zaobserwować istotny wzrost dotacji do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (39 mld zł w 2019 r. wobec 59 mld zł w 2021 r.) na skutek rosnących wypłat z funduszy emerytalnych i rentowych. Widoczne są rosnące koszty Funduszu Solidarnościowego (33 mld zł w 2021 r. przy przychodach 20 mld zł w porównaniu do kosztów w kwocie 9,5 mld zł w 2019 r. przy przychodach 0,8 mld zł), który realizuje m.in. wypłatę 13-tych emerytur.

Planowany 2021 r. deficyt budżetu państwa to 82 mld zł, wobec zakładanych 109 mld zł w 2020 r. (niecałe 14 mld zł w 2019 r.). Co ciekawe, całkowite potrzeby pożyczkowe budżetu państwa to 113 mld zł, co wynika z konieczności pożyczenia dodatkowych 22 mld zł ze względu na zarządzanie płynnością sektora finansów publicznych. Przewidywana całkowita kwota potrzeb pożyczkowych budżetu państwa w 2021 r. jest wyższa od planowanej na rok 2020 r. o 12 mld zł (kwota potrzeb pożyczkowych w 2020 r. wynosi 101 mld zł). W porównaniu do 2019 roku jest to wzrost o 100%, gdyż potrzeby pożyczkowe wynosiły wtedy w okolicach zera.

Jak widać budżet na rok 2021 przewiduje istotny wzrost potrzeb pożyczkowych budżetu państwa – projekt ustawy zakłada sfinansowanie niedoboru w istotnej mierze w oparciu o pożyczkę z europejskiego instrument tymczasowego wsparcia w celu zmniejszenia zagrożeń związanych z bezrobociem (SURE) – jej kwota wynosi aż 31 mld zł. Warto wspomnieć, iż zakładane wydatki na obsługę długu Skarbu Państwa wyniosą 28 mld zł i są one na podobnym poziomie do wydatków w okresie 2019 – 2020 (sprzyjają temu niskie stopy procentowe w Polsce, a dług wewnętrzny jest głównym źródłem finansowania potrzeb pożyczkowych).

Patrząc na powyższe, zaproponowany na rok 2021 budżet po stronie kosztowej jest kontynuacją wzrostu wydatków socjalnych (realizacja programów wsparcia rodzin, emerytów). Z drugiej strony zakłada się wzrost przychodów budżetu w stosunku do 2020 r. a praktycznie utrzymanie ich na poziomie dobrego 2019 r.

W ocenie Związku Przedsiębiorców i Pracodawców jest to niebezpieczna kombinacja. Odtworzenie wpływów podatkowych na poziomie z 2019 roku zależeć będzie od szeregu czynników, w tym również tych niekoniecznie zależnych od polityki gospodarczej polskiego rządu (nie możemy całkowicie wykluczyć choćby scenariusza ewentualnego zamknięcia gospodarek ważnych partnerów handlowych), istnieje zatem spore ryzyko, że przyjęte w projekcie założenia nie zostaną wykonane. Prawdziwie kłopotliwe staną się wówczas wysokie wydatki na świadczenia socjalne.

Należy zaznaczyć, że rząd dysponuje w tym zakresie istotną rezerwą – poza kluczowym z punktu widzenia polityki gospodarczej i społecznej programem 500+ w jego pierwotnej formie, projekt budżetu przewiduje realizację poszerzonej wersji programu (500+ na każde pierwsze dziecko, bez progu dochodowego), a także dodatkowe świadczenia emerytalne (13. i 14. emerytury), czy wyprawki dla dzieci w wieku szkolnym wypłacane w ramach programu „Dobry start”. Wszystkie te świadczenia łącznie wiążą się z wydatkiem ok. 44 mld zł. Rezygnacja z nich umożliwiłaby zatem – przyjmując ujęte w projekcie budżetu założenia po stronie dochodowej – zmniejszenie deficytu na rok 2021 o ponad połowę i przywrócenie go do względnie bezpiecznego poziomu ok. 2% PKB. Alternatywnie, dałaby komfort posiadania pewnego rodzaju zapasu na wypadek konieczności uruchomienia dodatkowych środków w związku z rozwojem sytuacji epidemicznej.

Rok 2021 r. będzie kolejnym okresem, w który istotnie rośnie zadłużenie budżetu państwa. O ile po stronie kosztowej wydatki budżetu państwa są determinowane przez rząd i tylko od jego woli zależy ich realizacja, to o tyle po stronie przychodowej planowana kwota wpływów zależy od tego czy stosowne wskaźniki osiągną zakładany poziom. Nie ulega wątpliwości, że przyszły rok będzie rokiem kontynuacji zmagań z pandemią COVID-19 zarówno pod kątem wpływu na życie społeczne jak i gospodarcze. Niepewność wynikająca z mnogości scenariuszy rozwoju sytuacji pandemicznej z pewnością przedłuży się na kolejny rok. W tych warunkach wykonywanie jakichkolwiek prognoz czy szacunków jest obarczone dużą dozą niepewności. Wydaje się, że wobec powyższego projekt budżetu powinien być oparty na relatywnie konserwatywnych założeniach. Tymczasem można odnieść wrażenie, że uchwalony przez Radę Ministrów projekt zakłada realizację scenariusza optymistycznego – dynamiczne odbicie eksportu, istotny wzrost popytu krajowego i nakładów inwestycyjnych.

Pod tym kątem należy pamiętać, iż:

– planuje się wzrost PKB o 4%, co może okazać się zbyt optymistycznym założeniem (warto pamiętać ze wzrost PKB Polski w 2010 r., dwa lata po kryzysie 2008 r., wyniósł 3,9%, a w okresie 2012 -2016 był poniżej 4%); brak osiągnięcia zakładanego poziomu wzrostu PKB odbije się znacznie na wszelkich grupach planowanych dochodów;

– dochody budżetowe bazują na dochodach podatkowych związanych z konsumpcją (VAT i akcyza), które w 2021 r. wyniosą 62% zakładanych przychodów; rząd przyjmuje istotny wzrost poziomu konsumpcji w stosunku do 2020 r.; przedłużająca się niepewność wynikająca z obecnej pandemii może istotnie wpłynąć na poziom konsumpcji krajowej, a tym samym istotnie zmniejszyć dochody podatkowe z tym związane;

– Polska gospodarka jest w dużej mierze zależna od eksportu; popyt zagranicznym jest jednym z najbardziej istotnych źródeł naszego dochodu; jego zmiany mają duży wpływ na dochody podatkowe w zakresie podatku dochodowego od przedsiębiorstw, ale także na poziom konsumpcji prywatnej; stąd sytuacja ekonomiczna naszych głównych partnerów zagranicznych będzie miała istotny wpływ na realizację przyjętych założeń budżetowych.

Rosnący deficyt budżetowy jest również zjawiskiem niepokojącym – coraz wyższe potrzeby pożyczkowe mogą zbliżyć rząd do osiągniecia maksymalnych poziomów zadłużenia. Ponadto zmusza to rząd do szukania dodatkowych źródeł dochodów, co oznacza konieczność podnoszenia podatków albo opłat. Warto pamiętać, iż zadłużenie sektora finansów publicznych rośnie stale od wielu lat. Jest to zjawisko niebezpieczne, ponieważ rosnący dług będzie stanowił istotne obciążenie dla rozwoju gospodarczego Polski w najbliższych latach. Państwa, które już w tej chwili są zamożne, mogą pozwolić sobie na obsługiwanie długu znacznie przewyższającego zadłużenie Polski – kraj będący na dorobku powinien jednak do zadłużenia podchodzić ostrożnie i konserwatywnie. Z tego punktu widzenia, utrzymywanie przez rząd wszystkich programów socjalnych jawi się jako wyjątkowo ryzykowne – zwłaszcza, że z części z nich można zrezygnować, nie rezygnując jednocześnie z pewnej filozofii rządzenia, której przejawem jest program 500+ w pierwotnym kształcie.

Podsumowując, przedłożona prognoza budżetu na rok 2021 zakłada rekordowy od lat deficyt, utrzymanie wysokiego poziomu wydatków oraz przychody na poziomie stanu sprzed pandemii, a wszystko to w istnieniu nieprzyjaznego otoczenia gospodarczego spowodowanego w głównej mierze pandemią. Rok 2021 będzie okresem dalszego utrzymywania się takiej sytuacji, co powoduje, iż niektóre założenia przyjęte w ustawie budżetowej mogą okazać się zbyt optymistyczne, a tym samym brak ich osiągnięcia spowoduje wzrost potrzeb pożyczkowych, co pociągnie wzrost deficytu budżetowego ponad zakładane wartości.

Rodzaje programów lojalnościowych

Programy lojalnościowe to długoterminowe akcje skierowane do nabywców ostatecznych, którzy kupują promowane produkty i usługi na potrzeby własnego gospodarstwa domowego, nagradzające za zakupy nagrodami rzeczowymi, rabatami oraz umożliwiające otrzymanie zwrotu części ceny. Chcesz wiedzieć więcej? Przeczytaj artykuł i dowiedz się, jakie są rodzaje programów lojalnościowych!

Czym są programy lojalnościowe?

Programy lojalnościowe to wieloletnie akcje marketingowe nagradzające za powtarzalność zakupów i realizację celów stawianych przez organizatora. Gdybyśmy mieli rozłożyć pojęcie ,,programy lojalnościowe” na czynniki pierwsze i wytłumaczyć najprościej, co oznacza, to należałoby powiedzieć, iż jest to długoterminowa, w rozumieniu trwająca kilka lat – zazwyczaj trwająca w cyklach rocznych, akcja, która nagradza uczestników, w zależności od tego, kim ten uczestnik w programie jest, za to, że uczestnicy powtarzają zakup i realizują narzucone cele stawiane przez organizatora.

Te cele albo są związane stricte ze sprzedażą, albo z elementami rywalizacyjnymi – elementami miękkimi, które mają wciągnąć uczestnika w zabawę, interakcję w ramach takiego właśnie programu. Sześćdziesiąt procent pełnoletnich Polaków deklaruje, iż bierze udział w co najmniej jednym programie lojalnościowym. Dwadzieścia procent uczestniczy w co najmniej czterech programach lojalnościowych. Organizatorzy programów lojalnościowych organizują takie przedsięwzięcia celem zwiększenia zaangażowania uczestników do dokonywania zakupów produktów i usług objętych programami. Programy lojalnościowe są powszechne. Według analizy rynku prowadzonej przez i360 w Polsce funkcjonuje ponad 120 programów lojalnościowych. Innymi słowy: akcji marketingowych, które w nagłówku swojego regulaminu mają napisane „program lojalnościowy”. Faktycznie trudno znaleźć branżę, w której programów lojalnościowych albo motywacyjnych nie ma, poza takimi, w których jest to ograniczone przepisami prawa. Programy lojalnościowe są bardzo powszechną techniką, która, można powiedzieć, występuje w większości segmentów rynku. W i360 zajmujemy się organizacją oraz obsługą programów lojalnościowych.

Jakie są rodzaje programów lojalnościowych?

Programy lojalnościowe podzielić można ze względu na grupę docelową. Na podstawie tego podziału na rynku funkcjonują programy skierowane do pośredników handlowych, na przykład dystrybutorów, przedstawicieli handlowych dystrybutorów, właścicieli punktów sprzedaży detalicznej, sprzedawców w tych punktach (ekspedientów), a także profesjonalistów, którzy odgrywają rolę w procesie wyboru marki produktu, która zostanie kupiona. Przykładami takich osób są np. lekarze weterynarii (w zakresie specjalistycznych karm dla zwierząt), malarze (w zakresie farb), wykonawcy (w zakresie chemii budowlanej), architekci (w zakresie wyposażenia wnętrz), itd. Takie programy nazywamy programami motywacyjnymi B2B (business to business, czyli przedsiębiorca dla przedsiębiorcy). Drugą grupą programów lojalnościowych są programy skierowane do nabywców ostatecznych, czyli osób niebędących przedsiębiorcami, które promowane produkty i usługi kupują w celu konsumpcji we własnym gospodarstwie domowym. Takie programy często uzupełnia się określeniem B2C (business to consumer, czyli przedsiębiorca na rzecz konsumenta).

Innym podziałem będzie klasyfikacja ze względu na charakter programu postrzegany przez pryzmat tego, co uczestnicy otrzymują za dokonane zakupy. Ta perspektywa dotyczy w znaczącej mierze wyłącznie programów lojalnościowych skierowanych do nabywców ostatecznych.  Na gruncie takiego podziału będziemy mogli wyróżnić programy punktowe, rabatowe, punktowo-rabatowe oraz te oferujące moneyback. Pierwsze programy lojalnościowe organizowane w Polsce pod koniec lat 90. XX wieku miały charakter punktowy. Później rynek zaczął ewaluować w kierunku programów rabatowych, czyli takich, w których miejsce punktów zajęły wszelkiego rodzaju zniżki. Następnie powstawać zaczęły rozwiązania hybrydowe, czyli takie, gdzie punkty są zamieniane na rabaty lub funkcjonują równolegle. Najnowszą i równocześnie najbardziej dynamicznie rozwijającą się kategorią są programy lojalnościowe z kategorii tak zwanego „moneybacku”, czyli zwrotu części środków zwracanych uczestnikowi, gdzie wynagradzani jesteśmy bezpośrednio środkami finansowymi.

Dlaczego organizuje się programy lojalnościowe?

Za organizacją programów lojalnościowych przemawiają argumenty dużej konkurencyjności w sektorze handlu. Zarówno tego tradycyjnego, jak i e-handlu. Ilość konceptów sieci handlowych (zarówno międzynarodowych, jak i polskich), wysokie nasycenie punktami sprzedaży oraz ogromna liczba sklepów internetowych skłania do poszukiwania rozwiązań, które przyciągną nabywców. Sytuacja ta występuje we wszystkich segmentach rynku, np. stacjach paliw, handlu spożywczym, retailu odzieżowym, itd. Narzędziem, które ma służyć przyciągnięciu i przywiązaniu nabywcy do danej sieci czy danego e-sklepu, są nagrody. To one (w formie zbierania punktów, natychmiastowego rabatu czy zwrotu części ceny, a także wszelkie rozwiązania hybrydowe) są tym, co oferowane jest nabywcy. Problem w tym, iż wartości nagród w relacji do wydatków są niewielkie i ściśle skorelowane z rentownością sprzedaży w danej kategorii rynku. W niektórych segmentach wartość tak wyliczonego ułamka nie przekracza 0,5% (na przykład w przypadku programów lojalnościowych stacji paliw), w innych sięga 15% (np. sieciowych perfumerii).

Kolejnym ważnym argumentem jest dostęp do danych. Prowadząc program lojalnościowy, identyfikujemy każdego nabywcę osobno. Dzięki temu znamy jego zwyczaje zakupowe, poziom wydatków, a nawet modelowy skład koszyka. Dzięki zastosowaniu data science organizatorzy programów lojalnościowych tworzą modele predykcyjne i dzięki nim wpływają na zachowania swoich klientów. Materialnym efektem takich działań są kupony rabatowe oferowane w aplikacjach mobilnych programów lojalnościowych.

Czynniki skutecznego programu motywacyjnego

 

i360 identyfikujemy szereg czynników skutecznego programu lojalnościowego B2C. Najważniejsze z nich to jasno określone cele i zasady, bezpieczeństwo danych i informacji, atrakcyjność oferowanych nagród, minimalizowanie obciążeń uczestników związanych z wypełnianiem obowiązków programu oraz długookresowe planowanie – strategia. Pozostałe czynniki to:

  • zgodność z RODO
  • bezpieczeństwo prawno-podatkowe
  • bezpieczeństwo IT
  • plan działań awaryjnych – mapping ryzyka
  • grywalizacja wśród uczestników
  • bezobsługowość dla uczestników
  • atrakcyjne nagrody
  • wysoki współczynnik incentywizacji
  • komunikacja na podstawie zachowań uczestników (wnioskowanie na podstawie danych)
  • gotowość do zmian

Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o tym, jak tworzymy skuteczne programy motywacyjne B2B, wejdź na naszą stronę https://i360.com.pl/programy-motywacyjne/.

Rola i360 w procesie tworzenia programu lojalnościowego

i360 jest wiodącym dostawcą usług profesjonalnego zarządzania programami lojalnościowymi, czyli tymi, które skierowane są do nabywców ostatecznych oraz programami motywacyjnymi, czyli takimi, które skierowane są do przedstawicieli poszczególnych ogniw łańcucha dystrybucji. Począwszy od przedstawicieli handlowych, importerów lub producentów, dystrybutorów, przedstawicieli handlowych tych dystrybutorów, detalistów, decydentów i właścicieli, poprzez w handlu spożywczym panie ekspedientki, a w handlu profesjonalnym w innych segmentach rynku sprzedawców, aż po nabywcę ostatecznego.

Pandemia koronawirusa COVID-19 radykalnie zmieniła nie tylko cele firmowe, ale i sposoby prowadzenia biznesu

CEO muszą obecnie mierzyć się nie tylko ze skutkami kryzysu gospodarczego, ale również z szybko zachodzącymi zmianami w zakresie elastyczności pracy, cyfrowej transformacji oraz czynnikami związanymi z ochroną środowiska, polityką społeczną i ładem korporacyjnym (ESG, ang. Environmental, Social, Governance). 32% dyrektorów generalnych na świecie wyraża mniejszą pewność dot. globalnych perspektyw wzrostu w ciągu najbliższych 3 lat niż wyrażało jeszcze na początku 2020 roku, przed wybuchem pandemii – wynika z globalnego badania KPMG International pt. „KPMG 2020 CEO Outlook: COVID-19 Special Edition”. Prezesi dużych spółek z największych światowych rynków wyrażają przekonanie, że wyjście z pandemii nie będzie oznaczało powrotu do normalności. Zamiast tego widzą szansę określenia nowej normalności, w której decydujące znaczenie będą miały: zaufanie, zrównoważony rozwój oraz technologie cyfrowe.

Wyniki badania KPMG wskazują, że kadra zarządzająca na całym świecie wykorzystuje niecodzienny moment w historii, związany z pandemią wywołaną przez koronawirusa, aby zarządzać swoimi firmami z większym skutkiem zarówno społecznym, jak i ekonomicznym. Wybuch pandemii COVID-19 spowodował, że według prezesów największych światowych firm, ryzyko związane z talentami jest największym wyzwaniem, które będzie odgrywało znaczącą rolę w zakładanym rozwoju. Na początku 2020 roku ryzyko związane z talentami znajdowało się dopiero na 11. miejscu wśród czynników, które mogą stanowić największe zagrożenie dla rozwoju biznesu w dłuższej perspektywie czasu. Obecnie prezesi dostrzegają, że bez zapewnienia pracownikom poczucia bezpieczeństwa, zakładane długoterminowe perspektywy wzrostu firm mogą być zagrożone.

Znacząca zmiana priorytetów dyrektorów generalnych w ciągu ostatnich sześciu miesięcy jest wyraźnym sygnałem, że przedsiębiorstwa musiały działać w zawrotnym tempie, aby sprostać wyzwaniom pandemii. Liderzy biznesowi na całym świecie starają się zarządzać niepewnością z determinacją. Kryzys ten przyspieszył realizację strategii, które już istniały wokół transformacji cyfrowej i odpowiedzialności społecznej. Jednak w innych obszarach planowanie jest o wiele trudniejsze, w szczególności myślenie o przyszłych sposobach pracy i rozwiązywaniu problemów. Nic więc dziwnego, że dyrektorzy generalni skupiają się na znaczeniu talentów dla utrzymania i rozwoju każdego przyszłego biznesu – mówi Bill Thomas, Global Chairman and CEO, KPMG International.

Transformacja cyfrowa kluczem do poprawy odporności operacyjnej

Wybuch pandemii COVID-19 spowodował, że w ciągu 6 miesięcy przekonanie o globalnym wzroście gospodarczym gwałtownie spadło. Obecnie 32% dyrektorów generalnych wyraża zdecydowanie mniejsze przekonanie o światowym wzroście gospodarczym, niż na początku roku. Są jednak bardziej optymistycznie nastawieni do perspektyw wzrostu gospodarczego w ich własnym kraju – 45% CEO wyraża zdecydowane przekonanie, że gospodarka w ich państwie będzie rosła. Z kolei aż 67% prezesów biorących udział w badaniu jest zdecydowanie przekonanych o rozwoju własnej firmy w ciągu najbliższych 3 lat.

Kluczową dźwignią wzrostu firm będzie cyfrowa transformacja. Prezesi globalnych spółek zainwestowali wiele środków w nowe technologie podczas blokady wywołanej koronawirusem. Inwestycje w transformację cyfrową mają pomóc zarządzanym przez nich firmom na osiągnięcie odporności operacyjnej, zapewnienie większej elastyczności w działaniu oraz nastawieniu na potrzeby klientów. 80% badanych przez KPMG CEO zauważyło znaczące przyspieszenie w zakresie cyfrowej transformacji, a 30% twierdzi, że postęp w zakresie cyfrowej transformacji z jakimi mamy do czynienia w czasie koronawirusa wyprzedził o kilka lat wcześniej zakładane plany. 75% prezesów twierdzi, że pandemia przyspieszyła tworzenie cyfrowych doświadczeń z klientami, a 64%, że przyspieszyła również tworzenie nowych cyfrowych modeli biznesowych i strumieni przychodów. Obecnie wyzwanie polega na skoncentrowaniu wysiłków i inwestycji na obszarach, które pozwolą wygenerować największą wartość dla firmy oraz utrzymać odpowiedni poziom cyberbezpieczeństwa organizacji.

Dyrektorzy generalni mają świadomość, że wyjście z pandemii nie będzie oznaczało powrotu do normalności jaką znali wcześniej. Z drugiej strony widzą, że ta bezprecedensowa sytuacja to szansa, do zdefiniowania przyszłości na nowo. Decydujące znaczenie dla sukcesu rynkowego będą odgrywały trzy obszary: zrównoważony rozwój, cyfrowa transformacja oraz zaufanie. Wraz z przyspieszeniem cyfrowej transformacji kształtującej przyszłość wielu branż, organizacje będą musiały kompleksowo zrozumieć, jak zmieniają się zachowania ich klientów i jak sprostać ich nowym wymaganiom. Wreszcie, pandemia COVID-19 dała firmom możliwość pokazania, jak dużą wartość stanowią realnie dla społeczeństwa. Aby utrzymać zaufanie pracowników, klientów i społeczności, dyrektorzy generalni muszą pokazać, że w pełni utożsamiają się z celami swoich organizacji – mówi Stacy Ligas, Senior Partner, CEO, KPMG w Polsce.

Większy nacisk na czynniki ESG: ochronę środowiska, działalność społeczną oraz ład korporacyjny

Dyrektorzy generalni zauważają, że na ich organizacjach ciąży coraz większa rola do odegrania w społeczeństwie. Trzy czwarte CEO zgodziło się z twierdzeniem, że jako liderzy są osobiście odpowiedzialni za zmiany w kwestiach społecznych. Pandemia przyspieszyła skupienie się kadry kierowniczej na roli jaką wywiera prowadzona przez nich firma na społeczeństwo. Prezesi globalnych spółek uważają, że wydarzenia związane z COVID-19 skłoniły ich do zastanowienia się, czy cel ich firmy spełnia standardy oczekiwane przez interesariuszy, a 79% twierdzi, że w wyniku kryzysu COVID-19 musieli ponownie ocenić cele swojej organizacji. Taka sama liczba prezesów (79%) twierdzi, że od początku kryzysu czuje silniejszy związek z celami swojej firmy.

COVID-19 nie jest jedynym zagrożeniem, z którym mamy obecnie do czynienia. Dyrektorzy generalni dostrzegają inne zagrożenia, niosące głębokie konsekwencje gospodarcze, humanitarne oraz klimatyczne. Prezesi zdają sobie z tego sprawę i skupiają się na swoich celach środowiskowych, społecznych i związanych z ładem korporacyjnym (ESG), ponieważ chcą odbudować swoje organizacje w taki sposób, aby te wspierały nową i zrównoważoną gospodarkę. O tym, jak istotne są kwestie związane z zagadnieniami ESG, świadczy fakt, że 65% badanych przez KPMG prezesów globalnych firm twierdzi, iż zarządzanie ryzykiem związanym z klimatem i ochroną środowiska będzie miało wpływ na to, czy uda im się utrzymać swoje miejsca pracy w ciągu najbliższych 5 lat.

Pandemia koronawirusa wywarła również ogromne zmiany na sposób pracy większości firm na całym świecie. COVID-19 skutecznie zmusił wiele organizacji do radykalnej zmiany swojej organizacji pracy. 77% dyrektorów generalnych deklaruje, że po zakończeniu pandemii nadal będzie korzystać z obecnych cyfrowych narzędzi umożliwiających współpracę oraz komunikację pomiędzy pracownikami oraz partnerami biznesowymi. Zdecydowana większość CEO – 73% wskazań, zauważa również pozytywny wpływ jaki praca zdalna miała na zatrudnionych pracowników. Wypracowane podczas pandemii rozwiązania związane z zapewnieniem większej elastyczności pracy, będą kontynuowane w przyszłości – 69% CEO zadeklarowało, że ich firmy mają w planach zmniejszenie powierzchni biurowej w porównaniu do tej, jaką zajmowały przed wybuchem pandemii.

Nadchodzi Plastic Tax. Co jego wprowadzenie oznacza dla producentów opakowań i konsumentów?

Od stycznia firmy wykorzystujące opakowania z tworzyw sztucznych, które nie zostaną poddane recyklingowi, będą musiały ponieść dodatkowe koszty. Ma to związek z planowanym wprowadzeniem tzw. podatku od plastiku. Jest to zatem ostatni moment, aby zdecydować się na inne, bardziej przyjazne dla środowiska opakowania, które będzie można całkowicie przetworzyć.

Ceny za odbiór i utylizację odpadów od kilku lat systematycznie idą w górę. Jednocześnie, w związku z rosnącą konsumpcją, w gospodarstwach domowych wytwarzanych jest coraz więcej śmieci, w tym tych trudnych lub niemożliwych do przetworzenia.  Problem ten dotyczy także Polski. Wystarczy przypomnieć sobie pożar, do którego doszło chociażby dwa lata temu w Zgierzu. Jednak podobnych tajemniczych „samozapłonów” było w ostatnim czasie więcej.

Dziś najwięcej odpadów produkują kraje wysoko rozwinięte, w efekcie kłopotliwe zużyte opakowania, w tym butelki, opony, folie itp. trafiają do innych, biedniejszych krajów. Pilnie potrzeba więc regulacji, które może nie zminimalizują od razu ilości odpadów (cały czas trzeba pracować nad świadomością społeczną dotyczącą odpowiedzialnej konsumpcji), ponieważ rozwoju cywilizacyjnego nie da się zatrzymać, ale sprawią, że coraz większą ich ilość – w tym tych najbardziej uciążliwych z tworzyw sztucznych – będzie można przetworzyć i ponownie wykorzystać. Według danych Eurostatu za 2017 rok, w Unii Europejskiej blisko 42% odpadów opakowaniowych z tworzyw sztucznych poddano recyklingowi. W Polsce było to niecałe 35%. Mimo że z roku na rok ten udział procentowo się zwiększa, nadal większość takich odpadów trafia na składowiska bądź do spalarni.

Regulacje ograniczające zaśmiecanie planety

Od lipca przyszłego roku kraje członkowskie mają wdrożyć tzw. Dyrektywę Plastikową, wprowadzającą zakaz sprzedaży i używania często stosowanych plastikowych produktów jednorazowego użytku, jak słomki, kubki czy sztućce. Wiele firm, w tym sieci fastfoodowych, już dziś się z nich wycofuje. Ale Dyrektywa Plastikowa ma wytyczać tak naprawdę nowe trendy. Chodzi o to, aby uszkodzone urządzenia, w których znajdują się elementy z tworzyw sztucznych były naprawiane, a butelki czy puszki trafiały do skupu, były myte i ponownie wykorzystywane.

Jeszcze wcześniej, bo już od 1 stycznia przyszłego roku, ma zacząć obowiązywać tzw. Plastic Tax. Chodzi o to, aby producent zapewnił recykling swoich tworzyw sztucznych. W przeciwnym razie zapłaci od nich podatek. Ma to skłonić firmy do dbałości zarówno o półprodukty wykorzystywane do produkcji opakowań, jak i produkt końcowy, Podatek od plastiku został uchwalony przez Radę Europy Unii Europejskiej w lipcu tego roku. Za jego przyjęciem opowiedziała się większość państw członkowskich, w tym Polska. Wpływy z podatku mają zasilić budżet UE, nadszarpnięty wydatkami z tytułu COVID-19 oraz zostać przeznaczone na odbudowę Europy po pandemii. Nowy podatek ma objąć plastik, wykorzystywany do produkcji opakowań z tworzyw sztucznych, który nie zostanie poddany recyklingowi. Za każdy kilogram takiego nieprzetwarzalnego surowca trzeba będzie odprowadzić 80 centów. Do planów Unii odniósł się Polski Związek Przetwórców Tworzyw Sztucznych. PZPTS uważa, że rozwiązanie to dyskryminuje kraje o niższym poziomie recyklingu, w tym Polskę. Dodaje, że wystarczająco dużym wyzwaniem dla branży są dyrektywy unijne, zobowiązujące kraje członkowskie do wprowadzenia do 2030 wyłącznie opakowań, które po wykorzystaniu będzie można poddać recyklingowi. Związek stoi na stanowisku, że kolejna restrykcja zaowocuje wprowadzaniem na rynek innych opakowań, które wprawdzie będzie można przetworzyć, ale które będą też miały wyższy ślad środowiskowy niż tworzywa sztuczne. W efekcie spowoduje to efekt odwrotny od zamierzonego, negatywnie wpływając na nasze otoczenie. PZPTS szacuje, że wprowadzenie Plastic Tax spowoduje wzrost cen opakowań z tworzyw sztucznych od 30% do nawet 100%. Czy te obawy i prognozy rzeczywiście są uzasadnione?

Co wprowadzenie podatku od plastiku oznacza dla konsumentów?

Jeśli wzrost cen opakowań z tworzyw sztucznych rzeczywiście będzie tak gwałtowny jak prognozuje PZPTS należy spodziewać się, że ich wyższe ceny producenci żywności i nie tylko będą – przynajmniej w początkowej fazie – starali się przerzucić na konsumentów. Jednocześnie zaczną też wprowadzać na rynek zastępcze opakowania, które będzie można w całości przetworzyć. Sami konsumenci też będą mogli wybierać między opakowaniami, których nie da się poddać recyklingowi, a nadającymi się do ponownego wykorzystania. Duże znaczenie będzie miała tu edukacja w zakresie segregacji oraz kształtowanie postaw proekologicznych. Takie działania już są podejmowane. Głównie inicjują je gminy, na których barkach spoczywa dziś obowiązek odbioru i zagospodarowania odpadów. Nie jest jednak wykluczone, że z czasem coraz więcej proekologicznych kampanii będą prowadzić także firmy z różnych branż, wykorzystujące opakowania z tworzyw sztucznych i nie tylko. Wprowadzane przez nie rozwiązania mogą bowiem coraz częściej przekładać się na wybory klientów. Ważny będzie już nie tylko sam produkt, ale na znaczeniu będzie zyskiwał także materiał, w który został opakowany.

Aby wprowadzenie w życie Plastic Tax dało pozytywne efekty, potrzebne jest stabilne prawo. Odnosząc się do planów Unii Europejskiej, Polski Związek Przetwórców Tworzyw Sztucznych zgłosił szereg wątpliwości, które – jak twierdzi – powinny doczekać się klarownej interpretacji. Zaznaczył, że trzeba zacząć od stworzenia spójnej definicji opakowania z tworzywa sztucznego, aby było wiadomo, co tak naprawdę się do niego zalicza. Podniósł też kwestię preferencji dla przedsiębiorców, którzy zdecydują się wspierać rynek recyklingu. PZPTS proponuje stworzyć rejestr opakowań służących higienie i zabezpieczających żywność, które będą wyłączone z Plastic Tax. Podobnie zresztą jak torby na zakupy, od których pobierana jest już wysoka opłata recyklingowa. Postuluje też wprowadzenie okresów przejściowych dla planowanej regulacji, argumentując że w tak krótkim czasie przedsiębiorcy nie zdążą dostosować się do nowych wymogów. Propozycje te wydają się rozsądne.

Uwagi do nowego podatku mają również organizacje odzysku opakowań. Zdaniem firmy Interseroh powinien on dotyczyć wyłącznie tworzyw, które są trudne lub niemożliwe do recyklingu, a nie – jak w obecnym kształcie – materiałów, które nie zostaną poddane recyklingowi.

Mimo że podatek od plastiku budzi dziś sporo kontrowersji, wielu ekspertów jest zdania, że nowe przepisy, wyglądające na pierwszy rzut oka na restrykcyjne, mogą w dłuższej perspektywie okazać się korzystne dla wszystkich uczestników rynku, wyeliminować z obiegu „brudny” plastik i podnieść świadomość ekologiczną.

Najwyższa pora postawić na ekologiczne opakowania

Obecna polityka Unii Europejskiej zmierza do tego, aby skłonić producentów opakowań z tworzyw sztucznych do wzięcia większej odpowiedzialności za swoje produkty. W zależności od ich właściwości, a konkretnie możliwości przetworzenia i zawartości niebezpiecznych substancji, będą oni ponosili zróżnicowane opłaty recyklingowe. Im opakowanie będzie mniej przyjazne dla środowiska, tym obciążenie producenta, który je wytworzył będzie wyższe. Za najbardziej problematyczne opakowania uchodzą obecnie takie, które zostały źle zaprojektowane, co utrudnia ich właściwą klasyfikację podczas sortowania, jak również wykonane z różnych materiałów, przez co trudno je zarówno właściwie posegregować, jak i podzielić potem na różne frakcje (np. pokryte aluminium torebki na przekąski). Dlatego szczególnie ważne jest dziś wykonanie właściwego, przyjaznego środowisku opakowania. Na rynku są firmy, które nie tylko profesjonalnie się tym zajmują, ale także opiniują gotowe opakowania oceniając, czy łatwo poddać je recyklingowi. Na życzenie klienta sugerowane są odpowiednie materiały oraz udzielane porady projektowe. Po przebadaniu prototypu opakowania klient otrzymuje raport zawierający ocenę jego potencjału recyklingowego oraz sugestie ewentualnych zmian. Minimalizuje to konieczność ponoszenia dodatkowych opłat.

Firma Interseroh aktywowała jakiś czas temu usługę Made for recycling. Na czym ona polega? – Chodzi o to, aby zawczasu wyjść naprzeciw problemowi recyklingu – wyjaśnia Paweł Lesiak, członek zarządu firmy Interseroh. – Proponujemy klientowi kompleksową ocenę opakowania pod kątem jego przydatności do ponownego przetworzenia. Najpierw poznajemy dane opakowanie i kierujemy je na badania laboratoryjne, mające ocenić jego potencjał recyklingowy w skali od 1 do 20. Jeśli opakowanie nie otrzyma wystarczającej liczby punktów (od 16 wzwyż), wskazujemy możliwe zmiany w jego projekcie. Oczywiście zmiany te nie mogą przyczynić się do skrócenia trwałości produktu. Przemyślany, ekologiczny projekt opakowania jest tu bardzo ważny, bo pozwala osiągnąć satysfakcjonujący poziom recyklingu – podkreśla Paweł Lesiak.

Jednocześnie zarówno wielu producentów opakowań, jak i konsumentów zadaje sobie pytanie, jak będą wyglądały ekologiczne opakowania w przyszłości. Odzyskiwanie surowców wtórnych z raz użytych opakowań wydaje się jedynie rozwiązaniem przejściowym, gdyż sam proces odzysku powoduje emisję do atmosfery dwutlenku węgla. Dlatego cały czas trwają prace nad opakowaniami biodegradowalnymi, które w przyszłości zastąpią plastik. Pod uwagę brane są różne koncepcje. Jedną z nich jest materiał zwany shrilkiem, który bardzo przypomina folię. Różnica polega na tym, że jest wykonany z naturalnej chityny oraz związków białka pochodzących z jedwabiu.

Ważna rola organizacji odzysku opakowań

Wiele firm ma dziś problemy z recyklingiem odpadów opakowaniowych i ciągle zmieniającymi się w tym zakresie przepisami. Dlatego dobrym rozwiązaniem jest nawiązanie współpracy z jedną z Organizacji Odzysku Opakowań. Firmy takie oferują zwykle szeroki wachlarz usług w zakresie ich przetwarzania i utylizacji (ReCycle). Ale to nie wszystko, podejmują też działania zapobiegające powstawaniu odpadów (ReDuce), tworzą koncepcje dotyczące ponownego ich wykorzystania (ReUse), zarządzają wszystkimi siedzibami i filiami firmy pod kątem właściwego zagospodarowania „trudnych” śmieci (ReThink).

Przedsiębiorca wprowadzający produkty w opakowaniach lub opakowania na polski rynek, zgodnie z obowiązującymi przepisami, musi spełnić szereg wymogów dotyczących ich odzysku i recyklingu. Może zająć się tym we własnym zakresie, co jest dosyć kłopotliwe ze względu na dynamicznie zmieniające się przepisy lub odsunąć od siebie ten obowiązek, uiszczając opłatę marszałkowską, co jest z kolei bardzo kosztowne. Najlepszym, ale też najtańszym rozwiązaniem wydaje się nawiązanie współpracy z organizacją odzysku. Dzięki temu firma oszczędza pieniądze, które musiałaby przeznaczyć na opłatę marszałkowską, ma porządek w dokumentach i sprawozdaniach, niższe koszty związane ze sprawnym zarządzaniem odpadami oraz poczucie, że jej działania nie szkodzą środowisku naturalnemu. Profesjonalne Organizacje Odzysku Opakowań, na czele z Interseroh, biorą na siebie również wymagane przez prawo kampanie edukacyjne, pomagając budować ekologiczny wizerunek firmy. Edukacja taka obejmuje zarówno pracowników przedsiębiorstwa, działania w przestrzeni publicznej (np. sadzenie drzew) czy tworzenie dedykowanych rozwiązań ekologicznych.

Dziś bardzo duża ilość plastiku poddawanego recyklingowi pochodzi z selektywnej zbiórki dokonywanej w gospodarstwach domowych. Właściwa segregacja śmieci usprawnia więc siłą rzeczy proces recyklingu i sprawia, że może on być pełniejszy. Ale to wciąż zbyt mało. Recykling musi stać się w przyszłości opłacalny. Do tego stopnia, aby płynące z niego profity przewyższyły koszty wprowadzanych przez poszczególne państwa czy Unię Europejską ekologicznych obostrzeń i rygorów.

Interseroh Organizacja Odzysku Opakowań SA

mPay chce mocniej rozwijać ofertę usług finansowych

mPay od wielu miesięcy kładzie coraz większy nacisk na rozwój działalności zgodnie z ideą Open Banking. Aktualna zmiana wyglądu aplikacji, z wyodrębnionymi usługami finansowymi, to jeden z elementów szerszej strategii rozwoju w perspektywicznych obszarach. Położenie mocniejszego akcentu na usługi finansowe znajduje odzwierciedlenie także w rozszerzeniu kompetencji zarządu spółki.

mpayMaksymalizacja korzyści dla użytkownika w ramach jednej multifunkcyjnej aplikacji do płatności mobilnych – to nadrzędny cel wszystkich aktywności mPay, które służą rozwojowi jej flagowego produktu. Podział ekranu aplikacji na „Moje finanse” oraz pozostałe „Produkty i usługi”, to kolejne udogodnienie dla klientów – jest przejrzyście i zawsze w zasięgu ręki. Ostatnia aktualizacja to także zapowiedź kierunku dalszego rozwoju spółki, wynikającego z rewizji strategii, znajdującego odzwierciedlenie w realizowanych od wielu miesięcy działaniach. Potwierdzeniem tego są m.in. intensywne prace nad rozszerzeniem licencji Krajowej Instytucji Płatniczej zgodnie z trendem Open Banking, czy ostatnia innowacja w postaci rozwiązania biometrycznego do potwierdzania tożsamości użytkownika. mPay to pierwsza niebankowa aplikacja do płatności mobilnych, która umożliwia weryfikację konta przez tzw. selfie.

Konsekwentnie realizowany proces dywersyfikacji oferty produktowo-usługowej mPay, wsparty innowacyjnymi wdrożeniami, to odpowiedź na dobrze zidentyfikowane przez nas potrzeby klientów. – mówi Krzysztof Hejduk, Wiceprezes Zarządu mPay S.A. Coraz większy nacisk kładziemy na pełne wykorzystanie potencjału spółki w kontekście możliwości, jakie daje nam dyrektywa PSD II, której wytyczne zostały zaimplementowane do polskiego porządku prawnego w drodze nowelizacji Ustawy o usługach płatniczych z 2018 roku.dodaje Krzysztof Hejduk.

Każda aktywność biznesowa mPay wpisuje się w jak najpełniejsze wykorzystanie kapitału w postaci szerokiej ekspertyzy, kilkunastoletniego doświadczenia i umiejętności identyfikowania rynkowych szans. Nadrzędnym celem działalności spółki niezmiennie pozostaje tworzenie rozwiązań, które ułatwiają życie użytkownikom, a ponadto wnoszą niezaprzeczalny wkład w rozwój branży.

– Rozwój funkcjonalności związanych z kwestiami dotyczącymi finansów osobistych jest odpowiedzią na tendencje rynkowe i oczekiwania użytkowników w Polsce i na całym świecie, polegające na realizacji różnorakich potrzeb, w tym finansowych, z poziomu mobilnego urządzenia– mówi Daniel Ścigała, Wiceprezes Zarządu i CFO mPay S.A. – Procesy digitalizacji usług przyspieszyły dodatkowo w czasach pandemii, zachęcając do korzystania z technologii mobilnych także klientów dotychczas wobec nich nieufnych. W niedalekiej przyszłości upatrujemy wielu atrakcyjnych możliwości rozszerzania naszej oferty produktowo-usługowej, o czym będziemy informować w odrębnych komunikatach. – dodaje Daniel Ścigała.

Fundusz Pracuj Ventures inwestuje w Gamfi

Pracuj Ventures – pierwszy w Polsce corporate innovation fund, który koncentruje się na inwestowaniu w firmy technologiczne z obszaru HR oraz learning&development – objął mniejszościowy pakiet udziałów w Gamfi. Jest to innowacyjne rozwiązanie zwiększające motywację i zaangażowanie w całym cyklu życia pracownika dzięki grywalizacji. Gamfi to siódma spółka w portfelu Pracuj Ventures i czwarta inwestycja w 2020 roku, po Worksmile, Gymsteer i Inhire.io.

Gamfi to narzędzie grywalizacyjne wykorzystywane zarówno do zwiększania motywacji pracowników wykonujących powtarzalne zadania (np. w call center, sprzedaży czy produkcji), jak i angażowania ich w działania wykraczające poza rutynowe obowiązki. Gamfi świetnie adaptuje się do obecnych czasów: pozwala na zdalny onboarding, wdrożenie zmiany jaką jest praca hybrydowa czy przeszkolenie pracowników z nowych procedur.

– Inwestujemy w Gamfi, bo jesteśmy przekonani, że spółka jest liderem na polskim rynku rozwiązań grywalizacyjnych. Naszym zdaniem Gamfi posiada unikalny produkt i wypracowała skuteczny model biznesowy, który pozwala na to, aby długofalowo wykorzystać grywalizację do zaangażowania użytkowników w procesy zmian – komentuje inwestycję Paweł Leks, partner zarządzający Pracuj Ventures. Okres pandemii, w którym nowego znaczenia nabrało pojęcie pracy zdalnej i digitalizacja komunikacji z pracownikami, dodatkowo potwierdziło skuteczność rozwiązania oferowanego przez Gamfi.

Do tej pory Gamfi zrealizowało ponad 150 wdrożeń, głównie w obszarach HR, sprzedaży i produkcji. Wspierają one działania na każdym etapie cyklu życia pracownika, w tym m.in. onboarding, e-learning i szkolenia, realizację KPI oraz zachowanie work-life balance. Gotowe do użycia moduły grywalizacyjne i platforma dostępna w modelu SaaS pozwalają wdrożyć dedykowane rozwiązanie w ciągu 3-4 tygodni. Wśród firm korzystających z Gamfi znajdują się m.in. InPost, T-Mobile, WP, Red Bull, Volvo czy Wojas.

– Każda nasza inwestycja jest poprzedzona dokładną analizą. Gamfi ma kompletne narzędzie, które ma również duży potencjał skalowania. Uwierzyliśmy w rozwiązanie, ale przede wszystkim w zespół prowadzący Gamfi, na którego czele stoi CEO Adrian Witowski. Na przestrzeni ostatnich lat Adrian dał się poznać jako skuteczny lider potrafiący nie tylko rozwinąć spółkę będącą w trudnej sytuacji finansowej, ale też podejmować odważne decyzje z tym związane. W ostatnim czasie wraz z zaangażowanym zespołem pracował na rzecz firmy i klientów, dzięki czemu dziś oferuje użytkownikom produkt jeszcze bardziej innowacyjny, a przy tym dający się w pełni automatycznie wdrożyć – dodaje Paweł Leks z Pracuj Ventures.

– Cieszy nas inwestycja akurat w tym wyjątkowym momencie rynkowym. Od lat wspieramy firmy w zwiększaniu motywacji i zaangażowania ich pracowników wykorzystując autorskie narzędzie grywalizacyjne. Pozyskane środki pozwolą na szybszy rozwój naszej technologii w jeszcze prostszym dla klientów wydaniu. Będziemy działać szybciej i sprawniej. Doświadczenia i know-how, który wnosi Pracuj Ventures, pozwolą nam jeszcze lepiej wyskalować działania kierowane do pracodawców – mówi Adrian Witkowski, CEO Gamfi.

Misją Pracuj Ventures jest wsparcie innowacyjnych i skalowalnych projektów działających na rynku cyfrowego HR. Fundusz inwestuje przede wszystkim w firmy na wczesnym etapie rozwoju, które znalazły pierwszych komercyjnych klientów. Pracuj Ventures ceni nie tylko kreatywne pomysły, ale także sposób zarządzania i potencjał rynkowy. Poszukiwani są głównie utalentowani przedsiębiorcy, którzy mają podobne do założycieli funduszu wartości i potrafią skutecznie rozwijać firmy.

2021 to będzie rok technologicznej transformacji firm

W przyszłym roku wciąż będziemy odczuwać skutki pandemii, ale nie oznacza to, że wszystkie będą miały charakter negatywny. Jak donosi raport opracowany przez Spiceworks Ziff Davis, w 2021 co trzecia firma planuje przeznaczyć więcej pieniędzy na rozwiązania IT. W co będzie inwestował biznes? Głównie w pracę zdalną i cyfrową transformację.

Zbliżający się koniec roku to w wielu organizacjach czas budowania przyszłorocznych budżetów. Wrześniowy raport opublikowany przez firmę Spiceworks Ziff Davis analizuje, jak i gdzie te cenne pieniądze zostaną wydane w przyszłym roku.

„Stan IT w 2021 r.: Roczny raport na temat budżetów IT i trendów technologicznych” to raport przygotowany na podstawie ankiety zrealizowanej wśród 1073 nabywców technologii biznesowych w Ameryce Północnej i Europie w czerwcu i lipcu 2020 r.

Gorzko-słodki smak kryzysu

Podstawowy wniosek wynikający z badań przeprowadzonych przez Spiceworks Ziff Davis jest taki, że w przyszłym roku budżety na technologię będą mniejsze w organizacjach. Nie oznacza to jednak, że wszyscy będą ciąć wydatki. Co trzecia z ankietowanych firm (33%) planuje zwiększyć swój budżet IT w 2021 r.. To niewielki spadek w porównaniu z zeszłorocznymi 44%.

Zaledwie 17% pytanych, spodziewa się, że ich zasoby zostaną uszczuplone w przyszłym roku. Oznacza to, że pozostałe około 80% osób oczekuje, że ich budżety pozostaną przynajmniej na niezmienionym poziomie, a w niektórych przypadkach – nawet wzrosną.

Wszystko jest kwestią innego rozłożenia akcentów. Firmy będą szukać rozwiązań, które pomogą im przetrwać zarówno ten ciężki okres, jak i ewentualny nawrót pandemii. Sądzę, że biznes skupi się na narzędziach, które wykorzystują dane i analitykę do tego, by zminimalizować ryzyko podejmowanych decyzji. Takie “chłodne” statystyczne myślenie to bufor bezpieczeństwa. Wizjonerstwo i fantazja, mogą zejść na drugi plan, gdy w grę wchodzi przetrwanie. – zauważa Marcin Filipowicz, wiceprezes Audience Network, spółki należącej do grupy Cloud Technologies, która specjalizuje się w realizacji kampanii big data marketingowych.

Efekt motyla

Spośród wszystkich ankietowanych ponad połowa stwierdziła, że ​​dąży do zachowania elastycznej polityki pracy, a 44% chce zwiększyć wydatki na plany transformacji cyfrowej. – Cyfrowa transformacja to proces przeobrażenia biznesu z larwy w motyla. Kokon to konwencjonalne narzędzia, które przez dziesięciolecia nie były poddane żadnej modernizacji, a z czasem stały się poważnym ograniczeniem. Dzięki digitalizacji procesów, infrastruktury i komunikacji organizacja może wydostać się z niego i rozpostrzeć skrzydła. – obrazowo tłumaczy Marcin Filipowicz i dodaje: – W czasie kryzysu, gdy managerowie oglądają każdą złotówkę dwa razy, wielkie zbiory danych stają się konkretnym argumentem w walce z recesją.

Dzięki informacji firmy mogą zupełnie inaczej planować swoje działania, od tworzenia produktu, poprzez optymalizację procesów, na komunikacji kończąc. Dzięki tym narzędziom Amazon stał się absolutnym dominatorem na rynku ecommerce, a w ciągu kilku miesięcy Jeff Bezos, prezes amerykańskiej spółki, stał się najbogatszym człowiekiem na Ziemi.

Czy to zasługa wyłącznie niskiej ceny? – W żadnym wypadku, są tańsze miejsca na zakupy w sieci. Co więc zadecydowało? Zaawansowane systemy personalizacji i rekomendacji, które sprawiają, że od oferty giganta – ciężko się oderwać. To samo mogą robić inni, narzędzia są już dostępne, wystarczy tylko spróbować. – tłumaczy Grzegorz Kosiński, CEO Audience Network.

Niedawna raport firmy Frost & Sullivan potwierdza słowa Grzegorza Kosińskiego. Firma analityczna wykazała, że globalny rynek BDA (Wielkie Zbiory Danych i analityka) wzrośnie 4,5-krotnie. Z blisko 15 mld USD w 2019 do niemal 70 mld USD w 2025. Jak twierdzą autorzy raportu, w obliczu niepewności związanej z COVID-19, BDA jest głównym priorytetem wdrożeniowym dla przedsiębiorstw, ponieważ jego stosowanie pomoże im zachować konkurencyjność, jednocześnie przyspieszając innowacje.

Innowacja to nie tylko zdalne miejsca pracy i dopasowane w tym celu systemy. To wyłącznie jeden z elementów tworzenia firmowej tarczy antycovidowej. Tym, co rzeczywiście może uchronić firmę przed następstwami kryzysu, jest otwartość na nowatorskie rozwiązania, które wykorzystują zaawansowane IT. Dzięki technologii, firmy już dziś mogą przestać polegać na intuicji, a zamiast tego korzystać z zaawansowanej analityki, która uprości każdy wybór. Wiedzieć i przypuszczać to dzisiaj diametralnie różne pojęcia.

W I półroczu 2020 r. ubezpieczyciele wypłacili poszkodowanym prawie 20 mld zł

W I półroczu 2020 r. Polacy otrzymali prawie 20 mld zł odszkodowań i świadczeń ubezpieczeniowych. Tylko z obowiązkowego OC komunikacyjnego wypłaty wyniosły 4,5 mld zł. Mimo że pandemia znacząco ograniczyła ruch pojazdów, odszkodowań z OC było niemal tyle samo, co przed rokiem.

Najważniejsze dane dotyczące rynku ubezpieczeń po I półroczu 2020 r.:

  • 19,7 mld zł dla poszkodowanych, w tym:
  • Prawie 9 mld zł z ubezpieczeń na życie
  • 7,2 mld zł z ubezpieczeń komunikacyjnych (OC+AC) o Około 3,5 mld zł z pozostałych ubezpieczeń
  • Prawie 82 mld zł aktywów ubezpieczyciele ulokowali w obligacjach i innych papierach wartościowych o stałej kwocie dochodu, wspierających gospodarkę i finanse publiczne
  • Ponad 16 mld zł aktywów było ulokowanych w akcjach spółek z GPW i innych papierach o zmiennej kwocie dochodu
  • Ponad 800 mln zł podatku dochodowego zapłacili ubezpieczyciele

Na ubezpieczenia wydaliśmy w I półroczu tego roku 31,5 mld zł. To zaledwie o 2 proc. mniej niż przed rokiem. Oznacza to, że mimo pandemii nie rezygnujemy z ochrony ubezpieczeniowej. Jest to szczególnie istotne dziś, kiedy na skutek gorszej sytuacji finansowej, szkody ubezpieczeniowe mogą być dla naszych portfeli bardziej dotkliwe niż zazwyczaj – mówi J. Grzegorz Prądzyński, prezes zarządu Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Podobne odszkodowania z ubezpieczeń komunikacyjnych

Na ochronę ubezpieczeniową swoich pojazdów Polacy wydali w I półroczu 2020 r. 11,6 mld zł, z czego ok. 7,3 mld zł stanowiły składki na OC, a 4,3 mld zł – składki na autocasco. Za 2 mld zł kupiliśmy polisy chroniące domy, mieszkania i firmy przed skutkami żywiołów. – W wynikach za I półrocze 2020 r. obserwujemy wzrost odszkodowań w szkodach rolnych, spowodowanych przymrozkami wiosennymi.

Widać również, że mimo pandemii i ograniczeń w ruchu pojazdów, wypłaty z OC i autocasco są na poziomie zbliżonym do zeszłorocznego – mówi Andrzej Maciążek, wiceprezes zarządu PIU.

Na ochronę życia wydajemy prawie tyle samo

Na ubezpieczenia na życie wydaliśmy w I półroczu 2020 r. 10,1 mld zł, o 4,4 proc. mniej niż przed rokiem.

Na rynku życiowym od kilku lat widać wyraźne zmiany w produktach o charakterze inwestycyjnym i oszczędnościowym. Dominują polisy ze składką regularną, a spadek wypłacanych z nich świadczeń oznacza, że nie rezygnujemy z nich, traktując je jako długoterminowy kapitał – podkreśla J. Grzegorz Prądzyński.

Polscy ubezpieczyciele wypracowali w I półroczu 2020 r. 3,8 mld zł zysku netto – o 7 proc. mniej niż rok wcześniej. Do budżetu państwa odprowadzili ponad 800 mln zł podatku dochodowego. Lokaty zgromadzone w krajowych obligacjach i innych bezpiecznych instrumentach przekraczają 81 mld zł

– Ubezpieczyciele pełnią w gospodarce szczególną funkcję, łagodząc cykle koniunkturalne i będąc długoterminowym inwestorem w krajowe papiery wartościowe. Mają bardzo silną pozycję kapitałową, która pozwala im prowadzić bezpieczną działalność pomimo wahań koniunktury. Trzeba jednocześnie pamiętać, że skutki pandemii i spowolnienia gospodarczego dla rynku ubezpieczeniowego będziemy mogli lepiej ocenić za 2-4 kwartały. Większość umów zawiera się na rok, stąd w ubezpieczeniach recesja zawsze jest widoczna z pewnym opóźnieniem – podsumowuje J. Grzegorz Prądzyński.

To koniec spółek z o.o. spółek komandytowych

W Rządowym Centrum legislacji 16 września 2020 r. pojawił się projekt ustawy m.in. zmieniający przepisy ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, który zakłada objęcie spółek komandytowych od 1 stycznia 2021 roku podatkiem CIT. Zdaniem ekspertów inFakt uderzy to w wiele rodzinnych firm i spowoduje koniec takiego rozwiązania jak spółka z o.o. spółka komandytowa.

Z projektu można się dowiedzieć, że komplementariusz spółki komandytowej będzie podlegał opodatkowaniu 19% podatkiem dochodowym od dywidend. Jednocześnie, na wzór spółki komandytowo-akcyjnej, będzie uprawniony do pomniejszenia podatku od dywidendy o zapłacony przez spółkę komandytową podatek CIT. Odliczenie to będzie proporcjonalne do udziałów w zyskach tej spółki. – Oznacza to, że jeśli spółka komandytowa będzie miała status małego podatnika, to zapłaci podatek CIT 9%, a komplementariusz w momencie wypłaty zysku dopłaci 10%. Łącznie opodatkowanie wyniesie 19%. Jeżeli spółka zapłaci podstawową stawkę 19% CIT, to komplementariusz już nie dopłaci podatku – wyjaśnia Piotr Juszczyk, doradca podatkowy w firmie inFakt. – Odliczenie zapłaconego podatku w proporcji będzie możliwe, o ile te zyski zostaną wypłacone w ciągu 5 lat. Jednak takie rozwiązanie na pewno nie zachęca do kumulowania kapitału w spółce lub inwestowania.

Opodatkowane 19% stawką podatku od dywidend będą także przychody osiągnięte przez komandytariusza. Projekt zakłada, że wolna od podatku w tym przypadku będzie kwota stanowiąca 50% przychodów uzyskanych przez komandytariusza z tytułu udziału w zyskach w spółce komandytowej mającej siedzibę lub zarząd na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Jednak to odliczenie jest limitowane do wysokości 60 000 zł przychodów uzyskanych w roku podatkowym na jedną spółkę. W związku z tym, dla przychodów uprzednio opodatkowanych CIT, podatek PIT dla komandytariusza do kwoty przychodu 120 000 złotych wyniesie 9,5%, a po przekroczeniu – 19%.

Należy zwrócić uwagę, że to zwolnienie nie będzie przysługiwało wszystkim. Nie będzie mógł z niego skorzystać komandytariusz posiadający równocześnie co najmniej 5% udziałów w spółce kapitałowej będącej komplementariuszem tej spółki komandytowej. Ponadto ze zwolnienia nie skorzysta według przepisów komandytariusz, który pełni funkcję członka zarządu:

  • spółki posiadającej osobowość prawną lub spółki kapitałowej w organizacjach będących komplementariuszem w tej spółce komandytowej, lub
  • spółki posiadającej bezpośrednio lub pośrednio co najmniej 5% udziałów (akcji) w spółce posiadającej osobowość prawną lub spółce kapitałowej w organizacjach będących komplementariuszem w tej spółce komandytowej.

Dodatkowo nie skorzysta ze zwolnienia komandytariusz, który jest podmiotem powiązanym w rozumieniu przepisów o cenach transferowych z członkiem zarządu lub wspólnikiem spółki będącej udziałowcem komplementariusza.

W związku z tym wydaje się, że jest to koniec dla takiego rozwiązania jak spółka z o.o. spółka komandytowapodsumowuje Piotr Juszczyk. Dziwi fakt, że projekt zmian wprowadzający opodatkowanie spółek komandytowych pojawił się tak nagle. Dodatkowo mają one nastąpić bardzo szybko, a biznes polega przecież na długoterminowym planowaniu. Jeśli ustawa przejdzie proces legislacyjny, podatnicy będą mieli naprawdę mało czasu na to, by ewentualnie przekształcić swój biznes. Dziś spółki komandytowe to w głównej mierze rodzinne firmy. Przedsiębiorcy zamiast myśleć o interesach w tych trudnych czasach, będą się zastanawiać, jaką formę działalności przyjąć w przyszłym roku. 

Przypływ siły roboczej z Białorusi i Ukrainy do Polski zaczął się znacząco zmieniać

Białorusini coraz aktywniej zaczęli szukać pracy w Polsce, przy czym najliczniejszą grupę wśród nich stanowią przedstawiciele inteligencji i kadry zarządzającej średniego szczebla. Szukają jednak pracy na równorzędnych stanowiskach i nie są jeszcze zbytnio przygotowani do podejmowania pracy fizycznej. Jeśli chodzi o migrantów zarobkowych z Ukrainy, to wśród nich zauważalny jest wzrost liczby właścicieli małych i średnich firm, którzy zbankrutowali w czasie pandemii i są gotowi na poszukiwanie pracy w polskich fabrykach. Takimi obserwacjami dzieli się Centrum Analityczne agencji zatrudnienia międzynarodowego Gremi Personal.

Od początku zaostrzenia się sytuacji politycznej na Białorusi do pracy w Polsce wybierają się kierownicy i dyrektorzy firm, przedsiębiorcy, architekci, lekarze i przedstawiciele środowisk twórczych (aktorzy, baleriny). Przede wszystkim chcą znaleźć zatrudnienie w swoim zawodzie lub pracę dla osób wykwalifikowanych.

Z kolei wśród obywateli Białorusi przebywających w Polsce również znacznie wzrosło zapotrzebowanie na oferty dla pracowników fizycznych. „Nasza firma każdego miesiąca zatrudniała około 3% obywateli Białorusi. W ciągu ostatniego miesiąca liczba ta wzrosła do 9%. Ponadto, spodziewamy się, że za 1,5 miesiąca liczba Białorusinów wśród naszych pracowników wzrośnie do 20%, gdy otrzymają wizy pracownicze, które są obecnie w trakcie procedowania – mówi Tomas Bogdevič, dyrektor generalny Gremi Personal.

Jeśli chodzi o Ukrainę, również można zauważyć ciekawą tendencję. Sytuacja gospodarcza na Ukrainie zmusza do wyjazdu do pracy w Polsce właścicieli małych i średnich firm, którzy nie poradzili sobie z konsekwencjami ograniczeń wywołanych kwarantanną i zamknęli działalność. Jak podaje Centrum Analityczne Gremi Personal, w tej chwili stanowią oni około 15% Ukraińców przyjeżdżających do pracy w polskich przedsiębiorstwach i fabrykach.

„Ukraińscy pracownicy, którzy mają większe doświadczenie w migracji zarobkowej, często najpierw znajdują pracę w zakładach produkcyjnych, a następnie, po zdobyciu doświadczenia i nauce języka, otwierają własną firmę w Polsce lub szukają bardziej wykwalifikowanej pracy. Białoruscy migranci – przedstawiciele inteligencji i kadry zarządzającej – przypominają teraz Ukraińców z początku XXI wieku, kiedy jeszcze nie rozumieli realiów migracyjnych: gdzie, jak poszukać pracy i czy można liczyć za granicą na stanowisko równorzędne do zajmowanego w ojczyźnie” – podsumowuje tendencje właściciel agencji zatrudnienia międzynarodowego Gremi Personal Evgenij Kirichenko.

Centrum Analityczne agencji zatrudnienia międzynarodowego Gremi Personal

Nowa Dyrektor HR w Mazars

Mazars w Polsce poinformował, że powołał Katarzynę Partyga na stanowisko Dyrektor HR.

Katarzyna Partyga wnosi do Mazars bogate doświadczenie zdobyte w branży audytorskiej, doradczej i ubezpieczeniowej. Swoją karierę zawodową rozpoczęła jako audytor w jednej z firm tzw. Wielkiej Czwórki (Big4), by kontynuować ją na stanowisku Senior Managera ds. HR i Operacji. Następnie, w roli HR Country Managera, wpierała Partnerów w rozwoju polskiego biura Boston Consulting Group, jednej z najbardziej renomowanych firm doradztwa strategicznego na świecie. Ostatnio Katarzyna pełniła funkcję Dyrektora ds. HR i Administracji oraz członka Executive Committee w brytyskiej firmie ubezpieczeniowej Prudential.

Katarzyna Partyga jest absolwentką Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie (SGH) oraz członkiem ACCA. Ukończyła również Leadership Academy for Poland (LAP) – jeden z najlepszych w Europie programów rozwoju przywództwa dedykowany wyróżniającym się Polakom.

„Katarzyna Partyga jest osobą niezwykle energiczną i otwartą, a jej pasją zawodową są ludzie, proaktywne towarzyszenie w ich rozwoju oraz prowadzenie skutecznej polityki personalnej. Jej świeże spojrzenie i cenne doświadczenie przyczynią się do dalszego rozwoju naszej organizacji. Zależy mi, aby Mazars w Polsce był uznawany za doskonałe środowisko pracy i pracodawcę pierwszego wyboru w branży audytu i doradztwa. Powołanie Katarzyny jest kluczowym krokiem naprzód w realizacji tych ambicji.” – powiedział Michel Kiviatkowski – Partner Zarządzający Mazars w Polsce.

„Mazars to organizacja prawdziwie skoncentrowana na ludziach. Bardzo się cieszę, że dołączyłam do firmy i będę miała możliwość kierowania obszarem HR. Korzystając z mojego dotychczasowego doświadczenia pragnę kontynuować politykę budowania angażującej i efektywnej kultury organizacyjnej. Wierzę, że Mazars w Polsce stanie się wyjątkowym i pożądanym miejscem pracy.” – powiedziała Katarzyna Partyga, Dyrektor HR Mazars w
Polsce.

BADANIE: Emeryci największymi zwolennikami zakazu handlu w niedziele. Młodzi wręcz przeciwnie

Z najnowszego badania postaw konsumenckich wynika, że za całkowitym powrotem handlu w niedziele jest ponad 53% Polaków. Z kolei blisko 34% jest przeciwnego zdania. Dla reszty nie ma to znaczenia lub ciężko jest im się określić w tym zakresie. Najwięcej zwolenników ww. rozwiązania jest w grupie wiekowej 37-55 lat – 65%. Popiera je też ponad połowa osób w wieku 18-36 lat. Z kolei wśród najstarszych respondentów jest najwięcej osób opowiadających się za rządowymi obostrzeniami – blisko 60%.

Według ogólnopolskiego badania, wykonanego przez UCE RESEARCH na zlecenie Hiper-Com Poland i Grupy BLIX, 53,5% Polaków jest za powrotem niedziel handlowych. 33,7% jest odmiennego zdania. Natomiast 12,8% ankietowanych ma neutralny stosunek do tego lub nie potrafi się określić. Biorąc pod uwagę poszczególne grupy wiekowe, 55% osób w wieku 18-25 lat popiera ww. rozwiązanie. 14% jest temu przeciwnych. Dla 29% respondentów nie jest to istotną kwestią, a 2% nie ma zdania na ten temat.

– Konsumenci w tak młodym wieku bardzo cenią sobie wolność i niezależność. Dlatego zdecydowana większość z nich sprzeciwia się ograniczaniu handlu. Osoby mające do tego obojętny stosunek mogą robić część zakupów przez Internet i zwyczajnie nie odczuwać skutków obecnego zakazu – mówi Marcin Lenkiewicz z Grupy BLIX.

Natomiast Hubert Majkowski z Hiper-Com Poland zwraca uwagę na to, że najmłodsi respondenci w większości wychowali się w czasie, gdy nie było zakazu handlu. Traktują go jako restrykcję ograniczającą ich prawa. – Niektórzy młodzi ludzie uważają, że przez obostrzenia tracą możliwość zarobienia dodatkowych pieniędzy. Gdy pogorszy się sytuacja na rynku pracy, przybędzie zwolenników niedziel handlowych – przewiduje dr Maria Andrzej Faliński ze Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego.

W grupie wiekowej 26-36 lat 56% respondentów uważa, że handel w niedziele powinien całkowicie wrócić. 28% jest na nie. Dla 6% ankietowanych nie ma to kompletnie znaczenia. Natomiast 10% osób nie potrafi się do tego odnieść.

– Sklepy otwarte w niedziele stworzyły nawyki zakupowe, które towarzyszyły konsumentom przez wiele lat. Trudno je teraz zmienić. W tym przypadku, podobnie jak w młodszej grupie wiekowej, cyfryzacja odgrywa ważną rolę w procesie zakupowym. Dlatego duża część osób nie odczuwa zakazu tak mocno – stwierdza ekspert z Hiper-Com Poland.

Z kolei dr Faliński przypomina, że ludzie w tym wieku są często bardzo zapracowani. Wielu z nich ma małe dzieci. Niektórzy dodatkowo są skupieni na urządzaniu swoich domów czy mieszkań. Zamknięte sklepy w dniu wolnym od pracy potrafią im mocno utrudniać życie. – W tej grupie mogą być też osoby, które wcześniej musiały pracować w niedziele. One mogą nie chcieć powrotu do tamtej sytuacji – dodaje Lenkiewicz.

Najwięcej zwolenników niedziel handlowych jest w grupie wiekowej 37-55 lat. Aż 65% osób jest za takim rozwiązaniem. 31% badanych jest przeciwnego zdania. 3% nie ma wyrobionej opinii na ten temat. 1% nie potrafi opowiedzieć się po żadnej ze stron.

– Zakaz handlu w niedziele jest uciążliwy dla osób w tym wieku, które stosunkowo często nie mają czasu na chodzenie do sklepów w środku tygodnia. W tej grupie częściej niż w pozostałych zdarzają się tzw. awaryjne zakupy. Dlatego najwięcej ankietowanych jest za powrotem handlu w niedziele – komentuje dr Urszula Kłosiewicz-Górecka z Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Ponadto z badania wynika, że w grupie wiekowej 56-80 lat jest 38% zwolenników powrotu do handlu w niedziele. Ale przeciwników jest aż 59%. Dla 1% to jest bez znaczenia. 2% nie ma wyrobionego zdania. Ekspert z Hiper-Com Poland zauważa, że Polacy w tym wieku pamiętają czasy, kiedy niedziele były niehandlowe. Sentyment wpływa na ich opinie. Starsze osoby prawdopodobnie są najbardziej przywiązane do tradycji i religii, a te czynniki wzmacniają ich sprzeciw wobec pracy w tym dniu.

– Osoby w tej grupie wiekowej mogą mieć najbardziej konserwatywne podejście. Wiele z nich uważa, że niedziela jest dniem rodzinnego wypoczynku. W tym przedziale wiekowym są też emeryci, którzy mają więcej czasu na codzienne zakupy niż młodzi i zapracowani ludzie. Dlatego seniorzy nie widzą potrzeby otwierania sklepów w niedziele, jeżeli sami z nich nie korzystają – wyjaśnia ekspert z Grupy BLIX.

Jak podsumowuje dr Kłosiewicz-Górecka, osoby w wieku 56-80 lat mogą też mocniej niż młodsi konsumenci obawiać się o swoje zdrowie. Mają więc powody do tego, aby unikać dużych skupisk ludzi, w tym wielkopowierzchniowych obiektów handlowych. Mogą je odwiedzać, gdy inni pracują. Dlatego nie potrzebują niedziel handlowych.

Badanie zostało wykonane przez UCE RESEARCH na zlecenie Hiper-Com Poland i Grupy BLIX. Ankieta była prowadzona w bezpośrednich okolicach placówek handlowych w dniach 08-12 września br. Znajdowały się one na terenie 16 dużych miast, a także 12 średnich i mniejszych miejscowości. Łącznie odbyły się 1434 wywiady bezpośrednie z losowo wybranymi osobami w wieku od 18. do 80. roku życia.

Ciemne chmury nad funtem

Rynek akcji spada w poniedziałek, gdyż obawy o drugą falę zachorowań na wirusa zaczynają brać górę, jednak risk-off z opóźnieniem ujawnia się na FX. Rozjazd korelacji może świadczyć o niezdecydowaniu i zwlekaniu z decyzjami inwestycyjnymi do czasu poznania nowych impulsów. Więcej czynników niesie jednak ze sobą ryzyko negatywnego rozwinięcia.

Wysokie wyceny aktywów spotykają się z przybywającymi przypadkami zachorowań na koronawirusa w Europie, ale też rosnącą temperaturą wokół wyścigu prezydenckiego w USA. Główne banki centralne pozostają gołębie, ale w ostatnich dniach od Fed, EBC, Banku Anglii i Banku Japonii nie dostaliśmy solidnego impulsu, by podbijać wartość ryzykownych aktywów. Zauważalna na starcie dywergencja między FX a rynkiem akcji może uspokajać, że globalnie inwestorzy nie popadają we wszechobecny pesymizm. Jednak biorąc pod uwagę, że ostatnio to zwykle Wall Street nadawało ton dla reszty, kontynuowane dziś rano spadki kontraktów futures na S&P500 są złym prognostykiem.

Wielka Brytania znalazła się w punkcie krytycznym epidemii – tak w niedzielę ostrzegał minister zdrowia Matt Hancock. Rząd brytyjski zaznacza, że ogólnokrajowy lockdown jest możliwą opcją, choć nie chce jej wprowadzać i najpierw poprzestanie na lokalnych restrykcjach. Zamrożenie działalności gospodarczej w całym kraju to ekonomicznie najgorsze wyjście dla Wielkiej Brytanii. Mimo to funt był relatywnie mocny w pierwszy godzinach handlu po weekendzie i dopiero awersja do ryzyka na otwarciu handlu w Europie przyniosła presję sprzedaży. Reakcja rynku (a raczej jej początkowy brak) wynika z przekonania, że żadna opcja polityczna nie odważy się już zastopowania całej gospodarki. Wiążą się z tym ogromne koszty – budżetowe i polityczne – i na pewno rząd Borisa Johnsona nie będzie chciał iść tą drogą. Niektóre środowiska sugerują, by nigdy nie mówić nigdy, biorąc pod uwagę, że w piątek na ogólnokrajowy lockdown zdecydował się Izrael. Osobiście uważam, że jeśli już, to przykład Izraela prawdopodobnie tylko pokaże poziom sprzeciwu społecznego dla lockdownu i efekty na rzecz opanowania epidemii będą znikome. Zdają sobie z tego sprawę rządy w Europie i USA oraz uczestnicy rynków finansowych.

Wracając do funta, zagrożenie epidemiologiczne i ryzyko lokalnych restrykcji będzie wymuszać na rządzie w Londynie utrzymanie dotychczas wprowadzonych pakietów fiskalnych. Niewykluczone, że na dniach podjęta zostanie decyzja o wydłużeniu obowiązywania zapomogi dla pracowników wysłanych na bezpłatne urlopy (plan miał wygasnąć w październiku). Zatem ostatecznie może zostać osłabiona argumentacja za luzowaniem polityki Banku Anglii w listopadzie. Przyszłość GBP będzie jednak ponadto zależeć od rozwoju sprawy brexitu. Zakulisowe targi rządu z torysami w ostatnich dniach implikują bezproblemowe głosowania nad Internal Market Bill w parlamentarnych komisjach dziś i jutro. Bardziej interesująca będzie środa i czwartek, kiedy zespoły negocjacyjne Wielkiej Brytanii i UE przeprowadzą nieformalne rozmowy w Londynie przed rundą 9 w Brukseli w następnym tygodniu.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Rynek pracy w czasie pandemii – komu obcięto pensję, a kto dostał podwyżkę?

Branża IT i cyfrowy marketing wbrew kryzysowi w górę; bankowość, ubezpieczenia i farmacja bez zmian; za to handel, motoryzacja, lotnictwo i produkcja w finansowym dołku. Sprawdzamy, jak pandemia wpłynęła na zarobki w poszczególnych sektorach rynku pracy. Oto dane z najnowszego badania Devire udostępnione na prośbę Kodilla.com.

Mija właśnie 6 miesięcy od czasu wprowadzenia pierwszych ograniczeń związanych z pandemią koronawirusa. Ostatnie półrocze przyniosło wiele zmian, zarówno tych niepożądanych, jak np. redukcje zatrudnienia oraz tych oczekiwanych od dawna, jak możliwość pracy zdalnej. Odzwierciedleniem kondycji poszczególnych sektorów są też zarobki, a o tym, jak od marca zmieniał się ich poziom mówią najnowsze dane firmy Devire udostępnione na prośbę szkoły programowania online Kodilla.com.

Programiści wciąż mają wzięcie

Mimo iż żadna branża nie pozostała obojętna na wpływ pandemii, są takie, które poradziły sobie z nią całkiem nieźle, choć musiały poddać się nieuchronnej transformacji.

Tak jest m.in. z sektorem IT. Co trzeci badany przedstawiciel tej branży doświadczył zmian w ofercie zatrudnienia – w tym nie tylko formach umowy, realizowanych projektach, ale przede wszystkim poziomie wynagrodzenia. Od marca 18% przedstawicieli IT dostało podwyżki, dla 62% zarobki się nie zmieniły, a tylko 20% badanych zadeklarowało obniżkę. Średni wzrost wynagrodzeń w branży IT wynosi aktualnie 5-10% – wynika z ogólnopolskiego raportu Devire.

Obserwujemy wzrost zapotrzebowania na specjalistów, którzy wytwarzają narzędzia do komunikacji online albo utrzymują i rozwijają platformy e-commerce. Przykładowo architekt IT, zatrudniony na podstawie umowy o pracę, przed wybuchem pandemii zarabiał 15-16 tys. zł brutto, teraz to 17-18 tys. zł brutto – mówi Agata Miller, lider zespołu IT  z Devire. Jak dodaje, widoczna jest także bierna postawa, jeśli chodzi podejście do poszukiwania pracy w IT. Choć programiści przyznają, że są otwarci na nowe wyzwania zawodowe, to 43% z nich czeka aż to pracodawca przedstawi im atrakcyjną ofertę.

Z naszych obserwacji wynika, że wielu specjalistów IT śledzi sytuację i czeka na to, co przyniosą kolejne tygodnie. Obecnie cieszą się ze stabilnego zatrudnienia i nie chcą ryzykować zmiany warunków pracy na potencjalnie gorsze. Przez to najbardziej doświadczonych specjalistów IT brakuje jeszcze bardziej niż przed kryzysem, a to z kolei oznacza szansę dla tych z mniejszym stażem. Część z nich już wykorzystała ostatnie pół roku na dodatkowe szkolenia, które dziś pozwalają im na awans czy podwyżkę w obecnej, czy też w zupełnie nowej pracy, którą dzięki temu dostali – dodaje Magdalena Rogóż, ekspertka ds. rynku IT ze szkoły programowania online Kodilla.com.

Wszystko kręci się wokół IT i nowych technologii

Oprócz programistów, którzy tak naprawdę pracują już niemal w każdej branży, najlepiej na pandemii wyszli specjaliści od e-commerce i digital marketingu – co najmniej 18% z nich dostało podwyżki, pensje bez zmian utrzymało 64% pracowników, a 18% wynagrodzenia obniżono. Średni wzrost pensji w tych obszarach wyniósł 10-15%. Wiąże się to oczywiście ze znacznym wzrostem aktywności konsumentów w internecie, którzy na czas kwarantanny przenieśli się do wirtualnych sklepów i prawdopodobnie już tam zostaną.

W trakcie lockdownu rekrutacje w branży digital i e-commerce zostały zamrożone, podobnie, jak w finansach czy na stanowiskach związanych z zakupami. Powodem nie był jednak spadek popytu na specjalistyczne kompetencje, ale ogólne wstrzymanie inwestycji w organizacjach. Jednocześnie sama pandemia stała się dla wielu firm katalizatorem zmian i jeszcze szybszego unowocześniania biznesów oraz rozwoju kanału sprzedaży online. Z tego powodu aktualnie na rynku obserwujemy wzmożony popyt na specjalistów od e-commerce i digital marketingu, szczególnie w przypadku stanowisk będących na styku biznesu i technologii. Marketing tradycyjny nie ma się aż tak dobrze – wyjaśnia Elżbieta Sobiech, szef zespołu digital & e-commerce z Devire.

Według niej w każdym z tych obszarów jest więcej ofert pracy, co skutkuje wzrostem wynagrodzeń. Jak podkreśla, presja płacowa obszarze jest stała a wynagrodzenia systematycznie rosną już od lat. – Ten wzrost jest wyraźnie widoczny w przypadku stanowisk wymagających twardych kompetencji narzędziowych, np. w obszarze Digital Analytics, CRM, programmatic, gdzie pensje na przestrzeni ostatnich lat wzrosły nawet o 30-40%. Co ciekawe, coraz wyżej wyceniane są stanowiska eksperckie, gdzie wymagane jest wieloletnie doświadczenie i know-how, nawet jeśli to stanowiska samodzielne, bez zespołu. Pensje w tych przypadkach prawie zrównały się ze stanowiskami managerskimi.

Bankowa stabilność

Najmniej zmieniło się natomiast w bankowości i ubezpieczeniach, gdzie aż 82% pracowników utrzymało zarobki na takim samym poziomie jak w marcu (spadek odnotowało 10%, a wzrost 8% z nich), a także w farmacji i sektorze związanym ze sprzętem medycznym (75% utrzymało pensję, 25% odnotowało spadek).

Warto zauważyć, że bankowość i ubezpieczenia są mocno związane z nowymi technologiami. Tymczasem w dobie kryzysu zaobserwowaliśmy wzrost środków przeznaczonych w inwestycje na projekty i zatrudnienie programistów, którzy tworzą, wdrażają oraz utrzymują np. aplikacje i serwisy bankowe – mówi Magdalena Rogóż.

wykres1Tu były największe cięcia

Z raportu wynika, że w najtrudniejszej sytuacji finansowej znaleźli się pracownicy handlu, którym w aż 44% przypadków obniżono pensje (w sytuacji bez zmian znalazło się 49%, a wzrost pensji odnotowało 10% z nich). Było to jednak działanie tymczasowe, spowodowane wytycznymi tarczy antykryzysowej. Dziś większość firm wróciła do poziomu wynagrodzeń sprzed pandemii.

Spadek wynagrodzeń dotyczył przede wszystkim pracowników sklepów, którzy nie mieli możliwości wykonywania swoich obowiązków przez kilka tygodni lockdownu. Przykładowo store manager, który przed wybuchem pandemii koronawirusa zarabiał 8000 zł brutto, w tej chwili znów otrzymuje pensję na tym poziomie i niezmiennie dużym wyzwaniem pozostaje rekrutacja osób o tym profilu – mówi Elżbieta Sobiech z Devire.

W dołku znalazły się też motoryzacja i lotnictwo, gdzie 43% badanych zarabia obecnie mniej niż jeszcze przed marcem (wzrost pensji odnotowano w 11% przypadkach, 46% pracowników zachowała dotychczasowy poziom wynagrodzeń) oraz produkcja (obniżka pensji spotkała 40%, sytuacja bez zmian wystąpiła u 60% osób). Średni spadek wynagrodzeń w obu branżach to 20%. Przykładowo kierownik zmiany w produkcji przed pandemią zarabiał 8500 zł brutto, a teraz jego pensja wynosi 7000 zł brutto. W obu tych branżach obniżone pensje nadal się utrzymują.

Z kolei w usługach dla biznesu wynagrodzenia spadły średnio o 15-20% (firmy obniżyły wynagrodzenia 43% pracownikom, podwyższyły 10%, a 47% osób utrzymało pensje na dotychczasowym poziomie). Tam również sytuacja teraz się stabilizuje.wykres2

Witaj szkoło, czyli ile zarabiają nauczyciele?

Przy tej okazji nie sposób nie wspomnieć o nauczycielach, którzy po półrocznej przerwie znów mogli rozpocząć zajęcia w tradycyjnej formie. Zgodnie z rozporządzeniem ministra edukacji pensje pedagogów mają wzrosnąć o 6% (w zależności: od 167 do 229 zł brutto). W tabeli wynagrodzeń wykładowców widać, że najwyższa możliwa zapisana kwota dla nauczyciela dyplomowanego i magistra z przygotowaniem pedagogicznym to 4046 zł brutto. Najmniej, dla stażysty z licencjatem, bez przygotowania pedagogicznego to z kolei 2800 zł brutto.

Patrząc na te zarobki trudno się dziwić, że wielu nauczycieli myśli o zmianie zawodu, co potwierdza m.in. Magdalena Rogóż:

Ich zainteresowanie szkoleniami z programowania obserwujemy od dawna, ale podczas pandemii jeszcze się zwiększyło. Co miesiąc zgłasza się do nas od kilkunastu do kilkudziesięciu nauczycieli i wykładowców. Wiemy, że po ogłoszeniu kwarantanny, niektórzy korzystali z naszych darmowych kursów podczas lekcji online lub z materiałów wspierających prowadzenie zajęć w formie zdalnej. Inni chcą po prostu podnieść swoje zarobki i zmienić branżę. A biorąc pod uwagę ostatni raport No Fluff Jobs, w którym widać, że zarobki juniorów, czyli osób początkujących w IT zaczynają się od 4000 zł brutto, ale maksymalnie mogą wynieść nawet ponad 6000, widzimy, że w porównaniu z pensjami nauczycieli jest spora przepaść.

Oprac. Kodilla.com

Michał Sosin, nowy Członek Zarządu wesprze MedApp w dalszej komercjalizacji i rozwoju produktów

Rada Nadzorcza MedApp S.A. – polskiej spółki technologiczno-medycznej specjalizującej się w mieszanej rzeczywistości, sztucznej inteligencji oraz gromadzeniu i analizie dużych zbiorów danych, powołała 18 września br. do Zarządu Pana Michała Sosina, managera z branży MedTech posiadającego wieloletnie doświadczenie w tworzeniu i rozwoju nowoczesnych produktów technologicznych znajdujących zastosowanie w medycynie. Nowy Członek Zarządu będzie odpowiedzialny za sprzedaż oraz rozwój oferty produktowej Spółki.

– Nowy Członek naszego Zarządu to doświadczony manager, który ma na koncie wiele sukcesów sprzedażowych na rynkach międzynarodowych. Michał Sosin będzie odpowiadał za sprzedaż naszych produktów oraz rozwój portfolio oferowanych rozwiązań. Jest to bardzo istotne wzmocnienie naszego zespołu. Cieszę się, że Michał przyjął nasze zaproszenie – komentuje Krzysztof Mędrala, prezes MedApp S.A.

Michał Sosin posiada bogate doświadczenie związane z wykorzystaniem nowoczesnych technologii w medycynie. Specjalizuje się w budowie i sprzedaży cyfrowych produktów technologicznych. W przeszłości odpowiadał za rozwój biznesu na rynkach europejskich oraz Ameryki Łacińskiej w DocPlanner (w Polsce znany jako Znany Lekarz).

– MedApp to firma, która posiada duży potencjał do osiągnięcia międzynarodowego sukcesu komercyjnego na miarę największych firm z branży. Dołączenie do tego zespołu to dla mnie bardzo duże wyróżnienie. MedApp ma przełomowe i innowacyjne rozwiązania, które już teraz znajdują zastosowanie w placówkach medycznych i szpitalach.  Moim zadaniem będzie rozbudowa kanałów sprzedaży, zwłaszcza  zdalnego, onlinowego dostępu do rozwiązań oferowanych przez MedApp. Od września dodaliśmy do naszej aplikacji CarnaLife System funkcję wideokonsultacji i pracujemy nad kolejnymi funkcjonalnościami, które podniosą komfort pracy lekarzy i obsługi czy dostępności dla pacjentów. Mamy ambicje świadczenia zdalnego monitoringu i obsługi pacjentów w niespotykanym dotąd w Polsce a wierzę, że również w Europie zakresie. MedApp ma bardzo zaawansowane rozwiązania technologiczne w obszarze nowoczesnej medycyny, które dotychczas można było spotkać tylko w Stanach Zjednoczonych. Jestem pod bardzo dużym wrażeniem dotychczasowych dokonań MedAppu, który pozytywnie zaskoczył mnie zarówno oferowanymi rozwiązaniami jak i technologią. Cieszę się, że dołączyłem do zespołu MedApp i będę wspólnie z silnym zespołem realizował misję „Empower people for better health”  – mówi Michał Sosin, członek zarządu Medapp S.A.

– Koncentrujemy się na sprzedaży naszych rozwiązań jednocześnie rozwijając technologie. Oferujemy już blisko 20 rodzajów różnych badań, a dzięki kolejnym urządzeniom peryferyjnym współpracującym z naszymi aplikacjami, podnosimy efektywność sztucznej inteligencji, analizy BIG Data oraz modelowania 3D. Mając w zespole takie osoby  jak Michał Sosin będziemy mogli jeszcze lepiej wykorzystać potencjał komercyjny naszych rozwiązań w Polsce i na rynkach zagranicznych. Mamy globalne ambicje i wierzę, że doświadczenie Michała pomoże w ich realizacji. – dodaje Krzysztof Mędrala, prezes MedApp S.A.

Pyramid Games z dofinansowaniem w ramach konkursu GameINN

Pyramid Games, notowany na NewConnect producent gier wideo z grupy PlayWay, podpisał umowę z Narodowym Centrum Badań i Rozwoju na dofinansowanie projektu pod nazwą – Opracowanie innowacyjnego systemu OpenCoOp do tworzenia i dodawania trybu kooperacyjnego online do symulatorowych gier singleplayer. Łączna wartość projektu wynosi prawie 870 tys. zł, z czego przyznane dofinansowanie to ponad 615 tys. zł. Autorski projekt Pyramid Games będzie realizowany od 1 października br. do 30 września 2022 roku.

– Z satysfakcją informujemy o podpisaniu umowy z NCBiR, w ramach programu GameINN na opracowanie złożonego systemu, który pozwoli na wdrażanie do gier symulacyjnych singleplayer trybu kooperacji online. Autorskie rozwiązanie będziemy chcieli zastosować w naszych grach, m.in. w Occupy Mars, które przyciąga obecnie największą uwagę wśród produktów z naszego portfolio. Docelowo usługę dodawania trybu kooperacji dedykujemy także innym firmom z branży gamedev – informuje Jacek Wyszyński, prezes zarządu Pyramid Games. – Znalezienie się w gronie firm, które otrzymują środki na realizację innowacyjnych pomysłów, jest dla nas potwierdzeniem technologicznej dojrzałości naszych rozwiązań. Cieszymy się, że możemy aktywnie uczestniczyć w rozwoju rodzimego rynku gier wideo – dodaje Jacek Wyszyński.

Celem program sektorowego GameINN jest zwiększenie konkurencyjności krajowego sektora producentów gier wideo na rynku globalnym. Program został zainicjowany przez Porozumienie Polskie Gry.

Obecnie Pyramid Games pracuje nad kilkoma autorskimi tytułami. Od sierpnia na platformie Steam dostępny jest prolog gry Occupy Mars: The Game, który otrzymał pozytywne oceny od graczy. Gra znajduje się także na liście najbardziej wyczekiwanych premier. – Jednocześnie przygotowujemy się do premiery Dinosaur Fossil Hunter, której wydanie  w trybie Early Access planujemy jeszcze w tym roku. Gra również znajduje się na globalnej topliście najbardziej oczekiwanych gier platformy Steam – mówi Jacek Wyszyński.

Aktualnie zespół Pyramid Games tworzy także kilka gier na zlecenie, chodzi m.in. o Castle Flipper, Farming Life oraz ZooKeeper, których współwydawcami są Gaming Factory i Ultimate Games.

Spółka pracuje również nad Car Mechanic Simulator 2021 Auctions Mobile, którego wydawcą jest PlayWay, a także nad innymi grami. We wrześniu, w ramach współorganizowanego przez spółkę wydarzenia ERC Space and Robotics Event 2020, Pyramid Games zaprezentowało specjalną e-sportową wersję symulatora naprawy łazików marsjańskich – Rover Mechanic Simulator. Udostępniona w lutym br. wersja gry w trybie wczesnego dostępu do tej pory sprzedała się w nakładzie ponad 12 tys. kopii.

Symulator naprawy łazików marsjańskich zebrał doskonałe opinie od graczy. Wczesna wersja uzyskała ponad 90 proc. pozytywnych recenzji. Cieszymy się, że  w interesujący dla graczy sposób połączyliśmy rozrywkę z edukacją. Obecnie finalizujemy prace nad rozszerzoną wersją gry i jej wyjściem z trybu Early Access – dodaje prezes Pyramid Games.

Wishlista pełnej wersji Rover Mechanic Simulator, której wydawcą jest PlayWay, wynosi obecnie ponad 26 tys. zapisów. Premiera projektu zaplanowana jest jeszcze w 2020 roku.

Od sierpnia br. akcje Pyramid Games są notowane na rynku NewConnect.

Brak studentów i cudzoziemców. Szykuje się wielka wyprzedaż inwestorów mieszkań na wynajem?

W niełatwym położeniu gospodarczym znaleźli się właściciele mieszkań na wynajem. Jeszcze rok temu ich biznes był żyłą złota – ceny wynajmu galopowały, a flipperzy wręcz prześcigali się w poszukiwaniu nowych lokalizacji do zakupu, odremontowania i sprzedaży lub wynajmu. W sezonie obecnym sytuacja jest zdecydowanie inna – zainteresowanych wynajmem jest mniej osób, a dwie grupy, które dotychczas liderowały w ilości wynajmowanych mieszkań są właściwie nieobecne w dużych miastach – mowa o studentach, którzy nie wracają do nauki stacjonarnej, a w wielu przypadkach pozostają uczniami zdalnymi oraz o cudzoziemcach, których jest mniej niż jeszcze kilka miesięcy temu.

Bez studentów i bez cudzoziemców? Jesienią mieszkania na wynajem mogą stać puste!

Czy kryzys na rynku nieruchomości na wynajem jest już problemem realnym? Owszem, choć wielu przedsiębiorców zanim podejmie radykalne kroki, czyli decyzje odnośnie sprzedaży mieszkania lub obniżce cen zwykle czeka lub aktywnie poszukuje potencjalnych klientów. W tym roku sytuacja jest trudna i jest to pośrednie pokłosie trwającej pandemii koronawirusa. Na wielu uczelniach wyższych nie przywrócono zajęć stacjonarnych. Mniej zamożni studenci nie zdecydowali się więc na powrót do miast, a co za tym idzie do wynajmowania lokali. Ten sam problem jest z cudzoziemcami. Ich grono jest mniej liczne, a przychody niższe. Wynajmują więc mieszkania w jeszcze większych grupach ludzi lub przenoszą się do hoteli pracowniczych. Właściciele mieszkań na wynajem mają nadzieje, że kryzys jest tymczasowy, ale nie wszyscy mogą czekać na poprawę sytuacji z zawieszonymi rękoma.

– Wynajem mieszkań to był biznes, który wiele osób bardzo poważnie zainteresował. W poprzednich latach doradzaliśmy wielu przedsiębiorcom, często bardzo młodym, jak zbudować montaż finansowy pozwalający na zakup kilku nieruchomości pod wynajem. Byliśmy świadkami rodzenia się całkiem sporych imperiów, gdzie jeden człowiek w kilka lat dorobił się kilkunastu mieszkań, które ze względu na lokalizację cieszyły się zainteresowaniem studentów – mówi Filip Kiżuk z Centrum Doradztwa Gospodarczego Kiżuk & Michalska. – Wiele osób jednak „przeinwestowało”. Już przed kryzysem docierały do nas informacje, że inwestują w mieszkania o niskim standardzie, wymagające wielkich nakładów finansowych. Niektórych zgubiło myślenie, że jak ktoś jest na pracy tymczasowej i jest z zagranicy, to zamieszka byle gdzie, byle taniej. To myślenie, które na rynku nieruchomości już w roku 2019 było poważnie weryfikowane, a teraz takie mieszkania są kulą u nogi przedsiębiorców, którzy zajmowali się wynajmem – dodaje Filip Kiżuk.

„Jeśli ktoś ma kilka kredytów mieszkaniowych i puste lokale, które nie zarabiają, to musi szukać rozwiązań”

Na rynek trafiają więc nieruchomości osób, które w swoim portfelu mają kilka mieszkań na wynajem i chcą przeczekać trudny czas nie popadając w długi: – W ostatnim miesiącu mieliśmy kilku klientów, którzy mają w swoich zasobach kilka mieszkań na wynajem i np. rozważają sprzedaż jednego czy dwóch, po to by utrzymać płynność finansową. Wiedzą bowiem, że nie ma szans na to, by w najbliższych miesiącach zostały one wynajęte. Wynajem lokali to biznes taki sam jak każdy inny, a excel nie kłamie i osoby wynajmujące muszą być świadome jakie będą najbliższe miesiące. Sprzedawane są zazwyczaj mieszkania w gorszych lokalizacjach, ale bywa, że dyskont finansowy jest całkiem spory i dla kupujących to duża okazja – wyjaśnia Filip Kiżuk.

– Nie mówimy jeszcze, że jest to exodus i, że ma miejsce wyprzedaż zasobów właścicieli mieszkań na wynajem. Nie da się jednak ukryć, że jak ktoś ma kilka kredytów mieszkaniowych i puste lokale, które nie zarabiają to musi szukać rozwiązań – dodaje Katarzyna Michalska.

Ekonomia kontra zdrowie publiczne – czy rząd wprowadzi kolejny lockdown?

Epidemia koronawirusa trwa już ponad pół roku. Nic nie wskazuje na to, by miała się szybko skończyć lub znacząco zmniejszyć. Nauczyliśmy się używać maseczek i stosować do zasad dystansu społecznego – co pozwala nam wieść w miarę normalne życie. Dotyczy to również działalności przedsiębiorstw, które od paru miesięcy mogą funkcjonować normalnie. Wciąż jednak wisi w powietrzu widmo kolejnego lockdownu. Wraz z kolejnymi przypadkami zachorowań i wzrostem liczby zgonów sytuacja epidemiologiczna stopniowo zbliża się do tej, z którą zmierzyliśmy się w marcu. Rząd zapewnia jednak, że mimo wszystko nie ogłosi lockdownu. Jednak za taką obietnicą stoi dosyć słaby argument – nie możemy ogłosić lockdownu, bo polska gospodarka się pod nim załamie. Czy taka ekonomiczna potrzeba wystarczy, by uniknąć kolejnego zamrożenia gospodarki?

 To, co będzie się dziać w drugim półroczu, zależy od sytuacji epidemiologicznej. Często słyszymy, że nie będzie w Polsce drugiego lockdownu, bo nasza gospodarka tego nie wytrzyma. Ale jeśli sytuacja epidemiologiczna na nowo zacznie się wymykać spod kontroli, to nie będzie innego wyjścia: będzie trzeba zarządzić kolejny lockdown – powiedział serwisowi eNewsroom profesor Witold Orłowski, rektor Akademii Finansów i Biznesu Vistula, ekonomista. – Mam nadzieję, że będzie on znacznie lepiej przemyślany niż ten w pierwszym półroczu – i że przyniesie znacznie mniej strat gospodarczych. Ale powtarzam: jest to wielka niewiadoma. Nie wiemy, jak długo będziemy żyli z pandemią. Wcale nie jest pewne, kiedy pojawi się skuteczna szczepionka. Jeśli się nam poszczęści, recesja może się skończyć za dwa lub trzy kwartały. Ale z łatwością można wyobrazić sobie czarniejsze scenariusze – analizuje Orłowski.

Cherrypick Games ogłasza wznowienie procesu przejścia z NewConnect na główny parkiet GPW

Cherrypick Games, notowany na NewConnect producent i wydawca gier mobilnych, poinformował o podjęciu decyzji o wznowieniu procesu, którego celem jest dopuszczenie akcji Spółki do obrotu na rynku regulowanym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. W tym celu Cherrypick Games złoży w Urzędzie Komisji Nadzoru Finansowego wniosek o zatwierdzenie Prospektu Emisyjnego. Spółka liczy, że zmiana rynku notowań nastąpi na przełomie 2020/2021 roku.

– Zgodnie z naszymi deklaracjami rozpoczynamy proces przeniesienia akcji Cherrypick Games na główny parkiet GPW w Warszawie. Od dawna widzimy tam swoje miejsce. Już w styczniu 2019 roku złożyliśmy do KNF-u Prospekt Emisyjny w sprawie przejścia z NewConnect na GPW. Spór z fińską firmą KuuHubb Oy pokrzyżował wówczas nasze plany. W ciągu roku notowania Cherrypick Games znacząco spadły, co zablokowało nam możliwość przeniesienia akcji spółki na główny rynek GPW w tamtym  okresie – mówi Marcin Kwaśnica, prezes Cherrypick Games. – Dziś wreszcie, po wygranym postępowaniu przed Sądem Arbitrażowym (FAI) przy Fińskiej Izbie Gospodarczej w Helsinkach z firmą KuuHubb Oy i uzyskaniu potwierdzenia wszystkich swoich roszczeń, jesteśmy gotowi by doprowadzić rozpoczęty proces do końca. Liczymy, że Cherrypick Games będzie notowana na głównym rynku na przełomie 2020/2021 roku – dodaje Marcin Kwaśnica.

W najbliższym czasie Spółka złoży w Urzędzie Komisji Nadzoru Finansowego wniosek o zatwierdzenie Prospektu Emisyjnego. Jednocześnie Cherrypick Games koncentruje się na rozwoju nowych produkcji, które realizuje wspólnie z doświadczonymi partnerami – m.in. Huuuge Games, Skillz, Inc., czy YODO1. Obecnie trzy produkty Spółki znajduje się w fazie soft launchu, a jeden w pre-produkcji. – Mamy w różnych stadiach produkcji wspaniałe gry, które pozwolą nam na dynamiczny i perspektywiczny rozwój. W każdej z nich widzimy bardzo duży potencjał, który chcemy rozwija wspólnie z doświadczonymi partnerami z  branży. Koncentrujemy się na Solitaire: Adventure Journey oraz Solitaire TriPeaks Blitz! na platformie Skillz. Dodatkowo pracujemy nad wprowadzeniem My Spa Resort na rynek chiński oraz prowadzimy rozmowy z innymi wydawcami o współwydaniu tej gry na pozostałe rynki. Kolejny tytuł, który znajduje się w fazie testowania to Crime Stories. Rozpoczęliśmy także pre-produkcję kolejnej gry przy współpracy ze Skillz – Golf Hero – mówi Marcin Kwaśnica.

Dla Cherrpick Games wciąż najważniejsze są gry mobilne. Spółce chce dotrzeć ze swoimi produktami do jak największej liczby graczy, zarówno poprzez dobrze znane kanały, jak również zupełnie nowe, czego przykładem jest e-sport.

Przegląd wydarzeń tygodnia 21.09-25.09.2020

Po tygodniu skoncentrowanym na bankach centralnych uwaga przenosi się na rządowe decyzje. Prezes Fed Powell podkreślił konieczność wsparcia fiskalnego, któremu na drodze stoi spór w Kongresie. W Wielkiej Brytanii perspektywy polityki BoE i gospodarki są uzależnione od postępów w negocjacjach brexitu. Kolejne dni mogą przynieść istotne informacje w tych kwestiach. W tle indeksy PMI po obu stronach Atlantyku prawdopodobnie wskażą na wytracenie tempa odbicia ożywienia.

Bierzący tydzień: Powell w Kongresie, rynek nieruchomości USA, Ifo, PMI z US/Eurolandu/Wlk. Brytanii, brexit, Riksbank, Norges Bank, SNB, RBNZ

USA

W USA sprzedaż domów (wt, czw) i PMI (śr) są jedynymi pierwszorzędnymi publikacjami. Rynek nieruchomości doświadcza silnego odbicia po okresie lockdownu i sierpniowe dane powinny to potwierdzać. Z kolei aktywność gospodarcza w sektorach przemysłowym i usługowym powinna utrzymać solidne tempo ekspansji. Na przestrzeni tygodnia pojawi się szereg wystąpień członków Fed na czele z prezesem Powellem, który przemawia w Kongresie (wt, śr, czw). Biorąc jednak pod uwagę, jak na konferencji po posiedzeniu FOMC Powell unikał doprecyzowania kwestii uśrednionego celu inflacyjnego, wątpliwe, aby jego koledzy dostarczyli świeżych wskazówek. Dużym katalizatorem dla rynków mogą być za to postępy w pracach nad fazą 4. pakietu fiskalnego, ale z tego, jak bezowocnie przebiegają negocjacje między partiami, najbliższe dni wcale nie muszą przynieść porozumienia.

Strefa euro

W strefie euro w odczytach PMI spodziewane jest utrzymanie wątłego tempa ekspansji przemysłu i usług (śr) jako skutek wzrostu liczby zachorowań i negatywnego przełożenia na konsumpcję. Podobnie niewielka zmiana oczekiwana jest w indeksach Ifo z Niemiec (czw). Oczekiwalibyśmy asymetrii reakcji EUR na dane z presją sprzedaży w przypadku spadku PMI poniżej 50.

Wielka Brytania

W Wielkiej Brytanii indeksy PMI (śr) będą musiały wyhamować po fazie restartu gospodarki po lockdownie, ale nowy wzrost zachorowań będzie pogarszał nastroje przedsiębiorców. Dla GBP ważniejsze będą jednak wydarzenia w brytyjskim parlamencie, gdzie pod obrady będzie poddana kwestia tzw. Protokołu dot. Irlandii Północnej, czyli części Withdrawal Agreement, która zmierza do uniknięcia postawienia granicy między Irlandią Północną i Irlandią. W poniedziałek ma odbyć się głosowanie nad poprawką przygotowaną przez Boba Neilla, która wymusza dodatkowe głosowanie parlamentu, gdyby rząd chciał złamać Protokół dot. Irlandii Północnej. Niezależnie w jakiej formie rząd Johnsona przeforsuje swój Internal Market Bill, strona unijna może uznać to za powód do zerwania negocjacji handlowych. Powodzenia w obstawianiu wyniku politycznych gierek wśród posłów torysów.

Polska

W Polsce kalendarz zawiera uzupełnienie danych o aktywności w sierpniu. Z dynamiki sprzedaży detalicznej (pon) wyparowuje efekt odroczonego popytu z tytułu lockdownu, ale normalizacja aktywności konsumentów powinna skutkować wzrostem sprzedaży r/r. Stopa bezrobocia (śr) pozostaje stabilna na 6,1 proc., choć liczba ta nie pokazuje prawdziwego obrazu rynku pracy z uwagi na skutki korzystania firm z Tarczy Antykryzysowej i dodatek solidarnościowy. Złoty pozostaje pod wpływem nastrojów na rynkach zewnętrznych, a brak zdecydowanego kierunku tamże będzie sprzyjał konsolidacji EUR/PLN wokół 4,45.
Przyszły tydzień przyniesie kilka decyzji banków centralnych z mniejszych europejskich gospodarek, gdzie jednak nie należy spodziewać się zmian poziomu stóp procentowych. Szwedzki Riksbank (wt) powinien być zadowolony z tempa odbicia gospodarczego, ale umocnienie korony osłabia trendy inflacyjne. Odrobina werbalnej interwencji nie jest wykluczona, choć rynek zdaje sobie sprawę z niechęci banku do przywrócenia ujemnych stóp procentowych.

Norwegia

W przekazie Norges Banku (czw) najciekawsze będą zmiany w prognozowanej ścieżce stopy procentowej z uwzględnieniem lepszych danych makro i wyższych cen ropy naftowej. Mimo to do pierwszej podwyżki jeszcze daleka droga (II poł. 2022 r.), więc debata nad ścieżką jest czysto teoretyczna bez wpływu na NOK.

Szwajcaria

W Szwajcarii SNB (czw) prawdopodobnie powtórzy, że interwencje walutowe pozostają jego głównym narzędziem w walce z silnym frankiem, który jest „wysoko wyceniany”. Więcej nie trzeba, gdyż EUR/CHF oddalił się od umownej granicy 1,05 i nie wymusza agresywnych działań banku.

Nowa Zelandia

W Nowej Zelandii RBNZ (śr) utrzyma stopę OCR na 0,25 proc., ale komunikat pozostanie gołębi z zasygnalizowaniem gotowości do wprowadzenia nowych narzędzi. Ponowne pojawienie się zakażonych wirusem w kraju oraz aprecjacja NZD rodzą ryzyka dla perspektyw gospodarczych i bank musi trzymać rękę na pulsie. Z drugiej strony ostatnie sygnały z MinFin wskazują, że parametry polityki nie ulegną zmianie przynajmniej do marca przyszłego roku. Gołębiość RBNZ jest w cenie, ale silniejsze akcenty niezadowolenia z siły waluty mogą zahamować zwyżki kursu.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Radna Warszawy apeluje o powstrzymanie się od oskarżeń w sprawie oczyszczalni Czajka. Mieszkańcy stolicy podzieleni w kwestii przypisania odpowiedzialności za awarię

– Nie ferujmy wyroków, które mogłyby okazać się krzywdzące, dopóki nie uzyskamy fachowej opinii ekspertów w kwestii odpowiedzialności za awarię Oczyszczalni Ścieków „Czajka” – mówi Anna Auksel-Sekutowicz, radna m.st. Warszawy. Po kolejnej awarii kolektorów doprowadzających nieczystości do oczyszczalni zapadła decyzja o budowie awaryjnego systemu, który ma powstrzymać zrzut ścieków do Wisły.

W pierwszych dniach września wojsko zakończyło budowę mostu pontonowego na Wiśle. Obecnie trwa montaż tymczasowego rurociągu, którym będą transportowane ścieki z części lewobrzeżnej Warszawy do zakładu Czajka. Jak informuje Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji, budowa bypassu może potrwać nawet cztery tygodnie. Wody Polskie podkreślają, że w ubiegłym roku, kiedy doszło do pierwszej dużej awarii rurociągu, opracowanie projektu bypassu i jego skonstruowanie na moście pontonowym zajęło 10 dni, a koszt wyniósł 36 mln zł netto.

– Nad zeszłoroczną awarią pracowało wielu specjalistów z Politechniki Warszawskiej oraz Politechniki Krakowskiej. Pamiętajmy, że tuż przed ponownym uruchomieniem rurociągu byli na miejscu eksperci z Krakowa, którzy ocenili, że wszystko jest w porządku. Jestem mieszkanką Białołęki, mieszkam niedaleko Czajki, więc jest to dla mnie bardzo ważna sprawa – przyznaje Anna Auksel-Sekutowicz.

Warszawska radna nie chce jednak oceniać, co mogło być przyczyną awarii i na kim spoczywa odpowiedzialność za obecną sytuację.

– Nie będę wyrokowała, dopóki nie wypowiedzą się eksperci. Obecnie otrzymujemy wiele informacji, począwszy od przypuszczeń, że awaria jest wynikiem błędu ludzkiego, skończywszy na ocenie, że to wina samego rurociągu. Pamiętajmy, że został on wybudowany kilkanaście lat temu, jeszcze za kadencji poprzedniej ekipy rządzącej. W związku z tym nie ferujmy wyroków, które mogłyby być krzywdzące dla obecnych władz i prezydenta Rafała Trzaskowskiego – apeluje radna.

Jak wynika z badania przeprowadzonego 8 i 9 września na zlecenie urzędu miasta na reprezentatywnej próbie mieszkańców Warszawy, co czwarty respondent, który słyszał o awarii, był zdania, że główną odpowiedzialność za nią ponosi Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji. Nieco ponad 20 proc. mieszkańców uważa, że awaria była usterką techniczną, której nie można było przewidzieć, a 13 proc. respondentów uznało prezydenta Rafała Trzaskowskiego za głównego odpowiedzialnego za awarię. Z kolei 8 proc. ankietowanych wskazało poprzedniego prezydenta Lecha Kaczyńskiego i tyle samo zapytanych wybrało odpowiedź „Wszyscy prezydenci m.st. Warszawy urzędujący od 1999 r.”.

60 proc. mieszkańców Warszawy, którzy słyszeli o awarii, dobrze oceniło działania prezydenta Rafała Trzaskowskiego. Ocenę negatywną wystawiło mu natomiast 28 proc. respondentów.

– Sztab kryzysowy jest cały czas na miejscu i pracuje. My jako koalicyjni radni Warszawy jesteśmy w stałym kontakcie z zarządem miasta, a każdy dzień przynosi nam dużo więcej informacji, dlatego jeszcze za wcześnie na wnioski – informuje Anna Auksel-Sekutowicz.

Badanie pokazało również, że respondenci mają wiedzę na temat podjętych przez władze miasta rozwiązań, które mają ograniczyć skutki awarii. Zdecydowana większość mieszkańców Warszawy (92 proc.) słyszała o ułożeniu tymczasowego rurociągu na moście pontonowym. O codziennym badaniu jakości wody w Wiśle wiedziało 64 proc. badanych, natomiast o budowie nowego przewiertu pod Wisłą oraz ozonowaniu ścieków po 63 proc.

Z kolei prawie połowa z tych, którzy znali rozwiązania podjęte przez władze miasta w celu ograniczenia skutków awarii, uważała, że działania te były wystarczające (48 proc.). Przeciwnego zdania było 33 proc. respondentów, a trudność w ocenie miał prawie co piąty badany (19 proc.). Jednak większość warszawiaków nie ma zastrzeżeń do jakości wody pitnej. Aż 78 proc. mieszkańców Warszawy uważa, że w ciągu ostatnich dni jakość wody w kranie się nie zmieniła. Tylko nieliczni stwierdzili, że pogorszyły się walory warszawskiej kranówki (4 proc.).

Polska organizuje coraz więcej dużych imprez sportowych. III Igrzyska Europejskie przyciągną najlepszych zawodników i ułatwią starania o olimpiadę

Polska przyciąga coraz więcej dużych imprez sportowych. W 2023 roku w Krakowie i Małopolsce odbędą się III Igrzyska Europejskie, z rekordową liczbą 23 dyscyplin. Sportowcy powalczą nie tylko o medale IE, ale też mistrzostw Europy i przede wszystkim – o kwalifikację olimpijską do Paryża. – W tych trudnych czasach pandemii organizowaliśmy imprezy na światowym poziomie. Igrzyska europejskie to szansa, by zwróciły się na nas oczy całego świata, a w przyszłości może ułatwić organizację igrzysk olimpijskich – mówi Danuta Dmowska-Andrzejuk, minister sportu.

– Chcemy III Igrzyskami Europejskimi pokazać się po raz kolejny. W Polsce w tych trudnych czasach pandemii koronawirusa organizujemy szereg imprez na najwyższym poziomie. Taką był 77. wyścig Tour de Pologne, który dostał bardzo dobre noty od Międzynarodowej Federacji. To kolejne imprezy, jak mistrzostwa świata w siatkówce kobiet w 2022 roku. Międzynarodowe wydarzenia przyciągną i kibiców i zwrócą na nas oczy całego świata – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Danuta Dmowska-Andrzejuk.

Kraków i Małopolska będą gospodarzami III Igrzysk Europejskich, po Baku i Mińsku. Choć ostateczny skład programu powstanie po negocjacjach z każdą z europejskich i międzynarodowych federacji sportowych, to wstępnie wiadomo, że sportowcy mają rywalizować w ponad 20 dyscyplinach. To już kolejne duże wydarzenie sportowe organizowane w naszym kraju. Ranga imprezy będzie ogromna – w wielu ze wstępnie przyjętych dyscyplin zawodnicy powalczą nie tylko o medale III Igrzysk Europejskich, ale także o kwalifikacje do igrzysk olimpijskich w Paryżu w 2024 roku oraz o medale mistrzostw Starego Kontynentu.

– Impreza będzie miała olbrzymie znaczenie i dla sportowców, i dla kibiców, i dla regionu. Będziemy starali się oczywiście korzystać z infrastruktury sportowej, która już jest, ale na pewno miasto i region zyskają kolejne sportowe inwestycje – zapowiada minister sportu. – Formuła III Igrzysk Europejskich jest przyjazna, ponieważ to my będziemy decydować o dyscyplinach sportu, które mogą się na nich znaleźć, więc sama organizacja nie powinna nas bardzo wiele kosztować.

Władze Krakowa już wcześniej podkreślały, że III Igrzyska Europejskie zorganizują tylko wówczas, gdy to rząd, a nie miasto, sfinansuje potrzebne inwestycje. Wiadomo, że w całości z budżetu państwa zostanie sfinansowana przebudowa stadionu Wisły – to koszt kilkudziesięciu milionów złotych. Rząd ma też opłacić budowę pływalni z torem o wymiarach olimpijskich, tor do kajakarstwa płaskiego oraz nową strzelnicę.

– Oprócz samej organizacji, czyli zapłacenia za pobyt sportowców, są jeszcze koszty związane z infrastrukturą – mówi Danuta Dmowska-Andrzejuk. – Warto jednak pamiętać, że ona zostanie, a miasto i cały region zyskają obiekty, które będą potem służyły społeczeństwu.

Ponadto Kraków ma dostać środki na zakup nowych wagonów tramwajowych, zostanie też prawdopodobnie przeprowadzona rozbudowa węzła Opatkowice, która ułatwi i przyspieszy dojazd do Zakopanego.

Ewentualny sukces organizacji III Igrzysk Europejskich oraz przygotowana infrastruktura mogą Polsce ułatwić drogę do organizacji większych wydarzeń, np. igrzysk olimpijskich.

– Każdy kraj chciałby mieć igrzyska olimpijskie, ja cieszę się, że zaczniemy chociażby od igrzysk europejskich – mówi minister sportu.

Rząd wydłuża konsultacje nad ustawą o cyberbezpieczeństwie. Może ona doprowadzić do wzrostu cen usług telekomunikacyjnych

– Projekt nowelizacji ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa nie spełnia wymogów legislacyjnych – alarmuje Michał Kuliński, adwokat i wspólnik w Kancelarii BBK. Brakuje w nim odpowiedniego uzasadnienia i rzetelnej oceny skutków proponowanych zmian. Eksperci krytykują też krótki czas konsultacji, początkowo przewidziany tylko na 14 dni, a teraz wydłużony do 6 października. – To istotny projekt, który może mieć dalekosiężne skutki i wprowadza nowe, niestosowane do tej pory regulacje i ingerencje w gospodarkę – mówi prawnik.

Nowelizacja ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa ma wdrożyć zalecenia i standardy opublikowane w tzw. 5G Toolbox, czyli zestawie narzędzi przygotowanych przez Komisję Europejską i Agencję Unii Europejskiej ds. Cyberbezpieczeństwa (ENISA). Wątpliwości ekspertów budzi przygotowanie projektu od strony legislacyjnej.

Projekt zgłaszany do Sejmu powinien mieć uzasadnienie, a w nim powinno znajdować się określenie przewidywanych skutków gospodarczych, społecznych, prawnych i finansowych wprowadzanych zmian. W tym projekcie uzasadnienie ma półtorej strony A4, na której znajduje się informacja, że wszyscy będą zadowoleni i na wszystkich zmiany proponowane w projekcie wpłyną pozytywnie – mówi agencji Newseria Biznes dr Michał Kuliński, adwokat i wspólnik w Kancelarii BBK.

Jak podkreśla, w uzasadnieniu nie uwzględniono w ogóle wpływu nowych przepisów na prawa konkurencji i wolności gospodarczej, a także na międzynarodowe zobowiązania wiążące Polskę, natomiast skutki gospodarcze i prawne potraktowano zbyt powierzchownie.

Jako skutki gospodarcze wymieniono to, że operatorzy będą musieli dołożyć starań, by poprawić kwestię cyberbezpieczeństwa, ale to jest z korzyścią dla nich, bo zwiększy to ich bezpieczeństwo oraz zaufanie osób trzecich. I tyle. Natomiast ocena skutków prawnych to są tylko cztery ogólnikowe zdania – mówi adwokat.

Podkreśla, że również w ocenie skutków społecznych zabrakło uwzględnienia konsekwencji decyzji Kolegium ds. Cyberbezpieczeństwa. Zgodnie z nowelizacją organ ten otrzyma kompetencje do oceny ryzyka dostawców sprzętu lub oprogramowania istotnego dla krajowego cyberbezpieczeństwa i bezpieczeństwa narodowego. Kolegium będzie oceniać ryzyko dostawcy trzystopniowo. Najwyższy stopień jest przewidziany dla firm, które stanowią poważne zagrożenie dla cyberbezpieczeństwa państwa i jednocześnie zmniejszenie poziomu tego ryzyka przez wdrożenie środków technicznych lub organizacyjnych nie jest możliwe. Dostawca uznany za zagrożenie zostanie odcięty od kontraktów na sprzęt, oprogramowanie i usługi. Co więcej, operatorzy będą mieli pięć lat na usunięcie produktów, które już zostały dostarczone przez tę firmę.

– Niewątpliwie wpłynie to na operatorów. Zresztą oni sami podkreślają, że to będą ogromne koszty związane z utopionymi inwestycjami, które trzeba będzie powtórzyć. W gospodarce wolnorynkowej te koszty muszą zostać przerzucone na klientów końcowych, a klientem końcowym telekomów, całej branży telekomunikacyjnej są wszyscy Polacy. Każdy korzysta z telefonów, sieci, internetu, więc wszyscy poniosą koszty. To jest właśnie jeden z podstawowych zarzutów, że ten projekt ustawy w ogóle w uzasadnieniu o tym nie mówi, nie przewiduje, jakie będą jej skutki – mówi wspólnik w Kancelarii BBK.

Propozycja, by operatorzy musieli wycofać się także z już prowadzonych inwestycji, jest kontrowersyjna także ze względów prawnych.

Projekt ewidentnie zawiera przepisy, które prowadzą do zakazu prowadzenia działalności gospodarczej, a nawet przewiduje konieczność wycofania poczynionych już inwestycji. To jest forma wywłaszczenia. Konstytucja w art. 21 ust. 1 mówi o tym, że w Polsce wywłaszczenie może się odbyć tylko w zamian za odpowiednie odszkodowanie. W nowelizacji nie ma jednak ani słowa o odszkodowaniu – zwraca uwagę Michał Kuliński.

Konsekwencje prawne proponowanych przepisów również mogą być daleko idące. Ekspert przewiduje, że mogą one wywołać liczne pozwy na gruncie prawa unijnego czy międzynarodowego.

– Chodzi m.in. o wiążące Polskę umowy o wolnym handlu w ramach Światowej Organizacji Handlu. Takimi sporami zajmują się także organy sądowe, quasi-sądowe, które mają instrumenty, by wyegzekwować swoje orzeczenie – mówi wspólnik w Kancelarii BBK.

Tym bardziej że Kolegium ds. Cyberbezpieczeństwa będzie mogło wykluczyć z rynku dany podmiot na podstawie takiego kryterium jak przestrzeganie praw człowieka w kraju, z którego dany podmiot pochodzi.

– Kryterium samo w sobie jest szlachetne, ale ocena tego przez organ stricte administracyjny, bez żadnej kontroli, bo do tego służy odwołanie do sądu, wydaje się zbyt uznaniowa – dodaje Michał Kuliński.

Eksperci krytycznie odnosili się także do 14-dniowego terminu konsultacji projektu zmian w ustawie o KSC, nazywając tę sytuację pozorem prawa. 17 września minister cyfryzacji zdecydował się jednak wydłużyć go do 30 dni, o co apelowały izby branżowe i przedsiębiorcy telekomunikacyjni. Termin na przekazywanie uwag upływa 6 października.

Co 10. dziecko wymaga pomocy psychologicznej. Podczas pandemii wsparciem dla nich jest terapia online i przez telefon

W Polsce 9 proc. dzieci i młodzieży, czyli ok. 630 tys. osób, wymaga pomocy psychologicznej albo psychiatrycznej – wynika z raportu Najwyższej Izby Kontroli. NIK wskazuje, że system lecznictwa nie jest w stanie jej zapewnić. – Nie ma wystarczającej liczby psychiatrów i psychologów dziecięcych. Bezpłatna pomoc bardzo się skurczyła, a nie wszystkie rodziny stać, żeby pójść do psychologa płatnie – mówi Maria Keller-Hamela z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę. Pandemia dodatkowo pogłębiła te problemy. W ich rozwiązaniu mogą pomóc konsultacje zdalne – telefoniczne i online. Taki projekt fundacja chce rozwijać wspólnie z firmą Huawei.

NIK alarmuje, że system lecznictwa psychiatrycznego nie zapewnia kompleksowej i powszechnie dostępnej opieki zdrowotnej w tej dziedzinie. Problemem jest nierównomierne w skali kraju rozmieszczenie kadry lekarskiej, szpitalnych oddziałów psychiatrycznych i poradni dla małoletnich. W pięciu województwach nie funkcjonował żaden oddział psychiatryczny dzienny, a w województwie podlaskim brakowało oddziału całodobowego. Zdarzało się, że małoletni pacjenci trafiali na oddziały dla dorosłych. Sytuacja stopniowo zaczyna się zmieniać wraz z reformą modelu opieki psychiatrycznej i wprowadzeniem trójreferencyjności ośrodków pomocy, które z założenia miały zwiększyć dostępność wsparcia. Wdrażanie nowego modelu rozpoczęło się już po zakończeniu kontroli NIK.

Mamy kryzys w psychiatrii dziecięcej, bo dzieci nie mają dostępu do pomocy psychologicznej. W telefonie zaufania widzimy, że sytuacja psychologiczna dzieci jest zła. Z jednej strony wstydzą się one pójść do psychologa, a z drugiej strony nie mają gdzie się zgłaszać, nie ma placówek bezpłatnych, które oferowałyby im pomoc – mówi agencji Newseria Biznes Maria Keller-Hamela, wiceprezeska Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę.

Z badań przeprowadzonych przez fundację wynika, że aż 41 proc. nastolatków doświadczyło przemocy ze strony bliskich osób dorosłych, a ponad połowa od swoich rówieśników. Jednocześnie przez ostatnie lata gwałtownie rośnie liczba zachorowań na depresję wśród nastolatków. Z raportu NIK wynika, że pomocy systemu lecznictwa psychiatrycznego i psychologicznego w Polsce wymaga 9 proc. dzieci i młodzieży poniżej 18. roku życia, czyli ok. 630 tys. osób.

Problemy psychiczne małoletnich pogłębiła jeszcze pandemia i związane z nią restrykcje i izolacja. Wpłynęły one na nasilenie lęków, poczucia wyobcowania, a także na zaburzenia relacji z rówieśnikami oraz rodziną. Jednocześnie trudniejszy stał się dostęp do wsparcia profesjonalistów w gabinetach.

W sytuacji pandemii pomoc online stała się bardzo ważna, dlatego ważne jest to, żeby działał telefon zaufania, żeby było wielu konsultantów. Dziś nie jesteśmy w stanie odebrać wszystkich rozmów, które dzieci chciałyby z nami przeprowadzić – mówi wiceprezeska Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę.

Fundacja oraz firma Huawei ruszyły z projektem „Wsparcie psychologiczne online dla dzieci”. Jego celem jest bezpłatne udostępnienie zdalnej, profesjonalnej pomocy psychologicznej, terapeutycznej i prawnej dzieciom, młodzieży i ich rodzinom. Będzie ona udzielana w ramach działalności trzech Centrów Pomocy Dzieciom prowadzonych przez fundację w Warszawie, Gdańsku i Starogardzie Gdańskim.

Dostarczymy niezbędną pomoc psychologiczną online dzieciom wykluczonym, z rodzin dysfunkcyjnych i takim, które nie mają na co dzień dostępu do niej, bo mieszkają daleko od ośrodków albo nie stać ich na wizytę u psychologa. Nezwykle ważne jest, żeby niezbędną pomoc dostarczyć jak najszybciej, szczególnie w przypadku dzieci z depresją. Dlatego chcemy wykorzystać technologię i stworzyć projekt terapii online – mówi Alicja Tatarczuk, odpowiedzialna za politykę społecznej odpowiedzialności biznesu w Huawei Polska.

Na rozwój projektu Huawei przeznaczy 60 tys. zł. Środki te pozwolą zakupić do centrów sprzęt do komunikacji online (m.in. słuchawki i laptopy) oraz zatrudnić dodatkowych specjalistów.

W ciągu 11 lat działania telefonu zaufania odebraliśmy 1,25 mln rozmów od dzieci. To jest bardzo potrzebne. Dzieci do nas dzwonią w różnych sprawach, ale gros z nich to jest właśnie kwestia zdrowia psychicznego, myśli samobójczych, niskiej samooceny i tego, że sobie nie radzą. W ostatnim czasie mocno wzrosła liczba interwencji ratujących życie dzieci, które chcą popełnić samobójstwo – mówi Maria Keller-Hamela. – Projekt z Huawei pozwoli nam ten dostęp online dla dzieci zwiększyć w zakresie liczby konsultacji i rozmów telefonicznych.

Polska jest w czołówce państw europejskich pod względem liczby samobójstw oraz prób samobójczych wśród dzieci i młodzieży. Jak wskazują dane Policji, w latach 2017–2019 w ten sposób zginęło 10 dzieci w przedziale wiekowym 7–12 lat oraz 301 dzieci w wieku 13–18 lat.

Tylko 9 proc. plastiku jest ponownie wykorzystywane. Problem nadmiaru jego produkcji mogą rozwiązać bioodpowiedniki

Zaledwie 3 proc. wyprodukowanego na świecie plastiku jest w użyciu. Tylko 9 proc. uczestniczy w zamkniętym obiegu. Tymczasem większość niekompostowalnych tworzyw mogłaby być zastąpiona biodegradowalnymi odpowiednikami. Ogromnym problemem pozostaje też transgraniczne przerzucanie odpadów, których największe ilości trafiają do krajów rozwijających się. ONZ podejmuje inicjatywy mające na celu wprowadzenie regulacji dotyczących produkcji polimerów syntetycznych.

– Gospodarka w obiegu zamkniętym wymaga wdrożenia. Ona nie jest tak dobrym mechanizmem, jakbyśmy sobie tego życzyli. Od 1950 roku wyprodukowaliśmy jako ludzkość 8 mld ton plastiku. To ponad tona na człowieka. Produkujemy go cały czas, kolejne setki tysięcy ton. Nie jesteśmy w stanie z tą konkretną frakcją odpadów sobie poradzić – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Kamil Wyszkowski, prezes UN Global Compact w Polsce.

Z raportu Deloitte „Plastik  w obiegu zamkniętym” wynika, że w Polsce od 30 do nawet 50 proc. tworzyw sztucznych jest po wyrzuceniu składowanych. Z tego samego opracowania dowiadujemy się, że roczne zapotrzebowanie na nie wynosi w naszym kraju 3,5 mln ton. Jedna trzecia z tej liczby jest generowana przez branżę opakowań. Globalnie skala problemu z odpadami z tworzyw sztucznych jest widoczna jeszcze bardziej.

– W użyciu jest zaledwie 3 proc. wyprodukowanego plastiku, 9 proc. zostało przetworzone, czyli mówimy tu o gospodarce w obiegu zamkniętym. Reszta jest gdzieś składowana, legalnie, półlegalnie albo nielegalnie. I to jest dramat, o którym trzeba i należy rozmawiać – podkreśla Kamil Wyszkowski.

W minionym roku w Genewie podczas konferencji ONZ około 180 krajów podpisało porozumienie w sprawie regulacji dotyczących eksportu plastikowych odpadów. Pakt ma umożliwić krajom rozwijającym się przyjmowanie odpadów z importu z krajów takich jak USA czy Kanada. Teraz, w ramach inicjatywy „Stop Plastik” ONZ podejmuje działania mające na celu wprowadzenie regulacji, dzięki którym produkcja polimerów syntetycznych będzie zakazana.

– Można je zastąpić chociażby biopolimerami, które się kompostują. Druga sekcja to zamienniki dla plastiku. Talerzyki plastikowe można zastąpić wypiekanymi otrębami pszennymi. Działają tak samo, mają tę samą funkcję, można nawet takie talerzyki zjeść, a na pewno kompostować. Mamy też rozwiązania takie jak kompostowalna folia rolnicza. Może zastąpić folię rolniczą, która jest największą frakcją odpadów w rolnictwie – wymienia prezes UN Global Compact w Polsce.

Jak zauważa, wokół pojęcia gospodarki o obiegu zamkniętym narosło wiele mitów. UN Global Compact wraz z Bankiem ING przygotowało raport „Osiem mitów o gospodarce obiegu zamkniętego”. Eksperci zajęli się w nim takimi problemami jak m.in. przekonanie o tym, że gospodarka o obiegu zamkniętym jest jedynie modą, nie jest przedsięwzięciem opłacalnym czy wiąże się z postulatem bezwzględnej eliminacji plastiku. Jednym z poważniejszych problemów, na jaki zwraca uwagę raport, jest transgraniczne przerzucanie odpadów.

– Nawet kraj, który świetnie sobie radzi z odpadami, czyli Niemcy, przywozi do Polski co roku 250 tys. ton plastiku. A u nas niekiedy on jest właściwie składowany, a niekiedy płonie w legalny bądź półlegalny sposób na składowiskach odpadów – wskazuje ekspert.

16 września w Sosnowcu doszło do pożaru składowiska odpadów, na którym był składowany plastik, ale również substancje niebezpieczne. W kwietniu do ogromnego pożaru, tym razem na nielegalnym składowisku odpadów niebezpiecznych, doszło w podkieleckich Nowinach. Zdarzenie spowodowało wszczęcie alarmu chemicznego w trzech gminach, z których jedną była niemal 200-tysięczna stolica województwa świętokrzyskiego.

– Z tego rodzaju praktyką trzeba walczyć. Globalny handel plastikiem to nie jest gospodarka w obiegu zamkniętym, tylko jej wynaturzenie. Dlatego czasami mówimy, że ten model po prostu nie działa, on jest świetny co do założeń, natomiast musielibyśmy sobie poradzić z czynnikiem, który się nazywa ludzką chciwością – podkreśla Kamil Wyszkowski.

Cyfrowe prawo jazdy już od 5 grudnia. Nowe przepisy to także szereg innych ułatwień dla kierowców

Kierowcy nie będą już musieli mieć przy sobie prawa jazdy. Od 5 grudnia wejdzie w życie kolejny etap deregulacji. Brak dokumentu prawa jazdy w trakcie kontroli nie będzie już wykroczeniem. Prawo do kierowania pojazdem policjant lub inspektor transportu drogowego potwierdzi w centralnej ewidencji kierowców. Wcześniej został zniesiony już obowiązek wożenia przy sobie dowodu rejestracyjnego i polisy OC. Wszystkie dokumenty będzie można przechowywać elektronicznie w aplikacji mObywatel.

– Od 5 grudnia nie będziemy musieli mieć przy sobie prawa jazdy, tak jak nie ma już konieczności posiadania przy sobie dowodu rejestracyjnego czy polisy ubezpieczenia OC – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Marek Zagórski, minister cyfryzacji.

Dotychczas za jazdę bez dokumentu potwierdzającego prawo do prowadzenia pojazdu groził mandat w wysokości 50 zł. Zniesienie tego obowiązku to kolejny etap pakietu deregulacyjnego. Brak obowiązku posiadania przy sobie dowodu rejestracyjnego i dokumentu poświadczającego zawarcie umowy o ubezpieczenie OC obowiązuje od 1 października 2018 roku. Dane i uprawnienia kierowcy będą sprawdzane w centralnej ewidencji kierowców.

– Dodatkowo, tak jak w tych pozostałych, dotychczasowych przypadkach, będzie można mieć prawo jazdy w smartfonie, w aplikacji mObywatel. Oprócz odzwierciedlenia tradycyjnego prawa jazdy będzie tam jeszcze łatwa i szybka informacja o punktach karnych – mówi minister cyfryzacji.

Jak podkreśla, wgranie dokumentu prawa jazdy do smartfona nie będzie trudne, wystarczy pobrać i zalogować się do aplikacji mobilnej.

– Wystarczy, że ściągniemy aplikację mObywatel i tam już nasze prawo jazdy będzie. Niektóre osoby, które uczestniczyły w testach, posiadają już cyfrowe prawo jazdy – wyjaśnia Marek Zagórski. – Od 5 grudnia będzie ono dostępne dla wszystkich, którzy pobiorą aplikację mObywatel.

Nowelizacja prawa o ruchu drogowym, która umożliwia digitalizację prawa jazdy, wprowadza ponadto szereg innych ułatwień dla kierowców, które będą wchodzić w życie w różnych terminach. Kierowcy nie będą mieli obowiązku wymiany dowodu rejestracyjnego po zapełnieniu wszystkich rubryk z terminami badań technicznych. Nie będzie trzeba również wydawać karty pojazdu oraz nalepki kontrolnej i jej wtórnika. Nabywca auta używanego będzie też mógł zachować jego dotychczasowy numer rejestracyjny bez względu na powiat. Kolejna zmiana to możliwość odzyskania na stacji kontroli pojazdów dowodu rejestracyjnego zatrzymanego elektronicznie przez Policję lub Inspekcję Transportu Drogowego. Dotychczas w tej sprawie należało się zwrócić do odpowiedniego urzędu.

Wakacje Polaków 2020 – na Warmii i Mazurach lub w Chorwacji

  • Podczas tegorocznych wakacji statystyczny klient, korzystając z kart płatniczych Santander Bank Polska, wydał na podróże nieco ponad 2000 zł, o jedną trzecią mniej niż przed rokiem
  • W Polsce największy wzrost liczby transakcji kartami Banku w kategorii gastronomia odnotowano na Warmii i Mazurach, na Suwalszczyźnie, w Bieszczadach oraz Białowieży
  • Wśród zagranicznych kierunków królowała Chorwacja, Bułgaria i Turcja, co wskazują dane z logowań do aplikacji Banku

Analitycy Santander Bank Polska porównali płatności kartami klientów w lipcu i sierpniu br. oraz zestawili je z poziomem wydatków w ubiegłoroczne wakacje. Okazuje się, że niezmiennie największą kategorię wydatków stanowią zakupy w sklepach i marketach spożywczych. Średnia wartość typowo wakacyjnych wydatków kartami na turystykę, przejazdy autostradami i hotele spadła w stosunku do ubiegłego roku, odpowiednio, o 27%, 8% i 6%.

Natomiast analiza logowań do aplikacji mobilnej Santander Bank Polska za granicą wskazuje, że w tym roku do ulubionych wakacyjnych kierunków należały Chorwacja, Bułgaria i Turcja.

Wydatki w wakacje Polaków

Z analizy wakacyjnych wydatków, dokonanych kartami Santander Bank Polska[1], wynika, że 55% wszystkich transakcji bezgotówkowych to zakupy w supermarketach, dyskontach i sklepach spożywczych. 12% transakcji stanowiły natomiast wydatki w restauracjach i barach, które były także średnio o 12% wyższe w porównaniu z ubiegłorocznymi wakacjami. Co ciekawe, tego lata, w porównaniu z minionym, niemal o 1/3 spadła średnia wartość wydatków na podróże, co wydaje się być naturalnym skutkiem nadal istniejących pewnych obostrzeń w podróżowaniu.

Podczas tegorocznych wakacji (w okresie lipiec-sierpień) statystyczny klient naszego banku wydał kartami płatniczymi 2082 złotych na podróże, czyli o prawie jedną trzecią mniej niż przed rokiem. Niemal 9 razy płacił kartą w barach i restauracjach, zostawiając w nich łącznie 313 zł. Dwukrotnie w wakacje zapłacił kartą za hotel, wydając łącznie 525 zł – mówi Przemysław Chojecki, data scientist w Santander Bank Polska.

Patrząc na wakacyjną mapę wydatków kartami Santander Bank Polska w lokalach gastronomicznych, w podziale na powiaty, zaważyć można istotny wzrost liczby transakcji w porównaniu z ubiegłorocznym sezonem urlopowym na Warmii, Mazurach, Suwalszczyźnie, w Białowieży, Borach Tucholskich i Bieszczadach, ale też w Tatrach, Beskidach i Karkonoszach. W tych regionach wzrosty są zdecydowanie wyższe niż w powiatach nadmorskich – Polacy wybrali jeziora, góry i lasy. Do powiatów, w których liczba transakcji kartami Santander Bank Polska w barach i restauracjach była o 90-100% wyższa niż przed rokiem należą m.in.: powiat sokólski, grajewski, nidzicki, sępoleński, hajnowski, biłgorajski, leski, gołdapski, zamojski, suwalski, włodawski, olsztyński, bieszczadzki i piski.Wakacyjne wydatki 2020

W lipcu i sierpniu, w porównaniu do analogicznego okresu minionego roku, w całej Polsce wzrosła także liczba transakcji kartami Santander Bank Polska w sklepach spożywczych, dyskontach i marketach. Najwyższe wzrosty zostały odnotowane na Warmii, Mazurach i na Suwalszczyźnie – 100% wzrost w powiecie węgorzewskim, 70-80% wzrosty w powiecie kolneńskim, łomżyńskim, sejneńskim, grajewskim. Na kolejnych pozycjach pod względem wakacyjnych wzrostów liczby transakcji kartami Banku znalazły się powiaty w Bieszczadach: bieszczadzki oraz leski, oba z 71% wzrostem liczby transakcji, porównując wakacje tegoroczne do ubiegłorocznych.

Wzrost liczby transakcji kartami Santander Bank Polska w barach oraz restauracjach w lipcu i sierpniu, a także wzrost liczby transakcji w sklepach spożywczych wskazują, że tegorocznym wakacyjnym hitem były Warmia i Mazury, Suwalszczyzna i Bieszczady. W czasie pandemii Polacy wybierali te regiony, które są znane jako nietłoczne czy wręcz dzikie, pozwalające spędzać czas na łonie natury – mówi Przemysław Chojecki, data scientist w Santander Bank Polska.

Wakacyjne wzrosty liczby logowań w Chorwacji, Bułgarii i Turcji

W okresie styczeń-sierpień br. logowania do aplikacji mobilnej Santandera spoza kraju stanowiły 5,6% wszystkich. W tym czasie klienci Santander Bank Polska najczęściej logowali się w Niemczech, Wielkiej Brytanii i Holandii – kraje te stanowiły 59% zagranicznych logowań. Natomiast w okresie wakacyjnym tj. w lipcu i sierpniu największe wzrosty procentowe liczby logowań do Santander Mobile widoczne były w Chorwacji, Bułgarii i Turcji.

Analiza logowań do aplikacji Santander mobile w tegoroczne wakacje wskazuje, że najchętniej wybieranym kierunkiem wakacyjnym była Chorwacja – w lipcu odnotowaliśmy prawie 10 razy tyle logowań co w czerwcu, a w sierpniu aż 14-krotnie więcej niż w czerwcu. Popularnością cieszyła się także Bułgaria – z ponad 2-krotnym wzrostem logowań w lipcu względem czerwca i ponad 3,5-krotnym, porównując sierpień z czerwcem. Na trzecim miejscu pod względem wzrostu liczby logowań do aplikacji mobilnej Banku znalazła się Turcja – 2,5-razy więcej logowań w sierpniu niż w czerwcu – mówi Tomasz Batko, data scientist w Santander Bank Polska.

Relatywnie niewielkie wzrosty liczby logowań odnotowano z Portugalii, Hiszpanii i we Włoszech – w sierpniu odpowiednio 79%, 51% i 51% więcej niż w czerwcu. Ograniczenia związane z COVID-19 wpłynęły na wyraźny spadek liczby logowań do aplikacji w Egipcie.

W tegoroczne wakacje nieco częściej niż w pierwszej połowie roku, klienci Santander Bank Polska logowali się w krajach sąsiednich. W przypadku Czech wyraźnie widać otwarcie granic dla Polaków 30.06.2020 – przyrost logowań o ponad 30% w lipcu i sierpniu w stosunku do czerwca. Widać również, że w lutym liczba logowań była rekordowa i wyższa niż w wakacje letnie (ferie, okres przed pandemią) w Czechach oraz w Słowacji. Natomiast w przypadku Białorusi i Ukrainy w początkowym okresie pandemii (marzec, kwiecień) zauważalny był wyraźny wzrost liczby logowań z tych krajów.

[1] Dane własne Santander Bank Polska za okres lipiec-sierpień 2020 i lipiec-sierpień 2019, nie obejmują transakcji gotówkowych. Wartości dla kategorii liczone tylko dla klientów, u których wystąpiło takie zjawisko.

Ropa dalej drożeje

Rynek surowców energetycznych odrabia straty wywołane nadmierną produkcją względem popytu. Teraz pomógł huragan, ale rynek dalej jest niestabilny i bez reakcji OPEC szybko możemy znów zobaczyć spadki na giełdach, a wkrótce i na stacjach paliw. W Wielkiej Brytanii bez rewolucji po wczorajszym posiedzeniu.

Dane z USA

Wczoraj poznaliśmy pakiet danych z USA. Rynek budowy domów nie wygląda tak dobrze, jak sądzono, aczkolwiek jesteśmy na wysokich poziomach. Dobrze za to wypada liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych, która stabilizuje się wyraźnie poniżej miliona. W dalszym ciągu warto jednak pamiętać, że stabilny odczyt tego wskaźnika to około 250 tysięcy. Mamy zatem obecnie dużą rotację miejsc pracy w USA. Dolar przyjął te dane dość defensywnie. Było to również konsekwencją korekty po wczorajszym silnym umocnieniu wywołanym decyzją FED.

Odbicie na ropie trwa

Początek miesiąca był bardzo słaby dla rynku ropy naftowej. W dwa tygodnie zobaczyliśmy spadek o 15%. Od tego momentu jednak trochę się zmieniło, ekstremalne warunki pogodowe to nie jest coś, co patrząc na rok 2020 powinno nas szczególnie dziwić. Doprowadziło to jednak do gwałtownego spadku produkcji ropy w USA. W rezultacie nadmiar towaru na rynku, który obniżał ceny nagle przestał mieć miejsce. Od początku tygodnia ropa naftowa podrożała o około 10% odzyskując większość spadków.

Bez niespodzianek na wyspach

Bank Anglii okazał się znacznie bardziej przewidywalny dla rynków niż rząd. Wczorajsze posiedzenie stabilnie 9 głosami za bez głosów odmiennych, utrzymało stopy procentowe na niezmienionym poziomie. 0,1% jest najniższym poziomem w historii. Po kryzysie z 2008 roku pozostały one na poziomie 0,5%. Do 0,25% obniżono je dopiero przy okazji zamieszania w sprawie Brexitu. Brytyjczycy podobnie jak Amerykanie nie chcą wprowadzać ujemnego oprocentowania, by nie zniechęcać ludzi do trzymania pieniędzy w bankach. Rynki przyjęły to posiedzenie bardzo neutralnie.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Irańska opozycja inwigilowana przez reżim. Ujawniono sześcioletnią kampanię hakerską

Od 6 lat podmioty powiązane z irańskim reżimem inwigilują opozycjonistów – informuje firma Check Point. Atakujący korzystali z wielu metod cyberszpiegowskich, w tym przechwytując konta Telegram ofiar, nagrywając otoczenie dźwiękowe ich telefonu, czy wyodrębniając kody uwierzytelniania dwuskładnikowego.

W operacji trwającej od 2014 roku hakerzy powiązani z irańskim rządem wykorzystywali różne wektory ataków do szpiegowania swoich ofiar – głównie członków organizacji antyreżimowych i ruchów oporu, takich jak Mujahedin-e Khalq, Azerbejdżańska Narodowa Organizacja Oporu i obywatele Beludżystanu – informują specjaliści ds. bezpieczeństwa z firmy Check Point. Irańscy napastnicy przechwytywali konta Telegram, wyodrębniali kody uwierzytelniania dwuskładnikowego z wiadomości SMS i nagrywali otoczenie za pomocą mikrofonu telefonu.

Irańscy hakerzy w celach zwiadowczych wykorzystali dokumenty z zaszytym złośliwym oprogramowaniem, aby zainfekować urządzenia swoich ofiar. Podstawową funkcjonalnością szkodliwego oprogramowania użytego w operacji była kradzież jak największej ilości informacji bezpośrednio z urządzenia docelowego. Skierowane było głównie w Telegram Desktop i KeePass, słynny magazyn haseł.

Podczas dochodzenia badacze z Check Pointa odkryli również złośliwą aplikację na Androida powiązaną z tym samym źródłem. Podszywała się ona pod usługę pomagającą osobom mówiącym w języku perskim w uzyskaniu prawa jazdy w Szwecji. Backdoor Androida zawierał m.in. funkcje kradzieży wiadomości, pozyskiwania danych z urządzenia czy nagrywania rozmów i otoczenia.

O rozmachu operacji świadczą przygotowane przez hakerów strony internetowe podszywające się pod komunikator Telegram. Co zaskakujące, kilka irańskich kanałów Telegram już wcześniej ostrzegło przed stronami phishingowymi, twierdząc, że stoi za nimi irański reżim. Według doniesień wiadomości phishingowe były wysyłane przez bota Telegrama i ostrzegały odbiorcę, że niewłaściwie korzysta z usług komunikatora, przez co jego konto zostanie zablokowane, jeśli nie kliknie w przesłany link. Inny kanał Telegramu przedstawił nawet zrzuty ekranu z próby phishingu, pokazujące, że atakujący założyli konto podszywające się pod oficjalny profil Telegram. Co ciekawe, początkowo osoby atakujące wysłały wiadomość o funkcjach nowej aktualizacji Telegrama, co miało na celu uwiarygodnienie kolejnych wiadomości. Właściwa wiadomość phishingowa została wysłana zaledwie pięć dni później, udostępniając link do złośliwej domeny.

Po przeprowadzeniu naszego badania udało się wyróżnić kilka rzeczy charakterystycznych. Po pierwsze – wiadomości błyskawiczne i ich inwigilacja. Chociaż Telegrama nie można odszyfrować, można go łatwo przejąć. Inwigilacja komunikatorów internetowych, zwłaszcza w przypadku Telegrama, jest czymś możliwym i każdy powinien być tego świadom. Po drugie, ataki typu phishing na urządzenia mobilne, komputery i strony internetowe były powiązane z tą samą operacją. Oznacza to, że operacje te były najprawdopodobniej zarządzane zgodnie z wytycznymi wywiadu i tzw. interesami narodowymi. – mówi Lotem Finkelsteen, menedżer wywiadu zagrożeń w firmie Check Point, zapewniając jednocześnie, że badacze będą nadal monitorować różne obszary geograficzne na całym świecie, aby lepiej informować opinię publiczną o cyberbezpieczeństwie.

GPW planuje przejąć Armeńską Giełdę Papierów Wartościowych

  • Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) podpisała porozumienie z Centralnym Bankiem Armenii (CBoA) w sprawie negocjacji odkupienia od Banku 65% udziałów w giełdzie armeńskiej (AMX)
  • Ewentualne przejęcie AMX przez GPW będzie wymagało m.in. przeprowadzenia procesu due diligence i uzyskania odpowiednich zgód korporacyjnych
  • Wstępna, szacunkowa wycena 100% udziałów AMX wynosi około 5,8 mln zł

W dniu 18 września br. Zarząd GPW podpisał porozumienie z Centralnym Bankiem Armenii (CBoA) w sprawie negocjacji zakupu pakietu większościowego stanowiącego 65% udziałów w Armeńskiej Giełdzie Papierów Wartościowych (AMX). Postanowienia porozumienia nie mają charakteru wiążącego, a zawarcie umowy inwestycyjnej uzależnione będzie m.in. od przeprowadzenia przez GPW procesu due diligence i uzyskania wymaganych zgód korporacyjnych.

Nawiązanie przez GPW współpracy z Centralnym Bankiem Armenii to historyczny moment i dobra wiadomość dla obu stron porozumienia. Wiele sektorów w Armenii jest niedoinwestowanych, co oznacza, że kraj ten ma duży potencjał wzrostu. A to właśnie inwestycje są motorem rozwoju gospodarczego, szczególnie w krajach wschodzących. Uważam, że przejęcie AMX przez GPW pozwoliłoby armeńskiemu rynkowi kapitałowemu wejść na szybką ścieżkę wzrostu, a warszawskiej giełdzie uzyskać zadowalający zwrot z inwestycji. Nie bez znaczenia jest fakt, że Polska staje się promotorem rynków rozwijających się. To dobry kierunek – mówi Jacek Sasin, Wiceprezes Rady Ministrów, Minister Aktywów Państwowych.

W podpisanym przez GPW i CBoA porozumieniu zostały określone ramowe warunki dalszych negocjacji w celu potencjalnego podpisania umowy inwestycyjnej. Kolejnym krokiem GPW będzie przeprowadzenie procesu due diligence oraz opracowanie we współpracy z CBoA i AMX 5-letniego planu rozwojowego giełdy w Armenii, a także uzgodnienie ostatecznych warunków umowy inwestycyjnej. Mogą one odbiegać od ramowych założeń.

GPW to stabilna i stale rosnąca firma, która jednocześnie jest sercem rynku kapitałowego w Polsce oraz liderem giełd w Europie Środkowo-Wschodniej. Wierzę, że bogate doświadczenie i kompetencje nabyte przez warszawską giełdę w ciągu ostatnich 30 lat przełożą się na zbudowanie dobrej i owocnej współpracy z rynkiem finansowym w Armenii – zaznacza Dominik Kaczmarski, Dyrektor Departamentu Analiz i Sprawozdawczości w Ministerstwie Aktywów Państwowych, Prezes Rady Giełdy.

W trakcie dotychczasowych analiz, poprzedzających podpisanie porozumienia, GPW zdefiniowała listę kilkunastu potencjalnych projektów strategicznych zorientowanych na długoterminowy rozwój armeńskiej giełdy. Główne obszary rozwojowe to wdrażanie innowacyjnych rozwiązań opartych na najnowszych technologiach, organizowanie obrotu towarowego, umożliwienie emitentom GPW i AMX tzw. dual listingu czy udostępnienie platformy transakcyjnej.

Dostrzegamy wiele obszarów, w których moglibyśmy wesprzeć rozwój rynku kapitałowego w Armenii. Najważniejszym z nich jest cyfryzacja i automatyzacja procesów, które są już podstawowym elementem giełd w krajach rozwiniętych. Potencjalne przejęcie AMX pozwoli nam na ekspansję naszych usług oraz przyspieszenie realizacji strategii #GPW2022. Z drugiej strony da armeńskiej giełdzie możliwość skorzystania z know-how Grupy Kapitałowej GPW – podkreśla Marek Dietl, Prezes Zarządu GPW.

W 2019 r. skonsolidowane przychody Grupy AMX wyniosły 6,4 mln zł, EBITDA – 2,0 mln zł, a zysk netto – 1,3 mln zł. Na dzień 31 grudnia 2019 r. aktywa ogółem Grupy AMX wyniosły 6,5 mln zł. Wstępna, szacunkowa i niewiążąca wycena 100% udziałów w AMX wynosi jednokrotność wartości księgowej spółki na dzień 30 czerwca 2020 r., tj. około 5,8 mln zł. Ewentualna cena zakupu przez GPW udziałów w AMX, zostanie potwierdzona po zakończeniu procesu due diligence.

Cieszymy się, że doszło do porozumienia w kwestii podstawowych ram naszej przyszłej współpracy z Giełdą Papierów Wartościowych w Warszawie. Ta wzajemnie korzystna transakcja ma długofalowe znaczenie strategiczne dla obu stron. Z zadowoleniem stwierdzam, że postrzegamy GPW jako partnera, który podziela naszą wizję dalszego rozwoju rynków kapitałowych. Jako lider tego przedsięwzięcia, GPW ma możliwość przekazania swoich doświadczeń i know-how, dzięki czemu AMX może stać się sprawną, innowacyjną i przyjazną dla użytkownika platformą, służąc inwestorom jako droga wejścia na nowe rynki. Prowadzi to również do realizacji naszych wspólnych ambicji w obszarze rozwoju w całym regionie – powiedział Martin Galstyan, Przewodniczący Centralnego Banku Armenii.

Podstawową działalnością Grupy AMX jest organizowanie obrotu instrumentami finansowymi oraz prowadzenie izby depozytowo-rozliczeniowej w zakresie obrotu instrumentami finansowymi w Armenii. Siedziba spółki mieści się w stolicy Armenii, Erywaniu. Obecnie Centralny Bank Armenii posiada 85% akcji AMX. Pozostałe 15% są akcjami własnymi AMX. W ramach podpisanego porozumienia CBoA zwiększy swój udział do 90%, po czym GPW odkupi od niego pakiet  65% akcji. W wyniku tej transakcji CBoA będzie posiadać 25% akcji w AMX, a pozostałe 10% nabędzie podmiot trzeci, wskazany przez GPW.