Gdzie jest granica dla drukowania pieniędzy bez gwałtownego osłabienia polskiej waluty

Dane o spadku dochodów budżetowych i wzroście podaży pieniądza analitycy uznają za co najmniej dość szokujące. Wartość papierowej gotówki i monet w obiegu zwiększyła się w kwietniu o 20,2 mld zł.

Dochody podatkowe w kwietniu były o 32 proc. mniejsze niż rok temu. To oznacza ich spadek o 11,5 mld złotych. Wpływy z podatku VAT zmniejszyły się o 22,5 proc., z akcyzy o 21 proc., z podatku PIT o 32 proc. Największy regres dotyczył dochodów budżetu z CIT – były mniejsze aż o 58 proc.

Wydatki państwa w kwietniu były o 22 proc. wyższe niż rok temu. Czyli wzrosły o 7,7 mld zł. Wzrost wydatków i załamanie się dochodów podatkowych dało w efekcie deficyt na poziomie 9,5 mld złotych. Licząc od początku roku, wynosi on już 18,9 mld zł, a licząc za ostatnie dwanaście miesięcy nawet 32,5 mld zł.

Ratowanie przedsiębiorstw przed utratą płynności, wprowadzanie kolejnych tarcz antykryzysowych – związane jest więc z drukowaniem pieniędzy.

– Kryzys jest tak szczególny, jakiego nie znaliśmy, bo związany jest z pandemią, stoimy więc przed pytaniem: jeżeli nie drukować pieniędzy, to co innego robić? – mówi w rozmowie z MarketNews24 Marek Lachowicz, główny analityk Instytutu Jagiellońskiego. – Trzeba jednak upewnić się czy te pieniądze są dobrze wydawane. Rewizja wydatków będzie potrzebna, ale to jeszcze nie jest ten moment, aby to zrobić.

Natomiast już teraz warto postawić pytanie na jaką skalę NBP może drukować pieniądze, aby nie wywołać niepokoju na światowych rynkach, związanego ze stanem deficytu budżetowego i długu publicznego.

– Powinniśmy patrzeć jak postępują inni i zachowywać się podobnie, obserwując czy nie doprowadzimy do nadmiernego osłabienia złotego – komentuje ekspert. – Natomiast ekonomiści będą spierać się o politykę monetarną, a tu konsensusu nie ma. Istotne jest, że ten dodruk pieniędzy odbywa się w trójkącie Ministerstwo Finansów, BGK, NBP. Ten dług nie wycieka poza instytucje sektora finansów publicznych, nie ma ryzyka, że zagraniczny inwestor wykupi obligacje wartości 20 mld zł doprowadzając następnie do gwałtownego osłabienia złotego.

Czy nie powinniśmy jednak znowelizować ustawę budżetową, aby dowiedzieć się jaki jest rzeczywisty stan finansów państwa? Niektóre kraju UE już są po takiej nowelizacji.

– Nowelizacja jest konieczna, ale musimy najpierw wiedzieć, jak mocno pandemia uderzyła w gospodarkę, potrzebne są prognozy jak bardzo musimy się jeszcze zadłużyć jako państwo i jak będzie wyglądał na ścieżce wzrostu powrót do normalności – mówi M.Lachowicz. – Nie spodziewałbym się dokumentów potrzebnych do nowelizacji wcześniej niż w III kwartale.

Czy CD Projekt pozostanie najdroższą polską spółką na GPW?

Pod względem kapitalizacji CD Projekt to dziś największa spółka na GPW, daleko wyprzedzająca tuzów takich, jak PKN Orlen. Jej notowania przekroczyły psychologiczną barierę 400 zł za akcję.

Globalny popyt na gry wideo w czasie pandemii wspiera ceny akcji spółek gamingowych. Wyniki finansowe CD Projekt za I kw. tego roku były rekordowe i wyprzedziły oczekiwania. Rok do roku zysk netto spółki wzrósł pięciokrotnie, do 92 mln zł. Firma poinformowała też, że sprzedaż jej gier o Wiedźminie przekroczyła 50 mln kopii.

Wartość rynkowa CD Projekt jest już widocznie większa niż największego polskiego koncernu, czyli Orlenu. Ta całkowicie prywatna firma jest też wyceniana wyżej niż inne spółki z udziałem Skarbu Państwa. Kapitalizacja CD Projekt ostatnio waha się w okolicach 40 mld zł, w porównaniu z ok. 28 mld zł w przypadku PKN Orlen i PKO BP.

– CD Projekt wyprzedził wszystkie spółki WIG20, a stało się to w momencie, gdy GPW dość mocno dołowała i zwłaszcza inwestorzy zagraniczni sprzedawali akcje spółek z tego indeksu – przypomina w rozmowie z MarketNews24 Maciej Leściorz, ekspert CMC Markets.

Od czasu marcowego dołka na GPW akcje CD Projekt zyskały już 70 proc. Dla sukcesu spółki istotne jest, że działa ona globalnie. Sprzedaż jej gier ze świata Wiedźmina rośnie m.in. w USA.

– Także inna polska spółka gamingowa z GPW – Ten Square Games – wyprzedziła kilka spółek z GPW – dodaje ekspert CMC Markets. – Jej kapitalizacja jest już większa niż na przykład Alior Banku, CCC czy JSW.

Podobną tendencję widać również w przypadku zagranicznych producentów gier. CMC Markets skonstruowało „koszyk” akcji światowych firm z tego sektora. Przez ostatnie dwa miesiące jego wartość rynkowa urosła o ponad 50 proc.

– Apetyt na akcje CD Projekt jest bardzo duży, pomimo że spółka zapowiedziała, że tym razem nie wypłaci dywidendy, ponieważ jak najwięcej środków chce przeznaczyć na promocję nowej gry pt. „Cyberpunk 2077” – dodaje Leściorz.

Jego zdaniem, jeśli nowa produkcja CD Projekt, której premiera planowana jest na wrzesień, odniesie rynkowy sukces, spółka ma szansę pozostać liderem GPW nawet po wygaśnięciu pandemii.

Jakie kłopoty spowoduje proponowana ustawowa ochrona polskich przedsiębiorstw przed wrogim przejęciem

Proponowana ustawowa ochrona polskich przedsiębiorstw przed wrogim przejęciem doprowadzi do wydłużenia czasu zawierania transakcji. Ograniczy również dostęp do kapitału firmom, które chcąc ratować się przed bankructwem będą poszukiwały zastrzyku kapitału.

Projekt Tarczy Antykryzysowej 4.0 oprócz dopłat do oprocentowania kredytów bankowych udzielanych przedsiębiorcom na zapewnienie płynności finansowej wprowadza także szereg innych istotnych zmian prawnych i podatkowych, w tym m.in.: przepisy wprowadzające kontrole przy nabywaniu udziałów polskich spółek.

Wprowadzane zmiany mają chronić przedsiębiorstwa przed ich wrogim przejęciem przez podmioty spoza obszaru Unii Europejskiej lub Europejskiego Obszaru Gospodarczego. Inwestorzy spoza tych obszarów będą musieli zgłosić chęć nabycia takiej firmy lub jej udziałów do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

– Przedsiębiorcy nie mają powodów do zadowolenia, ponieważ proponowane zmiany doprowadzą do przedłużenia procesu transakcji zbycia udziałów w spółce. W projekcie odstąpiono od wskazania konkretnych podmiotów, których mają dotyczyć nowe regulacje. W konsekwencji będzie się musiał liczyć z nimi każdy, kto w którymkolwiek z dwóch ostatnich lat obrotowych przekroczył 10 mln euro przychodu i może się zakwalifikować do jednej z 21 branża wskazanych w projekcie ustawy (m.in. przetwórstwo mięsa, mleka, zbóż oraz owoców i warzyw.

Trudno też obronić argument, że ustawa ma chronić firmy przed wrogim przejęciem, bo z takim mamy do czynienia, gdy transakcja przeprowadzana jest wbrew woli zarządu czy właścicieli. Ta ustawa, jeżeli jej projekt nie zostanie zmieniony, będzie blokować transakcje, które chcą przeprowadzić właściciele dla dobra firmy.

Weryfikacja transakcji przez UOKiK może trwać kilka miesięcy. Proponowane zmiany ograniczają też polskim firmom dostęp do zagranicznego kapitału.

– To utrudnienie okaże się istotne dla firm rodzinnych, ponieważ wstrzymane zostały prace nad ustawą o polskiej fundacji prywatnej, dlatego można wyobrazić sobie taki scenariusz, że właściciel firmy rodzinnej, który nie ma komu jej przekazać, będzie musiał zmierzyć się z dodatkową procedurą i komplikacjami – wyjaśnia A. Turska z Kancelarii Ożóg Tomczykowski.

Ryzyko prowadzenia biznesu przy utrudnionym dostępie do kapitału zwiększa także to, że przepisy te są wprowadzane bez żadnego ograniczenia czasowego. W związku z tym, istnieją obawy, że mogą być wprowadzane na stałe.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia 1.06 – 5.06.2020

W ostatnich dniach inwestorzy zdecydowali się silniej dyskontować perspektywy odbicia gospodarczego po okresie zastoju wywołanego pandemią koronawirusa. Jednak wzmacnianie apetytu na ryzyko nie przychodzi łatwo w obliczu narastających napięć na linii USA-Chiny. Rynki mogą teraz być bardziej wrażliwe na negatywne impulsy. Dane makro będą przypominać, jak wielkie szkody wyrządził kryzys zdrowotny.

Przyszły tydzień: ISM/PMI, NFP z USA, EBC, RBA, PKB z Australii, BoC, rynek pracy z Kanady

USA

W USA po odczytach ISM (pon, śr) oczekuje się niewielkich wzrostów, ale przy utrzymaniu wskaźników w recesyjnych obszarach. Kolejne stany znoszą zakazy i przywracana jest produkcja, ale minie trochę czasu, zanim aktywność wróci do przedpandemicznych poziomów. Niepewne przyszłości firmy dalej redukują zatrudnienie, co powinno zostać odzwierciedlone w majowym raporcie NFP (pt). Konsensus zakłada spadek zatrudniania w sektorze pozarolniczym o 8 mln osób, co będzie drugim najgorszym wynikiem w historii po 20,5 mln utraconych miejsc pracy w kwietniu. Stopa bezrobocia ma wzrosnąć do 19,5 proc., ale wynik może być niższy, jeśli więcej Amerykanów zdecyduje się przerwać aktywne poszukiwanie pracy. USA potrzebują odwrócenia trendu na rynku pracy, by określić ekonomiczny punkt odbicia, co jest istotne dla odbudowy zaufania biznesu i konsumpcji. To może być istotne dla fundamentów USD w przyszłości, podczas gdy na razie będzie ważniejszy jego status bezpiecznej przystani.

Strefa euro

Europejski Bank Centralny prawdopodobnie zakomunikuje rozszerzenie programu skup aktywów PEPP (czw). Wskazał na to protokół z ostatniego posiedzenia EBC, w którym zaznaczono, że wysoka niepewność zmusza bank do ciągłej rewizji środków. Ponadto tempo wykorzystania PEPP sugeruje, że fundusz wyczerpie się do końca III kw., podczas gdy miał służyć do końca roku. Uważamy, że EBC powiększy PEPP o dodatkowe 500 mld EUR, ale nie dokona innych zmian w polityce, gdyż bank w PEPP widzi główne narzędzie do walki z kryzysem. Zwiększenie PEPP powinno być już w cenach i nie zachwieje pozycją EUR. Waluta natomiast może być bardziej wrażliwa na schłodzenie rynkowych nastrojów, gdyby nasiliły się ryzyka geopolityczne. Tydzień przynosi też rewizję PMI (pon, czw) oraz sprzedaż detaliczną (czw), ale dane powinny przejść bez echa.

Wielka Brytania

Z Wielkiej Brytanii otrzymamy finalne szacunki PMI (pon, śr), gdzie wstępne dane pokazały odbicie mniejsze od oczekiwań. To źle rokuje dla dynamiki PKB w II kw., nawet jeśli lockdown ma być stopniowo znoszony w czerwcu. Mimo to finalne szacunki (wzbogacone o ankiety zebrane w późniejszym terminie) mogą okazać się wyższe wraz z nadziejami na otwarcie gospodarki. Funt chwilo korzysta na poprawie nastrojów rynkowych i słabości USD, jednak fundamenty GBP pozostają niekorzystne. Jeśli do końca czerwca Wielka Brytania nie zdecyduje się na przedłużenie negocjacji handlowych z Eurolandu (najbardziej prawdopodobny scenariusz), perspektywa twardego brexitu od 2021 r. będzie osłabiać funta.

Polska

W Polsce w odczycie indeksu PMI dla przemysłu (pon) widzimy ryzyko podtrzymania dużego pesymizmu przedsiębiorców w obliczu trudności związanych z pandemią. Pomimo poluzowania lockdownu w maju, nie wszędzie sytuacja musiała ulec wyraźnej poprawie, którą menadżerowie chcieliby odnotować w swoich ankietach. Ubytek zamówień i decyzje dotyczące redukcji zatrudnienia będą obniżać wynik PMI. Jak zwykle wpływ danych na PLN powinien być marginalny. Większym problemem jest wyważenie długoterminowych skutków nieoczekiwanej obniżki stóp procentowych RPP z poprawą apetytu na ryzyko na rynkach globalnych. Niezdecydowane może zakotwiczyć EUR/PLN pod 4,50.

Chiny

W odczytach PMI dla chińskiego sektora przemysłowego (pon) i usługowego (śr) istotne będzie, w jakim tempie postępuje odbudowa gospodarcza. Lepsze dane obudzą nadzieje na szybsze odbicie w innych częściach świata.

Australia

W Australii PKB za I kw. (śr) powinno być ujemne, ale panuje duży rozstrzał w prognozach, co może odbić się na postawie AUD, choć dane nie powinny mieć większego znaczenia od sentymentu opartego o odbiór napięć na linii USA-Chiny. AUD/USD testuje 3-miesięczne szczyty i potrzebuje podtrzymania trybu risk-on. Po posiedzeniu RBA (wt) nie spodziewamy się niespodzianek.

Kanada

Z Kanady otrzymamy decyzję BoC (śr) oraz raport z rynku pracy (pt). Już w kwietniu BoC przestawił politykę z obniżek stopy procentowej (0,25 proc.) na skup aktywów i teraz powinien się trzymać nowo obranej strategii. W kwietniu też uruchomił dwa nowe programy wsparcia sytemu finansowego. Teraz BoC powinien przyjąć postawę wait-and-see i czekać na efekty dotychczasowego luzowania. Rynek pracy pozostaje w trudnym stanie po tym, jak w dwa miesiące odpłynęło z niego 3 mln osób. W maju spadek zatrudnienia powinien być kontynuowany. Słabsze dane mogą zachwiać CAD, który aktualnie korzysta na poprawie rynkowych nastrojów.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Trzecia obniżka stóp procentowych w tym roku – komentarz Aleksandra Pawlaka, Prezesa Zarządu Tavex

Decyzją Rady Polityki Pieniężnej stopy procentowe zostały ponownie (po raz trzeci w tym roku) obniżone, a stopa referencyjna wynosi obecnie 0.1%. Jest to nie tylko rekordowo niski poziom w historii Polski, lecz również najniższy w regionie – stopy są niższe niż w Czechach czy na Węgrzech.

Było to dość niespodziewane – przez rynki – posunięcie Rady Polityki Pieniężnej. Jednak reakcja na kursach była umiarkowana – kurs EUR/PLN zatrzymał umacnianie się i znajduje się w okolicach 4,45, w których ostatnio był na początku pandemii.

Na ten moment ciężko ocenić bezpośrednie konsekwencje tego posunięcia, ze względu na bardzo krótki odstęp czasu od poprzedniej obniżki. To czego możemy być pewni to pogorszenia wyników finansowych banków, ze względu na ograniczone możliwości przerzucenia obniżki na deponentów. Dzięki gotówce, którą wciąż możemy wypłacać w dowolnym momencie i operować w dogodny dla siebie sposób chronimy się przed ujemnym oprocentowaniem naszych depozytów. Warto to podkreślić szczególnie w obliczu wielu informacji od organizacji kartowych czy fundacji wspierających płatności bezgotówkowe.

W krajach zachodniej Europy, w wielu bankach, nowym standardem stało się obciążanie depozytów powyżej pewnej kwoty. W związku z tym możemy spodziewać się odpływów depozytów w horyzoncie 6-12 miesięcy – w miarę kończenia się lokat założonych przez oszczędzających. Jest to oczywiście dobra informacja dla złota – de facto zerowe stopy oznaczają brak nagrody za przechowywanie lokat. Spodziewamy się więc dalszego wzrostu zainteresowania złotem na polskim rynku w obliczu bardzo ograniczonych możliwości bezpiecznego lokowania oszczędności.

Dr Sławomir Dudek: Dane o PKB potwierdzają początek recesji w Polsce

Zgodnie z drugim szacunkiem GUS za I kw., poziom PKB zmniejszył się o 0,4 proc. w porównaniu do kwartału poprzedniego (po oczyszczeniu z sezonowości). Wynik ten jest nieco lepszy niż w szybkim szacunku z połowy maja (-0,5 proc. kw/kw). Jeżeli spojrzymy na wartość dodaną, to spadek był głębszy i wyniósł 0,8 proc. kw/kw. Dane potwierdzają, że mamy początek recesji w Polsce, choć jest to jeden z lepszych wyników w Unii Europejskiej – ocenia główny ekonomista Pracodawców RP dr Sławomir Dudek.

W Polsce zamykanie gospodarki rozpoczęło się od połowy marca, gdy epidemia była w początkowej fazie, w związku z czym efekty podażowe i popytowe ujawniały się w I kw. jeszcze stosunkowo w ograniczonym zakresie. Spadki wartości dodanej zanotowano w I kw. jedynie w przemyśle i handlu. Te branże najszybciej zostały dotknięte kryzysem. Spadek w handlu wyniósł aż 2,3 proc. kw/kw, a w przemyśle 0,4 proc. kw/kw. W I kw transport nie zanotował jeszcze spadku w porównaniu do IV kw. ub. r., lecz wzrost wyniósł prawie zero, co oznacza gwałtowne spowolnienie w porównaniu ze  średnim wzrostem o ok. + 2,2 proc. w poprzednich kwartałach.

 Wykres 1: Tempo zmian wartości dodanej po sekcjach (kw/kw wyrównane sezonowo)

Tempo zmian wartości dodanej po sekcjach
Źródło: obliczenia własne na podstawie GUS

Od strony popytowej mamy załamanie konsumpcji. Spadek konsumpcji wyniósł 2,2 proc. kw/kw (wyrównane sezonowo), która rosła w poprzednich okresach średnio o ok. +1 proc. kwartalnie. Spadły również inwestycje, o 0,7 proc. kw/kw. Łącznie popyt krajowy był na plusie, a spadki były kompensowane wydatkami publicznymi i korektą zapasów.

Wykres 2: Tempo zmian popytu krajowego i jego komponentów (kw/kw wyrównane sezonowo)

Tempo zmian popytu krajowego i jego komponentów
Źródło: obliczenia własne na podstawie GUS

Niestety zmniejszyła się i tak już niska stopa inwestycji. W I kw. „anualizowana” stopa inwestycji zmniejszyła się do 18,4 proc.

Wszyscy ekonomiści oczekiwali zmniejszenia się poziomu PKB już w I kwartale. Komisja Europejska zakładała w swojej ostatniej prognozie spadek w I kw. o 1 proc. kw/kw wyrównane sezonowo. Bieżące dane są więc nieznacznie lepsze, choć wartość dodana spadła o 0,8 proc. r/r.

Wykres 3: Roczna stopa inwestycji do PKB (proc. PKB)

Roczna stopa inwestycji do PKB
Źródło: obliczenia własne na podstawie GUS

To dobra informacja, ale musimy mieć na uwadze, że prawdziwe uderzenie kryzysu przyjdzie w II kw. Wszyscy ekonomiści zakładają duży spadek PKB w II kw., niektórzy nawet dwucyfrowy. KE zakłada spadek aż o 8,7 proc. kw/kw wyrównane sezonowo. Jednak ogromne spadki produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej wskazują, że spadek PKB może być głębszy, może nawet się zbliżyć do 10 proc. kw/kw.

dr Sławomir Dudek,  główny ekonomista Pracodawców RP

W drugim kwartale wpadniemy w techniczną recesję

Obok szybkiego szacunku inflacji, dzisiaj GUS opublikował bardzo istotne dane o polskim PKB – w I kwartale produkt wzrósł o 2% r/r (4,8% przed rokiem), co oznacza jego korektę na plus o 0,1 pkt proc. w porównaniu do szybkiego szacunku z połowy miesiąca.

Po korekcie sezonowej dynamika spada do 1,7% r/r oraz -0,4% w ujęciu kwartalnym. Jeszcze jeden kwartał z ujemną dynamiką (co graniczy z pewnością) i Polska oficjalnie odnotuje recesję techniczną. Rok 2020 przyniesie pierwsze w ostatnich 30 latach skurczenie się gospodarki, którego skala może się pogłębić, jeśli wygaszanie epidemii spowolni i tak długi proces odmrażania.

Wstępny szacunek dostarcza ciekawej informacji na temat struktury naszego PKB w tym nietypowym czasie. Głównym źródłem wzrostu niezmiennie był popyt krajowy (1,6 pkt proc.), na który niemal w równym stopniu złożyły się spożycie prywatne (0,7 pkt proc.) i publiczne (0,8 pkt proc.). O ile bowiem spożycie publiczne w relatywnie wysokim stopniu składa się ze sztywnych wydatków dość wolno dostosowujących się do otoczenia, gospodarstwa domowe „głosują portfelem”.

Widzieliśmy to w danych o koniunkturze konsumenckiej czy sprzedaży detalicznej w ostatnich miesiącach. Inwestycje właściwie zamarły (wkład do dynamiki 0,0 pkt proc., dynamika 0,9% w stosunku do 6,1% kwartał wcześniej) – co nie dziwi, wziąwszy pod uwagę zarówno właściwości szoku podażowo-popytowego, jak również niespotykaną skalę niepewności, która jest zabójcza dla jakichkolwiek długofalowych decyzji. Notujemy dodatni eksport netto (0,4 pkt proc.), co najpewniej wynikało z relatywnie niewielkiego uszczerbku na bilansie wymiany w usługach w porównaniu do wymiany dóbr. Innymi słowy, eksport naszych usług zniwelował efekt przewagi importu nad eksportem dóbr.

dr Sonia Buchholtz, Konfederacja Lewiatan

Praworządność i miliardy unijnej pomocy

Unijny Instrument Odbudowy (Next Generation EU) to dla Polski ogromne pieniądze – 64,5 mld euro. Ale jest „haczyk”: będzie je można wydać tylko na cele określone przez KE. Zdaniem Pracodawców RP znaczący jest też fakt dodania do dokumentu gospodarczego rozdziału dot. praworządności. Czy ta kwestia okaże się przeszkodą do zasilenia polskiej gospodarki unijnym wsparciem?

Unijny Instrument Odbudowy to konkretna wizja tego, jak zdaniem KE ma wyglądać Unia po kryzysie wywołanym przez pandemię. 750 mld euro już od stycznia 2021 roku ma zostać wykorzystane zgodnie z trzema „filarami”. Pierwszy to pomoc dla państw członkowskich przez wsparcie inwestycji, reform oraz sprawiedliwej transformacji. Drugi to wsparcie inwestycyjne konkretnych technologii oraz przedsiębiorstw. Trzeci filar kumuluje wnioski wyciągnięte z kryzysu: to nowy program zdrowotny, wsparcie kluczowych programów zorientowanych na przyszłe kryzysy.

„Z tego dokumentu wynika, że KE ma sprecyzowany plan. Chce wykorzystać kryzys i następujące po nim odbicie nie tylko do odbudowy, ale przebudowy gospodarki europejskiej. Ma ona rozkwitnąć, ale w nowym kształcie. Zielona, dzięki wprowadzeniu Zielonego Ładu i inwestycjom w odnawialne źródła energii. Cyfrowa przez wdrożenie i wykorzystanie technologii 5G, a także sztucznej inteligencji” – mówi główny ekonomista Pracodawców RP dr Sławomir Dudek.

Powstać ma nowy mechanizm wspierający płynność dochodowych firm, które znalazły się w trudnej sytuacji z powodu koronawirusa. Dzięki temu zapewniona zostanie wypłacalność tych podmiotów. Dodatkowych 21 mld euro pozostanie w rezerwie, którą będzie można wykorzystać w elastyczny sposób na reagowanie na sytuacje kryzysowe. Harmonogram prac nad przyjęciem Instrumentu Odbudowy zakłada, iż do lipca br. Rada Europejska uzgodni zarówno Ramy Finansowe na lata 2021-2027, jak i sam Instrument. Następnie w lecie będą trwały konsultacje z Parlamentem Europejskim. Wczesną jesienią zostaną przyjęte Wieloletnie Ramy Finansowe, a w październiku wszystko zatwierdzi Rada Europejska.

To wszystko nie oznacza jednak, że Polska może już szykować się na przyjęcie 64,5 mld euro. Droga do tych pieniędzy nie stoi otworem. „Zgłębiając dostępne już teraz dokumenty widać, że KE nie tylko ma plan, ale też sztywną koncepcję jego realizacji. Pieniądze dla poszczególnych krajów będą przekazywane na konkretne cele. Nie będą „grantem” do wykorzystania według „widzimisię” danego rządu, ale tylko zgodnie z wolą KE. Inaczej pieniędzy nie będzie” – mówi Dudek.

W Instrumencie pojawia się też rozdział dotyczący praworządności. Warto pamiętać, że od dawna już w Brukseli słychać głosy o konieczności powiązania podziału unijnych funduszy ze sprawą przestrzegania praworządności. Na tym tle między Warszawą, a Brukselą toczy się ciągły spór.

„Nie ma w tej chwili szczegółów tłumaczących jak UE chce wiązać praworządność z Unijnym Instrumentem Odbudowy. Ale fakt pojawienia się tego rozdziału jest znaczący, biorąc pod uwagę konflikt między Brukselą a Warszawą właśnie na tym tle. Można się spodziewać, że jakieś rozwiązania łączące kwestie funduszy na odbudowę gospodarki z praworządnością pojawią się w kolejnych dokumentach” – ocenia Dudek. „Nie będzie to okoliczność przybliżająca polskich przedsiębiorców do uzyskania unijnej pomocy” – mówi dr Sławomir Dudek.

W maju inflacja znowu spadła

W świetle dzisiejszego szybkiego szacunku GUS, inflacja w maju wyniosła 2,9% r/r (w kwietniu osiągnęła 3,4%, a w marcu 4,6%) oraz obniżyła się o 0,2% w ujęciu miesięcznym. Obserwujemy kontynuację trendu spadkowego, zbiegającego do celu inflacyjnego.

Za majowy wynik odpowiada relatywnie niewielki wzrost cen żywności (0,1% m/m) – chociaż oczywiście w skali roku wzrosty są odczuwalne (6,1% r/r). Prawdopodobnie więc widzimy tu efekt wysokiej bazy – po dużych wzrostach w kwietniu br. i maju 2019 relatywna zmiana pozostaje niewielka. Przede wszystkim jednak obserwujemy utrzymujące się na wciąż niskich (chociaż już rosnących) poziomach ceny paliw. Powrót do pełnej aktywności gospodarczej nie nastąpił, i nadprodukcja znajduje odzwierciedlenie w cenach. To pozwala na oszczędności nie tylko kierowcom, ale również obniża ceny transportu żywności. Niewielki przyrost cen wydaje się odzwierciedlać mechanizmy rynkowe, tak w kraju (warunki atmosferyczne, marcowe zakupy po wybuchu pandemii), jak i globalnie (np. zapotrzebowanie na wieprzowinę), co stawia pod znakiem zapytania konieczność interwencji przez państwo.

W kontekście inflacji należy wspomnieć o wczorajszej decyzji Rady Polityki Pieniężnej, która niespodziewanie po raz trzeci w ostatnim kwartale obniżyła stopy. Stopę referencyjną obcięto o 40 pkt bazowych, do 0,1%. W informacji po posiedzeniu NBP pisze o konieczności zmniejszenia skali spadku dochodów gospodarstw domowych i firm oraz stymulacji koniunktury. Nie dostarcza jednak uzasadnienia, dlaczego poprzednie dwie decyzje okazały się niewystarczające.

Należy uświadomić sobie, że konsekwencje niższych stóp poniosą nie tylko kredytobiorcy i oszczędzający, ale np. banki, którym zamyka się przestrzeń zarobkowania. Niezależnie, jak podają badania, efekty spadków stóp procentowych ujawniają się najwcześniej po roku – byłoby więc tym bardziej zasadne poznać źródła decyzji RPP.

dr Sonia Buchholtz, Konfederacja Lewiatan

Popularność renty dożywotniej to fakt

Fundusz Hipoteczny DOM zapytał ponad 1000 seniorów o rentę dożywotnią oraz znajomość podmiotów ją oferujących. Wśród najważniejszych pytań było również to z kim emeryci woleliby podpisać umowę o dożywocie: z firmą, czy osobą prywatną.

Z ankiety telefonicznej przeprowadzonej wśród osób 65+ wynika, że 92 proc. seniorów słyszało o rencie dożywotniej.[1] Badanie zrealizowano pod koniec 2019 roku. Dla porównania, w podobnym badaniu, ale przeprowadzonym w 2017 roku znajomość renty dożywotniej wskazywało 69,3 proc. emerytów.[2]

– Gdy wchodziliśmy na polski rynek, czyli blisko jedenaście lat temu, wiedza o hipotece odwróconej była niewielka. Cieszy mnie, że z każdym kolejnym rokiem przybywa osób, które wiedzą jak funkcjonuje to rozwiązanie, dla kogo jest przeznaczone i od czego zależy wysokość świadczeń. Na początku tej drogi kluczowe było uświadomienie, że hipoteka odwrócona jest bezpieczna i może istnieć w różnych modelach. Na rodzimym rynku najczęściej mówi się o modelu kredytowym i sprzedażowym, ale są kraje takie jak Wielka Brytania, czy Stany Zjednoczone, w których seniorzy mogą korzystać z kilkudziesięciu a nawet kilkuset rozwiązań – podkreśla Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

Przypomnijmy, że w Polsce model kredytowy jest utożsamiany z odwróconym kredytem hipotecznym, który mogłyby oferować banki, ale dotychczas żaden z nich nie zdecydował się na taki krok. O modelu sprzedażowym mówimy w przypadku renty dożywotniej oferowanej m.in. przez fundusze hipoteczne.

– Kolejny ważny obszar naszego badania opinii, ale również wieloletniej edukacji, dotyczy podmiotów oferujących rentę dożywotnią. O Funduszu Hipotecznym DOM słyszało 66 proc. badanych, ale co ciekawe, co dwudziesty ankietowany wciąż jest przekonany, że hipoteka odwrócona jest dostępna w bankach, a to przecież nieprawda – mówi Robert Majkowski.

Z kim umowa?

Z badania opinii Funduszu Hipotecznego DOM wynika, że 44 proc. seniorów chciałoby podpisać umowę o dożywocie z firmą, a 11 proc. z osobą prywatną. Aż 44 proc. respondentów jest niezdecydowana i deklaruje, że trudno im podjąć jednoznaczną decyzję w tej kwestii. – Podobne badania realizujemy od lat, zazwyczaj co roku. W poprzednich latach taki sam odsetek seniorów był zdecydowany podpisać umowę z osobą prywatną, co z profesjonalnym funduszem hipotecznym. Dziś więcej osób wybrałoby profesjonalną instytucję, co jest satysfakcjonujące, bo od lat edukujemy seniorów i wskazujemy na ryzyka, jakie wiążą się z zawarciem umowy z nieprofesjonalną osobą. Wciąż wielu seniorów pozostaje jednak niezdecydowanych – mówi Robert Majkowski. Emeryci zapytani o szczegóły swoich wyborów twierdzą, że umowa z firmą jest korzystniejsza, bo gwarantuje bezpieczeństwo – tak odpowiadało 36 proc. osób spośród tych, którzy podpisaliby kontrakt z firmą. Kolejne 36 proc. doceniłoby, że taki kontrakt jest zawarty zgodnie z literą prawa. Co piąty emeryt przyznawał ponadto (21 proc.), że instytucję łatwiej skontrolować, a więc budzi większe zaufanie, zapewnia stabilność. Na zaufanie, jako ważny czynnik brany pod uwagę podczas wyboru, wskazywały również osoby „opowiadające się” za umową z osobą prywatną. – Właściwie zaufanie jest dla nich najważniejszym z czynników. Według 52 proc. ankietowanych osoba prywatna, której przekazuje się mieszkanie w zamian za świadczenia pieniężne, to ktoś znajomy, kto budzi zaufanie. Z naszych spostrzeżeń oraz danych płynących z notariatu, a dotyczących unieważniania umów o dożywocie wynika natomiast, że nadmierne zaufanie wobec osób prywatnych nie zawsze jest dobre, zwłaszcza jeśli chodzi o tak ważną kwestię jak przepisanie własności mieszkania – podsumowuje Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

[1] Ankieta telefoniczna przeprowadzona przez Fundusz Hipoteczny DOM wśród osób 65+ pod koniec 2019 roku. Próba = 1007 osób.

[2] Ankieta telefoniczna przeprowadzona przez Fundusz Hipoteczny DOM wśród osób 65+ w lipcu 2017 roku. Próba = 1200 osób.

IV etap odmrażania – promyk nadziej dla branżowych imprez. Sektor targowy czeka na rozporządzenia i zalecenia

Promyk nadziei, choć jeszcze nie zielone światło. Tym dla branży targowej jest rządowa zapowiedź kolejnego etapu odblokowywania gospodarki. Już niebawem możliwa będzie bowiem organizacja targów, wystaw i kongresów. – Nie otwieramy jeszcze szampana, bo wciąż jest sporo niewiadomych – mówi Beata Kozyra – prezes Polskiej Izby Przemysłu Targowego, odnosząc się do rządowego anonsu o IV etapie odmrażania gospodarki. Ma on również pod ścisłymi rygorami otworzyć dla zainteresowanych m.in. kina, teatry, siłownie czy salony masażu i dać możliwość organizacji wesel dla maksymalnie 150 osób.

  • Im szybciej, rozpoczniemy przygotowania do otwarcia imprez targowych, tym lepiej – uważa prezes Polskiej Izby Przemysłu Targowego.
  • To proces drogi i czasochłonny, bo cykl pracy firm przygotowujących np. przestrzenie wystawiennicze liczony jest w miesiącach.
  • Potrzebna jest pewność, a taką da tylko szczegółowy harmonogram odmrażania branży targowej i precyzyjne zasady bezpieczeństwa i higieny.

Możliwość organizacji targów czy kongresów to dla branży targowej ważny krok na drodze do normalizacji gospodarki.

– Promyk nadziei, choć jeszcze nie zielone światło – tak mówi o decyzji rządu Beata Kozyra – prezes Polskiej Izby Przemysłu Targowego. Przyznaje jednak, że na otwarcie szampana jest jeszcze za wcześnie: – Wciąż jest tu jeszcze sporo niewiadomych, dlatego czekamy na szczegóły związane z tym etapem odmrażania dla naszej branży. Według niej:

  • Po pierwsze organizatorzy imprez targowych i pracujące dla nich przedsiębiorstwa muszą zaczekać na rozporządzenia i oficjalne zalecenia rządu. To tam bowiem znajdą się szczegółowe informacje dotyczące tego, co konkretnie oraz w jaki sposób (np. liczba osób na m2 i inne rygory bezpieczeństwa) będzie można odmrażać. – Po, do tej pory, bardzo udanej współpracy z Panią Premier Jadwigą Emilewicz oraz Panią Minister Olgą Semeniuk, jestem optymistką i zakładam, że wypracowane wspólnie z Ministerstwem Rozwoju oraz Polską Izbą Przemysłu Targowego nasze propozycje dot. etapów i zasad odmrażania targów zostaną zaakceptowane przez Ministerstwo Zdrowia.
  II POŁOWA CZERWCA LIPIEC SIERPIEŃ WRZESIEŃ
Spotkania B2B z udziałem uczestników krajowych 1 osoba na 4 m2
zgodnie z wytycznymi dla organizatorów targów zaproponowanymi przez MR i GIS
1 osoba na 2 m2 100% dopuszczalnej pojemności
Organizacja targów B2B dla uczestników międzynarodowych   2 osoba na 2 m2 100% dopuszczalnej pojemności
Organizacja targów B2C     100% dopuszczalnej pojemności
Targi w plenerze reżim sanitarny bez limitów

 

  • Po drugie, sektor targów, kongresów i konferencji jest dziś gotowy do pracy w trybie koniecznych reżimów sanitarnych. Organizatorzy targów tworzą bowiem dla wszystkich zainteresowanych bezpieczne miejsce do spotkań, wymiany doświadczeń biznesowych, a przede wszystkim – do zawierania nowych kontaktów i podpisywania, nawet długoletnich, umów. – Procedury, które opracowaliśmy podczas minionych 3 miesięcy, pozwalają nam dziś organizować imprezy targowe i towarzyszące im kongresy i konferencje w sposób  bezpieczny, przy.  respektowaniu wszystkich wymogów sanitarnych – opisuje sytuację w branży Beata Kozyra, która wskazuje jednocześnie, że jej środowisko dodatkowo pomagać będzie wszystkim przedsiębiorcom przy odtwarzaniu siatki powiązań biznesowych. Relacjonuje, że w najbliższym czasie wysiłek kierowanej przez nią Izby – po rzeczywistym odmrożeniu targów – będzie  koncentrować się na dynamicznej odbudowie popytu na organizowane przez branże wydarzenia. Z tego właśnie, jak uważa, wynika konieczność poinformowania potencjalnych wystawców i uczestników targów o tym, jaki jest szczegółowy harmonogram odmrażania poszczególnych etapów dla tego sektora. – Posiadanie tej wiedzy, a także pewność, że np. od połowy sierpnia można będzie już organizować targi, pozwoli nam z większym spokojem na rozpoczęcie przygotowań do ich organizacji. Koszty przygotowań są przecież ogromne. Do tworzenia poszczególnych imprez potrzebny jest też czas. Z konkretnym harmonogramem odmrażania targów możemy już śmiało np. rozmawiać z wystawcami – zauważa prezes Polskiej Izby Przemysłu Targowego. Jej zdaniem, posiadanie przez nich takiej wiedzy da im większe poczucie bezpieczeństwa, co z kolei spowoduje, że np. będą zgadzać się na wpłatę zaliczki za uczestnictwo w planowanych imprezach branżowych.

IV etap to także dla branży targowej nadzieja na odzyskanie przychodów, które od lutego 2020 wynoszą 0 zł. Osoby zatrudnione w firmach branży targowej (organizatorzy targów, operatorzy obiektów targowych, firmy projektujące i budujące stoiska targowe, firm spedycji i transportu targowego, przedstawiciele zagranicznych targów w Polsce, firmy usług IT i AV), jak również same firmy, mimo, że pozostają bez pracy już czwarty miesiąc, gotowe są do natychmiastowego wzięcia na siebie ciężaru przygotowań do imprez – twierdzi Beata Kozyra.

Jak wynika z posiadanych przez nią informacji, firmy czekają już w „blokach startowych”, żeby ruszyć z normalną pracą. – A nowa perspektywa unijna na kolejne lata nakierowana jest bowiem na intensyfikację produkcji na rynkach UE, nawet za cenę przeniesienia aktywności z uznawanego dotąd za „tani” Dalekiego Wschodu – zwraca uwagę prezes Izby, według której to najlepsza pora na ostry start gospodarki, a targi taką możliwość właśnie stwarzają. Im szybciej więc, tym lepiej, bo, jak zauważa Beata Kozyra, cykl przygotowawczy i produkcyjny imprez targowych jest wielomiesięczny i wymaga żmudnych przygotowań, łącznie ze zlecaniem konkretnych działań rodzimym podwykonawcom z różnych branż – np. meblowej, metalowej czy transportowej.

Rząd zapowiedział teraz wydanie szczegółowych aktów, które precyzować będą cały zasady ujęte w IV etapie odmrażania gospodarki. Branża targowa ma zatem nadzieje, że po ich wydaniu, będzie można zacząć przygotowania do pierwszych imprez.

Tegoroczne wakacje spędźmy w Polsce

Więcej czasu na odstąpienie od umowy, możliwość wystawienia „vouchera turystycznego” do wykorzystania w zamian za odwołaną imprezę turystyczną czy zachęcenie Polaków do wypoczynku w kraju. Pożyczki w wysokości do 0,5 mln zł z Banku Gospodarstwa Krajowego dla przedsiębiorców z branży turystycznej. Zwroty składek na Turystyczny Fundusz Gwarancyjny. O tych i innych rozwiązaniach pomocowych dla branży turystycznej rozmawiali eksperci z Ministerstwa Rozwoju, Polskiej Organizacji Turystycznej i Banku Gospodarstwa Krajowego na pierwszej wideokonferencji z cyklu „Tarcza antykryzysowa dla biznesu”.

„Tarcza antykryzysowa dla biznesu” to seria spotkań on-line poświęconych wybranym narzędziom z tarczy antykryzysowej i finansowej organizowana przez Ministerstwo Rozwoju oraz Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości. Przez najbliższe tygodnie eksperci z dziedzin prawa, finansów i ekonomii podzielą się z przedsiębiorcami wiedzą i praktycznymi wskazówkami na temat korzystania z rozwiązań osłonowych proponowanych firmom przez rząd.

Podczas pierwszej konferencji (26 maja br.) omówiono kluczowe tematy związane ze wsparciem przedsiębiorców z branży turystycznej dotkniętych skutkami COVID-19. Dr Dominik Borek, Zastępca Dyrektora w Departamencie Turystyki w Ministerstwie Rozwoju poruszył kwestie zmian prawnych w obszarze turystyki w związku z COVID-19. Szczególną uwagę poświęcono m.in. zwrotom składek wpłaconych na Turystyczny Fundusz Gwarancyjny, wstrzymaniu poboru opłat audiowizualnych i abonamentowych oraz przesunięciu w czasie skuteczności oświadczenia o rozwiązaniu umowy o imprezę turystyczną.

– Impreza turystyczna rozwiązuje się z mocy prawa, nie w momencie złożenia oświadczenia o odstąpieniu od umowy, ale po upływie określonego czasu – w tym przypadku jest to 180 dni. Ten przepis ma na celu zachowanie kompromisu pomiędzy konsumentami a organizatorami turystyki. 180 dni to czas na to, aby organizator zaproponował możliwość skorzystania z „vouchera turystycznego”. Jest to korzystne rozwiązanie, ponieważ ustawa zakłada, iż jego kwota nie może być niższa, niż wpłaty dokonane przez konsumenta, a niejednokrotnie bywa tak, że organizatorzy zwiększają wartość takiego vouchera właśnie po to, żeby klient w przyszłości skorzystał z takiej możliwości. Voucher jest ważny przez rok – jest to czas na wniesienie opłaty na wybraną imprezę turystyczną, która może odbyć się nawet za 2 lata – mówi dr Dominik Borek.

Z kolei Jacek Janowski, dyrektor Departamentu Promocji i Turystyki Krajowej w Polskiej Organizacji Turystycznej, podczas swojej prezentacji mówił o kampanii „Odpoczywaj w Polsce”. Ma ona na celu zachęcenie Polaków do podróżowania po kraju po rozluźnieniu czy ustaniu rygorów związanych z sytuacją epidemiczną.

Rozpoczęliśmy działania promocyjne, które mają na celu utrzymanie kontaktu z turystą, który podczas kryzysu związanego z epidemią koronawirusa, zmienił swoje plany. Aktualnie 30 proc. Polaków planuje wyjazd turystyczny z przynajmniej jednym noclegiem. Aż 87 proc. z nich chce podróżować po Polsce. Stąd pomysł na kampanię „Odpoczywaj w Polsce”. Już na początku czerwca br. będziemy chcieli dotrzeć do szerokiego grona turystów z informacją, że warto odwiedzić polskie regiony i organizować wyjazdy do krajowych atrakcji turystycznych – mówi Jacek Janowski.

Jak zaznacza – W wielu miejscach można już bezpiecznie spędzić czas z rodziną, nie tylko w naturze. Kampania będzie się opierać na portalu odpoczywajwpolsce.pl. Chcemy zachęcić turystów do szukania miejsc i atrakcji na wyjazdy w Polsce. Będziemy pokazywać tam certyfikowane produkty turystyczne, rekomendowane miejsca czy obiekty turystyczne, których jest ponad 250 w całej Polsce. Zostanie również przygotowana interaktywna mapa Polski, na której znajdą się najciekawsze atrakcje w danym regionie.

Przemysław Derwich, Dyrektor Biura Projektów i Produktów Kapitałowych z Banku Gospodarstwa Krajowego przedstawił natomiast program „Przedsiębiorcza Polska Wschodnia – Turystyka” realizowany od 2016 roku oraz zmiany, jakie zostały wprowadzone w jego obszarze w celu złagodzenia skutków COVID-19.

Projekt kierujemy do mikro-, małych- i średnich przedsiębiorców z branży turystycznej lub okołoturystycznej. Wsparcie udzielane jest na obszarze 5 województw (lubelskiego, podkarpackiego, podlaskiego, świętokrzyskiego i warmińsko-mazurskiego). Co ważne, finansowanie jest oferowane przedsiębiorcom bez względu na to, gdzie mają zarejestrowaną swoją działalność – warunkiem jest to, aby inwestycja była ulokowana na terenie jednego z województw Polski Wschodniej. Pożyczki mogą wspierać różne inwestycje: obiekty noclegowe, gastronomiczne, związane z kulturą, turystyką zdrowotną, rękodziełem czy produkcją ekologicznych, regionalnych produktów – mówi Przemysław Derwich.

Przedsiębiorcy z branży turystycznej, działający w innych regionach, mogą korzystać z bardziej standardowej oferty BGK. Ruszyła pożyczka płynnościowa finansowana ze środków Unii Europejskiej, z programu Inteligentny Rozwój, dostępna na terenie całego kraju. W poszczególnych województwach uruchamiane są dodatkowe pożyczki płynnościowe dla małych i średnich przedsiębiorstw – dodaje ekspert BGK.

Izraelska firma inwigilowała użytkowników WhatsApp

Śledztwo przeciwko izraelskiej firmie NSO Group na podstawie pozwu złożonego rok temu przez WhatsApp ujawniło, że firma korzystała z serwerów amerykańskich i „była głęboko zaangażowana” we włamania do telefonów komórkowych 1400 użytkowników WhatsApp, w tym wyższych urzędników państwowych, dziennikarzy i obrońców praw człowieka. Izraelska firma jest również oskarżana o poważne naruszenia praw człowieka, w tym włamania do telefonów kilkunastu indyjskich dziennikarzy i dysydentów z Rwandy.

NSO Group od lat utrzymuje, że jej oprogramowanie szpiegujące Pegasus jest kupowane przez klientów rządowych do śledzenia terrorystów i innych przestępców, a firma nie ma wpływu na sposób, w jaki ci klienci – w przeszłości m.in. Arabia Saudyjska i Meksyk – wykorzystują to oprogramowanie.

Jak ustalił WhatsApp na podstawie własnego dochodzenia, serwery kontrolowane przez NSO Group, a nie klientów rządowych, były integralną częścią działań hackerskich. Ofiary włamania odbierały telefony za pomocą aplikacji do przesyłania wiadomości, a następnie były infekowane Pegasusem, który przez cały czas był monitorowany i aktualizowany przez NSO Group.

W oświadczeniu dla The Guardian NSO Group podtrzymała swoje wcześniejsze stanowisko, że jej produkty służą do powstrzymywania terroryzmu, ograniczania przemocy i ratowania życia, a firma nie obsługuje oprogramowania Pegasus dla swoich klientów.

W trakcie śledztwa ujawniono, że w okresie pandemii COVID-19 izraelska firma uruchomiła nowy program zwany Fleming, który wykorzystuje dane z telefonu komórkowego i informacje dotyczące zdrowia publicznego do identyfikacji kontaktów osób zainfekowanych koronawirusem. Według NBC News program ten kupiły Stany Zjednoczone.

NSO Group utrzymuje, że program Fleming okazał się niezbędny dla rządów na całym świecie, usiłujących powstrzymać wybuch epidemii. Zdaniem firmy również dziennikarze z kilku krajów, którzy zapoznali się z technologią Fleming, uznali, że jest to wielka rewolucja w oprogramowaniu analitycznym, która nie narusza prywatności.

Źródło: The Guardian z 29.04.2020 r.

Cyberszpiedzy poszukają informacji dotyczącej szczepionki na COVID-19

W wywiadzie dla BBC Bill Evanina, dyrektor Narodowego Centrum Kontrwywiadu i Bezpieczeństwa USA, powiedział, że zagraniczne agencje szpiegowskie prowadzą rozpoznanie badań nad szczepionką na koronawirusa. Rząd USA ostrzegł instytuty medyczne i organizacje badawcze przed takim ryzykiem. Nie ujawnił jednak, czy potwierdzone zostały przypadki kradzieży danych.

W jego ocenie rozpoczął się międzynarodowy wyścig w wyprodukowaniu szczepionki przeciwko COVID-19, w którym uczestniczą naukowcy, firmy i rządy. Ich wysiłki są jednocześnie chronione przez krajowe agencje bezpieczeństwa przed kradzieżą ze strony zagranicznych służb. Kontrwywiad amerykański udziela rządowi, przedsiębiorstwom i środowiskom akademickim porad dotyczących przeciwdziałania penetracji ze strony wywiadów. Według Evanina wszelkie dane wskazują na to, iż służby chińskie są zainteresowane amerykańskimi badaniami.

Według BBC rząd USA próbuje pomóc w pracach nad szczepionką za pomocą programu o nazwie Operation Warp Speed. Według amerykańskiego kontrwywiadu dane biomedyczne od dawna są „priorytetowym celem cyberszpiegostwa”, a organizacje publicznie powiązane z pracą nad wirusem stały się jego „celem”.

Kanadyjskie Centrum Bezpieczeństwa Cybernetycznego ostrzegło w marcu, że „wyrafinowani gracze mogą próbować ukraść własność intelektualną organizacji zaangażowanych w badania i rozwój związane z COVID-19”. Zdaniem BBC również amerykańscy i zachodni szpiedzy są zainteresowani tym, co dzieje się w Chinach, w tym wszelkimi rozbieżnościami w liczbie ofiar śmiertelnych epidemii, a także badaniami nad szczepionkami i terapiami.

Źródło: BBC News z 01.05.2020 r.

Autorzy: radca prawny Robert Nogacki, dr Marek Ciecierski

Profesjonalny Wywiad Gospodarczy „Skarbiec” Sp. z o.o.

Stany Zjednoczone rozważają zakończenie wymiany wywiadowczej z krajami penalizującymi homoseksualizm

Administracja prezydenta USA rozważa możliwość ograniczenia lub zakończenia wymiany danych wywiadowczych z krajami, które ścigają karnie osoby homoseksualne. Inicjatywę przypisuje się Richardowi Grenellowi, który w lutym 2020 r. został powołany przez Biały Dom na stanowisko pełniącego obowiązki Dyrektora Wywiadu Narodowego. Uważany jest on za pierwszą osobę homoseksualną, która nie ukrywa swoich preferencji i otwarcie pełni funkcję w administracji USA.

Ideą proponowanego posunięcia jest wywarcie presji na kraje, które nadal penalizują homoseksualizm, aby zmieniły swoje prawo. Przed mianowaniem na stanowisko dyrektora wywiadu narodowego Grenell otrzymał od prezydenta Trumpa zadanie wykorzystania polityki zagranicznej USA, w tym pomocy finansowej, do położenia kresu kryminalizacji homoseksualizmu na całym świecie.

Richard Grenell nadał priorytet kwestiom związanym z dyskryminacją osób homoseksualnych w miejscu pracy. Po objęciu funkcji wysłał pismo do agencji członkowskich Społeczności Wywiadowczej, wzywając do zapewnienia polityki ochrony pracowników LGBT przed molestowaniem i dyskryminacją.

Ograniczenie przez USA wymiany danych wywiadowczych mogłoby wpłynąć na stosunki Waszyngtonu z kilkoma kluczowymi partnerami, w tym z Arabią Saudyjską, Kenią, Nigerią i Egiptem. W wywiadzie dla The New York Times Grenell oznajmił, że USA są bezpieczniejsze, gdy ich partnerzy przestrzegają podstawowych praw człowieka. Tolerancja wobec osób LGBT jest zdaniem Grenella „wartością amerykańską”, stąd wspólnota wywiadowcza powinna promować to, co jest „polityką Stanów Zjednoczonych”.

Źródło: portal intelNews.org z 27.04.2020 r.

Społeczność Wywiadowcza USA: koronawirus nie jest wytworem człowieka ani bioinżynierii

Społeczność Wywiadowcza USA (US Intelligence Community) poprzez biuro dyrektora wywiadu narodowego wydała w dniu 30 kwietnia 2020 r. oświadczenie, że nowy koronawirus „nie został wytworzony przez człowieka ani zmodyfikowany genetycznie”. Oświadczenie jest wspólną opinią 17 służb specjalnych i agencji rządowych, tworzących Społeczność Wywiadowczą.

Dalej stwierdzono, że nowy koronawirus „ma korzenie w Chinach”, podzielając tym samym opinię większości ekspertów w dziedzinie zdrowia publicznego. Jednak zasadnicze stwierdzenie nie wyklucza możliwości, że wirus mógł pochodzić z ośrodka naukowego w Chinach i że mógł ulotnić się „przez kontakt z zarażonymi zwierzętami” lub „w wyniku wypadku w laboratorium”.

Wspólnota Wywiadowcza USA zapewniła, że będzie nadal rygorystycznie badać pojawiające się informacje i dane wywiadowcze w celu ustalenia, czy istnieje połączenie laboratoryjne z wirusem.

Na początku kwietnia generał armii USA Mark Milley, przewodniczący kolegium szefów sztabów, powiedział mediom, że ciężar dowodów wydaje się wskazywać na naturalne pochodzenie COVID-19. Jednak według medialnych doniesień amerykańskie i inne zachodnie agencje wywiadowcze „wciąż rozważają możliwość” wydostania się wirusa z rządowego laboratorium w Wuhan.

Źródło: strona internetowa Biura Dyrektora Generalnego Wywiadu Narodowego z 01.05.2020 r.

Ministerstwo Finansów: większość wniosków o ulgi podatkowe została rozpatrzona pozytywnie

Złożono już 56 tysięcy wniosków o przyznanie różnego rodzaju ulg ze względu na pandemię koronawirusa, z czego zdecydowaną większość stanowią wnioski przedsiębiorców – poinformowali przedstawiciele Departamentu Poboru Podatków Ministerstwa Finansów na drugim webinarium z cyklu „Tarcza antykryzysowa dla biznesu”. Ponad 23600 wniosków zostało rozpatrzonych pozytywnie. Osoby prowadzące działalność gospodarczą mają czas na składanie zeznań podatkowych do 1 czerwca.

„Stale monitorujemy liczbę wniosków z powołaniem się na okoliczności pandemii. Jeżeli chodzi o styczeń i luty, to były to jednostkowe przypadki. Jednak od marca lawinowo wzrosła liczba wniosków składanych przez przedsiębiorców” – powiedziała Dagmara Olechowska, naczelnik Wydziału Spraw Wierzycielskich w Ministerstwie Finansów. „Według danych z 20 maja złożono 56 tys. wniosków z powołaniem się na okoliczności związane z pandemią, z czego 53,5 tys. przez przedsiębiorców” – uzupełniła.

Olechowska dodała, że liczba pozytywnych decyzji do ubiegłego tygodnia wynosiła ponad 23600 (na 35 tys. wydanych). Decyzje te opiewają na kwotę ponad 1,5 mld zł. „Wpływa 6-7 tys. wniosków tygodniowo, czasem ich liczba oscyluje wokół 10 tys. Najwięcej tam, gdzie jest najwięcej przedsiębiorców, przede wszystkim w województwie mazowieckim” – wyjaśniła. Przedstawicielka MF zapewniła, że organy podatkowe rozpatrują złożone dokumenty możliwie jak najszybciej.

Arkadiusz Jedynak, zastępca dyrektora Departamentu Poboru Podatków MF przypomniał, że choć termin składania rozliczeń podatku dochodowego minął 30 kwietnia, to faktycznie deklaracje podatkowe mogą być składane do 1 czerwca (31 maja to niedziela) bez żadnych konsekwencji.

Nie zostaną też naliczone odsetki za zwłokę. „Przepisy ustawy nie regulują kwestii odsetek, mówią jedynie o niekaraniu za złożenie zeznania po 30 kwietnia, a przed 1 czerwca. Natomiast Minister Finansów wydał rozporządzenie w sprawie zaniechania poboru odsetek za zwłokę w tym okresie” – tłumaczył Jedynak.

Ekspert wyjaśnił, że ustawodawca zmienił przepisy tarczy, wskazując, że niezapłacony podatek do 1 czerwca nie jest ujmowany w zaświadczeniu o niezaleganiu. Nie stanowi też podstawy do tego, żeby odmówić przedsiębiorcy wsparcia w ramach instytucji finansowych na podstawie programów rządowych związanych z tarczą antykryzysową.

Jak zaznaczył Jedynak, ustawodawca przewidział również dłuższy termin na zapłatę zaliczek w przypadku podatku dochodowego od osób fizycznych. Pracodawca może przekazać zaliczki za marzec i kwiecień do 1 czerwca.

Przedłużony został termin składania deklaracji CIT-8 (zeznanie o wysokości osiągniętego dochodu (poniesionej straty) przez podatnika podatku dochodowego od osób prawnych). „Dla większości podatników jest to termin 31 maja (de facto 1 czerwca, gdyż 31 maja to niedziela). Natomiast organizacje osiągające wyłącznie przychody wolne od podatku oraz te działające w sferze pożytku publicznego, których przychody z tego tytułu stanowią 80 proc. ich przychodów – mogą złożyć CIT-8 aż do 31 lipca” – powiedział przedstawiciel resortu finansów.

Ordynacja podatkowa przewiduje szereg ulg dla przedsiębiorców: umorzenie zaległości podatkowych, odroczenie terminu ich płatności oraz rozłożenie na raty. Decyzje o przyznaniu ulg są uznaniowe – decyduje o tym urząd skarbowy, a każda sprawa jest rozpatrywana indywidualnie. Urząd może zweryfikować informacje zawarte we wniosku, np. sprawdzić sytuację majątkową wnioskodawcy. Przy wydawaniu decyzji organ podatkowy bierze pod uwagę ważny interes podatnika oraz interes publiczny.

Dagmara Olechowska wyjaśniła, że sformułowanie „ważny interes podatnika” oznacza sytuację, gdy z powodu nadzwyczajnych, losowych przypadków, podatnik nie jest w stanie uregulować zaległości podatkowych, np. z powodu utraty możliwości zarobkowania czy losowej utraty majątku. Interes publiczny występuje wtedy, gdy zapłata zaległości podatkowej spowoduje konieczność sięgania przez podatnika do środków pomocy państwa, gdyż nie będzie on w stanie zaspakajać swoich potrzeb materialnych.

„Oczywiście wniosek musi być odpowiednio uzasadniony, uargumentowany” – zaznaczyła naczelnik Wydziału Spraw Wierzycielskich MF. „Podatnik, składając wniosek, zobligowany jest określić, jak sytuacja epidemii i związane z nią zamrożenie wielu branż, wpłynęło na jego płynność finansową i możliwość płacenia podatków w terminie” – stwierdziła. Dodała, że w interesie publicznym jest, by przedsiębiorcy przetrwali ten kryzys.

Eksperci resortu finansów zachęcali do korzystania z generatora wniosków na stronie biznes.gov.pl, który bardzo ułatwia prawidłowe ich wypełnienie.

Kolejne webinarium z cyklu „Tarcza antykryzysowa dla biznesu” odbędzie się w czwartek, 28 maja i będzie dotyczyło zmian w Prawie Zamówień Publicznych w celu przeciwdziałania epidemii oraz nowego PZP, jako impulsu dla gospodarki.

Wrogie państwa chcą wykraść brytyjskie badania nad COVID-19

Według brytyjskiego Narodowego Centrum Bezpieczeństwa Cybernetycznego (NCSC) wrogie państwa próbują włamać się do systemów brytyjskich uniwersytetów i zaplecza naukowego, aby wykraść badania dotyczące COVID-19, w tym szczepionek na wirusa. Liczba takich ukierunkowanych cyberataków wzrosła, a za hackerstwem stoją państwa takie jak Iran i Rosja. Eksperci NCSC twierdzą, że do grona prawdopodobnych sprawców należą także Chiny.

Ocenia się, że dziesiątki uniwersytetów i instytucji o charakterze biomedycznym pracuje nad badaniami dotyczącymi COVID-19, począwszy od nowych testów diagnostycznych, na leczeniu eksperymentalnym skończywszy. Prawdopodobnie do tej pory nie było udanych ataków, a rzecznik NCSC podkreślił, iż służba chroni organizacje zagrożone tego rodzaju atakiem, w tym Uniwersytety Oxford i Cambridge oraz współpracujące z nimi firmy. Skala cyberataków przeciwko Wlk. Brytanii zarówno ze strony przestępców, jak i państw pozostała stabilna podczas pandemii.

James Sullivan, były cyberanalityk z National Crime Agency i szef badań cybernetycznych w Royal United Services Institute, nie dostrzega niczego dziwnego w tym, że wrogie państwa usiłują pozyskać badania nad COVID-19. Jego zdaniem pandemia doprowadziła do ogólnego wzrostu cyberaktywności wrogich państw, gdyż jest okazją do gromadzenia danych wywiadowczych i zakłóceń. Dodatkowo szczepionka na COVID-19 to bardzo konkurencyjny obszar. Z tych właśnie względów obserwuje się napięcia geopolityczne rozgrywające się w tej przestrzeni.

Obecne ataki uwypukliły problemy związane z cyberbezpieczeństwem w sektorze opieki zdrowotnej. W 2017 r. NHS, odpowiednik polskiego NFZ, padło ofiarą globalnego ataku ransomware Wanna Cry, na którym ucierpiały dziesiątki tysięcy urządzeń.

Państwa zaliczane do sojuszu wywiadowczego zwanego Five Eyes (Australia, Kanada, Nowa Zelandia, Wielka Brytania i USA) twierdzą, że Chiny celowo ukryły lub zniszczyły dowody dotyczące wybuchu epidemii koronawirusa, co miało kosztować dziesiątki tysięcy istnień ludzkich. Chiński rząd miał tuszować informacje o rozwoju wirusa, wyciszając lub doprowadzając do „znikania” lekarzy zabierających głos w tej sprawie. Niszczył też dowody w laboratoriach i odmawiał dostarczenia próbek międzynarodowym naukowcom pracującym nad szczepionką.

Źródło: The Guardian z 03.05.2020 r.

Czy koronawirus podniesie czynsze mieszkaniowe?

Pandemia koronawirusa jest to ogromne wyzwanie również dla wspólnot i zarządców nieruchomości nie tylko pod względem organizacyjnym, ale też finansowym. Stan pandemii generuje konieczność częstszego dezynfekowania powierzchni wspólnych nieruchomości przy użyciu specjalistycznych, a więc droższych środków. Końcowe koszty poniosą niestety mieszkańcy nieruchomości, którzy powoli zaczynają zmagać się też z problemami dotyczącymi opłat czynszów.

Pomimo konieczności częstszego dokładniejszego dezynfekowania części wspólnych nieruchomości jako zarządcy nie otrzymujemy żadnego wsparcia finansowego ze strony państwa. Obecnie większe wydatki ponosimy na każdym z obiektów, wiąże się to z zakupem specjalistycznych środków do dezynfekcji. Odpowiednie rozporządzenia dotyczące wsparcia finansowego nie muszą być elementem tarczy antykryzysowej, ale powinny być natychmiast wdrażane równolegle do projektów zapobiegającym eskalacji kryzysu gospodarczego. Jeśli obecna sytuacja utrzyma się przez dłuższy czas, wspólnoty będą niestety zmuszone do podniesienia czynszów dla mieszkańców, ponieważ utrzymanie nieruchomości będzie generowało wyższe koszty.

Dodatkową kwestią, na którą warto zwrócić uwagę w kontekście wpływu koronawirusa na rynek nieruchomość jest sprawa kłopotów mieszkańców z opłatami czynszów. Kryzys gospodarczy i związany z nim wzrost bezrobocia bez wątpienia przełoży się na problemy wspólnot mieszkaniowych z egzekwowaniem płatności za czynsze mieszkaniowe. Strona rządowa zapowiedziała wsparcie rodzin i dopłat do czynszów mieszkaniowych oraz miejskich spółek, które będą mogły budować tańsze mieszkania. To oczywiści dobre informacje, ważne, jednak, żeby propozycje nie pozostały tylko propozycjami. Istotne jest ich szybkie wdrożenie.

Rozporządzenia dotyczące zarówno finansowego wsparcia wspólnot jaki i kwestie dopłat do czynszów czy wsparcia miejskich spółek mieszkaniowych powinny być natychmiast wdrażane. To niezwykle ważne, aby zapanować nad chaosem, który obecnie panuje w regulacjach pomiędzy państwem, zarządcami a obywatelem.

Komentarz przygotował Mariusz Łubiński, Prezes Zarządu Admus Sp. z o.o., firmy wyspecjalizowanej w zarządzaniu nieruchomościami.

Obniżka stóp NBP – jak wpłynie na mieszkaniówkę?

Czwartkowa obniżka stóp procentowych przez RPP była dla rynków dużym zaskoczeniem i spotkała się z falą komentarzy, w zdecydowanie przeważającej części o wydźwięku negatywnym. Rada podjęła bezprecedensową decyzję o obniżce stopy referencyjnej o 40 pb. do niewiarygodnego wręcz jak dotąd w krajowych warunkach poziomu zaledwie 0,1 proc. Jak tego typu posunięcie może wpłynąć na koniunkturę rynku mieszkaniowego?

Trudno oczekiwać, że obniżenie stóp prawie do zera wpłynie znacząco na rynek kredytów mieszkaniowych, zwłaszcza ich dostępność oraz statystyki. Banki zaostrzyły warunki kredytowania nieruchomości mieszkaniowych po wybuchu pandemii i ta sytuacja raczej nieprędko powróci do stanu sprzed kryzysu. Natomiast dla spłacających hipoteki decyzja RPP ma jednoznacznie pozytywny skutek spadku raty średnio rzędu nawet kilkuset złotych.

Dużo większe znaczenie ostatni ruch RPP w kwestii wysokości stóp procentowych NBP może mieć dla perspektyw zakupów inwestycyjnych na pierwotnym rynku mieszkaniowym. Dla inwestorów sama różnica rzędu 40 pb. stopy referencyjnej może nie mieć już wprawdzie decydującego znaczenia, jednak decyzja Rady świadczy o jej niesłabnącej determinacji w obniżaniu i utrzymywaniu kosztu rodzimego pieniądza na rekordowo niskich poziomach. A pozbawiony tym samym resztek nadziei na wyższe stopy w przewidywalnej perspektywie kapitał inwestycyjny po raz kolejny będzie poszukiwał alternatywnych przystani, z których tradycyjnie na plan pierwszy wysuwa się mieszkaniówka.

Umiarkowanie pozytywne przesłanki obniżki stóp dla rynku nieruchomości potwierdza warszawska giełda, na której w trakcie spadkowej piątkowej sesji w wyniku silnej przeceny sektora bankowego, subindeks WIG-Nieruchomości rośnie kolejny dzień, tym razem o około 1 proc.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Zmiana stóp procentowych jest niezrozumiała. I to z kilku powodów

Zdaniem ekspertów decyzja Rady Polityki Pieniężnej była zaskakująca, a moment jej wydania – niezrozumiały. Przede wszystkim dlatego, że złoty będzie mocniej odczuwał skrajnie niski poziom realnych stóp procentowych. Kolejne dane – w tym odczyt CPI – będą potwierdzać hamowanie dynamiki cen. Prognoza TMS Brokers to 3,0 proc. rok do roku. Po cięciu stóp rośnie ryzyko korekty ostatniego umocnienia – niedowartościowanej do tej pory z wielu powodów – polskiej waluty.

W zaskakującej decyzji Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała o obniżce stopy referencyjnej o 40 pb do 0,1 proc., stopy lombardowej o 50 pb do 0,5 proc., a stopa depozytowa pozostała na 0 proc. Tym samym oprocentowanie w Polsce sięgnęło swojego „technicznego” minimum. W uzasadnieniu Rada napisała, że luzowanie polityki pozwoli złagodzić negatywne skutki pandemii oraz ograniczy ryzyko obniżenia się inflacji poniżej celu inflacyjnego NBP w średnim okresie.

– Jakkolwiek w teorii można zgodzić się z argumentacją, tak moment decyzji jest niezrozumiały i to z kilku powodów. Po cięciach z marca i kwietnia łącznie o 100 pb oraz uruchomieniu programu skupu aktywów przekaz ze strony członków RPP przybrał neutralny ton, co mogło sugerować, że teraz Rada poczeka na efekty dotychczasowych decyzji. Dodatkowo zakończenie lockdown’ów w Europie i pierwsze oznaki stabilizacji sytuacji gospodarczej w strefie euro nie wymuszały ze strony banku centralnego kontynuacji luzowania polityki. Co więcej, po stanowczych decyzjach z poprzednich miesięcy, dodatkowe cięcie stopy referencyjnej o 40 pb przynosi niewielkie wsparcie dla gospodarki. Wszelkie dostosowania po stronie kredytobiorców i kredytodawców w reakcji na pandemię już się dokonały i wczorajsza obniżka istotnie sytuacji nie odmieni. Sporo znaków zapytania pozostaje po majowej decyzji, stąd tym bardziej rozczarowujący jest brak konferencji prasowej, która mogłaby rozjaśnić sytuację – ocenia Konrad Białas główny ekonomista TMS Brokers.

Według eksperta możliwym wytłumaczeniem zachowania RPP jest wcześniejsza chęć sprowadzenia stóp procentowych do zera w jednym kroku, jednak członkowie Rady mogli obawiać się silnego negatywnego wpływu na złotego i destabilizacji krajowego rynku finansowego.

– Stąd zdecydowali się na „badanie” rynku i rozbicia strategii na kilka kroków. Brak nasilenia deprecjacji złotego pomimo cięcia o 100 pb, a także ostatnia fala aprecjacji o ok. 3 proc. mogły dać sygnał do kontynuowania luzowania według wcześniej założonego planu – tłumaczy Białas.

Ekspert zauważa też, że decyzja o obniżce nie przyniosła wyraźnego wzrostu EUR/PLN, co bierze się z faktu, że rynek stopy procentowej już wcześniej wyceniał cięcie w kierunku zera.

– Inwestorzy na rynku walutowym – jeszcze do ubiegłego tygodnia – utrzymywali strategie na osłabienie złotego i dopiero pod wpływem generalnej poprawy apetytu na ryzyko skapitulowali. Teraz to oni wydają się najbardziej pokrzywdzeni, szczególnie, że decyzja RPP podnosi ryzyko powrotu negatywnej presji na złotego. Zakładamy, że RPP nie zdecyduje się na ujemne stopy procentowej (sugeruje to zatrzymanie na niestandardowym poziomie 0,1 proc.), ale też nie uznajemy obniżek jako tymczasowych, które zostaną szybko odwrócone, jak tylko sytuacja gospodarcza ulegnie poprawie. Spodziewamy się utrzymania rekordowo niskich stóp przez długi czas, najprawdopodobniej do końca kadencji Rady w czerwcu 2022 r. Oznacza to długoterminowe utrzymanie ujemnych realnych stóp procentowych w Polsce, które aktualnie są na poziomie -2,8 proc., co daje czwarty, najniższy wynik na świecie. To może być dużą skazą na wizerunku złotego w przyszłości i stanowić ryzyko dla naszych dotychczasowych prognoz – ocenia Białas.

Warto dodać, że posiedzenie RPP, które miało się odbyć na początku czerwca – będzie miało miejsce 16 czerwca. Nie wiadomo, czy zostanie ono zwieńczone konferencją prasową, wiadomo jednak, że będzie posiedzeniem jednodniowym.

Technologia ubiera płaszcz Zbawiciela przed koronawirusem, aby ostatecznie rozprawić się z naszą prywatnością

Przyszło nam żyć w dziwnych czasach. Ludzie, a nawet całe społeczności, do tej pory niezwykle czułe na punkcie poszanowania swojej prywatności, proszą o jej ograniczenia. Trudno, powiadają, w obliczu zagrożenia epidemicznego odzierajcie nas z intymności, byleby ratować życie! Po ludzku ta postawa jest jak najbardziej zrozumiała. Ale, trawestując słynne stwierdzenie W. Churchilla, wyartykułowane w obliczu nie mniejszego zagrożenia, można im odpowiedzieć: mieliście do wyboru bezpieczeństwo lub prywatność, wybraliście bezpieczeństwo, lecz w dłuższej perspektywie – w konsekwencji takiego wyboru – i te utracicie bezpowrotnie („mieliście do wyboru wojnę lub hańbę, wybraliście hańbę, a wojnę i tak będziecie mieli” – Churchill).

Bezpowrotnie tracona prywatność?

Na całym świecie wdrażane są aplikacje telefoniczne, które pozwalają śledzić osoby zarażone COVID-19, czy też pozostające w kwarantannie, dla ustalenia zakresu ich kontaktów i potencjalnego rozprzestrzeniania się epidemii. Rosyjska aplikacja do monitorowania przestrzegania przez zarażonych obywateli zaleconego reżimu, ma dostęp do połączeń, lokalizacji, aparatu, pamięci, informacji o sieci i innych danych. Wiele rządów azjatyckich z tego samego powodu, śledzi ludzi przez telefony komórkowe, bez ich uprzedniej zgody. Tajwan wykorzystuje dane sieciowe do monitorowania obywateli poddanych kwarantannie; w jednym przypadku mężczyznę odwiedziła policja 45 minut po tym, jak jego telefon nie odpowiadał – zepsuł się.

Być może najbardziej ekstremalną opcją jest narzędzie programowe oferowane przez izraelską firmę szpiegowską NSO Group. Przewiduje, że rządy będą wymagać od operatorów telefonii komórkowej wszystkich danych dotyczących ruchu dowolnego abonenta. Co więcej, Izrael wykorzystuje swoją jednostkę wywiadowczą Shin Bet, zwykle zajmującą się terroryzmem, do śledzenia potencjalnych zarażonych koronawirusem za pomocą danych telekomunikacyjnych. W Korei Południowej skanuje się informacje ze smartfonów obywateli, aby w ciągu 10 minut znaleźć osoby, które mogły zarazić się wirusem. Władze posunęły się dalej – gromadzą nie tylko dane z telefonów komórkowych i GPS, ale także dotyczące transportu publicznego, kart kredytowych, kwestii imigracyjnych.

W Indiach władze wprowadziły obowiązkową aplikację pod nazwa Aarogya Setu do śledzenia kontaktów wszystkich pracowników sektora publicznego i prywatnego. Aplikacja ocenia ryzyko infekcji użytkowników na podstawie ich lokalizacji, historii medycznej i odbywanych podróży. Obrońcy praw człowieka określają ją „polem minowym prywatności”. Indie znajdują się wśród rosnącej liczby państw korzystających z aplikacji mobilnych, aparatów do rozpoznawania twarzy, dronów i innych technologii do monitorowania ludzi poddanych kwarantannie oraz określania, kto może pracować, korzystać z transportu publicznego itp.

W państwach demokratycznych te same działania czynione są bardziej subtelnie, „w białych rękawiczkach”. Utrzymuje się, iż tożsamość śledzonych osób jest skrzętnie skrywana. Amerykańscy urzędnicy pobierają od operatorów dane o lokalizacji telefonów komórkowych w celu monitorowania tłumów, ale nie osób fizycznych. Szybko jednak łamie się te normy. Zaledwie 1-2 miesiące temu blokada Wuhan w Chinach wydawała się drakońskim dziełem państwa autorytarnego, obecnie nawet najbardziej liberalne stany USA wdrażają podobne środki. Nie ma głośnych protestów, kiedy liczby zgonów na wschodnim wybrzeżu są podobne, albo przekraczają skutki ataków na Pearl Harbor lub 11 września.

W obliczu pandemicznej katastrofy szybkie ograniczenie swobód obywatelskich zdaje się być konieczne. Koronawirus spowodował, że imperatywy zdrowia publicznego zderzyły się z demokratycznymi zasadami, tak istotnymi, jak wolność zgromadzeń czy swoboda przemieszczania się. Nadchodzą kolejne ograniczenia swobód obywatelskich, szczególnie w sferze cyfrowej. Historia pokazuje jednak, że koniec bezpośredniego zagrożenia nie oznacza automatycznego przywrócenia ograniczonych w jego okresie praw.

Warto w tym miejscu przytoczyć przykład 11 września 2001 roku. Po atakach terrorystycznych Amerykanie, ale nie tylko oni, skwapliwie bądź milcząco zgodzili się, aby państwa podsłuchiwały ich rozmowy telefoniczne bądź przeglądały e-maile, oferując w zamian ochronę przed terrorystami. Czując społeczną akceptację rządzący wprowadzali więc tajne i jawne systemy inwigilacji, z których wiele było niezgodnych z prawem.

Działania ingerujące w prywatność, obłudnie projektowane jako tymczasowe („tylko na razie”), stały się powszechne i trwałe. Edward Snowden i inni whistleblowerzy ujawnili, jak ogromne ilości danych telefonicznych lub e-mailowych było regularnie gromadzonych przez rządy, a obywatele dowiadywali się, że ich demokratyczny sposób życia został pogwałcony lub – o parodosie – był „chroniony” przez agencje bezpieczeństwa.

Technologiczni „zbawiciele”

W wojnie z terroryzmem w sukurs przyszła technologia. Miliardy ludzi godziły się, żeby ich prywatność odstawiono na bok, akceptowały nigdy niesprecyzowaną umowę, w ramach której Facebook lub Google mogły zgromadzić o nich oszałamiającą ilość danych w zamian za bezpłatny dostęp do aplikacji sprawnie przesyłającej wiadomości i fotografie, kreującej możliwość chwalenia się „naszym tańczącym dzieckiem lub psem prowadzącym samochód”. Życie stało się lepsze dzięki platformom, które najwyraźniej o nic nie pytały, a jednak stworzyły przemysł o wartości bilionów dolarów, wzmocniony komercyjną i predykcyjną siłą obserwowania użytkowników mediów społecznościowych. Pomimo rosnących obaw, około 2,5 miliarda osób każdego miesiąca nadal korzysta z Facebooka.

Zdolności technologicznych gigantów urosły do takich rozmiarów, iż mogą – jak to ilustruje przykład Aleksandra Kogana i Cambrigde Analytica – tworzyć swoiste maszyny propagandowe wpływające na wyniki demokratycznych wyborów. Wykształcił się, jak to określiła w swoje książce Shoshana Zuboff, inwigilacyjny kapitalizm („The Age of Surveillance Capitalism”). Termin ten odnosi się do siły i bogactwa zgromadzonego przez firmy technologiczne, którym dano darmową przepustkę do robienia wszystkiego, co chciały: dostęp do prywatnych informacji, a przez to możliwość określenia zwyczajów, upodobań ludzi; mogą łączyć te dane, aby przewidywać nasze zachowanie, a następnie sprzedawać komercyjne prognozy.

Dzisiaj, w okresie szalejącej pandemii koronawirusa technologiczni „zbawiciele” spieszą ponownie z pomocą. Sprzyja im oczywisty kryzys przywództwa (Trump, Johnson).Wkraczamy w daleko bardziej intensywną i wyrafinowaną erę masowego gromadzenia danych – teraz będzie wiadomo, kto zbliżył się do kogo i kiedy, kto jest zdrowy, a kto nie, kto ma prawo wejść do metra, a kto będzie z niego „pogoniony”. Nie odbierasz telefonu? Za chwilę policja załomocze do drzwi.

Wprawdzie ochrona zdrowia publicznego, jeszcze przed wkroczeniem wielkiej technologii, charakteryzowała się obecnością pewnych elementów nadzoru i śledzenia rozwoju chorób, wprawdzie poświęcaliśmy jakiś skrawek prywatności, tak jak godziliśmy się na szczepienie naszych dzieci, ale obecna inwigilacja burzy ten stary, tradycyjny monitoring. Podobnie jak 11 września, mamy do czynienia z eksplozją paniki, pośpieszną walką z nadejściem „najgorszego”, niecierpliwym wyczekiwaniem powrotu upragnionej normalności, więc „przemysł inwigilacji” zrozumiał, że jest to szansa – porównywalna z tamtą z 2001 r. – do legitymizacji i normalizacji tejże inwigilacji. Co więcej, widoczna jest ogromna chęć ludzi do udzielania pomocy w tym zakresie.

Jedynym modelem, który wydaje się skuteczny w powstrzymywaniu koronawirusa jest kompilacja szeroko zakrojonych testów, powszechnego stosowania sprzętu ochrony osobistej i wdrożenia technologii nadzoru. Rządy Hongkongu, Singapuru, Korei Południowej i Tajwanu zdołały uniknąć długotrwałych blokad – niektóre nawet utrzymują otwarte firmy, restauracje i szkoły – stosując takie połączone podejście. Ale trzeba zrozumieć, iż pomoc władzom medycznym w zwalczaniu wirusa to coś innego, niż pomoc organom bezpieczeństwa w przechwytywaniu naszych danych.

Nie wszyscy wszakże podzielają pogląd o konieczności ochrony prywatności nawet w czasach epidemii. Były portugalski minister w UE Bruno Macaes, obecnie pisarz i komentator, w zadziwiającym tweetcie stwierdził: „Coraz bardziej jestem przekonany, że największą bitwą naszych czasów jest ta przeciwko „religii prywatności”. To dosłownie może nas wszystkich zabić”. Wprawdzie potem wyjaśniał, iż nie krytykuje prywatności jako takiej, ale ponieważ nigdy nie musieliśmy jej definiować to pozostawała metaforą albo gorzej – religią. Jednak pomysł, że obawa o prywatność w bitwie przeciwko wirusowi jest nie tylko nieistotna, ale może okazać się śmiertelna, wydaje się dość skrajny. Z drugiej strony zwolennicy bezkompromisowej ochrony prywatności wydają się sądzić, że każda forma monitorowania osób z wirusem nosi znamiona podejrzanej inwigilacji. Mamy więc do czynienia ze ścianą nieufności, ponieważ przez ostatnie 20 lat, od World Trade Center, nie udało się stworzyć instytucji, ustawodawstwa czy paradygmatów, które pozwalają zaufać temu inwazyjnemu technologicznemu światu.

Potrzebna Cyfrowa Karta Praw

W wielu krajach (niestety w małym stopniu w Polsce) toczy się debata nad aplikacjami do śledzenia osób chorych czy podejrzanych o nosicielstwo COVID-19. Naukowcy biją na alarm w obliczu ewidentnych przypadków gwałcenia prywatności. Na przełomie kwietnia i maja około 600 naukowców z całego świata, we wspólnym oświadczeniu ostrzegło, że aplikacje do śledzenia kontaktów oparte na GPS nie mają „wystarczającej dokładności” i zagrażają prywatności, a niektóre umożliwiają inwigilację dla realizacji innych celów.

Obecnie jest dobry moment, aby społeczeństwa wysoko rozwinięte zaczęły tworzyć ramy prawne do okiełznania wszechmocnych technologii, do wykształcenia regulacji w nowej erze cyfrowej. W październiku 2019 r. podczas Światowego Forum Sztucznej Inteligencji dla Ludzkości prezydent Emmanuel Macron wezwał ekspertów i rządy do wspólnego zdefiniowania nowej karty praw, gwarantującej podstawową ochronę w świecie cyfrowym, podkreślając, że „stawka jest absolutnie krytyczna i kluczowa dla naszych demokracji”.

Na ogół przeważa opinia, iż istnieje możliwość pogodzenia technicznego monitoringu, pozwalającego identyfikować ogniska rozprzestrzeniania się wirusa, z całkowitym zachowaniem prywatności. Uważa się, iż takim rozwiązaniem jest już aktywny singapurski TraceTogether. Kraje zachodnie, jak Wielka Brytania, które są bardziej ostrożne w kwestii naruszeń prywatności, prawdopodobnie będą wolniej sięgać po technologie monitoringu kontaktów, nawet jeśli miałoby to oznaczać dłuższe „zamknięcie” państwa.

Profesor Jon Crowcroft, twórca jednej z pierwszych aplikacji mobilnych monitorujących grypę na Uniwersytecie Cambridge w 2011 roku, uważa, że wprowadzenie przez rządy narzędzi inwigilacyjnych powinno być obwarowane szeregiem zabezpieczeń, jak na przykład konkretnym czasem usunięcia danych po wygaszeniu epidemii. Tego rodzaju aplikacje, jego zdaniem, niosą niebezpieczeństwa. Jednym z nich jest wymuszanie izolacji na ludziach. Pozostaje przy tym sceptyczny w sprawach ochrony swobód, ponieważ w przeszłości to praktyczność triumfowała nad prywatnością.

Rządy demokratyczne potrzebują narzędzi cyfrowych do walki z kryzysem, ale zbyt daleko posunięte udostępnianie danych może być niebezpieczne dla obywateli. Jak można osiągnąć właściwą równowagę? Zdrowie publiczne, prawa do prywatności i dobrobyt gospodarczy są trzema paradygmatami wszystkich społeczeństw demokratycznych. Ale wymagają kompromisów i trzymania się kilku żelaznych zasad.

Po pierwsze, wszelkie podjęte środki nadzoru muszą być odwracalne, proporcjonalne i całkowicie przejrzyste. Proces ich usuwania należy zdefiniować w momencie wdrażania. Przeszłość pokazała, że są pokusy do utrwalania nadzwyczajnych stanów i rozwiązań. Na przykład wiele przepisów dotyczących szeroko zakrojonego nadzoru w „tymczasowej” ustawie PATRIOT, zostało rutynowo odnowionych przez Kongres w 2005 r., a ostatnio przedłużono je w marcu 2020 r.

Po drugie, rządy powinny wymagać od twórców aplikacji wykazania, w jaki sposób informacja ma pomóc w zwalczaniu koronawirusa. Na przykład nie ma uzasadnionego powodu do gromadzenia przez wiele miesięcy danych dotyczących lokalizacji lub kontaktów osób w przypadku wirusa z dwutygodniowym okresem inkubacji. W przeciwnym razie ich posiadacze będą mieli pokusę wykorzystania danych do celów politycznych czy komercyjnych.

Po trzecie, przywódcy polityczni muszą zająć się problemem strukturalnym. Tradycyjne normy i instytucje, które leżą u podstaw demokracji są niekompatybilne z cyfrowym światem. Eksperci ds. polityki cyfrowej od dawna dostrzegają zachwianą równowagę między technologiami cyfrowymi, a swobodami jednostki. Zachodnim liderom brakowało woli politycznej do systemowych rozwiązań. Generalny brak przygotowania polityków na samą pandemię winien być ostrzeżeniem, że nieprzewidziane wyzwania mogą być katastrofalne dla społeczeństwa. O ile panuje pewność, że pandemia nie zagraża na trwałe takim swobodom, jak gromadzenie się i przemieszczanie, o tyle nie ma takiego przekonania, jeśli chodzi o prawa cyfrowe – znacznie bardziej skomplikowane i mętne. Jest natomiast obawa, jak najbardziej uzasadniona, że przyjęte w sytuacjach nadzwyczajnych środki mogą uczynić z masowej inwigilacji nową normą.

W końcu kwietnia 2020 r. grupa republikańskich senatorów USA przedstawiła projekt ustawy, której celem jest rozwiązanie kwestii prywatności konsumentów dotkniętych technologicznym nadzorem w okresie epidemii koronawirusa. Przewidują w niej odpowiedzialność podmiotów, które wykorzystywałyby dane osobowe w innym celu niż zwalczanie COVID-19. Z drugiej strony ustawa zezwala firmom technologicznym opracowanie „platform, które mogłyby wyśledzić, pomóc spłaszczyć krzywą i zatrzymać rozprzestrzenianie się wirusa przy zachowaniu ochrony prywatności obywateli USA” (Reuters 30.04.2020 r.). Prawo wymagałoby od firm uzyskania wyraźnej zgody od osoby, jeśli gromadzone dane miałyby dotyczyć jej zdrowia, lokalizacji lub relacji z inną osobą. Operatorzy mieliby obowiązek usunięcia danych po ich wykorzystaniu.

Chociaż z wypowiedzi uczonych i senatorów przebija optymizm, a zainteresowane firmy, jak Apple czy Google, zapewniają, że prywatność, przejrzystość i zgoda obywateli mają ogromne znaczenie przy tworzeniu aplikacji, to należy zachować daleko posunięty sceptycyzm. Ujawnienie danych osobowych wprawdzie ma korzystny wpływ na ograniczanie wirusa, ale wywołuje tzw. efekty zewnętrzne. Zazwyczaj szkodliwe. Zgromadzenie w jednym miejscu olbrzymich ilości informacji o sferze prywatnej obywateli, daje ogromną władzę niektórym podmiotom publicznym i prywatnym, które niechętnie się jej wyrzekną. Politycy dziś skoncentrowani na walce z pandemią „nie mają głowy” do równoległej pracy nad rozwiązaniami prawnymi, które w zarodku zdusiłyby wszelkie pokusy zawłaszczania lub manipulowania danymi osobowymi. Ale społeczeństwa obywatelskie winny reagować teraz, natychmiast, bo jutro będzie już za późno. Okaże się kolejny raz, że w imię naszego dobra, „zaprzedaliśmy diabłu duszę”.

Autorzy: radca prawny Robert Nogacki, dr Marek Ciecierski, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Narzędzia analityczne pomogą branży energetycznej funkcjonować w czasach kryzysu

Jednym ze skutków pandemii COVID-19 jest czasowy spadek zapotrzebowania na energię elektryczną, co przyznali eksperci największych firm w branży, jak Tauron czy Innogy Stoen Operator. Polska branża energetyczna w dużej mierze polega na przemyśle i budownictwie. Tymczasem w wielu zakładach produkcyjnych ograniczono lub wręcz czasowo zaprzestano pracy. Tylko w sektorze motoryzacyjnym zamknięto fabryki Nissana, Forda, Volkswagena, BMW czy Michelin. Wprawdzie obserwuje się większy pobór energii w gospodarstwach domowych, ale nie zrekompensuje on strat wywołanych przez zamknięcie szkół, centrów handlowych, restauracji oraz kin. Teraz, bardziej niż kiedykolwiek, ważne jest umiejętne zarządzanie produkcją i dystrybucją energii, w czym pomagają systemy analityczne.

(29 maja 2020 r.) – Spowolnienie w przemyśle jest spowodowane nie tylko zaleceniami sanitarno-epidemiologicznymi i względami bezpieczeństwa, ale również problemami z utrzymaniem ciągłości łańcucha dostaw – utrudnieniami w handlu międzynarodowym i brakiem dostaw komponentów niezbędnych w procesach wytwórczych. Wraz ze stopniowym łagodzeniem restrykcji zapotrzebowanie na energię będzie rosło. Jednak obecnie przedstawiciele branży odnotowują straty i zastanawiają się, co zrobić, aby przetrwać trudny okres. Jednym z wyzwań jest prawidłowa predykcja wzrostu zapotrzebowania na energię wraz ze stopniowym odmrażaniem gospodarki. Eksperci SAS podkreślają, że biorąc pod uwagę zmieniającą się sytuację na świecie, ważna jest możliwość szybkiego przygotowywania prognoz zmian zapotrzebowania na energię. Nowoczesne rozwiązania analityczne pozwalają znacznie skrócić ten czas, w niektórych przypadkach z kilku tygodni do zaledwie kilku godzin.

Tempo powrotu gospodarki do stanu sprzed wybuchu epidemii COVID-19 pozostaje wielką niewiadomą. Trudno przewidzieć, jak szybko po zniesieniu restrykcji klienci zaczną korzystać z usług w takim wymiarze, jak przed pandemią. Możliwe, że część osób przez długi czas zrezygnuje np. z podróży zagranicznych lub odwiedzania centrów handlowych, obawiając się skupisk ludzi. Z drugiej strony, wznowienie prac fabryk doprowadzi do wzrostu zapotrzebowania na energię. W warunkach polskiej gospodarki nakładają się na to trudne do uwzględnienia w prognozach sprzedaży energii zmiany klimatyczne oraz szybki w ostatnim czasie wzrost liczby odnawialnych źródeł energii. Dlatego szczególnej uwagi wymagają obecnie procesy prognozowania zapotrzebowania na energię, jej produkcji i dystrybucji – mówi Maciej Chachulski, Senior Account Executive w SAS.

Przygotować się na wzrost zapotrzebowania na energię

Odmrożenie kluczowych gałęzi gospodarki, takich jak transport i przemysł oraz powrót części pracowników do biur prowadzić będzie do wzrostu zapotrzebowania na energię. Stosowane do chwili wybuchu epidemii COVID-19 modele prognostyczne wydają się być niedostosowane do dostarczania wiarygodnych wyników w warunkach zmiennego środowiska zewnętrznego, szczególnie w odniesieniu do prognozowania średnio- i długoterminowego. Konieczne jest uwzględnienie takich czynników jak rozwój lub wygaszanie epidemii, tempo odmrażania poszczególnych sektorów gospodarki i regionów geograficznych, zmiany wskaźników syntetycznych rodzaju COVID-19 Government Response Stringency Index dotyczących zarówno Polski, jak i krajów z którymi prowadzimy wymianę handlową.

Narzędzia analityczne muszą uwzględniać także szybkie zmiany środowiska wytwarzania i dystrybucji energii. Pojawia się coraz więcej odnawialnych, rozproszonych terytorialnie źródeł energii, które mogą odegrać istotną rolę w zapewnieniu bilansu energetycznego.

Wejść na ścieżkę wzrostu

Kryzys całej gospodarki skutkuje zmniejszeniem sprzedaży energii. Według najnowszych danych Międzynarodowej Agencji Energii globalny spadek zapotrzebowania w roku 2020 szacuje się na 6%. W Polsce, po 16 pierwszych tygodniach bieżącego roku średnie zapotrzebowanie na prąd było niższe o 4,52% niż w analogicznym okresie w 2019 r. Branża musi szukać oszczędności. Coraz większe znaczenie mają wiarygodne odczyty urządzeń pomiarowych w punktach poboru energii czy w systemach SCADA, ich agregacja i prawidłowa interpretacja w czasie rzeczywistym. Szybko dostępne raporty warunkują podejmowanie prawidłowych działań zarządczych zarówno w obszarze dostaw i sprzedaży, jak i utrzymania parametrów jakościowych dostaw.

Przykład stanowi firma Eandis oferująca usługi sieciowe dla energetyki, gazownictwa, ciepłownictwa oraz oświetlenia ulic na terenie 229 miast w Belgii. Do niedawna firma używała tradycyjnych metod raportowania. Wymagania użytkowników zainicjowały zmianę, ponieważ stosowane do tej pory procesy gromadzenia, ekstrakcji i ładowania danych do hurtowni danych oraz tworzenia raportów były czasochłonne, a wyniki trudne w interpretacji. Przy wykorzystaniu rozwiązań SAS Institute, w tym SAS Visual Analytics analitycy potrafią teraz wykonać w ciągu kilku minut pracę, która zajmowała uprzednio 3-6 miesięcy oraz w kilka sekund przygotować wizualizację wyników, samodzielnie aktualizując treść raportów stosownie do swoich indywidualnych potrzeb.

Decentralizacja rozwiązań klasy Business Intelligence i możliwość szybkiego dostępu do raportów pozwoliła dużej liczbie pracowników firmy właściwie wykorzystać złożone zbiory informacji i podejmować dobre decyzje, w tym dotyczące zarządzania siecią Smart Grid.

Stopy procentowe w dół!

Wczoraj Rada Polityki Pieniężnej obniżyła stopy procentowe. To spore zaskoczenie.  Główna stopa wynosi 0,1% i jest na historycznym minimum. Na tę decyzję złoty zareagował spadkiem, co zdarza się często w przypadku obniżek stóp.

Jednak obniżka

Rada Polityki Pieniężnej podjęła decyzję o kolejnym cięciu stóp procentowych. Główną stopę procentową obniżono do 0,1% z 0,5%. Stopa depozytowa pozostała na niezmienionym poziomie 0%, a stopę lombardową obniżono z kolei z 1% na 0,5%. Złoty zareagował na te dane wyraźnym osłabieniem. Polska waluta straciła wczoraj od momentu publikacji około 3 groszy względem głównych walut. Skoro stopa zwrotu w Polsce z inwestycji niskiego ryzyka spada, to i waluta okazuje się mniej atrakcyjna. Widać to było momentalnie po rentowności obligacji, gdzie rentowność od razu spadła.

Gospodarka w USA się kurczy

Amerykańskie PKB wzrasta już tylko o zaledwie ćwierć procenta w skali roku. Wczorajsze dane wykazały spadek co prawda, ale jest to podyktowane specyfiką podawania danych makroekonomicznych w USA. Publikuje się tam wskaźnik kwartalny, rozciągnięty na rok. W rezultacie w ten sposób oglądaliśmy -5%. Tak źle byłoby jednak dopiero, gdyby pandemia trwała przez 4 kwartały, a jest szansa, że tak źle nie będzie. Pełny raport o PKB za I kwartał ukaże się dopiero pod koniec czerwca, natomiast dane za II kwartał pokażą skalę problemu. Na skutek tych danych dolar znów jest w odwrocie względem euro i jest najsłabszy względem europejskiej waluty od marca. Widać to dobrze po jego cenie złotowej, która spadła poniżej 4 zł.

Gospodarka Polski

Poznaliśmy dzisiaj dane na temat zarówno zmian cen jak i wzrostu PKB w Polsce. Inflacja zgodnie z oczekiwaniami spowalnia. Ceny rosną już tylko o 2,9% w skali roku, jest to nadal powyżej celu inflacyjnego, ale coraz bliżej korytarza wahań. Gospodarka z kolei kwartalnie kurczy się o 0,4%, co wcale nie jest złym wynikiem na tle świata. Rocznie mamy wciąż wzrost, ale zaledwie 1,7%.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

16:00 – USA – raport Uniwersytetu Michigan.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

COVID-19: Pod koniec roku liczba dzieci żyjących w ubóstwie zwiększy się o 86 mln

Bez podjęcia natychmiastowych działań, pod koniec roku nawet 672 mln dzieci może żyć w ubóstwie w krajach o niskich i średnich dochodach. Analizę przygotował UNICEF i organizacja Save the Children.

Kryzys ekonomiczny spowodowany pandemią COVID-19 może spowodować, że pod koniec roku liczba dzieci żyjących w ubóstwie zwiększy się o 86 mln, czyli o 15%. Niemal 2/3 z nich żyje w Afryce Subsaharyjskiej i Azji Południowej.

Pandemia koronawirusa wywołała bezprecedensowy kryzys społeczno-gospodarczy, który powoduje, że wyczerpują się zasoby finansowe rodzin na całym świecie, powiedziała Henrietta Fore, Dyrektor Generalna UNICEF. Skala trudności finansowych jest tak duża, że grozi zaprzepaszczeniem osiągnięć w ograniczaniu ubóstwa wśród dzieci. Najuboższe rodziny mogą stanąć w obliczu niedostatku, którego nie obserwowano od dziesięcioleci, dodaje Henrietta Fore.

UNICEF i Save the Children ostrzegają, że wpływ globalnego kryzysu gospodarczego wywołanego pandemią i wprowadzona polityka ograniczająca przemieszczanie się, mają dwojaki skutek. Natychmiastowa utrata dochodów oznacza, że rodziny nie są w stanie pozwolić sobie na podstawowe wydatki, w tym na żywność i wodę. Rzadziej mają dostęp do opieki zdrowotnej lub edukacji. W dłuższej perspektywie, dzieci są narażone na wczesne małżeństwa, przemoc i wykorzystanie. Dla najuboższych rodzin, brak dostępu do opieki społecznej lub środków rekompensujących straty finansowe dodatkowo ogranicza ich zdolność do utrzymania dystansu społecznego.

Dzieci-ciche ofiary pandemii

Skutki ubóstwa wywołanego pandemią COVID-19 mocno uderzą w dzieci. Nawet krótki okres głodu może bardzo negatywnie wpłynąć na dzieci. Skutki niedożywienia odcisną piętno na całym ich życiu, powiedziała Inger Ashing, Dyrektor Save the Children International.

Jeszcze przed pandemią, 2/3 dzieci na świecie nie miało dostępu do jakiejkolwiek formy opieki społecznej. Teraz, kiedy rodziny stawiają czoła trudnościom finansowym, może utrwalić się błędne koło ubóstwa. Tylko 16% dzieci w Afryce jest objętych opieką socjalną. Setki milionów dzieci dotyka wielowymiarowe ubóstwo, co znaczy, że nie mają dostępu do opieki medycznej, edukacji, odpowiedniego żywienia lub miejsca zamieszkania. Często jest to efekt niewystarczających inwestycji rządowych w opiekę społeczną.

Najgorsza jest sytuacja w krajach ogarniętych konfliktem i przemocą. Pandemia jeszcze bardziej zwiększa tam ryzyko ubóstwa i niestabilności. Kraje Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej są domem dla największej liczby dzieci potrzebujących pomocy humanitarnej.

UNICEF i Save the Children apelują o natychmiastowe zwiększenie skali pomocy dla najbardziej potrzebujących dzieci i ich rodzin. Rządy państw powinny zainwestować w opiekę społeczną, politykę fiskalną i rynek pracy. Kluczowe jest inwestowanie w rodziny i ich wsparcie finansowe.

UNICEF w Polsce prowadzi akcję „Walka z koronawirusem”, aby wesprzeć najbardziej potrzebujące dzieci na świecie i ochronić je przed skutkami pandemii. Każdy może wesprzeć akcję, przekazując darowiznę jednorazowo lub miesięcznie poprzez stronę unicef.pl/koronawirus. Kampanię wspiera Artur Żmijewski, Ambasador Dobrej Woli UNICEF.

Kredyt gotówkowy online dla żółtodziobów – kompendium wiedzy

Jak podaje największe portale, w 2019 roku Polacy wzięli w bankach i SKOK-ach ponad 7,5 mln kredytów gotówkowych na łączną kwotę niemal 85 mld zł. Popularniejsze od kredytów gotówkowych były jedynie kredyty hipoteczne, co świadczy o tym, że nasi rodacy chętnie zaciągali zobowiązania, a co ważniejsze, banki i SKOK-i równie chętnie ich udzielały. Dlaczego Polacy tak ufają kredytom gotówkowym i czy rzeczywiście warto je brać?

Czym jest kredyt gotówkowy?

Kredyt gotówkowy, nazywany również kredytem konsumpcyjnym, to zobowiązanie finansowe, które klient może uzyskać w banku lub SKOK-u po spełnieniu wszystkich określonych w ofercie warunków. Od pożyczki różni się tym, że przy zawieraniu umowy należy podać, na co zostaną wydane pieniądze z kredytu, a więc określić jego cel. Cechą charakterystyczną kredytu gotówkowego jest wypłata kwoty kredytu w gotówce – fizycznie w placówce banku lub na konto kredytobiorcy.

Wybieramy najlepszy kredyt gotówkowy

Aby wybrać najlepszy kredyt gotówkowy, można sprawdzać samodzielnie oferty banków lub pójść na skróty i skorzystać z rankingu kredytów, np. www.darmopozyczka.pl/kredyt-gotowkowy-ranking-pozyczka-gotowkowa – ranking!. Drugie rozwiązanie pozwala szybko i skutecznie porównać ze sobą poszczególne oferty. Ranking dostępny jest online, można więc z niego skorzystać o każdej porze. Zawiera też aktualne informacje o ofertach sprawdzonych i rzetelnych banków, takich jak Santander, Alior Bank, PKO BP czy BNP Paribas.

Mając wszystkie najważniejsze informacje zebrane w jednym miejscu, łatwo jest zdecydować, która oferta jest interesująca. Bezpośrednio z rankingu można też przejść na stronę banku, na której dostępny jest wniosek do wypełnienia online lub informacja o szczegółach oferty.

kobieta - laptop - wniosek o kredyt gotówkowy

Dokumenty potrzebne do uzyskania kredytu

Podstawą uzyskania kredytu gotówkowego jest wniosek o udzielenie kredytu, który klient składa w banku lub przez internet. Do wniosku często należy dołączyć wymagane załączniki. Mogą to być zaświadczenia o zarobkach lub zatrudnieniu, poręczenie majątkowe, a nawet zaświadczenie o dochodach małżonka. Banki coraz częściej udzielają również kredytów osobom pracującym na podstawie umowy cywilno-prawnej lub uzyskującym dochód z tytułu emerytury lub renty. W tym wypadku konieczne będzie dostarczenie zaświadczenia o wysokości uzyskiwanych świadczeń. Osoby prowadzące działalność gospodarczą zwykle muszą zaświadczyć o źródle swojego dochodu. Najłatwiej jest uzyskać kredyt w banku, w którym klient posiada już ROR – wtedy banki zwykle sprawdzają dochody na podstawie wyciągów bankowych z ostatnich kilku miesięcy. Wnioskując o udzielenie kredytu należy też przygotować się na konieczność potwierdzenia podstawowych danych, trzeba więc posiadać przy sobie dowód osobisty.

Na podstawie złożonych dokumentów bank sprawdzi zdolność kredytową klienta. Banki weryfikują też potencjalnych kredytobiorców w bazach dłużników – BIK i KRD. Warunkiem uzyskania finansowania jest pozytywna historia kredytowa, a więc brak adnotacji o niespłaconym zadłużeniu lub o opóźnieniach w spłatach wcześniej zaciągniętych zobowiązań. Jeśli bank stwierdzi, że zdolność kredytowa klienta jest na właściwym poziomie, zwykle wydaje pozytywną decyzję kredytową. Cała procedura może trwać kilka dni – w zależności od banku. 

Z jakich elementów składa się kredyt?

Każdy kredyt składa się z dwóch głównych części – raty kapitałowej i odsetkowej. Część kapitałową stanowi kwota zaciągniętego kredytu, a odsetkową pozostałe opłaty. Aby obliczyć całkowity koszt kredytu, trzeba wziąć pod uwagę również inne parametry. Ważna jest nie tylko wysokość odsetek, ale również wartość kosztów pozaodsetkowych. Na te ostatnie składają się:

  • opłaty i prowizje,
  • najczęściej opłata przygotowawcza,
  • prowizja za udzielenie kredytu,
  • ubezpieczenie.

Ostatni element jest często fakulatatywny. Nie trzeba kupować ubezpieczenia, jednak w większości banków jest to zalecane. Dobrym wyznacznikiem tego, ile tak naprawdę kosztuje kredyt, jest RRSO. Rzeczywista roczna stopa oprocentowania pokazuje, ile rocznie klient zapłaci za kredyt w danym banku.

Kredyt czy pożyczka gotówkowa?

Oba produkty są do siebie podobne, jednak występuje między nimi subtelna różnica. Kredyt udzielany jest jedynie przez banki i SKOK-i, natomiast pożyczka gotówkowa jest dostępna również w firmach pozabankowych. W przypadku niewielkich kwot można wziąć pod uwagę tzw. „parabanki”, czyli firmy pozabankowe, które udzielają pożyczek na raty na dowód. Jednak jeśli klient jest zainteresowany wyższą kwotą, np. do 300 tysięcy złotych, bezpieczniej będzie udać się do banku. Kwoty, które pożyczają firmy pożyczkowe dochodzą zresztą maksymalnie do 50 – 60 tysięcy złotych.

Z perspektywy klienta istotny jest fakt, że banki działają w oparciu o Ustawę o kredycie konsumenckim i ustawę Prawo bankowe. Akty te jasno określają ramy współpracy oraz prawa i obowiązki obu stron transakcji. Pożyczka w banku jest też zwykle dużo tańsza niż ta w firmie pozabankowej. Na niekorzyść banków działa dłuższa i bardziej skomplikowana procedura uzyskania pieniędzy niż ta stosowana w parabankach. Klient musi dostarczyć więcej dokumentów oraz dłużej poczekać na decyzję. Może jednak zyskać niższe oprocentowanie i opłaty pozaodsetkowe, a więc ostatecznie uzyskać tańszy kredyt.

Konkurs „Santander X Tomorrow Challenge”. 20 najlepszych projektów otrzyma łącznie 1 mln EUR

  • 1 mln EUR w postaci środków pieniężnych i innych korzyści dla 20 projektów oferujących najlepsze rozwiązania dla problemów, z jakimi będziemy musieli zmierzyć się w nowej rzeczywistości po zakończeniu pandemii COVID-19.
  • Konkurs „Santander X Tomorrow Challenge” jest jednym z elementów globalnego planu walki z kryzysem COVID-19 w ramach programu Santander Universidades o łącznym budżecie 30 mln EUR.
  • Przedsiębiorcy, startupy mogą przesyłać zgłoszenia na adres santanderx.com do 2 lipca 2020 r.

Koronawirus zmienia nasze życie i jest źródłem wielu wyzwań, z jakimi nasze społeczeństwo mierzy się teraz i będzie musiało stawić czoła w niedalekiej przyszłości.

Grupa Santander, działając za pośrednictwem Santander Universidades, ogłasza globalny konkurs Santander X Tomorrow Challenge, w ramach którego przedsiębiorcy z 14 krajów (Polski, Argentyny, Niemiec, Brazylii, Chile, Kolumbii, USA, Hiszpanii, Meksyku, Peru, Portugalii, Portoryko, Wielkiej Brytanii i Urugwaju) mogą zgłaszać innowacyjne rozwiązania pomocne w przezwyciężaniu społeczno-ekonomicznych skutków pandemii.

Koronawirus zmienia nasz świat, ale możemy wpływać na kształt tych zmian. To czas dla przedsiębiorców, którzy dostrzegając wyzwania potrafią wymyślić dla nich nowe rozwiązanie. Ogłaszamy konkurs Santander X Tomorrow Challenge, ponieważ wierzymy w nich i ich umiejętność znajdowania odpowiedzi na problemy dnia dzisiejszego oraz te, przed jakimi staniemy w najbliższej przyszłości,” powiedziała Ana Botín, Przewodnicząca Grupy Santander.

Konkurs obejmuje cztery kategorie odpowiadające wybranym, najistotniejszym wyzwaniom związanym z nową sytuacją:

  • tworzenie miejsc pracy;
  • transformacja umiejętności;
  • zmiana modelu biznesowego;
  • nowe szanse w nowej rzeczywistości;

Przedsiębiorcy mogą nadsyłać zgłoszenia do 2 lipca na adres www.santanderx.com/tomorrowchallenge. Zgłoszenia będą oceniane przez jury złożone z 12 przedstawicieli świata biznesu i członków kierownictwa banku.

Jurorzy wybiorą 20 najlepszych projektów, po pięć z każdej kategorii. Wyłonionych 20 laureatów, których lista zostanie ogłoszona 16 lipca, otrzyma łącznie 1 mln EUR w postaci środków pieniężnych i innych korzyści. Oprócz kwoty 20 000 EUR dla każdego nagrodzonego, przedsiębiorcy uzyskają także kompleksowe wsparcie ze strony banku i innych zaangażowanych podmiotów, w tym 100 godzin mentoringu z ekspertami; prezentacje typu roadshow z udziałem co najmniej pięciu inwestorów na każdy projekt, aby ułatwić dostęp do finansowania; wsparcie MIT Innovation Initiative w zakresie technologii i innowacji; oraz dostęp do licencji na oprogramowanie i usługi.

Konkurs Santander X Tomorrow Challenge to przykład zaangażowania banku w szeroko zakrojone działania na rzecz promowania przedsiębiorczości akademickiej. Za pośrednictwem Santander X realizowane są projekty łączące narzędzia i programy z głównym celem, jakim jest wspieranie przedsiębiorców na każdym etapie ich działalności konkretną ofertą, zapewnianie im dostępu do zasobów potrzebnych do osiągnięcia sukcesu i pomoc w przejściu do kolejnego etapu.

Ta nowa inicjatywa stanowi jeden z elementów globalnego planu przeciwdziałania COVID-19 w ramach programu Santander Universidades. Budżet planu, wynoszący 30 mln EUR, przeznaczony jest na zwalczanie pandemii i jej skutków na całym świecie. Środki trafią do projektów badawczych zajmujących się rozwojem szczepionki, leków i nowych testów diagnostycznych; zapewnią wsparcie studentom w trudnej sytuacji, aby mogli kontynuować naukę; posłużą do sfinansowania badań nad scenariuszami wyjścia z kryzysu, a także prac nad transformacją cyfrową systemu edukacji uniwersyteckiej.

Więcej informacji na temat Santander X Challenge można znaleźć na stronie: www.razempokonamy.pl

Lider w czasie próby

Odporność, siła ducha, elastyczność, zachowanie klasy w obliczu dylematów, łączenie przytomności biznesowej z empatią i wyczuciem… Te oraz inne kwestie związane z zarzadzaniem w nieprzewidywalnych okolicznościach społecznych i gospodarczych omówią Jacek Santorski oraz Wojciech Eichelberger, wykładowcy Akademii Psychologii Przywództwa w Szkole Biznesu Politechniki Warszawskiej, podczas spotkania online „Lider w czasie próby, które odbędzie się 2 czerwca, o godzinie 17.00.

W czasie kryzysu lub nieprzewidywalnych zmiennych rządzących życiem społecznym i gospodarczym, zarządzanie firmą to jak wpłynięcie statkiem na nieznane i wzburzone wody. Tylko najlepsi liderzy potrafią płynnie sterować organizacją i obrać kurs, który zapewni stabilizację w przyszłości. – „Lider w czasie sztormu działa tak, jak dobry lider w każdym czasie, kierując się trzema podstawowymi zasadami w zarządzaniu firmą: cel, ochrona i porządek” – podkreśla Jacek Santorski, ceniony psycholog biznesu i twórca Akademii Psychologii Przywództwa realizowanej w Szkole Biznesu Politechniki Warszawskiej. – „W czasie turbulencji lider musi zachować „zimną krew” i pewnie podejmować decyzje, nie zapominając przy tym o obranym wcześniej przez organizację strategicznym celu. Jednocześnie zapewnia swoim pracownikom poczucie bezpieczeństwa oraz dba o elementy porządku i struktury w firmie” – dodaje Santorski.

Zarządzanie zespołem i firmą w trudny czasie, często przypadkowych wydarzeń, które wpływają na rynek i przedsiębiorstwo wymaga dodatkowego zaangażowania i uwagi, ale też wiąże się ze stresem dla samych zarządzających organizacjami. I choć lider, jak każdy człowiek, może mieć chwile zwątpienia, to kierując firmą, pokazywanie niepokoju i zdenerwowania na zewnątrz nie pomoże w zwalczaniu trudności. Dlatego podstawą jest opanowanie własnego lęku i racjonalnie działanie w sytuacji kryzysowej. Jacek Santorski sugeruje również, aby wszystkie działania lidera były rozważne i w jasny sposób komunikowane. – „Sposób komunikacji, a także więź mentalna, emocjonalna i egzystencjalna są szczególnie ważne w sytuacji, kiedy bezpośrednie relacje są przerwane, a niepewność i obawa o przyszłość towarzyszy nam każdego dnia” – dodaje psycholog.

Santorski rozmawia z Eichelbergerem

Światowi intelektualiści opisują obecny model świata akronimem BANI, za którym kryją się słowa: Brittle, Anxious, Non-linear, Incomprehensible, czyli krucha, zatrważająca, niezrozumiała rzeczywistość. W ramach Akademii Psychologii Przywództwa w Szkole Biznesu Politechniki Warszawskiej, Jacek Santorski wraz z Wojciechem Eichelbergerem porozmawiają  o możliwym remedium na BANI. Zastanowią się, czy „mental resilience” może być odpowiedzią na kruchość? Czy niepokój można opanować empatią i mindfulness, a nielinearność wyczuciem kontekstu i elastycznością odpowiedzi? A w tym co niepojęte zdać się intuicję? Pokażą, jakie codzienne praktyki i techniki oraz otwartość umysłu, wartości, odwaga i wzajemne wsparcie mogą pomóc liderowi sprostać wyzwaniom biznesowej codzienności. Wskażą sposoby na mobilizowanie i wspieranie pracowników przy jednoczesnym dzieleniu odpowiedzialności. Podpowiedzą, jak działać skutecznie i z klasą.

Spotkanie online pt. „Lider w czasie próby” odbędzie się online 2 czerwca (wtorek) o godzinie 17.00.  Wymagana jest rejestracja na biznes.edu.pl

Grupa Kapitałowa Transition Technologies zanotowała rekordowe wyniki finansowe za I kw. 2020

Grupa Kapitałowa Transition Technologies (GK TT) – lider IT w obszarze energii, gazu, informatyki medycznej i przemysłu, podsumowuje wyniki 1Q 2020 i prognozy pierwszego półrocza b.r. Przychody wyniosły ponad 100 mln złotych i były wyższe o 25% od analogicznego okresu ubiegłego roku. Ten trend będzie utrzymany przez całe pierwsze półrocze 2020 i grupa osiągnie przychody brutto ponad 210 mln złotych.  GK TT ocenia, że koronawirus nie miał do tej pory negatywnego wpływu na działalność organizacji i ma ona szansę przejść przez obecną recesję kontynuując trend wzrostowy przychodów w całym roku 2020.

Wielokrotnie prognozowaliśmy nadchodzący kryzys, choć oczywiście nikt nie mógł przewidzieć samego koronowirusa i obecnej skali problemów. Przygotowane plany kryzysowe zadziałały,

a samo przejście prac firmy w tryb zdalny w praktyce trwało jeden dzień – mówi Konrad Świrski, prezes zarządu Transition Technologies. Na razie wciąż przychody są rekordowo wysokie, a nasza baza klientów jest stosunkowo mniej dotknięta spowolnieniem, choć w drugim kwartale, podobnie do całego sektora IT w Polsce, widzimy postępujące sygnały zmniejszania zamówień. Bardziej dotyczy to przychodów z gospodarki światowej, mimo, że koniunktura jest radykalnie słabsza także w kraju. Widzimy też symptomy powrotu do quasi-normalności, co budzi nadzieję na ożywienie gospodarcze, szczególnie na rynkach europejskich, gdzie uruchomiono znacznie większe pakiety pomocowe dla biznesu – dodaje prof. Świrski.

Gwałtowna cyfryzacja kolejnych obszarów gospodarki przyniosła GK TT w 1Q 2020 znaczny wzrost biznesu w obszarze managed services (w tym z sektora public) oraz medycznym – np. nowe rozwiązania dla pacjentów onkologicznych. Firma kontynuowała realizację kluczowych projektów dla sektora energetycznego i przemysłowego, w których analityka informatyczna oraz zaawansowane rozwiązania cyberochrony infrastruktury krytycznej są w trendzie wzrostowym. Grupa Transition Technologies cały czas nieprzerwanie obsługuje rynki globalne ze swoich 14 biur w Polsce, tak aby zapewnić bezpieczeństwo pracy zatrudnionych ponad 1800 osób.

Kwestie pracy zdalnej i systemów informatycznych decydują dziś o odporności biznesu na ograniczenia. Spowolnienie gospodarcze postrzegamy jako niepowtarzalną szansę dla sektora IT  – dodaje Konrad Świrski. Przyszłość wciąż jest niepewna, ale liczymy na uspokojenie globalnej sytuacji gospodarczej i utrzymanie naszego dwucyfrowego trendu wzrostowego w pierwszym półroczu roku 2020 – możemy osiągnąć nawet ponad 25 procentowy wzrost obrotów.  

Nerwowy piątek

Nerwowy piątek na rynkach w obliczu powracających na pierwszy plan napięć na linii USA-Chiny. Prezydent Trump zakomunikował, że dziś przedstawi nowe stanowisko Białego Domu w sprawie Chin, co może oznaczać nowe sankcje. Optymizm ulatuje z rynków finansowych. Złoty dodatkowo musi przetrawić obniżkę stóp procentowych NBP.

W zaskakującej decyzji Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała o obniżce stopy referencyjnej o 40 pb do 0,1 proc., stopy lombardowej o 50 pb do 0,5 proc., a stopa depozytowa pozostała na 0 proc. Tym samym oprocentowanie w Polsce sięgnęło swojego „technicznego” minimum. W uzasadnieniu Rada napisała, że luzowanie polityki pozwoli zagłodzić negatywne skutki pandemii oraz ograniczy ryzyko obniżenia się inflacji poniżej celu inflacyjnego NBP w średnim okresie. Jakkolwiek w teorii można zgodzić z argumentacją, tak moment decyzji jest niezrozumiały i to z kilku powodów. Po cięciach z marca i kwietnia łącznie o 100 pb oraz uruchomieniu programu skupu aktywów przekaz ze strony członków RPP przybrał neutralny ton, co mogło sugerować, że teraz Rada poczeka na efekty dotychczasowych decyzji. Dodatkowo zakończenie lockdown’ów w Europie i pierwsze oznaki stabilizacji sytuacji gospodarczej w strefie euro nie wymuszały ze strony banku centralnego kontynuacji luzowania polityki. Co więcej, po stanowczych decyzjach z poprzednich miesięcy, dodatkowe cięcie stopy referencyjnej o 40 pb przynosi niewielkie wsparcie dla gospodarki. Wszelkie dostosowania po stronie kredytobiorców i kredytodawców w reakcji na pandemię już się dokonały i wczorajsza obniżka istotnie sytuacji nie odmieni. Sporo znaków zapytania pozostaje po majowej decyzji, stąd tym bardziej rozczarowujący jest brak konferencji prasowej, która mogłaby rozjaśnić sytuację.

Możliwym wytłumaczeniem zachowania RPP jest wcześniejsza chęć sprowadzenia stóp procentowych do zera w jednym kroku, jednak członkowie Rady mogli obawiać się silnego negatywnego wpływu na złotego i destabilizacji krajowego rynku finansowego. Stąd zdecydowali się na „badanie” rynku i rozbicia strategii na kilka kroków. Brak nasilenia deprecjacji złotego pomimo cięcia o 100 pb, a także ostatnia fala aprecjacji o ok. 3 proc. mogły dać sygnał do kontynuowania luzowania według wcześniej założonego planu.

Decyzja o obniżce nie przyniosła wyraźnego wzrostu EUR/PLN, co bierze się z faktu, że rynek stopy procentowej już wcześniej wyceniał cięcie w kierunku zera. Inwestorzy na rynku walutowym jeszcze do ubiegłego tygodnia utrzymywali strategie na osłabienie złotego i dopiero pod wpływem generalnej poprawy apetytu na ryzyko skapitulowali. Teraz to oni wydają się najbardziej pokrzywdzeni, szczególnie, że decyzja RPP podnosi ryzyko powrotu negatywnej presji na złotego. Zakładamy, że RPP nie zdecyduje się na ujemne stopy procentowej (sugeruje to zatrzymanie na niestandardowym poziomie 0,1 proc.), ale też nie uznajemy obniżek jako tymczasowych, które zostaną szybko odwrócone, jak tylko sytuacja gospodarcza ulegnie poprawie. Spodziewamy się utrzymania rekordowo niskich stóp przez długi czas, najprawdopodobniej do końca kadencji Rady w czerwcu 2022 r. Oznacza to długoterminowe utrzymanie ujemnych realnych stóp procentowych w Polsce, które aktualnie na -2,8 proc. są czwarte najniższe na świecie. To może być dużą skazą na wizerunku złotego w przyszłości i stanowi ryzyko dla naszych dotychczasowych prognoz.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Banki będą wdrażać innowacyjne technologie finansowe

W porównaniu z krajami najbardziej rozwiniętymi polski sektor innowacyjnych finansów rozwija się znacznie wolniej. Tym czasem jego rozwój jest konieczny i nieuchronny. Firmy z tej branży poszukujące kapitału na rozwój swoich technologii to obecnie jedna z najlepszych okazji inwestycyjnych.  

W wielu krajach wysoko rozwiniętych przedsiębiorstwa z sektora innowacyjnych finansów stają się znaczącą siłą przyczyniającą się do wzrostu gospodarczego. Ich działalność jest wspierana przez rządy oraz finansowe władze regulacyjne. W skali świata za wzór przyjaznego otoczenia regulacyjnego uznawane są Wielka Brytania i Singapur. W porównaniu z nimi polskie przepisy są znacznie bardziej restrykcyjne. Nasz sektor finansowy, wart ponad 68 miliardów złotych i wytwarzający prawie 4% PKB jest skazany na obniżoną konkurencyjność z powodu działań regulacyjnych. Szczególnie dotkliwe są przepisy dotyczące podatku bankowego i Bankowego Funduszu Gwarancyjnego.

Tymczasem w światowej gospodarce występuje wiele czynników, które negatywnie wpływają na sytuację sektora bankowego. Wolne tempo rozwoju najlepiej rozwiniętych gospodarek ogranicza popyt na kredyt. Niskie, lub nawet ujemne stopy procentowe, które w założeniu mają ten popyt pobudzać, nie spełniają swojego zadania, co więcej, wpływają na ograniczenie dochodów banków. Tani pieniądz umożliwia pozostanie na rynku przedsiębiorstwom o bardzo niskiej rentowności, co zwiększa ryzyko kredytowe.

Z pomocą całej branży przychodzą innowacyjne i dynamiczne przedsiębiorstwa z sektora fintech. Mogą one działać na dwa sposoby: być dostawcą technologii dla tradycyjnych banków lub konkurować z nimi samodzielnie pozyskując klientów. W pierwszym przypadku najczęściej zajmują się systemami bankowości elektronicznej. W drugim, obsługują określone nisze rynkowe przy pomocy unikalnych technologii.

Czasy, gdy instytucje finansowe zajmowały się głównie pozyskiwaniem depozytów i udzielaniem kredytów minęły bezpowrotnie. Dzisiejsze startupy z branży fintech, dzięki wyspecjalizowanym technologiom, zajmują się między innymi: zbiórkami pieniężnymi, tworzeniem i analizą dużych zbiorów danych dzięki użyciu sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego, technologią blockchain i kryptowalutami. Trwa też rewolucja w zakresie zarządzania finansami osobistymi i rodzinnymi, zmieniają się strategie wyboru instrumentów finansowych czy zarządzania inwestycjami kapitałowymi. Technologia dostarcza też nowych narzędzi dla rozwoju finansów behawioralnych.

Startupy technologiczne opanowały rynek drobnych pożyczek konsumenckich eliminując wykluczenie finansowe znacznej części społeczeństwa. Podobnie jest z pośrednictwem w zakresie produktów inwestycyjnych czy ubezpieczeń, praktycznie cały detaliczny handel na rynkach kapitałowych i walutowych odbywa się za pomocą platform transakcyjnych zbudowanych przez technologiczne startupy.

Wsparcie rozwoju technologii przez państwo to często duża szansa dla młodych finansowych firm technologicznych. Państwo może działać na dwa sposoby. Pierwszy to dostarczanie wiedzy i kapitału. Drugi to rola klienta dla instytucji finansowych. Niestety, w obu obszarach polski rząd współpracuje głównie z tradycyjnymi bankami zapominając o fintechach. Współpraca często układa się bardzo dobrze. Pozytywnym przykładem może być współpraca administracji z bankami w ramach programu 500+. Podobnie jest w przypadku obsługi systemu ePUAP. Poważne rządowe programy wspierające gospodarkę nie są obecnie możliwe do przeprowadzenia bez udziału sektora bankowego. Tak jest na przykład z wartym 100 miliardów złotych programem „Czyste powietrze”, czy działaniami wspierającymi gospodarkę w związku z epidemią koronawirusa.

Również w zakresie tego ostatniego projektu instytucje rządowe nawiązują współpracę wyłącznie z tradycyjnymi bankami. Tymczasem przy dystrybucji niewielkich kwot dla dużej ilości potencjalnych beneficjentów znacznie badziej efektywnymi partnerami byłyby pozabankowe instytucje pożyczkowe. Taka współpraca rządów z fintechami funkcjonuje z powodzeniem w Stanach Zjednoczonych czy w Wielkiej Brytanii. W Polsce dopiero będzie się rozwijać w najbliższych latach.

Autor: Grzegorz Mizera – wiceprezes zarządu w polskim fintechu Provema

Wrocław na podium regionalnych rynków biurowych

Najnowsze dane firmy doradczej Colliers International wskazują, że całkowite zapotrzebowanie na  powierzchne biurowe na ośmiu rynkach regionalnych w pierwszym kwartale tego roku wyniosło ponad 220 tys. mkw. Ponad 47 tys. mkw. wynajęto we Wrocławiu, co stawia stolicę Dolnego Śląska na drugim miejscu zaraz po Krakowie.

– Największy udział w popycie miały przeprowadzone renegocjacje umów najmu (36%), podczas gdy ekspansje stanowiły 22%. Warto zaznaczyć, że aż 23% udziału w rynku dotyczyło najmu powierzchni w budynkach przeznaczonych na użytek własny właściciela. Nowe umowy najmu obejmowały 17% popytu, a umowy przednajmu w pierwszym kwartale tego roku stanowiły 10% – mówi Dorota Kościelniak, dyrektor regionalny Colliers International we Wrocławiu.

Istniejąca powierzchnia biurowa na rynku wrocławskim to blisko 1,2 mln mkw., co plasuje miasto na drugim miejscu wśród biurowych rynków regionalnych. W 2019 r. deweloperzy oddali do użytku rekordową ilość niemal 147,3 tys. mkw. powierzchni biurowej. W pierwszym kwartale br. zakończono projekt Techland HQ o powierzchni 8250 mkw., zaś w budowie nadal pozostaje prawie 130 000 mkw. Współczynnik pustostanów od początku 2019 r. systematycznie wzrastał. W pierwszych miesiącach 2020 roku nieznacznie (o 0,7 p.p.) spadł i wynosi obecnie 11,8%.

– Pierwszy kwartał 2020 roku zbiegł się z początkiem pandemii COVID-19. Wprowadzone zmiany w normalnym funkcjonowaniu i organizacji życia spowodowały chwilowe zamieszanie niemalże we wszystkich sektorach gospodarki, również na rynku nieruchomości. Pomimo tego ruch na rynku nowoczesnych powierzchni biurowych we Wrocławiu pozostał duży – do końca marca wynajęto ponad 47 tys. mkw., z czego aż w 83% transakcji brały udział firmy z sektora IT. Na tę chwilę trudno podać dokładną prognozę rynku biurowego na najbliższe miesiące. Można jednak stwierdzić, że zmiany spowodowane globalnym rozprzestrzenianiem się koronawirusa wpływają w ogromnym stopniu na kształtowanie się nowych trendów rynkowych oraz społecznych. Tym samym wszyscy będą mieli do czynienia z nowymi standardami odmienionej rzeczywistości – mówi Dorota Kościelniak.

Transformacja energetyczna nie omija Polski, ale nadal jesteśmy w tyle

Jeśli chodzi o transformację energetyczną w Polsce przyjąć można, że żyjemy w pewnego rodzaju bańce. Jesteśmy białą plamą na mapie postępujących zmian. Na świecie mamy do czynienia z powstającym nie tylko rynkiem, ale tzw. cywilizacją wodorową. W tej kwestii wszystkie kraje europejskiej, również w naszym regionie są już bardziej zaawansowane. Co jest tego przyczyną? Nie ma prostej odpowiedzi na to pytanie. Nie ulega jednak wątpliwości, że konieczne jest pilne wprowadzenie wodoru do legislacji. Dzisiaj, według polskiego prawa nie jest on paliwem, ale gazem technicznym. Takie zmiany mają nastąpić już niebawem. W tym roku powinny rozpocząć się prace w tym zakresie. Jeśli chodzi o pozostałe formy czystej energii, należy otworzyć z powrotem możliwość szybkiego rozwoju źródeł odnawialnych.

– Nie chodzi jedynie o fotowoltaikę, która obecnie przeżywa swoisty boom na rynku. Potrzebny jest także wzrost energetyki wiatrowej lądowej, chociaż obiecującym sektorem staje się również ta wielkoskalowa, morska. To właśnie ona będzie ogromnym źródłem zielonej energii – powiedział serwisowi eNewsroom Tomoho Umeda, Przewodniczący Komitetu Technologii Wodorowych KIG. –  Pierwsze elektrownie wiatrowe morskie mają powstać niebawem, w latach 2024-2025. Fotowoltaika zaś rozwija się już teraz. Obecnie trudno jest znaleźć producenta czy dostawcę paneli słonecznych, który może je dostarczyć w terminie krótszym niż pół rokuOgromny popyt potwierdza, że rewolucja w tym sektorze rzeczywiście ma dzisiaj miejsce. Za tym powinny następować kolejne duże zmiany – w zakresie elektrolizy z paneli fotowoltaicznych. Już dziś mówi się o pierwszej elektrociepłowni, która będzie oparta o ogniwa wysokotemperaturowe zasilane wodorem z elektrolizy. Jej zasilaniem ma być zaś stumegawatowa farma fotowoltaiczna. Taka konstrukcja generowałaby koszt energii na poziomie 250 złotych – czyli nieodbiegający od ceny, którą można uzyskać z węgla. Na ten pierwszy projekt należy zdecydować się już w tym roku. Jeśli okaże się udany, takich elektrociepłowni mogą być setki. Chociaż nie można określić konkretnych dat, kiedy takie przedsięwzięcia powstaną – może to być zdecydowanie szybciej, niż wszyscy się tego spodziewamy – podkreślił Umeda.

Grupa Biura Inwestycji Kapitałowych S.A. w I kw. br. potroiła wynik netto

Grupa BIK opublikowała wyniki finansowe, zgodnie z którymi w pierwszym kwartale br. osiągnęła 3,7 mln zł skonsolidowanych przychodów. Wypracowała jednocześnie 5,5 mln zł zysku netto, co było ponad trzykrotnie lepszym wynikiem od uzyskanego rok wcześniej. Wartość kapitałów własnych przez pierwsze trzy miesiące roku wzrosła o 6% do 97,7 mln zł.

 „W pierwszym kwartale br. w pełni zrealizowaliśmy założenia biznesowe finalizując budowę pierwszego etapu nowego centrum logistycznego pod Wrocławiem i przekazując gotowe powierzchnie głównemu najemcy. Wpływ pandemii koronawirusa na dotychczasową działalność operacyjną oceniamy jako bardzo ograniczony. Towarzysząca pandemii deprecjacja naszej waluty względem euro miała istotny wpływ na wzrost wartości nieruchomości ale jednocześnie wpłynęła również na wzrost zobowiązań kredytowych wyrażonych w euro” – powiedział Mirosław Koszany, Prezes Zarządu Biura Inwestycji Kapitałowych S.A.

Deweloper nowoczesnych powierzchni magazynowych i handlowych w pierwszym kwartale 2020 roku osiągnął 3,7 mln zł skonsolidowanych przychodów, względem 5,3 mln zł w tym samym okresie poprzedniego roku. Spadek przychodów to głównie efekt zmian w strukturze aktywów, gdzie po sprzedaży w ub.r. „Centrum Logistycznego Sosnowiec 1”, nowy obiekt – „BIK Park Wrocław 1” nie rozpoczął jeszcze pełnej działalności operacyjnej. Grupa w pierwszych trzech miesiącach br. zanotowała 13,7 mln zł zysku operacyjnego względem 2,7 mln zł rok wcześniej . Wykazała jednocześnie ponad 5,5 mln zł zysku netto co jest ponad trzykrotnie lepszym wynikiem niż w analogicznym okresie poprzedniego roku kiedy wypracowała blisko 1,8 mln zł.

Wartość kapitałów własnych (aktywów netto) wzrosła w pierwszych trzech miesiącach roku o 6% do 97,7 mln zł. Z kolei wycena nieruchomości inwestycyjnych zwiększyła się o 8% do poziomu 191,4 mln zł. W pierwszym kwartale br. Grupa BIK zakończyła budowę pierwszego etapu centrum logistycznego BIK Park Wrocław I w Kątach Wrocławskich. Gotowa powierzchnia liczy 25 tys. m2 z czego głównemu najemcy przekazano 15,5 tys. m2.

Blair Witch – gra krakowskiego Bloober Team zadebiutuje na Nintendo Switch już 25. czerwca

Największa polska premiera ubiegłego roku, Blair Witch, zadebiutuje na Nintendo Switch już 25. czerwca. Z tej okazji został wyemitowany nowy trailer na popularnym kanale Nintendolife. Edycja na popularną konsolę przenośną będzie zawierała wszystkie dotychczasowe usprawnienia, włączając DLC – Good Boy Pack. Za wydanie odpowiada spółka zależna – Bloober Team NA. Cena gry została ustalona na 29.99 USD

Największa dotychczasowa gra Bloober Team będzie wspierała wszystkie możliwości Nintendo Switch, w tym HD Rumble, tryby TV, tabletop i handheld oraz ekran dotykowy w menu gry.

Został przygotowany też specjalny trailer, wyemitowany w popularnym serwisie Nintendolife, który jako pierwszy promował edycję na konsolę japońskiego giganta.

Mamy od lat bardzo dobre relacje z częścią rynku związaną z platformami Nintendo. Najpierw gra została zapowiedziana przez Nintendo na ich cyfrowym wydarzeniu, a teraz największy portal społeczności Nintendo na Świecie – Nintendolife pokazuje ekskluzywnie materiał z wersji Switch. Wierzymy, że to znakomity fundament dla dobrej sprzedaży gry – komentuje Piotr Babieno, prezes Bloober Team.

Jest to kolejny tytuł krakowskiej spółki, który znajdzie się w Nintendo eShop – w poprzednich latach zostały przeportowane gry z serii Layers of Fear oraz Observer. Cena Blair Witch w dniu premiery będzie wynosiła 29.99 USD.

Jest to ważny krok w kierunku optymalizacji naszego portfolio – dzięki niemu wszystkie nasze gry znajdują się na każdej z popularnych konsol. Pamiętamy zarazem o fanach naszych produkcji i chcemy wynagrodzić najbardziej oddanych z nich. – kończy Prezes.

Przypominamy, że spółka pracuje również nad produkcją, która rozmachem przewyższa dotychczasowe tytuły studia. The Medium, które pojawi się na konsole nowej generacji Xbox  series X i komputery PC w okresie świątecznym 2020 jest trzymającym w napięciu thrillerem psychologicznym. Gracze będą mogli wcielić się w Mariannę – medium żyjące w dwóch światach: fizycznym i duchowym. W produkcji biorą udział Marcin Dorociński i Weronika Rosati, a za muzykę współodpowiedzialny jest Akira Yamaoka znany m.in. z serii Silent Hill.

74 miliony pobrań i znaczący wzrost wyniku netto – ponad 400% wobec zysku z 2018 r. – T-Bull S.A. z podsumowaniem roku 2019

T-Bull, wrocławski producent gier na platformy mobilne, zanotował w 2019 roku 9,6 mln zł przychodów i 2,1 mln zł zysku netto. Gry studia są znane na całym świecie i pobrano je już prawie pół miliarda razy.

Ubiegły rok był dla wrocławian czasem wypełnionym pracą, którą dzisiaj spółka podsumowuje raportem za rok 2019. Wyniki wskazują na bardzo stabilną sytuację finansową T-Bull S.A. Firma uzyskała przychód w wysokości 9,6 miliona zł, co przekłada się na zysk 2,1 miliona netto. To ponad czterokrotnie wyższa kwota niż w roku 2018. Sukcesem jest również stała liczba pobrań gier od T-Bull S.A., która zgodnie z kwietniowym raportem wynosi blisko 485 milionów. Granica pół miliarda jest już na wyciągnięcie ręki.

T-Bull zakończył 2019 r. z wynikiem 2,1 mln zł, co stanowi aż 400% zysku z 2018 r. Niewielki spadek nastąpił w liczbie pobrań produkcji rodzimego studia. Rok 2018 firma zakończyła liczbą 86 milionów, natomiast ubiegły zaowocował nieco ponad 74 milionami. Przyczyną tego wyniku jest zmiana w podejściu do procesu tworzenia gier – studio wydaje mniej produkcji, skupiając się na stabilnym rozwoju portfolio przy równoczesnym poszerzaniu gamingowych horyzontów poprzez wdrożenia na nowe platformy, co da wrocławianom możliwość dotarcia do nowej grupy entuzjastów wirtualnej rozgrywki.

Jesteśmy firmą o zasięgu międzynarodowym, która stale utrwala stabilną i silną pozycję na rynku, nasze wyniki finansowe są tego potwierdzeniem. – komentuje Damian Fijałkowski, Członek zarządu i współzałożyciel T-Bull S.A. – To szczególnie ważne w odniesieniu do roku 2019, kiedy jeszcze mocniej skupiliśmy się na realizacji ogłoszonej przez nas w 2017 roku strategii i rozszerzaniu naszego portfolio o produkcje dedykowane na inne platformy niż tylko te mobilne – dodaje.

W zeszłym roku Spółka poinformowała o znacznym rozgałęzieniu swojej działalności na rynku gamingowym – T-Bull S.A. rozpoczął pracę nad największym dotychczas projektem gry komputerowej, która ma być dostępna w trybie „Early Access” pod koniec bieżącego roku. Projekt o roboczej nazwie „Space Simulator” ma być dla studia produkcją przełomową – rozbudowana i zaawansowana technologicznie gra to pierwszy tytuł zaprojektowany docelowo na komputery osobiste. Oprócz tego spółka poszerza swoje horyzonty o nowe pola dotarcia. Już teraz na platformie Steam można znaleźć kilka produkcji wrocławian. Są to między innymi: Top Speed 2 czy najnowszy tytuł InfiniteCorp. To również w ubiegłym roku rozpoczęto prace nad wdrożeniem pierwszej produkcji na popularną konsolę Nintendo Switch – owocem jest premiera gry Top Speed w sklepie Nintendo eShop.

Niezmiennymi liderami popularności w portfolio Spółki są gry Moto Rider GO oraz Top Speed. Obie produkcje świętowały przekroczenie okrągłych wyników odpowiednio 100 milionów dla Moto Rider GO oraz 50 milionów dla Top Speed. Znacznym uznaniem cieszą się też, inne produkcje studia, jak Top Speed 2 czy Tank Battle Heroes.

Zeszły rok to także sukces w postaci przyznania Spółce kolejnego już dofinansowania w ramach konkursu GameINN na projekt iDe-Tox, którego celem jest zapewnienie kompleksowej ochrony graczy przed toksycznymi zachowaniami w cyberprzestrzeni.

Najbliższe miesiące to dla wrocławian bez wątpienia ogromne wyzwanie, jednak biorąc pod uwagę dotychczasowe wyniki Spółki, T-Bull S.A. może patrzeć w przyszłość z podniesioną głową.

J.W. Construction podsumowuje I kwartał 2020 r.

Po pierwszym kwartale 2020 roku Grupa J.W. Construction osiągnęła przychody ze sprzedaży na poziomie 45,6 mln zł, wobec 101,3 mln zł w pierwszym kwartale ubiegłego roku, co oznacza spadek o 55 proc. Zysk brutto ze sprzedaży osiągnął poziom 11,6 mln zł, wobec 25,7 mln zł rok wcześniej (spadek również o 55 proc.). Taki  spadek przychodów i zysku brutto spowodował, że Spółka odnotowała stratę netto w wysokości 4,5 mln zł (wobec zysku netto na poziomie 6,8 mln zł w pierwszym kwartale 2019 roku). W ujęciu jednostkowym Spółka osiągnęła zysk netto równy 2,7 mln zł. Powyższe wyniki spowodowane są przekazaniem małej liczby lokali wynikającym z harmonogramu realizacji inwestycji. Marża brutto niezmiennie utrzymuje się  na tym samym poziomie 25 proc.

Wyniki Spółki komentuje Małgorzata Szwarc-Sroka, członek Rady Nadzorczej J.W. Construction S.A.:

Pandemia wirusa COVID-19 miała wpływ na działalność deweloperską, może nie tak dużą, jak na inne branże, niemniej jednak znacząco wpłynęła na wiele procesów przebiegających w Grupie.

W obszarze realizacji prowadzonych inwestycji Spółka nie odnotowała znaczących opóźnień i istotnego spadku tempa prac jednak w zakresie sprzedaży odnotowano znaczny spadek. W marcu, w stosunku do lutego Spółka odnotowała spadek liczby zawieranych nowych umów o ok. 45 proc., co – w naszej ocenie – spowodowane jest wyłącznie epidemią COVID-19.

Nie odnotowaliśmy natomiast, co dobrze rokuje na przyszłość, rezygnacji z zawartych umów.

Spółka odnotowała również wpływ pandemii na działanie organów administracji publicznej. Wydawanie decyzji, zaświadczeń, postanowień w procesach administracyjnych zostało istotnie utrudnione przez brak możliwości bezpośredniego kontaktu w urzędzie, co spowodowało nawet dwu-, trzykrotne wydłużenie czasu niezbędnego do uzyskania danego dokumentu, w stosunku do normalnych procedur.

W okresie pandemii posiadane przez Spółkę hotele były zamknięte, a pracownicy w większości przebywali na postojowym, dzięki czemu Spółka skorzystała z programów tarczy antykryzysowej. Od czerwca planowane jest wznowienie działalności w tym obszarze.

Pomimo trudnej i niepewnej sytuacji Spółka posiada duży potencjał związany z możliwością rozpoznawania wyników ponieważ dysponuje ponad 2 tys. lokali sprzedanych, ale nieprzekazanych, które zostaną rozpoznane w przyszłych okresach rozliczeniowych. Ponadto w sytuacji odmrażania procesów gospodarczych Spółka na bazie posiadanego banku ziemi, może w krótkim czasie uruchomić budowy na ponad 5 tysięcy lokali oraz obiektów magazynowo-komercyjnych o łącznej powierzchni ponad 400 tysięcy metrów kwadratowych.

Agora S.A. publikuje wyniki finansowe po 1. kwartale 2020 r.

W 1. kwartale 2020 r. wpływy reklamowe Grupy Agora rosły szybciej niż na rynku, a przychody ze sprzedaży wydawnictw zwiększyły się m.in. dzięki intensywnie rozwijającej się prenumeracie cyfrowej „Gazety Wyborczej”. Działalność internetowa1, prasowa i radiowa Grupy odnotowały poprawę wyników, a oferty subskrypcyjne Wyborcza.pl i TOK FM osiągnęły kolejne rekordowe poziomy. O wynikach operacyjnych spółki przesądziły zdarzenia jednorazowe, związane zwłaszcza z odpisami wartości aktywów spółek zależnych, a także odczuwalne już od połowy marca br. skutki pandemii COVID-19, przede wszystkim związane z zamknięciem kin i narastającym ograniczaniem budżetów reklamowych.

W 1. kw. 2020 r. całkowite przychody Grupy Agora wyniosły 289,6 mln zł i były niższe o 6,1% w porównaniu do 1. kw. 2019 r. W największym stopniu zdecydował o tym prawie 20-procentowy spadek wpływów ze sprzedaży biletów do kin sieci Helios, które zostały zamknięte decyzją administracyjną 12 marca br. ze względu na pandemię koronawirusa. Przełożyło się to również na zmniejszenie wpływów ze sprzedaży barowej i z reklam wyświetlanych w kinach, a także z działalności filmowej Grupy. Niższe były również przychody ze sprzedaży usług poligraficznych.

Przychody reklamowe Grupy Agory rosły szybciej niż rynkowe wydatki na promocję produktów i usług i zwiększyły się o ponad 3%. To głównie zasługa wyższych wpływów ze sprzedaży reklam internetowych, zwłaszcza spółki Yieldbird, oraz radiowych. Przychody ze sprzedaży wydawnictw również nieco się zwiększyły, o czym zdecydowały rosnące wpływy z prenumeraty cyfrowej „Gazety Wyborczej”, przy jednoczesnych stabilnych przychodach Wydawnictwa Agora. Liczba subskrypcji treści Wyborcza.pl na koniec marca 2020 r. wyniosła 236,5 tys., co oznacza wzrost o ponad 34% w stosunku do analogicznego okresu 2019 r., a łączne wpływy cyfrowe dziennika sięgnęły 11,2 mln zł, co stanowi 30,0% całkowitych wpływów dziennika. Warto też zauważyć skok liczby wykupionych dostępów Premium TOK FM do 23 tys. na koniec marca 2020 r. Do wzrostu przychodów z pozostałej sprzedaży w okresie styczeń–marzec 2020 r. przyczyniło się zwłaszcza zwiększenie wpływów z działalności gastronomicznej Grupy, przede wszystkim dzięki rozwojowi marki Pasibus.WYNIKI FINANSOWE GRUPY AGORA

Koszty operacyjne Grupy Agora w 1. kw. 2020 r. nieznacznie wzrosły i stanowiły 309,1 mln zł. Warto zauważyć, że znaczny wpływ na ich poziom miały koszty odpisów aktualizujących wartość aktywów. W analogicznym okresie 2019 r. Grupa poniosła koszty rezerwy restrukturyzacyjnej, związane głównie z optymalizacją działalności w segmencie Druk, które wyniosły 5,6 mln zł. Bez uwzględnienia negatywnego wpływu zdarzeń jednorazowych w łącznej wysokości 14,7 mln zł koszty operacyjne Grupy Agory byłyby niższe niż przed rokiem.

Rosnącą kategorią kosztową w omawianym czasie była amortyzacja, zaś w pozostałych pozycjach Grupa odnotowała spadki. Najistotniejszy – spadek kosztów zużycia materiałów i energii oraz wartości sprzedanych towarów i materiałów – wiązał sie głównie ze zmniejszeniem skali działalności poligraficznej. Proces ten wpłynął również na spadek kosztów wynagrodzeń i świadczeń na rzecz pracowników.

Grupa Agora zakończyła 1. kw. 2020 r. wzrostem wyniku EBITDA do 44,6 mln zł. Strata na poziomie EBIT wyniosła 19,5 mln zł, a strata netto przypadająca na akcjonariuszy jednostki dominującej wyniosła 42,7 mln zł2.

Po wybuchu pandemii COVID-19 skupiliśmy się na zapewnieniu bezpieczeństwa naszym pracownikom i przestawieniu Agory na pracę zdalną. Podjęliśmy też zdecydowane kroki, żeby zabezpieczyć Grupę finansowo. Teraz, wraz z „odmrażaniem” kolejnych sektorów gospodarki, realizujemy plan powrotu do działalności operacyjnej w nowej rzeczywistości. Przed nami jeszcze co najmniej kilka trudnych kwartałów, ale wierzę, że ten najgorszy skończy się w czerwcu i rozpoczniemy proces odbudowywania wyników Grupy – komentuje Bartosz Hojka, prezes zarządu Agory.

Już w marcu br. Agora rozpoczęła działania zmierzające do zminimalizowania negatywnego wpływu pandemii na wyniki całej Grupy. Wstrzymana została większość wydatków inwestycyjnych i ograniczone zostały niemal wszystkie kategorie kosztów operacyjnych. Agora podjęła również decyzję o optymalizacji portfela projektów inwestycyjnych – o sprzedaży Domiporta Sp. z o.o., ograniczeniu skali działalności Goldenline Sp. z o.o. oraz złożeniu wniosku o upadłość Foodio Sp. z o.o. Spółka zweryfikowała również bibliotekę wydawnictw papierowych i zrezygnowała z wydania dwóch miesięczników oraz zmniejszyła objętość i wolumen publikowanego dziennika. W ramach działań oszczędnościowych Agora zrezygnowała też z części biur lokalnych, w których praca odbywa się obecnie zdalnie i w tej formule już pozostanie, także po ustaniu pandemii. Dodatkowo, zarząd prowadzi wzmożony monitoring spływu należności w celu zabezpieczenia płynności finansowej Grupy. Spółka zabezpieczyła finansowanie Grupy Agora do końca września i pracuje nad jego dalszym przedłużeniem. W ramach współpracy z instytucjami finansowymi zapewniła sobie karencję spłat dotychczas wykorzystanego kredytu. Zarówno Agora, jak i jej spółki zależne starają się również o dostępne formy wsparcia publicznego dla przedsiębiorstw.

Według szacunków Spółki efektem tych działań będą oszczędności na poziomie blisko 185,0 mln zł w 2. i 3. kw. 2020 r. Decyzje w sprawie kolejnych działań będą dostosowane do dalszego rozwoju sytuacji.

Źródło danych: skonsolidowane sprawozdanie finansowe wg MSSF, 1. kw. 2020 r.

Przypisy:

1 Po eliminacji wpływu zdarzeń jednorazowych.

2 Strata Grupy Agora na poziomie EBIT w ujęciu bez wpływu standardu MSSF 16 wyniosła w 1. kw. 2020 r. 18,4 mln zł. W tym ujęciu wynik Grupy na poziomie EBITDA wzrósł do 27,2 mln zł.

Koronawirus w wielu krajach może posłużyć za pretekst do ograniczania praw i wolności obywatelskich. Zmiany mogą obowiązywać także po ustaniu pandemii

Na całym świecie rządy zdecydowały się na wykorzystanie technologii i innych środków nadzoru w walce z pandemią SARS-CoV-2. Ta wyjątkowa sytuacja wiąże się też z ograniczeniami dotyczącymi przemieszczania się, prawa zgromadzeń czy prawa do prywatności. To, jak długo zostaną utrzymane, zależy w dużej mierze od społecznego przyzwolenia na takie działania. – Opinia publiczna skupiona na pandemii koronawirusa często bezrefleksyjnie się na nie godzi – podkreśla prawnik i ekspert Fundacji Panoptykon Wojciech Klicki.

Koronawirus w takiej lub innej formie zostanie z nami na wiele tygodni, miesięcy, a nawet lat. Dla rządzących pokusa, żeby pod pretekstem walki z nim ograniczać nasze prawa i wolności, będzie cały czas aktualna. To bardzo duże wyzwanie, żebyśmy – mimo zagrożenia, z jakim się mierzymy – nie godzili się na kolejne ograniczenia pod pretekstem walki z pandemią – mówi agencji Newseria Biznes prawnik i aktywista Wojciech Klicki z Fundacji Panoptykon.

Jak podkreśla, chociaż rząd nie zdecydował się na wprowadzenie w Polsce stanu nadzwyczajnego w związku z pandemią SARS-CoV-2, to sytuacja była i jest wyjątkowa. Wprowadzone zostały ograniczenia dotyczące przemieszczania się, prawa zgromadzeń czy prawa do prywatności. Powstała także aplikacja śledząca kontakty społeczne do kontroli rozprzestrzeniania się wirusa.

– Wiele osób godzi się, że aby skutecznie walczyć z koronawirusem, muszą zrzec się swojej prywatności i np. zainstalować specjalne aplikacje służące śledzeniu ich aktywności. Ta społeczna zgoda jest dużym problemem, ponieważ jeśli będzie się utrzymywać, to ograniczenia praw i wolności zostaną z nami na dłużej, nawet kiedy zagrożenie zniknie – mówi prawnik z Fundacji Panoptykon.

Takie aplikacje zostały wprowadzone w wielu krajach. Również w Polsce Ministerstwo Cyfryzacji zaproponowało ProteGo Safe, które z założenia ma pomóc w kontroli rozprzestrzeniania się koronawirusa. Smartfony z zainstalowaną aplikacją emitują za pośrednictwem Bluetootha sygnał odbierany przez inne urządzenia, wymieniając się tymczasowymi kodami – przypadkowymi ciągami znaków, które nie ujawniają tożsamości ich właścicieli. Aplikacja automatycznie szacuje ryzyko zarażenia się SARS-CoV-2 dla każdego użytkownika na podstawie jego historii napotkanych urządzeń i zweryfikowanych medycznie przypadków zarażenia wirusem.

Według resortu aplikacja nie inwigiluje, nie zbiera i nie udostępnia danych użytkowników, a gromadzone informacje są anonimowe, zakodowane i przechowywane w telefonie tylko przez dwa tygodnie. Eksperci wskazywali jednak m.in. na ryzyko deanonimizacji danych czy zagrożenie dla bezpieczeństwa użytkowników, jakie stwarza stale włączony Bluetooth.

Na podobne problemy eksperci fundacji wskazują również we Francji, gdzie częściowo zniesiono zakaz przemieszczania się, ale wiele ograniczeń pozostało w mocy. Ustawa przedłużająca stan wyjątkowy przewiduje stworzenie systemu informatycznego pozwalającego na przetwarzanie danych osób dotkniętych SARS-CoV-2 (lub mających z nimi kontakt) bez ich zgody. Ma powstać także aplikacja śledząca StopCovid umożliwiająca odtworzenie sieci kontaktów za pomocą połączenia Bluetooth. Pomysły władz budzą jednak wątpliwości prawników i organizacji pozarządowych, podkreślających ryzyko trwałego ograniczenia praw i wolności obywatelskich.

Prawnik Fundacji Panoptykon podkreśla, że największym ryzykiem dla praw i wolności obywatelskich jest społeczna zgoda na ich ograniczanie. Opinia publiczna – skupiona na pandemii koronawirusa – często bezrefleksyjnie godziła się na kolejne ograniczenia, nawet te nie do końca racjonalne.

Przykładem jest choćby zakaz wejścia do lasów, od samego początku wskazywane jako działanie, które w żaden sposób nie pomoże w walce z pandemią, a mimo to część osób bezrefleksyjnie je akceptowała – mówi Wojciech Klicki.

Kluczowe jest pytanie, czy te ograniczenia będą tylko czasowe, czy zostaną utrzymane na stałe.

– Można wysnuć analogię do tego, co stało się w ramach stanu nadzwyczajnego spowodowanego 20 lat temu przez zamachy na World Trade Center. Wtedy w imię bezpieczeństwa w Stanach Zjednoczonych, ale też w Unii Europejskiej przyjęto wiele rozwiązań, które miały pomóc w walce z terroryzmem. Problem polega na tym, że zostały one z nami już na zawsze – mówi ekspert.

Fundacja Panoptykon wskazuje, że na całym świecie rządy zdecydowały się na wykorzystanie środków nadzoru w walce z pandemią COVID-19. Dla przykładu, Izrael do śledzenia chorych wykorzystuje technologie, jakimi dysponują tamtejsze siły wywiadowcze i agencja bezpieczeństwa, stosowane dotąd w celu walki z terroryzmem. Izraelska służba kontrwywiadu Szin Bet zyskała m.in. nieskrępowany dostęp do danych telekomunikacyjnych obywateli, które może wykorzystywać do celów monitorowania ich kontaktów społecznych.

Korea Południowa zwróciła się do operatorów telekomunikacyjnych z prośbą o udostępnienie danych abonentów do monitorowania ich kontaktów społecznych i stworzyła na ich podstawie interaktywną mapę pozwalającą na śledzenie nowo wykrytych zakażeń. Z kolei Chiny skorzystały m.in. z możliwości śledzenia telefonów komórkowych i systemów rozpoznawania twarzy, doposażonych w funkcję odczytu temperatury ciała, oraz dronów, które pilnowały zasad przestrzegania kwarantanny.

Lotniska gotowe na przyjęcie pierwszych pasażerów. Podobnie jak przewoźnicy czekają na informacje o otwarciu ruchu lotniczego

Na blisko 400 mld dol. szacowane są globalne straty przewoźników lotniczych spowodowane pandemią koronawirusa. Zagrożonych jest ok. 25 mln miejsc pracy związanych z lotnictwem. Straty liczą także polskie lotniska i działający w kraju przewoźnicy. Terminal pasażerski Portu Lotniczego w Gdańsku obsługiwał dziennie 14 tys. pasażerów, dziś jest to znacznie poniżej 100 osób. – Każdy miesiąc postoju generuje kilkanaście milionów złotych kosztów, a niestety nie wiadomo, jak długo będzie trwał powrót do normalności – mówi Michał Dargacz, rzecznik prasowy Portu Lotniczego Gdańsk.

Jak wynika z raportu Zespołu Doradców Gospodarczych TOR „Pomoc publiczna dla linii lotniczych w czasie pandemii”, do przewoźników lotniczych trafi ponad 100 mld dol. Do tej pory rządy zgodziły się na ok. 87 mld dol. Wielomiliardowe wsparcie otrzymają najwięksi: Singapore Airlines, Air France-KLM oraz Lufthansa – każda z tych firm może liczyć na wsparcie przekraczające 10 mld dol., a przewoźnicy ze Stanów Zjednoczonych Ameryki już uzyskali pomoc na poziomie 58 mld dol. oraz dodatkowe 3 mld dol. dla podwykonawców.

Eksperci ZDG TOR podają, że wiele państw docenia strategiczną rolę sektora lotniczego oraz jego ogromną rolę w gospodarce, dlatego zdecydowało się na udzielenie im pomocy publicznej. Tym bardziej że koszty społeczne braku takiego wsparcia byłyby znacznie większe. Obecnie globalnie zagrożonych jest 25 mln, a w samej Europie 6,7 mln miejsc pracy związanych z lotnictwem. Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych (IATA) szacuje, że negatywny wpływ na gospodarkę może sięgnąć 452 mld dol.

W Polsce nie ma specjalnej tarczy antykryzysowej dla branży lotniczej. Lotniska jako przedsiębiorstwa mogą korzystać z rozwiązań przygotowanych dla wszystkich podmiotów gospodarczych w naszym kraju. Oczywiście są informacje o tym, że zostanie wprowadzona specjalna tarcza dla lotnisk, ale obecnie nie znamy szczegółów – mówi agencji Newseria Biznes Michał Dargacz, rzecznik Portu Lotniczego im. Lecha Wałęsy w Gdańsku.

Specjaliści ZDG TOR podkreślają, że wsparcie ze strony państw wydaje się dziś jedynym ratunkiem dla branży lotniczej. Ucierpieć na tym mogą wszystkie firmy zaangażowane w proces organizacji podróży i przewozu ładunku – logistyczne, handlingowe, dostawcy usług i sprzedawcy z lotnisk, podmioty zajmujące się produkcją, wynajmem i obsługą techniczną samolotów, agencje żeglugi, sektor turystyczny czy podmioty zajmujące się usługami IT, finansowymi czy księgowymi na potrzeby branży.

Według dotychczasowych informacji Ministerstwa Infrastruktury przygotowano nowy instrument wsparcia dla 14 portów lotniczych w Polsce na łączną kwotę ponad 140 mln zł. Na mocy rozporządzenia będą one mogły otrzymać dotację z Funduszu Przeciwdziałania COVID-19. Dotyczy to zarówno lotnisk prowadzonych przez władze samorządowe, jak i obiektów, w których udział ma podmiot państwowy. Wśród nich jest Port Lotniczy Gdańsk im. Lecha Wałęsy.

W dalszym ciągu obowiązują ograniczenia w działaniu lotnisk, zarówno w ruchu krajowym, jak i międzynarodowym. Miesięcznie nasze funkcjonowanie  kosztuje kilkanaście milionów złotych. To są stałe koszty – mówi rzecznik Portu Lotniczego Gdańsk.

Branża lotnicza jest jednym z sektorów, w który pandemia uderzyła najmocniej. ZDG TOR podaje, że ostatnie lata to dynamiczny rozwój lotnictwa w Polsce, napędzany przede wszystkim wzrostem liczby pasażerów. W 2015 roku polskie lotniska obsłużyły 30 mln osób, a w ubiegłym roku było to prawie 49 mln pasażerów (43,8 mln w ruchu regularnym).

W 2019 roku Port Lotniczy Gdańsk obsłużył przeszło 5 mln osób. Dziennie było to średnio 14 tys. pasażerów, a obecnie liczba ta spadła do nawet kilku lub kilkunastu osób dziennie – uściśla Michał Dargacz. – Staramy się przetrwać i czekamy na rozwiązania, które zostaną zaproponowane przez polski rząd.

Jak podkreśla, zyski wypracowane w ostatnich latach teraz służą temu, żeby finansować straty spowodowane praktycznym wstrzymaniem działalności portów lotniczych. Lotniska przygotowują się na start lotów krajowych od 1 czerwca. Ich wznowienie zapowiedziały PLL LOT.

Obecnie koncentrujemy się na dostosowaniu terminala do nowych wytycznych epidemiologicznych, aby możliwe były: kontrola temperatury ciała pasażerów, zachowanie dwumetrowego dystansu oraz higiena rąk. Przygotowujemy odpowiednie oznakowanie pionowe i poziome oraz stanowiska ze środkami do dezynfekcji na terenie terminala, sklepów i punktów gastronomicznych – wymienia rzecznik.

Zmiany będą dotyczyły samego latania. Możliwe są ograniczenia w liczbie sprzedawanych miejsc w samolotach, obowiązek zakrywania ust i nosa maseczką czy obostrzenia w wydawanych posiłkach i napojach.

Pamiętajmy jednak, że latanie pozostaje jednym z najbezpieczniejszych środków transportu. W czasie jednego lotu wymiana powietrza w samolocie, czyli wewnątrz kabiny pasażerskiej, następuje co najmniej kilkadziesiąt razy. Przechodzi ono przez odpowiednie filtry i jest oczyszczane. Ponadto statki powietrzne i ich kabiny są obecnie dezynfekowane dużo częściej, niż było to przed pandemią – zauważa Michał Dargacz.

To od zaufania pasażerów i ich chęci podróżowania będzie zależeć tempo powrotu do sytuacji sprzed pandemii.

Dziś cały czas nie mamy informacji o tym, kiedy ruch międzynarodowy zostanie w pełni otwarty, a wiadomo, że pasażer nie planuje podróży z dnia na dzień, tylko z dużo większym wyprzedzeniem. Dziś jednak nie wie, czy za miesiąc będzie mógł skorzystać z połączenia samolotem, czy też nie. Nie wiedzą tego nawet przewoźnicy, którzy z jednej strony starają się sprzedawać bilety, ale nie wiedzą, czy nie będą musieli tych połączeń odwoływać – mówi rzecznik Portu Lotniczego Gdańsk im. Lecha Wałęsy. – Mimo że są głosy o tym, że powrót do normalności potrwa przynajmniej rok albo dwa lata, to czasami rynek nas bardzo zaskakuje.