W czerwcu wygasa pomoc dla firm w ramach tarczy antykryzysowej. Pilnie potrzebne są zasady funkcjonowania w nowej normalności

0

Mimo tradycyjnego rozdźwięku między związkowcami a pracodawcami w obliczu pandemii obie strony starają się zgodnie działać w celu uratowania firm, a co za tym idzie, miejsc pracy. – Nalegamy na to, aby już dzisiaj, zanim wejdziemy w III kwartał, jak najszybciej zbudować przepisy, które umożliwią pracownikom i pracodawcom przetrwanie tego najcięższego okresu – mówi przedstawiciel Forum Związków Zawodowych. Wśród niezbędnych regulacji wymienia te promujące powrót przedsiębiorstw do pełnego funkcjonowania i utrzymywania zatrudnienia, a także konieczność dostosowywania rozwiązań do poszczególnych branż.

 Prowadzimy bardzo zaawansowane rozmowy z organizacjami pracodawców na temat tzw. paktu społecznego, czyli porozumienia pomiędzy związkami a pracodawcami w zakresie wyjścia z tarcz i budowania nowej normalności gospodarczo-społecznej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Grzegorz Sikora, rzecznik prasowy Forum Związków Zawodowych. – Dzisiaj najważniejszym elementem nie powinno być centralne sterowanie przez rząd nową normalnością, zresztą to nie idzie w parze z oczekiwaniami obydwu stron dialogu. Jeżeli mówimy wspólnym głosem z pracodawcami, to przede wszystkim o tym, żeby indywidualizować nowe rozwiązania, dostosowywać je do poszczególnych branż, wdrażać ponadzakładowe układy zbiorowe pracy.

Związkowcy postulują, by minimalne wynagrodzenie wynosiło 50 proc. średniego wynagrodzenia w gospodarce narodowej za poprzedni rok. Dziś wynosi ono 2600 zł brutto. Jeśli ta zasada miałaby obowiązywać od przyszłego roku, powinno wzrosnąć, bo w grudniu ub.r. średnia płaca brutto wynosiła nieco ponad 5600 zł. W ciągu 12 miesięcy 2019 roku przeciętne miesięczne wynagrodzenie w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku wzrosło we wszystkich sekcjach Polskiej Klasyfikacji Działalności – od 3,6 proc. w sekcji „rolnictwo, leśnictwo, łowiectwo i rybactwo” do 9,3 proc. w sekcji „administrowanie i działalność wspierająca”, co dało ogółem wzrost w sektorze przedsiębiorstw o 6,5 proc.

Kolejnym zagadnieniem postulowanym zarówno przez związki, jak i pracodawców jest upowszechnienie nawiązywania ponadzakładowych układów zbiorowych pracy dotyczące poszczególnych branż. Tym bardziej w obliczu zgłaszanej przez pracodawców potrzeby uelastyczniania czasu pracy.

– Rozmawiajmy o tym, ale pod warunkiem że za ewentualną elastycznością pójdzie coś, co będzie dla pracowników dobre. A tego typu rozwiązania, które są zindywidualizowane wobec poszczególnych branż, są uregulowane przez ponadzakładowe układy zbiorowe pracy – mówi rzecznik Forum Związków Zawodowych. – Trzeci postulat to kwestia dofinansowania służby zdrowia. Dzisiaj już nie mamy wątpliwości, że zdrowie jest najważniejsze.

Zdaniem FZZ w ostatnim czasie zabrakło rozwiązań, które miałyby na uwadze dobro osób walczących na pierwszej linii frontu z koronawirusem. Kolejne rozwiązanie polega na ponownym ukształtowaniu systemu podatków i danin, również odnoszących się do systemu emerytalnego i ochrony zdrowia.

– To wszystko dzisiaj powinno być przedmiotem dyskusji, ale opartej na dialogu, a nie na quasi-konsultacjach na zasadzie: wy mówicie swoje, a my i tak zrobimy swoje – mówi Grzegorz Sikora.

Jego zdaniem trzeba zrobić wszystko, żeby – zgodnie z zasadami bezpieczeństwa, utrzymania dystansu społecznego – jak najszybciej odmrozić całą gospodarkę, aby spadek tempa rozwoju gospodarczego miał kształt litery „U”, czyli żeby nastąpiło odbicie, a relacje popytowo-podażowe wróciły do wzrostowej dynamiki. Ekspert ocenia, że dotychczas przyjęte rozwiązania pomocowe w pewnym stopniu odpowiadają na potrzeby podmiotów gospodarczych, ale wkrótce formuła ta się wyczerpie.

Budżet też ma swoje możliwości, w związku z tym nalegamy na to, abyśmy już dzisiaj zanim ten etap się skończy, zanim wejdziemy w III kwartał 2020 roku,  jak najszybciej stworzyli przepisy, które umożliwią pracownikom i pracodawcom przetrwanie tego najcięższego okresu, oraz propozycje, które będą w dalszym ciągu budować transfer kapitału pomiędzy gospodarką a pracownikami i pracodawcami – mówi rzecznik Forum Związków Zawodowych.

Podkreśla, że jeśli przepisy, które są ustalone w poszczególnych tarczach, znacząco się nie zmienią i nie uruchomią dynamiki rozwoju przedsiębiorstw, to będziemy mieli do czynienia z tąpnięciem w postaci zwolnień.

W kwietniu stopa bezrobocia wyniosła 5,8 proc., najwięcej od grudnia 2019 roku. I choć w kwietniu 2019 roku była o 0,2 pkt proc. niższa, to poza tym odczytem był to najniższy kwietniowy odczyt od 1990 roku.

– Widzimy, że w tej chwili rząd niekoniecznie przychyla się do tego, żeby odbudowywać dynamikę zatrudnienia, tylko raczej tworzy bardzo doraźne rozwiązania, które w efekcie będą zachęcać pracodawców do tego, żeby zwalniać – przekonuje Grzegorz Sikora.

Przedstawiciele Forum Związków Zawodowych podkreślają, że instrumenty zawarte w tarczach antykryzysowych są zbudowane na nierównoważnych relacjach pomiędzy pracownikiem a pracodawcą, bo ten pierwszy jest skazany na łaskę tego drugiego. Wiele regulacji nie tylko nie chroni pracowników, ale nawet promuje redukowanie stanowisk pracy.

 – Jeśli nic się nie zmieni pod względem możliwości i instrumentów Państwowej Inspekcji Pracy, to choćbyśmy nie wiem jak bardzo propracownicze prawo uchwalali, to i tak zawsze się znajdzie ktoś nieuczciwy, kto będzie próbował omijać Kodeks pracy – mówi rzecznik Forum Związków Zawodowych. – W związku z tym rola Państwowej Inspekcji Pracy jest nieoceniona i jako Forum Związków Zawodowych będziemy robić wszystko, żeby miała ona odpowiedni instrument do tego, by  respektować prawo w sposób efektywny.

Rakieta Falcon z kapsułą Crew Dragon ma ponownie wystartować 30 maja. Może być to przełomowe wydarzenie w wyścigu kosmicznym

Jeśli statek kosmiczny będzie latał w odległości 10 mil morskich od burzowych chmur, misja powinna zostać odwołana – tak wynika z przepisów NASA. To właśnie ze względu na bezpieczeństwo załogi start rakiety Falcon 9 i zamontowanej na niej kapsuły Crew Dragon został przełożony z 27 na 30 maja. – Ryzyko było zbyt duże, podjęliśmy dobrą decyzję – mówi Jim Bridenstine, administrator NASA.

Misja Crew Dragon Demo-2 miała być pierwszą od niemal dekady próbą wysłania astronautów w kosmos z terenu Stanów Zjednoczonych. Od 2011 roku załogi  z tego kraju były wysyłane do stacji kosmicznych za pomocą rosyjskich statków Sojuz z Bajkonuru w Kazachstanie (wcześniej były do tego wykorzystywane wahadłowce kosmiczne). Start rakiety Falcon 9 i zamontowanej na niej kapsuły Crew Dragon, wykonanej na zlecenie NASA przez firmę Elona Muska SpaceX, pokrzyżowała jednak tropikalna burza, która utworzyła się w okolicach Florydy. W efekcie, 16 minut przed zaplanowanym startem, NASA go odwołało

– Wiem, że wielu ludzi jest rozczarowanych brakiem startu, niestety pokonała nas pogoda. Chcę jednak podkreślić, że to był wspaniały dzień dla NASA i SpaceX, a nasze zespoły współpracowały ze sobą w niesamowity sposób, podejmując dobre decyzje od początku do końca. W tym konkretnym przypadku było po prostu zbyt duże wyładowanie elektryczne w atmosferze, nie było co prawda burzy, ale było ryzyko, że nasz start może wyzwolić błyskawicę, więc podjęliśmy dobrą decyzję – mówi Jim Bridenstine, administrator NASA.

Zgodnie z zasadami NASA, jeśli statek kosmiczny będzie leciał w odległości 10 mil morskich od burzowych chmur, które mogą wytwarzać wyładowanie elektryczne, misja może zostać odwołana. Rakiety przedzierające się przez chmury burzowe mogą spowodować uderzenie pioruna, a przykładem może być sytuacja z 1969 roku podczas misji Apollo 12. Błyskawica uderzyła w pojazd startowy Saturn V w 36,5 sekundy i ponownie po 52 sekundach od startu. Analiza wykazała później, że prąd zimnego frontu, choć zbyt słaby, aby wytworzyć naturalne błyskawice, był wystarczająco silny, aby rakieta i zjonizowana smuga spalin wytworzyły ładunek i wygenerowały dwa uderzenia pioruna.

Dlatego też w przypadku misji Crew Dragon Demo-2, ze względu na bezpieczeństwo załogi, NASA podjęło decyzję o przełożeniu startu z 27 na 30 maja.

– Patrzymy optymistycznie w przyszłość i już w sobotnie popołudnie zrobimy to znowu. Wyślemy amerykańskich astronautów w amerykańskiej rakiecie z amerykańskiej ziemi. Uda nam się – przekonuje ekspert NASA.

– Zespoły SpaceX i NASA spisały się świetnie i podjęto bardzo dobre decyzje w tej dynamicznie zmieniającej się sytuacji pogodowej. To może być frustrujące, ale czasem tak wygląda rzeczywistość, gdy chcesz polecieć w kosmos. Obaj z Bobem (Bob Behnken – przyp. red.) tego już doświadczaliśmy. W sobotę startujemy znowu – dodaje astronauta Doug Hurley.

Misja Crew Dragon ma ogromne znaczenie dla USA. Może pozwolić NASA na uwolnienie się od monopolu Rosji i większą swobodę w działaniu. Powodzenie misji istotne jest też dla firmy SpaceX, która w ten sposób udowodniłaby, że jest w stanie wysłać ludzi na okołoziemską orbitę, a w przyszłości – zgodnie z planami – zorganizować załogową misję na Marsa.

Od 1962 roku NASA wystrzeliła w sumie 164 statki kosmiczne z astronautami na orbitę, średnio mniej niż trzy rocznie. Dwa starty zakończyły się katastrofą – loty promem Challenger (w 1986 roku) i Columbia (w 2003 roku), w których zginęło 14 osób.

Odkryta przez polskich naukowców cząsteczka 1-MNA pomoże w walce z koronawirusem. Może wzmocnić odporność i wspomóc organizm w walce z infekcjami wirusowymi [DEPESZA]

Naukowcy od lat próbują opracować przeciwciała do nowych metod leczenia infekcji bakteryjnych i wirusowych. Poszukują też cząsteczek, które pozwoliłyby szybciej zwalczać choroby. Odkryte niedawno przez polskich badaczy właściwości cząsteczki 1-MNA pomagają m.in. w walce z miażdżycą czy zakrzepami. Najnowsze badania wskazują, że może być pomocna także przeciw koronawirusowi, gdyż wykazujee właściwości przeciwzapalne.

Prace nad nowymi cząsteczkami przyspieszają, kiedy pojawia się nowe zagrożenie – tak było w przypadku epidemii SARS czy eboli. Naukowcy z University of Texas w Austin niedawno poinformowali, że przeciwciała tworzone przez komórki odpornościowe lam, wielbłądów i rekinów mogą okazać się pomocne w zwalczaniu części wirusów, także koronawirusa. Badania jednak wciąż trwają.

W walce z SARS-CoV-2 przydatna może okazać się cząsteczka 1-MNA (1-metylonikotynamid), niedawno odkryta przez polskich naukowców. Ten związek, który występuje naturalnie w organizmie człowieka, powstaje w wyniku metabolizmu witaminy B3. Cząsteczka pobudza produkcję prostacykliny, która chroni układ sercowo-naczyniowy przed tworzeniem się̨ zakrzepów i zawałów serca, a także obniża poziom markerów stanu zapalnego i zmniejsza ryzyko miażdżycy. Zakończone w ubiegłym roku badania przedkliniczne wykazały także, że cząsteczka 1-MNA może być skuteczna w niealkoholowym stłuszczeniowym zapaleniu wątroby. Teraz do tej listy doszło kolejne zastosowanie.

 Dotychczas badania nad cząsteczką 1-MNA skupiały się przede wszystkim na jej korzyściach w obszarze układu sercowo-naczyniowego. Najnowsze dane potwierdzają jednak zdecydowanie większe spektrum działania cząsteczki, w tym właściwości przeciwzapalne – mówi Marzena Wieczorkowska, wiceprezes, dyrektor ds. badań i rozwoju Pharmeny, spółki biotechnologicznej wytwarzającej produkty na bazie 1-MNA. – Poziom cząsteczki 1-MNA w niektórych chorobach wirusowych może być obniżony, na przykład w przypadku ostrej infekcji wirusem RSV u niemowląt może to być przyczyną osłabienia zdolności organizmu do zwalczania stanu zapalnego.

W efekcie przemiany cząsteczki 1-MNA powstaje związek (H202 – nadtlenek wodoru), który jest ważny w procesie odpowiedzi organizmu na infekcje bakteryjne i wirusowe.

– Zgodnie z najnowszą pracą naukową opublikowaną przez chińskich i włoskich naukowców powinniśmy przyjmować witaminę B3, by zmniejszać ryzyko następstw COVID-19. 1- MNA jest głównym metabolitem witaminy B3 – wskazuje Marzena Wieczorkowska. – Z tego powodu opublikowana praca stanowi dla nas również punkt odniesienia do dalszej analizy cząsteczki 1-MNA w nowym wskazaniu. 

Przez lata rola 1-MNA była bagatelizowana, jednak obecnie wiele badań wskazuje na jej kluczową rolę w organizmie, a badania prowadzone przez najbardziej renomowane ośrodki naukowe na świecie dowodzą, że może ona przyczyniać się do wydłużenia życia.

– Chcemy uzyskać ochronę patentową na zastosowanie 1-MNA w leczeniu i suplementacji w nowo zdefiniowanych wskazaniach obejmujących infekcje wirusowe, w szczególności skutkujące powstaniem zapalenia dróg oddechowych. To m.in. infekcja wirusem SARS-CoV-2, lecz także grypa, zapalenie płuc czy oskrzeli oraz choroby alergiczne, w tym astma – wymienia wiceprezes Pharmeny.

Cząsteczka występuje naturalnie w żywności, np. algach wakame czy liściach zielonej herbaty. Jednak badania wykazały, że nie jest to najbardziej efektywne źródło pozyskiwania 1-MNA dla organizmu. Tym bardziej wśród osób starszych, ponieważ wraz z wiekiem obniża się zdolność przekształcania witaminy B3.

Polska czeka na unijne miliardy

Ostatnie dni upływają na rynkach w szampańskich nastrojach. Europejscy inwestorzy ekscytowali się nowym programem unijnym, który w ciągu czterech lat przewiduje granty na kwotę 500 mld euro. Największą pomoc mają dostać Włochy, Hiszpania, Polska i Francja

Unia krytykowana była za brak solidarności i nieumiejętność odpowiedzi na kryzys gospodarczy wywołany pandemią.

– Dziesięć lat temu brak jednomyślności i niechęć do pomocy słabszym krajom doprowadził do poważnego kryzysu, gdzie na poważnie mówiło się o rozpadzie strefy euro – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Nauczona tymi doświadczeniami Unia tym razem postanowiła działać szybciej.

Efektem jest zaproponowany przez Komisję (na szkielecie porozumienia niemiecko – francuskiego) ogromny program stymulacyjny o wartości 750 mld, z czego 500 mld euro to granty, a zatem środki bezzwrotne z unijnego budżetu.

Co wiemy o tym programie? Wystartuje od początku przyszłego roku, środki będą do dyspozycji przez cztery lata i finansowane będą z emitowanego przez Unię długu, który spłacany będzie z dodatkowych składek wpłacanych do budżetu, ale dopiero poczynając od 2028 roku!

Polska ma dostać aż 36 mld euro i jest to czwarta najwyższa suma w UE – więcej dostaną tylko Włochy, Hiszpania i (bardzo nieznacznie) Francja.

– Jeśli uwzględnimy naszą niską składkę, to bilans przepływów jest dla Polski wyjątkowo korzystny. Brzmi świetnie? Z pewnością program ma wiele zalet. Wydatki inwestycyjne powinny istotnie napędzić koniunkturę w Polsce. Dodatkowo zmniejszy to obciążenie krajowych potrzeb pożyczkowych, zmniejszając presję na rentowności polskiego długu – wyjaśnia ekspert XTB.

Co jednak równie ważne, Unia zapowiada mocny nadzór nad wydawanymi środkami i od 2022 roku mają one uwzględniać cele klimatyczne, a z tym Polsce jak dotąd nie było po drodze. Mogą pojawić się też głosy, że fakt dopłacania do programu przez bogate kraje (głównie Niemcy) jest ceną za uzyskanie większego wpływu na kierunek Unii kosztem krajów z pomocy korzystających.

Warto też odnotować, że idea spłat obligacji w latach 2028-2058 naiwnie zakłada, że wtedy sytuacja będzie lepsza – jak dotąd takie założenia okazywały się mylne i w konsekwencji dług był coraz wyższy.

Na ten moment wydaje się, że EBC nie będzie mógł nabywać tych obligacji, ale zapewne tak zwiększy zakupy krajowych obligacji, aby „zwolnić” na rynku pieniądze potrzebne do zakupu unijnych obligacji przez sektor finansowy. Na koniec warto dodać, że program nadal musi uzyskać akceptację wszystkich krajów – jak na razie przedstawiciele Austrii sugerują, że taka skala transferów nie może być zaakceptowana.

Natomiast na rynkach globalnych nic nie jest w stanie zepsuć nastrojów – przynajmniej jak na razie. Inwestorzy kompletnie ignorują coraz mocniejsze napięcie pomiędzy Chinami a USA. Wypowiedzi Donalda Trumpa o działaniach mających kontrolować social media spowodowały tylko chwilową negatywną reakcję na Wall Street, nie przeszkodziło to jednak ostatecznie w dalszych wzrostach.

W czasie pandemii ponad 4-krotnie spadła liczba kontroli. Wykryto też 2 razy mniej uszczupleń

W ciągu dwóch miesięcy pandemii zostało wszczętych ponad 700 kontroli podatkowych. Według danych pochodzących z Krajowej Administracji Skarbowej, to blisko 4,5 razy mniej niż w marcu i kwietniu ub.r. Spadła też liczba zakończonych tego typu działań. Ostatnio było ich ponad 1300, a wcześniej – prawie 2,5 razy więcej. W wyniku kontroli, które zostały doprowadzone do końca w trakcie izolacji, stwierdzono uszczuplenia w wysokości 344 mln zł. Natomiast w analogicznych miesiącach 2019 roku były to 742 mln zł.

Mniej kontroli

Z danych Krajowej Administracji Skarbowej wynika, że w okresie od 1 marca do 30 kwietnia br. w Polsce zostało zakończonych 1301 kontroli podatkowych, a wszczętych – 708. To znacznie mniej niż w analogicznym okresie 2019 roku, kiedy było ich odpowiednio 3018 oraz 3183. Przy tym dane z br. mogą nie być pełne, ponieważ trwa jeszcze wprowadzanie ich do systemu.

– Patrząc tylko na to co już mamy, można wyciągnąć wniosek, że doszło do znaczącego zmniejszenia liczby kontroli. Jednak mocno ograniczona była też aktywność gospodarcza przedsiębiorców. W wielu branżach wolumen sprzedaży towarów i usług nie tyle się zmniejszył, co wręcz spadł do zera. To z kolei oznacza, że nie było konieczności prowadzenia tak wielu tego typu czynności – komentuje Marek Niczyporuk, doradca podatkowy z Kancelarii Ars AEQUI.

W województwie śląskim liczba zakończonych kontroli podatkowych spadła w analizowanych okresach z 427 do 144, w mazowieckim – z 420 do 150, w dolnośląskim – z 312 do 126, a w wielkopolskim – z 311 do 112. W przypadku danych dot. łódzkiego widzimy odpowiednio 291 i 71, podlaskiego – 132 i 52, podkarpackiego – 161 i 78, kujawsko-pomorskiego – 139 i 112, a pomorskiego – 112 i 69. Z kolei w opolskim było to 80 i 33, zachodniopomorskim – 77 i 46, warmińsko-mazurskim – 76 i 25, a lubuskim ¬– 58 i 19.

– W marcu i kwietniu br. małopolskie urzędy skarbowe przeprowadziły i zakończyły 13 kontroli, a rok wcześniej – 241. Nowych działań nie wszczynano, chyba że były konieczne. Podejmowano czynności niezbędne do zapewnienia przestrzegania prawa przez kontrolujących. Dotyczyły one np. rozszerzenia kontroli podatkowej i prowadzenia jej w oparciu o zgromadzony wcześniej materiał – informuje Konrad Zawada, rzecznik prasowy Izby Administracji Skarbowej w Krakowie.

W województwie mazowieckim liczba kontroli rozpoczętych w marcu i kwietniu ub.r. wyniosła 459, a rok później – 106. W przypadku dolnośląskiego mówimy o spadku z 335 do 54, a w pomorskim – ze 116 do 30. Z kolei w świętokrzyskim podjęto odpowiednio 93 i 38 czynności, w warmińsko-mazurskim – 88 i 15, a w lubuskim – 72 i 18.

– Z uwagi na pandemię zmianie uległa organizacja pracy poszczególnych urzędów. Duża część pracowników skorzystała z urlopów. Z kolei wiele osób pracowało zdalnie, a zatem przy ograniczonym dostępie do dokumentacji oraz innych narzędzi wykorzystywanych w toku kontroli. A przeprowadzenie jej w sposób kompleksowy i rzetelny wiąże się często z koniecznością odwiedzenia podatnika. A to w warunkach epidemii jest zwyczajnie niemożliwe – podkreśla Marek Niczyporuk.

Analiza ryzyka

Jak informuje Anita Wielanek, rzecznik prasowy Krajowej Administracji Skarbowej, zadania kontrolne są realizowane w sposób ciągły, w tym również w czasie epidemii. W marcu oraz kwietniu br. były one prowadzone w sprawach, w których doszło do istotnego i bezspornego, w ocenie organu, jednoczesnego naruszenia przepisów. Dotyczy to prawa podatkowego i karno-skarbowego lub karnego, w szczególności w sprawach oszustw karuzelowych.

– Kontrole podatkowe i celno-skarbowe podejmowane są w oparciu o wyniki analizy ryzyka. Działania dotyczą podmiotów, w których istnieje największe prawdopodobieństwo występowania nieprawidłowości. W zainteresowaniu KAS leży m.in. prawidłowość wywiązywania się z obowiązków w zakresie VAT. Dotyczy to zwłaszcza wykorzystywania konstrukcji tego podatku do oszustw karuzelowych, w tym próby wyłudzenia nienależnych zwrotów podatku – stwierdza Grażyna Kmiecik, rzecznik prasowy IAS w Katowicach.

Z kolei jak podkreśla Jolanta Rybakowska z IAS w Gdańsku, działania wykonywane były w sposób gwarantujący bezpieczeństwo zarówno kontrolującym, jak i kontrolowanym. Przede wszystkim wykorzystywano narzędzia analityczne oraz informacje z baz danych. Ponadto w jak najmniejszym stopniu angażowano w kontrole podatników. Zalecenia te pozostają aktualne na czas odmrażania gospodarki. Natomiast Agnieszka Pawlak, rzecznik prasowy IAS w Łodzi, zaznacza, że tylko w szczególnie uzasadnionych przypadkach i za zgodą podatników organy podatkowe proszą o kontakt osobisty.

– W toku kontroli dokumenty stanowiące podstawę rozliczeń są przekazywane w formie elektronicznej. Takie podejście wyeliminowało bezpośredni kontakt z podatnikiem. Przesyłanie dowodów i ewidencji podatkowych w takiej formie umożliwia przeprowadzenie analizy zapisów ksiąg oraz poprawności i rzetelności dokumentów w siedzibie urzędu. Wyjaśnienia przekazywane są na piśmie za pośrednictwem środków komunikacji elektronicznej lub operatora pocztowego – opisuje Radosław Hancewicz, rzecznik prasowy IAS w Białymstoku.

Mniej uszczupleń

W wyniku kontroli podatkowych zakończonych w marcu i kwietniu br. zostały stwierdzone uszczuplenia w wysokości 344 mln zł. Z danych KAS wynika, że w analogicznym okresie 2019 roku były to 742 mln zł. Jak przekonuje Marek Niczyporuk, niższa liczba kontroli musi oznaczać mniej stwierdzonych nieprawidłowości, zarówno w ujęciu ilościowym, jak i wartościowym. Ekspert podkreśla, że stwierdzone uszczuplenia nie przekładają się w 100% na wpływy do budżetu. W ostatnich latach wskaźnik skuteczności egzekucji wynosił ok. 40%, na co wskazują dane NIK-u.

– Powoli przywracany stan sprzed pandemii będzie dotyczył całego życia gospodarczego, w tym oczywiście weryfikacji rozliczeń podatkowych. Obecnie działania kontrolne są ograniczone, więc dalsze znoszenie obostrzeń będzie miało wpływ również na nie. Nadal kontakt podatnika z urzędnikami w trakcie kontroli będzie ograniczany do sytuacji niezbędnych do jej prawidłowego przeprowadzenia – mówi Bartosz Stróżyński, rzecznik IAS w Bydgoszczy.

Natomiast jak informuje Barbara Bętkowska-Cela, dyrektor IAS w Opolu, czynności kontrolne będą realizowane podobnie jak do tej pory. To znaczy, będą odbywały się w sposób gwarantujący bezpieczeństwo zarówno kontrolującym, jak i kontrolowanym. W działaniach przede wszystkim zostaną wykorzystane narzędzia analityczne i posiadane bazy danych.

– Mam nadzieję, że reakcją na zmniejszone wpływy budżetowe będą przede wszystkim decyzje o poszukiwaniu oszczędności, a zatem redukcja wydatków. Nie powinno to oczywiście oznaczać rezygnacji ze ścigania przez organy państwowe rzeczywistych przestępców podatkowych. Ale to nie może też wiązać się ze stosowaniem wobec podatników dowolnej interpretacji przepisów, byle tylko zwiększyć ogólne kwoty tzw. przypisów – podsumowuje ekspert z Kancelarii Ars AEQUI.

Jak COVID-19 zmienia rynek i biznes – raport Salesforce i Deloitte

Pandemia coraz mocniej wpływa na światową gospodarkę. Nowe dane zebrane w trakcie międzynarodowych badań Salesforce Research Consumer i Salesforce Workforce Research pokazują ogromną skalę zjawiska. Z jednej strony widać, że przedsiębiorcy zdwoili siły we wdrażaniu innowacji i przemodelowaniu metod działania. Większego znaczenia nabiera technologia, potrzebna do pracy zdalnej, rozwoju e-commerce i płatności elektronicznych. Z drugiej jednak strony widać, że nadchodzą duże zmiany na rynku pracy. Ponad 50% pracowników pracuje zdalnie, a niewiele mniej (48%) boi się zwolnień. Tyle samo planuje zmienić pracodawcę, by pracować w stabilniejszej w czasie pandemii branży.

PKB większości krajów w tym roku będzie znacznie niższy od prognoz ustalonych na początku roku. Według Międzynarodowego Funduszu Walutowego w 2020 r. światowa gospodarka zamiast się rozwijać, może odnotować spadek o 3%. Jak głęboki to będzie spadek, zależy od tego, kiedy wygaśnie pandemia i jak szybko gospodarki w poszczególnych krajach będą wychodzić z kryzysu.

Salesforce prowadzi systematyczne obserwacje zmian wywołanych przez pandemię – analizuje dane, opinie i zachowania klientów z różnych branż z wielu krajów świata. Wnioski i dane z badań publikowane są w cyklicznych opracowaniach Salesforce Research Consumer oraz Salesforce Workforce Research. Aby oddać choć część obrazu, jaki wyłania się po kilku miesiącach od wybuchu pandemii, warto podać przynajmniej te kluczowe informacje pochodzące z ogólnoświatowych badań:

Wpływ COVID-19 na rynek pracy

  • 69% pracowników uważa, że pandemia na trwałe zmieniła charakter pracy,
  • od czasu ogłoszenia pandemii 62% pracowników pracuje zdalnie, w tym 51% z domu,
  • 86% pracowników ocenia swoją produktywność w pracy zdalnej jako dobrą, w tym 37% jako bardzo dobrą,
  • 79% pracowników twierdzi, że pracodawca dostarcza odpowiednią technologię, w tym 34% ocenia ją jako świetną,
  • 24% pracowników przyznaje, że ich firmy zainwestowały w nowe technologie lub ulepszyły dotychczasowe rozwiązania, by usprawnić pracę zdalną,
  • 48% osób zatrudnionych boi się, że straci pracę,
  • 43% chce zmienić pracę i pracować w stabilniejszej, bezpiecznej branży,
  • aż 36% pracowników obawia się, że ich praca zostanie zautomatyzowana.

Wpływ COVID-19 na handel detaliczny

Metody zakupów stosowane obecnie częściej w porównaniu do okresu sprzed pandemii:

  • 38% wzrost bezkontaktowych dostaw,
  • 37% wzrost liczby elektronicznych płatności,
  • 23% wzrost wykorzystania kas samoobsługowych,
  • 23% wzrost zakupów przez Internet do odbioru osobistego w sklepie (buy online, pick-up in store – BOPIS),
  • 20% wzrost obrotów w segmencie subskrypcji usług,
  • 16% wzrost zamówień w kanale social media.

Wpływ COVID-19 na biznes

  • 45% badanych przedstawicieli MSP twierdzi, że zmienia dotychczasowy model biznesowy,
  • 38% zmienia również taktykę obsługi klienta i działania marketingowe (35%),
  • 35% ankietowanych osób zna właścicieli małych firm, które ucierpiały z powodu pandemii,
  • 27% ankietowanych osób zna firmy, które zostały zamknięte na stałe w wyniku pandemii.

Zmiana modelu biznesowego zazwyczaj wiąże się z koniecznością wykorzystania odpowiednich technologii. Pozytywnym skutkiem kryzysu będzie więc przyspieszenie cyfryzacji także w niewielkich firmach.

Gospodarka po pandemii – cztery scenariusze

Dziś nie wiadomo, jakie straty poniosą firmy i co nas czeka, niemniej przedsiębiorcy mają pewne możliwości, by przygotować się na różne scenariusze. COVID-19 spowodował zmiany w sposobie świadczenia pracy i prowadzenia biznesu – m.in. wymusił na firmach większe wykorzystanie technologii. Wiele z nowych trendów, które pojawiły się w okresie pandemii, zostanie z nami na stałe, jak choćby rozpowszechnienie pracy zdalnej. Przyspieszona cyfryzacja to trend widoczny we wszystkich krajach, również w Polsce. Według danych Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii 3 lata temu usługi cyfrowe miały 6,2% udział w PKB Polski. W 2020 r. wpływ cyfryzacji na PKB może być dwukrotnie większy.

Raport opracowany przez Salesforce i Deloitte „The world remade by COVID-19. Scenarios for resilient leaders, 3-5 years” (Świat zmieniony po COVID-19, Scenariusze dla elastycznych przywódców na następne 3 – 5 lat”) przedstawia cztery scenariusze rozwoju wydarzeń. W wariancie optymistycznym ożywienie gospodarki nastąpi pod koniec 2020 r., w najbardziej pesymistycznym – dopiero w drugiej połowie 2022 r.

Scenariusz 1, Przelotna burza – Gospodarka ożywia się pod koniec 2020 r. i przyspiesza w drugiej połowie 2021. Wirus zostaje wyeliminowany wcześniej niż oczekiwano dzięki skoordynowanym działaniom globalnych graczy. Mimo iż pandemia jest stosunkowo krótkotrwała, wywołuje długoterminowe skutki gospodarcze. Tarcze finansowe pomagają doraźnie, lecz nie mogą odwrócić strat, które najdotkliwiej odczuwają małe firmy i osoby o względnie niskich dochodach.

Scenariusz 2, Późniejsze odbicie zmienia dotychczasowe modele działania – ożywienie gospodarcze rozpoczyna się pod koniec 2021 r. Jest niewielkie na początku 2022 r., ale przyspiesza w drugiej połowie 2022 r. Pandemia utrzymuje się, co stanowi coraz większe obciążenie dla rządów na całym świecie. Pojawiają się nowe ekosystemy i partnerstwa publiczno-prywatne, które podejmują współpracę, by reagować na kluczowe potrzeby i wprowadzać potrzebne innowacje.

Scenariusz 3, Kierunek Daleki Wschód – odbicie gospodarcze rozpoczyna się pod koniec 2021 r., przy czym na Wschodzie jest szybsze i bardziej zdecydowane. Zachód radzi sobie z wirusem wolniej i mniej konsekwentnie niż Wschód, co powoduje, że światowe centrum władzy przenosi się do Chin i Azji Wschodniej. Wschód staje się liderem w globalnej koordynacji systemów opieki zdrowotnej i biznesu.

Scenariusz 4, Samotne wilki – światowe ożywienie gospodarcze pojawia się w połowie 2022 r. Wirus mutuje, a pandemia trwa dłużej niż się spodziewano. Kraje izolują się, współpraca między nimi jest utrudniona, co skutkuje m.in. wprowadzaniem ścisłej kontroli nad importem. Rządy państw przejmują większą kontrolę nad biznesem, wywierając duży wpływ na wewnętrzne przepływy kapitału. Kraje koncentrują się na niezależności energetycznej i żywnościowej. Przedsiębiorstwa i konsumenci coraz bardziej boją się częstych wstrząsów rynkowych, a ich oszczędności maleją z powodu wzrostu cen towarów.

W obliczu niepewnej przyszłości przedsiębiorcy powinni zadać sobie następujące pytania:

  • Jakie są największe zagrożenia dla obecnego biznesu?
  • Jacy nowi dostawcy, modele biznesowe i ekosystemy mogą się pojawić w zarysowanych okolicznościach?
  • Jakie możliwości, relacje i aktywa są najważniejsze w każdym ze scenariuszy?

Firmy, które odnajdą miejsce dla siebie w tych czterech odrębnych wersjach zdarzeń, będą mieć szanse rozwoju, a nie tylko przetrwania złych czasów.

Pracownicy chcą pracować zdalnie i uciekają z branż dotkniętych kryzysem

Podczas pandemii pracownicy spędzają znacznie mniej czasu na dojazdach do pracy, ponieważ 51% z nich pracuje zdalnie. Aż 86% pracujących zdalnie wysoko ocenia swoją produktywność. 67% ankietowanych przez Salesforce pracowników chciałoby mieć możliwość wykonywania pracy zdalnej także po zakończeniu kryzysu, co rodzi konsekwencje dla pracodawców. Wielu pracodawców już wyposażyło pracowników w odpowiednie narzędzia IT. Aż 79% pracowników przyznaje, że pracodawca dostarczył im świetną (34%) lub dobrą (45%) technologię. Możliwość zdalnej pracy, którą można wykonywać z każdego miejsca, nie tylko w rejonie zamieszkania, może również ułatwić znalezienie zatrudnienia w związku z oczekiwaną dużą falą zwolnień – 48% pracowników obawia się utraty stanowiska pracy. Najbardziej o utratę posad boją się przedstawiciele najmłodszego pracującego pokolenia (millenialsi). W niektórych branżach pracownicy czują się stosunkowo pewnie, podczas gdy wielu szuka nowych możliwości zatrudnienia. Najbardziej zainteresowani zmianą pracy są pracownicy, którzy znaleźli się na pierwszej linii walki z epidemią oraz ci, których miejsca pracy dotknęły problemy. Obecnie o zmianie pracy lub jej podjęciu myślą pracownicy z sektora turystycznego i hotelarskiego (52%), z branży transportowej (52%), służby zdrowia (49%), handlu (47%) i produkcji (47%).

Coraz więcej ułatwień dla konsumentów kupujących online

Niewątpliwym „zwycięzcą” w trudnych czasach okazuje się handel elektroniczny. Tradycyjny handel odniósł spore straty. Jak podaje Salesforce Q1 Shopping Index z 2020 r. ogólna sprzedaż detaliczna w USA spadła w marcu o 8,7% w stosunku do ubiegłego roku (w Polsce według GUS zmniejszyła się w tym czasie o 9% rok do roku). Natomiast handel elektroniczny w tym czasie wzrósł średnio o 20%, a w okresie od początku pandemii do końca marca zakupy w sklepach internetowych wzrosły o 200%.

W okresie pandemii dla handlowców głównym wyzwaniem są dostawy i zaopatrzenie. Dlatego coraz częściej pojawiają się różne opcje odbioru zamówienia, które do minimum skracają czas dostarczenia towaru. Należą do nich odbiór w sklepie, a także dostawa tego samego dnia – zazwyczaj realizowana za pośrednictwem firm trzecich. Największym powodzenie wśród klientów cieszyła się opcja zakupów w sieci z odbiorem w fizycznym sklepie (BOPIS). Detaliści oferujący zakupy online i odbiór w systemie BOPIS osiągnęli największe wzrosty przychodów z e-commerce w czasie pandemii. Według danych z Salesforce Shopping Index w I kwartale br. sklepy oferujące model zakupów z opcją BOPIS zwiększyły sprzedaż o 27%, w porównaniu do 13% wzrostu sklepów nieoferujących BOPIS.

Jak będą wyglądać Bezpośrednie Inwestycje Zagraniczne po pandemii COVID-19? Wyniki corocznego badania EY

Według przygotowanego przez EY dorocznego raportu „Atrakcyjność inwestycyjna Europy” w ubiegłym roku w 47 krajach starego kontynentu zaplanowano 6 412 bezpośrednich inwestycji zagranicznych (BIZ). Pandemia COVID-19 spowodowała znaczący spadek realizowanych inwestycji. Według danych EY tylko 65% zaplanowanych w ubiegłym roku przedsięwzięć jest realizowanych zgodnie z planem, 25% zostało opóźnionych, a 10% odwołanych. EY zapytał kluczowych menedżerów w firmach realizujących inwestycje transgraniczne, jak COVID-19 wpłynie na BIZ w 2020 r. i w latach następnych. 66% ankietowanych spodziewa się ich spadku, jednocześnie 80% wskazuje, że lokalne pakiety pomocowe będą kluczowym czynnikiem wyboru miejsca na realizację takich przedsięwzięć.

Rok 2019 był w Europie jednym z najlepszych w historii pod względem liczby zaplanowanych, bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Analiza EY pokazuje, że w ubiegłym roku ogłoszono w Europie 6 412 projektów BIZ, co stanowi wzrost o 0,9% w stosunku do 2018 r. Znaczący wzrost inwestycji zagranicznych i pierwsze miejsce, jeśli chodzi o liczbę inwestycji, przypadło Francji, która odnotowała 1 197 nowo ogłoszonych BIZ (+17% r/r). Na kolejnych stopniach podium znalazły się: Wielka Brytania z 1 109 inwestycjami (+5% r/r) oraz Niemcy, które odnotowały 3% spadek liczby BIZ do 1 109. Polska, z 200 nowymi przedsięwzięciami zaplanowanymi przez inwestorów zagranicznych, zajęła 7 miejsce w Europie.

W normalnych warunkach rynkowych większość planowanych inwestycji byłaby realizowana. Obecnie, w wyniku dużej niepewności i zamrożenia gospodarki europejskiej, 25% przedsięwzięć jest opóźnionych, a z 10% w ogóle zrezygnowano.  Tylko 65% projektów ogłoszonych w 2019 r. jest realizowanych zgodnie z harmonogramem.

Badanie EY pokazało różnice pomiędzy krajami i branżami we wpływie COVID-19 na realizację zaplanowanych wcześniej inwestycji. W konkurencyjnych gospodarkach i tam, gdzie projekty dotyczyły budowy centrów usług wspólnych, inwestycji w sektor IT lub budowy zaplecza badawczo-rozwojowego prawie 80% zaplanowanych inwestycji jest realizowanych. To znacząco wyższy odsetek od średniej europejskiej wynoszącej 65%.  Do grona krajów z wyższym wskaźnikiem realizacji inwestycji EY zalicza Polskę, Irlandię i Portugalię.

Dane za 2019 r. to niestety historia, która długo się nie powtórzy. Mimo obawy przed twardym brexitem i napięciami w światowym handlu udało się w Europie osiągnąć symboliczny, ale jednak wzrost planowanych BIZ. Perspektywy na następne lata nie są dobre, a bez inwestycji zagranicznych powrót na ścieżkę wzrostu gospodarczego może być trudniejszy. 49% ankietowanych przez EY przedsiębiorców uważa, że w erze post-COVID atrakcyjność inwestycyjna Europy będzie mniejsza lub nawet dużo mniejsza niż dotychczas. Pandemia nasiliła trend antyglobalistyczny i gospodarczy protekcjonizm, co też ograniczy popularność Starego Kontynentu, jako miejsca realizacji transgranicznych projektów inwestycyjnych. Aż 83% przebadanych przez EY menedżerów uważa, że w odpowiedzi na zaburzenia w globalnych łańcuchach dostaw ich firmy będą przenosiły produkcję do niskokosztowych gospodarek blisko zewnętrznych granic UE – mówi Jacek Kędzior, Partner Zarządzający EYDobrą wiadomością – również dla Polski – jest to, że zarządzający firmami nie skupiają się wyłącznie na kosztach pracy, ale coraz większą wagę przykładają również do kompetencji cyfrowych potencjalnych pracowników. Polska może pochwalić się infrastrukturą techniczną na zadawalającym poziomie, a także zasobem dobrze wykształconych, utalentowanych inżynierów, programistów i informatyków. Pozwala nam to liczyć, że pociąg czwartej rewolucji przemysłowej nie odjedzie bez nas – dodaje Jacek Kędzior. 

Według EY w 2019 r. najwięcej BIZ zostało ogłoszonych właśnie w sektorach technologicznych i usług dla biznesu. Odpowiadały za, odpowiednio, 31% ogólnej liczby projektów i 24% planowanych, nowych miejsc pracy. Tego typu inwestycje były najmniej narażone na negatywny wpływ zamrożenia gospodarki w związku z pandemią. Jednocześnie bardzo duża część ogłoszonych w Europie w 2019 r. inwestycji zagranicznych – odpowiadająca aż za 23% wszystkich planowanych miejsc pracy – była w sektorze transportowym, który jest wyjątkowo wrażliwy na konsekwencje działań związanych z walką z COVID-19.

Bezpośrednie inwestycje zagraniczne po COVID-19

W kwietniu 2020 r. EY zapytał zarządzających firmami, jakie czynniki skłoniłyby ich do lokalizacji inwestycji w konkretnym miejscu. Aż 80% ankietowanych odpowiedziało, że decydujące znaczenie będzie mieć wielkość lokalnego, rządowego pakietu pomocowego, 71% wskazało na rozpowszechnienie umiejętności cyfrowych, a dla 62% menedżerów ważne są wysokie kwalifikacje potencjalnych pracowników. Na kolejnych miejscach ankietowani wskazali siłę danego rynku oraz nastawienie rządów do przeciwdziałania zmianom klimatycznym.

Dodatkowe badanie pozwoliło EY na zidentyfikowanie trzech głównych trendów, które mogą wpływać na decyzje lokalizacyjne nowych inwestycji:

  1. Przyspieszenie zmian technologicznych służących redukcji kosztów i zwiększeniu dostępu do klientów,
  2. Większy udział kwestii związanych z przeciwdziałaniem zmianom klimatu i zrównoważonym rozwojem w decyzjach inwestycyjnych,
  3. Reorganizacja łańcuchów dostaw z nowymi proporcjami reshoringu, nearshoringu i offshoringu.

82% ankietowanych przez EY menedżerów spodziewa się, że w najbliższych trzech latach coraz ważniejszy stanie się trend wdrażania cyfrowych technologii, których celem będzie automatyzacja procesów i uniezależnianie się od pracy człowieka. W związku z tym konkurencyjność cyfrowa krajów będzie jeszcze ważniejszym czynnikiem determinującym decyzje inwestycyjne. 57% badanych przez EY potwierdziło, że zrównoważony rozwój z poszanowaniem aspektów społecznych, ochrony środowiska i ograniczaniem zmian klimatycznych będzie priorytetem, podobny odsetek (56%) menedżerów przewiduje odwrócenie trendów globalizacyjnych.

Jeszcze przed wybuchem pandemii COVID-19, dostęp do szeroko rozumianej infrastruktury cyfrowej, w tym wysoko wykwalifikowanych w kwestach technologicznych pracowników, był tylko jednym z ważniejszych czynników decydujących o lokalizacji inwestycji. Teraz to jeden z najważniejszych trendów. Ważne jest także to, że poza infrastrukturą respondenci podkreślają zdolność zespołów do szybkiego adaptowania i wdrażania nowych rozwiązań technologicznych. Kolejnym trendem, który zidentyfikowało badanie EY, jest dalsze osłabienie procesów globalizacyjnych. Zamknięte granice spowodowały przerwanie łańcuchów dostaw, co w naturalny sposób zmusiło menedżerów do przemyślenia swoich strategii. Nie oznacza to masowego wycofywania się inwestorów z Chin, tylko poszukiwanie bardziej zrównoważonej polityki logistycznej, z nastawieniem na niskokosztowe miejsca produkcji, zaraz za granicami Unii Europejskiej oraz Afrykę, a także przenoszenie do krajów europejskich kluczowych elementów procesu produkcji. Trzecim zidentyfikowanym przez EY trendem jest większe skupienie się na aspektach społecznych związanych z prowadzoną działalnością, wpływie inwestycji na zmiany klimatu oraz na środowisko naturalne – mówi Paweł Tynel Partner EY i lider Działu Ulg i Dotacji EY.

Wybuch w Chinach epidemii COVID-19 i zamknięcie granic miało dewastujący wpływ na międzynarodowy handel. W związku z zerwaniem łańcuchów dostaw wiele europejskich firm musiało wstrzymać działalność. Dzisiaj 61% badanych chce uniezależnić się od dominujących obecnie dostawców i krajów. Co ciekawe 77% ankietowanych zamierza mocniej skoncentrować się na technologii, np. druku 3D, aby móc produkować szybciej i taniej.

Przyszłość Europy w erze post-COVID-19

Perspektywy Europy po COVID-19 są jednak pesymistyczne: 49% ankietowanych menedżerów uważa, że kontynent jest zagrożony mniejszą lub poważnie zmniejszoną atrakcyjnością jako miejsce lokowania inwestycji zagranicznych.

O raporcie EY „Atrakcyjność Inwestycyjna Europy 2020

Badanie EY „Atrakcyjność inwestycyjna Europy 2020” (How can Europe reset the investment agenda now to rebuild its future?) składa się z dwóch części. Pierwsza to dane gromadzone w ramach EY European Investment Monitor (EIM), we współpracy z OCO, o inwestycjach zagranicznych w Europie w roku 2019. Druga to badanie postrzegania przez inwestorów zagranicznych poszczególnych krajów oraz miast. Badanie telefoniczne zostało przeprowadzone przez Instytut CSA w styczniu i lutym 2019 r. Na pytania EY dotyczące postrzegania atrakcyjności Europy odpowiedziało 504 respondentów – decydentów biznesowych odpowiedzialnych za inwestycje.

Badanie wpływu COVID-19 na Bezpośrednie Inwestycje Zagraniczne zostało przeprowadzone w kwietniu 2020 przez agencję Euromoney w formie ankiety internetowej przeprowadzonej wśród reprezentatywnego panelu 113 międzynarodowych menedżerów.

Wynajem długoterminowy aut i Rent a Car w I kw. 2020 r. – wyniki PZWLP

Zgodnie z danymi opublikowanymi przez Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów (PZWLP), branża wynajmu długoterminowego samochodów w Polsce odnotowała w pierwszym kwartale 2020 roku wzrost na poziomie 7,7% r/r. Biorąc pod uwagę pandemię COVID-19 i wynikające z niej negatywne skutki gospodarcze, rezultat ten jest stosunkowo dobry i wyróżnia wynajem długoterminowy na tle nie tylko rynku motoryzacyjnego w kraju, ale również na tle całej gospodarki. W pierwszym kwartale spowolnienie dotknęło wynajem długoterminowy relatywnie mniej niż konkurencyjne rodzaje finansowania samochodów firmowych. Branża zakupiła nieznacznie mniej, bo o 1,5%, nowych aut osobowych, niż przed rokiem, podczas gdy cały rynek sprzedaży samochodów do firm zanotował ponad 20-procentowy spadek, a w przypadku zakupu, kredytu i klasycznego leasingu finansowego łącznie, spadek ten wyniósł blisko 26%. W wyniku tych spadków konkurencyjnych form finansowania, branża zwiększyła swój udział w sprzedaży nowych aut do firm o ponad 5% i w efekcie w wynajmie długoterminowym znalazł się już więcej niż co czwarty nowy samochód osobowy nabywany w pierwszym kwartale przez firmy i przedsiębiorców w Polsce. Zdaniem ekspertów PZWLP jednak, pełne efekty spowolnienia mogą być w przypadku wynajmu długoterminowego aut bardziej widoczne w danych dotyczących drugiego kwartału roku.  

Po rekordach sprzedaży w polskich autosalonach w ostatnich latach, pierwszy kwartał 2020 roku przyniósł poważne spadki, a o wynikach osiąganych rok, czy dwa lata temu, rynek motoryzacyjny w Polsce może niestety w tym roku zapomnieć. Pandemia koronawirusa i wywołane przez nią wielotygodniowe zamrożenie działalności gospodarczej w wielu branżach, odcisnęła swoje piętno także na rynku motoryzacyjnym w kraju. W pierwszym kwartale 2020 roku z salonów wyjechało o 23% nowych aut osobowych mniej niż w porównywalnym okresie rok wcześniej. Za sprzedaż samochodów nadal w większości odpowiadali klienci instytucjonalni (firmy), nabywając w pierwszym kwartale aż 2/3 wszystkich nowych aut, ale i w przypadku tego segmentu rynku nastąpił spadek sprzedaży na poziomie 20,7% r/r. Zgodnie z danymi IBRM Samar, firmy nabyły w salonach 72,5 tys. samochodów osobowych, wobec 91,5 tys. w pierwszym kwartale roku ubiegłego. Zdaniem wielu ekspertów, negatywne efekty COVID-19 mogą być jeszcze bardziej dotkliwe dla rynku motoryzacyjnego w drugim kwartale roku. Ciężko jednak wydawać jednoznaczne prognozy dotyczące efektów pandemii, sytuacja nie ma bowiem żadnego precedensu ani na rynku polskim, ani też żadnym innym na świecie.

COVID-19 w wynajmie długoterminowym aut  – na razie objawy są łagodne

Wpływ gospodarczy koronawirusa był już także w pierwszym kwartale roku widoczny w branży wynajmu długoterminowego samochodów w Polsce. Branża ta, rozwijająca się w ostatnich latach w tempie dwucyfrowym, zwolniła na koniec marca 2020 r. do dynamiki wzrostu sięgającej 7,7% r/r. Warto przy tym podkreślić słowo „wzrost”, ponieważ zarówno w bliższym, jak i dalszym otoczeniu rynkowym branży, notowane były w tym czasie już spadki. Wynajem długoterminowy rozwijał się na przestrzeni wielu ostatnich lat znacząco szybciej od konkurencyjnych form finansowania samochodów służbowych, co w sytuacji pandemii ma kontynuację i skutkuje na razie łagodniejszym przechodzeniem przez kryzys wywołany pandemią. Wyhamowanie dynamiki wzrostu jest już jednak widoczne – dla porównania, po pierwszym kwartale 2019 roku wynajem długoterminowy rozwijał się w tempie 14% r/r.Tempo wzrostu wynajmu dlugoterminowego aut w I kw. 2016 – 2020

Obserwując drugi z kluczowych wskaźników dotyczących rozwoju branży, a więc liczbę rejestrowanych nowych aut osobowych na potrzeby oferowanych usług (zarówno nowych umów, jak i  odnowień istniejących kontraktów), wynajem długoterminowy zanotował w pierwszym kwartale roku 2020 r. już nieznaczny spadek – na poziomie 1,5% r/r – ale branża nadal prezentowała się pod tym względem lepiej niż konkurencyjne formy finansowania samochodów dla firm i przedsiębiorców w Polsce. W przypadku zakupu, kredytu i klasycznego leasingu finansowego liczonych łącznie zanotowany został bowiem spadek nowych rejestrowanych aut osobowych sięgający 25,9% r/r.Sprzedaz nowych aut do firm w I kw. 2020 – wynajem dlugoterminowy vs rynek

Wynajem długoterminowy hamuje wolniej od konkurencji – wzrost udziału branży w sprzedaży nowych aut do firm w pierwszym kwartale

W pierwszym kwartale 2020 roku  branża wynajmu długoterminowego nabyła łącznie 19,1 tys. nowych samochodów osobowych, wobec 19,4 tys. w tym samym okresie rok wcześniej (spadek o 1,5%). Relatywnie niewielki spadek liczby rejestrowanych nowych aut, w zestawieniu z gorszymi wynikami w tym zakresie pozostałych, konkurencyjnych rodzajów finansowania pojazdów służbowych (kredyt, zakup, klasyczny leasing finansowy), pozwolił na wzrost udziału wynajmu długoterminowego w liczbie wszystkich nowych samochodów osobowych nabywanych w pierwszym kwartale roku przez firmy i przedsiębiorców w Polsce do nienotowanego do tej pory w historii analiz statystycznych PZWLP poziomu 26,3%. Oznacza to w uproszczeniu, że więcej niż co czwarte nowe auto osobowe kupowane w tym czasie przez firmy w kraju, znajdowało się w wynajmie długoterminowym. W ciągu roku udział wynajmu długoterminowego w całkowitej sprzedaży nowych aut do firm zwiększył się raptownie – w niespotykanym do tej pory tempie – aż o 5,1% r/r.

Zdaniem ekspertów PZWLP, aż tak duży wzrost udziału branży w tym zakresie może nie utrzymać się w dłuższej perspektywie i może być efektem chwilowego zachwiania rynku motoryzacyjnego wywołanego pandemią, w połączeniu ze specyfiką branży wynajmu długoterminowego. Dla porównania, w ostatnich latach udział wynajmu długoterminowego w sprzedaży nowych aut osobowych do firm rósł w Polsce średnio o 1-2% rocznie. Udzial wynajmu dlugoterminowego aut w sprzedazy aut do firm w I kw. 2020

Co czwarte nowe firmowe auto osobowe w wynajmie długoterminowym oraz relatywnie umiarkowany wpływ COVID-19 w pierwszym kwartale 2020 r. na branżę wynajmu długoterminowego samochodów, to w tej sytuacji pozytyw godny zauważenia – mówi
Robert Antczak, Prezes Zarządu PZWLP, Dyrektor Generalny Arval Polska. – Zdajemy sobie sprawę, że pełen wpływ pandemii będzie widoczny dopiero w wynikach po drugim kwartale, niemniej cieszy fakt, że nasza branża łagodniej od pozostałych rodzajów finansowania aut służbowych weszła w kryzys wywołany pandemią. Wynajem długoterminowy nadal zachował wzrost rok do roku, choć dużo niższy niż do tej pory, to nadal warty odnotowania. Pełen obraz sytuacji pokażą wyniki po drugim kwartale, ale już dziś widzimy jak mocno ucierpiała branża Rent a Car oraz obserwujemy cząstkowe na razie dane dotyczące liczby rejestrowanych pojazdów w kwietniu i maju. Dodatkowo, należy zauważyć, że w wyniku pandemii mocno ucierpią firmy z sektora MŚP, a to one od dłuższego czasu były głównym motorem napędzającym wzrost branży wynajmu długoterminowego w Polsce. Z drugiej strony, z otoczenia gospodarczego i rynku motoryzacyjnego napływają optymistyczne informacje, na przykład producenci samochodów wznawiają produkcję w fabrykach, restrykcje i ograniczenia w funkcjonowaniu firm i społeczeństwa, związane z wirusem, są sukcesywnie znoszone, cała gospodarka jest poddawana procesowi stopniowego odmrażania, a także przywrócony do niemalże normalności został proces rejestracji pojazdów, co sprzyja odmrożeniu rynku wtórnego pojazdów. W obecnej sytuacji, która nie ma absolutnie żadnego precedensu, niezwykle ciężko jest jednoznacznie prognozować rozwój i trendy, jakie pojawią się na rynku motoryzacyjnym i w naszej branży w najbliższej przyszłości. Z dużym prawdopodobieństwem zakładamy większy niż do tej pory negatywny wpływ spowolnienia spowodowanego koronawirusem na wynajem długoterminowy samochodów. Oczywiście pozostaje nam mieć nadzieję, że ten czarny scenariusz nie do końca się sprawdzi.

Zdecydowanie najchętniej wykorzystywaną przez firmy i przedsiębiorców w Polsce usługą zaliczaną do tzw. wynajmu długoterminowego samochodów jest Full Serwis Leasing (FSL). W łącznej flocie firm należących do PZWLP*, liczącej na koniec pierwszego kwartału 2020 r. blisko 180 tys. aut, samochody w usłudze Full Serwis Leasing stanowiły aż 89,3%.

Auta w wynajmie długoterminowym coraz bardziej przyjazne dla środowiska – znacząco spada poziom emisji dwutlenku węgla

Dane PZWLP na koniec pierwszego kwartału 2020 r. po raz kolejny potwierdzają obserwowaną od dłuższego czasu tendencję – aut z silnikami Diesla sukcesywnie i dość szybko ubywa w wynajmie długoterminowym. Na koniec marca Diesle stanowiły już niewiele ponad połowę wszystkich pojazdów, bo 56,3%, a ich udział w łącznej flocie zmniejszył się w ciągu roku o 6,1%. Samochody z silnikami wysokoprężnymi są wypierane przede wszystkim przez auta z benzynowymi jednostkami napędowymi, które na koniec pierwszego kwartału stanowiły już 40% ogółu. Udział aut z silnikami benzynowymi zwiększył się w ciągu roku o 4,9%. Powoli, ale nieprzerwanie rośnie również udział samochodów z ekologicznymi, a więc hybrydowymi i elektrycznymi, jednostkami napędowymi. Na koniec marca auta ekologiczne reprezentowały już 3,7% łącznego parku pojazdów w wynajmie długoterminowym, o 1,2% więcej niż rok wcześniej. Wśród ekologicznych pojazdów dominują hybrydy, których we flocie w wynajmie długoterminowym firm PZWLP (liczącej prawie 180 tys. aut) było na koniec pierwszego kwartału prawie 6 tys. (dokładnie 5.866), a samochodów elektrycznych było 508.   Rodzaje napedow w wynajmie dlugoterminowym aut w I kw. 2020

Utrzymującym się już od dłuższego czasu, bardzo pozytywnym trendem, jest fakt, że auta nabywane na potrzeby wynajmu długoterminowego w Polsce są coraz bardziej przyjazne dla środowiska naturalnego i emitują do niego coraz mniejsze ilości dwutlenku węgla. Średnia emisja dwutlenku węgla samochodów osobowych zakupionych w pierwszym kwartale 2020 roku była o 21,4% i 34,3 g/km niższa niż rok wcześniej i wyniosła 125,9 g/km. Jeśli zaś chodzi o auta dostawcze, to średnia emisja w ich przypadku wyniosła 124,2 g/km i była niższa o 26,2% i 44 g/km w stosunku do stanu sprzed roku.  Emisja CO2 nowych aut w wynajmie w I kw. 2020

Branża Rent a Car najszybciej i najmocniej odczuła wpływ pandemii COVID-19

Branża Rent a Car w Polsce (wypożyczalnie samochodów) odnotowała na koniec pierwszego kwartału 2020 roku spadek na poziomie 16,2% r/r.

Maciej Torz – Czlonek Zarzadu PZWLP
Maciej Tórz, Członek Zarządu PZWLP, Prezes Rentis SA

Dane PZWLP potwierdzają, że branża Rent a Car najszybciej i najmocniej odczuła efekt spowolnienia wywołany pandemią COVID-19 i to nie tylko w Polsce, ale na większości rynków na całym świecie – mówi Maciej Tórz, Członek Zarządu PZWLP, Prezes Rentis SA. – Zamknięcie granic naszego kraju, całkowite zamrożenie ruchu lotniczego i działalności lotnisk, wstrzymanie podróży turystycznych i biznesowych oraz zamrożenie w praktyce obrotu autami na rynku wtórnym, to główne czynniki, które przyczyniły się do bardzo trudnej sytuacji, w jakiej znalazła się z powodu pandemii branża Rent a Car. W ramach PZWLP podjęliśmy natychmiastowo działania, mające na celu wsparcie w pierwszej kolejności właśnie wypożyczalnie samochodów, m.in. zabiegaliśmy o zwolnienie firm Rent a Car z kosztów związanych z wynajmem powierzchni komercyjnych i parkingów na lotniskach, przyczyniliśmy się również do przywrócenia normalnego procesu rejestracji aut nowych oraz używanych w urzędach komunikacji. Wyniki odnotowane przez branżę Rent a Car w pierwszym kwartale potwierdzają już znaczny spadek koniunktury, ale podobnie jak
w przypadku wynajmu długoterminowego, obawiamy się, że gorszy obraz może się wyłonić
w drugim kwartale bieżącego roku. Do powrotu do normalności i poprawy sytuacji w branży Rent a Car konieczne jest wznowienie działalności lotnisk i przywrócenie ruchu lotniczego, przede wszystkim międzynarodowego, a także zwiększenie popytu na rynku wtórnym samochodów w Polsce. Bez zaistnienia tych okoliczności, niezależnie od różnego rodzaju działań pomocowych oraz działań wdrażanych przez same wypożyczalnie samochodów, sytuacja w branży Rent a Car będzie bardzo trudna. Ciekawym rozwiązaniem może być zaproponowany przez rząd tzw. bon turystyczny, który gdyby objął także usługi wynajmu krótkoterminowego samochodów w wypożyczalniach na wyjazdy turystyczne Polaków, mógłby choć po części zrekompensować zamrożone z powodu pandemii COVID-19 obroty firm Rent a Car.

Branża Rent a Car jest obecnie reprezentowana w PZWLP przez 6 dużych, sieciowych, polskich i międzynarodowych wypożyczalni samochodów, których łączna flota** w usługach wynajmu krótkoterminowego (1-30 dni) oraz średnioterminowego (1 miesiąc – 2 lata) wynosiła na koniec marca 2020 r. prawie 12,5 tys. aut (12.348).

* – bez floty firmy Athlon Car Lease

** – bez floty firmy Avis Budget / Jupol – Car

Amazon chce zwiększyć zatrudnienie po pandemii. Twitter z obawami o zarządzenie Trumpa

ponad 0,6 proc. Jedynie technologiczny Nasdaq 100 traci ponad 0,8 proc. w oczekiwaniu na rozporządzenie Donalda Trumpa.

Donald Trump ma w czwartek podpisać rozporządzenie wykonawcze w sprawie spółek social media, w tym Twittera, z którym Trump ma na pieńku. Twitter, którego zagorzałym użytkownikiem jest prezydent USA, oznaczył niektóre posty Trumpa, jako tweety do weryfikacji. To rozzłościło głowę największego mocarstwa na tyle, że zadeklarował albo uregulowanie spółek social media albo wręcz zamknięcie. Akcjonariusze Twittera w oczekiwaniu na decyzję sprzedają akcje i w handlu przed sesją tracą one prawie 5 proc. Jeśli jednak działania względem spółek nie będą tak stanowcze, jak zapowiedzi, to korekta może być dobrą okazją ponownie dla kupujących.

Dziś zostały opublikowane kolejne dane dotyczące nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych, których w ubiegłym tygodniu przybyło ponownie ponad 2 mln. Niemniej jednak w USA są firmy, które w tym czasie zatrudniają. Jedną z nich jest spółka Jeffa Bezosa. Amazon planuje zaoferować stałe miejsca pracy około 70 proc. pracownikom zatrudnionych w USA tymczasowo w celu zaspokojenia popytu konsumentów podczas pandemii koronawirusa.

Największy na świecie sprzedawca online zacznie w czerwcu oferować 125 000 pracowników, że mogą utrzymać swoje miejsca pracy w dłuższej perspektywie. Jak powiedziała rzeczniczka firmy, pozostałych 50 000 pracowników, których zatrudnia firma, pozostanie na sezonowych umowach trwających do 11 miesięcy.

Decyzja jest znakiem, że sprzedaż Amazona wzrosła wystarczająco, aby uzasadnić zwiększenie siły roboczej do realizacji zamówień, nawet gdy obostrzenia zostaną złagodzone, a firmy konkurencyjne otworzą swoje sklepy detaliczne.

Departament Zarządzania Aktywami
Copernicus Capital TFI S.A.

Stopy procentowe w dół, RPP znów zaskakuje. Co to oznacza dla polskiej waluty?

Złoty korzysta na poprawie nastrojów na rynkach finansowych związanych ze spadkiem obaw o to, jak pandemia koronawirusa może przełożyć się na perspektywy gospodarcze na świecie. Sygnały otwierania kolejnych gospodarek oraz spadek liczby zachorowań powodują, że inwestorzy wyceniają szanse szybszego odbicia gospodarczego, a w konsekwencji śmielej podchodzą do inwestycji w aktywa ryzykowne, takie jak akcje czy waluty rynków wschodzących.

Dotychczas sądzono, że rozdmuchanie deficytu przez tarczę antykryzysową, czy obniżki stóp procentowych Narodowego Banku Polskiego będą tymi czynnikami, które powinny wprost złotego osłabiać, natomiast ostatnie tygodnie pokazały, że do takich tendencji nie dochodziło. Zmieniło się to, gdy wbrew rynkowemu konsensusowi RPP – na dzisiejszym posiedzeniu przesuniętym z pierwszych dni maja – ścięła stopy procentowe.

Stopa referencyjna NBP została ustanowiona na poziomie 0,10 proc. w skali rocznej (do tej pory 0,5 proc., a przed wybuchem pandemii główna stopa wynosiła 1,5 proc.). Niespodziewana decyzja Rady Polityki Pieniężnej spowodowała spadek notowań złotego i giełdowych banków.

Spadek notowań PLN

– Po zaskakującej decyzji (ostatnie posiedzenia odbywały się bez konferencji prasowych ze względu na pandemię) EUR/PLN rośnie z okolic 4,42 do 4,44 i testuje wczorajsze, popołudniowe maksima. Ich wybicie zdjęłoby presję z wczorajszych dołków – ocenia Bartosz Sawicki, kierownik Departamentu Analiz TMS Brokers.

Decyzja była zaskoczeniem, gdyż rajd złotego zbiegł się rosnącymi akcjami i  informacjami o zdejmowaniu kolejnych restrykcji wprowadzonych w związku z koronawirusem oraz o propozycji Komisji Europejskiej zakładającej przeznaczenie na odbudowę gospodarczą dla Polski blisko 64 mld euro. Mówiło się nawet o powrocie na polski rynek inwestorów zagranicznych, a także o tym, że tak dynamicznego umocnienia złotego nie obserwowano od wielu lat.

Efekt tsunami zostanie?

Należy pamiętać o tym, że pandemia COVID-19 wywołała ogólnoświatowe gospodarcze tsunami. To tsunami najdotkliwiej odczuły rynki wschodzące, w tym Polska.

Marzec 2020 roku był miesiącem najsilniejszych w historii odpływów kapitału ze świata gospodarek wschodzących. Tylko w tym jednym miesiącu inwestorzy zagraniczni z rynku w akcji i obligacji emerging markets wycofali przeszło 83 miliardy dolarów, czyli więcej niż w całym globalnym kryzysie finansowym. Od połowy marca na rynkach globalnych wyraźnie poprawiły się nastroje, co wynika między innymi z faktu, że do walki ze skutkami i pandemii ruszyły banki centralne i władze, które w sposób bezprecedensowy luzowały politykę na polu fiskalnymi i monetarnym.

Mimo to Międzynarodowy Fundusz Walutowy ostrzega, że wywołana przez Covid-19 recesja będzie dotkliwsza niż globalny kryzys finansowy z lat 2008–2009.

– W tamtym czasie złoty w kilka miesięcy osłabił się do euro o ponad 50 proc. Kurs dolara z 2 zł wystrzelił niemal do 3,9 zł. Wielu inwestorów i przedsiębiorców pamiętających tamten okres patrzy w przyszłość ze zrozumiałym niepokojem – tłumaczy Bartosz Sawicki, kierownik Departamentu Analiz TMS Brokers.

Jak branża OZE walczy z koronawirusem

Większość branż w Polsce i na Świecie zmaga się z konsekwencjami pandemii COVID-19. Wiele podmiotów odczuwa braki personalne czy płynność dostaw. Ci, którzy odpowiednio zabezpieczyli swój biznes na chude czasy, zyskują nie tylko płynność finansową, stabilność firmy i personelu, ale także zaufanie Klientów, którzy nie zostali pozostawieni bez opieki nawet w trudnych czasach. Czy można było przygotować biznes na taki scenariusz? Jak radzi sobie branża OZE na rynku polskim? O sytuacji w branży opowiada Michał Skorupa, Prezes zarządu FOTON Technik, Grupa innogy.

Czy na ten kryzys można było się przygotować?

Sytuacja zaskoczyła z pewnością wiele firm, nie tylko z naszej branży. Zawsze trzeba mieć opracowany plan B, a nawet C. W naszym przypadku zadziałały już istniejące procedury, które dopasowaliśmy do nowej rzeczywistości. Przewagą FOTON Technik jest odpowiednie zaplecze magazynowe, świetnie przygotowani Doradcy, Konsultanci oraz ekipy instalatorów. Ponadto działamy aktywnie w zmieniających się warunkach na rynku. Wprowadziliśmy system zamówień online i telefonicznych z możliwością zdalnego i bezpiecznego podpisywania umów. Nasi Konsultanci płynnie umawiają doradców techniczno-handlowych z naszymi Klientami, a wszystkie formalności realizowane są zdalnie. Dzięki temu, że nie jesteśmy w pełni zależni od dostaw z Chin i mamy spore zasoby magazynowe na miejscu jesteśmy w stanie płynnie i kompleksowo wykonać projekt, podpisać umowę i wykonać instalację u Klienta.

Czy koronawirus wpłynął na ceny instalacji?

W FOTON Technik ceny instalacji fotowoltaicznych nie zmieniły się ze względu na panujący kryzys. Korzystając z programów dofinansowań możemy jeszcze bardziej skrócić czas zwrotu inwestycji. Ponadto w FOTON Technik oferujemy Klientom specjalną linię kredytową od Partnerów FOTON Technik, która pozwala na zmianę kosztu miesięcznego rachunku za energię na ratę kredytu. Takie udogodnienie pozwala jeszcze lepiej dostosować się do obecnych potrzeb Klientów, którzy stoją przed decyzją zakupową.

Na co dzisiaj zwracają uwagę Klienci?

Na bieżąco zbieramy informacje od naszych Konsultantów czy Instalatorów. Klienci najbardziej cenią sobie wygodę, przejrzystość umów, jakość wykonania i pełne wsparcie techniczne. To dzięki kompleksowości usług jesteśmy w stanie zaspokoić wszystkie potrzeby Klienta, a dodatkowo wesprzeć go w procesie poinstalacyjnym podczas przeglądów czy wymian gwarancyjnych. Wszyscy lubimy być pod opieką stabilnej firmy. Dzięki temu mamy pewność, że niezależnie od sytuacji, zawsze pomoże nam rozwiązać problem. W taki sposób działamy w FOTON Technik i dzięki tym wartościom udaje nam się nie tylko walczyć z kryzysem, ale udowadniamy naszym Klientom, że mogą na nas liczyć w każdych warunkach.

Co zyskują Klienci korzystając z usług FOTON Technik?

Nasi Klienci mają pewność, że zostaną przeprowadzeni przez cały proces zamówienia i instalacji w sposób profesjonalny. To właśnie dzięki tej kompleksowości usług jesteśmy w stanie poprowadzić naszego Klienta od przygotowania planu instalacji, aż po finalną realizację. Dzięki świetnemu zapleczu wykwalifikowanych pracowników i dobrze przygotowanym zasobom magazynowym jesteśmy w stanie bez przeszkód i opóźnień wykonywać zlecane nam instalacje szybko, profesjonalnie, zachowując najwyższe standardy w taki sam sposób, jak miało to miejsce przed wybuchem pandemii. Instalacje dla Klientów indywidualnych, jak i przedsiębiorstw (do 50kWp) realizujemy na bieżąco, dostosowując je do potrzeb i wymagań Klientów.

Kto ma szanse przetrwać kryzys?

Przetrwają najsilniejsi, ale też najbardziej przedsiębiorczy. Kryzys z pewnością wyrządzi wiele szkód. Zauważamy, że popyt na moduły fotowoltaiczne w Polsce zmalał w trakcie pandemii, ale nie ustał zupełnie. Dziś obserwujemy wzrost sprzedaży, to dobry znak. Szczególnie narażone na kryzys są firmy, które w dużej mierze zależne były od płynności dostaw modułów i elementów od lokalnych dystrybutorów i hurtowników. Ten model biznesowy może utrudnić rozwój, a nawet zamknąć dużo mniejszych przedsiębiorstw. W naszej branży aktualnie produkcja z Chin stanowi ok. ¾ dostaw. W FOTON Technik jesteśmy długoterminowo zabezpieczeni w dostęp do wszelkich potrzebnych w naszej działalności komponentów.

Jaki wpływ długoterminowy może mieć wirus na sektor OZE?

Na bieżąco analizujemy sytuację. Tak naprawdę każdego dnia sprawdzamy, jak COVID-19 wpływa na nasz biznes i decyzje Klientów. Ten rok w prognozach był bardzo optymistyczny. Trudno jest odpowiedzialnie powiedzieć, co będzie dalej. To nowa i nieznana sytuacja. Klienci, co nie jest bez znaczenia dla nas, uczą się żyć w tej nowej rzeczywistości, ale też zmagają się z problemami finansowymi, co ma przełożenie na decyzje zakupowe. Na bieżąco monitorujemy i tworzymy taki model działania, aby odpowiadał aktualnej sytuacji i pozytywnie wpływał na prowadzenie biznesu, a nie go zamrażał. W prowadzonym przez nas biznesie możliwe jest wdrażanie i przestrzeganie takich procedur, które umożliwiają w pełni realizowanie przez nas dalszej działalności, która się od początku opiera się na jakości i bezpieczeństwie.

Czy obecna sytuacja ma wpływ na realizowanie programu Mój Prąd dla Klientów?

W tym momencie nadal realizowane są rządowe projekty wspierające inwestowanie w systemy fotowoltaiczne zarówno dla Klientów indywidualnych, jak i przedsiębiorców oraz rolników. Rządowy program „Mój Prąd” pozwala na zmniejszenie kosztu inwestycji o 5000 tys. złotych. Dodatkowo można skorzystać z ulgi termomodernizacyjnej, która jest wyliczana indywidualnie. Dzięki temu czas zwrotu z inwestycji w domową fotowoltaikę może wynieść jedynie 6 lat.

Dlaczego RPP obniżyła stopy procentowe? Co dalej?

Rada Polityki Pieniężnej podjęła dziś decyzję mającą znaczenie dla oszczędzających i kredytobiorców, a także dla polskiego złotego.

Podczas dzisiejszego, jednodniowego spotkania decyzyjnego Rada Polityki Pieniężnej postanowiła obniżyć stopy procentowe, ścinając stopę referencyjną o 40 pb. do poziomu 0,1%. Jednocześnie ścięto stopę lombardową z 1% do 0,5% (Wykres 1), stopę redyskonta weksli z 0,55% do 0,11%, stopę dyskonta weksli z 0,60% do 0,12%. Na niezmienionym poziomie 0% pozostała natomiast stopa depozytowa.

Wykres 1: Stopa referencyjna NBP (2011 – 2020)

Stopa referencyjna NBP
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 28/05/2020

Decyzja o obniżce kosztów pieniądza stanowi spore zaskoczenie. Żaden z 24 ekonomistów ankietowanych przez agencję Bloomberg nie spodziewał się zmian stóp procentowych podczas dzisiejszego spotkania, my również nie oczekiwaliśmy takiego obrotu spraw. Obniżka o takiej skali była też zaskoczeniem dla rynku. Na podstawie wyceny kontraktów FRA 1×4 w PLN jesteśmy w stanie powiedzieć, że rynek przed spotkaniem w horyzoncie jednego miesiąca spodziewał się spadku stopy WIBOR 3M o mniej więcej 10-20 pb. co można interpretować jako nie wykluczanie przez rynek ruchu stóp w dół, jednak na niewielką skalę lub rozważanie przez rynek obniżki o podobnej skali, ale z dość niewielkim przekonaniem.

Dlaczego RPP obniżyła stopy procentowe?

Niestety, po raz kolejny po spotkaniu decyzyjnym RPP nie odbyła się konferencja prasowa, w związku z czym informacje o przesłankach do dzisiejszej decyzji ze strony Rady możemy uzyskać jedynie z treści komunikatu po spotkaniu. Zgodnie z nim, na decyzji RPP zaważyło ryzyko głębszego spadku inflacji:

“Niższa aktywność gospodarcza na świecie, w tym w Polsce, wraz z niższymi cenami surowców na rynkach międzynarodowych będą oddziaływały w kierunku dalszego obniżenia inflacji. W efekcie, utrzymuje się ryzyko spadku inflacji poniżej celu inflacyjnego NBP w horyzoncie oddziaływania polityki pieniężnej. Biorąc to pod uwagę Rada zdecydowała o ponownym obniżeniu stóp procentowych NBP”.

Rynek zareagował

Reakcja rynku na dzisiejszą decyzję Rady jest dość typowa. Obserwowaliśmy zauważalne osłabienie polskiego złotego – kurs EUR/PLN w pierwszej chwili wzrósł z okolic 4,42 do 4,45. Skala osłabienia jest zauważalna, niemniej decyzja Rady wymazała jedynie niewielką część ostatnich zysków złotego – kurs EUR/PLN rozpoczął tydzień nieznacznie poniżej poziomu 4,52 (Wykres 2).

Wykres 2: Kurs EUR/PLN (22/05/20 – 28/05/20)

Kurs EUR
Źródło: Refinitiv Data: 28/05/2020

W konsekwencji decyzji doszło do istotnego spadku rentowności polskich obligacji. W przypadku 10-letnich papierów skarbowych spadły one o ok. 20 pb, schodząc do rekordowo niskiego poziomu, poniżej 1,15%. Decyzja w istotny sposób przełożyła się również na sytuację na polskim rynku akcji – WIG20 w momencie przygotowywania niniejszego komentarza stracił większość zysków, jakie był w stanie dziś wypracować. Należy to powiązać przede wszystkim z silnymi spadkami cen akcji banków, dla których zyskowności obniżka stóp procentowych nie jest korzystna, a które mają istotny udział w indeksie WIG20 (ok. ¼).

Co dalej?

Decyzja RPP przełoży się na spadek kosztów obsługi zadłużenia, który ucieszy kredytobiorców. Jednocześnie oszczędzający otrzymali właśnie kolejny cios. Co tyczy się złotego – nie oczekujemy, żeby dzisiejsza decyzja RPP miała w istotny i trwały sposób przyczynić się do osłabienia waluty. Spodziewamy się, że w krótkim terminie na złotego największy wpływ będzie miała zmiana globalnego sentymentu. W perspektywie kolejnych kwartałów, m.in. w związku z silnymi fundamentami i w naszej ocenie dobrym zrównoważeniem zewnętrznym polskiej gospodarki przy stopniowej poprawie globalnej sytuacji gospodarczej, spodziewamy się dalszego umocnienia polskiego złotego, o ile sytuacja w kontekście pandemii nie ulegnie istotnemu pogorszeniu.

W kontekście dzisiejszego spotkania warto dodać, że zgodnie z harmonogramem posiedzeń RPP następne spotkanie decyzyjne ma odbyć się w dniach 2-3 czerwca. Być może w jego kontekście poznamy więcej szczegółów dotyczących ostatniej decyzji. Mamy nadzieję, że po długiej przerwie wrócą konferencje prasowe (być może w formie wideokonferencji), które stanowią wymierną wartość i dają nam więcej punktów zaczepienia w kontekście interpretacji działań banku centralnego.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Wojciech Stramski został nowym Prezesem Zarządu Beyond.pl

Rada Nadzorcza Spółki w porozumieniu z jej Dyrektorem Generalnym, Amanem Khanem, postanowiła zakończyć z nim współpracę ze względu na niespodziewaną dla firmy sytuację wywołaną przez COVID-19. Pandemia spowodowała, że Aman Khan nie może być obecny
w Polsce i osobiście nadzorować strategicznego projektu firmy, jakim jest rozwój
i rozbudowa Kampusu Data Center Beyond.pl. Decyzją Rady nowym Prezesem Beyond.pl został Wojciech Stramski, który związany ze spółką był od pięciu lat, zasiadając do tej pory w Radzie Nadzorczej.

W skład trzyosobowego zarządu wchodzą także Wiceprezes i założyciel Beyond.pl – Michał Grzybkowski oraz Piotr Cegieła,  CFO.

– Infrastruktura kolokacyjna i chmurowa Beyond.pl wyznacza branżowe standardy na rynku polskim. Nasze flagowe centrum danych DC2 posiada najwyższą klasę bezpieczeństwa, potwierdzoną międzynarodowym certyfikatem Rated 4 ANSI/TIA 942. Kampus Beyond.pl
w Poznaniu jest jednym z niewielu miejsc w Polsce, które umożliwia świadczenie usług kolokacyjnych o dużej gęstości mocy. Pozwala nam to wspierać międzynarodowych graczy świadczących usługi w modelu Software as a Service (SaaS) oraz globalnych dostawców chmury obliczeniowej, dla których Polska to strategiczny punkt wejścia do Europy Środkowej i Wschodniej, mówi Wojciech Stramski.

– Kampus Beyond.pl tworzą obecnie dwa centra danych z 8 MW mocy dostępnej dzisiaj
i dodatkowymi 30 MW w obiekatch w fazie rozbudowy. Beyond.pl to idealne miejsce do lokowania infrastruktury IT globalnych dostawców chmury i świadczenia przez nich usług dla całej Centralnej Europy, podkreślił nowy Prezes Beyond.pl.

Wojciech Stramski jest obsolwentem University od Southern Califiornia, gdzie ukończył kierunek Business Administration Global Management. Karierę rozpoczynał
w międzynarodowej korporacji doradczej KPMG, przechodząc później do globalnych korporacji Altria oraz Honeywell. Przez ostatnie lata pełnił szereg funkcji zarządczych
i nadzorczych. Pracował dla takich firm jak Kulczyk Holding, Kulczyk Tradex, PEKAES S.A., Ciech S.A., Stanusch Technologies. Prywatnie inwestuje w ekosystem startupowy w Polsce, prowadząc z sukcesem ostatnio  projekt Lab4Motion. Jest założycielem funduszu DeepChange Ventures, który specjalizuje się w inwestowaniu w technologie wspierające zrównoważony rozwój.

Tarcza antykryzysowa 4.0 – przepisy o wakacjach kredytowych pogłębią kryzys

W Sejmie trwają prace nad przepisami zawartymi w tarczy 4.0, umożliwiającymi zawieszenie spłaty kredytu, maksymalnie do 3 miesięcy.

– Bezpośrednim skutkiem wprowadzenia nowych przepisów będzie opóźnienie przepływów pieniężnych, znaczące obniżenie płynności kredytodawców, zagrożenie bezpieczeństwa depozytów klientów, ograniczenie możliwości kontynuowania akcji kredytowej na rzecz przedsiębiorców oraz osób prywatnych, a także ograniczenie skali prowadzenia działalności gospodarczej wynikające ze zmniejszenia dochodów, a także dodatkowego obciążenia banków kosztami operacyjnymi. Jednocześnie banki wciąż zobowiązane będą do wypłaty odsetek z tytułu depozytów. Istotne jest także, że kredytodawcy przyjęli już samoregulację, która obowiązuje od 16 marca tego roku- zauważa mec. Adrian Zwoliński, ekspert Konfederacji Lewiatan.

W przypadku, gdyby posłowie odrzucili apel o rezygnację z wprowadzenia wakacji kredytowych w formie zaproponowanej przez rząd, Lewiatan postuluje zmiany do ustawy, które ograniczą ryzyko negatywnych skutków regulacji. Chodzi m.in. o wydłużenie vacatio legis, czy ustalenie okresu obowiązywania przepisów.

Recykling fotowoltaiki – miliardy z odpadów nowej generacji

Według danych GUS-u najwięcej odpadów podlegających składowaniu produkuje sektor górniczy i wydobywczy – prawie 37 mln ton. Zwiększenie inwestycji w OZE pozwoli zmniejszyć te liczbę. Odpady fotowoltaiczne mogą okazać się też nowym źródłem zysku.

Jednym z podstawowych problemów współczesnej ekologii jest nadmierna produkcja śmieci. Świadomość społeczna kształtowana jest przede wszystkim względem walki z nimi na poziomie gospodarstw indywidualnych. Jednak to, co wytwarzamy w domowym zaciszu to niecałe 10 proc. wszystkich odpadów, jakie rocznie produkujemy w naszym kraju (dane GUS z 2018 roku). Pozostałe 90 proc. niemal w całości należą do sektora odpadów poprodukcyjnych, wśród których prym wiedzie właśnie górnictwo i przemysł wydobywczy. W 2018 r. ten dział gospodarki był odpowiedzialny za wytworzenie aż 61,4 mln ton odpadów, z czego tylko niecałe 40 proc. zostało poddane odzyskowi. Wydaje się, że przejście na odnawialne źródła energii rozwiąże ten problem, bowiem brak wydobywania surowców to brak odpadów, które przy tym powstają.

Fotowoltaika – 15 mld do odzyskania

Dyskusja publiczna na temat pozyskiwania energii słonecznej toczy się najczęściej wokół zalet tego rozwiązania – zeroemisyjność, tanie pozyskiwanie prądu, coraz nowocześniejsze i bardziej wydajne konstrukcje. Panele słoneczne nie są jednak wieczne – co z nimi zrobić, gdy ich żywotność się skończy?

To pytania należy zadać sobie już dziś, bowiem boom na ich montaż przypada na rok 2000, a okres użytkowania paneli przewidziano na ok. 25-30 lat. To oznacza, że z przestarzałymi panelami fotowoltaicznymi trzeba będzie się rozprawić dosłownie już za chwilę. W perspektywie następnych kilkudziesięciu lat sposób na radzenie sobie z tego typu odpadami będzie tylko coraz bardziej potrzebny, bo popularność fotowoltaiki wciąż rośnie.

Odpady w postaci paneli fotowoltaicznych to nowe wyzwanie dla wielu gospodarek. Będą się z nim musiały mierzyć przede wszystkim kraje, które intensywnie inwestują w ten model pozyskiwania energii np. Chiny, USA czy Japonia. Systemowe rozwiązania są tym bardziej potrzebne, bo przestarzałe panele muszą być odpowiednio składowane, żeby nie stanowiły zagrożenia dla środowiska  – mówi Sebastian Biela, wiceprezes firmy Energia Polska.

Drogi rozwiązania sprawy wyłączanych z użytku elementów fotowoltaiki są dwie – recykling albo utylizacja.

Zniszczenie paneli, tak by nie zalegały na składowiskach odpadów i jednocześnie nie stanowiły zagrożenia dla środowiska jest w mojej opinii rozwiązaniem nieefektywnym w sytuacji, gdy dążymy do zminimalizowania produkcji odpadów. Jeśli chodzi jednak o powtórne wykorzystanie śmieci to wracamy tu do mocno promowanej w Europejskim Zielonym Ładzie idei, jaką jest obieg zamknięty. Odpady fotowoltaiczne można poddać recyklingowi i wprowadzić z powrotem do gospodarki. Estymację, jakiego rzędu może to przynieść zyski przeprowadziła Międzynarodowa Agencja Energii Odnawialnej. Według jej danych do 2050 r. na rynek światowy może wrócić nawet 78 mln ton surowców. Jeśli tak się stanie to ich wartość będzie sięgać ponad 15 mld dolarów. To potężna kwota, którą – w myśl idei obiegu zamkniętego – można wykorzystać na kolejne inwestycje w rozwój OZE – mówi Tomasz Żołyniak, prezes firmy Energia Polska.

Recykling fotowoltaiki pozwala na nowo pozyskać przede wszystkim takie materiały jak szkło, plastik czy metal. Proces ich odzyskiwania może wpłynąć pozytywnie na gospodarkę międzynarodową nie tylko ze względu na wartość materiałów. Ponieważ wcześniej nie musieliśmy mierzyć się z odpadami fotowoltaicznymi to ich pojawienie się wymusza zbudowanie zupełnie nowej infrastruktury dla tego procesu. To w naturalny sposób stanie się przepustką do opracowania nowych technologii i budowy zakładów, a wiec i stworzenia nowych miejsc pracy. Można więc zaryzykować stwierdzenie, że fotowoltaika przyczynia się do wzrostu gospodarczego na każdym etapie swojej żywotności.

Na ochronę środowiska wydajemy 14 razy mniej niż na wojsko

Jak pokazuje najnowszy raport ONZ, Polska dalej ignoruje kwestie środowiska i stanowczo za mało wydaje na osiągniecie celów zrównoważonego rozwoju. Nie jesteśmy w tym odosobnieni. Niemcy, Francuzi, Amerykanie, a nawet Finowie też „oszczędzają” na środowisku. Jak tak dalej pójdzie to za 50 lat 3 mld ludzi będą zmuszone codziennie walczyć o przetrwanie. A potrzeba tak niewiele. Zdaniem ekspertów wystarczy 0,7% PKB, by w ciągu najbliższych 10 lat zatrzymać nieodwracalne zmiany na Ziemi.

Co 10 osoba w Polsce nie wierzy w zmianę klimatu, wskazują badania Pew Research Center, przeprowadzone z okazji Światowego Dnia Ziemi. To wynik bliski średniej światowej. Czy to znaczy, że człowiek nie ma wpływu na zmianę klimatu? Dowody są… odczuwalne. Jednym z nich jest susza, która grozi Polsce. Hydrolodzy biją na alarm: jeżeli lada dzień nie pojawią się długotrwałe opady deszczu, to nasz kraj będzie borykał się z niedoborem wody. – Na jednego Polaka rocznie przypada  ok. 1,6 tys. m³ wody. To trzykrotnie mniej, niż statystyczna wartość dla mieszkańca Europy. Deficyt wody to efekt degradacji klimatu i zaniedbań kilku ostatnich dekad, jeśli chodzi o zarządzanie zasobami wodnymi – twierdzi Wojciech Stramski, kierujący funduszem Deep Change Ventures, który wspiera i finansuje projekty zgodne z celami zrównoważonego rozwoju ONZ.

Bezdeszczowe dni są dobre dla turystów, ale fatalne dla rolników. Wysuszona gleba, wyda mniej plonów, a to wpłynie na wzrost cen owoców i warzyw. To nie koniec złych wieści. Wyższe rachunki zauważymy nie tylko w sklepie, ale również na fakturach za energię. Prądu nie zabraknie, ale wizja podwyżki cen jest bardzo realna. Niski stan rzek to poważne problemy dla sektora energetycznego, który wody potrzebuje do wytwarzania prądu. W polskich warunkach jednym z największych klientów elektrowni jest branża przemysłowa. Sektor wytwórczy konsumuje jej dużo, ale jednocześnie napędza gospodarkę. Za 1/4 polskiego PKB odpowiadają przedsiębiorstwa przemysłowe, które produkują głównie na eksport. Wzrost cen prądu, to wyższe koszty produkcji, które mogą wpłynąć na konkurencyjność naszych eksporterów.

W okresie wychodzenia z zapaści spowodowanej koronawirusem, nie są to dobre  informacje. – Za chwilę może okazać się, że zakaz wstępu do lasu ze względu na brak opadów, będzie dla nas najmniejszym zmartwieniem – ironizuje CEO Deep Change Ventures i dodaje – Coraz częściej mamy ciepłe i bezśnieżne zimy, a to powoduje, że wiosną pojawiają się problemy z brakiem wody. Jeżeli w najbliższym czasie nie nastąpią zmiany, to czeka nas nieciekawa przyszłość. – dodaje Stramski. Według naukowców, za zmiany klimatu – w tym suszę w Polsce – odpowiada stale rosnąca emisja gazów cieplarnianych, za co częściowo odpowiada nasz przestarzały sektor energetyczny, uzależniony od węgla, do spółki z nadmiarem transportu, czy nieefektywnej produkcji żywności – w szczególności bydła .

Koronawirus zbawienny dla klimatu?

Okazuje się, że czas pandemii to moment na długi oddech dla planety. Żadna wojna w XX wieku, a tym bardziej żadna z gospodarczych recesji z obecnego i ubiegłego stulecia nie miały tak dużego wpływu na redukcję emisji CO2, jak COVID-19 w ciągu kilku miesięcy. Międzynarodowa Agencja Energii (IEA) szacuje, że do końca 2020 roku na całym globie emisja spadnie o około 6%. Czyli tyle, ile emituje przemysł energetyczny drugiego pod względem zaludnienia państwa świata – Indii. – Nie tak dawno mogliśmy oglądać zdjęcia z Wenecji w której przyroda mogła „odpocząć” od człowieka. To obrazuje, jak bardzo ingerujemy w ekosystem – zauważa Wojciech Stramski i dodaje – Nawet jeśli w tym roku zobaczymy spadek stężenia CO2 w atmosferze, to nie mamy powodów do radości. Celem musi być osiągniecie neutralności klimatycznej. Bez tego nie zatrzymamy ocieplenia. – tłumaczy CEO Deep Change Ventures.

Naukowcy z University of Exeter zaprezentowali niedawno predykcje, co nas czeka, jeżeli zostanie tak, jak jest i ludzkość nie ograniczy emisji dwutlenku węgla i innych szkodliwych gazów do atmosfery. Według brytyjskich ekspertów w 2070 roku ponad 3 miliardy ludzi – prawie połowa dzisiejszej populacji Ziemi – będzie mieszkać w miejscach w których temperatura została określona jako „prawie niemożliwa do zamieszkania”. Za 50 lat w północnej Australii, na całym subkontynencie indyjskim oraz Afryce, ale także w Ameryce Południowej i części Bliskiego Wschodu przez niemal cały rok panować będą upały, a ludzie nie będą mogli żyć tak, jak obecnie. Średnia roczna temperatura przekroczy tam 29°C. Dla porównania, obecnie średnia roczna temperatura w Polsce wynosi około 7°C, a we Francji w granicach 11°C.

Make love not war

Według Organizacji Narodów Zjednoczonych, by odwrócić proces ocieplania klimatu, wystarczy, że kraje rozwinięte przeznaczą na ten cel równowartość 0,7% rocznego PKB. To ostatni z 17 celów zrównoważonego rozwoju, o które walczy ONZ. – Walka z ociepleniem klimatu kosztuje, ale jest ona i tak dużo tańsza niż rachunek, jaki możemy zapłacić za postępujące zmiany. – twierdzi  Wojciech Stramski. Czy nasz kraj dysponuje odpowiednim budżetem do walki o Ziemię? Jak wynika z danych OECD, nie. Jesteśmy na szarym końcu. Wydajemy 5 razy mniej niż absolutne minimum określone przez Narody Zjednoczone. Polska na ochronę klimatu wydaje 14 razy mniej, niż na wojsko. Z wynikiem 0,14% PKB jesteśmy w gronie 5 członków OECD, którzy wydają najmniej na walkę ze zmianami na naszej planecie.

Tyle samo co Polacy, wydają Czesi i Węgrzy. Mniej od nas tylko Grecy i Słowacy: po 0,13% PKB. Co ciekawe niewiele więcej niż Polska, wydają… Amerykanie! Rocznie USA przeznacza zaledwie 0,17% PKB, podczas gdy osławiona US Army może liczyć na budżet rzędu 3,1% PKB, czyli 18 razy więcej. Spośród 25 krajów tylko 5 spełnia docelowy poziom 0,7%: Szwecja, Luksemburg, Norwegia, Dania i Wielka Brytania.

Społeczność międzynarodowa oszczędza na ekologii, ale czy nam wszystkim nie odbije się to czkawką? – Oszczędności na ekologii są złudne. Każdy kraj ogląda się na sąsiada i wykorzystuje ten argument by nic nie robić. Granic państw nie wytyczyła natura, z kosmosu ich nie widać. Mamy jedną planetę – zacznijmy po prostu działać i robić to co powinniśmy, by swoją przyszłość ocalić. – mówi Wojciech Stramski i dodaje – Dziś zaciągamy pożyczkę, którą będą musiały spłacić kolejne pokolenia. Za kilka lat ratowanie planety może kosztować znacznie więcej niż 0,7% PKB. Biednych ludzi nie jest stać na tanie rozwiązania. – kończy CEO Deep Change Ventures.

Badanie Mastercard: Polacy stawiają na płatności zbliżeniowe

  • 90% płatności bezgotówkowych w Polsce realizowanych jest zbliżeniowo
  • 68% polskich konsumentów pozytywnie ocenia podniesienie limitu płatności zbliżeniowych bez konieczności podawania PIN-u z 50 do 100 zł

Według najnowszych danych Mastercard, 90% płatności kartą w Polsce realizowanych jest zbliżeniowo. Polacy uważają je za bezpieczniejszą formę płatności niż gotówka, co ma duże znaczenie w trakcie trwającej epidemii. Ponad połowa ankietowanych przyznała, że to właśnie panujące okoliczności zainspirowały ich do używania tej metody płatności, a zdecydowana większość deklaruje, że będzie z niej korzystać również po ustaniu zagrożenia epidemicznego.

Płatności zbliżeniowe w pandemii: proste i bezpieczne

Polacy od lat są zwolennikami płatności zbliżeniowych. W pierwszym kwartale tego roku 90% płatności kartami Mastercard w Polsce zrealizowanych zostało zbliżeniowo, podczas gdy w Europie udział ten wyniósł 78%.[1] Potrzeba dbania o higienę i zdrowie sprawia, że Polacy chętniej wybierają zakupy online, a w sklepach stacjonarnych – płatności zbliżeniowe. Niemal wszyscy badani (90%), zgadzają się, że są one bardziej higieniczne, a 85% uważa, że to bezpieczniejsza metoda płatności niż gotówka. Dla 70% spośród nich to pierwszy wybór przy płaceniu za zakupy w czasie epidemii Covid-19, a 54% przyznaje, że to aktualna sytuacja zachęciła ich do częstszego płacenia zbliżeniowo. 89% badanych twierdzi, że będzie nadal korzystać z płatności bezdotykowych, nawet po zakończeniu pandemii.

Poza kwestią bezpieczeństwa, konsumenci cenią płatności zbliżeniowe także za wygodę i szybkość. Miejscami, w których konsumenci korzystają z nich najczęściej są sklepy spożywcze (98%), apteki (81%) i inne sklepy detaliczne (46%).

Wychodząc naprzeciw potrzebom konsumentów, Mastercard niedawno podwyższył limit transakcji zbliżeniowych bez konieczności podawania kodu PIN w 42 krajach. W Polsce, podniesienie limitu z 50 zł do 100 zł pozytywie ocenia 68% użytkowników kart.[2]

„Polscy konsumenci z dużym entuzjazmem podchodzą do płatności zbliżeniowych. Umożliwiając podniesienie limitu płatności bez PIN, Mastercard pomaga im zadbać o zdrowie w czasie pandemii, ale też dodatkowo zwiększa ich wygodę w czasie zakupów. Już wszystkie terminale płatnicze w Polsce obsługują technologię zbliżeniową. Dzięki temu konsumenci mogą dziś powszechnie korzystać z tej bezpiecznej formy płatności bezgotówkowych, która nie wymaga podawania z rąk do rąk nie tylko gotówki, ale również karty płatniczej” – mówi Bartosz Ciołkowski, dyrektor generalny na Polskę, Czechy i Słowację w Mastercard Europe.

Wśród polskich konsumentów najpopularniejszą metodą płatności zbliżeniowych pozostaje wciąż użycie plastikowej karty debetowej lub kredytowej (96%). 36% ankietowanych deklaruje korzystanie z płatności telefonem, a 2% z urządzeń „ubieralnych”, takich jak inteligentny zegarek czy opaska fitness. 4 na 5 (82%) polskich konsumentów deklaruje, że zmieniło kartę, której używa najczęściej, aby mieć możliwość płacenia zbliżeniowo. Z kolei 95% badanych uważa, że przestawienie się na płatności zbliżeniowe jest łatwe.

[1] Wyniki opracowane na podstawie danych transakcyjnych Mastercard (źródło: Mastercard Data Warehouse) oraz badań konsumenckich prowadzonych internetowo w 8 krajach europejskich (1000 osób z każdego kraju) między 10 a 12 kwietnia 2020

[2] Badanie zrealizowane na panelu internetowym (metodą CAWI), wśród ogółu ubankowionych w wieku 18-60 lat; Kantar, kwiecień 2020

Najbardziej aktywny haker świata złapany – po 5000 udanych atakach, wpadł przez Twittera i Facebooka

Eksperci bezpieczeństwa cybernetycznego z firmy Check Point namierzyli i złapali jednego z najaktywniejszych hakerów na świecie. Przestępca podczas swoich działań rozpowszechniał m.in. polityczne manifesty na stronach internetowych rządów, kradł numery kart kredytowych oraz poufne dane setek tysięcy osób. Działając w ponad 40 krajach na świecie, zhakował łącznie 4820 stron, stając się prawdopodobnie najbardziej aktywnym hakerem świata.

Od 2013 r. setki oficjalnych stron internetowych należących do rządów na całym świecie zostało zhakowanych i zniszczonych przez hakera, znanego jako „VandaTheGod”.

Zdaniem analityków Check Pointa, motywem działania hakera haker nie była chęć wzbogacenia się lecz haktywizm – szerzenie określonej ideologii lub walki z systemem. „VandaTheGod” skupił się na niesprawiedliwości społecznej i protestach antyrządowych. Jednym z jego działań było usunięcie brazylijskiej witryny rządowej i zastąpienie jej hasłem #PrayforAmazonia. Miała to być odpowiedź na rzekome wypalenie lasów deszczowych Amazonii przez brazylijskie instytucje rządowe.

Po tym jak jego aktywność zyskała dużą uwagę społeczną, postanowił skorzystać ze swoich umiejętności w celu wykradania danych kart kredytowych i poufnych danych uwierzytelniających. „VandaTheGod” wykradał m.in. poufne dane z uniwersytetów, urzędów czy szpitali na całym świecie.

W zeszłym roku głosno o nim było po tym, jak w jednej ze swoich kampanii ogłosił w mediach społecznościowych, że uzyskał dostęp do dokumentacji medycznej miliona pacjentów z Nowej Zelandii. Wskazał również, że zamierza wystawić dokument na sprzedaż, w cenie po 200 dolarów za każdy rekord.

Firma Check Point, śledząc działalność hakera na przestrzeni ostatnich lat odkryła sposób działania przestępcy. Każdy jego sukces ogłaszany był na koncie Twitter. Ukrywając się pod pseudonimami, takimi jak „Vanda de Assis” i „SH1N1NG4M3”, haker pisał m.in. tweety o społecznym celu włamań na różne strony internetowe. „VandaTheGod” swój cel ustalony na zhakowanie 5000 stron prawie osiągnął – wg. ekspertów firmy Check Point haker w sumie zaatakował ich około 4820.VandaTheGod

W swoim śledztwie analitycy Check Point wykorzystali konta VandaTheGod na Twitterze oraz Facebooku do zebrania wskazówek na temat prawdziwej tożsamości hakera. Po zeskanowaniu postów i tweetów z ostatnich lat, badacze z Check Point dowiedzieli się, że jest mieszkańcem miasta Uberlandia (Stan Minas Gerais) w Brazylii.

– Sprawa ta pokazuje skalę problemu jaki pojedyncza, zdeterminowana osoba może spowodować na arenie międzynarodowej. Chociaż „VandaTheGod” początkowo wydawał się protestować przeciwko domniemanej niesprawiedliwości, to granica między haktywizmem, a prawdziwą cyberprzestępczością okazała się niewielka – podkreśla Lotem Finkelsteen, z działu wywiadu zagrożeń firmy Check Point. –  Często widzimy, jak hakerzy podążają podobną drogą rozwijając swoje techniki: od wandalizmu cyfrowego do kradzieży pieniędzy i danych uwierzytelniania. Ujawnienie prawdziwej tożsamości osoby i przekazanie jej organom ścigania powinno położyć kres jego szeroko zakrojonym działaniom przestępczym.

Działając od 2013 roku, VanadaTheGod atakował zarówno rządy, korporacje jak i osoby prywatne. Haker, poza niszczeniem stron rządowych, trudnił się sprzedawaniem informacji firmowych oraz publikowaniem danych z kart kredytowych. VandaTheGod przeprowadził wiele udanych ataków hakerskich, ale ostatecznie poniósł porażkę pozostawiając wiele poszlak, które doprowadziły do ​wskazania ​jego prawdziwej tożsamości i przekazania jej brazylijskiej policji.

Jak pandemia wpłynęła na rynek alkoholi w Polsce?

Firmy związane z branżą winiarską i spirytusową także odczuwają skutki sytuacji związanej z pandemią COVID-19. Europejskie i krajowe restrykcje spowodowały, że sprzedaż dla gastronomii praktycznie stanęła, natomiast okresowe wzrosty zakupów w sklepach nie zrównoważyły spadków. Czy lato pozwoli nadrobić straty?

W Polsce rynek importerów alkoholu jest bardzo rozdrobniony, a dużą ich część stanowią małe, rodzinne firmy. Są one szczególnie podatne na wszelkie zawirowania rynku, co błyskawicznie przekłada się chociażby na opóźnienia w płatnościach. To rozdrobnienie szczególnie widoczne jest w kategorii firm importujących wino – w Polsce mamy tysiące podmiotów, często prowadzonych przez pasjonatów, zajmujących się sprowadzaniem win z włoskich, francuskich czy hiszpańskich winnic.

Sprzedaż alkoholu jak wykres EKG

Restrykcje mające na celu ograniczenie rozprzestrzeniania się koronawirusa szczególnie uderzyły w restauracje, puby i hotele. Najbardziej ucierpieli więc ci dystrybutorzy alkoholi, którzy swoją działalność opierali głównie na współpracy z branżą HoReCa (hotelarstwo i gastronomia). W niektórych kategoriach aż 20% sprzedaży dokonywało się właśnie w formie konsumpcji w lokalach. Zamknięcie miejsc, w których goście sięgali po trunki z wyższej półki nie spowodowało, że klienci wybrali się po te same alkohole do sklepów.

Na stagnację w branży alkoholowej wpłynęło także odwołanie imprez branżowych, targów czy festiwali. Różnego rodzaju wydarzenia masowe były doskonałym miejscem promocji dla importerów i dystrybutorów alkoholi. Obecnie z takich możliwości korzystać nie można, a inne formy promocji, dostępne dla innych przedsiębiorców, w branży winiarskiej i spirytusowej są mocno ograniczone prawem.

Życie towarzyskie zamarło jednak nie tylko w miejscach publicznych. Spotkania w gronie znajomych lub w szerszych kręgach rodzinnych skończyły się także w domach. Co prawda Polacy przez cały okres narodowej kwarantanny sięgali po piwo czy wino i spożywali je w domowym zaciszu, ale sumarycznie ilość sprzedawanego alkoholu była niższa niż w normalnych warunkach.

– Zamknięcie galerii handlowych oraz utrudniony dostęp do dyskontów czasowo zmienił koszyk zakupowy. Konsumenci koncentrowali się w pierwszej kolejności na żywności oraz środkach higienicznych – mówi Remigiusz Zdrojkowski z firmy PRO-LOG, wyspecjalizowanej w logistyce towarów akcyzowych. – Sprzedaż alkoholu przypominała diagram EKG. Po pierwszych wzmożonych zakupach nastąpił duży spadek. Czy koniec kwarantanny spowoduje odbicie trendu, w konsekwencji czego średnia sprzedaż powróci do normy? To będzie można ocenić najwcześniej po podsumowaniu wyników za pierwsze półrocze – podkreśla.

Niestabilność w całej Europie

Zawirowania na rynku alkoholi mają związek nie tylko z sytuacją w Polsce. Wina sprowadzane są do Polski przede wszystkim z Włoch, Francji i Hiszpanii, a więc z krajów szczególnie dotkniętych epidemią COVID-19. Tam także wprowadzano restrykcje, które powodowały przerwy w pracy winnic, magazynów i biur. Poza tym drogowy transport międzynarodowy był okresowo ograniczony, a niektórzy przewoźnicy niechętnie wysyłali swoich kierowców na południe Europy.

Teoretycznie ograniczenia w transporcie samochodowym mogłyby spowodować lepsze wykorzystanie możliwości, jakie daje transport kolejowy. W praktyce jednak zmiany w tym zakresie nie były znaczące.

– Z uwagi na rozdrobnienie importerów wina w Polsce, cześć z nich realizuje zakupy spontanicznie w małych ilościach. Na transport kolejowy mogłyby przejść tylko największe firmy, które sprowadzają wino masowo. Należy także pamiętać o konieczności organizacji przeładunku z wagonu na samochód, co przy obecnej siatce terminali znacznie ogranicza elastyczność. Kolejna kwestia to zasady dotyczące odpowiedniej temperatury przewozu. Wagony z możliwością utrzymania kontrolowanej temperatury są trudniej dostępne i droższe niż tradycyjne. W transporcie kolejowym można wykorzystywać także cysterny, ale takie rozwiązanie miałoby uzasadnienie przy jeszcze większych ładunkach – mówi Remigiusz Zdrojkowski.

Sytuacja winiarzy z południa Europy nie jest jednoznaczna. Z jednej strony pojawiają się informacje o dużej ilości niesprzedanych beczek zalegających w winnicach we Włoszech czy Francji, ale z drugiej – w okresie przymusowej izolacji wiele winnic nie mogło normalnie funkcjonować. Jedne źródła donoszą, że czeka nas zalew win w niskich cenach, inne przewidują, że po chwilowym nasyceniu rynku ceny wzrosną, a dostępność win spadnie.

Niespójne informacje mogą po części wynikać z prób forsowania swoich interesów przez różne grupy producentów. W Unii Europejskiej funkcjonuje system dopłat do produkcji oraz przetwórstwa towarów rolnych, więc rolnicy usiłują wpłynąć na rządzących w taki sposób, aby uzyskać jak najkorzystniejsze rekompensaty. A jak wygląda faktyczna sytuacja?

– Koszty związane z produkcją wina (i nie tylko wina) rosną. Od dłuższego czasu na rynku brakuje butelek, co także wpływa na wzrost cen. Koszty transportu to kolejny istotny element. Dla krajów strefy euro nie jest też korzystny aktualny kurs walut, który hamuje eksport na rynki takich jak Rosja, Ukraina, czy Polska – mówi przedstawiciel PRO-LOG-u. – Ale z drugiej strony, za kilka miesięcy możemy spodziewać się następnych zbiorów winogron w Europie. Pojawi się zatem kolejna partia produktów, które będzie trzeba sprzedać. Dlatego w dłuższej perspektywie, zarówno ceny, jak i dostępność nie powinny ulec radykalnym zmianom – podkreśla ekspert.

Pamiętać też trzeba o tym, że wina z Europy konkurują z tymi, które docierają do nas z innych kontynentów. Włoskie czy hiszpańskie winnice nie będą więc mogły pozwolić sobie na utrzymywanie zbyt wysokich cen. Ostatecznie ceny zostaną uregulowane przez rynkowe prawa popytu i podaży, a wino produkowane masowo nadal będzie sprzedawane w dużych ilościach.

Jak radzą sobie firmy w Polsce?

Importerzy i dystrybutorzy w Polsce próbują radzić sobie z sytuacją na rozmaite sposoby. Ich sytuacja nie jest łatwa, szczególnie, że część towaru została „zablokowana” w praktycznie nieczynnym sektorze HoReCa. Płatności regulowane bywają z dużymi opóźnieniami, a na odbiór niesprzedanego towaru oraz jego utylizację związaną z upływem terminu do spożycia pozwolić sobie mogę jedynie najsilniejsi finansowo.

Ratując się, niektórzy dystrybutorzy uruchomili sklepy internetowe, pomimo że na gruncie obowiązującego w Polsce prawa sprzedaż alkoholu na odległość może okazać się ryzykowna. Poza tym na efekty otwarcia e-sklepu trzeba będzie zaczekać prawdopodobnie dłużej niż na zniesienie restrykcji dla gastronomii.

Uruchomienie, a następnie wypromowanie sklepu internetowego może okazać się dużo bardziej czasochłonne i dużo droższe niż wielu przedsiębiorcom się wydaje. Uwzględnić trzeba chociażby koszty obsługi kurierskiej, potrzebę bezpiecznego pakowania pojedynczych butelek, koszty obsługi zwrotów oraz wiele innych kwestii, które nie dotyczą handlu w kanałach tradycyjnych. Należy też pamiętać o tym, że polski klient nie jest przyzwyczajony do kupowania wina ani innych trunków na odległość, a na zmianę gustów czy mentalności także trzeba poczekać.

– Statystyki pokazują, że za 80% sprzedaży w Polsce odpowiadają wina w cenie do 25 zł, kupowane najczęściej ad hoc, a nie kartonami. Czy dorośliśmy do zakupów alkoholu on-line, czas pokaże. Trudno jednak oczekiwać, że Polacy przestawią się na takie zakupy z dnia na dzień – zauważa Remigiusz Zdrojkowski.

Póki co, dla firm znacznie bardziej przyziemnym ratunkiem może być odroczona płatność podatku akcyzowego. W przypadku, gdy alkohol trafia do składu podatkowego lub składu celnego, podatek akcyzowy zostaje odroczony do czasu, kiedy towar opuści taki skład. Posiadanie własnego składu jest kosztowne, jednak na rynku działają także firmy zewnętrzne, które świadczą usługi tego typu również dla małych i średnich firm. Takie rozwiązanie ułatwia importerom zachowanie płynności finansowej. Dopóki bowiem towar pozostaje w składzie, nie pojawia się konieczność zapłaty podatku. Gdy jednak trafi już na sklepowe półki, do zapłaty będzie podatek większy aż o 10% (o tyle od stycznia wzrosła akcyza).

W praktyce, bariery prawne, administracyjne i podatkowe dla firm z branży alkoholowej wciąż pozostają w naszym kraju bardzo wysokie. Dostęp do administracji jest utrudniony, a terminy rozpatrywania wniosków nie uległy skróceniu. Aby więc sytuacja firm z branży uległa poprawie, potrzebne są nie tyle doraźne działania związane z kryzysowymi formami pomocy, co działania systemowe i długofalowe, np. związane z uproszczeniem procedur i jednoznacznym uregulowaniem sprzedaży on-line.

Póki co, importerom alkoholi pozostaje czekać na poprawę koniunktury. Optymizmem napawa fakt, że w nadchodzące wakacje większość Polaków planuje pozostać w kraju, ratując gospodarkę swoimi zakupami. A ponieważ Polska postrzegana jest jako państwo, które zostało w niewielkim stopniu dotknięte przez epidemię, jest szansa także na zwiększony napływ turystów z zagranicy. Oni także będą robili w Polsce zakupy, a będzie to dla nich tym łatwiejsze, że złotówka w stosunku do euro i dolara pozostaje walutą bardzo słabą.

W efekcie jest szansa, że sprzedaż alkoholu w Polsce po koronawirusie odbije się, a firmy związane z branżą winiarską i spirytusową odrobią straty.

Kandydaci śledzą działania pracodawców w czasie pandemii – wyniki raportu

Z badań przeprowadzonych przez MJCC, agencję specjalizującą się w obszarze marki pracodawcy, wynika, że koronawirus znacząco wpłynie na postrzeganie polskich firm jako atrakcyjnych miejsc pracy.

Pracodawcy w obliczu pandemii stanęli wobec ogromnego wyzwania, związanego z zapewnieniem bezpieczeństwa i wdrożeniem niezbędnych ograniczeń, aby zmniejszyć ryzyko szerzenia się wirusa. Jest to szczególna sytuacja, ponieważ zagrożenie dotyczy nas wszystkich. Pracownicy nie są więc tutaj wyłącznie biernymi obserwatorami czy nawet wykonawcami decyzji administracyjnych, ale odbierają je na bardzo osobistym poziomie, niejednokrotnie emocjonalnie. Pandemia od dwóch miesięcy nie schodzi z czołówek mediów i jest pierwszym tematem podejmowanym w rozmowach ze znajomymi. Jak się okazuje, stanowi też nowy punkt odniesienia w tym, jak oceniamy naszych pracodawców: według raportu „Marka pracodawcy w obliczu pandemii” opublikowanego przez MJCC aż ¾ badanych śledzi działania firm podczas pandemii.

Ogólny obraz wydaje się pocieszający: aż 84 proc. respondentów uważa, że w ich firmie wprowadzono odpowiednie rozwiązania, aby chronić pracowników. Warto jednak zauważyć, że zgadzały się z tym twierdzeniem głównie osoby, które w obecnej sytuacji mogą pracować zdalnie, natomiast wśród tych, którzy nie mają takiej możliwości, już 22 proc. uważa że ich pracodawca nie poradził sobie w tym aspekcie.

Rozdźwięk w perspektywie osób pracujących zdalnie oraz tych, których praca na to nie pozwala, jest widoczny w całym badaniu. Długoterminowo szczególnie dotkliwy dla pracodawców może okazać się fakt, że wśród osób pracujących w bezpośrednim kontakcie z innymi blisko 30 proc. ocenia, że firma chce zachować ciągłość przychodów, nawet kosztem narażania zdrowia pracowników i w efekcie tracą oni zaufanie do swojego pracodawcy – mówi Urszula Płosarek, Menedżer ds. Strategii w MJCC.

Pracownicy oczekują edukacji i wsparcia emocjonalnego

Kiedy media borykają się z fake newsami, a media społecznościowe pozwalają zaistnieć nieskończenie wielkiej liczbie „ekspertów”, odbiorcy szukają wiarygodnych źródeł informacji. I pod tym kątem oceniają też komunikację firmy, w której są zatrudnieni: 67 proc. respondentów przyznało, że czują się spokojniejsi dzięki komunikatom płynącym od ich pracodawcy. Czego w takim razie oczekują w tych komunikatach? Przede wszystkim edukacji: w zakresie higieny i zapobiegania zakażeniu COVID-19. Ważne okazało się także zapewnienie wsparcia emocjonalnego pracownikom oraz komunikacja o aktualnym rozwoju pandemii. Respondenci zwracali jednak uwagę, aby nie obciążyć komunikacji wewnętrznej nadmiarem informacji, które nie są kluczowe z punktu widzenia pracy. – Wyniki naszych badań dają ciekawy punkt odniesienia dla osób zajmujących się komunikacją wewnętrzną i kształtowaniem polityk HR w firmach: osoby z działów HR i komunikacji nie tylko lepiej oceniają podjęte przez pracodawcę działania i samą komunikację, lecz także są bardziej przychylne w interpretacji jego intencji. Z jednej strony jest to zrozumiałe z racji pełnionej przez nie roli, z drugiej jednak warto pamiętać o tym specyficznym zakrzywieniu perspektywy, bo nawet dobrze zrealizowane działania, jeżeli nie będą skutecznie zakomunikowane w firmie, mogą przyczynić się do spadku zaangażowania i wzrostu wskaźników rotacji, gdy kryzys przeminie – dodaje Adrian Juchimiuk, Partner w MJCC.

Badani obserwują, jak w obliczu pandemii zachowali się inni pracodawcy

To, jak firmy poradziły sobie w obliczu pandemii, z pewnością znajdzie odbicie w postrzeganiu ich marki pracodawcy: co trzeci z badanych przyznaje, że działania innego pracodawcy w okresie pandemii zachęciły ich do wysłania aplikacji (w największym stopniu dotyczy to osób pracujących w bezpośrednim kontakcie z klientami lub innymi pracownikami oraz zatrudnionych w małych firmach do 50 pracowników). Interesujące jest to, że podczas wskazania czynników wypływających na wybór pracodawcy, obok umowy o pracę, wynagrodzenia i stabilności, pojawiły się też m.in. możliwość pracy zdalnej, podejście do pracowników w czasie pandemii, a także bezpieczeństwo i higiena pracy.

Badanie „Marka pracodawcy w obliczu pandemii” było przeprowadzone od 4 do 13 maja 2020 roku i wzięło w nim udział 607 osób, które udzieliły odpowiedzi za pośrednictwem ankiety internetowej CAWI. Wśród respondentów były zarówno osoby pracujące zdalnie (37%), jak i wykonujące pracę związaną z bezpośrednim kontaktem z klientami (34%) lub w bezpośrednim kontakcie z innymi pracownikami (25%). Najwięcej badanych było zatrudnionych w obsłudze klienta (24%), obszarze sprzedaży (16%) oraz HR, komunikacji i PR (16%).

Nowa rzeczywistość – nowa forma European Financial Congress – 15-17 czerwca 2020 EKF Online

Ostatnie miesiące były wyjątkowym czasem próby dla nas wszystkich – zarówno dla polskich banków, przedsiębiorstw, pracodawców, jak i pracowników. W tym trudnym okresie dla polskiej gospodarki dyskusja o powinności instytucji finansowych jest jeszcze bardziej istotna niż wcześniej, dlatego wychodząc naprzeciw zmieniającej się rzeczywistości postanowiliśmy zorganizować EKF Online – pierwszą konferencję EKF przeprowadzoną w całości w sieci!

EKF Online to 3 dni wystąpień, debat i paneli dyskusyjnych, które będą transmitowane na żywo z naszego studia w Warszawie – łącznie aż 18 godzin rozmów i dyskusji. Ponad 60 czołowych ekspertów ekonomicznych i managerów najwyższych szczebli będzie rozmawiać o odpowiedzialnych finansach i roli instytucji finansowych w czasie kryzysu, innowacyjności w procesie odbudowy gospodarki i o restrukturyzacji finansowej przedsiębiorstw i banków.

To, czego potrzebuje sektor finansowy, a także realna gospodarka w obecnym czasie to przede wszystkim praktyczne rozwiązania, dlatego wraz z naszymi partnerami zapraszamy na całą serię rozmów o tym, jak funkcjonować w nowej rzeczywistości. Z naszymi ekspertami będziemy rozmawiać o narzędziach wsparcia w procesie wychodzenia z kryzysu, innowacyjności w okresie post-Covid, aspektach związanych z Tarczą Antykryzysową, wiarygodności systemu finansowego, zmianach zachowań konsumentów i o najnowszych rozwiązaniach cyfrowych.

Wsród prelegentów EKF online znajdą się m.in.: Valdis Dombrovskis, Wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej, prof. Teresa Czerwińska, Wiceprezes Europejskiego Banku Inwestycyjnego, Paweł Borys, Prezez Zarządu PFR, György Matolcsy, Gubernator Magyar Nemzeti Bank, Jean Lemierre, Przewodniczący Rady BNP Paribas Group, Daniel Gros, Dyrektor CEPS, Paul De Grauwe, John Paulson Chair in European Political Economy, European Institute, London School of Economics and Political Science i wielu innych.

EKF online jest inicjatywą otwartą i bezpłatną. Serdecznie zapraszamy do uczestnictwa. Po więcej szczegółów zapraszamy na stronę: www.efcongress.com.

Rejestracja: https://www.efcongress.com/rejestracja-ekf-online/

Jubileuszowe dziesiąte spotkanie Europejskiego Kongresu Finansowego w Sopocie w formie stacjonarnej odbędzie się z kolei jesienią, 12 14 października br.

Czy czekają nas ujemne stopy procentowe?

Dzisiaj decyzja w sprawie stóp procentowych w Polsce. Analitycy nie są zgodni w którą stronę pójdzie Rada Polityki Pieniężnej. Na stole jest wiele różnych scenariuszy.

Co zrobi Rada?

Temat posiedzenia RPP od dawna nie był taki gorący. Analitycy zastanawiają się, co dzisiaj może się wydarzyć na posiedzeniu. Na stole jest wiele wariantów, a zbliżające się nieubłaganie do ujemnych poziomów stopy procentowe powodują, że w obiegu są również coraz bardziej egzotyczne koncepcje w sprawie alternatywnych metod wpływu na rynek względem obniżki stóp procentowych. Wielu analityków wskazuje, że programy skupu, szczególnie obligacji rządowych, pozwoliłyby finansować rosnące potrzeby pożyczkowe naszego kraju.

Optymizm na rynkach trwa

Kolejny dzień na rynkach bez korekty powoduje, że złoty zadomowił się już na nowych poziomach. Inwestorzy czekają obecnie na sygnał co dalej. Z jednej strony po silnym ruchu przeważnie przychodzi czas na korektę. Z drugiej warto zwrócić uwagę, że dzisiejsze posiedzenie RPP może być tym elementem wskazującym dalszy kierunek zmian. Gdyby nie doszło do decyzji Rady mogłoby to spowodować dalsze umocnienie złotego. Z drugiej strony obniżka stóp może być sygnałem do realizacji zysków.

Co słychać w EBC?

Wczorajsze wystąpienie Christine Lagarde poruszyło kilka tematów, o których się już wcześniej mówiło na rynkach. Potwierdziła ona pesymistyczną prognozę spadku gospodarki europejskiej o 8-12% w tym roku. Biorąc pod uwagę obecne dane makroekonomiczne prognoza taka uwzględnia prawdopodobnie drugą falę koronawirusa w końcu tego roku. Obecne spowolnienie nie powinno bowiem wywołać aż takiego spadku. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę szczególnie na gigantyczne programy pomocowe, które akurat powinny, kosztem zadłużenia, mocno popchnąć wzrosty.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:00 – Niemcy – inflacja konsumencka,
  • 14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Eksport polskiej żywości może spaść w tym roku o około 8 proc.

  • Producentów może czekać najmocniejsze, od wejścia Polski do UE, załamanie eksportu żywności
  • Polska branża spożywcza posiada jednak wiele atutów, które powinny sprzyjać szybkiej odbudowie sprzedaży zagranicznej

Według MFW PKB ważony udziałami krajów w polskim eksporcie żywności obniży się o 7 proc. Środowisko międzynarodowe dla eksportu jest zatem bardzo niesprzyjające. Szacunki z raportu SpotData na zlecenie Santander Bank Polska: „Szok. I co dalej? Ścieżki eksportu żywności z Polski w czasie recesji wywołanej epidemią COVID-19” wskazują, że w tym roku eksport żywności może spaść ogółem o 8 proc. – do 28,9 mld euro, z 31,4 mld euro odnotowanych w 2019 r.  Dla polskich producentów to pierwszy tak mocny wstrząs od czasu wejścia kraju do Unii Europejskiej.

Prognozy MFW wskazują, że światowy PKB obniży się w tym roku o 3 proc. Ale już PKB ważony udziałami krajów w polskim eksporcie zmniejszy się o 6 proc. Natomiast PKB ważony udziałami krajów w polskim eksporcie żywności obniży się o 7 proc.

Rozkład ryzyka jest asymetryczny, co oznacza, że większe jest niebezpieczeństwo, że ostateczny wynik będzie gorszy od prognozy ekspertów niż szansa, że będzie lepszy. Wiele wskazuje na to, że naszych eksporterów żywności czeka najgorszy rok od czasu przystąpienia Polski do struktur Unii Europejskiej.

– Branża spożywcza przyzwyczaiła nas do pobijania kolejnych rekordów w zakresie wzrostu exportu r/r. Obecna sytuacja jest bezprecedensowa i niepodobna do poprzednich. Na kanwie tej wyjątkowości, z jaką się mierzymy oraz na bazie doświadczeń z poprzednich kryzysów, z których branża wychodziła obronną ręką, sądzę, że nawet wysoki spadek zostanie szybko odrobiony – komentuje Renata Dutkiewicz, dyrektor ds. sektora spożywczego w Santander Bank Polska.

Producenci żywności – zwykle w miarę odporni na wstrząsy makroekonomiczne – mierzą się obecnie z wyzwaniem, z którym wcześniej się nie spotkali. Badania ankietowe prowadzone przez GUS pokazują, że skala spadku zamówień nie ma precedensu w ostatnich dwóch dziesięcioleciach. W kwietniu br. wśród ankietowanych przedsiębiorstw spożywczych, odsetek firm raportujących spadek sprzedaży zagranicznej był wyższy o 27 p.p. od raportujących wzrost. Z kolei w maju ta różnica zwiększyła się do 36 p.p.

Wykres 1. Ocena zamówień zagranicznych w sektorze produkcji żywności

Ocena zamówień zagranicznych w sektorze produkcji żywności
Źródło: „Szok. I co dalej? Ścieżki eksportu żywności z Polski w czasie recesji wywołanej epidemią COVID-19”

Bardzo możliwe, że tak głęboki spadek w ocenie popytu zagranicznego jest w części efektem ogólnego spadku nastrojów, który wystąpił w warunkach kwarantanny społecznej. Ale nie ulega wątpliwości, że pandemia ma realny negatywny wpływ na prowadzony biznes.

– Co istotne, sytuacja jest zróżnicowana w zależności od sektorów branży spożywczej w jakich działają nasi przedsiębiorcy oraz w jakim stopniu ich sprzedaż jest zdywersyfikowana. Mam tu na myśli na przykład udział sprzedaży do sektora HoReCa. W tym przypadku, w związku z ograniczeniem funkcjonowania tej branży w Unii Europejskiej, nastąpił silny spadek sprzedaży eksportowej z Polski. Zamknięte rynki w Niemczech, Francji, Włoszech, UK zastopowały sprzedaż, a część firm do tej pory ma zapasy niesprzedanych towarów na te rynki – zauważa Renata Dutkiewicz.

Ścieżki gospodarki

Eksperci podkreślają, że epidemia jest zjawiskiem na tyle wyjątkowym, że opisanie zachowania gospodarki w czasie jej trwania jest znacznie trudniejsze niż zwykle. Przyjmuje się dwie najbardziej prawdopodobne wersje w analizach ekonomicznych.

Pierwsza z nich zakłada, że duża fala epidemii nie wróci, ale środki ostrożnościowe jeszcze przez 2-3 kwartały po epidemii będą tłumiły wzrost gospodarczy. Czas potrzebny do przywrócenia produkcji też będzie dłuższy niż kwartał. Według ekspertów w tym momencie jest to scenariusz umiarkowanie optymistyczny.

Z kolei w drugiej wersji fala epidemii na jesieni może powrócić i wywołać konieczność wprowadzania kolejnych „lockdown’ów”. Potem gospodarka zacznie powoli wracać do normalnej ścieżki, ale szkody wywołane epidemią nie prędko da się naprawić – ścieżka PKB będzie długo poniżej normy.

Biorąc pod uwagę ryzyko nawrotów epidemii oraz wzrost skłonności do oszczędzania przezornościowego wśród firm i konsumentów, trudno liczyć na szybką odbudowę popytu w gospodarce i powrót do stanu sprzed kilku miesięcy. Czeka nas trudny czas w gospodarce. Ale jednocześnie można założyć, że instrumenty polityk publicznych stosowane w krajach UE czy USA i zabezpieczające przed czarnymi scenariuszami będą efektywne. Podniesienie zdolności reakcji systemu ochrony zdrowia powinno pozwolić na szybsze ograniczanie ognisk epidemii. A reakcja polityki fiskalnej i monetarnej może zapobiegać trwałemu załamaniu popytu. Zakładam więc ostrożnie, że w ciągu paru kwartałów zacznie się dynamiczne odrabianie strat po kryzysie – mówi Ignacy Morawski, dyrektor SpotData.

Sukces jest możliwy

Polska branża spożywcza ma silne fundamenty oraz posiada wiele atutów, aby odbudowywać sprzedaż za granicę.

Od momentu wejścia do Unii Europejskiej eksport artykułów rolno-spożywczych z Polski wzrósł ponad pięciokrotnie (o 450 proc.). Udział sektora żywności w całym polskim eksporcie zwiększył się dzięki temu z 8,6 proc. do 13,3 proc. i jest znacznie wyższy niż średnia dla wszystkich krajów UE (10 proc.).

Dziś Polska jest 17. eksporterem żywności na świecie. Tempo ekspansji, obserwowane w ostatnich latach, wskazuje, że do 2030 r. Polska powinna wejść do grupy dziesięciu największych eksporterów. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że kraj posiada w tej dziedzinie istotne przewagi konkurencyjne – dobre warunki, solidne firmy, utarte szlaki handlowe, wciąż atrakcyjne koszty pracy. Sukces jest nadal możliwy, jeżeli tylko obecny kryzys nie zaburzy trwale handlu międzynarodowego.

Dieta w czasie i po pandemii

Doświadczyliśmy wolnego czasu, wspólnego przygotowywania posiłków i jedzenia w rodzinnym gronie. Sięgnęliśmy po stare przepisy i przetwory. To jest impuls do poprawy naszej diety. Szansą na utrwalenie tych dobrych nawyków jest pojawianie się świeżych warzyw i sezon na polskie superowoce – to wnioski z realizowanych przez Kantar dla KZGPOiW „Narodowych badań konsumpcji warzyw i owoców”.

„Nie zmienialiśmy diety w celu zwiększenia odporności i nie dostosowywaliśmy jej do sytuacji epidemii. Konsumenci ograniczyli ilość wyjść na zakupy. Często na stołach pojawiały się przetwory, także te własnej roboty. Niektórym badanym epidemia dała impuls do zmiany diety i zwiększenia udziału w niej warzyw i owoców. Argumentowali to większą ilością czasu i powrotem do gotowania w domu” – dodaje Agata Zadrożna, ekspert Kantar.

„Doświadczenia pandemii mogą pomóc oprzeć dietę na bardziej tradycyjnych sposobach odżywiania. Nie tylko chodzi tu o skład posiłków, to także styl życia obejmujący aktywności fizyczne, odpowiedni odpoczynek i aktywność społeczną, choćby podczas przygotowywania i wspólnego jedzenia posiłków” – wyjaśnia prof. Ewa Stachowska, specjalistka z dziedziny żywienia człowieka i dietetyki Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie.

„Powrót do bardziej tradycyjnej diety jest widoczny w sprzedaży owoców jagodowych. Owoce jagodowe są wpisane w tradycję polskiego sadownictwa. Nasz sezon zaczął się od truskawek, jeszcze w maju. Następne na stoły trafiają maliny, borówki, porzeczki (czarne i czerwone), aronia i na koniec, w październiku, czy też na początku listopada, późne odmiany malin, popularnie zwane +jesiennymi+. Na wypracowanie nawyku codziennej konsumpcji świeżych owoców mamy pół roku” – powiedział dr Paweł Krawiec z Horti Team.

„W porównaniu z czasem sprzed epidemii COVID-19 wzrosło znaczenie przetworów. Łatwiej jest je przechowywać, a charakteryzują się podobnym poziomem wartości odżywczych co świeże warzywa i owoce” – komentuje dr Barbara Groele, sekretarz generalny KUPS.

„To czy warzywa, owoce i ich przetwory trwale zwiększą swój udział w diecie Polaków bardziej zależy od pomysłowości producentów i żywieniowych edukatorów, niż od samej pandemii. Przed nami ważny okres, wiosna to nowalijki, a lato to świeże polskie superowoce. Czas kluczowy dla promocji postaw i diety, w której warzywa i owoce powinny stanowić połowę tego co spożywamy” – podsumowuje Witold Boguta, prezes Krajowego Związku Grup Producentów Owoców i Warzyw.

„Narodowe badania konsumpcji warzyw i owoców” realizowane są przez KANTAR dla Krajowego Związku Grup Producentów Owoców i Warzyw. Projekt realizowany jest we współpracy z agencją INSPIRE smarter branding.

Zadanie finansowane jest ze środków Funduszu Promocji Owoców i Warzyw.

Patronat honorowy: Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi.

Rozwój, wdrażanie i wykorzystywanie sztucznej inteligencji – ramy etyczne, odpowiedzialność i ochrona

Parlament Europejski przygotował w ostatnim czasie projekty sprawozdań w zakresie sztucznej inteligencji odnoszące się do tematyki ram etycznych, odpowiedzialności cywilnej oraz własności intelektualnej. W każdym z tych dokumentów, po raz kolejny, wyraźnie podkreślono pozytywne aspekty wykorzystania sztucznej inteligencji. Co więcej, w dwóch z tych dokumentów – Civil liability regime for artificial intelligence oraz A framework of ethical aspects of artificial intelligence, robotics and related technologies zawarto także projekty przyszłych regulacji oraz definicje sztucznej inteligencji.

Ramy etyczne

Parlament Europejski stwierdził, że rozwój, wdrażanie i wykorzystywanie sztucznej inteligencji, robotyki i powiązanych technologii, dokonywane przez ludzi, choć nie tylko, powinny zawsze odbywać się z poszanowaniem nadzoru sprawowanego przez ludzi, a także stwarzać możliwość odzyskania kontroli nad technologią przez człowieka w dowolnym momencie. Ponadto, uznano, że stwierdzenie czy sztuczna inteligencja, robotyka i powiązane technologie mają być uznane za technologie wysokiego ryzyka pod względem zgodności z zasadami etycznymi, powinno zawsze wynikać z bezstronnej, zewnętrznej oceny. W odniesieniu do przyszłej regulacji wskazano, że powinna ona objąć oprogramowanie, algorytmy oraz dane wykorzystywane przez technologie opracowywane, wdrażane i stosowane w UE bez względu na to, czy dane oprogramowanie, algorytmy czy dane są zlokalizowane na obszarze UE. Wszystko to ma oczywiście odbywać się z poszanowaniem zasad etycznych obowiązujących w UE, a także zapewniać poszanowanie ludzkiej godności oraz równe traktowanie, pozbawione znamion dyskryminacji. Podkreślono również, że AI, robotyka i powiązane technologie muszą być opracowywane, wdrażane i wykorzystywane w sposób przejrzysty i możliwy do identyfikacji tak, aby krajowe organy nadzoru mogły oceniać zgodność tych technologii z wymogami zawartymi w projektowanym rozporządzeniu. Odniesiono się również do danych biometrycznych wskazując, iż w przypadku ich wykorzystania organy władzy publicznej państw członkowskich powinny zapewnić, że wykorzystanie to ma miejsce jedynie w przypadku określonych celów, z poszanowaniem ludzkiej godności i praw podstawowych.

Odpowiedzialność cywilna

Projekt sprawozdania w zakresie odpowiedzialności cywilnej zawiera założenie, że sztuczna inteligencja nie może zostać poddana zbyt rozbudowanym, nowym ramom regulacyjnym. Zamiast tego należy bazować na już istniejących rozwiązaniach prawnych, dokonując ich koniecznych modyfikacji. Dodatkowo, uznano przyjęcie odpowiedzialności na zasadzie ryzyka za kluczową w definiowaniu AI i postrzeganiu potencjału tej technologii. Parlament Europejski nie zapominając o obywatelach UE wskazał, że powinni oni być uprawnieni do takiego samego poziomu ochrony i wynikającej z niej praw, niezależnie od tego czy szkoda została wyrządzona w wymiarze fizycznym czy wirtualnym.

Własność intelektualna

Dotychczas zarówno w Białej Księdze dot. AI, jak i w Europejskiej Strategii Danych brak było szczegółowych odniesień do kwestii ochrony praw własności intelektualnej w kontekście rozwoju technologii sztucznej inteligencji. Widoczna jest jednak znaczna zmiana w tym temacie, gdyż w jednym z najnowszych dokumentów dotyczących AI podkreślono, że w przypadku wpływu sztucznej inteligencji na ochronę praw własności intelektualnej zasadnym jest przyjęcie sektorowego podejścia. Co więcej, uznano, że innowacyjne rozwiązania wykreowane przez sztuczną inteligencję mogą zostać opatentowane, jeśli spełniają kryteria dotyczące wynalazków. Choć wskazano, że niektóre utwory wygenerowane przez AI mogą zostać uznane za tożsame z tymi stworzonymi przez człowieka, to Parlament Europejski opowiada się przeciwko nadaniu technologiom AI statusu twórcy.

Elżbieta Dziuba, Ekspertka Konfederacji Lewiatan

Czeska Policja będzie jeździć Land Cruiserami

Toyota dostarczyła czeskiej Policji w Průhonicach 12 modeli terenowych Land Cruiserów. Będą one służyć w Služba cizinecké policie (czeski odpowiednik Polskiej Straży Granicznej) na obszarach przygranicznych w całej Republice Czeskiej. Policja będzie stopniowo odbierać kolejne 38 aut z zakontraktowanej w przetargu liczby 50 samochodów Toyoty.

Łącznie 28 policyjnych Land Cruiserów w ciemnozielonym kolorze pomoże w wymagającej służbie czeskiej Straży Granicznej. Toyota Land Cruiser to jeden z ostatnich prawdziwych terenowych samochodów na rynku, umożliwiający patrolom policyjnym bezpieczne dotarcie tam, gdzie muszą pełnić swoją służbę, w tym w odległych górzystych terenach.

„Jesteśmy zaszczyceni, że czeska Policja oceniła nasz model jako najlepszą ofertę pod względem ceny i właściwości użytkowych. Cieszymy się, że Policja jest teraz wyposażona w odpowiednią technologię, na którą zasługuje podczas wykonywania swojej wymagającej służby” – powiedział Martin Peleška, dyrektor generalny Toyoty i Lexusa w Czechach.

Land Cruiser to samochód terenowy na ramie z ponad 65-letnią tradycją, znany z trwałości i niezawodności oraz świetnych właściwości terenowych. Jest to także nowoczesne auto o zaawansowanych technologiach bezpieczeństwa i wspomagających jazdę w terenie. Napędza go spełniający normę Euro 6 silnik wysokoprężny o pojemności 2,8 litra i mocy 177 koni mechanicznych, w połączeniu z 6-biegową manualną lub automatyczną skrzynią biegów i stałym napędem 4×4.

Na długiej liście dostępnego wyposażenia, ułatwiającego jazdę w trudnym terenie znajdują się skrzynia rozdzielcza z reduktorem, centralny mechanizm różnicowy o ograniczonym poślizgu (LSD) Torsen z blokadą, tylny mechanizm różnicowy LSD Torsen, system wspomagający zjazd ze wzniesienia (DAC) i pokonywanie podjazdów (HAC), układ zmiennej sztywności stabilizatorów (KDSS), system utrzymujący stałą prędkość w terenie (Crawl Control), system zmiennej charakterystyki napędu w zależności od terenu (Multi-Terrain Select), monitor pokazujący kąt skrętu kół podczas dokonywania manewru (Tyre Angle Display), aktywne zawieszenie (AVS) z systemem regulacji wysokości tylnej osi (AHC) oraz Drive Mode Select. Samochód może się poruszać na 17- i 19-calowych kołach.

Samochody Toyoty, głównie z napędem hybrydowym, jeżdżą również w policji kilku czeskich miast. Hybrydy są wybierane do służby w miastach ze względu na niskie koszty eksploatacji i niewielką emisję spalin. Ich zakup został dofinansowany w programie dotacji Ministerstwa Środowiska.

Fortinet ogłosił wyniki finansowe za pierwszy kwartał 2020 roku

Fortinet, światowy lider w dziedzinie zintegrowanych i zautomatyzowanych rozwiązań cyberochronnych, przedstawił wyniki finansowe za pierwszy kwartał 2020 roku.

Wybrane pozycje prezentują się następująco:

  • Przychody: 576,9 mln USD, wzrost o 22% rok do roku
  • Przychody z produktów: 192,3 mln USD, wzrost o 18% rok do roku
  • Kwota zafakturowanych zamówień: 667,8 mln USD, wzrost o 21% rok do roku
  • Przychody przyszłych okresów: 2,23 mld USD, wzrost o 26% rok do roku
  • Rozwodniony zysk netto na akcję liczony według zasad GAAP: 0,60 USD
  • Rozwodniony zysk netto na akcję liczony według zasad innych niż GAAP: 0,60 USD
  • Marża operacyjna GAAP: 20,1%, wzrost o 940 punktów bazowych rok do roku
  • Marża operacyjna inna niż GAAP: 22,3%, wzrost o 190 punktów bazowych rok do roku
  • Przepływy środków pieniężnych z działalności operacyjnej: 319,4 mln USD
  • Przepływy wolnych środków pieniężnych: 241,8 mln USD, wzrost o 50,7 mln USD rok do roku
  • 889,9 mln USD zapłaconych za wykupienie własnych akcji

– Wyniki finansowe Fortinet za pierwszy kwartał są rezultatem strategicznych wewnętrznych inwestycji, poczynionych w celu dostarczania wiodących w branży produktów i usług, ekspansji na sąsiednie rynki oraz rozwijania kanału sprzedaży komentuje Ken Xie, założyciel, prezes i dyrektor generalny Fortinet.Jesteśmy ważnym partnerem strategicznym dla swoich klientów. Nasz autorski układ zarządzający działaniem procesów ochronnych FortiASIC może zapewniać 10-krotnie większą przepustowość wirtualnych sieci prywatnych VPN niż rozwiązania konkurencji i tym samym wspierać pracowników zdalnych. Mamy nadzieję, że dzięki tej znaczącej przewadze będziemy dalej zdobywać udziały w rynku w trudnych obecnie warunkach gospodarczych. Wierzymy, że nasza sprawdzona w działaniu oferta dla pracowników zdalnych oraz SD-WAN, wraz z firewallem FortiGate, platformą Security Fabric oraz rozwiązaniami hybrydowymi i wielochmurowymi, wpłyną na efektywność kosztową infrastruktury cyfrowej w przedsiębiorstwach.

Colliers wspólnie z Office App wprowadzi na polski rynek nową technologię dla biurowców

Colliers International, wiodąca firma doradcza na rynku nieruchomości komercyjnych, rozpoczęła strategiczną współpracę z holenderskim twórcą platformy Office App wprowadzającej inteligentne rozwiązania do budynków biurowych. Od teraz to kompleksowe narzędzie będzie dostępne również dla najemców i właścicieli budynków biurowych w Polsce.

– Cieszę się ogromnie na partnerstwo z Office App i na nasze wspólne działania na rynku nieruchomości. Dzięki połączeniu naszych kompetencji będziemy mogli wspólnie wprowadzać innowacje do polskich biurowców, a także rozwijać nowe funkcjonalności, usprawniając pracę biura i podnosząc jego elastyczność – mówi Renata Hartle, manager ds. strategii flex office i rozwiązań technologicznych w Colliers International.

Colliers przeprowadził wieloetapową analizę światowego rynku PropTech, w ramach której Office App został oceniony jako jedna z najbardziej zaawansowanych platform do kompleksowego zarządzania biurem. System Office App powstał w 2014 roku i od tego czasu nieprzerwanie zwiększa swoje możliwości, integrując się z wieloma nowymi technologiami. Rozwiązanie funkcjonuje już w wielu budynkach, m.in. w Holandii, Wielkiej Brytanii, Szwajcarii czy Niemczech. Teraz, dzięki partnerstwu z Colliers, Office App będzie dostępny również w Polsce.

office appAplikacja dla użytkowników budynku posiada blisko 70 funkcjonalności, m.in. mobilny dostęp do biura, nawigacja po powierzchni, rezerwacja miejsc parkingowych, rejestracja gości, komunikacja między użytkownikami, dostęp do usług wraz z płatnościami w ramach aplikacji, a także analizę obrazu przesyłanych zgłoszeń czy rezerwację biurek, przestrzeni do pracy i spotkań. Zakres działania systemu jest indywidualnie ustalany na podstawie potrzeb najemców i możliwości technologicznych nieruchomości, a także dostosowywany do strategii klienta.

– Takie narzędzia nabierają jeszcze większego znaczenia obecnie, kiedy zmagamy się z pandemią COVID-19. Firmy muszą spełniać restrykcyjne procedury, aby ich siedziby były bezpieczne dla pracowników i zapewniały ciągłość działalności biznesowej. Office App znacznie im to ułatwia – pozwala zarządzać biurem, na przykład blokując poszczególne stanowiska pracy lub wyłączając przestrzenie zwiększonego ryzyka, moderować dostęp osób z zewnątrz poprzez funkcję zdalnego check-inu, a także komunikować pracownikom nowe zasady i wskazówki dotyczące bezpiecznej pracy – mówi Renata Hartle.

Już niedługo Office App zadebiutuje w warszawskim biurze Colliers, które stanie się   również miejscem testowania nowych funkcjonalności platformy przed wprowadzeniem ich na rynek. Potencjalni klienci już teraz mogą sprawdzić, w jaki sposób działa system. Nowa oferta Colliers kierowana jest nie tylko do najemców, ale również do właścicieli nieruchomości i deweloperów, którzy chcą zwiększyć atrakcyjność swojego obiektu.

– Współpraca z Colliers jest dla nas naturalną synergią doświadczeń i daje możliwość dalszego rozwoju. Chcemy wspólnie kreować nowe trendy na rynku biurowym i dostarczać wysokiej jakości rozwiązania – mówi Iain Thompson, Chief Commercial Officer w Office App.

AgriTech Hub otwiera polskim startupom drogę do Indii

Fundusz venture capital AgriTech Hub podjął współpracę z indyjskim inkubatorem Indigram Labs Foundation. Podmioty będą nawzajem wspierać się w działalności biznesowej, akceleracji oraz promowaniu spółek portfelowych na lokalnych rynkach, głównie w obszarze nowych technologii dla rolnictwa i branży spożywczej.

Jak wynika z danych OECD, Indie należą do najszybciej rozwijających się gospodarek na świecie. Ostatnie prognozy, uwzględniające sytuację związaną z pandemią COVID-19, pokazują, że wzrost realnego PKB Indii ma wynieść 5,1 proc., poczynając od 1 kwietnia br. Natomiast w 2021 r. ma wzrosnąć do 5,6 proc.[1] Należy przy tym zaznaczyć, że szczególnie istotnym segmentem gospodarki dla tego kraju jest rolnictwo, bowiem stanowi ono podstawowe źródło utrzymania dla ok. 58 proc.  ludności (populacja liczy obecnie ok. 1,3 mld).

Rolnictwo organiczne, biologiczne, biopestycydy – to trendy, które w tym obszarze gospodarki Indii odgrywają coraz istotniejszą rolę i w którym wzrasta zapotrzebowanie na innowacje. Te potrzeby mogą spełnić m.in. rozwiązania polskich startupów z obszaru agritech i foodtech, dlatego głównym celem współpracy podjętej przez AgriTech Hub i Indigram Labs Foundation, jest komercjalizacja rozwiązań na jednym z największych rynków rolniczych na świecie. Polskie projekty będą miały zarówno możliwość zaprezentowania swoich innowacji przed potencjalnymi klientami, jaki i  zagranicznymi inwestorami. Podobne perspektywy rysują się przed indyjskimi startupami, którym AgriTech Hub otworzy drzwi do europejskiego rynku VC.

 

Jak wskazują prognozy, już w ciągu kilku najbliższych lat, Indie staną się najludniejszym krajem świata, wyprzedzając Chiny. Tak znaczący przyrost naturalny pociąga za sobą istotne wyzwania dla rolnictwa, jak choćby wyżywienie mieszkańców. To rodzi ogromną potrzebę wdrażania innowacji i nowych technologii. Naszym zdaniem może być to szansa dla polskich startupów i naszych spółek portfelowych, które tworzą nowoczesne rozwiązania dla rolnictwa oraz sektora żywności, do wykorzystania na masową skalę – komentuje Marcin Woźniak, CEO funduszu AgriTech Hub.

Rolnictwo w Indiach jest rozdrobnione i słabo zorganizowane. Widzimy potrzebę wykorzystania potencjału tego sektora do wzmocnienia wzrostu gospodarczego Indii przy jednoczesnym rozwoju zrównoważonych praktyk rolniczych. To czego potrzebuje rolnictwo w Indiach to innowacje technologiczne, które tu i teraz pozwolą na rozwiązanie codziennych problemów branży, a w dłuższej perspektywie istotnie przyczynią się do rozwoju gospodarki – wyjaśnia dr Mansiha Acharya, CEO Indigram Labs.

[1] https://economictimes.indiatimes.com/news/economy/indicators/oecd-lowers-indias-fy21-gdp-growth-to-5-1-pc-on-coronavirus-concerns/articleshow/74446482.cms

Odsetki od pożyczek w związku z COVID-19 a koszty podatkowe

Epidemia koronawirusa zmusza przedsiębiorców do korzystania z różnych form poprawy płynności finansowej. Część z nich decyduje się na wsparcie w postaci pożyczek i kredytów. Ustawa nazywana tarczą antykryzysową nie zdjęła jednak z podatników ograniczeń związanych z rozliczeniem odsetek od takiego wsparcia w kosztach CIT. W konsekwencji przepisy art. 15c ustawy o CIT obowiązują w dotychczasowym brzmieniu, a podatnicy decydujący się na wsparcie w postaci pożyczek lub kredytów powinni przeanalizować aspekty podatkowe tego instrumentu. W szczególności słabnące wyniki spółki oraz konieczność korzystania ze zwiększonej kwoty pożyczek może przynieść negatywne konsekwencje dla podatników.

Ograniczenie art. 15c ustawy o CIT

Zgodnie z art. 15c ust. 1 ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych podatnicy nie mogą zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów nadwyżki wydatków na finansowanie dłużne (różnicy pomiędzy kosztami finansowania dłużnego zaliczanymi do kosztów uzyskania przychodu a przychodami o charakterze odsetkowym) w części przewyższającej 30% kwoty odpowiadającej nadwyżce sumy przychodów ze wszystkich źródeł bez uwzględniania przychodów dotyczących finansowania nad sumą kosztów podatkowych pomniejszonych o sumę odpisów amortyzacyjnych oraz koszty finansowania dłużnego nieuwzględnione w wartości początkowej środka trwałego. Ograniczenie dotyczy jedynie sytuacji, gdy ww. koszty finansowania przewyższyły 3 mln zł. Oznacza to, że limitów wynikających z tych przepisów nie stosuje się do kwot nieprzekraczających 3 mln zł. Przykładowo więc, jeżeli podatnik poniósł koszty finansowania w kwocie 4,5 mln zł, to przepisu art. 15c ust 1 ustawy o CIT nie stosuje się do nadwyżki kosztów finansowania nieprzekraczającej 3 mln zł, lecz jedynie do kwoty 1,5 mln zł. Potwierdzają to także wyroki sądowe – por. wyrok WSA w Poznaniu z dnia 12 grudnia 2018 r., sygn. I SA/Po 699/18.

Do kosztów finansowania zalicza się w szczególności odsetki, skapitalizowane odsetki, opłaty, prowizje i premie, a także część odsetkową raty leasingowej czy koszty zabezpieczenia zobowiązań.

Co ważne, powyższy zakaz rozliczenia kosztów finansowania w kosztach powyżej określonej wartości odnosi się do finansowania zarówno od podmiotów powiązanych, jak i niepowiązanych. Dotyczy to więc wszystkich kosztów finansowania, także zewnętrznego.

Ostateczna wysokość ograniczenia jest ściśle związana z sytuacją finansową podatnika, w szczególności wskaźnikiem EBITDA podatkowym, który liczy się nieco odmiennie niż tradycyjny wskaźnik EBITDA. W uproszczeniu w sytuacji, kiedy przychody podatkowe spółki maleją, zmniejsza się także wartość wskaźnika, przez co podatnicy ponoszący wyższe koszty związane z finansowaniem nie mogą ich zaliczyć do kosztów podatkowych.

Odliczenie w kolejnych okresach

Jedyna preferencja dla podatników to możliwość rozliczenia kosztów finansowania wyłączonych w danym roku podatkowym z kosztów uzyskania przychodu w ciągu kolejnych pięciu lat podatkowych. Należy jednak pamiętać o tym, żeby zmieścić się w limicie określonym w przepisach w danym roku podatkowym. Oznacza to, że jeżeli podatnik stale przekracza limit, to nie może rozliczyć wspomnianej nadwyżki. Możliwość rozliczenia nadwyżki w ciągu kolejnych pięciu lat nie wynika z tarczy antykryzysowej, lecz z dotychczas obowiązujących przepisów.

Pożyczki w związku z COVID-19

Pierwsza tarcza antykryzysowa, tj. ustawa z dnia 31 marca 2020 r. o zmianie ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych oraz niektórych innych ustaw oraz jej nowelizacja, czyli ustawa z dnia 16 kwietnia 2020 r. o szczególnych instrumentach wsparcia w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2, nie przewidują żadnego wsparcia podatników w zakresie wyżej omówionego ograniczenia zaliczenia do kosztów podatkowych kosztów finansowania. Nie ulega wątpliwości, że przepis art. 15c ustawy o CIT jest bardzo niekorzystnym przepisem w przypadku kryzysu, gdyż przychody spadają stosunkowo szybciej niż koszty, w konsekwencji czego zysk jest niewielki, a potrzeba finansowania rośnie. Prowadzi to do negatywnych efektów podatkowych dla przedsiębiorców i pogłębia kryzys.

Pomimo apeli pracodawców z różnego rodzaju organizacji działania rządu w zakresie instrumentów podatkowego wsparcia ich działalności są bardzo ograniczone. Przykładowo w jednym z apeli Rady Przedsiębiorczości, w skład której wchodzą organizacje zrzeszające pracodawców (apel z 3 kwietnia 2020 r.), poproszono o ograniczenie stosowania art. 15e oraz 15c ustawy o CIT, podpierając się brakiem możliwości wypracowania odpowiedniego EBITDA, umożliwiającego odliczenie kosztów podatkowych. Rząd nie uwzględnił jednak takich apeli, ograniczając do minimum wsparcie podatkowe. Łącząc to z nieoficjalnymi doniesieniami, o których pisała Rzeczpospolita w artykule „Korzystasz z pomocy, przygotuj się na kontrolę”, należy się spodziewać, że po okresie kwarantanny urzędy ruszą ze wzmożonymi kontrolami podatkowymi, także w zakresie art. 15c ustawy o CIT.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Rzecznik MŚP postuluje do wicepremier Jadwigi Emilewicz o objęcie bonem turystycznym wszystkich Polaków płacących podatki

Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców Adam Abramowicz skierował pismo do wicepremier Jadwigi Emilewicz, w którym postuluje, żeby bonem turystycznym objąć wszystkich Polaków płacących podatki. Zdaniem Rzecznika powszechność bonu, nawet przy zmniejszeniu wartości pojedynczego świadczenia lepiej przysłuży się branży turystycznej.

W piśmie Adam Abramowicz negatywnie ocenił pomysł, aby ze wsparcia wykluczeni byli przedsiębiorcy. Zdaniem Rzecznika bon ten powinien przysługiwać każdemu obywatelowi  który płaci w Polsce podatki. Niezależnie od tego, czy odprowadzane są one od umowy o pracę, umowy cywilnoprawnej, emerytury czy też przedsiębiorca opłaca je samodzielnie z tytułu swojej działalności. Świadczenie nie powinno  być także uzależnione od wysokości dochodu.

Abramowicz w piśmie do wicepremier podkreślił, że nie postuluje zwiększenia nakładów na program, zdaje sobie bowiem sprawę, z trudnej sytuacji budżetowej spowodowanej kryzysem epidemicznym. Rzecznik MŚP zaproponował proporcjonalne zmniejszenie wartości pojedynczego bonu, uzasadniając iż zwiększenie grupy beneficjentów spowoduje większe zainteresowanie ofertą turystyczną, za którą turyści zapłacą częściowo bonem a częściowo z własnej kieszeni.

– Bon turystyczny ma w założeniu pomóc branży wyjść głębokiego dołka, w który wpadła w obliczu pandemii. Jednak powinno to być tak zorganizowane, że bon powinien otrzymać każdy kto płaci podatki, a nie tylko ograniczona grupa osób. Będzie to lepsze rozwiązanie, nawet jeśli ta kwota zostanie zmniejszona. W interesie firm turystycznych jest, aby jak najwięcej osób skorzystało z bonu, ponieważ każdy z korzystających dodatkowo zostawi w branży własne środki – uzasadnia Adam Abramowicz, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców.

W perspektywie globalnej pandemia COVID przyspiesza. Analiza najnowszych danych

W perspektywie globalnej pandemia COVID przyspiesza. Na świecie notuje się coraz więcej zachorowań – liczba nowych potwierdzanych infekcji to około 100 tys. dziennie. Wzrost dynamiki pochodzi głównie z Ameryki Południowej oraz Azji. Ameryka Północna od dłuższego czasu bez większych zmian – niezmiennie duże przyrosty. W Europie, szczególnie w ujęciu bez Rosji, koronawirus w wyraźnej defensywie, natomiast siedmiodniowa średnia ruchoma dla Polski wyraźnie wskazuje na wzrost nowych zakażeń.covid-19-mariusz-gromada-cykl-13-trajektorie-skala-0-kontynenty

Kierunek zmian trendu w Polsce jest przeciwny do tych w innych krajach europejskich. Zdecydowana większość Europy charakteryzuje się mniejszymi przyrostami dziennymi niż te obserwowane w naszym kraju (na wykresie kraje niemal „leżą” na osi poziomej), gdy jeszcze niedawno sytuacja była odwrotna. Trajektoria Polski jest dosyć podobna do przebiegów dla Ukrainy i Szwecji oraz – jeszcze do niedawna – była niemal identyczna do tej dla Rumunii (Rumunia notuje spadki). Choć, wyróżniając województwo śląskie, nadal mamy do czynienia z „Polską dwóch prędkości”, to w ostatnich dniach notuje się wzrosty nowych zakażeń również w innych regionach (np.: w dolnośląskim, łódzkim, wielkopolskim).covid-19-mariusz-gromada-cykl-13-trajektorie-skala-1-60k

Obserwacja trajektorii w skali do 100 tys. łącznych potwierdzonych zakażeń ujawnia nowe „rosnące” kraje: Pakistan, Chile, Meksyk i Arabię Saudyjską.covid-19-mariusz-gromada-cykl-13-trajektorie-skala-2-100k

Skala do 200 tys. „wzbogaca” listę „rosnących” o Indie, Peru oraz Iran.covid-19-mariusz-gromada-cykl-13-trajektorie-skala-3-200k

Perspektywa do 400 tys. infekcji pokazuje dramat Rosji i Brazyli.covid-19-mariusz-gromada-cykl-13-trajektorie-skala-4-400k

Nadal jednak żaden kraj nie zbliża się nawet do poziomów obserwowanych w Stanach Zjednoczonych.covid-19-mariusz-gromada-cykl-13-trajektorie-skala-5-1800k

Źródło: Mariusz Gromada, matematyk, statystyk, dyrektor Departamentu Customer Intelligence w Banku Millennium, opracowanie własne z dnia 27.05.2020 na podstawie danych udostępnianych przez The Johns Hopkins University https://github.com/CSSEGISandData/COVID-19

Optymistycznie na rynkach

Optymistyczny ton rynków jest podtrzymywany pomimo zakłóceń związanych z relacjami USA i Chin. Ambitny plan pomocowy Unii Europejskiej obniża premię za ryzyko podziałów w bloku i zagrożenia niewypłacalności członków, ale z perspektywy EUR wszystko dobre już jest w cenie. Rajd złotego przystopował, a dzisiejsza decyzja RPP powinna być neutralna.

Optymizm związany z nadziejami na odbicie gospodarcze i triumf nad koronawirusem ciągnie aktywa ryzykowne w górę. Rynek preferuje beztrosko podchodzić do ryzyk związanych z pogorszeniem relacji między USA i Chinami, mimo że te się mnożą. Na razie niemal nieodczuwalny był wpływ informacji, że USA nie traktują już Hongkongu jako niezależnego od Chin. Według doniesień administracja prezydenta USA Trumpa rozważa zawieszenie preferencyjnej stawki celnej dla eksportu z Hongkongu do USA. Możliwe jest też zaostrzenie sankcji na Chiny i chińskie podmioty. Cokolwiek udało się wygrać umową handlową pod koniec ubiegłego roku, teraz może być szybko przekreślone. Ale jako to zwykle bywa na rynkach, informacja jest istotna, jeśli nie przykrywa jej ważniejsza sprawa. A na razie zamartwianie się nie jest najistotniejsze.

Poczucie zadowolenia jest podtrzymywane w Europie dzięki ambitnemu planowi funduszu naprawczego, który został wczoraj przedstawiony przez Komisję Europejską. Projekt przewiduje 500 mld EUR w grantach oraz 250 mld EUR w postaci pożyczek. Środki mają pochodzić z emisji wspólnego długu. EUR/USD zdołał wyjść ponad 1,10, ale nieznacznie i bez siły na kontynuację umocnienia. Założenia funduszu mniej więcej były zgodne z oczekiwaniami, a zatem już wcześniej ujęte w wycenie euro. Plan jest po rozsądnej stronie, ale trzeba też pamiętać, że wciąż jest propozycją, która teraz będzie dyskutowana przez rządy państw członkowskich. A to oznacza, że na pewnym etapie będzie osłabiony w swojej sile, biorąc pod uwagę wcześniej zgłaszany opór tzw. „frugal four”: Australii, Danii, Holandii i Szwecji. Konsensus wymaga spotkania się po środku, a to oznacza, że i z perspektywy euro finalnie niższe poziomy są bardziej uzasadnione. Sprzedaż faktów zagraża powrotem EUR/USD pod 1,10.

Po ostatniej imponującej fali umocnienia złotego przyszło uspokojenie. W środę ostatni zryw sprzedaży EUR/PLN pod 4,41 dość szybko został odwrócony i dziś rano kurs dryfuje blisko 4,4250. Czyżby EUR/PLN sięgnął poziomu, przy którym wzmocniła się chęć do taktycznej sprzedaży złotego? Moim zdaniem to teraz największe ryzyko dla złotego – wygaszanie krótkich pozycji w złotym kiedyś musi się zakończyć, a jeśli za rajdem stałą tylko generalna poprawa nastawienia wobec rynków wschodzących, to prędzej czy później inwestorzy spekulacyjni będą chcieli grać pod odbicie. Na razie jednak, póki nastroje na rynkach zewnętrznych są optymistyczne, złoty powinien być stabilny. Dzisiejsza decyzja Rady Polityki Pieniężnej także nie powinna przynieść fajerwerków. Nie oczekujemy zmiany poziomu stóp procentowych. O ile sytuacja ekonomiczna nie ulegnie wyraźnemu pogorszeniu względem aktualnych oczekiwań, polityka stóp procentowych sięgnęła dolnego limitu i RPP powinna teraz skupić wysiłki na zarządzaniu programem skupu aktywów i wsparciu programów pożyczkowych rządu. Biorąc pod uwagę, że Rada zrezygnowała dziś z konferencji prasowej (otrzymamy tylko komunikat), umniejsza to szanse na zakomunikowanie zmian w polityce.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Połowa informacji w sieci jest fałszywa, pytanie która?

Określenie “fake news” to buzzword ostatnich miesięcy. Pandemia COVID-19 po raz kolejny przypomniała nam o mrocznej stronie ludzkiej natury. Czy na pewno ludzkiej? Za pomysł odpowiedzialny jest co prawda człowiek, ale za tworzenie i dystrybucję… Sztuczna inteligencja. Jak twierdzą naukowcy z Carnegie Mellon University, prawie połowa wszystkich kont rozpowszechniających wiadomości o koronawirusie za pośrednictwem serwisu Twitter to tzw. boty. Czy i ty dałeś się nabrać?

Proces dezinformacji społeczeństwa postępuje z każdym dniem. Opracowane przez internetowych trolli metody stają się coraz bardziej wysublimowane i wiarygodne, co sprawia, że ciężko jest dziś odróżnić prawdę od fikcji. Niemała w tym zasługa technologii sztucznej inteligencji. Specjalnie opracowane oprogramowanie skutecznie wykorzystuje algorytmy uczenia maszynowego, które cały czas doskonalą swoje działanie dzięki dostępowi do niemal nieograniczonej ilości danych z sieci. – Jeszcze niedawno newsy opracowane przez SI, wywoływały raczej salwę śmiechu, natomiast od pewnego czasu ich precyzja i wiarygodność są niepokojące. Sztuczna inteligencja potrafi stworzyć angażujący kontekst, który dla laika, może być przekonujący. To niebezpieczny proceder, któremu powinniśmy jak najszybciej przeciwdziałać. – zauważa Krzysztof Kozłowski z inPlus Media, agencji Public Relations, specjalizującej się w komunikacji marek sektora IT i przemysłu. Ekspert agencji ostrzega przed konsekwencjami tych zaniedbań: – To skuteczna metoda na tworzenie szumu informacyjnego, sterowanie opinią publiczną i manipulowanie historią. Na świecie istnieje zapewne wiele instytucji, które chętnie wykorzystają możliwości tego narzędzia, dla własnych, wątpliwych moralnie celów.

Dyktatura botów

By dojść do takiego wniosku, badacze Carnegie Mellon przyjrzeli się 200 milionom tweetów opublikowanych od stycznia 2020, które dotyczyły tematyki związanej z niebezpiecznym wirusem chińskiego rodowodu. Na podstawie przeprowadzonej analizy doszli oni do wniosku, że spośród tych tweetów, aż 45% z nich pochodzi z kont, które zachowywały się bardziej jak bot niż człowiek.

Takie zachowanie obejmowało między innymi tweetowanie więcej niż jest to fizycznie możliwe dla człowieka i publikowanie serii tweetów z wielu krajów, które oddalone są od siebie na tyle, że ciężko uwierzyć, by w ciągu zaledwie kilku godzin, jakikolwiek człowiek mógł przemieszczać się tak szybko.

We wszystkich kontach, które naukowcy zidentyfikowali jako boty, udało się wyróżnić ponad 100 fałszywych narracji związanych z COVID-19. Te fałszywe narracje obejmowały przede wszystkim konspiracyjne teorie spiskowe, dotyczące powiązania sieci gsm nowej generacji (popularne 5G) z COVID-19 oraz używania manekinów w szpitalach, po to, by oszukiwać ludzi, dzięki czemu mieli oni odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z kryzysem służby zdrowia publicznego. Tworzenie podziałów było jednym z głównych celów kont botów zidentyfikowanych przez badaczy.

Kathleen Carley, profesor informatyki na Carnegie Mellon University, która przeprowadziła badanie, powiedziała NPR, że ludzie powinni zachować czujność podczas czytania tweetów na temat pandemii online. „Nawet jeśli ktoś wydaje się pochodzić z Twojej społeczności, jeśli nie znasz go osobiście, przyjrzyj się mu bliżej i zawsze szukaj informacji w autorytatywnych lub zaufanych źródłach”.

Profesor Jeff Hancock, ekspert komunikacji z Uniwersytetu Stanforda przekonuje, że to właśnie zbyt dużo niewiadomych związanych z koronawirusem, stoi zwykle za zaufaniem, jakim internauci darzą fake newsy. W czasach globalnego lockdownu media społecznościowe stały się skuteczną tubą propagandową. Grupa odbiorców była olbrzymia. Zgodnie z analizą “Europa w izolacji”, którą przygotowała warszawska spółka Big Data, specjalizująca się w digital marketingu – Cloud Technologies, w czasie największego zagrożenia epidemicznego, mobilność Europejczyków zmniejszyła się co najmniej o połowę.

Zmanipulowane treści z social mediów są one zwykle bardziej szokujące, sensacyjne i silniej oddziałujące na wyobraźnię niż oficjalne komunikaty, co działa niczym nawóz, który wspomaga ich rozwój i zwykle pozwala im skutecznie się rozprzestrzeniać. – Nie należy jednak pozwalać na łatwą „infekcję” dezinformacją i zawsze zachować dystans do informacji kolportowanych tą drogą. Zawsze, starając się weryfikować ją w co najmniej dwóch źródłach. Sprzymierzeńcem nie jest tutaj także strach, przez który internauci wierzą fake newsom, by szybko znaleźć, a właściwie wykreować winnych całej tej sytuacji. – ostrzega Krzysztof Kozłowski, konsultant inPlus Media.

NCBiR dofinansuje projekt ODLEWNI RAFAMET Sp. z o.o.

Informacja o wyborze projektu ODLEWNI RAFAMET Sp. z o.o. do dofinansowania przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju.

Zarząd Fabryki Obrabiarek RAFAMET S.A. w Kuźni Raciborskiej informuje, że w dniu dzisiejszym powziął informację o wyborze przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju do dofinansowania projektu badawczo – rozwojowego spółki zależnej ODLEWNIA RAFAMET Sp. z o.o. pod nazwą: „Opracowanie innowacyjnej technologii wytwarzania wielkogabarytowych odlewów z żeliwa sferoidalnego o specjalnych własnościach w technologii Full Mould, dedykowanych do produkcji narzędzi tłoczących w sektorze automotive”, złożonego w ramach konkursu nr 1/1.1.1/2020 Szybka Ścieżka.

Suma kosztów kwalifikowanych projektu wynosi 17.898.387,50 zł, a kwota dofinansowania to 7.481.798,13 zł. Emitent udzielił podmiotowi zależnemu promesy pożyczki w wysokości 10.500.000,00 zł przeznaczonej na finansowanie powyższego projektu badawczo – rozwojowego. RAFAMET S.A. i ODLEWNIA RAFAMET Sp. z o.o. podejmą działania zmierzające do poszukiwania zewnętrznego źródła dofinansowania tego przedsięwzięcia.

Z wakacji kredytowych można się wycofać

  • Wnioski o wakacje kredytowe złożyło w bankach ponad 800 tys.* kredytobiorców. Niektórzy zrobili to pochopnie i bez dokładnej analizy za i przeciw. 
  • Oświadczenia związane z aneksami pozwalającymi na odroczenie spłaty rat można wycofać z banku w ciągu 14 dni.
  • Część kredytobiorców w związku z wakacjami kredytowymi składa do banków skargi. Jest ich już prawie 8 tysięcy.

Pandemia pozbawiła wielu kredytobiorców pracy i dochodów. Dla wielu z nich spłata rat zaciągniętych zobowiązań hipotecznych okazała się nierealna. Banki zareagowały szybko, oferując swoim klientom tzw. wakacje kredytowe. Od marca do końca kwietnia na taką możliwość zdecydowało się aż 800 tys. Polaków. Wielu z nich zrobiło to jednak pod wpływem emocji związanych z niepewnym statusem swojego zatrudnienia, a nawet paniki wywołanej przez koronawirusa i zamrożenie gospodarki. Kiedy aneksy do umów kredytowych zatwierdzające wakacje kredytowe zaczął analizować Rzecznik Finansowy i kancelarie prawne, okazało się, że oferta odroczenia spłat może mieć negatywne konsekwencje.

– Wakacje kredytowe to jedynie chwilowe rozwiązanie problemu i w dodatku kosztowne. Po pierwsze odroczenie spłat rat hipotecznych nie oznacza anulowania długu. Wiąże się z dodatkowymi kosztami jakie będzie musiał ponieść kredytobiorca. Wprawdzie banki nie pobierają opłat za samą zmianę harmonogramu, ale dodatkowy koszt wynika ze zwiększenia okresu kredytowania, bo dłużej będziemy „dysponować” kapitałem pożyczonym przez bank – mówi adw. Karolina Krupińska Dyrektor Departamentu Prawnego e-Kancelaria Grupa Prawno-Finansowa Sp. z o.o. – Po drugie niektóre oświadczenia i zapisy aneksów przedkładane do podpisu klientom zawierały sformułowania, jakoby bank posiadał bezsporną wierzytelność względem klienta. Złożenie podpisu pod takim oświadczeniem może w przyszłości utrudnić drogę do procesu kredytobiorcy zadłużonemu we franku szwajcarskim.

Aneks do umowy z bankiem trzeba przemyśleć i poddać analizie prawnej

O ryzyku związanym z wakacjami kredytowymi Rzecznik Finansowy poinformował 21 kwietnia. W pierwszych dniach maja podtrzymał swoje zastrzeżenia, kierując do Sądu Okręgowego w Warszawie „wniosek o udzielenie zabezpieczenia roszczenia o zaniechanie nieuczciwej praktyki rynkowej przeciwko jednemu z banków oferujących wakacje kredytowe”. Wprawdzie bank wycofał się z kontrowersyjnego zapisu, ale po niepokojących sygnałach ze strony Rzecznika Finansowego i analizach prawnych część kredytobiorców zdecydowała się wycofać z odroczenia spłat.

– Kredytobiorca ma prawo do odstąpienia od aneksu w terminie 14 dni i kontynuowania umowy na dotychczasowych warunkach. Odstąpienie od wniosku o wakacje kredytowe nie wymaga podawania przyczyn. Powodem może być np. sytuacja, w której konsument uzna, że skorzystanie z wakacji kredytowych mu się nie opłaca lub też jego sytuacja finansowa nie pogorszyła się tak bardzo, jak pierwotnie przypuszczał. Ważne jest również to, że banki nie mogą w sprawie rezygnacji z aneksu wymagać osobistej wizyty klienta w placówce, jeżeli nie była ona wymagana przy jego zawarciu. Czas 14 dni najczęściej liczy się od dnia otrzymania przez konsumenta nowego harmonogramu spłat – wyjaśnia adw. Karolina Krupińska z e-Kancelaria.

Skargi na wakacje kredytowe

Jeśli od podpisania aneksu dotyczącego wakacji kredytowych minęło więcej niż 14 dni, a klient banku z jakiegoś powodu nie jest zadowolony z zaoferowanych mu warunków lub przebiegu rozmów z bankiem, może złożyć skargę. Do końca kwietnia takich skarg wpłynęło do banków 7,8 tys. Najczęściej dotyczyły opóźnień w procedowaniu wniosków, niezrozumienia oferty danego banku, braku szybkiej i właściwej komunikacji z klientem, ale także sytuacji, gdy umowa została już wypowiedziana lub kredyt był w postępowaniu egzekucyjnym lub w windykacji.

– Skarg jest stosunkowo mało, bo dopiero pierwsze decyzje są wydawane, a wnioski o wakacje wdrażane. Niektórzy klienci pytali nas o opinię odnośnie tych wniosków. Szczególnie w przypadku kredytów zaciąganych we frankach szwajcarskich warto poddać prawnej analizie dokumenty z banku. Takie działania zalecamy w związku z możliwym w przyszłości procesem o unieważnienie umowy kredytowej zawartej w CHF. W jednej z ostatnich decyzji Sąd Najwyższy uznał, że wadliwy mechanizm waloryzacji kredytu prowadzi do unieważnienia całej umowy. 

Ze względu na dość krótki czas jaki upłynął od wprowadzenia wakacji kredytowych można się spodziewać, że w najbliższych miesiącach skarg do Rzecznika Finansowego będzie więcej. Warto je dobrze udokumentować, żeby liczyć na pozytywne rozpatrzenie. Z pewnością warto skonsultować z kancelarią prawną kroki podejmowane wobec banku w związku z kredytem CHF – mówi adw. Karolina Krupińska z e-Kancelaria.

*Dane Związek Banków Polskich (dane na koniec kwietnia).

Google dodaje nowe opcje na Mapach i w wyszukiwarce by pomóc przedsiębiorcom w czasach COVID-19

Google wprowadził właśnie nowe funkcje na Mapach Google oraz w wyszukiwarce, dzięki którym przedsiębiorcy mogą łatwo i szybko informować swoich klientów o nowych opcjach swojej działalności oraz możliwościach wsparcia ich biznesów. Już teraz klienci mogą m.in. nabyć kartę upominkową czy dokonać rejestracji online bezpośrednio na profilu Google Moja Firma. Wśród partnerów globalnego wdrożenia nowych funkcji znalazła się również polska firma Booksy.

Aby dostosować się do trudnych warunków prowadzenia biznesu w czasach pandemii, przedsiębiorcy coraz częściej sięgają po narzędzia cyfrowe. Według opublikowanego niedawno raportu Connected Commerce Council 1 na 3 właścicieli małych firm twierdzi, że bez pomocy narzędzi cyfrowych zmuszony byłby zamknąć firmę lub ograniczyć jej działalność.

Płynne przejście do usług online

Pomimo kolejnych etapów odmrażania gospodarki wciąż wiele biznesów mierzy się z poważnymi trudnościami i musi sprawnie dopasowywać ofertę do bieżących okoliczności, licząc się z tym, że część klientów nie od razu wróci do korzystania z usług offline.

Dzięki nowym funkcjom Google ułatwia klientom nie tylko odkrywanie usług online, ale również proces rezerwacji spotkań. Zarezerwuj z Google to bezpośrednia rezerwacja usług online z profilu firmy w Google. Dzięki tej opcji firmy mogą oferować jeszcze łatwiejszy sposób rezerwowania terminów, a klienci w jednym miejscu mogą szybko znaleźć dostępne godziny, zarezerwować datę i od razu dodać ją do swojego Kalendarza Google. Dotychczas miliony użytkowników dokonywało rezerwacji terminów i miejsc w salonach kosmetycznych czy restauracjach dzięki integracji usługi z ponad setką partnerów. Teraz Google rozszerza ofertę o kolejnych, w tym Regis, WellnessLiving czy Zooty. Do tego grona dołączyła również polska firma Booksy.

Dzięki temu rozwiązaniu firmy, które korzystają z Booksy mogą oferować możliwość jeszcze prostszej rezerwacji online bezpośrednio w swoich profilach Google Moja Firma – mówi Stefan Batory z Booksy. – Dotyczy to lokalnych biznesów z branży beauty, ale również dużych instytucji finansowych jak Alior Bank.

Kolejna wprowadzona dziś funkcja  daje przedsiębiorcom posiadającym konto w Google Moja Firma możliwość szybkiego poinformowania klientów o nowościach w  swojej ofercie. Już niebawem firmy będą mogły dodawać do swoich wizytówek takie propozycje jak “zajęcia online” i “spotkanie online” .

Aktualizacja najważniejszych informacji o firmie

W obecnych okolicznościach informacja “otwarte” lub „zamknięte” już nie wystarcza. Od początku trwania pandemii Google sukcesywnie udostępnia nowe narzędzia, które pomagają biznesom informować klientów o tym, jak i kiedy działają. Niezależnie od branży wszystkie podmioty mają możliwość oznaczania się jako tymczasowo zamknięte jak również aktualizowania informacji  o ponownym otwarciu, nowych godzinach działania oraz dodatkowych komunikatów dotyczących COVID-19.

Od początku marca już ponad milion firm udostępniło komunikaty COVID-19, a klienci w poszukiwaniu informacji każdego tygodnia klikali średnio aż 2 miliony razy w profile firm w Google. Mimo kolejnych etapów odmrażania gospodarki i otwarcia restauracji wciąż wiele osób decyduje się na zamawianie jedzenia do domu lub odbioru na wynos. W odpowiedzi na te potrzeby Google dodał jeszcze więcej zewnętrznych dostawców, by głodni klienci mogli zamawiać ulubione dania z dodatkowych 25 000 restauracji bezpośrednio z Google. Wkrótce zostanie wprowadzona też możliwość wskazywania preferowanych partnerów dostaw w profilu Google Moja Firma.

Łatwość i bezpieczeństwo odbioru jedzenia okazało się być dodatkowym elementem wpływającym na decyzję o wyborze restauracji. Dlatego Google dodał opcje takie jak „dostawa pod drzwi”, „brak konieczności kontaktu z dostawcą” i „możliwość konsumpcji w lokalu”, aby restauracje mogły w łatwy sposób udostępnić wszystkie ważne dla klientów  informacje na swoich profilach biznesowych, zarówno w wyszukiwarce jak i Mapach. Od marca ponad 3 miliony restauracji dodało lub zaktualizowało swoje opcje oferty.

Prosty sposób informowania klientów o możliwości wsparcia

Teraz bardziej niż kiedykolwiek ludzie na całym świecie szukają sposobów by wesprzeć lokalne biznesy znajdujące się w trudnej sytuacji. Wpisywane w wyszukiwarkę zapytanie „jak pomóc małym firmom” osiągnęło rekordową liczbę w w marcu br., jego liczba wzrosła aż o 700% w porównaniu do poprzedniego miesiąca. Aby łatwo wspierać wybrane biznesy już niebawem użytkownicy będą mogli korzystać z wyszukiwarki oraz Map Google by znaleźć te, które akurat proszą o pomoc.

Na bazie  haseł wpisywanych w wyszukiwarkę oraz Mapy Google firma przeanalizowała jaki wpływ ma COVID-19 na działanie małych biznesów, ale także w jaki sposób klienci chcieliby nadal korzystać z usług lokalnych firm. Konsumenci na całym świecie szukają sposobów, by mimo pandemii wciąż móc wspierać księgarnię za rogiem, lokalną restaurację czy ulubione studia jogi – bo te miejsca tworzą  właśnie unikalny charakter ich okolicy.

Aby pomóc lokalnym biznesom oraz społecznościom, które chcą je wspierać, Google wprowadził nowe rozwiązania, udostępniając firmom w 24 krajach dodawanie linków do darowizn oraz kart podarunkowych do ich profili biznesowych na Mapach. W przypadku darowizn firma współpracuje z PayPal i GoFundMe, zaś jeśli chodzi o karty podarunkowe czy vouchery, właściciele firm mogą przekierowywać klientów bezpośrednio do odpowiedniej zakładki na swojej stronie lub łączyć do  ofert jednego z  certyfikowanych partnerów (np. Square, Toast, Clover czy Vagaro).Google_3

Gremi Personal organizuje 6 czerwca drugi lot czarterowy dla obywateli Ukrainy pracujących w Polsce

Gremi Personal, polska agencja zatrudnienia międzynarodowego, przygotowuje drugi lot czarterowy z Kijowa (Lotnisko Boryspol) dla swoich pracowników, a także dla obywateli Ukrainy, którzy posiadają wizy i umowy o pracę w Polsce. Lot zaplanowano na 6 czerwca i będzie on ponownie realizowany we współpracy z Międzynarodowymi Liniami Lotniczymi Ukrainy.

W przypadku pracowników Gremi Personal lot odbędzie się na tych samych zasadach: będzie bezpłatny. Ponadto firma zorganizuje 14-dniową kwarantannę dla pracowników ukraińskich, której odbycie nadal jest obowiązującym wymogiem w Polsce.

Decyzja o zorganizowaniu drugiego lotu czarterowego została podjęta w związku ze stale rosnącym zapotrzebowaniem polskich pracodawców na pracowników z Ukrainy, a także rosnącym zainteresowaniem obywateli Ukrainy zatrudnieniem w Polsce.

„Byliśmy bardzo zadowoleni ze współpracy z Międzynarodowymi Liniamii Lotniczymi Ukrainy przy pierwszym locie czarterowym. Dlatego też postanowiliśmy zorganizować wspólnie kolejny lot. Tak jak za pierwszym razem, samolot wystartuje z lotniska Boryspol i dotrze na lotnisko Chopina (Warszawa). Loty czarterowe są dla ukraińskich pracowników obecnie najbezpieczniejszym i najszybszym sposobem dotarcia do Polski. Dla naszej firmy z kolei jest to okazja, aby zaspokoić zapotrzebowanie polskich pracodawców na pracowników z Ukrainy ”- powiedział właściciel agencji zatrudnienia międzynarodowego Gremi Personal, Evgenij Kirichenko.

Firma zauważa również, że zgodnie z wymogami władz ukraińskich z wszystkimi pracownikami zostały zawarte długoterminowe umowy o pracę w Polsce, a także zostali oni objęci ubezpieczeniem zdrowotnym, w tym na wypadek zachorowania na COVID-19.

Przypomnijmy, że pierwszy lot czarterowy ze 178 pracownikami ukraińskimi na pokładzie, zorganizowany przez Gremi Personal, dotarł do Warszawy 24 maja. Pracownicy przechodzą obecnie obowiązkową 14-dniową kwarantannę pod oficjalnym nadzorem polskich władz i koordynatorów Gremi Personal w uruchomionych przez firmę ośrodkach kwarantanny. Dotychczas nie odnotowano żadnych problemów zdrowotnych wśród przybyłych pracowników.

Spółka portfelowa Carpathia Capital jako pierwsza w historii zmieni rynek notowań na rumuńskiej giełdzie

Bittnet, spółka portfelowa Carpathia Capital, zapisze się w historii rumuńskiego rynku kapitałowego. Jako pierwsza przejdzie z alternatywnego rynku AeRO, na główny rynek giełdy w Bukareszcie BVB. INC było odpowiedzialne za wprowadzenia akcji Bittnet na rynek AeRO w 2015 r. Od tego czasu spółka 20-krotnie zwiększyła kapitalizację z 7,9 mln RON (leje) do ok. 158 mln RON oraz znacznie poprawiła swoje wyniki finansowe.

Bittnet to rumuńska spółka, która początkowo koncentrowała się na dostarczaniu rozwiązań e‑learningowych i szkoleń z zakresu IT. Obecnie stanowi już rozbudowaną grupę kapitałową. W efekcie Bittnet zyskał pozycję lidera w segmencie e-learningu, przy jednoczesnej dywersyfikacji działalności, która obok usług edukacyjnych pozwala dostarczyć na rynek kompleksową ofertę usług zarządzania data center, chmurą i infrastrukturą IT (tzw. rozwiązania ICT). Od momentu rozpoczęcia współpracy z Grupą INC spółka zaczęła się dynamicznie rozwijać. W przeciągu ostatnich 5 lat zwiększyła przychody z 8,2 mln RON (ok. 7,5 mln PLN) do 99,8 mln RON (ok. 91,3 mln PLN), a zysk operacyjny z 582 tys. RON (ok. 533 tys. PLN) do 4,6 mln RON (ok. 4,2 mln PLN).

Bittnet to także udana inwestycja Grupy INC. IPO spółki na rynku AeRO w 2015 r. zostało w całości objęte przez fundusz z Grupy INC Carpathia Capital. Dodatkowo INC w ramach wynagrodzenia objęło kilkuprocentowy pakiet akcji po cenie nominalnej. Łączne inwestycje Grupy INC w Bittnet wyniosły ok. 1 mln zł, przynosząc na dzień dzisiejszy ok. 480 proc. zysku.

– Współtworzyliśmy rumuński rynek giełdowy AeRO, który podobnie jak polski NewConnect, dedykowany jest małym i średnim spółkom z branży nowej ekonomii. Pierwszym debiutantem na rynku AeRO był fundusz z naszej grupy Carpathia Capital. Niedługo potem, jeszcze w 2015 r., wprowadziliśmy do obrotu na tym rynku Bittnet, a Carpathia Capital objęła całą emisję akcji w IPO. Jesteśmy bardzo zadowoleni z inwestycji. Przede wszystkim osiągnęliśmy bardzo dużą stopę zwrotu, a dodatkowo zyskaliśmy rozpoznawalność i bardzo dobrą reputację na rynku rumuńskim. – komentuje Paweł Śliwiński, prezes INC.

Carpathia Capital zainwestowała dotychczas w trzy podmioty w Rumunii. Inwestycja w Bittnet dała najbardziej spektakularne wyniki, a fundusz – mimo sprzedaży akcji łącznie za 4,2 mln złotych –  wciąż dysponuje pakietem akcji w tej spółce wycenianym wczoraj na około 1 mln zł.

Grupa INC pod koniec marca podpisała list intencyjny z Movie Games, którego celem jest współpraca na rynku rumuńskim. Plan zakłada wsparcie rumuńskich producentów gier, poprzez stworzenie grupy gamingowej, która skonsoliduje lokalny rynek. Będzie oferowała wsparcie finansowe i merytoryczne niezależnym studiom, w celu promocji rumuńskiego rynku i wyselekcjonowania jego liderów.

Polacy interesują się modą i turystyką w czasie pandemii

W 2019 roku Polacy najczęściej kupowali przez Internet odzież ㅡ 69% i obuwie ㅡ 55%. A najpopularniejszą kategorią planowanych zakupów online były podróże/rezerwacja ㅡ 31%[1]. Jednak pandemia zmieniła sytuację w e-commerce, a kategorie: moda i podróże oceniane są jako te, które najbardziej ucierpiały. Mimo to Polacy bardziej niż przed pandemią interesują się e-mailami o tej tematyce. Mowa o 4% wzroście w modzie i 45,6% wzroście w podróżach w kwietniu ㅡ według danych ExpertSender.

Wartość polskiego e-commerce w 2019 roku wyniosła 50 mld zł, a szacowany wzrost w 2020 roku miał wynieść ok. 20%[2]. Koronawirus odwrócił tendencje w takich kategoriach jak moda i turystyka/rezerwacje. Jednak jak wynika z danych ExpertSender polskiego narzędzia wspierającego sprzedaż online mimo to Polacy interesują się modą i planują wakacje.

Koronawirus a e-commerce w turystyce

Wiosna to czas planowania wakacji. W tym roku jednak ogłoszenie pandemii w połowie marca spowodowało, że firmy wstrzymały działania mailingowe o -34% w marcu i -79% w kwietniu. Tu najlepiej widać, że pandemia najsilniej oddziałuje na tę branżę.

Jednak Polacy chętnie czytali tego typu maile o czym świadczy wzrost liczby otwarć – o 8% w marcu i aż o 45,6% w kwietniu. A także fakt, że chcieli poznać więcej informacji na ten temat. W lutym 2020 było to 4 na 10 osób, w marcu 5 na 10 osób, a w kwietniu, aż 8 na 10 osób. To najlepiej pokazuje, że podczas społecznego dystansowania Polacy chętnie czytają wiadomości, które trafiają do ich skrzynek. Klienci już teraz myślą o wakacjach i  chcą w tym roku wybrać się na urlop, kiedy tylko to będzie możliwe.

E-moda w czasie koronawirusa

Wiosna w branży odzieżowej to intensywny czas sprzedażowy. Tym bardziej, że Polacy w 2019 roku na e-zakupy odzieży, akcesoriów i dodatków wydawali 253 zł miesięcznie[3]. W  marcu i kwietniu tego roku jednak wstrzymano większość kampanii.

Mimo to Polacy interesowali się zakupami odzieży i butów. W marcu o 0,7% i w kwietniu o 4% częściej otwierali maile z ofertami. To oznacza, że co piąta osoba, która dostała e-maila zainteresowała się nim. Wynika to z faktu, że podczas społecznego dystansowania Polacy mają więcej czasu na czytanie wiadomości marketingowych, a część z nich traktuje je wręcz jako miłą odmianę od docierających zewsząd doniesień nt. pandemii.

6 na 10 internautów robi zakupy online, jednak w wyniku pandemii wiele trendów się zmieniło. Obserwujemy zwiększony ruch w Internecie, czego najlepszym przykładem jest liczba otworzonych e-maili przez klientów. Największy wzrost widzimy w turystyce, czyli branży, która najbardziej ucierpiała przez pandemię i to zapewne przełoży się w najbliższym czasie na sprzedaż. A warto zwrócić uwagę, że przed pandemią razem z nocowanie.pl uzyskaliśmy konwersję z działań marketingowych na sprzedaż na poziomie 60%, dlatego ta obecnie może być znacznie wyższa. – mówi Krzysztof Jarecki, CEO w ExpertSender.

[1]  na podstawie raportu e-commerce w Polsce 2019, Gemius dla e-commerce Polska.

[2] na podstawie raportu e-commerce w Polsce 2019, Gemius dla e-commerce Polska.

[3] na podstawie raportu e-commerce w Polsce 2019, Gemius dla e-commerce Polska.