Top 5 rekrutacyjnych wyzwań firm w 2020

2020 rok przynosi duże wyzwania dla firm. Rywalizacja o talenty coraz silniej wpływa na kondycję całego biznesu. Pracodawcy coraz częściej sygnalizują problemy z rekrutacją osób o odpowiednich kompetencjach. W tej sytuacji rośnie rola pozytywnego candidate experience. Według badań eRecruiter blisko 9 na 10 kandydatów oczekuje od pracodawców szczerej i rzetelnej komunikacji dotyczącej ofert pracy. Co muszą robić firmy, by relacje z kandydatami wspierały wzrost ich biznesu? Oto lista rekrutacyjnych wyzwań pracodawców w 2020 roku.

Top 5 wyzwań dla firm w 2020 roku:

  1. Zwiększenie skuteczności i efektywności rekrutacji
  2. Otwarta komunikacja wynagrodzeń
  3. Standaryzacja rekrutacji w całej organizacji
  4. Badanie i identyfikacja potrzeb kandydatów
  5. Zrozumienie wpływu opinii kandydatów na wyniki firmy

Wyzwanie 1: Zwiększenie skuteczności i efektywności rekrutacji

Według Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, bezrobocie w Polsce w listopadzie 2019 wyniosło 5,1%. Analiza PwC wykazała, że w ciągu 5 lat niedobór pracowników w kraju może sięgnąć 1,5 mln osób. Jak wynika z ostatniego Barometru Rynku Pracy, sytuacja ta wpływa znacząco na firmy – aż 56% pracodawców sygnalizuje problemy ze znalezieniem talentów – co powodowało m.in. utrudnienia przy realizacji kontraktów, wzrost kosztów HR czy ograniczenia inwestycji. 2020 to zatem kolejny rok, w którym deficyt kandydatów może wpływać na życie firm.

Najbliższe 12 miesięcy będzie przebiegać pod znakiem rosnących nacisków na skuteczność i efektywność rekrutacji. Same kreatywne kampanie employer brandingowe nie wystarczą, gdy pracodawcy nie dbają o podstawy, np. treść ogłoszenia z precyzyjnym określeniem zakresu obowiązków, odpowiednią prezentację miejsca pracy czy sprawne udzielanie kandydatom informacji zwrotnej. Aplikujący coraz częściej zwracają bowiem uwagę na jakość rekrutacji, chcą być traktowani po partnersku. Optymalizacja HR w 2020 roku nie będzie więc skuteczna bez inwestycji w candidate experience, które nastawia rekrutowanych pozytywnie do naszej oferty i sprawia, że uważniej jej się przyglądają
— zauważa Julia Urbańska, Marketing & Customer Experience Senior Manager w eRecruiter.

Wyzwanie 2: Otwarta komunikacja wynagrodzeń

Chęć otrzymywania lepszego wynagrodzenia jest jedną z głównych przyczyn zmiany pracy. Jawność oferowanej pensji w ogłoszeniach w 2020 roku będzie jeszcze bardziej istotnym punktem debaty o rekrutacji, niż wcześniej. Polityka jawności płac zależy od specyfiki branży czy firmy i pozostaje złożonym zagadnieniem. Dowiodła tego m.in. dyskusja wywołana pod koniec 2019 roku przez projekt nowelizacji Kodeksu Pracy, zakładający wprowadzenie obowiązku ujawniania wynagrodzeń w ofertach. Nie ulega jednak wątpliwości, że podawanie skali zarobków w ogłoszeniu to kwestia, która zazwyczaj pozytywnie wpływa na opinie kandydatów o firmie.

Potwierdza to raport eRecruiter „Candidate Experience w Polsce 2019”. Dwoma głównymi czynnikami decydującymi o tym, czy kandydat odpowie na ofertę pracy, są jej atrakcyjność (uwagę na to zwraca 92% osób) oraz właśnie wysokość oferowanego wynagrodzenia (71%). Otwartość w kwestii zarobków widoczna jest coraz bardziej zwłaszcza w branży IT. Na przykład, firma Netguru niemal od początku działalności publikuje widełki wynagrodzeń w swoich ofertach. Oprócz tego, w trakcie procesu rekrutacyjnego, jej specjaliści HR otwarcie mówią o kryteriach decydujących o późniejszym awansie i wzroście wynagrodzenia.

Wyzwanie 3: Standaryzacja rekrutacji w całej organizacji

Według badań eRecruiter, największym wyzwaniem firm w obszarze candidate experience jest kompleksowe zadbanie o cały „cykl życia” kandydata (40% pracodawców). Na poziomie całej organizacji trudności sprawia także standaryzacja zachowań wobec rekrutowanych (31%). Uniknięcie tych problemów w 2020 roku będzie coraz trudniejsze bez integracji procesów rekrutacyjnych na poziomie całej organizacji – m.in. współpracy działu HR w szczególności z menedżerami działów oraz zarządem. Z pomocą w tym obszarze przychodzą technologie.

Systemy wspierające zarządzanie procesami biznesowymi czy automatyzujące działania w marketingu i sprzedaży są standardem. Podobnie powinno być w przypadku działów rekrutacji, które stosują jednak często mniej zwinne rozwiązania. Zasadności inwestycji w cyfrowe narzędzia HR dowodzą przykłady firm, które je wdrożyły. Cyfrowe narzędzia dla rekruterów usprawniają ich pracę i ułatwiają komunikację np. z menedżerami zaangażowanymi w rekrutację
— wskazuje Julia Urbańska.

O roli standaryzacji rekrutacji przekonuje także Maciej Nuckowski, Dyrektor Generalny Pionu Serwis CEE w firmie Diebold Nixdorf, zatrudniającej w centrach biznesowych w Polsce ponad 1000 osób.

W dzisiejszych czasach trudno sobie wyobrazić rekrutację bez odpowiedniego wsparcia technologicznego. My korzystamy z platformy eRecruiter od 2015 roku.  Bez systemu nasza baza kilkudziesięciu tysięcy kandydatów byłaby trudna do okiełznania. Nie tylko umożliwia on sprawne i zgodne z wymogami prawnymi zarządzanie aplikacjami, ale także usprawnia proces rekrutacji i pozwala szybko dotrzeć do osób pasujących do profilu kandydata. Poza danymi i CV danej osoby mamy dostęp do historii korespondencji, którą można w dużej mierze zautomatyzować i usprawnić. Możemy też sprawdzić, z jakiego źródła spłynęło CV weryfikując, z których kanałów nasi kandydaci korzystają najchętniej. Tworząc raporty w systemie, możemy także badać rynek pod względem oczekiwań finansowych kandydatów
-– mówi Maciej Nuckowski.

Wyzwanie 4: Badanie i identyfikacja potrzeb kandydatów

Aby właściwie kształtować candidate experience, firmy muszą lepiej poznać potrzeby kandydatów. Dlatego w 2020 ważnym wyzwaniem będzie regularne pytanie uczestników procesu rekrutacji o opinię.

Co zaskakujące, badanie rekrutowanych wciąż stanowi znaczący wyróżnik firmy. Według naszego raportu tylko 16% pracodawców w Polsce deklaruje, że minimum raz w roku pyta kandydatów o opinie na temat rekrutacji. Warto jednak zwrócić uwagę, że w ponad połowie takich firm badania skutkują zaplanowaniem (55%) i wdrożeniem (57%) działań podnoszących satysfakcję rekrutowanych. Opinie kandydatów to bezpośredni, realny miernik długofalowych efektów naszych metod rekrutacji, ułatwiający podejmowanie trafnych, zdecydowanych działań. To właśnie dlatego mierzenie candidate experience jest tak ważne
-– zwraca uwagę Julia Urbańska.

W Polsce po opinie rekrutowanych sięgają już takie marki, jak m.in. mBank, TALLY WeIJL czy Promedica24 ­– gdzie badania prowadzone są nawet co dwa tygodnie, by uzyskać możliwie szczegółowe odpowiedzi od kandydatów. Jednocześnie eksperci Promedica24 sugerują, by firmy dopiero zapoznające się z formułą badań przeprowadzały je początkowo rzadziej, na kilku testowych procesach rekrutacyjnych, by wypracować optymalną listę pytań i kształt formularza.

Wyzwanie 5: Zrozumienie wpływu opinii kandydatów na wyniki firmy

Często może się wydawać, że rekrutacja i wyniki sprzedażowe firmy to dwie odrębne kwestie, które nie są nawzajem powiązane. Tymczasem źle prowadzony proces naboru może odbić się na wynikach finansowych przedsiębiorstwa. W 2020 roku to wyzwanie będzie znacząco zyskiwać na znaczeniu. Według danych eRecruiter już dziś 65% polskich specjalistów zmienia nastawienie do marki, z którą mieli złe doświadczenia jako kandydaci do pracy. To jednak nie koniec. W przypadku 1 na 5 badanych negatywne wrażenia odniesione w procesie rekrutacji mają bezpośrednie przełożenie na rezygnację z zakupu produktów lub usług marki, ponieważ kandydaci nie kupują słabo prowadzonej rekrutacji.

2020: kandydat, czyli kluczowy klient

Według opinii większości rynkowych ekspertów, w 2020 roku potrzeby rekrutacyjne firm w Polsce będą łączyć się z rosnącymi naciskami na efektywność działań HR. To zjawisko będzie dodatkowo napędzane przez zmieniającą się sytuację rynkową w wielu branżach.

Jak pokazuje powyższe pięć wyzwań, dopasowana do tych potrzeb rekrutacja powinna w 2020 roku uwzględniać świadome kształtowanie candidate experience. Na znaczeniu będą zyskiwać transparentne strategie budowy relacji z kandydatami, oparte na wykorzystaniu technologii, słuchaniu opinii rekrutowanych, a także zwiększaniu świadomości wpływu, jaki na całą firmę ma jej wizerunek wśród osób starających się o pracę.

O badaniu „Candidate Experience 2019” 

5. edycja badania „Candidate Experience” została przeprowadzona z inicjatywy eRecruiter oraz Koalicji na rzecz Przyjaznej Rekrutacji. Partnerem badania jest Great Digital.

Badanie składa się z dwóch części. Opinie kandydatów na temat rekrutacji zostały zebrane na zlecenie eRecruiter i przeprowadzone na użytkownikach portalu Pracuj.pl zajmujących stanowiska specjalistyczne menedżerskie i wyższe, z co najmniej 2-letnim doświadczeniem zawodowym, a także wśród niewykwalifikowanych i wykwalifikowanych pracowników fizycznych. Badanie zostało zrealizowane metodą ankiety online w dniach 22.01-08.02.2019 r. Ankietę wypełniło łącznie 1898 osób, które w ciągu ostatnich 12 miesięcy brały udział w procesach rekrutacyjnych. Opinie pracodawców zostały zebrane wśród osób zajmujących się procesami rekrutacyjnymi w firmach. Badanie zostało zrealizowane metodą ankiety online w dniach 22.01-22.02.2019. Ankietę wypełniły łącznie 504 osoby.

Po co managerom kompetencje digitalowe?

Jak wprowadzić firmę na tory transformacji cyfrowej? Które narzędzia i jaka technologia pozwoli nam uzyskać przewagę konkurencyjną w najbliższym czasie, a która za pięć lat? Jakie argumenty pozwolą przekonać zarząd do wdrożenia strategii zwiększającej automatyzację w firmie? Potrzebę posiadania kompetencji digitalowych przez managerów, uzasadnia praktyk biznesu i wykładowca akademicki, Jarosław Gracel.

Gonić największych

Transformacja dotyka niektóre branże w zawrotnym tempie, a niektóre znacznie wolniej. Jednak główni gracze na rynku już od dłuższego czasu w swoich budżetach przeznaczają coraz większe kwoty na nowe technologie i cyfryzację procesów. W takim modelu działają największe marki, takie jak Amazon, czy Facebook, które niejako wyznaczają kierunki zmian. Skala odbiorców największych firm jest bardzo szeroka.  To właśnie one mają dostęp do najszerszej grupy docelowej i zmieniają jej nawyki. Zatem każda inna firma kierując swoją ofertę do tej samej grupy, będzie musiała inwestować, aby nadążyć za największymi.

Wzory do naśladowania

Wystarczy przyjrzeć się działaniom wspomnianych wcześniej firm. Amazon, który zbudował swoją potęgę na sprzedaży książek i stał się najpotężniejszym e-commerce na świecie, obecnie wchodzi w różne segmenty rynku. Jest już branży usług kurierskich wraz z narzędziem Amazon Key, które „zamienia” (wybrane) auta w paczkomaty. Z kolei w tym roku Facebook zapowiedział wprowadzenie waluty Libra i wejście na rynek krypotowalut, co ma nastąpić jeszcze w 2020 roku.

W poszukiwaniu technologii (bez straconego czasu)

Kompetencje digitalowe managerów są potrzebne, żeby zrozumieć, gdzie są szanse, a gdzie zagrożenia dla rozwoju firmy. Firmy zarządzane strategicznie muszą już teraz szukać konkurentów w kompletnie nowych branżach. Warto się uczyć umiejętności poszukiwania technologii, które mogą wpłynąć na naszą firmę lub na nasz rynek. Warto też wiedzieć, jak ta technologia może przydać się w biznesie, jaki może być zwrot inwestycji. Kompetencje digitalowe managerów nie tylko pomagają przygotowywać zespoły do zmian, ale też dzięki nim kadry zarządzające wiedzą, jakie umiejętności poszczególnych osób w zespole należy rozwijać dziś, a jakie za trzy lata.

„Razem” usprawnia digitalizację

Obecnie biznes jest o wiele bardziej złożony niż jeszcze kilka lat temu. Jeśli kiedyś wiele zespołów mogło poradzić sobie z zadaniem bez wsparcia z zewnątrz, to obecnie niemal każdy potrzebuje pomocy zespołu analityków i programistów. Współczesne rozwiązywanie problemów związanych z technologią jest dużo bardziej złożone i wymaga pracy zespołowej.

Zobaczyć firmę w przyszłości

Kompetencje digitalowe managerów to nie tylko wiedza związana z technologiami. To także równie ważne, odważne myślenie strategiczne. Ten rodzaj dedukcji stanowi nadal bardzo duży deficyt w firmach, gdzie na co dzień dominuje myślenie techniczne albo operacyjnie. Niewiele zarządów poświęca czas na strategię długofalową i nadal większość zarządzających firmami nie wie i nie myśli o tym, jak firma ma wyglądać za pięć lat.

Odpowiedzialność 4.0

Od managerów wymaga się wiedzy, która pozwoli podjąć decyzję dotyczą tego, która technologia jest gotowa do użycia teraz, a której należy użyć za kilka lat. Jakie warunki musi spełnić firma, aby ją wdrożyć, a jaką argumentację przedstawić zarządowi? Jakie kompetencje powinien mieć zespół, żeby zrealizować taki projekt? Przykładowo: zajęcia prowadzone na MBA Digital Transformation w Szkole Biznesu PW pomagają przewidzieć, jakie mogą być scenariusze użycia wybranej technologii. Program umożliwia nie tylko zrozumienie jej działania, ale daje także zarządzającym pewność, czy stosować ją już teraz, czy może warto poczekać, bo nie jest na nią gotowa firma lub jej klienci.

Jarosław Gracel

O Autorze

Członek zarządu operacyjnego ASTOR, Dyrektor ds. Przemysłu 4.0 Absolwent Automatyki i robotyki specjalność „Informatyka w sterowaniu i zarządzaniu” na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie.

Pomagał budować koncepcje systemów zarządzania produkcją m.in. dla ArcelorMittal Poland, Nestle Polska, Cereal Partners Poland Pacific-Toruń, Volkswagen, IKEA Industry, LOTOS Asfalt, LotteWedel. Był pomysłodawcą oraz pierwszym redaktorem naczelnym pisma dla firm produkcyjnych – „Biznes i Produkcja”. Odpowiadał także za budowę działu consultingu firmy.

W latach 2016-2017 uczestniczył w pracach Zespołu Transformacji Przemysłu przy Ministerstwie Rozwoju.

Posiada ekspertyzę w zakresie analizy efektywności ekonomicznej inwestycji w systemy automatyki, w systemy IT w obszarze zarządzania produkcją i łańcuchem dostaw, robotyzacji procesów przemysłowych. Na AGH (Akademii Górniczo-Hutniczej) w Krakowie prowadzi badania w zakresie wpływu automatyzacji procesów na budowanie strategicznej przewagi firm produkcyjnych oraz wdrażania Industry 4.0.

Autor jest także wykładowcą Szkoły Biznesu Politechniki Warszawskiej na kierunku MBA Digital Transformation i MBA Finance & Technology. W ubiegłym roku został uhonorowany przez studentów Szkoły tytułem „Najlepszy Wykładowca w kategorii digital”.

Waluty rynków wschodzących odżywają

Miniony tydzień nie był zbyt dobry dla walut safe haven. Całkiem nieźle radziła sobie natomiast większość kluczowych walut rynków wschodzących. W parze z euro umocnił się również polski złoty.

Póki co, nowy rok kalendarzowy zdaje się sprzyjać rynkom finansowym. Światowe indeksy akcji rosną, osiągając niekiedy rekordowe poziomy w historii. Pozytywny sentyment wspierają perspektywy osiągnięcia porozumienia handlowego przez USA i Chiny, raczej dobre wieści z kluczowych światowych gospodarek oraz – przynajmniej tymczasowe – opanowanie konfliktu między Stanami Zjednoczonymi a Iranem.

Dolar amerykański zaliczył mieszany tydzień. Zyskał w parze z walutami safe haven (umacniając się szczególnie w relacji do jena japońskiego), jednak stracił w relacji do większości istotnych walut rynków wschodzących, które skorzystały z lepszych nastrojów na rynkach.

W najbliższych dniach uwaga rynku ponownie skupi się na danych ekonomicznych. We wtorek poznamy dane o inflacji w Stanach Zjednoczonych, w środę światło dzienne ujrzą publikacje o produkcji przemysłowej w strefie euro oraz o dynamice cen w Wielkiej Brytanii. W czwartek opublikowane zostaną szacunki opisujące sprzedaż detaliczną w USA. Czwartkowa publikacja podsumowania dyskusji z ostatniego posiedzenia EBC oraz zaplanowane na najbliższy tydzień przemówienia najważniejszych członków banków centralnych po obu stronach Atlantyku również powinny przynieść na rynek nieco zmienności.

PLN

Miniony tydzień upłynął pod znakiem lekkiego umocnienia polskiego złotego w parze z euro. Pomimo publikacji danych o najwyższej od ponad siedmiu lat inflacji w grudniu, Rada Polityki Pieniężnej na czele z prezesem Glapińskim nie zmieniła retoryki sugerując, że nie ma w planach zmiany stóp procentowych.

W tym tygodniu czeka nas rewizja odczytu CPI z ostatniego tygodnia oraz publikacja odczytu inflacji bazowej. Naszym zdaniem dużo istotniejsze od odczytów z tego tygodnia będą jednak dane o inflacji w styczniu. Niemniej na nie przyjdzie nam jeszcze poczekać.

GBP

W ubiegłym tygodniu przewodniczący Banku Anglii, Mark Carney, podzielił się z rynkiem dość “gołębią” oceną perspektyw gospodarczych Wielkiej Brytanii. Kluczowe dane ze Zjednoczonego Królestwa, które poznaliśmy w zeszłym tygodniu, nie zaskoczyły in minus. Wręcz przeciwnie – ostatnia rewizja odczytów indeksów PMI pokazała, że znalazły się one na wyraźnie wyższych poziomach niż sugerowały wstępne szacunki (rewizje o takiej skali nie zdarzają się zbyt często).

Wbrew naszym oczekiwaniom, wspartym przez ostatnią rewizję danych PMI, bieżący tydzień nie zaczął się jednak zbyt dobrze. W kontekście zmiany retoryki części członków BoE oraz publikacji dzisiejszych gorszych danych makroekonomicznych z Wielkiej Brytanii, rynek obecnie coraz bardziej stawia na obniżkę stóp procentowych w Wielkiej Brytanii.

EUR

Naszym zdaniem inwestorzy nie poświęcili dotychczas należytej uwagi poprawie w danych makroekonomicznych ze strefy euro. W ostatnim czasie dokonano rewizji grudniowych indeksów PMI, w konsekwencji czego zbiorczy odczyt PMI w grudniu znalazł się na wyższym poziomie niż szacowano wcześniej – jednoznacznie wskazując na ekspansję. Pozytywnie należy odbierać również najnowsze dane o sprzedaży detalicznej w strefie euro. Co również istotne, zgodnie ze wstępnym szacunkiem inflacja bazowa w grudniu wyniosła 1,3%, tym samym pozostając na poziomie, którego nie przekroczyła od końcówki 2015 roku.

Wspólnej europejskiej walucie nadal zdają się ciążyć ujemne stopy procentowe w strefie euro. Naszym zdaniem na ograniczenie obaw w kwestii potencjalnej redukcji stóp procentowych czy też zwiększenia programu QE przez bank centralny może wpłynąć publikacja podsumowania dyskusji z grudniowego posiedzenia decyzyjnego EBC (poznamy ją w drugiej połowie tygodnia). Jeśli tak się stanie, tego typu ograniczenie obaw powinno, w naszej ocenie, mieć pozytywny wpływ na euro.

USD 

Raport z amerykańskiego rynku pracy w grudniu zawiódł oczekiwania konsensusu, ale dla rynku akcji miał dość pozytywny wydźwięk. Sytuacja amerykańskiego rynku pracy jest dobra, zatrudnienie w sektorze pozarolniczym rośnie, jednak dynamika płac nie przyspiesza. Jeszcze bardziej oddala to perspektywy zacieśnienia polityki monetarnej w Stanach Zjednoczonych, co jest pozytywne dla aktywów ryzykownych.

W tym tygodniu w kalendarzu ekonomicznym dla USA znajdziemy dane o inflacji konsumenckiej, które poznamy we wtorek. Indeks bazowy, wykluczający ze wskaźnika najbardziej zmienne ceny energii i żywności, powinien pozostać powyżej 2-procentowego celu inflacyjnego Rezerwy Federalnej, aczkolwiek uważamy, że bez oznak wzrostu dynamiki płac bank centralny najpewniej nie będzie przywiązywał do niego zbyt dużej wagi.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

Organ oskarżył przedsiębiorcę o udział w karuzeli VAT, ukrywając przed nim część dokumentów

Odebranie przez organ podatkowy stronie postępowania podstawowych jej praw w postaci odmowy ujawnienia części dokumentacji musi być wnikliwie, konkretnie i wyczerpująco uzasadnione tak, aby nie naruszać naczelnej zasady budowania zaufania do organów podatkowych” – orzekł Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z 28 listopada 2019 r., w sprawie, w której organy oskarżyły przedsiębiorcę o udział w karuzeli VAT, utajniając przed nim część zgromadzonych w toku kontroli podatkowej dokumentów (sygn. I FSK 1520/19).

Zgodnie z art. 178 § 1 Ordynacji podatkowej (dalej: O.p.): „Strona ma prawo wglądu w akta sprawy, sporządzania z nich notatek, odpisów oraz sporządzania kopii przy wykorzystaniu własnych przenośnych urządzeń. Prawo to przysługuje również po zakończeniu postępowania” (Dz.U. 2019 poz. 2324). Przepis ten nie ma zastosowania do dokumentów zawierających informacje niejawne oraz wyłączonych przez organ z akt sprawy ze względu na interes publiczny (art. 179 § 1).

Odmowa ujawnienia części zebranej w trakcie kontroli dokumentacji

Naczelnik jednego z urzędów skarbowych wszczął wobec przedsiębiorcy, spółki z o.o., kontrolę podatkową w zakresie rzetelności dokonanych przez niego rozliczeń w podatku od towarów i usług. Postanowieniem z marca 2018 r. wyłączył z akt kontroli część dokumentacji, z uwagi na dobro osób trzecich, których dotyczyła, a niebędących związanymi ze spółką, jak i z uwagi na dobro samej kontroli. Spółka, zapoznając się z materiałem dowodowym, wniosła o udostępnienie jej również dokumentów wyłączonych. Ze względu na interes publiczny NUS odmówił.

Organ powołał się na art. 31 ust. 3 Konstytucji RP stanowiący o możliwości ograniczenia należnych człowiekowi praw, ze względu na konieczność ochrony wolności i praw innych osób. NUS chronił tajemnicę danych, które nie były wspólne stronom. Wskazał również na przepisy art. 178 i 179 O.p., które zezwoliły mu na odmowę udzielenia przedsiębiorcy prawa wglądu w akta, mając za priorytet ochronę interesów i praw majątkowych Skarbu Państwa oraz zapewnienie skuteczności egzekucji należnych mu zobowiązań podatkowych.

Zatuszowane dane

Spółka zaskarżyła działania organu, wnosząc zażalenie do Dyrektora Izby Administracji Skarbowej, który utrzymał w mocy postanowienie NUS, a następnie do sądu, podnosząc, że organ pierwszej instancji nie uzasadnił rzetelnie, które informacje wyłączył z uwagi na ich niejawność, a które przez wzgląd na interes publiczny. Co więcej, organ w wybranych dokumentach zatuszował większość informacji. Skarżąca zaznaczyła, że część wyłączonych z jawności dokumentów dotyczyła spółki zagranicznej, spółki polskiej oraz jej samej, a wszystkie trzy firmy mają tego samego właściciela. Do tego dane dotyczące obrotu między nimi nie są niejawne ani nie wymagają ochrony.

„Skarżąca powątpiewała, aby dane zatuszowane na piśmie stanowiącym odpowiedź czeskiej administracji skarbowej zawierały informacje niejawne i wymagały interesu prawnego. (…) Skarżąca wskazała (…), że oba organy uniemożliwiły jej ocenę zasadności zastosowanego wyłączenia, w istocie pozbawiając ją prawa do poznania prawdziwych powodów wyłączenia – czy rzeczywiście chodzi o interes publiczny, czy też ukrywanie informacji, zwłaszcza tych, które mogą rodzić odpowiedzialność dyscyplinarną, karną i cywilną pracowników organu za naruszenie dóbr osobistych Spółki czy przestępstwa, jakiego dopuścili się urzędnicy (treść wyroku WSA w Warszawie z 22 lutego 2019 r., sygn. akt III SA/Wa 2247/18).

Ogólnikowość uzasadnienia odmowy

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie przyznał rację spółce, że NUS powinien odnieść się do konkretnych jej zarzutów i wyjaśnić przesłanki uniemożliwienia jej zapoznania się z poszczególnymi dokumentami, zwłaszcza że organ wyłączył jawność wielu dokumentów. Uwagę sądu zwróciło to, że organy powoływały się na konieczność ochrony dobra osób trzecich, podczas gdy mają w obowiązku utrzymanie w tajemnicy tylko tych cech innych podatników, które umożliwiłyby podmiotom nieuprawnionym ich identyfikację. Uchylając więc postanowienia organów obu instancji, orzekł:

„…zbytnia ogólnikowość, a z taką mieliśmy do czynienia zarówno przy wydawaniu ww. postanowienia NUS, jak i ww. postanowienia DIAS, w związku z brakiem odwołania się do poszczególnych dokumentów, które zdaniem organu zawierały informacje niejawne (nie wiadomo jakiego typu i waloru), naruszała więc ww. przepisy art. 179 O.p. i art. 217 § 2 O.p. w związku art. 124 O.p., jak również zasadę zaufania do organów podatkowych (art. 121 § 1 O.p.) w kontekście wyłączenia zasady jawności (art. 129 O.p.)” (sygn. akt III SA/Wa 2247/18).

Nieprzekonujące i niebudzące zaufania działania organów

Mimo korzystnego dla przedsiębiorcy wyroku organy podatkowe nie umożliwiły mu wglądu w utajnione dokumenty, bo DIAS postanowił wnieść od niego skargę kasacyjną do NSA. Sąd kasacyjny przychylił się jednak do ustaleń poczynionych przez sąd pierwszej instancji. Podkreślił, że organy, poza sporządzeniem zestawienia listy wyłączonych 16 pism i jednej notatki z rozmowy telefonicznej, nie wykazały konkretnego uzasadnienia takiego działania. Powołały się jedynie na konieczność ochrony interesu publicznego w postaci dobra osób trzecich i prowadzonej kontroli. Oddalając skargę kasacyjną, NSA stwierdził:

„…ukształtowanie instytucji wyłączenia (…) rodzi po stronie organu odmawiającego dostępu do dokumentacji obowiązek wyczerpującego uzasadnienia powodów (…) Prezentowane przez organ motywy rozstrzygnięcia powinny być na tyle wnikliwe i konkretne, by możliwe było zapoznanie się z racjami usprawiedliwiającymi odejście od jawności postępowania w danym przypadku i by realne było podjęcie polemiki z przytoczoną argumentacją przy uwzględnieniu konkretnych okoliczności faktycznych. Jedynie takie uzasadnienie postanowienia, które wiąże się z ingerencją w podstawowe uprawnienia strony postępowania, może odpowiadać wymogom stawianym organom w świetle zasady prowadzenia postępowania w sposób budzący zaufanie do organów (…) oraz zasady przekonywania” (wyrok NSA z 28.11.2019 r., sygn. I FSK 1520/19).

Gromadzone w tajemnicy dowody, a może ukrywane?

Odebranie stronie prawa do wglądu do wyłączonych z akt sprawy dokumentów nie oznacza, że dokumenty te nie zostaną w tej sprawie użyte. Organy prowadzące postępowanie podatkowe mają bowiem do nich dostęp i na ich podstawie mogą dokonać oceny prawnej sprawy. A może w przedmiotowej sprawie już jej dokonały i z jakichś, znanych tylko sobie przyczyn wolały część dokumentów ukryć. Dobrze, że nad legalnością działań organów podatkowych czuwają sądy. Korzystając ze wsparcia kancelarii prawnych specjalizujących się w reprezentacji przedsiębiorców w toku kontroli i postępowań podatkowych, przedsiębiorcy ci mogą dowiedzieć się, dlaczego, stając się podmiotem oskarżenia o udział w karuzeli podatkowej, część zgromadzonych w tak poważnej sprawie dokumentów zostaje przed nimi utajniona.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Słabsze dane z Wysp i amerykańskiego rynku pracy

Dane makroekonomiczne, zarówno z Wysp, jak i ze Stanów, rozczarowały. Przemysł Wielkiej Brytanii cierpi z powodu oczekiwania na brexit. Natomiast w USA rynek pracy nie ma tak dobrych wyników, jak oczekiwano.

Słabsze dane z Wysp

Wydawać by się mogło, że od ostatnich wyborów sytuacja w Wielkiej Brytanii to już droga z górki. Jak pokazują dane makroekonomiczne, wcale nie jest różowo. Wzrost PKB w ujęciu rocznym spowolnił do zaledwie 0,6%. Produkcja przemysłowa spada o 1,6% w skali roku. Nie może zatem dziwić, że funt wyraźnie traci na wartości i jest obecnie najsłabszy względem złotego od listopada. Spełnia się scenariusz, o którym wielu ekonomistów mówiło. Niepokój związany z brexitem wstrzymał aktywność ekonomiczną, co teraz odbija się czkawką.

Rekompensaty za wzrost cen energii dla wybranych

Projekt zwrotów za wzrost cen prądu przybiera coraz dziwniejsze kształty. Obecnie okazało się, że mają to być tylko osoby w pierwszym progu podatkowym. Dodatkowo będzie trzeba składać wnioski, by skorzystać z wyrównania. W rezultacie trzeba będzie stworzyć całą machinę administracyjną, by te wnioski przyjmować i rozpatrywać. Wygląda na to, że  wydamy bardzo dużo pieniędzy z budżetu po to, aby oszczędzić wzrostów cen prądu. 

Słabsze dane z amerykańskiego rynku pracy

Dobrą passę dolara względem europejskich walut przerwały dane z amerykańskiego rynku pracy. Nowych miejsc pracy jest w sektorze pozarolniczym zaledwie 145 tysiące wobec oczekiwanych 164 tysięcy. Wolniej od oczekiwań rośnie również płaca godzinowa, ale różnica jest relatywnie niewielka. Lepiej za to wypadły dane z Kanady, gdzie bezrobocie spadło niespodziewanie do 5,6% (a nie, jak zakładano, do 5,8%). W rezultacie na koniec zeszłego tygodnia dolar amerykański tracił, a kanadyjski zyskiwał na wartości.

Dzisiaj dzień wolny w Japonii, a w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Stanowisko dyrektora w Deloitte Digital objął Marcin Warszewski

Deloitte Digital rozbudowuje swoje kompetencje w obszarze transformacji cyfrowej dla firm z sektora ubezpieczeniowego. 2 stycznia do zespołu dołączył Marcin Warszewski. Nowy dyrektor to ekspert z 20-letnim doświadczeniem w międzynarodowych firmach związanych z bankowością i ubezpieczeniami. Swoją wiedzą i doświadczeniem wesprze zespół Deloitte Digital w projektach cyfrowej transformacji branży.

Marcin Warszewski z wykształcenia jest informatykiem, absolwentem Politechniki Warszawskiej. Ukończył szereg szkoleń dotyczących wykorzystania nowoczesnych technologii informatycznych w biznesie, m.in. na Harvard Business School i University of Oxford. Swoje doświadczenie zawodowe zdobywał w międzynarodowych firmach konsultingowych. Nowy dyrektor w Deloitte Digital jest ekspertem w projektach cyfrowej transformacji sektora ubezpieczeniowego. Przez ostatnie kilka lat był związany z Allianz, gdzie odpowiadał za wdrożenie cyfrowej platformy sprzedaży, produktów, usprawnień procesowych i doświadczeń klienta. Zajmował się także marketingiem i komunikacją.

W sektorze ubezpieczeniowym jest znaczna konkurencja, dlatego tak ważne jest podejmowanie przez uczestników tego rynku wszelkich działań, które nie tylko będą rynkowym wyróżnikiem, ale także pozwolą kompleksowo dostosować ofertę do zmieniających się oczekiwań klientów. Ciekawe i innowacyjne produkty ubezpieczeniowe, elastyczność czy łatwy i szybki sposób obsługi klienta to główne czynniki, które pozwalają zachować konkurencyjność w tym sektorze – mówi Jan Michalski, Lider Deloitte Digital w Polsce i Europie Środkowej.

Cyfrowy pęd

Era cyfrowa daje organizacjom nie tylko liczne możliwości rozwoju, lecz też stawia coraz większe wyzwania. Deloitte Digital stał się zatem przewodnikiem, oferującym kompleksowe wsparcie w przeprowadzeniu cyfrowej transformacji biznesu. Będąc częścią firmy doradczej Deloitte, łączy w sobie doradztwo strategiczne, usługi kreatywno-marketingowe oraz wdrożenie zaawansowanych rozwiązań technologicznych.

Technologia to już nie tylko narzędzia automatyzacji i wsparcia istniejących procesów, ale też aktywatory nowych produktów, usług i kanałów sprzedaży. Zespół Deloitte Digital posiada unikatowe kompetencje w tym zakresie. Nowe wymagania rynkowe wymagają jednak ciągłego uzupełnienia kwalifikacji ekspertów. Cieszę się, że dołączyłem do Deloitte Digital i będę mógł przyczynić się do dalszego rozwoju tego zespołu. Naszym klientom da to możliwość korzystania z coraz bardziej zróżnicowanej wiedzy i doświadczeń
– mówi Marcin Warszewski, Dyrektor w Deloitte Digital.

SAVILLS: perspektywy na 2020 rok dla inwestorów na rynku nieruchomości

Według międzynarodowej firmy doradczej Savills, ze względu na coraz słabsze perspektywy organicznego wzrostu czynszów w sektorach komercyjnych i prognozowaną dalszą kompresję stóp kapitalizacji na europejskim rynku nieruchomości, w 2020 roku inwestorzy będą skupiać się przede wszystkim na poszukiwaniu odpowiednich aktywów generujących przychody.

„Ograniczona podaż produktów inwestycyjnych wysokiej jakości i nastroje związane z późnym etapem cyklu koniunkturalnego zmuszą inwestorów do większej dywersyfikacji inwestycji, zarówno pod względem sektorów nieruchomości jak i regionów” – mówi Eri Mitsostergiou, dyrektor w dziale badań europejskich, Savills. „Ze względu na coraz mniejszą dostępność najbardziej atrakcyjnych aktywów inwestycyjnych w tradycyjnych sektorach nieruchomości, w Europie obserwujemy rosnące zainteresowanie nieruchomościami mieszkaniowymi i alternatywnymi”.

Z powodu trendów demograficznych w Europie i dynamicznego rozwoju centrów miast rośnie zapotrzebowanie na mieszkania, zwłaszcza w przystępnej cenie, a także na prywatne akademiki i domy seniora. „Tego typu aktywa oferują duże możliwości inwestorom zainteresowanym aktywami klasy core oraz poszukującym długofalowych przychodów i perspektyw na coroczny wzrost stawek czynszowych. Nic więc dziwnego, że w 2019 roku sektor nieruchomości mieszkaniowych zajął drugie miejsce na świecie pod względem popularności na rynku inwestycyjnym” – komentuje Marcus Roberts, dyrektor działu europejskich rynków nieruchomości operacyjnych. „W 2020 roku wejście na rynek wielu funduszy inwestujących w nieruchomości operacyjne, w tym szeroko rozumiane nieruchomości mieszkaniowe, zintensyfikuje rywalizację o dostępne produkty inwestycyjne na rynkach już teraz charakteryzujących się ograniczoną podażą. Z tego względu oczekujemy wzrostu liczby transakcji typu forward funding i inwestycji deweloperskich”.

„Z uwagi na brak gotowych nieruchomości w sektorze mieszkań na wynajem i prywatnych akademików już w 2019 roku mieliśmy do czynienia ze wzmożonym zainteresowaniem inwestorów portfelami projektów deweloperskich czy wręcz kupowaniem spółek deweloperskich z myślą o stworzeniu na ich bazie platform dedykowanych tworzeniu mieszkań na wynajem czy akademików. Na bazie zamkniętych i trwających transakcji oczekujemy, że ten trend będzie kontynuowany w 2020 r.” – mówi Kamil Kowa, członek zarządu i dyrektor działu Corporate Finance & Valuation w Savills Polska.

W 2020 roku inwestorzy będą zobowiązani do opublikowania zasad dotyczących uwzględniania ryzyka dla zrównoważonego rozwoju w procesie podejmowania decyzji inwestycyjnych. Budynki odpowiadają za ponad jedną trzecią zużycia energii w skali globalnej i 40 proc. całkowitej emisji dwutlenku węgla – z tego względu wyzwaniem nadal będzie ustalenie bezpośredniej korelacji pomiędzy wyższym zwrotem z inwestycji a niskim ryzykiem w sferze ESG, czyli w obszarze ochrony środowiska, polityki społecznej i ładu korporacyjnego (z ang. ESG pochodzi od słów – environmental, social i governance). Jednak według Savills w dłuższej perspektywie zasady dotyczące ESG wpłyną pozytywnie na aktywa w sektorze mieszkaniowym, takie jak tańsze mieszkania i domy seniora, obiekty opieki zdrowotnej i placówki oświatowe, ponieważ ze względu na swój prospołeczny charakter nieruchomości tego typu w większym stopniu skorzystają  na wprowadzeniu zasad ESG w porównaniu z aktywami innych klas.

Zmiany, które obserwujemy od kilku lat we wszystkich sektorach nieruchomości, sprawiły, że inwestujący w nieruchomości chcą mieć pewność, że będą w stanie dostosować je do nowych technologii, zwłaszcza w okresach niepewności ekonomicznej. Zważywszy na pilne zapotrzebowanie na tańsze mieszkania w miastach europejskich, zmiana funkcji nieruchomości, które nie są dość nowoczesne lub dochodowe, pozostanie realną i rentowną alternatywą dla inwestorów.

Stopy pustostanów w Centralnym Obszarze Biznesu europejskich miast są rekordowo niskie. Ponadto według Savills czynsze za najlepsze powierzchnie biurowe rosły od 2014 roku średnio o 4-6 proc. rocznie, powodując spadek marży operacyjnej najemców. W związku z tym w okresie niepewności gospodarczej najemcy korporacyjni w takich miastach jak np. Paryż coraz częściej korzystają z oferty operatorów elastycznej powierzchni biurowej. Pomimo kosztu wynajmu takiego biurka, usługi dodatkowe zapewniane w przestrzeni pracy o atrakcyjnym designie wpisują się w ich strategie pozyskiwania najlepszych pracowników. „O modelu biura jako usługi (space as a service) w 2019 roku było bardzo głośno, ale było to już tak naprawdę kolejny bardzo dobry rok dla operatorów elastycznej powierzchni biurowej, których udział w wolumenie transakcji najmu w skali całej Europy wzrósł z 10,5 proc. w 2018 roku do 12 proc. Przypadek firmy WeWork jest dobrym przykładem, że model ten stwarza szanse ale i generuje zagrożenia. Pomimo negatywnego rozgłosu trend ten będzie nieuchronnie zyskiwał na znaczeniu we wszystkich sektorach – co potwierdza niedawny debiut kilku niszowych operatorów na tym rynku” – dodaje Eri Mitsostergiou.

 

Według prognoz, do 2023 roku udział handlu elektronicznego w sprzedaży detalicznej w Europie Zachodniej wzrośnie do 15 proc. Z tego względu właściciele posiadający dużą sieć sklepów stacjonarnych będą zmuszeni do ich dostosowania do zmieniających się potrzeb klientów. W przekształcanych obiektach pojawiają się m.in. tzw. dark kitchen, czyli restauracje nastawione wyłącznie na dowóz posiłków, sklepy tymczasowe typu pop-up store czy koncepty takie jak food hall. Sieci handlowe są coraz bardziej kreatywne w pomysłach na zmianę wykorzystywanej powierzchni w tradycyjnych obiektach. Ponadto w Europie w odpowiedzi na popyt na powierzchnię magazynową w ramach logistyki ostatniej mili, właściciele parków handlowych położonych w dobrze skomunikowanych lokalizacjach mogą adaptować ich mniej dochodowe części na miejskie obiekty logistyczne, poprawiając przy tym ich efektywność operacyjną.

Dynamiczna urbanizacja i rosnąca gęstość zaludnienia w europejskich stolicach spowodowały w minionej dekadzie rozlewanie się obszarów miejskich. W ich przypadku kluczem do utrzymania sukcesu jest komunikacja. W kilku miastach z dużymi węzłami komunikacyjnymi rozpoczęto realizację inwestycji infrastrukturalnych, które zostaną ukończone w najbliższym czasie, między innymi w Londynie (budowa linii kolejowej Elizabeth Line), Paryżu (budowa linii metra w ramach inwestycji Grand Paris Express) oraz Berlinie (rozbudowa metra U-Bahn i sieci tramwajowej). „Z uwagi na aktywność inwestycyjną tego rodzaju lokalizacjach inwestorzy będą mogli znaleźć w nich nowe możliwości inwestowania, zwłaszcza w miastach, gdzie podaż najbardziej atrakcyjnych aktywów jest niewielka lub są one drogie – w szczególności w Paryżu i Londynie” – mówi Eri Mitsostergiou.

Irańscy hakerzy zaatakowali zagraniczne firmy: 17% celów to organizacje amerykańskie

Irańscy hakerzy zintensyfikowali działania i rozpoczęli aktywne ataki na zagraniczne firmy. Według najnowszych danych firmy Check Point co tydzień co najmniej 35 dużych, międzynarodowych organizacji staje się celem irańskich grup APT.

  • 17% tych ataków było skierowanych przeciwko celom w USA
  • 19% tych ataków było skierowanych przeciwko celom w Turcji
  • 7% tych ataków było skierowanych przeciwko celom w Izraelu

Od czasu ostatniego piątkowego wydarzenia, w którym USA wysłały pociski do Iraku, zespoły wywiadowcze i reagowania na incydenty firmy Check Point Software Technologies rozpoczęły dokładny monitoring przestrzeni cybernetycznej i ilości ataków APT (zaawansowanych uporczywie ukierunkowanych) w regionie Iranu i Iraku.

Na podstawie pozyskanych danych Check Point ocenia, że około 35 organizacji tygodniowo doświadczało prób cyberataków, które można przypisać konkretnie irańskim grupom APT. 17% spośród tych ataków było skierowanych przeciwko celom amerykańskim. 19% tych prób ataków było skierowanych przeciwko celom tureckim, a 7% tych prób było skierowanych przeciwko celom izraelskim. Wśród atakowanych firm nie znalazły się cele w Polsce.

Takie wnioski płyną z raportów wygenerowanych z systemu ThreatCloud należącego do Check Pointa. Firma ta wykorzystuje technologię, która śledzi, w jaki sposób i gdzie mają miejsce cyberataki w czasie rzeczywistym, i która posiada swoje bazy w 180 krajach i ponad 100 000 organizacjach na całym świecie.

– Liczby te są dość podobne do tych sprzed amerykańskiego ataku. Chociaż relatywnie nie ma zmian w liczbie ataków irańskich grup APT, widzimy więcej niezależnych ataków przeprowadzanych przez prywatnych hakerów, którzy nie są powiązani ze znanym lub oficjalnym podmiotami irańskimi. Ataki te zwykle powodują uszkodzenie publicznych witryn internetowych, a ich celem jest wywołanie paniki bardziej niż realnej szkody – podkreśla Lotem Finkelstein, szef grupy wywiadu cybernetycznego Check Point.

Okazuje się, że 1/4 globalnych celów Irańskich hakerów była celami rządowymi, kolejna jedna czwarta była przeciwko sektorowi finansowemu (bankom, VC itp.), a około jedna dziesiąta była skierowana przeciwko celom produkcyjnym.

Które państwa były celem ataków Irańskich hakerów?Które państwa były celem ataków Irańskich hakerów

Gospodarka w pogoni za API vs bezpieczeństwo firm

Interfejsy programistyczne aplikacji (API) pozwalają organizacjom korzystać z funkcjonalności udostępnianych przez daną aplikację w innej aplikacji. Umożliwia to firmom korzystanie z dostępnych już zasobów, bez konieczności budowania aplikacji od zera. API przekształca modele biznesowe, bezpośrednio generuje przychody, dlatego jego potencjał i skala zastosowania gwałtownie rośnie. Cyberprzestępcy już to wykorzystują.

Pełna wiedza – należy dowiedzieć się, gdzie dokładnie w organizacji wykorzystywane są interfejsy API, jakie mają funkcje w operacjach. Warto prowadzić pogłębione wywiady z zespołami ds. rozwoju i operacyjnymi, uzyskać szczegółowe informacje i przygotować oceny ryzyka.

Uwierzytelnianie – Raport F5 na temat stanu usług aplikacji w 2019 r. wykazał, że 25% ankietowanych organizacji nie korzysta z uwierzytelniania API. 38% stwierdziło, że robiło to „przez pewien czas”, a 37% „przez większość czasu”. To duży problem. Istnieją różne formy uwierzytelniania API i przed podjęciem wyboru zaleca się podejście uwzględniające potencjalne ryzyko. Dane uwierzytelniające są kluczem dostępu do zasobów całej organizacji i powinny być przechowywane w bezpieczny sposób. Może to być kombinacja użytkownik/hasło (dla komputerów lub użytkowników) lub kluczy API (które są uproszczonymi ciągami uwierzytelniania o określonych konkretnych zastosowaniach).

Autoryzacja – interfejsy API nie powinny przekazywać do aplikacji  nieautoryzowanych lub nieprzefiltrowanych danych wejściowych, ponieważ tworzy to ścieżkę do ataków metodą injection[3]. Dostępy do interfejsu API trzeba traktować zgodnie z zasadą minimalizacji uprawnień. Kontrola dostępu oparta na rolach jest najlepszym rozwiązaniem. Możliwe jest również zdefiniowanie konkretnych sekwencji działań, które odpowiadają konkretnemu przypadkowi użycia interfejsu API.

Rejestrowanie połączeń API – konieczne jest rejestrowanie i monitorowanie wszystkich połączeń. Dobrą praktyką jest również rejestrowanie zasobów, które są obsługiwane przez interfejsy API.

Szyfrowanie – coraz częściej szyfrujemy ruch użytkowników w Internecie, a przecież ruch poprzez interfejsy API niczym się nie różni. Szyfrowanie i weryfikowanie certyfikatów w tym obszarze powinno być obligatoryjne.

Wdrożenie narzędzi bezpieczeństwa API – warto zapoznać się z dostępnymi na rynku rozwiązaniami. Wśród nich można wymienić korzystanie  serwerów proxy lub zapory sieciowej rozpoznającej API celem sprawdzania, weryfikowania i ograniczania żądania dostępu. Niektóre usługi bezpieczeństwa API mogą analizować klienta źródłowego i próbować ustalić, czy żądanie jest uzasadnione czy złośliwe.

Nieustanne testowanie – systematyczne przeprowadzanie testów jest niezbędne dla aktualizacji zabezpieczeń. Dobrym rozwiązaniem może być również wyznaczenie nagrody za wykrywanie błędów interfejsu API (bug bounty) i zaangażowanie w ten sposób proaktywnych specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa.

Ireneusz Wiśniewski, dyrektor zarządzający F5 Poland

[1] https://hbr.org/2015/01/the-strategic-value-of-apis

[2] https://www.zdnet.com/article/over-100000-github-repos-have-leaked-api-or-cryptographic-keys/

[3] https://www.f5.com/labs/articles/threat-intelligence/application-protection-report-2019–episode-3–web-injection-attacks

Przegląd najważniejszych wydarzeń tego tygodnia

Wyczekiwanie ostatecznego podpisania pierwszej fazy umowy handlowej USA i Chin przynosi optymistyczny start tygodnia, gdzie ton nadaje umocnienie chińskiego juana do najwyższego poziomu do sierpnia. Wśród głównych walut korzysta na tym m.in. AUD i NZD, podczas gdy rynek chłodno traktuje bezpieczne przystanie. W swoim własnym świecie jest GBP, którego dręczą spekulacje o obniżce stóp procentowych.

Wydarzeniem tygodnia jest podpisanie przez USA i Chiny pierwszej fazy porozumienia handlowego i z tej okazji do Waszyngtonu przyjechała delegacja z wicepremierem Liu He na czele. Choć podpisanie zdaje się być tylko formalność, wokół procesu nie brakuje szumu informacyjnego, włącznie ze spekulacjami, że po przetłumaczeniu chińskiej wersji porozumienia na język angielski zmianie uległy zobowiązania stron. W środę po uroczystym podpisaniu w końcu dowiemy się, czego faktycznie dotyczą uzgodnienia. Najczęściej pojawia się kwestia zobowiązania Chin do zakupu towarów z USA, szczególnie rolnych, ale ważne też będzie, jak wiele uwzględniono np. w kwestii ochrony prawa własności intelektualnej. Pomimo że już w grudniu porozumienie zostało uznane za „klepnięte” i stało za rajdem ryzykownych aktywów, szczegóły umowy wciąż są dla uczestników rynku interesujące. Rynek debatuje też, jak prędko strony przejdą do negocjacji kolejnej fazy umowy, ale z Waszyngtonu i Pekinu nie dochodzą sygnały pośpiechu. Stąd niewykluczone, że z krótkoterminowej perspektywy sam fakt oficjalnego podpisania może być pretekstem do sprzedaży faktów. Warto o tym pamiętać w środę.

W pozytywny klimat inwestycyjny nie wpisuje się funt, gdyż po zeszłotygodniowych gołębich komentarzach prezesa BoE Carneya rozgorzała dyskusja, na ile możliwa jest obniżka stóp procentowych na posiedzeniu 30 stycznia. Na ostatnich dwóch posiedzeniach w 2019 r. Saunders i Haskel zgłaszali chęć do cięcia, a teraz po weekendzie dołączył do nich Vlieghe, który powiedział, że pod koniec tego miesiąca zagłosuje za obniżką, chyba że dojdzie do „natychmiastowej i znaczącej” poprawy danych. Jako że rynek nie lubi stawiać pieniędzy na „znaczące” niespodzianki w danych, zwiększa dyskonto cięcia i dziś rano GBP/USD zjeżdża pod 1,30. Zaplanowane na ten tydzień dane z Wielkiej Brytanii zyskują na znaczeniu. Dziś otrzymamy produkcję przemysłową i PKB, w środę CPI a w piątek sprzedaż detaliczną. Każde potknięcie w danych posłuży jako pretekst do wyceny większego prawdopodobieństwa cięcia i sprzedaży funta.

Co poza tym w tym tygodniu? W USA główna uwaga będzie na sprzedaży detalicznej (czw), gdzie oczekuje się odbicia po rozczarowującym listopadzie. Brak takowego może być sygnałem ostrzegawczym, że rynkowa wycena siły ożywienia jest przesadzona. W końcówce tygodnia indeks nastrojów konsumentów (pt) będzie uzupełnieniem informacji o stanie gospodarstw domowych. W Chinach wzrost PKB (pt) ma się ustabilizować na 6 proc. r/r w IV kw., ale to jak on będzie wyglądał w kolejnych kwartałach będzie ważniejsze. Deeskalacja wojny handlowej z USA stwarza więcej szans niż zagrożeń, ale nie rozwiązuje wszystkich problemów kraju.

W Polsce czekamy na potwierdzenie wyskoku inflacji CPI w grudniu do 3,4 proc. r/r (śr), co będzie implikować wzrost inflacji bazowej do 3,2 proc. (czw). Dane raczej nie wzbudzą już sensacji, szczególnie po tym, jak RPP uznała przyspieszenie inflacji jako zjawisko przejściowe, na które nie zamierza reagować. Nie oznacza to, że inwestorzy nie będą dyskontować bierności banku centralnego. Sądzimy, że złoty jest za drogi i występuje asymetria ryzyk na rzecz osłabienia.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Darowizna samochodu w rodzinie – co warto wiedzieć?

Bliska Ci osoba zamierza przekazać samochód w formie darowizny? A może Ty chcesz dokonać przeniesienia prawa własności na kogoś z rodziny? Sprawdź, jak wygląda ten proces w od strony formalnej. Istnieje bowiem wiele kwestii, które wymagają sformalizowania.

Samochód jest popularnym przedmiotem darowizny – najczęściej przekazywanym członkowi rodziny, np. dziecku, wnuczkowi. Jeśli wręczenie auta ma być związane z jednoczesnym przeniesieniem prawa własności, trzeba dopełnić kilku formalności.

Krok 1. Sporządzenie umowy darowizny

Umowa darowizny to podstawa, jeśli chodzi o kwestie formalne związane z przekazaniem samochodu. Taki dokument należy sporządzić niezależnie od tego, czy stronami są członkowie rodziny czy osoby niespokrewnione.

Warto pamiętać, że umowa darowizny musi mieć formę pisemną. Nie istnieje jeden konkretny wzór, dlatego może mieć dowolną treść. Ważne jest jednak to, aby umowa zawierała kilka konkretnych elementów, takich jak:

  • dokładny opis przedmiotu darowizny, tj. informacje o roczniku, marce, modelu, wersji wyposażenia, pojemności silnika, koloru nadwozia, dotychczasowym przebiegu
  • dane darczyńcy
  • dane obdarowanego
  • wartość pojazdu.

Umowa powinna zostać opatrzona datą jej zawarcia oraz datą przekazania przedmiotu darowizny.

Krok 2. Zgłoszenie do urzędu skarbowego

Darowizna, mimo że samochód przekazywany jest członkowi rodziny, musi zostać zgłoszona w urzędzie skarbowym. W tym celu należy wypełnić stosowny formularz. Należy pamiętać, że zgłoszenia trzeba dokonać nie później niż w ciągu 6 miesięcy od przekazania samochodu osobie obdarowanej.

Krok 3. Rozliczenie i zapłata podatku od darowizny

Darowizny obciążone są podatkiem, dlatego koniecznością jest uregulowanie należności. Obowiązek ten oraz wysokość opłaty uzależniona jest m.in. od stopnia pokrewieństwa oraz od otrzymanych do tej pory darowizn.

Więcej o kwestiach podatkowych związanych z umową darowizny można zapoznać się w artykule pod adresem https://kalkulatorubezpieczen.net.pl/darowizna-samochodu-w-rodzinie-co-warto-wiedziec/.

Krok 4. Ubezpieczenie otrzymanego samochodu

Istnieje duże prawdopodobieństwo, że podarowany pojazd będzie miał ważne ubezpieczenie OC. Jeśli tak, nowy właściciel nie będzie musiał podpisywać nowej umowy z ubezpieczycielem, o ile rekalkulacja składki okaże się korzystna.

Jeżeli jednak obdarowany chce, może zmienić towarzystwo ubezpieczeniowe. W tym celu należy złożyć wypowiedzenie dotychczasowej umowy i – korzystając np. z serwisu https://kalkulatorubezpieczen.net.pl/ – wybrać tańsze ubezpieczenie OC.

InventionMed w 2019 pozyskał ponad 20 mln złotych dotacji

InventionMed, technologiczna spółka z branży medycznej w minionym roku pozyskała środki na rozwój swoich projektów o łącznej wartości ponad 20 mln złotych. Spółka pracuje nad rozwojem symulatorów medycznych w wirtualnej rzeczywistości tworzonych na potrzeby dermatologii klinicznej i estetycznej – TutorDerm i wirtualnej strzykawki. Równolegle planuje budowę Centrum Innowacyjnych Symulacji Medycznych VR i AR w Bydgoszczy. W najbliższych miesiącach InventionMed planuje również zmianę rynku notowań z NewConnect na GPW.

Symulator medyczny TutorDerm to innowacyjny projekt wykorzystujący technologię wirtualnej rzeczywistości (VR), a także podwójnej imersji. Rozwiązanie stworzone przez zespół InventionMed ma służyć edukacji przyszłych lekarzy dermatologów i specjalistów medycyny estetycznej. Projekt jest ciągle udoskonalany, prowadzone są również programy pilotażowe. Urząd Marszałkowski Województwa Kujawsko-Pomorskiego przekazał na rozwój projektu dotację w kwocie 3,5 mln zł.

W 2019 roku InventionMed rozpoczął pracę nad kolejnym projektem – wirtualną strzykawką. Rewolucyjne na skalę światową urządzenie pozwoli na ćwiczenie zastrzyków podskórnych z pominięciem praktyki na organizmach żywych. Kujawsko-Pomorska Agencja Innowacji w ramach Fundusz Badań i Wdrożeń przekazała na ten cel grant w wysokości 734 tys. zł. Całkowity koszt przedsięwzięcia 940 tys. zł. Masowa komercjalizacja tego produktu zaplanowana jest na przełom 2020/21 roku. W pracach nad projektem wesprze spółkę koncern farmaceutyczny Croma Pharma GmbH.

Bardzo cieszymy się, że instytucje zlokalizowane w województwie Kujawsko-Pomorskim wspierają dostrzegają potencjał naszych projektów i przekazują środki na ich rozwój. Pozyskane dotacje pozwolą na szybszy rozwój i komercjalizację naszych flagowych urządzeń, a jednocześnie jest to szansa na przyśpieszenie prac nad nowymi projektami, które będą dedykowane kolejnym dziedzinom medycyny – komentuje Tomasz Kierul, Prezes Zarządu InventionMed S.A.

Oprócz prac nad projektami rozwojowymi, InventionMed planuje budowę innowacyjnej na skalę światową inwestycji – Centrum Innowacyjnych Symulacji Medycznych VR i AR w Bydgoszczy. Będzie to swego rodzaju demonstrator „wirtualnego szpitala”, który jednocześnie umożliwi testowanie najnowocześniejszych rozwiązań technologicznych i prototypowych symulatorów medycznych w oparciu o VR (virtual reality) i AR (augmented reality) oraz autorską technologię InventionMed – podwójną immersję. Spółka opracuje i wdroży rozwiązania produktowe umożliwiające kompleksowe szkolenie adeptów medycyny – nie tylko w zakresie dermatologii i medycyny estetycznej, ale również kardiologii, kardiochirurgii a także neochirurgii, chirurgii, geriatrii, anatomii oraz rehabilitacji neurologicznej. Projekt został dofinansowany przez Ministerstwo Rozwoju w kwocie 16 mln zł.

InventionMed w najbliższym czasie planuje również zmianę rynku notowań z NewConnect na rynek główny GPW. W kwietniu spółka złożyła prospekt emisyjny do KNF.

Krakowski kompleks biurowy Podium Park został sprzedany funduszowi Globalworth

Kompleks biurowy Podium Park składa się z trzech połączonych ze sobą 11-kondygnacyjnych budynków o łącznej powierzchni najmu ponad 55 tys. mkw. Pierwszy z budynków został już oddany do użytku, a zakończenie prac kolejnych dwóch przewidziano kolejno na: IV kwartał 2020 i IV kwartał 2021 roku.

Cieszymy się, że mogliśmy wspierać właściciela i dewelopera Podium Park w procesie sprzedaży – od momentu wyceny projektu, negocjacji z inwestorami, due diligence aż do podpisania dokumentacji transakcyjnej. Transakcja, z uwagi na swój złożony charakter, wynikający z wielkości projektu, struktury transakcji oraz faktu, iż część budynków wciąż znajduje się w fazie budowy jest z pewnością unikatowa na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce. – Piotr Goździewicz, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych, Europa Środkowo-Wschodnia w BNP Paribas Real Estate Poland.

To co wyróżnia ten obiekt na tle konkurencji to kwestia ekologii oraz zastosowania innowacyjnych rozwiązań.

Wdrożone rozwiązania z zakresu ochrony środowiska jak i zastosowanie unikalnych technologii czynią go jednym z najbardziej ekologicznych i nowoczesnych projektów biurowych w Polsce. Potwierdzeniem tego jest między innymi posiadanie przez niego aż dwóch certyfikatów BREEAM z oceną na najwyższym możliwym poziomie – Outstanding, a także elewacje wykonane według wymagań, które będą obowiązywać od 2021 roku. Dodatkowo budynek oferuje możliwość wypożyczania samochodów elektrycznych, rowerów i skuterów, a także 36 stacji do ładowania samochodów (najwięcej w Polsce). Ogromne zainteresowanie budynkami, szczególnie ze strony firm z branży IT i fintech, jest kolejnym dowodem na jego wysoki standard oraz wyjątkowość. – Agata Szymczak, Starszy Konsultant, Dział Rynków Kapitałowych w BNP Paribas Real Estate Poland.

Ponad 2 mln osób w Polsce żyje w skrajnym ubóstwie. Miesięcznie mają do rozdysponowania mniej niż 600 zł

Problem głodu i niedożywienia wciąż jest w Polsce bardzo realny – podkreślają Banki Żywności. Ponad 2 mln osób dysponuje miesięcznie kwotą mniejszą niż 600 zł. Znacznie większe jest grono osób w trudnej sytuacji, których budżet wykracza ponad egzystencjalne minimum, ale wciąż nie wystarcza na bieżące utrzymanie i pełnowartościowe posiłki. W ramach rozpoczętego właśnie programu pomocowego – finansowanego ze środków UE – do lipca Banki Żywności przekażą paczki żywnościowe i posiłki dla około 800 tys. osób w najtrudniejszej sytuacji.

– Co dziwne, w Polsce liczba osób, które żyją w skrajnym ubóstwie, rośnie – mówi agencji Newseria Biznes Dorota Jezierska, wiceprezes Federacji Polskich Banków Żywności. – Bieda ma twarz osoby starszej. Dzięki wsparciu żywnościowemu i innym programom bardzo często pomocą są objęci właśnie seniorzy, ale docieramy również do dzieci, młodzieży i całych rodzin, które potrzebują wsparcia, bo nie zawsze pieniędzy wystarcza im na rosnące koszty utrzymania.

Z danych GUS wynika, że liczba osób żyjących w głębokiej biedzie w 2018 roku zwiększyła się o 400 tys. Znacznie większe jest grono osób w trudnej sytuacji, które dysponują miesięcznie kwotą większą niż egzystencjalne minimum, ale wciąż bardzo niską i niewystarczającą na bieżące utrzymanie i pełnowartościowe posiłki. Stąd problem głodu i niedożywienia wciąż jest w Polsce bardzo realny – podkreślają przedstawiciele Banków Żywności.

– W ramach Programu Operacyjnego Pomocy Żywnościowej, podprogramu 2019, który właśnie zaczynamy, docieramy z pomocą żywnościową do około 800 tys. osób potrzebujących w całej Polsce – mówi Dorota Jezierska.

Program Operacyjny Pomoc Żywnościowa 2014–2020 jest realizowany w ramach Europejskiego Funduszu Pomocy Najbardziej Potrzebującym. Jego beneficjentami są osoby starsze, chore, bezrobotne czy rodzice samotnie wychowujący dzieci, którzy spełniają określone wymogi finansowe (1046 zł dla jednoosobowego gospodarstwa domowego i 1056 zł dla rodzin). Aby skorzystać z POŻP, osoba w trudnej sytuacji musi zgłosić się do swojego ośrodka pomocy społecznej, gdzie otrzyma skierowanie do odbioru paczki z produktami spożywczymi.

– Wiele osób wstydzi się tego, że znajduje się w trudnej sytuacji życiowej. Czasami do ośrodków pomocy społecznej przychodzą sąsiedzi, informując, że jest ktoś, kto potrzebuje pomocy, ale się wstydzi. Wtedy pracownicy socjalni wychodzą z inicjatywą. Są to ludzie, którzy działają w swoich środowiskach i wyszukują potrzebujących. Ci często nawet nie wiedzą, że mogliby uzyskać taką pomoc – mówi Dorota Jezierska.

Kolejny rozpoczęty właśnie etap POŻP potrwa do końca lipca br. W ramach tego programu 31 Banków Żywności w całej Polsce przekaże paczki żywnościowe i posiłki dla około 800 tys. osób w najtrudniejszej sytuacji.

– Paczka roczna skonstruowana jest zgodnie z piramidą żywieniową. Mamy np. szynkę, dania gotowe, ryż i kasze, makarony, również bezglutenowe, bo zdarzają się osoby, które potrzebują diety specjalistycznej. Paczka zawiera też konserwy warzywne i owocowe, żeby wymogi piramidy żywieniowej zostały spełnione i żeby była baza do przygotowywania zdrowych, tanich, łatwych, ale też pożywnych posiłków – mówi Dorota Jezierska.

W ubiegłym roku ze wsparcia w ramach POŻP korzystało 736 tys. osób, które otrzymały 3,8 mln paczek żywnościowych i ponad 1,2 mln posiłków. Częścią programu – obok wsparcia żywnościowego – są też działania towarzyszące: wykłady i warsztaty dotyczące marnowania żywności, zdrowego żywienia i edukacji ekonomicznej. Banki Żywności planują przeprowadzić w tej perspektywie 5 tys. takich warsztatów dla ok. 82 tys. osób.

Te działania mają na celu zaktywizowanie osób wykluczonych, które potrzebują pomocy, zapewnienie im dostępu do wiedzy z dziedziny dietetyki i odżywiania. Proponujemy warsztaty kulinarne, na których uczymy się wspólnie gotować potrawy zdrowe, z produktów tanich i tych, które są przekazywane w ramach pomocy żywnościowej. W ramach działań towarzyszących prowadzimy też poradnie konsumenckie oraz budżetowe. Uczymy planowania budżetu domowego, oszczędzania, czyli umiejętności, których osobom w trudnej sytuacji może brakować. Każdy, kto jest objęty pomocą żywnościową, może wziąć udział w działaniach towarzyszących – mówi wiceprezes Federacji Polskich Banków Żywności.

Zbigniew Pisarski: W ramach NATO brakuje jedności. Wydatki na obronność są jednym z głównych punktów zapalnych

– Bycie krajem średniej wielkości może być przywilejem i dać możliwość wejścia w rolę mediatora. Dobrze by było, gdyby Polska zasiadała przy jak największej liczbie stołów, przy których są podejmowane decyzje, i do tego powinniśmy aspirować. Nieszczęściem jest, że często nie aspirujemy i jesteśmy pomijani – mówi Zbigniew Pisarski, prezes Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego, o roli Polski w Sojuszu Północnoatlantyckim. Jak ocenia, obecnie wyzwaniem jest kwestia jedności NATO. Państwa Sojuszu powinny skupić się na konsolidacji i zacieśnianiu współpracy, ale nie powinny pozostawać zamknięte na możliwość rozszerzenia o Ukrainę i Gruzję, co zresztą leży w interesie Polski.

– Kwestia jedności w NATO jest wyzwaniem. Mamy dość silne osobowości po obu stronach Atlantyku. Zarówno prezydent Stanów Zjednoczonych, jak i Francji – jako dojrzali politycy na swoich urzędach – podkreślają swoją odrębność i próbują zapisać się w historii jako ci, którzy wyznaczyli nowe kierunki dla współpracy transatlantyckiej. Polska musi być raczej tym, który zbliża obie strony do współpracy, ponieważ NATO jest dla nas gwarantem bezpieczeństwa, tak jak Unia Europejska jest dla nas gwarantem bezpieczeństwa ekonomicznego. Musimy więc inwestować w stabilność obu tych podmiotów – mówi agencji Newseria Biznes Zbigniew Pisarski, prezes Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego.

Jak ocenia, Francja – jako członek NATO – stara się w tej chwili podkreślać swoją odrębność i balansować swoją politykę międzynarodową, dystansując się od czasu do czasu względem USA i szukając sojuszników w innych regionach, np. w Chinach. Jest to łatwiejsze o tyle, że Stany Zjednoczone spotykają się z dezaprobatą z różnych stron ze względu na kontrowersyjne działania i nie do końca przemyślane wypowiedzi Donalda Trumpa, które stają się pożywką dla krytyki przez innych członków Sojuszu.

– Mamy w tej chwili moment przełomowy, kiedy dokonuje się przetasowanie kart na globalnej arenie. Te karty w dużej mierze rozdaje również Chińska Republika Ludowa. Musimy oswoić się z tym, że Chiny będą coraz bardziej obecne w działaniach i dyskusjach na temat bezpieczeństwa. Będą również szukały na tym polu sojuszników – czy to po stronie Federacji Rosyjskiej, czy to po stronie amerykańskiej, co nie zawsze musi być zbieżne z interesem Polski – mówi Zbigniew Pisarski.

Jedną z newralgicznych kwestii w ramach NATO pozostają wydatki państw członkowskich Sojuszu na obronność. Tylko dziewięć krajów wypełnia zobowiązanie, które mówi o konieczności przeznaczania co najmniej 2 proc. PKB na cele obronne. Prezydent USA Donald Trump wielokrotnie krytykował europejskich członków NATO za zbyt niski wkład. Najczęściej dotyczyło to Niemiec. Po grudniowym szczycie NATO w Londynie zapowiedział, że USA mogą użyć presji handlowej wobec tych państw członkowskich, które jego zdaniem przeznaczają zbyt niskie budżety na obronność. W połowie grudnia szef Pentagonu i minister obrony USA Mark Esper poparł to stanowisko, mówiąc, że w ramach Sojuszu „nie może być pasożytów”.

– Wytknięcie krajom europejskim, które są członkami NATO, że ponoszą niewystarczające nakłady na bezpieczeństwo, jest słuszną obserwacją. Powinniśmy myśleć o tym, żeby ktoś nie musiał opłacać naszego bezpieczeństwa. Jeżeli sami nie jesteśmy skorzy do płacenia, to nie dziwmy się potem, że ktoś w ramach protektoratu nad nami ma określone oczekiwania. Innymi słowy: im więcej będziemy płacili na własne bezpieczeństwo, tym bardziej będziemy autonomiczni, samodzielni, a koniec końców także bezpieczniejsi – mówi Zbigniew Pisarski.

Stany Zjednoczone przeznaczają na obronność 3,5 proc. swojego PKB (podczas gdy wydatki części państw członkowskich NATO nie przekraczają 1 proc. PKB) i finansują 22 proc. budżetu NATO. W ubiegłym roku przekazały do niego 470 mln euro, natomiast Niemcy – 313 mln euro.

– Niemcy będą się broniły tym, że ich proporcja wynika z budżetu i możliwości. Natomiast politycznie jest to pokłosie historycznych zaszłości związanych z II wojną światową i pewną niechęcią do inwestowania w potencjał obronny, a tym samym zdolności ofensywne. Przez wiele lat oczekiwano, że Niemcy nie będą rozbudowywały tych zdolności i w tej chwili jest im to wytykane – mówi Zbigniew Pisarski. – Z punktu widzenia Polski i dobrej współpracy polsko-niemieckiej byłbym za tym, żeby Niemcy wydawały wymagane 2 proc. PKB.

Prezes Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego ocenia również, że NATO powinno skupić się w tej chwili na konsolidacji i zacieśnianiu współpracy między państwami członkowskimi. Nie może pozostawać zamknięte na możliwość jego poszerzenia, które zresztą leży w interesie Polski.

– Powinniśmy wspierać naszych sojuszników z Ukrainy i Gruzji. Gdyby Ukraina wpadła w pełną zależność od Federacji Rosyjskiej, w praktyce oznaczałoby to, że od Kaliningradu po Bieszczady mamy granicę z Rosją, z małym przesmykiem suwalskim. Jest to więc nasz żywotny interes, który idzie w parze z interesem Ukrainy, w związku z czym powinniśmy dokładać starań do tej współpracy – mówi Zbigniew Pisarski.

Jak podkreśla, Polska ma potencjał, by odgrywać w tych rozmowach ważną rolę i nieustannie powinniśmy do tego aspirować.

– Czy to dotyczy kwestii rozbrojenia, czy kwestii Ukrainy i Gruzji, czy innych obszarów, które dotykają żywotnych interesów Polski, powinniśmy zawsze przy tych stołach rozmów się znajdować. Niestety często jesteśmy pomijani, a sami do tego nie aspirujemy – podkreśla prezes Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego. – Czasami bycie krajem średniej lub mniejszej wielkości jest przywilejem i daje możliwość wejścia w rolę mediatora czy negocjatora.

Współdzielone samochody autonomiczne rozwiążą problemy transportowe miast. Ich rozwój będzie możliwy dzięki sztucznej inteligencji

Technologie producentów z branży motoryzacyjnej prezentowane na tegorocznych targach CES 2020 w Las Vegas wskazują, że rynek wyraźnie zmierza w kierunku mobilności zautomatyzowanej i autonomicznej. Niemiecki koncern ZF zaprezentował m.in. swój superkomputer pokładowy ProAI, oparty na sztucznej inteligencji, który posłuży za bazę do stworzenia całkowicie autonomicznych samochodów. Jak podkreślają eksperci, to technologia SI będzie warunkować bezpieczeństwo i komfort jazdy.

Przyszłość mobilności przyniesie rozwój koncepcji Mobility as a Service, w której płaci się tylko za korzystanie ze środków transportu. Oczywiście nadal będziemy posiadać samochody, ale będą też powstawały nowe kanały sprzedaży i nowe formy mobilności, w tym zaawansowane systemy wspomagania kierowcy czy pojazdy autonomiczne – mówi agencji Newseria Biznes dr Dirk Walliser, szef globalnego działu badań i rozwoju i cyfryzacji w ZF.

Mobility as a Service zakłada odejście od posiadania środków transportu na rzecz mobilności świadczonej jako usługa, np. w formule carsharingu czy ridesharingu, które zdobywają rosnącą popularność, zwłaszcza w dużych miastach. Nowoczesne formy transportu, oparte na technologii i ekonomii współdzielenia (sharing economy), to dziś najważniejszy trend w segmencie mobilności, zaraz obok pojazdów ekologicznych.

Według McKinsey Center for Future Mobility współdzielone elektryczne samochody autonomiczne rozwiążą w przyszłości problemy związane z transportem w miastach, takie jak korki, smog czy brak miejsc parkingowych, jednocześnie czyniąc miejską mobilność bardziej przystępną, wydajną i przyjazną dla użytkowników i środowiska. Potencjał, aby stać się największym globalnym rynkiem dla samochodów autonomicznych, mają Chiny, a do 2040 roku takie pojazdy mogą już odpowiadać za 66 proc. przejeżdżanych kilometrów i nieco ponad 40 proc. całkowitej sprzedaży nowych aut.

W kontekście globalnym zachodzą duże zmiany, mobilność będzie zmieniać się z upływem czasu. Pojazdy autonomiczne poziomu 2 są już na rynku, podobnie jak auta poziomu 2+. W nadchodzących latach możemy spodziewać się dalszego rozwoju w tym kierunku – mówi Uwe Class, wiceprezes ds. rozwoju zaawansowanych systemów w ZF.

W Las Vegas na targach elektronicznych CES 2020 ZF zaprezentował swoje rozwiązania wspomagające autonomiczną i zautomatyzowaną mobilność. Technologie producentów z branży motoryzacyjnej w tym roku jednoznacznie wskazują, że rynek zmierza właśnie w tym kierunku.

– Rozwój autonomicznej mobilności sprawi, że właściwie przestaniemy potrzebować kierowców. Poprawi to komfort i bezpieczeństwo przemieszczania się – mówi dr Dirk Walliser. – Systemy, w które będą wyposażone te samochody, będą obejmować pełny zestaw czujników, kamery, lidary i radary. Te są niezbędne w przypadku bardziej złożonych funkcji pojazdów autonomicznych poziomu 4 i 5, ale również poziomu 2+. Potrzebny jest również wysoko wydajny komputer pokładowy, taki jak nasz ProAI.

Na targach w Las Vegas firma poinformowała, że – opierając się na zbudowanym przez siebie superkomputerze ZF ProAI – obecnie opracowuje elektroniczną jednostkę sterującą (ECU) dla pojazdów autonomicznych poziomu 4 dla międzynarodowego producenta samochodów użytkowych. Ich wprowadzenie na rynek planowane jest na przełom 2024/2025 roku.

Toczące się od lat prace nad całkowicie autonomicznymi pojazdami bez kierowców przyczyniły się do rozwinięcia technologii jazdy wspomaganej. Te zaawansowane systemy wspomagania kierowcy (ADAS) – w tym hamowanie awaryjne, kamery cofania, adaptacyjny tempomat i systemy parkowania samodzielnego – pojawiły się na początku w luksusowych samochodach. Jak wskazuje McKinsey, regulatorzy zaczęli nakładać obowiązek włączenia niektórych z tych funkcji do każdego pojazdu, przyspieszając ich wejście na rynek masowy. Tylko do 2016 roku rozpowszechnienie ADAS wygenerowało rynek o wartości ok. 15 mld dolarów. Już w tej chwili wiele samochodów samodzielnie przyspiesza i hamuje w warunkach drogowych, aktywnie działa w celu uniknięcia wypadków czy parkuje nawet w wyjątkowo ciasnych miejscach.

– Bezpieczeństwo tych rozwiązań będzie większe dzięki funkcjom wspomagania kierowcy, pomocnym w trakcie wykonywania trudnych manewrów. Te będą np. zwiększały pole widzenia, czego dobrym przykładem jest nasz system coDRIVE, który pozwala kierowcy zobaczyć, co dzieje się z tyłu pojazdu. Do tej pory nie było to możliwe. Ten system zapewni kierowcy dostęp do większej ilości informacji podczas wykonywania manewrów – mówi dr Dirk Walliser.

Jak wynika z analiz McKinsey, technologie jazdy wspomaganej są pożądane przez kierowców, którzy są skłonni wydać średnio dodatkowo od 500 do nawet 2,5 tys. dolarów na różne funkcje ADAS w samochodzie.

Niezwykle istotna jest komunikacja na linii samochód–kierowca. Usprawnienie przepływu informacji do kierowcy musi się odbywać w sposób bezpieczny i intuicyjny, czego przykładem jest nasze rozwiązanie Safe Human Interaction Cockpit. Jest to dla nas istotny element wspomagania jazdy oraz jazdy autonomicznej. Odchodzimy od wprowadzania dodatkowych wyświetlaczy i skupiamy się na przepływie informacji ukierunkowanym na użytkownika – mówi Uwe Class. – Samochody są obecnie naszpikowane różnego rodzaju technologiami. Jazda wysoce zautomatyzowana i specjalny kokpit, który mieliśmy okazję pokazać na CES 2020, znajdują się już na poziomie 2 w zakresie funkcjonalności i niedługo pojawią się na rynku.

Jak podkreśla, kluczowa dla rozwoju autonomicznych i zautomatyzowanych pojazdów jest sztuczna inteligencja. Przetwarzając duże zbiory danych m.in. z czujników i kamer umieszczonych w samochodzie, będzie podejmować optymalne decyzje dotyczące trasy czy sposobu prowadzenia auta, wpływając na bezpieczeństwo i komfort kierowcy.

Stworzone przez nas oprogramowanie cubiX zbiera z czujników w całym pojeździe informacje, m.in. dotyczące warunków drogowych, i umożliwia niezależne wytyczenie toru ruchu pojazdu. W przypadku samochodów autonomicznych będzie przekazywać informacje z komputera pokładowego i czujników do osoby sterującej pojazdem i wskazywać najlepsze możliwe działania w celu zapewnienia płynnej jazdy, tak aby pasażerowie – mimo braku kierowcy – nie doświadczyli choroby lokomocyjnej. Może też wprowadzać wiele innych funkcji, np. spersonalizowane ustawienia kierowania autonomicznych samochodów – mówi dr Dirk Walliser.

Jak pokazuje ubiegłoroczne badanie Capgemini Research Institute, poziom akceptacji dla pojazdów całkowicie autonomicznych rośnie. 52 proc. konsumentów twierdzi, że do 2024 roku auta bez kierowcy będą preferowanym środkiem transportu. Wśród głównych korzyści wymieniane są przede wszystkim oszczędność paliwa (73 proc.), niższa emisja (71 proc.) i oszczędność czasu (50 proc.). Ponad połowa konsumentów byłaby skłonna zapłacić o 20 proc. więcej za pojazd autonomiczny w porównaniu do tradycyjnego. 54 proc. ma do nich zaufanie, ale – jak pokazuje badanie Capgemini – konsumenci uzależniają zakup i korzystanie z autonomicznych pojazdów przede wszystkim od ich bezpieczeństwa (73 proc.).

Dwie trzecie firm nie planuje ścieżek kariery pracowników. Wielu z nich zmienia pracę ze względu na brak możliwości rozwoju

Niskie wynagrodzenie, brak możliwości rozwoju oraz nieukładająca się współpraca z przełożonym i zespołem – to najczęstsze przyczyny odejścia z pracy. Firmy nie zawsze potrafią odpowiednio zadbać o pracowników. Wprawdzie – jak wynika z raportu „Rynek Pracy 360°” Grupy Progres – blisko 66 proc. przeprowadza proces onboardingu, czyli aklimatyzacji nowego pracownika w nowym środowisku pracy, ale większość nie podejmuje kolejnych aktywności wobec niego. Aż dwie trzecie pracodawców nie planuje ścieżki kariery swoich pracowników.

 Główne obszary, z którymi zmagali się pracodawcy w 2019 roku, to na pewno pozyskanie kandydata i utrzymanie pracowników, których już mamy w strukturach organizacyjnych, oraz rozwój tych, którzy są już na pokładzie – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Cezary Maciołek, wiceprezes Grupy Progres.

Bezrobocie utrzymuje się na rekordowo niskim poziomie – według resortu pracy na koniec grudnia wynosiło 5,2 proc. przy 5,8 proc. w grudniu 2018 roku i 5,1 proc. w listopadzie 2019 roku. Bez pracy pozostaje ponad 867 tys. Polaków. Ministerstwo podkreśla, że tak małej liczby bezrobotnych nie było od 30 lat. To powoduje, że rynek już od kilku kwartałów należy do pracowników. To firmy muszą walczyć między sobą o najlepsze talenty. Badanie Manpower wskazuje, że ponad połowa pracodawców w Polsce ma problemy ze znalezieniem pracowników o pożądanych kwalifikacjach.

Pracodawcy stale prześcigają się w ekspozycji oferty, którą mają do zaproponowania, ponieważ deficyt pracowników jest zauważalny. Demografia w Polsce jest nieubłagana, brakuje i będzie brakowało osób z określonym wykształceniem, kwalifikacjami i kompetencjami. Dlatego pracodawcy szukają ich poza rynkiem polskim, a nawet europejskim, np. w Azji, Afryce bądź Ameryce Południowej. Te kierunki są eksplorowane i weryfikowane z punktu widzenia dostępności odpowiednich kompetencji przez wyspecjalizowane firmy bądź agencje rekrutacyjne – wyjaśnia Cezary Maciołek.

Pracowników przyciągają do firmy nie tylko atrakcyjne wynagrodzenie i benefity, lecz również – szczególnie w przypadku młodszego pokolenia – możliwość rozwoju zawodowego i stawiane im wyzwania. Firmy jednak nie zawsze potrafią im to zaoferować, co może skutkować utratą pracownika. Jak wskazuje raport „Rynek Pracy 360°”, aż 63 proc. przedsiębiorców nie planuje dalszej ścieżki kariery pracownika. Tymczasem dwie najczęstsze przyczyny rezygnacji z pracy, czyli niskie wynagrodzenia (62 proc.) i brak możliwości rozwoju (52 proc.), mają bezpośredni związek właśnie z brakiem polityki takiego planowania.

 Bardzo istotnym powodem rezygnacji z pracy jest także niedopasowanie się do zespołu oraz problem z komunikacją i ustaleniem priorytetów ze swoim bezpośrednim szefem. Mimo że takie osoby mają satysfakcjonujące wynagrodzenie, a atmosfera w firmie generalnie jest pozytywna, to jednak często decydują się na odejście – wskazuje Maciołek.

Atmosfera i kontakty z zespołem są istotne dla 44 proc. badanych przez Grupę Progres. 27 proc. osób odchodzi ze względu na nieukładającą się współpracę z przełożonym, a 17 proc. przez złą komunikację z zespołem.

– Dlatego najważniejsze w pracy menedżerskiej są właśnie umiejętności komunikacji, definiowania pewnych oczekiwań. Te kompetencje powodują, że mimo trudnych wyzwań jesteśmy w stanie jako zespół sprawnie przejść od jednego celu do drugiego – przekonuje wiceprezes Grupy Progres.

Ryzyko niedopasowania do zespołu może zmniejszyć onboarding, czyli proces, który aklimatyzuje nową osobę w miejscu pracy.

– Programy onboardingowe pokazują od kuchni to, co nie było widoczne na poziomie rekrutacji, czyli jak tak naprawdę wygląda cykl pracy w danej firmie oraz praca interdyscyplinarna poszczególnych zespołów. To na pewno minimalizuje ryzyko, że po okresie próbnym ktoś zrezygnuje – tłumaczy Cezary Maciołek.

Dla pracowników liczy się także czas i miejsce wykonywania pracy. Ponad 80 proc. z nich oczekuje elastycznych godzin pracy, a 76 proc. – możliwości pracy zdalnej.

– Na znaczeniu nabiera prowadzenie jednoosobowych działalności gospodarczych i realizowanie projektów dla jednej bądź dla kilku firm. Jeśli ktoś jest w danej dziedzinie specjalistą, to stara się to wykorzystać i niejednokrotnie firmy zgadzają się na projekty dodatkowe – wskazuje Cezary Maciołek.

Rezygnacja ze zniesienia limitu 30-krotności składek na ZUS to dobra decyzja

Poprzednia rada ministrów uwzględniła w budżecie na następny rok wpływ z powiększonego oskładkowania najbogatszych – czyli z uchylenia zasady trzydziestokrotności ZUSu. Zasada ta sprawia, że podstawa wynagrodzenia, od której odliczana jest składka ZUS, nie może być większa niż trzydziestokrotność średniego wynagrodzenia w Polsce w danym roku kalendarzowym. Uchylenie tej zasady sprawiłoby, że osoby które zarobią w tym roku ponad 143 tysiące rocznie, zapłacą znacznie większą składkę do ZUSu. Rząd spodziewał się z tego tytułu wpływu ponad 7 miliardów dodatkowych środków do kasy ZUSu – co byłoby wykorzystane na sfinansowanie obietnic wyborczych. Pomysł ten nie został jednak przyjęty, ku wyraźnemu zadowoleniu ekonomistów. Od początku wskazywali oni bowiem na negatywne konsekwencje ustawy, które mogłyby mieć duży wpływ na polską gospodarkę.

– Równoważenie budżetu akurat tym elementem było bardzo ryzykowane. Pojawienie się negatywnych skutków tego posunięcia mogłoby zachwiać równowagą budżetową kraju. A pomysł ten zagrażał przede wszystkim dobremu funkcjonowania przedsiębiorstw, które są kluczowe dla polskiej gospodarki – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Soroczyński, głównym ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej. – Likwidacja trzydziestokrotności składek ZUSu dotknęłaby tylko 370 tysięcy pracowników, ale byliby to pracownicy zarządzający i kierujący firmami. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że wyżej oskładkowane osoby poszukałyby pracy za granicą albo zaczęły przyjmować oferty zagranicznych wytwórców. To źle odbiłoby się na funkcjonowaniu polskich przedsiębiorstw i warunkach zatrudnienia reszty pracowników. Pozostaje jednak pytanie, jak zrekompensować ubytek, który był już założony w budżecie. Uważam, że rządzący powinni zastanowić się nad uporządkowaniem całego systemu podatkowego – zamiast na szybko poszukiwać w nim kwot, które zrekompensują te 7 miliardów złotych. Warto poświęcić na to ten jeden rok z mniejszymi przychodami do budżetu – sugeruje Soroczyński.

Do sektora stoczniowego wkracza coraz więcej innowacji. Branża rozwija m.in. autonomiczne statki i jednostki do budowy farm wiatrowych na morzu

Rynek w Polsce jest ograniczony, dlatego krajowe stocznie bazują na kontraktach z zagranicy i muszą dostosowywać się do globalnych trendów. Wśród nich są prace nad autonomicznymi napędami oraz rozwiązania proekologiczne, takie jak napędy wodorowe czy hybrydowe. Ogromną szansę dla sektora stoczniowego stwarza też morska energetyka wiatrowa. Na rozwoju offshore korzystają m.in. porty i cały przemysł stoczniowy, w tym gdyńska stocznia CRIST, która jako jedyna w Polsce i jedna z nielicznych w Europie ma doświadczenie w budowie statków do montażu i serwisowania farm wiatrowych.

 Rynek stoczniowy zawsze był trudny, wymagający i pracujący na małych marżach. To rynek o umiarkowanie dużym ryzyku prowadzenia biznesu. Dlatego zostało niewiele stoczni, które potrafią na nim funkcjonować i nieźle sobie radzą. Bierze się to z faktu, że mamy ogromną konkurencję światową, w tym m.in. z Dalekiego Wschodu, z którą nie jesteśmy w stanie konkurować kosztami produkcyjnymi – mówi agencji Newseria Biznes Maciej Lisowski, dyrektor ds. sprzedaży w Stoczni CRIST.

Jak podkreśla, kontakty krajowe należą do rzadkości, stąd 99 proc. produkcji jest kierowane na rynki zewnętrzne, głównie europejskie. Ich domeną są w tej chwili przede wszystkim zamówienia na statki luksusowe, tzw. cruisery, statki wycieczkowe oraz promy hybrydowe i jednostki niszowe, specjalistyczne.

– Staramy się odnaleźć na tym rynku, śledzić trendy światowe i być konkurencyjni tam, gdzie możemy. Dlatego znajdujemy swoje miejsce właśnie w produkcji tego typu jednostek. Nie próbujemy być konkurencyjni w statkach typu kontenerowce czy tankowce, bo wiemy, że nie ma szans na odrodzenie tego rynku w Europie w najbliższych latach – mówi Maciej Lisowski. – Dużym rynkiem są dla nas Norwegia i Niemcy, także Finlandia, Holandia czy Belgia.

Jak wynika z raportu Instytutu Wschodniego dla Forum Ekonomicznego („Polski sektor stoczniowy. Stan obecny, perspektywy, zagrożenia”), w 2017 roku ok. 70 proc. sprzedaży polskiego sektora stoczniowego, wartej 10,5 mld zł, stanowiło wyposażenie statków produkowane na zamówienie stoczni zagranicznych. Pozostałe 30 proc. to budowa nowych statków i działalność remontowa. Remonty są specjalnością polskiego przemysłu stoczniowego – w 2017 roku polskie stocznie przebudowały i wyremontowały ponad 540 jednostek.

Cały sektor stoczniowy w Polsce zatrudnia ponad 90 tys. osób i tworzy go ponad 5 tys. podmiotów działających bezpośrednio w przemyśle oraz około 12 tys. firm z nim powiązanych. W ostatnich latach do sektora wkracza coraz więcej nowych technologii i innowacji, czego przykładem jest właśnie gdyńska stocznia CRIST. Zasłynęła ona m.in. dzięki budowie największego na świecie promu hybrydowego, w którym baterie są ładowane za pomocą kabla zasilającego z obiektów nabrzeżnych. Prom pasażersko-samochodowy Color Hybrid dla armatora Color Line to największa jednostka typu plug-in hybrid.

– Branża jest bardzo wymagająca, bo wytwórstwo ton stali trzeba połączyć z nową technologią. Rozwój przemysłu stoczniowego polega więc na tym, że przy produkcji ciężkich materiałów używa się coraz więcej i coraz bardziej zaawansowanych technologii. Za tym idą też najnowocześniejsze układy, pojawia się coraz więcej statków hybrydowych – mówi Maciej Lisowski.

Jedną z innowacji, które pojawiają się w transporcie morskim, są autonomiczne statki. To trend analogiczny do autonomicznych pojazdów w przemyśle samochodowym. W połowie ubiegłego roku norweski operator logistyczny Wilhelmsen oraz Kongsberg (dostawca rozwiązań dla sektora stoczniowego opartych na technologiach informatycznych i kosmicznych) jako pierwsi na świecie powołali spółkę Massterly, która ma być operatorem statków autonomicznych i rozwijać projekty z tego obszaru. Szacuje się, że pierwsze autonomiczne statki handlowe pojawią się na rynku już za kilka lat, ale międzynarodowe towarzystwo akredytacyjne DNV GL już w końcówce ubiegłego roku opublikowało wytyczne dotyczące klas statków autonomicznych i zdalnie sterowanych.

– Coraz więcej mówi się o automatyzacji całych przelotów statków. Byliśmy włączeni w jedną z dyskusji, ale ze względu na duże obłożenie zrezygnowaliśmy z kontynuacji tych rozmów, aczkolwiek być może wrócimy do tego tematu, bo statki autonomiczne to na pewno przyszłość, od której nie uciekniemy – mówi Maciej Lisowski. – Coraz większe jest też zapotrzebowanie na statki do bunkrowania paliwa LNG, których emisja będzie zdecydowanie niższa. Te statki trzeba zatankować, obsłużyć. Takich jednostek zdecydowanie brakuje, ale jest już uruchomionych kilka projektów.

Ogromną szansę dla sektora stoczniowego stwarza energetyka wiatrowa. To w tej chwili jeden z najszybciej rozwijających się sektorów OZE w Europie. Polskie farmy wiatrowe na Bałtyku są jeszcze w fazie projektów, zaczną produkować energię około 2025 roku. Z rozwoju sektora offshore skorzystają m.in. porty i cały przemysł stoczniowy, a – jak pokazują analizy Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej – w tej chwili jest w Polsce ok. 140 przedsiębiorstw, które mogą się włączyć w  procesy przygotowania, budowy i eksploatacji farm wiatrowych na Bałtyku.

 Budowa farm wiatrowych na Bałtyku daje duże pole do popisu dla polskich stoczni, naszych podwykonawców i naszych stoczni partnerskich. Czymś te farmy trzeba postawić i dostarczyć na nie elementy. W tym obszarze jesteśmy fachowcami w skali europejskiej. Zbudowaliśmy już cztery statki tego typu samopodnośne jednostki typu jack-up, a trzy z nich służą do instalacji farm wiatrowych. W tej chwili rynek potrzebuje zupełnie nowej generacji tego typu statków. Na świecie są budowane w zasadzie tylko dwie tego typu jednostki, które będą w stanie zainstalować turbiny nowych generacji. Dużo się o tym mówi i pojawia się coraz więcej konkretów. Uważnie śledzimy ten rynek – podkreśla Maciej Lisowski.

Stocznia CRIST jest jedyną w Polsce i jedną z nielicznych w Europie, która ma doświadczenie w budowie podobnych jednostek. Jako jedyna w Europie zbudowała dotąd trzy statki do budowy i serwisowania morskich farm wiatrowych. We wrześniu br. przekazała taką częściowo wyposażoną jednostkę o numerze NB 315 typu Offshore Service Vessel, która powstała na zamówienie stoczni Ulstein Verft AS i będzie wykorzystywana do budowy morskiej farmy wiatrowej, montażu oraz prac konserwacyjnych.

Jak podkreśla Lisowski, sektor stoczniowy stoi przed wyzwaniem, jakim jest ochrona środowiska i ograniczanie emisyjności transportu morskiego. Tym bardziej że w połowie grudnia Rada Unii Europejskiej postanowiła, że w kolejnych latach system handlu uprawnień emisjami CO2 ma zostać rozszerzony także na transport morski i linie lotnicze.

 Nie jest tajemnicą, że przemysł morski jest jednym z największych trucicieli. Obserwujemy globalne zmiany kierunku, żeby te szkodliwe emisje radykalnie ograniczyć. Stąd właśnie coraz więcej promów hybrydowych, coraz więcej rozwiązań z LNG czy wodorem. W tym kierunku idzie przemysł okrętowy – mówi Maciej Lisowski.

Moduły fotowoltaiczne są już ultralekkie, kolorowe, a nawet przezroczyste. Mogą być stosowane niemal wszędzie, także zamiast okien

National Oceanic and Atmospheric Administration szacuje, że do Ziemi dociera 173 tys. terawatów energii słonecznej. To ponad 10 tys. razy więcej niż całkowite dzienne zużycie energii na świecie. W związku z tym na rynku pojawia się coraz więcej innowacyjnych rozwiązań fotowoltaicznych. Trwają prace nad drogami słonecznymi i pojazdami napędzanymi wyłącznie energią słoneczną. Zmieniają się też same panele fotowoltaiczne – na bardziej wydajne, a przy tym ultralekkie i cienkie. Fotowoltaiczne szyby grzewcze zapobiegają natomiast zamarzaniu i roztapiają śnieg.

– Innowacje na rynku fotowoltaicznym to przede wszystkim kolorowe moduły fotowoltaiczne przeznaczone dla odbiorców detalicznych. Prosumenci mogą wybrać moduły w dowolnej barwie. Dzisiaj większość firm oferuje tradycyjne moduły w barwie niebieskiej i czarnej, sprzedawane jako tzw. full black – mówi agencji Newseria Innowacje Dawid Cycoń, prezes zarządu ML System.

Kolorowe moduły fotowoltaiczne są estetyczne, a przy tym dopasowują się do projektu domu. Mogą być stosowane nie tylko na dachach, ale także zadaszeniach tarasowych i miejscach parkingowych, tzw. carportach. Dobrym miejscem na zastosowanie kolorowej fotowoltaiki są także fasady budynków. Na rynku dostępne są moduły, gdzie do tworzenia barw na ich szklanych powierzchniach wykorzystano cyfrowy druk ceramiczny. Firmy z branży oferują także wysokowydajne moduły, które zmieniają kolor w zależności od kąta padania światła.

– W budynkach użyteczności publicznej już teraz montowane są moduły fotowoltaiczne, będące jednocześnie szybą, w której warstwa aktywna jest zupełnie przeźroczysta, tj. niewidoczna dla ludzkiego oka, a generuje darmową energię elektryczną ze słońca. Innowacje w postaci kolorowych modułów fotowoltaicznych to przede wszystkim ultracienkie warstwy na szkle, które powodują zmianę barwy paneli bez straty wydajności – wskazuje Dawid Cycoń.

Niedawno zespół naukowców z Chin i Szwecji stworzył nowy materiał, który wytwarza energię elektryczną z oświetlenia otoczenia. Organiczne ogniwo fotowoltaiczne, wytwarzane przy użyciu mieszanki składników na bazie węgla, pochłania fale świetlne. Jest przy tym wyjątkowo elastyczne i lekkie. Można je więc stosować na wielu powierzchniach – nie tylko jako aplikacje na ścianach i oknach.

Energia słoneczna jest coraz częściej wykorzystywana także przez biznes.

Firmy szukają przede wszystkim wysokowydajnych i ultralekkich modułów fotowoltaicznych. Dzisiaj moduł fotowoltaiczny zamiast 2025 kg może ważyć 7 kg, dzięki czemu znajdzie zastosowanie w lekkich zabudowach, w halach przemysłowych czy produkcyjnych, które najczęściej nie są przystosowane do dodatkowych obciążeń – przekonuje Dawid Cycoń.

W Polsce prawa ochronne na nowe wzory użytkowe dla szyb izolowanych termicznie z wykorzystaniem ultralekkiego szkła otrzymała firma ML System. Takie panele są bardzo lekkie, co pozwala znacznie obniżyć koszty, a przy tym wykorzystać fotowoltaikę znacznie częściej, w różnych budynkach – nie tylko na dachach, lecz także ścianach czy zamiast okien.

– W przypadku ultralekkich modułów fotowoltaicznych stosujemy szkło hartowane metodą wymiany jonowej. Szkło o grubości 34 mm hartowane tradycyjną metodą termiczną zastępujemy niespełna 1 mm warstwą szkła .Dzięki temu uzyskujemy produkt trzykrotnie lżejszy, więc nie powodujemy dodatkowych obciążeń na dachach – tłumaczy ekspert.

Według  National Oceanic and Atmospheric Administration do Ziemi dociera 173 tys. terawatów energii słonecznej, czyli ponad 10 tys. razy więcej niż całkowite dzienne zużycie energii na świecie. Dlatego nie brakuje rozwiązań, które wykorzystują energię słoneczną niemal w każdej dziedzinie życia. Trwają prace nad farbą słoneczną, która będzie wychwytywać energię słoneczną i zamieniać ją w elektryczność. Powstają samochody napędzane wyłącznie energią słoneczną. W 2016 roku w USA, w Sandpoint w stanie Idaho, powstała pierwsza słoneczna droga pokryta panelami słonecznymi.

Panele są coraz bardziej wytrzymałe, a przy tym lekkie, mają więc coraz więcej zastosowań.

– Można zastosować technologię fotowoltaiczną, która oprócz tego, że daje darmową energię, to jeszcze pozwala topić śnieg. Już dzisiaj np. montowane są estetyczne fasady wentylowane, które generują energię, jednocześnie zacieniając budynek. Z zewnątrz nie widać, że jest to fotowoltaika. Takie moduły mogą mieć dowolną barwę i wzór – wymienia Dawid Cycoń.

Według analityków MarketsandMarkets światowy rynek fotowoltaiki ma osiągnąć w tym roku wartość blisko 346 mld dolarów.

Powstają systemy zintegrowanej kontroli dronów. Za ich identyfikację i śledzenie odpowiedzialna będzie sztuczna inteligencja

Do 2026 roku liczba dronów w Polsce wzrośnie z 25 tys. do blisko 60 tys. Za tak dynamiczny rozwój branży odpowiada m.in. zainteresowanie zintegrowanymi systemami monitoringu dronowego, a także dostarczania za ich pomocą przesyłek. Aby uregulować ten rynek, konieczne będzie wdrożenie narzędzi, które pozwolą w czasie rzeczywistym śledzić położenie pojazdów funkcjonujących w niskiej przestrzeni powietrznej.

– Rozwijamy system kontroli powietrznej, który pozwoli na jednoczesne prowadzenie operacji dronowych i samolotowych tak, żeby te dwa środki transportu nie wchodziły sobie w drogę, a nawet się uzupełniały. Drony mogą być przydatne do zarządzania portem lotniczym, a Polacy mogą być w tym zakresie pionierami – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Marcin Horała, sekretarz stanu, pełnomocnik rządu ds. budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego.

Z danych opublikowanych przez Ministerstwo Infrastruktury w Białej Księdze Rynku Bezzałogowych Statków Powietrznych wynika, że do 2026 roku liczba dronów w Polsce wzrośnie z  25 tys. do blisko 60 tys. Niezbędny jest zatem system monitorujący. Polska Agencja Żeglugi Powietrznej rozpoczęła już testy produkcyjne oprogramowania PansaUTM, które ma przygotować narzędzie do wprowadzenia na rynek konsumencki. System będzie odpowiadać za koordynowanie bezzałogowych pojazdów latających, zarządzanie zgodami na loty czy przeprowadzanie identyfikacji oraz weryfikacji użytkowników dronów funkcjonujących w polskiej przestrzeni powietrznej.

Nad podobnym oprogramowaniem pracują inżynierowie NASA, którzy chcą stworzyć autonomiczny system kontroli ruchu powietrznego na niewielkiej wysokości. Celem prac zespołu specjalistów jest wyznaczenie pasa powietrznego o wysokości do 200 metrów na potrzeby ruchu dronowego. System monitorowałby w czasie rzeczywistym warunki atmosferyczne i umożliwił wdrożenie mechanizmów unikania kolizji z zabudową miejską oraz innymi uczestnikami miejskiego ruchu lotniczego, np. helikopterami telewizyjnymi. Ze względu na specyfikę branży narzędzie NASA ma w dużej mierze polegać na rozwiązaniach autonomicznych, w których to sztuczna inteligencja pełniłaby rolę wirtualnych kontrolerów lotu.

Zagadnieniem tym interesuje się również amerykańska Federalna Administracja Lotnictwa, która pracuje nad rozwiązaniami prawnymi umożliwiającymi stworzenie bazy danych aktywnych dronów. Nowe przepisy miałyby zobowiązać wszystkich producentów do zaimplementowania narzędzi do identyfikacji pojazdów. Docelowo każdy dron poruszający się w amerykańskiej przestrzeni powietrznej przesyłałby do internetu unikatowy identyfikator oraz informację o swoim położeniu, takie rozwiązanie miałoby umożliwić stworzenie kompletnej mapy wszystkich legalnie funkcjonujących dronów.

– Potrzebny jest system kontroli powietrznej, który by pozwolił na kontrolę ruchu dronowego i integrował go z kontrolą ruchu samolotowego. Do tej pory istniejące systemy są samolotocentryczne, stąd twarde zakazy dronów. Kiedy to osiągniemy, wówczas już korelacja będzie znacznie łatwiejsza i będzie można używać dronów do monitoringu operacji lotniczych, do inspekcji startujących i lądujących samolotów. Dron może zajrzeć w takie miejsce, w które technicy mogą zajrzeć dopiero, kiedy samolot wyląduje, a to czasami jest już zbyt późno, pewne decyzje można by podejmować wcześniej – zauważa ekspert.

Potencjał dronów docenił m.in. Port Gdynia, który chce wdrożyć pilotażowy system dronowego monitoringu. Za projekt od strony technologicznej odpowiada firma Pelixar z Pomorskiego Parku Naukowo-Technologicznego w Gdyni, która w ramach programu pilotażowego przeprowadzi testy drona monitorującego bezpieczeństwo terenów Zarządu Morskiego Portu Gdynia.

– Drony są dobrym narzędziem kontroli przy inwestycjach infrastrukturalnych. Mogą to zrobić znacznie szybciej i na bieżąco monitorować postęp inwestycji. Pod taką kontrolą nie może się zdarzyć niespodzianka dla inwestora, np. niezidentyfikowany wcześniej ciek wodny – tłumaczy Marcin Horała.

Według analityków z firmy Adroit Market Research wartość globalnego rynku dronów w 2018 roku wyniosła 13,2 mld dol. Przewiduje się, że do 2025 roku przekroczy 144 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie ponad 40 proc.

Top 4 Trendy w branży usług językowych na rok 2020: Przyszłość tłumaczeń

Jesteśmy już po dwóch tygodniach 2020 roku: Data, która nie tylko reprezentuje nowy rok, ale i nową dekadę.

Wejście w ten nowy rozdział prawdopodobnie napełni wiele osób mieszanką optymizmu i niepewności. Duch Nowego Roku skłonił nas do myślenia: Co przyniesie następne dwanaście miesięcy i więcej dla branży usług językowych? Jakich trendów możemy się spodziewać?

W ciągu ostatniej dekady byliśmy już świadkami kolosalnego rozwoju tej części przemysłu.  Rzeczywiście, w ciągu ostatnich dziesięciu lat rynek usług językowych podwoił swoją skalę, osiągając 46,9 mld dolarów w 2019 roku. Ale czego możemy się spodziewać w ciągu najbliższych dziesięciu lat? Jak będzie wyglądać przyszłość branży usług językowych?

Pozwólcie nam podzielić się tym, co uważamy za 4 najważniejsze  trendy w tej branży.

  1. Kontynuacja rozwoju branży

Branża usług językowych odnotowała w ciągu ostatnich dziesięciu lat niewiarygodny rozkwit, ale nie wykazuje żadnych oznak zatrzymania się w najbliższym czasie.

Common Sense Advisory (CSA) przewiduje, że branża usług językowych będzie się nadal rozwijać, a rynek wzrośnie do 56,18 mld USD do 2021 roku.

Co ciekawe, w związku z dużą niepewnością polityczną, kiedy Wielka Brytania ostatecznie opuściła UE w tym roku, świat wydaje się teraz bardziej zglobalizowany niż kiedykolwiek.

Komunikacja międzynarodowa, czy to w języku obcym, czy też w innych anglojęzycznych regionach, wiąże się z wieloma wyzwaniami, między innymi z poruszaniem się w niuansach innej kultury i społeczeństwa. W związku z tym, że przedsiębiorstwa w coraz większym stopniu kierują się perspektywą globalną, przemysł usług językowych z pewnością będzie odgrywał zasadniczą rolę w osiąganiu międzynarodowych sukcesów.

  1. Rynki wschodzące i kombinacje językowe

Branża usług językowych często stanowi lustrzane odbicie zmian gospodarczych, politycznych i społecznych. Odzwierciedleniem tej branży są potrzeby i aspiracje rynków i gospodarek wschodzących na całym świecie.

Zgodnie z najnowszymi prognozami, dzisiejsze gospodarki wschodzące (czyli szybko rozwijające się gospodarki krajów rozwijających się) będą prawdopodobnie stanowić prawie 60% światowego PKB do 2030 r. (łącznie 15,5 bln USD).

Wcześniej badaliśmy, jak wzrost gospodarczy w Ameryce Łacińskiej oznacza ogromne możliwości. Jednak dzięki dominacji języków romańskich w regionie, takich jak hiszpański i portugalski, profesjonalne usługi językowe dla tych języków są szeroko dostępne.

Jednak komunikacja może okazać się o wiele większym wyzwaniem w innych regionach. Na rynkach wschodzących w Azji i Afryce wielojęzyczność jest normą.

Weźmy za przykład Indie: W ciągu ostatnich kilku lat Indie wahały się między byciem najszybszą i drugą co do wielkości gospodarką świata. Ale wejście na indyjski rynek nie jest łatwym zadaniem. W Indiach używa się ponad 19 500 języków lub dialektów jako języków ojczystych, a 121 języków jest używanych przez 10 000 lub więcej osób.

W nadchodzących latach to właśnie tam LSP mają wykorzystać swoją wiedzę specjalistyczną: Doradzając i kierując komunikacją przedsiębiorstw pragnących wejść na wschodzące, wielojęzyczne rynki.

  1. Lokalizacja wideo

Wideo szybko staje się jednym z najbardziej niezbędnych narzędzi cyfrowych w arsenale marketerów. Nie wierzysz nam? Tutaj są statystyki, które to potwierdzą:

– 83% marketerów uważa, że wideo nabiera coraz większego znaczenia.

– 40% marketerów ocenia obecnie treści wideo jako numer jeden dla zwrotu z inwestycji, a kolejne 23% stawia wideo na drugim miejscu.

– Do 2021 roku 80% światowego ruchu w Internecie będzie stanowić wideo.

Ale co to oznacza dla firm, które chcą dotrzeć do międzynarodowej publiczności?

Lokalizacja wideo prezentuje najbardziej opłacalny sposób dostosowania treści wideo do rynku docelowego i języka docelowego bez konieczności ponownego nakręcania całej kampanii lub tworzenia oryginalnych, zlokalizowanych treści dla każdego rynku.

Tłumaczenie wideo, niezależnie od tego, czy jest to usługa tłumaczenia napisów, czy też tłumaczenia głosowe, jest inteligentnym i skutecznym sposobem na zapewnienie, że Twoje treści będą miały charakter globalny.

Oznacza to, że dostawcy usług LSP będą musieli trzymać rękę na pulsie przy digitalizacji treści marketingowych. W nadchodzących latach możemy spodziewać się, że coraz więcej dostawców usług LSP będzie odchodziło od tradycyjnego tłumaczenia w kierunku boomu lokalizacji wideo, jeśli mają pozostać istotni.

  1. Wzrost znaczenia przekładu SI

Co to jest tłumaczenie SI?

Czasami nazywane również tłumaczeniem maszynowym (MT), tłumaczenie sztucznej inteligencji jest zaawansowaną technologią, która jest „prostym zastąpieniem słów z jednego języka na drugi i działa na zasadzie rozpoznawania zwrotów i zdań w celu restrukturyzacji zgodnie z nowym językiem”.

Szacuje się, że do 2024 r. rynek tłumaczeń SI, które stanowią niewiaryrygodną oszczędność czasu i kosztów, przekroczy 1,5 mld USD. Ale nie przewidujemy, że Google Translate zostanie nagle wdrożony przez firmy na całym świecie.

Wzrost rynku tłumaczeń SI ma być oparty na technologii dostosowanej do potrzeb klienta. Z SI które jest w stanie zrobić większość projektu, ludzcy tłumacze będą mogli skupić się na post-edytacji treści, aby zagwarantować dokładność i spójność.

Co więcej, w miarę rozwoju bazy pamięci tłumaczeń klienta, zwrot z inwestycji staje się za każdym razem szybszy i tańszy, a oszczędności przekładają się na klienta.

Przewiduje się, że branża usług językowych będzie nadal wspierać tę współpracę pomiędzy SI a ludzką wiedzą ekspercką, co zagwarantuje rozwój tego sektora w nadchodzących latach.

Systemy zarządzania tłumaczeniami (TMS)

Choć co roku pojawiają się nowe rozwiązania w zakresie zarządzania TMS i terminologią, dochodzimy do wniosku, że w ciągu najbliższych 10 lat narzędzia tłumaczeniowe znikną w innych technologiach, takich jak systemy zarządzania treścią (CMS) jako podfunkcja większej całości. W międzyczasie stopniowe udoskonalenia, na przykład, jak metadane kontekstowe mogą być dodawane do przetłumaczalnej treści automatycznie, a nie w wyniku czasochłonnego wysiłku ludzkiego, aby umożliwić lingwistom weryfikację jakości w czasie rzeczywistym. Jednak obecnie dostępne systemy tłumaczeniowe koncentrują się głównie na przekazywaniu tekstu, a nie na przekazywaniu kontekstu.

„To nie ja, to była maszyna”.

Większość tłumaczy ma nadzieję, że sztuczna inteligencja (AI) uwolni ich wszystkich od mało istotnych zadań i pomoże skupić się na działaniach opartych na wartościach. Jednak przy większej automatyzacji zawsze pojawia się ryzyko. Doszliśmy do wniosku, że przyszłość technologii językowych polega na udoskonaleniu kontroli jakości i narzędzi wychwytujących błędy, tj. rozwiązań statystycznych do oceny błędów. Aplikacje sprawdzające jakość treści, takie jak Acrolinx i Congree, stają się szczególnie istotne ze względu na wzrost niskiej jakości tekstów źródłowych, często pisanych przez osoby nie będące rodzimymi użytkownikami języka lub narzędzi do generowania języka naturalnego, które już zaczęły się przejawiać w wielu dziedzinach naszego życia.

W takim tekście źródłowym błędy są trudne do wykrycia przez maszynę, jak również przez tłumaczy, którzy nie są również rodzimymi użytkownikami języka źródłowego. A w miarę mnożenia się błędów, ryzykowne jest założenie, że ostateczny korektor lub recenzent klienta będzie w stanie wykryć je wszystkie bez pomocy technologii. Jak żartował jeden z uczestników, to tak jakby mieć nadzieję, że w przypadku nowej konstrukcji, jeśli stolarze wykonali słabą robotę, to malarz ją naprawi!

Poznaliśmy laureatów Wektorów 2019 i Wektorów 30-lecia

Laureatami Wektorów 2019, nagród gospodarczych Pracodawców RP, zostali Daniel Obajtek – prezes PKN Orlen, Krzysztof Inglot – prezes Personnel Service, Antoni Kubicki – właściciel Hotelu Arłamów oraz Centrum Medyczne MAVIT, Medicover i Wirtualna Polska. Ponadto, Wektory 30-lecia Pracodawców RP otrzymali Zbigniew Grycan – właściciel firmy Grycan oraz Sobiesław Zasada – mistrz rajdowy i założyciel Grupy Zasada.

„Jesteście tymi, którzy dają przykład, jak prowadzić w Polsce biznes i jak wspierać polską przedsiębiorczość” – powiedział Prezydent Pracodawców RP Andrzej Malinowski podczas sobotniej uroczystości wręczenia Wektorów w hotelu DoubleTree by Hilton w Warszawie, która zgromadziła niemal pół tysiąca przedstawicieli polskiego biznesu i gospodarki.

Wektory 2019 otrzymali:

Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN Orlen S.A.

„Za skierowanie największego polskiego koncernu paliwowego na nowe, perspektywiczne tory rozwoju oraz wspieranie krajowego biznesu i polskiego sportu” – napisano w laudacji.

Centrum Medyczne MAVIT Sp. z o.o.

„Pionierowi nowoczesnych metod chirurgii okulistycznej w Polsce za profesjonalizm, innowacyjność, najwyższe standardy leczenia oraz nieustającą troskę o zdrowie i satysfakcję każdego pacjenta” – czytamy w laudacji. Nagrodę odebrał Maciej Mądrala, Prezes Zarządu firmy.

Krzysztof Inglot, Prezes Personnel Service S.A.

„Za promowanie uczciwych praktyk w zatrudnianiu pracowników, szczególnie z Ukrainy oraz zaangażowanie w prace nad optymalnym kształtem polityki migracyjnej odpowiadającej potrzebom polskiego rynku pracy” – napisano w laudacji.

Antoni Kubicki, właściciel Hotelu Arłamów

„Za śmiałość w kreowaniu przedsięwzięć biznesowych i udane przejście od inżynierii przemysłowej do ekskluzywnego segmentu branży hotelowej” – uzasadniono w laudacji.

Medicover Sp. z o.o.

„Za sukcesy w profilaktyce zdrowotnej pracowników oraz wsparcie pracodawców we wprowadzaniu efektywnych modeli opieki zdrowotnej, które trwale zmniejszają koszty absencji” – czytamy w laudacji. Nagrodę odebrał Artur Białkowski, członek zarządu i Dyrektor Zarządzający ds. Usług Biznesowych firmy.

Wirtualna Polska Holding S.A.

„Za wpływ, jaki wywarła na kształt mediów elektronicznych w Polsce i rozwój rynku e-commerce oraz za dostarczanie odbiorcom istotnych, różnorodnych treści. Za konsekwentne budowanie pozycji lidera polskiego internetu i skuteczną konkurencję ze światowymi gigantami” – napisano w laudacji. Nagrodę odebrała Elżbieta Bujniewicz-Belka, członek zarządu ds. finansowych spółki.

Wektory 30-lecia Pracodawców RP otrzymali:

Zbigniew Grycan, właściciel Grycan – lody od pokoleń

„Za budzący podziw styl, w jakim przekształcił rodzinne przedsiębiorstwo w dużą firmę o międzynarodowym zasięgu” – czytamy w laudacji.

Sobiesław Zasada, przewodniczący rady nadzorczej Sobiesław Zasada S.A.

„Za to, że po prostu jest! Za osiągniecia sportowe i biznesowe, które na zawsze pozostaną w historii Polski” – napisano w laudacji.

„W ostatnim czasie podjęliśmy i zainicjowaliśmy wiele ważnych decyzji biznesowych, które w długiej perspektywie zagwarantują sukces koncernu, a także wzmocnią polska gospodarkę. Z determinacją budujemy silny, narodowy koncern, który będzie skutecznie konkurował na arenie międzynarodowej. W tym kontekście istotne jest sfinalizowanie przejęcia kapitałowego Lotosu, wykup Energi, rozbudowa petrochemii, czy inwestycje w zeromisyjne źródła energii. Nasze działania już przynoszą pozytywne efekty, co odzwierciedlają wyniki finansowe spółki. Otrzymane wyróżnienie traktujemy jako potwierdzenie słuszności obranego kierunku, ale też zobowiązanie na przyszłość” – powiedział Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

„Jak dotąd przeprowadziliśmy ok. 320 tys. zabiegów okulistycznych. Teraz, pod banderą Grupy Luxmed, chcemy dalej się rozwijać i docierać do coraz większego grona pacjentów. Dziękuję przede wszystkim naszemu zespołowi, bez którego ten sukces nie byłby możliwy” – powiedział Maciej Mądrala, Prezes Zarządu Centrum Medycznego MAVIT.

„W biznesie szczególnie ważne jest zaufanie i bezpieczeństwo – bez nich nie osiągnęlibyśmy tego, co udało nam się w ciągu ostatnich 4 lat” – podkreślił Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service.

„Jak śpiewał artysta, w życiu piękne są tylko chwile – dziś dla mnie jest właśnie taka piękna chwila. Bardzo dziękuję za to wyróżnienie” – mówił Antoni Kubicki, właściciel Hotelu Arłamów.

„Wektor to dla nas bardzo ważna nagroda właśnie dlatego, że przyznają ją pracodawcy. Jesteśmy obecni na polskim rynku już od 20 lat. Od samego początku chcieliśmy nie tylko leczyć, ale też promować profilaktykę zdrowia i zdrowy styl życia. Mam nadzieję, że wraz z Pracodawcami RP będziemy to robić także w kolejnych dekadach” – stwierdził Artur Białkowski, członek zarządu i Dyrektor Zarządzający ds. Usług Biznesowych Medicover.

„To wyróżnienie to świetna okazja, by spojrzeć na ścieżkę, jaką razem przeszliśmy, bo 25 lat historii internetu w Polsce to historia Wirtualnej Polski. Na tej drodze zawsze chcieliśmy być jak najbliżej naszych użytkowników i ich codziennych potrzeb” – zaznaczyła Elżbieta Bujniewicz-Belka, członek zarządu ds. finansowych Wirtualna Polska Holding S.A.

„Już wkrótce – 2 lutego – minie 58 lat od dnia kiedy otworzyłem mój pierwszy interes – tak się wtedy mówiło. Dziś zasięg naszej działalności jest międzynarodowy, za co dziękuję pracownikom i rodzinie” – powiedział Zbigniew Grycan, właściciel Grycan – lody od pokoleń.

„Bardzo dziękuję za to prestiżowe wyróżnienie. Jest ono dla mnie bardzo cenne, bo przecież jestem nie tylko sportowcem, ale też przedsiębiorcą i pracodawcą” – mówił Sobiesław Zasada przewodniczący rady nadzorczej Sobiesław Zasada S.A.

„W Huawei od 15 lat naszej obecności w Polsce skupiamy się nie tylko na rozwoju własnego biznesu, ale również na budowaniu partnerskich relacji z przedsiębiorcami działającymi w naszym kraju oraz wspieraniu inicjatyw, które napędzają rozwój lokalnych społeczności, procesów transformacji cyfrowej i gospodarki. I właśnie dlatego z przyjemnością zostaliśmy partnerem gali Wektorów 2019, której celem jest wyróżnienie osobistości wyznaczających nowe kierunki w biznesie i w życiu społecznym” – powiedział Ryszard Hordyński, dyrektor ds. strategii i komunikacji w firmie Huawei Polska, która była partnerem głównym wydarzenia. Partnerami Wektorów 2019 byli też Coca-Cola HBC, EY, Grupa Impel, Luxrad, PZL Świdnik, a partnerem medycznym Grupa LUX MED.

Pracodawcy RP od 2002 roku przyznają Wektory – nagrody gospodarcze – za działalność przynoszącą szczególne korzyści polskiej gospodarce i tworzenie klimatu sprzyjającego rozwojowi przedsiębiorczości. Od 18 lat co roku otrzymują je osoby i podmioty, które mogą być wzorem do naśladowania dla innych.  Kapitułę nagród stanowi zespół wyłaniany spośród laureatów z poprzednich lat – ocenia on i analizuje nadesłane nominacje, jego członkowie często także wręczają te statuetki. Autorem statuetki jest znany rzeźbiarz Michał Kubiak. Symbolizuje ona człowieka kroczącego z podniesioną głową, który nie zważa na przeszkody i przeciwności losu.

Podróż autem elektrycznym na autostradach droższa od tych z silnikiem spalinowym

Kończy się darmowe ładowanie samochodów elektrycznych. Już sześć sieci pobiera opłaty za ładowanie. Podróż autem elektrycznym przestała się opłacać na autostradach.

Już sześć sieci pobiera opłaty za ładowanie samochodów elektrycznych w Polsce. Tydzień temu znalazł się w tym gronie Tauron, a w tym roku dołączą kolejno: Innogy, PGE, Orlen i Energa.

Większość operatorów płatnych stacji ładowania (GreenWay, EV+, GO+EAuto, Elocity czy Zepto) oferuje półszybkie ładowanie „elektryków” w cenach 1-1,20 zł/kWh. Za tą samą ilość energii, ale dostarczoną szybciej (na stacjach DC), trzeba zwykle zapłacić od 1,60 do ok. 2,20 zł/kWh.

Z półszybkich stacji AC najczęściej korzysta się w mieście, bo dostarczenie większej ilości energii wymaga zwykle nie minut, a pojedynczych godzin. Auta miejskie i kompaktowe zużywają w terenie zabudowanym średnio ok. 18 kWh/100 km. Mieszkając w bloku, i używając auta w mieście, za samą energie będziemy więc musieli zapłacić przynajmniej 18 zł/100 km. Przy dzisiejszych cenach paliw oznacza to więc równowartość zużycia ok. 3,5 l benzyny lub oleju napędowego. Zysk z posiadania „elektryka” nie jest więc oszałamiający.

– Dużo gorzej e-auta wypadają dziś w trasie. Przy jeździe autostradą zużycie nawet w niedużych samochodach na prąd rośnie do ok. 25 kWh/100 km – mówi w rozmowie z MarketNews24 Bartłomiej Derski, ekspert WysokieNapiecie.pl. – Uwzględniając stawki za szybkie ładowanie na poziomie 2,20 zł/kWh, auta na baterię żrą aż 55 zł/100 km. To równowartość spalania 10 litrów paliwa na 100 km. Dieslem w takiej trasie pojedziemy więc o nawet 15-20 zł taniej na każdych 100 kilometrach.

Ładowanie auta może być bardzo tanie, ale w domu, jeżeli posiadamy panele fotowoltaiczne, ale też przy wyborze taryfy antysmogowej czy nocnej. Wówczas realny koszt energii może nas wynieść zaledwie ok. 33 gr/kWh, więc nawet przy średnim zużyciu na poziomie 20 kWh/100 km, jazda e-samochodem będzie nas kosztować niespełna 7 zł na każde 100 km, czyli równowartość 1,5 litra paliwa.

– Podróż autem elektrycznym przestała się opłacać na autostradach, bo przejazd na trasie 100 km jest o ponad 10 zł droższy niż samochodem z silnikiem spalinowym – wyjaśnia B.Derski.

Psujemy system emerytalny, a powinniśmy ratować

Koszt wypłacenia trzynastej emerytury to 11 mld zł. Zapłacą za nie płatnicy innych podatków. Psujemy system emerytalny, a powinniśmy ratować, jeżeli nie chcemy, aby świadczenia były bardzo niskie, zwłaszcza dla kobiet.

Co powinniśmy zrobić, aby ratować system emerytalny i nie obciążać pracujących większymi podatkami, gdy starzeje się polskie społeczeństwo, zwiększa się liczba emerytów i zmniejszać będzie się liczba pracujących?

– Jeżeli wyrównamy wiek emerytalny mężczyzn i kobiet do 65 lat, a w przyszłości będziemy stopniowo, bardzo powoli go podnosić oraz zlikwidujemy przywileje emerytalne górników, rolników czy pracowników służb mundurowych, to system emerytalny w Polsce będzie całkiem nieźle zrównoważony – mówi w rozmowie z MarketNews24 Jeremi Mordasewicz, członek Rady Dialogu Społecznego, ekspert Konfederacji Lewiatan.

Gdyby 11 mld zł rząd przeznaczył nie na „trzynastkę”, ale na służbę zdrowia, moglibyśmy zatrudnić więcej lekarzy i pielęgniarek, a kolejki w służbie zdrowia byłyby krótsze. Mając lepszą opiekę zdrowotną moglibyśmy dłużej i wydajniej pracować, a emerytury byłyby wyższe.

– Trzynasta i czternasta emerytura to psucie systemu emerytalnego. Jeżeli ktoś chciałby je dostawać to powinien płacić trzynastą i czternastą składkę – komentuje ekspert Lewiatana.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia 13.01-17.01

Po burzliwym starcie roku rynki wracają do pozytywnej wyceny perspektyw globalnego ożywienia w oparciu o deeskalację wojny handlowej i kontynuowaną ekspansję monetarną. Każdy sentyment musi być jednak systematycznie karmiony i dane o aktywności gospodarczej muszą potwierdzać poprawę. W przyszłym tygodniu główna uwaga na odczytach z USA, Chin i Wielkiej Brytanii.

Przyszły tydzień: CPI/sprzedaż/indeksy koniunktury z USA, PKB/produkcja/sprzedaż/CPI z Wlk. Brytanii, inflacja bazowa z Polski, PKB z Chin

USA

W USA inflacja CPI (wt) powinna przyspieszyć głównie na skoku cen paliw na świecie, ale dla Fed nie będzie to żadna istotna informacja. Główna uwaga będzie na sprzedaży detalicznej (czw), gdzie oczekuje się odbicia po rozczarowującym listopadzie. Brak takowego może być sygnałem ostrzegawczym, że rynkowa wycena siły ożywienia jest przesadzona. W końcówce tygodnia indeks nastrojów konsumentów (pt) będzie uzupełnieniem informacji o stanie gospodarstw domowych. Uważnie śledzone będą też odczyty regionalnych wskaźników koniunktury – NY Empire State (śr) i Philly Fed (czw). Sądzimy, że w pozytywnym klimacie rynkowym istnieje asymetria reakcji na dane z silniejszym oddziaływaniem rozczarowujących odczytów.

Strefa euro

Zanosi się na cichy tydzień od strony wydarzeń w Eurolandzie, gdyż produkcja przemysłowa i finalny szacunek inflacji nie są pozycjami o istotnym znaczeniu. Wciąż nie ma sygnału odbicia w aktywności gospodarczej, co wydaje się warunkiem koniecznym dla wskrzeszenia popytu na unijną walutę. Spycha to EUR na miejsce pasażera w zestawieniach z innymi walutami.

Wielka Brytania

W Wielkiej Brytanii dane zyskują ponownie na znaczeniu, szczególnie po tym, jak w ostatnich dniach prezes BoE Carney zasugerował, że bank debatuje nad luzowaniem polityki. W kolejnym tygodniu otrzymamy produkcję przemysłową i PKB (pon), CPI (śr) i sprzedaż detaliczną (pt). Każde potknięcie w danych posłuży jako pretekst do wyceny większego prawdopodobieństwa obniżki stopy procentowej na posiedzeniu 30 stycznia. W środę przemawia Saunders z BoE, ale on od dwóch ostatnich posiedzeń głosuje za obniżką i raczej swojego zdania nie zmieni. Jesteśmy pozytywnie nastawieni do GBP do końca roku, ale nie możemy wykluczyć wybojów w międzyczasie.

Polska

W Polsce czekamy na potwierdzenie wyskoku inflacji CPI w grudniu do 3,4 proc. r/r (śr), co będzie implikować wzrost inflacji bazowej do 3,2 proc. (czw). Dane raczej nie wzbudzą już sensacji, szczególnie po tym, jak RPP uznała przyspieszenie inflacji jako zjawisko przejściowe, na które nie zamierza reagować. Nie oznacza to, że inwestorzy nie będą dyskontować bierności banku centralnego. Sądzimy, że złoty jest za drogi i występuje asymetria ryzyk na rzecz osłabienia.

Chiny

Wzrost PKB w Chinach (pt) ma się ustabilizować na 6 proc. r/r w IV kw., ale to jak on będzie wyglądał w kolejnych kwartałach będzie ważniejsze. Deeskalacja wojny handlowej z USA stwarza więcej szansa niż zagrożeń, ale nie rozwiązuje wszystkich problemów kraju. Publikowane też produkcja przemysłowa i sprzedaż detaliczna za grudzień (pt) prawdopodobnie wskażą na osłabienie pod koniec roku. Ryzykiem dla bilansu handlowego w grudniu (wt) jest skok importu przez wyższe ceny ropy naftowej.
W dniach 13-15 stycznia do Waszyngtonu przybędzie wicepremier Chin Liu He, aby podpisać pierwszą fazę umowy handlowej. Jakkolwiek zdaje się to formalność przypieczętowująca pierwszy etap negocjacji, przenosi to uwagę na drugi etap rozmów, które mają znaleźć finalizacji przed wyborami prezydenckimi w USA. To odwlekanie może być źródłem obaw inwestorów i zmącić bieżący optymizm.

Australia i Nowa Zelandia

W Australii i Nowej Zelandii obędzie się bez kluczowych odczytów. Oczekiwania inflacyjne z Australii (pon) straciły na znaczeniu, kiedy przyszłość polityki RBA jest bardziej zależna od perspektyw wzrostu PKB w obliczu pożarów buszu. W Nowej Zelandii pozwolenia na budowę domów (pon) są mocno zmienne, by wysyłać wiarygodny sygnał dla FX. AUD i NZD będą podlegać pod sentyment zewnętrzy, choć spodziewamy się, że Aussie ma więcej do odreagowania po korekcie z początku roku.

Kanada

Także w Kanadzie kalendarz nie oferuje ciekawych punktów zaczepiania. Pozwoli to CAD na swobodne kontynuowanie pozytywnej fali sprzed weekendu zapoczątkowanej lepszym od prognoz raportem z rynku pracy. Mocne dane odbierają sceptykom argumenty za wycenianiem gołębiego zwrotu BoC; słabnie też negatywny wpływ trendów na rynku ropy naftowej.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Prowadzenie rejestru akcjonariuszy usługą maklerską i co dalej?

Piotr Żelek, radca prawny, kancelaria Sadkowski i Wspólnicy
Piotr Żelek, radca prawny, kancelaria Sadkowski i Wspólnicy

W swoim dzisiejszym komunikacie Urząd Komisji Nadzoru Finansowego (UKNF) potwierdził, że usługa prowadzenia rejestru akcjonariuszy, o której mowa znowelizowanych przepisach Kodeksu spółek handlowych stanowi usługę maklerską, o której mowa w art. 69 ust. 4 pkt 1 ustawy o obrocie instrumentami finansowymi. UKNF uznał prowadzenie takiego rejestru za formę rejestrowania instrumentów finansowych, objętą jest zakresem usługi przechowywania lub rejestrowania instrumentów finansowych, o której mowa w tym przepisie. Dodatkowo UKNF zwrócił uwagę na to, że usługa prowadzenia rejestru akcjonariuszy, zgodnie z nowymi przepisami, świadczona będzie przez podmioty szczególnego typu – firmy inwestycyjne uprawnione do prowadzenia działalności w zakresie przechowywania i rejestrowania instrumentów finansowych na podstawie zezwolenia Komisji.

Stanowisko wyrażone przez UKNF w komunikacie ma istotne znaczenie dla rynku. Przede wszystkim rozwiewa część dotychczasowych wątpliwości dotyczących kwalifikacji usługi prowadzenia rejestru akcjonariuszy. Od teraz jest już jasne, że UKNF uznaję tę usługę za usługę maklerską. Pytanie tylko w odniesieniu do kogo? Zdaje się, że chodzi o perspektywę spółki, która będzie zresztą stroną odpowiedniej umowy z firmą inwestycyjną zgodnie z art. 328(2) znowelizowanego Kodeksu spółek handlowych. Wydaje się, że akcjonariusz takim klientem nie będzie, skoro nie jest stroną takiej umowy. Abstrahuję w tym miejscu od szczególnej definicji klienta na gruncie ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu, bo jak zdaje się wskazywać sam ustawodawca – ta definicja nie powinna być rozszerzana na grunt innych ustaw.

Podejście UKNF jest oczywiście dalekie od stanowiska znacznej części rynku, zwłaszcza firm inwestycyjnych zainteresowanych wprowadzeniem takiej usługi. Stanowisko UKNF niesie ze sobą istotne konsekwencje praktyczne. Mamy już pewną jasność co do kwalifikacji samej usługi, nie wiemy natomiast do końca, jaki będzie zakres wymogów ciążących na firmach inwestycyjnych świadczących taką usługę.

Problem tkwi przede wszystkim w tym, że wiele wymogów dotyczących świadczenia usługi przechowywania i rejestrowania instrumentów finansowych, której formą ma być usługa prowadzenia tego rejestru, całkowicie nie uwzględnia specyfiki tej usługi. Część tych przepisów (np. akty delegowane do MiFID II, w tym Rozporządzenie Delegowane Komisji (UE) 2017/565 (Rozporządzenie 2017/565)) powstały jeszcze zanim zrodziła się w ogóle koncepcja rejestru akcjonariuszy. Nie wiadomo na przykład, w jakim zakresie i komu miałoby być przekazywane zestawienie aktywów klienta, o którym mowa w art. 63 Rozporządzenia 2017/565. Klientem firmy inwestycyjnej oraz stroną odpowiedniej umowy o prowadzenie rejestru aktywów jest przecież spółka, a nie jej akcjonariusz. Tymczasem zakres informacji takim objętych takim zestawieniem wskazuje wyraźnie, że chodzi o informacje dotyczące „aktywów klienta”. Akcje ujawnione w rejestrze będą stanowić aktywa akcjonariuszy wpisanych do tego rejestru, a nie spółki, która zawrze z firmą inwestycyjną umowę o prowadzenie tego rejestru. Inna rzecz, że część informacji objętych takim zestawieniem w ogóle nie harmonizuje z tym, co będzie ujawniane w rejestrze akcjonariuszy. W przepisach unijnego rozporządzenia mowa bowiem m. in. wartości rynkowej i szacunkowej instrumentów finansowych objętych zestawieniem. Czy to oznacza, że firma inwestycyjna prowadząca rejestr akcjonariuszy miałaby dodatkowo wyceniać akcje objęte rejestrem?

Dalej rodzą się następne pytania. Skoro mamy do czynienia z usługą maklerską, to na firmie inwestycyjnej będą ciążyły również obowiązki informacyjne wobec klienta wynikające z przepisów ustawy o obrocie instrumentami finansowymi i art. 44 i n. Rozporządzenia 2017/565. I znowu ten mamy ten sam problem – klientem i stroną umowy będzie spółka, a nie akcjonariusz. Niektóre z tych obowiązków, wobec tak rozumianego klienta, nie będą mogły być zrealizowane (np. te z art. 49 Rozporządzenia 2017/565). Zarejestrowane akcje będą należeć do akcjonariuszy ujawnionych w rejestrze, a nie do spółki. Idąc dalej firma inwestycyjna będzie musiała dokonać tzw. kategoryzacji klienta (tj. przypisać go do odpowiedniej kategorii, tj. odpowiednio – klient detaliczny, klient profesjonalny lub uprawniony kontrahent), ustalić odpowiednią strategię dystrybucji i grupę docelową dla usługi prowadzenia rejestru akcjonariuszy.

Przyjęcie takiej kwalifikacji usługi może oznaczać, że na firmie inwestycyjnej będą ciążyły obowiązku w zakresie FATCA i CRS, m. in związane identyfikacją rachunków rezydentów podatkowych USA. Pytanie tylko wobec kogo? Klientem i stroną umowy, jak wskazałem wcześniej, będzie spółka, a nie akcjonariusze, z którymi firma inwestycyjna nie będzie miała relacji umownej.

Stanowisko UKNF zawarte w dzisiejszym komunikacie zdaje się zatem rozwiewać część wątpliwość związanych z kwalifikacją usługi prowadzenia rejestru akcjonariuszy, choć z drugiej strony – taka kwalifikacja rodzi jeszcze więcej pytań praktycznych. Problemy te, a przynajmniej część z nich, były komunikowane przez rynek w trakcie procesu legislacyjnego, ale jak widać stanowisko firm inwestycyjnych nie spotkało się z aprobatą organu nadzoru. Wobec tych wątpliwość dobrze byłoby, aby rynek wyjaśnił ostatecznie z nadzorcą, w jaki sposób i w jakim zakresie w odniesieniu do usługi prowadzenie rejestru akcjonariuszy stosować wymogi prawne dla usługi przechowywania i rejestrowania instrumentów finansowych. Lepiej ustalić wspólny standard zawczasu.

Piotr Żelek, radca prawny, kancelaria Sadkowski i Wspólnicy

Prognoza kursu dolara, euro i funta na 2020 rok

2019 był kolejnym rokiem obfitującym w wydarzenia ważne dla rynku walutowego.  Najbliższe miesiące również przyniosą rozstrzygnięcia kilku istotnych kwestii. Poniżej wyliczamy nasze oczekiwania względem roku 2020.

Próbując szacować możliwe zachowanie rynku walutowego w 2020 roku, warto przypomnieć najważniejsze wydarzenia roku ubiegłego. W 2019 roku jedną z kluczowych kwestii dla rynku był konflikt handlowy na linii USA-Chiny, który zdominował nagłówki gazet z całego świata. O ile obu stronom konfliktu udało się osiągnąć wstępne porozumienie – czyli tzw. „pierwszą fazę” umowy w handlu – o tyle droga do osiągnięcia przez Stany Zjednoczone kompleksowego porozumienia handlowego z Chinami najpewniej będzie długa i żmudna. Utrzymująca się przez większą część roku niepewność co do przyszłości handlu międzynarodowego oraz publikacja szeregu słabych danych makroekonomicznych stanowiły jedne z kluczowych powodów rozluźnienia polityki pieniężnej przez najważniejsze banki centralne świata.

W 2019 roku Rezerwa Federalna USA zmieniła retorykę o 180 stopni i zaczęła obniżać stopy procentowe. Na przestrzeni poprzednich dwunastu miesięcy amerykański bank centralny ściął je aż trzykrotnie. Europejski Bank Centralny poszedł w ślady Fedu i we wrześniu 2019 roku ściął stopę depozytową, ogłaszając dodatkowo ponowne uruchomienie programu luzowania ilościowego od listopada. Banki centralne Australii i Nowej Zelandii zdecydowały się na agresywne rozluźnienie polityki pieniężnej, a wiele pozostałych kluczowych banków centralnych krajów o walutach zaliczanych do grupy G10 sugerowało możliwość obniżki stóp procentowych albo wskazywało, że podwyżki stóp procentowych są odległe. Na tym tle wyróżniają się norweski Norges Bank i szwedzki Riksbank, które w ubiegłym roku podniosły stopy procentowe.

W minionym roku towarzyszyła nam również kwestia Brexitu. Wyjście Wielkiej Brytanii z UE trudno scharakteryzować inaczej niż jako przewlekły proces: ostateczny termin wyjścia Wielkiej Brytanii z unii na podstawie artykułu 50 przesuwano dwukrotnie. Najpierw pierwotny termin 31 marca 2019 roku został przeniesiony na 31 października, po czym październikowy termin wyjścia przesunięto na koniec stycznia 2020 roku. Wyraźne zwycięstwo Partii Konserwatywnej w grudniowych wyborach parlamentarnych w Wielkiej Brytanii oznacza jednak, że tym razem do Brexitu powinno dojść w wyznaczonym terminie.

Odwrót od ryzyka mający związek z wojną handlową na linii USA-Chiny sprawił, że część z walut zaliczanych do grupy emerging markets doświadczyła ostrej wyprzedaży. Wybrane z nich w parze z dolarem amerykańskim znalazły się na najniższych poziomach w historii. Mimo wspomnianych obniżek stóp procentowych ze strony Fedu i niepewności związanej z wojną handlową, kurs USD ważony handlem zakończył rok blisko poziomu, na którym go rozpoczął (Wykres 1).

Wykres 1: Indeks USD i kurs USD/EUR (2019)

Indeks USD i kurs USD
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 03/01/2020

Co czeka nas w 2020 roku?

Poniżej przedstawiamy kilka najważniejszych kwestii, które naszym zdaniem będą miały kluczowy wpływ na rynek walutowy w tym roku:

  • Rezerwa Federalna wstrzymuje się z dalszymi zmianami w polityce monetarnej

Podczas ostatniego spotkania FOMC w 2019 roku przewodniczący banku centralnego, Jerome Powell, wyraźnie sugerował, że w najbliższej przyszłości stopy procentowe Rezerwy Federalnej powinny pozostać na obecnym poziomie. Przewodniczący FOMC dość optymistycznie wyrażał się w kwestii sytuacji gospodarczej w USA, określając jej perspektywy jako „korzystne“. Mimo to Powell zaznaczył jednocześnie, że Rezerwa Federalna musiałaby zaobserwować „trwały” skok inflacji, aby decydenci zaczęli rozważać podwyżki stóp. Stabilny poziom stóp procentowych sugeruje również opublikowany w grudniu „dot plot” – wykres punktowy obrazujący indywidualne oczekiwania członków FOMC co do przyszłej polityki monetarnej. W grudniu ub.r. tylko czterech członków komitetu spodziewało się jednej podwyżki stóp procentowych w 2020 roku (Wykres 2).

Wykres 2: “Dot plot” FOMC, grudzień 2019

Dot plot
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 10/01/2020kursu dolara, eudo i funta

Jesteśmy zdania, że ostatnie odczyty danych makroekonomicznych ze Stanów Zjednoczonych w połączeniu z oznakami postępu w negocjacjach handlowych z Chinami sugerują, że Fed nie powinien w krótkim okresie kontynuować cyklu obniżania stóp procentowych. Kształtowanie się inflacji w USA obecnie nie sugeruje potrzeby zacieśniania polityki monetarnej – wskaźnik dynamiki cen PCE, który ma istotne znaczenie dla Fedu, nadal znajduje się poniżej poziomu 2%. Stąd spodziewamy się, że Rezerwa Federalna zdecyduje się wstrzymać z dalszymi zmianami poziomu stóp procentowych co najmniej przez pierwszą połowę 2020 roku. Fed najpewniej poświęci ten czas na zbadanie, jak ostatnie obniżki stóp wpłynęły na sytuację gospodarczą w Stanach Zjednoczonych, zanim decydenci określą się co do swoich dalszych ruchów. Uważamy, że w 2021 roku Rezerwa Federalna najpewniej wróci do stopniowego podnoszenia stóp procentowych.

  • EBC niechętny do dalszego luzowania polityki pieniężnej

Era Mario Draghiego na stanowisku prezesa Europejskiego Banku Centralnego dobiegła końca w październiku ubiegłego roku. Od tego czasu bankiem centralnym strefy euro przewodzi była prezes MFW, Christine Lagarde. W grudniu Lagarde zadebiutowała podczas konferencji prasowej po spotkaniu decyzyjnym EBC. W porównaniu z dość chłodnym i stosunkowo ponurym tonem, do którego przyzwyczaił nas Draghi, Lagarde zaprezentowała stosunkowo optymistyczną ocenę w kontekście sytuacji gospodarczej w strefie euro. Zgodnie z retoryką nowej przewodniczącej banku centralnego istnieją sygnały sugerujące, że sytuacja w gospodarce strefy euro stabilizuje się.

Istnieje kilka przesłanek, które mogą przekonać do patrzenia na perspektywy gospodarek strefy euro w 2020 roku z optymizmem. Indeksy aktywności biznesowej PMI wydają się stabilizować. Obecnie wskaźnik aktywności w sektorze usług przekracza graniczny poziom 50 pkt, który oddziela ekspansję od kurczenia się sektora. W ostatnim badanym okresie indeks PMI dla usług w strefie euro wynosił 52,8 pkt. Na poprawę nastrojów wskazują niedawne publikacje wskaźników sentymentu w Niemczech. Dla przykładu, ostatni odczyt indeksu sentymentu ekonomicznego ZEW był najwyższy od początku 2018 roku (Wykres 3). Dla strefy euro dobrą wiadomością powinna być także redukcja ryzyka pogłębienia się niepewności w handlu międzynarodowym. Jest to istotne w związku ze stosunkowo dużym znaczeniem popytu zewnętrznego dla gospodarki strefy euro.

Europejski Bank Centralny obecnie przewiduje, że dynamika PKB w strefie euro w tym roku wyniesie zaledwie 1,1%. Naszym zdaniem są większe szanse na pozytywne niż negatywne zaskoczenie w relacji do tej projekcji.

Wykres 3: Indeks nastrojów ekonomicznych ZEW w Niemczech (2013 – 2019)

Indeks nastrojów ekonomicznych ZEW w Niemczech
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 03/01/2020

Nasze prognozy zakładają poprawę w danych napływających ze strefy euro, stąd zakładamy, że w najbliższej przyszłości Europejski Bank Centralny wstrzyma się ze zmianami w zakresie polityki monetarnej. W naszej ocenie bardzo możliwe jest też to, że EBC nie dokona zmian w polityce monetarnej przez cały bieżący rok. Oczekiwany przez nas brak zmian w polityce monetarnej Europejskiego Banku Centralnego i Rezerwy Federalnej w połączeniu z poprawą sytuacji gospodarczej w strefie euro powinny wykreować środowisko sprzyjające aprecjacji euro w relacji do dolara amerykańskiego w 2020 roku.

  • Wojna handlowa USA i Chin bliska końca, ale po drodze wciąż czekają wyzwania

W grudniu 2019 roku rynek walutowy wreszcie otrzymał pozytywne wieści dotyczące wojny handlowej na linii USA-Chiny. Prezydent Trump ogłosił, że kraje porozumiały się w kwestii wstępnego porozumienia handlowego, czyli tak zwanej umowy „pierwszej fazy”, której szkic powstał już w październiku. Chiny w jej ramach zgodziły się na zakup dodatkowych 200 mld dolarów amerykańskich produktów w ciągu dwóch najbliższych lat. Z kolei Stany Zjednoczone przystały na ustępstwa w zakresie ceł: rezygnację z nakładania kolejnych opłat i ograniczenie tych nałożonych dotychczas.

Mimo oczywistych postępów w relacjach handlowych USA-Chiny, jest jeszcze długa droga, zanim uda się osiągnąć kompleksowe porozumienie. Strona chińska wydaje się być mniej entuzjastycznie nastawiona do umowy „pierwszej fazy” w porównaniu z Donaldem Trumpem. Jesteśmy jednak przekonani, że w dalszych miesiącach obie strony negocjacji będą w stanie uzgodnić kształt ostatecznego, całościowego porozumienia. Wielokrotnie podkreślaliśmy, że protekcjonistyczną retorykę Donalda Trumpa postrzegamy głównie jako taktykę negocjacyjną, a nie faktyczny ruch zmierzający w kierunku istotnej zmiany obecnego układu sił w handlu międzynarodowym. Ostateczne rozwiązanie konfliktu między obiema potęgami gospodarczymi powinno naszym zdaniem wesprzeć aprecjację walut rynków wschodzących – zwłaszcza walut azjatyckich.

  • Wielka Brytania ostatecznie opuszcza Unię Europejską – co dalej?

Projekt ustawy wprowadzającej w życie postanowienia Withdrawal Agreement Borisa Johnsona otrzymał poparcie Izby Gmin. Zgodnie z harmonogramem, 31 stycznia br. Wielka Brytania powinna wystąpić z Unii Europejskiej. Kluczowe jest pytanie, czy brytyjski rząd zdoła uzgodnić wszystkie szczegóły regulujące przyszłe stosunki Wielkiej Brytanii z UE przed końcem okresu przejściowego, który wypada na 31 grudnia 2020 roku, czy też konieczne będzie przedłużenie tego okresu. Boris Johnson przyjął w tej kwestii twarde stanowisko. Już w manifeście Partii Konserwatywnej pojawiła się obietnica, że okres przejściowy nie zostanie wydłużony. Wśród analityków politycznych panuje jednak milczące przekonanie, że niecały rok to za mało, aby udało się ustalić kształt porozumienia z Unią Europejską.

Premier Wielkiej Brytanii ma czas do końca czerwca, żeby wnieść o przedłużenie okresu przejściowego. Jeżeli termin zostanie przekroczony, a ryzyko Brexitu bez umowy powróci, może dojść do deprecjacji funta brytyjskiego w drugiej połowie 2020 roku. Nie jest to jednak nasz scenariusz bazowy. Zakładamy, że Wielka Brytania zdoła uniknąć sytuacji, w której losy Brexitu będą wisieć na włosku. Jesteśmy zdania, że odpowiednia umowa powstanie przed końcem roku lub – co w naszej ocenie jest jeszcze bardziej prawdopodobne – że torysi złamią obietnicę wyborczą, a szef rządu złoży wniosek o przedłużenie okresu przejściowego. Taka decyzja najpewniej nie padnie jednak aż do samej końcówki czerwca 2020 roku.

  • Donald Trump będzie ubiegał się o reelekcję podczas listopadowych wyborów w USA

Do wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych pozostał niecały rok, jednak zainteresowanie nimi powinno wzrosnąć stosunkowo niedługo. Faworytem w wyścigu o fotel prezydenta USA pozostaje Donald Trump, mimo że ostatnio został on postawiony przez Izbę Reprezentantów w stan oskarżenia (z ang. impeachment). Implikowane prawdopodobieństwo reelekcji Trumpa na podstawie wycen bukmacherów wynosi około 50%. Obecny prezydent póki co nadal wyprzedza swoich dwóch największych rywali z obozu demokratycznego, czyli Joe’a Bidena i Berniego Sandersa. Biorąc pod uwagę charakterystykę amerykańskiego systemu wyboru prezydenta, wygrana Trumpa może zależeć od tego, jaki będzie ostateczny wynik w stosunkowo małej grupie stanów gdzie, w przeciwieństwie do pozostałych, rezultat trudno przewidzieć.

Jest zbyt wcześnie, aby mieć dokładniejszy pogląd na to w jaki sposób wybory wpłyną na rynek walutowy. Mając w pamięci, że w kontekście wyborów z 2016 roku kwestie związane ze zmianami w podatkach i wydatkach rządowych miały chyba największy wpływ na zachowanie amerykańskiej waluty, warto wspomnieć, że Izba Reprezentantów najpewniej pozostanie w rękach demokratów, z kolei Senat powinien pozostać republikański. W związku z tym, niezależnie od wyniku wyborów prezydenckich, drastyczne zmiany w kontekście wydatków państwowych czy polityki podatkowej są dość mało prawdopodobne.

  • Waluty gospodarek wschodzących powinny doświadczyć ożywienia

Uważamy, że kumulacja wyżej wymienionych czynników w 2020 roku powinna wspierać waluty gospodarek wschodzących. Niskie stopy procentowe, potencjalne rozwiązanie konfliktu handlowego na linii USA-Chiny, a także malejące ryzyko związane z Brexitem w naszej ocenie powinny umożliwić większe zainteresowanie inwestorów aktywami uznawanymi za bardziej ryzykowne. W tym kontekście powinniśmy obserwować odwracanie przepływów safe haven, które obserwowaliśmy w poprzednim roku.

Uważamy, że wśród walut gospodarek wschodzących najlepiej radzić będą sobie waluty krajów o solidnych fundamentach gospodarczych, których banki centralne są zaangażowane w proces podnoszenia stóp procentowych albo zamierzają rozpocząć proces zacieśniania polityki monetarnej.

Prognozy dla złotego

Sądzimy, że polski złoty – jako waluta kraju mającego, naszym zdaniem, jedne z najlepszych fundamentów gospodarczych w grupie emerging markets – powinien docelowo być nieco silniejszy. Jeśli chodzi o sytuację krajową, spodziewamy się utrzymania dobrej sytuacji gospodarczej i jedynie nieco słabszego tempa wzrostu PKB.

W kontekście złotego jedną z istotniejszych kwestii krajowych na które warto zwrócić uwagę w 2020 roku, będzie polityka monetarna. Zgodnie z naszymi oczekiwaniami, rynek wycofał się z (częściowego) oczekiwania na obniżenie stóp procentowych w Polsce. Obecnie uczestnicy rynku stawiają na raczej stabilne stopy procentowe, zakładają jednak, że w horyzoncie rocznym podwyżka jest nieco bardziej prawdopodobna niż cięcie stóp* – co nastąpiło w kontekście ostatniego, wyraźnie silniejszego od oczekiwań konsensusu, wzrostu inflacji w grudniu do poziomu 3,4% (najwyższego poziomu od ponad siedmiu lat).

Retoryka RPP w kontekście zmian stóp nie uległa jednak istotnej zmianie. Prezes Glapiński nadal sugeruje, że stopy procentowe w jego opinii najpewniej pozostaną stabilne nie tylko w najbliższym czasie, ale też nie ulegną zmianie do końca kadencji Rady, czyli do 2022 roku. Większość członków RPP w tym momencie nie sugeruje, żeby stopy miały ulec zmianie w najbliższym czasie.

Sądzimy, że podwyżka stóp procentowych ze strony RPP jest bardziej prawdopodobna niż ich obniżka, niemniej, jeśli inflacja przez dłuższy czas nie będzie utrzymywać się powyżej górnych widełek celu inflacyjnego, sądzimy, że Narodowy Bank Polski najpewniej wstrzyma się z podwyżkami stóp procentowych. W związku z tym, w kontekście poprawy sytuacji zewnętrznej liczymy na jedynie lekkie umocnienie polskiego złotego w relacji do euro i – biorąc pod uwagę nasze oczekiwania względem głównej pary – silniejszą aprecjację złotego w parze z dolarem amerykańskim.

*bazując na stawkach FRA 12×15 w PLN stopa WIBOR 3M powinna za rok być wyższa o 9 pb

Prognozy Ebury dla głównych walut (w parach ze złotym):

  EUR/PLN USD/PLN GBP/PLN
Q1-2020 4,23 3,70 5,00
Q2-2020 4,22 3,65 5,00
Q3-2020 4,21 3,60 5,00
E-2020 4,20 3,55 5,00
E-2021 4,20 3,50 4,95

Autorzy: Analitycy Ebury – Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk

Co z naszym zerowym deficytem? Rada nie tnie stóp

Pomimo rosnącej inflacji Rada Polityki Pieniężnej nie zamierza zmieniać stóp procentowych. Są argumenty za obydwoma kierunkami zmian stóp procentowych, ale główny mandat tego gremium to dbanie o stabilność cen.

RPP znów bez decyzji

Pomimo rosnącej inflacji prezes NBP w dalszym ciągu odwoływał się do projekcji inflacyjnych banku. Dawał tym samym jasno do zrozumienia, że obecny wzrost inflacji nie powoduje, że Rada Polityki Pieniężnej zamierza podnosić stopy procentowe. Jest to o tyle istotne, że rosnąca inflacja powinna spowodować wzrost stóp procentowych. Ten z kolei nie jest mile widziany przez obecny rząd, bo podnosi koszt kredytowania. Wyższe stopy procentowe umacniają walutę, w związku z czym eksport byłby również mniej opłacalny.

Rekordy w USA

Amerykańska giełda w dalszym ciągu ma się bardzo dobrze. Co kilka dni pojawiają się kolejne rekordy wywoływane pompowaniem płynności przez Rezerwę Federalną. Takie działanie ma jednak jeden podstawowy problem – mają ograniczony czas działania, a pompowany balon w pewnym momencie pęka. Zarówno giełda, jak i waluta mają się jednak bardzo dobrze. Pytanie jednak co będzie, kiedy ktoś powie: “sprawdzam”.

Co z naszym zerowym deficytem?

Budżet faktycznie zgłaszamy bez deficytu. Czy to jednak ma znaczenie, skoro pożyczamy pieniądze z funduszu solidarnościowego? Nie jest tak źle, że na spełnianie obietnic wyborczych pieniądze dla niepełnosprawnych zostaną zabrane, ale jest to bardzo śliska sztuczka, która przecież wyjdzie na jaw. Agencje Ratingowe przecież zauważą, że te pieniądze nie wzięły się z powietrza. Na ogół reguła fiskalna na temat wydatków powinna być tak zmodyfikowana, by nie pozwalać na takie sztuczki, ale nikt tego nie potrzebuje.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Inflacja w Polsce przyśpiesza

W tym tygodniu najciekawszymi wynikami makroekonomicznymi dla Polski okazały się wstępne szacunki grudniowej inflacji. Na koniec ubiegłego roku przyspieszyła ona do 0,8% m/m i 3,4% r/r, do czego przyczynił się znaczny wzrost cen żywności. Inflacja bazowa również przyspieszyła w grudniu i wyniosła powyżej 3% r/r. Zwiększa to prawdopodobieństwo, że roczna inflacja przekroczy poziom 4% na początku bieżącego roku (biorąc pod uwagę oczekiwany wzrost cen energii). Cel inflacyjny polskiego banku centralnego (NBP) wynosi natomiast 2,5%.

Z punktu widzenia grudniowej inflacji na uwagę zasługuje pierwsze w tym roku posiedzenie NBP. Oczekuje się, że NBP pozostawi stopy procentowe bez zmian – główna stopa pozostanie zatem na poziomie 1,50%. Polski bank centralny uważa przyśpieszenie inflacji za stan przejściowym i nie zamierza w żaden sposób na nie reagować. Prawdą jest, że w grudniu wzrost cen dotyczył głównie cen żywności, a od stycznia należy oczekiwać również podwyżek za energię, jednak w dalszym ciągu są to towary, które leżą poza zasięgiem oddziaływania polityki pieniężnej. Prezes A. Glapiński powtórzył, że przyszłym ruchem względem stóp procentowych będzie raczej obniżka niż wzrost. W tym roku, pomimo przyśpieszenia inflacji, najbardziej prawdopodobnym scenariuszem w Polsce pozostaje stabilność stóp procentowych.

Kurs złotego względem euro w ubiegłym tygodniu nie zmienił się znacząco i w piątek rano wynosił 4,25 EUR/PLN. Pod koniec tygodnia kurs eurodolar wynosił 1,111 EUR / USD.

Tygodniowy komentarz walutowo-makroekonomiczny Roksany Cichej, analityczki AKCENTY

Fortinet przedstawia prognozy cyberzagrożeń na 2020 rok

Fortinet przedstawił prognozy zespołu FortiGuard Labs dotyczące krajobrazu zagrożeń w roku 2020 i późniejszym okresie. Eksperci Fortinet zaprezentowali w nich metody, które – jak przewidują – cyberprzestępcy będą stosować w najbliższej przyszłości. Wskazano też na ważne strategie, które pomogą firmom chronić się przed nadchodzącymi atakami.

Więcej szczegółowych informacji można znaleźć na blogu Fortinet. Poniżej zaprezentowano wybrane z nich.

Zmiana trajektorii cyberataków

Metody prowadzenia cyberataków stały się w ostatnich latach bardziej wyrafinowane, przez co wzrosła ich skuteczność i szybkość. Tendencja ta prawdopodobnie będzie się utrzymywać, dopóki przedsiębiorstwa nie zmienią sposobu myślenia o swojej strategii bezpieczeństwa. Zasięg spotykanych w globalnej skali cyberzagrożeń, ich poziom wyrafinowania oraz szybkość modyfikowania powodują, że przedsiębiorstwa muszą być gotowe do reagowania w czasie rzeczywistym z prędkością maszyny, aby skutecznie przeciwdziałać agresywnym atakom. Zasadnicze znaczenie w tej walce będą miały postępy w wykrywaniu zagrożeń z wykorzystaniem sztucznej inteligencji (AI).

 Ewolucja sztucznej inteligencji jako systemu

Jednym z celów rozwoju sztucznej inteligencji specjalizującej się w bezpieczeństwie jest stworzenie adaptacyjnego układu odpornościowego dla sieci, podobnego do tego w ludzkim ciele. Pierwsza generacja tego typu rozwiązań została zaprojektowana do korzystania z modeli uczenia maszynowego w celu zbierania danych, korelowania ich, a następnie określania konkretnego kierunku działania. Druga generacja sztucznej inteligencji wykorzystuje coraz bardziej wyrafinowaną zdolność wykrywania wzorców, aby znacznie poprawić takie obszary, jak kontrola dostępu, poprzez dystrybucję węzłów edukacyjnych w całym środowisku. W trzeciej generacji natomiast, zamiast polegać na centralnym, monolitycznym centrum przetwarzania, sztuczna inteligencja połączy swoje regionalne węzły uczące się, aby lokalnie zgromadzone dane mogły być udostępniane, korelowane i analizowane w bardziej rozproszony sposób. Będzie to bardzo ważny etap rozwoju, ponieważ przedsiębiorstwa planują zabezpieczenie swoich rozwijających się środowisk przetwarzania na brzegu sieci.

Federacyjne uczenie maszynowe

Oprócz wykorzystania tradycyjnych form analizy zagrożeń zbieranych z różnego typu kanałów informacyjnych lub pochodzących z przeprowadzanej wewnętrznie analizy ruchu i danych, uczenie maszynowe będzie ostatecznie bazować na mnóstwie istotnych informacji spływających z nowych urządzeń brzegowych do lokalnych, uczących się węzłów. Śledząc i korelując te informacje w czasie rzeczywistym, system sztucznej inteligencji będzie mógł nie tylko wygenerować pełniejszy obraz zagrożeń, ale także dopracować sposób, w jaki wdrożone w firmach systemy mogą reagować na zdarzenia lokalne. Systemy AI będą w stanie widzieć pojawiające się zagrożenia, korelować informacje o nich, śledzić i przygotowywać się na atak, m.in. udostępniając informacje o tym fakcie w sieci. Ostatecznie federacyjny system uczenia maszynowego pozwoli na połączenie zestawów danych, przez co modele uczenia się będą mogły dostosować się do zmieniających się trendów dotyczących środowisk i zdarzeń. Dzięki temu zaobserwowanie incydentu tylko w jednym punkcie poprawi inteligencję całego systemu.

Łączenie AI (sztucznej inteligencji) i Playbooks (katalaogów informacji o zagrożeniach) w celu przewidywania ataków

Inwestowanie w sztuczną inteligencję pozwala przedsiębiorstwom nie tylko na automatyzację zadań, ale także zapewnia zautomatyzowany system wyszukujący i wykrywający ataki oraz działający prewencyjnie. Połączenie uczenia maszynowego z analizą statystyczną umożliwia opracowanie indywidualnych planów działań powiązanych ze sztuczną inteligencją w celu lepszego wykrywania zagrożeń i reagowania na nie. W ten sposób powstają katalogi opisujące zagrożenia – Playbooks, dzięki którym można odkryć podstawowe wzorce pozwalające systemowi AI przewidzieć następny ruch atakującego, wykryć, gdzie może nastąpić następny atak, a nawet określić kto jest najbardziej prawdopodobnym winowajcą. Jeśli te informacje zostaną dodane do systemu uczenia sztucznej inteligencji, jego węzły będą mogły zapewnić zaawansowaną i proaktywną ochronę, w ramach której nie tylko wykrywają zagrożenie, ale także prognozują ruchy, proaktywnie interweniują i koordynują wiedzę z innymi węzłami, aby jednocześnie wykluczyć wszystkie możliwości ataku.

Szansa w kontrwywiadzie i oszukiwaniu

Jedną z najbardziej kluczowych dziedzin w świecie szpiegostwa jest kontrwywiad. To samo dotyczy prowadzenia ataku na środowisko, w którym ruchy są dokładnie monitorowane przez jego właścicieli. Broniący się mają wyraźną przewagę nad cyberprzestępcami dzięki dostępowi do rodzajów informacji o zagrożeniach, których jakość można zwiększyć dzięki uczeniu maszynowemu i sztucznej inteligencji. Mogą zatem pokusić się na swego rodzaju oszustwo – wprowadzenie do transmisji danych sztucznego ruchu, który utrudni przestępcom nauczenie się wzorców prawdziwego ruchu i uniemożliwi – przynajmniej przez pewien czas – stworzenie odpowiednich algorytmów wykradających informacje. Ale równocześnie należy spodziewać się, że cyberprzestępcy zaczną zdawać sobie sprawę z tego, że są oszukiwani i mogą rozpocząć działania kontrwywiadowcze. Będą musieli nauczyć się odróżniać wzorce tradycyjnego i sztucznego ruchu, bez przyłapania na szpiegowaniu. Ale i tego typu działania będą mogły być wykrywane dzięki sztucznej inteligencji, która pomoże stworzyć katalogi opisujące najlepsze praktyki w tej dziedzinie (Playbooks). Ułatwi także kreowanie sztucznego ruchu, aby jak najbardziej skutecznie „zaciemniał” on potok danych zawierających właściwe informacje.

Ścisła współpraca z organami ścigania

Cyberbezpieczeństwo ma szczególne wymagania dotyczące prywatności i dostępu do danych, coraz bardziej regulowane przez lokalne ustawodawstwo w poszczególnych krajach. Natomiast cyberprzestępczość nie ma granic, co powoduje, że organy ścigania nie tylko zostały zmuszone do tworzenia globalnych centrów dowodzenia, ale także zaczęły łączyć je z sektorem prywatnym, dzięki czemu są o krok bliżej do wykrywania działań cyberprzestępców i reagowania na nie w czasie rzeczywistym. Struktura organów ścigania oraz ich relacje z sektorem publicznym i prywatnym mogą pomóc w identyfikowaniu cyberprzestępców. Inicjatywy promujące bardziej jednolite podejście do współpracy pomiędzy różnymi międzynarodowymi i lokalnymi organami ścigania, rządami, przedsiębiorstwami i ekspertami ds. bezpieczeństwa pomogą przyspieszyć bezpieczną wymianę informacji w celu ochrony infrastruktury krytycznej i przed cyfrową przestępczością. 

Poziom wyrafinowania działań cyberprzestępców nie maleje

Oczywiste jest, że wszelkie zmiany w strategiach ochrony przedsiębiorstw zostaną w końcu zauważone przez cyberprzestępców. Firmy stosujące zaawansowane zabezpieczenia sieciowe oraz wyrafinowane metody wykrywania ataków i reagowania na nie, powinny liczyć się z podejmowanymi próbami jeszcze silniejszych ataków – zarówno w skali, jak też sposobie ich przeprowadzenia. Nie jest tajemnicą, że cyberprzestępcy także interesują się sztuczną inteligencją i coraz częściej będzie ona wykorzystywana do skutecznego prowadzenia ataków.

Zaawansowane techniki unikania

Ogłoszony niedawno raport Fortinet Threat Landscape pokazuje wzrost wykorzystania przez cyberprzestępców zaawansowanych technik omijania zabezpieczeń, zaprojektowanych w celu zapobiegania wykrywaniu, wyłączania funkcji ochronnych oraz unikania wykrycia dzięki korzystaniu do ataku wyłącznie z zasobów posiadanych przez potencjalną ofiarę, np. zainstalowane u niej oprogramowanie. Wiele współczesnych narzędzi przestępczych zawiera już funkcje pozwalające „omijać” oprogramowanie antywirusowe lub inne środki wykrywania zagrożeń. Natomiast cyberprzestępcy stają się coraz bardziej wyrafinowani w swoich praktykach zaciemniania i antyanalizy, aby uniknąć wykrycia. Takie strategie maksymalizują szansę na wykorzystanie słabości technik ochronnych i brak odpowiedniego przygotowania personelu w przedsiębiorstwie.

Rój botów atakuje

W ciągu ostatnich kilku lat wykształciła się nowa technika ataku nazywana rojem botów. Do atakowania w ten sposób sieci oraz podłączonych do nich urządzeń wykorzystywane są uczenie maszynowe i sztuczna inteligencja, których potencjał może być wykorzystywany do infiltracji sieci, blokowania pracy wewnętrznych mechanizmów obronnych oraz skutecznego wyszukiwania i wykradania danych. Wyspecjalizowane boty, uzbrojone w określone funkcje, będą mogły wymieniać się zgromadzonymi informacjami i korelować je w czasie rzeczywistym, aby przyspieszyć zdolność całego roju do wybierania i modyfikowania ataków, nawet na wiele celów jednocześnie.

5G i przetwarzanie na brzegu sieci przyspieszą ataki

Transmisja danych w sieciach 5G może stać się katalizatorem rozwoju ataków wykorzystujących roje botów. Dzięki tej technologii możliwe będzie tworzenie lokalnych sieci ad hoc, które mogą szybko udostępniać i przetwarzać informacje. Działające na brzegu sieci urządzenia, wyposażone w moduł transmisji danych 5G, mogą stać się kanałem dystrybucji złośliwego kodu, zaś grupy zainfekowanych urządzeń mogą współpracować, aby atakować ofiary z jeszcze większą szybkością, zapewnianą przez 5G. W takiej sytuacji, biorąc pod uwagę szybkość, inteligencję i lokalny charakter tego typu ataków, starsze rozwiązania ochronne mogą okazać się nieskuteczne.

Zmiana sposobu prowadzenia ataków zero-day przez cyberprzestępców

Do tej pory znalezienie luki zero-day oraz opracowanie dla niej exploita było kosztowne, więc przestępcy wykorzystywali je tak długo, aż nie zostały zneutralizowane. Jednak rosnąca ilość możliwości przeprowadzenia ataku, łatwość wykrywania luk z wykorzystaniem sztucznej inteligencji oraz rosnąca liczba dostępnych na świecie usług i oprogramowania wpływają na zdecydowany wzrost ryzyka częstego pojawiania się nowych podatności typu zero-day. Konieczne będzie podejmowanie dodatkowych środków bezpieczeństwa, aby przeciwdziałać temu trendowi.

„Sukcesy osiągane przez cyberprzestępców wynikają z możliwości wykorzystania powiększającej się powierzchni ataku i rosnącej liczby luk bezpieczeństwa powstających w wyniku cyfrowej transformacji. Ostatnio metody podejmowanych ataków stały się jeszcze bardziej wyrafinowane dzięki integracji sztucznej inteligencji i technologii roju botów. Na szczęście tempo tego wzrostu zostanie wkrótce wyhamowane, jeśli więcej przedsiębiorstw użyje do ochrony swoich sieci tego samego rodzaju strategii, które przestępcy stosują do atakowania ich. Wymaga to ujednoliconego podejścia o szerokim zakresie, zintegrowanego i zautomatyzowanego, aby zapewnić wymianę informacji pomiędzy segmentami sieci, jej brzegiem, Internetem Rzeczy oraz dynamicznymi chmurami.” – Derek Manky, Chief, Security Insights & Global Threat Alliances, Fortinet

Koszty zarządzania inwestycją a limitowanie na podstawie art. 15e ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych (CIT)

Niektóre wydatki na zakup usług niematerialnych od podmiotów powiązanych podlegają od 1 stycznia 2018 r. limitowaniu w kosztach uzyskania przychodu na podstawie art. 15e ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych (CIT). Do takich wydatków zalicza się w szczególności usługi doradcze, reklamowe, zarządzania i kontroli, przetwarzania danych, ubezpieczeń, gwarancji i poręczeń, badania rynku oraz świadczenia o podobnym charakterze.

Limitując takie usługi, ustawodawca wskazał w uzasadnieniu do nowelizacji ustawy, że racjonalnie działający przedsiębiorca powiązany z innymi przedsiębiorcami w ramach grup kapitałowych potrzebuje w toku prowadzonej działalności nabyć usługi jedynie o określonej wartości od podmiotów powiązanych. Nadwyżka ponad tę kwotę stanowi jedynie rozliczenia pomiędzy podmiotami niewynikające z działalności gospodarczej.

Wokół tego przepisu pojawił się szereg wątpliwości, które podatnicy potwierdzali w toku interpretacji indywidualnych. Część spraw trafiła do sądów administracyjnych. Szczególnie ciekawie przedstawia się tematyka kwalifikacji pod kątem tych przepisów różnego rodzaju usług zarządzania.

Pojęcie usług zarządzania

Ministerstwo Finansów wskazuje, że jako usługi zarządzania i kontroli wskazane w tym przepisie, należy rozumieć szeroki zakres czynności, w szczególności określonych w PKWiU:

  • 20.40.0 – Usługi zarządzania masą upadłościową;
  • 10.10.0 – Usługi firm centralnych (head offices) i holdingów, z wyłączeniem holdingów finansowych;
  • 22.17.0 – Usługi zarządzania procesami gospodarczymi.

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie w wyroku z 25 kwietnia 2019 r. zwrócił uwagę, że „Za usługi zarządzania należy uznać pewne profesjonalne usługi, w ramach których podmiot je świadczący dokonuje władczych rozstrzygnięć, determinuje kierunek działań i rozwoju działalności zlecającego taką usługę. Elementem zaś charakteryzującym usługi zarządzania jest władcze podejmowanie istotnych decyzji biznesowych”. W konsekwencji nie mogą być uznane za zarządzanie czynności jedynie o charakterze administracyjnym, nie mające wpływu na procesy, z których nie wynikają żadne decyzje.

Przepis ten odnosi się również do usług o podobnym charakterze. Trzeba jednak zwrócić uwagę, że nie mogą to być dowolne usługi, ale także usługi związane z wydawaniem władczych decyzji biznesowych, choć nie zawsze określane jako zarządzenia. Przy ocenie świadczenia należy zawsze brać pod uwagę jego cel, a nie nazwę.

Bezpośredni związek

Zgodnie z art. 15e ust. 11 ustawy o CIT z zakresu kosztów podlegających limitowaniu na podstawie art. 15e ust. 1 ustawy wyłączone są wydatki na usługi i prawa bezpośrednio związane z wytworzeniem lub nabyciem przez podatnika towaru albo świadczeniem usługi.

Jak wynika z wyjaśnień Ministerstwa Finansów, koszty bezpośrednio związane z wytworzeniem lub nabyciem usługi lub towaru, to „koszt usługi lub prawa w jakimkolwiek stopniu «inkorporowanych» w produkcie, towarze lub usłudze. Jest to zatem koszt, który wpływa na finalną cenę danego towaru lub usługi, jako (zazwyczaj) jeden z wielu wydatków niezbędnych do poniesienia w procesie dystrybucji danego dobra lub świadczenia określonej usługi. Koszt ten powinien przy tym być możliwy do zidentyfikowania, jako czynnik obiektywnie kształtujący cenę danego dobra lub usługi”. Z powyższego stanowiska Ministerstwa wynika, że aby wykazać bezpośredni związek, podatnik musi dowieść, jak cena usługi wpływa na koszt finalnego towaru lub usług. Jak słusznie wskazuje Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie w wyroku z 18 lipca 2019 r. (sygn. III SA/Wa 2655/18): „nie jest wystarczające samo stwierdzenie, że opłaty za usługi są uwzględniane przy obliczaniu początkowej ceny sprzedaży produktu”. WSA uznał tym samym, że usługi zarządzania zakupami nie są bezpośrednio związane z wytwarzanymi towarami, gdyż ich naturą jest kontraktowanie podmiotów, czyli pośrednictwo przy łączeniu dostawcy z odbiorcą. W konsekwencji podatnik powinien objąć te usługi limitem zgodnie z art. 15e ustawy o CIT.

W każdej sytuacji „bezpośredniość” związku powinna być poddana odrębnej analizie w celu ustalenia, jak zakupiona usługa wpływa na kształtowanie się finalnych cen sprzedawanych towarów lub usług oraz generalny związek z czynnościami. Nie każda zakupiona usługa, pomimo że często związana z działalnością gospodarczą i przychodami, wpływa na ustalenie ceny, przy czym powstaje pytanie, czy taki wpływ jest istotny, czy powinien być zauważalny.

Nie tylko materialne usługi…

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gliwicach w wyroku z 16 stycznia 2019 r. (sygn. I SA/Gl 1199/18) zauważył z kolei, że „Zarządzanie i kontrola może dotyczyć strategii działania spółki, jak również jej spraw o mniejszej wadze, np. jak bieżących kwestii związanych z działalnością. Nie ma bowiem istotnej jakościowej różnicy pomiędzy zakupieniem od podmiotu zewnętrznego usług zarządzania, a „wynajmem” personelu trudniącego się zarządzaniem”. W uproszczeniu takie stwierdzenie WSA oznacza, że podatnik nie powinien utożsamiać usług zarządzania i kontroli objętych limitowaniem jedynie z materialnymi usługami w postaci wytaczania wizji i strategii spółki czy zarządzania procesami gospodarczymi. Każda pojedyncza czynność powinna zostać w tym zakresie przeanalizowana pod kątem jej charakteru, tym bardziej że ustawodawca objął limitowaniem także usługi o podobnym charakterze. Niewłaściwe więc jest ograniczanie się jedynie do kodów PKWiU, bez faktycznego analizowania sensu i celu kupowanych usług.

Zarządzanie inwestycją a limitowanie kosztów

W kontekście powyższych rozważań związanych z limitowaniem wydatków na zarządzanie warto przeanalizować wydatki związane z kosztami zarządzania inwestycją. Z jednej strony takie usługi można potraktować jako niezwiązane bezpośrednio ze świadczonymi usługami, gdyż ich celem jest zarządzanie inwestycją, a nie jej budowa/sprzedaż. Wtedy jako usługi zarządzania podlegałyby co do zasady limitowaniu. Jednak z drugiej strony bez takich usług nie powstałaby inwestycja, a koszty usług zarządzania są zawsze pośrednio wkalkulowane w cenę inwestycji. Wątpliwości w tym zakresie rozwiał Wojewódzki Sąd Administracyjny we Wrocławiu, który w wyroku z 14 listopada 2019 r. (sygn. akt I SA/Wr 619/19) wskazał, że „inkorporacja” kosztu w finalną cenę produktu nie jest warunkiem koniecznym do uznania kosztu za bezpośrednio związany z wytworzeniem tego produktu. W konsekwencji, pomimo iż usługi zarządzania inwestycją nie kształtują jej ceny oraz nie mają na nią dużego wpływu, nie sposób uznać, że tego rodzaju koszty nie są bezpośrednio związane z procesem wytworzenia danej inwestycji. Tym samym WSA uznał, że usługi zarządzania inwestycją nie podlegają limitowaniu w CIT określonemu w art. 15 e ustawy.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

2019: Trendy rynku biurowego w Polsce

Rekordowa wartość transakcji inwestycyjnych i wysoki popyt na powierzchnie potwierdza doskonałą kondycję segmentu biurowego w naszym kraju.

W 2019 roku mogliśmy obserwować dalszy, intensywny wzrost rynku biurowego w Polsce. Najbardziej dynamiczny rozwój w segmencie nieruchomości biurowych widoczny jest w Warszawie, która pod względem popytu zdystansowała rynki regionalne. Analitycy Walter Herz przewidują, że bieżący rok zamknie się na stołecznym rynku najlepszym w historii wynikiem pod względem ilości wynajętej powierzchni. W 2019 roku mieliśmy do czynienia w Warszawie z rekordowymi transakcjami najmu. mBank wynajął w Mennicy Legacy Tower 45,6 tys. mkw. powierzchni biurowej, a Orange Polska odnowiła najem blisko 45 tys. mkw. biur w Miasteczku Orange.

Wyraźne zmiany we wszystkich, największych ośrodkach biurowych w Polsce widać też w strukturze popytu. Rośnie udział umów przednajmu. W miastach regionalnych przednajem obejmuje już jedną trzecią wynajmowanej powierzchni. W Warszawie większość biur będących w budowie jest już zabezpieczona umowami.

Bartłomiej Zagrodnik, Partner Zarządzający w Walter Herz zauważa, że na rynku biurowym mamy dziś do czynienia z bardzo dużą aktywnością najemców, zarówno z sektora prywatnego, jak i publicznego. – Niesłabnący popyt na biura, nie tylko w dużych miastach, ale i w mniejszych ośrodkach miejskich, dopinguje z kolei do działania deweloperów, którzy w szybkim tempie wprowadzają na rynek kolejne, często spektakularne projekty. Ponadto do inicjowania nowych inwestycji motywuje ich także duże zainteresowanie nieruchomościami komercyjnymi zgłaszane ze strony różnych rynków kapitałowych, w tym również takich które dotąd w Polsce były mniej aktywne – informuje.

Bartłomiej Zagrodnik podkreśla, że inwestycjom w Polsce sprzyja notowany w kraju wzrost gospodarczy, coraz szersza oferta produktów inwestycyjnych, w tym przede wszystkim obiektów klasy AAA oraz wysoki popyt ze strony najemców, o czym świadczyć może choćby minimalny poziom pustostanów w segmencie biurowym. – Zainteresowaniem inwestorów cieszy się, nie tylko rynek warszawski, ale także rynki regionalne, na których w tym roku rejestrowany jest rekordowy poziom transakcji inwestycyjnych w sektorze biurowym. Najlepsze wyniki osiąga w tym zakresie Kraków, Wrocław i Trójmiasto. To dowód na dobrą kondycję segmentu biurowego w całej Polsce – przyznaje Bartłomiej Zagrodnik.

Polska postrzegana jest jako stabilna i dojrzała gospodarka, stąd duże międzynarodowe fundusze coraz chętniej u nas inwestują. Udział w transakcjach zwiększa przede wszystkim kapitał azjatycki, szczególnie z Korei Południowej. Z danych Walter Herz wynika, że wartość transakcji inwestycyjnych na regionalnych rynkach biurowych poza Warszawą przekroczyła w ubiegłym roku wartość 1 miliarda euro, co stanowi historycznie najlepszy rezultat. W całej Polsce łączna suma transakcji, których przedmiotem były obiekty biurowe po trzech kwartałach 2019 roku przewyższyła natomiast wielkość wolumenu z 12 miesięcy roku wcześniejszego.

Na naszym rynku biurowym, jak  oblicza Walter Herz, w budowie jest 1,7 mln mkw. powierzchni. Wśród realizowanych inwestycji są również takie, które imponują swoim rozmachem. Największym, powstającym kompleksem jest warszawskie Varso, które zaoferuje 110 tys. mkw. powierzchni biurowych. W nadchodzącym czasie w Warszawie planowane jest też oddanie do użytkowania kilku widowiskowych wież biurowych,  w tym m.in. Mennicy Legacy Tower, Widok Towers, The Warsaw HUB, czy Skylinera.

W największych ośrodkach biznesowych w kraju powstają duże obiekty, które oferują biura na najwyższym światowym poziomie. Coraz liczniej pojawiają się wśród nich projekty typu mixed-use, które często bazują na rewitalizacji historycznych zabudowań industrialnych. Obiekty wielofunkcyjne, jak warszawskie inwestycje Elektrownia Powiśle, The Warsaw HUB, Fabryka Norblina, Browary Warszawskie i Koneser, czy łódzka Fuzja i Monopolis cieszą się dużym powodzeniem najemców. Dlatego, jak prognozuje Bartłomiej Zagrodnik, także nadchodzący czas będzie okresem intensywnego rozwoju inwestycji multifunkcyjnych, które dziś bardzo często niosą ze sobą przebudowę dużych fragmentów miast, a niektóre z nich objęte są ochroną konserwatorską.

Najbliższe miesiące przyniosą także weryfikacje rynku biur serwisowanych i powierzchni coworkingowych, który w ostatnim czasie znacznie zwiększył w Polsce swoje zasoby, przede wszystkim w Warszawie. Otwarcie kilku nowych lokalizacji dla elastycznych przestrzeni, m.in. w kompleksach Warsaw Hub, Central Point, Varso, Mennicy Legcy Tower, Fabryce Norblina, czy Monopolis ujawni realne zapotrzebowanie na tego typu powierzchnię, co zadecyduje o tempie rozwoju tego segmentu w naszym kraju.

Deweloperzy w ostatnim czasie częściej stawiają też na zaawansowane technologicznie rozwiązania ekologiczne. Niedawno mogliśmy obserwować szereg zmian w tym zakresie na rynku biurowym. Aranżacja nowych obiektów idzie w stronę podnoszenia efektywności energetycznej i obniżania negatywnego wpływu budynków na środowisko naturalne. Biurowce stają się, nie tylko coraz bardziej komfortowe, ale i oszczędne. Zastosowane w nich rozwiązania pozwalają na uzyskanie dobrego wyniku w ramach wielokryterialnej certyfikacji, w procesie której oceniana jest efektywność energetyczna, efektywność gospodarowania wodą, jakość środowiska wewnętrznego budynku, redukcja odpadów i zastosowanie recyklingu oraz jakość materiałów wykorzystywanych do budowy obiektów. Dostępne technologie pozwalają tworzyć obecnie budynki zero-energetyczne, tj. o zerowym zużyciu energii i zerowej emisji dwutlenku węgla. Najnowocześniejsze kompleksy walczą o potwierdzenie swojego standardu certyfikatami na najwyższym poziomie.

W najbardziej prestiżowych budynkach testowane są także systemy wspierające użytkowników w organizowaniu codziennego dnia pracy. Umożliwiają to aplikacje na smartphony, które pozwalają dostosować do potrzeb oświetlenie, temperaturę, wilgotność w pomieszczeniach, zarezerwować salę konferencyjną, parking, czy inne usługi.

4 elementy, które powinny znaleźć się w umowie chwilówki

Stale rosnąca popularność chwilówek sprawia, że coraz większa liczba osób decyduje się na skorzystanie z tego rozwiązania, kiedy na ich drodze pojawia się jakikolwiek nieprzewidziany wydatek. Nie ma w tym nic dziwnego, w końcu szybkie pożyczki nie wymagają wielu formalności ani nawet wychodzenia z domu, za to pozwalają na otrzymanie wymaganej kwoty często już nawet tego samego dnia.

Warto jednak pamiętać, że oferty pozabankowe zasadniczo różnią się od tych, z jakimi można się spotkać w banku, a ponieważ obowiązujące przepisy nie regulują ich tak dokładnie, jak kredytów, na rynku znaleźć można ogromną liczbę różnorodnych możliwości. Dzięki temu każdy znajdzie coś odpowiadającego swoim potrzebom, warto jednak nie skupiać się tylko na dostępnych kwotach oraz warunkach, jakie trzeba spełnić, równie istotną kwestią jest sama umowa pożyczki. Podpisanie takiego dokumentu powinno nastąpić dopiero po dokładnym zapoznaniu się z zawartymi w nim zapisami, dlatego dobrze jeśli już na samym początku posiada się wiedzę o tym, co powinien zawierać.

Podstawowe informacje

Pierwszą rzeczą, która powinna być jasno określona w każdej umowie, jest wyraźne zaznaczenie stron, które zawierają taką umowę wraz z podaniem wszystkich niezbędnych informacji. W umowie pożyczki musi znaleźć się informacja o tym, kto jest pożyczkobiorcą oraz o tym, kto udziela takiego zobowiązania. Bardzo istotne jest również dokładne sprawdzenie, czy wszelkie informacje na pewno są zgodne z prawdą. W celu przyspieszenia całego procesu warto z wyprzedzeniem przygotować dowód osobisty, który pozwoli na szybkie podanie niezbędnych danych.

Kwota oraz koszt pożyczki

Kolejnym elementem, który musi znaleźć się w umowie, jest dokładna kwota pożyczki. Ponieważ to właśnie umowa jest dokumentem, na podstawie którego regulowana będzie pożyczka, warto upewnić się, czy zawiera warunki spłaty oraz, czy są one takie same jak te, które były nam wcześniej oferowane. Powinny znaleźć się w niej zapisy dotyczące całkowitego kosztu naszej chwilówki, to znaczy całej kwoty, jaką będziemy musieli zwrócić wraz z upływem terminu spłaty, razem z oprocentowaniem i opłatami. Nie zawsze rzeczywiste warunki będą takie same jak te, które oferowane były w materiałach reklamowych, dlatego dla własnego bezpieczeństwa najlepiej dokładnie zapoznać się z umową przed jej podpisaniem.

Termin i warunki spłaty

Termin spłaty również jest bardzo istotny i powinien zostać określony we właściwym miejscu umowy pożyczki. Jednak istotna jest nie tylko sama data, w której dane zobowiązanie musi zostać spłacone, ale również to czy dostępna jest możliwość przesunięcia tego terminu. Dobra umowa powinna jasno opisywać, w jaki sposób powinien postępować klient chcący spłacić swoją pożyczkę przed terminem, co z reguły pozwala na zmniejszenie kosztów, jak i klient, któremu zależy na przedłużeniu czasu spłaty. Dodatkowo w umowie powinny być określone konsekwencje, z jakimi trzeba się liczyć w przypadku nieterminowego uregulowania swojego zobowiązania, z dokładnym zaznaczeniem tego, jakie kroki oraz kiedy zostaną podjęte.

Zerwanie umowy

Zarówno pożyczkobiorca, jak i pożyczkodawca mają możliwość odstąpienia od umowy w określonych sytuacjach. W umowie pożyczki powinny znaleźć się zapisy regulujące tę kwestię wraz z drogą postępowania w przypadku chęci zerwania umowy lub złożenia reklamacji. Istotne są nie tylko informacje o tym, w jakiej formie należy zgłosić taką decyzję, ale również o terminie oraz sposobie, w jaki zostanie udzielona odpowiedź na nasz wniosek.

Wybierając najlepszą dla siebie ofertę, warto korzystać z porównywarek pożyczek jak LoanScouter, tutaj można znaleźć wszystkie niezbędne informacje, które pozwolą na dokonanie wyboru. Warto również sprawdzić na stronie wybranego pożyczkodawcy, czy udostępniona jest ramowa umowa pożyczki, pozwala to na zapoznanie się z dokładnymi warunkami udzielanych zobowiązań jeszcze przed złożeniem wniosku o pożyczkę.

Materiały POS dbają o wizerunek i zwiększają zyski marek

Materiały POS to nośniki reklamy Below The Line, które zwracają uwagę konsumentów na marki oraz ich produkty w punktach sprzedaży. Dzięki materiałom POS możliwe jest motywowanie klientów do podjęcia zakupowych decyzji, a także pozycjonowanie wizerunku i komunikacji marki w ich świadomości. Dzięki temu POS-y są efektywnymi narzędziami marketingowymi zwiększającymi sprzedaż.

76% decyzji zakupowych podejmowanych jest w sklepach

Takie wnioski opublikowano w raporcie badania Point of Purchase Advertising International. Konsumenci niezwykle chętnie podejmują impulsowe decyzje zakupowe, do których motywuje ich atrakcyjności oferty, atmosfera panująca w sklepie sprzyjająca zakupom, a także materiały POS wspierające sprzedaż w punktach handlowych.

Materiały POS przyjmują wiele form i pełnią zróżnicowane funkcje dostosowane do lokalizacji w sklepie oraz designu. Wśród typowych rozwiązań POS należy wymienić m.in. kategorię produktową, która ma na celu wyróżnienie produktów na półkach na tle konkurencji oraz ułatwienie konsumentom wyboru. Do takich POS-ów zalicza się m.in. wobblery, stoppery, shelf-linery czy toppery.

Drugą istotną kategorią POS-ów są standy reklamowe. Są one kluczowe dla wspierania sprzedaży w zakresie tzw. secondary placementu, czyli umieszczania produktów poza jego kategorią produktową. Standy mogą również służyć do promocji towarów w strefach przykasowych, które odznaczają się największą efektywnością sprzedaży impulsowej.

Trendy w projektowaniu materiałów POS

Współcześnie stosowane produkty wspierające sprzedaż to nowoczesne i zaawansowane materiały, które efektywnie przyciągają i skupiają uwagę konsumentów, wywołują w nich pożądane emocje oraz skutecznie motywują do zakupu. Proces projektowania i produkcji materiałów POS w dużej mierze opiera się na konieczności wykorzystania wiedzy z zakresu technologii produkcyjnych, nowoczesnych rozwiązań technicznych, shopper marketingu, projektowania oraz psychologii zakupowej.

Podczas projektowania materiałów POS należy pamiętać o wizerunku i charakterze promowanej marki, założeniach kampanii promocyjnej, sezonowości oraz dostosowaniu do specyfiki docelowej grupy odbiorców. Displaye czy standy świetnie sprawdzają się również jako narzędzie do rebrandingu.

Według badania agencji POPAI wśród aktualnych trendów w projektowaniu materiałów POS dużą rolę odgrywają podświetlane standy reklamowe, które zgodnie z raportem przygotowanym przez POPAI zwiększają prawdopodobieństwo zakupu aż o 23%. Wśród innych kluczowych technologii wdrażanych w materiałach wspierających sprzedaż zalicza się m.in. głośniki kierunkowe, czujniki ruchu i aromatyzery. Dzięki jednoczesnemu angażowaniu zmysłu wzroku, zapachu i słuchu możliwe jest zmaksymalizowanie zaangażowania konsumenta. Według POPAI POS-y z zaimplementowanymi aromatyzerami są w stanie zaangażować konsumentów o 75% mocniej względem standów oddziałujących wyłącznie na zmysł wzroku czy słuchu.

Poznaj nowoczesne i innowacyjne realizacje materiałów wspierających sprzedaż. Sprawdź materiały POS Canvas – specjalistów od Visual Merchandisingu.

Branża HR: Bezpłatne praktyki powinny zniknąć z rynku

Według ekspertów z branży HR, obecnie nie trzeba wprowadzać całkowitego zakazu bezpłatnych praktyk. To mogłoby ograniczyć wybór studentom, którzy decydują się na takie oferty w ramach realizowanego programu nauczania. Ponadto to rynek wymusza zmiany, a propozycje bez wynagrodzenia pojawiają się coraz rzadziej. Zwykle są one przygotowane przez pracodawców, których nie stać na płatne programy stażowe. Mogą też pojawiać się w niektórych zawodach rzemieślniczych, ze względu na ich specyfikę. Zdarza się, że firmy otrzymują pozapłacowe świadczenia. I dodają, że wynagrodzenia dla praktykantów nie powinny być niższe od płacy minimalnej.   

Prawo bez zmian

Czy bezpłatne praktyki powinny być całkowicie zakazane? Z tym pytaniem analitycy serwisu agencyjnego MondayNews zwrócili się do wybranych firm działających na rynku HR. Część z nich w ogóle nie chciała zająć stanowiska w tej sprawie. W tym gronie znalazły się również duże agencje, które stale poszukują praktykantów.

– Skłaniałbym się ku takiemu rozwiązaniu, które dopuszcza także nieodpłatne praktyki. Zakładając, że rozumiemy je jako wszystko to, co jest wyłącznie przyuczaniem do zawodu, naturalnym przedłużeniem edukacji, zdobywaniem praktycznych umiejętności, a wreszcie obowiązkiem ucznia lub studenta. Oczywiście pracodawca może też zdecydować o tym, aby taką praktykę honorować wynagrodzeniem – mówi Mateusz Żydek, ekspert rynku pracy w Randstad Polska.

Z kolei jak podkreśla Maja Szelowska, ekspert z Hays Poland, tworzenie regulacji prawnych dotyczących odpłatności wydaje się być zbędne, ponieważ to rynek wymusza odpowiednie zmiany w tym zakresie. Pracodawcy coraz częściej samodzielnie decydują się na organizację płatnych praktyk i staży. One cieszą się bowiem większym zainteresowaniem kandydatów. Wprowadzenie zakazu bezpłatnych praktyk, na które często decydują się studenci realizujący założenia programowe studiów, mogłoby znacząco ograniczyć ich możliwości wyboru.

– Od kliku już lat kwestia wynagradzania praktykantów jest tematem spornym. Jednak nie ma konieczności zakazywania bezpłatnych praktyk, gdyż naturalnie przestaną one funkcjonować. Stanie się tak z uwagi na coraz większą dostępność ofert, w których pracodawca zapewnia chociaż minimalne wynagrodzenie. Standardem w firmach powinny być płatne praktyki – komentuje Anna Jędrzejak, ekspert rynku pracy w Manpower.

Tymczasem Aneta Sztompka, dyrektor regionu w LeasingTeam, stwierdza, że bezpłatne praktyki nie powinny być całkowicie zabronione. Te, które odbywają się w dużych firmach, spójne z kierunkiem studiów i planowaną karierą zawodową, wiążą się z faktycznym zdobyciem cennej wiedzy i doświadczenia. Ekspert podkreśla jednak, że praktykanci ponoszą koszty w postaci dojazdu, wyżywienia czy poświęconego czasu na wykonywanie pracy tak samo jak stały personel. I dodaje, że ze względu na to, powinno być im to rekompensowane.

– Punkt widzenia zależy oczywiście od punktu siedzenia. Młodzi ludzie często uważają bezpłatne praktyki za wyzysk i de facto pracę bez wynagrodzenia. Z kolei pracodawcy twierdzą, że rozliczają się z praktykantami przekazaną wiedzą oraz czasem poświęconym na przeszkolenie zupełnie niedoświadczonych osób – zaznacza Natalia Bogdan, prezes zarządu Jobhouse.

Sytuacja na rynku

Obecnie bezpłatne praktyki pojawiają się rzadko. Zwykle na najpopularniejszych portalach ogłoszeniowych jest ich kilka wśród setek płatnych ofert staży i stanowisk juniorskich lub asystenckich niewymagających doświadczenia. Bezpłatne praktyki przeważnie dotyczą mniejszych firm, które nie dysponują funduszami na płatne programy stażowe. Zdecydowanie częściej występują w mniejszych miejscowościach niż w dużych aglomeracjach.

– Sytuacje, w których staż lub praktyka mogą być bezpłatne, to raczej nie jest domena konkretnych rejonów kraju czy typów miejscowości. Jako kryterium traktowałbym tutaj raczej branżę, unikalność umiejętności oraz wielkość firmy. Mniejsze przedsiębiorstwa po prostu nie mogą zaoferować płatnych zajęć ze względu na ograniczony budżet. Jednocześnie nie chcą zamykać się na osoby, które chciałyby nauczyć się zawodu czy rozwinąć swoje umiejętności – przekonuje ekspert z Randstad Polska.

Natomiast Anna Jędrzejak zaznacza, że mniejszy odsetek firm proponujących bezpłatną formę współpracy działa w wyspecjalizowanych branżach. Ekspert wskazuje tu rynek FMCG, nowoczesne technologie czy IT. W nich prowadzone są częściej płatne programy rozwojowe. Z kolei Mateusz Żydek informuje, że bezpłatne praktyki i staże mogą pojawiać się w zawodach rzemieślniczych, w których umiejętności są unikalne, a w skali kraju brakuje specjalistów. Wynagrodzenia nie otrzymuje się też za praktyki pedagogiczne dla przyszłych nauczycieli. A w przypadku aplikacji (adwokackiej, radcowskiej, notarialnej czy komorniczej) trzeba wręcz zapłacić za skorzystanie z takiej możliwości.

– Dla wielu studentów celem pierwszych praktyk, obok chęci zdobycia doświadczenia zawodowego, jest przede wszystkim realizacja wymagań określonych w programie studiów. Wtedy zazwyczaj odbywają się one w okresie wakacyjnym. Ewentualnie są rozplanowane w taki sposób i w takim wymiarze godzinowym, aby student mógł je pogodzić z zajęciami na uczelni. Bezpłatne praktyki studenckie mogą maksymalnie trwać przez 3 miesiące, a po ich ukończeniu praktykant otrzymuje zaświadczenie o ich odbyciu – informuje Klaudia Milczarek, ekspert z Hays Poland.

Z doświadczenia firmy LeasingTeam wynika, że responsywność na ogłoszenia dot. płatnych praktyk jest znacznie wyższa (nawet o 80-90%) niż na oferty bez wynagrodzenia. Aneta Sztompka zaznacza, że zarówno frekwencja, jak i zaangażowanie stażystów w powierzone im zadania są znacznie wyższe w momencie, kiedy otrzymują za nie wynagrodzenie. Dużo chętniej się uczą i angażują.

Co najmniej minimum

– Nie da się określić jednoznacznie idealnego poziomu wynagrodzenia za praktyki, ponieważ tak osoba dopiero się uczy, poszerza wiedzę i zdobywa umiejętności. Pensja powinna więc różnić się od wynagrodzeń na stanowiskach juniorskich czy podstawowych. Z drugiej strony, proponowane warunki finansowe powinny uwzględniać koszty życia, np. wyżywienia czy dojazdów do pracy. I to nawet jeśli zakładamy, że praktykant mieszka jeszcze w domu rodzinnym i życiowe usamodzielnienie dopiero go czeka – mówi Mateusz Żydek.

Jak wskazuje Klaudia Milczarek, w zamian za poświęcony czas i zaangażowanie pracodawcy często oferują udział w szkoleniach lub pomoc w uzyskaniu ważnych branżowych certyfikatów. W kontekście dalszego rozwoju kariery jest to bardzo cenne dla osób stawiających pierwsze kroki na rynku pracy. Zdarza się również, że na koniec praktyk firmy przekazują vouchery prezentowe lub zniżki na swoje produkty i usługi.

– Dziś stażyści średnio zarabiają na rękę około półtorakrotność płacy minimalnej. Jednak pamiętajmy, że to poziom średni i często zawyżać go będą branże, w których wynagrodzenia są bardzo wysokie, np. stanowiska specjalistyczne w IT. Są też programy stażowe z urzędów pracy, w których można liczyć na ok. 1000 zł netto – dodaje ekspert z Randstad Polska.

Z kolei Aneta Sztompka zaznacza, że wszystko jest uzależnione od typu praktyk, zakresu obowiązków oraz firmy. LeasingTeam ma doświadczenie z propozycjami zarówno bezpłatnymi, jak i płatnymi, ze stawkami na poziomie ok. 1000 zł netto. W opinii Natalii Bogdan, wynagrodzenie powinno zależeć oczywiście od zakresu obowiązków i wynosić nie mniej niż płaca minimalna. Anna Jędrzejak również podkreśla, że firmy powinny wypłacać co najmniej najniższą krajową, zakładając, że przewidziane zadania z reguły zajmują wymiar etatu.

– Na rynku pracy pojawia się coraz więcej ofert płatnych praktyk i staży, dlatego pracodawcom jest trudniej znaleźć osoby zainteresowane nieodpłatną współpracą. Szczególnie dużym wyzwaniem dla firm jest pozyskiwanie chętnych, od których wymagana jest np. dobra znajomość języka obcego czy określonych programów. W takiej sytuacji oferowanie bezpłatnych praktyk może negatywnie wpłynąć na postrzeganie pracodawcy przez kandydatów – podsumowuje Maja Szelowska z Hays Poland.

Szefem działu Audit & Assurance Deloitte w Polsce został Adrian Karaś

Adrian Karaś do tej pory kierował wrocławskim biurem audytu Deloitte. Funkcję Partnera Zarządzającego w Dziale Audit & Assurance w Polsce objął 1 stycznia. Zastąpił na stanowisku Radosława Kuboszka, który obejmie nowe role w Deloitte, zarówno w strukturach polskiej, jak i środkowo-europejskiej spółki.

Adrian Karaś związany jest z Deloitte od 2014 roku. Jest absolwentem Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu, posiada wieloletnie doświadczenie w nadzorze i kierowaniu badaniami sprawozdań finansowych, jak również projektami due diligence. – Adrian ma ogromne doświadczenie, które zdobywał w firmach z różnych sektorów gospodarczych, w tym spółkach notowanych na giełdzie. Jestem przekonany, że przyczyni się do dalszego rozwoju działu Audit – mówi Tomasz Konik, Wiceprezes Zzarządu Deloitte w Polsce.

Adrian Karaś, Partner Zarządzający w dziale Audit & Assurance, Deloitte
Adrian Karaś, Partner Zarządzający w dziale Audit & Assurance, Deloitte

Nowy Partner przejął obowiązki od Radosława Kuboszka, który sprawował tę funkcję od czerwca 2011 r. Przez ten czas zespół audytu stabilnie się rozwijał, a w jego ofercie pojawiło się wiele nowoczesnych rozwiązań i narzędzi technologicznych. – Nasz priorytet na 2020 rok to zwiększanie wartości, jaką oferujemy klientom poprzez świadczone usługi oraz zapewnienie dalszego rozwoju naszym pracownikom. Rynek usług audytorskich, podobnie jak inne obszary biznesowe, ulega także zmianom związanym z rozwojem technologii. Dążymy do łączenia naszej wiedzy z nowymi technologiami, podnosząc w ten sposób wartość usług dla naszych klientów oraz kompetencje naszych zespołów – mówi Adrian Karaś, Partner Zarządzający w dziale Audit & Assurance, Deloitte.

Giełdowy Indeks Produkcji w grudniu nieznacznie zyskuje na wartości

W grudniu wartość Giełdowego Indeksu Produkcji (GIP60) wzrosła o 0,42% do poziomu 792,21 pkt. Stosunkowo dobre zakończenie ciężkiego roku może dawać nadzieję, że akcje polskich producentów wydostaną się z negatywnego trendu, ale wiele będzie zależeć od sytuacji w polskim i europejskim przemyśle, a także od sytuacji na Bliskim Wschodzie.

Analitycy z DSR podsumowali Giełdowy Indeks Produkcji (GIP) za miesiąc grudzień. W poniższym komunikacie dr Maciej Zaręba – analityk i współtwórca GIP, z DSR S.A. pisze:

Ostatni miesiąc 2019 roku przyniósł na warszawski parkiet trochę optymizmu. Większość indeksów branżowych odrabiało wcześniejsze straty, a najwięcej zyskiwały WIG-INFORMATYKA (+8,2% m/m) i WIG-MOTO (+6,3% m/m). Wśród nielicznych wyjątków znalazły się WIG-LEKI (-13,8% m/m), WIG-PALIWA (-7,4% m/m) i WIG-ENERGIA (-6,8%). Szczególnie dobrze radziły sobie spółki małe i średnie, co potwierdzają wyniki indeksów SWIG80 (2,4% m/m) i MWIG40 (3,2% m/m). Zdecydowanie słabiej radziły sobie największe spółki, WIG20 stracił w tym czasie 0,4% m/m, ograniczając wzrost indeksu szerokiego rynku WIG do 0,6% m/m.

Podobne wzorce można było znaleźć wśród 60 największych polskich spółek produkcyjnych, monitorowanych w ramach projektu Giełdowy Indeks Produkcji (GIP60). Wzrost GIP60 ograniczały głównie największe spółki, takie jak CCC (-2,14% m/m) i GRUPA AZOTY (-9,01% m/m), a w przekroju branżowym najwięcej zyskiwały spółki z branży meblarskiej, rosnące w grudniu średnio o 7,2% – głównie dzięki spółce FORTE (12,13% m/m). Dobrze radziły sobie również spółki z przemysłu lekkiego (6,84% m/m), producenci tworzyw sztucznych (6,27% m/m) i chemicznych (5,6% m/m). Na przeciwległym biegunie znaleźli się polscy producenci farmaceutyków, którzy średnio stracili w grudniu 5,16% swojej wartości. Zagregowany wzrost całego indeksu GIP60 wyniósł 0,42%, a więc nieznacznie mniej niż WIG.

Produkty specjalistyczne dały zarobić w grudniu

Zwycięzcą ostatniej klasyfikacji Giełdowego Indeksu Produkcji w 2019 roku została spółka MERCATOR MEDICAL dzięki miesięcznemu wzrostowi wartości o 28,89%. Na drugim miejscu producent specjalistycznych materiałów budowlanych i zabezpieczeń przeciwpożarowych MERCOR za wzrost o 25,26% m/m, a na najniższym stopniu podium producent odzieży dziecięcej CDRL, którego wartość rynkowa wzrosła w grudniu o 23,68%. Imponujące stopy zwrotu najlepszych spółek GIP60 już drugi miesiąc z rzędu ujawniają olbrzymi potencjał do wzrostów całej branży produkcyjnej, która po chudych latach na GPW znajduje się na stosunkowo niskich poziomach wyceny. W grudniu, co piąta spółka z portfela GIP60 wypracowała wzrost wartości rynkowej przekraczający 10%.

MERCATOR MEDICAL, najlepsza spółka grudnia, to krakowski producent odzieży ochronnej jednorazowego użytku, opatrunków i innych produktów ochronnych z trzydziestoletnim doświadczeniem na tym wymagającym rynku. Pierwsza połowa 2019 roku przyniosła akcjom spółki dotkliwą korektę, która zredukowała wartość spółki niemal o 2/3. Od tego czasu akcje spółki ustawicznie odrabiają straty, a spółka trafiła już trzeci raz w tym roku na podium GIP60. Wodą na młyn grudniowych wzrostów było sprawozdanie za trzeci kwartał, które wpisało się w pozytywny trend odbudowy rentowności spółki po tragicznym pierwszym kwartale.

MERCOR, gdański producent zabezpieczeń przeciwpożarowych, może pochwalić się równie długą historią działalności, której początki sięgają 1988 roku. Od tego czasu spółka, za sprawą licznych akwizycji ewoluowała w kierunku międzynarodowej grupy z oddziałami w Europie Środkowo -Wschodniej oraz w Hiszpanii. Również w tym przypadku głównym bodźcem wzrostów ceny akcji spółki doszukiwać należy się w publikacji wyników finansowych.

Na trzecim miejscu najmłodsza spółka z całego podium, czyli pianowickie COCCODRILLO, której początki sięgają 2002 roku. Od początku spółka zajmuje się projektowaniem, produkcją oraz dystrybucją odzieży dziecięcej poprzez sieć 251 sklepów w całej Polsce. Wzrost ceny akcji, poza imponującym wzrostem sprzedaży (choć przy jednoczesnym spadkiem zysków) to przede wszystkim zasługa kolejnej fazy programu skupu akcji własnych, która wzmocniła popyt na akcje spółki.

Negatywne nastroje i niepewność

Według doniesień Głównego Urzędu Statystycznego produkcja sprzedana przemysłu, po wyeliminowaniu wpływu czynników o charakterze sezonowym, ukształtowała się w listopadzie na poziomie o 5,4% wyższym niż w analogicznym miesiącu poprzedniego roku i o 1,5% wyższym w porównaniu z październikiem br. Produkcja dóbr konsumpcyjnych trwałych wzrosła w tym czasie o 5,4% r/r, dobór zaopatrzeniowych o 0,6% r/r, dóbr inwestycyjnych o 0,3% r/r, a produkcja dóbr konsumpcyjnych nietrwałych spadła o 1,0% r/r. Ogólnie wzrost produkcji sprzedanej (w cenach stałych) odnotowano w 19 z 34 działach przemysłu. Warto dodać, że analitycy GUS oczekują wyraźnego przyspieszenia w sektorze przemysłowym w grudniu.

Świeże informacje nt. koniunktury przemysłowej można uzyskać z ankietowych badań firmy IHS Markit przeprowadzanych wśród menedżerów logistyki wyselekcjonowanych firm produkcyjnych. Wskaźnik PMI® dla polskiego sektora przemysłowego wzrósł w grudniu z 46,7 do 48,0 i jest to już czternasty miesiąc z rzędu kiedy odczyt dla Polski znajduje się poniżej neutralnego poziomu 50 pkt. Według ankietowanych warunki gospodarcze w sektorze wytwórczym znów się pogorszyły, ale jednocześnie zauważają oni pewne oznaki ożywienia. Tempo spadku nowych zamówień oraz produkcji zwolniło, a wskaźnik Przyszłej Produkcji poprawił się po rekordowo słabym odczycie w listopadzie.

Negatywne nastroje wśród ankietowanych utrzymują się niemalże w całej Europie. Zagregowany wskaźnik dla strefy euro po trzech miesiącach odrabiania strat powrócił na ścieżkę spadków i zredukował swoją wartość 46,9 do 46,3. Ankietowani spodziewają się dalszego spadku nowych zamówień, produkcji i zatrudnienia. Rozprzestrzeniający się od kilkunastu miesięcy pesymizm największe żniwa zbiera w Niemczech i grudniowy odczyt na poziomie 43,7 (44,1 w listopadzie) dowodzi, że sytuacja za Odrą jest poważna. Warto odnotować również pogorszenie nastrojów w Niderlanidii, w której najdłużej odczyty PMI® utrzymywały się powyżej neutralnego poziomu, ale w listopadzie wskaźnik spadł tam poniżej 50 pkt, a w grudniu  pogłębił korektę do poziomu 48,3.

Obecnie w Europie panują najgorsze nastroje, które silnie wpływają również na zagregowany wskaźnik J.P.Morgan Global Manufacturing PMI®, który spadł do poziomu 50,1. Poza Europą nastroje również się pogarszały w grudniu, ale rzadko doprowadzając do spadku pojedynczych odczytów poniżej neutralnego poziomu. W USA PMI® spadł z 52,6 do 52,4, a w Chinach z 51,8 do poziomu 51,5.

Na początku 2020 roku oczy wszystkich analityków skierowane są na Bliski Wschód, gdzie napięcie na linii USA – Iran osiągnęło niebezpiecznie wysoki poziom. Reakcja rynków w ciągu ostatnich kilku dni potwierdza, że w najbliższym czasie to właśnie niepewność płynąca z tamtego obszaru będzie determinować ceny surowców, walut oraz akcji, w tym akcji polskich producentów.

Wojny nie będzie a Wall Street poprawia rekordy

Wall Street poprawia rekordy, co cieszy prezydenta Trumpa. Inwestorzy z ulgą przyjęli deeskalację napięć geopolitycznych, a teraz wierzą w przyspieszenie globalnego ożywienia. Także członkowie Fed patrzą z optymizmem na gospodarkę USA. Na ten moment nie można się do niczego przyczepić i dzisiejszy raport z rynku pracy prawdopodobnie wpisze się w ten klimat.

Nikogo nie powinno dziwić, że w roku wyborczym prezydent USA będzie dbał o pozytywny obraz rynku akcji, zatem zdecydowanie na rękę było mu nie rozgrzewać konfliktu na Bliskim Wschodzie, a wcześniej zbierał pochwały za osiągnięcie wstępnego porozumienia handlowego z Chinami. Ważne jednak, że także w Fed dostrzegają pozytywne otoczenie. Wczoraj kilku członków FOMC wybrzmiało dość optymistycznie o sytuacji ekonomicznej, nie wskazując na ryzyka mogące zachęcić bank centralny do luzowania polityki. Clarida, wpływowy wiceprezes Fed, powiedział, że wzrost jest bardzo żywotny, a konsumenci nigdy nie byli w korzystniejszym położeniu. Nie widzi też powodów, dla których faza ekspansji nie mogłaby dalej trwać. Z kolei zwykle gołębi Bullard stwierdził, że ryzyko recesji wyparowało i jest on zadowolony z aktualnego poziomu stóp procentowych. Dziś uwaga przeniesie się na raport z rynku pracy USA. Grudzień prawdopodobnie przyniesie wolniejsze tempo przyrostu zatrudnienia w sektorze pozarolniczym niż w listopadzie (prog. 160 tys., poprz. 266 tys.), co pozwoli utrzymać stopę bezrobocia na 3,5 proc. Mocny odczyt podkreśli siłę gospodarki, co podsyci optymizm na Wall Street. Wyjątkowość USA na tle innych gospodarek pomaga też w powrocie popytu na USD. Nie da się obecnie od tego uciec, szczególnie że na FX ucichło różnicowanie pod kątem risk-on/risk-off.

Rynkowi walutowemu znów brak dynamiki. Poza USD/JPY, gdzie pęd dyktują rozczarowani inwestorzy uciekający z krótkich pozycji, reszta crossów generalnie powraca w tryb wait-and-see. Na EUR/USD wygasły zapędy do pchania kursu ponad 1,12, a przed NFP wzrasta ryzyko pogłębienia odwrotu. AUD dziś w nocy dostał wsparcie od lepszych danych o sprzedaży detalicznej, ale to wynik za listopad, ale szał zakupowy na Black Friday zapewne negatywnie odbije się na sprzedaży przed Gwiazdką. A przy strachu o ekonomiczne skutki pożarów buszu rynek z rezerwą będzie oceniał szanse na wzrosty Aussie. Mimo to byłbym zdania, że korekta od początku roku jest na wyrost i dodatkowo podsycił ją risk-off związany z Iranem. Przy poprawie ogólnorynkowego sentymentu jest miejsce na odreagowanie słabości, choć w związku z powyższym lepiej nie wykorzystywać do tego AUD/USD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Darowizny domów, mieszkań i działek – czy są częste?

Co roku tysiące lokali, domów oraz działek budowlanych są przekazywane w ramach darowizny. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl sprawdzili, jak liczba mieszkaniowych darowizn zmieniała się z roku na rok.

Nieruchomości to ważny i zwykle najbardziej wartościowy składnik majątku polskich rodzin. Domy, lokale i działki pod budowę często są przekazywane młodszym pokoleniom w ramach darowizny. Warto pamiętać, że darowizny nieruchomości dotyczą również bliskich osób nie należących do rodziny. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl tym razem postanowili sprawdzić, ile darowizn domów, lokali oraz działek budowlanych miało miejsce w 2018 r. i poprzednich latach.

Informacje dotyczące liczby podarowanych nieruchomości praktycznie nie pojawiają się w mediach. Trudno się temu dziwić, ponieważ dotarcie do odpowiednich danych nie jest łatwe. Podaje je tylko Ministerstwo Sprawiedliwości. Informacje zgromadzone przez ten resort wskazują, że liczba podarowanych nieruchomości innych niż rolne (przede wszystkim mieszkań, domów i działek budowlanych) wyglądała następująco:

  • 2008 r. – 133 877 darowizn
  • 2009 r. – 128 762 darowizny
  • 2010 r. – 126 308 darowizn
  • 2011 r. – 124 073 darowizny
  • 2012 r. – 121 515 darowizn
  • 2013 r. – 114 111 darowizn
  • 2014 r. – 113 197 darowizn
  • 2015 r. – 117 963 darowizny
  • 2016 r. – 121 952 darowizny
  • 2017 r. – 116 480 darowizn
  • 2018 r. – 118 405 darowizn
  • I połowa 2019 r. – 58 320 darowizn

Informacje Ministerstwa Sprawiedliwości z pierwszych sześciu miesięcy 2019 roku sugerują, że prawdopodobnie zakończył się on bardzo zbliżoną liczbą analizowanych darowizn, jak dwa poprzednie lata (2017 – 2018). Jeżeli chodzi natomiast o ujęcie długookresowe, to można zauważyć względną stabilizację liczby analizowanych darowizn.

Wyniki z lat 2008 – 2011 były jednak nieco większe. Być może bardzo szybki wzrost rynkowej wartości mieszkań, domów i działek widoczny w czasach poprzedniego boomu mieszkaniowego zachęcał starsze osoby do przekazywania nieruchomości bliskim.Tabela 1

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl